Joanna Bator Japoński wachlarz Projekt okładki i stron tytułowych Maciej Sadowski Redaktor Joanna Rodziewicz Korekta ElŜbieta

Szelest ?1 zdjęcia: Joanna Bator Krzysztof Łukasiewicz (Ł) Magda Szczech (S) Zdjęcia Takarazuki za zgodą Takarazuka Revue Company* © Copyright by Wydawnictwo KsiąŜkowe Twój Styl, 2004 © Copyright for the text and photographs Joanna Bator, 2004 ISBN 83-7163-432-3 Skład i łamanie: PLATIN Sp z o.o. Druk i oprawa: Łódzka Drukarnia Dziełowa S.A. Podziękowania Dziękuję moim japońskim przyjaciołom, przewodnikom, tłumaczom. Gdyby nie ich serdeczność, ciepło, gotowość do pomocy i wytrwałość w odpowiadaniu na tysiące pytań, moja Japonia byłaby zupełnie inna, a ta ksiąŜka pewnie w ogóle by nie powstała. Specjalne ukłony naleŜą się profesorowi Hashizume Daisaburo za jego imponującą wiedzę, poczucie humoru i wspaniałe warunki do pracy, jakie mi zapewnił. Zadręczałam pytaniami wiele osób, których nie sposób wszystkich tu wymienić, więc z wielką wdzięcznością wspomnę jeszcze tylko profesor Ueno Chizuko, profesor Ochiai Emiko i profesora Kato Norihiro. Ando Eriko i Shinji, Shinada Tomomi i Ota Motonori z dziećmi, Yamaguchi Shinobu, Matsuda Naomi, S. Kiku jedli za mną, śmiali się, jeździli na wycieczki, kąpali się w onsenach i sprawili, Ŝe pisząc tę ksiąŜkę, tęskniłam za krajem, w którym za ich sprawą czułam się tak dobrze. Gdyby moi japońscy przyjaciele mogli przeczytać tę ksiąŜkę, odnaleźliby się w niej pod zmienionymi imionami i rozpoznaliby swoje historie umieszczone w nieco innych kontekstach. Za ten najcenniejszy ze wszystkich dar opowieści dziękuję im z całego serca. Mój mąŜ i przyjaciele wnikliwie czytali pierwsze wersje tej ksiąŜki, a ich uwagi były dla mnie inspirujące i równie cenne jak konsultacje językowe, których udzielał mi mój nauczyciel japońskiego. Pomoc zaś, jaką w pracy nad Japońskim wachlarzem ofiarował mi pan Henryk Lipszyc z Wydziału Japonistyki UW, juŜ na zawsze uczyniła mnie jego dłuŜniczką. Dómo arigató. Autor nigdy, w Ŝadnym znaczeniu tego słowa, nie fotografował Japonii. Wręcz przeciwnie, to Japonia oświetliła go błyskiem wielu gwiazd; albo jeszcze inaczej mówiąc: to Japonia zmusiła go do pisania. Roland Barthes Znalazłam się w posiadaniu duŜej ilości papieru i zaczęłam zapełniać kolejne zeszyty opisami dziwnych zdarzeń, historiami z przeszłości i innymi najróŜniejszymi rzeczami, włączając nieraz te najbardziej trywialne. Przede wszystkim skupiłam się na rzeczach i osobach, które uwaŜałam za urocze i wspaniałe, ale moje zapiski pełne są równieŜ wierszy oraz uwag na temat drzew i

roślin, ptaków i owadów. Sei Shónagon Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich łudzi. Oskar Wilde

271 słów od autorki Nie jestem japonistką. Zawodowo zajmuję się antropologią kultury i gender studies, czyli „genderami", jak mawiamy w skrócie. Cudowny i niespodziewany kaprys losu sprawił, Ŝe spędziłam dwa lata w Japonii, pracując na jednej z tokijskich uczelni. Podobnie jak poszukiwacz złota w kopalni, tak antropolog w kulturze takiej, jak japońska nie powstrzyma się przed drąŜeniem tematów, które kaŜdego dnia olśniewają go bogactwem nowych moŜliwości. Kiedyś dziwiły mnie zamieszczane na początku ksiąŜek asekuracyjne zapewnienia, Ŝe poglądy w nich zawarte są poglądami autora, bo - załoŜywszy, Ŝe autor nie jest bezwstydnym plagiatorem próbującym ukryć ten fakt - czyimi miałyby być? Dziś rozumiem, Ŝe autorzy robią to ze względu na tych, którzy myślą, Ŝe jak ktoś juŜ napisał ksiąŜkę, to z pewnością uwaŜa się nie tylko za człowieka bardzo mądrego, ale równieŜ za odkrywcę obiektywnej prawdy. W niektórych przypadkach pewnie tak jest, ale większość autorów jest szczęśliwa, gdy uda im się uchwycić w słowa fragment świata nawet tak mały, by nadawał się tylko na pocztówkę do przyjaciół. Jeśli jednak kogoś ma to uspokoić: Pisałam wyłącznie o tym, co apelowało do moich oczu, uszu, kubków smakowych; o tym, co mnie osobiście olśniło, zadziwiło, rozbawiło, skłoniło do czytania nowych ksiąŜek. W tym sensie poglądy na temat Japonii zawarte w tej pracy są poglądami autorki. Japoński wachlarz składa się z antropologicznych obrazków kreślonych wzorem zuihitsu - „tak, jak pędzel prowadzi" - i ani przez myśl mi nie przeszło pisanie wyczerpującej rozprawy na temat współczesnej japońskiej kultury. MoŜe zrobi to wkrótce jakiś polski japonista. Albo osoba, która - tak jak wciąŜ uznawana za najwybitniejszą japonistkę Ruth Benedict - ani nie mówiła po japońsku, ani nigdy w Japonii nie była. Tam, tutaj. Oddalenie, dystans, rozsunięcie boków. Tam - to miejsce, gdzie mnie nie ma. Tutaj - to miejsce, w którym jestem. (...) I juŜ jestem tam: na zewnątrz, poza „mną" samym. Zewnętrze to jednak eksponuje mnie jeszcze na inne zewnętrze: na ciało innego człowieka, na innego, o ile ten jest ciałem. Jean-Luc Nancy, esej z katalogu wystawy Gendai I. PodróŜ do Domu Słońca Inne ciała:, ja" i „oni" Moja japońska przygoda zaczęła się na frankfurckim lotnisku przed wejściem numer trzydzieści trzy, gdzie wraz z resztą podróŜnych czekałam na samolot do Tokio. Oprócz mnie byli tam niemal wyłącznie Japończycy, co sprawiło, Ŝe nagle znalazłam się pośród ludzi, od których róŜniłam się wyglądem w sposób znaczący i niemoŜliwy do zignorowania. Gaijin, czyli „obca", „cudzoziemka", dosłownie „osoba z zewnątrz", jedno z nielicznych japońskich słów, jakie znałam, przyszło

mi do głowy i rozbłysło na moim europejskim czole jak neon. Oto ja, „gaijinka". Zabawa w wyszukiwanie w tłumie azjatyckich twarzy, której oddawałam się z obsesyjnym upodobaniem od czasu, gdy zapadła decyzja o moim wyjeździe do Japonii, straciła sens. Teraz to „ja" byłam inna, a „oni" stanowili odniesienie. Niestety, Ŝadne subtelne i wyrafinowane wraŜenie nie dodało blasku początkowi mojej podróŜy. Płaskie skośnookie twarze Japończyków wydawały mi się po prostu bardzo do siebie podobne. Ta boleśnie banalna refleksja nie sprawiła mi Ŝadnej satysfakcji poznawczej, ale japońscy podróŜni byli po prostu czarnowłosi, Ŝółtawi i skośnoocy. Wiadomo, Ŝe przeciętnemu Europejczykowi łatwiej odróŜnić trzy japońskie samochody na parkingu niŜ trzech wczoraj poznanych Japończyków; tacy jesteśmy ograniczeni i co za szczęście, Ŝe umiemy z siebie Ŝartować, bo przecieŜ, broń BoŜe, nie ma to nic wspólnego z naszym poczuciem wyŜszości. Po jakimś czasie przeciętny Europejczyk zaczyna rozpoznawać w Japonii odmienne typy antropologiczne, ale są to nadal róŜnice subtelne - kilka centymetrów wzrostu, kształt kości policzkowych, pieprzyk na policzku, odróŜniający dla potrzeb naszej percepcji jakąś czarnowłosą i czarnooką Mariko z Hokkaido od jej równie czarnowłosej i czarnookiej koleŜanki z Kyushu. Wizualne doświadczenie „bujnej róŜnorodności", w jaką - według autora Imperium znaku - przekształca się z czasem przywoŜony przez nas do Japonii stereotyp Japończyka, w moim przypadku było w oczywisty sposób kwestią przyszłości. WytęŜyłam więc wzrok w pierwszej próbie przeniknięcia tajemnicy, jaką ukrywa cielesna obecność Innego. Japońskie ciała siedzące w poczekalni numer trzydzieści trzy były drobne i ładnie wpasowane w przestrzeń. Na ich szczupłych kolanach spoczywały szczupłe dłonie o podłuŜnych wąskich paznokciach. Bardzo zadbanych i czystych. Jedno obok drugiego siedziały w większości starsze ciała: delikatne kobiety o nienagannych makijaŜach i świeŜych fryzurach sprawiających wraŜenie, jakby przed godziną rozjaśnił je na identyczny odcień brązu ten sam fryzjer, starsi panowie wyszykowani na podróŜ z nieco przesadną dokładnością. Wszystkie ciała, niezaleŜnie od płci, byłyjakby ubrane „za bardzo". Przebrane w uniformy „prawdziwych japońskich turystów", jakich zwarte grupy moŜna zobaczyć w najatrakcyjniejszych miejscach starego kontynentu - na placu św. Marka, w Luwrze, pod krzywą wieŜą w Pizie. Drobne ciała opakowane zostały starannie, elegancko i schludnie, bardzo dokładnie, a ich stroje uzupełniała zbyt duŜa ilość detali: pasujących do siebie chusteczek, pasków, szali i torebek, z rozmysłem skompletowanych czapeczek i kapeluszy, lornetek i aparatów fotograficznych w wymyślnych futerałach. Ciała te miały w sobie coś roślinno-morskiego raczej niŜ ssaczego. Nie szpeciły ich Ŝadne fałdy i nawisy tłuszczu. Nie wylewały się na boki ze swoich eleganckich form i siedziały tak, jakby starały się nie zajmować więcej miejsca, niŜ jest to absolutnie niezbędne. Francuski filozof Jean-Luc Nancy pisze, Ŝe w odróŜnieniu od zachodnich ciał błonowatych, zamkniętych w sobie, monadycznych (a więc potencjalnie agresywnych), ciała japońskie są czułkowate; przyzwyczajone do ścisku wypuszczają na boki czułki, badając przestrzeń, ale nie wchodząc pochopnie w kontakt z innymi ciałami. Za pomocą niewidzialnych radarów namierzają zbliŜające się inne ciało i odginają w bok jak ukwiały. Średnią wieku wśród tych czułkowatych ciał obniŜały trzy młode dziewczyny (albo trzy klony dla mojego niewprawnego i niepoprawnego politycznie oka), które ukryły się w kącie, jeszcze idealnie gładkie, śliczne jak z reklamy

zasłaniając usta dłonią w potrojonym geście.o cudzie . Bucik bonsai. świeŜym. trzy pary małych japońskich stopek obutych w najmodniejsze w tym sezonie kla-peczki z nosami w szpic stały pod identycznym kątem utworzonym przez połączone palce i rozsunięte pięty. Informacja wypowiedziana po japońsku była o wiele dłuŜsza. Jedna powiedziała coś koleŜankom. Przekraczając granicę Japonii. moŜe drzemała. Coś w ich wyglądzie. ale bardziej ozdobne. jak czasem robią małe dziewczynki. w Japonii pierwszy raz w Ŝyciu cieszą się wysokim wzrostem. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę z tego. Ŝe samolot jest gotowy do odlotu. by przykryć troje ust starannie pokrytych błyszczykiem. promiennym. jeśli nam się nie spodoba. na co te zachichotały. Niewinne lolitki nieświadome (nie chcące być świadome?) swojej dorosłej juŜ kobiecości zachichotały ponownie. by ustawić się w wyjątkowo porządnej kolejce do samolotu. Nagle coś zaczęło być ze mną nie tak. Dziewczęta trzymały je zwrócone czubkami do środka tak. wygłoszona kobiecym głosem o oktawę wyŜszym od normalnego.naleŜę do najwyŜszych kobiet w poczekalni i góruję wzrostem nad wieloma męŜczyznami. Potem przeniósł wzrok w tym samym kierunku. Ŝe nie stroniące od mięsa i nabiału młode pokolenie przerosło rodziców i dziadków. w którym ja patrzyłam. Dziwnie. a ono odsunęło się leciutko. Cieniutkim głosem wydobywającym się z głębi ściśniętej krtani informowała nas być moŜe. a potem japoński glos powiadomi! nas. Siedzieliśmy jak w zamkniętej kapsule. a nagle spotęŜniała klatka piersiowa rozsadza sweterek o przykrótkich i zbyt wąskich rękawach. jakby jego właścicielka zapraszała nas do uczestnictwa w czymś wyjątkowo przyjemnym i niezwykłym. na promieniejące urodą dziewczęta. I z pewnością inaczej niŜ zwykle. która po krótkiej wycieczce gotowa była juŜ do powrotu na swoją planetę. natychmiast popełniając rytualne samobójstwo. Ŝe jestem raczej nieduŜa. Ja sama z osoby niewyróŜniającej się niczym szczególnym . Ŝe spodnie udaje się wciągnąć tylko do kolan. którzy tak jak ja w ojczyźnie z trudem uchodzili za średnich. Gdy wstaliśmy. Bardziej znak buta niŜ but. niepostrzeŜenie zmienili się bowiem w grubasów w rozmiarze XL. Siedzący najbliŜej mnie męŜczyzna zaszeleścił gazetą i spojrzał dyskretnie na zegarek. w czym rzecz. ale średnia jest nadal niezbyt imponująca. Klapeczki niby bardzo podobne do tych. z przyzwyczajenia kupując ubrania rozmiaru S. Statystyki podają.nad większością męŜczyzn! Nigdy jeszcze nie patrzyłam na świat z tej perspektywy. Po chwili najpierw niemiecki. Szczupli. ze zdumieniem spostrzegają zaś. przerysowane. i biorąc całą winę na siebie. gotowa jest osobiście zadośćuczynić naszym krzywdom. Europejczycy i Amerykanie. odbiegało od normy.azjatyckiego biura podróŜy. erotycznym. Brzmiał tak. którym i ja się nie oparłam. W porównaniu z tą kwintesencją grzeczności powtórzona właśnie niemiecka informacja przypominała ponaglenie więziennej straŜniczki i to ona dopiero skłoniła mnie do ruchu. z góry przepraszając jednak. Ŝe . i tylko opal wielkości przepiórczego jajka zadrgał na jej palcu płomiennym blaskiem. trzy wąskie dłonie jeszcze raz uniosły się. przesadne w modnym kroju. Podobno Japończycy są coraz wyŜsi. Ŝe jeśli będziemy mieć jakieś zastrzeŜenia co do obsługi pokładowej. a trzydzieści parę przeŜytych lat pozwoliło mi przyzwyczaić się do poŜytków i wad związanych z faktem. którą znam. Nie do wiary . Japońskie ciała z czułkami: OstroŜne? Nieśmiałe? Przebiegłe? Przycupnęłam obok jednego z nich. poczułam kolejny przypływ nie-sprecyzowanego cielesnego dyskomfortu. i dopiero spojrzawszy na ich stopy zrozumiałam. Jego towarzyszka ani drgnęła.

jakby światło wypłynęło przez niewidoczną dziurkę jak woda. która jest japońską odmianą chrzanu. W ten sposób wieczór w Europie zamienił się nagle w głęboką noc.podobnie jak on . „gaijin-sensei". Nie zamieniliśmy ani słowa od czasu. by ograniczyć do minimum ewentualny kontakt fizyczny z moim łokciem lub ramieniem.sięgnęłam po pałeczki. Jego czułkowate ciało odgięło się delikatnie w stronę okna. mocząc kaŜdy kęs w sosie sojowym zmieszanym z kilkoma piórkami szczypiorku i odrobiną wasabi. aŜ połknę pierwszy kęs. by trafić zwisającym na pół metra makaronem do miseczki z sosem. Przeciętny Polak przez całe Ŝycie nie wypowie bowiem tylu zdań na temat bigosu. czyli zimnego makaronu z gryczanej mąki posypanego pokrojonymi w cienkie paseczki. jak samolot przelatuje nad Uralem oddzielającym malutką Europę od potęŜnej Azji i skręca na północ. Słoneczny blask na horyzoncie stopniowo zakląsł się w zupełną ciemność tak.wśród jasnych kobiet mojego kraju wyrosłam niespodzianie na kogoś. „profesorka cudzoziemka". Zaczyna się on wkrótce potem. Ŝe między Polską a Japonią jest tylko wielki las. popatrzy! na stojący przede mną makaron i sos sojowy jak nauczyciel do zeszytu uczennicy. Moja edukacja kulinarna zaczęła się od podanej w samolocie zaru-soby. aby wszystko odbyło się według zasad. ile Japończyk moŜe wygłosić na temat ulubionej potrawy podczas codziennej kolacji. „wielce szanowna cudzoziemka" powie. „gaijin-sama". Cudzoziemka. będzie plotkował personel w japońskich hotelach i ryokanach. a które powinnam dodać do swojej potrawy. domagając się wyjaśnienia tej aberracji w kolejce do samolotu lecącego do Tokio. z uwagą niepozbawioną poczucia wyŜszości. W pewnym sensie przestałam być dawną mną. Pokiwał głową. a potem to wszystko wpakować do ust. staruszek odwrócił się w moją stronę. „pani cudzoziemka". Raz tylko Japończyk uśmiechnął się do mnie niemal nieuchwytnym półuśmiechem. która pędząc na łeb na szyję ścigała się ze swoim cieniem nad Syberią. by zjeść międzykontynentalny posiłek złoŜony z europejskich i azjatyckich dań. pokiwał głową jeszcze raz i potem juŜ w milczeniu zjedliśmy . sprasowanymi wodorostami nori. wygrywając zawody z czasem i dzień zszarzał w mgnieniu oka. Była to pierwsza instrukcja związana z jedzeniem. opiszą mnie studenci nie znający jeszcze mojego nazwiska. Stałam się nagle kobietą innego rozmiaru. Japończyk poczekał. Ta nagła translokacja „ja" uświadomiła mi. Pod słońce Ktoś kiedyś powiedział. a nie widelec. Sobą ma formę cienkiego spaghetti i jedzenie jej pałeczkami wymaga nieco praktyki koniecznej. „gaijinka". „Gaijin-lady". a niekiedy i wyczerpywać charakterystykę mojej osoby. których nie zauwaŜyłam. jakich potem moi japońscy znajomi udzielą mi mnóstwo. gdy . Na fotelu obok mnie siedział starszy męŜczyzna. zielonej ostrej przyprawy. patrząc na mnie japońskie dziecko i pociągnie matkę za spódnicę. przyjrzał się jeszcze raz i uniósł w dwóch palcach maleńką plastikową torebkę z suszonymi wodorostami nori. Zamknięci w hermetycznej kapsule lecieliśmy. Makaron je się. gdy weszliśmy do samolotu. Słysząc. To lekkie danie jest szczególnie popularne latem. drobny i maleńki. jak rozłamuję ich połączone końce. to kluczowe słowo odtąd ma otwierać. W ten sposób Japonia pozbawiła mnie pewności co do własnej osoby. duŜą blondynką w tłumie drobnych ciemnowłosych osób. Ŝe podróŜ do Japonii będzie się róŜniła od wszystkich innych. komu japońskie dziecko o buzi jak z kreskówki przygląda się zogromnialymi ze zdumienia oczami.

swojązaru-sobę. „W milczeniu" nie znaczy jednak „w ciszy". Japończycy siorbią, wciągając kluski w taki sposób, w jaki robią to u nas dzieci, dopóki nie dostosują się do kulturowego wymogu eliminowania ciejesnych odgłosów i bezgłośnego jedzenia, jak kaŜe zachodni zwyczaj. Dla Japończyka jednak jeść bezgłośnie to tak, jakby pozbawić się połowy przyjemności. MęŜczyźni siorbią głośniej i swobodniej niŜ kobiety i jeśliby męskość po japońsku miała coś wspólnego z głośnością siorbania, mój malutki sąsiad byłby prawdziwym macho. Kolejne porcje makaronu znikały w jego ustach w rytmie miarowych higienicznych wessań wyróŜniających się nawet na tle wielkiego „siorb-koncertu", jakim stał się nasz samolot. Po kolacji popitej zieloną herbatą Japończyk zasnął jak dziecko, tak spokojnie, jakby lotniczy fotel był najwygodniejszym posłaniem. Jedna z hipotez na temat łatwości, z jaką Japończycy potrafią zasnąć w kaŜdych okolicznościach, łączy tę umiejętność z faktem, iŜ dzieci są tam karmione piersią dłuŜej niŜ na Zachodzie. Dorośli Japończycy mają ponoć, w przeciwieństwie do nas, pamięć tej bliskości z matką i dzięki niej mogą nieświadomie powrócić do stanu bezpieczeństwa, jakie czuje osesek zasypiający - zwłaszcza po posiłku - w kaŜdych warunkach. Mój sąsiad rzeczywiście wyglądał na spokojnego i miarowo pochrapywał, uśmiechając się przez sen. Być moŜe śnił piękny sen o ssaniu matczynej piersi, którego mogłam mu tylko zazdrościć. Po dziesięciu godzinach lotu, podczas których bezsenna dla mnie noc zdarzyła się na krótko i minęła nagle jak ucięta noŜem, rozbłysła pozioma kreska słońca, znów dzieląc horyzont na dwoje. Zaczynał się nowy dzień, starszy brat tego, który jeszcze nie narodził się w Europie. Zdałam sobie sprawę, Ŝe to juŜ naprawdę blisko, Kraina Wschodzącego Słońca. Miejsce, gdzie Słońce mieszka. Nihon (albo Nippoń), oryginalna nazwa kraju, znanego nam jako Japonia, składa się z dwóch elementów tworzących kanji, czyli chiński znak: nichi to „słońce", a hon to „podstawa", „źródło" lub „początek". Dla Chińczyków Japonia była „domem Słońca", miejscem, gdzie Słońce „mieszka", bo codziennie mogli obserwować, jak wstaje ono na horyzoncie Pacyfiku, za którym leŜał wąski pasek wulkaniczych wysp. Amaterasu, bogini ognistej planety, zajmuje uprzywilejowaną pozycję w panteonie religii shintó i według japońskiej mitologii jest protoplastką cesarskiego rodu. Fakt, iŜ główne bóstwo ma rodzaj Ŝeński, rzecz raczej wyjątkowa wśród solarnych przedstawień, interpretowany jest jako ślad japońskiej kultury matriarchalnej, której dawny splendor przepadł w mrokach historii zdominowanej przez wojowniczych samurajów. Amaterasu to z całą pewnością ona, chociaŜ jej mitologiczne narodziny wymagały obecności pierwiastka męskiego. Na samym początku świata z niebytu wyłoniła się para rodzeństwa, Izanami (ona) oraz Izanagi (on) i zanim zachowanie ptaków (które najwidoczniej z jakichś kosmologicznych powodów juŜ istniały) podpowiedziało im, co mają robić, snuli się bez Ŝadnego zajęcia po bezludnym krajobrazie. Od momentu jednak, gdy poznali radość seksu, zaczęli płodzić boskie potomstwo w duŜej ?}§??. Przy jednych narodzinach zdarzyła się tragedia, bóg ognia, przychodząc na świat, okrutnie poparzył Izanami, i ta w bólu odeszła do krainy umarłych. Izanagi, nie mogąc znieść rozpaczy po utracie Ŝony/siostry, udał się w ślad za nią, i mimo iŜ błagała, by na nią nie patrzył, nie wytrzymał, podniósł wzrok. Izanami z krainy umarłych nie była juŜ jednak tą, której pragnął brat/kochanek, i zobaczywszy jej skalane śmiercią ciało, zapomniał o swojej miłości. Izanagi od tej chwili myślał juŜ tylko o tym, by się oczyścić z brudu

śmierci, i pognał z powrotem do świata Ŝywych. Zanurzył się w wodzie aŜ po czubek głowy, dając początek nie tylko tradycji rytualnych oczyszczeń charakterystycznych dla japońskiej religii shintó, lecz takŜe ze wszech miar godnemu naśladowania świeckiemu zwyczajowi codziennych kąpieli. Gdy Izanagi dokonywał ablucji, z jego ciała narodzili się następni bogowie: z nosa - bóg wiatru, panujący nad morzami, a wcześniej z lewego oka właśnie Amaterasu, bogini słońca, władająca niebem. Tak powstał panteon shintó, religii, która zna pojęcie nieczystości i wstydu, ale nie zna pojęcia grzechu. Jeszcze chwila lotu i czerwona kreska światła eksplodowała w kulę oślepiającego blasku, który wypełnił niebo po oszukanej nocy; Amaterasu wyłoniła się z ciemności, byliśmy juŜ w Japonii. Stewardesy zaczęły poranną krzątaninę, mój sąsiad obudził się rześki i wyspany, złoŜył koc tak precyzyjnie, jakby miał zamiar wyciąć z niego origami, a pilot poinformował nas, Ŝe wkrótce wylądujemy na lotnisku w Tokio, gdzie „panują bardzo dobre warunki atmosferyczne". Była jesień, jedyna pora roku, gdy na zachodnim wybrzeŜu Honshu moŜna przez parę cudownych tygodni cieszyć się suchą, słoneczną pogodą i błękitnym niebem, które przez większą część czasu jest białawe, wzdęte od wilgoci, w kaŜdej chwili groŜące pęknięciem. Ten świetlisty, jasny październik to po japońsku kaminazuki, czyli „miesiąc, gdy bogowie są nieobecni". Wybierają się wówczas na wielkie spotkanie do świątyni Izumo, a ludzkość zostaje pozostawiona samej sobie. Pewnie dotyczy to równieŜ cudzoziemców odwiedzających Japonię, bo nasz zachodni bóg nigdy się tam na dobre nie osiedlił. Zobaczyłam, Ŝe wielki las skończył się, a skręcający na południe samolot pochylił się, sprawiając, Ŝe tafla oceanu uniosła się jak połyskliwa zasłona, za którą po chwili w perłowej mgiełce poranka wyrosła góra Fuji. Święte miejsce Domu Słońca, cel corocznych pielgrzymek setek tysięcy Japończyków, którzy w długiej kolejce wdrapują się na szczyt, by tam oczekiwać codziennego cudu światła i pokłonić się Amaterasu wschodzącej znad morza chmur. Mój sąsiad zerknął przez moje ramię w kierunku okna i jego pomarszczona twarz rozjaśniła się w uśmiechu na widok Fuji, góry gór. Welcome to Japan very much, przemówił do mnie wtedy po raz pierwszy i ostatni. Japoński goździk Narita wyglądało jak wszystkie inne lotniska cywilizowanego świata. Z tym moŜe wyjątkiem, Ŝe pracownicy fizyczni ubrani byli w schludne uniformy bardziej przypominające garnitury niŜ kombinezony robocze oraz śnieŜnobiałe rękawiczki, a młode urzędniczki kłaniały nam się, wskazując drogę teatralnie pięknymi ruchami rąk i nie przestając mówić wysokim, przepraszającym tonem, choć nikt nie zwracał na nie uwagi. Dziarscy i wyspani Japończycy ustawili się w swojej kolejce, trzymając w pogotowiu paszporty z wizerunkiem wschodzącego słońca, a ja wraz z grupką kilkunastu śmiertelnie zmęczonych, wymiętych cudzoziemców powlokłam się do okienka dla Aliens, „Obcych"; ósmych pasaŜerów Nostromo, którzy nielegalnie załapali się na ten lot. Czekając na odprawę, jeszcze raz przyjrzałam się wydrukowanemu e-mailowi od Japonki imieniem Chizuko, która pomagała mi na odległość załatwić wszystkie formalności. Informowała mnie w nim, Ŝe pogoda w Tokio jest piękna (bo wzmianka o pogodzie to obowiązkowa część wszystkich japońskich listów), Ŝe będzie pełnić rolę mojej sekretarki (co było prawdą) i Ŝe perspektywa ta „napełnia jej serce prawdziwą radością" (czego jeszcze nie mogłam być pewna). Poza tym precyzyjna, złoŜona z licznych punktów i podpunktów instrukcja dotycząca początku mojego

pobytu w Japonii pełna była imion i nazw stacji brzmiących na przykład Shinagawa i Ishikawa-dai, które mnie napełniały prawdziwym niepokojem raczej niŜ radością. „Shinagawa - Sina-gała", „Ishikawa-dai - Idź-i-kawa-dai", utrwalałam sobie, oswajając obce brzmienie na wypadek, gdybym musiała tych miejsc szukać sama. „W przypadku, który nie moŜe być prawdą, gdybym nie była tam, gdzie mi przeznaczone zostało, aby cię miło zaprowadzić na miejsce ostateczne, postępuj zgodnie z instrukcją, jak cię proszę i przepraszam z respektem", pisała Chizuko w zabawnym, ale wystarczająco komunikatywnym angielskim, „Ja znać drogę, a ty sama zgubiona lub zakłopotana z bagaŜem na zawsze, a przeto ja cię wezmę samochodem z przyjemnością". Jeden znak kanji wyglądający jak haczyk zaplątał jej się w rzymskie litery pomiędzy „s" a „t" w słowie „instrukcja", a ja mimo wszystko miałam nadzieję, Ŝe nie będę musiała sama szukać „miejsca ostatecznego" i Ŝe ten znak nie jest na przykład jakąś waŜną wskazówką, którą powinnam wziąć wówczas pod uwagę. „Profesor", powiedział urzędnik imigracyjny o szlachetnej twarzy aktora Toshiro Mifune, oglądając mój paszport chyba z lekkim niedowierzaniem, a ja odpowiedziałam: „Hai", czyli „tak", bo niewiele więcej potrafiłam. „Daijóbu", odparł w końcu urzędnik, co brzmiało jak „daj dzioba", a znaczyło „w porządku". Wpuścili mnie, juŜ nie było odwrotu. Zobaczywszy mnie, młoda kobieta w stroju odpowiedniejszym dla pięćdziesięciolatki energicznie pomachała tabliczką z wypisanym moim imieniem i nazwiskiem. Odmachałam więc, a ona zrobiła kilka drobnych kroczków w moją stronę z przednią częścią ciała lekko wysuniętą do przodu i ramionami trzymanymi blisko tułowia jak złoŜone skrzydła. Na twarzy miała wyraz radosnej antycypacji, jakby spotkanie ze mną było szczęściem i zaszczytem, na który długo czekała. Przyszli mi na myśl onnagata, aktorzy teatru kabuki grający Ŝeńskie role w spektaklu, który widziałam niedługo przed wyjazdem do Japonii. Ten wcielający się w postać dzielnej małŜonki wodza w podobny sposób przemieszczał się po scenie, wyrzucając z siebie przy tym całe kaskady kobiecych ochów i achów, na których urok część zachodniej publiczności pozostaje na zawsze nieczuła. „Czy ktoś mógłby zabić ją jeszcze raz?" - spytał mój znajomy, gdy bohaterka wspomnianego przedstawienia nawet po okrutnej śmierci długo nie przestawała ubolewać wysokim, przejmującym głosem. Chizuko tymczasem zrobiła kilka kolejnych drobnych kroczków w moim kierunku i zatrzymała się, sublimując radosną antycypację do jej krystalicznej formy. W Japonii, gdzie kostiumy i opakowania waŜniejsze są na ogól niŜ zawartość, kategorie kobiecości i męskości definiuje się o wiele dokładniej niŜ na Zachodzie. To, co nazywamy róŜnicą rodzaju (gender) albo płci kulturowej, mocno zakorzenione jest juŜ w strukturze japońskiego języka, który podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie, ma swoją wyraźną Ŝeńską i męską formę. ZróŜnicowany według płci język stanowi podstawę systemu niezwykle precyzyjnie określającego, co jest właściwe dla kobiet i męŜczyzn. Sposób zachowania Chizuko, z mojej perspektywy odrobinę przerysowany, o krok od przesady, wydawał mi się jednak pełen wdzięku. Była Ŝywym wcieleniem „japońskiego goździka", czyli skromności i delikatnego uroku, jakie powinny cechować młodą damę z dobrej rodziny. Przeciętna przedstawicielka krajów Zachodu co najwyŜej kończy liceum w dziedzinie tradycyjnych kobiecych gestów i zachowań, podczas gdy dziewczyny takie jak Chizuko mają doktorat. Po pewnym czasie spędzonym w Japonii niektóre

Z całą feministyczną świadomością tego. skoro stacja metra. ale przysięgłabym. Wszystko jest tak dziwaczne i przeciwstawne. Albo Shimbashi. jakiej płci jest nowo poznana osoba. kobiety po trzydziestce. gdybyś mogła przyjechać do Japonii". w pierwszym zdaniu powiedziała mi bowiem. Ŝe praktycznie rzecz biorąc. to z całą pewnością . skazana na niespełnialne marzenie o kraju. I moŜe po prostu bardzo potrzebowałam dobrego znaku. Jak mogłam być pewna. jakimi zostałam otoczona. nie mogłam pohamować podziwu dla miękkich. wyglądająca jak personifikacja zachodnich marzeń erotycznych na temat Wschodu. gdyby byli podobni innym barbarzyńcom. Ukłonu. była bez wątpienia przypadkowa. jakiej Chizuko uŜyła. nie byłaby w stanie podrobić Ŝadna cudzoziemka. Ta czarnowłosa kobieta. „Gaijinka" na zawsze „nie stąd". wiedząc. które były dotąd mało „kwiatowate") zaczynają dostrzegać pewną zmianę we własnym sposobie bycia. Stała dwa kroki ode mnie. (. Niezamierzona ambiwalencja tych miłych słów kazała mi poszukać ukrytego w nich znaczenia. krągłych gestów. Niewłaściwa konstrukcja gramatyczna. lekko pochylona do przodu. ale czaił się w niej przewrotny sens. Ale co mnie zadziwia. Ŝe w miarę rozwoju znajomości sprawa jeszcze bardziej się zaciemniała. gładkich. Ŝe jestem obca i cokolwiek zrobię. Chizuko niespodzianie wyciągnęła do mnie rękę.„gaijinki" (nawet te. mimo iŜ byłoby miło. nieświadomie upodabniają się do otoczenia. Tokio jest jak Mars Gejsza i Barbie Zupełnie zbita z tropu zatrzymywałam się na ulicy gdzieś w Ginzie. Zbyt długo jednak i zbyt miękko. chcąc japońskie powitanie uzupełnić zachodnim. podczas którego długie czarne włosy Chizuko wykonały taneczne pas.) OtóŜ to wszystko nie byłoby zdumiewające. Chizuko stanowiła ciekawą odmianę. powiedziała. jak w teatralnej etiudzie.ciekawość. przy tej pięknej. gdzie czasem po dwóch godzinach rozmowy nie miałam pewności. „Byłoby bardzo miło. A moŜe to była Hibiya. Ŝe w oczach Chizuko czaiła się. choć zupełnie niemodnej fryzurze wyróŜniającej ją na tle krótko ostrzyŜonych pań w jej wieku. gdybym mogła. potrząsnęła moją jak biznesmen ubijający interes.. co znaczą róŜnice w teatrze kobiecości i męskości. witając mnie swoim niedoskonałym angielskim. jakiej nauczyłam się na pamięć. błyskająca czarnymi ognikami źrenic . którą. Gdy prezentacji stało się zadość.Ŝywa.. a bywało. to fakt. do nas nie są podobni w niczym. Teraz niewątpliwie pora była na moją kwestię. taka pozostanę. by choć w małym stopniu opanować ich język. jeśli juŜ nie sympatia. . Alessandro Valignano Historia del Principio II. przemówiła. z twarzą wysuniętą w moją stronę. ukłoniła się i powtórzyła. Skoncentrowałam się więc na wydobyciu z siebie japońskiej formułki. Dopiero potem przekonałam się. Ŝe Japończycy z sympatią traktują nasze starania. „Joanna-senseU". o czym od dawna wiedziałyśmy obie. Ŝe we wszystkich tych sprawach zachowują się jak bardzo powściągliwi i kulturalni ludzie. Ŝe tak naprawdę nigdy nie uda mi się przyjechać do Japonii. nigdy jednak nie osiągając perfekcji swoich japońskich sióstr. Ŝe będzie moją sekretarką. w którym mieszka Słońce. jaką ekstrawagancją w Japonii było obstawanie Chizuko. Po Ŝyciu w Nowym Jorku.

lalala". dryfujących ku pogodnemu wieczorowi. Coffee. „Tokio jest jak Mars". kłaniając się chwiejnie. Ŝe płynę pod prąd tłumu poruszającego się według jakichś innych zasad niŜ te. lecz z uporem. zgrabniej i w innym rytmie poruszających się w tłumie. które znam. Minęły mnie dwie kobiety w kimonach. „Nie. Po nich przemaszerował oddział uczniów w wojskowych mundurkach i Ŝółtych kapelusikach tak równym krokiem. łatwą do opanowania. kto nie wie za bardzo. Zarzucając szal na ramię. doskonalsze niŜ prawdziwe. równie dobrą. jak batonik Mars". odpowiada jej rozmówca. co dalej. a potem poŜegnali się. „Dlaczego?". Traciłam poczucie czasu i przestrzeni. Śliczne plastikowe potrawy. powodowałam więc małe katastrofy wśród ludzi zachowujących się tak. „Nie wiem". widziałam tuŜ za kawiarnią Starbuck's. mówi bohater w jednej ze scen. którego tytuł i cała reszta umknęły mojej pamięci. która znikła. z którym musi zmierzyć się kaŜdygaijin. Wyrosła na jej miejscu restauracja serwująca japońskie dania zachęcała witryną z plastikowymi modelami potraw. na twarzach miały białe chirurgiczne maseczki i rozmawiały przez telefony komórkowe. Przez cały czas towarzyszyło mi wraŜenie. „Ta daleka planeta?". Właśnie. Po wiadukcie 23 tuŜ nad moją głową przetoczył się srebrny pociąg kolejki Yamanote. W ręce ściskałam zupełnie nieprzydatny na początku atlas Tokio. upewnia się bohaterka. jakby zaczęła się mobilizacja. dokąd chce jechać. wyrwana z kontekstu rozmowa z japońskiego filmu. co z kaŜdej sieci opisu wymyka się szybciej niŜ rtęć. krzycząc coś z uśmiechem. w ciągu godziny znikła jak kamfora. Raz po raz próbowałam bez powodzenia zlokalizować swoje „ja" coraz głębiej wsysane w tokijski labirynt bez wejścia i wyjścia. który serwował kawę dwojgu zielonym kosmitom śpiewającym po angielsku: „Coffee. dla kogoś. znajdowałam inną. Szłam dalej. Jak opisać miasto niemoŜliwe? To pytanie. Stanęłam tam. Dziewczyna w róŜowym kostiumie i białych rękawiczkach wręczyła mi opakowanie chusteczek higienicznych. by nie wadzić innym. by zrobić sobie nawzajem zdjęcie na jej tle. W któryś z pierwszych tokijskich dni. Dwóch podchmielonych starszych panów wytoczyło się z restauracji. jakby mapę europejskiego miasta ktoś pociął w niszczarce do dokumentów i posklejał na chybił trafił. Ŝe na jej odnalezienie mam dwa lata. zatrzymało się nieopodal i uniosło w górę telefony komórkowe. by pomyśleć. i pocieszając się. Na wielkim billboardzie reklamowano robota-kelnera. Przypomniała mi się absurdalna. zaczęły wzbudzać we mnie głód. ile o jakąś subtelniejszą właściwość japońskich ciał przyzwyczajonych do mniejszej przestrzeni osobistej. Ta połoŜona w północno-wschodniej części Tokio dzielnica w przeszłości była kipiącym Ŝyciem centrum 24 . pyta dziewczyna. stłoczone twarze w jego oknach mignęły i znikły jak fatamorgana. hiperrealny makaron w jednym z talerzy unosiły pałeczki trzymane niewidzialną dłonią. Nie tyle chodziło przy tym o konieczność trzymania się lewej strony. rezygnowałam z przygotowanej wcześniej marszruty i dawałam nieść się miastu jak papierowa łódka rzece. szukając stacji. Na moje oko kaŜda strona wyglądała tak. trafiłam w ten sposób do Asakusy wyrzucona na jej brzeg z zatłoczonego pociągu. któremu przyjdzie do głowy szalony pomysł uchwycenia w słowa czegoś.przysięgłabym.

Zapalały się kolejne neony. Pozbawione są wprawdzie splendoru i wyrafinowanego wdzięku ze starych drzeworytów. słowo madę inJapan. meksykańskich burdeli. W okresie Edo (1600-1867) w tych właśnie okolicach powstała Yoshiwara. a przynajmniej nie oficjalnie. by dać się pochłonąć przez plamy światła w otwieranych drzwiach. Egipskie. tych . co przyniesie noc. poświęconą Kannon. Była spokojniejsza niŜ pozostałe. Trudno sobie wyobrazić. teraz zredukowana do kilkudziesięciu erotycznych przybytków. Niebo zmieniło barwę z sele-dynoworóŜowej na perlowoszarą. tradycyjnego „dolnego miasta". lecz obdarzone za to w nadmiarze szemranym czarem rodem z filmów o japońskich gangsterach. z obłaŜącymi płatami farby. pozostała symbolicznym wejściem do shitamachi. skupisko domów publicznych o pretensjonalnych nazwach typu „Versailles" lub „Scarlett" i kiczowatej architekturze jakichś zwariowanych zameczków. w świetle neonów miękły betonowe kontury domów. malowana i filmowana enklawa płatnej miłości. Główny budynek Sensóji wybudowano całkiem niedawno. który dwóch braci rybaków w VI wieku wyłowiło z wód pobliskiej Sumidy. przynaleŜną bóstwom. plastiku i bóg wie czego jeszcze. porcelanowych „witających kotów" maneki neko czy zwierzątek tanuki . a wejścia do lokali dyskretniejsze. japońskie i europejskie motywy zdobnicze tworzą niesamowity miszmasz stylów i kolorów. wszystko jest tu nowe. ale na współczesnych mapach Tokio Yoshiwara to prozaiczne Senzoku 4-Chóme. grupy rozochoconych męŜczyzn znikały w barach i klubach. ekstrawagancko ubrani chłopcy ciekawi. a ja znów na chybił trafił skręciłam w jakąś uliczkę wsysającą w swoją gardziel ciemność nocy. pochodzi od angielskiego sałaty (pensja) i man (człowiek. francuskich pałacyków. dzieli tu od profanum mniej niŜ krok. ozdobionych plastikową głową Sfinksa. bogini miłosierdzia. Ŝe pod fundamentami świątyni ukryto złoty wizerunek bogini. którzy dopiero pod wpływem wieczornej kolejki sake zaczynają się uśmiechać. czyli Brama Boga Burzy. a dziś kurczy się pod naporem nowoczesności. na którym stoi. oblepione są szyldami i reklamami ze zdjęciami półnagich dziewcząt. krąŜyli jak ćmy w gęstniejącym mroku. pozbawione krzykliwych ozdób. labirynt drewnianych domów.śmiesznych .shitamachi. a jedna sfera niepostrzeŜenie przenika w drugą.tak charakterystycznych dla Tokio . Sarariiman. nieistniejące w języku angielskim. Tak jak w całym Tokio. jedna z najsłynniejszych na świecie dzielnic rozpusty. lecz świętość miejsca. duszona wielkimi budynkami ze stali i szkła. statków kosmicznych. Teraz Yoshiwara to betonowa kraina sarariimanów. byle jakie. Brak sztucznych kwiatów. Legenda mówi. Dla wielu prowadząca do niej majestatyczna i zdobna w wielkie czerwone latarnie Kaminarimon. Turyści i tokijczycy ciągle jednak tłumnie tu przyjeŜdŜają ze względu na słynną świątynię Sensóji. Te zbudowane w ostatnich dziesięcioleciach budynki z betonu. ale dla wiernych nie on jest waŜny. UŜywają jej nadal zatrudnione tam osoby. męŜczyzna) słuŜąc określeniu etatowych pracowników biurowych. do których samuraje zakradali się. Ŝe w tej 25 okolicy znajdowała się tylekroć opisywana. lecz lekko nadpsute. przestrzeń sacrum. połoŜone nieco na północ od centrum Asakusy.ponurych panów w identycznych garniturach. by w ramionach wyrafinowanych mistrzyń sztuki erotycznej zaŜyć zabronionych im uciech. sprawiające wraŜenie skleconych naprędce i tymczasowych. roześmiane dziewczyny z rozjaśnionymi włosami. pełne zacieków wilgoci i rudawych plam rdzy. Okolica ta nawet nie nosi juŜ dawnej nazwy.

który jednak prawie w całości jest dziełem ostatniego półwiecza. Potraktowałam ten niespodziewany obraz jak prezent od losu dla „gaijinki" szukającej jakichkolwiek drogowskazów. próbowałam 27 wytłumaczyć. Z jednej strony międzynarodowe i hipernowocze-sne. Ŝe bledną i odchodzą w niepamięć uroki innych miast. gdzie dokładnie znajduje się mój dom. Dopiero po powrocie .kunopsów eksponujących piwne brzuszki i wielkie jądra. Dla nas gejsza nadal ucieleśnia Tajemnicę Wschodu. Imeji cheinji Miasto gęste jak semiotyczna dŜungla. bo zarezerwowane dla uprzywilejowanych. rękaw złotawego kimona z właściwym dla jesieni motywem liści klonu. Czy ta chwila zdarzyła się naprawdę? W tym samym momencie odbiła się w szybie twarz przechodzącej nieopodal blond Japonki w minispódniczce. podczas gdy większość Japończyków widzi w niej anachronizm. które niemal przygniotło mnie do muru. Spotkanej na wakacjach parze Amerykanów. czasem wręcz trochę śmieszny. które kiedyś się lubiło. Ŝe moŜna by ją zobaczyć w eleganckiej Akasace. miasto wspaniałe. Nie bardzo mogliśmy się porozumieć. Pozbawione starówki z prawdziwego zdarzenia. Ja nie byłam w stanie przypomnieć sobie. bym kiedykolwiek widziała kwiaciarnię o nazwie Flower House. a nie tu. pełne szczelin. dla których jest ono nadal poŜądane i atrakcyjne. wypełniając uliczkę od krawędzi do krawędzi swoim metalowym cielskiem. Spieszyła się zapewne na przyjęcie urządzane przez kogoś bogatego na tyle. Ŝe w głębi znajdują się przybytki niepotrzebujące reklamy. a jej malutkie stopki w śnieŜnobiałych skarpetach tabi i sandałach jednocześnie dotknęły chodnika. a na pewno mający niewiele wspólnego ze współczesnym Ŝyciem. Takie właśnie jest Tokio: jak Barbie i jak gejsza. Nakładają się na siebie i przedrzeźniają. Pod jedną z bram podjechał właśnie ciemny mercedes. Ŝe pamiętamy zupełnie inne punkty topograficzne. trwałość w nietrwałości tworzą megapolis. fluidalna właściwość wody. by sobie pozwolić na jej towarzystwo. Sprawiają. Z drugiej tradycyjnie japońskie. którzy dwa lata temu mieszkali w tej samej tokijskiej dzielnicy co ja. a nie prawej strony stacji. znaczył. wysoką fryzurę. nie oglądając się. Albo zupełnie odwrotnie. Ŝe moŜna spędzić w Tokio całe lata i nie spotkać Ŝadnej. Kiedyś stały element w pejzaŜu miasta. Betonowa nowoczesność i ciągle Ŝywa przeszłość to dwie twarze Tokio. Przez moment widziałam jej alabastrową twarz. Z wdziękiem wysunęła się z wnętrza samochodu. Co robiła w Yoshiwara? 26 Jeśli w ogóle. i naleŜącego do kurczącej się grupy koneserów tradycji. bo co rusz okazywało się. Ŝe salon gry paczinko znajdował się z lewej. Uchyliły się automatycznie otwierane tylne drzwi i wysiadła z nich gejsza. Nie moŜna jednak ufać swoim oczom. Wielkomiejskie jak Manhattan i krok dalej małomiasteczkowe niczym Radomsko. Kokietują i uwodzą. bardziej prawdopodobne. które niektórzy zwą Miastem Przyszłości. dziś gejsza jest widokiem tak rzadkim. W dłoni trzymała pakunek zawinięty w jedwabną chustkę furoshiki. Zmiana. bo moŜe się okazać. nierozdzielne i tak samo prawdziwe. a pełne śladów przeszłości wpisanej w pejzaŜ. Ŝe piękność kusząca nasz wzrok to tak naprawdę męŜczyzna w przebraniu kobiety. znikła w oszklonych drzwiach. a oni upierali się. Albo kobieta udająca męŜczyznę w przebraniu kobiety. miasto pandemonium. przez które sączy się przeszłość.

ale kaŜda osoba lubiąca obserwować modę zauwaŜy.lub trzypiętrowego budynku o drewnianym szkielecie. czysto i nawet niezbyt hałaśliwie burzyli i budowali. Ŝe uwielbianego w grudniu modelu telefonu komórkowego nikt powaŜnie traktujący swój wizerunek nie chce w styczniu. gdzie wcześniej był plac zabaw dla dzieci z jadowicie zieloną plastikową trawą i statuetką trzymetrowej Godzilli. a manshon. Ŝe właściciel młodszego domu dojdzie nagle do wniosku. gdzie niedawno stały drewniane rusztowania. co w Japonii. Niewykluczone jednak. Sprawnie. stoi w Tokio przez jakieś 28 trzydzieści lat. którzy piszą. by po powrocie znaleźć je odmienione nie do poznania i na miejscu. zmiana wizerunku. teraz były trzy szeregowe domki w budyniowym kolorze i juŜ mieszkali w nich ludzie. jak. posiłek ładnie zapakowany w plastikowe pudełko. gdy siedząc na krawęŜniku. a wspomniany sklep znaleźć tam.jak pisze Donald Richie w The Image Factory . czyli betonowy dom zbudowany na mocniejszej konstrukcji. Imeji cheinji. Ŝe jego siedzibie potrzebne jest imeji cheinji i zrównają z ziemią. Mieszkający od trzydziestu lat w Tokio Richie miał duŜo czasu. a pracownik z czerwono świecącą pałką.najpopularniejszy slogan współczesnej Japonii. Ŝe mają rację ci. powinni ominąć przeszkodę. czyli image change. jak się wydawało. z białymi ręcznikami owiązanymi wokół głów uwijali się jak mrówki i nigdy nie widziałam.na kolejne parę tygodni . by w jakimś punkcie mojej dzielnicy nie burzono czegoś. a w skrzynce wciąŜ pojawiały się listy przepraszające za ewentualne niedogodności. świetnie prosperującego fryzjera dla psów o nazwie Happy ???-ber Dog.obowiązkowe stają się koronkowe spódniczki noszone na celowo za długie dŜinsy.przyczyna tych nieporozumień stała się dla mnie jasna. Zycie przeciętnego apato. trwa średnio kilkanaście lat. . to . Robotnicy w szerokich spodniach a la Sindbad i butachskarpetach o płaskiej podeszwie i jednym palcu. gdy . by się o tym przekonać. Tam. Ŝe pewnie Ŝadna inna ze stolic świata nie ewoluuje w takim tempie jak Tokio. Ŝe poczułam się zdezorientowana. jakie sprawia to „szacownym mieszkańcom". zobaczyć miniaturową replikę rzymskiego pałacu w kolorze morelowym. Zdałam sobie sprawę z tego. Przez kilka tygodni moje sąsiedztwo zmieniło się na tyle. MoŜna więc opuścić na kilka miesięcy swoje sąsiedztwo. modelu komórki czy doczepianej na przykład jako breloczek do niej najukochańszej w danym sezonie maskotki. by przez cały czas stał na straŜy i informował przechodniów. do którego zdąŜyłam się przyzwyczaić. Co to za przyjemność rozmawiać albo „esemeso-wać" z niemodnego telefonu? Imeji cheinji dotyczy jednak nie tylko koloru włosów. za to stary i troszkę podupadły sklep z tofu. ale równieŜ wyglądu domów i całych miast. Ŝe modne w sierpniu asymetryczne bluzeczki firmy Milk lub Betsy Blue są zupełnie passe w połowie listopada. z jakichś powodów przeniesionej tuŜ pod okna naszego domu zamiast. Młodych Japończyków nie dziwi. przestał istnieć. by wznieść coś innego. którego waŜne zadanie polegało na tym i tylko na tym. zjadali swoje o-bentó. gdzie niedawno jeszcze był sklep z tofu. podąŜając za ruchem jego ręki. by robili sobie dodatkową przerwę oprócz tej na lunch. by błyskawicznie wybudować coś bardziej na czasie. Tokio to jeden wielki plac budowy i niemal nie zdarzało się. czyli dwu. W Ŝadnym teŜ innym kraju mody nie pojawiają się i nie znikają z porównywalną szybkością. Budowane współcześnie w Japonii domy nazywa się z angielska apato (od apartment) lub manshon (od mansion).

tanich i nietrwałych. Wznoszenie siedzib. tak łatwo jak okruszki ze stołu. trzy tygodnie. a potem . gdy nagle całe miasto „dostaje dreszczy". Groźba tsunami. gdzie leŜy Tokio. stwierdzałam i odsuwałam notebook dalej od krawędzi biurka albo chwytałam podskakujący kubek. kolejne moŜe nawiedzić Tokio w kaŜdej chwili. czy początek końca. przeciągnąć i strząsnąć z grzbietu te miliony ton betonu. Ŝe ziemia to coś stabilnego i nieruchomego. które w 1923 roku obróciło stolicę Japonii w perzynę. lecz w „stawaniu się" naleŜy upatrywać 30 jego istoty. o których wiadomo. oraz jesienne tajfuny. który z pewnością nie był tego wart. łącznie z Fuji. zmiatając wszystko. Rocznie urządzenia pomiarowe zapisują około tysiąca wstrząsów. Na początku pobytu w Japonii kaŜdy odczuwalny wstrząs jest mocnym przeŜyciem dla większości „gaijinów". opartych na historii wielkich trzęsień. co stworzyli. Ŝe praktycznie w kaŜdej chwili to. tracimy głowę i wpadamy w panikę. lecz równieŜ w japońskiej architekturze „tymczasowość" raczej niŜ „trwałość" stała się poŜądaną kategorią . Ŝe będą stały tylko przez jakiś czas. „Trzęsie". Tokio na chwilę zamiera. Tokio połoŜone jest w jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów świata i ziemia pod stopami tokijczyków drŜy właściwie nieustannie niczym wielkie zwierzę gotowe obudzić się. maj ąc w pamięci jakąś niezbyt mądrą instrukcję z przewodnika. czy to mała czkawka ziemi. przewracając się na drugi bok. Po rocznym pobycie nie zwracałam juŜ większej uwagi na czkawkę ziemi. Wiedząc. która przychodzi po trzęsieniu ziemi.przy-wyka się do powtarzalnego scenariusza. ale potem . dopełniają obrazu świata istniejącego w wiecznym cieniu zagłady. Wiele japońskich gór. jak przekonali się w 1995 roku mieszkańcy Kobe. Nie w „byciu gotowym".Japończycy mieli kilka tysięcy lat. które towarzyszą budowaniu Tokio. z których czterdzieści procent jest wciąŜ aktywne i w kaŜdej chwili grozi erupcją.wzorem Japończyków . Przez parę sekund drŜą szyby domów. czyli tam. stali i szkła. Odczuwalne wstrząsy zdarzają się w Tokio raz na dwa. Japończycy zawsze uŜywali materiałów będących pod ręką. bowiem właśnie minęło przepisowe siedemdziesiąt lat od tego. Przyzwyczajeni. z których większość jest 29 zbyt słaba. moŜe zostać zniszczone przez trzęsienie ziemi i będący jego nieodłączną konsekwencją poŜar. ani piękno w zachodnim sensie historycznej ciągłości nie są zatem wartościami. Za pierwszym razem. Ŝe nie tylko w poezji czy sztukach plastycznych. ludzie zatrzymują się w pól niedokończonego gestu albo budzą ze snu. Według wyliczeń. wracające na wyspy co roku z niszczycielskim uporem. wielkiej fali. by była odczuwalna dla człowieka. co napotka na drodze.jeśli są Japończykami wracają do swoich spraw. Ŝe serce nienawykłego cudzoziemca skacze do gardła. Pierwsze trzęsienie ziemi sprawia. zasypiają. Ŝe co jakiś czas muszą budować swój świat od nowa i Ŝe jest to proces tyleŜ naturalny co nieuchronny. kołyszą się Ŝyrandole i zupełnie nie wiadomo. stukają przesuwane ściany fusuma. Ani trwałość. by przyzwyczaić się. sprawiło zatem. to byłe wulkany. Najsilniejsze wstrząsy notuje się w regionie Kanto. jak gdyby nigdy nic. schowałam się do łazienki (gdzie ponoć są najmocniejsze ściany). ale tragedia moŜe zdarzyć się wszędzie. a zapomniane słowa modlitwy przychodzą na myśl nawet najbardziej zatwardziałym bezboŜnikom. ale zamiast zalecanej latarki i butelki z wodą zabrałam tylko dyskietkę z pisanym właśnie tekstem.

jakich u siebie nigdy nie mieli. W czasie drugiej wojny światowej Amerykanie z listy miast przeznaczonych do zbombardowania po namyśle skreślili Kioto. skromności i prostocie. W morzu niskich domków spiętrzały się kolejne wyspy wieŜowców.siedzibę cesarza. melancholia przemijania i tradycyjnie japońska wraŜliwość na patos rzeczy. które oparły się kolonizacji. by nie zdołać się podnieść.estetyczną . a proces budowania i burzenia nabrał rozpędu. Niegdyś imperium i jeden z nielicznych krajów Azji. stolicę pokonanego kraju. w których lśniły świeŜo wypolerowanym kamieniem bóstwa prastarej religii. bary i restauracje. więcej domów. nawet jeśli nie jest to konieczne. Po wojnie z dawnego Tokio została tylko kupa gruzów i popiołu. jest prawdziwą ironią losu). to wielkie trzęsienie ziemi z 1923 roku nie było tak tragiczne w skutkach jak amerykańskie bomby w 1945 roku. plastikiem i aluminium. ani jego uroda nie były jednak dla Amerykanów aŜ tak imponujące i nic nie mogło powstrzymać decyzji o nalotach. pozbawiona armii. kornie i z . Dlatego mono no aware. bary i burdele dla Ŝołnierzy generała MacArthura. publiczne łaźnie. by „znieśli to. Dziś materiały zgodne z estetyką wabi. czego znieść się nie da". który jednak miał oparcie w wiekach kultury zbyt potęŜnej. by przyzwyczaić się do tak wielkich klęsk wojennych i obecności okupanta w swojej ojczyźnie. równieŜ nie planowane na długo. śmiertelne jak wszystko na świecie. postmodernistycznej wersji. który niepokoi wielu Japończyków. Mimo iŜ w ciągu XX wieku Tokio dwukrotnie zostało całkowicie zniszczone. Współcześnie ta charakterystyczna dla japońskiej kultury cecha zmieniła jednak nieco swoją specyfikę. iŜ to właśnie w Japonii zachowały się jedne z najstarszych na świecie budowli. nad nimi i pod nimi otwierano sklepy. a jej koniec zastał Japonię w sytuacji najgorszej z moŜliwych: była sojusznikiem faszystowskich Niemiec i ofiarą atomowego ataku. wyraŜającą się w umiarze. a nie one same jako trwale obiekty architektonicznego kunsztu (fakt. co było pod ręką. Stare domy umierają więc. miliony domów dla coraz większej liczby ludzi co dzień napływających do Tokio.takŜe piękno nauczono się tu dostrzegać w przemijaniu bardziej niŜ w niewzruszonej wieczności. szkoły i z roku na rok coraz bardziej wymyślne „hale wielorakiego uŜytku". Z tego. przepiękną dawną stolicę Japonii. a na jej terenie zaczęły stacjonować obce wojska. Wznoszono domy. zamki i mosty. zastępuje się betonem. Ŝe postanowili ocalić świątynie. będącego zwykłym śmiertelnikiem. O ile bowiem Japończycy przywykli do trzęsień ziemi. wkrótce potem mocą cesarskiego reskryptu ogłoszono poddanym. kolejne linie metra rozwijały się jak nić z kłębka. a wokół nich. została całkowicie pokonana. Ŝe ich władca nie jest juŜ bogiem. Jedna po drugiej pojawiały się świątynie nowiutkie jak spod igły. Jego tysiącletnia historia zrobiła takie wraŜenie na wojownikach z młodziutkiego państwa. Japonia podpisała akt bezwarunkowej kapitulacji. o tyle nie mieli wcześniej okazji. Na gruzach dawnego Tokio zaczęto chaotycznie budować miasto pozbawione wyraźnego centrum . a cesarz Hirohito w słynnym radiowym przemówieniu nawoływał Japończyków. by na ich miejscu mogły wyrosnąć nowe. przejawia się w wyglądzie współczesnego Tokio w swojej nowej. czyli na przykład drewno lub bambus. 31 Ani kilkuwiekowa historia Tokio. w której wznosi się domy czy świątynie. Dlatego dla Japończyków istotna jest raczej przestrzeń.

Japończycy wolą naturę w jej przetworzonej i podporządkowanej człowiekowi formie i wtedy dopiero mogą ją ewentualnie „kochać". drzewa wycięto lub przystrzyŜono w bezlistne kikuty. wykorzystali z daleko idącą gorliwością. z tym Ŝe najczęściej w zminiaturyzowanej wersji. stało się takŜe miastem zwesternizowanym. gdzie w ogóle nic nie rośnie. Kentucky Fried Chicken i wszechobecny MacDonaWs sprawiają. budując Tokio. jak potrafią pewnie tylko Japończycy. sterylne ogródki z przyciętymi pod linijkę drzewkami bonsai albo ogródki zen. Dior. jakim jest Japonia.oddaniem. Co innego bowiem fotografować rozwijającą się magnolię w parku Shinjuku. wryto się pod jego powierzchnię tysiącem korytarzy. Ulice przed domami ozdobiono równieŜ plastikowymi dekoracjami zgodnymi z porami roku. Tego porządku. nieobliczalna matka tajfunów i trzęsień ziemi. oświetlono wszystko jaskrawym fluorescencyjnym światłem. W miastach zamieszkało ponad siedemdziesiąt procent Japończyków i pomniejszanie stało się wymogiem codzienności. Zachodni romantycy ubolewający nad upadkiem japońskiej „miłości do natury" często nie uświadamiają sobie. w której mieszkania w pobliŜu parków wcale nie cieszą się wielkim powodzeniem. Zdobycze nowoczesnej cywilizacji pozwoliły Japończykom zapanować nad siłami natury w sposób większy niŜ kiedykolwiek wcześniej. Ŝe na pozór (i to słowo „pozór" jest tu kluczowe) moŜna uznać Tokio za miasto niewiele róŜniące się od . gdzie plastikowe panele i plastikowe łazienki gwarantują łatwe utrzymanie czystości. za to pełne pająków i zdradziecko wystających korzeni. znikały drewniane domy i baraczki ze wspólną kuchnią i bez łazienki. Tokio jest być moŜe jedyną stolicą świata. co. tak dalekie od natury. zdyscyplinowano rzeki i rzeczki. co na Zachodzie. a co innego przedzierać się przez knieje pozbawione betonowych ście33 Ŝek. na których prochy przeznaczono nowoczesne. Ŝe w ciągu kilkudziesięciu lat pokonany kraj stal się na nowo potęgą. zamontowano gdzie się da miliony głośników przypominających o konieczności przestrzegania porządku. jakich na Zachodzie uŜywa się tylko w fabrykach i szpitalach. 32 W miarę upływu czasu wzrastał komfort Ŝycia. jak tylko moŜna sobie wyobrazić. czyściutkim i ucywilizowanym. choć ciasne cmentarze w wieŜowcach. a w masowo budowanych mieszkankach było juŜ wszystko to. zabudowano wzgórza i doliny dawnego Tokio. betonując ich koryta i brzegi. a rodziny o wiele mniej liczne niŜ kiedyś zamieszkały w dziuplach typu 2DK (2 dining kitchen). a ograniczeniom przestrzennym musieli podporządkować się nawet zmarli. Ŝe sama ta kategoria jest wymysłem Zachodu. a włóczęgi po lesie nie naleŜą do ulubionych rozrywek. Dlatego lubią małe. Natura. Chanel. hamburgerów i blond włosów. Powojenne Tokio. dawną topografię zabetonowano. a nie sielska. mroczna i niszczycielska. Starbuck's Coffee. Potęgą zuŜywającą rocznie więcej betonu niŜ kilkadziesiąt razy większe Stany Zjednoczone. miastem dŜinsów. Bardzo niewielu tokijczyków ma wakacyjny domek na łonie natury. frytek. wydaje się Japończykom niebezpieczna raczej niŜ czarująca. garniturów i sukienek. który sprawił. jego rzeki uwięziono. co i tak znaczy coś innego w monsunowym kraju naraŜonym na naturalne katastrofy. Tokio wyrosło na nowiutkie miasto o pejzaŜu w całości ukształtowanym przez człowieka. plastikową trawę i czyste betonowe miasta oświetlone jarzeniówkami.

które dziś są właściwie wyłącznie wzorami z Zachodu. Ŝe to wtedy. to średnio udana replika paryskiej wieŜy Eiffla. dzielnicy zbudowanej na ziemi wydartej Zatoce Tokijskiej. Jednym . iŜ dom powinien być „maszyną do mieszkania". wpływ zachodniej kultury zostawił na wizerunku Tokio ślad trwalszy niŜ przegrana wojna. prowadząc do degeneracji wielu aspektów japońskiej tradycji. w jakich Ŝyją tokijczycy. Japończycy zbyt gorliwie zrealizowali zachodnią ideę miasta jako przestrzeni czystej. Amerykanin od kilkudziesięciu lat zakochany w Japonii trudną miłością. To oczywiście nic wyjątkowego w globalnej wiosce. czyli Tókyó Tochó. Jak pisze w Dogs and Demons Alex Kerr. czyli Petite Versailles. Jego główne architektoniczne punkty orientacyjne są poŜyczone z pejzaŜu innych stolic. największy impet modernizacji skierowany został właśnie na Tokio. uŜywany dziś jako rezydencja dla odwiedzających Japonię przywódców innych państw. a pałac w Akasace. Imitacje. japońska wyobraźnia utraciła w sporej części tę niezwykłą zdolność absorpcji i twórczego przetwarzania. którym podoba się wszystko łącznie z plastikową ikebaną) są do znudzenia zgodni w jego estetycznej ocenie: „brzydkie". Estetyka wabi uległa degeneracji. element najczęściej chyba powielany na pocztówkach. ale do całej stolicy. w pobliŜu której mieszkałam. sprawiając. by czymkolwiek zasłuŜyć na uwięzienie w korycie wysokim na pięć metrów. Po drugiej wojnie światowej proces ten nieco zmienił jednak swoją spe34 cyfikę. nawet jeśli jej poszczególne elementy tak mało pasowały do japońskiej rzeczywistości. Mimo iŜ Ŝadne japońskie miasto nie uniknęło powojennych przemian. wita odwiedzających Statua Wolności. ale kompleks wobec zwycięskiego Zachodu pozostał. które miało stać się wizytówką nowoczesnej Japonii. moŜna dziś odnieść nie tylko do „dziupli". po raz pierwszy w dziejach. a w Daibie. kiedy prawdziwy bambus zastępuje się plastikowym i betonuje rzeczki o wiele za małe. wznosi się gmach NTT wyglądający jak londyński Big Ben. WieŜa Tokijska. budynek Tokio Station jest bratem bliźniakiem tego w Amsterdamie. ale pejzaŜ Tokio ma pewną dodatkową wyróŜniającą go właściwość. stylu Ŝycia. jasnej i suchej. nowa siedziba władz tokijskich.najpierw z Chin via Korea. w tle centrum handlowego o nazwie nomen omen Times Sąuare. co japońskie zaczęto uwaŜać za nienowoczesne i niemodne. To. Zdanie Le Corbusiera. jest kawałek Wenecji wraz z typową dla niej zabudową i fragmentem płyciutkiego kanału z kołyszącą się na falach gondolą. moŜna znaleźć w kaŜdej dzielnicy. modzie. a cudzoziemcy (z wyjątkiem „nawróconych na Japonię". Zniszczenia wojenne szybko naprawiono. zacumowane w kanale wielkości piaskownicy. w której źle rozumianemu funkcjo-nalizmowi podporządkowano inne wartości.metropolii Zachodu. jak na przykład weneckie gondole. to betonowa monumentalna wersja katedry Notre Damę. w jaką nieuchronnie zmienia się świat. a zmasakrowana wojenną klęską toŜsamość kulturowa wyobcowała się z pejzaŜu. a od XIX wieku właśnie z Europy i USA. to oczywiście równieŜ integralna część japońskiej tradycji kulturowej. Widoczne na kaŜdym kroku przejmowanie obcych wzorów. I tak na przykład w dzielnicy Jiyugaoka. w japońskiej wersji francuskiego zwany jest nie bez powodu Puchi Berusayu. poddając się kolonizacji. dostrzegalne w ogólnym pejzaŜu Tokio. Dziś nawet Japończycy nie mówią o nim: „piękne". doprowadzając ją często do przesady. Zachodnia kultura stała się miarą odniesienia i synonimem postępu w architekturze. pokonany kraj nie poŜycza bowiem na tych samych prawach co kraj będący potęgą. na Shinjuku. której charakterystyczną cechą jest poŜyczanie i przetwarzanie .

gdzie pierwszy szogun Tokugawa wzniósł swoją siedzibę.. które zachowały przez wieki swoje znaczenie. Na dachu czarnej cięŜkiej bryły tkwi monstrualne Ŝółte coś. Nihonbashi przykryto biegnącą na estakadzie autostradą. Skrajny funkcjonalizm a la Le Corbusier ma w pejzaŜu Tokio swoją przeciwwagę w równie skrajnej wersji disnejowskiego kiczu. powtarzalność kulturowych wzorów. do czego prowadziła gorliwość w unowocześnianiu i westernizowaniu Tokio. uwaŜano go za umowne miejsce początku podróŜy do wszystkich zakątków Japonii. Tylko zapaleni „tokiofile" potrafią czytać to marsjańskie miasto jak palimpsest. Co bardziej krytyczni tokijczycy nazywają dzieło zrobione przez Starcka w środku ich miasta „złotą kupą". lecz takŜe pomysły bardziej „twórcze": hotele miłości. być moŜe jedne z najwspanialszych na świecie.tam. amerykański geograf.wzniesione w ciągu jednego pokolenia i na pozór pozbawione planu zakorzenione jest w swojej historii. których architektura łączy elementy swobodnych wyobraŜeń o włoskim baroku z fantazją o staroŜytnej Grecji. Nawet dla jego rdzennych mieszkańców nie zawsze jest ona widoczna. podczas którego okazuje się. pogrąŜając jedno z najpiękniejszych miejsc dawnej stolicy w cieniu betonu. Są w Tokio pojedyncze piękne architektonicznie budynki. Roman Cybriwsky. gdzie mała szczelina w zewnętrznym tekście pozwala dotrzeć w głąb. postawiony w sercu shitamachi. mimo iŜ wielekroć zburzono i zbudowano na nowo to. Na szczęście nie do końca mu się to udało. pianka z piwa.. jak bardzo dzisiejsze Tokio . co stało na ich powierzchni: miejsce władzy na przykład jest nadal dokładnie tam. Nihonbashi był sercem Nihonu. jest słynny Nihonbashi. i japoński uczony Jinnai Hidenobu udowadniają. zwęŜające się ku górze. hołubionego na Zachodzie architekta i designera ??????'? Starcka. Obłe. ale nie ma pięknych dzielnic. Japoński Most. nie dostrzeŜe jednak niewprawne oko kilkudniowego turysty. Najlepszym symbolem westernizacji pejzaŜu Tokio jest dla mnie budynek browaru Asashi zaprojektowany przez słynnego. podczas gdy miejsce przeklęte pozostało za Mostem Łez .z przykładów tego. Nihonbashi nadal istnieje. Przeszłości. które bardzo chciało zapomnieć o swojej przeszłości. związek dzisiejszego Tokio z jego historią. Tymczasem w latach sześćdziesiątych. gdy Japonia przygotowywała się do olimpiady. przywrócić zapomniane konteksty zniekształconego znaczenia. który swój los związał z Japonią. Tak skolonizowana wyobraźnia wydala na świat miasto. sklepy z gadŜetami firmy Sanrio w kształcie hipertroficznych truskawek albo domy mieszkalne przypominające francuskie cha-teau. do jego spodnich warstw. Ŝe dawna topografia miasta obecna jest w jego . która obecna jest w betonowej tkance Tokio. Tylko w ten sposób 36 moŜna odnaleźć ciągłość. Pierwszy z nich wskazuje na miejsca w jego topografii. Drugi z wymienionych wyŜej uczonych zaprasza na fascynujący spacer. choć w praktyce nie sposób go nawet sfotografować. Składają się nań nie tylko imitacje takie jak Wenecja w Jiyugaoce i Statua Wolności w Daibie (by nie wspomnieć o Disneylandzie w Urayasu). Ponoć miał to być płomień albo. gdzie za czasów szogunatu dokonywano egzekucji i gdzie teraz jest wielkie krematorium. ściśnięte na powierzchni czterdziestu metrów kwadratowych. Wzniesiony w XVII wieku i wielekroć później przebudowywany byl symbolem 35 okresu Edo.

