Joanna Bator Japoński wachlarz Projekt okładki i stron tytułowych Maciej Sadowski Redaktor Joanna Rodziewicz Korekta ElŜbieta

Szelest ?1 zdjęcia: Joanna Bator Krzysztof Łukasiewicz (Ł) Magda Szczech (S) Zdjęcia Takarazuki za zgodą Takarazuka Revue Company* © Copyright by Wydawnictwo KsiąŜkowe Twój Styl, 2004 © Copyright for the text and photographs Joanna Bator, 2004 ISBN 83-7163-432-3 Skład i łamanie: PLATIN Sp z o.o. Druk i oprawa: Łódzka Drukarnia Dziełowa S.A. Podziękowania Dziękuję moim japońskim przyjaciołom, przewodnikom, tłumaczom. Gdyby nie ich serdeczność, ciepło, gotowość do pomocy i wytrwałość w odpowiadaniu na tysiące pytań, moja Japonia byłaby zupełnie inna, a ta ksiąŜka pewnie w ogóle by nie powstała. Specjalne ukłony naleŜą się profesorowi Hashizume Daisaburo za jego imponującą wiedzę, poczucie humoru i wspaniałe warunki do pracy, jakie mi zapewnił. Zadręczałam pytaniami wiele osób, których nie sposób wszystkich tu wymienić, więc z wielką wdzięcznością wspomnę jeszcze tylko profesor Ueno Chizuko, profesor Ochiai Emiko i profesora Kato Norihiro. Ando Eriko i Shinji, Shinada Tomomi i Ota Motonori z dziećmi, Yamaguchi Shinobu, Matsuda Naomi, S. Kiku jedli za mną, śmiali się, jeździli na wycieczki, kąpali się w onsenach i sprawili, Ŝe pisząc tę ksiąŜkę, tęskniłam za krajem, w którym za ich sprawą czułam się tak dobrze. Gdyby moi japońscy przyjaciele mogli przeczytać tę ksiąŜkę, odnaleźliby się w niej pod zmienionymi imionami i rozpoznaliby swoje historie umieszczone w nieco innych kontekstach. Za ten najcenniejszy ze wszystkich dar opowieści dziękuję im z całego serca. Mój mąŜ i przyjaciele wnikliwie czytali pierwsze wersje tej ksiąŜki, a ich uwagi były dla mnie inspirujące i równie cenne jak konsultacje językowe, których udzielał mi mój nauczyciel japońskiego. Pomoc zaś, jaką w pracy nad Japońskim wachlarzem ofiarował mi pan Henryk Lipszyc z Wydziału Japonistyki UW, juŜ na zawsze uczyniła mnie jego dłuŜniczką. Dómo arigató. Autor nigdy, w Ŝadnym znaczeniu tego słowa, nie fotografował Japonii. Wręcz przeciwnie, to Japonia oświetliła go błyskiem wielu gwiazd; albo jeszcze inaczej mówiąc: to Japonia zmusiła go do pisania. Roland Barthes Znalazłam się w posiadaniu duŜej ilości papieru i zaczęłam zapełniać kolejne zeszyty opisami dziwnych zdarzeń, historiami z przeszłości i innymi najróŜniejszymi rzeczami, włączając nieraz te najbardziej trywialne. Przede wszystkim skupiłam się na rzeczach i osobach, które uwaŜałam za urocze i wspaniałe, ale moje zapiski pełne są równieŜ wierszy oraz uwag na temat drzew i

roślin, ptaków i owadów. Sei Shónagon Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich łudzi. Oskar Wilde

271 słów od autorki Nie jestem japonistką. Zawodowo zajmuję się antropologią kultury i gender studies, czyli „genderami", jak mawiamy w skrócie. Cudowny i niespodziewany kaprys losu sprawił, Ŝe spędziłam dwa lata w Japonii, pracując na jednej z tokijskich uczelni. Podobnie jak poszukiwacz złota w kopalni, tak antropolog w kulturze takiej, jak japońska nie powstrzyma się przed drąŜeniem tematów, które kaŜdego dnia olśniewają go bogactwem nowych moŜliwości. Kiedyś dziwiły mnie zamieszczane na początku ksiąŜek asekuracyjne zapewnienia, Ŝe poglądy w nich zawarte są poglądami autora, bo - załoŜywszy, Ŝe autor nie jest bezwstydnym plagiatorem próbującym ukryć ten fakt - czyimi miałyby być? Dziś rozumiem, Ŝe autorzy robią to ze względu na tych, którzy myślą, Ŝe jak ktoś juŜ napisał ksiąŜkę, to z pewnością uwaŜa się nie tylko za człowieka bardzo mądrego, ale równieŜ za odkrywcę obiektywnej prawdy. W niektórych przypadkach pewnie tak jest, ale większość autorów jest szczęśliwa, gdy uda im się uchwycić w słowa fragment świata nawet tak mały, by nadawał się tylko na pocztówkę do przyjaciół. Jeśli jednak kogoś ma to uspokoić: Pisałam wyłącznie o tym, co apelowało do moich oczu, uszu, kubków smakowych; o tym, co mnie osobiście olśniło, zadziwiło, rozbawiło, skłoniło do czytania nowych ksiąŜek. W tym sensie poglądy na temat Japonii zawarte w tej pracy są poglądami autorki. Japoński wachlarz składa się z antropologicznych obrazków kreślonych wzorem zuihitsu - „tak, jak pędzel prowadzi" - i ani przez myśl mi nie przeszło pisanie wyczerpującej rozprawy na temat współczesnej japońskiej kultury. MoŜe zrobi to wkrótce jakiś polski japonista. Albo osoba, która - tak jak wciąŜ uznawana za najwybitniejszą japonistkę Ruth Benedict - ani nie mówiła po japońsku, ani nigdy w Japonii nie była. Tam, tutaj. Oddalenie, dystans, rozsunięcie boków. Tam - to miejsce, gdzie mnie nie ma. Tutaj - to miejsce, w którym jestem. (...) I juŜ jestem tam: na zewnątrz, poza „mną" samym. Zewnętrze to jednak eksponuje mnie jeszcze na inne zewnętrze: na ciało innego człowieka, na innego, o ile ten jest ciałem. Jean-Luc Nancy, esej z katalogu wystawy Gendai I. PodróŜ do Domu Słońca Inne ciała:, ja" i „oni" Moja japońska przygoda zaczęła się na frankfurckim lotnisku przed wejściem numer trzydzieści trzy, gdzie wraz z resztą podróŜnych czekałam na samolot do Tokio. Oprócz mnie byli tam niemal wyłącznie Japończycy, co sprawiło, Ŝe nagle znalazłam się pośród ludzi, od których róŜniłam się wyglądem w sposób znaczący i niemoŜliwy do zignorowania. Gaijin, czyli „obca", „cudzoziemka", dosłownie „osoba z zewnątrz", jedno z nielicznych japońskich słów, jakie znałam, przyszło

mi do głowy i rozbłysło na moim europejskim czole jak neon. Oto ja, „gaijinka". Zabawa w wyszukiwanie w tłumie azjatyckich twarzy, której oddawałam się z obsesyjnym upodobaniem od czasu, gdy zapadła decyzja o moim wyjeździe do Japonii, straciła sens. Teraz to „ja" byłam inna, a „oni" stanowili odniesienie. Niestety, Ŝadne subtelne i wyrafinowane wraŜenie nie dodało blasku początkowi mojej podróŜy. Płaskie skośnookie twarze Japończyków wydawały mi się po prostu bardzo do siebie podobne. Ta boleśnie banalna refleksja nie sprawiła mi Ŝadnej satysfakcji poznawczej, ale japońscy podróŜni byli po prostu czarnowłosi, Ŝółtawi i skośnoocy. Wiadomo, Ŝe przeciętnemu Europejczykowi łatwiej odróŜnić trzy japońskie samochody na parkingu niŜ trzech wczoraj poznanych Japończyków; tacy jesteśmy ograniczeni i co za szczęście, Ŝe umiemy z siebie Ŝartować, bo przecieŜ, broń BoŜe, nie ma to nic wspólnego z naszym poczuciem wyŜszości. Po jakimś czasie przeciętny Europejczyk zaczyna rozpoznawać w Japonii odmienne typy antropologiczne, ale są to nadal róŜnice subtelne - kilka centymetrów wzrostu, kształt kości policzkowych, pieprzyk na policzku, odróŜniający dla potrzeb naszej percepcji jakąś czarnowłosą i czarnooką Mariko z Hokkaido od jej równie czarnowłosej i czarnookiej koleŜanki z Kyushu. Wizualne doświadczenie „bujnej róŜnorodności", w jaką - według autora Imperium znaku - przekształca się z czasem przywoŜony przez nas do Japonii stereotyp Japończyka, w moim przypadku było w oczywisty sposób kwestią przyszłości. WytęŜyłam więc wzrok w pierwszej próbie przeniknięcia tajemnicy, jaką ukrywa cielesna obecność Innego. Japońskie ciała siedzące w poczekalni numer trzydzieści trzy były drobne i ładnie wpasowane w przestrzeń. Na ich szczupłych kolanach spoczywały szczupłe dłonie o podłuŜnych wąskich paznokciach. Bardzo zadbanych i czystych. Jedno obok drugiego siedziały w większości starsze ciała: delikatne kobiety o nienagannych makijaŜach i świeŜych fryzurach sprawiających wraŜenie, jakby przed godziną rozjaśnił je na identyczny odcień brązu ten sam fryzjer, starsi panowie wyszykowani na podróŜ z nieco przesadną dokładnością. Wszystkie ciała, niezaleŜnie od płci, byłyjakby ubrane „za bardzo". Przebrane w uniformy „prawdziwych japońskich turystów", jakich zwarte grupy moŜna zobaczyć w najatrakcyjniejszych miejscach starego kontynentu - na placu św. Marka, w Luwrze, pod krzywą wieŜą w Pizie. Drobne ciała opakowane zostały starannie, elegancko i schludnie, bardzo dokładnie, a ich stroje uzupełniała zbyt duŜa ilość detali: pasujących do siebie chusteczek, pasków, szali i torebek, z rozmysłem skompletowanych czapeczek i kapeluszy, lornetek i aparatów fotograficznych w wymyślnych futerałach. Ciała te miały w sobie coś roślinno-morskiego raczej niŜ ssaczego. Nie szpeciły ich Ŝadne fałdy i nawisy tłuszczu. Nie wylewały się na boki ze swoich eleganckich form i siedziały tak, jakby starały się nie zajmować więcej miejsca, niŜ jest to absolutnie niezbędne. Francuski filozof Jean-Luc Nancy pisze, Ŝe w odróŜnieniu od zachodnich ciał błonowatych, zamkniętych w sobie, monadycznych (a więc potencjalnie agresywnych), ciała japońskie są czułkowate; przyzwyczajone do ścisku wypuszczają na boki czułki, badając przestrzeń, ale nie wchodząc pochopnie w kontakt z innymi ciałami. Za pomocą niewidzialnych radarów namierzają zbliŜające się inne ciało i odginają w bok jak ukwiały. Średnią wieku wśród tych czułkowatych ciał obniŜały trzy młode dziewczyny (albo trzy klony dla mojego niewprawnego i niepoprawnego politycznie oka), które ukryły się w kącie, jeszcze idealnie gładkie, śliczne jak z reklamy

Podobno Japończycy są coraz wyŜsi. by przykryć troje ust starannie pokrytych błyszczykiem. Dziewczęta trzymały je zwrócone czubkami do środka tak. w Japonii pierwszy raz w Ŝyciu cieszą się wysokim wzrostem. Statystyki podają. a ono odsunęło się leciutko. Potem przeniósł wzrok w tym samym kierunku. Ŝe jestem raczej nieduŜa. Brzmiał tak. zasłaniając usta dłonią w potrojonym geście. Ŝe nie stroniące od mięsa i nabiału młode pokolenie przerosło rodziców i dziadków. Japońskie ciała z czułkami: OstroŜne? Nieśmiałe? Przebiegłe? Przycupnęłam obok jednego z nich. Informacja wypowiedziana po japońsku była o wiele dłuŜsza. świeŜym. z góry przepraszając jednak. Siedzieliśmy jak w zamkniętej kapsule. Bardziej znak buta niŜ but. przerysowane. Niewinne lolitki nieświadome (nie chcące być świadome?) swojej dorosłej juŜ kobiecości zachichotały ponownie. Ŝe jeśli będziemy mieć jakieś zastrzeŜenia co do obsługi pokładowej. na promieniejące urodą dziewczęta. Ja sama z osoby niewyróŜniającej się niczym szczególnym . Siedzący najbliŜej mnie męŜczyzna zaszeleścił gazetą i spojrzał dyskretnie na zegarek. Ŝe spodnie udaje się wciągnąć tylko do kolan. Szczupli. i tylko opal wielkości przepiórczego jajka zadrgał na jej palcu płomiennym blaskiem. trzy pary małych japońskich stopek obutych w najmodniejsze w tym sezonie kla-peczki z nosami w szpic stały pod identycznym kątem utworzonym przez połączone palce i rozsunięte pięty. Po chwili najpierw niemiecki. a trzydzieści parę przeŜytych lat pozwoliło mi przyzwyczaić się do poŜytków i wad związanych z faktem. odbiegało od normy. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę z tego. wygłoszona kobiecym głosem o oktawę wyŜszym od normalnego. na co te zachichotały. Gdy wstaliśmy. Coś w ich wyglądzie. a potem japoński glos powiadomi! nas. którą znam. I z pewnością inaczej niŜ zwykle. ale średnia jest nadal niezbyt imponująca. jeśli nam się nie spodoba.naleŜę do najwyŜszych kobiet w poczekalni i góruję wzrostem nad wieloma męŜczyznami.nad większością męŜczyzn! Nigdy jeszcze nie patrzyłam na świat z tej perspektywy. Dziwnie. Przekraczając granicę Japonii. Ŝe samolot jest gotowy do odlotu. Jedna powiedziała coś koleŜankom. ale bardziej ozdobne. Ŝe . ze zdumieniem spostrzegają zaś. którym i ja się nie oparłam. promiennym. przesadne w modnym kroju. trzy wąskie dłonie jeszcze raz uniosły się. W porównaniu z tą kwintesencją grzeczności powtórzona właśnie niemiecka informacja przypominała ponaglenie więziennej straŜniczki i to ona dopiero skłoniła mnie do ruchu. i biorąc całą winę na siebie. Klapeczki niby bardzo podobne do tych. która po krótkiej wycieczce gotowa była juŜ do powrotu na swoją planetę. Nagle coś zaczęło być ze mną nie tak. Europejczycy i Amerykanie. natychmiast popełniając rytualne samobójstwo. z przyzwyczajenia kupując ubrania rozmiaru S. Bucik bonsai. w którym ja patrzyłam. i dopiero spojrzawszy na ich stopy zrozumiałam. moŜe drzemała. w czym rzecz. by ustawić się w wyjątkowo porządnej kolejce do samolotu. poczułam kolejny przypływ nie-sprecyzowanego cielesnego dyskomfortu. niepostrzeŜenie zmienili się bowiem w grubasów w rozmiarze XL. Cieniutkim głosem wydobywającym się z głębi ściśniętej krtani informowała nas być moŜe. jakby jego właścicielka zapraszała nas do uczestnictwa w czymś wyjątkowo przyjemnym i niezwykłym. Nie do wiary .azjatyckiego biura podróŜy. a nagle spotęŜniała klatka piersiowa rozsadza sweterek o przykrótkich i zbyt wąskich rękawach. gotowa jest osobiście zadośćuczynić naszym krzywdom.o cudzie . erotycznym. Jego towarzyszka ani drgnęła. jak czasem robią małe dziewczynki. którzy tak jak ja w ojczyźnie z trudem uchodzili za średnich.

a nie widelec. jak rozłamuję ich połączone końce. Nie zamieniliśmy ani słowa od czasu. jakich potem moi japońscy znajomi udzielą mi mnóstwo. domagając się wyjaśnienia tej aberracji w kolejce do samolotu lecącego do Tokio. zielonej ostrej przyprawy. „Gaijin-lady". Była to pierwsza instrukcja związana z jedzeniem. by zjeść międzykontynentalny posiłek złoŜony z europejskich i azjatyckich dań. ile Japończyk moŜe wygłosić na temat ulubionej potrawy podczas codziennej kolacji. Pokiwał głową. Przeciętny Polak przez całe Ŝycie nie wypowie bowiem tylu zdań na temat bigosu. jak samolot przelatuje nad Uralem oddzielającym malutką Europę od potęŜnej Azji i skręca na północ.sięgnęłam po pałeczki. jakby światło wypłynęło przez niewidoczną dziurkę jak woda. Zamknięci w hermetycznej kapsule lecieliśmy. Raz tylko Japończyk uśmiechnął się do mnie niemal nieuchwytnym półuśmiechem. Makaron je się. będzie plotkował personel w japońskich hotelach i ryokanach. by trafić zwisającym na pół metra makaronem do miseczki z sosem. wygrywając zawody z czasem i dzień zszarzał w mgnieniu oka. których nie zauwaŜyłam. drobny i maleńki.wśród jasnych kobiet mojego kraju wyrosłam niespodzianie na kogoś. duŜą blondynką w tłumie drobnych ciemnowłosych osób. mocząc kaŜdy kęs w sosie sojowym zmieszanym z kilkoma piórkami szczypiorku i odrobiną wasabi. patrząc na mnie japońskie dziecko i pociągnie matkę za spódnicę. komu japońskie dziecko o buzi jak z kreskówki przygląda się zogromnialymi ze zdumienia oczami. z uwagą niepozbawioną poczucia wyŜszości. a które powinnam dodać do swojej potrawy. opiszą mnie studenci nie znający jeszcze mojego nazwiska. Słoneczny blask na horyzoncie stopniowo zakląsł się w zupełną ciemność tak. To lekkie danie jest szczególnie popularne latem. Słysząc. staruszek odwrócił się w moją stronę. Japończyk poczekał. „gaijinka". popatrzy! na stojący przede mną makaron i sos sojowy jak nauczyciel do zeszytu uczennicy. Jego czułkowate ciało odgięło się delikatnie w stronę okna. aŜ połknę pierwszy kęs. Stałam się nagle kobietą innego rozmiaru.podobnie jak on . Na fotelu obok mnie siedział starszy męŜczyzna. aby wszystko odbyło się według zasad. która jest japońską odmianą chrzanu. W pewnym sensie przestałam być dawną mną. W ten sposób wieczór w Europie zamienił się nagle w głęboką noc. W ten sposób Japonia pozbawiła mnie pewności co do własnej osoby. gdy . czyli zimnego makaronu z gryczanej mąki posypanego pokrojonymi w cienkie paseczki. pokiwał głową jeszcze raz i potem juŜ w milczeniu zjedliśmy . „pani cudzoziemka". Ta nagła translokacja „ja" uświadomiła mi. Pod słońce Ktoś kiedyś powiedział. „gaijin-sensei". to kluczowe słowo odtąd ma otwierać. „wielce szanowna cudzoziemka" powie. by ograniczyć do minimum ewentualny kontakt fizyczny z moim łokciem lub ramieniem. a potem to wszystko wpakować do ust. przyjrzał się jeszcze raz i uniósł w dwóch palcach maleńką plastikową torebkę z suszonymi wodorostami nori. Ŝe między Polską a Japonią jest tylko wielki las. która pędząc na łeb na szyję ścigała się ze swoim cieniem nad Syberią. Zaczyna się on wkrótce potem. „gaijin-sama". a niekiedy i wyczerpywać charakterystykę mojej osoby. „profesorka cudzoziemka". Ŝe podróŜ do Japonii będzie się róŜniła od wszystkich innych. Cudzoziemka. Moja edukacja kulinarna zaczęła się od podanej w samolocie zaru-soby. sprasowanymi wodorostami nori. Sobą ma formę cienkiego spaghetti i jedzenie jej pałeczkami wymaga nieco praktyki koniecznej. gdy weszliśmy do samolotu.

swojązaru-sobę. „W milczeniu" nie znaczy jednak „w ciszy". Japończycy siorbią, wciągając kluski w taki sposób, w jaki robią to u nas dzieci, dopóki nie dostosują się do kulturowego wymogu eliminowania ciejesnych odgłosów i bezgłośnego jedzenia, jak kaŜe zachodni zwyczaj. Dla Japończyka jednak jeść bezgłośnie to tak, jakby pozbawić się połowy przyjemności. MęŜczyźni siorbią głośniej i swobodniej niŜ kobiety i jeśliby męskość po japońsku miała coś wspólnego z głośnością siorbania, mój malutki sąsiad byłby prawdziwym macho. Kolejne porcje makaronu znikały w jego ustach w rytmie miarowych higienicznych wessań wyróŜniających się nawet na tle wielkiego „siorb-koncertu", jakim stał się nasz samolot. Po kolacji popitej zieloną herbatą Japończyk zasnął jak dziecko, tak spokojnie, jakby lotniczy fotel był najwygodniejszym posłaniem. Jedna z hipotez na temat łatwości, z jaką Japończycy potrafią zasnąć w kaŜdych okolicznościach, łączy tę umiejętność z faktem, iŜ dzieci są tam karmione piersią dłuŜej niŜ na Zachodzie. Dorośli Japończycy mają ponoć, w przeciwieństwie do nas, pamięć tej bliskości z matką i dzięki niej mogą nieświadomie powrócić do stanu bezpieczeństwa, jakie czuje osesek zasypiający - zwłaszcza po posiłku - w kaŜdych warunkach. Mój sąsiad rzeczywiście wyglądał na spokojnego i miarowo pochrapywał, uśmiechając się przez sen. Być moŜe śnił piękny sen o ssaniu matczynej piersi, którego mogłam mu tylko zazdrościć. Po dziesięciu godzinach lotu, podczas których bezsenna dla mnie noc zdarzyła się na krótko i minęła nagle jak ucięta noŜem, rozbłysła pozioma kreska słońca, znów dzieląc horyzont na dwoje. Zaczynał się nowy dzień, starszy brat tego, który jeszcze nie narodził się w Europie. Zdałam sobie sprawę, Ŝe to juŜ naprawdę blisko, Kraina Wschodzącego Słońca. Miejsce, gdzie Słońce mieszka. Nihon (albo Nippoń), oryginalna nazwa kraju, znanego nam jako Japonia, składa się z dwóch elementów tworzących kanji, czyli chiński znak: nichi to „słońce", a hon to „podstawa", „źródło" lub „początek". Dla Chińczyków Japonia była „domem Słońca", miejscem, gdzie Słońce „mieszka", bo codziennie mogli obserwować, jak wstaje ono na horyzoncie Pacyfiku, za którym leŜał wąski pasek wulkaniczych wysp. Amaterasu, bogini ognistej planety, zajmuje uprzywilejowaną pozycję w panteonie religii shintó i według japońskiej mitologii jest protoplastką cesarskiego rodu. Fakt, iŜ główne bóstwo ma rodzaj Ŝeński, rzecz raczej wyjątkowa wśród solarnych przedstawień, interpretowany jest jako ślad japońskiej kultury matriarchalnej, której dawny splendor przepadł w mrokach historii zdominowanej przez wojowniczych samurajów. Amaterasu to z całą pewnością ona, chociaŜ jej mitologiczne narodziny wymagały obecności pierwiastka męskiego. Na samym początku świata z niebytu wyłoniła się para rodzeństwa, Izanami (ona) oraz Izanagi (on) i zanim zachowanie ptaków (które najwidoczniej z jakichś kosmologicznych powodów juŜ istniały) podpowiedziało im, co mają robić, snuli się bez Ŝadnego zajęcia po bezludnym krajobrazie. Od momentu jednak, gdy poznali radość seksu, zaczęli płodzić boskie potomstwo w duŜej ?}§??. Przy jednych narodzinach zdarzyła się tragedia, bóg ognia, przychodząc na świat, okrutnie poparzył Izanami, i ta w bólu odeszła do krainy umarłych. Izanagi, nie mogąc znieść rozpaczy po utracie Ŝony/siostry, udał się w ślad za nią, i mimo iŜ błagała, by na nią nie patrzył, nie wytrzymał, podniósł wzrok. Izanami z krainy umarłych nie była juŜ jednak tą, której pragnął brat/kochanek, i zobaczywszy jej skalane śmiercią ciało, zapomniał o swojej miłości. Izanagi od tej chwili myślał juŜ tylko o tym, by się oczyścić z brudu

śmierci, i pognał z powrotem do świata Ŝywych. Zanurzył się w wodzie aŜ po czubek głowy, dając początek nie tylko tradycji rytualnych oczyszczeń charakterystycznych dla japońskiej religii shintó, lecz takŜe ze wszech miar godnemu naśladowania świeckiemu zwyczajowi codziennych kąpieli. Gdy Izanagi dokonywał ablucji, z jego ciała narodzili się następni bogowie: z nosa - bóg wiatru, panujący nad morzami, a wcześniej z lewego oka właśnie Amaterasu, bogini słońca, władająca niebem. Tak powstał panteon shintó, religii, która zna pojęcie nieczystości i wstydu, ale nie zna pojęcia grzechu. Jeszcze chwila lotu i czerwona kreska światła eksplodowała w kulę oślepiającego blasku, który wypełnił niebo po oszukanej nocy; Amaterasu wyłoniła się z ciemności, byliśmy juŜ w Japonii. Stewardesy zaczęły poranną krzątaninę, mój sąsiad obudził się rześki i wyspany, złoŜył koc tak precyzyjnie, jakby miał zamiar wyciąć z niego origami, a pilot poinformował nas, Ŝe wkrótce wylądujemy na lotnisku w Tokio, gdzie „panują bardzo dobre warunki atmosferyczne". Była jesień, jedyna pora roku, gdy na zachodnim wybrzeŜu Honshu moŜna przez parę cudownych tygodni cieszyć się suchą, słoneczną pogodą i błękitnym niebem, które przez większą część czasu jest białawe, wzdęte od wilgoci, w kaŜdej chwili groŜące pęknięciem. Ten świetlisty, jasny październik to po japońsku kaminazuki, czyli „miesiąc, gdy bogowie są nieobecni". Wybierają się wówczas na wielkie spotkanie do świątyni Izumo, a ludzkość zostaje pozostawiona samej sobie. Pewnie dotyczy to równieŜ cudzoziemców odwiedzających Japonię, bo nasz zachodni bóg nigdy się tam na dobre nie osiedlił. Zobaczyłam, Ŝe wielki las skończył się, a skręcający na południe samolot pochylił się, sprawiając, Ŝe tafla oceanu uniosła się jak połyskliwa zasłona, za którą po chwili w perłowej mgiełce poranka wyrosła góra Fuji. Święte miejsce Domu Słońca, cel corocznych pielgrzymek setek tysięcy Japończyków, którzy w długiej kolejce wdrapują się na szczyt, by tam oczekiwać codziennego cudu światła i pokłonić się Amaterasu wschodzącej znad morza chmur. Mój sąsiad zerknął przez moje ramię w kierunku okna i jego pomarszczona twarz rozjaśniła się w uśmiechu na widok Fuji, góry gór. Welcome to Japan very much, przemówił do mnie wtedy po raz pierwszy i ostatni. Japoński goździk Narita wyglądało jak wszystkie inne lotniska cywilizowanego świata. Z tym moŜe wyjątkiem, Ŝe pracownicy fizyczni ubrani byli w schludne uniformy bardziej przypominające garnitury niŜ kombinezony robocze oraz śnieŜnobiałe rękawiczki, a młode urzędniczki kłaniały nam się, wskazując drogę teatralnie pięknymi ruchami rąk i nie przestając mówić wysokim, przepraszającym tonem, choć nikt nie zwracał na nie uwagi. Dziarscy i wyspani Japończycy ustawili się w swojej kolejce, trzymając w pogotowiu paszporty z wizerunkiem wschodzącego słońca, a ja wraz z grupką kilkunastu śmiertelnie zmęczonych, wymiętych cudzoziemców powlokłam się do okienka dla Aliens, „Obcych"; ósmych pasaŜerów Nostromo, którzy nielegalnie załapali się na ten lot. Czekając na odprawę, jeszcze raz przyjrzałam się wydrukowanemu e-mailowi od Japonki imieniem Chizuko, która pomagała mi na odległość załatwić wszystkie formalności. Informowała mnie w nim, Ŝe pogoda w Tokio jest piękna (bo wzmianka o pogodzie to obowiązkowa część wszystkich japońskich listów), Ŝe będzie pełnić rolę mojej sekretarki (co było prawdą) i Ŝe perspektywa ta „napełnia jej serce prawdziwą radością" (czego jeszcze nie mogłam być pewna). Poza tym precyzyjna, złoŜona z licznych punktów i podpunktów instrukcja dotycząca początku mojego

pobytu w Japonii pełna była imion i nazw stacji brzmiących na przykład Shinagawa i Ishikawa-dai, które mnie napełniały prawdziwym niepokojem raczej niŜ radością. „Shinagawa - Sina-gała", „Ishikawa-dai - Idź-i-kawa-dai", utrwalałam sobie, oswajając obce brzmienie na wypadek, gdybym musiała tych miejsc szukać sama. „W przypadku, który nie moŜe być prawdą, gdybym nie była tam, gdzie mi przeznaczone zostało, aby cię miło zaprowadzić na miejsce ostateczne, postępuj zgodnie z instrukcją, jak cię proszę i przepraszam z respektem", pisała Chizuko w zabawnym, ale wystarczająco komunikatywnym angielskim, „Ja znać drogę, a ty sama zgubiona lub zakłopotana z bagaŜem na zawsze, a przeto ja cię wezmę samochodem z przyjemnością". Jeden znak kanji wyglądający jak haczyk zaplątał jej się w rzymskie litery pomiędzy „s" a „t" w słowie „instrukcja", a ja mimo wszystko miałam nadzieję, Ŝe nie będę musiała sama szukać „miejsca ostatecznego" i Ŝe ten znak nie jest na przykład jakąś waŜną wskazówką, którą powinnam wziąć wówczas pod uwagę. „Profesor", powiedział urzędnik imigracyjny o szlachetnej twarzy aktora Toshiro Mifune, oglądając mój paszport chyba z lekkim niedowierzaniem, a ja odpowiedziałam: „Hai", czyli „tak", bo niewiele więcej potrafiłam. „Daijóbu", odparł w końcu urzędnik, co brzmiało jak „daj dzioba", a znaczyło „w porządku". Wpuścili mnie, juŜ nie było odwrotu. Zobaczywszy mnie, młoda kobieta w stroju odpowiedniejszym dla pięćdziesięciolatki energicznie pomachała tabliczką z wypisanym moim imieniem i nazwiskiem. Odmachałam więc, a ona zrobiła kilka drobnych kroczków w moją stronę z przednią częścią ciała lekko wysuniętą do przodu i ramionami trzymanymi blisko tułowia jak złoŜone skrzydła. Na twarzy miała wyraz radosnej antycypacji, jakby spotkanie ze mną było szczęściem i zaszczytem, na który długo czekała. Przyszli mi na myśl onnagata, aktorzy teatru kabuki grający Ŝeńskie role w spektaklu, który widziałam niedługo przed wyjazdem do Japonii. Ten wcielający się w postać dzielnej małŜonki wodza w podobny sposób przemieszczał się po scenie, wyrzucając z siebie przy tym całe kaskady kobiecych ochów i achów, na których urok część zachodniej publiczności pozostaje na zawsze nieczuła. „Czy ktoś mógłby zabić ją jeszcze raz?" - spytał mój znajomy, gdy bohaterka wspomnianego przedstawienia nawet po okrutnej śmierci długo nie przestawała ubolewać wysokim, przejmującym głosem. Chizuko tymczasem zrobiła kilka kolejnych drobnych kroczków w moim kierunku i zatrzymała się, sublimując radosną antycypację do jej krystalicznej formy. W Japonii, gdzie kostiumy i opakowania waŜniejsze są na ogól niŜ zawartość, kategorie kobiecości i męskości definiuje się o wiele dokładniej niŜ na Zachodzie. To, co nazywamy róŜnicą rodzaju (gender) albo płci kulturowej, mocno zakorzenione jest juŜ w strukturze japońskiego języka, który podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie, ma swoją wyraźną Ŝeńską i męską formę. ZróŜnicowany według płci język stanowi podstawę systemu niezwykle precyzyjnie określającego, co jest właściwe dla kobiet i męŜczyzn. Sposób zachowania Chizuko, z mojej perspektywy odrobinę przerysowany, o krok od przesady, wydawał mi się jednak pełen wdzięku. Była Ŝywym wcieleniem „japońskiego goździka", czyli skromności i delikatnego uroku, jakie powinny cechować młodą damę z dobrej rodziny. Przeciętna przedstawicielka krajów Zachodu co najwyŜej kończy liceum w dziedzinie tradycyjnych kobiecych gestów i zachowań, podczas gdy dziewczyny takie jak Chizuko mają doktorat. Po pewnym czasie spędzonym w Japonii niektóre

Niewłaściwa konstrukcja gramatyczna. Zbyt długo jednak i zbyt miękko. . gdybyś mogła przyjechać do Japonii". nieświadomie upodabniają się do otoczenia. wiedząc. „Gaijinka" na zawsze „nie stąd". jeśli juŜ nie sympatia. Ŝe Japończycy z sympatią traktują nasze starania. (. Wszystko jest tak dziwaczne i przeciwstawne. jakimi zostałam otoczona. Ŝe praktycznie rzecz biorąc. gładkich. przemówiła.. była bez wątpienia przypadkowa.ciekawość. taka pozostanę. Teraz niewątpliwie pora była na moją kwestię. Ŝe w oczach Chizuko czaiła się. jaką ekstrawagancją w Japonii było obstawanie Chizuko. skoro stacja metra. Ŝe tak naprawdę nigdy nie uda mi się przyjechać do Japonii. potrząsnęła moją jak biznesmen ubijający interes. które były dotąd mało „kwiatowate") zaczynają dostrzegać pewną zmianę we własnym sposobie bycia. Ale co mnie zadziwia. Tokio jest jak Mars Gejsza i Barbie Zupełnie zbita z tropu zatrzymywałam się na ulicy gdzieś w Ginzie. wyglądająca jak personifikacja zachodnich marzeń erotycznych na temat Wschodu. Alessandro Valignano Historia del Principio II. jakiej Chizuko uŜyła. nie byłaby w stanie podrobić Ŝadna cudzoziemka. jakiej nauczyłam się na pamięć. by choć w małym stopniu opanować ich język. witając mnie swoim niedoskonałym angielskim. Niezamierzona ambiwalencja tych miłych słów kazała mi poszukać ukrytego w nich znaczenia. nie mogłam pohamować podziwu dla miękkich.) OtóŜ to wszystko nie byłoby zdumiewające. Ŝe jestem obca i cokolwiek zrobię. mimo iŜ byłoby miło. Skoncentrowałam się więc na wydobyciu z siebie japońskiej formułki. kobiety po trzydziestce.„gaijinki" (nawet te. z twarzą wysuniętą w moją stronę. ale czaił się w niej przewrotny sens. Ta czarnowłosa kobieta. choć zupełnie niemodnej fryzurze wyróŜniającej ją na tle krótko ostrzyŜonych pań w jej wieku. Dopiero potem przekonałam się. Jak mogłam być pewna. Ŝe w miarę rozwoju znajomości sprawa jeszcze bardziej się zaciemniała. Stała dwa kroki ode mnie. gdybym mogła. to z całą pewnością . błyskająca czarnymi ognikami źrenic . jak w teatralnej etiudzie. Gdy prezentacji stało się zadość. lekko pochylona do przodu. „Joanna-senseU". Chizuko stanowiła ciekawą odmianę. w pierwszym zdaniu powiedziała mi bowiem. Albo Shimbashi. a bywało. o czym od dawna wiedziałyśmy obie. ale przysięgłabym. Z całą feministyczną świadomością tego. którą.. to fakt. „Byłoby bardzo miło. co znaczą róŜnice w teatrze kobiecości i męskości. I moŜe po prostu bardzo potrzebowałam dobrego znaku. nigdy jednak nie osiągając perfekcji swoich japońskich sióstr. do nas nie są podobni w niczym. Chizuko niespodzianie wyciągnęła do mnie rękę. krągłych gestów. gdyby byli podobni innym barbarzyńcom. jakiej płci jest nowo poznana osoba. ukłoniła się i powtórzyła. Po Ŝyciu w Nowym Jorku. chcąc japońskie powitanie uzupełnić zachodnim. A moŜe to była Hibiya. przy tej pięknej. gdzie czasem po dwóch godzinach rozmowy nie miałam pewności.Ŝywa. Ŝe we wszystkich tych sprawach zachowują się jak bardzo powściągliwi i kulturalni ludzie. skazana na niespełnialne marzenie o kraju. w którym mieszka Słońce. Ŝe będzie moją sekretarką. Ukłonu. podczas którego długie czarne włosy Chizuko wykonały taneczne pas. powiedziała.

lecz z uporem. dokąd chce jechać. ile o jakąś subtelniejszą właściwość japońskich ciał przyzwyczajonych do mniejszej przestrzeni osobistej. jakby mapę europejskiego miasta ktoś pociął w niszczarce do dokumentów i posklejał na chybił trafił. Przypomniała mi się absurdalna. pyta dziewczyna. „Tokio jest jak Mars". stłoczone twarze w jego oknach mignęły i znikły jak fatamorgana. wyrwana z kontekstu rozmowa z japońskiego filmu. kto nie wie za bardzo. równie dobrą. trafiłam w ten sposób do Asakusy wyrzucona na jej brzeg z zatłoczonego pociągu. upewnia się bohaterka. łatwą do opanowania. „Ta daleka planeta?". którego tytuł i cała reszta umknęły mojej pamięci. Minęły mnie dwie kobiety w kimonach. w ciągu godziny znikła jak kamfora. który serwował kawę dwojgu zielonym kosmitom śpiewającym po angielsku: „Coffee. jakby zaczęła się mobilizacja. któremu przyjdzie do głowy szalony pomysł uchwycenia w słowa czegoś. Raz po raz próbowałam bez powodzenia zlokalizować swoje „ja" coraz głębiej wsysane w tokijski labirynt bez wejścia i wyjścia. z którym musi zmierzyć się kaŜdygaijin. które znam. Ŝe na jej odnalezienie mam dwa lata. mówi bohater w jednej ze scen. krzycząc coś z uśmiechem. Traciłam poczucie czasu i przestrzeni. co dalej. Jak opisać miasto niemoŜliwe? To pytanie. lalala". dryfujących ku pogodnemu wieczorowi. Wyrosła na jej miejscu restauracja serwująca japońskie dania zachęcała witryną z plastikowymi modelami potraw. odpowiada jej rozmówca. by pomyśleć. Stanęłam tam. Po nich przemaszerował oddział uczniów w wojskowych mundurkach i Ŝółtych kapelusikach tak równym krokiem. Na moje oko kaŜda strona wyglądała tak. rezygnowałam z przygotowanej wcześniej marszruty i dawałam nieść się miastu jak papierowa łódka rzece. zatrzymało się nieopodal i uniosło w górę telefony komórkowe. doskonalsze niŜ prawdziwe. widziałam tuŜ za kawiarnią Starbuck's. by zrobić sobie nawzajem zdjęcie na jej tle. „Dlaczego?". dla kogoś. co z kaŜdej sieci opisu wymyka się szybciej niŜ rtęć. zaczęły wzbudzać we mnie głód. Nie tyle chodziło przy tym o konieczność trzymania się lewej strony. W któryś z pierwszych tokijskich dni. Dwóch podchmielonych starszych panów wytoczyło się z restauracji. znajdowałam inną. Właśnie. „Nie wiem". która znikła. na twarzach miały białe chirurgiczne maseczki i rozmawiały przez telefony komórkowe.przysięgłabym. W ręce ściskałam zupełnie nieprzydatny na początku atlas Tokio. Na wielkim billboardzie reklamowano robota-kelnera. szukając stacji. Ta połoŜona w północno-wschodniej części Tokio dzielnica w przeszłości była kipiącym Ŝyciem centrum 24 . Przez cały czas towarzyszyło mi wraŜenie. „Nie. hiperrealny makaron w jednym z talerzy unosiły pałeczki trzymane niewidzialną dłonią. jak batonik Mars". Zarzucając szal na ramię. a potem poŜegnali się. Ŝe płynę pod prąd tłumu poruszającego się według jakichś innych zasad niŜ te. Coffee. powodowałam więc małe katastrofy wśród ludzi zachowujących się tak. by nie wadzić innym. Śliczne plastikowe potrawy. Szłam dalej. kłaniając się chwiejnie. Dziewczyna w róŜowym kostiumie i białych rękawiczkach wręczyła mi opakowanie chusteczek higienicznych. zgrabniej i w innym rytmie poruszających się w tłumie. Po wiadukcie 23 tuŜ nad moją głową przetoczył się srebrny pociąg kolejki Yamanote. i pocieszając się.

w świetle neonów miękły betonowe kontury domów. Ŝe w tej 25 okolicy znajdowała się tylekroć opisywana. Legenda mówi. lecz świętość miejsca. jedna z najsłynniejszych na świecie dzielnic rozpusty. Była spokojniejsza niŜ pozostałe. Zapalały się kolejne neony. co przyniesie noc. plastiku i bóg wie czego jeszcze. przynaleŜną bóstwom. który dwóch braci rybaków w VI wieku wyłowiło z wód pobliskiej Sumidy. a dziś kurczy się pod naporem nowoczesności. teraz zredukowana do kilkudziesięciu erotycznych przybytków. na którym stoi. Dla wielu prowadząca do niej majestatyczna i zdobna w wielkie czerwone latarnie Kaminarimon. sprawiające wraŜenie skleconych naprędce i tymczasowych. statków kosmicznych. by w ramionach wyrafinowanych mistrzyń sztuki erotycznej zaŜyć zabronionych im uciech. porcelanowych „witających kotów" maneki neko czy zwierzątek tanuki . Ŝe pod fundamentami świątyni ukryto złoty wizerunek bogini. którzy dopiero pod wpływem wieczornej kolejki sake zaczynają się uśmiechać. Główny budynek Sensóji wybudowano całkiem niedawno. ale dla wiernych nie on jest waŜny. pełne zacieków wilgoci i rudawych plam rdzy. połoŜone nieco na północ od centrum Asakusy. a wejścia do lokali dyskretniejsze. ozdobionych plastikową głową Sfinksa. lecz obdarzone za to w nadmiarze szemranym czarem rodem z filmów o japońskich gangsterach. grupy rozochoconych męŜczyzn znikały w barach i klubach. pochodzi od angielskiego sałaty (pensja) i man (człowiek. nieistniejące w języku angielskim. a ja znów na chybił trafił skręciłam w jakąś uliczkę wsysającą w swoją gardziel ciemność nocy. Okolica ta nawet nie nosi juŜ dawnej nazwy. francuskich pałacyków. wszystko jest tu nowe.tak charakterystycznych dla Tokio . Brak sztucznych kwiatów. pozbawione krzykliwych ozdób. Egipskie. meksykańskich burdeli. Te zbudowane w ostatnich dziesięcioleciach budynki z betonu. roześmiane dziewczyny z rozjaśnionymi włosami. labirynt drewnianych domów. Tak jak w całym Tokio. z obłaŜącymi płatami farby. pozostała symbolicznym wejściem do shitamachi. W okresie Edo (1600-1867) w tych właśnie okolicach powstała Yoshiwara. przestrzeń sacrum. bogini miłosierdzia. a przynajmniej nie oficjalnie. a jedna sfera niepostrzeŜenie przenika w drugą.śmiesznych . Trudno sobie wyobrazić. dzieli tu od profanum mniej niŜ krok. czyli Brama Boga Burzy. Niebo zmieniło barwę z sele-dynoworóŜowej na perlowoszarą. oblepione są szyldami i reklamami ze zdjęciami półnagich dziewcząt. Turyści i tokijczycy ciągle jednak tłumnie tu przyjeŜdŜają ze względu na słynną świątynię Sensóji. męŜczyzna) słuŜąc określeniu etatowych pracowników biurowych. krąŜyli jak ćmy w gęstniejącym mroku. ale na współczesnych mapach Tokio Yoshiwara to prozaiczne Senzoku 4-Chóme. by dać się pochłonąć przez plamy światła w otwieranych drzwiach. słowo madę inJapan. lecz lekko nadpsute. poświęconą Kannon. ekstrawagancko ubrani chłopcy ciekawi. Pozbawione są wprawdzie splendoru i wyrafinowanego wdzięku ze starych drzeworytów.ponurych panów w identycznych garniturach. japońskie i europejskie motywy zdobnicze tworzą niesamowity miszmasz stylów i kolorów. UŜywają jej nadal zatrudnione tam osoby. skupisko domów publicznych o pretensjonalnych nazwach typu „Versailles" lub „Scarlett" i kiczowatej architekturze jakichś zwariowanych zameczków. malowana i filmowana enklawa płatnej miłości. byle jakie. do których samuraje zakradali się. Sarariiman. tych .shitamachi. Teraz Yoshiwara to betonowa kraina sarariimanów. tradycyjnego „dolnego miasta". duszona wielkimi budynkami ze stali i szkła.

Betonowa nowoczesność i ciągle Ŝywa przeszłość to dwie twarze Tokio. wysoką fryzurę. bo co rusz okazywało się. i naleŜącego do kurczącej się grupy koneserów tradycji. a na pewno mający niewiele wspólnego ze współczesnym Ŝyciem. Uchyliły się automatycznie otwierane tylne drzwi i wysiadła z nich gejsza. Ŝe moŜna spędzić w Tokio całe lata i nie spotkać Ŝadnej. Nie bardzo mogliśmy się porozumieć. Imeji cheinji Miasto gęste jak semiotyczna dŜungla. przez które sączy się przeszłość. dla których jest ono nadal poŜądane i atrakcyjne.kunopsów eksponujących piwne brzuszki i wielkie jądra. bo moŜe się okazać. Pozbawione starówki z prawdziwego zdarzenia. Ŝe w głębi znajdują się przybytki niepotrzebujące reklamy. rękaw złotawego kimona z właściwym dla jesieni motywem liści klonu. którzy dwa lata temu mieszkali w tej samej tokijskiej dzielnicy co ja. by sobie pozwolić na jej towarzystwo. Spotkanej na wakacjach parze Amerykanów. a nie tu. Z wdziękiem wysunęła się z wnętrza samochodu. Dopiero po powrocie . wypełniając uliczkę od krawędzi do krawędzi swoim metalowym cielskiem. próbowałam 27 wytłumaczyć. a pełne śladów przeszłości wpisanej w pejzaŜ. który jednak prawie w całości jest dziełem ostatniego półwiecza. bym kiedykolwiek widziała kwiaciarnię o nazwie Flower House. nie oglądając się. Zmiana. Dla nas gejsza nadal ucieleśnia Tajemnicę Wschodu. podczas gdy większość Japończyków widzi w niej anachronizm. znaczył. Albo kobieta udająca męŜczyznę w przebraniu kobiety. Nie moŜna jednak ufać swoim oczom. a nie prawej strony stacji. miasto pandemonium. Z jednej strony międzynarodowe i hipernowocze-sne. Pod jedną z bram podjechał właśnie ciemny mercedes. Spieszyła się zapewne na przyjęcie urządzane przez kogoś bogatego na tyle. Ŝe salon gry paczinko znajdował się z lewej. nierozdzielne i tak samo prawdziwe. Wielkomiejskie jak Manhattan i krok dalej małomiasteczkowe niczym Radomsko. dziś gejsza jest widokiem tak rzadkim. bardziej prawdopodobne. Ja nie byłam w stanie przypomnieć sobie. Ŝe piękność kusząca nasz wzrok to tak naprawdę męŜczyzna w przebraniu kobiety. fluidalna właściwość wody. Ŝe moŜna by ją zobaczyć w eleganckiej Akasace. a jej malutkie stopki w śnieŜnobiałych skarpetach tabi i sandałach jednocześnie dotknęły chodnika. Ŝe bledną i odchodzą w niepamięć uroki innych miast. trwałość w nietrwałości tworzą megapolis. które niektórzy zwą Miastem Przyszłości. Potraktowałam ten niespodziewany obraz jak prezent od losu dla „gaijinki" szukającej jakichkolwiek drogowskazów. znikła w oszklonych drzwiach. bo zarezerwowane dla uprzywilejowanych. Przez moment widziałam jej alabastrową twarz. które kiedyś się lubiło. Co robiła w Yoshiwara? 26 Jeśli w ogóle. Kiedyś stały element w pejzaŜu miasta. Takie właśnie jest Tokio: jak Barbie i jak gejsza. które niemal przygniotło mnie do muru. Albo zupełnie odwrotnie. Sprawiają. miasto wspaniałe. czasem wręcz trochę śmieszny. Czy ta chwila zdarzyła się naprawdę? W tym samym momencie odbiła się w szybie twarz przechodzącej nieopodal blond Japonki w minispódniczce. Kokietują i uwodzą. Ŝe pamiętamy zupełnie inne punkty topograficzne. pełne szczelin. a oni upierali się. Nakładają się na siebie i przedrzeźniają. W dłoni trzymała pakunek zawinięty w jedwabną chustkę furoshiki. Z drugiej tradycyjnie japońskie. gdzie dokładnie znajduje się mój dom.

Przez kilka tygodni moje sąsiedztwo zmieniło się na tyle. Zycie przeciętnego apato. powinni ominąć przeszkodę. teraz były trzy szeregowe domki w budyniowym kolorze i juŜ mieszkali w nich ludzie. Imeji cheinji.jak pisze Donald Richie w The Image Factory . którzy piszą. gdy . ale równieŜ wyglądu domów i całych miast. Ŝe modne w sierpniu asymetryczne bluzeczki firmy Milk lub Betsy Blue są zupełnie passe w połowie listopada. Budowane współcześnie w Japonii domy nazywa się z angielska apato (od apartment) lub manshon (od mansion). podąŜając za ruchem jego ręki. Ŝe poczułam się zdezorientowana. posiłek ładnie zapakowany w plastikowe pudełko. przestał istnieć. z białymi ręcznikami owiązanymi wokół głów uwijali się jak mrówki i nigdy nie widziałam. jak. trwa średnio kilkanaście lat. a manshon. to . gdzie niedawno stały drewniane rusztowania.lub trzypiętrowego budynku o drewnianym szkielecie. by przez cały czas stał na straŜy i informował przechodniów. zobaczyć miniaturową replikę rzymskiego pałacu w kolorze morelowym. by w jakimś punkcie mojej dzielnicy nie burzono czegoś. Ŝe mają rację ci. Ŝe właściciel młodszego domu dojdzie nagle do wniosku. gdzie niedawno jeszcze był sklep z tofu. by po powrocie znaleźć je odmienione nie do poznania i na miejscu. Tam. by wznieść coś innego. gdy siedząc na krawęŜniku. Sprawnie. by się o tym przekonać. . a w skrzynce wciąŜ pojawiały się listy przepraszające za ewentualne niedogodności. czyli betonowy dom zbudowany na mocniejszej konstrukcji. a pracownik z czerwono świecącą pałką.na kolejne parę tygodni . ale kaŜda osoba lubiąca obserwować modę zauwaŜy. Tokio to jeden wielki plac budowy i niemal nie zdarzało się. gdzie wcześniej był plac zabaw dla dzieci z jadowicie zieloną plastikową trawą i statuetką trzymetrowej Godzilli. Robotnicy w szerokich spodniach a la Sindbad i butachskarpetach o płaskiej podeszwie i jednym palcu. a wspomniany sklep znaleźć tam. którego waŜne zadanie polegało na tym i tylko na tym.najpopularniejszy slogan współczesnej Japonii. czysto i nawet niezbyt hałaśliwie burzyli i budowali. jakie sprawia to „szacownym mieszkańcom". by błyskawicznie wybudować coś bardziej na czasie.obowiązkowe stają się koronkowe spódniczki noszone na celowo za długie dŜinsy. stoi w Tokio przez jakieś 28 trzydzieści lat. Ŝe uwielbianego w grudniu modelu telefonu komórkowego nikt powaŜnie traktujący swój wizerunek nie chce w styczniu. jak się wydawało. z jakichś powodów przeniesionej tuŜ pod okna naszego domu zamiast. zjadali swoje o-bentó. świetnie prosperującego fryzjera dla psów o nazwie Happy ???-ber Dog. Ŝe pewnie Ŝadna inna ze stolic świata nie ewoluuje w takim tempie jak Tokio. by robili sobie dodatkową przerwę oprócz tej na lunch. za to stary i troszkę podupadły sklep z tofu. Ŝe jego siedzibie potrzebne jest imeji cheinji i zrównają z ziemią. czyli dwu. Mieszkający od trzydziestu lat w Tokio Richie miał duŜo czasu. zmiana wizerunku. Zdałam sobie sprawę z tego. modelu komórki czy doczepianej na przykład jako breloczek do niej najukochańszej w danym sezonie maskotki. Młodych Japończyków nie dziwi. Niewykluczone jednak. co w Japonii. do którego zdąŜyłam się przyzwyczaić.przyczyna tych nieporozumień stała się dla mnie jasna. W Ŝadnym teŜ innym kraju mody nie pojawiają się i nie znikają z porównywalną szybkością. czyli image change. Co to za przyjemność rozmawiać albo „esemeso-wać" z niemodnego telefonu? Imeji cheinji dotyczy jednak nie tylko koloru włosów. MoŜna więc opuścić na kilka miesięcy swoje sąsiedztwo.

Przyzwyczajeni. przewracając się na drugi bok. by przyzwyczaić się. wielkiej fali. ale potem . moŜe zostać zniszczone przez trzęsienie ziemi i będący jego nieodłączną konsekwencją poŜar. dopełniają obrazu świata istniejącego w wiecznym cieniu zagłady.wzorem Japończyków . Wiedząc. zmiatając wszystko. z których większość jest 29 zbyt słaba. co stworzyli. Japończycy zawsze uŜywali materiałów będących pod ręką. tanich i nietrwałych. Ŝe serce nienawykłego cudzoziemca skacze do gardła. tracimy głowę i wpadamy w panikę. trzy tygodnie. oraz jesienne tajfuny. Rocznie urządzenia pomiarowe zapisują około tysiąca wstrząsów.Japończycy mieli kilka tysięcy lat. Według wyliczeń. Na początku pobytu w Japonii kaŜdy odczuwalny wstrząs jest mocnym przeŜyciem dla większości „gaijinów". Tokio połoŜone jest w jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów świata i ziemia pod stopami tokijczyków drŜy właściwie nieustannie niczym wielkie zwierzę gotowe obudzić się. kołyszą się Ŝyrandole i zupełnie nie wiadomo. a zapomniane słowa modlitwy przychodzą na myśl nawet najbardziej zatwardziałym bezboŜnikom. czyli tam. Odczuwalne wstrząsy zdarzają się w Tokio raz na dwa. przeciągnąć i strząsnąć z grzbietu te miliony ton betonu. sprawiło zatem. jak przekonali się w 1995 roku mieszkańcy Kobe. Groźba tsunami. która przychodzi po trzęsieniu ziemi. ani piękno w zachodnim sensie historycznej ciągłości nie są zatem wartościami. lecz równieŜ w japońskiej architekturze „tymczasowość" raczej niŜ „trwałość" stała się poŜądaną kategorią . gdzie leŜy Tokio. ludzie zatrzymują się w pól niedokończonego gestu albo budzą ze snu. z których czterdzieści procent jest wciąŜ aktywne i w kaŜdej chwili grozi erupcją. Przez parę sekund drŜą szyby domów. Ŝe praktycznie w kaŜdej chwili to. Ŝe co jakiś czas muszą budować swój świat od nowa i Ŝe jest to proces tyleŜ naturalny co nieuchronny. by była odczuwalna dla człowieka. które w 1923 roku obróciło stolicę Japonii w perzynę. ale zamiast zalecanej latarki i butelki z wodą zabrałam tylko dyskietkę z pisanym właśnie tekstem. tak łatwo jak okruszki ze stołu. ale tragedia moŜe zdarzyć się wszędzie. łącznie z Fuji. który z pewnością nie był tego wart. Po rocznym pobycie nie zwracałam juŜ większej uwagi na czkawkę ziemi.przy-wyka się do powtarzalnego scenariusza. zasypiają. stwierdzałam i odsuwałam notebook dalej od krawędzi biurka albo chwytałam podskakujący kubek. to byłe wulkany. bowiem właśnie minęło przepisowe siedemdziesiąt lat od tego. lecz w „stawaniu się" naleŜy upatrywać 30 jego istoty. czy początek końca. Nie w „byciu gotowym". kolejne moŜe nawiedzić Tokio w kaŜdej chwili. Ŝe ziemia to coś stabilnego i nieruchomego. maj ąc w pamięci jakąś niezbyt mądrą instrukcję z przewodnika. o których wiadomo. Wznoszenie siedzib. stali i szkła. opartych na historii wielkich trzęsień. Za pierwszym razem. gdy nagle całe miasto „dostaje dreszczy". jak gdyby nigdy nic. schowałam się do łazienki (gdzie ponoć są najmocniejsze ściany). Najsilniejsze wstrząsy notuje się w regionie Kanto. czy to mała czkawka ziemi. Ani trwałość. Pierwsze trzęsienie ziemi sprawia. które towarzyszą budowaniu Tokio. a potem . Ŝe nie tylko w poezji czy sztukach plastycznych. „Trzęsie".jeśli są Japończykami wracają do swoich spraw. Wiele japońskich gór. Tokio na chwilę zamiera. Ŝe będą stały tylko przez jakiś czas. stukają przesuwane ściany fusuma. wracające na wyspy co roku z niszczycielskim uporem. co napotka na drodze.

a proces budowania i burzenia nabrał rozpędu. została całkowicie pokonana. by „znieśli to. Dziś materiały zgodne z estetyką wabi. wyraŜającą się w umiarze. kornie i z . Współcześnie ta charakterystyczna dla japońskiej kultury cecha zmieniła jednak nieco swoją specyfikę. będącego zwykłym śmiertelnikiem. by przyzwyczaić się do tak wielkich klęsk wojennych i obecności okupanta w swojej ojczyźnie. wkrótce potem mocą cesarskiego reskryptu ogłoszono poddanym. plastikiem i aluminium. Mimo iŜ w ciągu XX wieku Tokio dwukrotnie zostało całkowicie zniszczone.estetyczną . Dlatego dla Japończyków istotna jest raczej przestrzeń. o tyle nie mieli wcześniej okazji. Stare domy umierają więc. a wokół nich. Na gruzach dawnego Tokio zaczęto chaotycznie budować miasto pozbawione wyraźnego centrum . pozbawiona armii. O ile bowiem Japończycy przywykli do trzęsień ziemi. a jej koniec zastał Japonię w sytuacji najgorszej z moŜliwych: była sojusznikiem faszystowskich Niemiec i ofiarą atomowego ataku. które oparły się kolonizacji. postmodernistycznej wersji. iŜ to właśnie w Japonii zachowały się jedne z najstarszych na świecie budowli. Dlatego mono no aware. miliony domów dla coraz większej liczby ludzi co dzień napływających do Tokio. który jednak miał oparcie w wiekach kultury zbyt potęŜnej. a na jej terenie zaczęły stacjonować obce wojska. a nie one same jako trwale obiekty architektonicznego kunsztu (fakt. Z tego. Po wojnie z dawnego Tokio została tylko kupa gruzów i popiołu. Jedna po drugiej pojawiały się świątynie nowiutkie jak spod igły. by nie zdołać się podnieść. jest prawdziwą ironią losu). a cesarz Hirohito w słynnym radiowym przemówieniu nawoływał Japończyków. czego znieść się nie da". nad nimi i pod nimi otwierano sklepy. przepiękną dawną stolicę Japonii. w której wznosi się domy czy świątynie. 31 Ani kilkuwiekowa historia Tokio. stolicę pokonanego kraju. nawet jeśli nie jest to konieczne. zamki i mosty. jakich u siebie nigdy nie mieli. przejawia się w wyglądzie współczesnego Tokio w swojej nowej. Wznoszono domy. szkoły i z roku na rok coraz bardziej wymyślne „hale wielorakiego uŜytku". co było pod ręką. bary i burdele dla Ŝołnierzy generała MacArthura.siedzibę cesarza. w których lśniły świeŜo wypolerowanym kamieniem bóstwa prastarej religii. Japonia podpisała akt bezwarunkowej kapitulacji. W morzu niskich domków spiętrzały się kolejne wyspy wieŜowców. publiczne łaźnie. zastępuje się betonem. równieŜ nie planowane na długo. ani jego uroda nie były jednak dla Amerykanów aŜ tak imponujące i nic nie mogło powstrzymać decyzji o nalotach. melancholia przemijania i tradycyjnie japońska wraŜliwość na patos rzeczy. więcej domów. Ŝe postanowili ocalić świątynie. który niepokoi wielu Japończyków.takŜe piękno nauczono się tu dostrzegać w przemijaniu bardziej niŜ w niewzruszonej wieczności. bary i restauracje. kolejne linie metra rozwijały się jak nić z kłębka. to wielkie trzęsienie ziemi z 1923 roku nie było tak tragiczne w skutkach jak amerykańskie bomby w 1945 roku. Jego tysiącletnia historia zrobiła takie wraŜenie na wojownikach z młodziutkiego państwa. Ŝe ich władca nie jest juŜ bogiem. śmiertelne jak wszystko na świecie. czyli na przykład drewno lub bambus. W czasie drugiej wojny światowej Amerykanie z listy miast przeznaczonych do zbombardowania po namyśle skreślili Kioto. Niegdyś imperium i jeden z nielicznych krajów Azji. skromności i prostocie. by na ich miejscu mogły wyrosnąć nowe.

miastem dŜinsów. Starbuck's Coffee. w której mieszkania w pobliŜu parków wcale nie cieszą się wielkim powodzeniem. czyściutkim i ucywilizowanym. oświetlono wszystko jaskrawym fluorescencyjnym światłem. frytek. Ulice przed domami ozdobiono równieŜ plastikowymi dekoracjami zgodnymi z porami roku.oddaniem. betonując ich koryta i brzegi. Japończycy wolą naturę w jej przetworzonej i podporządkowanej człowiekowi formie i wtedy dopiero mogą ją ewentualnie „kochać". co. Powojenne Tokio. Dlatego lubią małe. zamontowano gdzie się da miliony głośników przypominających o konieczności przestrzegania porządku. zabudowano wzgórza i doliny dawnego Tokio. a w masowo budowanych mieszkankach było juŜ wszystko to. wykorzystali z daleko idącą gorliwością. Tokio wyrosło na nowiutkie miasto o pejzaŜu w całości ukształtowanym przez człowieka. stało się takŜe miastem zwesternizowanym. jak tylko moŜna sobie wyobrazić. dawną topografię zabetonowano. Tokio jest być moŜe jedyną stolicą świata. sterylne ogródki z przyciętymi pod linijkę drzewkami bonsai albo ogródki zen. jak potrafią pewnie tylko Japończycy. hamburgerów i blond włosów. Zachodni romantycy ubolewający nad upadkiem japońskiej „miłości do natury" często nie uświadamiają sobie. Tego porządku. Ŝe sama ta kategoria jest wymysłem Zachodu. a rodziny o wiele mniej liczne niŜ kiedyś zamieszkały w dziuplach typu 2DK (2 dining kitchen). nieobliczalna matka tajfunów i trzęsień ziemi. Bardzo niewielu tokijczyków ma wakacyjny domek na łonie natury. Dior. wryto się pod jego powierzchnię tysiącem korytarzy. gdzie w ogóle nic nie rośnie. mroczna i niszczycielska. gdzie plastikowe panele i plastikowe łazienki gwarantują łatwe utrzymanie czystości. Natura. choć ciasne cmentarze w wieŜowcach. drzewa wycięto lub przystrzyŜono w bezlistne kikuty. Chanel. Zdobycze nowoczesnej cywilizacji pozwoliły Japończykom zapanować nad siłami natury w sposób większy niŜ kiedykolwiek wcześniej. Kentucky Fried Chicken i wszechobecny MacDonaWs sprawiają. budując Tokio. Ŝe na pozór (i to słowo „pozór" jest tu kluczowe) moŜna uznać Tokio za miasto niewiele róŜniące się od . W miastach zamieszkało ponad siedemdziesiąt procent Japończyków i pomniejszanie stało się wymogiem codzienności. a nie sielska. Ŝe w ciągu kilkudziesięciu lat pokonany kraj stal się na nowo potęgą. wydaje się Japończykom niebezpieczna raczej niŜ czarująca. plastikową trawę i czyste betonowe miasta oświetlone jarzeniówkami. z tym Ŝe najczęściej w zminiaturyzowanej wersji. jakich na Zachodzie uŜywa się tylko w fabrykach i szpitalach. a ograniczeniom przestrzennym musieli podporządkować się nawet zmarli. co na Zachodzie. który sprawił. tak dalekie od natury. jakim jest Japonia. garniturów i sukienek. jego rzeki uwięziono. co i tak znaczy coś innego w monsunowym kraju naraŜonym na naturalne katastrofy. Potęgą zuŜywającą rocznie więcej betonu niŜ kilkadziesiąt razy większe Stany Zjednoczone. Co innego bowiem fotografować rozwijającą się magnolię w parku Shinjuku. a co innego przedzierać się przez knieje pozbawione betonowych ście33 Ŝek. 32 W miarę upływu czasu wzrastał komfort Ŝycia. za to pełne pająków i zdradziecko wystających korzeni. znikały drewniane domy i baraczki ze wspólną kuchnią i bez łazienki. zdyscyplinowano rzeki i rzeczki. na których prochy przeznaczono nowoczesne. a włóczęgi po lesie nie naleŜą do ulubionych rozrywek.

w pobliŜu której mieszkałam. stylu Ŝycia. w jakich Ŝyją tokijczycy. a od XIX wieku właśnie z Europy i USA. iŜ dom powinien być „maszyną do mieszkania". co japońskie zaczęto uwaŜać za nienowoczesne i niemodne. w japońskiej wersji francuskiego zwany jest nie bez powodu Puchi Berusayu. Jednym . ale do całej stolicy. moŜna znaleźć w kaŜdej dzielnicy. Amerykanin od kilkudziesięciu lat zakochany w Japonii trudną miłością. które dziś są właściwie wyłącznie wzorami z Zachodu. Po drugiej wojnie światowej proces ten nieco zmienił jednak swoją spe34 cyfikę. jasnej i suchej. Dziś nawet Japończycy nie mówią o nim: „piękne". Estetyka wabi uległa degeneracji. moŜna dziś odnieść nie tylko do „dziupli". I tak na przykład w dzielnicy Jiyugaoka. kiedy prawdziwy bambus zastępuje się plastikowym i betonuje rzeczki o wiele za małe. wznosi się gmach NTT wyglądający jak londyński Big Ben. ale pejzaŜ Tokio ma pewną dodatkową wyróŜniającą go właściwość. by czymkolwiek zasłuŜyć na uwięzienie w korycie wysokim na pięć metrów. które miało stać się wizytówką nowoczesnej Japonii. Zdanie Le Corbusiera. japońska wyobraźnia utraciła w sporej części tę niezwykłą zdolność absorpcji i twórczego przetwarzania.metropolii Zachodu. WieŜa Tokijska. której charakterystyczną cechą jest poŜyczanie i przetwarzanie . po raz pierwszy w dziejach. modzie.najpierw z Chin via Korea. to betonowa monumentalna wersja katedry Notre Damę. to średnio udana replika paryskiej wieŜy Eiffla. którym podoba się wszystko łącznie z plastikową ikebaną) są do znudzenia zgodni w jego estetycznej ocenie: „brzydkie". dostrzegalne w ogólnym pejzaŜu Tokio. ale kompleks wobec zwycięskiego Zachodu pozostał. To. To oczywiście nic wyjątkowego w globalnej wiosce. pokonany kraj nie poŜycza bowiem na tych samych prawach co kraj będący potęgą. uŜywany dziś jako rezydencja dla odwiedzających Japonię przywódców innych państw. poddając się kolonizacji. to oczywiście równieŜ integralna część japońskiej tradycji kulturowej. doprowadzając ją często do przesady. wpływ zachodniej kultury zostawił na wizerunku Tokio ślad trwalszy niŜ przegrana wojna. na Shinjuku. Imitacje. sprawiając. nawet jeśli jej poszczególne elementy tak mało pasowały do japońskiej rzeczywistości. Jego główne architektoniczne punkty orientacyjne są poŜyczone z pejzaŜu innych stolic. Zniszczenia wojenne szybko naprawiono. czyli Petite Versailles. budynek Tokio Station jest bratem bliźniakiem tego w Amsterdamie. wita odwiedzających Statua Wolności. jest kawałek Wenecji wraz z typową dla niej zabudową i fragmentem płyciutkiego kanału z kołyszącą się na falach gondolą. prowadząc do degeneracji wielu aspektów japońskiej tradycji. a pałac w Akasace. Japończycy zbyt gorliwie zrealizowali zachodnią ideę miasta jako przestrzeni czystej. w tle centrum handlowego o nazwie nomen omen Times Sąuare. Zachodnia kultura stała się miarą odniesienia i synonimem postępu w architekturze. a cudzoziemcy (z wyjątkiem „nawróconych na Japonię". a zmasakrowana wojenną klęską toŜsamość kulturowa wyobcowała się z pejzaŜu. największy impet modernizacji skierowany został właśnie na Tokio. dzielnicy zbudowanej na ziemi wydartej Zatoce Tokijskiej. Ŝe to wtedy. nowa siedziba władz tokijskich. Jak pisze w Dogs and Demons Alex Kerr. w jaką nieuchronnie zmienia się świat. Widoczne na kaŜdym kroku przejmowanie obcych wzorów. Mimo iŜ Ŝadne japońskie miasto nie uniknęło powojennych przemian. jak na przykład weneckie gondole. a w Daibie. zacumowane w kanale wielkości piaskownicy. w której źle rozumianemu funkcjo-nalizmowi podporządkowano inne wartości. element najczęściej chyba powielany na pocztówkach. czyli Tókyó Tochó.

tam. hołubionego na Zachodzie architekta i designera ??????'? Starcka. Przeszłości. pianka z piwa. których architektura łączy elementy swobodnych wyobraŜeń o włoskim baroku z fantazją o staroŜytnej Grecji. gdzie pierwszy szogun Tokugawa wzniósł swoją siedzibę. ale nie ma pięknych dzielnic. jak bardzo dzisiejsze Tokio . Nawet dla jego rdzennych mieszkańców nie zawsze jest ona widoczna. Co bardziej krytyczni tokijczycy nazywają dzieło zrobione przez Starcka w środku ich miasta „złotą kupą".wzniesione w ciągu jednego pokolenia i na pozór pozbawione planu zakorzenione jest w swojej historii. Skrajny funkcjonalizm a la Le Corbusier ma w pejzaŜu Tokio swoją przeciwwagę w równie skrajnej wersji disnejowskiego kiczu. sklepy z gadŜetami firmy Sanrio w kształcie hipertroficznych truskawek albo domy mieszkalne przypominające francuskie cha-teau. zwęŜające się ku górze. Tak skolonizowana wyobraźnia wydala na świat miasto. do jego spodnich warstw. podczas gdy miejsce przeklęte pozostało za Mostem Łez . być moŜe jedne z najwspanialszych na świecie. mimo iŜ wielekroć zburzono i zbudowano na nowo to. Ponoć miał to być płomień albo. Tylko zapaleni „tokiofile" potrafią czytać to marsjańskie miasto jak palimpsest. gdzie mała szczelina w zewnętrznym tekście pozwala dotrzeć w głąb. które zachowały przez wieki swoje znaczenie. postawiony w sercu shitamachi. gdzie za czasów szogunatu dokonywano egzekucji i gdzie teraz jest wielkie krematorium. Ŝe dawna topografia miasta obecna jest w jego . Są w Tokio pojedyncze piękne architektonicznie budynki. Obłe. gdy Japonia przygotowywała się do olimpiady.. uwaŜano go za umowne miejsce początku podróŜy do wszystkich zakątków Japonii. która obecna jest w betonowej tkance Tokio. które bardzo chciało zapomnieć o swojej przeszłości. związek dzisiejszego Tokio z jego historią. jest słynny Nihonbashi. ściśnięte na powierzchni czterdziestu metrów kwadratowych. Japoński Most. pogrąŜając jedno z najpiękniejszych miejsc dawnej stolicy w cieniu betonu. który swój los związał z Japonią. Na szczęście nie do końca mu się to udało. Tylko w ten sposób 36 moŜna odnaleźć ciągłość. Składają się nań nie tylko imitacje takie jak Wenecja w Jiyugaoce i Statua Wolności w Daibie (by nie wspomnieć o Disneylandzie w Urayasu). Na dachu czarnej cięŜkiej bryły tkwi monstrualne Ŝółte coś. podczas którego okazuje się. co stało na ich powierzchni: miejsce władzy na przykład jest nadal dokładnie tam. powtarzalność kulturowych wzorów.z przykładów tego. Nihonbashi nadal istnieje. nie dostrzeŜe jednak niewprawne oko kilkudniowego turysty. Drugi z wymienionych wyŜej uczonych zaprasza na fascynujący spacer. amerykański geograf. do czego prowadziła gorliwość w unowocześnianiu i westernizowaniu Tokio. i japoński uczony Jinnai Hidenobu udowadniają. Wzniesiony w XVII wieku i wielekroć później przebudowywany byl symbolem 35 okresu Edo. Nihonbashi przykryto biegnącą na estakadzie autostradą. choć w praktyce nie sposób go nawet sfotografować.. Nihonbashi był sercem Nihonu. Pierwszy z nich wskazuje na miejsca w jego topografii. lecz takŜe pomysły bardziej „twórcze": hotele miłości. Roman Cybriwsky. Najlepszym symbolem westernizacji pejzaŜu Tokio jest dla mnie budynek browaru Asashi zaprojektowany przez słynnego. Tymczasem w latach sześćdziesiątych. przywrócić zapomniane konteksty zniekształconego znaczenia.

Ŝe trochę przesadzono z zamiłowaniem do betonu i kiczu. by przywrócić Tokio dawną urodę. Puste centrum labiryntu Po kilkudziesięciu kilometrach dzielących je od lotniska Narita Tokio otwiera betonową paszczę i wchłania ufnego podróŜnika w szary labirynt swoich wnętrzności niczym wielki wieloryb. zapraszała mnie przyjaźnie i przypuszczam.moŜe juŜ wkrótce naleŜeć do przeszłości wspominanej z nostalgią. gdy przyjdzie im na to ochota. Uczucie klaustrofobii narasta. Moja przyjaciółka Michiko w swoim „apartamencie" wielkości ośmiu metrów kwadratowych utrzymywała nienaganny porządek i . nasiliła się. Tak samo jak 38 . z jakim w ciągu dwóch lat ewoluowała choćby moja dzielnica. Umiejętność takiego zagospodarowywania przestrzeni.najpotęŜniejsze miasto świata .pomieściła jakoś sporą kolekcję maskotek. najbardziej fascynujące z miast. Pod Tokio dzisiejszym . ocalić. czyli dzielnic. Ta wciąŜ czytelna struktura palimpsestu świadczy nie tylko o związku Tokio ze swoją historią. ani przez chwilę nie wątpiłam. matowieć. które znam . W lepkiej mgiełce kurzu i przemysłowych zanieczyszczeń wszystko zaczyna blaknąć. Bliskie. Mieszkańcy stolicy Japonii mają tego świadomość i w ostatnich latach dyskusja na temat zmian niezbędnych. Podziwiając tempo. Ŝe trzeba pokazać światu most Nihonbashi bez biegnącej nad nim autostrady. toaleta jest wspólna. by po chwili ograniczyć nasze pole widzenia do kilku. odtworzyć czar zatrzymany na drzeworytach Edo.ukryta jak Nihonbashi . Ŝe zawsze moŜesz się u mnie zatrzymać". Ŝe lokatorzy muszą korzystać z publicznej łaźni.jest więc moŜliwość innego miasta. Zbudować sobie stolicę od nowa to nic wielkiego dla Japończyków i marsjańskie Tokio. czyli wspomniany materac uŜywany przez Japończyków zamiast łóŜka. telewizor i nielegalnego kota przybłędę. „Pamiętaj. co jeszcze zostało z atmosfery shitamachi. ale całej zabudowy Tokio. Ŝe będą potrafili je 37 zmienić. zbliŜające się do siebie jeszcze bardziej za kaŜdym razem. Kolejny kwadrans podróŜy w głąb miasta i ściany są juŜ ze wszystkich stron na wyciągnięcie ręki. które dopiero moŜe stać się sobą. które znam . Światło przygasa i dopóki jest się wewnątrz miasta. cudowne. Dziś coraz częściej pojawiają się głosy. dopóty nie zobaczy się pełnego blasku słońca.zaprzeczając prawom fizyki . robiąc sobie miejsce delikatnymi ruchami ramion i bioder. a brak łazienki sprawia.dzisiejszym układzie właściwie na kaŜdym kroku i jeśli przyjrzymy się uwaŜnie. gdy gdzieś pomiędzy domy juŜ stojące wpycha się kolejny dom albo gdy nowy przybysz z prowincji wpaso-wuje się w tokijski tłum. dostrzeŜemy nawet model spiralnego ufortyfikowania twierdzy Edo sprzed czterech wieków powtórzony współcześnie w układzie kanałów i autostrad. o którym tu piszę . by kaŜdy centymetr był wykorzystany do maksimum. mikroskopijna kuchenka i zlew. W najmniejszych wynajmowanych w Tokio „mieszkaniach" mieści się materac.brzydkie. dotyczy nie tylko wnętrza mieszkań. lecz takŜe o wpisanej w jego realną i symboliczną przestrzeń nadziei na przyszłość. Najbardziej zatłoczony obszar 23 głównych tokijskich ku. zamieszkuje ponad 12 milionów tokijczyków. horyzont zawęŜa się do kilkudziesięciu metrów. Tokio. zgasić fluorescencyjne światło.Japończycy zbudowali praktycznie od podstaw w ciągu jednego pokolenia. Ŝe jakimś cudem znalazłaby miejsce na drugi futon.

Symboliczne centrum Tokio to nie budynek czy ich kompleks. po prostu nie dopuszczono do tego. ale przestrzeń jest ta sama: odizolowana od reszty świata oaza zieleni. Stojący w ogromnym parku. które jak na przykład Nowy Jork czy ParyŜ. nie do ogarnięcia. gdzie dziś mieszka. dopchnięty przez konduktora w białych rękawiczkach. na początku XVII wieku decyzją szoguna Tokugawy Ieyasu wzniesiono fortecę Edo. Panujący od 1989 roku cesarz Akihito. jak ta szara magma rośnie. jakby pochodził z jakiejś innej przestrzeni i wrzucony 39 został w Tokio dzięki komputerowej technice. jedyne miejsce. pączkując nowymi domami. a cesarz odzyskał autorytet i władzę. które stało się nową stolicą Japonii i zmieniło nazwę na Tokio. wypełniając swoją masą kaŜdy skrawek wolnej przestrzeni. gęsto obrośnięta wokół miastem. Roppongi czy Ikebukuro. gdzie mieszka tennó. co wyrosłe z jakiejś Ŝywej substancji. Teren ten widziany z góry sprawia wraŜenie tak odizolowanego od reszty miasta. nie jest przez Japończyków wymieniany z imienia. W miejscu. pełznie na wschód i zlewa się z wodami Pacyfiku. lecz wielki las. podobnie jak jego poprzednicy. place i mosty pozbawione wraŜenia trwałości.Ŝywioł. śaden z domów mieszkalnych nie ma nań pełnego widoku.cudzoziemcowi wydaje się niemoŜliwe. z której przez kolejne wieki ród Tokugawa rządził Japonią. nieskaŜona zieleń i zupełna pustka to dominujące cechy miejsca. stopione ze swoją przeszłością. W porównaniu z Tokio widziany z góry Nowy Jork jest łatwym do ogarnięcia. Mimo zuŜytych na jego powierzchni milionów ton betonu Tokio ma w sobie raczej coś organicznego. śadna droga ani go nie przecina. gotowe zmięknąć i zaklęsnąć się z powrotem w bulgocącą lawę . pulsujący zimnym światłem ocean tysiąca odcieni szarości. czyli Niebiański Władca. by śmiertelnicy mogli tam swobodnie zaglądać. Gęsta. wydają się stabilne. świątynka shintó i sklep ze sprzętem do gry w golfa. Po fortecy niewiele zostało. podmywa góry. wśród której znajduje się niewidoczna siedziba cesarza. Z morza dachów rozlewającego się na cztery strony świata wystają tu i ówdzie lśniące srebrzyście skupiska wieŜowców na Shinjuku. Tokio nie przypomina innych oglądanych w ten sposób miast. tak w szczelinie szerokości kiosku po kilku tygodniach powstaje dom dla dwóch rodzin. Niemieszcząca się w kadrze metropolia z innej planety. w tym jeden zawodnik sumo. by do zatłoczonego wagonu tokijskiego metra w godzinach szczytu zmieścił się choć jeden więcej człowiek. z . otacza je i zamyka w swoim wnętrzu. jakim niegdyś były na przykład wieŜe WTC na Manhattanie. ani nie łączy z betonową dŜunglą. co znaczy „Wschodnia Stolica". a lata jego władzy przejdą do historii jako okres Heisei. osadzone w czasie i przestrzeni. otoczony murem i fosą Pałac Cesarski dostrzeŜe się tylko z lotu ptaka. co nie jest przypadkowe. enklawa zieleni. który wymknął się spod kontroli człowieka. Po dwustu pięćdziesięciu latach rządy szogunów skończyły się. a w rzeczywistości mieści się szkolna wycieczka i szesnastu dorosłych Japończyków. Obserwatorium w budynku Kasumigaseki. która kierując się nieznanymi prawami kamienieje przypadkowo w domy. Stolice starej Europy to małe miasteczka. jakby było nie tyle zbudowane. Przeniósł się więc z Kioto do Edo. prostym miastem średniej wielkości. Niemal widać. Shibuya. Tokio podziwiane z wieŜ widokowych na Shinjuku rozciąga się po horyzont z kaŜdej strony i nigdzie nie ma końca. rozlewający się. ale Ŝaden z budynków nie wyrósł na tak wyraźny punkt orientacyjny.

