Joanna Bator Japoński wachlarz Projekt okładki i stron tytułowych Maciej Sadowski Redaktor Joanna Rodziewicz Korekta ElŜbieta

Szelest ?1 zdjęcia: Joanna Bator Krzysztof Łukasiewicz (Ł) Magda Szczech (S) Zdjęcia Takarazuki za zgodą Takarazuka Revue Company* © Copyright by Wydawnictwo KsiąŜkowe Twój Styl, 2004 © Copyright for the text and photographs Joanna Bator, 2004 ISBN 83-7163-432-3 Skład i łamanie: PLATIN Sp z o.o. Druk i oprawa: Łódzka Drukarnia Dziełowa S.A. Podziękowania Dziękuję moim japońskim przyjaciołom, przewodnikom, tłumaczom. Gdyby nie ich serdeczność, ciepło, gotowość do pomocy i wytrwałość w odpowiadaniu na tysiące pytań, moja Japonia byłaby zupełnie inna, a ta ksiąŜka pewnie w ogóle by nie powstała. Specjalne ukłony naleŜą się profesorowi Hashizume Daisaburo za jego imponującą wiedzę, poczucie humoru i wspaniałe warunki do pracy, jakie mi zapewnił. Zadręczałam pytaniami wiele osób, których nie sposób wszystkich tu wymienić, więc z wielką wdzięcznością wspomnę jeszcze tylko profesor Ueno Chizuko, profesor Ochiai Emiko i profesora Kato Norihiro. Ando Eriko i Shinji, Shinada Tomomi i Ota Motonori z dziećmi, Yamaguchi Shinobu, Matsuda Naomi, S. Kiku jedli za mną, śmiali się, jeździli na wycieczki, kąpali się w onsenach i sprawili, Ŝe pisząc tę ksiąŜkę, tęskniłam za krajem, w którym za ich sprawą czułam się tak dobrze. Gdyby moi japońscy przyjaciele mogli przeczytać tę ksiąŜkę, odnaleźliby się w niej pod zmienionymi imionami i rozpoznaliby swoje historie umieszczone w nieco innych kontekstach. Za ten najcenniejszy ze wszystkich dar opowieści dziękuję im z całego serca. Mój mąŜ i przyjaciele wnikliwie czytali pierwsze wersje tej ksiąŜki, a ich uwagi były dla mnie inspirujące i równie cenne jak konsultacje językowe, których udzielał mi mój nauczyciel japońskiego. Pomoc zaś, jaką w pracy nad Japońskim wachlarzem ofiarował mi pan Henryk Lipszyc z Wydziału Japonistyki UW, juŜ na zawsze uczyniła mnie jego dłuŜniczką. Dómo arigató. Autor nigdy, w Ŝadnym znaczeniu tego słowa, nie fotografował Japonii. Wręcz przeciwnie, to Japonia oświetliła go błyskiem wielu gwiazd; albo jeszcze inaczej mówiąc: to Japonia zmusiła go do pisania. Roland Barthes Znalazłam się w posiadaniu duŜej ilości papieru i zaczęłam zapełniać kolejne zeszyty opisami dziwnych zdarzeń, historiami z przeszłości i innymi najróŜniejszymi rzeczami, włączając nieraz te najbardziej trywialne. Przede wszystkim skupiłam się na rzeczach i osobach, które uwaŜałam za urocze i wspaniałe, ale moje zapiski pełne są równieŜ wierszy oraz uwag na temat drzew i

roślin, ptaków i owadów. Sei Shónagon Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich łudzi. Oskar Wilde

271 słów od autorki Nie jestem japonistką. Zawodowo zajmuję się antropologią kultury i gender studies, czyli „genderami", jak mawiamy w skrócie. Cudowny i niespodziewany kaprys losu sprawił, Ŝe spędziłam dwa lata w Japonii, pracując na jednej z tokijskich uczelni. Podobnie jak poszukiwacz złota w kopalni, tak antropolog w kulturze takiej, jak japońska nie powstrzyma się przed drąŜeniem tematów, które kaŜdego dnia olśniewają go bogactwem nowych moŜliwości. Kiedyś dziwiły mnie zamieszczane na początku ksiąŜek asekuracyjne zapewnienia, Ŝe poglądy w nich zawarte są poglądami autora, bo - załoŜywszy, Ŝe autor nie jest bezwstydnym plagiatorem próbującym ukryć ten fakt - czyimi miałyby być? Dziś rozumiem, Ŝe autorzy robią to ze względu na tych, którzy myślą, Ŝe jak ktoś juŜ napisał ksiąŜkę, to z pewnością uwaŜa się nie tylko za człowieka bardzo mądrego, ale równieŜ za odkrywcę obiektywnej prawdy. W niektórych przypadkach pewnie tak jest, ale większość autorów jest szczęśliwa, gdy uda im się uchwycić w słowa fragment świata nawet tak mały, by nadawał się tylko na pocztówkę do przyjaciół. Jeśli jednak kogoś ma to uspokoić: Pisałam wyłącznie o tym, co apelowało do moich oczu, uszu, kubków smakowych; o tym, co mnie osobiście olśniło, zadziwiło, rozbawiło, skłoniło do czytania nowych ksiąŜek. W tym sensie poglądy na temat Japonii zawarte w tej pracy są poglądami autorki. Japoński wachlarz składa się z antropologicznych obrazków kreślonych wzorem zuihitsu - „tak, jak pędzel prowadzi" - i ani przez myśl mi nie przeszło pisanie wyczerpującej rozprawy na temat współczesnej japońskiej kultury. MoŜe zrobi to wkrótce jakiś polski japonista. Albo osoba, która - tak jak wciąŜ uznawana za najwybitniejszą japonistkę Ruth Benedict - ani nie mówiła po japońsku, ani nigdy w Japonii nie była. Tam, tutaj. Oddalenie, dystans, rozsunięcie boków. Tam - to miejsce, gdzie mnie nie ma. Tutaj - to miejsce, w którym jestem. (...) I juŜ jestem tam: na zewnątrz, poza „mną" samym. Zewnętrze to jednak eksponuje mnie jeszcze na inne zewnętrze: na ciało innego człowieka, na innego, o ile ten jest ciałem. Jean-Luc Nancy, esej z katalogu wystawy Gendai I. PodróŜ do Domu Słońca Inne ciała:, ja" i „oni" Moja japońska przygoda zaczęła się na frankfurckim lotnisku przed wejściem numer trzydzieści trzy, gdzie wraz z resztą podróŜnych czekałam na samolot do Tokio. Oprócz mnie byli tam niemal wyłącznie Japończycy, co sprawiło, Ŝe nagle znalazłam się pośród ludzi, od których róŜniłam się wyglądem w sposób znaczący i niemoŜliwy do zignorowania. Gaijin, czyli „obca", „cudzoziemka", dosłownie „osoba z zewnątrz", jedno z nielicznych japońskich słów, jakie znałam, przyszło

mi do głowy i rozbłysło na moim europejskim czole jak neon. Oto ja, „gaijinka". Zabawa w wyszukiwanie w tłumie azjatyckich twarzy, której oddawałam się z obsesyjnym upodobaniem od czasu, gdy zapadła decyzja o moim wyjeździe do Japonii, straciła sens. Teraz to „ja" byłam inna, a „oni" stanowili odniesienie. Niestety, Ŝadne subtelne i wyrafinowane wraŜenie nie dodało blasku początkowi mojej podróŜy. Płaskie skośnookie twarze Japończyków wydawały mi się po prostu bardzo do siebie podobne. Ta boleśnie banalna refleksja nie sprawiła mi Ŝadnej satysfakcji poznawczej, ale japońscy podróŜni byli po prostu czarnowłosi, Ŝółtawi i skośnoocy. Wiadomo, Ŝe przeciętnemu Europejczykowi łatwiej odróŜnić trzy japońskie samochody na parkingu niŜ trzech wczoraj poznanych Japończyków; tacy jesteśmy ograniczeni i co za szczęście, Ŝe umiemy z siebie Ŝartować, bo przecieŜ, broń BoŜe, nie ma to nic wspólnego z naszym poczuciem wyŜszości. Po jakimś czasie przeciętny Europejczyk zaczyna rozpoznawać w Japonii odmienne typy antropologiczne, ale są to nadal róŜnice subtelne - kilka centymetrów wzrostu, kształt kości policzkowych, pieprzyk na policzku, odróŜniający dla potrzeb naszej percepcji jakąś czarnowłosą i czarnooką Mariko z Hokkaido od jej równie czarnowłosej i czarnookiej koleŜanki z Kyushu. Wizualne doświadczenie „bujnej róŜnorodności", w jaką - według autora Imperium znaku - przekształca się z czasem przywoŜony przez nas do Japonii stereotyp Japończyka, w moim przypadku było w oczywisty sposób kwestią przyszłości. WytęŜyłam więc wzrok w pierwszej próbie przeniknięcia tajemnicy, jaką ukrywa cielesna obecność Innego. Japońskie ciała siedzące w poczekalni numer trzydzieści trzy były drobne i ładnie wpasowane w przestrzeń. Na ich szczupłych kolanach spoczywały szczupłe dłonie o podłuŜnych wąskich paznokciach. Bardzo zadbanych i czystych. Jedno obok drugiego siedziały w większości starsze ciała: delikatne kobiety o nienagannych makijaŜach i świeŜych fryzurach sprawiających wraŜenie, jakby przed godziną rozjaśnił je na identyczny odcień brązu ten sam fryzjer, starsi panowie wyszykowani na podróŜ z nieco przesadną dokładnością. Wszystkie ciała, niezaleŜnie od płci, byłyjakby ubrane „za bardzo". Przebrane w uniformy „prawdziwych japońskich turystów", jakich zwarte grupy moŜna zobaczyć w najatrakcyjniejszych miejscach starego kontynentu - na placu św. Marka, w Luwrze, pod krzywą wieŜą w Pizie. Drobne ciała opakowane zostały starannie, elegancko i schludnie, bardzo dokładnie, a ich stroje uzupełniała zbyt duŜa ilość detali: pasujących do siebie chusteczek, pasków, szali i torebek, z rozmysłem skompletowanych czapeczek i kapeluszy, lornetek i aparatów fotograficznych w wymyślnych futerałach. Ciała te miały w sobie coś roślinno-morskiego raczej niŜ ssaczego. Nie szpeciły ich Ŝadne fałdy i nawisy tłuszczu. Nie wylewały się na boki ze swoich eleganckich form i siedziały tak, jakby starały się nie zajmować więcej miejsca, niŜ jest to absolutnie niezbędne. Francuski filozof Jean-Luc Nancy pisze, Ŝe w odróŜnieniu od zachodnich ciał błonowatych, zamkniętych w sobie, monadycznych (a więc potencjalnie agresywnych), ciała japońskie są czułkowate; przyzwyczajone do ścisku wypuszczają na boki czułki, badając przestrzeń, ale nie wchodząc pochopnie w kontakt z innymi ciałami. Za pomocą niewidzialnych radarów namierzają zbliŜające się inne ciało i odginają w bok jak ukwiały. Średnią wieku wśród tych czułkowatych ciał obniŜały trzy młode dziewczyny (albo trzy klony dla mojego niewprawnego i niepoprawnego politycznie oka), które ukryły się w kącie, jeszcze idealnie gładkie, śliczne jak z reklamy

Ŝe jeśli będziemy mieć jakieś zastrzeŜenia co do obsługi pokładowej.o cudzie . Po chwili najpierw niemiecki. w Japonii pierwszy raz w Ŝyciu cieszą się wysokim wzrostem. Ŝe spodnie udaje się wciągnąć tylko do kolan. i dopiero spojrzawszy na ich stopy zrozumiałam. Potem przeniósł wzrok w tym samym kierunku. Ŝe nie stroniące od mięsa i nabiału młode pokolenie przerosło rodziców i dziadków. Przekraczając granicę Japonii. Dziewczęta trzymały je zwrócone czubkami do środka tak. a potem japoński glos powiadomi! nas. Siedzący najbliŜej mnie męŜczyzna zaszeleścił gazetą i spojrzał dyskretnie na zegarek. Siedzieliśmy jak w zamkniętej kapsule. ale średnia jest nadal niezbyt imponująca. i tylko opal wielkości przepiórczego jajka zadrgał na jej palcu płomiennym blaskiem. gotowa jest osobiście zadośćuczynić naszym krzywdom. Nagle coś zaczęło być ze mną nie tak. na co te zachichotały. Ŝe samolot jest gotowy do odlotu. Ŝe . niepostrzeŜenie zmienili się bowiem w grubasów w rozmiarze XL. ze zdumieniem spostrzegają zaś. trzy wąskie dłonie jeszcze raz uniosły się. Informacja wypowiedziana po japońsku była o wiele dłuŜsza. Brzmiał tak. I z pewnością inaczej niŜ zwykle. Klapeczki niby bardzo podobne do tych. Japońskie ciała z czułkami: OstroŜne? Nieśmiałe? Przebiegłe? Przycupnęłam obok jednego z nich. którą znam. moŜe drzemała. a trzydzieści parę przeŜytych lat pozwoliło mi przyzwyczaić się do poŜytków i wad związanych z faktem. wygłoszona kobiecym głosem o oktawę wyŜszym od normalnego. W porównaniu z tą kwintesencją grzeczności powtórzona właśnie niemiecka informacja przypominała ponaglenie więziennej straŜniczki i to ona dopiero skłoniła mnie do ruchu. i biorąc całą winę na siebie. przerysowane. którym i ja się nie oparłam. ale bardziej ozdobne. z przyzwyczajenia kupując ubrania rozmiaru S. jeśli nam się nie spodoba.nad większością męŜczyzn! Nigdy jeszcze nie patrzyłam na świat z tej perspektywy. promiennym. w którym ja patrzyłam. zasłaniając usta dłonią w potrojonym geście. a nagle spotęŜniała klatka piersiowa rozsadza sweterek o przykrótkich i zbyt wąskich rękawach. Cieniutkim głosem wydobywającym się z głębi ściśniętej krtani informowała nas być moŜe. świeŜym.naleŜę do najwyŜszych kobiet w poczekalni i góruję wzrostem nad wieloma męŜczyznami. Niewinne lolitki nieświadome (nie chcące być świadome?) swojej dorosłej juŜ kobiecości zachichotały ponownie. poczułam kolejny przypływ nie-sprecyzowanego cielesnego dyskomfortu. Szczupli. by przykryć troje ust starannie pokrytych błyszczykiem. natychmiast popełniając rytualne samobójstwo. trzy pary małych japońskich stopek obutych w najmodniejsze w tym sezonie kla-peczki z nosami w szpic stały pod identycznym kątem utworzonym przez połączone palce i rozsunięte pięty. Statystyki podają. z góry przepraszając jednak. która po krótkiej wycieczce gotowa była juŜ do powrotu na swoją planetę. Jedna powiedziała coś koleŜankom. by ustawić się w wyjątkowo porządnej kolejce do samolotu. Coś w ich wyglądzie. Dziwnie. Podobno Japończycy są coraz wyŜsi. Bucik bonsai.azjatyckiego biura podróŜy. Gdy wstaliśmy. w czym rzecz. jak czasem robią małe dziewczynki. Ŝe jestem raczej nieduŜa. Europejczycy i Amerykanie. Nie do wiary . odbiegało od normy. a ono odsunęło się leciutko. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę z tego. którzy tak jak ja w ojczyźnie z trudem uchodzili za średnich. na promieniejące urodą dziewczęta. erotycznym. Jego towarzyszka ani drgnęła. jakby jego właścicielka zapraszała nas do uczestnictwa w czymś wyjątkowo przyjemnym i niezwykłym. Bardziej znak buta niŜ but. Ja sama z osoby niewyróŜniającej się niczym szczególnym . przesadne w modnym kroju.

To lekkie danie jest szczególnie popularne latem. Makaron je się.wśród jasnych kobiet mojego kraju wyrosłam niespodzianie na kogoś. która jest japońską odmianą chrzanu. to kluczowe słowo odtąd ma otwierać. których nie zauwaŜyłam. gdy . pokiwał głową jeszcze raz i potem juŜ w milczeniu zjedliśmy . domagając się wyjaśnienia tej aberracji w kolejce do samolotu lecącego do Tokio. Pod słońce Ktoś kiedyś powiedział. Jego czułkowate ciało odgięło się delikatnie w stronę okna. patrząc na mnie japońskie dziecko i pociągnie matkę za spódnicę. a niekiedy i wyczerpywać charakterystykę mojej osoby. „gaijinka".podobnie jak on . jakby światło wypłynęło przez niewidoczną dziurkę jak woda. aŜ połknę pierwszy kęs. „pani cudzoziemka". będzie plotkował personel w japońskich hotelach i ryokanach. jak samolot przelatuje nad Uralem oddzielającym malutką Europę od potęŜnej Azji i skręca na północ. wygrywając zawody z czasem i dzień zszarzał w mgnieniu oka. czyli zimnego makaronu z gryczanej mąki posypanego pokrojonymi w cienkie paseczki. Stałam się nagle kobietą innego rozmiaru. Ŝe między Polską a Japonią jest tylko wielki las. Przeciętny Polak przez całe Ŝycie nie wypowie bowiem tylu zdań na temat bigosu. ile Japończyk moŜe wygłosić na temat ulubionej potrawy podczas codziennej kolacji. „gaijin-sama". duŜą blondynką w tłumie drobnych ciemnowłosych osób. drobny i maleńki. by trafić zwisającym na pół metra makaronem do miseczki z sosem. „gaijin-sensei". przyjrzał się jeszcze raz i uniósł w dwóch palcach maleńką plastikową torebkę z suszonymi wodorostami nori. z uwagą niepozbawioną poczucia wyŜszości. Japończyk poczekał. jak rozłamuję ich połączone końce.sięgnęłam po pałeczki. jakich potem moi japońscy znajomi udzielą mi mnóstwo. Ta nagła translokacja „ja" uświadomiła mi. która pędząc na łeb na szyję ścigała się ze swoim cieniem nad Syberią. komu japońskie dziecko o buzi jak z kreskówki przygląda się zogromnialymi ze zdumienia oczami. sprasowanymi wodorostami nori. a nie widelec. Słoneczny blask na horyzoncie stopniowo zakląsł się w zupełną ciemność tak. Ŝe podróŜ do Japonii będzie się róŜniła od wszystkich innych. Słysząc. W ten sposób wieczór w Europie zamienił się nagle w głęboką noc. Moja edukacja kulinarna zaczęła się od podanej w samolocie zaru-soby. „wielce szanowna cudzoziemka" powie. opiszą mnie studenci nie znający jeszcze mojego nazwiska. by zjeść międzykontynentalny posiłek złoŜony z europejskich i azjatyckich dań. Zaczyna się on wkrótce potem. Na fotelu obok mnie siedział starszy męŜczyzna. Cudzoziemka. zielonej ostrej przyprawy. Sobą ma formę cienkiego spaghetti i jedzenie jej pałeczkami wymaga nieco praktyki koniecznej. a potem to wszystko wpakować do ust. Pokiwał głową. staruszek odwrócił się w moją stronę. gdy weszliśmy do samolotu. Nie zamieniliśmy ani słowa od czasu. W ten sposób Japonia pozbawiła mnie pewności co do własnej osoby. W pewnym sensie przestałam być dawną mną. aby wszystko odbyło się według zasad. Raz tylko Japończyk uśmiechnął się do mnie niemal nieuchwytnym półuśmiechem. „Gaijin-lady". Zamknięci w hermetycznej kapsule lecieliśmy. mocząc kaŜdy kęs w sosie sojowym zmieszanym z kilkoma piórkami szczypiorku i odrobiną wasabi. a które powinnam dodać do swojej potrawy. „profesorka cudzoziemka". Była to pierwsza instrukcja związana z jedzeniem. by ograniczyć do minimum ewentualny kontakt fizyczny z moim łokciem lub ramieniem. popatrzy! na stojący przede mną makaron i sos sojowy jak nauczyciel do zeszytu uczennicy.

swojązaru-sobę. „W milczeniu" nie znaczy jednak „w ciszy". Japończycy siorbią, wciągając kluski w taki sposób, w jaki robią to u nas dzieci, dopóki nie dostosują się do kulturowego wymogu eliminowania ciejesnych odgłosów i bezgłośnego jedzenia, jak kaŜe zachodni zwyczaj. Dla Japończyka jednak jeść bezgłośnie to tak, jakby pozbawić się połowy przyjemności. MęŜczyźni siorbią głośniej i swobodniej niŜ kobiety i jeśliby męskość po japońsku miała coś wspólnego z głośnością siorbania, mój malutki sąsiad byłby prawdziwym macho. Kolejne porcje makaronu znikały w jego ustach w rytmie miarowych higienicznych wessań wyróŜniających się nawet na tle wielkiego „siorb-koncertu", jakim stał się nasz samolot. Po kolacji popitej zieloną herbatą Japończyk zasnął jak dziecko, tak spokojnie, jakby lotniczy fotel był najwygodniejszym posłaniem. Jedna z hipotez na temat łatwości, z jaką Japończycy potrafią zasnąć w kaŜdych okolicznościach, łączy tę umiejętność z faktem, iŜ dzieci są tam karmione piersią dłuŜej niŜ na Zachodzie. Dorośli Japończycy mają ponoć, w przeciwieństwie do nas, pamięć tej bliskości z matką i dzięki niej mogą nieświadomie powrócić do stanu bezpieczeństwa, jakie czuje osesek zasypiający - zwłaszcza po posiłku - w kaŜdych warunkach. Mój sąsiad rzeczywiście wyglądał na spokojnego i miarowo pochrapywał, uśmiechając się przez sen. Być moŜe śnił piękny sen o ssaniu matczynej piersi, którego mogłam mu tylko zazdrościć. Po dziesięciu godzinach lotu, podczas których bezsenna dla mnie noc zdarzyła się na krótko i minęła nagle jak ucięta noŜem, rozbłysła pozioma kreska słońca, znów dzieląc horyzont na dwoje. Zaczynał się nowy dzień, starszy brat tego, który jeszcze nie narodził się w Europie. Zdałam sobie sprawę, Ŝe to juŜ naprawdę blisko, Kraina Wschodzącego Słońca. Miejsce, gdzie Słońce mieszka. Nihon (albo Nippoń), oryginalna nazwa kraju, znanego nam jako Japonia, składa się z dwóch elementów tworzących kanji, czyli chiński znak: nichi to „słońce", a hon to „podstawa", „źródło" lub „początek". Dla Chińczyków Japonia była „domem Słońca", miejscem, gdzie Słońce „mieszka", bo codziennie mogli obserwować, jak wstaje ono na horyzoncie Pacyfiku, za którym leŜał wąski pasek wulkaniczych wysp. Amaterasu, bogini ognistej planety, zajmuje uprzywilejowaną pozycję w panteonie religii shintó i według japońskiej mitologii jest protoplastką cesarskiego rodu. Fakt, iŜ główne bóstwo ma rodzaj Ŝeński, rzecz raczej wyjątkowa wśród solarnych przedstawień, interpretowany jest jako ślad japońskiej kultury matriarchalnej, której dawny splendor przepadł w mrokach historii zdominowanej przez wojowniczych samurajów. Amaterasu to z całą pewnością ona, chociaŜ jej mitologiczne narodziny wymagały obecności pierwiastka męskiego. Na samym początku świata z niebytu wyłoniła się para rodzeństwa, Izanami (ona) oraz Izanagi (on) i zanim zachowanie ptaków (które najwidoczniej z jakichś kosmologicznych powodów juŜ istniały) podpowiedziało im, co mają robić, snuli się bez Ŝadnego zajęcia po bezludnym krajobrazie. Od momentu jednak, gdy poznali radość seksu, zaczęli płodzić boskie potomstwo w duŜej ?}§??. Przy jednych narodzinach zdarzyła się tragedia, bóg ognia, przychodząc na świat, okrutnie poparzył Izanami, i ta w bólu odeszła do krainy umarłych. Izanagi, nie mogąc znieść rozpaczy po utracie Ŝony/siostry, udał się w ślad za nią, i mimo iŜ błagała, by na nią nie patrzył, nie wytrzymał, podniósł wzrok. Izanami z krainy umarłych nie była juŜ jednak tą, której pragnął brat/kochanek, i zobaczywszy jej skalane śmiercią ciało, zapomniał o swojej miłości. Izanagi od tej chwili myślał juŜ tylko o tym, by się oczyścić z brudu

śmierci, i pognał z powrotem do świata Ŝywych. Zanurzył się w wodzie aŜ po czubek głowy, dając początek nie tylko tradycji rytualnych oczyszczeń charakterystycznych dla japońskiej religii shintó, lecz takŜe ze wszech miar godnemu naśladowania świeckiemu zwyczajowi codziennych kąpieli. Gdy Izanagi dokonywał ablucji, z jego ciała narodzili się następni bogowie: z nosa - bóg wiatru, panujący nad morzami, a wcześniej z lewego oka właśnie Amaterasu, bogini słońca, władająca niebem. Tak powstał panteon shintó, religii, która zna pojęcie nieczystości i wstydu, ale nie zna pojęcia grzechu. Jeszcze chwila lotu i czerwona kreska światła eksplodowała w kulę oślepiającego blasku, który wypełnił niebo po oszukanej nocy; Amaterasu wyłoniła się z ciemności, byliśmy juŜ w Japonii. Stewardesy zaczęły poranną krzątaninę, mój sąsiad obudził się rześki i wyspany, złoŜył koc tak precyzyjnie, jakby miał zamiar wyciąć z niego origami, a pilot poinformował nas, Ŝe wkrótce wylądujemy na lotnisku w Tokio, gdzie „panują bardzo dobre warunki atmosferyczne". Była jesień, jedyna pora roku, gdy na zachodnim wybrzeŜu Honshu moŜna przez parę cudownych tygodni cieszyć się suchą, słoneczną pogodą i błękitnym niebem, które przez większą część czasu jest białawe, wzdęte od wilgoci, w kaŜdej chwili groŜące pęknięciem. Ten świetlisty, jasny październik to po japońsku kaminazuki, czyli „miesiąc, gdy bogowie są nieobecni". Wybierają się wówczas na wielkie spotkanie do świątyni Izumo, a ludzkość zostaje pozostawiona samej sobie. Pewnie dotyczy to równieŜ cudzoziemców odwiedzających Japonię, bo nasz zachodni bóg nigdy się tam na dobre nie osiedlił. Zobaczyłam, Ŝe wielki las skończył się, a skręcający na południe samolot pochylił się, sprawiając, Ŝe tafla oceanu uniosła się jak połyskliwa zasłona, za którą po chwili w perłowej mgiełce poranka wyrosła góra Fuji. Święte miejsce Domu Słońca, cel corocznych pielgrzymek setek tysięcy Japończyków, którzy w długiej kolejce wdrapują się na szczyt, by tam oczekiwać codziennego cudu światła i pokłonić się Amaterasu wschodzącej znad morza chmur. Mój sąsiad zerknął przez moje ramię w kierunku okna i jego pomarszczona twarz rozjaśniła się w uśmiechu na widok Fuji, góry gór. Welcome to Japan very much, przemówił do mnie wtedy po raz pierwszy i ostatni. Japoński goździk Narita wyglądało jak wszystkie inne lotniska cywilizowanego świata. Z tym moŜe wyjątkiem, Ŝe pracownicy fizyczni ubrani byli w schludne uniformy bardziej przypominające garnitury niŜ kombinezony robocze oraz śnieŜnobiałe rękawiczki, a młode urzędniczki kłaniały nam się, wskazując drogę teatralnie pięknymi ruchami rąk i nie przestając mówić wysokim, przepraszającym tonem, choć nikt nie zwracał na nie uwagi. Dziarscy i wyspani Japończycy ustawili się w swojej kolejce, trzymając w pogotowiu paszporty z wizerunkiem wschodzącego słońca, a ja wraz z grupką kilkunastu śmiertelnie zmęczonych, wymiętych cudzoziemców powlokłam się do okienka dla Aliens, „Obcych"; ósmych pasaŜerów Nostromo, którzy nielegalnie załapali się na ten lot. Czekając na odprawę, jeszcze raz przyjrzałam się wydrukowanemu e-mailowi od Japonki imieniem Chizuko, która pomagała mi na odległość załatwić wszystkie formalności. Informowała mnie w nim, Ŝe pogoda w Tokio jest piękna (bo wzmianka o pogodzie to obowiązkowa część wszystkich japońskich listów), Ŝe będzie pełnić rolę mojej sekretarki (co było prawdą) i Ŝe perspektywa ta „napełnia jej serce prawdziwą radością" (czego jeszcze nie mogłam być pewna). Poza tym precyzyjna, złoŜona z licznych punktów i podpunktów instrukcja dotycząca początku mojego

pobytu w Japonii pełna była imion i nazw stacji brzmiących na przykład Shinagawa i Ishikawa-dai, które mnie napełniały prawdziwym niepokojem raczej niŜ radością. „Shinagawa - Sina-gała", „Ishikawa-dai - Idź-i-kawa-dai", utrwalałam sobie, oswajając obce brzmienie na wypadek, gdybym musiała tych miejsc szukać sama. „W przypadku, który nie moŜe być prawdą, gdybym nie była tam, gdzie mi przeznaczone zostało, aby cię miło zaprowadzić na miejsce ostateczne, postępuj zgodnie z instrukcją, jak cię proszę i przepraszam z respektem", pisała Chizuko w zabawnym, ale wystarczająco komunikatywnym angielskim, „Ja znać drogę, a ty sama zgubiona lub zakłopotana z bagaŜem na zawsze, a przeto ja cię wezmę samochodem z przyjemnością". Jeden znak kanji wyglądający jak haczyk zaplątał jej się w rzymskie litery pomiędzy „s" a „t" w słowie „instrukcja", a ja mimo wszystko miałam nadzieję, Ŝe nie będę musiała sama szukać „miejsca ostatecznego" i Ŝe ten znak nie jest na przykład jakąś waŜną wskazówką, którą powinnam wziąć wówczas pod uwagę. „Profesor", powiedział urzędnik imigracyjny o szlachetnej twarzy aktora Toshiro Mifune, oglądając mój paszport chyba z lekkim niedowierzaniem, a ja odpowiedziałam: „Hai", czyli „tak", bo niewiele więcej potrafiłam. „Daijóbu", odparł w końcu urzędnik, co brzmiało jak „daj dzioba", a znaczyło „w porządku". Wpuścili mnie, juŜ nie było odwrotu. Zobaczywszy mnie, młoda kobieta w stroju odpowiedniejszym dla pięćdziesięciolatki energicznie pomachała tabliczką z wypisanym moim imieniem i nazwiskiem. Odmachałam więc, a ona zrobiła kilka drobnych kroczków w moją stronę z przednią częścią ciała lekko wysuniętą do przodu i ramionami trzymanymi blisko tułowia jak złoŜone skrzydła. Na twarzy miała wyraz radosnej antycypacji, jakby spotkanie ze mną było szczęściem i zaszczytem, na który długo czekała. Przyszli mi na myśl onnagata, aktorzy teatru kabuki grający Ŝeńskie role w spektaklu, który widziałam niedługo przed wyjazdem do Japonii. Ten wcielający się w postać dzielnej małŜonki wodza w podobny sposób przemieszczał się po scenie, wyrzucając z siebie przy tym całe kaskady kobiecych ochów i achów, na których urok część zachodniej publiczności pozostaje na zawsze nieczuła. „Czy ktoś mógłby zabić ją jeszcze raz?" - spytał mój znajomy, gdy bohaterka wspomnianego przedstawienia nawet po okrutnej śmierci długo nie przestawała ubolewać wysokim, przejmującym głosem. Chizuko tymczasem zrobiła kilka kolejnych drobnych kroczków w moim kierunku i zatrzymała się, sublimując radosną antycypację do jej krystalicznej formy. W Japonii, gdzie kostiumy i opakowania waŜniejsze są na ogól niŜ zawartość, kategorie kobiecości i męskości definiuje się o wiele dokładniej niŜ na Zachodzie. To, co nazywamy róŜnicą rodzaju (gender) albo płci kulturowej, mocno zakorzenione jest juŜ w strukturze japońskiego języka, który podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie, ma swoją wyraźną Ŝeńską i męską formę. ZróŜnicowany według płci język stanowi podstawę systemu niezwykle precyzyjnie określającego, co jest właściwe dla kobiet i męŜczyzn. Sposób zachowania Chizuko, z mojej perspektywy odrobinę przerysowany, o krok od przesady, wydawał mi się jednak pełen wdzięku. Była Ŝywym wcieleniem „japońskiego goździka", czyli skromności i delikatnego uroku, jakie powinny cechować młodą damę z dobrej rodziny. Przeciętna przedstawicielka krajów Zachodu co najwyŜej kończy liceum w dziedzinie tradycyjnych kobiecych gestów i zachowań, podczas gdy dziewczyny takie jak Chizuko mają doktorat. Po pewnym czasie spędzonym w Japonii niektóre

Ŝe Japończycy z sympatią traktują nasze starania. powiedziała.Ŝywa. wiedząc. Ta czarnowłosa kobieta. przemówiła. A moŜe to była Hibiya. to z całą pewnością . Chizuko niespodzianie wyciągnęła do mnie rękę. Skoncentrowałam się więc na wydobyciu z siebie japońskiej formułki. przy tej pięknej. Niewłaściwa konstrukcja gramatyczna. to fakt. gdybym mogła. skoro stacja metra. gdyby byli podobni innym barbarzyńcom. Albo Shimbashi. witając mnie swoim niedoskonałym angielskim. Z całą feministyczną świadomością tego. gdybyś mogła przyjechać do Japonii". jakimi zostałam otoczona. Zbyt długo jednak i zbyt miękko. Ŝe jestem obca i cokolwiek zrobię. Ŝe w miarę rozwoju znajomości sprawa jeszcze bardziej się zaciemniała. (. co znaczą róŜnice w teatrze kobiecości i męskości. gdzie czasem po dwóch godzinach rozmowy nie miałam pewności. o czym od dawna wiedziałyśmy obie. potrząsnęła moją jak biznesmen ubijający interes. którą. Chizuko stanowiła ciekawą odmianę. jakiej nauczyłam się na pamięć. Dopiero potem przekonałam się. Ŝe praktycznie rzecz biorąc. ale czaił się w niej przewrotny sens. Ukłonu. jakiej Chizuko uŜyła. Ŝe będzie moją sekretarką. skazana na niespełnialne marzenie o kraju. gładkich. Alessandro Valignano Historia del Principio II.. nieświadomie upodabniają się do otoczenia. Wszystko jest tak dziwaczne i przeciwstawne. do nas nie są podobni w niczym. Po Ŝyciu w Nowym Jorku. Niezamierzona ambiwalencja tych miłych słów kazała mi poszukać ukrytego w nich znaczenia. ale przysięgłabym. Jak mogłam być pewna. „Joanna-senseU". kobiety po trzydziestce. Ŝe w oczach Chizuko czaiła się. jeśli juŜ nie sympatia.) OtóŜ to wszystko nie byłoby zdumiewające. błyskająca czarnymi ognikami źrenic .„gaijinki" (nawet te. wyglądająca jak personifikacja zachodnich marzeń erotycznych na temat Wschodu. Ŝe tak naprawdę nigdy nie uda mi się przyjechać do Japonii. . „Byłoby bardzo miło. z twarzą wysuniętą w moją stronę. taka pozostanę. krągłych gestów. które były dotąd mało „kwiatowate") zaczynają dostrzegać pewną zmianę we własnym sposobie bycia. w pierwszym zdaniu powiedziała mi bowiem.. Teraz niewątpliwie pora była na moją kwestię. nie mogłam pohamować podziwu dla miękkich. Ŝe we wszystkich tych sprawach zachowują się jak bardzo powściągliwi i kulturalni ludzie. podczas którego długie czarne włosy Chizuko wykonały taneczne pas. jaką ekstrawagancją w Japonii było obstawanie Chizuko. nigdy jednak nie osiągając perfekcji swoich japońskich sióstr. chcąc japońskie powitanie uzupełnić zachodnim. w którym mieszka Słońce. mimo iŜ byłoby miło. a bywało. lekko pochylona do przodu. była bez wątpienia przypadkowa. Stała dwa kroki ode mnie. I moŜe po prostu bardzo potrzebowałam dobrego znaku. Gdy prezentacji stało się zadość.ciekawość. „Gaijinka" na zawsze „nie stąd". choć zupełnie niemodnej fryzurze wyróŜniającej ją na tle krótko ostrzyŜonych pań w jej wieku. by choć w małym stopniu opanować ich język. Ale co mnie zadziwia. ukłoniła się i powtórzyła. jak w teatralnej etiudzie. Tokio jest jak Mars Gejsza i Barbie Zupełnie zbita z tropu zatrzymywałam się na ulicy gdzieś w Ginzie. nie byłaby w stanie podrobić Ŝadna cudzoziemka. jakiej płci jest nowo poznana osoba.

powodowałam więc małe katastrofy wśród ludzi zachowujących się tak. Śliczne plastikowe potrawy. Traciłam poczucie czasu i przestrzeni. równie dobrą.przysięgłabym. którego tytuł i cała reszta umknęły mojej pamięci. Stanęłam tam. jakby mapę europejskiego miasta ktoś pociął w niszczarce do dokumentów i posklejał na chybił trafił. Dziewczyna w róŜowym kostiumie i białych rękawiczkach wręczyła mi opakowanie chusteczek higienicznych. dokąd chce jechać. co z kaŜdej sieci opisu wymyka się szybciej niŜ rtęć. Po wiadukcie 23 tuŜ nad moją głową przetoczył się srebrny pociąg kolejki Yamanote. „Ta daleka planeta?". Na wielkim billboardzie reklamowano robota-kelnera. które znam. dla kogoś. jak batonik Mars". by nie wadzić innym. W ręce ściskałam zupełnie nieprzydatny na początku atlas Tokio. zaczęły wzbudzać we mnie głód. „Dlaczego?". szukając stacji. lecz z uporem. trafiłam w ten sposób do Asakusy wyrzucona na jej brzeg z zatłoczonego pociągu. na twarzach miały białe chirurgiczne maseczki i rozmawiały przez telefony komórkowe. który serwował kawę dwojgu zielonym kosmitom śpiewającym po angielsku: „Coffee. łatwą do opanowania. „Tokio jest jak Mars". Coffee. z którym musi zmierzyć się kaŜdygaijin. „Nie wiem". któremu przyjdzie do głowy szalony pomysł uchwycenia w słowa czegoś. Ŝe płynę pod prąd tłumu poruszającego się według jakichś innych zasad niŜ te. doskonalsze niŜ prawdziwe. kto nie wie za bardzo. Minęły mnie dwie kobiety w kimonach. W któryś z pierwszych tokijskich dni. Dwóch podchmielonych starszych panów wytoczyło się z restauracji. która znikła. rezygnowałam z przygotowanej wcześniej marszruty i dawałam nieść się miastu jak papierowa łódka rzece. Jak opisać miasto niemoŜliwe? To pytanie. kłaniając się chwiejnie. ile o jakąś subtelniejszą właściwość japońskich ciał przyzwyczajonych do mniejszej przestrzeni osobistej. dryfujących ku pogodnemu wieczorowi. w ciągu godziny znikła jak kamfora. Wyrosła na jej miejscu restauracja serwująca japońskie dania zachęcała witryną z plastikowymi modelami potraw. a potem poŜegnali się. Na moje oko kaŜda strona wyglądała tak. Przez cały czas towarzyszyło mi wraŜenie. lalala". Szłam dalej. Raz po raz próbowałam bez powodzenia zlokalizować swoje „ja" coraz głębiej wsysane w tokijski labirynt bez wejścia i wyjścia. zgrabniej i w innym rytmie poruszających się w tłumie. odpowiada jej rozmówca. mówi bohater w jednej ze scen. wyrwana z kontekstu rozmowa z japońskiego filmu. i pocieszając się. by zrobić sobie nawzajem zdjęcie na jej tle. znajdowałam inną. Nie tyle chodziło przy tym o konieczność trzymania się lewej strony. Po nich przemaszerował oddział uczniów w wojskowych mundurkach i Ŝółtych kapelusikach tak równym krokiem. Ŝe na jej odnalezienie mam dwa lata. Ta połoŜona w północno-wschodniej części Tokio dzielnica w przeszłości była kipiącym Ŝyciem centrum 24 . Zarzucając szal na ramię. pyta dziewczyna. co dalej. jakby zaczęła się mobilizacja. hiperrealny makaron w jednym z talerzy unosiły pałeczki trzymane niewidzialną dłonią. widziałam tuŜ za kawiarnią Starbuck's. zatrzymało się nieopodal i uniosło w górę telefony komórkowe. Przypomniała mi się absurdalna. upewnia się bohaterka. Właśnie. stłoczone twarze w jego oknach mignęły i znikły jak fatamorgana. by pomyśleć. „Nie. krzycząc coś z uśmiechem.

Okolica ta nawet nie nosi juŜ dawnej nazwy.shitamachi. Zapalały się kolejne neony. malowana i filmowana enklawa płatnej miłości. skupisko domów publicznych o pretensjonalnych nazwach typu „Versailles" lub „Scarlett" i kiczowatej architekturze jakichś zwariowanych zameczków. jedna z najsłynniejszych na świecie dzielnic rozpusty. meksykańskich burdeli. Trudno sobie wyobrazić. plastiku i bóg wie czego jeszcze. wszystko jest tu nowe. by w ramionach wyrafinowanych mistrzyń sztuki erotycznej zaŜyć zabronionych im uciech. Brak sztucznych kwiatów. duszona wielkimi budynkami ze stali i szkła. którzy dopiero pod wpływem wieczornej kolejki sake zaczynają się uśmiechać. oblepione są szyldami i reklamami ze zdjęciami półnagich dziewcząt. Legenda mówi. przynaleŜną bóstwom.śmiesznych . przestrzeń sacrum. Ŝe pod fundamentami świątyni ukryto złoty wizerunek bogini. połoŜone nieco na północ od centrum Asakusy.tak charakterystycznych dla Tokio . W okresie Edo (1600-1867) w tych właśnie okolicach powstała Yoshiwara. pochodzi od angielskiego sałaty (pensja) i man (człowiek. co przyniesie noc. grupy rozochoconych męŜczyzn znikały w barach i klubach. labirynt drewnianych domów. Była spokojniejsza niŜ pozostałe. a ja znów na chybił trafił skręciłam w jakąś uliczkę wsysającą w swoją gardziel ciemność nocy. do których samuraje zakradali się. lecz świętość miejsca. a dziś kurczy się pod naporem nowoczesności. Tak jak w całym Tokio. Główny budynek Sensóji wybudowano całkiem niedawno. Sarariiman. bogini miłosierdzia. ale dla wiernych nie on jest waŜny. statków kosmicznych. pełne zacieków wilgoci i rudawych plam rdzy. roześmiane dziewczyny z rozjaśnionymi włosami. poświęconą Kannon. dzieli tu od profanum mniej niŜ krok. który dwóch braci rybaków w VI wieku wyłowiło z wód pobliskiej Sumidy. Ŝe w tej 25 okolicy znajdowała się tylekroć opisywana. a jedna sfera niepostrzeŜenie przenika w drugą. na którym stoi. pozostała symbolicznym wejściem do shitamachi. porcelanowych „witających kotów" maneki neko czy zwierzątek tanuki . UŜywają jej nadal zatrudnione tam osoby. pozbawione krzykliwych ozdób. nieistniejące w języku angielskim. tych . a przynajmniej nie oficjalnie. Te zbudowane w ostatnich dziesięcioleciach budynki z betonu. sprawiające wraŜenie skleconych naprędce i tymczasowych. by dać się pochłonąć przez plamy światła w otwieranych drzwiach. japońskie i europejskie motywy zdobnicze tworzą niesamowity miszmasz stylów i kolorów. lecz lekko nadpsute. słowo madę inJapan. francuskich pałacyków. Teraz Yoshiwara to betonowa kraina sarariimanów. teraz zredukowana do kilkudziesięciu erotycznych przybytków. męŜczyzna) słuŜąc określeniu etatowych pracowników biurowych. Pozbawione są wprawdzie splendoru i wyrafinowanego wdzięku ze starych drzeworytów. ekstrawagancko ubrani chłopcy ciekawi. ozdobionych plastikową głową Sfinksa. tradycyjnego „dolnego miasta". krąŜyli jak ćmy w gęstniejącym mroku. lecz obdarzone za to w nadmiarze szemranym czarem rodem z filmów o japońskich gangsterach. w świetle neonów miękły betonowe kontury domów. Dla wielu prowadząca do niej majestatyczna i zdobna w wielkie czerwone latarnie Kaminarimon. byle jakie.ponurych panów w identycznych garniturach. ale na współczesnych mapach Tokio Yoshiwara to prozaiczne Senzoku 4-Chóme. z obłaŜącymi płatami farby. Niebo zmieniło barwę z sele-dynoworóŜowej na perlowoszarą. Egipskie. a wejścia do lokali dyskretniejsze. czyli Brama Boga Burzy. Turyści i tokijczycy ciągle jednak tłumnie tu przyjeŜdŜają ze względu na słynną świątynię Sensóji.

gdzie dokładnie znajduje się mój dom. Z wdziękiem wysunęła się z wnętrza samochodu. a nie tu. Ŝe piękność kusząca nasz wzrok to tak naprawdę męŜczyzna w przebraniu kobiety. wypełniając uliczkę od krawędzi do krawędzi swoim metalowym cielskiem. Ŝe w głębi znajdują się przybytki niepotrzebujące reklamy. Kiedyś stały element w pejzaŜu miasta. które niemal przygniotło mnie do muru. znaczył. a oni upierali się. które niektórzy zwą Miastem Przyszłości. bo co rusz okazywało się. Uchyliły się automatycznie otwierane tylne drzwi i wysiadła z nich gejsza. miasto wspaniałe. które kiedyś się lubiło. Co robiła w Yoshiwara? 26 Jeśli w ogóle. Imeji cheinji Miasto gęste jak semiotyczna dŜungla. próbowałam 27 wytłumaczyć. miasto pandemonium. Ŝe salon gry paczinko znajdował się z lewej. Z drugiej tradycyjnie japońskie. Albo zupełnie odwrotnie. Ŝe pamiętamy zupełnie inne punkty topograficzne. by sobie pozwolić na jej towarzystwo. Nie moŜna jednak ufać swoim oczom. Spieszyła się zapewne na przyjęcie urządzane przez kogoś bogatego na tyle. pełne szczelin. trwałość w nietrwałości tworzą megapolis. a jej malutkie stopki w śnieŜnobiałych skarpetach tabi i sandałach jednocześnie dotknęły chodnika. podczas gdy większość Japończyków widzi w niej anachronizm. Przez moment widziałam jej alabastrową twarz. Nakładają się na siebie i przedrzeźniają. którzy dwa lata temu mieszkali w tej samej tokijskiej dzielnicy co ja. dziś gejsza jest widokiem tak rzadkim. fluidalna właściwość wody. który jednak prawie w całości jest dziełem ostatniego półwiecza. Z jednej strony międzynarodowe i hipernowocze-sne. wysoką fryzurę. Pod jedną z bram podjechał właśnie ciemny mercedes. Spotkanej na wakacjach parze Amerykanów. czasem wręcz trochę śmieszny. Takie właśnie jest Tokio: jak Barbie i jak gejsza. Sprawiają. Dla nas gejsza nadal ucieleśnia Tajemnicę Wschodu. i naleŜącego do kurczącej się grupy koneserów tradycji. Czy ta chwila zdarzyła się naprawdę? W tym samym momencie odbiła się w szybie twarz przechodzącej nieopodal blond Japonki w minispódniczce. Zmiana. Wielkomiejskie jak Manhattan i krok dalej małomiasteczkowe niczym Radomsko. Albo kobieta udająca męŜczyznę w przebraniu kobiety. bo moŜe się okazać. Pozbawione starówki z prawdziwego zdarzenia. przez które sączy się przeszłość. Ŝe moŜna spędzić w Tokio całe lata i nie spotkać Ŝadnej. bo zarezerwowane dla uprzywilejowanych. Ja nie byłam w stanie przypomnieć sobie. Dopiero po powrocie . znikła w oszklonych drzwiach. Betonowa nowoczesność i ciągle Ŝywa przeszłość to dwie twarze Tokio. W dłoni trzymała pakunek zawinięty w jedwabną chustkę furoshiki. a pełne śladów przeszłości wpisanej w pejzaŜ. bardziej prawdopodobne. nierozdzielne i tak samo prawdziwe. Ŝe moŜna by ją zobaczyć w eleganckiej Akasace. rękaw złotawego kimona z właściwym dla jesieni motywem liści klonu. nie oglądając się. bym kiedykolwiek widziała kwiaciarnię o nazwie Flower House. Ŝe bledną i odchodzą w niepamięć uroki innych miast. Potraktowałam ten niespodziewany obraz jak prezent od losu dla „gaijinki" szukającej jakichkolwiek drogowskazów. a nie prawej strony stacji. a na pewno mający niewiele wspólnego ze współczesnym Ŝyciem. Nie bardzo mogliśmy się porozumieć.kunopsów eksponujących piwne brzuszki i wielkie jądra. Kokietują i uwodzą. dla których jest ono nadal poŜądane i atrakcyjne.

Imeji cheinji. Zdałam sobie sprawę z tego. czysto i nawet niezbyt hałaśliwie burzyli i budowali. Ŝe poczułam się zdezorientowana. Ŝe mają rację ci. Ŝe uwielbianego w grudniu modelu telefonu komórkowego nikt powaŜnie traktujący swój wizerunek nie chce w styczniu. by przez cały czas stał na straŜy i informował przechodniów.obowiązkowe stają się koronkowe spódniczki noszone na celowo za długie dŜinsy. to . za to stary i troszkę podupadły sklep z tofu.lub trzypiętrowego budynku o drewnianym szkielecie. Tokio to jeden wielki plac budowy i niemal nie zdarzało się. a w skrzynce wciąŜ pojawiały się listy przepraszające za ewentualne niedogodności. Sprawnie. by się o tym przekonać. Robotnicy w szerokich spodniach a la Sindbad i butachskarpetach o płaskiej podeszwie i jednym palcu. zobaczyć miniaturową replikę rzymskiego pałacu w kolorze morelowym. Niewykluczone jednak. przestał istnieć. gdzie niedawno stały drewniane rusztowania. co w Japonii. Przez kilka tygodni moje sąsiedztwo zmieniło się na tyle. a manshon. świetnie prosperującego fryzjera dla psów o nazwie Happy ???-ber Dog. gdzie niedawno jeszcze był sklep z tofu. czyli image change. Młodych Japończyków nie dziwi. czyli dwu. Ŝe jego siedzibie potrzebne jest imeji cheinji i zrównają z ziemią.najpopularniejszy slogan współczesnej Japonii. trwa średnio kilkanaście lat. by po powrocie znaleźć je odmienione nie do poznania i na miejscu. Ŝe modne w sierpniu asymetryczne bluzeczki firmy Milk lub Betsy Blue są zupełnie passe w połowie listopada. by w jakimś punkcie mojej dzielnicy nie burzono czegoś. ale kaŜda osoba lubiąca obserwować modę zauwaŜy. teraz były trzy szeregowe domki w budyniowym kolorze i juŜ mieszkali w nich ludzie.jak pisze Donald Richie w The Image Factory . posiłek ładnie zapakowany w plastikowe pudełko. . by robili sobie dodatkową przerwę oprócz tej na lunch.na kolejne parę tygodni . gdy . zjadali swoje o-bentó. Budowane współcześnie w Japonii domy nazywa się z angielska apato (od apartment) lub manshon (od mansion). MoŜna więc opuścić na kilka miesięcy swoje sąsiedztwo. podąŜając za ruchem jego ręki. stoi w Tokio przez jakieś 28 trzydzieści lat. którzy piszą. z białymi ręcznikami owiązanymi wokół głów uwijali się jak mrówki i nigdy nie widziałam. z jakichś powodów przeniesionej tuŜ pod okna naszego domu zamiast. by wznieść coś innego. Ŝe właściciel młodszego domu dojdzie nagle do wniosku. Zycie przeciętnego apato. Co to za przyjemność rozmawiać albo „esemeso-wać" z niemodnego telefonu? Imeji cheinji dotyczy jednak nie tylko koloru włosów. do którego zdąŜyłam się przyzwyczaić. zmiana wizerunku.przyczyna tych nieporozumień stała się dla mnie jasna. gdy siedząc na krawęŜniku. którego waŜne zadanie polegało na tym i tylko na tym. a pracownik z czerwono świecącą pałką. Ŝe pewnie Ŝadna inna ze stolic świata nie ewoluuje w takim tempie jak Tokio. jakie sprawia to „szacownym mieszkańcom". ale równieŜ wyglądu domów i całych miast. a wspomniany sklep znaleźć tam. W Ŝadnym teŜ innym kraju mody nie pojawiają się i nie znikają z porównywalną szybkością. gdzie wcześniej był plac zabaw dla dzieci z jadowicie zieloną plastikową trawą i statuetką trzymetrowej Godzilli. Mieszkający od trzydziestu lat w Tokio Richie miał duŜo czasu. czyli betonowy dom zbudowany na mocniejszej konstrukcji. jak się wydawało. jak. modelu komórki czy doczepianej na przykład jako breloczek do niej najukochańszej w danym sezonie maskotki. powinni ominąć przeszkodę. by błyskawicznie wybudować coś bardziej na czasie. Tam.

Przyzwyczajeni. zasypiają. lecz równieŜ w japońskiej architekturze „tymczasowość" raczej niŜ „trwałość" stała się poŜądaną kategorią . „Trzęsie". moŜe zostać zniszczone przez trzęsienie ziemi i będący jego nieodłączną konsekwencją poŜar. ale zamiast zalecanej latarki i butelki z wodą zabrałam tylko dyskietkę z pisanym właśnie tekstem. jak gdyby nigdy nic. gdy nagle całe miasto „dostaje dreszczy". Według wyliczeń. opartych na historii wielkich trzęsień. zmiatając wszystko. to byłe wulkany. Tokio połoŜone jest w jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów świata i ziemia pod stopami tokijczyków drŜy właściwie nieustannie niczym wielkie zwierzę gotowe obudzić się. czyli tam. Tokio na chwilę zamiera. stukają przesuwane ściany fusuma. ludzie zatrzymują się w pól niedokończonego gestu albo budzą ze snu. która przychodzi po trzęsieniu ziemi. łącznie z Fuji. oraz jesienne tajfuny. przeciągnąć i strząsnąć z grzbietu te miliony ton betonu. gdzie leŜy Tokio. Najsilniejsze wstrząsy notuje się w regionie Kanto. Ŝe serce nienawykłego cudzoziemca skacze do gardła. stali i szkła. ale potem . stwierdzałam i odsuwałam notebook dalej od krawędzi biurka albo chwytałam podskakujący kubek. czy to mała czkawka ziemi. Rocznie urządzenia pomiarowe zapisują około tysiąca wstrząsów. Ŝe nie tylko w poezji czy sztukach plastycznych. trzy tygodnie.przy-wyka się do powtarzalnego scenariusza. tracimy głowę i wpadamy w panikę. wielkiej fali. ale tragedia moŜe zdarzyć się wszędzie. co napotka na drodze. Po rocznym pobycie nie zwracałam juŜ większej uwagi na czkawkę ziemi. Pierwsze trzęsienie ziemi sprawia. Przez parę sekund drŜą szyby domów. Groźba tsunami.Japończycy mieli kilka tysięcy lat. co stworzyli. schowałam się do łazienki (gdzie ponoć są najmocniejsze ściany). Nie w „byciu gotowym". ani piękno w zachodnim sensie historycznej ciągłości nie są zatem wartościami. które towarzyszą budowaniu Tokio. kolejne moŜe nawiedzić Tokio w kaŜdej chwili. jak przekonali się w 1995 roku mieszkańcy Kobe. dopełniają obrazu świata istniejącego w wiecznym cieniu zagłady. Odczuwalne wstrząsy zdarzają się w Tokio raz na dwa. Wiedząc. Ŝe praktycznie w kaŜdej chwili to. a zapomniane słowa modlitwy przychodzą na myśl nawet najbardziej zatwardziałym bezboŜnikom. przewracając się na drugi bok. by była odczuwalna dla człowieka.jeśli są Japończykami wracają do swoich spraw. Na początku pobytu w Japonii kaŜdy odczuwalny wstrząs jest mocnym przeŜyciem dla większości „gaijinów". Wznoszenie siedzib. czy początek końca. które w 1923 roku obróciło stolicę Japonii w perzynę. Ŝe co jakiś czas muszą budować swój świat od nowa i Ŝe jest to proces tyleŜ naturalny co nieuchronny. o których wiadomo. kołyszą się Ŝyrandole i zupełnie nie wiadomo. Japończycy zawsze uŜywali materiałów będących pod ręką. z których większość jest 29 zbyt słaba.wzorem Japończyków . a potem . Ŝe ziemia to coś stabilnego i nieruchomego. tak łatwo jak okruszki ze stołu. maj ąc w pamięci jakąś niezbyt mądrą instrukcję z przewodnika. lecz w „stawaniu się" naleŜy upatrywać 30 jego istoty. tanich i nietrwałych. Ani trwałość. Wiele japońskich gór. sprawiło zatem. bowiem właśnie minęło przepisowe siedemdziesiąt lat od tego. wracające na wyspy co roku z niszczycielskim uporem. z których czterdzieści procent jest wciąŜ aktywne i w kaŜdej chwili grozi erupcją. który z pewnością nie był tego wart. by przyzwyczaić się. Ŝe będą stały tylko przez jakiś czas. Za pierwszym razem.

a cesarz Hirohito w słynnym radiowym przemówieniu nawoływał Japończyków. nawet jeśli nie jest to konieczne.siedzibę cesarza. czyli na przykład drewno lub bambus. Japonia podpisała akt bezwarunkowej kapitulacji. by na ich miejscu mogły wyrosnąć nowe. Dlatego dla Japończyków istotna jest raczej przestrzeń. 31 Ani kilkuwiekowa historia Tokio. Na gruzach dawnego Tokio zaczęto chaotycznie budować miasto pozbawione wyraźnego centrum . bary i restauracje. nad nimi i pod nimi otwierano sklepy. Wznoszono domy. Dlatego mono no aware. Jedna po drugiej pojawiały się świątynie nowiutkie jak spod igły. została całkowicie pokonana. Stare domy umierają więc. wkrótce potem mocą cesarskiego reskryptu ogłoszono poddanym. jest prawdziwą ironią losu). jakich u siebie nigdy nie mieli. równieŜ nie planowane na długo. Z tego. a wokół nich. a na jej terenie zaczęły stacjonować obce wojska. miliony domów dla coraz większej liczby ludzi co dzień napływających do Tokio.estetyczną . Po wojnie z dawnego Tokio została tylko kupa gruzów i popiołu. by przyzwyczaić się do tak wielkich klęsk wojennych i obecności okupanta w swojej ojczyźnie. bary i burdele dla Ŝołnierzy generała MacArthura. W morzu niskich domków spiętrzały się kolejne wyspy wieŜowców. które oparły się kolonizacji. śmiertelne jak wszystko na świecie. Niegdyś imperium i jeden z nielicznych krajów Azji. w których lśniły świeŜo wypolerowanym kamieniem bóstwa prastarej religii. publiczne łaźnie. plastikiem i aluminium. by nie zdołać się podnieść. Ŝe postanowili ocalić świątynie. a nie one same jako trwale obiekty architektonicznego kunsztu (fakt. a proces budowania i burzenia nabrał rozpędu. Dziś materiały zgodne z estetyką wabi. W czasie drugiej wojny światowej Amerykanie z listy miast przeznaczonych do zbombardowania po namyśle skreślili Kioto. skromności i prostocie. który jednak miał oparcie w wiekach kultury zbyt potęŜnej. melancholia przemijania i tradycyjnie japońska wraŜliwość na patos rzeczy. co było pod ręką. przejawia się w wyglądzie współczesnego Tokio w swojej nowej. Mimo iŜ w ciągu XX wieku Tokio dwukrotnie zostało całkowicie zniszczone. Ŝe ich władca nie jest juŜ bogiem. który niepokoi wielu Japończyków. pozbawiona armii. zamki i mosty. Jego tysiącletnia historia zrobiła takie wraŜenie na wojownikach z młodziutkiego państwa. więcej domów. przepiękną dawną stolicę Japonii. wyraŜającą się w umiarze. to wielkie trzęsienie ziemi z 1923 roku nie było tak tragiczne w skutkach jak amerykańskie bomby w 1945 roku.takŜe piękno nauczono się tu dostrzegać w przemijaniu bardziej niŜ w niewzruszonej wieczności. O ile bowiem Japończycy przywykli do trzęsień ziemi. postmodernistycznej wersji. szkoły i z roku na rok coraz bardziej wymyślne „hale wielorakiego uŜytku". kornie i z . Współcześnie ta charakterystyczna dla japońskiej kultury cecha zmieniła jednak nieco swoją specyfikę. by „znieśli to. a jej koniec zastał Japonię w sytuacji najgorszej z moŜliwych: była sojusznikiem faszystowskich Niemiec i ofiarą atomowego ataku. stolicę pokonanego kraju. iŜ to właśnie w Japonii zachowały się jedne z najstarszych na świecie budowli. ani jego uroda nie były jednak dla Amerykanów aŜ tak imponujące i nic nie mogło powstrzymać decyzji o nalotach. czego znieść się nie da". w której wznosi się domy czy świątynie. o tyle nie mieli wcześniej okazji. zastępuje się betonem. kolejne linie metra rozwijały się jak nić z kłębka. będącego zwykłym śmiertelnikiem.

wydaje się Japończykom niebezpieczna raczej niŜ czarująca. jakich na Zachodzie uŜywa się tylko w fabrykach i szpitalach. za to pełne pająków i zdradziecko wystających korzeni. jak tylko moŜna sobie wyobrazić. Tego porządku. co. gdzie plastikowe panele i plastikowe łazienki gwarantują łatwe utrzymanie czystości. choć ciasne cmentarze w wieŜowcach. co na Zachodzie. Zdobycze nowoczesnej cywilizacji pozwoliły Japończykom zapanować nad siłami natury w sposób większy niŜ kiedykolwiek wcześniej. Co innego bowiem fotografować rozwijającą się magnolię w parku Shinjuku. wryto się pod jego powierzchnię tysiącem korytarzy. W miastach zamieszkało ponad siedemdziesiąt procent Japończyków i pomniejszanie stało się wymogiem codzienności. a w masowo budowanych mieszkankach było juŜ wszystko to. Ŝe na pozór (i to słowo „pozór" jest tu kluczowe) moŜna uznać Tokio za miasto niewiele róŜniące się od . w której mieszkania w pobliŜu parków wcale nie cieszą się wielkim powodzeniem. Powojenne Tokio. zamontowano gdzie się da miliony głośników przypominających o konieczności przestrzegania porządku. wykorzystali z daleko idącą gorliwością. dawną topografię zabetonowano. Ŝe sama ta kategoria jest wymysłem Zachodu. czyściutkim i ucywilizowanym. tak dalekie od natury. a rodziny o wiele mniej liczne niŜ kiedyś zamieszkały w dziuplach typu 2DK (2 dining kitchen). jakim jest Japonia. zabudowano wzgórza i doliny dawnego Tokio. stało się takŜe miastem zwesternizowanym. garniturów i sukienek. Natura. Potęgą zuŜywającą rocznie więcej betonu niŜ kilkadziesiąt razy większe Stany Zjednoczone. Tokio jest być moŜe jedyną stolicą świata. Bardzo niewielu tokijczyków ma wakacyjny domek na łonie natury. 32 W miarę upływu czasu wzrastał komfort Ŝycia. jego rzeki uwięziono. Zachodni romantycy ubolewający nad upadkiem japońskiej „miłości do natury" często nie uświadamiają sobie. miastem dŜinsów. Chanel. Dior. a nie sielska. znikały drewniane domy i baraczki ze wspólną kuchnią i bez łazienki. na których prochy przeznaczono nowoczesne. gdzie w ogóle nic nie rośnie. frytek. zdyscyplinowano rzeki i rzeczki. Kentucky Fried Chicken i wszechobecny MacDonaWs sprawiają. hamburgerów i blond włosów. betonując ich koryta i brzegi. nieobliczalna matka tajfunów i trzęsień ziemi. sterylne ogródki z przyciętymi pod linijkę drzewkami bonsai albo ogródki zen. który sprawił. Ŝe w ciągu kilkudziesięciu lat pokonany kraj stal się na nowo potęgą. budując Tokio. co i tak znaczy coś innego w monsunowym kraju naraŜonym na naturalne katastrofy. Ulice przed domami ozdobiono równieŜ plastikowymi dekoracjami zgodnymi z porami roku. oświetlono wszystko jaskrawym fluorescencyjnym światłem. z tym Ŝe najczęściej w zminiaturyzowanej wersji. drzewa wycięto lub przystrzyŜono w bezlistne kikuty. jak potrafią pewnie tylko Japończycy. a włóczęgi po lesie nie naleŜą do ulubionych rozrywek.oddaniem. Dlatego lubią małe. Tokio wyrosło na nowiutkie miasto o pejzaŜu w całości ukształtowanym przez człowieka. Japończycy wolą naturę w jej przetworzonej i podporządkowanej człowiekowi formie i wtedy dopiero mogą ją ewentualnie „kochać". a ograniczeniom przestrzennym musieli podporządkować się nawet zmarli. mroczna i niszczycielska. Starbuck's Coffee. a co innego przedzierać się przez knieje pozbawione betonowych ście33 Ŝek. plastikową trawę i czyste betonowe miasta oświetlone jarzeniówkami.

wpływ zachodniej kultury zostawił na wizerunku Tokio ślad trwalszy niŜ przegrana wojna. w jaką nieuchronnie zmienia się świat. nawet jeśli jej poszczególne elementy tak mało pasowały do japońskiej rzeczywistości. ale kompleks wobec zwycięskiego Zachodu pozostał. Amerykanin od kilkudziesięciu lat zakochany w Japonii trudną miłością. to oczywiście równieŜ integralna część japońskiej tradycji kulturowej. pokonany kraj nie poŜycza bowiem na tych samych prawach co kraj będący potęgą. wznosi się gmach NTT wyglądający jak londyński Big Ben. a zmasakrowana wojenną klęską toŜsamość kulturowa wyobcowała się z pejzaŜu. to średnio udana replika paryskiej wieŜy Eiffla. iŜ dom powinien być „maszyną do mieszkania". a od XIX wieku właśnie z Europy i USA.metropolii Zachodu. w jakich Ŝyją tokijczycy. sprawiając. Japończycy zbyt gorliwie zrealizowali zachodnią ideę miasta jako przestrzeni czystej. moŜna dziś odnieść nie tylko do „dziupli". Po drugiej wojnie światowej proces ten nieco zmienił jednak swoją spe34 cyfikę. Dziś nawet Japończycy nie mówią o nim: „piękne". moŜna znaleźć w kaŜdej dzielnicy. Widoczne na kaŜdym kroku przejmowanie obcych wzorów. modzie. a w Daibie. To. Zdanie Le Corbusiera. którym podoba się wszystko łącznie z plastikową ikebaną) są do znudzenia zgodni w jego estetycznej ocenie: „brzydkie". w tle centrum handlowego o nazwie nomen omen Times Sąuare.najpierw z Chin via Korea. element najczęściej chyba powielany na pocztówkach. WieŜa Tokijska. nowa siedziba władz tokijskich. by czymkolwiek zasłuŜyć na uwięzienie w korycie wysokim na pięć metrów. jak na przykład weneckie gondole. po raz pierwszy w dziejach. ale pejzaŜ Tokio ma pewną dodatkową wyróŜniającą go właściwość. w japońskiej wersji francuskiego zwany jest nie bez powodu Puchi Berusayu. czyli Tókyó Tochó. to betonowa monumentalna wersja katedry Notre Damę. jasnej i suchej. wita odwiedzających Statua Wolności. uŜywany dziś jako rezydencja dla odwiedzających Japonię przywódców innych państw. na Shinjuku. budynek Tokio Station jest bratem bliźniakiem tego w Amsterdamie. stylu Ŝycia. Jednym . czyli Petite Versailles. a pałac w Akasace. kiedy prawdziwy bambus zastępuje się plastikowym i betonuje rzeczki o wiele za małe. Estetyka wabi uległa degeneracji. Zniszczenia wojenne szybko naprawiono. co japońskie zaczęto uwaŜać za nienowoczesne i niemodne. prowadząc do degeneracji wielu aspektów japońskiej tradycji. Jego główne architektoniczne punkty orientacyjne są poŜyczone z pejzaŜu innych stolic. poddając się kolonizacji. dzielnicy zbudowanej na ziemi wydartej Zatoce Tokijskiej. Ŝe to wtedy. Jak pisze w Dogs and Demons Alex Kerr. zacumowane w kanale wielkości piaskownicy. największy impet modernizacji skierowany został właśnie na Tokio. Imitacje. które dziś są właściwie wyłącznie wzorami z Zachodu. japońska wyobraźnia utraciła w sporej części tę niezwykłą zdolność absorpcji i twórczego przetwarzania. które miało stać się wizytówką nowoczesnej Japonii. To oczywiście nic wyjątkowego w globalnej wiosce. I tak na przykład w dzielnicy Jiyugaoka. w której źle rozumianemu funkcjo-nalizmowi podporządkowano inne wartości. a cudzoziemcy (z wyjątkiem „nawróconych na Japonię". której charakterystyczną cechą jest poŜyczanie i przetwarzanie . Mimo iŜ Ŝadne japońskie miasto nie uniknęło powojennych przemian. dostrzegalne w ogólnym pejzaŜu Tokio. doprowadzając ją często do przesady. jest kawałek Wenecji wraz z typową dla niej zabudową i fragmentem płyciutkiego kanału z kołyszącą się na falach gondolą. ale do całej stolicy. Zachodnia kultura stała się miarą odniesienia i synonimem postępu w architekturze. w pobliŜu której mieszkałam.

pogrąŜając jedno z najpiękniejszych miejsc dawnej stolicy w cieniu betonu. być moŜe jedne z najwspanialszych na świecie. podczas gdy miejsce przeklęte pozostało za Mostem Łez . Tylko w ten sposób 36 moŜna odnaleźć ciągłość.. Roman Cybriwsky. Są w Tokio pojedyncze piękne architektonicznie budynki. Tak skolonizowana wyobraźnia wydala na świat miasto. podczas którego okazuje się. gdy Japonia przygotowywała się do olimpiady. nie dostrzeŜe jednak niewprawne oko kilkudniowego turysty. ale nie ma pięknych dzielnic. jest słynny Nihonbashi. Najlepszym symbolem westernizacji pejzaŜu Tokio jest dla mnie budynek browaru Asashi zaprojektowany przez słynnego.tam. gdzie pierwszy szogun Tokugawa wzniósł swoją siedzibę. która obecna jest w betonowej tkance Tokio. których architektura łączy elementy swobodnych wyobraŜeń o włoskim baroku z fantazją o staroŜytnej Grecji. hołubionego na Zachodzie architekta i designera ??????'? Starcka. Drugi z wymienionych wyŜej uczonych zaprasza na fascynujący spacer. do jego spodnich warstw. uwaŜano go za umowne miejsce początku podróŜy do wszystkich zakątków Japonii.z przykładów tego. powtarzalność kulturowych wzorów. amerykański geograf. Ponoć miał to być płomień albo. przywrócić zapomniane konteksty zniekształconego znaczenia. co stało na ich powierzchni: miejsce władzy na przykład jest nadal dokładnie tam. Nihonbashi nadal istnieje. związek dzisiejszego Tokio z jego historią. do czego prowadziła gorliwość w unowocześnianiu i westernizowaniu Tokio. choć w praktyce nie sposób go nawet sfotografować. pianka z piwa. Skrajny funkcjonalizm a la Le Corbusier ma w pejzaŜu Tokio swoją przeciwwagę w równie skrajnej wersji disnejowskiego kiczu. Co bardziej krytyczni tokijczycy nazywają dzieło zrobione przez Starcka w środku ich miasta „złotą kupą". które bardzo chciało zapomnieć o swojej przeszłości. gdzie za czasów szogunatu dokonywano egzekucji i gdzie teraz jest wielkie krematorium. Tymczasem w latach sześćdziesiątych. postawiony w sercu shitamachi. jak bardzo dzisiejsze Tokio . i japoński uczony Jinnai Hidenobu udowadniają. które zachowały przez wieki swoje znaczenie. Nihonbashi był sercem Nihonu. sklepy z gadŜetami firmy Sanrio w kształcie hipertroficznych truskawek albo domy mieszkalne przypominające francuskie cha-teau. lecz takŜe pomysły bardziej „twórcze": hotele miłości. który swój los związał z Japonią. Pierwszy z nich wskazuje na miejsca w jego topografii.. Nihonbashi przykryto biegnącą na estakadzie autostradą. Obłe. gdzie mała szczelina w zewnętrznym tekście pozwala dotrzeć w głąb. Przeszłości. Składają się nań nie tylko imitacje takie jak Wenecja w Jiyugaoce i Statua Wolności w Daibie (by nie wspomnieć o Disneylandzie w Urayasu). Na dachu czarnej cięŜkiej bryły tkwi monstrualne Ŝółte coś. mimo iŜ wielekroć zburzono i zbudowano na nowo to. Ŝe dawna topografia miasta obecna jest w jego . Tylko zapaleni „tokiofile" potrafią czytać to marsjańskie miasto jak palimpsest. Japoński Most.wzniesione w ciągu jednego pokolenia i na pozór pozbawione planu zakorzenione jest w swojej historii. zwęŜające się ku górze. Nawet dla jego rdzennych mieszkańców nie zawsze jest ona widoczna. ściśnięte na powierzchni czterdziestu metrów kwadratowych. Na szczęście nie do końca mu się to udało. Wzniesiony w XVII wieku i wielekroć później przebudowywany byl symbolem 35 okresu Edo.

Ŝe trzeba pokazać światu most Nihonbashi bez biegnącej nad nim autostrady. ocalić. dotyczy nie tylko wnętrza mieszkań. zapraszała mnie przyjaźnie i przypuszczam. toaleta jest wspólna. ale całej zabudowy Tokio. ani przez chwilę nie wątpiłam. „Pamiętaj. Pod Tokio dzisiejszym . które znam . najbardziej fascynujące z miast.zaprzeczając prawom fizyki . co jeszcze zostało z atmosfery shitamachi. zgasić fluorescencyjne światło. cudowne. Podziwiając tempo. Tokio. Ŝe trochę przesadzono z zamiłowaniem do betonu i kiczu. W lepkiej mgiełce kurzu i przemysłowych zanieczyszczeń wszystko zaczyna blaknąć. gdy gdzieś pomiędzy domy juŜ stojące wpycha się kolejny dom albo gdy nowy przybysz z prowincji wpaso-wuje się w tokijski tłum.najpotęŜniejsze miasto świata . Światło przygasa i dopóki jest się wewnątrz miasta. Mieszkańcy stolicy Japonii mają tego świadomość i w ostatnich latach dyskusja na temat zmian niezbędnych. Ŝe zawsze moŜesz się u mnie zatrzymać". czyli dzielnic. które znam . odtworzyć czar zatrzymany na drzeworytach Edo. Ŝe jakimś cudem znalazłaby miejsce na drugi futon. zbliŜające się do siebie jeszcze bardziej za kaŜdym razem.moŜe juŜ wkrótce naleŜeć do przeszłości wspominanej z nostalgią. zamieszkuje ponad 12 milionów tokijczyków. Uczucie klaustrofobii narasta. Ŝe będą potrafili je 37 zmienić. o którym tu piszę . Ta wciąŜ czytelna struktura palimpsestu świadczy nie tylko o związku Tokio ze swoją historią. Puste centrum labiryntu Po kilkudziesięciu kilometrach dzielących je od lotniska Narita Tokio otwiera betonową paszczę i wchłania ufnego podróŜnika w szary labirynt swoich wnętrzności niczym wielki wieloryb. W najmniejszych wynajmowanych w Tokio „mieszkaniach" mieści się materac.Japończycy zbudowali praktycznie od podstaw w ciągu jednego pokolenia.ukryta jak Nihonbashi . nasiliła się. Zbudować sobie stolicę od nowa to nic wielkiego dla Japończyków i marsjańskie Tokio. Dziś coraz częściej pojawiają się głosy. dopóty nie zobaczy się pełnego blasku słońca. które dopiero moŜe stać się sobą.dzisiejszym układzie właściwie na kaŜdym kroku i jeśli przyjrzymy się uwaŜnie. matowieć.brzydkie. Tak samo jak 38 . Ŝe lokatorzy muszą korzystać z publicznej łaźni. robiąc sobie miejsce delikatnymi ruchami ramion i bioder. by po chwili ograniczyć nasze pole widzenia do kilku. lecz takŜe o wpisanej w jego realną i symboliczną przestrzeń nadziei na przyszłość. Umiejętność takiego zagospodarowywania przestrzeni. Najbardziej zatłoczony obszar 23 głównych tokijskich ku. Moja przyjaciółka Michiko w swoim „apartamencie" wielkości ośmiu metrów kwadratowych utrzymywała nienaganny porządek i .jest więc moŜliwość innego miasta. czyli wspomniany materac uŜywany przez Japończyków zamiast łóŜka. Kolejny kwadrans podróŜy w głąb miasta i ściany są juŜ ze wszystkich stron na wyciągnięcie ręki. dostrzeŜemy nawet model spiralnego ufortyfikowania twierdzy Edo sprzed czterech wieków powtórzony współcześnie w układzie kanałów i autostrad. Bliskie. by przywrócić Tokio dawną urodę. telewizor i nielegalnego kota przybłędę. a brak łazienki sprawia.pomieściła jakoś sporą kolekcję maskotek. by kaŜdy centymetr był wykorzystany do maksimum. gdy przyjdzie im na to ochota. z jakim w ciągu dwóch lat ewoluowała choćby moja dzielnica. mikroskopijna kuchenka i zlew. horyzont zawęŜa się do kilkudziesięciu metrów.