Ŝe będą potrafili je 37 zmienić. czyli dzielnic. co jeszcze zostało z atmosfery shitamachi. Tak samo jak 38 . które znam . Zbudować sobie stolicę od nowa to nic wielkiego dla Japończyków i marsjańskie Tokio. odtworzyć czar zatrzymany na drzeworytach Edo. Tokio. Puste centrum labiryntu Po kilkudziesięciu kilometrach dzielących je od lotniska Narita Tokio otwiera betonową paszczę i wchłania ufnego podróŜnika w szary labirynt swoich wnętrzności niczym wielki wieloryb.moŜe juŜ wkrótce naleŜeć do przeszłości wspominanej z nostalgią.jest więc moŜliwość innego miasta. a brak łazienki sprawia. telewizor i nielegalnego kota przybłędę. Światło przygasa i dopóki jest się wewnątrz miasta. Ŝe trzeba pokazać światu most Nihonbashi bez biegnącej nad nim autostrady. W lepkiej mgiełce kurzu i przemysłowych zanieczyszczeń wszystko zaczyna blaknąć. Ŝe jakimś cudem znalazłaby miejsce na drugi futon. Uczucie klaustrofobii narasta. W najmniejszych wynajmowanych w Tokio „mieszkaniach" mieści się materac. zamieszkuje ponad 12 milionów tokijczyków. które dopiero moŜe stać się sobą. Dziś coraz częściej pojawiają się głosy. „Pamiętaj. Umiejętność takiego zagospodarowywania przestrzeni.brzydkie.Japończycy zbudowali praktycznie od podstaw w ciągu jednego pokolenia.najpotęŜniejsze miasto świata . nasiliła się. ani przez chwilę nie wątpiłam. ocalić. Najbardziej zatłoczony obszar 23 głównych tokijskich ku. by przywrócić Tokio dawną urodę. toaleta jest wspólna. z jakim w ciągu dwóch lat ewoluowała choćby moja dzielnica. dostrzeŜemy nawet model spiralnego ufortyfikowania twierdzy Edo sprzed czterech wieków powtórzony współcześnie w układzie kanałów i autostrad. Kolejny kwadrans podróŜy w głąb miasta i ściany są juŜ ze wszystkich stron na wyciągnięcie ręki. zgasić fluorescencyjne światło. Moja przyjaciółka Michiko w swoim „apartamencie" wielkości ośmiu metrów kwadratowych utrzymywała nienaganny porządek i . Bliskie. by kaŜdy centymetr był wykorzystany do maksimum. dopóty nie zobaczy się pełnego blasku słońca. matowieć. mikroskopijna kuchenka i zlew. dotyczy nie tylko wnętrza mieszkań. zbliŜające się do siebie jeszcze bardziej za kaŜdym razem. robiąc sobie miejsce delikatnymi ruchami ramion i bioder. które znam .pomieściła jakoś sporą kolekcję maskotek.ukryta jak Nihonbashi . Podziwiając tempo.zaprzeczając prawom fizyki . Mieszkańcy stolicy Japonii mają tego świadomość i w ostatnich latach dyskusja na temat zmian niezbędnych. gdy przyjdzie im na to ochota. o którym tu piszę . Ŝe trochę przesadzono z zamiłowaniem do betonu i kiczu. zapraszała mnie przyjaźnie i przypuszczam. czyli wspomniany materac uŜywany przez Japończyków zamiast łóŜka.dzisiejszym układzie właściwie na kaŜdym kroku i jeśli przyjrzymy się uwaŜnie. gdy gdzieś pomiędzy domy juŜ stojące wpycha się kolejny dom albo gdy nowy przybysz z prowincji wpaso-wuje się w tokijski tłum. horyzont zawęŜa się do kilkudziesięciu metrów. cudowne. Pod Tokio dzisiejszym . najbardziej fascynujące z miast. Ŝe lokatorzy muszą korzystać z publicznej łaźni. lecz takŜe o wpisanej w jego realną i symboliczną przestrzeń nadziei na przyszłość. Ŝe zawsze moŜesz się u mnie zatrzymać". ale całej zabudowy Tokio. by po chwili ograniczyć nasze pole widzenia do kilku. Ta wciąŜ czytelna struktura palimpsestu świadczy nie tylko o związku Tokio ze swoją historią.

nie jest przez Japończyków wymieniany z imienia. prostym miastem średniej wielkości. na początku XVII wieku decyzją szoguna Tokugawy Ieyasu wzniesiono fortecę Edo. jedyne miejsce. Stojący w ogromnym parku. a w rzeczywistości mieści się szkolna wycieczka i szesnastu dorosłych Japończyków. pączkując nowymi domami. co wyrosłe z jakiejś Ŝywej substancji. nieskaŜona zieleń i zupełna pustka to dominujące cechy miejsca. śaden z domów mieszkalnych nie ma nań pełnego widoku. jakby pochodził z jakiejś innej przestrzeni i wrzucony 39 został w Tokio dzięki komputerowej technice. Mimo zuŜytych na jego powierzchni milionów ton betonu Tokio ma w sobie raczej coś organicznego. a cesarz odzyskał autorytet i władzę. Roppongi czy Ikebukuro. gotowe zmięknąć i zaklęsnąć się z powrotem w bulgocącą lawę . które jak na przykład Nowy Jork czy ParyŜ. osadzone w czasie i przestrzeni. by śmiertelnicy mogli tam swobodnie zaglądać. co nie jest przypadkowe. place i mosty pozbawione wraŜenia trwałości. z której przez kolejne wieki ród Tokugawa rządził Japonią. nie do ogarnięcia. wydają się stabilne. Symboliczne centrum Tokio to nie budynek czy ich kompleks. Po dwustu pięćdziesięciu latach rządy szogunów skończyły się. Tokio nie przypomina innych oglądanych w ten sposób miast. pulsujący zimnym światłem ocean tysiąca odcieni szarości. który wymknął się spod kontroli człowieka. Obserwatorium w budynku Kasumigaseki. wśród której znajduje się niewidoczna siedziba cesarza. z . by do zatłoczonego wagonu tokijskiego metra w godzinach szczytu zmieścił się choć jeden więcej człowiek.cudzoziemcowi wydaje się niemoŜliwe. jakim niegdyś były na przykład wieŜe WTC na Manhattanie. Z morza dachów rozlewającego się na cztery strony świata wystają tu i ówdzie lśniące srebrzyście skupiska wieŜowców na Shinjuku. czyli Niebiański Władca. Panujący od 1989 roku cesarz Akihito. jakby było nie tyle zbudowane. Przeniósł się więc z Kioto do Edo. w tym jeden zawodnik sumo. gdzie mieszka tennó. Gęsta. Po fortecy niewiele zostało. rozlewający się. otoczony murem i fosą Pałac Cesarski dostrzeŜe się tylko z lotu ptaka. enklawa zieleni. lecz wielki las. gdzie dziś mieszka. tak w szczelinie szerokości kiosku po kilku tygodniach powstaje dom dla dwóch rodzin. Stolice starej Europy to małe miasteczka. ale Ŝaden z budynków nie wyrósł na tak wyraźny punkt orientacyjny.Ŝywioł. Niemal widać. Teren ten widziany z góry sprawia wraŜenie tak odizolowanego od reszty miasta. pełznie na wschód i zlewa się z wodami Pacyfiku. jak ta szara magma rośnie. po prostu nie dopuszczono do tego. W porównaniu z Tokio widziany z góry Nowy Jork jest łatwym do ogarnięcia. a lata jego władzy przejdą do historii jako okres Heisei. stopione ze swoją przeszłością. wypełniając swoją masą kaŜdy skrawek wolnej przestrzeni. dopchnięty przez konduktora w białych rękawiczkach. świątynka shintó i sklep ze sprzętem do gry w golfa. śadna droga ani go nie przecina. ani nie łączy z betonową dŜunglą. która kierując się nieznanymi prawami kamienieje przypadkowo w domy. Tokio podziwiane z wieŜ widokowych na Shinjuku rozciąga się po horyzont z kaŜdej strony i nigdzie nie ma końca. co znaczy „Wschodnia Stolica". Niemieszcząca się w kadrze metropolia z innej planety. podobnie jak jego poprzednicy. podmywa góry. które stało się nową stolicą Japonii i zmieniło nazwę na Tokio. gęsto obrośnięta wokół miastem. otacza je i zamyka w swoim wnętrzu. Shibuya. W miejscu. ale przestrzeń jest ta sama: odizolowana od reszty świata oaza zieleni.

pełni rolę don'tgo area. lecz miłym starszym panem. W Tokio właściwie tylko Sanya. Sto dziesięć hektarów najdroŜszego gruntu świata jest w duŜej mierze puste. z czuprynami przyciętymi tak precyzyjnie. mur i ścianę drzew. Jedyny widoczny z tej perspektywy budynek. StrzeŜe go armia iglastych drzewek o niepokojąco ludzkich kształtach. reszta to las. w środku jednego z dwóch . Ba. w którym mieściła się część handlowo-rozrywkowa i mieszkalna. którego nawet nie zaznacza 41 się pod tą nazwą na mapach (!). naleŜy do tradycji. by cesarz zamieszkał poza Tokio. 40 niewielki i raczej niepozorny. Wokół stacji Tokijska metropolia składa się z organizmów miejskich skupionych wokół kaŜdej stacji metra. to pomieszczenia gospodarcze. ale podobno do bardzo złego tonu naleŜy zerkanie w kierunku siedziby tennó. nigdy nie miał wielu zwolenników. w Pałacu Cesarskim. nie jest reklamowane i mało kto o nim wie. Spacer wokół pałacu przez kilka kilometrów oferuje naszym oczom dość monotonny. nawet ziemia pod pałacem nie moŜe być niepokojona i dlatego linie tokijskiego metra muszą omijać ten całkiem spory teren w samym środku miasta. Generalnie część zachodnia Tokio uchodzi za lepszą od wschodniej. Ci pierwsi powodowani są raczej irracjonalnym lękiem przed złą karmą Sanya niŜ realnym zagroŜeniem ze strony Ŝyjących tam biedaków i bezdomnych. Symboliczne centrum Tokio. a najlepiej ze względów prestiŜowych mieszkać w pętli tworzonej przez kolejkę Yamanote. Z biurowców pobliskiego Marunouchi widać wprawdzie mniej więcej to samo co z obserwatorium. aby jego miejsce pozostało właśnie tu. przeklęte miejsce egzekucji i kremacji. jakby właśnie wróciły od fryzjera. widok na fosę pełną pluskających się kaczek i wielkich jak prosiaki karpi. Japończycy chcą. Z wyjątkiem nielicznych okazji świątecznych (na przykład Nowego Roku) ogromny. którą ciągle się kultywuje. mimo iŜ niezbyt pasuje juŜ do współczesnego stylu Ŝycia. puste jak pokój tatami. który interesuje się biologią i nie sprawuje Ŝadnej rzeczywistej władzy.którego moŜna zobaczyć dachy cesarskich posiadłości. Jak pisał Barthes w Imperium znaku. wysypany Ŝwirem. plac przed Pałacem Cesarskim jest pusty. w których mieszkali.obok Los Angeles . którego nie widać. Moi japońscy znajomi miejsca. Nawet jeśli nie jest juŜ bogiem. chociaŜ róŜnice między dzielnicami są o wiele sub-telniejsze niŜ w innych stolicach. To pozorne „nic" przedstawia jednak tak wielką wartość dla Japończyków. nieprzyjemnie zgrzytającym pod stopami.najpotęŜniejszych miast współczesności nie ma nic. choć skądinąd całkiem miły. a handlo-wo-rozrywkowym centrum kaŜdego z nich jest stacja kolejowa. Tokijczycy unikają go z nieco innych powodów niŜ nowojorczycy Bronksu. bowiem nazwa „Pałac Cesarski" odnosi się do raczej skromnej co do wielkości i całkiem nowej budowli wzniesionej po wojnie. na tle którego wycieczki robią sobie zdjęcia. Struktura Tokio przypomina plaster miodu: jedno skupisko małych domków przylega do kilku innych i tak dalej. podczas gdy mieszkańcy Wielkiego Jabłka nie . bo w przeciwieństwie do wielkich metropolii Zachodu nie ma tu tak wyraźnego podziału na dobre i złe dzielnice. nazywali po angielsku swoim „sąsiedztwem" lub częściej właśnie swoim „miastem" i to nawet jeśli ograniczało się ono do okręgu o stumetrowej średnicy. łąki i chaszcze. „Tokijskie miasta" wydają się „gaijinowi" bardzo do siebie podobne. Ŝe pomysł.

tym bardziej wszystko blaknie. czyli dwupoziomowych baraków budowanych na wynajem z materiałów tak lichych. czyli przystacyjna rozrywkowa część miasta. bary i banki. reszta miasta składa się z organizmów na tyle niezróŜnicowanych. mieszkańcy tych drugich muszą z braku miejsca trzymać pralki i szafki z butami na zewnątrz. tu umawiają się z przyjaciółmi. Ŝe jakoś opierają się trzęsieniom ziemi. szarość wsysa światła. Jeden z takich kotów przychodził w odwiedziny na mój balkon i .od salonów masaŜu. Sakariba. Jakaś uliczka wąska. po hotele miłości. który moŜe być wielki jak Shinjuku lub Shibuya lub malutki jak Ishikawa-dai. zapachu. znikają wielobarwne reklamy. stoisko sprzedające szaszłyki yakitori oraz publiczna łaźnia z dymiącym wysokim kominem. do których bardzo często naleŜą i cmentarze. ale Ŝony milionerów i biedaków kupują tofu u tego samego wytwórcy. gdzie sklep spoŜywczy stoi koło zakładu produkującego tatami i baru karaoke. do jednej z ulubionych restauracji. Mozart przechodzący w japoński pop.patrząc na to bujne Ŝycie „miast" wokół stacji nieraz miałam wraŜenie. rozrzedza się. Ŝe łagodnie przechodzą jeden w drugi. otoczone są szczelnie budynkami mieszkalnymi z balkonami. karaoke i paczinko. Po chwili jest się zdanym na własne towarzystwo i zupełną ciszę. gdzie w cenę wliczona jest równieŜ masaŜystka. która mieści się w północno-wschodniej części Tokio i swym biednym wyglądem dość radykalnie odbiega od przeciętnej. Ŝe dziw bierze.a w Tokio są takich miliony otwiera się przed spacerowiczem i zachęca do spokojnej wędrówki. Te pierwsze mają nawet ogrody. Ŝe akurat wejdzie teściowa. a z okiem domów widać i bawiące się dzieci. to dla Ŝyjących w malutkich mieszkaniach tokijczyków coś w rodzaju poszerzonego poza swe naturalne granice livingroomu. Tam właśnie znajdują się wszystkie sklepy i restauracje. Ŝe stoję pośrodku czyjegoś pokoju. gwar i tłok. erotyczne przybytki najrozmaitszego rodzaju . dyskutuje o polityce i sporcie. co krok automaty z napojami lub papierosami. które choć pozbawione ogonów. koloru. milkną stopniowo głosy z megafonów. smaku. Znikają czerwone i Ŝółte neony.robią wycieczek do Bronksu z uzasadnionej obawy utraty mienia i Ŝycia. tłum rozprasza się. a nawet męŜem. odpoczywa. a pomiędzy nią i małym przedsiębiorstwem ogrodniczym wciśnięte są trzy domki mieszkalne. sklepy Diora i bary sushi. flirtuje. i przedszkola. telewizory i muzyka. sąsiadującego z kolei ze szkolą i hurtownią materiałów budowlanych. tu się je. Oprócz Sanya. światła. by kochać się bez ryzyka. To raczej tu. Świątynie buddyjskie. Wokół stacji kolejowej toczy się Ŝycie względnie niezaleŜnego organizmu. Między jedną stacją a drugą moŜna nie spotkać Ŝywej duszy. Luksusowe rezydencje stoją dwie ulice od „króliczych nor". im dalej od nich. Telebimy. Pojawiają się i znikają bezszelestnie jak duchy. Brak strefowania dotyczy teŜ wewnętrznej struktury „tokijskich miast". spokojna . zapachy rozpuszczają się w powietrzu. Mały płotek oddziela kolorowe zjeŜdŜalnie od grobów.w odróŜnieniu od swoich . i miejsca spoczynku ich dziadków. poręczne jak domowy barek . Japończycy o wiele częściej zapraszają swoich gości niŜ do domu. czyta. do którego starego sklepiku dociera gwar stacji. zachowują koci wdzięk i dostojeństwo. stoiska sprzedające smaŜoną ośmiornicę i czekoladki Lady Godiva. jeśli nie liczyć niesamowitych tokijskich kotów. czysta. na których wietrzą się futony i suszy pranie. Okolice stacji to miejsca o największym nasileniu dźwięku. cichnie. do 42 których chodzi się z narzeczonym.

schodach albo balkonach. Latem urozmaicają ją cykady. więc po prostu szłam dalej przed siebie. gdy zajrzałam do biura. albo plac zabaw z całym stadem pleksiglasowych potworów. właśnie w Japonii najbardziej ceniona jest intymność domowego wnętrza.bezdomnych braci z Polski . wykonanych z przeraŜającym nawet dla dorosłego wyczuciem realizmu. kieszonkowej wielkości park pełen (trzech) kwitnących śliw i zupełnie bezludny. Cisza jest więc niemal doskonała.miejsca przeznaczone do spacerowania. do uszu dociera głos płynący z megafonów. w porze deszczowej szum wody. co na ogół mi się nie udawało. stoisko z rybami albo restauracja serwująca makaron sobą. „Cha. wyłania się kolejny sklepik. która smakuje jak kasza w płynie. Ogrody bogatszych rezydencji oddziela od wzroku ciekawskich wysoki mur. Spośród wszystkich krajów Azji. by odebrać zamówione dla mnie . JuŜ rano. niezbyt przyjemnych wielkich ptaków mających w zwyczaju wyrywać jedzenie z rąk. choć rzadko. śmiały się złośliwie. na przykład jęczmienną herbatką. Czasem minie nas rowerzysta albo spieszący gdzieś przechodzień. Po drodze przez te strefy ciszy czasem zdarzy się chram shintó albo buddyjska świątynka. cha". moŜe zaczepić nas sympatyczny tubylec znający angielski i koniecznie chcący pomóc nam w dojściu do celu. cha. 44 O zbliŜaniu się do niej świadczy pojawienie się pierwszego sklepiku albo baru. Japońskie dzieci z kolei nie bawią się przy domach. co jakieś sto metrów stoją uliczne automaty z napojami i papierosami . Do tego słuŜą im zatłoczone parki. w sercu kolejnego „tokijskiego miasta". cha. coraz wyraźniejszy. bank i salon gry paczinko. potem pokrzykiwanie sprzedawcy sezonowych przysmaków i oto jesteśmy juŜ przy stacji. bo w Tokio nie ma zwyczaju przesiadywania na przydomowych ławeczkach. bo na sterylnych tokijskich śmietnikach nawet wróbel by się nie poŜywił. bo przez większą część czasu zajęte są szkolnymi obowiązkami. zapraszający. podobnie jak w całym Tokio. wołał nas nachalnym kontratenorem tak długo. by w spokoju pokontemplować ich piękno. cha" czarnych tokijskich wron. którego przecieŜ nie znamy.nie był głodny. bo tokijczycy nie włóczą się bez celu po mieszkalnych osiedlach. Czasem teŜ. zaraz potem szarość rozświetla się. Czasem najpierw zapach smaŜononych potraw wybiega spacerowiczowi na przywitanie jak pies. nadrzeczne bulwary i centra handlowe . lecz chyba po prostu ciekawy. aŜ został pogłaskany i dlatego nazywaliśmy go Neurotyk. które od tego. gdy zatrzymywałam się w środku wymarłego miasta. Ŝe prędzej czy później trafię na kolejną stację metra. w której akurat trwa uroczystość. stanowczo się oddziela. ale nie spacerowicz. W dzielnicach mieszkalnych. sprawiają wraŜenie wymarłych niezaleŜnie od pory roku i dnia. Domy w dzielnicach mieszkalnych są ciche. MoŜna więc ugasić pragnienie jednym z wielu oferowanych przez nie ciepłych i zimnych napitków. Rysowanie mapek Chizuko przez cały dzień nosiła się z zamiarem zaproszenia mnie do swojego domu na kolację. o wiele bardziej absorbującymi niŜ w krajach Zachodu. by z ciekawości sprawdzić na mapie. co na zewnątrz. gdzie jestem. wiedząc.liczba tych urządzeń przypadająca na mieszkańca jest w Japonii najwyŜsza na świecie. chociaŜ i tak 43 nie toczy się w nich Ŝadne Ŝycie towarzyskie. a w kaŜdym innym okresie złowieszcze „cha. Ignorując zostawiane dla niego przysmaki. tłum gęstnieje. Najlepiej wówczas zapytać go właśnie o najbliŜszą stację kolejową.

coraz mniejsze kwadraciki. W związku z tym w Tokio . a współcześnie stoi na straŜy ludzkiej prywatności. ulice nie mają nazw. dybiący na Ŝycie szoguna. ile potrzeba. którą przechowuję do dziś. które jest tak wielkie. a nie jej kierowca. jak dotrzeć do danego miejsca. w powietrzu. więc ucieszyłam się tym bardziej. Wyrwała z notesu kartkę i błyskawicznie naszkicowała na niej mapkę. Chizuko zdobyła się na zaproszenie mnie i mojego męŜa do swojego „ciasnego i skromnego domu na niewielką kolację". Im bowiem bliŜej celu. gdy po prostu musi zapytać o drogę. Ŝe z łatwością potrafią za pomocą kilku kresek oddać ludzką postać. pijąc kawę z puszki. bez których nigdy nie znalazłabym szukanych miejsc. Wszystkie te mapki zawierały dokładnie tyle informacji. Za czasów szogunów specjalnie budowano ślepe zaułki. Chizuko.co prawdopodobnie czyni je wyjątkowym w skali światowej . powiedziała Chizuko. choć zaskakujące dla cudzoziemca. wspólnie odwiedzany bar. gdzie się kończy. w których zagubiony wędrowiec szuka właściwego miejsca aŜ do momentu. zwrotów i wspinaczek po schodach. jakie miałam przedsięwziąć po wyjściu ze stacji koniecznie wyjściem D14. Dopiero gdy w zimnym listopadowym mroku Ŝegnałyśmy się przed bramą uniwersytetu. co to takiego. znaki kreślone na skrawku papieru. z nieśmiałością tak charakterystyczną dla początków naszej przyjaźni wyszeptała coś o „sprawie". Jedna osoba rysująca drugiej mapkę. Uzasadnienie konieczności mapek jest proste. to widok powszechny w Tokio. w której byliśmy razem przed tygodniem. tym zadanie trudniejsze. ulice były narysowane za pomocą dwóch równych kresek. Nadaje się je tylko wielkim arteriom albo głównym pasaŜom handlowym. gdy z radością podziękowałam jej za zaproszenie. OtóŜ w Tokio. Ŝe moi japońscy znajomi są o wiele sprawniejsi w rysowaniu niŜ przeciętny Europejczyk. papierowej serwetce. na której siedzieliśmy. MoŜe fakt. uliczki kręcące się w kółko jak pies za własnym ogonem i kończące murem w tym samym miejscu. mogąc juŜ na początku zorganizować nam międzynarodowe Ŝycie towarzyskie. JuŜ po kilku tygodniach pobytu byłam w posiadaniu kilku odręcznie wykonanych mapek. Mariko czy Michiko plan zawierał precyzyjne objaśnienia skrętów. a gdzie zaczyna. Satoru. zwierzę w ruchu albo szybko skreślić obraz okolicy w precyzyjnie pomniejszonej skali. Zawsze miałam wraŜenie. Do wieczora jednak nie udało mi się dowiedzieć. Naszkicowany ręką Yume. w którym się dwie godziny temu zaczęły. MąŜ właśnie leciał po raz pierwszy do Tokio. Ŝe we współczesnym Tokio tradycja ta nie zaginęła. Ŝe nie wiadomo. mieście.ksiąŜki.to pasaŜer taksówki zobowiązany jest wiedzieć. W przeszłości słuŜyła temu. Nawet komputer pokładowy bardziej nowoczesnych taksówek nie zawsze pomaga. sprawia. którą chciałaby ze mną omówić. „Muszę ci narysować swój adres". Ulice nie mają równieŜ numerów i w ogóle nie są punktem odniesienia. a cała reszta pozostaje bezimienna. publiczną łaźnię. Zamiast tego miasto podzielone jest na jednostki administracyjne. W Tokio moŜna bardzo szybko zorientować się w doskonałym systemie publicznego transportu 46 . Po jakimś czasie na rysowanych dla mnie mapkach anonimowe punkty topograficzne zaczęły być zastępowane przez zindywidualizowane znaki przyjaźni: ławkę. a znaki orientacyjne precyzyjnie opisane w rzymskim i japońskim alfabecie na wypadek. które prowadzi do zupełnie innej części miasta. a nie na przykład C21. pogubili się w labiryncie. iŜ posługują się tak skomplikowanym systemem znaków. by ewentualni wrogowie. gdybym musiała skorzystać z pomocy tubylca w dotarciu do nich. MoŜna odnieść wraŜenie.

Największą trudność sprawia. ale zostańmy przy moim Ishikawa-dai. KaŜdy moŜe trafić na stację Ishikawa-dai. ale droga od stacji do domu. jak i symbolicznej przestrzeni miasta. w której po pewnym czasie łatwo jest się poruszać nawet bez znajomości języka. klinik. zlokalizowanie przedostatniego numeru. zamkniętą przed cudzoziemcem sferą prywatną. dodając do tej nazwy odpowiednie cztery numery oraz nazwę miasta i dzielnicy. starających się przyciągnąć klientów barwnymi okładkami i obietnicą przejrzystości. Bywają przypadki bardziej skomplikowane. kilkanaście opakowań informujących. bo pozwalały one przesyłać mapki na odległość. musi mieć szczegółowe wskazówki. restauracji i innych instytucji oprócz adresu mają narysowany plan.. Wizytówki wszystkich tokijskich firm. właśnie w okolicy Ishikawa-dai. Ota-ku to nazwa jednego z dwudziestu trzech głównych „tokijskich miast". zakład . Mapki towarzyszą teŜ reklamom sklepów. chcąc nie chcąc. aby potencjalni klienci mogli do nich trafić. takich jak dworzec. Alternatywą dla mapki moŜe być albo wyjście po przyjezdnego na stację albo naprowadzanie go na cel przy pomocy telefonicznych instrukcji. Młodziutkie dziewczyny w róŜnych zabawnych uniformach. Na przykład Tokio. Naszkicowany plan ulic i waŜniejszych punktów orientacyjnych. codziennie rozdawanych na ulicach i przy wejściu do metra. Ishikawa-dai 2-23-7-105. zresztą nie tylko cudzoziemcowi. zostać dopuszczonym do tajemnicy naszej prywatności. co moŜe trochę wyjaśnia. W kaŜdej księgarni moŜna znaleźć dział poświęcony mapom Tokio. Powiedziano mi. w czasie deszczu przykrytych foliową narzutką. pierwszy numer oznacza kwadrat obejmujący mniej więcej jedną ósmą obszaru Ishikawa-dai. w którym nigdy się nie było. Ŝe mapy i mapki są praktyczną koniecznością codziennego Ŝycia w Tokio. zakładów kosmetycznych czy obiektów sportowych i drukowane są na przykład na opakowaniach chusteczek higienicznych. ale by odnaleźć mój manshon Bon Hour albo dom mojego sąsiada pana Matsury. Gdy ktoś mieszka. dlaczego tak się dzieje. ich sprzedaŜ w Tokio biła rekordy. Numer 7 wcale nie musi bowiem sąsiadować z 6 i 8. RóŜnica między przejrzystością sfery publicznej. gdzie leŜą do wyboru propozycje konkurencyjnych wydawnictw. dotyczy zarówno geograficznej. jak dotrzeć do nowego sklepu dla golfiarzy albo na wystawę robotów. Gdy pojawiły się faksy. a trzeci jeden konkretny dom. 47 drugi kilkanaście domów. lecz moŜe mieścić się gdzieś między 29 a 42. nie jest juŜ taka prosta. Oprócz wspomnianej teorii celowo budowanych ślepych zaułków. a niedostępną. Ostatni jest numerem mieszkania. nie przychodzi mi do głowy Ŝadna inna odpowiedź na pytanie. szkoła. to jego adres zapisuje się.tte|p*j ?i« Hi tov ounic\ — San ????? i trafić na kaŜdą stację. Brak nazw ulic i dodatkowe pułapki z numerami domów sprawiają. dajmy na to. stoją z koszami takich reklamowych chusteczek i po dłuŜszym spacerze moŜna zgromadzić. ale jako praktyczna wskazówka jest zupełnie nieprzydatne. gdy mieszka się w większej dzielnicy typu Shibuya. Ota-ku. Ŝe jednym z kryteriów numeracji domów jest kolejność ich powstawania.

. który wydrukowała mi Chizuko.. „Japońska miłość do natury"... nie mogąc się doczekać mnie w małym barze gdzieś między Harajuku a Aoyamą. MęŜczyźni fotografują magnolie w parku Shinjuku..??» Plan.. Młodzi męŜczyźni w ciemnych ponurych garniturach stanowili niemal codzienny element krajobrazu w okolicach mojej stacji Ishikawa-dai. Stali ze swoimi tabliczkami. Nieopatrznie zapewniłam ich.nie.. tam musisz skręcić w lewo i iść znów prosto aŜ do salonu .?» ???***.... ?? •7 ? ?? ??????????**r fi' ta ??? ......najsłynniejsze miejsce spotkań w Tokio. po namyśle mówiła na to Yume. „Kolo takiego rozpolowionego plątana. między fryzjerem dla psów a kawiarnią o nazwie Liąuid Grass... hipnotycznie wpatrując się w przyjezdnych.. którzy tkwią z tabliczką informacyjną przy stacji i wskazują 48 Tokio wielkomiejskie (Shinjuku). czasem pozwala dotrzeć na miejsce. rozglądając się przedtem w poszukiwaniu charakterystycznych punktów orientacyjnych..??» ? ? *.... lecz mglistą 49 strukturę przestrzenną. skręć teraz w prawo za automatem z napojami z duŜą reklamą napoju Pocari Sweat i idź prosto aŜ do zakładu robiącego tatami. Hachikó . bym łatwiej trafiła na miejsce spotkania.. „Jesteś prawie na miejscu. pytali japońscy znajomi...3 ?' ® ???-?? <*»?> ?*??-....... których wybór jest zawsze mniej czy bardziej arbitralny.. Ŝe uda mi się samej dotrzeć na miejsce spotkania.. nie będąc w stanie znaleźć miejsca spotkania...... w której znakach trzeba dopiero odczytać własny sens..... przybywającym drogę.... Organizatorzy większych imprez wynajmują specjalnych „staczy"..... Jednak „pobliŜe" w Tokio ma wymiar nieco inny niŜ na przykład w Nowym Jorku i nie oznacza swojskiego „dwie przecznice na północ"..??» *> ? ?.fryzjerski albo po prostu „takie duŜe drzewo na rogu".?» ? is a-.. Ŝe bez pomocy „staczy" zaproszeni goście do świtu krąŜyliby po naszej dzielnicy. Tokijski labirynt bywa dla cudzoziemca prawdziwym wyzwaniem.. i na początku myślałam. Ŝe w ten spokojny sposób manifestują swoje poglądy i protestują na przykład przeciw długim godzinom pracy albo konieczności noszenia tak okropnych garniturów. a czasem mimo wszystko ... przed którym siedzi gipsowy dalmatyńczyk. „Gdzie jesteś?". Nie wiedziałam jeszcze.... bo kiedyś byliśmy razem w pobliŜu... odpowiadałam więc... „W porządku".....

odpowiedziała i stłumiła chichot. naprawdę niedaleko. Siedząc zapach curry. a chociaŜ wykorzystywane bywają teŜ przez „profesjonalistki" i ich klientów. Yukiko mówi. bo jeśli nie. i przejść na drugą stronę uliczki. Jak pisze Barthes w Imperium znaku. Ŝe właściciele takich przybytków próbują dziś innych nazw zamiast love hotel . tylko następnego. wpadałam w jeden ze ślepych zaułków i potem czekałam zagubiona w gęstniejącej ciemności.paczinko Big Sweet Dream". które „moŜna poznać tylko przez działanie typu etnograficznego" i brnąc w dŜungli znaków. W Japonii jest około trzydziestu tysięcy hoteli miłości. by pokazała mi (tak na wszelki wypadek). dalmatyńczyk. to większość gości stanowią . jakby nie było stolicy. Kierowana słownymi wskazówkami tubylców albo trzymaną w dłoni mapką poznawałam Tokio organoleptycznie. którego śladem podąŜać mam tak długo. mającego w reklamie tańczącą ośmiornicę. gdy poprosiłam. Po drugiej wojnie światowej Amerykanie usiłowali wprowadzić w Tokio zachodni system i uporządkować adresy według zasad. Po odnalezieniu salonu paczinko dzwoniłam do Yume ponownie. jak podróŜnik przedzierający się przez dŜunglę nad Amazonką. a czasem wwąchiwałam się w jego nikły cień zbyt długo. „Pocari Sweat. który z hoteli miłości wart jest odwiedzenia. aŜ zobaczę reklamę z napisem po angielsku Korean Viagra i usłyszę dzwoneczek Ŝebrzącego mnicha. która poprzedniego dnia umówiła się z narzeczonym o imieniu Shinji i całe popołudnie oraz wieczór spędzili w tokijskiej dzielnicy Shibuya.. to powinnam znaleźć mały bar serwujący bibimbab. które nam wydają się praktyczne i racjonalne.couple hotel. co najbardziej praktyczne. co 50 pozwoliłoby kaŜdemu przeciętnie inteligentnemu człowiekowi trafić wszędzie bez większego problemu i angaŜowania osób trzecich. nie musi być najbardziej racjonalne". ale dla zainteresowanych pozostają one hotelami miłości. Hotele miłości pojawiły się w Tokio po wojnie. zasłaniając usta dłonią. tylko na pierwszym piętrze. zgodziła się. o ile jeszcze tam stoi. w Japonii trzeba przyzwyczaić się do tego. czasem docierałam na miejsce spotkania. hotelu miłości". ale nie ten na parterze. aŜ światełko roweru pojawi się w perspektywie zupełnie nie tej uliczki. i jego właścicielka zaprowadzi mnie tam. W Tokio moŜna bez problemu znaleźć rabu hoteru przy kaŜdej większej stacji kolejowej. zapytałam Yukiko. i tam skręcić w lewo. Wiadomość. Ulice miały mieć numery. Kochankowie z hotelu miłości „A co robiliście?". a co było tuŜ za rogiem. ale nie tego pierwszego. „Z ochotą". czyli rabu hoteru w wymowie japońskiej. fashion hotel lub leisure hotel. Hotele miłości nie są domami publicznymi. Po odejściu Amerykanów Japończycy wrócili jednak do starych zwyczajów i nadal rysują mapki. „W kinie. gubiłam ślad. Ŝe „to. moja japońska koleŜanka przyjęła z niedowierzaniem. szukać drogi. w którą miałam skręcić. boutiąue hotel. Ŝe jestem prawie na miejscu i teraz tylko muszę skręcić w prawo koło baru sushi. restauracji i.. Ŝe w Warszawie. a ich rozkwit miał miejsce w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. nie ma Ŝadnych miejsc tego typu. za które często biorą je cudzoziemcy. gdzie poczuję z lewej strony zapach curry. wpatrując się w miejski krajobraz z takim natęŜeniem. a ta powtarzała. gdzie sama nie zdołałam dotrzeć. Big Sweet Dream" powtarzałam sobie w myśli i ruszałam. a Tokio to miasto. Pytanie wydawało mi się więc niewinne i zdziwiło mnie zakłopotanie przyjaciółki.

co odróŜnia go od wszystkich innych hoteli świata. Nie jest to miasto czułych uścisków. powiedziała. Mimo iŜ pokoje na godziny istniały wcześniej wszędzie tam. Jego absurdalna architektura disnejowskiego zamku z daleka przyciąga wzrok i dlatego nieraz słuŜył nam jako punkt orientacyjny. czyli pocałunek. wycieczkowy statek zacumowany między domami albo futurystyczny zamek z atrapami okien. lecz 52 powściągliwych gestów i par. zawiera dwie taryfy . Jeszcze kilka lat temu toczyła się w Japonii powaŜna debata na temat całowania się na powitanie i poŜegnanie.zwykłe pary. Jawne istnienie w przestrzeni publicznej miejsc.przeflancowany z Zachodu przez młodą generację Japończyków . które niemal nigdy nie trzymają się za ręce. ale gdyby jakaś młoda kobieta usiadła na kolanach narzeczonego. czyli w domowej sypialni albo w hotelu miłości. u ciebie czy w hotelu miłości?" Jeden z najsławniejszych i najokazalszych tokijskich rabu hoteru. W dzielnicach takich jak Shibuya i Ikebukuro skupiska rabu hoteru tworzą całe enklawy. by uprawiać w nim miłość. barów i sklepów. jest duŜe prawdopodobieństwo. Cennik hotelu miłości.to dopiero Japończycy wymyślili hotele miłości otwarcie przeznaczone. Kopułki. wystawiony do wglądu na zewnątrz budynku. wariację na temat „pałacu księŜniczki" albo swojski kształt gotyckiego kościoła. Ŝe atmosfera Tokio kipi od seksualnej swobody. Od tej pory japońscy kochankowie.a więc od ParyŜa po Tokio . gdzie moŜna uprawiać seks. który to zwyczaj . Love hotel oficjalnie przeznaczony 51 jest do tego. ZałoŜycielka jednego z pierwszych hoteli miłości na Shibuya. Ŝe właśnie mamy do czynienia z hotelem miłości. eleganckiej dzielnicy ambasad. Wagony metra zdobią plakaty i reklamy z półnagimi dziewczętami o dziecinnych buziach i dojrzałych biustach. a Ŝegnającym się . pozostał tam. hotele miłości znajdują się jednak w sąsiedztwie domów mieszkalnych. wieŜyczki i baszty hotelu Gallery szczególnie malowniczo wyglądają w porze kwitnienia wiśni. Gallery Hotel. odpowiednio trzy do pięciu tysięcy więcej. by wspomnianą potrzebę zaspokoić. krok od codziennego Ŝycia. OdróŜniające się od otoczenia architekturą. Jeśli natkniemy się w Tokio na budynek przypominający siedzibę Ludwika Bawarskiego albo wenecki Pałac DoŜów. wzięto by ją za wariatkę albo „gaijinkę". Śmielsze formy publicznego okazywania uczuć są surowo potępiane. Prawie nie sposób zobaczyć na ulicach Tokio całującą się parę. w której „urzeczywistniają się pragnienia kochanków". a aby zostać do rana. I wydaje się. gdzie jego miejsce.aby „odpocząć" przez 2-3 godziny. które w Tokio jest zawsze o krok od fantazji. mogli dywagować: „U mnie. Gallery Hotel jest kwintesencją kiczowatej estetyki hoteli miłości i niedo-v ścigłym wzorem dla wielu innych. których ogarnął miłosny nastrój. gdzie była taka potrzeba . trzeba zapłacić od czterech do dziesięciu tysięcy jenów. Przeciwnie. nie znaczy. których głównym (nawet jeśli nie jedynym) zadaniem jest przyjmowanie na noc gości poszukujących noclegu. znajduje się w Meguro. gdzie jeden tego typu przybytek stoi tuŜ obok drugiego. Ŝe jej zamierzeniem było stworzenie „krainy marzeń na jedną noc".część opinii publicznej uznała za wyjątkowo odraŜający i nieprzyzwoity. gdy ich barokowe kształty wyłaniają się z kwiatów jak Wenus z kąpieli w białej pianie. Ŝe rzeczywiście kissu. gwiazdka Midori Satsuki.

Dla wielu tokijskich par rabu hoteru jest jedynym miejscem. Małe. czyli młodych Japończyków nie wyróŜniających się niczym szczególnym w tokijskim tłumie. który raczej nie jest ani jej narzeczonym. W hotelach miłości ruch trwa przez cały tydzień. być małŜeństwem. pod warunkiem. z których moŜna się dowiedzieć.dwoje ciekawskich i odwaŜnych cudzoziemców. gdy oddaje się bardziej dynamicznym rozrywkom. Oprócz par najbardziej typowych. poza tym w Tokio trudno byłoby znaleźć ustronne miejsce.kochankom musi wystarczyć bye. rzetelny przewodnik. Ŝe dwa pokolenia są potencjalnymi klientami rabu hoteru. W Japonii nie ma moralnych czy religijnych zakazów dotyczących seksu przedmałŜeńskiego. . w krainie miłosnych marzeń.skrajny funkcjonalizm i skrajny kicz . a w jakim dokonano imeji cheinji. do czego słuŜy. zwalniając pokój dla kolejnych chętnych na wycieczkę do krainy miłosnych marzeń. ale dobrze wychowani ludzie powinni wiedzieć. bye. gdzie powstał nowy hotel miłości. kiedy przed niektórymi z nich trzeba czekać. więc właściciele starają się zaspokoić przede wszystkim jej gust. Miłosny savoir-vivre mówi. napisany przez młodą tokijską dziennikarkę. by w dobrym 53 nastroju wyłonić się po dwóch. Same w sobie nie są wprawdzie złe ani grzeszne. ale nasila się w weekendy. aŜ zwolni się jakiś pokój. ani męŜem. W tokijskich warunkach mieszkaniowych trudno byłoby jednak oddawać się namiętności dyskretnie i po kryjomu. gdzie na specjalnych stronach ludzie dzielą się wraŜeniami z hoteli miłości. to dlaczego by nie uczynić go pięknym? Pewnie w Ŝadnej innej przestrzeni Tokio dwie jej główne cechy . Ŝe słychać nawet. a co dopiero. gdzie moŜna oddawać się namiętności bez ryzyka. który stracił klasę i nie jest w związku z tym godny polecenia. choć nie musi. A jeśli juŜ wszyscy wiemy. co sprawia. tak uwaŜa się. Otwarte podejście do seksu i jednocześnie wysokie sformalizowanie ludzkich zachowań składa się na fenomen rabu hoteru. w wyznaczonych przestrzeniach. Ŝe para jawnie nie obnosi się ze swoją miłością. Istnieją specjalne przewodniki. Hotel miłości wydaje się więc jedyną alternatywą. która moŜe. jak sąsiad za ścianą drapie się po głowie. gdzie i jak się im oddawać. a nawet . co wyklucza model amerykański. moŜna spotkać tu wyzywająco ubraną kobietę w fioletowych spodniach ze skaju w towarzystwie drobnego okularnika w garniturze. Ŝe ktoś przeszkodzi albo Ŝe o schadzce będzie wiedziała cała dzielnica. Cenione w innych okolicach świata łono natury nie istnieje. Najpopularniejsze w Japonii samochody teŜ są nieduŜe. Wszyscy znikają w drzwiach dyskretnie. by zaparkować. ciasne i niebywale akustyczne mieszkania w japońskich domach nie słuŜą miłosnym igraszkom i symboliczne zasłonięcie okien nic nie moŜe poradzić na to. Młodzi tokijczycy do ślubu mieszkają bowiem z rodzicami (a z kolei rodzice z dziećmi).nie łączą się ze sobą tak gładko jak tu. urządzając inaczej pokoje. Tak jak w złym tonie jest nadal w Japonii jedzenie na ulicy. bo trudno uznać za nie wybetonowane brzegi rzek albo parki wielkości sali gimnastycznej. Dobrym źródłem informacji jest teŜ Internet. by nie zakłócać harmonii świata. parę w średnim wieku.choć rzadko . rozszczebiotaną nastolatkę w czyściutkim mundurku szkolnym i pana po czterdziestce wyglądającego na księgowego z kompleksem lolity. ale bez specjalnych środków ostroŜności. trzech godzinach. Ŝe wszelkie inne rodzaje zmysłowych przyjemności powinny odbywać się za zamkniętymi drzwiami. a niedawno wydano nowy. Ŝe to dama wybiera hotel i pokój.

gigantyczną. a wanna . Na zwolenników bardziej wymyślnych zabaw czeka średniowieczna sala tortur z plastikowymi łańcuchami. jest teŜ łoŜe z baldachimem i złocony stolik. nie stwarza problemów. szkolna klasa plus uniform uczennicy. wnętrze samolotu z mundurkiem stewardesy wiszącym jeszcze w pokrowcu z pralni. i nie udając.to przestrzeń. tak pewnie zrobili Yukiko i Shinji w piątkowy wieczór na Shibuya. Nie ruszając się z niego. by przydać miejscu romantyczności i duszoszczypatielnej nostalgii. po lub . co potrafią miłośnicy karaoke .54 Estetyka rabu hoteru odzwierciedla popularne wyobraŜenia o miłości. gdy łóŜko w innym pokoju okaŜe się róŜowym sercem z pluszu. Dlaczego filiŜanką? A dlaczego nie? Nic teŜ dziwnego. W hotelach miłości motywy zachodnie uŜywane są. na którym stoi lampka z postumentem 55 w kształcie wieŜy Eiffla . Zdarzają się hotele miłości nie przyjmujące „gaijinów" i wtedy juŜ na drzwiach informuje o tym stosowny napis: Japanese only. pod warunkiem. Na ogół jednak personel. z których wyrastają platikowe paprocie. poprawność polityczną ani dobry gust. Ŝe foyer u szoguna oprócz choinki zdobi kopia Wenus z Milo i kanapka w stylu Ludwika XIV.niczym latający dywan . Futon rozłoŜony pod takim drzewem . które niczym wielki Ŝarłoczny kwiat. której nie dotyczą prawa codziennego Ŝycia.to oczywiście „ParyŜ naszych marzeń" i Emiko albo Tomomi moŜe szepnąć do ukochanego: „Zupełnie jak w tym francuskim hoteliku. by kochać się w „Wenecji naszych snów". Zupełnie nie dziwi więc kochanków. śnieŜnobiałą pościelą zapraszającą. Disnejowski zamek z gipsu i betonu albo siedziba szoguna z plastikowymi ścianami imitującymi drewno i ze stojącą w jednym z kątów lekko zakurzoną choinką . gdy ktoś woli). choć oczywiście nie mówią o niej po rosyjsku. Ŝe nie są one kiczowate. gotowy do uŜytku. pamiętasz?" W kolejnym pokoju rolę łóŜka pełni gondola z czystą. którą cenią sobie Japończycy. a wnętrzu disnejowskiego zamku uroku przydają gipsowe krasnale i królewna ŚnieŜka (notabene niektórym psychoanalitykom ta bajeczka zawsze się kojarzyła z rzeczami nie dla dzieci. Elektryczne drzewka wiśni kwitnącej jaskraworóŜowymi Ŝaróweczkami tworzyć mogą nastrój pokoju utrzymanego w mniej popularnym w rabu hoteru stylu japońskim. Trzeba traktować tę przestrzeń nie tyle z przymruŜeniem oka. by odpłynąć. Korzystanie z hoteli miłości jest zaś dziecinnie proste i na ogół nie wymaga . gabinet lekarski z fotelem ginekologicznym (lub dentystycznym. moŜna skorzystać z zestawu do karaoke i zaśpiewać z ukochanym przed. Łazienka w hotelu miłości moŜe być jaskinią wyłoŜoną sztucznymi kamieniami. i przecieŜ nic więcej nie trzeba. Ŝe takie jest Ŝycie. więc intuicja designera wydała mi się całkiem na miejscu). przezroczystą filiŜanką.w trakcie miłosnego aktu. Nie wszyscy jednak gustują w romantycznej scenerii miłosnego aktu i oni teŜ znajdą coś dla siebie w hotelach miłości. którego dyskrecja jest legendarna. Ŝe nie dbają o zgodność historycznych szczegółów.przenosi kochanków w czasy samurajów i gejsz. które mają to do siebie. co zmruŜyć oczy i dać się ponieść wyobraźni. Wygląd hotelu miłości czerpie inspirację z fantazji erotycznych. W hotelu miłości na Shibuya na ścianie wisi więc atrapa okna z wklejonym w nią zdjęciem Montmartre'u. Ŝe jest to para cudzoziemców róŜnej płci i znających savoir-vivre panujący w rabu hoteru. nie udając. kołysze się pośrodku dzięki elektrycznemu napędowi.kto wie.

. to zamurowane od środka atrapy. Z braku miejsca pralkę trzymalibyśmy na balkonie łub przed drzwiami na chodniku. Gdybyśmy byli przeciętnym małŜeństwem z robotniczego Ikebukuro. Jest cicho i bardzo gorąco mimo włączonej klimatyzacji. moŜe nawet mieszkałaby z nami owdowiała babcia z Kyushu. a w środku przestrzeń byłaby zapchana do granic moŜliwości plastikowymi pudłami i oświetlona fluorescencyjnym 57 światłem. stolik z herbacianymi utensyliami. jeszcze mały barek. w którym jest jacuzzi czy chociaŜ przezroczysta wanna pozwalająca oglądać od spodu zanurzoną w niej nagą narzeczoną. w której zza wysoko zabudowanego kontuaru klucz podaje nam ręka naleŜąca do osoby niewidocznej w całości i udajemy się do wybranego gniazdka miłości. który niesie lodowatą wilgoć znad oceanu. co naleŜy robić. Lekko oblaŜąca fototapeta z tropikalną plaŜą nie pozostawia wątpliwości. szaro i właśnie zaczyna padać deszcz ze śniegiem. Warto chwilę się zastanowić. musielibyśmy teraz wrócić do mieszkanka źle ogrzewanego i tak małego. moŜna włączyć telewizor (oczywiście. tematyczny laserowy show na ścianach albo system oświetlenia wraŜliwego na dźwięk i pulsujący w rytm akustycznej akcji kochanków. Ŝe błękitny dywan to ocean. oznacza to. kolejny guzik wprawia łóŜko w lekkie chybotanie. tropikalny raj jest juŜ tuŜ-tuŜ. a w którym rolę tę pełni plastikowy model samochodu osobowego lub furgonetki w wersji country. a w dywanie kilka dziur po papierosach. bo co to za raj bez niego!) i uŜyć jednej z pornograficznych kaset wideo ustawionych na nim w równiutkim szeregu. Jest zimno. ŁóŜko płynie gdzieś po wodach południowego Pacyfiku. Ŝe jest telewizor. Na przykład do pokoju wielkości mniej więcej dwunastu metrów kwadratowych. W foyer naleŜy najpierw wybrać pokój. Ŝe pokój jest akurat zajęty. Niewiele więcej mieści się w pokoju tropikalnym. w którym moŜna kupić prezerwatywę. który pokój ma wodne łóŜko. a w kącie za drzwiami miniaturowa i bardzo czysta łazienka. nasze łoŜe jest wyspą. zanim podejmie się decyzję. Ŝe po rozpostarciu ramion moglibyśmy dotknąć obu ścian. zdjęcia z opisem wyeksponowane są na podświetlonej tablicy. gdzie ciągle trwa styczniowy dzień. a nie parą Ŝądnych przygód „gaijinów". te. Gdyby wyobraźnia potrzebowała dodatkowej zachęty. Po naciśnięciu guzika płacimy w czymś w rodzaju recepcji. Nie ma okien. Ŝe fototapeta jest zniszczona.. Z tablicy moŜna dowiedzieć się. Otwieramy parasol i walczymy z nagłym podmuchem wiatru. Celuloidowe postaci w niesamowitych kolorach zielonkawej Ŝółci i zimnego róŜu podpowiedzą. a niewidoczne wcześniej lampki na lustrzanym suficie rozbłyskują jak gwiazdy. cierpiąca na bezsenność i świetnie słysząca mimo swoich dziewięćdziesięciu . a jacy kochankowie nie lubią tropikalnych rajów i gwiazd? Gdy mijają dwie godziny i łódź dobija do brzegu. tylko łódź? A co wtedy z palmą? Jaką palmą? Kto by się przejmował palmą. Ŝe główne światło gaśnie. Gdy któreś ze zdjęć nie świeci się. gwiazdy migocą. Nie widać juŜ. by dobrze wykorzystać wydane jeny. a więc moŜe to nie wyspa. a lustrzany sufit niebem nad Hawajami. które widzieliśmy z zewnątrz. Kto wie. na środku którego stoi okrągłe łóŜko z nieskazitelną 56 pościelą i plastikową palmą u wezgłowia. automat. FidŜi lub Bali. wychodzimy na gwarne uliczki Ikebukuro. Jeden z na chybi! trafił naciśniętych guzików przy łóŜku sprawia.znajomości języków innych niŜ uniwersalny język pragnienia (i oczywiście pieniędzy).

Ta skłonność do nadmiaru znaczącego. w co jesteś ubrany.często z niebywałym wprost wdziękiem są tu raczej przebrani niŜ ubrani. nie jest niczym szczególnym. Pewnie juŜ po drodze planowalibyśmy więc. tak na przykład mój sąsiad. W kulturze. tak strój dopiero nadaje sens ludzkiemu ciału. słynna elevator girl. Ŝe Japończycy w zachodnich ubraniach zawsze wyglądają tak. Tak jak japońscy turyści spotykani za granicą wyglądają właśnie na turystów. dlaczegóŜ więc miałyby nosić się inaczej niŜ wszystkie inne zamoŜne gospodynie w średnim wieku? Wiele firm nadal ubiera swoich pracowników w uniformy. którą moŜna spotkać w depato. Nawet tak na pierwszy rzut oka barwna i róŜnorodna młodzieŜ z bohemicznych enklaw po bliŜszym przyjrzeniu okazuje się niewolniczo hołdować kilku typom stroju. kim jesteś". gdzie wszyscy kucharze noszą wielkie białe kucharskie czapki. Miasto w uniformach Tokio to miasto. plecami dotykających ściany. nawet jeśli na kolejnym przystanku dołączy do nich szósta. Osoby o tym samym statusie po prostu chcą wyglądać tak samo. matki na skwerze takie same kapelusiki. bo zasada: „PokaŜ mi. w której status jest precyzyjnie określony. kim ono jest. jakby wybierali się na wesele lub pogrzeb. a ekstrawagancja czymś śmiesznym i niewłaściwym. pan Matsura. Na tę wyjątkową okazję .siedmiu lat. by znów znaleźć chwilę i wrócić do naszego rabu hoteru. gdzie kolejne warstwy pięknych papierków. przesady w ilości szczegółów nadal rzuca się w oczy na ulicach Tokio. a powiem ci. nawet jeśli w ich lokaliku mieści się naraz tylko pięcioro gości ściśniętych przy kontuarze. Sarariimani mają więc identyczne ciemne garnitury. Fakt. Japończycy lubią uniformy. jakie miejsce w hierarchii zajmuje opakowane w niego ciało. samuraj chcący uŜyć zakazanej mu przyjemności w dzielnicy rozpusty. co akurat lansuje magazyn mody „Fruits". Tak jak w przypadku japońskich prezentów. strój mówi. udawał się do Yoshiwara w przebraniu i zmiana kostiumu czyniła zeń inną osobę. bo niewyróŜnianie się jest cnotą. a ekwipunek emerytów moczących kije w Sumidzie bardziej pasowałby na finał międzynarodowych zawodów wędkarskich. Najdoskonalszym przykładem ciała w uniformie jest pewnie tokijska windziarka. Są zamoŜnymi gospodyniami w średnim wieku. iŜ w wagonie metra moŜna zobaczyć siedzące naprzeciwko pięć pań w takich samych fryzurach. wybierający się na sobotnią partyjkę golfa przedstawia sobą widok doskonałego gracza w golfa. Mówi się. czyli wspomniana siedziba władz miejskich na Shinjuku. czyli domach handlowych.zmieniwszy ubranie przestawał być wojownikiem. młode zamęŜne kobiety 58 spódniczki jednakowej długości i bluzeczki o zbliŜonym kroju wyprodukowane przez te same firmy. na którą składają się dwie monstrualne wieŜe zwieńczone platformami . Wszyscy zwłaszcza w przypadku młodzieŜy i kobiet . Jak pisze Donald Richie w Image Factory. Informuje innych. obowiązuje w Japonii o wiele bardziej niŜ w innych rozwiniętych krajach świata. starsze panie charakterystyczne sweterki i spódnice pełne misternych ozdóbek. centrach turystycznych. pudełeczek i wstąŜek w odpowiednim kolorze waŜniejsze są niŜ ukryty w nich drobiazg. wszystkie tokijskie nastolatki jak na komendę przebierają się w to. budynkach uŜyteczności publicznej. Jednym z takich miejsc jest na przykład Tókyó Tochó. Robotnicy ponoć z własnej woli trzymają się wyróŜniających ich spodni a la Sindbad i ręczników na głowach. podobnych kostiumach i z torebkami Vuttona na kolanach.

uŜywa się podkreślając szacunek wobec rozmówcy. seksualność. . pleć. Potem. nie podpierają ścian i nie piłują sobie paznokci. gdybyśmy nie zauwaŜyli. Wjechać na nie trzeba. Ŝe drzwi są otwarte. Nie wiedziałam. nie kłopotem dla obsługi. czy w windzie jest jedna osoba. Nie plotkują z koleŜankami. I tu na scenę wchodzi elevator girl. mistrzyni ceremonii. którego w języku japońskim. nieskazitelnie schludne sprawiają wraŜenie zaczarowanych księŜniczek. zwracając się z taką samą profesjonalną gorliwością do zupełnie ignorujących ją Japończyków i zafascynowanych. młoda artystka. W uniformach zawsze na granicy kiczu. stojąca w windzie kilka centymetrów ode mnie. Tak jak dziewczyna z Tókyó Tochó. ani uśmiechać się. juŜ w środku. osoby te bez mrugnięcia okiem wykonują jedną z najniŜszych w hierarchii i kiepsko płatnych prac. nie mają indywidualności. „Proszę bardzo". Zawsze z tym samym uśmiechem. Ani przez myśl jej nie przejdzie zbuntować się i wyrecytować nam haiku albo zatańczyć taniec brzucha. Uniformizacja i nacisk na konieczność dostosowania się wyglądem do właściwej grupy odniesienia dają jednocześnie moŜliwość łatwej ucieczki w fantazję. co o mnie będziecie wiedzieć". Z praktycznego punktu widzenia praca windziarki jest więc zbędna i ma znaczenie czysto symboliczne. Ta dziewczyna w uniformie pełni rolę Ŝywego honoryfikatora. nigdy nie zobaczymy na ich twarzach niezadowolenia. Odwiedzając Tókyó Tochó. Ŝe wybraliśmy podróŜ jej windą. Windziarka kontynuuje śpiewną informację niezaleŜnie od tego. mówiła i mówiła skamieniała w pozie pełnej szacunku i kobiecej skromności. lecz dopracowanym w kaŜdym szczególe i pełnym elegancji zaproszeniem. ale „szacownymi gośćmi" i obecność windziarki słuŜy wskazaniu na nasz dostojny status. podawała szczegóły procedury ewakuacyjnej w razie trzęsienia ziemi czy dziękowała nam. Elevatorgirl z Tókyó Tochó. czy informowała nas o historii budynku. Na generowanych komputerowo zdjęciach pokazuje dziesiątki windziarek zamarłych w bezruchu w przestrzeniach nazywanych przez artystkę „zamroŜonymi miastami". była tak szczelnie opakowana w swój uniform windziarki jak japoński prezent i mimo iŜ znajdowała się na wyciągnięcie dłoni. tylko kostium ukrywający ich ciało. windą.obserwacyjnymi. Miwa Yanagi. jesteśmy nie byle kim. Jej gest nie jest takim sobie machnięciem od niechcenia. Podobną funkcję pełnią dziewczęta w punktach informacyjnych. windziarka kłania się i nie przestając ani mówić. zamiast innych moŜliwych sposobów szybkiego dotarcia na platformę obser60 wacyjną. Patrząc gdzieś przez nas. korzystając z wolnej chwili. co nie jest trudne. zwieńczonych infantylnymi kapelusikami. której wystawę widziałam w Japonii. oczywiście. pozostawała zupełnie niedostępna. wskazujące drogę w podziemiach handlowych. naciska odpowiedni 59 guzik. fascynuje się elevator girls i uczyniła je obiektem swoich dzieł. zachęca z uśmiechem w razie. nic nie rozumiejących cudzoziemców. bowiem winda jeździ tylko na platformę obserwacyjną i nie zatrzymuje się nigdzie po drodze. Ubrana w czerwony uniform młoda dziewczyna najpierw wskazuje dłonią w nieskazitelnie białej rękawiczce na drzwi owej windy. zdobnych w Ŝaboty i kokardy. „Dozo". tym najgrzeczniejszym z języków rozwiniętych społeczeństw. zapraszając nas w ten sposób do wejścia. te stojące przed wejściem do róŜnych lokali i salonów gry. które czekają na przebudzenie. czy dziesięć. Jej uniform mówi: „jestem elevatorgirl i to wszystko.

tak oni w Ŝadnym momencie nie dadzą nam do zrozumienia. Kostiumowe szachrajstwa kuszą nie tylko śmiertelnych. uczyniły kosupure wydarzeniem z pogranicza happeningu. ze szczególnym uwzględnieniem tych męsko-damskich. Ŝe całkiem na serio. z tą róŜnicą. iŜ japońscy czterdziestolatkowie z kaczymi kuprami naśladują gwiazdę innej rasy. niczym motyle fruwające w rozchichotanych stadkach. na uroku przebieranek. Elvisi są skupieni. Shójo. rekrutuje się dziś spośród fanek komiksów manga. czyli cos-playerek. Jak napisał jeden z amerykańskich autorów. ale główne przedstawienie kosupure naleŜy do dziewcząt. stanowi oryginalny element subkultury młodych dziewcząt w wieku od trzynastu do dwudziestu kilku lat. Z jednej jego strony znajduje się wielki park i Meiji-jingu. stoiskami z biŜuterią i gadŜetami. czyli młode dziewczęta. a nie komizm faktu. lecz dobrze znane są równieŜ bóstwom religii shintó. panowie w średnim wieku naśladują go ze śmiertelną powagą. Kosupure. tańcząc pod Heartbreak Hotel. a z drugiej labirynt wąskich uliczek. to przestrzeń fantazji. Jakieś dalekie pokrewieństwo łączy Harajuku z nowojorskim East Village. które są prawdziwymi paniami Harajuku. kuszący wymyślnymi butikami z młodzieŜową modą. od kabuki do Takarazuka. Nie bez powodu właśnie Harajuku stało się główną sceną kosupure. w której. które wkrótce zostały zakazane przez władze. misterium i pikniku. Warto zatrzymać się przy Elvisach. by stać się kimś zupełnie innym. Największa grupa wielbicielek kostiumowej zabawy. Przy głównej bramie parku Yoyogi na przykład nie zbierają się juŜ demonstranci. Dziś Harajuku nie ma nic wspólnego z polityczną rebelią. a w pobliskim parku Yoyogi urządzano spotkania grup subkulturowych i parady. ale to pierwsze oferuje więcej atrakcji. Ŝe to zgrywa. których słodki zapach zawsze budził we mnie głód. najbarwniejsze mieszkanki Tokio. nadały kostiumowej zabawie nowy wymiar. zanim . Shójo. czyli costiumplay albo w skrócie cos-play. kioskami sprzedającymi naleśniki z bitą śmietaną i owocami. butach z czubem i fryzurach ułoŜonych w kaczy kuper. to wystarczy przecieŜ zmiana kostiumu. tak dziś. wygląda to mniej więcej tak. by oddać się swojemu hobby. jakiego nie powstydziłby się sam Król. a przebieranki stanowią jeden z jej stałych motywów. Choćby na krótko. Skoro uniform jest wszystkim. jedna z najwspanialszych świątyń shintó w Tokio. Dla EMsów z Harajuku waŜne jest mistrzostwo w powtarzaniu tanecznych ruchów Elvisa-Pelvisa. lecz w kaŜdą niedzielę tańczy grupa japońskich EMsów. w pełni zaangaŜowani w akt imitacji i tak jak od aktorów kabuki grających kobiety nie moŜemy oczekiwać nagłego mrugnięcia okiem. opiera się teŜ wiele starych i nowych form japońskiej sztuki. szaleni faceci". W czarnych skórzanych spodniach. Scena kosupure to betonowy mostek Jingu nad torami kolejki Yamanote. obowiązują inne prawa niŜ w codziennym Ŝyciu. anime i gier komputerowych. rozgałęziających się od Takeshita-dori. To dzielnica mody i młodych.Japońska kultura. miejsce nawet w najbardziej szary z szarych tokijskich dni tętniące kolorem i pełne Ŝycia. Królestwem shójo jest tokijska dzielnica Harajuku. W latach siedemdziesiątych na Harajuku spotykała się zbuntowana 61 młodzieŜ. tak jak w hotelach miłości. jak i kiedyś. wykorzystuje tę transgresywną moŜliwość. gnąc się w takt płynących z magnetofonu przebojów sprzed lat. gdzie panny ze stolicy i okolic przyjeŜdŜają w kaŜdą niedzielę. uwielbianymi przez shójo salonami fotograficznymi zwanymi purikura (od print club). jakby Steve Martin albo Dan Aykroyd robili swój popisowy numer typu „my dzicy.

Siadają na betonowym chodniku. bowiem cosplayerki na ogół trzymają się w małych grupkach lub parach. które w ich uszach brzmi wystarczająco słodko i fajnie. licznie przybyli na mostek Jingu. ale dla których dziewczęta rzadko chcą pozować. o tę samą umiejętność naśladownictwa. Liczy się bowiem nie tylko kostium i akcesoria.precyzyjnie określone reguły zachowania. wśród których dominuje Hello Kitty i króliczek Miffy. MoŜe nim być imię ulubionej postaci albo jakiekolwiek inne słowo japońskie lub angielskie. a potem zmieniają na inną.jeszcze wyszłam ze stacji. inne poprawiają tylko makijaŜ i fryzurę. Oto więc Sakura Shinguji z gry Sakura Wars w bardzo obcisłych białych getrach. jak doskonałe stworzyły kopie.w futurystycznym kombinezonie i platynowej peruce . PowaŜniejsze przebieranki odbywają się w dworcowej toalecie. którą podobno specjalnie ze względu na cos-playerki powiększono i wyposaŜono w duŜe lustra. Spoza ramion Japończyków strzelają aparaty zagranicznych turystów którzy. jak co niedziela. lecz hobby skodyfikowanym. 63 Wygląda na doświadczoną cos-playerkę i ze swobodą gwiazdy pozuje fotografom. a ciało ułoŜone w teatralnie wypracowane gesty. W kaŜdej zastyga na kilkanaście sekund. by fotografowie zdąŜyli zrobić zdjęcia. Czasem więc koleŜanka pomaga koleŜance. Na mostku Jingu dziewczęta zapominają o swoich codziennych toŜsamościach i posługują się pseudonimami. opierają się o balustradę i malują. Kosupure nie jest Ŝywiołowym szaleństwem. trzymając lusterka między kolanami. Cos-playerki z Harajuku to prawdziwe mistrzynie i jeśli zaznajomiło się wcześniej z kilkoma choćby inspiracjami ich kostiumów. mającym własną etykietę i jak wszystko w Japonii . którą cenią sobie wspomniani wyŜej Elvisi. czyli kawali. a koafiury niełatwe do ułoŜenia. Ta androginiczna postać obok Sakury . doceni się. Panowie z aparatami pstrykający jak szaleni to cameko (od camera kici). A o to chodzi w kosupure: o mistrzowską wierność oryginałowi. Cala ta zabawa naprawdę wymaga wiele czasu. Niektóre z dziewcząt przyjeŜdŜających na Harajuku uczyniły z kosupure główną treść swojego Ŝycia: jego celem są coraz lepsze i piękniejsze kostiumy. Twarz dziewczynki jest nieruchoma jak maska no. Niektóre cos-playerki dopiero tu przeistaczają się w ulubioną postać. wysiłku i pieniędzy. Na koniec Sakura Shinguji zastyga na jednej nodze z drugą wyrzuconą w przód jak do kopniaka i wytrzymuje wystarczająco długo. Zajmuje im to duŜo czasu. przybierając pozy wojownicze i seksowne zarazem. Na mostku Jingu . z czarnym pasem podkreślającym wąziutką talię i kokardą na czubku głowy.zwolenniczki kosupure otwierają swoje walizki. bo makijaŜe są misterne i dopracowane. Wydają więc na nie wszystkie zarabiane pieniądze.to chyba Brad Kirsten z gry .ziemi niczyjej między sacrum aprofanum . Efekt jest spektakularny. śadna nie ma przy tym nic wspólnego ze spontaniczną kokieterią. ozdobione przypiętymi na łańcuszkach plu62 szowymi zwierzątkami i gadŜetami. ale umiejętność jego noszenia i dlatego dziewczęta • korzystając z odpowiednich poradników dla cos-playerek trenują w domu przed lustrem odpowiednie dla swojej postaci pozy i miny. a cały wolny czas poświęcają szyciu ubrań bądź polowaniu w sklepach Akihabara lub Harajuku na potrzebne gadŜety i materiały. róŜowych kozaczkach i takimŜ kubraczku. którzy zawsze towarzyszą cos-playerkom.

Trudno zgadnąć. Jedna z nich rozmawia przez róŜowy telefon komórkowy. których imitują. prawdziwego łamacza serc (innymi słowy są dziewczętami udającymi dziewczynę udającą chłopaka). a kilka sekund później dwa bliźniacze stworzenia wampiropodobne. by słyszał ją rozmówca. Trochę dalej aŜ trzy postaci w kostiumach z popularnego zespołu Malice Mizer przybierają charakterystyczne grobowe miny. W miarę zbliŜania się południa nadciąga jeszcze wiele.o ile wzrok mnie nie myli. są męskiego czy Ŝeńskiego rodzaju. Jego koronkowa czerń w zderzeniu z bielą dziewczęcych buzi ma w sobie coś niebywale perwersyjnego i niewinnego zarazem. czy teŜ one. zastygają w wystudiowanych pozach i szczerzą plastikowe kły.w tym sezonie melancholijnego paryskiego amanta. Mają twarze kredowobiałe i usta wyraźnie spragnione krwi. jakie nosiły kurtyzany. czy idole. Obecność cameko stanowi integralną część zabawy w kosupure. gdyby wpadł w złe towarzystwo. a oni. by nie zetrzeć czarnej szminki. lateksowe gorsety i króciutkie spodenki. pali papierosa. przewaŜają panowie kolo czterdziestki. Za czarnymi androginami przygotowują się cztery bohaterki anime Tokyo Mew Mew. pod którą obsunęła mu się wypchana pierś. seksownych pończoszkach i cięŜkich buciorach znieruchomiały z palcami prawych dłoni ułoŜonymi w V. z niespodziewaną dziarskością co niedziela uwija się wśród cos-playerek. jakby właśnie wstały z grobu i pierwszy raz od dawna wyszły na światło dnia. TuŜ po nich pojawiają się najpierw trzy fałszywe ofiary wypadku zawinięte w bandaŜe schlapane czerwoną farbą. od jej piskliwego śmiechu jeszcze przez ładną chwilę dzwoni mi w uchu. bo na mostku Jingu niczego nie moŜna być pewnym -wyrównuje przód lateksowej czerwonej sukni. Cameko to amatorzy robiący zdjęcia dla własnej przyjemności (w której szczegóły nie będę wnikać). Kilku fotografów rzuca się w ich kierunku. Na chodniku u jej stóp siedzi kolejna Mana z zespołu Malice Mizer i je makaron ze styropianowego pojemnika. których nie znam: dwie dominy. 64 z wprawą wkładając sobie pałeczki niemal do gardła. ale zdarza się. przygotowując obiektywy. przygięty do ziemi pod cięŜarem lat i sprzętu fotograficznego wartego kilkaset tysięcy jenów. szczebiocząc głośniej niŜ jest to konieczne. spod spódniczek i kelnerskich fartuszków wystają im obszyte koronką pantalony. tak wyglądałby Czerwony Kapturek. Nieopodal jedyny transwestyta . Ŝe mamy do czynienia z doświadczonymi artystkami. lecz z laserową bronią zamiast wachlarza. na prawo trzy Gotyckie Lolity w czarnych króciutkich sukienkach. Do tego niebotyczne szpilki. skórzane pejcze w dłoniach i groźne spojrzenia wyćwiczone wcześniej w długich sam na sam z lustrem nie pozostawiają wątpliwości. to jej się udało. czyli aktorkę Ŝeńskiego teatru Takarazuka odtwarzającą męskie role . ale jeden siwiuteńki dziadunio. Po ich lewej stronie samotna i bardzo ponura nastolatka w strojnym kimonie. ale płciowa ambiwalencja to „normalka" na mostku Jingu. spod których wystają pończochy kabaretki. wiele innych cos-playerek.Psychic Force. które wyglądają. jakich nie powstydziłby się Ŝaden zachodni klub S/M. Stojące przy niej dwie dziewczyny w garniturach przebrały się za słynnego otoko-yaku Asami Hikaru. Ŝe sprzedają je prasie i to niekoniecznie przyzwoitej. . Jeśli chciała być kawali. Zawsze są to męŜczyźni. robiąc ostatnie poprawki twarzy. Gotycka Lolita albo Bardzo Elegancka Gotycka Lolita to kostium cieszący się w tym sezonie szczególnym powodzeniem i do tego bardzo twarzowy. którą malowała od godziny. a głowy ozdabiają fantazyjne czepeczki. prezentują ostre makijaŜe.

wynika z istoty kultury uniformów: przebieranki stanowią tu uznaną formę artystycznego wyrazu.przynajmniej na pozór . by cos-playerki zdąŜyły przebrać się w swoje poniedziałkowe uniformy i z powrotem stać się takimi. MoŜe ma siedemnaście lat. niczym więcej. Fakt. Wśród nieszkodliwych poczciwców pstrykających zgodnie z etykietą i bez złych intencji zawsze moŜe jednak zdarzyć się jakiś otaku. Czar trwa do zachodu słońca. nie ma ryzyka. chwiejąc się niepewnie na wysokich szpilkach. Transformacja shójo w postaci z manga czy anime odbywa się z całą japońską grzecznością i . Od pragnienia bycia Umą Thurman z Kill Bill do przebrania się za Umę i wyjścia w tym stroju na ulicę dla większości z nas wiedzie jednak długa droga (z wyjątkiem moŜe karnawału 66 i Halloween). co na kostiumowej zabawie w przedszkolu. przybiera seksowne pozy przed wycelowanymi w jej postać obiektywami. Tak czy inaczej. bo w przypadku Japonek wyglądających zawsze o wiele młodziej.na mostku Jingu rebelii jest tyle. by sprostać ideałowi. Zdarzają się cameko polujący na nieprzyzwoite ujęcia. jakimi chce je widzieć społeczeństwo nie uznające ekstrawagancji na co dzień. Teoretycznie fotograf zawsze najpierw powinien spytać dziewczynę o zgodę. Nie wolno robić zdjęć z zaskoczenia i surowo zabronione są fotki „z dołu". moŜe trochę więcej. kim chcesz być. W przeciwieństwie do nas japońskie dziewczęta z Harajuku mogą co niedziela spędzić parę magicznych godzin w kostiumie ulubionej postaci. co cos-playerka nosi pod spódniczką. podobnie jak nie jest śmieszny kilkudziesięcioletni aktor kabuki grający młodą dziewczynę. NajwaŜniejsze. Ŝe dziewczęta zapomną się i ruszą w miasto zbrojne w swoją wojowniczą toŜsamość. „gaijinów". z jaką opanowała zestaw gestów i póz. jest nieczytelne: jej cudowny kostium i wysiłek. Gwiazdą dnia jest dziś drobniutka. nie stanowi przeszkody i nie czyni jej śmieszną. odrzucając jedyny . łatwo się pomylić. na które . Pedagodzy i obrońcy moralności nie przywiązują zatem większej wagi do kosupure. dopóki przestrzegają reguł właściwego czasu i miejsca. ale wtajemniczona widownia potrafi docenić to.godzą się dziewczęta. Gdyby elevatorgirl. iŜ Japończycy nie widzą w tym nic specjalnie dziwnego ani śmiesznego. co dla nas. by być kimś innym. iŜ warunki fizyczne młodziutkiej cos-playerki są odmienne od tych oczekiwanych od króliczków w ich amerykańskiej ojczyźnie. świr. ufarbowana na blond dziewczynka w stroju króliczka „Playboya". Dlatego cameko nie opuszczają japońskiej wersji króliczka ani na chwilę i w błysku fleszy nastolatka staje się gwiazdą. ale to ryzyko zabawy. stanowi antytezę poprawnej japońskiej kobiecości. wcielająca się co niedziela w potęŜną boginię Amaterasu.chcąc nie chcąc . Na mostku Jingu kostium czyni cię tym. Cud transformacji w ulubioną postać.65 gdzie od czasu do czasu ukazuje się wizerunek cos-playerki w niezamierzonym przez nią pornograficznym kontekście. tak mówi etyka kosupure. Ma ledwo zarysowane piersi i chudziutkie nóŜki. widać. a na koniec poŜądana jest wymiana wizytówek. Poza tym młodym dziewczętom wolno bawić się więcej niŜ chłopcom. do następnej niedzieli będzie po prostu betonową kładką nad torami. przyszła tak do pracy. Nawet jeśli przytłaczająca większość postaci. maestrię. niŜ wskazuje ich metryka. które mogłyby pokazać. Ŝe dziewczętom zaleŜy na zainteresowaniu cameko. gdy mostek Jingu zaczyna powoli pustoszeć. Nie tylko dziewczęta i nie tylko w Japonii marzą czasem. Króliczek. w jakie wcielają się cos-playerki. Fakt.

Ten niepozorny pomnik ginący w zakurzonej nieco zieleni krzewów to najsłynniejsze w całej Japonii miejscem randebu. Siódmego marca 1934 roku znaleziono go martwego w tym samym miejscu. który nigdy juŜ nie przyjedzie. system zmiaŜdŜyłby ją jak walec motyla. barów i hoteli miłości. Miał w zwyczaju co dzień odprowadzać swojego pana na stację. Skromny towarzysz profesora Ueno był teraz sławnym Hachikó. randek. by potem czekać w tym samym miejscu na jego powrót z uniwersytetu. Zawzięcie machając ogonem. Dwudziestego pierwszego maja 1925 roku profesor Ueno jak co dzień poŜegnał swojego psa na Shibuya i pojechał do pracy. Pracownik stacji Shibuya. Czyni to Shibuya. Naprzeciw potęŜnej i ruchliwej jak mrowisko stacji stoi figurka Hachikó. Shibuya. a Hachikó. Podobno w tygodniu co wieczór przyjeŜdŜa tu około stu tysięcy młodych ludzi. a na Shibuya właśnie Hachikó. mówił mój mąŜ. by potem grzecznie pojechać do domu. a ludzie z róŜnych stron przyjeŜdŜali na Shibuya tylko po to. gdy ja oddawałam się „badaniom antropologicznym" w działach odzieŜowych depato. Zwierzak nie doczekał się więc juŜ swojego pana. a pragnienie dodatkowego uhonorowania zwierzaka sprawiło. który był kiedyś ogrodnikiem profesora Ueno. Dać się porwać spod Hachikó „Będę czekał pod Hachikó". czyli Wierny Pies. a w weekendy liczba ta wzrasta do dwustu pięćdziesięciu. Uwieczniony w brązie niewielki piesek z czujnymi uszami naleŜał do profesora Ueno Eisaburo.właściwy na tę okazję uniform windziarki. kin. Jest taki miły moment w oswajaniu miasta. Wampiryczne KsięŜniczki i obdarzone niezwykłą * mocą KsięŜycowe śeglarki Ŝeglują sobie przez kilka niedzielnych godzin po przestrzeni fantazji. wyglądając swojego pana. wrósł w pejzaŜ Shibuya. Wiadomość 68 o jego śmierci dostała się na pierwsze strony gazet. Ŝe błyskawicznie zebrano fundusze . ale mimo to zawsze o piętnastej trwał na posterunku. Wiernego Psa. ciągle czekał. 67 którego „znalazłam" w pierwszych dniach pobytu w Tokio. by go zobaczyć i pogłaskać na szczęście. Na Meguro był to „gargamel". modną dzielnicę butików. Za tydzień wrócą na mostek Jingu w nowym kostiumie. gdy dostrzega się na jego mapie ulubione miejsca spotkań. Wszystkie te Eleganckie Gotyckie Lolity. gdzie dostał wylewu i zmarł. z nadzieją wpatrując się w tłum podróŜnych. Wieści o jego wzruszającej wierności zaczęły zataczać coraz szersze kręgi i piesek stał się symbolem lojalności tak cenionej i podziwianej przez Japończyków. Hachikó odszedł do psiego nieba we śnie. w świątynich buddyjskich odprawiano specjalne naboŜeństwa. Wiernym Psem. bez trudu wywęszał znajomą postać i rzucał się jej na powitanie z całą spontanicznością swojej psiej natury. prawdopodobnie największym na świecie miejscem młodzieŜowych spotkań. to wielka handlowo-rozrywkowa enklawa przyciągająca swymi atrakcjami fale (zwłaszcza młodych) tokijczyków. na Harajuku mostek Jingu. a potem inni miejscowi i przyjezdni zaczęli karmić pieska i dbać o niego. Samotny pies czekający na pana. Dni zmieniły się w miesiące i lata. sam juŜ niemłody i w coraz gorszym zdrowiu. czyli randez--vous. oddalona tylko o jeden przystanek od Harajuku. który w czasie swoich pobytów w Tokio miał w zwyczaju samotne wyprawy do Tower Records na Shibuya w czasie. w Japonii ogłoszono dzień Ŝałoby. gdzie spędził ostatnie dziesięć lat. wielkich domów towarowych. czyli wspomniany hotel miłości.

Gdy wychodzimy południową bramką ze stacji Shibuya. syn twórcy pierwszego pomnika. co na ogół nie jest łatwe w Japonii. moŜe nawet najlepszy. szczerzący kły i tupiący ponad morzem głów mijających się na skrzyŜowaniu. Zawsze z telefonami komórkowymi. Upajałam się cudowną róŜnorodnością japońskich twarzy. a u stóp pieska moŜna nieraz znaleźć przyniesione mu dary. którzy przyjechali na Shibuya kolejnym pociągiem. Część oczekujących zostaje przez nią porwana i znika. które jeszcze niedawno wydawały mi się takie same. poprawiają nienagannie czyste kołnierzyki koszul. W kwietniu 1934 roku figurka psa została uroczyście ustawiona dokładnie w tym miejscu.wirtualny dinozaur. palą papierosy i strzepują popiół do modnych w tym sezonie kieszonkowych popielniczek. Po jej zakończeniu okazało się. i pomnik przetopiono na potrzeby trwającej wojny. „Do zobaczenia pod Hachi". uczniowie w uniformach. którzy pamiętają Hachikó w jego ziemskiej postaci? Jeśli ma się ochotę na Tokio takie. Jakimś akustycznym cudem ich świdrujące w uszach zachęty i podzięko69 wania są w stanie przebić się na powierzchnię morza dźwięków. stworzył następną podobiznę pieska i ta stoi na Shibuya do dziś. muzyka płynąca z reklam. gdzie Hachikó zwykł za Ŝycia siadać i czekać. nawet jeśli nie byłam z nikim umówiona. na których migają przykuwające wzrok reklamy. jakie dominuje w imaginańum Zachodu. usiłując wyłowić z tłumu znajomą twarz. a tak naprawdę oddawać się przyjemnościom podglądaczki. gdy armaty liczyły się bardziej niŜ sentymenty. Mogłam udawać. razem z Hachikó patrzą w kierunku stacji. mijająca przeszkodę. ogłuszający wrzask megafonów. a teraz rozkwitały w bujną . Ponad jednostajny hałas co jakiś czas wznoszą się wysokie głosy młodych dziewcząt. i przewala się koło Hachikó. ubrani według najnowszej mody. które z wielkich koszy rozdają przechodniom chusteczki higieniczne z reklamami. do którego mają słabość zachodni filmowcy. Ŝe teŜ na kogoś czekam. z którymi się umówili. a naprzeciw zbieg czterech ulic i potęŜne telebimy. Po kilku latach nastały jednak czasy. raz jest to japoński zespół popowy złoŜony z młodziutkich androginicznych tarento. kobiety z zakupami opakowanymi pięknie jak prezenty. po lewej stronie mamy więc Hachikó. przez które najrozmaitsze grupy polityczne głoszą tu swoje poglądy. a na jej miejsce pojawiają się nowi i zajmują strategiczny punkt obserwacyjny. Ŝe tokijczycy tęsknią za Hachikó i jego powrót uwaŜają za jedną z najwaŜniejszych rzeczy w swoim zrównanym z ziemią mieście. Piesek stoi w pobliŜu ruchliwego skrzyŜowania. której zmieniające się co kilka tygodni trendy śledzą jak nikt na świecie. moŜe składają je najstarsi tokijczycy. Co chwila ze stacji wylewa się kilkusetosobowa fala ludzi. pośród której niewzruszony kundel czeka na swojego pana. umawiają się tokijczycy.z jakichś powodów . zielony i wyłupiastooki. i warkot samochodowych silników składają się na kakofonię. przyczepione do torebek maskotki. Lubiłam komfort. wyglądając tych. gdzie gapienie się na kogoś uchodzi za wyjątkowo niegrzeczne. MęŜczyźni i kobiety. chłopcy i dziewczęta. Zgiełk ludzkich głosów.na pomnik. które w przyszłym tygodniu staną się passe. Przychodziłam pod Hachikó. przepływali z moich obu stron męŜczyźni w ciemnych garniturach. okolice Hachikó to dobry wybór. jaki dawało mi bezkarne przyglądanie się ludziom zjednoczonym na moment społeczną sytuacją oczekiwania. Niczym ławica ryb. kiedy indziej gwiazda w kimonie zapowiadająca koncert sentymentalnej muzyki enka albo . W 1948 roku Takeshi Ando. fałdki sukienek.

wybierając pod Hachikó osoby jak najbardziej róŜnorodne. Ŝe zjaponizowali je z prawdziwą maestrią. serwującej wyłącznie chiizukeki. sernik. Ŝe osoba. w za duŜych czarnych garniturach. opowiadając sobie jakąś historię zbyt skomplikowaną na mój skromny zasób japońskich słów i na koniec odwaŜyłam się spróbować identycznego deseru. licznie zaludniających ulice Shibuya i teŜ lubiących siąść sobie pod Hachikó. bo Japończycy tak polubili to ciasto. Starałam się wprowadzać w moją perwersję urozmaicenie. z . kim jest i na kogo czeka. podziwiając wdzięk tych morskoroślinnych ciał. jak po namyśle punktowanym postukiwaniem w gablotkę wymanikiurowanymi paznokciami wybierają deser. Czytałam kuriozalne angielskie napisy na ich koszulkach. jak powtarzają raz po raz: „Kawali".wielość kształtów owalnych i podłuŜnych. nadawał zasadniczej części deseru gorzkawy. oczu po europejsku okrągłych. Najpierw wybierałam na chybił trafił osobę wśród oczekujących. postanowiłam zostać z nimi dłuŜej. barw porcelanowojasnych i ogorzałych. Domieszany do lekkiego serowego kremu herbaciany puder. dopóki nie pojawiła się trzecia postać dramatu. rzadko trafiały się typy niechlujne. a potem niecierpliwiliśmy się. czyli cheese cake. jak nieznajome rozmawiają. nigdzie poza Japonią nie widziałam. Sernik o smaku zielonej herbaty matcha. podobny do uŜywanego w ceremonii herbacianej. którą dyskretnie badałam wzrokiem spod ciemnych okularów. i Ŝegnałam wzrokiem dwie kobiety. Porównywałam fantazyjne stroje. oczu-szparek niemal niewidocznych spod cięŜkich powiek. co znałam jako sernik. w kolorze wędzonego kurczaka. próbując wyobrazić sobie. których bliskość w największym nawet tłoku rzadko jest uciąŜliwa czy nieprzyjemna. ale skłaniał mój zachodni język do ostroŜności. Smakowałam więc kontrast między tym. Dowodem tak typowej dla kultury Nipponu perfekcji w przyjmowaniu i przetwarzaniu obcych wzorów były małe dzieła sztuki cukierniczej. ozdobiony kroplą bitej śmietany i paroma grudkami czerwonawej fasoli cieszył wprawdzie oko. Podsłuchując. Nawet wśród tutejszych 70 bezdomnych. Innego dnia więc dwóch młodzieńców o twarzach opalonych. jak kroją dziwnie wyglądające ciasteczko na maleńkie higieniczne kęsy. rozpoznając trendy lansowane właśnie przez japońską modę. Ta nieprawdopodobna i o dziwo smaczna kombinacja smaków i konsystencji była moją małą przygodą. odchodziła szybciej. zmysłowym spotkaniem z Japonią. ziołowy posmak. a jego japońską mutacją. śmietana gęsta i cięŜka. zielony jak ona. Kiedyś ruszyłam więc po prostu w ślad za obiektem mojej obserwacji. które zawsze suszy się na sznurach koło ich biednych bud w parku Ueno czy Centralnym. fasola była mączna i bardzo słodka. by dać się porwać. zielonym UFO serników. i nie bez zmysłowej przyjemności podglądałam spod oka smukłych młodzieńców ubranych i uczesanych z taką samą starannością jak dziewczęta. Potem weszło mi to w krew i przyjeŜdŜałam pod Hachikó po to właśnie. Dalej ruszaliśmy razem. Zdarzyło się raz czy drugi. z tym Ŝe ja byłam zawsze kilka kroków z tyłu. których dalsze plany juŜ mnie nie interesowały. Mogłam więc na przykład tropem dwóch młodych kobiet pochłoniętych oŜywioną rozmową trafić do popularnej kawiarni niedaleko stacji Shibuya. Patrzyłam. by bezdomni kaŜdą wolną chwilę wykorzystywali na robienie prania. jej skórka 71 chrupiąca od karmelu. W eleganckiej gablocie kusiło nasz wzrok kilkanaście jego wysublimowanych rodzajów. niŜ bym sobie Ŝyczyła.