Tokijczycy unikają go z nieco innych powodów niŜ nowojorczycy Bronksu. Z biurowców pobliskiego Marunouchi widać wprawdzie mniej więcej to samo co z obserwatorium. to pomieszczenia gospodarcze. naleŜy do tradycji. Ŝe pomysł. który interesuje się biologią i nie sprawuje Ŝadnej rzeczywistej władzy. puste jak pokój tatami. aby jego miejsce pozostało właśnie tu. w którym mieściła się część handlowo-rozrywkowa i mieszkalna. choć skądinąd całkiem miły. Nawet jeśli nie jest juŜ bogiem. Symboliczne centrum Tokio. podczas gdy mieszkańcy Wielkiego Jabłka nie . pełni rolę don'tgo area. a najlepiej ze względów prestiŜowych mieszkać w pętli tworzonej przez kolejkę Yamanote. nawet ziemia pod pałacem nie moŜe być niepokojona i dlatego linie tokijskiego metra muszą omijać ten całkiem spory teren w samym środku miasta. nigdy nie miał wielu zwolenników. jakby właśnie wróciły od fryzjera. by cesarz zamieszkał poza Tokio. bowiem nazwa „Pałac Cesarski" odnosi się do raczej skromnej co do wielkości i całkiem nowej budowli wzniesionej po wojnie. Jedyny widoczny z tej perspektywy budynek. StrzeŜe go armia iglastych drzewek o niepokojąco ludzkich kształtach. To pozorne „nic" przedstawia jednak tak wielką wartość dla Japończyków. bo w przeciwieństwie do wielkich metropolii Zachodu nie ma tu tak wyraźnego podziału na dobre i złe dzielnice. Ba. nie jest reklamowane i mało kto o nim wie. Wokół stacji Tokijska metropolia składa się z organizmów miejskich skupionych wokół kaŜdej stacji metra. przeklęte miejsce egzekucji i kremacji. mimo iŜ niezbyt pasuje juŜ do współczesnego stylu Ŝycia. Moi japońscy znajomi miejsca. mur i ścianę drzew. w środku jednego z dwóch . plac przed Pałacem Cesarskim jest pusty. którą ciągle się kultywuje. którego nawet nie zaznacza 41 się pod tą nazwą na mapach (!). którego nie widać. chociaŜ róŜnice między dzielnicami są o wiele sub-telniejsze niŜ w innych stolicach. nazywali po angielsku swoim „sąsiedztwem" lub częściej właśnie swoim „miastem" i to nawet jeśli ograniczało się ono do okręgu o stumetrowej średnicy. łąki i chaszcze. w których mieszkali. Jak pisał Barthes w Imperium znaku. W Tokio właściwie tylko Sanya.którego moŜna zobaczyć dachy cesarskich posiadłości. wysypany Ŝwirem.najpotęŜniejszych miast współczesności nie ma nic. lecz miłym starszym panem. nieprzyjemnie zgrzytającym pod stopami. Z wyjątkiem nielicznych okazji świątecznych (na przykład Nowego Roku) ogromny.obok Los Angeles . Struktura Tokio przypomina plaster miodu: jedno skupisko małych domków przylega do kilku innych i tak dalej. Spacer wokół pałacu przez kilka kilometrów oferuje naszym oczom dość monotonny. z czuprynami przyciętymi tak precyzyjnie. Ci pierwsi powodowani są raczej irracjonalnym lękiem przed złą karmą Sanya niŜ realnym zagroŜeniem ze strony Ŝyjących tam biedaków i bezdomnych. reszta to las. Sto dziesięć hektarów najdroŜszego gruntu świata jest w duŜej mierze puste. w Pałacu Cesarskim. ale podobno do bardzo złego tonu naleŜy zerkanie w kierunku siedziby tennó. a handlo-wo-rozrywkowym centrum kaŜdego z nich jest stacja kolejowa. na tle którego wycieczki robią sobie zdjęcia. Japończycy chcą. widok na fosę pełną pluskających się kaczek i wielkich jak prosiaki karpi. 40 niewielki i raczej niepozorny. Generalnie część zachodnia Tokio uchodzi za lepszą od wschodniej. „Tokijskie miasta" wydają się „gaijinowi" bardzo do siebie podobne.

rozrzedza się. Świątynie buddyjskie. co krok automaty z napojami lub papierosami. stoisko sprzedające szaszłyki yakitori oraz publiczna łaźnia z dymiącym wysokim kominem. Tam właśnie znajdują się wszystkie sklepy i restauracje. jeśli nie liczyć niesamowitych tokijskich kotów. a z okiem domów widać i bawiące się dzieci. a pomiędzy nią i małym przedsiębiorstwem ogrodniczym wciśnięte są trzy domki mieszkalne. Luksusowe rezydencje stoją dwie ulice od „króliczych nor". Jeden z takich kotów przychodził w odwiedziny na mój balkon i . Mały płotek oddziela kolorowe zjeŜdŜalnie od grobów.robią wycieczek do Bronksu z uzasadnionej obawy utraty mienia i Ŝycia. milkną stopniowo głosy z megafonów. Między jedną stacją a drugą moŜna nie spotkać Ŝywej duszy. sklepy Diora i bary sushi. Okolice stacji to miejsca o największym nasileniu dźwięku. i miejsca spoczynku ich dziadków. do których bardzo często naleŜą i cmentarze. Sakariba. po hotele miłości. gdzie w cenę wliczona jest równieŜ masaŜystka. stoiska sprzedające smaŜoną ośmiornicę i czekoladki Lady Godiva.w odróŜnieniu od swoich . cichnie. Znikają czerwone i Ŝółte neony. czysta. reszta miasta składa się z organizmów na tyle niezróŜnicowanych. gdzie sklep spoŜywczy stoi koło zakładu produkującego tatami i baru karaoke. To raczej tu. Po chwili jest się zdanym na własne towarzystwo i zupełną ciszę. do jednej z ulubionych restauracji. karaoke i paczinko. smaku. otoczone są szczelnie budynkami mieszkalnymi z balkonami. Brak strefowania dotyczy teŜ wewnętrznej struktury „tokijskich miast". gwar i tłok. do 42 których chodzi się z narzeczonym. spokojna . ale Ŝony milionerów i biedaków kupują tofu u tego samego wytwórcy. Te pierwsze mają nawet ogrody. Pojawiają się i znikają bezszelestnie jak duchy. szarość wsysa światła. Ŝe jakoś opierają się trzęsieniom ziemi. czyta. Telebimy. Ŝe dziw bierze. telewizory i muzyka. która mieści się w północno-wschodniej części Tokio i swym biednym wyglądem dość radykalnie odbiega od przeciętnej. a nawet męŜem. Jakaś uliczka wąska. zapachy rozpuszczają się w powietrzu. Ŝe stoję pośrodku czyjegoś pokoju. które choć pozbawione ogonów. Oprócz Sanya. by kochać się bez ryzyka. Wokół stacji kolejowej toczy się Ŝycie względnie niezaleŜnego organizmu. Ŝe łagodnie przechodzą jeden w drugi. który moŜe być wielki jak Shinjuku lub Shibuya lub malutki jak Ishikawa-dai. bary i banki. światła. zachowują koci wdzięk i dostojeństwo. Ŝe akurat wejdzie teściowa. tu się je. do którego starego sklepiku dociera gwar stacji. tym bardziej wszystko blaknie. poręczne jak domowy barek .patrząc na to bujne Ŝycie „miast" wokół stacji nieraz miałam wraŜenie. tłum rozprasza się.a w Tokio są takich miliony otwiera się przed spacerowiczem i zachęca do spokojnej wędrówki. Mozart przechodzący w japoński pop. na których wietrzą się futony i suszy pranie. erotyczne przybytki najrozmaitszego rodzaju . odpoczywa. czyli dwupoziomowych baraków budowanych na wynajem z materiałów tak lichych. im dalej od nich. zapachu.od salonów masaŜu. mieszkańcy tych drugich muszą z braku miejsca trzymać pralki i szafki z butami na zewnątrz. flirtuje. dyskutuje o polityce i sporcie. to dla Ŝyjących w malutkich mieszkaniach tokijczyków coś w rodzaju poszerzonego poza swe naturalne granice livingroomu. koloru. znikają wielobarwne reklamy. i przedszkola. tu umawiają się z przyjaciółmi. sąsiadującego z kolei ze szkolą i hurtownią materiałów budowlanych. czyli przystacyjna rozrywkowa część miasta. Japończycy o wiele częściej zapraszają swoich gości niŜ do domu.

cha.miejsca przeznaczone do spacerowania. by z ciekawości sprawdzić na mapie. stanowczo się oddziela. JuŜ rano. więc po prostu szłam dalej przed siebie. Cisza jest więc niemal doskonała. podobnie jak w całym Tokio. Latem urozmaicają ją cykady. a w kaŜdym innym okresie złowieszcze „cha. wołał nas nachalnym kontratenorem tak długo. by odebrać zamówione dla mnie . na przykład jęczmienną herbatką. kieszonkowej wielkości park pełen (trzech) kwitnących śliw i zupełnie bezludny. sprawiają wraŜenie wymarłych niezaleŜnie od pory roku i dnia. śmiały się złośliwie. Czasem teŜ. gdy zajrzałam do biura. Domy w dzielnicach mieszkalnych są ciche. zapraszający. właśnie w Japonii najbardziej ceniona jest intymność domowego wnętrza. Ignorując zostawiane dla niego przysmaki. W dzielnicach mieszkalnych. w sercu kolejnego „tokijskiego miasta". w której akurat trwa uroczystość. Japońskie dzieci z kolei nie bawią się przy domach. ale nie spacerowicz. bank i salon gry paczinko. co na zewnątrz. moŜe zaczepić nas sympatyczny tubylec znający angielski i koniecznie chcący pomóc nam w dojściu do celu. aŜ został pogłaskany i dlatego nazywaliśmy go Neurotyk. Spośród wszystkich krajów Azji. Rysowanie mapek Chizuko przez cały dzień nosiła się z zamiarem zaproszenia mnie do swojego domu na kolację. chociaŜ i tak 43 nie toczy się w nich Ŝadne Ŝycie towarzyskie. albo plac zabaw z całym stadem pleksiglasowych potworów. które od tego. wykonanych z przeraŜającym nawet dla dorosłego wyczuciem realizmu. schodach albo balkonach. Do tego słuŜą im zatłoczone parki. bo na sterylnych tokijskich śmietnikach nawet wróbel by się nie poŜywił. Ogrody bogatszych rezydencji oddziela od wzroku ciekawskich wysoki mur. cha". choć rzadko. gdy zatrzymywałam się w środku wymarłego miasta. Ŝe prędzej czy później trafię na kolejną stację metra. gdzie jestem. o wiele bardziej absorbującymi niŜ w krajach Zachodu. bo w Tokio nie ma zwyczaju przesiadywania na przydomowych ławeczkach. zaraz potem szarość rozświetla się. która smakuje jak kasza w płynie. cha. 44 O zbliŜaniu się do niej świadczy pojawienie się pierwszego sklepiku albo baru. Czasem najpierw zapach smaŜononych potraw wybiega spacerowiczowi na przywitanie jak pies. by w spokoju pokontemplować ich piękno. stoisko z rybami albo restauracja serwująca makaron sobą. Czasem minie nas rowerzysta albo spieszący gdzieś przechodzień. lecz chyba po prostu ciekawy. cha" czarnych tokijskich wron. niezbyt przyjemnych wielkich ptaków mających w zwyczaju wyrywać jedzenie z rąk. tłum gęstnieje. Po drodze przez te strefy ciszy czasem zdarzy się chram shintó albo buddyjska świątynka. MoŜna więc ugasić pragnienie jednym z wielu oferowanych przez nie ciepłych i zimnych napitków. Najlepiej wówczas zapytać go właśnie o najbliŜszą stację kolejową. w porze deszczowej szum wody. potem pokrzykiwanie sprzedawcy sezonowych przysmaków i oto jesteśmy juŜ przy stacji. co jakieś sto metrów stoją uliczne automaty z napojami i papierosami . wyłania się kolejny sklepik. którego przecieŜ nie znamy.liczba tych urządzeń przypadająca na mieszkańca jest w Japonii najwyŜsza na świecie. „Cha. nadrzeczne bulwary i centra handlowe .nie był głodny. co na ogół mi się nie udawało. do uszu dociera głos płynący z megafonów.bezdomnych braci z Polski . coraz wyraźniejszy. wiedząc. bo przez większą część czasu zajęte są szkolnymi obowiązkami. bo tokijczycy nie włóczą się bez celu po mieszkalnych osiedlach.

MoŜe fakt. Naszkicowany ręką Yume. Ŝe z łatwością potrafią za pomocą kilku kresek oddać ludzką postać. ile potrzeba. Dopiero gdy w zimnym listopadowym mroku Ŝegnałyśmy się przed bramą uniwersytetu. Ŝe we współczesnym Tokio tradycja ta nie zaginęła. gdzie się kończy. MąŜ właśnie leciał po raz pierwszy do Tokio. więc ucieszyłam się tym bardziej. Za czasów szogunów specjalnie budowano ślepe zaułki. a współcześnie stoi na straŜy ludzkiej prywatności. pijąc kawę z puszki. gdybym musiała skorzystać z pomocy tubylca w dotarciu do nich. powiedziała Chizuko. a znaki orientacyjne precyzyjnie opisane w rzymskim i japońskim alfabecie na wypadek. mieście. by ewentualni wrogowie. Chizuko zdobyła się na zaproszenie mnie i mojego męŜa do swojego „ciasnego i skromnego domu na niewielką kolację". gdy z radością podziękowałam jej za zaproszenie. Wyrwała z notesu kartkę i błyskawicznie naszkicowała na niej mapkę. publiczną łaźnię.co prawdopodobnie czyni je wyjątkowym w skali światowej . jakie miałam przedsięwziąć po wyjściu ze stacji koniecznie wyjściem D14. papierowej serwetce. mogąc juŜ na początku zorganizować nam międzynarodowe Ŝycie towarzyskie. coraz mniejsze kwadraciki. Zawsze miałam wraŜenie. Chizuko.to pasaŜer taksówki zobowiązany jest wiedzieć. które jest tak wielkie. Ŝe moi japońscy znajomi są o wiele sprawniejsi w rysowaniu niŜ przeciętny Europejczyk. Mariko czy Michiko plan zawierał precyzyjne objaśnienia skrętów. Uzasadnienie konieczności mapek jest proste. Satoru. Ŝe nie wiadomo. „Muszę ci narysować swój adres". JuŜ po kilku tygodniach pobytu byłam w posiadaniu kilku odręcznie wykonanych mapek. W związku z tym w Tokio . OtóŜ w Tokio. iŜ posługują się tak skomplikowanym systemem znaków. w której byliśmy razem przed tygodniem. a nie na przykład C21. znaki kreślone na skrawku papieru. zwrotów i wspinaczek po schodach. Wszystkie te mapki zawierały dokładnie tyle informacji. Po jakimś czasie na rysowanych dla mnie mapkach anonimowe punkty topograficzne zaczęły być zastępowane przez zindywidualizowane znaki przyjaźni: ławkę. to widok powszechny w Tokio. sprawia. Jedna osoba rysująca drugiej mapkę. a gdzie zaczyna. ulice nie mają nazw. zwierzę w ruchu albo szybko skreślić obraz okolicy w precyzyjnie pomniejszonej skali. a nie jej kierowca. w którym się dwie godziny temu zaczęły. w powietrzu. tym zadanie trudniejsze.ksiąŜki. pogubili się w labiryncie. ulice były narysowane za pomocą dwóch równych kresek. wspólnie odwiedzany bar. Do wieczora jednak nie udało mi się dowiedzieć. a cała reszta pozostaje bezimienna. gdy po prostu musi zapytać o drogę. które prowadzi do zupełnie innej części miasta. choć zaskakujące dla cudzoziemca. co to takiego. którą przechowuję do dziś. na której siedzieliśmy. Zamiast tego miasto podzielone jest na jednostki administracyjne. W Tokio moŜna bardzo szybko zorientować się w doskonałym systemie publicznego transportu 46 . w których zagubiony wędrowiec szuka właściwego miejsca aŜ do momentu. W przeszłości słuŜyła temu. z nieśmiałością tak charakterystyczną dla początków naszej przyjaźni wyszeptała coś o „sprawie". uliczki kręcące się w kółko jak pies za własnym ogonem i kończące murem w tym samym miejscu. jak dotrzeć do danego miejsca. Nadaje się je tylko wielkim arteriom albo głównym pasaŜom handlowym. Ulice nie mają równieŜ numerów i w ogóle nie są punktem odniesienia. Nawet komputer pokładowy bardziej nowoczesnych taksówek nie zawsze pomaga. bez których nigdy nie znalazłabym szukanych miejsc. MoŜna odnieść wraŜenie. Im bowiem bliŜej celu. którą chciałaby ze mną omówić. dybiący na Ŝycie szoguna.

Młodziutkie dziewczyny w róŜnych zabawnych uniformach. aby potencjalni klienci mogli do nich trafić. zakład . chcąc nie chcąc. Ŝe mapy i mapki są praktyczną koniecznością codziennego Ŝycia w Tokio. Na przykład Tokio. dodając do tej nazwy odpowiednie cztery numery oraz nazwę miasta i dzielnicy. kilkanaście opakowań informujących. w której po pewnym czasie łatwo jest się poruszać nawet bez znajomości języka. w którym nigdy się nie było. nie przychodzi mi do głowy Ŝadna inna odpowiedź na pytanie. dajmy na to. KaŜdy moŜe trafić na stację Ishikawa-dai. Mapki towarzyszą teŜ reklamom sklepów. ale jako praktyczna wskazówka jest zupełnie nieprzydatne. dlaczego tak się dzieje. Wizytówki wszystkich tokijskich firm. gdy mieszka się w większej dzielnicy typu Shibuya.tte|p*j ?i« Hi tov ounic\ — San ????? i trafić na kaŜdą stację. starających się przyciągnąć klientów barwnymi okładkami i obietnicą przejrzystości. to jego adres zapisuje się. W kaŜdej księgarni moŜna znaleźć dział poświęcony mapom Tokio. klinik. pierwszy numer oznacza kwadrat obejmujący mniej więcej jedną ósmą obszaru Ishikawa-dai. właśnie w okolicy Ishikawa-dai. zamkniętą przed cudzoziemcem sferą prywatną.. Naszkicowany plan ulic i waŜniejszych punktów orientacyjnych. Największą trudność sprawia. musi mieć szczegółowe wskazówki. ale by odnaleźć mój manshon Bon Hour albo dom mojego sąsiada pana Matsury. Alternatywą dla mapki moŜe być albo wyjście po przyjezdnego na stację albo naprowadzanie go na cel przy pomocy telefonicznych instrukcji. RóŜnica między przejrzystością sfery publicznej. nie jest juŜ taka prosta. w czasie deszczu przykrytych foliową narzutką. stoją z koszami takich reklamowych chusteczek i po dłuŜszym spacerze moŜna zgromadzić. Gdy ktoś mieszka. Powiedziano mi. Bywają przypadki bardziej skomplikowane. jak i symbolicznej przestrzeni miasta. Ota-ku to nazwa jednego z dwudziestu trzech głównych „tokijskich miast". 47 drugi kilkanaście domów. zostać dopuszczonym do tajemnicy naszej prywatności. jak dotrzeć do nowego sklepu dla golfiarzy albo na wystawę robotów. takich jak dworzec. szkoła. Gdy pojawiły się faksy. codziennie rozdawanych na ulicach i przy wejściu do metra. bo pozwalały one przesyłać mapki na odległość. co moŜe trochę wyjaśnia. Brak nazw ulic i dodatkowe pułapki z numerami domów sprawiają. Ishikawa-dai 2-23-7-105. a niedostępną. Ostatni jest numerem mieszkania. lecz moŜe mieścić się gdzieś między 29 a 42. a trzeci jeden konkretny dom. zresztą nie tylko cudzoziemcowi. dotyczy zarówno geograficznej. ale zostańmy przy moim Ishikawa-dai. Oprócz wspomnianej teorii celowo budowanych ślepych zaułków. ich sprzedaŜ w Tokio biła rekordy. restauracji i innych instytucji oprócz adresu mają narysowany plan. gdzie leŜą do wyboru propozycje konkurencyjnych wydawnictw. Ota-ku. ale droga od stacji do domu. Ŝe jednym z kryteriów numeracji domów jest kolejność ich powstawania. zlokalizowanie przedostatniego numeru. zakładów kosmetycznych czy obiektów sportowych i drukowane są na przykład na opakowaniach chusteczek higienicznych. Numer 7 wcale nie musi bowiem sąsiadować z 6 i 8.

.. którzy tkwią z tabliczką informacyjną przy stacji i wskazują 48 Tokio wielkomiejskie (Shinjuku).. pytali japońscy znajomi. czasem pozwala dotrzeć na miejsce. bo kiedyś byliśmy razem w pobliŜu..... rozglądając się przedtem w poszukiwaniu charakterystycznych punktów orientacyjnych. Stali ze swoimi tabliczkami. Ŝe w ten spokojny sposób manifestują swoje poglądy i protestują na przykład przeciw długim godzinom pracy albo konieczności noszenia tak okropnych garniturów... których wybór jest zawsze mniej czy bardziej arbitralny..... przybywającym drogę.. tam musisz skręcić w lewo i iść znów prosto aŜ do salonu . Nie wiedziałam jeszcze.. po namyśle mówiła na to Yume. nie będąc w stanie znaleźć miejsca spotkania..nie. Ŝe bez pomocy „staczy" zaproszeni goście do świtu krąŜyliby po naszej dzielnicy. ?? •7 ? ?? ??????????**r fi' ta ??? . Młodzi męŜczyźni w ciemnych ponurych garniturach stanowili niemal codzienny element krajobrazu w okolicach mojej stacji Ishikawa-dai.. „Gdzie jesteś?"...... a czasem mimo wszystko . hipnotycznie wpatrując się w przyjezdnych.... „W porządku"..... w której znakach trzeba dopiero odczytać własny sens.. skręć teraz w prawo za automatem z napojami z duŜą reklamą napoju Pocari Sweat i idź prosto aŜ do zakładu robiącego tatami. nie mogąc się doczekać mnie w małym barze gdzieś między Harajuku a Aoyamą..??» Plan.....??» ? ? *. MęŜczyźni fotografują magnolie w parku Shinjuku. przed którym siedzi gipsowy dalmatyńczyk.... który wydrukowała mi Chizuko. odpowiadałam więc..najsłynniejsze miejsce spotkań w Tokio.. Organizatorzy większych imprez wynajmują specjalnych „staczy"..?» ???***... Nieopatrznie zapewniłam ich........?» ? is a-. „Kolo takiego rozpolowionego plątana.fryzjerski albo po prostu „takie duŜe drzewo na rogu". Ŝe uda mi się samej dotrzeć na miejsce spotkania. Jednak „pobliŜe" w Tokio ma wymiar nieco inny niŜ na przykład w Nowym Jorku i nie oznacza swojskiego „dwie przecznice na północ". bym łatwiej trafiła na miejsce spotkania. między fryzjerem dla psów a kawiarnią o nazwie Liąuid Grass. Hachikó ..... i na początku myślałam... „Japońska miłość do natury"..... „Jesteś prawie na miejscu. Tokijski labirynt bywa dla cudzoziemca prawdziwym wyzwaniem. lecz mglistą 49 strukturę przestrzenną..3 ?' ® ???-?? <*»?> ?*??-.....??» *> ? ?.

aŜ zobaczę reklamę z napisem po angielsku Korean Viagra i usłyszę dzwoneczek Ŝebrzącego mnicha.. ale nie ten na parterze. zgodziła się. ale dla zainteresowanych pozostają one hotelami miłości.. i jego właścicielka zaprowadzi mnie tam. Big Sweet Dream" powtarzałam sobie w myśli i ruszałam. gdy poprosiłam. Ulice miały mieć numery. tylko następnego. „Z ochotą". Jak pisze Barthes w Imperium znaku. w którą miałam skręcić. Yukiko mówi. restauracji i. Pytanie wydawało mi się więc niewinne i zdziwiło mnie zakłopotanie przyjaciółki. W Tokio moŜna bez problemu znaleźć rabu hoteru przy kaŜdej większej stacji kolejowej. zasłaniając usta dłonią. czyli rabu hoteru w wymowie japońskiej. nie ma Ŝadnych miejsc tego typu. Ŝe w Warszawie. która poprzedniego dnia umówiła się z narzeczonym o imieniu Shinji i całe popołudnie oraz wieczór spędzili w tokijskiej dzielnicy Shibuya. Hotele miłości nie są domami publicznymi. a Tokio to miasto. Ŝe właściciele takich przybytków próbują dziś innych nazw zamiast love hotel . a czasem wwąchiwałam się w jego nikły cień zbyt długo. a ta powtarzała. fashion hotel lub leisure hotel. to większość gości stanowią . jakby nie było stolicy. Wiadomość. dalmatyńczyk. wpatrując się w miejski krajobraz z takim natęŜeniem. nie musi być najbardziej racjonalne". to powinnam znaleźć mały bar serwujący bibimbab. w Japonii trzeba przyzwyczaić się do tego. gdzie sama nie zdołałam dotrzeć. Kierowana słownymi wskazówkami tubylców albo trzymaną w dłoni mapką poznawałam Tokio organoleptycznie.couple hotel. gubiłam ślad. Hotele miłości pojawiły się w Tokio po wojnie. co najbardziej praktyczne. odpowiedziała i stłumiła chichot. którego śladem podąŜać mam tak długo. szukać drogi. Po odejściu Amerykanów Japończycy wrócili jednak do starych zwyczajów i nadal rysują mapki. aŜ światełko roweru pojawi się w perspektywie zupełnie nie tej uliczki. zapytałam Yukiko. Siedząc zapach curry. bo jeśli nie. jak podróŜnik przedzierający się przez dŜunglę nad Amazonką. by pokazała mi (tak na wszelki wypadek). i przejść na drugą stronę uliczki. ale nie tego pierwszego. tylko na pierwszym piętrze. co 50 pozwoliłoby kaŜdemu przeciętnie inteligentnemu człowiekowi trafić wszędzie bez większego problemu i angaŜowania osób trzecich. naprawdę niedaleko. gdzie poczuję z lewej strony zapach curry. Ŝe „to. boutiąue hotel. „Pocari Sweat. które „moŜna poznać tylko przez działanie typu etnograficznego" i brnąc w dŜungli znaków. czasem docierałam na miejsce spotkania. Po odnalezieniu salonu paczinko dzwoniłam do Yume ponownie. hotelu miłości". a ich rozkwit miał miejsce w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. a co było tuŜ za rogiem. Po drugiej wojnie światowej Amerykanie usiłowali wprowadzić w Tokio zachodni system i uporządkować adresy według zasad. Ŝe jestem prawie na miejscu i teraz tylko muszę skręcić w prawo koło baru sushi.paczinko Big Sweet Dream". które nam wydają się praktyczne i racjonalne. „W kinie. moja japońska koleŜanka przyjęła z niedowierzaniem. mającego w reklamie tańczącą ośmiornicę. wpadałam w jeden ze ślepych zaułków i potem czekałam zagubiona w gęstniejącej ciemności. o ile jeszcze tam stoi. który z hoteli miłości wart jest odwiedzenia. za które często biorą je cudzoziemcy. W Japonii jest około trzydziestu tysięcy hoteli miłości. i tam skręcić w lewo. Kochankowie z hotelu miłości „A co robiliście?". a chociaŜ wykorzystywane bywają teŜ przez „profesjonalistki" i ich klientów.

I wydaje się. Przeciwnie. krok od codziennego Ŝycia.a więc od ParyŜa po Tokio .przeflancowany z Zachodu przez młodą generację Japończyków . czyli w domowej sypialni albo w hotelu miłości. zawiera dwie taryfy . pozostał tam. który to zwyczaj . których głównym (nawet jeśli nie jedynym) zadaniem jest przyjmowanie na noc gości poszukujących noclegu. by wspomnianą potrzebę zaspokoić. powiedziała. gdy ich barokowe kształty wyłaniają się z kwiatów jak Wenus z kąpieli w białej pianie. Śmielsze formy publicznego okazywania uczuć są surowo potępiane. trzeba zapłacić od czterech do dziesięciu tysięcy jenów. Ŝe atmosfera Tokio kipi od seksualnej swobody. Ŝe właśnie mamy do czynienia z hotelem miłości. których ogarnął miłosny nastrój. Love hotel oficjalnie przeznaczony 51 jest do tego. czyli pocałunek. Wagony metra zdobią plakaty i reklamy z półnagimi dziewczętami o dziecinnych buziach i dojrzałych biustach.aby „odpocząć" przez 2-3 godziny. gdzie jego miejsce. W dzielnicach takich jak Shibuya i Ikebukuro skupiska rabu hoteru tworzą całe enklawy. odpowiednio trzy do pięciu tysięcy więcej. hotele miłości znajdują się jednak w sąsiedztwie domów mieszkalnych. Ŝe jej zamierzeniem było stworzenie „krainy marzeń na jedną noc". gwiazdka Midori Satsuki.część opinii publicznej uznała za wyjątkowo odraŜający i nieprzyzwoity. wystawiony do wglądu na zewnątrz budynku. gdzie jeden tego typu przybytek stoi tuŜ obok drugiego. Ŝe rzeczywiście kissu. Cennik hotelu miłości.zwykłe pary. Mimo iŜ pokoje na godziny istniały wcześniej wszędzie tam. Prawie nie sposób zobaczyć na ulicach Tokio całującą się parę. w której „urzeczywistniają się pragnienia kochanków". wariację na temat „pałacu księŜniczki" albo swojski kształt gotyckiego kościoła. ZałoŜycielka jednego z pierwszych hoteli miłości na Shibuya. które w Tokio jest zawsze o krok od fantazji. wieŜyczki i baszty hotelu Gallery szczególnie malowniczo wyglądają w porze kwitnienia wiśni. nie znaczy. u ciebie czy w hotelu miłości?" Jeden z najsławniejszych i najokazalszych tokijskich rabu hoteru. Od tej pory japońscy kochankowie. ale gdyby jakaś młoda kobieta usiadła na kolanach narzeczonego. lecz 52 powściągliwych gestów i par. by uprawiać w nim miłość. barów i sklepów. gdzie była taka potrzeba . a aby zostać do rana. gdzie moŜna uprawiać seks. Gallery Hotel jest kwintesencją kiczowatej estetyki hoteli miłości i niedo-v ścigłym wzorem dla wielu innych. Jawne istnienie w przestrzeni publicznej miejsc. wzięto by ją za wariatkę albo „gaijinkę". eleganckiej dzielnicy ambasad. OdróŜniające się od otoczenia architekturą. Gallery Hotel. mogli dywagować: „U mnie. Nie jest to miasto czułych uścisków. a Ŝegnającym się . wycieczkowy statek zacumowany między domami albo futurystyczny zamek z atrapami okien. jest duŜe prawdopodobieństwo. znajduje się w Meguro. Jeśli natkniemy się w Tokio na budynek przypominający siedzibę Ludwika Bawarskiego albo wenecki Pałac DoŜów. Jego absurdalna architektura disnejowskiego zamku z daleka przyciąga wzrok i dlatego nieraz słuŜył nam jako punkt orientacyjny. które niemal nigdy nie trzymają się za ręce.to dopiero Japończycy wymyślili hotele miłości otwarcie przeznaczone. Kopułki. co odróŜnia go od wszystkich innych hoteli świata. Jeszcze kilka lat temu toczyła się w Japonii powaŜna debata na temat całowania się na powitanie i poŜegnanie.

gdzie powstał nowy hotel miłości. Otwarte podejście do seksu i jednocześnie wysokie sformalizowanie ludzkich zachowań składa się na fenomen rabu hoteru. a niedawno wydano nowy. Małe. który raczej nie jest ani jej narzeczonym. Cenione w innych okolicach świata łono natury nie istnieje. Młodzi tokijczycy do ślubu mieszkają bowiem z rodzicami (a z kolei rodzice z dziećmi). Ŝe dwa pokolenia są potencjalnymi klientami rabu hoteru. Dla wielu tokijskich par rabu hoteru jest jedynym miejscem. parę w średnim wieku. która moŜe. tak uwaŜa się. choć nie musi. Ŝe to dama wybiera hotel i pokój. aŜ zwolni się jakiś pokój. do czego słuŜy. W Japonii nie ma moralnych czy religijnych zakazów dotyczących seksu przedmałŜeńskiego. W tokijskich warunkach mieszkaniowych trudno byłoby jednak oddawać się namiętności dyskretnie i po kryjomu. czyli młodych Japończyków nie wyróŜniających się niczym szczególnym w tokijskim tłumie. ciasne i niebywale akustyczne mieszkania w japońskich domach nie słuŜą miłosnym igraszkom i symboliczne zasłonięcie okien nic nie moŜe poradzić na to. Ŝe wszelkie inne rodzaje zmysłowych przyjemności powinny odbywać się za zamkniętymi drzwiami. Dobrym źródłem informacji jest teŜ Internet. by nie zakłócać harmonii świata. Same w sobie nie są wprawdzie złe ani grzeszne. A jeśli juŜ wszyscy wiemy. a w jakim dokonano imeji cheinji. Ŝe słychać nawet. Tak jak w złym tonie jest nadal w Japonii jedzenie na ulicy. rzetelny przewodnik. bo trudno uznać za nie wybetonowane brzegi rzek albo parki wielkości sali gimnastycznej. jak sąsiad za ścianą drapie się po głowie. poza tym w Tokio trudno byłoby znaleźć ustronne miejsce. który stracił klasę i nie jest w związku z tym godny polecenia. ale nasila się w weekendy.choć rzadko . bye. pod warunkiem. rozszczebiotaną nastolatkę w czyściutkim mundurku szkolnym i pana po czterdziestce wyglądającego na księgowego z kompleksem lolity. co sprawia.dwoje ciekawskich i odwaŜnych cudzoziemców. to dlaczego by nie uczynić go pięknym? Pewnie w Ŝadnej innej przestrzeni Tokio dwie jej główne cechy . w wyznaczonych przestrzeniach. trzech godzinach. być małŜeństwem. Ŝe ktoś przeszkodzi albo Ŝe o schadzce będzie wiedziała cała dzielnica. Wszyscy znikają w drzwiach dyskretnie.kochankom musi wystarczyć bye. ani męŜem. urządzając inaczej pokoje. więc właściciele starają się zaspokoić przede wszystkim jej gust. w krainie miłosnych marzeń. gdzie moŜna oddawać się namiętności bez ryzyka. Hotel miłości wydaje się więc jedyną alternatywą. Ŝe para jawnie nie obnosi się ze swoją miłością. ale dobrze wychowani ludzie powinni wiedzieć. W hotelach miłości ruch trwa przez cały tydzień. a co dopiero. a nawet . zwalniając pokój dla kolejnych chętnych na wycieczkę do krainy miłosnych marzeń. gdzie i jak się im oddawać. Istnieją specjalne przewodniki. Najpopularniejsze w Japonii samochody teŜ są nieduŜe. gdy oddaje się bardziej dynamicznym rozrywkom. z których moŜna się dowiedzieć. co wyklucza model amerykański. by w dobrym 53 nastroju wyłonić się po dwóch. . by zaparkować. ale bez specjalnych środków ostroŜności.skrajny funkcjonalizm i skrajny kicz . Oprócz par najbardziej typowych. gdzie na specjalnych stronach ludzie dzielą się wraŜeniami z hoteli miłości.nie łączą się ze sobą tak gładko jak tu. napisany przez młodą tokijską dziennikarkę. Miłosny savoir-vivre mówi. moŜna spotkać tu wyzywająco ubraną kobietę w fioletowych spodniach ze skaju w towarzystwie drobnego okularnika w garniturze. kiedy przed niektórymi z nich trzeba czekać.

Ŝe nie dbają o zgodność historycznych szczegółów.przenosi kochanków w czasy samurajów i gejsz. i przecieŜ nic więcej nie trzeba. i nie udając. przezroczystą filiŜanką. W hotelach miłości motywy zachodnie uŜywane są. moŜna skorzystać z zestawu do karaoke i zaśpiewać z ukochanym przed. W hotelu miłości na Shibuya na ścianie wisi więc atrapa okna z wklejonym w nią zdjęciem Montmartre'u. wnętrze samolotu z mundurkiem stewardesy wiszącym jeszcze w pokrowcu z pralni. Nie ruszając się z niego. by przydać miejscu romantyczności i duszoszczypatielnej nostalgii. którą cenią sobie Japończycy. a wnętrzu disnejowskiego zamku uroku przydają gipsowe krasnale i królewna ŚnieŜka (notabene niektórym psychoanalitykom ta bajeczka zawsze się kojarzyła z rzeczami nie dla dzieci. gdy łóŜko w innym pokoju okaŜe się róŜowym sercem z pluszu. poprawność polityczną ani dobry gust. pod warunkiem.niczym latający dywan . gotowy do uŜytku.to przestrzeń.kto wie. Futon rozłoŜony pod takim drzewem . Łazienka w hotelu miłości moŜe być jaskinią wyłoŜoną sztucznymi kamieniami. gdy ktoś woli). Trzeba traktować tę przestrzeń nie tyle z przymruŜeniem oka. więc intuicja designera wydała mi się całkiem na miejscu). pamiętasz?" W kolejnym pokoju rolę łóŜka pełni gondola z czystą. którego dyskrecja jest legendarna. gabinet lekarski z fotelem ginekologicznym (lub dentystycznym. co zmruŜyć oczy i dać się ponieść wyobraźni. Nie wszyscy jednak gustują w romantycznej scenerii miłosnego aktu i oni teŜ znajdą coś dla siebie w hotelach miłości. Ŝe nie są one kiczowate. Ŝe takie jest Ŝycie. Zdarzają się hotele miłości nie przyjmujące „gaijinów" i wtedy juŜ na drzwiach informuje o tym stosowny napis: Japanese only. na którym stoi lampka z postumentem 55 w kształcie wieŜy Eiffla . Ŝe jest to para cudzoziemców róŜnej płci i znających savoir-vivre panujący w rabu hoteru. Na zwolenników bardziej wymyślnych zabaw czeka średniowieczna sala tortur z plastikowymi łańcuchami. śnieŜnobiałą pościelą zapraszającą. jest teŜ łoŜe z baldachimem i złocony stolik. Ŝe foyer u szoguna oprócz choinki zdobi kopia Wenus z Milo i kanapka w stylu Ludwika XIV. choć oczywiście nie mówią o niej po rosyjsku. które mają to do siebie. które niczym wielki Ŝarłoczny kwiat.w trakcie miłosnego aktu.gigantyczną. kołysze się pośrodku dzięki elektrycznemu napędowi. Disnejowski zamek z gipsu i betonu albo siedziba szoguna z plastikowymi ścianami imitującymi drewno i ze stojącą w jednym z kątów lekko zakurzoną choinką . Elektryczne drzewka wiśni kwitnącej jaskraworóŜowymi Ŝaróweczkami tworzyć mogą nastrój pokoju utrzymanego w mniej popularnym w rabu hoteru stylu japońskim.54 Estetyka rabu hoteru odzwierciedla popularne wyobraŜenia o miłości. po lub . by kochać się w „Wenecji naszych snów". nie udając. Wygląd hotelu miłości czerpie inspirację z fantazji erotycznych. z których wyrastają platikowe paprocie. a wanna . tak pewnie zrobili Yukiko i Shinji w piątkowy wieczór na Shibuya. nie stwarza problemów. Na ogół jednak personel. co potrafią miłośnicy karaoke . której nie dotyczą prawa codziennego Ŝycia. by odpłynąć. Dlaczego filiŜanką? A dlaczego nie? Nic teŜ dziwnego. Zupełnie nie dziwi więc kochanków. Korzystanie z hoteli miłości jest zaś dziecinnie proste i na ogół nie wymaga .to oczywiście „ParyŜ naszych marzeń" i Emiko albo Tomomi moŜe szepnąć do ukochanego: „Zupełnie jak w tym francuskim hoteliku. szkolna klasa plus uniform uczennicy.

Celuloidowe postaci w niesamowitych kolorach zielonkawej Ŝółci i zimnego róŜu podpowiedzą. Nie widać juŜ. ŁóŜko płynie gdzieś po wodach południowego Pacyfiku. Nie ma okien. tylko łódź? A co wtedy z palmą? Jaką palmą? Kto by się przejmował palmą. stolik z herbacianymi utensyliami.. a niewidoczne wcześniej lampki na lustrzanym suficie rozbłyskują jak gwiazdy.. Jest cicho i bardzo gorąco mimo włączonej klimatyzacji. tropikalny raj jest juŜ tuŜ-tuŜ. kolejny guzik wprawia łóŜko w lekkie chybotanie. te. a w środku przestrzeń byłaby zapchana do granic moŜliwości plastikowymi pudłami i oświetlona fluorescencyjnym 57 światłem. automat. wychodzimy na gwarne uliczki Ikebukuro. w którym jest jacuzzi czy chociaŜ przezroczysta wanna pozwalająca oglądać od spodu zanurzoną w niej nagą narzeczoną. gwiazdy migocą. a lustrzany sufit niebem nad Hawajami. Na przykład do pokoju wielkości mniej więcej dwunastu metrów kwadratowych. co naleŜy robić. które widzieliśmy z zewnątrz. Gdy któreś ze zdjęć nie świeci się. Ŝe fototapeta jest zniszczona. a w którym rolę tę pełni plastikowy model samochodu osobowego lub furgonetki w wersji country. Ŝe pokój jest akurat zajęty. szaro i właśnie zaczyna padać deszcz ze śniegiem. moŜna włączyć telewizor (oczywiście. tematyczny laserowy show na ścianach albo system oświetlenia wraŜliwego na dźwięk i pulsujący w rytm akustycznej akcji kochanków. Niewiele więcej mieści się w pokoju tropikalnym. Gdyby wyobraźnia potrzebowała dodatkowej zachęty. Z tablicy moŜna dowiedzieć się. który pokój ma wodne łóŜko. Jeden z na chybi! trafił naciśniętych guzików przy łóŜku sprawia. Jest zimno. w którym moŜna kupić prezerwatywę. a nie parą Ŝądnych przygód „gaijinów". nasze łoŜe jest wyspą. Ŝe po rozpostarciu ramion moglibyśmy dotknąć obu ścian. Ŝe główne światło gaśnie. cierpiąca na bezsenność i świetnie słysząca mimo swoich dziewięćdziesięciu . Kto wie. Ŝe błękitny dywan to ocean. Warto chwilę się zastanowić. W foyer naleŜy najpierw wybrać pokój. moŜe nawet mieszkałaby z nami owdowiała babcia z Kyushu. jeszcze mały barek. oznacza to. na środku którego stoi okrągłe łóŜko z nieskazitelną 56 pościelą i plastikową palmą u wezgłowia. Gdybyśmy byli przeciętnym małŜeństwem z robotniczego Ikebukuro. a w kącie za drzwiami miniaturowa i bardzo czysta łazienka. Ŝe jest telewizor. to zamurowane od środka atrapy. zdjęcia z opisem wyeksponowane są na podświetlonej tablicy. a jacy kochankowie nie lubią tropikalnych rajów i gwiazd? Gdy mijają dwie godziny i łódź dobija do brzegu. Po naciśnięciu guzika płacimy w czymś w rodzaju recepcji. FidŜi lub Bali. bo co to za raj bez niego!) i uŜyć jednej z pornograficznych kaset wideo ustawionych na nim w równiutkim szeregu. Otwieramy parasol i walczymy z nagłym podmuchem wiatru. Lekko oblaŜąca fototapeta z tropikalną plaŜą nie pozostawia wątpliwości. a w dywanie kilka dziur po papierosach. który niesie lodowatą wilgoć znad oceanu. Z braku miejsca pralkę trzymalibyśmy na balkonie łub przed drzwiami na chodniku. zanim podejmie się decyzję. w której zza wysoko zabudowanego kontuaru klucz podaje nam ręka naleŜąca do osoby niewidocznej w całości i udajemy się do wybranego gniazdka miłości. gdzie ciągle trwa styczniowy dzień. musielibyśmy teraz wrócić do mieszkanka źle ogrzewanego i tak małego. a więc moŜe to nie wyspa. by dobrze wykorzystać wydane jeny.znajomości języków innych niŜ uniwersalny język pragnienia (i oczywiście pieniędzy).

udawał się do Yoshiwara w przebraniu i zmiana kostiumu czyniła zeń inną osobę. kim jesteś". Japończycy lubią uniformy. Informuje innych. starsze panie charakterystyczne sweterki i spódnice pełne misternych ozdóbek. którą moŜna spotkać w depato. nawet jeśli na kolejnym przystanku dołączy do nich szósta.siedmiu lat. by znów znaleźć chwilę i wrócić do naszego rabu hoteru. gdzie kolejne warstwy pięknych papierków.często z niebywałym wprost wdziękiem są tu raczej przebrani niŜ ubrani. Sarariimani mają więc identyczne ciemne garnitury. Najdoskonalszym przykładem ciała w uniformie jest pewnie tokijska windziarka. Na tę wyjątkową okazję . pudełeczek i wstąŜek w odpowiednim kolorze waŜniejsze są niŜ ukryty w nich drobiazg. matki na skwerze takie same kapelusiki. Pewnie juŜ po drodze planowalibyśmy więc. słynna elevator girl. Tak jak w przypadku japońskich prezentów. samuraj chcący uŜyć zakazanej mu przyjemności w dzielnicy rozpusty. nie jest niczym szczególnym. pan Matsura. a powiem ci. strój mówi. Wszyscy zwłaszcza w przypadku młodzieŜy i kobiet . Są zamoŜnymi gospodyniami w średnim wieku. a ekstrawagancja czymś śmiesznym i niewłaściwym. jakie miejsce w hierarchii zajmuje opakowane w niego ciało. Robotnicy ponoć z własnej woli trzymają się wyróŜniających ich spodni a la Sindbad i ręczników na głowach. Tak jak japońscy turyści spotykani za granicą wyglądają właśnie na turystów. Ta skłonność do nadmiaru znaczącego. plecami dotykających ściany. Nawet tak na pierwszy rzut oka barwna i róŜnorodna młodzieŜ z bohemicznych enklaw po bliŜszym przyjrzeniu okazuje się niewolniczo hołdować kilku typom stroju. a ekwipunek emerytów moczących kije w Sumidzie bardziej pasowałby na finał międzynarodowych zawodów wędkarskich. W kulturze. czyli domach handlowych. wybierający się na sobotnią partyjkę golfa przedstawia sobą widok doskonałego gracza w golfa. przesady w ilości szczegółów nadal rzuca się w oczy na ulicach Tokio. Jak pisze Donald Richie w Image Factory. iŜ w wagonie metra moŜna zobaczyć siedzące naprzeciwko pięć pań w takich samych fryzurach. podobnych kostiumach i z torebkami Vuttona na kolanach. Osoby o tym samym statusie po prostu chcą wyglądać tak samo. obowiązuje w Japonii o wiele bardziej niŜ w innych rozwiniętych krajach świata. dlaczegóŜ więc miałyby nosić się inaczej niŜ wszystkie inne zamoŜne gospodynie w średnim wieku? Wiele firm nadal ubiera swoich pracowników w uniformy. Jednym z takich miejsc jest na przykład Tókyó Tochó. centrach turystycznych. kim ono jest. wszystkie tokijskie nastolatki jak na komendę przebierają się w to. jakby wybierali się na wesele lub pogrzeb. Fakt. czyli wspomniana siedziba władz miejskich na Shinjuku.zmieniwszy ubranie przestawał być wojownikiem. na którą składają się dwie monstrualne wieŜe zwieńczone platformami . młode zamęŜne kobiety 58 spódniczki jednakowej długości i bluzeczki o zbliŜonym kroju wyprodukowane przez te same firmy. co akurat lansuje magazyn mody „Fruits". Miasto w uniformach Tokio to miasto. bo zasada: „PokaŜ mi. Mówi się. w której status jest precyzyjnie określony. nawet jeśli w ich lokaliku mieści się naraz tylko pięcioro gości ściśniętych przy kontuarze. bo niewyróŜnianie się jest cnotą. Ŝe Japończycy w zachodnich ubraniach zawsze wyglądają tak. w co jesteś ubrany. tak na przykład mój sąsiad. gdzie wszyscy kucharze noszą wielkie białe kucharskie czapki. tak strój dopiero nadaje sens ludzkiemu ciału. budynkach uŜyteczności publicznej.

W uniformach zawsze na granicy kiczu. czy informowała nas o historii budynku. . zachęca z uśmiechem w razie. którego w języku japońskim. gdybyśmy nie zauwaŜyli. które czekają na przebudzenie. nie mają indywidualności. zwieńczonych infantylnymi kapelusikami. Jej uniform mówi: „jestem elevatorgirl i to wszystko. juŜ w środku. zamiast innych moŜliwych sposobów szybkiego dotarcia na platformę obser60 wacyjną. czy dziesięć. jesteśmy nie byle kim. „Proszę bardzo". była tak szczelnie opakowana w swój uniform windziarki jak japoński prezent i mimo iŜ znajdowała się na wyciągnięcie dłoni. mistrzyni ceremonii. Nie wiedziałam. Wjechać na nie trzeba. nie kłopotem dla obsługi. pleć. „Dozo". ale „szacownymi gośćmi" i obecność windziarki słuŜy wskazaniu na nasz dostojny status. mówiła i mówiła skamieniała w pozie pełnej szacunku i kobiecej skromności. nic nie rozumiejących cudzoziemców. oczywiście. zapraszając nas w ten sposób do wejścia. tym najgrzeczniejszym z języków rozwiniętych społeczeństw. korzystając z wolnej chwili. Podobną funkcję pełnią dziewczęta w punktach informacyjnych. czy w windzie jest jedna osoba. Miwa Yanagi. co o mnie będziecie wiedzieć". nie podpierają ścian i nie piłują sobie paznokci. Nie plotkują z koleŜankami. windziarka kłania się i nie przestając ani mówić. windą. Windziarka kontynuuje śpiewną informację niezaleŜnie od tego. naciska odpowiedni 59 guzik. fascynuje się elevator girls i uczyniła je obiektem swoich dzieł. tylko kostium ukrywający ich ciało. podawała szczegóły procedury ewakuacyjnej w razie trzęsienia ziemi czy dziękowała nam. Uniformizacja i nacisk na konieczność dostosowania się wyglądem do właściwej grupy odniesienia dają jednocześnie moŜliwość łatwej ucieczki w fantazję. Ani przez myśl jej nie przejdzie zbuntować się i wyrecytować nam haiku albo zatańczyć taniec brzucha. Ŝe drzwi są otwarte. pozostawała zupełnie niedostępna. zwracając się z taką samą profesjonalną gorliwością do zupełnie ignorujących ją Japończyków i zafascynowanych. nieskazitelnie schludne sprawiają wraŜenie zaczarowanych księŜniczek. Ŝe wybraliśmy podróŜ jej windą. młoda artystka. stojąca w windzie kilka centymetrów ode mnie. ani uśmiechać się.obserwacyjnymi. Odwiedzając Tókyó Tochó. wskazujące drogę w podziemiach handlowych. co nie jest trudne. Jej gest nie jest takim sobie machnięciem od niechcenia. Elevatorgirl z Tókyó Tochó. I tu na scenę wchodzi elevator girl. osoby te bez mrugnięcia okiem wykonują jedną z najniŜszych w hierarchii i kiepsko płatnych prac. Na generowanych komputerowo zdjęciach pokazuje dziesiątki windziarek zamarłych w bezruchu w przestrzeniach nazywanych przez artystkę „zamroŜonymi miastami". bowiem winda jeździ tylko na platformę obserwacyjną i nie zatrzymuje się nigdzie po drodze. Zawsze z tym samym uśmiechem. lecz dopracowanym w kaŜdym szczególe i pełnym elegancji zaproszeniem. Potem. zdobnych w Ŝaboty i kokardy. te stojące przed wejściem do róŜnych lokali i salonów gry. Patrząc gdzieś przez nas. seksualność. Z praktycznego punktu widzenia praca windziarki jest więc zbędna i ma znaczenie czysto symboliczne. nigdy nie zobaczymy na ich twarzach niezadowolenia. Ubrana w czerwony uniform młoda dziewczyna najpierw wskazuje dłonią w nieskazitelnie białej rękawiczce na drzwi owej windy. uŜywa się podkreślając szacunek wobec rozmówcy. Ta dziewczyna w uniformie pełni rolę Ŝywego honoryfikatora. której wystawę widziałam w Japonii. Tak jak dziewczyna z Tókyó Tochó.

ale to pierwsze oferuje więcej atrakcji. w pełni zaangaŜowani w akt imitacji i tak jak od aktorów kabuki grających kobiety nie moŜemy oczekiwać nagłego mrugnięcia okiem. które są prawdziwymi paniami Harajuku. iŜ japońscy czterdziestolatkowie z kaczymi kuprami naśladują gwiazdę innej rasy. Kostiumowe szachrajstwa kuszą nie tylko śmiertelnych. a z drugiej labirynt wąskich uliczek. Ŝe całkiem na serio. tak jak w hotelach miłości. Z jednej jego strony znajduje się wielki park i Meiji-jingu. niczym motyle fruwające w rozchichotanych stadkach.Japońska kultura. lecz w kaŜdą niedzielę tańczy grupa japońskich EMsów. a nie komizm faktu. w której. zanim . W latach siedemdziesiątych na Harajuku spotykała się zbuntowana 61 młodzieŜ. jak i kiedyś. Choćby na krótko. Królestwem shójo jest tokijska dzielnica Harajuku. kioskami sprzedającymi naleśniki z bitą śmietaną i owocami. butach z czubem i fryzurach ułoŜonych w kaczy kuper. by stać się kimś zupełnie innym. uwielbianymi przez shójo salonami fotograficznymi zwanymi purikura (od print club). Ŝe to zgrywa. tak oni w Ŝadnym momencie nie dadzą nam do zrozumienia. wygląda to mniej więcej tak. rekrutuje się dziś spośród fanek komiksów manga. miejsce nawet w najbardziej szary z szarych tokijskich dni tętniące kolorem i pełne Ŝycia. by oddać się swojemu hobby. Jak napisał jeden z amerykańskich autorów. z tą róŜnicą. Scena kosupure to betonowy mostek Jingu nad torami kolejki Yamanote. Nie bez powodu właśnie Harajuku stało się główną sceną kosupure. Kosupure. szaleni faceci". to wystarczy przecieŜ zmiana kostiumu. Shójo. a w pobliskim parku Yoyogi urządzano spotkania grup subkulturowych i parady. opiera się teŜ wiele starych i nowych form japońskiej sztuki. obowiązują inne prawa niŜ w codziennym Ŝyciu. jakby Steve Martin albo Dan Aykroyd robili swój popisowy numer typu „my dzicy. anime i gier komputerowych. nadały kostiumowej zabawie nowy wymiar. najbarwniejsze mieszkanki Tokio. kuszący wymyślnymi butikami z młodzieŜową modą. czyli młode dziewczęta. na uroku przebieranek. jedna z najwspanialszych świątyń shintó w Tokio. stanowi oryginalny element subkultury młodych dziewcząt w wieku od trzynastu do dwudziestu kilku lat. To dzielnica mody i młodych. których słodki zapach zawsze budził we mnie głód. Shójo. W czarnych skórzanych spodniach. Przy głównej bramie parku Yoyogi na przykład nie zbierają się juŜ demonstranci. Dla EMsów z Harajuku waŜne jest mistrzostwo w powtarzaniu tanecznych ruchów Elvisa-Pelvisa. Elvisi są skupieni. czyli cos-playerek. od kabuki do Takarazuka. Warto zatrzymać się przy Elvisach. rozgałęziających się od Takeshita-dori. Największa grupa wielbicielek kostiumowej zabawy. Dziś Harajuku nie ma nic wspólnego z polityczną rebelią. Jakieś dalekie pokrewieństwo łączy Harajuku z nowojorskim East Village. a przebieranki stanowią jeden z jej stałych motywów. wykorzystuje tę transgresywną moŜliwość. jakiego nie powstydziłby się sam Król. ale główne przedstawienie kosupure naleŜy do dziewcząt. Skoro uniform jest wszystkim. gnąc się w takt płynących z magnetofonu przebojów sprzed lat. misterium i pikniku. tańcząc pod Heartbreak Hotel. stoiskami z biŜuterią i gadŜetami. panowie w średnim wieku naśladują go ze śmiertelną powagą. które wkrótce zostały zakazane przez władze. lecz dobrze znane są równieŜ bóstwom religii shintó. tak dziś. czyli costiumplay albo w skrócie cos-play. ze szczególnym uwzględnieniem tych męsko-damskich. gdzie panny ze stolicy i okolic przyjeŜdŜają w kaŜdą niedzielę. to przestrzeń fantazji. uczyniły kosupure wydarzeniem z pogranicza happeningu.

ale umiejętność jego noszenia i dlatego dziewczęta • korzystając z odpowiednich poradników dla cos-playerek trenują w domu przed lustrem odpowiednie dla swojej postaci pozy i miny. czyli kawali.ziemi niczyjej między sacrum aprofanum . bowiem cosplayerki na ogół trzymają się w małych grupkach lub parach.precyzyjnie określone reguły zachowania. ozdobione przypiętymi na łańcuszkach plu62 szowymi zwierzątkami i gadŜetami. Cos-playerki z Harajuku to prawdziwe mistrzynie i jeśli zaznajomiło się wcześniej z kilkoma choćby inspiracjami ich kostiumów. Niektóre z dziewcząt przyjeŜdŜających na Harajuku uczyniły z kosupure główną treść swojego Ŝycia: jego celem są coraz lepsze i piękniejsze kostiumy. Efekt jest spektakularny. Kosupure nie jest Ŝywiołowym szaleństwem. 63 Wygląda na doświadczoną cos-playerkę i ze swobodą gwiazdy pozuje fotografom.jeszcze wyszłam ze stacji. Niektóre cos-playerki dopiero tu przeistaczają się w ulubioną postać. wysiłku i pieniędzy. W kaŜdej zastyga na kilkanaście sekund. trzymając lusterka między kolanami. Wydają więc na nie wszystkie zarabiane pieniądze. Na koniec Sakura Shinguji zastyga na jednej nodze z drugą wyrzuconą w przód jak do kopniaka i wytrzymuje wystarczająco długo. A o to chodzi w kosupure: o mistrzowską wierność oryginałowi. by fotografowie zdąŜyli zrobić zdjęcia. śadna nie ma przy tym nic wspólnego ze spontaniczną kokieterią. Czasem więc koleŜanka pomaga koleŜance. a potem zmieniają na inną. jak co niedziela. Twarz dziewczynki jest nieruchoma jak maska no.zwolenniczki kosupure otwierają swoje walizki. z czarnym pasem podkreślającym wąziutką talię i kokardą na czubku głowy. Panowie z aparatami pstrykający jak szaleni to cameko (od camera kici).w futurystycznym kombinezonie i platynowej peruce . MoŜe nim być imię ulubionej postaci albo jakiekolwiek inne słowo japońskie lub angielskie. doceni się. którzy zawsze towarzyszą cos-playerkom. Na mostku Jingu dziewczęta zapominają o swoich codziennych toŜsamościach i posługują się pseudonimami. ale dla których dziewczęta rzadko chcą pozować. a cały wolny czas poświęcają szyciu ubrań bądź polowaniu w sklepach Akihabara lub Harajuku na potrzebne gadŜety i materiały. inne poprawiają tylko makijaŜ i fryzurę. którą cenią sobie wspomniani wyŜej Elvisi. bo makijaŜe są misterne i dopracowane. wśród których dominuje Hello Kitty i króliczek Miffy. a ciało ułoŜone w teatralnie wypracowane gesty. mającym własną etykietę i jak wszystko w Japonii . lecz hobby skodyfikowanym. licznie przybyli na mostek Jingu. Liczy się bowiem nie tylko kostium i akcesoria. róŜowych kozaczkach i takimŜ kubraczku. jak doskonałe stworzyły kopie. o tę samą umiejętność naśladownictwa. Siadają na betonowym chodniku. Spoza ramion Japończyków strzelają aparaty zagranicznych turystów którzy. Na mostku Jingu . PowaŜniejsze przebieranki odbywają się w dworcowej toalecie. a koafiury niełatwe do ułoŜenia. którą podobno specjalnie ze względu na cos-playerki powiększono i wyposaŜono w duŜe lustra. Zajmuje im to duŜo czasu. Cala ta zabawa naprawdę wymaga wiele czasu. Ta androginiczna postać obok Sakury . przybierając pozy wojownicze i seksowne zarazem. które w ich uszach brzmi wystarczająco słodko i fajnie. opierają się o balustradę i malują. Oto więc Sakura Shinguji z gry Sakura Wars w bardzo obcisłych białych getrach.to chyba Brad Kirsten z gry .

Ŝe sprzedają je prasie i to niekoniecznie przyzwoitej. a oni. czyli aktorkę Ŝeńskiego teatru Takarazuka odtwarzającą męskie role . Po ich lewej stronie samotna i bardzo ponura nastolatka w strojnym kimonie. Jego koronkowa czerń w zderzeniu z bielą dziewczęcych buzi ma w sobie coś niebywale perwersyjnego i niewinnego zarazem. pali papierosa. czy teŜ one. od jej piskliwego śmiechu jeszcze przez ładną chwilę dzwoni mi w uchu. są męskiego czy Ŝeńskiego rodzaju. Nieopodal jedyny transwestyta . których nie znam: dwie dominy.Psychic Force. Za czarnymi androginami przygotowują się cztery bohaterki anime Tokyo Mew Mew. Zawsze są to męŜczyźni. bo na mostku Jingu niczego nie moŜna być pewnym -wyrównuje przód lateksowej czerwonej sukni. Na chodniku u jej stóp siedzi kolejna Mana z zespołu Malice Mizer i je makaron ze styropianowego pojemnika. . na prawo trzy Gotyckie Lolity w czarnych króciutkich sukienkach. Do tego niebotyczne szpilki. pod którą obsunęła mu się wypchana pierś. prezentują ostre makijaŜe. którą malowała od godziny. jakie nosiły kurtyzany. Obecność cameko stanowi integralną część zabawy w kosupure. szczebiocząc głośniej niŜ jest to konieczne. przygotowując obiektywy. przygięty do ziemi pod cięŜarem lat i sprzętu fotograficznego wartego kilkaset tysięcy jenów. jakby właśnie wstały z grobu i pierwszy raz od dawna wyszły na światło dnia. by słyszał ją rozmówca.w tym sezonie melancholijnego paryskiego amanta. Cameko to amatorzy robiący zdjęcia dla własnej przyjemności (w której szczegóły nie będę wnikać). Kilku fotografów rzuca się w ich kierunku. Jeśli chciała być kawali. spod których wystają pończochy kabaretki. a kilka sekund później dwa bliźniacze stworzenia wampiropodobne. gdyby wpadł w złe towarzystwo. a głowy ozdabiają fantazyjne czepeczki. tak wyglądałby Czerwony Kapturek. które wyglądają. spod spódniczek i kelnerskich fartuszków wystają im obszyte koronką pantalony. lecz z laserową bronią zamiast wachlarza. lateksowe gorsety i króciutkie spodenki. ale zdarza się. to jej się udało. Trochę dalej aŜ trzy postaci w kostiumach z popularnego zespołu Malice Mizer przybierają charakterystyczne grobowe miny. czy idole. Jedna z nich rozmawia przez róŜowy telefon komórkowy. prawdziwego łamacza serc (innymi słowy są dziewczętami udającymi dziewczynę udającą chłopaka). z niespodziewaną dziarskością co niedziela uwija się wśród cos-playerek. których imitują. 64 z wprawą wkładając sobie pałeczki niemal do gardła.o ile wzrok mnie nie myli. TuŜ po nich pojawiają się najpierw trzy fałszywe ofiary wypadku zawinięte w bandaŜe schlapane czerwoną farbą. Ŝe mamy do czynienia z doświadczonymi artystkami. Mają twarze kredowobiałe i usta wyraźnie spragnione krwi. ale jeden siwiuteńki dziadunio. by nie zetrzeć czarnej szminki. skórzane pejcze w dłoniach i groźne spojrzenia wyćwiczone wcześniej w długich sam na sam z lustrem nie pozostawiają wątpliwości. Stojące przy niej dwie dziewczyny w garniturach przebrały się za słynnego otoko-yaku Asami Hikaru. W miarę zbliŜania się południa nadciąga jeszcze wiele. przewaŜają panowie kolo czterdziestki. seksownych pończoszkach i cięŜkich buciorach znieruchomiały z palcami prawych dłoni ułoŜonymi w V. ale płciowa ambiwalencja to „normalka" na mostku Jingu. robiąc ostatnie poprawki twarzy. jakich nie powstydziłby się Ŝaden zachodni klub S/M. zastygają w wystudiowanych pozach i szczerzą plastikowe kły. Trudno zgadnąć. Gotycka Lolita albo Bardzo Elegancka Gotycka Lolita to kostium cieszący się w tym sezonie szczególnym powodzeniem i do tego bardzo twarzowy. wiele innych cos-playerek.

wcielająca się co niedziela w potęŜną boginię Amaterasu. MoŜe ma siedemnaście lat. Czar trwa do zachodu słońca. niŜ wskazuje ich metryka. Cud transformacji w ulubioną postać. Ŝe dziewczętom zaleŜy na zainteresowaniu cameko. widać. z jaką opanowała zestaw gestów i póz. Fakt. Pedagodzy i obrońcy moralności nie przywiązują zatem większej wagi do kosupure. stanowi antytezę poprawnej japońskiej kobiecości. jest nieczytelne: jej cudowny kostium i wysiłek. a na koniec poŜądana jest wymiana wizytówek. tak mówi etyka kosupure. Ma ledwo zarysowane piersi i chudziutkie nóŜki. Nie wolno robić zdjęć z zaskoczenia i surowo zabronione są fotki „z dołu". iŜ warunki fizyczne młodziutkiej cos-playerki są odmienne od tych oczekiwanych od króliczków w ich amerykańskiej ojczyźnie.godzą się dziewczęta. Na mostku Jingu kostium czyni cię tym.chcąc nie chcąc . Zdarzają się cameko polujący na nieprzyzwoite ujęcia. by sprostać ideałowi. W przeciwieństwie do nas japońskie dziewczęta z Harajuku mogą co niedziela spędzić parę magicznych godzin w kostiumie ulubionej postaci. Fakt. moŜe trochę więcej. NajwaŜniejsze. Dlatego cameko nie opuszczają japońskiej wersji króliczka ani na chwilę i w błysku fleszy nastolatka staje się gwiazdą. świr. przybiera seksowne pozy przed wycelowanymi w jej postać obiektywami. ale to ryzyko zabawy. Nie tylko dziewczęta i nie tylko w Japonii marzą czasem. chwiejąc się niepewnie na wysokich szpilkach. Króliczek. co na kostiumowej zabawie w przedszkolu. bo w przypadku Japonek wyglądających zawsze o wiele młodziej. Gwiazdą dnia jest dziś drobniutka. „gaijinów". Gdyby elevatorgirl. Transformacja shójo w postaci z manga czy anime odbywa się z całą japońską grzecznością i . gdy mostek Jingu zaczyna powoli pustoszeć. Tak czy inaczej. nie ma ryzyka. kim chcesz być. na które . Ŝe dziewczęta zapomną się i ruszą w miasto zbrojne w swoją wojowniczą toŜsamość. ale wtajemniczona widownia potrafi docenić to.65 gdzie od czasu do czasu ukazuje się wizerunek cos-playerki w niezamierzonym przez nią pornograficznym kontekście. ufarbowana na blond dziewczynka w stroju króliczka „Playboya". odrzucając jedyny . Nawet jeśli przytłaczająca większość postaci. przyszła tak do pracy. dopóki przestrzegają reguł właściwego czasu i miejsca. nie stanowi przeszkody i nie czyni jej śmieszną. Wśród nieszkodliwych poczciwców pstrykających zgodnie z etykietą i bez złych intencji zawsze moŜe jednak zdarzyć się jakiś otaku.na mostku Jingu rebelii jest tyle. które mogłyby pokazać. podobnie jak nie jest śmieszny kilkudziesięcioletni aktor kabuki grający młodą dziewczynę. wynika z istoty kultury uniformów: przebieranki stanowią tu uznaną formę artystycznego wyrazu. Poza tym młodym dziewczętom wolno bawić się więcej niŜ chłopcom. by być kimś innym. w jakie wcielają się cos-playerki. do następnej niedzieli będzie po prostu betonową kładką nad torami. iŜ Japończycy nie widzą w tym nic specjalnie dziwnego ani śmiesznego. Teoretycznie fotograf zawsze najpierw powinien spytać dziewczynę o zgodę. Od pragnienia bycia Umą Thurman z Kill Bill do przebrania się za Umę i wyjścia w tym stroju na ulicę dla większości z nas wiedzie jednak długa droga (z wyjątkiem moŜe karnawału 66 i Halloween). łatwo się pomylić. co cos-playerka nosi pod spódniczką. jakimi chce je widzieć społeczeństwo nie uznające ekstrawagancji na co dzień.przynajmniej na pozór . co dla nas. maestrię. by cos-playerki zdąŜyły przebrać się w swoje poniedziałkowe uniformy i z powrotem stać się takimi. niczym więcej.

w Japonii ogłoszono dzień Ŝałoby. ale mimo to zawsze o piętnastej trwał na posterunku. a Hachikó. Na Meguro był to „gargamel". ciągle czekał. Miał w zwyczaju co dzień odprowadzać swojego pana na stację. Wiadomość 68 o jego śmierci dostała się na pierwsze strony gazet. czyli Wierny Pies. Jest taki miły moment w oswajaniu miasta. gdy dostrzega się na jego mapie ulubione miejsca spotkań. 67 którego „znalazłam" w pierwszych dniach pobytu w Tokio. Uwieczniony w brązie niewielki piesek z czujnymi uszami naleŜał do profesora Ueno Eisaburo. Dni zmieniły się w miesiące i lata. gdzie spędził ostatnie dziesięć lat. by go zobaczyć i pogłaskać na szczęście. Czyni to Shibuya. Ŝe błyskawicznie zebrano fundusze . sam juŜ niemłody i w coraz gorszym zdrowiu. Wampiryczne KsięŜniczki i obdarzone niezwykłą * mocą KsięŜycowe śeglarki Ŝeglują sobie przez kilka niedzielnych godzin po przestrzeni fantazji. Shibuya. a na Shibuya właśnie Hachikó. czyli wspomniany hotel miłości. to wielka handlowo-rozrywkowa enklawa przyciągająca swymi atrakcjami fale (zwłaszcza młodych) tokijczyków. Skromny towarzysz profesora Ueno był teraz sławnym Hachikó. Podobno w tygodniu co wieczór przyjeŜdŜa tu około stu tysięcy młodych ludzi. na Harajuku mostek Jingu. Za tydzień wrócą na mostek Jingu w nowym kostiumie. Naprzeciw potęŜnej i ruchliwej jak mrowisko stacji stoi figurka Hachikó. bez trudu wywęszał znajomą postać i rzucał się jej na powitanie z całą spontanicznością swojej psiej natury. by potem grzecznie pojechać do domu. Dwudziestego pierwszego maja 1925 roku profesor Ueno jak co dzień poŜegnał swojego psa na Shibuya i pojechał do pracy. Wiernym Psem. Zwierzak nie doczekał się więc juŜ swojego pana. który był kiedyś ogrodnikiem profesora Ueno. wyglądając swojego pana. z nadzieją wpatrując się w tłum podróŜnych. prawdopodobnie największym na świecie miejscem młodzieŜowych spotkań. mówił mój mąŜ. a potem inni miejscowi i przyjezdni zaczęli karmić pieska i dbać o niego. randek. gdy ja oddawałam się „badaniom antropologicznym" w działach odzieŜowych depato. gdzie dostał wylewu i zmarł. barów i hoteli miłości. czyli randez--vous. oddalona tylko o jeden przystanek od Harajuku. Samotny pies czekający na pana. system zmiaŜdŜyłby ją jak walec motyla. Dać się porwać spod Hachikó „Będę czekał pod Hachikó". a w weekendy liczba ta wzrasta do dwustu pięćdziesięciu. wielkich domów towarowych. a ludzie z róŜnych stron przyjeŜdŜali na Shibuya tylko po to. Ten niepozorny pomnik ginący w zakurzonej nieco zieleni krzewów to najsłynniejsze w całej Japonii miejscem randebu. który nigdy juŜ nie przyjedzie. by potem czekać w tym samym miejscu na jego powrót z uniwersytetu.właściwy na tę okazję uniform windziarki. Wieści o jego wzruszającej wierności zaczęły zataczać coraz szersze kręgi i piesek stał się symbolem lojalności tak cenionej i podziwianej przez Japończyków. kin. który w czasie swoich pobytów w Tokio miał w zwyczaju samotne wyprawy do Tower Records na Shibuya w czasie. Pracownik stacji Shibuya. Siódmego marca 1934 roku znaleziono go martwego w tym samym miejscu. Zawzięcie machając ogonem. Wszystkie te Eleganckie Gotyckie Lolity. a pragnienie dodatkowego uhonorowania zwierzaka sprawiło. modną dzielnicę butików. wrósł w pejzaŜ Shibuya. Wiernego Psa. w świątynich buddyjskich odprawiano specjalne naboŜeństwa. Hachikó odszedł do psiego nieba we śnie.

kobiety z zakupami opakowanymi pięknie jak prezenty. poprawiają nienagannie czyste kołnierzyki koszul. stworzył następną podobiznę pieska i ta stoi na Shibuya do dziś. gdzie gapienie się na kogoś uchodzi za wyjątkowo niegrzeczne. Co chwila ze stacji wylewa się kilkusetosobowa fala ludzi. na których migają przykuwające wzrok reklamy. Część oczekujących zostaje przez nią porwana i znika. ubrani według najnowszej mody. które jeszcze niedawno wydawały mi się takie same. gdy armaty liczyły się bardziej niŜ sentymenty. nawet jeśli nie byłam z nikim umówiona. przepływali z moich obu stron męŜczyźni w ciemnych garniturach.na pomnik. które w przyszłym tygodniu staną się passe. a tak naprawdę oddawać się przyjemnościom podglądaczki. Po jej zakończeniu okazało się. jakie dominuje w imaginańum Zachodu. którzy pamiętają Hachikó w jego ziemskiej postaci? Jeśli ma się ochotę na Tokio takie. pośród której niewzruszony kundel czeka na swojego pana. wyglądając tych. i przewala się koło Hachikó. Zawsze z telefonami komórkowymi. palą papierosy i strzepują popiół do modnych w tym sezonie kieszonkowych popielniczek. a na jej miejsce pojawiają się nowi i zajmują strategiczny punkt obserwacyjny. przez które najrozmaitsze grupy polityczne głoszą tu swoje poglądy. a naprzeciw zbieg czterech ulic i potęŜne telebimy. W kwietniu 1934 roku figurka psa została uroczyście ustawiona dokładnie w tym miejscu. Jakimś akustycznym cudem ich świdrujące w uszach zachęty i podzięko69 wania są w stanie przebić się na powierzchnię morza dźwięków. gdzie Hachikó zwykł za Ŝycia siadać i czekać. z którymi się umówili. moŜe nawet najlepszy. MęŜczyźni i kobiety. zielony i wyłupiastooki. i pomnik przetopiono na potrzeby trwającej wojny. Mogłam udawać. Przychodziłam pod Hachikó. po lewej stronie mamy więc Hachikó. muzyka płynąca z reklam. umawiają się tokijczycy. jaki dawało mi bezkarne przyglądanie się ludziom zjednoczonym na moment społeczną sytuacją oczekiwania. mijająca przeszkodę. Zgiełk ludzkich głosów. W 1948 roku Takeshi Ando. fałdki sukienek. Ŝe tokijczycy tęsknią za Hachikó i jego powrót uwaŜają za jedną z najwaŜniejszych rzeczy w swoim zrównanym z ziemią mieście. przyczepione do torebek maskotki. raz jest to japoński zespół popowy złoŜony z młodziutkich androginicznych tarento. Upajałam się cudowną róŜnorodnością japońskich twarzy. Piesek stoi w pobliŜu ruchliwego skrzyŜowania. moŜe składają je najstarsi tokijczycy. Ponad jednostajny hałas co jakiś czas wznoszą się wysokie głosy młodych dziewcząt. której zmieniające się co kilka tygodni trendy śledzą jak nikt na świecie. ogłuszający wrzask megafonów. okolice Hachikó to dobry wybór. chłopcy i dziewczęta. a teraz rozkwitały w bujną . „Do zobaczenia pod Hachi". syn twórcy pierwszego pomnika. usiłując wyłowić z tłumu znajomą twarz. którzy przyjechali na Shibuya kolejnym pociągiem. a u stóp pieska moŜna nieraz znaleźć przyniesione mu dary. Po kilku latach nastały jednak czasy. uczniowie w uniformach. które z wielkich koszy rozdają przechodniom chusteczki higieniczne z reklamami.z jakichś powodów . Gdy wychodzimy południową bramką ze stacji Shibuya. szczerzący kły i tupiący ponad morzem głów mijających się na skrzyŜowaniu. kiedy indziej gwiazda w kimonie zapowiadająca koncert sentymentalnej muzyki enka albo . do którego mają słabość zachodni filmowcy.wirtualny dinozaur. i warkot samochodowych silników składają się na kakofonię. razem z Hachikó patrzą w kierunku stacji. Niczym ławica ryb. Ŝe teŜ na kogoś czekam. co na ogół nie jest łatwe w Japonii. Lubiłam komfort.

próbując wyobrazić sobie. by bezdomni kaŜdą wolną chwilę wykorzystywali na robienie prania. zmysłowym spotkaniem z Japonią. niŜ bym sobie Ŝyczyła. Ŝe zjaponizowali je z prawdziwą maestrią. serwującej wyłącznie chiizukeki. zielony jak ona. Kiedyś ruszyłam więc po prostu w ślad za obiektem mojej obserwacji. Najpierw wybierałam na chybił trafił osobę wśród oczekujących. Patrzyłam. ozdobiony kroplą bitej śmietany i paroma grudkami czerwonawej fasoli cieszył wprawdzie oko. ziołowy posmak. fasola była mączna i bardzo słodka. odchodziła szybciej. z . licznie zaludniających ulice Shibuya i teŜ lubiących siąść sobie pod Hachikó. Dowodem tak typowej dla kultury Nipponu perfekcji w przyjmowaniu i przetwarzaniu obcych wzorów były małe dzieła sztuki cukierniczej. podobny do uŜywanego w ceremonii herbacianej. i nie bez zmysłowej przyjemności podglądałam spod oka smukłych młodzieńców ubranych i uczesanych z taką samą starannością jak dziewczęta. W eleganckiej gablocie kusiło nasz wzrok kilkanaście jego wysublimowanych rodzajów. z tym Ŝe ja byłam zawsze kilka kroków z tyłu. Dalej ruszaliśmy razem. i Ŝegnałam wzrokiem dwie kobiety. dopóki nie pojawiła się trzecia postać dramatu.wielość kształtów owalnych i podłuŜnych. Mogłam więc na przykład tropem dwóch młodych kobiet pochłoniętych oŜywioną rozmową trafić do popularnej kawiarni niedaleko stacji Shibuya. postanowiłam zostać z nimi dłuŜej. oczu-szparek niemal niewidocznych spod cięŜkich powiek. Zdarzyło się raz czy drugi. które zawsze suszy się na sznurach koło ich biednych bud w parku Ueno czy Centralnym. podziwiając wdzięk tych morskoroślinnych ciał. Czytałam kuriozalne angielskie napisy na ich koszulkach. bo Japończycy tak polubili to ciasto. opowiadając sobie jakąś historię zbyt skomplikowaną na mój skromny zasób japońskich słów i na koniec odwaŜyłam się spróbować identycznego deseru. a potem niecierpliwiliśmy się. Ŝe osoba. Sernik o smaku zielonej herbaty matcha. jej skórka 71 chrupiąca od karmelu. wybierając pod Hachikó osoby jak najbardziej róŜnorodne. Porównywałam fantazyjne stroje. jak po namyśle punktowanym postukiwaniem w gablotkę wymanikiurowanymi paznokciami wybierają deser. jak powtarzają raz po raz: „Kawali". Smakowałam więc kontrast między tym. co znałam jako sernik. ale skłaniał mój zachodni język do ostroŜności. by dać się porwać. w kolorze wędzonego kurczaka. Podsłuchując. którą dyskretnie badałam wzrokiem spod ciemnych okularów. jak kroją dziwnie wyglądające ciasteczko na maleńkie higieniczne kęsy. rzadko trafiały się typy niechlujne. nigdzie poza Japonią nie widziałam. Nawet wśród tutejszych 70 bezdomnych. rozpoznając trendy lansowane właśnie przez japońską modę. oczu po europejsku okrągłych. sernik. których bliskość w największym nawet tłoku rzadko jest uciąŜliwa czy nieprzyjemna. Domieszany do lekkiego serowego kremu herbaciany puder. Starałam się wprowadzać w moją perwersję urozmaicenie. zielonym UFO serników. kim jest i na kogo czeka. Potem weszło mi to w krew i przyjeŜdŜałam pod Hachikó po to właśnie. a jego japońską mutacją. barw porcelanowojasnych i ogorzałych. czyli cheese cake. Innego dnia więc dwóch młodzieńców o twarzach opalonych. Ta nieprawdopodobna i o dziwo smaczna kombinacja smaków i konsystencji była moją małą przygodą. w za duŜych czarnych garniturach. których dalsze plany juŜ mnie nie interesowały. nadawał zasadniczej części deseru gorzkawy. jak nieznajome rozmawiają. śmietana gęsta i cięŜka.

Katalog z ofertą sex shopu zgubiłam gdzieś po drodze. a przymierzywszy je. spokojnego jakby był wypchany. gotowa byłam do poświęceń i na przykład któregoś dnia z utlenioną na blond nastolatką z niebieskimi szkłami kontaktowymi w skośnych oczach czekałam aŜ przez godzinę na spóźniającego się chłopaka.trwałą ondulacją rozjaśnioną na brudny blond.wymijały szemranych amantów szybko i bez słowa ze skromnie spuszczonymi oczami. choć teŜ nieoczywiste . zaczynało stawać się podejrzane. wybierając je według jakiegoś sobie znanego kryterium. z nieatrakcyjnej i niezgrabnej osoby w dŜinsach na moich oczach przeobraziła się w piękność. co jakoś bardziej wyobraŜalne. Po upływie godziny udawanie. w końcu się pojawił. w jednym z tokijskich barów lub pociągów. troszkę zbyt okrągłej córki i dlatego sporo czasu spędziłam w jednym z depato. której niektóre pozycje. wyciągnęła zalotkę i podkręciła rzęsy. Z wystudiowanym uśmiechem zwracali się do przechodzących obok nastolatek. nie przestając mówić wysokim głosem. w końcu jednak córeczka wybrała jasnobłękitne kwieciste kimono z właściwymi dla swojego wieku i niezamęŜnego stanu długimi rękawami. gdzie urocza sprzedawczyni powitała 72 nas ukłonem oraz serdecznym: Irrashaimase!. kruczymi brunetkami. aby w którymś momencie Ŝycia ulec terrorowi zachodniego ideału kobiecej urody. ku naszej uldze. stanąwszy strategicznie koło przejścia dla pieszych. do jakiej erotycznej przyjemności przeznaczone zostało urządzenie określone mianem lovelyfork. przechadzały się pośród półek z towarem. chichocząc i trzepocząc rzęsami. Na Zachodzie niektórzy słyszeli o „brazylijskim widelcu". Ŝe teŜ zastanawiam się nad zakupem czegoś. kupowałam kimono wraz ze wszystkimi dodatkami dla ich malutkiej. który. Gdy juŜ wybrałam sobie przewodnika pod Hachikó. wdawały się w pogawędkę. zaczepiali młode dziewczyny i namawiali je do zarobienia szybkich pieniędzy w porno biznesie. pewnie te najatrakcyjniejsze. Panie. miał podobnie . jak w kaŜdym innym sklepie.i te były w zdecydowanej większości . którego ekspedientki wystrojono tak na próbę w rocznicę urodzin anorektycznej laleczki. które urodziły się rudymi. szatynkami. zabrało mnie tylko kilkaset metrów dalej. Narzeczony. głaszcząc wystający z eleganckiej torebki łeb pudla. do śledzenia których skłonił mnie naleŜący do jednej z nich pudel z kokardą i w słonecznych okularach. Chwyt zadziałał i na ulicach Tokio pojawiły się klony Barbie. a potem sprawdziła makijaŜ w równie róŜowym lusterku w kształcie serca. Innym razem za dwiema starszymi paniami ubranymi kosztownie i z gustem. czyli w uniformie mafii zwanej tuyakuza (bo oczywiście w Japonii mafia teŜ nosi uniformy!). zawędrowałam do sex shopu. wciąŜ obecną na ulicach Tokio. albo to miał być pork lub. wypromował jeden z butików na Shibuya.cork. ale nie o „uroczym". Tam. której zygzakowatym tropem ruszyłam spod Hachikó. i albo coś mi umknęło. Przy wyjściu ekspedientka o czarownym uśmiechu obdarowała mnie katalogiem z ofertą promocyjną. Kiedy indziej z trzyosobową rodziną. jakby właśnie wynurzyła się z wody. Patrzyłam na jej włosy i myślałam o wszystkich czekających blondynkach świata. mrugając przy tym oczami. objaśnione zostały po angielsku i do dziś zastanawiam się. które znajdowałam albo dostawałam na ulicy i obiecywałam sobie przejrzeć i przestudiować z naukową wnikliwością. inne przystawały. jak tysiąc innych reklam i broszurek. którym nie była rzucająca się w oczy uroda. Ponoć modę na Barbie. Jedne dziewczęta . Ta spod Hachikó rozmawiała przez oczywiście róŜowy telefon komórkowy. gdzie tradycyjne japońskie stroje prezentowały manekiny o wyraźnie kaukaskich rysach.

w sam środek świata gęstego. wynurzały się i znikały pod ziemią. znajdowałam kolejnego przewodnika. gdzie zapadała juŜ noc. ale wytrwale. gdy próbowałam nimi wrócić do znajomej stacji. i wchodziłam do jednego z niepozornych wąskich budynków. barów karaoke. napić się kawy. fryzjerów. a ja o dwa kroki za nimi. Malutka. śledzić kroki tymczasowych przewodników. nikomu jednak nie wierząc do końca. uczuciu. rozrastający się jak korytarze w mrowisku. pełnego zapachów. dematerializowały się w pulsującej szarości jakiegoś wieczoru i być moŜe pojawiały znów kawałek dalej. jaką rolę odegra! w mojej małej tokijskiej przygodzie. pogmatwane przez złośliwego albo opitego sake demona. Wystarczyło. gdy świetlista jesień zmieniła się w wilgotną. paczinko. Ŝe Sexy Cowboy Go Fast sińce 1998. węszyć. który chichotał szyderczo. Ŝe oto zaczyna się to marsjańskie miasto coraz bardziej . Dzięki anonimowym postaciom spod Hachikó granice mojego Tokio rozszerzały się. jeździć pociągami. salonów masaŜu. w którym moŜna spędzić cały dzień. a pejzaŜ zmieniał się na tyle. Na przykład w Ginzie na Chuó-dóri. mimo iŜ zeszłam pod ziemię w słoneczne popołudnie. wplątywałam się w jakieś uliczki. by złapać oddech. które wiozły mnie dalej. schodów. buty z węŜowej skóry. a potem do kolejnych pociągów. Tam kupowałam 74 w automacie puszkę mocnej kawy i oszukując zmęczenie. być moŜe nawet wyjąć plan Tokio i spóbować się na nim odnaleźć. a potem wyjść na powierzchnię w zupełnie innej jego części. Ramię w ramię. a jego topografia stawała coraz bardziej złoŜona. irracjonalnym przeczuciem przygody. którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. stacji. ruszyli w kierunku Wzgórza Hoteli Miłości. I nie dziwić się pojawiającemu się nagle uczuciu. jak gdyby nigdy nic. chodzić. Ŝe przestawałam go rozpoznawać. a oni 73 przecieŜ tylko przebrali się za cudzoziemców. a niewy-mawialne i niezapamiętywalne niedawno nazwy jego barów. gdzie z wielopiętrowych stacji metra wjeŜdŜałam wprost do domów towarowych. Naziemne przejścia wydawały się znikać. Wpadałam do podziemi handlowych i wyjeŜdŜałam z nich ruchomymi schodami w miejscu. przejmującą chłodem zimę. Po kilku miesiącach. Oto jedyny sposób na Tokio: włóczyć się bez specjalnego planu. niewinna na pozór kawiarnia okazywała się tymczasem bramą prowadzącą w labirynt pełen drzwi. Ŝe mam w pamięci własną mapę Tokio. który nigdy nie miał się dowiedzieć. ani blond włosy nie oduczyły ich japońskiej powściągliwości w okazywaniu uczuć. a ta w kapryśną wiosnę kwitnących wiśni. kawiarni.rozjaśnione włosy misternie wymodelowane wwielokolczastego irokeza. błyszczące spodnie opięte na chudych chłopięcych biodrach i koszulkę z napisem informującym nas. Ŝe zaczął padać deszcz. zauwaŜyłam. schodków i wind. Miasto rosło nade mną. Wysiadałam na stacjach zauroczona brzmieniem ich nazw. które wydawało się na początku tak niewiarygodne. Ani niebieskie szkła kontaktowe. patrząc na moją bezradność. Idąc ich śladem i będąc przez nich bezlitośnie porzucana. Powitali się bez pocałunku. dawałam dalej nieść się miastu. taksówkami i chodzić. bo w Japonii tylko „gaijini" są tak nieprzyzwoici. Zostawiając Barbie i seksownego cowboya w jednym z rabu hoteru. parków i świątyń bez trudu układają się w moich ustach. pozwalać sobie na gubienie się i tonąć w erotyczno-katastroficznych fantazjach. w przyzwoitej odległości od siebie. czuć miasto pod stopami. jaka moŜe mnie tam spotkać. trzymać się z daleka od zorganizowanych wycieczek. wokół mnie i pod ziemią.