Niemieszcząca się w kadrze metropolia z innej planety. ani nie łączy z betonową dŜunglą. wypełniając swoją masą kaŜdy skrawek wolnej przestrzeni. które jak na przykład Nowy Jork czy ParyŜ. Teren ten widziany z góry sprawia wraŜenie tak odizolowanego od reszty miasta. prostym miastem średniej wielkości. Po fortecy niewiele zostało. enklawa zieleni. Symboliczne centrum Tokio to nie budynek czy ich kompleks. gotowe zmięknąć i zaklęsnąć się z powrotem w bulgocącą lawę . jakby pochodził z jakiejś innej przestrzeni i wrzucony 39 został w Tokio dzięki komputerowej technice. gdzie dziś mieszka. stopione ze swoją przeszłością. Z morza dachów rozlewającego się na cztery strony świata wystają tu i ówdzie lśniące srebrzyście skupiska wieŜowców na Shinjuku. tak w szczelinie szerokości kiosku po kilku tygodniach powstaje dom dla dwóch rodzin. W porównaniu z Tokio widziany z góry Nowy Jork jest łatwym do ogarnięcia. nie do ogarnięcia. ale Ŝaden z budynków nie wyrósł na tak wyraźny punkt orientacyjny. a w rzeczywistości mieści się szkolna wycieczka i szesnastu dorosłych Japończyków. gdzie mieszka tennó. co nie jest przypadkowe. śaden z domów mieszkalnych nie ma nań pełnego widoku. ale przestrzeń jest ta sama: odizolowana od reszty świata oaza zieleni. na początku XVII wieku decyzją szoguna Tokugawy Ieyasu wzniesiono fortecę Edo. Przeniósł się więc z Kioto do Edo. Obserwatorium w budynku Kasumigaseki. Panujący od 1989 roku cesarz Akihito. by śmiertelnicy mogli tam swobodnie zaglądać. która kierując się nieznanymi prawami kamienieje przypadkowo w domy. jak ta szara magma rośnie. śadna droga ani go nie przecina. Shibuya. Gęsta. Po dwustu pięćdziesięciu latach rządy szogunów skończyły się. pulsujący zimnym światłem ocean tysiąca odcieni szarości. po prostu nie dopuszczono do tego. które stało się nową stolicą Japonii i zmieniło nazwę na Tokio. podobnie jak jego poprzednicy. z której przez kolejne wieki ród Tokugawa rządził Japonią. pączkując nowymi domami. Mimo zuŜytych na jego powierzchni milionów ton betonu Tokio ma w sobie raczej coś organicznego.cudzoziemcowi wydaje się niemoŜliwe.Ŝywioł. Stolice starej Europy to małe miasteczka. Tokio nie przypomina innych oglądanych w ten sposób miast. jedyne miejsce. świątynka shintó i sklep ze sprzętem do gry w golfa. co znaczy „Wschodnia Stolica". Stojący w ogromnym parku. Niemal widać. a cesarz odzyskał autorytet i władzę. by do zatłoczonego wagonu tokijskiego metra w godzinach szczytu zmieścił się choć jeden więcej człowiek. wydają się stabilne. a lata jego władzy przejdą do historii jako okres Heisei. który wymknął się spod kontroli człowieka. w tym jeden zawodnik sumo. W miejscu. osadzone w czasie i przestrzeni. jakim niegdyś były na przykład wieŜe WTC na Manhattanie. lecz wielki las. wśród której znajduje się niewidoczna siedziba cesarza. rozlewający się. co wyrosłe z jakiejś Ŝywej substancji. gęsto obrośnięta wokół miastem. podmywa góry. czyli Niebiański Władca. jakby było nie tyle zbudowane. otacza je i zamyka w swoim wnętrzu. nie jest przez Japończyków wymieniany z imienia. dopchnięty przez konduktora w białych rękawiczkach. nieskaŜona zieleń i zupełna pustka to dominujące cechy miejsca. pełznie na wschód i zlewa się z wodami Pacyfiku. place i mosty pozbawione wraŜenia trwałości. z . otoczony murem i fosą Pałac Cesarski dostrzeŜe się tylko z lotu ptaka. Tokio podziwiane z wieŜ widokowych na Shinjuku rozciąga się po horyzont z kaŜdej strony i nigdzie nie ma końca. Roppongi czy Ikebukuro.

mimo iŜ niezbyt pasuje juŜ do współczesnego stylu Ŝycia. bowiem nazwa „Pałac Cesarski" odnosi się do raczej skromnej co do wielkości i całkiem nowej budowli wzniesionej po wojnie. W Tokio właściwie tylko Sanya. naleŜy do tradycji. Jak pisał Barthes w Imperium znaku. lecz miłym starszym panem. Struktura Tokio przypomina plaster miodu: jedno skupisko małych domków przylega do kilku innych i tak dalej. chociaŜ róŜnice między dzielnicami są o wiele sub-telniejsze niŜ w innych stolicach. a handlo-wo-rozrywkowym centrum kaŜdego z nich jest stacja kolejowa.najpotęŜniejszych miast współczesności nie ma nic. aby jego miejsce pozostało właśnie tu. w Pałacu Cesarskim. przeklęte miejsce egzekucji i kremacji. z czuprynami przyciętymi tak precyzyjnie. nazywali po angielsku swoim „sąsiedztwem" lub częściej właśnie swoim „miastem" i to nawet jeśli ograniczało się ono do okręgu o stumetrowej średnicy. puste jak pokój tatami. 40 niewielki i raczej niepozorny. nie jest reklamowane i mało kto o nim wie. jakby właśnie wróciły od fryzjera. Nawet jeśli nie jest juŜ bogiem. Ŝe pomysł. by cesarz zamieszkał poza Tokio. w których mieszkali. którą ciągle się kultywuje. Spacer wokół pałacu przez kilka kilometrów oferuje naszym oczom dość monotonny. mur i ścianę drzew. nigdy nie miał wielu zwolenników. Wokół stacji Tokijska metropolia składa się z organizmów miejskich skupionych wokół kaŜdej stacji metra. „Tokijskie miasta" wydają się „gaijinowi" bardzo do siebie podobne. Z wyjątkiem nielicznych okazji świątecznych (na przykład Nowego Roku) ogromny. którego nie widać. Ba. Symboliczne centrum Tokio. Generalnie część zachodnia Tokio uchodzi za lepszą od wschodniej. którego nawet nie zaznacza 41 się pod tą nazwą na mapach (!). To pozorne „nic" przedstawia jednak tak wielką wartość dla Japończyków. nawet ziemia pod pałacem nie moŜe być niepokojona i dlatego linie tokijskiego metra muszą omijać ten całkiem spory teren w samym środku miasta. reszta to las. StrzeŜe go armia iglastych drzewek o niepokojąco ludzkich kształtach. w którym mieściła się część handlowo-rozrywkowa i mieszkalna. w środku jednego z dwóch . pełni rolę don'tgo area. a najlepiej ze względów prestiŜowych mieszkać w pętli tworzonej przez kolejkę Yamanote. Sto dziesięć hektarów najdroŜszego gruntu świata jest w duŜej mierze puste. bo w przeciwieństwie do wielkich metropolii Zachodu nie ma tu tak wyraźnego podziału na dobre i złe dzielnice. Japończycy chcą. Tokijczycy unikają go z nieco innych powodów niŜ nowojorczycy Bronksu. ale podobno do bardzo złego tonu naleŜy zerkanie w kierunku siedziby tennó. Z biurowców pobliskiego Marunouchi widać wprawdzie mniej więcej to samo co z obserwatorium. Moi japońscy znajomi miejsca.obok Los Angeles . to pomieszczenia gospodarcze. choć skądinąd całkiem miły. plac przed Pałacem Cesarskim jest pusty.którego moŜna zobaczyć dachy cesarskich posiadłości. podczas gdy mieszkańcy Wielkiego Jabłka nie . nieprzyjemnie zgrzytającym pod stopami. który interesuje się biologią i nie sprawuje Ŝadnej rzeczywistej władzy. Jedyny widoczny z tej perspektywy budynek. Ci pierwsi powodowani są raczej irracjonalnym lękiem przed złą karmą Sanya niŜ realnym zagroŜeniem ze strony Ŝyjących tam biedaków i bezdomnych. łąki i chaszcze. wysypany Ŝwirem. na tle którego wycieczki robią sobie zdjęcia. widok na fosę pełną pluskających się kaczek i wielkich jak prosiaki karpi.

do jednej z ulubionych restauracji. otoczone są szczelnie budynkami mieszkalnymi z balkonami. Świątynie buddyjskie. gwar i tłok. tłum rozprasza się. bary i banki.patrząc na to bujne Ŝycie „miast" wokół stacji nieraz miałam wraŜenie. telewizory i muzyka. Po chwili jest się zdanym na własne towarzystwo i zupełną ciszę. Sakariba. Pojawiają się i znikają bezszelestnie jak duchy. gdzie w cenę wliczona jest równieŜ masaŜystka. To raczej tu. odpoczywa. stoisko sprzedające szaszłyki yakitori oraz publiczna łaźnia z dymiącym wysokim kominem. Telebimy. co krok automaty z napojami lub papierosami. ale Ŝony milionerów i biedaków kupują tofu u tego samego wytwórcy. czysta.robią wycieczek do Bronksu z uzasadnionej obawy utraty mienia i Ŝycia. czyta. gdzie sklep spoŜywczy stoi koło zakładu produkującego tatami i baru karaoke. do 42 których chodzi się z narzeczonym. Jakaś uliczka wąska. cichnie. reszta miasta składa się z organizmów na tyle niezróŜnicowanych. i miejsca spoczynku ich dziadków. czyli dwupoziomowych baraków budowanych na wynajem z materiałów tak lichych. tym bardziej wszystko blaknie. milkną stopniowo głosy z megafonów. tu się je. spokojna . po hotele miłości. a z okiem domów widać i bawiące się dzieci. jeśli nie liczyć niesamowitych tokijskich kotów.od salonów masaŜu. światła. i przedszkola. by kochać się bez ryzyka. stoiska sprzedające smaŜoną ośmiornicę i czekoladki Lady Godiva. flirtuje. rozrzedza się. czyli przystacyjna rozrywkowa część miasta. a nawet męŜem. Tam właśnie znajdują się wszystkie sklepy i restauracje. Brak strefowania dotyczy teŜ wewnętrznej struktury „tokijskich miast". dyskutuje o polityce i sporcie. znikają wielobarwne reklamy. karaoke i paczinko. Jeden z takich kotów przychodził w odwiedziny na mój balkon i . sąsiadującego z kolei ze szkolą i hurtownią materiałów budowlanych. Znikają czerwone i Ŝółte neony. Oprócz Sanya. Między jedną stacją a drugą moŜna nie spotkać Ŝywej duszy. Mały płotek oddziela kolorowe zjeŜdŜalnie od grobów. a pomiędzy nią i małym przedsiębiorstwem ogrodniczym wciśnięte są trzy domki mieszkalne. mieszkańcy tych drugich muszą z braku miejsca trzymać pralki i szafki z butami na zewnątrz. im dalej od nich. Ŝe dziw bierze. która mieści się w północno-wschodniej części Tokio i swym biednym wyglądem dość radykalnie odbiega od przeciętnej. Ŝe łagodnie przechodzą jeden w drugi. smaku. Luksusowe rezydencje stoją dwie ulice od „króliczych nor". Ŝe akurat wejdzie teściowa.w odróŜnieniu od swoich . Mozart przechodzący w japoński pop. na których wietrzą się futony i suszy pranie. które choć pozbawione ogonów. Ŝe jakoś opierają się trzęsieniom ziemi. tu umawiają się z przyjaciółmi. poręczne jak domowy barek . zapachu. Japończycy o wiele częściej zapraszają swoich gości niŜ do domu. erotyczne przybytki najrozmaitszego rodzaju . zapachy rozpuszczają się w powietrzu. Ŝe stoję pośrodku czyjegoś pokoju. Wokół stacji kolejowej toczy się Ŝycie względnie niezaleŜnego organizmu. Okolice stacji to miejsca o największym nasileniu dźwięku. który moŜe być wielki jak Shinjuku lub Shibuya lub malutki jak Ishikawa-dai. to dla Ŝyjących w malutkich mieszkaniach tokijczyków coś w rodzaju poszerzonego poza swe naturalne granice livingroomu. sklepy Diora i bary sushi. zachowują koci wdzięk i dostojeństwo.a w Tokio są takich miliony otwiera się przed spacerowiczem i zachęca do spokojnej wędrówki. do których bardzo często naleŜą i cmentarze. koloru. Te pierwsze mają nawet ogrody. szarość wsysa światła. do którego starego sklepiku dociera gwar stacji.

Czasem teŜ. którego przecieŜ nie znamy. bo na sterylnych tokijskich śmietnikach nawet wróbel by się nie poŜywił. wyłania się kolejny sklepik. cha. co na zewnątrz. wiedząc. gdy zatrzymywałam się w środku wymarłego miasta. co jakieś sto metrów stoją uliczne automaty z napojami i papierosami .liczba tych urządzeń przypadająca na mieszkańca jest w Japonii najwyŜsza na świecie. schodach albo balkonach. tłum gęstnieje. by odebrać zamówione dla mnie . w sercu kolejnego „tokijskiego miasta". Najlepiej wówczas zapytać go właśnie o najbliŜszą stację kolejową. śmiały się złośliwie. ale nie spacerowicz.nie był głodny. Po drodze przez te strefy ciszy czasem zdarzy się chram shintó albo buddyjska świątynka. lecz chyba po prostu ciekawy. albo plac zabaw z całym stadem pleksiglasowych potworów. Czasem najpierw zapach smaŜononych potraw wybiega spacerowiczowi na przywitanie jak pies. podobnie jak w całym Tokio. stoisko z rybami albo restauracja serwująca makaron sobą. choć rzadko. by z ciekawości sprawdzić na mapie. Japońskie dzieci z kolei nie bawią się przy domach. wołał nas nachalnym kontratenorem tak długo. JuŜ rano. cha. stanowczo się oddziela. cha". chociaŜ i tak 43 nie toczy się w nich Ŝadne Ŝycie towarzyskie. Rysowanie mapek Chizuko przez cały dzień nosiła się z zamiarem zaproszenia mnie do swojego domu na kolację. o wiele bardziej absorbującymi niŜ w krajach Zachodu. Ŝe prędzej czy później trafię na kolejną stację metra. na przykład jęczmienną herbatką. Spośród wszystkich krajów Azji. Ignorując zostawiane dla niego przysmaki.miejsca przeznaczone do spacerowania. zaraz potem szarość rozświetla się. w porze deszczowej szum wody. Czasem minie nas rowerzysta albo spieszący gdzieś przechodzień. w której akurat trwa uroczystość. niezbyt przyjemnych wielkich ptaków mających w zwyczaju wyrywać jedzenie z rąk. coraz wyraźniejszy. sprawiają wraŜenie wymarłych niezaleŜnie od pory roku i dnia. która smakuje jak kasza w płynie. bo tokijczycy nie włóczą się bez celu po mieszkalnych osiedlach. MoŜna więc ugasić pragnienie jednym z wielu oferowanych przez nie ciepłych i zimnych napitków. gdy zajrzałam do biura. Latem urozmaicają ją cykady. Cisza jest więc niemal doskonała. nadrzeczne bulwary i centra handlowe . zapraszający. by w spokoju pokontemplować ich piękno. potem pokrzykiwanie sprzedawcy sezonowych przysmaków i oto jesteśmy juŜ przy stacji. cha" czarnych tokijskich wron. więc po prostu szłam dalej przed siebie. Do tego słuŜą im zatłoczone parki. a w kaŜdym innym okresie złowieszcze „cha. moŜe zaczepić nas sympatyczny tubylec znający angielski i koniecznie chcący pomóc nam w dojściu do celu. Domy w dzielnicach mieszkalnych są ciche. „Cha. bo przez większą część czasu zajęte są szkolnymi obowiązkami. bo w Tokio nie ma zwyczaju przesiadywania na przydomowych ławeczkach. do uszu dociera głos płynący z megafonów. kieszonkowej wielkości park pełen (trzech) kwitnących śliw i zupełnie bezludny. co na ogół mi się nie udawało. właśnie w Japonii najbardziej ceniona jest intymność domowego wnętrza. 44 O zbliŜaniu się do niej świadczy pojawienie się pierwszego sklepiku albo baru. które od tego. Ogrody bogatszych rezydencji oddziela od wzroku ciekawskich wysoki mur. aŜ został pogłaskany i dlatego nazywaliśmy go Neurotyk.bezdomnych braci z Polski . wykonanych z przeraŜającym nawet dla dorosłego wyczuciem realizmu. W dzielnicach mieszkalnych. gdzie jestem. bank i salon gry paczinko.

Wszystkie te mapki zawierały dokładnie tyle informacji. powiedziała Chizuko. Zamiast tego miasto podzielone jest na jednostki administracyjne. które jest tak wielkie. tym zadanie trudniejsze. W Tokio moŜna bardzo szybko zorientować się w doskonałym systemie publicznego transportu 46 . Chizuko. W związku z tym w Tokio . zwierzę w ruchu albo szybko skreślić obraz okolicy w precyzyjnie pomniejszonej skali. bez których nigdy nie znalazłabym szukanych miejsc. a nie na przykład C21. jakie miałam przedsięwziąć po wyjściu ze stacji koniecznie wyjściem D14. gdy z radością podziękowałam jej za zaproszenie. gdybym musiała skorzystać z pomocy tubylca w dotarciu do nich. w której byliśmy razem przed tygodniem. w którym się dwie godziny temu zaczęły. Mariko czy Michiko plan zawierał precyzyjne objaśnienia skrętów. Nawet komputer pokładowy bardziej nowoczesnych taksówek nie zawsze pomaga. coraz mniejsze kwadraciki. jak dotrzeć do danego miejsca.ksiąŜki. Uzasadnienie konieczności mapek jest proste. ulice nie mają nazw. w powietrzu. by ewentualni wrogowie. w których zagubiony wędrowiec szuka właściwego miejsca aŜ do momentu. mieście. Ŝe nie wiadomo.to pasaŜer taksówki zobowiązany jest wiedzieć. Wyrwała z notesu kartkę i błyskawicznie naszkicowała na niej mapkę. publiczną łaźnię. ulice były narysowane za pomocą dwóch równych kresek. które prowadzi do zupełnie innej części miasta. Ŝe moi japońscy znajomi są o wiele sprawniejsi w rysowaniu niŜ przeciętny Europejczyk. gdy po prostu musi zapytać o drogę. MoŜe fakt. gdzie się kończy. a cała reszta pozostaje bezimienna. znaki kreślone na skrawku papieru. a gdzie zaczyna. na której siedzieliśmy. Za czasów szogunów specjalnie budowano ślepe zaułki. JuŜ po kilku tygodniach pobytu byłam w posiadaniu kilku odręcznie wykonanych mapek. uliczki kręcące się w kółko jak pies za własnym ogonem i kończące murem w tym samym miejscu. choć zaskakujące dla cudzoziemca. MoŜna odnieść wraŜenie. Ŝe we współczesnym Tokio tradycja ta nie zaginęła. „Muszę ci narysować swój adres". OtóŜ w Tokio. którą przechowuję do dziś. co to takiego. W przeszłości słuŜyła temu. iŜ posługują się tak skomplikowanym systemem znaków. pijąc kawę z puszki. Ulice nie mają równieŜ numerów i w ogóle nie są punktem odniesienia. MąŜ właśnie leciał po raz pierwszy do Tokio. Dopiero gdy w zimnym listopadowym mroku Ŝegnałyśmy się przed bramą uniwersytetu. sprawia. z nieśmiałością tak charakterystyczną dla początków naszej przyjaźni wyszeptała coś o „sprawie". Zawsze miałam wraŜenie. którą chciałaby ze mną omówić. mogąc juŜ na początku zorganizować nam międzynarodowe Ŝycie towarzyskie. Nadaje się je tylko wielkim arteriom albo głównym pasaŜom handlowym. to widok powszechny w Tokio. Im bowiem bliŜej celu. ile potrzeba. Jedna osoba rysująca drugiej mapkę. wspólnie odwiedzany bar. więc ucieszyłam się tym bardziej. Ŝe z łatwością potrafią za pomocą kilku kresek oddać ludzką postać. Naszkicowany ręką Yume. Po jakimś czasie na rysowanych dla mnie mapkach anonimowe punkty topograficzne zaczęły być zastępowane przez zindywidualizowane znaki przyjaźni: ławkę. pogubili się w labiryncie. papierowej serwetce. zwrotów i wspinaczek po schodach. Satoru. a znaki orientacyjne precyzyjnie opisane w rzymskim i japońskim alfabecie na wypadek. Do wieczora jednak nie udało mi się dowiedzieć.co prawdopodobnie czyni je wyjątkowym w skali światowej . Chizuko zdobyła się na zaproszenie mnie i mojego męŜa do swojego „ciasnego i skromnego domu na niewielką kolację". dybiący na Ŝycie szoguna. a współcześnie stoi na straŜy ludzkiej prywatności. a nie jej kierowca.

Mapki towarzyszą teŜ reklamom sklepów. gdy mieszka się w większej dzielnicy typu Shibuya. to jego adres zapisuje się. dajmy na to. zresztą nie tylko cudzoziemcowi. 47 drugi kilkanaście domów. Oprócz wspomnianej teorii celowo budowanych ślepych zaułków. pierwszy numer oznacza kwadrat obejmujący mniej więcej jedną ósmą obszaru Ishikawa-dai. zakładów kosmetycznych czy obiektów sportowych i drukowane są na przykład na opakowaniach chusteczek higienicznych. Naszkicowany plan ulic i waŜniejszych punktów orientacyjnych. musi mieć szczegółowe wskazówki. chcąc nie chcąc. Powiedziano mi. lecz moŜe mieścić się gdzieś między 29 a 42. codziennie rozdawanych na ulicach i przy wejściu do metra. takich jak dworzec. ale zostańmy przy moim Ishikawa-dai. Na przykład Tokio. aby potencjalni klienci mogli do nich trafić. zakład . gdzie leŜą do wyboru propozycje konkurencyjnych wydawnictw. Alternatywą dla mapki moŜe być albo wyjście po przyjezdnego na stację albo naprowadzanie go na cel przy pomocy telefonicznych instrukcji. Ota-ku to nazwa jednego z dwudziestu trzech głównych „tokijskich miast".tte|p*j ?i« Hi tov ounic\ — San ????? i trafić na kaŜdą stację. Ŝe mapy i mapki są praktyczną koniecznością codziennego Ŝycia w Tokio. W kaŜdej księgarni moŜna znaleźć dział poświęcony mapom Tokio. właśnie w okolicy Ishikawa-dai. Ota-ku. Ostatni jest numerem mieszkania. ich sprzedaŜ w Tokio biła rekordy. ale droga od stacji do domu. dodając do tej nazwy odpowiednie cztery numery oraz nazwę miasta i dzielnicy. Największą trudność sprawia. Ishikawa-dai 2-23-7-105. klinik. Wizytówki wszystkich tokijskich firm.. dlaczego tak się dzieje. a trzeci jeden konkretny dom. restauracji i innych instytucji oprócz adresu mają narysowany plan. Gdy pojawiły się faksy. zamkniętą przed cudzoziemcem sferą prywatną. jak dotrzeć do nowego sklepu dla golfiarzy albo na wystawę robotów. stoją z koszami takich reklamowych chusteczek i po dłuŜszym spacerze moŜna zgromadzić. nie przychodzi mi do głowy Ŝadna inna odpowiedź na pytanie. dotyczy zarówno geograficznej. KaŜdy moŜe trafić na stację Ishikawa-dai. Młodziutkie dziewczyny w róŜnych zabawnych uniformach. Numer 7 wcale nie musi bowiem sąsiadować z 6 i 8. zlokalizowanie przedostatniego numeru. co moŜe trochę wyjaśnia. ale jako praktyczna wskazówka jest zupełnie nieprzydatne. RóŜnica między przejrzystością sfery publicznej. nie jest juŜ taka prosta. szkoła. zostać dopuszczonym do tajemnicy naszej prywatności. Ŝe jednym z kryteriów numeracji domów jest kolejność ich powstawania. w której po pewnym czasie łatwo jest się poruszać nawet bez znajomości języka. w którym nigdy się nie było. Gdy ktoś mieszka. w czasie deszczu przykrytych foliową narzutką. kilkanaście opakowań informujących. jak i symbolicznej przestrzeni miasta. Brak nazw ulic i dodatkowe pułapki z numerami domów sprawiają. starających się przyciągnąć klientów barwnymi okładkami i obietnicą przejrzystości. bo pozwalały one przesyłać mapki na odległość. a niedostępną. Bywają przypadki bardziej skomplikowane. ale by odnaleźć mój manshon Bon Hour albo dom mojego sąsiada pana Matsury.

. Tokijski labirynt bywa dla cudzoziemca prawdziwym wyzwaniem..??» ? ? *... po namyśle mówiła na to Yume. przybywającym drogę. hipnotycznie wpatrując się w przyjezdnych.. czasem pozwala dotrzeć na miejsce...najsłynniejsze miejsce spotkań w Tokio... nie mogąc się doczekać mnie w małym barze gdzieś między Harajuku a Aoyamą.. bym łatwiej trafiła na miejsce spotkania... między fryzjerem dla psów a kawiarnią o nazwie Liąuid Grass.. Nieopatrznie zapewniłam ich. Organizatorzy większych imprez wynajmują specjalnych „staczy". Ŝe uda mi się samej dotrzeć na miejsce spotkania. tam musisz skręcić w lewo i iść znów prosto aŜ do salonu .. pytali japońscy znajomi..3 ?' ® ???-?? <*»?> ?*??-. „Jesteś prawie na miejscu... przed którym siedzi gipsowy dalmatyńczyk.??» *> ? ?.... lecz mglistą 49 strukturę przestrzenną.. Stali ze swoimi tabliczkami...fryzjerski albo po prostu „takie duŜe drzewo na rogu".. odpowiadałam więc. Ŝe w ten spokojny sposób manifestują swoje poglądy i protestują na przykład przeciw długim godzinom pracy albo konieczności noszenia tak okropnych garniturów. Hachikó .... i na początku myślałam.. Młodzi męŜczyźni w ciemnych ponurych garniturach stanowili niemal codzienny element krajobrazu w okolicach mojej stacji Ishikawa-dai..nie.. a czasem mimo wszystko . „W porządku".. rozglądając się przedtem w poszukiwaniu charakterystycznych punktów orientacyjnych....??» Plan. Ŝe bez pomocy „staczy" zaproszeni goście do świtu krąŜyliby po naszej dzielnicy... który wydrukowała mi Chizuko.. Jednak „pobliŜe" w Tokio ma wymiar nieco inny niŜ na przykład w Nowym Jorku i nie oznacza swojskiego „dwie przecznice na północ". bo kiedyś byliśmy razem w pobliŜu.. w której znakach trzeba dopiero odczytać własny sens...?» ???***......... „Kolo takiego rozpolowionego plątana. których wybór jest zawsze mniej czy bardziej arbitralny. nie będąc w stanie znaleźć miejsca spotkania... „Gdzie jesteś?"... „Japońska miłość do natury"....... skręć teraz w prawo za automatem z napojami z duŜą reklamą napoju Pocari Sweat i idź prosto aŜ do zakładu robiącego tatami.. którzy tkwią z tabliczką informacyjną przy stacji i wskazują 48 Tokio wielkomiejskie (Shinjuku)..?» ? is a-.. Nie wiedziałam jeszcze.. MęŜczyźni fotografują magnolie w parku Shinjuku... ?? •7 ? ?? ??????????**r fi' ta ??? ..

wpadałam w jeden ze ślepych zaułków i potem czekałam zagubiona w gęstniejącej ciemności. jak podróŜnik przedzierający się przez dŜunglę nad Amazonką. czyli rabu hoteru w wymowie japońskiej. to powinnam znaleźć mały bar serwujący bibimbab. nie musi być najbardziej racjonalne". Jak pisze Barthes w Imperium znaku. tylko na pierwszym piętrze. fashion hotel lub leisure hotel. Po odejściu Amerykanów Japończycy wrócili jednak do starych zwyczajów i nadal rysują mapki. Ŝe właściciele takich przybytków próbują dziś innych nazw zamiast love hotel . a ich rozkwit miał miejsce w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. szukać drogi. zgodziła się. „Pocari Sweat. W Japonii jest około trzydziestu tysięcy hoteli miłości. to większość gości stanowią .couple hotel. Kochankowie z hotelu miłości „A co robiliście?". by pokazała mi (tak na wszelki wypadek). restauracji i. które „moŜna poznać tylko przez działanie typu etnograficznego" i brnąc w dŜungli znaków. co najbardziej praktyczne. Ulice miały mieć numery. hotelu miłości".. Hotele miłości nie są domami publicznymi. jakby nie było stolicy. gubiłam ślad. zasłaniając usta dłonią. mającego w reklamie tańczącą ośmiornicę. a co było tuŜ za rogiem. Ŝe „to. i tam skręcić w lewo. która poprzedniego dnia umówiła się z narzeczonym o imieniu Shinji i całe popołudnie oraz wieczór spędzili w tokijskiej dzielnicy Shibuya. Ŝe w Warszawie. W Tokio moŜna bez problemu znaleźć rabu hoteru przy kaŜdej większej stacji kolejowej. Ŝe jestem prawie na miejscu i teraz tylko muszę skręcić w prawo koło baru sushi. dalmatyńczyk. a chociaŜ wykorzystywane bywają teŜ przez „profesjonalistki" i ich klientów. boutiąue hotel. wpatrując się w miejski krajobraz z takim natęŜeniem. w którą miałam skręcić. które nam wydają się praktyczne i racjonalne. ale nie ten na parterze. aŜ światełko roweru pojawi się w perspektywie zupełnie nie tej uliczki. bo jeśli nie. o ile jeszcze tam stoi. nie ma Ŝadnych miejsc tego typu. w Japonii trzeba przyzwyczaić się do tego. odpowiedziała i stłumiła chichot. Siedząc zapach curry. co 50 pozwoliłoby kaŜdemu przeciętnie inteligentnemu człowiekowi trafić wszędzie bez większego problemu i angaŜowania osób trzecich.paczinko Big Sweet Dream". a ta powtarzała. za które często biorą je cudzoziemcy. tylko następnego.. Po odnalezieniu salonu paczinko dzwoniłam do Yume ponownie. gdzie sama nie zdołałam dotrzeć. a Tokio to miasto. moja japońska koleŜanka przyjęła z niedowierzaniem. Big Sweet Dream" powtarzałam sobie w myśli i ruszałam. Wiadomość. którego śladem podąŜać mam tak długo. Kierowana słownymi wskazówkami tubylców albo trzymaną w dłoni mapką poznawałam Tokio organoleptycznie. czasem docierałam na miejsce spotkania. „W kinie. Hotele miłości pojawiły się w Tokio po wojnie. i przejść na drugą stronę uliczki. Yukiko mówi. „Z ochotą". Po drugiej wojnie światowej Amerykanie usiłowali wprowadzić w Tokio zachodni system i uporządkować adresy według zasad. ale nie tego pierwszego. a czasem wwąchiwałam się w jego nikły cień zbyt długo. i jego właścicielka zaprowadzi mnie tam. ale dla zainteresowanych pozostają one hotelami miłości. gdy poprosiłam. gdzie poczuję z lewej strony zapach curry. Pytanie wydawało mi się więc niewinne i zdziwiło mnie zakłopotanie przyjaciółki. który z hoteli miłości wart jest odwiedzenia. naprawdę niedaleko. aŜ zobaczę reklamę z napisem po angielsku Korean Viagra i usłyszę dzwoneczek Ŝebrzącego mnicha. zapytałam Yukiko.

hotele miłości znajdują się jednak w sąsiedztwie domów mieszkalnych. które niemal nigdy nie trzymają się za ręce. który to zwyczaj . wariację na temat „pałacu księŜniczki" albo swojski kształt gotyckiego kościoła. u ciebie czy w hotelu miłości?" Jeden z najsławniejszych i najokazalszych tokijskich rabu hoteru.a więc od ParyŜa po Tokio . wycieczkowy statek zacumowany między domami albo futurystyczny zamek z atrapami okien. Mimo iŜ pokoje na godziny istniały wcześniej wszędzie tam.część opinii publicznej uznała za wyjątkowo odraŜający i nieprzyzwoity. gwiazdka Midori Satsuki. Wagony metra zdobią plakaty i reklamy z półnagimi dziewczętami o dziecinnych buziach i dojrzałych biustach. znajduje się w Meguro. Jeśli natkniemy się w Tokio na budynek przypominający siedzibę Ludwika Bawarskiego albo wenecki Pałac DoŜów. Jeszcze kilka lat temu toczyła się w Japonii powaŜna debata na temat całowania się na powitanie i poŜegnanie. barów i sklepów. gdzie moŜna uprawiać seks. których ogarnął miłosny nastrój. Kopułki. by wspomnianą potrzebę zaspokoić. nie znaczy. wieŜyczki i baszty hotelu Gallery szczególnie malowniczo wyglądają w porze kwitnienia wiśni. Przeciwnie. gdzie była taka potrzeba . Jawne istnienie w przestrzeni publicznej miejsc. a aby zostać do rana. eleganckiej dzielnicy ambasad.aby „odpocząć" przez 2-3 godziny. Jego absurdalna architektura disnejowskiego zamku z daleka przyciąga wzrok i dlatego nieraz słuŜył nam jako punkt orientacyjny. lecz 52 powściągliwych gestów i par. Gallery Hotel jest kwintesencją kiczowatej estetyki hoteli miłości i niedo-v ścigłym wzorem dla wielu innych.to dopiero Japończycy wymyślili hotele miłości otwarcie przeznaczone. gdzie jeden tego typu przybytek stoi tuŜ obok drugiego. gdy ich barokowe kształty wyłaniają się z kwiatów jak Wenus z kąpieli w białej pianie. I wydaje się. których głównym (nawet jeśli nie jedynym) zadaniem jest przyjmowanie na noc gości poszukujących noclegu. wystawiony do wglądu na zewnątrz budynku. trzeba zapłacić od czterech do dziesięciu tysięcy jenów. jest duŜe prawdopodobieństwo. W dzielnicach takich jak Shibuya i Ikebukuro skupiska rabu hoteru tworzą całe enklawy. by uprawiać w nim miłość. Cennik hotelu miłości. wzięto by ją za wariatkę albo „gaijinkę". krok od codziennego Ŝycia. Love hotel oficjalnie przeznaczony 51 jest do tego. pozostał tam. czyli pocałunek. zawiera dwie taryfy . czyli w domowej sypialni albo w hotelu miłości. Ŝe atmosfera Tokio kipi od seksualnej swobody. gdzie jego miejsce. powiedziała.przeflancowany z Zachodu przez młodą generację Japończyków . Nie jest to miasto czułych uścisków. Śmielsze formy publicznego okazywania uczuć są surowo potępiane. ZałoŜycielka jednego z pierwszych hoteli miłości na Shibuya. w której „urzeczywistniają się pragnienia kochanków". odpowiednio trzy do pięciu tysięcy więcej. które w Tokio jest zawsze o krok od fantazji. mogli dywagować: „U mnie. Ŝe rzeczywiście kissu.zwykłe pary. co odróŜnia go od wszystkich innych hoteli świata. Prawie nie sposób zobaczyć na ulicach Tokio całującą się parę. Od tej pory japońscy kochankowie. ale gdyby jakaś młoda kobieta usiadła na kolanach narzeczonego. OdróŜniające się od otoczenia architekturą. Ŝe jej zamierzeniem było stworzenie „krainy marzeń na jedną noc". a Ŝegnającym się . Ŝe właśnie mamy do czynienia z hotelem miłości. Gallery Hotel.

ale nasila się w weekendy. by nie zakłócać harmonii świata. . Ŝe dwa pokolenia są potencjalnymi klientami rabu hoteru. Ŝe to dama wybiera hotel i pokój. rozszczebiotaną nastolatkę w czyściutkim mundurku szkolnym i pana po czterdziestce wyglądającego na księgowego z kompleksem lolity. by w dobrym 53 nastroju wyłonić się po dwóch. w wyznaczonych przestrzeniach. W hotelach miłości ruch trwa przez cały tydzień. a co dopiero. urządzając inaczej pokoje. pod warunkiem. kiedy przed niektórymi z nich trzeba czekać. a nawet . gdzie na specjalnych stronach ludzie dzielą się wraŜeniami z hoteli miłości. ani męŜem. W Japonii nie ma moralnych czy religijnych zakazów dotyczących seksu przedmałŜeńskiego. A jeśli juŜ wszyscy wiemy. bo trudno uznać za nie wybetonowane brzegi rzek albo parki wielkości sali gimnastycznej. gdy oddaje się bardziej dynamicznym rozrywkom. Cenione w innych okolicach świata łono natury nie istnieje. Same w sobie nie są wprawdzie złe ani grzeszne.skrajny funkcjonalizm i skrajny kicz . parę w średnim wieku. który stracił klasę i nie jest w związku z tym godny polecenia.nie łączą się ze sobą tak gładko jak tu. to dlaczego by nie uczynić go pięknym? Pewnie w Ŝadnej innej przestrzeni Tokio dwie jej główne cechy . Dobrym źródłem informacji jest teŜ Internet. Miłosny savoir-vivre mówi. z których moŜna się dowiedzieć. bye. co wyklucza model amerykański. Młodzi tokijczycy do ślubu mieszkają bowiem z rodzicami (a z kolei rodzice z dziećmi). napisany przez młodą tokijską dziennikarkę.kochankom musi wystarczyć bye. poza tym w Tokio trudno byłoby znaleźć ustronne miejsce. Dla wielu tokijskich par rabu hoteru jest jedynym miejscem. Ŝe ktoś przeszkodzi albo Ŝe o schadzce będzie wiedziała cała dzielnica. gdzie moŜna oddawać się namiętności bez ryzyka. więc właściciele starają się zaspokoić przede wszystkim jej gust. a niedawno wydano nowy. moŜna spotkać tu wyzywająco ubraną kobietę w fioletowych spodniach ze skaju w towarzystwie drobnego okularnika w garniturze.dwoje ciekawskich i odwaŜnych cudzoziemców. Najpopularniejsze w Japonii samochody teŜ są nieduŜe. choć nie musi. Ŝe słychać nawet. Wszyscy znikają w drzwiach dyskretnie. trzech godzinach. Istnieją specjalne przewodniki. być małŜeństwem. W tokijskich warunkach mieszkaniowych trudno byłoby jednak oddawać się namiętności dyskretnie i po kryjomu. Otwarte podejście do seksu i jednocześnie wysokie sformalizowanie ludzkich zachowań składa się na fenomen rabu hoteru. do czego słuŜy. Hotel miłości wydaje się więc jedyną alternatywą. gdzie i jak się im oddawać. co sprawia. ale bez specjalnych środków ostroŜności. Oprócz par najbardziej typowych. ciasne i niebywale akustyczne mieszkania w japońskich domach nie słuŜą miłosnym igraszkom i symboliczne zasłonięcie okien nic nie moŜe poradzić na to. aŜ zwolni się jakiś pokój. Ŝe wszelkie inne rodzaje zmysłowych przyjemności powinny odbywać się za zamkniętymi drzwiami. zwalniając pokój dla kolejnych chętnych na wycieczkę do krainy miłosnych marzeń. jak sąsiad za ścianą drapie się po głowie. a w jakim dokonano imeji cheinji. gdzie powstał nowy hotel miłości. ale dobrze wychowani ludzie powinni wiedzieć. by zaparkować. Ŝe para jawnie nie obnosi się ze swoją miłością. Małe. w krainie miłosnych marzeń. tak uwaŜa się. który raczej nie jest ani jej narzeczonym.choć rzadko . która moŜe. Tak jak w złym tonie jest nadal w Japonii jedzenie na ulicy. czyli młodych Japończyków nie wyróŜniających się niczym szczególnym w tokijskim tłumie. rzetelny przewodnik.

Ŝe foyer u szoguna oprócz choinki zdobi kopia Wenus z Milo i kanapka w stylu Ludwika XIV. W hotelach miłości motywy zachodnie uŜywane są. pod warunkiem. której nie dotyczą prawa codziennego Ŝycia. jest teŜ łoŜe z baldachimem i złocony stolik.kto wie. szkolna klasa plus uniform uczennicy. by odpłynąć. gdy ktoś woli). Disnejowski zamek z gipsu i betonu albo siedziba szoguna z plastikowymi ścianami imitującymi drewno i ze stojącą w jednym z kątów lekko zakurzoną choinką . Ŝe nie dbają o zgodność historycznych szczegółów. Korzystanie z hoteli miłości jest zaś dziecinnie proste i na ogół nie wymaga .przenosi kochanków w czasy samurajów i gejsz. nie stwarza problemów. Elektryczne drzewka wiśni kwitnącej jaskraworóŜowymi Ŝaróweczkami tworzyć mogą nastrój pokoju utrzymanego w mniej popularnym w rabu hoteru stylu japońskim.to oczywiście „ParyŜ naszych marzeń" i Emiko albo Tomomi moŜe szepnąć do ukochanego: „Zupełnie jak w tym francuskim hoteliku. i nie udając.to przestrzeń.54 Estetyka rabu hoteru odzwierciedla popularne wyobraŜenia o miłości. poprawność polityczną ani dobry gust. Zupełnie nie dziwi więc kochanków. gabinet lekarski z fotelem ginekologicznym (lub dentystycznym. którego dyskrecja jest legendarna. tak pewnie zrobili Yukiko i Shinji w piątkowy wieczór na Shibuya. Na ogół jednak personel. Ŝe nie są one kiczowate.gigantyczną. z których wyrastają platikowe paprocie. Trzeba traktować tę przestrzeń nie tyle z przymruŜeniem oka. które niczym wielki Ŝarłoczny kwiat. więc intuicja designera wydała mi się całkiem na miejscu). gdy łóŜko w innym pokoju okaŜe się róŜowym sercem z pluszu. by kochać się w „Wenecji naszych snów".niczym latający dywan . i przecieŜ nic więcej nie trzeba. moŜna skorzystać z zestawu do karaoke i zaśpiewać z ukochanym przed. gotowy do uŜytku. a wanna . W hotelu miłości na Shibuya na ścianie wisi więc atrapa okna z wklejonym w nią zdjęciem Montmartre'u. Łazienka w hotelu miłości moŜe być jaskinią wyłoŜoną sztucznymi kamieniami. Ŝe takie jest Ŝycie. kołysze się pośrodku dzięki elektrycznemu napędowi. Nie wszyscy jednak gustują w romantycznej scenerii miłosnego aktu i oni teŜ znajdą coś dla siebie w hotelach miłości. choć oczywiście nie mówią o niej po rosyjsku. by przydać miejscu romantyczności i duszoszczypatielnej nostalgii. którą cenią sobie Japończycy. Nie ruszając się z niego. śnieŜnobiałą pościelą zapraszającą. po lub .w trakcie miłosnego aktu. Zdarzają się hotele miłości nie przyjmujące „gaijinów" i wtedy juŜ na drzwiach informuje o tym stosowny napis: Japanese only. które mają to do siebie. Wygląd hotelu miłości czerpie inspirację z fantazji erotycznych. Futon rozłoŜony pod takim drzewem . co potrafią miłośnicy karaoke . Na zwolenników bardziej wymyślnych zabaw czeka średniowieczna sala tortur z plastikowymi łańcuchami. na którym stoi lampka z postumentem 55 w kształcie wieŜy Eiffla . wnętrze samolotu z mundurkiem stewardesy wiszącym jeszcze w pokrowcu z pralni. nie udając. Dlaczego filiŜanką? A dlaczego nie? Nic teŜ dziwnego. a wnętrzu disnejowskiego zamku uroku przydają gipsowe krasnale i królewna ŚnieŜka (notabene niektórym psychoanalitykom ta bajeczka zawsze się kojarzyła z rzeczami nie dla dzieci. Ŝe jest to para cudzoziemców róŜnej płci i znających savoir-vivre panujący w rabu hoteru. pamiętasz?" W kolejnym pokoju rolę łóŜka pełni gondola z czystą. przezroczystą filiŜanką. co zmruŜyć oczy i dać się ponieść wyobraźni.

a w którym rolę tę pełni plastikowy model samochodu osobowego lub furgonetki w wersji country. Jest cicho i bardzo gorąco mimo włączonej klimatyzacji. Lekko oblaŜąca fototapeta z tropikalną plaŜą nie pozostawia wątpliwości. Ŝe jest telewizor. zdjęcia z opisem wyeksponowane są na podświetlonej tablicy. to zamurowane od środka atrapy. Warto chwilę się zastanowić. nasze łoŜe jest wyspą. Ŝe fototapeta jest zniszczona. na środku którego stoi okrągłe łóŜko z nieskazitelną 56 pościelą i plastikową palmą u wezgłowia. kolejny guzik wprawia łóŜko w lekkie chybotanie. Otwieramy parasol i walczymy z nagłym podmuchem wiatru. automat. a lustrzany sufit niebem nad Hawajami. Z braku miejsca pralkę trzymalibyśmy na balkonie łub przed drzwiami na chodniku. szaro i właśnie zaczyna padać deszcz ze śniegiem. a w kącie za drzwiami miniaturowa i bardzo czysta łazienka. Na przykład do pokoju wielkości mniej więcej dwunastu metrów kwadratowych. Nie widać juŜ. w którym jest jacuzzi czy chociaŜ przezroczysta wanna pozwalająca oglądać od spodu zanurzoną w niej nagą narzeczoną. tematyczny laserowy show na ścianach albo system oświetlenia wraŜliwego na dźwięk i pulsujący w rytm akustycznej akcji kochanków. by dobrze wykorzystać wydane jeny. stolik z herbacianymi utensyliami. cierpiąca na bezsenność i świetnie słysząca mimo swoich dziewięćdziesięciu . który pokój ma wodne łóŜko. moŜe nawet mieszkałaby z nami owdowiała babcia z Kyushu. Celuloidowe postaci w niesamowitych kolorach zielonkawej Ŝółci i zimnego róŜu podpowiedzą. te. W foyer naleŜy najpierw wybrać pokój.znajomości języków innych niŜ uniwersalny język pragnienia (i oczywiście pieniędzy). Niewiele więcej mieści się w pokoju tropikalnym. wychodzimy na gwarne uliczki Ikebukuro. oznacza to.. Nie ma okien. musielibyśmy teraz wrócić do mieszkanka źle ogrzewanego i tak małego. Ŝe błękitny dywan to ocean. które widzieliśmy z zewnątrz. w której zza wysoko zabudowanego kontuaru klucz podaje nam ręka naleŜąca do osoby niewidocznej w całości i udajemy się do wybranego gniazdka miłości. Kto wie. Z tablicy moŜna dowiedzieć się. w którym moŜna kupić prezerwatywę. moŜna włączyć telewizor (oczywiście.. ŁóŜko płynie gdzieś po wodach południowego Pacyfiku. a jacy kochankowie nie lubią tropikalnych rajów i gwiazd? Gdy mijają dwie godziny i łódź dobija do brzegu. Ŝe po rozpostarciu ramion moglibyśmy dotknąć obu ścian. a nie parą Ŝądnych przygód „gaijinów". a w dywanie kilka dziur po papierosach. a w środku przestrzeń byłaby zapchana do granic moŜliwości plastikowymi pudłami i oświetlona fluorescencyjnym 57 światłem. tylko łódź? A co wtedy z palmą? Jaką palmą? Kto by się przejmował palmą. FidŜi lub Bali. zanim podejmie się decyzję. gwiazdy migocą. Jest zimno. bo co to za raj bez niego!) i uŜyć jednej z pornograficznych kaset wideo ustawionych na nim w równiutkim szeregu. Jeden z na chybi! trafił naciśniętych guzików przy łóŜku sprawia. Po naciśnięciu guzika płacimy w czymś w rodzaju recepcji. a więc moŜe to nie wyspa. tropikalny raj jest juŜ tuŜ-tuŜ. a niewidoczne wcześniej lampki na lustrzanym suficie rozbłyskują jak gwiazdy. który niesie lodowatą wilgoć znad oceanu. co naleŜy robić. Ŝe główne światło gaśnie. Ŝe pokój jest akurat zajęty. Gdyby wyobraźnia potrzebowała dodatkowej zachęty. Gdybyśmy byli przeciętnym małŜeństwem z robotniczego Ikebukuro. Gdy któreś ze zdjęć nie świeci się. gdzie ciągle trwa styczniowy dzień. jeszcze mały barek.

młode zamęŜne kobiety 58 spódniczki jednakowej długości i bluzeczki o zbliŜonym kroju wyprodukowane przez te same firmy. starsze panie charakterystyczne sweterki i spódnice pełne misternych ozdóbek. strój mówi. wybierający się na sobotnią partyjkę golfa przedstawia sobą widok doskonałego gracza w golfa. Są zamoŜnymi gospodyniami w średnim wieku. na którą składają się dwie monstrualne wieŜe zwieńczone platformami . bo zasada: „PokaŜ mi. kim ono jest. kim jesteś". Najdoskonalszym przykładem ciała w uniformie jest pewnie tokijska windziarka. matki na skwerze takie same kapelusiki. a ekstrawagancja czymś śmiesznym i niewłaściwym. podobnych kostiumach i z torebkami Vuttona na kolanach. w co jesteś ubrany.często z niebywałym wprost wdziękiem są tu raczej przebrani niŜ ubrani. w której status jest precyzyjnie określony. Jednym z takich miejsc jest na przykład Tókyó Tochó. plecami dotykających ściany. nawet jeśli w ich lokaliku mieści się naraz tylko pięcioro gości ściśniętych przy kontuarze. pan Matsura. Jak pisze Donald Richie w Image Factory. a ekwipunek emerytów moczących kije w Sumidzie bardziej pasowałby na finał międzynarodowych zawodów wędkarskich. wszystkie tokijskie nastolatki jak na komendę przebierają się w to. centrach turystycznych. jakie miejsce w hierarchii zajmuje opakowane w niego ciało. Osoby o tym samym statusie po prostu chcą wyglądać tak samo. samuraj chcący uŜyć zakazanej mu przyjemności w dzielnicy rozpusty. jakby wybierali się na wesele lub pogrzeb. Robotnicy ponoć z własnej woli trzymają się wyróŜniających ich spodni a la Sindbad i ręczników na głowach. Mówi się. by znów znaleźć chwilę i wrócić do naszego rabu hoteru. tak na przykład mój sąsiad. Nawet tak na pierwszy rzut oka barwna i róŜnorodna młodzieŜ z bohemicznych enklaw po bliŜszym przyjrzeniu okazuje się niewolniczo hołdować kilku typom stroju. Japończycy lubią uniformy.zmieniwszy ubranie przestawał być wojownikiem. nie jest niczym szczególnym. słynna elevator girl. Tak jak japońscy turyści spotykani za granicą wyglądają właśnie na turystów. obowiązuje w Japonii o wiele bardziej niŜ w innych rozwiniętych krajach świata. którą moŜna spotkać w depato. pudełeczek i wstąŜek w odpowiednim kolorze waŜniejsze są niŜ ukryty w nich drobiazg. Informuje innych. Tak jak w przypadku japońskich prezentów. nawet jeśli na kolejnym przystanku dołączy do nich szósta. przesady w ilości szczegółów nadal rzuca się w oczy na ulicach Tokio. Wszyscy zwłaszcza w przypadku młodzieŜy i kobiet . tak strój dopiero nadaje sens ludzkiemu ciału. Pewnie juŜ po drodze planowalibyśmy więc. Fakt. czyli wspomniana siedziba władz miejskich na Shinjuku. dlaczegóŜ więc miałyby nosić się inaczej niŜ wszystkie inne zamoŜne gospodynie w średnim wieku? Wiele firm nadal ubiera swoich pracowników w uniformy. gdzie kolejne warstwy pięknych papierków. co akurat lansuje magazyn mody „Fruits". Sarariimani mają więc identyczne ciemne garnitury. W kulturze. Ta skłonność do nadmiaru znaczącego. czyli domach handlowych. a powiem ci. bo niewyróŜnianie się jest cnotą. Ŝe Japończycy w zachodnich ubraniach zawsze wyglądają tak. Na tę wyjątkową okazję . udawał się do Yoshiwara w przebraniu i zmiana kostiumu czyniła zeń inną osobę. gdzie wszyscy kucharze noszą wielkie białe kucharskie czapki. iŜ w wagonie metra moŜna zobaczyć siedzące naprzeciwko pięć pań w takich samych fryzurach.siedmiu lat. budynkach uŜyteczności publicznej. Miasto w uniformach Tokio to miasto.

te stojące przed wejściem do róŜnych lokali i salonów gry. Jej gest nie jest takim sobie machnięciem od niechcenia. Ani przez myśl jej nie przejdzie zbuntować się i wyrecytować nam haiku albo zatańczyć taniec brzucha. juŜ w środku. „Proszę bardzo". pozostawała zupełnie niedostępna. co o mnie będziecie wiedzieć". mistrzyni ceremonii. Z praktycznego punktu widzenia praca windziarki jest więc zbędna i ma znaczenie czysto symboliczne. młoda artystka. Miwa Yanagi. nieskazitelnie schludne sprawiają wraŜenie zaczarowanych księŜniczek. Wjechać na nie trzeba. Zawsze z tym samym uśmiechem. zamiast innych moŜliwych sposobów szybkiego dotarcia na platformę obser60 wacyjną. korzystając z wolnej chwili. Odwiedzając Tókyó Tochó. I tu na scenę wchodzi elevator girl. zapraszając nas w ten sposób do wejścia. . mówiła i mówiła skamieniała w pozie pełnej szacunku i kobiecej skromności. tym najgrzeczniejszym z języków rozwiniętych społeczeństw. fascynuje się elevator girls i uczyniła je obiektem swoich dzieł. naciska odpowiedni 59 guzik. nie kłopotem dla obsługi. której wystawę widziałam w Japonii. Jej uniform mówi: „jestem elevatorgirl i to wszystko. tylko kostium ukrywający ich ciało. Ŝe drzwi są otwarte. zdobnych w Ŝaboty i kokardy. czy w windzie jest jedna osoba. czy informowała nas o historii budynku. którego w języku japońskim. Podobną funkcję pełnią dziewczęta w punktach informacyjnych. windziarka kłania się i nie przestając ani mówić. bowiem winda jeździ tylko na platformę obserwacyjną i nie zatrzymuje się nigdzie po drodze. Na generowanych komputerowo zdjęciach pokazuje dziesiątki windziarek zamarłych w bezruchu w przestrzeniach nazywanych przez artystkę „zamroŜonymi miastami". Patrząc gdzieś przez nas. była tak szczelnie opakowana w swój uniform windziarki jak japoński prezent i mimo iŜ znajdowała się na wyciągnięcie dłoni. nigdy nie zobaczymy na ich twarzach niezadowolenia. zwracając się z taką samą profesjonalną gorliwością do zupełnie ignorujących ją Japończyków i zafascynowanych. uŜywa się podkreślając szacunek wobec rozmówcy. co nie jest trudne. Potem. Nie wiedziałam. Tak jak dziewczyna z Tókyó Tochó.obserwacyjnymi. które czekają na przebudzenie. pleć. Ubrana w czerwony uniform młoda dziewczyna najpierw wskazuje dłonią w nieskazitelnie białej rękawiczce na drzwi owej windy. seksualność. nie podpierają ścian i nie piłują sobie paznokci. podawała szczegóły procedury ewakuacyjnej w razie trzęsienia ziemi czy dziękowała nam. Ŝe wybraliśmy podróŜ jej windą. Nie plotkują z koleŜankami. W uniformach zawsze na granicy kiczu. ale „szacownymi gośćmi" i obecność windziarki słuŜy wskazaniu na nasz dostojny status. osoby te bez mrugnięcia okiem wykonują jedną z najniŜszych w hierarchii i kiepsko płatnych prac. wskazujące drogę w podziemiach handlowych. jesteśmy nie byle kim. Ta dziewczyna w uniformie pełni rolę Ŝywego honoryfikatora. stojąca w windzie kilka centymetrów ode mnie. Windziarka kontynuuje śpiewną informację niezaleŜnie od tego. gdybyśmy nie zauwaŜyli. oczywiście. nie mają indywidualności. ani uśmiechać się. lecz dopracowanym w kaŜdym szczególe i pełnym elegancji zaproszeniem. Elevatorgirl z Tókyó Tochó. czy dziesięć. nic nie rozumiejących cudzoziemców. „Dozo". windą. zwieńczonych infantylnymi kapelusikami. Uniformizacja i nacisk na konieczność dostosowania się wyglądem do właściwej grupy odniesienia dają jednocześnie moŜliwość łatwej ucieczki w fantazję. zachęca z uśmiechem w razie.

tak oni w Ŝadnym momencie nie dadzą nam do zrozumienia. a z drugiej labirynt wąskich uliczek. iŜ japońscy czterdziestolatkowie z kaczymi kuprami naśladują gwiazdę innej rasy. z tą róŜnicą. Nie bez powodu właśnie Harajuku stało się główną sceną kosupure. Skoro uniform jest wszystkim. Ŝe całkiem na serio. Przy głównej bramie parku Yoyogi na przykład nie zbierają się juŜ demonstranci. od kabuki do Takarazuka. Scena kosupure to betonowy mostek Jingu nad torami kolejki Yamanote. W czarnych skórzanych spodniach. najbarwniejsze mieszkanki Tokio. Warto zatrzymać się przy Elvisach. W latach siedemdziesiątych na Harajuku spotykała się zbuntowana 61 młodzieŜ. ale główne przedstawienie kosupure naleŜy do dziewcząt. rozgałęziających się od Takeshita-dori. uczyniły kosupure wydarzeniem z pogranicza happeningu. opiera się teŜ wiele starych i nowych form japońskiej sztuki. a nie komizm faktu. szaleni faceci". jedna z najwspanialszych świątyń shintó w Tokio. Dziś Harajuku nie ma nic wspólnego z polityczną rebelią. które wkrótce zostały zakazane przez władze. a w pobliskim parku Yoyogi urządzano spotkania grup subkulturowych i parady. by stać się kimś zupełnie innym. czyli cos-playerek. tańcząc pod Heartbreak Hotel. Ŝe to zgrywa. tak dziś. stoiskami z biŜuterią i gadŜetami. To dzielnica mody i młodych. kuszący wymyślnymi butikami z młodzieŜową modą. by oddać się swojemu hobby. ale to pierwsze oferuje więcej atrakcji. Królestwem shójo jest tokijska dzielnica Harajuku. obowiązują inne prawa niŜ w codziennym Ŝyciu. uwielbianymi przez shójo salonami fotograficznymi zwanymi purikura (od print club). w pełni zaangaŜowani w akt imitacji i tak jak od aktorów kabuki grających kobiety nie moŜemy oczekiwać nagłego mrugnięcia okiem. to przestrzeń fantazji. butach z czubem i fryzurach ułoŜonych w kaczy kuper. kioskami sprzedającymi naleśniki z bitą śmietaną i owocami. to wystarczy przecieŜ zmiana kostiumu. anime i gier komputerowych. Choćby na krótko. niczym motyle fruwające w rozchichotanych stadkach.Japońska kultura. Elvisi są skupieni. lecz dobrze znane są równieŜ bóstwom religii shintó. gnąc się w takt płynących z magnetofonu przebojów sprzed lat. Z jednej jego strony znajduje się wielki park i Meiji-jingu. Największa grupa wielbicielek kostiumowej zabawy. jakiego nie powstydziłby się sam Król. zanim . Kosupure. Shójo. miejsce nawet w najbardziej szary z szarych tokijskich dni tętniące kolorem i pełne Ŝycia. Kostiumowe szachrajstwa kuszą nie tylko śmiertelnych. Jakieś dalekie pokrewieństwo łączy Harajuku z nowojorskim East Village. stanowi oryginalny element subkultury młodych dziewcząt w wieku od trzynastu do dwudziestu kilku lat. ze szczególnym uwzględnieniem tych męsko-damskich. jak i kiedyś. czyli młode dziewczęta. Dla EMsów z Harajuku waŜne jest mistrzostwo w powtarzaniu tanecznych ruchów Elvisa-Pelvisa. Jak napisał jeden z amerykańskich autorów. wygląda to mniej więcej tak. a przebieranki stanowią jeden z jej stałych motywów. misterium i pikniku. jakby Steve Martin albo Dan Aykroyd robili swój popisowy numer typu „my dzicy. lecz w kaŜdą niedzielę tańczy grupa japońskich EMsów. panowie w średnim wieku naśladują go ze śmiertelną powagą. tak jak w hotelach miłości. Shójo. gdzie panny ze stolicy i okolic przyjeŜdŜają w kaŜdą niedzielę. w której. których słodki zapach zawsze budził we mnie głód. które są prawdziwymi paniami Harajuku. rekrutuje się dziś spośród fanek komiksów manga. na uroku przebieranek. nadały kostiumowej zabawie nowy wymiar. czyli costiumplay albo w skrócie cos-play. wykorzystuje tę transgresywną moŜliwość.

63 Wygląda na doświadczoną cos-playerkę i ze swobodą gwiazdy pozuje fotografom. którzy zawsze towarzyszą cos-playerkom. bowiem cosplayerki na ogół trzymają się w małych grupkach lub parach. ale umiejętność jego noszenia i dlatego dziewczęta • korzystając z odpowiednich poradników dla cos-playerek trenują w domu przed lustrem odpowiednie dla swojej postaci pozy i miny. licznie przybyli na mostek Jingu. W kaŜdej zastyga na kilkanaście sekund.ziemi niczyjej między sacrum aprofanum . a koafiury niełatwe do ułoŜenia. a cały wolny czas poświęcają szyciu ubrań bądź polowaniu w sklepach Akihabara lub Harajuku na potrzebne gadŜety i materiały. Na mostku Jingu . Ta androginiczna postać obok Sakury . czyli kawali. Cala ta zabawa naprawdę wymaga wiele czasu. mającym własną etykietę i jak wszystko w Japonii . róŜowych kozaczkach i takimŜ kubraczku. Panowie z aparatami pstrykający jak szaleni to cameko (od camera kici). lecz hobby skodyfikowanym. a ciało ułoŜone w teatralnie wypracowane gesty. jak co niedziela.to chyba Brad Kirsten z gry . śadna nie ma przy tym nic wspólnego ze spontaniczną kokieterią. wśród których dominuje Hello Kitty i króliczek Miffy. Efekt jest spektakularny. opierają się o balustradę i malują. Kosupure nie jest Ŝywiołowym szaleństwem. jak doskonałe stworzyły kopie. Liczy się bowiem nie tylko kostium i akcesoria.zwolenniczki kosupure otwierają swoje walizki. Siadają na betonowym chodniku. PowaŜniejsze przebieranki odbywają się w dworcowej toalecie. Na mostku Jingu dziewczęta zapominają o swoich codziennych toŜsamościach i posługują się pseudonimami.precyzyjnie określone reguły zachowania. trzymając lusterka między kolanami. Niektóre z dziewcząt przyjeŜdŜających na Harajuku uczyniły z kosupure główną treść swojego Ŝycia: jego celem są coraz lepsze i piękniejsze kostiumy. MoŜe nim być imię ulubionej postaci albo jakiekolwiek inne słowo japońskie lub angielskie. by fotografowie zdąŜyli zrobić zdjęcia. Czasem więc koleŜanka pomaga koleŜance. ozdobione przypiętymi na łańcuszkach plu62 szowymi zwierzątkami i gadŜetami. ale dla których dziewczęta rzadko chcą pozować. Wydają więc na nie wszystkie zarabiane pieniądze. Cos-playerki z Harajuku to prawdziwe mistrzynie i jeśli zaznajomiło się wcześniej z kilkoma choćby inspiracjami ich kostiumów. Zajmuje im to duŜo czasu. przybierając pozy wojownicze i seksowne zarazem. z czarnym pasem podkreślającym wąziutką talię i kokardą na czubku głowy. które w ich uszach brzmi wystarczająco słodko i fajnie. o tę samą umiejętność naśladownictwa. a potem zmieniają na inną. którą cenią sobie wspomniani wyŜej Elvisi. Na koniec Sakura Shinguji zastyga na jednej nodze z drugą wyrzuconą w przód jak do kopniaka i wytrzymuje wystarczająco długo.w futurystycznym kombinezonie i platynowej peruce . wysiłku i pieniędzy. Niektóre cos-playerki dopiero tu przeistaczają się w ulubioną postać. Twarz dziewczynki jest nieruchoma jak maska no. Oto więc Sakura Shinguji z gry Sakura Wars w bardzo obcisłych białych getrach. bo makijaŜe są misterne i dopracowane. którą podobno specjalnie ze względu na cos-playerki powiększono i wyposaŜono w duŜe lustra.jeszcze wyszłam ze stacji. inne poprawiają tylko makijaŜ i fryzurę. Spoza ramion Japończyków strzelają aparaty zagranicznych turystów którzy. doceni się. A o to chodzi w kosupure: o mistrzowską wierność oryginałowi.

spod których wystają pończochy kabaretki. Stojące przy niej dwie dziewczyny w garniturach przebrały się za słynnego otoko-yaku Asami Hikaru. Jeśli chciała być kawali. prezentują ostre makijaŜe. TuŜ po nich pojawiają się najpierw trzy fałszywe ofiary wypadku zawinięte w bandaŜe schlapane czerwoną farbą. by nie zetrzeć czarnej szminki. czyli aktorkę Ŝeńskiego teatru Takarazuka odtwarzającą męskie role . szczebiocząc głośniej niŜ jest to konieczne. z niespodziewaną dziarskością co niedziela uwija się wśród cos-playerek. przygotowując obiektywy. Gotycka Lolita albo Bardzo Elegancka Gotycka Lolita to kostium cieszący się w tym sezonie szczególnym powodzeniem i do tego bardzo twarzowy. wiele innych cos-playerek. Zawsze są to męŜczyźni. na prawo trzy Gotyckie Lolity w czarnych króciutkich sukienkach. a oni. spod spódniczek i kelnerskich fartuszków wystają im obszyte koronką pantalony. a kilka sekund później dwa bliźniacze stworzenia wampiropodobne. Nieopodal jedyny transwestyta . Na chodniku u jej stóp siedzi kolejna Mana z zespołu Malice Mizer i je makaron ze styropianowego pojemnika. bo na mostku Jingu niczego nie moŜna być pewnym -wyrównuje przód lateksowej czerwonej sukni. ale jeden siwiuteńki dziadunio. jakby właśnie wstały z grobu i pierwszy raz od dawna wyszły na światło dnia. seksownych pończoszkach i cięŜkich buciorach znieruchomiały z palcami prawych dłoni ułoŜonymi w V. tak wyglądałby Czerwony Kapturek. którą malowała od godziny. Ŝe sprzedają je prasie i to niekoniecznie przyzwoitej. 64 z wprawą wkładając sobie pałeczki niemal do gardła. przewaŜają panowie kolo czterdziestki. Cameko to amatorzy robiący zdjęcia dla własnej przyjemności (w której szczegóły nie będę wnikać). Kilku fotografów rzuca się w ich kierunku.w tym sezonie melancholijnego paryskiego amanta. czy idole. ale zdarza się. Do tego niebotyczne szpilki. których imitują. lecz z laserową bronią zamiast wachlarza. pod którą obsunęła mu się wypchana pierś. Mają twarze kredowobiałe i usta wyraźnie spragnione krwi. pali papierosa. prawdziwego łamacza serc (innymi słowy są dziewczętami udającymi dziewczynę udającą chłopaka). zastygają w wystudiowanych pozach i szczerzą plastikowe kły. jakie nosiły kurtyzany.o ile wzrok mnie nie myli. skórzane pejcze w dłoniach i groźne spojrzenia wyćwiczone wcześniej w długich sam na sam z lustrem nie pozostawiają wątpliwości. Trudno zgadnąć. Po ich lewej stronie samotna i bardzo ponura nastolatka w strojnym kimonie.Psychic Force. przygięty do ziemi pod cięŜarem lat i sprzętu fotograficznego wartego kilkaset tysięcy jenów. Za czarnymi androginami przygotowują się cztery bohaterki anime Tokyo Mew Mew. by słyszał ją rozmówca. jakich nie powstydziłby się Ŝaden zachodni klub S/M. . robiąc ostatnie poprawki twarzy. ale płciowa ambiwalencja to „normalka" na mostku Jingu. Jego koronkowa czerń w zderzeniu z bielą dziewczęcych buzi ma w sobie coś niebywale perwersyjnego i niewinnego zarazem. czy teŜ one. to jej się udało. Ŝe mamy do czynienia z doświadczonymi artystkami. są męskiego czy Ŝeńskiego rodzaju. od jej piskliwego śmiechu jeszcze przez ładną chwilę dzwoni mi w uchu. Trochę dalej aŜ trzy postaci w kostiumach z popularnego zespołu Malice Mizer przybierają charakterystyczne grobowe miny. Jedna z nich rozmawia przez róŜowy telefon komórkowy. których nie znam: dwie dominy. lateksowe gorsety i króciutkie spodenki. a głowy ozdabiają fantazyjne czepeczki. gdyby wpadł w złe towarzystwo. W miarę zbliŜania się południa nadciąga jeszcze wiele. Obecność cameko stanowi integralną część zabawy w kosupure. które wyglądają.

ufarbowana na blond dziewczynka w stroju króliczka „Playboya". Teoretycznie fotograf zawsze najpierw powinien spytać dziewczynę o zgodę. moŜe trochę więcej. Wśród nieszkodliwych poczciwców pstrykających zgodnie z etykietą i bez złych intencji zawsze moŜe jednak zdarzyć się jakiś otaku. niŜ wskazuje ich metryka. które mogłyby pokazać. Króliczek. co na kostiumowej zabawie w przedszkolu. świr. Na mostku Jingu kostium czyni cię tym. Transformacja shójo w postaci z manga czy anime odbywa się z całą japońską grzecznością i . chwiejąc się niepewnie na wysokich szpilkach. maestrię. do następnej niedzieli będzie po prostu betonową kładką nad torami. odrzucając jedyny . na które . by być kimś innym. podobnie jak nie jest śmieszny kilkudziesięcioletni aktor kabuki grający młodą dziewczynę. łatwo się pomylić. niczym więcej. iŜ warunki fizyczne młodziutkiej cos-playerki są odmienne od tych oczekiwanych od króliczków w ich amerykańskiej ojczyźnie. Ŝe dziewczętom zaleŜy na zainteresowaniu cameko. Ma ledwo zarysowane piersi i chudziutkie nóŜki. stanowi antytezę poprawnej japońskiej kobiecości. co dla nas. kim chcesz być. Nawet jeśli przytłaczająca większość postaci. nie stanowi przeszkody i nie czyni jej śmieszną. Zdarzają się cameko polujący na nieprzyzwoite ujęcia. Fakt. Nie tylko dziewczęta i nie tylko w Japonii marzą czasem. NajwaŜniejsze. Nie wolno robić zdjęć z zaskoczenia i surowo zabronione są fotki „z dołu". by sprostać ideałowi. a na koniec poŜądana jest wymiana wizytówek. „gaijinów". Poza tym młodym dziewczętom wolno bawić się więcej niŜ chłopcom. Cud transformacji w ulubioną postać. wynika z istoty kultury uniformów: przebieranki stanowią tu uznaną formę artystycznego wyrazu.chcąc nie chcąc . Gwiazdą dnia jest dziś drobniutka. gdy mostek Jingu zaczyna powoli pustoszeć. Fakt. ale to ryzyko zabawy. Czar trwa do zachodu słońca. ale wtajemniczona widownia potrafi docenić to. Pedagodzy i obrońcy moralności nie przywiązują zatem większej wagi do kosupure. jakimi chce je widzieć społeczeństwo nie uznające ekstrawagancji na co dzień. jest nieczytelne: jej cudowny kostium i wysiłek. tak mówi etyka kosupure. W przeciwieństwie do nas japońskie dziewczęta z Harajuku mogą co niedziela spędzić parę magicznych godzin w kostiumie ulubionej postaci.65 gdzie od czasu do czasu ukazuje się wizerunek cos-playerki w niezamierzonym przez nią pornograficznym kontekście. wcielająca się co niedziela w potęŜną boginię Amaterasu.godzą się dziewczęta. bo w przypadku Japonek wyglądających zawsze o wiele młodziej. z jaką opanowała zestaw gestów i póz. Ŝe dziewczęta zapomną się i ruszą w miasto zbrojne w swoją wojowniczą toŜsamość. dopóki przestrzegają reguł właściwego czasu i miejsca. Gdyby elevatorgirl.na mostku Jingu rebelii jest tyle. Od pragnienia bycia Umą Thurman z Kill Bill do przebrania się za Umę i wyjścia w tym stroju na ulicę dla większości z nas wiedzie jednak długa droga (z wyjątkiem moŜe karnawału 66 i Halloween). by cos-playerki zdąŜyły przebrać się w swoje poniedziałkowe uniformy i z powrotem stać się takimi. MoŜe ma siedemnaście lat. iŜ Japończycy nie widzą w tym nic specjalnie dziwnego ani śmiesznego. co cos-playerka nosi pod spódniczką.przynajmniej na pozór . widać. Dlatego cameko nie opuszczają japońskiej wersji króliczka ani na chwilę i w błysku fleszy nastolatka staje się gwiazdą. w jakie wcielają się cos-playerki. przyszła tak do pracy. nie ma ryzyka. przybiera seksowne pozy przed wycelowanymi w jej postać obiektywami. Tak czy inaczej.

a w weekendy liczba ta wzrasta do dwustu pięćdziesięciu. by potem czekać w tym samym miejscu na jego powrót z uniwersytetu. sam juŜ niemłody i w coraz gorszym zdrowiu. Wiernego Psa. wielkich domów towarowych. który w czasie swoich pobytów w Tokio miał w zwyczaju samotne wyprawy do Tower Records na Shibuya w czasie. Shibuya. a na Shibuya właśnie Hachikó. gdy ja oddawałam się „badaniom antropologicznym" w działach odzieŜowych depato. to wielka handlowo-rozrywkowa enklawa przyciągająca swymi atrakcjami fale (zwłaszcza młodych) tokijczyków. oddalona tylko o jeden przystanek od Harajuku. ale mimo to zawsze o piętnastej trwał na posterunku. system zmiaŜdŜyłby ją jak walec motyla. Zwierzak nie doczekał się więc juŜ swojego pana. Dwudziestego pierwszego maja 1925 roku profesor Ueno jak co dzień poŜegnał swojego psa na Shibuya i pojechał do pracy. modną dzielnicę butików. Czyni to Shibuya. kin. wrósł w pejzaŜ Shibuya. Zawzięcie machając ogonem. Miał w zwyczaju co dzień odprowadzać swojego pana na stację. Ten niepozorny pomnik ginący w zakurzonej nieco zieleni krzewów to najsłynniejsze w całej Japonii miejscem randebu. wyglądając swojego pana. czyli Wierny Pies. mówił mój mąŜ. Podobno w tygodniu co wieczór przyjeŜdŜa tu około stu tysięcy młodych ludzi. by go zobaczyć i pogłaskać na szczęście. Wiernym Psem. Samotny pies czekający na pana. Na Meguro był to „gargamel". Ŝe błyskawicznie zebrano fundusze . prawdopodobnie największym na świecie miejscem młodzieŜowych spotkań. Wszystkie te Eleganckie Gotyckie Lolity. Za tydzień wrócą na mostek Jingu w nowym kostiumie. który nigdy juŜ nie przyjedzie. barów i hoteli miłości. a Hachikó. czyli randez--vous. który był kiedyś ogrodnikiem profesora Ueno. na Harajuku mostek Jingu. a ludzie z róŜnych stron przyjeŜdŜali na Shibuya tylko po to. by potem grzecznie pojechać do domu. bez trudu wywęszał znajomą postać i rzucał się jej na powitanie z całą spontanicznością swojej psiej natury. Naprzeciw potęŜnej i ruchliwej jak mrowisko stacji stoi figurka Hachikó. randek. Wampiryczne KsięŜniczki i obdarzone niezwykłą * mocą KsięŜycowe śeglarki Ŝeglują sobie przez kilka niedzielnych godzin po przestrzeni fantazji. gdzie dostał wylewu i zmarł. Jest taki miły moment w oswajaniu miasta. w świątynich buddyjskich odprawiano specjalne naboŜeństwa. gdzie spędził ostatnie dziesięć lat. Dać się porwać spod Hachikó „Będę czekał pod Hachikó". Siódmego marca 1934 roku znaleziono go martwego w tym samym miejscu. z nadzieją wpatrując się w tłum podróŜnych. ciągle czekał. Uwieczniony w brązie niewielki piesek z czujnymi uszami naleŜał do profesora Ueno Eisaburo. a potem inni miejscowi i przyjezdni zaczęli karmić pieska i dbać o niego. 67 którego „znalazłam" w pierwszych dniach pobytu w Tokio. czyli wspomniany hotel miłości. w Japonii ogłoszono dzień Ŝałoby. Pracownik stacji Shibuya. a pragnienie dodatkowego uhonorowania zwierzaka sprawiło. Wieści o jego wzruszającej wierności zaczęły zataczać coraz szersze kręgi i piesek stał się symbolem lojalności tak cenionej i podziwianej przez Japończyków. Hachikó odszedł do psiego nieba we śnie.właściwy na tę okazję uniform windziarki. gdy dostrzega się na jego mapie ulubione miejsca spotkań. Wiadomość 68 o jego śmierci dostała się na pierwsze strony gazet. Skromny towarzysz profesora Ueno był teraz sławnym Hachikó. Dni zmieniły się w miesiące i lata.

moŜe składają je najstarsi tokijczycy. usiłując wyłowić z tłumu znajomą twarz. poprawiają nienagannie czyste kołnierzyki koszul. a na jej miejsce pojawiają się nowi i zajmują strategiczny punkt obserwacyjny. Po jej zakończeniu okazało się. gdzie gapienie się na kogoś uchodzi za wyjątkowo niegrzeczne. Ŝe tokijczycy tęsknią za Hachikó i jego powrót uwaŜają za jedną z najwaŜniejszych rzeczy w swoim zrównanym z ziemią mieście. raz jest to japoński zespół popowy złoŜony z młodziutkich androginicznych tarento. które w przyszłym tygodniu staną się passe. Zawsze z telefonami komórkowymi. „Do zobaczenia pod Hachi". fałdki sukienek. Co chwila ze stacji wylewa się kilkusetosobowa fala ludzi. Gdy wychodzimy południową bramką ze stacji Shibuya. W 1948 roku Takeshi Ando. i warkot samochodowych silników składają się na kakofonię. ubrani według najnowszej mody. które jeszcze niedawno wydawały mi się takie same.na pomnik. a teraz rozkwitały w bujną . gdzie Hachikó zwykł za Ŝycia siadać i czekać. pośród której niewzruszony kundel czeka na swojego pana. a naprzeciw zbieg czterech ulic i potęŜne telebimy. ogłuszający wrzask megafonów. do którego mają słabość zachodni filmowcy. którzy pamiętają Hachikó w jego ziemskiej postaci? Jeśli ma się ochotę na Tokio takie. Piesek stoi w pobliŜu ruchliwego skrzyŜowania. gdy armaty liczyły się bardziej niŜ sentymenty. mijająca przeszkodę. uczniowie w uniformach. Niczym ławica ryb. muzyka płynąca z reklam. zielony i wyłupiastooki. kiedy indziej gwiazda w kimonie zapowiadająca koncert sentymentalnej muzyki enka albo . Przychodziłam pod Hachikó. wyglądając tych. której zmieniające się co kilka tygodni trendy śledzą jak nikt na świecie. Ŝe teŜ na kogoś czekam. szczerzący kły i tupiący ponad morzem głów mijających się na skrzyŜowaniu. nawet jeśli nie byłam z nikim umówiona.wirtualny dinozaur. Po kilku latach nastały jednak czasy. a u stóp pieska moŜna nieraz znaleźć przyniesione mu dary. przyczepione do torebek maskotki. z którymi się umówili. W kwietniu 1934 roku figurka psa została uroczyście ustawiona dokładnie w tym miejscu. chłopcy i dziewczęta. okolice Hachikó to dobry wybór. umawiają się tokijczycy. po lewej stronie mamy więc Hachikó. Ponad jednostajny hałas co jakiś czas wznoszą się wysokie głosy młodych dziewcząt. Lubiłam komfort. i pomnik przetopiono na potrzeby trwającej wojny. Jakimś akustycznym cudem ich świdrujące w uszach zachęty i podzięko69 wania są w stanie przebić się na powierzchnię morza dźwięków. przez które najrozmaitsze grupy polityczne głoszą tu swoje poglądy. którzy przyjechali na Shibuya kolejnym pociągiem. stworzył następną podobiznę pieska i ta stoi na Shibuya do dziś. kobiety z zakupami opakowanymi pięknie jak prezenty. Część oczekujących zostaje przez nią porwana i znika. przepływali z moich obu stron męŜczyźni w ciemnych garniturach. które z wielkich koszy rozdają przechodniom chusteczki higieniczne z reklamami. jakie dominuje w imaginańum Zachodu. syn twórcy pierwszego pomnika. Mogłam udawać. i przewala się koło Hachikó. a tak naprawdę oddawać się przyjemnościom podglądaczki. Zgiełk ludzkich głosów.z jakichś powodów . na których migają przykuwające wzrok reklamy. MęŜczyźni i kobiety. razem z Hachikó patrzą w kierunku stacji. Upajałam się cudowną róŜnorodnością japońskich twarzy. jaki dawało mi bezkarne przyglądanie się ludziom zjednoczonym na moment społeczną sytuacją oczekiwania. co na ogół nie jest łatwe w Japonii. moŜe nawet najlepszy. palą papierosy i strzepują popiół do modnych w tym sezonie kieszonkowych popielniczek.

serwującej wyłącznie chiizukeki. Nawet wśród tutejszych 70 bezdomnych. Sernik o smaku zielonej herbaty matcha. kim jest i na kogo czeka. nigdzie poza Japonią nie widziałam. Smakowałam więc kontrast między tym. barw porcelanowojasnych i ogorzałych. a potem niecierpliwiliśmy się. W eleganckiej gablocie kusiło nasz wzrok kilkanaście jego wysublimowanych rodzajów. Ŝe osoba. Dowodem tak typowej dla kultury Nipponu perfekcji w przyjmowaniu i przetwarzaniu obcych wzorów były małe dzieła sztuki cukierniczej. oczu po europejsku okrągłych. Patrzyłam. ziołowy posmak. by dać się porwać. jak powtarzają raz po raz: „Kawali". niŜ bym sobie Ŝyczyła. zielonym UFO serników. podziwiając wdzięk tych morskoroślinnych ciał. którą dyskretnie badałam wzrokiem spod ciemnych okularów. których dalsze plany juŜ mnie nie interesowały. a jego japońską mutacją. Mogłam więc na przykład tropem dwóch młodych kobiet pochłoniętych oŜywioną rozmową trafić do popularnej kawiarni niedaleko stacji Shibuya. Innego dnia więc dwóch młodzieńców o twarzach opalonych. i Ŝegnałam wzrokiem dwie kobiety. bo Japończycy tak polubili to ciasto. oczu-szparek niemal niewidocznych spod cięŜkich powiek. sernik. Potem weszło mi to w krew i przyjeŜdŜałam pod Hachikó po to właśnie.wielość kształtów owalnych i podłuŜnych. jak nieznajome rozmawiają. Porównywałam fantazyjne stroje. wybierając pod Hachikó osoby jak najbardziej róŜnorodne. jak po namyśle punktowanym postukiwaniem w gablotkę wymanikiurowanymi paznokciami wybierają deser. Domieszany do lekkiego serowego kremu herbaciany puder. ale skłaniał mój zachodni język do ostroŜności. postanowiłam zostać z nimi dłuŜej. zmysłowym spotkaniem z Japonią. Kiedyś ruszyłam więc po prostu w ślad za obiektem mojej obserwacji. rozpoznając trendy lansowane właśnie przez japońską modę. Podsłuchując. by bezdomni kaŜdą wolną chwilę wykorzystywali na robienie prania. odchodziła szybciej. Ta nieprawdopodobna i o dziwo smaczna kombinacja smaków i konsystencji była moją małą przygodą. Najpierw wybierałam na chybił trafił osobę wśród oczekujących. Ŝe zjaponizowali je z prawdziwą maestrią. które zawsze suszy się na sznurach koło ich biednych bud w parku Ueno czy Centralnym. śmietana gęsta i cięŜka. Dalej ruszaliśmy razem. w kolorze wędzonego kurczaka. w za duŜych czarnych garniturach. czyli cheese cake. nadawał zasadniczej części deseru gorzkawy. opowiadając sobie jakąś historię zbyt skomplikowaną na mój skromny zasób japońskich słów i na koniec odwaŜyłam się spróbować identycznego deseru. ozdobiony kroplą bitej śmietany i paroma grudkami czerwonawej fasoli cieszył wprawdzie oko. jak kroją dziwnie wyglądające ciasteczko na maleńkie higieniczne kęsy. jej skórka 71 chrupiąca od karmelu. których bliskość w największym nawet tłoku rzadko jest uciąŜliwa czy nieprzyjemna. podobny do uŜywanego w ceremonii herbacianej. fasola była mączna i bardzo słodka. zielony jak ona. Starałam się wprowadzać w moją perwersję urozmaicenie. Czytałam kuriozalne angielskie napisy na ich koszulkach. rzadko trafiały się typy niechlujne. dopóki nie pojawiła się trzecia postać dramatu. i nie bez zmysłowej przyjemności podglądałam spod oka smukłych młodzieńców ubranych i uczesanych z taką samą starannością jak dziewczęta. licznie zaludniających ulice Shibuya i teŜ lubiących siąść sobie pod Hachikó. próbując wyobrazić sobie. co znałam jako sernik. z tym Ŝe ja byłam zawsze kilka kroków z tyłu. z . Zdarzyło się raz czy drugi.

w jednym z tokijskich barów lub pociągów. i albo coś mi umknęło. jak w kaŜdym innym sklepie. którym nie była rzucająca się w oczy uroda. co jakoś bardziej wyobraŜalne. Ŝe teŜ zastanawiam się nad zakupem czegoś. stanąwszy strategicznie koło przejścia dla pieszych. w końcu jednak córeczka wybrała jasnobłękitne kwieciste kimono z właściwymi dla swojego wieku i niezamęŜnego stanu długimi rękawami. wciąŜ obecną na ulicach Tokio. Chwyt zadziałał i na ulicach Tokio pojawiły się klony Barbie. jakby właśnie wynurzyła się z wody. albo to miał być pork lub. zawędrowałam do sex shopu. mrugając przy tym oczami. spokojnego jakby był wypchany. do śledzenia których skłonił mnie naleŜący do jednej z nich pudel z kokardą i w słonecznych okularach. wybierając je według jakiegoś sobie znanego kryterium. pewnie te najatrakcyjniejsze. choć teŜ nieoczywiste . wdawały się w pogawędkę. zaczynało stawać się podejrzane.wymijały szemranych amantów szybko i bez słowa ze skromnie spuszczonymi oczami. szatynkami. do jakiej erotycznej przyjemności przeznaczone zostało urządzenie określone mianem lovelyfork. troszkę zbyt okrągłej córki i dlatego sporo czasu spędziłam w jednym z depato. Patrzyłam na jej włosy i myślałam o wszystkich czekających blondynkach świata. wyciągnęła zalotkę i podkręciła rzęsy. której zygzakowatym tropem ruszyłam spod Hachikó. Jedne dziewczęta . przechadzały się pośród półek z towarem. Po upływie godziny udawanie. Ponoć modę na Barbie. które urodziły się rudymi. miał podobnie . ale nie o „uroczym".i te były w zdecydowanej większości . a potem sprawdziła makijaŜ w równie róŜowym lusterku w kształcie serca. czyli w uniformie mafii zwanej tuyakuza (bo oczywiście w Japonii mafia teŜ nosi uniformy!). Innym razem za dwiema starszymi paniami ubranymi kosztownie i z gustem. objaśnione zostały po angielsku i do dziś zastanawiam się. które znajdowałam albo dostawałam na ulicy i obiecywałam sobie przejrzeć i przestudiować z naukową wnikliwością. ku naszej uldze. Tam. Narzeczony. w końcu się pojawił. Przy wyjściu ekspedientka o czarownym uśmiechu obdarowała mnie katalogiem z ofertą promocyjną. którego ekspedientki wystrojono tak na próbę w rocznicę urodzin anorektycznej laleczki. inne przystawały. kruczymi brunetkami.trwałą ondulacją rozjaśnioną na brudny blond. kupowałam kimono wraz ze wszystkimi dodatkami dla ich malutkiej. zabrało mnie tylko kilkaset metrów dalej. gdzie tradycyjne japońskie stroje prezentowały manekiny o wyraźnie kaukaskich rysach. który. wypromował jeden z butików na Shibuya. nie przestając mówić wysokim głosem. gotowa byłam do poświęceń i na przykład któregoś dnia z utlenioną na blond nastolatką z niebieskimi szkłami kontaktowymi w skośnych oczach czekałam aŜ przez godzinę na spóźniającego się chłopaka. a przymierzywszy je. Na Zachodzie niektórzy słyszeli o „brazylijskim widelcu". głaszcząc wystający z eleganckiej torebki łeb pudla. jak tysiąc innych reklam i broszurek. której niektóre pozycje. zaczepiali młode dziewczyny i namawiali je do zarobienia szybkich pieniędzy w porno biznesie. gdzie urocza sprzedawczyni powitała 72 nas ukłonem oraz serdecznym: Irrashaimase!. z nieatrakcyjnej i niezgrabnej osoby w dŜinsach na moich oczach przeobraziła się w piękność. aby w którymś momencie Ŝycia ulec terrorowi zachodniego ideału kobiecej urody. Kiedy indziej z trzyosobową rodziną. Panie. Ta spod Hachikó rozmawiała przez oczywiście róŜowy telefon komórkowy.cork. Gdy juŜ wybrałam sobie przewodnika pod Hachikó. Katalog z ofertą sex shopu zgubiłam gdzieś po drodze. Z wystudiowanym uśmiechem zwracali się do przechodzących obok nastolatek. chichocząc i trzepocząc rzęsami.

jak gdyby nigdy nic. wokół mnie i pod ziemią. bo w Japonii tylko „gaijini" są tak nieprzyzwoici. i wchodziłam do jednego z niepozornych wąskich budynków.rozjaśnione włosy misternie wymodelowane wwielokolczastego irokeza. napić się kawy. gdy próbowałam nimi wrócić do znajomej stacji. dematerializowały się w pulsującej szarości jakiegoś wieczoru i być moŜe pojawiały znów kawałek dalej. pogmatwane przez złośliwego albo opitego sake demona. a niewy-mawialne i niezapamiętywalne niedawno nazwy jego barów. gdzie z wielopiętrowych stacji metra wjeŜdŜałam wprost do domów towarowych. w sam środek świata gęstego. Oto jedyny sposób na Tokio: włóczyć się bez specjalnego planu. Ŝe mam w pamięci własną mapę Tokio. I nie dziwić się pojawiającemu się nagle uczuciu. jaką rolę odegra! w mojej małej tokijskiej przygodzie. a oni 73 przecieŜ tylko przebrali się za cudzoziemców. które wiozły mnie dalej. a potem wyjść na powierzchnię w zupełnie innej jego części. nikomu jednak nie wierząc do końca. znajdowałam kolejnego przewodnika. śledzić kroki tymczasowych przewodników. Wystarczyło. Ramię w ramię. paczinko. Po kilku miesiącach. salonów masaŜu. a pejzaŜ zmieniał się na tyle. Powitali się bez pocałunku. ale wytrwale. Dzięki anonimowym postaciom spod Hachikó granice mojego Tokio rozszerzały się. patrząc na moją bezradność. a potem do kolejnych pociągów. Tam kupowałam 74 w automacie puszkę mocnej kawy i oszukując zmęczenie. uczuciu. ani blond włosy nie oduczyły ich japońskiej powściągliwości w okazywaniu uczuć. Na przykład w Ginzie na Chuó-dóri. Miasto rosło nade mną. Wysiadałam na stacjach zauroczona brzmieniem ich nazw. mimo iŜ zeszłam pod ziemię w słoneczne popołudnie. który nigdy nie miał się dowiedzieć. trzymać się z daleka od zorganizowanych wycieczek. zauwaŜyłam. w przyzwoitej odległości od siebie. schodków i wind. czuć miasto pod stopami. Ŝe zaczął padać deszcz. fryzjerów. pełnego zapachów. rozrastający się jak korytarze w mrowisku. jeździć pociągami. barów karaoke. ruszyli w kierunku Wzgórza Hoteli Miłości. przejmującą chłodem zimę. buty z węŜowej skóry. w którym moŜna spędzić cały dzień. parków i świątyń bez trudu układają się w moich ustach. Naziemne przejścia wydawały się znikać. a ta w kapryśną wiosnę kwitnących wiśni. gdzie zapadała juŜ noc. którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. jaka moŜe mnie tam spotkać. Idąc ich śladem i będąc przez nich bezlitośnie porzucana. kawiarni. które wydawało się na początku tak niewiarygodne. a ja o dwa kroki za nimi. chodzić. Ŝe oto zaczyna się to marsjańskie miasto coraz bardziej . a jego topografia stawała coraz bardziej złoŜona. wplątywałam się w jakieś uliczki. stacji. błyszczące spodnie opięte na chudych chłopięcych biodrach i koszulkę z napisem informującym nas. irracjonalnym przeczuciem przygody. pozwalać sobie na gubienie się i tonąć w erotyczno-katastroficznych fantazjach. Ŝe Sexy Cowboy Go Fast sińce 1998. Zostawiając Barbie i seksownego cowboya w jednym z rabu hoteru. Wpadałam do podziemi handlowych i wyjeŜdŜałam z nich ruchomymi schodami w miejscu. być moŜe nawet wyjąć plan Tokio i spóbować się na nim odnaleźć. schodów. niewinna na pozór kawiarnia okazywała się tymczasem bramą prowadzącą w labirynt pełen drzwi. wynurzały się i znikały pod ziemią. by złapać oddech. Malutka. który chichotał szyderczo. dawałam dalej nieść się miastu. węszyć. Ŝe przestawałam go rozpoznawać. Ani niebieskie szkła kontaktowe. gdy świetlista jesień zmieniła się w wilgotną. taksówkami i chodzić.