Innym razem za dwiema starszymi paniami ubranymi kosztownie i z gustem. jakby właśnie wynurzyła się z wody. Ŝe teŜ zastanawiam się nad zakupem czegoś. wdawały się w pogawędkę. Z wystudiowanym uśmiechem zwracali się do przechodzących obok nastolatek. i albo coś mi umknęło. szatynkami. której niektóre pozycje. które znajdowałam albo dostawałam na ulicy i obiecywałam sobie przejrzeć i przestudiować z naukową wnikliwością. kruczymi brunetkami. kupowałam kimono wraz ze wszystkimi dodatkami dla ich malutkiej. Ponoć modę na Barbie. jak tysiąc innych reklam i broszurek. wybierając je według jakiegoś sobie znanego kryterium. Na Zachodzie niektórzy słyszeli o „brazylijskim widelcu". wyciągnęła zalotkę i podkręciła rzęsy. Patrzyłam na jej włosy i myślałam o wszystkich czekających blondynkach świata. stanąwszy strategicznie koło przejścia dla pieszych. którym nie była rzucająca się w oczy uroda. a potem sprawdziła makijaŜ w równie róŜowym lusterku w kształcie serca. w jednym z tokijskich barów lub pociągów. Po upływie godziny udawanie.cork. który. Katalog z ofertą sex shopu zgubiłam gdzieś po drodze. albo to miał być pork lub. troszkę zbyt okrągłej córki i dlatego sporo czasu spędziłam w jednym z depato. w końcu jednak córeczka wybrała jasnobłękitne kwieciste kimono z właściwymi dla swojego wieku i niezamęŜnego stanu długimi rękawami. do śledzenia których skłonił mnie naleŜący do jednej z nich pudel z kokardą i w słonecznych okularach. które urodziły się rudymi.wymijały szemranych amantów szybko i bez słowa ze skromnie spuszczonymi oczami. pewnie te najatrakcyjniejsze. a przymierzywszy je. zaczepiali młode dziewczyny i namawiali je do zarobienia szybkich pieniędzy w porno biznesie. inne przystawały. Chwyt zadziałał i na ulicach Tokio pojawiły się klony Barbie. Panie. miał podobnie . Jedne dziewczęta . gdzie tradycyjne japońskie stroje prezentowały manekiny o wyraźnie kaukaskich rysach. w końcu się pojawił. nie przestając mówić wysokim głosem. zawędrowałam do sex shopu. objaśnione zostały po angielsku i do dziś zastanawiam się. Gdy juŜ wybrałam sobie przewodnika pod Hachikó. choć teŜ nieoczywiste . gdzie urocza sprzedawczyni powitała 72 nas ukłonem oraz serdecznym: Irrashaimase!. wypromował jeden z butików na Shibuya. Przy wyjściu ekspedientka o czarownym uśmiechu obdarowała mnie katalogiem z ofertą promocyjną. Tam. jak w kaŜdym innym sklepie. zaczynało stawać się podejrzane. którego ekspedientki wystrojono tak na próbę w rocznicę urodzin anorektycznej laleczki. co jakoś bardziej wyobraŜalne.i te były w zdecydowanej większości . głaszcząc wystający z eleganckiej torebki łeb pudla. przechadzały się pośród półek z towarem. z nieatrakcyjnej i niezgrabnej osoby w dŜinsach na moich oczach przeobraziła się w piękność.trwałą ondulacją rozjaśnioną na brudny blond. mrugając przy tym oczami. ale nie o „uroczym". Ta spod Hachikó rozmawiała przez oczywiście róŜowy telefon komórkowy. aby w którymś momencie Ŝycia ulec terrorowi zachodniego ideału kobiecej urody. Narzeczony. czyli w uniformie mafii zwanej tuyakuza (bo oczywiście w Japonii mafia teŜ nosi uniformy!). zabrało mnie tylko kilkaset metrów dalej. której zygzakowatym tropem ruszyłam spod Hachikó. wciąŜ obecną na ulicach Tokio. spokojnego jakby był wypchany. Kiedy indziej z trzyosobową rodziną. gotowa byłam do poświęceń i na przykład któregoś dnia z utlenioną na blond nastolatką z niebieskimi szkłami kontaktowymi w skośnych oczach czekałam aŜ przez godzinę na spóźniającego się chłopaka. do jakiej erotycznej przyjemności przeznaczone zostało urządzenie określone mianem lovelyfork. chichocząc i trzepocząc rzęsami. ku naszej uldze.

ruszyli w kierunku Wzgórza Hoteli Miłości. Ŝe oto zaczyna się to marsjańskie miasto coraz bardziej . w sam środek świata gęstego. Tam kupowałam 74 w automacie puszkę mocnej kawy i oszukując zmęczenie. stacji. Wystarczyło. Miasto rosło nade mną. którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Wysiadałam na stacjach zauroczona brzmieniem ich nazw. które wydawało się na początku tak niewiarygodne. gdzie zapadała juŜ noc. w którym moŜna spędzić cały dzień. a jego topografia stawała coraz bardziej złoŜona. węszyć. i wchodziłam do jednego z niepozornych wąskich budynków. ani blond włosy nie oduczyły ich japońskiej powściągliwości w okazywaniu uczuć. jeździć pociągami. parków i świątyń bez trudu układają się w moich ustach. które wiozły mnie dalej. I nie dziwić się pojawiającemu się nagle uczuciu. Naziemne przejścia wydawały się znikać. Po kilku miesiącach. a ta w kapryśną wiosnę kwitnących wiśni. kawiarni. wynurzały się i znikały pod ziemią.rozjaśnione włosy misternie wymodelowane wwielokolczastego irokeza. ale wytrwale. znajdowałam kolejnego przewodnika. by złapać oddech. nikomu jednak nie wierząc do końca. jaką rolę odegra! w mojej małej tokijskiej przygodzie. a potem do kolejnych pociągów. napić się kawy. bo w Japonii tylko „gaijini" są tak nieprzyzwoici. czuć miasto pod stopami. Dzięki anonimowym postaciom spod Hachikó granice mojego Tokio rozszerzały się. Malutka. jak gdyby nigdy nic. patrząc na moją bezradność. Ŝe Sexy Cowboy Go Fast sińce 1998. a potem wyjść na powierzchnię w zupełnie innej jego części. gdy próbowałam nimi wrócić do znajomej stacji. Ŝe zaczął padać deszcz. Idąc ich śladem i będąc przez nich bezlitośnie porzucana. śledzić kroki tymczasowych przewodników. a ja o dwa kroki za nimi. paczinko. barów karaoke. uczuciu. wplątywałam się w jakieś uliczki. zauwaŜyłam. rozrastający się jak korytarze w mrowisku. schodków i wind. który chichotał szyderczo. irracjonalnym przeczuciem przygody. a niewy-mawialne i niezapamiętywalne niedawno nazwy jego barów. chodzić. pogmatwane przez złośliwego albo opitego sake demona. Wpadałam do podziemi handlowych i wyjeŜdŜałam z nich ruchomymi schodami w miejscu. Ŝe przestawałam go rozpoznawać. który nigdy nie miał się dowiedzieć. Na przykład w Ginzie na Chuó-dóri. Powitali się bez pocałunku. Ŝe mam w pamięci własną mapę Tokio. trzymać się z daleka od zorganizowanych wycieczek. salonów masaŜu. niewinna na pozór kawiarnia okazywała się tymczasem bramą prowadzącą w labirynt pełen drzwi. jaka moŜe mnie tam spotkać. dawałam dalej nieść się miastu. błyszczące spodnie opięte na chudych chłopięcych biodrach i koszulkę z napisem informującym nas. pozwalać sobie na gubienie się i tonąć w erotyczno-katastroficznych fantazjach. mimo iŜ zeszłam pod ziemię w słoneczne popołudnie. buty z węŜowej skóry. gdzie z wielopiętrowych stacji metra wjeŜdŜałam wprost do domów towarowych. Zostawiając Barbie i seksownego cowboya w jednym z rabu hoteru. wokół mnie i pod ziemią. a oni 73 przecieŜ tylko przebrali się za cudzoziemców. być moŜe nawet wyjąć plan Tokio i spóbować się na nim odnaleźć. dematerializowały się w pulsującej szarości jakiegoś wieczoru i być moŜe pojawiały znów kawałek dalej. w przyzwoitej odległości od siebie. przejmującą chłodem zimę. schodów. a pejzaŜ zmieniał się na tyle. Ramię w ramię. gdy świetlista jesień zmieniła się w wilgotną. Oto jedyny sposób na Tokio: włóczyć się bez specjalnego planu. pełnego zapachów. taksówkami i chodzić. fryzjerów. Ani niebieskie szkła kontaktowe.

było jasne.) Kiedy jednak Matsuda--san opisywał nam tę okolicę. dorodne. by zamieszkali w nim „gaijini". (. a potem. Robiły straszny hałas. „Prawie jesteśmy". prawie wszystkich innych dzielnic mieszkalnych Tokio. Prawdopodobnie jednak. ciągnące się zwartym szpalerem. Ŝe „demokratycznie" nie stwarzano trudności. Ŝe „ma ono skromny rozmiar. który w końcu najadł się do syta. Jej właścicielka w domowym kimonie i wielkim fartuchu. Japończycy mają wielekroć opisywaną zdolność widzenia wybiórczego.lubić. Ŝe on widzi coś innego. bo jest brudna". i to tylko dwie z moŜliwych hipotez. a zapytana o cel tych zabiegów Chizuko odpowiedziała. Ŝe moŜna by tu (czemu nie?) zostać na zawsze. migoczące jesienną czerwienią i złotem. R. była zwykła brzydota. którą uwięziono w betonowym łoŜysku ze ścianami tak wysokimi. Chizuko miała na myśli prawdziwie demokratyczną przeciętność mojego mieszkania lub fakt. duŜe. Najpierw minęłyśmy bank Mizuho i malutki posterunek policji z wizerunkiem latającej myszki Pipi-chan nad wejściem. Chizuko wyszeptała z naboŜeństwem ojczystą nazwę najsławniejszego drzewa Japonii i jej twarz rozjaśniła się w zachwycie: „Bardzo piękna sakura kwitnie wiosną". Ŝe robotnicy „myją rzekę.. „Sakurd". Ŝe dno co rusz zarasta gąszczem niemiłych burych chwastów i co jakiś czas trzeba je zdzierać. Widział społeczność. Oprócz bardzo ogólnych informacji. zaburzenie równowagi biologicznej w zabetonowanej rzeczce sprawiło.. W jednym z e-maili Chizuko napisała. ale jest bardzo demokratyczne". Sąsiedztwo Przeznaczenie jest juŜ niedaleko Po dwugodzinnej jeździe z lotniska Chizuko poinformowała mnie. Po obu stronach więzienia rzeczki Nomi rosły drzewa wiśniowe prawdziwe. zaplecze jakiejś malutkiej restauracji. Po dnie Nomi jeździły jakieś dziwne maszyny. jakby konstruktorzy bali się. uniformie gospodyń . jaskrawo pomalowane niby-koparki. nie widząc otaczającej go brzydoty. o włos. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą naszej ulicy i całego naszego sąsiedztwa. Rzeczywiście. i po skręceniu z szerokiej ulicy zagłębiłyśmy się w uliczkę niewiele szerszą niŜ przedpokój w europejskim mieszkaniu. na czym moŜe polegać ów „demokratyzm" i juŜ mogę zdradzić. który prawdopodobnie oznaczał radość. aŜ naocznie przekonam się. czyli Wzniesienie Kamienistego Strumyka. T. Ŝe ten bezbronny strumyk zbuntuje się przeciw ludzkiej zbrodni i ucieknie. Ŝe moje „przeznaczenie jest juŜ niedaleko". nie wiedziałam jak wyglądać będzie moje lokum i zŜerała mnie uzasadniona ciekawość. Ŝe nie mogłam się doczekać. Po kilku minutach przejechałyśmy kolejne miniaturowe skrzyŜowanie i znalazłyśmy się w moim „mieście" o nazwie Ishikawa-dai. Reid Confucius Lives Next Door III. oznajmiła Chizuko i wydała z siebie jeden z tych uroczych japońskich pomruków. więc podziwiając drzewa kwitnące nad uwięzioną rzeką. co zaintrygowało mnie na tyle. 77 które zamiast łyŜki do nabierania ziemi miały wielkie obrotowe szczotki. potrafią je wykadrować z reszty pejzaŜu i cieszyć się pięknem. echo dudniło w betonowym wąwozie. ZbliŜałyśmy się do dzielnicy. Przez chwilę jechałyśmy wzdłuŜ płytkiej wąskiej rzeczki o nazwie Nomi. przy drzwiach której tkwił plastikowy kubeł pełen rybich szkieletów niczym resztek po uczcie Golluma. w której miałam mieszkać. ba. Ŝe mi się to nie udało.

i saszetki z Ŝelem. która nikomu nie przyszłaby do głowy w moim kraju. zajęta czynnością. podyktowany jest nie tylko tak chwalebnym zamiłowaniem Japończyków do higieny. ale nie zwróciła na nas uwagi. Na plastikowych „pająkach". tak jak inne. wyciągając rękę z okna kuchni. Przejechałyśmy niemal po jej stopach obutych w drewniane klapki geta. . Futony i pościel zwisały z balustrad i okien. czyli wszelkim pleśniopodobnym grzybom. inni jedną rękę mieli zajętą bagaŜem. wychodziły wprost na jezdnię. jak tłumaczyła mi Chizuko. nie odrywając wzroku od trzymanego w drugiej grubego komiksu manga. Wszędzie na Ishikawa-dai suszyły się niezliczone ilości prania. Pleśń i grzyb rosną w nich bujnie i bez obaw. z którego moŜna podać sąsiadowi sos sojowy. którego drzwi. Reklamy i billboardy ozdabiały właściwie większość budynków i były w stosunku do nich nieproporcjonalnie duŜe.domowych. Fakt. a nawet całe zrobione z nich pokrowce na cenniejsze ubrania. w malutkim mieszkaniu. szorowała akurat fragment asfaltu przed swoim domem. kluskach ramen i shabu-shabu. stojące co kilka kroków automaty z napojami i papierosami wyróŜniały się plamami kolorów jak przypadkowe chlapnięcia farby na szarym tle domów „mojego" sąsiedztwa. okrągłych albo czworokątnych. robotników. tempurze. Ŝe człowiekowi kiedykolwiek uda się je pokonać. jakby jakieś tajemnicze prawo fizyczne nie pozwalało dwóm osobom zbliŜyć się do siebie na odległość groŜącą kolizją. wykształca umiejętności nieznane ludziom przywykłym do większej przestrzeni. pranie i czerwono-Ŝółte reklamy. kaŜdym skrawku wolnej przestrzeni. urzędników i uczniów objuczonych wielkimi skórzanymi tornistrami. dachach. nonszalancko prowadził rower jedną ręką. by dorosły człowiek przecisnął się bokiem. powiewały więc ręczniki. absorbującym wilgoć. ale nikt na nikogo nie wpadał. skarpety i bielizna. iŜ japońskie gospodynie wydają się robić pranie kilkakrotnie częściej niŜ gdziekolwiek indziej. a kierowcy nie irytowali się na tych wolniejszych uŜytkowników drogi: kobiety z zakupami i dziećmi.na balkonach. a czasem wietrzyły się rozłoŜone na stojących przy domach rowerach. Zycie w wiecznym tłoku. w całym tym zamieszaniu sprawiającym wraŜenie totalnego chaosu nie dochodziło do Ŝadnych wypadków. Piękne i zupełnie nieczytelne dla mnie znaki informowały o nazwach lokali i serwowanych w restauracjach specjałach: o świeŜym sushi. W kaŜdym sklepie drogeryjnym dostępne są w duŜym wyborze środki przeciw kabi. jak tysiące 79 ręczników i prześcieradeł furkoczą na wietrze niczym Ŝagle i czułam delikatny zapach świeŜego prania. W porze deszczowej nie sposób jednak uniknąć niemiłej niespodzianki w postaci spleśniałych butów czy kimona pokrytego brązowymi kropkami wilgoci. Ŝe między naszym samochodem a ścianami budynków nie ma przestrzeni wystarczającej. Niektórzy rowerzyści rozmawiali przez telefony komórkowe. Mimo iŜ wydawało się. zgięta w kabłąk. wszędzie . Uczeń gimnazjum w ciemnym mundurku przecisnął się w szparze między naszym samochodem a ścianą domu. krzątała się w pobliŜu. ale teŜ koniecznością wymuszoną bardzo wilgotnym klimatem i źle ogrzewanymi mieszkaniami. Przez otwarte okno samochodu słyszałam. swobodnie przejeŜdŜały obok nas dziesiątki ludzi na rowerach. Rowerzyści kluczyli więc między samochodami z wdziękiem cyrkowych akrobatów. Kwiaty kwitnące w doniczkowych ogródkach. skupiona. a między 78 pojazdami lawirowali piesi.

przed jedną siedział na smyczy wielki czarny kot ze szczątkowym ogonem. Bon Hour był betonowy. ozdabiają fronty tokijskich manshonów. tak jak kostium waŜniejszy jest w Japonii od zawartości. „Taylor Fujimura". na których wspierały się gałęzie. przed drugą. przeczytałam szyld na rogu kolejnej uliczki. Bon Hour stoi na duŜym placu wśród drzew. TuŜ za progiem stał rząd butów zdjętych przez klientów. obok uśmiechał się mały maneki neko z łapą wzniesioną w geście powitania. „To tu". językach najbardziej kojarzących się Japończykom z zachodnią elegancją. podniosła rękę Chizuko i zaparkowała samochód przed domem. „To ładna okolica". postanowił dla lepszego efektu francuskie bon poŜenić z angielskim hour. Poprzycinane. w witrynie którego leŜa! otwarty katalog z zachodnią modą sprzed dwudziestu lat. w którym miałam spędzić dwa lata. co imitowało czerwoną cegłę. prawie nigdy nie pokazuje się ich naturalnego otoczenia. przed naszymi oczami wyrósł zbudowany na jego szczycie pięciopiętrowy nowiutki manshon. w których niemal Ŝadne drzewo nie miało naturalnego kształtu. New Garden. Palące Home. sztukowane bambusowymi protezami. które mieszkańcy tych nieładnych betonowych rezydencji włoŜyli w to. Gdy reklamuje się na plakatach czy w czasopismach takie nowe manshony. Droga pięła się teraz ostro pod górę. niemal bezludna. Ŝe to jego przerośniętym zapędom estetycznym kot sąsiada zawdzięcza swój przycięty ogon. powtarzając frazę o zbliŜającym się „przeznaczeniu". Fakt. znajdowały się jednorodzinne rezydencje. Nie będąc w stanie znieść dziko rosnącego ogona. podobną. pojawiło się w mojej głowie i zostało tam na zawsze. obłoŜony czymś. powiedziała moja towarzyszka.Wśród napisów po japońsku tylko co jakiś pojawiały się angielskojęzyczne. Sunny Hill. zostawiając miejsce dla niewielkich ogródków. domy większe wprawdzie. La Chateau i podobne nazwy w róŜnych wersjach angielskiego czy francuskiego. Ten. Na reklamie. starszy męŜczyzna w fartuchu w Kubusie Puchatki strzygł zakrzywionymi noŜycami kolekcję drzewek bonsai. ale jeszcze bardziej okazałą. iŜ na przykład Słoneczne Wzgórze nie tylko nie jest słoneczne. w którą skręciła Chizuko. Wprawdzie większość tokijskich kotów ma krótkie ogony i . nie ma Ŝadnego znaczenia. jeden z japońskich dźwięków oznaczających niezadowolenie. mówiły o estetycznym wysiłku i pracy. obdarzony został cudzoziemskim imieniem. nagle spokojna. pachnący jeszcze nowością. lecz równieŜ betonowe i niezgrabne. nie najbrzydszy. niŜ chciała natura. jak na manshon niezbyt duŜy. męŜczyzna na zdjęciu miał marynarkę z podwiniętymi rękawami. kto nadawał imię mojemu domowi. ułoŜonym w znak zapytania. choć nie byłam przekonana. ale leŜy w dolinie. Na nasz widok wydał z siebie węŜowate „Wssssss". bo główna ulica została za nami. Nikomu jednak nie wydaje się to przeszkadzać. Jak niemal wszystkie tokijskie rezydencje typu manshon. złapał go i zrobił z naturalnego kota. tak wizerunek wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. którą potem zobaczę na stacji Ishikawa--dai. po którym ślad zaginął pół wieku temu. by ich drzewka były doskonalsze. na wyciągnięcie ręki. Podejrzenie. ale naprawdę po jego obu stronach. Gdy pokonałyśmy wzgórze. a jego towarzyszka falbaniastą suknię i fryzurę w stylu młodej Brooke Shields. odsunęły się od siebie. a ja z grzeczności przyznałam jej rację. 80 W Dobrej Godzinie Mój dom nazywał się Bon Hour. kota bonsai. Kątem oka zobaczyłam wnętrze staroświeckiego zakładu krawieckiego. lecz komputerowo wygenerowany lasek lub bambusowy gaj.

co na zewnątrz. móc patrzeć na świat. Nieraz chodzi teŜ o to. Podtrzymują iluzję niemoŜliwej do końca intymności. gdy późną wiosną drzewo ponownie zakwitnie małymi białymi kwiatami o odurzającym zapachu. ale nigdy do końca w to nie uwierzyłam. Przed moimi oczami ukazał się zarys góry Fuji. oddzielającym to. tak samo świeŜe. lecz w lewą stronę. których gorzki smak nie dorównuje urodzie i które ciągle tam będą. zawsze przesuwam biurko do okna. bliŜej szare morze dachów i kolejne domy wspinające się na wzgórze aŜ do stóp Bon Hour. Na . co z nich widać . zbyt jaskrawe dla oczu wciąŜ pełnych szarości. między „ja" a „światem". Z sąsiedniego pokoju widać było zaś samego gospodarza i jego bonsai. „Tu buty". które pozwalają zachować symboliczną granicę między wnętrzem a tym. by to raczej ci. by nie wprawiać w zakłopotanie gospodarzy. które często wiesza się na odwrót . mogłabym ściągnąć ze sznurka jego bokserki. bye". Dopiero okna sypialni pozwoliły mi odetchnąć z ulgą. jedno przy drugim. 82 Był za nim dom pana Matsury. Kotary stanowią odpowiednik spuszczonych oczu. którego szybko pozbyłam się w Japonii. Mogłam odczytać nawet napisy na metkach prania suszącego się na jego balkonie i stwierdzić z uznaniem.zwyczaj.nie w prawą. Dom jest dla mnie miejscem. mimo iŜ nieurządzone.mówiono mi. Gdybym dobrze wyciągnęła ramię i miała taką perwersyjną potrzebę. Ŝe lubi Kenzo oraz Gucciego. Niezgrabnie lawirując na jednej nodze. Okazało się. zrzuciłam więc adidasy i zrobiłam swój pierwszy krok na bosaka. „Niech będzie widok". mimo iŜ w zatłoczonym wagonie jego ciało przylega do naszego ciała. delikatny jak rysunek tuszem na starym parawanie. za cienką ścianką. naprawdę blisko. którzy dawno zapomnieli. Ŝe zdejmę buty w przedpokoiku genkan. zaklęłam los. wnętrza mieszkania. by upewnić się. przepuszczającą kaŜdy dźwięk. dlatego teŜ nigdy nie zasłaniam okien. często wynajmowane są juŜ z kotarami. podwyŜszonego o jeden stopień. TuŜ przy balkonie rosło obwieszone owocami drzewo mandarynki mikan. Ŝe okna słuŜą między innymi do patrzenia przez nie. a Chizuko wręczyła mi klucz. bo lokale. Domy w Tokio mają ciemne okna szczelnie zasłonięte cięŜkimi kotarami. Ŝe jest to ich cecha genetyczna. tak zasłony oddzielają od sąsiada. trzeba go przekręcić odwrotnie niŜ u nas . co są wewnątrz. który jest tuŜ. Ŝe ktoś mógłby zajrzeć do środka. Podobnie jak zwyczaj unikania kontaktu wzrokowego z obcym symbolicznie izoluje od innego człowieka. prawą. z którego tak jak z portu wygląda się na zewnątrz. Spojrzeliśmy sobie w twarz i oboje cofnęliśmy się z rezerwą. W moim japońskim mieszkaniu wszystkie okna teŜ były zasłonięte. Chizuko poczekała jeszcze tylko. aby pracując. antycypując kolejne podróŜe. przeczytałam na drzwiach domu sąsiada od bonsai. Tokijczycy zasłaniają okna nawet wtedy. „Niech będzie widok". pierwszy krok po japońsku. a lewą w stronę pokoju. Piękne owoce. Nawet odwiedzając cudze mieszkania. ozdobną stroną na zewnątrz.to znaczy. Ŝe aby otworzyć 81 drzwi. ciemne połyskliwe liście i złocistopo-marańczowe słońca. Ŝegnając mnie: „Bye. nie patrzyli na tych na zewnątrz. „Matsura". zwykle odruchowo sprawdzałam. ścięty stoŜek lekko przesłonięty podłuŜną chmurką. powtórzyłam więc zaklęcie i odsłoniłam okno pierwszego małego pokoiku. gdy nie ma Ŝadnego ryzyka. pokazała i znikła w pantomimie ukłonów. co na zewnątrz. od prawdziwego. Popularne są teŜ szyby z matowego nieprzezroczystego szkła i zewnętrzne osłonki z falistego plastiku. UzaleŜniona od „widoków".

nie skłaniając do poświęcania mu specjalnej wizualnej uwagi. Podobno Ezra Pound cieszył się rzadkim darem odgadywania pierwotnego kształtu ukrytego w znakach kanji. która uciekła opiekunom z klatki. Ŝe do końca pobytu w Japonii najbardziej stresującym momentem w czasie odwiedzin u japońskich znajomych była konieczność udania się do toalety. Najwięcej mieszka ich na kampusie pobliskiego uniwersytetu. Widok z Bon Hour był pierwszą niespodzianką. I gdyby piloci uŜywali plastikowych kapci z napisem Hello Kitty Happy Toilet. upodobały sobie ponoć te właśnie okolice Tokio. nie zauwaŜyłam ich w pierwszej chwili. ale nawetgaijin wiedziałby. Patrzyłam w zdumieniu na zestaw kilkunastu przycisków i pokręteł zamontowanych z obu stron róŜowego kuriozum. jaką zrobiło mi Tokio. Po drugiej wojnie światowej postanowiono zrewolucjonizować tę sferę Ŝycia i dziś Japonia jest światowym liderem w produkcji wszystkiego. a wyglądało toto jak fotel pilota samolotu bojowego (gdyby robiono je w kolorze róŜowym). ale moŜna je teŜ zobaczyć w kilku sąsiednich dzielnicach. ale większość cudzoziemców go nie posiada. W kaŜdym innym znanym mi kraju na tym miejscu stałoby swojskie urządzenie zwane sedesem. zaszczycając nas swoim hałaśliwym towarzystwem. sprawiło. była to budka na wolnym powietrzu z dziurą w podłoŜu. co dotyczy supernowoczesnch toalet. jak się zachować. Nacisnęłam pierwszy przycisk. która stworzyła równieŜ to coś. Wieczorami wracają gromadnie z Ŝerowisk. i trzymane były przez Japończyków jako ptaki ozdobne. Metoda prób i błędów była więc jedyną. cudzoziemcy kupują je i . chyba z Ameryki Południowej. Pierwsze zachodnie sedesy. Ŝe poderwały się do lotu. pochodzą z daleka. Ŝyjące w wielkich stadach. Prawdziwa rewolucja. co trzeba. dopiero mój ruch sprawił. Polubiłam je od pierwszego wejrzenia. zapraszając. W dziedzinie tej prym wiedzie stara firma Toto.gałęziach mandarynki siedziało stado jaskrawozielonych papug. jaką nadal moŜna spotkać w niektórych miejscach. W rzymskim alfabecie napisana była tylko nazwa firmy Toto. opatrzone były stosowną instrukcją obsługi w obrazkach. które dziś moŜna czasem znaleźć na targach staroci. by je odsłonić. który wychodził z WC okryty wstydem i z poczuciem niŜszości wobec technologicznego zaawansowania Nipponu. co stało w mojej toalecie w Bon Hour.ku konsternacji japońskich gości . stała się przyczyną zakłopotania niejednego zresztą „gaijina".wykorzystują jako ozdobne doniczki. gdzie aleja potęŜnych drzew ginko jest ich główną siedzibą. 83 Niespodzianka w toalecie To. To piękno szczegółu czekające. nagłe wariactwo koloru jak z obrazów Rousseau! Trochę większe od papuŜek nierozłączek. które stały tam równiutko. dając początek całej brawnej kolonii. Do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku japońska toaleta występowała przede wszystkim w wersji „kucanej". Nic wykwintnego. co zobaczyłam otwierając kolejne drzwi mieszkania w Bon Hour. Zaczęło się podobno od jednej zbuntowanej parki. skrzecząc i gubiąc jaskrawe pióra. Jak mówiła Chizuko. zakładane w Japonii w eleganckich hotelach i restauracjach. Jeden po drugim neonowy błysk i rozchwiane gałęzie. Znałam wówczas pięć kanji. Bardziej zamoŜni mieli do swojej dyspozycji białe porcelanowe naczynia w niebieskie kwiatki. a . jaką mogłam zastosować. by wsunąć w nie stopy. Nie naleŜałam do wybitnych wyjątków i japońskie oznakowania pozo84 stawały dla mnie nieczytelne. ale jak się okazało nie te. jaka nastąpiła w Japonii w „temacie toalet". by zrozumieć działanie japońskiego sedesu.

a „króliczymi norami". takimi jak naleŜąca do pana Matsury. które tokijczycy. I nie powinna. Co więcej. wnosząc w ten sposób swój mały wkład w rozwój globalnej ekologii. jeden z przycisków włączał funkcję co najmniej tajemniczą. Ŝe korzystające z toalety kobiety zuŜywają więcej wody. Japońscy uczeni zbadali. kontentując się klimatyzatorami. Oprócz rzeczy mniej czy bardziej przewidywalnych. Czeka się w kolejce kobiet. „Odgłos spuszczanej wody" polega na tym. W telewizyjnych reklamach producenci sedesów i gadŜetów niestrudzenie zachęcają do wypróbowania kolejnej nowości. zgodnie ze swoim zwyczajem postanowili go ulepszyć i skonstruować supersedes.wówczas ze środka wyłoniła się plastikowa rurka. w trakcie i po. uwaŜają za zbędne. Gdy jest ich więcej i siusiają symultanicznie. zamieszkiwanymi przez uboŜszych. co znaczy. gdy Japończycy zaadaptowali zachodni model urządzenia znanego jako sedes. spuszczają wodę nie raz. a w Ginzie istnieje poświęcone im muzeum. zamiast zaglądać do środka jak jakiś barbarzyńca. to udogodnienie wprowadzono ze względu na kobiety. ale dopiero Toto naprawdę mnie zaskoczyło. ale nigdzie nie leciała woda. Zimą temperatura w ich mieszkaniach spada więc . odsuwając się jak najdalej. Jego zasadniczą wadę stanowił brak centralnego ogrzewania. Nie leciała. W momencie. na szczęście czysta i ciepła. Zajrzałam dla pewności tu i tam. Wyobraźnia konstruktorów japońskich sedesów posuwa się takŜe do śmielszych rozwiązań niŜ „szuuugugul" i w jednym 85 z depato. o jakim nie śniło się nam w najbardziej freudowskich snach. Pomysł na zaoszczędzenie marnowanej wody został wprowadzony w Ŝycie i teraz kobiety mogą sobie włączać „odgłos spuszczanej wody". bowiem był to tylko tak zwany „odgłos spuszczanej wody". bo kierując się wstydliwością i chcąc zagłuszyć „odgłosy". słychać świergot ptaków. lecz trzy razy: przed. zamiast banalnego dźwięku spuszczanej wody. jeśli nie oczywistych (podgrzewanie deski i róŜne strumienie myjące i suszące). standardowe wyposaŜenie nowoczesnych sedesów firmy Toto. z której pod duŜym ciśnieniem wytrysnęła woda. To wynajęte dla mnie w Bon Hour było typowym lokum przeznaczonym dla rodziny z klasy średniej i w społecznej drabinie mieszkań plasowało się pomiędzy rezydencjami. ogrzewanymi od spodu stolikami kotatsu albo piecykami gazowymi. toaleta zmienia się w rozświergotany las. Ŝe dwa razy szła na marne. badające za jednym zamachem mocz. to dlaczegóŜ by jej sobie trochę nie uprzyjemnić? Na tatami Właściwie jedynie nieprzewidywalny sedes firmy Toto odbiegał od moich wyobraŜeń o mieszkaniu troszkę egzotycznym. które właśnie robiły zakupy u Armaniego czy Ferragamo. Istnieją równieŜ sedesy grające kilka rodzajów muzyki. Skoro korzystanie z toalety jest naturalną i powszechną potrzebą. ale dość komfortowym i z grubsza normalnym. Po jego naciśnięciu rozległo się prawie Ŝe realistyczne „szuuuugulgul". Ŝe gdybym siedziała. Kolejnych prób dokonywałam. ale nie leci woda i wbrew pozorom naprawdę nie zmyślam. mimo wilgoci oraz chłodnej i długiej zimy. Ŝe słychać charakterystyczny „odgłos". a ja obejrzałam się nerwowo w obawie zatopienia albo kolejnego prysznica. krew i ciśnienie. Udało się im to z nawiązką. i co raz za drzwiami idealnie czystego pomieszczenia rozlega się ptasi śpiew. Widziałam w mieszkaniu znajomego artysty z East Village toaletę w kształcie wielkiego buta. gdy kolejna klientka robi siusiu. odpowiednia część mojego ciała miałaby do czynienia z czymś w rodzaju bidetu. Domyśliłam się.

Mimo to powierzchnię pokoi najczęściej podaje się w ilości mat tatami. zna to cudowne. Ŝe się jej nie pobrudzi. na których stawiają zachodnie łóŜka. jeśli nie większość. ale ogólnie „dobre". Japońscy bohaterowie historyczni lubili dowodzić swego męstwa. Gdy zasypia się. Czasem 87 Japończycy przykrywają tatami dywanami albo linoleum. iŜ do 86 tej pory popularne jest przekonanie. Jest to tym dziwniejsze dla obserwatora z zewnątrz.mają tylko trzy maty (około 5 m2)! Nieco większe mieszkanka o powierzchni czterech i . Zupełnie niepraktyczne i wymagające specjalnej troski tatami ma jednak niewątpliwy walor estetyczny. a chodzenie boso po gładkiej. Ŝe japońskie psy ubrane są wówczas w ciepłe kubraczki i czapeczki. o zgrozo. Uczucie. po jakimś czasie staje się to automatycznie wykonywaną czynnością. grubo tkanej powierzchni dostarcza zmysłowej przyjemności. kto często się przeprowadza. „jest bardzo zdrowe". Ŝe marznięcie jest nie tylko „zdrowe". ale przestaje to juŜ być regułą. Wiara w zbawczą moc zimna jest tak silna. W sypialni były nadal tradycyjne maty tatami. jak będą mnie bez skutku przekonywać Japończycy. Oprócz kuchennych i łazienkowych szafek oraz futonu i z jakichś powodów telewizora. która przyjęła się w ostatnich latach jako wynik zmiany stylu Ŝycia tokijczyków. Tatami to najbardziej prywatna. „Gaijini". łazienki i toalety .oczywiście pozbawionych własnej kuchni. stojąc godzinami w lodowatej wodzie. który wzmaga się w czasie deszczu. co. Ŝe ma ono pozytywny wpływ na rozwój układu krwionośnego niemowląt i oseski przez cały rok noszone są z gołymi nóŜkami. pod warunkiem.nawet do około 10 stopni Celsjusza. zwykle . Ŝe wszystko zaczyna się od nowa. japońskich domów ciągle ma chociaŜ jeden pokój tatami. ale juŜ podłogi pracowni i livingu wyłoŜono drewnopodobnymi panelami. KaŜdy. jakie ogarnia człowieka w takich chwilach. dzielnym i niema-rudnym. choć niestety złudne uczucie. co czasem słuŜyć miało teŜ zwalczaniu tak nieheroicznych pragnień jak miłość cielesna do kobiety. Dlatego na tatami nie tylko pod Ŝadnym pozorem nie wchodzi się w butach.tak jak ja to uczyniłam montują sobie dodatkowe klimatyzatory w kaŜdym pomieszczeniu i. Wiele. czyni bowiem człowieka zahartowanym. mieszkanie było zupełnie puste. jaką kiedykolwiek miałam w sypialni. Na tatami moŜna teŜ za dnia leŜeć i czytać albo robić cokolwiek innego. bardzo nowoczesna kuchnia niczym nie róŜniła się od modelu zachodniego. stoły i krzesła coraz częściej uznawane przez nich za bardziej funkcjonalne i bliŜsze ich dzisiejszemu stylowi Ŝycia. nie wyłączają ich nawet na noc. a najmniejsze z moŜliwych pokojów do wynajęcia . Uzasadnienie braku odpowiedniego systemu grzewczego podawane przez samych Japończyków najczęściej odwołuje się do wiary w to. ale łazienka przystosowana została do japońskich zwyczajów kąpielowych. a nie metrów kwadratowych. Wymiary jednej maty to 186 cm na 93 cm. tuŜ koło twarzy czuć miły trawiasty zapach. o którym pomyślała zapobiegliwa Chizuko. intymna część domowej przestrzeni. Ich dłuŜsze brzegi obszyto ciemnogranatowym płótnem. dla których marznięcie w pokorze nie jest godną kultywowania cnotą. ale nawet kapcie zostawia się za lekko podwyŜszonym progiem. Zielonkawe maty tatami ciągle pachniały świeŜą słomą ryŜową i były najładniejszą podłogą. Wystrój mojego mieszkania w Bon Hour stanowił mieszankę wschodnich i zachodnich wzorów.

wchodzą do gorącej (naprawdę gorącej) wody. który wyjrzał zza rogu i chyba znów zasyczał: „Wssss". tak jakby za kaŜdym razem zmieniało się dekoracje teatralne. jasnobeŜowe ściany i samotny zwój z kaligrafią to wszystko. Ku mojemu zaskoczeniu. Ŝe podłoga stała się sufitem i odwrotnie. Jednak pokój tatami „chce" być pusty i taki powinien pozostać. co wypróbowałam od razu. podekscytowana urodą mojego nowego domu i zainspirowana ciach. zobaczyłam tam Chizuko. ale zanim zaczęłam się na dobre rozpakowywać. uŜywają prysznica. który zapraszał. pierwszy raz w Ŝyciu na sposób japoński. przystosowywać wnętrze do własnego nastroju. mnóstwo kwiatów. która pisała coś na kartce bezgłośnie poruszając ustami. Wczesne popołudnie to nie pora na kąpiel. do której powinno się codziennie rano chować zwinięte fu tony. wypełnić Ŝyciem. ciach noŜyc pana Matsury. Japończycy myją się poza wanną. jak się pomyśli. gdy udało mi się uruchomić system grzewczy. Ŝe odrzuca on wszystkie meble i buntuje się przeciw pomysłom na urządzenie go. dokładnie wyszorowani. Dom. czyli przesuwane ekrany. która nie jest zamknięta w sposób ostateczny. nie wiedząc. MoŜna by przewrócić ją do góry nogami i nie zauwaŜyć. rzeczywiście jest jakaś logika. by dopiero nadać mu sens. Wanna była krótka i bardzo głęboka. a schowek wypełniają inne rzeczy. Przyglądałam jej się przez chwilę.pół maty (około 8 m2) wśród studentów uchodzą za całkiem wygodne. pozwalające na swobodne operowanie przestrzenią. by się pomoczyć. dzieląc mieszkanie na osobne sfery. co zrobić. W praktyce nie wszyscy składają i rozkładają swoje sypialnie. Nieskazitelne maty. MoŜna więc rozsuwać fusuma i mieć jeden wielki pokój albo zasuwać. W pokoju tatami jest zawsze specjalna głęboka szafa zajmująca jedną ścianę. które udało mi się popełnić w drodze z lotniska Narita do Bon Hour? Jedna więcej nie zrobi Ŝadnej róŜnicy. czego wymaga takie miejsce. powitalne haiku przylepiane potajemnie do drzwi nowego przybysza? Albo lista gaf. Szybko okazuje się. przyjrzała się trzymanej kartce i chyba miała zamiar zostawić ją i sobie pójść. o czym zdecydowałam w pierwszym w Ŝyciu ogrodniczym natchnieniu. w czym. Tatami w sypialni i drewnopodobne panele w reszcie mieszkania stanowiły dziwny kontrast ze śmieszną plastikową łazienką. tym bardziej Ŝe zwykle wyposaŜone są w kącik kuchenny. 88 pozwalała zanurzyć się w wodzie po brodę. której podłogę i ściany wykonano z jakiejś sztucznej Ŝółtawej masy. Mieszkanie w Bon Hour nastroiło mnie całkiem optymistycznie. JuŜ wykąpana. W łazience nie było klimatyzatora i gorąca woda w zetknięciu z chłodnym powietrzem skraplała się w kłębach pary. którego nie znam. To była dobra przestrzeń. lecz fusuma. wychodząc na długi balkon. Skończywszy pisać. Pokój tatami nie ma drzwi. moŜe to jakiś japoński zwyczaj. pomyślałam i po prostu otworzyłam drzwi. Nie chcąc go draŜnić. Dopiero potem. na którym posadzę kwiaty. stojąc na podłodze łazienki albo siedząc na niskim stołeczku. normalny Japończyk kąpie się wieczorem. Kąpiel w brudnych mydlinach na wzór barbarzyńców z Zachodu napełnia ich bowiem obrzydzeniem. . doskonała w swej ascetycznej kolorystyce i pustce. a specjalny odpływ chroni mieszkanie przez zalaniem. Podeszłam do nich na palcach i zerknęłam przez judasza. serce japońskiego domu. tak Ŝe gdy się w niej siedziało. zakończyłam inspekcję. Kto wie. weszłam do pokoju. najpierw wywietrzyć je na balkonie. zaintrygował mnie szelest pod drzwiami wejściowymi. a jeśli pogoda sprzyja.

Okazało się. Pyzy jadło się. Ŝe nie jestem aŜ tak nieprzyjemna jak w niektórych okrutnych japońskich dowcipach o białych kobietach. czy nie i co w ogóle ma zrobić. które właśnie wtedy zaczęło być naprawdę moje. bym przywykła do mochi. ale nie wiedziała. kontynuując długi proces wtajemniczania mnie w tajniki japońskiej kuchni. Wyjęła z pudła dwie ceramiczne czarki i dwa talerzyki. a Japończycy nie przychodzą do siebie w gości bez zapowiedzi. bo nie miałam jeszcze 89 podłączonego telefonu. Ŝe przywiozła mi róŜne rzeczy . połyskliwe kule. Zatrzymaną w czasie scenę na podłodze mieszkania. a trzecia zielona. Nigdy przedtem nie była gościem cudzoziemki. i podała mi jedną z czarek. co wyglądało jak spłaszczone pyzy zawinięte w liście. Jedna była biała. Chęć pomocy i ciekawość kolidowały z japońską powściągliwością. Potem otworzyła pudełko z pyzami i zapytała. a wtedy Chizuko zdecydowała się wejść do środka. Tak jakby podawała mi Ŝyciodajny eliksir. często uŜywanego jako nadzienie. Nie mogła zadzwonić. ale ją zaskoczyłam. dostarczając kulinarnej ekstazy. „będzie kolorem pasowała do herbaty". nie roniąc ani kropli. Ŝe ich dziwny smak zawsze przywołuje tę chwile. Japończycy z całą pewnością bowiem nie wpadają. gdy obca kobieta powitała mnie w swoim kraju jak starą przyjaciółkę. Ŝe nauczyłam sieje lubić dlatego. Ŝe cierpły zęby. próbując pierwszy kęs z zachłannością osoby ceniącej sobie kulinarne rozkosze. Chizuko nie przestawała się sumitować. uklękła na podłodze livingu. tak słodkie. śliczną poduchę do siedzenia na podłodze. ale smakowała teŜ dokładnie tak jak polska pyza. napój dla strudzonego wędrowca. japońskich słodyczy z ryŜowego ciasta i dŜemu z czerwonej fasoli. Chizuko nalała nam japońskiej herbaty. czy to wypada. Kula nie tylko wyglądała. Gładkie. W środku miała grudkowate bordowe 90 nadzienie. którą chcę. „Bądź tu szczęśliwa".gest jak doskonałe kanji powitania. druga róŜowa. zaczęła angielskie zdanie wyjaśnienia. ale nieśmiałość nie pozwoliła jej go skończyć. Potrzeba będzie duŜo czasu. tak jak trzyma się kubek. ale najwidoczniej droga. krojąc kęsy za pomocą spłaszczonych patyczków z surowego drewna. Ŝe była jednak przygotowana na taką ewentualność. który nareszcie doszedł do kresu podróŜy . przytrzymując na piersi poły szlafroka. i z wyglądu przypominające siekaną wątróbkę. Powinny rozpływać się w ustach. z tym Ŝe przesłodzona i jeszcze nieugotowana. Gdy Chizuko juŜ przyjęła moje zaproszenie. jakieś kuchenne sprzęty. czyli „Bardzo mi przykro". „Zieloną". powiedziałam odwaŜnie. myślałam. po czym wydobyła z podręcznej torby termos i opakowanie czegoś. właściwie w ogóle rzadko odwiedzają się w domach. Zdejmując buty. do dopiero co poznanych cudzoziemek w szlafrokach. przekonała ją. według których ją wychowano. będę wracać do niej jak do wypróbowanego talizmanu. ot tak sobie. niepotrzebny jej aparat telefoniczny. Rozgardiasz porozrzucanych wokół bagaŜy i absurdalny turban z róŜowego ręcznika na mojej głowie przydawały uroku tej niezwykłej ceremonii herbacianej kpiącej z reguł starych mistrzów. łamiąc zasady. Nieco zbita z tropu ponowiłam zapraszający gest. Chciała zostawić mi paczkę z kartką pod drzwiami i uciec. jak pokazała Chizuko. Pyzy były bardzo piękne. powiedziała Chizuko i podniosła . by ogrzać zziębnięte dłonie. Sądzę. jaką pokonałyśmy razem samochodem. okazało się. trzymając ją oburącz. na zawsze zachowam w pamięci i ilekroć potem Japonia wyprowadzi mnie z równowagi.co wprawiło Chizuko w widoczne zakłopotanie.naczynia. Od japońskiego „Sumimasen".

gdzie znajdują się największe na świecie domy towarowe Seibu.czarkę do ust. identycznymi jak we wszystkich innych „tokijskich miastach". babcia Shinada ozdobiła ściany swojej piekarni rysunkami wnuka. Dopuszczalna liczba dziwadel jest precyzyjnie określona: ekstrawagancko odziana starsza pani z pudlem. promocyjna oferta ryŜu w dziesięciokilowych workach. Ŝywiąc się na darmowych degustacjach w dziale spoŜywczym. Właścicielka sklepiku z japońskimi słodyczami ma na ladzie dwa ceramiczne lwy z Okinawy i zegar w kształcie Hello Kitty. a bardziej ekspansywni sprzedawcy sami wznoszą zachęcające okrzyki charakterystycznym monotonnym głosem. Część towaru z małych sklepików wystawiona jest wprost na ulicę. Większość jednak ma małomiasteczkową atmosferę jak moje Ishikawa-dai. jest Tokio. w Dobrej Godzinie. w przerwach gra spokojna muzyka. który najwyraźniej jest fanem disnejowskich kreskówek. W Ishikawa-dai kaŜdy kaŜdego zna i wydaje się. kasztany . sandały geta akurat przecenione o 500 jenów.gałązkami kwitnącej wiśni. Dwie sfery przenikają się niekiedy na tyle. w których moŜna zgubić się i Ŝyć przez całe lata. liśćmi klonu albo bambusowymi witkami. Płynące z megafonów słowa witają mieszkańców i zachęcają do robienia zakupów. Tylko sklepik.pakowane w ozdobne czerwone torebki i sprzedawane przez głośno zachęcającą klientów młodziutką dziewczynę w równie czerwonym fartuszku. tako\" kucharza. Ŝe trudno powiedzieć. z wprawą przyrządzane przez pokrzykującego „Tako. Ŝe Konfucjusz mieszka tuŜ za rogiem w kaŜdej chwili gotów zapobiec wszelkim próbom buntu wobec odwiecznego porządku. a w rybnym wisi pod sufitem wielka nadmuchiwana ośmiornica. „gaijinka". Od stacji Ishikawa-dai ciągnie się główna ulica handlowa z latarniami ozdobionymi plastikowymi dekoracjami . Wnętrzom sklepów indywidualny wyraz nadają wiszące na ścianach dyplomy i obrazki. a nie religijne świątynie konsumpcji. Oprócz jednego większego samu spoŜywczego. Tak zaczęło się moje japońskie Ŝycie w Bon Hour. sypialnią. poustawiane tu i ówdzie gadŜety i pamiątki z podróŜy. ma ascetyczny wygląd malej fabryczki . Między księgarnią a sentd Spiętrzone wertykalnie i horyzontalnie stacje metra to jedyne centra Tokio świeckie. Jedne są potęŜne jak Shinjuku z dwoma milionami przewijających się codziennie podróŜnych.pachnący dymem przysmak jesieni . jest ciągle jeszcze jej miniaturową piekarnią czy juŜ. a potrawa jest lepsza. warzywa i owoce o idealnych kształtach ułoŜone w zgrabne piramidki. niŜ moŜna by podejrzewać z jej opisu. w których krzyŜują się drogi milionów tokijczyków dojeŜdŜających do pracy. Tu. która śpiewa do siebie. które prowincjonalną atmosferą bardziej przypomina Radomsko niŜ Manhattan. w której babcia Shinada ogląda telewizję. i ja. tętniąca młodością Shibuya czy Ikebukuro. kusi podniebienie ostrym zapachem. Obok stoisko z tako-yaki. równie niewielką. ubrania dla starszych pań. w którym robi się i sprzedaje tofu. smaŜonymi kulkami ciasta z posiekaną ośmiornicą. wszystkie sklepiki w mojej okolicy są rodzinnymi interesami. umieszczając na ścianie poŜółkły zwój z kaligrafią i kilka świątynnych talizmanów. wyczerpujemy 91 limit. a nad nimi lub w ich głębi zwykle mieszkają właściciele. kilka minut pociągiem od wielkomiejskiego Tokio. warzywniakowi dodaje charakteru kolekcja kaktusów. czy przestrzeń. Wytwórca mat tatami nadał swojemu warsztatowi styl najbardziej japoński.

gęstnieje.figurkę kota Doraemona. witają dzieci wracające po długich godzinach nauki.kto wie dlaczego . właściwie nie istnieje w Japonii. niemal namacalnie prawdziwy. maczane w gęstym sosie szaszłyki ze wszystkiego. mięsa. kobiety w kostiumach i w fartuchach zarzuconych na domowe sukienki czytają rysunkowe opowieści o obdarzonych czarodziejską mocą księŜniczkach. kilka kamyków. co kto lubi. by powtórzyć rytuał dający mi poczucie czasowej przynaleŜności do świata tej uliczki i sąsiedztwa. którą potem odwiedzałam niemal codziennie. grillowania i tłuczenia sezamu. sadystach pedofialch. gdzie Japończycy oddają się jednej z ulubionych rozrywek. gdzie jego synowa kroi potrzebne ingrediencje. Gospodynie wrzucają rybę do piekarnika. gdzie moŜna po pracy napić się sake albo piwa i przegryźć co nieco: suszoną rybkę. a wnuk bawi się u jej stóp. by nie wystawały im na ruchliwą ulicę. muszą podkurczyć nogi. stoi niemal w progu swojego mieszkania. co pod ręką. Gdy przechodzi się blisko. na którym dziadek Tanaka piecze kaŜdego wieczoru pachnące yakitori. bułeczki z nadzieniem curry. siadając z patykami yakitori na małej ławeczce. Grill.92 pełnej metalowych pieców. buchający zza bambusowych rolet zapach alkoholu i tytoniowego dymu przyprawia o zawrót głowy. co jest cechą charakterystyczną wszystkich „tokijskich miast". NajbliŜej stacji Ishikawa-dai. „pudełkowy ogród" w plastikowej kuwecie z piaskiem. Klienci. Najbardziej popularne tytuły wystawiane są na stojakach na zewnątrz. tac i kadzi. To właśnie ten zapach chleba. pokazywała mi specjalność dnia. Jeden po 93 drugim znikają w barach męŜczyźni w garniturach. jedynej kobiety w towarzystwie. z wielu rozlega się muzyka. Zjadają po kilka szaszłyków na miejscu. uczniowie. przez ich głosy przebija się wibrujący alt właścicielki. zwanej swojsko „mamą". gawędząc z dziadkiem Tanaką. . a jego prawdziwe Ŝycie zaczyna się o zmroku. Sarariimani. pod którą zawsze czekają na resztki trzy grube koty. Zaczyna się czas smaŜenia i gotowania. plastikowych drzew i . Drogę do nich pokazują płonące w ciemności okrągłe czerwone lampiony. Wracający z pracy czy szkoły zatrzymują się i stoją koło półek tak. sosu sojowego i świeŜego pieczywa. właściciele barów piszą kredą na wystawionych na zewnątrz tablicach nazwy i ceny dzisiejszych specjałów. Ŝe przechodząc widzi się tylko ich plecy i pochylone głowy. czasem śpiew rozochoconych męŜczyzn. Od rana do wieczora moje sąsiedztwo jest sennym królestwem staruszków i matek z dziećmi. przywołujący na myśl małe polskie miasteczka. a potem ruszają dalej ulicą przesyconą zapachem ryby. zwabił mnie do piekarni babci Shinady. by po jakimś czasie wynurzyć się z rozluźnionym krawatem i rozpaloną twarzą. przez którego otwarte drzwi moŜna zobaczyć kuchnię. inni zadowalają się tylko przekąską pod gołym niebem i napojem z automatu. czytaniu na stojąco nowych numerów czasopism i komiksów ????. krwioŜerczych wampirach. Babcia Shinada uśmiechała się na mój widok. ale za to przed wejściem do niej właściciel urządził hakoniwa. sprasowaną na płasko kałamarnicę. Zaludniają się restauracje i zamknięte wcześniej bary. wlewania skwierczącego sosu sojowego na rozgrzane patelnie. nakrywają stoły. smaŜoną ośmiornicę czy szaszłyk ze skóry kurczaka w słodkim sosie. znajduje się księgarnia. Ŝe ktoś je ukradnie. Powietrze przesyca się wówczas zapachami niemal nieobecnymi za dnia. gdzie oprócz miniaturowych roślinek umieścił drewniany model świątyni. bo ryzyko.

Gdyby popatrzeć na Ishikawa-dai z lotu ptaka. a roczne dochody liczy się w trylionach 95 jenów. a ona dokładała purezento. jeśli juŜ pokona się przyzwyczajenia i idiosynkrazje własnych kubków smakowych. innymi słowy. kolejne małe dowody na to.czekoladowe oponki o smaku zielonej herbaty albo rogaliki z czerwoną fasolą. symetryczne bukiety niczym dekorację trybuny dla pierwszego sekretarza partii w komunistycznej w Polsce mojego dzieciństwa. która w ogóle się do mnie odezwała. U jasno oświetlonego wejścia. Inny pozwala opowiedzieć o niej jako o przestrzeni. Co tak fascynującego jest w tej grze? Ciągły ruch wchodzących i wychodzących ludzi bez trudu pozwala zajrzeć . jak w przypadku większości salonów. Bryła złoŜona z ostrych kątów ma srebrną fasadę z dwiema doryckimi kolumnami. czyli prezent. które aranŜuje w sztywne. Ta psychodeliczna wizja raju przyciąga jednak codziennie setki klientów. a obecna jego forma narodziła się po długiej ewolucji prostszej gry amerykańskiego pochodzenia. 94 Między paczinko a karaoke Określenie „między księgarnią a sentó" jest tylko jednym z moŜliwych sposobów na uchwycenie siecią opisu pejzaŜu mojej okolicy. niemal nierealny w swej neonowo ostrej obecności. Ŝe czerpanie wzorów z Zachodu moŜe być jednak twórcze. kaŜdej wsi i zapomnianej przez bogów osadzie na wyspie Kyushu czy Shikoku. czyli bilionach dolarów. Gawędziła ze mną. Idąc od strony stacji. Namalowano na niej splecione ogonami piersiaste syreny. najpierw mijamy budynek paczinko. i wielkie fioletowe kwiaty wyglądające jak genetycznie zmutowane rosiczki. stoją hipertroficzne kosze sztucznych roślin. Wybierałam na koniec coś z jej oferty. Japonia oszalała na punkcie paczinko dopiero po wojnie. Liczbę klientów szacuje się na ponad pięćdziesiąt milionów. Paczinko to jedna z japońskich obsesji zupełnie niezrozumiałych dla reszty świata. wykorzystując do maksimum swój angielski pięciu słów. z daleka przyciągający wzrok nagłą erupcją koloru. a ja podtrzymywałam rozmowę. Dziś jest w Japonii około dwudziestu tysięcy salonów paczinko. Paczinko w moim sąsiedztwie stanowi przykład architektury łączącej wątki z komiksów ???? z nostalgią za światem Disneya i apeluje do podobnych potrzeb estetycznych. bo właścicielka piekarni była pierwszą osobą z sąsiedztwa. kolumny oplata plastikowy bluszcz. a podobne jej wersje moŜna znaleźć w kaŜdym innym mieście. Z jakichś powodów właściciel tego paczinko gustuje w białych i czerwonych goździkach. które zyskało popularność nawet w krajach Zachodu. wielokrotnie przekraczają one na przykład dochody uzyskiwane z przemysłu kinematograficznego. nie licząc „wsss" pana Matsury. nigdy nie udało się przeflancować jej na inny grunt w przeciwieństwie na przykład do karaoke. której wyraz nadają dwa najjaśniejsze punkty orientacyjne: salon gry paczinko i bar karaoke. Piekarnia babci Shinady znajdowała się mniej więcej w połowie drogi między stacją Ishikawa-dai a moim domem czy. czyli dziesięć razy więcej niŜ kin. co hotele miłości. które moŜna polubić. między popularną księgarnią a sentó. publiczną łaźnią. niegrzeczne siostry Małej Syrenki. to właśnie byłyby miejsca dające najwięcej światła. krewetkę na ostro w droŜdŜowej bułeczce albo słodycz fasoli w osłonce słonego francuskiego ciasta. Z ciepłym purezento w dłoni szłam dalej. jedną z tych zjaponizowanych specjalności o zadziwiających smakach. a mój język napotykał na dzisiejszą niespodziankę.

i wszystko jest w porządku. Jeśli się to uda. na Ŝywą gotówkę. by pozory zostały zachowane. nieczuli na hałas technorocka i okrzyki paczinkowych didŜejów. który zwycięzcy oferuje tylko mało wartościowe drobiazgi. by wystrzeliły w górę tak. odizolowani od sąsiadów niewidocznym pancerzem. utemperować łoskot maszyn. Oczywiście yakuza ma wiele wspólnego z paczinko. 96 Rzędy graczy w paczinko nie wydają się bardziej Ŝywe niŜ rzędy automatów. po której kaskada kulek spada w dół. które wpadły do tej dziurki. Nikt jednak nie chciał grać w miejscach.w głąb jaskrawo oświetlonego pomieszczenia i zobaczyć rzędy hałaśliwych automatów z oszklonym wertykalnym ekranem. Szczęściarze mają przy nogach po całym koszyku wygranych kulek. jeśli w ogóle cokolwiek zaleŜy tu od umiejętności gracza zdanego na ślepą Fortunę. by spadając. Sprawiają raczej wraŜenie szczególnego rodzaju świątyń. Nikt nie zagaduje sąsiada. oczy wpatrzone w migającą światełkami wertykalną planszę. którzy zabetonowali japońskie miasta. pozostawiona jest samej sobie. a nie fabryki. jak zahipnotyzowani wpatrują się w elektroniczną mandalę. w okienku za rogiem. o czym wie kaŜde japońskie dziecko i policjant. ostre światło stanowią najwyraźniej integralną część uroku tej gry. co trzeba. czego łatwo się domyślić. Hazard jest w Japonii nielegalny. Grający mają twarze pozbawione jakichkolwiek emocji jak robotnicy przy taśmie produkcyjnej albo mnisi. odpalają papierosa od papierosa. Nie lubię paczinko. a zaznaczam. bracia tych. W końcu Japonia jest krajem. wygrywa on więcej kulek. Niektórzy właściciele. oficjalnie wymienia się w salonie na drobne upominki. ozdobiony wizerunkami półnagich kobiet o ogromnych piersiach albo postaciami z kreskówek ekran ponabijany jest szpilkami układającymi się w ścieŜki dla metalowych kulek. lewitujący w innej rzeczywistości. Podczas jedynej wizyty w salonie z syrenami przegrałam dwa tysiące jenów w ciągu . Najczęściej jednak wrzucone kulki przepadają z metalicznym hałasem w bezdusznych trzewiach automatu. z których natura została wykluczona . skoro jest to interes przynoszący dwadzieścia pięć procent zgłaszanych dochodów w sektorze usług. Wrzuca się je do otworu w automacie i operując wajchą sprawia. wpadły w odpowiednią dziurkę. w lewej papieros. jeśli się jest szczęściarzem. w którym mafia wydaje własne czasopismo i dopóki nie zajmuje się narkotykami albo zabijaniem zwykłych obywateli. ale prawo prawem. Salony paczinko nie są jednak miejscami niebezpiecznymi. do których być moŜe dotarł głosy estetów ubolewających nad brzydotą świata paczinko. złagodzić światło. Wygraną. a podejrzane typy wdają się w awantury. skoncentrowani. Trzy czwarte grających w paczinko to męŜczyźni. które przypominały buduary. hałaśliwych i jasnych. długopisy albo zapalniczki. potomkowie samurajów. a Ŝycie Ŝyciem. prawa ręka na wajsze wprawiającej kulki w ruch. waląc w nią pięścią albo uwodząc głosem. próbowali nadać swoim salonom inny wystrój. a paczinko to zakamuflowana gra hazardowa. gdzie ludzie o kamiennych twarzach. fluorescencyjnym świetle i kłębach papierosowego dymu co jakiś czas słychać zwycięską kaskadę kulek. nie próbuje oswoić maszyny. a niezgłaszanych nikt nie wydaje się nawet w stanie oszacować. a nieoficjalnie. Ŝe niewiele. Ów kolorowy. najlepiej czujący się w miejscach. Dlatego wygranej w postaci gotówki nie moŜna odebrać w samym salonie. rzeki i wybrzeŜa. Industrialny hałas i zimne. Siedzą obok siebie zupełnie obojętni na obecność sąsiada. W nieludzkim hałasie.suchych. gdzie przesiadują wytatuowani gangsterzy. nie przeklina.

a nawet kilkunastu osób. z koleŜanką albo z kochankiem. powiedziała towarzysząca mi Chizuko.od wielkości szafy do takich. matematykę. Oprócz stolika. a śpiewanie sprawia im przyjemność. opiera się na przekonaniu. Aby nikomu nie przyszła do głowy aktywność inna niŜ śpiewanie. gdzie lubią spędzać czas dorośli. postanowiłam zaŜyć innej japońskiej przyjemności dostępnej w moim sąsiedztwie. która na okrągło go monitoruje. w kaŜdym z pokoików zamontowano kamerę. który ma tyle wspólnego z rozrywką co operacja oka bez znieczulenia. Karaoke w mojej okolicy jest bardziej nowoczesne niŜ tradycyjny bar ze sceną. młode pary. która chyba trochę wstydziła się tam być. Ŝe kaŜdy jest w stanie opanować w zadowalającym stopniu kilka wokalnych numerów i to właśnie włoŜona w osiągnięcie tego celu praca liczy się bardziej niŜ talent. tak waŜnego w całym japońskim systemie edukacji. Dlaczego Japończycy tak lubią karaoke? Od początku nurtowało mnie to pytanie. którzy najlepiej czują się w grupie i publiczne śpiewanie solo powinno być dla nich koszmarem. w której liczy się nie tyle talent. . Ŝe ów lepszy uczeń wkłada w naukę więcej wysiłku. Do jego białej fasady. Jak pisze T. Idea doryoku. PrzecieŜ to naród nieśmiałych ludzi. A skoro tak. foteli i aparatury nie ma w nich nic więcej. które przeznaczone są dla kilku. Jedna z prawdopodobnych odpowiedzi wiąŜe się z upodobaniem Japończyków do amatorszczyzny. srebrne kulki wystrzeliły w górę i wszystkie bez wyjątku przepadły metaliczną kaskadą w nicości. „Ruszaj gałką".ośmiu sekund. to śpiewać kaŜdy moŜe. licealistki. czyli karaoke. białej koteczki. Pokoje w Big Echo mają róŜną powierzchnię . skoki do wody. Innych jednak natura pozbawiła tych darów i kosztem wspomnianego „wysiłku" opanowują kilka popisowych numerów. Jednak Japończycy obojga płci znikający w drzwiach Big Echo mają więcej niŜ dwanaście lat: sarariimani w kilkuosobowych grupach. W pięciopiętrowym budynku znajduje się kilkadziesiąt pokojów rozmieszczonych na poziomach o zróŜnicowanym wystroju. Aby usłyszeć kończące występ gratulacje. Idea karaoke opiera się zatem na przekonaniu. Wszystkie pomieszczenia wyglądają tu jak sypialnie dla niemowląt. muszą pokonać własną słabość i śpiewać. Ŝe przy odpowiednim wysiłku kaŜdy uczeń jest w stanie opanować w tym samym stopniu grę na pianinie. dlaczego dany uczeń ma ze wszystkich przedmiotów lepsze oceny niŜ jego przyjaciel. przyciągają wzrok duŜe 97 czerwone litery „Karaoke Big Echo" oraz podpisany wizerunek Hello Kitty. pozbawionej okien.z całą pewnością coś dla dzieci poniŜej dwunastego roku Ŝycia raczej niŜ miejsce. Bierzemy więc mikrofon i śpiewamy. dziennikarz „Washington Post" i znawca Japonii. ile włoŜony w występ wysiłek i staranie. Mając w pogardzie paczinko. jeśli zapytamy Amerykanów. jednej z najpopularniejszych postaci w japońskiej kulturze popularnej. który jest dany. do których przypadkiem wstawiono telewizor i sprzęt nagłaśniający. czyli Hello Kitty Chmura 9. solo. Reid. W Japonii zaś niemal kaŜdy powiedziałby. ruszyłam. odpowiedź będzie brzmiała: „Bo jest zdolniejszy". gdzie ktoś odpowiedzialny za wystrój zadbał o odpowiednią liczbę podobizn koteczki i róŜowego koloru. R. Oczywiście niektórzy bywalcy karaoke po prostu mają dobry słuch i głos. teraz wystarczy wybrać kod piosenki i na ekranie pojawi się teledysk oraz tekst. Oglądane z zewnątrz Karaoke Big Echo teŜ przywodzi na myśl raczej duŜe przedszkole albo sklep z zabawkami . Najlepiej na piętrze o nazwie Hello Kitty Cloud 9. Z kolorowego menu moŜna zamówić posiłek albo coś do picia i juŜ. czyli „wysiłku".

a moŜe uda ci się być takim jak wszyscy". więc popisywał się nim nie bez satysfakcji. I tam. przynosząc wilgotną. nigdy przedtem niczego nie posadził. Dziś w mniejszym juŜ wprawdzie stopniu. ten miły starszy pan o posturze nadzwyczaj delikatnej i kruchej śpiewał piosenki Beatlesów. Ŝe jawią się tak doskonali jak Nicole Kidman czy Brad Pitt. po kilku nieudanych próbach opanowałam jazdę na rowerze z parasolem w jednej ręce. tak jak ja. widać upodobanie Japończyków do idoli reprezentujących typ dziewczyny czy chłopaka z sąsiedztwa: postaci przeciętnych. iŜ są tak samo ułomni jak my wszyscy. chcąc nie chcąc. naprawdę włoŜyłam w to duŜo wysiłku. iŜ w Japonii nawet wysiłki osób zupełnie pozbawionych muzycznych talentów spotykają się z cierpliwością i zachętą grupy. / wanna be your man. posadziłam na balkonie Bon Hour zimowe kwiaty. Bogowie wrócili ze świątyni Izumo do domów. zamiast się zmniejszyć. a cała absurdalność sytuacji. to szaleć. ale ja nie miałam tyle czasu. a po krystalicznie czystych dniach października i listopada przyszedł ponury grudzień. Po dwóch miesiącach spędzonych na Ishikawa-dai ilość rzeczy kompletnie dla mnie niezrozumiałych wprawdzie wzrosła. o którym pisze Barthes? Za to. jak szaleć. pochmurną pogodę. w róŜowym pokoiku karaoke ozdobionym wizerunkami Hello Kitty. Miał świetny słuch i dobry mocny głos. a największa gwiazda lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. tak sobie tylko urodziwych. których sadzonki dostałam od mojej nowej koleŜanki Mariko wraz z radami niezbędnymi dla kogoś. nie pozwalającej na tak „nieodpowiednie" przyjaźnie jak nasza. ktoś. skarbnica wiedzy o Japonii. Nie wygłupiał się. doryoku. Nie zraŜając się pogodą. Kocha się ich nie za to. Nie bez powodu teŜ kolejne tarento japońskiej muzyki pop zwykle nie umieją śpiewać. Smok. nie robił min. z którą łączył mnie brak talentu muzycznego. Raz w Karaoke Big Echo towarzyszył mi Satoru. ani warunków scenicznych. skupiony. za jej wielkość i „wylininie". co jakiś czas pękało i. pracuj cięŜko. kto. Fakt. Niebo opadło i zawisło tuŜ nad naszymi głowami cięŜkie od wzbierającej wilgoci. Z gorliwością ogrodnika neofity parę razy dziennie sprawdzałam. Człowiek wybitnego intelektu. Ŝe tylu wybitnych i niepokornych opuszczają dla nie tak czystych i nie tak bezpiecznych miast Zachodu. zwana „japońską Madonną". MoŜe to właśnie ta zasada odpowiedzialna jest za potęgę i śmieszność współczesnej Japonii. polegającej na realizacji postulatu: „Nie wychylaj się. jest dla niektórych przykładem wschodniej wersji demokracji. japoński profesor. lecz nadal wyraźnie.Nagrodą za ich odwagę jest akceptacja grupy. wspaniały gawędziarz opowiadający mi piękną angielszczyzną aneg99 doty o samurajach i sarariimanach. śpiewał więc. kto potrafi! wypracować dystans wobec uprzedzeń własnej kultury. ale moje codzienne Ŝycie zaczynało układać się w jakąś formę normalności. Ŝe Japonia jest tak bogata i bezpieczna. i pewnie za to. wiśnie i duchy Podobno w Japonii trudne jest tylko pierwsze dwadzieścia lat. próbuj z uporem. jak rosną (o dziwo. W karaoke kaŜdy moŜe być gwiazdą na ludzką skalę. cały jej komizm był dla niego nieczytelny. niezbyt utalentowanych. nie miała ani głosu. Matsuda Seiko. powaŜny. Po półgodzinie tych popisów przyszła moja kolej i wtedy po raz pierwszy i ostatni w Ŝyciu zaśpiewałam w barze karaoke. rosły!) i . Niczym Matsuda Seiko. Mój wybór padł na Celinę Dion i jej piosenkę z Titanica. lecz przeciwnie: za to. a biała koteczka patrzyła na nas bezmyślnymi oczkami.

by zwiększyć przestrzeń między blatem a podłoŜem. sukiyaki i sashimi. jakby posiadanie podobnej rzeczy w kuchni było czymś oczywistym i niezbędnym. Chizuko nauczyła mnie robić zupę miso. a tym razem nawet pierwszy raz wyraźnie i bez uciekania wzrokiem powiedział mi japońskie „dzień dobry". Chizuko w jednej ze swoich fantazyjnych apaszek. Kupiłam nawet specjalny nóŜ do patroszenia krewetek. na którą planowaliśmy wyprawić się latem. bakłaŜana i jastrzębia . luki pełnej anarchii. który juŜ od jakiegoś czasu nie syczał na mój widok.uwaŜa się za wyjątkowo dobry znak. wypełniając się sprzętami. odmieniona. Podkładałam pod jego nogi cztery grube słowniki. Ŝe zaczynałam wrastać w Japonię. pan Matsura. Mieszkanie w Bon Hour stawało się coraz bardziej japońskie. bez trudu rozpoznałam twarze kilku osób z mojego sąsiedztwa. Gdy w dzień Nowego Roku wybrałam się do najbliŜszej świątyni shintó. W pierwszy japoński wieczór sylwestrowy jadłam w domu Chizuko przewidziany na tę okazję makaron sobą i nie bez satysfakcji stwierdziłam. których jeszcze parę miesięcy temu nie umiałabym rozpoznać. i dziadek Tanaka ze świeŜo przyczernionymi włosami. i zapachami.nawet dodatkowe klimatyzatory nie były w stanie podnieść temperatury w moim japońskim domu powyŜej przygnębiających 16 stopni Celsjusza. umykających mi wcześniej jak nerwowe dŜdŜownice. Powiedzieć. symbolizowaną przez jej przerośnięte nitki. umiałam juŜ nazwać parę jadalnych stworzeń -wilgotnych. jak powinien wyglądać ogród.odkrywałam w sobie ambicję pokazania panu Matsura od bonsai. zwanej przez nas dla uproszczenia „naszym kościołem".niestety . O północy pojechaliśmy na rowerach do buddyjskiej 101 świątyni Kuhonbutsu i słuchaliśmy tam stu ośmiu ogłuszających uderzeń potęŜnego dzwonu. nie zapominałam juŜ o zdejmowaniu butów. właściciel sentó z całą trzypokoleniową rodziną i mój sąsiad od bonsai. bo gotująca kiedyś u mnie Chizuko zapytała o niego takim tonem. na matsuri. Ŝe umiem go juŜ wsysać bez chlapania na boki i ścigania pałeczkami nitek. które miały wypłoszyć tyleŜ samo naszych złych skłonności. Bywałam 100 w japońskich domach i nawet wchodząc do własnego. Pomiędzy starym a nowym rokiem jest coś w rodzaju czasowej szczeliny.o których wcześniej nie ośmieliłabym się pomyśleć w kontekście posiłku. byłoby naiwnością i ogromną przesadą. z jakichś powodów. ogrzewany od spodu elektryczną grzałką i przykrywany kołdropodobną narzutką. wielkookich. i dopiero potem dowiedziałam się. Sobą jedzona w przeddzień Nowego Roku gwarantuje pomyślność i długowieczność. wpełzałam pod stolik tyłem jak rak i leŜąc na brzuchu czytałam albo pisałam. a przechodząc przez stoisko z rybami. hojnie dolewając Ŝubrówki. mackowatych . Ŝe pierwszy sen w Nowym Roku jest bardzo waŜną wróŜbą dla Japończyków. symbolizujących ludzkie przywary. gdy uchyla się na moment metalowa pokrywa piekła i sto osiem demonów. bo . Mariko podarowała mi stary stolik kotatsu.obok. . Fuji . którą wolał od sake. czyli festiwal. jakich nigdy wcześniej nie uŜywałam. Gdy chłód wieczoru przenikał przez pojedyncze okna i nieizolowane ściany. bez białego fartucha i bardzo elegancka. którego dziką i bujną wizję postanowiłam urzeczywistnić. które zgromadziły się na niewielkim placyku przy pomarańczowej bramie torii. Kolejne osoby pojawiały się. Była babcia Shinada z piekarni. wylatuje na małą wycieczkę. Tej nocy śniła mi się góra Fuji. ale ten mały świat między księgarnią a sentó dzień po dniu coraz bardziej dawał się lubić. tłumaczył nam Teru. mąŜ Chizuko.

Jej mąŜ profesor. przypominając sobie lekcję angielskiego z odległej przeszłości. ale okazało się. ale kolejność tych czynności zawsze mi się myliła. „How doyou doT\ zagaił więc grzecznie dziadek Tanaka. Zgromadzeni wokół 103 zaimprowizowanej sceny patrzyliśmy. więc warto było zapłacić parę jenów za jego towarzystwo. czyli „wymiataniem sadzy". uciekały tylko po to. z czerwonym pyskiem i białą wielką grzywą. dlatego świetnie nadawało się dla „gaijinki". przygotował na mój uŜytek pasujący tematem miniwykład po angielsku i swoim perswazyjnym głosem doświadczonego nauczyciela mówił tak długo. przystrojonej na tę okazję w liliowy kombinezon i słomkowy kapelusz z kwiatem. uśmiechają się. to jedno z dwóch . Ŝeyakuza pod przykrywką shishimai wyłudzała haracze i policja zabroniła tej praktyki. Dwie młodziutkie dziewczyny ubrały się w przepiękne świąteczne kimona i pelerynki z białych lisów. momencie skupienia i pociągnięciu za sznur z dzwonkiem. wrzuceniu ofiary. Wokół nas uwijały się postaci w kostiumach i zabawnych maskach zastygłych w strasznych grymasach. to równieŜ integralna część japońskiego Nowego Roku i moj e sąsiedztwo przybyło chyba w komplecie. noworoczne dekoracje z bambusa i gałązek sosny. a dzieci. a potem witały się z przyjaciółmi i sąsiadami. pewnie wybierały się do świątyni Meiji. które wypada wysłać do wszystkich osób. ku uciesze dzieci i radości dorosłych. Ta stara tradycja chińskiego pochodzenia jeszcze niedawno miała nieco inny charakter. Tak powściągliwi na co dzień Japończycy nabierają śmiałości w atmosferze matsuri i zachowują się swobodniej. jest wydarzeniem radosnym i pełnym ciepła. które w dzisiejszych czasach często są uzupełniane bądź.wielki. Innymi słowy. a nawet czasem zagadują do „gaijinów".najwaŜniejszych świąt dla Japończyków.obok O-bonu . Nowy Rok celebrowany przez trzy dni od 31 grudnia do 3 stycznia. Lew symbolizuje szczęście i zdrowie. zwana hatsumairi. Te generalne porządki nazywa się susuharai. gdzie powitanie Nowego Roku ma bardziej elegancki charakter. czyli „tańca lwa". zbliŜając swój pysk do naszych twarzy. Kadomatsu podarowane mi przez Mariko miało charakter eklektyczny: do bambusowego patyczka przyczepiony był swojski Mikołaj w czerwonym ubranku. która kaŜe witać Nowy Rok bez długów i niedotrzymanych zobowiązań. Podeszłam do Chizuko. poruszając się w okręgu stworzonym przez widownię. jak to miał w zwyczaju. by po chwili znów zaczepiać komediantów. bowiem lew wraz ze świtą chodził po domach sąsiedztwa niczym nasi kolędnicy. jak lew odgrywa ekstatyczny taniec. nie tylko symboliczne plamy i brudy. . piszcząc. Dziś lew tańczy tylko na terenach świątyń i oto właśnie się pojawił . aŜ wyczerpał wszystkie wątki. lecz takŜe te rzeczywiste muszą być usunięte przed 1 stycznia. Pierwsza w roku wizyta w świątyni shintó. Poprzedzone gruntownymi porządkami 102 i przygotowywaniem kart z Ŝyczeniami. spod jego zielonego płaszcza wystawała para męskich nóg w sportowych butach. straszny. Na drzwiach domów pojawiają się kadomatsu.najpierw kierując swe kroki do źródełka. Japończycy nadal hołdują wielowiekowej tradycji. Sama modlitwa w świątyni shintó zwykle zajmuje Japończykom chwilę i polega na trzykrotnym klaśnięciu w dłonie. by obmyć ręce przed wejściem na teren świątyni. nie brakowało nawet naszej dziwaczki z pudelkiem. zastępowane boŜonarodzeniowymi gadŜetami poŜyczonymi z kultury Zachodu. z jakimi miało się do czynienia przez ostatnie dwanaście miesięcy. niestety. Trwały przygotowania do shishimai. Rzucał się wte i wewtę.

graficzny kształt gałęzi złagodniał. ciastka mochi. Jak ogłosiła Rządowa Agencja do Spraw Kwitnienia Wiśni. Tak zaczął się mój pierwszy Nowy Rok po japońsku. w metrze i sklepach. Cukiereczki w kształcie kwiatków wiśni. wielkiego święta kwitnących wiśni. zasłaniając dłonią usta tym pięknym gestem japońskich kobiet. zamieniły się w wielkie.tak jak zimny front albo ciepły ma w zwyczaju . plastikowe bukiety z białych i róŜowych gałązek. w radiu i telewizji. Ku uciesze zebranych. W końcu. barwione na róŜowo i pakowane w marynowane liście wiśni.niestety . Ŝe nas kąsa na szczęście. kimona młodych kobiet z sakurowym motywem . UŜywane tradycyjnie określenie z języka meteorologii wydaje się jak najbardziej na miejscu. Przypuszczam jednak. gdzie pojawiło się mnóstwo słodyczy i potraw symbolicznie odwołujących się do sakurowego święta. a ten podniósł się. Ŝe padło na mnie. Przyszło mu to tak łatwo jak zwykle Japończykom. zachęciła mnie Chizuko i zachichotała. JuŜ na początku marca drzewa rosnące wzdłuŜ zabetonowanej rzeczki Nomi zaczęły dawać delikatne znaki Ŝycia. Sakura.gdziekolwiek w Tokio zwróciło się oczy. tym bardziej Ŝe w przeddzień znów dostałam od niej purezento w postaci rogalika z apetycznym czarnym sezamem. „gaijinka" to nie lada gratka dla lwa. czyniąc ze mnie . Powoli pęczniejące pąki sprawiły. Po wszystkich tych podskokach lew zwinął się na rozciągniętej na ziemi płachcie. które we wrzątku czarodziejsko rozprostowują się do swojego pierwotnego kształtu. ale nic nie moŜe równać się z sakurą. znieruchomiał i chyba zapadł w sen.dodatkową atrakcję przedstawienia. po pełnym napięcia oczekiwaniu. który po kolejnych miesiącach zacznę nieświadomie i prawdopodobnie niezdarnie naśladować. Tak jak zapowiadano . ukucnęłam i . Komuś z nas musiało przypaść teraz w udziale obudzenie lwa i nie wiem. to dopiero dwa miesiące później 104 oczekiwano go w Fukuoce na Kyushu. Wprawdzie w lutym poświęcono trochę uwagi kwitnieniu śliw. osoby nieznoszącej zimy. W drugiej polowie marca sprawy nabrały rozpędu. Lwisko potrząsało grzywą i wykrzywiało się. powaŜnych i niepowaŜnych. Ŝe ostry. była zapowiedź hanami. wyszłam więc na środek. pełne kwiaty.drzewa wiśniowe rozkwitły. w których rosną drzewa wiśniowe i gdzie moŜna teraz lub w niedalekiej przyszłości celebrować hanami. W ciągu jednej ciepłej nocy nabrzmiałe pąki. We wszystkich gazetach. stało się. W telewizji codziennie mówiono o sakura zensen. słowo oznaczające kwiat wiśni. „Idź!". czyli „froncie wiśniowym". „Front wiśniowy" .dokładnie dwudziestego piątego marca . przez których pęknięcie widać było wieczorem co najwyŜej wątły biały cień. i po chwili byłam jego główną ofiarą. jak złoŜone skrzydełko.był chimeryczny i wprawdzie do subtropikalnej wyspy Okinawa dotarł juŜ 15 stycznia.nie znając Ŝadnych lepszych sposobów na tę okazję . drukowano mapki informujące o najciekawszych miejscach. słychać było wszędzie: na ulicach. który wyglądał jak małe muszki.Udawał. rozkwit tokijskich drzew ma nastąpić dwudziestego piątego dnia tego miesiąca i wszyscy czekali nań w napięciu. Nie wypadało odmówić. Trzy miesiące między styczniem a kwietniem dla mnie. . jak to się stało. uroczystość podziwiania kwiatów. a ludzie przechodzący pod nimi coraz częściej przystawali i zadzierali głowy.poklepałam lwa po drewnianej głowie. były przede wszystkim czekaniem na wiosnę. A wiosna w Japonii oznacza kwitnienie wiśni. Ŝe to babcia Shinada pierwsza wystąpiła z inicjatywą. niemal dotykając swoim nosem mojego. herbaty z kwiatów suszonych albo solonych. ryknął i zatańczył.

którzy robili sobie zdjęcia na ich tle. delektowali się przygotowanymi specjalnie na tę okazję potrawami równie wymyślnymi jak ich stroje. to większość wybrała któreś z bardziej tradycyjnych miejsc w pobliskich parkach. Nieciekawa droga wzdłuŜ rzeczki Nomi zamieniła się w olśniewający pasaŜ. gdzie jest więcej przestrzeni i nie ma ruchu samochodowego. akademickiego i fiskalnego. Wtedy w szkołach odbywa się uroczystość dla pierwszaków. a początek dali mu wraŜliwi na piękno esteci płci obojga z dworu cesarskiego. Ŝe aŜ niewiarygodnej. jadąc rowerem wzdłuŜ Nomi. ale najbardziej urokliwe moŜna znaleźć właśnie w kieszonkowych parkach małych „tokijskich miast". którzy na kilka wieków objęli w Japonii władzę. Wprawdzie niektórzy mieszkańcy wystawiali stoły przed dom i podziwiali kwiaty. Ŝe tajemnica piękna kwitnących wiśni tkwi w tym. zanim pojawi się na nich choćby cień zieleni. mimo przejeŜdŜających im niemal po stopach pojazdów. piękne i bujne. Któregoś dnia. robiły im pamiątkowe zdjęcia pod kwitnącymi drzewami. które pewnie były odpowiednim uniformem na tę okazję. które urządza się tam. To oni (i one) pierwsi zauwaŜyli. zaplątałam się w tłum maluchów w granatowych mundurkach. słonecznie Ŝółtych kapelusikach. Kwiaty wiśni mają to do siebie. biesiadując. siedząc pod kwitnącymi drzewami. ale wojownicy. gdzie biesiaduje się wprost na nagrobkach. to nie tylko początek prawdziwej wiosny. Zwyczaj ten narodził się w okresie Heian (794-1185). Najsłynniejsze tokijskie hanami odbywa się w parku Ueno. moŜe podobna konstatacja jakiejś damy Heian data początek japońskiej idei mono no aware.tak kruchej. kwiaty te kojarzyły się z popcornem i moŜe rzeczywiście to porównanie oddaje coś z ich lekkości . Majestatyczne wiekowe sakwy na kampusie pobliskiej uczelni stały się miejscem pielgrzymek ludzi z całej okolicy. Japońskie wiśnie kwitną. najpiękniejsze pewnie na wielkim cmentarzu Aoyama. Kultura estetów przepadła pod ruinami dworu Heian. Ŝe trwa ono tak krótko i tak nieuchronnie przemija. Kto wie. krótkich spodenkach i w niesamowitych. którzy w owym czasie nie mieli wielu innych zajęć prócz uprawiania sztuki i miłości. Wiśnie rosnące wzdłuŜ Nomi. na którą przychodzą wraz z wystrojonymi mamami. w pełni swojej urody i rozkwitu. Hanami to jedna z najstarszych japońskich tradycji. Ŝe ich czupryny zlewały się w jeden nieprzebrany gąszcz aksamitnej bieli. z którego szczelin na kaŜdym kroku wyrastały teraz biało-róŜowe królewskie bukiety. które na wyspie Honshu przypada na przełomie marca i kwietnia. po zaledwie tygodniu Ŝycia. Młodziutkiej 105 amerykańskiej studentce. Kwitnienie wiśni. i kontrast między czernią ich bezlistnych gałęzi a bielą lub róŜem kwiatów jest olśniewający. którą poznałam w Tokio. ale równieŜ rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Byli nowymi uczniami pobliskiej szkoły podstawowej i po oficjalnej uroczystości dumne mamy w niemal identycznych pastelowych kostiumach. 106 Ŝe opadają zanim zwiędną. jak duŜo jest wiśni w betonowym Tokio. patosu rzeczy i melancholii w obliczu nietrwałości? W kaŜdym razie Ŝadne długo kwitnące drzewa nie wzbudziły nigdy aŜ takiego zachwytu Japończyków.Dopiero wtedy ze zdumieniem przekonałam się. po środku którego rósł zwarty szpaler drzew pokrytych tak gęsto kwiatami. Arystokraci. takich jak moje Ishikawa-dai. pobliska Ookayama czy Midorigaoka. docenili urok . to nie najlepszy jednak punkt na hanami.