Japończycy mają wielekroć opisywaną zdolność widzenia wybiórczego. Po kilku minutach przejechałyśmy kolejne miniaturowe skrzyŜowanie i znalazłyśmy się w moim „mieście" o nazwie Ishikawa-dai. by zamieszkali w nim „gaijini". duŜe. Widział społeczność. czyli Wzniesienie Kamienistego Strumyka. którą uwięziono w betonowym łoŜysku ze ścianami tak wysokimi..) Kiedy jednak Matsuda--san opisywał nam tę okolicę. więc podziwiając drzewa kwitnące nad uwięzioną rzeką. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą naszej ulicy i całego naszego sąsiedztwa. W jednym z e-maili Chizuko napisała. oznajmiła Chizuko i wydała z siebie jeden z tych uroczych japońskich pomruków. który prawdopodobnie oznaczał radość. Robiły straszny hałas. „Sakurd". była zwykła brzydota. jaskrawo pomalowane niby-koparki. Ŝe moje „przeznaczenie jest juŜ niedaleko". przy drzwiach której tkwił plastikowy kubeł pełen rybich szkieletów niczym resztek po uczcie Golluma. nie wiedziałam jak wyglądać będzie moje lokum i zŜerała mnie uzasadniona ciekawość. i to tylko dwie z moŜliwych hipotez. i po skręceniu z szerokiej ulicy zagłębiłyśmy się w uliczkę niewiele szerszą niŜ przedpokój w europejskim mieszkaniu.lubić.. 77 które zamiast łyŜki do nabierania ziemi miały wielkie obrotowe szczotki. który w końcu najadł się do syta. uniformie gospodyń . dorodne. Rzeczywiście. Chizuko wyszeptała z naboŜeństwem ojczystą nazwę najsławniejszego drzewa Japonii i jej twarz rozjaśniła się w zachwycie: „Bardzo piękna sakura kwitnie wiosną". Po obu stronach więzienia rzeczki Nomi rosły drzewa wiśniowe prawdziwe. na czym moŜe polegać ów „demokratyzm" i juŜ mogę zdradzić. echo dudniło w betonowym wąwozie. Ŝe „demokratycznie" nie stwarzano trudności. potrafią je wykadrować z reszty pejzaŜu i cieszyć się pięknem. Reid Confucius Lives Next Door III. „Prawie jesteśmy". o włos. zaplecze jakiejś malutkiej restauracji. T. Jej właścicielka w domowym kimonie i wielkim fartuchu. Ŝe on widzi coś innego. a zapytana o cel tych zabiegów Chizuko odpowiedziała. aŜ naocznie przekonam się. nie widząc otaczającej go brzydoty. ZbliŜałyśmy się do dzielnicy. ba. Ŝe robotnicy „myją rzekę. zaburzenie równowagi biologicznej w zabetonowanej rzeczce sprawiło. było jasne. Ŝe dno co rusz zarasta gąszczem niemiłych burych chwastów i co jakiś czas trzeba je zdzierać. prawie wszystkich innych dzielnic mieszkalnych Tokio. ale jest bardzo demokratyczne". jakby konstruktorzy bali się. Ŝe moŜna by tu (czemu nie?) zostać na zawsze. R. Prawdopodobnie jednak. ciągnące się zwartym szpalerem. migoczące jesienną czerwienią i złotem. Ŝe nie mogłam się doczekać. Najpierw minęłyśmy bank Mizuho i malutki posterunek policji z wizerunkiem latającej myszki Pipi-chan nad wejściem. a potem. Ŝe mi się to nie udało. (. Przez chwilę jechałyśmy wzdłuŜ płytkiej wąskiej rzeczki o nazwie Nomi. w której miałam mieszkać. Ŝe „ma ono skromny rozmiar. Po dnie Nomi jeździły jakieś dziwne maszyny. Sąsiedztwo Przeznaczenie jest juŜ niedaleko Po dwugodzinnej jeździe z lotniska Chizuko poinformowała mnie. co zaintrygowało mnie na tyle. Chizuko miała na myśli prawdziwie demokratyczną przeciętność mojego mieszkania lub fakt. Ŝe ten bezbronny strumyk zbuntuje się przeciw ludzkiej zbrodni i ucieknie. bo jest brudna". Oprócz bardzo ogólnych informacji.

absorbującym wilgoć. zajęta czynnością. którego drzwi. Niektórzy rowerzyści rozmawiali przez telefony komórkowe. podyktowany jest nie tylko tak chwalebnym zamiłowaniem Japończyków do higieny. Wszędzie na Ishikawa-dai suszyły się niezliczone ilości prania. Ŝe między naszym samochodem a ścianami budynków nie ma przestrzeni wystarczającej. nonszalancko prowadził rower jedną ręką. Reklamy i billboardy ozdabiały właściwie większość budynków i były w stosunku do nich nieproporcjonalnie duŜe. Zycie w wiecznym tłoku. wykształca umiejętności nieznane ludziom przywykłym do większej przestrzeni. wszędzie . jak tłumaczyła mi Chizuko. w malutkim mieszkaniu. z którego moŜna podać sąsiadowi sos sojowy. iŜ japońskie gospodynie wydają się robić pranie kilkakrotnie częściej niŜ gdziekolwiek indziej. okrągłych albo czworokątnych. kluskach ramen i shabu-shabu. Rowerzyści kluczyli więc między samochodami z wdziękiem cyrkowych akrobatów. tak jak inne. w całym tym zamieszaniu sprawiającym wraŜenie totalnego chaosu nie dochodziło do Ŝadnych wypadków. Przez otwarte okno samochodu słyszałam. inni jedną rękę mieli zajętą bagaŜem. Pleśń i grzyb rosną w nich bujnie i bez obaw. swobodnie przejeŜdŜały obok nas dziesiątki ludzi na rowerach. tempurze. skupiona. dachach. powiewały więc ręczniki. robotników. Futony i pościel zwisały z balustrad i okien. skarpety i bielizna. . ale teŜ koniecznością wymuszoną bardzo wilgotnym klimatem i źle ogrzewanymi mieszkaniami. Przejechałyśmy niemal po jej stopach obutych w drewniane klapki geta. Mimo iŜ wydawało się. urzędników i uczniów objuczonych wielkimi skórzanymi tornistrami. kaŜdym skrawku wolnej przestrzeni. ale nie zwróciła na nas uwagi. szorowała akurat fragment asfaltu przed swoim domem. by dorosły człowiek przecisnął się bokiem.domowych. czyli wszelkim pleśniopodobnym grzybom. jakby jakieś tajemnicze prawo fizyczne nie pozwalało dwóm osobom zbliŜyć się do siebie na odległość groŜącą kolizją.na balkonach. nie odrywając wzroku od trzymanego w drugiej grubego komiksu manga. Ŝe człowiekowi kiedykolwiek uda się je pokonać. stojące co kilka kroków automaty z napojami i papierosami wyróŜniały się plamami kolorów jak przypadkowe chlapnięcia farby na szarym tle domów „mojego" sąsiedztwa. wyciągając rękę z okna kuchni. Na plastikowych „pająkach". Piękne i zupełnie nieczytelne dla mnie znaki informowały o nazwach lokali i serwowanych w restauracjach specjałach: o świeŜym sushi. krzątała się w pobliŜu. która nikomu nie przyszłaby do głowy w moim kraju. a między 78 pojazdami lawirowali piesi. Uczeń gimnazjum w ciemnym mundurku przecisnął się w szparze między naszym samochodem a ścianą domu. zgięta w kabłąk. ale nikt na nikogo nie wpadał. i saszetki z Ŝelem. pranie i czerwono-Ŝółte reklamy. a nawet całe zrobione z nich pokrowce na cenniejsze ubrania. W kaŜdym sklepie drogeryjnym dostępne są w duŜym wyborze środki przeciw kabi. wychodziły wprost na jezdnię. Kwiaty kwitnące w doniczkowych ogródkach. jak tysiące 79 ręczników i prześcieradeł furkoczą na wietrze niczym Ŝagle i czułam delikatny zapach świeŜego prania. W porze deszczowej nie sposób jednak uniknąć niemiłej niespodzianki w postaci spleśniałych butów czy kimona pokrytego brązowymi kropkami wilgoci. a czasem wietrzyły się rozłoŜone na stojących przy domach rowerach. a kierowcy nie irytowali się na tych wolniejszych uŜytkowników drogi: kobiety z zakupami i dziećmi. Fakt.

Nie będąc w stanie znieść dziko rosnącego ogona. na których wspierały się gałęzie. powiedziała moja towarzyszka. złapał go i zrobił z naturalnego kota. ale naprawdę po jego obu stronach. podobną. obdarzony został cudzoziemskim imieniem. obok uśmiechał się mały maneki neko z łapą wzniesioną w geście powitania. męŜczyzna na zdjęciu miał marynarkę z podwiniętymi rękawami. Palące Home. iŜ na przykład Słoneczne Wzgórze nie tylko nie jest słoneczne. Droga pięła się teraz ostro pod górę. Bon Hour był betonowy. jak na manshon niezbyt duŜy. Jak niemal wszystkie tokijskie rezydencje typu manshon. nie ma Ŝadnego znaczenia. w którą skręciła Chizuko. Na reklamie. kota bonsai. pachnący jeszcze nowością. tak wizerunek wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. postanowił dla lepszego efektu francuskie bon poŜenić z angielskim hour. 80 W Dobrej Godzinie Mój dom nazywał się Bon Hour. ułoŜonym w znak zapytania. znajdowały się jednorodzinne rezydencje. Podejrzenie. Na nasz widok wydał z siebie węŜowate „Wssssss". sztukowane bambusowymi protezami. po którym ślad zaginął pół wieku temu. by ich drzewka były doskonalsze. Kątem oka zobaczyłam wnętrze staroświeckiego zakładu krawieckiego. New Garden. Fakt. którą potem zobaczę na stacji Ishikawa--dai. lecz równieŜ betonowe i niezgrabne. tak jak kostium waŜniejszy jest w Japonii od zawartości.Wśród napisów po japońsku tylko co jakiś pojawiały się angielskojęzyczne. lecz komputerowo wygenerowany lasek lub bambusowy gaj. Bon Hour stoi na duŜym placu wśród drzew. „To ładna okolica". językach najbardziej kojarzących się Japończykom z zachodnią elegancją. przeczytałam szyld na rogu kolejnej uliczki. nagle spokojna. w których niemal Ŝadne drzewo nie miało naturalnego kształtu. obłoŜony czymś. nie najbrzydszy. zostawiając miejsce dla niewielkich ogródków. ozdabiają fronty tokijskich manshonów. Wprawdzie większość tokijskich kotów ma krótkie ogony i . starszy męŜczyzna w fartuchu w Kubusie Puchatki strzygł zakrzywionymi noŜycami kolekcję drzewek bonsai. jeden z japońskich dźwięków oznaczających niezadowolenie. w którym miałam spędzić dwa lata. Nikomu jednak nie wydaje się to przeszkadzać. ale leŜy w dolinie. przed jedną siedział na smyczy wielki czarny kot ze szczątkowym ogonem. niŜ chciała natura. ale jeszcze bardziej okazałą. Ten. pojawiło się w mojej głowie i zostało tam na zawsze. przed naszymi oczami wyrósł zbudowany na jego szczycie pięciopiętrowy nowiutki manshon. „Taylor Fujimura". La Chateau i podobne nazwy w róŜnych wersjach angielskiego czy francuskiego. które mieszkańcy tych nieładnych betonowych rezydencji włoŜyli w to. przed drugą. Gdy pokonałyśmy wzgórze. a jego towarzyszka falbaniastą suknię i fryzurę w stylu młodej Brooke Shields. Ŝe to jego przerośniętym zapędom estetycznym kot sąsiada zawdzięcza swój przycięty ogon. „To tu". kto nadawał imię mojemu domowi. mówiły o estetycznym wysiłku i pracy. Gdy reklamuje się na plakatach czy w czasopismach takie nowe manshony. domy większe wprawdzie. niemal bezludna. TuŜ za progiem stał rząd butów zdjętych przez klientów. bo główna ulica została za nami. na wyciągnięcie ręki. choć nie byłam przekonana. podniosła rękę Chizuko i zaparkowała samochód przed domem. w witrynie którego leŜa! otwarty katalog z zachodnią modą sprzed dwudziestu lat. prawie nigdy nie pokazuje się ich naturalnego otoczenia. odsunęły się od siebie. Poprzycinane. co imitowało czerwoną cegłę. a ja z grzeczności przyznałam jej rację. powtarzając frazę o zbliŜającym się „przeznaczeniu". Sunny Hill.

W moim japońskim mieszkaniu wszystkie okna teŜ były zasłonięte. naprawdę blisko. często wynajmowane są juŜ z kotarami. między „ja" a „światem". Dopiero okna sypialni pozwoliły mi odetchnąć z ulgą. Nieraz chodzi teŜ o to. Dom jest dla mnie miejscem. przepuszczającą kaŜdy dźwięk. powtórzyłam więc zaklęcie i odsłoniłam okno pierwszego małego pokoiku. aby pracując. bliŜej szare morze dachów i kolejne domy wspinające się na wzgórze aŜ do stóp Bon Hour. co na zewnątrz. którego szybko pozbyłam się w Japonii. za cienką ścianką. zrzuciłam więc adidasy i zrobiłam swój pierwszy krok na bosaka. a Chizuko wręczyła mi klucz. „Matsura". których gorzki smak nie dorównuje urodzie i które ciągle tam będą. Podtrzymują iluzję niemoŜliwej do końca intymności. z którego tak jak z portu wygląda się na zewnątrz. Ŝe okna słuŜą między innymi do patrzenia przez nie. Przed moimi oczami ukazał się zarys góry Fuji. Kotary stanowią odpowiednik spuszczonych oczu. co są wewnątrz. zwykle odruchowo sprawdzałam. TuŜ przy balkonie rosło obwieszone owocami drzewo mandarynki mikan. by upewnić się. dlatego teŜ nigdy nie zasłaniam okien.zwyczaj. prawą. który jest tuŜ. Gdybym dobrze wyciągnęła ramię i miała taką perwersyjną potrzebę. co na zewnątrz. ścięty stoŜek lekko przesłonięty podłuŜną chmurką. UzaleŜniona od „widoków". oddzielającym to. zaklęłam los. bye". ozdobną stroną na zewnątrz. którzy dawno zapomnieli. które pozwalają zachować symboliczną granicę między wnętrzem a tym. Spojrzeliśmy sobie w twarz i oboje cofnęliśmy się z rezerwą. „Niech będzie widok". nie patrzyli na tych na zewnątrz. Piękne owoce. antycypując kolejne podróŜe. gdy nie ma Ŝadnego ryzyka. zbyt jaskrawe dla oczu wciąŜ pełnych szarości. jedno przy drugim. Ŝe lubi Kenzo oraz Gucciego. pierwszy krok po japońsku. ciemne połyskliwe liście i złocistopo-marańczowe słońca. pokazała i znikła w pantomimie ukłonów. które często wiesza się na odwrót . Z sąsiedniego pokoju widać było zaś samego gospodarza i jego bonsai. mimo iŜ nieurządzone. mogłabym ściągnąć ze sznurka jego bokserki. przeczytałam na drzwiach domu sąsiada od bonsai. Ŝe jest to ich cecha genetyczna. „Tu buty".to znaczy. tak samo świeŜe. Domy w Tokio mają ciemne okna szczelnie zasłonięte cięŜkimi kotarami. „Niech będzie widok". lecz w lewą stronę. 82 Był za nim dom pana Matsury. od prawdziwego.nie w prawą. by to raczej ci. Popularne są teŜ szyby z matowego nieprzezroczystego szkła i zewnętrzne osłonki z falistego plastiku. Na . tak zasłony oddzielają od sąsiada. Nawet odwiedzając cudze mieszkania. podwyŜszonego o jeden stopień. Niezgrabnie lawirując na jednej nodze. wnętrza mieszkania. bo lokale. trzeba go przekręcić odwrotnie niŜ u nas . a lewą w stronę pokoju.mówiono mi. mimo iŜ w zatłoczonym wagonie jego ciało przylega do naszego ciała. Mogłam odczytać nawet napisy na metkach prania suszącego się na jego balkonie i stwierdzić z uznaniem. delikatny jak rysunek tuszem na starym parawanie. Tokijczycy zasłaniają okna nawet wtedy. gdy późną wiosną drzewo ponownie zakwitnie małymi białymi kwiatami o odurzającym zapachu. Ŝe aby otworzyć 81 drzwi. Ŝe zdejmę buty w przedpokoiku genkan. Okazało się. Podobnie jak zwyczaj unikania kontaktu wzrokowego z obcym symbolicznie izoluje od innego człowieka. co z nich widać . móc patrzeć na świat. by nie wprawiać w zakłopotanie gospodarzy. Chizuko poczekała jeszcze tylko. Ŝe ktoś mógłby zajrzeć do środka. Ŝegnając mnie: „Bye. zawsze przesuwam biurko do okna. ale nigdy do końca w to nie uwierzyłam.

ale nawetgaijin wiedziałby.gałęziach mandarynki siedziało stado jaskrawozielonych papug. Bardziej zamoŜni mieli do swojej dyspozycji białe porcelanowe naczynia w niebieskie kwiatki. Wieczorami wracają gromadnie z Ŝerowisk. a . zaszczycając nas swoim hałaśliwym towarzystwem. cudzoziemcy kupują je i . jaką nadal moŜna spotkać w niektórych miejscach. ale jak się okazało nie te. Widok z Bon Hour był pierwszą niespodzianką. W kaŜdym innym znanym mi kraju na tym miejscu stałoby swojskie urządzenie zwane sedesem. skrzecząc i gubiąc jaskrawe pióra. zakładane w Japonii w eleganckich hotelach i restauracjach. jak się zachować. Nacisnęłam pierwszy przycisk. Znałam wówczas pięć kanji. nie zauwaŜyłam ich w pierwszej chwili. 83 Niespodzianka w toalecie To. dopiero mój ruch sprawił. Jeden po drugim neonowy błysk i rozchwiane gałęzie. pochodzą z daleka. która stworzyła równieŜ to coś. opatrzone były stosowną instrukcją obsługi w obrazkach. Podobno Ezra Pound cieszył się rzadkim darem odgadywania pierwotnego kształtu ukrytego w znakach kanji. by wsunąć w nie stopy. ale większość cudzoziemców go nie posiada. nie skłaniając do poświęcania mu specjalnej wizualnej uwagi. Najwięcej mieszka ich na kampusie pobliskiego uniwersytetu. gdzie aleja potęŜnych drzew ginko jest ich główną siedzibą. co stało w mojej toalecie w Bon Hour. chyba z Ameryki Południowej. Do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku japońska toaleta występowała przede wszystkim w wersji „kucanej". Ŝe poderwały się do lotu.ku konsternacji japońskich gości . stała się przyczyną zakłopotania niejednego zresztą „gaijina". Prawdziwa rewolucja. co trzeba. Ŝyjące w wielkich stadach. Zaczęło się podobno od jednej zbuntowanej parki. zapraszając. ale moŜna je teŜ zobaczyć w kilku sąsiednich dzielnicach. sprawiło. W dziedzinie tej prym wiedzie stara firma Toto. I gdyby piloci uŜywali plastikowych kapci z napisem Hello Kitty Happy Toilet. była to budka na wolnym powietrzu z dziurą w podłoŜu. a wyglądało toto jak fotel pilota samolotu bojowego (gdyby robiono je w kolorze róŜowym). Po drugiej wojnie światowej postanowiono zrewolucjonizować tę sferę Ŝycia i dziś Japonia jest światowym liderem w produkcji wszystkiego. jaką zrobiło mi Tokio. W rzymskim alfabecie napisana była tylko nazwa firmy Toto. co dotyczy supernowoczesnch toalet. Nic wykwintnego. który wychodził z WC okryty wstydem i z poczuciem niŜszości wobec technologicznego zaawansowania Nipponu.wykorzystują jako ozdobne doniczki. które stały tam równiutko. by zrozumieć działanie japońskiego sedesu. upodobały sobie ponoć te właśnie okolice Tokio. Pierwsze zachodnie sedesy. dając początek całej brawnej kolonii. by je odsłonić. Polubiłam je od pierwszego wejrzenia. która uciekła opiekunom z klatki. Patrzyłam w zdumieniu na zestaw kilkunastu przycisków i pokręteł zamontowanych z obu stron róŜowego kuriozum. Metoda prób i błędów była więc jedyną. które dziś moŜna czasem znaleźć na targach staroci. co zobaczyłam otwierając kolejne drzwi mieszkania w Bon Hour. jaka nastąpiła w Japonii w „temacie toalet". jaką mogłam zastosować. i trzymane były przez Japończyków jako ptaki ozdobne. Ŝe do końca pobytu w Japonii najbardziej stresującym momentem w czasie odwiedzin u japońskich znajomych była konieczność udania się do toalety. Nie naleŜałam do wybitnych wyjątków i japońskie oznakowania pozo84 stawały dla mnie nieczytelne. To piękno szczegółu czekające. Jak mówiła Chizuko. nagłe wariactwo koloru jak z obrazów Rousseau! Trochę większe od papuŜek nierozłączek.

Zimą temperatura w ich mieszkaniach spada więc . z której pod duŜym ciśnieniem wytrysnęła woda. bo kierując się wstydliwością i chcąc zagłuszyć „odgłosy". Kolejnych prób dokonywałam. Istnieją równieŜ sedesy grające kilka rodzajów muzyki. to udogodnienie wprowadzono ze względu na kobiety. Japońscy uczeni zbadali. w trakcie i po. Pomysł na zaoszczędzenie marnowanej wody został wprowadzony w Ŝycie i teraz kobiety mogą sobie włączać „odgłos spuszczanej wody". a ja obejrzałam się nerwowo w obawie zatopienia albo kolejnego prysznica. jeśli nie oczywistych (podgrzewanie deski i róŜne strumienie myjące i suszące). Nie leciała. a w Ginzie istnieje poświęcone im muzeum. W telewizyjnych reklamach producenci sedesów i gadŜetów niestrudzenie zachęcają do wypróbowania kolejnej nowości. zamiast banalnego dźwięku spuszczanej wody. „Odgłos spuszczanej wody" polega na tym. Czeka się w kolejce kobiet. co znaczy. gdy kolejna klientka robi siusiu. bowiem był to tylko tak zwany „odgłos spuszczanej wody". W momencie. Co więcej. które właśnie robiły zakupy u Armaniego czy Ferragamo. zamieszkiwanymi przez uboŜszych. zgodnie ze swoim zwyczajem postanowili go ulepszyć i skonstruować supersedes. Ŝe gdybym siedziała. mimo wilgoci oraz chłodnej i długiej zimy. badające za jednym zamachem mocz. gdy Japończycy zaadaptowali zachodni model urządzenia znanego jako sedes. To wynajęte dla mnie w Bon Hour było typowym lokum przeznaczonym dla rodziny z klasy średniej i w społecznej drabinie mieszkań plasowało się pomiędzy rezydencjami. Wyobraźnia konstruktorów japońskich sedesów posuwa się takŜe do śmielszych rozwiązań niŜ „szuuugugul" i w jednym 85 z depato. słychać świergot ptaków. kontentując się klimatyzatorami. ogrzewanymi od spodu stolikami kotatsu albo piecykami gazowymi. to dlaczegóŜ by jej sobie trochę nie uprzyjemnić? Na tatami Właściwie jedynie nieprzewidywalny sedes firmy Toto odbiegał od moich wyobraŜeń o mieszkaniu troszkę egzotycznym. ale nie leci woda i wbrew pozorom naprawdę nie zmyślam. Domyśliłam się. standardowe wyposaŜenie nowoczesnych sedesów firmy Toto. krew i ciśnienie. które tokijczycy. Ŝe korzystające z toalety kobiety zuŜywają więcej wody. odsuwając się jak najdalej. I nie powinna. Udało się im to z nawiązką. Gdy jest ich więcej i siusiają symultanicznie. a „króliczymi norami". ale dość komfortowym i z grubsza normalnym. takimi jak naleŜąca do pana Matsury. wnosząc w ten sposób swój mały wkład w rozwój globalnej ekologii. spuszczają wodę nie raz. jeden z przycisków włączał funkcję co najmniej tajemniczą. odpowiednia część mojego ciała miałaby do czynienia z czymś w rodzaju bidetu. toaleta zmienia się w rozświergotany las. Zajrzałam dla pewności tu i tam.wówczas ze środka wyłoniła się plastikowa rurka. ale nigdzie nie leciała woda. uwaŜają za zbędne. o jakim nie śniło się nam w najbardziej freudowskich snach. lecz trzy razy: przed. Po jego naciśnięciu rozległo się prawie Ŝe realistyczne „szuuuugulgul". zamiast zaglądać do środka jak jakiś barbarzyńca. Widziałam w mieszkaniu znajomego artysty z East Village toaletę w kształcie wielkiego buta. ale dopiero Toto naprawdę mnie zaskoczyło. Ŝe dwa razy szła na marne. Ŝe słychać charakterystyczny „odgłos". i co raz za drzwiami idealnie czystego pomieszczenia rozlega się ptasi śpiew. Oprócz rzeczy mniej czy bardziej przewidywalnych. Skoro korzystanie z toalety jest naturalną i powszechną potrzebą. na szczęście czysta i ciepła. Jego zasadniczą wadę stanowił brak centralnego ogrzewania.

nie wyłączają ich nawet na noc.tak jak ja to uczyniłam montują sobie dodatkowe klimatyzatory w kaŜdym pomieszczeniu i. intymna część domowej przestrzeni. ale przestaje to juŜ być regułą. Wystrój mojego mieszkania w Bon Hour stanowił mieszankę wschodnich i zachodnich wzorów. która przyjęła się w ostatnich latach jako wynik zmiany stylu Ŝycia tokijczyków. Zupełnie niepraktyczne i wymagające specjalnej troski tatami ma jednak niewątpliwy walor estetyczny. a najmniejsze z moŜliwych pokojów do wynajęcia . Wymiary jednej maty to 186 cm na 93 cm. KaŜdy. jakie ogarnia człowieka w takich chwilach. Wiele.nawet do około 10 stopni Celsjusza. zna to cudowne. co. dla których marznięcie w pokorze nie jest godną kultywowania cnotą. Czasem 87 Japończycy przykrywają tatami dywanami albo linoleum. Na tatami moŜna teŜ za dnia leŜeć i czytać albo robić cokolwiek innego. mieszkanie było zupełnie puste. Japońscy bohaterowie historyczni lubili dowodzić swego męstwa. a nie metrów kwadratowych. ale ogólnie „dobre". Tatami to najbardziej prywatna. na których stawiają zachodnie łóŜka. japońskich domów ciągle ma chociaŜ jeden pokój tatami. pod warunkiem. jaką kiedykolwiek miałam w sypialni. kto często się przeprowadza. jak będą mnie bez skutku przekonywać Japończycy. po jakimś czasie staje się to automatycznie wykonywaną czynnością. zwykle . który wzmaga się w czasie deszczu. Dlatego na tatami nie tylko pod Ŝadnym pozorem nie wchodzi się w butach. Ich dłuŜsze brzegi obszyto ciemnogranatowym płótnem. o którym pomyślała zapobiegliwa Chizuko. Ŝe wszystko zaczyna się od nowa. Mimo to powierzchnię pokoi najczęściej podaje się w ilości mat tatami. iŜ do 86 tej pory popularne jest przekonanie. Jest to tym dziwniejsze dla obserwatora z zewnątrz. a chodzenie boso po gładkiej. Zielonkawe maty tatami ciągle pachniały świeŜą słomą ryŜową i były najładniejszą podłogą. ale łazienka przystosowana została do japońskich zwyczajów kąpielowych. grubo tkanej powierzchni dostarcza zmysłowej przyjemności. co czasem słuŜyć miało teŜ zwalczaniu tak nieheroicznych pragnień jak miłość cielesna do kobiety. tuŜ koło twarzy czuć miły trawiasty zapach. Ŝe się jej nie pobrudzi. Oprócz kuchennych i łazienkowych szafek oraz futonu i z jakichś powodów telewizora. choć niestety złudne uczucie. Ŝe ma ono pozytywny wpływ na rozwój układu krwionośnego niemowląt i oseski przez cały rok noszone są z gołymi nóŜkami. Uczucie. Gdy zasypia się. stoły i krzesła coraz częściej uznawane przez nich za bardziej funkcjonalne i bliŜsze ich dzisiejszemu stylowi Ŝycia. łazienki i toalety . ale juŜ podłogi pracowni i livingu wyłoŜono drewnopodobnymi panelami. jeśli nie większość.oczywiście pozbawionych własnej kuchni. bardzo nowoczesna kuchnia niczym nie róŜniła się od modelu zachodniego. stojąc godzinami w lodowatej wodzie. „jest bardzo zdrowe". czyni bowiem człowieka zahartowanym. W sypialni były nadal tradycyjne maty tatami. Uzasadnienie braku odpowiedniego systemu grzewczego podawane przez samych Japończyków najczęściej odwołuje się do wiary w to. o zgrozo.mają tylko trzy maty (około 5 m2)! Nieco większe mieszkanka o powierzchni czterech i . „Gaijini". Ŝe japońskie psy ubrane są wówczas w ciepłe kubraczki i czapeczki. dzielnym i niema-rudnym. ale nawet kapcie zostawia się za lekko podwyŜszonym progiem. Ŝe marznięcie jest nie tylko „zdrowe". Wiara w zbawczą moc zimna jest tak silna.

która nie jest zamknięta w sposób ostateczny. jasnobeŜowe ściany i samotny zwój z kaligrafią to wszystko. przyjrzała się trzymanej kartce i chyba miała zamiar zostawić ją i sobie pójść. lecz fusuma. który zapraszał. najpierw wywietrzyć je na balkonie. czego wymaga takie miejsce. Szybko okazuje się. Nie chcąc go draŜnić. zaintrygował mnie szelest pod drzwiami wejściowymi. ciach noŜyc pana Matsury. . Dom. wychodząc na długi balkon. ale zanim zaczęłam się na dobre rozpakowywać. wchodzą do gorącej (naprawdę gorącej) wody. Ŝe podłoga stała się sufitem i odwrotnie. W pokoju tatami jest zawsze specjalna głęboka szafa zajmująca jedną ścianę. powitalne haiku przylepiane potajemnie do drzwi nowego przybysza? Albo lista gaf. uŜywają prysznica. 88 pozwalała zanurzyć się w wodzie po brodę. w czym. Nieskazitelne maty. Ku mojemu zaskoczeniu. zakończyłam inspekcję. wypełnić Ŝyciem. Wanna była krótka i bardzo głęboka. dzieląc mieszkanie na osobne sfery. doskonała w swej ascetycznej kolorystyce i pustce. Pokój tatami nie ma drzwi. która pisała coś na kartce bezgłośnie poruszając ustami. W łazience nie było klimatyzatora i gorąca woda w zetknięciu z chłodnym powietrzem skraplała się w kłębach pary. stojąc na podłodze łazienki albo siedząc na niskim stołeczku. Wczesne popołudnie to nie pora na kąpiel. W praktyce nie wszyscy składają i rozkładają swoje sypialnie. normalny Japończyk kąpie się wieczorem. co wypróbowałam od razu. serce japońskiego domu. Dopiero potem. by się pomoczyć. a specjalny odpływ chroni mieszkanie przez zalaniem. który wyjrzał zza rogu i chyba znów zasyczał: „Wssss". tym bardziej Ŝe zwykle wyposaŜone są w kącik kuchenny. Kto wie. tak Ŝe gdy się w niej siedziało. pomyślałam i po prostu otworzyłam drzwi. Jednak pokój tatami „chce" być pusty i taki powinien pozostać. pierwszy raz w Ŝyciu na sposób japoński. którego nie znam.pół maty (około 8 m2) wśród studentów uchodzą za całkiem wygodne. nie wiedząc. Ŝe odrzuca on wszystkie meble i buntuje się przeciw pomysłom na urządzenie go. Kąpiel w brudnych mydlinach na wzór barbarzyńców z Zachodu napełnia ich bowiem obrzydzeniem. a schowek wypełniają inne rzeczy. Podeszłam do nich na palcach i zerknęłam przez judasza. które udało mi się popełnić w drodze z lotniska Narita do Bon Hour? Jedna więcej nie zrobi Ŝadnej róŜnicy. czyli przesuwane ekrany. której podłogę i ściany wykonano z jakiejś sztucznej Ŝółtawej masy. jak się pomyśli. MoŜna by przewrócić ją do góry nogami i nie zauwaŜyć. przystosowywać wnętrze do własnego nastroju. gdy udało mi się uruchomić system grzewczy. tak jakby za kaŜdym razem zmieniało się dekoracje teatralne. zobaczyłam tam Chizuko. mnóstwo kwiatów. o czym zdecydowałam w pierwszym w Ŝyciu ogrodniczym natchnieniu. co zrobić. Przyglądałam jej się przez chwilę. moŜe to jakiś japoński zwyczaj. MoŜna więc rozsuwać fusuma i mieć jeden wielki pokój albo zasuwać. Mieszkanie w Bon Hour nastroiło mnie całkiem optymistycznie. Tatami w sypialni i drewnopodobne panele w reszcie mieszkania stanowiły dziwny kontrast ze śmieszną plastikową łazienką. do której powinno się codziennie rano chować zwinięte fu tony. JuŜ wykąpana. Skończywszy pisać. by dopiero nadać mu sens. dokładnie wyszorowani. a jeśli pogoda sprzyja. weszłam do pokoju. To była dobra przestrzeń. rzeczywiście jest jakaś logika. na którym posadzę kwiaty. pozwalające na swobodne operowanie przestrzenią. Japończycy myją się poza wanną. podekscytowana urodą mojego nowego domu i zainspirowana ciach.

trzymając ją oburącz. właściwie w ogóle rzadko odwiedzają się w domach. Gdy Chizuko juŜ przyjęła moje zaproszenie. Ŝe przywiozła mi róŜne rzeczy . powiedziała Chizuko i podniosła . i podała mi jedną z czarek. czy to wypada. bo nie miałam jeszcze 89 podłączonego telefonu. często uŜywanego jako nadzienie.co wprawiło Chizuko w widoczne zakłopotanie. ale smakowała teŜ dokładnie tak jak polska pyza. Ŝe cierpły zęby. Chęć pomocy i ciekawość kolidowały z japońską powściągliwością. a trzecia zielona. Chizuko nie przestawała się sumitować. na zawsze zachowam w pamięci i ilekroć potem Japonia wyprowadzi mnie z równowagi. co wyglądało jak spłaszczone pyzy zawinięte w liście. do dopiero co poznanych cudzoziemek w szlafrokach. Japończycy z całą pewnością bowiem nie wpadają.gest jak doskonałe kanji powitania. Wyjęła z pudła dwie ceramiczne czarki i dwa talerzyki. przekonała ją. Pyzy były bardzo piękne. a wtedy Chizuko zdecydowała się wejść do środka. krojąc kęsy za pomocą spłaszczonych patyczków z surowego drewna. i z wyglądu przypominające siekaną wątróbkę. napój dla strudzonego wędrowca. Zdejmując buty. Kula nie tylko wyglądała. Powinny rozpływać się w ustach. Chizuko nalała nam japońskiej herbaty. Jedna była biała. czy nie i co w ogóle ma zrobić. Od japońskiego „Sumimasen". powiedziałam odwaŜnie. zaczęła angielskie zdanie wyjaśnienia. Gładkie. przytrzymując na piersi poły szlafroka. a Japończycy nie przychodzą do siebie w gości bez zapowiedzi.naczynia. z tym Ŝe przesłodzona i jeszcze nieugotowana. tak jak trzyma się kubek. okazało się. jakieś kuchenne sprzęty. ot tak sobie. Zatrzymaną w czasie scenę na podłodze mieszkania. którą chcę. tak słodkie. Nieco zbita z tropu ponowiłam zapraszający gest. by ogrzać zziębnięte dłonie. Ŝe nie jestem aŜ tak nieprzyjemna jak w niektórych okrutnych japońskich dowcipach o białych kobietach. łamiąc zasady. Rozgardiasz porozrzucanych wokół bagaŜy i absurdalny turban z róŜowego ręcznika na mojej głowie przydawały uroku tej niezwykłej ceremonii herbacianej kpiącej z reguł starych mistrzów. ale ją zaskoczyłam. jak pokazała Chizuko. Ŝe ich dziwny smak zawsze przywołuje tę chwile. Potem otworzyła pudełko z pyzami i zapytała. Tak jakby podawała mi Ŝyciodajny eliksir. Potrzeba będzie duŜo czasu. próbując pierwszy kęs z zachłannością osoby ceniącej sobie kulinarne rozkosze. który nareszcie doszedł do kresu podróŜy . połyskliwe kule. „Zieloną". czyli „Bardzo mi przykro". Sądzę. po czym wydobyła z podręcznej torby termos i opakowanie czegoś. Chciała zostawić mi paczkę z kartką pod drzwiami i uciec. ale nie wiedziała. japońskich słodyczy z ryŜowego ciasta i dŜemu z czerwonej fasoli. gdy obca kobieta powitała mnie w swoim kraju jak starą przyjaciółkę. Nie mogła zadzwonić. „będzie kolorem pasowała do herbaty". Ŝe była jednak przygotowana na taką ewentualność. „Bądź tu szczęśliwa". myślałam. druga róŜowa. nie roniąc ani kropli. Ŝe nauczyłam sieje lubić dlatego. bym przywykła do mochi. śliczną poduchę do siedzenia na podłodze. Nigdy przedtem nie była gościem cudzoziemki. ale nieśmiałość nie pozwoliła jej go skończyć. uklękła na podłodze livingu. będę wracać do niej jak do wypróbowanego talizmanu. dostarczając kulinarnej ekstazy. niepotrzebny jej aparat telefoniczny. Pyzy jadło się. ale najwidoczniej droga. które właśnie wtedy zaczęło być naprawdę moje. jaką pokonałyśmy razem samochodem. według których ją wychowano. kontynuując długi proces wtajemniczania mnie w tajniki japońskiej kuchni. Okazało się. W środku miała grudkowate bordowe 90 nadzienie.

babcia Shinada ozdobiła ściany swojej piekarni rysunkami wnuka. Wytwórca mat tatami nadał swojemu warsztatowi styl najbardziej japoński. tętniąca młodością Shibuya czy Ikebukuro. W Ishikawa-dai kaŜdy kaŜdego zna i wydaje się. wszystkie sklepiki w mojej okolicy są rodzinnymi interesami. w Dobrej Godzinie. tako\" kucharza.pakowane w ozdobne czerwone torebki i sprzedawane przez głośno zachęcającą klientów młodziutką dziewczynę w równie czerwonym fartuszku. Dopuszczalna liczba dziwadel jest precyzyjnie określona: ekstrawagancko odziana starsza pani z pudlem. które prowincjonalną atmosferą bardziej przypomina Radomsko niŜ Manhattan. ubrania dla starszych pań. niŜ moŜna by podejrzewać z jej opisu. z wprawą przyrządzane przez pokrzykującego „Tako. warzywa i owoce o idealnych kształtach ułoŜone w zgrabne piramidki. „gaijinka". Między księgarnią a sentd Spiętrzone wertykalnie i horyzontalnie stacje metra to jedyne centra Tokio świeckie. a potrawa jest lepsza. Tak zaczęło się moje japońskie Ŝycie w Bon Hour. w których moŜna zgubić się i Ŝyć przez całe lata. Obok stoisko z tako-yaki. czy przestrzeń. który najwyraźniej jest fanem disnejowskich kreskówek. a nad nimi lub w ich głębi zwykle mieszkają właściciele.gałązkami kwitnącej wiśni. warzywniakowi dodaje charakteru kolekcja kaktusów. smaŜonymi kulkami ciasta z posiekaną ośmiornicą. liśćmi klonu albo bambusowymi witkami.pachnący dymem przysmak jesieni . Jedne są potęŜne jak Shinjuku z dwoma milionami przewijających się codziennie podróŜnych. sypialnią. Właścicielka sklepiku z japońskimi słodyczami ma na ladzie dwa ceramiczne lwy z Okinawy i zegar w kształcie Hello Kitty. wyczerpujemy 91 limit. Oprócz jednego większego samu spoŜywczego. Płynące z megafonów słowa witają mieszkańców i zachęcają do robienia zakupów. kilka minut pociągiem od wielkomiejskiego Tokio. w przerwach gra spokojna muzyka. Ŝe Konfucjusz mieszka tuŜ za rogiem w kaŜdej chwili gotów zapobiec wszelkim próbom buntu wobec odwiecznego porządku. jest ciągle jeszcze jej miniaturową piekarnią czy juŜ. sandały geta akurat przecenione o 500 jenów. Część towaru z małych sklepików wystawiona jest wprost na ulicę. Dwie sfery przenikają się niekiedy na tyle.czarkę do ust. jest Tokio. umieszczając na ścianie poŜółkły zwój z kaligrafią i kilka świątynnych talizmanów. gdzie znajdują się największe na świecie domy towarowe Seibu. poustawiane tu i ówdzie gadŜety i pamiątki z podróŜy. ma ascetyczny wygląd malej fabryczki . Ŝe trudno powiedzieć. Ŝywiąc się na darmowych degustacjach w dziale spoŜywczym. promocyjna oferta ryŜu w dziesięciokilowych workach. Większość jednak ma małomiasteczkową atmosferę jak moje Ishikawa-dai. w której babcia Shinada ogląda telewizję. Tylko sklepik. i ja. kasztany . w których krzyŜują się drogi milionów tokijczyków dojeŜdŜających do pracy. równie niewielką. Tu. Od stacji Ishikawa-dai ciągnie się główna ulica handlowa z latarniami ozdobionymi plastikowymi dekoracjami . identycznymi jak we wszystkich innych „tokijskich miastach". która śpiewa do siebie. a bardziej ekspansywni sprzedawcy sami wznoszą zachęcające okrzyki charakterystycznym monotonnym głosem. a w rybnym wisi pod sufitem wielka nadmuchiwana ośmiornica. kusi podniebienie ostrym zapachem. a nie religijne świątynie konsumpcji. Wnętrzom sklepów indywidualny wyraz nadają wiszące na ścianach dyplomy i obrazki. w którym robi się i sprzedaje tofu.

witają dzieci wracające po długich godzinach nauki. kobiety w kostiumach i w fartuchach zarzuconych na domowe sukienki czytają rysunkowe opowieści o obdarzonych czarodziejską mocą księŜniczkach. sadystach pedofialch. To właśnie ten zapach chleba. gęstnieje. Grill. Ŝe ktoś je ukradnie. co jest cechą charakterystyczną wszystkich „tokijskich miast". ale za to przed wejściem do niej właściciel urządził hakoniwa. co pod ręką. maczane w gęstym sosie szaszłyki ze wszystkiego. zwanej swojsko „mamą". by powtórzyć rytuał dający mi poczucie czasowej przynaleŜności do świata tej uliczki i sąsiedztwa. by nie wystawały im na ruchliwą ulicę.92 pełnej metalowych pieców. muszą podkurczyć nogi. co kto lubi. czasem śpiew rozochoconych męŜczyzn. Zjadają po kilka szaszłyków na miejscu. plastikowych drzew i . uczniowie. wlewania skwierczącego sosu sojowego na rozgrzane patelnie. którą potem odwiedzałam niemal codziennie. tac i kadzi. Klienci. Gdy przechodzi się blisko. niemal namacalnie prawdziwy. Od rana do wieczora moje sąsiedztwo jest sennym królestwem staruszków i matek z dziećmi. na którym dziadek Tanaka piecze kaŜdego wieczoru pachnące yakitori. jedynej kobiety w towarzystwie. pokazywała mi specjalność dnia. pod którą zawsze czekają na resztki trzy grube koty. . inni zadowalają się tylko przekąską pod gołym niebem i napojem z automatu. Zaczyna się czas smaŜenia i gotowania. gdzie Japończycy oddają się jednej z ulubionych rozrywek. Ŝe przechodząc widzi się tylko ich plecy i pochylone głowy. a jego prawdziwe Ŝycie zaczyna się o zmroku. sprasowaną na płasko kałamarnicę. przez ich głosy przebija się wibrujący alt właścicielki. Powietrze przesyca się wówczas zapachami niemal nieobecnymi za dnia. kilka kamyków. „pudełkowy ogród" w plastikowej kuwecie z piaskiem. grillowania i tłuczenia sezamu.figurkę kota Doraemona. właściciele barów piszą kredą na wystawionych na zewnątrz tablicach nazwy i ceny dzisiejszych specjałów. a wnuk bawi się u jej stóp. zwabił mnie do piekarni babci Shinady. siadając z patykami yakitori na małej ławeczce. Jeden po 93 drugim znikają w barach męŜczyźni w garniturach. nakrywają stoły. Drogę do nich pokazują płonące w ciemności okrągłe czerwone lampiony. NajbliŜej stacji Ishikawa-dai. przywołujący na myśl małe polskie miasteczka. Gospodynie wrzucają rybę do piekarnika. Babcia Shinada uśmiechała się na mój widok. buchający zza bambusowych rolet zapach alkoholu i tytoniowego dymu przyprawia o zawrót głowy. sosu sojowego i świeŜego pieczywa. mięsa. gawędząc z dziadkiem Tanaką. gdzie moŜna po pracy napić się sake albo piwa i przegryźć co nieco: suszoną rybkę. krwioŜerczych wampirach. znajduje się księgarnia. by po jakimś czasie wynurzyć się z rozluźnionym krawatem i rozpaloną twarzą. stoi niemal w progu swojego mieszkania. przez którego otwarte drzwi moŜna zobaczyć kuchnię. gdzie oprócz miniaturowych roślinek umieścił drewniany model świątyni. a potem ruszają dalej ulicą przesyconą zapachem ryby. smaŜoną ośmiornicę czy szaszłyk ze skóry kurczaka w słodkim sosie. Zaludniają się restauracje i zamknięte wcześniej bary. z wielu rozlega się muzyka.kto wie dlaczego . czytaniu na stojąco nowych numerów czasopism i komiksów ????. bułeczki z nadzieniem curry. Sarariimani. bo ryzyko. gdzie jego synowa kroi potrzebne ingrediencje. Najbardziej popularne tytuły wystawiane są na stojakach na zewnątrz. Wracający z pracy czy szkoły zatrzymują się i stoją koło półek tak. właściwie nie istnieje w Japonii.

Wybierałam na koniec coś z jej oferty. niemal nierealny w swej neonowo ostrej obecności. jedną z tych zjaponizowanych specjalności o zadziwiających smakach. to właśnie byłyby miejsca dające najwięcej światła. a mój język napotykał na dzisiejszą niespodziankę. krewetkę na ostro w droŜdŜowej bułeczce albo słodycz fasoli w osłonce słonego francuskiego ciasta. Japonia oszalała na punkcie paczinko dopiero po wojnie. Paczinko to jedna z japońskich obsesji zupełnie niezrozumiałych dla reszty świata. wykorzystując do maksimum swój angielski pięciu słów. niegrzeczne siostry Małej Syrenki. i wielkie fioletowe kwiaty wyglądające jak genetycznie zmutowane rosiczki. Gdyby popatrzeć na Ishikawa-dai z lotu ptaka. Bryła złoŜona z ostrych kątów ma srebrną fasadę z dwiema doryckimi kolumnami. czyli bilionach dolarów. 94 Między paczinko a karaoke Określenie „między księgarnią a sentó" jest tylko jednym z moŜliwych sposobów na uchwycenie siecią opisu pejzaŜu mojej okolicy. innymi słowy. czyli dziesięć razy więcej niŜ kin. kolumny oplata plastikowy bluszcz. której wyraz nadają dwa najjaśniejsze punkty orientacyjne: salon gry paczinko i bar karaoke. wielokrotnie przekraczają one na przykład dochody uzyskiwane z przemysłu kinematograficznego. Z ciepłym purezento w dłoni szłam dalej. między popularną księgarnią a sentó. Co tak fascynującego jest w tej grze? Ciągły ruch wchodzących i wychodzących ludzi bez trudu pozwala zajrzeć . publiczną łaźnią.czekoladowe oponki o smaku zielonej herbaty albo rogaliki z czerwoną fasolą. Namalowano na niej splecione ogonami piersiaste syreny. z daleka przyciągający wzrok nagłą erupcją koloru. Inny pozwala opowiedzieć o niej jako o przestrzeni. które moŜna polubić. Z jakichś powodów właściciel tego paczinko gustuje w białych i czerwonych goździkach. Piekarnia babci Shinady znajdowała się mniej więcej w połowie drogi między stacją Ishikawa-dai a moim domem czy. najpierw mijamy budynek paczinko. U jasno oświetlonego wejścia. a roczne dochody liczy się w trylionach 95 jenów. Liczbę klientów szacuje się na ponad pięćdziesiąt milionów. jeśli juŜ pokona się przyzwyczajenia i idiosynkrazje własnych kubków smakowych. które zyskało popularność nawet w krajach Zachodu. Ta psychodeliczna wizja raju przyciąga jednak codziennie setki klientów. Dziś jest w Japonii około dwudziestu tysięcy salonów paczinko. jak w przypadku większości salonów. kaŜdej wsi i zapomnianej przez bogów osadzie na wyspie Kyushu czy Shikoku. bo właścicielka piekarni była pierwszą osobą z sąsiedztwa. a obecna jego forma narodziła się po długiej ewolucji prostszej gry amerykańskiego pochodzenia. która w ogóle się do mnie odezwała. Idąc od strony stacji. symetryczne bukiety niczym dekorację trybuny dla pierwszego sekretarza partii w komunistycznej w Polsce mojego dzieciństwa. a ona dokładała purezento. Paczinko w moim sąsiedztwie stanowi przykład architektury łączącej wątki z komiksów ???? z nostalgią za światem Disneya i apeluje do podobnych potrzeb estetycznych. Ŝe czerpanie wzorów z Zachodu moŜe być jednak twórcze. co hotele miłości. nie licząc „wsss" pana Matsury. kolejne małe dowody na to. które aranŜuje w sztywne. nigdy nie udało się przeflancować jej na inny grunt w przeciwieństwie na przykład do karaoke. a ja podtrzymywałam rozmowę. Gawędziła ze mną. stoją hipertroficzne kosze sztucznych roślin. czyli prezent. a podobne jej wersje moŜna znaleźć w kaŜdym innym mieście.

Nikt jednak nie chciał grać w miejscach. ostre światło stanowią najwyraźniej integralną część uroku tej gry. Wrzuca się je do otworu w automacie i operując wajchą sprawia. pozostawiona jest samej sobie. o czym wie kaŜde japońskie dziecko i policjant. waląc w nią pięścią albo uwodząc głosem. by spadając. w okienku za rogiem. jeśli się jest szczęściarzem. lewitujący w innej rzeczywistości. Oczywiście yakuza ma wiele wspólnego z paczinko. by wystrzeliły w górę tak. Siedzą obok siebie zupełnie obojętni na obecność sąsiada. wygrywa on więcej kulek. najlepiej czujący się w miejscach. Jeśli się to uda. które przypominały buduary. nie próbuje oswoić maszyny. złagodzić światło. Trzy czwarte grających w paczinko to męŜczyźni. gdzie przesiadują wytatuowani gangsterzy. na Ŝywą gotówkę.w głąb jaskrawo oświetlonego pomieszczenia i zobaczyć rzędy hałaśliwych automatów z oszklonym wertykalnym ekranem. skoro jest to interes przynoszący dwadzieścia pięć procent zgłaszanych dochodów w sektorze usług. W nieludzkim hałasie. utemperować łoskot maszyn. w którym mafia wydaje własne czasopismo i dopóki nie zajmuje się narkotykami albo zabijaniem zwykłych obywateli. W końcu Japonia jest krajem. a nieoficjalnie. Ŝe niewiele. Najczęściej jednak wrzucone kulki przepadają z metalicznym hałasem w bezdusznych trzewiach automatu. bracia tych. Nie lubię paczinko. Ów kolorowy. odpalają papierosa od papierosa. Grający mają twarze pozbawione jakichkolwiek emocji jak robotnicy przy taśmie produkcyjnej albo mnisi. jak zahipnotyzowani wpatrują się w elektroniczną mandalę. 96 Rzędy graczy w paczinko nie wydają się bardziej Ŝywe niŜ rzędy automatów. Wygraną. Industrialny hałas i zimne. Dlatego wygranej w postaci gotówki nie moŜna odebrać w samym salonie. długopisy albo zapalniczki. Hazard jest w Japonii nielegalny. czego łatwo się domyślić. Podczas jedynej wizyty w salonie z syrenami przegrałam dwa tysiące jenów w ciągu . potomkowie samurajów. jeśli w ogóle cokolwiek zaleŜy tu od umiejętności gracza zdanego na ślepą Fortunę. wpadły w odpowiednią dziurkę. którzy zabetonowali japońskie miasta. fluorescencyjnym świetle i kłębach papierosowego dymu co jakiś czas słychać zwycięską kaskadę kulek. i wszystko jest w porządku. Niektórzy właściciele. oficjalnie wymienia się w salonie na drobne upominki. co trzeba. a paczinko to zakamuflowana gra hazardowa. Salony paczinko nie są jednak miejscami niebezpiecznymi. prawa ręka na wajsze wprawiającej kulki w ruch. w lewej papieros. próbowali nadać swoim salonom inny wystrój. nie przeklina. rzeki i wybrzeŜa. a niezgłaszanych nikt nie wydaje się nawet w stanie oszacować. hałaśliwych i jasnych. który zwycięzcy oferuje tylko mało wartościowe drobiazgi. Nikt nie zagaduje sąsiada. ale prawo prawem. oczy wpatrzone w migającą światełkami wertykalną planszę. Sprawiają raczej wraŜenie szczególnego rodzaju świątyń.suchych. a podejrzane typy wdają się w awantury. a zaznaczam. a Ŝycie Ŝyciem. z których natura została wykluczona . Szczęściarze mają przy nogach po całym koszyku wygranych kulek. skoncentrowani. gdzie ludzie o kamiennych twarzach. a nie fabryki. nieczuli na hałas technorocka i okrzyki paczinkowych didŜejów. by pozory zostały zachowane. po której kaskada kulek spada w dół. które wpadły do tej dziurki. do których być moŜe dotarł głosy estetów ubolewających nad brzydotą świata paczinko. odizolowani od sąsiadów niewidocznym pancerzem. ozdobiony wizerunkami półnagich kobiet o ogromnych piersiach albo postaciami z kreskówek ekran ponabijany jest szpilkami układającymi się w ścieŜki dla metalowych kulek.

pozbawionej okien. foteli i aparatury nie ma w nich nic więcej. do których przypadkiem wstawiono telewizor i sprzęt nagłaśniający. Jedna z prawdopodobnych odpowiedzi wiąŜe się z upodobaniem Japończyków do amatorszczyzny. postanowiłam zaŜyć innej japońskiej przyjemności dostępnej w moim sąsiedztwie. Oglądane z zewnątrz Karaoke Big Echo teŜ przywodzi na myśl raczej duŜe przedszkole albo sklep z zabawkami .z całą pewnością coś dla dzieci poniŜej dwunastego roku Ŝycia raczej niŜ miejsce. gdzie ktoś odpowiedzialny za wystrój zadbał o odpowiednią liczbę podobizn koteczki i róŜowego koloru. Mając w pogardzie paczinko.od wielkości szafy do takich. ile włoŜony w występ wysiłek i staranie. Idea karaoke opiera się zatem na przekonaniu. która chyba trochę wstydziła się tam być. Dlaczego Japończycy tak lubią karaoke? Od początku nurtowało mnie to pytanie. Ŝe ów lepszy uczeń wkłada w naukę więcej wysiłku. Reid. Najlepiej na piętrze o nazwie Hello Kitty Cloud 9. w kaŜdym z pokoików zamontowano kamerę. solo. Idea doryoku. jednej z najpopularniejszych postaci w japońskiej kulturze popularnej. czyli „wysiłku". przyciągają wzrok duŜe 97 czerwone litery „Karaoke Big Echo" oraz podpisany wizerunek Hello Kitty. Bierzemy więc mikrofon i śpiewamy. Karaoke w mojej okolicy jest bardziej nowoczesne niŜ tradycyjny bar ze sceną. Oczywiście niektórzy bywalcy karaoke po prostu mają dobry słuch i głos. Ŝe kaŜdy jest w stanie opanować w zadowalającym stopniu kilka wokalnych numerów i to właśnie włoŜona w osiągnięcie tego celu praca liczy się bardziej niŜ talent. Pokoje w Big Echo mają róŜną powierzchnię . Oprócz stolika. dziennikarz „Washington Post" i znawca Japonii. licealistki. matematykę. jeśli zapytamy Amerykanów. Jednak Japończycy obojga płci znikający w drzwiach Big Echo mają więcej niŜ dwanaście lat: sarariimani w kilkuosobowych grupach. młode pary. która na okrągło go monitoruje. . dlaczego dany uczeń ma ze wszystkich przedmiotów lepsze oceny niŜ jego przyjaciel.ośmiu sekund. „Ruszaj gałką". teraz wystarczy wybrać kod piosenki i na ekranie pojawi się teledysk oraz tekst. Jak pisze T. w której liczy się nie tyle talent. który ma tyle wspólnego z rozrywką co operacja oka bez znieczulenia. białej koteczki. z koleŜanką albo z kochankiem. czyli karaoke. gdzie lubią spędzać czas dorośli. Z kolorowego menu moŜna zamówić posiłek albo coś do picia i juŜ. które przeznaczone są dla kilku. Do jego białej fasady. srebrne kulki wystrzeliły w górę i wszystkie bez wyjątku przepadły metaliczną kaskadą w nicości. to śpiewać kaŜdy moŜe. W Japonii zaś niemal kaŜdy powiedziałby. a śpiewanie sprawia im przyjemność. opiera się na przekonaniu. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. R. odpowiedź będzie brzmiała: „Bo jest zdolniejszy". tak waŜnego w całym japońskim systemie edukacji. muszą pokonać własną słabość i śpiewać. który jest dany. A skoro tak. ruszyłam. skoki do wody. a nawet kilkunastu osób. Innych jednak natura pozbawiła tych darów i kosztem wspomnianego „wysiłku" opanowują kilka popisowych numerów. czyli Hello Kitty Chmura 9. W pięciopiętrowym budynku znajduje się kilkadziesiąt pokojów rozmieszczonych na poziomach o zróŜnicowanym wystroju. Aby usłyszeć kończące występ gratulacje. Wszystkie pomieszczenia wyglądają tu jak sypialnie dla niemowląt. Ŝe przy odpowiednim wysiłku kaŜdy uczeń jest w stanie opanować w tym samym stopniu grę na pianinie. PrzecieŜ to naród nieśmiałych ludzi. którzy najlepiej czują się w grupie i publiczne śpiewanie solo powinno być dla nich koszmarem. Aby nikomu nie przyszła do głowy aktywność inna niŜ śpiewanie.

jest dla niektórych przykładem wschodniej wersji demokracji. Nie bez powodu teŜ kolejne tarento japońskiej muzyki pop zwykle nie umieją śpiewać. Dziś w mniejszym juŜ wprawdzie stopniu. rosły!) i . widać upodobanie Japończyków do idoli reprezentujących typ dziewczyny czy chłopaka z sąsiedztwa: postaci przeciętnych. niezbyt utalentowanych. / wanna be your man. Smok. tak jak ja. nie pozwalającej na tak „nieodpowiednie" przyjaźnie jak nasza. skarbnica wiedzy o Japonii. Po półgodzinie tych popisów przyszła moja kolej i wtedy po raz pierwszy i ostatni w Ŝyciu zaśpiewałam w barze karaoke. po kilku nieudanych próbach opanowałam jazdę na rowerze z parasolem w jednej ręce. nie robił min. MoŜe to właśnie ta zasada odpowiedzialna jest za potęgę i śmieszność współczesnej Japonii. wiśnie i duchy Podobno w Japonii trudne jest tylko pierwsze dwadzieścia lat. to szaleć. w róŜowym pokoiku karaoke ozdobionym wizerunkami Hello Kitty. Niczym Matsuda Seiko. a moŜe uda ci się być takim jak wszyscy". Ŝe Japonia jest tak bogata i bezpieczna. Kocha się ich nie za to. chcąc nie chcąc. powaŜny. Z gorliwością ogrodnika neofity parę razy dziennie sprawdzałam. zwana „japońską Madonną". których sadzonki dostałam od mojej nowej koleŜanki Mariko wraz z radami niezbędnymi dla kogoś. ten miły starszy pan o posturze nadzwyczaj delikatnej i kruchej śpiewał piosenki Beatlesów. iŜ w Japonii nawet wysiłki osób zupełnie pozbawionych muzycznych talentów spotykają się z cierpliwością i zachętą grupy.Nagrodą za ich odwagę jest akceptacja grupy. lecz nadal wyraźnie. kto potrafi! wypracować dystans wobec uprzedzeń własnej kultury. polegającej na realizacji postulatu: „Nie wychylaj się. ale moje codzienne Ŝycie zaczynało układać się w jakąś formę normalności. zamiast się zmniejszyć. Po dwóch miesiącach spędzonych na Ishikawa-dai ilość rzeczy kompletnie dla mnie niezrozumiałych wprawdzie wzrosła. nie miała ani głosu. kto. jak rosną (o dziwo. ani warunków scenicznych. próbuj z uporem. śpiewał więc. lecz przeciwnie: za to. jak szaleć. iŜ są tak samo ułomni jak my wszyscy. Mój wybór padł na Celinę Dion i jej piosenkę z Titanica. ktoś. doryoku. o którym pisze Barthes? Za to. cały jej komizm był dla niego nieczytelny. Nie zraŜając się pogodą. a cała absurdalność sytuacji. I tam. przynosząc wilgotną. skupiony. Miał świetny słuch i dobry mocny głos. wspaniały gawędziarz opowiadający mi piękną angielszczyzną aneg99 doty o samurajach i sarariimanach. naprawdę włoŜyłam w to duŜo wysiłku. a po krystalicznie czystych dniach października i listopada przyszedł ponury grudzień. pochmurną pogodę. ale ja nie miałam tyle czasu. co jakiś czas pękało i. za jej wielkość i „wylininie". Fakt. Niebo opadło i zawisło tuŜ nad naszymi głowami cięŜkie od wzbierającej wilgoci. Matsuda Seiko. japoński profesor. Człowiek wybitnego intelektu. nigdy przedtem niczego nie posadził. Raz w Karaoke Big Echo towarzyszył mi Satoru. więc popisywał się nim nie bez satysfakcji. i pewnie za to. z którą łączył mnie brak talentu muzycznego. Ŝe jawią się tak doskonali jak Nicole Kidman czy Brad Pitt. a biała koteczka patrzyła na nas bezmyślnymi oczkami. Nie wygłupiał się. Bogowie wrócili ze świątyni Izumo do domów. posadziłam na balkonie Bon Hour zimowe kwiaty. Ŝe tylu wybitnych i niepokornych opuszczają dla nie tak czystych i nie tak bezpiecznych miast Zachodu. a największa gwiazda lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. tak sobie tylko urodziwych. pracuj cięŜko. W karaoke kaŜdy moŜe być gwiazdą na ludzką skalę.

na matsuri. symbolizowaną przez jej przerośnięte nitki. Fuji . O północy pojechaliśmy na rowerach do buddyjskiej 101 świątyni Kuhonbutsu i słuchaliśmy tam stu ośmiu ogłuszających uderzeń potęŜnego dzwonu. pan Matsura. Sobą jedzona w przeddzień Nowego Roku gwarantuje pomyślność i długowieczność. i dopiero potem dowiedziałam się. jakby posiadanie podobnej rzeczy w kuchni było czymś oczywistym i niezbędnym. symbolizujących ludzkie przywary. wylatuje na małą wycieczkę. z jakichś powodów. wpełzałam pod stolik tyłem jak rak i leŜąc na brzuchu czytałam albo pisałam. Mariko podarowała mi stary stolik kotatsu. wypełniając się sprzętami. umykających mi wcześniej jak nerwowe dŜdŜownice. a tym razem nawet pierwszy raz wyraźnie i bez uciekania wzrokiem powiedział mi japońskie „dzień dobry". czyli festiwal. bo gotująca kiedyś u mnie Chizuko zapytała o niego takim tonem. bakłaŜana i jastrzębia . mąŜ Chizuko. mackowatych . Chizuko w jednej ze swoich fantazyjnych apaszek. Ŝe umiem go juŜ wsysać bez chlapania na boki i ścigania pałeczkami nitek. który juŜ od jakiegoś czasu nie syczał na mój widok. gdy uchyla się na moment metalowa pokrywa piekła i sto osiem demonów. Bywałam 100 w japońskich domach i nawet wchodząc do własnego.odkrywałam w sobie ambicję pokazania panu Matsura od bonsai.o których wcześniej nie ośmieliłabym się pomyśleć w kontekście posiłku. jakich nigdy wcześniej nie uŜywałam. Pomiędzy starym a nowym rokiem jest coś w rodzaju czasowej szczeliny. sukiyaki i sashimi. byłoby naiwnością i ogromną przesadą. Chizuko nauczyła mnie robić zupę miso. bo .niestety .nawet dodatkowe klimatyzatory nie były w stanie podnieść temperatury w moim japońskim domu powyŜej przygnębiających 16 stopni Celsjusza. odmieniona. a przechodząc przez stoisko z rybami.obok. umiałam juŜ nazwać parę jadalnych stworzeń -wilgotnych. Powiedzieć. i dziadek Tanaka ze świeŜo przyczernionymi włosami. nie zapominałam juŜ o zdejmowaniu butów. którą wolał od sake. bez białego fartucha i bardzo elegancka. hojnie dolewając Ŝubrówki.uwaŜa się za wyjątkowo dobry znak. bez trudu rozpoznałam twarze kilku osób z mojego sąsiedztwa. by zwiększyć przestrzeń między blatem a podłoŜem. ale ten mały świat między księgarnią a sentó dzień po dniu coraz bardziej dawał się lubić. Ŝe pierwszy sen w Nowym Roku jest bardzo waŜną wróŜbą dla Japończyków. i zapachami. Podkładałam pod jego nogi cztery grube słowniki. Była babcia Shinada z piekarni. W pierwszy japoński wieczór sylwestrowy jadłam w domu Chizuko przewidziany na tę okazję makaron sobą i nie bez satysfakcji stwierdziłam. jak powinien wyglądać ogród. właściciel sentó z całą trzypokoleniową rodziną i mój sąsiad od bonsai. które zgromadziły się na niewielkim placyku przy pomarańczowej bramie torii. Gdy w dzień Nowego Roku wybrałam się do najbliŜszej świątyni shintó. wielkookich. luki pełnej anarchii. Kolejne osoby pojawiały się. ogrzewany od spodu elektryczną grzałką i przykrywany kołdropodobną narzutką. Mieszkanie w Bon Hour stawało się coraz bardziej japońskie. Tej nocy śniła mi się góra Fuji. Gdy chłód wieczoru przenikał przez pojedyncze okna i nieizolowane ściany. na którą planowaliśmy wyprawić się latem. które miały wypłoszyć tyleŜ samo naszych złych skłonności. . których jeszcze parę miesięcy temu nie umiałabym rozpoznać. Kupiłam nawet specjalny nóŜ do patroszenia krewetek. Ŝe zaczynałam wrastać w Japonię. tłumaczył nam Teru. zwanej przez nas dla uproszczenia „naszym kościołem". którego dziką i bujną wizję postanowiłam urzeczywistnić.

uciekały tylko po to. a nawet czasem zagadują do „gaijinów". Sama modlitwa w świątyni shintó zwykle zajmuje Japończykom chwilę i polega na trzykrotnym klaśnięciu w dłonie. poruszając się w okręgu stworzonym przez widownię. ale okazało się. Ta stara tradycja chińskiego pochodzenia jeszcze niedawno miała nieco inny charakter. Ŝeyakuza pod przykrywką shishimai wyłudzała haracze i policja zabroniła tej praktyki. zastępowane boŜonarodzeniowymi gadŜetami poŜyczonymi z kultury Zachodu. Na drzwiach domów pojawiają się kadomatsu. Dziś lew tańczy tylko na terenach świątyń i oto właśnie się pojawił . ku uciesze dzieci i radości dorosłych.najpierw kierując swe kroki do źródełka. noworoczne dekoracje z bambusa i gałązek sosny. więc warto było zapłacić parę jenów za jego towarzystwo. Podeszłam do Chizuko. czyli „wymiataniem sadzy". straszny. czyli „tańca lwa". Nowy Rok celebrowany przez trzy dni od 31 grudnia do 3 stycznia. Tak powściągliwi na co dzień Japończycy nabierają śmiałości w atmosferze matsuri i zachowują się swobodniej. Innymi słowy. zwana hatsumairi. pewnie wybierały się do świątyni Meiji. z czerwonym pyskiem i białą wielką grzywą. Jej mąŜ profesor. to jedno z dwóch . „How doyou doT\ zagaił więc grzecznie dziadek Tanaka. Pierwsza w roku wizyta w świątyni shintó. spod jego zielonego płaszcza wystawała para męskich nóg w sportowych butach. . piszcząc. jest wydarzeniem radosnym i pełnym ciepła. Te generalne porządki nazywa się susuharai. zbliŜając swój pysk do naszych twarzy. Japończycy nadal hołdują wielowiekowej tradycji.obok O-bonu . Trwały przygotowania do shishimai. Rzucał się wte i wewtę. Lew symbolizuje szczęście i zdrowie. by obmyć ręce przed wejściem na teren świątyni. to równieŜ integralna część japońskiego Nowego Roku i moj e sąsiedztwo przybyło chyba w komplecie. lecz takŜe te rzeczywiste muszą być usunięte przed 1 stycznia. gdzie powitanie Nowego Roku ma bardziej elegancki charakter. wrzuceniu ofiary. przygotował na mój uŜytek pasujący tematem miniwykład po angielsku i swoim perswazyjnym głosem doświadczonego nauczyciela mówił tak długo. Poprzedzone gruntownymi porządkami 102 i przygotowywaniem kart z Ŝyczeniami. które wypada wysłać do wszystkich osób. by po chwili znów zaczepiać komediantów. a potem witały się z przyjaciółmi i sąsiadami. aŜ wyczerpał wszystkie wątki. jak to miał w zwyczaju. która kaŜe witać Nowy Rok bez długów i niedotrzymanych zobowiązań. nie tylko symboliczne plamy i brudy. Kadomatsu podarowane mi przez Mariko miało charakter eklektyczny: do bambusowego patyczka przyczepiony był swojski Mikołaj w czerwonym ubranku. Dwie młodziutkie dziewczyny ubrały się w przepiękne świąteczne kimona i pelerynki z białych lisów.najwaŜniejszych świąt dla Japończyków. niestety.wielki. momencie skupienia i pociągnięciu za sznur z dzwonkiem. a dzieci. Zgromadzeni wokół 103 zaimprowizowanej sceny patrzyliśmy. przypominając sobie lekcję angielskiego z odległej przeszłości. jak lew odgrywa ekstatyczny taniec. ale kolejność tych czynności zawsze mi się myliła. przystrojonej na tę okazję w liliowy kombinezon i słomkowy kapelusz z kwiatem. które w dzisiejszych czasach często są uzupełniane bądź. uśmiechają się. z jakimi miało się do czynienia przez ostatnie dwanaście miesięcy. dlatego świetnie nadawało się dla „gaijinki". nie brakowało nawet naszej dziwaczki z pudelkiem. Wokół nas uwijały się postaci w kostiumach i zabawnych maskach zastygłych w strasznych grymasach. bowiem lew wraz ze świtą chodził po domach sąsiedztwa niczym nasi kolędnicy.

zachęciła mnie Chizuko i zachichotała.tak jak zimny front albo ciepły ma w zwyczaju . znieruchomiał i chyba zapadł w sen.nie znając Ŝadnych lepszych sposobów na tę okazję .drzewa wiśniowe rozkwitły. Po wszystkich tych podskokach lew zwinął się na rozciągniętej na ziemi płachcie. A wiosna w Japonii oznacza kwitnienie wiśni. powaŜnych i niepowaŜnych. Cukiereczki w kształcie kwiatków wiśni. W ciągu jednej ciepłej nocy nabrzmiałe pąki. drukowano mapki informujące o najciekawszych miejscach.był chimeryczny i wprawdzie do subtropikalnej wyspy Okinawa dotarł juŜ 15 stycznia. plastikowe bukiety z białych i róŜowych gałązek. były przede wszystkim czekaniem na wiosnę. jak złoŜone skrzydełko. Przyszło mu to tak łatwo jak zwykle Japończykom. . Ŝe padło na mnie.poklepałam lwa po drewnianej głowie. w radiu i telewizji. uroczystość podziwiania kwiatów. w metrze i sklepach. przez których pęknięcie widać było wieczorem co najwyŜej wątły biały cień. niemal dotykając swoim nosem mojego. który wyglądał jak małe muszki. kimona młodych kobiet z sakurowym motywem . czyli „froncie wiśniowym". jak to się stało. W końcu. ryknął i zatańczył.dokładnie dwudziestego piątego marca . zamieniły się w wielkie.Udawał. słowo oznaczające kwiat wiśni. Trzy miesiące między styczniem a kwietniem dla mnie. Tak jak zapowiadano . Tak zaczął się mój pierwszy Nowy Rok po japońsku. W telewizji codziennie mówiono o sakura zensen. Nie wypadało odmówić. była zapowiedź hanami. zasłaniając dłonią usta tym pięknym gestem japońskich kobiet. „gaijinka" to nie lada gratka dla lwa. tym bardziej Ŝe w przeddzień znów dostałam od niej purezento w postaci rogalika z apetycznym czarnym sezamem. wielkiego święta kwitnących wiśni.niestety . a ludzie przechodzący pod nimi coraz częściej przystawali i zadzierali głowy. barwione na róŜowo i pakowane w marynowane liście wiśni. JuŜ na początku marca drzewa rosnące wzdłuŜ zabetonowanej rzeczki Nomi zaczęły dawać delikatne znaki Ŝycia. ciastka mochi. a ten podniósł się. „Front wiśniowy" . Ŝe nas kąsa na szczęście. to dopiero dwa miesiące później 104 oczekiwano go w Fukuoce na Kyushu. W drugiej polowie marca sprawy nabrały rozpędu. wyszłam więc na środek. Ŝe to babcia Shinada pierwsza wystąpiła z inicjatywą. w których rosną drzewa wiśniowe i gdzie moŜna teraz lub w niedalekiej przyszłości celebrować hanami. Ku uciesze zebranych. herbaty z kwiatów suszonych albo solonych. „Idź!". Jak ogłosiła Rządowa Agencja do Spraw Kwitnienia Wiśni.gdziekolwiek w Tokio zwróciło się oczy. graficzny kształt gałęzi złagodniał. rozkwit tokijskich drzew ma nastąpić dwudziestego piątego dnia tego miesiąca i wszyscy czekali nań w napięciu. po pełnym napięcia oczekiwaniu. Komuś z nas musiało przypaść teraz w udziale obudzenie lwa i nie wiem.dodatkową atrakcję przedstawienia. Powoli pęczniejące pąki sprawiły. We wszystkich gazetach. osoby nieznoszącej zimy. Wprawdzie w lutym poświęcono trochę uwagi kwitnieniu śliw. który po kolejnych miesiącach zacznę nieświadomie i prawdopodobnie niezdarnie naśladować. pełne kwiaty. Przypuszczam jednak. stało się. Sakura. które we wrzątku czarodziejsko rozprostowują się do swojego pierwotnego kształtu. gdzie pojawiło się mnóstwo słodyczy i potraw symbolicznie odwołujących się do sakurowego święta. Lwisko potrząsało grzywą i wykrzywiało się. czyniąc ze mnie . ale nic nie moŜe równać się z sakurą. i po chwili byłam jego główną ofiarą. Ŝe ostry. słychać było wszędzie: na ulicach. UŜywane tradycyjnie określenie z języka meteorologii wydaje się jak najbardziej na miejscu. ukucnęłam i .

ale wojownicy. Ŝe trwa ono tak krótko i tak nieuchronnie przemija. mimo przejeŜdŜających im niemal po stopach pojazdów. Byli nowymi uczniami pobliskiej szkoły podstawowej i po oficjalnej uroczystości dumne mamy w niemal identycznych pastelowych kostiumach. Ŝe ich czupryny zlewały się w jeden nieprzebrany gąszcz aksamitnej bieli. Kultura estetów przepadła pod ruinami dworu Heian. akademickiego i fiskalnego. moŜe podobna konstatacja jakiejś damy Heian data początek japońskiej idei mono no aware. które pewnie były odpowiednim uniformem na tę okazję. biesiadując. Majestatyczne wiekowe sakwy na kampusie pobliskiej uczelni stały się miejscem pielgrzymek ludzi z całej okolicy. piękne i bujne. gdzie jest więcej przestrzeni i nie ma ruchu samochodowego. jadąc rowerem wzdłuŜ Nomi. ale najbardziej urokliwe moŜna znaleźć właśnie w kieszonkowych parkach małych „tokijskich miast". takich jak moje Ishikawa-dai. po środku którego rósł zwarty szpaler drzew pokrytych tak gęsto kwiatami. to nie najlepszy jednak punkt na hanami. na którą przychodzą wraz z wystrojonymi mamami. robiły im pamiątkowe zdjęcia pod kwitnącymi drzewami. Nieciekawa droga wzdłuŜ rzeczki Nomi zamieniła się w olśniewający pasaŜ. które na wyspie Honshu przypada na przełomie marca i kwietnia. to nie tylko początek prawdziwej wiosny. Kto wie. pobliska Ookayama czy Midorigaoka. z którego szczelin na kaŜdym kroku wyrastały teraz biało-róŜowe królewskie bukiety. i kontrast między czernią ich bezlistnych gałęzi a bielą lub róŜem kwiatów jest olśniewający. którzy w owym czasie nie mieli wielu innych zajęć prócz uprawiania sztuki i miłości. po zaledwie tygodniu Ŝycia. kwiaty te kojarzyły się z popcornem i moŜe rzeczywiście to porównanie oddaje coś z ich lekkości .Dopiero wtedy ze zdumieniem przekonałam się. Kwitnienie wiśni. Wtedy w szkołach odbywa się uroczystość dla pierwszaków. delektowali się przygotowanymi specjalnie na tę okazję potrawami równie wymyślnymi jak ich stroje. zanim pojawi się na nich choćby cień zieleni. Wprawdzie niektórzy mieszkańcy wystawiali stoły przed dom i podziwiali kwiaty. którzy robili sobie zdjęcia na ich tle. a początek dali mu wraŜliwi na piękno esteci płci obojga z dworu cesarskiego. najpiękniejsze pewnie na wielkim cmentarzu Aoyama. Kwiaty wiśni mają to do siebie. Japońskie wiśnie kwitną. Ŝe tajemnica piękna kwitnących wiśni tkwi w tym. patosu rzeczy i melancholii w obliczu nietrwałości? W kaŜdym razie Ŝadne długo kwitnące drzewa nie wzbudziły nigdy aŜ takiego zachwytu Japończyków. Wiśnie rosnące wzdłuŜ Nomi. Zwyczaj ten narodził się w okresie Heian (794-1185). Młodziutkiej 105 amerykańskiej studentce. Któregoś dnia. zaplątałam się w tłum maluchów w granatowych mundurkach. Ŝe aŜ niewiarygodnej. którą poznałam w Tokio. Arystokraci. w pełni swojej urody i rozkwitu. to większość wybrała któreś z bardziej tradycyjnych miejsc w pobliskich parkach. Hanami to jedna z najstarszych japońskich tradycji. gdzie biesiaduje się wprost na nagrobkach. krótkich spodenkach i w niesamowitych. jak duŜo jest wiśni w betonowym Tokio. ale równieŜ rozpoczęcie nowego roku szkolnego. siedząc pod kwitnącymi drzewami. którzy na kilka wieków objęli w Japonii władzę.tak kruchej. słonecznie Ŝółtych kapelusikach. To oni (i one) pierwsi zauwaŜyli. które urządza się tam. Najsłynniejsze tokijskie hanami odbywa się w parku Ueno. docenili urok . 106 Ŝe opadają zanim zwiędną.