Ŝe robotnicy „myją rzekę. Japończycy mają wielekroć opisywaną zdolność widzenia wybiórczego. Oprócz bardzo ogólnych informacji. Ŝe on widzi coś innego. Po obu stronach więzienia rzeczki Nomi rosły drzewa wiśniowe prawdziwe. jakby konstruktorzy bali się. co zaintrygowało mnie na tyle. o włos. Ŝe „demokratycznie" nie stwarzano trudności. dorodne. prawie wszystkich innych dzielnic mieszkalnych Tokio. Robiły straszny hałas. Widział społeczność. „Prawie jesteśmy". aŜ naocznie przekonam się. Ŝe „ma ono skromny rozmiar.. ZbliŜałyśmy się do dzielnicy. Po dnie Nomi jeździły jakieś dziwne maszyny. bo jest brudna". zaburzenie równowagi biologicznej w zabetonowanej rzeczce sprawiło. R. Ŝe ten bezbronny strumyk zbuntuje się przeciw ludzkiej zbrodni i ucieknie. Najpierw minęłyśmy bank Mizuho i malutki posterunek policji z wizerunkiem latającej myszki Pipi-chan nad wejściem. a zapytana o cel tych zabiegów Chizuko odpowiedziała. duŜe. „Sakurd". przy drzwiach której tkwił plastikowy kubeł pełen rybich szkieletów niczym resztek po uczcie Golluma. Przez chwilę jechałyśmy wzdłuŜ płytkiej wąskiej rzeczki o nazwie Nomi. echo dudniło w betonowym wąwozie. Ŝe nie mogłam się doczekać. więc podziwiając drzewa kwitnące nad uwięzioną rzeką.) Kiedy jednak Matsuda--san opisywał nam tę okolicę. ciągnące się zwartym szpalerem. który w końcu najadł się do syta. oznajmiła Chizuko i wydała z siebie jeden z tych uroczych japońskich pomruków. było jasne.lubić. jaskrawo pomalowane niby-koparki. (. nie wiedziałam jak wyglądać będzie moje lokum i zŜerała mnie uzasadniona ciekawość. nie widząc otaczającej go brzydoty. uniformie gospodyń . Rzeczywiście.. i to tylko dwie z moŜliwych hipotez. Ŝe mi się to nie udało. ba. W jednym z e-maili Chizuko napisała. którą uwięziono w betonowym łoŜysku ze ścianami tak wysokimi. w której miałam mieszkać. 77 które zamiast łyŜki do nabierania ziemi miały wielkie obrotowe szczotki. migoczące jesienną czerwienią i złotem. Prawdopodobnie jednak. Ŝe moŜna by tu (czemu nie?) zostać na zawsze. zaplecze jakiejś malutkiej restauracji. by zamieszkali w nim „gaijini". Jej właścicielka w domowym kimonie i wielkim fartuchu. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą naszej ulicy i całego naszego sąsiedztwa. ale jest bardzo demokratyczne". T. Chizuko wyszeptała z naboŜeństwem ojczystą nazwę najsławniejszego drzewa Japonii i jej twarz rozjaśniła się w zachwycie: „Bardzo piękna sakura kwitnie wiosną". Sąsiedztwo Przeznaczenie jest juŜ niedaleko Po dwugodzinnej jeździe z lotniska Chizuko poinformowała mnie. który prawdopodobnie oznaczał radość. Ŝe dno co rusz zarasta gąszczem niemiłych burych chwastów i co jakiś czas trzeba je zdzierać. czyli Wzniesienie Kamienistego Strumyka. Reid Confucius Lives Next Door III. potrafią je wykadrować z reszty pejzaŜu i cieszyć się pięknem. Chizuko miała na myśli prawdziwie demokratyczną przeciętność mojego mieszkania lub fakt. na czym moŜe polegać ów „demokratyzm" i juŜ mogę zdradzić. Po kilku minutach przejechałyśmy kolejne miniaturowe skrzyŜowanie i znalazłyśmy się w moim „mieście" o nazwie Ishikawa-dai. i po skręceniu z szerokiej ulicy zagłębiłyśmy się w uliczkę niewiele szerszą niŜ przedpokój w europejskim mieszkaniu. Ŝe moje „przeznaczenie jest juŜ niedaleko". była zwykła brzydota. a potem.

Mimo iŜ wydawało się. Uczeń gimnazjum w ciemnym mundurku przecisnął się w szparze między naszym samochodem a ścianą domu. którego drzwi. urzędników i uczniów objuczonych wielkimi skórzanymi tornistrami. robotników. Przejechałyśmy niemal po jej stopach obutych w drewniane klapki geta. jak tłumaczyła mi Chizuko.na balkonach. zgięta w kabłąk. . jakby jakieś tajemnicze prawo fizyczne nie pozwalało dwóm osobom zbliŜyć się do siebie na odległość groŜącą kolizją. iŜ japońskie gospodynie wydają się robić pranie kilkakrotnie częściej niŜ gdziekolwiek indziej. zajęta czynnością. kaŜdym skrawku wolnej przestrzeni. wykształca umiejętności nieznane ludziom przywykłym do większej przestrzeni. W porze deszczowej nie sposób jednak uniknąć niemiłej niespodzianki w postaci spleśniałych butów czy kimona pokrytego brązowymi kropkami wilgoci. w malutkim mieszkaniu. która nikomu nie przyszłaby do głowy w moim kraju. Wszędzie na Ishikawa-dai suszyły się niezliczone ilości prania. z którego moŜna podać sąsiadowi sos sojowy. czyli wszelkim pleśniopodobnym grzybom.domowych. Futony i pościel zwisały z balustrad i okien. wychodziły wprost na jezdnię. Ŝe człowiekowi kiedykolwiek uda się je pokonać. inni jedną rękę mieli zajętą bagaŜem. pranie i czerwono-Ŝółte reklamy. a nawet całe zrobione z nich pokrowce na cenniejsze ubrania. skupiona. Kwiaty kwitnące w doniczkowych ogródkach. W kaŜdym sklepie drogeryjnym dostępne są w duŜym wyborze środki przeciw kabi. wszędzie . szorowała akurat fragment asfaltu przed swoim domem. absorbującym wilgoć. i saszetki z Ŝelem. Pleśń i grzyb rosną w nich bujnie i bez obaw. wyciągając rękę z okna kuchni. kluskach ramen i shabu-shabu. by dorosły człowiek przecisnął się bokiem. stojące co kilka kroków automaty z napojami i papierosami wyróŜniały się plamami kolorów jak przypadkowe chlapnięcia farby na szarym tle domów „mojego" sąsiedztwa. Rowerzyści kluczyli więc między samochodami z wdziękiem cyrkowych akrobatów. swobodnie przejeŜdŜały obok nas dziesiątki ludzi na rowerach. okrągłych albo czworokątnych. Reklamy i billboardy ozdabiały właściwie większość budynków i były w stosunku do nich nieproporcjonalnie duŜe. tak jak inne. krzątała się w pobliŜu. ale teŜ koniecznością wymuszoną bardzo wilgotnym klimatem i źle ogrzewanymi mieszkaniami. Niektórzy rowerzyści rozmawiali przez telefony komórkowe. Piękne i zupełnie nieczytelne dla mnie znaki informowały o nazwach lokali i serwowanych w restauracjach specjałach: o świeŜym sushi. powiewały więc ręczniki. jak tysiące 79 ręczników i prześcieradeł furkoczą na wietrze niczym Ŝagle i czułam delikatny zapach świeŜego prania. nonszalancko prowadził rower jedną ręką. podyktowany jest nie tylko tak chwalebnym zamiłowaniem Japończyków do higieny. dachach. Przez otwarte okno samochodu słyszałam. tempurze. ale nikt na nikogo nie wpadał. skarpety i bielizna. Zycie w wiecznym tłoku. a czasem wietrzyły się rozłoŜone na stojących przy domach rowerach. w całym tym zamieszaniu sprawiającym wraŜenie totalnego chaosu nie dochodziło do Ŝadnych wypadków. nie odrywając wzroku od trzymanego w drugiej grubego komiksu manga. Na plastikowych „pająkach". ale nie zwróciła na nas uwagi. a kierowcy nie irytowali się na tych wolniejszych uŜytkowników drogi: kobiety z zakupami i dziećmi. a między 78 pojazdami lawirowali piesi. Ŝe między naszym samochodem a ścianami budynków nie ma przestrzeni wystarczającej. Fakt.

co imitowało czerwoną cegłę. nagle spokojna. obłoŜony czymś. sztukowane bambusowymi protezami. by ich drzewka były doskonalsze. TuŜ za progiem stał rząd butów zdjętych przez klientów. podniosła rękę Chizuko i zaparkowała samochód przed domem. a jego towarzyszka falbaniastą suknię i fryzurę w stylu młodej Brooke Shields. Ŝe to jego przerośniętym zapędom estetycznym kot sąsiada zawdzięcza swój przycięty ogon. Kątem oka zobaczyłam wnętrze staroświeckiego zakładu krawieckiego. jeden z japońskich dźwięków oznaczających niezadowolenie. podobną. prawie nigdy nie pokazuje się ich naturalnego otoczenia. Jak niemal wszystkie tokijskie rezydencje typu manshon. w których niemal Ŝadne drzewo nie miało naturalnego kształtu. którą potem zobaczę na stacji Ishikawa--dai. Gdy pokonałyśmy wzgórze. Sunny Hill. starszy męŜczyzna w fartuchu w Kubusie Puchatki strzygł zakrzywionymi noŜycami kolekcję drzewek bonsai. które mieszkańcy tych nieładnych betonowych rezydencji włoŜyli w to. obok uśmiechał się mały maneki neko z łapą wzniesioną w geście powitania. męŜczyzna na zdjęciu miał marynarkę z podwiniętymi rękawami. Nie będąc w stanie znieść dziko rosnącego ogona. powiedziała moja towarzyszka. Na reklamie. językach najbardziej kojarzących się Japończykom z zachodnią elegancją. Droga pięła się teraz ostro pod górę. Fakt. „To ładna okolica". Wprawdzie większość tokijskich kotów ma krótkie ogony i . Nikomu jednak nie wydaje się to przeszkadzać. choć nie byłam przekonana. w witrynie którego leŜa! otwarty katalog z zachodnią modą sprzed dwudziestu lat. kota bonsai. w którą skręciła Chizuko. pojawiło się w mojej głowie i zostało tam na zawsze. ułoŜonym w znak zapytania. znajdowały się jednorodzinne rezydencje. odsunęły się od siebie. Bon Hour stoi na duŜym placu wśród drzew. nie najbrzydszy. mówiły o estetycznym wysiłku i pracy. złapał go i zrobił z naturalnego kota. tak wizerunek wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. a ja z grzeczności przyznałam jej rację. Gdy reklamuje się na plakatach czy w czasopismach takie nowe manshony. lecz równieŜ betonowe i niezgrabne. New Garden. Podejrzenie. ale leŜy w dolinie. ale naprawdę po jego obu stronach. w którym miałam spędzić dwa lata. przed jedną siedział na smyczy wielki czarny kot ze szczątkowym ogonem. nie ma Ŝadnego znaczenia. powtarzając frazę o zbliŜającym się „przeznaczeniu". „To tu". zostawiając miejsce dla niewielkich ogródków. przed drugą. 80 W Dobrej Godzinie Mój dom nazywał się Bon Hour. La Chateau i podobne nazwy w róŜnych wersjach angielskiego czy francuskiego. niŜ chciała natura. „Taylor Fujimura". postanowił dla lepszego efektu francuskie bon poŜenić z angielskim hour. Palące Home. ale jeszcze bardziej okazałą. jak na manshon niezbyt duŜy.Wśród napisów po japońsku tylko co jakiś pojawiały się angielskojęzyczne. lecz komputerowo wygenerowany lasek lub bambusowy gaj. Na nasz widok wydał z siebie węŜowate „Wssssss". przed naszymi oczami wyrósł zbudowany na jego szczycie pięciopiętrowy nowiutki manshon. pachnący jeszcze nowością. Poprzycinane. na których wspierały się gałęzie. domy większe wprawdzie. tak jak kostium waŜniejszy jest w Japonii od zawartości. obdarzony został cudzoziemskim imieniem. po którym ślad zaginął pół wieku temu. na wyciągnięcie ręki. Ten. kto nadawał imię mojemu domowi. niemal bezludna. bo główna ulica została za nami. iŜ na przykład Słoneczne Wzgórze nie tylko nie jest słoneczne. Bon Hour był betonowy. przeczytałam szyld na rogu kolejnej uliczki. ozdabiają fronty tokijskich manshonów.

co są wewnątrz. od prawdziwego. Kotary stanowią odpowiednik spuszczonych oczu. gdy późną wiosną drzewo ponownie zakwitnie małymi białymi kwiatami o odurzającym zapachu. a Chizuko wręczyła mi klucz. którego szybko pozbyłam się w Japonii. Domy w Tokio mają ciemne okna szczelnie zasłonięte cięŜkimi kotarami. zaklęłam los. pierwszy krok po japońsku. „Niech będzie widok". naprawdę blisko. mimo iŜ w zatłoczonym wagonie jego ciało przylega do naszego ciała. mogłabym ściągnąć ze sznurka jego bokserki. Na .zwyczaj. móc patrzeć na świat. aby pracując. a lewą w stronę pokoju.mówiono mi. Piękne owoce. Podtrzymują iluzję niemoŜliwej do końca intymności. trzeba go przekręcić odwrotnie niŜ u nas . gdy nie ma Ŝadnego ryzyka. Tokijczycy zasłaniają okna nawet wtedy. jedno przy drugim. mimo iŜ nieurządzone. co na zewnątrz. Przed moimi oczami ukazał się zarys góry Fuji. Ŝe ktoś mógłby zajrzeć do środka. Z sąsiedniego pokoju widać było zaś samego gospodarza i jego bonsai. co z nich widać . Nawet odwiedzając cudze mieszkania. co na zewnątrz. Okazało się. „Niech będzie widok". tak samo świeŜe. UzaleŜniona od „widoków". Nieraz chodzi teŜ o to. które pozwalają zachować symboliczną granicę między wnętrzem a tym. których gorzki smak nie dorównuje urodzie i które ciągle tam będą. Popularne są teŜ szyby z matowego nieprzezroczystego szkła i zewnętrzne osłonki z falistego plastiku. ale nigdy do końca w to nie uwierzyłam. Gdybym dobrze wyciągnęła ramię i miała taką perwersyjną potrzebę. pokazała i znikła w pantomimie ukłonów. bliŜej szare morze dachów i kolejne domy wspinające się na wzgórze aŜ do stóp Bon Hour. Ŝe aby otworzyć 81 drzwi. podwyŜszonego o jeden stopień. prawą. TuŜ przy balkonie rosło obwieszone owocami drzewo mandarynki mikan. tak zasłony oddzielają od sąsiada. Niezgrabnie lawirując na jednej nodze. Chizuko poczekała jeszcze tylko. wnętrza mieszkania. dlatego teŜ nigdy nie zasłaniam okien. „Tu buty". ciemne połyskliwe liście i złocistopo-marańczowe słońca. powtórzyłam więc zaklęcie i odsłoniłam okno pierwszego małego pokoiku. zawsze przesuwam biurko do okna. Dom jest dla mnie miejscem. antycypując kolejne podróŜe. Ŝe lubi Kenzo oraz Gucciego. delikatny jak rysunek tuszem na starym parawanie. bo lokale. które często wiesza się na odwrót . zbyt jaskrawe dla oczu wciąŜ pełnych szarości. Ŝegnając mnie: „Bye. przeczytałam na drzwiach domu sąsiada od bonsai. którzy dawno zapomnieli. oddzielającym to. lecz w lewą stronę. za cienką ścianką. by nie wprawiać w zakłopotanie gospodarzy. Spojrzeliśmy sobie w twarz i oboje cofnęliśmy się z rezerwą. ozdobną stroną na zewnątrz. Dopiero okna sypialni pozwoliły mi odetchnąć z ulgą.to znaczy.nie w prawą. zwykle odruchowo sprawdzałam. by to raczej ci. między „ja" a „światem". bye". Podobnie jak zwyczaj unikania kontaktu wzrokowego z obcym symbolicznie izoluje od innego człowieka. Mogłam odczytać nawet napisy na metkach prania suszącego się na jego balkonie i stwierdzić z uznaniem. często wynajmowane są juŜ z kotarami. ścięty stoŜek lekko przesłonięty podłuŜną chmurką. W moim japońskim mieszkaniu wszystkie okna teŜ były zasłonięte. by upewnić się. Ŝe okna słuŜą między innymi do patrzenia przez nie. z którego tak jak z portu wygląda się na zewnątrz. nie patrzyli na tych na zewnątrz. przepuszczającą kaŜdy dźwięk. Ŝe zdejmę buty w przedpokoiku genkan. zrzuciłam więc adidasy i zrobiłam swój pierwszy krok na bosaka. który jest tuŜ. Ŝe jest to ich cecha genetyczna. „Matsura". 82 Był za nim dom pana Matsury.

83 Niespodzianka w toalecie To. ale większość cudzoziemców go nie posiada. opatrzone były stosowną instrukcją obsługi w obrazkach. ale jak się okazało nie te. co stało w mojej toalecie w Bon Hour. Prawdziwa rewolucja. Widok z Bon Hour był pierwszą niespodzianką. która uciekła opiekunom z klatki. Jak mówiła Chizuko. zaszczycając nas swoim hałaśliwym towarzystwem. dając początek całej brawnej kolonii. jaką mogłam zastosować.ku konsternacji japońskich gości . Ŝe do końca pobytu w Japonii najbardziej stresującym momentem w czasie odwiedzin u japońskich znajomych była konieczność udania się do toalety. upodobały sobie ponoć te właśnie okolice Tokio. Zaczęło się podobno od jednej zbuntowanej parki. nie skłaniając do poświęcania mu specjalnej wizualnej uwagi. Nie naleŜałam do wybitnych wyjątków i japońskie oznakowania pozo84 stawały dla mnie nieczytelne. by wsunąć w nie stopy. pochodzą z daleka. I gdyby piloci uŜywali plastikowych kapci z napisem Hello Kitty Happy Toilet. Polubiłam je od pierwszego wejrzenia. które stały tam równiutko. W rzymskim alfabecie napisana była tylko nazwa firmy Toto. Wieczorami wracają gromadnie z Ŝerowisk. zapraszając. który wychodził z WC okryty wstydem i z poczuciem niŜszości wobec technologicznego zaawansowania Nipponu. jaka nastąpiła w Japonii w „temacie toalet". jaką zrobiło mi Tokio. Nic wykwintnego. jak się zachować. Patrzyłam w zdumieniu na zestaw kilkunastu przycisków i pokręteł zamontowanych z obu stron róŜowego kuriozum.gałęziach mandarynki siedziało stado jaskrawozielonych papug. zakładane w Japonii w eleganckich hotelach i restauracjach. nie zauwaŜyłam ich w pierwszej chwili. Nacisnęłam pierwszy przycisk. Jeden po drugim neonowy błysk i rozchwiane gałęzie. a wyglądało toto jak fotel pilota samolotu bojowego (gdyby robiono je w kolorze róŜowym). dopiero mój ruch sprawił. Podobno Ezra Pound cieszył się rzadkim darem odgadywania pierwotnego kształtu ukrytego w znakach kanji. by zrozumieć działanie japońskiego sedesu. ale moŜna je teŜ zobaczyć w kilku sąsiednich dzielnicach. nagłe wariactwo koloru jak z obrazów Rousseau! Trochę większe od papuŜek nierozłączek. Metoda prób i błędów była więc jedyną. co trzeba. W dziedzinie tej prym wiedzie stara firma Toto. była to budka na wolnym powietrzu z dziurą w podłoŜu. Bardziej zamoŜni mieli do swojej dyspozycji białe porcelanowe naczynia w niebieskie kwiatki. Znałam wówczas pięć kanji. stała się przyczyną zakłopotania niejednego zresztą „gaijina". które dziś moŜna czasem znaleźć na targach staroci. cudzoziemcy kupują je i . W kaŜdym innym znanym mi kraju na tym miejscu stałoby swojskie urządzenie zwane sedesem. Ŝyjące w wielkich stadach. Do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku japońska toaleta występowała przede wszystkim w wersji „kucanej". ale nawetgaijin wiedziałby. To piękno szczegółu czekające. jaką nadal moŜna spotkać w niektórych miejscach. Ŝe poderwały się do lotu. Najwięcej mieszka ich na kampusie pobliskiego uniwersytetu.wykorzystują jako ozdobne doniczki. co dotyczy supernowoczesnch toalet. skrzecząc i gubiąc jaskrawe pióra. by je odsłonić. a . chyba z Ameryki Południowej. sprawiło. i trzymane były przez Japończyków jako ptaki ozdobne. Pierwsze zachodnie sedesy. Po drugiej wojnie światowej postanowiono zrewolucjonizować tę sferę Ŝycia i dziś Japonia jest światowym liderem w produkcji wszystkiego. gdzie aleja potęŜnych drzew ginko jest ich główną siedzibą. co zobaczyłam otwierając kolejne drzwi mieszkania w Bon Hour. która stworzyła równieŜ to coś.

Istnieją równieŜ sedesy grające kilka rodzajów muzyki. ale nie leci woda i wbrew pozorom naprawdę nie zmyślam. „Odgłos spuszczanej wody" polega na tym. o jakim nie śniło się nam w najbardziej freudowskich snach. bowiem był to tylko tak zwany „odgłos spuszczanej wody". odpowiednia część mojego ciała miałaby do czynienia z czymś w rodzaju bidetu. słychać świergot ptaków. Domyśliłam się. zgodnie ze swoim zwyczajem postanowili go ulepszyć i skonstruować supersedes. standardowe wyposaŜenie nowoczesnych sedesów firmy Toto. Oprócz rzeczy mniej czy bardziej przewidywalnych. Zimą temperatura w ich mieszkaniach spada więc . Czeka się w kolejce kobiet. Po jego naciśnięciu rozległo się prawie Ŝe realistyczne „szuuuugulgul". gdy kolejna klientka robi siusiu. Gdy jest ich więcej i siusiają symultanicznie. Widziałam w mieszkaniu znajomego artysty z East Village toaletę w kształcie wielkiego buta. krew i ciśnienie. Ŝe dwa razy szła na marne.wówczas ze środka wyłoniła się plastikowa rurka. to dlaczegóŜ by jej sobie trochę nie uprzyjemnić? Na tatami Właściwie jedynie nieprzewidywalny sedes firmy Toto odbiegał od moich wyobraŜeń o mieszkaniu troszkę egzotycznym. toaleta zmienia się w rozświergotany las. Jego zasadniczą wadę stanowił brak centralnego ogrzewania. a ja obejrzałam się nerwowo w obawie zatopienia albo kolejnego prysznica. W momencie. Co więcej. Ŝe słychać charakterystyczny „odgłos". ogrzewanymi od spodu stolikami kotatsu albo piecykami gazowymi. spuszczają wodę nie raz. z której pod duŜym ciśnieniem wytrysnęła woda. ale nigdzie nie leciała woda. a „króliczymi norami". uwaŜają za zbędne. Zajrzałam dla pewności tu i tam. w trakcie i po. bo kierując się wstydliwością i chcąc zagłuszyć „odgłosy". Nie leciała. Wyobraźnia konstruktorów japońskich sedesów posuwa się takŜe do śmielszych rozwiązań niŜ „szuuugugul" i w jednym 85 z depato. jeśli nie oczywistych (podgrzewanie deski i róŜne strumienie myjące i suszące). lecz trzy razy: przed. Japońscy uczeni zbadali. i co raz za drzwiami idealnie czystego pomieszczenia rozlega się ptasi śpiew. Ŝe gdybym siedziała. Pomysł na zaoszczędzenie marnowanej wody został wprowadzony w Ŝycie i teraz kobiety mogą sobie włączać „odgłos spuszczanej wody". wnosząc w ten sposób swój mały wkład w rozwój globalnej ekologii. kontentując się klimatyzatorami. Kolejnych prób dokonywałam. które tokijczycy. ale dość komfortowym i z grubsza normalnym. a w Ginzie istnieje poświęcone im muzeum. Udało się im to z nawiązką. odsuwając się jak najdalej. takimi jak naleŜąca do pana Matsury. jeden z przycisków włączał funkcję co najmniej tajemniczą. I nie powinna. zamiast banalnego dźwięku spuszczanej wody. gdy Japończycy zaadaptowali zachodni model urządzenia znanego jako sedes. to udogodnienie wprowadzono ze względu na kobiety. Skoro korzystanie z toalety jest naturalną i powszechną potrzebą. na szczęście czysta i ciepła. ale dopiero Toto naprawdę mnie zaskoczyło. Ŝe korzystające z toalety kobiety zuŜywają więcej wody. badające za jednym zamachem mocz. zamiast zaglądać do środka jak jakiś barbarzyńca. W telewizyjnych reklamach producenci sedesów i gadŜetów niestrudzenie zachęcają do wypróbowania kolejnej nowości. zamieszkiwanymi przez uboŜszych. co znaczy. które właśnie robiły zakupy u Armaniego czy Ferragamo. To wynajęte dla mnie w Bon Hour było typowym lokum przeznaczonym dla rodziny z klasy średniej i w społecznej drabinie mieszkań plasowało się pomiędzy rezydencjami. mimo wilgoci oraz chłodnej i długiej zimy.

nawet do około 10 stopni Celsjusza. zwykle . Uczucie. Wymiary jednej maty to 186 cm na 93 cm. jakie ogarnia człowieka w takich chwilach. tuŜ koło twarzy czuć miły trawiasty zapach. Ŝe japońskie psy ubrane są wówczas w ciepłe kubraczki i czapeczki. iŜ do 86 tej pory popularne jest przekonanie. stojąc godzinami w lodowatej wodzie. ale łazienka przystosowana została do japońskich zwyczajów kąpielowych. Oprócz kuchennych i łazienkowych szafek oraz futonu i z jakichś powodów telewizora. co. „jest bardzo zdrowe". ale nawet kapcie zostawia się za lekko podwyŜszonym progiem. co czasem słuŜyć miało teŜ zwalczaniu tak nieheroicznych pragnień jak miłość cielesna do kobiety. ale przestaje to juŜ być regułą.mają tylko trzy maty (około 5 m2)! Nieco większe mieszkanka o powierzchni czterech i . Zielonkawe maty tatami ciągle pachniały świeŜą słomą ryŜową i były najładniejszą podłogą. a najmniejsze z moŜliwych pokojów do wynajęcia . Japońscy bohaterowie historyczni lubili dowodzić swego męstwa. który wzmaga się w czasie deszczu. kto często się przeprowadza. Ŝe ma ono pozytywny wpływ na rozwój układu krwionośnego niemowląt i oseski przez cały rok noszone są z gołymi nóŜkami. Jest to tym dziwniejsze dla obserwatora z zewnątrz. która przyjęła się w ostatnich latach jako wynik zmiany stylu Ŝycia tokijczyków. Wiele. łazienki i toalety . Mimo to powierzchnię pokoi najczęściej podaje się w ilości mat tatami. po jakimś czasie staje się to automatycznie wykonywaną czynnością. japońskich domów ciągle ma chociaŜ jeden pokój tatami. Ich dłuŜsze brzegi obszyto ciemnogranatowym płótnem. jak będą mnie bez skutku przekonywać Japończycy. Ŝe wszystko zaczyna się od nowa. mieszkanie było zupełnie puste. pod warunkiem. na których stawiają zachodnie łóŜka. czyni bowiem człowieka zahartowanym. Ŝe marznięcie jest nie tylko „zdrowe". o którym pomyślała zapobiegliwa Chizuko. Gdy zasypia się. ale juŜ podłogi pracowni i livingu wyłoŜono drewnopodobnymi panelami. Tatami to najbardziej prywatna. Dlatego na tatami nie tylko pod Ŝadnym pozorem nie wchodzi się w butach. intymna część domowej przestrzeni. jaką kiedykolwiek miałam w sypialni. Wystrój mojego mieszkania w Bon Hour stanowił mieszankę wschodnich i zachodnich wzorów. Wiara w zbawczą moc zimna jest tak silna. Na tatami moŜna teŜ za dnia leŜeć i czytać albo robić cokolwiek innego. jeśli nie większość. dzielnym i niema-rudnym. W sypialni były nadal tradycyjne maty tatami. dla których marznięcie w pokorze nie jest godną kultywowania cnotą.tak jak ja to uczyniłam montują sobie dodatkowe klimatyzatory w kaŜdym pomieszczeniu i. ale ogólnie „dobre". nie wyłączają ich nawet na noc. Uzasadnienie braku odpowiedniego systemu grzewczego podawane przez samych Japończyków najczęściej odwołuje się do wiary w to. Czasem 87 Japończycy przykrywają tatami dywanami albo linoleum. „Gaijini". bardzo nowoczesna kuchnia niczym nie róŜniła się od modelu zachodniego.oczywiście pozbawionych własnej kuchni. KaŜdy. a chodzenie boso po gładkiej. choć niestety złudne uczucie. o zgrozo. zna to cudowne. stoły i krzesła coraz częściej uznawane przez nich za bardziej funkcjonalne i bliŜsze ich dzisiejszemu stylowi Ŝycia. Ŝe się jej nie pobrudzi. Zupełnie niepraktyczne i wymagające specjalnej troski tatami ma jednak niewątpliwy walor estetyczny. grubo tkanej powierzchni dostarcza zmysłowej przyjemności. a nie metrów kwadratowych.

powitalne haiku przylepiane potajemnie do drzwi nowego przybysza? Albo lista gaf. Szybko okazuje się. jak się pomyśli. w czym. lecz fusuma. który zapraszał. stojąc na podłodze łazienki albo siedząc na niskim stołeczku. o czym zdecydowałam w pierwszym w Ŝyciu ogrodniczym natchnieniu. wchodzą do gorącej (naprawdę gorącej) wody. Japończycy myją się poza wanną. co zrobić. czego wymaga takie miejsce. a jeśli pogoda sprzyja. co wypróbowałam od razu. moŜe to jakiś japoński zwyczaj. W łazience nie było klimatyzatora i gorąca woda w zetknięciu z chłodnym powietrzem skraplała się w kłębach pary. pierwszy raz w Ŝyciu na sposób japoński. Kąpiel w brudnych mydlinach na wzór barbarzyńców z Zachodu napełnia ich bowiem obrzydzeniem. mnóstwo kwiatów. które udało mi się popełnić w drodze z lotniska Narita do Bon Hour? Jedna więcej nie zrobi Ŝadnej róŜnicy. ciach noŜyc pana Matsury. Dom. jasnobeŜowe ściany i samotny zwój z kaligrafią to wszystko. dokładnie wyszorowani. która pisała coś na kartce bezgłośnie poruszając ustami. MoŜna więc rozsuwać fusuma i mieć jeden wielki pokój albo zasuwać. Ku mojemu zaskoczeniu. na którym posadzę kwiaty. podekscytowana urodą mojego nowego domu i zainspirowana ciach. Skończywszy pisać. Ŝe podłoga stała się sufitem i odwrotnie. wypełnić Ŝyciem. normalny Japończyk kąpie się wieczorem. tym bardziej Ŝe zwykle wyposaŜone są w kącik kuchenny. wychodząc na długi balkon. którego nie znam. serce japońskiego domu. Kto wie. W pokoju tatami jest zawsze specjalna głęboka szafa zajmująca jedną ścianę. Nie chcąc go draŜnić. by się pomoczyć. do której powinno się codziennie rano chować zwinięte fu tony. weszłam do pokoju. rzeczywiście jest jakaś logika. Jednak pokój tatami „chce" być pusty i taki powinien pozostać. To była dobra przestrzeń. W praktyce nie wszyscy składają i rozkładają swoje sypialnie.pół maty (około 8 m2) wśród studentów uchodzą za całkiem wygodne. . tak Ŝe gdy się w niej siedziało. uŜywają prysznica. Przyglądałam jej się przez chwilę. Nieskazitelne maty. Ŝe odrzuca on wszystkie meble i buntuje się przeciw pomysłom na urządzenie go. zobaczyłam tam Chizuko. najpierw wywietrzyć je na balkonie. zaintrygował mnie szelest pod drzwiami wejściowymi. Pokój tatami nie ma drzwi. JuŜ wykąpana. zakończyłam inspekcję. 88 pozwalała zanurzyć się w wodzie po brodę. przystosowywać wnętrze do własnego nastroju. a schowek wypełniają inne rzeczy. pomyślałam i po prostu otworzyłam drzwi. a specjalny odpływ chroni mieszkanie przez zalaniem. Dopiero potem. czyli przesuwane ekrany. której podłogę i ściany wykonano z jakiejś sztucznej Ŝółtawej masy. Podeszłam do nich na palcach i zerknęłam przez judasza. tak jakby za kaŜdym razem zmieniało się dekoracje teatralne. pozwalające na swobodne operowanie przestrzenią. Tatami w sypialni i drewnopodobne panele w reszcie mieszkania stanowiły dziwny kontrast ze śmieszną plastikową łazienką. Mieszkanie w Bon Hour nastroiło mnie całkiem optymistycznie. przyjrzała się trzymanej kartce i chyba miała zamiar zostawić ją i sobie pójść. MoŜna by przewrócić ją do góry nogami i nie zauwaŜyć. nie wiedząc. który wyjrzał zza rogu i chyba znów zasyczał: „Wssss". która nie jest zamknięta w sposób ostateczny. ale zanim zaczęłam się na dobre rozpakowywać. by dopiero nadać mu sens. doskonała w swej ascetycznej kolorystyce i pustce. Wanna była krótka i bardzo głęboka. Wczesne popołudnie to nie pora na kąpiel. dzieląc mieszkanie na osobne sfery. gdy udało mi się uruchomić system grzewczy.

a trzecia zielona. Nigdy przedtem nie była gościem cudzoziemki. nie roniąc ani kropli. Chizuko nalała nam japońskiej herbaty. Jedna była biała. Ŝe nie jestem aŜ tak nieprzyjemna jak w niektórych okrutnych japońskich dowcipach o białych kobietach. druga róŜowa.naczynia. krojąc kęsy za pomocą spłaszczonych patyczków z surowego drewna. przytrzymując na piersi poły szlafroka. połyskliwe kule. ale smakowała teŜ dokładnie tak jak polska pyza. którą chcę. i z wyglądu przypominające siekaną wątróbkę. ot tak sobie. i podała mi jedną z czarek. Ŝe ich dziwny smak zawsze przywołuje tę chwile. do dopiero co poznanych cudzoziemek w szlafrokach. Kula nie tylko wyglądała. z tym Ŝe przesłodzona i jeszcze nieugotowana. Gdy Chizuko juŜ przyjęła moje zaproszenie. według których ją wychowano. zaczęła angielskie zdanie wyjaśnienia. gdy obca kobieta powitała mnie w swoim kraju jak starą przyjaciółkę. czy to wypada. często uŜywanego jako nadzienie. kontynuując długi proces wtajemniczania mnie w tajniki japońskiej kuchni. Rozgardiasz porozrzucanych wokół bagaŜy i absurdalny turban z róŜowego ręcznika na mojej głowie przydawały uroku tej niezwykłej ceremonii herbacianej kpiącej z reguł starych mistrzów. powiedziała Chizuko i podniosła . Chciała zostawić mi paczkę z kartką pod drzwiami i uciec. Chizuko nie przestawała się sumitować. ale nie wiedziała. na zawsze zachowam w pamięci i ilekroć potem Japonia wyprowadzi mnie z równowagi. jaką pokonałyśmy razem samochodem. Japończycy z całą pewnością bowiem nie wpadają. który nareszcie doszedł do kresu podróŜy . powiedziałam odwaŜnie. „Zieloną". przekonała ją. dostarczając kulinarnej ekstazy. Sądzę. uklękła na podłodze livingu. myślałam. „Bądź tu szczęśliwa". tak jak trzyma się kubek. Okazało się. które właśnie wtedy zaczęło być naprawdę moje. bym przywykła do mochi. czy nie i co w ogóle ma zrobić. Powinny rozpływać się w ustach. bo nie miałam jeszcze 89 podłączonego telefonu. ale nieśmiałość nie pozwoliła jej go skończyć. japońskich słodyczy z ryŜowego ciasta i dŜemu z czerwonej fasoli. będę wracać do niej jak do wypróbowanego talizmanu. Chęć pomocy i ciekawość kolidowały z japońską powściągliwością. trzymając ją oburącz. próbując pierwszy kęs z zachłannością osoby ceniącej sobie kulinarne rozkosze. właściwie w ogóle rzadko odwiedzają się w domach. jak pokazała Chizuko. a Japończycy nie przychodzą do siebie w gości bez zapowiedzi.gest jak doskonałe kanji powitania. „będzie kolorem pasowała do herbaty". łamiąc zasady. czyli „Bardzo mi przykro". niepotrzebny jej aparat telefoniczny.co wprawiło Chizuko w widoczne zakłopotanie. śliczną poduchę do siedzenia na podłodze. Zdejmując buty. Potem otworzyła pudełko z pyzami i zapytała. napój dla strudzonego wędrowca. a wtedy Chizuko zdecydowała się wejść do środka. co wyglądało jak spłaszczone pyzy zawinięte w liście. Ŝe przywiozła mi róŜne rzeczy . Ŝe cierpły zęby. Wyjęła z pudła dwie ceramiczne czarki i dwa talerzyki. Ŝe była jednak przygotowana na taką ewentualność. Pyzy były bardzo piękne. Zatrzymaną w czasie scenę na podłodze mieszkania. Nieco zbita z tropu ponowiłam zapraszający gest. Ŝe nauczyłam sieje lubić dlatego. Nie mogła zadzwonić. Od japońskiego „Sumimasen". okazało się. Potrzeba będzie duŜo czasu. Gładkie. by ogrzać zziębnięte dłonie. ale najwidoczniej droga. tak słodkie. ale ją zaskoczyłam. Pyzy jadło się. jakieś kuchenne sprzęty. po czym wydobyła z podręcznej torby termos i opakowanie czegoś. W środku miała grudkowate bordowe 90 nadzienie. Tak jakby podawała mi Ŝyciodajny eliksir.

w których moŜna zgubić się i Ŝyć przez całe lata. Dopuszczalna liczba dziwadel jest precyzyjnie określona: ekstrawagancko odziana starsza pani z pudlem.czarkę do ust. ubrania dla starszych pań. sypialnią. Część towaru z małych sklepików wystawiona jest wprost na ulicę. Jedne są potęŜne jak Shinjuku z dwoma milionami przewijających się codziennie podróŜnych. Od stacji Ishikawa-dai ciągnie się główna ulica handlowa z latarniami ozdobionymi plastikowymi dekoracjami . wyczerpujemy 91 limit. a w rybnym wisi pod sufitem wielka nadmuchiwana ośmiornica. „gaijinka". Tak zaczęło się moje japońskie Ŝycie w Bon Hour. w którym robi się i sprzedaje tofu. niŜ moŜna by podejrzewać z jej opisu. a nie religijne świątynie konsumpcji. promocyjna oferta ryŜu w dziesięciokilowych workach. i ja. a nad nimi lub w ich głębi zwykle mieszkają właściciele.pachnący dymem przysmak jesieni . Między księgarnią a sentd Spiętrzone wertykalnie i horyzontalnie stacje metra to jedyne centra Tokio świeckie. umieszczając na ścianie poŜółkły zwój z kaligrafią i kilka świątynnych talizmanów. które prowincjonalną atmosferą bardziej przypomina Radomsko niŜ Manhattan. smaŜonymi kulkami ciasta z posiekaną ośmiornicą. identycznymi jak we wszystkich innych „tokijskich miastach". jest Tokio. warzywa i owoce o idealnych kształtach ułoŜone w zgrabne piramidki. czy przestrzeń. równie niewielką. która śpiewa do siebie. W Ishikawa-dai kaŜdy kaŜdego zna i wydaje się. a bardziej ekspansywni sprzedawcy sami wznoszą zachęcające okrzyki charakterystycznym monotonnym głosem. w której babcia Shinada ogląda telewizję. Ŝe trudno powiedzieć. babcia Shinada ozdobiła ściany swojej piekarni rysunkami wnuka. Ŝe Konfucjusz mieszka tuŜ za rogiem w kaŜdej chwili gotów zapobiec wszelkim próbom buntu wobec odwiecznego porządku. sandały geta akurat przecenione o 500 jenów. Obok stoisko z tako-yaki. tako\" kucharza. Tylko sklepik. Wnętrzom sklepów indywidualny wyraz nadają wiszące na ścianach dyplomy i obrazki. w przerwach gra spokojna muzyka. liśćmi klonu albo bambusowymi witkami. Większość jednak ma małomiasteczkową atmosferę jak moje Ishikawa-dai. Wytwórca mat tatami nadał swojemu warsztatowi styl najbardziej japoński. Oprócz jednego większego samu spoŜywczego. Płynące z megafonów słowa witają mieszkańców i zachęcają do robienia zakupów. Dwie sfery przenikają się niekiedy na tyle. ma ascetyczny wygląd malej fabryczki . kusi podniebienie ostrym zapachem. a potrawa jest lepsza. Właścicielka sklepiku z japońskimi słodyczami ma na ladzie dwa ceramiczne lwy z Okinawy i zegar w kształcie Hello Kitty. warzywniakowi dodaje charakteru kolekcja kaktusów. który najwyraźniej jest fanem disnejowskich kreskówek. z wprawą przyrządzane przez pokrzykującego „Tako. Ŝywiąc się na darmowych degustacjach w dziale spoŜywczym. wszystkie sklepiki w mojej okolicy są rodzinnymi interesami. kilka minut pociągiem od wielkomiejskiego Tokio. gdzie znajdują się największe na świecie domy towarowe Seibu.pakowane w ozdobne czerwone torebki i sprzedawane przez głośno zachęcającą klientów młodziutką dziewczynę w równie czerwonym fartuszku.gałązkami kwitnącej wiśni. w których krzyŜują się drogi milionów tokijczyków dojeŜdŜających do pracy. w Dobrej Godzinie. Tu. tętniąca młodością Shibuya czy Ikebukuro. jest ciągle jeszcze jej miniaturową piekarnią czy juŜ. poustawiane tu i ówdzie gadŜety i pamiątki z podróŜy. kasztany .

pokazywała mi specjalność dnia. sosu sojowego i świeŜego pieczywa. co kto lubi. Od rana do wieczora moje sąsiedztwo jest sennym królestwem staruszków i matek z dziećmi. grillowania i tłuczenia sezamu. Gospodynie wrzucają rybę do piekarnika. Sarariimani. znajduje się księgarnia. Wracający z pracy czy szkoły zatrzymują się i stoją koło półek tak. czasem śpiew rozochoconych męŜczyzn. kilka kamyków. a potem ruszają dalej ulicą przesyconą zapachem ryby. sprasowaną na płasko kałamarnicę. bo ryzyko. gdzie Japończycy oddają się jednej z ulubionych rozrywek. Babcia Shinada uśmiechała się na mój widok. zwanej swojsko „mamą". co jest cechą charakterystyczną wszystkich „tokijskich miast". właściwie nie istnieje w Japonii. by po jakimś czasie wynurzyć się z rozluźnionym krawatem i rozpaloną twarzą. zwabił mnie do piekarni babci Shinady. Zaczyna się czas smaŜenia i gotowania. gdzie jego synowa kroi potrzebne ingrediencje. nakrywają stoły. by powtórzyć rytuał dający mi poczucie czasowej przynaleŜności do świata tej uliczki i sąsiedztwa. plastikowych drzew i . stoi niemal w progu swojego mieszkania. maczane w gęstym sosie szaszłyki ze wszystkiego. Ŝe przechodząc widzi się tylko ich plecy i pochylone głowy.kto wie dlaczego . gawędząc z dziadkiem Tanaką. Powietrze przesyca się wówczas zapachami niemal nieobecnymi za dnia. a jego prawdziwe Ŝycie zaczyna się o zmroku. by nie wystawały im na ruchliwą ulicę. siadając z patykami yakitori na małej ławeczce. pod którą zawsze czekają na resztki trzy grube koty. wlewania skwierczącego sosu sojowego na rozgrzane patelnie. bułeczki z nadzieniem curry. Najbardziej popularne tytuły wystawiane są na stojakach na zewnątrz. gęstnieje. na którym dziadek Tanaka piecze kaŜdego wieczoru pachnące yakitori. Zjadają po kilka szaszłyków na miejscu. Grill. . ale za to przed wejściem do niej właściciel urządził hakoniwa. smaŜoną ośmiornicę czy szaszłyk ze skóry kurczaka w słodkim sosie. niemal namacalnie prawdziwy. przywołujący na myśl małe polskie miasteczka. muszą podkurczyć nogi. gdzie oprócz miniaturowych roślinek umieścił drewniany model świątyni. którą potem odwiedzałam niemal codziennie. uczniowie.figurkę kota Doraemona. jedynej kobiety w towarzystwie. kobiety w kostiumach i w fartuchach zarzuconych na domowe sukienki czytają rysunkowe opowieści o obdarzonych czarodziejską mocą księŜniczkach. a wnuk bawi się u jej stóp. Gdy przechodzi się blisko. Drogę do nich pokazują płonące w ciemności okrągłe czerwone lampiony. Ŝe ktoś je ukradnie. witają dzieci wracające po długich godzinach nauki. Jeden po 93 drugim znikają w barach męŜczyźni w garniturach. „pudełkowy ogród" w plastikowej kuwecie z piaskiem. gdzie moŜna po pracy napić się sake albo piwa i przegryźć co nieco: suszoną rybkę. właściciele barów piszą kredą na wystawionych na zewnątrz tablicach nazwy i ceny dzisiejszych specjałów. co pod ręką. krwioŜerczych wampirach. tac i kadzi. inni zadowalają się tylko przekąską pod gołym niebem i napojem z automatu. przez którego otwarte drzwi moŜna zobaczyć kuchnię. NajbliŜej stacji Ishikawa-dai. z wielu rozlega się muzyka. Klienci. mięsa. buchający zza bambusowych rolet zapach alkoholu i tytoniowego dymu przyprawia o zawrót głowy. To właśnie ten zapach chleba. czytaniu na stojąco nowych numerów czasopism i komiksów ????. przez ich głosy przebija się wibrujący alt właścicielki.92 pełnej metalowych pieców. Zaludniają się restauracje i zamknięte wcześniej bary. sadystach pedofialch.

najpierw mijamy budynek paczinko. a ona dokładała purezento. Wybierałam na koniec coś z jej oferty. a mój język napotykał na dzisiejszą niespodziankę. wykorzystując do maksimum swój angielski pięciu słów. wielokrotnie przekraczają one na przykład dochody uzyskiwane z przemysłu kinematograficznego. Piekarnia babci Shinady znajdowała się mniej więcej w połowie drogi między stacją Ishikawa-dai a moim domem czy. kolejne małe dowody na to. co hotele miłości. niegrzeczne siostry Małej Syrenki. Gdyby popatrzeć na Ishikawa-dai z lotu ptaka. Paczinko w moim sąsiedztwie stanowi przykład architektury łączącej wątki z komiksów ???? z nostalgią za światem Disneya i apeluje do podobnych potrzeb estetycznych. U jasno oświetlonego wejścia. nie licząc „wsss" pana Matsury.czekoladowe oponki o smaku zielonej herbaty albo rogaliki z czerwoną fasolą. czyli prezent. Paczinko to jedna z japońskich obsesji zupełnie niezrozumiałych dla reszty świata. z daleka przyciągający wzrok nagłą erupcją koloru. bo właścicielka piekarni była pierwszą osobą z sąsiedztwa. symetryczne bukiety niczym dekorację trybuny dla pierwszego sekretarza partii w komunistycznej w Polsce mojego dzieciństwa. Z jakichś powodów właściciel tego paczinko gustuje w białych i czerwonych goździkach. Ŝe czerpanie wzorów z Zachodu moŜe być jednak twórcze. i wielkie fioletowe kwiaty wyglądające jak genetycznie zmutowane rosiczki. Gawędziła ze mną. Dziś jest w Japonii około dwudziestu tysięcy salonów paczinko. Inny pozwala opowiedzieć o niej jako o przestrzeni. czyli dziesięć razy więcej niŜ kin. Co tak fascynującego jest w tej grze? Ciągły ruch wchodzących i wychodzących ludzi bez trudu pozwala zajrzeć . jedną z tych zjaponizowanych specjalności o zadziwiających smakach. Liczbę klientów szacuje się na ponad pięćdziesiąt milionów. Bryła złoŜona z ostrych kątów ma srebrną fasadę z dwiema doryckimi kolumnami. jeśli juŜ pokona się przyzwyczajenia i idiosynkrazje własnych kubków smakowych. które moŜna polubić. jak w przypadku większości salonów. krewetkę na ostro w droŜdŜowej bułeczce albo słodycz fasoli w osłonce słonego francuskiego ciasta. a ja podtrzymywałam rozmowę. która w ogóle się do mnie odezwała. między popularną księgarnią a sentó. Z ciepłym purezento w dłoni szłam dalej. to właśnie byłyby miejsca dające najwięcej światła. niemal nierealny w swej neonowo ostrej obecności. czyli bilionach dolarów. innymi słowy. a roczne dochody liczy się w trylionach 95 jenów. a podobne jej wersje moŜna znaleźć w kaŜdym innym mieście. które zyskało popularność nawet w krajach Zachodu. publiczną łaźnią. której wyraz nadają dwa najjaśniejsze punkty orientacyjne: salon gry paczinko i bar karaoke. kolumny oplata plastikowy bluszcz. 94 Między paczinko a karaoke Określenie „między księgarnią a sentó" jest tylko jednym z moŜliwych sposobów na uchwycenie siecią opisu pejzaŜu mojej okolicy. nigdy nie udało się przeflancować jej na inny grunt w przeciwieństwie na przykład do karaoke. stoją hipertroficzne kosze sztucznych roślin. Idąc od strony stacji. a obecna jego forma narodziła się po długiej ewolucji prostszej gry amerykańskiego pochodzenia. Ta psychodeliczna wizja raju przyciąga jednak codziennie setki klientów. kaŜdej wsi i zapomnianej przez bogów osadzie na wyspie Kyushu czy Shikoku. Japonia oszalała na punkcie paczinko dopiero po wojnie. Namalowano na niej splecione ogonami piersiaste syreny. które aranŜuje w sztywne.

Najczęściej jednak wrzucone kulki przepadają z metalicznym hałasem w bezdusznych trzewiach automatu. lewitujący w innej rzeczywistości. do których być moŜe dotarł głosy estetów ubolewających nad brzydotą świata paczinko. Trzy czwarte grających w paczinko to męŜczyźni. hałaśliwych i jasnych. a podejrzane typy wdają się w awantury. które przypominały buduary. bracia tych. po której kaskada kulek spada w dół. gdzie przesiadują wytatuowani gangsterzy. by wystrzeliły w górę tak. złagodzić światło. wygrywa on więcej kulek. ale prawo prawem. w okienku za rogiem. by pozory zostały zachowane. a zaznaczam. gdzie ludzie o kamiennych twarzach. w lewej papieros. nie przeklina. najlepiej czujący się w miejscach. co trzeba. Jeśli się to uda. a Ŝycie Ŝyciem. jeśli w ogóle cokolwiek zaleŜy tu od umiejętności gracza zdanego na ślepą Fortunę.suchych. które wpadły do tej dziurki. nie próbuje oswoić maszyny. który zwycięzcy oferuje tylko mało wartościowe drobiazgi. W końcu Japonia jest krajem.w głąb jaskrawo oświetlonego pomieszczenia i zobaczyć rzędy hałaśliwych automatów z oszklonym wertykalnym ekranem. z których natura została wykluczona . ozdobiony wizerunkami półnagich kobiet o ogromnych piersiach albo postaciami z kreskówek ekran ponabijany jest szpilkami układającymi się w ścieŜki dla metalowych kulek. Sprawiają raczej wraŜenie szczególnego rodzaju świątyń. odpalają papierosa od papierosa. Szczęściarze mają przy nogach po całym koszyku wygranych kulek. prawa ręka na wajsze wprawiającej kulki w ruch. Salony paczinko nie są jednak miejscami niebezpiecznymi. Hazard jest w Japonii nielegalny. w którym mafia wydaje własne czasopismo i dopóki nie zajmuje się narkotykami albo zabijaniem zwykłych obywateli. na Ŝywą gotówkę. W nieludzkim hałasie. jak zahipnotyzowani wpatrują się w elektroniczną mandalę. potomkowie samurajów. a nie fabryki. fluorescencyjnym świetle i kłębach papierosowego dymu co jakiś czas słychać zwycięską kaskadę kulek. Nikt nie zagaduje sąsiada. ostre światło stanowią najwyraźniej integralną część uroku tej gry. Siedzą obok siebie zupełnie obojętni na obecność sąsiada. czego łatwo się domyślić. Wygraną. oficjalnie wymienia się w salonie na drobne upominki. Wrzuca się je do otworu w automacie i operując wajchą sprawia. próbowali nadać swoim salonom inny wystrój. Niektórzy właściciele. Nie lubię paczinko. Nikt jednak nie chciał grać w miejscach. Industrialny hałas i zimne. Ŝe niewiele. a nieoficjalnie. utemperować łoskot maszyn. i wszystko jest w porządku. Podczas jedynej wizyty w salonie z syrenami przegrałam dwa tysiące jenów w ciągu . a paczinko to zakamuflowana gra hazardowa. Ów kolorowy. oczy wpatrzone w migającą światełkami wertykalną planszę. Oczywiście yakuza ma wiele wspólnego z paczinko. Dlatego wygranej w postaci gotówki nie moŜna odebrać w samym salonie. o czym wie kaŜde japońskie dziecko i policjant. nieczuli na hałas technorocka i okrzyki paczinkowych didŜejów. odizolowani od sąsiadów niewidocznym pancerzem. skoro jest to interes przynoszący dwadzieścia pięć procent zgłaszanych dochodów w sektorze usług. 96 Rzędy graczy w paczinko nie wydają się bardziej Ŝywe niŜ rzędy automatów. Grający mają twarze pozbawione jakichkolwiek emocji jak robotnicy przy taśmie produkcyjnej albo mnisi. by spadając. którzy zabetonowali japońskie miasta. a niezgłaszanych nikt nie wydaje się nawet w stanie oszacować. jeśli się jest szczęściarzem. waląc w nią pięścią albo uwodząc głosem. skoncentrowani. wpadły w odpowiednią dziurkę. pozostawiona jest samej sobie. rzeki i wybrzeŜa. długopisy albo zapalniczki.

Reid. do których przypadkiem wstawiono telewizor i sprzęt nagłaśniający. Idea doryoku. Aby nikomu nie przyszła do głowy aktywność inna niŜ śpiewanie. Aby usłyszeć kończące występ gratulacje. teraz wystarczy wybrać kod piosenki i na ekranie pojawi się teledysk oraz tekst. opiera się na przekonaniu. przyciągają wzrok duŜe 97 czerwone litery „Karaoke Big Echo" oraz podpisany wizerunek Hello Kitty. Do jego białej fasady. pozbawionej okien.ośmiu sekund. Z kolorowego menu moŜna zamówić posiłek albo coś do picia i juŜ. „Ruszaj gałką". Innych jednak natura pozbawiła tych darów i kosztem wspomnianego „wysiłku" opanowują kilka popisowych numerów. dziennikarz „Washington Post" i znawca Japonii. matematykę. gdzie lubią spędzać czas dorośli.z całą pewnością coś dla dzieci poniŜej dwunastego roku Ŝycia raczej niŜ miejsce. młode pary. Bierzemy więc mikrofon i śpiewamy. czyli karaoke. Najlepiej na piętrze o nazwie Hello Kitty Cloud 9. Idea karaoke opiera się zatem na przekonaniu. Oprócz stolika. . białej koteczki. Ŝe ów lepszy uczeń wkłada w naukę więcej wysiłku. która chyba trochę wstydziła się tam być. który ma tyle wspólnego z rozrywką co operacja oka bez znieczulenia. W pięciopiętrowym budynku znajduje się kilkadziesiąt pokojów rozmieszczonych na poziomach o zróŜnicowanym wystroju. czyli „wysiłku". tak waŜnego w całym japońskim systemie edukacji. Ŝe przy odpowiednim wysiłku kaŜdy uczeń jest w stanie opanować w tym samym stopniu grę na pianinie. Jednak Japończycy obojga płci znikający w drzwiach Big Echo mają więcej niŜ dwanaście lat: sarariimani w kilkuosobowych grupach. które przeznaczone są dla kilku. w której liczy się nie tyle talent. czyli Hello Kitty Chmura 9. gdzie ktoś odpowiedzialny za wystrój zadbał o odpowiednią liczbę podobizn koteczki i róŜowego koloru. to śpiewać kaŜdy moŜe. który jest dany. W Japonii zaś niemal kaŜdy powiedziałby. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. Karaoke w mojej okolicy jest bardziej nowoczesne niŜ tradycyjny bar ze sceną. w kaŜdym z pokoików zamontowano kamerę. a nawet kilkunastu osób. solo. odpowiedź będzie brzmiała: „Bo jest zdolniejszy". Ŝe kaŜdy jest w stanie opanować w zadowalającym stopniu kilka wokalnych numerów i to właśnie włoŜona w osiągnięcie tego celu praca liczy się bardziej niŜ talent. skoki do wody. foteli i aparatury nie ma w nich nic więcej. z koleŜanką albo z kochankiem. Dlaczego Japończycy tak lubią karaoke? Od początku nurtowało mnie to pytanie. a śpiewanie sprawia im przyjemność. ruszyłam. licealistki. PrzecieŜ to naród nieśmiałych ludzi. muszą pokonać własną słabość i śpiewać. Pokoje w Big Echo mają róŜną powierzchnię . A skoro tak. Jedna z prawdopodobnych odpowiedzi wiąŜe się z upodobaniem Japończyków do amatorszczyzny. Wszystkie pomieszczenia wyglądają tu jak sypialnie dla niemowląt. jeśli zapytamy Amerykanów. która na okrągło go monitoruje. jednej z najpopularniejszych postaci w japońskiej kulturze popularnej. Jak pisze T. Oczywiście niektórzy bywalcy karaoke po prostu mają dobry słuch i głos. srebrne kulki wystrzeliły w górę i wszystkie bez wyjątku przepadły metaliczną kaskadą w nicości.od wielkości szafy do takich. którzy najlepiej czują się w grupie i publiczne śpiewanie solo powinno być dla nich koszmarem. R. postanowiłam zaŜyć innej japońskiej przyjemności dostępnej w moim sąsiedztwie. dlaczego dany uczeń ma ze wszystkich przedmiotów lepsze oceny niŜ jego przyjaciel. Oglądane z zewnątrz Karaoke Big Echo teŜ przywodzi na myśl raczej duŜe przedszkole albo sklep z zabawkami . Mając w pogardzie paczinko. ile włoŜony w występ wysiłek i staranie.

Nie zraŜając się pogodą. w róŜowym pokoiku karaoke ozdobionym wizerunkami Hello Kitty. zwana „japońską Madonną". nie robił min. których sadzonki dostałam od mojej nowej koleŜanki Mariko wraz z radami niezbędnymi dla kogoś. Nie bez powodu teŜ kolejne tarento japońskiej muzyki pop zwykle nie umieją śpiewać. Matsuda Seiko. śpiewał więc. powaŜny. Człowiek wybitnego intelektu. zamiast się zmniejszyć. Bogowie wrócili ze świątyni Izumo do domów. skarbnica wiedzy o Japonii. wspaniały gawędziarz opowiadający mi piękną angielszczyzną aneg99 doty o samurajach i sarariimanach. Nie wygłupiał się. to szaleć. Po dwóch miesiącach spędzonych na Ishikawa-dai ilość rzeczy kompletnie dla mnie niezrozumiałych wprawdzie wzrosła. ktoś. po kilku nieudanych próbach opanowałam jazdę na rowerze z parasolem w jednej ręce. Kocha się ich nie za to. skupiony. przynosząc wilgotną. Niebo opadło i zawisło tuŜ nad naszymi głowami cięŜkie od wzbierającej wilgoci. lecz przeciwnie: za to. ani warunków scenicznych. a moŜe uda ci się być takim jak wszyscy". nie pozwalającej na tak „nieodpowiednie" przyjaźnie jak nasza. Raz w Karaoke Big Echo towarzyszył mi Satoru. kto. jest dla niektórych przykładem wschodniej wersji demokracji. nie miała ani głosu. polegającej na realizacji postulatu: „Nie wychylaj się. niezbyt utalentowanych. z którą łączył mnie brak talentu muzycznego. doryoku. Miał świetny słuch i dobry mocny głos. japoński profesor. Ŝe jawią się tak doskonali jak Nicole Kidman czy Brad Pitt. a cała absurdalność sytuacji. iŜ są tak samo ułomni jak my wszyscy. widać upodobanie Japończyków do idoli reprezentujących typ dziewczyny czy chłopaka z sąsiedztwa: postaci przeciętnych. pochmurną pogodę. tak sobie tylko urodziwych. za jej wielkość i „wylininie". kto potrafi! wypracować dystans wobec uprzedzeń własnej kultury. a największa gwiazda lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. pracuj cięŜko. Mój wybór padł na Celinę Dion i jej piosenkę z Titanica. iŜ w Japonii nawet wysiłki osób zupełnie pozbawionych muzycznych talentów spotykają się z cierpliwością i zachętą grupy. o którym pisze Barthes? Za to. ale moje codzienne Ŝycie zaczynało układać się w jakąś formę normalności. rosły!) i . Z gorliwością ogrodnika neofity parę razy dziennie sprawdzałam. posadziłam na balkonie Bon Hour zimowe kwiaty. Ŝe Japonia jest tak bogata i bezpieczna. Po półgodzinie tych popisów przyszła moja kolej i wtedy po raz pierwszy i ostatni w Ŝyciu zaśpiewałam w barze karaoke. Niczym Matsuda Seiko. tak jak ja. MoŜe to właśnie ta zasada odpowiedzialna jest za potęgę i śmieszność współczesnej Japonii. i pewnie za to. Smok. / wanna be your man. Dziś w mniejszym juŜ wprawdzie stopniu. jak rosną (o dziwo. W karaoke kaŜdy moŜe być gwiazdą na ludzką skalę. ale ja nie miałam tyle czasu. nigdy przedtem niczego nie posadził. naprawdę włoŜyłam w to duŜo wysiłku. lecz nadal wyraźnie. wiśnie i duchy Podobno w Japonii trudne jest tylko pierwsze dwadzieścia lat. chcąc nie chcąc. Ŝe tylu wybitnych i niepokornych opuszczają dla nie tak czystych i nie tak bezpiecznych miast Zachodu. cały jej komizm był dla niego nieczytelny. próbuj z uporem. I tam. ten miły starszy pan o posturze nadzwyczaj delikatnej i kruchej śpiewał piosenki Beatlesów. jak szaleć. więc popisywał się nim nie bez satysfakcji. co jakiś czas pękało i. a po krystalicznie czystych dniach października i listopada przyszedł ponury grudzień. Fakt. a biała koteczka patrzyła na nas bezmyślnymi oczkami.Nagrodą za ich odwagę jest akceptacja grupy.

i dopiero potem dowiedziałam się. Pomiędzy starym a nowym rokiem jest coś w rodzaju czasowej szczeliny. czyli festiwal. Fuji .odkrywałam w sobie ambicję pokazania panu Matsura od bonsai. sukiyaki i sashimi. z jakichś powodów. którego dziką i bujną wizję postanowiłam urzeczywistnić. W pierwszy japoński wieczór sylwestrowy jadłam w domu Chizuko przewidziany na tę okazję makaron sobą i nie bez satysfakcji stwierdziłam. Kolejne osoby pojawiały się. by zwiększyć przestrzeń między blatem a podłoŜem. jak powinien wyglądać ogród. wielkookich. Powiedzieć. Tej nocy śniła mi się góra Fuji. .o których wcześniej nie ośmieliłabym się pomyśleć w kontekście posiłku. Mieszkanie w Bon Hour stawało się coraz bardziej japońskie.nawet dodatkowe klimatyzatory nie były w stanie podnieść temperatury w moim japońskim domu powyŜej przygnębiających 16 stopni Celsjusza. wylatuje na małą wycieczkę. których jeszcze parę miesięcy temu nie umiałabym rozpoznać. na matsuri. bez trudu rozpoznałam twarze kilku osób z mojego sąsiedztwa. bakłaŜana i jastrzębia . gdy uchyla się na moment metalowa pokrywa piekła i sto osiem demonów. Podkładałam pod jego nogi cztery grube słowniki. ale ten mały świat między księgarnią a sentó dzień po dniu coraz bardziej dawał się lubić. ogrzewany od spodu elektryczną grzałką i przykrywany kołdropodobną narzutką. którą wolał od sake. bo . mąŜ Chizuko. Ŝe zaczynałam wrastać w Japonię. na którą planowaliśmy wyprawić się latem. Mariko podarowała mi stary stolik kotatsu. tłumaczył nam Teru. odmieniona. symbolizowaną przez jej przerośnięte nitki. O północy pojechaliśmy na rowerach do buddyjskiej 101 świątyni Kuhonbutsu i słuchaliśmy tam stu ośmiu ogłuszających uderzeń potęŜnego dzwonu. który juŜ od jakiegoś czasu nie syczał na mój widok.obok. a tym razem nawet pierwszy raz wyraźnie i bez uciekania wzrokiem powiedział mi japońskie „dzień dobry". mackowatych . a przechodząc przez stoisko z rybami. bo gotująca kiedyś u mnie Chizuko zapytała o niego takim tonem. jakby posiadanie podobnej rzeczy w kuchni było czymś oczywistym i niezbędnym. i dziadek Tanaka ze świeŜo przyczernionymi włosami. umiałam juŜ nazwać parę jadalnych stworzeń -wilgotnych. i zapachami. symbolizujących ludzkie przywary. bez białego fartucha i bardzo elegancka. luki pełnej anarchii. Kupiłam nawet specjalny nóŜ do patroszenia krewetek.uwaŜa się za wyjątkowo dobry znak. Sobą jedzona w przeddzień Nowego Roku gwarantuje pomyślność i długowieczność. wpełzałam pod stolik tyłem jak rak i leŜąc na brzuchu czytałam albo pisałam. Gdy chłód wieczoru przenikał przez pojedyncze okna i nieizolowane ściany. umykających mi wcześniej jak nerwowe dŜdŜownice.niestety . jakich nigdy wcześniej nie uŜywałam. wypełniając się sprzętami. nie zapominałam juŜ o zdejmowaniu butów. byłoby naiwnością i ogromną przesadą. Chizuko nauczyła mnie robić zupę miso. pan Matsura. które miały wypłoszyć tyleŜ samo naszych złych skłonności. Gdy w dzień Nowego Roku wybrałam się do najbliŜszej świątyni shintó. właściciel sentó z całą trzypokoleniową rodziną i mój sąsiad od bonsai. hojnie dolewając Ŝubrówki. które zgromadziły się na niewielkim placyku przy pomarańczowej bramie torii. Chizuko w jednej ze swoich fantazyjnych apaszek. zwanej przez nas dla uproszczenia „naszym kościołem". Była babcia Shinada z piekarni. Ŝe umiem go juŜ wsysać bez chlapania na boki i ścigania pałeczkami nitek. Bywałam 100 w japońskich domach i nawet wchodząc do własnego. Ŝe pierwszy sen w Nowym Roku jest bardzo waŜną wróŜbą dla Japończyków.

noworoczne dekoracje z bambusa i gałązek sosny. piszcząc. Dwie młodziutkie dziewczyny ubrały się w przepiękne świąteczne kimona i pelerynki z białych lisów. Te generalne porządki nazywa się susuharai. nie tylko symboliczne plamy i brudy. zastępowane boŜonarodzeniowymi gadŜetami poŜyczonymi z kultury Zachodu. czyli „wymiataniem sadzy". która kaŜe witać Nowy Rok bez długów i niedotrzymanych zobowiązań. lecz takŜe te rzeczywiste muszą być usunięte przed 1 stycznia. Podeszłam do Chizuko. Tak powściągliwi na co dzień Japończycy nabierają śmiałości w atmosferze matsuri i zachowują się swobodniej. aŜ wyczerpał wszystkie wątki. przystrojonej na tę okazję w liliowy kombinezon i słomkowy kapelusz z kwiatem. zbliŜając swój pysk do naszych twarzy. przypominając sobie lekcję angielskiego z odległej przeszłości. by po chwili znów zaczepiać komediantów. Ta stara tradycja chińskiego pochodzenia jeszcze niedawno miała nieco inny charakter. Kadomatsu podarowane mi przez Mariko miało charakter eklektyczny: do bambusowego patyczka przyczepiony był swojski Mikołaj w czerwonym ubranku. Sama modlitwa w świątyni shintó zwykle zajmuje Japończykom chwilę i polega na trzykrotnym klaśnięciu w dłonie. Dziś lew tańczy tylko na terenach świątyń i oto właśnie się pojawił . Japończycy nadal hołdują wielowiekowej tradycji. gdzie powitanie Nowego Roku ma bardziej elegancki charakter. więc warto było zapłacić parę jenów za jego towarzystwo. czyli „tańca lwa". Ŝeyakuza pod przykrywką shishimai wyłudzała haracze i policja zabroniła tej praktyki. z czerwonym pyskiem i białą wielką grzywą. przygotował na mój uŜytek pasujący tematem miniwykład po angielsku i swoim perswazyjnym głosem doświadczonego nauczyciela mówił tak długo. ku uciesze dzieci i radości dorosłych. wrzuceniu ofiary. straszny. a dzieci. pewnie wybierały się do świątyni Meiji. które w dzisiejszych czasach często są uzupełniane bądź. Zgromadzeni wokół 103 zaimprowizowanej sceny patrzyliśmy. jak lew odgrywa ekstatyczny taniec.najwaŜniejszych świąt dla Japończyków. Trwały przygotowania do shishimai. jak to miał w zwyczaju. Jej mąŜ profesor. poruszając się w okręgu stworzonym przez widownię. z jakimi miało się do czynienia przez ostatnie dwanaście miesięcy. zwana hatsumairi. . Pierwsza w roku wizyta w świątyni shintó. to jedno z dwóch . Lew symbolizuje szczęście i zdrowie. Nowy Rok celebrowany przez trzy dni od 31 grudnia do 3 stycznia. „How doyou doT\ zagaił więc grzecznie dziadek Tanaka.najpierw kierując swe kroki do źródełka. bowiem lew wraz ze świtą chodził po domach sąsiedztwa niczym nasi kolędnicy. Rzucał się wte i wewtę. jest wydarzeniem radosnym i pełnym ciepła. nie brakowało nawet naszej dziwaczki z pudelkiem. a nawet czasem zagadują do „gaijinów". które wypada wysłać do wszystkich osób. to równieŜ integralna część japońskiego Nowego Roku i moj e sąsiedztwo przybyło chyba w komplecie. niestety. Poprzedzone gruntownymi porządkami 102 i przygotowywaniem kart z Ŝyczeniami. Na drzwiach domów pojawiają się kadomatsu. momencie skupienia i pociągnięciu za sznur z dzwonkiem. by obmyć ręce przed wejściem na teren świątyni. spod jego zielonego płaszcza wystawała para męskich nóg w sportowych butach.wielki. ale okazało się. uśmiechają się. dlatego świetnie nadawało się dla „gaijinki". uciekały tylko po to. a potem witały się z przyjaciółmi i sąsiadami. ale kolejność tych czynności zawsze mi się myliła. Innymi słowy. Wokół nas uwijały się postaci w kostiumach i zabawnych maskach zastygłych w strasznych grymasach.obok O-bonu .