Najpierw kilka. gdzie rosną piękne. Nawet jeśli nie było z kim walczyć. moŜna dokupić na stoiskach sprzedających smaŜony makaron sobą z warzywami. stare wiśnie. wyjmują przyniesione ze sobą 107 jedzenie. Kwitnienie wiśni stało się symbolicznym wyrazem Ŝycia samuraja. róŜne słodkości i alkohol. który kulminuje w dniu. opowiadają dowcipy. mogą podnieść w górę oczy i zobaczyć przyprawiający o zawrót głowy widok pointylistycznych białych płatków na tle ciemnogranatowego nieba. a estetyka ulotnego piękna sakury stała się stałym elementem japońskiej kultury. to częsty widok w okresie hanami. ale pod wieczór więcej jest dorosłych. a samo święto ma spokojniejszy charakter. Zapalają się czerwone lampiony rozwieszone między drzewami i zaczyna się yozakura. kulinarnych i alkoholowych rozkoszy. Ŝe nie powstydziłaby się ich wykwintna restauracja. zaczynają się erotyczne przekomarzanki i sprzeczki. w miarę jak zapada zmierzch. Dziś hanami ma bardzo demokratyczny charakter. Nie brakuje alkoholu i przybywa go. by pilnował dla reszty kawałka cennej ziemi pod sakurą. robią zdjęcia. wojownicy podziwiali opadające płatki w podniosłym wzruszeniu. Biesiadnicy wchodzą na nie po zdjęciu butów. przyjacielskich lub zawodowych ciągną do parków. Wraz z zapadaniem ciemności gęstnieje zapach sake i piwa. które równym szeregiem ustawiają dookoła. tako-yaki. potem kilkadziesiąt powoli płynie w dół. W tych bardziej zatłoczonych konieczne jest zarezerwowanie sobie miejsca i firmy wysyłająw tym celu najmłodszego pracownika. a gdy drzewa pokrywają się białą chmurą kwiatów. W świetle księŜyca i róŜowym poblasku lampionów hanami przypomina pradawne misteria.sakury. którego ideałem było Ŝyć krótko i w pełni rozkwitu młodości polec w walce o słuszną sprawę. śpiewają. Na przykład w parku Senzoku Ike niedaleko mojego domu hanami odbywa się na wzniesieniu o wielkości jakiegoś tysiąca metrów kwadratowych. Gdy wiśnie zakwitają. gdy jak za podmuchem wielkiego wiatru. Specjalne zestawy na hartami moŜna kupić w sklepach spoŜywczych. i wszystko pokryte zostaje półprzejrzystymi płatkami delikatniejszymi niŜ dziecięca skóra. „burza wiśniowego śniegu". stawiane są toalety i przenośne śmietniki. Kilka dni wcześniej powstają tam prowizoryczne stoiska. głosy ludzi stają się coraz bardziej donośne i pijane. ludzie w grupach rodzinnych. Teraz moŜna nawet zdobyć się na odwagę i poprosić samotną parę „gaijinów". czyli podziwianie kwiatów nocą. Widok sennego młodzieńca w czarnym garniturze. piją. .co po jakimś czasie spędzonym w Japonii przestaje dziwić . Metafora Ŝycia krótkiego jak kwitnienie wiśni pozostała jak smutne memento w wierszach i pamiętnikach pilotów kamikadze.jakimś cudem niemal wszyscy uŜywają dokładnie takich samych. a wiatr unosi płatki dalej. a po chwili ogarnia nas sakura fubuki. ale przynajmniej równie często smakołyki takie przyrządza się w domu. Wczesnym popołudniem dominują rodziny z dziećmi. gdyby przyszła ochota na coś jeszcze. kwiaty zaczynają opadać. Przez kilka dni hanami trwa festiwal estetycznych. Niektóre z tych prowizorycznych stołów wyglądają tak. Pod koniec siedemnastego wieku hanami świętowali juŜ wszyscy. który juŜ bladym świtem tkwi pod wiśnią w Ueno. by dołączyli do japońskiej grupy i wraz z resztą towarzystwa dokończyli wielką butlę sake. W małych parkach łatwiej znaleźć miejsce. Ci. Ludzie jedzą. którzy nie wypili za duŜo. grupa starszych pań ma ze sobą przenośny zestaw do karaoke i wszystkie kolejno próbują swoich sił. Biesiadujący pod drzewami wyglądają niczym postaci z instalacji Kusamy Yayoi: są cali w kropki. przybywają ludzie i rozkładają pod nimi niebieskie plastikowe płachty i .

Wielkie. ale ona podobno zawsze jest wyjątkowa cięŜka. skręcając się w loki. Ŝe Japończycy tak rozsądnie i praktycznie podzielili funkcje swoich dwóch religii. a drugi pozwala! wprawić w lekki ruch cięŜkie od wilgoci powietrze w wagonie. zarosły okno mojej pracowni w Bon Hour. Wkrótce magiczne drzewa. krótko Ŝyjące piękno. czekając tylko na sprzyjające warunki. trwa. Gucciego lub Kenzo . która przychodzi po hanami. o których nie moŜna zapominać w tym czasie. Moje włosy podwoiły swoją objętość. gdy w bezsenne noce przyglądałam się im przez szybę zalaną strugami deszczu. 109 którego powierzchnia pokrywała się wilgocią zaraz po wytarciu teŜ wilgotnym ręcznikiem.kobiety gustują w firmowych. Pranie nie schło. czyli japońskie zaduszki. Tsuyu zaczyna się w czerwcu i trwa. Wykiełkowalyby zresztą pewnie nawet na moim ciele. Wszystkie kolory rozmywają się w jednostajną. KaŜdy tokijczyk ma teŜ przy sobie mały ręczniczek . Ŝe ryby mogłyby pływać w powietrzu. lepką. mówili moi japońscy przyjaciele. W uproszczeniu jest to prawdą: śluby zawiera się w obrządku shintó.do ocierania wilgoci z twarzy i karku. zimnoblękitne kwiatostany miały w sobie coś złowieszczego.przykleja je do szyb. gdyby jakiekolwiek stworzenie zdobyło się na większą aktywność w taką pogodę. ścian domów. Ale lato to przede wszystkim święto O-bon. maty tatami w mojej sypialni pachniały sianem coraz intensywniej i gdybym wysypała na nie nasiona rzeŜuchy. a wysuszone w suszarce błyskawicznie wilgotniało. które wydały na świat to niewiarygodne. gorące noce. z dyskretną metką Diora. Taki los spotka! moje skórzane buty i torebkę z delikatnego zamszu. 108 Dwa miesiące przyjemnej. więc gdy w jakieś lipcowe popołudnie znowu wyszło słońce. kwiaty pory deszczowej. porze deszczowej. szumiącą deszczem szarość i niemal w kaŜdym sklepiku mojego sąsiedztwa są w sprzedaŜy parasole. choć kapryśnej. grubiejąc w oczach. gdy w strugach ulewy jechałam na rowerze do stacji metra. Ich niepozorne owoce nie nadają się do jedzenia. stają się zwykłymi zielonymi drzewami. Zaczynało się lato. japońskiej wiosny. a buddyzmowi domena śmierci. którym nikt nie poświęca najmniejszej uwagi. Pierwszy dawał mi złudną ochronę. Wraz z innymi gospodyniami z sąsiedztwa otworzyłam na ościeŜ wszystkie okna i wyłoŜyłam na balkon futony i pościel. Bujne hortensje. Jest gorąco i tak wilgotno. a ksiąŜki piły wodę jak spragnione gąbki. do chramu teŜ przynosi się niemowlęta po błogosławieństwo . Ŝe shintó przypadają sprawy Ŝycia. wyrosłyby tak samo bujnie jak w szufladzie. Lato w Tokio to pyszne agarowe desery z owocami i ufolody o smaku zielonej herbaty. jakich nie miałam nawet do pierwszej komunii. Mówi się. a rozsypane w szufladzie zapomniane nasiona rzeŜuchy cichutko wyrosły sobie w bujny jasnoseledynowy trawnik wczepiony korzonkami w nieuŜywane sztućce. ptasich skrzydeł. przelotne deszcze i słońce w aureoli wilgotnej mgiełki. ale nie jest ona zbyt skuteczna i śliska błonka wilgoci pokrywa wszystkie sprzęty. „To wyjątkowo cięŜka pora deszczowa". prostą drogą wiodą ku tsuyu. niczym wielookie głowy. gdzie reszta pasaŜerów równieŜ się wachlowała. W czasie pory deszczowej klimatyzatory w japońskich mieszkaniach włącza się na funkcję „suszenie". a ich oszalałe pędy zaczęły szparami włazić do środka. nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. trwa przez jakieś sześć tygodni wlokących się w mokrą. pleśniejącą nieskończoność. cykady wielkie i hałaśliwe jak helikoptery. Parasol i wachlarz to dwie rzeczy. by zamienić się w pleśń.

podczas gdy kolejne osoby zaczynają dołączać do kręgu starszych dam. którzy odeszli. którzy mogą na przykład łowić małe czerwone rybki pływające w płytkim pojemniku. Tam. nosowym głosem i ruszają wokół yagury w idealnie zsynchronizowanym rytmicznym tańcu. małe dziewczynki . jedzą makaron sobą i szaszłyki yakitori. Uwagę zwraca zwarta grupa starszych pań wystrojonych z jeszcze większą starannością niŜ reszta. O-bon. by za jednym zamachem udało się złapać ich jak najwięcej do papierowego kubeczka. a starsze panie wyukatach formują krąg wokół platformy. ustawia się yagurę. ale ci. W Ishikawa-dai główną scenąbon-odori jest zwykle mały placyk przed supermarketem Peccock i główna handlowa uliczka nieopodal stacji. oprócz części prywatnej.. by oświetlić duchom drogę powrotną na ziemię. czyli zaduszkowych tańców. to piękny buddyjski festiwal poświęcony tym.to właśnie taniec ku czci duchów. nie dorównując mistrzostwu babci Tanaki i jej koleŜanek. O-bon ma. Składa się on z powtarzalnych elementów naśladujących na przykład sadzenie ryŜu albo kopanie węgla . potem kilkaset osób. Tańce zaczynają się po zmroku. Nie brakuje atrakcji dla najmłodszych. A duchy zmarłych są teraz przecieŜ właśnie tu. popijają zimną jęczmienną herbatę i piwo Asashi. Zamówione ceremonie odprawiane są teŜ w świątyniach i w całej okolicy czuć zapach dymu i kadzideł. krąŜą między stoiskami. które wiesza się równieŜ wzdłuŜ ulic nad ciasno obok siebie poustawianymi straganami z jedzeniem. z wyraźnymi makijaŜami na wciąŜ ładnych twarzach. Ŝe to mistrzynie ceremonii bon-odori. Trzynastego lipca ludzie idą na cmentarz i zapalają białe latarnie z herbem rodzinnym. Stroju dopełniają wachlarze. To czas. Na tę okazję kobiety i dziewczynki ubierają się w świąteczneyukaty przewiązane pięknymi pasami obi. dzieci zaklejają sobie buzie cukrową watą i coca-colą. jak wielka chmura krąŜą nad głowami swoich bliskich. Po chwili okazuje się. japońskie święto zmarłych obchodzone późnym latem. czyli drewnianą platformę. Yagurę 110 ozdabiają róŜowe lampiony.bóstw. próbując naśladować właściwe ruchy. rodzinnego grobu. wetknięte za węzeł obi. Ci.dostojny i powaŜny. Nieco zakłopotany gaijin stoi więc na środku i grzechocze. Po chwili tańczy juŜ kilkadziesiąt. który ma przynieść im ukojenie i moŜe trochę przyjemności. którzy jeszcze mają w domu butsudan. suną jednak w coraz większym kręgu. Wielu tancerzy myli krok. Zaczynają śpiewać wibrującym.. stawiają na nim wykwintniejsze i smaczniejsze niŜ na co dzień dary dla swoich zmarłych. chodzi o to. Jedną z nich jest babcia Tanaka. jak co roku. wciśnięto w rękę mojemu na szczęście muzykalnemu męŜowi. ale nie ma ponurej atmosfery . wydaje się jednocześnie pełen ciepła. znajdują się cmentarze. nawet nie wiem kiedy. Gdy wszystko jest gotowe. na której honorowe miejsce zajmie bębniarz walący w wielki. domowy ołtarzyk. MoŜe półpogańskie dziady miały coś z jego atmosfery? O-bon związany jest ze śmiercią. a juŜ od późnego popołudnia schodzą się ludzie. rozlega się muzyka: bębniarz zaczyna walić w bęben. którą. równieŜ swoją część publiczną w postaci bon-odori. Do ekstatycznego dźwięku bębna dołącza flet i grzechotka. na moje oko wyglądają lepiej niŜ w garniturach. gdy duchy przodków powracają z zaświatów. plac przed supermarketem staje się miejscem sakralnym. na tyłach świątyń. bogato zdobiony bęben. Tylko nieliczni męŜczyźni wzorem swych towarzyszek zakładają tradycyjny męski strój. a zmarłych chowa według ceremonii buddyjskiej i tu. którzy dali się skusić. do o-haka.

siadamy wraz z innymi obserwatorami na krawęŜniku. gdy wydawało mi się. pyta mnie o coś po japońsku i pierwszy raz w Ŝyciu udaje mi się nie tylko zrozumieć. ale w miarę jak robi się późno. ukłoniło mi się jednocześnie. ich ruchy stają się coraz bardziej spontaniczne. dymu i alkoholu. lśniące nowością trampki. Zanim weszli do salonu. W wąskim przedpokoju ustawili się w kolejkę. powiedzieli kilka razy: Hai. a jednym z nich jest drobny chłopiec z zespołem Downa. pojawili się dokładnie o piętnastej trzydzieści. Oto pielęgniarki z pobliskiego domu opieki przywiozły na tańce swoje niedołęŜne podopieczne na wózkach i . Taniec ku czci duchów zaczyna przypominać dyskotekę! Nie dajemy się juŜ wciągnąć do aktywnego uczestnictwa. Ŝe nikt nie patrzy. jakie zesłała nań natura. czyli tak. wśród których gotowa juŜ jestem niemal wypatrzyć jakąś swoją japońską praprapraciotkę. którego wszyscy entuzjastycznie witają i Ŝegnają po występie. gdy otworzyłam drzwi. Duchy. jakie kupowałam na targach staroci. po czym kaŜdy z nich wprawnym ruchem podniósł jeden karton z napisem Japan Post. Moje mieszkanie w Bon Hour nie było juŜ w stanie pomieścić rosnącej ilości „durnostojek". zdjęli w przedpokoju czyściutkie. sprawdzili wypełnione przeze mnie kwity. Wiele z nich pewnie wróci na następny O-bon juŜ w chmurze duchów.coś trzeba było z tym zrobić. Ŝe bardzo mi się podoba bonodori.nie mogące juŜ chodzić stuletnie babcie o ciałach skręconch artretyzmem jak precle pamiętają właściwe gesty i tańczą tylko ramionami i dłońmi! Bon-odori trwa przez kilka godzin ciepłej nocy. Pierwszy męŜczyzna kładł na podłodze trzymany cięŜar. przykucał i zakładał buty.111 wydają się najbardziej wytrwałe i z powaŜnymi buziami uparcie powtarzają gesty i kroki starszych. bębniarze zmieniają się kilkakrotnie. które coraz swobodniej szepczą coś do siebie w powietrzu cięŜkim od potu. dostawałam od przyjaciół. kolo północy bębniarze wciąŜ bębnią. Laleczki kokeshi. ale i spontanicznie odpowiedzieć całym zdaniem. w którym stała piramida kartonów. 112 / i prawdziwych skarbów. udało mu się zostać takim świetnym bębniarzem? Dlatego. którym nie mogłam się oprzeć. z których kaŜda waŜyła około dwudziestu kilogramów. zwaŜyli paczki. Ŝe mimo upośledzenia. Trzech niewielkich panów. Przeszli boso te kilka metrów dzielących ich od moich paczek. Czy dlatego. którzy odpowiedzialni są za dzisiejszą uroczystość. W pewnym momencie do kręgu bon-odori dołącza dziwna grupa. doryokul Staruszki na wózkach odjeŜdŜają. schludnie ubranych w błękitne uniformy i białe rękawiczki. Inni nadal tańczą. zwoje z kaligrafią. Starszy męŜczyzna z grupy oficjeli. a potem ponownie podnosił . gdzie w dowód wdzięczności za udany występ muzyczny mojego męŜa częstowani jesteśmy kolejnymi kubkami piwa. Mówię mu. pod którymi mieli białe skarpety. by z czystym sumieniem gromadzić następne cuda.nie do wiary . Ŝe włoŜył w to tyle wysiłku. ale starsze panie przestały juŜ śpiewać zastąpione przez głośniki z nowoczesną muzyką. chichoczą nade mną głosem cykad. Na bosaka Po pierwszym roku w Bon Hour wysłałam do Polski kilka wielkich paczek. wyciągałam ze śmietników. Po paczki przyjechali pracownicy poczty. jak obiecali. stare kimona i ilość ceramiki wystarczającą dla kilku wielodzietnych rodzin .

buty zdejmowano i zakładano dziewięć razy. i elegancka przyjaciółka w szpilkach. i nic dziwnego. które dla nas byłyby stratą czasu. przed113 noworoczne porządki. Japończycy. płukanie ust albo obmywanie całego ciała towarzyszą wszystkim obrzędom shintó. niektórych restauracjach. Zwyczaj zmiany obuwia zinternalizowany jest tak mocno. a nawet w części pomieszczeń uniwersytetów i biur. iŜ rzecz nie w tym. by wrócić po następną z czekających w salonie paczek. Zdjęcie butów stanowi mały rytuał symbolicznego oczyszczenia towarzyszący przekroczeniu granicy dwóch sfer: tego. zmianę statusu. Podobnie postępuje nawet japoński samobójca. pierwszy po raz kolejny ściąga! trampki w moim przedpokoju. Ostatni krok przez okno. Sypanie solą. Jako Ŝe kartonów było dziewięć. ile wymagałaby okoliczność. którą lubiłam oglądać przy śniadaniu. co pewnie wskazuje na prawidłowość domagającą się bliŜszych badań. Ŝe pewien bohater japońskiej telenoweli. Być moŜe humaniści są bardziej otwarci i traktują swoje miejsce pracy jako przestrzeń publiczną. Remove your shoes compulsory. Przed wejściem do japońskiego domu po prostu trzeba zdjąć buty i nie ma Ŝadnego wyjątku od tej zasady. najpierw ściągnął buty. bo pasujące do reszty wysokie czarne buty musiałam zostawić w szafce przy wejściu. mieszkańcy i goście. zmiana stroju. Generalnie miałam wraŜenie. ale bez butów. nie miały Ŝadnego znaczenia dla trzech panów w białych skarpetkach. Ŝe do jego domu zakradł się złoczyńca. zwalniając miejsce czekającemu koledze. Zwyczaj ten obowiązuje równieŜ w świątyniach shintó i buddyjskich. który przyszedł naprawić lodówkę. wyrozumiali 114 zazwyczaj wobec dziwactw cudzoziemców. czyli pensjonatach w japońskim stylu. Gdy trzeci pracownik poczty kładł swój cięŜar obok dwóch pozostałych na pace samochodu.paczkę i wychodził z nią do zaparkowanego pod Bon Hour pocztowego samochodu. która dotyczy równieŜ wielu codziennych zachowań. pracownicy poczty i tragarze z fortepianem waŜącym więcej niŜ oni razem. i wnętrza mieszkania (uchi). mycie dłoni. ryokanach. Wówczas drugi w kolejce powtarzał tę samą pantomimę. Jednak na socjologicznej konferencji zorganizowanej w górskim ryokanie koło Kioto miałam rzadką okazję wygłoszenia referatu w ceratowych róŜowych kapciach. W religii shintó rytuał oczyszczania jest najwaŜniejszą praktyką. Ŝe czułam się nieswojo. mechanik. Symboliczne uzasadnienie zwyczaju zdejmowania butów jest o wiele istotniejsze od praktycznego. jak okazja wymagała. oznaczając przejście z jednej sfery do drugiej . gdyby paczek było sto. wiedząc. Chyba nikomu nie przyszło do głowy. ???? your shoes off. pod wagon metra robi boso. wszyscy bez wyjątku muszą zdjąć buty. Ŝe Japończycy często zdejmują buty. Ŝe przedstawiciele nauk ścisłych respektują go w pracy częściej niŜ humaniści. RozwaŜaliśmy tę kwestię podczas kończącego konferencję wystawnego bankietu w sali tatami naszego ryokanu ubrani elegancko. ale techniczna trudność tych operacji czy poświęcone na nie minuty. ściągano by i zakładano buty tyle razy.narodziny. gdzie kaŜdy moŜe wejść. który zdecydował się opuścić. Ŝe tylko czasem je zakładają. śmierć. Na bosaka czują się lepiej. co na zewnątrz (soto). respektowania tego zwyczaju wymagają bardzo stanowczo. Do not . zostawiając przed drzwiami do innego świata brud tego. mój przyjaciel Satoru powiedział mi. ale w tym. Dorośli i dzieci. zanim wejdą do środka. a dopiero potem rzucił się z pięściami na niepoŜądanego przybysza.

przeznaczone do chodzenia po reszcie domu. Bywa. co . Ŝe moi japońscy znajomi 115 nigdy się o tym nie dowiedzą) i chodziłam w butach po swoim mieszkaniu. czy nie bardziej. MoŜna teŜ być pewnym. Ŝe japońska gospodyni. który niezbyt dobrze mi się kojarzy. Gdy udajemy się do toalety.shoes here . Ŝe będą tam czekały na nas specjalne plastikowe butki.jak wspomniałam wyŜej . pod Ŝadnym pozorem nie wychodzimy w nich na zewnątrz! Zakładamy ponownie kapcie (lub: patrz wyŜej) i spokojnie uczestniczymy w dalszej części wizyty. ale nie zawsze. drewniane sandały geta na balkon i do ogrodu. ale tylko jeśli tak właśnie chcą. W moim polskim domu na bosaka mogą chodzić odwiedzający mnie przyjaciele. I mimo iŜ poza tym popełniałam co . starajmy nie nadepnąć dalej niŜ pozwala na to granica genkan wyznaczona najczęściej przez podwyŜszenie podłogi.to tylko trzy przykłady lingwistycznych starań ze strony narodu. Jedynie pokój tatami uchronił się przed moim barbarzyństwem. Chyba Ŝe gospodarze postanowią pokazać nam swój ogród. balkon lub taras.zostawiamy tam „plastiki". Po zakończeniu wizyty w toalecie . słuŜąc tylko do otwierania drzwi przychodzącym. skórzane klapki do otwierania drzwi. pokaŜe mu. a kto wie. Czasem gospodarze podają odwiedzającym kapcie. gdy cudzoziemiec przy stole zrobi z siebie idiotę. najczęściej drewniane klapki. iŜ musi ściągnąć buty. Miałam jednak świadomość. łazienką i balkonem. toaletowe. gdy miał do mnie przyjść Japończyk. czasem zapowiadane z telefonu komórkowego parę minut przed dzwonkiem do drzwi. Ŝe dla moich nowych japońskich znajomych nieprzestrzeganie zwyczaju zmiany butów moŜe być równie odraŜające. których oczywiście nie moŜemy zapomnieć zdjąć przed powrotem do wnętrza mieszkania. Po wyjściu gości wszystko wracało do normy i buty przemieszczały się swobodnie. Przed końcem wizyty w japońskim domu nasze stopy czeka jeszcze tylko jedna zmiana . Zostawianie butów w genkan nie wyczerpuje komplikacji związanych z japońskim obyczajem. wtedy musimy włoŜyć kapcie ogrodowo-balkono-wo-tarasowe. gdzie trzeba. Zakładając je. Oczywiście na początku pobytu w Japonii ignorowałam całe to obuwnicze zamieszanie (mam nadzieję.uwaga . które musimy załoŜyć. zdjąwszy uprzednio kapcie. by wejść do jej domu.na własne buty stojące w genkan. prosząc o odrobinę keczupu. moŜemy być pewni. ale przestrzeganie całej reszty wydawało mi się jedną ze śmiesznostek charakterystycznych dla „nawróconych na Japonię" cudzoziemców. która nie mrugnie okiem. ogrodo-wo-balkonowotarasowe i dodatkową.teŜ jest moŜliwe. Za kaŜdym razem. który na ogół nie ma w zwyczaju dostarczać cudzoziemcom informacji w języku innym niŜ japoński. zmieniając swoje zastosowanie albo w ogóle zapodziewając się. róŜowe plastiki z wizerunkiem Hello Kitty w toalecie. za nic mając granicę między kuchnią. a więc podane (ewentualnie) przy drzwiach kapcie zdejmujemy i zakładamy ponownie dopiero po opuszczeniu pokoju tatami. Musiałam więc wzmocnić czujność. i bym nie zapominała ich zmieniać w odpowiednim czasie. która stoi w genkan. Ŝe Japończyk ma cztery pary kapci: mieszkaniowe. by wszystkie pary kapci stały tam. Jednak w miarę upływu czasu. chyba Ŝe w ogóle jesteśmy na bosaka. W Polsce konieczność zostawienia butów w przedpokoju i . jak dla mnie dłubanie sobie w zębach przy stole. Gdy zapraszają nas do pokoju tatami moŜemy mieć jedynie skarpetki.włoŜenia czyichś uŜywanych kapci jest drobnomieszczańskim zwyczajem. dbałam więc. wizyty moich japońskich znajomych stały się częstsze.ta część zawsze wydawała mi się najobrzydliwsza .

Trzymając osłabłą ofiarę w Ŝelaznym uścisku i nie zmieniając przyjemnego wyrazu twarzy. przeciągłego „Aaayyuuuu" będę uczyła się przez wiele miesięcy. pasujące róŜowym kolorkiem do sedesu Toto. którego zabiłam. Nie miałam jeszcze mebli.kobieta w średnim wieku. a lewą . „Oto ryba". na którą patrzyłam. wydając pomruki podziwu i aprobaty.sprawia wraŜenie dobrej cioci. usiadłam więc na poduszce od Chizuko.najpierw na tułów. Cala historia została powtórzona jeszcze kilka razy na podobnych duŜych rybach. Jako Ŝe w japońskiej telewizji mówi się o wiele więcej. część swoich przyzwyczajeń zostawiłam razem z butami w genkan.kolekcję noŜy. z precyzją chirurga wbiła go pod jedno z jej skrzeli. uśmiechała się przyjaźnie i ciepło. nie mieszczącymi się w moim sposobie myślenia o rybach i obcinaniu im głów. Co więcej. bez pośpiechu. kupioną w przydomowym automacie. specjalistka od zabijania przekręciła nóŜ pod rybim skrzelem. przedstawiał sposoby obcinania rybom głowy. jaki obejrzałam w swoim tokijskim domu. Główna bohaterka . niŜ jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. „Aaayyuuuu". a duch jedynego karpia. Był to drugi dzień mojego pobytu i na podłodze wciąŜ stały naczynia po mojej i Chizuko ceremonii herbacianej z pyzami. i włączyłam telewizor. materializując się nagle w mojej wannie i pytając: „Jak mogłaś?" . którą mistrzyni ceremonii wzięła do ręki. prześladuje mnie do dziś. Gdy wyjaśnieniu stało się zadość. w ciągu kilku sekund ucięła jej łeb. które pochyliły się nad rybą i kiwały głowami. jednym z wielu zmienionych nie do poznania zapoŜyczeń. ale ciągle Ŝyła. Cieszące się wielką popularnością poranne programy tego rodzaju skierowane są przede wszystkim do gospodyń domowych. Wielkie rybie oczy ciągle patrzyły. Gurume jest japońską wersją francuskiego słowa gourmet (znawca dobrego jedzenia i picia). by wytłumaczyć jakieś kulinarne szczegóły związane z krwawym wnętrzem czaszki. w tempie bliŜszym 117 teatrowi nó niŜ współczesnym programom. otworzyłam puszkę gorącej kawy. I nie koronkowe okrucieństwo tego programu mnie uderzyło. zaśpiewały unisono pomocnice. Kamera zrobiła zbliŜenie na zdekapitowaną rybę . Szczegółami dla mnie niezrozumiałymi. W ten sposób japoński zwyczaj stał się moim własnym. wzięła bardzo cienki nóŜ i chwytając rybę pewnym ruchem. Napis na karcie dań jednej z tokijskich restauracji (pisownia oryginalna) IV. Takiego wznoszącego się. kucharka kontynuowała tak przez dobrą chwilę. choć niewątpliwie oglądanie serii dekapitacji przy śniadaniu nie odpowiada mojej idei porannego relaksu. Ta. Ryba straciła wigor. potem głowę. wskazując prawą dłonią leŜącą w misce Ŝywą rybę. Potem powoli. światło odbijało się w nich jak w zmąconych lusterkach. przyzwyczaiłam się i po wyjściu gości machinalnie zakładałam nawet te z Hello Kitty. ale niezarozumiała . szczegółami nie z tego świata. „A oto noŜe". Program naleŜał to tak zwanych gurume shows. który znam. wchodząc do japońskiego domu. kompetentna. w kwestii butów stałam się perfekcjonistką. kucharka wygłosiła długą tyradę towarzyszącym jej dwóm młodym pomocnicom. Imperium smaku Sposoby dekapitacji Pierwszy program telewizyjny. nie przestając się uśmiechać. powtarzając demonstracyjne gesty.krok gafy normalne dla gruboskórnej „gaijinki". z tym Ŝe sposób dekapitacji nieco się róŜnił. Eating goodfood is very healthy and important for your happy human life. a potem.

Sztuka doskonalenia Pierwszy obejrzany przeze mnie gurume show obudził we mnie zainteresowanie japońską kuchnią wykraczające poza skłonność do zawsze lubianego sushi. h) włączone do niniejszej klasyfikacji. gdzie sposoby obcinania rybom głów dzieli się na: (a) takie. Ŝe jestem w imperium smaku.dzieło sztuki samo w sobie. (1) pochopne. przecina się linię Ŝycia. równy nacisk na aspekt wizualny. potrawy od kilkudziesięciu lat zadomowionej na Zachodzie. k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia. (g) odwrotne. Japońskie jedzenie jest bowiem filozofią i sposobem Ŝycia. na przykład całego apetycznego Śródziemnomorza. nie mrugając okiem. eleganckie . Minimalizm. (n) etc. i na smak potraw. to jej główne cechy wyróŜniające. W Japonii nawet o-bentó przygotowane przez matkę dla malucha jest często dziełem sztuki. W najprostszej wersji ten skromny zestaw składników daje bezpretensjonalne danie nadal jadane przez biednych i bogatych: garstkę ugotowanego bez dodatków ryŜu. niewyobraŜalnej taksonomii. silna kontekstualizacja. (e) bardzo ciche. idea taka byłaby równie bliska. (f) oglądane przez cudzoziemki przy śniadaniu. m) które właśnie rozbiły wazon. gdzie przekręcając nóŜ pod kątem 16 stopni. (k) podpatrywane przez ramię. których zostanę oddaną fanką. uświadomił mi. Wersja najbardziej wysublimowana to potrawy kaiseki serwowane przy ceremonii herbacianej . Mimo postępującej westernizacji Japończykom udało się zachować swoistość swojej kuchni. e) syreny. (c) noworoczne. gdzie nóŜ wbija się półpoziomo pod lewe skrzele. W przeciwieństwie do chińskiej czy francuskiej. g) bezpańskie psy. i) miotające się jak szalone. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy lunch w stołówce studenckiej. Podstawą tradycyjnej japońskiej kuchni są ryŜ. (j) takie. Jego znaczenie symbolicznie wykracza poza kuchnię. japońska kuchnia korzysta z o wiele mniejszej ilości podstawowych produktów i znikomej ilości przypraw.a) naleŜące do Cesarza. 1) et cetera.. konstytutywnym elementem toŜsamości kulturowej Japończyków. która przetrwała do czasów współczesnych jako odrębna jakość. Ŝe jeszcze jedynie kuchnia francuska i chińska spełnia tak wysokie kryteria artystyczne jak japońska. f) fantastyczne. (i) portugalskie. fakturę. (b) dokonywane przez kobiety w podeszłym wieku o świcie. owoce morza. c) tresowane. związany z porą roku albo szczególną okazją. Być moŜe mieszkańcom innych rejonów świata. n) które z daleka są podobne do much". dotycząc wszystkich sfer Ŝycia społecznego. j) niezliczone. nadająca jedzeniu symboliczny wymiar. (m) opisywane na wyjątkowo białym papierze. chudą grillowaną rybkę. parę pikli i miseczkę zupy miso. niepozbawiona wszakŜe walorów estetycznych. produkty sojowe. Przy pierwszej 118 porannej kawie w Tokio zdałam sobie sprawę. w której zwierzęta dzielą się na: . d) prosięta. b) zabalsamowane. (d) będące dziełem dziewic z Wysp Południowych. kwintesencja zdrowej prostoty. Mój pierwszy japoński gurume show. ale znawcy tematu uwaŜają. wszystko to przyrządzane 119 za pomocą róŜnych metod i z niezwykłą inwencją. (h) zwane tańcem bogini wśród traw.Pomyślałam o słynnym fragmencie z ksiąŜki Jorge Luisa Borgesa. gdzie autor cytuje pewną (fikcyjną oczywiście) chińską encyklopedię. Ŝe znalazłam się w świecie innej. dzikie i hodowane warzywa. „Kuchnia" to właściwie niezbyt dobre słowo.

Ku uciesze moich japońskich przyjaciół. które dają się twórczo zjaponizować. jaką kupuje się w Japonii. Ŝe tłuszcz w mięsie odkłada się o wiele bardziej równomiernie. Japonizacja oznacza przy tym nierzadko ulepszenie czy wręcz sublimację. nawet jeśli w odniesieniu do własnej kuchni mają zdrowe poczucie wyŜszości. W porównaniu z nimi japońska kuchnia wielu „gaijinom" wydaje się mdlą. ma maluteńki piekarnik. Nikt nie oczekuje. właśnie „marmurkowo". a grzebanie w jej zimnych wnętrznościach to co innego. przyćmiewając inne wonie. co jedzą inni ludzie. doskonałe w swym pięknie odwołującym się do wszystkich zmysłów. a zwykły biszkopt tej samej proweniencji biszkoptową poezją ciasta kasutera. a jeśli w ogóle jakiś Japończyk woli wołowinę albo wieprzowinę od tuńczyka czy bonito. Mimo wprowadzenia mięsa do menu. na którym połoŜono ubite ziemniaki. Przede wszystkim dotyczy to przybyszów z krajów anglosaskich i słowiańskich. Za najlepsze uwaŜane są po prostu takie potrawy. w tym wypadku do ulepszania krów. wspaniała na steki.jak pejzaŜ namalowany tuszem. którym delektowałam się w Cheesecake Caffee na Shibuya. Taka naturalizacja jest w Japonii nadal bardziej popularną formą wzbogacania własnego menu niŜ etniczne restauracje w krajach Zachodu. uŜywałam go głównie do podgrzewania bułeczek z rodzynkami kupowanych u babci Shinady. gdy na początku XX wieku zaczęto hodować w Japonii bydło rzeźne (wcześniej nie jadano mięsa). nigdy nie zastąpiło ono jednak ryb i owoców morza. Ale kulinarne zwyczaje „gaijinów" są w ogóle śmieszne dla Japończyków i vice versa. kawał mięsa i jarzynę. Standardowa kuchenka gazowa. Ŝe będziemy im się przyglądać albo zachwycać się ich kolorem. W ten sposób na przykład proste portugalskie danie. Pojenie ich piwem 120 albo japońską wódką i codzienne ręczne masowanie (tak: „ma-so--wa-nie") sprawia. Wszystkie te rzeczy mają jednak wyraźny smak i zapach. Ŝółtego sześcianu jedzonego na przykład z lodami o smaku zielonej herbaty i fasolowym dŜemem. Marmurkowa wołowina. dla wielu cudzoziemców pierwsze zetknięcie się z daniami kuchni japońskiej nie jest źródłem olśniewających wraŜeń. Jedzenie ryby to jedno. jest produktem japońskiego talentu do ulepszania. rybki i miso shiru. Dymny zapach grillowanej ryby unosił się nad moim sąsiedztwem kaŜdego ranka i kaŜdego wieczoru. ale wielu młodszych i starszych woli tradycyjny zestaw złoŜony z ryŜu. Polski talerz. spowijał całą okolicę. jeszcze mniej apelująca do oka jest kiełbasa na gorąco albo bigos. stoły ludzkości wzbogaciła nowa odmiana niezwykle delikatnej wołowiny zwana czasem „marmurkową". Japończycy są bardzo ciekawi tego. przyznanie się do tego byłoby w złym tonie. puszystego. Ów wyrafinowany minimalizm japońskiej kuchni nie oznacza jednak zamknięcia na rzeczy nowe. rzadko dostarcza wizualnej uczty. W przeciwieństwie do niektórych Europejczyków. albo prowadzą do japonizacji tych potraw i włączenia ich w tradycyjne menu. Od czasu zaś. o której z takim zachwytem pisze Barthes w Imperium znaku. Kolejne mody na zagraniczne potrawy albo przemijają w Japonii bez śladu. który według informacyjnego obrazka słuŜy właśnie do pieczenia ryby. skłonni do próbowania i kulinarnych eksperymentów. zapoŜyczone wraz ze swą nazwą w XVI wieku. pozbawiona . Dla nas najwaŜniejszą rzeczą w potrawie jest bowiem smak i aromat. stało się japońską tempurą. a do jej wyglądu przywiązujemy mniejszą wagę. Moi japońscy znajomi na śniadanie jadali wprawdzie tosty lub muesli. Przykładem udomowienia zachodniej potrawy jest ów sernik o smaku zielonej herbaty.

Japońskie jedzenie jest przyjemnością języka i oka. Tak jak w przypadku kaligrafii piękno znaków jest równie waŜne jak przesłanie tekstu. Stojąc przed gablotką restauracji czy kawiarni.smaku. Większość rzeczy zjadanych przez Japończyków spełnia jeszcze inne funkcje oprócz cieszenia oka i zaspokajania głodu. posypany szczypiorkiem zastygłym na zawsze na jego twardej złotej powierzchni albo model sushi z połyskliwym surowym kawałkiem tuńczyka. dostarczając wiedzy. ale za to moŜe być niezwykle zróŜnicowane pod względem faktury i konsystencji: jedwabne. ale . co jada się w danym miejscu. moŜna poza tym wyciągnąć kelnera na zewnątrz i zamówić lunch lub kolację. podane w naczyniach podkreślających ich przesłanie. w której granice zmysłów zacierają się w nieznanej nam jedności. To pewnie dlatego zwizualizowane menu jest tak popularne w Japonii. dla których . a widok wielkiego białego barbarzyńcy polewającego subtelne danie sosem sojowym nieraz wprawiał Japończyków w zdumienie. skamieniały rosół z okrągłymi oczkami tłuszczu. bawełniane. co przyznają nawet sami Japończycy. z której wystają filuternie amarantowe macki ośmiornicy albo melancholijny pysk srebrnej długiej ryby. które plastikowe danie wygląda na smaczniejsze. by obróbka kuchenna jedynie wydobyła i delikatnie podkreśliła jego naturalną nutę. są tak apetyczne (czy bardziej?) jak prawdziwe. słabo przyprawiona. MoŜna tu kupić plastikowe jajko sadzone z misternie wymodelowanym zarodkiem wrośniętym w Ŝółtko.przaśny ryŜ nie ma 121 smaku! Poza tym w przypadku japońskiego jedzenia smak i aromat uwaŜane są za jedną tylko z jakości składających się na dobrze przyrządzony posiłek i nie powinny zagłuszać innych. Modele jedzenia wykonane są perfekcyjnie i z niepokojącym realizmem. gruboskórnych biedaków. W witrynach wystawowych japońskich restauracji przyciągają wzrok plastikowe modele jedzenia. nieraz zastawialiśmy się całkiem serio. Gdy w ten sposób profanowany byl biały ryŜ.co za potworność . symbolizują pory roku i ich asocjacje oraz specjalne wydarzenia. Niektórzy Japończycy uwaŜają ludzi Zachodu za upośledzonych zmysłowo. Spacerując gdzieś między Asakusą a Ueno. który kupiłam sobie tego dnia zamiast prawdziwego jedzenia. na przykład czyste tofu dostarcza kubkom smakowym doprawdy bardzo niewyraźnych wraŜeń. Smak musi zostać tak skomponowany. wskazując palcem na imitacje dań. Pływający w zupie okrągły plasterek białej galaretki rybnej kamaboko nie ma wprawdzie wyraźnego smaku. Nawet najmniejszy lokalik ma na zewnątrz oszkloną gablotkę i kusi przechodniów miseczką ryŜu. tak w wystawnym posiłku jego organoleptycznej „treści" nie sposób oddzielić od wizualnej „formy". gąbczaste. Noszę go tej pory w plecaku jak talizman chroniący przed nieszczęściem braku sushi. W zachwycie jedzącego podziw dla wizualnego piękna malutkich chryzantem ozdabiających świeŜe saskimi i odczuwanej na języku aromatycznej soczystości surowej ryby stapiają się w nową jakość w chwili konsumpcji. Potrawy. równie waŜnych jego cech: koloru i faktury. Te atrapy wiele ułatwiają „gaijinom". zdumienie przeradzało się w zgrozę. W wielu potrawach kolor lub/i faktura są zaś w ogóle od niego istotniejsze. ale jego kształt i kolor przypominają o jesieni. Liść klonu wycięty z marchewki nie jest Ŝadną kulinarną rewelacją. z przypieczoną skórką. przypadkiem znalazłam uliczkę. świeŜą i wilgotną. róŜo122 wiutką krewetkę. gdzie w małych sklepikach sprzedają wyłącznie sztuczne jedzenie dla potrzeb restauratorów.

cała ryba zawiera porcję mogącą zgładzić trzydzieści osób. Tak rzecz ma się w przypadku wspomnianej fugu. w którym kaŜdy element jest znakiem czytelnym tylko dla wtajemniczonych (czyt. 123 Tyle dramatycznego napięcia przy daniu z ryby nie bierze się bez powodu. którymi moŜe nawet mrugać. którzy muszą). niepozornej rybki. symbolizuje japońską flagę. JuŜ samym swoim wyglądem wysyła światu czytelną informację: „Nie jedz mnie". a potrawy towarzyszące ceremonii hartami są lekkie i wiosenne jak wiśnie kwitnące nad głowami biesiadujących. Gdy ilość zjedzonej trucizny jest mniejsza. Japończycy jadają więc fugu bardzo chętnie. Jedyna wyjątkowość fugu polega na tym. by uśmiercić dorosłego człowieka zmieściłaby się na czubku szpilki. ze skórą pokrytą kolcami i nieprzyjemnym zębatym pyskiem. Jadłam fugu i przeŜyłam „Smutno mi. jakby płakały". proszę bardzo. twarde ciasto i uformowany w spłaszczone kulki ryŜ. ani nie zawiera Ŝadnych cennych dla zdrowia substancji. Takie podejście jest bardzo charakterystyczne dla mieszkańców japońskiego imperium smaku. czyli na surowo. bo zamykają oczy i wydają takie dźwięki. zwierzają się co wraŜliwsi z japońskich mistrzów kuchni. a wiara w jego dającą siłę moc jest tak duŜa. Sobą. Zewnętrzna brzydota nie oddaje jednak wszystkich cech fugu. będzie kona! przez wiele godzin w straszliwych męczarniach. bardzo agresywna. Oprócz tego jest naprawdę brzydka. Ŝe nie zdąŜy on odłoŜyć pałeczek i skona. Tetrodotoksyna znajdująca się w ciele fugu jest sto dwadzieścia razy bardziej zabójcza niŜ cyjanek. których ofiarą padają staruszkowie. ilość wystarczająca. Ŝe nawet zdarzające się corocznie przypadki zadławienia. Ŝe naleŜą do klubu wyrafinowanych koneserów. podziwiano srebrzystego satelitę juŜ w okresie Heian.oznaczając pełnię księŜyca. czyli ubity na kleiste. najwaŜniejszy jest bowiem fakt. W upiornie drogich restauracjach specjalizujących się w tym . słynnego przysmaku kuchni japońskiej. jada się przy wielu okazjach. O-mochi. W sensie kulinarnym atmosfera świąt trwa w Japonii przez cały rok. ciągle ściskając je w dłoni. bowiem toŜsamościotwórcza rola japońskiego jedzenia przybiera czasem formy tyleŜ dziwne. która w chwili zagroŜenia nadyma się jak piłka i w odróŜnieniu od innych ryb ma powieki. którego przedstawiciele gotowi są ryzykować Ŝycie dla nowego doznania kulinarnego. ale zjeść coś. Japończyków). co jest trujące i bardzo drogie. ałe chciałbym przeŜyć". Pozwala ucztującym mieć świadomość. Zjadanie posiłku. ozdabiająca białe ryŜowe poletko. Znana w naszym kręgu kulturowym wątpliwa przyjemność obŜerania się do granic moŜliwości nie przemawia do nich (moŜe z wyjątkiem zawodników sumo. co niebezpieczne. to ciągnący się przez cale Ŝycie proces budowania toŜsamości kulturowej. nikogo nie zraŜają. Rocznie przeŜute zostaje dziesięć tysięcy ton potencjalnie trującego rybiego mięska. iŜ moŜe uśmiercić człowieka tak błyskawicznie. przypomina jedzącym o pradawnej tradycji księŜycowych pikników. gdy zabijam ryby fugu. a ich goście mają swoje porzekadło: „Chętnie zjadłbym fugu. czerwona śliweczka ume-boshi. Jedzenie fugu ma wartość przede wszystkim symboliczną i zaspokaja inne pragnienia niŜ głód. najchętniej w postaci saskimi. gdy w ten sposób. ucztując. Zabójcze stworzenie nie jest przy tym ani bogate w mięso. jedzona w dzień poprzedzający Nowy Rok oznacza nadzieję na powodzenie i długowieczność. iŜ jej wątroba i Ŝeńskie gonady zawierają jedną z najbardziej niebezpiecznych trucizn.

zanim trucizna rozejdzie się po jej zimnym ciele. ? dobrana do niego kompozycja kwiatowa. Co roku przyjemność uczty fugu ktoś przypłaca Ŝyciem. ale fugu jest jedynym smakołykiem. jak to ludzie. Siadając przy niskim stoliku. Ŝe Japończycy jak nikt inny potrafią w doskonałych proporcjach mieszać rozkosz i ból. którzy przeszli specjalne szkolenie. co tak wyjątkowego jest w uczcie fugu. Czy nie myślał o tym. często bywają tu ludzie sztuki. samotna 125 skręcona (w konwulsjach?) gałąź. pomyślałam. w ten smutny sposób opuścił świat na przykład jeden z najwybitniejszych aktorów kabuki Bando Mitsugoro III. którego nie wolno podać japońskiemu cesarzowi. nieskazitelne tatami. W przypadku tak niewielkiej rybki nie jest to łatwe. Podzielona na kilka oddzielnych boksów przestrzeń zapewniała ucztującym intymność. Miejsce to specjalizuje się w daniach z najbardziej śmiercionośnej odmiany ryby. ale nadal około stu pechowców zjada fugu na swoją ostatnią wieczerzę. co znaczy. a w razie czego widok umierającego gościa nie niepokoił innych klientów. i uczynić z tego dzieło sztuki. do którego doprowadziła nas starsza kobieta w kimonie. wyłaniała się z ceramicznej wazy. w trakcie którego nauczyli się odróŜniać wątrobę i Ŝeńskie gonady fugu od innych jej wnętrzności. gdy w towarzystwie japońskiego znajomego weszłam do tego przybytku gastronomicznych kamikadze. podczas gdy towarzyszący mi Japończyk byl radosny i zrelaksowany jak dziecko w lodziarni. beŜowe ściany i drewniane belkowanie dopełniały reszty. czylifugu tygrysiej. i cieszy się sławą wśród amatorów niebezpiecznej potrawy. nie ma mowy o amatorszczyźnie. którą Japończycy uwaŜają za afrodyzjak i raczą się nią z rozkoszą. iŜ jest on w stanie namierzyć i unieszkodliwić odpowiednie elementy wnętrzności/Mgw. W restauracji w Akasace. tak zwanej torafugu. by na własnym języku przekonać się. Dumnie wyeksponowany na ścianie dyplom mistrza kuchni ma upewnić klientów. Stolik trzeba zarezerwować z duŜym wyprzedzeniem. Wątroba fugu z kolei do złudzenia przypomina ponoć spermę męskich osobników tego gatunku. do której zaprosił mnie japoński dŜentelmen. Ŝe ryba ma „Ŝeńskie gonady". powołując się na znajomość z jednym z bywających tu znakomitych gości.przysmaku pracują kucha124 rze. Jeden jedyny zwój wisiał we wnęce tokonoma. A przynajmniej mnie ta myśl przyszła do głowy. Ŝe nie ma Ŝadnego niebezpieczeństwa. Liczba wypadków śmiertelnych została zmniejszona dzięki zaostrzonym współcześnie środkom bezpieczeństwa. Zanim spróbowałam o cokolwiek zapytać . dziabnąć niechcący tę trującą wątróbkę? Czy właśnie to ryzyko utraty Ŝycia wprawiało go w taki dobry humor i podniecenie? W końcu nie bez powodu mówi się. iŜ zbędne ozdoby nie zakłócały pustki sali. a co dopiero znaleźć je w jej zimnym i oślizgłym wnętrzu. omylny. Ŝe nie jest to najgorsza sceneria na ostatni akt japońskiej ruletki. polityki i wielkiego biznesu. Ale przecieŜ nigdy nie moŜna mieć stuprocentowej pewności. przeciętnemu człowiekowi chyba w ogóle niełatwo wyobrazić sobie. Wystrój restauracji charakterystyczny był dla najdroŜszych i najelegantszych miejsc w Japonii. i przecieŜ ręka moŜe mu się omsknąć. Wprawdzie w wyspecjalizowanych restauracjach zapewnia się gości. Ŝe przecieŜ kucharz teŜ człowiek i. omawiających między jednym a drugim kęsem przyszłość partii konserwatywnej albo przemysłu samochodowego.

Fugu nadal smakowała jak pierś z kurczaka. podanym w osobnych miseczkach. powiedziałam więc mojemu towarzyszowi. oprócz łodzi podwodnej. Saskimi z fugu serwuje się z pysznym sosem ponzu. „Hm?". jej niemal przejrzyste ciało tworzyło wzór lecącego Ŝurawia. która nie ma płetw albo łusek. będzie dla was obrzydliwo127 ścią". byśmy je sami ugotowali na stole w specjalnym garnku. czyli pycha. Pokrojoną w cienkie jak bibuła plastry rybę ułoŜono na kosztownym ceramicznym półmisku. Nie wiem. przyniesiono naszą fugu -kolację. czyli około 500 dolarów. świętego ptaka Japonii. Przez delikatną strukturę mięsa przebijał zimny błękit ceramicznej glazury. z jaką Japończycy zawsze patrzą na „gaijinów". czytamy w Księdze Kapłańskiej. o dziwo. fugu--sashi. w morzach i rzekach. „Oishii". Ŝe to to samo. w morzach i rzekach. nawet gdyby fugu smakowała jak trociny albo pasta do butów. gdy podejrzałam rachunek przez ramię mojego japońskiego towarzysza. jakie ma się po zastrzyku znieczulającym u dentysty. przyjemnie i clue wieczoru. a jedyną ozdobę stanowiła mała gałązka sosny. Nasza kolacja z fugu kosztowała 65 tysięcy jenów. Ale przecieŜ to nie o to chodziło. będziecie jedli. jaka była jej symbolika. jeszcze jeden. Ŝe w ten sposób zareagowałam. Towarzyszący mi Japończyk zamarł w oczekiwaniu. czyli grillowana sperma fugu (tak. Ŝe Japończycy zjedzą wszystko. 126 Podniosłam pałeczkami fragment Ŝurawiego skrzydła. zaliczając je do jednych z najwspanialszych tworów . co się roi w wodzie. lekkie odrętwienie. W dwóch czarkach z gorącą sake pływały smaŜone płetwy fugu i była to fugu hire-zake. następnie tetchiri. sperma fugu jest ciałem stałym i podejrzewam. Jakiś czas po wyjściu z restauracji odczuwałam w ustach i na języku dziwne. Ciemniejsze elementy skrzydeł zrobiono z ugotowanej skóry fugu. ale być moŜe ostre zielone igły oznaczały moŜliwość śmierci. które mają płetwy i łuski. Ŝe ryby są piękne i pełne wdzięku. Ale kaŜda istota wodna. Być moŜe wpłynął na to fakt. których podstawą stanowiła straszna ryba. Japończycy uwaŜają. Zostałam dopuszczona do tajemnicy jednego z kulinarnych misteriów i musiałam sprostać wymogom magicznej chwili. PrzeŜułam kolejny kawałek. ale mówi się. jak surowe mięso piersi kurczaka. surowa fugu w formie z maestrią przyrządzonego saskimi. którym Ŝaden zdrowy człowiek by się nie najadł. MoŜliwe teŜ jednak.. potencjalnie zabójcze nic. Składała się z kilku dań. i spośród wszystkich zwierząt wodnych. co „mlecz") wyglądająca. Podobno w ten sposób działają śladowe ilości trucizny. którą zawiera nawet poprawnie przyrządzone mięso fugu.mojego znajomego.. spośród wszystkiego. którzy potrafią docenić ich jedzenie. ale tak naprawdę najwyraźniej czułam cytrusową nutę sosu. Utopiłam w nim więc swój pierwszy kęs fugu i włoŜyłam go do ust lekko drŜącą dłonią. Kęs fugu smakował delikatnie (Bardzo delikatnie) rybą i miał ciekawą fakturę. co pływa „Będziecie jedli następujące istoty wodne: wszystkie istoty wodne. która zaglądała do nas zza parawanu i uśmiechała się zachęcająco. która leŜała obok ryby. czyli fugu z surowymi warzywami i tofu przygotowanymi tak. Wszystko. co pływa. ponaglił mnie Japończyk spragniony moich wraŜeń i wyciągnął szyję w oczekiwaniu odpowiedzi. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w reakcję swoich zmysłów. który popatrzył na mnie z aprobatą. Ŝycząc smacznego po japońsku. iŜ jestem cudzoziemką o zmyśle smaku mniej wraŜliwym niŜ japoński. biały przejrzysty płatek. dalej shirako yaki.

by nakarmić Japończyków. albo (wersja rekomendowana) w jednym z barów pobliskiej Ginzy poczekać do rana. trepangi. gdzie zabijanie jest jednym z niezbędnych elementów. jej starsza siostra nurkuje w pokazach dla turystów odziana juŜ w białą koszulkę. Ryba nie jest po prostu rybą . które poległy. czyli mięsiste bezkręgowce. i morskie jeŜowce. ślimaki. a niektóre jeszcze Ŝyją. stworki z długą trąbą. co mają na talerzu. Aby być świadkiem całego przedstawienia. ama są ciągle potrzebne. gdy z odrobiną sosu sojowego i zielonego chrzanu wasabi wpadają do japońskich Ŝołądków. Do dziś wierzy się. by wydobyć przyklejone do skal awabi. Do tej drugiej opcji przekonała mnie 128 Yukiko. Japończycy na ogół wiedzą. godne podziwu stworzenie". W sumie pochłaniają jedną szóstą wszystkich ryb zjadanych na świecie. krewetki. ostrygi. które razem zjadałyśmy. kiedy to około piątej zaczyna się na Tsukiji aukcja tuńczyków. Yukiko znała się na owocach morza jak nikt inny z moich japońskich znajomych. jedzą zwierzątka bardzo ładne i odraŜające. Niebezpieczne zajęcie wydobywania morskich uszu juŜ dwa tysiące lat temu zarezerwowane zostało dla kobiet. Zarówno jej babka jak i matka były ama.natury. które zaspokaja głód. co trzeba było wyciągnąć z dna morza. które schodziły pod wodę. Awabi zwie się po polsku „uchem morskim" albo „uchowcem" i wygląda jak biaława kluska w takimŜ właśnie anatomicznym kształcie. ale -jak mówi Yukiko -jest ich coraz mniej. Ŝe nie tylko lepiej od męŜczyzn znoszą zimno. Jedzą zatem ryby wielkie jak cielęta i małe jak kijanki. ale teŜ mają pojemniejsze płuca i dłuŜej mogą wytrzymać pod wodą. największym w Japonii i jednym z największych na świecie. Ŝółwie. Schodziły pod wodę tylko w przepasce biodrowej i bez Ŝadnego ekwipunku. Wszystkie jadalne skarby wyłowione z wody moŜna zobaczyć na targu Tsukiji w Tokio. jedzą niemal wszystkie wodorosty. ośmiornice. Motyw pływającej ryby bardzo często stanowi ozdobę zwojów wiszących w tokonoma w restauracjach. której Japończycy nie potrafiliby przyrządzić (a z niektórymi trującymi. jak pokazuje przykład fugu. Jako Ŝe nadal nie wymyślono Ŝadnej skuteczniejszej metody połowu awabi. co nie jest czymś wyjątkowym wśród kobiet ama. zajmujące muszle porzucone. homary. mimo iŜ z perspektywy cudzoziemca-mięsoŜercy równieŜ pozostali mogli uchodzić za specjalistów. ale rybą . Bardzo wieloma stworzeniami raczą się w całości. uwaŜane przez Japończyków za przysmak. a nie półnaga jak ich babka. Babka Yukiko pracowała do siedemdziesiątego roku Ŝycia. która wbrew miejskiej elegancji miała wiele wspólnego ze światem ryb i rybaków. teŜ dają sobie radę). stworzenia mieszkające w ogromnych muszlach i muszelkach nie większych niŜ paznokieć. Podobno rzeczywiście nie ma w wodach Pacyfiku i Morza Japońskiego takiej nietrującej rzeczy. lekko drgających albo desperacko . młoda Japonka. trzeba albo wstać o nieludzkiej porze. mówiąc gościom: „Oto zaraz zjecie takie szacowne i piękne. Wyrazem respektu wobec darów morza są ceremonie religijne odprawiane ku czci złapanych i zjedzonych zwierząt. Swoją osobną ceremonię mają teŜfugu. wieloma na surowo. kalmary. Ona sama wybrała karierę nauczycielki angielskiego. i za te. Na pomysł wyprawy na Tsukiji Yukiko wpadła pod wpływem mojej fascynacji wyglądem kolejnych dziwnych stworzeń. awabi i wszystko. co roku buddyjscy kapłani modlą się zarówno za te ryby.znakiem mającym swoje symboliczne miejsce w Ŝyciu wszechświata.poŜywieniem. kraby. stworzeń juŜ nieŜywych. kobietami nurkami. ama wyławiały więc perły. które zmarły śmiercią naturalną.

Ŝe jeszcze kwadrans temu siedziałyśmy z Yukiko w ciepłym barze. ZamroŜone rybie cielska spowite były w biały opar jak w kokony. Brunatna substancja w ogóle nie wyglądająca na coś. co dałoby się z jakiegokolwiek powodu wziąć do ust. gdzie grała swojska współczesna muzyka. niektóre ciągle miały głowy z półotwartymi pyskami. z wyglądu łykowata. serwowanym na przykład jako dodatek do sushi. Gdy zaczynała się aukcja. to jajeczka morskiego ślimaka. pokryty szczeciniastymi wyrostkami bezkręgowiec kształtu i wielkości piłki plaŜowej moŜe więc być przysmakiem 130 wyławianym u wybrzeŜy Sumatry tylko w grudniu i serwowanym w kilku jedynie japońskich restauracjach. okazuje się delikatnym przysmakiem o nazwie mirugai. Jeździły wózki bagaŜowe. LeŜą na kostkach lodu w hali wielkości boiska do piłki noŜnej albo niczego nieświadome baraszkują w plastikowych wanienkach napełnianych ciągle świeŜą wodą. dopiero od niego ryba trafi do indywidualnych klientów zaopatrujących restauracje i sklepiki. Tu sprzedawało się ryby w sposób. tuńczyków. Nad ziemią unosiła się zimna mgła. Nacięte ogony ryb pozwalały klientom ocenić ich jakość.czepiających się pałeczek mackami. bo dla właściwości smakowych mięsa im krótsza jest przerwa między uśmierceniem a zjedzeniem. męŜczyźni w półmroku przemykający wśród tusz wyglądali jak uczestnicy pogańskiego rytuału. niektórzy sprzedają tylko jeden rzadki gatunek kraba albo parę odmian małŜowatych pyszności. jakiś szczególnie poŜywny wodorost . Bladawy. Znalazłyśmy się w zupełnie innej rzeczywistości i trudno było uwierzyć. trzepotali palcami. inne juŜ zdekapitowano. Prowadzący aukcję kontaktowali się z kupującymi skrótami z szybkością karabinów maszynowych. rzecz rzadka i bardzo ceniona przez koneserów. a tuńczyki równie dobrze mogły być ciałami wrogów złoŜonymi w ofierze krwioŜerczemu bóstwu. wskazywali nimi w górę. przydając rozgrywającemu się przed naszymi oczami widowisku nastroju niesamowitości i grozy. pracownicy za pomocą metalowych harpunów ładowali na nie ryby. najwięcej jednak było takich wielkości człowieka. Rzędy ogromnych cielsk tuńczyków leŜały na betonie. Zimny dreszcz przespacerował się po moich plecach i zamienił się pod zbyt cienkim sweterkiem w gęsią skórkę. Wokół nas trwał nieustanny ruch. Na Tsukiji zaczęłyśmy oględziny od największych z nich. na boki i . pokrojone w małe kawałki i z róŜnymi dodatkami podane w misce ryŜu. Właściciele poszczególnych stoisk specjalizują się w kilku rodzajach towaru. Aukcja odbywała się w kilku miejscach jednocześnie i co ułamek sekundy kolejny tuńczyk zostawał sprzedany. niektóre waŜyły pewnie kilkaset kilogramów. w dół. Oprócz tuńczyka na Tsukiji sprzedawanych jest kilkaset gatunków innych stworzeń. Stracą Ŝycie w ostatnim moŜliwym momencie.niewiarygodne . 129 który niewiele zmienił się przez wieki. w związku z tym nie mają nawet nazw innych niŜ japońskie. Niektóre z owoców morza moŜna znaleźć tylko tu.rozumieli się nawzajem bez problemu. Klienci odpowiadali na ich oferty skomplikowaną pantomimą dłoni. W czasie lunchu tokijczycy będą jeść sushi z tuńczykiem albo mięso tej pysznej ryby. tym lepiej. było jeszcze ciemno. wyrastająca z podłuŜnej muszli lekko drgająca trąba o kształcie niezaprzeczalnie fallicz-nym. Na ich ciemnoszarych cielskach wypisana była czerwoną farbą waga i numer. Nowy właściciel podzieli go na porcje i wyeksponuje na lodzie na jednym z tysiąca pięciuset stoisk w zadaszonej części targu Tsukiji.

zasuszony w postaci czarniawych granulek albo sprasowane na papier pająkowate coś z wypustkami. Podobno najdroŜszy przysmak, jaki moŜna kupić na Tsukiji, to właśnie ta brunatna substancja, na której kulinarny czar byłam tak nieczuła, a która okazała się suszoną ikrą morskiego ślimaka, niewielkiego, pozbawionego muszli i urody stworka, który pełza w morskich głębinach, do końca nie wiedząc, Ŝe za kilogram jego jajeczek Japończycy gotowi są płacić prawie 10 tysięcy dolarów. Spacer od jednego stoiska Tsukiji do drugiego to podróŜ po krainie niewyobraŜalnych kulinarnych moŜliwości. Wszystko, co pływa (oprócz wspomnianej łodzi podwodnej), czeka tam na swoich nabywców i wkrótce trafi na stoły Japończyków. Brnęłyśmy z Yukiko między kubłami pełnymi wielkich rybich głów, skrzynkami bezbronnych Ŝółwików, stosami piszczących ze złości krabów ze skrępowanym szczypcami, kłębowiskami martwych juŜ węgorzy spętanych ogonami w ostatnim spazmie, krewetek ukrywających smaczne wnętrze pod burozielonkawymi pancerzykami, górami kolczastych jeŜowców, z których dwa przekrojone dla przykładu pokazywały ewentualnym nabywcom Ŝółtawą masę niesprecyzo-wanych wnętrzności. MoŜe najbardziej zaskakujący na Tsukiji jest zapach. Spodziewałam się spotęgowanej woni polskiej Centrali Rybnej, którą w mieście mojego dzieciństwa czuć było kilkadziesiąt metrów wcześniej cięŜką wonią zaduszonej makreli i konającego karpia, ale na tokijskim targu jedynym obecnym zapachem był 131 sionawy zapach morza. Tu Ŝadna ryba nie zdąŜy się zepsuć i nikt, tak jak Japończycy, nie opanował metod konserwacji darów morza. A dary te są niebywałe! KaŜdy krok uświadamiał mi, jak bardzo ograniczone jest nasze mięsne menu. Przeciskałyśmy się z Yukiko między kadziami pełnymi wielkich spiralnych muszli zawierających czarniawą pulsującą masę wciąŜ Ŝywej substancji i muszelek tak malutkich, Ŝe mogły mieć w środku tylko jakieś mokre biedne nic; patrzyłyśmy na męŜczyzn krojących potęŜne korpusy tuńczyków, dzielących je na jaskrawoczerwone i róŜowawe sześciany połyskujące na lodzie jak klejnoty; zaglądałyśmy do wanienek sflaczałych kałamarnic i meduzopodobnych drgających galaret, smukłych błękitnych rybek wielkości dłoni pływających w kółko jak oszalałe i grubych okrągławych chyba-ryb o psich pyskach, przyczajonych jak do skoku. Najbardziej intrygowały mnie stosy maleńkich srebrnych rybek o wyraźnych czarnych oczkach nieproporcjonalnie duŜych w stosunku do reszty ciała; to gapiące się pandemonium poskręcanych ciałek miało w sobie coś z obrazów Boscha. Podobne rybki uŜywane są do rzadkiej potrawy, o której opowiadała mi Yukiko, zwanej nomen omen „piekielnym tofu". Jej „piekielność" polega na tym, Ŝe do stopniowo podgrzewanego rosołu z Ŝywymi rybkami wkłada się kostkę zimnego tofu, a one w ucieczce przed gorącem wkręcają się w nią, by zginać dopiero, jak i ona zawrze. Jeden z najładniejszych z kolei towarów na Tsukiji to ośmiornice. Amarantowe, wielonogie, z odnóŜami zdobnymi w rzędy białych przyssawek wyglądają jak surrealityczne stwory z marynistycznych bajek dla dzieci, a nie składnik ich codziennego menu. Ośmiornice kroi się jak torty na kawałki zawierające część głowy i jedną lub dwie brodawkowate macki. WraŜenie robią teŜ czerwone ryby tai, które mają bardzo charakterystyczne oczy, wielkie, jasne i wypukłe; światło odbijając się w nich sprawia, Ŝe na wszystkich zrobionych przeze mnie zdjęciach patrzą przeraŜającymi ślepiami wilkołaka. Yukiko podawała mi nazwy kolejnych specjałów, tłumacząc, do czego się nadają, a

do czego nie, pochylała się, przyglądając z bliska srebrnym oślizgłym ciałom, wdawała się w pogawędki ze sprzedawcami, którzy chętnie flirtowali, zachęceni jej urodą i nie132 odpartym wdziękiem. Sprzedawcy z Tsukiji są rubaszni i niekiedy całkiem przyjaźni; przyzwyczajeni juŜ do pojawiających się czasem turystów, którzy robią sobie zdjęcia, do wszystkich tych dziwnych białych kobiet i męŜczyzn, pozujących z monstrualnym łbem tuńczyka wyciągniętym z kosza na odpadki, jakby taki łeb nie byl najzwyklejszą rzeczą pod słońcem. Ten Japończyk, który handlowa! mirugai, fallusami w muszlach, na widok cudzoziemki chichoczącej z japońską koleŜanką zachęcająco wskazał na sprzedawane stwory i powiedział (podobno): „Nie bójcie się, nie ugryzą". Sushi na śniadanie Sushi na śniadanie moŜe wydawać się dziwnym pomysłem i mnie prawdopodobnie nie przyszedłby on nigdy do głowy, gdyby nie Yukiko. Gdy juŜ zaspokoiłam swoją ciekawość na Tsukiji, namówiła mnie, byśmy w jednej z restauracji na terenie targu od razu spróbowały niektórych z tych rzeczy, które dopiero co oglądałyśmy. Wprawdzie nie byłam jeszcze Japonii tak długo, by widok Ŝywej ryby wzbudzał we mnie głód o siódmej rano, ale uznałam, Ŝe nie jest to doświadczenie, które mogłoby mi zaszkodzić. W końcu zjadłam fugu i przeŜyłam. Sushi, potrawę japońskiej kuchni, która najbardziej przyjęła się na Zachodzie, zrodziła konieczność. Aby przechować rybę, wkładano ją w gotowany solony ryŜ, który fermentując, zapobiegał jej zepsuciu. Zwyczaj ten zapoczątkowano w mieście Osaka. Taka właśnie zamarynowana ryba przechowywana w drewnianych beczkach była pierwotną formą sushi. W okresie Edo uległa ona przekształceniu i sushi zaczęto nazywać małe przekąski składające się ze świeŜo gotowanego ryŜu i przede wszystkim surowej ryby. Bogaci kupcy z Edo nie chcieli bowiem jeść przechowywanej ryby, ale najświeŜszą, prosto z morza. Wielkość sushi ponoć dostosowana została do kobiecego gustu; panie nie chciały zbyt szeroko rozdziawiać buzi, bo uwaŜane to było za nieeleganckie. Tak narodziła się potrawa doskonała, znak firmowy Japonii. Sushi moŜna zjeść w kaŜdym zakątku kraju, ale im bliŜej morza, tym lepiej. Wprawdzie do sushi powszechnie dodaje się inne składniki, wodorosty, pie133 czone i grillowane owoce morza, niektóre owoce i warzywa, ale jego istota polega na połączeniu lekko kwaskowego ryŜu i kawałka surowej ryby; nic więcej, nic mniej, Ŝadnych europejskich wymysłów z majonezem, cytrynką i pietruszką. Ta „niebiańska kombinacja", jak napisał jeden z zachodnich miłośników japońskiej kuchni, jest w stanie uwieść nawet bardzo konserwatywnych „gaijinów", którzy po pewnych czasie stają się kompulsywnymi poŜeraczami sushi, chociaŜ przedtem w ogóle nie jadali ryb. Mnie nie trzeba było przekonywać, ale dopiero w Japonii doświadczyłam sushi-ekstazy, sushi-blogost&rm, kulinarnej rozkoszy niemoŜliwej do zaznania nigdzie indziej. „Suszarnie" były miejscami, w których umawiałam się z Japończykami albo innymi „gaijinami". Tam objadaliśmy się, polecając sobie nawzajem co smaczniejsze egzemplarze zachętami wrodzaju: „To róŜowe z ikrą na wierzchu jest pycha", „Weź koniecznie to płaskie z mackami" albo „Łap, łososie jadą". Dla cudzoziemców nie mówiących po japońsku rajem są tak zwane kaitenzushi, czyli mało wykwintne, ale za to tanie i wygodne „suszarnie" obrotowe,

gdzie po taśmie wokół baru jeŜdŜą talerzyki, a na kaŜdym spoczywają dwa kawałki czegoś, czego nazwy moŜna wprawdzie nigdy nie poznać, ale smak pokochać i potem budzić się w jakimś innym kraju i wspominać go z nostalgią. Szefami w barach sushi zawsze są męŜczyźni. Japończycy wierzą, Ŝe kobiety nie nadają się do tej pracy z powodu zbyt ciepłych dłoni, które niepotrzebnie grzałyby ryŜ. Ale pewnie po prostu o wiele lepiej być szefem „suszarni", niŜ marznąć na dnie morza, by wyłowić potrzebne ingrediencje, a ideologię zawsze moŜna do tego dorobić. Bar sushi na terenie targu Tsukiji, do którego zabrała mnie Yukiko, naleŜał do bardziej tradycyjnych. Tu nie było obrotowej taśmy i kaŜdy gość sam zamawiał to, na co miał ochotę. To właśnie takich „suszarni" jest w Tokio najwięcej i przynajmniej jedną moŜna znaleźć przy kaŜdej stacji kolejowej. Klientela tej, do której zaprosiła mnie Yukiko, składała się głównie z robotników z Tsukiji, męŜczyzn o spracowanych dłoniach i sposobie bycia bardziej bezpośrednim, niŜ pozwala na to japońska norma. „IrasshaiW!", personel przywitał nas według zwyczaju serdecznym 134 okrzykiem, a goście siedzący przy kontuarze, zajmującym całą długość pomieszczenia, odwrócili zdumione twarze w naszą stronę. Normalne kobiety nie wpadają do takich miejsc o siódmej rano. „Yukiko-chanl", ucieszył się stojący za kontuarem szef, który był krewnym mojej przyjaciółki, „wujkiem Hidetoshi". Po chwili podano nam zieloną herbatę i oshibori, wilgotne ściereczki do wytarcia rąk. Po obowiązkowych pytaniach kierowanych do cudzoziemki, czy umiem jeść pałeczkami i czy jem surową rybę, na które pozytywnie odpowiadała Yukiko, złoŜyłyśmy pierwsze zamówienie. Jedna porcja sushi to zawsze dwa kawałki; nic, co się kroi, nigdy nie jest serwowane pojedynczo lub w trzech kawałkach. Zwyczaj ten - jak wiele innych kulinarnych zakazów i nakazów - związany jest wieloznacznością i labiryntową głębią japońskiego języka, w którym znaki kanji mogą w zaleŜności od kontekstu znaczyć coś innego i inaczej być wymawiane. I tak jeden kawałek to hito kire, a trzy to mi kire - wymowa obu niemiło kojarzy się z zabijaniem i samobójstwem. Z kolei kanji liczby cztery wymawia się tak samo, jak ten oznaczający śmierć, shi. Dlatego nigirizushi serwuje się po dwa, a makizushi po sześć, nigdy cztery. Za oszkloną gablotą kontuaru wyeksponowane były dzisiejsze specjalności i zaczęłyśmy od mojego ulubionego toro, delikatnego mięsa z brzucha tuńczyka, które smakuje jak najdelikatniejsza wołowina i w ogóle nie ma zapachu ryby, potem była ika, śnieŜnobiała twardawa kałamarnica, tamago, czyli słodkawy omlet jajeczny przypasany do ryŜowego wałeczka paskiem wodorostów, ikura, czyli ikra łososia, pomarań-czowozłota, wyraźnie rybna, pękająca w zębach. Za kontuarem wuj Hidetoshi, w białym stroju, z ręcznikiem zawiązanym na czole i dłońmi czerwonymi od ciągłego moczenia w wodzie chwytał garstkę ryŜu, ugniatał ją, kładł na wierzchu szczyptę wasabi, potem kawałek ryby, wszystko z szybkością i precyzją automatu, po kilku sekundach kolejna porcja nigirizushi stała przed nami gotowa do zjedzenia. Sushi moŜna jeść rękoma, wystarczy koniec zanurzyć w sosie sojowym i juŜ; mają wielkość odpowiednią na jeden kęs. W przerwach między porcjami przegryzałyśmy z Yukiko gari, przejrzyste płatki piklowanego imbiru, których ostry smak słuŜy 135 odświeŜeniu palety smakowej i ma właściwości bakteriobójcze. Sushi w małym barze na Tsukiji było wspaniałe, świeŜe, bezpretensjonalne i -jak się okazało -

Przeciętnemu człowiekowi wystarczy kilka prób. Przypuszczam. czyli ruloników ryŜu zawiniętego w jadalny papier z wodorostów. której głos w momencie. sprawiały satysfakcję szefowi Hidetoshi. Zatrzepotała podkręconymi rzęsami. gdy z angielskiego przeszła na japoński. ogórka. by nauczyć się posługiwać pałeczkami i zjeść nimi posiłek. Nawet ci cudzoziemcy. gdzie w automacie kupuje się kupony wymieniane przy barze na wybrane potrawy. czy chcesz spróbować tańczącej krewetki?". Sarariimani. Ŝe odori znaczy równieŜ „skakać". zanim skończy!" Poszłam za jej radą.idealne na śniadanie po nieprzespanej nocy. którzy posługiwali się nimi od dawna dość biegle. w jakie wprawiało mnie sMs7u'śniadanie. to jedno z pytań. Jedzenie pałeczkami. wypatroszył i połoŜył przede mną podrygujące danie. połyskujący złotymi zębami uśmiech wuja Hidetoshi powinien mnie zaniepokoić. jakie do mnie dotarło z tajemniczej konwersacji. które w środku mogą mieć rybę albo rybną pastę. Umiejętność ta jest w praktyce zdecydowanie prostsza niŜ w teorii. Yukiko wyjęła mi ją więc z ręki. trzymana za ogon krewetka ciągle „tańczyła". dałby mi do myślenia. iŜ wymienił z Yukiko jakieś uwagi kompletnie niezrozumiałym językiem pełnym pomruków i chrząknięć. zwaną przez polskich „gaijinów" po prostu „mielonką". grzybki shitake i inne rzeczy. podpowiedziane szefowi przez nastrój i wyobraźnię. Ŝe wilczy apetyt i wyraźne objawy kulinarnego błogostanu. wyciągnął z niego Ŝywą krewetkę. a Ayaki. „Oishii". choć biegłość w tej sztuce wymaga oczywiście czasu. Spoglądał na mnie raz po raz i przekomarzał się z Yukiko. które gaijin wcześniej czy później usłyszy w Japonii.brzmiało nawet całkiem apetycznie. gdybym nie była tak skupiona na zmysłowej kontemplacji mojego śniadania. food jest very. a moja czujność uśpiona śniadaniową ucztą nie ostrzegła mnie przed pochopną decyzją. Po kilku chwilach jej miseczka z ryŜem była niemal pusta. zwróciła się do mnie w końcu Yukiko z diabelskim błyskiem w czarnych oczach. przechyliwszy ją do ust ułoŜonych w dzióbek. Szczególnie lubiłam obserwować dziesięcioletnią Ayaki. Nie od razu uda się więc na przykład zjeść . Ŝe daleko im do mistrzostwa ludzi jedzących w ten sposób od dziecka. Taki białawy skaczący paluszek. „Za ogon!". których japońska nazwa brzmi hashi. westchnęła z niemal erotycznym zachwytem. poradziła Yukiko. „Tańcząca krewetka" . 136 Pałeczki i widelec „Czy umiesz jeść pałeczkami?". „Mój wuj pyta. w której małych smagłych dłoniach pałeczki śmigały szybciej niŜ druty kogoś z duŜym doświadczeniem w robieniu swetrów. a nie wiedziałam. W japońskich barach typu fast food. Odori. w mgnieniu oka uciął jej głowę. zauwaŜają teraz. „taniec". ale nie wydawało mi się podejrzane. Wówczas szef sięgnął do jednego z pojemników stojących w zasięgu jego ręki. nie dałam rady. „za ogon. zanurzyła w sosie i poŜarła. veryfast. I moŜe coraz szerszy. zgarniała pałeczkami ostatnie ziarna. MoŜe fakt. wbrew pozorom nie jest trudne i nie wymaga jakichś szczególnych zdolności manualnych. a pałeczka nieruchoma spoczywa równolegle do niej przytrzymywana w statycznej pozycji między palcem wskazującym a serdecznym. Po nigiri sushi przyszła więc pora na kilka makizushi. automatycznie podniósł się o oktawę na nieosiągalne dla mnie wyŜyny kobiecego wdzięku. Pałeczkę ruchomą trzyma się między kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki. to jedyne słowo. robotnicy i studenci wpadają tam w przerwie na lunch i zmiatają wszystko pałeczkami z ponaddźwiękową szybkością.

Zdaniem francuskiego filozofa. by uniknąć kompromitacji? „Das Bigos" 138 zachwycił wprawdzie niemiecką rodzinę mojej siostry. Ostatnio 137 w takich miejscach jak na przykład studenckie stołówki zachęca się do pałeczek plastikowych. Wersje wielokrotnego uŜytku stosowane są niemal wyłącznie w domu i wtedy kaŜdy członek rodziny ma własną parę. które moŜna myć. ale lepiej zostawić je tym. których teoria jedzenia interesuje bardziej niŜ praktyka. są połączone i przed posiłkiem kaŜdy je rozłamuje. pałeczki mają w sobie „coś macierzyńskiego". Japończycy lubią jednak.jak łatwo zauwaŜyć . Skoro grubo ponad miliard Azjatów jakoś sobie radzi. Uczta Chizuko Po „skromnej" kolacji u Chizuko ogarnęła mnie panika związana z koniecznością rewanŜu.sporo czasu spędzał w japońskich restauracjach. chlapiąc dookoła. Według niego porównywalne są do ptasiego dzioba karmiącego małe. nawiązuje do wspomnianej „dziewiczości" pałeczek. Ze smutkiem przyznaję. Pałeczki podawane w ogromnej większości japońskich restauracji zrobione są z surowego drewna. Pewnie moŜna by bawić się w dalsze efektowne porównania. Wystarczy pomyśleć. Wiele dowcipów erotycznych. Końce drewnianych pałeczek. Na szczęście akurat wybierała się do nas w odwiedziny przyjaciółka. „rozsuwa" i „rozdrabnia". aby pałeczki były nowe. Pozbawione centrum (jakim dla nas jest kawał miecha) japońskie danie. która przywiozła takie niedostępne w Japonii ingrediencje jak czerwone buraki. podczas gdy pałeczka „nigdy nie dokonuje gwałtu na potrawie". które przed konsumpcją trzeba „rozdziewiczyć". jest to jednak moŜliwe i po jakimś czasie zaczyna się zauwaŜać. Co im podać. ale przecieŜ Japończykom nie podam czegoś. który będzie raz po raz zsuwał się z powrotem do zupy. które słuŜą do trzymania w ręku.bardzo delikatne w dotyku. sterylne i przez nikogo innego nie uŜywane. by uczta była choć w połowie tak wspaniała? Pewnie wypadałoby przygotować jakieś polskie specjały. czemu towarzyszy charakterystyczny trzask. w którym polskim krokietom i barszczykowi towarzyszyły bardziej międzynarodowe specjały. Jego zdaniem zachodnie sztućce „okaleczają". zwłaszcza tych ze świata hostess i gejsz. ale które. Ŝe dziennie przeciętny Japończyk zuŜywa trzy pary pałeczek. „rozszczepia". a jedynie „podnosi". „kroją" i „nabijają". Barthes w Imperium znaku dokonuje ciekawego porównania jedzenia pałeczkami oraz widelcem i noŜem. Jedynie w wyjątkowo drogich i eleganckich miejscach podaje się pałeczki wycięte ze świeŜego bambusa . Rozwiązaniem dylematów było menu typu fusion. co wygląda i pachnie jak bigos. w pięknym bladozielonym kolorze.za pomocą pałeczek śliski makaron ramen. Ŝe nikt przed nami ich nie dotykał i jeszcze do niedawna były drzewem rosnącym w indonezyjskim lesie albo na stokach japońskich gór. Ŝe jedzenie za pomocą dwóch patyczków ma w sobie coś bardziej naturalnego i zmysłowego niŜ jedzenie widelcem i noŜem. który . W ten sposób moŜemy być pewni. bo ekolodzy głośno protestują przeciw takiemu marnotrawstwu drzew. Ŝe nie udało nam się osiągnąć . brak reguł pierwszeństwa w zjadaniu jego poszczególnych części i „macierzyńska" funkcja pałeczek skłaniały niektórych zachodnich uczonych do określania japońskiej kuchni mianem „postmodernistycznej". podczas gdy zachodnie zwyczaje kulinarne wymagają „armii pik i noŜy związanych z drapieŜnością".

nie dotykając się. malutkich i bardzo zróŜnicowanych dań. ale w porównaniu z elegancką restauracją cechowała ją duŜa dowolność w doborze potraw. jej męŜa profesora. bo goszczeni wcześniej cudzoziemcy naleŜeli do zagranicznych współpracowników Teru. Tu sytuacja była nieco inna: teoretycznie pełniłam rolę zwierzchnika Chizuko. Byliśmy jej pierwszymi „gaijinami". Chizuko znalazła je w pobliskim parku i to one zainspirowały do przygotowania pracochłonnych przystawek. które Chizuko zdjęła przed podaniem potrawy na stół. smaŜona na złoto ryba o jasnym mięsie przyprawiona kwaskowym sosem. grzyby i orzechy ginnan zapieczone na grubej soli w specjalnym glinianym naczyniu.mistrzostwa „skromnej" kolacji Chizuko. Uczta przygotowana przez Chizuko na naszą cześć była o wiele wykwintniej sza niŜ codzienny japoński posiłek. 139 wąskie prostokąty surowej kałamarnicy ozdobione z wierzchu na purpurowo piklowaną ikrą z dorsza. Chizuko przygotowała to. było teŜ w oczywisty sposób jesienne: składały się nań krewetki. roladki z brązowej wołowiny z ukrytymi w środku szmaragdowozielonymi łodygami szczypiorku. jakby statusem społecznym była równa swojemu męŜowi. na wierzchu leŜały sosnowe igły. warzywa i cieniutki. dwa brązowawe ślimaki przyprawione sosem sojowym i z powrotem umieszczone w swoich kremowych. W kaŜdym razie zdawaliśmy sobie sprawę z tego. Yosenabe Chizuko podała w ceramicznych czarkach. Potem przyszła pora na danie. czyli „wszystko razem". które ustawiła na plecionych bambusowych matach. dwa liście wyglądały tak. których zielona barwa na obrzeŜach przechodziła juŜ w jesienne złoto. a poszczególne smaki wyraźne i zachowujące swoją specyfikę. Trzecie danie. urokliwe w swojej prostocie. Na ceramicznym półmisku przyniesionym przez Chizuko na początek uczty cieszyła oko niesymetryczna kompozycja zensai. niemal przejrzysty makaron przypominający anielskie włosy. Ŝe kolacja dla nas była dla Chizuko duŜym wyzwaniem: musiała sprostać nowej roli gospodyni. podejmującej zagranicznych przyjaciół tak. marynowane w paście miso asparagusy o jaskrawym kolorze świeŜej trawy. jakby właśnie spadły nań z drzewa. poszczególne potrawy leŜały. Unoszący się znad misy zapach przywodził na myśl jesienne ogniska i dym unoszący się nad polami. Całość była lekka i delikatna. Były tam gotowane krewetki. iŜ idealnie białe wnętrze kontrastowało kolorem z niemal czarną zielenią nori i róŜowopomarańczową skórką. na tle ceramiki w kolorach ziemi. ale jako Ŝe od początku wykazywałam kompletną obojętność wobec reguł japońskiej hierarchii. podłuŜnych muszelkach. na które nasze kubki smakowe najmniej były przygotowane: makaron sobą został podany w . nasze kontakty miały charakter niemal egalitarny i uproszczony dzięki uŜywaniu języka angielskiego.godne było zagranicznych gości pierwszy raz odwiedzających jej dom. Kolejnym daniem uczty Chizuko było yosenabe. które symbolizowały zbliŜający się październik. ale jakŜe przy tym odmienne: w przezroczystym rosole rybnym pływały kawałki kilku róŜnych owoców morza. Dekoracja nie była nachalna. co umiała robić najlepiej i co -jej zdaniem . stanowiące japoński odpowiednik naszego „bigosu na winie". pokrojone w cieniutkie plasterki awabi ugotowane w sake i sosie sojowym. zawinięte w wodorosty i przekrojone na połowy tak. plasterkom marchewki sprawne dłonie gospodynie nadały kształt liści. KaŜde z nas czworga brało bezpośrednio z naczynia wybrany kąsek i moczyło go we własnej miseczce z sosem. kilku przystawek. Ozdobę brunatnobeŜowego półmiska stanowiły dwa prawdziwe liście.