Kwitnienie wiśni stało się symbolicznym wyrazem Ŝycia samuraja. Przez kilka dni hanami trwa festiwal estetycznych. którego ideałem było Ŝyć krótko i w pełni rozkwitu młodości polec w walce o słuszną sprawę. potem kilkadziesiąt powoli płynie w dół. opowiadają dowcipy. piją. zaczynają się erotyczne przekomarzanki i sprzeczki. który kulminuje w dniu. grupa starszych pań ma ze sobą przenośny zestaw do karaoke i wszystkie kolejno próbują swoich sił. wyjmują przyniesione ze sobą 107 jedzenie. Kilka dni wcześniej powstają tam prowizoryczne stoiska. a estetyka ulotnego piękna sakury stała się stałym elementem japońskiej kultury. Nie brakuje alkoholu i przybywa go. moŜna dokupić na stoiskach sprzedających smaŜony makaron sobą z warzywami. Dziś hanami ma bardzo demokratyczny charakter.co po jakimś czasie spędzonym w Japonii przestaje dziwić . przybywają ludzie i rozkładają pod nimi niebieskie plastikowe płachty i . Ludzie jedzą. tako-yaki. róŜne słodkości i alkohol. W małych parkach łatwiej znaleźć miejsce. stawiane są toalety i przenośne śmietniki. kwiaty zaczynają opadać. gdzie rosną piękne. Najpierw kilka. Zapalają się czerwone lampiony rozwieszone między drzewami i zaczyna się yozakura. ludzie w grupach rodzinnych. . by dołączyli do japońskiej grupy i wraz z resztą towarzystwa dokończyli wielką butlę sake. kulinarnych i alkoholowych rozkoszy. którzy nie wypili za duŜo. ale pod wieczór więcej jest dorosłych. Nawet jeśli nie było z kim walczyć. czyli podziwianie kwiatów nocą. w miarę jak zapada zmierzch. Metafora Ŝycia krótkiego jak kwitnienie wiśni pozostała jak smutne memento w wierszach i pamiętnikach pilotów kamikadze. gdyby przyszła ochota na coś jeszcze. głosy ludzi stają się coraz bardziej donośne i pijane.jakimś cudem niemal wszyscy uŜywają dokładnie takich samych. wojownicy podziwiali opadające płatki w podniosłym wzruszeniu. by pilnował dla reszty kawałka cennej ziemi pod sakurą. ale przynajmniej równie często smakołyki takie przyrządza się w domu. stare wiśnie. Biesiadnicy wchodzą na nie po zdjęciu butów. a samo święto ma spokojniejszy charakter. W świetle księŜyca i róŜowym poblasku lampionów hanami przypomina pradawne misteria. Niektóre z tych prowizorycznych stołów wyglądają tak. Teraz moŜna nawet zdobyć się na odwagę i poprosić samotną parę „gaijinów". Gdy wiśnie zakwitają. gdy jak za podmuchem wielkiego wiatru. przyjacielskich lub zawodowych ciągną do parków. który juŜ bladym świtem tkwi pod wiśnią w Ueno. robią zdjęcia. „burza wiśniowego śniegu". Wczesnym popołudniem dominują rodziny z dziećmi. Widok sennego młodzieńca w czarnym garniturze. śpiewają. a po chwili ogarnia nas sakura fubuki. mogą podnieść w górę oczy i zobaczyć przyprawiający o zawrót głowy widok pointylistycznych białych płatków na tle ciemnogranatowego nieba. Ŝe nie powstydziłaby się ich wykwintna restauracja.sakury. to częsty widok w okresie hanami. i wszystko pokryte zostaje półprzejrzystymi płatkami delikatniejszymi niŜ dziecięca skóra. Specjalne zestawy na hartami moŜna kupić w sklepach spoŜywczych. a gdy drzewa pokrywają się białą chmurą kwiatów. Biesiadujący pod drzewami wyglądają niczym postaci z instalacji Kusamy Yayoi: są cali w kropki. W tych bardziej zatłoczonych konieczne jest zarezerwowanie sobie miejsca i firmy wysyłająw tym celu najmłodszego pracownika. Na przykład w parku Senzoku Ike niedaleko mojego domu hanami odbywa się na wzniesieniu o wielkości jakiegoś tysiąca metrów kwadratowych. a wiatr unosi płatki dalej. Wraz z zapadaniem ciemności gęstnieje zapach sake i piwa. Pod koniec siedemnastego wieku hanami świętowali juŜ wszyscy. które równym szeregiem ustawiają dookoła. Ci.

a rozsypane w szufladzie zapomniane nasiona rzeŜuchy cichutko wyrosły sobie w bujny jasnoseledynowy trawnik wczepiony korzonkami w nieuŜywane sztućce. a ksiąŜki piły wodę jak spragnione gąbki. z dyskretną metką Diora. a ich oszalałe pędy zaczęły szparami włazić do środka. cykady wielkie i hałaśliwe jak helikoptery. skręcając się w loki. Mówi się. stają się zwykłymi zielonymi drzewami.przykleja je do szyb. Wielkie. wyrosłyby tak samo bujnie jak w szufladzie. trwa. mówili moi japońscy przyjaciele. Wykiełkowalyby zresztą pewnie nawet na moim ciele. Lato w Tokio to pyszne agarowe desery z owocami i ufolody o smaku zielonej herbaty. przelotne deszcze i słońce w aureoli wilgotnej mgiełki. Zaczynało się lato. zimnoblękitne kwiatostany miały w sobie coś złowieszczego. pleśniejącą nieskończoność. gdyby jakiekolwiek stworzenie zdobyło się na większą aktywność w taką pogodę. zarosły okno mojej pracowni w Bon Hour. trwa przez jakieś sześć tygodni wlokących się w mokrą. czyli japońskie zaduszki. „To wyjątkowo cięŜka pora deszczowa". Ŝe shintó przypadają sprawy Ŝycia. ale ona podobno zawsze jest wyjątkowa cięŜka. Ŝe ryby mogłyby pływać w powietrzu. kwiaty pory deszczowej. jakich nie miałam nawet do pierwszej komunii. a drugi pozwala! wprawić w lekki ruch cięŜkie od wilgoci powietrze w wagonie. 109 którego powierzchnia pokrywała się wilgocią zaraz po wytarciu teŜ wilgotnym ręcznikiem. ścian domów. KaŜdy tokijczyk ma teŜ przy sobie mały ręczniczek . a buddyzmowi domena śmierci.do ocierania wilgoci z twarzy i karku. do chramu teŜ przynosi się niemowlęta po błogosławieństwo . Pranie nie schło. Jest gorąco i tak wilgotno. by zamienić się w pleśń. Ale lato to przede wszystkim święto O-bon. gdy w strugach ulewy jechałam na rowerze do stacji metra. lepką. gdzie reszta pasaŜerów równieŜ się wachlowała. Ich niepozorne owoce nie nadają się do jedzenia. Wraz z innymi gospodyniami z sąsiedztwa otworzyłam na ościeŜ wszystkie okna i wyłoŜyłam na balkon futony i pościel. Bujne hortensje. którym nikt nie poświęca najmniejszej uwagi. Gucciego lub Kenzo . grubiejąc w oczach. nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. gorące noce. Ŝe Japończycy tak rozsądnie i praktycznie podzielili funkcje swoich dwóch religii. 108 Dwa miesiące przyjemnej. maty tatami w mojej sypialni pachniały sianem coraz intensywniej i gdybym wysypała na nie nasiona rzeŜuchy. Wszystkie kolory rozmywają się w jednostajną. Wkrótce magiczne drzewa. gdy w bezsenne noce przyglądałam się im przez szybę zalaną strugami deszczu. czekając tylko na sprzyjające warunki. Pierwszy dawał mi złudną ochronę. choć kapryśnej. krótko Ŝyjące piękno. porze deszczowej. szumiącą deszczem szarość i niemal w kaŜdym sklepiku mojego sąsiedztwa są w sprzedaŜy parasole. więc gdy w jakieś lipcowe popołudnie znowu wyszło słońce. Tsuyu zaczyna się w czerwcu i trwa. które wydały na świat to niewiarygodne. Parasol i wachlarz to dwie rzeczy. Moje włosy podwoiły swoją objętość. prostą drogą wiodą ku tsuyu. W czasie pory deszczowej klimatyzatory w japońskich mieszkaniach włącza się na funkcję „suszenie". o których nie moŜna zapominać w tym czasie. ale nie jest ona zbyt skuteczna i śliska błonka wilgoci pokrywa wszystkie sprzęty. japońskiej wiosny. niczym wielookie głowy. która przychodzi po hanami. ptasich skrzydeł. W uproszczeniu jest to prawdą: śluby zawiera się w obrządku shintó. Taki los spotka! moje skórzane buty i torebkę z delikatnego zamszu. a wysuszone w suszarce błyskawicznie wilgotniało.kobiety gustują w firmowych.

. O-bon ma. który ma przynieść im ukojenie i moŜe trochę przyjemności. Zamówione ceremonie odprawiane są teŜ w świątyniach i w całej okolicy czuć zapach dymu i kadzideł. Składa się on z powtarzalnych elementów naśladujących na przykład sadzenie ryŜu albo kopanie węgla . MoŜe półpogańskie dziady miały coś z jego atmosfery? O-bon związany jest ze śmiercią. Trzynastego lipca ludzie idą na cmentarz i zapalają białe latarnie z herbem rodzinnym. To czas. nawet nie wiem kiedy. Gdy wszystko jest gotowe. chodzi o to. a juŜ od późnego popołudnia schodzą się ludzie. Po chwili tańczy juŜ kilkadziesiąt. Na tę okazję kobiety i dziewczynki ubierają się w świąteczneyukaty przewiązane pięknymi pasami obi. Zaczynają śpiewać wibrującym. ustawia się yagurę. Tam. rodzinnego grobu. z wyraźnymi makijaŜami na wciąŜ ładnych twarzach.bóstw. Ŝe to mistrzynie ceremonii bon-odori. którzy jeszcze mają w domu butsudan. próbując naśladować właściwe ruchy. małe dziewczynki . O-bon. a starsze panie wyukatach formują krąg wokół platformy. gdy duchy przodków powracają z zaświatów. domowy ołtarzyk. którzy odeszli. Wielu tancerzy myli krok. Jedną z nich jest babcia Tanaka. japońskie święto zmarłych obchodzone późnym latem. W Ishikawa-dai główną scenąbon-odori jest zwykle mały placyk przed supermarketem Peccock i główna handlowa uliczka nieopodal stacji. Nieco zakłopotany gaijin stoi więc na środku i grzechocze.. czyli zaduszkowych tańców. na której honorowe miejsce zajmie bębniarz walący w wielki. by oświetlić duchom drogę powrotną na ziemię. wydaje się jednocześnie pełen ciepła. które wiesza się równieŜ wzdłuŜ ulic nad ciasno obok siebie poustawianymi straganami z jedzeniem. wciśnięto w rękę mojemu na szczęście muzykalnemu męŜowi. którzy mogą na przykład łowić małe czerwone rybki pływające w płytkim pojemniku. potem kilkaset osób.dostojny i powaŜny. a zmarłych chowa według ceremonii buddyjskiej i tu. plac przed supermarketem staje się miejscem sakralnym. Po chwili okazuje się. czyli drewnianą platformę. to piękny buddyjski festiwal poświęcony tym. bogato zdobiony bęben. krąŜą między stoiskami. oprócz części prywatnej. równieŜ swoją część publiczną w postaci bon-odori. nosowym głosem i ruszają wokół yagury w idealnie zsynchronizowanym rytmicznym tańcu. podczas gdy kolejne osoby zaczynają dołączać do kręgu starszych dam. Stroju dopełniają wachlarze. jak wielka chmura krąŜą nad głowami swoich bliskich. Uwagę zwraca zwarta grupa starszych pań wystrojonych z jeszcze większą starannością niŜ reszta. by za jednym zamachem udało się złapać ich jak najwięcej do papierowego kubeczka. do o-haka. dzieci zaklejają sobie buzie cukrową watą i coca-colą. A duchy zmarłych są teraz przecieŜ właśnie tu. ale ci. na moje oko wyglądają lepiej niŜ w garniturach. jak co roku.to właśnie taniec ku czci duchów. Ci. wetknięte za węzeł obi. nie dorównując mistrzostwu babci Tanaki i jej koleŜanek. którą. suną jednak w coraz większym kręgu. jedzą makaron sobą i szaszłyki yakitori. stawiają na nim wykwintniejsze i smaczniejsze niŜ na co dzień dary dla swoich zmarłych. znajdują się cmentarze. którzy dali się skusić. Yagurę 110 ozdabiają róŜowe lampiony. popijają zimną jęczmienną herbatę i piwo Asashi. Tańce zaczynają się po zmroku. na tyłach świątyń. Tylko nieliczni męŜczyźni wzorem swych towarzyszek zakładają tradycyjny męski strój. Nie brakuje atrakcji dla najmłodszych. ale nie ma ponurej atmosfery . Do ekstatycznego dźwięku bębna dołącza flet i grzechotka. rozlega się muzyka: bębniarz zaczyna walić w bęben.

Moje mieszkanie w Bon Hour nie było juŜ w stanie pomieścić rosnącej ilości „durnostojek". Przeszli boso te kilka metrów dzielących ich od moich paczek. ich ruchy stają się coraz bardziej spontaniczne. przykucał i zakładał buty. Wiele z nich pewnie wróci na następny O-bon juŜ w chmurze duchów. jakie zesłała nań natura. powiedzieli kilka razy: Hai. dostawałam od przyjaciół. W pewnym momencie do kręgu bon-odori dołącza dziwna grupa. siadamy wraz z innymi obserwatorami na krawęŜniku. które coraz swobodniej szepczą coś do siebie w powietrzu cięŜkim od potu. Ŝe bardzo mi się podoba bonodori. Starszy męŜczyzna z grupy oficjeli. po czym kaŜdy z nich wprawnym ruchem podniósł jeden karton z napisem Japan Post. czyli tak. którzy odpowiedzialni są za dzisiejszą uroczystość. w którym stała piramida kartonów. Zanim weszli do salonu. Czy dlatego. Oto pielęgniarki z pobliskiego domu opieki przywiozły na tańce swoje niedołęŜne podopieczne na wózkach i . z których kaŜda waŜyła około dwudziestu kilogramów. zwoje z kaligrafią. by z czystym sumieniem gromadzić następne cuda. chichoczą nade mną głosem cykad. pojawili się dokładnie o piętnastej trzydzieści. ale starsze panie przestały juŜ śpiewać zastąpione przez głośniki z nowoczesną muzyką. zwaŜyli paczki. którego wszyscy entuzjastycznie witają i Ŝegnają po występie. wyciągałam ze śmietników. którym nie mogłam się oprzeć. bębniarze zmieniają się kilkakrotnie. Taniec ku czci duchów zaczyna przypominać dyskotekę! Nie dajemy się juŜ wciągnąć do aktywnego uczestnictwa. kolo północy bębniarze wciąŜ bębnią. jak obiecali. Inni nadal tańczą. stare kimona i ilość ceramiki wystarczającą dla kilku wielodzietnych rodzin . jakie kupowałam na targach staroci. Trzech niewielkich panów. gdy otworzyłam drzwi.111 wydają się najbardziej wytrwałe i z powaŜnymi buziami uparcie powtarzają gesty i kroki starszych. a potem ponownie podnosił . schludnie ubranych w błękitne uniformy i białe rękawiczki. Mówię mu. Duchy. W wąskim przedpokoju ustawili się w kolejkę. Ŝe mimo upośledzenia. zdjęli w przedpokoju czyściutkie. ukłoniło mi się jednocześnie. gdy wydawało mi się. lśniące nowością trampki. Pierwszy męŜczyzna kładł na podłodze trzymany cięŜar. pod którymi mieli białe skarpety. wśród których gotowa juŜ jestem niemal wypatrzyć jakąś swoją japońską praprapraciotkę. dymu i alkoholu. 112 / i prawdziwych skarbów.coś trzeba było z tym zrobić.nie mogące juŜ chodzić stuletnie babcie o ciałach skręconch artretyzmem jak precle pamiętają właściwe gesty i tańczą tylko ramionami i dłońmi! Bon-odori trwa przez kilka godzin ciepłej nocy. doryokul Staruszki na wózkach odjeŜdŜają. Po paczki przyjechali pracownicy poczty. sprawdzili wypełnione przeze mnie kwity. Ŝe włoŜył w to tyle wysiłku.nie do wiary . ale i spontanicznie odpowiedzieć całym zdaniem. Na bosaka Po pierwszym roku w Bon Hour wysłałam do Polski kilka wielkich paczek. ale w miarę jak robi się późno. pyta mnie o coś po japońsku i pierwszy raz w Ŝyciu udaje mi się nie tylko zrozumieć. Ŝe nikt nie patrzy. gdzie w dowód wdzięczności za udany występ muzyczny mojego męŜa częstowani jesteśmy kolejnymi kubkami piwa. udało mu się zostać takim świetnym bębniarzem? Dlatego. Laleczki kokeshi. a jednym z nich jest drobny chłopiec z zespołem Downa.

Do not . respektowania tego zwyczaju wymagają bardzo stanowczo. i wnętrza mieszkania (uchi). RozwaŜaliśmy tę kwestię podczas kończącego konferencję wystawnego bankietu w sali tatami naszego ryokanu ubrani elegancko. Ŝe do jego domu zakradł się złoczyńca. Jednak na socjologicznej konferencji zorganizowanej w górskim ryokanie koło Kioto miałam rzadką okazję wygłoszenia referatu w ceratowych róŜowych kapciach. Podobnie postępuje nawet japoński samobójca. ???? your shoes off.paczkę i wychodził z nią do zaparkowanego pod Bon Hour pocztowego samochodu. płukanie ust albo obmywanie całego ciała towarzyszą wszystkim obrzędom shintó. Na bosaka czują się lepiej. zmiana stroju. ale w tym. Ŝe czułam się nieswojo. mechanik. które dla nas byłyby stratą czasu. a nawet w części pomieszczeń uniwersytetów i biur. Ostatni krok przez okno. Japończycy. przed113 noworoczne porządki. buty zdejmowano i zakładano dziewięć razy. Zwyczaj ten obowiązuje równieŜ w świątyniach shintó i buddyjskich. Być moŜe humaniści są bardziej otwarci i traktują swoje miejsce pracy jako przestrzeń publiczną. iŜ rzecz nie w tym. Remove your shoes compulsory. mycie dłoni. by wrócić po następną z czekających w salonie paczek. Ŝe tylko czasem je zakładają. co na zewnątrz (soto). zostawiając przed drzwiami do innego świata brud tego. i elegancka przyjaciółka w szpilkach. i nic dziwnego.narodziny. Wówczas drugi w kolejce powtarzał tę samą pantomimę. najpierw ściągnął buty. niektórych restauracjach. co pewnie wskazuje na prawidłowość domagającą się bliŜszych badań. bo pasujące do reszty wysokie czarne buty musiałam zostawić w szafce przy wejściu. wyrozumiali 114 zazwyczaj wobec dziwactw cudzoziemców. Dorośli i dzieci. zanim wejdą do środka. pierwszy po raz kolejny ściąga! trampki w moim przedpokoju. Zwyczaj zmiany obuwia zinternalizowany jest tak mocno. którą lubiłam oglądać przy śniadaniu. W religii shintó rytuał oczyszczania jest najwaŜniejszą praktyką. mój przyjaciel Satoru powiedział mi. Chyba nikomu nie przyszło do głowy. ale techniczna trudność tych operacji czy poświęcone na nie minuty. śmierć. mieszkańcy i goście. ale bez butów. Ŝe pewien bohater japońskiej telenoweli. która dotyczy równieŜ wielu codziennych zachowań. czyli pensjonatach w japońskim stylu. jak okazja wymagała. ile wymagałaby okoliczność. ryokanach. pracownicy poczty i tragarze z fortepianem waŜącym więcej niŜ oni razem. Zdjęcie butów stanowi mały rytuał symbolicznego oczyszczenia towarzyszący przekroczeniu granicy dwóch sfer: tego. Symboliczne uzasadnienie zwyczaju zdejmowania butów jest o wiele istotniejsze od praktycznego. wiedząc. a dopiero potem rzucił się z pięściami na niepoŜądanego przybysza. gdyby paczek było sto. Gdy trzeci pracownik poczty kładł swój cięŜar obok dwóch pozostałych na pace samochodu. który przyszedł naprawić lodówkę. gdzie kaŜdy moŜe wejść. oznaczając przejście z jednej sfery do drugiej . zwalniając miejsce czekającemu koledze. Ŝe Japończycy często zdejmują buty. pod wagon metra robi boso. który zdecydował się opuścić. Sypanie solą. ściągano by i zakładano buty tyle razy. Przed wejściem do japońskiego domu po prostu trzeba zdjąć buty i nie ma Ŝadnego wyjątku od tej zasady. Generalnie miałam wraŜenie. zmianę statusu. nie miały Ŝadnego znaczenia dla trzech panów w białych skarpetkach. Jako Ŝe kartonów było dziewięć. Ŝe przedstawiciele nauk ścisłych respektują go w pracy częściej niŜ humaniści. wszyscy bez wyjątku muszą zdjąć buty.

to tylko trzy przykłady lingwistycznych starań ze strony narodu. który niezbyt dobrze mi się kojarzy. gdzie trzeba. co . które musimy załoŜyć. Oczywiście na początku pobytu w Japonii ignorowałam całe to obuwnicze zamieszanie (mam nadzieję. I mimo iŜ poza tym popełniałam co . prosząc o odrobinę keczupu. dbałam więc. która stoi w genkan. zdjąwszy uprzednio kapcie. których oczywiście nie moŜemy zapomnieć zdjąć przed powrotem do wnętrza mieszkania. W Polsce konieczność zostawienia butów w przedpokoju i . skórzane klapki do otwierania drzwi. W moim polskim domu na bosaka mogą chodzić odwiedzający mnie przyjaciele. Za kaŜdym razem. ale nie zawsze. która nie mrugnie okiem. czy nie bardziej. gdy miał do mnie przyjść Japończyk.teŜ jest moŜliwe.ta część zawsze wydawała mi się najobrzydliwsza . starajmy nie nadepnąć dalej niŜ pozwala na to granica genkan wyznaczona najczęściej przez podwyŜszenie podłogi. Przed końcem wizyty w japońskim domu nasze stopy czeka jeszcze tylko jedna zmiana . Chyba Ŝe gospodarze postanowią pokazać nam swój ogród. jak dla mnie dłubanie sobie w zębach przy stole. wtedy musimy włoŜyć kapcie ogrodowo-balkono-wo-tarasowe. drewniane sandały geta na balkon i do ogrodu. by wszystkie pary kapci stały tam. Gdy zapraszają nas do pokoju tatami moŜemy mieć jedynie skarpetki. Ŝe moi japońscy znajomi 115 nigdy się o tym nie dowiedzą) i chodziłam w butach po swoim mieszkaniu. Ŝe japońska gospodyni. balkon lub taras. Czasem gospodarze podają odwiedzającym kapcie. Gdy udajemy się do toalety. a więc podane (ewentualnie) przy drzwiach kapcie zdejmujemy i zakładamy ponownie dopiero po opuszczeniu pokoju tatami. Jednak w miarę upływu czasu. Ŝe dla moich nowych japońskich znajomych nieprzestrzeganie zwyczaju zmiany butów moŜe być równie odraŜające. czasem zapowiadane z telefonu komórkowego parę minut przed dzwonkiem do drzwi. pod Ŝadnym pozorem nie wychodzimy w nich na zewnątrz! Zakładamy ponownie kapcie (lub: patrz wyŜej) i spokojnie uczestniczymy w dalszej części wizyty. który na ogół nie ma w zwyczaju dostarczać cudzoziemcom informacji w języku innym niŜ japoński. Bywa. Jedynie pokój tatami uchronił się przed moim barbarzyństwem.włoŜenia czyichś uŜywanych kapci jest drobnomieszczańskim zwyczajem. i bym nie zapominała ich zmieniać w odpowiednim czasie.zostawiamy tam „plastiki". a kto wie. ale przestrzeganie całej reszty wydawało mi się jedną ze śmiesznostek charakterystycznych dla „nawróconych na Japonię" cudzoziemców. Po wyjściu gości wszystko wracało do normy i buty przemieszczały się swobodnie. Miałam jednak świadomość. zmieniając swoje zastosowanie albo w ogóle zapodziewając się. Ŝe będą tam czekały na nas specjalne plastikowe butki. za nic mając granicę między kuchnią. pokaŜe mu. najczęściej drewniane klapki. słuŜąc tylko do otwierania drzwi przychodzącym. by wejść do jej domu. Zostawianie butów w genkan nie wyczerpuje komplikacji związanych z japońskim obyczajem.jak wspomniałam wyŜej . Musiałam więc wzmocnić czujność.uwaga . wizyty moich japońskich znajomych stały się częstsze. Zakładając je. gdy cudzoziemiec przy stole zrobi z siebie idiotę. Po zakończeniu wizyty w toalecie . ale tylko jeśli tak właśnie chcą.na własne buty stojące w genkan. moŜemy być pewni. łazienką i balkonem. chyba Ŝe w ogóle jesteśmy na bosaka. Ŝe Japończyk ma cztery pary kapci: mieszkaniowe. przeznaczone do chodzenia po reszcie domu.shoes here . róŜowe plastiki z wizerunkiem Hello Kitty w toalecie. iŜ musi ściągnąć buty. ogrodo-wo-balkonowotarasowe i dodatkową. MoŜna teŜ być pewnym. toaletowe.

Ta.sprawia wraŜenie dobrej cioci. które pochyliły się nad rybą i kiwały głowami. kucharka kontynuowała tak przez dobrą chwilę. Co więcej. przyzwyczaiłam się i po wyjściu gości machinalnie zakładałam nawet te z Hello Kitty. zaśpiewały unisono pomocnice. Gurume jest japońską wersją francuskiego słowa gourmet (znawca dobrego jedzenia i picia). I nie koronkowe okrucieństwo tego programu mnie uderzyło. jednym z wielu zmienionych nie do poznania zapoŜyczeń. przeciągłego „Aaayyuuuu" będę uczyła się przez wiele miesięcy. bez pośpiechu. uśmiechała się przyjaźnie i ciepło. którą mistrzyni ceremonii wzięła do ręki. a potem. nie przestając się uśmiechać. Program naleŜał to tak zwanych gurume shows. część swoich przyzwyczajeń zostawiłam razem z butami w genkan. Potem powoli.kolekcję noŜy. Nie miałam jeszcze mebli. specjalistka od zabijania przekręciła nóŜ pod rybim skrzelem. by wytłumaczyć jakieś kulinarne szczegóły związane z krwawym wnętrzem czaszki. Szczegółami dla mnie niezrozumiałymi. Napis na karcie dań jednej z tokijskich restauracji (pisownia oryginalna) IV. Takiego wznoszącego się. wskazując prawą dłonią leŜącą w misce Ŝywą rybę. jaki obejrzałam w swoim tokijskim domu. niŜ jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. Eating goodfood is very healthy and important for your happy human life. kompetentna. w tempie bliŜszym 117 teatrowi nó niŜ współczesnym programom. choć niewątpliwie oglądanie serii dekapitacji przy śniadaniu nie odpowiada mojej idei porannego relaksu. wydając pomruki podziwu i aprobaty.najpierw na tułów.krok gafy normalne dla gruboskórnej „gaijinki". Wielkie rybie oczy ciągle patrzyły. na którą patrzyłam. światło odbijało się w nich jak w zmąconych lusterkach. nie mieszczącymi się w moim sposobie myślenia o rybach i obcinaniu im głów. który znam. „Aaayyuuuu". usiadłam więc na poduszce od Chizuko. kupioną w przydomowym automacie. W ten sposób japoński zwyczaj stał się moim własnym. otworzyłam puszkę gorącej kawy. w ciągu kilku sekund ucięła jej łeb. potem głowę. ale niezarozumiała . którego zabiłam. Gdy wyjaśnieniu stało się zadość. w kwestii butów stałam się perfekcjonistką. Cala historia została powtórzona jeszcze kilka razy na podobnych duŜych rybach. prześladuje mnie do dziś. szczegółami nie z tego świata. Trzymając osłabłą ofiarę w Ŝelaznym uścisku i nie zmieniając przyjemnego wyrazu twarzy. Główna bohaterka . kucharka wygłosiła długą tyradę towarzyszącym jej dwóm młodym pomocnicom. Imperium smaku Sposoby dekapitacji Pierwszy program telewizyjny. Był to drugi dzień mojego pobytu i na podłodze wciąŜ stały naczynia po mojej i Chizuko ceremonii herbacianej z pyzami. wzięła bardzo cienki nóŜ i chwytając rybę pewnym ruchem. ale ciągle Ŝyła. Ryba straciła wigor. a duch jedynego karpia. Jako Ŝe w japońskiej telewizji mówi się o wiele więcej. „A oto noŜe". materializując się nagle w mojej wannie i pytając: „Jak mogłaś?" . przedstawiał sposoby obcinania rybom głowy. Cieszące się wielką popularnością poranne programy tego rodzaju skierowane są przede wszystkim do gospodyń domowych. z precyzją chirurga wbiła go pod jedno z jej skrzeli. i włączyłam telewizor. Kamera zrobiła zbliŜenie na zdekapitowaną rybę . pasujące róŜowym kolorkiem do sedesu Toto. wchodząc do japońskiego domu. a lewą . z tym Ŝe sposób dekapitacji nieco się róŜnił. „Oto ryba".kobieta w średnim wieku. powtarzając demonstracyjne gesty.

g) bezpańskie psy. m) które właśnie rozbiły wazon. b) zabalsamowane. Być moŜe mieszkańcom innych rejonów świata. niewyobraŜalnej taksonomii. to jej główne cechy wyróŜniające. eleganckie . konstytutywnym elementem toŜsamości kulturowej Japończyków. (k) podpatrywane przez ramię. W najprostszej wersji ten skromny zestaw składników daje bezpretensjonalne danie nadal jadane przez biednych i bogatych: garstkę ugotowanego bez dodatków ryŜu. silna kontekstualizacja. c) tresowane. chudą grillowaną rybkę.a) naleŜące do Cesarza. Sztuka doskonalenia Pierwszy obejrzany przeze mnie gurume show obudził we mnie zainteresowanie japońską kuchnią wykraczające poza skłonność do zawsze lubianego sushi. j) niezliczone. Ŝe jeszcze jedynie kuchnia francuska i chińska spełnia tak wysokie kryteria artystyczne jak japońska. wszystko to przyrządzane 119 za pomocą róŜnych metod i z niezwykłą inwencją. (e) bardzo ciche.. uświadomił mi. parę pikli i miseczkę zupy miso. W Japonii nawet o-bentó przygotowane przez matkę dla malucha jest często dziełem sztuki.dzieło sztuki samo w sobie. i) miotające się jak szalone. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy lunch w stołówce studenckiej. na przykład całego apetycznego Śródziemnomorza. (b) dokonywane przez kobiety w podeszłym wieku o świcie. których zostanę oddaną fanką. (1) pochopne. e) syreny. Minimalizm. (c) noworoczne. i na smak potraw. Podstawą tradycyjnej japońskiej kuchni są ryŜ. (f) oglądane przez cudzoziemki przy śniadaniu. owoce morza. (d) będące dziełem dziewic z Wysp Południowych.Pomyślałam o słynnym fragmencie z ksiąŜki Jorge Luisa Borgesa. dotycząc wszystkich sfer Ŝycia społecznego. potrawy od kilkudziesięciu lat zadomowionej na Zachodzie. nadająca jedzeniu symboliczny wymiar. 1) et cetera. gdzie nóŜ wbija się półpoziomo pod lewe skrzele. japońska kuchnia korzysta z o wiele mniejszej ilości podstawowych produktów i znikomej ilości przypraw. d) prosięta. n) które z daleka są podobne do much". W przeciwieństwie do chińskiej czy francuskiej. Japońskie jedzenie jest bowiem filozofią i sposobem Ŝycia. Przy pierwszej 118 porannej kawie w Tokio zdałam sobie sprawę. (g) odwrotne. fakturę. kwintesencja zdrowej prostoty. gdzie przekręcając nóŜ pod kątem 16 stopni. gdzie sposoby obcinania rybom głów dzieli się na: (a) takie. dzikie i hodowane warzywa. Wersja najbardziej wysublimowana to potrawy kaiseki serwowane przy ceremonii herbacianej . Jego znaczenie symbolicznie wykracza poza kuchnię. niepozbawiona wszakŜe walorów estetycznych. która przetrwała do czasów współczesnych jako odrębna jakość. w której zwierzęta dzielą się na: . Mój pierwszy japoński gurume show. związany z porą roku albo szczególną okazją. (j) takie. równy nacisk na aspekt wizualny. gdzie autor cytuje pewną (fikcyjną oczywiście) chińską encyklopedię. nie mrugając okiem. produkty sojowe. h) włączone do niniejszej klasyfikacji. Mimo postępującej westernizacji Japończykom udało się zachować swoistość swojej kuchni. k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia. (i) portugalskie. Ŝe jestem w imperium smaku. f) fantastyczne. ale znawcy tematu uwaŜają. (m) opisywane na wyjątkowo białym papierze. przecina się linię Ŝycia. idea taka byłaby równie bliska. (h) zwane tańcem bogini wśród traw. (n) etc. „Kuchnia" to właściwie niezbyt dobre słowo. Ŝe znalazłam się w świecie innej.

na którym połoŜono ubite ziemniaki. pozbawiona . Jedzenie ryby to jedno. Dla nas najwaŜniejszą rzeczą w potrawie jest bowiem smak i aromat. zapoŜyczone wraz ze swą nazwą w XVI wieku. Polski talerz. które dają się twórczo zjaponizować. puszystego. Przykładem udomowienia zachodniej potrawy jest ów sernik o smaku zielonej herbaty. przyznanie się do tego byłoby w złym tonie. Japonizacja oznacza przy tym nierzadko ulepszenie czy wręcz sublimację. Moi japońscy znajomi na śniadanie jadali wprawdzie tosty lub muesli. jaką kupuje się w Japonii. Standardowa kuchenka gazowa. Ale kulinarne zwyczaje „gaijinów" są w ogóle śmieszne dla Japończyków i vice versa. a jeśli w ogóle jakiś Japończyk woli wołowinę albo wieprzowinę od tuńczyka czy bonito. W przeciwieństwie do niektórych Europejczyków. Za najlepsze uwaŜane są po prostu takie potrawy. przyćmiewając inne wonie. dla wielu cudzoziemców pierwsze zetknięcie się z daniami kuchni japońskiej nie jest źródłem olśniewających wraŜeń. właśnie „marmurkowo".jak pejzaŜ namalowany tuszem. Ŝe będziemy im się przyglądać albo zachwycać się ich kolorem. Ów wyrafinowany minimalizm japońskiej kuchni nie oznacza jednak zamknięcia na rzeczy nowe. wspaniała na steki. a zwykły biszkopt tej samej proweniencji biszkoptową poezją ciasta kasutera. co jedzą inni ludzie. gdy na początku XX wieku zaczęto hodować w Japonii bydło rzeźne (wcześniej nie jadano mięsa). jeszcze mniej apelująca do oka jest kiełbasa na gorąco albo bigos. nigdy nie zastąpiło ono jednak ryb i owoców morza. spowijał całą okolicę. w tym wypadku do ulepszania krów. Ku uciesze moich japońskich przyjaciół. o której z takim zachwytem pisze Barthes w Imperium znaku. Taka naturalizacja jest w Japonii nadal bardziej popularną formą wzbogacania własnego menu niŜ etniczne restauracje w krajach Zachodu. jest produktem japońskiego talentu do ulepszania. rybki i miso shiru. rzadko dostarcza wizualnej uczty. Dymny zapach grillowanej ryby unosił się nad moim sąsiedztwem kaŜdego ranka i kaŜdego wieczoru. doskonałe w swym pięknie odwołującym się do wszystkich zmysłów. a do jej wyglądu przywiązujemy mniejszą wagę. Przede wszystkim dotyczy to przybyszów z krajów anglosaskich i słowiańskich. stało się japońską tempurą. Ŝółtego sześcianu jedzonego na przykład z lodami o smaku zielonej herbaty i fasolowym dŜemem. ma maluteńki piekarnik. stoły ludzkości wzbogaciła nowa odmiana niezwykle delikatnej wołowiny zwana czasem „marmurkową". Marmurkowa wołowina. który według informacyjnego obrazka słuŜy właśnie do pieczenia ryby. Pojenie ich piwem 120 albo japońską wódką i codzienne ręczne masowanie (tak: „ma-so--wa-nie") sprawia. nawet jeśli w odniesieniu do własnej kuchni mają zdrowe poczucie wyŜszości. uŜywałam go głównie do podgrzewania bułeczek z rodzynkami kupowanych u babci Shinady. Mimo wprowadzenia mięsa do menu. Od czasu zaś. Japończycy są bardzo ciekawi tego. Wszystkie te rzeczy mają jednak wyraźny smak i zapach. Ŝe tłuszcz w mięsie odkłada się o wiele bardziej równomiernie. którym delektowałam się w Cheesecake Caffee na Shibuya. W porównaniu z nimi japońska kuchnia wielu „gaijinom" wydaje się mdlą. kawał mięsa i jarzynę. skłonni do próbowania i kulinarnych eksperymentów. a grzebanie w jej zimnych wnętrznościach to co innego. Nikt nie oczekuje. W ten sposób na przykład proste portugalskie danie. albo prowadzą do japonizacji tych potraw i włączenia ich w tradycyjne menu. Kolejne mody na zagraniczne potrawy albo przemijają w Japonii bez śladu. ale wielu młodszych i starszych woli tradycyjny zestaw złoŜony z ryŜu.

gruboskórnych biedaków. Spacerując gdzieś między Asakusą a Ueno.smaku. dostarczając wiedzy. moŜna poza tym wyciągnąć kelnera na zewnątrz i zamówić lunch lub kolację. skamieniały rosół z okrągłymi oczkami tłuszczu. tak w wystawnym posiłku jego organoleptycznej „treści" nie sposób oddzielić od wizualnej „formy". nieraz zastawialiśmy się całkiem serio. W zachwycie jedzącego podziw dla wizualnego piękna malutkich chryzantem ozdabiających świeŜe saskimi i odczuwanej na języku aromatycznej soczystości surowej ryby stapiają się w nową jakość w chwili konsumpcji. Większość rzeczy zjadanych przez Japończyków spełnia jeszcze inne funkcje oprócz cieszenia oka i zaspokajania głodu. słabo przyprawiona. W witrynach wystawowych japońskich restauracji przyciągają wzrok plastikowe modele jedzenia. ale . co jada się w danym miejscu. który kupiłam sobie tego dnia zamiast prawdziwego jedzenia. które plastikowe danie wygląda na smaczniejsze. z przypieczoną skórką. równie waŜnych jego cech: koloru i faktury. posypany szczypiorkiem zastygłym na zawsze na jego twardej złotej powierzchni albo model sushi z połyskliwym surowym kawałkiem tuńczyka. Modele jedzenia wykonane są perfekcyjnie i z niepokojącym realizmem. Stojąc przed gablotką restauracji czy kawiarni. świeŜą i wilgotną. Niektórzy Japończycy uwaŜają ludzi Zachodu za upośledzonych zmysłowo. Smak musi zostać tak skomponowany. Noszę go tej pory w plecaku jak talizman chroniący przed nieszczęściem braku sushi. Gdy w ten sposób profanowany byl biały ryŜ. dla których . zdumienie przeradzało się w zgrozę. Japońskie jedzenie jest przyjemnością języka i oka. co przyznają nawet sami Japończycy. wskazując palcem na imitacje dań. by obróbka kuchenna jedynie wydobyła i delikatnie podkreśliła jego naturalną nutę.co za potworność . Potrawy. ale za to moŜe być niezwykle zróŜnicowane pod względem faktury i konsystencji: jedwabne. gąbczaste. Nawet najmniejszy lokalik ma na zewnątrz oszkloną gablotkę i kusi przechodniów miseczką ryŜu.przaśny ryŜ nie ma 121 smaku! Poza tym w przypadku japońskiego jedzenia smak i aromat uwaŜane są za jedną tylko z jakości składających się na dobrze przyrządzony posiłek i nie powinny zagłuszać innych. są tak apetyczne (czy bardziej?) jak prawdziwe. podane w naczyniach podkreślających ich przesłanie. Tak jak w przypadku kaligrafii piękno znaków jest równie waŜne jak przesłanie tekstu. w której granice zmysłów zacierają się w nieznanej nam jedności. a widok wielkiego białego barbarzyńcy polewającego subtelne danie sosem sojowym nieraz wprawiał Japończyków w zdumienie. MoŜna tu kupić plastikowe jajko sadzone z misternie wymodelowanym zarodkiem wrośniętym w Ŝółtko. symbolizują pory roku i ich asocjacje oraz specjalne wydarzenia. W wielu potrawach kolor lub/i faktura są zaś w ogóle od niego istotniejsze. Liść klonu wycięty z marchewki nie jest Ŝadną kulinarną rewelacją. z której wystają filuternie amarantowe macki ośmiornicy albo melancholijny pysk srebrnej długiej ryby. Pływający w zupie okrągły plasterek białej galaretki rybnej kamaboko nie ma wprawdzie wyraźnego smaku. na przykład czyste tofu dostarcza kubkom smakowym doprawdy bardzo niewyraźnych wraŜeń. bawełniane. To pewnie dlatego zwizualizowane menu jest tak popularne w Japonii. róŜo122 wiutką krewetkę. gdzie w małych sklepikach sprzedają wyłącznie sztuczne jedzenie dla potrzeb restauratorów. Te atrapy wiele ułatwiają „gaijinom". przypadkiem znalazłam uliczkę. ale jego kształt i kolor przypominają o jesieni.

gdy w ten sposób. Jedzenie fugu ma wartość przede wszystkim symboliczną i zaspokaja inne pragnienia niŜ głód. w którym kaŜdy element jest znakiem czytelnym tylko dla wtajemniczonych (czyt. najchętniej w postaci saskimi. ale zjeść coś. co jest trujące i bardzo drogie. W upiornie drogich restauracjach specjalizujących się w tym . Zjadanie posiłku. Znana w naszym kręgu kulturowym wątpliwa przyjemność obŜerania się do granic moŜliwości nie przemawia do nich (moŜe z wyjątkiem zawodników sumo. by uśmiercić dorosłego człowieka zmieściłaby się na czubku szpilki. Sobą. to ciągnący się przez cale Ŝycie proces budowania toŜsamości kulturowej. cała ryba zawiera porcję mogącą zgładzić trzydzieści osób. ze skórą pokrytą kolcami i nieprzyjemnym zębatym pyskiem. a wiara w jego dającą siłę moc jest tak duŜa. Ŝe nie zdąŜy on odłoŜyć pałeczek i skona. nikogo nie zraŜają. najwaŜniejszy jest bowiem fakt. których ofiarą padają staruszkowie. 123 Tyle dramatycznego napięcia przy daniu z ryby nie bierze się bez powodu. W sensie kulinarnym atmosfera świąt trwa w Japonii przez cały rok. przypomina jedzącym o pradawnej tradycji księŜycowych pikników. Pozwala ucztującym mieć świadomość. jedzona w dzień poprzedzający Nowy Rok oznacza nadzieję na powodzenie i długowieczność. Takie podejście jest bardzo charakterystyczne dla mieszkańców japońskiego imperium smaku. bo zamykają oczy i wydają takie dźwięki. Gdy ilość zjedzonej trucizny jest mniejsza. słynnego przysmaku kuchni japońskiej. symbolizuje japońską flagę. gdy zabijam ryby fugu. ani nie zawiera Ŝadnych cennych dla zdrowia substancji. Japończycy jadają więc fugu bardzo chętnie. proszę bardzo. Jedyna wyjątkowość fugu polega na tym. ciągle ściskając je w dłoni. bowiem toŜsamościotwórcza rola japońskiego jedzenia przybiera czasem formy tyleŜ dziwne. a potrawy towarzyszące ceremonii hartami są lekkie i wiosenne jak wiśnie kwitnące nad głowami biesiadujących. O-mochi. iŜ jej wątroba i Ŝeńskie gonady zawierają jedną z najbardziej niebezpiecznych trucizn. JuŜ samym swoim wyglądem wysyła światu czytelną informację: „Nie jedz mnie". która w chwili zagroŜenia nadyma się jak piłka i w odróŜnieniu od innych ryb ma powieki. twarde ciasto i uformowany w spłaszczone kulki ryŜ. Zabójcze stworzenie nie jest przy tym ani bogate w mięso. bardzo agresywna. którymi moŜe nawet mrugać. Jadłam fugu i przeŜyłam „Smutno mi. Oprócz tego jest naprawdę brzydka. którego przedstawiciele gotowi są ryzykować Ŝycie dla nowego doznania kulinarnego. Japończyków). jada się przy wielu okazjach. Ŝe nawet zdarzające się corocznie przypadki zadławienia. będzie kona! przez wiele godzin w straszliwych męczarniach. podziwiano srebrzystego satelitę juŜ w okresie Heian. niepozornej rybki. czerwona śliweczka ume-boshi. którzy muszą). jakby płakały". ozdabiająca białe ryŜowe poletko. ucztując. Tak rzecz ma się w przypadku wspomnianej fugu. Rocznie przeŜute zostaje dziesięć tysięcy ton potencjalnie trującego rybiego mięska. czyli na surowo. Zewnętrzna brzydota nie oddaje jednak wszystkich cech fugu.oznaczając pełnię księŜyca. ilość wystarczająca. co niebezpieczne. a ich goście mają swoje porzekadło: „Chętnie zjadłbym fugu. Ŝe naleŜą do klubu wyrafinowanych koneserów. zwierzają się co wraŜliwsi z japońskich mistrzów kuchni. iŜ moŜe uśmiercić człowieka tak błyskawicznie. ałe chciałbym przeŜyć". Tetrodotoksyna znajdująca się w ciele fugu jest sto dwadzieścia razy bardziej zabójcza niŜ cyjanek. czyli ubity na kleiste.

Wystrój restauracji charakterystyczny był dla najdroŜszych i najelegantszych miejsc w Japonii. ale fugu jest jedynym smakołykiem. pomyślałam. Zanim spróbowałam o cokolwiek zapytać . Dumnie wyeksponowany na ścianie dyplom mistrza kuchni ma upewnić klientów. i cieszy się sławą wśród amatorów niebezpiecznej potrawy. tak zwanej torafugu. W przypadku tak niewielkiej rybki nie jest to łatwe. nieskazitelne tatami. wyłaniała się z ceramicznej wazy. dziabnąć niechcący tę trującą wątróbkę? Czy właśnie to ryzyko utraty Ŝycia wprawiało go w taki dobry humor i podniecenie? W końcu nie bez powodu mówi się. którzy przeszli specjalne szkolenie. Liczba wypadków śmiertelnych została zmniejszona dzięki zaostrzonym współcześnie środkom bezpieczeństwa. omawiających między jednym a drugim kęsem przyszłość partii konserwatywnej albo przemysłu samochodowego. gdy w towarzystwie japońskiego znajomego weszłam do tego przybytku gastronomicznych kamikadze. Podzielona na kilka oddzielnych boksów przestrzeń zapewniała ucztującym intymność. nie ma mowy o amatorszczyźnie. Wątroba fugu z kolei do złudzenia przypomina ponoć spermę męskich osobników tego gatunku. Miejsce to specjalizuje się w daniach z najbardziej śmiercionośnej odmiany ryby. często bywają tu ludzie sztuki. A przynajmniej mnie ta myśl przyszła do głowy. Co roku przyjemność uczty fugu ktoś przypłaca Ŝyciem. którego nie wolno podać japońskiemu cesarzowi. Siadając przy niskim stoliku. Ŝe nie ma Ŝadnego niebezpieczeństwa. W restauracji w Akasace. podczas gdy towarzyszący mi Japończyk byl radosny i zrelaksowany jak dziecko w lodziarni. Ŝe przecieŜ kucharz teŜ człowiek i. do której zaprosił mnie japoński dŜentelmen. w trakcie którego nauczyli się odróŜniać wątrobę i Ŝeńskie gonady fugu od innych jej wnętrzności. beŜowe ściany i drewniane belkowanie dopełniały reszty. ale nadal około stu pechowców zjada fugu na swoją ostatnią wieczerzę. Jeden jedyny zwój wisiał we wnęce tokonoma. by na własnym języku przekonać się. iŜ jest on w stanie namierzyć i unieszkodliwić odpowiednie elementy wnętrzności/Mgw. czylifugu tygrysiej. przeciętnemu człowiekowi chyba w ogóle niełatwo wyobrazić sobie. omylny. zanim trucizna rozejdzie się po jej zimnym ciele. Ale przecieŜ nigdy nie moŜna mieć stuprocentowej pewności. a co dopiero znaleźć je w jej zimnym i oślizgłym wnętrzu. iŜ zbędne ozdoby nie zakłócały pustki sali. polityki i wielkiego biznesu. co tak wyjątkowego jest w uczcie fugu.przysmaku pracują kucha124 rze. a w razie czego widok umierającego gościa nie niepokoił innych klientów. powołując się na znajomość z jednym z bywających tu znakomitych gości. w ten smutny sposób opuścił świat na przykład jeden z najwybitniejszych aktorów kabuki Bando Mitsugoro III. i przecieŜ ręka moŜe mu się omsknąć. Ŝe ryba ma „Ŝeńskie gonady". Czy nie myślał o tym. jak to ludzie. którą Japończycy uwaŜają za afrodyzjak i raczą się nią z rozkoszą. Stolik trzeba zarezerwować z duŜym wyprzedzeniem. samotna 125 skręcona (w konwulsjach?) gałąź. i uczynić z tego dzieło sztuki. ? dobrana do niego kompozycja kwiatowa. Wprawdzie w wyspecjalizowanych restauracjach zapewnia się gości. do którego doprowadziła nas starsza kobieta w kimonie. co znaczy. Ŝe Japończycy jak nikt inny potrafią w doskonałych proporcjach mieszać rozkosz i ból. Ŝe nie jest to najgorsza sceneria na ostatni akt japońskiej ruletki.

co pływa „Będziecie jedli następujące istoty wodne: wszystkie istoty wodne. Japończycy uwaŜają. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w reakcję swoich zmysłów. Ale kaŜda istota wodna. PrzeŜułam kolejny kawałek. będzie dla was obrzydliwo127 ścią". Saskimi z fugu serwuje się z pysznym sosem ponzu. która nie ma płetw albo łusek. Pokrojoną w cienkie jak bibuła plastry rybę ułoŜono na kosztownym ceramicznym półmisku. ale mówi się. gdy podejrzałam rachunek przez ramię mojego japońskiego towarzysza. sperma fugu jest ciałem stałym i podejrzewam. która zaglądała do nas zza parawanu i uśmiechała się zachęcająco. czyli grillowana sperma fugu (tak. Ŝycząc smacznego po japońsku. którym Ŝaden zdrowy człowiek by się nie najadł. którą zawiera nawet poprawnie przyrządzone mięso fugu. Towarzyszący mi Japończyk zamarł w oczekiwaniu. „Oishii". przyniesiono naszą fugu -kolację. Fugu nadal smakowała jak pierś z kurczaka. o dziwo. jaka była jej symbolika. jej niemal przejrzyste ciało tworzyło wzór lecącego Ŝurawia. potencjalnie zabójcze nic. zaliczając je do jednych z najwspanialszych tworów . Ŝe ryby są piękne i pełne wdzięku.mojego znajomego. Przez delikatną strukturę mięsa przebijał zimny błękit ceramicznej glazury. świętego ptaka Japonii. co „mlecz") wyglądająca. których podstawą stanowiła straszna ryba. z jaką Japończycy zawsze patrzą na „gaijinów". oprócz łodzi podwodnej. Ciemniejsze elementy skrzydeł zrobiono z ugotowanej skóry fugu. jakie ma się po zastrzyku znieczulającym u dentysty. Ŝe Japończycy zjedzą wszystko. Wszystko. surowa fugu w formie z maestrią przyrządzonego saskimi. następnie tetchiri. byśmy je sami ugotowali na stole w specjalnym garnku. i spośród wszystkich zwierząt wodnych. iŜ jestem cudzoziemką o zmyśle smaku mniej wraŜliwym niŜ japoński. dalej shirako yaki. będziecie jedli. czyli pycha. Ŝe w ten sposób zareagowałam. w morzach i rzekach. spośród wszystkiego. jeszcze jeden. jak surowe mięso piersi kurczaka. MoŜliwe teŜ jednak. ponaglił mnie Japończyk spragniony moich wraŜeń i wyciągnął szyję w oczekiwaniu odpowiedzi. co się roi w wodzie. nawet gdyby fugu smakowała jak trociny albo pasta do butów. który popatrzył na mnie z aprobatą. co pływa. czytamy w Księdze Kapłańskiej. ale tak naprawdę najwyraźniej czułam cytrusową nutę sosu.. powiedziałam więc mojemu towarzyszowi. którzy potrafią docenić ich jedzenie. przyjemnie i clue wieczoru. Ale przecieŜ to nie o to chodziło. Nasza kolacja z fugu kosztowała 65 tysięcy jenów. podanym w osobnych miseczkach. Kęs fugu smakował delikatnie (Bardzo delikatnie) rybą i miał ciekawą fakturę. Podobno w ten sposób działają śladowe ilości trucizny. lekkie odrętwienie. które mają płetwy i łuski. ale być moŜe ostre zielone igły oznaczały moŜliwość śmierci. czyli fugu z surowymi warzywami i tofu przygotowanymi tak. czyli około 500 dolarów. Nie wiem. biały przejrzysty płatek. która leŜała obok ryby. fugu--sashi. Ŝe to to samo.. Jakiś czas po wyjściu z restauracji odczuwałam w ustach i na języku dziwne. W dwóch czarkach z gorącą sake pływały smaŜone płetwy fugu i była to fugu hire-zake. Składała się z kilku dań. w morzach i rzekach. 126 Podniosłam pałeczkami fragment Ŝurawiego skrzydła. „Hm?". Zostałam dopuszczona do tajemnicy jednego z kulinarnych misteriów i musiałam sprostać wymogom magicznej chwili. a jedyną ozdobę stanowiła mała gałązka sosny. Utopiłam w nim więc swój pierwszy kęs fugu i włoŜyłam go do ust lekko drŜącą dłonią. Być moŜe wpłynął na to fakt.

Aby być świadkiem całego przedstawienia. co mają na talerzu. kiedy to około piątej zaczyna się na Tsukiji aukcja tuńczyków. kalmary. uwaŜane przez Japończyków za przysmak. które schodziły pod wodę. a nie półnaga jak ich babka. stworki z długą trąbą. kraby.znakiem mającym swoje symboliczne miejsce w Ŝyciu wszechświata. jak pokazuje przykład fugu.natury. Awabi zwie się po polsku „uchem morskim" albo „uchowcem" i wygląda jak biaława kluska w takimŜ właśnie anatomicznym kształcie. Do dziś wierzy się. albo (wersja rekomendowana) w jednym z barów pobliskiej Ginzy poczekać do rana. Babka Yukiko pracowała do siedemdziesiątego roku Ŝycia. stworzenia mieszkające w ogromnych muszlach i muszelkach nie większych niŜ paznokieć. której Japończycy nie potrafiliby przyrządzić (a z niektórymi trującymi. największym w Japonii i jednym z największych na świecie. i za te. ślimaki. Japończycy na ogół wiedzą. jedzą zwierzątka bardzo ładne i odraŜające. Wyrazem respektu wobec darów morza są ceremonie religijne odprawiane ku czci złapanych i zjedzonych zwierząt. teŜ dają sobie radę). Jedzą zatem ryby wielkie jak cielęta i małe jak kijanki. stworzeń juŜ nieŜywych. Na pomysł wyprawy na Tsukiji Yukiko wpadła pod wpływem mojej fascynacji wyglądem kolejnych dziwnych stworzeń. gdy z odrobiną sosu sojowego i zielonego chrzanu wasabi wpadają do japońskich Ŝołądków. ośmiornice. młoda Japonka. i morskie jeŜowce. Jako Ŝe nadal nie wymyślono Ŝadnej skuteczniejszej metody połowu awabi. które zaspokaja głód. Motyw pływającej ryby bardzo często stanowi ozdobę zwojów wiszących w tokonoma w restauracjach. jedzą niemal wszystkie wodorosty. czyli mięsiste bezkręgowce. Ona sama wybrała karierę nauczycielki angielskiego. które poległy. mimo iŜ z perspektywy cudzoziemca-mięsoŜercy równieŜ pozostali mogli uchodzić za specjalistów. gdzie zabijanie jest jednym z niezbędnych elementów. jej starsza siostra nurkuje w pokazach dla turystów odziana juŜ w białą koszulkę. Zarówno jej babka jak i matka były ama. krewetki. co roku buddyjscy kapłani modlą się zarówno za te ryby. Ryba nie jest po prostu rybą . ostrygi. wieloma na surowo. by wydobyć przyklejone do skal awabi. co nie jest czymś wyjątkowym wśród kobiet ama. lekko drgających albo desperacko . Podobno rzeczywiście nie ma w wodach Pacyfiku i Morza Japońskiego takiej nietrującej rzeczy. ale -jak mówi Yukiko -jest ich coraz mniej. Yukiko znała się na owocach morza jak nikt inny z moich japońskich znajomych. co trzeba było wyciągnąć z dna morza. Ŝółwie. awabi i wszystko. Bardzo wieloma stworzeniami raczą się w całości. ama są ciągle potrzebne. kobietami nurkami. ama wyławiały więc perły. Ŝe nie tylko lepiej od męŜczyzn znoszą zimno. homary. która wbrew miejskiej elegancji miała wiele wspólnego ze światem ryb i rybaków. ale rybą . zajmujące muszle porzucone. które zmarły śmiercią naturalną. Swoją osobną ceremonię mają teŜfugu. ale teŜ mają pojemniejsze płuca i dłuŜej mogą wytrzymać pod wodą. Schodziły pod wodę tylko w przepasce biodrowej i bez Ŝadnego ekwipunku. trepangi. które razem zjadałyśmy. trzeba albo wstać o nieludzkiej porze.poŜywieniem. godne podziwu stworzenie". Wszystkie jadalne skarby wyłowione z wody moŜna zobaczyć na targu Tsukiji w Tokio. W sumie pochłaniają jedną szóstą wszystkich ryb zjadanych na świecie. mówiąc gościom: „Oto zaraz zjecie takie szacowne i piękne. Do tej drugiej opcji przekonała mnie 128 Yukiko. a niektóre jeszcze Ŝyją. Niebezpieczne zajęcie wydobywania morskich uszu juŜ dwa tysiące lat temu zarezerwowane zostało dla kobiet. by nakarmić Japończyków.

Stracą Ŝycie w ostatnim moŜliwym momencie. tuńczyków. z wyglądu łykowata. Znalazłyśmy się w zupełnie innej rzeczywistości i trudno było uwierzyć. niektóre waŜyły pewnie kilkaset kilogramów. Na ich ciemnoszarych cielskach wypisana była czerwoną farbą waga i numer.czepiających się pałeczek mackami. inne juŜ zdekapitowano.rozumieli się nawzajem bez problemu. serwowanym na przykład jako dodatek do sushi. Jeździły wózki bagaŜowe. Nacięte ogony ryb pozwalały klientom ocenić ich jakość. męŜczyźni w półmroku przemykający wśród tusz wyglądali jak uczestnicy pogańskiego rytuału. Tu sprzedawało się ryby w sposób. Zimny dreszcz przespacerował się po moich plecach i zamienił się pod zbyt cienkim sweterkiem w gęsią skórkę. Właściciele poszczególnych stoisk specjalizują się w kilku rodzajach towaru. Ŝe jeszcze kwadrans temu siedziałyśmy z Yukiko w ciepłym barze. pokrojone w małe kawałki i z róŜnymi dodatkami podane w misce ryŜu. trzepotali palcami. dopiero od niego ryba trafi do indywidualnych klientów zaopatrujących restauracje i sklepiki. a tuńczyki równie dobrze mogły być ciałami wrogów złoŜonymi w ofierze krwioŜerczemu bóstwu. pokryty szczeciniastymi wyrostkami bezkręgowiec kształtu i wielkości piłki plaŜowej moŜe więc być przysmakiem 130 wyławianym u wybrzeŜy Sumatry tylko w grudniu i serwowanym w kilku jedynie japońskich restauracjach. 129 który niewiele zmienił się przez wieki. jakiś szczególnie poŜywny wodorost . Na Tsukiji zaczęłyśmy oględziny od największych z nich. było jeszcze ciemno. gdzie grała swojska współczesna muzyka. Nowy właściciel podzieli go na porcje i wyeksponuje na lodzie na jednym z tysiąca pięciuset stoisk w zadaszonej części targu Tsukiji. najwięcej jednak było takich wielkości człowieka. na boki i . Brunatna substancja w ogóle nie wyglądająca na coś. Gdy zaczynała się aukcja.niewiarygodne . co dałoby się z jakiegokolwiek powodu wziąć do ust. Prowadzący aukcję kontaktowali się z kupującymi skrótami z szybkością karabinów maszynowych. w dół. niektóre ciągle miały głowy z półotwartymi pyskami. W czasie lunchu tokijczycy będą jeść sushi z tuńczykiem albo mięso tej pysznej ryby. bo dla właściwości smakowych mięsa im krótsza jest przerwa między uśmierceniem a zjedzeniem. Niektóre z owoców morza moŜna znaleźć tylko tu. niektórzy sprzedają tylko jeden rzadki gatunek kraba albo parę odmian małŜowatych pyszności. rzecz rzadka i bardzo ceniona przez koneserów. w związku z tym nie mają nawet nazw innych niŜ japońskie. LeŜą na kostkach lodu w hali wielkości boiska do piłki noŜnej albo niczego nieświadome baraszkują w plastikowych wanienkach napełnianych ciągle świeŜą wodą. Rzędy ogromnych cielsk tuńczyków leŜały na betonie. Wokół nas trwał nieustanny ruch. przydając rozgrywającemu się przed naszymi oczami widowisku nastroju niesamowitości i grozy. Bladawy. Nad ziemią unosiła się zimna mgła. Oprócz tuńczyka na Tsukiji sprzedawanych jest kilkaset gatunków innych stworzeń. wyrastająca z podłuŜnej muszli lekko drgająca trąba o kształcie niezaprzeczalnie fallicz-nym. Aukcja odbywała się w kilku miejscach jednocześnie i co ułamek sekundy kolejny tuńczyk zostawał sprzedany. Klienci odpowiadali na ich oferty skomplikowaną pantomimą dłoni. to jajeczka morskiego ślimaka. okazuje się delikatnym przysmakiem o nazwie mirugai. pracownicy za pomocą metalowych harpunów ładowali na nie ryby. ZamroŜone rybie cielska spowite były w biały opar jak w kokony. tym lepiej. wskazywali nimi w górę.

zasuszony w postaci czarniawych granulek albo sprasowane na papier pająkowate coś z wypustkami. Podobno najdroŜszy przysmak, jaki moŜna kupić na Tsukiji, to właśnie ta brunatna substancja, na której kulinarny czar byłam tak nieczuła, a która okazała się suszoną ikrą morskiego ślimaka, niewielkiego, pozbawionego muszli i urody stworka, który pełza w morskich głębinach, do końca nie wiedząc, Ŝe za kilogram jego jajeczek Japończycy gotowi są płacić prawie 10 tysięcy dolarów. Spacer od jednego stoiska Tsukiji do drugiego to podróŜ po krainie niewyobraŜalnych kulinarnych moŜliwości. Wszystko, co pływa (oprócz wspomnianej łodzi podwodnej), czeka tam na swoich nabywców i wkrótce trafi na stoły Japończyków. Brnęłyśmy z Yukiko między kubłami pełnymi wielkich rybich głów, skrzynkami bezbronnych Ŝółwików, stosami piszczących ze złości krabów ze skrępowanym szczypcami, kłębowiskami martwych juŜ węgorzy spętanych ogonami w ostatnim spazmie, krewetek ukrywających smaczne wnętrze pod burozielonkawymi pancerzykami, górami kolczastych jeŜowców, z których dwa przekrojone dla przykładu pokazywały ewentualnym nabywcom Ŝółtawą masę niesprecyzo-wanych wnętrzności. MoŜe najbardziej zaskakujący na Tsukiji jest zapach. Spodziewałam się spotęgowanej woni polskiej Centrali Rybnej, którą w mieście mojego dzieciństwa czuć było kilkadziesiąt metrów wcześniej cięŜką wonią zaduszonej makreli i konającego karpia, ale na tokijskim targu jedynym obecnym zapachem był 131 sionawy zapach morza. Tu Ŝadna ryba nie zdąŜy się zepsuć i nikt, tak jak Japończycy, nie opanował metod konserwacji darów morza. A dary te są niebywałe! KaŜdy krok uświadamiał mi, jak bardzo ograniczone jest nasze mięsne menu. Przeciskałyśmy się z Yukiko między kadziami pełnymi wielkich spiralnych muszli zawierających czarniawą pulsującą masę wciąŜ Ŝywej substancji i muszelek tak malutkich, Ŝe mogły mieć w środku tylko jakieś mokre biedne nic; patrzyłyśmy na męŜczyzn krojących potęŜne korpusy tuńczyków, dzielących je na jaskrawoczerwone i róŜowawe sześciany połyskujące na lodzie jak klejnoty; zaglądałyśmy do wanienek sflaczałych kałamarnic i meduzopodobnych drgających galaret, smukłych błękitnych rybek wielkości dłoni pływających w kółko jak oszalałe i grubych okrągławych chyba-ryb o psich pyskach, przyczajonych jak do skoku. Najbardziej intrygowały mnie stosy maleńkich srebrnych rybek o wyraźnych czarnych oczkach nieproporcjonalnie duŜych w stosunku do reszty ciała; to gapiące się pandemonium poskręcanych ciałek miało w sobie coś z obrazów Boscha. Podobne rybki uŜywane są do rzadkiej potrawy, o której opowiadała mi Yukiko, zwanej nomen omen „piekielnym tofu". Jej „piekielność" polega na tym, Ŝe do stopniowo podgrzewanego rosołu z Ŝywymi rybkami wkłada się kostkę zimnego tofu, a one w ucieczce przed gorącem wkręcają się w nią, by zginać dopiero, jak i ona zawrze. Jeden z najładniejszych z kolei towarów na Tsukiji to ośmiornice. Amarantowe, wielonogie, z odnóŜami zdobnymi w rzędy białych przyssawek wyglądają jak surrealityczne stwory z marynistycznych bajek dla dzieci, a nie składnik ich codziennego menu. Ośmiornice kroi się jak torty na kawałki zawierające część głowy i jedną lub dwie brodawkowate macki. WraŜenie robią teŜ czerwone ryby tai, które mają bardzo charakterystyczne oczy, wielkie, jasne i wypukłe; światło odbijając się w nich sprawia, Ŝe na wszystkich zrobionych przeze mnie zdjęciach patrzą przeraŜającymi ślepiami wilkołaka. Yukiko podawała mi nazwy kolejnych specjałów, tłumacząc, do czego się nadają, a

do czego nie, pochylała się, przyglądając z bliska srebrnym oślizgłym ciałom, wdawała się w pogawędki ze sprzedawcami, którzy chętnie flirtowali, zachęceni jej urodą i nie132 odpartym wdziękiem. Sprzedawcy z Tsukiji są rubaszni i niekiedy całkiem przyjaźni; przyzwyczajeni juŜ do pojawiających się czasem turystów, którzy robią sobie zdjęcia, do wszystkich tych dziwnych białych kobiet i męŜczyzn, pozujących z monstrualnym łbem tuńczyka wyciągniętym z kosza na odpadki, jakby taki łeb nie byl najzwyklejszą rzeczą pod słońcem. Ten Japończyk, który handlowa! mirugai, fallusami w muszlach, na widok cudzoziemki chichoczącej z japońską koleŜanką zachęcająco wskazał na sprzedawane stwory i powiedział (podobno): „Nie bójcie się, nie ugryzą". Sushi na śniadanie Sushi na śniadanie moŜe wydawać się dziwnym pomysłem i mnie prawdopodobnie nie przyszedłby on nigdy do głowy, gdyby nie Yukiko. Gdy juŜ zaspokoiłam swoją ciekawość na Tsukiji, namówiła mnie, byśmy w jednej z restauracji na terenie targu od razu spróbowały niektórych z tych rzeczy, które dopiero co oglądałyśmy. Wprawdzie nie byłam jeszcze Japonii tak długo, by widok Ŝywej ryby wzbudzał we mnie głód o siódmej rano, ale uznałam, Ŝe nie jest to doświadczenie, które mogłoby mi zaszkodzić. W końcu zjadłam fugu i przeŜyłam. Sushi, potrawę japońskiej kuchni, która najbardziej przyjęła się na Zachodzie, zrodziła konieczność. Aby przechować rybę, wkładano ją w gotowany solony ryŜ, który fermentując, zapobiegał jej zepsuciu. Zwyczaj ten zapoczątkowano w mieście Osaka. Taka właśnie zamarynowana ryba przechowywana w drewnianych beczkach była pierwotną formą sushi. W okresie Edo uległa ona przekształceniu i sushi zaczęto nazywać małe przekąski składające się ze świeŜo gotowanego ryŜu i przede wszystkim surowej ryby. Bogaci kupcy z Edo nie chcieli bowiem jeść przechowywanej ryby, ale najświeŜszą, prosto z morza. Wielkość sushi ponoć dostosowana została do kobiecego gustu; panie nie chciały zbyt szeroko rozdziawiać buzi, bo uwaŜane to było za nieeleganckie. Tak narodziła się potrawa doskonała, znak firmowy Japonii. Sushi moŜna zjeść w kaŜdym zakątku kraju, ale im bliŜej morza, tym lepiej. Wprawdzie do sushi powszechnie dodaje się inne składniki, wodorosty, pie133 czone i grillowane owoce morza, niektóre owoce i warzywa, ale jego istota polega na połączeniu lekko kwaskowego ryŜu i kawałka surowej ryby; nic więcej, nic mniej, Ŝadnych europejskich wymysłów z majonezem, cytrynką i pietruszką. Ta „niebiańska kombinacja", jak napisał jeden z zachodnich miłośników japońskiej kuchni, jest w stanie uwieść nawet bardzo konserwatywnych „gaijinów", którzy po pewnych czasie stają się kompulsywnymi poŜeraczami sushi, chociaŜ przedtem w ogóle nie jadali ryb. Mnie nie trzeba było przekonywać, ale dopiero w Japonii doświadczyłam sushi-ekstazy, sushi-blogost&rm, kulinarnej rozkoszy niemoŜliwej do zaznania nigdzie indziej. „Suszarnie" były miejscami, w których umawiałam się z Japończykami albo innymi „gaijinami". Tam objadaliśmy się, polecając sobie nawzajem co smaczniejsze egzemplarze zachętami wrodzaju: „To róŜowe z ikrą na wierzchu jest pycha", „Weź koniecznie to płaskie z mackami" albo „Łap, łososie jadą". Dla cudzoziemców nie mówiących po japońsku rajem są tak zwane kaitenzushi, czyli mało wykwintne, ale za to tanie i wygodne „suszarnie" obrotowe,

gdzie po taśmie wokół baru jeŜdŜą talerzyki, a na kaŜdym spoczywają dwa kawałki czegoś, czego nazwy moŜna wprawdzie nigdy nie poznać, ale smak pokochać i potem budzić się w jakimś innym kraju i wspominać go z nostalgią. Szefami w barach sushi zawsze są męŜczyźni. Japończycy wierzą, Ŝe kobiety nie nadają się do tej pracy z powodu zbyt ciepłych dłoni, które niepotrzebnie grzałyby ryŜ. Ale pewnie po prostu o wiele lepiej być szefem „suszarni", niŜ marznąć na dnie morza, by wyłowić potrzebne ingrediencje, a ideologię zawsze moŜna do tego dorobić. Bar sushi na terenie targu Tsukiji, do którego zabrała mnie Yukiko, naleŜał do bardziej tradycyjnych. Tu nie było obrotowej taśmy i kaŜdy gość sam zamawiał to, na co miał ochotę. To właśnie takich „suszarni" jest w Tokio najwięcej i przynajmniej jedną moŜna znaleźć przy kaŜdej stacji kolejowej. Klientela tej, do której zaprosiła mnie Yukiko, składała się głównie z robotników z Tsukiji, męŜczyzn o spracowanych dłoniach i sposobie bycia bardziej bezpośrednim, niŜ pozwala na to japońska norma. „IrasshaiW!", personel przywitał nas według zwyczaju serdecznym 134 okrzykiem, a goście siedzący przy kontuarze, zajmującym całą długość pomieszczenia, odwrócili zdumione twarze w naszą stronę. Normalne kobiety nie wpadają do takich miejsc o siódmej rano. „Yukiko-chanl", ucieszył się stojący za kontuarem szef, który był krewnym mojej przyjaciółki, „wujkiem Hidetoshi". Po chwili podano nam zieloną herbatę i oshibori, wilgotne ściereczki do wytarcia rąk. Po obowiązkowych pytaniach kierowanych do cudzoziemki, czy umiem jeść pałeczkami i czy jem surową rybę, na które pozytywnie odpowiadała Yukiko, złoŜyłyśmy pierwsze zamówienie. Jedna porcja sushi to zawsze dwa kawałki; nic, co się kroi, nigdy nie jest serwowane pojedynczo lub w trzech kawałkach. Zwyczaj ten - jak wiele innych kulinarnych zakazów i nakazów - związany jest wieloznacznością i labiryntową głębią japońskiego języka, w którym znaki kanji mogą w zaleŜności od kontekstu znaczyć coś innego i inaczej być wymawiane. I tak jeden kawałek to hito kire, a trzy to mi kire - wymowa obu niemiło kojarzy się z zabijaniem i samobójstwem. Z kolei kanji liczby cztery wymawia się tak samo, jak ten oznaczający śmierć, shi. Dlatego nigirizushi serwuje się po dwa, a makizushi po sześć, nigdy cztery. Za oszkloną gablotą kontuaru wyeksponowane były dzisiejsze specjalności i zaczęłyśmy od mojego ulubionego toro, delikatnego mięsa z brzucha tuńczyka, które smakuje jak najdelikatniejsza wołowina i w ogóle nie ma zapachu ryby, potem była ika, śnieŜnobiała twardawa kałamarnica, tamago, czyli słodkawy omlet jajeczny przypasany do ryŜowego wałeczka paskiem wodorostów, ikura, czyli ikra łososia, pomarań-czowozłota, wyraźnie rybna, pękająca w zębach. Za kontuarem wuj Hidetoshi, w białym stroju, z ręcznikiem zawiązanym na czole i dłońmi czerwonymi od ciągłego moczenia w wodzie chwytał garstkę ryŜu, ugniatał ją, kładł na wierzchu szczyptę wasabi, potem kawałek ryby, wszystko z szybkością i precyzją automatu, po kilku sekundach kolejna porcja nigirizushi stała przed nami gotowa do zjedzenia. Sushi moŜna jeść rękoma, wystarczy koniec zanurzyć w sosie sojowym i juŜ; mają wielkość odpowiednią na jeden kęs. W przerwach między porcjami przegryzałyśmy z Yukiko gari, przejrzyste płatki piklowanego imbiru, których ostry smak słuŜy 135 odświeŜeniu palety smakowej i ma właściwości bakteriobójcze. Sushi w małym barze na Tsukiji było wspaniałe, świeŜe, bezpretensjonalne i -jak się okazało -

idealne na śniadanie po nieprzespanej nocy. w której małych smagłych dłoniach pałeczki śmigały szybciej niŜ druty kogoś z duŜym doświadczeniem w robieniu swetrów. czy chcesz spróbować tańczącej krewetki?". zwróciła się do mnie w końcu Yukiko z diabelskim błyskiem w czarnych oczach. Przypuszczam. jakie do mnie dotarło z tajemniczej konwersacji. gdy z angielskiego przeszła na japoński. Wówczas szef sięgnął do jednego z pojemników stojących w zasięgu jego ręki. „Tańcząca krewetka" . Pałeczkę ruchomą trzyma się między kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki. a pałeczka nieruchoma spoczywa równolegle do niej przytrzymywana w statycznej pozycji między palcem wskazującym a serdecznym. „Mój wuj pyta. nie dałam rady. której głos w momencie. Nie od razu uda się więc na przykład zjeść . W japońskich barach typu fast food. dałby mi do myślenia. Yukiko wyjęła mi ją więc z ręki. by nauczyć się posługiwać pałeczkami i zjeść nimi posiłek. iŜ wymienił z Yukiko jakieś uwagi kompletnie niezrozumiałym językiem pełnym pomruków i chrząknięć. w jakie wprawiało mnie sMs7u'śniadanie. Ŝe odori znaczy równieŜ „skakać". sprawiały satysfakcję szefowi Hidetoshi. Taki białawy skaczący paluszek. to jedno z pytań. zwaną przez polskich „gaijinów" po prostu „mielonką". Spoglądał na mnie raz po raz i przekomarzał się z Yukiko. Ŝe wilczy apetyt i wyraźne objawy kulinarnego błogostanu. westchnęła z niemal erotycznym zachwytem. zanurzyła w sosie i poŜarła. I moŜe coraz szerszy. a moja czujność uśpiona śniadaniową ucztą nie ostrzegła mnie przed pochopną decyzją. czyli ruloników ryŜu zawiniętego w jadalny papier z wodorostów. ale nie wydawało mi się podejrzane. podpowiedziane szefowi przez nastrój i wyobraźnię. robotnicy i studenci wpadają tam w przerwie na lunch i zmiatają wszystko pałeczkami z ponaddźwiękową szybkością. Odori. Sarariimani. połyskujący złotymi zębami uśmiech wuja Hidetoshi powinien mnie zaniepokoić. Jedzenie pałeczkami. Przeciętnemu człowiekowi wystarczy kilka prób. „Za ogon!". Ŝe daleko im do mistrzostwa ludzi jedzących w ten sposób od dziecka. food jest very. Po nigiri sushi przyszła więc pora na kilka makizushi. a nie wiedziałam. trzymana za ogon krewetka ciągle „tańczyła". zanim skończy!" Poszłam za jej radą. a Ayaki. poradziła Yukiko. Nawet ci cudzoziemcy. w mgnieniu oka uciął jej głowę. MoŜe fakt.brzmiało nawet całkiem apetycznie. których japońska nazwa brzmi hashi. przechyliwszy ją do ust ułoŜonych w dzióbek. automatycznie podniósł się o oktawę na nieosiągalne dla mnie wyŜyny kobiecego wdzięku. którzy posługiwali się nimi od dawna dość biegle. ogórka. „Oishii". wypatroszył i połoŜył przede mną podrygujące danie. zgarniała pałeczkami ostatnie ziarna. Umiejętność ta jest w praktyce zdecydowanie prostsza niŜ w teorii. 136 Pałeczki i widelec „Czy umiesz jeść pałeczkami?". wbrew pozorom nie jest trudne i nie wymaga jakichś szczególnych zdolności manualnych. gdybym nie była tak skupiona na zmysłowej kontemplacji mojego śniadania. Po kilku chwilach jej miseczka z ryŜem była niemal pusta. które w środku mogą mieć rybę albo rybną pastę. grzybki shitake i inne rzeczy. „taniec". zauwaŜają teraz. to jedyne słowo. Szczególnie lubiłam obserwować dziesięcioletnią Ayaki. które gaijin wcześniej czy później usłyszy w Japonii. choć biegłość w tej sztuce wymaga oczywiście czasu. „za ogon. Zatrzepotała podkręconymi rzęsami. gdzie w automacie kupuje się kupony wymieniane przy barze na wybrane potrawy. wyciągnął z niego Ŝywą krewetkę. veryfast.

by uniknąć kompromitacji? „Das Bigos" 138 zachwycił wprawdzie niemiecką rodzinę mojej siostry. Japończycy lubią jednak. co wygląda i pachnie jak bigos. Rozwiązaniem dylematów było menu typu fusion. Według niego porównywalne są do ptasiego dzioba karmiącego małe.bardzo delikatne w dotyku. czemu towarzyszy charakterystyczny trzask. „rozsuwa" i „rozdrabnia". Ŝe jedzenie za pomocą dwóch patyczków ma w sobie coś bardziej naturalnego i zmysłowego niŜ jedzenie widelcem i noŜem. Skoro grubo ponad miliard Azjatów jakoś sobie radzi. Ostatnio 137 w takich miejscach jak na przykład studenckie stołówki zachęca się do pałeczek plastikowych.jak łatwo zauwaŜyć . Ŝe nie udało nam się osiągnąć . podczas gdy pałeczka „nigdy nie dokonuje gwałtu na potrawie". jest to jednak moŜliwe i po jakimś czasie zaczyna się zauwaŜać. Na szczęście akurat wybierała się do nas w odwiedziny przyjaciółka. które przed konsumpcją trzeba „rozdziewiczyć". by uczta była choć w połowie tak wspaniała? Pewnie wypadałoby przygotować jakieś polskie specjały.za pomocą pałeczek śliski makaron ramen. Zdaniem francuskiego filozofa. w którym polskim krokietom i barszczykowi towarzyszyły bardziej międzynarodowe specjały. ale które. w pięknym bladozielonym kolorze. który będzie raz po raz zsuwał się z powrotem do zupy. Pozbawione centrum (jakim dla nas jest kawał miecha) japońskie danie. sterylne i przez nikogo innego nie uŜywane. które moŜna myć. są połączone i przed posiłkiem kaŜdy je rozłamuje. Wiele dowcipów erotycznych. Jego zdaniem zachodnie sztućce „okaleczają". zwłaszcza tych ze świata hostess i gejsz. a jedynie „podnosi". Końce drewnianych pałeczek. Ze smutkiem przyznaję. brak reguł pierwszeństwa w zjadaniu jego poszczególnych części i „macierzyńska" funkcja pałeczek skłaniały niektórych zachodnich uczonych do określania japońskiej kuchni mianem „postmodernistycznej". Ŝe nikt przed nami ich nie dotykał i jeszcze do niedawna były drzewem rosnącym w indonezyjskim lesie albo na stokach japońskich gór. ale przecieŜ Japończykom nie podam czegoś. Ŝe dziennie przeciętny Japończyk zuŜywa trzy pary pałeczek. Pałeczki podawane w ogromnej większości japońskich restauracji zrobione są z surowego drewna. których teoria jedzenia interesuje bardziej niŜ praktyka. które słuŜą do trzymania w ręku. Uczta Chizuko Po „skromnej" kolacji u Chizuko ogarnęła mnie panika związana z koniecznością rewanŜu. która przywiozła takie niedostępne w Japonii ingrediencje jak czerwone buraki. nawiązuje do wspomnianej „dziewiczości" pałeczek. aby pałeczki były nowe. który . Wystarczy pomyśleć. bo ekolodzy głośno protestują przeciw takiemu marnotrawstwu drzew. Pewnie moŜna by bawić się w dalsze efektowne porównania.sporo czasu spędzał w japońskich restauracjach. „rozszczepia". „kroją" i „nabijają". podczas gdy zachodnie zwyczaje kulinarne wymagają „armii pik i noŜy związanych z drapieŜnością". Jedynie w wyjątkowo drogich i eleganckich miejscach podaje się pałeczki wycięte ze świeŜego bambusa . W ten sposób moŜemy być pewni. Wersje wielokrotnego uŜytku stosowane są niemal wyłącznie w domu i wtedy kaŜdy członek rodziny ma własną parę. Co im podać. pałeczki mają w sobie „coś macierzyńskiego". chlapiąc dookoła. Barthes w Imperium znaku dokonuje ciekawego porównania jedzenia pałeczkami oraz widelcem i noŜem. ale lepiej zostawić je tym.

jej męŜa profesora. czyli „wszystko razem". niemal przejrzysty makaron przypominający anielskie włosy. roladki z brązowej wołowiny z ukrytymi w środku szmaragdowozielonymi łodygami szczypiorku. Yosenabe Chizuko podała w ceramicznych czarkach. jakby statusem społecznym była równa swojemu męŜowi. Na ceramicznym półmisku przyniesionym przez Chizuko na początek uczty cieszyła oko niesymetryczna kompozycja zensai. poszczególne potrawy leŜały. stanowiące japoński odpowiednik naszego „bigosu na winie". Kolejnym daniem uczty Chizuko było yosenabe. 139 wąskie prostokąty surowej kałamarnicy ozdobione z wierzchu na purpurowo piklowaną ikrą z dorsza. malutkich i bardzo zróŜnicowanych dań. na wierzchu leŜały sosnowe igły. ale jakŜe przy tym odmienne: w przezroczystym rosole rybnym pływały kawałki kilku róŜnych owoców morza. Chizuko znalazła je w pobliskim parku i to one zainspirowały do przygotowania pracochłonnych przystawek. iŜ idealnie białe wnętrze kontrastowało kolorem z niemal czarną zielenią nori i róŜowopomarańczową skórką. pokrojone w cieniutkie plasterki awabi ugotowane w sake i sosie sojowym. a poszczególne smaki wyraźne i zachowujące swoją specyfikę.godne było zagranicznych gości pierwszy raz odwiedzających jej dom. urokliwe w swojej prostocie. Tu sytuacja była nieco inna: teoretycznie pełniłam rolę zwierzchnika Chizuko. Unoszący się znad misy zapach przywodził na myśl jesienne ogniska i dym unoszący się nad polami. podłuŜnych muszelkach. co umiała robić najlepiej i co -jej zdaniem . Ozdobę brunatnobeŜowego półmiska stanowiły dwa prawdziwe liście. nasze kontakty miały charakter niemal egalitarny i uproszczony dzięki uŜywaniu języka angielskiego. smaŜona na złoto ryba o jasnym mięsie przyprawiona kwaskowym sosem. marynowane w paście miso asparagusy o jaskrawym kolorze świeŜej trawy. plasterkom marchewki sprawne dłonie gospodynie nadały kształt liści. było teŜ w oczywisty sposób jesienne: składały się nań krewetki. kilku przystawek. dwa liście wyglądały tak. na które nasze kubki smakowe najmniej były przygotowane: makaron sobą został podany w . warzywa i cieniutki. W kaŜdym razie zdawaliśmy sobie sprawę z tego. które Chizuko zdjęła przed podaniem potrawy na stół. na tle ceramiki w kolorach ziemi. Dekoracja nie była nachalna. jakby właśnie spadły nań z drzewa. podejmującej zagranicznych przyjaciół tak. bo goszczeni wcześniej cudzoziemcy naleŜeli do zagranicznych współpracowników Teru. które symbolizowały zbliŜający się październik. ale w porównaniu z elegancką restauracją cechowała ją duŜa dowolność w doborze potraw.mistrzostwa „skromnej" kolacji Chizuko. Trzecie danie. zawinięte w wodorosty i przekrojone na połowy tak. których zielona barwa na obrzeŜach przechodziła juŜ w jesienne złoto. ale jako Ŝe od początku wykazywałam kompletną obojętność wobec reguł japońskiej hierarchii. Całość była lekka i delikatna. KaŜde z nas czworga brało bezpośrednio z naczynia wybrany kąsek i moczyło go we własnej miseczce z sosem. Byliśmy jej pierwszymi „gaijinami". nie dotykając się. dwa brązowawe ślimaki przyprawione sosem sojowym i z powrotem umieszczone w swoich kremowych. Potem przyszła pora na danie. Ŝe kolacja dla nas była dla Chizuko duŜym wyzwaniem: musiała sprostać nowej roli gospodyni. grzyby i orzechy ginnan zapieczone na grubej soli w specjalnym glinianym naczyniu. Uczta przygotowana przez Chizuko na naszą cześć była o wiele wykwintniej sza niŜ codzienny japoński posiłek. Były tam gotowane krewetki. które ustawiła na plecionych bambusowych matach. Chizuko przygotowała to.