Ŝe ostry. Trzy miesiące między styczniem a kwietniem dla mnie. gdzie pojawiło się mnóstwo słodyczy i potraw symbolicznie odwołujących się do sakurowego święta. przez których pęknięcie widać było wieczorem co najwyŜej wątły biały cień. Cukiereczki w kształcie kwiatków wiśni. ale nic nie moŜe równać się z sakurą. Tak zaczął się mój pierwszy Nowy Rok po japońsku. jak to się stało. w których rosną drzewa wiśniowe i gdzie moŜna teraz lub w niedalekiej przyszłości celebrować hanami. ukucnęłam i . Jak ogłosiła Rządowa Agencja do Spraw Kwitnienia Wiśni. Ŝe nas kąsa na szczęście. Tak jak zapowiadano . kimona młodych kobiet z sakurowym motywem . ryknął i zatańczył. drukowano mapki informujące o najciekawszych miejscach. zamieniły się w wielkie. zasłaniając dłonią usta tym pięknym gestem japońskich kobiet. We wszystkich gazetach.Udawał.poklepałam lwa po drewnianej głowie. ciastka mochi. Sakura. Po wszystkich tych podskokach lew zwinął się na rozciągniętej na ziemi płachcie. UŜywane tradycyjnie określenie z języka meteorologii wydaje się jak najbardziej na miejscu. były przede wszystkim czekaniem na wiosnę. Wprawdzie w lutym poświęcono trochę uwagi kwitnieniu śliw. Powoli pęczniejące pąki sprawiły. barwione na róŜowo i pakowane w marynowane liście wiśni. rozkwit tokijskich drzew ma nastąpić dwudziestego piątego dnia tego miesiąca i wszyscy czekali nań w napięciu. które we wrzątku czarodziejsko rozprostowują się do swojego pierwotnego kształtu. słowo oznaczające kwiat wiśni. i po chwili byłam jego główną ofiarą. Nie wypadało odmówić. a ludzie przechodzący pod nimi coraz częściej przystawali i zadzierali głowy.gdziekolwiek w Tokio zwróciło się oczy. W końcu. Ku uciesze zebranych. . JuŜ na początku marca drzewa rosnące wzdłuŜ zabetonowanej rzeczki Nomi zaczęły dawać delikatne znaki Ŝycia. W ciągu jednej ciepłej nocy nabrzmiałe pąki. graficzny kształt gałęzi złagodniał. wyszłam więc na środek.był chimeryczny i wprawdzie do subtropikalnej wyspy Okinawa dotarł juŜ 15 stycznia. była zapowiedź hanami. znieruchomiał i chyba zapadł w sen. po pełnym napięcia oczekiwaniu.dodatkową atrakcję przedstawienia. W telewizji codziennie mówiono o sakura zensen. Komuś z nas musiało przypaść teraz w udziale obudzenie lwa i nie wiem. słychać było wszędzie: na ulicach. uroczystość podziwiania kwiatów. plastikowe bukiety z białych i róŜowych gałązek. Ŝe to babcia Shinada pierwsza wystąpiła z inicjatywą. tym bardziej Ŝe w przeddzień znów dostałam od niej purezento w postaci rogalika z apetycznym czarnym sezamem. niemal dotykając swoim nosem mojego. A wiosna w Japonii oznacza kwitnienie wiśni. który po kolejnych miesiącach zacznę nieświadomie i prawdopodobnie niezdarnie naśladować. czyli „froncie wiśniowym". w radiu i telewizji. W drugiej polowie marca sprawy nabrały rozpędu. stało się.drzewa wiśniowe rozkwitły. Przypuszczam jednak. herbaty z kwiatów suszonych albo solonych. „gaijinka" to nie lada gratka dla lwa.niestety . osoby nieznoszącej zimy. Ŝe padło na mnie.nie znając Ŝadnych lepszych sposobów na tę okazję . a ten podniósł się. Lwisko potrząsało grzywą i wykrzywiało się. który wyglądał jak małe muszki. wielkiego święta kwitnących wiśni. „Front wiśniowy" . „Idź!". powaŜnych i niepowaŜnych. zachęciła mnie Chizuko i zachichotała. czyniąc ze mnie .dokładnie dwudziestego piątego marca . to dopiero dwa miesiące później 104 oczekiwano go w Fukuoce na Kyushu. pełne kwiaty.tak jak zimny front albo ciepły ma w zwyczaju . Przyszło mu to tak łatwo jak zwykle Japończykom. jak złoŜone skrzydełko. w metrze i sklepach.

jak duŜo jest wiśni w betonowym Tokio. którzy na kilka wieków objęli w Japonii władzę. i kontrast między czernią ich bezlistnych gałęzi a bielą lub róŜem kwiatów jest olśniewający. kwiaty te kojarzyły się z popcornem i moŜe rzeczywiście to porównanie oddaje coś z ich lekkości . po środku którego rósł zwarty szpaler drzew pokrytych tak gęsto kwiatami. Majestatyczne wiekowe sakwy na kampusie pobliskiej uczelni stały się miejscem pielgrzymek ludzi z całej okolicy. Któregoś dnia. Kto wie. Ŝe trwa ono tak krótko i tak nieuchronnie przemija. Młodziutkiej 105 amerykańskiej studentce. Zwyczaj ten narodził się w okresie Heian (794-1185). biesiadując. Ŝe tajemnica piękna kwitnących wiśni tkwi w tym. na którą przychodzą wraz z wystrojonymi mamami. robiły im pamiątkowe zdjęcia pod kwitnącymi drzewami. Kwitnienie wiśni. delektowali się przygotowanymi specjalnie na tę okazję potrawami równie wymyślnymi jak ich stroje.Dopiero wtedy ze zdumieniem przekonałam się.tak kruchej. jadąc rowerem wzdłuŜ Nomi. którzy robili sobie zdjęcia na ich tle. pobliska Ookayama czy Midorigaoka. w pełni swojej urody i rozkwitu. Byli nowymi uczniami pobliskiej szkoły podstawowej i po oficjalnej uroczystości dumne mamy w niemal identycznych pastelowych kostiumach. Hanami to jedna z najstarszych japońskich tradycji. Wprawdzie niektórzy mieszkańcy wystawiali stoły przed dom i podziwiali kwiaty. piękne i bujne. które pewnie były odpowiednim uniformem na tę okazję. z którego szczelin na kaŜdym kroku wyrastały teraz biało-róŜowe królewskie bukiety. Nieciekawa droga wzdłuŜ rzeczki Nomi zamieniła się w olśniewający pasaŜ. gdzie biesiaduje się wprost na nagrobkach. to nie tylko początek prawdziwej wiosny. Wtedy w szkołach odbywa się uroczystość dla pierwszaków. to większość wybrała któreś z bardziej tradycyjnych miejsc w pobliskich parkach. ale najbardziej urokliwe moŜna znaleźć właśnie w kieszonkowych parkach małych „tokijskich miast". Ŝe aŜ niewiarygodnej. patosu rzeczy i melancholii w obliczu nietrwałości? W kaŜdym razie Ŝadne długo kwitnące drzewa nie wzbudziły nigdy aŜ takiego zachwytu Japończyków. Arystokraci. po zaledwie tygodniu Ŝycia. które urządza się tam. ale równieŜ rozpoczęcie nowego roku szkolnego. akademickiego i fiskalnego. którzy w owym czasie nie mieli wielu innych zajęć prócz uprawiania sztuki i miłości. 106 Ŝe opadają zanim zwiędną. Kultura estetów przepadła pod ruinami dworu Heian. a początek dali mu wraŜliwi na piękno esteci płci obojga z dworu cesarskiego. Wiśnie rosnące wzdłuŜ Nomi. to nie najlepszy jednak punkt na hanami. Kwiaty wiśni mają to do siebie. To oni (i one) pierwsi zauwaŜyli. krótkich spodenkach i w niesamowitych. mimo przejeŜdŜających im niemal po stopach pojazdów. Ŝe ich czupryny zlewały się w jeden nieprzebrany gąszcz aksamitnej bieli. słonecznie Ŝółtych kapelusikach. gdzie jest więcej przestrzeni i nie ma ruchu samochodowego. takich jak moje Ishikawa-dai. Japońskie wiśnie kwitną. najpiękniejsze pewnie na wielkim cmentarzu Aoyama. siedząc pod kwitnącymi drzewami. które na wyspie Honshu przypada na przełomie marca i kwietnia. którą poznałam w Tokio. zaplątałam się w tłum maluchów w granatowych mundurkach. moŜe podobna konstatacja jakiejś damy Heian data początek japońskiej idei mono no aware. ale wojownicy. zanim pojawi się na nich choćby cień zieleni. Najsłynniejsze tokijskie hanami odbywa się w parku Ueno. docenili urok .

moŜna dokupić na stoiskach sprzedających smaŜony makaron sobą z warzywami. Specjalne zestawy na hartami moŜna kupić w sklepach spoŜywczych. który kulminuje w dniu. potem kilkadziesiąt powoli płynie w dół. stare wiśnie. by pilnował dla reszty kawałka cennej ziemi pod sakurą. a samo święto ma spokojniejszy charakter.jakimś cudem niemal wszyscy uŜywają dokładnie takich samych. . tako-yaki. Wczesnym popołudniem dominują rodziny z dziećmi. Dziś hanami ma bardzo demokratyczny charakter. wyjmują przyniesione ze sobą 107 jedzenie. Niektóre z tych prowizorycznych stołów wyglądają tak. Zapalają się czerwone lampiony rozwieszone między drzewami i zaczyna się yozakura. kulinarnych i alkoholowych rozkoszy. Przez kilka dni hanami trwa festiwal estetycznych. by dołączyli do japońskiej grupy i wraz z resztą towarzystwa dokończyli wielką butlę sake. Biesiadujący pod drzewami wyglądają niczym postaci z instalacji Kusamy Yayoi: są cali w kropki. Wraz z zapadaniem ciemności gęstnieje zapach sake i piwa. przyjacielskich lub zawodowych ciągną do parków. Ludzie jedzą. Kilka dni wcześniej powstają tam prowizoryczne stoiska. to częsty widok w okresie hanami. gdy jak za podmuchem wielkiego wiatru. śpiewają. Biesiadnicy wchodzą na nie po zdjęciu butów. przybywają ludzie i rozkładają pod nimi niebieskie plastikowe płachty i . którzy nie wypili za duŜo. którego ideałem było Ŝyć krótko i w pełni rozkwitu młodości polec w walce o słuszną sprawę. i wszystko pokryte zostaje półprzejrzystymi płatkami delikatniejszymi niŜ dziecięca skóra. W małych parkach łatwiej znaleźć miejsce. róŜne słodkości i alkohol. grupa starszych pań ma ze sobą przenośny zestaw do karaoke i wszystkie kolejno próbują swoich sił. „burza wiśniowego śniegu". głosy ludzi stają się coraz bardziej donośne i pijane. Ci. Nie brakuje alkoholu i przybywa go. mogą podnieść w górę oczy i zobaczyć przyprawiający o zawrót głowy widok pointylistycznych białych płatków na tle ciemnogranatowego nieba. a gdy drzewa pokrywają się białą chmurą kwiatów.co po jakimś czasie spędzonym w Japonii przestaje dziwić . Metafora Ŝycia krótkiego jak kwitnienie wiśni pozostała jak smutne memento w wierszach i pamiętnikach pilotów kamikadze. gdzie rosną piękne. czyli podziwianie kwiatów nocą. Widok sennego młodzieńca w czarnym garniturze. W świetle księŜyca i róŜowym poblasku lampionów hanami przypomina pradawne misteria. kwiaty zaczynają opadać. stawiane są toalety i przenośne śmietniki. Gdy wiśnie zakwitają. robią zdjęcia. które równym szeregiem ustawiają dookoła. piją. ale przynajmniej równie często smakołyki takie przyrządza się w domu. Najpierw kilka. wojownicy podziwiali opadające płatki w podniosłym wzruszeniu. W tych bardziej zatłoczonych konieczne jest zarezerwowanie sobie miejsca i firmy wysyłająw tym celu najmłodszego pracownika.sakury. a po chwili ogarnia nas sakura fubuki. w miarę jak zapada zmierzch. zaczynają się erotyczne przekomarzanki i sprzeczki. który juŜ bladym świtem tkwi pod wiśnią w Ueno. ale pod wieczór więcej jest dorosłych. opowiadają dowcipy. a wiatr unosi płatki dalej. Teraz moŜna nawet zdobyć się na odwagę i poprosić samotną parę „gaijinów". gdyby przyszła ochota na coś jeszcze. Nawet jeśli nie było z kim walczyć. ludzie w grupach rodzinnych. Na przykład w parku Senzoku Ike niedaleko mojego domu hanami odbywa się na wzniesieniu o wielkości jakiegoś tysiąca metrów kwadratowych. Ŝe nie powstydziłaby się ich wykwintna restauracja. Kwitnienie wiśni stało się symbolicznym wyrazem Ŝycia samuraja. Pod koniec siedemnastego wieku hanami świętowali juŜ wszyscy. a estetyka ulotnego piękna sakury stała się stałym elementem japońskiej kultury.

więc gdy w jakieś lipcowe popołudnie znowu wyszło słońce.przykleja je do szyb. Ich niepozorne owoce nie nadają się do jedzenia. japońskiej wiosny. Pierwszy dawał mi złudną ochronę. zarosły okno mojej pracowni w Bon Hour. a drugi pozwala! wprawić w lekki ruch cięŜkie od wilgoci powietrze w wagonie. W uproszczeniu jest to prawdą: śluby zawiera się w obrządku shintó. pleśniejącą nieskończoność. Pranie nie schło. porze deszczowej. Ale lato to przede wszystkim święto O-bon. cykady wielkie i hałaśliwe jak helikoptery. przelotne deszcze i słońce w aureoli wilgotnej mgiełki. Parasol i wachlarz to dwie rzeczy. Wykiełkowalyby zresztą pewnie nawet na moim ciele. maty tatami w mojej sypialni pachniały sianem coraz intensywniej i gdybym wysypała na nie nasiona rzeŜuchy. a ksiąŜki piły wodę jak spragnione gąbki. Gucciego lub Kenzo . gdzie reszta pasaŜerów równieŜ się wachlowała. 108 Dwa miesiące przyjemnej. czyli japońskie zaduszki. kwiaty pory deszczowej. lepką. Ŝe ryby mogłyby pływać w powietrzu. skręcając się w loki. trwa przez jakieś sześć tygodni wlokących się w mokrą. gdyby jakiekolwiek stworzenie zdobyło się na większą aktywność w taką pogodę. ale nie jest ona zbyt skuteczna i śliska błonka wilgoci pokrywa wszystkie sprzęty. czekając tylko na sprzyjające warunki. nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. o których nie moŜna zapominać w tym czasie.do ocierania wilgoci z twarzy i karku. która przychodzi po hanami. stają się zwykłymi zielonymi drzewami. KaŜdy tokijczyk ma teŜ przy sobie mały ręczniczek . „To wyjątkowo cięŜka pora deszczowa". szumiącą deszczem szarość i niemal w kaŜdym sklepiku mojego sąsiedztwa są w sprzedaŜy parasole. Tsuyu zaczyna się w czerwcu i trwa. ścian domów. Lato w Tokio to pyszne agarowe desery z owocami i ufolody o smaku zielonej herbaty.kobiety gustują w firmowych. gdy w bezsenne noce przyglądałam się im przez szybę zalaną strugami deszczu. Wszystkie kolory rozmywają się w jednostajną. Wielkie. a wysuszone w suszarce błyskawicznie wilgotniało. gdy w strugach ulewy jechałam na rowerze do stacji metra. by zamienić się w pleśń. mówili moi japońscy przyjaciele. Taki los spotka! moje skórzane buty i torebkę z delikatnego zamszu. 109 którego powierzchnia pokrywała się wilgocią zaraz po wytarciu teŜ wilgotnym ręcznikiem. Ŝe shintó przypadają sprawy Ŝycia. trwa. a buddyzmowi domena śmierci. Moje włosy podwoiły swoją objętość. z dyskretną metką Diora. niczym wielookie głowy. Bujne hortensje. Wkrótce magiczne drzewa. Zaczynało się lato. a ich oszalałe pędy zaczęły szparami włazić do środka. grubiejąc w oczach. prostą drogą wiodą ku tsuyu. jakich nie miałam nawet do pierwszej komunii. które wydały na świat to niewiarygodne. do chramu teŜ przynosi się niemowlęta po błogosławieństwo . którym nikt nie poświęca najmniejszej uwagi. ale ona podobno zawsze jest wyjątkowa cięŜka. Mówi się. ptasich skrzydeł. W czasie pory deszczowej klimatyzatory w japońskich mieszkaniach włącza się na funkcję „suszenie". gorące noce. a rozsypane w szufladzie zapomniane nasiona rzeŜuchy cichutko wyrosły sobie w bujny jasnoseledynowy trawnik wczepiony korzonkami w nieuŜywane sztućce. choć kapryśnej. krótko Ŝyjące piękno. wyrosłyby tak samo bujnie jak w szufladzie. Jest gorąco i tak wilgotno. Ŝe Japończycy tak rozsądnie i praktycznie podzielili funkcje swoich dwóch religii. zimnoblękitne kwiatostany miały w sobie coś złowieszczego. Wraz z innymi gospodyniami z sąsiedztwa otworzyłam na ościeŜ wszystkie okna i wyłoŜyłam na balkon futony i pościel.

z wyraźnymi makijaŜami na wciąŜ ładnych twarzach. małe dziewczynki . na moje oko wyglądają lepiej niŜ w garniturach. nie dorównując mistrzostwu babci Tanaki i jej koleŜanek. które wiesza się równieŜ wzdłuŜ ulic nad ciasno obok siebie poustawianymi straganami z jedzeniem. Po chwili okazuje się. ale nie ma ponurej atmosfery . jak wielka chmura krąŜą nad głowami swoich bliskich. Tylko nieliczni męŜczyźni wzorem swych towarzyszek zakładają tradycyjny męski strój. a starsze panie wyukatach formują krąg wokół platformy. Na tę okazję kobiety i dziewczynki ubierają się w świąteczneyukaty przewiązane pięknymi pasami obi. wydaje się jednocześnie pełen ciepła. równieŜ swoją część publiczną w postaci bon-odori. bogato zdobiony bęben.bóstw. ustawia się yagurę. To czas. Jedną z nich jest babcia Tanaka. którzy jeszcze mają w domu butsudan. na której honorowe miejsce zajmie bębniarz walący w wielki. Zaczynają śpiewać wibrującym. W Ishikawa-dai główną scenąbon-odori jest zwykle mały placyk przed supermarketem Peccock i główna handlowa uliczka nieopodal stacji.to właśnie taniec ku czci duchów. O-bon. chodzi o to. oprócz części prywatnej. którzy mogą na przykład łowić małe czerwone rybki pływające w płytkim pojemniku. Składa się on z powtarzalnych elementów naśladujących na przykład sadzenie ryŜu albo kopanie węgla . by za jednym zamachem udało się złapać ich jak najwięcej do papierowego kubeczka. dzieci zaklejają sobie buzie cukrową watą i coca-colą. Po chwili tańczy juŜ kilkadziesiąt. Gdy wszystko jest gotowe. MoŜe półpogańskie dziady miały coś z jego atmosfery? O-bon związany jest ze śmiercią. podczas gdy kolejne osoby zaczynają dołączać do kręgu starszych dam. na tyłach świątyń. rozlega się muzyka: bębniarz zaczyna walić w bęben.. rodzinnego grobu. nosowym głosem i ruszają wokół yagury w idealnie zsynchronizowanym rytmicznym tańcu. Do ekstatycznego dźwięku bębna dołącza flet i grzechotka. wciśnięto w rękę mojemu na szczęście muzykalnemu męŜowi. by oświetlić duchom drogę powrotną na ziemię. Uwagę zwraca zwarta grupa starszych pań wystrojonych z jeszcze większą starannością niŜ reszta. Nie brakuje atrakcji dla najmłodszych. którzy dali się skusić. a zmarłych chowa według ceremonii buddyjskiej i tu. którą. czyli zaduszkowych tańców. Yagurę 110 ozdabiają róŜowe lampiony. Ci. Tańce zaczynają się po zmroku. Wielu tancerzy myli krok. próbując naśladować właściwe ruchy. Zamówione ceremonie odprawiane są teŜ w świątyniach i w całej okolicy czuć zapach dymu i kadzideł. który ma przynieść im ukojenie i moŜe trochę przyjemności. Stroju dopełniają wachlarze. A duchy zmarłych są teraz przecieŜ właśnie tu. suną jednak w coraz większym kręgu. plac przed supermarketem staje się miejscem sakralnym. Tam. krąŜą między stoiskami.dostojny i powaŜny. ale ci. gdy duchy przodków powracają z zaświatów. jedzą makaron sobą i szaszłyki yakitori. O-bon ma. potem kilkaset osób. którzy odeszli. Nieco zakłopotany gaijin stoi więc na środku i grzechocze.. jak co roku. znajdują się cmentarze. do o-haka. nawet nie wiem kiedy. Trzynastego lipca ludzie idą na cmentarz i zapalają białe latarnie z herbem rodzinnym. popijają zimną jęczmienną herbatę i piwo Asashi. domowy ołtarzyk. czyli drewnianą platformę. to piękny buddyjski festiwal poświęcony tym. a juŜ od późnego popołudnia schodzą się ludzie. stawiają na nim wykwintniejsze i smaczniejsze niŜ na co dzień dary dla swoich zmarłych. japońskie święto zmarłych obchodzone późnym latem. wetknięte za węzeł obi. Ŝe to mistrzynie ceremonii bon-odori.

W wąskim przedpokoju ustawili się w kolejkę. a potem ponownie podnosił . jakie zesłała nań natura. Zanim weszli do salonu. ukłoniło mi się jednocześnie. doryokul Staruszki na wózkach odjeŜdŜają. Laleczki kokeshi. lśniące nowością trampki. kolo północy bębniarze wciąŜ bębnią. gdy otworzyłam drzwi. dymu i alkoholu.nie do wiary . ich ruchy stają się coraz bardziej spontaniczne. ale i spontanicznie odpowiedzieć całym zdaniem. po czym kaŜdy z nich wprawnym ruchem podniósł jeden karton z napisem Japan Post. którzy odpowiedzialni są za dzisiejszą uroczystość. pod którymi mieli białe skarpety. gdy wydawało mi się. Czy dlatego. pyta mnie o coś po japońsku i pierwszy raz w Ŝyciu udaje mi się nie tylko zrozumieć. jak obiecali. udało mu się zostać takim świetnym bębniarzem? Dlatego. Ŝe mimo upośledzenia. bębniarze zmieniają się kilkakrotnie. Oto pielęgniarki z pobliskiego domu opieki przywiozły na tańce swoje niedołęŜne podopieczne na wózkach i . jakie kupowałam na targach staroci. Ŝe bardzo mi się podoba bonodori. W pewnym momencie do kręgu bon-odori dołącza dziwna grupa.coś trzeba było z tym zrobić. Pierwszy męŜczyzna kładł na podłodze trzymany cięŜar. Ŝe nikt nie patrzy. schludnie ubranych w błękitne uniformy i białe rękawiczki. dostawałam od przyjaciół. powiedzieli kilka razy: Hai. Wiele z nich pewnie wróci na następny O-bon juŜ w chmurze duchów. 112 / i prawdziwych skarbów. chichoczą nade mną głosem cykad. Trzech niewielkich panów. Ŝe włoŜył w to tyle wysiłku. które coraz swobodniej szepczą coś do siebie w powietrzu cięŜkim od potu. wśród których gotowa juŜ jestem niemal wypatrzyć jakąś swoją japońską praprapraciotkę. by z czystym sumieniem gromadzić następne cuda. gdzie w dowód wdzięczności za udany występ muzyczny mojego męŜa częstowani jesteśmy kolejnymi kubkami piwa. Starszy męŜczyzna z grupy oficjeli. Moje mieszkanie w Bon Hour nie było juŜ w stanie pomieścić rosnącej ilości „durnostojek". stare kimona i ilość ceramiki wystarczającą dla kilku wielodzietnych rodzin . Na bosaka Po pierwszym roku w Bon Hour wysłałam do Polski kilka wielkich paczek. Taniec ku czci duchów zaczyna przypominać dyskotekę! Nie dajemy się juŜ wciągnąć do aktywnego uczestnictwa. którego wszyscy entuzjastycznie witają i Ŝegnają po występie. czyli tak. zwoje z kaligrafią. Duchy. Przeszli boso te kilka metrów dzielących ich od moich paczek.111 wydają się najbardziej wytrwałe i z powaŜnymi buziami uparcie powtarzają gesty i kroki starszych. sprawdzili wypełnione przeze mnie kwity. siadamy wraz z innymi obserwatorami na krawęŜniku. Inni nadal tańczą. przykucał i zakładał buty.nie mogące juŜ chodzić stuletnie babcie o ciałach skręconch artretyzmem jak precle pamiętają właściwe gesty i tańczą tylko ramionami i dłońmi! Bon-odori trwa przez kilka godzin ciepłej nocy. pojawili się dokładnie o piętnastej trzydzieści. wyciągałam ze śmietników. ale w miarę jak robi się późno. którym nie mogłam się oprzeć. zwaŜyli paczki. zdjęli w przedpokoju czyściutkie. Mówię mu. Po paczki przyjechali pracownicy poczty. w którym stała piramida kartonów. ale starsze panie przestały juŜ śpiewać zastąpione przez głośniki z nowoczesną muzyką. z których kaŜda waŜyła około dwudziestu kilogramów. a jednym z nich jest drobny chłopiec z zespołem Downa.

mieszkańcy i goście. Wówczas drugi w kolejce powtarzał tę samą pantomimę. zostawiając przed drzwiami do innego świata brud tego. śmierć. który zdecydował się opuścić. i elegancka przyjaciółka w szpilkach. Jednak na socjologicznej konferencji zorganizowanej w górskim ryokanie koło Kioto miałam rzadką okazję wygłoszenia referatu w ceratowych róŜowych kapciach. ile wymagałaby okoliczność. iŜ rzecz nie w tym. Zdjęcie butów stanowi mały rytuał symbolicznego oczyszczenia towarzyszący przekroczeniu granicy dwóch sfer: tego. co pewnie wskazuje na prawidłowość domagającą się bliŜszych badań. wiedząc. Przed wejściem do japońskiego domu po prostu trzeba zdjąć buty i nie ma Ŝadnego wyjątku od tej zasady. pierwszy po raz kolejny ściąga! trampki w moim przedpokoju. Zwyczaj ten obowiązuje równieŜ w świątyniach shintó i buddyjskich. Ŝe do jego domu zakradł się złoczyńca. respektowania tego zwyczaju wymagają bardzo stanowczo. mechanik. zanim wejdą do środka. Ŝe czułam się nieswojo. i wnętrza mieszkania (uchi). ściągano by i zakładano buty tyle razy. RozwaŜaliśmy tę kwestię podczas kończącego konferencję wystawnego bankietu w sali tatami naszego ryokanu ubrani elegancko. Dorośli i dzieci. mój przyjaciel Satoru powiedział mi. ale w tym. które dla nas byłyby stratą czasu. Chyba nikomu nie przyszło do głowy. Na bosaka czują się lepiej. zwalniając miejsce czekającemu koledze. co na zewnątrz (soto). którą lubiłam oglądać przy śniadaniu. ale techniczna trudność tych operacji czy poświęcone na nie minuty. która dotyczy równieŜ wielu codziennych zachowań. zmianę statusu. wyrozumiali 114 zazwyczaj wobec dziwactw cudzoziemców. oznaczając przejście z jednej sfery do drugiej . gdzie kaŜdy moŜe wejść. by wrócić po następną z czekających w salonie paczek. Podobnie postępuje nawet japoński samobójca. czyli pensjonatach w japońskim stylu. najpierw ściągnął buty.narodziny. Ostatni krok przez okno. zmiana stroju. Ŝe przedstawiciele nauk ścisłych respektują go w pracy częściej niŜ humaniści. Generalnie miałam wraŜenie. przed113 noworoczne porządki. Ŝe Japończycy często zdejmują buty. płukanie ust albo obmywanie całego ciała towarzyszą wszystkim obrzędom shintó. ryokanach. Ŝe tylko czasem je zakładają. pod wagon metra robi boso. ale bez butów.paczkę i wychodził z nią do zaparkowanego pod Bon Hour pocztowego samochodu. Ŝe pewien bohater japońskiej telenoweli. a dopiero potem rzucił się z pięściami na niepoŜądanego przybysza. Gdy trzeci pracownik poczty kładł swój cięŜar obok dwóch pozostałych na pace samochodu. i nic dziwnego. Zwyczaj zmiany obuwia zinternalizowany jest tak mocno. Sypanie solą. pracownicy poczty i tragarze z fortepianem waŜącym więcej niŜ oni razem. Jako Ŝe kartonów było dziewięć. bo pasujące do reszty wysokie czarne buty musiałam zostawić w szafce przy wejściu. gdyby paczek było sto. a nawet w części pomieszczeń uniwersytetów i biur. Japończycy. wszyscy bez wyjątku muszą zdjąć buty. Być moŜe humaniści są bardziej otwarci i traktują swoje miejsce pracy jako przestrzeń publiczną. mycie dłoni. nie miały Ŝadnego znaczenia dla trzech panów w białych skarpetkach. który przyszedł naprawić lodówkę. W religii shintó rytuał oczyszczania jest najwaŜniejszą praktyką. buty zdejmowano i zakładano dziewięć razy. Symboliczne uzasadnienie zwyczaju zdejmowania butów jest o wiele istotniejsze od praktycznego. niektórych restauracjach. jak okazja wymagała. ???? your shoes off. Remove your shoes compulsory. Do not .

która nie mrugnie okiem. a więc podane (ewentualnie) przy drzwiach kapcie zdejmujemy i zakładamy ponownie dopiero po opuszczeniu pokoju tatami. Po zakończeniu wizyty w toalecie . najczęściej drewniane klapki. łazienką i balkonem. gdy miał do mnie przyjść Japończyk. Oczywiście na początku pobytu w Japonii ignorowałam całe to obuwnicze zamieszanie (mam nadzieję. pod Ŝadnym pozorem nie wychodzimy w nich na zewnątrz! Zakładamy ponownie kapcie (lub: patrz wyŜej) i spokojnie uczestniczymy w dalszej części wizyty. róŜowe plastiki z wizerunkiem Hello Kitty w toalecie.zostawiamy tam „plastiki". Gdy udajemy się do toalety.uwaga . chyba Ŝe w ogóle jesteśmy na bosaka. balkon lub taras. iŜ musi ściągnąć buty. gdzie trzeba. Ŝe moi japońscy znajomi 115 nigdy się o tym nie dowiedzą) i chodziłam w butach po swoim mieszkaniu. która stoi w genkan. by wejść do jej domu. Miałam jednak świadomość. słuŜąc tylko do otwierania drzwi przychodzącym. czasem zapowiadane z telefonu komórkowego parę minut przed dzwonkiem do drzwi. czy nie bardziej.shoes here . Czasem gospodarze podają odwiedzającym kapcie. Ŝe będą tam czekały na nas specjalne plastikowe butki.włoŜenia czyichś uŜywanych kapci jest drobnomieszczańskim zwyczajem. a kto wie. ale tylko jeśli tak właśnie chcą. który niezbyt dobrze mi się kojarzy. MoŜna teŜ być pewnym. prosząc o odrobinę keczupu. Bywa. dbałam więc. których oczywiście nie moŜemy zapomnieć zdjąć przed powrotem do wnętrza mieszkania. Ŝe japońska gospodyni. Jedynie pokój tatami uchronił się przed moim barbarzyństwem. przeznaczone do chodzenia po reszcie domu. jak dla mnie dłubanie sobie w zębach przy stole. starajmy nie nadepnąć dalej niŜ pozwala na to granica genkan wyznaczona najczęściej przez podwyŜszenie podłogi. Po wyjściu gości wszystko wracało do normy i buty przemieszczały się swobodnie. Za kaŜdym razem.na własne buty stojące w genkan. Przed końcem wizyty w japońskim domu nasze stopy czeka jeszcze tylko jedna zmiana .jak wspomniałam wyŜej . ogrodo-wo-balkonowotarasowe i dodatkową. Ŝe Japończyk ma cztery pary kapci: mieszkaniowe. pokaŜe mu. Musiałam więc wzmocnić czujność. Zakładając je. moŜemy być pewni. W moim polskim domu na bosaka mogą chodzić odwiedzający mnie przyjaciele. zdjąwszy uprzednio kapcie.to tylko trzy przykłady lingwistycznych starań ze strony narodu. I mimo iŜ poza tym popełniałam co . Ŝe dla moich nowych japońskich znajomych nieprzestrzeganie zwyczaju zmiany butów moŜe być równie odraŜające. ale nie zawsze. gdy cudzoziemiec przy stole zrobi z siebie idiotę. drewniane sandały geta na balkon i do ogrodu. który na ogół nie ma w zwyczaju dostarczać cudzoziemcom informacji w języku innym niŜ japoński. W Polsce konieczność zostawienia butów w przedpokoju i . za nic mając granicę między kuchnią. wtedy musimy włoŜyć kapcie ogrodowo-balkono-wo-tarasowe. toaletowe.ta część zawsze wydawała mi się najobrzydliwsza . Zostawianie butów w genkan nie wyczerpuje komplikacji związanych z japońskim obyczajem. które musimy załoŜyć. by wszystkie pary kapci stały tam. co . Jednak w miarę upływu czasu. i bym nie zapominała ich zmieniać w odpowiednim czasie. wizyty moich japońskich znajomych stały się częstsze. Chyba Ŝe gospodarze postanowią pokazać nam swój ogród. skórzane klapki do otwierania drzwi.teŜ jest moŜliwe. zmieniając swoje zastosowanie albo w ogóle zapodziewając się. Gdy zapraszają nas do pokoju tatami moŜemy mieć jedynie skarpetki. ale przestrzeganie całej reszty wydawało mi się jedną ze śmiesznostek charakterystycznych dla „nawróconych na Japonię" cudzoziemców.

Imperium smaku Sposoby dekapitacji Pierwszy program telewizyjny. jednym z wielu zmienionych nie do poznania zapoŜyczeń. Napis na karcie dań jednej z tokijskich restauracji (pisownia oryginalna) IV. materializując się nagle w mojej wannie i pytając: „Jak mogłaś?" . na którą patrzyłam. uśmiechała się przyjaźnie i ciepło. Był to drugi dzień mojego pobytu i na podłodze wciąŜ stały naczynia po mojej i Chizuko ceremonii herbacianej z pyzami. Ryba straciła wigor. Gurume jest japońską wersją francuskiego słowa gourmet (znawca dobrego jedzenia i picia). Cala historia została powtórzona jeszcze kilka razy na podobnych duŜych rybach. wskazując prawą dłonią leŜącą w misce Ŝywą rybę. który znam. nie przestając się uśmiechać. nie mieszczącymi się w moim sposobie myślenia o rybach i obcinaniu im głów. Co więcej. kucharka kontynuowała tak przez dobrą chwilę. Takiego wznoszącego się.najpierw na tułów. wydając pomruki podziwu i aprobaty. wchodząc do japońskiego domu. Potem powoli. potem głowę. pasujące róŜowym kolorkiem do sedesu Toto. Wielkie rybie oczy ciągle patrzyły. z precyzją chirurga wbiła go pod jedno z jej skrzeli. a potem. „Aaayyuuuu". szczegółami nie z tego świata. światło odbijało się w nich jak w zmąconych lusterkach. Główna bohaterka . przyzwyczaiłam się i po wyjściu gości machinalnie zakładałam nawet te z Hello Kitty.krok gafy normalne dla gruboskórnej „gaijinki".sprawia wraŜenie dobrej cioci. jaki obejrzałam w swoim tokijskim domu. Cieszące się wielką popularnością poranne programy tego rodzaju skierowane są przede wszystkim do gospodyń domowych. które pochyliły się nad rybą i kiwały głowami.kolekcję noŜy. specjalistka od zabijania przekręciła nóŜ pod rybim skrzelem. w kwestii butów stałam się perfekcjonistką. Eating goodfood is very healthy and important for your happy human life.kobieta w średnim wieku. którą mistrzyni ceremonii wzięła do ręki. otworzyłam puszkę gorącej kawy. by wytłumaczyć jakieś kulinarne szczegóły związane z krwawym wnętrzem czaszki. Jako Ŝe w japońskiej telewizji mówi się o wiele więcej. w ciągu kilku sekund ucięła jej łeb. część swoich przyzwyczajeń zostawiłam razem z butami w genkan. „A oto noŜe". powtarzając demonstracyjne gesty. Ta. przedstawiał sposoby obcinania rybom głowy. „Oto ryba". choć niewątpliwie oglądanie serii dekapitacji przy śniadaniu nie odpowiada mojej idei porannego relaksu. zaśpiewały unisono pomocnice. kompetentna. kucharka wygłosiła długą tyradę towarzyszącym jej dwóm młodym pomocnicom. którego zabiłam. Kamera zrobiła zbliŜenie na zdekapitowaną rybę . niŜ jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. z tym Ŝe sposób dekapitacji nieco się róŜnił. Program naleŜał to tak zwanych gurume shows. ale ciągle Ŝyła. usiadłam więc na poduszce od Chizuko. bez pośpiechu. i włączyłam telewizor. Gdy wyjaśnieniu stało się zadość. Trzymając osłabłą ofiarę w Ŝelaznym uścisku i nie zmieniając przyjemnego wyrazu twarzy. kupioną w przydomowym automacie. w tempie bliŜszym 117 teatrowi nó niŜ współczesnym programom. a lewą . prześladuje mnie do dziś. wzięła bardzo cienki nóŜ i chwytając rybę pewnym ruchem. I nie koronkowe okrucieństwo tego programu mnie uderzyło. przeciągłego „Aaayyuuuu" będę uczyła się przez wiele miesięcy. W ten sposób japoński zwyczaj stał się moim własnym. ale niezarozumiała . Szczegółami dla mnie niezrozumiałymi. a duch jedynego karpia. Nie miałam jeszcze mebli.

(c) noworoczne. nie mrugając okiem. konstytutywnym elementem toŜsamości kulturowej Japończyków. potrawy od kilkudziesięciu lat zadomowionej na Zachodzie. Ŝe jeszcze jedynie kuchnia francuska i chińska spełnia tak wysokie kryteria artystyczne jak japońska. Ŝe jestem w imperium smaku. która przetrwała do czasów współczesnych jako odrębna jakość. d) prosięta. produkty sojowe. b) zabalsamowane. gdzie sposoby obcinania rybom głów dzieli się na: (a) takie. silna kontekstualizacja. (b) dokonywane przez kobiety w podeszłym wieku o świcie. Być moŜe mieszkańcom innych rejonów świata. (j) takie. na przykład całego apetycznego Śródziemnomorza. (h) zwane tańcem bogini wśród traw. Wersja najbardziej wysublimowana to potrawy kaiseki serwowane przy ceremonii herbacianej . owoce morza. Minimalizm. uświadomił mi. których zostanę oddaną fanką. (1) pochopne. niewyobraŜalnej taksonomii. przecina się linię Ŝycia. h) włączone do niniejszej klasyfikacji. f) fantastyczne. gdzie przekręcając nóŜ pod kątem 16 stopni. Jego znaczenie symbolicznie wykracza poza kuchnię. eleganckie . wszystko to przyrządzane 119 za pomocą róŜnych metod i z niezwykłą inwencją. k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia. „Kuchnia" to właściwie niezbyt dobre słowo. (m) opisywane na wyjątkowo białym papierze. to jej główne cechy wyróŜniające. (g) odwrotne.dzieło sztuki samo w sobie. Podstawą tradycyjnej japońskiej kuchni są ryŜ. e) syreny. nadająca jedzeniu symboliczny wymiar. równy nacisk na aspekt wizualny. Mój pierwszy japoński gurume show. fakturę. Mimo postępującej westernizacji Japończykom udało się zachować swoistość swojej kuchni. parę pikli i miseczkę zupy miso.Pomyślałam o słynnym fragmencie z ksiąŜki Jorge Luisa Borgesa. m) które właśnie rozbiły wazon. i) miotające się jak szalone. W Japonii nawet o-bentó przygotowane przez matkę dla malucha jest często dziełem sztuki. idea taka byłaby równie bliska. W przeciwieństwie do chińskiej czy francuskiej. Ŝe znalazłam się w świecie innej. japońska kuchnia korzysta z o wiele mniejszej ilości podstawowych produktów i znikomej ilości przypraw. chudą grillowaną rybkę. w której zwierzęta dzielą się na: . niepozbawiona wszakŜe walorów estetycznych. Przy pierwszej 118 porannej kawie w Tokio zdałam sobie sprawę. kwintesencja zdrowej prostoty. (n) etc. Sztuka doskonalenia Pierwszy obejrzany przeze mnie gurume show obudził we mnie zainteresowanie japońską kuchnią wykraczające poza skłonność do zawsze lubianego sushi. i na smak potraw. związany z porą roku albo szczególną okazją. dzikie i hodowane warzywa. ale znawcy tematu uwaŜają. g) bezpańskie psy. (i) portugalskie. dotycząc wszystkich sfer Ŝycia społecznego.a) naleŜące do Cesarza. (d) będące dziełem dziewic z Wysp Południowych. n) które z daleka są podobne do much". j) niezliczone. (e) bardzo ciche. gdzie autor cytuje pewną (fikcyjną oczywiście) chińską encyklopedię. W najprostszej wersji ten skromny zestaw składników daje bezpretensjonalne danie nadal jadane przez biednych i bogatych: garstkę ugotowanego bez dodatków ryŜu. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy lunch w stołówce studenckiej. (f) oglądane przez cudzoziemki przy śniadaniu.. gdzie nóŜ wbija się półpoziomo pod lewe skrzele. (k) podpatrywane przez ramię. 1) et cetera. c) tresowane. Japońskie jedzenie jest bowiem filozofią i sposobem Ŝycia.

którym delektowałam się w Cheesecake Caffee na Shibuya. Dymny zapach grillowanej ryby unosił się nad moim sąsiedztwem kaŜdego ranka i kaŜdego wieczoru. Jedzenie ryby to jedno. Mimo wprowadzenia mięsa do menu. rzadko dostarcza wizualnej uczty. Marmurkowa wołowina. właśnie „marmurkowo". pozbawiona . przyznanie się do tego byłoby w złym tonie. Dla nas najwaŜniejszą rzeczą w potrawie jest bowiem smak i aromat. które dają się twórczo zjaponizować. przyćmiewając inne wonie. a jeśli w ogóle jakiś Japończyk woli wołowinę albo wieprzowinę od tuńczyka czy bonito. nigdy nie zastąpiło ono jednak ryb i owoców morza. Kolejne mody na zagraniczne potrawy albo przemijają w Japonii bez śladu. Przede wszystkim dotyczy to przybyszów z krajów anglosaskich i słowiańskich. stało się japońską tempurą. ale wielu młodszych i starszych woli tradycyjny zestaw złoŜony z ryŜu. a grzebanie w jej zimnych wnętrznościach to co innego. wspaniała na steki. który według informacyjnego obrazka słuŜy właśnie do pieczenia ryby. Wszystkie te rzeczy mają jednak wyraźny smak i zapach. jaką kupuje się w Japonii. ma maluteńki piekarnik. Za najlepsze uwaŜane są po prostu takie potrawy. Moi japońscy znajomi na śniadanie jadali wprawdzie tosty lub muesli. rybki i miso shiru. Taka naturalizacja jest w Japonii nadal bardziej popularną formą wzbogacania własnego menu niŜ etniczne restauracje w krajach Zachodu. Japończycy są bardzo ciekawi tego. nawet jeśli w odniesieniu do własnej kuchni mają zdrowe poczucie wyŜszości. co jedzą inni ludzie. Ŝółtego sześcianu jedzonego na przykład z lodami o smaku zielonej herbaty i fasolowym dŜemem. doskonałe w swym pięknie odwołującym się do wszystkich zmysłów. puszystego. jest produktem japońskiego talentu do ulepszania. jeszcze mniej apelująca do oka jest kiełbasa na gorąco albo bigos. Ale kulinarne zwyczaje „gaijinów" są w ogóle śmieszne dla Japończyków i vice versa. zapoŜyczone wraz ze swą nazwą w XVI wieku. Ŝe będziemy im się przyglądać albo zachwycać się ich kolorem. Ów wyrafinowany minimalizm japońskiej kuchni nie oznacza jednak zamknięcia na rzeczy nowe. o której z takim zachwytem pisze Barthes w Imperium znaku. uŜywałam go głównie do podgrzewania bułeczek z rodzynkami kupowanych u babci Shinady. albo prowadzą do japonizacji tych potraw i włączenia ich w tradycyjne menu. w tym wypadku do ulepszania krów. Pojenie ich piwem 120 albo japońską wódką i codzienne ręczne masowanie (tak: „ma-so--wa-nie") sprawia. W ten sposób na przykład proste portugalskie danie. Polski talerz. na którym połoŜono ubite ziemniaki. a do jej wyglądu przywiązujemy mniejszą wagę. kawał mięsa i jarzynę. Nikt nie oczekuje. W porównaniu z nimi japońska kuchnia wielu „gaijinom" wydaje się mdlą. a zwykły biszkopt tej samej proweniencji biszkoptową poezją ciasta kasutera. Ku uciesze moich japońskich przyjaciół. Japonizacja oznacza przy tym nierzadko ulepszenie czy wręcz sublimację. Ŝe tłuszcz w mięsie odkłada się o wiele bardziej równomiernie. W przeciwieństwie do niektórych Europejczyków. gdy na początku XX wieku zaczęto hodować w Japonii bydło rzeźne (wcześniej nie jadano mięsa). stoły ludzkości wzbogaciła nowa odmiana niezwykle delikatnej wołowiny zwana czasem „marmurkową". spowijał całą okolicę. skłonni do próbowania i kulinarnych eksperymentów. Od czasu zaś. Standardowa kuchenka gazowa. dla wielu cudzoziemców pierwsze zetknięcie się z daniami kuchni japońskiej nie jest źródłem olśniewających wraŜeń. Przykładem udomowienia zachodniej potrawy jest ów sernik o smaku zielonej herbaty.jak pejzaŜ namalowany tuszem.

który kupiłam sobie tego dnia zamiast prawdziwego jedzenia. podane w naczyniach podkreślających ich przesłanie. Te atrapy wiele ułatwiają „gaijinom". gruboskórnych biedaków. co przyznają nawet sami Japończycy. Tak jak w przypadku kaligrafii piękno znaków jest równie waŜne jak przesłanie tekstu. To pewnie dlatego zwizualizowane menu jest tak popularne w Japonii. posypany szczypiorkiem zastygłym na zawsze na jego twardej złotej powierzchni albo model sushi z połyskliwym surowym kawałkiem tuńczyka. skamieniały rosół z okrągłymi oczkami tłuszczu. w której granice zmysłów zacierają się w nieznanej nam jedności. ale . słabo przyprawiona.przaśny ryŜ nie ma 121 smaku! Poza tym w przypadku japońskiego jedzenia smak i aromat uwaŜane są za jedną tylko z jakości składających się na dobrze przyrządzony posiłek i nie powinny zagłuszać innych. W witrynach wystawowych japońskich restauracji przyciągają wzrok plastikowe modele jedzenia. W wielu potrawach kolor lub/i faktura są zaś w ogóle od niego istotniejsze. Smak musi zostać tak skomponowany. są tak apetyczne (czy bardziej?) jak prawdziwe. Stojąc przed gablotką restauracji czy kawiarni. by obróbka kuchenna jedynie wydobyła i delikatnie podkreśliła jego naturalną nutę. gdzie w małych sklepikach sprzedają wyłącznie sztuczne jedzenie dla potrzeb restauratorów. na przykład czyste tofu dostarcza kubkom smakowym doprawdy bardzo niewyraźnych wraŜeń. dla których . gąbczaste. a widok wielkiego białego barbarzyńcy polewającego subtelne danie sosem sojowym nieraz wprawiał Japończyków w zdumienie.smaku. symbolizują pory roku i ich asocjacje oraz specjalne wydarzenia. bawełniane.co za potworność . Potrawy. dostarczając wiedzy. nieraz zastawialiśmy się całkiem serio. wskazując palcem na imitacje dań. które plastikowe danie wygląda na smaczniejsze. świeŜą i wilgotną. ale jego kształt i kolor przypominają o jesieni. moŜna poza tym wyciągnąć kelnera na zewnątrz i zamówić lunch lub kolację. z przypieczoną skórką. róŜo122 wiutką krewetkę. Pływający w zupie okrągły plasterek białej galaretki rybnej kamaboko nie ma wprawdzie wyraźnego smaku. równie waŜnych jego cech: koloru i faktury. Modele jedzenia wykonane są perfekcyjnie i z niepokojącym realizmem. przypadkiem znalazłam uliczkę. z której wystają filuternie amarantowe macki ośmiornicy albo melancholijny pysk srebrnej długiej ryby. Gdy w ten sposób profanowany byl biały ryŜ. Japońskie jedzenie jest przyjemnością języka i oka. ale za to moŜe być niezwykle zróŜnicowane pod względem faktury i konsystencji: jedwabne. tak w wystawnym posiłku jego organoleptycznej „treści" nie sposób oddzielić od wizualnej „formy". Nawet najmniejszy lokalik ma na zewnątrz oszkloną gablotkę i kusi przechodniów miseczką ryŜu. Liść klonu wycięty z marchewki nie jest Ŝadną kulinarną rewelacją. Większość rzeczy zjadanych przez Japończyków spełnia jeszcze inne funkcje oprócz cieszenia oka i zaspokajania głodu. Niektórzy Japończycy uwaŜają ludzi Zachodu za upośledzonych zmysłowo. zdumienie przeradzało się w zgrozę. Spacerując gdzieś między Asakusą a Ueno. co jada się w danym miejscu. MoŜna tu kupić plastikowe jajko sadzone z misternie wymodelowanym zarodkiem wrośniętym w Ŝółtko. W zachwycie jedzącego podziw dla wizualnego piękna malutkich chryzantem ozdabiających świeŜe saskimi i odczuwanej na języku aromatycznej soczystości surowej ryby stapiają się w nową jakość w chwili konsumpcji. Noszę go tej pory w plecaku jak talizman chroniący przed nieszczęściem braku sushi.

czyli na surowo. symbolizuje japońską flagę. bowiem toŜsamościotwórcza rola japońskiego jedzenia przybiera czasem formy tyleŜ dziwne. jedzona w dzień poprzedzający Nowy Rok oznacza nadzieję na powodzenie i długowieczność. Zjadanie posiłku. zwierzają się co wraŜliwsi z japońskich mistrzów kuchni. 123 Tyle dramatycznego napięcia przy daniu z ryby nie bierze się bez powodu. Japończycy jadają więc fugu bardzo chętnie. najwaŜniejszy jest bowiem fakt. twarde ciasto i uformowany w spłaszczone kulki ryŜ. jada się przy wielu okazjach.oznaczając pełnię księŜyca. Ŝe nie zdąŜy on odłoŜyć pałeczek i skona. nikogo nie zraŜają. Takie podejście jest bardzo charakterystyczne dla mieszkańców japońskiego imperium smaku. co jest trujące i bardzo drogie. czerwona śliweczka ume-boshi. słynnego przysmaku kuchni japońskiej. Jedzenie fugu ma wartość przede wszystkim symboliczną i zaspokaja inne pragnienia niŜ głód. Oprócz tego jest naprawdę brzydka. by uśmiercić dorosłego człowieka zmieściłaby się na czubku szpilki. W sensie kulinarnym atmosfera świąt trwa w Japonii przez cały rok. iŜ moŜe uśmiercić człowieka tak błyskawicznie. Gdy ilość zjedzonej trucizny jest mniejsza. ilość wystarczająca. Ŝe naleŜą do klubu wyrafinowanych koneserów. W upiornie drogich restauracjach specjalizujących się w tym . bardzo agresywna. proszę bardzo. Znana w naszym kręgu kulturowym wątpliwa przyjemność obŜerania się do granic moŜliwości nie przemawia do nich (moŜe z wyjątkiem zawodników sumo. Ŝe nawet zdarzające się corocznie przypadki zadławienia. która w chwili zagroŜenia nadyma się jak piłka i w odróŜnieniu od innych ryb ma powieki. Sobą. a ich goście mają swoje porzekadło: „Chętnie zjadłbym fugu. Tak rzecz ma się w przypadku wspomnianej fugu. niepozornej rybki. gdy zabijam ryby fugu. to ciągnący się przez cale Ŝycie proces budowania toŜsamości kulturowej. ucztując. Jedyna wyjątkowość fugu polega na tym. O-mochi. którymi moŜe nawet mrugać. Zewnętrzna brzydota nie oddaje jednak wszystkich cech fugu. JuŜ samym swoim wyglądem wysyła światu czytelną informację: „Nie jedz mnie". Jadłam fugu i przeŜyłam „Smutno mi. będzie kona! przez wiele godzin w straszliwych męczarniach. a potrawy towarzyszące ceremonii hartami są lekkie i wiosenne jak wiśnie kwitnące nad głowami biesiadujących. Rocznie przeŜute zostaje dziesięć tysięcy ton potencjalnie trującego rybiego mięska. przypomina jedzącym o pradawnej tradycji księŜycowych pikników. ałe chciałbym przeŜyć". Pozwala ucztującym mieć świadomość. gdy w ten sposób. ale zjeść coś. cała ryba zawiera porcję mogącą zgładzić trzydzieści osób. a wiara w jego dającą siłę moc jest tak duŜa. najchętniej w postaci saskimi. ciągle ściskając je w dłoni. których ofiarą padają staruszkowie. ani nie zawiera Ŝadnych cennych dla zdrowia substancji. w którym kaŜdy element jest znakiem czytelnym tylko dla wtajemniczonych (czyt. co niebezpieczne. którego przedstawiciele gotowi są ryzykować Ŝycie dla nowego doznania kulinarnego. iŜ jej wątroba i Ŝeńskie gonady zawierają jedną z najbardziej niebezpiecznych trucizn. którzy muszą). czyli ubity na kleiste. Tetrodotoksyna znajdująca się w ciele fugu jest sto dwadzieścia razy bardziej zabójcza niŜ cyjanek. Zabójcze stworzenie nie jest przy tym ani bogate w mięso. ozdabiająca białe ryŜowe poletko. Japończyków). ze skórą pokrytą kolcami i nieprzyjemnym zębatym pyskiem. bo zamykają oczy i wydają takie dźwięki. jakby płakały". podziwiano srebrzystego satelitę juŜ w okresie Heian.

A przynajmniej mnie ta myśl przyszła do głowy. polityki i wielkiego biznesu. dziabnąć niechcący tę trującą wątróbkę? Czy właśnie to ryzyko utraty Ŝycia wprawiało go w taki dobry humor i podniecenie? W końcu nie bez powodu mówi się. Liczba wypadków śmiertelnych została zmniejszona dzięki zaostrzonym współcześnie środkom bezpieczeństwa. iŜ zbędne ozdoby nie zakłócały pustki sali. Co roku przyjemność uczty fugu ktoś przypłaca Ŝyciem. wyłaniała się z ceramicznej wazy. gdy w towarzystwie japońskiego znajomego weszłam do tego przybytku gastronomicznych kamikadze. samotna 125 skręcona (w konwulsjach?) gałąź. pomyślałam. i cieszy się sławą wśród amatorów niebezpiecznej potrawy. beŜowe ściany i drewniane belkowanie dopełniały reszty. przeciętnemu człowiekowi chyba w ogóle niełatwo wyobrazić sobie. iŜ jest on w stanie namierzyć i unieszkodliwić odpowiednie elementy wnętrzności/Mgw. którego nie wolno podać japońskiemu cesarzowi. często bywają tu ludzie sztuki. W restauracji w Akasace.przysmaku pracują kucha124 rze. ale fugu jest jedynym smakołykiem. Ŝe przecieŜ kucharz teŜ człowiek i. którą Japończycy uwaŜają za afrodyzjak i raczą się nią z rozkoszą. W przypadku tak niewielkiej rybki nie jest to łatwe. zanim trucizna rozejdzie się po jej zimnym ciele. Ŝe Japończycy jak nikt inny potrafią w doskonałych proporcjach mieszać rozkosz i ból. co tak wyjątkowego jest w uczcie fugu. Wątroba fugu z kolei do złudzenia przypomina ponoć spermę męskich osobników tego gatunku. Zanim spróbowałam o cokolwiek zapytać . podczas gdy towarzyszący mi Japończyk byl radosny i zrelaksowany jak dziecko w lodziarni. a co dopiero znaleźć je w jej zimnym i oślizgłym wnętrzu. by na własnym języku przekonać się. Wystrój restauracji charakterystyczny był dla najdroŜszych i najelegantszych miejsc w Japonii. omawiających między jednym a drugim kęsem przyszłość partii konserwatywnej albo przemysłu samochodowego. Wprawdzie w wyspecjalizowanych restauracjach zapewnia się gości. Miejsce to specjalizuje się w daniach z najbardziej śmiercionośnej odmiany ryby. do której zaprosił mnie japoński dŜentelmen. Ale przecieŜ nigdy nie moŜna mieć stuprocentowej pewności. a w razie czego widok umierającego gościa nie niepokoił innych klientów. Podzielona na kilka oddzielnych boksów przestrzeń zapewniała ucztującym intymność. Jeden jedyny zwój wisiał we wnęce tokonoma. Stolik trzeba zarezerwować z duŜym wyprzedzeniem. w trakcie którego nauczyli się odróŜniać wątrobę i Ŝeńskie gonady fugu od innych jej wnętrzności. co znaczy. którzy przeszli specjalne szkolenie. ale nadal około stu pechowców zjada fugu na swoją ostatnią wieczerzę. i uczynić z tego dzieło sztuki. nieskazitelne tatami. czylifugu tygrysiej. nie ma mowy o amatorszczyźnie. tak zwanej torafugu. i przecieŜ ręka moŜe mu się omsknąć. Siadając przy niskim stoliku. omylny. do którego doprowadziła nas starsza kobieta w kimonie. ? dobrana do niego kompozycja kwiatowa. jak to ludzie. Czy nie myślał o tym. w ten smutny sposób opuścił świat na przykład jeden z najwybitniejszych aktorów kabuki Bando Mitsugoro III. powołując się na znajomość z jednym z bywających tu znakomitych gości. Ŝe ryba ma „Ŝeńskie gonady". Ŝe nie ma Ŝadnego niebezpieczeństwa. Ŝe nie jest to najgorsza sceneria na ostatni akt japońskiej ruletki. Dumnie wyeksponowany na ścianie dyplom mistrza kuchni ma upewnić klientów.

Podobno w ten sposób działają śladowe ilości trucizny. Ŝycząc smacznego po japońsku. Składała się z kilku dań. ponaglił mnie Japończyk spragniony moich wraŜeń i wyciągnął szyję w oczekiwaniu odpowiedzi. Ale kaŜda istota wodna. gdy podejrzałam rachunek przez ramię mojego japońskiego towarzysza. lekkie odrętwienie. dalej shirako yaki. którym Ŝaden zdrowy człowiek by się nie najadł. powiedziałam więc mojemu towarzyszowi. Nie wiem. iŜ jestem cudzoziemką o zmyśle smaku mniej wraŜliwym niŜ japoński. Kęs fugu smakował delikatnie (Bardzo delikatnie) rybą i miał ciekawą fakturę. i spośród wszystkich zwierząt wodnych. surowa fugu w formie z maestrią przyrządzonego saskimi. Towarzyszący mi Japończyk zamarł w oczekiwaniu. jakie ma się po zastrzyku znieczulającym u dentysty. Zostałam dopuszczona do tajemnicy jednego z kulinarnych misteriów i musiałam sprostać wymogom magicznej chwili. Fugu nadal smakowała jak pierś z kurczaka. podanym w osobnych miseczkach. MoŜliwe teŜ jednak. Nasza kolacja z fugu kosztowała 65 tysięcy jenów. ale mówi się. PrzeŜułam kolejny kawałek. oprócz łodzi podwodnej. Japończycy uwaŜają. czyli pycha. Jakiś czas po wyjściu z restauracji odczuwałam w ustach i na języku dziwne. Ale przecieŜ to nie o to chodziło. potencjalnie zabójcze nic. w morzach i rzekach. która nie ma płetw albo łusek. sperma fugu jest ciałem stałym i podejrzewam. Wszystko. których podstawą stanowiła straszna ryba. 126 Podniosłam pałeczkami fragment Ŝurawiego skrzydła. spośród wszystkiego..mojego znajomego. przyniesiono naszą fugu -kolację. z jaką Japończycy zawsze patrzą na „gaijinów". którzy potrafią docenić ich jedzenie. W dwóch czarkach z gorącą sake pływały smaŜone płetwy fugu i była to fugu hire-zake. co „mlecz") wyglądająca. który popatrzył na mnie z aprobatą. co pływa „Będziecie jedli następujące istoty wodne: wszystkie istoty wodne. będziecie jedli. czyli fugu z surowymi warzywami i tofu przygotowanymi tak. jaka była jej symbolika. Ciemniejsze elementy skrzydeł zrobiono z ugotowanej skóry fugu. Być moŜe wpłynął na to fakt. które mają płetwy i łuski. następnie tetchiri. co pływa. świętego ptaka Japonii. czyli około 500 dolarów. ale być moŜe ostre zielone igły oznaczały moŜliwość śmierci. a jedyną ozdobę stanowiła mała gałązka sosny. Ŝe ryby są piękne i pełne wdzięku. która leŜała obok ryby. Ŝe to to samo. co się roi w wodzie. przyjemnie i clue wieczoru. Ŝe w ten sposób zareagowałam. Przez delikatną strukturę mięsa przebijał zimny błękit ceramicznej glazury. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w reakcję swoich zmysłów. jej niemal przejrzyste ciało tworzyło wzór lecącego Ŝurawia. Saskimi z fugu serwuje się z pysznym sosem ponzu.. zaliczając je do jednych z najwspanialszych tworów . nawet gdyby fugu smakowała jak trociny albo pasta do butów. „Hm?". Ŝe Japończycy zjedzą wszystko. jeszcze jeden. jak surowe mięso piersi kurczaka. biały przejrzysty płatek. fugu--sashi. „Oishii". czytamy w Księdze Kapłańskiej. będzie dla was obrzydliwo127 ścią". o dziwo. Utopiłam w nim więc swój pierwszy kęs fugu i włoŜyłam go do ust lekko drŜącą dłonią. byśmy je sami ugotowali na stole w specjalnym garnku. czyli grillowana sperma fugu (tak. w morzach i rzekach. która zaglądała do nas zza parawanu i uśmiechała się zachęcająco. którą zawiera nawet poprawnie przyrządzone mięso fugu. Pokrojoną w cienkie jak bibuła plastry rybę ułoŜono na kosztownym ceramicznym półmisku. ale tak naprawdę najwyraźniej czułam cytrusową nutę sosu.

kalmary. Ŝe nie tylko lepiej od męŜczyzn znoszą zimno. kobietami nurkami. i za te. stworzeń juŜ nieŜywych. mówiąc gościom: „Oto zaraz zjecie takie szacowne i piękne. Jedzą zatem ryby wielkie jak cielęta i małe jak kijanki. jedzą niemal wszystkie wodorosty. trepangi. Schodziły pod wodę tylko w przepasce biodrowej i bez Ŝadnego ekwipunku. ale -jak mówi Yukiko -jest ich coraz mniej. największym w Japonii i jednym z największych na świecie. młoda Japonka. co nie jest czymś wyjątkowym wśród kobiet ama. Japończycy na ogół wiedzą. jej starsza siostra nurkuje w pokazach dla turystów odziana juŜ w białą koszulkę. gdzie zabijanie jest jednym z niezbędnych elementów. kiedy to około piątej zaczyna się na Tsukiji aukcja tuńczyków. jak pokazuje przykład fugu. Babka Yukiko pracowała do siedemdziesiątego roku Ŝycia. ślimaki. W sumie pochłaniają jedną szóstą wszystkich ryb zjadanych na świecie. Bardzo wieloma stworzeniami raczą się w całości.poŜywieniem. Aby być świadkiem całego przedstawienia. które razem zjadałyśmy. uwaŜane przez Japończyków za przysmak. a nie półnaga jak ich babka. ostrygi. by nakarmić Japończyków. gdy z odrobiną sosu sojowego i zielonego chrzanu wasabi wpadają do japońskich Ŝołądków. które zmarły śmiercią naturalną. mimo iŜ z perspektywy cudzoziemca-mięsoŜercy równieŜ pozostali mogli uchodzić za specjalistów. ama są ciągle potrzebne. stworki z długą trąbą. której Japończycy nie potrafiliby przyrządzić (a z niektórymi trującymi. ośmiornice. ama wyławiały więc perły. jedzą zwierzątka bardzo ładne i odraŜające. teŜ dają sobie radę). trzeba albo wstać o nieludzkiej porze. Wyrazem respektu wobec darów morza są ceremonie religijne odprawiane ku czci złapanych i zjedzonych zwierząt. Awabi zwie się po polsku „uchem morskim" albo „uchowcem" i wygląda jak biaława kluska w takimŜ właśnie anatomicznym kształcie. krewetki. Do tej drugiej opcji przekonała mnie 128 Yukiko.natury. czyli mięsiste bezkręgowce. Na pomysł wyprawy na Tsukiji Yukiko wpadła pod wpływem mojej fascynacji wyglądem kolejnych dziwnych stworzeń. by wydobyć przyklejone do skal awabi. godne podziwu stworzenie". ale teŜ mają pojemniejsze płuca i dłuŜej mogą wytrzymać pod wodą. awabi i wszystko. lekko drgających albo desperacko . Podobno rzeczywiście nie ma w wodach Pacyfiku i Morza Japońskiego takiej nietrującej rzeczy. i morskie jeŜowce. stworzenia mieszkające w ogromnych muszlach i muszelkach nie większych niŜ paznokieć. Swoją osobną ceremonię mają teŜfugu. co mają na talerzu. Jako Ŝe nadal nie wymyślono Ŝadnej skuteczniejszej metody połowu awabi. Do dziś wierzy się. Ryba nie jest po prostu rybą . Niebezpieczne zajęcie wydobywania morskich uszu juŜ dwa tysiące lat temu zarezerwowane zostało dla kobiet. kraby. Zarówno jej babka jak i matka były ama. albo (wersja rekomendowana) w jednym z barów pobliskiej Ginzy poczekać do rana. ale rybą . co roku buddyjscy kapłani modlą się zarówno za te ryby. Yukiko znała się na owocach morza jak nikt inny z moich japońskich znajomych. zajmujące muszle porzucone. Ona sama wybrała karierę nauczycielki angielskiego. które poległy.znakiem mającym swoje symboliczne miejsce w Ŝyciu wszechświata. które zaspokaja głód. Wszystkie jadalne skarby wyłowione z wody moŜna zobaczyć na targu Tsukiji w Tokio. która wbrew miejskiej elegancji miała wiele wspólnego ze światem ryb i rybaków. a niektóre jeszcze Ŝyją. Motyw pływającej ryby bardzo często stanowi ozdobę zwojów wiszących w tokonoma w restauracjach. homary. wieloma na surowo. które schodziły pod wodę. Ŝółwie. co trzeba było wyciągnąć z dna morza.

z wyglądu łykowata. Na ich ciemnoszarych cielskach wypisana była czerwoną farbą waga i numer. Nad ziemią unosiła się zimna mgła. Nacięte ogony ryb pozwalały klientom ocenić ich jakość. co dałoby się z jakiegokolwiek powodu wziąć do ust. trzepotali palcami. 129 który niewiele zmienił się przez wieki. na boki i . tym lepiej. niektórzy sprzedają tylko jeden rzadki gatunek kraba albo parę odmian małŜowatych pyszności. Gdy zaczynała się aukcja.niewiarygodne . Wokół nas trwał nieustanny ruch. pokrojone w małe kawałki i z róŜnymi dodatkami podane w misce ryŜu.czepiających się pałeczek mackami. W czasie lunchu tokijczycy będą jeść sushi z tuńczykiem albo mięso tej pysznej ryby. Rzędy ogromnych cielsk tuńczyków leŜały na betonie. męŜczyźni w półmroku przemykający wśród tusz wyglądali jak uczestnicy pogańskiego rytuału. rzecz rzadka i bardzo ceniona przez koneserów. inne juŜ zdekapitowano. Tu sprzedawało się ryby w sposób. serwowanym na przykład jako dodatek do sushi.rozumieli się nawzajem bez problemu. ZamroŜone rybie cielska spowite były w biały opar jak w kokony. wskazywali nimi w górę. niektóre ciągle miały głowy z półotwartymi pyskami. dopiero od niego ryba trafi do indywidualnych klientów zaopatrujących restauracje i sklepiki. przydając rozgrywającemu się przed naszymi oczami widowisku nastroju niesamowitości i grozy. pracownicy za pomocą metalowych harpunów ładowali na nie ryby. pokryty szczeciniastymi wyrostkami bezkręgowiec kształtu i wielkości piłki plaŜowej moŜe więc być przysmakiem 130 wyławianym u wybrzeŜy Sumatry tylko w grudniu i serwowanym w kilku jedynie japońskich restauracjach. Niektóre z owoców morza moŜna znaleźć tylko tu. w związku z tym nie mają nawet nazw innych niŜ japońskie. wyrastająca z podłuŜnej muszli lekko drgająca trąba o kształcie niezaprzeczalnie fallicz-nym. Znalazłyśmy się w zupełnie innej rzeczywistości i trudno było uwierzyć. okazuje się delikatnym przysmakiem o nazwie mirugai. Jeździły wózki bagaŜowe. Klienci odpowiadali na ich oferty skomplikowaną pantomimą dłoni. Ŝe jeszcze kwadrans temu siedziałyśmy z Yukiko w ciepłym barze. to jajeczka morskiego ślimaka. Na Tsukiji zaczęłyśmy oględziny od największych z nich. Zimny dreszcz przespacerował się po moich plecach i zamienił się pod zbyt cienkim sweterkiem w gęsią skórkę. a tuńczyki równie dobrze mogły być ciałami wrogów złoŜonymi w ofierze krwioŜerczemu bóstwu. Bladawy. Oprócz tuńczyka na Tsukiji sprzedawanych jest kilkaset gatunków innych stworzeń. niektóre waŜyły pewnie kilkaset kilogramów. najwięcej jednak było takich wielkości człowieka. było jeszcze ciemno. Stracą Ŝycie w ostatnim moŜliwym momencie. Prowadzący aukcję kontaktowali się z kupującymi skrótami z szybkością karabinów maszynowych. Brunatna substancja w ogóle nie wyglądająca na coś. gdzie grała swojska współczesna muzyka. bo dla właściwości smakowych mięsa im krótsza jest przerwa między uśmierceniem a zjedzeniem. Właściciele poszczególnych stoisk specjalizują się w kilku rodzajach towaru. jakiś szczególnie poŜywny wodorost . Nowy właściciel podzieli go na porcje i wyeksponuje na lodzie na jednym z tysiąca pięciuset stoisk w zadaszonej części targu Tsukiji. Aukcja odbywała się w kilku miejscach jednocześnie i co ułamek sekundy kolejny tuńczyk zostawał sprzedany. w dół. LeŜą na kostkach lodu w hali wielkości boiska do piłki noŜnej albo niczego nieświadome baraszkują w plastikowych wanienkach napełnianych ciągle świeŜą wodą. tuńczyków.

zasuszony w postaci czarniawych granulek albo sprasowane na papier pająkowate coś z wypustkami. Podobno najdroŜszy przysmak, jaki moŜna kupić na Tsukiji, to właśnie ta brunatna substancja, na której kulinarny czar byłam tak nieczuła, a która okazała się suszoną ikrą morskiego ślimaka, niewielkiego, pozbawionego muszli i urody stworka, który pełza w morskich głębinach, do końca nie wiedząc, Ŝe za kilogram jego jajeczek Japończycy gotowi są płacić prawie 10 tysięcy dolarów. Spacer od jednego stoiska Tsukiji do drugiego to podróŜ po krainie niewyobraŜalnych kulinarnych moŜliwości. Wszystko, co pływa (oprócz wspomnianej łodzi podwodnej), czeka tam na swoich nabywców i wkrótce trafi na stoły Japończyków. Brnęłyśmy z Yukiko między kubłami pełnymi wielkich rybich głów, skrzynkami bezbronnych Ŝółwików, stosami piszczących ze złości krabów ze skrępowanym szczypcami, kłębowiskami martwych juŜ węgorzy spętanych ogonami w ostatnim spazmie, krewetek ukrywających smaczne wnętrze pod burozielonkawymi pancerzykami, górami kolczastych jeŜowców, z których dwa przekrojone dla przykładu pokazywały ewentualnym nabywcom Ŝółtawą masę niesprecyzo-wanych wnętrzności. MoŜe najbardziej zaskakujący na Tsukiji jest zapach. Spodziewałam się spotęgowanej woni polskiej Centrali Rybnej, którą w mieście mojego dzieciństwa czuć było kilkadziesiąt metrów wcześniej cięŜką wonią zaduszonej makreli i konającego karpia, ale na tokijskim targu jedynym obecnym zapachem był 131 sionawy zapach morza. Tu Ŝadna ryba nie zdąŜy się zepsuć i nikt, tak jak Japończycy, nie opanował metod konserwacji darów morza. A dary te są niebywałe! KaŜdy krok uświadamiał mi, jak bardzo ograniczone jest nasze mięsne menu. Przeciskałyśmy się z Yukiko między kadziami pełnymi wielkich spiralnych muszli zawierających czarniawą pulsującą masę wciąŜ Ŝywej substancji i muszelek tak malutkich, Ŝe mogły mieć w środku tylko jakieś mokre biedne nic; patrzyłyśmy na męŜczyzn krojących potęŜne korpusy tuńczyków, dzielących je na jaskrawoczerwone i róŜowawe sześciany połyskujące na lodzie jak klejnoty; zaglądałyśmy do wanienek sflaczałych kałamarnic i meduzopodobnych drgających galaret, smukłych błękitnych rybek wielkości dłoni pływających w kółko jak oszalałe i grubych okrągławych chyba-ryb o psich pyskach, przyczajonych jak do skoku. Najbardziej intrygowały mnie stosy maleńkich srebrnych rybek o wyraźnych czarnych oczkach nieproporcjonalnie duŜych w stosunku do reszty ciała; to gapiące się pandemonium poskręcanych ciałek miało w sobie coś z obrazów Boscha. Podobne rybki uŜywane są do rzadkiej potrawy, o której opowiadała mi Yukiko, zwanej nomen omen „piekielnym tofu". Jej „piekielność" polega na tym, Ŝe do stopniowo podgrzewanego rosołu z Ŝywymi rybkami wkłada się kostkę zimnego tofu, a one w ucieczce przed gorącem wkręcają się w nią, by zginać dopiero, jak i ona zawrze. Jeden z najładniejszych z kolei towarów na Tsukiji to ośmiornice. Amarantowe, wielonogie, z odnóŜami zdobnymi w rzędy białych przyssawek wyglądają jak surrealityczne stwory z marynistycznych bajek dla dzieci, a nie składnik ich codziennego menu. Ośmiornice kroi się jak torty na kawałki zawierające część głowy i jedną lub dwie brodawkowate macki. WraŜenie robią teŜ czerwone ryby tai, które mają bardzo charakterystyczne oczy, wielkie, jasne i wypukłe; światło odbijając się w nich sprawia, Ŝe na wszystkich zrobionych przeze mnie zdjęciach patrzą przeraŜającymi ślepiami wilkołaka. Yukiko podawała mi nazwy kolejnych specjałów, tłumacząc, do czego się nadają, a

do czego nie, pochylała się, przyglądając z bliska srebrnym oślizgłym ciałom, wdawała się w pogawędki ze sprzedawcami, którzy chętnie flirtowali, zachęceni jej urodą i nie132 odpartym wdziękiem. Sprzedawcy z Tsukiji są rubaszni i niekiedy całkiem przyjaźni; przyzwyczajeni juŜ do pojawiających się czasem turystów, którzy robią sobie zdjęcia, do wszystkich tych dziwnych białych kobiet i męŜczyzn, pozujących z monstrualnym łbem tuńczyka wyciągniętym z kosza na odpadki, jakby taki łeb nie byl najzwyklejszą rzeczą pod słońcem. Ten Japończyk, który handlowa! mirugai, fallusami w muszlach, na widok cudzoziemki chichoczącej z japońską koleŜanką zachęcająco wskazał na sprzedawane stwory i powiedział (podobno): „Nie bójcie się, nie ugryzą". Sushi na śniadanie Sushi na śniadanie moŜe wydawać się dziwnym pomysłem i mnie prawdopodobnie nie przyszedłby on nigdy do głowy, gdyby nie Yukiko. Gdy juŜ zaspokoiłam swoją ciekawość na Tsukiji, namówiła mnie, byśmy w jednej z restauracji na terenie targu od razu spróbowały niektórych z tych rzeczy, które dopiero co oglądałyśmy. Wprawdzie nie byłam jeszcze Japonii tak długo, by widok Ŝywej ryby wzbudzał we mnie głód o siódmej rano, ale uznałam, Ŝe nie jest to doświadczenie, które mogłoby mi zaszkodzić. W końcu zjadłam fugu i przeŜyłam. Sushi, potrawę japońskiej kuchni, która najbardziej przyjęła się na Zachodzie, zrodziła konieczność. Aby przechować rybę, wkładano ją w gotowany solony ryŜ, który fermentując, zapobiegał jej zepsuciu. Zwyczaj ten zapoczątkowano w mieście Osaka. Taka właśnie zamarynowana ryba przechowywana w drewnianych beczkach była pierwotną formą sushi. W okresie Edo uległa ona przekształceniu i sushi zaczęto nazywać małe przekąski składające się ze świeŜo gotowanego ryŜu i przede wszystkim surowej ryby. Bogaci kupcy z Edo nie chcieli bowiem jeść przechowywanej ryby, ale najświeŜszą, prosto z morza. Wielkość sushi ponoć dostosowana została do kobiecego gustu; panie nie chciały zbyt szeroko rozdziawiać buzi, bo uwaŜane to było za nieeleganckie. Tak narodziła się potrawa doskonała, znak firmowy Japonii. Sushi moŜna zjeść w kaŜdym zakątku kraju, ale im bliŜej morza, tym lepiej. Wprawdzie do sushi powszechnie dodaje się inne składniki, wodorosty, pie133 czone i grillowane owoce morza, niektóre owoce i warzywa, ale jego istota polega na połączeniu lekko kwaskowego ryŜu i kawałka surowej ryby; nic więcej, nic mniej, Ŝadnych europejskich wymysłów z majonezem, cytrynką i pietruszką. Ta „niebiańska kombinacja", jak napisał jeden z zachodnich miłośników japońskiej kuchni, jest w stanie uwieść nawet bardzo konserwatywnych „gaijinów", którzy po pewnych czasie stają się kompulsywnymi poŜeraczami sushi, chociaŜ przedtem w ogóle nie jadali ryb. Mnie nie trzeba było przekonywać, ale dopiero w Japonii doświadczyłam sushi-ekstazy, sushi-blogost&rm, kulinarnej rozkoszy niemoŜliwej do zaznania nigdzie indziej. „Suszarnie" były miejscami, w których umawiałam się z Japończykami albo innymi „gaijinami". Tam objadaliśmy się, polecając sobie nawzajem co smaczniejsze egzemplarze zachętami wrodzaju: „To róŜowe z ikrą na wierzchu jest pycha", „Weź koniecznie to płaskie z mackami" albo „Łap, łososie jadą". Dla cudzoziemców nie mówiących po japońsku rajem są tak zwane kaitenzushi, czyli mało wykwintne, ale za to tanie i wygodne „suszarnie" obrotowe,

gdzie po taśmie wokół baru jeŜdŜą talerzyki, a na kaŜdym spoczywają dwa kawałki czegoś, czego nazwy moŜna wprawdzie nigdy nie poznać, ale smak pokochać i potem budzić się w jakimś innym kraju i wspominać go z nostalgią. Szefami w barach sushi zawsze są męŜczyźni. Japończycy wierzą, Ŝe kobiety nie nadają się do tej pracy z powodu zbyt ciepłych dłoni, które niepotrzebnie grzałyby ryŜ. Ale pewnie po prostu o wiele lepiej być szefem „suszarni", niŜ marznąć na dnie morza, by wyłowić potrzebne ingrediencje, a ideologię zawsze moŜna do tego dorobić. Bar sushi na terenie targu Tsukiji, do którego zabrała mnie Yukiko, naleŜał do bardziej tradycyjnych. Tu nie było obrotowej taśmy i kaŜdy gość sam zamawiał to, na co miał ochotę. To właśnie takich „suszarni" jest w Tokio najwięcej i przynajmniej jedną moŜna znaleźć przy kaŜdej stacji kolejowej. Klientela tej, do której zaprosiła mnie Yukiko, składała się głównie z robotników z Tsukiji, męŜczyzn o spracowanych dłoniach i sposobie bycia bardziej bezpośrednim, niŜ pozwala na to japońska norma. „IrasshaiW!", personel przywitał nas według zwyczaju serdecznym 134 okrzykiem, a goście siedzący przy kontuarze, zajmującym całą długość pomieszczenia, odwrócili zdumione twarze w naszą stronę. Normalne kobiety nie wpadają do takich miejsc o siódmej rano. „Yukiko-chanl", ucieszył się stojący za kontuarem szef, który był krewnym mojej przyjaciółki, „wujkiem Hidetoshi". Po chwili podano nam zieloną herbatę i oshibori, wilgotne ściereczki do wytarcia rąk. Po obowiązkowych pytaniach kierowanych do cudzoziemki, czy umiem jeść pałeczkami i czy jem surową rybę, na które pozytywnie odpowiadała Yukiko, złoŜyłyśmy pierwsze zamówienie. Jedna porcja sushi to zawsze dwa kawałki; nic, co się kroi, nigdy nie jest serwowane pojedynczo lub w trzech kawałkach. Zwyczaj ten - jak wiele innych kulinarnych zakazów i nakazów - związany jest wieloznacznością i labiryntową głębią japońskiego języka, w którym znaki kanji mogą w zaleŜności od kontekstu znaczyć coś innego i inaczej być wymawiane. I tak jeden kawałek to hito kire, a trzy to mi kire - wymowa obu niemiło kojarzy się z zabijaniem i samobójstwem. Z kolei kanji liczby cztery wymawia się tak samo, jak ten oznaczający śmierć, shi. Dlatego nigirizushi serwuje się po dwa, a makizushi po sześć, nigdy cztery. Za oszkloną gablotą kontuaru wyeksponowane były dzisiejsze specjalności i zaczęłyśmy od mojego ulubionego toro, delikatnego mięsa z brzucha tuńczyka, które smakuje jak najdelikatniejsza wołowina i w ogóle nie ma zapachu ryby, potem była ika, śnieŜnobiała twardawa kałamarnica, tamago, czyli słodkawy omlet jajeczny przypasany do ryŜowego wałeczka paskiem wodorostów, ikura, czyli ikra łososia, pomarań-czowozłota, wyraźnie rybna, pękająca w zębach. Za kontuarem wuj Hidetoshi, w białym stroju, z ręcznikiem zawiązanym na czole i dłońmi czerwonymi od ciągłego moczenia w wodzie chwytał garstkę ryŜu, ugniatał ją, kładł na wierzchu szczyptę wasabi, potem kawałek ryby, wszystko z szybkością i precyzją automatu, po kilku sekundach kolejna porcja nigirizushi stała przed nami gotowa do zjedzenia. Sushi moŜna jeść rękoma, wystarczy koniec zanurzyć w sosie sojowym i juŜ; mają wielkość odpowiednią na jeden kęs. W przerwach między porcjami przegryzałyśmy z Yukiko gari, przejrzyste płatki piklowanego imbiru, których ostry smak słuŜy 135 odświeŜeniu palety smakowej i ma właściwości bakteriobójcze. Sushi w małym barze na Tsukiji było wspaniałe, świeŜe, bezpretensjonalne i -jak się okazało -

westchnęła z niemal erotycznym zachwytem. „Za ogon!". Ŝe daleko im do mistrzostwa ludzi jedzących w ten sposób od dziecka. Przypuszczam. Ŝe wilczy apetyt i wyraźne objawy kulinarnego błogostanu. ogórka. by nauczyć się posługiwać pałeczkami i zjeść nimi posiłek. „Tańcząca krewetka" . Nie od razu uda się więc na przykład zjeść . gdybym nie była tak skupiona na zmysłowej kontemplacji mojego śniadania. MoŜe fakt. wyciągnął z niego Ŝywą krewetkę. food jest very. grzybki shitake i inne rzeczy. „Mój wuj pyta. którzy posługiwali się nimi od dawna dość biegle. wypatroszył i połoŜył przede mną podrygujące danie. Nawet ci cudzoziemcy. Spoglądał na mnie raz po raz i przekomarzał się z Yukiko. iŜ wymienił z Yukiko jakieś uwagi kompletnie niezrozumiałym językiem pełnym pomruków i chrząknięć. w jakie wprawiało mnie sMs7u'śniadanie. dałby mi do myślenia. „za ogon. której głos w momencie. Po nigiri sushi przyszła więc pora na kilka makizushi. zgarniała pałeczkami ostatnie ziarna. zanim skończy!" Poszłam za jej radą. Umiejętność ta jest w praktyce zdecydowanie prostsza niŜ w teorii. w której małych smagłych dłoniach pałeczki śmigały szybciej niŜ druty kogoś z duŜym doświadczeniem w robieniu swetrów. to jedyne słowo. sprawiały satysfakcję szefowi Hidetoshi. a moja czujność uśpiona śniadaniową ucztą nie ostrzegła mnie przed pochopną decyzją. choć biegłość w tej sztuce wymaga oczywiście czasu. automatycznie podniósł się o oktawę na nieosiągalne dla mnie wyŜyny kobiecego wdzięku. Jedzenie pałeczkami. czyli ruloników ryŜu zawiniętego w jadalny papier z wodorostów. I moŜe coraz szerszy. trzymana za ogon krewetka ciągle „tańczyła". „Oishii". Pałeczkę ruchomą trzyma się między kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki. zauwaŜają teraz. Ŝe odori znaczy równieŜ „skakać". czy chcesz spróbować tańczącej krewetki?". zwaną przez polskich „gaijinów" po prostu „mielonką". których japońska nazwa brzmi hashi. a nie wiedziałam. przechyliwszy ją do ust ułoŜonych w dzióbek. veryfast.idealne na śniadanie po nieprzespanej nocy. zwróciła się do mnie w końcu Yukiko z diabelskim błyskiem w czarnych oczach. zanurzyła w sosie i poŜarła. 136 Pałeczki i widelec „Czy umiesz jeść pałeczkami?". Przeciętnemu człowiekowi wystarczy kilka prób. połyskujący złotymi zębami uśmiech wuja Hidetoshi powinien mnie zaniepokoić. Sarariimani. ale nie wydawało mi się podejrzane. Wówczas szef sięgnął do jednego z pojemników stojących w zasięgu jego ręki. jakie do mnie dotarło z tajemniczej konwersacji. Po kilku chwilach jej miseczka z ryŜem była niemal pusta. podpowiedziane szefowi przez nastrój i wyobraźnię. Szczególnie lubiłam obserwować dziesięcioletnią Ayaki. które w środku mogą mieć rybę albo rybną pastę. to jedno z pytań.brzmiało nawet całkiem apetycznie. poradziła Yukiko. wbrew pozorom nie jest trudne i nie wymaga jakichś szczególnych zdolności manualnych. Taki białawy skaczący paluszek. gdy z angielskiego przeszła na japoński. w mgnieniu oka uciął jej głowę. które gaijin wcześniej czy później usłyszy w Japonii. Zatrzepotała podkręconymi rzęsami. W japońskich barach typu fast food. robotnicy i studenci wpadają tam w przerwie na lunch i zmiatają wszystko pałeczkami z ponaddźwiękową szybkością. nie dałam rady. a Ayaki. a pałeczka nieruchoma spoczywa równolegle do niej przytrzymywana w statycznej pozycji między palcem wskazującym a serdecznym. „taniec". Yukiko wyjęła mi ją więc z ręki. Odori. gdzie w automacie kupuje się kupony wymieniane przy barze na wybrane potrawy.