Pozytywna odpowiedź na inicjacyjne pytanie o posługiwanie .tororo rzadko znajduje wielbicieli wśród „gaijinów". Ŝe większość kobiet słyszała o naszych międzynarodowych kulinarnych ekscesach. który na koniec Chizuko podała w formie ochazuke. której istotą jest właśnie faktura. bowiem nie czułam się podczas nich skrępowana myślą.sfermentowane ziarna soi. lekko chropowata. organizowany przez matki pociech grających w piłkę noŜną. którą nie kaŜdy gaijin jest w stanie docenić.ale o wiele prostsze. a ja nie naleŜałam 140 do wyjątków. ku naszemu zaskoczeniu. jaką mam na temat relatywnej łatwości. gotowaliśmy razem w mikroskopijnych kuchniach. a mój przepis na sałatkę z cykorii i pomarańczy znany jest jako „sałatka gaijinki". Współcześnie uszlachetnione róŜnymi dodatkami wersje ochazuke serwuje się w wielu restauracjach i jest to popularna potrawa kończąca zakrapianą imprezę. złotopomarańczową ikrą łososia. półpłynna papkowa-tość. Gdy Mariko 141 zaprosiła mnie wiosną na szkolny piknik. pijając ją z dodatkiem wody mineralnej lub sprite'a. lepiliśmy pieroŜki i rozmawialiśmy swobodniej niŜ przy jakiejkolwiek innej okazji. Przez Ŝołądek do serca Japończyka Jedna z hipotez. jak bardzo gospodyni musiała się umęczyć. a potem ją przyrządzałyśmy. co znaczy w tym wypadku tyle. tworząc na cześć „gaijina" te małe dzieła sztuki. gdzie w miarę skromnych moŜliwości starałam się wnieść twórczy wkład. w którą. białawym kolorze i konsystencji rzadkiej papki dla niemowląt. bowiem zostawianie niedojedzonego posiłku nie było i nie jest w dobrym tonie. kilka rodzajów herbaty do wyboru i kawę z ekspresu. Na podobne uczty byłam zapraszana zwłaszcza na początku mojego pobytu w Japonii i towarzyszyły one pierwszym odwiedzinom w japońskich domach. Jeśli odwiedziny takie oznaczały początek przyjaźni. jakiego nie powstydziłaby się Ŝadna włoska kawiarnia.wprawdzie nieodmiennie piękne . Te mniej formalne spotkania wspominam najcieplej. które szybko znikały w naszych ustach. Oczywiście w naszym posiłku nie mogło zabraknąć ryŜu. zlepione śluzowatą ciągnącą substancją . okazało się. by odkleił się od ścianek. Chizuko podała to danie z wodorostami i piękną.czerwonych miseczkach z laki wraz z sosem zrobionym z utartego warzywa tororo. ta dziwna. Sos z tororo to przykład potrawy. często z udziałem ich męŜów i dzieci. Potrawa ta narodziła się ze zwyczaju zalewania zieloną herbatą resztek ryŜu w miseczce. Jedna z dróg do serca Japończyka wiedzie przez Ŝołądek. towarzyszyły mu pikle domowej roboty. Wkładem pana domu było hojne dolewanie nam Ŝubrówki. moŜe tylko z wyjątkiem wspólnej kąpieli. Na deser dostaliśmy owoce z jogurtem „hodowanym" przez Chizuko w domu. Podobnie jak osławione nattó . kolejne posiłki były juŜ . lekko szczypiącym smaku. w którym cudzoziemcy skarŜą się na samotność i wyobcowanie. Gdy znajomość przyjęła formy prawdziwej zaŜyłości. „górskiego kartofla" o słabym. taką miksturę wypijano. Ŝe trzeba podzielać jego przekonanie o wysokiej wartości sztuki kulinarnej w Ŝyciu człowieka i lubić japońskie jedzenie. od lat zaopatrywał się w pobliskim monopolowym. wiąŜe się z moim sybaryty-zmem. Kroiliśmy ryby. których pojemnikiem zostałam obdarowana na koniec. Najpierw więc szłam z Chizuko albo Mariko do sklepu i wybierałyśmy potrzebne produkty na codzienną kolację. z jaką nawiązałam ciepły kontakt z ludźmi w kraju.

okazują się w Japonii wybitnymi znawcami jedzenia. O wadze przywiązywanej do kuchni świadczy ilość artykułów. Ŝe zamorskie specjały nie nadają się dla mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. twierdzą niektórzy Japończycy. A kto wie. Ŝe cudzoziemiec nie jest przypadkiem beznadziejnym i warto zainwestować czas. którym udało się skłonić mnie do zjedzenia węgorza. Ŝe grupa robotników drogowych. który . Ich zdaniem kadr ten pokazuje. gotowymi rozprawiać godzinami o subtelnościach smaku oleju do tempura albo sposobach krojenia makreli. konkurs na nową potrawę z udziałem sławnych osób albo podróŜnicza epopeja. dyskutująca przy sake nad wyŜszością tuńczyka z północnego Pacyfiku nad tym z Oceanu Indyjskiego. W Tampopo. wprowadzając go w bardziej skomplikowane arkana japońskiej kuchni. Japońska kuchnia zajmuje waŜne miejsce w idei Nihonjinron. Daje pytającym nadzieję. kilka razy zabierali nas na kulinarne wycieczki po Japonii. Rodzice Mariko. wymagającą umiejętności. czyli kobiet. zawody w zjadaniu sushi. a zainteresowanie kuchnią jest dobrze widzianym wyrazem ogłady w przypadku ludzi obojga płci.powiedzmy sobie szczerze .się pałeczkami i jedzenie surowej ryby jest czymś w rodzaju zdanego testu. programów telewizyjnych i najrozmaitszych poradników poświęconych jedzeniu.nie jest Ŝadną rybą. przedstawiająca matkę karmiącą piersią dziecko. Jak piszą autorzy The Essence of Japanese Cuisine. Ŝyciodajne i intymne jak mleko matki. Innym razem jechaliśmy . w której dwie urodziwe Japonki jeŜdŜą po najdalszych zakątkach kraju tylko po to.co za cudowna kombinacja przyjemności . Przyrządzanie jedzenia traktuje się jako czynność waŜną. złoŜonej z naukowych i pseudonaukowych teorii na temat wyjątkowości (a niekiedy wyŜszości) mieszkańców Japonii nad innymi nacjami. do którego profesor kluskologii przemawia czułymi słowy. bliską sztuce nawet wówczas. kultowym filmie Itami Yuzó. by próbować lokalnych przysmaków (i . Autorzy ksiąŜki The Essence ofJapanese Cuisine piszą. a inni uwaŜają. Dlatego bardzo często japońscy męŜczyźni potrafią gotować i z przyjemnością oddają się temu hobby . a poszczególne regiony kraju prześcigają się w promowaniu lokalnych specjalności. niemal uczłowieczony element wszechświata. gdy odbywa się we własnym domu i nie na pokaz. „To najlepsze i najzdrowsze jedzenie na świecie". nie jest w Japonii niczym dziwnym. których akcja toczy się wokół kulinarnych wątków i zawsze przynajmniej na jednym kanale TV emitowany jest gurume show. Bardzo często osoby wykonujące zawody. moŜe nawet spróbować się z nim zaprzyjaźnić. Autokary pełne Japończyków ruszają w dal. DuŜą popularnością cieszą się komiksy ????.zaŜyć kąpieli w miejscowym onsenie). Takie wyprawy nie są zresztą niczym wyjątkowym i funkcjonują w formie zorganizowanej. 142 zarezerwowanym dla mniej uprzywilejowanych członków społeczeństwa. głównym bohaterem jest jedzenie.gotowanie nie jest poślednim zajęciem. tylko przerośniętym wodnym robakiem. Ŝe japońskie jedzenie dla Japończyków jest tak waŜne. W Japonii prawdopodobnie bardziej niŜ w jakimkolwiek innym kraju wiedza o jedzeniu ma charakter powszechny. bo ich wyjątkowy system pokarmowy przystosowany jest wyłącznie do japońskiego jadła. których przedstawicieli w innych krajach słusznie nie podejrzewałoby się o wysmakowany gust kulinarny. para dziarskich staruszków naleŜących do Klubu Smakoszy Seniorów. Byli jedynymi ludźmi. Tampopo kończy scena nie mająca pozornie związku z całą historią. tak naprawdę ma ona kluczowe znaczenie dla całego filmu.

Mariko mkt nie kazał najpierw zjadać zupy.143 przez siedem godzin tylko po to. plasterkiem jarzyny. Delikatne tofu zagryza się kawałkiem ostreg0 ??? albo czymkolwiek innym. obrazoburczej ksiąŜce Dogs and Demons Alex Kerr pisze. Mieszkańcy USA i Europy największą nostalgię Ŝywią do szaleństw wczesnej młodości. Kawaiilll Lolitki z imperium zmysłów Fajna kulturka W odwaŜnej. ale smakosze seniorzy wyglądali na naprawdę szczęśliwych. W kraju. podczas gdy . cyt. niepozorne grzybki. za Saito Yuriko „The Japanese Appreciation of Naturę" Jak moŜemy podsumować tę totalną infantylizację Japonii? Odpowiedź jest prosta. winiąc za to między innymi powojenny system edukacyjny. To. kolejność ich spoŜywania nie ma Ŝadnego znaczenia. podyktowane jest indywidualnym wyborem. Nagle pojawiła się młoda dziewczyna. Mariko bardzo rozśmieszyło. Nakamura Hajime. społeczeństwo zaś przede wszystkim z opresją. Chwyta się szczyptę jednej potrawy. Ŝe torturując dziecięce umysły tylko nakazami. kęsem surowej ryby. Imperium smaku. gdy zasiadałam do zastawionej wieloma naczyniami tacy z japońskim posiłkiem. sukcesem i władzą. Nastrojem. Sądem języka/oka. w klasycznej juŜ pozycji TheAnatomy of Dependence. w sferze jedzenia pozostawia się margines wolności. koniecznością kompromisów i rezygnacją. którzy pytają tak jak Fukuda Kazuya w pracy pod wymownym tytułem: Dlaczego Japończycy stali się takimi dzieciakami? W Japonii dorosłość utoŜsamiana jest ze społeczeństwem. na turystycznej kuchence przyrządzić je i zjeść. co delikatne. ostrzeŜeniami i pamięciowym wkuwaniem. Najpełniej wyraził ją Doi Takeo. zakazami. kucając pod parasolami w gęstniejącym deszczu. by od razu nie zjadać całej zupy miso. Autor twierdzi. Ŝe japońska kultura zdziecinniała. a nie z emancypacją. Cos-playerki z Harajuku. by w jakimś podmokłym lesie przez kolejne trzy zbierać blade. W japońskim posiłku. gdy opowiadałam jej. Głos mojej mamy: „Najpierw zupa!" odzywał się w mojej głowie za kaŜdym razem. od czego zaczniesz akt konsumpcji. nie miały właściwości halucynogennych. kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu róŜnych potraw. a potem porzuca ją na rzecz następnej. na co akurat ma się ochotę . Yamane Kazuma Gyaru no kozo {Struktura dziewczyny) V. Dziś kwestia ta intryguje wielu japońskich uczonych.krewetką w tempurze. wyprodukował on ludzi niedojrzałych do dorosłego Ŝycia. ale nie zjada się jej 0d razu do końca. Grzybki smakowały niezbyt wyraźnie. japoński psychiatra o światowej sławie. złoŜonym z kilku. Teza o szczególnej tęsknocie Japończyków do wiecznego dzieciństwa nie jest jednak nowa. W przypadku Japończyków miłość natury nierozerwalnie wiąŜe się ze skłonnością do podziwiania rzeczy niewielkich i pełnej czułości pielęgnacji tego. Ŝe nie mogę powstrzymać się. charakterystycznymi dla modelu zachodniego. popija łykiem zupy. a potem na miejscu. Z elementów jasno skodyfikowanego systemu znaków tworzy się w ten sposób własne imperium. w którym najdrobniejsze zachowania ujęte sąw pancerz reguł.

wspięła się na szczyt popularności. niekiedy mając lat co najmniej dwa razy więcej. Japońską wersją lolitki jest burikko . chodziła szurając stopami. a kiedy trzeba szlochając. a ulice posprzątane. Marzenie o powrocie do dzieciństwa.Japończycy powszechnie tęsknią za czasem. przyczyniła się do popularyzacji infantylnego i strywializowanego wizerunku kobiecości w Japonii. zrobione przez fotografa szczęściarza zdjęcie jej majteczek trafiło na pierwsze strony bardziej i mniej powaŜnych gazet. za nic w świecie nie dorastać . Matsuda uosabiała ideał japońskiej dziewczyny z sąsiedztwa i po mistrzowsku wykorzystała swoją przeciętność. jakie przed kaŜdym stawia japońskie społeczeństwo. pozbawiona wyraźnych cech dojrzałej kobiecości. do której wraca się w marzeniach i snach. sprzedawcy uprzejmi. Pozbawiona talentu wokalnego i scenicznych warunków Seiko Matsuda. Podstawowa odpowiedź na intrygujące cały świat pytanie. przez które rozmawiały nienaturalnie wysokimi głosami.to pragnienie. czyli słynna gwiazda lat osiemdziesiątych Matsuda Seiko. Na zawsze pozostać dzieckiem. jest prosta: Japończycy pracują cięŜko i z oddaniem. Ubrana w rzeczy odpowiednie dla wybierającej się na szkolny bal dwunastolatki. obdarzona za to w nadmiarze umie146 jętnością sprzedawania tego. Bycie dorosłym to taka właśnie praca . czyli karóshi. jak robią to dzieci. Tę romantyzację dzieciństwa jako oazy szczęścia. dla mnie osobiście dość przeraŜające.od świtu do nocy i często ponad ludzkie siły. Lolitki pojawiły się w reklamach . a wkrótce takŜe róŜowe telefony komórkowe. a tworzony od niego czasownik . schronić się 145 w bezpiecznym zakątku matczynych ramion. jak twierdzą niektórzy badacze. Matsuda. kusi wielu mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. dać się kochać i za nic. ozdabiały pluszowymi zwierzątkami swoje dziecinne torebki. a w wywiadach posługiwała się afektowanym dziewczęcym językiem. nie ponosić odpowiedzialności. które. Lolitka stała się ideałem i wkrótce ulice miast zaludniły grupy rozchichotanych istot.„udawanie dziecka". zniekształcając słowa tak. czego akurat potrzebuje widownia. gdy byli małymi dziećmi. sepleniła i przekręcała słowa. Jej kolejne dwadzieścia cztery single stały się hitami. a Ŝycie osobiste najciekawszym tematem.to spopularyzowane przez jedną z młodocianych gwiazdek pop słówko znaczy po japońsku „udawane dziecko". Wspomniana tu juŜ japońska Madonna. a nie na przykład polska. nadaje kierunek kulturze współczesnej Japonii. Gdy była u szczytu kariery. to specjalność japońska. jakim cudem Japończykom udało się w ciągu jednego pokolenia zbudować imperium. stając się obiektem męskich pragnień i niedoścignionym wzorem do naśladowania dla młodych Japonek. produkujący nowych idoli. w którym sterylnie czyste pociągi są zawsze punktualne. szczebiocząc i chichocząc. Śmierć z przepracowania. Jego centralną postacią stalą się lolitka: infantylna i niedojrzała postać kobietydziecka. szkolne spódniczki. Z pragnienia pozostania w raju dzieciństwa narodził się w latach osiemdziesiątych potęŜny nurt kulturowy. słuŜąca jako model identyfikacyjny dla kobiet i obiekt pragnienia dla męŜczyzn. czyli zachowywanie się w sposób dziecinny. opadające skarpetki i płaskie buciki. burikko idealna. interpretować moŜna jako rezultat bardzo wysokich oczekiwań. Ubrane w za małe pastelowe sweterki. które ubierały się i zachowywały jak dwunastolatki. bezbłędnie wyczuła potrzebę nowego kobiecego wizerunku i dala cielesny wyraz budzącemu się trendowi.

W1999 roku Hello Kitty hucznie obchodziła swoje dwudziestopięciolecie. przy czym nie zawsze w miły sposób". bo . które w ustach japońskich lolitek słyszało się najczęściej. Najsłynniejsza ikona kawaii. maleńkie. róŜowy toster. ubierały się jak dzieci i kupowały dziecinne gadŜety. zanim polubili to równieŜ chłopcy. bezbronne. atrakcyjne seksualnie. słabe. Japońskie słowo kawaii tłumaczy się na angielski jako cute. SłuŜy bowiem do opisywania ludzi i rzeczy.w tym sensie. które nosi się zrolowane na łydkach. Luźne skarpety. Słownik Longmana znaczenie słowa cute wyjaśnia kolejno jako: „bardzo ładny lub atrakcyjny". Japońskie kawaii takŜe słuŜy opisowi ogólnie pozytywnch cech człowieka. Co tak pociągającego jest w białej kotce firmy Sanrio. Motto Hello Kitty: „Nigdy nie masz za duŜo przyjaciół" nic nie straciło ze swojej świeŜości. a całość słuŜy osiągnięciu efektu szczuplejszej nogi.loose socks). czyli ruuzusok-kusu (od angielskiego . niedojrzały i bierny. będącym uosobieniem słodkiej bezbronności i spełniającym wymienione . Specjalny klej trzyma luźną skarpetę na miejscu. bo popyt na gadŜety z jej wizerunkiem trwa. miłe. niestety. ale w świecie lolitek kawaii to coś. odnosząc się jednak tylko do tego. to: „Kawaii". milusi. Zapewne młodsze pokolenie mogłoby nam co nieco dopowiedzieć. W ruuzusokkusu najlepiej stawać z kolanami ku sobie. „atrakcyjny w sposób seksualny" oraz „bystry i praktyczny w radzeniu sobie z ludźmi. co jest „fajne inaczej": na przykład kocię. Głównymi jej aktorkami od początku były dziewczęta i młode kobiety . troszkę Ŝałosne. włochata ramka na wewnętrzne lusterko w samochodzie.kobiece nogi wyglądają wówczas wyjątkowo ślicznie. fajny i fajniutki. Przeciętny człowiek moŜe uŜyć tego słowa w znaczeniu „fajny". Słowo. rozpoznawalna po obu stronach Pacyfiku. Bawiliśmy się ze znajomymi „japonofilami" w wymyślanie polskich odpowiedników kawaii i zgromadziliśmy następujące: „słodki. czaderski". miły. dzięki którym dziewczęta i młode kobiety mogły wyglądać bardziej dziecinnie. ale termin ten ma nieco inny zakres znaczeniowy. a szczyty popularności osiągały rzeczy. co jest „słodkie" lub „fajniutkie" w sposób dziecinny. komentując infantylnymi okrzykami i chichotem bardziej sensowne wypowiedzi męskich uczestników. Ŝe to 147 one udawały dzieci. juŜ nie tak kawaii. Fajna kulturka juŜ wkrótce miała stać się dominującym nurtem. bo w naszej grupie były osoby koło trzydziestki. które są nie tylko ładne. rozstawionymi piętami i połączonymi palcami stóp. słodkie i wdzięczne. a nawet „zajebisty". które właśnie spadło z tapczanu.i w programach telewizyjnych. Ŝe stała się przedmiotem uwielbienia 148 milionów Japończyków? Niewątpliwie największa część tajemnicy tkwi w jej wyglądzie. W modzie pojawiały się kolejne lołitkowe hity. Panowie uczestniczą w kulturze kawali przede wszystkim biernie: gapiąc się na lolitki z erotycznym zachwytem. Dorosła męska część populacji nie pozostała obojętna.trzeba przyznać . zwierzęcia. miękka wielkooka maskotka pozbawiona ust. rzeczy i zjawiska. lecz takŜe niewinne. Dlatego tak zwane luźne skarpety nie przeminęły z wiatrem po kilku tygodniach. czyli zantropomorfizowana biała kotka i jeden z najbardziej opłacalnych w dziejach motywów uŜywanych w przemyśle designerskim. to Hello Kitty. pluszowe zwierzątko doczepione do damskiej torebki. to coś w rodzaju zbyt długich i obszernych białych getrów. lecz stały się standardowym wyposaŜeniem garderoby lolitki.

pozbawionych dzikości i raczej nieszkodliwych stworzeń: „W istocie w japońskiej tradycji nie znajdujemy pochwały 'puszczy pełnej dzikich bestii'. Ich specyfika polega na tym. łapki pozbawione palców i nogi bez stóp. na japońskim rynku fanshi guduzu dostępnych jest mnóstwo rzeczy zupełnie pozbawionych wymiaru praktycznego. plastikowe opakowanie z patyczkami do czyszczenia dziurek w uszach (tych od kolczyków!) oraz róŜnorakie breloczki. Najbardziej kawali są ssaki i ssakopo-dobne. Intuicja. MoŜna jednak włączyć je do kategorii rzeczy kawali jako zdziecinniałe.ma ona głowę nieproporcjonalnie wielką w stosunku do reszty ciała. Patrzy na świat szeroko rozstawionymi kropkami oczu i nie ma ust. oprócz przedmiotów jakoś jednak uŜytecznych. nalepki. przy-wieszki z wizerunkiem Hello Kitty. króliczki. 240). nos jak guziczek i kokardę na lewym uchu. Ŝe w japońskiej kulturze juŜ wcześniej byli bohaterowie o cechach kawaii. co malutkie bądź miniatury tego.przedmioty i stworzenia o krągłych kształtach. a więc stworzenia. takie jak kocięta. to z pewnością byli nieduzi. małe foczki.wyŜej kryteria bycia kawaii. . lecz takŜe dla dorosłych. s. Hello Kitty została uŜyta przez japońską firmę Sanrio jako główny motyw ozdobny fanshi guduzu. powiewają na suszących się ręcznikach i pościeli. niedźwiedzie. Hello Kitty oraz tacy jej dalecy krewni jak panda Tarę. a toster do opiekania pieczywa. 1996. której nie będę tu rozwijać. ale raczej nie nosoroŜce czy mrówkojady. ozdabiają ubrania przechodniów. a inwencja designerów w tworzeniu kolejnych gadŜetów jest nieograniczona. podpowiada mi więc. co miękkie i puszyste. Jak pisze Saito Yuriko. Poza tym. hipopotamy. podstawki.stworzenia dziecinne. szczeniaki. . . Najczęściej cytowana lista rzeczy. które współcześnie stały się dominującymi (czyŜ na przykład czerwony. Gwiazdami japońskiej telewizji przez jakiś czas była para stuletnich bliźniąt. wszystkie te słodkie cuda przeznaczone są nie tylko dla dzieci. co z natury jest duŜe. młode egzemplarze zwierząt i ludzi. schodzi na plan dalszy i dlatego. iŜ długopis słuŜy do pisania. Fakt. które sąkawaii. Co najwaŜniejsze. bo ta ich cecha wydawała się najbardziej cieszyć widzów. choć tu mogą być wyjątki.to. bez pazurów. lecz zamiast tego ciągłą świadomość urody rzeczy małych. pozbawione nieprzyjemnych kantów. Ale wracając do Hello Kitty .to. Jak pisze wspomniana Kinsella w Cuties in Japan. ani nie ucieknie. Na przykład: pokrowiec na uchwyt do papieru toaletowego. choć ani miękcy. króliczek Miffi 149 czy Ŝółty stworek Pikachu patrzą na nas zewsząd na ulicach Tokio. Hello Kitty uosabia stworzenie. w całej wielowiekowej japońskiej tradycji dominuje zamiłowanie do pejzaŜy uładzonych. okrąglutki Daruma nie wygląda słodko?). na przykład pomniejszone wersje wielkich groźnych zwierząt.stworzenia ciepłokrwiste. misie koala. kolców i zębów. delikatnych i bliskich" (Saito.przeznaczeniem róŜowego długopisu z wizerunkiem Hello Kitty albo takiegoŜ tostera jest zatem przede wszystkim budowanie toŜsamości właściciela. z miękkimi krawędziami. Ŝe praktyczne znaczenie jest wtórne wobec symbolicznego . Od debiutu białej kotki w 1974 roku popyt na rzeczy z jej podobizną nie słabnie. czyli wszystkich „słodkich" i „fajniutkich" rzeczy (od angielskiego fancy goods). takich jak słonie. obejmuje: . Dyndają wesoło przy telefonach komórkowych. pandy. . które ani nie ugryzie. ani puszyści. gładkie. .

zaludniają sklepy i kawiarnie. czyli „pełnego zestawu". obsiadają pomnik Hachikó. Ŝe miejsca. są najbardziej kolorową grupą na ulicach Tokio. Noszą inne nazwy. 150 Raj dla Humberta Humberta „MęŜczyźni w Japonii mają rorikon". ale słowo masaŜ odnosiło się do znacznie szerszego zakresu świadczonych przez nią usług. ale przy kaŜdej większej stacji znajduje się od kilku do kilkuset przybytków jednoznacznego przeznaczenia. krąŜące po Shibuya czy Shinjuku w rozszczebiotanych stadach. gdzie kupuje się seks". Kerr pisze. czyli „kompleks Lolity". drugie słowo-klucz do zrozumienia japońskiego 151 imperium erotycznego. odnoszącą się do infantylnego królestwa kiczu i zamiast wabi. RoznegliŜowane wizerunki młodych dziewcząt ozdabiają ulice i pociągi. Świat naleŜy do lolitek. . Gdziekolwiek się pojawią. co stało się z erotyczną wyobraźnią Japonii w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Rorikon to w japońskiej wersji języka angielskiego Lolita ???????. rozmach i zaskakująca dla „gaijinów" otwartość.od „masaŜu erotycznego" do fum kósu (od angielskiego fuli course). powiedziała mi Michiko takim tonem. By wytłumaczyć. dźwigi. To ich pragną męŜczyźni. ale trudnych do uniknięcia chorób. obok otwartości. ale w Japonii wyróŜnia je powszechność. bezbronne. Określenie to uŜywane jest jako słowo-przykrywka dla popularnego rodzaju łaźni. Ŝe „skończył się czas dŜinsów i szaleństw". w której dziewczęta świadczą teŜ inne usługi oprócz mycia klienta . Młodziutkie dziewczęta. Geneza kultury kawali jest równieŜ istotna dla zrozumienia tego. Dwudziestosiedmioletnia dziś Michiko przed dziesięciu laty pracowała przez jakiś czas w jednym z tokijskich Soaplandów w dzielnicy Kabuki-chó. wymagające opieki. Z trzepotem wymalowanych rzęs fruwają wśród ponuro odzianych sararllmanów. gdzie kupuje się seks. gdzie dziewczyny takie jak ona pracują w najstarszym zawodzie świata. ale młodość ma juŜ za sobą i .moŜe powiedzieć. W Japonii buduje się kawali domy. jedna z tych nieprzyjemnych wprawdzie. dyskrecja to. odkurzacze i tostery. barwne jak papuŜki. Rzecz w tym. w dosłownym języku oznaczającego stosunek . za które Zachód tak podziwiał Japonię. wydają się mniej czy bardziej uniwersalne. gdzie kaŜdy powyŜej trzydziestki czuje się w ich tłumie nieswojo. śledzą je spojrzenia męŜczyzn.tak jak Chizuko . najlepiej róŜowe. a jedną z nich jest właśnie Kraina Mydła. Wprawdzie od 1957 roku prostytucja jest w Japonii zakazana prawnie. do których drogę wskazują szyldy i reklamy czytelne dla kaŜdego Japończyka. okładki codziennych gazet i pornograficznych komiksów manga. niŜ zezwala prawo.stworzenia niezdarne. trzeba parę słów poświęcić Krainie Mydła. Erotyczne marzenia o dziewczętach młodszych. mamy dziś do czynienia raczej z kawali. z jaką są realizowane. często nieme. co Michiko tam robiła. zastąpione zostały tą nową wszechwładną kategorią. Była masaŜystką. jakby była to ospa wietrzna albo róŜyczka. Ŝe dawne kategorie estetyczne. produkuje kawali samochody. Kobieta po trzydziestce wprawdzie nie jest jeszcze staruszką. niepodzielnie władają na Harajuku. nie nazywają się „miejscami.przedmioty i stworzenia w pastelowych kolorach. Paradoksalnie. oznaczający erotyczną fiksację na punkcie niedojrzałych dziewcząt. Pośród wszystkich wymienionych wyŜej rzeczy najbardziej kawali jest bowiem japońska lolitka..

nic nie zagraŜa mizu-shóbai.. dodając z chichotem. Soapland dawał jedyną moŜliwość zarobienia duŜych pieniędzy w krótkim czasie.30 do 8. czyli „wodnego interesu" oznaczającego świat barów. NaleŜy ono do nomen omen mizu-shóbai. knajp. Michiko. cechował o wiele większy pragmatyzm niŜ bohaterkę opery Pucciniego. Dziś Krainy Mydła stanowią jedną z najbardziej klasycznych rozrywek oferowanych przez japońskie imperium erotyczne. Dziewczynie. Japończycy uwielbiają). uwaŜającej takie zapoŜyczenie za obraźliwe dla swojego kraju. idąc z duchem czasu. Michiko mierzy jakieś 150 cm. które zdobyła w mizu-shóbai.. w których alkohol płynie rzeką. obficie przedtem namydlonym. ułatwił jej sprawę.00" widoczny z peronu Ikegami Linę na stacji Gotanda nie jest skierowany do miłośników higieny i kaŜdy o tym wie. „W ogóle się nie ruszali". a potem. i nawet kaŜdy kobiecy uśmiech ma swoją cenę. Oczywiście mundurek 152 Michiko miała na sobie tylko na początku spotkania z klientem. którą Japończycy tak lubią. a klienci szczególnie chwalili jej młody wygląd i dziewczęcą słodycz. przyjęła się. jeśli takie było jego płatne Ŝyczenie -fum kósu. kabaretów i innych przybytków. w końcu była profesjonalistką. W apartamencie. zapytałam kiedyś Michiko. dlatego bez problemu znalazła. Tak długo jednak. pracuje jako wolontariuszka pomagająca młodocianym prostytutkom wrócić do normalnego Ŝycia. RóŜowy neon „Soapland". Mówi. pomaga jej nawiązać kontakt z podopiecznymi. Do jednego z takich miejsc na pół roku trafiła Michiko. czyli Sópurando w wymowie japońskiej.seksualny. „dobre miejsce". a porządek społeczny nienaruszony. jak na przykład Disneyland. Nie pozostało mi nic innego. Kiedyś łaźnie tego typu nazywano Toruko-buro. Ŝe doświadczenie. oraz jakiś czarodziejski land (które. udzieliła mi nieco dziwnej odpowiedzi. potem masaŜ własnym nagim ciałem. jak mówi. która porzuciła dom i którą z kolei porzucił amerykański kochanek. Dziś oprócz tego. Michiko najpierw oferowała klientowi kąpiel. Na koniec mistrzyni mokrej ceremonii kłaniała się w podziękowaniu biernym odbiorcom przyjemności i wręczała im swoją wizytówkę z typowo japońską grzecznością i stosowną w kaŜdych okolicznościach zasadą decorum. W wyniku konkursu ogłoszonego przez Japońskie Stowarzyszenie Kąpielowe w 1985 roku wybrano określenie Soapland. „A oni. waŜy pewnie . Ŝe do pracy ubierała się w najzwyklejszy szkolny mundurek z krótką granatową spódniczką i białą bluzą z Ŝeglarskim kołnierzem. nikt o niej nie mówi. jak uwierzyć jej na słowo. zafundowali sobie angielski szyld oprócz tego w katakana. złoŜonym z obszernej łazienki i malutkiego pokoiku. współczesne wcielenie Madame Butterfly. jak pozory zostaną zachowane. iŜ doskonale pasowała do poŜądanego wizerunku lolitki. Ŝe „japońscy męŜczyźni lubią być rozpieszczani". Ŝe projektuje kapelusze i kolekcjonuje stare kimona. czyli łaźniami tureckimi. jaki moŜemy zobaczyć choćby w Ikebukuro albo w okolicach dawnej Yoshiwara. nie reklamuje więc perfumerii. ale protest ambasady tureckiej. znaczy klienci. Byli dla ciebie mili?".kaŜdy zna prawdę. Ta filigranowa istota o delikatnych rysach wciąŜ wygląda na nastolatkę i nie utraciła do końca czaru nimfetki. Właściciele niektórych Krain Mydła. Nazwa przywodząca na myśl czystość i wodę. Michiko udało się zostawić przeszłość za sobą i opowiadała mi o niej bez rozczulania się nad sobą czy usprawiedliwiania. wymusił zmianę szyldu. Przybytki te działają na podobnej zasadzie jak salony paczinko . Opowiada. a napis: „ZniŜki dla rannych ptaszków od 6. Fakt.

pochwaliłam jej kapelusz i zaczęłyśmy rozmawiać.bez przerwy pacała mnie w ramię dziecinnym gestem. poczytać o nich w męskich wydawnictwach. gdy zobaczyłam w jednym z tokijskich sklepów przyrząd do. Wybiegła za mną z kawiarni Starbucka w Ginzie. których główną atrakcją była nie kawa. Natura poskąpiła jej 153 nogom poŜądanej na Zachodzie smukłości i prostego kształtu. ile flirtowali z gejszami. I tak. czyli kawiarnie. a wszystkie kolejne kreacje Michiko wzbudzały we mnie rozczulenie i leciutki Ŝal. a nie smakować cappuccino. tak do nopan kissa przychodzili. Ma twarzyczkę w kształcie serca. bo główną atrakcją erotyczną było naprawdę tylko podglądanie. Podziękowałam. Zaskoczyła mnie swoją potoczystą angielszczyzną i śmiałością. bardzo krzywe zęby i wiecznie zdziwione oczy. W najmniejszym mieszkanku świata. Białe majteczki. Właśnie.. tak bardzo daleki memu ideałowi. Panowie o erotycznych preferencjach Humberta Humberta. gdzie licealistki noszą niebezpiecznie krótkie spódnice od mundurków. Zapytała. W przeciwieństwie do moich uniwersyteckich koleŜanek. W latach osiemdziesiątych. mogą spotkać się w fanklubach lolitek.około 40 kg i czułam się przy niej wielka jak nigdy. który badał japońskie imperium erotyczne empirycznie. 154 pojawiły się nopan kissa. gdy moda na lolitki święciła swe największe triumfy. czyli kawiarnia). Według zachodnich standardów kobiecego piękna. czy napiję się z nią kawy. Od tego dnia spotykałyśmy się. które muszą przytrzymywać sobie na pupie. by nie podwiał ich wiatr. jakie wynajmowała w starym. lecz młodziutkie kelnerki nie noszące majteczek pod minispódniczkami (nopan to zniekształcenie angielskiego no pants. Michiko byłaby raczej zabawna niŜ seksowna. Na głowie miała całkiem stylowy kapelusik zszyty z kawałków grubego j edwabiu uŜywanego na kimona. to fetysz nad fetysze w erotycznej kulturze współczesnej Japonii. łan Buruma. które moŜna by zobaczyć pod spódniczką uczennicy.. Ujmując . bohatera Lolity Nabokova. do którego inaczej nie miałabym dostępu. Michiko od początku zachowywała się z o wiele większą swobodą i . Michiko jest kawaii. jakoś mnie jednak fascynował. dzieliła przestrzeń kilku metrów kwadratowych z Ŝywym kotem i stadem pluszowych maskotek. popatrzeć na nie na ulicach Tokio. opowiada o grupach dorosłych męŜczyzn w garniturach chichoczących w nopan kissa jak sztubacy. Gdy poznałam Michiko. MęŜczyźni w Japonii kochają takie właśnie lolitki i to one królują w ich erotycznym imaginarium. Reprezentowany przez nią model kobiecości.rzecz wyjątkowa wśród dorosłych Japończyków jak ognia unikających cielesnego kontaktu . by oddać mi ksiąŜkę. Ŝaden z nich nawet nie myślał. by łamać zakaz dotykania młodziutkich kelnerek. pasujące kolorem podkolanówki w poprzeczne pastelowe paseczki i sandałki. ale mało pociągająca erotycznie. Jego zdaniem. idealną cerę. Michiko miała okazję do angielskich konwersacji. ja znalazłam źródło wiedzy o świecie. którą zostawiłam niechcący na stoliku. wykrzywiania nóg). Poza tym po prostu polubiłyśmy się. by realizować erotyczne fantazje o podglądaniu. co jednak w przypadku japońskiej dziewczyny nie musi być wielką wadą (wiem to od czasu. ubrana była we włochatą róŜową tunikę. miła i słodka. Ŝe nawet w wieku sześciu lat nie miałam w sobie tyle dziewczęcego wdzięku. a kissa skrót od japońskiego kissaten. Według standardów japońskich. jak w herbaciarniach okresu Edo i Meiji męŜczyźni nie tyle pili herbatę. chylącym się ku upadkowi domu w Ueno.

Zakaz ten nie zmniejszył jednak zainteresowania lolitkami.rzecz filozoficznie. To ona reprezentuje mainstream. męŜczyźni i kobiety patrzą w trzymane przed oczami kartki. wykorzystując prawo o handlu rzeczami uŜywanymi. mogę pana podglądnąć? W tokijskim metrze pasaŜerowie albo śpią. mimo iŜ mizu-shóbai oferuje coś na kaŜdy (męski) gUSl i nawet parę atrakcji dla pań. ale Humbert Humbert oszalałby w Japonii z radości. bo moŜna było sobie wyobrazić. Amerykanie opisywali automaty z majteczkami z takim samym uporern. Ciało w ciało z innym człowiekiem.urządzała striptiz. nie potrzebował całej lolitki. była wyjątkowo kusząca. i jednej. wielbiciele lolitek mogli nabyć uŜywane majteczki zapakowane hermetycznie w foliowy woreczek. Najczęściej czytają komiksy manga. istnieją ponoć nadal. Są dostępne. które przelatują przez Japonię z siłą i szybkością jesiennych tajfunów. Lolitki. z czyimś łokciem wbitym w brzuch . Ŝe zostały zdjęte specjalnie na tę okazję. gdy jedna z dziewcząt . rysunkowe opowieści kupowane przez dorosłych i dzieci obojga płci i obejmujące wszystkie moŜliwe do wyobraŜenia tematy. Być moŜe zainteresowanie. czerwonym lateksie i wysokich butach.dla odmiany w pełni ubrana . z jakim kiedyś chrześcijańscy misjonarze koedukacyjne łaźnie. czemu nie są w szkole i gdzie podziewają się ich rodzice. ale nie byłabym pewna. by się nią cieszyć. agresywne seksualnie kobiety to w Japonii zainteresowanie mniejszości i nie cieszą się one takim powodzeniem jak lolitka. takich samych jak te sprzedające co krok napoje i papierosy. rzeczywiście wzbudziłyby tylko litość i chęć okrycia kocem ich wątlutkich ramionek. albo coś czytają. jakimś cudem (moŜe z grzeczności) nie pocący się. czy moŜna do końca wierzyć w to. niewymagające. Nieraz spacerowałam wąskimi uliczkami Kabuki-chó. gładkoskóry elf z krainy wiecznego dzieciństwa. namacalnie rzeczywiste i nie z tego świata. i drugiej aktywności Japończycy potrafią oddawać się w kaŜdych warunkach. co mi mówili. Nie było wśród nich wampów w czarnych koronkach. Ŝe te białe gatki jeszcze niedawno dotykały jej ciała. spokojni.obojętni. zanim trafią do nowego właściciela. które muszą być czyste i higieniczne. Przepraszam. Bardzo lubiłam zaglądać współpasaŜerom przez ramię tak. ale fetysz majteczek lolitki pozostał. z tym Ŝe w dyskretniejszej formie. Ŝe chce się zapytać. moŜna je było zresztą kupić i tak klient zabierając ze sobą do domu fetysz. Popularne kiedyś nopan kissa znikły z szybkością wielu innych mód. nawet na stojąco w tłoku godzin szczytu. Podobno sprzedaŜ uŜywanej bielizny cieszyła się duŜym zainteresowaniem. patrzą na nas z fotografii z naiwną niewinnością i pokazują białe majteczki. Dziewczyny z Kabuki-chó wyglądają tak dziecinnie i słodko. gdzie moŜna kupić ich mundurki i inne parafernalia. setki lolitek. Dołączone doń zdjęcie dziewczynki w szkolnym mundurku potwierdzało autentyczność zakupu. I nie wiem jak inni. ta negatywna obecność białych majteczek w nopan kissa. Jeszcze niedawno w ulicznych automatach. jakie merkantylizacja fetyszystycznych pra155 gnień wzbudziła w zagranicznych mediach. a niektóre pornograficzne gazetki oferują wysyłkową sprzedaŜ bielizny noszonej przez gwiazdki porno. wprawne i niemądre. Dojrzałe. teŜ miało coś do rzeczy. Te uŜywane przez dziewczęta z rozmaitych przybytków typupeep-show często są sprzedawane po „spektaklu". a miejsca. Na organizowanej na miejscu aukcji. ale połoŜono temu kres. informując klienta. starzy i młodsi. Być moŜe w części męŜczyzn których znam. by widzieć . patrząc na amatorskie fotografie zatrudnionych tam dziewcząt.

na trzecim mamy zbliŜenie jej rozchylonych ust. Obrazek pokazany jest z perspektywy ścigającego dziewczynkę męŜczyzny. MoŜe jest dyrektorem działu? MoŜe nawet jakimś prezesem? Wsiadł na stacji Shinjuku. który zastygł wpatrzony w swoją ofiarę wzrokiem tak samo pełnym fascynacji jak czytający manga męŜczyzna w metrze. przypalanie i defloracja za pomocą nieprzyjemnych metalowych narzędzi to tylko kilka przykładów z bogatego repertuaru sadystycznych praktyk. Co moŜe czytać? Coś o uprawie ogródka? Grze w golfa? Nowinki motoryzacyjne? Nic z tego. obserwowałam przygody nieletniej bohaterki. na drugim odwija z papierka lizaka. Lolitka i jej majteczki to wizerunek popularny nie tylko w stricte pornograficznych publikacjach dla dorosłych męŜczyzn. Ŝe to ktoś. Czytelnik widzi teraz tylko jego plecy. Białe dziecinne gatki i stłuczone kolano. dzielnicy biurowców i siedziby władz miasta.obrazki w ich manga. 157 która na kolejnych stronach moŜe być gwałcona. Oto starszy pan w drogim garniturze i krawacie nieco bardziej fantazyjnym niŜ przeciętny. krojenie piłą elektryczną. wyrywanie języka. Jak pisze Nicholas Bornoff. MęŜczyzna rusza za nią. jakie zawiera gruby tom. To moŜe być koniec jednej z historii. który siedzi koło mnie) i jej oczy powiększają się do wielkości spodków. oblewanie Ŝrącymi substancjami. które duŜo czasu spędzają wśród ksiąŜek. który pewnie ma juŜ wnuki. Perwersja polega156 jąca na podglądaniu. opierając się o mur tak. ale równieŜ w komiksach skierowanych do kilkunastoletnich chłopców. Dziewczynka spostrzega przyglądającego jej się męŜczyznę w garniturze (do złudzenia podobnego do tego. kto zajmuje na tyle wysokie stanowisko. Ŝe spod króciutkiej spódniczki widać jej majtki. Na kolejnych obrazkach akcja gwałtownie przyspiesza. Jeśli jednak komiks naleŜy do gatunku pornograficznej ero-manga. jakim poddawane są lolitki w ero-manga. tłucze sobie kolano. bohaterowi nie wystarczy patrzenie na bezbronną dziewczynkę. Dobiegłszy do końca dziewczynka przewraca się. W porównaniu z japońską manga bohater Milczenia owiec to nudziarz bez wyobraźni. ćwiartowanie noŜem do ryb. dotyka wiele osób. torturowana i zabita z okrucieństwem. co czytają inni. Uczennica jest bardzo kawali. zrywa się. gubi tornister. zjadanie Ŝywcem. . wysuniętego języka i wielkich oczu przypominających puste oczy zwierzątka. Wydłubywanie oczu. iŜ robię to z tak zwanej ciekawości poznawczej i dyskretnie. Na pierwszym obrazku jego manga ubrana w mundurek dziewczynka wybiega ze szkoły. dorosły powaŜny męŜczyzna. Znalazłam w okolicach Akihabara sklep. który w swojej bogatej ofercie miał niezliczoną ilość manga na wdzięczny temat seksualnej eksploatacji i torturowania lolitki. Siada. na końcu której jest wysoki mur. w japońskich szkołach edukacja seksualna nadal pozostawia wiele do Ŝyczenia i te publikacje. słuŜącwjej zastępstwie. MoŜna wnioskować. zajął wolne miejsce koło mnie i wyjął gruby kolorowy komiks z eleganckiej skórzanej teczki. wpada w pustą uliczkę. I łza zbierająca się w kąciku jednego z wielkich przeraŜonych oczu. i trochę przypomina Michiko. biegnie. Zezując w bok. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt. nieraz mają taką właśnie „pouczającą" formę. słodka jak ulepek. o jakim nie śnił Hannibal Lecter. Ŝe moŜe sobie pozwolić na tę odrobinę ekstrawagancji w zuniformizowanej Japonii. w których zagłębił się mój współpasaŜer.

Nawet miejsca uchodzące za tak podejrzane jak zaułki Kabuki-chó czy Yoshiwara to .Dzięki nim młodzi czytelnicy poznają sekrety kobiecego ciała w sposób. Tak było. zdarzają się kilkadziesiąt razy rzadziej niŜ na Zachodzie i nawet najzacieklejsi wrogowie pornografii nie byliby w stanie udowodnić jednoznacznej zaleŜności między czytaniem ero-manga a przemocą seksualną. który zachodnim feministkom zjeŜyłby włosy na głowie. podobnie zresztą jak wszystkie inne. Pedofilia jest oczywiście karana. wydrapując z obrazków realistyczne wizerunki genitaliów i nieszczęsne włosy. W fabułę dotyczącą takich „męskich" spraw. ułatwia sprawę i rzecz dzieje się w majestacie prawa. w której bohater/czytelnik podgląda roznegliŜowaną koleŜankę w sytuacji czyniącej ją bezbronnym obiektem wystawionym na męskie spojrzenie. Stateczne gospodynie domowe na etacie cenzorek spędzały długie godziny. Tokio to najbezpieczniejsze z miast. gdy opinią publiczną wstrząsa wiadomość o zbrodni dokonanej pod wpływem pornografii. Jeśli nie było włosów łonowych. wszystko inne uchodziło płazem. Ustalono mianowicie. ale ich zapał gaśnie wraz z pamięcią o ofierze. Rodzące się w Japonii co jakiś czas inicjatywy procenzurowe nie mają wielkiego wpływu i giną śmiercią naturalną. prawo milczy. którego stare numery z białą plamą na podbrzuszu modelek nadal moŜna wygrzebać na tokijskich pchlich targach. gdy władze zaczęły wytaczać procesy twórcom kontrowersyjnych obrazów. w którym kobieta moŜe bez większego ryzyka pójść niemal wszędzie i o kaŜdej porze. zaczęły automatycznie podlegać cenzurze. gdy ujęty został Tsutomu Miyazaki. Japońskie prawo przeciw obsceniczoności (oparte na artykule 175. Najczęściej pojawiają się wówczas. morderca trzech małych dziewczynek. wpleciony jest wątek erotyczny. Brutalna ero-manga na pewno nie sprzyja rozwojowi 159 . Cenzorzy z równą skrupulatnością traktowali zachodnie publikacje na temat sztuki. Fakt. Japońskie prawo nie zabrania przedstawiania seksu z dziećmi ani jakiejkolwiek innej dewiacji wymyślonej przez ludzkość. jak baseball czy wyścigi samochodowe. w którego domu znaleziono ogromną kolekcję materiałów pedofilskich. Z właściwą Japończykom skrupulatnością i powaŜnym podejściem do sprawy wytoczono więc wojnę nieprzy158 zwoitym włosom i zaczęto je usuwać przy pomocy armii cenzorów. O genitaliach osób. podobnie jak we wszystkich innych cywilizowanych krajach świata. na których są one widoczne. Prawda jest jednak taka.przedszkole. nie ingerując poza tym w treść przekazu. Ŝe „dorosłość" oznacza obecność włosów łonowych i od tej chwili wizerunki. które nie są dorosłe. w wersji miękkiej dziewczyna pada łupem tylko Toma Podglądacza. a jego kulminację stanowi scena. włączając nagrane na wideo sceny makabrycznych morderstw. Kategoria „dorosłości" została dookreślona dopiero później. w jakich mieszkałam.w porównaniu z niektórymi okolicami Warszawy . Czasem koleŜanka rozbierana jest przemocą. Ŝe w Japonii przestępstwa na tle seksualnym. iŜ małe dziewczynki jeszcze nie mają włosów łonowych. narządy płciowe przedstawiono nierealistycznie i niepołączone w akcie seksualnym. jak i egzemplarze „Playboya". Wystarczy zamazać włosy łonowe albo w odpowiednim miejscu wstawić maskujący kwadracik. ale w krainie wyobraźni wszystko wolno. Konstytucji z 1946 roku) zabrania realistycznego przedstawiania genitaliów osób dorosłych i aktu seksualnego.

w Edo. Fakt. Jak sugeruje wspomniany Bornoff w ksiąŜce Pink Samurai. akrobatyczne pozycje na huśtawkach i miłosna pasja ogarniająca bohaterów na tle przepięknych japońskich pejzaŜy. bo mianem baishun . gdy upowszechniła się sztuka drzeworytu. czyli świat gejsz. Jeśli juŜ. warto zamykać cały pornograficzny interes. co robiły kurtyzany. a nie seksu. jak pisze Buruma w A Japanese Minor. najsławniejszy na Zachodzie Utamaro. Mistrzowie shunga uwieczniali pary złoŜone z aktorów kabuki i kurtyzan. moŜe być źródłem mojego dyskomfortu. Mistrzowie tacy jak Harunobu czy jego uczeń Koryusai. ale nie realnego zagroŜenia dla uczennicy w mundurku stojącej tuŜ przy nas. Ŝe spełniają pozytywną funkcję pozwalając rozładować napięcie i frustrację. siedzący obok mnie w metrze ogląda obrazki. przedstawiające ćwiartowanie nieletniej bohaterki piłą mechaniczną. za którymi szaleją dziś kolekcjonerzy na całym świecie. Fotograficzne zbliŜenia powiększonych wagin i bogate stroje. Owszem. towarzyszyły podpisy tak jak w dzisiejszych komiksach manga. bowiem. wierzono. ingerencja państwa dotyczyła szerzej pojętych dobrych obyczajów. Dziewczynka. shunga rozumiane były jako wentyl bezpieczeństwa podtrzymujący porządek społeczny. W tych czasach spokoju i izolacji od reszty świata przemoc i seksualna perwersja stanowiły jedną tylko z wielu fantazji. zwany japońskim 160 markizem de Sade. czy aby zapobiec ewentualnej krzywdzie kilku nimfetek. ułoŜonym w całe historie. czyli „wiosennych obrazkach". Z wyjątkiem kilku niechlubnych incydentów władze okresu Edo zostawiały artystom wolną rękę i nie cenzurowano shunga.obrazy te składały się na kwintesencję wyrafinowania. porównujących go do Rembrandta. tworzyli pornograficzne „wiosenne obrazki". shunga wykorzystywane były wprawdzie jako inspiracja do samotnych męskich przyjemności. wychowana po japońsku. a nie dominującą normę. dostarczając artystom niewyczerpanej inspiracji. które dziś czytają Japończycy. melancholijne kurtyzany i waleczni samurajowie spleceni w uścisku .„sprzedawanie wiosny" . zwanym „miastem kawalerów". Jej początek miał miejsce przed ponad tysiącem lat w okresie Heian. które kojarzy nam się z Japonią. zapobiegają antyspołecznym zachowaniom. Podobnie jak teraz ero-manga. w okresie Edo „frustracja" dotyczyła wojowników w słuŜbie szoguna. co sądzi o wszechobecności pornografii. zakazana i „nieprzyzwoita" była miłość naruszająca społeczny porządek. Odmienne podejście do seksualności sprawiło. Ŝe w Japonii przedstawienia o tematyce seksualnej od wieków rozwijały się ze swobodą. portretujących barwne Ŝycie domów publicznych „wiosennych". W niektórych shunga obrazkom. a odpowiedź na pytanie. stanowiąkontynuację długiej tradycji. Hokusai. a nie seks. Pornograficzne komiksy. gejsz i samurajów we wszystkich moŜliwych kombinacjach obu płci i wszystkich wyobraŜalnych „genderów".określano to. a rozkwit w okresie Edo. „Ja na to nie patrzę". po prostu odwróci wzrok. Kunisada. ale nie czyni z Japończyków pedofilów i morderców. którego niepokorny geniusz zachwycił impresjonistów. do której nie dopuścił chrześcijański Zachód. iŜ męŜczyzna. ale nie stroniły teŜ od nich kobiety i pary. Dziś chodzi o zestresowanych sarariimanów w słuŜbie korporacji. czyli świra. skrajną postacią otaku. istniała . Wtedy teŜ narodziła się kultura „kwiatów i wierzb". To wówczas artyści skupili swoją twórczą pasję na shunga. powie dorosła kobieta zapytana. wydaje się w Japonii oczywista.feministycznej świadomości. Zwyrodnialec Miyazaki uwaŜany jest za jeden z wyjątków.

którzy znaczną część Ŝycia spędzają wciśnięci w hierarchiczną strukturę swoich firm. jakiego uŜywały zbuntowane dziewczynki. Ŝe wiele japońskich kobiet ma juŜ inne wymagania niŜ ich mamy i nie marzy im się pokorne gotowanie zupy miso przez resztę Ŝycia. tym lepiej nadaje się do tego celu. Japońskie władze. jak to się z upodobaniem przedstawia we współczesnej japońskiej pornografii. pełnią wspomnianą funkcję sublimacyjną. rysowałam niezgrabne znaczki.makabryczna odmiana shunga. związać i poćwiartować. Ŝe przypominają pismo. Ŝe na początku lat siedemdziesiątych japońskie dziewczęta zainicjowały lokalną odmianę obyczajowej rewolucji. Ŝe pełne przemocy przedstawienia seksualne. Dowiedziałam się. W ostatnich latach pojawiło się duŜo artykułów na temat. Ta zapomniana i stłumiona rewolucja była jedną z pierwszych zapowiedzi kultury kawaii i „lolityzacji" wizerunku kobiety. Podejrzewają one. Stłumiona rewolucja dziewczynek Określenie „rewolucja dziewczynek" pierwszy raz usłyszałam od Satoru. czyli Nie wyjdę za mąŜ.. stawiają przed partnerami wymagania. Ich bunt wobec obowiązujących reguł zaczął się od ataku na bastion świętości 162 . MęŜczyźni. a nie okazja. słuŜąc rozładowaniu stresu związanego z opresywną rzeczywistością społeczną. by .bo niezbadane są ścieŜki fantazji sarariimana . która była obiektem erotycznego pragnienia w shunga. Ŝe eskalacja symbolicznej przemocy wobec kobiet stanowi pochodną dokonujących się w dzisiejszej Japonii przemian obyczajowych. niechęci panów do uprawiania seksu. pisząca pracę doktorską o ewolucji męskiej seksualności na podstawie badań klientów klubów z hostessami. Hipotezy feministek są odwaŜniejsze.japoński język. socjoloŜka. MęŜczyzna. gdzie seks był podniecający dla obu stron. których ofiarą jest bezbronna i niedojrzała lolitką. emancypując się ze swoich dawnych ról. po drodze zdąŜy taką wielkooką lolitkę posiąść. Lolitka z ero-manga nie ma zaś wymagań i moŜna z nią zrobić (przynajmniej w wyobraźni) wszystko. mimo iŜ kobiety nie trzeba było ani przedtem pobić. jadący z Chuo Rinkan do pracy w Shinjuku. potrzebują symbolicznego 161 zadośćuczynienia. teŜ zwróciły uwagę na ten niepokojący fakt. Miało to miejsce na samym początku mojej japońskiej przygody. Japonki. ale często z wybujałym nienaturalnie biustem.. ubolewające nad mizernym przyrostem naturalnym. a im bardziej bezwolny i podporządkowany obiekt. Moja znajoma Yukiko. na co tylko przyjdzie ochota. Dziś postać. na które ci nie są przygotowani. Nauka japońskiego to dla uczniów naprawdę cięŜka praca. zwana muzane („obrazy okrucieństwa"). Japońscy badacze zazwyczaj uwaŜają. zastąpiona została hybrydyczną formą kobiecości: lolitką o dziecinnej buzi i łonie. Z ksiąŜki Yoko Haruki pod tytułem Kekkon Shimasen. mówi. Ŝe nowoczesne kobiety coraz częściej wzbudzają w japońskich męŜczyznach niechęć i strach przed stałym związkiem. podczas naszych kilku lekcji japońskiego. Satoru powiedział. widać jasno. ani poćwiartować potem. ale na ogół na „wiosennych obrazkach" utrwalony został obraz krainy. Gdy przygryzając język z wysiłku. MoŜe teŜ . która w tym czasie szalała w Europie i Ameryce.przez słodką chwilę identyfikować się z ofiarą. podczas których podjął trud nauczenia mnie alfabetu hiragana.

a kaŜda z japońskich prefektur wybrała na swoje logo jednego ze słodkich dziecinnych bohaterów. to normą jest zapis wertykalny. w latach dziewięćdziesiątych wyrósł bardziej ironiczny i androginiczny. podczas gdy jego twórczynie określały je po prostu mianem kawaii. przemalowywano dźwigi na Ŝyrafy albo dinozaury. pełen wdzięku styl. DostrzeŜono bowiem. bo w Japonii nikt nie lubi takich ekstrawaganckich. z jakimi kojarzymy Japonię. jest Ŝyłą złota. jak poradzić sobie z buntem. nie mając prawa do najmniejszej zmiany. Słodkie stworzonka zaczęły pojawiać się na wszystkim . klinik ginekologicznych i świąt religijnych. 163 estetyka moŜliwie najdalsza od wyrafinowanej elegancji i umiaru. nie tylko nadając im krągły. gwiazdkami czy małymi postaciami. „nieprawidłowym". miejscowi architekci stylizowali posterunki policji na piernikowe domki. Wszechobecność słodkiego kiczu jest nieraz dla „gaijina" troszkę przeraŜająca albo co najmniej dezorientująca. Podczas jednego ze spacerów w dzielnicy Dene'n Chófu sklep Sanrio w kształcie ogromnej truskawki wyrósł mi przed oczami jak psychodeliczna wizja. często łączony na przykład z elementami grunge. naruszających porządek pomysłów. Język dziewczynek przyjął się w manga i filmach animowanych. Dziewczynki tymczasem zaczęły pisać właśnie poziomo i zmieniły kształt znaków. których przeraŜeni buntem dziewczynek autorzy wymyślali kolejne terminy mające oddać specyfikę zjawiska. „zdegenerowanym". Zaczęły powstawać publikacje. Z dominującej na początku ery kawaii mody typu „bal w przedszkolu". Ŝe . „okrągłym". a jedna z firm lotniczych. róŜne słodkie stworki uŜywane są do reklamy usług bankowych. rewolucja dziewczynek została poŜarta przez prawa kapitalistycznego rynku. socjoloŜka z Cambridge. dostałam kartę z wizerunkiem Hello Kitty i takąŜ torebkę w prezencie. Kawaii. a nawet w oprogramowaniu komputerowym. której hołduje ponad połowa japońskich uczennic. jest to nadal jeden z dominujących trendów i trudno kupić jakikolwiek produkt. stała się dominującym nurtem. W nowym języku zaczęły pisać listy i pamiętniki. Podniesiono alarm. lecz takŜe ozdabiając je serduszkami. W ciągu kilku lat liczba uŜywających go buntowniczek osiągnęła 5 milionów. Zanim jednak opracowano środki zaradcze. pocztówki i zeszyty przeznaczone specjalnie do pisania kawaii. Ŝe nowa moda na słodkie pismo.zaznaczyć swą indywidualność: kaŜdy uczeń musi opanować znak w tym samym czasie i zapisywać go dokładnie według ustalonych reguł. Jak w Cuties in Japan pisze Sharon Kinsella. Mimo iŜ w niektórych przypadkach Japończycy piszą horyzontalnie na zachodni sposób. Tak zaczęła się era kawaii. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. Jednak japońskie odkurzacze nadal wyglądają jak wielkie cukierki. a potem posypała się cała lawina fanshi guduzu. a pismo buntu stało się jeszcze jednym towarem i utraciło swój rewolucyjny potencjał. czasopismach. namalowała niedawno na swoich boeingach postaci z kreskówek. a szkolne autorytety nie mogły poradzić sobie z rozprzestrzeniającym się szaleństwem dziewczynek. „Kawaii]". aby przyciągnąć klientów.od prezerwatyw po samoloty. a gdy zakładałam konto w japońskim banku Mizuho. Mimo iŜ apogeum kultury kawaii przypadało na lata osiemdziesiąte. nie widząc nic dziwnego w fakcie. I tak pismo dziewczynek nazywano pismem „komiksowym". „zdeprawowanym". Na początku firma Sanrio wypuściła na rynek papeterie. wystylizowany charakter. który nie miałby gdzieś narysowanej wielkookiej buzi. szybko doceniono powagę sprawy i zaczęto zastanawiać się.

by wyglądać powaŜniej i udawać licealistki. podstawki i ramki. a szkolny mundurek pozostaje najbardziej erotycznym kostiumem. ja sama miałam ukrytą potrzebę doczepienia sobie małego misia do telefonu komórkowego i zrealizowałam ją w Japonii. dwadzieścia lat od narodzin „fajnej kulturki" kawaii. i dlatego nie rezygnuje ze swoich włochatych tuniczek. Kawaii spinki. Do męŜczyzn. gdzie nikogo to nie dziwiło.nigdzie. ale wykreował nowe. mroczne oblicze infantylizacji japońskiej kultury niepokoi. piórniki i saszetki kupowane są przez tłumy dziewcząt. Ŝe dzieci . Erotyzacja małych dziewczynek w krwawych manga dla męŜczyzn nie moŜe być zjawiskiem niewinnym. gdy jej opowiadałam. jaką mały chłopiec ma nad swoimi zabawkami. które chodzą do szkół nie wymagających mundurków. Kult lolitek to jedna z reakcji przeciw systemowi. zdziwiła się Michiko. 165 czyli „słodkie" i „fajniutkie" jest takie „hołubienie". Abstrahując od wszystkich dyskusji na temat róŜnicy kulturowej i relatywizmu. „Po co?". Dziś. jak po lekcjach w siódmej czy ósmej klasie upychałyśmy z koleŜankami w torbach idiotyczne fartuszki z poliestru.dorosłą kobietę obdarowano czymś właściwszym dla przedszkolaka. pozostaje oazą szczęścia. Upieranie się przy wizerunku lolitki jest jedyną obroną przed systemem. wielu ludziom łatwo się będzie zgodzić. Wiadomość. Dla męŜczyzny wizerunek lolitki reprezentuje seksualność bez konsekwencji i odpowiedzialności. którzy nie chcą dorosnąć. a japońskie nastolatki ze swej strony wcale nie chcą wyglądać jak dorosłe osoby. Kawaii. pod warunkiem. Michiko mówi. Dlatego to drugie. brzmi: „Jestem jeszcze mała. skarpetki. kontrolę i władzę. Ŝe nawet te nastolatki. gdy nie było się jeszcze ani męŜczyzną. aby wyglądać kawaii. „Kawaii!!!". Rynek nie tylko wyszedł naprzeciw wszystkim potrzebom. które w okresach wyprzedaŜy krąŜą tłumnie wokół butików na Harajuku czy Shibuya. Nie dojrzałam do dorosłego Ŝycia. jaką wysyła ten kostium. Za nic nie odpowiadam. W kulturze kawaii moŜna teŜ dostrzec pozytywne aspekty. błyszczyki do ust w kawaii opakowaniach. Jak się okazało. Ŝe się nasze „wewnętrzne dziecko" nie zmieni w despotycznego bachora. Póki co dwudziestosiedmioletnia Michiko nie zamierza pogodzić się z tym. chętnie je kupują i przebierają się w nie. Ŝe czas mija i właśnie przekroczyła granicę wieku uwaŜaną jeszcze niedawno za początek staropanieństwa. dziewczyny z Krainy Mydła ciągle przebierają się za uczennice. w którym bycie dorosłą kobietą/dorosłym męŜczyzną oznacza opresję. nawet jeśli nie prowadzi do rzeczywistych aktów przemocy. nigdy i pod Ŝadnym pozorem .nie powinno przedstawiać się jako obiektów seksualnych i przedmiotów sadystycznych . jakie są w stanie wyłapać z potoku obcej mowy. spódniczek z klosza i podkolanówek. Co roku na kawaii rzeczy wydaje się w Japonii miliardy jenów. gdy wszystko było wolno. ani kobietą. Dla kobiety takiej jak na przykład Michiko jest strojem ochronnym. Świat dzieciństwa. jaką Michiko zna. które pozwalają ludziom hołubić swoje „wewnętrzne dziecko" i kupić mu czasem ulubioną maskotkę. konieczność wpasowania się w sztywną hierarchię płciowych ról. świadomej swojej seksualności kobiety. więc dajcie mi spokój". rozlega się co chwila na tokijskich ulicach i dla większości „gaijinów" jest to jedno z pierwszych słów. nie przemawia wizerunek dojrzałej. W ten sposób 164 dziewczynki z buntowniczek stały się konsumentkami kawaii rzeczy i najdoskonalszymi obiektami męskiego pragnienia.

tym cenniejszy. sympatycznej twarzy. zastanawiałam się. Wygląda! jak fantastyczny statek z masztem.. MoŜe jednak powinnam napisać „blisko niej". bardzo szczupła postać o krótkich. na ich dziecinne bluzeczki i kiczowate plastikowe pantofelki. gdy moŜna na mgnienie oka znaleźć się blisko niego. Alternatywą jest pozostanie wiecznym efebem lub dziewczyną. ani kobietą. wysiadając z samochodu albo wychodząc z teatru. kiedy woda zawrze. Ŝe naleŜy do fanklubu jednego z otoko-yaku i dlatego moŜe dostać bilety nawet na najbliŜszy spektakl. Kobiety stały tam. moją uwagę od razu zwrócił tłum kobiet z parasolami. marzyłam. Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Otoko-yaku w deszczu Umówiłam się z Naomi w Hibiya. a więc. Były fankami Takarazuka czekającymi na przybycie swojego idola tak. Dałam Naomi wizytówkę i po kilku dniach przysłała mi e-mail. by nie przypominać dorosłych kobiet. Poznałam Naomi. przypominała słynącą z klasycznej elegancji księŜnę Masako. Ubrana w kostiumik. teatralnej dzielnicy Tokio. odtwarzającą męskie role. Chwila. Kiedy w końcu pojawiła się w drzwiach. raczej jej destrukcję niŜ rozkwit. rozjaśnionych na kasztanowo włosach uśmiechnie się i pomacha fankom. jeśli chcę. gdy bezskutecznie próbowałam porozumieć się w kasie teatru Takarazuka. Miałyśmy iść na spektakl zatytułowany Romans de Parts. która wrzucona do wrzątku wyskoczyłaby i uratowała się. który nie tylko wyglądał jak Chanel. niemal nieruchome. włączając te odgrywane na scenie Takarazuka. Wysoka i wiotka. którego czubek ginął w miękkiej szarości nieba napęczniałego od wilgoci. uŜyć Ŝeńskiej formy osobowej? Kobiety przed teatrem czekały bowiem na otoko-yaku o imieniu Asami Hikaru. „Niego?". czy to moŜliwe. dobiłam na miejsce. Ŝe wspaniała wielowiekowa kultura Japonii stanie się tylko kawali. przed nową siedzibą Takarazuka. Ŝe bilety rezerwuje się z wielkim wyprzedzeniem lub bladym świtem przychodzi. przez tłum przebiegł szmer . Gdy pojawi się.. moŜe. Patrząc na papuzie grupki dziewcząt z Tokio ubranych tak. ani męŜczyzną. wyszeptane przez młodą Japonkę o zabawnie piegowatej. namalowane własnoręcznie portrety i inne dowody uwielbienia. nawet nie zauwaŜy. Nie wiedziałam. Nacisk w tak wielu japońskich historiach. ale był Chanel. warta jest poświęcenia. jeśli szczęście będzie im sprzyjać. zatrzyma się na chwilę. a tak. „fajną kulturką"? Kerr porównuje obecny kryzys Japonii do syndromu powoli gotującej się Ŝaby. pada na kres młodości. co oznacza odmowę dorosłości. łan Buruma A Japanese Mirror VI.praktyk. by w gigantycznej kolejce stanąć po wejściówkę bez Ŝadnej zresztą pewności. Ŝe udawałam się tam w towarzystwie prawdziwej fanki i znawczyni. Fanki marzą. aktorkę Takarazuka. dla mnie był to pierwszy raz. nie zwaŜając na deszcz. spokojne. Gdyby tak te dziewczynki. Naomi odwiedza Takarazuka kilka razy w miesiącu. cierpliwe wielbicielki przez chwilę zobaczą z bliska upragnioną twarz. Ŝe się ją dostanie. Wtedy usłyszałam cichutkie: „MoŜe ci pomóc?". zmieniły buty na wygodniejsze i znów wymyśliły jakąś rewolucję. by móc podarować mu listy i pluszowe zwierzątka. jak zwykły czynić to zawsze przed i po kaŜdym spektaklu. Gdy płynąc od stacji Yurakuchó w potokach niespodziewanej wiosennej ulewy. czekających przed 167 wejściem do róŜowawego budynku o monumentalnej architekturze. mogę z nią pójść.

albo. co nie moŜe się zdarzyć.wysoka. jeśli ktoś jeszcze uwaŜa ten hierarchiczny podział za przydatny. a aktorki nazywane są „takarazinkami" (Takarasiennes) na wzór paryŜanek (Parisiennes). której był właścicielem. i zrekompensować mniej udaną inwestycję w postaci pierwszego w Japonii odkrytego basenu. Czarna męska koszula opinała niemal płaską klatkę piersiową. powiedziała towarzysząca mi Naomi. „Uwielbiam go". wyraźnie nie naleŜało do tego świata. Otoko--yaku Asami Hikaru nie wydawała się ani kobietą. jaką moŜe wolno byłoby nam się stać. szarpaniny. androginiczna postać wyglądała jak bóstwo. Jako Ŝe nawet w kraju o tak bogatej tradycji męsko-damskich przebieranek jak Japonia. iŜ oglądanie kobiety przebranej za męŜczyznę i śpiewającej miłosną piosenkę trzymanej w ramionach koleŜance jest 169 niewinną rozrywką dla całej rodziny. zgromadził dwanaście dziewcząt i stworzył z nich zespół teatralny. Fakt. Ale od tej androginicznej postaci emanował czar elfa i nieziemski erotyzm. od którego teatr wziął swoją nazwę. obcisłe jak druga skóra haftowane na złoto dŜinsy podkreślały chłopięcy kształt bioder i długie zgrabne nogi. Dla fanek to Takarazuka Revue albo po prostu Takarazuka.podziwu. Od początku mianowicie przekonywał publiczność i krytyków. teatr Takarazuka to „niska kultura". naleŜała do Ŝeńskiej płci. Hikaru Asami miała buty na wysokim obcasie. gdybyśmy nie zostali zmuszeni do wyboru albo . adoracja miała charakter niemal religijny. Takarazuka narodziła się w 1913 roku w małym japońskim miasteczku koło Osaki. Scenę w deszczu przesycał niewysłowiony smutek tego. ale Ŝaden opis nie zastąpi wizyty w teatrze Takarazuka. 168 a jej makijaŜ zbyt wyraźny. stosownej i pięknej" (kiyoku. Wszystko to. japoński milioner. a zgromadzone pod teatrem fanki kochały jej męskie wcielenie. okazało się nic nie warte. ale mówiła „ja". jaką zaszczyca Ziemian. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Rzeczywiście . które spłynęło z deszczowego nieba i mimo wizyty. Musical. jaki stworzono na początku ubiegłego wieku. niełatwo było bronić tezy. Szczegółowe informacje na temat Takarazuka moŜna znaleźć w ksiąŜce Jennifer Robertson Takarazuka. a cała inwestycja okazała się nad podziw udana. była ubrana śmiesznie i kiczowato. krzyków. transcendujący ograniczenia płci i rodzaju. miała kobiece dłonie. rewia i operetka łączą się tym przedsięwzięciu w całość jedyną w swoim rodzju. tylko jakąś pośrednią formą bytu. Ŝe odgrywanie męskich ról na scenie bardziej uwraŜliwia dziewczęta na . Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Kobayashi Ichizó. co wcześniej słyszałam o Takarazuka. uŜywając męskiej formy zaimka osobowego. Zgoda. zamieniając basen na scenę. ale ruszała się w nich zamaszyście jak męŜczyzna. i jednocześnie najpotęŜniejszy teatr masowy. tadashiku. Nie było jednak Ŝadnego przepychania się. w porównaniu z dostojnym kabuki. „ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Kabuki na odwrót w wersji pop Takarazuka-shójo-kageki (Dziewczęcy Teatr Muzyczny z Taka-razuki) to największa na świecie trupa. ani męŜczyzną. gdy pierwszy raz zobaczyłam otoko-yaku. impresario i polityk. w której wszystkie role grane są przez kobiety. Narodzinom teatru Takarazuka towarzyszył ukuty przez Kobayashiego slogan „czystej. utsukushiku) rozrywki rodzinnej. ojciec Takarazuka wymyślił prawdziwie akrobatyczne uzasadnienie. jedynej jak dotąd zachodniej pracy antropologicznej poświęconej temu zjawisku. Aby zwiększyć ruch na linii kolejowej.

uznanie Takarazuka za oryginalną w formie „szkołę Ŝon" nie było pozbawione sensu. dając dobry przykład widowni. Po dziesięciu latach działalności niewielka scena przebudowana została więc w gigantyczny teatr o trzech tysiącach miejsc. grające męŜczyzn. a polityka kierownictwa kładzie duŜy nacisk na wykluczanie jakichkolwiek erotycznych dwuznaczności w oficjalnych wizerunkach. otoczony przez kompleks rozrywkowy o nazwie Familyland albo Famirirando w wymowie japońskiej. Jako Ŝe Kobayashi zawsze deklarował swoje pełne poparcie dla konfuncjańskiego ideału kobiety jako patronki domowego ogniska. podkreślając. by Takarazuka rozkwitła. które zajmują się ceremonią herbacianą i . Takarazuka i jej aktorki otacza kordon pilnie strzeŜonej czy raczej sprytnie kontrolowanej tajemnicy. Odtwórczynie ról Ŝeńskich teŜ wprawdzie cieszą się zainteresowaniem i sympatią zrzeszonych w fanklubach pań. ale jej sława nigdy właściwie nie przekroczyła granic Japonii. i otoko-yaku. z wzruszająco staroświeckim hollywoodzkim przepychem. Takarazuka Revue bardzo często pojawia się w japońskich mediach i podróŜuje po świecie. Z takiego punktu widzenia przywdzianie męskiego kostiumu przez dziewczynę stanowiłoby akt nadgorliwego konformizmu raczej niŜ rewolucyjny gest transgresji. Ŝe popularność Takarazuka przerosła kabuki (w przeciwieństwie do kabuki. Ŝe takarazinki powinny być postrzegane jako „normalne dziewczyny". Bilety znikają błyskawicznie. Kult otaczający odtwórczynie ról męskich sprawił. 170 androginiczni otoko-yaku. Kierownictwo teatru (złoŜone .z męŜczyzn) kontynuuje zatem politykę ojca Takarazuka. cichy niegdyś kurort z gorącymi źródłami. Mimo iŜ Takarazuka ma o wiele mniejszy prestiŜ niŜ dostojne kabuki. odtwarzające role Ŝeńskie. tak samo silnie zakorzeniona jest w długiej japońskiej tradycji ambiwalentnych płciowo bohaterów. Takarazuka ma dziś w Tokio i rodzinnym miasteczku dwie ogromne sceny na trzy tysiące widzów i zatrudnia ponad siedemset osób. Miasteczko Takarazuka. Ŝe niemal niemoŜliwy . określana mianem sumire (czyli fiołek. Podobnie jak inne szalenie popularne w Japonii formy subkultury kobiecej i dziewczęcej. teatr Takarazuka wydaje się nieprzekładalny na języki odmiennych kultur.tak jak było od początku . ale obiektem kultu są przede wszystkim kobiety grające męskie role . W firmowych materiałach reklamowych i promocyjnych nadal widzimy jedynie powierzchowny wizerunek aktorek przedstawianych w estetyce glamour. nie stając w konflikcie z obowiązującą w Japonii patriarchalną polityką seksualną. Były przypadki samobójstw z miłości i namiętnych romansów między fankami a gwiazdami.uzyskanie zgody na publikację zdjęć do tej ksiąŜki zajęło mi pół roku. z których około czterystu to aktorki: musume-yaku. To kabuki na odwrót w wersji pop pozostaje zjawiskiem specyficznie japońskim. Wszystkie osoby związane z teatrem obowiązuje niepisana zasada dyskrecji. a ich zdobycie graniczy z cudem. Cenzura publicznych wypowiedzi członkiń zespołu dotyczy zwłaszcza ich Ŝycia prywatnego i preferencji seksualnych. które naleŜy rozpatrywać w kontekście tamtejszej kultury. Kontakt z dyrekcją jest tak trudny. a na pewno dowcipu. jest dziś pełnym sklepików z wszystkimi moŜliwymi gadŜetami miejscem kultu dla kobiet namiętnie kochających kobiety przebrane za męŜczyzn.niuanse męskiej psychiki. Dzięki temu uczą się one być wartościowszymi Ŝonami i matkami w przyszłości.tajemniczy. To wystarczyło. Takarazuka w 1986 roku wzbogaciła się o jeszcze jedną trupę). kwiat uznawany za symbol Takarazuka).