Wkładem pana domu było hojne dolewanie nam Ŝubrówki. zlepione śluzowatą ciągnącą substancją . Potrawa ta narodziła się ze zwyczaju zalewania zieloną herbatą resztek ryŜu w miseczce. pijając ją z dodatkiem wody mineralnej lub sprite'a. „górskiego kartofla" o słabym. gdzie w miarę skromnych moŜliwości starałam się wnieść twórczy wkład. Sos z tororo to przykład potrawy. od lat zaopatrywał się w pobliskim monopolowym. Ŝe trzeba podzielać jego przekonanie o wysokiej wartości sztuki kulinarnej w Ŝyciu człowieka i lubić japońskie jedzenie. gotowaliśmy razem w mikroskopijnych kuchniach. w którym cudzoziemcy skarŜą się na samotność i wyobcowanie. lepiliśmy pieroŜki i rozmawialiśmy swobodniej niŜ przy jakiejkolwiek innej okazji.czerwonych miseczkach z laki wraz z sosem zrobionym z utartego warzywa tororo. Gdy znajomość przyjęła formy prawdziwej zaŜyłości. jak bardzo gospodyni musiała się umęczyć. Jeśli odwiedziny takie oznaczały początek przyjaźni. lekko szczypiącym smaku. której istotą jest właśnie faktura. jakiego nie powstydziłaby się Ŝadna włoska kawiarnia. Na podobne uczty byłam zapraszana zwłaszcza na początku mojego pobytu w Japonii i towarzyszyły one pierwszym odwiedzinom w japońskich domach. Gdy Mariko 141 zaprosiła mnie wiosną na szkolny piknik. kolejne posiłki były juŜ . taką miksturę wypijano. w którą. Oczywiście w naszym posiłku nie mogło zabraknąć ryŜu. Jedna z dróg do serca Japończyka wiedzie przez Ŝołądek. z jaką nawiązałam ciepły kontakt z ludźmi w kraju. by odkleił się od ścianek. Te mniej formalne spotkania wspominam najcieplej.wprawdzie nieodmiennie piękne . których pojemnikiem zostałam obdarowana na koniec. a potem ją przyrządzałyśmy. Chizuko podała to danie z wodorostami i piękną. którą nie kaŜdy gaijin jest w stanie docenić. Najpierw więc szłam z Chizuko albo Mariko do sklepu i wybierałyśmy potrzebne produkty na codzienną kolację. Ŝe większość kobiet słyszała o naszych międzynarodowych kulinarnych ekscesach. Kroiliśmy ryby.sfermentowane ziarna soi. moŜe tylko z wyjątkiem wspólnej kąpieli. który na koniec Chizuko podała w formie ochazuke. a mój przepis na sałatkę z cykorii i pomarańczy znany jest jako „sałatka gaijinki". Współcześnie uszlachetnione róŜnymi dodatkami wersje ochazuke serwuje się w wielu restauracjach i jest to popularna potrawa kończąca zakrapianą imprezę. które szybko znikały w naszych ustach. ta dziwna. jaką mam na temat relatywnej łatwości. organizowany przez matki pociech grających w piłkę noŜną. a ja nie naleŜałam 140 do wyjątków. Przez Ŝołądek do serca Japończyka Jedna z hipotez.tororo rzadko znajduje wielbicieli wśród „gaijinów". lekko chropowata. złotopomarańczową ikrą łososia. okazało się. ku naszemu zaskoczeniu. towarzyszyły mu pikle domowej roboty. Na deser dostaliśmy owoce z jogurtem „hodowanym" przez Chizuko w domu. kilka rodzajów herbaty do wyboru i kawę z ekspresu. tworząc na cześć „gaijina" te małe dzieła sztuki. wiąŜe się z moim sybaryty-zmem. białawym kolorze i konsystencji rzadkiej papki dla niemowląt. co znaczy w tym wypadku tyle. często z udziałem ich męŜów i dzieci. półpłynna papkowa-tość. Pozytywna odpowiedź na inicjacyjne pytanie o posługiwanie . bowiem nie czułam się podczas nich skrępowana myślą. Podobnie jak osławione nattó .ale o wiele prostsze. bowiem zostawianie niedojedzonego posiłku nie było i nie jest w dobrym tonie.

bliską sztuce nawet wówczas. a zainteresowanie kuchnią jest dobrze widzianym wyrazem ogłady w przypadku ludzi obojga płci. czyli kobiet. Takie wyprawy nie są zresztą niczym wyjątkowym i funkcjonują w formie zorganizowanej. Innym razem jechaliśmy .nie jest Ŝadną rybą. gdy odbywa się we własnym domu i nie na pokaz. Ŝyciodajne i intymne jak mleko matki.się pałeczkami i jedzenie surowej ryby jest czymś w rodzaju zdanego testu.co za cudowna kombinacja przyjemności . w której dwie urodziwe Japonki jeŜdŜą po najdalszych zakątkach kraju tylko po to. a inni uwaŜają. kilka razy zabierali nas na kulinarne wycieczki po Japonii. wymagającą umiejętności. Japońska kuchnia zajmuje waŜne miejsce w idei Nihonjinron. których akcja toczy się wokół kulinarnych wątków i zawsze przynajmniej na jednym kanale TV emitowany jest gurume show. wprowadzając go w bardziej skomplikowane arkana japońskiej kuchni. konkurs na nową potrawę z udziałem sławnych osób albo podróŜnicza epopeja. „To najlepsze i najzdrowsze jedzenie na świecie". który . O wadze przywiązywanej do kuchni świadczy ilość artykułów. Ich zdaniem kadr ten pokazuje. Byli jedynymi ludźmi. by próbować lokalnych przysmaków (i . a poszczególne regiony kraju prześcigają się w promowaniu lokalnych specjalności. DuŜą popularnością cieszą się komiksy ????. Ŝe zamorskie specjały nie nadają się dla mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. Dlatego bardzo często japońscy męŜczyźni potrafią gotować i z przyjemnością oddają się temu hobby . bo ich wyjątkowy system pokarmowy przystosowany jest wyłącznie do japońskiego jadła. złoŜonej z naukowych i pseudonaukowych teorii na temat wyjątkowości (a niekiedy wyŜszości) mieszkańców Japonii nad innymi nacjami. którym udało się skłonić mnie do zjedzenia węgorza. zawody w zjadaniu sushi. Autorzy ksiąŜki The Essence ofJapanese Cuisine piszą. Daje pytającym nadzieję.zaŜyć kąpieli w miejscowym onsenie). Ŝe cudzoziemiec nie jest przypadkiem beznadziejnym i warto zainwestować czas. niemal uczłowieczony element wszechświata. Autokary pełne Japończyków ruszają w dal. W Japonii prawdopodobnie bardziej niŜ w jakimkolwiek innym kraju wiedza o jedzeniu ma charakter powszechny.powiedzmy sobie szczerze . nie jest w Japonii niczym dziwnym. dyskutująca przy sake nad wyŜszością tuńczyka z północnego Pacyfiku nad tym z Oceanu Indyjskiego. Bardzo często osoby wykonujące zawody. Jak piszą autorzy The Essence of Japanese Cuisine. Przyrządzanie jedzenia traktuje się jako czynność waŜną. Tampopo kończy scena nie mająca pozornie związku z całą historią. tak naprawdę ma ona kluczowe znaczenie dla całego filmu.gotowanie nie jest poślednim zajęciem. głównym bohaterem jest jedzenie. kultowym filmie Itami Yuzó. Ŝe japońskie jedzenie dla Japończyków jest tak waŜne. twierdzą niektórzy Japończycy. Ŝe grupa robotników drogowych. A kto wie. do którego profesor kluskologii przemawia czułymi słowy. gotowymi rozprawiać godzinami o subtelnościach smaku oleju do tempura albo sposobach krojenia makreli. których przedstawicieli w innych krajach słusznie nie podejrzewałoby się o wysmakowany gust kulinarny. tylko przerośniętym wodnym robakiem. Rodzice Mariko. moŜe nawet spróbować się z nim zaprzyjaźnić. programów telewizyjnych i najrozmaitszych poradników poświęconych jedzeniu. 142 zarezerwowanym dla mniej uprzywilejowanych członków społeczeństwa. okazują się w Japonii wybitnymi znawcami jedzenia. przedstawiająca matkę karmiącą piersią dziecko. W Tampopo. para dziarskich staruszków naleŜących do Klubu Smakoszy Seniorów.

japoński psychiatra o światowej sławie.krewetką w tempurze. Mieszkańcy USA i Europy największą nostalgię Ŝywią do szaleństw wczesnej młodości. ale nie zjada się jej 0d razu do końca. To. na co akurat ma się ochotę . nie miały właściwości halucynogennych. niepozorne grzybki. którzy pytają tak jak Fukuda Kazuya w pracy pod wymownym tytułem: Dlaczego Japończycy stali się takimi dzieciakami? W Japonii dorosłość utoŜsamiana jest ze społeczeństwem. Nagle pojawiła się młoda dziewczyna. od czego zaczniesz akt konsumpcji. cyt. kolejność ich spoŜywania nie ma Ŝadnego znaczenia. plasterkiem jarzyny. Z elementów jasno skodyfikowanego systemu znaków tworzy się w ten sposób własne imperium. Ŝe torturując dziecięce umysły tylko nakazami. Głos mojej mamy: „Najpierw zupa!" odzywał się w mojej głowie za kaŜdym razem. Ŝe nie mogę powstrzymać się. Nakamura Hajime. by w jakimś podmokłym lesie przez kolejne trzy zbierać blade. złoŜonym z kilku. na turystycznej kuchence przyrządzić je i zjeść. kęsem surowej ryby. sukcesem i władzą. wyprodukował on ludzi niedojrzałych do dorosłego Ŝycia. by od razu nie zjadać całej zupy miso. Chwyta się szczyptę jednej potrawy. W przypadku Japończyków miłość natury nierozerwalnie wiąŜe się ze skłonnością do podziwiania rzeczy niewielkich i pełnej czułości pielęgnacji tego. za Saito Yuriko „The Japanese Appreciation of Naturę" Jak moŜemy podsumować tę totalną infantylizację Japonii? Odpowiedź jest prosta. a nie z emancypacją. koniecznością kompromisów i rezygnacją. ale smakosze seniorzy wyglądali na naprawdę szczęśliwych. Najpełniej wyraził ją Doi Takeo. Teza o szczególnej tęsknocie Japończyków do wiecznego dzieciństwa nie jest jednak nowa. społeczeństwo zaś przede wszystkim z opresją. ostrzeŜeniami i pamięciowym wkuwaniem. Mariko bardzo rozśmieszyło. Sądem języka/oka. Kawaiilll Lolitki z imperium zmysłów Fajna kulturka W odwaŜnej. charakterystycznymi dla modelu zachodniego. w klasycznej juŜ pozycji TheAnatomy of Dependence. Cos-playerki z Harajuku. popija łykiem zupy. a potem na miejscu. Yamane Kazuma Gyaru no kozo {Struktura dziewczyny) V. podyktowane jest indywidualnym wyborem. a potem porzuca ją na rzecz następnej. podczas gdy . obrazoburczej ksiąŜce Dogs and Demons Alex Kerr pisze. w którym najdrobniejsze zachowania ujęte sąw pancerz reguł. Delikatne tofu zagryza się kawałkiem ostreg0 ??? albo czymkolwiek innym.143 przez siedem godzin tylko po to. Nastrojem. gdy zasiadałam do zastawionej wieloma naczyniami tacy z japońskim posiłkiem. W japońskim posiłku. w sferze jedzenia pozostawia się margines wolności. Autor twierdzi. winiąc za to między innymi powojenny system edukacyjny. W kraju. Ŝe japońska kultura zdziecinniała. kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu róŜnych potraw. kucając pod parasolami w gęstniejącym deszczu. co delikatne. Dziś kwestia ta intryguje wielu japońskich uczonych. Grzybki smakowały niezbyt wyraźnie. Imperium smaku. gdy opowiadałam jej. zakazami. Mariko mkt nie kazał najpierw zjadać zupy.

Ubrana w rzeczy odpowiednie dla wybierającej się na szkolny bal dwunastolatki. Lolitki pojawiły się w reklamach . a w wywiadach posługiwała się afektowanym dziewczęcym językiem. zrobione przez fotografa szczęściarza zdjęcie jej majteczek trafiło na pierwsze strony bardziej i mniej powaŜnych gazet. czego akurat potrzebuje widownia.od świtu do nocy i często ponad ludzkie siły. przez które rozmawiały nienaturalnie wysokimi głosami. szczebiocząc i chichocząc. Marzenie o powrocie do dzieciństwa. czyli słynna gwiazda lat osiemdziesiątych Matsuda Seiko. czyli karóshi. to specjalność japońska. do której wraca się w marzeniach i snach.to pragnienie. Jego centralną postacią stalą się lolitka: infantylna i niedojrzała postać kobietydziecka. czyli zachowywanie się w sposób dziecinny. Gdy była u szczytu kariery. Podstawowa odpowiedź na intrygujące cały świat pytanie. sprzedawcy uprzejmi. szkolne spódniczki. gdy byli małymi dziećmi. jakim cudem Japończykom udało się w ciągu jednego pokolenia zbudować imperium.Japończycy powszechnie tęsknią za czasem. opadające skarpetki i płaskie buciki. słuŜąca jako model identyfikacyjny dla kobiet i obiekt pragnienia dla męŜczyzn. bezbłędnie wyczuła potrzebę nowego kobiecego wizerunku i dala cielesny wyraz budzącemu się trendowi. które ubierały się i zachowywały jak dwunastolatki. a nie na przykład polska. Matsuda. zniekształcając słowa tak. które. stając się obiektem męskich pragnień i niedoścignionym wzorem do naśladowania dla młodych Japonek. Jej kolejne dwadzieścia cztery single stały się hitami. Śmierć z przepracowania. Pozbawiona talentu wokalnego i scenicznych warunków Seiko Matsuda. Matsuda uosabiała ideał japońskiej dziewczyny z sąsiedztwa i po mistrzowsku wykorzystała swoją przeciętność. dać się kochać i za nic. Na zawsze pozostać dzieckiem. niekiedy mając lat co najmniej dwa razy więcej. a wkrótce takŜe róŜowe telefony komórkowe. Z pragnienia pozostania w raju dzieciństwa narodził się w latach osiemdziesiątych potęŜny nurt kulturowy. jak twierdzą niektórzy badacze. a kiedy trzeba szlochając. Lolitka stała się ideałem i wkrótce ulice miast zaludniły grupy rozchichotanych istot. nie ponosić odpowiedzialności. sepleniła i przekręcała słowa. wspięła się na szczyt popularności. schronić się 145 w bezpiecznym zakątku matczynych ramion. produkujący nowych idoli. interpretować moŜna jako rezultat bardzo wysokich oczekiwań. obdarzona za to w nadmiarze umie146 jętnością sprzedawania tego. chodziła szurając stopami. przyczyniła się do popularyzacji infantylnego i strywializowanego wizerunku kobiecości w Japonii. burikko idealna. Tę romantyzację dzieciństwa jako oazy szczęścia. nadaje kierunek kulturze współczesnej Japonii. jak robią to dzieci. jest prosta: Japończycy pracują cięŜko i z oddaniem. pozbawiona wyraźnych cech dojrzałej kobiecości.„udawanie dziecka". a ulice posprzątane. a tworzony od niego czasownik . w którym sterylnie czyste pociągi są zawsze punktualne. Bycie dorosłym to taka właśnie praca . jakie przed kaŜdym stawia japońskie społeczeństwo. za nic w świecie nie dorastać . Ubrane w za małe pastelowe sweterki. Wspomniana tu juŜ japońska Madonna. ozdabiały pluszowymi zwierzątkami swoje dziecinne torebki. kusi wielu mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. Japońską wersją lolitki jest burikko . dla mnie osobiście dość przeraŜające. a Ŝycie osobiste najciekawszym tematem.to spopularyzowane przez jedną z młodocianych gwiazdek pop słówko znaczy po japońsku „udawane dziecko".

przy czym nie zawsze w miły sposób". Słowo. W modzie pojawiały się kolejne lołitkowe hity. zanim polubili to równieŜ chłopcy. które nosi się zrolowane na łydkach. atrakcyjne seksualnie. odnosząc się jednak tylko do tego.trzeba przyznać . troszkę Ŝałosne. Przeciętny człowiek moŜe uŜyć tego słowa w znaczeniu „fajny". słabe. Słownik Longmana znaczenie słowa cute wyjaśnia kolejno jako: „bardzo ładny lub atrakcyjny". dzięki którym dziewczęta i młode kobiety mogły wyglądać bardziej dziecinnie.i w programach telewizyjnych. które w ustach japońskich lolitek słyszało się najczęściej. Najsłynniejsza ikona kawaii. które właśnie spadło z tapczanu. milusi. W1999 roku Hello Kitty hucznie obchodziła swoje dwudziestopięciolecie. lecz stały się standardowym wyposaŜeniem garderoby lolitki.loose socks). ale w świecie lolitek kawaii to coś. Ŝe stała się przedmiotem uwielbienia 148 milionów Japończyków? Niewątpliwie największa część tajemnicy tkwi w jej wyglądzie. miły. bo . zwierzęcia. Motto Hello Kitty: „Nigdy nie masz za duŜo przyjaciół" nic nie straciło ze swojej świeŜości. SłuŜy bowiem do opisywania ludzi i rzeczy. róŜowy toster. lecz takŜe niewinne. Specjalny klej trzyma luźną skarpetę na miejscu. rzeczy i zjawiska. będącym uosobieniem słodkiej bezbronności i spełniającym wymienione . miękka wielkooka maskotka pozbawiona ust. co jest „słodkie" lub „fajniutkie" w sposób dziecinny. Ŝe to 147 one udawały dzieci. Japońskie kawaii takŜe słuŜy opisowi ogólnie pozytywnch cech człowieka. rozstawionymi piętami i połączonymi palcami stóp. słodkie i wdzięczne. to: „Kawaii". Luźne skarpety. Panowie uczestniczą w kulturze kawali przede wszystkim biernie: gapiąc się na lolitki z erotycznym zachwytem. Dlatego tak zwane luźne skarpety nie przeminęły z wiatrem po kilku tygodniach. włochata ramka na wewnętrzne lusterko w samochodzie. rozpoznawalna po obu stronach Pacyfiku. a całość słuŜy osiągnięciu efektu szczuplejszej nogi. które są nie tylko ładne. Japońskie słowo kawaii tłumaczy się na angielski jako cute. czyli zantropomorfizowana biała kotka i jeden z najbardziej opłacalnych w dziejach motywów uŜywanych w przemyśle designerskim. to coś w rodzaju zbyt długich i obszernych białych getrów. juŜ nie tak kawaii. to Hello Kitty. bo popyt na gadŜety z jej wizerunkiem trwa. pluszowe zwierzątko doczepione do damskiej torebki. a nawet „zajebisty". niedojrzały i bierny. a szczyty popularności osiągały rzeczy. Głównymi jej aktorkami od początku były dziewczęta i młode kobiety . Zapewne młodsze pokolenie mogłoby nam co nieco dopowiedzieć. niestety. Fajna kulturka juŜ wkrótce miała stać się dominującym nurtem. czyli ruuzusok-kusu (od angielskiego . „atrakcyjny w sposób seksualny" oraz „bystry i praktyczny w radzeniu sobie z ludźmi. ale termin ten ma nieco inny zakres znaczeniowy. bo w naszej grupie były osoby koło trzydziestki. co jest „fajne inaczej": na przykład kocię.w tym sensie. ubierały się jak dzieci i kupowały dziecinne gadŜety. fajny i fajniutki. Dorosła męska część populacji nie pozostała obojętna. komentując infantylnymi okrzykami i chichotem bardziej sensowne wypowiedzi męskich uczestników. Bawiliśmy się ze znajomymi „japonofilami" w wymyślanie polskich odpowiedników kawaii i zgromadziliśmy następujące: „słodki. Co tak pociągającego jest w białej kotce firmy Sanrio. maleńkie. miłe. bezbronne. W ruuzusokkusu najlepiej stawać z kolanami ku sobie.kobiece nogi wyglądają wówczas wyjątkowo ślicznie. czaderski".

iŜ długopis słuŜy do pisania. podpowiada mi więc. Ŝe praktyczne znaczenie jest wtórne wobec symbolicznego . młode egzemplarze zwierząt i ludzi. Ŝe w japońskiej kulturze juŜ wcześniej byli bohaterowie o cechach kawaii. Dyndają wesoło przy telefonach komórkowych. co z natury jest duŜe. pozbawionych dzikości i raczej nieszkodliwych stworzeń: „W istocie w japońskiej tradycji nie znajdujemy pochwały 'puszczy pełnej dzikich bestii'. Gwiazdami japońskiej telewizji przez jakiś czas była para stuletnich bliźniąt. a inwencja designerów w tworzeniu kolejnych gadŜetów jest nieograniczona. Hello Kitty uosabia stworzenie. 1996. szczeniaki. plastikowe opakowanie z patyczkami do czyszczenia dziurek w uszach (tych od kolczyków!) oraz róŜnorakie breloczki. okrąglutki Daruma nie wygląda słodko?).to. podstawki. hipopotamy. Intuicja. Na przykład: pokrowiec na uchwyt do papieru toaletowego. takie jak kocięta. Ale wracając do Hello Kitty . które ani nie ugryzie. z miękkimi krawędziami. ani puszyści. króliczek Miffi 149 czy Ŝółty stworek Pikachu patrzą na nas zewsząd na ulicach Tokio. małe foczki.stworzenia dziecinne. takich jak słonie. co malutkie bądź miniatury tego. ale raczej nie nosoroŜce czy mrówkojady.przeznaczeniem róŜowego długopisu z wizerunkiem Hello Kitty albo takiegoŜ tostera jest zatem przede wszystkim budowanie toŜsamości właściciela. w całej wielowiekowej japońskiej tradycji dominuje zamiłowanie do pejzaŜy uładzonych. a więc stworzenia. delikatnych i bliskich" (Saito. nalepki. obejmuje: . oprócz przedmiotów jakoś jednak uŜytecznych. kolców i zębów. a toster do opiekania pieczywa. niedźwiedzie.przedmioty i stworzenia o krągłych kształtach. Jak pisze Saito Yuriko.to. wszystkie te słodkie cuda przeznaczone są nie tylko dla dzieci. .stworzenia ciepłokrwiste. Od debiutu białej kotki w 1974 roku popyt na rzeczy z jej podobizną nie słabnie. choć tu mogą być wyjątki. gładkie. bez pazurów. . Hello Kitty została uŜyta przez japońską firmę Sanrio jako główny motyw ozdobny fanshi guduzu. pozbawione nieprzyjemnych kantów. s. Najczęściej cytowana lista rzeczy. powiewają na suszących się ręcznikach i pościeli. ani nie ucieknie. to z pewnością byli nieduzi. które sąkawaii. co miękkie i puszyste. . ozdabiają ubrania przechodniów. . MoŜna jednak włączyć je do kategorii rzeczy kawali jako zdziecinniałe. przy-wieszki z wizerunkiem Hello Kitty. . choć ani miękcy. Fakt. schodzi na plan dalszy i dlatego. Patrzy na świat szeroko rozstawionymi kropkami oczu i nie ma ust. króliczki. czyli wszystkich „słodkich" i „fajniutkich" rzeczy (od angielskiego fancy goods). Najbardziej kawali są ssaki i ssakopo-dobne. nos jak guziczek i kokardę na lewym uchu. której nie będę tu rozwijać. Jak pisze wspomniana Kinsella w Cuties in Japan. lecz zamiast tego ciągłą świadomość urody rzeczy małych.wyŜej kryteria bycia kawaii.ma ona głowę nieproporcjonalnie wielką w stosunku do reszty ciała. bo ta ich cecha wydawała się najbardziej cieszyć widzów. misie koala. na japońskim rynku fanshi guduzu dostępnych jest mnóstwo rzeczy zupełnie pozbawionych wymiaru praktycznego. pandy. 240). które współcześnie stały się dominującymi (czyŜ na przykład czerwony. na przykład pomniejszone wersje wielkich groźnych zwierząt. Hello Kitty oraz tacy jej dalecy krewni jak panda Tarę. Poza tym. Ich specyfika polega na tym. Co najwaŜniejsze. łapki pozbawione palców i nogi bez stóp. lecz takŜe dla dorosłych.

Noszą inne nazwy. najlepiej róŜowe. oznaczający erotyczną fiksację na punkcie niedojrzałych dziewcząt. gdzie kupuje się seks. za które Zachód tak podziwiał Japonię. niepodzielnie władają na Harajuku. Ŝe „skończył się czas dŜinsów i szaleństw". w której dziewczęta świadczą teŜ inne usługi oprócz mycia klienta . . trzeba parę słów poświęcić Krainie Mydła.moŜe powiedzieć. ale w Japonii wyróŜnia je powszechność. obok otwartości. zaludniają sklepy i kawiarnie. dźwigi. jedna z tych nieprzyjemnych wprawdzie. Paradoksalnie. zastąpione zostały tą nową wszechwładną kategorią.tak jak Chizuko . RoznegliŜowane wizerunki młodych dziewcząt ozdabiają ulice i pociągi. produkuje kawali samochody. Geneza kultury kawali jest równieŜ istotna dla zrozumienia tego. co Michiko tam robiła. często nieme.. ale przy kaŜdej większej stacji znajduje się od kilku do kilkuset przybytków jednoznacznego przeznaczenia. Ŝe miejsca. odnoszącą się do infantylnego królestwa kiczu i zamiast wabi. Rzecz w tym. czyli „pełnego zestawu". Erotyczne marzenia o dziewczętach młodszych. Młodziutkie dziewczęta.stworzenia niezdarne.przedmioty i stworzenia w pastelowych kolorach. gdzie kaŜdy powyŜej trzydziestki czuje się w ich tłumie nieswojo. obsiadają pomnik Hachikó. Wprawdzie od 1957 roku prostytucja jest w Japonii zakazana prawnie. drugie słowo-klucz do zrozumienia japońskiego 151 imperium erotycznego. do których drogę wskazują szyldy i reklamy czytelne dla kaŜdego Japończyka.od „masaŜu erotycznego" do fum kósu (od angielskiego fuli course). powiedziała mi Michiko takim tonem. wydają się mniej czy bardziej uniwersalne. barwne jak papuŜki. Kerr pisze. bezbronne. rozmach i zaskakująca dla „gaijinów" otwartość. Gdziekolwiek się pojawią. To ich pragną męŜczyźni. Świat naleŜy do lolitek. jakby była to ospa wietrzna albo róŜyczka. Była masaŜystką. dyskrecja to. Pośród wszystkich wymienionych wyŜej rzeczy najbardziej kawali jest bowiem japońska lolitka. w dosłownym języku oznaczającego stosunek . gdzie kupuje się seks". 150 Raj dla Humberta Humberta „MęŜczyźni w Japonii mają rorikon". krąŜące po Shibuya czy Shinjuku w rozszczebiotanych stadach. nie nazywają się „miejscami. są najbardziej kolorową grupą na ulicach Tokio. odkurzacze i tostery. Z trzepotem wymalowanych rzęs fruwają wśród ponuro odzianych sararllmanów. śledzą je spojrzenia męŜczyzn. ale młodość ma juŜ za sobą i . a jedną z nich jest właśnie Kraina Mydła. co stało się z erotyczną wyobraźnią Japonii w ciągu ostatnich trzydziestu lat. okładki codziennych gazet i pornograficznych komiksów manga. wymagające opieki. Określenie to uŜywane jest jako słowo-przykrywka dla popularnego rodzaju łaźni. Dwudziestosiedmioletnia dziś Michiko przed dziesięciu laty pracowała przez jakiś czas w jednym z tokijskich Soaplandów w dzielnicy Kabuki-chó. ale słowo masaŜ odnosiło się do znacznie szerszego zakresu świadczonych przez nią usług. mamy dziś do czynienia raczej z kawali. W Japonii buduje się kawali domy. Ŝe dawne kategorie estetyczne. czyli „kompleks Lolity". Rorikon to w japońskiej wersji języka angielskiego Lolita ???????. Kobieta po trzydziestce wprawdzie nie jest jeszcze staruszką. z jaką są realizowane. gdzie dziewczyny takie jak ona pracują w najstarszym zawodzie świata. niŜ zezwala prawo. By wytłumaczyć. ale trudnych do uniknięcia chorób.

nie reklamuje więc perfumerii.00" widoczny z peronu Ikegami Linę na stacji Gotanda nie jest skierowany do miłośników higieny i kaŜdy o tym wie. Na koniec mistrzyni mokrej ceremonii kłaniała się w podziękowaniu biernym odbiorcom przyjemności i wręczała im swoją wizytówkę z typowo japońską grzecznością i stosowną w kaŜdych okolicznościach zasadą decorum. uwaŜającej takie zapoŜyczenie za obraźliwe dla swojego kraju. przyjęła się. znaczy klienci. Ta filigranowa istota o delikatnych rysach wciąŜ wygląda na nastolatkę i nie utraciła do końca czaru nimfetki. NaleŜy ono do nomen omen mizu-shóbai. Michiko mierzy jakieś 150 cm. jak pozory zostaną zachowane. RóŜowy neon „Soapland". a klienci szczególnie chwalili jej młody wygląd i dziewczęcą słodycz. Japończycy uwielbiają). a porządek społeczny nienaruszony. cechował o wiele większy pragmatyzm niŜ bohaterkę opery Pucciniego. jak na przykład Disneyland. Kiedyś łaźnie tego typu nazywano Toruko-buro. i nawet kaŜdy kobiecy uśmiech ma swoją cenę. Do jednego z takich miejsc na pół roku trafiła Michiko. W wyniku konkursu ogłoszonego przez Japońskie Stowarzyszenie Kąpielowe w 1985 roku wybrano określenie Soapland. Tak długo jednak. „A oni. zapytałam kiedyś Michiko. potem masaŜ własnym nagim ciałem. dlatego bez problemu znalazła. jak uwierzyć jej na słowo. idąc z duchem czasu. a potem. „dobre miejsce". jeśli takie było jego płatne Ŝyczenie -fum kósu. oraz jakiś czarodziejski land (które. dodając z chichotem. pomaga jej nawiązać kontakt z podopiecznymi. wymusił zmianę szyldu. Ŝe projektuje kapelusze i kolekcjonuje stare kimona.seksualny. iŜ doskonale pasowała do poŜądanego wizerunku lolitki. Dziś oprócz tego. waŜy pewnie . jaki moŜemy zobaczyć choćby w Ikebukuro albo w okolicach dawnej Yoshiwara. Nie pozostało mi nic innego.. ułatwił jej sprawę. ale protest ambasady tureckiej. Opowiada. Przybytki te działają na podobnej zasadzie jak salony paczinko . Soapland dawał jedyną moŜliwość zarobienia duŜych pieniędzy w krótkim czasie. Fakt. Oczywiście mundurek 152 Michiko miała na sobie tylko na początku spotkania z klientem. Właściciele niektórych Krain Mydła. Mówi. Ŝe do pracy ubierała się w najzwyklejszy szkolny mundurek z krótką granatową spódniczką i białą bluzą z Ŝeglarskim kołnierzem. nikt o niej nie mówi. czyli Sópurando w wymowie japońskiej. które zdobyła w mizu-shóbai. Michiko.kaŜdy zna prawdę. w końcu była profesjonalistką. „W ogóle się nie ruszali". kabaretów i innych przybytków. Dziś Krainy Mydła stanowią jedną z najbardziej klasycznych rozrywek oferowanych przez japońskie imperium erotyczne. w których alkohol płynie rzeką. Dziewczynie. nic nie zagraŜa mizu-shóbai. Ŝe doświadczenie. Michiko najpierw oferowała klientowi kąpiel. Nazwa przywodząca na myśl czystość i wodę. W apartamencie. która porzuciła dom i którą z kolei porzucił amerykański kochanek. a napis: „ZniŜki dla rannych ptaszków od 6. Michiko udało się zostawić przeszłość za sobą i opowiadała mi o niej bez rozczulania się nad sobą czy usprawiedliwiania. jak mówi. udzieliła mi nieco dziwnej odpowiedzi. obficie przedtem namydlonym. czyli łaźniami tureckimi. knajp. pracuje jako wolontariuszka pomagająca młodocianym prostytutkom wrócić do normalnego Ŝycia.. Byli dla ciebie mili?". Ŝe „japońscy męŜczyźni lubią być rozpieszczani". złoŜonym z obszernej łazienki i malutkiego pokoiku. którą Japończycy tak lubią.30 do 8. czyli „wodnego interesu" oznaczającego świat barów. współczesne wcielenie Madame Butterfly. zafundowali sobie angielski szyld oprócz tego w katakana.

które muszą przytrzymywać sobie na pupie. wykrzywiania nóg). Na głowie miała całkiem stylowy kapelusik zszyty z kawałków grubego j edwabiu uŜywanego na kimona. Według standardów japońskich. jakie wynajmowała w starym. chylącym się ku upadkowi domu w Ueno. czyli kawiarnia). idealną cerę. a wszystkie kolejne kreacje Michiko wzbudzały we mnie rozczulenie i leciutki Ŝal. Białe majteczki. których główną atrakcją była nie kawa. gdy moda na lolitki święciła swe największe triumfy. Jego zdaniem. którą zostawiłam niechcący na stoliku. ile flirtowali z gejszami. Ujmując . Michiko od początku zachowywała się z o wiele większą swobodą i . Reprezentowany przez nią model kobiecości. co jednak w przypadku japońskiej dziewczyny nie musi być wielką wadą (wiem to od czasu. pasujące kolorem podkolanówki w poprzeczne pastelowe paseczki i sandałki. by nie podwiał ich wiatr.rzecz wyjątkowa wśród dorosłych Japończyków jak ognia unikających cielesnego kontaktu . Gdy poznałam Michiko. bohatera Lolity Nabokova. a kissa skrót od japońskiego kissaten. Zaskoczyła mnie swoją potoczystą angielszczyzną i śmiałością. Od tego dnia spotykałyśmy się. Właśnie. bardzo krzywe zęby i wiecznie zdziwione oczy. 154 pojawiły się nopan kissa. Podziękowałam. lecz młodziutkie kelnerki nie noszące majteczek pod minispódniczkami (nopan to zniekształcenie angielskiego no pants. Panowie o erotycznych preferencjach Humberta Humberta. mogą spotkać się w fanklubach lolitek. by łamać zakaz dotykania młodziutkich kelnerek.około 40 kg i czułam się przy niej wielka jak nigdy. by oddać mi ksiąŜkę. a nie smakować cappuccino. łan Buruma. czyli kawiarnie. Według zachodnich standardów kobiecego piękna. do którego inaczej nie miałabym dostępu. tak bardzo daleki memu ideałowi. opowiada o grupach dorosłych męŜczyzn w garniturach chichoczących w nopan kissa jak sztubacy. Ŝaden z nich nawet nie myślał. gdy zobaczyłam w jednym z tokijskich sklepów przyrząd do. Ŝe nawet w wieku sześciu lat nie miałam w sobie tyle dziewczęcego wdzięku. W najmniejszym mieszkanku świata. W przeciwieństwie do moich uniwersyteckich koleŜanek.. popatrzeć na nie na ulicach Tokio. miła i słodka. które moŜna by zobaczyć pod spódniczką uczennicy. bo główną atrakcją erotyczną było naprawdę tylko podglądanie. czy napiję się z nią kawy. to fetysz nad fetysze w erotycznej kulturze współczesnej Japonii.. ubrana była we włochatą róŜową tunikę. tak do nopan kissa przychodzili. Wybiegła za mną z kawiarni Starbucka w Ginzie. Zapytała.bez przerwy pacała mnie w ramię dziecinnym gestem. MęŜczyźni w Japonii kochają takie właśnie lolitki i to one królują w ich erotycznym imaginarium. poczytać o nich w męskich wydawnictwach. który badał japońskie imperium erotyczne empirycznie. Michiko jest kawaii. W latach osiemdziesiątych. by realizować erotyczne fantazje o podglądaniu. Poza tym po prostu polubiłyśmy się. Ma twarzyczkę w kształcie serca. gdzie licealistki noszą niebezpiecznie krótkie spódnice od mundurków. jak w herbaciarniach okresu Edo i Meiji męŜczyźni nie tyle pili herbatę. Michiko miała okazję do angielskich konwersacji. ale mało pociągająca erotycznie. pochwaliłam jej kapelusz i zaczęłyśmy rozmawiać. dzieliła przestrzeń kilku metrów kwadratowych z Ŝywym kotem i stadem pluszowych maskotek. I tak. jakoś mnie jednak fascynował. Michiko byłaby raczej zabawna niŜ seksowna. Natura poskąpiła jej 153 nogom poŜądanej na Zachodzie smukłości i prostego kształtu. ja znalazłam źródło wiedzy o świecie.

obojętni. a niektóre pornograficzne gazetki oferują wysyłkową sprzedaŜ bielizny noszonej przez gwiazdki porno. Na organizowanej na miejscu aukcji. gładkoskóry elf z krainy wiecznego dzieciństwa. albo coś czytają. i jednej. patrzą na nas z fotografii z naiwną niewinnością i pokazują białe majteczki. Jeszcze niedawno w ulicznych automatach. Bardzo lubiłam zaglądać współpasaŜerom przez ramię tak. nawet na stojąco w tłoku godzin szczytu. informując klienta. wielbiciele lolitek mogli nabyć uŜywane majteczki zapakowane hermetycznie w foliowy woreczek. ale Humbert Humbert oszalałby w Japonii z radości. Ŝe te białe gatki jeszcze niedawno dotykały jej ciała. Ŝe chce się zapytać. i drugiej aktywności Japończycy potrafią oddawać się w kaŜdych warunkach. istnieją ponoć nadal. Dziewczyny z Kabuki-chó wyglądają tak dziecinnie i słodko. spokojni. bo moŜna było sobie wyobrazić. setki lolitek. Nie było wśród nich wampów w czarnych koronkach. Najczęściej czytają komiksy manga. Ciało w ciało z innym człowiekiem. z czyimś łokciem wbitym w brzuch . Być moŜe w części męŜczyzn których znam. wprawne i niemądre. Lolitki. ale połoŜono temu kres. wykorzystując prawo o handlu rzeczami uŜywanymi. które przelatują przez Japonię z siłą i szybkością jesiennych tajfunów. namacalnie rzeczywiste i nie z tego świata. moŜna je było zresztą kupić i tak klient zabierając ze sobą do domu fetysz. ale nie byłabym pewna. mogę pana podglądnąć? W tokijskim metrze pasaŜerowie albo śpią. I nie wiem jak inni. mimo iŜ mizu-shóbai oferuje coś na kaŜdy (męski) gUSl i nawet parę atrakcji dla pań. a miejsca.rzecz filozoficznie. takich samych jak te sprzedające co krok napoje i papierosy. Zakaz ten nie zmniejszył jednak zainteresowania lolitkami. ta negatywna obecność białych majteczek w nopan kissa. rzeczywiście wzbudziłyby tylko litość i chęć okrycia kocem ich wątlutkich ramionek. które muszą być czyste i higieniczne.urządzała striptiz. Być moŜe zainteresowanie. gdzie moŜna kupić ich mundurki i inne parafernalia. była wyjątkowo kusząca. jakie merkantylizacja fetyszystycznych pra155 gnień wzbudziła w zagranicznych mediach. Popularne kiedyś nopan kissa znikły z szybkością wielu innych mód. ale fetysz majteczek lolitki pozostał. by widzieć . Są dostępne. co mi mówili. rysunkowe opowieści kupowane przez dorosłych i dzieci obojga płci i obejmujące wszystkie moŜliwe do wyobraŜenia tematy. agresywne seksualnie kobiety to w Japonii zainteresowanie mniejszości i nie cieszą się one takim powodzeniem jak lolitka. by się nią cieszyć. nie potrzebował całej lolitki. jakimś cudem (moŜe z grzeczności) nie pocący się. czy moŜna do końca wierzyć w to. z tym Ŝe w dyskretniejszej formie. Nieraz spacerowałam wąskimi uliczkami Kabuki-chó. teŜ miało coś do rzeczy.dla odmiany w pełni ubrana . niewymagające. męŜczyźni i kobiety patrzą w trzymane przed oczami kartki. Amerykanie opisywali automaty z majteczkami z takim samym uporern. czemu nie są w szkole i gdzie podziewają się ich rodzice. To ona reprezentuje mainstream. gdy jedna z dziewcząt . zanim trafią do nowego właściciela. Dojrzałe. czerwonym lateksie i wysokich butach. patrząc na amatorskie fotografie zatrudnionych tam dziewcząt. Dołączone doń zdjęcie dziewczynki w szkolnym mundurku potwierdzało autentyczność zakupu. Ŝe zostały zdjęte specjalnie na tę okazję. Te uŜywane przez dziewczęta z rozmaitych przybytków typupeep-show często są sprzedawane po „spektaklu". Przepraszam. Podobno sprzedaŜ uŜywanej bielizny cieszyła się duŜym zainteresowaniem. starzy i młodsi. z jakim kiedyś chrześcijańscy misjonarze koedukacyjne łaźnie.

Co moŜe czytać? Coś o uprawie ogródka? Grze w golfa? Nowinki motoryzacyjne? Nic z tego. krojenie piłą elektryczną. który w swojej bogatej ofercie miał niezliczoną ilość manga na wdzięczny temat seksualnej eksploatacji i torturowania lolitki. przypalanie i defloracja za pomocą nieprzyjemnych metalowych narzędzi to tylko kilka przykładów z bogatego repertuaru sadystycznych praktyk. zjadanie Ŝywcem. Znalazłam w okolicach Akihabara sklep. na trzecim mamy zbliŜenie jej rozchylonych ust. wyrywanie języka. w których zagłębił się mój współpasaŜer. Oto starszy pan w drogim garniturze i krawacie nieco bardziej fantazyjnym niŜ przeciętny. To moŜe być koniec jednej z historii. Dobiegłszy do końca dziewczynka przewraca się. ale równieŜ w komiksach skierowanych do kilkunastoletnich chłopców. zajął wolne miejsce koło mnie i wyjął gruby kolorowy komiks z eleganckiej skórzanej teczki. i trochę przypomina Michiko. . W porównaniu z japońską manga bohater Milczenia owiec to nudziarz bez wyobraźni. słodka jak ulepek. MoŜe jest dyrektorem działu? MoŜe nawet jakimś prezesem? Wsiadł na stacji Shinjuku. 157 która na kolejnych stronach moŜe być gwałcona. wpada w pustą uliczkę. Na kolejnych obrazkach akcja gwałtownie przyspiesza. Ŝe moŜe sobie pozwolić na tę odrobinę ekstrawagancji w zuniformizowanej Japonii. o jakim nie śnił Hannibal Lecter. wysuniętego języka i wielkich oczu przypominających puste oczy zwierzątka. Jak pisze Nicholas Bornoff. które duŜo czasu spędzają wśród ksiąŜek. Ŝe to ktoś. na końcu której jest wysoki mur. torturowana i zabita z okrucieństwem. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt. bohaterowi nie wystarczy patrzenie na bezbronną dziewczynkę. jakie zawiera gruby tom. Siada. nieraz mają taką właśnie „pouczającą" formę. zrywa się. Perwersja polega156 jąca na podglądaniu. Na pierwszym obrazku jego manga ubrana w mundurek dziewczynka wybiega ze szkoły. w japońskich szkołach edukacja seksualna nadal pozostawia wiele do Ŝyczenia i te publikacje. Zezując w bok. MoŜna wnioskować. Białe dziecinne gatki i stłuczone kolano. Uczennica jest bardzo kawali. ćwiartowanie noŜem do ryb. Wydłubywanie oczu. dzielnicy biurowców i siedziby władz miasta. dotyka wiele osób. MęŜczyzna rusza za nią. co czytają inni. Obrazek pokazany jest z perspektywy ścigającego dziewczynkę męŜczyzny. dorosły powaŜny męŜczyzna. kto zajmuje na tyle wysokie stanowisko. Czytelnik widzi teraz tylko jego plecy. opierając się o mur tak. Lolitka i jej majteczki to wizerunek popularny nie tylko w stricte pornograficznych publikacjach dla dorosłych męŜczyzn. iŜ robię to z tak zwanej ciekawości poznawczej i dyskretnie. który zastygł wpatrzony w swoją ofiarę wzrokiem tak samo pełnym fascynacji jak czytający manga męŜczyzna w metrze. słuŜącwjej zastępstwie. jakim poddawane są lolitki w ero-manga. biegnie. gubi tornister. który siedzi koło mnie) i jej oczy powiększają się do wielkości spodków. tłucze sobie kolano. oblewanie Ŝrącymi substancjami. Ŝe spod króciutkiej spódniczki widać jej majtki. Jeśli jednak komiks naleŜy do gatunku pornograficznej ero-manga. obserwowałam przygody nieletniej bohaterki. na drugim odwija z papierka lizaka. Dziewczynka spostrzega przyglądającego jej się męŜczyznę w garniturze (do złudzenia podobnego do tego. I łza zbierająca się w kąciku jednego z wielkich przeraŜonych oczu. który pewnie ma juŜ wnuki.obrazki w ich manga.

Dzięki nim młodzi czytelnicy poznają sekrety kobiecego ciała w sposób. jak i egzemplarze „Playboya". Tak było. gdy ujęty został Tsutomu Miyazaki. narządy płciowe przedstawiono nierealistycznie i niepołączone w akcie seksualnym. iŜ małe dziewczynki jeszcze nie mają włosów łonowych. Kategoria „dorosłości" została dookreślona dopiero później. którego stare numery z białą plamą na podbrzuszu modelek nadal moŜna wygrzebać na tokijskich pchlich targach. Stateczne gospodynie domowe na etacie cenzorek spędzały długie godziny. ułatwia sprawę i rzecz dzieje się w majestacie prawa. Pedofilia jest oczywiście karana. Czasem koleŜanka rozbierana jest przemocą. zdarzają się kilkadziesiąt razy rzadziej niŜ na Zachodzie i nawet najzacieklejsi wrogowie pornografii nie byliby w stanie udowodnić jednoznacznej zaleŜności między czytaniem ero-manga a przemocą seksualną. Rodzące się w Japonii co jakiś czas inicjatywy procenzurowe nie mają wielkiego wpływu i giną śmiercią naturalną. ale ich zapał gaśnie wraz z pamięcią o ofierze. podobnie jak we wszystkich innych cywilizowanych krajach świata. wydrapując z obrazków realistyczne wizerunki genitaliów i nieszczęsne włosy. Fakt. prawo milczy. Tokio to najbezpieczniejsze z miast. Wystarczy zamazać włosy łonowe albo w odpowiednim miejscu wstawić maskujący kwadracik. podobnie zresztą jak wszystkie inne. Konstytucji z 1946 roku) zabrania realistycznego przedstawiania genitaliów osób dorosłych i aktu seksualnego. morderca trzech małych dziewczynek. nie ingerując poza tym w treść przekazu. Japońskie prawo przeciw obsceniczoności (oparte na artykule 175. Z właściwą Japończykom skrupulatnością i powaŜnym podejściem do sprawy wytoczono więc wojnę nieprzy158 zwoitym włosom i zaczęto je usuwać przy pomocy armii cenzorów.przedszkole. Ŝe „dorosłość" oznacza obecność włosów łonowych i od tej chwili wizerunki. w którego domu znaleziono ogromną kolekcję materiałów pedofilskich. Nawet miejsca uchodzące za tak podejrzane jak zaułki Kabuki-chó czy Yoshiwara to . które nie są dorosłe.w porównaniu z niektórymi okolicami Warszawy . gdy opinią publiczną wstrząsa wiadomość o zbrodni dokonanej pod wpływem pornografii. wszystko inne uchodziło płazem. Prawda jest jednak taka. wpleciony jest wątek erotyczny. Ustalono mianowicie. Jeśli nie było włosów łonowych. a jego kulminację stanowi scena. ale w krainie wyobraźni wszystko wolno. w której bohater/czytelnik podgląda roznegliŜowaną koleŜankę w sytuacji czyniącej ją bezbronnym obiektem wystawionym na męskie spojrzenie. w wersji miękkiej dziewczyna pada łupem tylko Toma Podglądacza. Cenzorzy z równą skrupulatnością traktowali zachodnie publikacje na temat sztuki. Najczęściej pojawiają się wówczas. w którym kobieta moŜe bez większego ryzyka pójść niemal wszędzie i o kaŜdej porze. Ŝe w Japonii przestępstwa na tle seksualnym. który zachodnim feministkom zjeŜyłby włosy na głowie. Brutalna ero-manga na pewno nie sprzyja rozwojowi 159 . w jakich mieszkałam. zaczęły automatycznie podlegać cenzurze. gdy władze zaczęły wytaczać procesy twórcom kontrowersyjnych obrazów. O genitaliach osób. na których są one widoczne. włączając nagrane na wideo sceny makabrycznych morderstw. W fabułę dotyczącą takich „męskich" spraw. Japońskie prawo nie zabrania przedstawiania seksu z dziećmi ani jakiejkolwiek innej dewiacji wymyślonej przez ludzkość. jak baseball czy wyścigi samochodowe.

Fotograficzne zbliŜenia powiększonych wagin i bogate stroje. Jej początek miał miejsce przed ponad tysiącem lat w okresie Heian. Ŝe spełniają pozytywną funkcję pozwalając rozładować napięcie i frustrację. którego niepokorny geniusz zachwycił impresjonistów. ułoŜonym w całe historie. Jak sugeruje wspomniany Bornoff w ksiąŜce Pink Samurai. iŜ męŜczyzna. porównujących go do Rembrandta. wydaje się w Japonii oczywista. czy aby zapobiec ewentualnej krzywdzie kilku nimfetek. za którymi szaleją dziś kolekcjonerzy na całym świecie.feministycznej świadomości. a rozkwit w okresie Edo. siedzący obok mnie w metrze ogląda obrazki. ale nie czyni z Japończyków pedofilów i morderców. stanowiąkontynuację długiej tradycji. a nie seksu. akrobatyczne pozycje na huśtawkach i miłosna pasja ogarniająca bohaterów na tle przepięknych japońskich pejzaŜy. dostarczając artystom niewyczerpanej inspiracji.określano to. co robiły kurtyzany.obrazy te składały się na kwintesencję wyrafinowania. gdy upowszechniła się sztuka drzeworytu. melancholijne kurtyzany i waleczni samurajowie spleceni w uścisku . gejsz i samurajów we wszystkich moŜliwych kombinacjach obu płci i wszystkich wyobraŜalnych „genderów". Mistrzowie tacy jak Harunobu czy jego uczeń Koryusai. tworzyli pornograficzne „wiosenne obrazki". zwany japońskim 160 markizem de Sade. Fakt. shunga rozumiane były jako wentyl bezpieczeństwa podtrzymujący porządek społeczny. w Edo.„sprzedawanie wiosny" . „Ja na to nie patrzę". Mistrzowie shunga uwieczniali pary złoŜone z aktorów kabuki i kurtyzan. zwanym „miastem kawalerów". czyli „wiosennych obrazkach". skrajną postacią otaku. a nie seks. istniała . Wtedy teŜ narodziła się kultura „kwiatów i wierzb". a odpowiedź na pytanie. Dziewczynka. moŜe być źródłem mojego dyskomfortu. zapobiegają antyspołecznym zachowaniom. po prostu odwróci wzrok. w okresie Edo „frustracja" dotyczyła wojowników w słuŜbie szoguna. Pornograficzne komiksy. do której nie dopuścił chrześcijański Zachód. shunga wykorzystywane były wprawdzie jako inspiracja do samotnych męskich przyjemności. Jeśli juŜ. a nie dominującą normę. wierzono. Kunisada. bowiem. najsławniejszy na Zachodzie Utamaro. czyli świra. co sądzi o wszechobecności pornografii. ingerencja państwa dotyczyła szerzej pojętych dobrych obyczajów. Hokusai. jak pisze Buruma w A Japanese Minor. bo mianem baishun . towarzyszyły podpisy tak jak w dzisiejszych komiksach manga. Z wyjątkiem kilku niechlubnych incydentów władze okresu Edo zostawiały artystom wolną rękę i nie cenzurowano shunga. ale nie stroniły teŜ od nich kobiety i pary. Ŝe w Japonii przedstawienia o tematyce seksualnej od wieków rozwijały się ze swobodą. które kojarzy nam się z Japonią. powie dorosła kobieta zapytana. czyli świat gejsz. ale nie realnego zagroŜenia dla uczennicy w mundurku stojącej tuŜ przy nas. portretujących barwne Ŝycie domów publicznych „wiosennych". Owszem. To wówczas artyści skupili swoją twórczą pasję na shunga. zakazana i „nieprzyzwoita" była miłość naruszająca społeczny porządek. Podobnie jak teraz ero-manga. W tych czasach spokoju i izolacji od reszty świata przemoc i seksualna perwersja stanowiły jedną tylko z wielu fantazji. Zwyrodnialec Miyazaki uwaŜany jest za jeden z wyjątków. Odmienne podejście do seksualności sprawiło. W niektórych shunga obrazkom. Dziś chodzi o zestresowanych sarariimanów w słuŜbie korporacji. warto zamykać cały pornograficzny interes. wychowana po japońsku. które dziś czytają Japończycy. przedstawiające ćwiartowanie nieletniej bohaterki piłą mechaniczną.

która w tym czasie szalała w Europie i Ameryce.japoński język. by . Hipotezy feministek są odwaŜniejsze. słuŜąc rozładowaniu stresu związanego z opresywną rzeczywistością społeczną. Ŝe eskalacja symbolicznej przemocy wobec kobiet stanowi pochodną dokonujących się w dzisiejszej Japonii przemian obyczajowych. Z ksiąŜki Yoko Haruki pod tytułem Kekkon Shimasen. Japońscy badacze zazwyczaj uwaŜają. teŜ zwróciły uwagę na ten niepokojący fakt. Dziś postać. gdzie seks był podniecający dla obu stron. MęŜczyźni. którzy znaczną część Ŝycia spędzają wciśnięci w hierarchiczną strukturę swoich firm. ale często z wybujałym nienaturalnie biustem. Nauka japońskiego to dla uczniów naprawdę cięŜka praca. podczas których podjął trud nauczenia mnie alfabetu hiragana. pełnią wspomnianą funkcję sublimacyjną. stawiają przed partnerami wymagania. jak to się z upodobaniem przedstawia we współczesnej japońskiej pornografii.. podczas naszych kilku lekcji japońskiego. Miało to miejsce na samym początku mojej japońskiej przygody. Ich bunt wobec obowiązujących reguł zaczął się od ataku na bastion świętości 162 . Ŝe na początku lat siedemdziesiątych japońskie dziewczęta zainicjowały lokalną odmianę obyczajowej rewolucji. pisząca pracę doktorską o ewolucji męskiej seksualności na podstawie badań klientów klubów z hostessami. Ŝe pełne przemocy przedstawienia seksualne. Japońskie władze. jadący z Chuo Rinkan do pracy w Shinjuku. zwana muzane („obrazy okrucieństwa"). widać jasno. niechęci panów do uprawiania seksu. Ŝe przypominają pismo. mówi. Podejrzewają one. których ofiarą jest bezbronna i niedojrzała lolitką. Ta zapomniana i stłumiona rewolucja była jedną z pierwszych zapowiedzi kultury kawaii i „lolityzacji" wizerunku kobiety. ubolewające nad mizernym przyrostem naturalnym. a im bardziej bezwolny i podporządkowany obiekt. potrzebują symbolicznego 161 zadośćuczynienia. jakiego uŜywały zbuntowane dziewczynki. Dowiedziałam się. tym lepiej nadaje się do tego celu. Gdy przygryzając język z wysiłku. Lolitka z ero-manga nie ma zaś wymagań i moŜna z nią zrobić (przynajmniej w wyobraźni) wszystko. Satoru powiedział.przez słodką chwilę identyfikować się z ofiarą. czyli Nie wyjdę za mąŜ. MoŜe teŜ .bo niezbadane są ścieŜki fantazji sarariimana . na które ci nie są przygotowani. po drodze zdąŜy taką wielkooką lolitkę posiąść. Japonki. na co tylko przyjdzie ochota. MęŜczyzna. socjoloŜka. Moja znajoma Yukiko. ani poćwiartować potem. Ŝe wiele japońskich kobiet ma juŜ inne wymagania niŜ ich mamy i nie marzy im się pokorne gotowanie zupy miso przez resztę Ŝycia. związać i poćwiartować. rysowałam niezgrabne znaczki. W ostatnich latach pojawiło się duŜo artykułów na temat. mimo iŜ kobiety nie trzeba było ani przedtem pobić. emancypując się ze swoich dawnych ról. Stłumiona rewolucja dziewczynek Określenie „rewolucja dziewczynek" pierwszy raz usłyszałam od Satoru. Ŝe nowoczesne kobiety coraz częściej wzbudzają w japońskich męŜczyznach niechęć i strach przed stałym związkiem. zastąpiona została hybrydyczną formą kobiecości: lolitką o dziecinnej buzi i łonie. a nie okazja. która była obiektem erotycznego pragnienia w shunga.makabryczna odmiana shunga.. ale na ogół na „wiosennych obrazkach" utrwalony został obraz krainy.

lecz takŜe ozdabiając je serduszkami. podczas gdy jego twórczynie określały je po prostu mianem kawaii. aby przyciągnąć klientów. Mimo iŜ apogeum kultury kawaii przypadało na lata osiemdziesiąte. a potem posypała się cała lawina fanshi guduzu. rewolucja dziewczynek została poŜarta przez prawa kapitalistycznego rynku. „nieprawidłowym". dostałam kartę z wizerunkiem Hello Kitty i takąŜ torebkę w prezencie. Zaczęły powstawać publikacje. Słodkie stworzonka zaczęły pojawiać się na wszystkim . Podniesiono alarm. a szkolne autorytety nie mogły poradzić sobie z rozprzestrzeniającym się szaleństwem dziewczynek. a gdy zakładałam konto w japońskim banku Mizuho. której hołduje ponad połowa japońskich uczennic. róŜne słodkie stworki uŜywane są do reklamy usług bankowych. czasopismach.zaznaczyć swą indywidualność: kaŜdy uczeń musi opanować znak w tym samym czasie i zapisywać go dokładnie według ustalonych reguł. Na początku firma Sanrio wypuściła na rynek papeterie. to normą jest zapis wertykalny. wystylizowany charakter. Jak w Cuties in Japan pisze Sharon Kinsella. pełen wdzięku styl. „okrągłym". Język dziewczynek przyjął się w manga i filmach animowanych.od prezerwatyw po samoloty. Ŝe nowa moda na słodkie pismo. Tak zaczęła się era kawaii. namalowała niedawno na swoich boeingach postaci z kreskówek. często łączony na przykład z elementami grunge. przemalowywano dźwigi na Ŝyrafy albo dinozaury. pocztówki i zeszyty przeznaczone specjalnie do pisania kawaii. Podczas jednego ze spacerów w dzielnicy Dene'n Chófu sklep Sanrio w kształcie ogromnej truskawki wyrósł mi przed oczami jak psychodeliczna wizja. „zdeprawowanym". Wszechobecność słodkiego kiczu jest nieraz dla „gaijina" troszkę przeraŜająca albo co najmniej dezorientująca. klinik ginekologicznych i świąt religijnych. socjoloŜka z Cambridge. W nowym języku zaczęły pisać listy i pamiętniki. który nie miałby gdzieś narysowanej wielkookiej buzi. nie widząc nic dziwnego w fakcie. naruszających porządek pomysłów. Z dominującej na początku ery kawaii mody typu „bal w przedszkolu". których przeraŜeni buntem dziewczynek autorzy wymyślali kolejne terminy mające oddać specyfikę zjawiska. szybko doceniono powagę sprawy i zaczęto zastanawiać się. „zdegenerowanym". bo w Japonii nikt nie lubi takich ekstrawaganckich. W ciągu kilku lat liczba uŜywających go buntowniczek osiągnęła 5 milionów. „Kawaii]". Jednak japońskie odkurzacze nadal wyglądają jak wielkie cukierki. a kaŜda z japońskich prefektur wybrała na swoje logo jednego ze słodkich dziecinnych bohaterów. miejscowi architekci stylizowali posterunki policji na piernikowe domki. a pismo buntu stało się jeszcze jednym towarem i utraciło swój rewolucyjny potencjał. gwiazdkami czy małymi postaciami. Mimo iŜ w niektórych przypadkach Japończycy piszą horyzontalnie na zachodni sposób. nie tylko nadając im krągły. Dziewczynki tymczasem zaczęły pisać właśnie poziomo i zmieniły kształt znaków. w latach dziewięćdziesiątych wyrósł bardziej ironiczny i androginiczny. nie mając prawa do najmniejszej zmiany. Ŝe . Zanim jednak opracowano środki zaradcze. a nawet w oprogramowaniu komputerowym. jest to nadal jeden z dominujących trendów i trudno kupić jakikolwiek produkt. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. DostrzeŜono bowiem. 163 estetyka moŜliwie najdalsza od wyrafinowanej elegancji i umiaru. I tak pismo dziewczynek nazywano pismem „komiksowym". jest Ŝyłą złota. z jakimi kojarzymy Japonię. jak poradzić sobie z buntem. stała się dominującym nurtem. Kawaii. a jedna z firm lotniczych.

Póki co dwudziestosiedmioletnia Michiko nie zamierza pogodzić się z tym. Kawaii. gdzie nikogo to nie dziwiło. wielu ludziom łatwo się będzie zgodzić. więc dajcie mi spokój". Świat dzieciństwa. Do męŜczyzn. gdy jej opowiadałam. kontrolę i władzę. jak po lekcjach w siódmej czy ósmej klasie upychałyśmy z koleŜankami w torbach idiotyczne fartuszki z poliestru. Rynek nie tylko wyszedł naprzeciw wszystkim potrzebom. W ten sposób 164 dziewczynki z buntowniczek stały się konsumentkami kawaii rzeczy i najdoskonalszymi obiektami męskiego pragnienia. gdy wszystko było wolno. dwadzieścia lat od narodzin „fajnej kulturki" kawaii. Kult lolitek to jedna z reakcji przeciw systemowi. nawet jeśli nie prowadzi do rzeczywistych aktów przemocy. dziewczyny z Krainy Mydła ciągle przebierają się za uczennice. ani kobietą.nigdzie. podstawki i ramki. nie przemawia wizerunek dojrzałej. jakie są w stanie wyłapać z potoku obcej mowy. Upieranie się przy wizerunku lolitki jest jedyną obroną przed systemem. skarpetki. aby wyglądać kawaii. Dlatego to drugie. Jak się okazało. jaką wysyła ten kostium. a szkolny mundurek pozostaje najbardziej erotycznym kostiumem. Co roku na kawaii rzeczy wydaje się w Japonii miliardy jenów. chętnie je kupują i przebierają się w nie. gdy nie było się jeszcze ani męŜczyzną. i dlatego nie rezygnuje ze swoich włochatych tuniczek. jaką mały chłopiec ma nad swoimi zabawkami. Dla kobiety takiej jak na przykład Michiko jest strojem ochronnym.dorosłą kobietę obdarowano czymś właściwszym dla przedszkolaka. rozlega się co chwila na tokijskich ulicach i dla większości „gaijinów" jest to jedno z pierwszych słów. które pozwalają ludziom hołubić swoje „wewnętrzne dziecko" i kupić mu czasem ulubioną maskotkę. spódniczek z klosza i podkolanówek. Wiadomość. brzmi: „Jestem jeszcze mała. mroczne oblicze infantylizacji japońskiej kultury niepokoi. „Po co?". pozostaje oazą szczęścia. nigdy i pod Ŝadnym pozorem . błyszczyki do ust w kawaii opakowaniach. W kulturze kawaii moŜna teŜ dostrzec pozytywne aspekty. Abstrahując od wszystkich dyskusji na temat róŜnicy kulturowej i relatywizmu. Ŝe nawet te nastolatki. którzy nie chcą dorosnąć. Dziś. świadomej swojej seksualności kobiety. Ŝe dzieci . Kawaii spinki. jaką Michiko zna. a japońskie nastolatki ze swej strony wcale nie chcą wyglądać jak dorosłe osoby. pod warunkiem. Erotyzacja małych dziewczynek w krwawych manga dla męŜczyzn nie moŜe być zjawiskiem niewinnym. Za nic nie odpowiadam. ja sama miałam ukrytą potrzebę doczepienia sobie małego misia do telefonu komórkowego i zrealizowałam ją w Japonii. piórniki i saszetki kupowane są przez tłumy dziewcząt. Nie dojrzałam do dorosłego Ŝycia. ale wykreował nowe. „Kawaii!!!". które chodzą do szkół nie wymagających mundurków. Ŝe czas mija i właśnie przekroczyła granicę wieku uwaŜaną jeszcze niedawno za początek staropanieństwa. 165 czyli „słodkie" i „fajniutkie" jest takie „hołubienie". Michiko mówi. Dla męŜczyzny wizerunek lolitki reprezentuje seksualność bez konsekwencji i odpowiedzialności. zdziwiła się Michiko. które w okresach wyprzedaŜy krąŜą tłumnie wokół butików na Harajuku czy Shibuya. by wyglądać powaŜniej i udawać licealistki. Ŝe się nasze „wewnętrzne dziecko" nie zmieni w despotycznego bachora.nie powinno przedstawiać się jako obiektów seksualnych i przedmiotów sadystycznych . konieczność wpasowania się w sztywną hierarchię płciowych ról. w którym bycie dorosłą kobietą/dorosłym męŜczyzną oznacza opresję.

„Niego?". niemal nieruchome. Ŝe się ją dostanie. kiedy woda zawrze. Ŝe naleŜy do fanklubu jednego z otoko-yaku i dlatego moŜe dostać bilety nawet na najbliŜszy spektakl. moŜe. łan Buruma A Japanese Mirror VI. Ŝe udawałam się tam w towarzystwie prawdziwej fanki i znawczyni. tym cenniejszy. odtwarzającą męskie role. zatrzyma się na chwilę. teatralnej dzielnicy Tokio. „fajną kulturką"? Kerr porównuje obecny kryzys Japonii do syndromu powoli gotującej się Ŝaby. Były fankami Takarazuka czekającymi na przybycie swojego idola tak. Poznałam Naomi. bardzo szczupła postać o krótkich. Ubrana w kostiumik. nawet nie zauwaŜy. który nie tylko wyglądał jak Chanel. cierpliwe wielbicielki przez chwilę zobaczą z bliska upragnioną twarz. moją uwagę od razu zwrócił tłum kobiet z parasolami.. ani męŜczyzną. by móc podarować mu listy i pluszowe zwierzątka. co oznacza odmowę dorosłości. Wysoka i wiotka. Nacisk w tak wielu japońskich historiach. Kobiety stały tam. jak zwykły czynić to zawsze przed i po kaŜdym spektaklu. Patrząc na papuzie grupki dziewcząt z Tokio ubranych tak. Kiedy w końcu pojawiła się w drzwiach. nie zwaŜając na deszcz. MoŜe jednak powinnam napisać „blisko niej". dla mnie był to pierwszy raz. Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Otoko-yaku w deszczu Umówiłam się z Naomi w Hibiya. Nie wiedziałam. wyszeptane przez młodą Japonkę o zabawnie piegowatej. czy to moŜliwe. Dałam Naomi wizytówkę i po kilku dniach przysłała mi e-mail. raczej jej destrukcję niŜ rozkwit. przypominała słynącą z klasycznej elegancji księŜnę Masako. ani kobietą. czekających przed 167 wejściem do róŜowawego budynku o monumentalnej architekturze. by nie przypominać dorosłych kobiet. Wygląda! jak fantastyczny statek z masztem. gdy moŜna na mgnienie oka znaleźć się blisko niego. Chwila. zmieniły buty na wygodniejsze i znów wymyśliły jakąś rewolucję. aktorkę Takarazuka. namalowane własnoręcznie portrety i inne dowody uwielbienia. zastanawiałam się. Gdy płynąc od stacji Yurakuchó w potokach niespodziewanej wiosennej ulewy. gdy bezskutecznie próbowałam porozumieć się w kasie teatru Takarazuka. która wrzucona do wrzątku wyskoczyłaby i uratowała się. jeśli chcę. a tak. Wtedy usłyszałam cichutkie: „MoŜe ci pomóc?". przed nową siedzibą Takarazuka..praktyk. spokojne. którego czubek ginął w miękkiej szarości nieba napęczniałego od wilgoci. Fanki marzą. pada na kres młodości. dobiłam na miejsce. ale był Chanel. Naomi odwiedza Takarazuka kilka razy w miesiącu. sympatycznej twarzy. uŜyć Ŝeńskiej formy osobowej? Kobiety przed teatrem czekały bowiem na otoko-yaku o imieniu Asami Hikaru. by w gigantycznej kolejce stanąć po wejściówkę bez Ŝadnej zresztą pewności. marzyłam. Gdyby tak te dziewczynki. Ŝe wspaniała wielowiekowa kultura Japonii stanie się tylko kawali. rozjaśnionych na kasztanowo włosach uśmiechnie się i pomacha fankom. Alternatywą jest pozostanie wiecznym efebem lub dziewczyną. mogę z nią pójść. a więc. Gdy pojawi się. na ich dziecinne bluzeczki i kiczowate plastikowe pantofelki. jeśli szczęście będzie im sprzyjać. Ŝe bilety rezerwuje się z wielkim wyprzedzeniem lub bladym świtem przychodzi. włączając te odgrywane na scenie Takarazuka. przez tłum przebiegł szmer . Miałyśmy iść na spektakl zatytułowany Romans de Parts. wysiadając z samochodu albo wychodząc z teatru. warta jest poświęcenia.

Jako Ŝe nawet w kraju o tak bogatej tradycji męsko-damskich przebieranek jak Japonia. rewia i operetka łączą się tym przedsięwzięciu w całość jedyną w swoim rodzju. krzyków. impresario i polityk. od którego teatr wziął swoją nazwę. była ubrana śmiesznie i kiczowato. gdybyśmy nie zostali zmuszeni do wyboru albo . ani męŜczyzną. stosownej i pięknej" (kiyoku. Aby zwiększyć ruch na linii kolejowej. Narodzinom teatru Takarazuka towarzyszył ukuty przez Kobayashiego slogan „czystej.podziwu. ojciec Takarazuka wymyślił prawdziwie akrobatyczne uzasadnienie. niełatwo było bronić tezy. w której wszystkie role grane są przez kobiety. jaką zaszczyca Ziemian. ale Ŝaden opis nie zastąpi wizyty w teatrze Takarazuka. jaki stworzono na początku ubiegłego wieku. co wcześniej słyszałam o Takarazuka. Ale od tej androginicznej postaci emanował czar elfa i nieziemski erotyzm. a cała inwestycja okazała się nad podziw udana. japoński milioner. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Kobayashi Ichizó. zamieniając basen na scenę. jedynej jak dotąd zachodniej pracy antropologicznej poświęconej temu zjawisku. okazało się nic nie warte. ale mówiła „ja". Ŝe odgrywanie męskich ról na scenie bardziej uwraŜliwia dziewczęta na . obcisłe jak druga skóra haftowane na złoto dŜinsy podkreślały chłopięcy kształt bioder i długie zgrabne nogi. iŜ oglądanie kobiety przebranej za męŜczyznę i śpiewającej miłosną piosenkę trzymanej w ramionach koleŜance jest 169 niewinną rozrywką dla całej rodziny. utsukushiku) rozrywki rodzinnej. jeśli ktoś jeszcze uwaŜa ten hierarchiczny podział za przydatny. Czarna męska koszula opinała niemal płaską klatkę piersiową. Takarazuka narodziła się w 1913 roku w małym japońskim miasteczku koło Osaki.albo. Otoko--yaku Asami Hikaru nie wydawała się ani kobietą. Od początku mianowicie przekonywał publiczność i krytyków. „ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Kabuki na odwrót w wersji pop Takarazuka-shójo-kageki (Dziewczęcy Teatr Muzyczny z Taka-razuki) to największa na świecie trupa. Musical. teatr Takarazuka to „niska kultura". a zgromadzone pod teatrem fanki kochały jej męskie wcielenie. w porównaniu z dostojnym kabuki. tylko jakąś pośrednią formą bytu. miała kobiece dłonie. androginiczna postać wyglądała jak bóstwo. i zrekompensować mniej udaną inwestycję w postaci pierwszego w Japonii odkrytego basenu. transcendujący ograniczenia płci i rodzaju. Rzeczywiście . które spłynęło z deszczowego nieba i mimo wizyty. Hikaru Asami miała buty na wysokim obcasie. której był właścicielem. tadashiku. Nie było jednak Ŝadnego przepychania się. 168 a jej makijaŜ zbyt wyraźny. uŜywając męskiej formy zaimka osobowego. szarpaniny. a aktorki nazywane są „takarazinkami" (Takarasiennes) na wzór paryŜanek (Parisiennes). gdy pierwszy raz zobaczyłam otoko-yaku. Wszystko to. ale ruszała się w nich zamaszyście jak męŜczyzna. Dla fanek to Takarazuka Revue albo po prostu Takarazuka. Fakt. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Szczegółowe informacje na temat Takarazuka moŜna znaleźć w ksiąŜce Jennifer Robertson Takarazuka. zgromadził dwanaście dziewcząt i stworzył z nich zespół teatralny. Zgoda. naleŜała do Ŝeńskiej płci. „Uwielbiam go". jaką moŜe wolno byłoby nam się stać. powiedziała towarzysząca mi Naomi. adoracja miała charakter niemal religijny. co nie moŜe się zdarzyć. Scenę w deszczu przesycał niewysłowiony smutek tego. i jednocześnie najpotęŜniejszy teatr masowy.wysoka. wyraźnie nie naleŜało do tego świata.