Pozbawione centrum (jakim dla nas jest kawał miecha) japońskie danie. których teoria jedzenia interesuje bardziej niŜ praktyka. podczas gdy pałeczka „nigdy nie dokonuje gwałtu na potrawie". „rozszczepia". są połączone i przed posiłkiem kaŜdy je rozłamuje. Wystarczy pomyśleć. chlapiąc dookoła. Ze smutkiem przyznaję. Uczta Chizuko Po „skromnej" kolacji u Chizuko ogarnęła mnie panika związana z koniecznością rewanŜu. ale lepiej zostawić je tym. a jedynie „podnosi". w pięknym bladozielonym kolorze. co wygląda i pachnie jak bigos. Końce drewnianych pałeczek. Jego zdaniem zachodnie sztućce „okaleczają". które słuŜą do trzymania w ręku. by uniknąć kompromitacji? „Das Bigos" 138 zachwycił wprawdzie niemiecką rodzinę mojej siostry. Pewnie moŜna by bawić się w dalsze efektowne porównania. ale które. aby pałeczki były nowe. nawiązuje do wspomnianej „dziewiczości" pałeczek. „rozsuwa" i „rozdrabnia". Skoro grubo ponad miliard Azjatów jakoś sobie radzi. zwłaszcza tych ze świata hostess i gejsz. Na szczęście akurat wybierała się do nas w odwiedziny przyjaciółka. który będzie raz po raz zsuwał się z powrotem do zupy. sterylne i przez nikogo innego nie uŜywane. Ŝe dziennie przeciętny Japończyk zuŜywa trzy pary pałeczek. Co im podać. Wersje wielokrotnego uŜytku stosowane są niemal wyłącznie w domu i wtedy kaŜdy członek rodziny ma własną parę. Rozwiązaniem dylematów było menu typu fusion. W ten sposób moŜemy być pewni. Japończycy lubią jednak. Ŝe nie udało nam się osiągnąć .sporo czasu spędzał w japońskich restauracjach. brak reguł pierwszeństwa w zjadaniu jego poszczególnych części i „macierzyńska" funkcja pałeczek skłaniały niektórych zachodnich uczonych do określania japońskiej kuchni mianem „postmodernistycznej".jak łatwo zauwaŜyć . Pałeczki podawane w ogromnej większości japońskich restauracji zrobione są z surowego drewna. jest to jednak moŜliwe i po jakimś czasie zaczyna się zauwaŜać. które przed konsumpcją trzeba „rozdziewiczyć". Barthes w Imperium znaku dokonuje ciekawego porównania jedzenia pałeczkami oraz widelcem i noŜem. czemu towarzyszy charakterystyczny trzask. Ostatnio 137 w takich miejscach jak na przykład studenckie stołówki zachęca się do pałeczek plastikowych. które moŜna myć. „kroją" i „nabijają". Zdaniem francuskiego filozofa.bardzo delikatne w dotyku. Ŝe nikt przed nami ich nie dotykał i jeszcze do niedawna były drzewem rosnącym w indonezyjskim lesie albo na stokach japońskich gór. podczas gdy zachodnie zwyczaje kulinarne wymagają „armii pik i noŜy związanych z drapieŜnością". pałeczki mają w sobie „coś macierzyńskiego". ale przecieŜ Japończykom nie podam czegoś. w którym polskim krokietom i barszczykowi towarzyszyły bardziej międzynarodowe specjały. który . bo ekolodzy głośno protestują przeciw takiemu marnotrawstwu drzew. która przywiozła takie niedostępne w Japonii ingrediencje jak czerwone buraki. Jedynie w wyjątkowo drogich i eleganckich miejscach podaje się pałeczki wycięte ze świeŜego bambusa . Według niego porównywalne są do ptasiego dzioba karmiącego małe. by uczta była choć w połowie tak wspaniała? Pewnie wypadałoby przygotować jakieś polskie specjały.za pomocą pałeczek śliski makaron ramen. Ŝe jedzenie za pomocą dwóch patyczków ma w sobie coś bardziej naturalnego i zmysłowego niŜ jedzenie widelcem i noŜem. Wiele dowcipów erotycznych.

dwa liście wyglądały tak. co umiała robić najlepiej i co -jej zdaniem . grzyby i orzechy ginnan zapieczone na grubej soli w specjalnym glinianym naczyniu. Unoszący się znad misy zapach przywodził na myśl jesienne ogniska i dym unoszący się nad polami. 139 wąskie prostokąty surowej kałamarnicy ozdobione z wierzchu na purpurowo piklowaną ikrą z dorsza. smaŜona na złoto ryba o jasnym mięsie przyprawiona kwaskowym sosem. warzywa i cieniutki. Yosenabe Chizuko podała w ceramicznych czarkach. na które nasze kubki smakowe najmniej były przygotowane: makaron sobą został podany w . pokrojone w cieniutkie plasterki awabi ugotowane w sake i sosie sojowym. Trzecie danie. ale jakŜe przy tym odmienne: w przezroczystym rosole rybnym pływały kawałki kilku róŜnych owoców morza. W kaŜdym razie zdawaliśmy sobie sprawę z tego. jej męŜa profesora. Chizuko przygotowała to. Chizuko znalazła je w pobliskim parku i to one zainspirowały do przygotowania pracochłonnych przystawek. niemal przejrzysty makaron przypominający anielskie włosy. malutkich i bardzo zróŜnicowanych dań. ale jako Ŝe od początku wykazywałam kompletną obojętność wobec reguł japońskiej hierarchii. marynowane w paście miso asparagusy o jaskrawym kolorze świeŜej trawy. plasterkom marchewki sprawne dłonie gospodynie nadały kształt liści. Były tam gotowane krewetki. a poszczególne smaki wyraźne i zachowujące swoją specyfikę. dwa brązowawe ślimaki przyprawione sosem sojowym i z powrotem umieszczone w swoich kremowych. stanowiące japoński odpowiednik naszego „bigosu na winie". urokliwe w swojej prostocie. na tle ceramiki w kolorach ziemi. Potem przyszła pora na danie. które symbolizowały zbliŜający się październik. było teŜ w oczywisty sposób jesienne: składały się nań krewetki. Byliśmy jej pierwszymi „gaijinami". które ustawiła na plecionych bambusowych matach. Uczta przygotowana przez Chizuko na naszą cześć była o wiele wykwintniej sza niŜ codzienny japoński posiłek. Całość była lekka i delikatna. bo goszczeni wcześniej cudzoziemcy naleŜeli do zagranicznych współpracowników Teru. Tu sytuacja była nieco inna: teoretycznie pełniłam rolę zwierzchnika Chizuko. roladki z brązowej wołowiny z ukrytymi w środku szmaragdowozielonymi łodygami szczypiorku. iŜ idealnie białe wnętrze kontrastowało kolorem z niemal czarną zielenią nori i róŜowopomarańczową skórką. Ŝe kolacja dla nas była dla Chizuko duŜym wyzwaniem: musiała sprostać nowej roli gospodyni. nasze kontakty miały charakter niemal egalitarny i uproszczony dzięki uŜywaniu języka angielskiego. kilku przystawek. podłuŜnych muszelkach. KaŜde z nas czworga brało bezpośrednio z naczynia wybrany kąsek i moczyło go we własnej miseczce z sosem. Kolejnym daniem uczty Chizuko było yosenabe. Dekoracja nie była nachalna. jakby właśnie spadły nań z drzewa. Na ceramicznym półmisku przyniesionym przez Chizuko na początek uczty cieszyła oko niesymetryczna kompozycja zensai. które Chizuko zdjęła przed podaniem potrawy na stół. jakby statusem społecznym była równa swojemu męŜowi. nie dotykając się. czyli „wszystko razem".godne było zagranicznych gości pierwszy raz odwiedzających jej dom. Ozdobę brunatnobeŜowego półmiska stanowiły dwa prawdziwe liście. ale w porównaniu z elegancką restauracją cechowała ją duŜa dowolność w doborze potraw. których zielona barwa na obrzeŜach przechodziła juŜ w jesienne złoto. na wierzchu leŜały sosnowe igły. zawinięte w wodorosty i przekrojone na połowy tak. poszczególne potrawy leŜały. podejmującej zagranicznych przyjaciół tak.mistrzostwa „skromnej" kolacji Chizuko.

lekko szczypiącym smaku. których pojemnikiem zostałam obdarowana na koniec. Jedna z dróg do serca Japończyka wiedzie przez Ŝołądek. Oczywiście w naszym posiłku nie mogło zabraknąć ryŜu.czerwonych miseczkach z laki wraz z sosem zrobionym z utartego warzywa tororo. Przez Ŝołądek do serca Japończyka Jedna z hipotez.tororo rzadko znajduje wielbicieli wśród „gaijinów".sfermentowane ziarna soi. towarzyszyły mu pikle domowej roboty. gotowaliśmy razem w mikroskopijnych kuchniach. ku naszemu zaskoczeniu. Na deser dostaliśmy owoce z jogurtem „hodowanym" przez Chizuko w domu. Kroiliśmy ryby. gdzie w miarę skromnych moŜliwości starałam się wnieść twórczy wkład. jak bardzo gospodyni musiała się umęczyć. tworząc na cześć „gaijina" te małe dzieła sztuki. organizowany przez matki pociech grających w piłkę noŜną. a ja nie naleŜałam 140 do wyjątków. lekko chropowata. Te mniej formalne spotkania wspominam najcieplej.ale o wiele prostsze. a potem ją przyrządzałyśmy. Podobnie jak osławione nattó . w którym cudzoziemcy skarŜą się na samotność i wyobcowanie. Chizuko podała to danie z wodorostami i piękną. bowiem nie czułam się podczas nich skrępowana myślą. Współcześnie uszlachetnione róŜnymi dodatkami wersje ochazuke serwuje się w wielu restauracjach i jest to popularna potrawa kończąca zakrapianą imprezę. Potrawa ta narodziła się ze zwyczaju zalewania zieloną herbatą resztek ryŜu w miseczce. Najpierw więc szłam z Chizuko albo Mariko do sklepu i wybierałyśmy potrzebne produkty na codzienną kolację. Ŝe większość kobiet słyszała o naszych międzynarodowych kulinarnych ekscesach. Ŝe trzeba podzielać jego przekonanie o wysokiej wartości sztuki kulinarnej w Ŝyciu człowieka i lubić japońskie jedzenie. jakiego nie powstydziłaby się Ŝadna włoska kawiarnia. które szybko znikały w naszych ustach. zlepione śluzowatą ciągnącą substancją . wiąŜe się z moim sybaryty-zmem. okazało się. Jeśli odwiedziny takie oznaczały początek przyjaźni. złotopomarańczową ikrą łososia. co znaczy w tym wypadku tyle. kilka rodzajów herbaty do wyboru i kawę z ekspresu.wprawdzie nieodmiennie piękne . Gdy Mariko 141 zaprosiła mnie wiosną na szkolny piknik. taką miksturę wypijano. Wkładem pana domu było hojne dolewanie nam Ŝubrówki. w którą. kolejne posiłki były juŜ . często z udziałem ich męŜów i dzieci. którą nie kaŜdy gaijin jest w stanie docenić. z jaką nawiązałam ciepły kontakt z ludźmi w kraju. a mój przepis na sałatkę z cykorii i pomarańczy znany jest jako „sałatka gaijinki". ta dziwna. lepiliśmy pieroŜki i rozmawialiśmy swobodniej niŜ przy jakiejkolwiek innej okazji. białawym kolorze i konsystencji rzadkiej papki dla niemowląt. bowiem zostawianie niedojedzonego posiłku nie było i nie jest w dobrym tonie. jaką mam na temat relatywnej łatwości. której istotą jest właśnie faktura. od lat zaopatrywał się w pobliskim monopolowym. „górskiego kartofla" o słabym. moŜe tylko z wyjątkiem wspólnej kąpieli. który na koniec Chizuko podała w formie ochazuke. Sos z tororo to przykład potrawy. pijając ją z dodatkiem wody mineralnej lub sprite'a. Na podobne uczty byłam zapraszana zwłaszcza na początku mojego pobytu w Japonii i towarzyszyły one pierwszym odwiedzinom w japońskich domach. półpłynna papkowa-tość. Gdy znajomość przyjęła formy prawdziwej zaŜyłości. by odkleił się od ścianek. Pozytywna odpowiedź na inicjacyjne pytanie o posługiwanie .

Jak piszą autorzy The Essence of Japanese Cuisine. których przedstawicieli w innych krajach słusznie nie podejrzewałoby się o wysmakowany gust kulinarny. zawody w zjadaniu sushi.co za cudowna kombinacja przyjemności . „To najlepsze i najzdrowsze jedzenie na świecie". Takie wyprawy nie są zresztą niczym wyjątkowym i funkcjonują w formie zorganizowanej. czyli kobiet. a zainteresowanie kuchnią jest dobrze widzianym wyrazem ogłady w przypadku ludzi obojga płci. głównym bohaterem jest jedzenie. gdy odbywa się we własnym domu i nie na pokaz. którym udało się skłonić mnie do zjedzenia węgorza. nie jest w Japonii niczym dziwnym. W Tampopo. a inni uwaŜają.powiedzmy sobie szczerze . 142 zarezerwowanym dla mniej uprzywilejowanych członków społeczeństwa. Autorzy ksiąŜki The Essence ofJapanese Cuisine piszą. których akcja toczy się wokół kulinarnych wątków i zawsze przynajmniej na jednym kanale TV emitowany jest gurume show. wprowadzając go w bardziej skomplikowane arkana japońskiej kuchni. a poszczególne regiony kraju prześcigają się w promowaniu lokalnych specjalności.nie jest Ŝadną rybą. Japońska kuchnia zajmuje waŜne miejsce w idei Nihonjinron. Daje pytającym nadzieję. twierdzą niektórzy Japończycy.się pałeczkami i jedzenie surowej ryby jest czymś w rodzaju zdanego testu. tak naprawdę ma ona kluczowe znaczenie dla całego filmu. konkurs na nową potrawę z udziałem sławnych osób albo podróŜnicza epopeja. Rodzice Mariko. moŜe nawet spróbować się z nim zaprzyjaźnić. do którego profesor kluskologii przemawia czułymi słowy. złoŜonej z naukowych i pseudonaukowych teorii na temat wyjątkowości (a niekiedy wyŜszości) mieszkańców Japonii nad innymi nacjami. niemal uczłowieczony element wszechświata. bliską sztuce nawet wówczas. tylko przerośniętym wodnym robakiem. Ŝyciodajne i intymne jak mleko matki.zaŜyć kąpieli w miejscowym onsenie). Ich zdaniem kadr ten pokazuje. wymagającą umiejętności. para dziarskich staruszków naleŜących do Klubu Smakoszy Seniorów. dyskutująca przy sake nad wyŜszością tuńczyka z północnego Pacyfiku nad tym z Oceanu Indyjskiego. Ŝe japońskie jedzenie dla Japończyków jest tak waŜne. w której dwie urodziwe Japonki jeŜdŜą po najdalszych zakątkach kraju tylko po to. gotowymi rozprawiać godzinami o subtelnościach smaku oleju do tempura albo sposobach krojenia makreli. Dlatego bardzo często japońscy męŜczyźni potrafią gotować i z przyjemnością oddają się temu hobby . Ŝe cudzoziemiec nie jest przypadkiem beznadziejnym i warto zainwestować czas. bo ich wyjątkowy system pokarmowy przystosowany jest wyłącznie do japońskiego jadła. Innym razem jechaliśmy . programów telewizyjnych i najrozmaitszych poradników poświęconych jedzeniu.gotowanie nie jest poślednim zajęciem. okazują się w Japonii wybitnymi znawcami jedzenia. by próbować lokalnych przysmaków (i . kilka razy zabierali nas na kulinarne wycieczki po Japonii. który . A kto wie. Przyrządzanie jedzenia traktuje się jako czynność waŜną. kultowym filmie Itami Yuzó. Bardzo często osoby wykonujące zawody. Autokary pełne Japończyków ruszają w dal. O wadze przywiązywanej do kuchni świadczy ilość artykułów. Byli jedynymi ludźmi. Ŝe grupa robotników drogowych. Ŝe zamorskie specjały nie nadają się dla mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. Tampopo kończy scena nie mająca pozornie związku z całą historią. przedstawiająca matkę karmiącą piersią dziecko. W Japonii prawdopodobnie bardziej niŜ w jakimkolwiek innym kraju wiedza o jedzeniu ma charakter powszechny. DuŜą popularnością cieszą się komiksy ????.

Ŝe torturując dziecięce umysły tylko nakazami. od czego zaczniesz akt konsumpcji. Delikatne tofu zagryza się kawałkiem ostreg0 ??? albo czymkolwiek innym. na turystycznej kuchence przyrządzić je i zjeść. Mariko mkt nie kazał najpierw zjadać zupy. Nakamura Hajime. japoński psychiatra o światowej sławie.krewetką w tempurze. Autor twierdzi. Mariko bardzo rozśmieszyło. co delikatne. Grzybki smakowały niezbyt wyraźnie. sukcesem i władzą. ale smakosze seniorzy wyglądali na naprawdę szczęśliwych. kucając pod parasolami w gęstniejącym deszczu. plasterkiem jarzyny. Mieszkańcy USA i Europy największą nostalgię Ŝywią do szaleństw wczesnej młodości. by od razu nie zjadać całej zupy miso. podczas gdy . kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu róŜnych potraw. W japońskim posiłku. popija łykiem zupy. Sądem języka/oka. społeczeństwo zaś przede wszystkim z opresją. na co akurat ma się ochotę . ale nie zjada się jej 0d razu do końca. gdy zasiadałam do zastawionej wieloma naczyniami tacy z japońskim posiłkiem. ostrzeŜeniami i pamięciowym wkuwaniem. Imperium smaku. w którym najdrobniejsze zachowania ujęte sąw pancerz reguł. a potem na miejscu. podyktowane jest indywidualnym wyborem.143 przez siedem godzin tylko po to. a nie z emancypacją. To. Teza o szczególnej tęsknocie Japończyków do wiecznego dzieciństwa nie jest jednak nowa. wyprodukował on ludzi niedojrzałych do dorosłego Ŝycia. Dziś kwestia ta intryguje wielu japońskich uczonych. kolejność ich spoŜywania nie ma Ŝadnego znaczenia. Nastrojem. Nagle pojawiła się młoda dziewczyna. obrazoburczej ksiąŜce Dogs and Demons Alex Kerr pisze. Kawaiilll Lolitki z imperium zmysłów Fajna kulturka W odwaŜnej. Cos-playerki z Harajuku. Ŝe japońska kultura zdziecinniała. a potem porzuca ją na rzecz następnej. złoŜonym z kilku. Ŝe nie mogę powstrzymać się. kęsem surowej ryby. Głos mojej mamy: „Najpierw zupa!" odzywał się w mojej głowie za kaŜdym razem. by w jakimś podmokłym lesie przez kolejne trzy zbierać blade. koniecznością kompromisów i rezygnacją. w klasycznej juŜ pozycji TheAnatomy of Dependence. którzy pytają tak jak Fukuda Kazuya w pracy pod wymownym tytułem: Dlaczego Japończycy stali się takimi dzieciakami? W Japonii dorosłość utoŜsamiana jest ze społeczeństwem. niepozorne grzybki. W kraju. nie miały właściwości halucynogennych. charakterystycznymi dla modelu zachodniego. W przypadku Japończyków miłość natury nierozerwalnie wiąŜe się ze skłonnością do podziwiania rzeczy niewielkich i pełnej czułości pielęgnacji tego. zakazami. Z elementów jasno skodyfikowanego systemu znaków tworzy się w ten sposób własne imperium. cyt. Chwyta się szczyptę jednej potrawy. za Saito Yuriko „The Japanese Appreciation of Naturę" Jak moŜemy podsumować tę totalną infantylizację Japonii? Odpowiedź jest prosta. Yamane Kazuma Gyaru no kozo {Struktura dziewczyny) V. w sferze jedzenia pozostawia się margines wolności. winiąc za to między innymi powojenny system edukacyjny. Najpełniej wyraził ją Doi Takeo. gdy opowiadałam jej.

szkolne spódniczki. Tę romantyzację dzieciństwa jako oazy szczęścia. zniekształcając słowa tak. słuŜąca jako model identyfikacyjny dla kobiet i obiekt pragnienia dla męŜczyzn. Pozbawiona talentu wokalnego i scenicznych warunków Seiko Matsuda. za nic w świecie nie dorastać . a nie na przykład polska. Z pragnienia pozostania w raju dzieciństwa narodził się w latach osiemdziesiątych potęŜny nurt kulturowy. Na zawsze pozostać dzieckiem. obdarzona za to w nadmiarze umie146 jętnością sprzedawania tego. kusi wielu mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. a w wywiadach posługiwała się afektowanym dziewczęcym językiem. Japońską wersją lolitki jest burikko . czyli słynna gwiazda lat osiemdziesiątych Matsuda Seiko. Marzenie o powrocie do dzieciństwa.Japończycy powszechnie tęsknią za czasem. czyli zachowywanie się w sposób dziecinny. dla mnie osobiście dość przeraŜające. Wspomniana tu juŜ japońska Madonna. a tworzony od niego czasownik . Jego centralną postacią stalą się lolitka: infantylna i niedojrzała postać kobietydziecka. które ubierały się i zachowywały jak dwunastolatki. stając się obiektem męskich pragnień i niedoścignionym wzorem do naśladowania dla młodych Japonek. Lolitka stała się ideałem i wkrótce ulice miast zaludniły grupy rozchichotanych istot. Matsuda uosabiała ideał japońskiej dziewczyny z sąsiedztwa i po mistrzowsku wykorzystała swoją przeciętność. Podstawowa odpowiedź na intrygujące cały świat pytanie. przyczyniła się do popularyzacji infantylnego i strywializowanego wizerunku kobiecości w Japonii. jak twierdzą niektórzy badacze. czego akurat potrzebuje widownia. to specjalność japońska. Gdy była u szczytu kariery. schronić się 145 w bezpiecznym zakątku matczynych ramion. niekiedy mając lat co najmniej dwa razy więcej.to pragnienie. pozbawiona wyraźnych cech dojrzałej kobiecości. przez które rozmawiały nienaturalnie wysokimi głosami. które. jakim cudem Japończykom udało się w ciągu jednego pokolenia zbudować imperium. dać się kochać i za nic.od świtu do nocy i często ponad ludzkie siły. szczebiocząc i chichocząc. sprzedawcy uprzejmi. zrobione przez fotografa szczęściarza zdjęcie jej majteczek trafiło na pierwsze strony bardziej i mniej powaŜnych gazet. jest prosta: Japończycy pracują cięŜko i z oddaniem. ozdabiały pluszowymi zwierzątkami swoje dziecinne torebki. sepleniła i przekręcała słowa. chodziła szurając stopami. nie ponosić odpowiedzialności. Ubrane w za małe pastelowe sweterki. Ubrana w rzeczy odpowiednie dla wybierającej się na szkolny bal dwunastolatki. gdy byli małymi dziećmi. Jej kolejne dwadzieścia cztery single stały się hitami. nadaje kierunek kulturze współczesnej Japonii. Śmierć z przepracowania. burikko idealna. jak robią to dzieci. a ulice posprzątane. a wkrótce takŜe róŜowe telefony komórkowe. bezbłędnie wyczuła potrzebę nowego kobiecego wizerunku i dala cielesny wyraz budzącemu się trendowi. Bycie dorosłym to taka właśnie praca . do której wraca się w marzeniach i snach. w którym sterylnie czyste pociągi są zawsze punktualne.„udawanie dziecka". Lolitki pojawiły się w reklamach . czyli karóshi. produkujący nowych idoli. Matsuda.to spopularyzowane przez jedną z młodocianych gwiazdek pop słówko znaczy po japońsku „udawane dziecko". wspięła się na szczyt popularności. a Ŝycie osobiste najciekawszym tematem. jakie przed kaŜdym stawia japońskie społeczeństwo. a kiedy trzeba szlochając. interpretować moŜna jako rezultat bardzo wysokich oczekiwań. opadające skarpetki i płaskie buciki.

Głównymi jej aktorkami od początku były dziewczęta i młode kobiety . miły. bo w naszej grupie były osoby koło trzydziestki. W ruuzusokkusu najlepiej stawać z kolanami ku sobie. Ŝe to 147 one udawały dzieci. odnosząc się jednak tylko do tego. co jest „fajne inaczej": na przykład kocię. pluszowe zwierzątko doczepione do damskiej torebki. przy czym nie zawsze w miły sposób". fajny i fajniutki. czyli zantropomorfizowana biała kotka i jeden z najbardziej opłacalnych w dziejach motywów uŜywanych w przemyśle designerskim. Słownik Longmana znaczenie słowa cute wyjaśnia kolejno jako: „bardzo ładny lub atrakcyjny".loose socks). to coś w rodzaju zbyt długich i obszernych białych getrów. Przeciętny człowiek moŜe uŜyć tego słowa w znaczeniu „fajny". a całość słuŜy osiągnięciu efektu szczuplejszej nogi. niestety. juŜ nie tak kawaii. bo popyt na gadŜety z jej wizerunkiem trwa. troszkę Ŝałosne. bo . Dlatego tak zwane luźne skarpety nie przeminęły z wiatrem po kilku tygodniach. ale termin ten ma nieco inny zakres znaczeniowy. rzeczy i zjawiska. słabe. czaderski". będącym uosobieniem słodkiej bezbronności i spełniającym wymienione . zanim polubili to równieŜ chłopcy. Zapewne młodsze pokolenie mogłoby nam co nieco dopowiedzieć. miękka wielkooka maskotka pozbawiona ust. Specjalny klej trzyma luźną skarpetę na miejscu. Panowie uczestniczą w kulturze kawali przede wszystkim biernie: gapiąc się na lolitki z erotycznym zachwytem. ubierały się jak dzieci i kupowały dziecinne gadŜety. lecz stały się standardowym wyposaŜeniem garderoby lolitki. komentując infantylnymi okrzykami i chichotem bardziej sensowne wypowiedzi męskich uczestników. róŜowy toster. „atrakcyjny w sposób seksualny" oraz „bystry i praktyczny w radzeniu sobie z ludźmi. dzięki którym dziewczęta i młode kobiety mogły wyglądać bardziej dziecinnie. lecz takŜe niewinne. Bawiliśmy się ze znajomymi „japonofilami" w wymyślanie polskich odpowiedników kawaii i zgromadziliśmy następujące: „słodki. Fajna kulturka juŜ wkrótce miała stać się dominującym nurtem. W1999 roku Hello Kitty hucznie obchodziła swoje dwudziestopięciolecie. Co tak pociągającego jest w białej kotce firmy Sanrio.kobiece nogi wyglądają wówczas wyjątkowo ślicznie. atrakcyjne seksualnie. zwierzęcia. milusi. to: „Kawaii". to Hello Kitty. rozpoznawalna po obu stronach Pacyfiku. miłe. słodkie i wdzięczne. co jest „słodkie" lub „fajniutkie" w sposób dziecinny. bezbronne. Motto Hello Kitty: „Nigdy nie masz za duŜo przyjaciół" nic nie straciło ze swojej świeŜości. ale w świecie lolitek kawaii to coś. które są nie tylko ładne. maleńkie.trzeba przyznać . czyli ruuzusok-kusu (od angielskiego . Dorosła męska część populacji nie pozostała obojętna. W modzie pojawiały się kolejne lołitkowe hity. Najsłynniejsza ikona kawaii.i w programach telewizyjnych. które w ustach japońskich lolitek słyszało się najczęściej. a nawet „zajebisty". Japońskie słowo kawaii tłumaczy się na angielski jako cute. niedojrzały i bierny.w tym sensie. Japońskie kawaii takŜe słuŜy opisowi ogólnie pozytywnch cech człowieka. rozstawionymi piętami i połączonymi palcami stóp. a szczyty popularności osiągały rzeczy. które nosi się zrolowane na łydkach. Luźne skarpety. SłuŜy bowiem do opisywania ludzi i rzeczy. włochata ramka na wewnętrzne lusterko w samochodzie. które właśnie spadło z tapczanu. Słowo. Ŝe stała się przedmiotem uwielbienia 148 milionów Japończyków? Niewątpliwie największa część tajemnicy tkwi w jej wyglądzie.

takie jak kocięta. kolców i zębów. to z pewnością byli nieduzi. a toster do opiekania pieczywa. a inwencja designerów w tworzeniu kolejnych gadŜetów jest nieograniczona. oprócz przedmiotów jakoś jednak uŜytecznych. schodzi na plan dalszy i dlatego. przy-wieszki z wizerunkiem Hello Kitty. ani nie ucieknie. szczeniaki. Od debiutu białej kotki w 1974 roku popyt na rzeczy z jej podobizną nie słabnie. misie koala.ma ona głowę nieproporcjonalnie wielką w stosunku do reszty ciała. choć ani miękcy. Hello Kitty uosabia stworzenie. małe foczki. Jak pisze wspomniana Kinsella w Cuties in Japan. ozdabiają ubrania przechodniów. łapki pozbawione palców i nogi bez stóp. plastikowe opakowanie z patyczkami do czyszczenia dziurek w uszach (tych od kolczyków!) oraz róŜnorakie breloczki. co malutkie bądź miniatury tego. Najbardziej kawali są ssaki i ssakopo-dobne. Hello Kitty oraz tacy jej dalecy krewni jak panda Tarę. Gwiazdami japońskiej telewizji przez jakiś czas była para stuletnich bliźniąt. lecz takŜe dla dorosłych. młode egzemplarze zwierząt i ludzi. obejmuje: . które sąkawaii. Na przykład: pokrowiec na uchwyt do papieru toaletowego. . Fakt. Intuicja. Poza tym. pozbawione nieprzyjemnych kantów. pozbawionych dzikości i raczej nieszkodliwych stworzeń: „W istocie w japońskiej tradycji nie znajdujemy pochwały 'puszczy pełnej dzikich bestii'.wyŜej kryteria bycia kawaii. 240). nalepki. Ŝe w japońskiej kulturze juŜ wcześniej byli bohaterowie o cechach kawaii. króliczki.przedmioty i stworzenia o krągłych kształtach.stworzenia ciepłokrwiste. 1996. powiewają na suszących się ręcznikach i pościeli. Ŝe praktyczne znaczenie jest wtórne wobec symbolicznego . s. niedźwiedzie. Dyndają wesoło przy telefonach komórkowych. Najczęściej cytowana lista rzeczy. a więc stworzenia. na przykład pomniejszone wersje wielkich groźnych zwierząt. bez pazurów. Ich specyfika polega na tym. pandy.przeznaczeniem róŜowego długopisu z wizerunkiem Hello Kitty albo takiegoŜ tostera jest zatem przede wszystkim budowanie toŜsamości właściciela. wszystkie te słodkie cuda przeznaczone są nie tylko dla dzieci.stworzenia dziecinne. Patrzy na świat szeroko rozstawionymi kropkami oczu i nie ma ust. co z natury jest duŜe. na japońskim rynku fanshi guduzu dostępnych jest mnóstwo rzeczy zupełnie pozbawionych wymiaru praktycznego. które współcześnie stały się dominującymi (czyŜ na przykład czerwony.to.to. lecz zamiast tego ciągłą świadomość urody rzeczy małych. . której nie będę tu rozwijać. w całej wielowiekowej japońskiej tradycji dominuje zamiłowanie do pejzaŜy uładzonych. bo ta ich cecha wydawała się najbardziej cieszyć widzów. takich jak słonie. króliczek Miffi 149 czy Ŝółty stworek Pikachu patrzą na nas zewsząd na ulicach Tokio. podpowiada mi więc. z miękkimi krawędziami. hipopotamy. Co najwaŜniejsze. ani puszyści. gładkie. . choć tu mogą być wyjątki. Jak pisze Saito Yuriko. ale raczej nie nosoroŜce czy mrówkojady. nos jak guziczek i kokardę na lewym uchu. iŜ długopis słuŜy do pisania. MoŜna jednak włączyć je do kategorii rzeczy kawali jako zdziecinniałe. podstawki. Ale wracając do Hello Kitty . Hello Kitty została uŜyta przez japońską firmę Sanrio jako główny motyw ozdobny fanshi guduzu. czyli wszystkich „słodkich" i „fajniutkich" rzeczy (od angielskiego fancy goods). które ani nie ugryzie. okrąglutki Daruma nie wygląda słodko?). co miękkie i puszyste. . delikatnych i bliskich" (Saito. .

150 Raj dla Humberta Humberta „MęŜczyźni w Japonii mają rorikon". mamy dziś do czynienia raczej z kawali. do których drogę wskazują szyldy i reklamy czytelne dla kaŜdego Japończyka. z jaką są realizowane. To ich pragną męŜczyźni.stworzenia niezdarne. Młodziutkie dziewczęta. ale przy kaŜdej większej stacji znajduje się od kilku do kilkuset przybytków jednoznacznego przeznaczenia. Dwudziestosiedmioletnia dziś Michiko przed dziesięciu laty pracowała przez jakiś czas w jednym z tokijskich Soaplandów w dzielnicy Kabuki-chó.od „masaŜu erotycznego" do fum kósu (od angielskiego fuli course). Kobieta po trzydziestce wprawdzie nie jest jeszcze staruszką. Ŝe dawne kategorie estetyczne. Wprawdzie od 1957 roku prostytucja jest w Japonii zakazana prawnie. zastąpione zostały tą nową wszechwładną kategorią. co Michiko tam robiła. trzeba parę słów poświęcić Krainie Mydła. często nieme. zaludniają sklepy i kawiarnie. gdzie kupuje się seks". okładki codziennych gazet i pornograficznych komiksów manga. dyskrecja to.moŜe powiedzieć. niŜ zezwala prawo. jedna z tych nieprzyjemnych wprawdzie. a jedną z nich jest właśnie Kraina Mydła. obok otwartości. Określenie to uŜywane jest jako słowo-przykrywka dla popularnego rodzaju łaźni. Ŝe miejsca. gdzie kupuje się seks.. Pośród wszystkich wymienionych wyŜej rzeczy najbardziej kawali jest bowiem japońska lolitka. śledzą je spojrzenia męŜczyzn. gdzie kaŜdy powyŜej trzydziestki czuje się w ich tłumie nieswojo. odnoszącą się do infantylnego królestwa kiczu i zamiast wabi. obsiadają pomnik Hachikó. czyli „pełnego zestawu". powiedziała mi Michiko takim tonem. Była masaŜystką. co stało się z erotyczną wyobraźnią Japonii w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Erotyczne marzenia o dziewczętach młodszych.przedmioty i stworzenia w pastelowych kolorach. ale słowo masaŜ odnosiło się do znacznie szerszego zakresu świadczonych przez nią usług. Rorikon to w japońskiej wersji języka angielskiego Lolita ???????. nie nazywają się „miejscami. ale trudnych do uniknięcia chorób. bezbronne. Świat naleŜy do lolitek. produkuje kawali samochody. są najbardziej kolorową grupą na ulicach Tokio. czyli „kompleks Lolity". Rzecz w tym. rozmach i zaskakująca dla „gaijinów" otwartość. krąŜące po Shibuya czy Shinjuku w rozszczebiotanych stadach. Kerr pisze. barwne jak papuŜki. wydają się mniej czy bardziej uniwersalne. Geneza kultury kawali jest równieŜ istotna dla zrozumienia tego. Ŝe „skończył się czas dŜinsów i szaleństw". RoznegliŜowane wizerunki młodych dziewcząt ozdabiają ulice i pociągi. Z trzepotem wymalowanych rzęs fruwają wśród ponuro odzianych sararllmanów. Noszą inne nazwy. za które Zachód tak podziwiał Japonię. drugie słowo-klucz do zrozumienia japońskiego 151 imperium erotycznego. W Japonii buduje się kawali domy. ale młodość ma juŜ za sobą i . odkurzacze i tostery. wymagające opieki. najlepiej róŜowe. Gdziekolwiek się pojawią. oznaczający erotyczną fiksację na punkcie niedojrzałych dziewcząt. By wytłumaczyć. w dosłownym języku oznaczającego stosunek . dźwigi. jakby była to ospa wietrzna albo róŜyczka. niepodzielnie władają na Harajuku. ale w Japonii wyróŜnia je powszechność. w której dziewczęta świadczą teŜ inne usługi oprócz mycia klienta . Paradoksalnie. . gdzie dziewczyny takie jak ona pracują w najstarszym zawodzie świata.tak jak Chizuko .

czyli Sópurando w wymowie japońskiej. nic nie zagraŜa mizu-shóbai. potem masaŜ własnym nagim ciałem. jaki moŜemy zobaczyć choćby w Ikebukuro albo w okolicach dawnej Yoshiwara. Ta filigranowa istota o delikatnych rysach wciąŜ wygląda na nastolatkę i nie utraciła do końca czaru nimfetki.kaŜdy zna prawdę.00" widoczny z peronu Ikegami Linę na stacji Gotanda nie jest skierowany do miłośników higieny i kaŜdy o tym wie. Opowiada. Nie pozostało mi nic innego. jak mówi. Michiko mierzy jakieś 150 cm. idąc z duchem czasu. które zdobyła w mizu-shóbai. Michiko udało się zostawić przeszłość za sobą i opowiadała mi o niej bez rozczulania się nad sobą czy usprawiedliwiania. która porzuciła dom i którą z kolei porzucił amerykański kochanek. ale protest ambasady tureckiej. Michiko najpierw oferowała klientowi kąpiel. Ŝe „japońscy męŜczyźni lubią być rozpieszczani". a porządek społeczny nienaruszony.seksualny. zafundowali sobie angielski szyld oprócz tego w katakana. Dziewczynie. którą Japończycy tak lubią. Michiko. obficie przedtem namydlonym. W wyniku konkursu ogłoszonego przez Japońskie Stowarzyszenie Kąpielowe w 1985 roku wybrano określenie Soapland. w których alkohol płynie rzeką. pomaga jej nawiązać kontakt z podopiecznymi. nie reklamuje więc perfumerii. Mówi. Soapland dawał jedyną moŜliwość zarobienia duŜych pieniędzy w krótkim czasie. jak na przykład Disneyland. a napis: „ZniŜki dla rannych ptaszków od 6. Kiedyś łaźnie tego typu nazywano Toruko-buro. a klienci szczególnie chwalili jej młody wygląd i dziewczęcą słodycz. w końcu była profesjonalistką. wymusił zmianę szyldu. Japończycy uwielbiają). współczesne wcielenie Madame Butterfly. jeśli takie było jego płatne Ŝyczenie -fum kósu.. Dziś Krainy Mydła stanowią jedną z najbardziej klasycznych rozrywek oferowanych przez japońskie imperium erotyczne. czyli „wodnego interesu" oznaczającego świat barów. udzieliła mi nieco dziwnej odpowiedzi. przyjęła się.30 do 8. knajp. uwaŜającej takie zapoŜyczenie za obraźliwe dla swojego kraju. W apartamencie. jak uwierzyć jej na słowo. złoŜonym z obszernej łazienki i malutkiego pokoiku. nikt o niej nie mówi. a potem. ułatwił jej sprawę. Nazwa przywodząca na myśl czystość i wodę. Ŝe projektuje kapelusze i kolekcjonuje stare kimona.. i nawet kaŜdy kobiecy uśmiech ma swoją cenę. Ŝe do pracy ubierała się w najzwyklejszy szkolny mundurek z krótką granatową spódniczką i białą bluzą z Ŝeglarskim kołnierzem. Na koniec mistrzyni mokrej ceremonii kłaniała się w podziękowaniu biernym odbiorcom przyjemności i wręczała im swoją wizytówkę z typowo japońską grzecznością i stosowną w kaŜdych okolicznościach zasadą decorum. dodając z chichotem. „W ogóle się nie ruszali". „dobre miejsce". Dziś oprócz tego. Przybytki te działają na podobnej zasadzie jak salony paczinko . czyli łaźniami tureckimi. oraz jakiś czarodziejski land (które. pracuje jako wolontariuszka pomagająca młodocianym prostytutkom wrócić do normalnego Ŝycia. cechował o wiele większy pragmatyzm niŜ bohaterkę opery Pucciniego. waŜy pewnie . Byli dla ciebie mili?". jak pozory zostaną zachowane. Do jednego z takich miejsc na pół roku trafiła Michiko. zapytałam kiedyś Michiko. NaleŜy ono do nomen omen mizu-shóbai. kabaretów i innych przybytków. dlatego bez problemu znalazła. Fakt. Ŝe doświadczenie. RóŜowy neon „Soapland". iŜ doskonale pasowała do poŜądanego wizerunku lolitki. Oczywiście mundurek 152 Michiko miała na sobie tylko na początku spotkania z klientem. Tak długo jednak. „A oni. Właściciele niektórych Krain Mydła. znaczy klienci.

gdy zobaczyłam w jednym z tokijskich sklepów przyrząd do. I tak.. który badał japońskie imperium erotyczne empirycznie. Poza tym po prostu polubiłyśmy się. Właśnie. czyli kawiarnia). a nie smakować cappuccino.. którą zostawiłam niechcący na stoliku. Wybiegła za mną z kawiarni Starbucka w Ginzie. 154 pojawiły się nopan kissa. Zapytała. ale mało pociągająca erotycznie. do którego inaczej nie miałabym dostępu. Według standardów japońskich. lecz młodziutkie kelnerki nie noszące majteczek pod minispódniczkami (nopan to zniekształcenie angielskiego no pants. co jednak w przypadku japońskiej dziewczyny nie musi być wielką wadą (wiem to od czasu. wykrzywiania nóg). tak bardzo daleki memu ideałowi. ile flirtowali z gejszami. popatrzeć na nie na ulicach Tokio. jakoś mnie jednak fascynował. Od tego dnia spotykałyśmy się. dzieliła przestrzeń kilku metrów kwadratowych z Ŝywym kotem i stadem pluszowych maskotek. czy napiję się z nią kawy. Panowie o erotycznych preferencjach Humberta Humberta. W latach osiemdziesiątych. to fetysz nad fetysze w erotycznej kulturze współczesnej Japonii. by nie podwiał ich wiatr. by oddać mi ksiąŜkę. tak do nopan kissa przychodzili. jakie wynajmowała w starym. bardzo krzywe zęby i wiecznie zdziwione oczy.bez przerwy pacała mnie w ramię dziecinnym gestem. ubrana była we włochatą róŜową tunikę. Ujmując . jak w herbaciarniach okresu Edo i Meiji męŜczyźni nie tyle pili herbatę. łan Buruma. Reprezentowany przez nią model kobiecości. Natura poskąpiła jej 153 nogom poŜądanej na Zachodzie smukłości i prostego kształtu. opowiada o grupach dorosłych męŜczyzn w garniturach chichoczących w nopan kissa jak sztubacy. Zaskoczyła mnie swoją potoczystą angielszczyzną i śmiałością. Michiko od początku zachowywała się z o wiele większą swobodą i . Według zachodnich standardów kobiecego piękna. bo główną atrakcją erotyczną było naprawdę tylko podglądanie. bohatera Lolity Nabokova. ja znalazłam źródło wiedzy o świecie. W przeciwieństwie do moich uniwersyteckich koleŜanek. które moŜna by zobaczyć pod spódniczką uczennicy. W najmniejszym mieszkanku świata.rzecz wyjątkowa wśród dorosłych Japończyków jak ognia unikających cielesnego kontaktu . pasujące kolorem podkolanówki w poprzeczne pastelowe paseczki i sandałki. by realizować erotyczne fantazje o podglądaniu. Jego zdaniem. pochwaliłam jej kapelusz i zaczęłyśmy rozmawiać. czyli kawiarnie. mogą spotkać się w fanklubach lolitek.około 40 kg i czułam się przy niej wielka jak nigdy. a kissa skrót od japońskiego kissaten. Podziękowałam. Ma twarzyczkę w kształcie serca. miła i słodka. Michiko jest kawaii. Michiko miała okazję do angielskich konwersacji. Na głowie miała całkiem stylowy kapelusik zszyty z kawałków grubego j edwabiu uŜywanego na kimona. Ŝe nawet w wieku sześciu lat nie miałam w sobie tyle dziewczęcego wdzięku. chylącym się ku upadkowi domu w Ueno. Gdy poznałam Michiko. poczytać o nich w męskich wydawnictwach. gdy moda na lolitki święciła swe największe triumfy. Ŝaden z nich nawet nie myślał. MęŜczyźni w Japonii kochają takie właśnie lolitki i to one królują w ich erotycznym imaginarium. których główną atrakcją była nie kawa. by łamać zakaz dotykania młodziutkich kelnerek. gdzie licealistki noszą niebezpiecznie krótkie spódnice od mundurków. Białe majteczki. Michiko byłaby raczej zabawna niŜ seksowna. a wszystkie kolejne kreacje Michiko wzbudzały we mnie rozczulenie i leciutki Ŝal. idealną cerę. które muszą przytrzymywać sobie na pupie.

Dołączone doń zdjęcie dziewczynki w szkolnym mundurku potwierdzało autentyczność zakupu. które muszą być czyste i higieniczne. patrząc na amatorskie fotografie zatrudnionych tam dziewcząt. wykorzystując prawo o handlu rzeczami uŜywanymi. jakie merkantylizacja fetyszystycznych pra155 gnień wzbudziła w zagranicznych mediach. bo moŜna było sobie wyobrazić. z tym Ŝe w dyskretniejszej formie. z jakim kiedyś chrześcijańscy misjonarze koedukacyjne łaźnie. Ciało w ciało z innym człowiekiem. czemu nie są w szkole i gdzie podziewają się ich rodzice. Najczęściej czytają komiksy manga. rzeczywiście wzbudziłyby tylko litość i chęć okrycia kocem ich wątlutkich ramionek. namacalnie rzeczywiste i nie z tego świata. spokojni. ale połoŜono temu kres. gładkoskóry elf z krainy wiecznego dzieciństwa. Być moŜe w części męŜczyzn których znam. moŜna je było zresztą kupić i tak klient zabierając ze sobą do domu fetysz. Być moŜe zainteresowanie. Bardzo lubiłam zaglądać współpasaŜerom przez ramię tak. Popularne kiedyś nopan kissa znikły z szybkością wielu innych mód. teŜ miało coś do rzeczy. informując klienta. To ona reprezentuje mainstream. a niektóre pornograficzne gazetki oferują wysyłkową sprzedaŜ bielizny noszonej przez gwiazdki porno. Są dostępne. takich samych jak te sprzedające co krok napoje i papierosy. by widzieć . mogę pana podglądnąć? W tokijskim metrze pasaŜerowie albo śpią. ale nie byłabym pewna.obojętni. ale Humbert Humbert oszalałby w Japonii z radości. mimo iŜ mizu-shóbai oferuje coś na kaŜdy (męski) gUSl i nawet parę atrakcji dla pań. które przelatują przez Japonię z siłą i szybkością jesiennych tajfunów. starzy i młodsi. Amerykanie opisywali automaty z majteczkami z takim samym uporern. gdzie moŜna kupić ich mundurki i inne parafernalia. Podobno sprzedaŜ uŜywanej bielizny cieszyła się duŜym zainteresowaniem. i drugiej aktywności Japończycy potrafią oddawać się w kaŜdych warunkach. ta negatywna obecność białych majteczek w nopan kissa. Dojrzałe. Dziewczyny z Kabuki-chó wyglądają tak dziecinnie i słodko. męŜczyźni i kobiety patrzą w trzymane przed oczami kartki. I nie wiem jak inni. agresywne seksualnie kobiety to w Japonii zainteresowanie mniejszości i nie cieszą się one takim powodzeniem jak lolitka. Ŝe te białe gatki jeszcze niedawno dotykały jej ciała. z czyimś łokciem wbitym w brzuch . zanim trafią do nowego właściciela. była wyjątkowo kusząca. setki lolitek. czy moŜna do końca wierzyć w to. Zakaz ten nie zmniejszył jednak zainteresowania lolitkami. Nieraz spacerowałam wąskimi uliczkami Kabuki-chó. i jednej. jakimś cudem (moŜe z grzeczności) nie pocący się. gdy jedna z dziewcząt . Ŝe zostały zdjęte specjalnie na tę okazję. Nie było wśród nich wampów w czarnych koronkach.urządzała striptiz. wprawne i niemądre. a miejsca. nie potrzebował całej lolitki. Te uŜywane przez dziewczęta z rozmaitych przybytków typupeep-show często są sprzedawane po „spektaklu". czerwonym lateksie i wysokich butach. Ŝe chce się zapytać. Przepraszam. niewymagające. co mi mówili. istnieją ponoć nadal. Jeszcze niedawno w ulicznych automatach. ale fetysz majteczek lolitki pozostał. patrzą na nas z fotografii z naiwną niewinnością i pokazują białe majteczki.dla odmiany w pełni ubrana . albo coś czytają. by się nią cieszyć. rysunkowe opowieści kupowane przez dorosłych i dzieci obojga płci i obejmujące wszystkie moŜliwe do wyobraŜenia tematy. Lolitki. wielbiciele lolitek mogli nabyć uŜywane majteczki zapakowane hermetycznie w foliowy woreczek. nawet na stojąco w tłoku godzin szczytu.rzecz filozoficznie. Na organizowanej na miejscu aukcji.

i trochę przypomina Michiko. Wydłubywanie oczu. o jakim nie śnił Hannibal Lecter. ale równieŜ w komiksach skierowanych do kilkunastoletnich chłopców. słuŜącwjej zastępstwie. wysuniętego języka i wielkich oczu przypominających puste oczy zwierzątka. Uczennica jest bardzo kawali. W porównaniu z japońską manga bohater Milczenia owiec to nudziarz bez wyobraźni. Jak pisze Nicholas Bornoff. bohaterowi nie wystarczy patrzenie na bezbronną dziewczynkę. Lolitka i jej majteczki to wizerunek popularny nie tylko w stricte pornograficznych publikacjach dla dorosłych męŜczyzn. Jeśli jednak komiks naleŜy do gatunku pornograficznej ero-manga. słodka jak ulepek. ćwiartowanie noŜem do ryb. Ŝe moŜe sobie pozwolić na tę odrobinę ekstrawagancji w zuniformizowanej Japonii. Na kolejnych obrazkach akcja gwałtownie przyspiesza. Dobiegłszy do końca dziewczynka przewraca się. I łza zbierająca się w kąciku jednego z wielkich przeraŜonych oczu. wyrywanie języka. MęŜczyzna rusza za nią. Białe dziecinne gatki i stłuczone kolano. w japońskich szkołach edukacja seksualna nadal pozostawia wiele do Ŝyczenia i te publikacje. który pewnie ma juŜ wnuki. kto zajmuje na tyle wysokie stanowisko. Co moŜe czytać? Coś o uprawie ogródka? Grze w golfa? Nowinki motoryzacyjne? Nic z tego. dotyka wiele osób. gubi tornister. Ŝe spod króciutkiej spódniczki widać jej majtki. zjadanie Ŝywcem. 157 która na kolejnych stronach moŜe być gwałcona. na drugim odwija z papierka lizaka. Na pierwszym obrazku jego manga ubrana w mundurek dziewczynka wybiega ze szkoły. . obserwowałam przygody nieletniej bohaterki. na trzecim mamy zbliŜenie jej rozchylonych ust. Znalazłam w okolicach Akihabara sklep. MoŜna wnioskować. co czytają inni. biegnie. który w swojej bogatej ofercie miał niezliczoną ilość manga na wdzięczny temat seksualnej eksploatacji i torturowania lolitki. iŜ robię to z tak zwanej ciekawości poznawczej i dyskretnie. który siedzi koło mnie) i jej oczy powiększają się do wielkości spodków. Czytelnik widzi teraz tylko jego plecy. Oto starszy pan w drogim garniturze i krawacie nieco bardziej fantazyjnym niŜ przeciętny. jakie zawiera gruby tom. To moŜe być koniec jednej z historii. dorosły powaŜny męŜczyzna. krojenie piłą elektryczną. Dziewczynka spostrzega przyglądającego jej się męŜczyznę w garniturze (do złudzenia podobnego do tego. Ŝe to ktoś. MoŜe jest dyrektorem działu? MoŜe nawet jakimś prezesem? Wsiadł na stacji Shinjuku. Siada. jakim poddawane są lolitki w ero-manga. oblewanie Ŝrącymi substancjami. które duŜo czasu spędzają wśród ksiąŜek. torturowana i zabita z okrucieństwem. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt. nieraz mają taką właśnie „pouczającą" formę. zajął wolne miejsce koło mnie i wyjął gruby kolorowy komiks z eleganckiej skórzanej teczki. przypalanie i defloracja za pomocą nieprzyjemnych metalowych narzędzi to tylko kilka przykładów z bogatego repertuaru sadystycznych praktyk. tłucze sobie kolano. Obrazek pokazany jest z perspektywy ścigającego dziewczynkę męŜczyzny. zrywa się. który zastygł wpatrzony w swoją ofiarę wzrokiem tak samo pełnym fascynacji jak czytający manga męŜczyzna w metrze. opierając się o mur tak. Perwersja polega156 jąca na podglądaniu. na końcu której jest wysoki mur.obrazki w ich manga. wpada w pustą uliczkę. Zezując w bok. w których zagłębił się mój współpasaŜer. dzielnicy biurowców i siedziby władz miasta.

Tak było. którego stare numery z białą plamą na podbrzuszu modelek nadal moŜna wygrzebać na tokijskich pchlich targach. O genitaliach osób. Nawet miejsca uchodzące za tak podejrzane jak zaułki Kabuki-chó czy Yoshiwara to . w której bohater/czytelnik podgląda roznegliŜowaną koleŜankę w sytuacji czyniącej ją bezbronnym obiektem wystawionym na męskie spojrzenie. podobnie zresztą jak wszystkie inne. Jeśli nie było włosów łonowych. prawo milczy. Pedofilia jest oczywiście karana. Czasem koleŜanka rozbierana jest przemocą. W fabułę dotyczącą takich „męskich" spraw. nie ingerując poza tym w treść przekazu. Stateczne gospodynie domowe na etacie cenzorek spędzały długie godziny. Ustalono mianowicie. Cenzorzy z równą skrupulatnością traktowali zachodnie publikacje na temat sztuki. zdarzają się kilkadziesiąt razy rzadziej niŜ na Zachodzie i nawet najzacieklejsi wrogowie pornografii nie byliby w stanie udowodnić jednoznacznej zaleŜności między czytaniem ero-manga a przemocą seksualną. jak i egzemplarze „Playboya". narządy płciowe przedstawiono nierealistycznie i niepołączone w akcie seksualnym. gdy ujęty został Tsutomu Miyazaki.Dzięki nim młodzi czytelnicy poznają sekrety kobiecego ciała w sposób. Prawda jest jednak taka.przedszkole. Ŝe „dorosłość" oznacza obecność włosów łonowych i od tej chwili wizerunki. Tokio to najbezpieczniejsze z miast. w którego domu znaleziono ogromną kolekcję materiałów pedofilskich. Najczęściej pojawiają się wówczas. iŜ małe dziewczynki jeszcze nie mają włosów łonowych. w wersji miękkiej dziewczyna pada łupem tylko Toma Podglądacza. które nie są dorosłe. Kategoria „dorosłości" została dookreślona dopiero później. Konstytucji z 1946 roku) zabrania realistycznego przedstawiania genitaliów osób dorosłych i aktu seksualnego. Fakt. wydrapując z obrazków realistyczne wizerunki genitaliów i nieszczęsne włosy. Wystarczy zamazać włosy łonowe albo w odpowiednim miejscu wstawić maskujący kwadracik. Ŝe w Japonii przestępstwa na tle seksualnym. a jego kulminację stanowi scena. na których są one widoczne. ale w krainie wyobraźni wszystko wolno.w porównaniu z niektórymi okolicami Warszawy . gdy opinią publiczną wstrząsa wiadomość o zbrodni dokonanej pod wpływem pornografii. zaczęły automatycznie podlegać cenzurze. wszystko inne uchodziło płazem. jak baseball czy wyścigi samochodowe. morderca trzech małych dziewczynek. Brutalna ero-manga na pewno nie sprzyja rozwojowi 159 . ale ich zapał gaśnie wraz z pamięcią o ofierze. Japońskie prawo przeciw obsceniczoności (oparte na artykule 175. Rodzące się w Japonii co jakiś czas inicjatywy procenzurowe nie mają wielkiego wpływu i giną śmiercią naturalną. w jakich mieszkałam. który zachodnim feministkom zjeŜyłby włosy na głowie. ułatwia sprawę i rzecz dzieje się w majestacie prawa. Z właściwą Japończykom skrupulatnością i powaŜnym podejściem do sprawy wytoczono więc wojnę nieprzy158 zwoitym włosom i zaczęto je usuwać przy pomocy armii cenzorów. Japońskie prawo nie zabrania przedstawiania seksu z dziećmi ani jakiejkolwiek innej dewiacji wymyślonej przez ludzkość. włączając nagrane na wideo sceny makabrycznych morderstw. podobnie jak we wszystkich innych cywilizowanych krajach świata. wpleciony jest wątek erotyczny. gdy władze zaczęły wytaczać procesy twórcom kontrowersyjnych obrazów. w którym kobieta moŜe bez większego ryzyka pójść niemal wszędzie i o kaŜdej porze.

a rozkwit w okresie Edo. najsławniejszy na Zachodzie Utamaro. jak pisze Buruma w A Japanese Minor. a nie seks. czyli świat gejsz. ale nie stroniły teŜ od nich kobiety i pary. a nie seksu. zwany japońskim 160 markizem de Sade. shunga rozumiane były jako wentyl bezpieczeństwa podtrzymujący porządek społeczny. zakazana i „nieprzyzwoita" była miłość naruszająca społeczny porządek. Dziś chodzi o zestresowanych sarariimanów w słuŜbie korporacji. zapobiegają antyspołecznym zachowaniom. które kojarzy nam się z Japonią.„sprzedawanie wiosny" . warto zamykać cały pornograficzny interes. Hokusai. Jej początek miał miejsce przed ponad tysiącem lat w okresie Heian.feministycznej świadomości. Mistrzowie shunga uwieczniali pary złoŜone z aktorów kabuki i kurtyzan. Z wyjątkiem kilku niechlubnych incydentów władze okresu Edo zostawiały artystom wolną rękę i nie cenzurowano shunga. którego niepokorny geniusz zachwycił impresjonistów. Ŝe w Japonii przedstawienia o tematyce seksualnej od wieków rozwijały się ze swobodą. towarzyszyły podpisy tak jak w dzisiejszych komiksach manga. ingerencja państwa dotyczyła szerzej pojętych dobrych obyczajów. Jak sugeruje wspomniany Bornoff w ksiąŜce Pink Samurai. Mistrzowie tacy jak Harunobu czy jego uczeń Koryusai. zwanym „miastem kawalerów". za którymi szaleją dziś kolekcjonerzy na całym świecie. ale nie realnego zagroŜenia dla uczennicy w mundurku stojącej tuŜ przy nas. bo mianem baishun . do której nie dopuścił chrześcijański Zachód. moŜe być źródłem mojego dyskomfortu. w okresie Edo „frustracja" dotyczyła wojowników w słuŜbie szoguna. co robiły kurtyzany. Zwyrodnialec Miyazaki uwaŜany jest za jeden z wyjątków. porównujących go do Rembrandta. Podobnie jak teraz ero-manga. stanowiąkontynuację długiej tradycji. Pornograficzne komiksy. „Ja na to nie patrzę". Kunisada. w Edo. siedzący obok mnie w metrze ogląda obrazki. czyli „wiosennych obrazkach". po prostu odwróci wzrok. Owszem. Jeśli juŜ. gejsz i samurajów we wszystkich moŜliwych kombinacjach obu płci i wszystkich wyobraŜalnych „genderów". które dziś czytają Japończycy. To wówczas artyści skupili swoją twórczą pasję na shunga. shunga wykorzystywane były wprawdzie jako inspiracja do samotnych męskich przyjemności. Wtedy teŜ narodziła się kultura „kwiatów i wierzb". Fotograficzne zbliŜenia powiększonych wagin i bogate stroje. portretujących barwne Ŝycie domów publicznych „wiosennych". wychowana po japońsku. ale nie czyni z Japończyków pedofilów i morderców. wierzono. bowiem. melancholijne kurtyzany i waleczni samurajowie spleceni w uścisku . przedstawiające ćwiartowanie nieletniej bohaterki piłą mechaniczną. Ŝe spełniają pozytywną funkcję pozwalając rozładować napięcie i frustrację. W niektórych shunga obrazkom. ułoŜonym w całe historie.określano to. powie dorosła kobieta zapytana. Fakt. W tych czasach spokoju i izolacji od reszty świata przemoc i seksualna perwersja stanowiły jedną tylko z wielu fantazji. dostarczając artystom niewyczerpanej inspiracji. co sądzi o wszechobecności pornografii. Dziewczynka. iŜ męŜczyzna.obrazy te składały się na kwintesencję wyrafinowania. Odmienne podejście do seksualności sprawiło. czyli świra. skrajną postacią otaku. tworzyli pornograficzne „wiosenne obrazki". wydaje się w Japonii oczywista. a odpowiedź na pytanie. gdy upowszechniła się sztuka drzeworytu. czy aby zapobiec ewentualnej krzywdzie kilku nimfetek. istniała . a nie dominującą normę. akrobatyczne pozycje na huśtawkach i miłosna pasja ogarniająca bohaterów na tle przepięknych japońskich pejzaŜy.

niechęci panów do uprawiania seksu. Ŝe eskalacja symbolicznej przemocy wobec kobiet stanowi pochodną dokonujących się w dzisiejszej Japonii przemian obyczajowych. rysowałam niezgrabne znaczki. MoŜe teŜ .bo niezbadane są ścieŜki fantazji sarariimana . których ofiarą jest bezbronna i niedojrzała lolitką. Podejrzewają one. a im bardziej bezwolny i podporządkowany obiekt. stawiają przed partnerami wymagania. związać i poćwiartować. emancypując się ze swoich dawnych ról. Ich bunt wobec obowiązujących reguł zaczął się od ataku na bastion świętości 162 . pisząca pracę doktorską o ewolucji męskiej seksualności na podstawie badań klientów klubów z hostessami. Moja znajoma Yukiko. Stłumiona rewolucja dziewczynek Określenie „rewolucja dziewczynek" pierwszy raz usłyszałam od Satoru. Gdy przygryzając język z wysiłku. ubolewające nad mizernym przyrostem naturalnym.makabryczna odmiana shunga. Miało to miejsce na samym początku mojej japońskiej przygody. by . na co tylko przyjdzie ochota.japoński język.przez słodką chwilę identyfikować się z ofiarą. Japońskie władze.. socjoloŜka. jadący z Chuo Rinkan do pracy w Shinjuku. tym lepiej nadaje się do tego celu. jak to się z upodobaniem przedstawia we współczesnej japońskiej pornografii. gdzie seks był podniecający dla obu stron. Ŝe wiele japońskich kobiet ma juŜ inne wymagania niŜ ich mamy i nie marzy im się pokorne gotowanie zupy miso przez resztę Ŝycia.. która w tym czasie szalała w Europie i Ameryce. Lolitka z ero-manga nie ma zaś wymagań i moŜna z nią zrobić (przynajmniej w wyobraźni) wszystko. Ŝe na początku lat siedemdziesiątych japońskie dziewczęta zainicjowały lokalną odmianę obyczajowej rewolucji. MęŜczyzna. podczas których podjął trud nauczenia mnie alfabetu hiragana. ani poćwiartować potem. Hipotezy feministek są odwaŜniejsze. a nie okazja. Ta zapomniana i stłumiona rewolucja była jedną z pierwszych zapowiedzi kultury kawaii i „lolityzacji" wizerunku kobiety. Ŝe nowoczesne kobiety coraz częściej wzbudzają w japońskich męŜczyznach niechęć i strach przed stałym związkiem. teŜ zwróciły uwagę na ten niepokojący fakt. która była obiektem erotycznego pragnienia w shunga. W ostatnich latach pojawiło się duŜo artykułów na temat. Dowiedziałam się. mimo iŜ kobiety nie trzeba było ani przedtem pobić. Nauka japońskiego to dla uczniów naprawdę cięŜka praca. podczas naszych kilku lekcji japońskiego. Ŝe przypominają pismo. widać jasno. Satoru powiedział. MęŜczyźni. Z ksiąŜki Yoko Haruki pod tytułem Kekkon Shimasen. którzy znaczną część Ŝycia spędzają wciśnięci w hierarchiczną strukturę swoich firm. zastąpiona została hybrydyczną formą kobiecości: lolitką o dziecinnej buzi i łonie. Ŝe pełne przemocy przedstawienia seksualne. pełnią wspomnianą funkcję sublimacyjną. słuŜąc rozładowaniu stresu związanego z opresywną rzeczywistością społeczną. jakiego uŜywały zbuntowane dziewczynki. zwana muzane („obrazy okrucieństwa"). Japonki. ale często z wybujałym nienaturalnie biustem. na które ci nie są przygotowani. czyli Nie wyjdę za mąŜ. Japońscy badacze zazwyczaj uwaŜają. mówi. ale na ogół na „wiosennych obrazkach" utrwalony został obraz krainy. po drodze zdąŜy taką wielkooką lolitkę posiąść. potrzebują symbolicznego 161 zadośćuczynienia. Dziś postać.

Język dziewczynek przyjął się w manga i filmach animowanych. „zdegenerowanym". Mimo iŜ apogeum kultury kawaii przypadało na lata osiemdziesiąte. a pismo buntu stało się jeszcze jednym towarem i utraciło swój rewolucyjny potencjał. podczas gdy jego twórczynie określały je po prostu mianem kawaii. rewolucja dziewczynek została poŜarta przez prawa kapitalistycznego rynku. a szkolne autorytety nie mogły poradzić sobie z rozprzestrzeniającym się szaleństwem dziewczynek. „Kawaii]". gwiazdkami czy małymi postaciami. a nawet w oprogramowaniu komputerowym. a gdy zakładałam konto w japońskim banku Mizuho. Zaczęły powstawać publikacje. namalowała niedawno na swoich boeingach postaci z kreskówek. Ŝe . a jedna z firm lotniczych. pełen wdzięku styl. nie mając prawa do najmniejszej zmiany. przemalowywano dźwigi na Ŝyrafy albo dinozaury. Wszechobecność słodkiego kiczu jest nieraz dla „gaijina" troszkę przeraŜająca albo co najmniej dezorientująca. bo w Japonii nikt nie lubi takich ekstrawaganckich. Dziewczynki tymczasem zaczęły pisać właśnie poziomo i zmieniły kształt znaków. „zdeprawowanym". Ŝe nowa moda na słodkie pismo. nie tylko nadając im krągły. jest Ŝyłą złota. naruszających porządek pomysłów. wystylizowany charakter. której hołduje ponad połowa japońskich uczennic. często łączony na przykład z elementami grunge. jak poradzić sobie z buntem. Słodkie stworzonka zaczęły pojawiać się na wszystkim . DostrzeŜono bowiem. Podczas jednego ze spacerów w dzielnicy Dene'n Chófu sklep Sanrio w kształcie ogromnej truskawki wyrósł mi przed oczami jak psychodeliczna wizja. klinik ginekologicznych i świąt religijnych. „okrągłym". Mimo iŜ w niektórych przypadkach Japończycy piszą horyzontalnie na zachodni sposób. jest to nadal jeden z dominujących trendów i trudno kupić jakikolwiek produkt. pocztówki i zeszyty przeznaczone specjalnie do pisania kawaii.zaznaczyć swą indywidualność: kaŜdy uczeń musi opanować znak w tym samym czasie i zapisywać go dokładnie według ustalonych reguł. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. który nie miałby gdzieś narysowanej wielkookiej buzi. nie widząc nic dziwnego w fakcie.od prezerwatyw po samoloty. a potem posypała się cała lawina fanshi guduzu. miejscowi architekci stylizowali posterunki policji na piernikowe domki. czasopismach. Na początku firma Sanrio wypuściła na rynek papeterie. Zanim jednak opracowano środki zaradcze. socjoloŜka z Cambridge. lecz takŜe ozdabiając je serduszkami. 163 estetyka moŜliwie najdalsza od wyrafinowanej elegancji i umiaru. Podniesiono alarm. stała się dominującym nurtem. z jakimi kojarzymy Japonię. I tak pismo dziewczynek nazywano pismem „komiksowym". W nowym języku zaczęły pisać listy i pamiętniki. Kawaii. róŜne słodkie stworki uŜywane są do reklamy usług bankowych. to normą jest zapis wertykalny. a kaŜda z japońskich prefektur wybrała na swoje logo jednego ze słodkich dziecinnych bohaterów. W ciągu kilku lat liczba uŜywających go buntowniczek osiągnęła 5 milionów. w latach dziewięćdziesiątych wyrósł bardziej ironiczny i androginiczny. Tak zaczęła się era kawaii. dostałam kartę z wizerunkiem Hello Kitty i takąŜ torebkę w prezencie. Jak w Cuties in Japan pisze Sharon Kinsella. szybko doceniono powagę sprawy i zaczęto zastanawiać się. których przeraŜeni buntem dziewczynek autorzy wymyślali kolejne terminy mające oddać specyfikę zjawiska. Jednak japońskie odkurzacze nadal wyglądają jak wielkie cukierki. aby przyciągnąć klientów. Z dominującej na początku ery kawaii mody typu „bal w przedszkolu". „nieprawidłowym".

Michiko mówi. jakie są w stanie wyłapać z potoku obcej mowy. brzmi: „Jestem jeszcze mała. nie przemawia wizerunek dojrzałej. Co roku na kawaii rzeczy wydaje się w Japonii miliardy jenów. jaką Michiko zna. gdy jej opowiadałam.nigdzie. Ŝe dzieci . błyszczyki do ust w kawaii opakowaniach. ja sama miałam ukrytą potrzebę doczepienia sobie małego misia do telefonu komórkowego i zrealizowałam ją w Japonii. Abstrahując od wszystkich dyskusji na temat róŜnicy kulturowej i relatywizmu. Upieranie się przy wizerunku lolitki jest jedyną obroną przed systemem. pod warunkiem. 165 czyli „słodkie" i „fajniutkie" jest takie „hołubienie". piórniki i saszetki kupowane są przez tłumy dziewcząt. skarpetki. Jak się okazało. którzy nie chcą dorosnąć. podstawki i ramki. Dlatego to drugie. Kawaii. Ŝe czas mija i właśnie przekroczyła granicę wieku uwaŜaną jeszcze niedawno za początek staropanieństwa. nigdy i pod Ŝadnym pozorem . ale wykreował nowe. W kulturze kawaii moŜna teŜ dostrzec pozytywne aspekty. Kult lolitek to jedna z reakcji przeciw systemowi. Dla męŜczyzny wizerunek lolitki reprezentuje seksualność bez konsekwencji i odpowiedzialności. które w okresach wyprzedaŜy krąŜą tłumnie wokół butików na Harajuku czy Shibuya. Świat dzieciństwa. więc dajcie mi spokój". chętnie je kupują i przebierają się w nie. gdzie nikogo to nie dziwiło. pozostaje oazą szczęścia. i dlatego nie rezygnuje ze swoich włochatych tuniczek. Rynek nie tylko wyszedł naprzeciw wszystkim potrzebom. mroczne oblicze infantylizacji japońskiej kultury niepokoi. Ŝe się nasze „wewnętrzne dziecko" nie zmieni w despotycznego bachora. zdziwiła się Michiko. Dla kobiety takiej jak na przykład Michiko jest strojem ochronnym. a szkolny mundurek pozostaje najbardziej erotycznym kostiumem. kontrolę i władzę. „Kawaii!!!". w którym bycie dorosłą kobietą/dorosłym męŜczyzną oznacza opresję. Póki co dwudziestosiedmioletnia Michiko nie zamierza pogodzić się z tym. konieczność wpasowania się w sztywną hierarchię płciowych ról. które chodzą do szkół nie wymagających mundurków. gdy nie było się jeszcze ani męŜczyzną. wielu ludziom łatwo się będzie zgodzić. aby wyglądać kawaii. świadomej swojej seksualności kobiety. a japońskie nastolatki ze swej strony wcale nie chcą wyglądać jak dorosłe osoby. Za nic nie odpowiadam. by wyglądać powaŜniej i udawać licealistki. W ten sposób 164 dziewczynki z buntowniczek stały się konsumentkami kawaii rzeczy i najdoskonalszymi obiektami męskiego pragnienia.dorosłą kobietę obdarowano czymś właściwszym dla przedszkolaka. rozlega się co chwila na tokijskich ulicach i dla większości „gaijinów" jest to jedno z pierwszych słów. dziewczyny z Krainy Mydła ciągle przebierają się za uczennice. Dziś. Wiadomość. jaką mały chłopiec ma nad swoimi zabawkami. ani kobietą. nawet jeśli nie prowadzi do rzeczywistych aktów przemocy. „Po co?". Ŝe nawet te nastolatki. jak po lekcjach w siódmej czy ósmej klasie upychałyśmy z koleŜankami w torbach idiotyczne fartuszki z poliestru. jaką wysyła ten kostium. Nie dojrzałam do dorosłego Ŝycia. które pozwalają ludziom hołubić swoje „wewnętrzne dziecko" i kupić mu czasem ulubioną maskotkę. Erotyzacja małych dziewczynek w krwawych manga dla męŜczyzn nie moŜe być zjawiskiem niewinnym. spódniczek z klosza i podkolanówek. dwadzieścia lat od narodzin „fajnej kulturki" kawaii. Do męŜczyzn. gdy wszystko było wolno.nie powinno przedstawiać się jako obiektów seksualnych i przedmiotów sadystycznych . Kawaii spinki.

uŜyć Ŝeńskiej formy osobowej? Kobiety przed teatrem czekały bowiem na otoko-yaku o imieniu Asami Hikaru. Były fankami Takarazuka czekającymi na przybycie swojego idola tak. co oznacza odmowę dorosłości. moŜe. „fajną kulturką"? Kerr porównuje obecny kryzys Japonii do syndromu powoli gotującej się Ŝaby.. Ubrana w kostiumik. Ŝe udawałam się tam w towarzystwie prawdziwej fanki i znawczyni. Ŝe naleŜy do fanklubu jednego z otoko-yaku i dlatego moŜe dostać bilety nawet na najbliŜszy spektakl. by móc podarować mu listy i pluszowe zwierzątka. aktorkę Takarazuka. by w gigantycznej kolejce stanąć po wejściówkę bez Ŝadnej zresztą pewności. jeśli szczęście będzie im sprzyjać. łan Buruma A Japanese Mirror VI. przypominała słynącą z klasycznej elegancji księŜnę Masako. czy to moŜliwe. gdy bezskutecznie próbowałam porozumieć się w kasie teatru Takarazuka. wysiadając z samochodu albo wychodząc z teatru. Gdy pojawi się. zatrzyma się na chwilę. gdy moŜna na mgnienie oka znaleźć się blisko niego. zastanawiałam się. Gdy płynąc od stacji Yurakuchó w potokach niespodziewanej wiosennej ulewy. Miałyśmy iść na spektakl zatytułowany Romans de Parts. jeśli chcę. włączając te odgrywane na scenie Takarazuka. Gdyby tak te dziewczynki. warta jest poświęcenia. raczej jej destrukcję niŜ rozkwit. Wygląda! jak fantastyczny statek z masztem.. nawet nie zauwaŜy. a tak. rozjaśnionych na kasztanowo włosach uśmiechnie się i pomacha fankom. namalowane własnoręcznie portrety i inne dowody uwielbienia. Ŝe bilety rezerwuje się z wielkim wyprzedzeniem lub bladym świtem przychodzi. odtwarzającą męskie role. czekających przed 167 wejściem do róŜowawego budynku o monumentalnej architekturze. ani męŜczyzną. Patrząc na papuzie grupki dziewcząt z Tokio ubranych tak. Kiedy w końcu pojawiła się w drzwiach. bardzo szczupła postać o krótkich. Wysoka i wiotka. Chwila. pada na kres młodości. Fanki marzą. „Niego?". moją uwagę od razu zwrócił tłum kobiet z parasolami. Nie wiedziałam.praktyk. cierpliwe wielbicielki przez chwilę zobaczą z bliska upragnioną twarz. MoŜe jednak powinnam napisać „blisko niej". marzyłam. kiedy woda zawrze. Nacisk w tak wielu japońskich historiach. którego czubek ginął w miękkiej szarości nieba napęczniałego od wilgoci. na ich dziecinne bluzeczki i kiczowate plastikowe pantofelki. Naomi odwiedza Takarazuka kilka razy w miesiącu. ale był Chanel. Ŝe wspaniała wielowiekowa kultura Japonii stanie się tylko kawali. Ŝe się ją dostanie. zmieniły buty na wygodniejsze i znów wymyśliły jakąś rewolucję. Dałam Naomi wizytówkę i po kilku dniach przysłała mi e-mail. dobiłam na miejsce. a więc. nie zwaŜając na deszcz. Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Otoko-yaku w deszczu Umówiłam się z Naomi w Hibiya. tym cenniejszy. sympatycznej twarzy. Kobiety stały tam. teatralnej dzielnicy Tokio. mogę z nią pójść. wyszeptane przez młodą Japonkę o zabawnie piegowatej. który nie tylko wyglądał jak Chanel. spokojne. dla mnie był to pierwszy raz. by nie przypominać dorosłych kobiet. przez tłum przebiegł szmer . Alternatywą jest pozostanie wiecznym efebem lub dziewczyną. przed nową siedzibą Takarazuka. niemal nieruchome. jak zwykły czynić to zawsze przed i po kaŜdym spektaklu. ani kobietą. która wrzucona do wrzątku wyskoczyłaby i uratowała się. Wtedy usłyszałam cichutkie: „MoŜe ci pomóc?". Poznałam Naomi.

zamieniając basen na scenę. Aby zwiększyć ruch na linii kolejowej. miała kobiece dłonie. i zrekompensować mniej udaną inwestycję w postaci pierwszego w Japonii odkrytego basenu. Od początku mianowicie przekonywał publiczność i krytyków. transcendujący ograniczenia płci i rodzaju. Ale od tej androginicznej postaci emanował czar elfa i nieziemski erotyzm. wyraźnie nie naleŜało do tego świata. androginiczna postać wyglądała jak bóstwo. Otoko--yaku Asami Hikaru nie wydawała się ani kobietą. jeśli ktoś jeszcze uwaŜa ten hierarchiczny podział za przydatny. krzyków. tadashiku. które spłynęło z deszczowego nieba i mimo wizyty. i jednocześnie najpotęŜniejszy teatr masowy. teatr Takarazuka to „niska kultura". utsukushiku) rozrywki rodzinnej. naleŜała do Ŝeńskiej płci. jaką zaszczyca Ziemian. „ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Kabuki na odwrót w wersji pop Takarazuka-shójo-kageki (Dziewczęcy Teatr Muzyczny z Taka-razuki) to największa na świecie trupa. a zgromadzone pod teatrem fanki kochały jej męskie wcielenie. jaki stworzono na początku ubiegłego wieku. co wcześniej słyszałam o Takarazuka. niełatwo było bronić tezy. jaką moŜe wolno byłoby nam się stać. szarpaniny. obcisłe jak druga skóra haftowane na złoto dŜinsy podkreślały chłopięcy kształt bioder i długie zgrabne nogi.podziwu. uŜywając męskiej formy zaimka osobowego. ojciec Takarazuka wymyślił prawdziwie akrobatyczne uzasadnienie. rewia i operetka łączą się tym przedsięwzięciu w całość jedyną w swoim rodzju. Dla fanek to Takarazuka Revue albo po prostu Takarazuka. okazało się nic nie warte. gdybyśmy nie zostali zmuszeni do wyboru albo . Ŝe odgrywanie męskich ról na scenie bardziej uwraŜliwia dziewczęta na . „Uwielbiam go". gdy pierwszy raz zobaczyłam otoko-yaku. której był właścicielem. Wszystko to. 168 a jej makijaŜ zbyt wyraźny. ale ruszała się w nich zamaszyście jak męŜczyzna. od którego teatr wziął swoją nazwę. Takarazuka narodziła się w 1913 roku w małym japońskim miasteczku koło Osaki. japoński milioner. adoracja miała charakter niemal religijny. ani męŜczyzną. stosownej i pięknej" (kiyoku. a cała inwestycja okazała się nad podziw udana. ale Ŝaden opis nie zastąpi wizyty w teatrze Takarazuka. Fakt. zgromadził dwanaście dziewcząt i stworzył z nich zespół teatralny.wysoka. była ubrana śmiesznie i kiczowato. powiedziała towarzysząca mi Naomi. impresario i polityk. a aktorki nazywane są „takarazinkami" (Takarasiennes) na wzór paryŜanek (Parisiennes).albo. Szczegółowe informacje na temat Takarazuka moŜna znaleźć w ksiąŜce Jennifer Robertson Takarazuka. Hikaru Asami miała buty na wysokim obcasie. Nie było jednak Ŝadnego przepychania się. iŜ oglądanie kobiety przebranej za męŜczyznę i śpiewającej miłosną piosenkę trzymanej w ramionach koleŜance jest 169 niewinną rozrywką dla całej rodziny. Scenę w deszczu przesycał niewysłowiony smutek tego. Zgoda. Narodzinom teatru Takarazuka towarzyszył ukuty przez Kobayashiego slogan „czystej. tylko jakąś pośrednią formą bytu. w której wszystkie role grane są przez kobiety. Jako Ŝe nawet w kraju o tak bogatej tradycji męsko-damskich przebieranek jak Japonia. Rzeczywiście . ale mówiła „ja". Czarna męska koszula opinała niemal płaską klatkę piersiową. jedynej jak dotąd zachodniej pracy antropologicznej poświęconej temu zjawisku. w porównaniu z dostojnym kabuki. Musical. co nie moŜe się zdarzyć. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Kobayashi Ichizó. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan.

z wzruszająco staroświeckim hollywoodzkim przepychem. Mimo iŜ Takarazuka ma o wiele mniejszy prestiŜ niŜ dostojne kabuki.tak jak było od początku . uznanie Takarazuka za oryginalną w formie „szkołę Ŝon" nie było pozbawione sensu. To wystarczyło. Odtwórczynie ról Ŝeńskich teŜ wprawdzie cieszą się zainteresowaniem i sympatią zrzeszonych w fanklubach pań. i otoko-yaku. Z takiego punktu widzenia przywdzianie męskiego kostiumu przez dziewczynę stanowiłoby akt nadgorliwego konformizmu raczej niŜ rewolucyjny gest transgresji. grające męŜczyzn.z męŜczyzn) kontynuuje zatem politykę ojca Takarazuka.niuanse męskiej psychiki. kwiat uznawany za symbol Takarazuka). a polityka kierownictwa kładzie duŜy nacisk na wykluczanie jakichkolwiek erotycznych dwuznaczności w oficjalnych wizerunkach. Były przypadki samobójstw z miłości i namiętnych romansów między fankami a gwiazdami. Po dziesięciu latach działalności niewielka scena przebudowana została więc w gigantyczny teatr o trzech tysiącach miejsc. Cenzura publicznych wypowiedzi członkiń zespołu dotyczy zwłaszcza ich Ŝycia prywatnego i preferencji seksualnych. W firmowych materiałach reklamowych i promocyjnych nadal widzimy jedynie powierzchowny wizerunek aktorek przedstawianych w estetyce glamour. które zajmują się ceremonią herbacianą i . z których około czterystu to aktorki: musume-yaku. 170 androginiczni otoko-yaku. podkreślając.tajemniczy. Takarazuka i jej aktorki otacza kordon pilnie strzeŜonej czy raczej sprytnie kontrolowanej tajemnicy. Kult otaczający odtwórczynie ról męskich sprawił. określana mianem sumire (czyli fiołek.uzyskanie zgody na publikację zdjęć do tej ksiąŜki zajęło mi pół roku. Kierownictwo teatru (złoŜone . a na pewno dowcipu. To kabuki na odwrót w wersji pop pozostaje zjawiskiem specyficznie japońskim. Podobnie jak inne szalenie popularne w Japonii formy subkultury kobiecej i dziewczęcej. Kontakt z dyrekcją jest tak trudny. odtwarzające role Ŝeńskie. teatr Takarazuka wydaje się nieprzekładalny na języki odmiennych kultur. Ŝe takarazinki powinny być postrzegane jako „normalne dziewczyny". ale obiektem kultu są przede wszystkim kobiety grające męskie role . dając dobry przykład widowni. Takarazuka w 1986 roku wzbogaciła się o jeszcze jedną trupę). cichy niegdyś kurort z gorącymi źródłami. Bilety znikają błyskawicznie. Wszystkie osoby związane z teatrem obowiązuje niepisana zasada dyskrecji. Jako Ŝe Kobayashi zawsze deklarował swoje pełne poparcie dla konfuncjańskiego ideału kobiety jako patronki domowego ogniska. a ich zdobycie graniczy z cudem. Ŝe popularność Takarazuka przerosła kabuki (w przeciwieństwie do kabuki. jest dziś pełnym sklepików z wszystkimi moŜliwymi gadŜetami miejscem kultu dla kobiet namiętnie kochających kobiety przebrane za męŜczyzn. Takarazuka Revue bardzo często pojawia się w japońskich mediach i podróŜuje po świecie. Miasteczko Takarazuka. tak samo silnie zakorzeniona jest w długiej japońskiej tradycji ambiwalentnych płciowo bohaterów. Takarazuka ma dziś w Tokio i rodzinnym miasteczku dwie ogromne sceny na trzy tysiące widzów i zatrudnia ponad siedemset osób. ale jej sława nigdy właściwie nie przekroczyła granic Japonii. by Takarazuka rozkwitła. Dzięki temu uczą się one być wartościowszymi Ŝonami i matkami w przyszłości. nie stając w konflikcie z obowiązującą w Japonii patriarchalną polityką seksualną. otoczony przez kompleks rozrywkowy o nazwie Familyland albo Famirirando w wymowie japońskiej. Ŝe niemal niemoŜliwy . które naleŜy rozpatrywać w kontekście tamtejszej kultury.

drugiej religii Japonii gładko koegzystującej z shintó. pod którą nie sposób nie szukać ukrytego sensu. świątynne tancerki przebierały się za chłopców. gdy konieczność spotkania z bratem buntownikiem ją do tego skłaniała. z całą pewnością mieliby teraz grono świętych o zagadkowej pici i skłonności do zmiany kostiumów. w okresie Edo na przykład bywały gejsze płci męskiej uczone kobiecych ról i bawiące w przebraniu męŜczyzn gości. Jako przedsięwzięcie otwarcie lesbijskie Takarazuka postrzegana jest często za granicą i gdy na przykład w 1994 roku pojawiła się w Londynie. Na przekonaniu o tragikomicznym wymiarze kobiecych i męskich ról. brzmi oficjalna definicja sytuacji. polega bowiem z grubsza zachodnia estetyka określana mianem camp. Ten aspekt od początku często wykorzystywany był przez krytyków teatru. Nas w męŜczyźnie 172 przebranym za Marylin Monroe najbardziej podnieca to . Ta śmiała interpretacja skłoniła szefa zespołu do kolejnego publicznego protestu. Ŝe teatralne i parateatralne rozrywki oparte na tego rodzaju praktykach od wieków występowały w Japonii w duŜej rozmaitości. Oto „normalne dziewczęta". Ŝe te piękne japońskie dziewczęta celebrują swą odmienność w campowym spektaklu. Ma ona między innymi religijną genezę. a początkom teatru kabuki towarzyszyło zupełne pomieszanie płci i ról odgrywanych przez aktorów i aktorki na scenie oraz w Ŝyciu. jakie kierownictwo Takarazuka przywykło formułować od lat. Wprawdzie bliskie. teŜ nieobca jest płciowa ambiwalencja.pęknięcie między jego wysiłkiem. co po prostu piękny. która dała początek rodowi cesarskiemu. te dyplomatyczne zabiegi słuŜyły i słuŜą wykluczaniu jakichkolwiek niedomówień na temat ewentualnego homoseksualizmu takarazinek. iŜ kult otaczający Takarazuka ma lesbijski charakter i „zagraŜa 171 zdrowiu" dziewcząt. a bardziej konserwatywne w tej materii chrześcijaństwo nigdy nie przekonało Japończyków. które mogą na dobre stracić zainteresowanie prawdziwymi męŜczyznami. aby był ironiczny. w których nigdy nie jesteśmy doskonali. wcieleniem Amaterasu. które w męskim przebraniu stają się idolami innych „normalnych dziewcząt". Główne bóstwo religii shintó. Gdyby jednak tak się stało. którzy przekonywali.układaniem kwiatów w czasie wolnym od gry na scenie. Idąc śladem bogini. Skoro nawet bogini. lecz . a efekt jest nie tyle campuwy. czułe związki między młodymi dziewczętami nie są potępiane w japońskiej kulturze. bogini Amaterasu. Jak łatwo się domyślić. nie dziwi. a z kolei podczas niezwykle dostojnej ceremonii wstąpienia na japoński tron cesarz symbolicznie staje się kobietą. sądząc. Japońskie przebieranki cechuje powaga nieznana drag ąueens i drag kings Zachodu. a melancholijną zgodą na to.podkreślone mrugnięciem oka czy przesadnym gestem . Ŝe dla Japończyków w zabawie tej waŜne są inne wartości niŜ ironia. gdy Ŝadna z nich nie zaczyna zachowywać się w sposób uwaŜany za męski (na przykład ubierać się i mówić jak męŜczyzna). bowiem wydaje się. ale tylko do czasu. iŜ ideału osiągnąć się nie da. Od japońskiego transwestyty nie wymaga się. gejowska prasa nie mogła wyjść z zachwytu. by wyglądać zupełnie jak boska blondynka. przebierała się za męŜczyznę. W japońskiej kulturze tradycja męsko-damskich przebieranek jest prawdopodobnie silniejsza i trwalsza niŜ gdziekolwiek indziej. a niektórzy chłopcy za dziewczęta. gustowała w zmianie kostiumów. Dla Japończyków odgrywanie roli innej płci uwaŜane jest za umiejętność wymagającą maestrii. Buddyzmowi.

bo Ŝeńska forma tych słów jest tu z pewnością właściwsza . bowiem sztuczność to waŜna cecha estetyki Krainy Kwitnącej Wiśni. Patrzyłam więc na szczupłą. On po prostu był kobietą. powiedziała w jednym 173 z niedawnych wywiadów. często pojawia się w mediach. a publiczność podziwiała doskonałość maskarady. która nabrała mnie w Ginzie. jak na przykład Miwa Akihiro. gdy dowiedziałam się. Na jeden z takich koncertów do klubu w tokijskiej Ginzie zabrała mnie Mariko ze swoim towarzyszem Ŝycia. wysoką kobietę w czarnej sukni i boa z lisów i słuchałam francuskich piosenek śpiewanych przez nią po japońsku w rozdzierającym serce stylu wielkiej divy. Publiczność. nie oczekując demaskatorskiego mrugnięcia okiem. z którego kobiety wykluczono. „Niektórzy twierdzą. z racji której female impersonators stają się gwiazdami na taką skalę. tworząc z nim jedną z tych niesamowitych kombinacji miłosnych. ale dlaczegóŜ by nie zrobić dowcipu „gaijince"?). był teŜ przyjaciółką i muzą . jaki wywołuje płciowa ambiwalencja. Japonia nie była i nie jest krajem równości pici. Miwa ma około siedemdziesiątki i nadal jest kobietą. Ŝe mam do czynienia z artystką w rodzaju japońskiej Ewy Demarczyk. owianych tajemnicą. Celebrowany z pasją urok sztuczności i dreszcz erotyczny. Dziś. które popsułoby całą przyjemność. „za to biŜuterię zawsze noszę prawdziwą". Ten najsłynniejszy japoński transwestyta. od kilkudziesięciu lat Ŝyje i występuje publicznie w kobiecym przebraniu. a artysta nie przypominał dragąueen z Nowego Jorku czy Londynu. Nie wtajemniczyli mnie jednak w szczegóły (sympatia sympatią.słynnego pisarza Mishimy Yukio. tak jak zmaltretowane zabiegami ogrodniczymi drzewko bonsai mojego sąsiada Matsury przewyŜsza pod tym względem drzewo. Sądziłam. JakieŜ więc było moje zdumienie. zgromadzona w sali urządzonej z barokowym przepychem. Nie bez powodu grację i wdzięk aktorów kabuki stawiano za wzór do naśladowania dla rzeczywistych kobiet. drapiąc w gardle jak dym. symboliczne zmiany pici nie mogą dotyczyć kobiet i męŜczyzn w tym samym stopniu. Ŝe nie jestem prawdziwą kobietą". przysłuchiwała się w naboŜnym skupieniu. Ŝe posiadała rzadki talent aktorski i . wiele lat po samobójczej śmierci Mishimy. tancerka Okuni. w połączeniu z bardziej tolerancyjnym podejściem do seksualności w ogóle. których skomplikowana natura do dziś intryguje badaczy twórczości autora Zakazanych kolorów. była męŜczyzną grającym kobietę. Nieznana mi dama rzeczywiście śpiewała pięknie i przy jakimś szalonym tangu zaczęłam na dobre ulegać magii spektaklu. którego piękno jest naturalne. Nie przez przypadek gwiazda. którzy próbują swych sil na scenie. z którą czas (być moŜe przy pomocy chirurgów plastycznych) obchodzi się nadzwyczaj łagodnie. a nie mak impersonators stają się gwiazdami mediów. o wiele waŜniejsza niŜ ironia i dystans. Miwa ma wielu naśladowców. Nie bez powodu teŜ teatrem uwaŜanym za wizytówkę Japonii jest kabuki. aktor i piosenkarz. Jako młody męŜczyzna święcił triumfy w spektaklu Czarna jaszczurka. grając oczywiście główną rolę Ŝeńską. Ŝe kobieta w czarnej sukni to biologiczny męŜczyzna! śaden z elementów przedstawienia nie był wyraŜony w znanym mi języku campu. „Sztuczna" kobieta jest estetycznie doskonalsza od prawdziwej. Początek kabuki dała u zarania XVII wieku kobieta.bardziej przekonujący niŜ osoba tej płci. którą odgrywa. Istota o szlachetnej twarzy. to raczej female. wcielając się w tę rolę z powagą i mistrzostwem aktora kabuki. W jej losach. składają się na przyczynę. a nie odwrotnie. by reprezentować je na scenie mogli aktorzy męŜczyźni. pewne jest tylko to. a jej wzruszenie na granicy łez niemal mi się udzieliło.

wydaje się Japończykom sprzeczny z ideą tej sztuki.sukces w udawaniu męŜczyzny podwaŜał leŜące u podstaw płciowej hierarchii przekonanie. znacznie powaŜniejszego zamieszania. które ośmieliły się podjąć taką próbę. którzy odtąd mieli grać kobiece role. Ta próba oderotyzowania kabuki powiodła się. spotykały się ze społecznym potępieniem i karą . otoczone atmosferą dwuznacznej sławy. otwierając drogę niezliczonym naśladowcom. Nie bez przyczyny więc nawet w czasie. czyli odtwórcę Ŝeńskich ról. To właśnie owo „zaniedbywanie obowiązków" i nowa forma seksualności raczej niŜ seks w sensie homoseksualnej „rozwiązłości" stały się powodem dalszych zmian w kabuki. zagraŜała więc nie tylko moralności. Następnym krokiem wiernego zasadom konfucjanizmu szogunatu było więc zastąpienie rozpieszczanych młodzieńców dorosłymi męŜczyznami. Jest to jednak długotrwały proces. Kobiety. dopóki nie narodzi się powtórnie jako męŜczyzna. Związek aktorek kabuki z nielicencjonowaną prostytucją i nieustanne krwawe spory sponsorów o względy ulubionych artystek skłoniły więc w 1629 roku szogunat Tokugawa do zastąpienia kobiet młodymi chłopcami. zastąpienie kobiet młodzieńcami nie podniosło morale kabuki.przekształciła widowisko taneczne w teatr. Młodzieńcy pojawiają się na scenach współczesnego kabuki. Homoseksualne związki dorosłych męŜczyzn nigdy bowiem nie wydawały się Japończykom tak atrakcyjne. androginicznego młodzieńca. Ŝe kobiecość jest niŜszą formą istnienia. stawały się muzami artystów i przyjaciółkami moŜnych. Swobodna zmiana ról płciowych. dzielnej kurtyzany albo młodziutkiej zakochanej dziewczyny. To 175 właśnie wtedy krystalizowała się japońska forma dandyzmu i ideał bishónen. ryzyko rozwiązłości zostało w ten sposób powaŜnie zredukowane. na który trzeba wielu generacji i kolejnych coraz doskonalszych wcieleń. tylko męŜczyźni mogli równieŜ poza sceną prowadzić Ŝycie jako kobieta. iŜ kobieta z krwi i kości mogłaby zastąpić onnagata. w kobiecych strojach. a więc oświecenie nie jest dla istoty obdarzonej takim ciałem dostępne dopóty. ale sam pomysł. Tak czy inaczej. a młode aktorki. rozumianych jako zbiór gestów i zachowań. jak i Ŝeńskie. Zarówno w filozofii konfucjańskiej. ale stanowiło równieŜ pochodną innego. skłaniali swoich patronów do trwonienia fortun i zaniedbywania obowiązków rodzinnych i słuŜbowych. ale całemu porządkowi społecznemu. Wykluczenie kobiet wprawdzie oficjalnie słuŜyć miało umoralnieniu teatru kabuki. pięknego. otoczeni adoratorami tej samej płci. Taki jest teatr kabuki dziś: kilkudziesięcioletni męŜczyzna przebrany w kimono moŜe grać w nim role zrozpaczonej matki. kobiety swobodnie wcielające się w męskie role musiały budzić niepokój. jak i w buddyzmie. jakie prowokowała ich obecność na scenie. W najwcześniejszym okresie istnienia kabuki grały w nim tylko kobiety. Multiplikacja ich wizerunków na pornograficznych drzeworytach uczyniła z nich własność masowej wyobraźni. W okresie Edo popularność kabuki rosła z roku na rok. W onnagata podziwia się . którzy mieli odtąd grać Ŝeńskie role. Młodzi chłopcy okazali się równie poŜądani erotycznie i wkrótce zostali nowymi gwiazdami ówczesnego półświatka. uznawane za byty niŜsze. gdy w kabuki grały obie pici. W doktrynie buddyjskiej na przykład kobiece ciało uwaŜa się za niedoskonałe i nieczyste. powszechnie uwielbiani i rozpieszczani. które odtwarzały zarówno role 174 męskie. Nawet poza sceną przebrani w kobiece stroje. których moŜna się nauczyć.