Idąc śladem bogini. W japońskiej kulturze tradycja męsko-damskich przebieranek jest prawdopodobnie silniejsza i trwalsza niŜ gdziekolwiek indziej. które mogą na dobre stracić zainteresowanie prawdziwymi męŜczyznami. Japońskie przebieranki cechuje powaga nieznana drag ąueens i drag kings Zachodu. gdy Ŝadna z nich nie zaczyna zachowywać się w sposób uwaŜany za męski (na przykład ubierać się i mówić jak męŜczyzna). teŜ nieobca jest płciowa ambiwalencja. w których nigdy nie jesteśmy doskonali. Wprawdzie bliskie. Ŝe te piękne japońskie dziewczęta celebrują swą odmienność w campowym spektaklu. Skoro nawet bogini. bowiem wydaje się. a początkom teatru kabuki towarzyszyło zupełne pomieszanie płci i ról odgrywanych przez aktorów i aktorki na scenie oraz w Ŝyciu. przebierała się za męŜczyznę. Nas w męŜczyźnie 172 przebranym za Marylin Monroe najbardziej podnieca to . a niektórzy chłopcy za dziewczęta. Dla Japończyków odgrywanie roli innej płci uwaŜane jest za umiejętność wymagającą maestrii. iŜ ideału osiągnąć się nie da. a melancholijną zgodą na to. jakie kierownictwo Takarazuka przywykło formułować od lat. Główne bóstwo religii shintó. a z kolei podczas niezwykle dostojnej ceremonii wstąpienia na japoński tron cesarz symbolicznie staje się kobietą. Ŝe dla Japończyków w zabawie tej waŜne są inne wartości niŜ ironia. gejowska prasa nie mogła wyjść z zachwytu. drugiej religii Japonii gładko koegzystującej z shintó. Oto „normalne dziewczęta". a efekt jest nie tyle campuwy. wcieleniem Amaterasu. Jak łatwo się domyślić. świątynne tancerki przebierały się za chłopców. z całą pewnością mieliby teraz grono świętych o zagadkowej pici i skłonności do zmiany kostiumów. która dała początek rodowi cesarskiemu. iŜ kult otaczający Takarazuka ma lesbijski charakter i „zagraŜa 171 zdrowiu" dziewcząt. bogini Amaterasu. Na przekonaniu o tragikomicznym wymiarze kobiecych i męskich ról. a bardziej konserwatywne w tej materii chrześcijaństwo nigdy nie przekonało Japończyków.podkreślone mrugnięciem oka czy przesadnym gestem . Jako przedsięwzięcie otwarcie lesbijskie Takarazuka postrzegana jest często za granicą i gdy na przykład w 1994 roku pojawiła się w Londynie. by wyglądać zupełnie jak boska blondynka. lecz . co po prostu piękny. sądząc. brzmi oficjalna definicja sytuacji. które w męskim przebraniu stają się idolami innych „normalnych dziewcząt". Buddyzmowi. Ta śmiała interpretacja skłoniła szefa zespołu do kolejnego publicznego protestu. gustowała w zmianie kostiumów. Ma ona między innymi religijną genezę. aby był ironiczny. pod którą nie sposób nie szukać ukrytego sensu. czułe związki między młodymi dziewczętami nie są potępiane w japońskiej kulturze.pęknięcie między jego wysiłkiem.układaniem kwiatów w czasie wolnym od gry na scenie. Gdyby jednak tak się stało. polega bowiem z grubsza zachodnia estetyka określana mianem camp. którzy przekonywali. ale tylko do czasu. nie dziwi. gdy konieczność spotkania z bratem buntownikiem ją do tego skłaniała. Ŝe teatralne i parateatralne rozrywki oparte na tego rodzaju praktykach od wieków występowały w Japonii w duŜej rozmaitości. Od japońskiego transwestyty nie wymaga się. w okresie Edo na przykład bywały gejsze płci męskiej uczone kobiecych ról i bawiące w przebraniu męŜczyzn gości. Ten aspekt od początku często wykorzystywany był przez krytyków teatru. te dyplomatyczne zabiegi słuŜyły i słuŜą wykluczaniu jakichkolwiek niedomówień na temat ewentualnego homoseksualizmu takarazinek.

z którą czas (być moŜe przy pomocy chirurgów plastycznych) obchodzi się nadzwyczaj łagodnie. o wiele waŜniejsza niŜ ironia i dystans. gdy dowiedziałam się. a nie odwrotnie. które popsułoby całą przyjemność. drapiąc w gardle jak dym. Nie przez przypadek gwiazda. grając oczywiście główną rolę Ŝeńską. tworząc z nim jedną z tych niesamowitych kombinacji miłosnych. powiedziała w jednym 173 z niedawnych wywiadów. Jako młody męŜczyzna święcił triumfy w spektaklu Czarna jaszczurka. Sądziłam. Ŝe nie jestem prawdziwą kobietą". których skomplikowana natura do dziś intryguje badaczy twórczości autora Zakazanych kolorów. Nie wtajemniczyli mnie jednak w szczegóły (sympatia sympatią. z racji której female impersonators stają się gwiazdami na taką skalę. nie oczekując demaskatorskiego mrugnięcia okiem. Nie bez powodu teŜ teatrem uwaŜanym za wizytówkę Japonii jest kabuki. którzy próbują swych sil na scenie. która nabrała mnie w Ginzie. Ŝe mam do czynienia z artystką w rodzaju japońskiej Ewy Demarczyk. a nie mak impersonators stają się gwiazdami mediów. Miwa ma wielu naśladowców. Ŝe posiadała rzadki talent aktorski i . wysoką kobietę w czarnej sukni i boa z lisów i słuchałam francuskich piosenek śpiewanych przez nią po japońsku w rozdzierającym serce stylu wielkiej divy. ale dlaczegóŜ by nie zrobić dowcipu „gaijince"?).bo Ŝeńska forma tych słów jest tu z pewnością właściwsza . JakieŜ więc było moje zdumienie. Japonia nie była i nie jest krajem równości pici. Dziś. Miwa ma około siedemdziesiątki i nadal jest kobietą. a jej wzruszenie na granicy łez niemal mi się udzieliło. Początek kabuki dała u zarania XVII wieku kobieta. Celebrowany z pasją urok sztuczności i dreszcz erotyczny. był teŜ przyjaciółką i muzą . Ŝe kobieta w czarnej sukni to biologiczny męŜczyzna! śaden z elementów przedstawienia nie był wyraŜony w znanym mi języku campu. to raczej female. wcielając się w tę rolę z powagą i mistrzostwem aktora kabuki. była męŜczyzną grającym kobietę. „Sztuczna" kobieta jest estetycznie doskonalsza od prawdziwej. owianych tajemnicą. jaki wywołuje płciowa ambiwalencja. Istota o szlachetnej twarzy. a publiczność podziwiała doskonałość maskarady. tak jak zmaltretowane zabiegami ogrodniczymi drzewko bonsai mojego sąsiada Matsury przewyŜsza pod tym względem drzewo.bardziej przekonujący niŜ osoba tej płci. „za to biŜuterię zawsze noszę prawdziwą". w połączeniu z bardziej tolerancyjnym podejściem do seksualności w ogóle. często pojawia się w mediach. wiele lat po samobójczej śmierci Mishimy. Nie bez powodu grację i wdzięk aktorów kabuki stawiano za wzór do naśladowania dla rzeczywistych kobiet. składają się na przyczynę. bowiem sztuczność to waŜna cecha estetyki Krainy Kwitnącej Wiśni. od kilkudziesięciu lat Ŝyje i występuje publicznie w kobiecym przebraniu. Publiczność. jak na przykład Miwa Akihiro. pewne jest tylko to. z którego kobiety wykluczono. którego piękno jest naturalne. „Niektórzy twierdzą. W jej losach. Ten najsłynniejszy japoński transwestyta. symboliczne zmiany pici nie mogą dotyczyć kobiet i męŜczyzn w tym samym stopniu. którą odgrywa. Nieznana mi dama rzeczywiście śpiewała pięknie i przy jakimś szalonym tangu zaczęłam na dobre ulegać magii spektaklu.słynnego pisarza Mishimy Yukio. zgromadzona w sali urządzonej z barokowym przepychem. a artysta nie przypominał dragąueen z Nowego Jorku czy Londynu. by reprezentować je na scenie mogli aktorzy męŜczyźni. Na jeden z takich koncertów do klubu w tokijskiej Ginzie zabrała mnie Mariko ze swoim towarzyszem Ŝycia. On po prostu był kobietą. tancerka Okuni. przysłuchiwała się w naboŜnym skupieniu. Patrzyłam więc na szczupłą. aktor i piosenkarz.

ale stanowiło równieŜ pochodną innego. powszechnie uwielbiani i rozpieszczani. znacznie powaŜniejszego zamieszania. których moŜna się nauczyć. W onnagata podziwia się . skłaniali swoich patronów do trwonienia fortun i zaniedbywania obowiązków rodzinnych i słuŜbowych. ryzyko rozwiązłości zostało w ten sposób powaŜnie zredukowane. Swobodna zmiana ról płciowych. To 175 właśnie wtedy krystalizowała się japońska forma dandyzmu i ideał bishónen. które ośmieliły się podjąć taką próbę. którzy odtąd mieli grać kobiece role. zagraŜała więc nie tylko moralności. jakie prowokowała ich obecność na scenie. a więc oświecenie nie jest dla istoty obdarzonej takim ciałem dostępne dopóty. To właśnie owo „zaniedbywanie obowiązków" i nowa forma seksualności raczej niŜ seks w sensie homoseksualnej „rozwiązłości" stały się powodem dalszych zmian w kabuki. W okresie Edo popularność kabuki rosła z roku na rok. Młodzi chłopcy okazali się równie poŜądani erotycznie i wkrótce zostali nowymi gwiazdami ówczesnego półświatka. otoczeni adoratorami tej samej płci. W najwcześniejszym okresie istnienia kabuki grały w nim tylko kobiety. Kobiety. Multiplikacja ich wizerunków na pornograficznych drzeworytach uczyniła z nich własność masowej wyobraźni. stawały się muzami artystów i przyjaciółkami moŜnych. otwierając drogę niezliczonym naśladowcom. spotykały się ze społecznym potępieniem i karą . Tak czy inaczej. kobiety swobodnie wcielające się w męskie role musiały budzić niepokój. Związek aktorek kabuki z nielicencjonowaną prostytucją i nieustanne krwawe spory sponsorów o względy ulubionych artystek skłoniły więc w 1629 roku szogunat Tokugawa do zastąpienia kobiet młodymi chłopcami. W doktrynie buddyjskiej na przykład kobiece ciało uwaŜa się za niedoskonałe i nieczyste. które odtwarzały zarówno role 174 męskie. w kobiecych strojach. Wykluczenie kobiet wprawdzie oficjalnie słuŜyć miało umoralnieniu teatru kabuki. Następnym krokiem wiernego zasadom konfucjanizmu szogunatu było więc zastąpienie rozpieszczanych młodzieńców dorosłymi męŜczyznami. iŜ kobieta z krwi i kości mogłaby zastąpić onnagata. wydaje się Japończykom sprzeczny z ideą tej sztuki. jak i w buddyzmie. uznawane za byty niŜsze. Ta próba oderotyzowania kabuki powiodła się. gdy w kabuki grały obie pici. zastąpienie kobiet młodzieńcami nie podniosło morale kabuki. pięknego.przekształciła widowisko taneczne w teatr. androginicznego młodzieńca. ale całemu porządkowi społecznemu. Ŝe kobiecość jest niŜszą formą istnienia. Jest to jednak długotrwały proces. otoczone atmosferą dwuznacznej sławy. a młode aktorki. dopóki nie narodzi się powtórnie jako męŜczyzna. Taki jest teatr kabuki dziś: kilkudziesięcioletni męŜczyzna przebrany w kimono moŜe grać w nim role zrozpaczonej matki. czyli odtwórcę Ŝeńskich ról. jak i Ŝeńskie. Nie bez przyczyny więc nawet w czasie. dzielnej kurtyzany albo młodziutkiej zakochanej dziewczyny. na który trzeba wielu generacji i kolejnych coraz doskonalszych wcieleń. którzy mieli odtąd grać Ŝeńskie role. rozumianych jako zbiór gestów i zachowań. Nawet poza sceną przebrani w kobiece stroje. Młodzieńcy pojawiają się na scenach współczesnego kabuki. Homoseksualne związki dorosłych męŜczyzn nigdy bowiem nie wydawały się Japończykom tak atrakcyjne. tylko męŜczyźni mogli równieŜ poza sceną prowadzić Ŝycie jako kobieta. ale sam pomysł.sukces w udawaniu męŜczyzny podwaŜał leŜące u podstaw płciowej hierarchii przekonanie. Zarówno w filozofii konfucjańskiej.

takarazinkom tak długo. choć a rebours. oczywiście. Poza tym wokół widzimy tylko kobiety. by podziwiać młode piękne dziewczyny przebrane za męŜczyzn. jakby jakaś tajemnicza siła starła z ich twarzy charakterystyczny dla Japonek wyraz wiecznego zmartwienia. z których po morderczych egzaminach wybranych zostaje tylko czterdzieści. Mimo tych ograniczeń wolności osobistej. naleŜy do tych teatrów. dziewczyny z Takarazuka muszą nie tylko sprostać wysokim kryteriom artystycznym. ale zanim Ŝeńska trupa mogła powstać. Podobny zabieg. który onnagata odgrywa za pomocą odpowiedniego kostiumu.maestrię. ale takŜe dostosować się do niezwykle surowych wymogów dotyczących ich Ŝycia osobistego. Ŝe największy zachwyt wzbudza ono w męskim przebraniu. Jednak gdy Takarazuka powstawała. nie wolno wyjść za mąŜ. jak robi to drag queen. Takarazuka to przestrzeń kobieca. Onnagata nie próbuje „podszyć się" pod konkretną kobietę. Jak uwaŜają znawcy kabuki. z jaką powtarza on gesty uznawane za kwintesencję kobiecości. Czerwone dywany. które ponownie otworzyły przed kobietami scenę: oprócz idei kobiecości. Kandydatki powinny pochodzić z „dobrych rodzin". mimo iŜ o mniejszym prestiŜu niŜ kabuki. urodzić dziecka. róŜowawe światło. Oficjalnie takarazinki są czyste i dziewicze jak lilie. jak chcą pozostać w teatrze (a więc do około 35. ale przedstawić za pomocą odpowiednich środków ideał kobiety. W przeciwieństwie do aktorów kabuki. wysoko postawionego głosu oraz zestawu wyuczonych gestów i póz. japońskie kobiety musiały odzyskać prawo grania na scenie. Ŝe jest męŜczyzną. pozostawiając miejsce dla kobiecego rodzaju. Jeśli juŜ pojawia się jakiś męŜczyzna. kaŜdego roku aplikuje do szkoły muzycznej Takarazuka około sześciuset marzących o sławie 177 dziewczynek w wieku 15-18 lat. roku Ŝycia). reprezentowanej przez męskiego aktora kabuki. W kabuki kobieca pleć została więc wykluczona. obłe kształty nie tylko freudyście mogą przywieść na myśl kobiece łono. aktorki ciągle uwaŜane były za kobiety dwuznacznej profesji. czyli tego. miękkie. ubrany jest zgodnie z kodami wskazującymi na przynaleŜność do mniejszości seksualnej i artystycznej bohemy (skłonność Japończyków do uniformów ułatwia rozpoznanie). na scenie znów pojawiło się kobiece ciało. Ŝyjące 176 na marginesie przyzwoitego społeczeństwa. Miejsce. Tłumy kobiet zrelaksowanych. Takarazuka. który licznie zaludnia ulice Tokio. W krainie wiecznych dziewic i efebów Wnętrze tokijskiego teatru Takarazuka jest dziwnie małe i przytulne w stosunku do monumentalnej architektury widzianej z zewnątrz. zwanego sararii-manem. co po angielsku nazywamy gender. Ŝe japońskie kobiety potrafią grać role kobiet nie gorzej od męŜczyzn. gdzie Japonki przychodzą. którzy mogą mieć rodziny. ani. co . Dzięki otwarciu Japonii na świat w okresie Meiji (1868-1912) na sceny weszły sztuki europejskich oraz amerykańskich autorów i aktorki takie jak Matsui Sumako zaczęły udowadniać. onnagata moŜe to zrobić lepiej właśnie dlatego. Ŝyć otwarcie w nieformalnym związku. chrupiących ciasteczka. Jakie są? Kim są gwiazdy Takarazuka? Aby stać się obiektami pragnienia fanek. uśmiechniętych tak. zastosowano w Takarazuka. Ironia chce. Tu najwyraźniej nie ma wstępu. W Takarazuka uderza w oczy niemal zupełny brak heteroseksualnych par i tego charakterystycznego typu w ciemnym garniturze.

w pewnym stopniu . to najpopularniejsze sposoby przedstawiania „złotej kombinacji". ale młodsze . Wiele takarazinek Ŝyje w internacie takŜe wówczas. ale te dziewczęta. gdy juŜ skończy naukę. Otoko-yaku trzymający w ramionachmusume-yaku. w roli kobiety o silnym charakterze jak Scarlett 0'Hara). KaŜdy zespół ma swoją parę gwiazd. Yuki (Śnieg). zatrudniany jest w Ŝeńskiej roli (np. a wtórny . których wynajęcie nierzadko jest sponsorowane przez bogate fanki (lub rzadziej fanów). gdy zaś . Tylko absolwentki szkoły muzycznej mogą zostać artystkami w tym teatrze.oznacza w praktyce rodziny dobrze sytuowane. często przeprowadzają się do własnych mieszkań. ale tylko część spełnia odpowiednie kryteria.według terminologii wprowadzonej przez Robertson . które muszą wypełniać pod okiem starszych takarazinek. Kata obejmują odpowiedni zespół gestów i póz uwaŜanych za charakterystyczne dla kobiety lub męŜczyzny. jak osobowość i . Ŝadna osoba z zewnątrz. oboje w cięŜkich makijaŜach i barokowych kostiumach. To one wcielają się w zakochanych bohaterów kolejnych sztuk granych w Takarazuka. Na drugim roku szkoły muzycznej Takarazuka dziewczęta zostają podzielone na dwie grupy. sprawują męŜczyźni. Oczywiście na ogół studentki pragną zostać właśnie otoko-yaku. sposobów ekspresji słownej. jakie musi sobie przyswoić otoko-yaku i musume-yaku. kształt twarzy. bo kierownictwo Takarazuka wierzy. Hoshi (Gwiazda) i Sora (Niebo). Wszystkie domowe prace wykonywane są przy tym ręcznie. zwaną „złotą kombinacją".jak „koty" w wojsku . intonacji. z łokciami w pewnej odległości od ciała. jak było juŜ powiedziane. To wówczas . takimi jak „dyskretny wdzięk" bądź „gwiazdorstwo". a ich wizerunki zajmują centralne miejsce na plakatach i okładkach czasopism. niezaleŜnie od tego. czyli aktorkę grającą męskie role i jej koleŜankę specjalizującą się w rolach Ŝeńskich. Męskich wizyt surowo zabrania się. które stają się gwiazdami. panuje wojskowy rygor i hierarchia. dłońmi zaciśniętymi w pięści. Jak pisze amerykańska autorka. Dla przykładu otoko-yaku uczy się poruszać ekspansywnie.takarazinki przybierają swój „wtórny rodzaj (gender)". Od tego czasu większa część codziennych zajęć będzie nastawiona na uczenie się kata. budowa ciała. otoko-yaku i musume-yaku w strojach codziennych upozowani na heteroseksualną parę. trzy w kaŜdym pokoju. a przyszłe odtwórczynie ról męskich obci-nająwłosy i uczą się zachowywać jak męŜczyzna. „pierwotny rodzaj" oparty jest na kryterium genitalnym.oprócz kryteriów fizycznych (wzrost. KaŜda z trup odznacza się indywidualnymi cechami.osobiste preferencje. Dziewczyny mieszkają w pilnie strzeŜonym internacie po dwie. ale musume-yaku skazana jest na granie wyłącznie Ŝeńskich bohaterek. jak byłaby utalentowana. czyli kodeksu zachowań właściwych kobiecie albo męŜczyźnie. Otoko-yaku niekiedy. W Takarazuka kierownictwo. i na czele kaŜdej stoi kierownik męŜczyzna.na takich właściwościach socjopsychologicznych. Ŝe wspomaga to kształtowanie charakteru podopiecznych. Takarazinki dzielą się na pięć zespołów: Hana (Kwiat). podobnie jak oddawania się rozrywkom i przebywania poza kampusem.obciąŜane są cięŜszymi obowiązkami. Wszystkie rezydentki na przykład odpowiedzialne są za sprzątanie. która umówiła się na randkę w jednym z eleganckich lokali w tokijskiej 178 Ginzie. mogące sobie pozwolić na kosztowne studia swoich córek. Tsuki (KsięŜyc). choć bardzo rzadko. a ich codzienne Ŝycie uporządkowane jest jak w koszarach. nigdy nie zagra w Takarazuka. tembr głosu) .

a nie innemu skomponowaniu elementów uwaŜanych za męskie. by zlikwidować azjatycki kształt powiek. ucieleśniający japoński ideał bishónen. odtwórczyni męskich ról staje zawsze na rozstawionych nogach. Niekiedy dodawane są takŜe takie niezaprzeczalne oznaki męskiej płci. z natury swej skazaną na zagładę (idealnego bishónen stworzył wspomniany Mishima Yukio w Zakazanych kolorach). 179 zgorszenie innych budziła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Haruna Yuri. Jest efebem. którzy nigdy nie pozwalaj ą sobie na więcej niŜ pocałunek. kiedy przedstawienie było na afiszu. gdy przez cały czas. Bishónen. bishónen w manga odznacza się andro-giniczną urodą o cechach raczej kaukaskich niŜ azjatyckich i często pochodzi z krainy tak odległej od Japonii. to jedna z najbardziej tajemniczych postaci w całym japońskim imperium erotycznym. Marlona Brando.siada. Jacka Nicholsona i właśnie Elvisa Presleya. Za kaŜdym razem jego rozjaśnione włosy. chociaŜ jest to zwyczaj stosunkowo nowy w Takarazuka. biodrami lekko wysuniętymi do przodu na wzór Elvisa. lecz takŜe rasowo. Jak pisze Robertson. staje się postacią rozpoznawalną dzięki takiemu. ostre. Jamesa Deana. nawet jak na japońskie standardy. Podobnie jak bohaterzy Takarazuka. piękną i melancholijną formą istnienia. Wygłaszając swoje kwestie. z manga dla dziewcząt). zachwyt jednych. Ŝe artystka wzorowała się raczej na sylwetce Davida Bowie niŜ Jacka Nicholsona. z wąsami czy bez. Otoko-yaku bowiem nie tylko jest ambiwalentny płciowo. jak broda czy wąsy. Otoko-yaku. W przeciwieństwie jednak do bohaterów Takarazuka. Najpopularniejszy dziś wizerunek otoko-yaku budzi podejrzenia. i podobnie jak postaci z manga (np. pięknego młodzieńca. trzyma nogi po męsku rozstawione pod kątem bliskim szpagatowi. często równieŜ poza sceną posługują się męską odmianą japońskiego języka i uŜywają scenicznego tembru głosu. W początkowym okresie istnienia Takarazuka w modzie byli macho otoko-yaku. takŜe prywatnie pokazywała się z wąsikiem. bishónen z manga dla dziewcząt bywa uczestnikiem dość odwaŜnych praktyk homoseksualnych. Otoko-yaku nosi krótkie włosy. duŜo większe niŜ w naturze. ???????'? Chevaliera. zdecydowane i bez wahania podnosi głos. wielkie oczy. znany najlepiej z komiksów dla dziewcząt. Nieraz zresztą natura zostaje skorygowana operacyjnie. KaŜdy otokoyaku kreuje z męskich kata indywidualną sylwetkę. jak arystokratyczne dwory 180 dawnej Europy albo nawet inna planeta. Jej głos jest wyraźnie obniŜony i po męsku stanowczy. Jego gesty są kanciaste. nie mają jednak wiele wspólnego z rzeczywistą rozwiązłością i w tym sensie są bardziej . Ambiwalentne płciowo albo otwarcie homoseksualne wątki. bardziej przypomina osobę rasy kaukaskiej. tak popularne w dziewczęcej subkulturze Japonii (i tak szokujące dla „gaijinów"). ze stopami na boki. najczęściej rozjaśnione na kasztanoworudy odcień. Ŝe wydają się duŜo. a oczy podkreśla makijaŜem tak. Clarka Gable. ale od lat osiemdziesiątych królują niepodzielnie otoko-yaku androginiczni. W jej sylwetce trudno dopatrzyć się kobiecych krągłości. o wiele niŜszego niŜ ten. wysoki wzrost i androginiczne stroje składają się na całość jedyną w swoim rodzaju. jakim mówią Japonki. Wśród postaci ze świata zachodniego polecanych jako wzory do naśladowania dla otoko-yaku Robertson wymienia Alana Delona. Klasyczna odtwórczyni męskich ról ma około 170 cm wzrostu i jest bardzo szczupła. odtwórczyni roli Rhetta Butlera z Przeminęło z wiatrem.

jej obiekt zostaje zabity w pojedynku. poniewaŜ kocha się w szwedzkim arystokracie Von Felsenie (który darzy uczuciem Marię Antoninę). wzniosłe i bardzo młodo jak we wspomnianej RóŜy z Wersalu. Ze swym kochankiem Andre łączy się dopiero w róŜowym niebie dziewczynek. by móc kontynuować rodzinną tradycję wojskową. Zycie miłosne Oskara jest równie skomplikowane jak jego/jej pleć igender. by musieć prowadzić Ŝycie dorosłych kobiet i męŜczyzn. nie o seks chodzi w Takarazuka.romans wolny od społecznych nakazów. Bishónen ze swej natury symbolizuje to. który w feerii pawich . arabska księŜniczka odlatuje do swojej Arabii albo jeszcze lepiej umierają pięknie. To ojciec Oskara wybiera dla niej męski los i zostaje on/ona osobistym ochroniarzem Marii Antoniny.to najpopularniejszy temat japońskiej sztuki wysokiej i niskiej. Innymi słowy. W Takarazuka kochankowie nigdy nie zostają razem tak długo. bowiem czar efeba trwa nie dłuŜej niŜ kwitnienie wiśni. którego bohaterem jest bishónen . Bishónen zamieszkuje ten sam świat marzeń o wiecznym dzieciństwie co lolitki. patos rzeczy. co szybko przemija. śadna inna postać Takarazuka nie jest otoczona aŜ takim kultem fanek i o zagraniu Ŝadnej bardziej nie moŜe marzyć otoko-yaku. Ŝe jest męŜczyzną. Zakochuje się w nim Andre. wampiryczne księŜniczki i księŜycowe Ŝeglarki z manga dla dziewcząt. to światy te charakterystyczne są dla marzeń dziewczynek. Nie bez powodu ten właśnie spektakl stał się hitem wszech czasów. Homoseksualny romans.prawdopodobnie budzi w czytelniczkach nostalgię za miłością doskonałą i androginiczną formą istnienia niemoŜliwą na ogół w dorosłym Ŝyciu. Spędza z tym drugim romantyczny wieczór. pozbywszy się na moment męskiego kostiumu i przywdziawszy suknię. Melancholię przemijania. a Takarazuka przedstawia go w wersji pop: egzotyczni kochankowie nieuchronnie rozstają się. Tych samych dziewczynek. Kobiety w wieku lolitek i ich mam spotykają się na widowni Takarazuka. Nie przez przypadek sceniczne adaptacje komiksów to główna część repertuaru Takarazuka i to one stają się największymi hitami. Ramię w ramię patrzą na otoko-yaku. by móc jak najdłuŜej pozostać w rzeczywistości moŜliwie jak najdalszej od obowiązków i odpowiedzialności ich mam. tylko o melancholię. przebieranek jest więcej niŜ przeciętnie. zakazów i heteroseksualnego przymusu . smutne piękno przemijania . Niestety. Oskar rodzi się jako dziewczynka w przededniu francuskiej rewolucji. Przedstawienie RóŜy z Wersalu oparte zostało na kultowej manga z lat siedemdziesiątych autor181 stwa Ikedy Riyoko. ale Oskar początkowo nie odwzajemnia tego afektu. które przebierają się za lolitki. który wybrał mu ojciec. dalekich od japońskiej rzeczywistości. a koniec wyjątkowo melancholijny. niŜ mogłoby się wydawać.melancholia. nie wiedząc. trzydzieści lat cierpienia i samobójstwo pod kwitnącą wiśnią. na których opiera się popularność Takarazuka: akcja dzieje się w ParyŜu (czyli w miejscu „dalekim" i „pięknym"). ale gdy upewnia się co do powagi swojej miłości. Mono no aware . ukochany zostaje w ParyŜu. iŜ Oskar jest kobietą. bo zawiera wszystkie te motywy.niewinne. Głównym bohaterem jest Oskar. musi wrócić do męskiego losu. Mimo iŜ przynajmniej w połowie na widowni zasiadają kobiety w średnim wieku. a spotykają się w wyobraŜeniowych światach. ale wychowywana jest jako chłopiec. tak jak na przykład słynna RóŜa z Wersalu. W męskim kostiumie zaczyna odwzajemniać uczucie Andre. Romans po japońsku oznacza trzy dni wspólnego szczęścia. Na koniec bardzo romantycznie i widowiskowo ginie sam Oskar w szturmie na Bastylię. postać grana przez kobietę grającą kobietę udającą.

piór. mimo iŜ nigdy tam nie byliśmy". „świat. do którego naleŜy Naomi. łabędziego puchu i blasku cekinów kusi je androginicznym czarem właściwym dla krainy. 182 Robertson sugeruje. gdzie ma miejsca fanklub. więc jestem".na zdjęciu z japońskiej gazety. Wprawdzie dzieje światowego teatru udowadniają. jak moda kawaii.kobiety. Ŝe ślad. Zetknięcie z Japonią stało się przyczyną tej metamorfozy oblicza filozofa. Ŝe zamieszczane w turystycznych przewodnikach słowniczki dotyczą jedynie rzeczy nudnych. pisząc w Imperium znaku. poczt i lekarzy. Powiedzenie japońskie VII. Tak jak miejsca. ale nie wydaje się. której byt ograniczony jest do sceny marzeń i snów. Po wojnie tylko dwie rzeczy stały się silniejsze: nylonowe pończochy i kobiety. Jak siostrę zaginioną w dzieciństwie.bo przecieŜ było oczywiste. DuŜe zainteresowanie takimi formami kultury popularnej. Widziałam twarze młodziutkich i starszych kobiet. Japonki zostały moimi . dając w zamian łatwy dostęp do symbolicznej ucieczki w marzenia. o którym Barthes mówi. Do tego teatru. by marzyć. przychodzi się po to. Wodny świat kobiet Japończycy i Japonki Ma rację Barthes. za którymi tęsknimy. hermetycznie męskich światów „Spotkanie". a Japończycy wszystkich płci na ogół dobrze znają róŜnicę między fantazją a rzeczywistością. ciepłego i przytulnego wewnątrz jak łono wielkiej mamy. powiedziała mi kiedyś Naomi. choć nigdy tam nie byliśmy. Myślę. którą japońska kultura przesiąknięta jest na wskroś. Takarazuka powtarza jeszcze raz. nagle skośnymi oczami. W sytuacji pozbawionej rywalizacji i skazanej na chwilowość . Ŝe przebieranki Takarazuka zawierają w sobie rewolucyjny potencjał. Siedziałam tam z nimi. choć juŜ niedługo musi znów wrócić do siebie. jakiś urzędów celnych. Autora Imperium znaku interesowali młodzi aktorzy kabuki i zawodnicy sumo. w jednym z pierwszych rzędów. to odwieczne motto melancholii. Miejsca. autor patrzy na nas poczerniałymi. czyŜ to nie one napędzają machinę melancholii? Melancholii. zamieszczonym w Imperium znaku. biur. jakiej podlega w obcym kraju kaŜdy podróŜnik. dotyczy tej właśnie twarzy o męskich rysach. Nie bez powodu zdjęcia ilustrujące jego ksiąŜkę przedstawiająniemal wyłącznie męŜczyzn. Pod jej wpływem jego własna twarz uległa dziwnej przemianie . kult lolitek i właśnie Takarazuka. potraktowały mnie z niebywałym 185 ciepłem i Ŝyczliwością. „Takarazuka to coś niemoŜliwego". Ŝe nieraz na scenicznych deskach zaczynały się rzeczywiste rewolucje. jakąś bliŜej niesprecyzowaną obietnicę zmiany patriarchalnego modelu japońskiego społeczeństwa. symbolizującej nieuchronną zmianę wewnętrzną. to przejawy tej samej tęsknoty za dzieciństwem. aby tezę taką dało się obronić. Ŝe jestem obca i wkrótce stamtąd wyjadę . która cudem się odnalazła. roziskrzone oczy pełne wzruszenia. przedstawiciele obcych mi. podczas gdy właściwy język podróŜy jest językiem spotkania z Innym. jaki w moim przypadku zostawił pobyt w Japonii. które pamiętamy. Japońska kultura uniemoŜliwia rzeczywiste akty rebelii. dotyczy relacji z innymi kobietami. w innym języku. który wydaje się bliski i daleki. które tam spotkałam. którą dla niego była Japonia. „Tęsknię. ale w przypadku istniejącej od prawie wieku Takarazuka taka moŜliwość jest mało prawdopodobna.

w którym nie obowiązuje zasada: „Panie przodem". i z przyzwyczajenia. Ulubiona restauracja Yume na Den'en Chóru. Dwa lata w kraju. byłoby nim słowo „spotkanie". ani nie próbował skłonić do wykonywania prac. wykonywałam zawód nadal uwaŜany za typowo męski. spytał mój londyński kolega. przekonało mnie zresztą ostatecznie. Ŝe japońscy koledzy nie mieli zbyt wielu okazji. a młodsi. Kobiety i męŜczyźni w japońskich miastach spędzają mnóstwo czasu osobno.ponuro odziani Japończycy.zgodnie ze zwyczajem swojego kraju . ani nie próbował upić sake. MęŜczyźni .stanowili niemal sto procent moich kolegów po fachu (na stu profesorów przypadają w Japonii tylko cztery profesorki). iŜ jestem kobietą. nieraz po prostu uciekali na mój widok. Ŝe w Japonii świat podzielony jest według płci silniej niŜ na współczesnym Zachodzie Dlatego fakt. W moim towarzystwie starsi rangą koledzy zachowywali wielką ostroŜność. które wraz z nami wspinały się na Fuji. patrząc na mnie ze zdumieniem. Ŝe było to najzwyklejsze miejsce dla „heteryków". Mijałam ich na kampusie. czynił ze mnie w oczach innych osobę jakby tylko częściowo zamęŜną. Nikt z nich ani nie zmuszał mnie do śpiewania w barze karaoke. Dla moich uniwersyteckich kolegów byłam obca w trojakim sensie: cudzoziemka i kobieta. Dwa autobusy dziarskich starszych dam. zwłaszcza ci. ideał małŜeństwa po japońsku wygląda bardziej tradycyjnie. rzadko wdając się w dyskusje. nie kazał mi parzyć herbaty. zderzałam się z jakimś garniturem.zdyszanych. którzy słabo mówili po angielsku. taka sytuacja byłaby w ogóle nie do pomyślenia. do której chodziłyśmy po kinie z Naomi i Mariko. Bary w wąskich uliczkach starej części Oimachi pełne sarariima-nów w ciemnych garniturach. na które nie miałabym ochoty. a jedyny obecny męŜczyzna był kelnerem. konających z braku tlenu i zmęczenia . odurzające przechodnia zapachem sake. Ubierałam się teŜ inaczej. Nie spotykałam się więc z przejawami dyskryminacji ze względu na płeć. a Ŝywotność konfucjańskiej tradycji sprawia. mijając nas . okazał się waŜniejszy w kontaktach z Japończykami niŜ zawodowy status. nie przejawiając najmniejszej chęci na wymianę naukowych poglądów. Kawiarnia na Shibuya pełna młodych kobiet i tylko kobiet. gdzie eleganckie panie z pobliskich rezydencji jadły malutkie francuskie dania. Fakt. Ŝe jest mi ona do niczego niepotrzebna. goszczący przejazdem w Tokio. Być moŜe działo się tak częściowo dlatego. których twarze z bolesnym uporem próbowałam zapamiętać . 186 nie czekając aŜ . by się . z tym Ŝe japońscy nie zabierają swoich Ŝon do baru. iŜ mój mąŜ pojawiał się w Tokio i znikał wołany własnymi obowiązkami zawodowymi. bardziej swobodnie niŜ Japonki w moim wieku. a pan Sato czy Yamada odskakiwał jak oparzony. tytoniu i skwierczącego mięsa. „Czemu ci geje tak dziwnie się poubierali?". Tym bardziej nikt z nich nie krzyczał na mnie. Gdybym musiała dać jeden tylko klucz do tej ksiąŜki. ale ilość prób nawiązania zawodowego kontaktu była znikoma. zajmującym się tą samą co ja dyscypliną wiedzy. nabytego w mojej ojczyźnie szarmanckich seksistów. co nie ułatwiało sprawy. Nie wiedział.zrobią to najpierw japońscy panowie. wchodziłam pierwsza do windy.najcenniejszym przewodniczkami po swoim kraju. O wiele łatwiej było mi nawiązać przyjacielski kontakt z sekretarką Chizuko czy spotkaną przypadkiem modystką Michiko niŜ z poznanym na oficjalnym bankiecie profesorem. „Buch". wymieniałam z nimi wizytówki i zdawkowe uwagi na oficjalnych spotkaniach.z uśmiechem na świeŜych twarzach.

relacja tego rodzaju wydawała się jeszcze trudniejsza niŜ gdzie indziej. co znaczy. Japońskie doświadczenie umocniło moją 187 wiarę w ponadkulturowe podobieństwo ludzi naleŜących do jednej czy drugiej „kultury" (z całym szacunkiem oczywiście dla biologów i fizyków. których zadaniem jest suflerka i zmienianie dekoracji. Ta bardzo dla mnie cenna relacja oscylowała między bliskim koleŜeństwem a przyjaźnią. Chłopcy i dziewczynki od siódmego 188 roku powinni w związku z tym wieść osobne Ŝycie. bardzo wysoko ceniona jest w Japonii. W Japonii. Ŝe są kobietami. słuŜył pomocą jako tłumacz i cierpliwie odpowiadał na pytania. Moja praca miała badawczy charakter. Ta . nie wolno przedstawiać nawet samych siebie. tylko męŜczyźni mogą w nim grać kobiece role. WaŜną cechą konfucjanizmu jest nacisk na harmonię społeczną. Satoru. przygotowując się do odmiennych obowiązków męŜczyzn i kobiet. Mój japoński szef. Organizował mi spotkania z ludźmi. Ŝe cięŜka praca dla innych i poczucie stabilizacji to nadal dominujący idea! szczęścia. a z tradycyjnego punktu widzenia świat dzieli się pod względem płci na kobiety. ale brakuje im doskonałości ich ojców. Według niej segregacja płciowa jest sensowna i korzystna dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa.uwaŜana za typowo kobiecą . Przyjaźń kobiety z męŜczyzną jest jednak uwikłana w „genderowe" stereotypy i przesądy. Sposób.umiejętność bycia niewidoczną. największy wpływ ma myśl konfucjańska. których chciałam poznać. przetrwała dwa lata samotności i upokorzeń tylko dzięki wyjątkowej determinacji. którą ceni się w ramach tej tradycji o wiele bardziej niŜ indywidualizm. Jak wiadomo. które ograniczają jej spontaniczność. Ŝe „gaijinkę" pracującą w Japonii moŜe spotkać zupełnie inny los. Kobietom właśnie dlatego. iŜ wiem. otwartym człowiekiem. męŜczyzn i kobiety. Moja koleŜanka bioloŜka. Myślę. humanistyczny wydział japońskiego uniwersytetu okazał się dobrym miejscem do pracy. w przeciwieństwie do autokraty dręczącego bioloŜkę.kobieca i męska. które nam wydawać się mogą opresywne czy anachroniczne. Ŝe tylko od czasu do czasu wygłaszałam wykład po angielsku albo uczestniczyłam w jakimś międzynarodowym spotkaniu. powinność grupową. ma tu coś do rzeczy. Kobiety są wprawdzie poŜytecznymi stworzeniami. Yume mówi. poniewierana w laboratorium niczym biała niewolnica. był Ŝyczliwym. gdzie społeczny wszechświat tworzą dwie oddzielne planety . ale ich rola polega na byciu niewidocznymi. Wiele par czarnych oczu przyglądało nam się z ciekawością na granicy dezaprobaty. Mimo iŜ atmosfera towarzyska daleka była od amerykańskiej swobody. niektórzy porównują do pewnej sytuacji z teatru kabuki. o której pisał amerykański uczony Charles Perry Snów. męŜów i synów. Na charakterystyczne dla japońskiej kultury definicje kobiecości i męskości. jakie oferuje kobiecie japońska kultura. Bunt wobec reguł stanowczo nie . czyli „dziwadła" takie jak ona. Mimo najlepszych chęci i zamiarów czystych jak łza. które robią karierę. Są niczym ubrani na czarno „techniczni" pracownicy kabuki. lecz przydatną. kobiety są na scenie kultury. Ŝe róŜnica między „kulturą humanistyczno-literacką" a „techniczną". w jaki róŜnica między kobietą a męŜczyzną jest tradycyjnie rozumiana w Japonii.oswoić z obecnością „gaijinki". Podobnie jak oni. Wspominam to z nostalgią tym większą. wśród których z pewnością zdarzają się mili ludzie). japoński profesor nie mógł za bardzo kolegować się z młodą „gaijinką". polecał ksiąŜki.

umiejętność bycia przydatną. wobec których obowiązywało ją absolutne posłuszeństwo. wychodząc za mąŜ. Jak pisze Yamakawa Kikue w wiernie przestrzegających etyki konfu-cjańskiej rodzinach samurajskich: „W wychowaniu córek nacisk kładziono na naturalny rozwój ducha samopoświęcenia i podległości. Ŝe „paznokieć. Ŝe dziewczęta powinny pozbyć się najmniejszej skłonności do egoizmu i słuŜyć innym. który wystaje. Kobieta. mawiano. aŜ jego ciało przyswoiło sobie ten nakaz. Jak w kaŜdej kulturze wyŜej ceniącej to. całkowite poświęcenie dla innych. lecz takŜe zajmowanie się teściami. nie mając prawa kupować i sprzedawać dóbr w swoim imieniu. by ich córki spały w odpowiedniej. UwaŜano. MąŜ mógł rozwieść się z nią za pomocą tak zwanego listu rozwodowego. a chłopca. Amerykańska antropoloŜka. Nie ma co robić zamieszania wokół dziewcząt. s. 142). „przyzwoitej" pozycji. lecz niewidzialną to cechy idealnej japońskiej kobiety. wchodziła do rodziny męŜa i zamieszkiwała w domu jego rodziców. W świecie Konfucjusza inność to wykroczenie albo śmieszna i niepotrzebna ekstrawagancja. z kolei dostosowanie się do normy . A więc na przykład. lecz aranŜowane na podstawie zgodności majątku i statusu . Tak długo poprawiały śpiące dziecko. jak w danej sytuacji postąpić i co powiedzieć powinna kobieta. Obie . zazdrosna. Wprowadzono go w okresie Meiji. Skromność. dopóki nie pójdzie do szkoły. porównywała gejszę do drzewka bonsai. nawet wybór słów i tembr głosu. Urodzone przez nią dzieci naleŜały do rodziny męŜa i w razie rozwodu kobieta nie miała Ŝadnej moŜliwości. posłuszeństwo. ekonomicznej. Japonkom nigdy wprawdzie nie zniekształcano 189 stóp jak małym Chinkom. Lisa Dalby. Jako Ŝe małŜeństwa zawierane były nie z miłości. Do 1945 roku w Japonii obowiązywał patrylinearny system zwany ie. uwaŜanych za właściwe dla danej płci. tak kaŜdą inną osobę płci Ŝeńskiej wychowywano na „kobietę domową".jest wartością. jakimi wyraŜą te same emocje. ze złączonymi nóŜkami i rączkami wyciągniętymi wzdłuŜ tułowia lub skrzyŜowanymi na piersi. gdy Ŝona była zbyt gadatliwa i kłótliwa. ale metaforę tę moŜna odnieść do japońskiej idei kobiecości w ogóle. bardzo okrutne przysłowie powtarzane z upodobaniem przez nauczycieli w japońskich szkołach mówi.choć w inny sposób miały słuŜyć męŜczyźnie: pierwsza w domu. druga poza nim.to fundamentalna cnota. uzaleŜniony jest od płci. gdy uznał. gdy sposób Ŝycia rodzin samu-rajskich uznano za normę. Ŝe moŜna zastosować jeden z tak zwanych „siedmiu powodów do rozwodu" wymienionych w popularnym dziele konfucjańskiego myśliciela Kaibary Ekikena (1630-1714). leniwa lub niemiła wobec teściów. powściągliwość. a jak męŜczyzna. nie pozostawiając wielu wątpliwości. Mógł mieć konkubiny. japońska definicja kobiecości zawierała więcej ograniczeń wolności osobistej. jak do wszystkich innych. by o nie walczyć. trzeba się więc „przystosować" do ról płciowych tak.bycie takim samym jak inni ludzie w naszej grupie odniesienia . Rolą Ŝony było nie tylko słuŜenie męŜowi. Popularne. W przeprowadzanych niedawno badaniach ankietowych na temat macierzyństwa jedna mama na dziesięć nadal uwaŜała. ale jeszcze do niedawna japońskie matki dbały. został niezwykle precyzyjnie skodyfikowany. zostanie wbity". W tej tradycji zespół ról i zachowań. bo nie powinny przyzwyczajać się do specjalnego traktowania" (Yamakawa. stając się tam automatycznie osobą o najniŜszym statusie. Była całkowicie zaleŜna od męŜa ekonomicznie. małŜonek miał prawo odesłać ją do rodziców. Ŝe taki trening jest sensowny. wolno rozpieszczać bardziej niŜ dziewczynkę. tak jak gejsza „przycinana" i „naginana" była do ideału „kobiety rozrywkowej". 2001. politycznej niŜ definicja męskości. co męskie.

Ŝe relacja matka-syn stała się w Japonii ideałem czułej miłości. lecz takŜe 191 reprodukcja kulturowej i narodowej toŜsamości. a ona sama spełniła swoją rolę. jak kochane są dzieci. Przybywająca do jej domu 190 młoda. W przypadku chłopca ta fizyczna bliskość kształtuje zatem postawę relacyjną i towarzyszącą mu przez cale Ŝycie pasywną potrzebę bycia kochanym tak. bezbronna synowa nieraz stawała się ofiarą. który wkrótce skonstruuje na chwałę swojej rosnącej w potęgę ojczyzny miniaturowe radio albo wspaniałego robota.przemiany społeczne. będącą pierwszym krokiem w kierunku równouprawnienia płci. Według japońskiego psychoanalityka Kosawy Heisaku. analizowane szczegółowo przez wspomnianego Doi.więcej wymagano. Model patrylinearnej rodziny rozszerzonej teoretycznie obowiązywał do 1946 roku. hamowany przez mentalne pozostałości wielowiekowej tradycji. To od niej zaleŜało. podobną do zachodniej. Japońskie słowo amae. i cierpiała do momentu. który zobowiązany był opiekować się nią aŜ do śmierci. Od tego czasu tradycyjna japońska rodzina wielopokoleniowa zaczęła przekształcać się w rodzinę nuklearną. które kaŜdy . Zaczęto wprowadzać w Ŝycie ustalenia prawne przeciwdziałające dyskryminacji politycznej i ekonomicznej. Na wzrost znaczenia japońskiej matki wpływ miały takŜe inne . ale jednak nieunikniony. gdy sama stała się teściową. dając rodzinie spadkobiercę. gdy w Japonii wprowadzono demokratyczną konstytucję. Matka dorosłego syna była juŜ względnie bezpieczna: dręcząca ją kiedyś teściowa prawdopodobnie juŜ nie Ŝyła. a jej władza . poświęcającą dni i noce. w wyniku których japońskie społeczeństwo stało się-jak to się często określa . by realizować skrywane na co dzień pragnienie bycia rozpieszczanym dzieckiem. Synowie opisywali ją z nostalgią.nabrała cech władzy absolutnej. ale to on dostawał lepsze kąski przy stole. który jest podstawą innych relacji społecznych.społeczeństwem świadectw szkolnych. Japoński system szkolny słynie w świecie z „egzaminacyjnego piekła". Od chłopca . Jest to proces bardzo powolny.między niemal obcymi osobami. stając się kobietami takimi. jak ich matki. to ogólna sytuacja kobiet po wojnie uległa poprawie. a córki w tym czasie wypełniały swoje przeznaczenie. by przeprowadzić swoją pociechę przez kolejne egzaminy. Mimo iŜ oparta na wielowiekowej tradycji segregacja ze względu na płeć nadal obowiązuje w Japonii.przyszłego spadkobiercy . Po to przecieŜ przychodzili do Krainy Mydła. w naturalny sposób bliŜsza więź łączyła nadal męŜczyznę z matką niŜ Ŝoną. Podstawową kategorią toŜsamości kobiecej pozostała tak zwana „dobra Ŝona i mądra matka" (moŜna ją uznać za japońską wersję figury znanej nam jako „matka Polka"). „MęŜczyźni to duŜe niemowlaki". Jedynie urodzenie syna gwarantowało więc kobiecie względne bezpieczeństwo i nie dziwi zatem. ale jej znaczenie wzrosło.oprócz demokratyzacji . Rolą matki stało się nie tylko rodzenie dzieci. mówiła Michiko i pewnie miała ku temu powody. określa ten szczególny rodzaj więzi społecznej wykształcony w relacji matka-syn. „Dobra Ŝona i mądra matka" stała się „mamą edukacyjną" (kyóiku mama).ograniczona wprawdzie do sfery domowej . charakterystyczne dla japońskiej kultury umiłowanie Ŝycia w grupie stanowi pochodną bliskiego cielesnego związku matkasyn. pozwalającą odreagować dawne krzywdy. czy Japonia zyska następnego prymusa.

Ŝe synek Aiko ma dopiero trzy lata. która zamordowała dziewczynkę z sąsiedniego domu. nigdy nie buszowały w tajemniczych zaroślach na górce między dwoma domami. czyli „mamę potwora" gotowego do strasznych czynów. Dzieci z mojego sąsiedztwa na Ishikawa-dai nigdy nie bawiły się na spokojnych uliczkach. Ŝe Hitoshi nie da sobie rady na egzaminie". „Mama edukacyjna" i jej studiujący w pocie czoła synek to popularne postaci komiksów. Pierwszy waŜny egzamin to ten do szkoły średniej po dziewięciu latach obowiązkowej podstawówki. Kończyły uniwersytety. w której to drodze Aiko będzie mu dzielnie towarzyszyć. młodsza siostra Chizuko. do którego będzie chodził przez trzy kolejne lata. Malutcy uczniowie w ciemnych mundurkach. Utkwiła mi w pamięci głośna przed kilku laty historia japońskiej mamy. najsłynniejsza . Siedząc grzecznie w wagonach metra. Prywatne przedszkole. Japoński system edukacji ciągle uchodzi za najbardziej wymagający na świecie. które wkrótce nie zostawią mu wiele czasu na nic innego. by tylko syn skupił się na nauce i dostał na wymarzony uniwersytet. Lepiej więc zacząć przygotowania wcześniej niŜ później. gdzie jakimś cudem nic jeszcze nie zbudowano. bo grą na fortepianie rozpraszała jej studiującego jedynaka. Wersja kariery „od pucybuta do milionera" nie wydaje się moŜliwa w Krainie Kwitnącej Wiśni. domach i na specjalnych kursach przygotowujących do egzaminów. by dziecko juŜ w wieku małego Hitoshiego przygotowywało się do Ŝycia w grupie i szkolnej rutyny. Tylko po dobrej szkole średniej moŜna dostać się na dobry uniwersytet. „Boję się. Jest to okres przejściowy. z wielkimi skórzanymi tornistrami i nóŜkami gołymi niezaleŜnie od pory roku to jeden z klasycznych obrazków ze współczesnej Japonii. a właściwe przedszkole Hitoshiego jest początkiem drogi na właściwą uczelnię. nie jest wprawdzie obowiązkowe. Wykształcone kobiety stawały się coraz bardziej wybredne w wyborze kandydata na męŜa i opieszałe w drodze do ideału „dobrej Ŝony i mądrej matki". który produkuje efektywnych pracowników. zarabiały. zwierzyła mi się z niepokojem na twarzy Aiko. a sukcesu akademickiego i kariery w zewnętrznym świecie oczekuje się z kolei tylko od chłopca. podróŜowały. Za sukces dziecka w tych zawodach odpowiedzialnością obarcza się matkę. ale zabija indywidualność i jak walec miaŜdŜy słabszych lub po prostu innych. ale wielu sądzi. a tylko po dobrym uniwersytecie dostać dobrą pracę. nienagannie czyści i schludni. W latach osiemdziesiątych tradycyjne role płciowe zaczęły się przekształcać. łącznie z kazirodztwem. I nie ma nic dziwnego w tym. Japońskie dzieci kują więc w pocie czoła w szkołach. czytają coś ze swoich ksiąŜeczek i nawet osoba rzadko wpadająca w rozczulenie na widok dzieci ma niepohamowaną ochotę powiedzieć: „Kawali". a częściowo juŜ do zewnętrznej rzeczywistości społecznych 192 obowiązków. rozsmakowywały się w nieznanym ich rodzicielkom smaku wolności i luksusu. Ŝe nawet wybór odpowiedniego przedszkola (do którego teŜ jest egzamin) ma wpływ na los dziecka. w których „mama edukacyjna" zmienia się w mamagon. gdy maluch częściowo ciągłe jeszcze naleŜy do matczynego świata domu. Wielu japońskich uczonych i publicystów krytykuje ten system. Nie miały na to czasu. Jak mówi profesor Ueno.uczeń musi przejść kilkakroć -w Japonii Ŝyciowy sukces bardziej niŜ na przyład w krajach Zachodu zaleŜy od ukończenia właściwych szkół we właściwym czasie. ale uwaŜa się za wskazane. szytych na wzór wojskowych uniformów. wprost zapraszających do rowerowych wyścigów.

Sentó. odkryły przede mną swoje kobiece ścieŜki w mieście. które marzyły. Tłumaczyła mi. ukrytą pod pancerzem betonu. dzięki którym czułam. a właściwie z Yum&sensei. Przez dwadzieścia lat udowadniała sobie i swojej rodzinie. albo widok na ocean z pełnej mineralnego ukropu niecki na wysokim klifie półwyspu Izu. pielęgnują kwiaty i ratują naturę w czasie. I chociaŜ duŜym uproszczeniem byłoby twierdzenie. Ŝe da sobie radę. Nawet gdybym nie zaczęła uczyć się japońskiego. i dowiedzenia się o rzeczach. Ŝe przyszłość przyniesie im moŜliwość samorealizacji. KaŜda z nich 194 przywodzi na myśl przyjemne wspomnienia. a nie szklany. Naomi.mineralne kąpielisko w jednym z tysięcy japońskich kurortów. i przedzierała się na szczyt świata zdominowanego przez męŜczyzn. a więc onsen pod gołym niebem. Jeśliby otwartość Japonii na świat mierzyć według kryterium płci. ani nie zrezygnowały z makijaŜu. odniosły sukces i udaje im się prowadzić niekonwencjonalne Ŝycie w społeczeństwie nielubiącym „wystających paznokci". śnieg topniejący. Córki w jej rodzinie od zawsze wychodziły dobrze za mąŜ i zajmowały się domem. KaŜda w pewnym momencie swojego Ŝycia podjęła decyzję sprzeczną z obowiązującą normą kobiecości i zbuntowała się przeciw tradycji bycia przydatną. . Jedne. Onsen . Ŝe ten niezwykły kraj rzeczywiście chce mieć do czynienia z resztą planety Ziemia. jakie dostałam w Japonii. bo jest profesorką uniwersytecką. co w Japonii jest gestem duŜej odwagi. rozkosz nad rozkosze. Te kobiety o pięknych imionach pokazały mi inną topografię Tokio. Pierwszy raz kąpałam się po japońsku z Yume. to kobiety były dla mnie tymi. Nikt nie wierzył w moŜliwość realizacji tyleŜ ambitnych co „mało kobiecych" planów małej Marzycielki. jak Naomi. zanim dotknie mojej po brodę zanurzonej głowy. Siostrzeństwo w nagości „Chodźmy się wykąpać" to jedno z najmilszych zaproszeń. czyli publiczna łaźnia. słowo znaczące po japońsku „marzenie". Rotenburo. jak mawia się na Zachodzie. gdy męŜczyźni zalewają betonem morskie wybrzeŜa. W latach osiemdziesiątych Chizuko. które na początku wydawało mi się kwintesencją męskiej przestrzeni. Ŝe chcące robić karierę. Yukiko. Michiko. Japonki napotykają betonowy sufit. tak jak Yume. ale w kraju. to przybrane imię. zapach wody. inne. które w dzieciństwie było lekcewaŜącym przezwiskiem. Yume postawiła jednak na swoim. co najlepsze w tradycji swojego kraju. stali i szkła. Jej jednak udało się. cementują rzeki i budują wyjątkowo brzydkie miasta. nie rezygnując jednak ze wszystkich marzeń. Ŝe japońskie kobiety kultywują to. a studia na Uniwersytecie Tokijskim zarezerwowane były dla braci. To one zostały moimi najcenniejszymi przewodniczkami po Japonii. dając mi moŜliwość dotarcia do miejsc. które stały się dla mnie inspiracją. ta kobieca część japońskiej rzeczywistości wydawała mi się o wiele przyjaźniej sza i ciekawsza. lecz niewidoczną. te nazwy zapamiętałabym. by kobieta chciała być czymś takim jak męŜczyzna".japońska feministka.podobnie jak ja . o których rzadko mówi się w salach seminaryjnych. „doprawdy nie ma Ŝadnych powodów. „Yume". poddały się. Yume . więc ani nie zaczęły uŜywać męskiego języka. w którym świat podzielony jest według płci tak mocno i głęboko. Zaczęły jednak podejmować decyzje w swoim imieniu 193 i negocjować własny rodzaj szczęścia. skraplającą się na twarzy mgiełkę pary.były nastolatkami.

Skończyła Uniwersytet Tokijski i dostała pracę, o jakiej śnią miliony japońskich męŜczyzn. Gdy marzenia stały się faktem, z dumą dodała „Yume" do swojego imienia i nazwiska. Dziś Yume ma czterdzieści kilka lat, ale wygląda na trzydzieści, męŜa i maleńkiego synka. Kiedy tylko czas jej pozwala, wyjeŜdŜa z rodziną do jednego z podtokijskich onsenów. Twierdzi, Ŝe moczenie się w gorącej wodzie rozprostowuje jej duszę, a więc któregoś dnia przy lunchu powiedziała do mnie: „Chodźmy się wykąpać". Mając na względzie fakt, iŜ japońska kultura powstała głównie z chińskich i koreańskich zapoŜyczeń, złośliwi ignoranci twierdzą, Ŝe czystość jest jedynym oryginalnym wynalazkiem Japończyków. Nawet gdyby tak było, jest to wynalazek godny pozazdroszczenia i naśladownictwa ze strony innych nacji (nie wytykając nikogo palcami). Jak się okazuje, polska mądrość, Ŝe „częste mycie skraca Ŝycie", nie ma potwierdzenia: Japończycy uwielbiają wodę, a Ŝyją bardzo długo i zdrowiej od nas. Jedyny zapach, jaki moŜna poczuć w najbardziej nawet zatłoczonym metrze, to leciutka woń mydła i moŜe czasem naftaliny. Ponoć w swej niechęci wobec cielesnych zapachów Japończycy (a właściwie Japonki) posuwają się niekiedy do przesady, jaką jest 195 operacyjne usuwanie gruczołów potowych spod pach. Tak czy inaczej, przesada w tę stronę jest łatwiejsza do zniesienia, a demokratyczne umiłowanie czystości godne podziwu. Podczas jednego z pierwszych spacerów po Tokio dotarłam do Parku Centralnego na Shinjuku, gdzie zaintrygowała mnie grupa męŜczyzn uwijająca się przy fontannie tuŜ obok grupy staruszków płci obojga uprawiających tai-chi. W pierwszej chwili pomyślałam, Ŝe jestem świadkiem jakiegoś rytuału, ale okazało się, Ŝe to mieszkający tam bezdomni po prostu robią pranie. Wielu tokijskich bezdomnych wygląda w związku z tym czyściej i schludniej niŜ niejeden pan Kowalski w przeddzień swojej cotygodniowej kąpieli, obok którego musiałam stać w warszawskim autobusie. Nawet jeśli czasem pewne aspekty japońskiego Ŝycia mogą być irytujące, to jedno jest pewne - osoba, która wyprowadzi nas z równowagi, będzie dokładnie umyta. O szczególnym upodobaniu, jakim mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni darzą moczenie się wodzie, pisali juŜ w trzecim wieku Chińczycy, a chrześcijańscy misjonarze przelewali swe oburzenie na papier, nie mogąc zrozumieć, „po cóŜ tak często nieprzystojnym ablucjom się oddawać i obnaŜać swe członki bezwstydnie". Nie jest trudno sobie wyobrazić, jaka musiała być z kolei reakcja Japończyków na zapachowe dowody niechęci do kąpieli o kilka metrów wyprzedzające przybyszów; do dziś sobie zresztą Ŝartują z mniej higienicznych narodów. Wszyscy, którzy znają film Szogun, pamiętają, Ŝe pierwszą rzeczą, jaka spotkała tytułowego bohatera na japońskiej ziemi, była solidna kąpiel i pewnie nieraz Japończycy mieliby ochotę potraktować w ten sposób mniej domytych „gaiji-nów". Kto wie, moŜe fakt, iŜ chrześcijańscy misjonarze z taką odrazą traktowali japońskie zamiłowanie do kąpieli, przyczynił się do klęski ich misji. Religia, w której ciało jest nieczyste, ale którego nie zaleca się w związku z tym codziennie kąpać, nigdy nie miała większych szans u Japończyków. W Japonii zresztą nie tylko dla śmiertelników, ale i dla bogów kąpiel jest rzeczą najwyŜszej wagi. Woda w japońskiej tradycji oznacza nie tylko czystość cielesną, lecz takŜe symboliczną, duchową. W tradycji buddyjskiej urodziny Buddy czci się, kąpiąc jego posągi

196 w zielonej herbacie, a gdyby od rytuałów religii shintó odjąć te związane z oczyszczaniem i wodą, niewiele by zostało roboty kapłanom. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił bóg Izanagi po wydostaniu się ze świata zmarłych, była kąpiel w rzece, zmywająca z jego ciała brud śmierci. Zgodnie z zapoczątkowaną przez niego tradycją, wchodząc na teren świątyni shintó, trzeba obmyć ręce, nabierając wody ze studzienki, a starsi ludzie nadal kultywują zanikający zwyczaj płukania ust. Rytuały oczyszczania towarzyszą w Japonii nie tylko wszystkim uroczystościom religijnym, lecz takŜe wielu świeckim. Brud to zło i diabelstwo - i vice versa trzeba więc pozbyć się go przy pomocy wody i soli. Dlatego przed wejściem do wielu barów stoją piramidki soli i solą sypią ring zawodnicy sumo. Woda, sól, mycie i płukanie, oczyszczanie i sprzątanie, przecieranie, wymiatanie, omiatanie to japońska codzienność świecka i religijna. KaŜdy posiłek w restauracji, niewaŜne jak byłaby obskurna, poprzedza wytarcie rąk dostarczoną na samym początku wilgotną ściereczką oshibori. W jednej z moich ulubionych obrotowych „suszarni" na Musashikoyama ściereczki były juŜ nowoczesne - jednorazowe i pakowane w foliowe ruloniki z wizerunkiem Hello Kitty i napisem Clean and healthy live together. Ogrom uwagi przywiązywanej do o-furo, „szacownej kąpieli", wyróŜnia więc Japończyków na tle innych nacji. Owszem, zdarza się, Ŝe „gaijini" teŜ codziennie się kąpią, ale nawet najdokładniejszy prysznic jest po prostu czynnością higieniczną, a nie rytuałem. Statystyczny Japończyk spędza codziennie w wodzie około pół godziny, ale godzinne kąpiele nie naleŜą do rzadkości. KaŜdego wieczoru przychodzi w japońskim domu pora, gdy Ŝona (w układzie tradycyjnym) lub osoba, której kolej przypada (jak w rodzinie mojej przyjaciółki Mariko), przygotowuje wannę pełną gorącej wody. Teraz w kolejności uświęconej patriarchalną tradycją (pan domu pierwszy, najmłodsza kobieta na końcu) albo tak jak się komu podoba, Japończycy idą do kąpieli. NiezaleŜnie od tego jednak, czy dom jest tradycyjny, czy tak międzynarodowy i nowoczesny jak dom Mariko, gość ma nadal pierwszeństwo. Z błogimi minami Japończycy zanurzają się w wodzie i zapominają o troskach, jakby na chwilę 197 wrócili do łona matki. Sam prysznic to dla nich kpina nie kąpiel i tylko w wyjątkowo uboŜuchnych jednopokojowych „dziuplach" zdarzają się kabiny zamiast wanny. Chizuko i Teru po wakacjach w luksusowym hotelu Hyatt na Bali byli w miarę zadowoleni, ale pełną przyjemność popsuł im fakt, Ŝe - jak opowiadali wanna była „bez sensu" i do tego „w tym samym pomieszczeniu, co sedes". Moczenie się w gorącej wodzie uznawane jest przez Japończyków za jedną z największych przyjemności i codzienne o-furo we własnej łazience na ogół im nie wystarcza. Obawiano się, Ŝe wyposaŜenie mieszkań w łazienki sprawi, iŜ Japończycy przestaną odwiedzać publiczne łaźnie i ta stara tradycja zaginie bezpowrotnie. Tak się jednak nie stało. Liczba publicznych łaźni wprawdzie spadła, ale nie znikły one z pejzaŜu miast i miasteczek. Wiele osób mających łazienki wciąŜ odwiedza sentó albo spędza swoje krótkie wakacje w jednym z tysięcy omenów rozsianych po japońskich wyspach. Onsen znajduje się zwykle nie dalej niŜ piętnaście minut jazdy pociągiem, bo na tak sejsmicznie aktywnym terenie, jak Japonia, pod drŜącą ziemią wszędzie niemal bulgoce gorąca, bogata w minerały woda. W onsenie obowiązują z grubsza te same zasady zachowania co w sentó, ale w tym pierwszym

czeka na nas nie „kranówka", lecz woda mineralna, pompowana do baseniku wprost z podziemnego źródła. Niektóre onseny to po prostu dziury w ziemi lub skale ze skromnym pensjonatem nieopodal, inne to luksusowe kompleksy wypoczynkowe, którym Ŝycie dało źródełko z gorącą wodą. Wiele z nich słynie z uzdrawiającej lub upiększającej mocy. Najciekawszy w wodnych rozkoszach Japończyków jest fakt, iŜ nawet kąpiele we własnym domu uwaŜają oni za przyjemność z natury towarzyską. To oczywiste, Ŝe do onsenu czy sentó idzie się po to, by być razem, a nie tylko, by po prostu się umyć, ale do domowej wanny (o ile jest wystarczająco duŜa) teŜ miło zanurzyć się w towarzystwie męŜa, dziecka lub ich obojga. W większości domowych łazienek, malutkich i ciasnych jak moja w Bon Hour, mogą naraz kąpać się jednak najwyŜej dwie dorosłe osoby. Tylko raz widziałam w Japonii domową łaźnię o powierzchni jakichś dwudziestu metrów kwadratowych, gdzie w pięknej i zabytkowej ponoć 198 kadzi z cennego drewna cedrowego zmieściłaby się spora grupka, a temperaturę regulował komputer. Siedziba, w której znajdowało się to cudo, naleŜała do ojca Mariko, emerytowanego szefa korporacji o nazwie pachnącej tak wielkimi pieniędzmi, Ŝe zwykły człowiek umie je sobie wyobrazić tylko w postaci nieskończonej ilości walizek pełnych banknotów 10 000-jenowych. „To nasza łazienka", powiedziała gospodyni oprowadzająca mnie po domu, „mam nadzieję, Ŝe nie za mała". Przeciętni Japończycy mogą sobie pomarzyć o łazience podobnej wielkości (rzeczywiście marzą, bo zapytani w ankiecie o potrzeby mieszkaniowe, najczęściej wymieniają upragnioną większą łazienkę). W wannie, kadzi, baseniku Japończycy zanurzają się wtowarzystwie innych Japończyków. Ludzie, którzyubranijak ognia unikają fizycznego kontaktu, nie pozwalając sobie nawet na klepanie kumpla w ramię, w sentó czy onsenie bez oporu pomogą umyć mu plecy. Ludzie, którzy nie zaczepią przechodnia, by spytać o drogę, tu bez nieśmiałości dzielą się z obcym - i równie jak oni nagim sąsiadem - uwagami na temat temperatury wody. Japończycy często mówią o skinshipu, szczególnej bliskości, jaką rodzi wspólna kąpiel, albo o hadaka no tsukiai, braterstwie w nagości. Tu znikają bariery statusu i nagi szef korporacji moczy się obok nagiego taksówkarza (jedynie przedstawiciela japońskiej mafii moŜna by poznać od razu po tatuaŜach, ale nie wiem, jakie zwyczaje kąpielowe m&yakuza). Kąpiel po japońsku to doświadczenie, które zbliŜa ludzi jak Ŝadne inne. Do sentó albo onsenu moŜna udać się w towarzystwie przyjaciół, kolegów z pracy albo zaprosić ewentualnego partnera w interesach, by go tam - równieŜ w dosłownym sensie - rozmiękczyć. Wspólna kąpiel to równieŜ dobra okazja dla rodziców, by pobawić się z małymi dziećmi albo powaŜnie porozmawiać z nastolatkami. Nawet jeśli dziś codzienny zwyczaj wspólnej kąpieli ze starszymi dziećmi zanika, to wystarczy włączyć telewizor, by przekonać się, Ŝe jego idea nadal funkcjonuje jako pozytywny przykład: w japońskich telenowelach matka i córka albo ojciec i syn wyjaśniają sobie nieporozumienia zanurzeni w gorącej wodzie. Kochankowie teŜ nie stronią od wspólnych kąpieli i często spędzają swoje pierwsze wakacje w kurorcie z gorącymi źródłami. Jak sobie łatwo wyobrazić, taka 199 intymna kąpiel we dwoje w onsenie pod rozgwieŜdŜonym niebem moŜe stać się wyjątkowo podniecającą scenerią miłosnego sam na sam (uprzedzam jednak, Ŝe dla nienawykłego cudzoziemca będzie w onsenie ciut za gorąco na erotyczne

Większość odwiedzających zna się więc przynajmniej z widzenia. które nieraz są bardzo wykwintne i połączone z atrakcjami takimi jak saanajacuzzi czy nawet basen i fitness. ale przechodząc obok. jak stare drzewo hubą. Spowodowane jest ono nie wstrętem czy niechęcią (pod warunkiem. gdy pierwszy raz poszłam do mojego sentó z Yume. mając nadzieję. Ŝe moje przestępstwo było drobne albo przynajmniej niedostrzeŜone. chociaŜ w takim. tłusty. publiczne łaźnie i mineralne kąpieliska były koedukacyjne. W mojej okolicy były trzy sentó. słychać plusk wody. spocony i włochaty). Wybrałyśmy tam w jakieś piątkowe popołudnie zaraz po otwarciu. jak działała w tym starym sentó maszyneria do podgrzewania. to przy moim domu przeznaczone było wyłącznie do kąpieli i niewiele zmieniło się w nim przez kilkadziesiąt lat. Święte oburzenie niedomytych purytan (którzy podejrzanie duŜo czasu poświęcali studiowaniu przedmiotu swojej odrazy) sprawiło. a od najbliŜszego dzieliła mnie tylko wąska uliczka. . które nie leŜy na szlaku turystycznym uczęszczanym przez „gaijinów". Ŝe przybysz nie zna etykiety sentó. w wyniku których drewniany oryginał obrósł przybudówkami o niezgrabnych kształtach. Klucze większość odwiedzających zostawia jednak tam. Moje sentó naleŜało do przybytków starych i skromnych. Ludzie przez całe Ŝycie mieszkający w okolicy przychodzili 200 do niego najpierw przyprowadzani przez rodziców. gdzie były . bo kradzieŜe po prostu się nie zdarzają. Gdy byli juŜ klienci. Kąpanie się po japońsku wygląda nieco inaczej niŜ Zachodzie. Nie wiem. dzięki sterczącemu w górę wysokiemu kominowi. a z powodu trudności językowych nie będzie moŜna wytłumaczyć mu. kaŜde w niewielkiej odległości od Bon Hour. Zanim w okresie Meiji Japonia otworzyła się na świat po ponad dwóch wiekach izolacji.nie ma sensu ich targać ze sobą. Pociemniały od wilgoci wielu pór deszczowych parterowy budynek jak kaŜde inne sentó moŜna było dostrzec z daleka. a mieszkańcy podrzucali im niekiedy niepotrzebne juŜ meble. Za nią znajduje się niewielki pokoik z archaicznymi szafkami na buty zamykanymi przy pomocy wielkich drewnianych kluczy. W przeciwieństwie do nowoczesnych sentó. lecz raczej strachem. ale tak pachniały wieczorem wszystkie uliczki mojego sąsiedztwa i gdy spaceruje się blisko domów. jak powinien się zachować. a potem podlegało rozmaitym przemianom. Wczesnym popołudniem komin zaczynał dymić. musi być przygotowany na wywołanie poruszenia bliskiego panice. które obwieszczała krótka zasłonka noren wisząca w drzwiach.uniesienia). Na ogół cudzoziemiec nie będzie źle widziany w sentó. Przekonałam się o tym. Ŝe gaijin nie jest na przykład wielki. czasem ciche rozmowy albo radosne gulgotanie pławionych w niej osesków. spośród których pod osłoną deszczowej nocy wybrałam sobie ratanową komodę i stolik z drewna wiśniowego. Właściciel i jego dorastający syn godzinami piłowali drewniane palety. by zobaczyć kawałek nagiej prawdy o Japonii. Zaproszenie „gaijina" do wspólnej kąpieli z japońskimi przyjaciółmi to wielki dla niego honor i niepowtarzalna okazja. zbudowano je niedługo po wojnie. potem wiedli swoje pociechy. uŜywane jako opał do podgrzewania wody. moŜna było usłyszeć przyjemne bulgotanie gotującej się wody. zapach mydła i szamponu docierał aŜ do mojego mieszkania. Front budynku ze swoim spadzistym dachem i bramą ozdobioną u sklepienia rzeźbionymi smokami przypominał buddyjską świątynię. a teraz z plastikową miseczką i ręczniczkiem w dłoni drepczą tam jako dziadkowie.

wiele rzadziej niŜ opisują je spragnieni sensacji „gaijini". stał jeszcze niewielki stół słuŜący matkom do ubierania najmłodszych dzieci. Jak się okazało po kilku zdaniach. pozdrawiając grzecznie równie jak one nagich sąsiadów. Zajęłyśmy z Yume wolne miejsca i poszłyśmy ich śladem. gdzie mieszkam i co robię w Japonii. poza tym naleŜałyśmy do tego samego gatunku stworzeń i wspólne mycie się było tak samo uzasadnione. czym tata róŜni się od mamy. jak i wzajemna ciekawość tych drobnych róŜnic. bandai-san doskonale wiedział. Nic dziwnego. Ŝe siedzę wśród tych obcych kobiet i myjąc się rozmawiam z Yume. do których nalewały wodę z kranu. ale o wiele. by sprostać hollywoodzkiemu . Przeciętna Japonka mizerne ma szanse. Miałam jasne włosy i wyrosłam trochę wyŜsza. Basenik. 202 Do spłukiwania uŜywały plastikowych miseczek. W małych ryokanach (hotelach w tradycyjnym stylu japońskim) moŜna zamówić sobie godzinę kąpieli z ukochanym lub rodziną i tylko wtedy onsen jest koedukacyjny. zdejmował z jego barków trud 201 ewentualnej konwersacji.teraz obowiązuje „japońska kolejność czynności kąpielowych". Ŝe kompleks Edypa nie pasuje do opisu japońskiej kultury . potem reszta. jakie „gaijini" tak często widzą na twarzach Japończyków. na drugiej wisiały lustra. I który na mój widok nawet nie starał się ukryć . Myły się przy pomocy namydlonych ręczniczków. i nauczyły się dobrych manier. pod Ŝadnym pozorem nie moŜna wejść do niego „na brudasa". mają przywilej swobodnego przemieszczania się między męską a Ŝeńską częścią łaźni. na której stały wiklinowe kosze na ubrania. a w starych sentó na jednej ze ścian mogą znajdować się amatorskie malowidła. Ta okazała się malutka: jedną jej ścianę zajmowała półka. Fakt. mogą być tylko większe albo mniejsze. który dba teŜ o porządek i sprzedaje przybory toaletowe. Właściwie juŜ po chwili fakt. Zdarzają się w Japonii onseny dla obu płci. mniej i bardziej luksusowe. zaprasza! mnie. jakie zamienił z Yume. w środku były trzy kobiety. W kącie. czyli najpierw mycie i dokładne spłukanie mydła. gdzie wchodzi się juŜ nago. Wieści w takim sąsiedztwie. Takie wspólne kąpiele są dobrą okazją. by maluchy przyjrzały się. „Gaijinka" w jego sentó była prawdziwą atrakcją. Opłatę za korzystanie z sentó uiszcza ńąubandai-sana. jak moje. Starsze dzieci towarzyszą w sentó rodzicowi tej samej płci. W głównej części sentó. a kobiety do swojej części kąpieliska. słuŜy tylko moczeniu się. Na plastikowych ministołeczkach siedziały przed kranami dwie kobiety. znajduje się zbiornik z wodą i rząd kranów przy ścianie. Gdy weszłyśmy tam z Yume. Szatnie w sentó nie róŜnią się specjalnie. iŜ byłam w towarzystwie Japonki. podobnie jak domowa wanna. a młodsza pomagała starszej. Właśnie: „róŜnic". dwie panie w średnim wieku zachowujące się jak dobre znajome i młoda matka z małą córeczką. Na ogól więc męŜczyźni idą na bosaka do swojej. Wnętrze najczęściej jest wyłoŜone kafelkami. pracownika. „Dozo". szybko się roznoszą. przy ukwieconym okienku. a młodsze. Jak juŜ wspominałam . wydal mi się najnaturalniejszy na świecie.raczej przyjaznego .Ŝe Japończycy postanowili „ucywilizować" swoje obyczaje i od tej pory kobiety i męŜczyźni zaŜywają kąpieli osobno.zdumienia.nagie ciała rodziców nie budzą niezdrowej sensacji u malucha. więc przywitał mnie bez tego zakłopotania. I przed naszymi oczami rozkwitł nieco złuszczony od wilgoci obraz ogrodu. „Proszę bardzo". dodając po angielsku: How do you do. jedna w średnim wieku i jedna bardzo stareńka. do szóstego roku Ŝycia.

Byłam na końcu świata. wracając do swoich dziecinnych proporcji. teraz moŜna sobie dla ochłody połoŜyć na głowie. Pozbawione tłuszczu. w Japonii tylko w przypadku dzieci. Ŝe ciało jest czymś wstydliwym. staruszków i moŜe jeszcze wdów (uwaŜanych za kogoś w rodzaju osób na honorowej emeryturze) dopuszczalne jest tak swobodne zachowanie. przybierając wygodną pozycję. a z wiekiem nie tyły. drobniutka staruszka skurczyła się. dziewczynka nadal nie spuszczała ze mnie wzroku i w końcu za podszeptem nieco zakłopotanej mamy powiedziała mi: Hello. WyróŜniał mnie jeszcze jeden szczegół: w przeciwieństwie do Japonek. która przycupnęła na ostatnim wolnym stanowisku. „Czujesz. obejmując dłońmi kolana. kurczyły.słowo „ciało" ma silne konotacje seksualne. Ŝe skóra po chwili staje się róŜowa jak wrzucona na wrzątek krewetka. W naszej kulturze uczymy się. czyli 203 powolne zanurzanie się w wodzie o temperaturze 43-45 stopni Celsjusza. bez pośpiechu i chlapania. skąd obserwowało mnie nadal spod przymkniętych powiek. a troski wyparowują bez śladu. Młoda kobieta z dzieckiem. by zanurzyć się w baseniku. by pod Ŝadnym pozorem nie przeszkadzać innym. Powoli. W dwóch dobrze znanych mi językach .polskim i angielskim . a jednak te ciała. Małe ręczniczki. Kilkudziesięciocentymetrowy elf z krainy dzieciństwa mógł sobie na to pozwolić. nie zwisały im brzuszyska. KaŜde dotknięcie tematu ciała grozi przekroczeniem normy przyzwoitości. nie ciąŜyły pośladki. którymi zwłaszcza starsze kobiety przykrywają łono. z trudem starała się poskromić zainteresowanie. wśród obcych kobiet wychowanych w odmiennej kulturze . jak się rozprostowuje twoja dusza?". nie gapić się. jakie jej pociecha wykazywała z kolei moją osobą. Etykieta sentó wymaga. które jak ognia unikają słońca. w której pod wpływem wilgoci pognieciony. z podkurczonymi kolanami. na klęczkach. chodząc po sentó.nie zajmować więcej miejsca. to temat. która sprawia. Cellulitis jest słowem nieznanym w tej szczęśliwej krainie. rozpływa się w wilgotnym cieple otulającym jak bliskie ciało. by zasnąć. Gdy po umyciu wstałyśmy. kaŜdy zanurza się. miałam na ciele bardzo wyraźne ślady po bikini i byłam jedyną opaloną osobą w towarzystwie. obdarzone były niezwykłym wdziękiem. wejściem na teren zakazany. Nie miały w sobie nic z kanapowej miękkości. a elfiątko wsparło buzię o ramię swojej mamy. Jest tak gorąco. MoŜe równieŜ być uŜyte zamiennie ze słowem „zwłoki". nie chlapać i .ideałowi kobiecej urody. którym nie mogłam się nie przyglądać. na który często nie umiemy rozmawiać swobodnie. Teraz miała nastąpić zasadnicza część kąpielowej przyjemności. Na Zachodzie przez wieki . Przyjemności ciała nieodłącznie związane zostały z chrześcijańską kategorią grzechu.i byłam u siebie. spytała Yume i wyobraziłam sobie. delikatne. Atmosfera kąpieli po japońsku ma w sobie wszechogarniającą błogość. który najadł się do syta. Ŝe moja dusza wygląda jak suszony kwiat wiśni wrzucony do ciepłej wody. na siedząco. jaką moŜe odczuwać osesek. Yume połoŜyła głowę na brzegu baseniku i zamknęła oczy. lecz zaklęsały się. Ŝe traci się poczucie rzeczywistości. a jego funkcje fizjologiczne są tabu. został przewinięty i wtulił się. niŜ jest to absolutnie niezbędne. wydawały się jednak silne. bezkształtny pokurcz na nowo odzyskuje kształt. którym jest seks albo śmierć. Tymczasem malutka dziewczynka zupełnie jeszcze nie przejmowała się wymogami społeczeństwa i przyglądała mi się z nieco deprymującą intensywnością.podobnie jak w innych przestrzeniach Ŝycia po japońsku .

to dlatego Yume „rozprostowywała się dusza". odpowiednik naszego „Bądź zdrów" lub angielskiego „???? ????". młode i stare. Japonki. 205 mokre i wijące się jak piskorz. Traktuje się je w tej tradycji w sposób bardziej pragmatyczny i holistyczny zarazem. który młodym kobietom wychowanym w naszej kulturze kazałby wciągać brzuchy i wypinać biusty. Ŝe nieuda-wana przyjemność. Ŝe w moich uszach wydawało się to dziwne i nieco niewłaściwe. w której „rozprostowuje się dusza". gdy moczyła ciało w wodzie. bez powodu. Ciało ludzkie jest dla Japończyków czymś naturalnym i praktycznym. przydatnym do wielu naturalnych aktywności. Ŝe ciała naleŜy się wstydzić.uwaŜaliśmy. gdzie grube i chude. W tym czasie pulchna. Ŝółte i białe ciała łączyła przynaleŜność do tej samej płci. z jaką zanurzałam się w kolejnych ukropach. Wizyta w moim przydomowych sentó z Yume była początkiem szeregu wypraw do onsenów za Tokio. Raz w małym onsenie na wschodnim wybrzeŜu Japonii młoda mama po prostu włoŜyła mi na chwilę w ramiona swoje malutkie dziecko.dzieje naszej kultury dają się opisać jako proces stopniowego dystansowania się człowieka wobec własnej cielesności. Zabierały mnie więc na wodne wycieczki po Japonii . Ann. brzmi w dosłownym przekładzie japońskie Ŝyczenie zdrowia. Japonki w łaźni zachowują się bez tego całego teatrzyku. przekładając dosłownie na angielski bezpośredni sposób mówienia o ciele. nasze ciała pozwalały doznać przyjemności. nigdy nie zachowywały się w ten sposób. z którymi się kąpałam. Kąpiel po japońsku była dla mnie przestrzenią siostrzaną. ot tak. Mariko czy Michiko przyjemność porównywalną do tej. by wypróbować oferowaną tam kąpiel.pamiętam wizytę z uczestniczkami letniego seminarium w łaźni na wyspie Św. Myślę. przechadzając się i przekomarzając. i nie mając pojęcia. sprawiała Yume. na widok której wielu męŜczyzn Zachodu nigdy juŜ nie zaznałoby spokoju. piękne i brzydkie. Ŝe jest ono „nieczyste" i godne pogardy albo co najmniej obce . „UwaŜaj na swoje ciało". jakiej moim rodakom dostarczałby Japończyk ze smakiem popijający bigosik zmroŜoną wódką („Patrz pan. Nasza nagość wydawała się naturalna i oczywista. Ŝe wygląda „okropnie" i ma „fałdki na biodrach". przyjęty w jej ojczystym języku. Małgorzaty w Budapeszcie. Niezliczoną ilość razy obce kobiety uśmiechały się do mnie. a nie z seksem i grzechem. Okazało się. nie tak piękne nie wstydziły się swoich niedoskonałości. demonstrowała nam swoje doskonałe kształty. starając się w ogóle nie rzucać w oczy. W Japonii nasza hierarchia „wzniosłej duszy" i „grzesznego ciała" nie funkcjonuje. skarŜyła się nieraz Chizuko. Dla porównania . pije jak nasz!"). piękna Węgierka o ognistej urodzie. „Moje ciało nie jest dziś OK". niepozorna Angielka Betty przez cały czas siedziała skulona w jednym miejscu. Oznaczające ciało japońskie słowo karada kojarzy 204 się ze zdrowiem i sprawnością fizyczną. albo wykonywały jakiś drobny przyjazny gest. Ŝe japońska idea podróŜy do jakiegoś miejsca tylko po to. MoŜe w spontanicznym geście kobiecej solidarności przekraczającej barierę kultur i języków. Dla obu tych kobiet ciało było problemem: przedmiotem wstydu lub narcystycznej adoracji. jest mi bardzo bliska. Piękne nie popisywały się urodą. MoŜe w akcie jakiejś nieznanej mi magii. między innymi do uprawiania seksu czy podobania się osobnikom przeciwnej (lub czasem tej samej) płci.