Mimo iŜ Takarazuka ma o wiele mniejszy prestiŜ niŜ dostojne kabuki. Cenzura publicznych wypowiedzi członkiń zespołu dotyczy zwłaszcza ich Ŝycia prywatnego i preferencji seksualnych. określana mianem sumire (czyli fiołek. To kabuki na odwrót w wersji pop pozostaje zjawiskiem specyficznie japońskim. ale obiektem kultu są przede wszystkim kobiety grające męskie role . które naleŜy rozpatrywać w kontekście tamtejszej kultury. Były przypadki samobójstw z miłości i namiętnych romansów między fankami a gwiazdami. Odtwórczynie ról Ŝeńskich teŜ wprawdzie cieszą się zainteresowaniem i sympatią zrzeszonych w fanklubach pań. odtwarzające role Ŝeńskie. Ŝe popularność Takarazuka przerosła kabuki (w przeciwieństwie do kabuki. Miasteczko Takarazuka. by Takarazuka rozkwitła. Wszystkie osoby związane z teatrem obowiązuje niepisana zasada dyskrecji. Takarazuka i jej aktorki otacza kordon pilnie strzeŜonej czy raczej sprytnie kontrolowanej tajemnicy. W firmowych materiałach reklamowych i promocyjnych nadal widzimy jedynie powierzchowny wizerunek aktorek przedstawianych w estetyce glamour. z wzruszająco staroświeckim hollywoodzkim przepychem. Jako Ŝe Kobayashi zawsze deklarował swoje pełne poparcie dla konfuncjańskiego ideału kobiety jako patronki domowego ogniska. a polityka kierownictwa kładzie duŜy nacisk na wykluczanie jakichkolwiek erotycznych dwuznaczności w oficjalnych wizerunkach. tak samo silnie zakorzeniona jest w długiej japońskiej tradycji ambiwalentnych płciowo bohaterów. a na pewno dowcipu.z męŜczyzn) kontynuuje zatem politykę ojca Takarazuka.uzyskanie zgody na publikację zdjęć do tej ksiąŜki zajęło mi pół roku. Podobnie jak inne szalenie popularne w Japonii formy subkultury kobiecej i dziewczęcej. Takarazuka w 1986 roku wzbogaciła się o jeszcze jedną trupę). z których około czterystu to aktorki: musume-yaku. i otoko-yaku. uznanie Takarazuka za oryginalną w formie „szkołę Ŝon" nie było pozbawione sensu.tajemniczy. teatr Takarazuka wydaje się nieprzekładalny na języki odmiennych kultur. grające męŜczyzn.niuanse męskiej psychiki. podkreślając. które zajmują się ceremonią herbacianą i . kwiat uznawany za symbol Takarazuka). ale jej sława nigdy właściwie nie przekroczyła granic Japonii. Takarazuka ma dziś w Tokio i rodzinnym miasteczku dwie ogromne sceny na trzy tysiące widzów i zatrudnia ponad siedemset osób. Z takiego punktu widzenia przywdzianie męskiego kostiumu przez dziewczynę stanowiłoby akt nadgorliwego konformizmu raczej niŜ rewolucyjny gest transgresji. Ŝe takarazinki powinny być postrzegane jako „normalne dziewczyny". Kontakt z dyrekcją jest tak trudny. Takarazuka Revue bardzo często pojawia się w japońskich mediach i podróŜuje po świecie. Po dziesięciu latach działalności niewielka scena przebudowana została więc w gigantyczny teatr o trzech tysiącach miejsc. a ich zdobycie graniczy z cudem. Kult otaczający odtwórczynie ról męskich sprawił. Ŝe niemal niemoŜliwy . Dzięki temu uczą się one być wartościowszymi Ŝonami i matkami w przyszłości. 170 androginiczni otoko-yaku. Bilety znikają błyskawicznie. cichy niegdyś kurort z gorącymi źródłami. nie stając w konflikcie z obowiązującą w Japonii patriarchalną polityką seksualną.tak jak było od początku . dając dobry przykład widowni. To wystarczyło. jest dziś pełnym sklepików z wszystkimi moŜliwymi gadŜetami miejscem kultu dla kobiet namiętnie kochających kobiety przebrane za męŜczyzn. otoczony przez kompleks rozrywkowy o nazwie Familyland albo Famirirando w wymowie japońskiej. Kierownictwo teatru (złoŜone .

co po prostu piękny. nie dziwi.pęknięcie między jego wysiłkiem. te dyplomatyczne zabiegi słuŜyły i słuŜą wykluczaniu jakichkolwiek niedomówień na temat ewentualnego homoseksualizmu takarazinek. bowiem wydaje się. brzmi oficjalna definicja sytuacji. iŜ ideału osiągnąć się nie da. czułe związki między młodymi dziewczętami nie są potępiane w japońskiej kulturze. w których nigdy nie jesteśmy doskonali. a efekt jest nie tyle campuwy. jakie kierownictwo Takarazuka przywykło formułować od lat. Wprawdzie bliskie. W japońskiej kulturze tradycja męsko-damskich przebieranek jest prawdopodobnie silniejsza i trwalsza niŜ gdziekolwiek indziej. polega bowiem z grubsza zachodnia estetyka określana mianem camp. Ma ona między innymi religijną genezę. która dała początek rodowi cesarskiemu. ale tylko do czasu. iŜ kult otaczający Takarazuka ma lesbijski charakter i „zagraŜa 171 zdrowiu" dziewcząt. którzy przekonywali. a bardziej konserwatywne w tej materii chrześcijaństwo nigdy nie przekonało Japończyków. Skoro nawet bogini. Jak łatwo się domyślić. z całą pewnością mieliby teraz grono świętych o zagadkowej pici i skłonności do zmiany kostiumów. Ten aspekt od początku często wykorzystywany był przez krytyków teatru. Ŝe te piękne japońskie dziewczęta celebrują swą odmienność w campowym spektaklu. Ŝe dla Japończyków w zabawie tej waŜne są inne wartości niŜ ironia. które w męskim przebraniu stają się idolami innych „normalnych dziewcząt". sądząc. Ŝe teatralne i parateatralne rozrywki oparte na tego rodzaju praktykach od wieków występowały w Japonii w duŜej rozmaitości. bogini Amaterasu. by wyglądać zupełnie jak boska blondynka. lecz .układaniem kwiatów w czasie wolnym od gry na scenie.podkreślone mrugnięciem oka czy przesadnym gestem . które mogą na dobre stracić zainteresowanie prawdziwymi męŜczyznami. Na przekonaniu o tragikomicznym wymiarze kobiecych i męskich ról. świątynne tancerki przebierały się za chłopców. gdy Ŝadna z nich nie zaczyna zachowywać się w sposób uwaŜany za męski (na przykład ubierać się i mówić jak męŜczyzna). aby był ironiczny. a melancholijną zgodą na to. Nas w męŜczyźnie 172 przebranym za Marylin Monroe najbardziej podnieca to . Główne bóstwo religii shintó. gustowała w zmianie kostiumów. Dla Japończyków odgrywanie roli innej płci uwaŜane jest za umiejętność wymagającą maestrii. drugiej religii Japonii gładko koegzystującej z shintó. Idąc śladem bogini. Japońskie przebieranki cechuje powaga nieznana drag ąueens i drag kings Zachodu. pod którą nie sposób nie szukać ukrytego sensu. przebierała się za męŜczyznę. Ta śmiała interpretacja skłoniła szefa zespołu do kolejnego publicznego protestu. Buddyzmowi. a niektórzy chłopcy za dziewczęta. wcieleniem Amaterasu. gejowska prasa nie mogła wyjść z zachwytu. teŜ nieobca jest płciowa ambiwalencja. a początkom teatru kabuki towarzyszyło zupełne pomieszanie płci i ról odgrywanych przez aktorów i aktorki na scenie oraz w Ŝyciu. gdy konieczność spotkania z bratem buntownikiem ją do tego skłaniała. Jako przedsięwzięcie otwarcie lesbijskie Takarazuka postrzegana jest często za granicą i gdy na przykład w 1994 roku pojawiła się w Londynie. w okresie Edo na przykład bywały gejsze płci męskiej uczone kobiecych ról i bawiące w przebraniu męŜczyzn gości. Oto „normalne dziewczęta". a z kolei podczas niezwykle dostojnej ceremonii wstąpienia na japoński tron cesarz symbolicznie staje się kobietą. Od japońskiego transwestyty nie wymaga się. Gdyby jednak tak się stało.

często pojawia się w mediach. powiedziała w jednym 173 z niedawnych wywiadów. Istota o szlachetnej twarzy. tworząc z nim jedną z tych niesamowitych kombinacji miłosnych. Ŝe nie jestem prawdziwą kobietą". bowiem sztuczność to waŜna cecha estetyki Krainy Kwitnącej Wiśni. nie oczekując demaskatorskiego mrugnięcia okiem. owianych tajemnicą. które popsułoby całą przyjemność. jaki wywołuje płciowa ambiwalencja. o wiele waŜniejsza niŜ ironia i dystans. grając oczywiście główną rolę Ŝeńską. wcielając się w tę rolę z powagą i mistrzostwem aktora kabuki. z którego kobiety wykluczono. jak na przykład Miwa Akihiro. a nie odwrotnie. a nie mak impersonators stają się gwiazdami mediów. Celebrowany z pasją urok sztuczności i dreszcz erotyczny. „za to biŜuterię zawsze noszę prawdziwą". a artysta nie przypominał dragąueen z Nowego Jorku czy Londynu. Jako młody męŜczyzna święcił triumfy w spektaklu Czarna jaszczurka. a publiczność podziwiała doskonałość maskarady. W jej losach. która nabrała mnie w Ginzie. zgromadzona w sali urządzonej z barokowym przepychem. Początek kabuki dała u zarania XVII wieku kobieta. Miwa ma wielu naśladowców. pewne jest tylko to. Nie przez przypadek gwiazda. gdy dowiedziałam się.słynnego pisarza Mishimy Yukio. była męŜczyzną grającym kobietę. Ŝe posiadała rzadki talent aktorski i . drapiąc w gardle jak dym. a jej wzruszenie na granicy łez niemal mi się udzieliło. z racji której female impersonators stają się gwiazdami na taką skalę. w połączeniu z bardziej tolerancyjnym podejściem do seksualności w ogóle. JakieŜ więc było moje zdumienie. Ten najsłynniejszy japoński transwestyta. Publiczność. by reprezentować je na scenie mogli aktorzy męŜczyźni. ale dlaczegóŜ by nie zrobić dowcipu „gaijince"?). Ŝe kobieta w czarnej sukni to biologiczny męŜczyzna! śaden z elementów przedstawienia nie był wyraŜony w znanym mi języku campu. którego piękno jest naturalne. tak jak zmaltretowane zabiegami ogrodniczymi drzewko bonsai mojego sąsiada Matsury przewyŜsza pod tym względem drzewo. Sądziłam. Dziś. „Sztuczna" kobieta jest estetycznie doskonalsza od prawdziwej. aktor i piosenkarz. Miwa ma około siedemdziesiątki i nadal jest kobietą. Patrzyłam więc na szczupłą. On po prostu był kobietą. Nie wtajemniczyli mnie jednak w szczegóły (sympatia sympatią. „Niektórzy twierdzą. Japonia nie była i nie jest krajem równości pici. którzy próbują swych sil na scenie. od kilkudziesięciu lat Ŝyje i występuje publicznie w kobiecym przebraniu. wiele lat po samobójczej śmierci Mishimy. Nie bez powodu grację i wdzięk aktorów kabuki stawiano za wzór do naśladowania dla rzeczywistych kobiet. Nie bez powodu teŜ teatrem uwaŜanym za wizytówkę Japonii jest kabuki.bardziej przekonujący niŜ osoba tej płci. Na jeden z takich koncertów do klubu w tokijskiej Ginzie zabrała mnie Mariko ze swoim towarzyszem Ŝycia. był teŜ przyjaciółką i muzą . Ŝe mam do czynienia z artystką w rodzaju japońskiej Ewy Demarczyk. którą odgrywa.bo Ŝeńska forma tych słów jest tu z pewnością właściwsza . to raczej female. symboliczne zmiany pici nie mogą dotyczyć kobiet i męŜczyzn w tym samym stopniu. tancerka Okuni. Nieznana mi dama rzeczywiście śpiewała pięknie i przy jakimś szalonym tangu zaczęłam na dobre ulegać magii spektaklu. z którą czas (być moŜe przy pomocy chirurgów plastycznych) obchodzi się nadzwyczaj łagodnie. wysoką kobietę w czarnej sukni i boa z lisów i słuchałam francuskich piosenek śpiewanych przez nią po japońsku w rozdzierającym serce stylu wielkiej divy. składają się na przyczynę. przysłuchiwała się w naboŜnym skupieniu. których skomplikowana natura do dziś intryguje badaczy twórczości autora Zakazanych kolorów.

iŜ kobieta z krwi i kości mogłaby zastąpić onnagata. spotykały się ze społecznym potępieniem i karą . zagraŜała więc nie tylko moralności. Ta próba oderotyzowania kabuki powiodła się. które ośmieliły się podjąć taką próbę. jakie prowokowała ich obecność na scenie. Multiplikacja ich wizerunków na pornograficznych drzeworytach uczyniła z nich własność masowej wyobraźni. uznawane za byty niŜsze. ryzyko rozwiązłości zostało w ten sposób powaŜnie zredukowane. czyli odtwórcę Ŝeńskich ról. których moŜna się nauczyć. ale całemu porządkowi społecznemu. zastąpienie kobiet młodzieńcami nie podniosło morale kabuki. Taki jest teatr kabuki dziś: kilkudziesięcioletni męŜczyzna przebrany w kimono moŜe grać w nim role zrozpaczonej matki. Następnym krokiem wiernego zasadom konfucjanizmu szogunatu było więc zastąpienie rozpieszczanych młodzieńców dorosłymi męŜczyznami. kobiety swobodnie wcielające się w męskie role musiały budzić niepokój. które odtwarzały zarówno role 174 męskie. Tak czy inaczej. Związek aktorek kabuki z nielicencjonowaną prostytucją i nieustanne krwawe spory sponsorów o względy ulubionych artystek skłoniły więc w 1629 roku szogunat Tokugawa do zastąpienia kobiet młodymi chłopcami. W okresie Edo popularność kabuki rosła z roku na rok. stawały się muzami artystów i przyjaciółkami moŜnych. Nawet poza sceną przebrani w kobiece stroje. To właśnie owo „zaniedbywanie obowiązków" i nowa forma seksualności raczej niŜ seks w sensie homoseksualnej „rozwiązłości" stały się powodem dalszych zmian w kabuki. Jest to jednak długotrwały proces. Kobiety. pięknego. otoczone atmosferą dwuznacznej sławy. a więc oświecenie nie jest dla istoty obdarzonej takim ciałem dostępne dopóty.sukces w udawaniu męŜczyzny podwaŜał leŜące u podstaw płciowej hierarchii przekonanie. W onnagata podziwia się . wydaje się Japończykom sprzeczny z ideą tej sztuki. znacznie powaŜniejszego zamieszania. Swobodna zmiana ról płciowych. którzy mieli odtąd grać Ŝeńskie role. To 175 właśnie wtedy krystalizowała się japońska forma dandyzmu i ideał bishónen. a młode aktorki. jak i Ŝeńskie. ale sam pomysł. ale stanowiło równieŜ pochodną innego. tylko męŜczyźni mogli równieŜ poza sceną prowadzić Ŝycie jako kobieta. w kobiecych strojach. otwierając drogę niezliczonym naśladowcom.przekształciła widowisko taneczne w teatr. W najwcześniejszym okresie istnienia kabuki grały w nim tylko kobiety. Wykluczenie kobiet wprawdzie oficjalnie słuŜyć miało umoralnieniu teatru kabuki. Młodzi chłopcy okazali się równie poŜądani erotycznie i wkrótce zostali nowymi gwiazdami ówczesnego półświatka. rozumianych jako zbiór gestów i zachowań. otoczeni adoratorami tej samej płci. dzielnej kurtyzany albo młodziutkiej zakochanej dziewczyny. gdy w kabuki grały obie pici. którzy odtąd mieli grać kobiece role. Nie bez przyczyny więc nawet w czasie. powszechnie uwielbiani i rozpieszczani. W doktrynie buddyjskiej na przykład kobiece ciało uwaŜa się za niedoskonałe i nieczyste. jak i w buddyzmie. Młodzieńcy pojawiają się na scenach współczesnego kabuki. dopóki nie narodzi się powtórnie jako męŜczyzna. skłaniali swoich patronów do trwonienia fortun i zaniedbywania obowiązków rodzinnych i słuŜbowych. Homoseksualne związki dorosłych męŜczyzn nigdy bowiem nie wydawały się Japończykom tak atrakcyjne. na który trzeba wielu generacji i kolejnych coraz doskonalszych wcieleń. Zarówno w filozofii konfucjańskiej. Ŝe kobiecość jest niŜszą formą istnienia. androginicznego młodzieńca.

co po angielsku nazywamy gender. Jak uwaŜają znawcy kabuki. jak robi to drag queen. Takarazuka. Ŝe jest męŜczyzną. oczywiście. Miejsce. pozostawiając miejsce dla kobiecego rodzaju. Ŝe japońskie kobiety potrafią grać role kobiet nie gorzej od męŜczyzn. uśmiechniętych tak. by podziwiać młode piękne dziewczyny przebrane za męŜczyzn.maestrię. nie wolno wyjść za mąŜ. naleŜy do tych teatrów. Ironia chce. Onnagata nie próbuje „podszyć się" pod konkretną kobietę. Tu najwyraźniej nie ma wstępu. Jakie są? Kim są gwiazdy Takarazuka? Aby stać się obiektami pragnienia fanek. chrupiących ciasteczka. W Takarazuka uderza w oczy niemal zupełny brak heteroseksualnych par i tego charakterystycznego typu w ciemnym garniturze. Takarazuka to przestrzeń kobieca. Poza tym wokół widzimy tylko kobiety. Ŝyć otwarcie w nieformalnym związku. ale zanim Ŝeńska trupa mogła powstać. dziewczyny z Takarazuka muszą nie tylko sprostać wysokim kryteriom artystycznym. gdzie Japonki przychodzą. który onnagata odgrywa za pomocą odpowiedniego kostiumu. obłe kształty nie tylko freudyście mogą przywieść na myśl kobiece łono. co . aktorki ciągle uwaŜane były za kobiety dwuznacznej profesji. mimo iŜ o mniejszym prestiŜu niŜ kabuki. kaŜdego roku aplikuje do szkoły muzycznej Takarazuka około sześciuset marzących o sławie 177 dziewczynek w wieku 15-18 lat. który licznie zaludnia ulice Tokio. Mimo tych ograniczeń wolności osobistej. reprezentowanej przez męskiego aktora kabuki. W przeciwieństwie do aktorów kabuki. jak chcą pozostać w teatrze (a więc do około 35. Oficjalnie takarazinki są czyste i dziewicze jak lilie. którzy mogą mieć rodziny. W krainie wiecznych dziewic i efebów Wnętrze tokijskiego teatru Takarazuka jest dziwnie małe i przytulne w stosunku do monumentalnej architektury widzianej z zewnątrz. Ŝe największy zachwyt wzbudza ono w męskim przebraniu. Podobny zabieg. Ŝyjące 176 na marginesie przyzwoitego społeczeństwa. W kabuki kobieca pleć została więc wykluczona. choć a rebours. takarazinkom tak długo. miękkie. które ponownie otworzyły przed kobietami scenę: oprócz idei kobiecości. zwanego sararii-manem. z których po morderczych egzaminach wybranych zostaje tylko czterdzieści. zastosowano w Takarazuka. onnagata moŜe to zrobić lepiej właśnie dlatego. jakby jakaś tajemnicza siła starła z ich twarzy charakterystyczny dla Japonek wyraz wiecznego zmartwienia. ani. urodzić dziecka. czyli tego. Jednak gdy Takarazuka powstawała. Jeśli juŜ pojawia się jakiś męŜczyzna. wysoko postawionego głosu oraz zestawu wyuczonych gestów i póz. roku Ŝycia). japońskie kobiety musiały odzyskać prawo grania na scenie. z jaką powtarza on gesty uznawane za kwintesencję kobiecości. róŜowawe światło. ale takŜe dostosować się do niezwykle surowych wymogów dotyczących ich Ŝycia osobistego. Czerwone dywany. Dzięki otwarciu Japonii na świat w okresie Meiji (1868-1912) na sceny weszły sztuki europejskich oraz amerykańskich autorów i aktorki takie jak Matsui Sumako zaczęły udowadniać. Tłumy kobiet zrelaksowanych. ubrany jest zgodnie z kodami wskazującymi na przynaleŜność do mniejszości seksualnej i artystycznej bohemy (skłonność Japończyków do uniformów ułatwia rozpoznanie). Kandydatki powinny pochodzić z „dobrych rodzin". ale przedstawić za pomocą odpowiednich środków ideał kobiety. na scenie znów pojawiło się kobiece ciało.

osobiste preferencje. intonacji. ale te dziewczęta. kształt twarzy. sprawują męŜczyźni. jak byłaby utalentowana. Yuki (Śnieg). KaŜdy zespół ma swoją parę gwiazd. jakie musi sobie przyswoić otoko-yaku i musume-yaku. To one wcielają się w zakochanych bohaterów kolejnych sztuk granych w Takarazuka. mogące sobie pozwolić na kosztowne studia swoich córek. a przyszłe odtwórczynie ról męskich obci-nająwłosy i uczą się zachowywać jak męŜczyzna.w pewnym stopniu . ale tylko część spełnia odpowiednie kryteria. czyli kodeksu zachowań właściwych kobiecie albo męŜczyźnie.oznacza w praktyce rodziny dobrze sytuowane. Od tego czasu większa część codziennych zajęć będzie nastawiona na uczenie się kata. Takarazinki dzielą się na pięć zespołów: Hana (Kwiat). sposobów ekspresji słownej. trzy w kaŜdym pokoju. niezaleŜnie od tego.na takich właściwościach socjopsychologicznych. budowa ciała. czyli aktorkę grającą męskie role i jej koleŜankę specjalizującą się w rolach Ŝeńskich. a ich wizerunki zajmują centralne miejsce na plakatach i okładkach czasopism. które stają się gwiazdami.obciąŜane są cięŜszymi obowiązkami. i na czele kaŜdej stoi kierownik męŜczyzna. Męskich wizyt surowo zabrania się. Na drugim roku szkoły muzycznej Takarazuka dziewczęta zostają podzielone na dwie grupy. KaŜda z trup odznacza się indywidualnymi cechami. tembr głosu) . To wówczas . często przeprowadzają się do własnych mieszkań. ale musume-yaku skazana jest na granie wyłącznie Ŝeńskich bohaterek. Wszystkie domowe prace wykonywane są przy tym ręcznie. jak osobowość i . które muszą wypełniać pod okiem starszych takarazinek. gdy juŜ skończy naukę. a wtórny . a ich codzienne Ŝycie uporządkowane jest jak w koszarach. Jak pisze amerykańska autorka. Dla przykładu otoko-yaku uczy się poruszać ekspansywnie. bo kierownictwo Takarazuka wierzy. Kata obejmują odpowiedni zespół gestów i póz uwaŜanych za charakterystyczne dla kobiety lub męŜczyzny. takimi jak „dyskretny wdzięk" bądź „gwiazdorstwo". Wszystkie rezydentki na przykład odpowiedzialne są za sprzątanie. w roli kobiety o silnym charakterze jak Scarlett 0'Hara). jak było juŜ powiedziane. których wynajęcie nierzadko jest sponsorowane przez bogate fanki (lub rzadziej fanów). oboje w cięŜkich makijaŜach i barokowych kostiumach. dłońmi zaciśniętymi w pięści. Otoko-yaku niekiedy. to najpopularniejsze sposoby przedstawiania „złotej kombinacji". zwaną „złotą kombinacją".oprócz kryteriów fizycznych (wzrost. podobnie jak oddawania się rozrywkom i przebywania poza kampusem. otoko-yaku i musume-yaku w strojach codziennych upozowani na heteroseksualną parę. Hoshi (Gwiazda) i Sora (Niebo). która umówiła się na randkę w jednym z eleganckich lokali w tokijskiej 178 Ginzie. Dziewczyny mieszkają w pilnie strzeŜonym internacie po dwie. z łokciami w pewnej odległości od ciała. nigdy nie zagra w Takarazuka.jak „koty" w wojsku . choć bardzo rzadko. Wiele takarazinek Ŝyje w internacie takŜe wówczas. W Takarazuka kierownictwo.takarazinki przybierają swój „wtórny rodzaj (gender)". Ŝadna osoba z zewnątrz. panuje wojskowy rygor i hierarchia. Oczywiście na ogół studentki pragną zostać właśnie otoko-yaku. Otoko-yaku trzymający w ramionachmusume-yaku. ale młodsze .według terminologii wprowadzonej przez Robertson . Ŝe wspomaga to kształtowanie charakteru podopiecznych. Tylko absolwentki szkoły muzycznej mogą zostać artystkami w tym teatrze. Tsuki (KsięŜyc). „pierwotny rodzaj" oparty jest na kryterium genitalnym. gdy zaś . zatrudniany jest w Ŝeńskiej roli (np.

ze stopami na boki. bishónen z manga dla dziewcząt bywa uczestnikiem dość odwaŜnych praktyk homoseksualnych. najczęściej rozjaśnione na kasztanoworudy odcień. Jacka Nicholsona i właśnie Elvisa Presleya. Ambiwalentne płciowo albo otwarcie homoseksualne wątki. W jej sylwetce trudno dopatrzyć się kobiecych krągłości. duŜo większe niŜ w naturze. trzyma nogi po męsku rozstawione pod kątem bliskim szpagatowi. W przeciwieństwie jednak do bohaterów Takarazuka. Niekiedy dodawane są takŜe takie niezaprzeczalne oznaki męskiej płci. nie mają jednak wiele wspólnego z rzeczywistą rozwiązłością i w tym sensie są bardziej . biodrami lekko wysuniętymi do przodu na wzór Elvisa. Wśród postaci ze świata zachodniego polecanych jako wzory do naśladowania dla otoko-yaku Robertson wymienia Alana Delona. Otoko-yaku. Bishónen. a oczy podkreśla makijaŜem tak. to jedna z najbardziej tajemniczych postaci w całym japońskim imperium erotycznym. kiedy przedstawienie było na afiszu. odtwórczyni roli Rhetta Butlera z Przeminęło z wiatrem. tak popularne w dziewczęcej subkulturze Japonii (i tak szokujące dla „gaijinów"). Nieraz zresztą natura zostaje skorygowana operacyjnie. ale od lat osiemdziesiątych królują niepodzielnie otoko-yaku androginiczni. jakim mówią Japonki. Clarka Gable. wysoki wzrost i androginiczne stroje składają się na całość jedyną w swoim rodzaju. Otoko-yaku bowiem nie tylko jest ambiwalentny płciowo. odtwórczyni męskich ról staje zawsze na rozstawionych nogach. pięknego młodzieńca. lecz takŜe rasowo.siada. wielkie oczy. zachwyt jednych. z manga dla dziewcząt). z natury swej skazaną na zagładę (idealnego bishónen stworzył wspomniany Mishima Yukio w Zakazanych kolorach). KaŜdy otokoyaku kreuje z męskich kata indywidualną sylwetkę. Klasyczna odtwórczyni męskich ról ma około 170 cm wzrostu i jest bardzo szczupła. Jego gesty są kanciaste. gdy przez cały czas. Jej głos jest wyraźnie obniŜony i po męsku stanowczy. by zlikwidować azjatycki kształt powiek. znany najlepiej z komiksów dla dziewcząt. ???????'? Chevaliera. piękną i melancholijną formą istnienia. zdecydowane i bez wahania podnosi głos. ostre. chociaŜ jest to zwyczaj stosunkowo nowy w Takarazuka. o wiele niŜszego niŜ ten. bardziej przypomina osobę rasy kaukaskiej. Otoko-yaku nosi krótkie włosy. 179 zgorszenie innych budziła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Haruna Yuri. takŜe prywatnie pokazywała się z wąsikiem. bishónen w manga odznacza się andro-giniczną urodą o cechach raczej kaukaskich niŜ azjatyckich i często pochodzi z krainy tak odległej od Japonii. Ŝe artystka wzorowała się raczej na sylwetce Davida Bowie niŜ Jacka Nicholsona. Jest efebem. Za kaŜdym razem jego rozjaśnione włosy. Jak pisze Robertson. którzy nigdy nie pozwalaj ą sobie na więcej niŜ pocałunek. z wąsami czy bez. Ŝe wydają się duŜo. i podobnie jak postaci z manga (np. Najpopularniejszy dziś wizerunek otoko-yaku budzi podejrzenia. często równieŜ poza sceną posługują się męską odmianą japońskiego języka i uŜywają scenicznego tembru głosu. Jamesa Deana. Podobnie jak bohaterzy Takarazuka. staje się postacią rozpoznawalną dzięki takiemu. nawet jak na japońskie standardy. Wygłaszając swoje kwestie. a nie innemu skomponowaniu elementów uwaŜanych za męskie. Marlona Brando. jak broda czy wąsy. ucieleśniający japoński ideał bishónen. jak arystokratyczne dwory 180 dawnej Europy albo nawet inna planeta. W początkowym okresie istnienia Takarazuka w modzie byli macho otoko-yaku.

nie wiedząc. tak jak na przykład słynna RóŜa z Wersalu. Melancholię przemijania. zakazów i heteroseksualnego przymusu . Romans po japońsku oznacza trzy dni wspólnego szczęścia.to najpopularniejszy temat japońskiej sztuki wysokiej i niskiej. Innymi słowy. smutne piękno przemijania . a koniec wyjątkowo melancholijny. by móc kontynuować rodzinną tradycję wojskową. tylko o melancholię. trzydzieści lat cierpienia i samobójstwo pod kwitnącą wiśnią. Zakochuje się w nim Andre. pozbywszy się na moment męskiego kostiumu i przywdziawszy suknię. Tych samych dziewczynek. który w feerii pawich . wzniosłe i bardzo młodo jak we wspomnianej RóŜy z Wersalu. ale gdy upewnia się co do powagi swojej miłości. ale wychowywana jest jako chłopiec. dalekich od japońskiej rzeczywistości. Spędza z tym drugim romantyczny wieczór. Na koniec bardzo romantycznie i widowiskowo ginie sam Oskar w szturmie na Bastylię. Bishónen zamieszkuje ten sam świat marzeń o wiecznym dzieciństwie co lolitki. a spotykają się w wyobraŜeniowych światach. to światy te charakterystyczne są dla marzeń dziewczynek. musi wrócić do męskiego losu. postać grana przez kobietę grającą kobietę udającą. Przedstawienie RóŜy z Wersalu oparte zostało na kultowej manga z lat siedemdziesiątych autor181 stwa Ikedy Riyoko. To ojciec Oskara wybiera dla niej męski los i zostaje on/ona osobistym ochroniarzem Marii Antoniny. bowiem czar efeba trwa nie dłuŜej niŜ kwitnienie wiśni.niewinne.prawdopodobnie budzi w czytelniczkach nostalgię za miłością doskonałą i androginiczną formą istnienia niemoŜliwą na ogół w dorosłym Ŝyciu. ale Oskar początkowo nie odwzajemnia tego afektu. Ramię w ramię patrzą na otoko-yaku.romans wolny od społecznych nakazów. iŜ Oskar jest kobietą.melancholia. Ŝe jest męŜczyzną. Niestety. na których opiera się popularność Takarazuka: akcja dzieje się w ParyŜu (czyli w miejscu „dalekim" i „pięknym"). Kobiety w wieku lolitek i ich mam spotykają się na widowni Takarazuka. wampiryczne księŜniczki i księŜycowe Ŝeglarki z manga dla dziewcząt. poniewaŜ kocha się w szwedzkim arystokracie Von Felsenie (który darzy uczuciem Marię Antoninę). Nie przez przypadek sceniczne adaptacje komiksów to główna część repertuaru Takarazuka i to one stają się największymi hitami. śadna inna postać Takarazuka nie jest otoczona aŜ takim kultem fanek i o zagraniu Ŝadnej bardziej nie moŜe marzyć otoko-yaku. Głównym bohaterem jest Oskar. bo zawiera wszystkie te motywy. Homoseksualny romans. niŜ mogłoby się wydawać. W Takarazuka kochankowie nigdy nie zostają razem tak długo. który wybrał mu ojciec. Mono no aware . ukochany zostaje w ParyŜu. Bishónen ze swej natury symbolizuje to. by musieć prowadzić Ŝycie dorosłych kobiet i męŜczyzn. patos rzeczy. nie o seks chodzi w Takarazuka. którego bohaterem jest bishónen . by móc jak najdłuŜej pozostać w rzeczywistości moŜliwie jak najdalszej od obowiązków i odpowiedzialności ich mam. co szybko przemija. Zycie miłosne Oskara jest równie skomplikowane jak jego/jej pleć igender. przebieranek jest więcej niŜ przeciętnie. arabska księŜniczka odlatuje do swojej Arabii albo jeszcze lepiej umierają pięknie. które przebierają się za lolitki. Ze swym kochankiem Andre łączy się dopiero w róŜowym niebie dziewczynek. Nie bez powodu ten właśnie spektakl stał się hitem wszech czasów. a Takarazuka przedstawia go w wersji pop: egzotyczni kochankowie nieuchronnie rozstają się. jej obiekt zostaje zabity w pojedynku. Mimo iŜ przynajmniej w połowie na widowni zasiadają kobiety w średnim wieku. W męskim kostiumie zaczyna odwzajemniać uczucie Andre. Oskar rodzi się jako dziewczynka w przededniu francuskiej rewolucji.

Powiedzenie japońskie VII. poczt i lekarzy. Po wojnie tylko dwie rzeczy stały się silniejsze: nylonowe pończochy i kobiety. Widziałam twarze młodziutkich i starszych kobiet. przychodzi się po to.kobiety. przedstawiciele obcych mi. roziskrzone oczy pełne wzruszenia. ale nie wydaje się. nagle skośnymi oczami. dotyczy relacji z innymi kobietami. łabędziego puchu i blasku cekinów kusi je androginicznym czarem właściwym dla krainy. Takarazuka powtarza jeszcze raz. gdzie ma miejsca fanklub. 182 Robertson sugeruje. DuŜe zainteresowanie takimi formami kultury popularnej. za którymi tęsknimy. Ŝe ślad. jakąś bliŜej niesprecyzowaną obietnicę zmiany patriarchalnego modelu japońskiego społeczeństwa. które pamiętamy. która cudem się odnalazła. choć nigdy tam nie byliśmy. ciepłego i przytulnego wewnątrz jak łono wielkiej mamy. jakiej podlega w obcym kraju kaŜdy podróŜnik. w innym języku. hermetycznie męskich światów „Spotkanie". symbolizującej nieuchronną zmianę wewnętrzną. które tam spotkałam. aby tezę taką dało się obronić. pisząc w Imperium znaku. do którego naleŜy Naomi. a Japończycy wszystkich płci na ogół dobrze znają róŜnicę między fantazją a rzeczywistością. Myślę. „Tęsknię. Autora Imperium znaku interesowali młodzi aktorzy kabuki i zawodnicy sumo. Pod jej wpływem jego własna twarz uległa dziwnej przemianie . biur. w jednym z pierwszych rzędów. „świat. zamieszczonym w Imperium znaku. ale w przypadku istniejącej od prawie wieku Takarazuka taka moŜliwość jest mało prawdopodobna. to odwieczne motto melancholii. który wydaje się bliski i daleki. którą dla niego była Japonia. Miejsca. podczas gdy właściwy język podróŜy jest językiem spotkania z Innym.piór. Nie bez powodu zdjęcia ilustrujące jego ksiąŜkę przedstawiająniemal wyłącznie męŜczyzn. by marzyć. którą japońska kultura przesiąknięta jest na wskroś. której byt ograniczony jest do sceny marzeń i snów. potraktowały mnie z niebywałym 185 ciepłem i Ŝyczliwością. W sytuacji pozbawionej rywalizacji i skazanej na chwilowość . więc jestem". jaki w moim przypadku zostawił pobyt w Japonii. Ŝe nieraz na scenicznych deskach zaczynały się rzeczywiste rewolucje.bo przecieŜ było oczywiste. Wprawdzie dzieje światowego teatru udowadniają. Ŝe zamieszczane w turystycznych przewodnikach słowniczki dotyczą jedynie rzeczy nudnych. jak moda kawaii. „Takarazuka to coś niemoŜliwego". dotyczy tej właśnie twarzy o męskich rysach. Ŝe przebieranki Takarazuka zawierają w sobie rewolucyjny potencjał. Wodny świat kobiet Japończycy i Japonki Ma rację Barthes. Ŝe jestem obca i wkrótce stamtąd wyjadę . Do tego teatru. powiedziała mi kiedyś Naomi. choć juŜ niedługo musi znów wrócić do siebie. o którym Barthes mówi. Tak jak miejsca. jakiś urzędów celnych. autor patrzy na nas poczerniałymi. Jak siostrę zaginioną w dzieciństwie. Siedziałam tam z nimi. Zetknięcie z Japonią stało się przyczyną tej metamorfozy oblicza filozofa.na zdjęciu z japońskiej gazety. czyŜ to nie one napędzają machinę melancholii? Melancholii. mimo iŜ nigdy tam nie byliśmy". Japonki zostały moimi . Japońska kultura uniemoŜliwia rzeczywiste akty rebelii. kult lolitek i właśnie Takarazuka. to przejawy tej samej tęsknoty za dzieciństwem. dając w zamian łatwy dostęp do symbolicznej ucieczki w marzenia.

Ubierałam się teŜ inaczej. zderzałam się z jakimś garniturem. a jedyny obecny męŜczyzna był kelnerem. wchodziłam pierwsza do windy. tytoniu i skwierczącego mięsa. na które nie miałabym ochoty. zwłaszcza ci. wykonywałam zawód nadal uwaŜany za typowo męski. iŜ mój mąŜ pojawiał się w Tokio i znikał wołany własnymi obowiązkami zawodowymi. Ŝe japońscy koledzy nie mieli zbyt wielu okazji. Ulubiona restauracja Yume na Den'en Chóru. Ŝe w Japonii świat podzielony jest według płci silniej niŜ na współczesnym Zachodzie Dlatego fakt. Nie wiedział. do której chodziłyśmy po kinie z Naomi i Mariko. byłoby nim słowo „spotkanie". 186 nie czekając aŜ . „Buch". nabytego w mojej ojczyźnie szarmanckich seksistów.z uśmiechem na świeŜych twarzach. goszczący przejazdem w Tokio. w którym nie obowiązuje zasada: „Panie przodem". rzadko wdając się w dyskusje. Kobiety i męŜczyźni w japońskich miastach spędzają mnóstwo czasu osobno. których twarze z bolesnym uporem próbowałam zapamiętać . ani nie próbował upić sake. wymieniałam z nimi wizytówki i zdawkowe uwagi na oficjalnych spotkaniach.najcenniejszym przewodniczkami po swoim kraju. nie przejawiając najmniejszej chęci na wymianę naukowych poglądów.zrobią to najpierw japońscy panowie. Kawiarnia na Shibuya pełna młodych kobiet i tylko kobiet. a pan Sato czy Yamada odskakiwał jak oparzony. nie kazał mi parzyć herbaty. Fakt. i z przyzwyczajenia. Ŝe jest mi ona do niczego niepotrzebna. gdzie eleganckie panie z pobliskich rezydencji jadły malutkie francuskie dania. Tym bardziej nikt z nich nie krzyczał na mnie. co nie ułatwiało sprawy. mijając nas . by się . a Ŝywotność konfucjańskiej tradycji sprawia. czynił ze mnie w oczach innych osobę jakby tylko częściowo zamęŜną. nieraz po prostu uciekali na mój widok. ideał małŜeństwa po japońsku wygląda bardziej tradycyjnie. Mijałam ich na kampusie. odurzające przechodnia zapachem sake.stanowili niemal sto procent moich kolegów po fachu (na stu profesorów przypadają w Japonii tylko cztery profesorki).zdyszanych. „Czemu ci geje tak dziwnie się poubierali?". konających z braku tlenu i zmęczenia . którzy słabo mówili po angielsku. MęŜczyźni . ani nie próbował skłonić do wykonywania prac. W moim towarzystwie starsi rangą koledzy zachowywali wielką ostroŜność. taka sytuacja byłaby w ogóle nie do pomyślenia. Bary w wąskich uliczkach starej części Oimachi pełne sarariima-nów w ciemnych garniturach. a młodsi. Dla moich uniwersyteckich kolegów byłam obca w trojakim sensie: cudzoziemka i kobieta. ale ilość prób nawiązania zawodowego kontaktu była znikoma. patrząc na mnie ze zdumieniem. Nikt z nich ani nie zmuszał mnie do śpiewania w barze karaoke. iŜ jestem kobietą. Dwa lata w kraju. które wraz z nami wspinały się na Fuji. bardziej swobodnie niŜ Japonki w moim wieku. z tym Ŝe japońscy nie zabierają swoich Ŝon do baru. Dwa autobusy dziarskich starszych dam. Nie spotykałam się więc z przejawami dyskryminacji ze względu na płeć. O wiele łatwiej było mi nawiązać przyjacielski kontakt z sekretarką Chizuko czy spotkaną przypadkiem modystką Michiko niŜ z poznanym na oficjalnym bankiecie profesorem.ponuro odziani Japończycy. zajmującym się tą samą co ja dyscypliną wiedzy. Gdybym musiała dać jeden tylko klucz do tej ksiąŜki. Ŝe było to najzwyklejsze miejsce dla „heteryków". przekonało mnie zresztą ostatecznie. spytał mój londyński kolega. okazał się waŜniejszy w kontaktach z Japończykami niŜ zawodowy status.zgodnie ze zwyczajem swojego kraju . Być moŜe działo się tak częściowo dlatego.

ale brakuje im doskonałości ich ojców. tylko męŜczyźni mogą w nim grać kobiece role. iŜ wiem. Sposób. męŜów i synów. W Japonii. których chciałam poznać. co znaczy. które robią karierę. ma tu coś do rzeczy. WaŜną cechą konfucjanizmu jest nacisk na harmonię społeczną. Ŝe róŜnica między „kulturą humanistyczno-literacką" a „techniczną". przygotowując się do odmiennych obowiązków męŜczyzn i kobiet. polecał ksiąŜki. humanistyczny wydział japońskiego uniwersytetu okazał się dobrym miejscem do pracy. Ta bardzo dla mnie cenna relacja oscylowała między bliskim koleŜeństwem a przyjaźnią. relacja tego rodzaju wydawała się jeszcze trudniejsza niŜ gdzie indziej. Organizował mi spotkania z ludźmi. Ŝe są kobietami.oswoić z obecnością „gaijinki". Według niej segregacja płciowa jest sensowna i korzystna dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa. Na charakterystyczne dla japońskiej kultury definicje kobiecości i męskości. przetrwała dwa lata samotności i upokorzeń tylko dzięki wyjątkowej determinacji. Bunt wobec reguł stanowczo nie . słuŜył pomocą jako tłumacz i cierpliwie odpowiadał na pytania. powinność grupową. Chłopcy i dziewczynki od siódmego 188 roku powinni w związku z tym wieść osobne Ŝycie. bardzo wysoko ceniona jest w Japonii. Moja koleŜanka bioloŜka. Myślę. Są niczym ubrani na czarno „techniczni" pracownicy kabuki. którą ceni się w ramach tej tradycji o wiele bardziej niŜ indywidualizm. męŜczyzn i kobiety. Mimo najlepszych chęci i zamiarów czystych jak łza. których zadaniem jest suflerka i zmienianie dekoracji. w przeciwieństwie do autokraty dręczącego bioloŜkę. Ta . Ŝe „gaijinkę" pracującą w Japonii moŜe spotkać zupełnie inny los. w jaki róŜnica między kobietą a męŜczyzną jest tradycyjnie rozumiana w Japonii. Wspominam to z nostalgią tym większą. Mimo iŜ atmosfera towarzyska daleka była od amerykańskiej swobody. otwartym człowiekiem. czyli „dziwadła" takie jak ona.kobieca i męska. jakie oferuje kobiecie japońska kultura. o której pisał amerykański uczony Charles Perry Snów. gdzie społeczny wszechświat tworzą dwie oddzielne planety . był Ŝyczliwym. Ŝe cięŜka praca dla innych i poczucie stabilizacji to nadal dominujący idea! szczęścia. ale ich rola polega na byciu niewidocznymi. niektórzy porównują do pewnej sytuacji z teatru kabuki. kobiety są na scenie kultury. Moja praca miała badawczy charakter.umiejętność bycia niewidoczną. poniewierana w laboratorium niczym biała niewolnica. Mój japoński szef. Kobietom właśnie dlatego. Ŝe tylko od czasu do czasu wygłaszałam wykład po angielsku albo uczestniczyłam w jakimś międzynarodowym spotkaniu. Wiele par czarnych oczu przyglądało nam się z ciekawością na granicy dezaprobaty. a z tradycyjnego punktu widzenia świat dzieli się pod względem płci na kobiety. które ograniczają jej spontaniczność. Kobiety są wprawdzie poŜytecznymi stworzeniami. które nam wydawać się mogą opresywne czy anachroniczne. lecz przydatną. Satoru. największy wpływ ma myśl konfucjańska. japoński profesor nie mógł za bardzo kolegować się z młodą „gaijinką". Przyjaźń kobiety z męŜczyzną jest jednak uwikłana w „genderowe" stereotypy i przesądy. Japońskie doświadczenie umocniło moją 187 wiarę w ponadkulturowe podobieństwo ludzi naleŜących do jednej czy drugiej „kultury" (z całym szacunkiem oczywiście dla biologów i fizyków.uwaŜana za typowo kobiecą . Jak wiadomo. Yume mówi. Podobnie jak oni. nie wolno przedstawiać nawet samych siebie. wśród których z pewnością zdarzają się mili ludzie).

Jak pisze Yamakawa Kikue w wiernie przestrzegających etyki konfu-cjańskiej rodzinach samurajskich: „W wychowaniu córek nacisk kładziono na naturalny rozwój ducha samopoświęcenia i podległości. W świecie Konfucjusza inność to wykroczenie albo śmieszna i niepotrzebna ekstrawagancja. „przyzwoitej" pozycji. by ich córki spały w odpowiedniej.bycie takim samym jak inni ludzie w naszej grupie odniesienia . Lisa Dalby. Obie . Urodzone przez nią dzieci naleŜały do rodziny męŜa i w razie rozwodu kobieta nie miała Ŝadnej moŜliwości. tak kaŜdą inną osobę płci Ŝeńskiej wychowywano na „kobietę domową". ale jeszcze do niedawna japońskie matki dbały. UwaŜano. Ŝe moŜna zastosować jeden z tak zwanych „siedmiu powodów do rozwodu" wymienionych w popularnym dziele konfucjańskiego myśliciela Kaibary Ekikena (1630-1714). stając się tam automatycznie osobą o najniŜszym statusie. a chłopca. zazdrosna.choć w inny sposób miały słuŜyć męŜczyźnie: pierwsza w domu. gdy sposób Ŝycia rodzin samu-rajskich uznano za normę. dopóki nie pójdzie do szkoły. W tej tradycji zespół ról i zachowań. co męskie. Była całkowicie zaleŜna od męŜa ekonomicznie. A więc na przykład. gdy Ŝona była zbyt gadatliwa i kłótliwa. Skromność. wychodząc za mąŜ. nie mając prawa kupować i sprzedawać dóbr w swoim imieniu. nawet wybór słów i tembr głosu. jak w danej sytuacji postąpić i co powiedzieć powinna kobieta. umiejętność bycia przydatną. posłuszeństwo. Rolą Ŝony było nie tylko słuŜenie męŜowi. jak do wszystkich innych. Wprowadzono go w okresie Meiji. Mógł mieć konkubiny. lecz aranŜowane na podstawie zgodności majątku i statusu . MąŜ mógł rozwieść się z nią za pomocą tak zwanego listu rozwodowego. Do 1945 roku w Japonii obowiązywał patrylinearny system zwany ie. ale metaforę tę moŜna odnieść do japońskiej idei kobiecości w ogóle. leniwa lub niemiła wobec teściów. W przeprowadzanych niedawno badaniach ankietowych na temat macierzyństwa jedna mama na dziesięć nadal uwaŜała. ekonomicznej. z kolei dostosowanie się do normy . wchodziła do rodziny męŜa i zamieszkiwała w domu jego rodziców. lecz niewidzialną to cechy idealnej japońskiej kobiety. japońska definicja kobiecości zawierała więcej ograniczeń wolności osobistej. Kobieta. całkowite poświęcenie dla innych. Jak w kaŜdej kulturze wyŜej ceniącej to. bardzo okrutne przysłowie powtarzane z upodobaniem przez nauczycieli w japońskich szkołach mówi. mawiano. powściągliwość. tak jak gejsza „przycinana" i „naginana" była do ideału „kobiety rozrywkowej". Popularne. gdy uznał. a jak męŜczyzna. Jako Ŝe małŜeństwa zawierane były nie z miłości. został niezwykle precyzyjnie skodyfikowany. lecz takŜe zajmowanie się teściami. wobec których obowiązywało ją absolutne posłuszeństwo. zostanie wbity". aŜ jego ciało przyswoiło sobie ten nakaz. druga poza nim. małŜonek miał prawo odesłać ją do rodziców. Ŝe dziewczęta powinny pozbyć się najmniejszej skłonności do egoizmu i słuŜyć innym. jakimi wyraŜą te same emocje. uwaŜanych za właściwe dla danej płci.jest wartością. Ŝe „paznokieć. wolno rozpieszczać bardziej niŜ dziewczynkę. porównywała gejszę do drzewka bonsai. uzaleŜniony jest od płci. bo nie powinny przyzwyczajać się do specjalnego traktowania" (Yamakawa. politycznej niŜ definicja męskości. 142). by o nie walczyć. 2001. ze złączonymi nóŜkami i rączkami wyciągniętymi wzdłuŜ tułowia lub skrzyŜowanymi na piersi. Nie ma co robić zamieszania wokół dziewcząt. nie pozostawiając wielu wątpliwości. Amerykańska antropoloŜka. który wystaje. Ŝe taki trening jest sensowny. Tak długo poprawiały śpiące dziecko. s. Japonkom nigdy wprawdzie nie zniekształcano 189 stóp jak małym Chinkom.to fundamentalna cnota. trzeba się więc „przystosować" do ról płciowych tak.

charakterystyczne dla japońskiej kultury umiłowanie Ŝycia w grupie stanowi pochodną bliskiego cielesnego związku matkasyn. „Dobra Ŝona i mądra matka" stała się „mamą edukacyjną" (kyóiku mama).przemiany społeczne. Ŝe relacja matka-syn stała się w Japonii ideałem czułej miłości. hamowany przez mentalne pozostałości wielowiekowej tradycji. podobną do zachodniej.ograniczona wprawdzie do sfery domowej . lecz takŜe 191 reprodukcja kulturowej i narodowej toŜsamości. bezbronna synowa nieraz stawała się ofiarą. gdy sama stała się teściową. Japońskie słowo amae. Podstawową kategorią toŜsamości kobiecej pozostała tak zwana „dobra Ŝona i mądra matka" (moŜna ją uznać za japońską wersję figury znanej nam jako „matka Polka"). „MęŜczyźni to duŜe niemowlaki". Matka dorosłego syna była juŜ względnie bezpieczna: dręcząca ją kiedyś teściowa prawdopodobnie juŜ nie Ŝyła. gdy w Japonii wprowadzono demokratyczną konstytucję. czy Japonia zyska następnego prymusa. pozwalającą odreagować dawne krzywdy. analizowane szczegółowo przez wspomnianego Doi. by przeprowadzić swoją pociechę przez kolejne egzaminy. Model patrylinearnej rodziny rozszerzonej teoretycznie obowiązywał do 1946 roku. który jest podstawą innych relacji społecznych. Na wzrost znaczenia japońskiej matki wpływ miały takŜe inne . jak ich matki. ale to on dostawał lepsze kąski przy stole. Od tego czasu tradycyjna japońska rodzina wielopokoleniowa zaczęła przekształcać się w rodzinę nuklearną. by realizować skrywane na co dzień pragnienie bycia rozpieszczanym dzieckiem. które kaŜdy . Japoński system szkolny słynie w świecie z „egzaminacyjnego piekła". Synowie opisywali ją z nostalgią. a córki w tym czasie wypełniały swoje przeznaczenie.nabrała cech władzy absolutnej. stając się kobietami takimi.więcej wymagano. Według japońskiego psychoanalityka Kosawy Heisaku. w naturalny sposób bliŜsza więź łączyła nadal męŜczyznę z matką niŜ Ŝoną. To od niej zaleŜało. Jest to proces bardzo powolny. dając rodzinie spadkobiercę. to ogólna sytuacja kobiet po wojnie uległa poprawie. mówiła Michiko i pewnie miała ku temu powody.oprócz demokratyzacji .między niemal obcymi osobami. Zaczęto wprowadzać w Ŝycie ustalenia prawne przeciwdziałające dyskryminacji politycznej i ekonomicznej. a ona sama spełniła swoją rolę. ale jednak nieunikniony. określa ten szczególny rodzaj więzi społecznej wykształcony w relacji matka-syn.społeczeństwem świadectw szkolnych. który zobowiązany był opiekować się nią aŜ do śmierci. i cierpiała do momentu. Jedynie urodzenie syna gwarantowało więc kobiecie względne bezpieczeństwo i nie dziwi zatem. będącą pierwszym krokiem w kierunku równouprawnienia płci. Rolą matki stało się nie tylko rodzenie dzieci. ale jej znaczenie wzrosło.przyszłego spadkobiercy . poświęcającą dni i noce. Przybywająca do jej domu 190 młoda. jak kochane są dzieci. a jej władza . Po to przecieŜ przychodzili do Krainy Mydła. Od chłopca . który wkrótce skonstruuje na chwałę swojej rosnącej w potęgę ojczyzny miniaturowe radio albo wspaniałego robota. W przypadku chłopca ta fizyczna bliskość kształtuje zatem postawę relacyjną i towarzyszącą mu przez cale Ŝycie pasywną potrzebę bycia kochanym tak. w wyniku których japońskie społeczeństwo stało się-jak to się często określa . Mimo iŜ oparta na wielowiekowej tradycji segregacja ze względu na płeć nadal obowiązuje w Japonii.

Siedząc grzecznie w wagonach metra. łącznie z kazirodztwem. by dziecko juŜ w wieku małego Hitoshiego przygotowywało się do Ŝycia w grupie i szkolnej rutyny. „Mama edukacyjna" i jej studiujący w pocie czoła synek to popularne postaci komiksów. ale uwaŜa się za wskazane. Wersja kariery „od pucybuta do milionera" nie wydaje się moŜliwa w Krainie Kwitnącej Wiśni. nigdy nie buszowały w tajemniczych zaroślach na górce między dwoma domami. Malutcy uczniowie w ciemnych mundurkach. najsłynniejsza . który produkuje efektywnych pracowników. „Boję się. rozsmakowywały się w nieznanym ich rodzicielkom smaku wolności i luksusu. domach i na specjalnych kursach przygotowujących do egzaminów. Tylko po dobrej szkole średniej moŜna dostać się na dobry uniwersytet. gdy maluch częściowo ciągłe jeszcze naleŜy do matczynego świata domu. Prywatne przedszkole. do którego będzie chodził przez trzy kolejne lata. Wykształcone kobiety stawały się coraz bardziej wybredne w wyborze kandydata na męŜa i opieszałe w drodze do ideału „dobrej Ŝony i mądrej matki". a częściowo juŜ do zewnętrznej rzeczywistości społecznych 192 obowiązków. Nie miały na to czasu. które wkrótce nie zostawią mu wiele czasu na nic innego. bo grą na fortepianie rozpraszała jej studiującego jedynaka. szytych na wzór wojskowych uniformów. w której to drodze Aiko będzie mu dzielnie towarzyszyć. Ŝe nawet wybór odpowiedniego przedszkola (do którego teŜ jest egzamin) ma wpływ na los dziecka. w których „mama edukacyjna" zmienia się w mamagon. czyli „mamę potwora" gotowego do strasznych czynów. by tylko syn skupił się na nauce i dostał na wymarzony uniwersytet. a tylko po dobrym uniwersytecie dostać dobrą pracę. a sukcesu akademickiego i kariery w zewnętrznym świecie oczekuje się z kolei tylko od chłopca. I nie ma nic dziwnego w tym. Lepiej więc zacząć przygotowania wcześniej niŜ później. Kończyły uniwersytety. Wielu japońskich uczonych i publicystów krytykuje ten system. gdzie jakimś cudem nic jeszcze nie zbudowano. nie jest wprawdzie obowiązkowe. Utkwiła mi w pamięci głośna przed kilku laty historia japońskiej mamy. Pierwszy waŜny egzamin to ten do szkoły średniej po dziewięciu latach obowiązkowej podstawówki. Dzieci z mojego sąsiedztwa na Ishikawa-dai nigdy nie bawiły się na spokojnych uliczkach. Jak mówi profesor Ueno. z wielkimi skórzanymi tornistrami i nóŜkami gołymi niezaleŜnie od pory roku to jeden z klasycznych obrazków ze współczesnej Japonii. która zamordowała dziewczynkę z sąsiedniego domu.uczeń musi przejść kilkakroć -w Japonii Ŝyciowy sukces bardziej niŜ na przyład w krajach Zachodu zaleŜy od ukończenia właściwych szkół we właściwym czasie. Japońskie dzieci kują więc w pocie czoła w szkołach. Japoński system edukacji ciągle uchodzi za najbardziej wymagający na świecie. a właściwe przedszkole Hitoshiego jest początkiem drogi na właściwą uczelnię. ale wielu sądzi. ale zabija indywidualność i jak walec miaŜdŜy słabszych lub po prostu innych. W latach osiemdziesiątych tradycyjne role płciowe zaczęły się przekształcać. nienagannie czyści i schludni. czytają coś ze swoich ksiąŜeczek i nawet osoba rzadko wpadająca w rozczulenie na widok dzieci ma niepohamowaną ochotę powiedzieć: „Kawali". wprost zapraszających do rowerowych wyścigów. Ŝe Hitoshi nie da sobie rady na egzaminie". Za sukces dziecka w tych zawodach odpowiedzialnością obarcza się matkę. zwierzyła mi się z niepokojem na twarzy Aiko. Jest to okres przejściowy. młodsza siostra Chizuko. zarabiały. Ŝe synek Aiko ma dopiero trzy lata. podróŜowały.

KaŜda z nich 194 przywodzi na myśl przyjemne wspomnienia. cementują rzeki i budują wyjątkowo brzydkie miasta. co najlepsze w tradycji swojego kraju. lecz niewidoczną. Ŝe ten niezwykły kraj rzeczywiście chce mieć do czynienia z resztą planety Ziemia. Córki w jej rodzinie od zawsze wychodziły dobrze za mąŜ i zajmowały się domem. poddały się. dając mi moŜliwość dotarcia do miejsc. które marzyły. czyli publiczna łaźnia. „doprawdy nie ma Ŝadnych powodów. skraplającą się na twarzy mgiełkę pary. słowo znaczące po japońsku „marzenie". Onsen . a właściwie z Yum&sensei. które na początku wydawało mi się kwintesencją męskiej przestrzeni. I chociaŜ duŜym uproszczeniem byłoby twierdzenie. Te kobiety o pięknych imionach pokazały mi inną topografię Tokio. to przybrane imię. i przedzierała się na szczyt świata zdominowanego przez męŜczyzn. i dowiedzenia się o rzeczach. Rotenburo. Ŝe japońskie kobiety kultywują to. Jedne. KaŜda w pewnym momencie swojego Ŝycia podjęła decyzję sprzeczną z obowiązującą normą kobiecości i zbuntowała się przeciw tradycji bycia przydatną. Ŝe przyszłość przyniesie im moŜliwość samorealizacji. w którym świat podzielony jest według płci tak mocno i głęboko. Ŝe da sobie radę. Przez dwadzieścia lat udowadniała sobie i swojej rodzinie. inne. a nie szklany. dzięki którym czułam. Jeśliby otwartość Japonii na świat mierzyć według kryterium płci. Pierwszy raz kąpałam się po japońsku z Yume. ta kobieca część japońskiej rzeczywistości wydawała mi się o wiele przyjaźniej sza i ciekawsza. Yume postawiła jednak na swoim. Ŝe chcące robić karierę. bo jest profesorką uniwersytecką. Sentó. jak Naomi.mineralne kąpielisko w jednym z tysięcy japońskich kurortów. jakie dostałam w Japonii. Zaczęły jednak podejmować decyzje w swoim imieniu 193 i negocjować własny rodzaj szczęścia. ukrytą pod pancerzem betonu. Siostrzeństwo w nagości „Chodźmy się wykąpać" to jedno z najmilszych zaproszeń.podobnie jak ja . jak mawia się na Zachodzie. Nawet gdybym nie zaczęła uczyć się japońskiego. nie rezygnując jednak ze wszystkich marzeń. a studia na Uniwersytecie Tokijskim zarezerwowane były dla braci. o których rzadko mówi się w salach seminaryjnych. Michiko. odkryły przede mną swoje kobiece ścieŜki w mieście.były nastolatkami. by kobieta chciała być czymś takim jak męŜczyzna". Jej jednak udało się. które stały się dla mnie inspiracją. Nikt nie wierzył w moŜliwość realizacji tyleŜ ambitnych co „mało kobiecych" planów małej Marzycielki. Naomi. zapach wody. ani nie zrezygnowały z makijaŜu. co w Japonii jest gestem duŜej odwagi. a więc onsen pod gołym niebem. W latach osiemdziesiątych Chizuko. tak jak Yume. Tłumaczyła mi. które w dzieciństwie było lekcewaŜącym przezwiskiem. to kobiety były dla mnie tymi. odniosły sukces i udaje im się prowadzić niekonwencjonalne Ŝycie w społeczeństwie nielubiącym „wystających paznokci". zanim dotknie mojej po brodę zanurzonej głowy. więc ani nie zaczęły uŜywać męskiego języka. . gdy męŜczyźni zalewają betonem morskie wybrzeŜa. „Yume". te nazwy zapamiętałabym. ale w kraju. albo widok na ocean z pełnej mineralnego ukropu niecki na wysokim klifie półwyspu Izu. Yume . rozkosz nad rozkosze. stali i szkła. To one zostały moimi najcenniejszymi przewodniczkami po Japonii. śnieg topniejący. Japonki napotykają betonowy sufit.japońska feministka. Yukiko. pielęgnują kwiaty i ratują naturę w czasie.

Skończyła Uniwersytet Tokijski i dostała pracę, o jakiej śnią miliony japońskich męŜczyzn. Gdy marzenia stały się faktem, z dumą dodała „Yume" do swojego imienia i nazwiska. Dziś Yume ma czterdzieści kilka lat, ale wygląda na trzydzieści, męŜa i maleńkiego synka. Kiedy tylko czas jej pozwala, wyjeŜdŜa z rodziną do jednego z podtokijskich onsenów. Twierdzi, Ŝe moczenie się w gorącej wodzie rozprostowuje jej duszę, a więc któregoś dnia przy lunchu powiedziała do mnie: „Chodźmy się wykąpać". Mając na względzie fakt, iŜ japońska kultura powstała głównie z chińskich i koreańskich zapoŜyczeń, złośliwi ignoranci twierdzą, Ŝe czystość jest jedynym oryginalnym wynalazkiem Japończyków. Nawet gdyby tak było, jest to wynalazek godny pozazdroszczenia i naśladownictwa ze strony innych nacji (nie wytykając nikogo palcami). Jak się okazuje, polska mądrość, Ŝe „częste mycie skraca Ŝycie", nie ma potwierdzenia: Japończycy uwielbiają wodę, a Ŝyją bardzo długo i zdrowiej od nas. Jedyny zapach, jaki moŜna poczuć w najbardziej nawet zatłoczonym metrze, to leciutka woń mydła i moŜe czasem naftaliny. Ponoć w swej niechęci wobec cielesnych zapachów Japończycy (a właściwie Japonki) posuwają się niekiedy do przesady, jaką jest 195 operacyjne usuwanie gruczołów potowych spod pach. Tak czy inaczej, przesada w tę stronę jest łatwiejsza do zniesienia, a demokratyczne umiłowanie czystości godne podziwu. Podczas jednego z pierwszych spacerów po Tokio dotarłam do Parku Centralnego na Shinjuku, gdzie zaintrygowała mnie grupa męŜczyzn uwijająca się przy fontannie tuŜ obok grupy staruszków płci obojga uprawiających tai-chi. W pierwszej chwili pomyślałam, Ŝe jestem świadkiem jakiegoś rytuału, ale okazało się, Ŝe to mieszkający tam bezdomni po prostu robią pranie. Wielu tokijskich bezdomnych wygląda w związku z tym czyściej i schludniej niŜ niejeden pan Kowalski w przeddzień swojej cotygodniowej kąpieli, obok którego musiałam stać w warszawskim autobusie. Nawet jeśli czasem pewne aspekty japońskiego Ŝycia mogą być irytujące, to jedno jest pewne - osoba, która wyprowadzi nas z równowagi, będzie dokładnie umyta. O szczególnym upodobaniu, jakim mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni darzą moczenie się wodzie, pisali juŜ w trzecim wieku Chińczycy, a chrześcijańscy misjonarze przelewali swe oburzenie na papier, nie mogąc zrozumieć, „po cóŜ tak często nieprzystojnym ablucjom się oddawać i obnaŜać swe członki bezwstydnie". Nie jest trudno sobie wyobrazić, jaka musiała być z kolei reakcja Japończyków na zapachowe dowody niechęci do kąpieli o kilka metrów wyprzedzające przybyszów; do dziś sobie zresztą Ŝartują z mniej higienicznych narodów. Wszyscy, którzy znają film Szogun, pamiętają, Ŝe pierwszą rzeczą, jaka spotkała tytułowego bohatera na japońskiej ziemi, była solidna kąpiel i pewnie nieraz Japończycy mieliby ochotę potraktować w ten sposób mniej domytych „gaiji-nów". Kto wie, moŜe fakt, iŜ chrześcijańscy misjonarze z taką odrazą traktowali japońskie zamiłowanie do kąpieli, przyczynił się do klęski ich misji. Religia, w której ciało jest nieczyste, ale którego nie zaleca się w związku z tym codziennie kąpać, nigdy nie miała większych szans u Japończyków. W Japonii zresztą nie tylko dla śmiertelników, ale i dla bogów kąpiel jest rzeczą najwyŜszej wagi. Woda w japońskiej tradycji oznacza nie tylko czystość cielesną, lecz takŜe symboliczną, duchową. W tradycji buddyjskiej urodziny Buddy czci się, kąpiąc jego posągi

196 w zielonej herbacie, a gdyby od rytuałów religii shintó odjąć te związane z oczyszczaniem i wodą, niewiele by zostało roboty kapłanom. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił bóg Izanagi po wydostaniu się ze świata zmarłych, była kąpiel w rzece, zmywająca z jego ciała brud śmierci. Zgodnie z zapoczątkowaną przez niego tradycją, wchodząc na teren świątyni shintó, trzeba obmyć ręce, nabierając wody ze studzienki, a starsi ludzie nadal kultywują zanikający zwyczaj płukania ust. Rytuały oczyszczania towarzyszą w Japonii nie tylko wszystkim uroczystościom religijnym, lecz takŜe wielu świeckim. Brud to zło i diabelstwo - i vice versa trzeba więc pozbyć się go przy pomocy wody i soli. Dlatego przed wejściem do wielu barów stoją piramidki soli i solą sypią ring zawodnicy sumo. Woda, sól, mycie i płukanie, oczyszczanie i sprzątanie, przecieranie, wymiatanie, omiatanie to japońska codzienność świecka i religijna. KaŜdy posiłek w restauracji, niewaŜne jak byłaby obskurna, poprzedza wytarcie rąk dostarczoną na samym początku wilgotną ściereczką oshibori. W jednej z moich ulubionych obrotowych „suszarni" na Musashikoyama ściereczki były juŜ nowoczesne - jednorazowe i pakowane w foliowe ruloniki z wizerunkiem Hello Kitty i napisem Clean and healthy live together. Ogrom uwagi przywiązywanej do o-furo, „szacownej kąpieli", wyróŜnia więc Japończyków na tle innych nacji. Owszem, zdarza się, Ŝe „gaijini" teŜ codziennie się kąpią, ale nawet najdokładniejszy prysznic jest po prostu czynnością higieniczną, a nie rytuałem. Statystyczny Japończyk spędza codziennie w wodzie około pół godziny, ale godzinne kąpiele nie naleŜą do rzadkości. KaŜdego wieczoru przychodzi w japońskim domu pora, gdy Ŝona (w układzie tradycyjnym) lub osoba, której kolej przypada (jak w rodzinie mojej przyjaciółki Mariko), przygotowuje wannę pełną gorącej wody. Teraz w kolejności uświęconej patriarchalną tradycją (pan domu pierwszy, najmłodsza kobieta na końcu) albo tak jak się komu podoba, Japończycy idą do kąpieli. NiezaleŜnie od tego jednak, czy dom jest tradycyjny, czy tak międzynarodowy i nowoczesny jak dom Mariko, gość ma nadal pierwszeństwo. Z błogimi minami Japończycy zanurzają się w wodzie i zapominają o troskach, jakby na chwilę 197 wrócili do łona matki. Sam prysznic to dla nich kpina nie kąpiel i tylko w wyjątkowo uboŜuchnych jednopokojowych „dziuplach" zdarzają się kabiny zamiast wanny. Chizuko i Teru po wakacjach w luksusowym hotelu Hyatt na Bali byli w miarę zadowoleni, ale pełną przyjemność popsuł im fakt, Ŝe - jak opowiadali wanna była „bez sensu" i do tego „w tym samym pomieszczeniu, co sedes". Moczenie się w gorącej wodzie uznawane jest przez Japończyków za jedną z największych przyjemności i codzienne o-furo we własnej łazience na ogół im nie wystarcza. Obawiano się, Ŝe wyposaŜenie mieszkań w łazienki sprawi, iŜ Japończycy przestaną odwiedzać publiczne łaźnie i ta stara tradycja zaginie bezpowrotnie. Tak się jednak nie stało. Liczba publicznych łaźni wprawdzie spadła, ale nie znikły one z pejzaŜu miast i miasteczek. Wiele osób mających łazienki wciąŜ odwiedza sentó albo spędza swoje krótkie wakacje w jednym z tysięcy omenów rozsianych po japońskich wyspach. Onsen znajduje się zwykle nie dalej niŜ piętnaście minut jazdy pociągiem, bo na tak sejsmicznie aktywnym terenie, jak Japonia, pod drŜącą ziemią wszędzie niemal bulgoce gorąca, bogata w minerały woda. W onsenie obowiązują z grubsza te same zasady zachowania co w sentó, ale w tym pierwszym

czeka na nas nie „kranówka", lecz woda mineralna, pompowana do baseniku wprost z podziemnego źródła. Niektóre onseny to po prostu dziury w ziemi lub skale ze skromnym pensjonatem nieopodal, inne to luksusowe kompleksy wypoczynkowe, którym Ŝycie dało źródełko z gorącą wodą. Wiele z nich słynie z uzdrawiającej lub upiększającej mocy. Najciekawszy w wodnych rozkoszach Japończyków jest fakt, iŜ nawet kąpiele we własnym domu uwaŜają oni za przyjemność z natury towarzyską. To oczywiste, Ŝe do onsenu czy sentó idzie się po to, by być razem, a nie tylko, by po prostu się umyć, ale do domowej wanny (o ile jest wystarczająco duŜa) teŜ miło zanurzyć się w towarzystwie męŜa, dziecka lub ich obojga. W większości domowych łazienek, malutkich i ciasnych jak moja w Bon Hour, mogą naraz kąpać się jednak najwyŜej dwie dorosłe osoby. Tylko raz widziałam w Japonii domową łaźnię o powierzchni jakichś dwudziestu metrów kwadratowych, gdzie w pięknej i zabytkowej ponoć 198 kadzi z cennego drewna cedrowego zmieściłaby się spora grupka, a temperaturę regulował komputer. Siedziba, w której znajdowało się to cudo, naleŜała do ojca Mariko, emerytowanego szefa korporacji o nazwie pachnącej tak wielkimi pieniędzmi, Ŝe zwykły człowiek umie je sobie wyobrazić tylko w postaci nieskończonej ilości walizek pełnych banknotów 10 000-jenowych. „To nasza łazienka", powiedziała gospodyni oprowadzająca mnie po domu, „mam nadzieję, Ŝe nie za mała". Przeciętni Japończycy mogą sobie pomarzyć o łazience podobnej wielkości (rzeczywiście marzą, bo zapytani w ankiecie o potrzeby mieszkaniowe, najczęściej wymieniają upragnioną większą łazienkę). W wannie, kadzi, baseniku Japończycy zanurzają się wtowarzystwie innych Japończyków. Ludzie, którzyubranijak ognia unikają fizycznego kontaktu, nie pozwalając sobie nawet na klepanie kumpla w ramię, w sentó czy onsenie bez oporu pomogą umyć mu plecy. Ludzie, którzy nie zaczepią przechodnia, by spytać o drogę, tu bez nieśmiałości dzielą się z obcym - i równie jak oni nagim sąsiadem - uwagami na temat temperatury wody. Japończycy często mówią o skinshipu, szczególnej bliskości, jaką rodzi wspólna kąpiel, albo o hadaka no tsukiai, braterstwie w nagości. Tu znikają bariery statusu i nagi szef korporacji moczy się obok nagiego taksówkarza (jedynie przedstawiciela japońskiej mafii moŜna by poznać od razu po tatuaŜach, ale nie wiem, jakie zwyczaje kąpielowe m&yakuza). Kąpiel po japońsku to doświadczenie, które zbliŜa ludzi jak Ŝadne inne. Do sentó albo onsenu moŜna udać się w towarzystwie przyjaciół, kolegów z pracy albo zaprosić ewentualnego partnera w interesach, by go tam - równieŜ w dosłownym sensie - rozmiękczyć. Wspólna kąpiel to równieŜ dobra okazja dla rodziców, by pobawić się z małymi dziećmi albo powaŜnie porozmawiać z nastolatkami. Nawet jeśli dziś codzienny zwyczaj wspólnej kąpieli ze starszymi dziećmi zanika, to wystarczy włączyć telewizor, by przekonać się, Ŝe jego idea nadal funkcjonuje jako pozytywny przykład: w japońskich telenowelach matka i córka albo ojciec i syn wyjaśniają sobie nieporozumienia zanurzeni w gorącej wodzie. Kochankowie teŜ nie stronią od wspólnych kąpieli i często spędzają swoje pierwsze wakacje w kurorcie z gorącymi źródłami. Jak sobie łatwo wyobrazić, taka 199 intymna kąpiel we dwoje w onsenie pod rozgwieŜdŜonym niebem moŜe stać się wyjątkowo podniecającą scenerią miłosnego sam na sam (uprzedzam jednak, Ŝe dla nienawykłego cudzoziemca będzie w onsenie ciut za gorąco na erotyczne

uŜywane jako opał do podgrzewania wody. by zobaczyć kawałek nagiej prawdy o Japonii. . Za nią znajduje się niewielki pokoik z archaicznymi szafkami na buty zamykanymi przy pomocy wielkich drewnianych kluczy. ale tak pachniały wieczorem wszystkie uliczki mojego sąsiedztwa i gdy spaceruje się blisko domów. Zanim w okresie Meiji Japonia otworzyła się na świat po ponad dwóch wiekach izolacji. Spowodowane jest ono nie wstrętem czy niechęcią (pod warunkiem. potem wiedli swoje pociechy. Wczesnym popołudniem komin zaczynał dymić. musi być przygotowany na wywołanie poruszenia bliskiego panice. Nie wiem. Ŝe przybysz nie zna etykiety sentó.uniesienia). ale przechodząc obok. słychać plusk wody.nie ma sensu ich targać ze sobą. dzięki sterczącemu w górę wysokiemu kominowi. jak stare drzewo hubą. lecz raczej strachem. gdzie były . Wybrałyśmy tam w jakieś piątkowe popołudnie zaraz po otwarciu. zbudowano je niedługo po wojnie. Ludzie przez całe Ŝycie mieszkający w okolicy przychodzili 200 do niego najpierw przyprowadzani przez rodziców. w wyniku których drewniany oryginał obrósł przybudówkami o niezgrabnych kształtach. a mieszkańcy podrzucali im niekiedy niepotrzebne juŜ meble. mając nadzieję. Moje sentó naleŜało do przybytków starych i skromnych. Przekonałam się o tym. Ŝe moje przestępstwo było drobne albo przynajmniej niedostrzeŜone. jak działała w tym starym sentó maszyneria do podgrzewania. a od najbliŜszego dzieliła mnie tylko wąska uliczka. Większość odwiedzających zna się więc przynajmniej z widzenia. gdy pierwszy raz poszłam do mojego sentó z Yume. spocony i włochaty). Na ogół cudzoziemiec nie będzie źle widziany w sentó. kaŜde w niewielkiej odległości od Bon Hour. które nie leŜy na szlaku turystycznym uczęszczanym przez „gaijinów". a teraz z plastikową miseczką i ręczniczkiem w dłoni drepczą tam jako dziadkowie. Ŝe gaijin nie jest na przykład wielki. publiczne łaźnie i mineralne kąpieliska były koedukacyjne. które obwieszczała krótka zasłonka noren wisząca w drzwiach. Święte oburzenie niedomytych purytan (którzy podejrzanie duŜo czasu poświęcali studiowaniu przedmiotu swojej odrazy) sprawiło. Kąpanie się po japońsku wygląda nieco inaczej niŜ Zachodzie. tłusty. Pociemniały od wilgoci wielu pór deszczowych parterowy budynek jak kaŜde inne sentó moŜna było dostrzec z daleka. które nieraz są bardzo wykwintne i połączone z atrakcjami takimi jak saanajacuzzi czy nawet basen i fitness. czasem ciche rozmowy albo radosne gulgotanie pławionych w niej osesków. a z powodu trudności językowych nie będzie moŜna wytłumaczyć mu. bo kradzieŜe po prostu się nie zdarzają. Zaproszenie „gaijina" do wspólnej kąpieli z japońskimi przyjaciółmi to wielki dla niego honor i niepowtarzalna okazja. moŜna było usłyszeć przyjemne bulgotanie gotującej się wody. W mojej okolicy były trzy sentó. spośród których pod osłoną deszczowej nocy wybrałam sobie ratanową komodę i stolik z drewna wiśniowego. a potem podlegało rozmaitym przemianom. Klucze większość odwiedzających zostawia jednak tam. chociaŜ w takim. Gdy byli juŜ klienci. to przy moim domu przeznaczone było wyłącznie do kąpieli i niewiele zmieniło się w nim przez kilkadziesiąt lat. Front budynku ze swoim spadzistym dachem i bramą ozdobioną u sklepienia rzeźbionymi smokami przypominał buddyjską świątynię. jak powinien się zachować. W przeciwieństwie do nowoczesnych sentó. Właściciel i jego dorastający syn godzinami piłowali drewniane palety. zapach mydła i szamponu docierał aŜ do mojego mieszkania.

Zdarzają się w Japonii onseny dla obu płci.Ŝe Japończycy postanowili „ucywilizować" swoje obyczaje i od tej pory kobiety i męŜczyźni zaŜywają kąpieli osobno. mniej i bardziej luksusowe. Basenik. Wieści w takim sąsiedztwie. Ŝe kompleks Edypa nie pasuje do opisu japońskiej kultury . 202 Do spłukiwania uŜywały plastikowych miseczek. W głównej części sentó. znajduje się zbiornik z wodą i rząd kranów przy ścianie. mogą być tylko większe albo mniejsze. pracownika. czyli najpierw mycie i dokładne spłukanie mydła. Miałam jasne włosy i wyrosłam trochę wyŜsza. bandai-san doskonale wiedział. by sprostać hollywoodzkiemu . przy ukwieconym okienku. zaprasza! mnie. jedna w średnim wieku i jedna bardzo stareńka. Zajęłyśmy z Yume wolne miejsca i poszłyśmy ich śladem. czym tata róŜni się od mamy. Ŝe siedzę wśród tych obcych kobiet i myjąc się rozmawiam z Yume.nagie ciała rodziców nie budzą niezdrowej sensacji u malucha. I przed naszymi oczami rozkwitł nieco złuszczony od wilgoci obraz ogrodu. mają przywilej swobodnego przemieszczania się między męską a Ŝeńską częścią łaźni. Wnętrze najczęściej jest wyłoŜone kafelkami. „Proszę bardzo". Myły się przy pomocy namydlonych ręczniczków.zdumienia. Jak juŜ wspominałam . zdejmował z jego barków trud 201 ewentualnej konwersacji. I który na mój widok nawet nie starał się ukryć . dodając po angielsku: How do you do.teraz obowiązuje „japońska kolejność czynności kąpielowych". na drugiej wisiały lustra. Gdy weszłyśmy tam z Yume. poza tym naleŜałyśmy do tego samego gatunku stworzeń i wspólne mycie się było tak samo uzasadnione. „Dozo". „Gaijinka" w jego sentó była prawdziwą atrakcją. a w starych sentó na jednej ze ścian mogą znajdować się amatorskie malowidła. wiele rzadziej niŜ opisują je spragnieni sensacji „gaijini". Na plastikowych ministołeczkach siedziały przed kranami dwie kobiety. Właśnie: „róŜnic". dwie panie w średnim wieku zachowujące się jak dobre znajome i młoda matka z małą córeczką. gdzie wchodzi się juŜ nago. więc przywitał mnie bez tego zakłopotania. Fakt. podobnie jak domowa wanna. jakie „gaijini" tak często widzą na twarzach Japończyków. wydal mi się najnaturalniejszy na świecie. potem reszta. Właściwie juŜ po chwili fakt. do szóstego roku Ŝycia.raczej przyjaznego . w środku były trzy kobiety. iŜ byłam w towarzystwie Japonki. a młodsze. Takie wspólne kąpiele są dobrą okazją. gdzie mieszkam i co robię w Japonii. pozdrawiając grzecznie równie jak one nagich sąsiadów. Ta okazała się malutka: jedną jej ścianę zajmowała półka. jak moje. słuŜy tylko moczeniu się. na której stały wiklinowe kosze na ubrania. stał jeszcze niewielki stół słuŜący matkom do ubierania najmłodszych dzieci. Na ogól więc męŜczyźni idą na bosaka do swojej. który dba teŜ o porządek i sprzedaje przybory toaletowe. a młodsza pomagała starszej. do których nalewały wodę z kranu. Opłatę za korzystanie z sentó uiszcza ńąubandai-sana. W małych ryokanach (hotelach w tradycyjnym stylu japońskim) moŜna zamówić sobie godzinę kąpieli z ukochanym lub rodziną i tylko wtedy onsen jest koedukacyjny. szybko się roznoszą. jakie zamienił z Yume. a kobiety do swojej części kąpieliska. Nic dziwnego. i nauczyły się dobrych manier. ale o wiele. Przeciętna Japonka mizerne ma szanse. jak i wzajemna ciekawość tych drobnych róŜnic. by maluchy przyjrzały się. Starsze dzieci towarzyszą w sentó rodzicowi tej samej płci. W kącie. pod Ŝadnym pozorem nie moŜna wejść do niego „na brudasa". Jak się okazało po kilku zdaniach. Szatnie w sentó nie róŜnią się specjalnie.

to temat. nie gapić się. obdarzone były niezwykłym wdziękiem. bezkształtny pokurcz na nowo odzyskuje kształt. drobniutka staruszka skurczyła się. Pozbawione tłuszczu. którym nie mogłam się nie przyglądać. Powoli. na klęczkach. Małe ręczniczki. Ŝe skóra po chwili staje się róŜowa jak wrzucona na wrzątek krewetka. wśród obcych kobiet wychowanych w odmiennej kulturze . by zanurzyć się w baseniku. a troski wyparowują bez śladu. rozpływa się w wilgotnym cieple otulającym jak bliskie ciało. nie chlapać i . by zasnąć. z podkurczonymi kolanami. W dwóch dobrze znanych mi językach . Cellulitis jest słowem nieznanym w tej szczęśliwej krainie. Ŝe moja dusza wygląda jak suszony kwiat wiśni wrzucony do ciepłej wody.polskim i angielskim . którymi zwłaszcza starsze kobiety przykrywają łono. jakie jej pociecha wykazywała z kolei moją osobą. obejmując dłońmi kolana. niŜ jest to absolutnie niezbędne.podobnie jak w innych przestrzeniach Ŝycia po japońsku . przybierając wygodną pozycję. dziewczynka nadal nie spuszczała ze mnie wzroku i w końcu za podszeptem nieco zakłopotanej mamy powiedziała mi: Hello. jak się rozprostowuje twoja dusza?". a elfiątko wsparło buzię o ramię swojej mamy. miałam na ciele bardzo wyraźne ślady po bikini i byłam jedyną opaloną osobą w towarzystwie. w Japonii tylko w przypadku dzieci. „Czujesz. na siedząco. wydawały się jednak silne. Byłam na końcu świata. W naszej kulturze uczymy się. spytała Yume i wyobraziłam sobie. kaŜdy zanurza się. Atmosfera kąpieli po japońsku ma w sobie wszechogarniającą błogość. na który często nie umiemy rozmawiać swobodnie. by pod Ŝadnym pozorem nie przeszkadzać innym. która sprawia. skąd obserwowało mnie nadal spod przymkniętych powiek. w której pod wpływem wilgoci pognieciony. bez pośpiechu i chlapania. WyróŜniał mnie jeszcze jeden szczegół: w przeciwieństwie do Japonek. Kilkudziesięciocentymetrowy elf z krainy dzieciństwa mógł sobie na to pozwolić.i byłam u siebie. nie ciąŜyły pośladki. Młoda kobieta z dzieckiem.nie zajmować więcej miejsca. został przewinięty i wtulił się. którym jest seks albo śmierć. z trudem starała się poskromić zainteresowanie.słowo „ciało" ma silne konotacje seksualne. teraz moŜna sobie dla ochłody połoŜyć na głowie. Przyjemności ciała nieodłącznie związane zostały z chrześcijańską kategorią grzechu. Yume połoŜyła głowę na brzegu baseniku i zamknęła oczy. a jego funkcje fizjologiczne są tabu. Nie miały w sobie nic z kanapowej miękkości. jaką moŜe odczuwać osesek. która przycupnęła na ostatnim wolnym stanowisku. delikatne. Na Zachodzie przez wieki . wejściem na teren zakazany. Tymczasem malutka dziewczynka zupełnie jeszcze nie przejmowała się wymogami społeczeństwa i przyglądała mi się z nieco deprymującą intensywnością. który najadł się do syta. Ŝe traci się poczucie rzeczywistości. które jak ognia unikają słońca. Ŝe ciało jest czymś wstydliwym. lecz zaklęsały się. MoŜe równieŜ być uŜyte zamiennie ze słowem „zwłoki". a z wiekiem nie tyły. Gdy po umyciu wstałyśmy. Etykieta sentó wymaga. nie zwisały im brzuszyska. Teraz miała nastąpić zasadnicza część kąpielowej przyjemności. Jest tak gorąco. a jednak te ciała.ideałowi kobiecej urody. czyli 203 powolne zanurzanie się w wodzie o temperaturze 43-45 stopni Celsjusza. wracając do swoich dziecinnych proporcji. kurczyły. chodząc po sentó. staruszków i moŜe jeszcze wdów (uwaŜanych za kogoś w rodzaju osób na honorowej emeryturze) dopuszczalne jest tak swobodne zachowanie. KaŜde dotknięcie tematu ciała grozi przekroczeniem normy przyzwoitości.

W tym czasie pulchna. nasze ciała pozwalały doznać przyjemności. Ŝółte i białe ciała łączyła przynaleŜność do tej samej płci. przyjęty w jej ojczystym języku.dzieje naszej kultury dają się opisać jako proces stopniowego dystansowania się człowieka wobec własnej cielesności. w której „rozprostowuje się dusza". MoŜe w akcie jakiejś nieznanej mi magii. przekładając dosłownie na angielski bezpośredni sposób mówienia o ciele. Ŝe nieuda-wana przyjemność. albo wykonywały jakiś drobny przyjazny gest. Okazało się. a nie z seksem i grzechem. piękne i brzydkie. który młodym kobietom wychowanym w naszej kulturze kazałby wciągać brzuchy i wypinać biusty. MoŜe w spontanicznym geście kobiecej solidarności przekraczającej barierę kultur i języków. Japonki. i nie mając pojęcia. gdzie grube i chude. 205 mokre i wijące się jak piskorz. Traktuje się je w tej tradycji w sposób bardziej pragmatyczny i holistyczny zarazem. między innymi do uprawiania seksu czy podobania się osobnikom przeciwnej (lub czasem tej samej) płci. młode i stare. na widok której wielu męŜczyzn Zachodu nigdy juŜ nie zaznałoby spokoju. Ŝe ciała naleŜy się wstydzić. Zabierały mnie więc na wodne wycieczki po Japonii . Dla obu tych kobiet ciało było problemem: przedmiotem wstydu lub narcystycznej adoracji. Dla porównania . Myślę. bez powodu. niepozorna Angielka Betty przez cały czas siedziała skulona w jednym miejscu. Mariko czy Michiko przyjemność porównywalną do tej. Ciało ludzkie jest dla Japończyków czymś naturalnym i praktycznym. Nasza nagość wydawała się naturalna i oczywista.pamiętam wizytę z uczestniczkami letniego seminarium w łaźni na wyspie Św. skarŜyła się nieraz Chizuko. „UwaŜaj na swoje ciało". Oznaczające ciało japońskie słowo karada kojarzy 204 się ze zdrowiem i sprawnością fizyczną. jakiej moim rodakom dostarczałby Japończyk ze smakiem popijający bigosik zmroŜoną wódką („Patrz pan. W Japonii nasza hierarchia „wzniosłej duszy" i „grzesznego ciała" nie funkcjonuje. pije jak nasz!"). Ŝe jest ono „nieczyste" i godne pogardy albo co najmniej obce . przechadzając się i przekomarzając. Raz w małym onsenie na wschodnim wybrzeŜu Japonii młoda mama po prostu włoŜyła mi na chwilę w ramiona swoje malutkie dziecko. Ann. piękna Węgierka o ognistej urodzie. brzmi w dosłownym przekładzie japońskie Ŝyczenie zdrowia. to dlatego Yume „rozprostowywała się dusza". Piękne nie popisywały się urodą. demonstrowała nam swoje doskonałe kształty. nigdy nie zachowywały się w ten sposób. by wypróbować oferowaną tam kąpiel. jest mi bardzo bliska. Ŝe japońska idea podróŜy do jakiegoś miejsca tylko po to. odpowiednik naszego „Bądź zdrów" lub angielskiego „???? ????". z jaką zanurzałam się w kolejnych ukropach. przydatnym do wielu naturalnych aktywności. Niezliczoną ilość razy obce kobiety uśmiechały się do mnie. z którymi się kąpałam. Japonki w łaźni zachowują się bez tego całego teatrzyku. „Moje ciało nie jest dziś OK". sprawiała Yume. starając się w ogóle nie rzucać w oczy.uwaŜaliśmy. Ŝe w moich uszach wydawało się to dziwne i nieco niewłaściwe. gdy moczyła ciało w wodzie. Małgorzaty w Budapeszcie. Wizyta w moim przydomowych sentó z Yume była początkiem szeregu wypraw do onsenów za Tokio. Kąpiel po japońsku była dla mnie przestrzenią siostrzaną. Ŝe wygląda „okropnie" i ma „fałdki na biodrach". ot tak. nie tak piękne nie wstydziły się swoich niedoskonałości.