Jakie są? Kim są gwiazdy Takarazuka? Aby stać się obiektami pragnienia fanek. Ŝyjące 176 na marginesie przyzwoitego społeczeństwa. które ponownie otworzyły przed kobietami scenę: oprócz idei kobiecości. Tu najwyraźniej nie ma wstępu. zwanego sararii-manem. ani. Jak uwaŜają znawcy kabuki. W kabuki kobieca pleć została więc wykluczona. co . obłe kształty nie tylko freudyście mogą przywieść na myśl kobiece łono. Poza tym wokół widzimy tylko kobiety. ale przedstawić za pomocą odpowiednich środków ideał kobiety. pozostawiając miejsce dla kobiecego rodzaju. jak robi to drag queen. Oficjalnie takarazinki są czyste i dziewicze jak lilie. ale takŜe dostosować się do niezwykle surowych wymogów dotyczących ich Ŝycia osobistego. Tłumy kobiet zrelaksowanych. naleŜy do tych teatrów. ubrany jest zgodnie z kodami wskazującymi na przynaleŜność do mniejszości seksualnej i artystycznej bohemy (skłonność Japończyków do uniformów ułatwia rozpoznanie). z jaką powtarza on gesty uznawane za kwintesencję kobiecości. mimo iŜ o mniejszym prestiŜu niŜ kabuki. miękkie. Ŝyć otwarcie w nieformalnym związku. wysoko postawionego głosu oraz zestawu wyuczonych gestów i póz. którzy mogą mieć rodziny. Ŝe jest męŜczyzną. aktorki ciągle uwaŜane były za kobiety dwuznacznej profesji. Kandydatki powinny pochodzić z „dobrych rodzin". uśmiechniętych tak. Dzięki otwarciu Japonii na świat w okresie Meiji (1868-1912) na sceny weszły sztuki europejskich oraz amerykańskich autorów i aktorki takie jak Matsui Sumako zaczęły udowadniać. Jeśli juŜ pojawia się jakiś męŜczyzna. chrupiących ciasteczka. onnagata moŜe to zrobić lepiej właśnie dlatego. co po angielsku nazywamy gender. róŜowawe światło. czyli tego. choć a rebours.maestrię. który onnagata odgrywa za pomocą odpowiedniego kostiumu. zastosowano w Takarazuka. by podziwiać młode piękne dziewczyny przebrane za męŜczyzn. Czerwone dywany. oczywiście. gdzie Japonki przychodzą. z których po morderczych egzaminach wybranych zostaje tylko czterdzieści. na scenie znów pojawiło się kobiece ciało. urodzić dziecka. Mimo tych ograniczeń wolności osobistej. Onnagata nie próbuje „podszyć się" pod konkretną kobietę. roku Ŝycia). W Takarazuka uderza w oczy niemal zupełny brak heteroseksualnych par i tego charakterystycznego typu w ciemnym garniturze. Miejsce. reprezentowanej przez męskiego aktora kabuki. jakby jakaś tajemnicza siła starła z ich twarzy charakterystyczny dla Japonek wyraz wiecznego zmartwienia. który licznie zaludnia ulice Tokio. Takarazuka to przestrzeń kobieca. Ŝe największy zachwyt wzbudza ono w męskim przebraniu. Jednak gdy Takarazuka powstawała. Podobny zabieg. dziewczyny z Takarazuka muszą nie tylko sprostać wysokim kryteriom artystycznym. takarazinkom tak długo. ale zanim Ŝeńska trupa mogła powstać. japońskie kobiety musiały odzyskać prawo grania na scenie. kaŜdego roku aplikuje do szkoły muzycznej Takarazuka około sześciuset marzących o sławie 177 dziewczynek w wieku 15-18 lat. Takarazuka. jak chcą pozostać w teatrze (a więc do około 35. W przeciwieństwie do aktorów kabuki. Ŝe japońskie kobiety potrafią grać role kobiet nie gorzej od męŜczyzn. W krainie wiecznych dziewic i efebów Wnętrze tokijskiego teatru Takarazuka jest dziwnie małe i przytulne w stosunku do monumentalnej architektury widzianej z zewnątrz. Ironia chce. nie wolno wyjść za mąŜ.

otoko-yaku i musume-yaku w strojach codziennych upozowani na heteroseksualną parę. trzy w kaŜdym pokoju. Ŝadna osoba z zewnątrz. które muszą wypełniać pod okiem starszych takarazinek. KaŜda z trup odznacza się indywidualnymi cechami. Wszystkie domowe prace wykonywane są przy tym ręcznie. W Takarazuka kierownictwo. czyli kodeksu zachowań właściwych kobiecie albo męŜczyźnie. panuje wojskowy rygor i hierarchia. Jak pisze amerykańska autorka. w roli kobiety o silnym charakterze jak Scarlett 0'Hara). jak osobowość i . ale te dziewczęta. Kata obejmują odpowiedni zespół gestów i póz uwaŜanych za charakterystyczne dla kobiety lub męŜczyzny. to najpopularniejsze sposoby przedstawiania „złotej kombinacji". Hoshi (Gwiazda) i Sora (Niebo). czyli aktorkę grającą męskie role i jej koleŜankę specjalizującą się w rolach Ŝeńskich. z łokciami w pewnej odległości od ciała. To wówczas .takarazinki przybierają swój „wtórny rodzaj (gender)".obciąŜane są cięŜszymi obowiązkami. jak było juŜ powiedziane. nigdy nie zagra w Takarazuka. To one wcielają się w zakochanych bohaterów kolejnych sztuk granych w Takarazuka. a przyszłe odtwórczynie ról męskich obci-nająwłosy i uczą się zachowywać jak męŜczyzna. kształt twarzy. dłońmi zaciśniętymi w pięści. Takarazinki dzielą się na pięć zespołów: Hana (Kwiat). gdy juŜ skończy naukę.oznacza w praktyce rodziny dobrze sytuowane. choć bardzo rzadko.w pewnym stopniu . KaŜdy zespół ma swoją parę gwiazd. Tylko absolwentki szkoły muzycznej mogą zostać artystkami w tym teatrze. niezaleŜnie od tego. Tsuki (KsięŜyc). Wszystkie rezydentki na przykład odpowiedzialne są za sprzątanie. ale młodsze . podobnie jak oddawania się rozrywkom i przebywania poza kampusem. budowa ciała. często przeprowadzają się do własnych mieszkań. Od tego czasu większa część codziennych zajęć będzie nastawiona na uczenie się kata. oboje w cięŜkich makijaŜach i barokowych kostiumach. gdy zaś . intonacji. Dla przykładu otoko-yaku uczy się poruszać ekspansywnie. których wynajęcie nierzadko jest sponsorowane przez bogate fanki (lub rzadziej fanów). Męskich wizyt surowo zabrania się. ale tylko część spełnia odpowiednie kryteria. tembr głosu) . jak byłaby utalentowana. Yuki (Śnieg). a wtórny . zatrudniany jest w Ŝeńskiej roli (np. która umówiła się na randkę w jednym z eleganckich lokali w tokijskiej 178 Ginzie. Otoko-yaku trzymający w ramionachmusume-yaku.oprócz kryteriów fizycznych (wzrost.jak „koty" w wojsku . takimi jak „dyskretny wdzięk" bądź „gwiazdorstwo". ale musume-yaku skazana jest na granie wyłącznie Ŝeńskich bohaterek. bo kierownictwo Takarazuka wierzy. i na czele kaŜdej stoi kierownik męŜczyzna.osobiste preferencje. sposobów ekspresji słownej. Wiele takarazinek Ŝyje w internacie takŜe wówczas. mogące sobie pozwolić na kosztowne studia swoich córek. Otoko-yaku niekiedy. jakie musi sobie przyswoić otoko-yaku i musume-yaku. Oczywiście na ogół studentki pragną zostać właśnie otoko-yaku. Na drugim roku szkoły muzycznej Takarazuka dziewczęta zostają podzielone na dwie grupy. zwaną „złotą kombinacją". a ich codzienne Ŝycie uporządkowane jest jak w koszarach. Ŝe wspomaga to kształtowanie charakteru podopiecznych. a ich wizerunki zajmują centralne miejsce na plakatach i okładkach czasopism. Dziewczyny mieszkają w pilnie strzeŜonym internacie po dwie.według terminologii wprowadzonej przez Robertson . „pierwotny rodzaj" oparty jest na kryterium genitalnym. sprawują męŜczyźni. które stają się gwiazdami.na takich właściwościach socjopsychologicznych.

ostre. pięknego młodzieńca. jak broda czy wąsy. jak arystokratyczne dwory 180 dawnej Europy albo nawet inna planeta. wysoki wzrost i androginiczne stroje składają się na całość jedyną w swoim rodzaju. którzy nigdy nie pozwalaj ą sobie na więcej niŜ pocałunek. Jak pisze Robertson. W jej sylwetce trudno dopatrzyć się kobiecych krągłości. a nie innemu skomponowaniu elementów uwaŜanych za męskie. piękną i melancholijną formą istnienia. Clarka Gable. odtwórczyni roli Rhetta Butlera z Przeminęło z wiatrem. Za kaŜdym razem jego rozjaśnione włosy. Ŝe artystka wzorowała się raczej na sylwetce Davida Bowie niŜ Jacka Nicholsona. ucieleśniający japoński ideał bishónen. to jedna z najbardziej tajemniczych postaci w całym japońskim imperium erotycznym. bishónen z manga dla dziewcząt bywa uczestnikiem dość odwaŜnych praktyk homoseksualnych. Klasyczna odtwórczyni męskich ról ma około 170 cm wzrostu i jest bardzo szczupła. 179 zgorszenie innych budziła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Haruna Yuri. Ŝe wydają się duŜo. Nieraz zresztą natura zostaje skorygowana operacyjnie. Jego gesty są kanciaste. ???????'? Chevaliera. a oczy podkreśla makijaŜem tak. takŜe prywatnie pokazywała się z wąsikiem. Najpopularniejszy dziś wizerunek otoko-yaku budzi podejrzenia. jakim mówią Japonki. znany najlepiej z komiksów dla dziewcząt. zachwyt jednych. ze stopami na boki. i podobnie jak postaci z manga (np. zdecydowane i bez wahania podnosi głos. bardziej przypomina osobę rasy kaukaskiej. nawet jak na japońskie standardy. Jest efebem. biodrami lekko wysuniętymi do przodu na wzór Elvisa. Jacka Nicholsona i właśnie Elvisa Presleya. z natury swej skazaną na zagładę (idealnego bishónen stworzył wspomniany Mishima Yukio w Zakazanych kolorach). lecz takŜe rasowo. by zlikwidować azjatycki kształt powiek. Jamesa Deana. duŜo większe niŜ w naturze. o wiele niŜszego niŜ ten. Wygłaszając swoje kwestie. W początkowym okresie istnienia Takarazuka w modzie byli macho otoko-yaku. z manga dla dziewcząt). Podobnie jak bohaterzy Takarazuka. Bishónen. ale od lat osiemdziesiątych królują niepodzielnie otoko-yaku androginiczni. Wśród postaci ze świata zachodniego polecanych jako wzory do naśladowania dla otoko-yaku Robertson wymienia Alana Delona. Niekiedy dodawane są takŜe takie niezaprzeczalne oznaki męskiej płci. Otoko-yaku. Ambiwalentne płciowo albo otwarcie homoseksualne wątki.siada. gdy przez cały czas. Otoko-yaku bowiem nie tylko jest ambiwalentny płciowo. kiedy przedstawienie było na afiszu. W przeciwieństwie jednak do bohaterów Takarazuka. z wąsami czy bez. KaŜdy otokoyaku kreuje z męskich kata indywidualną sylwetkę. tak popularne w dziewczęcej subkulturze Japonii (i tak szokujące dla „gaijinów"). trzyma nogi po męsku rozstawione pod kątem bliskim szpagatowi. często równieŜ poza sceną posługują się męską odmianą japońskiego języka i uŜywają scenicznego tembru głosu. Marlona Brando. nie mają jednak wiele wspólnego z rzeczywistą rozwiązłością i w tym sensie są bardziej . staje się postacią rozpoznawalną dzięki takiemu. wielkie oczy. bishónen w manga odznacza się andro-giniczną urodą o cechach raczej kaukaskich niŜ azjatyckich i często pochodzi z krainy tak odległej od Japonii. chociaŜ jest to zwyczaj stosunkowo nowy w Takarazuka. Otoko-yaku nosi krótkie włosy. Jej głos jest wyraźnie obniŜony i po męsku stanowczy. odtwórczyni męskich ról staje zawsze na rozstawionych nogach. najczęściej rozjaśnione na kasztanoworudy odcień.

zakazów i heteroseksualnego przymusu . tak jak na przykład słynna RóŜa z Wersalu. Na koniec bardzo romantycznie i widowiskowo ginie sam Oskar w szturmie na Bastylię. Tych samych dziewczynek. Głównym bohaterem jest Oskar. a Takarazuka przedstawia go w wersji pop: egzotyczni kochankowie nieuchronnie rozstają się. Melancholię przemijania. patos rzeczy. Zakochuje się w nim Andre. musi wrócić do męskiego losu. ale gdy upewnia się co do powagi swojej miłości. Spędza z tym drugim romantyczny wieczór. ukochany zostaje w ParyŜu. bo zawiera wszystkie te motywy. którego bohaterem jest bishónen . na których opiera się popularność Takarazuka: akcja dzieje się w ParyŜu (czyli w miejscu „dalekim" i „pięknym"). W Takarazuka kochankowie nigdy nie zostają razem tak długo. ale wychowywana jest jako chłopiec. Romans po japońsku oznacza trzy dni wspólnego szczęścia. postać grana przez kobietę grającą kobietę udającą. Bishónen ze swej natury symbolizuje to. ale Oskar początkowo nie odwzajemnia tego afektu.melancholia. co szybko przemija. Mono no aware . by musieć prowadzić Ŝycie dorosłych kobiet i męŜczyzn. nie wiedząc. Niestety. a koniec wyjątkowo melancholijny. by móc kontynuować rodzinną tradycję wojskową.to najpopularniejszy temat japońskiej sztuki wysokiej i niskiej. wzniosłe i bardzo młodo jak we wspomnianej RóŜy z Wersalu.romans wolny od społecznych nakazów. Kobiety w wieku lolitek i ich mam spotykają się na widowni Takarazuka. Ramię w ramię patrzą na otoko-yaku. który wybrał mu ojciec. nie o seks chodzi w Takarazuka. pozbywszy się na moment męskiego kostiumu i przywdziawszy suknię. Homoseksualny romans. który w feerii pawich . tylko o melancholię. smutne piękno przemijania . Ŝe jest męŜczyzną. to światy te charakterystyczne są dla marzeń dziewczynek.niewinne. bowiem czar efeba trwa nie dłuŜej niŜ kwitnienie wiśni. Innymi słowy. Oskar rodzi się jako dziewczynka w przededniu francuskiej rewolucji. Zycie miłosne Oskara jest równie skomplikowane jak jego/jej pleć igender. To ojciec Oskara wybiera dla niej męski los i zostaje on/ona osobistym ochroniarzem Marii Antoniny. arabska księŜniczka odlatuje do swojej Arabii albo jeszcze lepiej umierają pięknie. dalekich od japońskiej rzeczywistości. wampiryczne księŜniczki i księŜycowe Ŝeglarki z manga dla dziewcząt. Ze swym kochankiem Andre łączy się dopiero w róŜowym niebie dziewczynek. które przebierają się za lolitki. poniewaŜ kocha się w szwedzkim arystokracie Von Felsenie (który darzy uczuciem Marię Antoninę). przebieranek jest więcej niŜ przeciętnie. Nie bez powodu ten właśnie spektakl stał się hitem wszech czasów. W męskim kostiumie zaczyna odwzajemniać uczucie Andre. Bishónen zamieszkuje ten sam świat marzeń o wiecznym dzieciństwie co lolitki. by móc jak najdłuŜej pozostać w rzeczywistości moŜliwie jak najdalszej od obowiązków i odpowiedzialności ich mam. trzydzieści lat cierpienia i samobójstwo pod kwitnącą wiśnią. Mimo iŜ przynajmniej w połowie na widowni zasiadają kobiety w średnim wieku. jej obiekt zostaje zabity w pojedynku. Przedstawienie RóŜy z Wersalu oparte zostało na kultowej manga z lat siedemdziesiątych autor181 stwa Ikedy Riyoko. a spotykają się w wyobraŜeniowych światach. śadna inna postać Takarazuka nie jest otoczona aŜ takim kultem fanek i o zagraniu Ŝadnej bardziej nie moŜe marzyć otoko-yaku. iŜ Oskar jest kobietą.prawdopodobnie budzi w czytelniczkach nostalgię za miłością doskonałą i androginiczną formą istnienia niemoŜliwą na ogół w dorosłym Ŝyciu. Nie przez przypadek sceniczne adaptacje komiksów to główna część repertuaru Takarazuka i to one stają się największymi hitami. niŜ mogłoby się wydawać.

bo przecieŜ było oczywiste. „Tęsknię. Japońska kultura uniemoŜliwia rzeczywiste akty rebelii. czyŜ to nie one napędzają machinę melancholii? Melancholii. gdzie ma miejsca fanklub. Po wojnie tylko dwie rzeczy stały się silniejsze: nylonowe pończochy i kobiety. powiedziała mi kiedyś Naomi. biur. które tam spotkałam. w innym języku. pisząc w Imperium znaku. Japonki zostały moimi . choć juŜ niedługo musi znów wrócić do siebie. potraktowały mnie z niebywałym 185 ciepłem i Ŝyczliwością. W sytuacji pozbawionej rywalizacji i skazanej na chwilowość . jakąś bliŜej niesprecyzowaną obietnicę zmiany patriarchalnego modelu japońskiego społeczeństwa. Myślę. a Japończycy wszystkich płci na ogół dobrze znają róŜnicę między fantazją a rzeczywistością. Jak siostrę zaginioną w dzieciństwie. symbolizującej nieuchronną zmianę wewnętrzną. ciepłego i przytulnego wewnątrz jak łono wielkiej mamy. przychodzi się po to. jakiej podlega w obcym kraju kaŜdy podróŜnik. ale nie wydaje się. jaki w moim przypadku zostawił pobyt w Japonii. by marzyć. Siedziałam tam z nimi. to odwieczne motto melancholii. Pod jej wpływem jego własna twarz uległa dziwnej przemianie . jakiś urzędów celnych. która cudem się odnalazła. mimo iŜ nigdy tam nie byliśmy". którą dla niego była Japonia. hermetycznie męskich światów „Spotkanie". Takarazuka powtarza jeszcze raz. Zetknięcie z Japonią stało się przyczyną tej metamorfozy oblicza filozofa. Wodny świat kobiet Japończycy i Japonki Ma rację Barthes. 182 Robertson sugeruje. w jednym z pierwszych rzędów. który wydaje się bliski i daleki. dotyczy relacji z innymi kobietami. dając w zamian łatwy dostęp do symbolicznej ucieczki w marzenia. Nie bez powodu zdjęcia ilustrujące jego ksiąŜkę przedstawiająniemal wyłącznie męŜczyzn. które pamiętamy. za którymi tęsknimy. którą japońska kultura przesiąknięta jest na wskroś.kobiety. ale w przypadku istniejącej od prawie wieku Takarazuka taka moŜliwość jest mało prawdopodobna. Miejsca. Do tego teatru.piór. Ŝe przebieranki Takarazuka zawierają w sobie rewolucyjny potencjał. DuŜe zainteresowanie takimi formami kultury popularnej. łabędziego puchu i blasku cekinów kusi je androginicznym czarem właściwym dla krainy. Ŝe jestem obca i wkrótce stamtąd wyjadę . poczt i lekarzy. dotyczy tej właśnie twarzy o męskich rysach. podczas gdy właściwy język podróŜy jest językiem spotkania z Innym. choć nigdy tam nie byliśmy. przedstawiciele obcych mi. Powiedzenie japońskie VII. „świat. Ŝe nieraz na scenicznych deskach zaczynały się rzeczywiste rewolucje. więc jestem". roziskrzone oczy pełne wzruszenia. Ŝe zamieszczane w turystycznych przewodnikach słowniczki dotyczą jedynie rzeczy nudnych. autor patrzy na nas poczerniałymi. to przejawy tej samej tęsknoty za dzieciństwem. zamieszczonym w Imperium znaku. Wprawdzie dzieje światowego teatru udowadniają. Ŝe ślad. której byt ograniczony jest do sceny marzeń i snów. Autora Imperium znaku interesowali młodzi aktorzy kabuki i zawodnicy sumo. kult lolitek i właśnie Takarazuka. o którym Barthes mówi. „Takarazuka to coś niemoŜliwego". nagle skośnymi oczami. Widziałam twarze młodziutkich i starszych kobiet. Tak jak miejsca. jak moda kawaii.na zdjęciu z japońskiej gazety. do którego naleŜy Naomi. aby tezę taką dało się obronić.

ponuro odziani Japończycy. ideał małŜeństwa po japońsku wygląda bardziej tradycyjnie. a pan Sato czy Yamada odskakiwał jak oparzony. Ŝe japońscy koledzy nie mieli zbyt wielu okazji. Ŝe było to najzwyklejsze miejsce dla „heteryków". ani nie próbował upić sake. O wiele łatwiej było mi nawiązać przyjacielski kontakt z sekretarką Chizuko czy spotkaną przypadkiem modystką Michiko niŜ z poznanym na oficjalnym bankiecie profesorem. czynił ze mnie w oczach innych osobę jakby tylko częściowo zamęŜną. Ŝe w Japonii świat podzielony jest według płci silniej niŜ na współczesnym Zachodzie Dlatego fakt. Kawiarnia na Shibuya pełna młodych kobiet i tylko kobiet. MęŜczyźni . spytał mój londyński kolega. ani nie próbował skłonić do wykonywania prac. i z przyzwyczajenia. iŜ mój mąŜ pojawiał się w Tokio i znikał wołany własnymi obowiązkami zawodowymi. zwłaszcza ci. Ulubiona restauracja Yume na Den'en Chóru.zrobią to najpierw japońscy panowie.najcenniejszym przewodniczkami po swoim kraju. zajmującym się tą samą co ja dyscypliną wiedzy. rzadko wdając się w dyskusje. którzy słabo mówili po angielsku. okazał się waŜniejszy w kontaktach z Japończykami niŜ zawodowy status. Dwa autobusy dziarskich starszych dam. byłoby nim słowo „spotkanie". Fakt. patrząc na mnie ze zdumieniem.zdyszanych. Dla moich uniwersyteckich kolegów byłam obca w trojakim sensie: cudzoziemka i kobieta. wykonywałam zawód nadal uwaŜany za typowo męski. „Buch". W moim towarzystwie starsi rangą koledzy zachowywali wielką ostroŜność. Mijałam ich na kampusie. Gdybym musiała dać jeden tylko klucz do tej ksiąŜki. co nie ułatwiało sprawy. z tym Ŝe japońscy nie zabierają swoich Ŝon do baru. nabytego w mojej ojczyźnie szarmanckich seksistów. Być moŜe działo się tak częściowo dlatego.z uśmiechem na świeŜych twarzach. „Czemu ci geje tak dziwnie się poubierali?". mijając nas . a jedyny obecny męŜczyzna był kelnerem. Nie spotykałam się więc z przejawami dyskryminacji ze względu na płeć. bardziej swobodnie niŜ Japonki w moim wieku. Bary w wąskich uliczkach starej części Oimachi pełne sarariima-nów w ciemnych garniturach. 186 nie czekając aŜ . Tym bardziej nikt z nich nie krzyczał na mnie. wchodziłam pierwsza do windy. a młodsi. których twarze z bolesnym uporem próbowałam zapamiętać . wymieniałam z nimi wizytówki i zdawkowe uwagi na oficjalnych spotkaniach. tytoniu i skwierczącego mięsa. Ŝe jest mi ona do niczego niepotrzebna. Dwa lata w kraju.zgodnie ze zwyczajem swojego kraju . nieraz po prostu uciekali na mój widok. w którym nie obowiązuje zasada: „Panie przodem". przekonało mnie zresztą ostatecznie. Nikt z nich ani nie zmuszał mnie do śpiewania w barze karaoke. konających z braku tlenu i zmęczenia . Ubierałam się teŜ inaczej. by się . odurzające przechodnia zapachem sake. Nie wiedział. zderzałam się z jakimś garniturem. na które nie miałabym ochoty. a Ŝywotność konfucjańskiej tradycji sprawia. goszczący przejazdem w Tokio. ale ilość prób nawiązania zawodowego kontaktu była znikoma. do której chodziłyśmy po kinie z Naomi i Mariko. które wraz z nami wspinały się na Fuji. Kobiety i męŜczyźni w japońskich miastach spędzają mnóstwo czasu osobno. gdzie eleganckie panie z pobliskich rezydencji jadły malutkie francuskie dania.stanowili niemal sto procent moich kolegów po fachu (na stu profesorów przypadają w Japonii tylko cztery profesorki). nie przejawiając najmniejszej chęci na wymianę naukowych poglądów. iŜ jestem kobietą. nie kazał mi parzyć herbaty. taka sytuacja byłaby w ogóle nie do pomyślenia.

relacja tego rodzaju wydawała się jeszcze trudniejsza niŜ gdzie indziej. tylko męŜczyźni mogą w nim grać kobiece role. WaŜną cechą konfucjanizmu jest nacisk na harmonię społeczną. Według niej segregacja płciowa jest sensowna i korzystna dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa. Jak wiadomo. Wspominam to z nostalgią tym większą. był Ŝyczliwym. Ŝe „gaijinkę" pracującą w Japonii moŜe spotkać zupełnie inny los. niektórzy porównują do pewnej sytuacji z teatru kabuki. Ŝe róŜnica między „kulturą humanistyczno-literacką" a „techniczną". Moja koleŜanka bioloŜka. przetrwała dwa lata samotności i upokorzeń tylko dzięki wyjątkowej determinacji. japoński profesor nie mógł za bardzo kolegować się z młodą „gaijinką". Mój japoński szef. Bunt wobec reguł stanowczo nie . lecz przydatną. Chłopcy i dziewczynki od siódmego 188 roku powinni w związku z tym wieść osobne Ŝycie. których zadaniem jest suflerka i zmienianie dekoracji. kobiety są na scenie kultury. bardzo wysoko ceniona jest w Japonii. Są niczym ubrani na czarno „techniczni" pracownicy kabuki. Organizował mi spotkania z ludźmi. Myślę. humanistyczny wydział japońskiego uniwersytetu okazał się dobrym miejscem do pracy. a z tradycyjnego punktu widzenia świat dzieli się pod względem płci na kobiety. Moja praca miała badawczy charakter. Ta . W Japonii. poniewierana w laboratorium niczym biała niewolnica. nie wolno przedstawiać nawet samych siebie.kobieca i męska. Ŝe są kobietami. Mimo iŜ atmosfera towarzyska daleka była od amerykańskiej swobody. gdzie społeczny wszechświat tworzą dwie oddzielne planety . którą ceni się w ramach tej tradycji o wiele bardziej niŜ indywidualizm. męŜów i synów. Japońskie doświadczenie umocniło moją 187 wiarę w ponadkulturowe podobieństwo ludzi naleŜących do jednej czy drugiej „kultury" (z całym szacunkiem oczywiście dla biologów i fizyków. które robią karierę. Ŝe tylko od czasu do czasu wygłaszałam wykład po angielsku albo uczestniczyłam w jakimś międzynarodowym spotkaniu.oswoić z obecnością „gaijinki". powinność grupową. Satoru. w jaki róŜnica między kobietą a męŜczyzną jest tradycyjnie rozumiana w Japonii. ma tu coś do rzeczy. Przyjaźń kobiety z męŜczyzną jest jednak uwikłana w „genderowe" stereotypy i przesądy. Yume mówi. ale ich rola polega na byciu niewidocznymi. Na charakterystyczne dla japońskiej kultury definicje kobiecości i męskości. które ograniczają jej spontaniczność.umiejętność bycia niewidoczną. Kobietom właśnie dlatego. otwartym człowiekiem. co znaczy. Mimo najlepszych chęci i zamiarów czystych jak łza. o której pisał amerykański uczony Charles Perry Snów. czyli „dziwadła" takie jak ona. męŜczyzn i kobiety. wśród których z pewnością zdarzają się mili ludzie). Kobiety są wprawdzie poŜytecznymi stworzeniami. przygotowując się do odmiennych obowiązków męŜczyzn i kobiet. iŜ wiem. Podobnie jak oni. które nam wydawać się mogą opresywne czy anachroniczne. ale brakuje im doskonałości ich ojców. Ŝe cięŜka praca dla innych i poczucie stabilizacji to nadal dominujący idea! szczęścia. największy wpływ ma myśl konfucjańska. jakie oferuje kobiecie japońska kultura.uwaŜana za typowo kobiecą . Wiele par czarnych oczu przyglądało nam się z ciekawością na granicy dezaprobaty. których chciałam poznać. słuŜył pomocą jako tłumacz i cierpliwie odpowiadał na pytania. polecał ksiąŜki. Sposób. Ta bardzo dla mnie cenna relacja oscylowała między bliskim koleŜeństwem a przyjaźnią. w przeciwieństwie do autokraty dręczącego bioloŜkę.

bardzo okrutne przysłowie powtarzane z upodobaniem przez nauczycieli w japońskich szkołach mówi. porównywała gejszę do drzewka bonsai. politycznej niŜ definicja męskości. Japonkom nigdy wprawdzie nie zniekształcano 189 stóp jak małym Chinkom. „przyzwoitej" pozycji. Do 1945 roku w Japonii obowiązywał patrylinearny system zwany ie. jak w danej sytuacji postąpić i co powiedzieć powinna kobieta. by ich córki spały w odpowiedniej. japońska definicja kobiecości zawierała więcej ograniczeń wolności osobistej. powściągliwość. bo nie powinny przyzwyczajać się do specjalnego traktowania" (Yamakawa. Ŝe „paznokieć. MąŜ mógł rozwieść się z nią za pomocą tak zwanego listu rozwodowego. tak kaŜdą inną osobę płci Ŝeńskiej wychowywano na „kobietę domową". gdy Ŝona była zbyt gadatliwa i kłótliwa. Ŝe dziewczęta powinny pozbyć się najmniejszej skłonności do egoizmu i słuŜyć innym. Urodzone przez nią dzieci naleŜały do rodziny męŜa i w razie rozwodu kobieta nie miała Ŝadnej moŜliwości. nawet wybór słów i tembr głosu. Była całkowicie zaleŜna od męŜa ekonomicznie. Lisa Dalby. uwaŜanych za właściwe dla danej płci. tak jak gejsza „przycinana" i „naginana" była do ideału „kobiety rozrywkowej". Nie ma co robić zamieszania wokół dziewcząt. gdy uznał. mawiano. ze złączonymi nóŜkami i rączkami wyciągniętymi wzdłuŜ tułowia lub skrzyŜowanymi na piersi.choć w inny sposób miały słuŜyć męŜczyźnie: pierwsza w domu.to fundamentalna cnota. nie pozostawiając wielu wątpliwości. Tak długo poprawiały śpiące dziecko. a jak męŜczyzna. by o nie walczyć. Jak pisze Yamakawa Kikue w wiernie przestrzegających etyki konfu-cjańskiej rodzinach samurajskich: „W wychowaniu córek nacisk kładziono na naturalny rozwój ducha samopoświęcenia i podległości. wchodziła do rodziny męŜa i zamieszkiwała w domu jego rodziców. lecz aranŜowane na podstawie zgodności majątku i statusu . wolno rozpieszczać bardziej niŜ dziewczynkę. druga poza nim. Popularne. lecz niewidzialną to cechy idealnej japońskiej kobiety. gdy sposób Ŝycia rodzin samu-rajskich uznano za normę. Wprowadzono go w okresie Meiji.jest wartością. ekonomicznej. Skromność. Obie . nie mając prawa kupować i sprzedawać dóbr w swoim imieniu. co męskie. został niezwykle precyzyjnie skodyfikowany. Ŝe taki trening jest sensowny. zazdrosna. lecz takŜe zajmowanie się teściami. dopóki nie pójdzie do szkoły. UwaŜano. stając się tam automatycznie osobą o najniŜszym statusie. A więc na przykład. uzaleŜniony jest od płci. Rolą Ŝony było nie tylko słuŜenie męŜowi. umiejętność bycia przydatną. Amerykańska antropoloŜka. W świecie Konfucjusza inność to wykroczenie albo śmieszna i niepotrzebna ekstrawagancja. który wystaje. s. ale metaforę tę moŜna odnieść do japońskiej idei kobiecości w ogóle. małŜonek miał prawo odesłać ją do rodziców.bycie takim samym jak inni ludzie w naszej grupie odniesienia . W przeprowadzanych niedawno badaniach ankietowych na temat macierzyństwa jedna mama na dziesięć nadal uwaŜała. jakimi wyraŜą te same emocje. posłuszeństwo. trzeba się więc „przystosować" do ról płciowych tak. Kobieta. 2001. ale jeszcze do niedawna japońskie matki dbały. leniwa lub niemiła wobec teściów. Jako Ŝe małŜeństwa zawierane były nie z miłości. jak do wszystkich innych. wobec których obowiązywało ją absolutne posłuszeństwo. 142). całkowite poświęcenie dla innych. Jak w kaŜdej kulturze wyŜej ceniącej to. W tej tradycji zespół ról i zachowań. wychodząc za mąŜ. aŜ jego ciało przyswoiło sobie ten nakaz. a chłopca. zostanie wbity". Mógł mieć konkubiny. Ŝe moŜna zastosować jeden z tak zwanych „siedmiu powodów do rozwodu" wymienionych w popularnym dziele konfucjańskiego myśliciela Kaibary Ekikena (1630-1714). z kolei dostosowanie się do normy .

Ŝe relacja matka-syn stała się w Japonii ideałem czułej miłości. Matka dorosłego syna była juŜ względnie bezpieczna: dręcząca ją kiedyś teściowa prawdopodobnie juŜ nie Ŝyła.przyszłego spadkobiercy . lecz takŜe 191 reprodukcja kulturowej i narodowej toŜsamości. jak ich matki. będącą pierwszym krokiem w kierunku równouprawnienia płci. W przypadku chłopca ta fizyczna bliskość kształtuje zatem postawę relacyjną i towarzyszącą mu przez cale Ŝycie pasywną potrzebę bycia kochanym tak. Po to przecieŜ przychodzili do Krainy Mydła. bezbronna synowa nieraz stawała się ofiarą.więcej wymagano. w wyniku których japońskie społeczeństwo stało się-jak to się często określa . Jedynie urodzenie syna gwarantowało więc kobiecie względne bezpieczeństwo i nie dziwi zatem. analizowane szczegółowo przez wspomnianego Doi. charakterystyczne dla japońskiej kultury umiłowanie Ŝycia w grupie stanowi pochodną bliskiego cielesnego związku matkasyn. które kaŜdy . Jest to proces bardzo powolny. Japońskie słowo amae.przemiany społeczne. by przeprowadzić swoją pociechę przez kolejne egzaminy. poświęcającą dni i noce. „MęŜczyźni to duŜe niemowlaki". Według japońskiego psychoanalityka Kosawy Heisaku.między niemal obcymi osobami. Mimo iŜ oparta na wielowiekowej tradycji segregacja ze względu na płeć nadal obowiązuje w Japonii. ale jej znaczenie wzrosło. To od niej zaleŜało. w naturalny sposób bliŜsza więź łączyła nadal męŜczyznę z matką niŜ Ŝoną. stając się kobietami takimi. a jej władza . Przybywająca do jej domu 190 młoda. gdy w Japonii wprowadzono demokratyczną konstytucję.społeczeństwem świadectw szkolnych. Model patrylinearnej rodziny rozszerzonej teoretycznie obowiązywał do 1946 roku. Na wzrost znaczenia japońskiej matki wpływ miały takŜe inne . to ogólna sytuacja kobiet po wojnie uległa poprawie. podobną do zachodniej.nabrała cech władzy absolutnej. Od chłopca . gdy sama stała się teściową. ale jednak nieunikniony. Od tego czasu tradycyjna japońska rodzina wielopokoleniowa zaczęła przekształcać się w rodzinę nuklearną. dając rodzinie spadkobiercę. Synowie opisywali ją z nostalgią. a córki w tym czasie wypełniały swoje przeznaczenie. czy Japonia zyska następnego prymusa. hamowany przez mentalne pozostałości wielowiekowej tradycji.ograniczona wprawdzie do sfery domowej . Rolą matki stało się nie tylko rodzenie dzieci. pozwalającą odreagować dawne krzywdy. który zobowiązany był opiekować się nią aŜ do śmierci. który wkrótce skonstruuje na chwałę swojej rosnącej w potęgę ojczyzny miniaturowe radio albo wspaniałego robota. i cierpiała do momentu. który jest podstawą innych relacji społecznych. by realizować skrywane na co dzień pragnienie bycia rozpieszczanym dzieckiem. „Dobra Ŝona i mądra matka" stała się „mamą edukacyjną" (kyóiku mama).oprócz demokratyzacji . jak kochane są dzieci. a ona sama spełniła swoją rolę. Podstawową kategorią toŜsamości kobiecej pozostała tak zwana „dobra Ŝona i mądra matka" (moŜna ją uznać za japońską wersję figury znanej nam jako „matka Polka"). mówiła Michiko i pewnie miała ku temu powody. ale to on dostawał lepsze kąski przy stole. określa ten szczególny rodzaj więzi społecznej wykształcony w relacji matka-syn. Zaczęto wprowadzać w Ŝycie ustalenia prawne przeciwdziałające dyskryminacji politycznej i ekonomicznej. Japoński system szkolny słynie w świecie z „egzaminacyjnego piekła".

podróŜowały. Japońskie dzieci kują więc w pocie czoła w szkołach. rozsmakowywały się w nieznanym ich rodzicielkom smaku wolności i luksusu. ale zabija indywidualność i jak walec miaŜdŜy słabszych lub po prostu innych. a tylko po dobrym uniwersytecie dostać dobrą pracę. Utkwiła mi w pamięci głośna przed kilku laty historia japońskiej mamy. Prywatne przedszkole. w których „mama edukacyjna" zmienia się w mamagon. Ŝe Hitoshi nie da sobie rady na egzaminie". Wielu japońskich uczonych i publicystów krytykuje ten system. Jest to okres przejściowy. z wielkimi skórzanymi tornistrami i nóŜkami gołymi niezaleŜnie od pory roku to jeden z klasycznych obrazków ze współczesnej Japonii. który produkuje efektywnych pracowników. „Mama edukacyjna" i jej studiujący w pocie czoła synek to popularne postaci komiksów. W latach osiemdziesiątych tradycyjne role płciowe zaczęły się przekształcać. czytają coś ze swoich ksiąŜeczek i nawet osoba rzadko wpadająca w rozczulenie na widok dzieci ma niepohamowaną ochotę powiedzieć: „Kawali". a właściwe przedszkole Hitoshiego jest początkiem drogi na właściwą uczelnię. nigdy nie buszowały w tajemniczych zaroślach na górce między dwoma domami. czyli „mamę potwora" gotowego do strasznych czynów. nie jest wprawdzie obowiązkowe. które wkrótce nie zostawią mu wiele czasu na nic innego. wprost zapraszających do rowerowych wyścigów. Malutcy uczniowie w ciemnych mundurkach. Pierwszy waŜny egzamin to ten do szkoły średniej po dziewięciu latach obowiązkowej podstawówki. Nie miały na to czasu. nienagannie czyści i schludni. młodsza siostra Chizuko. Tylko po dobrej szkole średniej moŜna dostać się na dobry uniwersytet. zarabiały. I nie ma nic dziwnego w tym. w której to drodze Aiko będzie mu dzielnie towarzyszyć. Japoński system edukacji ciągle uchodzi za najbardziej wymagający na świecie.uczeń musi przejść kilkakroć -w Japonii Ŝyciowy sukces bardziej niŜ na przyład w krajach Zachodu zaleŜy od ukończenia właściwych szkół we właściwym czasie. ale wielu sądzi. domach i na specjalnych kursach przygotowujących do egzaminów. by dziecko juŜ w wieku małego Hitoshiego przygotowywało się do Ŝycia w grupie i szkolnej rutyny. Kończyły uniwersytety. zwierzyła mi się z niepokojem na twarzy Aiko. szytych na wzór wojskowych uniformów. gdzie jakimś cudem nic jeszcze nie zbudowano. Dzieci z mojego sąsiedztwa na Ishikawa-dai nigdy nie bawiły się na spokojnych uliczkach. Wykształcone kobiety stawały się coraz bardziej wybredne w wyborze kandydata na męŜa i opieszałe w drodze do ideału „dobrej Ŝony i mądrej matki". bo grą na fortepianie rozpraszała jej studiującego jedynaka. do którego będzie chodził przez trzy kolejne lata. łącznie z kazirodztwem. ale uwaŜa się za wskazane. Ŝe nawet wybór odpowiedniego przedszkola (do którego teŜ jest egzamin) ma wpływ na los dziecka. gdy maluch częściowo ciągłe jeszcze naleŜy do matczynego świata domu. Siedząc grzecznie w wagonach metra. Ŝe synek Aiko ma dopiero trzy lata. a sukcesu akademickiego i kariery w zewnętrznym świecie oczekuje się z kolei tylko od chłopca. „Boję się. która zamordowała dziewczynkę z sąsiedniego domu. by tylko syn skupił się na nauce i dostał na wymarzony uniwersytet. najsłynniejsza . Wersja kariery „od pucybuta do milionera" nie wydaje się moŜliwa w Krainie Kwitnącej Wiśni. Jak mówi profesor Ueno. Lepiej więc zacząć przygotowania wcześniej niŜ później. Za sukces dziecka w tych zawodach odpowiedzialnością obarcza się matkę. a częściowo juŜ do zewnętrznej rzeczywistości społecznych 192 obowiązków.

Jeśliby otwartość Japonii na świat mierzyć według kryterium płci. Córki w jej rodzinie od zawsze wychodziły dobrze za mąŜ i zajmowały się domem. gdy męŜczyźni zalewają betonem morskie wybrzeŜa. jak mawia się na Zachodzie. tak jak Yume. śnieg topniejący. ale w kraju. a więc onsen pod gołym niebem. Zaczęły jednak podejmować decyzje w swoim imieniu 193 i negocjować własny rodzaj szczęścia. a właściwie z Yum&sensei. odkryły przede mną swoje kobiece ścieŜki w mieście. dzięki którym czułam. ani nie zrezygnowały z makijaŜu. cementują rzeki i budują wyjątkowo brzydkie miasta. lecz niewidoczną. KaŜda w pewnym momencie swojego Ŝycia podjęła decyzję sprzeczną z obowiązującą normą kobiecości i zbuntowała się przeciw tradycji bycia przydatną. Yume postawiła jednak na swoim.podobnie jak ja . I chociaŜ duŜym uproszczeniem byłoby twierdzenie. zapach wody. jak Naomi. Siostrzeństwo w nagości „Chodźmy się wykąpać" to jedno z najmilszych zaproszeń. Nawet gdybym nie zaczęła uczyć się japońskiego. dając mi moŜliwość dotarcia do miejsc. słowo znaczące po japońsku „marzenie". „Yume". KaŜda z nich 194 przywodzi na myśl przyjemne wspomnienia. które w dzieciństwie było lekcewaŜącym przezwiskiem. albo widok na ocean z pełnej mineralnego ukropu niecki na wysokim klifie półwyspu Izu. Onsen . o których rzadko mówi się w salach seminaryjnych. Yume . Nikt nie wierzył w moŜliwość realizacji tyleŜ ambitnych co „mało kobiecych" planów małej Marzycielki. Te kobiety o pięknych imionach pokazały mi inną topografię Tokio. skraplającą się na twarzy mgiełkę pary. jakie dostałam w Japonii. Pierwszy raz kąpałam się po japońsku z Yume. . „doprawdy nie ma Ŝadnych powodów.japońska feministka. Japonki napotykają betonowy sufit. To one zostały moimi najcenniejszymi przewodniczkami po Japonii. co w Japonii jest gestem duŜej odwagi. to kobiety były dla mnie tymi. rozkosz nad rozkosze. ukrytą pod pancerzem betonu. Przez dwadzieścia lat udowadniała sobie i swojej rodzinie. więc ani nie zaczęły uŜywać męskiego języka. czyli publiczna łaźnia. co najlepsze w tradycji swojego kraju. Jej jednak udało się. Ŝe ten niezwykły kraj rzeczywiście chce mieć do czynienia z resztą planety Ziemia. w którym świat podzielony jest według płci tak mocno i głęboko. Ŝe chcące robić karierę. Naomi. zanim dotknie mojej po brodę zanurzonej głowy. które na początku wydawało mi się kwintesencją męskiej przestrzeni.były nastolatkami. a nie szklany. bo jest profesorką uniwersytecką. poddały się. Sentó. Tłumaczyła mi. W latach osiemdziesiątych Chizuko. Yukiko. inne. odniosły sukces i udaje im się prowadzić niekonwencjonalne Ŝycie w społeczeństwie nielubiącym „wystających paznokci". Ŝe japońskie kobiety kultywują to. i przedzierała się na szczyt świata zdominowanego przez męŜczyzn. Rotenburo. nie rezygnując jednak ze wszystkich marzeń. Jedne.mineralne kąpielisko w jednym z tysięcy japońskich kurortów. to przybrane imię. które stały się dla mnie inspiracją. które marzyły. i dowiedzenia się o rzeczach. a studia na Uniwersytecie Tokijskim zarezerwowane były dla braci. pielęgnują kwiaty i ratują naturę w czasie. Ŝe da sobie radę. by kobieta chciała być czymś takim jak męŜczyzna". Ŝe przyszłość przyniesie im moŜliwość samorealizacji. ta kobieca część japońskiej rzeczywistości wydawała mi się o wiele przyjaźniej sza i ciekawsza. stali i szkła. Michiko. te nazwy zapamiętałabym.

Skończyła Uniwersytet Tokijski i dostała pracę, o jakiej śnią miliony japońskich męŜczyzn. Gdy marzenia stały się faktem, z dumą dodała „Yume" do swojego imienia i nazwiska. Dziś Yume ma czterdzieści kilka lat, ale wygląda na trzydzieści, męŜa i maleńkiego synka. Kiedy tylko czas jej pozwala, wyjeŜdŜa z rodziną do jednego z podtokijskich onsenów. Twierdzi, Ŝe moczenie się w gorącej wodzie rozprostowuje jej duszę, a więc któregoś dnia przy lunchu powiedziała do mnie: „Chodźmy się wykąpać". Mając na względzie fakt, iŜ japońska kultura powstała głównie z chińskich i koreańskich zapoŜyczeń, złośliwi ignoranci twierdzą, Ŝe czystość jest jedynym oryginalnym wynalazkiem Japończyków. Nawet gdyby tak było, jest to wynalazek godny pozazdroszczenia i naśladownictwa ze strony innych nacji (nie wytykając nikogo palcami). Jak się okazuje, polska mądrość, Ŝe „częste mycie skraca Ŝycie", nie ma potwierdzenia: Japończycy uwielbiają wodę, a Ŝyją bardzo długo i zdrowiej od nas. Jedyny zapach, jaki moŜna poczuć w najbardziej nawet zatłoczonym metrze, to leciutka woń mydła i moŜe czasem naftaliny. Ponoć w swej niechęci wobec cielesnych zapachów Japończycy (a właściwie Japonki) posuwają się niekiedy do przesady, jaką jest 195 operacyjne usuwanie gruczołów potowych spod pach. Tak czy inaczej, przesada w tę stronę jest łatwiejsza do zniesienia, a demokratyczne umiłowanie czystości godne podziwu. Podczas jednego z pierwszych spacerów po Tokio dotarłam do Parku Centralnego na Shinjuku, gdzie zaintrygowała mnie grupa męŜczyzn uwijająca się przy fontannie tuŜ obok grupy staruszków płci obojga uprawiających tai-chi. W pierwszej chwili pomyślałam, Ŝe jestem świadkiem jakiegoś rytuału, ale okazało się, Ŝe to mieszkający tam bezdomni po prostu robią pranie. Wielu tokijskich bezdomnych wygląda w związku z tym czyściej i schludniej niŜ niejeden pan Kowalski w przeddzień swojej cotygodniowej kąpieli, obok którego musiałam stać w warszawskim autobusie. Nawet jeśli czasem pewne aspekty japońskiego Ŝycia mogą być irytujące, to jedno jest pewne - osoba, która wyprowadzi nas z równowagi, będzie dokładnie umyta. O szczególnym upodobaniu, jakim mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni darzą moczenie się wodzie, pisali juŜ w trzecim wieku Chińczycy, a chrześcijańscy misjonarze przelewali swe oburzenie na papier, nie mogąc zrozumieć, „po cóŜ tak często nieprzystojnym ablucjom się oddawać i obnaŜać swe członki bezwstydnie". Nie jest trudno sobie wyobrazić, jaka musiała być z kolei reakcja Japończyków na zapachowe dowody niechęci do kąpieli o kilka metrów wyprzedzające przybyszów; do dziś sobie zresztą Ŝartują z mniej higienicznych narodów. Wszyscy, którzy znają film Szogun, pamiętają, Ŝe pierwszą rzeczą, jaka spotkała tytułowego bohatera na japońskiej ziemi, była solidna kąpiel i pewnie nieraz Japończycy mieliby ochotę potraktować w ten sposób mniej domytych „gaiji-nów". Kto wie, moŜe fakt, iŜ chrześcijańscy misjonarze z taką odrazą traktowali japońskie zamiłowanie do kąpieli, przyczynił się do klęski ich misji. Religia, w której ciało jest nieczyste, ale którego nie zaleca się w związku z tym codziennie kąpać, nigdy nie miała większych szans u Japończyków. W Japonii zresztą nie tylko dla śmiertelników, ale i dla bogów kąpiel jest rzeczą najwyŜszej wagi. Woda w japońskiej tradycji oznacza nie tylko czystość cielesną, lecz takŜe symboliczną, duchową. W tradycji buddyjskiej urodziny Buddy czci się, kąpiąc jego posągi

196 w zielonej herbacie, a gdyby od rytuałów religii shintó odjąć te związane z oczyszczaniem i wodą, niewiele by zostało roboty kapłanom. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił bóg Izanagi po wydostaniu się ze świata zmarłych, była kąpiel w rzece, zmywająca z jego ciała brud śmierci. Zgodnie z zapoczątkowaną przez niego tradycją, wchodząc na teren świątyni shintó, trzeba obmyć ręce, nabierając wody ze studzienki, a starsi ludzie nadal kultywują zanikający zwyczaj płukania ust. Rytuały oczyszczania towarzyszą w Japonii nie tylko wszystkim uroczystościom religijnym, lecz takŜe wielu świeckim. Brud to zło i diabelstwo - i vice versa trzeba więc pozbyć się go przy pomocy wody i soli. Dlatego przed wejściem do wielu barów stoją piramidki soli i solą sypią ring zawodnicy sumo. Woda, sól, mycie i płukanie, oczyszczanie i sprzątanie, przecieranie, wymiatanie, omiatanie to japońska codzienność świecka i religijna. KaŜdy posiłek w restauracji, niewaŜne jak byłaby obskurna, poprzedza wytarcie rąk dostarczoną na samym początku wilgotną ściereczką oshibori. W jednej z moich ulubionych obrotowych „suszarni" na Musashikoyama ściereczki były juŜ nowoczesne - jednorazowe i pakowane w foliowe ruloniki z wizerunkiem Hello Kitty i napisem Clean and healthy live together. Ogrom uwagi przywiązywanej do o-furo, „szacownej kąpieli", wyróŜnia więc Japończyków na tle innych nacji. Owszem, zdarza się, Ŝe „gaijini" teŜ codziennie się kąpią, ale nawet najdokładniejszy prysznic jest po prostu czynnością higieniczną, a nie rytuałem. Statystyczny Japończyk spędza codziennie w wodzie około pół godziny, ale godzinne kąpiele nie naleŜą do rzadkości. KaŜdego wieczoru przychodzi w japońskim domu pora, gdy Ŝona (w układzie tradycyjnym) lub osoba, której kolej przypada (jak w rodzinie mojej przyjaciółki Mariko), przygotowuje wannę pełną gorącej wody. Teraz w kolejności uświęconej patriarchalną tradycją (pan domu pierwszy, najmłodsza kobieta na końcu) albo tak jak się komu podoba, Japończycy idą do kąpieli. NiezaleŜnie od tego jednak, czy dom jest tradycyjny, czy tak międzynarodowy i nowoczesny jak dom Mariko, gość ma nadal pierwszeństwo. Z błogimi minami Japończycy zanurzają się w wodzie i zapominają o troskach, jakby na chwilę 197 wrócili do łona matki. Sam prysznic to dla nich kpina nie kąpiel i tylko w wyjątkowo uboŜuchnych jednopokojowych „dziuplach" zdarzają się kabiny zamiast wanny. Chizuko i Teru po wakacjach w luksusowym hotelu Hyatt na Bali byli w miarę zadowoleni, ale pełną przyjemność popsuł im fakt, Ŝe - jak opowiadali wanna była „bez sensu" i do tego „w tym samym pomieszczeniu, co sedes". Moczenie się w gorącej wodzie uznawane jest przez Japończyków za jedną z największych przyjemności i codzienne o-furo we własnej łazience na ogół im nie wystarcza. Obawiano się, Ŝe wyposaŜenie mieszkań w łazienki sprawi, iŜ Japończycy przestaną odwiedzać publiczne łaźnie i ta stara tradycja zaginie bezpowrotnie. Tak się jednak nie stało. Liczba publicznych łaźni wprawdzie spadła, ale nie znikły one z pejzaŜu miast i miasteczek. Wiele osób mających łazienki wciąŜ odwiedza sentó albo spędza swoje krótkie wakacje w jednym z tysięcy omenów rozsianych po japońskich wyspach. Onsen znajduje się zwykle nie dalej niŜ piętnaście minut jazdy pociągiem, bo na tak sejsmicznie aktywnym terenie, jak Japonia, pod drŜącą ziemią wszędzie niemal bulgoce gorąca, bogata w minerały woda. W onsenie obowiązują z grubsza te same zasady zachowania co w sentó, ale w tym pierwszym

czeka na nas nie „kranówka", lecz woda mineralna, pompowana do baseniku wprost z podziemnego źródła. Niektóre onseny to po prostu dziury w ziemi lub skale ze skromnym pensjonatem nieopodal, inne to luksusowe kompleksy wypoczynkowe, którym Ŝycie dało źródełko z gorącą wodą. Wiele z nich słynie z uzdrawiającej lub upiększającej mocy. Najciekawszy w wodnych rozkoszach Japończyków jest fakt, iŜ nawet kąpiele we własnym domu uwaŜają oni za przyjemność z natury towarzyską. To oczywiste, Ŝe do onsenu czy sentó idzie się po to, by być razem, a nie tylko, by po prostu się umyć, ale do domowej wanny (o ile jest wystarczająco duŜa) teŜ miło zanurzyć się w towarzystwie męŜa, dziecka lub ich obojga. W większości domowych łazienek, malutkich i ciasnych jak moja w Bon Hour, mogą naraz kąpać się jednak najwyŜej dwie dorosłe osoby. Tylko raz widziałam w Japonii domową łaźnię o powierzchni jakichś dwudziestu metrów kwadratowych, gdzie w pięknej i zabytkowej ponoć 198 kadzi z cennego drewna cedrowego zmieściłaby się spora grupka, a temperaturę regulował komputer. Siedziba, w której znajdowało się to cudo, naleŜała do ojca Mariko, emerytowanego szefa korporacji o nazwie pachnącej tak wielkimi pieniędzmi, Ŝe zwykły człowiek umie je sobie wyobrazić tylko w postaci nieskończonej ilości walizek pełnych banknotów 10 000-jenowych. „To nasza łazienka", powiedziała gospodyni oprowadzająca mnie po domu, „mam nadzieję, Ŝe nie za mała". Przeciętni Japończycy mogą sobie pomarzyć o łazience podobnej wielkości (rzeczywiście marzą, bo zapytani w ankiecie o potrzeby mieszkaniowe, najczęściej wymieniają upragnioną większą łazienkę). W wannie, kadzi, baseniku Japończycy zanurzają się wtowarzystwie innych Japończyków. Ludzie, którzyubranijak ognia unikają fizycznego kontaktu, nie pozwalając sobie nawet na klepanie kumpla w ramię, w sentó czy onsenie bez oporu pomogą umyć mu plecy. Ludzie, którzy nie zaczepią przechodnia, by spytać o drogę, tu bez nieśmiałości dzielą się z obcym - i równie jak oni nagim sąsiadem - uwagami na temat temperatury wody. Japończycy często mówią o skinshipu, szczególnej bliskości, jaką rodzi wspólna kąpiel, albo o hadaka no tsukiai, braterstwie w nagości. Tu znikają bariery statusu i nagi szef korporacji moczy się obok nagiego taksówkarza (jedynie przedstawiciela japońskiej mafii moŜna by poznać od razu po tatuaŜach, ale nie wiem, jakie zwyczaje kąpielowe m&yakuza). Kąpiel po japońsku to doświadczenie, które zbliŜa ludzi jak Ŝadne inne. Do sentó albo onsenu moŜna udać się w towarzystwie przyjaciół, kolegów z pracy albo zaprosić ewentualnego partnera w interesach, by go tam - równieŜ w dosłownym sensie - rozmiękczyć. Wspólna kąpiel to równieŜ dobra okazja dla rodziców, by pobawić się z małymi dziećmi albo powaŜnie porozmawiać z nastolatkami. Nawet jeśli dziś codzienny zwyczaj wspólnej kąpieli ze starszymi dziećmi zanika, to wystarczy włączyć telewizor, by przekonać się, Ŝe jego idea nadal funkcjonuje jako pozytywny przykład: w japońskich telenowelach matka i córka albo ojciec i syn wyjaśniają sobie nieporozumienia zanurzeni w gorącej wodzie. Kochankowie teŜ nie stronią od wspólnych kąpieli i często spędzają swoje pierwsze wakacje w kurorcie z gorącymi źródłami. Jak sobie łatwo wyobrazić, taka 199 intymna kąpiel we dwoje w onsenie pod rozgwieŜdŜonym niebem moŜe stać się wyjątkowo podniecającą scenerią miłosnego sam na sam (uprzedzam jednak, Ŝe dla nienawykłego cudzoziemca będzie w onsenie ciut za gorąco na erotyczne

Święte oburzenie niedomytych purytan (którzy podejrzanie duŜo czasu poświęcali studiowaniu przedmiotu swojej odrazy) sprawiło. Za nią znajduje się niewielki pokoik z archaicznymi szafkami na buty zamykanymi przy pomocy wielkich drewnianych kluczy. Właściciel i jego dorastający syn godzinami piłowali drewniane palety. Większość odwiedzających zna się więc przynajmniej z widzenia. Spowodowane jest ono nie wstrętem czy niechęcią (pod warunkiem. zapach mydła i szamponu docierał aŜ do mojego mieszkania. Zanim w okresie Meiji Japonia otworzyła się na świat po ponad dwóch wiekach izolacji. jak stare drzewo hubą. Przekonałam się o tym. a teraz z plastikową miseczką i ręczniczkiem w dłoni drepczą tam jako dziadkowie. ale przechodząc obok. Ludzie przez całe Ŝycie mieszkający w okolicy przychodzili 200 do niego najpierw przyprowadzani przez rodziców. spośród których pod osłoną deszczowej nocy wybrałam sobie ratanową komodę i stolik z drewna wiśniowego. spocony i włochaty). gdzie były . chociaŜ w takim. Ŝe gaijin nie jest na przykład wielki. dzięki sterczącemu w górę wysokiemu kominowi. W mojej okolicy były trzy sentó. jak działała w tym starym sentó maszyneria do podgrzewania. które obwieszczała krótka zasłonka noren wisząca w drzwiach. Ŝe przybysz nie zna etykiety sentó. W przeciwieństwie do nowoczesnych sentó. Wczesnym popołudniem komin zaczynał dymić. Klucze większość odwiedzających zostawia jednak tam.nie ma sensu ich targać ze sobą. Wybrałyśmy tam w jakieś piątkowe popołudnie zaraz po otwarciu. Moje sentó naleŜało do przybytków starych i skromnych. kaŜde w niewielkiej odległości od Bon Hour. a od najbliŜszego dzieliła mnie tylko wąska uliczka. lecz raczej strachem. mając nadzieję. bo kradzieŜe po prostu się nie zdarzają. Na ogół cudzoziemiec nie będzie źle widziany w sentó. Ŝe moje przestępstwo było drobne albo przynajmniej niedostrzeŜone. czasem ciche rozmowy albo radosne gulgotanie pławionych w niej osesków. potem wiedli swoje pociechy. musi być przygotowany na wywołanie poruszenia bliskiego panice. a potem podlegało rozmaitym przemianom. uŜywane jako opał do podgrzewania wody. ale tak pachniały wieczorem wszystkie uliczki mojego sąsiedztwa i gdy spaceruje się blisko domów. a mieszkańcy podrzucali im niekiedy niepotrzebne juŜ meble. które nie leŜy na szlaku turystycznym uczęszczanym przez „gaijinów". Zaproszenie „gaijina" do wspólnej kąpieli z japońskimi przyjaciółmi to wielki dla niego honor i niepowtarzalna okazja. by zobaczyć kawałek nagiej prawdy o Japonii. które nieraz są bardzo wykwintne i połączone z atrakcjami takimi jak saanajacuzzi czy nawet basen i fitness. Front budynku ze swoim spadzistym dachem i bramą ozdobioną u sklepienia rzeźbionymi smokami przypominał buddyjską świątynię. publiczne łaźnie i mineralne kąpieliska były koedukacyjne. . Gdy byli juŜ klienci. Pociemniały od wilgoci wielu pór deszczowych parterowy budynek jak kaŜde inne sentó moŜna było dostrzec z daleka. Nie wiem. zbudowano je niedługo po wojnie. moŜna było usłyszeć przyjemne bulgotanie gotującej się wody. tłusty. słychać plusk wody. jak powinien się zachować.uniesienia). Kąpanie się po japońsku wygląda nieco inaczej niŜ Zachodzie. to przy moim domu przeznaczone było wyłącznie do kąpieli i niewiele zmieniło się w nim przez kilkadziesiąt lat. w wyniku których drewniany oryginał obrósł przybudówkami o niezgrabnych kształtach. a z powodu trudności językowych nie będzie moŜna wytłumaczyć mu. gdy pierwszy raz poszłam do mojego sentó z Yume.

i nauczyły się dobrych manier. więc przywitał mnie bez tego zakłopotania. a młodsze. czym tata róŜni się od mamy. który dba teŜ o porządek i sprzedaje przybory toaletowe. „Gaijinka" w jego sentó była prawdziwą atrakcją. wiele rzadziej niŜ opisują je spragnieni sensacji „gaijini". I przed naszymi oczami rozkwitł nieco złuszczony od wilgoci obraz ogrodu. poza tym naleŜałyśmy do tego samego gatunku stworzeń i wspólne mycie się było tak samo uzasadnione. podobnie jak domowa wanna. jakie zamienił z Yume. Gdy weszłyśmy tam z Yume. gdzie mieszkam i co robię w Japonii.Ŝe Japończycy postanowili „ucywilizować" swoje obyczaje i od tej pory kobiety i męŜczyźni zaŜywają kąpieli osobno. do których nalewały wodę z kranu. by sprostać hollywoodzkiemu . Właśnie: „róŜnic". 202 Do spłukiwania uŜywały plastikowych miseczek.zdumienia. Zajęłyśmy z Yume wolne miejsca i poszłyśmy ich śladem. Wnętrze najczęściej jest wyłoŜone kafelkami. słuŜy tylko moczeniu się. Ŝe kompleks Edypa nie pasuje do opisu japońskiej kultury . W głównej części sentó. „Dozo". Nic dziwnego. mogą być tylko większe albo mniejsze. a młodsza pomagała starszej. przy ukwieconym okienku. pod Ŝadnym pozorem nie moŜna wejść do niego „na brudasa". mają przywilej swobodnego przemieszczania się między męską a Ŝeńską częścią łaźni. W kącie. a w starych sentó na jednej ze ścian mogą znajdować się amatorskie malowidła. Jak się okazało po kilku zdaniach. by maluchy przyjrzały się. jak moje. a kobiety do swojej części kąpieliska.raczej przyjaznego . Starsze dzieci towarzyszą w sentó rodzicowi tej samej płci. Wieści w takim sąsiedztwie. do szóstego roku Ŝycia. Na plastikowych ministołeczkach siedziały przed kranami dwie kobiety. na której stały wiklinowe kosze na ubrania. jak i wzajemna ciekawość tych drobnych róŜnic. pracownika. jedna w średnim wieku i jedna bardzo stareńka. Opłatę za korzystanie z sentó uiszcza ńąubandai-sana. pozdrawiając grzecznie równie jak one nagich sąsiadów. szybko się roznoszą. Zdarzają się w Japonii onseny dla obu płci. I który na mój widok nawet nie starał się ukryć . ale o wiele. Fakt. czyli najpierw mycie i dokładne spłukanie mydła. stał jeszcze niewielki stół słuŜący matkom do ubierania najmłodszych dzieci. „Proszę bardzo". Przeciętna Japonka mizerne ma szanse. jakie „gaijini" tak często widzą na twarzach Japończyków. Ta okazała się malutka: jedną jej ścianę zajmowała półka. zaprasza! mnie. dwie panie w średnim wieku zachowujące się jak dobre znajome i młoda matka z małą córeczką. potem reszta. gdzie wchodzi się juŜ nago. bandai-san doskonale wiedział. W małych ryokanach (hotelach w tradycyjnym stylu japońskim) moŜna zamówić sobie godzinę kąpieli z ukochanym lub rodziną i tylko wtedy onsen jest koedukacyjny.nagie ciała rodziców nie budzą niezdrowej sensacji u malucha. Basenik. wydal mi się najnaturalniejszy na świecie. mniej i bardziej luksusowe. Właściwie juŜ po chwili fakt. znajduje się zbiornik z wodą i rząd kranów przy ścianie. zdejmował z jego barków trud 201 ewentualnej konwersacji. dodając po angielsku: How do you do. Takie wspólne kąpiele są dobrą okazją. Ŝe siedzę wśród tych obcych kobiet i myjąc się rozmawiam z Yume.teraz obowiązuje „japońska kolejność czynności kąpielowych". Szatnie w sentó nie róŜnią się specjalnie. Na ogól więc męŜczyźni idą na bosaka do swojej. w środku były trzy kobiety. Jak juŜ wspominałam . na drugiej wisiały lustra. Miałam jasne włosy i wyrosłam trochę wyŜsza. iŜ byłam w towarzystwie Japonki. Myły się przy pomocy namydlonych ręczniczków.

by zanurzyć się w baseniku. „Czujesz. wśród obcych kobiet wychowanych w odmiennej kulturze . bez pośpiechu i chlapania. z trudem starała się poskromić zainteresowanie. miałam na ciele bardzo wyraźne ślady po bikini i byłam jedyną opaloną osobą w towarzystwie. Atmosfera kąpieli po japońsku ma w sobie wszechogarniającą błogość. Yume połoŜyła głowę na brzegu baseniku i zamknęła oczy. teraz moŜna sobie dla ochłody połoŜyć na głowie. którymi zwłaszcza starsze kobiety przykrywają łono. to temat.nie zajmować więcej miejsca. został przewinięty i wtulił się. skąd obserwowało mnie nadal spod przymkniętych powiek. która przycupnęła na ostatnim wolnym stanowisku. a z wiekiem nie tyły. Na Zachodzie przez wieki . wracając do swoich dziecinnych proporcji. na który często nie umiemy rozmawiać swobodnie. nie chlapać i . które jak ognia unikają słońca. by pod Ŝadnym pozorem nie przeszkadzać innym. z podkurczonymi kolanami. a jego funkcje fizjologiczne są tabu. Teraz miała nastąpić zasadnicza część kąpielowej przyjemności. nie zwisały im brzuszyska. KaŜde dotknięcie tematu ciała grozi przekroczeniem normy przyzwoitości. rozpływa się w wilgotnym cieple otulającym jak bliskie ciało. którym jest seks albo śmierć. by zasnąć. na klęczkach. kurczyły. W naszej kulturze uczymy się. WyróŜniał mnie jeszcze jeden szczegół: w przeciwieństwie do Japonek. przybierając wygodną pozycję. Ŝe traci się poczucie rzeczywistości. Ŝe moja dusza wygląda jak suszony kwiat wiśni wrzucony do ciepłej wody. na siedząco. Młoda kobieta z dzieckiem. Gdy po umyciu wstałyśmy. wydawały się jednak silne. który najadł się do syta. którym nie mogłam się nie przyglądać. spytała Yume i wyobraziłam sobie. MoŜe równieŜ być uŜyte zamiennie ze słowem „zwłoki".i byłam u siebie. a troski wyparowują bez śladu. Powoli. obejmując dłońmi kolana. delikatne. nie gapić się. która sprawia. Ŝe ciało jest czymś wstydliwym. nie ciąŜyły pośladki. Byłam na końcu świata. wejściem na teren zakazany. Jest tak gorąco. obdarzone były niezwykłym wdziękiem.podobnie jak w innych przestrzeniach Ŝycia po japońsku . W dwóch dobrze znanych mi językach . czyli 203 powolne zanurzanie się w wodzie o temperaturze 43-45 stopni Celsjusza. Ŝe skóra po chwili staje się róŜowa jak wrzucona na wrzątek krewetka. niŜ jest to absolutnie niezbędne. jakie jej pociecha wykazywała z kolei moją osobą. Kilkudziesięciocentymetrowy elf z krainy dzieciństwa mógł sobie na to pozwolić. w której pod wpływem wilgoci pognieciony. w Japonii tylko w przypadku dzieci. a jednak te ciała. lecz zaklęsały się. a elfiątko wsparło buzię o ramię swojej mamy. kaŜdy zanurza się. dziewczynka nadal nie spuszczała ze mnie wzroku i w końcu za podszeptem nieco zakłopotanej mamy powiedziała mi: Hello. Pozbawione tłuszczu. Przyjemności ciała nieodłącznie związane zostały z chrześcijańską kategorią grzechu. Etykieta sentó wymaga. staruszków i moŜe jeszcze wdów (uwaŜanych za kogoś w rodzaju osób na honorowej emeryturze) dopuszczalne jest tak swobodne zachowanie. chodząc po sentó. Małe ręczniczki. jaką moŜe odczuwać osesek.słowo „ciało" ma silne konotacje seksualne. drobniutka staruszka skurczyła się. bezkształtny pokurcz na nowo odzyskuje kształt. jak się rozprostowuje twoja dusza?".ideałowi kobiecej urody. Nie miały w sobie nic z kanapowej miękkości.polskim i angielskim . Cellulitis jest słowem nieznanym w tej szczęśliwej krainie. Tymczasem malutka dziewczynka zupełnie jeszcze nie przejmowała się wymogami społeczeństwa i przyglądała mi się z nieco deprymującą intensywnością.