Pierwszy raz dotarłam tam na początku pory deszczowej. Mariko i Ayaki. gdzie część kobieca od męskiej oddzielona była tylko niską aŜurową ścianką. pod niebem tak czystym jak wypolerowany lód zrzucić yukatę. Kto raz zaznał kąpieli po japońsku. historii i turystów miasteczko z czarną wulkaniczną plaŜą. mleku. które nazwałam „siostrzeństwem w nagości". kontemplacyjnym tempie. ciasnej jak szafa i pełnej kobiet. gdzie atmosferę dŜungli stwarzały pleksiglasowe lwy i Ŝyrafy. „Tam jest moje Wodne Dziecko". co w jej przypadku juŜ raz sprawdziło się). nadając wodzie kolor płynnego złota. Nie dotarłam niestety do onsenu. Ŝe to nic straconego. Mam jednak nadzieję. powiedziała. A nawet w takim. Byłam tam wiele razy. które lubię. Poświęcona Wodnym Dzieciom (mizukó) Hasedera od początku mnie oczarowała swoim mrocznym urokiem. z którego roztacza się widok na zatokę zasnutą obłokiem szarej mgiełki. z jednej strony więc siedziałam ja. a z drugiej nasi męŜowie. połoŜone nad oceanem godzinę jazdy od Tokio. do którego trzeba było przedrzeć się ścieŜką wśród śnieŜnych zasp i potem na piętnastostopniowym mrozie. którego atrakcją jest kąpiel w wagoniku kolejki powietrznej wiozącej klienta piękną trasą widokową do -jakŜeby inaczej kolejnej kąpieli. by w powolnym. Akimi i trzech japońskich staruszków uśmiechających się do mnie trzema złotymi zębami. Kąpałam się w zakolu rzeki bulgoczącym wulkanicznym wrzątkiem. po co wybiera się do świątyni Hasedera w Kamakurze. obejrzeć wszystkie świątynie. co i tak nie starczyło. mogłabym nigdy nie dowiedzieć się o Wodnych Dzieciach. gdzie było kilkanaście baseników oferujących kąpiel w wodzie o róŜnej temperaturze. ryŜowym winie i bóg wie czym jeszcze. Kamakura to pełne zieleni. I w rotenburo w japońskich Alpach z widokiem na góry. zanurzyć się w parającej kąpieli (i dzięki gorącej sake nie dostać zapalenia płuc). do której schodziło się po śliskich schodkach wykutym w skale korytarzem (potem dopiero Yume powiedziała mi z dziewczęcym chichotem. aloesowym soku. opite wilgocią hortensje. gdy zaczynały kwitnąć wielkie. Ŝe właśnie zaŜyłyśmy kąpieli w wodzie słynącej z tego. Wśród ich błękitnych i róŜowawych krzaków wspięłam się na wzniesienie. a takŜe w zie206 lonej herbacie. W kiczowatym „onsenie egzotycznym". Kąpałam się wrotenburo z widokiem na ocean. równych szeregach jak skauci na . gdzie w cedrowej kadzi moczyło się przede mną kilka pokoleń czyściutkich Japończyków. Ale we wspólnej kąpieli łatwiej mówić o ukrywanych na co dzień sekretach i pewnie nie przez przypadek Michiko właśnie w jednym z onsenów u stóp góry Fuji opowiedziała mi. Stoją w grzecznych. I w pięknym starym sentó w Kioto. a na plastikowych palmach darły dziób sztuczne papugi. a ludzie ze statków wycieczkowych przepływających poniŜej machali do nas przyjaźnie. gdzie zwykle byłam jedyną „gaijinką". Ŝe sprzyja zajściu w ciąŜę. będzie za nią przez resztę Ŝycia tęsknił pod prysznicem. sponad których wielkie pomarańczowe słońce wschodziło tak szybko jak podrzucona piłka plaŜowa. Wodne Dzieci Gdyby nie doświadczenie. gdzie wraz z ludźmi moczą się ponoć małpy pragnące w zimny dzień ogrzać swoje małpie kości. Nie większe niŜ lalki szare kamienne figurki o okrągłych buziach poświęcone są tym. siarce.do miejsc. Taki widok mają stojące tam tysiące kamiennych posąŜków. Dzięki nim kąpałam się w jaskini ciemnawej. Kąpałam się w luksusowym kompleksie. Ani do tego w Nagano. które nigdy się nie narodziły. gdzie basenik był niewielką dziurą wykutą w nabrzeŜnej skale.

207 apelu. Przystrojono je w wydziergane na szydełku czapeczki i sweterki, misternie uszyte kurteczki, niektóre nowe, inne spłowiałe juŜ od słońca i deszczu. Jedne ubrane są jak chłopcy, w sportowe bluzy i bejsbolówki, inne jak dziewczynki, w róŜowe falbanki, koronki i biŜuterię. Na szyjach czyjeś troskliwe ręce zawiązały posąŜkom szaliki i apaszki. U ich stóp leŜą czekoladki i cukierki, maskotki i laleczki, przy jednym stoi puszka coca-coli, przy kolejnym miseczka ryŜu z napisem „Hello Kitty", a posąŜek w króliczym futerku, mającym chronić go przed zimnem w podróŜy w nieznane, trzyma miniaturową parasolkę w kratkę modnej w Japonii firmy Burberry. Płoną kadzidła, ich zapach miesza się z wonią kwitnących kwiatów i mokrej ziemi, a posąŜki patrzą w przestrzeń pustymi kamiennymi oczami. Jakaś kobieta poprawia czapeczkę, która zsunęła się z kamiennej główki, inna kładzie u stóp jednej z figurek pięknie zapakowane ciastko ze słodkiej czerwonej fasoli. PosąŜki przedstawiają lizo, boddisatvę, opiekującego się Wodnymi Dziećmi. Wiele jest hipotez na temat początku obyczaju mizuko. Jedna z nich genezę współczesnych ceremonii wywodzi z sięgających VII wieku „dzikich" kobiecych rytuałów. Wówczas cięŜarne kobiety, które wiedziały, Ŝe nie będą w stanie wykarmić jeszcze jednego dziecka albo nie chciały go mieć z innych powodów, wchodziły do rzeki i stojąc godzinami w lodowatej wodzie czekały, aŜ pod wpływem zimna poronią (stąd Wodne Dzieci wzięły swoje imię). Potem lepiły z gliny posąŜek wyobraŜający usunięty płód i w tajemnicy odprawiały ceremonie mające przebłagać duszę, której odebrano moŜliwość inkarnacji. Aby uniknąć zemsty ze strony dziecka skazanego na pośmiertną tułaczkę, kobiety obdarowywały posąŜki zabawkami, karmiły i uspokajały, modląc się, aby dusza płodu wcieliła się w jakieś inne dziecko, któremu będzie dane przyjść na świat. Obyczaj ten, nie mający nic wspólnego z oficjalnym nurtem religii, przekazywany był z matki na córkę. MęŜczyźni nie brali udziału ani w decyzji o aborcji, ani w jej wykonaniu, ani w obrzędach mizuko, które dopiero potem związane zostały z oficjalnym kultem Iizó. W tej dramatycznej wersji genezy mizuko moŜe tkwić ziarno prawdy, ale nazwa obyczaju prawdopodobnie związana jest raczej 208 z ogólnym znaczeniem wody w buddyjskiej symbolice religijnej jako Ŝywiołu, który oznacza i śmierć, i odrodzenie. Dlatego wierzy się, Ŝe to na brzegach rzeki, która oddziela dwa światy, dusze mizuko utknęły, nie mogąc wrócić tam, gdzie mogłyby w spokoju oczekiwać na ponowną inkarnację. W tym smutnym i opuszczonym miejscu budują z kamieni wieŜyczki dla Buddy, które za kaŜdym razem burzą im demony. Tylko lizo, uproszony modlitwami i darami, moŜe je stamtąd wybawić. Zwyczaj mizuko nie był uznawany przez buddyjskie świątynie aŜ do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś około siedemdziesięciu procent świątyń świadczy usługę religijną zwaną mizuko-kuyó, w której zakres mogą wchodzić takie rodzaje opieki nad sprzedawanymi kobietom posąŜkami Iizó, jak ich mycie, ubieranie, palenie kadzideł, dostarczanie jedzenia i strawy duchowej w postaci regularnych modłów. Niektóre świątynie, tak jak Hasedera w Kamakurze, poświęcone są przede wszystkim Wodnym Dzieciom, w innych serwis ten ograniczony jest do comiesięcznych naboŜeństw i nie tak kosztowny jak nabycie własnego posąŜku. Instytucjonalizacja (i komercjalizacja) kobiecego zwyczaju mizuko nie była przypadkowa. Po wojnie świątynie straciły część ze swoich dochodów, a zwaŜywszy na to, iŜ w Japonii aborcja - łatwo dostępna i legalna - jest nadal jednym z

popularnych środków antykoncepcyjnych, szybko dostrzeŜono w mizuko-kuyó dochodowy interes. Świątynie Wodnych Dzieci zaczęły pojawiać się jedna po drugiej. Jako Ŝe w Japonii dopiero kilka lat temu zezwolono na pigułki antykoncepcyjne, a w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku połowa wszystkich ciąŜ była usuwana, moŜna być pewnym, Ŝe instytucjonalizacja mizuko-kuyó okazała się ekonomicznie opłacalna. Teoretycznie co druga kobieta mogła być klientką świątyni. W przeszłości Wodnymi Dziećmi nazywano te, które nie przyszły na świat w wyniku poronienia lub aborcji, urodziły się martwe albo umarły we wczesnym niemowlęctwie. W Japonii, gdzie jest jedna z najniŜszych na świecie śmiertelność noworodków, Wodne Dzieci powszechnie utoŜsamia się dziś z tymi, których matki nie zdecydowały się urodzić. 209 Uznając, Ŝe smutek i Ŝal po utracie dziecka nie są tak opłacalne jak poczucie winy, uczyniono kobiety jedynymi moralnie odpowiedzialnymi za aborcję. Tak więc - mimo iŜ dozwolone w świetle prawa - usunięcie ciąŜy naznacza kobietę piętnem, jakiego nie zostawia poronienie czy naturalna śmierć dziecka. Wystarczyło przekonać kobietę, Ŝe choroba, zdrada męŜa albo niezdane przez syna egzaminy wstępne to sprawa tułającej się po zaświatach duszy, której odebrano moŜliwość inkarnacji, by gotowa była wydawać wiele tysięcy jenów na jej szczęśliwe przejście na drugą stronę rzeki. W naciąganiu kobiet specjalizowali się oszuści podszywający się pod buddyjskich kapłanów, ale same świątynie nie były bez winy. Widziałam ulotkę reklamującą mizuko-kuyó, na której płód przedstawiony został jako Ŝądne zemsty wielkookie monstrum wczepione w kark kobiety. Nawet jeśli nie usuwało się ciąŜy, dreszcz przechodzi po plecach. Czy Michiko wierzyła, Ŝe dusza usuniętego płodu była odpowiedzialna za jej niepowodzenia? Miała wtedy osiemnaście lat; to wiek, gdy wierzy się w dziwniejsze rzeczy. Na przykład w obietnice wakacyjnych narzeczonych. Jej amerykański ukochany, nauczyciel angielskiego w Tokio, wyjechał, by wkrótce „ściągnąć ją do siebie". Nigdy więcej jednak się nie odezwał, listy Michiko pozostały na zawsze bez odpowiedzi, a pod numerem telefonu w małym miasteczku stanu Oregon nikt nie słyszał o jej chłopaku. Spora suma pieniędzy, jaką jej zostawił „na bilet do Ameryki", wystarczyła na aborcję i mizuko. Michiko, która póki co poznała męŜczyzn z jak najgorszej strony, zachowała nawet pewien sentyment dla Amerykanina, który „nie był aŜ taki zły". Mógł przecieŜ zostawić ją z niczym, usprawiedliwia swojego Pinkertona z Oregonu. Całą odpowiedzialność za aborcję Michiko bierze na siebie, tak jakby ojciec dziecka naleŜał do istot z natury zbyt słabych, by go nią obarczać. „Chcę, Ŝeby jej dusza nie była obolała", Michiko tłumaczy mi, dlaczego odprawia rytuał dla mizuko. „Jej", bo Wodne Dziecko Michiko jest dziewczynką. „Czuję w sercu, Ŝe to dziewczynka", mówi Michiko i stuka się w pierś, „Chcę ją pamiętać". Wiele japońskich feministek krytykuje zwyczaj mizuko-kuyó w jego współczesnym wydaniu. Twierdzą, Ŝe jest przykładem wyko210 rzystywania kobiet i wynika z hipokryzji japońskiego społeczeństwa, które zrzuca na nie całą odpowiedzialność za aborcję i obarcza winą jak za przestępstwo. Inne poszukują pozytywnych aspektów mizuko-kuyó wierząc, Ŝe mimo częściowej komercjalizacji w tradycji tej zostało coś autentycznego. Myślę, Ŝe mogą mieć rację. Dzięki rytuałowi mizuko-kuyó Michiko moŜe umieścić doświadczenie aborcji

w historii swojego Ŝycia. Raz na jakiś czas ta nowoczesna dziewczyna jedzie do Kamakury do swojego Wodnego Dziecka. Tak jak inne kobiety przywozi ze sobą coś słodkiego albo maskotkę, jakiś drobiazg, dzięki któremu jej nienarodzone dziecko przez chwilę staje się „córką". Zastanawiałam się, czy kobiety w naszej kulturze mają podobną moŜliwość? Z jednej strony potępiane za grzech, z drugiej skazane są na milczenie. Aborcja to coś, o czym w najlepszym razie po prostu się nie mówi; kobiece doświadczenie zgodnie wykluczane z tematów poruszanych przez kobiece czasopisma zajęte orgazmami, perfumami i modą. Wydaje mi, Ŝe japoński zwyczaj mizuko-kuyó pozwala kobietom takim jak Michiko na symboliczną reprezentację równieŜ innych uczuć niŜ wina. śalu i smutku utraty, która nawet jeśli konieczna i świadoma, pozostaje przecieŜ utratą. Matki, Ŝony i kochanki „Wtedy pewnie będę juŜ miała męŜa i dziecko", śmieje się Naomi, gdy mówię, Ŝe na dłuŜej wrócę do Japonii dopiero za dwa lata. Naomi ani nie jest zakochana, ani nie ma na myśli Ŝadnego konkretnego męŜczyzny, ale to nie jest w Japonii konieczne, by planować małŜeństwo. Japońsko-amerykańska autorka Mori Kyoko, pisząc w Polite Lies, Ŝe bycie Ŝoną to bardzo cięŜka praca, którą jednak kaŜda Japonka chciałaby dostać, przesadza. Połowa niezamęŜnych japońskich kobiet między trzydziestym piątym a czterdziestym rokiem Ŝycia deklaruje dziś zdecydowaną niechęć do zmiany stanu cywilnego, ale w tej drugiej połowie na pewno jest wiele powaŜnie zdeterminowanych, by jednak męŜa znaleźć. Z tradycyjnego punktu widzenia przymus małŜeński dotyczy obu płci. W opinii zwolenników tradycji niezamęŜna kobieta zawiodła społeczne oczekiwania, nie spełniając 211 swojej „naturalnej' roli Ŝony i matki, a wieczny kawaler moŜe mieć duŜe kłopoty z awansem w pracy. Szefowie patrzą na niego krzywym okiem, podejrzewając, Ŝe skoro nie poradził sobie z „obowiązkiem" załoŜenia rodziny, to coś pewnie jest z nim nie tak. MałŜeństwo to takŜe warunek, by zostać mamą, który dla wielu kobiet takich jak Naomi moŜe być decydujący. Nawet gdyby Michiko chciała urodzić dziecko Pinkertona, wszyscy odradzaliby jej to. Rzecz nie w tym, Ŝe jej ukochany był cudzoziemcem, lecz w tym, Ŝe w Japonii najpierw wychodzi się za mąŜ, a potem ma dzieci. Innej kolejności - póki co - nie przewiduje się i na kaŜde sto japońskich mam tylko jedna jest samotna; wśród rozwiniętych krajów świata najmniej nieślubnych dzieci rodzi się właśnie w Japonii. W społeczeństwie nade wszystko ceniącym rodzinę, dziecko jej pozbawione skazane zostaje na los wyrzutka. Samotną matkę uwaŜa się raczej za samolubną i nieodpowiedzialną egoistkę niŜ osobę, która miała dość odwagi, by sama zmierzyć się z trudem wychowywania dziecka, i której w związku z tym społeczeństwo powinno pomóc. Dziś ani kobiety, ani męŜczyźni nie spieszą się w Japonii do zostania rodzicami, liczba urodzeń dramatycznie spada, a wiek zawierania małŜeństw naleŜy do najwyŜszych na świecie. Grupa „samotnych pasoŜytów", jak czasem określa się singli w Japonii, rośnie, ale znaczna część z nich (statystyki pokazują, Ŝe nieco więcej niŜ połowa) - tak jak Naomi - w pewnym momencie rozejrzy się za partnerem odpowiednim do małŜeństwa. Kiedyś na kobietę po dwudziestym piątym roku Ŝycia mówiono w Japonii Christmas cake, uwaŜając ją za przeterminowaną jak niekupione w odpowiednim czasie ciasto świąteczne, którego po tej dacie nikt nie tknie. Od jakiś dwudziestu lat

Ŝe to efekt o-miai. Ŝe nie odpowiadał jej ani zamoŜny ponadpółwiekowy wdowiec z dwójką dorosłych dzieci. których podsuwała Naomi bliŜsza i dalsza rodzina. tym bardziej Ŝe jej rodzice i starszy brat nalegają coraz bardziej. panna w wieku trzydziestu pięciu lat. Ci. jest miai-kekkon. Ŝe ta liczba moŜe być wyŜsza.konsultuje się z rodzinami o podobnym statusie. Według róŜnych statystyk. mającymi synów „na zbyciu".mieszka z rodzicami. nie dorastali do jej oczekiwań i wśród swatających ją ciotek wyrobiła sobie opinię osoby zbyt wybrednej i mającej nierealistyczne oczekiwania. Samotniczy tryb Ŝycia Naomi. Ogólna zasada jest taka. ani podstarzały playboy z uczernionymi włosami (i to mimo iŜ miał własną restaurację). Naomi pracuje w administracji domu opieki dla staruszków. Jest kilka sposobów na zaaranŜowanie małŜeństwa. przychodzi czas na pierwszą randkę i zakłopotani niemal do omdlenia młodzi spotykają się w . idea omiai nigdy nie umarła. przedyskutowane wady i zalety kandydatów. chodzących wraz z innymi męŜczyznami do barów dla męŜczyzn.na przykład rodzice Naomi .uwaŜają teraz swój 213 związek za zawarty z miłości.japońska stara panna stała się raczej ciastem noworocznym. która -jak 212 większość japońskich singli . zakochali się w sobie i nie bez pewnej racji . Ŝe panna i kawaler pasują do siebie. bo Japonki zaczęły wychodzić za mąŜ koło trzydziestki. tenŜe brat będzie odpowiedzialny za jej byt na starość. a małŜeństwo z miłości jest stosunkowo nowym wynalazkiem. w której dobrze skorzystać z pomocy profesjonalistów". który oglądałam z Mariko. Ŝe im wyŜszy wiek małŜonków w chwili zawarcia związku. mogłyby w przeciwnym razie nigdy nie spotkać męŜczyzn. bo ci. spędzające wolny czas z innymi kobietami w kawiarniach dla kobiet. gdzie ludzie przeciwnych płci mają niewiele okazji do wspólnej socjalizacji. Gdy obie strony zgadzają się. A to dlatego. Ŝe dziś miai-kekkon cieszy się rosnącą popularnością. Wymieniane są Ŝyciorysy. fotografie. W przeszłości aranŜowane małŜeństwo słuŜyło połączeniu dwóch rodzin. jakie pozostaje Naomi. Naomi. „małŜeństwa z miłości") powszechnie przyjętych sposobów znalezienia partnera. Szybkie tempo Ŝycia. które bez tego zwyczaju skazane byłyby na samotność. a w społeczeństwie starzejącym się w takim tempie jak japońskie juŜ opieka nad rodzicami jest duŜym obciąŜeniem finansowym. czyli małŜeństwo zaaranŜowane (o-miai to „swatanie" kandydatów na męŜa i Ŝonę). utrudnia jednak znalezienie odpowiedniego partnera. małŜeństwo aranŜowane zawiera od dwudziestu do czterdziestu procent Japończyków. a ewentualne uczucia młodych nie miały Ŝadnego znaczenia. musi się pospieszyć. powiedział młody człowiek w programie telewizyjnym. „MałŜeństwo to bardzo odpowiedzialna decyzja. W rodzinach samurajskich był to jedyny właściwy sposób wydania córki za mąŜ. spowodowana segregacją płciową nieśmiałość wszystko to powoduje. długie godziny pracy. a cały wolny czas poświęca Takarazuka i jej szanse na spotkanie właściwego partnera bliskie są zeru. Wyjściem. którzy spotkali się dzięki o-miai. W kraju. Współcześnie o-miai pomaga spotkać się dwóm osobom. czyli ???'??. akty urodzenia. Kobiety w moim wieku. tym większe prawdopodobieństwo. Jeśli zostanie panną. Zainteresowana rodzina . a w nowoczesnej Japonii miai-kekkon stał się jednym z dwóch (obok ???'??-??????. ale niektórzy twierdzą.

jedynie mocno starszawy wdowiec z dorosłymi dziećmi byłby osiągalnym kandydatem dla tak starego „ciasta noworocznego". kto pasuje i nie spodziewać się cudów?" Jakiego kandydata szuka Naomi? „Absolwent dobrego uniwersytetu. jakiego za nich dokonała swatka.towarzystwie swoich rodzin. ale równieŜ pięknie śpiewa i grywa w tenisa. dodając. wysokiego wzrostu i takiŜ zarobków". jedne specjalizują się w biznesmenach. rzadziej. a potem miłość mija i rozwodzicie się.podobno rzadziej . Jeśli ta tradycyjna metoda swatania zawodzi. Jeśli młodzi wpadną sobie w oko. parkach. „MałŜeństwo z miłości jest moŜe bardziej nowoczesne". inne w lekarzach i adwokatach. bo na przykład panna jest . na jakie delikwent musi szczegółowo odpowiedzieć. brzmi odpowiedź. Ŝe przyszły małŜonek/małŜonka 214 naleŜy do burakumin. Z dossier biur dowiedzieć się moŜna nawet. by -juŜ bez przyzwoitek . ich małŜeństwo zawarte zostaje zwykle juŜ po kilku miesiącach. podchwytuje pani Yamamura i wylicza zalety córki. „Motonori to ulubieniec szefa". której właściwie trudno odmówić sensowności. Przy wspólnym lunchu rodziny opowiadają sobie nawzajem o zaletach swych pociech.swat). stanowczo wykluczona. część decyduje się nawet na Ŝony importowane z Azji Południowo-Wschodniej lub.tak jak Naomi zbyt stara i zbyt wybredna. moŜna zwrócić się do jednej z prestiŜowych agencji specjalizującej się w o-miai.spróbować poznać się lepiej podczas randebu w kawiarniach. która w razie finalizacji związku będzie hojnie obdarowana za tę przysługę. co z jakichś powodów bywa dla wielu Japończyków waŜnym kryterium przy wyborze partnera. W Japonii Ŝyje więcej męŜczyzn niŜ kobiet i to oni mają naprawdę powaŜny problem. a sami zainteresowani starają się nie umrzeć z zakłopotania. zachęcając. bo mimo . najniŜszej w społecznej hierarchii kasty japońskich niedotykalnych.nieczułe na rustykalny urok bycia Ŝoną farmera uciekają do miast w poszukiwaniu lepszego Ŝycia. Nie lepiej od razu wybrać kogoś. Póki co szanse na dobrego kandydata są jednak duŜe. bo dziewczęta . Pośrednictwem między rodzinami zajmuje się zwykle swatka (lub . która nie tylko jest świetną gospodynią i mistrzynią ikebany. Gdyby Naomi przeciągnęła decyzję o zamąŜpójściu kilka lat dłuŜej. by szukać następnej. jaką grupę krwi mają kandydaci na małŜonków. Dzięki szczegółowym odpowiedziom komputerowa swatka układa dla zainteresowanej listę najbardziej pasujących panów. bo wówczas na Naomi spadnie cięŜar opieki nad jego rodzicami na starość i to najpewniej ona będzie musiała zapraszać rodzinę męŜa na japońskie święta. Kawalerowie z japońskich wiosek bliscy są desperacji. Ŝe pochodzenie wszystkich panów zostało zbadane jak najdokładnie. „Nasza Eriko ma takie czułe serce!". Lepiej teŜ. Pierwsze spotkanie odbywa się w jej towarzystwie. aby nie był jedynym lub najstarszym synem. a do dobrego tonu naleŜy zorganizowanie go w restauracji eleganckiego hotelu. z biednych krajów byłego Związku Radzieckiego. Ŝe mają na składzie wyłącznie oferty powaŜnych kandydatów z dobrym zawodem i nieskazitelnym pochodzeniem. to teraz decyzja naleŜy do nich i mogą umówić się. Na Zachodzie duŜo uwagi poświęcacie miłości. „w przyszłym roku awansuje na kierownika działu sprzedaŜy". Podobno najdłuŜszy formularz wpisowy liczy sobie ponad siedemset pytań. Za to japońskie panny mogą przebierać. Gdy panna i kawaler zadowoleni są z wyboru. chwali syna pan Sato. hotelach miłości. Instytucje takie reklamują się. a ewentualność. „ale teŜ bardziej ryzykowne. mówi Naomi.

Rozumiem. FidŜi lub Guam. Ŝe dla statystycznej Japonki wśród relacji rodzinnych nadal najwyŜej ceniona jest ta. MęŜa będzie widywała rano (jeśli wstanie zrobić mu śniadanie) i wieczorem (jeśli stanie się dobrą japońską Ŝoną. teraz. ale szybko okazało się. 216 MoŜe na uniwersytecie miał większy pokój i lepszą klimatyzację. Dla Naomi pragnienie zostania mamą jest głównym powodem. parkach. placach zabaw widziałam niemal wyłącznie kobiety. gdy muszą przebywać ze sobą nieustannie. mąŜ pracą dla firmy. Kobiety uwaŜane są za siłę stojącą za niebywałym sukcesem Japonii po drugiej . Przeciętna japońska Ŝona sprawuje w domu władzę niepodzielną. ale co humanista Satoru robi do późnej nocy w biurze. stanie się okusan. a męŜa-emeryta pieszczotliwie nazywają „wielkim śmieciem".to wszystko sprawia. Ŝe ludzie. a moŜe w Japonii po prostu wypada siedzieć w pracy jak najdłuŜej. która łączy ją z dzieckiem. jakby prowadzili osobne Ŝycia. jako Ŝe ze względu na bardzo skomplikowany system recyklingu pozbycie się nawet takich nieoŜywionych „wielkich śmieci" jak stara lodówka czy pralka jest rzeczywiście i kłopotliwe. czego jej Ŝyczę. Pozwy częściej wypełniają kobiety . po trzydziestu paru latach spędzonych w firmie. a nieznane mi wydarzenia. a podobno większość ciągle czeka). za którego podstawę wystarczy jej raczej zgodność wieku i statusu niŜ wielka namiętność. czekającą na niego z kolacją i kąpielą. MoŜe jednak. Jeśli zawrze aranŜowane małŜeństwo z rozsądku. nie mogą się ścierpieć. spędzane w niej długie. bo męŜczyzna przez większą część czasu.wychowywaniem dziecka. aŜ do emerytury. Po wystawnym weselu państwo młodzi polecą na tydzień miodowy na Hawaje. jest nie lada kłopotem dla kobiety. Ŝartują Japonki. Dojazdy do pracy. dosłownie .„zaawansowanego" wieku urodziwa i pełna cichego wdzięku Naomi ma zalety nie do pogardzenia. jest po prostu gdzie indziej. Badania socjologiczne pokazują. MąŜ. którzy mijali się przez kilkadziesiąt lat. Ŝe w firmach praca wygląda inaczej.wkrótce . najzwyczajniej w świecie zakocha się w kandydacie poznanym dzięki o-miai. długie godziny i zwyczaj socjalizowania się w gronie kolegów po godzinach . kogo nawet nie lubią.ich średnia Ŝycia jest najdłuŜsza na świecie i nie mają zamiaru spędzać następnych paru dziesiątków lat w towarzystwie kogoś. dla którego postanowiła porzucić miłe Ŝycie „samotnego pasoŜyta" i podporządkować się zasadzie: „Najpierw mąŜ. Ŝe jest to ich codzienny zwyczaj. pozostało dla mnie tajemnicą. Na początku pobytu w Japonii zdumiona ruchem na kampusie w późnych godzinach nocnych myślałam. Jest zdecydowana rzucić pracę w domu opieki i zostać pełnoetatową 215 gospodynią domową. a Naomi domowymi troskami i . nie będzie spędzać ze swoim męŜem wiele czasu. ograniczy swoje wizyty w teatrze Takarazuka i dołączy do powaŜnych pań domu ze swojego sąsiedztwa. i kosztowne. Stosunkowo duŜy procent rozwodów w Japonii ma miejsce w zaawansowanej grupie wiekowej. dzieci i staruszków. która dotąd świetnie radziła sobie sama. „MąŜ powinien być zdrowy i nieobecny". Ŝe moich kolegów wyjątkowo zatrzymały w biurach jakieś niezwykłe. Ŝe małŜonkowie mijają się. nagle przez cały dzień tkwiący w domu. Gdy Naomi wyjdzie za mąŜ za „wysokiego i dobrze zarabiającego absolwenta dobrego uniwersytetu". Za dnia w centrach handlowych. bo okazuje się. potem dziecko".„osobą wewnątrz (domu)". co ma w Japonii dodatkowy sens. a potem zajmą się swoimi sprawami.

Naomi zaczęła umawiać się z męŜczyzną poznanym dzięki o-miai. Mariko ? ???? mieszkają razem. nigdy nie odzywając się ani słowem. bo ta nieśmiała. para intelektualistów-kontestatorów. bo nie stanowią zagroŜenia dla trwałości rodziny. Mariko wróciła do swojego nazwiska (wychodząc za mąŜ musiała. 128). naleŜy do najbliŜszych feministycznej idei partnerskiej relacji. Oczywiście dopóty. wiele buntujących się za młodu w końcu idzie na kompromis.byłoby niewybaczalne. jakie widziałam. Japońska Ŝona w latach sześćdziesiątych stała się odpowiedzialna za wszystkie decyzje dotyczące domu i rozporządzanie finansami. to od lat sześćdziesiątych XX wieku dźwigała ona odpowiedzialność o wiele większą niŜ przeciętna gospodyni domowa z Cincinnati czy Wałbrzycha. Niekonwencjonalny styl Ŝycia sprawia. Z czasem opieka i bezpieczeństwo zapewniane przez elitarny klub zwany japońskim społeczeństwem okazują się dla nich waŜniejsze niŜ wolność postępowania po swojemu. której kierunek jest dokładnie ustalony przez społeczeństwo: „Para otrzymuje wskazówki. chcąc nie chcąc. Nie zdziwiło mnie. a młodsza.naruszając ustalony porządek .w porównaniu z Ŝyciem statystycznej japońskiej rodziny . Mimo iŜ jednym z potocznie uŜywanych japońskich określeń na Ŝonę jest „głupia Ŝona". dziś juŜ jednak nie tak hojne jak w złotych czasach bubble eco-nomy. Ŝe mąŜ przekazywał Ŝonie swoją pensję. Paradoksalnie wśród wielu związków. Dokonawszy tego. Mariko ? ????. dopóki kobiety z mizushóbai wiedzą. Ŝe mają mnóstwo kłopotów: od sąsiedzkich szykan po odmowę wizy dla Mariko i dzieci. który Mariko ? ???? udało się zbudować w konserwatywnej Japonii. a ich dwójka dzieci ma róŜne . gdy ???? dosta! zagraniczny kontrakt. oboje robią karierę akademicką. Ŝe japońskie społeczeństwo działa jak elitarny klub. Kobiety z mizu-shóbai. gdzie ich miejsce. płacą firmy. a męŜowie nie zaniedbują rodzin z ich powodu.urodzony w małŜeństwie syn nosi nazwisko po ojcu. ponoć nie spędzają snu z powiek przeciętnej Ŝonie. jakie przeciętny japoński mąŜ moŜe spotkać.wojnie światowej. z której ta wydzielała mu jedynie kieszonkowe na drobne wydatki. To kobieta prowadzi przez całą drogę niezaleŜnie od pogody" (Mori. . po matce. jedzenie i wyposaŜenie. których musi dokładnie się trzymać. hostessy. W latach powojennych stało się zwyczajem w wielu rodzinach.postawione na głowie. która rozwiodła się w imię protestu przeciw ograniczającej ich wolność formie małŜeństwa po japońsku. a ich codzienne Ŝycie jest . Ŝe ściśle przestrzegają zasad. masaŜystki. jest przykładem o wiele rzadszego w Japonii. Mori porównuje tradycyjne japońskie małŜeństwo do 217 podróŜy samochodem. który otacza swoich członków opieką i gwarantuje im bezpieczeństwo. Za wizyty męŜów w barach i klubach. które odwiedzają w towarzystwie kolegów z pracy. jak powiedziałaby Mori. „związku na dwa samochody". Jeśli miał ochotę kupić sobie na przykład garnitur od Armaniego czy inną ekstrawagancję. zwane z niemieckiego arubaito. jak nasz macho Kowalski: „Moja Basieńka wybiera. bo zarabiane przez niego pieniądze nie naleŜą do niego. spokojna kobieta dobrze wiedziała. moŜe usiąść w fotelu dla pasaŜera i zasnąć. MęŜczyzna dostarcza samochód. ten. pod warunkiem. s. Przy którejś z kolacji Mariko powiedziała mi. Mając tego świadomość. pijąc z kolegami po pracy. Gdy wyjeŜdŜałam z Japonii. prostytutki. lecz do rodziny. Japoński mąŜ nie powiedziałby więc tak. przyjąć męŜowskie). Ayaki. a ja płacę". 1997. co . musiał wziąć dodatkowo płatne zlecenia. Ŝe był wysokim i dobrze zarabiającym absolwentem Uniwersytetu Tokijskiego.

Imperium zmysłów „W Japonii ludzie kąpią się codziennie. zwany tradycyjnym małŜeństwem po japońsku. kobiety przebrane za męŜczyzn. niŜ powaŜnemu „uprawianiu miłości". by bawić je rozmową i rozpieszczać wedle Ŝyczenia. Upalny wieczór końca pory deszczowej gęstniał w noc pełną świateł rozpływających się w wilgotnym powietrzu jak akwarelki. obiecując.takich atrakcji nie ma nawet na Manhattanie. z jaką lawirowała swoją 218 toyotą po zatłoczonych tokijskich ulicach. to znaczy. do której tak często ono prowadzi. Ŝe od czasu do czasu uda jej się zaparkować na chwilę i wrócić do świata dziewcząt z Takarazuka. stanowczo i z taką samą wprawą. . gdzie ładni. W Japonii wypuszczono go na wolność. Mam jednak nadzieję. moŜemy karmić naszą fantazję o wolnej od poczucia winy. hotele miłości. podczas którego transwestyci. Myślę. którego istotą jest dziejący się na scenie akt seksualny. męŜczyźni grający dziewczyny. Miejsca. parasoli i wachlarzy. W imperium zmysłów. video boxów (mających do sprzedania tylko ekran telewizora plus pudełko chusteczek higienicznych). w którym czuła się tak dobrze. który jednak nigdy nie powstał. jak sama nazwa wskazuje. lecz skarlał zmieniając się w swoje przeciwieństwo". co mu się podoba. Powiedzenie: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. W kulturze Zachodu Eros został poddtruty chrześcijańską miksturą i jak mówi Nietzsche . Znaczenie słowa „seks" w japońskiej kulturze bliŜsze jest raczej „zabawie". jest dziś miejscem. ale i panie mają kilka miejsc. albo podobnego „spektaklu". W materiałach przeznaczonych dla turystów moŜna znaleźć reklamy niektórych uciech oferowanych przez tokijskie dzielnice rozpusty: zwykłego striptizu. gdzie moŜna znaleźć płatną miłość na kaŜdy portfel i gust. Ŝe dopóki wie. Soaplandów (kuszących kąpielą i seksem). Ŝe jej jeszcze nie wynaleziono". Siedzibą mizu-shóbai stało się po drugiej wojnie światowej. Gejsze i hostessy. jakim jest dla ludzi Zachodu Japonia. powinno zresztą brzmieć inaczej: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. Ŝe trzeba pojechać po nią do Tokio". czystej. tłoczących się ciał. ale przyćmiła juŜ sławą swą starszą siostrę w „wodnym biznesie". Japończycy nie lubią naszego zainteresowania erotyczną sferą ich kultury i egzotyzacji. falliczny festiwal w świątyni Kanamara-sama kolo Kawasaki. barów karaoke (zwykłych lub z nagą śpiewaczką do towarzystwa). „klubów Toma podglądacza" (słuŜących. geje i rodziny z małymi dziećmi idą w procesji za niesionym przez kapłanów shintó wielkim fallusem . „spektaklu". „grzech" nie rzuca nań swojego mrocznego cienia. a swą nazwę zawdzięcza planom zbudowania tam teatru kabuki.„nie 219 umarł wprawdzie. Trudno jednak oprzeć się fascynacji. Tokijska noc w Kabuki-chó większą część swojej bogatej oferty przeznacza dla męŜczyzn. sex--shopów. wyrafinowanej erotyce. Ŝe Naomi poprowadzi samochód. podglądaniu). szczupli chłopcy (albo dziewczęta przebrane za takiŜ chłopców) czekają. moŜe robić. zapachu spalin. wilgoci i sake. W porównaniu ze sławną Yoshiwara. Spacerowałyśmy właśnie w Kabuki~chó wśród pink-salonów {????? saron oferuje seks oralny lub ręczny). to znaczy. Kabuki-chó ma krótszą tradycję. powiedziała Yukiko. wzbogaconego o moŜliwość aktywnego udziału ze strony publiczności. gdzie jego miejsce. Seks nie moŜe więc być brudny". PołoŜone tuŜ obok jednej z największych w Tokio stacji kolejowej Shinjuku.czego chce.

„Ucieczka od rzeczywistości" . tym lepiej. by wracające z pracy urzędniczki albo robiące zakupy gospodynie mogły zerknąć.to sformułowanie powtarzane przez wiele respondentek. „przyjemne" i „nie wymagają myślenia". w kioskach na stacjach kolejowych. Co miesiąc około miliona Japonek kupuje pornograficzną manga. W „Taboo". „Taboo" i „Manon". Bo są „łatwe". listy czytelniczek. jaką kobiety często przypisują popularnym romansom . a ona „oddaje mu się z drŜeniem". Japończycy". podczas gdy czyni to około dziewięć milionów męŜczyzn (i to raczej oni ponoć „podbierają" komiksy tego typu z kobiecych półek niŜ odwrotnie). Oprócz historyjek są tu horoskopy. czyli mniej niŜ przeciętne czasopismo dla kobiet i połowę z tego. „Manon" czy „Binetsu" narysowane jest więc. dlaczego kupują Lady's comic. „mamy wprawdzie o wiele bardziej restrykcyjny system społeczny. Autorzy Lady's comic nie bawią 222 się w hipokryzję i opisy przyrody i dlatego obrazki dotyczące spraw . ale w Japonii na masową skalę produkuje się takŜe materiały tego typu dla kobiet. „My. ale około jednej trzeciej stanowią gospodynie domowe. tym ciekawiej". na przykład „Binetsu". na czym polega „nieograniczona fantazja" dorosłych kobiet w imperium zmysłów. Kosztuje od 400 do 600 jenów. na przykład erotyczne manga zwane Lady's comics. co nowego mamy w tym miesiącu. Powszechna dostępność pornografii dla męŜczyzn jest dobrze znaną sprawą. Im dziwniej. co wydaje mi się zresztą najbardziej perwersyjne. diety odchudzające i reklamy erotycznych gadŜetów. Dla nas pornografia nie jest teorią gwałtu. Najczęściej mają dwadzieścia . Ŝe pozwalają im one „oderwać się od codzienności". Zaintrygowało mnie. „podkreślając męskość". Pornografia w postaci Lady's comic spełnia więc podobną rolę do tej. są w Tokio zrośnięte z miejskim krajobrazem. w całodobowych sklepach spoŜywczych. są łatwiejsze do kupienia niŜ worek ryŜu. w których dominuje szczęśliwe Ŝycie rodzinne z właściwym partnerem. „odpręŜyć się". i kobiety. na której zwykle zamieszczone jest zdjęcie białej modelki. ale jednym z przejawów nieograniczonej ludzkiej fantazji. jak lędźwie bohatera „opinają dŜinsy". jak bohaterkę „przenika dreszcz poŜądania". ale w świecie wyobraźni pozwalamy sobie na wszystko to.są niegrzecznymi Harleąuinami w obrazkach. A fantazjują i męŜczyźni. pornograficzne materiały leŜą tuŜ obok niewinnych czasopism o modzie i poradników dla wędkarzy. MoŜna znaleźć je w publicznej pralni i poczekalni u dentysty. jak „porywa ją w silne ramiona". Badania rynku pokazują. sąsiadując z barami MacDonald's i „suszarniami". gdzie zawoalowany opis zastępuje się dosłownością obrazu. podróŜowaniem i konsumowaniem nowoczesnych. w rozmowie o pornografii. jak chcą amerykańskie feministki. UwaŜają się za „nowoczesne kobiety". Mają tradycyjne kobiece marzenia. Pytane. czyli „komiksy dla pań". Nowe numery najbardziej poczytnych „komiksów dla pań". Im więcej. co wy represjonujecie. co najtańsza ksiąŜka.trzydziewści lat i połowa z nich jest zamęŜna. Przeciętny Lady 's comic ma około 400 stron i kolorową okładkę. Postanowiłam przyjrzeć się Lady's comic. zachodnich towarów. jaką z nim nagrałam. właścicielka księgarni w moim sąsiedztwie od razu wykłada na stojak przy wejściu. Ŝe w większości są to kobiety pracujące zawodowo. Swoją „nowoczesność" utoŜsamiają z moŜliwością pracy poza domem. 220 Lady's comic moŜna znaleźć w księgarniach. japońskie kobiety tłumaczą. mówi Satoru.gdzie kupuje się seks i zaspokaja erotyczne fantazje. „zapomnieć o stresach związanych z pracą".

w japońskiej kulturze uznawany jest za coś oczywistego. W japońskim imperium zmysłów dla kobiecych fantazji wydzielony jest malutki margines. Trzy wieki temu pojawiły się tu pierwsze gejsze i Ŝadne inne . ocierała się o reŜysera Takeshiego Kitano. i paru smętnych perwertów. królestwa najbardziej poŜądanych kobiet świata. szeregową zabudowę i ocalono wiele drewnianych domków o oknach zasłoniętych bambusowymi roletami. MoŜna -jeśli ma się szczęście i . ale ich obecność w kaŜdej księgarni nikogo nie gorszy ani nie szokuje. Ŝe kobiety potrzebują materiałów pobudzających erotycznie. w całym Kioto koło dwustu. ani tym bardziej te z Tokio . tajemniczy nieznajomi nigdy nie zostający na tyle długo. Świat gejsz. jak zrobił to Bornoff w Pink Samurai. „Mogą być gejsze". by odkryć.kwintesencja marzeń Zachodu o kobiecie Wschodu . „Chodźmy zobaczyć gejsze". jaką trzeba było płacić za ich towarzystwo. rękawem kimona zawadzała o łokieć sarariimana. Zestaw seksualnych fantazji w Lady's comic jest podobny do menu w McDonaldsie. zagaił. Ŝe nieprawdziwi. a bohaterowie niemal od razu przystępują do rzeczy. Ŝe prędzej czy później temat ten do mnie powróci. obok ogrodu zen i pornograficznej manga. Podobnie jak my. upychanego do metra przez pracownika stacji. RóŜnica polega na tym. być moŜe była znakiem. Tkwiła gdzieś miedzy samochodem marki Toyota a komputerem Toshiba. by ujawnić swe wady.pozałóŜkowych są zredukowane do niezbędnego minimum. w których odbywają się przyjęcia z udziałem gejsz. papkowaty i raczej nudny. poparła ich moja przyjaciółka. Ŝe liczba cudzoziemców na urokliwej uliczce wiodącej wśród herbaciarni jest niemal równa liczbie Japończyków. cała reszta.ani te z nadrzecznej dzielnicy Pontochó. Poszliśmy więc do Gion i dotarli tam w gęstym upale wczesnego sierpniowego wieczoru. to jeden z „sekretów".Ŝyje wciąŜ jednak w wyobraźni Zachodu. dziś jest ginącą tradycją. zbyt doskonali. Zachowano tam niską. który na co dzień jest dyrektorem w mało rozrywkowej instytucji i powaŜnym człowiekiem w średnim wieku. Gejsza . mój znajomy z branŜy filmowej zadał kolegom z pracy pytanie: „Z czym kojarzy ci się Japonia?" Wśród wymienionych przez nich skojarzeń była gejsza.nie dorównywały mistrzyniom z Gion wyrafinowaniem. Dlatego nie zdołałabym przeprowadzić empirycznych badań do 719-stronicowej ksiąŜki o „erotycznej eksploracji japońskiego społeczeństwa". czyli uniwersalny. Od gejszy do hostessy Gdy pisałam tę ksiąŜkę. Ta jedyna tokijska. Niektóre z nich to herbaciarnie. pierwsze kroki skierowaliśmy do dzielnicy Gion. iŜ fakt. bo wiadomo. między Pokemonem a projektantem mody Yamamoto. Nalegał na to mój kolega. O Lady's comic nie rozmawia się otwarcie. chodzili tam i z powrotem. są w nich gburowaci macho i ksiąŜęta z bajki. kiedyś unikalna subkultura kobiet kształconych na mistrzynie tradycyjnych sztuk i na doskonałe masaŜystki męskiego ego. urodą i ceną. którą zaraz na początku pobytu zobaczyłam w Yoshiwara. Kobiety w kulturach zdominowanych przez męŜczyzn mają podobne fantazje erotyczne. obwieszeni sprzętem fotograficznym. jak zawsze i wszędzie. Dziś zostało ich tu kilkadziesiąt. japońską cepelią. 223 Gdy mojego pierwszego japońskiego lata wybrałam się na dłuŜej do Kioto z męŜem i przyjaciółmi. która w normalnych okolicznościach powędrowałaby raczej do najbliŜszego muzeum sztuki współczesnej. Gion to jedna z najpiękniejszych dzielnic Kioto. słuŜy męskiej przyjemności.

Dziś zostać maiko wolno dopiero kilkunastolatce. Maiko to gejsza praktykantka. Grzebyki z wiszącymi kwiatkami chwiały się w rytm kroków maiko. młodzi postanowili mimo wszystko poczekać z nami.o Ŝyciu innym niŜ szara codzienność. najprawdziwsze z prawdziwych. marząc . róŜu i seledynowej zieleni lśniły w mroku. by dobrze nauczyć się tradycyjnych sztuk. Przed wojną przyjmowano tu na naukę dziewczynki kilkuletnie. co nadaje ich upudrowanym dziecinnym buziom wyraz naiw225 nego zdumienia i słodyczy. Ŝe powiedziałam maiko. Nieśmiało stanęliśmy koło nich. Szły proste jak struny z wysoko uniesionymi głowami. który wziął za gejszę zwykłą kobietę w kimonie i rzucił się za nią z aparatem ku dyskretnej uciesze Japończyków w kamizelkach korespondentów wojennych. powiedział jeden z Japończyków. To na nie polowali turyści z aparatami fotograficznymi. złota. długie rękawy kimon wartych setki tysięcy jenów szeleściły jak skrzydła. w tym bliźniaczki. Nad Gion powoli zapadała noc. gejsze z Gion. KaŜda z trzech dziewcząt niosła pakunek zawinięty w chustkę furoshiki. rozsiewając złote refleksy. Ŝe dołączyło do nas jeszcze dwoje Japończyków i czteroosobowa wycieczka z Niemiec. a alabastrowo białe twarze zastygły w nieruchome maski o wzroku skierowanym gdzieś ponad naszymi głowami. nierzeczywiste wśród przechodniów w zachodnich ubraniach i turystów oniemiałych z zachwytu. nie udało nam się zobaczyć nawet cienia gejszy. Ŝadna nie . „Maiko". W ciągu pierwszej półgodziny oczekiwania na maiko nie zdarzyło się nic ciekawego oprócz tego. Ich stroje o długich rękawach są o wiele jaskrawsze. Ŝe dzisiejsze prak-tykantki są po prostu zbyt stare.jak wszystkie dziewczyny świata . którzy przez cały ten czas stali naprzeciw budynku o drzwiach zasłoniętych ciem-nowiśniową zasłoną z namalowanym na niej chińskim znakiem. Zobaczyliśmy je od razu. jakie kiedyś rodził głód. Wyglądały jak rajskie ptaki o czarnych łebkach. A większości brakuje teŜ podobno uporu i wytrwałości w nauce. mieli aparaty fotograficzne o obiektywach dłuŜszych niŜ wszystkie nasze razem wzięte. młodziutka dziewczyna. maiko mają pomalowaną na jaskrawą czerwień zwykle tylko górną wargę. niektóre kontynuują rodzinną tradycję.cierpliwość . Stare mistrzynie mówią. Trzy maiko. i oczywiście nikt w Japonii nie sprzedaje juŜ córek do domów gejsz. grupę gospodyń domowych z Wyoming i dwa włoskie małŜeństwa w średnim wieku. Ubrani byli w paramilitarne kamizelki z mnóstwem kieszonek. Krótkie zamieszanie spowodował jeden z Niemców. 224 Otoko-yaku Hikaru Asami. Tak minęła jeszcze godzina i nasza grupa została zasilona przez dwoje Szwedów. inne ulegają fascynacji światem „kwiatów i wierzb". Wydawali się na coś czekać. Ŝe przynajmniej będą miały co jeść. ale naszą uwagę zwróciło dwóch starszych Japończyków. Przez godzinę. sprzedawane przez biednych rodziców z nadzieją. a nie o Michaela Jacksona. W przeciwieństwie do gejszy. która ukończyła gimnazjum. „Na co czekacie?". spytała nas jedna z dwóch identycznych blondynek o urodzie Claudii Schiffer i gdy ustaliliśmy. Dziewczęta decydują się na tę pracę z własnej woli. Ich kimona w odcieniach czerwieni.zobaczyć je idące ulicą. wskazując dłonią w kierunku tajemniczego w budynku. niczym korespondenci wojenni. ucząca się dopiero tego fachu. podczas której przemierzyliśmy uliczkę kilkakrotnie. a nie Michael i Ŝe chodzi o gejsze praktykantki. a ozdoby we włosach liczniejsze niŜ te noszone przez dorosłe gejsze.

Ŝe obie sprzedają nie seks. by konwersacja przy stole toczyła się gładko i bez niezręcznej ciszy. amerykańska antropoloŜka. pozostawiając nas z bolesnym uczuciem niedosytu. bardzo męski.musi być . rekordowe zarobki sięgają tysiąca dolarów za. Seks mają do zaoferowania dziewczyny z Krainy Mydła albo RóŜowych Salonów. by jego kieliszek był pełny. na tyle mocno. Nadzieja zdobycia hostessy . Podobnie jak w przypadku gejszy. która badała świat hostess. Opłaciło się czekanie. by klient czuł się waŜny. Co tak wyjątkowego jest w hostessie? Zasadnicze podobieństwo między gejszą a hostessą polega na tym. tym mniejsze prawdopodobieństwo. by rozbudzić w męskim sercu miłe podejrzenie. rozpieszczany i bardzo. Hostessa (jeśli regulamin jej klubu tego nie zabrania) moŜe nawiązać intymną relację z klientem. Ŝe „relacja między seksem a pieniędzmi w mizushóbai jest odwrócona: im droŜszy i bardziej elegancki klub. gdy robiliśmy im zdjęcia. interesujący. W przeciwieństwie do Michiko z Soaplandu. 1994. W niektórych miejscach o wyjątkowo wysokim prestiŜu nawiązanie relacji z klientem poza klubem grozi hostessie nawet utratą pracy. Ŝe do takiej sytuacji będzie zmuszona przez szefową. zapala mu papierosa. Dziś o wiele większe jest zapotrzebowanie na hostessy niŜ gejsze. Ŝe praca hostessy w jednym z tokijskich klubów dla VIP-ów w Ginzie lub Akasace to dla kobiety jedno z najwyŜej płatnych zajęć dodatkowych na świecie. w którym pracuje. hostessa pracuje ubrana. Ŝe wszystko jest moŜliwe. która namydlała klientów swoim nagim ciałem. Ona dostanie wysoki napiwek. Jej zadaniem jest ucieleśnianie męskich marzeń o określonym typie kobiecości i sprawianie. ale nie musi tego robić. wieczór. lecz fantazję. W ekskluzywnych klubach Akasaki i Ginzy drogo i wytwornie. którzy znajdują się najwyŜej w społecznej hierarchii. Ŝe zmieniła się patriarchalna struktura japońskiego społeczeństwa. ????-san zarobi jeszcze więcej. a do klubu obsługiwanego przez hostessy męŜczyźni przychodzą w innym celu. Maestria hostessy polega na tym. uśmiecha się. którego moŜna gonić.. bo tylko ci. a hostessa z luksusowego klubu o dobrej reputacji znajduje się na szczycie hierarchii mizu-shóbai. ale dlatego. rolą hostessy jest bycie króliczkiem. Annę Allison.odezwała się słowem i nie zmieniła wyrazu twarzy. Dla japońskich męŜczyzn wieczór w ekskluzywnym klubie z hostessami jest oznaką prestiŜu. Nazywa się je niekiedy „współczesnymi gejszami". Przede wszystkim jednak rozmawia i słucha w taki sposób.. by klient wierzył. Kołysząc się na wysokich drewnianych platformach klapek. Ŝe współcześni Japończycy marzą o innych kobietach. s. Ŝe jej czule słówka i admiracja jego osoby są szczere. mogą sobie na taką rozrywkę pozwolić.Egzotyczna i Erotyczna przez dwa duŜe E .pokazała nam swoją upudrowaną na biało kobiecą twarz. czyli mamę-san.jakkolwiek mglista i daleka . 131). co hostessa oferuje klientowi. maiko znikły w drzwiach herbaciarni. a u ich podłoŜa leŜy bezinteresowne uczucie. pisze w poświęconej temu ksiąŜce. do którego nie mieliśmy wstępu. Przez kilkanaście sekund Japonia taka. Mówi się. To. Im wyŜej 226 w hierarchii klubów znajduje się miejsce. wspaniały. ale (raczej) nie moŜna złapać. Były zupełnie nieosiągalne niczym boginie. tym mniejsza moŜliwość seksu z zatrudnioną tam kobietą" (Allison. a przeciętne od stu do trzystu. czuwa. by wrócić do tego samego klubu i pić potwornie drogą whisky w towarzystwie wybranej hostessy. moŜe wydawać się trywialne: dba. o jakiej przez wieki marzył Zachód . obojętne na naszą obecność naleŜały do świata. Liczba mistrzyń gry na shamisenie i innych tradycyjnych sztuk maleje nie dlatego.

Niemal równie częste jak podziw są jednak Ŝarty z nas . Ŝe otoczone zostaniemy w Japonii męską atencją. komiksach manga. tradycyjne japońskie tańce są zwykle jej nieznane. Nazwa mizu-shóbai. by podobać się swoim męŜczyznom. Wizerunek długonogiej blondynki z duŜym biustem popularny jest w pornografii. moŜe mieć trudności w nawiązaniu jakiejkolwiek relacji z japońskim męŜczyzną.z tego. którego częścią Są kluby hostess. ileŜ razy powtarzały mi to zdanie moje japońskie koleŜanki! Nieraz więc słyszałam cudzoziemki ubolewające w Tokio nad swoją samotnością. przywołuje na myśl nietrwałość. Hostessa nie gra na shamisenie.podtrzymywana tak. potęŜnie zbudowaną specjalistkę od prawa bankowego. a nawet ksiąŜkach dla dzieci. mleczna cera stanowi ideał wielu milionów Japonek. który ma fluidalną właściwość jak woda. świat. mogą nawet budzić lęk i niechęć. znane zachodnie firmy kremy i inne smarowidła przeznaczone na rynek azjatycki produkują właśnie w wersji wybielającej. cięŜkie i biodrza-ste. Poznałam kiedyś w Tokio Hertę z Kolonii. zrozumie się. kaukaskie powieki i proste nosy konstruowane są w Japonii operacyjnie w milionach egzemplarzy. Niewątpliwie jasna piękność z Zachodu jest obiektem pragnienia i tak. wybielających ją za pomocą tysięcy przeznaczonych do tego celu kosmetyków. jest jednak profesjonalistką. tak jak gejsza. Jasna karnacja niekoniecznie musi być naśladowaniem typu odmiennego rasowo. białych kobiet (aczkolwiek nigdy przedtem nie myślałam o sobie jako o „białej kobiecie"). Nawet jeśli podobamy się. sprawiając wraŜenie naturalności. jakie wydajemy się Japończykom duŜe. pisze. jak męŜczyźni Zachodu śnią o Azjatkach. jak trudna to praca. . Współczesne gejsze od dawnych róŜnią się jeszcze tym szczegółem. które najdalsze są od ideału eterycznej piękności. Ŝe Japonki po wojnie musiały zacząć „przebierać się za białe". Japońskie dziewczyny napływają więc do mizu-shóbai i odpływają jak Michiko. KaŜde słowo i gest hostessy są powtarzaną obietnicą na odwlekaną w nieskończoność rozkosz. „Japończycy są 228 nieśmiali". Innymi słowy. Popyt na zachodnie hostessy w Tokio jest nadal spory. ale pełniejsze zachodnie biusty. a ruch w interesie trwa nieustannie. biała kobieta. a dowody podziwu znajdziemy u swych przyduŜych stóp (nr 37 to japońskie L!). ani nie zniechęcił. a jej uśmiech 227 przylega do twarzy jak dobrze zrobiony makijaŜ. krótko ostrzyŜoną. Emiko Ochiai. Ŝe i tak nie cieszą się u nich powodzeniem. Ŝe w ich szeregach są „gaijinki". przemijanie. Dobra hostessa. Podchodzi do stolika z wdziękiem i sprawia. by klient ani zbytnio się nie rozochocił. która kaŜdą wypowiedź podkreślała uderzeniem pięści w stół i w oczach Japończyków pewnie tak się róŜniła od kobiety w stylu lolitkowatej Michiko. często występuje w reklamach. o ile nie jest na przykład hostessą w tokijskim barze. jak rozpędzony nosoroŜec od kociaka. Ŝe ci panowie w co najmniej średnim wieku raczej nie mogą za kaŜdym razem wzbudzać namiętnych uczuć w młodej piękności. a ubiera się raczej w wieczorową suknię niŜ kimono. bo Japończycy zwykle trzymają dystans wobec białych kobiet przekonani. socjoloŜka z Kioto. Te „gaijinki". Jasne włosy budzą zachwyt. tak Japończyków fascynują kobiety mojej rasy. nie znaczy to. Po wojnie moda na białe kobiety zapanowała na dobre. dwuznaczny stosunek. Ŝe siedzący przy nim goście czują się wyjątkowymi szczęściarzami. Jeśli uświadomi się sobie. Japończycy mają do nas. profesjonalnym masaŜem męskiego ego (i niczego poza nim).

W opowieściach cudzoziemek zatrudnionych jako hostessy powtarzają się historie podróŜniczek z USA i zachodniej Europy. Podejrzewam jednak. Ŝe masz kilka lat mniej. w normalnym Ŝyciu będącą nauczycielką muzyki w Newadzie. gdzie zawsze przychodziły róŜne podejrzane typy. Ŝe wszyscy woleli patrzeć na jej zgrabny biust. tym większe prawdopodobieństwo. cierpiących na nadmiar czasu i brak pieniędzy studentek z wymiany zagranicznej. a jego klienci rekrutują się głównie spośród równie szacownych elit. Ŝe im tańszy i bardziej podejrzany klub. która w 2000 roku znikła z klubu Casablanka w tokijskiej dzielnicy Roppongi. Jak bardzo niebezpieczna moŜe być ta praca pokazuje tragiczna historia Lucie Blackman. Podobała mi się przewrotność sytuacji. zachęcała mnie do 229 spróbowania swoich sil jako hostessa. MakijaŜ. zbierając materiały do swojej rozprawy doktorskiej o mizu-shóbai i pragnieniach współczesnych japońskich męŜczyzn. Klientom oczywiście nie zwierzała się ani ze swojego wykształcenia. Staranie. angielskiej stewardesy. jak wygadują głupoty. Ŝe od hostess oczekuje się świadczenia teŜ innych usług niŜ zapalanie papierosa i rozmowa. „Powiemy. modną. nie to. Ŝe klub Paradise w Ginzie jest wyjątkowo szacowny. by po jakimś czasie dać się ponieść dalej fali losu. W Paradise pracowało sześć hostess. okazał się nim bogaty biznesmen. nalewając im alkohol i słuchając z uśmiechem. opłaciło się. Kto wie jednak. zmieniły mnie w „gaijinkę". gdy Yukari. iłu jeszcze świrów marzy o ćwiartowaniu kobiecych ciał? Zastanawiałam się nad tym. jakie przy pomocy Yukari włoŜyłam w to. ale nie byłam przekonana o swoim predyspozycjach do zawodu współczesnej gejszy. Trzeba jednak być ostroŜnym. co Casablanaka. atrakcyjne cudzoziemki do pracy jako hostessy. który miał ma sumieniu więcej grzechów. zarabiaj ących w ten sposób na dalszą włóczęgę po świecie. złapano. Zwyrodnialca który to zrobił. ????-san. a potem po prostu zachowuj się inaczej niŜ normalnie". w którym czułam się jak dobra siostra z brazylijskiej telenoweli. Wystarczy odpowiedzieć na jedno z wielu ogłoszeń typu: „Klub taki a taki zatrudni młode. Jedną z amerykańskich hostess Paradise. W końcu jej się udało. wezwały za ocean waŜne sprawy rodzinne i dzięki wstawiennictwu Yukari. będąc w istocie obiektem jej badań. wręcz konserwatywny. Klub . trzy cudzoziemki i trzy Japonki. próbowała rozwiać moje wątpliwości doświadczona japońska koleŜanka. była studentka Satoru. Yukari pracowała w Paradise od pół roku. biednych dziewczyn z byłego ZSRR albo innych ciekawskich i Ŝądnych wraŜeń kobiet. w których bystry klient Paradise bez trudu dostrzegłby równie nieprzeciętną inteligencję. dla którego postanowiła spędzać wieczory. ani z głównego powodu. Mile widziane blond włosy i podstawowa znajomość języka japońskiego". Allison pisze. by wyglądać na właściwą towarzyszkę przy męskim stole. Przez dwa tygodnie miałam być hostessą w Paradise. Kilka miesięcy później w nadmorskiej jaskini w Miura znaleziono osiem plastikowych worków z jej pokawałkowanym ciałem i blok cementu z zatopioną w nim głową dziewczyny. elegancka dama w perłach z odrobinę zbyt grubą warstwą pudru na okrągłej twarzy. Miała pociągłą twarz. szpilki i róŜowy kostiumik. Zapewniała mnie. postrzępioną fryzurę i nieprzeciętnie duŜe oczy. ????-san zgodziła się spotkać ze mną jako ewentualną zastępczynią na dwa tygodnie.„gaijinki" lądują na chwilę na japońskich wyspach i zostają hostessami. w której panowie przychodzący do Paradise płacili ślicznej Yukari. przyjrzała mi się uwaŜnie od stóp do głów i po półgodzinnej rozmowie powiedziała: „Tak". która spodobała się mamie-san.

kim naprawdę jesteśmy. Hana dolała alkoholu do kieliszków i zachichotała. czyli ja. na co pozostali trzej biznesmeni zareagowali wybuchem śmiechu. Na beŜowych ścianach wisiały reprodukcje prerafaelitów w złoconych ramach. Hostessy wówczas czekały juŜ przy barze w pełnej gotowości. Niektórzy klienci Paradise domagali się tej a nie innej hostessy. łagodne i chichoczące stworzenie. mówiąc. a pozostali dwaj zabuczeli jeszcze raz. niezbyt mądre i pełne zrozumienia. „Pan Ito tak dobrze mów po angielsku . mimo Ŝe była młodsza od wielu swoich gości.wyglądał tak. siódmym piętrze nowego budynku i wjeŜdŜało się do niego osobną windą. a podłogę przykryto ciemnowiśniową wykładziną. powiedział na to Pan Ito. How do you do!. zostawiając prawdziwe podobnie jak swoją codzienną toŜsamość . Thank you. Główne 230 pomieszczenie Paradise przewidziano dla nie więcej niŜ dwudziestu klientów naraz. a ich szef.przed drzwiami klubu. Jako jedyna ubrana w kimono. Klientów witała ????-san. „Ŝe będzie mógł rozmawiać z Rórą zupełnie swobodnie". Odrobina słodyczy kawali teŜ była dobrze widziana. ale ja jeszcze nie śmiałam . podczas gdy w klubach o niŜszej randze mieści ich się nawet więcej niŜ setka. Ja miałam na imię Laura. Byłyśmy ubrane w wieczorowe sukienki w stylu glamour i szpilki. KaŜda z nas uŜywała w Paradise innego imienia. Do mojego pierwszego zadania oddelegowana zostałam z Yukari. starym bywalcom Paradise. How do you do. Ŝe nigdy więcej nie powinien zapominać o niej na tak długo jak ostatnio i odeszła witać następnych przybyszy. próbując nawet przy tym się uśmiechnąć. powtórzył jeden z młodszych. Tu nikogo nie interesowało. starannie pomalowane i ufryzowane (nikt nie miał się nigdy dowiedzieć. czyli w wymowie japońskiej . siwawy i rubaszny . a Yukari . która na moich oczach z intelektualistki zmieniła się w ociekające słodyczą. miłe. 231 zachowywała się w stosunku do nas wszystkich jak mama właśnie. W Paradise oczekiwano od nas transformacji w ucieleśnienie przeciętnych męskich pragnień. na którym grał siwy staruszek z kozią bródką. Inicjatywę przejęła teraz Yukari vel Hana. nadskakujące i niedostępne jednocześnie. która przedstawiła mnie czterem panom z wielkiej firmy produkującej. Trzech było po czterdziestce. którego wcześniej nie znałam. Oprócz pianina. powiedział pan Ito. o wiele bardzie posunięty w latach. Ŝe moja prawie nowa suknia od Gucciego w pięknym kolorze zimnej wody pochodziła z pchlego targu w nowojorskiej East Village). Pogroziła panu Ito palcem jak małemu chłopcu.Hana. beton.mieścił się na przedostatnim. Róra i Hana miały stać się ładne. zaszczebiotała do najstarszego. Pan Ito wyjął paczkę cameli. o zgrozo. którą pamiętali z poprzednich wizyt. Jego wystrój stanowił mieszankę wyrafinowanego luksusu i lekkiej frywolności. a Róra w tym momencie błysnęła refleksem i po raz pierwszy w Ŝyciu zapaliła męŜczyźnie papierosa. Klimatyzacja działała bez zarzutu. nie było Ŝadnych dodatkowych sprzętów ani ozdób. a nie ekstrawaganckich popisów. inni zdawali się na wybór ????san. Ŝe spodoba im się Róra. powtórzyli unisono. pan Ito. Okna były zawsze zasłonięte. ????-san wyraziła swój zachwyt z powodu ich wizyty i nadzieję. a kelner wskazywał im stolik i przyjmował zamówienie. opierając się o ramię najstarszego. a pozostała trójka zabuczała z aprobatą. tak Ŝe przyćmione światło lamp od Tiffaniego (albo bardzo dobrych podróbek) sprawiało wraŜenie wiecznego wieczoru w miejscu odizolowanym od świata i odrobinę nierealnym.Róra. jakby juŜ wypił za wiele. Thank you!.

„Chwal ich. Zapaliłyśmy im około czterdziestu papierosów i nalały tyleŜ szklaneczek. wymieniałam ceny. MoŜe więc dam sobie radę? Im więcej płynęło alkoholu. piękne blond kobiety i zgubiłem portfel". a Róra i pan Matsumoto umówili się. same sącząc wciąŜ tego samego wodnistego drinka. ile taki krawat kosztuje. tak!". pomyślała . opowiedziałam naszym gościom. Na koniec. Pan Matsumoto pokraśniał.pójść w jej ślady. przerwał moje zgadywanie pan Matsumoto. jakbym słyszała moją osiemdziesięcioletnią ciocię. Uświadomiłam sobie nagle. który zindywidualizował się jako pan Matsumoto. po polsku. Ŝe i Japonkom. a młodszy. „Piękne kobiety w Porando".zwłaszcza . nawet był w Polsce. Drugi z młodszych. Ŝe pan Ito to prawdziwy sukebei. która podeszła do nas. „Gaijinki mają większe biusty". od krawatów. 233 Mama-mn. koniecznie chciał się dowiedzieć. Sądząc po czerwonych twarzach i rozluźnionych krawatach naszych gości impreza zaczynała się rozkręcać. tłumaczyła Yukari przed moim debiutem w Paradise. potwierdziła przytomnie Hana i dodała. znów przy232 pomniały mi się rady Yukari i postarałam się im sprostać.dość łatwo przyszło udawanie zachwytu. czyli „lajdus". Skubiąc krawat w sposób. mimo iŜ nie pracowałam wówczas jako hostessa w tokijskim klubie Paradise. zgadzaj się. pozwól im wierzyć. turla! się pan Matsumoto. wróciliśmy jeszcze raz do liczby przyjaciółek kaŜdego z panów. ale moŜe jeszcze będzie z niej poŜytek. Ŝe są cudowni". Hana i pan Ito zaśpiewali piosenkę z fortepianowym akompaniamentem. tym chętniejsi byli panowie do angielskiej konwersacji z Rórą. i rozmowa zeszła na biusty. Ŝe są cudowni". „Młody byłem. który miał być pełen wdzięku. Potwierdziłam i na prośbę pana Ito zademonstrowałam. jakie nasi goście spędzili w Paradise. najwyraźniej wciąŜ rozmarzony wspomnieniem wycieczki po Europie. Pan Ito moŜe się podobać". dotąd najcichszy. które brzmiały tak. Ŝe w Polsce męŜczyźni całują kobiety w dłoń na powitanie i poŜegnanie. „Taki przystojny męŜczyzna na pewno miał duŜo przyjaciółek podczas podróŜy". abstrakcyjne i . jeden po drugim odwzajemniali polski pocałunek na dłoniach Róry i Hany. przy translatorskiej pomocy Hany. dodał i zrobiło się trochę smutno. Ŝe jeden z młodszych. wspomniał z nostalgią i popił. JuŜ nie dzierlatka. uśmiechnęła się do mnie z aprobatą. Wyszło na to. co akurat potrafiłam zrobić po japońsku. westchnęła Róra. Młodsi ze śmiechu aŜ rzucili się sobie w ramiona. jak to wygląda. a pozostali trzej oŜywili się na „duŜo przyjaciółek" i zaczęli licytację. „Jak papieŜa!". pozwól im wierzyć. Okazało się. czy polscy męŜczyźni robią kissu publicznie. Taki chichocik i przytulanko to juŜ była prawdziwa sztuka. całując go w wierzch dłoni. by poŜegnać gości. „Śmiej się z ich dowcipów. zainteresował się nagle. co wszystkich panów rozbawiło tak. „O. Teraz musiałam spróbować wprowadzić w Ŝycie te rady. i który zdołałby Rórę uwieść. który z nich jest największym playboyem. Ŝe byłam w sytuacjach. którym -jako Ŝe wieczór zbliŜał się juŜ do końca . mówi po angielsku lepiej niŜ reszta. Przez dwie godziny. i cudzoziemkom. chwal ich. Ba. czy potrafię zgadnąć. Ŝe niemal dostali spazmów ze śmiechu.te naleŜące do Hany i Róry. wypaliła więc Róra i nachyliła się ku panu Matsumoto kokieteryjnie. pięknych Polek i biustów. w których oczekiwano ode mnie podobnego zachowania. Gdy naszym gościom udało się juŜ opanować wesołość. jak powiedziałaby moja wspomniana wyŜej ciocia. nigdy ich nie krytykuj. Ŝe następnym razem teŜ zaśpiewają. „pan Ito ma do tego klasę i piękny krawat".

bez „wspólnego języka" ludzie muszą czuć się zagubieni.„gaijinki". wycofywałam się z dalszej rozmowy na temat ewentualnego kursu języka japońskiego albo prywatnych lekcji. Japończycy mówią po japońsku. moŜe właśnie otwierałaby się przede mną interesująca przyszłość współczesnej gejszy . nie ucząc się mowy tubylców. które były z jego strony ofertą. pozbawieni wiary w moŜliwość zrozumienia rzeczywistości. Z wykładu dla zagranicznych stypendystów Monbushó (japońskiego ministerstwa kultury) VIII. Wszystkie gejsze świata robią przecieŜ to samo . ale nie posunęłairbsię ani kroku dalej. Nie było to aŜ takie trudne. Japończycy. jedna z najlepszych ksiąŜek o Japonii. Gdybym miała tyle lat. by wyjść poza absurdalne powtarzanie ćwiczeń złoŜonych ze zdań typu „Ta ksiąŜka jest ksiąŜką pani Yamazaki" albo pytań o „krzesło pana Tanaki". Ŝe komunikacja moŜliwa jest tylko w mowie. Problem. Zakładając.pewnie. którzy wiedzieli o jego pobycie w Japonii: „Jak Pan sobie tam radził z językiem?" Francuski filozof miał rację. i nie była zajęta czymś innym. a nawet uŜywałam takich dawnych wymówek szkolnych. potrzebne jest nam . Zdaniem specjalistów. Ŝe bez niej. na ile antropolog musi znać język kraju. Ŝe na naukę japońskiego mogłabym poświęcić tylko niewielką część czasu. Zdawałam sobie sprawę.i tu językoznawcy nie są zgodni od czterech do siedmiu razy więcej czasu niŜ na naukę kolejnego 235 języka indoeuropejskiego. napisana została przez osobę. ile jej powiedziałam. posługują się najbardziej wyjątkowym i skomplikowanym systemem językowym świata i nawet jeśli jest w tym stwierdzeniu nieco przesady. został w mojej głowie przeraŜający obraz czarnej tablicy z tabelkami pełnymi znaczków i nieprzyjemne uczucie. ma ono wielu zwolenników. jak sami często przyznają nie bez dumy. dziękowałam Satoru za kolejny podręcznik i coś niejasno obiecując. W dŜungli języka Jak Pani sobie tam radziła z językiem? Autor Imperium znaku pisze o nieszczęsnym pytaniu nieustannie zadawanym przez ludzi. rachunek jest prosty i zniechęcający. jakiej nie mogłam odrzucić. zbyt małą. Z najpiękniejszym uśmiechem. która nie mówiła po japońsku. Nie wspominając oczywiście nic o lenistwie. Ŝe jestem o wiele mniej rozgarnięta. Po trzech pierwszych lekcjach z Satoru. wymigiwałam się brakiem zdolności językowych.dają męŜczyznom poczucie. Udało mi się nauczyć jednego alfabetu fonetycznego. bo nie śmiałabym zrobić tego przy słynących z pracowitości Japończykach. Ŝe przyzwoite przyswojenie angielskiego czy niemieckiego zajmuje pięć lat. aby biegle władać japońskim. W Japonii . jakie kiedykolwiek powstały. podwaŜając naiwne przekonanie. ale Chryzantema i miecz Ruth Benedict. a róŜnica kulturowa dotyczyła raczej formy niŜ treści. Ŝe są cudowni. Na początku torpedowałam więc wszelkie podejmowane przez moich nowych znajomych próby skłonienia mnie do nauki japońskiego. niŜ ośmielałam się nieraz przypuszczać. którego kulturę bada. które w wyniku niezrozumiałej transformacji okazywałoby się „biurkiem pani Watanabe" lub nawet .z całą pewnością moŜna „poradzić sobie z językiem". jak nagła niedyspozycja lub choroba w rodzinie.jak i w kaŜdym innym obcym kraju . jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowany. to kto wie. na jaki było mnie stać.

odbitki zdjęć zrobiono mi nie w tym formacie. dając mi zupełnie nowe uczucie wolności od tego wszystkiego. jakim z upodobaniem oddawał się mój sąsiad pan Matsura z małŜonką. Nie moŜna było przed tym uciec. Patrzyłam na wiadomości. rozkoszując się samą melodią głosów. jakie mi się zdarzały. Jeśli nawet pytałam Chizuko. podobną na moje ucho do dramatycznych kłótni. Ŝe niezbyt potrzebne. które nie dość. Pomyłki. bez niego bylibyśmy tylko zwierzątkami krzyczącymi z bólu albo gulgoczącymi z radości.było dla mnie niesłyszalne w Japonii. w których osoby płci obojga siekały. nigdy nie uŜywałam słuchawek z angielskim tłumaczeniem. albo pokrzykiwanie listonosza. Po jakimś czasie jednak zaczęłam wyłapywać z rzeki języka niektóre dźwięki. co draŜni mnie w krajach^ których język rozumiem karykaturalna mowa reklam. o jakie kiedyś pytałam japońskich przyjaciół. gdzie eteryczne kobiety roniły łzy i miękkim. Ŝe to koń" . na opery mydlane. Jeśli chce się wyjechać „jak najdalej od wszystkiego". pękła. w jakiej Ŝyłam przez kilka miesięcy. mówiąc coś przy tym bez końca afektowanym tonem. wrzeszcząc. „KaŜdy głupi widzi.fascynujące. piszcząc i podszczypując niemal nagie dziewczęta. Poza tym zagubienie w dŜungli języka było po prostu przyjemne.nawet więcej . To on nas stwarza takimi. podwaŜającej nasze przyzwyczajenia. szklana bańka. megafon samochodu krąŜącego po sąsiedztwie. Japoński język pięknych znaków i gramatyki. W naturalny sposób potrzeba rozumienia wygrała z pragnieniem pozostania w błogiej nieświadomości. co sprzedaje przyjazny domokrąŜca. na ulubione programy o jedzeniu. Ŝe znalazło się na jakiejś innej planecie. gdzie prowadzący. wygłupiali się. idiotyzm nagłówków prasy brukowej. jaki chciałam. a nie 236 Tak Satoru uczył mnie japońskiego rozumiejąc. ba . Nie ma podmiotu poza językiem. gdzie kaŜdy kolejny krok przynosił małe prywatne odkrycia. prze237 brani jak clowni. Chodząc na spektakle kabuki. synem i synową. by zebrać niepotrzebne sprzęty gospodarstwa domowego. Rano budziły mnie śpiewne powitania wymieniane przez sąsiadki. skusił mnie obietnicą jakiegoś innego świata i innego „ja". z przyjemnością oglądałam go w Bon Hour. Japonia. bardziej interesowała mnie uroda dźwięku w ich ustach niŜ ewentualny praktyczny uŜytek. jacy jesteśmy. ku swojemu zdumieniu rozpoznawać w mowie tubylców słowa. kupiłam od niego zestaw zdrowotnych herbatek. jest dobrym wyborem. Mariko albo Satoru o japoński odpowiednik jakiegoś słowa. jaki mogłabym zrobić z niego w codziennym Ŝyciu. okazały się wyjątkowo obrzydliwe.„rowerem pana Ando". śpiewnym głosem mówiły o jakichś waŜnych sprawach. oferując „gaijinowi" niezwykłą mieszankę fizycznego bezpieczeństwa z przyprawiającym o dreszcz poczuciem. cały ten perswazyjny szum właŜący w uszy i oczy . gdakanie polityków i mętna nuda politycznych komentatorów. Mimo iŜ w swoim polskim domu od lat nie mam telewizora. na erotyczne lub rozrywkowe show. w których krewcy politycy krzyczeli coś do siebie jak w starych filmach o samurajach. Lunatyczna topografia tokijskich zaułków i semiotyczny gąszcz niezrozumiałych znaków! Brnęłam w przestrzeni pozbawionej drogowskazów i przetartych ścieŜek. nie były przy tym bolesne: płyn kupiony jako olej okazywał się octem ryŜowym. smaŜyły i zjadały niebywałe stworzenia. To.

codziennym języku. których wspólna 238 nazwa brzmi: ???? -wraz z kanji tworzą one system oparty na innej logice niŜ ta.. Na przykład chiński piktogram oznaczający drzewo ciągle je przypomina. Katakana słuŜy przede wszystkim do zapisywania słów obcojęzycznych i cudzoziemskich nazwisk (np. do której przywykliśmy na Zachodzie. bo przypadki jego uŜycia często zdarzają się we współczesnej japońszczyźnie. u). Reid we wspominanej juŜ anegdocie przytacza opowieść o Ezra Poundzie. Zanim za sprawą buddyjskich mnichów chińskie ideogramy zawędrowały do Japonii około IV wieku n. a czytający musi wiedzieć na podstawie kompetencji nabytej w długim procesie edukacji. Teoretycznie kaŜde japońskie słowo moŜna zatem zapisać za pomocą dwóch rodzimych alfabetów fonetycznych i alfabetu rzymskiego. Kanji. nadal w niektórych 239 moŜna dostrzec to dąŜenie do referencjalności. Hiragana ma obłe. jednak niektóre znaki tych alfabetów są na tyle do siebie podobne. czyli Ronald Barthes). w związku z tym japońskie ksiąŜki i komiksy czyta się . a nad nimi hiragana słuŜąca dzieciom albo osobom mniej wykształconym. Ŝe to koń". Ŝe widząc dany znak nie wiemy od razu.Współczesny język japoński składa się z dwóch alfabetów fonetycznych zwanych sylabariuszami i około dwóch tysięcy chińskich znaków. czyli McDonald's. hiragana równieŜ ma 47 znaków na oznaczenie tych samych 5 samogłosek i 42 sylab. w gazetach. Japończycy nie mieli własnego pisma.e. który składa się dziś z około 2600 znaków. były pierwotnie „obrazkami". Oczywiście wymowę kaŜdego ze znaków moŜna zapisać. Ŝe róŜnice giną niekiedy w odręcznym piśmie. czyli kanji. widząc w ich zmienionych przez wieki formach pierwotne przedstawienie. Hiragana i katakana uŜywane są w normalnym. Makudonarudo. manga. czyli hot dog. która wymowa jest właściwa. miękkie kształty. na dole jest kanji. W przeciwieństwie do katakany i hiragany. kanji mogą mieć kilka róŜnych wartości fonetycznych. ta itd. uŜywając fonetycznego alfabetu hiragana i tak często się robi. Obok katakana istnieje hiragana. którzy kopiując religijne księgi. Trzeba zatem po prostu zapamiętać wymowę chińskich z:naków. właściwie moŜna doliczyć jeszcze nasz alfabet rzymski. Katakana wynaleźli w VIII wieku równieŜ buddyjscy mnisi. „ba" lub „ma". który Japończycy teŜ muszą znać. ale ewolucja kształtu kanji na przestrzeni wieków sprawiła.) i wygłosowe „n". ostre. ksiąŜkach. Ŝe większość z nich nie przypomina teraz niczego. „KaŜdy głupi widzi. opracowali uproszczoną wersję chińskich znaków dostosowując je do specyfiki mówionego japońskiego. jak go wymówić. e. Japończycy zazwyczaj piszą pionowo i od prawej strony kartki do lewej. tak jak wiemy widząc rzymską literę „a" albo znakhiragany „ru". To znaczy. w . wynalezione przez Chińczyków trzy tysiące lat temu. patrząc na wspomniany wyŜej znak. a katakana kanciaste.od tyłu do przodu. drugi sylabariusz czy alfabet fonetyczny. Kanji tworzą system. Współcześnie katakana to znaki oznaczające 5 samogłosek (a. powiedział ponoć. nauczyć się jej na pamięć. W Krainie Kwitnącej Wiśni uŜywa się zatem trzech róŜnych alfabetów i dodatkowo potęŜnego systemu znaków. sa. Sylabariusze to hiragana i katakana. który jakimś sposobem posiadł ponoć mistrzostwo w odgadywaniu znaczenia znaków kanji. hotto-doggu. Dalej sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. o. 42 otwartych sylab (ka. i. Dla przykładu kanji oznaczający konia czyta się „urna". Roran Baruto.z naszej perspektywy .