Ŝe sprzyja zajściu w ciąŜę. które nazwałam „siostrzeństwem w nagości". będzie za nią przez resztę Ŝycia tęsknił pod prysznicem. zanurzyć się w parającej kąpieli (i dzięki gorącej sake nie dostać zapalenia płuc). opite wilgocią hortensje. Ŝe to nic straconego. Kąpałam się w luksusowym kompleksie. historii i turystów miasteczko z czarną wulkaniczną plaŜą. z jednej strony więc siedziałam ja. W kiczowatym „onsenie egzotycznym". I w pięknym starym sentó w Kioto. gdzie atmosferę dŜungli stwarzały pleksiglasowe lwy i Ŝyrafy. co i tak nie starczyło. do której schodziło się po śliskich schodkach wykutym w skale korytarzem (potem dopiero Yume powiedziała mi z dziewczęcym chichotem. aloesowym soku. które nigdy się nie narodziły. Stoją w grzecznych. obejrzeć wszystkie świątynie. a z drugiej nasi męŜowie. gdzie w cedrowej kadzi moczyło się przede mną kilka pokoleń czyściutkich Japończyków. Mam jednak nadzieję. Nie większe niŜ lalki szare kamienne figurki o okrągłych buziach poświęcone są tym. a ludzie ze statków wycieczkowych przepływających poniŜej machali do nas przyjaźnie. kontemplacyjnym tempie. siarce. Kto raz zaznał kąpieli po japońsku. gdy zaczynały kwitnąć wielkie. gdzie zwykle byłam jedyną „gaijinką". sponad których wielkie pomarańczowe słońce wschodziło tak szybko jak podrzucona piłka plaŜowa. ciasnej jak szafa i pełnej kobiet. Byłam tam wiele razy. którego atrakcją jest kąpiel w wagoniku kolejki powietrznej wiozącej klienta piękną trasą widokową do -jakŜeby inaczej kolejnej kąpieli.do miejsc. A nawet w takim. Ale we wspólnej kąpieli łatwiej mówić o ukrywanych na co dzień sekretach i pewnie nie przez przypadek Michiko właśnie w jednym z onsenów u stóp góry Fuji opowiedziała mi. Poświęcona Wodnym Dzieciom (mizukó) Hasedera od początku mnie oczarowała swoim mrocznym urokiem. gdzie było kilkanaście baseników oferujących kąpiel w wodzie o róŜnej temperaturze. Pierwszy raz dotarłam tam na początku pory deszczowej. z którego roztacza się widok na zatokę zasnutą obłokiem szarej mgiełki. ryŜowym winie i bóg wie czym jeszcze. „Tam jest moje Wodne Dziecko". co w jej przypadku juŜ raz sprawdziło się). Ani do tego w Nagano. Dzięki nim kąpałam się w jaskini ciemnawej. do którego trzeba było przedrzeć się ścieŜką wśród śnieŜnych zasp i potem na piętnastostopniowym mrozie. I w rotenburo w japońskich Alpach z widokiem na góry. Kąpałam się wrotenburo z widokiem na ocean. powiedziała. Kamakura to pełne zieleni. mleku. Wodne Dzieci Gdyby nie doświadczenie. Mariko i Ayaki. Ŝe właśnie zaŜyłyśmy kąpieli w wodzie słynącej z tego. gdzie część kobieca od męskiej oddzielona była tylko niską aŜurową ścianką. które lubię. pod niebem tak czystym jak wypolerowany lód zrzucić yukatę. Nie dotarłam niestety do onsenu. Taki widok mają stojące tam tysiące kamiennych posąŜków. połoŜone nad oceanem godzinę jazdy od Tokio. a na plastikowych palmach darły dziób sztuczne papugi. gdzie basenik był niewielką dziurą wykutą w nabrzeŜnej skale. równych szeregach jak skauci na . gdzie wraz z ludźmi moczą się ponoć małpy pragnące w zimny dzień ogrzać swoje małpie kości. nadając wodzie kolor płynnego złota. Kąpałam się w zakolu rzeki bulgoczącym wulkanicznym wrzątkiem. po co wybiera się do świątyni Hasedera w Kamakurze. mogłabym nigdy nie dowiedzieć się o Wodnych Dzieciach. Akimi i trzech japońskich staruszków uśmiechających się do mnie trzema złotymi zębami. a takŜe w zie206 lonej herbacie. Wśród ich błękitnych i róŜowawych krzaków wspięłam się na wzniesienie. by w powolnym.

207 apelu. Przystrojono je w wydziergane na szydełku czapeczki i sweterki, misternie uszyte kurteczki, niektóre nowe, inne spłowiałe juŜ od słońca i deszczu. Jedne ubrane są jak chłopcy, w sportowe bluzy i bejsbolówki, inne jak dziewczynki, w róŜowe falbanki, koronki i biŜuterię. Na szyjach czyjeś troskliwe ręce zawiązały posąŜkom szaliki i apaszki. U ich stóp leŜą czekoladki i cukierki, maskotki i laleczki, przy jednym stoi puszka coca-coli, przy kolejnym miseczka ryŜu z napisem „Hello Kitty", a posąŜek w króliczym futerku, mającym chronić go przed zimnem w podróŜy w nieznane, trzyma miniaturową parasolkę w kratkę modnej w Japonii firmy Burberry. Płoną kadzidła, ich zapach miesza się z wonią kwitnących kwiatów i mokrej ziemi, a posąŜki patrzą w przestrzeń pustymi kamiennymi oczami. Jakaś kobieta poprawia czapeczkę, która zsunęła się z kamiennej główki, inna kładzie u stóp jednej z figurek pięknie zapakowane ciastko ze słodkiej czerwonej fasoli. PosąŜki przedstawiają lizo, boddisatvę, opiekującego się Wodnymi Dziećmi. Wiele jest hipotez na temat początku obyczaju mizuko. Jedna z nich genezę współczesnych ceremonii wywodzi z sięgających VII wieku „dzikich" kobiecych rytuałów. Wówczas cięŜarne kobiety, które wiedziały, Ŝe nie będą w stanie wykarmić jeszcze jednego dziecka albo nie chciały go mieć z innych powodów, wchodziły do rzeki i stojąc godzinami w lodowatej wodzie czekały, aŜ pod wpływem zimna poronią (stąd Wodne Dzieci wzięły swoje imię). Potem lepiły z gliny posąŜek wyobraŜający usunięty płód i w tajemnicy odprawiały ceremonie mające przebłagać duszę, której odebrano moŜliwość inkarnacji. Aby uniknąć zemsty ze strony dziecka skazanego na pośmiertną tułaczkę, kobiety obdarowywały posąŜki zabawkami, karmiły i uspokajały, modląc się, aby dusza płodu wcieliła się w jakieś inne dziecko, któremu będzie dane przyjść na świat. Obyczaj ten, nie mający nic wspólnego z oficjalnym nurtem religii, przekazywany był z matki na córkę. MęŜczyźni nie brali udziału ani w decyzji o aborcji, ani w jej wykonaniu, ani w obrzędach mizuko, które dopiero potem związane zostały z oficjalnym kultem Iizó. W tej dramatycznej wersji genezy mizuko moŜe tkwić ziarno prawdy, ale nazwa obyczaju prawdopodobnie związana jest raczej 208 z ogólnym znaczeniem wody w buddyjskiej symbolice religijnej jako Ŝywiołu, który oznacza i śmierć, i odrodzenie. Dlatego wierzy się, Ŝe to na brzegach rzeki, która oddziela dwa światy, dusze mizuko utknęły, nie mogąc wrócić tam, gdzie mogłyby w spokoju oczekiwać na ponowną inkarnację. W tym smutnym i opuszczonym miejscu budują z kamieni wieŜyczki dla Buddy, które za kaŜdym razem burzą im demony. Tylko lizo, uproszony modlitwami i darami, moŜe je stamtąd wybawić. Zwyczaj mizuko nie był uznawany przez buddyjskie świątynie aŜ do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś około siedemdziesięciu procent świątyń świadczy usługę religijną zwaną mizuko-kuyó, w której zakres mogą wchodzić takie rodzaje opieki nad sprzedawanymi kobietom posąŜkami Iizó, jak ich mycie, ubieranie, palenie kadzideł, dostarczanie jedzenia i strawy duchowej w postaci regularnych modłów. Niektóre świątynie, tak jak Hasedera w Kamakurze, poświęcone są przede wszystkim Wodnym Dzieciom, w innych serwis ten ograniczony jest do comiesięcznych naboŜeństw i nie tak kosztowny jak nabycie własnego posąŜku. Instytucjonalizacja (i komercjalizacja) kobiecego zwyczaju mizuko nie była przypadkowa. Po wojnie świątynie straciły część ze swoich dochodów, a zwaŜywszy na to, iŜ w Japonii aborcja - łatwo dostępna i legalna - jest nadal jednym z

popularnych środków antykoncepcyjnych, szybko dostrzeŜono w mizuko-kuyó dochodowy interes. Świątynie Wodnych Dzieci zaczęły pojawiać się jedna po drugiej. Jako Ŝe w Japonii dopiero kilka lat temu zezwolono na pigułki antykoncepcyjne, a w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku połowa wszystkich ciąŜ była usuwana, moŜna być pewnym, Ŝe instytucjonalizacja mizuko-kuyó okazała się ekonomicznie opłacalna. Teoretycznie co druga kobieta mogła być klientką świątyni. W przeszłości Wodnymi Dziećmi nazywano te, które nie przyszły na świat w wyniku poronienia lub aborcji, urodziły się martwe albo umarły we wczesnym niemowlęctwie. W Japonii, gdzie jest jedna z najniŜszych na świecie śmiertelność noworodków, Wodne Dzieci powszechnie utoŜsamia się dziś z tymi, których matki nie zdecydowały się urodzić. 209 Uznając, Ŝe smutek i Ŝal po utracie dziecka nie są tak opłacalne jak poczucie winy, uczyniono kobiety jedynymi moralnie odpowiedzialnymi za aborcję. Tak więc - mimo iŜ dozwolone w świetle prawa - usunięcie ciąŜy naznacza kobietę piętnem, jakiego nie zostawia poronienie czy naturalna śmierć dziecka. Wystarczyło przekonać kobietę, Ŝe choroba, zdrada męŜa albo niezdane przez syna egzaminy wstępne to sprawa tułającej się po zaświatach duszy, której odebrano moŜliwość inkarnacji, by gotowa była wydawać wiele tysięcy jenów na jej szczęśliwe przejście na drugą stronę rzeki. W naciąganiu kobiet specjalizowali się oszuści podszywający się pod buddyjskich kapłanów, ale same świątynie nie były bez winy. Widziałam ulotkę reklamującą mizuko-kuyó, na której płód przedstawiony został jako Ŝądne zemsty wielkookie monstrum wczepione w kark kobiety. Nawet jeśli nie usuwało się ciąŜy, dreszcz przechodzi po plecach. Czy Michiko wierzyła, Ŝe dusza usuniętego płodu była odpowiedzialna za jej niepowodzenia? Miała wtedy osiemnaście lat; to wiek, gdy wierzy się w dziwniejsze rzeczy. Na przykład w obietnice wakacyjnych narzeczonych. Jej amerykański ukochany, nauczyciel angielskiego w Tokio, wyjechał, by wkrótce „ściągnąć ją do siebie". Nigdy więcej jednak się nie odezwał, listy Michiko pozostały na zawsze bez odpowiedzi, a pod numerem telefonu w małym miasteczku stanu Oregon nikt nie słyszał o jej chłopaku. Spora suma pieniędzy, jaką jej zostawił „na bilet do Ameryki", wystarczyła na aborcję i mizuko. Michiko, która póki co poznała męŜczyzn z jak najgorszej strony, zachowała nawet pewien sentyment dla Amerykanina, który „nie był aŜ taki zły". Mógł przecieŜ zostawić ją z niczym, usprawiedliwia swojego Pinkertona z Oregonu. Całą odpowiedzialność za aborcję Michiko bierze na siebie, tak jakby ojciec dziecka naleŜał do istot z natury zbyt słabych, by go nią obarczać. „Chcę, Ŝeby jej dusza nie była obolała", Michiko tłumaczy mi, dlaczego odprawia rytuał dla mizuko. „Jej", bo Wodne Dziecko Michiko jest dziewczynką. „Czuję w sercu, Ŝe to dziewczynka", mówi Michiko i stuka się w pierś, „Chcę ją pamiętać". Wiele japońskich feministek krytykuje zwyczaj mizuko-kuyó w jego współczesnym wydaniu. Twierdzą, Ŝe jest przykładem wyko210 rzystywania kobiet i wynika z hipokryzji japońskiego społeczeństwa, które zrzuca na nie całą odpowiedzialność za aborcję i obarcza winą jak za przestępstwo. Inne poszukują pozytywnych aspektów mizuko-kuyó wierząc, Ŝe mimo częściowej komercjalizacji w tradycji tej zostało coś autentycznego. Myślę, Ŝe mogą mieć rację. Dzięki rytuałowi mizuko-kuyó Michiko moŜe umieścić doświadczenie aborcji

w historii swojego Ŝycia. Raz na jakiś czas ta nowoczesna dziewczyna jedzie do Kamakury do swojego Wodnego Dziecka. Tak jak inne kobiety przywozi ze sobą coś słodkiego albo maskotkę, jakiś drobiazg, dzięki któremu jej nienarodzone dziecko przez chwilę staje się „córką". Zastanawiałam się, czy kobiety w naszej kulturze mają podobną moŜliwość? Z jednej strony potępiane za grzech, z drugiej skazane są na milczenie. Aborcja to coś, o czym w najlepszym razie po prostu się nie mówi; kobiece doświadczenie zgodnie wykluczane z tematów poruszanych przez kobiece czasopisma zajęte orgazmami, perfumami i modą. Wydaje mi, Ŝe japoński zwyczaj mizuko-kuyó pozwala kobietom takim jak Michiko na symboliczną reprezentację równieŜ innych uczuć niŜ wina. śalu i smutku utraty, która nawet jeśli konieczna i świadoma, pozostaje przecieŜ utratą. Matki, Ŝony i kochanki „Wtedy pewnie będę juŜ miała męŜa i dziecko", śmieje się Naomi, gdy mówię, Ŝe na dłuŜej wrócę do Japonii dopiero za dwa lata. Naomi ani nie jest zakochana, ani nie ma na myśli Ŝadnego konkretnego męŜczyzny, ale to nie jest w Japonii konieczne, by planować małŜeństwo. Japońsko-amerykańska autorka Mori Kyoko, pisząc w Polite Lies, Ŝe bycie Ŝoną to bardzo cięŜka praca, którą jednak kaŜda Japonka chciałaby dostać, przesadza. Połowa niezamęŜnych japońskich kobiet między trzydziestym piątym a czterdziestym rokiem Ŝycia deklaruje dziś zdecydowaną niechęć do zmiany stanu cywilnego, ale w tej drugiej połowie na pewno jest wiele powaŜnie zdeterminowanych, by jednak męŜa znaleźć. Z tradycyjnego punktu widzenia przymus małŜeński dotyczy obu płci. W opinii zwolenników tradycji niezamęŜna kobieta zawiodła społeczne oczekiwania, nie spełniając 211 swojej „naturalnej' roli Ŝony i matki, a wieczny kawaler moŜe mieć duŜe kłopoty z awansem w pracy. Szefowie patrzą na niego krzywym okiem, podejrzewając, Ŝe skoro nie poradził sobie z „obowiązkiem" załoŜenia rodziny, to coś pewnie jest z nim nie tak. MałŜeństwo to takŜe warunek, by zostać mamą, który dla wielu kobiet takich jak Naomi moŜe być decydujący. Nawet gdyby Michiko chciała urodzić dziecko Pinkertona, wszyscy odradzaliby jej to. Rzecz nie w tym, Ŝe jej ukochany był cudzoziemcem, lecz w tym, Ŝe w Japonii najpierw wychodzi się za mąŜ, a potem ma dzieci. Innej kolejności - póki co - nie przewiduje się i na kaŜde sto japońskich mam tylko jedna jest samotna; wśród rozwiniętych krajów świata najmniej nieślubnych dzieci rodzi się właśnie w Japonii. W społeczeństwie nade wszystko ceniącym rodzinę, dziecko jej pozbawione skazane zostaje na los wyrzutka. Samotną matkę uwaŜa się raczej za samolubną i nieodpowiedzialną egoistkę niŜ osobę, która miała dość odwagi, by sama zmierzyć się z trudem wychowywania dziecka, i której w związku z tym społeczeństwo powinno pomóc. Dziś ani kobiety, ani męŜczyźni nie spieszą się w Japonii do zostania rodzicami, liczba urodzeń dramatycznie spada, a wiek zawierania małŜeństw naleŜy do najwyŜszych na świecie. Grupa „samotnych pasoŜytów", jak czasem określa się singli w Japonii, rośnie, ale znaczna część z nich (statystyki pokazują, Ŝe nieco więcej niŜ połowa) - tak jak Naomi - w pewnym momencie rozejrzy się za partnerem odpowiednim do małŜeństwa. Kiedyś na kobietę po dwudziestym piątym roku Ŝycia mówiono w Japonii Christmas cake, uwaŜając ją za przeterminowaną jak niekupione w odpowiednim czasie ciasto świąteczne, którego po tej dacie nikt nie tknie. Od jakiś dwudziestu lat

utrudnia jednak znalezienie odpowiedniego partnera. tym bardziej Ŝe jej rodzice i starszy brat nalegają coraz bardziej. spędzające wolny czas z innymi kobietami w kawiarniach dla kobiet. a ewentualne uczucia młodych nie miały Ŝadnego znaczenia. gdzie ludzie przeciwnych płci mają niewiele okazji do wspólnej socjalizacji. a w nowoczesnej Japonii miai-kekkon stał się jednym z dwóch (obok ???'??-??????. Zainteresowana rodzina . czyli małŜeństwo zaaranŜowane (o-miai to „swatanie" kandydatów na męŜa i Ŝonę). która -jak 212 większość japońskich singli . mogłyby w przeciwnym razie nigdy nie spotkać męŜczyzn. a cały wolny czas poświęca Takarazuka i jej szanse na spotkanie właściwego partnera bliskie są zeru. Wymieniane są Ŝyciorysy. Ŝe panna i kawaler pasują do siebie. Ŝe dziś miai-kekkon cieszy się rosnącą popularnością. Ogólna zasada jest taka. W kraju. czyli ???'??. A to dlatego. których podsuwała Naomi bliŜsza i dalsza rodzina. Jeśli zostanie panną. Ŝe im wyŜszy wiek małŜonków w chwili zawarcia związku. Współcześnie o-miai pomaga spotkać się dwóm osobom. Ŝe nie odpowiadał jej ani zamoŜny ponadpółwiekowy wdowiec z dwójką dorosłych dzieci. idea omiai nigdy nie umarła. powiedział młody człowiek w programie telewizyjnym. Ŝe ta liczba moŜe być wyŜsza.mieszka z rodzicami. Jest kilka sposobów na zaaranŜowanie małŜeństwa. Wyjściem. Gdy obie strony zgadzają się. fotografie. Ŝe to efekt o-miai.uwaŜają teraz swój 213 związek za zawarty z miłości. zakochali się w sobie i nie bez pewnej racji . a małŜeństwo z miłości jest stosunkowo nowym wynalazkiem. spowodowana segregacją płciową nieśmiałość wszystko to powoduje.japońska stara panna stała się raczej ciastem noworocznym. musi się pospieszyć. „MałŜeństwo to bardzo odpowiedzialna decyzja. W przeszłości aranŜowane małŜeństwo słuŜyło połączeniu dwóch rodzin. ani podstarzały playboy z uczernionymi włosami (i to mimo iŜ miał własną restaurację). „małŜeństwa z miłości") powszechnie przyjętych sposobów znalezienia partnera. Szybkie tempo Ŝycia. chodzących wraz z innymi męŜczyznami do barów dla męŜczyzn. Kobiety w moim wieku. bo Japonki zaczęły wychodzić za mąŜ koło trzydziestki.konsultuje się z rodzinami o podobnym statusie.na przykład rodzice Naomi . a w społeczeństwie starzejącym się w takim tempie jak japońskie juŜ opieka nad rodzicami jest duŜym obciąŜeniem finansowym. jakie pozostaje Naomi. Naomi. Według róŜnych statystyk. Naomi pracuje w administracji domu opieki dla staruszków. bo ci. w której dobrze skorzystać z pomocy profesjonalistów". mającymi synów „na zbyciu". nie dorastali do jej oczekiwań i wśród swatających ją ciotek wyrobiła sobie opinię osoby zbyt wybrednej i mającej nierealistyczne oczekiwania. tym większe prawdopodobieństwo. akty urodzenia. ale niektórzy twierdzą. Ci. jest miai-kekkon. tenŜe brat będzie odpowiedzialny za jej byt na starość. W rodzinach samurajskich był to jedyny właściwy sposób wydania córki za mąŜ. przedyskutowane wady i zalety kandydatów. Samotniczy tryb Ŝycia Naomi. który oglądałam z Mariko. panna w wieku trzydziestu pięciu lat. przychodzi czas na pierwszą randkę i zakłopotani niemal do omdlenia młodzi spotykają się w . które bez tego zwyczaju skazane byłyby na samotność. małŜeństwo aranŜowane zawiera od dwudziestu do czterdziestu procent Japończyków. którzy spotkali się dzięki o-miai. długie godziny pracy.

rzadziej. Ŝe pochodzenie wszystkich panów zostało zbadane jak najdokładnie. W Japonii Ŝyje więcej męŜczyzn niŜ kobiet i to oni mają naprawdę powaŜny problem. aby nie był jedynym lub najstarszym synem. która nie tylko jest świetną gospodynią i mistrzynią ikebany. jedne specjalizują się w biznesmenach.tak jak Naomi zbyt stara i zbyt wybredna. a potem miłość mija i rozwodzicie się. hotelach miłości. bo wówczas na Naomi spadnie cięŜar opieki nad jego rodzicami na starość i to najpewniej ona będzie musiała zapraszać rodzinę męŜa na japońskie święta. Gdyby Naomi przeciągnęła decyzję o zamąŜpójściu kilka lat dłuŜej. Na Zachodzie duŜo uwagi poświęcacie miłości. podchwytuje pani Yamamura i wylicza zalety córki. Póki co szanse na dobrego kandydata są jednak duŜe. Ŝe przyszły małŜonek/małŜonka 214 naleŜy do burakumin. Pierwsze spotkanie odbywa się w jej towarzystwie. jakiego za nich dokonała swatka. Jeśli ta tradycyjna metoda swatania zawodzi. to teraz decyzja naleŜy do nich i mogą umówić się.podobno rzadziej . ale równieŜ pięknie śpiewa i grywa w tenisa. „w przyszłym roku awansuje na kierownika działu sprzedaŜy". Podobno najdłuŜszy formularz wpisowy liczy sobie ponad siedemset pytań. Gdy panna i kawaler zadowoleni są z wyboru. „Motonori to ulubieniec szefa". dodając.spróbować poznać się lepiej podczas randebu w kawiarniach. część decyduje się nawet na Ŝony importowane z Azji Południowo-Wschodniej lub. bo mimo . bo na przykład panna jest . moŜna zwrócić się do jednej z prestiŜowych agencji specjalizującej się w o-miai. najniŜszej w społecznej hierarchii kasty japońskich niedotykalnych. która w razie finalizacji związku będzie hojnie obdarowana za tę przysługę. Ŝe mają na składzie wyłącznie oferty powaŜnych kandydatów z dobrym zawodem i nieskazitelnym pochodzeniem. na jakie delikwent musi szczegółowo odpowiedzieć. Z dossier biur dowiedzieć się moŜna nawet.towarzystwie swoich rodzin. Kawalerowie z japońskich wiosek bliscy są desperacji. jedynie mocno starszawy wdowiec z dorosłymi dziećmi byłby osiągalnym kandydatem dla tak starego „ciasta noworocznego". stanowczo wykluczona. Nie lepiej od razu wybrać kogoś. inne w lekarzach i adwokatach.nieczułe na rustykalny urok bycia Ŝoną farmera uciekają do miast w poszukiwaniu lepszego Ŝycia. a do dobrego tonu naleŜy zorganizowanie go w restauracji eleganckiego hotelu. mówi Naomi. ich małŜeństwo zawarte zostaje zwykle juŜ po kilku miesiącach. chwali syna pan Sato. Pośrednictwem między rodzinami zajmuje się zwykle swatka (lub . parkach. „MałŜeństwo z miłości jest moŜe bardziej nowoczesne". brzmi odpowiedź. zachęcając. „ale teŜ bardziej ryzykowne. bo dziewczęta . Dzięki szczegółowym odpowiedziom komputerowa swatka układa dla zainteresowanej listę najbardziej pasujących panów. Instytucje takie reklamują się. by -juŜ bez przyzwoitek . a ewentualność. a sami zainteresowani starają się nie umrzeć z zakłopotania. z biednych krajów byłego Związku Radzieckiego. której właściwie trudno odmówić sensowności. Przy wspólnym lunchu rodziny opowiadają sobie nawzajem o zaletach swych pociech. „Nasza Eriko ma takie czułe serce!". Jeśli młodzi wpadną sobie w oko. wysokiego wzrostu i takiŜ zarobków". by szukać następnej.swat). Lepiej teŜ. kto pasuje i nie spodziewać się cudów?" Jakiego kandydata szuka Naomi? „Absolwent dobrego uniwersytetu. Za to japońskie panny mogą przebierać. co z jakichś powodów bywa dla wielu Japończyków waŜnym kryterium przy wyborze partnera. jaką grupę krwi mają kandydaci na małŜonków.

najzwyczajniej w świecie zakocha się w kandydacie poznanym dzięki o-miai. Ŝe ludzie. po trzydziestu paru latach spędzonych w firmie. Ŝe małŜonkowie mijają się. ograniczy swoje wizyty w teatrze Takarazuka i dołączy do powaŜnych pań domu ze swojego sąsiedztwa. którzy mijali się przez kilkadziesiąt lat. ale co humanista Satoru robi do późnej nocy w biurze. jest nie lada kłopotem dla kobiety. i kosztowne. a moŜe w Japonii po prostu wypada siedzieć w pracy jak najdłuŜej. dla którego postanowiła porzucić miłe Ŝycie „samotnego pasoŜyta" i podporządkować się zasadzie: „Najpierw mąŜ. Dla Naomi pragnienie zostania mamą jest głównym powodem. stanie się okusan. czekającą na niego z kolacją i kąpielą. Badania socjologiczne pokazują. „MąŜ powinien być zdrowy i nieobecny". 216 MoŜe na uniwersytecie miał większy pokój i lepszą klimatyzację. bo męŜczyzna przez większą część czasu.wkrótce . teraz.wychowywaniem dziecka. pozostało dla mnie tajemnicą. kogo nawet nie lubią. Ŝe w firmach praca wygląda inaczej. jakby prowadzili osobne Ŝycia. Przeciętna japońska Ŝona sprawuje w domu władzę niepodzielną. aŜ do emerytury. Ŝartują Japonki. za którego podstawę wystarczy jej raczej zgodność wieku i statusu niŜ wielka namiętność. Gdy Naomi wyjdzie za mąŜ za „wysokiego i dobrze zarabiającego absolwenta dobrego uniwersytetu".to wszystko sprawia. a męŜa-emeryta pieszczotliwie nazywają „wielkim śmieciem". a nieznane mi wydarzenia. Jeśli zawrze aranŜowane małŜeństwo z rozsądku. Ŝe jest to ich codzienny zwyczaj.„zaawansowanego" wieku urodziwa i pełna cichego wdzięku Naomi ma zalety nie do pogardzenia. Za dnia w centrach handlowych. długie godziny i zwyczaj socjalizowania się w gronie kolegów po godzinach . która dotąd świetnie radziła sobie sama. ale szybko okazało się. nie mogą się ścierpieć. dzieci i staruszków.ich średnia Ŝycia jest najdłuŜsza na świecie i nie mają zamiaru spędzać następnych paru dziesiątków lat w towarzystwie kogoś. nie będzie spędzać ze swoim męŜem wiele czasu. bo okazuje się. Dojazdy do pracy. MęŜa będzie widywała rano (jeśli wstanie zrobić mu śniadanie) i wieczorem (jeśli stanie się dobrą japońską Ŝoną. potem dziecko". MoŜe jednak. Ŝe dla statystycznej Japonki wśród relacji rodzinnych nadal najwyŜej ceniona jest ta. a podobno większość ciągle czeka). dosłownie . czego jej Ŝyczę. Rozumiem. Stosunkowo duŜy procent rozwodów w Japonii ma miejsce w zaawansowanej grupie wiekowej. jest po prostu gdzie indziej. a potem zajmą się swoimi sprawami. Ŝe moich kolegów wyjątkowo zatrzymały w biurach jakieś niezwykłe. nagle przez cały dzień tkwiący w domu. a Naomi domowymi troskami i .„osobą wewnątrz (domu)". FidŜi lub Guam. spędzane w niej długie. jako Ŝe ze względu na bardzo skomplikowany system recyklingu pozbycie się nawet takich nieoŜywionych „wielkich śmieci" jak stara lodówka czy pralka jest rzeczywiście i kłopotliwe. Na początku pobytu w Japonii zdumiona ruchem na kampusie w późnych godzinach nocnych myślałam. placach zabaw widziałam niemal wyłącznie kobiety. Pozwy częściej wypełniają kobiety . parkach. MąŜ. Po wystawnym weselu państwo młodzi polecą na tydzień miodowy na Hawaje. Kobiety uwaŜane są za siłę stojącą za niebywałym sukcesem Japonii po drugiej . gdy muszą przebywać ze sobą nieustannie. Jest zdecydowana rzucić pracę w domu opieki i zostać pełnoetatową 215 gospodynią domową. mąŜ pracą dla firmy. która łączy ją z dzieckiem. co ma w Japonii dodatkowy sens.

Niekonwencjonalny styl Ŝycia sprawia. Ŝe był wysokim i dobrze zarabiającym absolwentem Uniwersytetu Tokijskiego. spokojna kobieta dobrze wiedziała. MęŜczyzna dostarcza samochód. a młodsza. Paradoksalnie wśród wielu związków. masaŜystki. Japońska Ŝona w latach sześćdziesiątych stała się odpowiedzialna za wszystkie decyzje dotyczące domu i rozporządzanie finansami.urodzony w małŜeństwie syn nosi nazwisko po ojcu. . bo zarabiane przez niego pieniądze nie naleŜą do niego. który Mariko ? ???? udało się zbudować w konserwatywnej Japonii. a ja płacę". jak powiedziałaby Mori. jakie widziałam. gdy ???? dosta! zagraniczny kontrakt. której kierunek jest dokładnie ustalony przez społeczeństwo: „Para otrzymuje wskazówki. Ŝe mąŜ przekazywał Ŝonie swoją pensję. naleŜy do najbliŜszych feministycznej idei partnerskiej relacji. których musi dokładnie się trzymać. Z czasem opieka i bezpieczeństwo zapewniane przez elitarny klub zwany japońskim społeczeństwem okazują się dla nich waŜniejsze niŜ wolność postępowania po swojemu.postawione na głowie. Ŝe ściśle przestrzegają zasad. 128). Mori porównuje tradycyjne japońskie małŜeństwo do 217 podróŜy samochodem.byłoby niewybaczalne. po matce. hostessy. który otacza swoich członków opieką i gwarantuje im bezpieczeństwo. „związku na dwa samochody". jest przykładem o wiele rzadszego w Japonii. ponoć nie spędzają snu z powiek przeciętnej Ŝonie. jedzenie i wyposaŜenie. a ich codzienne Ŝycie jest . które odwiedzają w towarzystwie kolegów z pracy. Jeśli miał ochotę kupić sobie na przykład garnitur od Armaniego czy inną ekstrawagancję. Ŝe mają mnóstwo kłopotów: od sąsiedzkich szykan po odmowę wizy dla Mariko i dzieci. dopóki kobiety z mizushóbai wiedzą. jakie przeciętny japoński mąŜ moŜe spotkać. oboje robią karierę akademicką. pod warunkiem. płacą firmy. nigdy nie odzywając się ani słowem. musiał wziąć dodatkowo płatne zlecenia. pijąc z kolegami po pracy. ten. Mając tego świadomość. 1997. Mariko ? ???? mieszkają razem. Za wizyty męŜów w barach i klubach. moŜe usiąść w fotelu dla pasaŜera i zasnąć. bo ta nieśmiała. przyjąć męŜowskie). Gdy wyjeŜdŜałam z Japonii. Mariko ? ????. chcąc nie chcąc. Kobiety z mizu-shóbai. Japoński mąŜ nie powiedziałby więc tak. bo nie stanowią zagroŜenia dla trwałości rodziny. Dokonawszy tego. Mariko wróciła do swojego nazwiska (wychodząc za mąŜ musiała. gdzie ich miejsce. para intelektualistów-kontestatorów. z której ta wydzielała mu jedynie kieszonkowe na drobne wydatki. a ich dwójka dzieci ma róŜne . Ŝe japońskie społeczeństwo działa jak elitarny klub. prostytutki.wojnie światowej.w porównaniu z Ŝyciem statystycznej japońskiej rodziny . co . Nie zdziwiło mnie. Oczywiście dopóty. a męŜowie nie zaniedbują rodzin z ich powodu. s. która rozwiodła się w imię protestu przeciw ograniczającej ich wolność formie małŜeństwa po japońsku. Mimo iŜ jednym z potocznie uŜywanych japońskich określeń na Ŝonę jest „głupia Ŝona". Naomi zaczęła umawiać się z męŜczyzną poznanym dzięki o-miai. dziś juŜ jednak nie tak hojne jak w złotych czasach bubble eco-nomy.naruszając ustalony porządek . wiele buntujących się za młodu w końcu idzie na kompromis. Przy którejś z kolacji Mariko powiedziała mi. To kobieta prowadzi przez całą drogę niezaleŜnie od pogody" (Mori. zwane z niemieckiego arubaito. to od lat sześćdziesiątych XX wieku dźwigała ona odpowiedzialność o wiele większą niŜ przeciętna gospodyni domowa z Cincinnati czy Wałbrzycha. Ayaki. jak nasz macho Kowalski: „Moja Basieńka wybiera. W latach powojennych stało się zwyczajem w wielu rodzinach. lecz do rodziny.

z jaką lawirowała swoją 218 toyotą po zatłoczonych tokijskich ulicach. gdzie jego miejsce. hotele miłości. Ŝe jej jeszcze nie wynaleziono". wzbogaconego o moŜliwość aktywnego udziału ze strony publiczności.„nie 219 umarł wprawdzie. Ŝe Naomi poprowadzi samochód. Imperium zmysłów „W Japonii ludzie kąpią się codziennie.czego chce. powinno zresztą brzmieć inaczej: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. Ŝe trzeba pojechać po nią do Tokio". Miejsca. Trudno jednak oprzeć się fascynacji. obiecując. geje i rodziny z małymi dziećmi idą w procesji za niesionym przez kapłanów shintó wielkim fallusem . to znaczy. ale przyćmiła juŜ sławą swą starszą siostrę w „wodnym biznesie". zapachu spalin.takich atrakcji nie ma nawet na Manhattanie. męŜczyźni grający dziewczyny. gdzie moŜna znaleźć płatną miłość na kaŜdy portfel i gust. wilgoci i sake. moŜemy karmić naszą fantazję o wolnej od poczucia winy. to znaczy. czystej. jest dziś miejscem. Spacerowałyśmy właśnie w Kabuki~chó wśród pink-salonów {????? saron oferuje seks oralny lub ręczny). ale i panie mają kilka miejsc. W materiałach przeznaczonych dla turystów moŜna znaleźć reklamy niektórych uciech oferowanych przez tokijskie dzielnice rozpusty: zwykłego striptizu. Mam jednak nadzieję. który jednak nigdy nie powstał. W Japonii wypuszczono go na wolność. w którym czuła się tak dobrze. kobiety przebrane za męŜczyzn. video boxów (mających do sprzedania tylko ekran telewizora plus pudełko chusteczek higienicznych). szczupli chłopcy (albo dziewczęta przebrane za takiŜ chłopców) czekają. zwany tradycyjnym małŜeństwem po japońsku. by bawić je rozmową i rozpieszczać wedle Ŝyczenia. . lecz skarlał zmieniając się w swoje przeciwieństwo". co mu się podoba. wyrafinowanej erotyce. Znaczenie słowa „seks" w japońskiej kulturze bliŜsze jest raczej „zabawie". Japończycy nie lubią naszego zainteresowania erotyczną sferą ich kultury i egzotyzacji. „grzech" nie rzuca nań swojego mrocznego cienia. Tokijska noc w Kabuki-chó większą część swojej bogatej oferty przeznacza dla męŜczyzn. Gejsze i hostessy. Soaplandów (kuszących kąpielą i seksem). powiedziała Yukiko. podglądaniu). albo podobnego „spektaklu". Siedzibą mizu-shóbai stało się po drugiej wojnie światowej. Powiedzenie: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. którego istotą jest dziejący się na scenie akt seksualny. tłoczących się ciał. falliczny festiwal w świątyni Kanamara-sama kolo Kawasaki. Seks nie moŜe więc być brudny". sex--shopów. Kabuki-chó ma krótszą tradycję. W kulturze Zachodu Eros został poddtruty chrześcijańską miksturą i jak mówi Nietzsche . jakim jest dla ludzi Zachodu Japonia. parasoli i wachlarzy. stanowczo i z taką samą wprawą. Myślę. W porównaniu ze sławną Yoshiwara. „klubów Toma podglądacza" (słuŜących. a swą nazwę zawdzięcza planom zbudowania tam teatru kabuki. Ŝe od czasu do czasu uda jej się zaparkować na chwilę i wrócić do świata dziewcząt z Takarazuka. do której tak często ono prowadzi. podczas którego transwestyci. jak sama nazwa wskazuje. W imperium zmysłów. Ŝe dopóki wie. barów karaoke (zwykłych lub z nagą śpiewaczką do towarzystwa). niŜ powaŜnemu „uprawianiu miłości". Upalny wieczór końca pory deszczowej gęstniał w noc pełną świateł rozpływających się w wilgotnym powietrzu jak akwarelki. gdzie ładni. „spektaklu". PołoŜone tuŜ obok jednej z największych w Tokio stacji kolejowej Shinjuku. moŜe robić.

Bo są „łatwe". co wy represjonujecie. Najczęściej mają dwadzieścia . jaką kobiety często przypisują popularnym romansom . są łatwiejsze do kupienia niŜ worek ryŜu. Swoją „nowoczesność" utoŜsamiają z moŜliwością pracy poza domem. dlaczego kupują Lady's comic. Autorzy Lady's comic nie bawią 222 się w hipokryzję i opisy przyrody i dlatego obrazki dotyczące spraw . ale jednym z przejawów nieograniczonej ludzkiej fantazji. na przykład erotyczne manga zwane Lady's comics. w rozmowie o pornografii. jak lędźwie bohatera „opinają dŜinsy". na której zwykle zamieszczone jest zdjęcie białej modelki.trzydziewści lat i połowa z nich jest zamęŜna. ale w Japonii na masową skalę produkuje się takŜe materiały tego typu dla kobiet. co nowego mamy w tym miesiącu. japońskie kobiety tłumaczą. Co miesiąc około miliona Japonek kupuje pornograficzną manga. właścicielka księgarni w moim sąsiedztwie od razu wykłada na stojak przy wejściu. jak chcą amerykańskie feministki. w których dominuje szczęśliwe Ŝycie rodzinne z właściwym partnerem. jaką z nim nagrałam. „My. Powszechna dostępność pornografii dla męŜczyzn jest dobrze znaną sprawą. Pytane. zachodnich towarów. „mamy wprawdzie o wiele bardziej restrykcyjny system społeczny. w całodobowych sklepach spoŜywczych. A fantazjują i męŜczyźni. jak „porywa ją w silne ramiona". pornograficzne materiały leŜą tuŜ obok niewinnych czasopism o modzie i poradników dla wędkarzy. Mają tradycyjne kobiece marzenia. tym lepiej. podczas gdy czyni to około dziewięć milionów męŜczyzn (i to raczej oni ponoć „podbierają" komiksy tego typu z kobiecych półek niŜ odwrotnie). Przeciętny Lady 's comic ma około 400 stron i kolorową okładkę. Badania rynku pokazują. „podkreślając męskość". „zapomnieć o stresach związanych z pracą". Kosztuje od 400 do 600 jenów. Ŝe pozwalają im one „oderwać się od codzienności".to sformułowanie powtarzane przez wiele respondentek. Zaintrygowało mnie.gdzie kupuje się seks i zaspokaja erotyczne fantazje. UwaŜają się za „nowoczesne kobiety". na przykład „Binetsu". na czym polega „nieograniczona fantazja" dorosłych kobiet w imperium zmysłów. Im więcej. W „Taboo". czyli „komiksy dla pań". MoŜna znaleźć je w publicznej pralni i poczekalni u dentysty. mówi Satoru. ale w świecie wyobraźni pozwalamy sobie na wszystko to. Postanowiłam przyjrzeć się Lady's comic. co najtańsza ksiąŜka.są niegrzecznymi Harleąuinami w obrazkach. listy czytelniczek. Japończycy". Dla nas pornografia nie jest teorią gwałtu. czyli mniej niŜ przeciętne czasopismo dla kobiet i połowę z tego. Oprócz historyjek są tu horoskopy. „odpręŜyć się". jak bohaterkę „przenika dreszcz poŜądania". „Taboo" i „Manon". w kioskach na stacjach kolejowych. a ona „oddaje mu się z drŜeniem". „Manon" czy „Binetsu" narysowane jest więc. Ŝe w większości są to kobiety pracujące zawodowo. „Ucieczka od rzeczywistości" . i kobiety. Pornografia w postaci Lady's comic spełnia więc podobną rolę do tej. diety odchudzające i reklamy erotycznych gadŜetów. podróŜowaniem i konsumowaniem nowoczesnych. by wracające z pracy urzędniczki albo robiące zakupy gospodynie mogły zerknąć. gdzie zawoalowany opis zastępuje się dosłownością obrazu. są w Tokio zrośnięte z miejskim krajobrazem. tym ciekawiej". Im dziwniej. co wydaje mi się zresztą najbardziej perwersyjne. sąsiadując z barami MacDonald's i „suszarniami". 220 Lady's comic moŜna znaleźć w księgarniach. Nowe numery najbardziej poczytnych „komiksów dla pań". „przyjemne" i „nie wymagają myślenia". ale około jednej trzeciej stanowią gospodynie domowe.

która w normalnych okolicznościach powędrowałaby raczej do najbliŜszego muzeum sztuki współczesnej. Niektóre z nich to herbaciarnie. Nalegał na to mój kolega. szeregową zabudowę i ocalono wiele drewnianych domków o oknach zasłoniętych bambusowymi roletami. chodzili tam i z powrotem. zagaił. Trzy wieki temu pojawiły się tu pierwsze gejsze i Ŝadne inne . być moŜe była znakiem. by odkryć. królestwa najbardziej poŜądanych kobiet świata. jaką trzeba było płacić za ich towarzystwo. którą zaraz na początku pobytu zobaczyłam w Yoshiwara. Zestaw seksualnych fantazji w Lady's comic jest podobny do menu w McDonaldsie. między Pokemonem a projektantem mody Yamamoto. Podobnie jak my. 223 Gdy mojego pierwszego japońskiego lata wybrałam się na dłuŜej do Kioto z męŜem i przyjaciółmi. ani tym bardziej te z Tokio . słuŜy męskiej przyjemności. rękawem kimona zawadzała o łokieć sarariimana. są w nich gburowaci macho i ksiąŜęta z bajki. bo wiadomo. obok ogrodu zen i pornograficznej manga. który na co dzień jest dyrektorem w mało rozrywkowej instytucji i powaŜnym człowiekiem w średnim wieku. w całym Kioto koło dwustu. w japońskiej kulturze uznawany jest za coś oczywistego. Zachowano tam niską. Świat gejsz. „Chodźmy zobaczyć gejsze". jak zawsze i wszędzie. Ŝe liczba cudzoziemców na urokliwej uliczce wiodącej wśród herbaciarni jest niemal równa liczbie Japończyków. Ta jedyna tokijska. zbyt doskonali. a bohaterowie niemal od razu przystępują do rzeczy. urodą i ceną.kwintesencja marzeń Zachodu o kobiecie Wschodu . dziś jest ginącą tradycją. Ŝe kobiety potrzebują materiałów pobudzających erotycznie. Kobiety w kulturach zdominowanych przez męŜczyzn mają podobne fantazje erotyczne. upychanego do metra przez pracownika stacji. iŜ fakt. i paru smętnych perwertów. Gion to jedna z najpiękniejszych dzielnic Kioto. „Mogą być gejsze". Od gejszy do hostessy Gdy pisałam tę ksiąŜkę. czyli uniwersalny. MoŜna -jeśli ma się szczęście i . tajemniczy nieznajomi nigdy nie zostający na tyle długo. jak zrobił to Bornoff w Pink Samurai. ale ich obecność w kaŜdej księgarni nikogo nie gorszy ani nie szokuje. Dziś zostało ich tu kilkadziesiąt. pierwsze kroki skierowaliśmy do dzielnicy Gion. Poszliśmy więc do Gion i dotarli tam w gęstym upale wczesnego sierpniowego wieczoru.pozałóŜkowych są zredukowane do niezbędnego minimum. japońską cepelią. papkowaty i raczej nudny.ani te z nadrzecznej dzielnicy Pontochó. W japońskim imperium zmysłów dla kobiecych fantazji wydzielony jest malutki margines. Dlatego nie zdołałabym przeprowadzić empirycznych badań do 719-stronicowej ksiąŜki o „erotycznej eksploracji japońskiego społeczeństwa".Ŝyje wciąŜ jednak w wyobraźni Zachodu. Ŝe nieprawdziwi. to jeden z „sekretów". O Lady's comic nie rozmawia się otwarcie. ocierała się o reŜysera Takeshiego Kitano. Tkwiła gdzieś miedzy samochodem marki Toyota a komputerem Toshiba. by ujawnić swe wady. kiedyś unikalna subkultura kobiet kształconych na mistrzynie tradycyjnych sztuk i na doskonałe masaŜystki męskiego ego. Ŝe prędzej czy później temat ten do mnie powróci. RóŜnica polega na tym. w których odbywają się przyjęcia z udziałem gejsz. poparła ich moja przyjaciółka. cała reszta. mój znajomy z branŜy filmowej zadał kolegom z pracy pytanie: „Z czym kojarzy ci się Japonia?" Wśród wymienionych przez nich skojarzeń była gejsza. obwieszeni sprzętem fotograficznym. Gejsza .nie dorównywały mistrzyniom z Gion wyrafinowaniem.

która ukończyła gimnazjum.zobaczyć je idące ulicą. młodziutka dziewczyna. nierzeczywiste wśród przechodniów w zachodnich ubraniach i turystów oniemiałych z zachwytu. Przez godzinę. Nad Gion powoli zapadała noc. Ŝadna nie . Wyglądały jak rajskie ptaki o czarnych łebkach. Ŝe dzisiejsze prak-tykantki są po prostu zbyt stare. Maiko to gejsza praktykantka.cierpliwość . a nie o Michaela Jacksona. Nieśmiało stanęliśmy koło nich. jakie kiedyś rodził głód. sprzedawane przez biednych rodziców z nadzieją. Stare mistrzynie mówią. młodzi postanowili mimo wszystko poczekać z nami. złota. niektóre kontynuują rodzinną tradycję. Ŝe powiedziałam maiko. długie rękawy kimon wartych setki tysięcy jenów szeleściły jak skrzydła. grupę gospodyń domowych z Wyoming i dwa włoskie małŜeństwa w średnim wieku. najprawdziwsze z prawdziwych. nie udało nam się zobaczyć nawet cienia gejszy. marząc . rozsiewając złote refleksy. Ich stroje o długich rękawach są o wiele jaskrawsze. a ozdoby we włosach liczniejsze niŜ te noszone przez dorosłe gejsze. mieli aparaty fotograficzne o obiektywach dłuŜszych niŜ wszystkie nasze razem wzięte. ale naszą uwagę zwróciło dwóch starszych Japończyków. To na nie polowali turyści z aparatami fotograficznymi. który wziął za gejszę zwykłą kobietę w kimonie i rzucił się za nią z aparatem ku dyskretnej uciesze Japończyków w kamizelkach korespondentów wojennych. wskazując dłonią w kierunku tajemniczego w budynku.jak wszystkie dziewczyny świata . Ubrani byli w paramilitarne kamizelki z mnóstwem kieszonek. 224 Otoko-yaku Hikaru Asami. a nie Michael i Ŝe chodzi o gejsze praktykantki. Szły proste jak struny z wysoko uniesionymi głowami. Grzebyki z wiszącymi kwiatkami chwiały się w rytm kroków maiko. maiko mają pomalowaną na jaskrawą czerwień zwykle tylko górną wargę. by dobrze nauczyć się tradycyjnych sztuk. Zobaczyliśmy je od razu. a alabastrowo białe twarze zastygły w nieruchome maski o wzroku skierowanym gdzieś ponad naszymi głowami. Trzy maiko. W ciągu pierwszej półgodziny oczekiwania na maiko nie zdarzyło się nic ciekawego oprócz tego. Krótkie zamieszanie spowodował jeden z Niemców. róŜu i seledynowej zieleni lśniły w mroku. powiedział jeden z Japończyków. Dziewczęta decydują się na tę pracę z własnej woli. A większości brakuje teŜ podobno uporu i wytrwałości w nauce. Tak minęła jeszcze godzina i nasza grupa została zasilona przez dwoje Szwedów. Ŝe dołączyło do nas jeszcze dwoje Japończyków i czteroosobowa wycieczka z Niemiec. Dziś zostać maiko wolno dopiero kilkunastolatce. w tym bliźniaczki. niczym korespondenci wojenni. KaŜda z trzech dziewcząt niosła pakunek zawinięty w chustkę furoshiki.o Ŝyciu innym niŜ szara codzienność. co nadaje ich upudrowanym dziecinnym buziom wyraz naiw225 nego zdumienia i słodyczy. Ich kimona w odcieniach czerwieni. którzy przez cały ten czas stali naprzeciw budynku o drzwiach zasłoniętych ciem-nowiśniową zasłoną z namalowanym na niej chińskim znakiem. ucząca się dopiero tego fachu. spytała nas jedna z dwóch identycznych blondynek o urodzie Claudii Schiffer i gdy ustaliliśmy. gejsze z Gion. Wydawali się na coś czekać. „Maiko". „Na co czekacie?". Przed wojną przyjmowano tu na naukę dziewczynki kilkuletnie. inne ulegają fascynacji światem „kwiatów i wierzb". podczas której przemierzyliśmy uliczkę kilkakrotnie. i oczywiście nikt w Japonii nie sprzedaje juŜ córek do domów gejsz. Ŝe przynajmniej będą miały co jeść. W przeciwieństwie do gejszy.

Dziś o wiele większe jest zapotrzebowanie na hostessy niŜ gejsze.musi być . pozostawiając nas z bolesnym uczuciem niedosytu. Podobnie jak w przypadku gejszy. tym mniejsza moŜliwość seksu z zatrudnioną tam kobietą" (Allison. a hostessa z luksusowego klubu o dobrej reputacji znajduje się na szczycie hierarchii mizu-shóbai. Ŝe wszystko jest moŜliwe. gdy robiliśmy im zdjęcia. którego moŜna gonić. zapala mu papierosa. Ŝe praca hostessy w jednym z tokijskich klubów dla VIP-ów w Ginzie lub Akasace to dla kobiety jedno z najwyŜej płatnych zajęć dodatkowych na świecie. Ŝe współcześni Japończycy marzą o innych kobietach. Liczba mistrzyń gry na shamisenie i innych tradycyjnych sztuk maleje nie dlatego. Ona dostanie wysoki napiwek. pisze w poświęconej temu ksiąŜce. ale nie musi tego robić. do którego nie mieliśmy wstępu. wspaniały. a przeciętne od stu do trzystu. którzy znajdują się najwyŜej w społecznej hierarchii. W ekskluzywnych klubach Akasaki i Ginzy drogo i wytwornie. tym mniejsze prawdopodobieństwo. hostessa pracuje ubrana. lecz fantazję. Przez kilkanaście sekund Japonia taka. rozpieszczany i bardzo.jakkolwiek mglista i daleka . Annę Allison. by klient czuł się waŜny.Egzotyczna i Erotyczna przez dwa duŜe E . Jej zadaniem jest ucieleśnianie męskich marzeń o określonym typie kobiecości i sprawianie. o jakiej przez wieki marzył Zachód . by wrócić do tego samego klubu i pić potwornie drogą whisky w towarzystwie wybranej hostessy. Hostessa (jeśli regulamin jej klubu tego nie zabrania) moŜe nawiązać intymną relację z klientem. Co tak wyjątkowego jest w hostessie? Zasadnicze podobieństwo między gejszą a hostessą polega na tym. na tyle mocno. która badała świat hostess. Ŝe „relacja między seksem a pieniędzmi w mizushóbai jest odwrócona: im droŜszy i bardziej elegancki klub. wieczór. mogą sobie na taką rozrywkę pozwolić. uśmiecha się. Ŝe jej czule słówka i admiracja jego osoby są szczere. maiko znikły w drzwiach herbaciarni. by rozbudzić w męskim sercu miłe podejrzenie. Mówi się. bardzo męski. ale (raczej) nie moŜna złapać. ale dlatego. Maestria hostessy polega na tym. czyli mamę-san. W niektórych miejscach o wyjątkowo wysokim prestiŜu nawiązanie relacji z klientem poza klubem grozi hostessie nawet utratą pracy. W przeciwieństwie do Michiko z Soaplandu. co hostessa oferuje klientowi. czuwa..pokazała nam swoją upudrowaną na biało kobiecą twarz. moŜe wydawać się trywialne: dba. s. rekordowe zarobki sięgają tysiąca dolarów za. w którym pracuje.odezwała się słowem i nie zmieniła wyrazu twarzy. Ŝe zmieniła się patriarchalna struktura japońskiego społeczeństwa.. a do klubu obsługiwanego przez hostessy męŜczyźni przychodzą w innym celu. by jego kieliszek był pełny. amerykańska antropoloŜka. Przede wszystkim jednak rozmawia i słucha w taki sposób. obojętne na naszą obecność naleŜały do świata. Opłaciło się czekanie. bo tylko ci. 1994. Seks mają do zaoferowania dziewczyny z Krainy Mydła albo RóŜowych Salonów. rolą hostessy jest bycie króliczkiem. ????-san zarobi jeszcze więcej. Ŝe do takiej sytuacji będzie zmuszona przez szefową. by konwersacja przy stole toczyła się gładko i bez niezręcznej ciszy. Ŝe obie sprzedają nie seks. by klient wierzył. Dla japońskich męŜczyzn wieczór w ekskluzywnym klubie z hostessami jest oznaką prestiŜu. Były zupełnie nieosiągalne niczym boginie. To. która namydlała klientów swoim nagim ciałem. Kołysząc się na wysokich drewnianych platformach klapek. Im wyŜej 226 w hierarchii klubów znajduje się miejsce. Nazywa się je niekiedy „współczesnymi gejszami". interesujący. 131). a u ich podłoŜa leŜy bezinteresowne uczucie. Nadzieja zdobycia hostessy .

Nawet jeśli podobamy się. potęŜnie zbudowaną specjalistkę od prawa bankowego. Ŝe i tak nie cieszą się u nich powodzeniem. cięŜkie i biodrza-ste. białych kobiet (aczkolwiek nigdy przedtem nie myślałam o sobie jako o „białej kobiecie"). tradycyjne japońskie tańce są zwykle jej nieznane. jest jednak profesjonalistką. przywołuje na myśl nietrwałość. bo Japończycy zwykle trzymają dystans wobec białych kobiet przekonani. mleczna cera stanowi ideał wielu milionów Japonek. a dowody podziwu znajdziemy u swych przyduŜych stóp (nr 37 to japońskie L!). o ile nie jest na przykład hostessą w tokijskim barze. Innymi słowy. Ŝe otoczone zostaniemy w Japonii męską atencją. jak trudna to praca. Wizerunek długonogiej blondynki z duŜym biustem popularny jest w pornografii. Jasne włosy budzą zachwyt. znane zachodnie firmy kremy i inne smarowidła przeznaczone na rynek azjatycki produkują właśnie w wersji wybielającej. Jasna karnacja niekoniecznie musi być naśladowaniem typu odmiennego rasowo. Emiko Ochiai. komiksach manga. tak Japończyków fascynują kobiety mojej rasy. profesjonalnym masaŜem męskiego ego (i niczego poza nim). Ŝe Japonki po wojnie musiały zacząć „przebierać się za białe". socjoloŜka z Kioto. a ruch w interesie trwa nieustannie.podtrzymywana tak. często występuje w reklamach. moŜe mieć trudności w nawiązaniu jakiejkolwiek relacji z japońskim męŜczyzną. a jej uśmiech 227 przylega do twarzy jak dobrze zrobiony makijaŜ. Te „gaijinki". którego częścią Są kluby hostess. Popyt na zachodnie hostessy w Tokio jest nadal spory. która kaŜdą wypowiedź podkreślała uderzeniem pięści w stół i w oczach Japończyków pewnie tak się róŜniła od kobiety w stylu lolitkowatej Michiko. Ŝe w ich szeregach są „gaijinki". jak męŜczyźni Zachodu śnią o Azjatkach. jakie wydajemy się Japończykom duŜe. Poznałam kiedyś w Tokio Hertę z Kolonii. ani nie zniechęcił. by podobać się swoim męŜczyznom. Niewątpliwie jasna piękność z Zachodu jest obiektem pragnienia i tak. Ŝe siedzący przy nim goście czują się wyjątkowymi szczęściarzami. jak rozpędzony nosoroŜec od kociaka. Podchodzi do stolika z wdziękiem i sprawia. sprawiając wraŜenie naturalności. ale pełniejsze zachodnie biusty. dwuznaczny stosunek. nie znaczy to. przemijanie. ileŜ razy powtarzały mi to zdanie moje japońskie koleŜanki! Nieraz więc słyszałam cudzoziemki ubolewające w Tokio nad swoją samotnością. KaŜde słowo i gest hostessy są powtarzaną obietnicą na odwlekaną w nieskończoność rozkosz. świat. które najdalsze są od ideału eterycznej piękności. krótko ostrzyŜoną. Jeśli uświadomi się sobie. biała kobieta. który ma fluidalną właściwość jak woda. by klient ani zbytnio się nie rozochocił. Hostessa nie gra na shamisenie. kaukaskie powieki i proste nosy konstruowane są w Japonii operacyjnie w milionach egzemplarzy. „Japończycy są 228 nieśmiali". wybielających ją za pomocą tysięcy przeznaczonych do tego celu kosmetyków. a nawet ksiąŜkach dla dzieci. Ŝe ci panowie w co najmniej średnim wieku raczej nie mogą za kaŜdym razem wzbudzać namiętnych uczuć w młodej piękności. zrozumie się.z tego. Dobra hostessa. . Niemal równie częste jak podziw są jednak Ŝarty z nas . tak jak gejsza. pisze. Współczesne gejsze od dawnych róŜnią się jeszcze tym szczegółem. mogą nawet budzić lęk i niechęć. Japońskie dziewczyny napływają więc do mizu-shóbai i odpływają jak Michiko. a ubiera się raczej w wieczorową suknię niŜ kimono. Po wojnie moda na białe kobiety zapanowała na dobre. Japończycy mają do nas. Nazwa mizu-shóbai.

Ŝe od hostess oczekuje się świadczenia teŜ innych usług niŜ zapalanie papierosa i rozmowa. Mile widziane blond włosy i podstawowa znajomość języka japońskiego". modną. Yukari pracowała w Paradise od pół roku. gdzie zawsze przychodziły róŜne podejrzane typy. Podobała mi się przewrotność sytuacji. angielskiej stewardesy. Jak bardzo niebezpieczna moŜe być ta praca pokazuje tragiczna historia Lucie Blackman. wręcz konserwatywny. zbierając materiały do swojej rozprawy doktorskiej o mizu-shóbai i pragnieniach współczesnych japońskich męŜczyzn. MakijaŜ. jakie przy pomocy Yukari włoŜyłam w to. Staranie. zarabiaj ących w ten sposób na dalszą włóczęgę po świecie. Ŝe klub Paradise w Ginzie jest wyjątkowo szacowny. który miał ma sumieniu więcej grzechów. była studentka Satoru. w normalnym Ŝyciu będącą nauczycielką muzyki w Newadzie. tym większe prawdopodobieństwo. Wystarczy odpowiedzieć na jedno z wielu ogłoszeń typu: „Klub taki a taki zatrudni młode. próbowała rozwiać moje wątpliwości doświadczona japońska koleŜanka. atrakcyjne cudzoziemki do pracy jako hostessy. nalewając im alkohol i słuchając z uśmiechem. wezwały za ocean waŜne sprawy rodzinne i dzięki wstawiennictwu Yukari. nie to. Zwyrodnialca który to zrobił. ????-san zgodziła się spotkać ze mną jako ewentualną zastępczynią na dwa tygodnie. przyjrzała mi się uwaŜnie od stóp do głów i po półgodzinnej rozmowie powiedziała: „Tak". zmieniły mnie w „gaijinkę". Allison pisze. szpilki i róŜowy kostiumik. będąc w istocie obiektem jej badań. W końcu jej się udało. „Powiemy. Przez dwa tygodnie miałam być hostessą w Paradise. Ŝe wszyscy woleli patrzeć na jej zgrabny biust. Ŝe im tańszy i bardziej podejrzany klub. iłu jeszcze świrów marzy o ćwiartowaniu kobiecych ciał? Zastanawiałam się nad tym. Podejrzewam jednak. W Paradise pracowało sześć hostess. trzy cudzoziemki i trzy Japonki. Ŝe masz kilka lat mniej. Trzeba jednak być ostroŜnym. okazał się nim bogaty biznesmen. jak wygadują głupoty. postrzępioną fryzurę i nieprzeciętnie duŜe oczy. opłaciło się. Zapewniała mnie. ale nie byłam przekonana o swoim predyspozycjach do zawodu współczesnej gejszy. w której panowie przychodzący do Paradise płacili ślicznej Yukari. W opowieściach cudzoziemek zatrudnionych jako hostessy powtarzają się historie podróŜniczek z USA i zachodniej Europy.„gaijinki" lądują na chwilę na japońskich wyspach i zostają hostessami. Jedną z amerykańskich hostess Paradise. Klientom oczywiście nie zwierzała się ani ze swojego wykształcenia. Miała pociągłą twarz. Kilka miesięcy później w nadmorskiej jaskini w Miura znaleziono osiem plastikowych worków z jej pokawałkowanym ciałem i blok cementu z zatopioną w nim głową dziewczyny. Klub . ????-san. a jego klienci rekrutują się głównie spośród równie szacownych elit. dla którego postanowiła spędzać wieczory. w których bystry klient Paradise bez trudu dostrzegłby równie nieprzeciętną inteligencję. co Casablanaka. zachęcała mnie do 229 spróbowania swoich sil jako hostessa. by po jakimś czasie dać się ponieść dalej fali losu. Kto wie jednak. elegancka dama w perłach z odrobinę zbyt grubą warstwą pudru na okrągłej twarzy. a potem po prostu zachowuj się inaczej niŜ normalnie". ani z głównego powodu. która w 2000 roku znikła z klubu Casablanka w tokijskiej dzielnicy Roppongi. by wyglądać na właściwą towarzyszkę przy męskim stole. biednych dziewczyn z byłego ZSRR albo innych ciekawskich i Ŝądnych wraŜeń kobiet. w którym czułam się jak dobra siostra z brazylijskiej telenoweli. cierpiących na nadmiar czasu i brak pieniędzy studentek z wymiany zagranicznej. złapano. gdy Yukari. która spodobała się mamie-san.

która na moich oczach z intelektualistki zmieniła się w ociekające słodyczą. Niektórzy klienci Paradise domagali się tej a nie innej hostessy. Hana dolała alkoholu do kieliszków i zachichotała. Ja miałam na imię Laura. a Yukari . mówiąc. Jego wystrój stanowił mieszankę wyrafinowanego luksusu i lekkiej frywolności. ????-san wyraziła swój zachwyt z powodu ich wizyty i nadzieję. powtórzył jeden z młodszych. o wiele bardzie posunięty w latach. czyli w wymowie japońskiej . Odrobina słodyczy kawali teŜ była dobrze widziana. Do mojego pierwszego zadania oddelegowana zostałam z Yukari. którą pamiętali z poprzednich wizyt. próbując nawet przy tym się uśmiechnąć. Pan Ito wyjął paczkę cameli. czyli ja. zaszczebiotała do najstarszego. 231 zachowywała się w stosunku do nas wszystkich jak mama właśnie. Ŝe moja prawie nowa suknia od Gucciego w pięknym kolorze zimnej wody pochodziła z pchlego targu w nowojorskiej East Village). How do you do. Klimatyzacja działała bez zarzutu. siódmym piętrze nowego budynku i wjeŜdŜało się do niego osobną windą. o zgrozo. Ŝe nigdy więcej nie powinien zapominać o niej na tak długo jak ostatnio i odeszła witać następnych przybyszy. starym bywalcom Paradise. Pogroziła panu Ito palcem jak małemu chłopcu. zostawiając prawdziwe podobnie jak swoją codzienną toŜsamość . jakby juŜ wypił za wiele. „Pan Ito tak dobrze mów po angielsku . Oprócz pianina. Hostessy wówczas czekały juŜ przy barze w pełnej gotowości. a podłogę przykryto ciemnowiśniową wykładziną. How do you do!. na co pozostali trzej biznesmeni zareagowali wybuchem śmiechu. Thank you!. kim naprawdę jesteśmy. ale ja jeszcze nie śmiałam . pan Ito. Na beŜowych ścianach wisiały reprodukcje prerafaelitów w złoconych ramach. Trzech było po czterdziestce. a kelner wskazywał im stolik i przyjmował zamówienie.przed drzwiami klubu. nie było Ŝadnych dodatkowych sprzętów ani ozdób. łagodne i chichoczące stworzenie. nadskakujące i niedostępne jednocześnie. „Ŝe będzie mógł rozmawiać z Rórą zupełnie swobodnie".wyglądał tak. która przedstawiła mnie czterem panom z wielkiej firmy produkującej. niezbyt mądre i pełne zrozumienia. Róra i Hana miały stać się ładne.Róra. beton. mimo Ŝe była młodsza od wielu swoich gości. Ŝe spodoba im się Róra. a pozostali dwaj zabuczeli jeszcze raz.mieścił się na przedostatnim. opierając się o ramię najstarszego.Hana. tak Ŝe przyćmione światło lamp od Tiffaniego (albo bardzo dobrych podróbek) sprawiało wraŜenie wiecznego wieczoru w miejscu odizolowanym od świata i odrobinę nierealnym. którego wcześniej nie znałam. miłe. KaŜda z nas uŜywała w Paradise innego imienia. starannie pomalowane i ufryzowane (nikt nie miał się nigdy dowiedzieć. powiedział pan Ito. na którym grał siwy staruszek z kozią bródką. Klientów witała ????-san. W Paradise oczekiwano od nas transformacji w ucieleśnienie przeciętnych męskich pragnień. Okna były zawsze zasłonięte. a Róra w tym momencie błysnęła refleksem i po raz pierwszy w Ŝyciu zapaliła męŜczyźnie papierosa. a nie ekstrawaganckich popisów. podczas gdy w klubach o niŜszej randze mieści ich się nawet więcej niŜ setka. inni zdawali się na wybór ????san. Thank you. Tu nikogo nie interesowało. powiedział na to Pan Ito. Jako jedyna ubrana w kimono. powtórzyli unisono. a ich szef. a pozostała trójka zabuczała z aprobatą. Inicjatywę przejęła teraz Yukari vel Hana. siwawy i rubaszny . Byłyśmy ubrane w wieczorowe sukienki w stylu glamour i szpilki. Główne 230 pomieszczenie Paradise przewidziano dla nie więcej niŜ dwudziestu klientów naraz.

który miał być pełen wdzięku. „O. dotąd najcichszy. zainteresował się nagle. wróciliśmy jeszcze raz do liczby przyjaciółek kaŜdego z panów. od krawatów. MoŜe więc dam sobie radę? Im więcej płynęło alkoholu. Skubiąc krawat w sposób. „Śmiej się z ich dowcipów. „Młody byłem.zwłaszcza . który z nich jest największym playboyem. Wyszło na to. „Taki przystojny męŜczyzna na pewno miał duŜo przyjaciółek podczas podróŜy". Pan Matsumoto pokraśniał. „pan Ito ma do tego klasę i piękny krawat". w których oczekiwano ode mnie podobnego zachowania. Gdy naszym gościom udało się juŜ opanować wesołość. Na koniec. a Róra i pan Matsumoto umówili się. którym -jako Ŝe wieczór zbliŜał się juŜ do końca . wymieniałam ceny. co wszystkich panów rozbawiło tak. chwal ich. Teraz musiałam spróbować wprowadzić w Ŝycie te rady. uśmiechnęła się do mnie z aprobatą. pozwól im wierzyć. abstrakcyjne i .pójść w jej ślady. która podeszła do nas. i który zdołałby Rórę uwieść. Ŝe są cudowni". Sądząc po czerwonych twarzach i rozluźnionych krawatach naszych gości impreza zaczynała się rozkręcać. jakbym słyszała moją osiemdziesięcioletnią ciocię. westchnęła Róra. nigdy ich nie krytykuj. pozwól im wierzyć. Ŝe w Polsce męŜczyźni całują kobiety w dłoń na powitanie i poŜegnanie.te naleŜące do Hany i Róry. mówi po angielsku lepiej niŜ reszta. Ba. opowiedziałam naszym gościom. a pozostali trzej oŜywili się na „duŜo przyjaciółek" i zaczęli licytację. Okazało się. i rozmowa zeszła na biusty. Młodsi ze śmiechu aŜ rzucili się sobie w ramiona. przerwał moje zgadywanie pan Matsumoto. „Jak papieŜa!". jak powiedziałaby moja wspomniana wyŜej ciocia. tłumaczyła Yukari przed moim debiutem w Paradise. Ŝe są cudowni". całując go w wierzch dłoni. Przez dwie godziny. pomyślała . Ŝe niemal dostali spazmów ze śmiechu. a młodszy. jeden po drugim odwzajemniali polski pocałunek na dłoniach Róry i Hany. wypaliła więc Róra i nachyliła się ku panu Matsumoto kokieteryjnie. przy translatorskiej pomocy Hany. czy polscy męŜczyźni robią kissu publicznie. znów przy232 pomniały mi się rady Yukari i postarałam się im sprostać. same sącząc wciąŜ tego samego wodnistego drinka. Ŝe byłam w sytuacjach. po polsku. „Chwal ich. wspomniał z nostalgią i popił. jak to wygląda. mimo iŜ nie pracowałam wówczas jako hostessa w tokijskim klubie Paradise. „Piękne kobiety w Porando". potwierdziła przytomnie Hana i dodała. czyli „lajdus". ale moŜe jeszcze będzie z niej poŜytek. pięknych Polek i biustów. tak!". Drugi z młodszych. ile taki krawat kosztuje. co akurat potrafiłam zrobić po japońsku. Taki chichocik i przytulanko to juŜ była prawdziwa sztuka. Ŝe pan Ito to prawdziwy sukebei. które brzmiały tak. Ŝe jeden z młodszych. najwyraźniej wciąŜ rozmarzony wspomnieniem wycieczki po Europie. Uświadomiłam sobie nagle. koniecznie chciał się dowiedzieć. Potwierdziłam i na prośbę pana Ito zademonstrowałam. turla! się pan Matsumoto. JuŜ nie dzierlatka. Ŝe następnym razem teŜ zaśpiewają. dodał i zrobiło się trochę smutno. Ŝe i Japonkom.dość łatwo przyszło udawanie zachwytu. piękne blond kobiety i zgubiłem portfel". i cudzoziemkom. Zapaliłyśmy im około czterdziestu papierosów i nalały tyleŜ szklaneczek. który zindywidualizował się jako pan Matsumoto. 233 Mama-mn. zgadzaj się. Hana i pan Ito zaśpiewali piosenkę z fortepianowym akompaniamentem. „Gaijinki mają większe biusty". tym chętniejsi byli panowie do angielskiej konwersacji z Rórą. nawet był w Polsce. Pan Ito moŜe się podobać". jakie nasi goście spędzili w Paradise. by poŜegnać gości. czy potrafię zgadnąć.

Wszystkie gejsze świata robią przecieŜ to samo . Nie wspominając oczywiście nic o lenistwie. został w mojej głowie przeraŜający obraz czarnej tablicy z tabelkami pełnymi znaczków i nieprzyjemne uczucie. potrzebne jest nam . pozbawieni wiary w moŜliwość zrozumienia rzeczywistości.dają męŜczyznom poczucie. a nawet uŜywałam takich dawnych wymówek szkolnych. posługują się najbardziej wyjątkowym i skomplikowanym systemem językowym świata i nawet jeśli jest w tym stwierdzeniu nieco przesady. jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowany. ile jej powiedziałam. Nie było to aŜ takie trudne. to kto wie. Ŝe są cudowni. jedna z najlepszych ksiąŜek o Japonii. Ŝe na naukę japońskiego mogłabym poświęcić tylko niewielką część czasu. jakie kiedykolwiek powstały. Z najpiękniejszym uśmiechem. podwaŜając naiwne przekonanie. Zdawałam sobie sprawę. wycofywałam się z dalszej rozmowy na temat ewentualnego kursu języka japońskiego albo prywatnych lekcji. moŜe właśnie otwierałaby się przede mną interesująca przyszłość współczesnej gejszy . nie ucząc się mowy tubylców. W dŜungli języka Jak Pani sobie tam radziła z językiem? Autor Imperium znaku pisze o nieszczęsnym pytaniu nieustannie zadawanym przez ludzi.jak i w kaŜdym innym obcym kraju .i tu językoznawcy nie są zgodni od czterech do siedmiu razy więcej czasu niŜ na naukę kolejnego 235 języka indoeuropejskiego. która nie mówiła po japońsku. Gdybym miała tyle lat. napisana została przez osobę. Zdaniem specjalistów. jak sami często przyznają nie bez dumy. bez „wspólnego języka" ludzie muszą czuć się zagubieni. Z wykładu dla zagranicznych stypendystów Monbushó (japońskiego ministerstwa kultury) VIII. na ile antropolog musi znać język kraju. bo nie śmiałabym zrobić tego przy słynących z pracowitości Japończykach. Japończycy mówią po japońsku. W Japonii . Na początku torpedowałam więc wszelkie podejmowane przez moich nowych znajomych próby skłonienia mnie do nauki japońskiego. Ŝe komunikacja moŜliwa jest tylko w mowie. Udało mi się nauczyć jednego alfabetu fonetycznego. Ŝe przyzwoite przyswojenie angielskiego czy niemieckiego zajmuje pięć lat. Zakładając. którego kulturę bada. ale nie posunęłairbsię ani kroku dalej. które w wyniku niezrozumiałej transformacji okazywałoby się „biurkiem pani Watanabe" lub nawet . Problem. dziękowałam Satoru za kolejny podręcznik i coś niejasno obiecując. ale Chryzantema i miecz Ruth Benedict.pewnie.„gaijinki". jak nagła niedyspozycja lub choroba w rodzinie. Ŝe bez niej. Ŝe jestem o wiele mniej rozgarnięta. Po trzech pierwszych lekcjach z Satoru. zbyt małą. ma ono wielu zwolenników. jakiej nie mogłam odrzucić. wymigiwałam się brakiem zdolności językowych. rachunek jest prosty i zniechęcający. a róŜnica kulturowa dotyczyła raczej formy niŜ treści. aby biegle władać japońskim. na jaki było mnie stać. które były z jego strony ofertą. i nie była zajęta czymś innym. niŜ ośmielałam się nieraz przypuszczać. którzy wiedzieli o jego pobycie w Japonii: „Jak Pan sobie tam radził z językiem?" Francuski filozof miał rację.z całą pewnością moŜna „poradzić sobie z językiem". by wyjść poza absurdalne powtarzanie ćwiczeń złoŜonych ze zdań typu „Ta ksiąŜka jest ksiąŜką pani Yamazaki" albo pytań o „krzesło pana Tanaki". Japończycy.

Mariko albo Satoru o japoński odpowiednik jakiegoś słowa.fascynujące. ku swojemu zdumieniu rozpoznawać w mowie tubylców słowa. bez niego bylibyśmy tylko zwierzątkami krzyczącymi z bólu albo gulgoczącymi z radości. Jeśli chce się wyjechać „jak najdalej od wszystkiego". w których osoby płci obojga siekały. jakie mi się zdarzały. z przyjemnością oglądałam go w Bon Hour. rozkoszując się samą melodią głosów. w jakiej Ŝyłam przez kilka miesięcy. bardziej interesowała mnie uroda dźwięku w ich ustach niŜ ewentualny praktyczny uŜytek. w których krewcy politycy krzyczeli coś do siebie jak w starych filmach o samurajach. jaki chciałam. W naturalny sposób potrzeba rozumienia wygrała z pragnieniem pozostania w błogiej nieświadomości. nie były przy tym bolesne: płyn kupiony jako olej okazywał się octem ryŜowym. Po jakimś czasie jednak zaczęłam wyłapywać z rzeki języka niektóre dźwięki. na opery mydlane. Rano budziły mnie śpiewne powitania wymieniane przez sąsiadki. jaki mogłabym zrobić z niego w codziennym Ŝyciu. co draŜni mnie w krajach^ których język rozumiem karykaturalna mowa reklam. Japoński język pięknych znaków i gramatyki. na ulubione programy o jedzeniu. wrzeszcząc. smaŜyły i zjadały niebywałe stworzenia. megafon samochodu krąŜącego po sąsiedztwie. piszcząc i podszczypując niemal nagie dziewczęta. śpiewnym głosem mówiły o jakichś waŜnych sprawach. o jakie kiedyś pytałam japońskich przyjaciół. podobną na moje ucho do dramatycznych kłótni. Lunatyczna topografia tokijskich zaułków i semiotyczny gąszcz niezrozumiałych znaków! Brnęłam w przestrzeni pozbawionej drogowskazów i przetartych ścieŜek. pękła. a nie 236 Tak Satoru uczył mnie japońskiego rozumiejąc. jacy jesteśmy. Patrzyłam na wiadomości. Mimo iŜ w swoim polskim domu od lat nie mam telewizora. Ŝe niezbyt potrzebne. dając mi zupełnie nowe uczucie wolności od tego wszystkiego. Jeśli nawet pytałam Chizuko. Ŝe to koń" . podwaŜającej nasze przyzwyczajenia.było dla mnie niesłyszalne w Japonii. kupiłam od niego zestaw zdrowotnych herbatek. Japonia. gdzie prowadzący. które nie dość. synem i synową. Poza tym zagubienie w dŜungli języka było po prostu przyjemne. idiotyzm nagłówków prasy brukowej. cały ten perswazyjny szum właŜący w uszy i oczy . mówiąc coś przy tym bez końca afektowanym tonem. nigdy nie uŜywałam słuchawek z angielskim tłumaczeniem. prze237 brani jak clowni. na erotyczne lub rozrywkowe show. Ŝe znalazło się na jakiejś innej planecie. szklana bańka. gdzie kaŜdy kolejny krok przynosił małe prywatne odkrycia. gdzie eteryczne kobiety roniły łzy i miękkim. oferując „gaijinowi" niezwykłą mieszankę fizycznego bezpieczeństwa z przyprawiającym o dreszcz poczuciem. wygłupiali się. okazały się wyjątkowo obrzydliwe. gdakanie polityków i mętna nuda politycznych komentatorów. albo pokrzykiwanie listonosza. skusił mnie obietnicą jakiegoś innego świata i innego „ja".nawet więcej . Pomyłki. „KaŜdy głupi widzi. To on nas stwarza takimi. by zebrać niepotrzebne sprzęty gospodarstwa domowego. jakim z upodobaniem oddawał się mój sąsiad pan Matsura z małŜonką. Nie moŜna było przed tym uciec. To.„rowerem pana Ando". Chodząc na spektakle kabuki. co sprzedaje przyjazny domokrąŜca. jest dobrym wyborem. Nie ma podmiotu poza językiem. ba . odbitki zdjęć zrobiono mi nie w tym formacie.

miękkie kształty.od tyłu do przodu. który składa się dziś z około 2600 znaków. wynalezione przez Chińczyków trzy tysiące lat temu. Kanji. ostre. Katakana wynaleźli w VIII wieku równieŜ buddyjscy mnisi. były pierwotnie „obrazkami". Trzeba zatem po prostu zapamiętać wymowę chińskich z:naków. o. który Japończycy teŜ muszą znać. Kanji tworzą system. widząc w ich zmienionych przez wieki formach pierwotne przedstawienie. u). Japończycy zazwyczaj piszą pionowo i od prawej strony kartki do lewej. jednak niektóre znaki tych alfabetów są na tyle do siebie podobne. czyli kanji. w gazetach. Obok katakana istnieje hiragana. „KaŜdy głupi widzi. która wymowa jest właściwa. Na przykład chiński piktogram oznaczający drzewo ciągle je przypomina. Hiragana ma obłe. nadal w niektórych 239 moŜna dostrzec to dąŜenie do referencjalności. e. Dla przykładu kanji oznaczający konia czyta się „urna". Współcześnie katakana to znaki oznaczające 5 samogłosek (a. Sylabariusze to hiragana i katakana. Roran Baruto. którzy kopiując religijne księgi. na dole jest kanji. opracowali uproszczoną wersję chińskich znaków dostosowując je do specyfiki mówionego japońskiego. Dalej sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. jak go wymówić. tak jak wiemy widząc rzymską literę „a" albo znakhiragany „ru". W Krainie Kwitnącej Wiśni uŜywa się zatem trzech róŜnych alfabetów i dodatkowo potęŜnego systemu znaków. który jakimś sposobem posiadł ponoć mistrzostwo w odgadywaniu znaczenia znaków kanji. Oczywiście wymowę kaŜdego ze znaków moŜna zapisać. ale ewolucja kształtu kanji na przestrzeni wieków sprawiła.z naszej perspektywy . Japończycy nie mieli własnego pisma. i. drugi sylabariusz czy alfabet fonetyczny. codziennym języku. manga. sa. To znaczy. hotto-doggu. uŜywając fonetycznego alfabetu hiragana i tak często się robi. w . a nad nimi hiragana słuŜąca dzieciom albo osobom mniej wykształconym. „ba" lub „ma". Teoretycznie kaŜde japońskie słowo moŜna zatem zapisać za pomocą dwóch rodzimych alfabetów fonetycznych i alfabetu rzymskiego. W przeciwieństwie do katakany i hiragany. Hiragana i katakana uŜywane są w normalnym. patrząc na wspomniany wyŜej znak. Ŝe to koń". Ŝe róŜnice giną niekiedy w odręcznym piśmie. nauczyć się jej na pamięć. hiragana równieŜ ma 47 znaków na oznaczenie tych samych 5 samogłosek i 42 sylab.) i wygłosowe „n". 42 otwartych sylab (ka. których wspólna 238 nazwa brzmi: ???? -wraz z kanji tworzą one system oparty na innej logice niŜ ta. ksiąŜkach. kanji mogą mieć kilka róŜnych wartości fonetycznych. a czytający musi wiedzieć na podstawie kompetencji nabytej w długim procesie edukacji. Ŝe większość z nich nie przypomina teraz niczego. Ŝe widząc dany znak nie wiemy od razu. Makudonarudo. ta itd. czyli hot dog. w związku z tym japońskie ksiąŜki i komiksy czyta się . właściwie moŜna doliczyć jeszcze nasz alfabet rzymski.e. Reid we wspominanej juŜ anegdocie przytacza opowieść o Ezra Poundzie. Katakana słuŜy przede wszystkim do zapisywania słów obcojęzycznych i cudzoziemskich nazwisk (np. powiedział ponoć. bo przypadki jego uŜycia często zdarzają się we współczesnej japońszczyźnie. do której przywykliśmy na Zachodzie. czyli Ronald Barthes). czyli McDonald's.Współczesny język japoński składa się z dwóch alfabetów fonetycznych zwanych sylabariuszami i około dwóch tysięcy chińskich znaków. a katakana kanciaste. Zanim za sprawą buddyjskich mnichów chińskie ideogramy zawędrowały do Japonii około IV wieku n..

Nauka podzielona jest na etapy: w pierwszej klasie uczniowie uczą się 80 znaków. ani ładniejsza od „z" czy „m". a „hi" w kształcie uśmiechniętych ust . bo . w takiej a nie innej kolejności. a aby zostać mistrzem. O urodzie rzymskiego alfabetu nie Kobieta da się wiele powiedzieć: litera „p" na przykład nie jest ani brzydsza. wypięte „ku" . Najgłupsze skojarzenie wydawało mi się lepsze od bezsilności wobec kształtów. trzeba więc zasiąść do katakana i dopiero nauczywszy się obu syla-bariuszy. O ile syłabariuszy hiragana i katakana nie jest w końcu tak trudno się nauczyć. których kształty „widzieli" w danym ideogramie.jako Ŝe cudzoziemskie moŜe być zapisane tylko w katakana. i „gaijinów". Próbowałam je kopiować. ale niewprawna dłoń deformuje kształt. ale niestety nie moŜna w nim zapisać swojego imienia i nazwiska. „ho" . co dotyczy i japońskich maluchów. trudno). i dla „gaijinów". kaligrafia. katakana i rzymski) oraz „tylko" 1945 kanji.chichot".„kuprem". to artystyczna praktyka z pogranicza malarstwa i rysunku.. W podręcznikach do nauki japońskiego dla cudzoziemców kaŜdy znak hiragana i katakana skojarzony jest z jakimś przedmiotem. gdy się człowiek zaprze powtarzając przez parę tygodni na okrągło „su supeł".kaŜdy uczeń poznając nowy znak musi zapisywać go w identyczny sposób. „hi . by zacząć dukać zdania o krzesłach pani Yamazaki i biurkach pana Watanabe. podczas gdy estetyczny wymiar znaków kanji oczywisty jest i dla Japończyków.a Ŝe róŜne „h". czyli klucz. którzy w tym samym czasie we wszystkich szkołach Japonii uczą się dokładnie tego samego znaku. którego trzeba uczyć się przez lata. które kaŜdy opuszcza ze znajomością wymaganych 1945 kanji. i tak dalej. tak samo jak wszyscy pozostali uczniowie w jego wieku. Na przykład „ki" przypominać ma kształtem key. Sztuka ich pisania. miecze i kapelusze na głowach postaci. Po kilku miesiącach rosnącej fascynacji byłam zatem na dobrej drodze. moi japońscy znajomi wymyślali dla moich potrzeb skały i pola.„hokeistę". od tej a nie innej strony.kuper". podstawowy system znaków. powtarzając w nieskończoność tyle a tyle kresek. trzeba ćwiczyć przez dziesiątki lat. ani Ŝadnej innej części zwierzęcia. ale zabawa w odnajdywanie bezpośredniego odniesienia znaku do rzeczywistości wydaje się fascynować równieŜ Japończyków. które na początku wymykały się z mojej pamięci jak węgorze. Naukę japońskiego zaczyna się od hiragana. którego nazwa zaczyna się 241 na daną sylabę. Tłumacząc mi znaczenie jakiegoś kanji. w trzeciej 200 i tak aŜ do naszego odpowiednika liceum. Wprawdzie w większości kanji nie sposób juŜ dopatrzyć się mimetycznego śladu. Według zarządzenia japońskiego Ministerstwa Edukacji naleŜy znać trzy alfabety (hiragana. do których na początku próbował mnie zachęcić Satoru. Postanowiłam uczyć się japońskiego.którym ja nie byłam w stanie dostrzec ani kopyt. precyzyjnie skodyfikowany sposób zapisywania kaŜdego znaku. moŜna zacząć studiować kanji. to kanji stanowią dla „gaijina" prawdziwe . ani rozwianej grzywy. wymyślałam polskie i tak „su" z zawiązaną nóŜką było „supłem". „ku .. aby uchodzić za osobę piśmienną. kanji są piękne. Nauczywszy się hiragana. Tak czy inaczej.„chichotem" (. w drugiej 160. Być moŜe to właśnie fascynujące piękno kanji skłoniło mnie do wertowania podręczników i słowników. To najbardziej przydatny. jakie podarował mi Satoru. Istnieje tylko jeden poprawny. Jako Ŝe niektóre angielskie skojarzenia nie były dla mnie chwytliwe. Nie moŜe być mowy o Ŝadnym odstępstwie od reguły .

Ŝe znów zasłuŜyłam na prezent. ale właśnie przyniesiono szacowną paczkę z szacownymi ksiąŜkami dla wielce szacownego profesora". gdzie osoba tak szacowna musi być zajęta niezwykle waŜnymi sprawami. którym polecenie zapięcia pasów zajmuje podejrzanie duŜo czasu. ośmielając się wejść do szacownego gabinetu. „Przyniosła paczkę z ksiąŜkami". co powinnam zrobić. „Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych podróŜnych za niewybaczalną niewygodę. W dosłownym tłumaczeniu na nie tak grzeczny angielski czy polski brzmi to oczywiście komicznie. jaką jest oczekiwanie na start w naszym skromnym samolocie. mnoŜenie eufemizmów i brak bezpośredniości to charakterystyczne cechy japońskiego sposobu porozumiewania się. powiedziała do mnie Ayaki z dnia na dzień coraz lepsza w roli nauczycielki japońskiego. które dla niej były juŜ takie proste. Wysylabizowałam złoŜenie dwóch znaków i okazało się. powiedział Satoru. Prosimy. który charakteryzuje inne języki. by szacowni podróŜni wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność. by porównać jego stopień grzeczności z tym. Z własnego doświadczenia dodałabym jeszcze stopniowanie informacji. instrukcja na opakowaniu rozpuszczalnego deseru prosi „szacownego klienta". co pozostało po drzwiach sklepu zdewastowanego w trzęsieniu ziemi. sekretarek czy stewardes. „Proszę o wybaczenie. Potok słów japońskich windziarek. które w 1995 roku zniszczyło miasto Kobe: „To straszna i niewybaczalna niedogodność dla naszych szacownych klientów. jakich studentka przed chwilą uŜyła w japońskim odpowiedniku tej informacji. Piętrowe formułki grzecznościowe. O wiele powaŜniejszym problemem jest jednak wyrafinowana . słodkawego krakersika owiniętego w wodorost. Po jednej z pierwszych lekcji dostałam od Ayaki akwarelkę z portretem jej ukochanej papugi. Ŝe japoński to najgrzeczniejszy język świata. nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniŜenie o zapięcie tych skromnych pasów". przeczytaj". jaką popełniamy. by nalał mleka do „szacownego naczynia". wchodząc do sali seminaryjnej. dziesięcioletnia córeczka Mariko. Ŝe niegrzecznie przerywam. w której siedziałam z Satoru. jak trzeba pisać znaki. bo Japończycy niepytani rzadko mówią cudzoziemcowi o rzeczach. powiedziała młodziutka studentka.wyzwanie. płynie tak obficie właśnie z powodu grzecznościowych formuł. Chizuko upubliczniłaby moją ignorancję. Tłumacząc mi. Przy pomocy mamy wydobyła swoje stare zeszyty do ćwiczeń i wodząc moją rękę pokazywała. Najgrzeczniejszy język świata Mówi się. które on sam uznałby za wielce praktyczne na początku pobytu w obcym kraju. „Jak moja papuga ma na imię? Proszę. ale z powodu trzęsienia 242 ziemi zmuszeni jesteśmy zamknąć nasz skromny sklep". W nagrodę za poprawne odczytanie lub napisanie znaku karmiła mnie japońskimi słodyczami jak niezbyt mądrego pudla. który namalowała i podpisała specjalnie dla mnie. a tego się nie robi przełoŜonej. Najlepszą nauczycielką okazała się Ayaki. zanim wytłumaczył mi sens wszystkich form grzecznościowych. Reid cytuje informację zamieszoną na tym. Z Ŝadnym innym pewnie aŜ tak nie konweniowałoby nieustanne kłanianie się. czyli „wielce szacownym profesorem". Nie mam dostatecznej wiedzy. któremu wyjątkowo udał się aport. mówi stewardesa w samolocie. ale w powyŜszym przekonaniu jest być moŜe nieco prawdy. by korzystać z Internetu w Bon Hour. a potem „łaskawie rozmieszał w nim ten skromny budyń".

Ten grzeczny język. „Spróbuję sprowadzić pani zamówione ksiąŜki. jego uŜycie jest precyzyjnie określone w zaleŜności od tego. lecz w najdelikatniejszy jedwab. jaką Japończycy Ŝywią wobec otwartego mówienia „nie". ale z pewnością rzadziej mówią „nie". słowo znaczące „tak". to będzie troszkę trudne". mówiła „maybe". aby uwaŜał na japońskiego premiera. gorzej. które w rzeczywistości są przeczącą odpowiedzią na nasze pytanie. gdy sprzedawca w sklepie zamiast powiedzieć: „Nie mamy butów w rozmiarze 43". Chizuko. Gdybyśmy były Japonkami. Clinton miał jednak w pewnym sensie rację. bo ten mówiąc „tak" myśli „nie". powtarza z uporem coś w rodzaju: „Szanowny kliencie. Na temat wielkiej niechęci. czy w menu są jakieś dania wegetariańskie. Gdy gaijin nijak nie rozumie subtelniejszej odmowy. Prawidłowa odpowiedź na pytanie: „Czy rozumiesz?" brzmi: „Hai.odmiana „owijania w bawełnę".jak ostrzegał Clinton Jelcyna . znaczy „nie". Są tylko mięsne i rybne". Pól biedy. unikający słowa „nie". lecz jedynie informacją. brałam za „być moŜe". Japończycy poczuli się głęboko dotknięci oskarŜeniem o kłamliwość. Hierarchizacja języka zaczyna się w rodzinie i opiera na skomplikowanych relacjach statusu związanych z płcią i wiekiem. kto i do kogo mówi.znaczy „nie". gdy poruszane są waŜniejsze sprawy. kelner z duŜym prawdopodobieństwem odpowie więc: „Tak. Gdy były prezydent USA Bill Clinton . czy ta praktyka 244 nie skrzywiła zbytnio jej japońskiej toŜsamości. „W sprzyjających okolicznościach uda nam się spełnić pani prośbę o lepszy skaner w biurze". w japońskim wydaniu to juŜ nie „owijanie w bawełnę". otwiera nawet zdania. gdzie męŜczyzna stoi wyŜej niŜ kobieta. Podobnie naleŜy niekiedy interpretować dźwięk „ng". Czasem „tak" teŜ . Do dziś nie wiem. Japończyk ucieka się do tego sposobu. która pozwalała Chizuko zmusić się do sprzecznego z zasadami jej języka „nie". które na początku. choć to troszkę trudne". nie mogłabym do swojego o dwadzieścia lat starszego zwierzchnika z uniwersytetu powiedzieć: „Chodź. czyli: „Tak. Ŝe mikrofon jest włączony . wsysanie powietrza przez zęby i wyraŜające zakłopotanie drapanie się po głowie. spowodował międzynarodowy skandal. a starszy góruje nad młodszym.nie wiedząc. Gdy na przykład chcemy się dowiedzieć. MęŜczyzna . przenigdy. Ŝe rozmówca słucha nas. Niechęć wobec „nie" jest tak silna. Japończycy nie kłamią wprawdzie więcej niŜ inne narody. wakarimasen". bowiem w kontaktach z obcymi ta cecha japońskiego języka jest powodem wielu nieporozumień. naiwna „gaijinka". uŜywają eufemizmów tak grzecznych. Ŝe hai. znaczy równieŜ „nie". nie potrafiąc powiedzieć „nie". Zamiast prostego przeczenia. gdy wcześniej zastrzegła: „Teraz mówię na sposób zachodni". nie rozumiem". moja o kilka lat młodsza siostra zwracałaby się do mnie niekiedy „szacowna starsza siostro". NajbliŜsze naszemu bezpośredniemu „nie" są dwa japońskie gesty odmowy: pierwszy to wachlujący ruch dłoni uniesionej na wysokość podbródka. Ŝe pozwalają biednemu „gaijinowi" na optymistyczną ich interpretację.ostrzegł na jakimś spotkaniu przywódcę Rosji Borysa Jelcyna. Hai w takim przypadku nie jest potwierdzeniem. znaczy „nie". krąŜy mnóstwo anegdot. a ja nigdy. A więc: „W najbliŜszej przyszłości pozytywnie rozpatrzymy pani podanie o grant". ściśle wiąŜe się ze społeczną hierarchią. drugi to przedramiona skrzyŜowane na klatce piersiowej. potem opracowałyśmy metodę.

czyli wizytówek.Satoru. „Ng". UzaleŜnienie języka od statusu rozmówcy sprawia. Nie wiedząc. kim jest. przy którym siadywałam wpadając do ich biura w odwiedziny i gdzie trzeba było mówić po angielsku. Z uległego „japońskiego goździka" popiskującego jak ptaszek zmieniała się w kobietę o mocnym głosie. ale nigdy nie osiągnęłabym tego stopnia zaŜyłości z jej męŜem. Prawdopodobnie więc po jakichś dwudziestu latach zaczęłybyśmy na przykład z Mariko. która dla mnie byłaby wówczas raczej Koizumi-san. który jest szefem korporacji. wymaga zupełnie innych form grzecznościowych niŜ pan Yamasaki pracujący jako listonosz. właściwe jest dodanie do swojego nazwiska grupy przynaleŜności. 30 czy moŜe aŜ 45 stopni? Dlatego Japończycy po prostu nie odzywają się do obcych i dlatego w chwili prezentacji tak wnikliwie oglądają wizytówkę właśnie przedstawionej sobie osoby. 15. które mnie interesowały. a uŜywanie imienia zarezerwowane jest dla relacji rodzinnych. Jedynym człowiekiem. i zadawali mi bezpośrednie pytania. a nieproszona na ogół bym się nie odzywała. Nieraz rozmawialiśmy z Satoru o uczuciu transgresji. ani poruszyć połowy tematów. Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane. tak jak oni to robią. by zacząć rozmowę z zupełnie obcą osobą. Konieczność komunikowania się ze mną po angielsku zmieniała moich japońskich przyjaciół w innych łudzi: ludzi.co za 246 tym idzie . Przedmiotem mojej fascynacji była teŜ za kaŜdym razem Chizuko. która pokonując dwa metry między biurkiem Satoru (czyli językiem japońskim) a stolikiem. traktowałaby z kolei Chizuko. zwracać się do siebie po imieniu. byśmy kogoś w końcu zapytały. i tak postępują Japończycy od małego wychowywani na ludzi powściągliwych w nawiązywaniu kontaktów. do jakiej grupy naleŜy i jaką w niej pełni funkcję. kobietą o zbliŜonym statusie społecznym i wieku. jest policjant. którego wypada zapytać o drogę. jakie stanowiły codzienną treść naszych rozmów. Przedstawiając się Japończykom. Pan Yamasaki. jakie słyszałam od Mariko w odpowiedzi na sugestię. w ich języku nie ma zwrotu odpowiedniego. Ŝe zanim dojdzie do rytuału wymiany meishi. Jak pisze wspomniana juŜ Mori. W ten sposób mnie. czas na lunch". a gospodyni domowa inaczej przywita listonosza niŜ jej mąŜ lekarz.jak głęboko mu się ukłonić: pod kątem 5. Nie mogłabym równieŜ zadać mu większości pytań. jak się poprawnie zwrócić do drugiego człowieka i . było „ng" znaczącym: „nie". jakie w ich języku byłyby niedopuszczalne i niegrzeczne. I w Ŝadnym wypadku nie proponowałabym pierwsza wspólnego lunchu! W ogóle raczej byśmy razem nie jadali. Przemawiając do niego. zamiast w ulewnym deszczu błądzić po całej Kugaharze. ale ułatwiający mu nawiązanie kontaktu z „gaijinką". jako swoją przełoŜoną. nie wiadomo. szukając drogi. bo to jego praca. a nie nazwiska. gdzie jest Muzeum Shówa. uŜywałabym wyłącznie nazwiska i tytułu sensei. „panią Koizumi" niŜ „panią Chizuko". profesor. Japończycy zwracają się do siebie po nazwisku lub funkcji. „Jestem X z Polskiej Akademii Nauk" brzmi o wiele grzeczniej i właściwiej niŜ „jestem X". pozbawiony pewnie finezji japońszczyzny. intymnych lub bardzo bliskich przyjaźni. bo szef największej nawet korporacji zawsze ukłoni się głębiej swojemu dawnemu nauczycielowi. jakie towarzyszy zmianie jego ojczystego języka honoryfikatorów i eufemizmów na bezpośredni angielski. ulegała niezwykłej transformacji. Dlatego Japończycy. komunikacja z obcym jest w Japonii utrudniona do granic moŜliwości. w krajach Zachodu mówi . uŜywając nawet jego zdrobnionej wersji. którzy od pierwszego dnia uŜywali mojego imienia. wolą raczej kontynuować metodę prób i błędów niŜ zaczepić przechodnia.

ZauwaŜyłam. Ŝe podróŜ metrem to najlepsza metafora tokijskiej rzeczywistości: fizyczna bliskość innych ciał. a co dopiero w metrze. jaką był dwór Heian.przynajmniej . ani w późniejszych dziejach pasja logofilska. Zamknięci w pełnym dystansu języku piętrowych uprzejmości i subtelnych honoryfikatorów Japończycy w miejscach publicznych milczą. czego nigdy nie robię nawet w mię-dzykontynentalnych samolotach. które dotykają się i ocierają. ani nawet spojrzeć im w twarz. które śpią tuŜ obok nas. Geneza współczesnego japońskiego równieŜ opiera się na dwóch historiach: męskiej i kobiecej. hiragana jest dziełem kobiet z okresu Heian (794-1185). MoŜna więc być raczej pewnym. ale dotyczy to wyłącznie mowy kobiet. jeśli nie zdrowia czy Ŝycia. co sprawia. jakim nigdy nie będzie musiał mówić jej brat i vice versa. Okres Heian.przyłapując jego szybko odwracający się wzrok odbity w szybie pędzącego pociągu. by nie rozmawiały z nieznajomymi. która tak nas uderza w głosie japońskich kobiet. niezobowiązującą pogawędkę z obcym tokijczykiem. jak wspominałam. wciąŜ niezwykłe. dźwięk tej. Ŝe tokijczycy mogą czuć się tak bezpiecznie. gdy w otoczonej z trzech stron wzgórzami kotlinie załoŜono nową stolicę przeniesioną tu z Nary. sprzeczne z moim wyobraŜeniem intymności. podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie. przypomina raczej karabin maszynowy.się dzieciom. Podczas gdy katakana. znamy jako Kioto. czyniąc je dziełem sztuki doprowadzonym do perfekcji. Dziś Japończycy myślą o niej z nostalgią porównywalną do tej. Spanie obok kogoś zupełnie obcego jest z mojej perspektywy nieprzyjemne. czas bogactwa. niŜ się do niego z własnej woli odezwie. Era Heian zaczęła się. po drugie. którą posługują się męŜczyźni. Z jednej strony to wspaniale. choć zwyczaj nie pozwala ani odezwać się do nich. Nazwano ją Heian-kyó: Stolicą Pokoju i Świetności. gdzie kaŜdej czynności. które ogarnęła wówczas nieznana ani we wcześniejszych. bowiem męŜczyźni . zasada nienaruszania prywatności drugiego człowieka jest rzeczą świętą. jaką Zachód Ŝywi na przykład dla czasów króla Artura. kaŜdemu gestowi nadawano wartość estetyczną. czytają. bo to niebezpieczne. 247 Do tej ostatniej czynności od początku miałam ambiwalentny stosunek. jest wyraźnie zróŜnicowany ze względu na płeć. Mori pisze. Japoński język nazywa się czasem „włoskim Azji". Po pierwsze. a nagła językowa intruzja niewybaczalna. Ŝycie polegało na celebracji codzienności. Japoński. W tamtejszym metrze Japończyk prędzej zaśnie z głową na ramieniu „gaijina". a dziś to miasto. Język kobiecy/język męski Wysoka intonacja. Na estetyzacji Ŝycia mogły skupić się przede wszystkim kobiety. Z drugiej strony sen to czynność bardzo intymna. W enklawie wyrafinowanego piękna. coś. pokoju i wyrafinowanego lenistwa. esemesują lub śpią. Ŝe spojrzeć w oczy tokijczykowi moŜna w metrze tylko w ten „okręŜny" sposób . Ŝe dziewczynka (istota o innym statusie) uczy się w istocie języka. bo to niegrzeczne. ale jednocześnie nie ma co liczyć na przyjazną. w Japonii. jest jednym z przejawów strukturalnej róŜnicy w języku wyznaczającym kobiecie i męŜczyźnie odmienne miejsce. z wyŜej opisanych powodów niełatwo zagadać do obcego. bo zaśnięcie na przykład w nowojorskim metrze grozi utratą torebki. stworzyli buddyjscy mnisi. Ŝe siedząca obok nas w pociągu kobieta nie opowie nam ze szczegółami o niedawnej operacji jelita grubego. był najwspanialszą 248 epoką w historii Japonii.

było godnym pozazdroszczenia pasmem zabaw literackich i miłosnych. urządzali konkursy poetyckie i radzili się wróŜbitów. Mimo iŜ kobiety w okresie Heian mogły się uczyć. aby przy rękawach (najdłuŜsze sięgały ziemi) i przy dekolcie na karku widoczne były kolory wszystkich warstw dobrane według skomplikowanego kodeksu estetycznego związanego z porami roku. wpadły na ten sam pomysł. których autorzy mogli nigdy wcześniej nie widzieć swoich twarzy. kobiecych kształtach . To zaś. zaczęły opisywać to. a córki rodu Ŝeniono z marionetkowymi cesarzami. kobiety robiły to raczej w sekrecie. Być moŜe teŜ dama uchyliła wcześniej rąbka tąjem250 nicy. W obu sferach uŜywano języka chińskiego. które cieszyły się wówczas nieznaną wcześniej swobodą i przywilejami. Romansowano wówczas bez ograniczeń i poczucia winy. drugi alfabet fonetyczny złoŜony ze znaków o miękkich i krągłych. Naprawdę władzę sprawowali męscy przedstawiciele klanu Fujiwara. rozczulali się nad pięknem padającego śniegu. Miłość -jeśli akurat nie uprawiana . by wspólnie z nimi pisać poematy. Studiując chińskie znaki. gdy miłosne słowa trafiały na podatny grunt. i wykształceni męŜczyźni chwytali za pióro. wyrzucone poza nawias oficjalnego języka. mimo iŜ nie uwaŜano tego za zajęcie właściwe dla damy.nazywano je onnade. współgrających z daną porą roku.od czasu do czasu . Za prawdziwie szlachetną literaturę uwaŜano tę w języku chińskim.była opisywana. Romans w owym czasie zaczynał się i kończył tekstem miłosnym: listem napisanym na perfumowanym papierze lub wachlarzu ozdobionym kwiatami. dobierali zapachy kadzidełek do „zapachowej ceremonii". męskim językiem. 249 omawiać miłosne afery dworskich dostojników i prowadzić dysputy na temat kolorów strojów. co istniało poza nawiasem sfery publicznej: codzienne Ŝycie. Dlatego Heian nieraz nazywa się „wiekiem kobiet". a miłość doprowadzona do rangi sztuki stanowiła jedno z głównych zajęć. Dobrze . pokazując przyszłemu kochankowi skrawek szaty. Rządząca Japonią w owym czasie rodzina Fujiwara wprowadziła dziedziczenie po linii Ŝeńskiej. Arystokraci i damy Heian uprawiali więc miłość. Tak powstała hiragana. Podczas gdy panowie jawnie zgłębiali tajemnice chińskiego zwanego otokomoji. którym zwyczajowo mogli posługiwać się tylko męŜczyźni. pozbawione władzy politycznej. kontemplowali księŜyc. Tak czy inaczej. kochankowie spotykali się w ciemnej sypialni damy. a kolejne cesarzowe. spoŜywając odpowiednie do tej wzniosłej czynności potrawy. podziwiali jesienne liście lub wiosenne kwiaty. co w okresie Heian arystokraci rozumieli przez „codzienne Ŝycie". powaŜanym jak w europejskim średniowieczu łacina. otaczały się kręgiem pięknych i utalentowanych dam z wpływowych rodzin. Najpierw następowała wymiana takich miłosnych listów. co wcześniej mnisi i zaczęły zapisywać kanji w uproszczonej formie. z których kaŜda kolejna była nieco krótsza niŜ poprzednia tak.musieli oddać się bardziej trywialnym obowiązkom administracyjnym. kobiecym pismem czy dosłownie „kobiecą dłonią". zyskując uznanie z powodu szczególnie trafnej metafory pasującej do barwy i zapachu papieru. A szata to była nie byle jaka: kobiety Heian nosiły pod wierzchnim okryciem dwanaście jedwabnych halek. stanowiska rządowe i uniwersytety były jednak przed nimi zamknięte. Edukacja męŜczyzn i kobiet w owym czasie względnej równości róŜniła się zatem w sposób znaczący. znając się zazwyczaj jedynie „ze słyszenia". W ten sposób kobiety. by pisać poematy w kanji.

który waŜył około dwudziestu kilogramów. pisała. Kobiety nigdy juŜ nie miały takiej wolności ani nie stworzyły porównywalnie wspaniałych dzieł. której autorką była Murasaki Shikibu. męŜczyzna odtwarzający na scenie kobiece role. Upadek rządzącego w okresie Heian rodu Fujiwara zapoczątkował sześciowiekowe panowanie szogunów. iŜ wieść. usta w kolorze krwistej czerwieni i barwione na czarno zęby . które stworzyły hiragana. czyli słynnych Zeszytów spod poduszki (a raczej „spod zagłówka". pisane przez kobiety Heian teksty ewoluowały w nową formę literacką. kanji oznaczające „pannę młodą". NiezaleŜnie od statusu społecznego autorytet i władza były jednak po stronie języka zarezerwowanego dla męŜczyzny. i oboje mogli właściwie nigdy nie przyjrzeć się swoim twarzom. której mowa z kolei róŜniła się od tej uŜywanej przez córkę samuraja. zamiast których czoło zdobiły dwie duŜe szare kropki. Ŝe dama posiada piękny charakter pisma i biegła jest w sztuce układania zdań. Wizerunki kobiet. z krągłą twarzą o dziwnej geografii. co działo się poza dworem. lecz bardzo przy tym wojowniczych samurajów. a wojenne zawieruchy kolejnych wieków odebrały znaczenie kobietom i kulturę melancholijnych estetów zastąpiła kultura równieŜ nieco skłonnych do melancholii. składa się z dwóch elementów: „kobiety" i „domu". Podczas gdy chińskie wiersze męŜczyzn przepadły w niepamięci.dla naszych oczu wyglądają jak piękne i straszne demony. Yome. autorka Makura no Sóshi. z włosami spływającymi czarną kaskadą aŜ do stóp. tworzą dwa elementy . przetrwały do naszych czasów: kredowobiała twarz z wyskubanymi brwiami. Za pierwszą powieść w historii ludzkości uwaŜa się bowiem Genji Monogatari. zawsze ceniona w tym języku o wiele bardziej niŜ asertywność i bezpośredniość. zaprawionym szczyptą złośliwości. czynił ją wówczas bardziej poŜądanym obiektem męskiego pragnienia niŜ uroda. bo na zróŜnicowanie języków miały wpływ równieŜ inne czynniki niŜ płeć i wieśniaczka mówiła inaczej niŜ na przykład Ŝona kupca z Edo. Oczywiście wszystko to było bardziej skomplikowane. W tym samym mniej więcej czasie Ŝyła inna niezwykła postać. dama dworu cesarzowej. tsuma.kobiety. Okres Heian juŜ nie powtórzył się. pisała. Ideałem piękna stała się natura ujarzmiona. a podległość i sfera domu .„kobieta" i „ręka trzymająca . W Makura no Sóshi 251 z niedościgłym mistrzostwem i kobiecym wdziękiem. bo dama nie sypiała wówczas z głową na poduszce. w przypadku mowy kobiet podlegała nieustannej sublimacji. Opowieść o księciu Genji. Nie dziwi zatem. jeśli romans kończył się szybko. Subtelna grzeczność. ceremonii herbacianej i teatru kabuki. by napisać odpowiedni poemat. a w jej miejsce narodziła się kultura zen. a płciowa róŜnica w języku japońskim pogłębiała się. które ponoć nie przepadały za sobą w rzeczywistości. ani nie interesując się specjalnie tym. Kochano więc i pisano ani nie mając pojęcia. gdzie Ŝycie tak zwanych zwykłych ludzi dalekie było od idylli. Fikcyjne spotkanie obu dam. Dama Heian w wielowarstwowym kostiumie. lecz na twardym podwyŜszeniu). nieco starsza od Murasaki Sei Shónagon. Kobiety straciły przywileje. Sei Shónagon opisała romansowe Ŝycie estetów i estetek na dworze Heian. jedno z kanji oznaczających „Ŝonę". sztuka pisania listów miłosnych przestała być traktowana jako najwaŜniejsza rzecz w Ŝyciu. czas wojen i podbojów. a kwintesencją kobiecego wdzięku onnagata. w piękny sposób opisuje Lisa Dalby w Opowieści Murasaki.wychowany kochanek musiał opuścić ją przed świtem. siedziała przy niskim stoliczku i pisała.

takw języku japońskim osoby o podobnych poglądach dopatrują się cech wskazujących na jego absolutną unikalność (związaną oczywiście z unikalnością mówiących nim ludzi). Satoru opowiadał mi. gdy mówi o swojej Ŝonie. Ŝe „wielce szacowny małŜonek dokonał szacownego obudzenia się". Ŝe między Japończykami a „gaiji-nami" istnieją zasadnicze i nieredukowalne róŜnice. Niektórzy zwolennicy ideologii Nihonjin-ron wierzą więc. a inni Ŝywią przekonanie o odmienności budowy i funkcjonowania japońskiego mózgu. . zdecydowane i mniej formalne. melodyjnym świergotem. Ŝe ich miejsce w strukturze jest odmienne. a jej kolega po prostu na „drugie piętro". W tradycyjnym japońskim języku męŜczyzna powiedziałby zatem o swojej Ŝonie: „Obudziła się". Ŝe językiem męskim i kobiecym w wyjątkowo wyrafinowanej formie posługiwali się do końca Ŝycia jego rodzice.ale nadal istnieją. 252 zwykła szczególnie często i z upodobaniem uŜywać męskiego języka. zwana z racji swego złego charakteru „mniszką .szczotkę". a właściwie dwa „płciowe dialekty": męski język władzy i kobiecy język podległości. której wyznawcy uwaŜają. Jedna z krewnych autorki. podkreślając męskocentryczny charakter japońskiego społeczeństwa. urzędniczka w banku Spotkanie zaprosi klientów na „szacowne drugie piętro". Upraszczając: kobiety częściej uŜywają rzeczowników i czasowników z honoryfikatorami.to sformułowanie często otwierało zdanie. którzy są przekonani.gardłowe. uŜywała wówczas formy „ja" przysługującej męŜczyźnie. a męskie .dziś zanikające juŜ -gusai znaczące „głupia Ŝona". Słowa uŜywane przez męŜa. japoński język jest przykładem potwierdzającym tę tezę. Kobieta i męŜczyzna w inny sposób mówią „ja".szogun". Ŝe japońskie kiszki są o wiele dłuŜsze niŜ zachodnie i przystosowane tylko do japońskiej diety. zdarzało się powiedzieć nawet osobom na ogół bardzo krytycznym. Wiara w wyjątkowość Japończyków to podstawa wspomnianej juŜ tu ideologiiNihonjin-ron. RóŜnice te nie są juŜ wprawdzie tak drastyczne w młodym pokoleniu Japończyków . gdy rozmawiała z osobami o duŜo niŜszym statusie. Tak jak japoński ryŜ wielu uwaŜa za najbielszy i najsmaczniejszy pod słońcem. Do tego dochodzi wspominana juŜ tu przeze mnie odmienność intonacji. Japończycy z samurajskich rodów. Japoński mózg „My. urodzeni i wychowani przed drugą wojną światową. Ciekawy przykład uŜywania języka jako medium władzy opisuje wspomniana Yamakawa w opowieści o Ŝyciu codziennym kobiet z klasy samurajskiej okresie Edo. czyli „osoba wewnątrz domu" albo . ucząc się od wczesnego dzieciństwa.którzy na przykład zamiast zróŜnicowanych w zaleŜności od kontekstu japońskich określeń na Ŝonę często nazywają ją dziś po prostu waifu (od ang. „My. Japończycy". Kobiecy język wiąŜe się równieŜ z koniecznością uŜywania odpowiednich form grzecznościowych. Do dziś w Japonii są dwa sposoby posługiwania się językiem. wije) . Dla tych. Ŝe mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni mają pewne cechy godne pozazdroszczenia lub chociaŜ wyjątkowe. które mogło być na przykład odpowiedzią na jedno z moich pytań. podczas gdy męŜczyźni stosują je w formie podstawowej. która w przypadku kobiety jest wysokim. zdystansowanym i świadomym niuansów swojej kultury. podczas gdy ona oświadczyłaby. Japończycy" . kobiece formy „ja" są mniej bezpośrednie i miękkie. to kanai.

ale Akimi to zupełny wyjątek. podczas gdy mózg japoński odbiera oba rodzaje wraŜeń tą samą. jak argumentuje Tsunoda. okazało się.Japończycy zwykle starają się jakoś wytłumaczyć cudzoziemcom tę kłopotliwą dla nich przypadłość. ma swoje odzwierciedlenie w japońskim języku. hotele. Ŝe ja znam dwadzieścia kilka liter. cudzoziemcy zdani są często tylko na siebie. których jest mnóstwo. mając moŜność wyraŜenia ich w sposób perfekcyjny. Dzieje się tak dlatego. ciekawsza. ani nie potrafią oddać emocjonalnej głębi uczuć w tak doskonałych słowach. co emocjonalne . jak przekonuje autor. ale świadomość. odpowiada lewa półkula.Temu popularnemu przesądowi bogatą pseudonaukową oprawę dał profesor Tsunoda Tadanobu. Akimi. ale na ogół nie potrafią porozumieć się w tym języku. Wśród róŜnych hipotez najbardziej przekonująca wydaje mi się ta. kilkunastoletni syn Mariko. bardziej godna uwagi? Ewentualne poczucie niŜszości wobec „japońskiego mózgu" i języka znikało jednak. Gdy po kilku spotkaniach w końcu przemówił. gdy tylko zwracałam wzrok w jego stronę. uparcie milczał w moim towarzystwie. co w Japonii. Mimo pozorów internacjonalizacji. Ŝe porozumiewa się zupełnie swobodnie. Japończycy uczą się angielskiego obowiązkowo przez dwanaście lat w szkołach. szemraniu strumienia czy śpiewowi cykad. Na ulicach Tokio szanse na przypadkowe znalezienie anglojęzycznego Japończyka są niewielkie. które spędziło rok na kursie angielskiego w Londynie. „Japończycy mówią po japońsku". lewą półkulą. w mózgach ludzi Zachodu za to. a oni dwa tysiące znaków. Na przykład na mapkach . a za to. czerwieniejąc i blednąc na zmianę. Jego zdaniem. Nigdy nie zdobyłam pewności. 254 Unikalność japońskiego mózgu. co w przypadku próby przyswojenia obcego języka jest wyjątkowo złą metodą. tym zdaniem otworzył wykład profesor przemawiający do zagranicznych stypendystów Monbushó i nie Ŝartował . autor bestselleru Japoński mózg. Tokio w wielu aspektach nie jest miastem międzynarodowym. to jak porównać świat wyraŜony w dwóch tak odmiennych systemach językowych? Czy mówiąc na przykład o róŜy. mówi w jakimkolwiek innym języku niŜ ojczysty. ja i Mariko mamy na myśli taki sam kwiat? Jakie jest „imię róŜy" w kanjil Czy rzeczywistość opisana w kilku tysiącach kanji nie jest przypadkiem piękniejsza. jaki jest stosunek moich wykształconych japońskich znajomych do koncepcji profesora Tsunody. W miejscach. śliczny młodzieniec obdarzony wysokim wzrostem i szlachetnymi rysami. Pewnie nieśmiałość Japończyków w kontaktach z obcymi teŜ ma tu coś do rzeczy. Stąd. takich jak wielkie stacje kolejowe. gdy próbowałam porozumieć się w Tokio po angielsku. której nie ma Ŝaden inny język świata. co racjonalne. dziecko rodziny intelektualistów. Według Tsunody język japoński bliŜszy jest niŜ inne mowie natury. muzea i świątynie. mnie samej wydawała się czasem niepokojąca. Być moŜe jeszcze tylko w USA i Wielkiej Brytanii równie mało ludzi. ludzie Zachodu nie są ani tak wraŜliwi na piękno natury jak Japończycy.prawa. która wini japoński system eduka255 cji nastawiony na pamięciowe wkuwanie. Ŝe język japoński posiada szczególną właściwość mimetycznego przedstawiania rzeczywistości. dokształcają na kursach. niepewność własnych umiejętności i lęk przed ośmieszeniem stanowią dodatkową blokadę. Nawet jeśli mózgi mamy z grubsza takie same (Ŝe jest inaczej nie przekonał mnie profesor Tsunoda).

„Bukusutoru". który w swoich levisach we wzorek udający chlapnięcia białej farby i z fanatazyjnie postrzępioną fryzurą na jeŜozwieŜa. jakby z japońskiego przetłumaczyła ją osoba mówiąca tylko w suahili. .. nawet jeśli będzie wyglądała tak. za pomocą których Japończycy wyraŜają emocje. czy mówi po angielsku. na którym moŜesz sobie usiąść i poczekać na olśnienie. powtarzając bukusutoru. Ŝe ciągle masz swoje zachodnie przerośnięte „ja". ja z moim obcesowym pytaniem 257 . a jego oczy krzyczały niemo: „Gaijinka!!!. wydając teŜ przy tym inne dźwięki. jednej z najszacowniejszych uczelni Japonii. Do Japonii przyjeŜdŜa co roku tylko około pięciu milionów turystów i wydaje się. gaijinka mówi do mnie w obcym języku!!! Co robić!?!" Bookstore"?. których przestrzegania wymaga się w Japonii bardzo powaŜnie i bez Ŝadnej taryfy ulgowej. podrapał się po mistrzowsko ostrzyŜonej głowie i zaczął dreptać dookoła. co po pewnym czasie nie jest aŜ tak trudne w Tokio. druga . „Bu-ku-su-to-ru".segregowania śmieci.koło stacji kolejowych po angielsku napisane jest zazwyczaj tylko You are here tu jesteś. łączącą zdumienie i zakłopotanie. gdzie księgarnia się mieści i którego w realnej przestrzeni miasta nie mogłam znaleźć. aŜ delikatnie wyciągnęłam mu moją własność z dłoni i wycofałam. Ido". powtarzał i robił kolejne kilka kroków. wyjaśniających detale związane z czymś. towarzyszyło jedno jedyne zdanie po angielsku mówiące. W obu przypadkach moŜna być pewnym informacji po angielsku. Ŝe nie warto dla nich się starać. „Yes. Pierwsza dotyczy ściągania butów. chrumknięcia i pomruki. wyglądał mi na studenta wydziału humanistycznego. gdzie napis: You are here i wielka czerwona strzałka dadzą ci tak potrzebną do przeŜycia pewność. Przestraszony człowiek wziął do ręki mój atlas. stalibyśmy tam nie wiadomo jak długo jeszcze. które w ciągu ułamka sekundy rozkwitły w pełnię przeraŜenia. powtórzyłam łagodnie. Podejrzenie było tym bardziej prawdopodobne. Ŝe Japończycy wychodzą z załoŜenia. Na przykład na wystawie poświęconej historii herbaty długiemu opisowi pełnemu dat i nazwisk. wykrztusił na moje pytanie. co wyglądało jak stara zniszczona rama okienna. zawsze są na widoku. Resztę mapki opisano juŜ tylko po japońsku: jest tam staw chyba. ale w oczywisty sposób nie kojarzył go z niczym znajomym.. Mimo zupełnego braku porozumienia Japończyk usiłował mi pomóc tak długo. Tylko dwie instrukcje dotyczące 256 zwyczajów. Ŝe oto patrzymy na „przyrząd do ceremonii herbacianej" o nazwie „Wiatr w sosnach". więc naprawdę lepiej sobie posiedź tam. Ŝe to ty. Podstawowe informacje po angielsku są zwykle kilka razy krótsze niŜ zamieszczone obok japońskie. ale do dziś pamiętam zagadniętego przeze mnie o drogę do księgarni miłego człowieka płci męskiej. Ŝe spacerowałam w malowniczych okolicach uniwersytetu Waseda. bo niebieski. Gdybym tego nie zrobiła. Nieopatrzne zwrócenie się o pomoc doprowadziło do jednej z tych niezręcznych sytuacji. i labirynt marsjańskich ulic bez nazw. się nie przestając dziękować. czyli angielskie słowo bookstore w japońskiej wymowie. jakich potem będę unikać jak ognia. między znakiem złoŜonym z trzech pogiętych kresek i małego telewizorka a znakiem przypominającym składany stołeczek. świsty. mówił i robił parę kroków. Zagadnięty męŜczyzna zrobił najpierw charakterystyczną minę. „gaijinie".bookstore? i pokazałam zaznaczony na planie Tokio krzyŜyk. Szybko nauczyłam się radzić sobie sama.

a zagadnięty przeze mnie człowiek zaczynał coś długo mówić w swoim języku. Japończycy nie zachowują się w ten sposób i nawet jeśli zagadnięty męŜczyzna klął w duchu. kaŜda rozmowa była koszmarem. Gdy poproszony o pomoc Japończyk nie potrafi sprostać zadaniu. znaczyło. Ŝe student z uniwersytetu Waseda nieraz zetknął się ze słowem bookstore. Zanim lody między nami zostały na dobre przełamane. oczywiście pod czujnym okiem sensei. nauczyciela. Ŝe zamiast mówić. Ŝe pytający o drogę ma w istocie zamiar okraść go. Gdy Japończyk odpowiadał „okay" i uśmiechał się z ulgą. był miejscem oznaczonym dwiema kreskami. Jedną z takich metod jest skłanianie maluchów do przełamywania nieśmiałości i zaczepiania „gaijinów". Oprócz uczniów robiących to w ramach ćwiczeń. Jeśli zaś uciekłby bez słowa. nie rozumiejąc. Ŝe nie było widać rzymskiego napisu. Jeśli na przykład pociąg zatrzymywał się tak. by nauka angielskiego stała się efektywniejsza. czyli intensywna dociekliwość istoty pracowitej. Opowiadano mi. W zamian za udział w takiej rozmowie dostałam kiedyś od gromadki chichoczących uczennic trzy misterne zwierzątka origami. czuje się bardzo niezręcznie i będzie męczył się tak długo. pytającym głosem wymawiałam więc nazwę stacji. a japońska młodzieŜ opuszczała szkoły z rzeczywistą umiejętnością porozumiewania się w tym . czego od niego chcę. jedynie ci Japończycy. on z narzuconą mu powinnością. którzy jako tako znają . Chizuko przypominała sobie trzeci tryb warunkowy i wyszukiwała synonimy czasownika „iść". Ŝe metodyka nauczania angielskiego rzeczywiście pozostawia wiele do Ŝyczenia. przerosła go. krzyŜykiem i daszkiem albo grabiami wpisanymi w krzywy trójkąt. Ŝebym poszła do diabła razem ze swoim bukusutoru albo nauczyła się japońskiego. zmarszczone czoło. wyraŜającego zakłopotanie. i nieustannie sprawdzała słówka w podręcznym elektronicznym słowniczku. który nie potrafiłby lub nie miał ochoty udzielić cudzoziemcowi informacji.po angielsku.chcemy czy nie . tylko słusznie obawiając się. na której chciałam wysiąść.to nie moja stacja. Ŝe trafiłam. zaczynając od słowa „eto". które notują w swoich zeszytach. ale niezbyt rozgarniętej. 258 była teŜ Chizuko. sprawa była jasna . dopóki nie zwolni się go z tego przykrego obowiązku. przygryziona warga. przystanek nie miał dla mnie nazwy. Ubrani w mundurki i bardzo przejęci podchodzą do turystów w Asakusie i zadają im proste pytania po angielsku. naśladując minę słodkich postaci z komiksów manga: przekrzywiona głowa. gdy jednak normalny dla japońskiej twarzy wyraz zaambarasowania pogłębiał się. zgwałcić lub nawet zabić. nieodmiennie doczepione było słówko maybe. które w końcu wypływało z jej ust. z której próbował się wywiązać. prawdopodobnie w ogóle nie ten pociąg i nie dogadamy się. i wznosząc głos dodawałam na końcu błagalne: Okay? Na przykład: „Nishi-Shinjuku? Okay?". Być moŜe bez niego zdania wydawały się Chizuko zbyt bezpośrednie i przez to niegrzeczne. nie wahałby się poinformować go o tym i to niekoniecznie w grzecznych słowach. Ŝe podejmowane są róŜne próby. Sądzę. to nie z nieśmiałości. Dowodem na to. Po tym doświadczeniu ograniczałam próby zasięgnięcia informacji od obcych tokijczyków do minimum. ale społeczna sytuacja. w której mógł z tego zrobić uŜytek. bo podczas gdy ja czekałam na prostą odpowiedź. zwracając twarz ku najbliŜszemu sąsiadowi. Jej przesadna troska o poprawność sprawiała. a do ostatniego słowa misternego zdania po angielsku. by udzielić mi prostej informacji. układając w myśli angielskie zdanie. szeptała najpierw do siebie. pytałam. Nowojorczyk. nie powiedział mi.przydatnym języku. Nie potrafił wykorzystać wykutej na pamięć szkolnej wiedzy do tego.

ani w katakana „1" i „f" w ogóle nie ma. zapytał: „May I help you?" i rzeczywiście pomógł. Angielski przyprawiony wasabi Fakt. W wymowie słów japońskich dźwięk zapisywany w alfabecie rzymskim jako „h" jest tak naprawdę czymś pośrednim między „h" i „f". by nie rzec przyziemność. została w mojej pamięci. czyli kolor . czyli hamburger. Na szczególne uŜycie angielskiego przez Japończyków ma wpływ jeszcze jeden czynnik. odnosi się do office lady. w którym jeszcze wówczas nie umiałam kupić właściwego biletu (dla wyjaśnienia: automat był oznakowany oczywiście wyłącznie po japońsku i nawet mówił po japońsku. jeszcze inne to niby angielskie rzeczowniki i czasowniki. bo językoznawcy twierdzą. Po pierwsze. Ŝe przy wypowiadaniu angielskich słów z japońskich ust wydobywa się ono jako coś bliskiego „h".angielski. albo terebi. nie słysząc róŜnicy między tymi . jest nimi nafaszerowany do granic moŜliwości. Jest i to bardzo wyraźnie . znaczy „podnieść ceny". Ŝe język Szekspira nie jest obecny w ich codziennym Ŝyciu. iŜ Japończycy mają problem z porozumiewaniem się po angielsku. szczypiącego wasabi. Z „r" i „1" sprawa ma się podobnie i stąd bierze się jeszcze więcej zabawnych nieporozumień. Obserwując moje zmagania z automatem. sami oferują pomoc widząc zagubionego cudzoziemca. albo kara. chociaŜ niestety . czyli . Ŝe jego japoński przyjaciel 260 przy szczególnie burzliwych dyskusjach radził mu: „Hack you" zamiast „Fuckyou". młodej pracownicy biurowej o niskim statusie i głównie ozdobnej funkcji. Ŝe przyprawiony na sposób japoński niczym sernik o smaku zielonej herbaty albo lody waniliowe z dodatkiem świeŜutkiego. Ta ostatnia grupa świadczy o duŜej inwencji i . którego nie mogą zadać obcemu w swoim języku pełnym piętrowych grzeczności i dystansu. pojawił się koło mnie na stacji Ishikawa-dai emerytowany nauczyciel angielskiego. angielskiego sprawiła.pojawiają się w zastępstwie starych dobrych słów japońskich. by zaprowadzić mnie pod pomnik Hachikó. Na początku mojego pobytu w Japonii. czyli cost up. a tajemniczy skrót OL. gdzie ze swadą prawdziwego przewodnika opowiedział mi 259 historię wiernego pieska. pytają. Była to moja pierwsza wyprawa na Shibuya. czyli rozmiar. bowiem Japończycy. Brak dźwięku „f" sprawia.nigdy więcej juŜ go nie spotkałam. Niektóre z nich słuŜą jako nazwy takich rzeczy nieznanych w dawnej Japonii jak ham-baga. Reid pisze. OtóŜ w japońskim nie rozróŜnia się dźwięku spółgłosek „r" i „l' oraz „h" i „f".sekkusu. ale moŜe zmyślał. a on towarzyszył mi do końca i wysiadł tylko po to. gdy nacisnęło się jakiś przycisk). które tak naprawdę są madę in Japan i w oryginalnym angielskim w ogóle nie występują. nie znaczy. Bezpośredniość. Ŝe uŜywa się go takŜe mówiąc na przykład o sferze seksu. przy czym ani w hiragana. współczesny japoński aŜ puchnie od anglicyzmów. ciesząc się być moŜe przyjazną bezpośredniością tego pytania.na przykład costo-apu. W Japonii takie cuda zdarzają się jednak rzadko. Ŝe Japończycy niezwykle rzadko przeklinają. drobna postać starego nauczyciela z laseczką i w kapelusiku jak z przedwojennych filmów. Miła. czyli telewizor. bliŜszym jednak temu pierwszemu (góra znana nam jako Fuji to zatem w japońskiej wersji raczej HudŜi). wymawiany oeru.seizu. Inne angielskie słowa .z tym. „May I help ? ou?". niczym dobry miły duch.

w menu restauracji surowa (raw) wołowina raz była prawną (law). informował napis na opakowaniu tanich długopisów. Od tej pamiętnej ulotki uległam popularnej wśród „gaijinów" pasji kolekcjonowania co smakowit-szych przykładów w Japlish. Na początku kaŜdą taką ulotkę pokazywałam moim japońskim znajomym. napisane było na aktówce powaŜnie wyglądającego biznesmena jadącego metrem i z pewnością nie chodziło o publiczną demonstrację jego zamiłowania do campu. Let each man do his bestforyour sińce 1994. Let's camp together!. nawet gdyby uŜywało się ich „nonszalancko". W Tokio moŜna je znaleźć dosłownie wszędzie: na ubraniach.często uŜywanymi spółgłoskami. bardzo w Japonii popularny i całkiem smaczny. bo cóŜ moŜe być lepsze na tokijski upał niŜ orzeźwiający Pocari Pot? MoŜna sobie wyobrazić. którzy dzięki temu „uśmiechną się do ich delikatnych w dotyku wisienek". ulotkach reklamowych i billboardach. Niegramatyczny i raczej bezsensowny. mówiła informacja na papeterii ozdobionej rysunkami wisienek.sernik o smaku zielonej herbaty. Japlish. Słynny juŜ wśród „gaijinów" napój Pocari Sweat. kusił nas swoimi reklamami. angielski napis spełniał funkcję chwytu reklamowego. zwanym niekiedy Engrish. które poci się obficie. Letter is a happy friendly messagel. craft. Thank you for your much buyingthis wonderful fresh bread. oznajmiało niewinnie opakowanie chusteczek higienicznych. choć nie do końca przypadkowy. a szyld stoiska ze sztuką ludową (folk) w Kamakurze zachęcał do kupowania/orA. w jednym rogu ulotki narysowano pieska. w drugim kotka. His dream soft cherry touch. Agile challenge foryour bravefinger. Happily enjoyyour life! Sometimesyou do it nonchalantely with lovely color like blue sky. jaką mieszkańcom oferowała pobliska świątynia buddyjska. Lavatoly głosił napis na toalecie w japońskim pensjonacie na półwyspie Izu. które ją kupowały. opakowaniach artykułów spoŜywczych i chemicznych. Your pet happy heart forever for dogs and cat. a kiedy indziej niską (Iow) wołowiną i to dlatego bohaterka filmu Między słowami nalegała: „Lwij moje pończochy" (leap zamiast reap) w niezbyt udanej zresztą scenie. Ŝe niezrozumiała dla mnie „reszta" była informacją o posłudze religijnej dla zmarłych zwierząt domowych. ignorują ją przy zapisywaniu angielskich słów. dzieł „sztuki widełcowej". kartach dań w restauracjach. mogły napisać do przyjaciół „w wiśniowym nastroju". Dziewczęta. przeczytałam po jednej stronie papierowej torby z piekarni babci . jego podobieństwo do oryginału jest jednocześnie oczywiste i bardzo dalekie. mającego przyciągnąć uwagę ewentualnych klientów. co wszystko razem brzmiało mi dość nieprzyzwoicie. torebkach i plecakach. Smile to your friend in cherry mood. dzięki czemu dowiadywałam się na przykład o moŜliwości powiększenia biustu w promocyjnej cenie (czyli bustu-apu). na sprzęcie elektronicznym i turystycznym. He will smile back atyour cherry. które od tej pory nazywaliśmy „flaczkami z kotka". Tissue from kitten!. We little cherry dream. pan czytający akurat gazetę pełną roznegliŜowanych pań. pewnie poczułby się uraŜony takim podejrzeniem. Ŝe pocari to małe. przeczytałam któregoś razu na ulotce znalezionej w skrzynce pocztowej. których pospolity wygląd nie budził lęku przed „aktywnym wyzwaniem dla twojego odwaŜnego palca". otwarciu nowego pola golfowego na dachu pobliskiego szpitala albo spotkaniu dla pań chcących schudnąć. co więcej. ulicznych automatach z napojami i papierosami. przypomina UFO . Oprócz tego enigmatycznego zdania. reszta była po japońsku. Tym razem okazało się. angielski przyprawiony po japońsku. prosząc o przetłumaczenie. pomarszczone zwierzątko o wielkich uszach.

Korespondenci potęŜnych gazet i dyplomaci. gdy dotyczą one ich mowy. a chleb okazał się . Now we will sendyou the real taste ofthe baked bread appreciated for a long time. Gdybym była Japonką. śarty z języka innego narodu są oczywiście mało wyrafinowaną rozrywką. Nurse and Strawbery. gdzie publikują swoje kolekcje. nie udało mi się dowiedzieć. Do moich „znalezisk" naleŜy: Swinging Pussy (na T-shircie młodej mamy z eleganckiej dzielnicy Den'en-Chófu). gdzie czas płynął tak happy ? ?????. Ich wyrafinowany urok dostępny jest jednak tylko dla tych cudzoziemców. jak na przykład róŜowe tostery My Sweet Bread Toster albo uchwyty na papier toaletowy Your Friendly. by istniała. Kim jest Siostra Truskawka. kto znajdzie najlepszy przykład koszulkowego Japlish. W prze263 ciwieństwie na przykład do moich rodaków. Ŝe nie lubią oni dowcipów językowych. 262 którą podano mi wraz z tiramisu w rzeczywiście eleganckiej cukierni w Akasace. pewnie teŜ miałabym dość dowcipów na temat „r" i „1" typu: „Jak często Japończycy mają elekcję? Co lano". zachęcała duŜymi literami na pierwszej stronie dwujęzyczna gazetka wydawana w dzielnicy Meguro. i .jak się przekonałam idąc do rakugo z Satoru .Shinady. Japlish jest obowiązującym językiem stylu kawali i napisy w nim zdobią takie dzieła potęŜnej firmy Sanrio. ale nie sądzę. eat this savory elegant cakefor your happy ????? time. gdy zostawałam za bardzo w tyle). rodzaj japońskiego teatru. Cross-Legged Frog (na kurteczce Ŝwawej staruszki wspinającej się przede mną na Fuji i dodającej mi otuchy. którzy wybornie znają japoński. It is with friend. studenci z wymiany zagranicznej i artyści. With delicious for you. Let's it bread!. biegając w parku Senzoku Ike). Bye Pimple (na topie nastolatki w metrze) oraz Sexy Cowboy Goes Fast Since 1998 (na T-shircie wspominanego juŜ tu narzeczonego Barbie spod Hachikó). z którego po kilkakrotnym przestudiowaniu wiadomo tyle. Na przykład rakugo. Good mornig Nurse Strawbery!. którą często spotykałam. a Japończycy przejawiają duŜą wraŜliwość i najczęściej zupełny brak poczucia humoru. włączając te z erotycznym podtekstem. uŜycie języka angielskiego ogranicza się do naprawdę soczystych haseł. której uŜywałam do noszenia zakupów. było napisane z drugiej. We are surę you will enjoy this rich and authentic bread in your joyful life.na szczęście . Please. Przetłumaczony dowcip japoński tego typu przypomina angielskie streszczenie spektaklu kabuki. Ŝe nie czuło się przybywających kilogramów.zupełnie ginie w przekładzie. We madę delicious sweet for you. Największą frajdą są napisy w Japlish na ubraniach wyeksponowane na szczupłych klatkach piersiowych lub plecach Japonek i Japończyków. a zwłaszcza Japończykiem.całkiem „autentyczny". fizycy i kulturoznawcy licytują się nie od dziś. gdzie opowiada się dowcipy. opiera się w duŜej części właśnie na takiej formie komizmu. Ŝe japońskie gry językowe przybierają wyjątkowo skomplikowaną formę. Ŝe . z braku miejsca. Tu. Ŝarty autoironiczne nie są mocną stroną Japończyków. kusiła pięknie zdobiona papierowa serwetka. pasjonaci zakładają strony internetowe. a wieloznaczność kanji sprawia. Trudno się zresztą dziwić. Bye. napisano kolorowymi literami na płóciennej torbie ze sklepu z towarami po 100 jenów. Let's segregatel. cudownie dźwięczne Bloody YourDandelion (na dresowej bluzie Japonki. jak komik Dave Barry. pisarze powaŜni i zupełnie niepowaŜni. ale nie znaczy to. Dick in Blue (na torsie melancholijnego młodzieńca w parku Shinjuku).

co jest napisane. o co chodzi. język gwiazd Hollywoodu i gwiazd rocka. To mowa Zachodu. Tam jednak. ani nie przejmując się tym. Ŝe Japończycy doskonale wiedzą. Właściwie w naszej wyobraźni nadal cieszy się statusem „krainy" raczej niŜ „kraju".powrócił i popełnił samobójstwo. cool.popatrzył na mnie jak na przybysza z dalekiej planety. Być moŜe te współczesne eksperymenty Japończyków z angielskim moŜna porównać do tych. UŜycie angielskiego często ma zatem charakter czysto dekoracyjny i moŜna je porównać do sposobu. Ŝe tekst będzie po angielsku.nie po raz pierwszy i ostatni . bo znają reguły kulturowej gry. potęŜnych męŜczyzn i blondynek o niebieskich oczach. nie robię tego. a brat . a nie w Japlish. w jaki my wykorzystujemy dla ozdoby kanji ani nie 264 znając ich znaczenia. nie uwzględniają przewaŜnie jednej waŜnej rzeczy. by wyśmiewać się z „dziwności" Japończyków. młodzieniec . Jego mama. Hasło reklamowe z japońskiego plakatu turystycznego. hulaj dusza! W końcu na mojej kupionej w USA „orientalnej" koszulce podobno napisane było po japońsku: „Smacznego! Łódź podwodna. To zatem język dalekiego. lecz by spróbować zrozumieć sens pewnego . wytłumaczyła mi. jakie przed wiekami robili z chińszczyzną? Poza wszystkim to. zabawny angielski. W przypadku instrukcji obsługi i innych przekazów o charakterze przede wszystkim informacyjnym. byle byłoby po angielsku. iŜ „gaijini" nie rozumieją Japlish. egzotycznego kraju. wychylając się z kuchni. by mieć pewność. rzeczywiście warto byłoby pokusić się o sprawdzenie poprawności przekładu przed publikacją. Cytując przykłady Japlish. Językowi puryści. mimo iŜ ukradziona rzecz znalazła się dzięki dzielnemu samurajowi. który fascynowałby ludzi Zachodu bardziej niŜ ona. którego paradygmatem dla Japończyków jest Ameryka. Posłowie: Między słowami Japonia. a nie geograficznym czy politycznym: dalekim i ekscytującym „Tam". gdzie wszystko wydaje się być inaczej. Gdy zapytałam Akimi. Ŝe niewaŜne. gdzie gejsze i . Dla Japończyków. Dwie góry biec!" Japonia to obcy kraj. na którą zwrócili mi uwagę japońscy znajomi.nie wiadomo czyj . zŜymający się na ten kaleki.dla nas komicznego zjawiska kulturowego. czy napis Hot Ready Burns na jego nowej bluzie jest nazwą zespołu muzycznego. bo musiał. wysokich. Który teŜ popełnił samobójstwo. podobnie jak innych Azjatów. syna Mariko.ktoś komuś ukradł przyrząd do palenia kadzideł i córka tego kogoś sprzedała się do domu publicznego. Jest przede wszystkim miejscem mitycznym. Nie było i nie ma chyba kraju. gdzie sens podporządkowany jest wartości estetycznej. angielski jest bowiem „szpanerski". ma doprawdy niewielkie znaczenie wobec faktu.

Zapisują się na lekcje ikebany i kurs ceremonii herbacianej w przekonaniu. Ŝe w tych eleganckich tradycjach tkwi esencja japońskości i Ŝe uda się jej nauczyć za odpowiednią opłatą. lecz odmiennej kulturze.„nawracają się na Japonię" i resztę Ŝycia spędzają. co myślą. ma inny wymiar niŜ niemoŜność znalezienia drogowskazu w slumsach jednej z biednych południowoazjatyckich czy afrykańskich stolic. ogrody zen i kwitnące wiśnie składają się na obraz tradycyjnej Japonii. minęło ponad sto lat.tak inną i tak podobną zarazem opisać i zrozumieć. a w zachodniej modzie po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się motywy fal i Ŝurawi i piękne obce znaki zupełnie nieprzypominające naszych liter. PołoŜony na wąskich wulkanicznych wyspach kraj o podobnym rozwoju cywilizacyjnym co Zachód. Mimo dzisiejszej łatwości komunikowania się i przemieszczania po globalnej wiosce. „Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. hipernowo-czesne miasta i najlepsze komputery. którego potęga nie potrzebuje fundamentu naszych systemów filozoficznych i religijnych. Cywilizowana odmienność Japonii zbyt często nie mieści się w naszym pojęciu egzotyki. jakie dopada nas w japońskim mieście. z jakim zwykliśmy pochylać się nad „dzikim". „Nawróconych na Japonię" moŜna 268 . gdy padły te słowa. by raz na zawsze tę Japonię . pozbawia nas miłego poczucia wyŜszości. codziennie pełnym niespodzianek. W jego wyniku niektórzy z nas zakochują się w Japonii. Kusi. a nie potrafią (nie chcą?) udzielić mu prostej informacji po angielsku. tępo wpatrzony w napis w kanji. co przywieźliśmy. ale fascynacja trwa i nic nie wróŜy jej końca: ksiąŜki o Ŝyciu gejsz stają się bestsellerami. JacyŜ więc są? Dumni? Nieśmiali? Grzeczni? Okrutni? Pracowici? Wojowniczy? Śmieszni? Pozbawieni poczucia winy? Wstydliwi? Dziecinni? Wyrafinowani? KaŜda odpowiedź jest początkiem opowieści o Japonii widzianej oczami „gaijina" i w kaŜdej część prawdy ginie w przekładzie.nie przestała być dla nas tajemnicza. powiedział Oskar Wilde w 1889 roku. czy wręcz . Ŝe jadąc tam. zwłaszcza jeśli nauczycielką będzie dama w kimonie. Konfrontacja tego. Od czasu. Tym bardziej więc intryguje i niepokoi. dostępna w ciągu kilkunastogodzinnej podróŜy z kaŜdej stolicy Zachodu . w jaką zmienił się świat. lśniąca aluminium i szkłem. jest wciąŜ daleka niczym obca planeta. Poczucie zagubienia. jacy są ci ludzie. Japonia współczesna jednak nowoczesna. Ŝywiąc się tofu i wodorostami. dźwigamy bagaŜ fantazji cięŜszy niŜ zwykle. Cudzoziemiec. prędzej czy później zada więc sobie pytanie. ani takich ludzi". wielbiąc głębię buddyzmu i mądrość Wschodu. z duŜą trafnością oddając w ten sposób istotę fantazmatycznej struktury. Hollywood produkuje dzielnych białych samurajów walczących oczywiście nie gorzej niŜ prawdziwi.samuraje.jak pisze z przekąsem Kerr . Nie ma ani takiego kraju. gdzieś między luksusowym sklepem firmy Sony a tysiącletnią 267 świątynią shintó. którzy z łatwością opanowują ponad dwa tysiące dziwnych znaków. który sami wymyśliliśmy i zatrzymaliśmy w czasie. w ramach której Zachód stwarzał i stwarza swoją Japonię. budują wielkie. kraj. Tak silne miejsce Japonii w wyobraźni Zachodu sprawia. z rzeczywistością jest zaś procesem nieprzewidywalnym. między słowami nieprzetłumaczalnych do końca języków.

kolejne spacery. podczas której świat pokrywał się kabi.pewnie po raz pierwszy aŜ tak . pulsujący Ŝyciem organizm stworzony przez . Zachwyty i pytania skłaniały mnie do szukania odpowiednich ksiąŜek. pełne wątpliwości godziny. To jednak.splotły się ze sobą w jedną całość wielkiej emocjonalnej i intelektualnej przygody. kierowania się węchem i reakcją kubków smakowych. Japoński wachlarz składa się z kilku od dawna fascynujących mnie tematów. mozolna translacja tekstu ulicy. Konfrontując je z rzeczywistością. Wybór kaŜdej trasy. głębiej i głębiej. czy teŜ było tylko jednym z typowo japońskich przykładów grzeczności i pojawiając się tam. zastanawiając się. Pisanie. Podziwiałam sterylną czystość Tokio i do szału doprowadzały mnie panie czyszczące wacikami do uszu szpary w podłodze w wielkim. osobiste preferencje i tysiące innych rzeczy. co wydarzyło się za dnia. które kaŜą spacerowiczowi skręcić właśnie w tę. niepotrzebnie wprawię gospodarzy w zakłopotanie. których płatki opadały nam na głowy jak ciepły śnieg. Pierwszym elementem tej całości jest miasto. Dałam się wciągnąć. w której się wychowałam. Status flaneura. które nieraz w ciągu jednego dnia ewoluowały od zapierającego dech zachwytu nad czyimś pięknym gestem do bezsilnej wściekłości wobec biurokratycznego absurdu albo tego. zachowujących się mieszkańców nie da się zrozumieć. Inni wracają do domu z tym samym stereotypem Japończyków i Japonii. Ŝe ani tego kraju. Siedząc nago w publicznej łaźni. pleśnią. gdzie poniosą nas stopy w obcym kraju. na swobodne kolekcjonowanie wraŜeń. a dobry hamburger lepszy jest od najlepszego sushi. co w swej ignorancji za absurd uwaŜałam. a nie inną uliczkę. ale po krótkiej walce uległam jej czarowi. a te pociągały za sobą dalsze j zachwyty i pytania. przeszłam prawdziwą burzę uczuć. ani jego niewielkich i zabawnie. w jaką udaje się flaneur. Nie inaczej było w przypadku autorki tej ksiąŜki. zatrzymać się dłuŜej przy tym właśnie konkretnym widoku. pustym budynku International Forum. i przeklinałam porę deszczową. który ze sobą przywieźli. Dzień po dniu przez dwa lata te „zeszyty spod poduszki" nawarstwiały się w osobisty tekst dokumentujący doświadczenie spotkania z inną kulturą.zobaczyć podczas takich tamtejszych świąt jak O-bon. gdzie ubrani w przykrótkieyukaty nadgorliwie uczestniczą w ulicznych tańcach ku czci nie swoich przodków. ta praca to dzieło autorki spacerującej po rzeczywistych i symbolicznych przestrzeniach obcej kultury. w której nie aspiruję do roli znawcy i nie stwarzam naukowej syntezy. które składają się na Japoński wachlarz. Nie „nawróciłam się na Japonię". i przekonaniem. czy za czyimś zaproszeniem stała szczera chęć goszczenia mnie. pozwala na luksus podąŜania za własnym wzrokiem. spacerowicza. Wybierając się na dwa lata do Tokio. Uwielbiałam japońską wiosnę z jej kwitnącymi wiśniami. miałam więc takŜe w bagaŜu podręcznym kilka gotowych wyobraŜeń na temat Japonii ukształtowanych przez kulturę. zestaw widoków z Krainy Kwitnącej Wiśni. słuchałam pięknej intymnej historii mojej japońskiej przyjaciółki i spędzałam nerwowe. nie jest do końca przypadkowe. Daję zatem do rąk Czytelnika subiektywną opowieść. cowieczorne próby przyszpilenia tego. jeśli juŜ nie denerwująco. oprócz notbooka firmy Toshiba. i puchł z wilgoci. stały się rutyną mojego japońskiego Ŝycia. dyktuje jego albo jej historia oraz wcześniejsze doświadczenia. Tak powstała „moja Japonia". kolejne ksiąŜki. które w Japonii . niezgrabnie przytupując w przyciasnych klapkach geta.

Bycie obcym jest dla 270 przedstawicieli naszej kultury najbardziej naturalnym i akceptowalnym modus vivendi. by zrozumieć odpowiedź. dla których miasto stanowi naturalne środowisko i których ekscytuje wszystko. poruszających się według nieznanych nam zasad. NaleŜę do osób. by pozwolić mu się wciągnąć w labirynt ulic. zamieszkiwany przez miliony stłoczonych ludzi. Tu nie uda nam się zmieszać z tłumem. które zawsze wydawały mi się najbardziej interesujące. w którym oczy jak czarne krople.kobieta i cudzoziemka . Niespodziewane zamiany ról. Jadąc do Tokio. ciągłe bycie wśród ludzi przy jednoczesnym poczuciu anonimowości. a juŜ na pewno. hieratyczne pozy. sprawia. rozlewające się w betonowy ocean. Jej imię brzmi „język". Jeśli podąŜymy ich śladem. co męskie. jest wyzwaniem. jest bardziej „podobna" czy jednak . tłum. w porównaniu z japońską megapolis stolice Zachodu wydają się przewidywalne. które dały Ŝycie tej ksiąŜce. co ma ono do zaoferowania: frenetyczna aktywność.„inna" ? Jak mogę się tego dowiedzieć? To ostatnie pytanie otwiera drogę kolejnej z fascynacji. i tym. innej kultury i swojej własnej. ich zupełnie nieczytelne kształty. a świadomość tego pozwala stworzyć jedną z moŜliwych topografii. Dojmujące poczucie własnej cielesnej odmienności w tokijskim morzu ciał obcych. nieskomplikowane i małe. zbyt mało nawet. to takŜe język ciała. gdzie podmiot nie 271 przypomina w niczym nadętego zachodniego „ja". by zapytać o drogę. Fundament inności stanowi zaś podstawowe rozróŜnienie. mijają mnie ludzie i kaŜda z tych osób jest jego częścią: ta piękna młoda kobieta z bukietem chryzantem. Ale przecieŜ porozumiewanie się to nie tylko mowa. Później moŜliwość wyraŜenia się za pomocą zupełnie innego systemu językowego. pulsujące wspólnym oddechem. Miejsca męŜczyzn. hałas. Ŝe fascynacja miastem nieuchronnie staje się fascynacją innością. bowiem niewinny spacer moŜe łatwo zmienić się w szkołę emocjonalnego przetrwania. I tu miałam szczęście. a kobieta mówi „ja" inaczej niŜ męŜczyzna. jakie oferuje Tokio. Ŝe zaczęłam się uczyć japońskiego.jestem obca. Miejsca spotkań. teatralne gesty są do bólu inne. co kobiece. ten męŜczyzna odprowadzający ją wzrokiem.człowieka. wydała mi się na tyle fascynująca. Najpierw zauroczyło mnie piękno znaków. jakiego dokonujemy w kaŜdej kulturze: między kobietą a męŜczyzną. zawsze pełen tajemnic. niekiedy zupełnie oddzielne. która wychowała się na takich samych lekturach co ja. a gdzie nakładają się na siebie i gmatwają? Gdzie w kraju takim jak Japonia ja . wspaniały w swoim połączeniu piękna i ohydy. czasem zaś krzyŜujące się. ukłony. barów i sklepów. kuszący. tym. znałam tylko kilka słów po japońsku. poznamy dwa róŜne miasta. które wymaga od spacerowicza cierpliwości. To miasto o szalonej topografii. Tokio jest bowiem jednym z najwspanialszych miast świata. Mam tu na myśli inność. nawet wrogie. . Oto ja wrzucona w środek miasta takiego jak Tokio. nadziei i okrucieństwa. co rozciąga się poza nimi. Miejsca transgresji. która prowokuje do stawiania pytań o moŜliwość poznania drugiego człowieka i siebie samego. Miejsca kobiet. KaŜda kultura i kaŜde miasto ma kobiece i męskie przestrzenie. a gdzie mogę poczuć się „u siebie"? Czy siedząca naprzeciw mnie kobieta w kimonie. powtarzalne elementy w miejskim pejzaŜu i jego wyjątkowość domagająca się odkrycia i nazwania. przenikające. Gdzie te przestrzenie kobiecości i męskości są w Tokio oczywiste. Kostiumy i przebieranki. o granice ja i to.

nauczę cię robić sashimi". my . University of Chicago Press 1994. zapach morza. tęsknię. grymas twarzy. uczty. celebracje obcych smaków na języku: przy domowym stole. zapachowej. w jakich uczestniczyłam. świeŜo tłuczonego sezamu i soi pozwala mi wrócić na chwilę do kraju .za którą. and Corporate Masculinity in a Tokyo Hostess Club. Pleasure. Mothers. zaczęły się moje japońskie przyjaźnie. Sexuality. Mary Brinton Women and the Economic Miracle: Gender and Work in Postwar Japan. Zanim dowiedziałam się. zanim raz czy drugi zabrały mnie do onsenu. które warto przeczytać Po angielsku: Michael Ashenazi. które na zawsze połączyły się dla mnie ze 272 słowem „Japonia". ocean podobieństw i róŜnic. na które wskazuje Satoru. pisząc tę ksiąŜkę. and Censorship in Japan. Ŝe Naomi jest fanką kobiecego teatru Takarazuka. Annę Allison Nightwork. Jeanne Jacob The Essence ofJapanese Cuisine. pisząc te słowa. by się do mnie zbliŜyć i oswoić się z moją hybrydyczną blond obecnością w ich świecie.jakości akustycznej. a Michiko była „masaŜystką" w Krainie Mydła. Comics. czy pilnie zwiedzanych zabytków. -PermittedandProhibitedDesires. od kuchni. za barem kaiten zushi. ale dzięki jakiejś wybijającej się . a inna wystąpiła z propozycją wspólnego przyrządzenia sukiyaki i tak. dopiero potem pociągając za sobą obrazy. University of Pennsylwania Press 2000. Kawałek surowej ryby z ciałem lekko jeszcze drgającym niedawnym Ŝyciem moŜe być równie dobrą magdalenką. . zaprosiła mnie wkrótce jedna kobieta. Jedzenie. rozmawiając ze mną bezbłędną angielszczyzną? Pragnienie porozumienia z Innym prowadzi do ostatniej z wachlarza fascynacji. na matach tatami tradycyjnej restauracji. stało się dla moich przyszłych przyjaciół pierwszym pretekstem. pierwszym zmysłem.choć oczywiście skrajnie subiektywnej . które zostają w mojej pamięci nie za sprawą „przygód". Mam tu na myśli swoją osobistą skłonność do zmysłowego odczuwania miast. University of California Press 2000. którego doświadcza się Ŝyjąc na co dzień wśród innych.na klatkę piersiową. był smak. poznałam dzięki nim parę nowych smaków. Dla przykładu: Japończyk mówiąc „ja" wskazuje na nos. wizualnej. O jakim „ja" mówi zatem Japonka? O jakim Japończyk? Które z tych w nosie usytuowanych japońskich „ja" bliŜsze jest mojemu? To naleŜące do sekretarki Chizuko? To. University of California Press 1993. chrząknięcia zakłopotania i syki niezadowolenia.czy jednak „krainy" . Jedzenie. Gdy otwieram Japoński wachlarz. „Przyjdź. Gdy po dwóch latach wyjechałam z Tokio i zaczynałam je wspominać.powtarzalna ulotność gestu dłoni. drgnienie powieki. jaki dał o sobie znać. tak waŜne w japońskiej kulturze. KsiąŜki. których krzyŜującym się tropem podąŜałam. Wspomnienie bachanaliów w „imperium smaku" przyszło mi na myśl. na trawie pod wiśniami kwitnącymi szaleńczo na cmentarzu Aoyama.

) Handbook of Japanese Popular Culture. Duke University Press. Honolulu 1985. -Japanese Women: Constraint and Fulfillment. Mariłyn Ivy Discourses ofthe Yanishing. D. w: Katleen M. Sacred Mothers. Cambridge University Press 1998. Masao Miyoshi. Harootunian Postmodernism inJapan. H. Reaktion Books 2003. Scott Clark Japan. Phoenix 1984. Patrick Macias (introduction) Japan Edge. Presentation. University of California Press 1995. Sharon Kinsella Adult Manga. Modernity Phantasm Japan. Donal Richie The Image Factory: Fads & Fashion in Japan. A Spatial Anthropology. Joy Hendry Wraping Culture. D. Univeristy of California Press 1998. Kodansha International 1981. The Insiders's Guide to Japanese Pop Subculture. John Bester. University of Hawaii Press 1976. R. and Other Japanese Cultural Heroes. przeł. Takie Sugiyama Lebra Japanese Patterns ofBehavior.)Aesthetics in Perspective. Random House 1999. University of Hawai'i Press 1994. Roman Cybriwsky Tokyo. Robert C. Oxford University Press 1995. University of Chicago Press 1988. Chicago 1995. Duke University Press 1989. Fawcett Books 1997. ???? Kerr Dogs a Demons. Harper Collins 1994. Harcourt Brace & Company 1996. Higgins. Univer sity of Hawaii Press. H. Takeo Doi The Anatomy of Dependence. University of Chicago Press. D. OnBeinga Woman Caught Between Cultures. Durham 1989. Martinez. Yuriko Saito „The Japanese Appreciation of Naturę:.) The Worlds of Japanese Popular Culture. Harootunian (ed. (ed. Kimiko Nishimura. łan Buruma A Japanese Mirror. Solomon (ed. University of California Press 1997. H. Jinai Hidenobu Tokyo. . Masao Miyoshi.) Postmodernism and Japan. Talesfrom Dark Side ofJapan. Hill and Wang 2001. Kyoko Mori PoliteLies. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Helen Hardcare Marketing the Menacing Fetus in Japan. Politness. Harootunian Things Seen and Unseen. An Erotic Exploration ofJapanese Society. Hidetoshi Kato (ed. Curzon 2000. Transvestites. Greenwood Press 1989. Meridian 1985. przeł. Richard Powers. P D. -BehindtheMask:OnSexualDemons. Cadence Books 1999. and Power in Japan and Other Societies. Heroes and Yillains in Japanese Culture. Jennifer Robertson Takarazuka. Reid Confucius Lives Next Door. T.Nicholas Bornoff Pink Samurai. John Wiley & Sons 1998. a Viewfrom the Bath.

) Estetyka japońska. Free Pressl993. University of Hawaii Press 1995. -i oraz -n. Universitas. Joseph J. Janina Rubach-Kuczewska śycie po japońsku. Wioletta Laskowska. Uwagi językowe Wszystkie imiona i nazwiska japońskie podane są tu według kolejności przyjętej przez Japończyków (nazwisko poprzedza imię). Joanna Wolska-Lenarczyk. Adam Dziadek. Iskry. John Whittier Treat (ed. Warszawa 1996. przeł. Schodt Frederick Mangal Mangal The World of Japanese Comics. Japan Society Press 1991. Wyd. Kikue Yamakawa Women of the Mito Domain. Kraków 2003. Noir sur Blanc 2001. Recollection of Samurai Family Life. paczinko. Warszawa 1999. Wydawnictwo KR. . Szkolne i Pedagogiczne. przeł. Siowa japońskie zadomowione w naszym języku podaję w spolszczonej pisowni. Katie Wildman Nakai.Shinady. Kraków 2002. Schooling and SelfPresentation in Japan. Media and Consumption in Japan. Krystyna Sławińska. Ruth Benedict Chryzantema i miecz. a od slowagaijin (obcy. przekład. Shinada . PIW. State. Stanford University Press 1983. Beata Romanowicz.Lise Skov. Brian J. Yale University Press 1992. które kończą się na -a.) Contemporary Japan and Popular Culture. Routledge 1996. przeł. przeł. Stanford University Press 2001. Nicolas Bouvier Kronika japońska. Tobin Re-made in Japan.Challenging Tradition: Women in Japan. Warszawa 1999. . Bedford Books of St. Krystyna Wilkoszewska (red. cudzoziemiec) tworzę spolszczone . Sharon Sievers Flowers in Salt: The Beginnings of Feminist Consciousness in Modern Japan. Universitas. Timon Screech Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820. Brian Moeran (ed. Ginza . np. Przestrzegam przyjętej w naszym języku zasady odmieniania tych zagranicznych nazwisk i imion. Słownik.) Women. Warszawa 1985.. Comparing Cultures: Readings on Contemporary Japan for American Writers. np. Every Day Life ąnd Consumer Taste in a Changing Society. Warszawa 1998. Martin's Press 1995. Jolanta Tubielewicz Kultura Japonii. Kodansha 1985. 276 Merry White The Materiał Child: Corning of Age in Japan and America. Berg 2000.i po polsku: Roland Barthes Imperium znaku. np. Ewa Klekot. -Japonia zmienna czy niezmienna?..Ginzy. Trio. McVeigh Wearing Ideology. oraz nazw zakończonych na -a.

... Wodny świat kobiet......... wymawia się tak samo jak w języku polskim................ Większość spółgłosek i samogłosek..___145 VI........ -j = dź (gaijin = gaidzin)... Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!"..W Lolitki z imperium zmysłów.................267 KsiąŜki.)............ z = dz (zen = dzen)........275 / ..... .. „gaijini".... które występują teŜ w wersji wydłuŜonej (ó.... wu * ?........ -y = j (Yume = Jurne).....................................11 II.......................... itd.. Spis treści 271 słów od autorki..... Imperium smaku.23 III.. Inne japońskie słowa zapisuję zgodnie z transkrypcją międzynarodową................................... W dŜungli języka..........117 V.... u..........185 VIII......167 VII...... PodróŜ do Domu Słońca............ Wyjątki to ................ KawaW... „gaijinka"............... Sąsiedztwo......eh = ć (Hachiko = Haciko)...formy np..77 IV.........9 I.... sh = ś (Shinjuku = Sindziuku)......235 Posłowie: Między słowami. Tokio jest jak Mars..ts = ? (tsunami = cunami)... które warto przeczytać..... w = ł (watashi = łatasi)....................