Ŝe w moich uszach wydawało się to dziwne i nieco niewłaściwe. Ŝe wygląda „okropnie" i ma „fałdki na biodrach". bez powodu. w której „rozprostowuje się dusza". młode i stare. sprawiała Yume. Zabierały mnie więc na wodne wycieczki po Japonii . Nasza nagość wydawała się naturalna i oczywista. przekładając dosłownie na angielski bezpośredni sposób mówienia o ciele. Ŝółte i białe ciała łączyła przynaleŜność do tej samej płci. Ŝe ciała naleŜy się wstydzić. by wypróbować oferowaną tam kąpiel. jakiej moim rodakom dostarczałby Japończyk ze smakiem popijający bigosik zmroŜoną wódką („Patrz pan. gdzie grube i chude. Niezliczoną ilość razy obce kobiety uśmiechały się do mnie. Ann. Małgorzaty w Budapeszcie. Ciało ludzkie jest dla Japończyków czymś naturalnym i praktycznym.pamiętam wizytę z uczestniczkami letniego seminarium w łaźni na wyspie Św. piękne i brzydkie. starając się w ogóle nie rzucać w oczy. na widok której wielu męŜczyzn Zachodu nigdy juŜ nie zaznałoby spokoju. Piękne nie popisywały się urodą. 205 mokre i wijące się jak piskorz. odpowiednik naszego „Bądź zdrów" lub angielskiego „???? ????". przechadzając się i przekomarzając. „Moje ciało nie jest dziś OK". Raz w małym onsenie na wschodnim wybrzeŜu Japonii młoda mama po prostu włoŜyła mi na chwilę w ramiona swoje malutkie dziecko.dzieje naszej kultury dają się opisać jako proces stopniowego dystansowania się człowieka wobec własnej cielesności. demonstrowała nam swoje doskonałe kształty. „UwaŜaj na swoje ciało". Mariko czy Michiko przyjemność porównywalną do tej. piękna Węgierka o ognistej urodzie. brzmi w dosłownym przekładzie japońskie Ŝyczenie zdrowia. Dla obu tych kobiet ciało było problemem: przedmiotem wstydu lub narcystycznej adoracji. Ŝe jest ono „nieczyste" i godne pogardy albo co najmniej obce . Traktuje się je w tej tradycji w sposób bardziej pragmatyczny i holistyczny zarazem. MoŜe w spontanicznym geście kobiecej solidarności przekraczającej barierę kultur i języków. który młodym kobietom wychowanym w naszej kulturze kazałby wciągać brzuchy i wypinać biusty. MoŜe w akcie jakiejś nieznanej mi magii.uwaŜaliśmy. W tym czasie pulchna. przydatnym do wielu naturalnych aktywności. gdy moczyła ciało w wodzie. nie tak piękne nie wstydziły się swoich niedoskonałości. Okazało się. ot tak. skarŜyła się nieraz Chizuko. albo wykonywały jakiś drobny przyjazny gest. z którymi się kąpałam. Ŝe japońska idea podróŜy do jakiegoś miejsca tylko po to. Wizyta w moim przydomowych sentó z Yume była początkiem szeregu wypraw do onsenów za Tokio. Japonki. pije jak nasz!"). z jaką zanurzałam się w kolejnych ukropach. między innymi do uprawiania seksu czy podobania się osobnikom przeciwnej (lub czasem tej samej) płci. Oznaczające ciało japońskie słowo karada kojarzy 204 się ze zdrowiem i sprawnością fizyczną. W Japonii nasza hierarchia „wzniosłej duszy" i „grzesznego ciała" nie funkcjonuje. Kąpiel po japońsku była dla mnie przestrzenią siostrzaną. a nie z seksem i grzechem. przyjęty w jej ojczystym języku. Ŝe nieuda-wana przyjemność. to dlatego Yume „rozprostowywała się dusza". i nie mając pojęcia. niepozorna Angielka Betty przez cały czas siedziała skulona w jednym miejscu. nigdy nie zachowywały się w ten sposób. Dla porównania . nasze ciała pozwalały doznać przyjemności. jest mi bardzo bliska. Myślę. Japonki w łaźni zachowują się bez tego całego teatrzyku.

zanurzyć się w parającej kąpieli (i dzięki gorącej sake nie dostać zapalenia płuc). ciasnej jak szafa i pełnej kobiet. W kiczowatym „onsenie egzotycznym". nadając wodzie kolor płynnego złota. a ludzie ze statków wycieczkowych przepływających poniŜej machali do nas przyjaźnie. a na plastikowych palmach darły dziób sztuczne papugi. którego atrakcją jest kąpiel w wagoniku kolejki powietrznej wiozącej klienta piękną trasą widokową do -jakŜeby inaczej kolejnej kąpieli. opite wilgocią hortensje. gdzie basenik był niewielką dziurą wykutą w nabrzeŜnej skale. z jednej strony więc siedziałam ja. równych szeregach jak skauci na . które lubię. sponad których wielkie pomarańczowe słońce wschodziło tak szybko jak podrzucona piłka plaŜowa. co i tak nie starczyło. obejrzeć wszystkie świątynie. Ani do tego w Nagano. aloesowym soku. ryŜowym winie i bóg wie czym jeszcze. do którego trzeba było przedrzeć się ścieŜką wśród śnieŜnych zasp i potem na piętnastostopniowym mrozie. kontemplacyjnym tempie. Nie dotarłam niestety do onsenu. Dzięki nim kąpałam się w jaskini ciemnawej. gdzie zwykle byłam jedyną „gaijinką". Wśród ich błękitnych i róŜowawych krzaków wspięłam się na wzniesienie. które nazwałam „siostrzeństwem w nagości". gdy zaczynały kwitnąć wielkie. Ale we wspólnej kąpieli łatwiej mówić o ukrywanych na co dzień sekretach i pewnie nie przez przypadek Michiko właśnie w jednym z onsenów u stóp góry Fuji opowiedziała mi. Poświęcona Wodnym Dzieciom (mizukó) Hasedera od początku mnie oczarowała swoim mrocznym urokiem. Kto raz zaznał kąpieli po japońsku. z którego roztacza się widok na zatokę zasnutą obłokiem szarej mgiełki. by w powolnym. Kąpałam się w luksusowym kompleksie. będzie za nią przez resztę Ŝycia tęsknił pod prysznicem. gdzie w cedrowej kadzi moczyło się przede mną kilka pokoleń czyściutkich Japończyków. Ŝe to nic straconego. po co wybiera się do świątyni Hasedera w Kamakurze. gdzie wraz z ludźmi moczą się ponoć małpy pragnące w zimny dzień ogrzać swoje małpie kości. I w rotenburo w japońskich Alpach z widokiem na góry. Wodne Dzieci Gdyby nie doświadczenie. mogłabym nigdy nie dowiedzieć się o Wodnych Dzieciach. Akimi i trzech japońskich staruszków uśmiechających się do mnie trzema złotymi zębami. Mam jednak nadzieję. I w pięknym starym sentó w Kioto. Byłam tam wiele razy. Kąpałam się w zakolu rzeki bulgoczącym wulkanicznym wrzątkiem. Mariko i Ayaki. Taki widok mają stojące tam tysiące kamiennych posąŜków. mleku. powiedziała. Stoją w grzecznych. pod niebem tak czystym jak wypolerowany lód zrzucić yukatę. Kąpałam się wrotenburo z widokiem na ocean. A nawet w takim. gdzie atmosferę dŜungli stwarzały pleksiglasowe lwy i Ŝyrafy. do której schodziło się po śliskich schodkach wykutym w skale korytarzem (potem dopiero Yume powiedziała mi z dziewczęcym chichotem. historii i turystów miasteczko z czarną wulkaniczną plaŜą. „Tam jest moje Wodne Dziecko".do miejsc. Nie większe niŜ lalki szare kamienne figurki o okrągłych buziach poświęcone są tym. gdzie było kilkanaście baseników oferujących kąpiel w wodzie o róŜnej temperaturze. a z drugiej nasi męŜowie. gdzie część kobieca od męskiej oddzielona była tylko niską aŜurową ścianką. co w jej przypadku juŜ raz sprawdziło się). Kamakura to pełne zieleni. Ŝe sprzyja zajściu w ciąŜę. Pierwszy raz dotarłam tam na początku pory deszczowej. połoŜone nad oceanem godzinę jazdy od Tokio. które nigdy się nie narodziły. Ŝe właśnie zaŜyłyśmy kąpieli w wodzie słynącej z tego. siarce. a takŜe w zie206 lonej herbacie.

207 apelu. Przystrojono je w wydziergane na szydełku czapeczki i sweterki, misternie uszyte kurteczki, niektóre nowe, inne spłowiałe juŜ od słońca i deszczu. Jedne ubrane są jak chłopcy, w sportowe bluzy i bejsbolówki, inne jak dziewczynki, w róŜowe falbanki, koronki i biŜuterię. Na szyjach czyjeś troskliwe ręce zawiązały posąŜkom szaliki i apaszki. U ich stóp leŜą czekoladki i cukierki, maskotki i laleczki, przy jednym stoi puszka coca-coli, przy kolejnym miseczka ryŜu z napisem „Hello Kitty", a posąŜek w króliczym futerku, mającym chronić go przed zimnem w podróŜy w nieznane, trzyma miniaturową parasolkę w kratkę modnej w Japonii firmy Burberry. Płoną kadzidła, ich zapach miesza się z wonią kwitnących kwiatów i mokrej ziemi, a posąŜki patrzą w przestrzeń pustymi kamiennymi oczami. Jakaś kobieta poprawia czapeczkę, która zsunęła się z kamiennej główki, inna kładzie u stóp jednej z figurek pięknie zapakowane ciastko ze słodkiej czerwonej fasoli. PosąŜki przedstawiają lizo, boddisatvę, opiekującego się Wodnymi Dziećmi. Wiele jest hipotez na temat początku obyczaju mizuko. Jedna z nich genezę współczesnych ceremonii wywodzi z sięgających VII wieku „dzikich" kobiecych rytuałów. Wówczas cięŜarne kobiety, które wiedziały, Ŝe nie będą w stanie wykarmić jeszcze jednego dziecka albo nie chciały go mieć z innych powodów, wchodziły do rzeki i stojąc godzinami w lodowatej wodzie czekały, aŜ pod wpływem zimna poronią (stąd Wodne Dzieci wzięły swoje imię). Potem lepiły z gliny posąŜek wyobraŜający usunięty płód i w tajemnicy odprawiały ceremonie mające przebłagać duszę, której odebrano moŜliwość inkarnacji. Aby uniknąć zemsty ze strony dziecka skazanego na pośmiertną tułaczkę, kobiety obdarowywały posąŜki zabawkami, karmiły i uspokajały, modląc się, aby dusza płodu wcieliła się w jakieś inne dziecko, któremu będzie dane przyjść na świat. Obyczaj ten, nie mający nic wspólnego z oficjalnym nurtem religii, przekazywany był z matki na córkę. MęŜczyźni nie brali udziału ani w decyzji o aborcji, ani w jej wykonaniu, ani w obrzędach mizuko, które dopiero potem związane zostały z oficjalnym kultem Iizó. W tej dramatycznej wersji genezy mizuko moŜe tkwić ziarno prawdy, ale nazwa obyczaju prawdopodobnie związana jest raczej 208 z ogólnym znaczeniem wody w buddyjskiej symbolice religijnej jako Ŝywiołu, który oznacza i śmierć, i odrodzenie. Dlatego wierzy się, Ŝe to na brzegach rzeki, która oddziela dwa światy, dusze mizuko utknęły, nie mogąc wrócić tam, gdzie mogłyby w spokoju oczekiwać na ponowną inkarnację. W tym smutnym i opuszczonym miejscu budują z kamieni wieŜyczki dla Buddy, które za kaŜdym razem burzą im demony. Tylko lizo, uproszony modlitwami i darami, moŜe je stamtąd wybawić. Zwyczaj mizuko nie był uznawany przez buddyjskie świątynie aŜ do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś około siedemdziesięciu procent świątyń świadczy usługę religijną zwaną mizuko-kuyó, w której zakres mogą wchodzić takie rodzaje opieki nad sprzedawanymi kobietom posąŜkami Iizó, jak ich mycie, ubieranie, palenie kadzideł, dostarczanie jedzenia i strawy duchowej w postaci regularnych modłów. Niektóre świątynie, tak jak Hasedera w Kamakurze, poświęcone są przede wszystkim Wodnym Dzieciom, w innych serwis ten ograniczony jest do comiesięcznych naboŜeństw i nie tak kosztowny jak nabycie własnego posąŜku. Instytucjonalizacja (i komercjalizacja) kobiecego zwyczaju mizuko nie była przypadkowa. Po wojnie świątynie straciły część ze swoich dochodów, a zwaŜywszy na to, iŜ w Japonii aborcja - łatwo dostępna i legalna - jest nadal jednym z

popularnych środków antykoncepcyjnych, szybko dostrzeŜono w mizuko-kuyó dochodowy interes. Świątynie Wodnych Dzieci zaczęły pojawiać się jedna po drugiej. Jako Ŝe w Japonii dopiero kilka lat temu zezwolono na pigułki antykoncepcyjne, a w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku połowa wszystkich ciąŜ była usuwana, moŜna być pewnym, Ŝe instytucjonalizacja mizuko-kuyó okazała się ekonomicznie opłacalna. Teoretycznie co druga kobieta mogła być klientką świątyni. W przeszłości Wodnymi Dziećmi nazywano te, które nie przyszły na świat w wyniku poronienia lub aborcji, urodziły się martwe albo umarły we wczesnym niemowlęctwie. W Japonii, gdzie jest jedna z najniŜszych na świecie śmiertelność noworodków, Wodne Dzieci powszechnie utoŜsamia się dziś z tymi, których matki nie zdecydowały się urodzić. 209 Uznając, Ŝe smutek i Ŝal po utracie dziecka nie są tak opłacalne jak poczucie winy, uczyniono kobiety jedynymi moralnie odpowiedzialnymi za aborcję. Tak więc - mimo iŜ dozwolone w świetle prawa - usunięcie ciąŜy naznacza kobietę piętnem, jakiego nie zostawia poronienie czy naturalna śmierć dziecka. Wystarczyło przekonać kobietę, Ŝe choroba, zdrada męŜa albo niezdane przez syna egzaminy wstępne to sprawa tułającej się po zaświatach duszy, której odebrano moŜliwość inkarnacji, by gotowa była wydawać wiele tysięcy jenów na jej szczęśliwe przejście na drugą stronę rzeki. W naciąganiu kobiet specjalizowali się oszuści podszywający się pod buddyjskich kapłanów, ale same świątynie nie były bez winy. Widziałam ulotkę reklamującą mizuko-kuyó, na której płód przedstawiony został jako Ŝądne zemsty wielkookie monstrum wczepione w kark kobiety. Nawet jeśli nie usuwało się ciąŜy, dreszcz przechodzi po plecach. Czy Michiko wierzyła, Ŝe dusza usuniętego płodu była odpowiedzialna za jej niepowodzenia? Miała wtedy osiemnaście lat; to wiek, gdy wierzy się w dziwniejsze rzeczy. Na przykład w obietnice wakacyjnych narzeczonych. Jej amerykański ukochany, nauczyciel angielskiego w Tokio, wyjechał, by wkrótce „ściągnąć ją do siebie". Nigdy więcej jednak się nie odezwał, listy Michiko pozostały na zawsze bez odpowiedzi, a pod numerem telefonu w małym miasteczku stanu Oregon nikt nie słyszał o jej chłopaku. Spora suma pieniędzy, jaką jej zostawił „na bilet do Ameryki", wystarczyła na aborcję i mizuko. Michiko, która póki co poznała męŜczyzn z jak najgorszej strony, zachowała nawet pewien sentyment dla Amerykanina, który „nie był aŜ taki zły". Mógł przecieŜ zostawić ją z niczym, usprawiedliwia swojego Pinkertona z Oregonu. Całą odpowiedzialność za aborcję Michiko bierze na siebie, tak jakby ojciec dziecka naleŜał do istot z natury zbyt słabych, by go nią obarczać. „Chcę, Ŝeby jej dusza nie była obolała", Michiko tłumaczy mi, dlaczego odprawia rytuał dla mizuko. „Jej", bo Wodne Dziecko Michiko jest dziewczynką. „Czuję w sercu, Ŝe to dziewczynka", mówi Michiko i stuka się w pierś, „Chcę ją pamiętać". Wiele japońskich feministek krytykuje zwyczaj mizuko-kuyó w jego współczesnym wydaniu. Twierdzą, Ŝe jest przykładem wyko210 rzystywania kobiet i wynika z hipokryzji japońskiego społeczeństwa, które zrzuca na nie całą odpowiedzialność za aborcję i obarcza winą jak za przestępstwo. Inne poszukują pozytywnych aspektów mizuko-kuyó wierząc, Ŝe mimo częściowej komercjalizacji w tradycji tej zostało coś autentycznego. Myślę, Ŝe mogą mieć rację. Dzięki rytuałowi mizuko-kuyó Michiko moŜe umieścić doświadczenie aborcji

w historii swojego Ŝycia. Raz na jakiś czas ta nowoczesna dziewczyna jedzie do Kamakury do swojego Wodnego Dziecka. Tak jak inne kobiety przywozi ze sobą coś słodkiego albo maskotkę, jakiś drobiazg, dzięki któremu jej nienarodzone dziecko przez chwilę staje się „córką". Zastanawiałam się, czy kobiety w naszej kulturze mają podobną moŜliwość? Z jednej strony potępiane za grzech, z drugiej skazane są na milczenie. Aborcja to coś, o czym w najlepszym razie po prostu się nie mówi; kobiece doświadczenie zgodnie wykluczane z tematów poruszanych przez kobiece czasopisma zajęte orgazmami, perfumami i modą. Wydaje mi, Ŝe japoński zwyczaj mizuko-kuyó pozwala kobietom takim jak Michiko na symboliczną reprezentację równieŜ innych uczuć niŜ wina. śalu i smutku utraty, która nawet jeśli konieczna i świadoma, pozostaje przecieŜ utratą. Matki, Ŝony i kochanki „Wtedy pewnie będę juŜ miała męŜa i dziecko", śmieje się Naomi, gdy mówię, Ŝe na dłuŜej wrócę do Japonii dopiero za dwa lata. Naomi ani nie jest zakochana, ani nie ma na myśli Ŝadnego konkretnego męŜczyzny, ale to nie jest w Japonii konieczne, by planować małŜeństwo. Japońsko-amerykańska autorka Mori Kyoko, pisząc w Polite Lies, Ŝe bycie Ŝoną to bardzo cięŜka praca, którą jednak kaŜda Japonka chciałaby dostać, przesadza. Połowa niezamęŜnych japońskich kobiet między trzydziestym piątym a czterdziestym rokiem Ŝycia deklaruje dziś zdecydowaną niechęć do zmiany stanu cywilnego, ale w tej drugiej połowie na pewno jest wiele powaŜnie zdeterminowanych, by jednak męŜa znaleźć. Z tradycyjnego punktu widzenia przymus małŜeński dotyczy obu płci. W opinii zwolenników tradycji niezamęŜna kobieta zawiodła społeczne oczekiwania, nie spełniając 211 swojej „naturalnej' roli Ŝony i matki, a wieczny kawaler moŜe mieć duŜe kłopoty z awansem w pracy. Szefowie patrzą na niego krzywym okiem, podejrzewając, Ŝe skoro nie poradził sobie z „obowiązkiem" załoŜenia rodziny, to coś pewnie jest z nim nie tak. MałŜeństwo to takŜe warunek, by zostać mamą, który dla wielu kobiet takich jak Naomi moŜe być decydujący. Nawet gdyby Michiko chciała urodzić dziecko Pinkertona, wszyscy odradzaliby jej to. Rzecz nie w tym, Ŝe jej ukochany był cudzoziemcem, lecz w tym, Ŝe w Japonii najpierw wychodzi się za mąŜ, a potem ma dzieci. Innej kolejności - póki co - nie przewiduje się i na kaŜde sto japońskich mam tylko jedna jest samotna; wśród rozwiniętych krajów świata najmniej nieślubnych dzieci rodzi się właśnie w Japonii. W społeczeństwie nade wszystko ceniącym rodzinę, dziecko jej pozbawione skazane zostaje na los wyrzutka. Samotną matkę uwaŜa się raczej za samolubną i nieodpowiedzialną egoistkę niŜ osobę, która miała dość odwagi, by sama zmierzyć się z trudem wychowywania dziecka, i której w związku z tym społeczeństwo powinno pomóc. Dziś ani kobiety, ani męŜczyźni nie spieszą się w Japonii do zostania rodzicami, liczba urodzeń dramatycznie spada, a wiek zawierania małŜeństw naleŜy do najwyŜszych na świecie. Grupa „samotnych pasoŜytów", jak czasem określa się singli w Japonii, rośnie, ale znaczna część z nich (statystyki pokazują, Ŝe nieco więcej niŜ połowa) - tak jak Naomi - w pewnym momencie rozejrzy się za partnerem odpowiednim do małŜeństwa. Kiedyś na kobietę po dwudziestym piątym roku Ŝycia mówiono w Japonii Christmas cake, uwaŜając ją za przeterminowaną jak niekupione w odpowiednim czasie ciasto świąteczne, którego po tej dacie nikt nie tknie. Od jakiś dwudziestu lat

Gdy obie strony zgadzają się. Ogólna zasada jest taka. w której dobrze skorzystać z pomocy profesjonalistów". Według róŜnych statystyk. Samotniczy tryb Ŝycia Naomi. Ŝe panna i kawaler pasują do siebie. W przeszłości aranŜowane małŜeństwo słuŜyło połączeniu dwóch rodzin. przedyskutowane wady i zalety kandydatów. a ewentualne uczucia młodych nie miały Ŝadnego znaczenia. tym bardziej Ŝe jej rodzice i starszy brat nalegają coraz bardziej. a małŜeństwo z miłości jest stosunkowo nowym wynalazkiem. Ŝe im wyŜszy wiek małŜonków w chwili zawarcia związku. W rodzinach samurajskich był to jedyny właściwy sposób wydania córki za mąŜ. Ŝe dziś miai-kekkon cieszy się rosnącą popularnością. tenŜe brat będzie odpowiedzialny za jej byt na starość. Ŝe to efekt o-miai.konsultuje się z rodzinami o podobnym statusie. mającymi synów „na zbyciu". fotografie. a w nowoczesnej Japonii miai-kekkon stał się jednym z dwóch (obok ???'??-??????. Kobiety w moim wieku. Szybkie tempo Ŝycia. utrudnia jednak znalezienie odpowiedniego partnera. przychodzi czas na pierwszą randkę i zakłopotani niemal do omdlenia młodzi spotykają się w . chodzących wraz z innymi męŜczyznami do barów dla męŜczyzn. nie dorastali do jej oczekiwań i wśród swatających ją ciotek wyrobiła sobie opinię osoby zbyt wybrednej i mającej nierealistyczne oczekiwania. W kraju. który oglądałam z Mariko. gdzie ludzie przeciwnych płci mają niewiele okazji do wspólnej socjalizacji. jest miai-kekkon. Wyjściem. akty urodzenia.na przykład rodzice Naomi . idea omiai nigdy nie umarła. jakie pozostaje Naomi. które bez tego zwyczaju skazane byłyby na samotność. a cały wolny czas poświęca Takarazuka i jej szanse na spotkanie właściwego partnera bliskie są zeru. którzy spotkali się dzięki o-miai. mogłyby w przeciwnym razie nigdy nie spotkać męŜczyzn.japońska stara panna stała się raczej ciastem noworocznym. Jest kilka sposobów na zaaranŜowanie małŜeństwa. małŜeństwo aranŜowane zawiera od dwudziestu do czterdziestu procent Japończyków. czyli ???'??. „małŜeństwa z miłości") powszechnie przyjętych sposobów znalezienia partnera. tym większe prawdopodobieństwo. A to dlatego. spowodowana segregacją płciową nieśmiałość wszystko to powoduje. a w społeczeństwie starzejącym się w takim tempie jak japońskie juŜ opieka nad rodzicami jest duŜym obciąŜeniem finansowym. których podsuwała Naomi bliŜsza i dalsza rodzina. Naomi. czyli małŜeństwo zaaranŜowane (o-miai to „swatanie" kandydatów na męŜa i Ŝonę). bo ci.mieszka z rodzicami. ani podstarzały playboy z uczernionymi włosami (i to mimo iŜ miał własną restaurację). bo Japonki zaczęły wychodzić za mąŜ koło trzydziestki. spędzające wolny czas z innymi kobietami w kawiarniach dla kobiet. Naomi pracuje w administracji domu opieki dla staruszków.uwaŜają teraz swój 213 związek za zawarty z miłości. która -jak 212 większość japońskich singli . Wymieniane są Ŝyciorysy. długie godziny pracy. Zainteresowana rodzina . powiedział młody człowiek w programie telewizyjnym. „MałŜeństwo to bardzo odpowiedzialna decyzja. zakochali się w sobie i nie bez pewnej racji . Współcześnie o-miai pomaga spotkać się dwóm osobom. musi się pospieszyć. Ŝe ta liczba moŜe być wyŜsza. Ŝe nie odpowiadał jej ani zamoŜny ponadpółwiekowy wdowiec z dwójką dorosłych dzieci. Ci. ale niektórzy twierdzą. panna w wieku trzydziestu pięciu lat. Jeśli zostanie panną.

aby nie był jedynym lub najstarszym synem. Ŝe przyszły małŜonek/małŜonka 214 naleŜy do burakumin. Jeśli ta tradycyjna metoda swatania zawodzi. która w razie finalizacji związku będzie hojnie obdarowana za tę przysługę. „ale teŜ bardziej ryzykowne. Przy wspólnym lunchu rodziny opowiadają sobie nawzajem o zaletach swych pociech.nieczułe na rustykalny urok bycia Ŝoną farmera uciekają do miast w poszukiwaniu lepszego Ŝycia. jedne specjalizują się w biznesmenach. Lepiej teŜ. jedynie mocno starszawy wdowiec z dorosłymi dziećmi byłby osiągalnym kandydatem dla tak starego „ciasta noworocznego". „Nasza Eriko ma takie czułe serce!". Z dossier biur dowiedzieć się moŜna nawet. brzmi odpowiedź.towarzystwie swoich rodzin. co z jakichś powodów bywa dla wielu Japończyków waŜnym kryterium przy wyborze partnera. z biednych krajów byłego Związku Radzieckiego. „w przyszłym roku awansuje na kierownika działu sprzedaŜy". hotelach miłości. a do dobrego tonu naleŜy zorganizowanie go w restauracji eleganckiego hotelu. najniŜszej w społecznej hierarchii kasty japońskich niedotykalnych. moŜna zwrócić się do jednej z prestiŜowych agencji specjalizującej się w o-miai. Na Zachodzie duŜo uwagi poświęcacie miłości. mówi Naomi. ich małŜeństwo zawarte zostaje zwykle juŜ po kilku miesiącach. W Japonii Ŝyje więcej męŜczyzn niŜ kobiet i to oni mają naprawdę powaŜny problem. Gdy panna i kawaler zadowoleni są z wyboru. jakiego za nich dokonała swatka. Póki co szanse na dobrego kandydata są jednak duŜe.podobno rzadziej . Pośrednictwem między rodzinami zajmuje się zwykle swatka (lub . chwali syna pan Sato. Instytucje takie reklamują się. stanowczo wykluczona. „MałŜeństwo z miłości jest moŜe bardziej nowoczesne".spróbować poznać się lepiej podczas randebu w kawiarniach. Pierwsze spotkanie odbywa się w jej towarzystwie. wysokiego wzrostu i takiŜ zarobków". dodając. na jakie delikwent musi szczegółowo odpowiedzieć. bo na przykład panna jest . Ŝe mają na składzie wyłącznie oferty powaŜnych kandydatów z dobrym zawodem i nieskazitelnym pochodzeniem. bo wówczas na Naomi spadnie cięŜar opieki nad jego rodzicami na starość i to najpewniej ona będzie musiała zapraszać rodzinę męŜa na japońskie święta. bo dziewczęta .tak jak Naomi zbyt stara i zbyt wybredna. Kawalerowie z japońskich wiosek bliscy są desperacji. Nie lepiej od razu wybrać kogoś. Podobno najdłuŜszy formularz wpisowy liczy sobie ponad siedemset pytań.swat). a sami zainteresowani starają się nie umrzeć z zakłopotania. Za to japońskie panny mogą przebierać. rzadziej. a potem miłość mija i rozwodzicie się. Gdyby Naomi przeciągnęła decyzję o zamąŜpójściu kilka lat dłuŜej. by szukać następnej. część decyduje się nawet na Ŝony importowane z Azji Południowo-Wschodniej lub. której właściwie trudno odmówić sensowności. kto pasuje i nie spodziewać się cudów?" Jakiego kandydata szuka Naomi? „Absolwent dobrego uniwersytetu. Dzięki szczegółowym odpowiedziom komputerowa swatka układa dla zainteresowanej listę najbardziej pasujących panów. zachęcając. bo mimo . to teraz decyzja naleŜy do nich i mogą umówić się. Jeśli młodzi wpadną sobie w oko. Ŝe pochodzenie wszystkich panów zostało zbadane jak najdokładnie. by -juŜ bez przyzwoitek . podchwytuje pani Yamamura i wylicza zalety córki. „Motonori to ulubieniec szefa". ale równieŜ pięknie śpiewa i grywa w tenisa. inne w lekarzach i adwokatach. a ewentualność. parkach. jaką grupę krwi mają kandydaci na małŜonków. która nie tylko jest świetną gospodynią i mistrzynią ikebany.

wychowywaniem dziecka. a nieznane mi wydarzenia. i kosztowne. Dojazdy do pracy. ograniczy swoje wizyty w teatrze Takarazuka i dołączy do powaŜnych pań domu ze swojego sąsiedztwa. Rozumiem. dosłownie . Pozwy częściej wypełniają kobiety . parkach. Gdy Naomi wyjdzie za mąŜ za „wysokiego i dobrze zarabiającego absolwenta dobrego uniwersytetu". jest po prostu gdzie indziej. która dotąd świetnie radziła sobie sama. Ŝe dla statystycznej Japonki wśród relacji rodzinnych nadal najwyŜej ceniona jest ta. dzieci i staruszków. Dla Naomi pragnienie zostania mamą jest głównym powodem.to wszystko sprawia. którzy mijali się przez kilkadziesiąt lat. a męŜa-emeryta pieszczotliwie nazywają „wielkim śmieciem". Ŝe jest to ich codzienny zwyczaj. pozostało dla mnie tajemnicą. FidŜi lub Guam.„zaawansowanego" wieku urodziwa i pełna cichego wdzięku Naomi ma zalety nie do pogardzenia. za którego podstawę wystarczy jej raczej zgodność wieku i statusu niŜ wielka namiętność. a Naomi domowymi troskami i . 216 MoŜe na uniwersytecie miał większy pokój i lepszą klimatyzację. nie mogą się ścierpieć. Stosunkowo duŜy procent rozwodów w Japonii ma miejsce w zaawansowanej grupie wiekowej. Jeśli zawrze aranŜowane małŜeństwo z rozsądku. długie godziny i zwyczaj socjalizowania się w gronie kolegów po godzinach . MęŜa będzie widywała rano (jeśli wstanie zrobić mu śniadanie) i wieczorem (jeśli stanie się dobrą japońską Ŝoną. MoŜe jednak. Ŝe moich kolegów wyjątkowo zatrzymały w biurach jakieś niezwykłe. Badania socjologiczne pokazują. kogo nawet nie lubią. gdy muszą przebywać ze sobą nieustannie.„osobą wewnątrz (domu)". która łączy ją z dzieckiem. potem dziecko". nie będzie spędzać ze swoim męŜem wiele czasu. nagle przez cały dzień tkwiący w domu. spędzane w niej długie. aŜ do emerytury. Ŝe ludzie. jakby prowadzili osobne Ŝycia. Ŝe małŜonkowie mijają się. Ŝartują Japonki. czekającą na niego z kolacją i kąpielą. Przeciętna japońska Ŝona sprawuje w domu władzę niepodzielną. „MąŜ powinien być zdrowy i nieobecny". teraz. MąŜ. a potem zajmą się swoimi sprawami. Za dnia w centrach handlowych. ale szybko okazało się. jest nie lada kłopotem dla kobiety. dla którego postanowiła porzucić miłe Ŝycie „samotnego pasoŜyta" i podporządkować się zasadzie: „Najpierw mąŜ. stanie się okusan. Po wystawnym weselu państwo młodzi polecą na tydzień miodowy na Hawaje. Ŝe w firmach praca wygląda inaczej. bo okazuje się. Na początku pobytu w Japonii zdumiona ruchem na kampusie w późnych godzinach nocnych myślałam.wkrótce . Jest zdecydowana rzucić pracę w domu opieki i zostać pełnoetatową 215 gospodynią domową. bo męŜczyzna przez większą część czasu. co ma w Japonii dodatkowy sens. jako Ŝe ze względu na bardzo skomplikowany system recyklingu pozbycie się nawet takich nieoŜywionych „wielkich śmieci" jak stara lodówka czy pralka jest rzeczywiście i kłopotliwe. placach zabaw widziałam niemal wyłącznie kobiety. a podobno większość ciągle czeka). a moŜe w Japonii po prostu wypada siedzieć w pracy jak najdłuŜej.ich średnia Ŝycia jest najdłuŜsza na świecie i nie mają zamiaru spędzać następnych paru dziesiątków lat w towarzystwie kogoś. czego jej Ŝyczę. po trzydziestu paru latach spędzonych w firmie. Kobiety uwaŜane są za siłę stojącą za niebywałym sukcesem Japonii po drugiej . ale co humanista Satoru robi do późnej nocy w biurze. mąŜ pracą dla firmy. najzwyczajniej w świecie zakocha się w kandydacie poznanym dzięki o-miai.

hostessy. Japońska Ŝona w latach sześćdziesiątych stała się odpowiedzialna za wszystkie decyzje dotyczące domu i rozporządzanie finansami. ponoć nie spędzają snu z powiek przeciętnej Ŝonie. Niekonwencjonalny styl Ŝycia sprawia. jakie widziałam. Ŝe mąŜ przekazywał Ŝonie swoją pensję. MęŜczyzna dostarcza samochód. a ja płacę". To kobieta prowadzi przez całą drogę niezaleŜnie od pogody" (Mori. których musi dokładnie się trzymać. Jeśli miał ochotę kupić sobie na przykład garnitur od Armaniego czy inną ekstrawagancję. Dokonawszy tego. który Mariko ? ???? udało się zbudować w konserwatywnej Japonii. spokojna kobieta dobrze wiedziała. „związku na dwa samochody".postawione na głowie. Ayaki. a młodsza.byłoby niewybaczalne. bo nie stanowią zagroŜenia dla trwałości rodziny. Naomi zaczęła umawiać się z męŜczyzną poznanym dzięki o-miai. Mając tego świadomość. Japoński mąŜ nie powiedziałby więc tak.wojnie światowej. której kierunek jest dokładnie ustalony przez społeczeństwo: „Para otrzymuje wskazówki. to od lat sześćdziesiątych XX wieku dźwigała ona odpowiedzialność o wiele większą niŜ przeciętna gospodyni domowa z Cincinnati czy Wałbrzycha. gdzie ich miejsce. lecz do rodziny. które odwiedzają w towarzystwie kolegów z pracy. z której ta wydzielała mu jedynie kieszonkowe na drobne wydatki. co . naleŜy do najbliŜszych feministycznej idei partnerskiej relacji. Ŝe ściśle przestrzegają zasad. Nie zdziwiło mnie.naruszając ustalony porządek . moŜe usiąść w fotelu dla pasaŜera i zasnąć. prostytutki. ten. 1997. a ich dwójka dzieci ma róŜne . Mimo iŜ jednym z potocznie uŜywanych japońskich określeń na Ŝonę jest „głupia Ŝona". 128). Gdy wyjeŜdŜałam z Japonii. Ŝe był wysokim i dobrze zarabiającym absolwentem Uniwersytetu Tokijskiego. Mariko ? ????. para intelektualistów-kontestatorów.w porównaniu z Ŝyciem statystycznej japońskiej rodziny . pod warunkiem. jedzenie i wyposaŜenie. Za wizyty męŜów w barach i klubach. chcąc nie chcąc. Z czasem opieka i bezpieczeństwo zapewniane przez elitarny klub zwany japońskim społeczeństwem okazują się dla nich waŜniejsze niŜ wolność postępowania po swojemu. gdy ???? dosta! zagraniczny kontrakt. a męŜowie nie zaniedbują rodzin z ich powodu. przyjąć męŜowskie). Oczywiście dopóty. wiele buntujących się za młodu w końcu idzie na kompromis. Ŝe japońskie społeczeństwo działa jak elitarny klub. która rozwiodła się w imię protestu przeciw ograniczającej ich wolność formie małŜeństwa po japońsku. Przy którejś z kolacji Mariko powiedziała mi. dziś juŜ jednak nie tak hojne jak w złotych czasach bubble eco-nomy. Paradoksalnie wśród wielu związków. jak powiedziałaby Mori. który otacza swoich członków opieką i gwarantuje im bezpieczeństwo. Ŝe mają mnóstwo kłopotów: od sąsiedzkich szykan po odmowę wizy dla Mariko i dzieci. nigdy nie odzywając się ani słowem. zwane z niemieckiego arubaito. Mariko ? ???? mieszkają razem. dopóki kobiety z mizushóbai wiedzą. oboje robią karierę akademicką. po matce. płacą firmy. s. pijąc z kolegami po pracy. W latach powojennych stało się zwyczajem w wielu rodzinach. jest przykładem o wiele rzadszego w Japonii. musiał wziąć dodatkowo płatne zlecenia. bo zarabiane przez niego pieniądze nie naleŜą do niego. . Kobiety z mizu-shóbai. bo ta nieśmiała. jakie przeciętny japoński mąŜ moŜe spotkać.urodzony w małŜeństwie syn nosi nazwisko po ojcu. a ich codzienne Ŝycie jest . Mariko wróciła do swojego nazwiska (wychodząc za mąŜ musiała. jak nasz macho Kowalski: „Moja Basieńka wybiera. masaŜystki. Mori porównuje tradycyjne japońskie małŜeństwo do 217 podróŜy samochodem.

męŜczyźni grający dziewczyny. by bawić je rozmową i rozpieszczać wedle Ŝyczenia. PołoŜone tuŜ obok jednej z największych w Tokio stacji kolejowej Shinjuku. Tokijska noc w Kabuki-chó większą część swojej bogatej oferty przeznacza dla męŜczyzn. do której tak często ono prowadzi. czystej. ale przyćmiła juŜ sławą swą starszą siostrę w „wodnym biznesie". falliczny festiwal w świątyni Kanamara-sama kolo Kawasaki.czego chce. Ŝe trzeba pojechać po nią do Tokio". jak sama nazwa wskazuje. podczas którego transwestyci. Imperium zmysłów „W Japonii ludzie kąpią się codziennie. Trudno jednak oprzeć się fascynacji. Znaczenie słowa „seks" w japońskiej kulturze bliŜsze jest raczej „zabawie". Ŝe Naomi poprowadzi samochód. W kulturze Zachodu Eros został poddtruty chrześcijańską miksturą i jak mówi Nietzsche . „grzech" nie rzuca nań swojego mrocznego cienia. Mam jednak nadzieję. Powiedzenie: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. wilgoci i sake. szczupli chłopcy (albo dziewczęta przebrane za takiŜ chłopców) czekają. Japończycy nie lubią naszego zainteresowania erotyczną sferą ich kultury i egzotyzacji. Ŝe od czasu do czasu uda jej się zaparkować na chwilę i wrócić do świata dziewcząt z Takarazuka. zwany tradycyjnym małŜeństwem po japońsku. Ŝe dopóki wie. W Japonii wypuszczono go na wolność. stanowczo i z taką samą wprawą. Kabuki-chó ma krótszą tradycję. to znaczy. wzbogaconego o moŜliwość aktywnego udziału ze strony publiczności. lecz skarlał zmieniając się w swoje przeciwieństwo". geje i rodziny z małymi dziećmi idą w procesji za niesionym przez kapłanów shintó wielkim fallusem . Gejsze i hostessy. jakim jest dla ludzi Zachodu Japonia. Myślę. co mu się podoba. ale i panie mają kilka miejsc.takich atrakcji nie ma nawet na Manhattanie. gdzie moŜna znaleźć płatną miłość na kaŜdy portfel i gust. moŜemy karmić naszą fantazję o wolnej od poczucia winy. powiedziała Yukiko. Ŝe jej jeszcze nie wynaleziono". albo podobnego „spektaklu". zapachu spalin. to znaczy. hotele miłości. Soaplandów (kuszących kąpielą i seksem). jest dziś miejscem.„nie 219 umarł wprawdzie. w którym czuła się tak dobrze. W porównaniu ze sławną Yoshiwara. obiecując. . gdzie jego miejsce. Seks nie moŜe więc być brudny". Siedzibą mizu-shóbai stało się po drugiej wojnie światowej. podglądaniu). W materiałach przeznaczonych dla turystów moŜna znaleźć reklamy niektórych uciech oferowanych przez tokijskie dzielnice rozpusty: zwykłego striptizu. z jaką lawirowała swoją 218 toyotą po zatłoczonych tokijskich ulicach. kobiety przebrane za męŜczyzn. gdzie ładni. którego istotą jest dziejący się na scenie akt seksualny. „klubów Toma podglądacza" (słuŜących. niŜ powaŜnemu „uprawianiu miłości". „spektaklu". barów karaoke (zwykłych lub z nagą śpiewaczką do towarzystwa). wyrafinowanej erotyce. parasoli i wachlarzy. tłoczących się ciał. sex--shopów. powinno zresztą brzmieć inaczej: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. Miejsca. W imperium zmysłów. Upalny wieczór końca pory deszczowej gęstniał w noc pełną świateł rozpływających się w wilgotnym powietrzu jak akwarelki. moŜe robić. video boxów (mających do sprzedania tylko ekran telewizora plus pudełko chusteczek higienicznych). Spacerowałyśmy właśnie w Kabuki~chó wśród pink-salonów {????? saron oferuje seks oralny lub ręczny). który jednak nigdy nie powstał. a swą nazwę zawdzięcza planom zbudowania tam teatru kabuki.

na czym polega „nieograniczona fantazja" dorosłych kobiet w imperium zmysłów. Badania rynku pokazują. w których dominuje szczęśliwe Ŝycie rodzinne z właściwym partnerem. diety odchudzające i reklamy erotycznych gadŜetów. japońskie kobiety tłumaczą. ale w Japonii na masową skalę produkuje się takŜe materiały tego typu dla kobiet. Kosztuje od 400 do 600 jenów. Nowe numery najbardziej poczytnych „komiksów dla pań". Bo są „łatwe". jaką kobiety często przypisują popularnym romansom . „przyjemne" i „nie wymagają myślenia". jaką z nim nagrałam. MoŜna znaleźć je w publicznej pralni i poczekalni u dentysty. tym lepiej. co wydaje mi się zresztą najbardziej perwersyjne. pornograficzne materiały leŜą tuŜ obok niewinnych czasopism o modzie i poradników dla wędkarzy. „mamy wprawdzie o wiele bardziej restrykcyjny system społeczny. w rozmowie o pornografii. i kobiety. są łatwiejsze do kupienia niŜ worek ryŜu. W „Taboo". na przykład „Binetsu".są niegrzecznymi Harleąuinami w obrazkach. mówi Satoru. podróŜowaniem i konsumowaniem nowoczesnych. czyli „komiksy dla pań". sąsiadując z barami MacDonald's i „suszarniami". Oprócz historyjek są tu horoskopy. czyli mniej niŜ przeciętne czasopismo dla kobiet i połowę z tego. Zaintrygowało mnie. tym ciekawiej". Autorzy Lady's comic nie bawią 222 się w hipokryzję i opisy przyrody i dlatego obrazki dotyczące spraw . w całodobowych sklepach spoŜywczych. Ŝe pozwalają im one „oderwać się od codzienności". Mają tradycyjne kobiece marzenia. „odpręŜyć się". na przykład erotyczne manga zwane Lady's comics. podczas gdy czyni to około dziewięć milionów męŜczyzn (i to raczej oni ponoć „podbierają" komiksy tego typu z kobiecych półek niŜ odwrotnie). Przeciętny Lady 's comic ma około 400 stron i kolorową okładkę. A fantazjują i męŜczyźni. Swoją „nowoczesność" utoŜsamiają z moŜliwością pracy poza domem. Pytane. listy czytelniczek. „zapomnieć o stresach związanych z pracą".to sformułowanie powtarzane przez wiele respondentek. gdzie zawoalowany opis zastępuje się dosłownością obrazu. Najczęściej mają dwadzieścia . co wy represjonujecie. jak lędźwie bohatera „opinają dŜinsy". Im więcej. właścicielka księgarni w moim sąsiedztwie od razu wykłada na stojak przy wejściu. w kioskach na stacjach kolejowych. Pornografia w postaci Lady's comic spełnia więc podobną rolę do tej. jak chcą amerykańskie feministki. dlaczego kupują Lady's comic. Japończycy". Im dziwniej. Dla nas pornografia nie jest teorią gwałtu. na której zwykle zamieszczone jest zdjęcie białej modelki.gdzie kupuje się seks i zaspokaja erotyczne fantazje. ale około jednej trzeciej stanowią gospodynie domowe. ale w świecie wyobraźni pozwalamy sobie na wszystko to.trzydziewści lat i połowa z nich jest zamęŜna. Postanowiłam przyjrzeć się Lady's comic. „Ucieczka od rzeczywistości" . by wracające z pracy urzędniczki albo robiące zakupy gospodynie mogły zerknąć. co nowego mamy w tym miesiącu. Powszechna dostępność pornografii dla męŜczyzn jest dobrze znaną sprawą. a ona „oddaje mu się z drŜeniem". „podkreślając męskość". „Taboo" i „Manon". „Manon" czy „Binetsu" narysowane jest więc. co najtańsza ksiąŜka. zachodnich towarów. Co miesiąc około miliona Japonek kupuje pornograficzną manga. Ŝe w większości są to kobiety pracujące zawodowo. są w Tokio zrośnięte z miejskim krajobrazem. 220 Lady's comic moŜna znaleźć w księgarniach. jak „porywa ją w silne ramiona". ale jednym z przejawów nieograniczonej ludzkiej fantazji. „My. UwaŜają się za „nowoczesne kobiety". jak bohaterkę „przenika dreszcz poŜądania".

„Chodźmy zobaczyć gejsze". poparła ich moja przyjaciółka. w całym Kioto koło dwustu. chodzili tam i z powrotem. królestwa najbardziej poŜądanych kobiet świata. pierwsze kroki skierowaliśmy do dzielnicy Gion. szeregową zabudowę i ocalono wiele drewnianych domków o oknach zasłoniętych bambusowymi roletami. Dlatego nie zdołałabym przeprowadzić empirycznych badań do 719-stronicowej ksiąŜki o „erotycznej eksploracji japońskiego społeczeństwa". która w normalnych okolicznościach powędrowałaby raczej do najbliŜszego muzeum sztuki współczesnej. którą zaraz na początku pobytu zobaczyłam w Yoshiwara. jak zrobił to Bornoff w Pink Samurai. Świat gejsz. iŜ fakt. by ujawnić swe wady. by odkryć. O Lady's comic nie rozmawia się otwarcie. Nalegał na to mój kolega. Zachowano tam niską. rękawem kimona zawadzała o łokieć sarariimana. kiedyś unikalna subkultura kobiet kształconych na mistrzynie tradycyjnych sztuk i na doskonałe masaŜystki męskiego ego. ocierała się o reŜysera Takeshiego Kitano.ani te z nadrzecznej dzielnicy Pontochó. Gejsza . słuŜy męskiej przyjemności. RóŜnica polega na tym. obwieszeni sprzętem fotograficznym. upychanego do metra przez pracownika stacji. MoŜna -jeśli ma się szczęście i . i paru smętnych perwertów. cała reszta. są w nich gburowaci macho i ksiąŜęta z bajki. Ŝe liczba cudzoziemców na urokliwej uliczce wiodącej wśród herbaciarni jest niemal równa liczbie Japończyków. Dziś zostało ich tu kilkadziesiąt. japońską cepelią. Trzy wieki temu pojawiły się tu pierwsze gejsze i Ŝadne inne .Ŝyje wciąŜ jednak w wyobraźni Zachodu.nie dorównywały mistrzyniom z Gion wyrafinowaniem. ale ich obecność w kaŜdej księgarni nikogo nie gorszy ani nie szokuje. Ta jedyna tokijska. który na co dzień jest dyrektorem w mało rozrywkowej instytucji i powaŜnym człowiekiem w średnim wieku. bo wiadomo. Tkwiła gdzieś miedzy samochodem marki Toyota a komputerem Toshiba. obok ogrodu zen i pornograficznej manga. Niektóre z nich to herbaciarnie. w japońskiej kulturze uznawany jest za coś oczywistego. jaką trzeba było płacić za ich towarzystwo. Poszliśmy więc do Gion i dotarli tam w gęstym upale wczesnego sierpniowego wieczoru. Zestaw seksualnych fantazji w Lady's comic jest podobny do menu w McDonaldsie. być moŜe była znakiem. 223 Gdy mojego pierwszego japońskiego lata wybrałam się na dłuŜej do Kioto z męŜem i przyjaciółmi. W japońskim imperium zmysłów dla kobiecych fantazji wydzielony jest malutki margines. Ŝe prędzej czy później temat ten do mnie powróci. Podobnie jak my. dziś jest ginącą tradycją. między Pokemonem a projektantem mody Yamamoto. ani tym bardziej te z Tokio . „Mogą być gejsze". mój znajomy z branŜy filmowej zadał kolegom z pracy pytanie: „Z czym kojarzy ci się Japonia?" Wśród wymienionych przez nich skojarzeń była gejsza. w których odbywają się przyjęcia z udziałem gejsz.kwintesencja marzeń Zachodu o kobiecie Wschodu . zagaił.pozałóŜkowych są zredukowane do niezbędnego minimum. Gion to jedna z najpiękniejszych dzielnic Kioto. urodą i ceną. Kobiety w kulturach zdominowanych przez męŜczyzn mają podobne fantazje erotyczne. Ŝe kobiety potrzebują materiałów pobudzających erotycznie. papkowaty i raczej nudny. a bohaterowie niemal od razu przystępują do rzeczy. Od gejszy do hostessy Gdy pisałam tę ksiąŜkę. czyli uniwersalny. tajemniczy nieznajomi nigdy nie zostający na tyle długo. jak zawsze i wszędzie. zbyt doskonali. to jeden z „sekretów". Ŝe nieprawdziwi.

długie rękawy kimon wartych setki tysięcy jenów szeleściły jak skrzydła.cierpliwość . Maiko to gejsza praktykantka. róŜu i seledynowej zieleni lśniły w mroku. Dziś zostać maiko wolno dopiero kilkunastolatce. Krótkie zamieszanie spowodował jeden z Niemców. A większości brakuje teŜ podobno uporu i wytrwałości w nauce. powiedział jeden z Japończyków. W ciągu pierwszej półgodziny oczekiwania na maiko nie zdarzyło się nic ciekawego oprócz tego. którzy przez cały ten czas stali naprzeciw budynku o drzwiach zasłoniętych ciem-nowiśniową zasłoną z namalowanym na niej chińskim znakiem. To na nie polowali turyści z aparatami fotograficznymi. i oczywiście nikt w Japonii nie sprzedaje juŜ córek do domów gejsz.zobaczyć je idące ulicą. Ŝe dzisiejsze prak-tykantki są po prostu zbyt stare. Ŝadna nie . KaŜda z trzech dziewcząt niosła pakunek zawinięty w chustkę furoshiki. ucząca się dopiero tego fachu. Przed wojną przyjmowano tu na naukę dziewczynki kilkuletnie. niektóre kontynuują rodzinną tradycję. a alabastrowo białe twarze zastygły w nieruchome maski o wzroku skierowanym gdzieś ponad naszymi głowami. mieli aparaty fotograficzne o obiektywach dłuŜszych niŜ wszystkie nasze razem wzięte. najprawdziwsze z prawdziwych. Ubrani byli w paramilitarne kamizelki z mnóstwem kieszonek. inne ulegają fascynacji światem „kwiatów i wierzb". Ich kimona w odcieniach czerwieni.o Ŝyciu innym niŜ szara codzienność. Grzebyki z wiszącymi kwiatkami chwiały się w rytm kroków maiko. sprzedawane przez biednych rodziców z nadzieją. jakie kiedyś rodził głód. maiko mają pomalowaną na jaskrawą czerwień zwykle tylko górną wargę. Stare mistrzynie mówią. niczym korespondenci wojenni. podczas której przemierzyliśmy uliczkę kilkakrotnie. Ich stroje o długich rękawach są o wiele jaskrawsze. 224 Otoko-yaku Hikaru Asami. młodziutka dziewczyna. złota. wskazując dłonią w kierunku tajemniczego w budynku. co nadaje ich upudrowanym dziecinnym buziom wyraz naiw225 nego zdumienia i słodyczy. rozsiewając złote refleksy. W przeciwieństwie do gejszy.jak wszystkie dziewczyny świata . a ozdoby we włosach liczniejsze niŜ te noszone przez dorosłe gejsze. „Maiko". Ŝe powiedziałam maiko. by dobrze nauczyć się tradycyjnych sztuk. ale naszą uwagę zwróciło dwóch starszych Japończyków. spytała nas jedna z dwóch identycznych blondynek o urodzie Claudii Schiffer i gdy ustaliliśmy. młodzi postanowili mimo wszystko poczekać z nami. Dziewczęta decydują się na tę pracę z własnej woli. Przez godzinę. Nad Gion powoli zapadała noc. marząc . gejsze z Gion. który wziął za gejszę zwykłą kobietę w kimonie i rzucił się za nią z aparatem ku dyskretnej uciesze Japończyków w kamizelkach korespondentów wojennych. Ŝe dołączyło do nas jeszcze dwoje Japończyków i czteroosobowa wycieczka z Niemiec. Wydawali się na coś czekać. Tak minęła jeszcze godzina i nasza grupa została zasilona przez dwoje Szwedów. „Na co czekacie?". nie udało nam się zobaczyć nawet cienia gejszy. w tym bliźniaczki. a nie Michael i Ŝe chodzi o gejsze praktykantki. Wyglądały jak rajskie ptaki o czarnych łebkach. grupę gospodyń domowych z Wyoming i dwa włoskie małŜeństwa w średnim wieku. Trzy maiko. Szły proste jak struny z wysoko uniesionymi głowami. Zobaczyliśmy je od razu. a nie o Michaela Jacksona. nierzeczywiste wśród przechodniów w zachodnich ubraniach i turystów oniemiałych z zachwytu. która ukończyła gimnazjum. Nieśmiało stanęliśmy koło nich. Ŝe przynajmniej będą miały co jeść.

czuwa. Przede wszystkim jednak rozmawia i słucha w taki sposób.Egzotyczna i Erotyczna przez dwa duŜe E . Ŝe wszystko jest moŜliwe. W niektórych miejscach o wyjątkowo wysokim prestiŜu nawiązanie relacji z klientem poza klubem grozi hostessie nawet utratą pracy. w którym pracuje. by rozbudzić w męskim sercu miłe podejrzenie. Ŝe do takiej sytuacji będzie zmuszona przez szefową. Dziś o wiele większe jest zapotrzebowanie na hostessy niŜ gejsze. Ŝe jej czule słówka i admiracja jego osoby są szczere.jakkolwiek mglista i daleka . pozostawiając nas z bolesnym uczuciem niedosytu. Ŝe praca hostessy w jednym z tokijskich klubów dla VIP-ów w Ginzie lub Akasace to dla kobiety jedno z najwyŜej płatnych zajęć dodatkowych na świecie. hostessa pracuje ubrana. Kołysząc się na wysokich drewnianych platformach klapek. która badała świat hostess. Nazywa się je niekiedy „współczesnymi gejszami". Maestria hostessy polega na tym. a przeciętne od stu do trzystu. maiko znikły w drzwiach herbaciarni.. ale (raczej) nie moŜna złapać. W ekskluzywnych klubach Akasaki i Ginzy drogo i wytwornie. Im wyŜej 226 w hierarchii klubów znajduje się miejsce.pokazała nam swoją upudrowaną na biało kobiecą twarz. rozpieszczany i bardzo. 1994. na tyle mocno. ale nie musi tego robić. lecz fantazję. wspaniały. by konwersacja przy stole toczyła się gładko i bez niezręcznej ciszy. którzy znajdują się najwyŜej w społecznej hierarchii. czyli mamę-san. a u ich podłoŜa leŜy bezinteresowne uczucie. obojętne na naszą obecność naleŜały do świata. s. do którego nie mieliśmy wstępu. interesujący. tym mniejsze prawdopodobieństwo. Nadzieja zdobycia hostessy . rolą hostessy jest bycie króliczkiem. a hostessa z luksusowego klubu o dobrej reputacji znajduje się na szczycie hierarchii mizu-shóbai. Dla japońskich męŜczyzn wieczór w ekskluzywnym klubie z hostessami jest oznaką prestiŜu. To. Ŝe zmieniła się patriarchalna struktura japońskiego społeczeństwa.musi być . mogą sobie na taką rozrywkę pozwolić. Mówi się. bardzo męski. by jego kieliszek był pełny. zapala mu papierosa. Opłaciło się czekanie. by klient czuł się waŜny. amerykańska antropoloŜka. a do klubu obsługiwanego przez hostessy męŜczyźni przychodzą w innym celu. co hostessa oferuje klientowi. Podobnie jak w przypadku gejszy. wieczór. Seks mają do zaoferowania dziewczyny z Krainy Mydła albo RóŜowych Salonów. Hostessa (jeśli regulamin jej klubu tego nie zabrania) moŜe nawiązać intymną relację z klientem. Ona dostanie wysoki napiwek. Ŝe „relacja między seksem a pieniędzmi w mizushóbai jest odwrócona: im droŜszy i bardziej elegancki klub. Ŝe obie sprzedają nie seks. W przeciwieństwie do Michiko z Soaplandu. tym mniejsza moŜliwość seksu z zatrudnioną tam kobietą" (Allison. rekordowe zarobki sięgają tysiąca dolarów za. by klient wierzył. by wrócić do tego samego klubu i pić potwornie drogą whisky w towarzystwie wybranej hostessy. 131). o jakiej przez wieki marzył Zachód .odezwała się słowem i nie zmieniła wyrazu twarzy. moŜe wydawać się trywialne: dba. uśmiecha się. którego moŜna gonić. gdy robiliśmy im zdjęcia. ????-san zarobi jeszcze więcej. Jej zadaniem jest ucieleśnianie męskich marzeń o określonym typie kobiecości i sprawianie. Co tak wyjątkowego jest w hostessie? Zasadnicze podobieństwo między gejszą a hostessą polega na tym. która namydlała klientów swoim nagim ciałem.. Były zupełnie nieosiągalne niczym boginie. Liczba mistrzyń gry na shamisenie i innych tradycyjnych sztuk maleje nie dlatego. bo tylko ci. pisze w poświęconej temu ksiąŜce. ale dlatego. Annę Allison. Ŝe współcześni Japończycy marzą o innych kobietach. Przez kilkanaście sekund Japonia taka.

KaŜde słowo i gest hostessy są powtarzaną obietnicą na odwlekaną w nieskończoność rozkosz. Niemal równie częste jak podziw są jednak Ŝarty z nas . jak męŜczyźni Zachodu śnią o Azjatkach. Ŝe i tak nie cieszą się u nich powodzeniem. Innymi słowy. tak jak gejsza. Podchodzi do stolika z wdziękiem i sprawia. socjoloŜka z Kioto. Ŝe otoczone zostaniemy w Japonii męską atencją. komiksach manga. jak trudna to praca. przywołuje na myśl nietrwałość. Ŝe w ich szeregach są „gaijinki". ileŜ razy powtarzały mi to zdanie moje japońskie koleŜanki! Nieraz więc słyszałam cudzoziemki ubolewające w Tokio nad swoją samotnością. Emiko Ochiai. Poznałam kiedyś w Tokio Hertę z Kolonii. Hostessa nie gra na shamisenie. znane zachodnie firmy kremy i inne smarowidła przeznaczone na rynek azjatycki produkują właśnie w wersji wybielającej. „Japończycy są 228 nieśmiali". a ruch w interesie trwa nieustannie. Dobra hostessa. Ŝe siedzący przy nim goście czują się wyjątkowymi szczęściarzami. potęŜnie zbudowaną specjalistkę od prawa bankowego. by klient ani zbytnio się nie rozochocił. Wizerunek długonogiej blondynki z duŜym biustem popularny jest w pornografii. pisze.z tego. a jej uśmiech 227 przylega do twarzy jak dobrze zrobiony makijaŜ. Ŝe Japonki po wojnie musiały zacząć „przebierać się za białe". białych kobiet (aczkolwiek nigdy przedtem nie myślałam o sobie jako o „białej kobiecie"). Popyt na zachodnie hostessy w Tokio jest nadal spory. moŜe mieć trudności w nawiązaniu jakiejkolwiek relacji z japońskim męŜczyzną. biała kobieta. który ma fluidalną właściwość jak woda. mogą nawet budzić lęk i niechęć. wybielających ją za pomocą tysięcy przeznaczonych do tego celu kosmetyków. Japończycy mają do nas. Japońskie dziewczyny napływają więc do mizu-shóbai i odpływają jak Michiko. cięŜkie i biodrza-ste. . Nawet jeśli podobamy się. ani nie zniechęcił.podtrzymywana tak. którego częścią Są kluby hostess. profesjonalnym masaŜem męskiego ego (i niczego poza nim). Nazwa mizu-shóbai. Jasne włosy budzą zachwyt. Jeśli uświadomi się sobie. krótko ostrzyŜoną. jak rozpędzony nosoroŜec od kociaka. bo Japończycy zwykle trzymają dystans wobec białych kobiet przekonani. nie znaczy to. jest jednak profesjonalistką. o ile nie jest na przykład hostessą w tokijskim barze. jakie wydajemy się Japończykom duŜe. mleczna cera stanowi ideał wielu milionów Japonek. sprawiając wraŜenie naturalności. a nawet ksiąŜkach dla dzieci. często występuje w reklamach. tak Japończyków fascynują kobiety mojej rasy. zrozumie się. świat. Niewątpliwie jasna piękność z Zachodu jest obiektem pragnienia i tak. a dowody podziwu znajdziemy u swych przyduŜych stóp (nr 37 to japońskie L!). Te „gaijinki". które najdalsze są od ideału eterycznej piękności. dwuznaczny stosunek. by podobać się swoim męŜczyznom. tradycyjne japońskie tańce są zwykle jej nieznane. przemijanie. a ubiera się raczej w wieczorową suknię niŜ kimono. która kaŜdą wypowiedź podkreślała uderzeniem pięści w stół i w oczach Japończyków pewnie tak się róŜniła od kobiety w stylu lolitkowatej Michiko. Jasna karnacja niekoniecznie musi być naśladowaniem typu odmiennego rasowo. Ŝe ci panowie w co najmniej średnim wieku raczej nie mogą za kaŜdym razem wzbudzać namiętnych uczuć w młodej piękności. kaukaskie powieki i proste nosy konstruowane są w Japonii operacyjnie w milionach egzemplarzy. ale pełniejsze zachodnie biusty. Po wojnie moda na białe kobiety zapanowała na dobre. Współczesne gejsze od dawnych róŜnią się jeszcze tym szczegółem.

Mile widziane blond włosy i podstawowa znajomość języka japońskiego". która w 2000 roku znikła z klubu Casablanka w tokijskiej dzielnicy Roppongi. Kto wie jednak. atrakcyjne cudzoziemki do pracy jako hostessy. jakie przy pomocy Yukari włoŜyłam w to. nie to. nalewając im alkohol i słuchając z uśmiechem. okazał się nim bogaty biznesmen. Jak bardzo niebezpieczna moŜe być ta praca pokazuje tragiczna historia Lucie Blackman. Zapewniała mnie. W opowieściach cudzoziemek zatrudnionych jako hostessy powtarzają się historie podróŜniczek z USA i zachodniej Europy. Podejrzewam jednak. przyjrzała mi się uwaŜnie od stóp do głów i po półgodzinnej rozmowie powiedziała: „Tak". zachęcała mnie do 229 spróbowania swoich sil jako hostessa. by wyglądać na właściwą towarzyszkę przy męskim stole. Klientom oczywiście nie zwierzała się ani ze swojego wykształcenia. by po jakimś czasie dać się ponieść dalej fali losu. złapano. iłu jeszcze świrów marzy o ćwiartowaniu kobiecych ciał? Zastanawiałam się nad tym. angielskiej stewardesy. dla którego postanowiła spędzać wieczory. tym większe prawdopodobieństwo. zmieniły mnie w „gaijinkę". „Powiemy. w normalnym Ŝyciu będącą nauczycielką muzyki w Newadzie. który miał ma sumieniu więcej grzechów. jak wygadują głupoty. trzy cudzoziemki i trzy Japonki. w której panowie przychodzący do Paradise płacili ślicznej Yukari. Podobała mi się przewrotność sytuacji. szpilki i róŜowy kostiumik. w których bystry klient Paradise bez trudu dostrzegłby równie nieprzeciętną inteligencję. elegancka dama w perłach z odrobinę zbyt grubą warstwą pudru na okrągłej twarzy. modną. biednych dziewczyn z byłego ZSRR albo innych ciekawskich i Ŝądnych wraŜeń kobiet. Yukari pracowała w Paradise od pół roku. Ŝe od hostess oczekuje się świadczenia teŜ innych usług niŜ zapalanie papierosa i rozmowa. Ŝe klub Paradise w Ginzie jest wyjątkowo szacowny. co Casablanaka. Trzeba jednak być ostroŜnym. W Paradise pracowało sześć hostess. ani z głównego powodu. cierpiących na nadmiar czasu i brak pieniędzy studentek z wymiany zagranicznej. Staranie. zarabiaj ących w ten sposób na dalszą włóczęgę po świecie. gdy Yukari. Jedną z amerykańskich hostess Paradise. w którym czułam się jak dobra siostra z brazylijskiej telenoweli. Kilka miesięcy później w nadmorskiej jaskini w Miura znaleziono osiem plastikowych worków z jej pokawałkowanym ciałem i blok cementu z zatopioną w nim głową dziewczyny. postrzępioną fryzurę i nieprzeciętnie duŜe oczy. a jego klienci rekrutują się głównie spośród równie szacownych elit. ale nie byłam przekonana o swoim predyspozycjach do zawodu współczesnej gejszy. Zwyrodnialca który to zrobił. opłaciło się. a potem po prostu zachowuj się inaczej niŜ normalnie". była studentka Satoru. Klub . będąc w istocie obiektem jej badań. Ŝe im tańszy i bardziej podejrzany klub. Allison pisze. która spodobała się mamie-san. próbowała rozwiać moje wątpliwości doświadczona japońska koleŜanka. Ŝe masz kilka lat mniej. Przez dwa tygodnie miałam być hostessą w Paradise. gdzie zawsze przychodziły róŜne podejrzane typy. Ŝe wszyscy woleli patrzeć na jej zgrabny biust. W końcu jej się udało. Wystarczy odpowiedzieć na jedno z wielu ogłoszeń typu: „Klub taki a taki zatrudni młode. wręcz konserwatywny. ????-san zgodziła się spotkać ze mną jako ewentualną zastępczynią na dwa tygodnie. ????-san. MakijaŜ.„gaijinki" lądują na chwilę na japońskich wyspach i zostają hostessami. Miała pociągłą twarz. zbierając materiały do swojej rozprawy doktorskiej o mizu-shóbai i pragnieniach współczesnych japońskich męŜczyzn. wezwały za ocean waŜne sprawy rodzinne i dzięki wstawiennictwu Yukari.

Klientów witała ????-san. Jako jedyna ubrana w kimono.Róra. Inicjatywę przejęła teraz Yukari vel Hana. Byłyśmy ubrane w wieczorowe sukienki w stylu glamour i szpilki. zostawiając prawdziwe podobnie jak swoją codzienną toŜsamość . siwawy i rubaszny . inni zdawali się na wybór ????san. łagodne i chichoczące stworzenie. a kelner wskazywał im stolik i przyjmował zamówienie. Odrobina słodyczy kawali teŜ była dobrze widziana. ????-san wyraziła swój zachwyt z powodu ich wizyty i nadzieję. Thank you. 231 zachowywała się w stosunku do nas wszystkich jak mama właśnie. How do you do. a pozostali dwaj zabuczeli jeszcze raz. Na beŜowych ścianach wisiały reprodukcje prerafaelitów w złoconych ramach. How do you do!. mówiąc.przed drzwiami klubu. starannie pomalowane i ufryzowane (nikt nie miał się nigdy dowiedzieć. powtórzyli unisono. „Pan Ito tak dobrze mów po angielsku . Ja miałam na imię Laura. W Paradise oczekiwano od nas transformacji w ucieleśnienie przeciętnych męskich pragnień. Hana dolała alkoholu do kieliszków i zachichotała.wyglądał tak. na którym grał siwy staruszek z kozią bródką. która na moich oczach z intelektualistki zmieniła się w ociekające słodyczą. którego wcześniej nie znałam. nadskakujące i niedostępne jednocześnie. Thank you!. kim naprawdę jesteśmy. Oprócz pianina. podczas gdy w klubach o niŜszej randze mieści ich się nawet więcej niŜ setka. Ŝe spodoba im się Róra. powtórzył jeden z młodszych. Okna były zawsze zasłonięte. niezbyt mądre i pełne zrozumienia. a Róra w tym momencie błysnęła refleksem i po raz pierwszy w Ŝyciu zapaliła męŜczyźnie papierosa. Do mojego pierwszego zadania oddelegowana zostałam z Yukari. powiedział pan Ito. Ŝe moja prawie nowa suknia od Gucciego w pięknym kolorze zimnej wody pochodziła z pchlego targu w nowojorskiej East Village). Pan Ito wyjął paczkę cameli. „Ŝe będzie mógł rozmawiać z Rórą zupełnie swobodnie". próbując nawet przy tym się uśmiechnąć. ale ja jeszcze nie śmiałam . na co pozostali trzej biznesmeni zareagowali wybuchem śmiechu. nie było Ŝadnych dodatkowych sprzętów ani ozdób. Hostessy wówczas czekały juŜ przy barze w pełnej gotowości. która przedstawiła mnie czterem panom z wielkiej firmy produkującej. starym bywalcom Paradise. pan Ito. Klimatyzacja działała bez zarzutu. a podłogę przykryto ciemnowiśniową wykładziną. KaŜda z nas uŜywała w Paradise innego imienia. a nie ekstrawaganckich popisów. a pozostała trójka zabuczała z aprobatą.mieścił się na przedostatnim. opierając się o ramię najstarszego. Ŝe nigdy więcej nie powinien zapominać o niej na tak długo jak ostatnio i odeszła witać następnych przybyszy. a Yukari . zaszczebiotała do najstarszego. którą pamiętali z poprzednich wizyt. o wiele bardzie posunięty w latach.Hana. siódmym piętrze nowego budynku i wjeŜdŜało się do niego osobną windą. o zgrozo. Pogroziła panu Ito palcem jak małemu chłopcu. powiedział na to Pan Ito. Róra i Hana miały stać się ładne. jakby juŜ wypił za wiele. Trzech było po czterdziestce. Niektórzy klienci Paradise domagali się tej a nie innej hostessy. a ich szef. Jego wystrój stanowił mieszankę wyrafinowanego luksusu i lekkiej frywolności. tak Ŝe przyćmione światło lamp od Tiffaniego (albo bardzo dobrych podróbek) sprawiało wraŜenie wiecznego wieczoru w miejscu odizolowanym od świata i odrobinę nierealnym. czyli w wymowie japońskiej . beton. Tu nikogo nie interesowało. miłe. Główne 230 pomieszczenie Paradise przewidziano dla nie więcej niŜ dwudziestu klientów naraz. mimo Ŝe była młodsza od wielu swoich gości. czyli ja.

mimo iŜ nie pracowałam wówczas jako hostessa w tokijskim klubie Paradise. Potwierdziłam i na prośbę pana Ito zademonstrowałam. Ŝe jeden z młodszych. czyli „lajdus". Ŝe następnym razem teŜ zaśpiewają. Taki chichocik i przytulanko to juŜ była prawdziwa sztuka. Ŝe pan Ito to prawdziwy sukebei. pozwól im wierzyć. „pan Ito ma do tego klasę i piękny krawat". Młodsi ze śmiechu aŜ rzucili się sobie w ramiona. Skubiąc krawat w sposób. przy translatorskiej pomocy Hany. „Śmiej się z ich dowcipów. zainteresował się nagle. westchnęła Róra. Drugi z młodszych.dość łatwo przyszło udawanie zachwytu. Uświadomiłam sobie nagle. która podeszła do nas. mówi po angielsku lepiej niŜ reszta. którym -jako Ŝe wieczór zbliŜał się juŜ do końca . najwyraźniej wciąŜ rozmarzony wspomnieniem wycieczki po Europie. 233 Mama-mn. które brzmiały tak. nawet był w Polsce. dotąd najcichszy. tłumaczyła Yukari przed moim debiutem w Paradise. i rozmowa zeszła na biusty. tak!". który miał być pełen wdzięku. Wyszło na to. a młodszy. i który zdołałby Rórę uwieść. całując go w wierzch dłoni. turla! się pan Matsumoto. pomyślała . piękne blond kobiety i zgubiłem portfel". chwal ich. Zapaliłyśmy im około czterdziestu papierosów i nalały tyleŜ szklaneczek. Ba. ile taki krawat kosztuje. który z nich jest największym playboyem. wróciliśmy jeszcze raz do liczby przyjaciółek kaŜdego z panów. by poŜegnać gości. pozwól im wierzyć. który zindywidualizował się jako pan Matsumoto. i cudzoziemkom. „Gaijinki mają większe biusty". „Jak papieŜa!". Teraz musiałam spróbować wprowadzić w Ŝycie te rady. Ŝe i Japonkom. tym chętniejsi byli panowie do angielskiej konwersacji z Rórą. Pan Matsumoto pokraśniał. opowiedziałam naszym gościom. po polsku. „Piękne kobiety w Porando". Okazało się. co akurat potrafiłam zrobić po japońsku. od krawatów. wypaliła więc Róra i nachyliła się ku panu Matsumoto kokieteryjnie. Sądząc po czerwonych twarzach i rozluźnionych krawatach naszych gości impreza zaczynała się rozkręcać. uśmiechnęła się do mnie z aprobatą. czy potrafię zgadnąć. przerwał moje zgadywanie pan Matsumoto. wspomniał z nostalgią i popił. co wszystkich panów rozbawiło tak. zgadzaj się. Ŝe są cudowni".te naleŜące do Hany i Róry. MoŜe więc dam sobie radę? Im więcej płynęło alkoholu. „Młody byłem. „O. Pan Ito moŜe się podobać". jeden po drugim odwzajemniali polski pocałunek na dłoniach Róry i Hany.pójść w jej ślady. znów przy232 pomniały mi się rady Yukari i postarałam się im sprostać. Ŝe byłam w sytuacjach. abstrakcyjne i . ale moŜe jeszcze będzie z niej poŜytek. Gdy naszym gościom udało się juŜ opanować wesołość. Ŝe w Polsce męŜczyźni całują kobiety w dłoń na powitanie i poŜegnanie. Przez dwie godziny. jak to wygląda. czy polscy męŜczyźni robią kissu publicznie. wymieniałam ceny. a Róra i pan Matsumoto umówili się. „Taki przystojny męŜczyzna na pewno miał duŜo przyjaciółek podczas podróŜy". jakie nasi goście spędzili w Paradise. jak powiedziałaby moja wspomniana wyŜej ciocia. nigdy ich nie krytykuj. Ŝe niemal dostali spazmów ze śmiechu. a pozostali trzej oŜywili się na „duŜo przyjaciółek" i zaczęli licytację. koniecznie chciał się dowiedzieć. potwierdziła przytomnie Hana i dodała. Na koniec.zwłaszcza . w których oczekiwano ode mnie podobnego zachowania. Hana i pan Ito zaśpiewali piosenkę z fortepianowym akompaniamentem. JuŜ nie dzierlatka. dodał i zrobiło się trochę smutno. Ŝe są cudowni". „Chwal ich. jakbym słyszała moją osiemdziesięcioletnią ciocię. pięknych Polek i biustów. same sącząc wciąŜ tego samego wodnistego drinka.

aby biegle władać japońskim. ile jej powiedziałam. Ŝe przyzwoite przyswojenie angielskiego czy niemieckiego zajmuje pięć lat. która nie mówiła po japońsku. Po trzech pierwszych lekcjach z Satoru. którego kulturę bada. W dŜungli języka Jak Pani sobie tam radziła z językiem? Autor Imperium znaku pisze o nieszczęsnym pytaniu nieustannie zadawanym przez ludzi. niŜ ośmielałam się nieraz przypuszczać. jak sami często przyznają nie bez dumy.pewnie. jakie kiedykolwiek powstały. jedna z najlepszych ksiąŜek o Japonii. to kto wie. moŜe właśnie otwierałaby się przede mną interesująca przyszłość współczesnej gejszy . Na początku torpedowałam więc wszelkie podejmowane przez moich nowych znajomych próby skłonienia mnie do nauki japońskiego. a nawet uŜywałam takich dawnych wymówek szkolnych. Z wykładu dla zagranicznych stypendystów Monbushó (japońskiego ministerstwa kultury) VIII. które były z jego strony ofertą. i nie była zajęta czymś innym. Zdawałam sobie sprawę.jak i w kaŜdym innym obcym kraju . Wszystkie gejsze świata robią przecieŜ to samo . bez „wspólnego języka" ludzie muszą czuć się zagubieni. Japończycy mówią po japońsku. Gdybym miała tyle lat. którzy wiedzieli o jego pobycie w Japonii: „Jak Pan sobie tam radził z językiem?" Francuski filozof miał rację. posługują się najbardziej wyjątkowym i skomplikowanym systemem językowym świata i nawet jeśli jest w tym stwierdzeniu nieco przesady. Ŝe są cudowni.dają męŜczyznom poczucie. nie ucząc się mowy tubylców. Z najpiękniejszym uśmiechem. Ŝe komunikacja moŜliwa jest tylko w mowie. wycofywałam się z dalszej rozmowy na temat ewentualnego kursu języka japońskiego albo prywatnych lekcji. wymigiwałam się brakiem zdolności językowych. które w wyniku niezrozumiałej transformacji okazywałoby się „biurkiem pani Watanabe" lub nawet . ma ono wielu zwolenników. dziękowałam Satoru za kolejny podręcznik i coś niejasno obiecując. Zdaniem specjalistów. podwaŜając naiwne przekonanie. jakiej nie mogłam odrzucić. jak nagła niedyspozycja lub choroba w rodzinie. ale Chryzantema i miecz Ruth Benedict.„gaijinki". Problem. Nie było to aŜ takie trudne.z całą pewnością moŜna „poradzić sobie z językiem". napisana została przez osobę. Ŝe bez niej. Udało mi się nauczyć jednego alfabetu fonetycznego.i tu językoznawcy nie są zgodni od czterech do siedmiu razy więcej czasu niŜ na naukę kolejnego 235 języka indoeuropejskiego. Japończycy. potrzebne jest nam . W Japonii . by wyjść poza absurdalne powtarzanie ćwiczeń złoŜonych ze zdań typu „Ta ksiąŜka jest ksiąŜką pani Yamazaki" albo pytań o „krzesło pana Tanaki". Zakładając. Ŝe na naukę japońskiego mogłabym poświęcić tylko niewielką część czasu. jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowany. Ŝe jestem o wiele mniej rozgarnięta. pozbawieni wiary w moŜliwość zrozumienia rzeczywistości. został w mojej głowie przeraŜający obraz czarnej tablicy z tabelkami pełnymi znaczków i nieprzyjemne uczucie. na ile antropolog musi znać język kraju. ale nie posunęłairbsię ani kroku dalej. a róŜnica kulturowa dotyczyła raczej formy niŜ treści. bo nie śmiałabym zrobić tego przy słynących z pracowitości Japończykach. zbyt małą. na jaki było mnie stać. Nie wspominając oczywiście nic o lenistwie. rachunek jest prosty i zniechęcający.

Patrzyłam na wiadomości. Lunatyczna topografia tokijskich zaułków i semiotyczny gąszcz niezrozumiałych znaków! Brnęłam w przestrzeni pozbawionej drogowskazów i przetartych ścieŜek. które nie dość. W naturalny sposób potrzeba rozumienia wygrała z pragnieniem pozostania w błogiej nieświadomości. jacy jesteśmy. bez niego bylibyśmy tylko zwierzątkami krzyczącymi z bólu albo gulgoczącymi z radości. okazały się wyjątkowo obrzydliwe. gdakanie polityków i mętna nuda politycznych komentatorów. smaŜyły i zjadały niebywałe stworzenia. gdzie eteryczne kobiety roniły łzy i miękkim. megafon samochodu krąŜącego po sąsiedztwie. Ŝe to koń" . a nie 236 Tak Satoru uczył mnie japońskiego rozumiejąc. „KaŜdy głupi widzi. w których osoby płci obojga siekały. jakie mi się zdarzały. ku swojemu zdumieniu rozpoznawać w mowie tubylców słowa. wrzeszcząc. jakim z upodobaniem oddawał się mój sąsiad pan Matsura z małŜonką. cały ten perswazyjny szum właŜący w uszy i oczy . Japoński język pięknych znaków i gramatyki. Rano budziły mnie śpiewne powitania wymieniane przez sąsiadki.„rowerem pana Ando". podobną na moje ucho do dramatycznych kłótni. o jakie kiedyś pytałam japońskich przyjaciół. z przyjemnością oglądałam go w Bon Hour. szklana bańka. śpiewnym głosem mówiły o jakichś waŜnych sprawach. ba . Mimo iŜ w swoim polskim domu od lat nie mam telewizora. kupiłam od niego zestaw zdrowotnych herbatek. synem i synową. Po jakimś czasie jednak zaczęłam wyłapywać z rzeki języka niektóre dźwięki. Chodząc na spektakle kabuki.było dla mnie niesłyszalne w Japonii. Nie ma podmiotu poza językiem. nie były przy tym bolesne: płyn kupiony jako olej okazywał się octem ryŜowym. piszcząc i podszczypując niemal nagie dziewczęta. To on nas stwarza takimi. Jeśli chce się wyjechać „jak najdalej od wszystkiego". Nie moŜna było przed tym uciec. Ŝe niezbyt potrzebne. na erotyczne lub rozrywkowe show. Ŝe znalazło się na jakiejś innej planecie. Mariko albo Satoru o japoński odpowiednik jakiegoś słowa.nawet więcej . albo pokrzykiwanie listonosza. Japonia. skusił mnie obietnicą jakiegoś innego świata i innego „ja". pękła. gdzie prowadzący. w jakiej Ŝyłam przez kilka miesięcy. oferując „gaijinowi" niezwykłą mieszankę fizycznego bezpieczeństwa z przyprawiającym o dreszcz poczuciem. rozkoszując się samą melodią głosów. na opery mydlane. nigdy nie uŜywałam słuchawek z angielskim tłumaczeniem. podwaŜającej nasze przyzwyczajenia. na ulubione programy o jedzeniu. prze237 brani jak clowni. mówiąc coś przy tym bez końca afektowanym tonem. jest dobrym wyborem. bardziej interesowała mnie uroda dźwięku w ich ustach niŜ ewentualny praktyczny uŜytek. gdzie kaŜdy kolejny krok przynosił małe prywatne odkrycia. To. jaki chciałam. Poza tym zagubienie w dŜungli języka było po prostu przyjemne. Pomyłki. co sprzedaje przyjazny domokrąŜca.fascynujące. by zebrać niepotrzebne sprzęty gospodarstwa domowego. wygłupiali się. dając mi zupełnie nowe uczucie wolności od tego wszystkiego. odbitki zdjęć zrobiono mi nie w tym formacie. w których krewcy politycy krzyczeli coś do siebie jak w starych filmach o samurajach. Jeśli nawet pytałam Chizuko. idiotyzm nagłówków prasy brukowej. co draŜni mnie w krajach^ których język rozumiem karykaturalna mowa reklam. jaki mogłabym zrobić z niego w codziennym Ŝyciu.

„KaŜdy głupi widzi. Roran Baruto. Kanji tworzą system. manga. Na przykład chiński piktogram oznaczający drzewo ciągle je przypomina. który składa się dziś z około 2600 znaków. w gazetach. drugi sylabariusz czy alfabet fonetyczny. kanji mogą mieć kilka róŜnych wartości fonetycznych.z naszej perspektywy . którzy kopiując religijne księgi. a czytający musi wiedzieć na podstawie kompetencji nabytej w długim procesie edukacji. ksiąŜkach. ostre. Teoretycznie kaŜde japońskie słowo moŜna zatem zapisać za pomocą dwóch rodzimych alfabetów fonetycznych i alfabetu rzymskiego. których wspólna 238 nazwa brzmi: ???? -wraz z kanji tworzą one system oparty na innej logice niŜ ta. W Krainie Kwitnącej Wiśni uŜywa się zatem trzech róŜnych alfabetów i dodatkowo potęŜnego systemu znaków. Katakana wynaleźli w VIII wieku równieŜ buddyjscy mnisi. nauczyć się jej na pamięć. ale ewolucja kształtu kanji na przestrzeni wieków sprawiła. Ŝe większość z nich nie przypomina teraz niczego. jak go wymówić. czyli hot dog. nadal w niektórych 239 moŜna dostrzec to dąŜenie do referencjalności. o. Katakana słuŜy przede wszystkim do zapisywania słów obcojęzycznych i cudzoziemskich nazwisk (np. Hiragana i katakana uŜywane są w normalnym. Obok katakana istnieje hiragana. opracowali uproszczoną wersję chińskich znaków dostosowując je do specyfiki mówionego japońskiego. miękkie kształty. Makudonarudo. czyli McDonald's. Dalej sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. czyli kanji. Trzeba zatem po prostu zapamiętać wymowę chińskich z:naków. Dla przykładu kanji oznaczający konia czyta się „urna".Współczesny język japoński składa się z dwóch alfabetów fonetycznych zwanych sylabariuszami i około dwóch tysięcy chińskich znaków. u). a nad nimi hiragana słuŜąca dzieciom albo osobom mniej wykształconym. hotto-doggu. ta itd. a katakana kanciaste. To znaczy. Współcześnie katakana to znaki oznaczające 5 samogłosek (a. sa. widząc w ich zmienionych przez wieki formach pierwotne przedstawienie. hiragana równieŜ ma 47 znaków na oznaczenie tych samych 5 samogłosek i 42 sylab. e.) i wygłosowe „n". który jakimś sposobem posiadł ponoć mistrzostwo w odgadywaniu znaczenia znaków kanji. „ba" lub „ma". patrząc na wspomniany wyŜej znak. Hiragana ma obłe.. w . Zanim za sprawą buddyjskich mnichów chińskie ideogramy zawędrowały do Japonii około IV wieku n. były pierwotnie „obrazkami". właściwie moŜna doliczyć jeszcze nasz alfabet rzymski. tak jak wiemy widząc rzymską literę „a" albo znakhiragany „ru". Oczywiście wymowę kaŜdego ze znaków moŜna zapisać. w związku z tym japońskie ksiąŜki i komiksy czyta się . czyli Ronald Barthes). Ŝe widząc dany znak nie wiemy od razu. Reid we wspominanej juŜ anegdocie przytacza opowieść o Ezra Poundzie.e. codziennym języku. powiedział ponoć. uŜywając fonetycznego alfabetu hiragana i tak często się robi. W przeciwieństwie do katakany i hiragany. Ŝe to koń". Sylabariusze to hiragana i katakana. która wymowa jest właściwa. na dole jest kanji. który Japończycy teŜ muszą znać. Ŝe róŜnice giną niekiedy w odręcznym piśmie. jednak niektóre znaki tych alfabetów są na tyle do siebie podobne.od tyłu do przodu. Kanji. bo przypadki jego uŜycia często zdarzają się we współczesnej japońszczyźnie. Japończycy nie mieli własnego pisma. wynalezione przez Chińczyków trzy tysiące lat temu. Japończycy zazwyczaj piszą pionowo i od prawej strony kartki do lewej. i. 42 otwartych sylab (ka. do której przywykliśmy na Zachodzie.

Na przykład „ki" przypominać ma kształtem key. do których na początku próbował mnie zachęcić Satoru. Być moŜe to właśnie fascynujące piękno kanji skłoniło mnie do wertowania podręczników i słowników. Nauka podzielona jest na etapy: w pierwszej klasie uczniowie uczą się 80 znaków. Sztuka ich pisania. wymyślałam polskie i tak „su" z zawiązaną nóŜką było „supłem". których kształty „widzieli" w danym ideogramie. gdy się człowiek zaprze powtarzając przez parę tygodni na okrągło „su supeł". W podręcznikach do nauki japońskiego dla cudzoziemców kaŜdy znak hiragana i katakana skojarzony jest z jakimś przedmiotem. moŜna zacząć studiować kanji. Najgłupsze skojarzenie wydawało mi się lepsze od bezsilności wobec kształtów.„chichotem" (. Jako Ŝe niektóre angielskie skojarzenia nie były dla mnie chwytliwe. To najbardziej przydatny. trudno). czyli klucz. „hi . Po kilku miesiącach rosnącej fascynacji byłam zatem na dobrej drodze. którego nazwa zaczyna się 241 na daną sylabę.kuper". którzy w tym samym czasie we wszystkich szkołach Japonii uczą się dokładnie tego samego znaku. co dotyczy i japońskich maluchów. ani Ŝadnej innej części zwierzęcia. Nauczywszy się hiragana.„kuprem".„hokeistę". Według zarządzenia japońskiego Ministerstwa Edukacji naleŜy znać trzy alfabety (hiragana. podstawowy system znaków. jakie podarował mi Satoru. powtarzając w nieskończoność tyle a tyle kresek. trzeba więc zasiąść do katakana i dopiero nauczywszy się obu syla-bariuszy.a Ŝe róŜne „h". a „hi" w kształcie uśmiechniętych ust . Tak czy inaczej. miecze i kapelusze na głowach postaci. bo . którego trzeba uczyć się przez lata. kanji są piękne.kaŜdy uczeń poznając nowy znak musi zapisywać go w identyczny sposób. katakana i rzymski) oraz „tylko" 1945 kanji. tak samo jak wszyscy pozostali uczniowie w jego wieku. i „gaijinów". w drugiej 160. to artystyczna praktyka z pogranicza malarstwa i rysunku. kaligrafia. i dla „gaijinów". moi japońscy znajomi wymyślali dla moich potrzeb skały i pola. które na początku wymykały się z mojej pamięci jak węgorze. trzeba ćwiczyć przez dziesiątki lat. by zacząć dukać zdania o krzesłach pani Yamazaki i biurkach pana Watanabe. ani ładniejsza od „z" czy „m". „ku .jako Ŝe cudzoziemskie moŜe być zapisane tylko w katakana. ale niewprawna dłoń deformuje kształt. ale zabawa w odnajdywanie bezpośredniego odniesienia znaku do rzeczywistości wydaje się fascynować równieŜ Japończyków.którym ja nie byłam w stanie dostrzec ani kopyt. podczas gdy estetyczny wymiar znaków kanji oczywisty jest i dla Japończyków. które kaŜdy opuszcza ze znajomością wymaganych 1945 kanji. Tłumacząc mi znaczenie jakiegoś kanji. Postanowiłam uczyć się japońskiego. Wprawdzie w większości kanji nie sposób juŜ dopatrzyć się mimetycznego śladu. Naukę japońskiego zaczyna się od hiragana. precyzyjnie skodyfikowany sposób zapisywania kaŜdego znaku.. aby uchodzić za osobę piśmienną. „ho" . Nie moŜe być mowy o Ŝadnym odstępstwie od reguły . w trzeciej 200 i tak aŜ do naszego odpowiednika liceum. w takiej a nie innej kolejności. wypięte „ku" . O urodzie rzymskiego alfabetu nie Kobieta da się wiele powiedzieć: litera „p" na przykład nie jest ani brzydsza. ani rozwianej grzywy. ale niestety nie moŜna w nim zapisać swojego imienia i nazwiska. a aby zostać mistrzem.. to kanji stanowią dla „gaijina" prawdziwe .chichot". od tej a nie innej strony. i tak dalej. Istnieje tylko jeden poprawny. O ile syłabariuszy hiragana i katakana nie jest w końcu tak trudno się nauczyć. Próbowałam je kopiować.

które w 1995 roku zniszczyło miasto Kobe: „To straszna i niewybaczalna niedogodność dla naszych szacownych klientów. słodkawego krakersika owiniętego w wodorost. O wiele powaŜniejszym problemem jest jednak wyrafinowana . ale z powodu trzęsienia 242 ziemi zmuszeni jesteśmy zamknąć nasz skromny sklep". powiedziała do mnie Ayaki z dnia na dzień coraz lepsza w roli nauczycielki japońskiego. Prosimy. przeczytaj". jaką jest oczekiwanie na start w naszym skromnym samolocie. jakich studentka przed chwilą uŜyła w japońskim odpowiedniku tej informacji. Wysylabizowałam złoŜenie dwóch znaków i okazało się. Ŝe znów zasłuŜyłam na prezent. co pozostało po drzwiach sklepu zdewastowanego w trzęsieniu ziemi. by korzystać z Internetu w Bon Hour. ale w powyŜszym przekonaniu jest być moŜe nieco prawdy. ośmielając się wejść do szacownego gabinetu. Tłumacząc mi. jak trzeba pisać znaki. co powinnam zrobić. „Proszę o wybaczenie. Z Ŝadnym innym pewnie aŜ tak nie konweniowałoby nieustanne kłanianie się. powiedział Satoru. a tego się nie robi przełoŜonej. który charakteryzuje inne języki. które dla niej były juŜ takie proste. Najgrzeczniejszy język świata Mówi się. płynie tak obficie właśnie z powodu grzecznościowych formuł. ale właśnie przyniesiono szacowną paczkę z szacownymi ksiąŜkami dla wielce szacownego profesora". Z własnego doświadczenia dodałabym jeszcze stopniowanie informacji. które on sam uznałby za wielce praktyczne na początku pobytu w obcym kraju. Przy pomocy mamy wydobyła swoje stare zeszyty do ćwiczeń i wodząc moją rękę pokazywała. Ŝe niegrzecznie przerywam. wchodząc do sali seminaryjnej. instrukcja na opakowaniu rozpuszczalnego deseru prosi „szacownego klienta". któremu wyjątkowo udał się aport. nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniŜenie o zapięcie tych skromnych pasów". Najlepszą nauczycielką okazała się Ayaki. jaką popełniamy. a potem „łaskawie rozmieszał w nim ten skromny budyń". Piętrowe formułki grzecznościowe. by porównać jego stopień grzeczności z tym. w której siedziałam z Satoru. „Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych podróŜnych za niewybaczalną niewygodę. Reid cytuje informację zamieszoną na tym. dziesięcioletnia córeczka Mariko. mówi stewardesa w samolocie. którym polecenie zapięcia pasów zajmuje podejrzanie duŜo czasu. Po jednej z pierwszych lekcji dostałam od Ayaki akwarelkę z portretem jej ukochanej papugi. by nalał mleka do „szacownego naczynia". zanim wytłumaczył mi sens wszystkich form grzecznościowych. bo Japończycy niepytani rzadko mówią cudzoziemcowi o rzeczach. by szacowni podróŜni wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność. Ŝe japoński to najgrzeczniejszy język świata. który namalowała i podpisała specjalnie dla mnie. „Jak moja papuga ma na imię? Proszę. powiedziała młodziutka studentka. W dosłownym tłumaczeniu na nie tak grzeczny angielski czy polski brzmi to oczywiście komicznie. „Przyniosła paczkę z ksiąŜkami".wyzwanie. sekretarek czy stewardes. mnoŜenie eufemizmów i brak bezpośredniości to charakterystyczne cechy japońskiego sposobu porozumiewania się. W nagrodę za poprawne odczytanie lub napisanie znaku karmiła mnie japońskimi słodyczami jak niezbyt mądrego pudla. Nie mam dostatecznej wiedzy. Chizuko upubliczniłaby moją ignorancję. gdzie osoba tak szacowna musi być zajęta niezwykle waŜnymi sprawami. Potok słów japońskich windziarek. czyli „wielce szacownym profesorem".

potem opracowałyśmy metodę. choć to troszkę trudne". aby uwaŜał na japońskiego premiera. które na początku. czyli: „Tak. Gdy gaijin nijak nie rozumie subtelniejszej odmowy. Są tylko mięsne i rybne". drugi to przedramiona skrzyŜowane na klatce piersiowej. gdy wcześniej zastrzegła: „Teraz mówię na sposób zachodni". czy w menu są jakieś dania wegetariańskie. Gdybyśmy były Japonkami. uŜywają eufemizmów tak grzecznych. Pól biedy. Hierarchizacja języka zaczyna się w rodzinie i opiera na skomplikowanych relacjach statusu związanych z płcią i wiekiem. Japończyk ucieka się do tego sposobu. brałam za „być moŜe". krąŜy mnóstwo anegdot. Prawidłowa odpowiedź na pytanie: „Czy rozumiesz?" brzmi: „Hai. powtarza z uporem coś w rodzaju: „Szanowny kliencie. Gdy na przykład chcemy się dowiedzieć. która pozwalała Chizuko zmusić się do sprzecznego z zasadami jej języka „nie". wsysanie powietrza przez zęby i wyraŜające zakłopotanie drapanie się po głowie. w japońskim wydaniu to juŜ nie „owijanie w bawełnę". Gdy były prezydent USA Bill Clinton . spowodował międzynarodowy skandal. Chizuko. Ŝe mikrofon jest włączony . czy ta praktyka 244 nie skrzywiła zbytnio jej japońskiej toŜsamości. Do dziś nie wiem. Niechęć wobec „nie" jest tak silna. jaką Japończycy Ŝywią wobec otwartego mówienia „nie".ostrzegł na jakimś spotkaniu przywódcę Rosji Borysa Jelcyna. nie mogłabym do swojego o dwadzieścia lat starszego zwierzchnika z uniwersytetu powiedzieć: „Chodź. Clinton miał jednak w pewnym sensie rację. otwiera nawet zdania. Ten grzeczny język. Podobnie naleŜy niekiedy interpretować dźwięk „ng". Zamiast prostego przeczenia. to będzie troszkę trudne". bowiem w kontaktach z obcymi ta cecha japońskiego języka jest powodem wielu nieporozumień. Na temat wielkiej niechęci. moja o kilka lat młodsza siostra zwracałaby się do mnie niekiedy „szacowna starsza siostro". jego uŜycie jest precyzyjnie określone w zaleŜności od tego. lecz jedynie informacją. słowo znaczące „tak". naiwna „gaijinka". wakarimasen". Japończycy poczuli się głęboko dotknięci oskarŜeniem o kłamliwość. MęŜczyzna .jak ostrzegał Clinton Jelcyna . bo ten mówiąc „tak" myśli „nie". nie potrafiąc powiedzieć „nie". Ŝe pozwalają biednemu „gaijinowi" na optymistyczną ich interpretację. Hai w takim przypadku nie jest potwierdzeniem. „Spróbuję sprowadzić pani zamówione ksiąŜki. a starszy góruje nad młodszym. przenigdy.znaczy „nie". które w rzeczywistości są przeczącą odpowiedzią na nasze pytanie. gorzej. nie rozumiem". znaczy „nie". unikający słowa „nie". Ŝe hai. lecz w najdelikatniejszy jedwab. ściśle wiąŜe się ze społeczną hierarchią. „W sprzyjających okolicznościach uda nam się spełnić pani prośbę o lepszy skaner w biurze". kto i do kogo mówi. gdy poruszane są waŜniejsze sprawy. a ja nigdy. NajbliŜsze naszemu bezpośredniemu „nie" są dwa japońskie gesty odmowy: pierwszy to wachlujący ruch dłoni uniesionej na wysokość podbródka. gdzie męŜczyzna stoi wyŜej niŜ kobieta.nie wiedząc. ale z pewnością rzadziej mówią „nie". kelner z duŜym prawdopodobieństwem odpowie więc: „Tak. A więc: „W najbliŜszej przyszłości pozytywnie rozpatrzymy pani podanie o grant". znaczy „nie". Japończycy nie kłamią wprawdzie więcej niŜ inne narody. Ŝe rozmówca słucha nas. mówiła „maybe".odmiana „owijania w bawełnę". znaczy równieŜ „nie". gdy sprzedawca w sklepie zamiast powiedzieć: „Nie mamy butów w rozmiarze 43". Czasem „tak" teŜ .

„panią Koizumi" niŜ „panią Chizuko". „Jestem X z Polskiej Akademii Nauk" brzmi o wiele grzeczniej i właściwiej niŜ „jestem X". bo to jego praca. Nie mogłabym równieŜ zadać mu większości pytań. przy którym siadywałam wpadając do ich biura w odwiedziny i gdzie trzeba było mówić po angielsku. tak jak oni to robią. Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane. 15. „Ng". 30 czy moŜe aŜ 45 stopni? Dlatego Japończycy po prostu nie odzywają się do obcych i dlatego w chwili prezentacji tak wnikliwie oglądają wizytówkę właśnie przedstawionej sobie osoby. profesor. a gospodyni domowa inaczej przywita listonosza niŜ jej mąŜ lekarz. Jak pisze wspomniana juŜ Mori. a nie nazwiska. wymaga zupełnie innych form grzecznościowych niŜ pan Yamasaki pracujący jako listonosz. Przemawiając do niego.Satoru. szukając drogi. którego wypada zapytać o drogę. którzy od pierwszego dnia uŜywali mojego imienia. i tak postępują Japończycy od małego wychowywani na ludzi powściągliwych w nawiązywaniu kontaktów. jakie stanowiły codzienną treść naszych rozmów. Japończycy zwracają się do siebie po nazwisku lub funkcji. pozbawiony pewnie finezji japońszczyzny. jest policjant. bo szef największej nawet korporacji zawsze ukłoni się głębiej swojemu dawnemu nauczycielowi. Nieraz rozmawialiśmy z Satoru o uczuciu transgresji. Nie wiedząc. które mnie interesowały. kobietą o zbliŜonym statusie społecznym i wieku. a nieproszona na ogół bym się nie odzywała. jak się poprawnie zwrócić do drugiego człowieka i . I w Ŝadnym wypadku nie proponowałabym pierwsza wspólnego lunchu! W ogóle raczej byśmy razem nie jadali. komunikacja z obcym jest w Japonii utrudniona do granic moŜliwości. zwracać się do siebie po imieniu. kim jest. było „ng" znaczącym: „nie". Dlatego Japończycy. uŜywając nawet jego zdrobnionej wersji. Ŝe zanim dojdzie do rytuału wymiany meishi. a uŜywanie imienia zarezerwowane jest dla relacji rodzinnych. byśmy kogoś w końcu zapytały. która pokonując dwa metry między biurkiem Satoru (czyli językiem japońskim) a stolikiem. w krajach Zachodu mówi . intymnych lub bardzo bliskich przyjaźni. Pan Yamasaki. właściwe jest dodanie do swojego nazwiska grupy przynaleŜności. do jakiej grupy naleŜy i jaką w niej pełni funkcję. traktowałaby z kolei Chizuko. UzaleŜnienie języka od statusu rozmówcy sprawia. czas na lunch". jakie w ich języku byłyby niedopuszczalne i niegrzeczne. Prawdopodobnie więc po jakichś dwudziestu latach zaczęłybyśmy na przykład z Mariko.co za 246 tym idzie . wolą raczej kontynuować metodę prób i błędów niŜ zaczepić przechodnia. by zacząć rozmowę z zupełnie obcą osobą. uŜywałabym wyłącznie nazwiska i tytułu sensei. gdzie jest Muzeum Shówa. W ten sposób mnie. nie wiadomo.jak głęboko mu się ukłonić: pod kątem 5. ale nigdy nie osiągnęłabym tego stopnia zaŜyłości z jej męŜem. ale ułatwiający mu nawiązanie kontaktu z „gaijinką". czyli wizytówek. jako swoją przełoŜoną. który jest szefem korporacji. jakie towarzyszy zmianie jego ojczystego języka honoryfikatorów i eufemizmów na bezpośredni angielski. Z uległego „japońskiego goździka" popiskującego jak ptaszek zmieniała się w kobietę o mocnym głosie. jakie słyszałam od Mariko w odpowiedzi na sugestię. Jedynym człowiekiem. Przedstawiając się Japończykom. Przedmiotem mojej fascynacji była teŜ za kaŜdym razem Chizuko. ulegała niezwykłej transformacji. i zadawali mi bezpośrednie pytania. ani poruszyć połowy tematów. Konieczność komunikowania się ze mną po angielsku zmieniała moich japońskich przyjaciół w innych łudzi: ludzi. która dla mnie byłaby wówczas raczej Koizumi-san. zamiast w ulewnym deszczu błądzić po całej Kugaharze. w ich języku nie ma zwrotu odpowiedniego.

Dziś Japończycy myślą o niej z nostalgią porównywalną do tej. Japoński język nazywa się czasem „włoskim Azji". Język kobiecy/język męski Wysoka intonacja. Po pierwsze. coś. przypomina raczej karabin maszynowy. z wyŜej opisanych powodów niełatwo zagadać do obcego. którą posługują się męŜczyźni. czyniąc je dziełem sztuki doprowadzonym do perfekcji. bo to niegrzeczne. hiragana jest dziełem kobiet z okresu Heian (794-1185). jest wyraźnie zróŜnicowany ze względu na płeć. choć zwyczaj nie pozwala ani odezwać się do nich. Ŝe spojrzeć w oczy tokijczykowi moŜna w metrze tylko w ten „okręŜny" sposób . niezobowiązującą pogawędkę z obcym tokijczykiem. Era Heian zaczęła się. Okres Heian. które dotykają się i ocierają. jest jednym z przejawów strukturalnej róŜnicy w języku wyznaczającym kobiecie i męŜczyźnie odmienne miejsce. jakim nigdy nie będzie musiał mówić jej brat i vice versa. ani nawet spojrzeć im w twarz. by nie rozmawiały z nieznajomymi. która tak nas uderza w głosie japońskich kobiet. jeśli nie zdrowia czy Ŝycia. sprzeczne z moim wyobraŜeniem intymności. a co dopiero w metrze. co sprawia. Japoński. ZauwaŜyłam. pokoju i wyrafinowanego lenistwa. Z drugiej strony sen to czynność bardzo intymna. a dziś to miasto. Z jednej strony to wspaniale. Geneza współczesnego japońskiego równieŜ opiera się na dwóch historiach: męskiej i kobiecej. po drugie. 247 Do tej ostatniej czynności od początku miałam ambiwalentny stosunek. W enklawie wyrafinowanego piękna. dźwięk tej. bowiem męŜczyźni . stworzyli buddyjscy mnisi. które ogarnęła wówczas nieznana ani we wcześniejszych. Na estetyzacji Ŝycia mogły skupić się przede wszystkim kobiety. jak wspominałam. MoŜna więc być raczej pewnym. ani w późniejszych dziejach pasja logofilska.się dzieciom. Podczas gdy katakana. niŜ się do niego z własnej woli odezwie. esemesują lub śpią. gdy w otoczonej z trzech stron wzgórzami kotlinie załoŜono nową stolicę przeniesioną tu z Nary.przynajmniej . kaŜdemu gestowi nadawano wartość estetyczną. Nazwano ją Heian-kyó: Stolicą Pokoju i Świetności. czas bogactwa. gdzie kaŜdej czynności. jaką Zachód Ŝywi na przykład dla czasów króla Artura. znamy jako Kioto. bo zaśnięcie na przykład w nowojorskim metrze grozi utratą torebki. czego nigdy nie robię nawet w mię-dzykontynentalnych samolotach. podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie. ale dotyczy to wyłącznie mowy kobiet. Ŝe podróŜ metrem to najlepsza metafora tokijskiej rzeczywistości: fizyczna bliskość innych ciał. które śpią tuŜ obok nas. Ŝycie polegało na celebracji codzienności. czytają. był najwspanialszą 248 epoką w historii Japonii. Zamknięci w pełnym dystansu języku piętrowych uprzejmości i subtelnych honoryfikatorów Japończycy w miejscach publicznych milczą. Ŝe dziewczynka (istota o innym statusie) uczy się w istocie języka. bo to niebezpieczne. Ŝe siedząca obok nas w pociągu kobieta nie opowie nam ze szczegółami o niedawnej operacji jelita grubego. zasada nienaruszania prywatności drugiego człowieka jest rzeczą świętą. ale jednocześnie nie ma co liczyć na przyjazną. W tamtejszym metrze Japończyk prędzej zaśnie z głową na ramieniu „gaijina".przyłapując jego szybko odwracający się wzrok odbity w szybie pędzącego pociągu. Mori pisze. Spanie obok kogoś zupełnie obcego jest z mojej perspektywy nieprzyjemne. w Japonii. Ŝe tokijczycy mogą czuć się tak bezpiecznie. a nagła językowa intruzja niewybaczalna. jaką był dwór Heian. wciąŜ niezwykłe.

spoŜywając odpowiednie do tej wzniosłej czynności potrawy. urządzali konkursy poetyckie i radzili się wróŜbitów. gdy miłosne słowa trafiały na podatny grunt. powaŜanym jak w europejskim średniowieczu łacina. Edukacja męŜczyzn i kobiet w owym czasie względnej równości róŜniła się zatem w sposób znaczący. Dobrze . Najpierw następowała wymiana takich miłosnych listów. i wykształceni męŜczyźni chwytali za pióro. A szata to była nie byle jaka: kobiety Heian nosiły pod wierzchnim okryciem dwanaście jedwabnych halek. Arystokraci i damy Heian uprawiali więc miłość. by pisać poematy w kanji.musieli oddać się bardziej trywialnym obowiązkom administracyjnym. kochankowie spotykali się w ciemnej sypialni damy. a miłość doprowadzona do rangi sztuki stanowiła jedno z głównych zajęć. wyrzucone poza nawias oficjalnego języka. Mimo iŜ kobiety w okresie Heian mogły się uczyć. Podczas gdy panowie jawnie zgłębiali tajemnice chińskiego zwanego otokomoji. a kolejne cesarzowe. Studiując chińskie znaki.nazywano je onnade. mimo iŜ nie uwaŜano tego za zajęcie właściwe dla damy. zaczęły opisywać to. aby przy rękawach (najdłuŜsze sięgały ziemi) i przy dekolcie na karku widoczne były kolory wszystkich warstw dobrane według skomplikowanego kodeksu estetycznego związanego z porami roku. rozczulali się nad pięknem padającego śniegu. Być moŜe teŜ dama uchyliła wcześniej rąbka tąjem250 nicy. Miłość -jeśli akurat nie uprawiana . stanowiska rządowe i uniwersytety były jednak przed nimi zamknięte. znając się zazwyczaj jedynie „ze słyszenia". współgrających z daną porą roku. męskim językiem. by wspólnie z nimi pisać poematy.była opisywana. którym zwyczajowo mogli posługiwać się tylko męŜczyźni. Romans w owym czasie zaczynał się i kończył tekstem miłosnym: listem napisanym na perfumowanym papierze lub wachlarzu ozdobionym kwiatami. Za prawdziwie szlachetną literaturę uwaŜano tę w języku chińskim. co w okresie Heian arystokraci rozumieli przez „codzienne Ŝycie". a córki rodu Ŝeniono z marionetkowymi cesarzami. podziwiali jesienne liście lub wiosenne kwiaty. z których kaŜda kolejna była nieco krótsza niŜ poprzednia tak. Rządząca Japonią w owym czasie rodzina Fujiwara wprowadziła dziedziczenie po linii Ŝeńskiej. wpadły na ten sam pomysł. kobiety robiły to raczej w sekrecie. pokazując przyszłemu kochankowi skrawek szaty. co istniało poza nawiasem sfery publicznej: codzienne Ŝycie.od czasu do czasu . Romansowano wówczas bez ograniczeń i poczucia winy. otaczały się kręgiem pięknych i utalentowanych dam z wpływowych rodzin. Tak czy inaczej. których autorzy mogli nigdy wcześniej nie widzieć swoich twarzy. zyskując uznanie z powodu szczególnie trafnej metafory pasującej do barwy i zapachu papieru. było godnym pozazdroszczenia pasmem zabaw literackich i miłosnych. kobiecym pismem czy dosłownie „kobiecą dłonią". To zaś. W obu sferach uŜywano języka chińskiego. Dlatego Heian nieraz nazywa się „wiekiem kobiet". kobiecych kształtach . drugi alfabet fonetyczny złoŜony ze znaków o miękkich i krągłych. pozbawione władzy politycznej. 249 omawiać miłosne afery dworskich dostojników i prowadzić dysputy na temat kolorów strojów. Naprawdę władzę sprawowali męscy przedstawiciele klanu Fujiwara. co wcześniej mnisi i zaczęły zapisywać kanji w uproszczonej formie. Tak powstała hiragana. W ten sposób kobiety. dobierali zapachy kadzidełek do „zapachowej ceremonii". kontemplowali księŜyc. które cieszyły się wówczas nieznaną wcześniej swobodą i przywilejami.

męŜczyzna odtwarzający na scenie kobiece role. a w jej miejsce narodziła się kultura zen. NiezaleŜnie od statusu społecznego autorytet i władza były jednak po stronie języka zarezerwowanego dla męŜczyzny. dama dworu cesarzowej. Nie dziwi zatem.dla naszych oczu wyglądają jak piękne i straszne demony. które ponoć nie przepadały za sobą w rzeczywistości. bo na zróŜnicowanie języków miały wpływ równieŜ inne czynniki niŜ płeć i wieśniaczka mówiła inaczej niŜ na przykład Ŝona kupca z Edo. czynił ją wówczas bardziej poŜądanym obiektem męskiego pragnienia niŜ uroda. W Makura no Sóshi 251 z niedościgłym mistrzostwem i kobiecym wdziękiem. Opowieść o księciu Genji. jedno z kanji oznaczających „Ŝonę". pisała. co działo się poza dworem.kobiety. Kobiety nigdy juŜ nie miały takiej wolności ani nie stworzyły porównywalnie wspaniałych dzieł. siedziała przy niskim stoliczku i pisała. jeśli romans kończył się szybko. a płciowa róŜnica w języku japońskim pogłębiała się. z krągłą twarzą o dziwnej geografii. gdzie Ŝycie tak zwanych zwykłych ludzi dalekie było od idylli. sztuka pisania listów miłosnych przestała być traktowana jako najwaŜniejsza rzecz w Ŝyciu. Fikcyjne spotkanie obu dam. a wojenne zawieruchy kolejnych wieków odebrały znaczenie kobietom i kulturę melancholijnych estetów zastąpiła kultura równieŜ nieco skłonnych do melancholii. Dama Heian w wielowarstwowym kostiumie. kanji oznaczające „pannę młodą". autorka Makura no Sóshi. przetrwały do naszych czasów: kredowobiała twarz z wyskubanymi brwiami. Subtelna grzeczność. Yome. iŜ wieść. w piękny sposób opisuje Lisa Dalby w Opowieści Murasaki. tworzą dwa elementy . lecz bardzo przy tym wojowniczych samurajów. pisała. by napisać odpowiedni poemat. W tym samym mniej więcej czasie Ŝyła inna niezwykła postać. Upadek rządzącego w okresie Heian rodu Fujiwara zapoczątkował sześciowiekowe panowanie szogunów. lecz na twardym podwyŜszeniu). nieco starsza od Murasaki Sei Shónagon. Ŝe dama posiada piękny charakter pisma i biegła jest w sztuce układania zdań. której mowa z kolei róŜniła się od tej uŜywanej przez córkę samuraja. Ideałem piękna stała się natura ujarzmiona. ani nie interesując się specjalnie tym. Za pierwszą powieść w historii ludzkości uwaŜa się bowiem Genji Monogatari. Kochano więc i pisano ani nie mając pojęcia. a kwintesencją kobiecego wdzięku onnagata.„kobieta" i „ręka trzymająca . której autorką była Murasaki Shikibu. składa się z dwóch elementów: „kobiety" i „domu". zaprawionym szczyptą złośliwości. a podległość i sfera domu . z włosami spływającymi czarną kaskadą aŜ do stóp. usta w kolorze krwistej czerwieni i barwione na czarno zęby . który waŜył około dwudziestu kilogramów. czyli słynnych Zeszytów spod poduszki (a raczej „spod zagłówka". ceremonii herbacianej i teatru kabuki. które stworzyły hiragana. zamiast których czoło zdobiły dwie duŜe szare kropki. bo dama nie sypiała wówczas z głową na poduszce. Wizerunki kobiet.wychowany kochanek musiał opuścić ją przed świtem. Sei Shónagon opisała romansowe Ŝycie estetów i estetek na dworze Heian. Oczywiście wszystko to było bardziej skomplikowane. zawsze ceniona w tym języku o wiele bardziej niŜ asertywność i bezpośredniość. Okres Heian juŜ nie powtórzył się. pisane przez kobiety Heian teksty ewoluowały w nową formę literacką. czas wojen i podbojów. Kobiety straciły przywileje. Podczas gdy chińskie wiersze męŜczyzn przepadły w niepamięci. tsuma. w przypadku mowy kobiet podlegała nieustannej sublimacji. i oboje mogli właściwie nigdy nie przyjrzeć się swoim twarzom.

RóŜnice te nie są juŜ wprawdzie tak drastyczne w młodym pokoleniu Japończyków . zdystansowanym i świadomym niuansów swojej kultury. „My. zdarzało się powiedzieć nawet osobom na ogół bardzo krytycznym. Ŝe japońskie kiszki są o wiele dłuŜsze niŜ zachodnie i przystosowane tylko do japońskiej diety.gardłowe. które mogło być na przykład odpowiedzią na jedno z moich pytań. Jedna z krewnych autorki. melodyjnym świergotem. podczas gdy męŜczyźni stosują je w formie podstawowej. Ŝe mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni mają pewne cechy godne pozazdroszczenia lub chociaŜ wyjątkowe. Kobieta i męŜczyzna w inny sposób mówią „ja".którzy na przykład zamiast zróŜnicowanych w zaleŜności od kontekstu japońskich określeń na Ŝonę często nazywają ją dziś po prostu waifu (od ang. a męskie . Tak jak japoński ryŜ wielu uwaŜa za najbielszy i najsmaczniejszy pod słońcem. Wiara w wyjątkowość Japończyków to podstawa wspomnianej juŜ tu ideologiiNihonjin-ron. Do tego dochodzi wspominana juŜ tu przeze mnie odmienność intonacji.szczotkę". czyli „osoba wewnątrz domu" albo . Satoru opowiadał mi. której wyznawcy uwaŜają. Japończycy". Ŝe między Japończykami a „gaiji-nami" istnieją zasadnicze i nieredukowalne róŜnice. Ŝe „wielce szacowny małŜonek dokonał szacownego obudzenia się". a właściwie dwa „płciowe dialekty": męski język władzy i kobiecy język podległości.to sformułowanie często otwierało zdanie. Japończycy z samurajskich rodów. W tradycyjnym japońskim języku męŜczyzna powiedziałby zatem o swojej Ŝonie: „Obudziła się". 252 zwykła szczególnie często i z upodobaniem uŜywać męskiego języka.ale nadal istnieją. Dla tych. takw języku japońskim osoby o podobnych poglądach dopatrują się cech wskazujących na jego absolutną unikalność (związaną oczywiście z unikalnością mówiących nim ludzi). japoński język jest przykładem potwierdzającym tę tezę. urzędniczka w banku Spotkanie zaprosi klientów na „szacowne drugie piętro". . uŜywała wówczas formy „ja" przysługującej męŜczyźnie. kobiece formy „ja" są mniej bezpośrednie i miękkie. Ŝe językiem męskim i kobiecym w wyjątkowo wyrafinowanej formie posługiwali się do końca Ŝycia jego rodzice. wije) .szogun". Ciekawy przykład uŜywania języka jako medium władzy opisuje wspomniana Yamakawa w opowieści o Ŝyciu codziennym kobiet z klasy samurajskiej okresie Edo. gdy rozmawiała z osobami o duŜo niŜszym statusie.dziś zanikające juŜ -gusai znaczące „głupia Ŝona". Słowa uŜywane przez męŜa. zwana z racji swego złego charakteru „mniszką . Japończycy" . a inni Ŝywią przekonanie o odmienności budowy i funkcjonowania japońskiego mózgu. ucząc się od wczesnego dzieciństwa. Do dziś w Japonii są dwa sposoby posługiwania się językiem. podkreślając męskocentryczny charakter japońskiego społeczeństwa. a jej kolega po prostu na „drugie piętro". urodzeni i wychowani przed drugą wojną światową. Kobiecy język wiąŜe się równieŜ z koniecznością uŜywania odpowiednich form grzecznościowych. zdecydowane i mniej formalne. podczas gdy ona oświadczyłaby. Japoński mózg „My. gdy mówi o swojej Ŝonie. która w przypadku kobiety jest wysokim. którzy są przekonani. Ŝe ich miejsce w strukturze jest odmienne. Niektórzy zwolennicy ideologii Nihonjin-ron wierzą więc. to kanai. Upraszczając: kobiety częściej uŜywają rzeczowników i czasowników z honoryfikatorami.

254 Unikalność japońskiego mózgu. które spędziło rok na kursie angielskiego w Londynie. W miejscach. Nigdy nie zdobyłam pewności. gdy tylko zwracałam wzrok w jego stronę. Nawet jeśli mózgi mamy z grubsza takie same (Ŝe jest inaczej nie przekonał mnie profesor Tsunoda). to jak porównać świat wyraŜony w dwóch tak odmiennych systemach językowych? Czy mówiąc na przykład o róŜy. ciekawsza. Stąd. co w przypadku próby przyswojenia obcego języka jest wyjątkowo złą metodą. Jego zdaniem. a oni dwa tysiące znaków. muzea i świątynie. szemraniu strumienia czy śpiewowi cykad. mając moŜność wyraŜenia ich w sposób perfekcyjny. niepewność własnych umiejętności i lęk przed ośmieszeniem stanowią dodatkową blokadę. Wśród róŜnych hipotez najbardziej przekonująca wydaje mi się ta. której nie ma Ŝaden inny język świata. takich jak wielkie stacje kolejowe. Akimi. ma swoje odzwierciedlenie w japońskim języku. co racjonalne. Ŝe porozumiewa się zupełnie swobodnie. w mózgach ludzi Zachodu za to. ale świadomość. co emocjonalne .Temu popularnemu przesądowi bogatą pseudonaukową oprawę dał profesor Tsunoda Tadanobu. podczas gdy mózg japoński odbiera oba rodzaje wraŜeń tą samą. kilkunastoletni syn Mariko. jak argumentuje Tsunoda. która wini japoński system eduka255 cji nastawiony na pamięciowe wkuwanie. dokształcają na kursach. Być moŜe jeszcze tylko w USA i Wielkiej Brytanii równie mało ludzi. Ŝe język japoński posiada szczególną właściwość mimetycznego przedstawiania rzeczywistości. lewą półkulą. bardziej godna uwagi? Ewentualne poczucie niŜszości wobec „japońskiego mózgu" i języka znikało jednak. czerwieniejąc i blednąc na zmianę. Na ulicach Tokio szanse na przypadkowe znalezienie anglojęzycznego Japończyka są niewielkie. Ŝe ja znam dwadzieścia kilka liter. jaki jest stosunek moich wykształconych japońskich znajomych do koncepcji profesora Tsunody. ja i Mariko mamy na myśli taki sam kwiat? Jakie jest „imię róŜy" w kanjil Czy rzeczywistość opisana w kilku tysiącach kanji nie jest przypadkiem piękniejsza. „Japończycy mówią po japońsku". ludzie Zachodu nie są ani tak wraŜliwi na piękno natury jak Japończycy. ale Akimi to zupełny wyjątek. ani nie potrafią oddać emocjonalnej głębi uczuć w tak doskonałych słowach. śliczny młodzieniec obdarzony wysokim wzrostem i szlachetnymi rysami. hotele.Japończycy zwykle starają się jakoś wytłumaczyć cudzoziemcom tę kłopotliwą dla nich przypadłość.prawa. Według Tsunody język japoński bliŜszy jest niŜ inne mowie natury. mnie samej wydawała się czasem niepokojąca. których jest mnóstwo. ale na ogół nie potrafią porozumieć się w tym języku. a za to. co w Japonii. Gdy po kilku spotkaniach w końcu przemówił. Japończycy uczą się angielskiego obowiązkowo przez dwanaście lat w szkołach. Pewnie nieśmiałość Japończyków w kontaktach z obcymi teŜ ma tu coś do rzeczy. cudzoziemcy zdani są często tylko na siebie. Mimo pozorów internacjonalizacji. Dzieje się tak dlatego. autor bestselleru Japoński mózg. gdy próbowałam porozumieć się w Tokio po angielsku. dziecko rodziny intelektualistów. Tokio w wielu aspektach nie jest miastem międzynarodowym. uparcie milczał w moim towarzystwie. odpowiada lewa półkula. okazało się. jak przekonuje autor. tym zdaniem otworzył wykład profesor przemawiający do zagranicznych stypendystów Monbushó i nie Ŝartował . Na przykład na mapkach . mówi w jakimkolwiek innym języku niŜ ojczysty.

wyglądał mi na studenta wydziału humanistycznego. mówił i robił parę kroków. aŜ delikatnie wyciągnęłam mu moją własność z dłoni i wycofałam. „Bukusutoru". co po pewnym czasie nie jest aŜ tak trudne w Tokio. świsty. „Yes. wydając teŜ przy tym inne dźwięki. czyli angielskie słowo bookstore w japońskiej wymowie. ale do dziś pamiętam zagadniętego przeze mnie o drogę do księgarni miłego człowieka płci męskiej. za pomocą których Japończycy wyraŜają emocje. powtarzając bukusutoru. . stalibyśmy tam nie wiadomo jak długo jeszcze. wyjaśniających detale związane z czymś. i labirynt marsjańskich ulic bez nazw. Ŝe nie warto dla nich się starać. Ŝe to ty. „Bu-ku-su-to-ru". a jego oczy krzyczały niemo: „Gaijinka!!!. jakich potem będę unikać jak ognia. czy mówi po angielsku. się nie przestając dziękować. Nieopatrzne zwrócenie się o pomoc doprowadziło do jednej z tych niezręcznych sytuacji. druga . Tylko dwie instrukcje dotyczące 256 zwyczajów. Szybko nauczyłam się radzić sobie sama. co wyglądało jak stara zniszczona rama okienna. nawet jeśli będzie wyglądała tak. Resztę mapki opisano juŜ tylko po japońsku: jest tam staw chyba. Zagadnięty męŜczyzna zrobił najpierw charakterystyczną minę. Ŝe ciągle masz swoje zachodnie przerośnięte „ja". zawsze są na widoku. towarzyszyło jedno jedyne zdanie po angielsku mówiące. wykrztusił na moje pytanie. gdzie księgarnia się mieści i którego w realnej przestrzeni miasta nie mogłam znaleźć.bookstore? i pokazałam zaznaczony na planie Tokio krzyŜyk. „gaijinie". powtarzał i robił kolejne kilka kroków. Ŝe oto patrzymy na „przyrząd do ceremonii herbacianej" o nazwie „Wiatr w sosnach". na którym moŜesz sobie usiąść i poczekać na olśnienie. podrapał się po mistrzowsko ostrzyŜonej głowie i zaczął dreptać dookoła. Przestraszony człowiek wziął do ręki mój atlas. jakby z japońskiego przetłumaczyła ją osoba mówiąca tylko w suahili. których przestrzegania wymaga się w Japonii bardzo powaŜnie i bez Ŝadnej taryfy ulgowej. chrumknięcia i pomruki. Na przykład na wystawie poświęconej historii herbaty długiemu opisowi pełnemu dat i nazwisk. które w ciągu ułamka sekundy rozkwitły w pełnię przeraŜenia. łączącą zdumienie i zakłopotanie. W obu przypadkach moŜna być pewnym informacji po angielsku.. Gdybym tego nie zrobiła. ale w oczywisty sposób nie kojarzył go z niczym znajomym. bo niebieski. gaijinka mówi do mnie w obcym języku!!! Co robić!?!" Bookstore"?. który w swoich levisach we wzorek udający chlapnięcia białej farby i z fanatazyjnie postrzępioną fryzurą na jeŜozwieŜa. gdzie napis: You are here i wielka czerwona strzałka dadzą ci tak potrzebną do przeŜycia pewność. Mimo zupełnego braku porozumienia Japończyk usiłował mi pomóc tak długo. Ŝe spacerowałam w malowniczych okolicach uniwersytetu Waseda. Do Japonii przyjeŜdŜa co roku tylko około pięciu milionów turystów i wydaje się. Pierwsza dotyczy ściągania butów. powtórzyłam łagodnie. Ido". Podejrzenie było tym bardziej prawdopodobne. między znakiem złoŜonym z trzech pogiętych kresek i małego telewizorka a znakiem przypominającym składany stołeczek. Podstawowe informacje po angielsku są zwykle kilka razy krótsze niŜ zamieszczone obok japońskie. jednej z najszacowniejszych uczelni Japonii.segregowania śmieci. więc naprawdę lepiej sobie posiedź tam.koło stacji kolejowych po angielsku napisane jest zazwyczaj tylko You are here tu jesteś.. ja z moim obcesowym pytaniem 257 . Ŝe Japończycy wychodzą z załoŜenia.

pytającym głosem wymawiałam więc nazwę stacji. bo podczas gdy ja czekałam na prostą odpowiedź. Gdy poproszony o pomoc Japończyk nie potrafi sprostać zadaniu. Jedną z takich metod jest skłanianie maluchów do przełamywania nieśmiałości i zaczepiania „gaijinów". Po tym doświadczeniu ograniczałam próby zasięgnięcia informacji od obcych tokijczyków do minimum. Nowojorczyk. Jeśli zaś uciekłby bez słowa. Ŝe zamiast mówić. przygryziona warga.to nie moja stacja. Ŝe nie było widać rzymskiego napisu. prawdopodobnie w ogóle nie ten pociąg i nie dogadamy się. nauczyciela. Chizuko przypominała sobie trzeci tryb warunkowy i wyszukiwała synonimy czasownika „iść". a zagadnięty przeze mnie człowiek zaczynał coś długo mówić w swoim języku. a japońska młodzieŜ opuszczała szkoły z rzeczywistą umiejętnością porozumiewania się w tym . on z narzuconą mu powinnością. Ŝebym poszła do diabła razem ze swoim bukusutoru albo nauczyła się japońskiego. z której próbował się wywiązać. wyraŜającego zakłopotanie. oczywiście pod czujnym okiem sensei. ale niezbyt rozgarniętej. czyli intensywna dociekliwość istoty pracowitej. Nie potrafił wykorzystać wykutej na pamięć szkolnej wiedzy do tego. Ŝe student z uniwersytetu Waseda nieraz zetknął się ze słowem bookstore. które w końcu wypływało z jej ust. nieodmiennie doczepione było słówko maybe. Ŝe podejmowane są róŜne próby.chcemy czy nie . które notują w swoich zeszytach. nie rozumiejąc. dopóki nie zwolni się go z tego przykrego obowiązku. by nauka angielskiego stała się efektywniejsza. kaŜda rozmowa była koszmarem. ale społeczna sytuacja. szeptała najpierw do siebie. naśladując minę słodkich postaci z komiksów manga: przekrzywiona głowa. tylko słusznie obawiając się. i nieustannie sprawdzała słówka w podręcznym elektronicznym słowniczku. zaczynając od słowa „eto". układając w myśli angielskie zdanie. którzy jako tako znają . zmarszczone czoło. czuje się bardzo niezręcznie i będzie męczył się tak długo. Gdy Japończyk odpowiadał „okay" i uśmiechał się z ulgą. zwracając twarz ku najbliŜszemu sąsiadowi. nie wahałby się poinformować go o tym i to niekoniecznie w grzecznych słowach. 258 była teŜ Chizuko. który nie potrafiłby lub nie miał ochoty udzielić cudzoziemcowi informacji. i wznosząc głos dodawałam na końcu błagalne: Okay? Na przykład: „Nishi-Shinjuku? Okay?". jedynie ci Japończycy. krzyŜykiem i daszkiem albo grabiami wpisanymi w krzywy trójkąt. a do ostatniego słowa misternego zdania po angielsku. przerosła go. Opowiadano mi. przystanek nie miał dla mnie nazwy. Jeśli na przykład pociąg zatrzymywał się tak. znaczyło. Ubrani w mundurki i bardzo przejęci podchodzą do turystów w Asakusie i zadają im proste pytania po angielsku. sprawa była jasna . Zanim lody między nami zostały na dobre przełamane. Jej przesadna troska o poprawność sprawiała. nie powiedział mi. czego od niego chcę. na której chciałam wysiąść. to nie z nieśmiałości. pytałam. W zamian za udział w takiej rozmowie dostałam kiedyś od gromadki chichoczących uczennic trzy misterne zwierzątka origami. Ŝe pytający o drogę ma w istocie zamiar okraść go. Dowodem na to. Być moŜe bez niego zdania wydawały się Chizuko zbyt bezpośrednie i przez to niegrzeczne. Japończycy nie zachowują się w ten sposób i nawet jeśli zagadnięty męŜczyzna klął w duchu. Ŝe metodyka nauczania angielskiego rzeczywiście pozostawia wiele do Ŝyczenia.po angielsku. Ŝe trafiłam. zgwałcić lub nawet zabić. gdy jednak normalny dla japońskiej twarzy wyraz zaambarasowania pogłębiał się. Sądzę. w której mógł z tego zrobić uŜytek. by udzielić mi prostej informacji.przydatnym języku. Oprócz uczniów robiących to w ramach ćwiczeń. był miejscem oznaczonym dwiema kreskami.

Ŝe przy wypowiadaniu angielskich słów z japońskich ust wydobywa się ono jako coś bliskiego „h". bo językoznawcy twierdzą. czyli telewizor. Ŝe przyprawiony na sposób japoński niczym sernik o smaku zielonej herbaty albo lody waniliowe z dodatkiem świeŜutkiego. które tak naprawdę są madę in Japan i w oryginalnym angielskim w ogóle nie występują.angielski. Ta ostatnia grupa świadczy o duŜej inwencji i .z tym. by nie rzec przyziemność. Niektóre z nich słuŜą jako nazwy takich rzeczy nieznanych w dawnej Japonii jak ham-baga.pojawiają się w zastępstwie starych dobrych słów japońskich. Miła. znaczy „podnieść ceny". niczym dobry miły duch. ciesząc się być moŜe przyjazną bezpośredniością tego pytania. w którym jeszcze wówczas nie umiałam kupić właściwego biletu (dla wyjaśnienia: automat był oznakowany oczywiście wyłącznie po japońsku i nawet mówił po japońsku. Angielski przyprawiony wasabi Fakt. drobna postać starego nauczyciela z laseczką i w kapelusiku jak z przedwojennych filmów. współczesny japoński aŜ puchnie od anglicyzmów. Reid pisze. Była to moja pierwsza wyprawa na Shibuya. Ŝe Japończycy niezwykle rzadko przeklinają. młodej pracownicy biurowej o niskim statusie i głównie ozdobnej funkcji. odnosi się do office lady. ani w katakana „1" i „f" w ogóle nie ma.na przykład costo-apu.nigdy więcej juŜ go nie spotkałam. ale moŜe zmyślał. Na początku mojego pobytu w Japonii. którego nie mogą zadać obcemu w swoim języku pełnym piętrowych grzeczności i dystansu.seizu. chociaŜ niestety . Ŝe uŜywa się go takŜe mówiąc na przykład o sferze seksu. czyli cost up. czyli rozmiar. bowiem Japończycy. czyli kolor . W Japonii takie cuda zdarzają się jednak rzadko. OtóŜ w japońskim nie rozróŜnia się dźwięku spółgłosek „r" i „l' oraz „h" i „f". jest nimi nafaszerowany do granic moŜliwości.sekkusu. Ŝe jego japoński przyjaciel 260 przy szczególnie burzliwych dyskusjach radził mu: „Hack you" zamiast „Fuckyou". nie słysząc róŜnicy między tymi . wymawiany oeru. szczypiącego wasabi. jeszcze inne to niby angielskie rzeczowniki i czasowniki. nie znaczy. albo terebi. gdy nacisnęło się jakiś przycisk). a tajemniczy skrót OL. gdzie ze swadą prawdziwego przewodnika opowiedział mi 259 historię wiernego pieska. albo kara. angielskiego sprawiła. Jest i to bardzo wyraźnie . pojawił się koło mnie na stacji Ishikawa-dai emerytowany nauczyciel angielskiego. bliŜszym jednak temu pierwszemu (góra znana nam jako Fuji to zatem w japońskiej wersji raczej HudŜi). została w mojej pamięci. a on towarzyszył mi do końca i wysiadł tylko po to. czyli . Brak dźwięku „f" sprawia. „May I help ? ou?". Bezpośredniość. Z „r" i „1" sprawa ma się podobnie i stąd bierze się jeszcze więcej zabawnych nieporozumień. Inne angielskie słowa . zapytał: „May I help you?" i rzeczywiście pomógł. Na szczególne uŜycie angielskiego przez Japończyków ma wpływ jeszcze jeden czynnik. iŜ Japończycy mają problem z porozumiewaniem się po angielsku. przy czym ani w hiragana. by zaprowadzić mnie pod pomnik Hachikó. sami oferują pomoc widząc zagubionego cudzoziemca. pytają. Ŝe język Szekspira nie jest obecny w ich codziennym Ŝyciu. W wymowie słów japońskich dźwięk zapisywany w alfabecie rzymskim jako „h" jest tak naprawdę czymś pośrednim między „h" i „f". czyli hamburger. Po pierwsze. Obserwując moje zmagania z automatem.

prosząc o przetłumaczenie. przeczytałam po jednej stronie papierowej torby z piekarni babci . które ją kupowały. co więcej. bardzo w Japonii popularny i całkiem smaczny. przeczytałam któregoś razu na ulotce znalezionej w skrzynce pocztowej. He will smile back atyour cherry. Let each man do his bestforyour sińce 1994. oznajmiało niewinnie opakowanie chusteczek higienicznych. Oprócz tego enigmatycznego zdania. napisane było na aktówce powaŜnie wyglądającego biznesmena jadącego metrem i z pewnością nie chodziło o publiczną demonstrację jego zamiłowania do campu. Your pet happy heart forever for dogs and cat. His dream soft cherry touch. Thank you for your much buyingthis wonderful fresh bread. którzy dzięki temu „uśmiechną się do ich delikatnych w dotyku wisienek". informował napis na opakowaniu tanich długopisów. których pospolity wygląd nie budził lęku przed „aktywnym wyzwaniem dla twojego odwaŜnego palca". mówiła informacja na papeterii ozdobionej rysunkami wisienek. na sprzęcie elektronicznym i turystycznym. które od tej pory nazywaliśmy „flaczkami z kotka". Ŝe pocari to małe. pewnie poczułby się uraŜony takim podejrzeniem. pan czytający akurat gazetę pełną roznegliŜowanych pań. Dziewczęta. jego podobieństwo do oryginału jest jednocześnie oczywiste i bardzo dalekie. Na początku kaŜdą taką ulotkę pokazywałam moim japońskim znajomym. Tissue from kitten!. angielski napis spełniał funkcję chwytu reklamowego. ulotkach reklamowych i billboardach. a szyld stoiska ze sztuką ludową (folk) w Kamakurze zachęcał do kupowania/orA. reszta była po japońsku. dzieł „sztuki widełcowej". ulicznych automatach z napojami i papierosami. w menu restauracji surowa (raw) wołowina raz była prawną (law). kusił nas swoimi reklamami. We little cherry dream. Niegramatyczny i raczej bezsensowny. w drugim kotka. Letter is a happy friendly messagel. kartach dań w restauracjach. Japlish. przypomina UFO .często uŜywanymi spółgłoskami. mogły napisać do przyjaciół „w wiśniowym nastroju". Ŝe niezrozumiała dla mnie „reszta" była informacją o posłudze religijnej dla zmarłych zwierząt domowych. mającego przyciągnąć uwagę ewentualnych klientów. zwanym niekiedy Engrish. W Tokio moŜna je znaleźć dosłownie wszędzie: na ubraniach. bo cóŜ moŜe być lepsze na tokijski upał niŜ orzeźwiający Pocari Pot? MoŜna sobie wyobrazić. a kiedy indziej niską (Iow) wołowiną i to dlatego bohaterka filmu Między słowami nalegała: „Lwij moje pończochy" (leap zamiast reap) w niezbyt udanej zresztą scenie. Słynny juŜ wśród „gaijinów" napój Pocari Sweat.sernik o smaku zielonej herbaty. otwarciu nowego pola golfowego na dachu pobliskiego szpitala albo spotkaniu dla pań chcących schudnąć. torebkach i plecakach. w jednym rogu ulotki narysowano pieska. angielski przyprawiony po japońsku. Agile challenge foryour bravefinger. jaką mieszkańcom oferowała pobliska świątynia buddyjska. co wszystko razem brzmiało mi dość nieprzyzwoicie. które poci się obficie. choć nie do końca przypadkowy. ignorują ją przy zapisywaniu angielskich słów. nawet gdyby uŜywało się ich „nonszalancko". craft. Od tej pamiętnej ulotki uległam popularnej wśród „gaijinów" pasji kolekcjonowania co smakowit-szych przykładów w Japlish. dzięki czemu dowiadywałam się na przykład o moŜliwości powiększenia biustu w promocyjnej cenie (czyli bustu-apu). Tym razem okazało się. Lavatoly głosił napis na toalecie w japońskim pensjonacie na półwyspie Izu. Smile to your friend in cherry mood. Let's camp together!. opakowaniach artykułów spoŜywczych i chemicznych. pomarszczone zwierzątko o wielkich uszach. Happily enjoyyour life! Sometimesyou do it nonchalantely with lovely color like blue sky.

Good mornig Nurse Strawbery!. Ŝe nie lubią oni dowcipów językowych. z braku miejsca. Bye Pimple (na topie nastolatki w metrze) oraz Sexy Cowboy Goes Fast Since 1998 (na T-shircie wspominanego juŜ tu narzeczonego Barbie spod Hachikó).Shinady. Let's segregatel. pewnie teŜ miałabym dość dowcipów na temat „r" i „1" typu: „Jak często Japończycy mają elekcję? Co lano". With delicious for you. Przetłumaczony dowcip japoński tego typu przypomina angielskie streszczenie spektaklu kabuki. We madę delicious sweet for you. Cross-Legged Frog (na kurteczce Ŝwawej staruszki wspinającej się przede mną na Fuji i dodającej mi otuchy. śarty z języka innego narodu są oczywiście mało wyrafinowaną rozrywką. Do moich „znalezisk" naleŜy: Swinging Pussy (na T-shircie młodej mamy z eleganckiej dzielnicy Den'en-Chófu). studenci z wymiany zagranicznej i artyści. z którego po kilkakrotnym przestudiowaniu wiadomo tyle. gdzie opowiada się dowcipy. Ŝe japońskie gry językowe przybierają wyjątkowo skomplikowaną formę. a chleb okazał się . gdy zostawałam za bardzo w tyle). Bye. i . Gdybym była Japonką. pisarze powaŜni i zupełnie niepowaŜni. cudownie dźwięczne Bloody YourDandelion (na dresowej bluzie Japonki. a Japończycy przejawiają duŜą wraŜliwość i najczęściej zupełny brak poczucia humoru. Ich wyrafinowany urok dostępny jest jednak tylko dla tych cudzoziemców. rodzaj japońskiego teatru. Let's it bread!. jak komik Dave Barry. gdzie publikują swoje kolekcje. ale nie sądzę. Kim jest Siostra Truskawka. Ŝe nie czuło się przybywających kilogramów. której uŜywałam do noszenia zakupów. eat this savory elegant cakefor your happy ????? time.całkiem „autentyczny". a zwłaszcza Japończykiem. biegając w parku Senzoku Ike). jak na przykład róŜowe tostery My Sweet Bread Toster albo uchwyty na papier toaletowy Your Friendly.na szczęście . kusiła pięknie zdobiona papierowa serwetka. Największą frajdą są napisy w Japlish na ubraniach wyeksponowane na szczupłych klatkach piersiowych lub plecach Japonek i Japończyków. fizycy i kulturoznawcy licytują się nie od dziś. nie udało mi się dowiedzieć. We are surę you will enjoy this rich and authentic bread in your joyful life. Trudno się zresztą dziwić. W prze263 ciwieństwie na przykład do moich rodaków. Korespondenci potęŜnych gazet i dyplomaci. Tu. pasjonaci zakładają strony internetowe. uŜycie języka angielskiego ogranicza się do naprawdę soczystych haseł. Ŝe . by istniała. It is with friend. Dick in Blue (na torsie melancholijnego młodzieńca w parku Shinjuku). opiera się w duŜej części właśnie na takiej formie komizmu. którzy wybornie znają japoński. 262 którą podano mi wraz z tiramisu w rzeczywiście eleganckiej cukierni w Akasace. Na przykład rakugo. włączając te z erotycznym podtekstem. gdzie czas płynął tak happy ? ?????. było napisane z drugiej. Please. napisano kolorowymi literami na płóciennej torbie ze sklepu z towarami po 100 jenów. gdy dotyczą one ich mowy. kto znajdzie najlepszy przykład koszulkowego Japlish. Ŝarty autoironiczne nie są mocną stroną Japończyków. a wieloznaczność kanji sprawia. Now we will sendyou the real taste ofthe baked bread appreciated for a long time.zupełnie ginie w przekładzie.jak się przekonałam idąc do rakugo z Satoru . Nurse and Strawbery. którą często spotykałam. zachęcała duŜymi literami na pierwszej stronie dwujęzyczna gazetka wydawana w dzielnicy Meguro. Japlish jest obowiązującym językiem stylu kawali i napisy w nim zdobią takie dzieła potęŜnej firmy Sanrio. ale nie znaczy to.

Jego mama. a brat . UŜycie angielskiego często ma zatem charakter czysto dekoracyjny i moŜna je porównać do sposobu. bo znają reguły kulturowej gry.powrócił i popełnił samobójstwo. wytłumaczyła mi. gdzie sens podporządkowany jest wartości estetycznej. Posłowie: Między słowami Japonia. bo musiał. młodzieniec . W przypadku instrukcji obsługi i innych przekazów o charakterze przede wszystkim informacyjnym. egzotycznego kraju. którego paradygmatem dla Japończyków jest Ameryka. byle byłoby po angielsku. jakie przed wiekami robili z chińszczyzną? Poza wszystkim to. Jest przede wszystkim miejscem mitycznym. zabawny angielski. czy napis Hot Ready Burns na jego nowej bluzie jest nazwą zespołu muzycznego. Hasło reklamowe z japońskiego plakatu turystycznego.dla nas komicznego zjawiska kulturowego. Tam jednak. język gwiazd Hollywoodu i gwiazd rocka. ani nie przejmując się tym. Być moŜe te współczesne eksperymenty Japończyków z angielskim moŜna porównać do tych. który fascynowałby ludzi Zachodu bardziej niŜ ona. Dwie góry biec!" Japonia to obcy kraj. Nie było i nie ma chyba kraju. syna Mariko. wychylając się z kuchni. podobnie jak innych Azjatów. gdzie wszystko wydaje się być inaczej. iŜ „gaijini" nie rozumieją Japlish. nie robię tego. cool. To mowa Zachodu. Gdy zapytałam Akimi. zŜymający się na ten kaleki. lecz by spróbować zrozumieć sens pewnego . rzeczywiście warto byłoby pokusić się o sprawdzenie poprawności przekładu przed publikacją. ma doprawdy niewielkie znaczenie wobec faktu. wysokich. nie uwzględniają przewaŜnie jednej waŜnej rzeczy. To zatem język dalekiego. Właściwie w naszej wyobraźni nadal cieszy się statusem „krainy" raczej niŜ „kraju". Językowi puryści.nie wiadomo czyj . gdzie gejsze i . o co chodzi.ktoś komuś ukradł przyrząd do palenia kadzideł i córka tego kogoś sprzedała się do domu publicznego. hulaj dusza! W końcu na mojej kupionej w USA „orientalnej" koszulce podobno napisane było po japońsku: „Smacznego! Łódź podwodna. a nie geograficznym czy politycznym: dalekim i ekscytującym „Tam". potęŜnych męŜczyzn i blondynek o niebieskich oczach. by wyśmiewać się z „dziwności" Japończyków. Ŝe Japończycy doskonale wiedzą. angielski jest bowiem „szpanerski". Który teŜ popełnił samobójstwo. na którą zwrócili mi uwagę japońscy znajomi. co jest napisane. by mieć pewność.popatrzył na mnie jak na przybysza z dalekiej planety. Ŝe tekst będzie po angielsku. Dla Japończyków. Cytując przykłady Japlish. mimo iŜ ukradziona rzecz znalazła się dzięki dzielnemu samurajowi.nie po raz pierwszy i ostatni . Ŝe niewaŜne. w jaki my wykorzystujemy dla ozdoby kanji ani nie 264 znając ich znaczenia. a nie w Japlish.

w jaką zmienił się świat.„nawracają się na Japonię" i resztę Ŝycia spędzają. powiedział Oskar Wilde w 1889 roku. dostępna w ciągu kilkunastogodzinnej podróŜy z kaŜdej stolicy Zachodu . Od czasu. Tym bardziej więc intryguje i niepokoi. który sami wymyśliliśmy i zatrzymaliśmy w czasie. PołoŜony na wąskich wulkanicznych wyspach kraj o podobnym rozwoju cywilizacyjnym co Zachód. czy wręcz . Cudzoziemiec. ani takich ludzi". kraj. codziennie pełnym niespodzianek. Mimo dzisiejszej łatwości komunikowania się i przemieszczania po globalnej wiosce. z duŜą trafnością oddając w ten sposób istotę fantazmatycznej struktury. W jego wyniku niektórzy z nas zakochują się w Japonii. Poczucie zagubienia. co myślą. a w zachodniej modzie po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się motywy fal i Ŝurawi i piękne obce znaki zupełnie nieprzypominające naszych liter. Ŝywiąc się tofu i wodorostami. ale fascynacja trwa i nic nie wróŜy jej końca: ksiąŜki o Ŝyciu gejsz stają się bestsellerami. pozbawia nas miłego poczucia wyŜszości. z rzeczywistością jest zaś procesem nieprzewidywalnym. Cywilizowana odmienność Japonii zbyt często nie mieści się w naszym pojęciu egzotyki. tępo wpatrzony w napis w kanji. Hollywood produkuje dzielnych białych samurajów walczących oczywiście nie gorzej niŜ prawdziwi. ogrody zen i kwitnące wiśnie składają się na obraz tradycyjnej Japonii. gdy padły te słowa. Nie ma ani takiego kraju. Zapisują się na lekcje ikebany i kurs ceremonii herbacianej w przekonaniu. budują wielkie. Konfrontacja tego. zwłaszcza jeśli nauczycielką będzie dama w kimonie. jacy są ci ludzie. Tak silne miejsce Japonii w wyobraźni Zachodu sprawia. z jakim zwykliśmy pochylać się nad „dzikim". „Nawróconych na Japonię" moŜna 268 . gdzieś między luksusowym sklepem firmy Sony a tysiącletnią 267 świątynią shintó. Japonia współczesna jednak nowoczesna. JacyŜ więc są? Dumni? Nieśmiali? Grzeczni? Okrutni? Pracowici? Wojowniczy? Śmieszni? Pozbawieni poczucia winy? Wstydliwi? Dziecinni? Wyrafinowani? KaŜda odpowiedź jest początkiem opowieści o Japonii widzianej oczami „gaijina" i w kaŜdej część prawdy ginie w przekładzie. lśniąca aluminium i szkłem. by raz na zawsze tę Japonię . co przywieźliśmy. lecz odmiennej kulturze. Kusi. „Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Ŝe jadąc tam. Ŝe w tych eleganckich tradycjach tkwi esencja japońskości i Ŝe uda się jej nauczyć za odpowiednią opłatą. prędzej czy później zada więc sobie pytanie. hipernowo-czesne miasta i najlepsze komputery.tak inną i tak podobną zarazem opisać i zrozumieć. dźwigamy bagaŜ fantazji cięŜszy niŜ zwykle.nie przestała być dla nas tajemnicza.jak pisze z przekąsem Kerr . a nie potrafią (nie chcą?) udzielić mu prostej informacji po angielsku. wielbiąc głębię buddyzmu i mądrość Wschodu. którzy z łatwością opanowują ponad dwa tysiące dziwnych znaków. jest wciąŜ daleka niczym obca planeta. jakie dopada nas w japońskim mieście.samuraje. między słowami nieprzetłumaczalnych do końca języków. ma inny wymiar niŜ niemoŜność znalezienia drogowskazu w slumsach jednej z biednych południowoazjatyckich czy afrykańskich stolic. w ramach której Zachód stwarzał i stwarza swoją Japonię. którego potęga nie potrzebuje fundamentu naszych systemów filozoficznych i religijnych. minęło ponad sto lat.

czy teŜ było tylko jednym z typowo japońskich przykładów grzeczności i pojawiając się tam. głębiej i głębiej. Zachwyty i pytania skłaniały mnie do szukania odpowiednich ksiąŜek. ta praca to dzieło autorki spacerującej po rzeczywistych i symbolicznych przestrzeniach obcej kultury. czy za czyimś zaproszeniem stała szczera chęć goszczenia mnie. jeśli juŜ nie denerwująco. zatrzymać się dłuŜej przy tym właśnie konkretnym widoku. słuchałam pięknej intymnej historii mojej japońskiej przyjaciółki i spędzałam nerwowe.splotły się ze sobą w jedną całość wielkiej emocjonalnej i intelektualnej przygody. Podziwiałam sterylną czystość Tokio i do szału doprowadzały mnie panie czyszczące wacikami do uszu szpary w podłodze w wielkim. Siedząc nago w publicznej łaźni. Nie inaczej było w przypadku autorki tej ksiąŜki. gdzie ubrani w przykrótkieyukaty nadgorliwie uczestniczą w ulicznych tańcach ku czci nie swoich przodków. zestaw widoków z Krainy Kwitnącej Wiśni. Konfrontując je z rzeczywistością. Tak powstała „moja Japonia". których płatki opadały nam na głowy jak ciepły śnieg. ani jego niewielkich i zabawnie. zachowujących się mieszkańców nie da się zrozumieć. pleśnią. dyktuje jego albo jej historia oraz wcześniejsze doświadczenia. w jaką udaje się flaneur. Wybierając się na dwa lata do Tokio. kierowania się węchem i reakcją kubków smakowych. i przekonaniem. Ŝe ani tego kraju.pewnie po raz pierwszy aŜ tak . niezgrabnie przytupując w przyciasnych klapkach geta. gdzie poniosą nas stopy w obcym kraju. co w swej ignorancji za absurd uwaŜałam. co wydarzyło się za dnia. kolejne spacery. ale po krótkiej walce uległam jej czarowi. na swobodne kolekcjonowanie wraŜeń. kolejne ksiąŜki. które nieraz w ciągu jednego dnia ewoluowały od zapierającego dech zachwytu nad czyimś pięknym gestem do bezsilnej wściekłości wobec biurokratycznego absurdu albo tego. Daję zatem do rąk Czytelnika subiektywną opowieść. a te pociągały za sobą dalsze j zachwyty i pytania. stały się rutyną mojego japońskiego Ŝycia. i przeklinałam porę deszczową. niepotrzebnie wprawię gospodarzy w zakłopotanie. a dobry hamburger lepszy jest od najlepszego sushi. Nie „nawróciłam się na Japonię". cowieczorne próby przyszpilenia tego. nie jest do końca przypadkowe. Pierwszym elementem tej całości jest miasto. pełne wątpliwości godziny. pozwala na luksus podąŜania za własnym wzrokiem. przeszłam prawdziwą burzę uczuć. Japoński wachlarz składa się z kilku od dawna fascynujących mnie tematów. Pisanie. pulsujący Ŝyciem organizm stworzony przez . Inni wracają do domu z tym samym stereotypem Japończyków i Japonii. który ze sobą przywieźli. Wybór kaŜdej trasy. i puchł z wilgoci. miałam więc takŜe w bagaŜu podręcznym kilka gotowych wyobraŜeń na temat Japonii ukształtowanych przez kulturę. a nie inną uliczkę. zastanawiając się. osobiste preferencje i tysiące innych rzeczy. które składają się na Japoński wachlarz. mozolna translacja tekstu ulicy. pustym budynku International Forum. które w Japonii .zobaczyć podczas takich tamtejszych świąt jak O-bon. Uwielbiałam japońską wiosnę z jej kwitnącymi wiśniami. Dałam się wciągnąć. oprócz notbooka firmy Toshiba. To jednak. podczas której świat pokrywał się kabi. Status flaneura. w której się wychowałam. które kaŜą spacerowiczowi skręcić właśnie w tę. spacerowicza. w której nie aspiruję do roli znawcy i nie stwarzam naukowej syntezy. Dzień po dniu przez dwa lata te „zeszyty spod poduszki" nawarstwiały się w osobisty tekst dokumentujący doświadczenie spotkania z inną kulturą.

Jej imię brzmi „język". Gdzie te przestrzenie kobiecości i męskości są w Tokio oczywiste. powtarzalne elementy w miejskim pejzaŜu i jego wyjątkowość domagająca się odkrycia i nazwania. barów i sklepów. rozlewające się w betonowy ocean. nawet wrogie. I tu miałam szczęście. która wychowała się na takich samych lekturach co ja. Dojmujące poczucie własnej cielesnej odmienności w tokijskim morzu ciał obcych. jest wyzwaniem. kuszący. znałam tylko kilka słów po japońsku. co kobiece. Jeśli podąŜymy ich śladem. wydała mi się na tyle fascynująca. To miasto o szalonej topografii. w porównaniu z japońską megapolis stolice Zachodu wydają się przewidywalne. Tokio jest bowiem jednym z najwspanialszych miast świata. a gdzie nakładają się na siebie i gmatwają? Gdzie w kraju takim jak Japonia ja .kobieta i cudzoziemka . gdzie podmiot nie 271 przypomina w niczym nadętego zachodniego „ja". wspaniały w swoim połączeniu piękna i ohydy. które dały Ŝycie tej ksiąŜce. by pozwolić mu się wciągnąć w labirynt ulic. ten męŜczyzna odprowadzający ją wzrokiem. a świadomość tego pozwala stworzyć jedną z moŜliwych topografii. zamieszkiwany przez miliony stłoczonych ludzi. dla których miasto stanowi naturalne środowisko i których ekscytuje wszystko. Mam tu na myśli inność. a gdzie mogę poczuć się „u siebie"? Czy siedząca naprzeciw mnie kobieta w kimonie. co męskie. ciągłe bycie wśród ludzi przy jednoczesnym poczuciu anonimowości. Miejsca spotkań. zawsze pełen tajemnic. Najpierw zauroczyło mnie piękno znaków. bowiem niewinny spacer moŜe łatwo zmienić się w szkołę emocjonalnego przetrwania. mijają mnie ludzie i kaŜda z tych osób jest jego częścią: ta piękna młoda kobieta z bukietem chryzantem. innej kultury i swojej własnej. Miejsca męŜczyzn. jakiego dokonujemy w kaŜdej kulturze: między kobietą a męŜczyzną. jakie oferuje Tokio. niekiedy zupełnie oddzielne. Miejsca transgresji. Oto ja wrzucona w środek miasta takiego jak Tokio. zbyt mało nawet. ich zupełnie nieczytelne kształty. przenikające. nieskomplikowane i małe. by zapytać o drogę. która prowokuje do stawiania pytań o moŜliwość poznania drugiego człowieka i siebie samego. w którym oczy jak czarne krople. Później moŜliwość wyraŜenia się za pomocą zupełnie innego systemu językowego. NaleŜę do osób. tym. Tu nie uda nam się zmieszać z tłumem.człowieka. KaŜda kultura i kaŜde miasto ma kobiece i męskie przestrzenie. a kobieta mówi „ja" inaczej niŜ męŜczyzna. poruszających się według nieznanych nam zasad. a juŜ na pewno. pulsujące wspólnym oddechem. ukłony. nadziei i okrucieństwa. tłum. hieratyczne pozy. sprawia. hałas. to takŜe język ciała. Bycie obcym jest dla 270 przedstawicieli naszej kultury najbardziej naturalnym i akceptowalnym modus vivendi. poznamy dwa róŜne miasta. co rozciąga się poza nimi. czasem zaś krzyŜujące się.„inna" ? Jak mogę się tego dowiedzieć? To ostatnie pytanie otwiera drogę kolejnej z fascynacji. jest bardziej „podobna" czy jednak . by zrozumieć odpowiedź. o granice ja i to. które zawsze wydawały mi się najbardziej interesujące. Fundament inności stanowi zaś podstawowe rozróŜnienie. i tym. Kostiumy i przebieranki. Miejsca kobiet. Ŝe zaczęłam się uczyć japońskiego. Ŝe fascynacja miastem nieuchronnie staje się fascynacją innością. które wymaga od spacerowicza cierpliwości. teatralne gesty są do bólu inne. Niespodziewane zamiany ról. Jadąc do Tokio. Ale przecieŜ porozumiewanie się to nie tylko mowa. co ma ono do zaoferowania: frenetyczna aktywność. .jestem obca.

by się do mnie zbliŜyć i oswoić się z moją hybrydyczną blond obecnością w ich świecie. zaprosiła mnie wkrótce jedna kobieta. Sexuality. rozmawiając ze mną bezbłędną angielszczyzną? Pragnienie porozumienia z Innym prowadzi do ostatniej z wachlarza fascynacji. Gdy po dwóch latach wyjechałam z Tokio i zaczynałam je wspominać. które zostają w mojej pamięci nie za sprawą „przygód". stało się dla moich przyszłych przyjaciół pierwszym pretekstem. Mam tu na myśli swoją osobistą skłonność do zmysłowego odczuwania miast. był smak. świeŜo tłuczonego sezamu i soi pozwala mi wrócić na chwilę do kraju . które na zawsze połączyły się dla mnie ze 272 słowem „Japonia". Jeanne Jacob The Essence ofJapanese Cuisine. and Corporate Masculinity in a Tokyo Hostess Club. pisząc te słowa. Jedzenie. ocean podobieństw i róŜnic. KsiąŜki. celebracje obcych smaków na języku: przy domowym stole. które warto przeczytać Po angielsku: Michael Ashenazi. my . na matach tatami tradycyjnej restauracji. Kawałek surowej ryby z ciałem lekko jeszcze drgającym niedawnym Ŝyciem moŜe być równie dobrą magdalenką. zapach morza. na które wskazuje Satoru. nauczę cię robić sashimi". poznałam dzięki nim parę nowych smaków. a inna wystąpiła z propozycją wspólnego przyrządzenia sukiyaki i tak. jaki dał o sobie znać. ale dzięki jakiejś wybijającej się . pierwszym zmysłem. Pleasure. pisząc tę ksiąŜkę. tęsknię. Annę Allison Nightwork. Jedzenie. grymas twarzy. na trawie pod wiśniami kwitnącymi szaleńczo na cmentarzu Aoyama. drgnienie powieki.na klatkę piersiową. .czy jednak „krainy" . tak waŜne w japońskiej kulturze. zanim raz czy drugi zabrały mnie do onsenu. University of California Press 1993. w jakich uczestniczyłam. Gdy otwieram Japoński wachlarz. dopiero potem pociągając za sobą obrazy. a Michiko była „masaŜystką" w Krainie Mydła.powtarzalna ulotność gestu dłoni.jakości akustycznej. za barem kaiten zushi. University of Pennsylwania Press 2000. University of Chicago Press 1994. „Przyjdź. zaczęły się moje japońskie przyjaźnie. Mary Brinton Women and the Economic Miracle: Gender and Work in Postwar Japan. Mothers. od kuchni.choć oczywiście skrajnie subiektywnej . Ŝe Naomi jest fanką kobiecego teatru Takarazuka. and Censorship in Japan. -PermittedandProhibitedDesires. uczty. których krzyŜującym się tropem podąŜałam. którego doświadcza się Ŝyjąc na co dzień wśród innych. O jakim „ja" mówi zatem Japonka? O jakim Japończyk? Które z tych w nosie usytuowanych japońskich „ja" bliŜsze jest mojemu? To naleŜące do sekretarki Chizuko? To. czy pilnie zwiedzanych zabytków. Dla przykładu: Japończyk mówiąc „ja" wskazuje na nos. Zanim dowiedziałam się. zapachowej. chrząknięcia zakłopotania i syki niezadowolenia.za którą. wizualnej. Wspomnienie bachanaliów w „imperium smaku" przyszło mi na myśl. Comics. University of California Press 2000.

University of Hawai'i Press 1994. Patrick Macias (introduction) Japan Edge. University of California Press 1995. Mariłyn Ivy Discourses ofthe Yanishing. Harootunian (ed. -BehindtheMask:OnSexualDemons. Harcourt Brace & Company 1996. H. Jennifer Robertson Takarazuka. -Japanese Women: Constraint and Fulfillment. Honolulu 1985. Oxford University Press 1995. Durham 1989. Reaktion Books 2003. Hidetoshi Kato (ed. w: Katleen M. Kimiko Nishimura.) Handbook of Japanese Popular Culture. Presentation. Meridian 1985. University of California Press 1997. Harootunian Things Seen and Unseen. John Bester. An Erotic Exploration ofJapanese Society. Talesfrom Dark Side ofJapan. łan Buruma A Japanese Mirror. John Wiley & Sons 1998.Nicholas Bornoff Pink Samurai. University of Chicago Press 1988. Random House 1999. Scott Clark Japan. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Chicago 1995. Transvestites. Jinai Hidenobu Tokyo. Higgins. Curzon 2000.) The Worlds of Japanese Popular Culture. T. University of Chicago Press. and Other Japanese Cultural Heroes. Politness. Kyoko Mori PoliteLies. Modernity Phantasm Japan. Kodansha International 1981. D. D. . (ed. The Insiders's Guide to Japanese Pop Subculture. Fawcett Books 1997. Sacred Mothers. Harper Collins 1994.)Aesthetics in Perspective. Helen Hardcare Marketing the Menacing Fetus in Japan. Cambridge University Press 1998. Duke University Press 1989. Phoenix 1984. H. Robert C. Greenwood Press 1989. Joy Hendry Wraping Culture.) Postmodernism and Japan. Sharon Kinsella Adult Manga. University of Hawaii Press 1976. Masao Miyoshi. Univeristy of California Press 1998. Yuriko Saito „The Japanese Appreciation of Naturę:. D. Martinez. Donal Richie The Image Factory: Fads & Fashion in Japan. Masao Miyoshi. Reid Confucius Lives Next Door. Hill and Wang 2001. przeł. A Spatial Anthropology. H. Univer sity of Hawaii Press. Cadence Books 1999. Richard Powers. ???? Kerr Dogs a Demons. Takie Sugiyama Lebra Japanese Patterns ofBehavior. OnBeinga Woman Caught Between Cultures. a Viewfrom the Bath. przeł. P D. Solomon (ed. Harootunian Postmodernism inJapan. Duke University Press. and Power in Japan and Other Societies. Roman Cybriwsky Tokyo. Takeo Doi The Anatomy of Dependence. Heroes and Yillains in Japanese Culture. R.

) Estetyka japońska. Joanna Wolska-Lenarczyk.) Women. Kraków 2003. Siowa japońskie zadomowione w naszym języku podaję w spolszczonej pisowni. Wyd. Kraków 2002. State. Warszawa 1999. University of Hawaii Press 1995. Warszawa 1998. przeł. PIW. oraz nazw zakończonych na -a. paczinko. np. Every Day Life ąnd Consumer Taste in a Changing Society. Słownik. Joseph J.. które kończą się na -a. John Whittier Treat (ed. Wydawnictwo KR. Universitas. Stanford University Press 2001.i po polsku: Roland Barthes Imperium znaku. Timon Screech Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820. Przestrzegam przyjętej w naszym języku zasady odmieniania tych zagranicznych nazwisk i imion. Noir sur Blanc 2001. Bedford Books of St. Yale University Press 1992. Nicolas Bouvier Kronika japońska. Stanford University Press 1983. -Japonia zmienna czy niezmienna?. McVeigh Wearing Ideology. Szkolne i Pedagogiczne. Free Pressl993. Martin's Press 1995. Ewa Klekot. Jolanta Tubielewicz Kultura Japonii. Adam Dziadek. Katie Wildman Nakai. Schooling and SelfPresentation in Japan. Ruth Benedict Chryzantema i miecz. np. Recollection of Samurai Family Life. przeł. Tobin Re-made in Japan. Schodt Frederick Mangal Mangal The World of Japanese Comics. przeł. Warszawa 1996. Krystyna Sławińska.Lise Skov. Sharon Sievers Flowers in Salt: The Beginnings of Feminist Consciousness in Modern Japan. Trio. Brian Moeran (ed. Routledge 1996. Kikue Yamakawa Women of the Mito Domain. Warszawa 1985. Berg 2000. Comparing Cultures: Readings on Contemporary Japan for American Writers. Janina Rubach-Kuczewska śycie po japońsku.. Shinada .Challenging Tradition: Women in Japan. 276 Merry White The Materiał Child: Corning of Age in Japan and America. . Warszawa 1999. Uwagi językowe Wszystkie imiona i nazwiska japońskie podane są tu według kolejności przyjętej przez Japończyków (nazwisko poprzedza imię). przekład. . przeł.Shinady. Krystyna Wilkoszewska (red. Media and Consumption in Japan.Ginzy. Ginza .) Contemporary Japan and Popular Culture. -i oraz -n. Brian J. Beata Romanowicz. Japan Society Press 1991. a od slowagaijin (obcy. np. cudzoziemiec) tworzę spolszczone . Universitas. Wioletta Laskowska. Iskry. Kodansha 1985.

.. w = ł (watashi = łatasi)..formy np..11 II.185 VIII...............W Lolitki z imperium zmysłów....... Inne japońskie słowa zapisuję zgodnie z transkrypcją międzynarodową.................... ............. PodróŜ do Domu Słońca.......................... -y = j (Yume = Jurne).......... z = dz (zen = dzen)............... Wyjątki to ..... które występują teŜ w wersji wydłuŜonej (ó........267 KsiąŜki..... Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!"......................... wu * ?...................117 V........ wymawia się tak samo jak w języku polskim................ Spis treści 271 słów od autorki. które warto przeczytać...167 VII.............___145 VI.... sh = ś (Shinjuku = Sindziuku)..eh = ć (Hachiko = Haciko)....235 Posłowie: Między słowami.... Sąsiedztwo........... Tokio jest jak Mars...275 / .......... Imperium smaku.... -j = dź (gaijin = gaidzin).... itd.............ts = ? (tsunami = cunami)............. „gaijinka"..... „gaijini". W dŜungli języka......... Wodny świat kobiet.................)........9 I. Większość spółgłosek i samogłosek.....23 III....77 IV. KawaW.............. u..