Tak czy inaczej. którzy w tym samym czasie we wszystkich szkołach Japonii uczą się dokładnie tego samego znaku.chichot". „ku . Jako Ŝe niektóre angielskie skojarzenia nie były dla mnie chwytliwe. O ile syłabariuszy hiragana i katakana nie jest w końcu tak trudno się nauczyć. i tak dalej. którego nazwa zaczyna się 241 na daną sylabę. ale niewprawna dłoń deformuje kształt.którym ja nie byłam w stanie dostrzec ani kopyt. Tłumacząc mi znaczenie jakiegoś kanji. by zacząć dukać zdania o krzesłach pani Yamazaki i biurkach pana Watanabe. od tej a nie innej strony. ale niestety nie moŜna w nim zapisać swojego imienia i nazwiska. w drugiej 160. gdy się człowiek zaprze powtarzając przez parę tygodni na okrągło „su supeł". ani rozwianej grzywy. kaligrafia. Na przykład „ki" przypominać ma kształtem key.kuper". aby uchodzić za osobę piśmienną. O urodzie rzymskiego alfabetu nie Kobieta da się wiele powiedzieć: litera „p" na przykład nie jest ani brzydsza. a aby zostać mistrzem. jakie podarował mi Satoru. Najgłupsze skojarzenie wydawało mi się lepsze od bezsilności wobec kształtów.. które na początku wymykały się z mojej pamięci jak węgorze. podstawowy system znaków. Wprawdzie w większości kanji nie sposób juŜ dopatrzyć się mimetycznego śladu. bo . tak samo jak wszyscy pozostali uczniowie w jego wieku. powtarzając w nieskończoność tyle a tyle kresek. i „gaijinów".„chichotem" (. ani Ŝadnej innej części zwierzęcia. Nie moŜe być mowy o Ŝadnym odstępstwie od reguły .. w trzeciej 200 i tak aŜ do naszego odpowiednika liceum. moi japońscy znajomi wymyślali dla moich potrzeb skały i pola.a Ŝe róŜne „h". Według zarządzenia japońskiego Ministerstwa Edukacji naleŜy znać trzy alfabety (hiragana. wypięte „ku" . Nauczywszy się hiragana. ani ładniejsza od „z" czy „m".jako Ŝe cudzoziemskie moŜe być zapisane tylko w katakana. Być moŜe to właśnie fascynujące piękno kanji skłoniło mnie do wertowania podręczników i słowników. w takiej a nie innej kolejności. wymyślałam polskie i tak „su" z zawiązaną nóŜką było „supłem". Istnieje tylko jeden poprawny. „hi .„hokeistę". ale zabawa w odnajdywanie bezpośredniego odniesienia znaku do rzeczywistości wydaje się fascynować równieŜ Japończyków. W podręcznikach do nauki japońskiego dla cudzoziemców kaŜdy znak hiragana i katakana skojarzony jest z jakimś przedmiotem. to artystyczna praktyka z pogranicza malarstwa i rysunku. co dotyczy i japońskich maluchów. Sztuka ich pisania. Próbowałam je kopiować. kanji są piękne. katakana i rzymski) oraz „tylko" 1945 kanji. Naukę japońskiego zaczyna się od hiragana. trzeba ćwiczyć przez dziesiątki lat. które kaŜdy opuszcza ze znajomością wymaganych 1945 kanji. którego trzeba uczyć się przez lata. moŜna zacząć studiować kanji. podczas gdy estetyczny wymiar znaków kanji oczywisty jest i dla Japończyków. „ho" . trzeba więc zasiąść do katakana i dopiero nauczywszy się obu syla-bariuszy. miecze i kapelusze na głowach postaci.kaŜdy uczeń poznając nowy znak musi zapisywać go w identyczny sposób. czyli klucz. których kształty „widzieli" w danym ideogramie. i dla „gaijinów". Postanowiłam uczyć się japońskiego. do których na początku próbował mnie zachęcić Satoru. trudno). to kanji stanowią dla „gaijina" prawdziwe . a „hi" w kształcie uśmiechniętych ust . To najbardziej przydatny. Po kilku miesiącach rosnącej fascynacji byłam zatem na dobrej drodze. Nauka podzielona jest na etapy: w pierwszej klasie uczniowie uczą się 80 znaków. precyzyjnie skodyfikowany sposób zapisywania kaŜdego znaku.„kuprem".

jaką popełniamy. W nagrodę za poprawne odczytanie lub napisanie znaku karmiła mnie japońskimi słodyczami jak niezbyt mądrego pudla. wchodząc do sali seminaryjnej.wyzwanie. mnoŜenie eufemizmów i brak bezpośredniości to charakterystyczne cechy japońskiego sposobu porozumiewania się. ośmielając się wejść do szacownego gabinetu. który charakteryzuje inne języki. Ŝe znów zasłuŜyłam na prezent. by korzystać z Internetu w Bon Hour. ale właśnie przyniesiono szacowną paczkę z szacownymi ksiąŜkami dla wielce szacownego profesora". by szacowni podróŜni wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność. bo Japończycy niepytani rzadko mówią cudzoziemcowi o rzeczach. Nie mam dostatecznej wiedzy. słodkawego krakersika owiniętego w wodorost. gdzie osoba tak szacowna musi być zajęta niezwykle waŜnymi sprawami. mówi stewardesa w samolocie. Ŝe japoński to najgrzeczniejszy język świata. czyli „wielce szacownym profesorem". W dosłownym tłumaczeniu na nie tak grzeczny angielski czy polski brzmi to oczywiście komicznie. Najgrzeczniejszy język świata Mówi się. powiedział Satoru. ale w powyŜszym przekonaniu jest być moŜe nieco prawdy. Chizuko upubliczniłaby moją ignorancję. a potem „łaskawie rozmieszał w nim ten skromny budyń". instrukcja na opakowaniu rozpuszczalnego deseru prosi „szacownego klienta". dziesięcioletnia córeczka Mariko. a tego się nie robi przełoŜonej. O wiele powaŜniejszym problemem jest jednak wyrafinowana . ale z powodu trzęsienia 242 ziemi zmuszeni jesteśmy zamknąć nasz skromny sklep". powiedziała do mnie Ayaki z dnia na dzień coraz lepsza w roli nauczycielki japońskiego. które w 1995 roku zniszczyło miasto Kobe: „To straszna i niewybaczalna niedogodność dla naszych szacownych klientów. by nalał mleka do „szacownego naczynia". „Proszę o wybaczenie. który namalowała i podpisała specjalnie dla mnie. Z Ŝadnym innym pewnie aŜ tak nie konweniowałoby nieustanne kłanianie się. Najlepszą nauczycielką okazała się Ayaki. Piętrowe formułki grzecznościowe. „Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych podróŜnych za niewybaczalną niewygodę. Przy pomocy mamy wydobyła swoje stare zeszyty do ćwiczeń i wodząc moją rękę pokazywała. któremu wyjątkowo udał się aport. Potok słów japońskich windziarek. „Jak moja papuga ma na imię? Proszę. które dla niej były juŜ takie proste. przeczytaj". „Przyniosła paczkę z ksiąŜkami". Tłumacząc mi. jak trzeba pisać znaki. sekretarek czy stewardes. którym polecenie zapięcia pasów zajmuje podejrzanie duŜo czasu. co pozostało po drzwiach sklepu zdewastowanego w trzęsieniu ziemi. zanim wytłumaczył mi sens wszystkich form grzecznościowych. by porównać jego stopień grzeczności z tym. Z własnego doświadczenia dodałabym jeszcze stopniowanie informacji. Wysylabizowałam złoŜenie dwóch znaków i okazało się. powiedziała młodziutka studentka. Reid cytuje informację zamieszoną na tym. w której siedziałam z Satoru. co powinnam zrobić. które on sam uznałby za wielce praktyczne na początku pobytu w obcym kraju. Prosimy. jakich studentka przed chwilą uŜyła w japońskim odpowiedniku tej informacji. jaką jest oczekiwanie na start w naszym skromnym samolocie. Ŝe niegrzecznie przerywam. nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniŜenie o zapięcie tych skromnych pasów". płynie tak obficie właśnie z powodu grzecznościowych formuł. Po jednej z pierwszych lekcji dostałam od Ayaki akwarelkę z portretem jej ukochanej papugi.

Ŝe rozmówca słucha nas. Gdy były prezydent USA Bill Clinton . bo ten mówiąc „tak" myśli „nie". czyli: „Tak. Ŝe pozwalają biednemu „gaijinowi" na optymistyczną ich interpretację. znaczy „nie". nie rozumiem". unikający słowa „nie". A więc: „W najbliŜszej przyszłości pozytywnie rozpatrzymy pani podanie o grant". „W sprzyjających okolicznościach uda nam się spełnić pani prośbę o lepszy skaner w biurze". Zamiast prostego przeczenia. kto i do kogo mówi. „Spróbuję sprowadzić pani zamówione ksiąŜki. jaką Japończycy Ŝywią wobec otwartego mówienia „nie". czy ta praktyka 244 nie skrzywiła zbytnio jej japońskiej toŜsamości. Gdy na przykład chcemy się dowiedzieć. Są tylko mięsne i rybne". Gdy gaijin nijak nie rozumie subtelniejszej odmowy. brałam za „być moŜe". gdy sprzedawca w sklepie zamiast powiedzieć: „Nie mamy butów w rozmiarze 43". Ten grzeczny język. potem opracowałyśmy metodę. słowo znaczące „tak". Hierarchizacja języka zaczyna się w rodzinie i opiera na skomplikowanych relacjach statusu związanych z płcią i wiekiem. krąŜy mnóstwo anegdot. wsysanie powietrza przez zęby i wyraŜające zakłopotanie drapanie się po głowie. NajbliŜsze naszemu bezpośredniemu „nie" są dwa japońskie gesty odmowy: pierwszy to wachlujący ruch dłoni uniesionej na wysokość podbródka. przenigdy. powtarza z uporem coś w rodzaju: „Szanowny kliencie. MęŜczyzna . znaczy równieŜ „nie". Japończyk ucieka się do tego sposobu. Podobnie naleŜy niekiedy interpretować dźwięk „ng". moja o kilka lat młodsza siostra zwracałaby się do mnie niekiedy „szacowna starsza siostro". które na początku. Japończycy poczuli się głęboko dotknięci oskarŜeniem o kłamliwość. Ŝe hai. Prawidłowa odpowiedź na pytanie: „Czy rozumiesz?" brzmi: „Hai. gdy wcześniej zastrzegła: „Teraz mówię na sposób zachodni". to będzie troszkę trudne". wakarimasen". a starszy góruje nad młodszym. Pól biedy. Chizuko.ostrzegł na jakimś spotkaniu przywódcę Rosji Borysa Jelcyna. kelner z duŜym prawdopodobieństwem odpowie więc: „Tak. Na temat wielkiej niechęci. Niechęć wobec „nie" jest tak silna. bowiem w kontaktach z obcymi ta cecha japońskiego języka jest powodem wielu nieporozumień. mówiła „maybe". gdzie męŜczyzna stoi wyŜej niŜ kobieta. gdy poruszane są waŜniejsze sprawy. Japończycy nie kłamią wprawdzie więcej niŜ inne narody. aby uwaŜał na japońskiego premiera.znaczy „nie". otwiera nawet zdania. która pozwalała Chizuko zmusić się do sprzecznego z zasadami jej języka „nie". ściśle wiąŜe się ze społeczną hierarchią. w japońskim wydaniu to juŜ nie „owijanie w bawełnę". gorzej. spowodował międzynarodowy skandal.nie wiedząc. drugi to przedramiona skrzyŜowane na klatce piersiowej. Do dziś nie wiem. jego uŜycie jest precyzyjnie określone w zaleŜności od tego. ale z pewnością rzadziej mówią „nie". Ŝe mikrofon jest włączony . Gdybyśmy były Japonkami. znaczy „nie". lecz w najdelikatniejszy jedwab. Clinton miał jednak w pewnym sensie rację. lecz jedynie informacją. nie potrafiąc powiedzieć „nie". Hai w takim przypadku nie jest potwierdzeniem. naiwna „gaijinka". które w rzeczywistości są przeczącą odpowiedzią na nasze pytanie.jak ostrzegał Clinton Jelcyna . choć to troszkę trudne".odmiana „owijania w bawełnę". Czasem „tak" teŜ . a ja nigdy. uŜywają eufemizmów tak grzecznych. nie mogłabym do swojego o dwadzieścia lat starszego zwierzchnika z uniwersytetu powiedzieć: „Chodź. czy w menu są jakieś dania wegetariańskie.

wolą raczej kontynuować metodę prób i błędów niŜ zaczepić przechodnia. nie wiadomo. jakie w ich języku byłyby niedopuszczalne i niegrzeczne. którego wypada zapytać o drogę. Jedynym człowiekiem. a gospodyni domowa inaczej przywita listonosza niŜ jej mąŜ lekarz. ale ułatwiający mu nawiązanie kontaktu z „gaijinką". jakie towarzyszy zmianie jego ojczystego języka honoryfikatorów i eufemizmów na bezpośredni angielski. wymaga zupełnie innych form grzecznościowych niŜ pan Yamasaki pracujący jako listonosz. Japończycy zwracają się do siebie po nazwisku lub funkcji. było „ng" znaczącym: „nie". bo to jego praca. Przemawiając do niego. i zadawali mi bezpośrednie pytania. gdzie jest Muzeum Shówa. „Ng".jak głęboko mu się ukłonić: pod kątem 5. do jakiej grupy naleŜy i jaką w niej pełni funkcję. która dla mnie byłaby wówczas raczej Koizumi-san. „Jestem X z Polskiej Akademii Nauk" brzmi o wiele grzeczniej i właściwiej niŜ „jestem X". Przedstawiając się Japończykom.co za 246 tym idzie . przy którym siadywałam wpadając do ich biura w odwiedziny i gdzie trzeba było mówić po angielsku. intymnych lub bardzo bliskich przyjaźni. Nie wiedząc. który jest szefem korporacji. Dlatego Japończycy.Satoru. a nieproszona na ogół bym się nie odzywała. Z uległego „japońskiego goździka" popiskującego jak ptaszek zmieniała się w kobietę o mocnym głosie. Nie mogłabym równieŜ zadać mu większości pytań. byśmy kogoś w końcu zapytały. Nieraz rozmawialiśmy z Satoru o uczuciu transgresji. jako swoją przełoŜoną. Konieczność komunikowania się ze mną po angielsku zmieniała moich japońskich przyjaciół w innych łudzi: ludzi. ale nigdy nie osiągnęłabym tego stopnia zaŜyłości z jej męŜem. Przedmiotem mojej fascynacji była teŜ za kaŜdym razem Chizuko. czas na lunch". komunikacja z obcym jest w Japonii utrudniona do granic moŜliwości. uŜywałabym wyłącznie nazwiska i tytułu sensei. kobietą o zbliŜonym statusie społecznym i wieku. Prawdopodobnie więc po jakichś dwudziestu latach zaczęłybyśmy na przykład z Mariko. by zacząć rozmowę z zupełnie obcą osobą. uŜywając nawet jego zdrobnionej wersji. które mnie interesowały. tak jak oni to robią. I w Ŝadnym wypadku nie proponowałabym pierwsza wspólnego lunchu! W ogóle raczej byśmy razem nie jadali. Pan Yamasaki. czyli wizytówek. jak się poprawnie zwrócić do drugiego człowieka i . UzaleŜnienie języka od statusu rozmówcy sprawia. jest policjant. profesor. w ich języku nie ma zwrotu odpowiedniego. a uŜywanie imienia zarezerwowane jest dla relacji rodzinnych. Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane. zamiast w ulewnym deszczu błądzić po całej Kugaharze. W ten sposób mnie. bo szef największej nawet korporacji zawsze ukłoni się głębiej swojemu dawnemu nauczycielowi. i tak postępują Japończycy od małego wychowywani na ludzi powściągliwych w nawiązywaniu kontaktów. traktowałaby z kolei Chizuko. jakie stanowiły codzienną treść naszych rozmów. kim jest. Ŝe zanim dojdzie do rytuału wymiany meishi. która pokonując dwa metry między biurkiem Satoru (czyli językiem japońskim) a stolikiem. właściwe jest dodanie do swojego nazwiska grupy przynaleŜności. 15. pozbawiony pewnie finezji japońszczyzny. w krajach Zachodu mówi . ani poruszyć połowy tematów. szukając drogi. 30 czy moŜe aŜ 45 stopni? Dlatego Japończycy po prostu nie odzywają się do obcych i dlatego w chwili prezentacji tak wnikliwie oglądają wizytówkę właśnie przedstawionej sobie osoby. zwracać się do siebie po imieniu. jakie słyszałam od Mariko w odpowiedzi na sugestię. Jak pisze wspomniana juŜ Mori. „panią Koizumi" niŜ „panią Chizuko". ulegała niezwykłej transformacji. którzy od pierwszego dnia uŜywali mojego imienia. a nie nazwiska.

Ŝe siedząca obok nas w pociągu kobieta nie opowie nam ze szczegółami o niedawnej operacji jelita grubego. W tamtejszym metrze Japończyk prędzej zaśnie z głową na ramieniu „gaijina". Japoński język nazywa się czasem „włoskim Azji". Dziś Japończycy myślą o niej z nostalgią porównywalną do tej. Podczas gdy katakana. z wyŜej opisanych powodów niełatwo zagadać do obcego. po drugie. MoŜna więc być raczej pewnym. Ŝe spojrzeć w oczy tokijczykowi moŜna w metrze tylko w ten „okręŜny" sposób . bo to niebezpieczne. Ŝycie polegało na celebracji codzienności. czas bogactwa.przyłapując jego szybko odwracający się wzrok odbity w szybie pędzącego pociągu. znamy jako Kioto. Nazwano ją Heian-kyó: Stolicą Pokoju i Świetności.przynajmniej . 247 Do tej ostatniej czynności od początku miałam ambiwalentny stosunek. które ogarnęła wówczas nieznana ani we wcześniejszych. którą posługują się męŜczyźni. Zamknięci w pełnym dystansu języku piętrowych uprzejmości i subtelnych honoryfikatorów Japończycy w miejscach publicznych milczą. Era Heian zaczęła się. gdy w otoczonej z trzech stron wzgórzami kotlinie załoŜono nową stolicę przeniesioną tu z Nary. esemesują lub śpią. był najwspanialszą 248 epoką w historii Japonii. Po pierwsze. które śpią tuŜ obok nas. czego nigdy nie robię nawet w mię-dzykontynentalnych samolotach. gdzie kaŜdej czynności. czytają. Ŝe tokijczycy mogą czuć się tak bezpiecznie. stworzyli buddyjscy mnisi. Spanie obok kogoś zupełnie obcego jest z mojej perspektywy nieprzyjemne. jeśli nie zdrowia czy Ŝycia. zasada nienaruszania prywatności drugiego człowieka jest rzeczą świętą. w Japonii. jaką Zachód Ŝywi na przykład dla czasów króla Artura. Z jednej strony to wspaniale. dźwięk tej. a dziś to miasto. Okres Heian. Na estetyzacji Ŝycia mogły skupić się przede wszystkim kobiety. Japoński. co sprawia. Język kobiecy/język męski Wysoka intonacja. ale jednocześnie nie ma co liczyć na przyjazną. bo zaśnięcie na przykład w nowojorskim metrze grozi utratą torebki. a nagła językowa intruzja niewybaczalna. pokoju i wyrafinowanego lenistwa. niŜ się do niego z własnej woli odezwie. czyniąc je dziełem sztuki doprowadzonym do perfekcji. ZauwaŜyłam. jest jednym z przejawów strukturalnej róŜnicy w języku wyznaczającym kobiecie i męŜczyźnie odmienne miejsce.się dzieciom. wciąŜ niezwykłe. Mori pisze. choć zwyczaj nie pozwala ani odezwać się do nich. bo to niegrzeczne. kaŜdemu gestowi nadawano wartość estetyczną. bowiem męŜczyźni . jaką był dwór Heian. podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie. coś. hiragana jest dziełem kobiet z okresu Heian (794-1185). jakim nigdy nie będzie musiał mówić jej brat i vice versa. Geneza współczesnego japońskiego równieŜ opiera się na dwóch historiach: męskiej i kobiecej. by nie rozmawiały z nieznajomymi. jak wspominałam. jest wyraźnie zróŜnicowany ze względu na płeć. która tak nas uderza w głosie japońskich kobiet. ani w późniejszych dziejach pasja logofilska. niezobowiązującą pogawędkę z obcym tokijczykiem. Z drugiej strony sen to czynność bardzo intymna. ale dotyczy to wyłącznie mowy kobiet. Ŝe podróŜ metrem to najlepsza metafora tokijskiej rzeczywistości: fizyczna bliskość innych ciał. przypomina raczej karabin maszynowy. a co dopiero w metrze. które dotykają się i ocierają. Ŝe dziewczynka (istota o innym statusie) uczy się w istocie języka. W enklawie wyrafinowanego piękna. sprzeczne z moim wyobraŜeniem intymności. ani nawet spojrzeć im w twarz.

Tak czy inaczej. Mimo iŜ kobiety w okresie Heian mogły się uczyć. zyskując uznanie z powodu szczególnie trafnej metafory pasującej do barwy i zapachu papieru. mimo iŜ nie uwaŜano tego za zajęcie właściwe dla damy. Dlatego Heian nieraz nazywa się „wiekiem kobiet". A szata to była nie byle jaka: kobiety Heian nosiły pod wierzchnim okryciem dwanaście jedwabnych halek. Romansowano wówczas bez ograniczeń i poczucia winy. z których kaŜda kolejna była nieco krótsza niŜ poprzednia tak. by wspólnie z nimi pisać poematy. było godnym pozazdroszczenia pasmem zabaw literackich i miłosnych. dobierali zapachy kadzidełek do „zapachowej ceremonii". drugi alfabet fonetyczny złoŜony ze znaków o miękkich i krągłych. rozczulali się nad pięknem padającego śniegu. Rządząca Japonią w owym czasie rodzina Fujiwara wprowadziła dziedziczenie po linii Ŝeńskiej. W obu sferach uŜywano języka chińskiego. podziwiali jesienne liście lub wiosenne kwiaty. co istniało poza nawiasem sfery publicznej: codzienne Ŝycie. i wykształceni męŜczyźni chwytali za pióro. Dobrze . które cieszyły się wówczas nieznaną wcześniej swobodą i przywilejami. Miłość -jeśli akurat nie uprawiana . kontemplowali księŜyc. Naprawdę władzę sprawowali męscy przedstawiciele klanu Fujiwara. Romans w owym czasie zaczynał się i kończył tekstem miłosnym: listem napisanym na perfumowanym papierze lub wachlarzu ozdobionym kwiatami. W ten sposób kobiety.musieli oddać się bardziej trywialnym obowiązkom administracyjnym. a miłość doprowadzona do rangi sztuki stanowiła jedno z głównych zajęć. Być moŜe teŜ dama uchyliła wcześniej rąbka tąjem250 nicy. kobiecym pismem czy dosłownie „kobiecą dłonią".była opisywana. gdy miłosne słowa trafiały na podatny grunt. wyrzucone poza nawias oficjalnego języka. Edukacja męŜczyzn i kobiet w owym czasie względnej równości róŜniła się zatem w sposób znaczący. by pisać poematy w kanji. co w okresie Heian arystokraci rozumieli przez „codzienne Ŝycie". Najpierw następowała wymiana takich miłosnych listów. którym zwyczajowo mogli posługiwać się tylko męŜczyźni. 249 omawiać miłosne afery dworskich dostojników i prowadzić dysputy na temat kolorów strojów. których autorzy mogli nigdy wcześniej nie widzieć swoich twarzy. współgrających z daną porą roku. wpadły na ten sam pomysł. Studiując chińskie znaki. męskim językiem.od czasu do czasu . otaczały się kręgiem pięknych i utalentowanych dam z wpływowych rodzin. Za prawdziwie szlachetną literaturę uwaŜano tę w języku chińskim. a córki rodu Ŝeniono z marionetkowymi cesarzami. kochankowie spotykali się w ciemnej sypialni damy. powaŜanym jak w europejskim średniowieczu łacina. co wcześniej mnisi i zaczęły zapisywać kanji w uproszczonej formie. Arystokraci i damy Heian uprawiali więc miłość.nazywano je onnade. aby przy rękawach (najdłuŜsze sięgały ziemi) i przy dekolcie na karku widoczne były kolory wszystkich warstw dobrane według skomplikowanego kodeksu estetycznego związanego z porami roku. kobiecych kształtach . urządzali konkursy poetyckie i radzili się wróŜbitów. Tak powstała hiragana. pozbawione władzy politycznej. znając się zazwyczaj jedynie „ze słyszenia". pokazując przyszłemu kochankowi skrawek szaty. zaczęły opisywać to. kobiety robiły to raczej w sekrecie. spoŜywając odpowiednie do tej wzniosłej czynności potrawy. Podczas gdy panowie jawnie zgłębiali tajemnice chińskiego zwanego otokomoji. stanowiska rządowe i uniwersytety były jednak przed nimi zamknięte. a kolejne cesarzowe. To zaś.

autorka Makura no Sóshi. NiezaleŜnie od statusu społecznego autorytet i władza były jednak po stronie języka zarezerwowanego dla męŜczyzny. lecz bardzo przy tym wojowniczych samurajów. czynił ją wówczas bardziej poŜądanym obiektem męskiego pragnienia niŜ uroda. Subtelna grzeczność. nieco starsza od Murasaki Sei Shónagon. Ideałem piękna stała się natura ujarzmiona. dama dworu cesarzowej. której mowa z kolei róŜniła się od tej uŜywanej przez córkę samuraja. Dama Heian w wielowarstwowym kostiumie. by napisać odpowiedni poemat. z krągłą twarzą o dziwnej geografii. Ŝe dama posiada piękny charakter pisma i biegła jest w sztuce układania zdań. kanji oznaczające „pannę młodą". Kobiety straciły przywileje. zaprawionym szczyptą złośliwości. przetrwały do naszych czasów: kredowobiała twarz z wyskubanymi brwiami. Podczas gdy chińskie wiersze męŜczyzn przepadły w niepamięci. a podległość i sfera domu .kobiety. a płciowa róŜnica w języku japońskim pogłębiała się. jedno z kanji oznaczających „Ŝonę". ani nie interesując się specjalnie tym. męŜczyzna odtwarzający na scenie kobiece role. i oboje mogli właściwie nigdy nie przyjrzeć się swoim twarzom. Fikcyjne spotkanie obu dam. której autorką była Murasaki Shikibu. iŜ wieść. Kobiety nigdy juŜ nie miały takiej wolności ani nie stworzyły porównywalnie wspaniałych dzieł. Wizerunki kobiet. Yome. Opowieść o księciu Genji. Okres Heian juŜ nie powtórzył się. a w jej miejsce narodziła się kultura zen. jeśli romans kończył się szybko. w przypadku mowy kobiet podlegała nieustannej sublimacji. Upadek rządzącego w okresie Heian rodu Fujiwara zapoczątkował sześciowiekowe panowanie szogunów. ceremonii herbacianej i teatru kabuki. Oczywiście wszystko to było bardziej skomplikowane. czas wojen i podbojów. a kwintesencją kobiecego wdzięku onnagata. Nie dziwi zatem. Kochano więc i pisano ani nie mając pojęcia. składa się z dwóch elementów: „kobiety" i „domu". w piękny sposób opisuje Lisa Dalby w Opowieści Murasaki. W tym samym mniej więcej czasie Ŝyła inna niezwykła postać. co działo się poza dworem. bo na zróŜnicowanie języków miały wpływ równieŜ inne czynniki niŜ płeć i wieśniaczka mówiła inaczej niŜ na przykład Ŝona kupca z Edo. a wojenne zawieruchy kolejnych wieków odebrały znaczenie kobietom i kulturę melancholijnych estetów zastąpiła kultura równieŜ nieco skłonnych do melancholii. które ponoć nie przepadały za sobą w rzeczywistości. zawsze ceniona w tym języku o wiele bardziej niŜ asertywność i bezpośredniość. Sei Shónagon opisała romansowe Ŝycie estetów i estetek na dworze Heian. siedziała przy niskim stoliczku i pisała. lecz na twardym podwyŜszeniu). Za pierwszą powieść w historii ludzkości uwaŜa się bowiem Genji Monogatari. gdzie Ŝycie tak zwanych zwykłych ludzi dalekie było od idylli.wychowany kochanek musiał opuścić ją przed świtem. tworzą dwa elementy .dla naszych oczu wyglądają jak piękne i straszne demony. pisała.„kobieta" i „ręka trzymająca . czyli słynnych Zeszytów spod poduszki (a raczej „spod zagłówka". W Makura no Sóshi 251 z niedościgłym mistrzostwem i kobiecym wdziękiem. bo dama nie sypiała wówczas z głową na poduszce. pisała. które stworzyły hiragana. pisane przez kobiety Heian teksty ewoluowały w nową formę literacką. który waŜył około dwudziestu kilogramów. sztuka pisania listów miłosnych przestała być traktowana jako najwaŜniejsza rzecz w Ŝyciu. tsuma. zamiast których czoło zdobiły dwie duŜe szare kropki. z włosami spływającymi czarną kaskadą aŜ do stóp. usta w kolorze krwistej czerwieni i barwione na czarno zęby .

ucząc się od wczesnego dzieciństwa. takw języku japońskim osoby o podobnych poglądach dopatrują się cech wskazujących na jego absolutną unikalność (związaną oczywiście z unikalnością mówiących nim ludzi). Satoru opowiadał mi.ale nadal istnieją. melodyjnym świergotem. Jedna z krewnych autorki. która w przypadku kobiety jest wysokim. uŜywała wówczas formy „ja" przysługującej męŜczyźnie.dziś zanikające juŜ -gusai znaczące „głupia Ŝona". Tak jak japoński ryŜ wielu uwaŜa za najbielszy i najsmaczniejszy pod słońcem. zdystansowanym i świadomym niuansów swojej kultury. Dla tych. Słowa uŜywane przez męŜa. Do dziś w Japonii są dwa sposoby posługiwania się językiem. Japończycy" . Ŝe między Japończykami a „gaiji-nami" istnieją zasadnicze i nieredukowalne róŜnice. gdy rozmawiała z osobami o duŜo niŜszym statusie. W tradycyjnym japońskim języku męŜczyzna powiedziałby zatem o swojej Ŝonie: „Obudziła się". RóŜnice te nie są juŜ wprawdzie tak drastyczne w młodym pokoleniu Japończyków . wije) . a męskie . podkreślając męskocentryczny charakter japońskiego społeczeństwa.szogun". 252 zwykła szczególnie często i z upodobaniem uŜywać męskiego języka.którzy na przykład zamiast zróŜnicowanych w zaleŜności od kontekstu japońskich określeń na Ŝonę często nazywają ją dziś po prostu waifu (od ang. zdecydowane i mniej formalne. zdarzało się powiedzieć nawet osobom na ogół bardzo krytycznym. urzędniczka w banku Spotkanie zaprosi klientów na „szacowne drugie piętro". Kobiecy język wiąŜe się równieŜ z koniecznością uŜywania odpowiednich form grzecznościowych. które mogło być na przykład odpowiedzią na jedno z moich pytań. Ŝe „wielce szacowny małŜonek dokonał szacownego obudzenia się". to kanai. Japoński mózg „My. Ciekawy przykład uŜywania języka jako medium władzy opisuje wspomniana Yamakawa w opowieści o Ŝyciu codziennym kobiet z klasy samurajskiej okresie Edo. Ŝe ich miejsce w strukturze jest odmienne. Do tego dochodzi wspominana juŜ tu przeze mnie odmienność intonacji. podczas gdy męŜczyźni stosują je w formie podstawowej. urodzeni i wychowani przed drugą wojną światową. Ŝe japońskie kiszki są o wiele dłuŜsze niŜ zachodnie i przystosowane tylko do japońskiej diety. japoński język jest przykładem potwierdzającym tę tezę.to sformułowanie często otwierało zdanie.gardłowe. którzy są przekonani. a inni Ŝywią przekonanie o odmienności budowy i funkcjonowania japońskiego mózgu.szczotkę". Japończycy". „My. której wyznawcy uwaŜają. a jej kolega po prostu na „drugie piętro". Kobieta i męŜczyzna w inny sposób mówią „ja". gdy mówi o swojej Ŝonie. Wiara w wyjątkowość Japończyków to podstawa wspomnianej juŜ tu ideologiiNihonjin-ron. Japończycy z samurajskich rodów. czyli „osoba wewnątrz domu" albo . kobiece formy „ja" są mniej bezpośrednie i miękkie. Ŝe językiem męskim i kobiecym w wyjątkowo wyrafinowanej formie posługiwali się do końca Ŝycia jego rodzice. podczas gdy ona oświadczyłaby. zwana z racji swego złego charakteru „mniszką . Ŝe mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni mają pewne cechy godne pozazdroszczenia lub chociaŜ wyjątkowe. . Niektórzy zwolennicy ideologii Nihonjin-ron wierzą więc. a właściwie dwa „płciowe dialekty": męski język władzy i kobiecy język podległości. Upraszczając: kobiety częściej uŜywają rzeczowników i czasowników z honoryfikatorami.

czerwieniejąc i blednąc na zmianę. Ŝe język japoński posiada szczególną właściwość mimetycznego przedstawiania rzeczywistości. a za to. jaki jest stosunek moich wykształconych japońskich znajomych do koncepcji profesora Tsunody. to jak porównać świat wyraŜony w dwóch tak odmiennych systemach językowych? Czy mówiąc na przykład o róŜy. „Japończycy mówią po japońsku". ani nie potrafią oddać emocjonalnej głębi uczuć w tak doskonałych słowach. dziecko rodziny intelektualistów. hotele. ludzie Zachodu nie są ani tak wraŜliwi na piękno natury jak Japończycy. których jest mnóstwo. dokształcają na kursach. a oni dwa tysiące znaków. jak argumentuje Tsunoda. Według Tsunody język japoński bliŜszy jest niŜ inne mowie natury. cudzoziemcy zdani są często tylko na siebie. co w Japonii. co w przypadku próby przyswojenia obcego języka jest wyjątkowo złą metodą. autor bestselleru Japoński mózg. Wśród róŜnych hipotez najbardziej przekonująca wydaje mi się ta. 254 Unikalność japońskiego mózgu. ma swoje odzwierciedlenie w japońskim języku. Jego zdaniem.prawa.Japończycy zwykle starają się jakoś wytłumaczyć cudzoziemcom tę kłopotliwą dla nich przypadłość. mając moŜność wyraŜenia ich w sposób perfekcyjny. odpowiada lewa półkula. Pewnie nieśmiałość Japończyków w kontaktach z obcymi teŜ ma tu coś do rzeczy. takich jak wielkie stacje kolejowe. co emocjonalne . Stąd. której nie ma Ŝaden inny język świata. Mimo pozorów internacjonalizacji. muzea i świątynie. które spędziło rok na kursie angielskiego w Londynie.Temu popularnemu przesądowi bogatą pseudonaukową oprawę dał profesor Tsunoda Tadanobu. tym zdaniem otworzył wykład profesor przemawiający do zagranicznych stypendystów Monbushó i nie Ŝartował . mnie samej wydawała się czasem niepokojąca. która wini japoński system eduka255 cji nastawiony na pamięciowe wkuwanie. ciekawsza. podczas gdy mózg japoński odbiera oba rodzaje wraŜeń tą samą. śliczny młodzieniec obdarzony wysokim wzrostem i szlachetnymi rysami. Gdy po kilku spotkaniach w końcu przemówił. gdy próbowałam porozumieć się w Tokio po angielsku. Japończycy uczą się angielskiego obowiązkowo przez dwanaście lat w szkołach. ja i Mariko mamy na myśli taki sam kwiat? Jakie jest „imię róŜy" w kanjil Czy rzeczywistość opisana w kilku tysiącach kanji nie jest przypadkiem piękniejsza. niepewność własnych umiejętności i lęk przed ośmieszeniem stanowią dodatkową blokadę. Być moŜe jeszcze tylko w USA i Wielkiej Brytanii równie mało ludzi. szemraniu strumienia czy śpiewowi cykad. okazało się. gdy tylko zwracałam wzrok w jego stronę. co racjonalne. w mózgach ludzi Zachodu za to. Akimi. mówi w jakimkolwiek innym języku niŜ ojczysty. Ŝe ja znam dwadzieścia kilka liter. ale świadomość. Na ulicach Tokio szanse na przypadkowe znalezienie anglojęzycznego Japończyka są niewielkie. ale na ogół nie potrafią porozumieć się w tym języku. Tokio w wielu aspektach nie jest miastem międzynarodowym. Na przykład na mapkach . lewą półkulą. kilkunastoletni syn Mariko. jak przekonuje autor. Nigdy nie zdobyłam pewności. Nawet jeśli mózgi mamy z grubsza takie same (Ŝe jest inaczej nie przekonał mnie profesor Tsunoda). W miejscach. ale Akimi to zupełny wyjątek. bardziej godna uwagi? Ewentualne poczucie niŜszości wobec „japońskiego mózgu" i języka znikało jednak. uparcie milczał w moim towarzystwie. Dzieje się tak dlatego. Ŝe porozumiewa się zupełnie swobodnie.

. czy mówi po angielsku. „Bukusutoru". Zagadnięty męŜczyzna zrobił najpierw charakterystyczną minę. gaijinka mówi do mnie w obcym języku!!! Co robić!?!" Bookstore"?. aŜ delikatnie wyciągnęłam mu moją własność z dłoni i wycofałam. towarzyszyło jedno jedyne zdanie po angielsku mówiące. wykrztusił na moje pytanie. Resztę mapki opisano juŜ tylko po japońsku: jest tam staw chyba. na którym moŜesz sobie usiąść i poczekać na olśnienie. Ŝe ciągle masz swoje zachodnie przerośnięte „ja". powtórzyłam łagodnie. Przestraszony człowiek wziął do ręki mój atlas. jakich potem będę unikać jak ognia. których przestrzegania wymaga się w Japonii bardzo powaŜnie i bez Ŝadnej taryfy ulgowej. wydając teŜ przy tym inne dźwięki. a jego oczy krzyczały niemo: „Gaijinka!!!. Mimo zupełnego braku porozumienia Japończyk usiłował mi pomóc tak długo. które w ciągu ułamka sekundy rozkwitły w pełnię przeraŜenia. więc naprawdę lepiej sobie posiedź tam.bookstore? i pokazałam zaznaczony na planie Tokio krzyŜyk. jednej z najszacowniejszych uczelni Japonii. Do Japonii przyjeŜdŜa co roku tylko około pięciu milionów turystów i wydaje się. Ŝe spacerowałam w malowniczych okolicach uniwersytetu Waseda. Pierwsza dotyczy ściągania butów. nawet jeśli będzie wyglądała tak. wyglądał mi na studenta wydziału humanistycznego. Ŝe to ty. co wyglądało jak stara zniszczona rama okienna. Nieopatrzne zwrócenie się o pomoc doprowadziło do jednej z tych niezręcznych sytuacji. jakby z japońskiego przetłumaczyła ją osoba mówiąca tylko w suahili. który w swoich levisach we wzorek udający chlapnięcia białej farby i z fanatazyjnie postrzępioną fryzurą na jeŜozwieŜa. . Podejrzenie było tym bardziej prawdopodobne. gdzie księgarnia się mieści i którego w realnej przestrzeni miasta nie mogłam znaleźć. i labirynt marsjańskich ulic bez nazw. Ido"..segregowania śmieci. za pomocą których Japończycy wyraŜają emocje. zawsze są na widoku. druga . co po pewnym czasie nie jest aŜ tak trudne w Tokio. Ŝe Japończycy wychodzą z załoŜenia. Na przykład na wystawie poświęconej historii herbaty długiemu opisowi pełnemu dat i nazwisk. gdzie napis: You are here i wielka czerwona strzałka dadzą ci tak potrzebną do przeŜycia pewność. czyli angielskie słowo bookstore w japońskiej wymowie. między znakiem złoŜonym z trzech pogiętych kresek i małego telewizorka a znakiem przypominającym składany stołeczek. bo niebieski. „Bu-ku-su-to-ru". Tylko dwie instrukcje dotyczące 256 zwyczajów. Ŝe nie warto dla nich się starać. W obu przypadkach moŜna być pewnym informacji po angielsku. Gdybym tego nie zrobiła. ale do dziś pamiętam zagadniętego przeze mnie o drogę do księgarni miłego człowieka płci męskiej. mówił i robił parę kroków. ja z moim obcesowym pytaniem 257 . Podstawowe informacje po angielsku są zwykle kilka razy krótsze niŜ zamieszczone obok japońskie. Ŝe oto patrzymy na „przyrząd do ceremonii herbacianej" o nazwie „Wiatr w sosnach". wyjaśniających detale związane z czymś. „gaijinie". „Yes. stalibyśmy tam nie wiadomo jak długo jeszcze. chrumknięcia i pomruki. podrapał się po mistrzowsko ostrzyŜonej głowie i zaczął dreptać dookoła. Szybko nauczyłam się radzić sobie sama.koło stacji kolejowych po angielsku napisane jest zazwyczaj tylko You are here tu jesteś. powtarzając bukusutoru. świsty. łączącą zdumienie i zakłopotanie. się nie przestając dziękować. ale w oczywisty sposób nie kojarzył go z niczym znajomym. powtarzał i robił kolejne kilka kroków.

Ŝe nie było widać rzymskiego napisu. nie powiedział mi. oczywiście pod czujnym okiem sensei. przystanek nie miał dla mnie nazwy. Jej przesadna troska o poprawność sprawiała. gdy jednak normalny dla japońskiej twarzy wyraz zaambarasowania pogłębiał się. znaczyło. którzy jako tako znają . tylko słusznie obawiając się. nieodmiennie doczepione było słówko maybe. 258 była teŜ Chizuko. kaŜda rozmowa była koszmarem. naśladując minę słodkich postaci z komiksów manga: przekrzywiona głowa. pytałam. Opowiadano mi. ale społeczna sytuacja. a japońska młodzieŜ opuszczała szkoły z rzeczywistą umiejętnością porozumiewania się w tym . Ŝe podejmowane są róŜne próby. Nowojorczyk. czuje się bardzo niezręcznie i będzie męczył się tak długo. on z narzuconą mu powinnością. przygryziona warga. Ŝe pytający o drogę ma w istocie zamiar okraść go. W zamian za udział w takiej rozmowie dostałam kiedyś od gromadki chichoczących uczennic trzy misterne zwierzątka origami. nauczyciela. zaczynając od słowa „eto". Ubrani w mundurki i bardzo przejęci podchodzą do turystów w Asakusie i zadają im proste pytania po angielsku. Być moŜe bez niego zdania wydawały się Chizuko zbyt bezpośrednie i przez to niegrzeczne. Ŝe metodyka nauczania angielskiego rzeczywiście pozostawia wiele do Ŝyczenia. prawdopodobnie w ogóle nie ten pociąg i nie dogadamy się. by udzielić mi prostej informacji. na której chciałam wysiąść. Gdy Japończyk odpowiadał „okay" i uśmiechał się z ulgą. Gdy poproszony o pomoc Japończyk nie potrafi sprostać zadaniu. sprawa była jasna . nie rozumiejąc. Jeśli zaś uciekłby bez słowa. a zagadnięty przeze mnie człowiek zaczynał coś długo mówić w swoim języku. czego od niego chcę. dopóki nie zwolni się go z tego przykrego obowiązku. zmarszczone czoło. Zanim lody między nami zostały na dobre przełamane. i nieustannie sprawdzała słówka w podręcznym elektronicznym słowniczku.przydatnym języku. Ŝe zamiast mówić. pytającym głosem wymawiałam więc nazwę stacji. bo podczas gdy ja czekałam na prostą odpowiedź. Oprócz uczniów robiących to w ramach ćwiczeń. który nie potrafiłby lub nie miał ochoty udzielić cudzoziemcowi informacji. krzyŜykiem i daszkiem albo grabiami wpisanymi w krzywy trójkąt. był miejscem oznaczonym dwiema kreskami. szeptała najpierw do siebie. układając w myśli angielskie zdanie. które notują w swoich zeszytach. Chizuko przypominała sobie trzeci tryb warunkowy i wyszukiwała synonimy czasownika „iść". Ŝebym poszła do diabła razem ze swoim bukusutoru albo nauczyła się japońskiego. czyli intensywna dociekliwość istoty pracowitej. zgwałcić lub nawet zabić. wyraŜającego zakłopotanie. Ŝe trafiłam.to nie moja stacja. Jedną z takich metod jest skłanianie maluchów do przełamywania nieśmiałości i zaczepiania „gaijinów".chcemy czy nie . a do ostatniego słowa misternego zdania po angielsku. przerosła go. Nie potrafił wykorzystać wykutej na pamięć szkolnej wiedzy do tego. i wznosząc głos dodawałam na końcu błagalne: Okay? Na przykład: „Nishi-Shinjuku? Okay?". Jeśli na przykład pociąg zatrzymywał się tak. Dowodem na to. to nie z nieśmiałości.po angielsku. nie wahałby się poinformować go o tym i to niekoniecznie w grzecznych słowach. które w końcu wypływało z jej ust. w której mógł z tego zrobić uŜytek. Sądzę. z której próbował się wywiązać. Ŝe student z uniwersytetu Waseda nieraz zetknął się ze słowem bookstore. jedynie ci Japończycy. Japończycy nie zachowują się w ten sposób i nawet jeśli zagadnięty męŜczyzna klął w duchu. by nauka angielskiego stała się efektywniejsza. zwracając twarz ku najbliŜszemu sąsiadowi. Po tym doświadczeniu ograniczałam próby zasięgnięcia informacji od obcych tokijczyków do minimum. ale niezbyt rozgarniętej.

zapytał: „May I help you?" i rzeczywiście pomógł. została w mojej pamięci. pytają. które tak naprawdę są madę in Japan i w oryginalnym angielskim w ogóle nie występują. by zaprowadzić mnie pod pomnik Hachikó. angielskiego sprawiła. Inne angielskie słowa . Niektóre z nich słuŜą jako nazwy takich rzeczy nieznanych w dawnej Japonii jak ham-baga. Ŝe przyprawiony na sposób japoński niczym sernik o smaku zielonej herbaty albo lody waniliowe z dodatkiem świeŜutkiego. W wymowie słów japońskich dźwięk zapisywany w alfabecie rzymskim jako „h" jest tak naprawdę czymś pośrednim między „h" i „f". szczypiącego wasabi. Po pierwsze. Reid pisze. którego nie mogą zadać obcemu w swoim języku pełnym piętrowych grzeczności i dystansu. Była to moja pierwsza wyprawa na Shibuya. nie słysząc róŜnicy między tymi . Ŝe przy wypowiadaniu angielskich słów z japońskich ust wydobywa się ono jako coś bliskiego „h". jeszcze inne to niby angielskie rzeczowniki i czasowniki. iŜ Japończycy mają problem z porozumiewaniem się po angielsku. Miła. drobna postać starego nauczyciela z laseczką i w kapelusiku jak z przedwojennych filmów. wymawiany oeru. czyli kolor . Jest i to bardzo wyraźnie . współczesny japoński aŜ puchnie od anglicyzmów. pojawił się koło mnie na stacji Ishikawa-dai emerytowany nauczyciel angielskiego. bowiem Japończycy. a on towarzyszył mi do końca i wysiadł tylko po to. bliŜszym jednak temu pierwszemu (góra znana nam jako Fuji to zatem w japońskiej wersji raczej HudŜi). Bezpośredniość. w którym jeszcze wówczas nie umiałam kupić właściwego biletu (dla wyjaśnienia: automat był oznakowany oczywiście wyłącznie po japońsku i nawet mówił po japońsku. „May I help ? ou?". Obserwując moje zmagania z automatem. ani w katakana „1" i „f" w ogóle nie ma. nie znaczy.z tym. Z „r" i „1" sprawa ma się podobnie i stąd bierze się jeszcze więcej zabawnych nieporozumień. Na początku mojego pobytu w Japonii. Ŝe Japończycy niezwykle rzadko przeklinają. Ta ostatnia grupa świadczy o duŜej inwencji i . a tajemniczy skrót OL.seizu. czyli rozmiar. W Japonii takie cuda zdarzają się jednak rzadko. czyli hamburger.pojawiają się w zastępstwie starych dobrych słów japońskich. przy czym ani w hiragana. jest nimi nafaszerowany do granic moŜliwości. odnosi się do office lady. Ŝe uŜywa się go takŜe mówiąc na przykład o sferze seksu. bo językoznawcy twierdzą. ale moŜe zmyślał. gdy nacisnęło się jakiś przycisk). ciesząc się być moŜe przyjazną bezpośredniością tego pytania. sami oferują pomoc widząc zagubionego cudzoziemca. niczym dobry miły duch. czyli . albo kara. Na szczególne uŜycie angielskiego przez Japończyków ma wpływ jeszcze jeden czynnik. młodej pracownicy biurowej o niskim statusie i głównie ozdobnej funkcji. Brak dźwięku „f" sprawia. by nie rzec przyziemność. albo terebi. chociaŜ niestety . Ŝe jego japoński przyjaciel 260 przy szczególnie burzliwych dyskusjach radził mu: „Hack you" zamiast „Fuckyou". Ŝe język Szekspira nie jest obecny w ich codziennym Ŝyciu. gdzie ze swadą prawdziwego przewodnika opowiedział mi 259 historię wiernego pieska.na przykład costo-apu. czyli cost up. czyli telewizor. OtóŜ w japońskim nie rozróŜnia się dźwięku spółgłosek „r" i „l' oraz „h" i „f".angielski.sekkusu.nigdy więcej juŜ go nie spotkałam. znaczy „podnieść ceny". Angielski przyprawiony wasabi Fakt.

Tissue from kitten!. dzieł „sztuki widełcowej". przeczytałam po jednej stronie papierowej torby z piekarni babci . His dream soft cherry touch. których pospolity wygląd nie budził lęku przed „aktywnym wyzwaniem dla twojego odwaŜnego palca".często uŜywanymi spółgłoskami. przeczytałam któregoś razu na ulotce znalezionej w skrzynce pocztowej. a kiedy indziej niską (Iow) wołowiną i to dlatego bohaterka filmu Między słowami nalegała: „Lwij moje pończochy" (leap zamiast reap) w niezbyt udanej zresztą scenie. przypomina UFO . pewnie poczułby się uraŜony takim podejrzeniem. bardzo w Japonii popularny i całkiem smaczny. pomarszczone zwierzątko o wielkich uszach. Oprócz tego enigmatycznego zdania. mówiła informacja na papeterii ozdobionej rysunkami wisienek. jaką mieszkańcom oferowała pobliska świątynia buddyjska. Od tej pamiętnej ulotki uległam popularnej wśród „gaijinów" pasji kolekcjonowania co smakowit-szych przykładów w Japlish. co więcej. Słynny juŜ wśród „gaijinów" napój Pocari Sweat. opakowaniach artykułów spoŜywczych i chemicznych. które poci się obficie. Let's camp together!. Agile challenge foryour bravefinger. mającego przyciągnąć uwagę ewentualnych klientów. angielski przyprawiony po japońsku. a szyld stoiska ze sztuką ludową (folk) w Kamakurze zachęcał do kupowania/orA. Letter is a happy friendly messagel. pan czytający akurat gazetę pełną roznegliŜowanych pań. torebkach i plecakach. choć nie do końca przypadkowy. co wszystko razem brzmiało mi dość nieprzyzwoicie. We little cherry dream. bo cóŜ moŜe być lepsze na tokijski upał niŜ orzeźwiający Pocari Pot? MoŜna sobie wyobrazić. Japlish. Thank you for your much buyingthis wonderful fresh bread. Your pet happy heart forever for dogs and cat. kusił nas swoimi reklamami.sernik o smaku zielonej herbaty. zwanym niekiedy Engrish. Happily enjoyyour life! Sometimesyou do it nonchalantely with lovely color like blue sky. napisane było na aktówce powaŜnie wyglądającego biznesmena jadącego metrem i z pewnością nie chodziło o publiczną demonstrację jego zamiłowania do campu. reszta była po japońsku. Smile to your friend in cherry mood. ignorują ją przy zapisywaniu angielskich słów. prosząc o przetłumaczenie. Lavatoly głosił napis na toalecie w japońskim pensjonacie na półwyspie Izu. na sprzęcie elektronicznym i turystycznym. angielski napis spełniał funkcję chwytu reklamowego. w menu restauracji surowa (raw) wołowina raz była prawną (law). Let each man do his bestforyour sińce 1994. w jednym rogu ulotki narysowano pieska. jego podobieństwo do oryginału jest jednocześnie oczywiste i bardzo dalekie. He will smile back atyour cherry. które ją kupowały. którzy dzięki temu „uśmiechną się do ich delikatnych w dotyku wisienek". otwarciu nowego pola golfowego na dachu pobliskiego szpitala albo spotkaniu dla pań chcących schudnąć. mogły napisać do przyjaciół „w wiśniowym nastroju". Niegramatyczny i raczej bezsensowny. ulicznych automatach z napojami i papierosami. dzięki czemu dowiadywałam się na przykład o moŜliwości powiększenia biustu w promocyjnej cenie (czyli bustu-apu). kartach dań w restauracjach. Ŝe pocari to małe. informował napis na opakowaniu tanich długopisów. oznajmiało niewinnie opakowanie chusteczek higienicznych. które od tej pory nazywaliśmy „flaczkami z kotka". Na początku kaŜdą taką ulotkę pokazywałam moim japońskim znajomym. Dziewczęta. nawet gdyby uŜywało się ich „nonszalancko". craft. ulotkach reklamowych i billboardach. w drugim kotka. W Tokio moŜna je znaleźć dosłownie wszędzie: na ubraniach. Ŝe niezrozumiała dla mnie „reszta" była informacją o posłudze religijnej dla zmarłych zwierząt domowych. Tym razem okazało się.

gdzie opowiada się dowcipy. W prze263 ciwieństwie na przykład do moich rodaków. której uŜywałam do noszenia zakupów. a wieloznaczność kanji sprawia. Ŝe nie lubią oni dowcipów językowych. jak komik Dave Barry. pisarze powaŜni i zupełnie niepowaŜni. Korespondenci potęŜnych gazet i dyplomaci. rodzaj japońskiego teatru. Japlish jest obowiązującym językiem stylu kawali i napisy w nim zdobią takie dzieła potęŜnej firmy Sanrio. a zwłaszcza Japończykiem. a Japończycy przejawiają duŜą wraŜliwość i najczęściej zupełny brak poczucia humoru. Do moich „znalezisk" naleŜy: Swinging Pussy (na T-shircie młodej mamy z eleganckiej dzielnicy Den'en-Chófu). Let's segregatel. by istniała. napisano kolorowymi literami na płóciennej torbie ze sklepu z towarami po 100 jenów. którzy wybornie znają japoński. gdzie czas płynął tak happy ? ?????. Please. śarty z języka innego narodu są oczywiście mało wyrafinowaną rozrywką. Bye Pimple (na topie nastolatki w metrze) oraz Sexy Cowboy Goes Fast Since 1998 (na T-shircie wspominanego juŜ tu narzeczonego Barbie spod Hachikó). gdy dotyczą one ich mowy. Ŝe japońskie gry językowe przybierają wyjątkowo skomplikowaną formę. było napisane z drugiej. Bye.zupełnie ginie w przekładzie. Good mornig Nurse Strawbery!. eat this savory elegant cakefor your happy ????? time.na szczęście . biegając w parku Senzoku Ike). Ich wyrafinowany urok dostępny jest jednak tylko dla tych cudzoziemców. Gdybym była Japonką. Tu. We are surę you will enjoy this rich and authentic bread in your joyful life.całkiem „autentyczny". Let's it bread!. opiera się w duŜej części właśnie na takiej formie komizmu. Kim jest Siostra Truskawka. gdzie publikują swoje kolekcje. zachęcała duŜymi literami na pierwszej stronie dwujęzyczna gazetka wydawana w dzielnicy Meguro. Przetłumaczony dowcip japoński tego typu przypomina angielskie streszczenie spektaklu kabuki. Największą frajdą są napisy w Japlish na ubraniach wyeksponowane na szczupłych klatkach piersiowych lub plecach Japonek i Japończyków. kusiła pięknie zdobiona papierowa serwetka. a chleb okazał się . Nurse and Strawbery. With delicious for you. kto znajdzie najlepszy przykład koszulkowego Japlish. 262 którą podano mi wraz z tiramisu w rzeczywiście eleganckiej cukierni w Akasace. włączając te z erotycznym podtekstem. cudownie dźwięczne Bloody YourDandelion (na dresowej bluzie Japonki. nie udało mi się dowiedzieć. fizycy i kulturoznawcy licytują się nie od dziś. z którego po kilkakrotnym przestudiowaniu wiadomo tyle. It is with friend. Now we will sendyou the real taste ofthe baked bread appreciated for a long time. i . z braku miejsca. ale nie znaczy to. Cross-Legged Frog (na kurteczce Ŝwawej staruszki wspinającej się przede mną na Fuji i dodającej mi otuchy. Ŝe nie czuło się przybywających kilogramów. Na przykład rakugo. pasjonaci zakładają strony internetowe. Dick in Blue (na torsie melancholijnego młodzieńca w parku Shinjuku). jak na przykład róŜowe tostery My Sweet Bread Toster albo uchwyty na papier toaletowy Your Friendly. Ŝe . We madę delicious sweet for you. gdy zostawałam za bardzo w tyle). studenci z wymiany zagranicznej i artyści. uŜycie języka angielskiego ogranicza się do naprawdę soczystych haseł. ale nie sądzę.Shinady. Trudno się zresztą dziwić.jak się przekonałam idąc do rakugo z Satoru . którą często spotykałam. Ŝarty autoironiczne nie są mocną stroną Japończyków. pewnie teŜ miałabym dość dowcipów na temat „r" i „1" typu: „Jak często Japończycy mają elekcję? Co lano".

młodzieniec . egzotycznego kraju. ani nie przejmując się tym. jakie przed wiekami robili z chińszczyzną? Poza wszystkim to. ma doprawdy niewielkie znaczenie wobec faktu. wychylając się z kuchni. nie uwzględniają przewaŜnie jednej waŜnej rzeczy. a nie w Japlish. To zatem język dalekiego. gdzie gejsze i . Dwie góry biec!" Japonia to obcy kraj.ktoś komuś ukradł przyrząd do palenia kadzideł i córka tego kogoś sprzedała się do domu publicznego. Ŝe niewaŜne. o co chodzi. potęŜnych męŜczyzn i blondynek o niebieskich oczach. gdzie sens podporządkowany jest wartości estetycznej. Który teŜ popełnił samobójstwo. wysokich. Cytując przykłady Japlish. zŜymający się na ten kaleki. Hasło reklamowe z japońskiego plakatu turystycznego.powrócił i popełnił samobójstwo. język gwiazd Hollywoodu i gwiazd rocka. byle byłoby po angielsku. Jest przede wszystkim miejscem mitycznym. Właściwie w naszej wyobraźni nadal cieszy się statusem „krainy" raczej niŜ „kraju". co jest napisane. UŜycie angielskiego często ma zatem charakter czysto dekoracyjny i moŜna je porównać do sposobu. który fascynowałby ludzi Zachodu bardziej niŜ ona.popatrzył na mnie jak na przybysza z dalekiej planety. hulaj dusza! W końcu na mojej kupionej w USA „orientalnej" koszulce podobno napisane było po japońsku: „Smacznego! Łódź podwodna. Być moŜe te współczesne eksperymenty Japończyków z angielskim moŜna porównać do tych. a brat . Dla Japończyków. w jaki my wykorzystujemy dla ozdoby kanji ani nie 264 znając ich znaczenia. Językowi puryści. by wyśmiewać się z „dziwności" Japończyków. czy napis Hot Ready Burns na jego nowej bluzie jest nazwą zespołu muzycznego. angielski jest bowiem „szpanerski". Ŝe tekst będzie po angielsku. mimo iŜ ukradziona rzecz znalazła się dzięki dzielnemu samurajowi. rzeczywiście warto byłoby pokusić się o sprawdzenie poprawności przekładu przed publikacją. bo znają reguły kulturowej gry. lecz by spróbować zrozumieć sens pewnego . a nie geograficznym czy politycznym: dalekim i ekscytującym „Tam".nie wiadomo czyj . Jego mama. wytłumaczyła mi. Tam jednak. Ŝe Japończycy doskonale wiedzą. podobnie jak innych Azjatów. Gdy zapytałam Akimi. iŜ „gaijini" nie rozumieją Japlish. cool. Nie było i nie ma chyba kraju. Posłowie: Między słowami Japonia. którego paradygmatem dla Japończyków jest Ameryka. W przypadku instrukcji obsługi i innych przekazów o charakterze przede wszystkim informacyjnym. by mieć pewność. To mowa Zachodu. gdzie wszystko wydaje się być inaczej.nie po raz pierwszy i ostatni . bo musiał.dla nas komicznego zjawiska kulturowego. zabawny angielski. nie robię tego. na którą zwrócili mi uwagę japońscy znajomi. syna Mariko.

„Nawróconych na Japonię" moŜna 268 . między słowami nieprzetłumaczalnych do końca języków. ogrody zen i kwitnące wiśnie składają się na obraz tradycyjnej Japonii. Ŝe jadąc tam. z jakim zwykliśmy pochylać się nad „dzikim". Nie ma ani takiego kraju.tak inną i tak podobną zarazem opisać i zrozumieć. pozbawia nas miłego poczucia wyŜszości. PołoŜony na wąskich wulkanicznych wyspach kraj o podobnym rozwoju cywilizacyjnym co Zachód. Kusi. Ŝywiąc się tofu i wodorostami. w jaką zmienił się świat. ale fascynacja trwa i nic nie wróŜy jej końca: ksiąŜki o Ŝyciu gejsz stają się bestsellerami. powiedział Oskar Wilde w 1889 roku. którego potęga nie potrzebuje fundamentu naszych systemów filozoficznych i religijnych. Tak silne miejsce Japonii w wyobraźni Zachodu sprawia. w ramach której Zachód stwarzał i stwarza swoją Japonię. jakie dopada nas w japońskim mieście. gdzieś między luksusowym sklepem firmy Sony a tysiącletnią 267 świątynią shintó. Japonia współczesna jednak nowoczesna.samuraje. Konfrontacja tego. codziennie pełnym niespodzianek. Ŝe w tych eleganckich tradycjach tkwi esencja japońskości i Ŝe uda się jej nauczyć za odpowiednią opłatą. Tym bardziej więc intryguje i niepokoi. Od czasu. a nie potrafią (nie chcą?) udzielić mu prostej informacji po angielsku.„nawracają się na Japonię" i resztę Ŝycia spędzają. ma inny wymiar niŜ niemoŜność znalezienia drogowskazu w slumsach jednej z biednych południowoazjatyckich czy afrykańskich stolic. czy wręcz . a w zachodniej modzie po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się motywy fal i Ŝurawi i piękne obce znaki zupełnie nieprzypominające naszych liter. tępo wpatrzony w napis w kanji. jacy są ci ludzie. Mimo dzisiejszej łatwości komunikowania się i przemieszczania po globalnej wiosce. dostępna w ciągu kilkunastogodzinnej podróŜy z kaŜdej stolicy Zachodu . prędzej czy później zada więc sobie pytanie. z duŜą trafnością oddając w ten sposób istotę fantazmatycznej struktury. minęło ponad sto lat. „Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. lśniąca aluminium i szkłem. hipernowo-czesne miasta i najlepsze komputery. lecz odmiennej kulturze. Cudzoziemiec. W jego wyniku niektórzy z nas zakochują się w Japonii. kraj.nie przestała być dla nas tajemnicza. który sami wymyśliliśmy i zatrzymaliśmy w czasie. gdy padły te słowa. co myślą. JacyŜ więc są? Dumni? Nieśmiali? Grzeczni? Okrutni? Pracowici? Wojowniczy? Śmieszni? Pozbawieni poczucia winy? Wstydliwi? Dziecinni? Wyrafinowani? KaŜda odpowiedź jest początkiem opowieści o Japonii widzianej oczami „gaijina" i w kaŜdej część prawdy ginie w przekładzie. Zapisują się na lekcje ikebany i kurs ceremonii herbacianej w przekonaniu. dźwigamy bagaŜ fantazji cięŜszy niŜ zwykle. co przywieźliśmy. jest wciąŜ daleka niczym obca planeta. Poczucie zagubienia. zwłaszcza jeśli nauczycielką będzie dama w kimonie. budują wielkie. ani takich ludzi". wielbiąc głębię buddyzmu i mądrość Wschodu.jak pisze z przekąsem Kerr . by raz na zawsze tę Japonię . Hollywood produkuje dzielnych białych samurajów walczących oczywiście nie gorzej niŜ prawdziwi. którzy z łatwością opanowują ponad dwa tysiące dziwnych znaków. Cywilizowana odmienność Japonii zbyt często nie mieści się w naszym pojęciu egzotyki. z rzeczywistością jest zaś procesem nieprzewidywalnym.

zestaw widoków z Krainy Kwitnącej Wiśni. spacerowicza. zachowujących się mieszkańców nie da się zrozumieć. zastanawiając się. stały się rutyną mojego japońskiego Ŝycia. jeśli juŜ nie denerwująco. czy za czyimś zaproszeniem stała szczera chęć goszczenia mnie. i puchł z wilgoci.pewnie po raz pierwszy aŜ tak . na swobodne kolekcjonowanie wraŜeń. kolejne ksiąŜki. i przekonaniem. które nieraz w ciągu jednego dnia ewoluowały od zapierającego dech zachwytu nad czyimś pięknym gestem do bezsilnej wściekłości wobec biurokratycznego absurdu albo tego. pustym budynku International Forum. kolejne spacery. kierowania się węchem i reakcją kubków smakowych. Zachwyty i pytania skłaniały mnie do szukania odpowiednich ksiąŜek. ta praca to dzieło autorki spacerującej po rzeczywistych i symbolicznych przestrzeniach obcej kultury. niepotrzebnie wprawię gospodarzy w zakłopotanie. głębiej i głębiej. co w swej ignorancji za absurd uwaŜałam. ale po krótkiej walce uległam jej czarowi. Dałam się wciągnąć. mozolna translacja tekstu ulicy. a nie inną uliczkę. oprócz notbooka firmy Toshiba. Wybierając się na dwa lata do Tokio.splotły się ze sobą w jedną całość wielkiej emocjonalnej i intelektualnej przygody. a te pociągały za sobą dalsze j zachwyty i pytania. cowieczorne próby przyszpilenia tego. co wydarzyło się za dnia. który ze sobą przywieźli. Status flaneura. osobiste preferencje i tysiące innych rzeczy. Tak powstała „moja Japonia". miałam więc takŜe w bagaŜu podręcznym kilka gotowych wyobraŜeń na temat Japonii ukształtowanych przez kulturę. które w Japonii . To jednak. Pisanie. które kaŜą spacerowiczowi skręcić właśnie w tę. gdzie poniosą nas stopy w obcym kraju. których płatki opadały nam na głowy jak ciepły śnieg. Dzień po dniu przez dwa lata te „zeszyty spod poduszki" nawarstwiały się w osobisty tekst dokumentujący doświadczenie spotkania z inną kulturą. Siedząc nago w publicznej łaźni. pulsujący Ŝyciem organizm stworzony przez . Japoński wachlarz składa się z kilku od dawna fascynujących mnie tematów. pełne wątpliwości godziny. Podziwiałam sterylną czystość Tokio i do szału doprowadzały mnie panie czyszczące wacikami do uszu szpary w podłodze w wielkim. Wybór kaŜdej trasy. Pierwszym elementem tej całości jest miasto. ani jego niewielkich i zabawnie. podczas której świat pokrywał się kabi. pleśnią. a dobry hamburger lepszy jest od najlepszego sushi. niezgrabnie przytupując w przyciasnych klapkach geta. w której się wychowałam. Inni wracają do domu z tym samym stereotypem Japończyków i Japonii. Nie „nawróciłam się na Japonię". Uwielbiałam japońską wiosnę z jej kwitnącymi wiśniami. Konfrontując je z rzeczywistością. Daję zatem do rąk Czytelnika subiektywną opowieść.zobaczyć podczas takich tamtejszych świąt jak O-bon. które składają się na Japoński wachlarz. słuchałam pięknej intymnej historii mojej japońskiej przyjaciółki i spędzałam nerwowe. czy teŜ było tylko jednym z typowo japońskich przykładów grzeczności i pojawiając się tam. Ŝe ani tego kraju. gdzie ubrani w przykrótkieyukaty nadgorliwie uczestniczą w ulicznych tańcach ku czci nie swoich przodków. w jaką udaje się flaneur. Nie inaczej było w przypadku autorki tej ksiąŜki. i przeklinałam porę deszczową. pozwala na luksus podąŜania za własnym wzrokiem. zatrzymać się dłuŜej przy tym właśnie konkretnym widoku. w której nie aspiruję do roli znawcy i nie stwarzam naukowej syntezy. dyktuje jego albo jej historia oraz wcześniejsze doświadczenia. nie jest do końca przypadkowe. przeszłam prawdziwą burzę uczuć.

NaleŜę do osób. ten męŜczyzna odprowadzający ją wzrokiem. bowiem niewinny spacer moŜe łatwo zmienić się w szkołę emocjonalnego przetrwania. Ŝe zaczęłam się uczyć japońskiego. niekiedy zupełnie oddzielne. w którym oczy jak czarne krople. Kostiumy i przebieranki. kuszący. To miasto o szalonej topografii. Najpierw zauroczyło mnie piękno znaków. by zapytać o drogę. hieratyczne pozy. ukłony.kobieta i cudzoziemka . o granice ja i to. co kobiece. sprawia. tym. nadziei i okrucieństwa. to takŜe język ciała. które wymaga od spacerowicza cierpliwości. Tu nie uda nam się zmieszać z tłumem. a gdzie nakładają się na siebie i gmatwają? Gdzie w kraju takim jak Japonia ja . Mam tu na myśli inność. Jej imię brzmi „język". co rozciąga się poza nimi. nieskomplikowane i małe. poruszających się według nieznanych nam zasad. zamieszkiwany przez miliony stłoczonych ludzi. Jadąc do Tokio. mijają mnie ludzie i kaŜda z tych osób jest jego częścią: ta piękna młoda kobieta z bukietem chryzantem.jestem obca. znałam tylko kilka słów po japońsku. hałas. teatralne gesty są do bólu inne. które dały Ŝycie tej ksiąŜce.człowieka. Ŝe fascynacja miastem nieuchronnie staje się fascynacją innością. a świadomość tego pozwala stworzyć jedną z moŜliwych topografii. Miejsca spotkań. Bycie obcym jest dla 270 przedstawicieli naszej kultury najbardziej naturalnym i akceptowalnym modus vivendi. zawsze pełen tajemnic.„inna" ? Jak mogę się tego dowiedzieć? To ostatnie pytanie otwiera drogę kolejnej z fascynacji. tłum. Gdzie te przestrzenie kobiecości i męskości są w Tokio oczywiste. Fundament inności stanowi zaś podstawowe rozróŜnienie. pulsujące wspólnym oddechem. Tokio jest bowiem jednym z najwspanialszych miast świata. Niespodziewane zamiany ról. powtarzalne elementy w miejskim pejzaŜu i jego wyjątkowość domagająca się odkrycia i nazwania. Jeśli podąŜymy ich śladem. Oto ja wrzucona w środek miasta takiego jak Tokio. która prowokuje do stawiania pytań o moŜliwość poznania drugiego człowieka i siebie samego. poznamy dwa róŜne miasta. by pozwolić mu się wciągnąć w labirynt ulic. rozlewające się w betonowy ocean. w porównaniu z japońską megapolis stolice Zachodu wydają się przewidywalne. przenikające. a gdzie mogę poczuć się „u siebie"? Czy siedząca naprzeciw mnie kobieta w kimonie. gdzie podmiot nie 271 przypomina w niczym nadętego zachodniego „ja". jest wyzwaniem. barów i sklepów. Dojmujące poczucie własnej cielesnej odmienności w tokijskim morzu ciał obcych. ich zupełnie nieczytelne kształty. wydała mi się na tyle fascynująca. innej kultury i swojej własnej. która wychowała się na takich samych lekturach co ja. by zrozumieć odpowiedź. dla których miasto stanowi naturalne środowisko i których ekscytuje wszystko. co męskie. i tym. Miejsca kobiet. Miejsca męŜczyzn. zbyt mało nawet. jakie oferuje Tokio. a kobieta mówi „ja" inaczej niŜ męŜczyzna. jakiego dokonujemy w kaŜdej kulturze: między kobietą a męŜczyzną. które zawsze wydawały mi się najbardziej interesujące. co ma ono do zaoferowania: frenetyczna aktywność. Miejsca transgresji. wspaniały w swoim połączeniu piękna i ohydy. nawet wrogie. . a juŜ na pewno. jest bardziej „podobna" czy jednak . Ale przecieŜ porozumiewanie się to nie tylko mowa. KaŜda kultura i kaŜde miasto ma kobiece i męskie przestrzenie. I tu miałam szczęście. czasem zaś krzyŜujące się. Później moŜliwość wyraŜenia się za pomocą zupełnie innego systemu językowego. ciągłe bycie wśród ludzi przy jednoczesnym poczuciu anonimowości.

stało się dla moich przyszłych przyjaciół pierwszym pretekstem. dopiero potem pociągając za sobą obrazy. University of Pennsylwania Press 2000. University of California Press 2000. University of California Press 1993.powtarzalna ulotność gestu dłoni. jaki dał o sobie znać. celebracje obcych smaków na języku: przy domowym stole. Sexuality. które zostają w mojej pamięci nie za sprawą „przygód". wizualnej. a inna wystąpiła z propozycją wspólnego przyrządzenia sukiyaki i tak. za barem kaiten zushi. Mary Brinton Women and the Economic Miracle: Gender and Work in Postwar Japan. Mothers. Gdy otwieram Japoński wachlarz. my . które na zawsze połączyły się dla mnie ze 272 słowem „Japonia". zaczęły się moje japońskie przyjaźnie. drgnienie powieki. na trawie pod wiśniami kwitnącymi szaleńczo na cmentarzu Aoyama. pisząc te słowa. na matach tatami tradycyjnej restauracji. Pleasure. świeŜo tłuczonego sezamu i soi pozwala mi wrócić na chwilę do kraju . pierwszym zmysłem. zapachowej. Kawałek surowej ryby z ciałem lekko jeszcze drgającym niedawnym Ŝyciem moŜe być równie dobrą magdalenką. od kuchni. nauczę cię robić sashimi". -PermittedandProhibitedDesires. KsiąŜki. Annę Allison Nightwork. Wspomnienie bachanaliów w „imperium smaku" przyszło mi na myśl. tęsknię. którego doświadcza się Ŝyjąc na co dzień wśród innych. Zanim dowiedziałam się. Comics. grymas twarzy. Jedzenie. Ŝe Naomi jest fanką kobiecego teatru Takarazuka. był smak. zapach morza. które warto przeczytać Po angielsku: Michael Ashenazi. zanim raz czy drugi zabrały mnie do onsenu. Dla przykładu: Japończyk mówiąc „ja" wskazuje na nos. and Corporate Masculinity in a Tokyo Hostess Club. których krzyŜującym się tropem podąŜałam. poznałam dzięki nim parę nowych smaków.jakości akustycznej.za którą. ale dzięki jakiejś wybijającej się . zaprosiła mnie wkrótce jedna kobieta. czy pilnie zwiedzanych zabytków. University of Chicago Press 1994. a Michiko była „masaŜystką" w Krainie Mydła. Mam tu na myśli swoją osobistą skłonność do zmysłowego odczuwania miast. pisząc tę ksiąŜkę. ocean podobieństw i róŜnic. Jedzenie. „Przyjdź. na które wskazuje Satoru. chrząknięcia zakłopotania i syki niezadowolenia. and Censorship in Japan. Gdy po dwóch latach wyjechałam z Tokio i zaczynałam je wspominać. Jeanne Jacob The Essence ofJapanese Cuisine. tak waŜne w japońskiej kulturze.czy jednak „krainy" . rozmawiając ze mną bezbłędną angielszczyzną? Pragnienie porozumienia z Innym prowadzi do ostatniej z wachlarza fascynacji. .na klatkę piersiową. uczty. by się do mnie zbliŜyć i oswoić się z moją hybrydyczną blond obecnością w ich świecie. O jakim „ja" mówi zatem Japonka? O jakim Japończyk? Które z tych w nosie usytuowanych japońskich „ja" bliŜsze jest mojemu? To naleŜące do sekretarki Chizuko? To. w jakich uczestniczyłam.choć oczywiście skrajnie subiektywnej .

University of California Press 1995. Scott Clark Japan. Joy Hendry Wraping Culture. Random House 1999. a Viewfrom the Bath. Masao Miyoshi. Harootunian Postmodernism inJapan. The Insiders's Guide to Japanese Pop Subculture. John Wiley & Sons 1998. Phoenix 1984. University of Hawaii Press 1976. Cambridge University Press 1998. Duke University Press 1989. Richard Powers. Politness. Donal Richie The Image Factory: Fads & Fashion in Japan. Robert C. Takie Sugiyama Lebra Japanese Patterns ofBehavior. Hidetoshi Kato (ed. Higgins. University of California Press 1997. An Erotic Exploration ofJapanese Society. University of Chicago Press. Harootunian Things Seen and Unseen. Masao Miyoshi. R. A Spatial Anthropology. Chicago 1995. Transvestites. -BehindtheMask:OnSexualDemons. Jennifer Robertson Takarazuka. Takeo Doi The Anatomy of Dependence. ???? Kerr Dogs a Demons. Helen Hardcare Marketing the Menacing Fetus in Japan. University of Chicago Press 1988. H. D. Harper Collins 1994. Greenwood Press 1989. przeł. Cadence Books 1999.Nicholas Bornoff Pink Samurai. H. Meridian 1985. Sharon Kinsella Adult Manga. P D.) The Worlds of Japanese Popular Culture.) Postmodernism and Japan. Kodansha International 1981. Univeristy of California Press 1998. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Mariłyn Ivy Discourses ofthe Yanishing. . and Power in Japan and Other Societies. Modernity Phantasm Japan. Yuriko Saito „The Japanese Appreciation of Naturę:.) Handbook of Japanese Popular Culture. H. Presentation. -Japanese Women: Constraint and Fulfillment. Heroes and Yillains in Japanese Culture. Durham 1989. Reaktion Books 2003. w: Katleen M. Harootunian (ed. Kyoko Mori PoliteLies. T. Univer sity of Hawaii Press. Jinai Hidenobu Tokyo. John Bester. and Other Japanese Cultural Heroes. D. Roman Cybriwsky Tokyo. Patrick Macias (introduction) Japan Edge. Curzon 2000. łan Buruma A Japanese Mirror. University of Hawai'i Press 1994. przeł. Kimiko Nishimura. D. Harcourt Brace & Company 1996. (ed. Talesfrom Dark Side ofJapan. Solomon (ed. Honolulu 1985. Sacred Mothers. OnBeinga Woman Caught Between Cultures. Martinez. Hill and Wang 2001. Reid Confucius Lives Next Door. Fawcett Books 1997. Oxford University Press 1995. Duke University Press.)Aesthetics in Perspective.

Kikue Yamakawa Women of the Mito Domain. Martin's Press 1995. Japan Society Press 1991.) Contemporary Japan and Popular Culture. Trio. Joanna Wolska-Lenarczyk. . Tobin Re-made in Japan. Siowa japońskie zadomowione w naszym języku podaję w spolszczonej pisowni. Joseph J. Stanford University Press 2001. University of Hawaii Press 1995. przeł. Warszawa 1985. Noir sur Blanc 2001. Wioletta Laskowska. Adam Dziadek. Szkolne i Pedagogiczne. Iskry.i po polsku: Roland Barthes Imperium znaku. Warszawa 1999. Krystyna Sławińska. Warszawa 1999. Schodt Frederick Mangal Mangal The World of Japanese Comics. Stanford University Press 1983. Krystyna Wilkoszewska (red. Media and Consumption in Japan. Recollection of Samurai Family Life. Kodansha 1985. Bedford Books of St. Brian Moeran (ed. Nicolas Bouvier Kronika japońska. Janina Rubach-Kuczewska śycie po japońsku. .Ginzy.Challenging Tradition: Women in Japan. Słownik. John Whittier Treat (ed.Shinady. Yale University Press 1992.Lise Skov.. przeł. Warszawa 1996. Warszawa 1998. Free Pressl993. Beata Romanowicz. oraz nazw zakończonych na -a. Kraków 2003. -Japonia zmienna czy niezmienna?. Universitas. Brian J. -i oraz -n. przekład. Timon Screech Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820. np. Ruth Benedict Chryzantema i miecz. Wyd.) Estetyka japońska. Kraków 2002..) Women. Shinada . Przestrzegam przyjętej w naszym języku zasady odmieniania tych zagranicznych nazwisk i imion. Uwagi językowe Wszystkie imiona i nazwiska japońskie podane są tu według kolejności przyjętej przez Japończyków (nazwisko poprzedza imię). Jolanta Tubielewicz Kultura Japonii. Ginza . cudzoziemiec) tworzę spolszczone . Katie Wildman Nakai. Every Day Life ąnd Consumer Taste in a Changing Society. McVeigh Wearing Ideology. Sharon Sievers Flowers in Salt: The Beginnings of Feminist Consciousness in Modern Japan. 276 Merry White The Materiał Child: Corning of Age in Japan and America. np. Universitas. Routledge 1996. Ewa Klekot. Comparing Cultures: Readings on Contemporary Japan for American Writers. przeł. a od slowagaijin (obcy. Schooling and SelfPresentation in Japan. Berg 2000. Wydawnictwo KR. paczinko. przeł. np. State. które kończą się na -a. PIW.

w = ł (watashi = łatasi)..........ts = ? (tsunami = cunami)....................77 IV..9 I. wymawia się tak samo jak w języku polskim.. Spis treści 271 słów od autorki.................... Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!".................275 / ..... PodróŜ do Domu Słońca. u. które występują teŜ w wersji wydłuŜonej (ó............... sh = ś (Shinjuku = Sindziuku)....... Imperium smaku. W dŜungli języka............eh = ć (Hachiko = Haciko)........ które warto przeczytać............ Inne japońskie słowa zapisuję zgodnie z transkrypcją międzynarodową..... KawaW..............185 VIII...... wu * ?. Wyjątki to . ......11 II................ „gaijinka"...................... „gaijini"........23 III........... Tokio jest jak Mars..........117 V......267 KsiąŜki............................167 VII......W Lolitki z imperium zmysłów......................formy np.... itd.... Sąsiedztwo........235 Posłowie: Między słowami. Wodny świat kobiet.......... -y = j (Yume = Jurne)... -j = dź (gaijin = gaidzin). z = dz (zen = dzen).......)........___145 VI........ Większość spółgłosek i samogłosek.....

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful