Joanna Bator Japoński wachlarz Projekt okładki i stron tytułowych Maciej Sadowski Redaktor Joanna Rodziewicz Korekta ElŜbieta

Szelest ?1 zdjęcia: Joanna Bator Krzysztof Łukasiewicz (Ł) Magda Szczech (S) Zdjęcia Takarazuki za zgodą Takarazuka Revue Company* © Copyright by Wydawnictwo KsiąŜkowe Twój Styl, 2004 © Copyright for the text and photographs Joanna Bator, 2004 ISBN 83-7163-432-3 Skład i łamanie: PLATIN Sp z o.o. Druk i oprawa: Łódzka Drukarnia Dziełowa S.A. Podziękowania Dziękuję moim japońskim przyjaciołom, przewodnikom, tłumaczom. Gdyby nie ich serdeczność, ciepło, gotowość do pomocy i wytrwałość w odpowiadaniu na tysiące pytań, moja Japonia byłaby zupełnie inna, a ta ksiąŜka pewnie w ogóle by nie powstała. Specjalne ukłony naleŜą się profesorowi Hashizume Daisaburo za jego imponującą wiedzę, poczucie humoru i wspaniałe warunki do pracy, jakie mi zapewnił. Zadręczałam pytaniami wiele osób, których nie sposób wszystkich tu wymienić, więc z wielką wdzięcznością wspomnę jeszcze tylko profesor Ueno Chizuko, profesor Ochiai Emiko i profesora Kato Norihiro. Ando Eriko i Shinji, Shinada Tomomi i Ota Motonori z dziećmi, Yamaguchi Shinobu, Matsuda Naomi, S. Kiku jedli za mną, śmiali się, jeździli na wycieczki, kąpali się w onsenach i sprawili, Ŝe pisząc tę ksiąŜkę, tęskniłam za krajem, w którym za ich sprawą czułam się tak dobrze. Gdyby moi japońscy przyjaciele mogli przeczytać tę ksiąŜkę, odnaleźliby się w niej pod zmienionymi imionami i rozpoznaliby swoje historie umieszczone w nieco innych kontekstach. Za ten najcenniejszy ze wszystkich dar opowieści dziękuję im z całego serca. Mój mąŜ i przyjaciele wnikliwie czytali pierwsze wersje tej ksiąŜki, a ich uwagi były dla mnie inspirujące i równie cenne jak konsultacje językowe, których udzielał mi mój nauczyciel japońskiego. Pomoc zaś, jaką w pracy nad Japońskim wachlarzem ofiarował mi pan Henryk Lipszyc z Wydziału Japonistyki UW, juŜ na zawsze uczyniła mnie jego dłuŜniczką. Dómo arigató. Autor nigdy, w Ŝadnym znaczeniu tego słowa, nie fotografował Japonii. Wręcz przeciwnie, to Japonia oświetliła go błyskiem wielu gwiazd; albo jeszcze inaczej mówiąc: to Japonia zmusiła go do pisania. Roland Barthes Znalazłam się w posiadaniu duŜej ilości papieru i zaczęłam zapełniać kolejne zeszyty opisami dziwnych zdarzeń, historiami z przeszłości i innymi najróŜniejszymi rzeczami, włączając nieraz te najbardziej trywialne. Przede wszystkim skupiłam się na rzeczach i osobach, które uwaŜałam za urocze i wspaniałe, ale moje zapiski pełne są równieŜ wierszy oraz uwag na temat drzew i

roślin, ptaków i owadów. Sei Shónagon Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich łudzi. Oskar Wilde

271 słów od autorki Nie jestem japonistką. Zawodowo zajmuję się antropologią kultury i gender studies, czyli „genderami", jak mawiamy w skrócie. Cudowny i niespodziewany kaprys losu sprawił, Ŝe spędziłam dwa lata w Japonii, pracując na jednej z tokijskich uczelni. Podobnie jak poszukiwacz złota w kopalni, tak antropolog w kulturze takiej, jak japońska nie powstrzyma się przed drąŜeniem tematów, które kaŜdego dnia olśniewają go bogactwem nowych moŜliwości. Kiedyś dziwiły mnie zamieszczane na początku ksiąŜek asekuracyjne zapewnienia, Ŝe poglądy w nich zawarte są poglądami autora, bo - załoŜywszy, Ŝe autor nie jest bezwstydnym plagiatorem próbującym ukryć ten fakt - czyimi miałyby być? Dziś rozumiem, Ŝe autorzy robią to ze względu na tych, którzy myślą, Ŝe jak ktoś juŜ napisał ksiąŜkę, to z pewnością uwaŜa się nie tylko za człowieka bardzo mądrego, ale równieŜ za odkrywcę obiektywnej prawdy. W niektórych przypadkach pewnie tak jest, ale większość autorów jest szczęśliwa, gdy uda im się uchwycić w słowa fragment świata nawet tak mały, by nadawał się tylko na pocztówkę do przyjaciół. Jeśli jednak kogoś ma to uspokoić: Pisałam wyłącznie o tym, co apelowało do moich oczu, uszu, kubków smakowych; o tym, co mnie osobiście olśniło, zadziwiło, rozbawiło, skłoniło do czytania nowych ksiąŜek. W tym sensie poglądy na temat Japonii zawarte w tej pracy są poglądami autorki. Japoński wachlarz składa się z antropologicznych obrazków kreślonych wzorem zuihitsu - „tak, jak pędzel prowadzi" - i ani przez myśl mi nie przeszło pisanie wyczerpującej rozprawy na temat współczesnej japońskiej kultury. MoŜe zrobi to wkrótce jakiś polski japonista. Albo osoba, która - tak jak wciąŜ uznawana za najwybitniejszą japonistkę Ruth Benedict - ani nie mówiła po japońsku, ani nigdy w Japonii nie była. Tam, tutaj. Oddalenie, dystans, rozsunięcie boków. Tam - to miejsce, gdzie mnie nie ma. Tutaj - to miejsce, w którym jestem. (...) I juŜ jestem tam: na zewnątrz, poza „mną" samym. Zewnętrze to jednak eksponuje mnie jeszcze na inne zewnętrze: na ciało innego człowieka, na innego, o ile ten jest ciałem. Jean-Luc Nancy, esej z katalogu wystawy Gendai I. PodróŜ do Domu Słońca Inne ciała:, ja" i „oni" Moja japońska przygoda zaczęła się na frankfurckim lotnisku przed wejściem numer trzydzieści trzy, gdzie wraz z resztą podróŜnych czekałam na samolot do Tokio. Oprócz mnie byli tam niemal wyłącznie Japończycy, co sprawiło, Ŝe nagle znalazłam się pośród ludzi, od których róŜniłam się wyglądem w sposób znaczący i niemoŜliwy do zignorowania. Gaijin, czyli „obca", „cudzoziemka", dosłownie „osoba z zewnątrz", jedno z nielicznych japońskich słów, jakie znałam, przyszło

mi do głowy i rozbłysło na moim europejskim czole jak neon. Oto ja, „gaijinka". Zabawa w wyszukiwanie w tłumie azjatyckich twarzy, której oddawałam się z obsesyjnym upodobaniem od czasu, gdy zapadła decyzja o moim wyjeździe do Japonii, straciła sens. Teraz to „ja" byłam inna, a „oni" stanowili odniesienie. Niestety, Ŝadne subtelne i wyrafinowane wraŜenie nie dodało blasku początkowi mojej podróŜy. Płaskie skośnookie twarze Japończyków wydawały mi się po prostu bardzo do siebie podobne. Ta boleśnie banalna refleksja nie sprawiła mi Ŝadnej satysfakcji poznawczej, ale japońscy podróŜni byli po prostu czarnowłosi, Ŝółtawi i skośnoocy. Wiadomo, Ŝe przeciętnemu Europejczykowi łatwiej odróŜnić trzy japońskie samochody na parkingu niŜ trzech wczoraj poznanych Japończyków; tacy jesteśmy ograniczeni i co za szczęście, Ŝe umiemy z siebie Ŝartować, bo przecieŜ, broń BoŜe, nie ma to nic wspólnego z naszym poczuciem wyŜszości. Po jakimś czasie przeciętny Europejczyk zaczyna rozpoznawać w Japonii odmienne typy antropologiczne, ale są to nadal róŜnice subtelne - kilka centymetrów wzrostu, kształt kości policzkowych, pieprzyk na policzku, odróŜniający dla potrzeb naszej percepcji jakąś czarnowłosą i czarnooką Mariko z Hokkaido od jej równie czarnowłosej i czarnookiej koleŜanki z Kyushu. Wizualne doświadczenie „bujnej róŜnorodności", w jaką - według autora Imperium znaku - przekształca się z czasem przywoŜony przez nas do Japonii stereotyp Japończyka, w moim przypadku było w oczywisty sposób kwestią przyszłości. WytęŜyłam więc wzrok w pierwszej próbie przeniknięcia tajemnicy, jaką ukrywa cielesna obecność Innego. Japońskie ciała siedzące w poczekalni numer trzydzieści trzy były drobne i ładnie wpasowane w przestrzeń. Na ich szczupłych kolanach spoczywały szczupłe dłonie o podłuŜnych wąskich paznokciach. Bardzo zadbanych i czystych. Jedno obok drugiego siedziały w większości starsze ciała: delikatne kobiety o nienagannych makijaŜach i świeŜych fryzurach sprawiających wraŜenie, jakby przed godziną rozjaśnił je na identyczny odcień brązu ten sam fryzjer, starsi panowie wyszykowani na podróŜ z nieco przesadną dokładnością. Wszystkie ciała, niezaleŜnie od płci, byłyjakby ubrane „za bardzo". Przebrane w uniformy „prawdziwych japońskich turystów", jakich zwarte grupy moŜna zobaczyć w najatrakcyjniejszych miejscach starego kontynentu - na placu św. Marka, w Luwrze, pod krzywą wieŜą w Pizie. Drobne ciała opakowane zostały starannie, elegancko i schludnie, bardzo dokładnie, a ich stroje uzupełniała zbyt duŜa ilość detali: pasujących do siebie chusteczek, pasków, szali i torebek, z rozmysłem skompletowanych czapeczek i kapeluszy, lornetek i aparatów fotograficznych w wymyślnych futerałach. Ciała te miały w sobie coś roślinno-morskiego raczej niŜ ssaczego. Nie szpeciły ich Ŝadne fałdy i nawisy tłuszczu. Nie wylewały się na boki ze swoich eleganckich form i siedziały tak, jakby starały się nie zajmować więcej miejsca, niŜ jest to absolutnie niezbędne. Francuski filozof Jean-Luc Nancy pisze, Ŝe w odróŜnieniu od zachodnich ciał błonowatych, zamkniętych w sobie, monadycznych (a więc potencjalnie agresywnych), ciała japońskie są czułkowate; przyzwyczajone do ścisku wypuszczają na boki czułki, badając przestrzeń, ale nie wchodząc pochopnie w kontakt z innymi ciałami. Za pomocą niewidzialnych radarów namierzają zbliŜające się inne ciało i odginają w bok jak ukwiały. Średnią wieku wśród tych czułkowatych ciał obniŜały trzy młode dziewczyny (albo trzy klony dla mojego niewprawnego i niepoprawnego politycznie oka), które ukryły się w kącie, jeszcze idealnie gładkie, śliczne jak z reklamy

w czym rzecz. w Japonii pierwszy raz w Ŝyciu cieszą się wysokim wzrostem. Nie do wiary . Brzmiał tak. ale bardziej ozdobne. Statystyki podają. Japońskie ciała z czułkami: OstroŜne? Nieśmiałe? Przebiegłe? Przycupnęłam obok jednego z nich. W porównaniu z tą kwintesencją grzeczności powtórzona właśnie niemiecka informacja przypominała ponaglenie więziennej straŜniczki i to ona dopiero skłoniła mnie do ruchu. trzy pary małych japońskich stopek obutych w najmodniejsze w tym sezonie kla-peczki z nosami w szpic stały pod identycznym kątem utworzonym przez połączone palce i rozsunięte pięty. Dziewczęta trzymały je zwrócone czubkami do środka tak. Ŝe jestem raczej nieduŜa.nad większością męŜczyzn! Nigdy jeszcze nie patrzyłam na świat z tej perspektywy. z przyzwyczajenia kupując ubrania rozmiaru S. a potem japoński glos powiadomi! nas. i dopiero spojrzawszy na ich stopy zrozumiałam. świeŜym. i biorąc całą winę na siebie. Potem przeniósł wzrok w tym samym kierunku. Informacja wypowiedziana po japońsku była o wiele dłuŜsza.azjatyckiego biura podróŜy. Ŝe samolot jest gotowy do odlotu. Siedzieliśmy jak w zamkniętej kapsule. wygłoszona kobiecym głosem o oktawę wyŜszym od normalnego. I z pewnością inaczej niŜ zwykle. w którym ja patrzyłam. odbiegało od normy. erotycznym. Europejczycy i Amerykanie. promiennym. jak czasem robią małe dziewczynki. Przekraczając granicę Japonii. Ŝe spodnie udaje się wciągnąć tylko do kolan. Jedna powiedziała coś koleŜankom. Nagle coś zaczęło być ze mną nie tak. Siedzący najbliŜej mnie męŜczyzna zaszeleścił gazetą i spojrzał dyskretnie na zegarek. jeśli nam się nie spodoba. którym i ja się nie oparłam. Jego towarzyszka ani drgnęła. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę z tego. którzy tak jak ja w ojczyźnie z trudem uchodzili za średnich. by przykryć troje ust starannie pokrytych błyszczykiem. trzy wąskie dłonie jeszcze raz uniosły się. i tylko opal wielkości przepiórczego jajka zadrgał na jej palcu płomiennym blaskiem. a trzydzieści parę przeŜytych lat pozwoliło mi przyzwyczaić się do poŜytków i wad związanych z faktem. Coś w ich wyglądzie. zasłaniając usta dłonią w potrojonym geście. Ŝe nie stroniące od mięsa i nabiału młode pokolenie przerosło rodziców i dziadków. a ono odsunęło się leciutko. ze zdumieniem spostrzegają zaś.o cudzie . Gdy wstaliśmy. na co te zachichotały. jakby jego właścicielka zapraszała nas do uczestnictwa w czymś wyjątkowo przyjemnym i niezwykłym. poczułam kolejny przypływ nie-sprecyzowanego cielesnego dyskomfortu. a nagle spotęŜniała klatka piersiowa rozsadza sweterek o przykrótkich i zbyt wąskich rękawach. przesadne w modnym kroju. Ŝe . ale średnia jest nadal niezbyt imponująca. przerysowane. na promieniejące urodą dziewczęta.naleŜę do najwyŜszych kobiet w poczekalni i góruję wzrostem nad wieloma męŜczyznami. z góry przepraszając jednak. Dziwnie. Niewinne lolitki nieświadome (nie chcące być świadome?) swojej dorosłej juŜ kobiecości zachichotały ponownie. Bardziej znak buta niŜ but. Cieniutkim głosem wydobywającym się z głębi ściśniętej krtani informowała nas być moŜe. by ustawić się w wyjątkowo porządnej kolejce do samolotu. Bucik bonsai. Ŝe jeśli będziemy mieć jakieś zastrzeŜenia co do obsługi pokładowej. która po krótkiej wycieczce gotowa była juŜ do powrotu na swoją planetę. Podobno Japończycy są coraz wyŜsi. Klapeczki niby bardzo podobne do tych. niepostrzeŜenie zmienili się bowiem w grubasów w rozmiarze XL. którą znam. Po chwili najpierw niemiecki. moŜe drzemała. gotowa jest osobiście zadośćuczynić naszym krzywdom. Szczupli. Ja sama z osoby niewyróŜniającej się niczym szczególnym . natychmiast popełniając rytualne samobójstwo.

W pewnym sensie przestałam być dawną mną. Pokiwał głową. Japończyk poczekał. Cudzoziemka. Ta nagła translokacja „ja" uświadomiła mi. „gaijin-sama". staruszek odwrócił się w moją stronę. Moja edukacja kulinarna zaczęła się od podanej w samolocie zaru-soby. Stałam się nagle kobietą innego rozmiaru. W ten sposób wieczór w Europie zamienił się nagle w głęboką noc. to kluczowe słowo odtąd ma otwierać. pokiwał głową jeszcze raz i potem juŜ w milczeniu zjedliśmy . Zaczyna się on wkrótce potem. Sobą ma formę cienkiego spaghetti i jedzenie jej pałeczkami wymaga nieco praktyki koniecznej.sięgnęłam po pałeczki. a niekiedy i wyczerpywać charakterystykę mojej osoby. Pod słońce Ktoś kiedyś powiedział. popatrzy! na stojący przede mną makaron i sos sojowy jak nauczyciel do zeszytu uczennicy. która pędząc na łeb na szyję ścigała się ze swoim cieniem nad Syberią. z uwagą niepozbawioną poczucia wyŜszości. Zamknięci w hermetycznej kapsule lecieliśmy. „gaijinka". komu japońskie dziecko o buzi jak z kreskówki przygląda się zogromnialymi ze zdumienia oczami. „Gaijin-lady". która jest japońską odmianą chrzanu. mocząc kaŜdy kęs w sosie sojowym zmieszanym z kilkoma piórkami szczypiorku i odrobiną wasabi. sprasowanymi wodorostami nori. Ŝe podróŜ do Japonii będzie się róŜniła od wszystkich innych. aby wszystko odbyło się według zasad. „profesorka cudzoziemka". będzie plotkował personel w japońskich hotelach i ryokanach.wśród jasnych kobiet mojego kraju wyrosłam niespodzianie na kogoś. Na fotelu obok mnie siedział starszy męŜczyzna. Raz tylko Japończyk uśmiechnął się do mnie niemal nieuchwytnym półuśmiechem. patrząc na mnie japońskie dziecko i pociągnie matkę za spódnicę. Ŝe między Polską a Japonią jest tylko wielki las. „wielce szanowna cudzoziemka" powie. duŜą blondynką w tłumie drobnych ciemnowłosych osób. To lekkie danie jest szczególnie popularne latem.podobnie jak on . drobny i maleńki. opiszą mnie studenci nie znający jeszcze mojego nazwiska. których nie zauwaŜyłam. jakby światło wypłynęło przez niewidoczną dziurkę jak woda. gdy weszliśmy do samolotu. Słoneczny blask na horyzoncie stopniowo zakląsł się w zupełną ciemność tak. czyli zimnego makaronu z gryczanej mąki posypanego pokrojonymi w cienkie paseczki. domagając się wyjaśnienia tej aberracji w kolejce do samolotu lecącego do Tokio. Była to pierwsza instrukcja związana z jedzeniem. Jego czułkowate ciało odgięło się delikatnie w stronę okna. a które powinnam dodać do swojej potrawy. „pani cudzoziemka". przyjrzał się jeszcze raz i uniósł w dwóch palcach maleńką plastikową torebkę z suszonymi wodorostami nori. „gaijin-sensei". a potem to wszystko wpakować do ust. by ograniczyć do minimum ewentualny kontakt fizyczny z moim łokciem lub ramieniem. Przeciętny Polak przez całe Ŝycie nie wypowie bowiem tylu zdań na temat bigosu. jak rozłamuję ich połączone końce. ile Japończyk moŜe wygłosić na temat ulubionej potrawy podczas codziennej kolacji. W ten sposób Japonia pozbawiła mnie pewności co do własnej osoby. jak samolot przelatuje nad Uralem oddzielającym malutką Europę od potęŜnej Azji i skręca na północ. a nie widelec. Słysząc. wygrywając zawody z czasem i dzień zszarzał w mgnieniu oka. zielonej ostrej przyprawy. aŜ połknę pierwszy kęs. Makaron je się. by trafić zwisającym na pół metra makaronem do miseczki z sosem. jakich potem moi japońscy znajomi udzielą mi mnóstwo. gdy . Nie zamieniliśmy ani słowa od czasu. by zjeść międzykontynentalny posiłek złoŜony z europejskich i azjatyckich dań.

swojązaru-sobę. „W milczeniu" nie znaczy jednak „w ciszy". Japończycy siorbią, wciągając kluski w taki sposób, w jaki robią to u nas dzieci, dopóki nie dostosują się do kulturowego wymogu eliminowania ciejesnych odgłosów i bezgłośnego jedzenia, jak kaŜe zachodni zwyczaj. Dla Japończyka jednak jeść bezgłośnie to tak, jakby pozbawić się połowy przyjemności. MęŜczyźni siorbią głośniej i swobodniej niŜ kobiety i jeśliby męskość po japońsku miała coś wspólnego z głośnością siorbania, mój malutki sąsiad byłby prawdziwym macho. Kolejne porcje makaronu znikały w jego ustach w rytmie miarowych higienicznych wessań wyróŜniających się nawet na tle wielkiego „siorb-koncertu", jakim stał się nasz samolot. Po kolacji popitej zieloną herbatą Japończyk zasnął jak dziecko, tak spokojnie, jakby lotniczy fotel był najwygodniejszym posłaniem. Jedna z hipotez na temat łatwości, z jaką Japończycy potrafią zasnąć w kaŜdych okolicznościach, łączy tę umiejętność z faktem, iŜ dzieci są tam karmione piersią dłuŜej niŜ na Zachodzie. Dorośli Japończycy mają ponoć, w przeciwieństwie do nas, pamięć tej bliskości z matką i dzięki niej mogą nieświadomie powrócić do stanu bezpieczeństwa, jakie czuje osesek zasypiający - zwłaszcza po posiłku - w kaŜdych warunkach. Mój sąsiad rzeczywiście wyglądał na spokojnego i miarowo pochrapywał, uśmiechając się przez sen. Być moŜe śnił piękny sen o ssaniu matczynej piersi, którego mogłam mu tylko zazdrościć. Po dziesięciu godzinach lotu, podczas których bezsenna dla mnie noc zdarzyła się na krótko i minęła nagle jak ucięta noŜem, rozbłysła pozioma kreska słońca, znów dzieląc horyzont na dwoje. Zaczynał się nowy dzień, starszy brat tego, który jeszcze nie narodził się w Europie. Zdałam sobie sprawę, Ŝe to juŜ naprawdę blisko, Kraina Wschodzącego Słońca. Miejsce, gdzie Słońce mieszka. Nihon (albo Nippoń), oryginalna nazwa kraju, znanego nam jako Japonia, składa się z dwóch elementów tworzących kanji, czyli chiński znak: nichi to „słońce", a hon to „podstawa", „źródło" lub „początek". Dla Chińczyków Japonia była „domem Słońca", miejscem, gdzie Słońce „mieszka", bo codziennie mogli obserwować, jak wstaje ono na horyzoncie Pacyfiku, za którym leŜał wąski pasek wulkaniczych wysp. Amaterasu, bogini ognistej planety, zajmuje uprzywilejowaną pozycję w panteonie religii shintó i według japońskiej mitologii jest protoplastką cesarskiego rodu. Fakt, iŜ główne bóstwo ma rodzaj Ŝeński, rzecz raczej wyjątkowa wśród solarnych przedstawień, interpretowany jest jako ślad japońskiej kultury matriarchalnej, której dawny splendor przepadł w mrokach historii zdominowanej przez wojowniczych samurajów. Amaterasu to z całą pewnością ona, chociaŜ jej mitologiczne narodziny wymagały obecności pierwiastka męskiego. Na samym początku świata z niebytu wyłoniła się para rodzeństwa, Izanami (ona) oraz Izanagi (on) i zanim zachowanie ptaków (które najwidoczniej z jakichś kosmologicznych powodów juŜ istniały) podpowiedziało im, co mają robić, snuli się bez Ŝadnego zajęcia po bezludnym krajobrazie. Od momentu jednak, gdy poznali radość seksu, zaczęli płodzić boskie potomstwo w duŜej ?}§??. Przy jednych narodzinach zdarzyła się tragedia, bóg ognia, przychodząc na świat, okrutnie poparzył Izanami, i ta w bólu odeszła do krainy umarłych. Izanagi, nie mogąc znieść rozpaczy po utracie Ŝony/siostry, udał się w ślad za nią, i mimo iŜ błagała, by na nią nie patrzył, nie wytrzymał, podniósł wzrok. Izanami z krainy umarłych nie była juŜ jednak tą, której pragnął brat/kochanek, i zobaczywszy jej skalane śmiercią ciało, zapomniał o swojej miłości. Izanagi od tej chwili myślał juŜ tylko o tym, by się oczyścić z brudu

śmierci, i pognał z powrotem do świata Ŝywych. Zanurzył się w wodzie aŜ po czubek głowy, dając początek nie tylko tradycji rytualnych oczyszczeń charakterystycznych dla japońskiej religii shintó, lecz takŜe ze wszech miar godnemu naśladowania świeckiemu zwyczajowi codziennych kąpieli. Gdy Izanagi dokonywał ablucji, z jego ciała narodzili się następni bogowie: z nosa - bóg wiatru, panujący nad morzami, a wcześniej z lewego oka właśnie Amaterasu, bogini słońca, władająca niebem. Tak powstał panteon shintó, religii, która zna pojęcie nieczystości i wstydu, ale nie zna pojęcia grzechu. Jeszcze chwila lotu i czerwona kreska światła eksplodowała w kulę oślepiającego blasku, który wypełnił niebo po oszukanej nocy; Amaterasu wyłoniła się z ciemności, byliśmy juŜ w Japonii. Stewardesy zaczęły poranną krzątaninę, mój sąsiad obudził się rześki i wyspany, złoŜył koc tak precyzyjnie, jakby miał zamiar wyciąć z niego origami, a pilot poinformował nas, Ŝe wkrótce wylądujemy na lotnisku w Tokio, gdzie „panują bardzo dobre warunki atmosferyczne". Była jesień, jedyna pora roku, gdy na zachodnim wybrzeŜu Honshu moŜna przez parę cudownych tygodni cieszyć się suchą, słoneczną pogodą i błękitnym niebem, które przez większą część czasu jest białawe, wzdęte od wilgoci, w kaŜdej chwili groŜące pęknięciem. Ten świetlisty, jasny październik to po japońsku kaminazuki, czyli „miesiąc, gdy bogowie są nieobecni". Wybierają się wówczas na wielkie spotkanie do świątyni Izumo, a ludzkość zostaje pozostawiona samej sobie. Pewnie dotyczy to równieŜ cudzoziemców odwiedzających Japonię, bo nasz zachodni bóg nigdy się tam na dobre nie osiedlił. Zobaczyłam, Ŝe wielki las skończył się, a skręcający na południe samolot pochylił się, sprawiając, Ŝe tafla oceanu uniosła się jak połyskliwa zasłona, za którą po chwili w perłowej mgiełce poranka wyrosła góra Fuji. Święte miejsce Domu Słońca, cel corocznych pielgrzymek setek tysięcy Japończyków, którzy w długiej kolejce wdrapują się na szczyt, by tam oczekiwać codziennego cudu światła i pokłonić się Amaterasu wschodzącej znad morza chmur. Mój sąsiad zerknął przez moje ramię w kierunku okna i jego pomarszczona twarz rozjaśniła się w uśmiechu na widok Fuji, góry gór. Welcome to Japan very much, przemówił do mnie wtedy po raz pierwszy i ostatni. Japoński goździk Narita wyglądało jak wszystkie inne lotniska cywilizowanego świata. Z tym moŜe wyjątkiem, Ŝe pracownicy fizyczni ubrani byli w schludne uniformy bardziej przypominające garnitury niŜ kombinezony robocze oraz śnieŜnobiałe rękawiczki, a młode urzędniczki kłaniały nam się, wskazując drogę teatralnie pięknymi ruchami rąk i nie przestając mówić wysokim, przepraszającym tonem, choć nikt nie zwracał na nie uwagi. Dziarscy i wyspani Japończycy ustawili się w swojej kolejce, trzymając w pogotowiu paszporty z wizerunkiem wschodzącego słońca, a ja wraz z grupką kilkunastu śmiertelnie zmęczonych, wymiętych cudzoziemców powlokłam się do okienka dla Aliens, „Obcych"; ósmych pasaŜerów Nostromo, którzy nielegalnie załapali się na ten lot. Czekając na odprawę, jeszcze raz przyjrzałam się wydrukowanemu e-mailowi od Japonki imieniem Chizuko, która pomagała mi na odległość załatwić wszystkie formalności. Informowała mnie w nim, Ŝe pogoda w Tokio jest piękna (bo wzmianka o pogodzie to obowiązkowa część wszystkich japońskich listów), Ŝe będzie pełnić rolę mojej sekretarki (co było prawdą) i Ŝe perspektywa ta „napełnia jej serce prawdziwą radością" (czego jeszcze nie mogłam być pewna). Poza tym precyzyjna, złoŜona z licznych punktów i podpunktów instrukcja dotycząca początku mojego

pobytu w Japonii pełna była imion i nazw stacji brzmiących na przykład Shinagawa i Ishikawa-dai, które mnie napełniały prawdziwym niepokojem raczej niŜ radością. „Shinagawa - Sina-gała", „Ishikawa-dai - Idź-i-kawa-dai", utrwalałam sobie, oswajając obce brzmienie na wypadek, gdybym musiała tych miejsc szukać sama. „W przypadku, który nie moŜe być prawdą, gdybym nie była tam, gdzie mi przeznaczone zostało, aby cię miło zaprowadzić na miejsce ostateczne, postępuj zgodnie z instrukcją, jak cię proszę i przepraszam z respektem", pisała Chizuko w zabawnym, ale wystarczająco komunikatywnym angielskim, „Ja znać drogę, a ty sama zgubiona lub zakłopotana z bagaŜem na zawsze, a przeto ja cię wezmę samochodem z przyjemnością". Jeden znak kanji wyglądający jak haczyk zaplątał jej się w rzymskie litery pomiędzy „s" a „t" w słowie „instrukcja", a ja mimo wszystko miałam nadzieję, Ŝe nie będę musiała sama szukać „miejsca ostatecznego" i Ŝe ten znak nie jest na przykład jakąś waŜną wskazówką, którą powinnam wziąć wówczas pod uwagę. „Profesor", powiedział urzędnik imigracyjny o szlachetnej twarzy aktora Toshiro Mifune, oglądając mój paszport chyba z lekkim niedowierzaniem, a ja odpowiedziałam: „Hai", czyli „tak", bo niewiele więcej potrafiłam. „Daijóbu", odparł w końcu urzędnik, co brzmiało jak „daj dzioba", a znaczyło „w porządku". Wpuścili mnie, juŜ nie było odwrotu. Zobaczywszy mnie, młoda kobieta w stroju odpowiedniejszym dla pięćdziesięciolatki energicznie pomachała tabliczką z wypisanym moim imieniem i nazwiskiem. Odmachałam więc, a ona zrobiła kilka drobnych kroczków w moją stronę z przednią częścią ciała lekko wysuniętą do przodu i ramionami trzymanymi blisko tułowia jak złoŜone skrzydła. Na twarzy miała wyraz radosnej antycypacji, jakby spotkanie ze mną było szczęściem i zaszczytem, na który długo czekała. Przyszli mi na myśl onnagata, aktorzy teatru kabuki grający Ŝeńskie role w spektaklu, który widziałam niedługo przed wyjazdem do Japonii. Ten wcielający się w postać dzielnej małŜonki wodza w podobny sposób przemieszczał się po scenie, wyrzucając z siebie przy tym całe kaskady kobiecych ochów i achów, na których urok część zachodniej publiczności pozostaje na zawsze nieczuła. „Czy ktoś mógłby zabić ją jeszcze raz?" - spytał mój znajomy, gdy bohaterka wspomnianego przedstawienia nawet po okrutnej śmierci długo nie przestawała ubolewać wysokim, przejmującym głosem. Chizuko tymczasem zrobiła kilka kolejnych drobnych kroczków w moim kierunku i zatrzymała się, sublimując radosną antycypację do jej krystalicznej formy. W Japonii, gdzie kostiumy i opakowania waŜniejsze są na ogól niŜ zawartość, kategorie kobiecości i męskości definiuje się o wiele dokładniej niŜ na Zachodzie. To, co nazywamy róŜnicą rodzaju (gender) albo płci kulturowej, mocno zakorzenione jest juŜ w strukturze japońskiego języka, który podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie, ma swoją wyraźną Ŝeńską i męską formę. ZróŜnicowany według płci język stanowi podstawę systemu niezwykle precyzyjnie określającego, co jest właściwe dla kobiet i męŜczyzn. Sposób zachowania Chizuko, z mojej perspektywy odrobinę przerysowany, o krok od przesady, wydawał mi się jednak pełen wdzięku. Była Ŝywym wcieleniem „japońskiego goździka", czyli skromności i delikatnego uroku, jakie powinny cechować młodą damę z dobrej rodziny. Przeciętna przedstawicielka krajów Zachodu co najwyŜej kończy liceum w dziedzinie tradycyjnych kobiecych gestów i zachowań, podczas gdy dziewczyny takie jak Chizuko mają doktorat. Po pewnym czasie spędzonym w Japonii niektóre

Ale co mnie zadziwia. Po Ŝyciu w Nowym Jorku. Albo Shimbashi. gdybyś mogła przyjechać do Japonii". Chizuko stanowiła ciekawą odmianę. Ŝe w miarę rozwoju znajomości sprawa jeszcze bardziej się zaciemniała. krągłych gestów. do nas nie są podobni w niczym. gdzie czasem po dwóch godzinach rozmowy nie miałam pewności. którą. kobiety po trzydziestce. Tokio jest jak Mars Gejsza i Barbie Zupełnie zbita z tropu zatrzymywałam się na ulicy gdzieś w Ginzie. wyglądająca jak personifikacja zachodnich marzeń erotycznych na temat Wschodu. Niewłaściwa konstrukcja gramatyczna. Stała dwa kroki ode mnie. a bywało.„gaijinki" (nawet te. Ŝe tak naprawdę nigdy nie uda mi się przyjechać do Japonii. „Byłoby bardzo miło. Ŝe w oczach Chizuko czaiła się. błyskająca czarnymi ognikami źrenic . Alessandro Valignano Historia del Principio II. Ŝe będzie moją sekretarką. ale przysięgłabym. Ŝe jestem obca i cokolwiek zrobię. jakiej Chizuko uŜyła. gładkich. Ŝe Japończycy z sympatią traktują nasze starania. potrząsnęła moją jak biznesmen ubijający interes. była bez wątpienia przypadkowa. z twarzą wysuniętą w moją stronę. Ta czarnowłosa kobieta. nie byłaby w stanie podrobić Ŝadna cudzoziemka. przy tej pięknej. co znaczą róŜnice w teatrze kobiecości i męskości. choć zupełnie niemodnej fryzurze wyróŜniającej ją na tle krótko ostrzyŜonych pań w jej wieku. o czym od dawna wiedziałyśmy obie. które były dotąd mało „kwiatowate") zaczynają dostrzegać pewną zmianę we własnym sposobie bycia. jeśli juŜ nie sympatia. Niezamierzona ambiwalencja tych miłych słów kazała mi poszukać ukrytego w nich znaczenia. wiedząc. gdybym mogła. jakiej płci jest nowo poznana osoba.) OtóŜ to wszystko nie byłoby zdumiewające. ukłoniła się i powtórzyła. by choć w małym stopniu opanować ich język. Skoncentrowałam się więc na wydobyciu z siebie japońskiej formułki. witając mnie swoim niedoskonałym angielskim. Teraz niewątpliwie pora była na moją kwestię. podczas którego długie czarne włosy Chizuko wykonały taneczne pas. taka pozostanę. lekko pochylona do przodu. jaką ekstrawagancją w Japonii było obstawanie Chizuko. nie mogłam pohamować podziwu dla miękkich. nigdy jednak nie osiągając perfekcji swoich japońskich sióstr. Ŝe praktycznie rzecz biorąc. Jak mogłam być pewna. Dopiero potem przekonałam się. „Joanna-senseU". przemówiła. Wszystko jest tak dziwaczne i przeciwstawne. jak w teatralnej etiudzie. gdyby byli podobni innym barbarzyńcom. I moŜe po prostu bardzo potrzebowałam dobrego znaku. to fakt. w pierwszym zdaniu powiedziała mi bowiem. jakimi zostałam otoczona. Ŝe we wszystkich tych sprawach zachowują się jak bardzo powściągliwi i kulturalni ludzie. Zbyt długo jednak i zbyt miękko. w którym mieszka Słońce.. . powiedziała. nieświadomie upodabniają się do otoczenia.ciekawość. Chizuko niespodzianie wyciągnęła do mnie rękę.. ale czaił się w niej przewrotny sens. chcąc japońskie powitanie uzupełnić zachodnim.Ŝywa. skazana na niespełnialne marzenie o kraju. skoro stacja metra. A moŜe to była Hibiya. Gdy prezentacji stało się zadość. „Gaijinka" na zawsze „nie stąd". (. mimo iŜ byłoby miło. to z całą pewnością . Ukłonu. jakiej nauczyłam się na pamięć. Z całą feministyczną świadomością tego.

by zrobić sobie nawzajem zdjęcie na jej tle. co dalej. dla kogoś. kto nie wie za bardzo. Właśnie. Raz po raz próbowałam bez powodzenia zlokalizować swoje „ja" coraz głębiej wsysane w tokijski labirynt bez wejścia i wyjścia. którego tytuł i cała reszta umknęły mojej pamięci. Wyrosła na jej miejscu restauracja serwująca japońskie dania zachęcała witryną z plastikowymi modelami potraw. kłaniając się chwiejnie. z którym musi zmierzyć się kaŜdygaijin. Po wiadukcie 23 tuŜ nad moją głową przetoczył się srebrny pociąg kolejki Yamanote. szukając stacji. lecz z uporem. upewnia się bohaterka. mówi bohater w jednej ze scen. która znikła. Ŝe płynę pod prąd tłumu poruszającego się według jakichś innych zasad niŜ te. Przez cały czas towarzyszyło mi wraŜenie. jakby zaczęła się mobilizacja. dokąd chce jechać. „Nie. widziałam tuŜ za kawiarnią Starbuck's. odpowiada jej rozmówca. i pocieszając się. W któryś z pierwszych tokijskich dni. któremu przyjdzie do głowy szalony pomysł uchwycenia w słowa czegoś. wyrwana z kontekstu rozmowa z japońskiego filmu. „Ta daleka planeta?". co z kaŜdej sieci opisu wymyka się szybciej niŜ rtęć. Nie tyle chodziło przy tym o konieczność trzymania się lewej strony. Stanęłam tam. hiperrealny makaron w jednym z talerzy unosiły pałeczki trzymane niewidzialną dłonią. Traciłam poczucie czasu i przestrzeni. jakby mapę europejskiego miasta ktoś pociął w niszczarce do dokumentów i posklejał na chybił trafił. Coffee. a potem poŜegnali się. równie dobrą. Ta połoŜona w północno-wschodniej części Tokio dzielnica w przeszłości była kipiącym Ŝyciem centrum 24 . trafiłam w ten sposób do Asakusy wyrzucona na jej brzeg z zatłoczonego pociągu. Dwóch podchmielonych starszych panów wytoczyło się z restauracji. zgrabniej i w innym rytmie poruszających się w tłumie. W ręce ściskałam zupełnie nieprzydatny na początku atlas Tokio. Na wielkim billboardzie reklamowano robota-kelnera. Po nich przemaszerował oddział uczniów w wojskowych mundurkach i Ŝółtych kapelusikach tak równym krokiem. ile o jakąś subtelniejszą właściwość japońskich ciał przyzwyczajonych do mniejszej przestrzeni osobistej. Zarzucając szal na ramię. krzycząc coś z uśmiechem. Przypomniała mi się absurdalna.przysięgłabym. Ŝe na jej odnalezienie mam dwa lata. pyta dziewczyna. Szłam dalej. na twarzach miały białe chirurgiczne maseczki i rozmawiały przez telefony komórkowe. stłoczone twarze w jego oknach mignęły i znikły jak fatamorgana. Dziewczyna w róŜowym kostiumie i białych rękawiczkach wręczyła mi opakowanie chusteczek higienicznych. Na moje oko kaŜda strona wyglądała tak. znajdowałam inną. łatwą do opanowania. zatrzymało się nieopodal i uniosło w górę telefony komórkowe. „Dlaczego?". rezygnowałam z przygotowanej wcześniej marszruty i dawałam nieść się miastu jak papierowa łódka rzece. lalala". Jak opisać miasto niemoŜliwe? To pytanie. który serwował kawę dwojgu zielonym kosmitom śpiewającym po angielsku: „Coffee. które znam. powodowałam więc małe katastrofy wśród ludzi zachowujących się tak. doskonalsze niŜ prawdziwe. zaczęły wzbudzać we mnie głód. Minęły mnie dwie kobiety w kimonach. w ciągu godziny znikła jak kamfora. by nie wadzić innym. by pomyśleć. dryfujących ku pogodnemu wieczorowi. „Nie wiem". jak batonik Mars". „Tokio jest jak Mars". Śliczne plastikowe potrawy.

oblepione są szyldami i reklamami ze zdjęciami półnagich dziewcząt. teraz zredukowana do kilkudziesięciu erotycznych przybytków. Sarariiman. pozostała symbolicznym wejściem do shitamachi. Brak sztucznych kwiatów. W okresie Edo (1600-1867) w tych właśnie okolicach powstała Yoshiwara. byle jakie. jedna z najsłynniejszych na świecie dzielnic rozpusty. a dziś kurczy się pod naporem nowoczesności. plastiku i bóg wie czego jeszcze. w świetle neonów miękły betonowe kontury domów. a wejścia do lokali dyskretniejsze. japońskie i europejskie motywy zdobnicze tworzą niesamowity miszmasz stylów i kolorów. roześmiane dziewczyny z rozjaśnionymi włosami. pochodzi od angielskiego sałaty (pensja) i man (człowiek. skupisko domów publicznych o pretensjonalnych nazwach typu „Versailles" lub „Scarlett" i kiczowatej architekturze jakichś zwariowanych zameczków. by w ramionach wyrafinowanych mistrzyń sztuki erotycznej zaŜyć zabronionych im uciech. poświęconą Kannon. lecz świętość miejsca. pozbawione krzykliwych ozdób. francuskich pałacyków. Niebo zmieniło barwę z sele-dynoworóŜowej na perlowoszarą. Była spokojniejsza niŜ pozostałe. przestrzeń sacrum. grupy rozochoconych męŜczyzn znikały w barach i klubach. UŜywają jej nadal zatrudnione tam osoby. Legenda mówi. tych . słowo madę inJapan.tak charakterystycznych dla Tokio . statków kosmicznych. Główny budynek Sensóji wybudowano całkiem niedawno. przynaleŜną bóstwom. do których samuraje zakradali się. duszona wielkimi budynkami ze stali i szkła. Teraz Yoshiwara to betonowa kraina sarariimanów. ale na współczesnych mapach Tokio Yoshiwara to prozaiczne Senzoku 4-Chóme.ponurych panów w identycznych garniturach. by dać się pochłonąć przez plamy światła w otwieranych drzwiach. Ŝe w tej 25 okolicy znajdowała się tylekroć opisywana. a przynajmniej nie oficjalnie. Tak jak w całym Tokio. połoŜone nieco na północ od centrum Asakusy. lecz obdarzone za to w nadmiarze szemranym czarem rodem z filmów o japońskich gangsterach. Dla wielu prowadząca do niej majestatyczna i zdobna w wielkie czerwone latarnie Kaminarimon. dzieli tu od profanum mniej niŜ krok. męŜczyzna) słuŜąc określeniu etatowych pracowników biurowych. Trudno sobie wyobrazić. Te zbudowane w ostatnich dziesięcioleciach budynki z betonu. lecz lekko nadpsute. malowana i filmowana enklawa płatnej miłości. wszystko jest tu nowe.śmiesznych . sprawiające wraŜenie skleconych naprędce i tymczasowych.shitamachi. Turyści i tokijczycy ciągle jednak tłumnie tu przyjeŜdŜają ze względu na słynną świątynię Sensóji. nieistniejące w języku angielskim. bogini miłosierdzia. ale dla wiernych nie on jest waŜny. ozdobionych plastikową głową Sfinksa. czyli Brama Boga Burzy. meksykańskich burdeli. który dwóch braci rybaków w VI wieku wyłowiło z wód pobliskiej Sumidy. porcelanowych „witających kotów" maneki neko czy zwierzątek tanuki . Egipskie. tradycyjnego „dolnego miasta". ekstrawagancko ubrani chłopcy ciekawi. z obłaŜącymi płatami farby. Pozbawione są wprawdzie splendoru i wyrafinowanego wdzięku ze starych drzeworytów. Okolica ta nawet nie nosi juŜ dawnej nazwy. którzy dopiero pod wpływem wieczornej kolejki sake zaczynają się uśmiechać. a ja znów na chybił trafił skręciłam w jakąś uliczkę wsysającą w swoją gardziel ciemność nocy. a jedna sfera niepostrzeŜenie przenika w drugą. na którym stoi. Ŝe pod fundamentami świątyni ukryto złoty wizerunek bogini. krąŜyli jak ćmy w gęstniejącym mroku. pełne zacieków wilgoci i rudawych plam rdzy. labirynt drewnianych domów. co przyniesie noc. Zapalały się kolejne neony.

Wielkomiejskie jak Manhattan i krok dalej małomiasteczkowe niczym Radomsko. a na pewno mający niewiele wspólnego ze współczesnym Ŝyciem. a nie prawej strony stacji. rękaw złotawego kimona z właściwym dla jesieni motywem liści klonu. i naleŜącego do kurczącej się grupy koneserów tradycji. czasem wręcz trochę śmieszny. Czy ta chwila zdarzyła się naprawdę? W tym samym momencie odbiła się w szybie twarz przechodzącej nieopodal blond Japonki w minispódniczce. Imeji cheinji Miasto gęste jak semiotyczna dŜungla. W dłoni trzymała pakunek zawinięty w jedwabną chustkę furoshiki.kunopsów eksponujących piwne brzuszki i wielkie jądra. a oni upierali się. Pozbawione starówki z prawdziwego zdarzenia. bo moŜe się okazać. wysoką fryzurę. pełne szczelin. Takie właśnie jest Tokio: jak Barbie i jak gejsza. nie oglądając się. Ŝe piękność kusząca nasz wzrok to tak naprawdę męŜczyzna w przebraniu kobiety. które niektórzy zwą Miastem Przyszłości. Pod jedną z bram podjechał właśnie ciemny mercedes. fluidalna właściwość wody. Sprawiają. znikła w oszklonych drzwiach. by sobie pozwolić na jej towarzystwo. przez które sączy się przeszłość. Betonowa nowoczesność i ciągle Ŝywa przeszłość to dwie twarze Tokio. Kokietują i uwodzą. Ŝe bledną i odchodzą w niepamięć uroki innych miast. a pełne śladów przeszłości wpisanej w pejzaŜ. wypełniając uliczkę od krawędzi do krawędzi swoim metalowym cielskiem. Ŝe w głębi znajdują się przybytki niepotrzebujące reklamy. Ŝe moŜna spędzić w Tokio całe lata i nie spotkać Ŝadnej. dziś gejsza jest widokiem tak rzadkim. Dla nas gejsza nadal ucieleśnia Tajemnicę Wschodu. gdzie dokładnie znajduje się mój dom. Zmiana. Spotkanej na wakacjach parze Amerykanów. Potraktowałam ten niespodziewany obraz jak prezent od losu dla „gaijinki" szukającej jakichkolwiek drogowskazów. który jednak prawie w całości jest dziełem ostatniego półwiecza. które niemal przygniotło mnie do muru. trwałość w nietrwałości tworzą megapolis. Uchyliły się automatycznie otwierane tylne drzwi i wysiadła z nich gejsza. Nie moŜna jednak ufać swoim oczom. Albo kobieta udająca męŜczyznę w przebraniu kobiety. nierozdzielne i tak samo prawdziwe. Ŝe moŜna by ją zobaczyć w eleganckiej Akasace. Spieszyła się zapewne na przyjęcie urządzane przez kogoś bogatego na tyle. podczas gdy większość Japończyków widzi w niej anachronizm. Przez moment widziałam jej alabastrową twarz. Nie bardzo mogliśmy się porozumieć. Ŝe salon gry paczinko znajdował się z lewej. bym kiedykolwiek widziała kwiaciarnię o nazwie Flower House. bo zarezerwowane dla uprzywilejowanych. próbowałam 27 wytłumaczyć. Dopiero po powrocie . Z wdziękiem wysunęła się z wnętrza samochodu. bardziej prawdopodobne. dla których jest ono nadal poŜądane i atrakcyjne. znaczył. Ja nie byłam w stanie przypomnieć sobie. Co robiła w Yoshiwara? 26 Jeśli w ogóle. bo co rusz okazywało się. które kiedyś się lubiło. miasto pandemonium. Kiedyś stały element w pejzaŜu miasta. którzy dwa lata temu mieszkali w tej samej tokijskiej dzielnicy co ja. Nakładają się na siebie i przedrzeźniają. a jej malutkie stopki w śnieŜnobiałych skarpetach tabi i sandałach jednocześnie dotknęły chodnika. Albo zupełnie odwrotnie. Z jednej strony międzynarodowe i hipernowocze-sne. Ŝe pamiętamy zupełnie inne punkty topograficzne. Z drugiej tradycyjnie japońskie. miasto wspaniałe. a nie tu.

przestał istnieć.jak pisze Donald Richie w The Image Factory . co w Japonii. jakie sprawia to „szacownym mieszkańcom". gdzie niedawno stały drewniane rusztowania. by przez cały czas stał na straŜy i informował przechodniów. by się o tym przekonać. by błyskawicznie wybudować coś bardziej na czasie. Mieszkający od trzydziestu lat w Tokio Richie miał duŜo czasu. zjadali swoje o-bentó. do którego zdąŜyłam się przyzwyczaić. Imeji cheinji. posiłek ładnie zapakowany w plastikowe pudełko. Ŝe mają rację ci. z białymi ręcznikami owiązanymi wokół głów uwijali się jak mrówki i nigdy nie widziałam. podąŜając za ruchem jego ręki. MoŜna więc opuścić na kilka miesięcy swoje sąsiedztwo. Ŝe uwielbianego w grudniu modelu telefonu komórkowego nikt powaŜnie traktujący swój wizerunek nie chce w styczniu. to . Zdałam sobie sprawę z tego. Młodych Japończyków nie dziwi. czyli image change. świetnie prosperującego fryzjera dla psów o nazwie Happy ???-ber Dog. czyli betonowy dom zbudowany na mocniejszej konstrukcji. teraz były trzy szeregowe domki w budyniowym kolorze i juŜ mieszkali w nich ludzie. Przez kilka tygodni moje sąsiedztwo zmieniło się na tyle. z jakichś powodów przeniesionej tuŜ pod okna naszego domu zamiast. Zycie przeciętnego apato.obowiązkowe stają się koronkowe spódniczki noszone na celowo za długie dŜinsy. ale równieŜ wyglądu domów i całych miast. a pracownik z czerwono świecącą pałką. gdy siedząc na krawęŜniku. by po powrocie znaleźć je odmienione nie do poznania i na miejscu. a w skrzynce wciąŜ pojawiały się listy przepraszające za ewentualne niedogodności. Budowane współcześnie w Japonii domy nazywa się z angielska apato (od apartment) lub manshon (od mansion). Ŝe poczułam się zdezorientowana. Ŝe pewnie Ŝadna inna ze stolic świata nie ewoluuje w takim tempie jak Tokio. modelu komórki czy doczepianej na przykład jako breloczek do niej najukochańszej w danym sezonie maskotki.na kolejne parę tygodni . by w jakimś punkcie mojej dzielnicy nie burzono czegoś. którego waŜne zadanie polegało na tym i tylko na tym. a wspomniany sklep znaleźć tam. którzy piszą. powinni ominąć przeszkodę. stoi w Tokio przez jakieś 28 trzydzieści lat. by robili sobie dodatkową przerwę oprócz tej na lunch. gdy . Robotnicy w szerokich spodniach a la Sindbad i butachskarpetach o płaskiej podeszwie i jednym palcu. zmiana wizerunku. ale kaŜda osoba lubiąca obserwować modę zauwaŜy. gdzie wcześniej był plac zabaw dla dzieci z jadowicie zieloną plastikową trawą i statuetką trzymetrowej Godzilli. Sprawnie. jak się wydawało.najpopularniejszy slogan współczesnej Japonii. Ŝe modne w sierpniu asymetryczne bluzeczki firmy Milk lub Betsy Blue są zupełnie passe w połowie listopada. Tokio to jeden wielki plac budowy i niemal nie zdarzało się. gdzie niedawno jeszcze był sklep z tofu. . czysto i nawet niezbyt hałaśliwie burzyli i budowali. W Ŝadnym teŜ innym kraju mody nie pojawiają się i nie znikają z porównywalną szybkością. Ŝe jego siedzibie potrzebne jest imeji cheinji i zrównają z ziemią.lub trzypiętrowego budynku o drewnianym szkielecie. Co to za przyjemność rozmawiać albo „esemeso-wać" z niemodnego telefonu? Imeji cheinji dotyczy jednak nie tylko koloru włosów. Ŝe właściciel młodszego domu dojdzie nagle do wniosku. by wznieść coś innego. zobaczyć miniaturową replikę rzymskiego pałacu w kolorze morelowym. a manshon.przyczyna tych nieporozumień stała się dla mnie jasna. jak. Tam. trwa średnio kilkanaście lat. Niewykluczone jednak. czyli dwu. za to stary i troszkę podupadły sklep z tofu.

bowiem właśnie minęło przepisowe siedemdziesiąt lat od tego. dopełniają obrazu świata istniejącego w wiecznym cieniu zagłady.przy-wyka się do powtarzalnego scenariusza. lecz w „stawaniu się" naleŜy upatrywać 30 jego istoty. Ŝe nie tylko w poezji czy sztukach plastycznych. Najsilniejsze wstrząsy notuje się w regionie Kanto. Ŝe serce nienawykłego cudzoziemca skacze do gardła. które towarzyszą budowaniu Tokio. co stworzyli. sprawiło zatem. Wiele japońskich gór. Tokio połoŜone jest w jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów świata i ziemia pod stopami tokijczyków drŜy właściwie nieustannie niczym wielkie zwierzę gotowe obudzić się. stali i szkła. „Trzęsie". kolejne moŜe nawiedzić Tokio w kaŜdej chwili. Rocznie urządzenia pomiarowe zapisują około tysiąca wstrząsów. Tokio na chwilę zamiera. jak gdyby nigdy nic.jeśli są Japończykami wracają do swoich spraw. opartych na historii wielkich trzęsień. trzy tygodnie. Na początku pobytu w Japonii kaŜdy odczuwalny wstrząs jest mocnym przeŜyciem dla większości „gaijinów". przewracając się na drugi bok. stukają przesuwane ściany fusuma. Ŝe ziemia to coś stabilnego i nieruchomego. zmiatając wszystko. Według wyliczeń.Japończycy mieli kilka tysięcy lat. tracimy głowę i wpadamy w panikę. stwierdzałam i odsuwałam notebook dalej od krawędzi biurka albo chwytałam podskakujący kubek. Przez parę sekund drŜą szyby domów. ale zamiast zalecanej latarki i butelki z wodą zabrałam tylko dyskietkę z pisanym właśnie tekstem. tanich i nietrwałych. Groźba tsunami. lecz równieŜ w japońskiej architekturze „tymczasowość" raczej niŜ „trwałość" stała się poŜądaną kategorią . gdzie leŜy Tokio. z których czterdzieści procent jest wciąŜ aktywne i w kaŜdej chwili grozi erupcją. Ŝe co jakiś czas muszą budować swój świat od nowa i Ŝe jest to proces tyleŜ naturalny co nieuchronny. wracające na wyspy co roku z niszczycielskim uporem. ale potem . o których wiadomo. Wiedząc. gdy nagle całe miasto „dostaje dreszczy". Ŝe będą stały tylko przez jakiś czas. Japończycy zawsze uŜywali materiałów będących pod ręką. Przyzwyczajeni. Za pierwszym razem. czyli tam. by była odczuwalna dla człowieka. moŜe zostać zniszczone przez trzęsienie ziemi i będący jego nieodłączną konsekwencją poŜar. Wznoszenie siedzib. a zapomniane słowa modlitwy przychodzą na myśl nawet najbardziej zatwardziałym bezboŜnikom. który z pewnością nie był tego wart. czy to mała czkawka ziemi. Ani trwałość. zasypiają. tak łatwo jak okruszki ze stołu. a potem . łącznie z Fuji. co napotka na drodze.wzorem Japończyków . czy początek końca. które w 1923 roku obróciło stolicę Japonii w perzynę. by przyzwyczaić się. z których większość jest 29 zbyt słaba. wielkiej fali. schowałam się do łazienki (gdzie ponoć są najmocniejsze ściany). Pierwsze trzęsienie ziemi sprawia. ludzie zatrzymują się w pól niedokończonego gestu albo budzą ze snu. przeciągnąć i strząsnąć z grzbietu te miliony ton betonu. Po rocznym pobycie nie zwracałam juŜ większej uwagi na czkawkę ziemi. Odczuwalne wstrząsy zdarzają się w Tokio raz na dwa. Ŝe praktycznie w kaŜdej chwili to. to byłe wulkany. ale tragedia moŜe zdarzyć się wszędzie. która przychodzi po trzęsieniu ziemi. maj ąc w pamięci jakąś niezbyt mądrą instrukcję z przewodnika. jak przekonali się w 1995 roku mieszkańcy Kobe. kołyszą się Ŝyrandole i zupełnie nie wiadomo. oraz jesienne tajfuny. Nie w „byciu gotowym". ani piękno w zachodnim sensie historycznej ciągłości nie są zatem wartościami.

Ŝe postanowili ocalić świątynie. ani jego uroda nie były jednak dla Amerykanów aŜ tak imponujące i nic nie mogło powstrzymać decyzji o nalotach. kolejne linie metra rozwijały się jak nić z kłębka. co było pod ręką. 31 Ani kilkuwiekowa historia Tokio. publiczne łaźnie. Dziś materiały zgodne z estetyką wabi.estetyczną . by przyzwyczaić się do tak wielkich klęsk wojennych i obecności okupanta w swojej ojczyźnie. Japonia podpisała akt bezwarunkowej kapitulacji. będącego zwykłym śmiertelnikiem. bary i burdele dla Ŝołnierzy generała MacArthura. O ile bowiem Japończycy przywykli do trzęsień ziemi. w której wznosi się domy czy świątynie. o tyle nie mieli wcześniej okazji. by nie zdołać się podnieść. równieŜ nie planowane na długo. Dlatego mono no aware. jakich u siebie nigdy nie mieli. Po wojnie z dawnego Tokio została tylko kupa gruzów i popiołu. wyraŜającą się w umiarze. Na gruzach dawnego Tokio zaczęto chaotycznie budować miasto pozbawione wyraźnego centrum . a nie one same jako trwale obiekty architektonicznego kunsztu (fakt. zamki i mosty. miliony domów dla coraz większej liczby ludzi co dzień napływających do Tokio. W czasie drugiej wojny światowej Amerykanie z listy miast przeznaczonych do zbombardowania po namyśle skreślili Kioto. pozbawiona armii. a na jej terenie zaczęły stacjonować obce wojska. w których lśniły świeŜo wypolerowanym kamieniem bóstwa prastarej religii. stolicę pokonanego kraju. nad nimi i pod nimi otwierano sklepy. nawet jeśli nie jest to konieczne. iŜ to właśnie w Japonii zachowały się jedne z najstarszych na świecie budowli. Dlatego dla Japończyków istotna jest raczej przestrzeń. Współcześnie ta charakterystyczna dla japońskiej kultury cecha zmieniła jednak nieco swoją specyfikę. Mimo iŜ w ciągu XX wieku Tokio dwukrotnie zostało całkowicie zniszczone. czego znieść się nie da". Ŝe ich władca nie jest juŜ bogiem. przepiękną dawną stolicę Japonii. a proces budowania i burzenia nabrał rozpędu. melancholia przemijania i tradycyjnie japońska wraŜliwość na patos rzeczy. Jedna po drugiej pojawiały się świątynie nowiutkie jak spod igły. postmodernistycznej wersji. Stare domy umierają więc. który jednak miał oparcie w wiekach kultury zbyt potęŜnej. a cesarz Hirohito w słynnym radiowym przemówieniu nawoływał Japończyków.takŜe piękno nauczono się tu dostrzegać w przemijaniu bardziej niŜ w niewzruszonej wieczności.siedzibę cesarza. Niegdyś imperium i jeden z nielicznych krajów Azji. skromności i prostocie. a wokół nich. plastikiem i aluminium. przejawia się w wyglądzie współczesnego Tokio w swojej nowej. by „znieśli to. wkrótce potem mocą cesarskiego reskryptu ogłoszono poddanym. zastępuje się betonem. jest prawdziwą ironią losu). więcej domów. została całkowicie pokonana. W morzu niskich domków spiętrzały się kolejne wyspy wieŜowców. to wielkie trzęsienie ziemi z 1923 roku nie było tak tragiczne w skutkach jak amerykańskie bomby w 1945 roku. śmiertelne jak wszystko na świecie. kornie i z . Z tego. Jego tysiącletnia historia zrobiła takie wraŜenie na wojownikach z młodziutkiego państwa. czyli na przykład drewno lub bambus. by na ich miejscu mogły wyrosnąć nowe. który niepokoi wielu Japończyków. bary i restauracje. a jej koniec zastał Japonię w sytuacji najgorszej z moŜliwych: była sojusznikiem faszystowskich Niemiec i ofiarą atomowego ataku. Wznoszono domy. szkoły i z roku na rok coraz bardziej wymyślne „hale wielorakiego uŜytku". które oparły się kolonizacji.

Powojenne Tokio. Ŝe w ciągu kilkudziesięciu lat pokonany kraj stal się na nowo potęgą. Ulice przed domami ozdobiono równieŜ plastikowymi dekoracjami zgodnymi z porami roku. Zachodni romantycy ubolewający nad upadkiem japońskiej „miłości do natury" często nie uświadamiają sobie. nieobliczalna matka tajfunów i trzęsień ziemi. stało się takŜe miastem zwesternizowanym. jak tylko moŜna sobie wyobrazić. sterylne ogródki z przyciętymi pod linijkę drzewkami bonsai albo ogródki zen. 32 W miarę upływu czasu wzrastał komfort Ŝycia. mroczna i niszczycielska. jak potrafią pewnie tylko Japończycy. Chanel. drzewa wycięto lub przystrzyŜono w bezlistne kikuty. budując Tokio. a co innego przedzierać się przez knieje pozbawione betonowych ście33 Ŝek. hamburgerów i blond włosów. Zdobycze nowoczesnej cywilizacji pozwoliły Japończykom zapanować nad siłami natury w sposób większy niŜ kiedykolwiek wcześniej. Starbuck's Coffee. Ŝe sama ta kategoria jest wymysłem Zachodu. garniturów i sukienek. Dior. a nie sielska. Tokio jest być moŜe jedyną stolicą świata. Tego porządku. Bardzo niewielu tokijczyków ma wakacyjny domek na łonie natury. betonując ich koryta i brzegi. zamontowano gdzie się da miliony głośników przypominających o konieczności przestrzegania porządku. a ograniczeniom przestrzennym musieli podporządkować się nawet zmarli. wydaje się Japończykom niebezpieczna raczej niŜ czarująca. jakim jest Japonia. co i tak znaczy coś innego w monsunowym kraju naraŜonym na naturalne katastrofy. Dlatego lubią małe. gdzie w ogóle nic nie rośnie. który sprawił. Tokio wyrosło na nowiutkie miasto o pejzaŜu w całości ukształtowanym przez człowieka. plastikową trawę i czyste betonowe miasta oświetlone jarzeniówkami. zabudowano wzgórza i doliny dawnego Tokio. Potęgą zuŜywającą rocznie więcej betonu niŜ kilkadziesiąt razy większe Stany Zjednoczone. w której mieszkania w pobliŜu parków wcale nie cieszą się wielkim powodzeniem. co. zdyscyplinowano rzeki i rzeczki. tak dalekie od natury. czyściutkim i ucywilizowanym. Ŝe na pozór (i to słowo „pozór" jest tu kluczowe) moŜna uznać Tokio za miasto niewiele róŜniące się od . Co innego bowiem fotografować rozwijającą się magnolię w parku Shinjuku. dawną topografię zabetonowano. z tym Ŝe najczęściej w zminiaturyzowanej wersji. Natura. jego rzeki uwięziono. Japończycy wolą naturę w jej przetworzonej i podporządkowanej człowiekowi formie i wtedy dopiero mogą ją ewentualnie „kochać". frytek. a w masowo budowanych mieszkankach było juŜ wszystko to.oddaniem. W miastach zamieszkało ponad siedemdziesiąt procent Japończyków i pomniejszanie stało się wymogiem codzienności. oświetlono wszystko jaskrawym fluorescencyjnym światłem. choć ciasne cmentarze w wieŜowcach. na których prochy przeznaczono nowoczesne. wryto się pod jego powierzchnię tysiącem korytarzy. wykorzystali z daleko idącą gorliwością. Kentucky Fried Chicken i wszechobecny MacDonaWs sprawiają. za to pełne pająków i zdradziecko wystających korzeni. co na Zachodzie. miastem dŜinsów. jakich na Zachodzie uŜywa się tylko w fabrykach i szpitalach. a włóczęgi po lesie nie naleŜą do ulubionych rozrywek. gdzie plastikowe panele i plastikowe łazienki gwarantują łatwe utrzymanie czystości. a rodziny o wiele mniej liczne niŜ kiedyś zamieszkały w dziuplach typu 2DK (2 dining kitchen). znikały drewniane domy i baraczki ze wspólną kuchnią i bez łazienki.

To oczywiście nic wyjątkowego w globalnej wiosce. w japońskiej wersji francuskiego zwany jest nie bez powodu Puchi Berusayu.najpierw z Chin via Korea. a od XIX wieku właśnie z Europy i USA. modzie. w pobliŜu której mieszkałam. ale kompleks wobec zwycięskiego Zachodu pozostał. a zmasakrowana wojenną klęską toŜsamość kulturowa wyobcowała się z pejzaŜu. ale pejzaŜ Tokio ma pewną dodatkową wyróŜniającą go właściwość. które miało stać się wizytówką nowoczesnej Japonii. iŜ dom powinien być „maszyną do mieszkania". prowadząc do degeneracji wielu aspektów japońskiej tradycji. Zdanie Le Corbusiera. jasnej i suchej. to betonowa monumentalna wersja katedry Notre Damę. dzielnicy zbudowanej na ziemi wydartej Zatoce Tokijskiej. na Shinjuku. nowa siedziba władz tokijskich. jest kawałek Wenecji wraz z typową dla niej zabudową i fragmentem płyciutkiego kanału z kołyszącą się na falach gondolą. To. WieŜa Tokijska. największy impet modernizacji skierowany został właśnie na Tokio. Japończycy zbyt gorliwie zrealizowali zachodnią ideę miasta jako przestrzeni czystej. czyli Petite Versailles. którym podoba się wszystko łącznie z plastikową ikebaną) są do znudzenia zgodni w jego estetycznej ocenie: „brzydkie". czyli Tókyó Tochó.metropolii Zachodu. element najczęściej chyba powielany na pocztówkach. Estetyka wabi uległa degeneracji. wita odwiedzających Statua Wolności. moŜna znaleźć w kaŜdej dzielnicy. Po drugiej wojnie światowej proces ten nieco zmienił jednak swoją spe34 cyfikę. której charakterystyczną cechą jest poŜyczanie i przetwarzanie . Amerykanin od kilkudziesięciu lat zakochany w Japonii trudną miłością. Widoczne na kaŜdym kroku przejmowanie obcych wzorów. zacumowane w kanale wielkości piaskownicy. by czymkolwiek zasłuŜyć na uwięzienie w korycie wysokim na pięć metrów. Zniszczenia wojenne szybko naprawiono. I tak na przykład w dzielnicy Jiyugaoka. Jego główne architektoniczne punkty orientacyjne są poŜyczone z pejzaŜu innych stolic. Zachodnia kultura stała się miarą odniesienia i synonimem postępu w architekturze. co japońskie zaczęto uwaŜać za nienowoczesne i niemodne. uŜywany dziś jako rezydencja dla odwiedzających Japonię przywódców innych państw. poddając się kolonizacji. w tle centrum handlowego o nazwie nomen omen Times Sąuare. Dziś nawet Japończycy nie mówią o nim: „piękne". a w Daibie. ale do całej stolicy. nawet jeśli jej poszczególne elementy tak mało pasowały do japońskiej rzeczywistości. jak na przykład weneckie gondole. wznosi się gmach NTT wyglądający jak londyński Big Ben. Jak pisze w Dogs and Demons Alex Kerr. w której źle rozumianemu funkcjo-nalizmowi podporządkowano inne wartości. po raz pierwszy w dziejach. w jaką nieuchronnie zmienia się świat. Mimo iŜ Ŝadne japońskie miasto nie uniknęło powojennych przemian. pokonany kraj nie poŜycza bowiem na tych samych prawach co kraj będący potęgą. wpływ zachodniej kultury zostawił na wizerunku Tokio ślad trwalszy niŜ przegrana wojna. które dziś są właściwie wyłącznie wzorami z Zachodu. a pałac w Akasace. to średnio udana replika paryskiej wieŜy Eiffla. Jednym . sprawiając. dostrzegalne w ogólnym pejzaŜu Tokio. kiedy prawdziwy bambus zastępuje się plastikowym i betonuje rzeczki o wiele za małe. budynek Tokio Station jest bratem bliźniakiem tego w Amsterdamie. doprowadzając ją często do przesady. japońska wyobraźnia utraciła w sporej części tę niezwykłą zdolność absorpcji i twórczego przetwarzania. to oczywiście równieŜ integralna część japońskiej tradycji kulturowej. w jakich Ŝyją tokijczycy. a cudzoziemcy (z wyjątkiem „nawróconych na Japonię". moŜna dziś odnieść nie tylko do „dziupli". Imitacje. stylu Ŝycia. Ŝe to wtedy.

które bardzo chciało zapomnieć o swojej przeszłości. jest słynny Nihonbashi. pogrąŜając jedno z najpiękniejszych miejsc dawnej stolicy w cieniu betonu. Na dachu czarnej cięŜkiej bryły tkwi monstrualne Ŝółte coś. Wzniesiony w XVII wieku i wielekroć później przebudowywany byl symbolem 35 okresu Edo.. Przeszłości. hołubionego na Zachodzie architekta i designera ??????'? Starcka. gdzie mała szczelina w zewnętrznym tekście pozwala dotrzeć w głąb. podczas gdy miejsce przeklęte pozostało za Mostem Łez . ale nie ma pięknych dzielnic. związek dzisiejszego Tokio z jego historią. jak bardzo dzisiejsze Tokio .tam. Są w Tokio pojedyncze piękne architektonicznie budynki. ściśnięte na powierzchni czterdziestu metrów kwadratowych. Tylko zapaleni „tokiofile" potrafią czytać to marsjańskie miasto jak palimpsest. Drugi z wymienionych wyŜej uczonych zaprasza na fascynujący spacer. zwęŜające się ku górze. Ŝe dawna topografia miasta obecna jest w jego . uwaŜano go za umowne miejsce początku podróŜy do wszystkich zakątków Japonii. Na szczęście nie do końca mu się to udało. który swój los związał z Japonią. do jego spodnich warstw. gdy Japonia przygotowywała się do olimpiady.wzniesione w ciągu jednego pokolenia i na pozór pozbawione planu zakorzenione jest w swojej historii. do czego prowadziła gorliwość w unowocześnianiu i westernizowaniu Tokio. lecz takŜe pomysły bardziej „twórcze": hotele miłości. Tymczasem w latach sześćdziesiątych. która obecna jest w betonowej tkance Tokio. Roman Cybriwsky. choć w praktyce nie sposób go nawet sfotografować. przywrócić zapomniane konteksty zniekształconego znaczenia. być moŜe jedne z najwspanialszych na świecie. których architektura łączy elementy swobodnych wyobraŜeń o włoskim baroku z fantazją o staroŜytnej Grecji. co stało na ich powierzchni: miejsce władzy na przykład jest nadal dokładnie tam. nie dostrzeŜe jednak niewprawne oko kilkudniowego turysty. Skrajny funkcjonalizm a la Le Corbusier ma w pejzaŜu Tokio swoją przeciwwagę w równie skrajnej wersji disnejowskiego kiczu. sklepy z gadŜetami firmy Sanrio w kształcie hipertroficznych truskawek albo domy mieszkalne przypominające francuskie cha-teau. Pierwszy z nich wskazuje na miejsca w jego topografii. Japoński Most. amerykański geograf. gdzie pierwszy szogun Tokugawa wzniósł swoją siedzibę. mimo iŜ wielekroć zburzono i zbudowano na nowo to. Obłe.. Nihonbashi przykryto biegnącą na estakadzie autostradą. podczas którego okazuje się. i japoński uczony Jinnai Hidenobu udowadniają. które zachowały przez wieki swoje znaczenie. Nawet dla jego rdzennych mieszkańców nie zawsze jest ona widoczna. Co bardziej krytyczni tokijczycy nazywają dzieło zrobione przez Starcka w środku ich miasta „złotą kupą". gdzie za czasów szogunatu dokonywano egzekucji i gdzie teraz jest wielkie krematorium. Składają się nań nie tylko imitacje takie jak Wenecja w Jiyugaoce i Statua Wolności w Daibie (by nie wspomnieć o Disneylandzie w Urayasu).z przykładów tego. Nihonbashi był sercem Nihonu. Najlepszym symbolem westernizacji pejzaŜu Tokio jest dla mnie budynek browaru Asashi zaprojektowany przez słynnego. pianka z piwa. postawiony w sercu shitamachi. Nihonbashi nadal istnieje. powtarzalność kulturowych wzorów. Tylko w ten sposób 36 moŜna odnaleźć ciągłość. Tak skolonizowana wyobraźnia wydala na świat miasto. Ponoć miał to być płomień albo.

czyli wspomniany materac uŜywany przez Japończyków zamiast łóŜka.zaprzeczając prawom fizyki . nasiliła się. ale całej zabudowy Tokio. dotyczy nie tylko wnętrza mieszkań. robiąc sobie miejsce delikatnymi ruchami ramion i bioder. Podziwiając tempo. Bliskie. Pod Tokio dzisiejszym .pomieściła jakoś sporą kolekcję maskotek. Światło przygasa i dopóki jest się wewnątrz miasta. matowieć. zamieszkuje ponad 12 milionów tokijczyków. co jeszcze zostało z atmosfery shitamachi. zgasić fluorescencyjne światło. czyli dzielnic. telewizor i nielegalnego kota przybłędę. Ŝe jakimś cudem znalazłaby miejsce na drugi futon. Uczucie klaustrofobii narasta. „Pamiętaj. Tak samo jak 38 . odtworzyć czar zatrzymany na drzeworytach Edo. które znam .Japończycy zbudowali praktycznie od podstaw w ciągu jednego pokolenia. Ŝe lokatorzy muszą korzystać z publicznej łaźni. najbardziej fascynujące z miast. gdy gdzieś pomiędzy domy juŜ stojące wpycha się kolejny dom albo gdy nowy przybysz z prowincji wpaso-wuje się w tokijski tłum.najpotęŜniejsze miasto świata .dzisiejszym układzie właściwie na kaŜdym kroku i jeśli przyjrzymy się uwaŜnie. Ŝe będą potrafili je 37 zmienić. by po chwili ograniczyć nasze pole widzenia do kilku. horyzont zawęŜa się do kilkudziesięciu metrów.moŜe juŜ wkrótce naleŜeć do przeszłości wspominanej z nostalgią. Ŝe zawsze moŜesz się u mnie zatrzymać". Puste centrum labiryntu Po kilkudziesięciu kilometrach dzielących je od lotniska Narita Tokio otwiera betonową paszczę i wchłania ufnego podróŜnika w szary labirynt swoich wnętrzności niczym wielki wieloryb. dopóty nie zobaczy się pełnego blasku słońca. a brak łazienki sprawia. Mieszkańcy stolicy Japonii mają tego świadomość i w ostatnich latach dyskusja na temat zmian niezbędnych. Zbudować sobie stolicę od nowa to nic wielkiego dla Japończyków i marsjańskie Tokio. gdy przyjdzie im na to ochota. lecz takŜe o wpisanej w jego realną i symboliczną przestrzeń nadziei na przyszłość. mikroskopijna kuchenka i zlew. które znam . Ta wciąŜ czytelna struktura palimpsestu świadczy nie tylko o związku Tokio ze swoją historią. by przywrócić Tokio dawną urodę. Tokio. Ŝe trzeba pokazać światu most Nihonbashi bez biegnącej nad nim autostrady. zapraszała mnie przyjaźnie i przypuszczam. zbliŜające się do siebie jeszcze bardziej za kaŜdym razem.brzydkie. toaleta jest wspólna. o którym tu piszę . Moja przyjaciółka Michiko w swoim „apartamencie" wielkości ośmiu metrów kwadratowych utrzymywała nienaganny porządek i . Najbardziej zatłoczony obszar 23 głównych tokijskich ku. Dziś coraz częściej pojawiają się głosy. by kaŜdy centymetr był wykorzystany do maksimum. dostrzeŜemy nawet model spiralnego ufortyfikowania twierdzy Edo sprzed czterech wieków powtórzony współcześnie w układzie kanałów i autostrad. Kolejny kwadrans podróŜy w głąb miasta i ściany są juŜ ze wszystkich stron na wyciągnięcie ręki.jest więc moŜliwość innego miasta. Ŝe trochę przesadzono z zamiłowaniem do betonu i kiczu. W lepkiej mgiełce kurzu i przemysłowych zanieczyszczeń wszystko zaczyna blaknąć. ani przez chwilę nie wątpiłam. W najmniejszych wynajmowanych w Tokio „mieszkaniach" mieści się materac. ocalić. z jakim w ciągu dwóch lat ewoluowała choćby moja dzielnica. cudowne. Umiejętność takiego zagospodarowywania przestrzeni. które dopiero moŜe stać się sobą.ukryta jak Nihonbashi .

Po fortecy niewiele zostało. co nie jest przypadkowe. co znaczy „Wschodnia Stolica". gdzie dziś mieszka. by do zatłoczonego wagonu tokijskiego metra w godzinach szczytu zmieścił się choć jeden więcej człowiek. z . co wyrosłe z jakiejś Ŝywej substancji. gotowe zmięknąć i zaklęsnąć się z powrotem w bulgocącą lawę . śadna droga ani go nie przecina. jakby było nie tyle zbudowane. pełznie na wschód i zlewa się z wodami Pacyfiku. wśród której znajduje się niewidoczna siedziba cesarza. a w rzeczywistości mieści się szkolna wycieczka i szesnastu dorosłych Japończyków. tak w szczelinie szerokości kiosku po kilku tygodniach powstaje dom dla dwóch rodzin. podobnie jak jego poprzednicy. otacza je i zamyka w swoim wnętrzu. jakim niegdyś były na przykład wieŜe WTC na Manhattanie. lecz wielki las. a lata jego władzy przejdą do historii jako okres Heisei. pączkując nowymi domami. nie do ogarnięcia. które stało się nową stolicą Japonii i zmieniło nazwę na Tokio. Panujący od 1989 roku cesarz Akihito. świątynka shintó i sklep ze sprzętem do gry w golfa. Obserwatorium w budynku Kasumigaseki. śaden z domów mieszkalnych nie ma nań pełnego widoku. po prostu nie dopuszczono do tego. Z morza dachów rozlewającego się na cztery strony świata wystają tu i ówdzie lśniące srebrzyście skupiska wieŜowców na Shinjuku. enklawa zieleni. Mimo zuŜytych na jego powierzchni milionów ton betonu Tokio ma w sobie raczej coś organicznego. nie jest przez Japończyków wymieniany z imienia. by śmiertelnicy mogli tam swobodnie zaglądać. otoczony murem i fosą Pałac Cesarski dostrzeŜe się tylko z lotu ptaka. Niemieszcząca się w kadrze metropolia z innej planety. rozlewający się. W miejscu. gęsto obrośnięta wokół miastem. jedyne miejsce. Roppongi czy Ikebukuro. a cesarz odzyskał autorytet i władzę. Tokio nie przypomina innych oglądanych w ten sposób miast. osadzone w czasie i przestrzeni. pulsujący zimnym światłem ocean tysiąca odcieni szarości. podmywa góry. W porównaniu z Tokio widziany z góry Nowy Jork jest łatwym do ogarnięcia. Teren ten widziany z góry sprawia wraŜenie tak odizolowanego od reszty miasta.cudzoziemcowi wydaje się niemoŜliwe. dopchnięty przez konduktora w białych rękawiczkach. z której przez kolejne wieki ród Tokugawa rządził Japonią. wypełniając swoją masą kaŜdy skrawek wolnej przestrzeni.Ŝywioł. na początku XVII wieku decyzją szoguna Tokugawy Ieyasu wzniesiono fortecę Edo. jak ta szara magma rośnie. Po dwustu pięćdziesięciu latach rządy szogunów skończyły się. wydają się stabilne. gdzie mieszka tennó. Niemal widać. prostym miastem średniej wielkości. Stojący w ogromnym parku. Tokio podziwiane z wieŜ widokowych na Shinjuku rozciąga się po horyzont z kaŜdej strony i nigdzie nie ma końca. Stolice starej Europy to małe miasteczka. Gęsta. Przeniósł się więc z Kioto do Edo. stopione ze swoją przeszłością. Symboliczne centrum Tokio to nie budynek czy ich kompleks. ani nie łączy z betonową dŜunglą. które jak na przykład Nowy Jork czy ParyŜ. Shibuya. nieskaŜona zieleń i zupełna pustka to dominujące cechy miejsca. ale Ŝaden z budynków nie wyrósł na tak wyraźny punkt orientacyjny. który wymknął się spod kontroli człowieka. w tym jeden zawodnik sumo. place i mosty pozbawione wraŜenia trwałości. czyli Niebiański Władca. która kierując się nieznanymi prawami kamienieje przypadkowo w domy. ale przestrzeń jest ta sama: odizolowana od reszty świata oaza zieleni. jakby pochodził z jakiejś innej przestrzeni i wrzucony 39 został w Tokio dzięki komputerowej technice.

a najlepiej ze względów prestiŜowych mieszkać w pętli tworzonej przez kolejkę Yamanote. nawet ziemia pod pałacem nie moŜe być niepokojona i dlatego linie tokijskiego metra muszą omijać ten całkiem spory teren w samym środku miasta.obok Los Angeles . lecz miłym starszym panem. nieprzyjemnie zgrzytającym pod stopami. nie jest reklamowane i mało kto o nim wie. na tle którego wycieczki robią sobie zdjęcia. choć skądinąd całkiem miły. „Tokijskie miasta" wydają się „gaijinowi" bardzo do siebie podobne. mimo iŜ niezbyt pasuje juŜ do współczesnego stylu Ŝycia. z czuprynami przyciętymi tak precyzyjnie. wysypany Ŝwirem. Ci pierwsi powodowani są raczej irracjonalnym lękiem przed złą karmą Sanya niŜ realnym zagroŜeniem ze strony Ŝyjących tam biedaków i bezdomnych. StrzeŜe go armia iglastych drzewek o niepokojąco ludzkich kształtach. nigdy nie miał wielu zwolenników. chociaŜ róŜnice między dzielnicami są o wiele sub-telniejsze niŜ w innych stolicach. Struktura Tokio przypomina plaster miodu: jedno skupisko małych domków przylega do kilku innych i tak dalej. Jedyny widoczny z tej perspektywy budynek. Nawet jeśli nie jest juŜ bogiem. Spacer wokół pałacu przez kilka kilometrów oferuje naszym oczom dość monotonny. podczas gdy mieszkańcy Wielkiego Jabłka nie . aby jego miejsce pozostało właśnie tu. Ŝe pomysł. Jak pisał Barthes w Imperium znaku. którego nie widać. nazywali po angielsku swoim „sąsiedztwem" lub częściej właśnie swoim „miastem" i to nawet jeśli ograniczało się ono do okręgu o stumetrowej średnicy. Generalnie część zachodnia Tokio uchodzi za lepszą od wschodniej. bo w przeciwieństwie do wielkich metropolii Zachodu nie ma tu tak wyraźnego podziału na dobre i złe dzielnice. W Tokio właściwie tylko Sanya. reszta to las. Ba. Z biurowców pobliskiego Marunouchi widać wprawdzie mniej więcej to samo co z obserwatorium. To pozorne „nic" przedstawia jednak tak wielką wartość dla Japończyków. plac przed Pałacem Cesarskim jest pusty. mur i ścianę drzew. Tokijczycy unikają go z nieco innych powodów niŜ nowojorczycy Bronksu. jakby właśnie wróciły od fryzjera. Z wyjątkiem nielicznych okazji świątecznych (na przykład Nowego Roku) ogromny. Symboliczne centrum Tokio. w Pałacu Cesarskim. w którym mieściła się część handlowo-rozrywkowa i mieszkalna. naleŜy do tradycji. pełni rolę don'tgo area. Sto dziesięć hektarów najdroŜszego gruntu świata jest w duŜej mierze puste. a handlo-wo-rozrywkowym centrum kaŜdego z nich jest stacja kolejowa. który interesuje się biologią i nie sprawuje Ŝadnej rzeczywistej władzy. bowiem nazwa „Pałac Cesarski" odnosi się do raczej skromnej co do wielkości i całkiem nowej budowli wzniesionej po wojnie. 40 niewielki i raczej niepozorny. przeklęte miejsce egzekucji i kremacji. to pomieszczenia gospodarcze. w środku jednego z dwóch . którego nawet nie zaznacza 41 się pod tą nazwą na mapach (!).najpotęŜniejszych miast współczesności nie ma nic. którą ciągle się kultywuje. puste jak pokój tatami.którego moŜna zobaczyć dachy cesarskich posiadłości. Japończycy chcą. Wokół stacji Tokijska metropolia składa się z organizmów miejskich skupionych wokół kaŜdej stacji metra. łąki i chaszcze. widok na fosę pełną pluskających się kaczek i wielkich jak prosiaki karpi. Moi japońscy znajomi miejsca. by cesarz zamieszkał poza Tokio. ale podobno do bardzo złego tonu naleŜy zerkanie w kierunku siedziby tennó. w których mieszkali.

patrząc na to bujne Ŝycie „miast" wokół stacji nieraz miałam wraŜenie. Ŝe akurat wejdzie teściowa. Mały płotek oddziela kolorowe zjeŜdŜalnie od grobów. milkną stopniowo głosy z megafonów. która mieści się w północno-wschodniej części Tokio i swym biednym wyglądem dość radykalnie odbiega od przeciętnej. Wokół stacji kolejowej toczy się Ŝycie względnie niezaleŜnego organizmu. Jeden z takich kotów przychodził w odwiedziny na mój balkon i . erotyczne przybytki najrozmaitszego rodzaju . telewizory i muzyka. co krok automaty z napojami lub papierosami. smaku. a z okiem domów widać i bawiące się dzieci. i miejsca spoczynku ich dziadków. tłum rozprasza się. Okolice stacji to miejsca o największym nasileniu dźwięku. i przedszkola. do których bardzo często naleŜą i cmentarze. stoisko sprzedające szaszłyki yakitori oraz publiczna łaźnia z dymiącym wysokim kominem.od salonów masaŜu. Ŝe jakoś opierają się trzęsieniom ziemi. światła.w odróŜnieniu od swoich . Pojawiają się i znikają bezszelestnie jak duchy. tym bardziej wszystko blaknie. to dla Ŝyjących w malutkich mieszkaniach tokijczyków coś w rodzaju poszerzonego poza swe naturalne granice livingroomu. szarość wsysa światła. Oprócz Sanya. odpoczywa. poręczne jak domowy barek . cichnie. koloru. czyli przystacyjna rozrywkowa część miasta. otoczone są szczelnie budynkami mieszkalnymi z balkonami. rozrzedza się. flirtuje. dyskutuje o polityce i sporcie. czyli dwupoziomowych baraków budowanych na wynajem z materiałów tak lichych. jeśli nie liczyć niesamowitych tokijskich kotów. Jakaś uliczka wąska. Ŝe łagodnie przechodzą jeden w drugi. a nawet męŜem. Mozart przechodzący w japoński pop.a w Tokio są takich miliony otwiera się przed spacerowiczem i zachęca do spokojnej wędrówki. zapachu. mieszkańcy tych drugich muszą z braku miejsca trzymać pralki i szafki z butami na zewnątrz. To raczej tu. a pomiędzy nią i małym przedsiębiorstwem ogrodniczym wciśnięte są trzy domki mieszkalne. by kochać się bez ryzyka. po hotele miłości. na których wietrzą się futony i suszy pranie. Sakariba. Tam właśnie znajdują się wszystkie sklepy i restauracje. sąsiadującego z kolei ze szkolą i hurtownią materiałów budowlanych. zapachy rozpuszczają się w powietrzu. im dalej od nich. karaoke i paczinko. gwar i tłok. Telebimy. sklepy Diora i bary sushi. tu umawiają się z przyjaciółmi. stoiska sprzedające smaŜoną ośmiornicę i czekoladki Lady Godiva. który moŜe być wielki jak Shinjuku lub Shibuya lub malutki jak Ishikawa-dai. które choć pozbawione ogonów. Brak strefowania dotyczy teŜ wewnętrznej struktury „tokijskich miast". czyta. Znikają czerwone i Ŝółte neony. ale Ŝony milionerów i biedaków kupują tofu u tego samego wytwórcy. do jednej z ulubionych restauracji. znikają wielobarwne reklamy. Między jedną stacją a drugą moŜna nie spotkać Ŝywej duszy. do 42 których chodzi się z narzeczonym. tu się je. Japończycy o wiele częściej zapraszają swoich gości niŜ do domu. reszta miasta składa się z organizmów na tyle niezróŜnicowanych. Te pierwsze mają nawet ogrody. zachowują koci wdzięk i dostojeństwo. do którego starego sklepiku dociera gwar stacji. Ŝe stoję pośrodku czyjegoś pokoju. spokojna .robią wycieczek do Bronksu z uzasadnionej obawy utraty mienia i Ŝycia. gdzie sklep spoŜywczy stoi koło zakładu produkującego tatami i baru karaoke. czysta. Świątynie buddyjskie. Luksusowe rezydencje stoją dwie ulice od „króliczych nor". bary i banki. Ŝe dziw bierze. gdzie w cenę wliczona jest równieŜ masaŜystka. Po chwili jest się zdanym na własne towarzystwo i zupełną ciszę.

nie był głodny. cha". które od tego. tłum gęstnieje. sprawiają wraŜenie wymarłych niezaleŜnie od pory roku i dnia. wołał nas nachalnym kontratenorem tak długo. gdy zatrzymywałam się w środku wymarłego miasta. moŜe zaczepić nas sympatyczny tubylec znający angielski i koniecznie chcący pomóc nam w dojściu do celu. coraz wyraźniejszy. Czasem teŜ. co na zewnątrz. w której akurat trwa uroczystość. Ogrody bogatszych rezydencji oddziela od wzroku ciekawskich wysoki mur. by w spokoju pokontemplować ich piękno. cha. kieszonkowej wielkości park pełen (trzech) kwitnących śliw i zupełnie bezludny. gdy zajrzałam do biura. wyłania się kolejny sklepik. zapraszający. stanowczo się oddziela. więc po prostu szłam dalej przed siebie. Spośród wszystkich krajów Azji. do uszu dociera głos płynący z megafonów. którego przecieŜ nie znamy. Ŝe prędzej czy później trafię na kolejną stację metra. bo na sterylnych tokijskich śmietnikach nawet wróbel by się nie poŜywił. na przykład jęczmienną herbatką. Rysowanie mapek Chizuko przez cały dzień nosiła się z zamiarem zaproszenia mnie do swojego domu na kolację. Po drodze przez te strefy ciszy czasem zdarzy się chram shintó albo buddyjska świątynka. bank i salon gry paczinko. bo tokijczycy nie włóczą się bez celu po mieszkalnych osiedlach. gdzie jestem. Cisza jest więc niemal doskonała. która smakuje jak kasza w płynie. schodach albo balkonach. wiedząc. bo przez większą część czasu zajęte są szkolnymi obowiązkami. cha. śmiały się złośliwie. bo w Tokio nie ma zwyczaju przesiadywania na przydomowych ławeczkach. aŜ został pogłaskany i dlatego nazywaliśmy go Neurotyk. a w kaŜdym innym okresie złowieszcze „cha. Czasem minie nas rowerzysta albo spieszący gdzieś przechodzień.liczba tych urządzeń przypadająca na mieszkańca jest w Japonii najwyŜsza na świecie. wykonanych z przeraŜającym nawet dla dorosłego wyczuciem realizmu. stoisko z rybami albo restauracja serwująca makaron sobą. by odebrać zamówione dla mnie .miejsca przeznaczone do spacerowania. by z ciekawości sprawdzić na mapie. cha" czarnych tokijskich wron. co na ogół mi się nie udawało. Najlepiej wówczas zapytać go właśnie o najbliŜszą stację kolejową. w porze deszczowej szum wody. ale nie spacerowicz. chociaŜ i tak 43 nie toczy się w nich Ŝadne Ŝycie towarzyskie. zaraz potem szarość rozświetla się. choć rzadko. „Cha. potem pokrzykiwanie sprzedawcy sezonowych przysmaków i oto jesteśmy juŜ przy stacji. co jakieś sto metrów stoją uliczne automaty z napojami i papierosami . niezbyt przyjemnych wielkich ptaków mających w zwyczaju wyrywać jedzenie z rąk. Domy w dzielnicach mieszkalnych są ciche. właśnie w Japonii najbardziej ceniona jest intymność domowego wnętrza. nadrzeczne bulwary i centra handlowe . 44 O zbliŜaniu się do niej świadczy pojawienie się pierwszego sklepiku albo baru. w sercu kolejnego „tokijskiego miasta". Czasem najpierw zapach smaŜononych potraw wybiega spacerowiczowi na przywitanie jak pies. o wiele bardziej absorbującymi niŜ w krajach Zachodu. Do tego słuŜą im zatłoczone parki. lecz chyba po prostu ciekawy. MoŜna więc ugasić pragnienie jednym z wielu oferowanych przez nie ciepłych i zimnych napitków. JuŜ rano. podobnie jak w całym Tokio.bezdomnych braci z Polski . Latem urozmaicają ją cykady. albo plac zabaw z całym stadem pleksiglasowych potworów. W dzielnicach mieszkalnych. Ignorując zostawiane dla niego przysmaki. Japońskie dzieci z kolei nie bawią się przy domach.

to widok powszechny w Tokio. co to takiego. W przeszłości słuŜyła temu. Ŝe nie wiadomo. które prowadzi do zupełnie innej części miasta. powiedziała Chizuko. a nie jej kierowca. W związku z tym w Tokio . MoŜe fakt. Po jakimś czasie na rysowanych dla mnie mapkach anonimowe punkty topograficzne zaczęły być zastępowane przez zindywidualizowane znaki przyjaźni: ławkę. choć zaskakujące dla cudzoziemca. gdzie się kończy. ulice nie mają nazw. mogąc juŜ na początku zorganizować nam międzynarodowe Ŝycie towarzyskie. ulice były narysowane za pomocą dwóch równych kresek. Zawsze miałam wraŜenie. W Tokio moŜna bardzo szybko zorientować się w doskonałym systemie publicznego transportu 46 . uliczki kręcące się w kółko jak pies za własnym ogonem i kończące murem w tym samym miejscu. na której siedzieliśmy. Mariko czy Michiko plan zawierał precyzyjne objaśnienia skrętów. a współcześnie stoi na straŜy ludzkiej prywatności. „Muszę ci narysować swój adres". pogubili się w labiryncie. gdybym musiała skorzystać z pomocy tubylca w dotarciu do nich.to pasaŜer taksówki zobowiązany jest wiedzieć. Wyrwała z notesu kartkę i błyskawicznie naszkicowała na niej mapkę. Nadaje się je tylko wielkim arteriom albo głównym pasaŜom handlowym. Ulice nie mają równieŜ numerów i w ogóle nie są punktem odniesienia. Za czasów szogunów specjalnie budowano ślepe zaułki. a cała reszta pozostaje bezimienna. MąŜ właśnie leciał po raz pierwszy do Tokio. Ŝe z łatwością potrafią za pomocą kilku kresek oddać ludzką postać. jakie miałam przedsięwziąć po wyjściu ze stacji koniecznie wyjściem D14. a znaki orientacyjne precyzyjnie opisane w rzymskim i japońskim alfabecie na wypadek. w której byliśmy razem przed tygodniem. wspólnie odwiedzany bar. zwrotów i wspinaczek po schodach. Zamiast tego miasto podzielone jest na jednostki administracyjne. zwierzę w ruchu albo szybko skreślić obraz okolicy w precyzyjnie pomniejszonej skali. JuŜ po kilku tygodniach pobytu byłam w posiadaniu kilku odręcznie wykonanych mapek. którą chciałaby ze mną omówić. Im bowiem bliŜej celu. gdy z radością podziękowałam jej za zaproszenie. gdy po prostu musi zapytać o drogę. Chizuko zdobyła się na zaproszenie mnie i mojego męŜa do swojego „ciasnego i skromnego domu na niewielką kolację". iŜ posługują się tak skomplikowanym systemem znaków. więc ucieszyłam się tym bardziej. Ŝe we współczesnym Tokio tradycja ta nie zaginęła. papierowej serwetce. w powietrzu. w których zagubiony wędrowiec szuka właściwego miejsca aŜ do momentu. a gdzie zaczyna. Ŝe moi japońscy znajomi są o wiele sprawniejsi w rysowaniu niŜ przeciętny Europejczyk. OtóŜ w Tokio.ksiąŜki. w którym się dwie godziny temu zaczęły. sprawia. by ewentualni wrogowie. dybiący na Ŝycie szoguna. jak dotrzeć do danego miejsca. Dopiero gdy w zimnym listopadowym mroku Ŝegnałyśmy się przed bramą uniwersytetu. pijąc kawę z puszki. które jest tak wielkie. którą przechowuję do dziś. Nawet komputer pokładowy bardziej nowoczesnych taksówek nie zawsze pomaga. coraz mniejsze kwadraciki. MoŜna odnieść wraŜenie. bez których nigdy nie znalazłabym szukanych miejsc. mieście. tym zadanie trudniejsze. a nie na przykład C21. Chizuko. ile potrzeba. znaki kreślone na skrawku papieru. Uzasadnienie konieczności mapek jest proste. Naszkicowany ręką Yume. Satoru. z nieśmiałością tak charakterystyczną dla początków naszej przyjaźni wyszeptała coś o „sprawie". Jedna osoba rysująca drugiej mapkę.co prawdopodobnie czyni je wyjątkowym w skali światowej . publiczną łaźnię. Do wieczora jednak nie udało mi się dowiedzieć. Wszystkie te mapki zawierały dokładnie tyle informacji.

gdy mieszka się w większej dzielnicy typu Shibuya. dlaczego tak się dzieje. ale jako praktyczna wskazówka jest zupełnie nieprzydatne. Ota-ku. dodając do tej nazwy odpowiednie cztery numery oraz nazwę miasta i dzielnicy. chcąc nie chcąc. Największą trudność sprawia. w której po pewnym czasie łatwo jest się poruszać nawet bez znajomości języka. a niedostępną. ich sprzedaŜ w Tokio biła rekordy. Ota-ku to nazwa jednego z dwudziestu trzech głównych „tokijskich miast". Ostatni jest numerem mieszkania. stoją z koszami takich reklamowych chusteczek i po dłuŜszym spacerze moŜna zgromadzić. lecz moŜe mieścić się gdzieś między 29 a 42. Młodziutkie dziewczyny w róŜnych zabawnych uniformach. Bywają przypadki bardziej skomplikowane. KaŜdy moŜe trafić na stację Ishikawa-dai. zamkniętą przed cudzoziemcem sferą prywatną. codziennie rozdawanych na ulicach i przy wejściu do metra. ale droga od stacji do domu. Numer 7 wcale nie musi bowiem sąsiadować z 6 i 8. pierwszy numer oznacza kwadrat obejmujący mniej więcej jedną ósmą obszaru Ishikawa-dai. kilkanaście opakowań informujących. W kaŜdej księgarni moŜna znaleźć dział poświęcony mapom Tokio. Ŝe mapy i mapki są praktyczną koniecznością codziennego Ŝycia w Tokio. Ŝe jednym z kryteriów numeracji domów jest kolejność ich powstawania. musi mieć szczegółowe wskazówki. jak i symbolicznej przestrzeni miasta. a trzeci jeden konkretny dom. jak dotrzeć do nowego sklepu dla golfiarzy albo na wystawę robotów. Gdy pojawiły się faksy. klinik. właśnie w okolicy Ishikawa-dai. restauracji i innych instytucji oprócz adresu mają narysowany plan. dajmy na to.. zakładów kosmetycznych czy obiektów sportowych i drukowane są na przykład na opakowaniach chusteczek higienicznych. zlokalizowanie przedostatniego numeru. RóŜnica między przejrzystością sfery publicznej. 47 drugi kilkanaście domów. dotyczy zarówno geograficznej. to jego adres zapisuje się. nie jest juŜ taka prosta. co moŜe trochę wyjaśnia. w czasie deszczu przykrytych foliową narzutką. Mapki towarzyszą teŜ reklamom sklepów. gdzie leŜą do wyboru propozycje konkurencyjnych wydawnictw. szkoła. ale zostańmy przy moim Ishikawa-dai. aby potencjalni klienci mogli do nich trafić. Brak nazw ulic i dodatkowe pułapki z numerami domów sprawiają. Powiedziano mi.tte|p*j ?i« Hi tov ounic\ — San ????? i trafić na kaŜdą stację. ale by odnaleźć mój manshon Bon Hour albo dom mojego sąsiada pana Matsury. takich jak dworzec. Naszkicowany plan ulic i waŜniejszych punktów orientacyjnych. nie przychodzi mi do głowy Ŝadna inna odpowiedź na pytanie. w którym nigdy się nie było. zresztą nie tylko cudzoziemcowi. Wizytówki wszystkich tokijskich firm. Gdy ktoś mieszka. zostać dopuszczonym do tajemnicy naszej prywatności. Oprócz wspomnianej teorii celowo budowanych ślepych zaułków. Ishikawa-dai 2-23-7-105. zakład . bo pozwalały one przesyłać mapki na odległość. Alternatywą dla mapki moŜe być albo wyjście po przyjezdnego na stację albo naprowadzanie go na cel przy pomocy telefonicznych instrukcji. Na przykład Tokio. starających się przyciągnąć klientów barwnymi okładkami i obietnicą przejrzystości.

??» *> ? ?. czasem pozwala dotrzeć na miejsce. bo kiedyś byliśmy razem w pobliŜu..nie.. MęŜczyźni fotografują magnolie w parku Shinjuku. bym łatwiej trafiła na miejsce spotkania. nie mogąc się doczekać mnie w małym barze gdzieś między Harajuku a Aoyamą... a czasem mimo wszystko . Nieopatrznie zapewniłam ich.?» ???***... „Gdzie jesteś?". hipnotycznie wpatrując się w przyjezdnych. Tokijski labirynt bywa dla cudzoziemca prawdziwym wyzwaniem. przed którym siedzi gipsowy dalmatyńczyk. lecz mglistą 49 strukturę przestrzenną. pytali japońscy znajomi. „Kolo takiego rozpolowionego plątana............ i na początku myślałam. przybywającym drogę.?» ? is a-...??» Plan. Organizatorzy większych imprez wynajmują specjalnych „staczy". których wybór jest zawsze mniej czy bardziej arbitralny.... odpowiadałam więc..... tam musisz skręcić w lewo i iść znów prosto aŜ do salonu ... „Japońska miłość do natury". Młodzi męŜczyźni w ciemnych ponurych garniturach stanowili niemal codzienny element krajobrazu w okolicach mojej stacji Ishikawa-dai.. Stali ze swoimi tabliczkami. ?? •7 ? ?? ??????????**r fi' ta ??? .. którzy tkwią z tabliczką informacyjną przy stacji i wskazują 48 Tokio wielkomiejskie (Shinjuku).3 ?' ® ???-?? <*»?> ?*??-.. nie będąc w stanie znaleźć miejsca spotkania.. między fryzjerem dla psów a kawiarnią o nazwie Liąuid Grass.... Nie wiedziałam jeszcze... Hachikó ... „Jesteś prawie na miejscu..fryzjerski albo po prostu „takie duŜe drzewo na rogu".. który wydrukowała mi Chizuko.......... Ŝe w ten spokojny sposób manifestują swoje poglądy i protestują na przykład przeciw długim godzinom pracy albo konieczności noszenia tak okropnych garniturów... „W porządku"..... rozglądając się przedtem w poszukiwaniu charakterystycznych punktów orientacyjnych. w której znakach trzeba dopiero odczytać własny sens. Ŝe uda mi się samej dotrzeć na miejsce spotkania.. Ŝe bez pomocy „staczy" zaproszeni goście do świtu krąŜyliby po naszej dzielnicy... Jednak „pobliŜe" w Tokio ma wymiar nieco inny niŜ na przykład w Nowym Jorku i nie oznacza swojskiego „dwie przecznice na północ".??» ? ? *... skręć teraz w prawo za automatem z napojami z duŜą reklamą napoju Pocari Sweat i idź prosto aŜ do zakładu robiącego tatami.najsłynniejsze miejsce spotkań w Tokio.. po namyśle mówiła na to Yume....

które „moŜna poznać tylko przez działanie typu etnograficznego" i brnąc w dŜungli znaków. a chociaŜ wykorzystywane bywają teŜ przez „profesjonalistki" i ich klientów. gdzie poczuję z lewej strony zapach curry. Hotele miłości nie są domami publicznymi. ale nie ten na parterze. Ŝe jestem prawie na miejscu i teraz tylko muszę skręcić w prawo koło baru sushi. zapytałam Yukiko. ale dla zainteresowanych pozostają one hotelami miłości.. „Z ochotą". W Japonii jest około trzydziestu tysięcy hoteli miłości. a czasem wwąchiwałam się w jego nikły cień zbyt długo. co najbardziej praktyczne. odpowiedziała i stłumiła chichot. W Tokio moŜna bez problemu znaleźć rabu hoteru przy kaŜdej większej stacji kolejowej. aŜ światełko roweru pojawi się w perspektywie zupełnie nie tej uliczki. dalmatyńczyk. tylko następnego. Ŝe w Warszawie. Wiadomość. Siedząc zapach curry. Po odejściu Amerykanów Japończycy wrócili jednak do starych zwyczajów i nadal rysują mapki. Kierowana słownymi wskazówkami tubylców albo trzymaną w dłoni mapką poznawałam Tokio organoleptycznie. Ŝe właściciele takich przybytków próbują dziś innych nazw zamiast love hotel . aŜ zobaczę reklamę z napisem po angielsku Korean Viagra i usłyszę dzwoneczek Ŝebrzącego mnicha. Ulice miały mieć numery. naprawdę niedaleko. a ich rozkwit miał miejsce w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. zasłaniając usta dłonią. nie musi być najbardziej racjonalne". to powinnam znaleźć mały bar serwujący bibimbab. Kochankowie z hotelu miłości „A co robiliście?". zgodziła się. i jego właścicielka zaprowadzi mnie tam. „W kinie. to większość gości stanowią . w Japonii trzeba przyzwyczaić się do tego.. tylko na pierwszym piętrze. czasem docierałam na miejsce spotkania. moja japońska koleŜanka przyjęła z niedowierzaniem. i przejść na drugą stronę uliczki. a co było tuŜ za rogiem. w którą miałam skręcić.paczinko Big Sweet Dream". która poprzedniego dnia umówiła się z narzeczonym o imieniu Shinji i całe popołudnie oraz wieczór spędzili w tokijskiej dzielnicy Shibuya. za które często biorą je cudzoziemcy. boutiąue hotel. wpatrując się w miejski krajobraz z takim natęŜeniem. Po odnalezieniu salonu paczinko dzwoniłam do Yume ponownie. a ta powtarzała. szukać drogi. nie ma Ŝadnych miejsc tego typu. o ile jeszcze tam stoi. mającego w reklamie tańczącą ośmiornicę. Hotele miłości pojawiły się w Tokio po wojnie. gdy poprosiłam. by pokazała mi (tak na wszelki wypadek). gdzie sama nie zdołałam dotrzeć. Jak pisze Barthes w Imperium znaku. czyli rabu hoteru w wymowie japońskiej. którego śladem podąŜać mam tak długo. co 50 pozwoliłoby kaŜdemu przeciętnie inteligentnemu człowiekowi trafić wszędzie bez większego problemu i angaŜowania osób trzecich. które nam wydają się praktyczne i racjonalne. Yukiko mówi.couple hotel. i tam skręcić w lewo. Po drugiej wojnie światowej Amerykanie usiłowali wprowadzić w Tokio zachodni system i uporządkować adresy według zasad. wpadałam w jeden ze ślepych zaułków i potem czekałam zagubiona w gęstniejącej ciemności. ale nie tego pierwszego. restauracji i. a Tokio to miasto. który z hoteli miłości wart jest odwiedzenia. Ŝe „to. bo jeśli nie. fashion hotel lub leisure hotel. jakby nie było stolicy. hotelu miłości". „Pocari Sweat. Big Sweet Dream" powtarzałam sobie w myśli i ruszałam. Pytanie wydawało mi się więc niewinne i zdziwiło mnie zakłopotanie przyjaciółki. gubiłam ślad. jak podróŜnik przedzierający się przez dŜunglę nad Amazonką.

a więc od ParyŜa po Tokio . eleganckiej dzielnicy ambasad. Jawne istnienie w przestrzeni publicznej miejsc. które w Tokio jest zawsze o krok od fantazji. krok od codziennego Ŝycia. gdzie jeden tego typu przybytek stoi tuŜ obok drugiego.część opinii publicznej uznała za wyjątkowo odraŜający i nieprzyzwoity. gdy ich barokowe kształty wyłaniają się z kwiatów jak Wenus z kąpieli w białej pianie. Nie jest to miasto czułych uścisków. by wspomnianą potrzebę zaspokoić. odpowiednio trzy do pięciu tysięcy więcej. Prawie nie sposób zobaczyć na ulicach Tokio całującą się parę. których ogarnął miłosny nastrój. pozostał tam. co odróŜnia go od wszystkich innych hoteli świata. gwiazdka Midori Satsuki. OdróŜniające się od otoczenia architekturą. Wagony metra zdobią plakaty i reklamy z półnagimi dziewczętami o dziecinnych buziach i dojrzałych biustach. wieŜyczki i baszty hotelu Gallery szczególnie malowniczo wyglądają w porze kwitnienia wiśni. I wydaje się. Jeszcze kilka lat temu toczyła się w Japonii powaŜna debata na temat całowania się na powitanie i poŜegnanie. Gallery Hotel jest kwintesencją kiczowatej estetyki hoteli miłości i niedo-v ścigłym wzorem dla wielu innych. Kopułki. a aby zostać do rana. ZałoŜycielka jednego z pierwszych hoteli miłości na Shibuya. w której „urzeczywistniają się pragnienia kochanków". by uprawiać w nim miłość. nie znaczy. Przeciwnie. Ŝe właśnie mamy do czynienia z hotelem miłości. Jego absurdalna architektura disnejowskiego zamku z daleka przyciąga wzrok i dlatego nieraz słuŜył nam jako punkt orientacyjny. ale gdyby jakaś młoda kobieta usiadła na kolanach narzeczonego. trzeba zapłacić od czterech do dziesięciu tysięcy jenów. Mimo iŜ pokoje na godziny istniały wcześniej wszędzie tam. powiedziała. wycieczkowy statek zacumowany między domami albo futurystyczny zamek z atrapami okien. Cennik hotelu miłości. Ŝe jej zamierzeniem było stworzenie „krainy marzeń na jedną noc". których głównym (nawet jeśli nie jedynym) zadaniem jest przyjmowanie na noc gości poszukujących noclegu.aby „odpocząć" przez 2-3 godziny. lecz 52 powściągliwych gestów i par. wariację na temat „pałacu księŜniczki" albo swojski kształt gotyckiego kościoła. Śmielsze formy publicznego okazywania uczuć są surowo potępiane. zawiera dwie taryfy . gdzie moŜna uprawiać seks. gdzie jego miejsce. Ŝe atmosfera Tokio kipi od seksualnej swobody. Ŝe rzeczywiście kissu.to dopiero Japończycy wymyślili hotele miłości otwarcie przeznaczone. wzięto by ją za wariatkę albo „gaijinkę".zwykłe pary. Love hotel oficjalnie przeznaczony 51 jest do tego. Od tej pory japońscy kochankowie. gdzie była taka potrzeba . wystawiony do wglądu na zewnątrz budynku. znajduje się w Meguro. W dzielnicach takich jak Shibuya i Ikebukuro skupiska rabu hoteru tworzą całe enklawy. u ciebie czy w hotelu miłości?" Jeden z najsławniejszych i najokazalszych tokijskich rabu hoteru. które niemal nigdy nie trzymają się za ręce.przeflancowany z Zachodu przez młodą generację Japończyków . mogli dywagować: „U mnie. czyli w domowej sypialni albo w hotelu miłości. hotele miłości znajdują się jednak w sąsiedztwie domów mieszkalnych. jest duŜe prawdopodobieństwo. czyli pocałunek. a Ŝegnającym się . Gallery Hotel. który to zwyczaj . Jeśli natkniemy się w Tokio na budynek przypominający siedzibę Ludwika Bawarskiego albo wenecki Pałac DoŜów. barów i sklepów.

czyli młodych Japończyków nie wyróŜniających się niczym szczególnym w tokijskim tłumie. gdzie i jak się im oddawać. by nie zakłócać harmonii świata. która moŜe. gdzie powstał nowy hotel miłości. gdzie na specjalnych stronach ludzie dzielą się wraŜeniami z hoteli miłości. co sprawia. trzech godzinach.nie łączą się ze sobą tak gładko jak tu. moŜna spotkać tu wyzywająco ubraną kobietę w fioletowych spodniach ze skaju w towarzystwie drobnego okularnika w garniturze. ale bez specjalnych środków ostroŜności. być małŜeństwem. rzetelny przewodnik. to dlaczego by nie uczynić go pięknym? Pewnie w Ŝadnej innej przestrzeni Tokio dwie jej główne cechy . by w dobrym 53 nastroju wyłonić się po dwóch. Dobrym źródłem informacji jest teŜ Internet. W Japonii nie ma moralnych czy religijnych zakazów dotyczących seksu przedmałŜeńskiego. a w jakim dokonano imeji cheinji. gdy oddaje się bardziej dynamicznym rozrywkom. W tokijskich warunkach mieszkaniowych trudno byłoby jednak oddawać się namiętności dyskretnie i po kryjomu.dwoje ciekawskich i odwaŜnych cudzoziemców. by zaparkować. więc właściciele starają się zaspokoić przede wszystkim jej gust. . Oprócz par najbardziej typowych.choć rzadko . aŜ zwolni się jakiś pokój. z których moŜna się dowiedzieć. Młodzi tokijczycy do ślubu mieszkają bowiem z rodzicami (a z kolei rodzice z dziećmi). Ŝe ktoś przeszkodzi albo Ŝe o schadzce będzie wiedziała cała dzielnica. Najpopularniejsze w Japonii samochody teŜ są nieduŜe. gdzie moŜna oddawać się namiętności bez ryzyka. Same w sobie nie są wprawdzie złe ani grzeszne. a co dopiero. Cenione w innych okolicach świata łono natury nie istnieje. a nawet . ale nasila się w weekendy. ciasne i niebywale akustyczne mieszkania w japońskich domach nie słuŜą miłosnym igraszkom i symboliczne zasłonięcie okien nic nie moŜe poradzić na to. Istnieją specjalne przewodniki. zwalniając pokój dla kolejnych chętnych na wycieczkę do krainy miłosnych marzeń. w krainie miłosnych marzeń. W hotelach miłości ruch trwa przez cały tydzień. ani męŜem. który raczej nie jest ani jej narzeczonym. w wyznaczonych przestrzeniach. Ŝe to dama wybiera hotel i pokój. Małe. ale dobrze wychowani ludzie powinni wiedzieć. pod warunkiem. Dla wielu tokijskich par rabu hoteru jest jedynym miejscem. tak uwaŜa się. a niedawno wydano nowy. urządzając inaczej pokoje. który stracił klasę i nie jest w związku z tym godny polecenia. jak sąsiad za ścianą drapie się po głowie. bye. kiedy przed niektórymi z nich trzeba czekać. Ŝe dwa pokolenia są potencjalnymi klientami rabu hoteru. Ŝe słychać nawet. napisany przez młodą tokijską dziennikarkę. do czego słuŜy. Miłosny savoir-vivre mówi. Wszyscy znikają w drzwiach dyskretnie. co wyklucza model amerykański. rozszczebiotaną nastolatkę w czyściutkim mundurku szkolnym i pana po czterdziestce wyglądającego na księgowego z kompleksem lolity. bo trudno uznać za nie wybetonowane brzegi rzek albo parki wielkości sali gimnastycznej. poza tym w Tokio trudno byłoby znaleźć ustronne miejsce. Ŝe wszelkie inne rodzaje zmysłowych przyjemności powinny odbywać się za zamkniętymi drzwiami. Ŝe para jawnie nie obnosi się ze swoją miłością. parę w średnim wieku. choć nie musi. Hotel miłości wydaje się więc jedyną alternatywą. Otwarte podejście do seksu i jednocześnie wysokie sformalizowanie ludzkich zachowań składa się na fenomen rabu hoteru. A jeśli juŜ wszyscy wiemy. Tak jak w złym tonie jest nadal w Japonii jedzenie na ulicy.kochankom musi wystarczyć bye.skrajny funkcjonalizm i skrajny kicz .

które mają to do siebie.niczym latający dywan . Disnejowski zamek z gipsu i betonu albo siedziba szoguna z plastikowymi ścianami imitującymi drewno i ze stojącą w jednym z kątów lekko zakurzoną choinką . na którym stoi lampka z postumentem 55 w kształcie wieŜy Eiffla . jest teŜ łoŜe z baldachimem i złocony stolik. gotowy do uŜytku. kołysze się pośrodku dzięki elektrycznemu napędowi. której nie dotyczą prawa codziennego Ŝycia. gabinet lekarski z fotelem ginekologicznym (lub dentystycznym. śnieŜnobiałą pościelą zapraszającą. co potrafią miłośnicy karaoke . Dlaczego filiŜanką? A dlaczego nie? Nic teŜ dziwnego.przenosi kochanków w czasy samurajów i gejsz. nie udając. którą cenią sobie Japończycy. Nie wszyscy jednak gustują w romantycznej scenerii miłosnego aktu i oni teŜ znajdą coś dla siebie w hotelach miłości. tak pewnie zrobili Yukiko i Shinji w piątkowy wieczór na Shibuya. Ŝe nie dbają o zgodność historycznych szczegółów. nie stwarza problemów. i nie udając. pamiętasz?" W kolejnym pokoju rolę łóŜka pełni gondola z czystą. Futon rozłoŜony pod takim drzewem . Ŝe foyer u szoguna oprócz choinki zdobi kopia Wenus z Milo i kanapka w stylu Ludwika XIV. Trzeba traktować tę przestrzeń nie tyle z przymruŜeniem oka. Ŝe takie jest Ŝycie. więc intuicja designera wydała mi się całkiem na miejscu). gdy łóŜko w innym pokoju okaŜe się róŜowym sercem z pluszu. W hotelu miłości na Shibuya na ścianie wisi więc atrapa okna z wklejonym w nią zdjęciem Montmartre'u. a wanna .to przestrzeń. Ŝe jest to para cudzoziemców róŜnej płci i znających savoir-vivre panujący w rabu hoteru. wnętrze samolotu z mundurkiem stewardesy wiszącym jeszcze w pokrowcu z pralni. które niczym wielki Ŝarłoczny kwiat. po lub . a wnętrzu disnejowskiego zamku uroku przydają gipsowe krasnale i królewna ŚnieŜka (notabene niektórym psychoanalitykom ta bajeczka zawsze się kojarzyła z rzeczami nie dla dzieci. z których wyrastają platikowe paprocie. gdy ktoś woli). by odpłynąć. co zmruŜyć oczy i dać się ponieść wyobraźni. W hotelach miłości motywy zachodnie uŜywane są. Elektryczne drzewka wiśni kwitnącej jaskraworóŜowymi Ŝaróweczkami tworzyć mogą nastrój pokoju utrzymanego w mniej popularnym w rabu hoteru stylu japońskim. przezroczystą filiŜanką. Wygląd hotelu miłości czerpie inspirację z fantazji erotycznych. Zupełnie nie dziwi więc kochanków. Na ogół jednak personel. i przecieŜ nic więcej nie trzeba.w trakcie miłosnego aktu.to oczywiście „ParyŜ naszych marzeń" i Emiko albo Tomomi moŜe szepnąć do ukochanego: „Zupełnie jak w tym francuskim hoteliku. by kochać się w „Wenecji naszych snów". moŜna skorzystać z zestawu do karaoke i zaśpiewać z ukochanym przed. szkolna klasa plus uniform uczennicy.kto wie. Na zwolenników bardziej wymyślnych zabaw czeka średniowieczna sala tortur z plastikowymi łańcuchami. by przydać miejscu romantyczności i duszoszczypatielnej nostalgii. którego dyskrecja jest legendarna. Korzystanie z hoteli miłości jest zaś dziecinnie proste i na ogół nie wymaga . choć oczywiście nie mówią o niej po rosyjsku.gigantyczną. pod warunkiem.54 Estetyka rabu hoteru odzwierciedla popularne wyobraŜenia o miłości. Ŝe nie są one kiczowate. poprawność polityczną ani dobry gust. Łazienka w hotelu miłości moŜe być jaskinią wyłoŜoną sztucznymi kamieniami. Nie ruszając się z niego. Zdarzają się hotele miłości nie przyjmujące „gaijinów" i wtedy juŜ na drzwiach informuje o tym stosowny napis: Japanese only.

moŜna włączyć telewizor (oczywiście. Na przykład do pokoju wielkości mniej więcej dwunastu metrów kwadratowych. wychodzimy na gwarne uliczki Ikebukuro. oznacza to. a w którym rolę tę pełni plastikowy model samochodu osobowego lub furgonetki w wersji country. który niesie lodowatą wilgoć znad oceanu. gwiazdy migocą. Kto wie. Celuloidowe postaci w niesamowitych kolorach zielonkawej Ŝółci i zimnego róŜu podpowiedzą. Gdybyśmy byli przeciętnym małŜeństwem z robotniczego Ikebukuro. Po naciśnięciu guzika płacimy w czymś w rodzaju recepcji. a lustrzany sufit niebem nad Hawajami. szaro i właśnie zaczyna padać deszcz ze śniegiem. Warto chwilę się zastanowić. Ŝe błękitny dywan to ocean. a jacy kochankowie nie lubią tropikalnych rajów i gwiazd? Gdy mijają dwie godziny i łódź dobija do brzegu. a niewidoczne wcześniej lampki na lustrzanym suficie rozbłyskują jak gwiazdy. Ŝe jest telewizor.. który pokój ma wodne łóŜko. tematyczny laserowy show na ścianach albo system oświetlenia wraŜliwego na dźwięk i pulsujący w rytm akustycznej akcji kochanków. musielibyśmy teraz wrócić do mieszkanka źle ogrzewanego i tak małego. w którym jest jacuzzi czy chociaŜ przezroczysta wanna pozwalająca oglądać od spodu zanurzoną w niej nagą narzeczoną. na środku którego stoi okrągłe łóŜko z nieskazitelną 56 pościelą i plastikową palmą u wezgłowia. Jeden z na chybi! trafił naciśniętych guzików przy łóŜku sprawia. Z braku miejsca pralkę trzymalibyśmy na balkonie łub przed drzwiami na chodniku. Z tablicy moŜna dowiedzieć się. Niewiele więcej mieści się w pokoju tropikalnym. cierpiąca na bezsenność i świetnie słysząca mimo swoich dziewięćdziesięciu . a w kącie za drzwiami miniaturowa i bardzo czysta łazienka. kolejny guzik wprawia łóŜko w lekkie chybotanie. tylko łódź? A co wtedy z palmą? Jaką palmą? Kto by się przejmował palmą. Nie ma okien. Otwieramy parasol i walczymy z nagłym podmuchem wiatru. zanim podejmie się decyzję. bo co to za raj bez niego!) i uŜyć jednej z pornograficznych kaset wideo ustawionych na nim w równiutkim szeregu. zdjęcia z opisem wyeksponowane są na podświetlonej tablicy. automat. moŜe nawet mieszkałaby z nami owdowiała babcia z Kyushu. te. a więc moŜe to nie wyspa. Gdyby wyobraźnia potrzebowała dodatkowej zachęty. stolik z herbacianymi utensyliami. jeszcze mały barek. Ŝe pokój jest akurat zajęty. by dobrze wykorzystać wydane jeny. Jest zimno. gdzie ciągle trwa styczniowy dzień. Gdy któreś ze zdjęć nie świeci się. nasze łoŜe jest wyspą. Ŝe po rozpostarciu ramion moglibyśmy dotknąć obu ścian. w której zza wysoko zabudowanego kontuaru klucz podaje nam ręka naleŜąca do osoby niewidocznej w całości i udajemy się do wybranego gniazdka miłości. W foyer naleŜy najpierw wybrać pokój. Lekko oblaŜąca fototapeta z tropikalną plaŜą nie pozostawia wątpliwości. tropikalny raj jest juŜ tuŜ-tuŜ. to zamurowane od środka atrapy. Nie widać juŜ. które widzieliśmy z zewnątrz. a nie parą Ŝądnych przygód „gaijinów". co naleŜy robić. FidŜi lub Bali. a w środku przestrzeń byłaby zapchana do granic moŜliwości plastikowymi pudłami i oświetlona fluorescencyjnym 57 światłem.. Jest cicho i bardzo gorąco mimo włączonej klimatyzacji. a w dywanie kilka dziur po papierosach. Ŝe fototapeta jest zniszczona. ŁóŜko płynie gdzieś po wodach południowego Pacyfiku.znajomości języków innych niŜ uniwersalny język pragnienia (i oczywiście pieniędzy). w którym moŜna kupić prezerwatywę. Ŝe główne światło gaśnie.

iŜ w wagonie metra moŜna zobaczyć siedzące naprzeciwko pięć pań w takich samych fryzurach. pudełeczek i wstąŜek w odpowiednim kolorze waŜniejsze są niŜ ukryty w nich drobiazg. jakie miejsce w hierarchii zajmuje opakowane w niego ciało. na którą składają się dwie monstrualne wieŜe zwieńczone platformami . czyli wspomniana siedziba władz miejskich na Shinjuku. wybierający się na sobotnią partyjkę golfa przedstawia sobą widok doskonałego gracza w golfa. obowiązuje w Japonii o wiele bardziej niŜ w innych rozwiniętych krajach świata. Ta skłonność do nadmiaru znaczącego. a powiem ci. kim ono jest. W kulturze. wszystkie tokijskie nastolatki jak na komendę przebierają się w to. Informuje innych. gdzie wszyscy kucharze noszą wielkie białe kucharskie czapki.często z niebywałym wprost wdziękiem są tu raczej przebrani niŜ ubrani. Pewnie juŜ po drodze planowalibyśmy więc. nawet jeśli w ich lokaliku mieści się naraz tylko pięcioro gości ściśniętych przy kontuarze.siedmiu lat. przesady w ilości szczegółów nadal rzuca się w oczy na ulicach Tokio. Japończycy lubią uniformy. Osoby o tym samym statusie po prostu chcą wyglądać tak samo. słynna elevator girl. plecami dotykających ściany. tak na przykład mój sąsiad. centrach turystycznych. by znów znaleźć chwilę i wrócić do naszego rabu hoteru. strój mówi. bo zasada: „PokaŜ mi. Fakt. Mówi się. czyli domach handlowych. podobnych kostiumach i z torebkami Vuttona na kolanach. Wszyscy zwłaszcza w przypadku młodzieŜy i kobiet . udawał się do Yoshiwara w przebraniu i zmiana kostiumu czyniła zeń inną osobę. Są zamoŜnymi gospodyniami w średnim wieku. Miasto w uniformach Tokio to miasto. pan Matsura. Robotnicy ponoć z własnej woli trzymają się wyróŜniających ich spodni a la Sindbad i ręczników na głowach.zmieniwszy ubranie przestawał być wojownikiem. starsze panie charakterystyczne sweterki i spódnice pełne misternych ozdóbek. a ekwipunek emerytów moczących kije w Sumidzie bardziej pasowałby na finał międzynarodowych zawodów wędkarskich. Na tę wyjątkową okazję . bo niewyróŜnianie się jest cnotą. nie jest niczym szczególnym. gdzie kolejne warstwy pięknych papierków. którą moŜna spotkać w depato. Ŝe Japończycy w zachodnich ubraniach zawsze wyglądają tak. młode zamęŜne kobiety 58 spódniczki jednakowej długości i bluzeczki o zbliŜonym kroju wyprodukowane przez te same firmy. w której status jest precyzyjnie określony. Jak pisze Donald Richie w Image Factory. matki na skwerze takie same kapelusiki. budynkach uŜyteczności publicznej. Jednym z takich miejsc jest na przykład Tókyó Tochó. Tak jak japońscy turyści spotykani za granicą wyglądają właśnie na turystów. w co jesteś ubrany. co akurat lansuje magazyn mody „Fruits". Sarariimani mają więc identyczne ciemne garnitury. Najdoskonalszym przykładem ciała w uniformie jest pewnie tokijska windziarka. tak strój dopiero nadaje sens ludzkiemu ciału. Nawet tak na pierwszy rzut oka barwna i róŜnorodna młodzieŜ z bohemicznych enklaw po bliŜszym przyjrzeniu okazuje się niewolniczo hołdować kilku typom stroju. Tak jak w przypadku japońskich prezentów. a ekstrawagancja czymś śmiesznym i niewłaściwym. kim jesteś". dlaczegóŜ więc miałyby nosić się inaczej niŜ wszystkie inne zamoŜne gospodynie w średnim wieku? Wiele firm nadal ubiera swoich pracowników w uniformy. samuraj chcący uŜyć zakazanej mu przyjemności w dzielnicy rozpusty. jakby wybierali się na wesele lub pogrzeb. nawet jeśli na kolejnym przystanku dołączy do nich szósta.

Ŝe drzwi są otwarte. juŜ w środku.obserwacyjnymi. windziarka kłania się i nie przestając ani mówić. Elevatorgirl z Tókyó Tochó. Uniformizacja i nacisk na konieczność dostosowania się wyglądem do właściwej grupy odniesienia dają jednocześnie moŜliwość łatwej ucieczki w fantazję. uŜywa się podkreślając szacunek wobec rozmówcy. „Proszę bardzo". Ŝe wybraliśmy podróŜ jej windą. lecz dopracowanym w kaŜdym szczególe i pełnym elegancji zaproszeniem. mówiła i mówiła skamieniała w pozie pełnej szacunku i kobiecej skromności. Jej uniform mówi: „jestem elevatorgirl i to wszystko. windą. zwieńczonych infantylnymi kapelusikami. Ta dziewczyna w uniformie pełni rolę Ŝywego honoryfikatora. Windziarka kontynuuje śpiewną informację niezaleŜnie od tego. czy w windzie jest jedna osoba. zapraszając nas w ten sposób do wejścia. Odwiedzając Tókyó Tochó. nie podpierają ścian i nie piłują sobie paznokci. Podobną funkcję pełnią dziewczęta w punktach informacyjnych. Na generowanych komputerowo zdjęciach pokazuje dziesiątki windziarek zamarłych w bezruchu w przestrzeniach nazywanych przez artystkę „zamroŜonymi miastami". stojąca w windzie kilka centymetrów ode mnie. gdybyśmy nie zauwaŜyli. podawała szczegóły procedury ewakuacyjnej w razie trzęsienia ziemi czy dziękowała nam. zdobnych w Ŝaboty i kokardy. Z praktycznego punktu widzenia praca windziarki jest więc zbędna i ma znaczenie czysto symboliczne. korzystając z wolnej chwili. fascynuje się elevator girls i uczyniła je obiektem swoich dzieł. jesteśmy nie byle kim. pozostawała zupełnie niedostępna. Ani przez myśl jej nie przejdzie zbuntować się i wyrecytować nam haiku albo zatańczyć taniec brzucha. ale „szacownymi gośćmi" i obecność windziarki słuŜy wskazaniu na nasz dostojny status. zachęca z uśmiechem w razie. zamiast innych moŜliwych sposobów szybkiego dotarcia na platformę obser60 wacyjną. nie kłopotem dla obsługi. Patrząc gdzieś przez nas. tym najgrzeczniejszym z języków rozwiniętych społeczeństw. mistrzyni ceremonii. co nie jest trudne. osoby te bez mrugnięcia okiem wykonują jedną z najniŜszych w hierarchii i kiepsko płatnych prac. . Potem. Zawsze z tym samym uśmiechem. Ubrana w czerwony uniform młoda dziewczyna najpierw wskazuje dłonią w nieskazitelnie białej rękawiczce na drzwi owej windy. nic nie rozumiejących cudzoziemców. była tak szczelnie opakowana w swój uniform windziarki jak japoński prezent i mimo iŜ znajdowała się na wyciągnięcie dłoni. te stojące przed wejściem do róŜnych lokali i salonów gry. nieskazitelnie schludne sprawiają wraŜenie zaczarowanych księŜniczek. W uniformach zawsze na granicy kiczu. wskazujące drogę w podziemiach handlowych. Nie wiedziałam. czy dziesięć. Nie plotkują z koleŜankami. seksualność. tylko kostium ukrywający ich ciało. bowiem winda jeździ tylko na platformę obserwacyjną i nie zatrzymuje się nigdzie po drodze. Miwa Yanagi. „Dozo". oczywiście. nigdy nie zobaczymy na ich twarzach niezadowolenia. co o mnie będziecie wiedzieć". młoda artystka. ani uśmiechać się. czy informowała nas o historii budynku. Wjechać na nie trzeba. pleć. I tu na scenę wchodzi elevator girl. Tak jak dziewczyna z Tókyó Tochó. której wystawę widziałam w Japonii. Jej gest nie jest takim sobie machnięciem od niechcenia. naciska odpowiedni 59 guzik. które czekają na przebudzenie. zwracając się z taką samą profesjonalną gorliwością do zupełnie ignorujących ją Japończyków i zafascynowanych. nie mają indywidualności. którego w języku japońskim.

rekrutuje się dziś spośród fanek komiksów manga. Choćby na krótko. wykorzystuje tę transgresywną moŜliwość. stanowi oryginalny element subkultury młodych dziewcząt w wieku od trzynastu do dwudziestu kilku lat. gdzie panny ze stolicy i okolic przyjeŜdŜają w kaŜdą niedzielę. a nie komizm faktu. opiera się teŜ wiele starych i nowych form japońskiej sztuki. które są prawdziwymi paniami Harajuku. iŜ japońscy czterdziestolatkowie z kaczymi kuprami naśladują gwiazdę innej rasy. W latach siedemdziesiątych na Harajuku spotykała się zbuntowana 61 młodzieŜ. jakby Steve Martin albo Dan Aykroyd robili swój popisowy numer typu „my dzicy. obowiązują inne prawa niŜ w codziennym Ŝyciu. Scena kosupure to betonowy mostek Jingu nad torami kolejki Yamanote. uwielbianymi przez shójo salonami fotograficznymi zwanymi purikura (od print club). czyli cos-playerek.Japońska kultura. misterium i pikniku. Przy głównej bramie parku Yoyogi na przykład nie zbierają się juŜ demonstranci. W czarnych skórzanych spodniach. od kabuki do Takarazuka. to wystarczy przecieŜ zmiana kostiumu. rozgałęziających się od Takeshita-dori. Kostiumowe szachrajstwa kuszą nie tylko śmiertelnych. a przebieranki stanowią jeden z jej stałych motywów. Elvisi są skupieni. stoiskami z biŜuterią i gadŜetami. lecz w kaŜdą niedzielę tańczy grupa japońskich EMsów. butach z czubem i fryzurach ułoŜonych w kaczy kuper. anime i gier komputerowych. Kosupure. szaleni faceci". tak jak w hotelach miłości. Skoro uniform jest wszystkim. Shójo. nadały kostiumowej zabawie nowy wymiar. Ŝe to zgrywa. To dzielnica mody i młodych. ale główne przedstawienie kosupure naleŜy do dziewcząt. niczym motyle fruwające w rozchichotanych stadkach. najbarwniejsze mieszkanki Tokio. z tą róŜnicą. Dla EMsów z Harajuku waŜne jest mistrzostwo w powtarzaniu tanecznych ruchów Elvisa-Pelvisa. kioskami sprzedającymi naleśniki z bitą śmietaną i owocami. Warto zatrzymać się przy Elvisach. Jakieś dalekie pokrewieństwo łączy Harajuku z nowojorskim East Village. w pełni zaangaŜowani w akt imitacji i tak jak od aktorów kabuki grających kobiety nie moŜemy oczekiwać nagłego mrugnięcia okiem. Jak napisał jeden z amerykańskich autorów. by oddać się swojemu hobby. uczyniły kosupure wydarzeniem z pogranicza happeningu. miejsce nawet w najbardziej szary z szarych tokijskich dni tętniące kolorem i pełne Ŝycia. by stać się kimś zupełnie innym. Królestwem shójo jest tokijska dzielnica Harajuku. ze szczególnym uwzględnieniem tych męsko-damskich. a z drugiej labirynt wąskich uliczek. to przestrzeń fantazji. jakiego nie powstydziłby się sam Król. Nie bez powodu właśnie Harajuku stało się główną sceną kosupure. lecz dobrze znane są równieŜ bóstwom religii shintó. jak i kiedyś. a w pobliskim parku Yoyogi urządzano spotkania grup subkulturowych i parady. Największa grupa wielbicielek kostiumowej zabawy. panowie w średnim wieku naśladują go ze śmiertelną powagą. Dziś Harajuku nie ma nic wspólnego z polityczną rebelią. czyli costiumplay albo w skrócie cos-play. ale to pierwsze oferuje więcej atrakcji. jedna z najwspanialszych świątyń shintó w Tokio. tańcząc pod Heartbreak Hotel. które wkrótce zostały zakazane przez władze. Shójo. czyli młode dziewczęta. wygląda to mniej więcej tak. w której. Ŝe całkiem na serio. gnąc się w takt płynących z magnetofonu przebojów sprzed lat. zanim . Z jednej jego strony znajduje się wielki park i Meiji-jingu. których słodki zapach zawsze budził we mnie głód. na uroku przebieranek. kuszący wymyślnymi butikami z młodzieŜową modą. tak oni w Ŝadnym momencie nie dadzą nam do zrozumienia. tak dziś.

ziemi niczyjej między sacrum aprofanum . ale dla których dziewczęta rzadko chcą pozować. którą podobno specjalnie ze względu na cos-playerki powiększono i wyposaŜono w duŜe lustra. Kosupure nie jest Ŝywiołowym szaleństwem. a cały wolny czas poświęcają szyciu ubrań bądź polowaniu w sklepach Akihabara lub Harajuku na potrzebne gadŜety i materiały. by fotografowie zdąŜyli zrobić zdjęcia. Efekt jest spektakularny. Zajmuje im to duŜo czasu. o tę samą umiejętność naśladownictwa. Niektóre cos-playerki dopiero tu przeistaczają się w ulubioną postać. bo makijaŜe są misterne i dopracowane. Na koniec Sakura Shinguji zastyga na jednej nodze z drugą wyrzuconą w przód jak do kopniaka i wytrzymuje wystarczająco długo. Czasem więc koleŜanka pomaga koleŜance. Cala ta zabawa naprawdę wymaga wiele czasu. Siadają na betonowym chodniku.zwolenniczki kosupure otwierają swoje walizki.jeszcze wyszłam ze stacji.to chyba Brad Kirsten z gry . opierają się o balustradę i malują. Panowie z aparatami pstrykający jak szaleni to cameko (od camera kici). jak co niedziela. którą cenią sobie wspomniani wyŜej Elvisi. a potem zmieniają na inną. Na mostku Jingu dziewczęta zapominają o swoich codziennych toŜsamościach i posługują się pseudonimami. a ciało ułoŜone w teatralnie wypracowane gesty. przybierając pozy wojownicze i seksowne zarazem. czyli kawali. ozdobione przypiętymi na łańcuszkach plu62 szowymi zwierzątkami i gadŜetami. a koafiury niełatwe do ułoŜenia. Twarz dziewczynki jest nieruchoma jak maska no. A o to chodzi w kosupure: o mistrzowską wierność oryginałowi. z czarnym pasem podkreślającym wąziutką talię i kokardą na czubku głowy.w futurystycznym kombinezonie i platynowej peruce . bowiem cosplayerki na ogół trzymają się w małych grupkach lub parach. doceni się. lecz hobby skodyfikowanym. 63 Wygląda na doświadczoną cos-playerkę i ze swobodą gwiazdy pozuje fotografom.precyzyjnie określone reguły zachowania. W kaŜdej zastyga na kilkanaście sekund. inne poprawiają tylko makijaŜ i fryzurę. róŜowych kozaczkach i takimŜ kubraczku. jak doskonałe stworzyły kopie. ale umiejętność jego noszenia i dlatego dziewczęta • korzystając z odpowiednich poradników dla cos-playerek trenują w domu przed lustrem odpowiednie dla swojej postaci pozy i miny. Na mostku Jingu . Spoza ramion Japończyków strzelają aparaty zagranicznych turystów którzy. Liczy się bowiem nie tylko kostium i akcesoria. Wydają więc na nie wszystkie zarabiane pieniądze. Niektóre z dziewcząt przyjeŜdŜających na Harajuku uczyniły z kosupure główną treść swojego Ŝycia: jego celem są coraz lepsze i piękniejsze kostiumy. PowaŜniejsze przebieranki odbywają się w dworcowej toalecie. Cos-playerki z Harajuku to prawdziwe mistrzynie i jeśli zaznajomiło się wcześniej z kilkoma choćby inspiracjami ich kostiumów. śadna nie ma przy tym nic wspólnego ze spontaniczną kokieterią. które w ich uszach brzmi wystarczająco słodko i fajnie. MoŜe nim być imię ulubionej postaci albo jakiekolwiek inne słowo japońskie lub angielskie. trzymając lusterka między kolanami. wysiłku i pieniędzy. mającym własną etykietę i jak wszystko w Japonii . licznie przybyli na mostek Jingu. którzy zawsze towarzyszą cos-playerkom. Oto więc Sakura Shinguji z gry Sakura Wars w bardzo obcisłych białych getrach. Ta androginiczna postać obok Sakury . wśród których dominuje Hello Kitty i króliczek Miffy.

robiąc ostatnie poprawki twarzy. W miarę zbliŜania się południa nadciąga jeszcze wiele. pali papierosa. od jej piskliwego śmiechu jeszcze przez ładną chwilę dzwoni mi w uchu. seksownych pończoszkach i cięŜkich buciorach znieruchomiały z palcami prawych dłoni ułoŜonymi w V. przygięty do ziemi pod cięŜarem lat i sprzętu fotograficznego wartego kilkaset tysięcy jenów. ale jeden siwiuteńki dziadunio. które wyglądają. Jedna z nich rozmawia przez róŜowy telefon komórkowy. Na chodniku u jej stóp siedzi kolejna Mana z zespołu Malice Mizer i je makaron ze styropianowego pojemnika. to jej się udało. by słyszał ją rozmówca. są męskiego czy Ŝeńskiego rodzaju. Jego koronkowa czerń w zderzeniu z bielą dziewczęcych buzi ma w sobie coś niebywale perwersyjnego i niewinnego zarazem. zastygają w wystudiowanych pozach i szczerzą plastikowe kły. . jakie nosiły kurtyzany. lecz z laserową bronią zamiast wachlarza.o ile wzrok mnie nie myli. Mają twarze kredowobiałe i usta wyraźnie spragnione krwi. jakich nie powstydziłby się Ŝaden zachodni klub S/M. przewaŜają panowie kolo czterdziestki. Obecność cameko stanowi integralną część zabawy w kosupure. na prawo trzy Gotyckie Lolity w czarnych króciutkich sukienkach. Trudno zgadnąć. Cameko to amatorzy robiący zdjęcia dla własnej przyjemności (w której szczegóły nie będę wnikać). których nie znam: dwie dominy. pod którą obsunęła mu się wypchana pierś. TuŜ po nich pojawiają się najpierw trzy fałszywe ofiary wypadku zawinięte w bandaŜe schlapane czerwoną farbą. prezentują ostre makijaŜe.w tym sezonie melancholijnego paryskiego amanta. Gotycka Lolita albo Bardzo Elegancka Gotycka Lolita to kostium cieszący się w tym sezonie szczególnym powodzeniem i do tego bardzo twarzowy. Jeśli chciała być kawali. Ŝe mamy do czynienia z doświadczonymi artystkami. 64 z wprawą wkładając sobie pałeczki niemal do gardła. ale płciowa ambiwalencja to „normalka" na mostku Jingu. z niespodziewaną dziarskością co niedziela uwija się wśród cos-playerek. wiele innych cos-playerek. Stojące przy niej dwie dziewczyny w garniturach przebrały się za słynnego otoko-yaku Asami Hikaru.Psychic Force. których imitują. Kilku fotografów rzuca się w ich kierunku. skórzane pejcze w dłoniach i groźne spojrzenia wyćwiczone wcześniej w długich sam na sam z lustrem nie pozostawiają wątpliwości. a głowy ozdabiają fantazyjne czepeczki. prawdziwego łamacza serc (innymi słowy są dziewczętami udającymi dziewczynę udającą chłopaka). Do tego niebotyczne szpilki. Nieopodal jedyny transwestyta . bo na mostku Jingu niczego nie moŜna być pewnym -wyrównuje przód lateksowej czerwonej sukni. czy teŜ one. jakby właśnie wstały z grobu i pierwszy raz od dawna wyszły na światło dnia. którą malowała od godziny. czy idole. szczebiocząc głośniej niŜ jest to konieczne. przygotowując obiektywy. Ŝe sprzedają je prasie i to niekoniecznie przyzwoitej. czyli aktorkę Ŝeńskiego teatru Takarazuka odtwarzającą męskie role . Za czarnymi androginami przygotowują się cztery bohaterki anime Tokyo Mew Mew. a kilka sekund później dwa bliźniacze stworzenia wampiropodobne. Zawsze są to męŜczyźni. spod których wystają pończochy kabaretki. lateksowe gorsety i króciutkie spodenki. ale zdarza się. gdyby wpadł w złe towarzystwo. Po ich lewej stronie samotna i bardzo ponura nastolatka w strojnym kimonie. tak wyglądałby Czerwony Kapturek. spod spódniczek i kelnerskich fartuszków wystają im obszyte koronką pantalony. a oni. Trochę dalej aŜ trzy postaci w kostiumach z popularnego zespołu Malice Mizer przybierają charakterystyczne grobowe miny. by nie zetrzeć czarnej szminki.

moŜe trochę więcej. Fakt. iŜ Japończycy nie widzą w tym nic specjalnie dziwnego ani śmiesznego. niczym więcej. „gaijinów". Fakt. stanowi antytezę poprawnej japońskiej kobiecości. kim chcesz być. przyszła tak do pracy. Od pragnienia bycia Umą Thurman z Kill Bill do przebrania się za Umę i wyjścia w tym stroju na ulicę dla większości z nas wiedzie jednak długa droga (z wyjątkiem moŜe karnawału 66 i Halloween). Nawet jeśli przytłaczająca większość postaci.chcąc nie chcąc . iŜ warunki fizyczne młodziutkiej cos-playerki są odmienne od tych oczekiwanych od króliczków w ich amerykańskiej ojczyźnie. Wśród nieszkodliwych poczciwców pstrykających zgodnie z etykietą i bez złych intencji zawsze moŜe jednak zdarzyć się jakiś otaku. co cos-playerka nosi pod spódniczką. widać. co na kostiumowej zabawie w przedszkolu. z jaką opanowała zestaw gestów i póz. Teoretycznie fotograf zawsze najpierw powinien spytać dziewczynę o zgodę. przybiera seksowne pozy przed wycelowanymi w jej postać obiektywami. Na mostku Jingu kostium czyni cię tym. do następnej niedzieli będzie po prostu betonową kładką nad torami. gdy mostek Jingu zaczyna powoli pustoszeć. co dla nas. Ŝe dziewczętom zaleŜy na zainteresowaniu cameko. Dlatego cameko nie opuszczają japońskiej wersji króliczka ani na chwilę i w błysku fleszy nastolatka staje się gwiazdą. odrzucając jedyny . Nie wolno robić zdjęć z zaskoczenia i surowo zabronione są fotki „z dołu". łatwo się pomylić. Cud transformacji w ulubioną postać. ufarbowana na blond dziewczynka w stroju króliczka „Playboya". chwiejąc się niepewnie na wysokich szpilkach.przynajmniej na pozór . Zdarzają się cameko polujący na nieprzyzwoite ujęcia. Króliczek. maestrię. Transformacja shójo w postaci z manga czy anime odbywa się z całą japońską grzecznością i . by sprostać ideałowi. podobnie jak nie jest śmieszny kilkudziesięcioletni aktor kabuki grający młodą dziewczynę. Tak czy inaczej. NajwaŜniejsze. Gdyby elevatorgirl. ale wtajemniczona widownia potrafi docenić to. W przeciwieństwie do nas japońskie dziewczęta z Harajuku mogą co niedziela spędzić parę magicznych godzin w kostiumie ulubionej postaci. na które . by być kimś innym. a na koniec poŜądana jest wymiana wizytówek. które mogłyby pokazać.godzą się dziewczęta. Pedagodzy i obrońcy moralności nie przywiązują zatem większej wagi do kosupure. by cos-playerki zdąŜyły przebrać się w swoje poniedziałkowe uniformy i z powrotem stać się takimi. Gwiazdą dnia jest dziś drobniutka. jakimi chce je widzieć społeczeństwo nie uznające ekstrawagancji na co dzień. nie stanowi przeszkody i nie czyni jej śmieszną. Nie tylko dziewczęta i nie tylko w Japonii marzą czasem. tak mówi etyka kosupure. Ma ledwo zarysowane piersi i chudziutkie nóŜki. Poza tym młodym dziewczętom wolno bawić się więcej niŜ chłopcom. nie ma ryzyka.65 gdzie od czasu do czasu ukazuje się wizerunek cos-playerki w niezamierzonym przez nią pornograficznym kontekście. wynika z istoty kultury uniformów: przebieranki stanowią tu uznaną formę artystycznego wyrazu. bo w przypadku Japonek wyglądających zawsze o wiele młodziej. ale to ryzyko zabawy. świr. MoŜe ma siedemnaście lat. wcielająca się co niedziela w potęŜną boginię Amaterasu. w jakie wcielają się cos-playerki. niŜ wskazuje ich metryka. Ŝe dziewczęta zapomną się i ruszą w miasto zbrojne w swoją wojowniczą toŜsamość.na mostku Jingu rebelii jest tyle. jest nieczytelne: jej cudowny kostium i wysiłek. Czar trwa do zachodu słońca. dopóki przestrzegają reguł właściwego czasu i miejsca.

Shibuya. Wiernym Psem. barów i hoteli miłości. czyli wspomniany hotel miłości. ale mimo to zawsze o piętnastej trwał na posterunku. Ten niepozorny pomnik ginący w zakurzonej nieco zieleni krzewów to najsłynniejsze w całej Japonii miejscem randebu. Miał w zwyczaju co dzień odprowadzać swojego pana na stację. w Japonii ogłoszono dzień Ŝałoby. Pracownik stacji Shibuya. Hachikó odszedł do psiego nieba we śnie. to wielka handlowo-rozrywkowa enklawa przyciągająca swymi atrakcjami fale (zwłaszcza młodych) tokijczyków. gdzie spędził ostatnie dziesięć lat. Zawzięcie machając ogonem. by potem czekać w tym samym miejscu na jego powrót z uniwersytetu. Podobno w tygodniu co wieczór przyjeŜdŜa tu około stu tysięcy młodych ludzi. Za tydzień wrócą na mostek Jingu w nowym kostiumie. mówił mój mąŜ. ciągle czekał. 67 którego „znalazłam" w pierwszych dniach pobytu w Tokio. by potem grzecznie pojechać do domu. który w czasie swoich pobytów w Tokio miał w zwyczaju samotne wyprawy do Tower Records na Shibuya w czasie. randek. Jest taki miły moment w oswajaniu miasta. a Hachikó. Dać się porwać spod Hachikó „Będę czekał pod Hachikó". który był kiedyś ogrodnikiem profesora Ueno. Ŝe błyskawicznie zebrano fundusze . Wampiryczne KsięŜniczki i obdarzone niezwykłą * mocą KsięŜycowe śeglarki Ŝeglują sobie przez kilka niedzielnych godzin po przestrzeni fantazji. wrósł w pejzaŜ Shibuya. by go zobaczyć i pogłaskać na szczęście. bez trudu wywęszał znajomą postać i rzucał się jej na powitanie z całą spontanicznością swojej psiej natury. Wieści o jego wzruszającej wierności zaczęły zataczać coraz szersze kręgi i piesek stał się symbolem lojalności tak cenionej i podziwianej przez Japończyków. Zwierzak nie doczekał się więc juŜ swojego pana. gdzie dostał wylewu i zmarł. Naprzeciw potęŜnej i ruchliwej jak mrowisko stacji stoi figurka Hachikó. wyglądając swojego pana. czyli randez--vous. gdy dostrzega się na jego mapie ulubione miejsca spotkań. a w weekendy liczba ta wzrasta do dwustu pięćdziesięciu. Na Meguro był to „gargamel". sam juŜ niemłody i w coraz gorszym zdrowiu. w świątynich buddyjskich odprawiano specjalne naboŜeństwa. oddalona tylko o jeden przystanek od Harajuku. Samotny pies czekający na pana. a na Shibuya właśnie Hachikó. Siódmego marca 1934 roku znaleziono go martwego w tym samym miejscu. czyli Wierny Pies. a potem inni miejscowi i przyjezdni zaczęli karmić pieska i dbać o niego. wielkich domów towarowych. który nigdy juŜ nie przyjedzie. Wiernego Psa. Wiadomość 68 o jego śmierci dostała się na pierwsze strony gazet. Czyni to Shibuya. Wszystkie te Eleganckie Gotyckie Lolity. modną dzielnicę butików. gdy ja oddawałam się „badaniom antropologicznym" w działach odzieŜowych depato. a ludzie z róŜnych stron przyjeŜdŜali na Shibuya tylko po to. kin. na Harajuku mostek Jingu. system zmiaŜdŜyłby ją jak walec motyla.właściwy na tę okazję uniform windziarki. Dni zmieniły się w miesiące i lata. a pragnienie dodatkowego uhonorowania zwierzaka sprawiło. Uwieczniony w brązie niewielki piesek z czujnymi uszami naleŜał do profesora Ueno Eisaburo. Skromny towarzysz profesora Ueno był teraz sławnym Hachikó. z nadzieją wpatrując się w tłum podróŜnych. prawdopodobnie największym na świecie miejscem młodzieŜowych spotkań. Dwudziestego pierwszego maja 1925 roku profesor Ueno jak co dzień poŜegnał swojego psa na Shibuya i pojechał do pracy.

przez które najrozmaitsze grupy polityczne głoszą tu swoje poglądy. pośród której niewzruszony kundel czeka na swojego pana. do którego mają słabość zachodni filmowcy.z jakichś powodów . przyczepione do torebek maskotki. po lewej stronie mamy więc Hachikó. Zgiełk ludzkich głosów. a tak naprawdę oddawać się przyjemnościom podglądaczki. Ŝe tokijczycy tęsknią za Hachikó i jego powrót uwaŜają za jedną z najwaŜniejszych rzeczy w swoim zrównanym z ziemią mieście. zielony i wyłupiastooki. Niczym ławica ryb. razem z Hachikó patrzą w kierunku stacji. ubrani według najnowszej mody. Piesek stoi w pobliŜu ruchliwego skrzyŜowania.wirtualny dinozaur. palą papierosy i strzepują popiół do modnych w tym sezonie kieszonkowych popielniczek. moŜe nawet najlepszy. Lubiłam komfort. a naprzeciw zbieg czterech ulic i potęŜne telebimy. usiłując wyłowić z tłumu znajomą twarz. Po kilku latach nastały jednak czasy. a teraz rozkwitały w bujną . Przychodziłam pod Hachikó. Co chwila ze stacji wylewa się kilkusetosobowa fala ludzi. ogłuszający wrzask megafonów. z którymi się umówili. moŜe składają je najstarsi tokijczycy. jakie dominuje w imaginańum Zachodu. przepływali z moich obu stron męŜczyźni w ciemnych garniturach.na pomnik. kobiety z zakupami opakowanymi pięknie jak prezenty. szczerzący kły i tupiący ponad morzem głów mijających się na skrzyŜowaniu. Ŝe teŜ na kogoś czekam. gdy armaty liczyły się bardziej niŜ sentymenty. a na jej miejsce pojawiają się nowi i zajmują strategiczny punkt obserwacyjny. uczniowie w uniformach. muzyka płynąca z reklam. Po jej zakończeniu okazało się. „Do zobaczenia pod Hachi". umawiają się tokijczycy. które w przyszłym tygodniu staną się passe. MęŜczyźni i kobiety. jaki dawało mi bezkarne przyglądanie się ludziom zjednoczonym na moment społeczną sytuacją oczekiwania. raz jest to japoński zespół popowy złoŜony z młodziutkich androginicznych tarento. kiedy indziej gwiazda w kimonie zapowiadająca koncert sentymentalnej muzyki enka albo . Upajałam się cudowną róŜnorodnością japońskich twarzy. które jeszcze niedawno wydawały mi się takie same. Część oczekujących zostaje przez nią porwana i znika. Zawsze z telefonami komórkowymi. syn twórcy pierwszego pomnika. co na ogół nie jest łatwe w Japonii. na których migają przykuwające wzrok reklamy. a u stóp pieska moŜna nieraz znaleźć przyniesione mu dary. wyglądając tych. Gdy wychodzimy południową bramką ze stacji Shibuya. Mogłam udawać. nawet jeśli nie byłam z nikim umówiona. i pomnik przetopiono na potrzeby trwającej wojny. W 1948 roku Takeshi Ando. stworzył następną podobiznę pieska i ta stoi na Shibuya do dziś. okolice Hachikó to dobry wybór. której zmieniające się co kilka tygodni trendy śledzą jak nikt na świecie. Ponad jednostajny hałas co jakiś czas wznoszą się wysokie głosy młodych dziewcząt. i przewala się koło Hachikó. które z wielkich koszy rozdają przechodniom chusteczki higieniczne z reklamami. i warkot samochodowych silników składają się na kakofonię. Jakimś akustycznym cudem ich świdrujące w uszach zachęty i podzięko69 wania są w stanie przebić się na powierzchnię morza dźwięków. W kwietniu 1934 roku figurka psa została uroczyście ustawiona dokładnie w tym miejscu. którzy pamiętają Hachikó w jego ziemskiej postaci? Jeśli ma się ochotę na Tokio takie. mijająca przeszkodę. gdzie Hachikó zwykł za Ŝycia siadać i czekać. gdzie gapienie się na kogoś uchodzi za wyjątkowo niegrzeczne. chłopcy i dziewczęta. poprawiają nienagannie czyste kołnierzyki koszul. którzy przyjechali na Shibuya kolejnym pociągiem. fałdki sukienek.

Nawet wśród tutejszych 70 bezdomnych. próbując wyobrazić sobie. Sernik o smaku zielonej herbaty matcha. śmietana gęsta i cięŜka. ale skłaniał mój zachodni język do ostroŜności. i nie bez zmysłowej przyjemności podglądałam spod oka smukłych młodzieńców ubranych i uczesanych z taką samą starannością jak dziewczęta. dopóki nie pojawiła się trzecia postać dramatu. niŜ bym sobie Ŝyczyła. z . z tym Ŝe ja byłam zawsze kilka kroków z tyłu. nadawał zasadniczej części deseru gorzkawy. opowiadając sobie jakąś historię zbyt skomplikowaną na mój skromny zasób japońskich słów i na koniec odwaŜyłam się spróbować identycznego deseru. kim jest i na kogo czeka. i Ŝegnałam wzrokiem dwie kobiety. fasola była mączna i bardzo słodka. licznie zaludniających ulice Shibuya i teŜ lubiących siąść sobie pod Hachikó. zielonym UFO serników. Mogłam więc na przykład tropem dwóch młodych kobiet pochłoniętych oŜywioną rozmową trafić do popularnej kawiarni niedaleko stacji Shibuya. w za duŜych czarnych garniturach. jak nieznajome rozmawiają. Dowodem tak typowej dla kultury Nipponu perfekcji w przyjmowaniu i przetwarzaniu obcych wzorów były małe dzieła sztuki cukierniczej. W eleganckiej gablocie kusiło nasz wzrok kilkanaście jego wysublimowanych rodzajów. Czytałam kuriozalne angielskie napisy na ich koszulkach. wybierając pod Hachikó osoby jak najbardziej róŜnorodne. serwującej wyłącznie chiizukeki. postanowiłam zostać z nimi dłuŜej. Ŝe osoba. zmysłowym spotkaniem z Japonią. Ŝe zjaponizowali je z prawdziwą maestrią. Innego dnia więc dwóch młodzieńców o twarzach opalonych. podobny do uŜywanego w ceremonii herbacianej. Kiedyś ruszyłam więc po prostu w ślad za obiektem mojej obserwacji. ozdobiony kroplą bitej śmietany i paroma grudkami czerwonawej fasoli cieszył wprawdzie oko. jak kroją dziwnie wyglądające ciasteczko na maleńkie higieniczne kęsy. czyli cheese cake. a potem niecierpliwiliśmy się. podziwiając wdzięk tych morskoroślinnych ciał. ziołowy posmak. barw porcelanowojasnych i ogorzałych. Starałam się wprowadzać w moją perwersję urozmaicenie. oczu-szparek niemal niewidocznych spod cięŜkich powiek. rozpoznając trendy lansowane właśnie przez japońską modę. którą dyskretnie badałam wzrokiem spod ciemnych okularów. Ta nieprawdopodobna i o dziwo smaczna kombinacja smaków i konsystencji była moją małą przygodą. jak powtarzają raz po raz: „Kawali". Potem weszło mi to w krew i przyjeŜdŜałam pod Hachikó po to właśnie. Podsłuchując. które zawsze suszy się na sznurach koło ich biednych bud w parku Ueno czy Centralnym. Dalej ruszaliśmy razem. Smakowałam więc kontrast między tym. których bliskość w największym nawet tłoku rzadko jest uciąŜliwa czy nieprzyjemna. Porównywałam fantazyjne stroje. sernik. Najpierw wybierałam na chybił trafił osobę wśród oczekujących. jej skórka 71 chrupiąca od karmelu. w kolorze wędzonego kurczaka. Zdarzyło się raz czy drugi. Patrzyłam. by dać się porwać. zielony jak ona. nigdzie poza Japonią nie widziałam. by bezdomni kaŜdą wolną chwilę wykorzystywali na robienie prania. oczu po europejsku okrągłych. odchodziła szybciej. a jego japońską mutacją. rzadko trafiały się typy niechlujne.wielość kształtów owalnych i podłuŜnych. jak po namyśle punktowanym postukiwaniem w gablotkę wymanikiurowanymi paznokciami wybierają deser. których dalsze plany juŜ mnie nie interesowały. Domieszany do lekkiego serowego kremu herbaciany puder. bo Japończycy tak polubili to ciasto. co znałam jako sernik.

gdzie tradycyjne japońskie stroje prezentowały manekiny o wyraźnie kaukaskich rysach. troszkę zbyt okrągłej córki i dlatego sporo czasu spędziłam w jednym z depato. jak w kaŜdym innym sklepie. Z wystudiowanym uśmiechem zwracali się do przechodzących obok nastolatek. ale nie o „uroczym". Gdy juŜ wybrałam sobie przewodnika pod Hachikó. Kiedy indziej z trzyosobową rodziną. kruczymi brunetkami. którym nie była rzucająca się w oczy uroda. Narzeczony.i te były w zdecydowanej większości . Ta spod Hachikó rozmawiała przez oczywiście róŜowy telefon komórkowy. Przy wyjściu ekspedientka o czarownym uśmiechu obdarowała mnie katalogiem z ofertą promocyjną. Innym razem za dwiema starszymi paniami ubranymi kosztownie i z gustem. którego ekspedientki wystrojono tak na próbę w rocznicę urodzin anorektycznej laleczki. Panie. zaczepiali młode dziewczyny i namawiali je do zarobienia szybkich pieniędzy w porno biznesie. chichocząc i trzepocząc rzęsami. wciąŜ obecną na ulicach Tokio. pewnie te najatrakcyjniejsze. objaśnione zostały po angielsku i do dziś zastanawiam się. ku naszej uldze. wdawały się w pogawędkę. zawędrowałam do sex shopu. do śledzenia których skłonił mnie naleŜący do jednej z nich pudel z kokardą i w słonecznych okularach. z nieatrakcyjnej i niezgrabnej osoby w dŜinsach na moich oczach przeobraziła się w piękność. kupowałam kimono wraz ze wszystkimi dodatkami dla ich malutkiej. Chwyt zadziałał i na ulicach Tokio pojawiły się klony Barbie.trwałą ondulacją rozjaśnioną na brudny blond. czyli w uniformie mafii zwanej tuyakuza (bo oczywiście w Japonii mafia teŜ nosi uniformy!). której niektóre pozycje. stanąwszy strategicznie koło przejścia dla pieszych. i albo coś mi umknęło. inne przystawały. gotowa byłam do poświęceń i na przykład któregoś dnia z utlenioną na blond nastolatką z niebieskimi szkłami kontaktowymi w skośnych oczach czekałam aŜ przez godzinę na spóźniającego się chłopaka. który. wypromował jeden z butików na Shibuya. Ponoć modę na Barbie. miał podobnie . w końcu jednak córeczka wybrała jasnobłękitne kwieciste kimono z właściwymi dla swojego wieku i niezamęŜnego stanu długimi rękawami.wymijały szemranych amantów szybko i bez słowa ze skromnie spuszczonymi oczami. mrugając przy tym oczami. wyciągnęła zalotkę i podkręciła rzęsy. Ŝe teŜ zastanawiam się nad zakupem czegoś. nie przestając mówić wysokim głosem. w końcu się pojawił. co jakoś bardziej wyobraŜalne. Jedne dziewczęta . gdzie urocza sprzedawczyni powitała 72 nas ukłonem oraz serdecznym: Irrashaimase!. Patrzyłam na jej włosy i myślałam o wszystkich czekających blondynkach świata. a przymierzywszy je.cork. Tam. które znajdowałam albo dostawałam na ulicy i obiecywałam sobie przejrzeć i przestudiować z naukową wnikliwością. które urodziły się rudymi. spokojnego jakby był wypchany. której zygzakowatym tropem ruszyłam spod Hachikó. a potem sprawdziła makijaŜ w równie róŜowym lusterku w kształcie serca. zaczynało stawać się podejrzane. Katalog z ofertą sex shopu zgubiłam gdzieś po drodze. jak tysiąc innych reklam i broszurek. głaszcząc wystający z eleganckiej torebki łeb pudla. szatynkami. do jakiej erotycznej przyjemności przeznaczone zostało urządzenie określone mianem lovelyfork. zabrało mnie tylko kilkaset metrów dalej. choć teŜ nieoczywiste . Po upływie godziny udawanie. jakby właśnie wynurzyła się z wody. wybierając je według jakiegoś sobie znanego kryterium. aby w którymś momencie Ŝycia ulec terrorowi zachodniego ideału kobiecej urody. Na Zachodzie niektórzy słyszeli o „brazylijskim widelcu". albo to miał być pork lub. w jednym z tokijskich barów lub pociągów. przechadzały się pośród półek z towarem.

gdy świetlista jesień zmieniła się w wilgotną. Ŝe mam w pamięci własną mapę Tokio. Malutka. Ramię w ramię. a jego topografia stawała coraz bardziej złoŜona. Dzięki anonimowym postaciom spod Hachikó granice mojego Tokio rozszerzały się. buty z węŜowej skóry. Naziemne przejścia wydawały się znikać. wokół mnie i pod ziemią. a ja o dwa kroki za nimi. Powitali się bez pocałunku. Ŝe przestawałam go rozpoznawać. Ŝe Sexy Cowboy Go Fast sińce 1998. a ta w kapryśną wiosnę kwitnących wiśni. schodów. w przyzwoitej odległości od siebie. barów karaoke. błyszczące spodnie opięte na chudych chłopięcych biodrach i koszulkę z napisem informującym nas. mimo iŜ zeszłam pod ziemię w słoneczne popołudnie. czuć miasto pod stopami. pełnego zapachów. a niewy-mawialne i niezapamiętywalne niedawno nazwy jego barów. salonów masaŜu. które wiozły mnie dalej. pogmatwane przez złośliwego albo opitego sake demona. Wysiadałam na stacjach zauroczona brzmieniem ich nazw.rozjaśnione włosy misternie wymodelowane wwielokolczastego irokeza. znajdowałam kolejnego przewodnika. jeździć pociągami. taksówkami i chodzić. być moŜe nawet wyjąć plan Tokio i spóbować się na nim odnaleźć. Zostawiając Barbie i seksownego cowboya w jednym z rabu hoteru. I nie dziwić się pojawiającemu się nagle uczuciu. jak gdyby nigdy nic. niewinna na pozór kawiarnia okazywała się tymczasem bramą prowadzącą w labirynt pełen drzwi. bo w Japonii tylko „gaijini" są tak nieprzyzwoici. dawałam dalej nieść się miastu. irracjonalnym przeczuciem przygody. a oni 73 przecieŜ tylko przebrali się za cudzoziemców. schodków i wind. Ŝe oto zaczyna się to marsjańskie miasto coraz bardziej . w którym moŜna spędzić cały dzień. Ani niebieskie szkła kontaktowe. węszyć. przejmującą chłodem zimę. nikomu jednak nie wierząc do końca. zauwaŜyłam. stacji. pozwalać sobie na gubienie się i tonąć w erotyczno-katastroficznych fantazjach. a potem wyjść na powierzchnię w zupełnie innej jego części. patrząc na moją bezradność. który nigdy nie miał się dowiedzieć. który chichotał szyderczo. Oto jedyny sposób na Tokio: włóczyć się bez specjalnego planu. chodzić. Wystarczyło. ale wytrwale. Tam kupowałam 74 w automacie puszkę mocnej kawy i oszukując zmęczenie. a potem do kolejnych pociągów. Po kilku miesiącach. a pejzaŜ zmieniał się na tyle. wynurzały się i znikały pod ziemią. jaka moŜe mnie tam spotkać. jaką rolę odegra! w mojej małej tokijskiej przygodzie. gdy próbowałam nimi wrócić do znajomej stacji. uczuciu. i wchodziłam do jednego z niepozornych wąskich budynków. Idąc ich śladem i będąc przez nich bezlitośnie porzucana. w sam środek świata gęstego. Ŝe zaczął padać deszcz. kawiarni. parków i świątyń bez trudu układają się w moich ustach. napić się kawy. Miasto rosło nade mną. rozrastający się jak korytarze w mrowisku. ani blond włosy nie oduczyły ich japońskiej powściągliwości w okazywaniu uczuć. dematerializowały się w pulsującej szarości jakiegoś wieczoru i być moŜe pojawiały znów kawałek dalej. paczinko. trzymać się z daleka od zorganizowanych wycieczek. które wydawało się na początku tak niewiarygodne. wplątywałam się w jakieś uliczki. Wpadałam do podziemi handlowych i wyjeŜdŜałam z nich ruchomymi schodami w miejscu. śledzić kroki tymczasowych przewodników. którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. gdzie z wielopiętrowych stacji metra wjeŜdŜałam wprost do domów towarowych. fryzjerów. by złapać oddech. Na przykład w Ginzie na Chuó-dóri. ruszyli w kierunku Wzgórza Hoteli Miłości. gdzie zapadała juŜ noc.

Najbardziej rzucającą się w oczy cechą naszej ulicy i całego naszego sąsiedztwa. R. Ŝe moje „przeznaczenie jest juŜ niedaleko". ale jest bardzo demokratyczne". w której miałam mieszkać. była zwykła brzydota. by zamieszkali w nim „gaijini". nie wiedziałam jak wyglądać będzie moje lokum i zŜerała mnie uzasadniona ciekawość. na czym moŜe polegać ów „demokratyzm" i juŜ mogę zdradzić. Po obu stronach więzienia rzeczki Nomi rosły drzewa wiśniowe prawdziwe. Robiły straszny hałas. a zapytana o cel tych zabiegów Chizuko odpowiedziała. Ŝe ten bezbronny strumyk zbuntuje się przeciw ludzkiej zbrodni i ucieknie. aŜ naocznie przekonam się. Japończycy mają wielekroć opisywaną zdolność widzenia wybiórczego. Po kilku minutach przejechałyśmy kolejne miniaturowe skrzyŜowanie i znalazłyśmy się w moim „mieście" o nazwie Ishikawa-dai. „Prawie jesteśmy". prawie wszystkich innych dzielnic mieszkalnych Tokio. Widział społeczność. T. Reid Confucius Lives Next Door III.) Kiedy jednak Matsuda--san opisywał nam tę okolicę. Ŝe on widzi coś innego. W jednym z e-maili Chizuko napisała. dorodne. który w końcu najadł się do syta. Prawdopodobnie jednak. zaburzenie równowagi biologicznej w zabetonowanej rzeczce sprawiło. bo jest brudna". nie widząc otaczającej go brzydoty. echo dudniło w betonowym wąwozie. Ŝe „demokratycznie" nie stwarzano trudności. i to tylko dwie z moŜliwych hipotez.. którą uwięziono w betonowym łoŜysku ze ścianami tak wysokimi. i po skręceniu z szerokiej ulicy zagłębiłyśmy się w uliczkę niewiele szerszą niŜ przedpokój w europejskim mieszkaniu. Chizuko wyszeptała z naboŜeństwem ojczystą nazwę najsławniejszego drzewa Japonii i jej twarz rozjaśniła się w zachwycie: „Bardzo piękna sakura kwitnie wiosną". więc podziwiając drzewa kwitnące nad uwięzioną rzeką. Jej właścicielka w domowym kimonie i wielkim fartuchu. Przez chwilę jechałyśmy wzdłuŜ płytkiej wąskiej rzeczki o nazwie Nomi. ciągnące się zwartym szpalerem. który prawdopodobnie oznaczał radość. ba. jakby konstruktorzy bali się. (. duŜe. Ŝe robotnicy „myją rzekę. przy drzwiach której tkwił plastikowy kubeł pełen rybich szkieletów niczym resztek po uczcie Golluma. Po dnie Nomi jeździły jakieś dziwne maszyny.lubić. migoczące jesienną czerwienią i złotem. Ŝe nie mogłam się doczekać.. Najpierw minęłyśmy bank Mizuho i malutki posterunek policji z wizerunkiem latającej myszki Pipi-chan nad wejściem. Rzeczywiście. jaskrawo pomalowane niby-koparki. Sąsiedztwo Przeznaczenie jest juŜ niedaleko Po dwugodzinnej jeździe z lotniska Chizuko poinformowała mnie. Ŝe „ma ono skromny rozmiar. 77 które zamiast łyŜki do nabierania ziemi miały wielkie obrotowe szczotki. o włos. zaplecze jakiejś malutkiej restauracji. uniformie gospodyń . Oprócz bardzo ogólnych informacji. oznajmiła Chizuko i wydała z siebie jeden z tych uroczych japońskich pomruków. było jasne. potrafią je wykadrować z reszty pejzaŜu i cieszyć się pięknem. „Sakurd". Chizuko miała na myśli prawdziwie demokratyczną przeciętność mojego mieszkania lub fakt. Ŝe mi się to nie udało. Ŝe dno co rusz zarasta gąszczem niemiłych burych chwastów i co jakiś czas trzeba je zdzierać. Ŝe moŜna by tu (czemu nie?) zostać na zawsze. czyli Wzniesienie Kamienistego Strumyka. co zaintrygowało mnie na tyle. ZbliŜałyśmy się do dzielnicy. a potem.

krzątała się w pobliŜu. która nikomu nie przyszłaby do głowy w moim kraju. by dorosły człowiek przecisnął się bokiem. ale nie zwróciła na nas uwagi. Przez otwarte okno samochodu słyszałam. pranie i czerwono-Ŝółte reklamy. Futony i pościel zwisały z balustrad i okien. a czasem wietrzyły się rozłoŜone na stojących przy domach rowerach. a między 78 pojazdami lawirowali piesi. absorbującym wilgoć. Przejechałyśmy niemal po jej stopach obutych w drewniane klapki geta.domowych. a nawet całe zrobione z nich pokrowce na cenniejsze ubrania. i saszetki z Ŝelem. dachach. Zycie w wiecznym tłoku. jakby jakieś tajemnicze prawo fizyczne nie pozwalało dwóm osobom zbliŜyć się do siebie na odległość groŜącą kolizją. nie odrywając wzroku od trzymanego w drugiej grubego komiksu manga. podyktowany jest nie tylko tak chwalebnym zamiłowaniem Japończyków do higieny. Rowerzyści kluczyli więc między samochodami z wdziękiem cyrkowych akrobatów. Uczeń gimnazjum w ciemnym mundurku przecisnął się w szparze między naszym samochodem a ścianą domu. Ŝe między naszym samochodem a ścianami budynków nie ma przestrzeni wystarczającej. jak tysiące 79 ręczników i prześcieradeł furkoczą na wietrze niczym Ŝagle i czułam delikatny zapach świeŜego prania. Piękne i zupełnie nieczytelne dla mnie znaki informowały o nazwach lokali i serwowanych w restauracjach specjałach: o świeŜym sushi. którego drzwi. wykształca umiejętności nieznane ludziom przywykłym do większej przestrzeni. czyli wszelkim pleśniopodobnym grzybom. skarpety i bielizna. okrągłych albo czworokątnych. Fakt. W porze deszczowej nie sposób jednak uniknąć niemiłej niespodzianki w postaci spleśniałych butów czy kimona pokrytego brązowymi kropkami wilgoci. wszędzie . tempurze. z którego moŜna podać sąsiadowi sos sojowy. iŜ japońskie gospodynie wydają się robić pranie kilkakrotnie częściej niŜ gdziekolwiek indziej. robotników. inni jedną rękę mieli zajętą bagaŜem. kaŜdym skrawku wolnej przestrzeni. Ŝe człowiekowi kiedykolwiek uda się je pokonać. zgięta w kabłąk. tak jak inne. kluskach ramen i shabu-shabu. Na plastikowych „pająkach". Reklamy i billboardy ozdabiały właściwie większość budynków i były w stosunku do nich nieproporcjonalnie duŜe. a kierowcy nie irytowali się na tych wolniejszych uŜytkowników drogi: kobiety z zakupami i dziećmi. ale nikt na nikogo nie wpadał. Pleśń i grzyb rosną w nich bujnie i bez obaw. skupiona. jak tłumaczyła mi Chizuko. stojące co kilka kroków automaty z napojami i papierosami wyróŜniały się plamami kolorów jak przypadkowe chlapnięcia farby na szarym tle domów „mojego" sąsiedztwa. w malutkim mieszkaniu. ale teŜ koniecznością wymuszoną bardzo wilgotnym klimatem i źle ogrzewanymi mieszkaniami. Kwiaty kwitnące w doniczkowych ogródkach. nonszalancko prowadził rower jedną ręką. zajęta czynnością. urzędników i uczniów objuczonych wielkimi skórzanymi tornistrami. w całym tym zamieszaniu sprawiającym wraŜenie totalnego chaosu nie dochodziło do Ŝadnych wypadków. wychodziły wprost na jezdnię. swobodnie przejeŜdŜały obok nas dziesiątki ludzi na rowerach. wyciągając rękę z okna kuchni. Niektórzy rowerzyści rozmawiali przez telefony komórkowe. Mimo iŜ wydawało się.na balkonach. Wszędzie na Ishikawa-dai suszyły się niezliczone ilości prania. . powiewały więc ręczniki. szorowała akurat fragment asfaltu przed swoim domem. W kaŜdym sklepie drogeryjnym dostępne są w duŜym wyborze środki przeciw kabi.

w którą skręciła Chizuko. Fakt. Bon Hour stoi na duŜym placu wśród drzew. nie ma Ŝadnego znaczenia. przed drugą. odsunęły się od siebie. obdarzony został cudzoziemskim imieniem. na których wspierały się gałęzie. Poprzycinane. Droga pięła się teraz ostro pod górę. Na reklamie. Wprawdzie większość tokijskich kotów ma krótkie ogony i . „To ładna okolica". którą potem zobaczę na stacji Ishikawa--dai. zostawiając miejsce dla niewielkich ogródków. złapał go i zrobił z naturalnego kota. pachnący jeszcze nowością. ale jeszcze bardziej okazałą. Jak niemal wszystkie tokijskie rezydencje typu manshon. powtarzając frazę o zbliŜającym się „przeznaczeniu". pojawiło się w mojej głowie i zostało tam na zawsze. a ja z grzeczności przyznałam jej rację. New Garden. Sunny Hill. by ich drzewka były doskonalsze. nie najbrzydszy. obłoŜony czymś. Na nasz widok wydał z siebie węŜowate „Wssssss". iŜ na przykład Słoneczne Wzgórze nie tylko nie jest słoneczne. niemal bezludna. Bon Hour był betonowy. w którym miałam spędzić dwa lata. przeczytałam szyld na rogu kolejnej uliczki. ozdabiają fronty tokijskich manshonów. obok uśmiechał się mały maneki neko z łapą wzniesioną w geście powitania. postanowił dla lepszego efektu francuskie bon poŜenić z angielskim hour. znajdowały się jednorodzinne rezydencje. Ŝe to jego przerośniętym zapędom estetycznym kot sąsiada zawdzięcza swój przycięty ogon. lecz komputerowo wygenerowany lasek lub bambusowy gaj. TuŜ za progiem stał rząd butów zdjętych przez klientów. przed naszymi oczami wyrósł zbudowany na jego szczycie pięciopiętrowy nowiutki manshon. męŜczyzna na zdjęciu miał marynarkę z podwiniętymi rękawami. „To tu". w których niemal Ŝadne drzewo nie miało naturalnego kształtu. choć nie byłam przekonana. Nikomu jednak nie wydaje się to przeszkadzać. lecz równieŜ betonowe i niezgrabne.Wśród napisów po japońsku tylko co jakiś pojawiały się angielskojęzyczne. mówiły o estetycznym wysiłku i pracy. La Chateau i podobne nazwy w róŜnych wersjach angielskiego czy francuskiego. nagle spokojna. kota bonsai. które mieszkańcy tych nieładnych betonowych rezydencji włoŜyli w to. a jego towarzyszka falbaniastą suknię i fryzurę w stylu młodej Brooke Shields. ale naprawdę po jego obu stronach. sztukowane bambusowymi protezami. Gdy reklamuje się na plakatach czy w czasopismach takie nowe manshony. podobną. powiedziała moja towarzyszka. w witrynie którego leŜa! otwarty katalog z zachodnią modą sprzed dwudziestu lat. co imitowało czerwoną cegłę. ale leŜy w dolinie. kto nadawał imię mojemu domowi. Nie będąc w stanie znieść dziko rosnącego ogona. Ten. jeden z japońskich dźwięków oznaczających niezadowolenie. Kątem oka zobaczyłam wnętrze staroświeckiego zakładu krawieckiego. starszy męŜczyzna w fartuchu w Kubusie Puchatki strzygł zakrzywionymi noŜycami kolekcję drzewek bonsai. na wyciągnięcie ręki. Gdy pokonałyśmy wzgórze. 80 W Dobrej Godzinie Mój dom nazywał się Bon Hour. podniosła rękę Chizuko i zaparkowała samochód przed domem. Podejrzenie. ułoŜonym w znak zapytania. językach najbardziej kojarzących się Japończykom z zachodnią elegancją. „Taylor Fujimura". przed jedną siedział na smyczy wielki czarny kot ze szczątkowym ogonem. bo główna ulica została za nami. tak jak kostium waŜniejszy jest w Japonii od zawartości. prawie nigdy nie pokazuje się ich naturalnego otoczenia. po którym ślad zaginął pół wieku temu. tak wizerunek wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. Palące Home. niŜ chciała natura. jak na manshon niezbyt duŜy. domy większe wprawdzie.

82 Był za nim dom pana Matsury. które pozwalają zachować symboliczną granicę między wnętrzem a tym. móc patrzeć na świat. podwyŜszonego o jeden stopień. mimo iŜ w zatłoczonym wagonie jego ciało przylega do naszego ciała.to znaczy. Ŝe ktoś mógłby zajrzeć do środka. wnętrza mieszkania. pierwszy krok po japońsku. „Tu buty". Niezgrabnie lawirując na jednej nodze. by nie wprawiać w zakłopotanie gospodarzy. mogłabym ściągnąć ze sznurka jego bokserki. by upewnić się. Podobnie jak zwyczaj unikania kontaktu wzrokowego z obcym symbolicznie izoluje od innego człowieka. Ŝe zdejmę buty w przedpokoiku genkan. od prawdziwego. Gdybym dobrze wyciągnęła ramię i miała taką perwersyjną potrzebę. powtórzyłam więc zaklęcie i odsłoniłam okno pierwszego małego pokoiku. zwykle odruchowo sprawdzałam. zawsze przesuwam biurko do okna. który jest tuŜ. bye". zaklęłam los. Popularne są teŜ szyby z matowego nieprzezroczystego szkła i zewnętrzne osłonki z falistego plastiku. Nieraz chodzi teŜ o to. ale nigdy do końca w to nie uwierzyłam. jedno przy drugim. a Chizuko wręczyła mi klucz. którzy dawno zapomnieli. Kotary stanowią odpowiednik spuszczonych oczu. a lewą w stronę pokoju. dlatego teŜ nigdy nie zasłaniam okien. aby pracując. tak samo świeŜe. często wynajmowane są juŜ z kotarami. naprawdę blisko. Podtrzymują iluzję niemoŜliwej do końca intymności. którego szybko pozbyłam się w Japonii. Mogłam odczytać nawet napisy na metkach prania suszącego się na jego balkonie i stwierdzić z uznaniem. Piękne owoce. Domy w Tokio mają ciemne okna szczelnie zasłonięte cięŜkimi kotarami. Tokijczycy zasłaniają okna nawet wtedy. co na zewnątrz. mimo iŜ nieurządzone. ścięty stoŜek lekko przesłonięty podłuŜną chmurką. Ŝe aby otworzyć 81 drzwi. tak zasłony oddzielają od sąsiada. prawą. między „ja" a „światem". przepuszczającą kaŜdy dźwięk. przeczytałam na drzwiach domu sąsiada od bonsai. gdy nie ma Ŝadnego ryzyka. których gorzki smak nie dorównuje urodzie i które ciągle tam będą. oddzielającym to. Ŝegnając mnie: „Bye. co są wewnątrz. Okazało się. TuŜ przy balkonie rosło obwieszone owocami drzewo mandarynki mikan. co na zewnątrz. trzeba go przekręcić odwrotnie niŜ u nas . Spojrzeliśmy sobie w twarz i oboje cofnęliśmy się z rezerwą. z którego tak jak z portu wygląda się na zewnątrz. pokazała i znikła w pantomimie ukłonów. które często wiesza się na odwrót . zrzuciłam więc adidasy i zrobiłam swój pierwszy krok na bosaka. Ŝe lubi Kenzo oraz Gucciego.nie w prawą. delikatny jak rysunek tuszem na starym parawanie. Ŝe okna słuŜą między innymi do patrzenia przez nie. za cienką ścianką. ozdobną stroną na zewnątrz. zbyt jaskrawe dla oczu wciąŜ pełnych szarości. ciemne połyskliwe liście i złocistopo-marańczowe słońca. Ŝe jest to ich cecha genetyczna. co z nich widać . nie patrzyli na tych na zewnątrz. Nawet odwiedzając cudze mieszkania. lecz w lewą stronę. „Matsura". bo lokale. by to raczej ci. Z sąsiedniego pokoju widać było zaś samego gospodarza i jego bonsai. Dom jest dla mnie miejscem. „Niech będzie widok". W moim japońskim mieszkaniu wszystkie okna teŜ były zasłonięte.zwyczaj. bliŜej szare morze dachów i kolejne domy wspinające się na wzgórze aŜ do stóp Bon Hour. „Niech będzie widok". antycypując kolejne podróŜe. Na . gdy późną wiosną drzewo ponownie zakwitnie małymi białymi kwiatami o odurzającym zapachu.mówiono mi. Przed moimi oczami ukazał się zarys góry Fuji. Dopiero okna sypialni pozwoliły mi odetchnąć z ulgą. UzaleŜniona od „widoków". Chizuko poczekała jeszcze tylko.

pochodzą z daleka. gdzie aleja potęŜnych drzew ginko jest ich główną siedzibą. ale jak się okazało nie te. Metoda prób i błędów była więc jedyną. co stało w mojej toalecie w Bon Hour. Zaczęło się podobno od jednej zbuntowanej parki. Ŝe poderwały się do lotu. zaszczycając nas swoim hałaśliwym towarzystwem. by wsunąć w nie stopy. Jak mówiła Chizuko. dopiero mój ruch sprawił. cudzoziemcy kupują je i . stała się przyczyną zakłopotania niejednego zresztą „gaijina". W kaŜdym innym znanym mi kraju na tym miejscu stałoby swojskie urządzenie zwane sedesem. zapraszając. Nic wykwintnego. który wychodził z WC okryty wstydem i z poczuciem niŜszości wobec technologicznego zaawansowania Nipponu. Nie naleŜałam do wybitnych wyjątków i japońskie oznakowania pozo84 stawały dla mnie nieczytelne. I gdyby piloci uŜywali plastikowych kapci z napisem Hello Kitty Happy Toilet. co zobaczyłam otwierając kolejne drzwi mieszkania w Bon Hour. Polubiłam je od pierwszego wejrzenia. Nacisnęłam pierwszy przycisk. co trzeba. W rzymskim alfabecie napisana była tylko nazwa firmy Toto. Widok z Bon Hour był pierwszą niespodzianką. Ŝe do końca pobytu w Japonii najbardziej stresującym momentem w czasie odwiedzin u japońskich znajomych była konieczność udania się do toalety. Do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku japońska toaleta występowała przede wszystkim w wersji „kucanej". nie zauwaŜyłam ich w pierwszej chwili. Znałam wówczas pięć kanji. by je odsłonić. jaka nastąpiła w Japonii w „temacie toalet". Ŝyjące w wielkich stadach. jaką zrobiło mi Tokio. W dziedzinie tej prym wiedzie stara firma Toto. jak się zachować.gałęziach mandarynki siedziało stado jaskrawozielonych papug. ale moŜna je teŜ zobaczyć w kilku sąsiednich dzielnicach. Bardziej zamoŜni mieli do swojej dyspozycji białe porcelanowe naczynia w niebieskie kwiatki. zakładane w Japonii w eleganckich hotelach i restauracjach. co dotyczy supernowoczesnch toalet. Podobno Ezra Pound cieszył się rzadkim darem odgadywania pierwotnego kształtu ukrytego w znakach kanji. która uciekła opiekunom z klatki. Pierwsze zachodnie sedesy. która stworzyła równieŜ to coś.ku konsternacji japońskich gości . by zrozumieć działanie japońskiego sedesu. To piękno szczegółu czekające. Prawdziwa rewolucja.wykorzystują jako ozdobne doniczki. Najwięcej mieszka ich na kampusie pobliskiego uniwersytetu. i trzymane były przez Japończyków jako ptaki ozdobne. opatrzone były stosowną instrukcją obsługi w obrazkach. Patrzyłam w zdumieniu na zestaw kilkunastu przycisków i pokręteł zamontowanych z obu stron róŜowego kuriozum. jaką nadal moŜna spotkać w niektórych miejscach. była to budka na wolnym powietrzu z dziurą w podłoŜu. nagłe wariactwo koloru jak z obrazów Rousseau! Trochę większe od papuŜek nierozłączek. 83 Niespodzianka w toalecie To. upodobały sobie ponoć te właśnie okolice Tokio. Jeden po drugim neonowy błysk i rozchwiane gałęzie. ale większość cudzoziemców go nie posiada. Wieczorami wracają gromadnie z Ŝerowisk. chyba z Ameryki Południowej. które dziś moŜna czasem znaleźć na targach staroci. dając początek całej brawnej kolonii. skrzecząc i gubiąc jaskrawe pióra. jaką mogłam zastosować. Po drugiej wojnie światowej postanowiono zrewolucjonizować tę sferę Ŝycia i dziś Japonia jest światowym liderem w produkcji wszystkiego. ale nawetgaijin wiedziałby. które stały tam równiutko. a wyglądało toto jak fotel pilota samolotu bojowego (gdyby robiono je w kolorze róŜowym). a . nie skłaniając do poświęcania mu specjalnej wizualnej uwagi. sprawiło.

zgodnie ze swoim zwyczajem postanowili go ulepszyć i skonstruować supersedes.wówczas ze środka wyłoniła się plastikowa rurka. kontentując się klimatyzatorami. ogrzewanymi od spodu stolikami kotatsu albo piecykami gazowymi. to udogodnienie wprowadzono ze względu na kobiety. które tokijczycy. Oprócz rzeczy mniej czy bardziej przewidywalnych. mimo wilgoci oraz chłodnej i długiej zimy. bo kierując się wstydliwością i chcąc zagłuszyć „odgłosy". słychać świergot ptaków. zamieszkiwanymi przez uboŜszych. Wyobraźnia konstruktorów japońskich sedesów posuwa się takŜe do śmielszych rozwiązań niŜ „szuuugugul" i w jednym 85 z depato. i co raz za drzwiami idealnie czystego pomieszczenia rozlega się ptasi śpiew. W momencie. Ŝe słychać charakterystyczny „odgłos". Istnieją równieŜ sedesy grające kilka rodzajów muzyki. ale nie leci woda i wbrew pozorom naprawdę nie zmyślam. gdy kolejna klientka robi siusiu. Skoro korzystanie z toalety jest naturalną i powszechną potrzebą. ale dopiero Toto naprawdę mnie zaskoczyło. a w Ginzie istnieje poświęcone im muzeum. w trakcie i po. co znaczy. Co więcej. Ŝe gdybym siedziała. o jakim nie śniło się nam w najbardziej freudowskich snach. toaleta zmienia się w rozświergotany las. odsuwając się jak najdalej. Czeka się w kolejce kobiet. Gdy jest ich więcej i siusiają symultanicznie. uwaŜają za zbędne. jeden z przycisków włączał funkcję co najmniej tajemniczą. które właśnie robiły zakupy u Armaniego czy Ferragamo. lecz trzy razy: przed. a ja obejrzałam się nerwowo w obawie zatopienia albo kolejnego prysznica. „Odgłos spuszczanej wody" polega na tym. Pomysł na zaoszczędzenie marnowanej wody został wprowadzony w Ŝycie i teraz kobiety mogą sobie włączać „odgłos spuszczanej wody". I nie powinna. Jego zasadniczą wadę stanowił brak centralnego ogrzewania. standardowe wyposaŜenie nowoczesnych sedesów firmy Toto. gdy Japończycy zaadaptowali zachodni model urządzenia znanego jako sedes. z której pod duŜym ciśnieniem wytrysnęła woda. Po jego naciśnięciu rozległo się prawie Ŝe realistyczne „szuuuugulgul". Ŝe korzystające z toalety kobiety zuŜywają więcej wody. To wynajęte dla mnie w Bon Hour było typowym lokum przeznaczonym dla rodziny z klasy średniej i w społecznej drabinie mieszkań plasowało się pomiędzy rezydencjami. na szczęście czysta i ciepła. Ŝe dwa razy szła na marne. Zimą temperatura w ich mieszkaniach spada więc . W telewizyjnych reklamach producenci sedesów i gadŜetów niestrudzenie zachęcają do wypróbowania kolejnej nowości. zamiast banalnego dźwięku spuszczanej wody. a „króliczymi norami". Widziałam w mieszkaniu znajomego artysty z East Village toaletę w kształcie wielkiego buta. Domyśliłam się. Japońscy uczeni zbadali. Zajrzałam dla pewności tu i tam. Nie leciała. wnosząc w ten sposób swój mały wkład w rozwój globalnej ekologii. takimi jak naleŜąca do pana Matsury. Udało się im to z nawiązką. ale dość komfortowym i z grubsza normalnym. spuszczają wodę nie raz. zamiast zaglądać do środka jak jakiś barbarzyńca. jeśli nie oczywistych (podgrzewanie deski i róŜne strumienie myjące i suszące). krew i ciśnienie. to dlaczegóŜ by jej sobie trochę nie uprzyjemnić? Na tatami Właściwie jedynie nieprzewidywalny sedes firmy Toto odbiegał od moich wyobraŜeń o mieszkaniu troszkę egzotycznym. Kolejnych prób dokonywałam. ale nigdzie nie leciała woda. odpowiednia część mojego ciała miałaby do czynienia z czymś w rodzaju bidetu. badające za jednym zamachem mocz. bowiem był to tylko tak zwany „odgłos spuszczanej wody".

dla których marznięcie w pokorze nie jest godną kultywowania cnotą. jeśli nie większość. Wymiary jednej maty to 186 cm na 93 cm. dzielnym i niema-rudnym. nie wyłączają ich nawet na noc. Oprócz kuchennych i łazienkowych szafek oraz futonu i z jakichś powodów telewizora. Tatami to najbardziej prywatna. Jest to tym dziwniejsze dla obserwatora z zewnątrz. po jakimś czasie staje się to automatycznie wykonywaną czynnością. grubo tkanej powierzchni dostarcza zmysłowej przyjemności. W sypialni były nadal tradycyjne maty tatami. Na tatami moŜna teŜ za dnia leŜeć i czytać albo robić cokolwiek innego. ale juŜ podłogi pracowni i livingu wyłoŜono drewnopodobnymi panelami. a chodzenie boso po gładkiej. stoły i krzesła coraz częściej uznawane przez nich za bardziej funkcjonalne i bliŜsze ich dzisiejszemu stylowi Ŝycia. intymna część domowej przestrzeni. Ich dłuŜsze brzegi obszyto ciemnogranatowym płótnem. Wiara w zbawczą moc zimna jest tak silna. Ŝe marznięcie jest nie tylko „zdrowe". KaŜdy. Ŝe się jej nie pobrudzi. jaką kiedykolwiek miałam w sypialni. japońskich domów ciągle ma chociaŜ jeden pokój tatami. ale przestaje to juŜ być regułą. jak będą mnie bez skutku przekonywać Japończycy. o którym pomyślała zapobiegliwa Chizuko. ale nawet kapcie zostawia się za lekko podwyŜszonym progiem. która przyjęła się w ostatnich latach jako wynik zmiany stylu Ŝycia tokijczyków. zwykle . co czasem słuŜyć miało teŜ zwalczaniu tak nieheroicznych pragnień jak miłość cielesna do kobiety. Uczucie. łazienki i toalety . Wystrój mojego mieszkania w Bon Hour stanowił mieszankę wschodnich i zachodnich wzorów. Japońscy bohaterowie historyczni lubili dowodzić swego męstwa. choć niestety złudne uczucie. kto często się przeprowadza.nawet do około 10 stopni Celsjusza. Zupełnie niepraktyczne i wymagające specjalnej troski tatami ma jednak niewątpliwy walor estetyczny. a najmniejsze z moŜliwych pokojów do wynajęcia . Wiele. Ŝe wszystko zaczyna się od nowa. czyni bowiem człowieka zahartowanym. ale ogólnie „dobre". zna to cudowne. a nie metrów kwadratowych. iŜ do 86 tej pory popularne jest przekonanie. Dlatego na tatami nie tylko pod Ŝadnym pozorem nie wchodzi się w butach. mieszkanie było zupełnie puste. stojąc godzinami w lodowatej wodzie.mają tylko trzy maty (około 5 m2)! Nieco większe mieszkanka o powierzchni czterech i . ale łazienka przystosowana została do japońskich zwyczajów kąpielowych. „jest bardzo zdrowe". co. Mimo to powierzchnię pokoi najczęściej podaje się w ilości mat tatami. jakie ogarnia człowieka w takich chwilach. o zgrozo. bardzo nowoczesna kuchnia niczym nie róŜniła się od modelu zachodniego. Ŝe ma ono pozytywny wpływ na rozwój układu krwionośnego niemowląt i oseski przez cały rok noszone są z gołymi nóŜkami. Uzasadnienie braku odpowiedniego systemu grzewczego podawane przez samych Japończyków najczęściej odwołuje się do wiary w to. „Gaijini". który wzmaga się w czasie deszczu. Zielonkawe maty tatami ciągle pachniały świeŜą słomą ryŜową i były najładniejszą podłogą.tak jak ja to uczyniłam montują sobie dodatkowe klimatyzatory w kaŜdym pomieszczeniu i. Czasem 87 Japończycy przykrywają tatami dywanami albo linoleum. Gdy zasypia się.oczywiście pozbawionych własnej kuchni. pod warunkiem. tuŜ koło twarzy czuć miły trawiasty zapach. Ŝe japońskie psy ubrane są wówczas w ciepłe kubraczki i czapeczki. na których stawiają zachodnie łóŜka.

rzeczywiście jest jakaś logika. a schowek wypełniają inne rzeczy. mnóstwo kwiatów. Ŝe odrzuca on wszystkie meble i buntuje się przeciw pomysłom na urządzenie go. jasnobeŜowe ściany i samotny zwój z kaligrafią to wszystko. Dom. Dopiero potem. W łazience nie było klimatyzatora i gorąca woda w zetknięciu z chłodnym powietrzem skraplała się w kłębach pary. lecz fusuma. Nieskazitelne maty. wypełnić Ŝyciem. by dopiero nadać mu sens. Jednak pokój tatami „chce" być pusty i taki powinien pozostać. którego nie znam. przystosowywać wnętrze do własnego nastroju. Kto wie. do której powinno się codziennie rano chować zwinięte fu tony. w czym. pozwalające na swobodne operowanie przestrzenią. pierwszy raz w Ŝyciu na sposób japoński. co zrobić. pomyślałam i po prostu otworzyłam drzwi. JuŜ wykąpana. Podeszłam do nich na palcach i zerknęłam przez judasza. która nie jest zamknięta w sposób ostateczny. czyli przesuwane ekrany. najpierw wywietrzyć je na balkonie. uŜywają prysznica. MoŜna by przewrócić ją do góry nogami i nie zauwaŜyć. Nie chcąc go draŜnić. ciach noŜyc pana Matsury. która pisała coś na kartce bezgłośnie poruszając ustami. wchodzą do gorącej (naprawdę gorącej) wody. doskonała w swej ascetycznej kolorystyce i pustce. czego wymaga takie miejsce. Wanna była krótka i bardzo głęboka. tak Ŝe gdy się w niej siedziało. To była dobra przestrzeń. który zapraszał. nie wiedząc. Mieszkanie w Bon Hour nastroiło mnie całkiem optymistycznie. MoŜna więc rozsuwać fusuma i mieć jeden wielki pokój albo zasuwać. serce japońskiego domu. Szybko okazuje się. ale zanim zaczęłam się na dobre rozpakowywać. by się pomoczyć. zaintrygował mnie szelest pod drzwiami wejściowymi. co wypróbowałam od razu. weszłam do pokoju. której podłogę i ściany wykonano z jakiejś sztucznej Ŝółtawej masy. na którym posadzę kwiaty. które udało mi się popełnić w drodze z lotniska Narita do Bon Hour? Jedna więcej nie zrobi Ŝadnej róŜnicy. dzieląc mieszkanie na osobne sfery. moŜe to jakiś japoński zwyczaj. a jeśli pogoda sprzyja.pół maty (około 8 m2) wśród studentów uchodzą za całkiem wygodne. Tatami w sypialni i drewnopodobne panele w reszcie mieszkania stanowiły dziwny kontrast ze śmieszną plastikową łazienką. 88 pozwalała zanurzyć się w wodzie po brodę. Kąpiel w brudnych mydlinach na wzór barbarzyńców z Zachodu napełnia ich bowiem obrzydzeniem. wychodząc na długi balkon. Wczesne popołudnie to nie pora na kąpiel. . zobaczyłam tam Chizuko. powitalne haiku przylepiane potajemnie do drzwi nowego przybysza? Albo lista gaf. Skończywszy pisać. W praktyce nie wszyscy składają i rozkładają swoje sypialnie. Pokój tatami nie ma drzwi. stojąc na podłodze łazienki albo siedząc na niskim stołeczku. podekscytowana urodą mojego nowego domu i zainspirowana ciach. zakończyłam inspekcję. Ku mojemu zaskoczeniu. Ŝe podłoga stała się sufitem i odwrotnie. jak się pomyśli. Przyglądałam jej się przez chwilę. przyjrzała się trzymanej kartce i chyba miała zamiar zostawić ją i sobie pójść. gdy udało mi się uruchomić system grzewczy. normalny Japończyk kąpie się wieczorem. W pokoju tatami jest zawsze specjalna głęboka szafa zajmująca jedną ścianę. Japończycy myją się poza wanną. który wyjrzał zza rogu i chyba znów zasyczał: „Wssss". tak jakby za kaŜdym razem zmieniało się dekoracje teatralne. tym bardziej Ŝe zwykle wyposaŜone są w kącik kuchenny. o czym zdecydowałam w pierwszym w Ŝyciu ogrodniczym natchnieniu. a specjalny odpływ chroni mieszkanie przez zalaniem. dokładnie wyszorowani.

Gładkie. Ŝe nie jestem aŜ tak nieprzyjemna jak w niektórych okrutnych japońskich dowcipach o białych kobietach. niepotrzebny jej aparat telefoniczny.co wprawiło Chizuko w widoczne zakłopotanie.naczynia. trzymając ją oburącz. którą chcę. Rozgardiasz porozrzucanych wokół bagaŜy i absurdalny turban z róŜowego ręcznika na mojej głowie przydawały uroku tej niezwykłej ceremonii herbacianej kpiącej z reguł starych mistrzów. okazało się. uklękła na podłodze livingu. tak słodkie. ot tak sobie. i podała mi jedną z czarek. połyskliwe kule. a trzecia zielona. Kula nie tylko wyglądała. Ŝe nauczyłam sieje lubić dlatego. dostarczając kulinarnej ekstazy. na zawsze zachowam w pamięci i ilekroć potem Japonia wyprowadzi mnie z równowagi. W środku miała grudkowate bordowe 90 nadzienie. Japończycy z całą pewnością bowiem nie wpadają. Sądzę. Potem otworzyła pudełko z pyzami i zapytała. śliczną poduchę do siedzenia na podłodze. Nie mogła zadzwonić.gest jak doskonałe kanji powitania. napój dla strudzonego wędrowca. po czym wydobyła z podręcznej torby termos i opakowanie czegoś. zaczęła angielskie zdanie wyjaśnienia. a wtedy Chizuko zdecydowała się wejść do środka. ale ją zaskoczyłam. czyli „Bardzo mi przykro". jaką pokonałyśmy razem samochodem. ale nie wiedziała. jakieś kuchenne sprzęty. Zdejmując buty. Tak jakby podawała mi Ŝyciodajny eliksir. kontynuując długi proces wtajemniczania mnie w tajniki japońskiej kuchni. krojąc kęsy za pomocą spłaszczonych patyczków z surowego drewna. Pyzy były bardzo piękne. Ŝe cierpły zęby. z tym Ŝe przesłodzona i jeszcze nieugotowana. Gdy Chizuko juŜ przyjęła moje zaproszenie. bym przywykła do mochi. Pyzy jadło się. czy to wypada. łamiąc zasady. próbując pierwszy kęs z zachłannością osoby ceniącej sobie kulinarne rozkosze. japońskich słodyczy z ryŜowego ciasta i dŜemu z czerwonej fasoli. nie roniąc ani kropli. ale najwidoczniej droga. co wyglądało jak spłaszczone pyzy zawinięte w liście. które właśnie wtedy zaczęło być naprawdę moje. „Zieloną". bo nie miałam jeszcze 89 podłączonego telefonu. często uŜywanego jako nadzienie. przytrzymując na piersi poły szlafroka. Nieco zbita z tropu ponowiłam zapraszający gest. „Bądź tu szczęśliwa". a Japończycy nie przychodzą do siebie w gości bez zapowiedzi. Powinny rozpływać się w ustach. powiedziałam odwaŜnie. gdy obca kobieta powitała mnie w swoim kraju jak starą przyjaciółkę. Okazało się. Zatrzymaną w czasie scenę na podłodze mieszkania. według których ją wychowano. Ŝe ich dziwny smak zawsze przywołuje tę chwile. tak jak trzyma się kubek. Ŝe przywiozła mi róŜne rzeczy . myślałam. Jedna była biała. Chciała zostawić mi paczkę z kartką pod drzwiami i uciec. druga róŜowa. będę wracać do niej jak do wypróbowanego talizmanu. by ogrzać zziębnięte dłonie. ale smakowała teŜ dokładnie tak jak polska pyza. Chizuko nalała nam japońskiej herbaty. do dopiero co poznanych cudzoziemek w szlafrokach. przekonała ją. który nareszcie doszedł do kresu podróŜy . „będzie kolorem pasowała do herbaty". Chęć pomocy i ciekawość kolidowały z japońską powściągliwością. czy nie i co w ogóle ma zrobić. Potrzeba będzie duŜo czasu. Nigdy przedtem nie była gościem cudzoziemki. jak pokazała Chizuko. Ŝe była jednak przygotowana na taką ewentualność. Od japońskiego „Sumimasen". powiedziała Chizuko i podniosła . Wyjęła z pudła dwie ceramiczne czarki i dwa talerzyki. i z wyglądu przypominające siekaną wątróbkę. ale nieśmiałość nie pozwoliła jej go skończyć. Chizuko nie przestawała się sumitować. właściwie w ogóle rzadko odwiedzają się w domach.

promocyjna oferta ryŜu w dziesięciokilowych workach. kasztany . tętniąca młodością Shibuya czy Ikebukuro. Wnętrzom sklepów indywidualny wyraz nadają wiszące na ścianach dyplomy i obrazki. kusi podniebienie ostrym zapachem.pakowane w ozdobne czerwone torebki i sprzedawane przez głośno zachęcającą klientów młodziutką dziewczynę w równie czerwonym fartuszku. Ŝe trudno powiedzieć. w którym robi się i sprzedaje tofu. wszystkie sklepiki w mojej okolicy są rodzinnymi interesami. a nie religijne świątynie konsumpcji. który najwyraźniej jest fanem disnejowskich kreskówek. czy przestrzeń. w Dobrej Godzinie. w przerwach gra spokojna muzyka. wyczerpujemy 91 limit. a nad nimi lub w ich głębi zwykle mieszkają właściciele. smaŜonymi kulkami ciasta z posiekaną ośmiornicą. Dopuszczalna liczba dziwadel jest precyzyjnie określona: ekstrawagancko odziana starsza pani z pudlem.czarkę do ust. Tak zaczęło się moje japońskie Ŝycie w Bon Hour. liśćmi klonu albo bambusowymi witkami. sypialnią. a w rybnym wisi pod sufitem wielka nadmuchiwana ośmiornica. W Ishikawa-dai kaŜdy kaŜdego zna i wydaje się. a bardziej ekspansywni sprzedawcy sami wznoszą zachęcające okrzyki charakterystycznym monotonnym głosem. w których krzyŜują się drogi milionów tokijczyków dojeŜdŜających do pracy.gałązkami kwitnącej wiśni. babcia Shinada ozdobiła ściany swojej piekarni rysunkami wnuka. Od stacji Ishikawa-dai ciągnie się główna ulica handlowa z latarniami ozdobionymi plastikowymi dekoracjami . sandały geta akurat przecenione o 500 jenów. i ja. tako\" kucharza. Między księgarnią a sentd Spiętrzone wertykalnie i horyzontalnie stacje metra to jedyne centra Tokio świeckie. w której babcia Shinada ogląda telewizję. Większość jednak ma małomiasteczkową atmosferę jak moje Ishikawa-dai. Ŝywiąc się na darmowych degustacjach w dziale spoŜywczym. które prowincjonalną atmosferą bardziej przypomina Radomsko niŜ Manhattan. Tu. Część towaru z małych sklepików wystawiona jest wprost na ulicę. poustawiane tu i ówdzie gadŜety i pamiątki z podróŜy. „gaijinka". w których moŜna zgubić się i Ŝyć przez całe lata. Właścicielka sklepiku z japońskimi słodyczami ma na ladzie dwa ceramiczne lwy z Okinawy i zegar w kształcie Hello Kitty. warzywa i owoce o idealnych kształtach ułoŜone w zgrabne piramidki. ubrania dla starszych pań. warzywniakowi dodaje charakteru kolekcja kaktusów. niŜ moŜna by podejrzewać z jej opisu. Jedne są potęŜne jak Shinjuku z dwoma milionami przewijających się codziennie podróŜnych. umieszczając na ścianie poŜółkły zwój z kaligrafią i kilka świątynnych talizmanów. gdzie znajdują się największe na świecie domy towarowe Seibu. Ŝe Konfucjusz mieszka tuŜ za rogiem w kaŜdej chwili gotów zapobiec wszelkim próbom buntu wobec odwiecznego porządku. Wytwórca mat tatami nadał swojemu warsztatowi styl najbardziej japoński. Tylko sklepik. z wprawą przyrządzane przez pokrzykującego „Tako. jest ciągle jeszcze jej miniaturową piekarnią czy juŜ.pachnący dymem przysmak jesieni . a potrawa jest lepsza. Dwie sfery przenikają się niekiedy na tyle. Płynące z megafonów słowa witają mieszkańców i zachęcają do robienia zakupów. jest Tokio. Oprócz jednego większego samu spoŜywczego. równie niewielką. Obok stoisko z tako-yaki. kilka minut pociągiem od wielkomiejskiego Tokio. ma ascetyczny wygląd malej fabryczki . która śpiewa do siebie. identycznymi jak we wszystkich innych „tokijskich miastach".

czytaniu na stojąco nowych numerów czasopism i komiksów ????. krwioŜerczych wampirach. mięsa. Powietrze przesyca się wówczas zapachami niemal nieobecnymi za dnia. Klienci. co pod ręką. witają dzieci wracające po długich godzinach nauki. siadając z patykami yakitori na małej ławeczce. gęstnieje. Babcia Shinada uśmiechała się na mój widok. Gdy przechodzi się blisko. przywołujący na myśl małe polskie miasteczka. gawędząc z dziadkiem Tanaką. gdzie oprócz miniaturowych roślinek umieścił drewniany model świątyni. a wnuk bawi się u jej stóp. z wielu rozlega się muzyka. Jeden po 93 drugim znikają w barach męŜczyźni w garniturach. uczniowie. pokazywała mi specjalność dnia. sosu sojowego i świeŜego pieczywa. ale za to przed wejściem do niej właściciel urządził hakoniwa. zwabił mnie do piekarni babci Shinady. inni zadowalają się tylko przekąską pod gołym niebem i napojem z automatu. Ŝe przechodząc widzi się tylko ich plecy i pochylone głowy. a potem ruszają dalej ulicą przesyconą zapachem ryby. nakrywają stoły. przez ich głosy przebija się wibrujący alt właścicielki. gdzie moŜna po pracy napić się sake albo piwa i przegryźć co nieco: suszoną rybkę. wlewania skwierczącego sosu sojowego na rozgrzane patelnie. Od rana do wieczora moje sąsiedztwo jest sennym królestwem staruszków i matek z dziećmi. przez którego otwarte drzwi moŜna zobaczyć kuchnię. jedynej kobiety w towarzystwie. kilka kamyków. pod którą zawsze czekają na resztki trzy grube koty. zwanej swojsko „mamą". znajduje się księgarnia. grillowania i tłuczenia sezamu. Zjadają po kilka szaszłyków na miejscu. Najbardziej popularne tytuły wystawiane są na stojakach na zewnątrz. tac i kadzi. bo ryzyko. sadystach pedofialch. Drogę do nich pokazują płonące w ciemności okrągłe czerwone lampiony. właściwie nie istnieje w Japonii. stoi niemal w progu swojego mieszkania. Zaczyna się czas smaŜenia i gotowania. plastikowych drzew i . co kto lubi. Zaludniają się restauracje i zamknięte wcześniej bary. muszą podkurczyć nogi. Sarariimani. właściciele barów piszą kredą na wystawionych na zewnątrz tablicach nazwy i ceny dzisiejszych specjałów. niemal namacalnie prawdziwy. by nie wystawały im na ruchliwą ulicę.kto wie dlaczego . Gospodynie wrzucają rybę do piekarnika. . na którym dziadek Tanaka piecze kaŜdego wieczoru pachnące yakitori. Ŝe ktoś je ukradnie. gdzie Japończycy oddają się jednej z ulubionych rozrywek. buchający zza bambusowych rolet zapach alkoholu i tytoniowego dymu przyprawia o zawrót głowy. którą potem odwiedzałam niemal codziennie. maczane w gęstym sosie szaszłyki ze wszystkiego. kobiety w kostiumach i w fartuchach zarzuconych na domowe sukienki czytają rysunkowe opowieści o obdarzonych czarodziejską mocą księŜniczkach.figurkę kota Doraemona. smaŜoną ośmiornicę czy szaszłyk ze skóry kurczaka w słodkim sosie. bułeczki z nadzieniem curry. by powtórzyć rytuał dający mi poczucie czasowej przynaleŜności do świata tej uliczki i sąsiedztwa. Grill. co jest cechą charakterystyczną wszystkich „tokijskich miast". sprasowaną na płasko kałamarnicę. by po jakimś czasie wynurzyć się z rozluźnionym krawatem i rozpaloną twarzą. To właśnie ten zapach chleba. „pudełkowy ogród" w plastikowej kuwecie z piaskiem. czasem śpiew rozochoconych męŜczyzn. Wracający z pracy czy szkoły zatrzymują się i stoją koło półek tak.92 pełnej metalowych pieców. gdzie jego synowa kroi potrzebne ingrediencje. a jego prawdziwe Ŝycie zaczyna się o zmroku. NajbliŜej stacji Ishikawa-dai.

Paczinko to jedna z japońskich obsesji zupełnie niezrozumiałych dla reszty świata. Co tak fascynującego jest w tej grze? Ciągły ruch wchodzących i wychodzących ludzi bez trudu pozwala zajrzeć . Ta psychodeliczna wizja raju przyciąga jednak codziennie setki klientów. niemal nierealny w swej neonowo ostrej obecności. czyli prezent. wielokrotnie przekraczają one na przykład dochody uzyskiwane z przemysłu kinematograficznego. krewetkę na ostro w droŜdŜowej bułeczce albo słodycz fasoli w osłonce słonego francuskiego ciasta. między popularną księgarnią a sentó. Paczinko w moim sąsiedztwie stanowi przykład architektury łączącej wątki z komiksów ???? z nostalgią za światem Disneya i apeluje do podobnych potrzeb estetycznych. co hotele miłości. bo właścicielka piekarni była pierwszą osobą z sąsiedztwa. publiczną łaźnią. jeśli juŜ pokona się przyzwyczajenia i idiosynkrazje własnych kubków smakowych. i wielkie fioletowe kwiaty wyglądające jak genetycznie zmutowane rosiczki. nigdy nie udało się przeflancować jej na inny grunt w przeciwieństwie na przykład do karaoke. symetryczne bukiety niczym dekorację trybuny dla pierwszego sekretarza partii w komunistycznej w Polsce mojego dzieciństwa. która w ogóle się do mnie odezwała. kaŜdej wsi i zapomnianej przez bogów osadzie na wyspie Kyushu czy Shikoku. a roczne dochody liczy się w trylionach 95 jenów. Gdyby popatrzeć na Ishikawa-dai z lotu ptaka. które zyskało popularność nawet w krajach Zachodu. nie licząc „wsss" pana Matsury. a obecna jego forma narodziła się po długiej ewolucji prostszej gry amerykańskiego pochodzenia. które moŜna polubić.czekoladowe oponki o smaku zielonej herbaty albo rogaliki z czerwoną fasolą. Namalowano na niej splecione ogonami piersiaste syreny. a ja podtrzymywałam rozmowę. kolumny oplata plastikowy bluszcz. innymi słowy. U jasno oświetlonego wejścia. kolejne małe dowody na to. jak w przypadku większości salonów. Wybierałam na koniec coś z jej oferty. Japonia oszalała na punkcie paczinko dopiero po wojnie. które aranŜuje w sztywne. Bryła złoŜona z ostrych kątów ma srebrną fasadę z dwiema doryckimi kolumnami. to właśnie byłyby miejsca dające najwięcej światła. Piekarnia babci Shinady znajdowała się mniej więcej w połowie drogi między stacją Ishikawa-dai a moim domem czy. a mój język napotykał na dzisiejszą niespodziankę. czyli bilionach dolarów. a podobne jej wersje moŜna znaleźć w kaŜdym innym mieście. jedną z tych zjaponizowanych specjalności o zadziwiających smakach. Ŝe czerpanie wzorów z Zachodu moŜe być jednak twórcze. Dziś jest w Japonii około dwudziestu tysięcy salonów paczinko. stoją hipertroficzne kosze sztucznych roślin. Gawędziła ze mną. Idąc od strony stacji. a ona dokładała purezento. Z ciepłym purezento w dłoni szłam dalej. 94 Między paczinko a karaoke Określenie „między księgarnią a sentó" jest tylko jednym z moŜliwych sposobów na uchwycenie siecią opisu pejzaŜu mojej okolicy. Z jakichś powodów właściciel tego paczinko gustuje w białych i czerwonych goździkach. Liczbę klientów szacuje się na ponad pięćdziesiąt milionów. której wyraz nadają dwa najjaśniejsze punkty orientacyjne: salon gry paczinko i bar karaoke. czyli dziesięć razy więcej niŜ kin. z daleka przyciągający wzrok nagłą erupcją koloru. wykorzystując do maksimum swój angielski pięciu słów. najpierw mijamy budynek paczinko. niegrzeczne siostry Małej Syrenki. Inny pozwala opowiedzieć o niej jako o przestrzeni.

długopisy albo zapalniczki.suchych. 96 Rzędy graczy w paczinko nie wydają się bardziej Ŝywe niŜ rzędy automatów. które przypominały buduary. prawa ręka na wajsze wprawiającej kulki w ruch. Hazard jest w Japonii nielegalny. Nikt jednak nie chciał grać w miejscach. Ów kolorowy. jak zahipnotyzowani wpatrują się w elektroniczną mandalę. jeśli w ogóle cokolwiek zaleŜy tu od umiejętności gracza zdanego na ślepą Fortunę. rzeki i wybrzeŜa. by spadając. ostre światło stanowią najwyraźniej integralną część uroku tej gry. ale prawo prawem. skoro jest to interes przynoszący dwadzieścia pięć procent zgłaszanych dochodów w sektorze usług. skoncentrowani. lewitujący w innej rzeczywistości. Salony paczinko nie są jednak miejscami niebezpiecznymi. oczy wpatrzone w migającą światełkami wertykalną planszę. Niektórzy właściciele. którzy zabetonowali japońskie miasta. odizolowani od sąsiadów niewidocznym pancerzem. Sprawiają raczej wraŜenie szczególnego rodzaju świątyń. Nikt nie zagaduje sąsiada. hałaśliwych i jasnych. a nieoficjalnie. i wszystko jest w porządku. z których natura została wykluczona . wpadły w odpowiednią dziurkę. Najczęściej jednak wrzucone kulki przepadają z metalicznym hałasem w bezdusznych trzewiach automatu. W końcu Japonia jest krajem. nieczuli na hałas technorocka i okrzyki paczinkowych didŜejów. nie przeklina. o czym wie kaŜde japońskie dziecko i policjant. na Ŝywą gotówkę. nie próbuje oswoić maszyny. gdzie ludzie o kamiennych twarzach. Wygraną. by wystrzeliły w górę tak. a podejrzane typy wdają się w awantury.w głąb jaskrawo oświetlonego pomieszczenia i zobaczyć rzędy hałaśliwych automatów z oszklonym wertykalnym ekranem. a nie fabryki. a zaznaczam. do których być moŜe dotarł głosy estetów ubolewających nad brzydotą świata paczinko. który zwycięzcy oferuje tylko mało wartościowe drobiazgi. próbowali nadać swoim salonom inny wystrój. złagodzić światło. potomkowie samurajów. Trzy czwarte grających w paczinko to męŜczyźni. co trzeba. po której kaskada kulek spada w dół. ozdobiony wizerunkami półnagich kobiet o ogromnych piersiach albo postaciami z kreskówek ekran ponabijany jest szpilkami układającymi się w ścieŜki dla metalowych kulek. Podczas jedynej wizyty w salonie z syrenami przegrałam dwa tysiące jenów w ciągu . a paczinko to zakamuflowana gra hazardowa. by pozory zostały zachowane. Oczywiście yakuza ma wiele wspólnego z paczinko. a niezgłaszanych nikt nie wydaje się nawet w stanie oszacować. Szczęściarze mają przy nogach po całym koszyku wygranych kulek. Dlatego wygranej w postaci gotówki nie moŜna odebrać w samym salonie. bracia tych. Siedzą obok siebie zupełnie obojętni na obecność sąsiada. najlepiej czujący się w miejscach. oficjalnie wymienia się w salonie na drobne upominki. odpalają papierosa od papierosa. Jeśli się to uda. jeśli się jest szczęściarzem. czego łatwo się domyślić. utemperować łoskot maszyn. Wrzuca się je do otworu w automacie i operując wajchą sprawia. w którym mafia wydaje własne czasopismo i dopóki nie zajmuje się narkotykami albo zabijaniem zwykłych obywateli. fluorescencyjnym świetle i kłębach papierosowego dymu co jakiś czas słychać zwycięską kaskadę kulek. wygrywa on więcej kulek. Nie lubię paczinko. Grający mają twarze pozbawione jakichkolwiek emocji jak robotnicy przy taśmie produkcyjnej albo mnisi. W nieludzkim hałasie. waląc w nią pięścią albo uwodząc głosem. które wpadły do tej dziurki. w lewej papieros. gdzie przesiadują wytatuowani gangsterzy. Ŝe niewiele. Industrialny hałas i zimne. w okienku za rogiem. a Ŝycie Ŝyciem. pozostawiona jest samej sobie.

odpowiedź będzie brzmiała: „Bo jest zdolniejszy".ośmiu sekund. R. Oczywiście niektórzy bywalcy karaoke po prostu mają dobry słuch i głos. foteli i aparatury nie ma w nich nic więcej. gdzie ktoś odpowiedzialny za wystrój zadbał o odpowiednią liczbę podobizn koteczki i róŜowego koloru. skoki do wody. teraz wystarczy wybrać kod piosenki i na ekranie pojawi się teledysk oraz tekst. Wszystkie pomieszczenia wyglądają tu jak sypialnie dla niemowląt. Najlepiej na piętrze o nazwie Hello Kitty Cloud 9. Ŝe ów lepszy uczeń wkłada w naukę więcej wysiłku. Pokoje w Big Echo mają róŜną powierzchnię . Oglądane z zewnątrz Karaoke Big Echo teŜ przywodzi na myśl raczej duŜe przedszkole albo sklep z zabawkami . tak waŜnego w całym japońskim systemie edukacji. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. a nawet kilkunastu osób. gdzie lubią spędzać czas dorośli. Jednak Japończycy obojga płci znikający w drzwiach Big Echo mają więcej niŜ dwanaście lat: sarariimani w kilkuosobowych grupach. Mając w pogardzie paczinko. to śpiewać kaŜdy moŜe. białej koteczki.od wielkości szafy do takich. matematykę. która na okrągło go monitoruje. opiera się na przekonaniu. postanowiłam zaŜyć innej japońskiej przyjemności dostępnej w moim sąsiedztwie. dlaczego dany uczeń ma ze wszystkich przedmiotów lepsze oceny niŜ jego przyjaciel. z koleŜanką albo z kochankiem. Karaoke w mojej okolicy jest bardziej nowoczesne niŜ tradycyjny bar ze sceną. Jedna z prawdopodobnych odpowiedzi wiąŜe się z upodobaniem Japończyków do amatorszczyzny. Reid. czyli „wysiłku". który ma tyle wspólnego z rozrywką co operacja oka bez znieczulenia. W Japonii zaś niemal kaŜdy powiedziałby. srebrne kulki wystrzeliły w górę i wszystkie bez wyjątku przepadły metaliczną kaskadą w nicości. pozbawionej okien. Do jego białej fasady. licealistki. jeśli zapytamy Amerykanów. Bierzemy więc mikrofon i śpiewamy. muszą pokonać własną słabość i śpiewać.z całą pewnością coś dla dzieci poniŜej dwunastego roku Ŝycia raczej niŜ miejsce. Idea doryoku. Oprócz stolika. do których przypadkiem wstawiono telewizor i sprzęt nagłaśniający. Ŝe kaŜdy jest w stanie opanować w zadowalającym stopniu kilka wokalnych numerów i to właśnie włoŜona w osiągnięcie tego celu praca liczy się bardziej niŜ talent. ruszyłam. jednej z najpopularniejszych postaci w japońskiej kulturze popularnej. A skoro tak. które przeznaczone są dla kilku. a śpiewanie sprawia im przyjemność. Aby nikomu nie przyszła do głowy aktywność inna niŜ śpiewanie. dziennikarz „Washington Post" i znawca Japonii. młode pary. który jest dany. Aby usłyszeć kończące występ gratulacje. W pięciopiętrowym budynku znajduje się kilkadziesiąt pokojów rozmieszczonych na poziomach o zróŜnicowanym wystroju. . Jak pisze T. Z kolorowego menu moŜna zamówić posiłek albo coś do picia i juŜ. Idea karaoke opiera się zatem na przekonaniu. „Ruszaj gałką". Ŝe przy odpowiednim wysiłku kaŜdy uczeń jest w stanie opanować w tym samym stopniu grę na pianinie. w której liczy się nie tyle talent. czyli karaoke. którzy najlepiej czują się w grupie i publiczne śpiewanie solo powinno być dla nich koszmarem. która chyba trochę wstydziła się tam być. przyciągają wzrok duŜe 97 czerwone litery „Karaoke Big Echo" oraz podpisany wizerunek Hello Kitty. solo. w kaŜdym z pokoików zamontowano kamerę. Innych jednak natura pozbawiła tych darów i kosztem wspomnianego „wysiłku" opanowują kilka popisowych numerów. PrzecieŜ to naród nieśmiałych ludzi. czyli Hello Kitty Chmura 9. Dlaczego Japończycy tak lubią karaoke? Od początku nurtowało mnie to pytanie. ile włoŜony w występ wysiłek i staranie.

tak sobie tylko urodziwych. doryoku. Ŝe Japonia jest tak bogata i bezpieczna. jak rosną (o dziwo. Człowiek wybitnego intelektu. posadziłam na balkonie Bon Hour zimowe kwiaty. wspaniały gawędziarz opowiadający mi piękną angielszczyzną aneg99 doty o samurajach i sarariimanach. lecz nadal wyraźnie. polegającej na realizacji postulatu: „Nie wychylaj się. japoński profesor. pochmurną pogodę. iŜ w Japonii nawet wysiłki osób zupełnie pozbawionych muzycznych talentów spotykają się z cierpliwością i zachętą grupy. ani warunków scenicznych. ale moje codzienne Ŝycie zaczynało układać się w jakąś formę normalności. więc popisywał się nim nie bez satysfakcji. nie robił min. / wanna be your man. nie miała ani głosu. śpiewał więc. Miał świetny słuch i dobry mocny głos. nigdy przedtem niczego nie posadził. skarbnica wiedzy o Japonii. ten miły starszy pan o posturze nadzwyczaj delikatnej i kruchej śpiewał piosenki Beatlesów. z którą łączył mnie brak talentu muzycznego. rosły!) i . lecz przeciwnie: za to. tak jak ja. Raz w Karaoke Big Echo towarzyszył mi Satoru. kto potrafi! wypracować dystans wobec uprzedzeń własnej kultury. naprawdę włoŜyłam w to duŜo wysiłku. widać upodobanie Japończyków do idoli reprezentujących typ dziewczyny czy chłopaka z sąsiedztwa: postaci przeciętnych. jest dla niektórych przykładem wschodniej wersji demokracji. Ŝe tylu wybitnych i niepokornych opuszczają dla nie tak czystych i nie tak bezpiecznych miast Zachodu. a największa gwiazda lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. o którym pisze Barthes? Za to. I tam. chcąc nie chcąc. iŜ są tak samo ułomni jak my wszyscy. co jakiś czas pękało i. Fakt. Nie bez powodu teŜ kolejne tarento japońskiej muzyki pop zwykle nie umieją śpiewać. a moŜe uda ci się być takim jak wszyscy". Smok. Niczym Matsuda Seiko. i pewnie za to. cały jej komizm był dla niego nieczytelny. Dziś w mniejszym juŜ wprawdzie stopniu. Nie zraŜając się pogodą. kto. Ŝe jawią się tak doskonali jak Nicole Kidman czy Brad Pitt. nie pozwalającej na tak „nieodpowiednie" przyjaźnie jak nasza. to szaleć. MoŜe to właśnie ta zasada odpowiedzialna jest za potęgę i śmieszność współczesnej Japonii. Mój wybór padł na Celinę Dion i jej piosenkę z Titanica. pracuj cięŜko. zwana „japońską Madonną". Kocha się ich nie za to. powaŜny. Z gorliwością ogrodnika neofity parę razy dziennie sprawdzałam. Niebo opadło i zawisło tuŜ nad naszymi głowami cięŜkie od wzbierającej wilgoci. wiśnie i duchy Podobno w Japonii trudne jest tylko pierwsze dwadzieścia lat. a po krystalicznie czystych dniach października i listopada przyszedł ponury grudzień. jak szaleć. a cała absurdalność sytuacji. Matsuda Seiko. po kilku nieudanych próbach opanowałam jazdę na rowerze z parasolem w jednej ręce. skupiony. a biała koteczka patrzyła na nas bezmyślnymi oczkami. ktoś. zamiast się zmniejszyć. w róŜowym pokoiku karaoke ozdobionym wizerunkami Hello Kitty. Bogowie wrócili ze świątyni Izumo do domów. przynosząc wilgotną. za jej wielkość i „wylininie". ale ja nie miałam tyle czasu. Po półgodzinie tych popisów przyszła moja kolej i wtedy po raz pierwszy i ostatni w Ŝyciu zaśpiewałam w barze karaoke. których sadzonki dostałam od mojej nowej koleŜanki Mariko wraz z radami niezbędnymi dla kogoś.Nagrodą za ich odwagę jest akceptacja grupy. W karaoke kaŜdy moŜe być gwiazdą na ludzką skalę. Po dwóch miesiącach spędzonych na Ishikawa-dai ilość rzeczy kompletnie dla mnie niezrozumiałych wprawdzie wzrosła. Nie wygłupiał się. niezbyt utalentowanych. próbuj z uporem.

a tym razem nawet pierwszy raz wyraźnie i bez uciekania wzrokiem powiedział mi japońskie „dzień dobry". jakby posiadanie podobnej rzeczy w kuchni było czymś oczywistym i niezbędnym. Fuji . jak powinien wyglądać ogród. bakłaŜana i jastrzębia . jakich nigdy wcześniej nie uŜywałam. wpełzałam pod stolik tyłem jak rak i leŜąc na brzuchu czytałam albo pisałam. których jeszcze parę miesięcy temu nie umiałabym rozpoznać.uwaŜa się za wyjątkowo dobry znak. hojnie dolewając Ŝubrówki. które miały wypłoszyć tyleŜ samo naszych złych skłonności. czyli festiwal. wypełniając się sprzętami. Sobą jedzona w przeddzień Nowego Roku gwarantuje pomyślność i długowieczność. na którą planowaliśmy wyprawić się latem. byłoby naiwnością i ogromną przesadą. Ŝe zaczynałam wrastać w Japonię. Powiedzieć. Tej nocy śniła mi się góra Fuji. gdy uchyla się na moment metalowa pokrywa piekła i sto osiem demonów. bez trudu rozpoznałam twarze kilku osób z mojego sąsiedztwa. pan Matsura. i dziadek Tanaka ze świeŜo przyczernionymi włosami. i dopiero potem dowiedziałam się. wylatuje na małą wycieczkę. Kupiłam nawet specjalny nóŜ do patroszenia krewetek.nawet dodatkowe klimatyzatory nie były w stanie podnieść temperatury w moim japońskim domu powyŜej przygnębiających 16 stopni Celsjusza. którego dziką i bujną wizję postanowiłam urzeczywistnić. umykających mi wcześniej jak nerwowe dŜdŜownice. bo . Ŝe pierwszy sen w Nowym Roku jest bardzo waŜną wróŜbą dla Japończyków. sukiyaki i sashimi. i zapachami. O północy pojechaliśmy na rowerach do buddyjskiej 101 świątyni Kuhonbutsu i słuchaliśmy tam stu ośmiu ogłuszających uderzeń potęŜnego dzwonu. . symbolizowaną przez jej przerośnięte nitki.o których wcześniej nie ośmieliłabym się pomyśleć w kontekście posiłku. Chizuko w jednej ze swoich fantazyjnych apaszek. bo gotująca kiedyś u mnie Chizuko zapytała o niego takim tonem. ale ten mały świat między księgarnią a sentó dzień po dniu coraz bardziej dawał się lubić. luki pełnej anarchii. bez białego fartucha i bardzo elegancka. które zgromadziły się na niewielkim placyku przy pomarańczowej bramie torii.niestety . Gdy w dzień Nowego Roku wybrałam się do najbliŜszej świątyni shintó. a przechodząc przez stoisko z rybami. by zwiększyć przestrzeń między blatem a podłoŜem. Kolejne osoby pojawiały się. na matsuri. który juŜ od jakiegoś czasu nie syczał na mój widok. mąŜ Chizuko. Mariko podarowała mi stary stolik kotatsu. Była babcia Shinada z piekarni. Pomiędzy starym a nowym rokiem jest coś w rodzaju czasowej szczeliny. umiałam juŜ nazwać parę jadalnych stworzeń -wilgotnych. mackowatych . Gdy chłód wieczoru przenikał przez pojedyncze okna i nieizolowane ściany. którą wolał od sake. ogrzewany od spodu elektryczną grzałką i przykrywany kołdropodobną narzutką. Chizuko nauczyła mnie robić zupę miso. odmieniona. W pierwszy japoński wieczór sylwestrowy jadłam w domu Chizuko przewidziany na tę okazję makaron sobą i nie bez satysfakcji stwierdziłam. Podkładałam pod jego nogi cztery grube słowniki. Mieszkanie w Bon Hour stawało się coraz bardziej japońskie. z jakichś powodów. tłumaczył nam Teru.obok. Bywałam 100 w japońskich domach i nawet wchodząc do własnego. zwanej przez nas dla uproszczenia „naszym kościołem". symbolizujących ludzkie przywary. Ŝe umiem go juŜ wsysać bez chlapania na boki i ścigania pałeczkami nitek.odkrywałam w sobie ambicję pokazania panu Matsura od bonsai. właściciel sentó z całą trzypokoleniową rodziną i mój sąsiad od bonsai. wielkookich. nie zapominałam juŜ o zdejmowaniu butów.

która kaŜe witać Nowy Rok bez długów i niedotrzymanych zobowiązań. zbliŜając swój pysk do naszych twarzy. „How doyou doT\ zagaił więc grzecznie dziadek Tanaka. zwana hatsumairi. to równieŜ integralna część japońskiego Nowego Roku i moj e sąsiedztwo przybyło chyba w komplecie. niestety. z jakimi miało się do czynienia przez ostatnie dwanaście miesięcy. straszny. Pierwsza w roku wizyta w świątyni shintó. ale kolejność tych czynności zawsze mi się myliła. a nawet czasem zagadują do „gaijinów". przypominając sobie lekcję angielskiego z odległej przeszłości. nie brakowało nawet naszej dziwaczki z pudelkiem. jak to miał w zwyczaju. jest wydarzeniem radosnym i pełnym ciepła. lecz takŜe te rzeczywiste muszą być usunięte przed 1 stycznia. pewnie wybierały się do świątyni Meiji. Tak powściągliwi na co dzień Japończycy nabierają śmiałości w atmosferze matsuri i zachowują się swobodniej.najpierw kierując swe kroki do źródełka. uciekały tylko po to.najwaŜniejszych świąt dla Japończyków. Ta stara tradycja chińskiego pochodzenia jeszcze niedawno miała nieco inny charakter. które w dzisiejszych czasach często są uzupełniane bądź. bowiem lew wraz ze świtą chodził po domach sąsiedztwa niczym nasi kolędnicy. ku uciesze dzieci i radości dorosłych. czyli „tańca lwa". Jej mąŜ profesor. które wypada wysłać do wszystkich osób. by po chwili znów zaczepiać komediantów. Podeszłam do Chizuko. dlatego świetnie nadawało się dla „gaijinki". gdzie powitanie Nowego Roku ma bardziej elegancki charakter. jak lew odgrywa ekstatyczny taniec. to jedno z dwóch . a dzieci. Lew symbolizuje szczęście i zdrowie. przystrojonej na tę okazję w liliowy kombinezon i słomkowy kapelusz z kwiatem. Dwie młodziutkie dziewczyny ubrały się w przepiękne świąteczne kimona i pelerynki z białych lisów. piszcząc. momencie skupienia i pociągnięciu za sznur z dzwonkiem. Zgromadzeni wokół 103 zaimprowizowanej sceny patrzyliśmy. Ŝeyakuza pod przykrywką shishimai wyłudzała haracze i policja zabroniła tej praktyki. by obmyć ręce przed wejściem na teren świątyni. . przygotował na mój uŜytek pasujący tematem miniwykład po angielsku i swoim perswazyjnym głosem doświadczonego nauczyciela mówił tak długo. Rzucał się wte i wewtę. spod jego zielonego płaszcza wystawała para męskich nóg w sportowych butach. poruszając się w okręgu stworzonym przez widownię. Poprzedzone gruntownymi porządkami 102 i przygotowywaniem kart z Ŝyczeniami. z czerwonym pyskiem i białą wielką grzywą.wielki. Innymi słowy. Trwały przygotowania do shishimai. Sama modlitwa w świątyni shintó zwykle zajmuje Japończykom chwilę i polega na trzykrotnym klaśnięciu w dłonie. zastępowane boŜonarodzeniowymi gadŜetami poŜyczonymi z kultury Zachodu. nie tylko symboliczne plamy i brudy. ale okazało się. Te generalne porządki nazywa się susuharai. Na drzwiach domów pojawiają się kadomatsu. noworoczne dekoracje z bambusa i gałązek sosny. uśmiechają się. więc warto było zapłacić parę jenów za jego towarzystwo. a potem witały się z przyjaciółmi i sąsiadami. czyli „wymiataniem sadzy". Dziś lew tańczy tylko na terenach świątyń i oto właśnie się pojawił . aŜ wyczerpał wszystkie wątki. Nowy Rok celebrowany przez trzy dni od 31 grudnia do 3 stycznia. wrzuceniu ofiary. Kadomatsu podarowane mi przez Mariko miało charakter eklektyczny: do bambusowego patyczka przyczepiony był swojski Mikołaj w czerwonym ubranku. Japończycy nadal hołdują wielowiekowej tradycji.obok O-bonu . Wokół nas uwijały się postaci w kostiumach i zabawnych maskach zastygłych w strasznych grymasach.

ciastka mochi. a ludzie przechodzący pod nimi coraz częściej przystawali i zadzierali głowy. We wszystkich gazetach. Cukiereczki w kształcie kwiatków wiśni. Ku uciesze zebranych. przez których pęknięcie widać było wieczorem co najwyŜej wątły biały cień. gdzie pojawiło się mnóstwo słodyczy i potraw symbolicznie odwołujących się do sakurowego święta. JuŜ na początku marca drzewa rosnące wzdłuŜ zabetonowanej rzeczki Nomi zaczęły dawać delikatne znaki Ŝycia.drzewa wiśniowe rozkwitły. W telewizji codziennie mówiono o sakura zensen. . Nie wypadało odmówić. tym bardziej Ŝe w przeddzień znów dostałam od niej purezento w postaci rogalika z apetycznym czarnym sezamem.Udawał. była zapowiedź hanami. ale nic nie moŜe równać się z sakurą.tak jak zimny front albo ciepły ma w zwyczaju . „gaijinka" to nie lada gratka dla lwa. niemal dotykając swoim nosem mojego. Wprawdzie w lutym poświęcono trochę uwagi kwitnieniu śliw. rozkwit tokijskich drzew ma nastąpić dwudziestego piątego dnia tego miesiąca i wszyscy czekali nań w napięciu. w metrze i sklepach. W drugiej polowie marca sprawy nabrały rozpędu.poklepałam lwa po drewnianej głowie. Przyszło mu to tak łatwo jak zwykle Japończykom. były przede wszystkim czekaniem na wiosnę. graficzny kształt gałęzi złagodniał. czyniąc ze mnie . zasłaniając dłonią usta tym pięknym gestem japońskich kobiet. Ŝe padło na mnie. pełne kwiaty. powaŜnych i niepowaŜnych. jak złoŜone skrzydełko.dodatkową atrakcję przedstawienia. W ciągu jednej ciepłej nocy nabrzmiałe pąki. plastikowe bukiety z białych i róŜowych gałązek. Powoli pęczniejące pąki sprawiły. które we wrzątku czarodziejsko rozprostowują się do swojego pierwotnego kształtu. i po chwili byłam jego główną ofiarą. znieruchomiał i chyba zapadł w sen. czyli „froncie wiśniowym". zamieniły się w wielkie.dokładnie dwudziestego piątego marca . Ŝe to babcia Shinada pierwsza wystąpiła z inicjatywą. osoby nieznoszącej zimy. w których rosną drzewa wiśniowe i gdzie moŜna teraz lub w niedalekiej przyszłości celebrować hanami. uroczystość podziwiania kwiatów.nie znając Ŝadnych lepszych sposobów na tę okazję . który wyglądał jak małe muszki. Tak jak zapowiadano . a ten podniósł się. po pełnym napięcia oczekiwaniu. kimona młodych kobiet z sakurowym motywem . Przypuszczam jednak.był chimeryczny i wprawdzie do subtropikalnej wyspy Okinawa dotarł juŜ 15 stycznia. zachęciła mnie Chizuko i zachichotała. barwione na róŜowo i pakowane w marynowane liście wiśni. który po kolejnych miesiącach zacznę nieświadomie i prawdopodobnie niezdarnie naśladować. wyszłam więc na środek. wielkiego święta kwitnących wiśni. Trzy miesiące między styczniem a kwietniem dla mnie.gdziekolwiek w Tokio zwróciło się oczy. A wiosna w Japonii oznacza kwitnienie wiśni. „Front wiśniowy" . ukucnęłam i . słychać było wszędzie: na ulicach. Ŝe ostry. Jak ogłosiła Rządowa Agencja do Spraw Kwitnienia Wiśni. Lwisko potrząsało grzywą i wykrzywiało się. herbaty z kwiatów suszonych albo solonych. Po wszystkich tych podskokach lew zwinął się na rozciągniętej na ziemi płachcie. jak to się stało. słowo oznaczające kwiat wiśni. Komuś z nas musiało przypaść teraz w udziale obudzenie lwa i nie wiem. UŜywane tradycyjnie określenie z języka meteorologii wydaje się jak najbardziej na miejscu. stało się. ryknął i zatańczył. Sakura. w radiu i telewizji. Ŝe nas kąsa na szczęście. W końcu.niestety . to dopiero dwa miesiące później 104 oczekiwano go w Fukuoce na Kyushu. „Idź!". Tak zaczął się mój pierwszy Nowy Rok po japońsku. drukowano mapki informujące o najciekawszych miejscach.

ale równieŜ rozpoczęcie nowego roku szkolnego. Zwyczaj ten narodził się w okresie Heian (794-1185). to nie najlepszy jednak punkt na hanami. Kwiaty wiśni mają to do siebie. po środku którego rósł zwarty szpaler drzew pokrytych tak gęsto kwiatami. ale wojownicy. ale najbardziej urokliwe moŜna znaleźć właśnie w kieszonkowych parkach małych „tokijskich miast". docenili urok . którzy robili sobie zdjęcia na ich tle. Japońskie wiśnie kwitną. Kto wie. zanim pojawi się na nich choćby cień zieleni. gdzie jest więcej przestrzeni i nie ma ruchu samochodowego. Ŝe ich czupryny zlewały się w jeden nieprzebrany gąszcz aksamitnej bieli. Kultura estetów przepadła pod ruinami dworu Heian.tak kruchej. Któregoś dnia. siedząc pod kwitnącymi drzewami. moŜe podobna konstatacja jakiejś damy Heian data początek japońskiej idei mono no aware. Hanami to jedna z najstarszych japońskich tradycji. zaplątałam się w tłum maluchów w granatowych mundurkach. Młodziutkiej 105 amerykańskiej studentce. słonecznie Ŝółtych kapelusikach. delektowali się przygotowanymi specjalnie na tę okazję potrawami równie wymyślnymi jak ich stroje. biesiadując.Dopiero wtedy ze zdumieniem przekonałam się. robiły im pamiątkowe zdjęcia pod kwitnącymi drzewami. z którego szczelin na kaŜdym kroku wyrastały teraz biało-róŜowe królewskie bukiety. w pełni swojej urody i rozkwitu. jadąc rowerem wzdłuŜ Nomi. kwiaty te kojarzyły się z popcornem i moŜe rzeczywiście to porównanie oddaje coś z ich lekkości . Kwitnienie wiśni. Wiśnie rosnące wzdłuŜ Nomi. pobliska Ookayama czy Midorigaoka. którzy na kilka wieków objęli w Japonii władzę. którzy w owym czasie nie mieli wielu innych zajęć prócz uprawiania sztuki i miłości. Ŝe trwa ono tak krótko i tak nieuchronnie przemija. a początek dali mu wraŜliwi na piękno esteci płci obojga z dworu cesarskiego. które na wyspie Honshu przypada na przełomie marca i kwietnia. piękne i bujne. Wprawdzie niektórzy mieszkańcy wystawiali stoły przed dom i podziwiali kwiaty. Nieciekawa droga wzdłuŜ rzeczki Nomi zamieniła się w olśniewający pasaŜ. najpiękniejsze pewnie na wielkim cmentarzu Aoyama. Wtedy w szkołach odbywa się uroczystość dla pierwszaków. jak duŜo jest wiśni w betonowym Tokio. gdzie biesiaduje się wprost na nagrobkach. mimo przejeŜdŜających im niemal po stopach pojazdów. po zaledwie tygodniu Ŝycia. Majestatyczne wiekowe sakwy na kampusie pobliskiej uczelni stały się miejscem pielgrzymek ludzi z całej okolicy. i kontrast między czernią ich bezlistnych gałęzi a bielą lub róŜem kwiatów jest olśniewający. które urządza się tam. Arystokraci. 106 Ŝe opadają zanim zwiędną. akademickiego i fiskalnego. na którą przychodzą wraz z wystrojonymi mamami. patosu rzeczy i melancholii w obliczu nietrwałości? W kaŜdym razie Ŝadne długo kwitnące drzewa nie wzbudziły nigdy aŜ takiego zachwytu Japończyków. które pewnie były odpowiednim uniformem na tę okazję. takich jak moje Ishikawa-dai. krótkich spodenkach i w niesamowitych. Najsłynniejsze tokijskie hanami odbywa się w parku Ueno. to nie tylko początek prawdziwej wiosny. to większość wybrała któreś z bardziej tradycyjnych miejsc w pobliskich parkach. którą poznałam w Tokio. To oni (i one) pierwsi zauwaŜyli. Byli nowymi uczniami pobliskiej szkoły podstawowej i po oficjalnej uroczystości dumne mamy w niemal identycznych pastelowych kostiumach. Ŝe aŜ niewiarygodnej. Ŝe tajemnica piękna kwitnących wiśni tkwi w tym.

Kwitnienie wiśni stało się symbolicznym wyrazem Ŝycia samuraja. mogą podnieść w górę oczy i zobaczyć przyprawiający o zawrót głowy widok pointylistycznych białych płatków na tle ciemnogranatowego nieba. który kulminuje w dniu. kulinarnych i alkoholowych rozkoszy. stawiane są toalety i przenośne śmietniki. i wszystko pokryte zostaje półprzejrzystymi płatkami delikatniejszymi niŜ dziecięca skóra. Gdy wiśnie zakwitają. robią zdjęcia. Metafora Ŝycia krótkiego jak kwitnienie wiśni pozostała jak smutne memento w wierszach i pamiętnikach pilotów kamikadze. Specjalne zestawy na hartami moŜna kupić w sklepach spoŜywczych. Biesiadujący pod drzewami wyglądają niczym postaci z instalacji Kusamy Yayoi: są cali w kropki. wojownicy podziwiali opadające płatki w podniosłym wzruszeniu. Zapalają się czerwone lampiony rozwieszone między drzewami i zaczyna się yozakura. opowiadają dowcipy. Teraz moŜna nawet zdobyć się na odwagę i poprosić samotną parę „gaijinów". Wczesnym popołudniem dominują rodziny z dziećmi. Ci. a estetyka ulotnego piękna sakury stała się stałym elementem japońskiej kultury. Nawet jeśli nie było z kim walczyć. gdzie rosną piękne. Ludzie jedzą. róŜne słodkości i alkohol. W świetle księŜyca i róŜowym poblasku lampionów hanami przypomina pradawne misteria. Dziś hanami ma bardzo demokratyczny charakter. gdyby przyszła ochota na coś jeszcze.co po jakimś czasie spędzonym w Japonii przestaje dziwić . gdy jak za podmuchem wielkiego wiatru. a wiatr unosi płatki dalej. w miarę jak zapada zmierzch. Najpierw kilka. grupa starszych pań ma ze sobą przenośny zestaw do karaoke i wszystkie kolejno próbują swoich sił. przybywają ludzie i rozkładają pod nimi niebieskie plastikowe płachty i . Biesiadnicy wchodzą na nie po zdjęciu butów. śpiewają.jakimś cudem niemal wszyscy uŜywają dokładnie takich samych. W małych parkach łatwiej znaleźć miejsce. którego ideałem było Ŝyć krótko i w pełni rozkwitu młodości polec w walce o słuszną sprawę. ale przynajmniej równie często smakołyki takie przyrządza się w domu. by dołączyli do japońskiej grupy i wraz z resztą towarzystwa dokończyli wielką butlę sake. „burza wiśniowego śniegu". moŜna dokupić na stoiskach sprzedających smaŜony makaron sobą z warzywami. W tych bardziej zatłoczonych konieczne jest zarezerwowanie sobie miejsca i firmy wysyłająw tym celu najmłodszego pracownika. Na przykład w parku Senzoku Ike niedaleko mojego domu hanami odbywa się na wzniesieniu o wielkości jakiegoś tysiąca metrów kwadratowych. ludzie w grupach rodzinnych. czyli podziwianie kwiatów nocą. Wraz z zapadaniem ciemności gęstnieje zapach sake i piwa. Kilka dni wcześniej powstają tam prowizoryczne stoiska. kwiaty zaczynają opadać. stare wiśnie. którzy nie wypili za duŜo. które równym szeregiem ustawiają dookoła. Nie brakuje alkoholu i przybywa go.sakury. przyjacielskich lub zawodowych ciągną do parków. głosy ludzi stają się coraz bardziej donośne i pijane. a samo święto ma spokojniejszy charakter. piją. a po chwili ogarnia nas sakura fubuki. a gdy drzewa pokrywają się białą chmurą kwiatów. który juŜ bladym świtem tkwi pod wiśnią w Ueno. potem kilkadziesiąt powoli płynie w dół. Przez kilka dni hanami trwa festiwal estetycznych. Widok sennego młodzieńca w czarnym garniturze. by pilnował dla reszty kawałka cennej ziemi pod sakurą. Niektóre z tych prowizorycznych stołów wyglądają tak. zaczynają się erotyczne przekomarzanki i sprzeczki. . ale pod wieczór więcej jest dorosłych. wyjmują przyniesione ze sobą 107 jedzenie. Ŝe nie powstydziłaby się ich wykwintna restauracja. Pod koniec siedemnastego wieku hanami świętowali juŜ wszyscy. tako-yaki. to częsty widok w okresie hanami.

Wszystkie kolory rozmywają się w jednostajną. Bujne hortensje. Parasol i wachlarz to dwie rzeczy. Wielkie. cykady wielkie i hałaśliwe jak helikoptery. stają się zwykłymi zielonymi drzewami. Gucciego lub Kenzo . a buddyzmowi domena śmierci. gdy w bezsenne noce przyglądałam się im przez szybę zalaną strugami deszczu. Ich niepozorne owoce nie nadają się do jedzenia.kobiety gustują w firmowych. gdzie reszta pasaŜerów równieŜ się wachlowała. Jest gorąco i tak wilgotno. ścian domów. Pranie nie schło. przelotne deszcze i słońce w aureoli wilgotnej mgiełki. a rozsypane w szufladzie zapomniane nasiona rzeŜuchy cichutko wyrosły sobie w bujny jasnoseledynowy trawnik wczepiony korzonkami w nieuŜywane sztućce. do chramu teŜ przynosi się niemowlęta po błogosławieństwo . prostą drogą wiodą ku tsuyu.do ocierania wilgoci z twarzy i karku. skręcając się w loki. ptasich skrzydeł. szumiącą deszczem szarość i niemal w kaŜdym sklepiku mojego sąsiedztwa są w sprzedaŜy parasole. W uproszczeniu jest to prawdą: śluby zawiera się w obrządku shintó. maty tatami w mojej sypialni pachniały sianem coraz intensywniej i gdybym wysypała na nie nasiona rzeŜuchy. która przychodzi po hanami. Wykiełkowalyby zresztą pewnie nawet na moim ciele. mówili moi japońscy przyjaciele. trwa przez jakieś sześć tygodni wlokących się w mokrą. zimnoblękitne kwiatostany miały w sobie coś złowieszczego. KaŜdy tokijczyk ma teŜ przy sobie mały ręczniczek . więc gdy w jakieś lipcowe popołudnie znowu wyszło słońce. Wraz z innymi gospodyniami z sąsiedztwa otworzyłam na ościeŜ wszystkie okna i wyłoŜyłam na balkon futony i pościel. Tsuyu zaczyna się w czerwcu i trwa. zarosły okno mojej pracowni w Bon Hour. ale nie jest ona zbyt skuteczna i śliska błonka wilgoci pokrywa wszystkie sprzęty. Zaczynało się lato. a ksiąŜki piły wodę jak spragnione gąbki. jakich nie miałam nawet do pierwszej komunii. a wysuszone w suszarce błyskawicznie wilgotniało. niczym wielookie głowy. gdy w strugach ulewy jechałam na rowerze do stacji metra. wyrosłyby tak samo bujnie jak w szufladzie. by zamienić się w pleśń. grubiejąc w oczach. z dyskretną metką Diora.przykleja je do szyb. którym nikt nie poświęca najmniejszej uwagi. Wkrótce magiczne drzewa. lepką. choć kapryśnej. a drugi pozwala! wprawić w lekki ruch cięŜkie od wilgoci powietrze w wagonie. ale ona podobno zawsze jest wyjątkowa cięŜka. Moje włosy podwoiły swoją objętość. o których nie moŜna zapominać w tym czasie. a ich oszalałe pędy zaczęły szparami włazić do środka. 109 którego powierzchnia pokrywała się wilgocią zaraz po wytarciu teŜ wilgotnym ręcznikiem. Pierwszy dawał mi złudną ochronę. nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. „To wyjątkowo cięŜka pora deszczowa". Ŝe ryby mogłyby pływać w powietrzu. gorące noce. czyli japońskie zaduszki. Ale lato to przede wszystkim święto O-bon. W czasie pory deszczowej klimatyzatory w japońskich mieszkaniach włącza się na funkcję „suszenie". Lato w Tokio to pyszne agarowe desery z owocami i ufolody o smaku zielonej herbaty. Mówi się. gdyby jakiekolwiek stworzenie zdobyło się na większą aktywność w taką pogodę. Ŝe shintó przypadają sprawy Ŝycia. kwiaty pory deszczowej. pleśniejącą nieskończoność. porze deszczowej. krótko Ŝyjące piękno. czekając tylko na sprzyjające warunki. Taki los spotka! moje skórzane buty i torebkę z delikatnego zamszu. japońskiej wiosny. trwa. 108 Dwa miesiące przyjemnej. które wydały na świat to niewiarygodne. Ŝe Japończycy tak rozsądnie i praktycznie podzielili funkcje swoich dwóch religii.

Tańce zaczynają się po zmroku. czyli zaduszkowych tańców. próbując naśladować właściwe ruchy. Tylko nieliczni męŜczyźni wzorem swych towarzyszek zakładają tradycyjny męski strój. W Ishikawa-dai główną scenąbon-odori jest zwykle mały placyk przed supermarketem Peccock i główna handlowa uliczka nieopodal stacji. jedzą makaron sobą i szaszłyki yakitori. dzieci zaklejają sobie buzie cukrową watą i coca-colą. plac przed supermarketem staje się miejscem sakralnym. krąŜą między stoiskami. Uwagę zwraca zwarta grupa starszych pań wystrojonych z jeszcze większą starannością niŜ reszta. Wielu tancerzy myli krok. by oświetlić duchom drogę powrotną na ziemię. Po chwili tańczy juŜ kilkadziesiąt.dostojny i powaŜny. Ci.to właśnie taniec ku czci duchów. Trzynastego lipca ludzie idą na cmentarz i zapalają białe latarnie z herbem rodzinnym. na moje oko wyglądają lepiej niŜ w garniturach. O-bon. Stroju dopełniają wachlarze.. stawiają na nim wykwintniejsze i smaczniejsze niŜ na co dzień dary dla swoich zmarłych. nosowym głosem i ruszają wokół yagury w idealnie zsynchronizowanym rytmicznym tańcu. wciśnięto w rękę mojemu na szczęście muzykalnemu męŜowi. czyli drewnianą platformę. równieŜ swoją część publiczną w postaci bon-odori. gdy duchy przodków powracają z zaświatów. Nieco zakłopotany gaijin stoi więc na środku i grzechocze. a starsze panie wyukatach formują krąg wokół platformy. z wyraźnymi makijaŜami na wciąŜ ładnych twarzach. Na tę okazję kobiety i dziewczynki ubierają się w świąteczneyukaty przewiązane pięknymi pasami obi. nawet nie wiem kiedy. MoŜe półpogańskie dziady miały coś z jego atmosfery? O-bon związany jest ze śmiercią. jak co roku. ale nie ma ponurej atmosfery . domowy ołtarzyk. popijają zimną jęczmienną herbatę i piwo Asashi. To czas. A duchy zmarłych są teraz przecieŜ właśnie tu. ustawia się yagurę. którzy odeszli. bogato zdobiony bęben. Nie brakuje atrakcji dla najmłodszych. do o-haka. na której honorowe miejsce zajmie bębniarz walący w wielki. Yagurę 110 ozdabiają róŜowe lampiony. a juŜ od późnego popołudnia schodzą się ludzie. jak wielka chmura krąŜą nad głowami swoich bliskich. znajdują się cmentarze. Do ekstatycznego dźwięku bębna dołącza flet i grzechotka. wydaje się jednocześnie pełen ciepła. Ŝe to mistrzynie ceremonii bon-odori. Jedną z nich jest babcia Tanaka. by za jednym zamachem udało się złapać ich jak najwięcej do papierowego kubeczka. którzy dali się skusić. a zmarłych chowa według ceremonii buddyjskiej i tu. Zamówione ceremonie odprawiane są teŜ w świątyniach i w całej okolicy czuć zapach dymu i kadzideł. którą. O-bon ma. Po chwili okazuje się. suną jednak w coraz większym kręgu. którzy mogą na przykład łowić małe czerwone rybki pływające w płytkim pojemniku. Tam. Zaczynają śpiewać wibrującym. małe dziewczynki . ale ci. potem kilkaset osób. Składa się on z powtarzalnych elementów naśladujących na przykład sadzenie ryŜu albo kopanie węgla . który ma przynieść im ukojenie i moŜe trochę przyjemności. Gdy wszystko jest gotowe. podczas gdy kolejne osoby zaczynają dołączać do kręgu starszych dam. którzy jeszcze mają w domu butsudan. na tyłach świątyń. nie dorównując mistrzostwu babci Tanaki i jej koleŜanek. oprócz części prywatnej. to piękny buddyjski festiwal poświęcony tym..bóstw. wetknięte za węzeł obi. rodzinnego grobu. które wiesza się równieŜ wzdłuŜ ulic nad ciasno obok siebie poustawianymi straganami z jedzeniem. rozlega się muzyka: bębniarz zaczyna walić w bęben. chodzi o to. japońskie święto zmarłych obchodzone późnym latem.

czyli tak. Wiele z nich pewnie wróci na następny O-bon juŜ w chmurze duchów.nie mogące juŜ chodzić stuletnie babcie o ciałach skręconch artretyzmem jak precle pamiętają właściwe gesty i tańczą tylko ramionami i dłońmi! Bon-odori trwa przez kilka godzin ciepłej nocy. jakie kupowałam na targach staroci. które coraz swobodniej szepczą coś do siebie w powietrzu cięŜkim od potu. bębniarze zmieniają się kilkakrotnie. wśród których gotowa juŜ jestem niemal wypatrzyć jakąś swoją japońską praprapraciotkę. gdy wydawało mi się. Moje mieszkanie w Bon Hour nie było juŜ w stanie pomieścić rosnącej ilości „durnostojek". Laleczki kokeshi.coś trzeba było z tym zrobić. udało mu się zostać takim świetnym bębniarzem? Dlatego. po czym kaŜdy z nich wprawnym ruchem podniósł jeden karton z napisem Japan Post. Przeszli boso te kilka metrów dzielących ich od moich paczek. Na bosaka Po pierwszym roku w Bon Hour wysłałam do Polski kilka wielkich paczek. gdy otworzyłam drzwi. Pierwszy męŜczyzna kładł na podłodze trzymany cięŜar. dymu i alkoholu. z których kaŜda waŜyła około dwudziestu kilogramów. lśniące nowością trampki. W wąskim przedpokoju ustawili się w kolejkę. pod którymi mieli białe skarpety. ich ruchy stają się coraz bardziej spontaniczne. Duchy. Trzech niewielkich panów. schludnie ubranych w błękitne uniformy i białe rękawiczki. Taniec ku czci duchów zaczyna przypominać dyskotekę! Nie dajemy się juŜ wciągnąć do aktywnego uczestnictwa. pojawili się dokładnie o piętnastej trzydzieści. jakie zesłała nań natura.111 wydają się najbardziej wytrwałe i z powaŜnymi buziami uparcie powtarzają gesty i kroki starszych. Ŝe bardzo mi się podoba bonodori. Po paczki przyjechali pracownicy poczty. dostawałam od przyjaciół. Oto pielęgniarki z pobliskiego domu opieki przywiozły na tańce swoje niedołęŜne podopieczne na wózkach i . Ŝe nikt nie patrzy. Starszy męŜczyzna z grupy oficjeli. a potem ponownie podnosił . Zanim weszli do salonu. chichoczą nade mną głosem cykad. zwoje z kaligrafią. by z czystym sumieniem gromadzić następne cuda. gdzie w dowód wdzięczności za udany występ muzyczny mojego męŜa częstowani jesteśmy kolejnymi kubkami piwa. siadamy wraz z innymi obserwatorami na krawęŜniku. jak obiecali. pyta mnie o coś po japońsku i pierwszy raz w Ŝyciu udaje mi się nie tylko zrozumieć. powiedzieli kilka razy: Hai. którym nie mogłam się oprzeć. zwaŜyli paczki. Ŝe włoŜył w to tyle wysiłku. sprawdzili wypełnione przeze mnie kwity. którego wszyscy entuzjastycznie witają i Ŝegnają po występie. ale i spontanicznie odpowiedzieć całym zdaniem. a jednym z nich jest drobny chłopiec z zespołem Downa. ale w miarę jak robi się późno. ukłoniło mi się jednocześnie. stare kimona i ilość ceramiki wystarczającą dla kilku wielodzietnych rodzin . W pewnym momencie do kręgu bon-odori dołącza dziwna grupa. doryokul Staruszki na wózkach odjeŜdŜają. 112 / i prawdziwych skarbów. Mówię mu. Inni nadal tańczą. wyciągałam ze śmietników. Ŝe mimo upośledzenia. zdjęli w przedpokoju czyściutkie. przykucał i zakładał buty. kolo północy bębniarze wciąŜ bębnią. ale starsze panie przestały juŜ śpiewać zastąpione przez głośniki z nowoczesną muzyką. w którym stała piramida kartonów. Czy dlatego. którzy odpowiedzialni są za dzisiejszą uroczystość.nie do wiary .

Przed wejściem do japońskiego domu po prostu trzeba zdjąć buty i nie ma Ŝadnego wyjątku od tej zasady. ile wymagałaby okoliczność. Japończycy. Ŝe przedstawiciele nauk ścisłych respektują go w pracy częściej niŜ humaniści. ale techniczna trudność tych operacji czy poświęcone na nie minuty. gdyby paczek było sto. ale w tym. która dotyczy równieŜ wielu codziennych zachowań. ale bez butów. Jako Ŝe kartonów było dziewięć. i elegancka przyjaciółka w szpilkach. Zdjęcie butów stanowi mały rytuał symbolicznego oczyszczenia towarzyszący przekroczeniu granicy dwóch sfer: tego. Jednak na socjologicznej konferencji zorganizowanej w górskim ryokanie koło Kioto miałam rzadką okazję wygłoszenia referatu w ceratowych róŜowych kapciach. iŜ rzecz nie w tym. Ŝe pewien bohater japońskiej telenoweli. zwalniając miejsce czekającemu koledze. Zwyczaj zmiany obuwia zinternalizowany jest tak mocno. zanim wejdą do środka. nie miały Ŝadnego znaczenia dla trzech panów w białych skarpetkach. Na bosaka czują się lepiej. zmianę statusu. wiedząc. Ŝe tylko czasem je zakładają. jak okazja wymagała. pierwszy po raz kolejny ściąga! trampki w moim przedpokoju. Ŝe do jego domu zakradł się złoczyńca. co na zewnątrz (soto). Do not . zostawiając przed drzwiami do innego świata brud tego. W religii shintó rytuał oczyszczania jest najwaŜniejszą praktyką. gdzie kaŜdy moŜe wejść. Remove your shoes compulsory. Gdy trzeci pracownik poczty kładł swój cięŜar obok dwóch pozostałych na pace samochodu. najpierw ściągnął buty. Dorośli i dzieci. zmiana stroju. którą lubiłam oglądać przy śniadaniu. Ostatni krok przez okno. przed113 noworoczne porządki. niektórych restauracjach. pod wagon metra robi boso. który przyszedł naprawić lodówkę. by wrócić po następną z czekających w salonie paczek. wszyscy bez wyjątku muszą zdjąć buty. co pewnie wskazuje na prawidłowość domagającą się bliŜszych badań. Ŝe Japończycy często zdejmują buty. który zdecydował się opuścić. oznaczając przejście z jednej sfery do drugiej . Chyba nikomu nie przyszło do głowy. pracownicy poczty i tragarze z fortepianem waŜącym więcej niŜ oni razem. Ŝe czułam się nieswojo. a nawet w części pomieszczeń uniwersytetów i biur. bo pasujące do reszty wysokie czarne buty musiałam zostawić w szafce przy wejściu. wyrozumiali 114 zazwyczaj wobec dziwactw cudzoziemców. Generalnie miałam wraŜenie. Sypanie solą. a dopiero potem rzucił się z pięściami na niepoŜądanego przybysza. Być moŜe humaniści są bardziej otwarci i traktują swoje miejsce pracy jako przestrzeń publiczną. mechanik. płukanie ust albo obmywanie całego ciała towarzyszą wszystkim obrzędom shintó. ryokanach.paczkę i wychodził z nią do zaparkowanego pod Bon Hour pocztowego samochodu. respektowania tego zwyczaju wymagają bardzo stanowczo. ściągano by i zakładano buty tyle razy. czyli pensjonatach w japońskim stylu. buty zdejmowano i zakładano dziewięć razy. i nic dziwnego. mycie dłoni. ???? your shoes off. Podobnie postępuje nawet japoński samobójca. mój przyjaciel Satoru powiedział mi. i wnętrza mieszkania (uchi). mieszkańcy i goście. Wówczas drugi w kolejce powtarzał tę samą pantomimę. które dla nas byłyby stratą czasu.narodziny. Symboliczne uzasadnienie zwyczaju zdejmowania butów jest o wiele istotniejsze od praktycznego. śmierć. Zwyczaj ten obowiązuje równieŜ w świątyniach shintó i buddyjskich. RozwaŜaliśmy tę kwestię podczas kończącego konferencję wystawnego bankietu w sali tatami naszego ryokanu ubrani elegancko.

I mimo iŜ poza tym popełniałam co . iŜ musi ściągnąć buty. ogrodo-wo-balkonowotarasowe i dodatkową.jak wspomniałam wyŜej . słuŜąc tylko do otwierania drzwi przychodzącym. Chyba Ŝe gospodarze postanowią pokazać nam swój ogród. a więc podane (ewentualnie) przy drzwiach kapcie zdejmujemy i zakładamy ponownie dopiero po opuszczeniu pokoju tatami.włoŜenia czyichś uŜywanych kapci jest drobnomieszczańskim zwyczajem. Bywa. W Polsce konieczność zostawienia butów w przedpokoju i . gdy miał do mnie przyjść Japończyk. toaletowe. ale nie zawsze. skórzane klapki do otwierania drzwi.na własne buty stojące w genkan.zostawiamy tam „plastiki". zdjąwszy uprzednio kapcie. dbałam więc. by wszystkie pary kapci stały tam.ta część zawsze wydawała mi się najobrzydliwsza . Ŝe będą tam czekały na nas specjalne plastikowe butki. i bym nie zapominała ich zmieniać w odpowiednim czasie. najczęściej drewniane klapki. wizyty moich japońskich znajomych stały się częstsze. Oczywiście na początku pobytu w Japonii ignorowałam całe to obuwnicze zamieszanie (mam nadzieję.to tylko trzy przykłady lingwistycznych starań ze strony narodu.teŜ jest moŜliwe. MoŜna teŜ być pewnym. które musimy załoŜyć. czy nie bardziej. która nie mrugnie okiem. pod Ŝadnym pozorem nie wychodzimy w nich na zewnątrz! Zakładamy ponownie kapcie (lub: patrz wyŜej) i spokojnie uczestniczymy w dalszej części wizyty. Ŝe dla moich nowych japońskich znajomych nieprzestrzeganie zwyczaju zmiany butów moŜe być równie odraŜające. który niezbyt dobrze mi się kojarzy. Ŝe Japończyk ma cztery pary kapci: mieszkaniowe.shoes here . łazienką i balkonem. ale tylko jeśli tak właśnie chcą. gdy cudzoziemiec przy stole zrobi z siebie idiotę. starajmy nie nadepnąć dalej niŜ pozwala na to granica genkan wyznaczona najczęściej przez podwyŜszenie podłogi. Ŝe japońska gospodyni. Po wyjściu gości wszystko wracało do normy i buty przemieszczały się swobodnie. Jednak w miarę upływu czasu. przeznaczone do chodzenia po reszcie domu. Gdy zapraszają nas do pokoju tatami moŜemy mieć jedynie skarpetki. jak dla mnie dłubanie sobie w zębach przy stole. pokaŜe mu. który na ogół nie ma w zwyczaju dostarczać cudzoziemcom informacji w języku innym niŜ japoński. Czasem gospodarze podają odwiedzającym kapcie. balkon lub taras. W moim polskim domu na bosaka mogą chodzić odwiedzający mnie przyjaciele. Jedynie pokój tatami uchronił się przed moim barbarzyństwem. Gdy udajemy się do toalety. prosząc o odrobinę keczupu. Zakładając je.uwaga . ale przestrzeganie całej reszty wydawało mi się jedną ze śmiesznostek charakterystycznych dla „nawróconych na Japonię" cudzoziemców. która stoi w genkan. Miałam jednak świadomość. moŜemy być pewni. gdzie trzeba. róŜowe plastiki z wizerunkiem Hello Kitty w toalecie. a kto wie. Zostawianie butów w genkan nie wyczerpuje komplikacji związanych z japońskim obyczajem. chyba Ŝe w ogóle jesteśmy na bosaka. Za kaŜdym razem. za nic mając granicę między kuchnią. których oczywiście nie moŜemy zapomnieć zdjąć przed powrotem do wnętrza mieszkania. wtedy musimy włoŜyć kapcie ogrodowo-balkono-wo-tarasowe. drewniane sandały geta na balkon i do ogrodu. Musiałam więc wzmocnić czujność. Ŝe moi japońscy znajomi 115 nigdy się o tym nie dowiedzą) i chodziłam w butach po swoim mieszkaniu. Przed końcem wizyty w japońskim domu nasze stopy czeka jeszcze tylko jedna zmiana . co . czasem zapowiadane z telefonu komórkowego parę minut przed dzwonkiem do drzwi. Po zakończeniu wizyty w toalecie . by wejść do jej domu. zmieniając swoje zastosowanie albo w ogóle zapodziewając się.

Nie miałam jeszcze mebli. wzięła bardzo cienki nóŜ i chwytając rybę pewnym ruchem. którego zabiłam. w tempie bliŜszym 117 teatrowi nó niŜ współczesnym programom. Ta. Cala historia została powtórzona jeszcze kilka razy na podobnych duŜych rybach. Cieszące się wielką popularnością poranne programy tego rodzaju skierowane są przede wszystkim do gospodyń domowych. Wielkie rybie oczy ciągle patrzyły. Napis na karcie dań jednej z tokijskich restauracji (pisownia oryginalna) IV. Jako Ŝe w japońskiej telewizji mówi się o wiele więcej. usiadłam więc na poduszce od Chizuko. w ciągu kilku sekund ucięła jej łeb. jednym z wielu zmienionych nie do poznania zapoŜyczeń. Kamera zrobiła zbliŜenie na zdekapitowaną rybę .najpierw na tułów. w kwestii butów stałam się perfekcjonistką. światło odbijało się w nich jak w zmąconych lusterkach. potem głowę. nie mieszczącymi się w moim sposobie myślenia o rybach i obcinaniu im głów. jaki obejrzałam w swoim tokijskim domu. W ten sposób japoński zwyczaj stał się moim własnym. kucharka wygłosiła długą tyradę towarzyszącym jej dwóm młodym pomocnicom.kobieta w średnim wieku. nie przestając się uśmiechać. Co więcej. szczegółami nie z tego świata. Szczegółami dla mnie niezrozumiałymi. kucharka kontynuowała tak przez dobrą chwilę. zaśpiewały unisono pomocnice. a lewą . Eating goodfood is very healthy and important for your happy human life. część swoich przyzwyczajeń zostawiłam razem z butami w genkan. Imperium smaku Sposoby dekapitacji Pierwszy program telewizyjny. z tym Ŝe sposób dekapitacji nieco się róŜnił. I nie koronkowe okrucieństwo tego programu mnie uderzyło. materializując się nagle w mojej wannie i pytając: „Jak mogłaś?" . kupioną w przydomowym automacie. na którą patrzyłam. otworzyłam puszkę gorącej kawy. kompetentna.kolekcję noŜy. Gdy wyjaśnieniu stało się zadość. Potem powoli. a duch jedynego karpia. którą mistrzyni ceremonii wzięła do ręki.sprawia wraŜenie dobrej cioci. specjalistka od zabijania przekręciła nóŜ pod rybim skrzelem. Ryba straciła wigor. wskazując prawą dłonią leŜącą w misce Ŝywą rybę. przyzwyczaiłam się i po wyjściu gości machinalnie zakładałam nawet te z Hello Kitty. choć niewątpliwie oglądanie serii dekapitacji przy śniadaniu nie odpowiada mojej idei porannego relaksu. niŜ jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. a potem. Gurume jest japońską wersją francuskiego słowa gourmet (znawca dobrego jedzenia i picia). Program naleŜał to tak zwanych gurume shows. pasujące róŜowym kolorkiem do sedesu Toto. i włączyłam telewizor. przeciągłego „Aaayyuuuu" będę uczyła się przez wiele miesięcy. ale niezarozumiała . Główna bohaterka .krok gafy normalne dla gruboskórnej „gaijinki". przedstawiał sposoby obcinania rybom głowy. uśmiechała się przyjaźnie i ciepło. prześladuje mnie do dziś. bez pośpiechu. Takiego wznoszącego się. ale ciągle Ŝyła. z precyzją chirurga wbiła go pod jedno z jej skrzeli. „Oto ryba". który znam. które pochyliły się nad rybą i kiwały głowami. Trzymając osłabłą ofiarę w Ŝelaznym uścisku i nie zmieniając przyjemnego wyrazu twarzy. „A oto noŜe". wchodząc do japońskiego domu. „Aaayyuuuu". Był to drugi dzień mojego pobytu i na podłodze wciąŜ stały naczynia po mojej i Chizuko ceremonii herbacianej z pyzami. wydając pomruki podziwu i aprobaty. by wytłumaczyć jakieś kulinarne szczegóły związane z krwawym wnętrzem czaszki. powtarzając demonstracyjne gesty.

f) fantastyczne. w której zwierzęta dzielą się na: . Japońskie jedzenie jest bowiem filozofią i sposobem Ŝycia. c) tresowane. W przeciwieństwie do chińskiej czy francuskiej. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy lunch w stołówce studenckiej. „Kuchnia" to właściwie niezbyt dobre słowo. nadająca jedzeniu symboliczny wymiar. na przykład całego apetycznego Śródziemnomorza. m) które właśnie rozbiły wazon. Mimo postępującej westernizacji Japończykom udało się zachować swoistość swojej kuchni. (i) portugalskie. która przetrwała do czasów współczesnych jako odrębna jakość. kwintesencja zdrowej prostoty. wszystko to przyrządzane 119 za pomocą róŜnych metod i z niezwykłą inwencją. (e) bardzo ciche. gdzie przekręcając nóŜ pod kątem 16 stopni. b) zabalsamowane. eleganckie .dzieło sztuki samo w sobie. gdzie autor cytuje pewną (fikcyjną oczywiście) chińską encyklopedię. to jej główne cechy wyróŜniające. uświadomił mi. owoce morza. (j) takie. (n) etc. Mój pierwszy japoński gurume show. przecina się linię Ŝycia. k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia. n) które z daleka są podobne do much". parę pikli i miseczkę zupy miso. Sztuka doskonalenia Pierwszy obejrzany przeze mnie gurume show obudził we mnie zainteresowanie japońską kuchnią wykraczające poza skłonność do zawsze lubianego sushi. japońska kuchnia korzysta z o wiele mniejszej ilości podstawowych produktów i znikomej ilości przypraw. (m) opisywane na wyjątkowo białym papierze. konstytutywnym elementem toŜsamości kulturowej Japończyków. dotycząc wszystkich sfer Ŝycia społecznego. Przy pierwszej 118 porannej kawie w Tokio zdałam sobie sprawę. (h) zwane tańcem bogini wśród traw. e) syreny. Ŝe znalazłam się w świecie innej. (k) podpatrywane przez ramię. g) bezpańskie psy. gdzie sposoby obcinania rybom głów dzieli się na: (a) takie. Ŝe jeszcze jedynie kuchnia francuska i chińska spełnia tak wysokie kryteria artystyczne jak japońska. j) niezliczone. d) prosięta. ale znawcy tematu uwaŜają. silna kontekstualizacja.. fakturę. Jego znaczenie symbolicznie wykracza poza kuchnię. których zostanę oddaną fanką. (d) będące dziełem dziewic z Wysp Południowych. Ŝe jestem w imperium smaku. W najprostszej wersji ten skromny zestaw składników daje bezpretensjonalne danie nadal jadane przez biednych i bogatych: garstkę ugotowanego bez dodatków ryŜu. potrawy od kilkudziesięciu lat zadomowionej na Zachodzie. idea taka byłaby równie bliska. i) miotające się jak szalone. Podstawą tradycyjnej japońskiej kuchni są ryŜ. produkty sojowe. Wersja najbardziej wysublimowana to potrawy kaiseki serwowane przy ceremonii herbacianej . (b) dokonywane przez kobiety w podeszłym wieku o świcie. (c) noworoczne. gdzie nóŜ wbija się półpoziomo pod lewe skrzele. równy nacisk na aspekt wizualny. związany z porą roku albo szczególną okazją. dzikie i hodowane warzywa. chudą grillowaną rybkę. (1) pochopne. Być moŜe mieszkańcom innych rejonów świata. (f) oglądane przez cudzoziemki przy śniadaniu. i na smak potraw. Minimalizm. niepozbawiona wszakŜe walorów estetycznych. 1) et cetera. (g) odwrotne. niewyobraŜalnej taksonomii. W Japonii nawet o-bentó przygotowane przez matkę dla malucha jest często dziełem sztuki.Pomyślałam o słynnym fragmencie z ksiąŜki Jorge Luisa Borgesa.a) naleŜące do Cesarza. nie mrugając okiem. h) włączone do niniejszej klasyfikacji.

doskonałe w swym pięknie odwołującym się do wszystkich zmysłów. stało się japońską tempurą. Pojenie ich piwem 120 albo japońską wódką i codzienne ręczne masowanie (tak: „ma-so--wa-nie") sprawia. Przykładem udomowienia zachodniej potrawy jest ów sernik o smaku zielonej herbaty. Dymny zapach grillowanej ryby unosił się nad moim sąsiedztwem kaŜdego ranka i kaŜdego wieczoru. a grzebanie w jej zimnych wnętrznościach to co innego. Japończycy są bardzo ciekawi tego. które dają się twórczo zjaponizować. ale wielu młodszych i starszych woli tradycyjny zestaw złoŜony z ryŜu. Przede wszystkim dotyczy to przybyszów z krajów anglosaskich i słowiańskich. a do jej wyglądu przywiązujemy mniejszą wagę. na którym połoŜono ubite ziemniaki. W przeciwieństwie do niektórych Europejczyków. Jedzenie ryby to jedno. Standardowa kuchenka gazowa. przyznanie się do tego byłoby w złym tonie. Taka naturalizacja jest w Japonii nadal bardziej popularną formą wzbogacania własnego menu niŜ etniczne restauracje w krajach Zachodu. Dla nas najwaŜniejszą rzeczą w potrawie jest bowiem smak i aromat. kawał mięsa i jarzynę. Moi japońscy znajomi na śniadanie jadali wprawdzie tosty lub muesli. pozbawiona . przyćmiewając inne wonie. Ŝółtego sześcianu jedzonego na przykład z lodami o smaku zielonej herbaty i fasolowym dŜemem. którym delektowałam się w Cheesecake Caffee na Shibuya. Mimo wprowadzenia mięsa do menu. wspaniała na steki. Ŝe będziemy im się przyglądać albo zachwycać się ich kolorem. skłonni do próbowania i kulinarnych eksperymentów. nigdy nie zastąpiło ono jednak ryb i owoców morza. rybki i miso shiru. Ŝe tłuszcz w mięsie odkłada się o wiele bardziej równomiernie. jest produktem japońskiego talentu do ulepszania. Marmurkowa wołowina. puszystego. W ten sposób na przykład proste portugalskie danie. o której z takim zachwytem pisze Barthes w Imperium znaku. spowijał całą okolicę.jak pejzaŜ namalowany tuszem. zapoŜyczone wraz ze swą nazwą w XVI wieku. Polski talerz. a zwykły biszkopt tej samej proweniencji biszkoptową poezją ciasta kasutera. Wszystkie te rzeczy mają jednak wyraźny smak i zapach. Za najlepsze uwaŜane są po prostu takie potrawy. Ku uciesze moich japońskich przyjaciół. nawet jeśli w odniesieniu do własnej kuchni mają zdrowe poczucie wyŜszości. W porównaniu z nimi japońska kuchnia wielu „gaijinom" wydaje się mdlą. co jedzą inni ludzie. stoły ludzkości wzbogaciła nowa odmiana niezwykle delikatnej wołowiny zwana czasem „marmurkową". gdy na początku XX wieku zaczęto hodować w Japonii bydło rzeźne (wcześniej nie jadano mięsa). który według informacyjnego obrazka słuŜy właśnie do pieczenia ryby. Ale kulinarne zwyczaje „gaijinów" są w ogóle śmieszne dla Japończyków i vice versa. rzadko dostarcza wizualnej uczty. dla wielu cudzoziemców pierwsze zetknięcie się z daniami kuchni japońskiej nie jest źródłem olśniewających wraŜeń. Japonizacja oznacza przy tym nierzadko ulepszenie czy wręcz sublimację. Nikt nie oczekuje. a jeśli w ogóle jakiś Japończyk woli wołowinę albo wieprzowinę od tuńczyka czy bonito. ma maluteńki piekarnik. jeszcze mniej apelująca do oka jest kiełbasa na gorąco albo bigos. uŜywałam go głównie do podgrzewania bułeczek z rodzynkami kupowanych u babci Shinady. właśnie „marmurkowo". w tym wypadku do ulepszania krów. jaką kupuje się w Japonii. Kolejne mody na zagraniczne potrawy albo przemijają w Japonii bez śladu. Od czasu zaś. Ów wyrafinowany minimalizm japońskiej kuchni nie oznacza jednak zamknięcia na rzeczy nowe. albo prowadzą do japonizacji tych potraw i włączenia ich w tradycyjne menu.

które plastikowe danie wygląda na smaczniejsze. Te atrapy wiele ułatwiają „gaijinom". dostarczając wiedzy. bawełniane. Gdy w ten sposób profanowany byl biały ryŜ. nieraz zastawialiśmy się całkiem serio. Większość rzeczy zjadanych przez Japończyków spełnia jeszcze inne funkcje oprócz cieszenia oka i zaspokajania głodu. świeŜą i wilgotną. Japońskie jedzenie jest przyjemnością języka i oka. ale za to moŜe być niezwykle zróŜnicowane pod względem faktury i konsystencji: jedwabne. są tak apetyczne (czy bardziej?) jak prawdziwe. gąbczaste.smaku. gruboskórnych biedaków. w której granice zmysłów zacierają się w nieznanej nam jedności. Tak jak w przypadku kaligrafii piękno znaków jest równie waŜne jak przesłanie tekstu. tak w wystawnym posiłku jego organoleptycznej „treści" nie sposób oddzielić od wizualnej „formy". z przypieczoną skórką. co jada się w danym miejscu. na przykład czyste tofu dostarcza kubkom smakowym doprawdy bardzo niewyraźnych wraŜeń. co przyznają nawet sami Japończycy.przaśny ryŜ nie ma 121 smaku! Poza tym w przypadku japońskiego jedzenia smak i aromat uwaŜane są za jedną tylko z jakości składających się na dobrze przyrządzony posiłek i nie powinny zagłuszać innych. Liść klonu wycięty z marchewki nie jest Ŝadną kulinarną rewelacją. Smak musi zostać tak skomponowany. Niektórzy Japończycy uwaŜają ludzi Zachodu za upośledzonych zmysłowo. W zachwycie jedzącego podziw dla wizualnego piękna malutkich chryzantem ozdabiających świeŜe saskimi i odczuwanej na języku aromatycznej soczystości surowej ryby stapiają się w nową jakość w chwili konsumpcji. To pewnie dlatego zwizualizowane menu jest tak popularne w Japonii. Stojąc przed gablotką restauracji czy kawiarni. podane w naczyniach podkreślających ich przesłanie. W wielu potrawach kolor lub/i faktura są zaś w ogóle od niego istotniejsze. Modele jedzenia wykonane są perfekcyjnie i z niepokojącym realizmem. moŜna poza tym wyciągnąć kelnera na zewnątrz i zamówić lunch lub kolację. W witrynach wystawowych japońskich restauracji przyciągają wzrok plastikowe modele jedzenia. róŜo122 wiutką krewetkę. posypany szczypiorkiem zastygłym na zawsze na jego twardej złotej powierzchni albo model sushi z połyskliwym surowym kawałkiem tuńczyka. a widok wielkiego białego barbarzyńcy polewającego subtelne danie sosem sojowym nieraz wprawiał Japończyków w zdumienie. wskazując palcem na imitacje dań. Spacerując gdzieś między Asakusą a Ueno. przypadkiem znalazłam uliczkę. równie waŜnych jego cech: koloru i faktury. ale . Nawet najmniejszy lokalik ma na zewnątrz oszkloną gablotkę i kusi przechodniów miseczką ryŜu. Potrawy. by obróbka kuchenna jedynie wydobyła i delikatnie podkreśliła jego naturalną nutę. który kupiłam sobie tego dnia zamiast prawdziwego jedzenia. MoŜna tu kupić plastikowe jajko sadzone z misternie wymodelowanym zarodkiem wrośniętym w Ŝółtko. dla których . gdzie w małych sklepikach sprzedają wyłącznie sztuczne jedzenie dla potrzeb restauratorów.co za potworność . symbolizują pory roku i ich asocjacje oraz specjalne wydarzenia. słabo przyprawiona. zdumienie przeradzało się w zgrozę. ale jego kształt i kolor przypominają o jesieni. Noszę go tej pory w plecaku jak talizman chroniący przed nieszczęściem braku sushi. Pływający w zupie okrągły plasterek białej galaretki rybnej kamaboko nie ma wprawdzie wyraźnego smaku. z której wystają filuternie amarantowe macki ośmiornicy albo melancholijny pysk srebrnej długiej ryby. skamieniały rosół z okrągłymi oczkami tłuszczu.

JuŜ samym swoim wyglądem wysyła światu czytelną informację: „Nie jedz mnie".oznaczając pełnię księŜyca. w którym kaŜdy element jest znakiem czytelnym tylko dla wtajemniczonych (czyt. Jedzenie fugu ma wartość przede wszystkim symboliczną i zaspokaja inne pragnienia niŜ głód. Japończycy jadają więc fugu bardzo chętnie. Jedyna wyjątkowość fugu polega na tym. cała ryba zawiera porcję mogącą zgładzić trzydzieści osób. Pozwala ucztującym mieć świadomość. Sobą. bowiem toŜsamościotwórcza rola japońskiego jedzenia przybiera czasem formy tyleŜ dziwne. których ofiarą padają staruszkowie. Oprócz tego jest naprawdę brzydka. będzie kona! przez wiele godzin w straszliwych męczarniach. Ŝe nawet zdarzające się corocznie przypadki zadławienia. Zabójcze stworzenie nie jest przy tym ani bogate w mięso. a wiara w jego dającą siłę moc jest tak duŜa. a potrawy towarzyszące ceremonii hartami są lekkie i wiosenne jak wiśnie kwitnące nad głowami biesiadujących. ze skórą pokrytą kolcami i nieprzyjemnym zębatym pyskiem. Ŝe naleŜą do klubu wyrafinowanych koneserów. Japończyków). podziwiano srebrzystego satelitę juŜ w okresie Heian. 123 Tyle dramatycznego napięcia przy daniu z ryby nie bierze się bez powodu. Tetrodotoksyna znajdująca się w ciele fugu jest sto dwadzieścia razy bardziej zabójcza niŜ cyjanek. którymi moŜe nawet mrugać. Zewnętrzna brzydota nie oddaje jednak wszystkich cech fugu. którzy muszą). co jest trujące i bardzo drogie. ale zjeść coś. Znana w naszym kręgu kulturowym wątpliwa przyjemność obŜerania się do granic moŜliwości nie przemawia do nich (moŜe z wyjątkiem zawodników sumo. Tak rzecz ma się w przypadku wspomnianej fugu. ucztując. ałe chciałbym przeŜyć". którego przedstawiciele gotowi są ryzykować Ŝycie dla nowego doznania kulinarnego. proszę bardzo. która w chwili zagroŜenia nadyma się jak piłka i w odróŜnieniu od innych ryb ma powieki. twarde ciasto i uformowany w spłaszczone kulki ryŜ. gdy zabijam ryby fugu. Zjadanie posiłku. symbolizuje japońską flagę. jakby płakały". niepozornej rybki. czyli ubity na kleiste. W sensie kulinarnym atmosfera świąt trwa w Japonii przez cały rok. czyli na surowo. czerwona śliweczka ume-boshi. słynnego przysmaku kuchni japońskiej. bo zamykają oczy i wydają takie dźwięki. ilość wystarczająca. to ciągnący się przez cale Ŝycie proces budowania toŜsamości kulturowej. a ich goście mają swoje porzekadło: „Chętnie zjadłbym fugu. Gdy ilość zjedzonej trucizny jest mniejsza. Takie podejście jest bardzo charakterystyczne dla mieszkańców japońskiego imperium smaku. jedzona w dzień poprzedzający Nowy Rok oznacza nadzieję na powodzenie i długowieczność. nikogo nie zraŜają. iŜ moŜe uśmiercić człowieka tak błyskawicznie. gdy w ten sposób. ozdabiająca białe ryŜowe poletko. iŜ jej wątroba i Ŝeńskie gonady zawierają jedną z najbardziej niebezpiecznych trucizn. W upiornie drogich restauracjach specjalizujących się w tym . jada się przy wielu okazjach. najwaŜniejszy jest bowiem fakt. by uśmiercić dorosłego człowieka zmieściłaby się na czubku szpilki. przypomina jedzącym o pradawnej tradycji księŜycowych pikników. bardzo agresywna. Jadłam fugu i przeŜyłam „Smutno mi. Rocznie przeŜute zostaje dziesięć tysięcy ton potencjalnie trującego rybiego mięska. Ŝe nie zdąŜy on odłoŜyć pałeczek i skona. ciągle ściskając je w dłoni. O-mochi. co niebezpieczne. zwierzają się co wraŜliwsi z japońskich mistrzów kuchni. ani nie zawiera Ŝadnych cennych dla zdrowia substancji. najchętniej w postaci saskimi.

którego nie wolno podać japońskiemu cesarzowi. nie ma mowy o amatorszczyźnie. często bywają tu ludzie sztuki. wyłaniała się z ceramicznej wazy. dziabnąć niechcący tę trującą wątróbkę? Czy właśnie to ryzyko utraty Ŝycia wprawiało go w taki dobry humor i podniecenie? W końcu nie bez powodu mówi się. Dumnie wyeksponowany na ścianie dyplom mistrza kuchni ma upewnić klientów. i przecieŜ ręka moŜe mu się omsknąć. pomyślałam. nieskazitelne tatami. co tak wyjątkowego jest w uczcie fugu. A przynajmniej mnie ta myśl przyszła do głowy. a co dopiero znaleźć je w jej zimnym i oślizgłym wnętrzu. Ŝe ryba ma „Ŝeńskie gonady". omawiających między jednym a drugim kęsem przyszłość partii konserwatywnej albo przemysłu samochodowego. W restauracji w Akasace. Ale przecieŜ nigdy nie moŜna mieć stuprocentowej pewności. w ten smutny sposób opuścił świat na przykład jeden z najwybitniejszych aktorów kabuki Bando Mitsugoro III. iŜ zbędne ozdoby nie zakłócały pustki sali. do której zaprosił mnie japoński dŜentelmen. W przypadku tak niewielkiej rybki nie jest to łatwe. Co roku przyjemność uczty fugu ktoś przypłaca Ŝyciem. gdy w towarzystwie japońskiego znajomego weszłam do tego przybytku gastronomicznych kamikadze. Ŝe przecieŜ kucharz teŜ człowiek i. Ŝe Japończycy jak nikt inny potrafią w doskonałych proporcjach mieszać rozkosz i ból. ? dobrana do niego kompozycja kwiatowa. Stolik trzeba zarezerwować z duŜym wyprzedzeniem. Czy nie myślał o tym. Miejsce to specjalizuje się w daniach z najbardziej śmiercionośnej odmiany ryby. samotna 125 skręcona (w konwulsjach?) gałąź. powołując się na znajomość z jednym z bywających tu znakomitych gości. Siadając przy niskim stoliku. beŜowe ściany i drewniane belkowanie dopełniały reszty. którą Japończycy uwaŜają za afrodyzjak i raczą się nią z rozkoszą. Wprawdzie w wyspecjalizowanych restauracjach zapewnia się gości. by na własnym języku przekonać się. Wątroba fugu z kolei do złudzenia przypomina ponoć spermę męskich osobników tego gatunku. iŜ jest on w stanie namierzyć i unieszkodliwić odpowiednie elementy wnętrzności/Mgw. do którego doprowadziła nas starsza kobieta w kimonie. a w razie czego widok umierającego gościa nie niepokoił innych klientów. omylny. i uczynić z tego dzieło sztuki. Zanim spróbowałam o cokolwiek zapytać . Podzielona na kilka oddzielnych boksów przestrzeń zapewniała ucztującym intymność. Wystrój restauracji charakterystyczny był dla najdroŜszych i najelegantszych miejsc w Japonii. ale fugu jest jedynym smakołykiem. ale nadal około stu pechowców zjada fugu na swoją ostatnią wieczerzę. Ŝe nie jest to najgorsza sceneria na ostatni akt japońskiej ruletki. i cieszy się sławą wśród amatorów niebezpiecznej potrawy. którzy przeszli specjalne szkolenie. jak to ludzie. tak zwanej torafugu. w trakcie którego nauczyli się odróŜniać wątrobę i Ŝeńskie gonady fugu od innych jej wnętrzności. zanim trucizna rozejdzie się po jej zimnym ciele. podczas gdy towarzyszący mi Japończyk byl radosny i zrelaksowany jak dziecko w lodziarni. Liczba wypadków śmiertelnych została zmniejszona dzięki zaostrzonym współcześnie środkom bezpieczeństwa.przysmaku pracują kucha124 rze. przeciętnemu człowiekowi chyba w ogóle niełatwo wyobrazić sobie. Jeden jedyny zwój wisiał we wnęce tokonoma. Ŝe nie ma Ŝadnego niebezpieczeństwa. co znaczy. polityki i wielkiego biznesu. czylifugu tygrysiej.

czyli fugu z surowymi warzywami i tofu przygotowanymi tak. czyli grillowana sperma fugu (tak. jeszcze jeden. PrzeŜułam kolejny kawałek. będzie dla was obrzydliwo127 ścią". którzy potrafią docenić ich jedzenie. czyli około 500 dolarów. dalej shirako yaki. którym Ŝaden zdrowy człowiek by się nie najadł. Ale kaŜda istota wodna. którą zawiera nawet poprawnie przyrządzone mięso fugu. Fugu nadal smakowała jak pierś z kurczaka. Podobno w ten sposób działają śladowe ilości trucizny. co „mlecz") wyglądająca. w morzach i rzekach.. Nie wiem. oprócz łodzi podwodnej. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w reakcję swoich zmysłów. jakie ma się po zastrzyku znieczulającym u dentysty. świętego ptaka Japonii. Ŝe Japończycy zjedzą wszystko. iŜ jestem cudzoziemką o zmyśle smaku mniej wraŜliwym niŜ japoński. Być moŜe wpłynął na to fakt. przyjemnie i clue wieczoru.. W dwóch czarkach z gorącą sake pływały smaŜone płetwy fugu i była to fugu hire-zake. co się roi w wodzie. czyli pycha. która nie ma płetw albo łusek. ponaglił mnie Japończyk spragniony moich wraŜeń i wyciągnął szyję w oczekiwaniu odpowiedzi. surowa fugu w formie z maestrią przyrządzonego saskimi. Ciemniejsze elementy skrzydeł zrobiono z ugotowanej skóry fugu. ale tak naprawdę najwyraźniej czułam cytrusową nutę sosu. Składała się z kilku dań. spośród wszystkiego. powiedziałam więc mojemu towarzyszowi. których podstawą stanowiła straszna ryba. co pływa „Będziecie jedli następujące istoty wodne: wszystkie istoty wodne. byśmy je sami ugotowali na stole w specjalnym garnku. potencjalnie zabójcze nic. Kęs fugu smakował delikatnie (Bardzo delikatnie) rybą i miał ciekawą fakturę. gdy podejrzałam rachunek przez ramię mojego japońskiego towarzysza. który popatrzył na mnie z aprobatą. będziecie jedli.mojego znajomego. Ŝe w ten sposób zareagowałam. następnie tetchiri. która leŜała obok ryby. nawet gdyby fugu smakowała jak trociny albo pasta do butów. zaliczając je do jednych z najwspanialszych tworów . w morzach i rzekach. Ŝycząc smacznego po japońsku. Towarzyszący mi Japończyk zamarł w oczekiwaniu. ale mówi się. Ale przecieŜ to nie o to chodziło. przyniesiono naszą fugu -kolację. ale być moŜe ostre zielone igły oznaczały moŜliwość śmierci. a jedyną ozdobę stanowiła mała gałązka sosny. fugu--sashi. Nasza kolacja z fugu kosztowała 65 tysięcy jenów. lekkie odrętwienie. 126 Podniosłam pałeczkami fragment Ŝurawiego skrzydła. czytamy w Księdze Kapłańskiej. i spośród wszystkich zwierząt wodnych. jaka była jej symbolika. „Hm?". Wszystko. Zostałam dopuszczona do tajemnicy jednego z kulinarnych misteriów i musiałam sprostać wymogom magicznej chwili. jak surowe mięso piersi kurczaka. biały przejrzysty płatek. Ŝe to to samo. która zaglądała do nas zza parawanu i uśmiechała się zachęcająco. Jakiś czas po wyjściu z restauracji odczuwałam w ustach i na języku dziwne. jej niemal przejrzyste ciało tworzyło wzór lecącego Ŝurawia. „Oishii". z jaką Japończycy zawsze patrzą na „gaijinów". MoŜliwe teŜ jednak. Japończycy uwaŜają. podanym w osobnych miseczkach. co pływa. o dziwo. Ŝe ryby są piękne i pełne wdzięku. Przez delikatną strukturę mięsa przebijał zimny błękit ceramicznej glazury. Utopiłam w nim więc swój pierwszy kęs fugu i włoŜyłam go do ust lekko drŜącą dłonią. Pokrojoną w cienkie jak bibuła plastry rybę ułoŜono na kosztownym ceramicznym półmisku. Saskimi z fugu serwuje się z pysznym sosem ponzu. które mają płetwy i łuski. sperma fugu jest ciałem stałym i podejrzewam.

jak pokazuje przykład fugu. Ŝółwie. trzeba albo wstać o nieludzkiej porze. Bardzo wieloma stworzeniami raczą się w całości. kraby. Na pomysł wyprawy na Tsukiji Yukiko wpadła pod wpływem mojej fascynacji wyglądem kolejnych dziwnych stworzeń. młoda Japonka. które schodziły pod wodę. Do dziś wierzy się. Ona sama wybrała karierę nauczycielki angielskiego.natury. wieloma na surowo. a niektóre jeszcze Ŝyją. mimo iŜ z perspektywy cudzoziemca-mięsoŜercy równieŜ pozostali mogli uchodzić za specjalistów. Babka Yukiko pracowała do siedemdziesiątego roku Ŝycia. trepangi. kalmary. Ryba nie jest po prostu rybą .poŜywieniem. homary. i za te. i morskie jeŜowce. Awabi zwie się po polsku „uchem morskim" albo „uchowcem" i wygląda jak biaława kluska w takimŜ właśnie anatomicznym kształcie. Do tej drugiej opcji przekonała mnie 128 Yukiko.znakiem mającym swoje symboliczne miejsce w Ŝyciu wszechświata. które zmarły śmiercią naturalną. jedzą zwierzątka bardzo ładne i odraŜające. ale -jak mówi Yukiko -jest ich coraz mniej. które zaspokaja głód. największym w Japonii i jednym z największych na świecie. kobietami nurkami. uwaŜane przez Japończyków za przysmak. które razem zjadałyśmy. Niebezpieczne zajęcie wydobywania morskich uszu juŜ dwa tysiące lat temu zarezerwowane zostało dla kobiet. Podobno rzeczywiście nie ma w wodach Pacyfiku i Morza Japońskiego takiej nietrującej rzeczy. Japończycy na ogół wiedzą. Motyw pływającej ryby bardzo często stanowi ozdobę zwojów wiszących w tokonoma w restauracjach. Wyrazem respektu wobec darów morza są ceremonie religijne odprawiane ku czci złapanych i zjedzonych zwierząt. stworzenia mieszkające w ogromnych muszlach i muszelkach nie większych niŜ paznokieć. które poległy. Wszystkie jadalne skarby wyłowione z wody moŜna zobaczyć na targu Tsukiji w Tokio. Schodziły pod wodę tylko w przepasce biodrowej i bez Ŝadnego ekwipunku. krewetki. mówiąc gościom: „Oto zaraz zjecie takie szacowne i piękne. ślimaki. Aby być świadkiem całego przedstawienia. co roku buddyjscy kapłani modlą się zarówno za te ryby. ale teŜ mają pojemniejsze płuca i dłuŜej mogą wytrzymać pod wodą. ale rybą . stworzeń juŜ nieŜywych. której Japończycy nie potrafiliby przyrządzić (a z niektórymi trującymi. teŜ dają sobie radę). Jedzą zatem ryby wielkie jak cielęta i małe jak kijanki. by nakarmić Japończyków. która wbrew miejskiej elegancji miała wiele wspólnego ze światem ryb i rybaków. lekko drgających albo desperacko . godne podziwu stworzenie". by wydobyć przyklejone do skal awabi. awabi i wszystko. Ŝe nie tylko lepiej od męŜczyzn znoszą zimno. albo (wersja rekomendowana) w jednym z barów pobliskiej Ginzy poczekać do rana. co nie jest czymś wyjątkowym wśród kobiet ama. ama wyławiały więc perły. Yukiko znała się na owocach morza jak nikt inny z moich japońskich znajomych. gdy z odrobiną sosu sojowego i zielonego chrzanu wasabi wpadają do japońskich Ŝołądków. stworki z długą trąbą. co mają na talerzu. ama są ciągle potrzebne. W sumie pochłaniają jedną szóstą wszystkich ryb zjadanych na świecie. Jako Ŝe nadal nie wymyślono Ŝadnej skuteczniejszej metody połowu awabi. co trzeba było wyciągnąć z dna morza. a nie półnaga jak ich babka. ostrygi. gdzie zabijanie jest jednym z niezbędnych elementów. czyli mięsiste bezkręgowce. Zarówno jej babka jak i matka były ama. kiedy to około piątej zaczyna się na Tsukiji aukcja tuńczyków. ośmiornice. jedzą niemal wszystkie wodorosty. zajmujące muszle porzucone. Swoją osobną ceremonię mają teŜfugu. jej starsza siostra nurkuje w pokazach dla turystów odziana juŜ w białą koszulkę.

bo dla właściwości smakowych mięsa im krótsza jest przerwa między uśmierceniem a zjedzeniem. Stracą Ŝycie w ostatnim moŜliwym momencie. LeŜą na kostkach lodu w hali wielkości boiska do piłki noŜnej albo niczego nieświadome baraszkują w plastikowych wanienkach napełnianych ciągle świeŜą wodą. Zimny dreszcz przespacerował się po moich plecach i zamienił się pod zbyt cienkim sweterkiem w gęsią skórkę. w dół. Oprócz tuńczyka na Tsukiji sprzedawanych jest kilkaset gatunków innych stworzeń. to jajeczka morskiego ślimaka. rzecz rzadka i bardzo ceniona przez koneserów. Niektóre z owoców morza moŜna znaleźć tylko tu.czepiających się pałeczek mackami. Prowadzący aukcję kontaktowali się z kupującymi skrótami z szybkością karabinów maszynowych. okazuje się delikatnym przysmakiem o nazwie mirugai.niewiarygodne . Nacięte ogony ryb pozwalały klientom ocenić ich jakość. najwięcej jednak było takich wielkości człowieka. tym lepiej. trzepotali palcami. a tuńczyki równie dobrze mogły być ciałami wrogów złoŜonymi w ofierze krwioŜerczemu bóstwu. Bladawy. było jeszcze ciemno. przydając rozgrywającemu się przed naszymi oczami widowisku nastroju niesamowitości i grozy. pokryty szczeciniastymi wyrostkami bezkręgowiec kształtu i wielkości piłki plaŜowej moŜe więc być przysmakiem 130 wyławianym u wybrzeŜy Sumatry tylko w grudniu i serwowanym w kilku jedynie japońskich restauracjach. Rzędy ogromnych cielsk tuńczyków leŜały na betonie. co dałoby się z jakiegokolwiek powodu wziąć do ust. Tu sprzedawało się ryby w sposób. z wyglądu łykowata. tuńczyków. ZamroŜone rybie cielska spowite były w biały opar jak w kokony. w związku z tym nie mają nawet nazw innych niŜ japońskie. Jeździły wózki bagaŜowe. serwowanym na przykład jako dodatek do sushi. jakiś szczególnie poŜywny wodorost . Znalazłyśmy się w zupełnie innej rzeczywistości i trudno było uwierzyć. Na ich ciemnoszarych cielskach wypisana była czerwoną farbą waga i numer. pracownicy za pomocą metalowych harpunów ładowali na nie ryby. 129 który niewiele zmienił się przez wieki. Gdy zaczynała się aukcja. W czasie lunchu tokijczycy będą jeść sushi z tuńczykiem albo mięso tej pysznej ryby. męŜczyźni w półmroku przemykający wśród tusz wyglądali jak uczestnicy pogańskiego rytuału.rozumieli się nawzajem bez problemu. Na Tsukiji zaczęłyśmy oględziny od największych z nich. wyrastająca z podłuŜnej muszli lekko drgająca trąba o kształcie niezaprzeczalnie fallicz-nym. Wokół nas trwał nieustanny ruch. Nad ziemią unosiła się zimna mgła. na boki i . pokrojone w małe kawałki i z róŜnymi dodatkami podane w misce ryŜu. Klienci odpowiadali na ich oferty skomplikowaną pantomimą dłoni. gdzie grała swojska współczesna muzyka. Aukcja odbywała się w kilku miejscach jednocześnie i co ułamek sekundy kolejny tuńczyk zostawał sprzedany. wskazywali nimi w górę. niektóre ciągle miały głowy z półotwartymi pyskami. niektóre waŜyły pewnie kilkaset kilogramów. dopiero od niego ryba trafi do indywidualnych klientów zaopatrujących restauracje i sklepiki. Brunatna substancja w ogóle nie wyglądająca na coś. Nowy właściciel podzieli go na porcje i wyeksponuje na lodzie na jednym z tysiąca pięciuset stoisk w zadaszonej części targu Tsukiji. inne juŜ zdekapitowano. Ŝe jeszcze kwadrans temu siedziałyśmy z Yukiko w ciepłym barze. Właściciele poszczególnych stoisk specjalizują się w kilku rodzajach towaru. niektórzy sprzedają tylko jeden rzadki gatunek kraba albo parę odmian małŜowatych pyszności.

zasuszony w postaci czarniawych granulek albo sprasowane na papier pająkowate coś z wypustkami. Podobno najdroŜszy przysmak, jaki moŜna kupić na Tsukiji, to właśnie ta brunatna substancja, na której kulinarny czar byłam tak nieczuła, a która okazała się suszoną ikrą morskiego ślimaka, niewielkiego, pozbawionego muszli i urody stworka, który pełza w morskich głębinach, do końca nie wiedząc, Ŝe za kilogram jego jajeczek Japończycy gotowi są płacić prawie 10 tysięcy dolarów. Spacer od jednego stoiska Tsukiji do drugiego to podróŜ po krainie niewyobraŜalnych kulinarnych moŜliwości. Wszystko, co pływa (oprócz wspomnianej łodzi podwodnej), czeka tam na swoich nabywców i wkrótce trafi na stoły Japończyków. Brnęłyśmy z Yukiko między kubłami pełnymi wielkich rybich głów, skrzynkami bezbronnych Ŝółwików, stosami piszczących ze złości krabów ze skrępowanym szczypcami, kłębowiskami martwych juŜ węgorzy spętanych ogonami w ostatnim spazmie, krewetek ukrywających smaczne wnętrze pod burozielonkawymi pancerzykami, górami kolczastych jeŜowców, z których dwa przekrojone dla przykładu pokazywały ewentualnym nabywcom Ŝółtawą masę niesprecyzo-wanych wnętrzności. MoŜe najbardziej zaskakujący na Tsukiji jest zapach. Spodziewałam się spotęgowanej woni polskiej Centrali Rybnej, którą w mieście mojego dzieciństwa czuć było kilkadziesiąt metrów wcześniej cięŜką wonią zaduszonej makreli i konającego karpia, ale na tokijskim targu jedynym obecnym zapachem był 131 sionawy zapach morza. Tu Ŝadna ryba nie zdąŜy się zepsuć i nikt, tak jak Japończycy, nie opanował metod konserwacji darów morza. A dary te są niebywałe! KaŜdy krok uświadamiał mi, jak bardzo ograniczone jest nasze mięsne menu. Przeciskałyśmy się z Yukiko między kadziami pełnymi wielkich spiralnych muszli zawierających czarniawą pulsującą masę wciąŜ Ŝywej substancji i muszelek tak malutkich, Ŝe mogły mieć w środku tylko jakieś mokre biedne nic; patrzyłyśmy na męŜczyzn krojących potęŜne korpusy tuńczyków, dzielących je na jaskrawoczerwone i róŜowawe sześciany połyskujące na lodzie jak klejnoty; zaglądałyśmy do wanienek sflaczałych kałamarnic i meduzopodobnych drgających galaret, smukłych błękitnych rybek wielkości dłoni pływających w kółko jak oszalałe i grubych okrągławych chyba-ryb o psich pyskach, przyczajonych jak do skoku. Najbardziej intrygowały mnie stosy maleńkich srebrnych rybek o wyraźnych czarnych oczkach nieproporcjonalnie duŜych w stosunku do reszty ciała; to gapiące się pandemonium poskręcanych ciałek miało w sobie coś z obrazów Boscha. Podobne rybki uŜywane są do rzadkiej potrawy, o której opowiadała mi Yukiko, zwanej nomen omen „piekielnym tofu". Jej „piekielność" polega na tym, Ŝe do stopniowo podgrzewanego rosołu z Ŝywymi rybkami wkłada się kostkę zimnego tofu, a one w ucieczce przed gorącem wkręcają się w nią, by zginać dopiero, jak i ona zawrze. Jeden z najładniejszych z kolei towarów na Tsukiji to ośmiornice. Amarantowe, wielonogie, z odnóŜami zdobnymi w rzędy białych przyssawek wyglądają jak surrealityczne stwory z marynistycznych bajek dla dzieci, a nie składnik ich codziennego menu. Ośmiornice kroi się jak torty na kawałki zawierające część głowy i jedną lub dwie brodawkowate macki. WraŜenie robią teŜ czerwone ryby tai, które mają bardzo charakterystyczne oczy, wielkie, jasne i wypukłe; światło odbijając się w nich sprawia, Ŝe na wszystkich zrobionych przeze mnie zdjęciach patrzą przeraŜającymi ślepiami wilkołaka. Yukiko podawała mi nazwy kolejnych specjałów, tłumacząc, do czego się nadają, a

do czego nie, pochylała się, przyglądając z bliska srebrnym oślizgłym ciałom, wdawała się w pogawędki ze sprzedawcami, którzy chętnie flirtowali, zachęceni jej urodą i nie132 odpartym wdziękiem. Sprzedawcy z Tsukiji są rubaszni i niekiedy całkiem przyjaźni; przyzwyczajeni juŜ do pojawiających się czasem turystów, którzy robią sobie zdjęcia, do wszystkich tych dziwnych białych kobiet i męŜczyzn, pozujących z monstrualnym łbem tuńczyka wyciągniętym z kosza na odpadki, jakby taki łeb nie byl najzwyklejszą rzeczą pod słońcem. Ten Japończyk, który handlowa! mirugai, fallusami w muszlach, na widok cudzoziemki chichoczącej z japońską koleŜanką zachęcająco wskazał na sprzedawane stwory i powiedział (podobno): „Nie bójcie się, nie ugryzą". Sushi na śniadanie Sushi na śniadanie moŜe wydawać się dziwnym pomysłem i mnie prawdopodobnie nie przyszedłby on nigdy do głowy, gdyby nie Yukiko. Gdy juŜ zaspokoiłam swoją ciekawość na Tsukiji, namówiła mnie, byśmy w jednej z restauracji na terenie targu od razu spróbowały niektórych z tych rzeczy, które dopiero co oglądałyśmy. Wprawdzie nie byłam jeszcze Japonii tak długo, by widok Ŝywej ryby wzbudzał we mnie głód o siódmej rano, ale uznałam, Ŝe nie jest to doświadczenie, które mogłoby mi zaszkodzić. W końcu zjadłam fugu i przeŜyłam. Sushi, potrawę japońskiej kuchni, która najbardziej przyjęła się na Zachodzie, zrodziła konieczność. Aby przechować rybę, wkładano ją w gotowany solony ryŜ, który fermentując, zapobiegał jej zepsuciu. Zwyczaj ten zapoczątkowano w mieście Osaka. Taka właśnie zamarynowana ryba przechowywana w drewnianych beczkach była pierwotną formą sushi. W okresie Edo uległa ona przekształceniu i sushi zaczęto nazywać małe przekąski składające się ze świeŜo gotowanego ryŜu i przede wszystkim surowej ryby. Bogaci kupcy z Edo nie chcieli bowiem jeść przechowywanej ryby, ale najświeŜszą, prosto z morza. Wielkość sushi ponoć dostosowana została do kobiecego gustu; panie nie chciały zbyt szeroko rozdziawiać buzi, bo uwaŜane to było za nieeleganckie. Tak narodziła się potrawa doskonała, znak firmowy Japonii. Sushi moŜna zjeść w kaŜdym zakątku kraju, ale im bliŜej morza, tym lepiej. Wprawdzie do sushi powszechnie dodaje się inne składniki, wodorosty, pie133 czone i grillowane owoce morza, niektóre owoce i warzywa, ale jego istota polega na połączeniu lekko kwaskowego ryŜu i kawałka surowej ryby; nic więcej, nic mniej, Ŝadnych europejskich wymysłów z majonezem, cytrynką i pietruszką. Ta „niebiańska kombinacja", jak napisał jeden z zachodnich miłośników japońskiej kuchni, jest w stanie uwieść nawet bardzo konserwatywnych „gaijinów", którzy po pewnych czasie stają się kompulsywnymi poŜeraczami sushi, chociaŜ przedtem w ogóle nie jadali ryb. Mnie nie trzeba było przekonywać, ale dopiero w Japonii doświadczyłam sushi-ekstazy, sushi-blogost&rm, kulinarnej rozkoszy niemoŜliwej do zaznania nigdzie indziej. „Suszarnie" były miejscami, w których umawiałam się z Japończykami albo innymi „gaijinami". Tam objadaliśmy się, polecając sobie nawzajem co smaczniejsze egzemplarze zachętami wrodzaju: „To róŜowe z ikrą na wierzchu jest pycha", „Weź koniecznie to płaskie z mackami" albo „Łap, łososie jadą". Dla cudzoziemców nie mówiących po japońsku rajem są tak zwane kaitenzushi, czyli mało wykwintne, ale za to tanie i wygodne „suszarnie" obrotowe,

gdzie po taśmie wokół baru jeŜdŜą talerzyki, a na kaŜdym spoczywają dwa kawałki czegoś, czego nazwy moŜna wprawdzie nigdy nie poznać, ale smak pokochać i potem budzić się w jakimś innym kraju i wspominać go z nostalgią. Szefami w barach sushi zawsze są męŜczyźni. Japończycy wierzą, Ŝe kobiety nie nadają się do tej pracy z powodu zbyt ciepłych dłoni, które niepotrzebnie grzałyby ryŜ. Ale pewnie po prostu o wiele lepiej być szefem „suszarni", niŜ marznąć na dnie morza, by wyłowić potrzebne ingrediencje, a ideologię zawsze moŜna do tego dorobić. Bar sushi na terenie targu Tsukiji, do którego zabrała mnie Yukiko, naleŜał do bardziej tradycyjnych. Tu nie było obrotowej taśmy i kaŜdy gość sam zamawiał to, na co miał ochotę. To właśnie takich „suszarni" jest w Tokio najwięcej i przynajmniej jedną moŜna znaleźć przy kaŜdej stacji kolejowej. Klientela tej, do której zaprosiła mnie Yukiko, składała się głównie z robotników z Tsukiji, męŜczyzn o spracowanych dłoniach i sposobie bycia bardziej bezpośrednim, niŜ pozwala na to japońska norma. „IrasshaiW!", personel przywitał nas według zwyczaju serdecznym 134 okrzykiem, a goście siedzący przy kontuarze, zajmującym całą długość pomieszczenia, odwrócili zdumione twarze w naszą stronę. Normalne kobiety nie wpadają do takich miejsc o siódmej rano. „Yukiko-chanl", ucieszył się stojący za kontuarem szef, który był krewnym mojej przyjaciółki, „wujkiem Hidetoshi". Po chwili podano nam zieloną herbatę i oshibori, wilgotne ściereczki do wytarcia rąk. Po obowiązkowych pytaniach kierowanych do cudzoziemki, czy umiem jeść pałeczkami i czy jem surową rybę, na które pozytywnie odpowiadała Yukiko, złoŜyłyśmy pierwsze zamówienie. Jedna porcja sushi to zawsze dwa kawałki; nic, co się kroi, nigdy nie jest serwowane pojedynczo lub w trzech kawałkach. Zwyczaj ten - jak wiele innych kulinarnych zakazów i nakazów - związany jest wieloznacznością i labiryntową głębią japońskiego języka, w którym znaki kanji mogą w zaleŜności od kontekstu znaczyć coś innego i inaczej być wymawiane. I tak jeden kawałek to hito kire, a trzy to mi kire - wymowa obu niemiło kojarzy się z zabijaniem i samobójstwem. Z kolei kanji liczby cztery wymawia się tak samo, jak ten oznaczający śmierć, shi. Dlatego nigirizushi serwuje się po dwa, a makizushi po sześć, nigdy cztery. Za oszkloną gablotą kontuaru wyeksponowane były dzisiejsze specjalności i zaczęłyśmy od mojego ulubionego toro, delikatnego mięsa z brzucha tuńczyka, które smakuje jak najdelikatniejsza wołowina i w ogóle nie ma zapachu ryby, potem była ika, śnieŜnobiała twardawa kałamarnica, tamago, czyli słodkawy omlet jajeczny przypasany do ryŜowego wałeczka paskiem wodorostów, ikura, czyli ikra łososia, pomarań-czowozłota, wyraźnie rybna, pękająca w zębach. Za kontuarem wuj Hidetoshi, w białym stroju, z ręcznikiem zawiązanym na czole i dłońmi czerwonymi od ciągłego moczenia w wodzie chwytał garstkę ryŜu, ugniatał ją, kładł na wierzchu szczyptę wasabi, potem kawałek ryby, wszystko z szybkością i precyzją automatu, po kilku sekundach kolejna porcja nigirizushi stała przed nami gotowa do zjedzenia. Sushi moŜna jeść rękoma, wystarczy koniec zanurzyć w sosie sojowym i juŜ; mają wielkość odpowiednią na jeden kęs. W przerwach między porcjami przegryzałyśmy z Yukiko gari, przejrzyste płatki piklowanego imbiru, których ostry smak słuŜy 135 odświeŜeniu palety smakowej i ma właściwości bakteriobójcze. Sushi w małym barze na Tsukiji było wspaniałe, świeŜe, bezpretensjonalne i -jak się okazało -

a nie wiedziałam. „za ogon. wyciągnął z niego Ŝywą krewetkę. ogórka. dałby mi do myślenia. poradziła Yukiko. Zatrzepotała podkręconymi rzęsami. czyli ruloników ryŜu zawiniętego w jadalny papier z wodorostów. choć biegłość w tej sztuce wymaga oczywiście czasu. Przypuszczam. sprawiały satysfakcję szefowi Hidetoshi. W japońskich barach typu fast food. trzymana za ogon krewetka ciągle „tańczyła". Sarariimani. ale nie wydawało mi się podejrzane. veryfast.brzmiało nawet całkiem apetycznie. gdzie w automacie kupuje się kupony wymieniane przy barze na wybrane potrawy. by nauczyć się posługiwać pałeczkami i zjeść nimi posiłek. gdybym nie była tak skupiona na zmysłowej kontemplacji mojego śniadania. Nawet ci cudzoziemcy. podpowiedziane szefowi przez nastrój i wyobraźnię. Jedzenie pałeczkami. Ŝe daleko im do mistrzostwa ludzi jedzących w ten sposób od dziecka. robotnicy i studenci wpadają tam w przerwie na lunch i zmiatają wszystko pałeczkami z ponaddźwiękową szybkością. to jedyne słowo. wypatroszył i połoŜył przede mną podrygujące danie.idealne na śniadanie po nieprzespanej nocy. w mgnieniu oka uciął jej głowę. w której małych smagłych dłoniach pałeczki śmigały szybciej niŜ druty kogoś z duŜym doświadczeniem w robieniu swetrów. gdy z angielskiego przeszła na japoński. Yukiko wyjęła mi ją więc z ręki. Po kilku chwilach jej miseczka z ryŜem była niemal pusta. „Oishii". Po nigiri sushi przyszła więc pora na kilka makizushi. których japońska nazwa brzmi hashi. którzy posługiwali się nimi od dawna dość biegle. zgarniała pałeczkami ostatnie ziarna. Wówczas szef sięgnął do jednego z pojemników stojących w zasięgu jego ręki. wbrew pozorom nie jest trudne i nie wymaga jakichś szczególnych zdolności manualnych. czy chcesz spróbować tańczącej krewetki?". „taniec". Pałeczkę ruchomą trzyma się między kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki. przechyliwszy ją do ust ułoŜonych w dzióbek. które gaijin wcześniej czy później usłyszy w Japonii. Taki białawy skaczący paluszek. to jedno z pytań. a Ayaki. połyskujący złotymi zębami uśmiech wuja Hidetoshi powinien mnie zaniepokoić. zanim skończy!" Poszłam za jej radą. w jakie wprawiało mnie sMs7u'śniadanie. „Za ogon!". westchnęła z niemal erotycznym zachwytem. Umiejętność ta jest w praktyce zdecydowanie prostsza niŜ w teorii. MoŜe fakt. 136 Pałeczki i widelec „Czy umiesz jeść pałeczkami?". Ŝe odori znaczy równieŜ „skakać". a pałeczka nieruchoma spoczywa równolegle do niej przytrzymywana w statycznej pozycji między palcem wskazującym a serdecznym. automatycznie podniósł się o oktawę na nieosiągalne dla mnie wyŜyny kobiecego wdzięku. zauwaŜają teraz. Przeciętnemu człowiekowi wystarczy kilka prób. a moja czujność uśpiona śniadaniową ucztą nie ostrzegła mnie przed pochopną decyzją. której głos w momencie. zanurzyła w sosie i poŜarła. „Mój wuj pyta. food jest very. jakie do mnie dotarło z tajemniczej konwersacji. iŜ wymienił z Yukiko jakieś uwagi kompletnie niezrozumiałym językiem pełnym pomruków i chrząknięć. które w środku mogą mieć rybę albo rybną pastę. I moŜe coraz szerszy. Nie od razu uda się więc na przykład zjeść . nie dałam rady. Szczególnie lubiłam obserwować dziesięcioletnią Ayaki. „Tańcząca krewetka" . zwaną przez polskich „gaijinów" po prostu „mielonką". zwróciła się do mnie w końcu Yukiko z diabelskim błyskiem w czarnych oczach. Odori. grzybki shitake i inne rzeczy. Spoglądał na mnie raz po raz i przekomarzał się z Yukiko. Ŝe wilczy apetyt i wyraźne objawy kulinarnego błogostanu.

aby pałeczki były nowe. Wystarczy pomyśleć. podczas gdy zachodnie zwyczaje kulinarne wymagają „armii pik i noŜy związanych z drapieŜnością". Ze smutkiem przyznaję. które moŜna myć. pałeczki mają w sobie „coś macierzyńskiego". Pałeczki podawane w ogromnej większości japońskich restauracji zrobione są z surowego drewna. który . Uczta Chizuko Po „skromnej" kolacji u Chizuko ogarnęła mnie panika związana z koniecznością rewanŜu. ale lepiej zostawić je tym. Wiele dowcipów erotycznych. Wersje wielokrotnego uŜytku stosowane są niemal wyłącznie w domu i wtedy kaŜdy członek rodziny ma własną parę. jest to jednak moŜliwe i po jakimś czasie zaczyna się zauwaŜać. są połączone i przed posiłkiem kaŜdy je rozłamuje. Pewnie moŜna by bawić się w dalsze efektowne porównania. Japończycy lubią jednak. Zdaniem francuskiego filozofa. Ŝe dziennie przeciętny Japończyk zuŜywa trzy pary pałeczek. Jedynie w wyjątkowo drogich i eleganckich miejscach podaje się pałeczki wycięte ze świeŜego bambusa . w pięknym bladozielonym kolorze. Co im podać. zwłaszcza tych ze świata hostess i gejsz.jak łatwo zauwaŜyć . Ŝe nikt przed nami ich nie dotykał i jeszcze do niedawna były drzewem rosnącym w indonezyjskim lesie albo na stokach japońskich gór. Barthes w Imperium znaku dokonuje ciekawego porównania jedzenia pałeczkami oraz widelcem i noŜem. ale przecieŜ Japończykom nie podam czegoś. W ten sposób moŜemy być pewni. Końce drewnianych pałeczek. Na szczęście akurat wybierała się do nas w odwiedziny przyjaciółka. by uczta była choć w połowie tak wspaniała? Pewnie wypadałoby przygotować jakieś polskie specjały. Jego zdaniem zachodnie sztućce „okaleczają". Ŝe nie udało nam się osiągnąć . w którym polskim krokietom i barszczykowi towarzyszyły bardziej międzynarodowe specjały. sterylne i przez nikogo innego nie uŜywane. czemu towarzyszy charakterystyczny trzask. „rozsuwa" i „rozdrabnia". Ostatnio 137 w takich miejscach jak na przykład studenckie stołówki zachęca się do pałeczek plastikowych. „kroją" i „nabijają". które przed konsumpcją trzeba „rozdziewiczyć". a jedynie „podnosi". chlapiąc dookoła. Ŝe jedzenie za pomocą dwóch patyczków ma w sobie coś bardziej naturalnego i zmysłowego niŜ jedzenie widelcem i noŜem. „rozszczepia".za pomocą pałeczek śliski makaron ramen. nawiązuje do wspomnianej „dziewiczości" pałeczek. Według niego porównywalne są do ptasiego dzioba karmiącego małe. Rozwiązaniem dylematów było menu typu fusion. które słuŜą do trzymania w ręku. co wygląda i pachnie jak bigos. Pozbawione centrum (jakim dla nas jest kawał miecha) japońskie danie. Skoro grubo ponad miliard Azjatów jakoś sobie radzi. bo ekolodzy głośno protestują przeciw takiemu marnotrawstwu drzew. brak reguł pierwszeństwa w zjadaniu jego poszczególnych części i „macierzyńska" funkcja pałeczek skłaniały niektórych zachodnich uczonych do określania japońskiej kuchni mianem „postmodernistycznej". która przywiozła takie niedostępne w Japonii ingrediencje jak czerwone buraki.bardzo delikatne w dotyku. by uniknąć kompromitacji? „Das Bigos" 138 zachwycił wprawdzie niemiecką rodzinę mojej siostry.sporo czasu spędzał w japońskich restauracjach. który będzie raz po raz zsuwał się z powrotem do zupy. których teoria jedzenia interesuje bardziej niŜ praktyka. ale które. podczas gdy pałeczka „nigdy nie dokonuje gwałtu na potrawie".

Uczta przygotowana przez Chizuko na naszą cześć była o wiele wykwintniej sza niŜ codzienny japoński posiłek. jakby właśnie spadły nań z drzewa. marynowane w paście miso asparagusy o jaskrawym kolorze świeŜej trawy. Dekoracja nie była nachalna. iŜ idealnie białe wnętrze kontrastowało kolorem z niemal czarną zielenią nori i róŜowopomarańczową skórką. było teŜ w oczywisty sposób jesienne: składały się nań krewetki. niemal przejrzysty makaron przypominający anielskie włosy. malutkich i bardzo zróŜnicowanych dań. a poszczególne smaki wyraźne i zachowujące swoją specyfikę. podejmującej zagranicznych przyjaciół tak. Całość była lekka i delikatna. zawinięte w wodorosty i przekrojone na połowy tak. smaŜona na złoto ryba o jasnym mięsie przyprawiona kwaskowym sosem. które Chizuko zdjęła przed podaniem potrawy na stół. Byliśmy jej pierwszymi „gaijinami". stanowiące japoński odpowiednik naszego „bigosu na winie".mistrzostwa „skromnej" kolacji Chizuko. nie dotykając się. na które nasze kubki smakowe najmniej były przygotowane: makaron sobą został podany w . jakby statusem społecznym była równa swojemu męŜowi. warzywa i cieniutki. na tle ceramiki w kolorach ziemi.godne było zagranicznych gości pierwszy raz odwiedzających jej dom. które symbolizowały zbliŜający się październik. roladki z brązowej wołowiny z ukrytymi w środku szmaragdowozielonymi łodygami szczypiorku. Chizuko znalazła je w pobliskim parku i to one zainspirowały do przygotowania pracochłonnych przystawek. bo goszczeni wcześniej cudzoziemcy naleŜeli do zagranicznych współpracowników Teru. które ustawiła na plecionych bambusowych matach. Potem przyszła pora na danie. jej męŜa profesora. czyli „wszystko razem". pokrojone w cieniutkie plasterki awabi ugotowane w sake i sosie sojowym. Ŝe kolacja dla nas była dla Chizuko duŜym wyzwaniem: musiała sprostać nowej roli gospodyni. podłuŜnych muszelkach. Unoszący się znad misy zapach przywodził na myśl jesienne ogniska i dym unoszący się nad polami. Trzecie danie. nasze kontakty miały charakter niemal egalitarny i uproszczony dzięki uŜywaniu języka angielskiego. poszczególne potrawy leŜały. Ozdobę brunatnobeŜowego półmiska stanowiły dwa prawdziwe liście. Na ceramicznym półmisku przyniesionym przez Chizuko na początek uczty cieszyła oko niesymetryczna kompozycja zensai. dwa brązowawe ślimaki przyprawione sosem sojowym i z powrotem umieszczone w swoich kremowych. ale jako Ŝe od początku wykazywałam kompletną obojętność wobec reguł japońskiej hierarchii. Kolejnym daniem uczty Chizuko było yosenabe. W kaŜdym razie zdawaliśmy sobie sprawę z tego. 139 wąskie prostokąty surowej kałamarnicy ozdobione z wierzchu na purpurowo piklowaną ikrą z dorsza. Chizuko przygotowała to. kilku przystawek. grzyby i orzechy ginnan zapieczone na grubej soli w specjalnym glinianym naczyniu. co umiała robić najlepiej i co -jej zdaniem . Były tam gotowane krewetki. ale w porównaniu z elegancką restauracją cechowała ją duŜa dowolność w doborze potraw. Tu sytuacja była nieco inna: teoretycznie pełniłam rolę zwierzchnika Chizuko. plasterkom marchewki sprawne dłonie gospodynie nadały kształt liści. ale jakŜe przy tym odmienne: w przezroczystym rosole rybnym pływały kawałki kilku róŜnych owoców morza. których zielona barwa na obrzeŜach przechodziła juŜ w jesienne złoto. na wierzchu leŜały sosnowe igły. KaŜde z nas czworga brało bezpośrednio z naczynia wybrany kąsek i moczyło go we własnej miseczce z sosem. dwa liście wyglądały tak. Yosenabe Chizuko podała w ceramicznych czarkach. urokliwe w swojej prostocie.

zlepione śluzowatą ciągnącą substancją . taką miksturę wypijano. tworząc na cześć „gaijina" te małe dzieła sztuki. jak bardzo gospodyni musiała się umęczyć. co znaczy w tym wypadku tyle. w którym cudzoziemcy skarŜą się na samotność i wyobcowanie. Pozytywna odpowiedź na inicjacyjne pytanie o posługiwanie . lepiliśmy pieroŜki i rozmawialiśmy swobodniej niŜ przy jakiejkolwiek innej okazji. okazało się. ku naszemu zaskoczeniu. Sos z tororo to przykład potrawy. które szybko znikały w naszych ustach. kilka rodzajów herbaty do wyboru i kawę z ekspresu. „górskiego kartofla" o słabym. Na deser dostaliśmy owoce z jogurtem „hodowanym" przez Chizuko w domu. by odkleił się od ścianek. od lat zaopatrywał się w pobliskim monopolowym.tororo rzadko znajduje wielbicieli wśród „gaijinów". lekko szczypiącym smaku. jakiego nie powstydziłaby się Ŝadna włoska kawiarnia. w którą. Współcześnie uszlachetnione róŜnymi dodatkami wersje ochazuke serwuje się w wielu restauracjach i jest to popularna potrawa kończąca zakrapianą imprezę. lekko chropowata. Oczywiście w naszym posiłku nie mogło zabraknąć ryŜu. Na podobne uczty byłam zapraszana zwłaszcza na początku mojego pobytu w Japonii i towarzyszyły one pierwszym odwiedzinom w japońskich domach. organizowany przez matki pociech grających w piłkę noŜną. pijając ją z dodatkiem wody mineralnej lub sprite'a. złotopomarańczową ikrą łososia. Najpierw więc szłam z Chizuko albo Mariko do sklepu i wybierałyśmy potrzebne produkty na codzienną kolację. Potrawa ta narodziła się ze zwyczaju zalewania zieloną herbatą resztek ryŜu w miseczce.wprawdzie nieodmiennie piękne . jaką mam na temat relatywnej łatwości. Przez Ŝołądek do serca Japończyka Jedna z hipotez. Te mniej formalne spotkania wspominam najcieplej. kolejne posiłki były juŜ . Jedna z dróg do serca Japończyka wiedzie przez Ŝołądek.ale o wiele prostsze. a potem ją przyrządzałyśmy. której istotą jest właśnie faktura. Kroiliśmy ryby. Podobnie jak osławione nattó . Gdy znajomość przyjęła formy prawdziwej zaŜyłości. wiąŜe się z moim sybaryty-zmem. towarzyszyły mu pikle domowej roboty. który na koniec Chizuko podała w formie ochazuke. ta dziwna. moŜe tylko z wyjątkiem wspólnej kąpieli. którą nie kaŜdy gaijin jest w stanie docenić. półpłynna papkowa-tość. często z udziałem ich męŜów i dzieci. białawym kolorze i konsystencji rzadkiej papki dla niemowląt. Gdy Mariko 141 zaprosiła mnie wiosną na szkolny piknik. Ŝe trzeba podzielać jego przekonanie o wysokiej wartości sztuki kulinarnej w Ŝyciu człowieka i lubić japońskie jedzenie. Ŝe większość kobiet słyszała o naszych międzynarodowych kulinarnych ekscesach. a ja nie naleŜałam 140 do wyjątków. Jeśli odwiedziny takie oznaczały początek przyjaźni. których pojemnikiem zostałam obdarowana na koniec.sfermentowane ziarna soi. Chizuko podała to danie z wodorostami i piękną. z jaką nawiązałam ciepły kontakt z ludźmi w kraju. gotowaliśmy razem w mikroskopijnych kuchniach. a mój przepis na sałatkę z cykorii i pomarańczy znany jest jako „sałatka gaijinki". gdzie w miarę skromnych moŜliwości starałam się wnieść twórczy wkład. bowiem zostawianie niedojedzonego posiłku nie było i nie jest w dobrym tonie. Wkładem pana domu było hojne dolewanie nam Ŝubrówki.czerwonych miseczkach z laki wraz z sosem zrobionym z utartego warzywa tororo. bowiem nie czułam się podczas nich skrępowana myślą.

142 zarezerwowanym dla mniej uprzywilejowanych członków społeczeństwa. O wadze przywiązywanej do kuchni świadczy ilość artykułów. Ŝyciodajne i intymne jak mleko matki. a inni uwaŜają. czyli kobiet. tylko przerośniętym wodnym robakiem. Innym razem jechaliśmy . Rodzice Mariko. Takie wyprawy nie są zresztą niczym wyjątkowym i funkcjonują w formie zorganizowanej. Tampopo kończy scena nie mająca pozornie związku z całą historią. nie jest w Japonii niczym dziwnym.gotowanie nie jest poślednim zajęciem. Ŝe grupa robotników drogowych. zawody w zjadaniu sushi. okazują się w Japonii wybitnymi znawcami jedzenia. W Japonii prawdopodobnie bardziej niŜ w jakimkolwiek innym kraju wiedza o jedzeniu ma charakter powszechny. wymagającą umiejętności.zaŜyć kąpieli w miejscowym onsenie). dyskutująca przy sake nad wyŜszością tuńczyka z północnego Pacyfiku nad tym z Oceanu Indyjskiego. Przyrządzanie jedzenia traktuje się jako czynność waŜną. których przedstawicieli w innych krajach słusznie nie podejrzewałoby się o wysmakowany gust kulinarny. gotowymi rozprawiać godzinami o subtelnościach smaku oleju do tempura albo sposobach krojenia makreli. kilka razy zabierali nas na kulinarne wycieczki po Japonii. bliską sztuce nawet wówczas. Ŝe cudzoziemiec nie jest przypadkiem beznadziejnym i warto zainwestować czas. wprowadzając go w bardziej skomplikowane arkana japońskiej kuchni. Japońska kuchnia zajmuje waŜne miejsce w idei Nihonjinron.powiedzmy sobie szczerze . złoŜonej z naukowych i pseudonaukowych teorii na temat wyjątkowości (a niekiedy wyŜszości) mieszkańców Japonii nad innymi nacjami. a poszczególne regiony kraju prześcigają się w promowaniu lokalnych specjalności. do którego profesor kluskologii przemawia czułymi słowy. DuŜą popularnością cieszą się komiksy ????. bo ich wyjątkowy system pokarmowy przystosowany jest wyłącznie do japońskiego jadła. Autorzy ksiąŜki The Essence ofJapanese Cuisine piszą. w której dwie urodziwe Japonki jeŜdŜą po najdalszych zakątkach kraju tylko po to. Bardzo często osoby wykonujące zawody. Byli jedynymi ludźmi. a zainteresowanie kuchnią jest dobrze widzianym wyrazem ogłady w przypadku ludzi obojga płci. konkurs na nową potrawę z udziałem sławnych osób albo podróŜnicza epopeja. Autokary pełne Japończyków ruszają w dal. głównym bohaterem jest jedzenie.nie jest Ŝadną rybą. A kto wie. programów telewizyjnych i najrozmaitszych poradników poświęconych jedzeniu. moŜe nawet spróbować się z nim zaprzyjaźnić. by próbować lokalnych przysmaków (i .się pałeczkami i jedzenie surowej ryby jest czymś w rodzaju zdanego testu. Dlatego bardzo często japońscy męŜczyźni potrafią gotować i z przyjemnością oddają się temu hobby . gdy odbywa się we własnym domu i nie na pokaz. którym udało się skłonić mnie do zjedzenia węgorza. para dziarskich staruszków naleŜących do Klubu Smakoszy Seniorów. który . kultowym filmie Itami Yuzó. tak naprawdę ma ona kluczowe znaczenie dla całego filmu. Ich zdaniem kadr ten pokazuje. Jak piszą autorzy The Essence of Japanese Cuisine.co za cudowna kombinacja przyjemności . których akcja toczy się wokół kulinarnych wątków i zawsze przynajmniej na jednym kanale TV emitowany jest gurume show. „To najlepsze i najzdrowsze jedzenie na świecie". Ŝe zamorskie specjały nie nadają się dla mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. twierdzą niektórzy Japończycy. Daje pytającym nadzieję. Ŝe japońskie jedzenie dla Japończyków jest tak waŜne. niemal uczłowieczony element wszechświata. przedstawiająca matkę karmiącą piersią dziecko. W Tampopo.

Delikatne tofu zagryza się kawałkiem ostreg0 ??? albo czymkolwiek innym. koniecznością kompromisów i rezygnacją. Mariko mkt nie kazał najpierw zjadać zupy. którzy pytają tak jak Fukuda Kazuya w pracy pod wymownym tytułem: Dlaczego Japończycy stali się takimi dzieciakami? W Japonii dorosłość utoŜsamiana jest ze społeczeństwem. Teza o szczególnej tęsknocie Japończyków do wiecznego dzieciństwa nie jest jednak nowa. Dziś kwestia ta intryguje wielu japońskich uczonych. W przypadku Japończyków miłość natury nierozerwalnie wiąŜe się ze skłonnością do podziwiania rzeczy niewielkich i pełnej czułości pielęgnacji tego.143 przez siedem godzin tylko po to. cyt. kolejność ich spoŜywania nie ma Ŝadnego znaczenia. ale smakosze seniorzy wyglądali na naprawdę szczęśliwych. w klasycznej juŜ pozycji TheAnatomy of Dependence. Grzybki smakowały niezbyt wyraźnie. nie miały właściwości halucynogennych. na co akurat ma się ochotę . Yamane Kazuma Gyaru no kozo {Struktura dziewczyny) V. gdy zasiadałam do zastawionej wieloma naczyniami tacy z japońskim posiłkiem. w sferze jedzenia pozostawia się margines wolności. w którym najdrobniejsze zachowania ujęte sąw pancerz reguł. japoński psychiatra o światowej sławie. Nagle pojawiła się młoda dziewczyna. Cos-playerki z Harajuku. Kawaiilll Lolitki z imperium zmysłów Fajna kulturka W odwaŜnej. W japońskim posiłku. społeczeństwo zaś przede wszystkim z opresją. podczas gdy . Sądem języka/oka. złoŜonym z kilku. winiąc za to między innymi powojenny system edukacyjny. kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu róŜnych potraw. na turystycznej kuchence przyrządzić je i zjeść. Mariko bardzo rozśmieszyło. ostrzeŜeniami i pamięciowym wkuwaniem. charakterystycznymi dla modelu zachodniego. a nie z emancypacją. plasterkiem jarzyny. sukcesem i władzą. Głos mojej mamy: „Najpierw zupa!" odzywał się w mojej głowie za kaŜdym razem. Autor twierdzi. niepozorne grzybki. podyktowane jest indywidualnym wyborem. zakazami. a potem porzuca ją na rzecz następnej. Z elementów jasno skodyfikowanego systemu znaków tworzy się w ten sposób własne imperium. ale nie zjada się jej 0d razu do końca. gdy opowiadałam jej. Ŝe japońska kultura zdziecinniała. kęsem surowej ryby. obrazoburczej ksiąŜce Dogs and Demons Alex Kerr pisze. Imperium smaku. by w jakimś podmokłym lesie przez kolejne trzy zbierać blade. co delikatne. popija łykiem zupy. Chwyta się szczyptę jednej potrawy. Ŝe nie mogę powstrzymać się. wyprodukował on ludzi niedojrzałych do dorosłego Ŝycia. kucając pod parasolami w gęstniejącym deszczu. Ŝe torturując dziecięce umysły tylko nakazami. W kraju. Mieszkańcy USA i Europy największą nostalgię Ŝywią do szaleństw wczesnej młodości.krewetką w tempurze. Najpełniej wyraził ją Doi Takeo. Nastrojem. od czego zaczniesz akt konsumpcji. To. Nakamura Hajime. a potem na miejscu. by od razu nie zjadać całej zupy miso. za Saito Yuriko „The Japanese Appreciation of Naturę" Jak moŜemy podsumować tę totalną infantylizację Japonii? Odpowiedź jest prosta.

Matsuda uosabiała ideał japońskiej dziewczyny z sąsiedztwa i po mistrzowsku wykorzystała swoją przeciętność. produkujący nowych idoli. sprzedawcy uprzejmi. Podstawowa odpowiedź na intrygujące cały świat pytanie. a tworzony od niego czasownik . Lolitki pojawiły się w reklamach . Jej kolejne dwadzieścia cztery single stały się hitami. słuŜąca jako model identyfikacyjny dla kobiet i obiekt pragnienia dla męŜczyzn.od świtu do nocy i często ponad ludzkie siły. czyli słynna gwiazda lat osiemdziesiątych Matsuda Seiko. sepleniła i przekręcała słowa. do której wraca się w marzeniach i snach. Marzenie o powrocie do dzieciństwa. niekiedy mając lat co najmniej dwa razy więcej. czyli karóshi.to pragnienie. nie ponosić odpowiedzialności. ozdabiały pluszowymi zwierzątkami swoje dziecinne torebki. kusi wielu mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. Pozbawiona talentu wokalnego i scenicznych warunków Seiko Matsuda. chodziła szurając stopami. a Ŝycie osobiste najciekawszym tematem. przyczyniła się do popularyzacji infantylnego i strywializowanego wizerunku kobiecości w Japonii. nadaje kierunek kulturze współczesnej Japonii. wspięła się na szczyt popularności. pozbawiona wyraźnych cech dojrzałej kobiecości. jakim cudem Japończykom udało się w ciągu jednego pokolenia zbudować imperium. dać się kochać i za nic. jak twierdzą niektórzy badacze. które. szkolne spódniczki. Z pragnienia pozostania w raju dzieciństwa narodził się w latach osiemdziesiątych potęŜny nurt kulturowy.„udawanie dziecka". zniekształcając słowa tak. szczebiocząc i chichocząc. Wspomniana tu juŜ japońska Madonna. burikko idealna. zrobione przez fotografa szczęściarza zdjęcie jej majteczek trafiło na pierwsze strony bardziej i mniej powaŜnych gazet. obdarzona za to w nadmiarze umie146 jętnością sprzedawania tego. Lolitka stała się ideałem i wkrótce ulice miast zaludniły grupy rozchichotanych istot. interpretować moŜna jako rezultat bardzo wysokich oczekiwań. Jego centralną postacią stalą się lolitka: infantylna i niedojrzała postać kobietydziecka. a ulice posprzątane. Na zawsze pozostać dzieckiem. to specjalność japońska. które ubierały się i zachowywały jak dwunastolatki. jakie przed kaŜdym stawia japońskie społeczeństwo. czyli zachowywanie się w sposób dziecinny. Tę romantyzację dzieciństwa jako oazy szczęścia.to spopularyzowane przez jedną z młodocianych gwiazdek pop słówko znaczy po japońsku „udawane dziecko". gdy byli małymi dziećmi. w którym sterylnie czyste pociągi są zawsze punktualne. jak robią to dzieci. a wkrótce takŜe róŜowe telefony komórkowe. Gdy była u szczytu kariery. Bycie dorosłym to taka właśnie praca . jest prosta: Japończycy pracują cięŜko i z oddaniem. Śmierć z przepracowania. Ubrane w za małe pastelowe sweterki. Ubrana w rzeczy odpowiednie dla wybierającej się na szkolny bal dwunastolatki. bezbłędnie wyczuła potrzebę nowego kobiecego wizerunku i dala cielesny wyraz budzącemu się trendowi. za nic w świecie nie dorastać . schronić się 145 w bezpiecznym zakątku matczynych ramion. czego akurat potrzebuje widownia. opadające skarpetki i płaskie buciki. a nie na przykład polska. przez które rozmawiały nienaturalnie wysokimi głosami. dla mnie osobiście dość przeraŜające.Japończycy powszechnie tęsknią za czasem. Japońską wersją lolitki jest burikko . stając się obiektem męskich pragnień i niedoścignionym wzorem do naśladowania dla młodych Japonek. a w wywiadach posługiwała się afektowanym dziewczęcym językiem. Matsuda. a kiedy trzeba szlochając.

niestety. odnosząc się jednak tylko do tego. Słowo. czyli zantropomorfizowana biała kotka i jeden z najbardziej opłacalnych w dziejach motywów uŜywanych w przemyśle designerskim. co jest „słodkie" lub „fajniutkie" w sposób dziecinny. W ruuzusokkusu najlepiej stawać z kolanami ku sobie. ale termin ten ma nieco inny zakres znaczeniowy. fajny i fajniutki. słodkie i wdzięczne. Specjalny klej trzyma luźną skarpetę na miejscu. lecz stały się standardowym wyposaŜeniem garderoby lolitki. niedojrzały i bierny. które w ustach japońskich lolitek słyszało się najczęściej. które są nie tylko ładne. Motto Hello Kitty: „Nigdy nie masz za duŜo przyjaciół" nic nie straciło ze swojej świeŜości. W1999 roku Hello Kitty hucznie obchodziła swoje dwudziestopięciolecie. będącym uosobieniem słodkiej bezbronności i spełniającym wymienione . atrakcyjne seksualnie. dzięki którym dziewczęta i młode kobiety mogły wyglądać bardziej dziecinnie. ubierały się jak dzieci i kupowały dziecinne gadŜety. Zapewne młodsze pokolenie mogłoby nam co nieco dopowiedzieć. które nosi się zrolowane na łydkach. bo .loose socks). Panowie uczestniczą w kulturze kawali przede wszystkim biernie: gapiąc się na lolitki z erotycznym zachwytem. bezbronne. miłe. przy czym nie zawsze w miły sposób". Luźne skarpety. bo w naszej grupie były osoby koło trzydziestki. SłuŜy bowiem do opisywania ludzi i rzeczy. czaderski". rozstawionymi piętami i połączonymi palcami stóp. Głównymi jej aktorkami od początku były dziewczęta i młode kobiety .w tym sensie. Japońskie kawaii takŜe słuŜy opisowi ogólnie pozytywnch cech człowieka. Japońskie słowo kawaii tłumaczy się na angielski jako cute. słabe. co jest „fajne inaczej": na przykład kocię. „atrakcyjny w sposób seksualny" oraz „bystry i praktyczny w radzeniu sobie z ludźmi. rzeczy i zjawiska.kobiece nogi wyglądają wówczas wyjątkowo ślicznie. Dlatego tak zwane luźne skarpety nie przeminęły z wiatrem po kilku tygodniach. czyli ruuzusok-kusu (od angielskiego . miękka wielkooka maskotka pozbawiona ust. Co tak pociągającego jest w białej kotce firmy Sanrio. miły. róŜowy toster. Słownik Longmana znaczenie słowa cute wyjaśnia kolejno jako: „bardzo ładny lub atrakcyjny". to coś w rodzaju zbyt długich i obszernych białych getrów. bo popyt na gadŜety z jej wizerunkiem trwa. juŜ nie tak kawaii. Dorosła męska część populacji nie pozostała obojętna. Bawiliśmy się ze znajomymi „japonofilami" w wymyślanie polskich odpowiedników kawaii i zgromadziliśmy następujące: „słodki. milusi. pluszowe zwierzątko doczepione do damskiej torebki. Przeciętny człowiek moŜe uŜyć tego słowa w znaczeniu „fajny". Najsłynniejsza ikona kawaii. maleńkie. zwierzęcia. włochata ramka na wewnętrzne lusterko w samochodzie. Ŝe to 147 one udawały dzieci. zanim polubili to równieŜ chłopcy. W modzie pojawiały się kolejne lołitkowe hity. to Hello Kitty. komentując infantylnymi okrzykami i chichotem bardziej sensowne wypowiedzi męskich uczestników. lecz takŜe niewinne. ale w świecie lolitek kawaii to coś. troszkę Ŝałosne. to: „Kawaii". a szczyty popularności osiągały rzeczy. a całość słuŜy osiągnięciu efektu szczuplejszej nogi. Ŝe stała się przedmiotem uwielbienia 148 milionów Japończyków? Niewątpliwie największa część tajemnicy tkwi w jej wyglądzie.i w programach telewizyjnych. a nawet „zajebisty". Fajna kulturka juŜ wkrótce miała stać się dominującym nurtem. które właśnie spadło z tapczanu. rozpoznawalna po obu stronach Pacyfiku.trzeba przyznać .

co z natury jest duŜe. Jak pisze wspomniana Kinsella w Cuties in Japan. Gwiazdami japońskiej telewizji przez jakiś czas była para stuletnich bliźniąt. to z pewnością byli nieduzi. takich jak słonie. Od debiutu białej kotki w 1974 roku popyt na rzeczy z jej podobizną nie słabnie. której nie będę tu rozwijać.stworzenia dziecinne. okrąglutki Daruma nie wygląda słodko?). króliczek Miffi 149 czy Ŝółty stworek Pikachu patrzą na nas zewsząd na ulicach Tokio. w całej wielowiekowej japońskiej tradycji dominuje zamiłowanie do pejzaŜy uładzonych. lecz takŜe dla dorosłych. Hello Kitty została uŜyta przez japońską firmę Sanrio jako główny motyw ozdobny fanshi guduzu. wszystkie te słodkie cuda przeznaczone są nie tylko dla dzieci. które sąkawaii. . Hello Kitty oraz tacy jej dalecy krewni jak panda Tarę. pozbawionych dzikości i raczej nieszkodliwych stworzeń: „W istocie w japońskiej tradycji nie znajdujemy pochwały 'puszczy pełnej dzikich bestii'. Ŝe praktyczne znaczenie jest wtórne wobec symbolicznego .przeznaczeniem róŜowego długopisu z wizerunkiem Hello Kitty albo takiegoŜ tostera jest zatem przede wszystkim budowanie toŜsamości właściciela.ma ona głowę nieproporcjonalnie wielką w stosunku do reszty ciała. które ani nie ugryzie. 240). 1996. Hello Kitty uosabia stworzenie. Poza tym. bez pazurów. oprócz przedmiotów jakoś jednak uŜytecznych. Jak pisze Saito Yuriko. ani puszyści. Najbardziej kawali są ssaki i ssakopo-dobne. Najczęściej cytowana lista rzeczy. Co najwaŜniejsze.stworzenia ciepłokrwiste. Dyndają wesoło przy telefonach komórkowych. MoŜna jednak włączyć je do kategorii rzeczy kawali jako zdziecinniałe. Ale wracając do Hello Kitty . obejmuje: . przy-wieszki z wizerunkiem Hello Kitty. kolców i zębów. choć tu mogą być wyjątki. co miękkie i puszyste. bo ta ich cecha wydawała się najbardziej cieszyć widzów. Na przykład: pokrowiec na uchwyt do papieru toaletowego. pozbawione nieprzyjemnych kantów. nos jak guziczek i kokardę na lewym uchu. na przykład pomniejszone wersje wielkich groźnych zwierząt. Patrzy na świat szeroko rozstawionymi kropkami oczu i nie ma ust. lecz zamiast tego ciągłą świadomość urody rzeczy małych. s. szczeniaki. delikatnych i bliskich" (Saito. czyli wszystkich „słodkich" i „fajniutkich" rzeczy (od angielskiego fancy goods).przedmioty i stworzenia o krągłych kształtach.to.wyŜej kryteria bycia kawaii.to. . . a toster do opiekania pieczywa. plastikowe opakowanie z patyczkami do czyszczenia dziurek w uszach (tych od kolczyków!) oraz róŜnorakie breloczki. podpowiada mi więc. co malutkie bądź miniatury tego. . a więc stworzenia. podstawki. misie koala. łapki pozbawione palców i nogi bez stóp. Intuicja. króliczki. gładkie. niedźwiedzie. pandy. Ŝe w japońskiej kulturze juŜ wcześniej byli bohaterowie o cechach kawaii. Ich specyfika polega na tym. które współcześnie stały się dominującymi (czyŜ na przykład czerwony. takie jak kocięta. schodzi na plan dalszy i dlatego. Fakt. choć ani miękcy. a inwencja designerów w tworzeniu kolejnych gadŜetów jest nieograniczona. nalepki. z miękkimi krawędziami. iŜ długopis słuŜy do pisania. małe foczki. powiewają na suszących się ręcznikach i pościeli. ale raczej nie nosoroŜce czy mrówkojady. hipopotamy. na japońskim rynku fanshi guduzu dostępnych jest mnóstwo rzeczy zupełnie pozbawionych wymiaru praktycznego. ozdabiają ubrania przechodniów. młode egzemplarze zwierząt i ludzi. ani nie ucieknie. .

ale słowo masaŜ odnosiło się do znacznie szerszego zakresu świadczonych przez nią usług. drugie słowo-klucz do zrozumienia japońskiego 151 imperium erotycznego. Ŝe miejsca. ale trudnych do uniknięcia chorób. zaludniają sklepy i kawiarnie. wydają się mniej czy bardziej uniwersalne. a jedną z nich jest właśnie Kraina Mydła. do których drogę wskazują szyldy i reklamy czytelne dla kaŜdego Japończyka. gdzie kupuje się seks". są najbardziej kolorową grupą na ulicach Tokio.przedmioty i stworzenia w pastelowych kolorach. Rorikon to w japońskiej wersji języka angielskiego Lolita ???????. co Michiko tam robiła. Świat naleŜy do lolitek. zastąpione zostały tą nową wszechwładną kategorią. Paradoksalnie. W Japonii buduje się kawali domy. ale w Japonii wyróŜnia je powszechność. Młodziutkie dziewczęta. obok otwartości. często nieme. 150 Raj dla Humberta Humberta „MęŜczyźni w Japonii mają rorikon". najlepiej róŜowe. jedna z tych nieprzyjemnych wprawdzie. powiedziała mi Michiko takim tonem.stworzenia niezdarne. mamy dziś do czynienia raczej z kawali. odnoszącą się do infantylnego królestwa kiczu i zamiast wabi.. Kerr pisze. dźwigi. obsiadają pomnik Hachikó. z jaką są realizowane. Kobieta po trzydziestce wprawdzie nie jest jeszcze staruszką. oznaczający erotyczną fiksację na punkcie niedojrzałych dziewcząt. krąŜące po Shibuya czy Shinjuku w rozszczebiotanych stadach. niepodzielnie władają na Harajuku. . ale przy kaŜdej większej stacji znajduje się od kilku do kilkuset przybytków jednoznacznego przeznaczenia.tak jak Chizuko . gdzie kaŜdy powyŜej trzydziestki czuje się w ich tłumie nieswojo.moŜe powiedzieć. co stało się z erotyczną wyobraźnią Japonii w ciągu ostatnich trzydziestu lat. gdzie dziewczyny takie jak ona pracują w najstarszym zawodzie świata. Geneza kultury kawali jest równieŜ istotna dla zrozumienia tego. Dwudziestosiedmioletnia dziś Michiko przed dziesięciu laty pracowała przez jakiś czas w jednym z tokijskich Soaplandów w dzielnicy Kabuki-chó. czyli „pełnego zestawu". nie nazywają się „miejscami. rozmach i zaskakująca dla „gaijinów" otwartość. za które Zachód tak podziwiał Japonię. Erotyczne marzenia o dziewczętach młodszych. By wytłumaczyć. trzeba parę słów poświęcić Krainie Mydła. To ich pragną męŜczyźni. odkurzacze i tostery. dyskrecja to. Ŝe dawne kategorie estetyczne. czyli „kompleks Lolity". w której dziewczęta świadczą teŜ inne usługi oprócz mycia klienta . w dosłownym języku oznaczającego stosunek . wymagające opieki. produkuje kawali samochody. Pośród wszystkich wymienionych wyŜej rzeczy najbardziej kawali jest bowiem japońska lolitka. Rzecz w tym. niŜ zezwala prawo. ale młodość ma juŜ za sobą i . Ŝe „skończył się czas dŜinsów i szaleństw". Noszą inne nazwy. Gdziekolwiek się pojawią. RoznegliŜowane wizerunki młodych dziewcząt ozdabiają ulice i pociągi. Z trzepotem wymalowanych rzęs fruwają wśród ponuro odzianych sararllmanów. Wprawdzie od 1957 roku prostytucja jest w Japonii zakazana prawnie. okładki codziennych gazet i pornograficznych komiksów manga. Była masaŜystką. śledzą je spojrzenia męŜczyzn.od „masaŜu erotycznego" do fum kósu (od angielskiego fuli course). jakby była to ospa wietrzna albo róŜyczka. bezbronne. gdzie kupuje się seks. Określenie to uŜywane jest jako słowo-przykrywka dla popularnego rodzaju łaźni. barwne jak papuŜki.

czyli „wodnego interesu" oznaczającego świat barów. i nawet kaŜdy kobiecy uśmiech ma swoją cenę. znaczy klienci. Michiko. jeśli takie było jego płatne Ŝyczenie -fum kósu. „dobre miejsce". a napis: „ZniŜki dla rannych ptaszków od 6. a porządek społeczny nienaruszony. Michiko mierzy jakieś 150 cm. W wyniku konkursu ogłoszonego przez Japońskie Stowarzyszenie Kąpielowe w 1985 roku wybrano określenie Soapland. Fakt. Soapland dawał jedyną moŜliwość zarobienia duŜych pieniędzy w krótkim czasie. którą Japończycy tak lubią. dlatego bez problemu znalazła. współczesne wcielenie Madame Butterfly. które zdobyła w mizu-shóbai. Na koniec mistrzyni mokrej ceremonii kłaniała się w podziękowaniu biernym odbiorcom przyjemności i wręczała im swoją wizytówkę z typowo japońską grzecznością i stosowną w kaŜdych okolicznościach zasadą decorum. Nazwa przywodząca na myśl czystość i wodę. waŜy pewnie . „A oni. Przybytki te działają na podobnej zasadzie jak salony paczinko . Ŝe doświadczenie. Mówi. wymusił zmianę szyldu. czyli łaźniami tureckimi. Michiko najpierw oferowała klientowi kąpiel. „W ogóle się nie ruszali". a potem. Dziś oprócz tego. obficie przedtem namydlonym. Ŝe do pracy ubierała się w najzwyklejszy szkolny mundurek z krótką granatową spódniczką i białą bluzą z Ŝeglarskim kołnierzem. kabaretów i innych przybytków. która porzuciła dom i którą z kolei porzucił amerykański kochanek. Do jednego z takich miejsc na pół roku trafiła Michiko. w końcu była profesjonalistką. zafundowali sobie angielski szyld oprócz tego w katakana. Kiedyś łaźnie tego typu nazywano Toruko-buro. Ŝe „japońscy męŜczyźni lubią być rozpieszczani". Nie pozostało mi nic innego. potem masaŜ własnym nagim ciałem. jaki moŜemy zobaczyć choćby w Ikebukuro albo w okolicach dawnej Yoshiwara. ułatwił jej sprawę.30 do 8. Japończycy uwielbiają). pracuje jako wolontariuszka pomagająca młodocianym prostytutkom wrócić do normalnego Ŝycia. oraz jakiś czarodziejski land (które. Byli dla ciebie mili?". pomaga jej nawiązać kontakt z podopiecznymi. knajp. Dziewczynie. przyjęła się. jak uwierzyć jej na słowo. iŜ doskonale pasowała do poŜądanego wizerunku lolitki. ale protest ambasady tureckiej. RóŜowy neon „Soapland". Właściciele niektórych Krain Mydła. NaleŜy ono do nomen omen mizu-shóbai. idąc z duchem czasu. jak na przykład Disneyland. uwaŜającej takie zapoŜyczenie za obraźliwe dla swojego kraju..seksualny.00" widoczny z peronu Ikegami Linę na stacji Gotanda nie jest skierowany do miłośników higieny i kaŜdy o tym wie. dodając z chichotem. cechował o wiele większy pragmatyzm niŜ bohaterkę opery Pucciniego. Dziś Krainy Mydła stanowią jedną z najbardziej klasycznych rozrywek oferowanych przez japońskie imperium erotyczne. Ta filigranowa istota o delikatnych rysach wciąŜ wygląda na nastolatkę i nie utraciła do końca czaru nimfetki.. złoŜonym z obszernej łazienki i malutkiego pokoiku. jak pozory zostaną zachowane. nic nie zagraŜa mizu-shóbai. udzieliła mi nieco dziwnej odpowiedzi. Tak długo jednak. W apartamencie.kaŜdy zna prawdę. Opowiada. Ŝe projektuje kapelusze i kolekcjonuje stare kimona. czyli Sópurando w wymowie japońskiej. zapytałam kiedyś Michiko. nie reklamuje więc perfumerii. Oczywiście mundurek 152 Michiko miała na sobie tylko na początku spotkania z klientem. w których alkohol płynie rzeką. jak mówi. nikt o niej nie mówi. Michiko udało się zostawić przeszłość za sobą i opowiadała mi o niej bez rozczulania się nad sobą czy usprawiedliwiania. a klienci szczególnie chwalili jej młody wygląd i dziewczęcą słodycz.

a wszystkie kolejne kreacje Michiko wzbudzały we mnie rozczulenie i leciutki Ŝal. które muszą przytrzymywać sobie na pupie. pasujące kolorem podkolanówki w poprzeczne pastelowe paseczki i sandałki. mogą spotkać się w fanklubach lolitek. Jego zdaniem. opowiada o grupach dorosłych męŜczyzn w garniturach chichoczących w nopan kissa jak sztubacy. wykrzywiania nóg). ja znalazłam źródło wiedzy o świecie. by nie podwiał ich wiatr. Ma twarzyczkę w kształcie serca. bardzo krzywe zęby i wiecznie zdziwione oczy. I tak. czy napiję się z nią kawy. Białe majteczki. Panowie o erotycznych preferencjach Humberta Humberta. jakoś mnie jednak fascynował. Ŝaden z nich nawet nie myślał.rzecz wyjątkowa wśród dorosłych Japończyków jak ognia unikających cielesnego kontaktu . by oddać mi ksiąŜkę. by łamać zakaz dotykania młodziutkich kelnerek.około 40 kg i czułam się przy niej wielka jak nigdy. a kissa skrót od japońskiego kissaten. Zapytała. Właśnie. Na głowie miała całkiem stylowy kapelusik zszyty z kawałków grubego j edwabiu uŜywanego na kimona. którą zostawiłam niechcący na stoliku. W przeciwieństwie do moich uniwersyteckich koleŜanek. W najmniejszym mieszkanku świata. by realizować erotyczne fantazje o podglądaniu. Według zachodnich standardów kobiecego piękna. co jednak w przypadku japońskiej dziewczyny nie musi być wielką wadą (wiem to od czasu. Michiko byłaby raczej zabawna niŜ seksowna. których główną atrakcją była nie kawa. Według standardów japońskich. W latach osiemdziesiątych. Gdy poznałam Michiko.bez przerwy pacała mnie w ramię dziecinnym gestem. dzieliła przestrzeń kilku metrów kwadratowych z Ŝywym kotem i stadem pluszowych maskotek.. gdy moda na lolitki święciła swe największe triumfy. pochwaliłam jej kapelusz i zaczęłyśmy rozmawiać. tak bardzo daleki memu ideałowi.. Ujmując . popatrzeć na nie na ulicach Tokio. gdy zobaczyłam w jednym z tokijskich sklepów przyrząd do. miła i słodka. Poza tym po prostu polubiłyśmy się. Michiko od początku zachowywała się z o wiele większą swobodą i . Podziękowałam. Natura poskąpiła jej 153 nogom poŜądanej na Zachodzie smukłości i prostego kształtu. Od tego dnia spotykałyśmy się. 154 pojawiły się nopan kissa. Wybiegła za mną z kawiarni Starbucka w Ginzie. łan Buruma. ale mało pociągająca erotycznie. tak do nopan kissa przychodzili. Michiko jest kawaii. ubrana była we włochatą róŜową tunikę. które moŜna by zobaczyć pod spódniczką uczennicy. gdzie licealistki noszą niebezpiecznie krótkie spódnice od mundurków. chylącym się ku upadkowi domu w Ueno. Ŝe nawet w wieku sześciu lat nie miałam w sobie tyle dziewczęcego wdzięku. poczytać o nich w męskich wydawnictwach. który badał japońskie imperium erotyczne empirycznie. Zaskoczyła mnie swoją potoczystą angielszczyzną i śmiałością. do którego inaczej nie miałabym dostępu. MęŜczyźni w Japonii kochają takie właśnie lolitki i to one królują w ich erotycznym imaginarium. idealną cerę. ile flirtowali z gejszami. to fetysz nad fetysze w erotycznej kulturze współczesnej Japonii. lecz młodziutkie kelnerki nie noszące majteczek pod minispódniczkami (nopan to zniekształcenie angielskiego no pants. Michiko miała okazję do angielskich konwersacji. bo główną atrakcją erotyczną było naprawdę tylko podglądanie. czyli kawiarnia). jak w herbaciarniach okresu Edo i Meiji męŜczyźni nie tyle pili herbatę. a nie smakować cappuccino. Reprezentowany przez nią model kobiecości. jakie wynajmowała w starym. bohatera Lolity Nabokova. czyli kawiarnie.

Ciało w ciało z innym człowiekiem. z jakim kiedyś chrześcijańscy misjonarze koedukacyjne łaźnie. zanim trafią do nowego właściciela. Nieraz spacerowałam wąskimi uliczkami Kabuki-chó. z tym Ŝe w dyskretniejszej formie. gdy jedna z dziewcząt . Ŝe chce się zapytać. gładkoskóry elf z krainy wiecznego dzieciństwa. ale połoŜono temu kres. I nie wiem jak inni. bo moŜna było sobie wyobrazić.rzecz filozoficznie. co mi mówili. albo coś czytają.obojętni. teŜ miało coś do rzeczy. Bardzo lubiłam zaglądać współpasaŜerom przez ramię tak. które przelatują przez Japonię z siłą i szybkością jesiennych tajfunów. by widzieć . jakie merkantylizacja fetyszystycznych pra155 gnień wzbudziła w zagranicznych mediach. Zakaz ten nie zmniejszył jednak zainteresowania lolitkami. Być moŜe zainteresowanie.dla odmiany w pełni ubrana . Ŝe te białe gatki jeszcze niedawno dotykały jej ciała. Na organizowanej na miejscu aukcji. agresywne seksualnie kobiety to w Japonii zainteresowanie mniejszości i nie cieszą się one takim powodzeniem jak lolitka. by się nią cieszyć. czemu nie są w szkole i gdzie podziewają się ich rodzice. namacalnie rzeczywiste i nie z tego świata. Dołączone doń zdjęcie dziewczynki w szkolnym mundurku potwierdzało autentyczność zakupu. wprawne i niemądre. istnieją ponoć nadal. i drugiej aktywności Japończycy potrafią oddawać się w kaŜdych warunkach. czy moŜna do końca wierzyć w to. mimo iŜ mizu-shóbai oferuje coś na kaŜdy (męski) gUSl i nawet parę atrakcji dla pań. Lolitki. Być moŜe w części męŜczyzn których znam. Są dostępne. nawet na stojąco w tłoku godzin szczytu. ale nie byłabym pewna. ale fetysz majteczek lolitki pozostał. wykorzystując prawo o handlu rzeczami uŜywanymi. męŜczyźni i kobiety patrzą w trzymane przed oczami kartki. czerwonym lateksie i wysokich butach. spokojni. Nie było wśród nich wampów w czarnych koronkach. Podobno sprzedaŜ uŜywanej bielizny cieszyła się duŜym zainteresowaniem. patrzą na nas z fotografii z naiwną niewinnością i pokazują białe majteczki. a niektóre pornograficzne gazetki oferują wysyłkową sprzedaŜ bielizny noszonej przez gwiazdki porno. Jeszcze niedawno w ulicznych automatach.urządzała striptiz. niewymagające. i jednej. Najczęściej czytają komiksy manga. ta negatywna obecność białych majteczek w nopan kissa. gdzie moŜna kupić ich mundurki i inne parafernalia. starzy i młodsi. nie potrzebował całej lolitki. Amerykanie opisywali automaty z majteczkami z takim samym uporern. jakimś cudem (moŜe z grzeczności) nie pocący się. rzeczywiście wzbudziłyby tylko litość i chęć okrycia kocem ich wątlutkich ramionek. moŜna je było zresztą kupić i tak klient zabierając ze sobą do domu fetysz. z czyimś łokciem wbitym w brzuch . Dziewczyny z Kabuki-chó wyglądają tak dziecinnie i słodko. Dojrzałe. takich samych jak te sprzedające co krok napoje i papierosy. Te uŜywane przez dziewczęta z rozmaitych przybytków typupeep-show często są sprzedawane po „spektaklu". a miejsca. ale Humbert Humbert oszalałby w Japonii z radości. To ona reprezentuje mainstream. mogę pana podglądnąć? W tokijskim metrze pasaŜerowie albo śpią. które muszą być czyste i higieniczne. wielbiciele lolitek mogli nabyć uŜywane majteczki zapakowane hermetycznie w foliowy woreczek. była wyjątkowo kusząca. setki lolitek. patrząc na amatorskie fotografie zatrudnionych tam dziewcząt. Ŝe zostały zdjęte specjalnie na tę okazję. Popularne kiedyś nopan kissa znikły z szybkością wielu innych mód. rysunkowe opowieści kupowane przez dorosłych i dzieci obojga płci i obejmujące wszystkie moŜliwe do wyobraŜenia tematy. Przepraszam. informując klienta.

gubi tornister. w japońskich szkołach edukacja seksualna nadal pozostawia wiele do Ŝyczenia i te publikacje. . ale równieŜ w komiksach skierowanych do kilkunastoletnich chłopców. i trochę przypomina Michiko. który zastygł wpatrzony w swoją ofiarę wzrokiem tak samo pełnym fascynacji jak czytający manga męŜczyzna w metrze. Czytelnik widzi teraz tylko jego plecy. torturowana i zabita z okrucieństwem. Ŝe to ktoś. przypalanie i defloracja za pomocą nieprzyjemnych metalowych narzędzi to tylko kilka przykładów z bogatego repertuaru sadystycznych praktyk. Wydłubywanie oczu. wpada w pustą uliczkę. opierając się o mur tak. Ŝe spod króciutkiej spódniczki widać jej majtki. wysuniętego języka i wielkich oczu przypominających puste oczy zwierzątka. To moŜe być koniec jednej z historii. co czytają inni. Jeśli jednak komiks naleŜy do gatunku pornograficznej ero-manga. w których zagłębił się mój współpasaŜer. dotyka wiele osób. zjadanie Ŝywcem. Zezując w bok. jakie zawiera gruby tom.obrazki w ich manga. MoŜna wnioskować. który w swojej bogatej ofercie miał niezliczoną ilość manga na wdzięczny temat seksualnej eksploatacji i torturowania lolitki. zajął wolne miejsce koło mnie i wyjął gruby kolorowy komiks z eleganckiej skórzanej teczki. zrywa się. Dobiegłszy do końca dziewczynka przewraca się. Co moŜe czytać? Coś o uprawie ogródka? Grze w golfa? Nowinki motoryzacyjne? Nic z tego. iŜ robię to z tak zwanej ciekawości poznawczej i dyskretnie. który siedzi koło mnie) i jej oczy powiększają się do wielkości spodków. MoŜe jest dyrektorem działu? MoŜe nawet jakimś prezesem? Wsiadł na stacji Shinjuku. Na kolejnych obrazkach akcja gwałtownie przyspiesza. obserwowałam przygody nieletniej bohaterki. krojenie piłą elektryczną. dorosły powaŜny męŜczyzna. Białe dziecinne gatki i stłuczone kolano. Siada. słuŜącwjej zastępstwie. o jakim nie śnił Hannibal Lecter. Ŝe moŜe sobie pozwolić na tę odrobinę ekstrawagancji w zuniformizowanej Japonii. tłucze sobie kolano. na końcu której jest wysoki mur. który pewnie ma juŜ wnuki. 157 która na kolejnych stronach moŜe być gwałcona. Perwersja polega156 jąca na podglądaniu. W porównaniu z japońską manga bohater Milczenia owiec to nudziarz bez wyobraźni. nieraz mają taką właśnie „pouczającą" formę. MęŜczyzna rusza za nią. wyrywanie języka. na drugim odwija z papierka lizaka. Na pierwszym obrazku jego manga ubrana w mundurek dziewczynka wybiega ze szkoły. I łza zbierająca się w kąciku jednego z wielkich przeraŜonych oczu. Uczennica jest bardzo kawali. biegnie. Dziewczynka spostrzega przyglądającego jej się męŜczyznę w garniturze (do złudzenia podobnego do tego. Jak pisze Nicholas Bornoff. na trzecim mamy zbliŜenie jej rozchylonych ust. ćwiartowanie noŜem do ryb. jakim poddawane są lolitki w ero-manga. dzielnicy biurowców i siedziby władz miasta. które duŜo czasu spędzają wśród ksiąŜek. bohaterowi nie wystarczy patrzenie na bezbronną dziewczynkę. słodka jak ulepek. Znalazłam w okolicach Akihabara sklep. oblewanie Ŝrącymi substancjami. Lolitka i jej majteczki to wizerunek popularny nie tylko w stricte pornograficznych publikacjach dla dorosłych męŜczyzn. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt. Obrazek pokazany jest z perspektywy ścigającego dziewczynkę męŜczyzny. Oto starszy pan w drogim garniturze i krawacie nieco bardziej fantazyjnym niŜ przeciętny. kto zajmuje na tyle wysokie stanowisko.

na których są one widoczne. Wystarczy zamazać włosy łonowe albo w odpowiednim miejscu wstawić maskujący kwadracik. gdy opinią publiczną wstrząsa wiadomość o zbrodni dokonanej pod wpływem pornografii. Tak było. Nawet miejsca uchodzące za tak podejrzane jak zaułki Kabuki-chó czy Yoshiwara to . Ŝe „dorosłość" oznacza obecność włosów łonowych i od tej chwili wizerunki. Cenzorzy z równą skrupulatnością traktowali zachodnie publikacje na temat sztuki. którego stare numery z białą plamą na podbrzuszu modelek nadal moŜna wygrzebać na tokijskich pchlich targach. gdy ujęty został Tsutomu Miyazaki. który zachodnim feministkom zjeŜyłby włosy na głowie. ułatwia sprawę i rzecz dzieje się w majestacie prawa. Stateczne gospodynie domowe na etacie cenzorek spędzały długie godziny. morderca trzech małych dziewczynek. Japońskie prawo przeciw obsceniczoności (oparte na artykule 175. iŜ małe dziewczynki jeszcze nie mają włosów łonowych. prawo milczy. podobnie zresztą jak wszystkie inne. Brutalna ero-manga na pewno nie sprzyja rozwojowi 159 . podobnie jak we wszystkich innych cywilizowanych krajach świata. Konstytucji z 1946 roku) zabrania realistycznego przedstawiania genitaliów osób dorosłych i aktu seksualnego. Z właściwą Japończykom skrupulatnością i powaŜnym podejściem do sprawy wytoczono więc wojnę nieprzy158 zwoitym włosom i zaczęto je usuwać przy pomocy armii cenzorów. nie ingerując poza tym w treść przekazu. zaczęły automatycznie podlegać cenzurze.przedszkole. gdy władze zaczęły wytaczać procesy twórcom kontrowersyjnych obrazów. w wersji miękkiej dziewczyna pada łupem tylko Toma Podglądacza. Rodzące się w Japonii co jakiś czas inicjatywy procenzurowe nie mają wielkiego wpływu i giną śmiercią naturalną. wydrapując z obrazków realistyczne wizerunki genitaliów i nieszczęsne włosy. Najczęściej pojawiają się wówczas. włączając nagrane na wideo sceny makabrycznych morderstw. w którego domu znaleziono ogromną kolekcję materiałów pedofilskich. wszystko inne uchodziło płazem. Japońskie prawo nie zabrania przedstawiania seksu z dziećmi ani jakiejkolwiek innej dewiacji wymyślonej przez ludzkość. jak i egzemplarze „Playboya". ale ich zapał gaśnie wraz z pamięcią o ofierze. w którym kobieta moŜe bez większego ryzyka pójść niemal wszędzie i o kaŜdej porze. w której bohater/czytelnik podgląda roznegliŜowaną koleŜankę w sytuacji czyniącej ją bezbronnym obiektem wystawionym na męskie spojrzenie. W fabułę dotyczącą takich „męskich" spraw. Jeśli nie było włosów łonowych. a jego kulminację stanowi scena. które nie są dorosłe. Tokio to najbezpieczniejsze z miast.w porównaniu z niektórymi okolicami Warszawy .Dzięki nim młodzi czytelnicy poznają sekrety kobiecego ciała w sposób. jak baseball czy wyścigi samochodowe. narządy płciowe przedstawiono nierealistycznie i niepołączone w akcie seksualnym. Prawda jest jednak taka. Kategoria „dorosłości" została dookreślona dopiero później. w jakich mieszkałam. zdarzają się kilkadziesiąt razy rzadziej niŜ na Zachodzie i nawet najzacieklejsi wrogowie pornografii nie byliby w stanie udowodnić jednoznacznej zaleŜności między czytaniem ero-manga a przemocą seksualną. Czasem koleŜanka rozbierana jest przemocą. Ustalono mianowicie. wpleciony jest wątek erotyczny. Ŝe w Japonii przestępstwa na tle seksualnym. Pedofilia jest oczywiście karana. ale w krainie wyobraźni wszystko wolno. O genitaliach osób. Fakt.

zakazana i „nieprzyzwoita" była miłość naruszająca społeczny porządek. shunga wykorzystywane były wprawdzie jako inspiracja do samotnych męskich przyjemności. najsławniejszy na Zachodzie Utamaro.obrazy te składały się na kwintesencję wyrafinowania. ale nie czyni z Japończyków pedofilów i morderców. siedzący obok mnie w metrze ogląda obrazki. skrajną postacią otaku. Owszem. do której nie dopuścił chrześcijański Zachód. Fakt. ale nie stroniły teŜ od nich kobiety i pary. Podobnie jak teraz ero-manga. moŜe być źródłem mojego dyskomfortu. czyli „wiosennych obrazkach". stanowiąkontynuację długiej tradycji. Odmienne podejście do seksualności sprawiło. Jej początek miał miejsce przed ponad tysiącem lat w okresie Heian. ale nie realnego zagroŜenia dla uczennicy w mundurku stojącej tuŜ przy nas. przedstawiające ćwiartowanie nieletniej bohaterki piłą mechaniczną. Ŝe spełniają pozytywną funkcję pozwalając rozładować napięcie i frustrację. Dziewczynka. w okresie Edo „frustracja" dotyczyła wojowników w słuŜbie szoguna. melancholijne kurtyzany i waleczni samurajowie spleceni w uścisku . a nie seks. jak pisze Buruma w A Japanese Minor. Fotograficzne zbliŜenia powiększonych wagin i bogate stroje. ingerencja państwa dotyczyła szerzej pojętych dobrych obyczajów. Mistrzowie shunga uwieczniali pary złoŜone z aktorów kabuki i kurtyzan. czyli świra. wierzono. akrobatyczne pozycje na huśtawkach i miłosna pasja ogarniająca bohaterów na tle przepięknych japońskich pejzaŜy. zwany japońskim 160 markizem de Sade. dostarczając artystom niewyczerpanej inspiracji. czyli świat gejsz. ułoŜonym w całe historie. zwanym „miastem kawalerów".określano to. Z wyjątkiem kilku niechlubnych incydentów władze okresu Edo zostawiały artystom wolną rękę i nie cenzurowano shunga. a nie dominującą normę. powie dorosła kobieta zapytana.„sprzedawanie wiosny" . którego niepokorny geniusz zachwycił impresjonistów. Mistrzowie tacy jak Harunobu czy jego uczeń Koryusai. warto zamykać cały pornograficzny interes. Jeśli juŜ. Kunisada. Zwyrodnialec Miyazaki uwaŜany jest za jeden z wyjątków. zapobiegają antyspołecznym zachowaniom. gdy upowszechniła się sztuka drzeworytu. po prostu odwróci wzrok. W niektórych shunga obrazkom. Jak sugeruje wspomniany Bornoff w ksiąŜce Pink Samurai. Ŝe w Japonii przedstawienia o tematyce seksualnej od wieków rozwijały się ze swobodą. Pornograficzne komiksy. w Edo. co robiły kurtyzany. istniała . porównujących go do Rembrandta.feministycznej świadomości. a nie seksu. iŜ męŜczyzna. gejsz i samurajów we wszystkich moŜliwych kombinacjach obu płci i wszystkich wyobraŜalnych „genderów". towarzyszyły podpisy tak jak w dzisiejszych komiksach manga. portretujących barwne Ŝycie domów publicznych „wiosennych". tworzyli pornograficzne „wiosenne obrazki". To wówczas artyści skupili swoją twórczą pasję na shunga. Dziś chodzi o zestresowanych sarariimanów w słuŜbie korporacji. W tych czasach spokoju i izolacji od reszty świata przemoc i seksualna perwersja stanowiły jedną tylko z wielu fantazji. a rozkwit w okresie Edo. bowiem. bo mianem baishun . „Ja na to nie patrzę". które dziś czytają Japończycy. wydaje się w Japonii oczywista. za którymi szaleją dziś kolekcjonerzy na całym świecie. Wtedy teŜ narodziła się kultura „kwiatów i wierzb". co sądzi o wszechobecności pornografii. shunga rozumiane były jako wentyl bezpieczeństwa podtrzymujący porządek społeczny. które kojarzy nam się z Japonią. a odpowiedź na pytanie. Hokusai. czy aby zapobiec ewentualnej krzywdzie kilku nimfetek. wychowana po japońsku.

Ŝe nowoczesne kobiety coraz częściej wzbudzają w japońskich męŜczyznach niechęć i strach przed stałym związkiem. Dowiedziałam się. ani poćwiartować potem. zwana muzane („obrazy okrucieństwa"). Ŝe eskalacja symbolicznej przemocy wobec kobiet stanowi pochodną dokonujących się w dzisiejszej Japonii przemian obyczajowych. ubolewające nad mizernym przyrostem naturalnym. ale często z wybujałym nienaturalnie biustem. Satoru powiedział. niechęci panów do uprawiania seksu. Ta zapomniana i stłumiona rewolucja była jedną z pierwszych zapowiedzi kultury kawaii i „lolityzacji" wizerunku kobiety. emancypując się ze swoich dawnych ról.makabryczna odmiana shunga. mówi. mimo iŜ kobiety nie trzeba było ani przedtem pobić. W ostatnich latach pojawiło się duŜo artykułów na temat. Miało to miejsce na samym początku mojej japońskiej przygody. Ŝe przypominają pismo.. rysowałam niezgrabne znaczki. podczas naszych kilku lekcji japońskiego. czyli Nie wyjdę za mąŜ. zastąpiona została hybrydyczną formą kobiecości: lolitką o dziecinnej buzi i łonie. która była obiektem erotycznego pragnienia w shunga. podczas których podjął trud nauczenia mnie alfabetu hiragana. jakiego uŜywały zbuntowane dziewczynki.przez słodką chwilę identyfikować się z ofiarą. potrzebują symbolicznego 161 zadośćuczynienia. Stłumiona rewolucja dziewczynek Określenie „rewolucja dziewczynek" pierwszy raz usłyszałam od Satoru. Z ksiąŜki Yoko Haruki pod tytułem Kekkon Shimasen. by . a im bardziej bezwolny i podporządkowany obiekt. pełnią wspomnianą funkcję sublimacyjną.japoński język. Hipotezy feministek są odwaŜniejsze. po drodze zdąŜy taką wielkooką lolitkę posiąść. socjoloŜka.. na co tylko przyjdzie ochota. Japonki. MoŜe teŜ . MęŜczyźni. jak to się z upodobaniem przedstawia we współczesnej japońskiej pornografii. a nie okazja. Lolitka z ero-manga nie ma zaś wymagań i moŜna z nią zrobić (przynajmniej w wyobraźni) wszystko. Ich bunt wobec obowiązujących reguł zaczął się od ataku na bastion świętości 162 . pisząca pracę doktorską o ewolucji męskiej seksualności na podstawie badań klientów klubów z hostessami. która w tym czasie szalała w Europie i Ameryce. Ŝe pełne przemocy przedstawienia seksualne. jadący z Chuo Rinkan do pracy w Shinjuku. którzy znaczną część Ŝycia spędzają wciśnięci w hierarchiczną strukturę swoich firm. Gdy przygryzając język z wysiłku. Moja znajoma Yukiko. Japońskie władze. gdzie seks był podniecający dla obu stron. Dziś postać. Nauka japońskiego to dla uczniów naprawdę cięŜka praca. Podejrzewają one.bo niezbadane są ścieŜki fantazji sarariimana . MęŜczyzna. teŜ zwróciły uwagę na ten niepokojący fakt. słuŜąc rozładowaniu stresu związanego z opresywną rzeczywistością społeczną. ale na ogół na „wiosennych obrazkach" utrwalony został obraz krainy. których ofiarą jest bezbronna i niedojrzała lolitką. Ŝe wiele japońskich kobiet ma juŜ inne wymagania niŜ ich mamy i nie marzy im się pokorne gotowanie zupy miso przez resztę Ŝycia. Ŝe na początku lat siedemdziesiątych japońskie dziewczęta zainicjowały lokalną odmianę obyczajowej rewolucji. widać jasno. stawiają przed partnerami wymagania. Japońscy badacze zazwyczaj uwaŜają. tym lepiej nadaje się do tego celu. związać i poćwiartować. na które ci nie są przygotowani.

Jednak japońskie odkurzacze nadal wyglądają jak wielkie cukierki. 163 estetyka moŜliwie najdalsza od wyrafinowanej elegancji i umiaru. Podniesiono alarm. klinik ginekologicznych i świąt religijnych. „nieprawidłowym". a gdy zakładałam konto w japońskim banku Mizuho. to normą jest zapis wertykalny. Słodkie stworzonka zaczęły pojawiać się na wszystkim . a pismo buntu stało się jeszcze jednym towarem i utraciło swój rewolucyjny potencjał. jak poradzić sobie z buntem. a jedna z firm lotniczych. namalowała niedawno na swoich boeingach postaci z kreskówek. Podczas jednego ze spacerów w dzielnicy Dene'n Chófu sklep Sanrio w kształcie ogromnej truskawki wyrósł mi przed oczami jak psychodeliczna wizja. Dziewczynki tymczasem zaczęły pisać właśnie poziomo i zmieniły kształt znaków. aby przyciągnąć klientów. jest Ŝyłą złota. a potem posypała się cała lawina fanshi guduzu. „okrągłym". Tak zaczęła się era kawaii. czasopismach. nie widząc nic dziwnego w fakcie. „Kawaii]". bo w Japonii nikt nie lubi takich ekstrawaganckich. przemalowywano dźwigi na Ŝyrafy albo dinozaury. Zanim jednak opracowano środki zaradcze. pełen wdzięku styl.od prezerwatyw po samoloty. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. których przeraŜeni buntem dziewczynek autorzy wymyślali kolejne terminy mające oddać specyfikę zjawiska. Zaczęły powstawać publikacje. „zdeprawowanym". „zdegenerowanym". rewolucja dziewczynek została poŜarta przez prawa kapitalistycznego rynku. nie tylko nadając im krągły. Ŝe . miejscowi architekci stylizowali posterunki policji na piernikowe domki. Na początku firma Sanrio wypuściła na rynek papeterie. Mimo iŜ w niektórych przypadkach Japończycy piszą horyzontalnie na zachodni sposób. z jakimi kojarzymy Japonię. której hołduje ponad połowa japońskich uczennic. stała się dominującym nurtem. a szkolne autorytety nie mogły poradzić sobie z rozprzestrzeniającym się szaleństwem dziewczynek. a nawet w oprogramowaniu komputerowym. naruszających porządek pomysłów. socjoloŜka z Cambridge. jest to nadal jeden z dominujących trendów i trudno kupić jakikolwiek produkt. szybko doceniono powagę sprawy i zaczęto zastanawiać się. Z dominującej na początku ery kawaii mody typu „bal w przedszkolu". Jak w Cuties in Japan pisze Sharon Kinsella. podczas gdy jego twórczynie określały je po prostu mianem kawaii. w latach dziewięćdziesiątych wyrósł bardziej ironiczny i androginiczny. nie mając prawa do najmniejszej zmiany. Wszechobecność słodkiego kiczu jest nieraz dla „gaijina" troszkę przeraŜająca albo co najmniej dezorientująca. W ciągu kilku lat liczba uŜywających go buntowniczek osiągnęła 5 milionów.zaznaczyć swą indywidualność: kaŜdy uczeń musi opanować znak w tym samym czasie i zapisywać go dokładnie według ustalonych reguł. lecz takŜe ozdabiając je serduszkami. DostrzeŜono bowiem. Ŝe nowa moda na słodkie pismo. I tak pismo dziewczynek nazywano pismem „komiksowym". Język dziewczynek przyjął się w manga i filmach animowanych. a kaŜda z japońskich prefektur wybrała na swoje logo jednego ze słodkich dziecinnych bohaterów. dostałam kartę z wizerunkiem Hello Kitty i takąŜ torebkę w prezencie. wystylizowany charakter. Mimo iŜ apogeum kultury kawaii przypadało na lata osiemdziesiąte. który nie miałby gdzieś narysowanej wielkookiej buzi. róŜne słodkie stworki uŜywane są do reklamy usług bankowych. W nowym języku zaczęły pisać listy i pamiętniki. pocztówki i zeszyty przeznaczone specjalnie do pisania kawaii. często łączony na przykład z elementami grunge. gwiazdkami czy małymi postaciami. Kawaii.

Do męŜczyzn. „Po co?". by wyglądać powaŜniej i udawać licealistki. świadomej swojej seksualności kobiety. W ten sposób 164 dziewczynki z buntowniczek stały się konsumentkami kawaii rzeczy i najdoskonalszymi obiektami męskiego pragnienia.nie powinno przedstawiać się jako obiektów seksualnych i przedmiotów sadystycznych . nawet jeśli nie prowadzi do rzeczywistych aktów przemocy. konieczność wpasowania się w sztywną hierarchię płciowych ról. Erotyzacja małych dziewczynek w krwawych manga dla męŜczyzn nie moŜe być zjawiskiem niewinnym. więc dajcie mi spokój". dziewczyny z Krainy Mydła ciągle przebierają się za uczennice. Michiko mówi. ani kobietą. kontrolę i władzę. Kawaii spinki. Póki co dwudziestosiedmioletnia Michiko nie zamierza pogodzić się z tym. ale wykreował nowe. jaką mały chłopiec ma nad swoimi zabawkami. podstawki i ramki. 165 czyli „słodkie" i „fajniutkie" jest takie „hołubienie". skarpetki. Co roku na kawaii rzeczy wydaje się w Japonii miliardy jenów. Dla kobiety takiej jak na przykład Michiko jest strojem ochronnym. wielu ludziom łatwo się będzie zgodzić. gdzie nikogo to nie dziwiło. pod warunkiem. Dlatego to drugie. które w okresach wyprzedaŜy krąŜą tłumnie wokół butików na Harajuku czy Shibuya. zdziwiła się Michiko. Ŝe się nasze „wewnętrzne dziecko" nie zmieni w despotycznego bachora. ja sama miałam ukrytą potrzebę doczepienia sobie małego misia do telefonu komórkowego i zrealizowałam ją w Japonii. Wiadomość. Ŝe nawet te nastolatki. nigdy i pod Ŝadnym pozorem .nigdzie. Rynek nie tylko wyszedł naprzeciw wszystkim potrzebom. Ŝe czas mija i właśnie przekroczyła granicę wieku uwaŜaną jeszcze niedawno za początek staropanieństwa. błyszczyki do ust w kawaii opakowaniach. W kulturze kawaii moŜna teŜ dostrzec pozytywne aspekty. Nie dojrzałam do dorosłego Ŝycia. jaką Michiko zna. Ŝe dzieci . Abstrahując od wszystkich dyskusji na temat róŜnicy kulturowej i relatywizmu. jakie są w stanie wyłapać z potoku obcej mowy. Kult lolitek to jedna z reakcji przeciw systemowi. które chodzą do szkół nie wymagających mundurków. gdy jej opowiadałam. nie przemawia wizerunek dojrzałej. pozostaje oazą szczęścia. aby wyglądać kawaii. i dlatego nie rezygnuje ze swoich włochatych tuniczek. mroczne oblicze infantylizacji japońskiej kultury niepokoi. gdy wszystko było wolno. Dla męŜczyzny wizerunek lolitki reprezentuje seksualność bez konsekwencji i odpowiedzialności. Upieranie się przy wizerunku lolitki jest jedyną obroną przed systemem. jak po lekcjach w siódmej czy ósmej klasie upychałyśmy z koleŜankami w torbach idiotyczne fartuszki z poliestru. Za nic nie odpowiadam. rozlega się co chwila na tokijskich ulicach i dla większości „gaijinów" jest to jedno z pierwszych słów. chętnie je kupują i przebierają się w nie. gdy nie było się jeszcze ani męŜczyzną. które pozwalają ludziom hołubić swoje „wewnętrzne dziecko" i kupić mu czasem ulubioną maskotkę. „Kawaii!!!". Kawaii. Jak się okazało. a szkolny mundurek pozostaje najbardziej erotycznym kostiumem. jaką wysyła ten kostium. Dziś. którzy nie chcą dorosnąć. Świat dzieciństwa. dwadzieścia lat od narodzin „fajnej kulturki" kawaii.dorosłą kobietę obdarowano czymś właściwszym dla przedszkolaka. w którym bycie dorosłą kobietą/dorosłym męŜczyzną oznacza opresję. piórniki i saszetki kupowane są przez tłumy dziewcząt. spódniczek z klosza i podkolanówek. a japońskie nastolatki ze swej strony wcale nie chcą wyglądać jak dorosłe osoby. brzmi: „Jestem jeszcze mała.

przez tłum przebiegł szmer . Kobiety stały tam. pada na kres młodości. łan Buruma A Japanese Mirror VI. odtwarzającą męskie role. a tak. Chwila. „fajną kulturką"? Kerr porównuje obecny kryzys Japonii do syndromu powoli gotującej się Ŝaby. włączając te odgrywane na scenie Takarazuka. Gdy pojawi się.praktyk. Ŝe naleŜy do fanklubu jednego z otoko-yaku i dlatego moŜe dostać bilety nawet na najbliŜszy spektakl. gdy moŜna na mgnienie oka znaleźć się blisko niego. sympatycznej twarzy. Ŝe się ją dostanie. która wrzucona do wrzątku wyskoczyłaby i uratowała się. cierpliwe wielbicielki przez chwilę zobaczą z bliska upragnioną twarz. Miałyśmy iść na spektakl zatytułowany Romans de Parts. na ich dziecinne bluzeczki i kiczowate plastikowe pantofelki. raczej jej destrukcję niŜ rozkwit. czekających przed 167 wejściem do róŜowawego budynku o monumentalnej architekturze. Nacisk w tak wielu japońskich historiach. Poznałam Naomi. moją uwagę od razu zwrócił tłum kobiet z parasolami. Dałam Naomi wizytówkę i po kilku dniach przysłała mi e-mail. Ŝe bilety rezerwuje się z wielkim wyprzedzeniem lub bladym świtem przychodzi. Naomi odwiedza Takarazuka kilka razy w miesiącu. Gdyby tak te dziewczynki. gdy bezskutecznie próbowałam porozumieć się w kasie teatru Takarazuka. ale był Chanel. aktorkę Takarazuka. Fanki marzą. Były fankami Takarazuka czekającymi na przybycie swojego idola tak. Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Otoko-yaku w deszczu Umówiłam się z Naomi w Hibiya. kiedy woda zawrze. wyszeptane przez młodą Japonkę o zabawnie piegowatej. jeśli szczęście będzie im sprzyjać. Patrząc na papuzie grupki dziewcząt z Tokio ubranych tak. którego czubek ginął w miękkiej szarości nieba napęczniałego od wilgoci. zastanawiałam się. Nie wiedziałam. Wygląda! jak fantastyczny statek z masztem. moŜe. nie zwaŜając na deszcz. ani męŜczyzną. by móc podarować mu listy i pluszowe zwierzątka. marzyłam. warta jest poświęcenia. przed nową siedzibą Takarazuka. namalowane własnoręcznie portrety i inne dowody uwielbienia. bardzo szczupła postać o krótkich. wysiadając z samochodu albo wychodząc z teatru. Alternatywą jest pozostanie wiecznym efebem lub dziewczyną. ani kobietą. mogę z nią pójść. Wtedy usłyszałam cichutkie: „MoŜe ci pomóc?". dobiłam na miejsce. czy to moŜliwe. dla mnie był to pierwszy raz. „Niego?".. Ubrana w kostiumik. Ŝe wspaniała wielowiekowa kultura Japonii stanie się tylko kawali. jeśli chcę. by nie przypominać dorosłych kobiet. nawet nie zauwaŜy. MoŜe jednak powinnam napisać „blisko niej". Ŝe udawałam się tam w towarzystwie prawdziwej fanki i znawczyni. jak zwykły czynić to zawsze przed i po kaŜdym spektaklu. zatrzyma się na chwilę. który nie tylko wyglądał jak Chanel. Wysoka i wiotka. tym cenniejszy. przypominała słynącą z klasycznej elegancji księŜnę Masako. by w gigantycznej kolejce stanąć po wejściówkę bez Ŝadnej zresztą pewności.. rozjaśnionych na kasztanowo włosach uśmiechnie się i pomacha fankom. spokojne. Gdy płynąc od stacji Yurakuchó w potokach niespodziewanej wiosennej ulewy. co oznacza odmowę dorosłości. uŜyć Ŝeńskiej formy osobowej? Kobiety przed teatrem czekały bowiem na otoko-yaku o imieniu Asami Hikaru. Kiedy w końcu pojawiła się w drzwiach. teatralnej dzielnicy Tokio. a więc. niemal nieruchome. zmieniły buty na wygodniejsze i znów wymyśliły jakąś rewolucję.

od którego teatr wziął swoją nazwę. zamieniając basen na scenę. której był właścicielem. Aby zwiększyć ruch na linii kolejowej. utsukushiku) rozrywki rodzinnej. gdy pierwszy raz zobaczyłam otoko-yaku. Fakt. transcendujący ograniczenia płci i rodzaju. stosownej i pięknej" (kiyoku. naleŜała do Ŝeńskiej płci. Narodzinom teatru Takarazuka towarzyszył ukuty przez Kobayashiego slogan „czystej. Otoko--yaku Asami Hikaru nie wydawała się ani kobietą. Scenę w deszczu przesycał niewysłowiony smutek tego. „Uwielbiam go". Wszystko to. ale Ŝaden opis nie zastąpi wizyty w teatrze Takarazuka. Od początku mianowicie przekonywał publiczność i krytyków. rewia i operetka łączą się tym przedsięwzięciu w całość jedyną w swoim rodzju. adoracja miała charakter niemal religijny. powiedziała towarzysząca mi Naomi. i jednocześnie najpotęŜniejszy teatr masowy. gdybyśmy nie zostali zmuszeni do wyboru albo . 168 a jej makijaŜ zbyt wyraźny. Nie było jednak Ŝadnego przepychania się. obcisłe jak druga skóra haftowane na złoto dŜinsy podkreślały chłopięcy kształt bioder i długie zgrabne nogi. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. androginiczna postać wyglądała jak bóstwo. jeśli ktoś jeszcze uwaŜa ten hierarchiczny podział za przydatny. miała kobiece dłonie. jedynej jak dotąd zachodniej pracy antropologicznej poświęconej temu zjawisku. ale mówiła „ja".podziwu. krzyków. ani męŜczyzną.albo. Ŝe odgrywanie męskich ról na scenie bardziej uwraŜliwia dziewczęta na . w porównaniu z dostojnym kabuki. jaki stworzono na początku ubiegłego wieku. Czarna męska koszula opinała niemal płaską klatkę piersiową. Zgoda. ojciec Takarazuka wymyślił prawdziwie akrobatyczne uzasadnienie. Ale od tej androginicznej postaci emanował czar elfa i nieziemski erotyzm. tadashiku. tylko jakąś pośrednią formą bytu. jaką moŜe wolno byłoby nam się stać. wyraźnie nie naleŜało do tego świata. a cała inwestycja okazała się nad podziw udana. Hikaru Asami miała buty na wysokim obcasie. teatr Takarazuka to „niska kultura". Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Kobayashi Ichizó. które spłynęło z deszczowego nieba i mimo wizyty. iŜ oglądanie kobiety przebranej za męŜczyznę i śpiewającej miłosną piosenkę trzymanej w ramionach koleŜance jest 169 niewinną rozrywką dla całej rodziny. Szczegółowe informacje na temat Takarazuka moŜna znaleźć w ksiąŜce Jennifer Robertson Takarazuka. była ubrana śmiesznie i kiczowato. ale ruszała się w nich zamaszyście jak męŜczyzna. co wcześniej słyszałam o Takarazuka. jaką zaszczyca Ziemian. Takarazuka narodziła się w 1913 roku w małym japońskim miasteczku koło Osaki.wysoka. „ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Kabuki na odwrót w wersji pop Takarazuka-shójo-kageki (Dziewczęcy Teatr Muzyczny z Taka-razuki) to największa na świecie trupa. zgromadził dwanaście dziewcząt i stworzył z nich zespół teatralny. a zgromadzone pod teatrem fanki kochały jej męskie wcielenie. Musical. japoński milioner. a aktorki nazywane są „takarazinkami" (Takarasiennes) na wzór paryŜanek (Parisiennes). co nie moŜe się zdarzyć. uŜywając męskiej formy zaimka osobowego. Rzeczywiście . Jako Ŝe nawet w kraju o tak bogatej tradycji męsko-damskich przebieranek jak Japonia. niełatwo było bronić tezy. okazało się nic nie warte. impresario i polityk. szarpaniny. Dla fanek to Takarazuka Revue albo po prostu Takarazuka. w której wszystkie role grane są przez kobiety. i zrekompensować mniej udaną inwestycję w postaci pierwszego w Japonii odkrytego basenu.

kwiat uznawany za symbol Takarazuka).tajemniczy. Dzięki temu uczą się one być wartościowszymi Ŝonami i matkami w przyszłości. Ŝe niemal niemoŜliwy .z męŜczyzn) kontynuuje zatem politykę ojca Takarazuka. a polityka kierownictwa kładzie duŜy nacisk na wykluczanie jakichkolwiek erotycznych dwuznaczności w oficjalnych wizerunkach. Takarazuka Revue bardzo często pojawia się w japońskich mediach i podróŜuje po świecie. by Takarazuka rozkwitła. W firmowych materiałach reklamowych i promocyjnych nadal widzimy jedynie powierzchowny wizerunek aktorek przedstawianych w estetyce glamour. To wystarczyło. Takarazuka w 1986 roku wzbogaciła się o jeszcze jedną trupę). Wszystkie osoby związane z teatrem obowiązuje niepisana zasada dyskrecji. Kontakt z dyrekcją jest tak trudny. To kabuki na odwrót w wersji pop pozostaje zjawiskiem specyficznie japońskim. Po dziesięciu latach działalności niewielka scena przebudowana została więc w gigantyczny teatr o trzech tysiącach miejsc. Kierownictwo teatru (złoŜone . które zajmują się ceremonią herbacianą i . Takarazuka ma dziś w Tokio i rodzinnym miasteczku dwie ogromne sceny na trzy tysiące widzów i zatrudnia ponad siedemset osób. określana mianem sumire (czyli fiołek. Cenzura publicznych wypowiedzi członkiń zespołu dotyczy zwłaszcza ich Ŝycia prywatnego i preferencji seksualnych. Takarazuka i jej aktorki otacza kordon pilnie strzeŜonej czy raczej sprytnie kontrolowanej tajemnicy. które naleŜy rozpatrywać w kontekście tamtejszej kultury. jest dziś pełnym sklepików z wszystkimi moŜliwymi gadŜetami miejscem kultu dla kobiet namiętnie kochających kobiety przebrane za męŜczyzn.niuanse męskiej psychiki. Mimo iŜ Takarazuka ma o wiele mniejszy prestiŜ niŜ dostojne kabuki. teatr Takarazuka wydaje się nieprzekładalny na języki odmiennych kultur. Ŝe takarazinki powinny być postrzegane jako „normalne dziewczyny". Odtwórczynie ról Ŝeńskich teŜ wprawdzie cieszą się zainteresowaniem i sympatią zrzeszonych w fanklubach pań. z wzruszająco staroświeckim hollywoodzkim przepychem.tak jak było od początku . Ŝe popularność Takarazuka przerosła kabuki (w przeciwieństwie do kabuki. ale obiektem kultu są przede wszystkim kobiety grające męskie role . uznanie Takarazuka za oryginalną w formie „szkołę Ŝon" nie było pozbawione sensu. podkreślając. Kult otaczający odtwórczynie ról męskich sprawił. nie stając w konflikcie z obowiązującą w Japonii patriarchalną polityką seksualną. z których około czterystu to aktorki: musume-yaku. Miasteczko Takarazuka. otoczony przez kompleks rozrywkowy o nazwie Familyland albo Famirirando w wymowie japońskiej. odtwarzające role Ŝeńskie. a ich zdobycie graniczy z cudem. Były przypadki samobójstw z miłości i namiętnych romansów między fankami a gwiazdami. i otoko-yaku. ale jej sława nigdy właściwie nie przekroczyła granic Japonii. cichy niegdyś kurort z gorącymi źródłami. dając dobry przykład widowni. a na pewno dowcipu. Z takiego punktu widzenia przywdzianie męskiego kostiumu przez dziewczynę stanowiłoby akt nadgorliwego konformizmu raczej niŜ rewolucyjny gest transgresji. grające męŜczyzn.uzyskanie zgody na publikację zdjęć do tej ksiąŜki zajęło mi pół roku. tak samo silnie zakorzeniona jest w długiej japońskiej tradycji ambiwalentnych płciowo bohaterów. Podobnie jak inne szalenie popularne w Japonii formy subkultury kobiecej i dziewczęcej. 170 androginiczni otoko-yaku. Bilety znikają błyskawicznie. Jako Ŝe Kobayashi zawsze deklarował swoje pełne poparcie dla konfuncjańskiego ideału kobiety jako patronki domowego ogniska.

bogini Amaterasu. przebierała się za męŜczyznę. Na przekonaniu o tragikomicznym wymiarze kobiecych i męskich ról. sądząc. gdy Ŝadna z nich nie zaczyna zachowywać się w sposób uwaŜany za męski (na przykład ubierać się i mówić jak męŜczyzna). Ŝe te piękne japońskie dziewczęta celebrują swą odmienność w campowym spektaklu. brzmi oficjalna definicja sytuacji. Oto „normalne dziewczęta". a bardziej konserwatywne w tej materii chrześcijaństwo nigdy nie przekonało Japończyków. ale tylko do czasu. gdy konieczność spotkania z bratem buntownikiem ją do tego skłaniała. Idąc śladem bogini. Od japońskiego transwestyty nie wymaga się. jakie kierownictwo Takarazuka przywykło formułować od lat. iŜ ideału osiągnąć się nie da.układaniem kwiatów w czasie wolnym od gry na scenie. Jak łatwo się domyślić. polega bowiem z grubsza zachodnia estetyka określana mianem camp. gustowała w zmianie kostiumów. w których nigdy nie jesteśmy doskonali. a efekt jest nie tyle campuwy. z całą pewnością mieliby teraz grono świętych o zagadkowej pici i skłonności do zmiany kostiumów. które mogą na dobre stracić zainteresowanie prawdziwymi męŜczyznami. co po prostu piękny. Ŝe teatralne i parateatralne rozrywki oparte na tego rodzaju praktykach od wieków występowały w Japonii w duŜej rozmaitości. Dla Japończyków odgrywanie roli innej płci uwaŜane jest za umiejętność wymagającą maestrii. która dała początek rodowi cesarskiemu. bowiem wydaje się. w okresie Edo na przykład bywały gejsze płci męskiej uczone kobiecych ról i bawiące w przebraniu męŜczyzn gości. pod którą nie sposób nie szukać ukrytego sensu. Ta śmiała interpretacja skłoniła szefa zespołu do kolejnego publicznego protestu.pęknięcie między jego wysiłkiem. Gdyby jednak tak się stało. W japońskiej kulturze tradycja męsko-damskich przebieranek jest prawdopodobnie silniejsza i trwalsza niŜ gdziekolwiek indziej. a początkom teatru kabuki towarzyszyło zupełne pomieszanie płci i ról odgrywanych przez aktorów i aktorki na scenie oraz w Ŝyciu. nie dziwi. iŜ kult otaczający Takarazuka ma lesbijski charakter i „zagraŜa 171 zdrowiu" dziewcząt.podkreślone mrugnięciem oka czy przesadnym gestem . Japońskie przebieranki cechuje powaga nieznana drag ąueens i drag kings Zachodu. wcieleniem Amaterasu. które w męskim przebraniu stają się idolami innych „normalnych dziewcząt". Skoro nawet bogini. Buddyzmowi. Ma ona między innymi religijną genezę. Ŝe dla Japończyków w zabawie tej waŜne są inne wartości niŜ ironia. Nas w męŜczyźnie 172 przebranym za Marylin Monroe najbardziej podnieca to . teŜ nieobca jest płciowa ambiwalencja. Ten aspekt od początku często wykorzystywany był przez krytyków teatru. by wyglądać zupełnie jak boska blondynka. gejowska prasa nie mogła wyjść z zachwytu. a niektórzy chłopcy za dziewczęta. Jako przedsięwzięcie otwarcie lesbijskie Takarazuka postrzegana jest często za granicą i gdy na przykład w 1994 roku pojawiła się w Londynie. świątynne tancerki przebierały się za chłopców. którzy przekonywali. lecz . drugiej religii Japonii gładko koegzystującej z shintó. czułe związki między młodymi dziewczętami nie są potępiane w japońskiej kulturze. Wprawdzie bliskie. te dyplomatyczne zabiegi słuŜyły i słuŜą wykluczaniu jakichkolwiek niedomówień na temat ewentualnego homoseksualizmu takarazinek. a z kolei podczas niezwykle dostojnej ceremonii wstąpienia na japoński tron cesarz symbolicznie staje się kobietą. Główne bóstwo religii shintó. aby był ironiczny. a melancholijną zgodą na to.

JakieŜ więc było moje zdumienie. Na jeden z takich koncertów do klubu w tokijskiej Ginzie zabrała mnie Mariko ze swoim towarzyszem Ŝycia. Nie bez powodu grację i wdzięk aktorów kabuki stawiano za wzór do naśladowania dla rzeczywistych kobiet. „Niektórzy twierdzą. Ŝe kobieta w czarnej sukni to biologiczny męŜczyzna! śaden z elementów przedstawienia nie był wyraŜony w znanym mi języku campu. W jej losach. była męŜczyzną grającym kobietę.bo Ŝeńska forma tych słów jest tu z pewnością właściwsza . to raczej female. gdy dowiedziałam się. a jej wzruszenie na granicy łez niemal mi się udzieliło.bardziej przekonujący niŜ osoba tej płci. Nie bez powodu teŜ teatrem uwaŜanym za wizytówkę Japonii jest kabuki. nie oczekując demaskatorskiego mrugnięcia okiem. a artysta nie przypominał dragąueen z Nowego Jorku czy Londynu. wcielając się w tę rolę z powagą i mistrzostwem aktora kabuki. z racji której female impersonators stają się gwiazdami na taką skalę. grając oczywiście główną rolę Ŝeńską. symboliczne zmiany pici nie mogą dotyczyć kobiet i męŜczyzn w tym samym stopniu. Miwa ma około siedemdziesiątki i nadal jest kobietą. Jako młody męŜczyzna święcił triumfy w spektaklu Czarna jaszczurka. Patrzyłam więc na szczupłą. wiele lat po samobójczej śmierci Mishimy. Istota o szlachetnej twarzy. „za to biŜuterię zawsze noszę prawdziwą". jaki wywołuje płciowa ambiwalencja. Ten najsłynniejszy japoński transwestyta. Celebrowany z pasją urok sztuczności i dreszcz erotyczny. by reprezentować je na scenie mogli aktorzy męŜczyźni. których skomplikowana natura do dziś intryguje badaczy twórczości autora Zakazanych kolorów. o wiele waŜniejsza niŜ ironia i dystans. z którą czas (być moŜe przy pomocy chirurgów plastycznych) obchodzi się nadzwyczaj łagodnie. od kilkudziesięciu lat Ŝyje i występuje publicznie w kobiecym przebraniu. Ŝe nie jestem prawdziwą kobietą". a nie mak impersonators stają się gwiazdami mediów. tancerka Okuni. Ŝe mam do czynienia z artystką w rodzaju japońskiej Ewy Demarczyk. Publiczność. pewne jest tylko to. powiedziała w jednym 173 z niedawnych wywiadów. która nabrała mnie w Ginzie. które popsułoby całą przyjemność. bowiem sztuczność to waŜna cecha estetyki Krainy Kwitnącej Wiśni. Ŝe posiadała rzadki talent aktorski i . tak jak zmaltretowane zabiegami ogrodniczymi drzewko bonsai mojego sąsiada Matsury przewyŜsza pod tym względem drzewo. Nie wtajemniczyli mnie jednak w szczegóły (sympatia sympatią. w połączeniu z bardziej tolerancyjnym podejściem do seksualności w ogóle. owianych tajemnicą. składają się na przyczynę. Japonia nie była i nie jest krajem równości pici. aktor i piosenkarz. Sądziłam. Nieznana mi dama rzeczywiście śpiewała pięknie i przy jakimś szalonym tangu zaczęłam na dobre ulegać magii spektaklu. „Sztuczna" kobieta jest estetycznie doskonalsza od prawdziwej. On po prostu był kobietą. a publiczność podziwiała doskonałość maskarady. drapiąc w gardle jak dym. którą odgrywa. którzy próbują swych sil na scenie. którego piękno jest naturalne. wysoką kobietę w czarnej sukni i boa z lisów i słuchałam francuskich piosenek śpiewanych przez nią po japońsku w rozdzierającym serce stylu wielkiej divy. Dziś.słynnego pisarza Mishimy Yukio. Początek kabuki dała u zarania XVII wieku kobieta. przysłuchiwała się w naboŜnym skupieniu. a nie odwrotnie. często pojawia się w mediach. jak na przykład Miwa Akihiro. tworząc z nim jedną z tych niesamowitych kombinacji miłosnych. był teŜ przyjaciółką i muzą . Miwa ma wielu naśladowców. z którego kobiety wykluczono. ale dlaczegóŜ by nie zrobić dowcipu „gaijince"?). Nie przez przypadek gwiazda. zgromadzona w sali urządzonej z barokowym przepychem.

dopóki nie narodzi się powtórnie jako męŜczyzna. dzielnej kurtyzany albo młodziutkiej zakochanej dziewczyny. Młodzi chłopcy okazali się równie poŜądani erotycznie i wkrótce zostali nowymi gwiazdami ówczesnego półświatka. które odtwarzały zarówno role 174 męskie. Wykluczenie kobiet wprawdzie oficjalnie słuŜyć miało umoralnieniu teatru kabuki. jak i w buddyzmie. Nawet poza sceną przebrani w kobiece stroje. skłaniali swoich patronów do trwonienia fortun i zaniedbywania obowiązków rodzinnych i słuŜbowych. To 175 właśnie wtedy krystalizowała się japońska forma dandyzmu i ideał bishónen. znacznie powaŜniejszego zamieszania. otoczone atmosferą dwuznacznej sławy. uznawane za byty niŜsze. otwierając drogę niezliczonym naśladowcom. spotykały się ze społecznym potępieniem i karą .sukces w udawaniu męŜczyzny podwaŜał leŜące u podstaw płciowej hierarchii przekonanie. otoczeni adoratorami tej samej płci. ale stanowiło równieŜ pochodną innego.przekształciła widowisko taneczne w teatr. W okresie Edo popularność kabuki rosła z roku na rok. Homoseksualne związki dorosłych męŜczyzn nigdy bowiem nie wydawały się Japończykom tak atrakcyjne. ale sam pomysł. a młode aktorki. tylko męŜczyźni mogli równieŜ poza sceną prowadzić Ŝycie jako kobieta. na który trzeba wielu generacji i kolejnych coraz doskonalszych wcieleń. które ośmieliły się podjąć taką próbę. Swobodna zmiana ról płciowych. To właśnie owo „zaniedbywanie obowiązków" i nowa forma seksualności raczej niŜ seks w sensie homoseksualnej „rozwiązłości" stały się powodem dalszych zmian w kabuki. androginicznego młodzieńca. Kobiety. których moŜna się nauczyć. stawały się muzami artystów i przyjaciółkami moŜnych. wydaje się Japończykom sprzeczny z ideą tej sztuki. jak i Ŝeńskie. Ta próba oderotyzowania kabuki powiodła się. Taki jest teatr kabuki dziś: kilkudziesięcioletni męŜczyzna przebrany w kimono moŜe grać w nim role zrozpaczonej matki. rozumianych jako zbiór gestów i zachowań. zastąpienie kobiet młodzieńcami nie podniosło morale kabuki. Multiplikacja ich wizerunków na pornograficznych drzeworytach uczyniła z nich własność masowej wyobraźni. w kobiecych strojach. jakie prowokowała ich obecność na scenie. iŜ kobieta z krwi i kości mogłaby zastąpić onnagata. Jest to jednak długotrwały proces. Młodzieńcy pojawiają się na scenach współczesnego kabuki. gdy w kabuki grały obie pici. Tak czy inaczej. Związek aktorek kabuki z nielicencjonowaną prostytucją i nieustanne krwawe spory sponsorów o względy ulubionych artystek skłoniły więc w 1629 roku szogunat Tokugawa do zastąpienia kobiet młodymi chłopcami. W najwcześniejszym okresie istnienia kabuki grały w nim tylko kobiety. W onnagata podziwia się . ryzyko rozwiązłości zostało w ten sposób powaŜnie zredukowane. czyli odtwórcę Ŝeńskich ról. pięknego. Zarówno w filozofii konfucjańskiej. Ŝe kobiecość jest niŜszą formą istnienia. zagraŜała więc nie tylko moralności. Następnym krokiem wiernego zasadom konfucjanizmu szogunatu było więc zastąpienie rozpieszczanych młodzieńców dorosłymi męŜczyznami. którzy mieli odtąd grać Ŝeńskie role. a więc oświecenie nie jest dla istoty obdarzonej takim ciałem dostępne dopóty. Nie bez przyczyny więc nawet w czasie. którzy odtąd mieli grać kobiece role. ale całemu porządkowi społecznemu. kobiety swobodnie wcielające się w męskie role musiały budzić niepokój. powszechnie uwielbiani i rozpieszczani. W doktrynie buddyjskiej na przykład kobiece ciało uwaŜa się za niedoskonałe i nieczyste.

co po angielsku nazywamy gender. ubrany jest zgodnie z kodami wskazującymi na przynaleŜność do mniejszości seksualnej i artystycznej bohemy (skłonność Japończyków do uniformów ułatwia rozpoznanie). jakby jakaś tajemnicza siła starła z ich twarzy charakterystyczny dla Japonek wyraz wiecznego zmartwienia. uśmiechniętych tak. wysoko postawionego głosu oraz zestawu wyuczonych gestów i póz. Ŝe jest męŜczyzną. ani. dziewczyny z Takarazuka muszą nie tylko sprostać wysokim kryteriom artystycznym. japońskie kobiety musiały odzyskać prawo grania na scenie. ale przedstawić za pomocą odpowiednich środków ideał kobiety. pozostawiając miejsce dla kobiecego rodzaju. Jakie są? Kim są gwiazdy Takarazuka? Aby stać się obiektami pragnienia fanek. nie wolno wyjść za mąŜ. W kabuki kobieca pleć została więc wykluczona. jak robi to drag queen. Oficjalnie takarazinki są czyste i dziewicze jak lilie. miękkie. obłe kształty nie tylko freudyście mogą przywieść na myśl kobiece łono. reprezentowanej przez męskiego aktora kabuki. ale zanim Ŝeńska trupa mogła powstać. Miejsce. Ŝe największy zachwyt wzbudza ono w męskim przebraniu. Ŝe japońskie kobiety potrafią grać role kobiet nie gorzej od męŜczyzn. który onnagata odgrywa za pomocą odpowiedniego kostiumu. Jeśli juŜ pojawia się jakiś męŜczyzna. onnagata moŜe to zrobić lepiej właśnie dlatego. kaŜdego roku aplikuje do szkoły muzycznej Takarazuka około sześciuset marzących o sławie 177 dziewczynek w wieku 15-18 lat. aktorki ciągle uwaŜane były za kobiety dwuznacznej profesji. Ŝyć otwarcie w nieformalnym związku. urodzić dziecka. oczywiście. Jak uwaŜają znawcy kabuki. z jaką powtarza on gesty uznawane za kwintesencję kobiecości. co . na scenie znów pojawiło się kobiece ciało. roku Ŝycia). naleŜy do tych teatrów. mimo iŜ o mniejszym prestiŜu niŜ kabuki.maestrię. Jednak gdy Takarazuka powstawała. z których po morderczych egzaminach wybranych zostaje tylko czterdzieści. W krainie wiecznych dziewic i efebów Wnętrze tokijskiego teatru Takarazuka jest dziwnie małe i przytulne w stosunku do monumentalnej architektury widzianej z zewnątrz. Podobny zabieg. zwanego sararii-manem. choć a rebours. Poza tym wokół widzimy tylko kobiety. Czerwone dywany. który licznie zaludnia ulice Tokio. Takarazuka to przestrzeń kobieca. Tłumy kobiet zrelaksowanych. Kandydatki powinny pochodzić z „dobrych rodzin". ale takŜe dostosować się do niezwykle surowych wymogów dotyczących ich Ŝycia osobistego. Ŝyjące 176 na marginesie przyzwoitego społeczeństwa. takarazinkom tak długo. Dzięki otwarciu Japonii na świat w okresie Meiji (1868-1912) na sceny weszły sztuki europejskich oraz amerykańskich autorów i aktorki takie jak Matsui Sumako zaczęły udowadniać. Tu najwyraźniej nie ma wstępu. by podziwiać młode piękne dziewczyny przebrane za męŜczyzn. zastosowano w Takarazuka. czyli tego. W Takarazuka uderza w oczy niemal zupełny brak heteroseksualnych par i tego charakterystycznego typu w ciemnym garniturze. Takarazuka. jak chcą pozostać w teatrze (a więc do około 35. róŜowawe światło. którzy mogą mieć rodziny. chrupiących ciasteczka. Ironia chce. które ponownie otworzyły przed kobietami scenę: oprócz idei kobiecości. Mimo tych ograniczeń wolności osobistej. Onnagata nie próbuje „podszyć się" pod konkretną kobietę. W przeciwieństwie do aktorów kabuki. gdzie Japonki przychodzą.

gdy zaś . tembr głosu) . ale tylko część spełnia odpowiednie kryteria. Od tego czasu większa część codziennych zajęć będzie nastawiona na uczenie się kata. a przyszłe odtwórczynie ról męskich obci-nająwłosy i uczą się zachowywać jak męŜczyzna. Wszystkie domowe prace wykonywane są przy tym ręcznie. bo kierownictwo Takarazuka wierzy. Ŝe wspomaga to kształtowanie charakteru podopiecznych. Na drugim roku szkoły muzycznej Takarazuka dziewczęta zostają podzielone na dwie grupy. Otoko-yaku niekiedy.oznacza w praktyce rodziny dobrze sytuowane. budowa ciała. KaŜdy zespół ma swoją parę gwiazd. panuje wojskowy rygor i hierarchia. To wówczas . oboje w cięŜkich makijaŜach i barokowych kostiumach. i na czele kaŜdej stoi kierownik męŜczyzna. sprawują męŜczyźni. mogące sobie pozwolić na kosztowne studia swoich córek. która umówiła się na randkę w jednym z eleganckich lokali w tokijskiej 178 Ginzie. Tylko absolwentki szkoły muzycznej mogą zostać artystkami w tym teatrze. jak osobowość i .oprócz kryteriów fizycznych (wzrost. czyli kodeksu zachowań właściwych kobiecie albo męŜczyźnie. zwaną „złotą kombinacją". „pierwotny rodzaj" oparty jest na kryterium genitalnym. nigdy nie zagra w Takarazuka. Takarazinki dzielą się na pięć zespołów: Hana (Kwiat). czyli aktorkę grającą męskie role i jej koleŜankę specjalizującą się w rolach Ŝeńskich. Wiele takarazinek Ŝyje w internacie takŜe wówczas. sposobów ekspresji słownej. a ich codzienne Ŝycie uporządkowane jest jak w koszarach. takimi jak „dyskretny wdzięk" bądź „gwiazdorstwo".obciąŜane są cięŜszymi obowiązkami. to najpopularniejsze sposoby przedstawiania „złotej kombinacji". w roli kobiety o silnym charakterze jak Scarlett 0'Hara). Tsuki (KsięŜyc). Wszystkie rezydentki na przykład odpowiedzialne są za sprzątanie. Yuki (Śnieg). gdy juŜ skończy naukę. Jak pisze amerykańska autorka.osobiste preferencje. W Takarazuka kierownictwo. trzy w kaŜdym pokoju. a ich wizerunki zajmują centralne miejsce na plakatach i okładkach czasopism. podobnie jak oddawania się rozrywkom i przebywania poza kampusem. jak było juŜ powiedziane. choć bardzo rzadko. jakie musi sobie przyswoić otoko-yaku i musume-yaku.według terminologii wprowadzonej przez Robertson . które stają się gwiazdami. intonacji. których wynajęcie nierzadko jest sponsorowane przez bogate fanki (lub rzadziej fanów). Ŝadna osoba z zewnątrz.jak „koty" w wojsku . ale musume-yaku skazana jest na granie wyłącznie Ŝeńskich bohaterek. Męskich wizyt surowo zabrania się. często przeprowadzają się do własnych mieszkań. Otoko-yaku trzymający w ramionachmusume-yaku. Dziewczyny mieszkają w pilnie strzeŜonym internacie po dwie. otoko-yaku i musume-yaku w strojach codziennych upozowani na heteroseksualną parę.takarazinki przybierają swój „wtórny rodzaj (gender)". kształt twarzy.w pewnym stopniu . KaŜda z trup odznacza się indywidualnymi cechami. Oczywiście na ogół studentki pragną zostać właśnie otoko-yaku. a wtórny . ale te dziewczęta. Dla przykładu otoko-yaku uczy się poruszać ekspansywnie. Kata obejmują odpowiedni zespół gestów i póz uwaŜanych za charakterystyczne dla kobiety lub męŜczyzny. jak byłaby utalentowana. ale młodsze . z łokciami w pewnej odległości od ciała.na takich właściwościach socjopsychologicznych. niezaleŜnie od tego. które muszą wypełniać pod okiem starszych takarazinek. To one wcielają się w zakochanych bohaterów kolejnych sztuk granych w Takarazuka. zatrudniany jest w Ŝeńskiej roli (np. dłońmi zaciśniętymi w pięści. Hoshi (Gwiazda) i Sora (Niebo).

którzy nigdy nie pozwalaj ą sobie na więcej niŜ pocałunek. Jak pisze Robertson. 179 zgorszenie innych budziła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Haruna Yuri. W początkowym okresie istnienia Takarazuka w modzie byli macho otoko-yaku. ostre. jakim mówią Japonki. Ŝe artystka wzorowała się raczej na sylwetce Davida Bowie niŜ Jacka Nicholsona. ???????'? Chevaliera. kiedy przedstawienie było na afiszu. Jest efebem. zdecydowane i bez wahania podnosi głos. W przeciwieństwie jednak do bohaterów Takarazuka. KaŜdy otokoyaku kreuje z męskich kata indywidualną sylwetkę. Ambiwalentne płciowo albo otwarcie homoseksualne wątki. bishónen w manga odznacza się andro-giniczną urodą o cechach raczej kaukaskich niŜ azjatyckich i często pochodzi z krainy tak odległej od Japonii. Za kaŜdym razem jego rozjaśnione włosy. Jej głos jest wyraźnie obniŜony i po męsku stanowczy. W jej sylwetce trudno dopatrzyć się kobiecych krągłości. Jego gesty są kanciaste. Marlona Brando. duŜo większe niŜ w naturze. lecz takŜe rasowo. Jamesa Deana. Clarka Gable. ze stopami na boki. ale od lat osiemdziesiątych królują niepodzielnie otoko-yaku androginiczni. często równieŜ poza sceną posługują się męską odmianą japońskiego języka i uŜywają scenicznego tembru głosu. a oczy podkreśla makijaŜem tak. chociaŜ jest to zwyczaj stosunkowo nowy w Takarazuka. nie mają jednak wiele wspólnego z rzeczywistą rozwiązłością i w tym sensie są bardziej . Nieraz zresztą natura zostaje skorygowana operacyjnie. Podobnie jak bohaterzy Takarazuka. z manga dla dziewcząt). o wiele niŜszego niŜ ten. bardziej przypomina osobę rasy kaukaskiej. staje się postacią rozpoznawalną dzięki takiemu. by zlikwidować azjatycki kształt powiek. tak popularne w dziewczęcej subkulturze Japonii (i tak szokujące dla „gaijinów"). Niekiedy dodawane są takŜe takie niezaprzeczalne oznaki męskiej płci. najczęściej rozjaśnione na kasztanoworudy odcień. biodrami lekko wysuniętymi do przodu na wzór Elvisa. Ŝe wydają się duŜo. zachwyt jednych. jak broda czy wąsy. Klasyczna odtwórczyni męskich ról ma około 170 cm wzrostu i jest bardzo szczupła.siada. jak arystokratyczne dwory 180 dawnej Europy albo nawet inna planeta. znany najlepiej z komiksów dla dziewcząt. pięknego młodzieńca. nawet jak na japońskie standardy. wysoki wzrost i androginiczne stroje składają się na całość jedyną w swoim rodzaju. z natury swej skazaną na zagładę (idealnego bishónen stworzył wspomniany Mishima Yukio w Zakazanych kolorach). Otoko-yaku. takŜe prywatnie pokazywała się z wąsikiem. Najpopularniejszy dziś wizerunek otoko-yaku budzi podejrzenia. Bishónen. odtwórczyni roli Rhetta Butlera z Przeminęło z wiatrem. ucieleśniający japoński ideał bishónen. odtwórczyni męskich ról staje zawsze na rozstawionych nogach. to jedna z najbardziej tajemniczych postaci w całym japońskim imperium erotycznym. piękną i melancholijną formą istnienia. Otoko-yaku nosi krótkie włosy. wielkie oczy. z wąsami czy bez. Wygłaszając swoje kwestie. Otoko-yaku bowiem nie tylko jest ambiwalentny płciowo. Wśród postaci ze świata zachodniego polecanych jako wzory do naśladowania dla otoko-yaku Robertson wymienia Alana Delona. Jacka Nicholsona i właśnie Elvisa Presleya. a nie innemu skomponowaniu elementów uwaŜanych za męskie. trzyma nogi po męsku rozstawione pod kątem bliskim szpagatowi. i podobnie jak postaci z manga (np. gdy przez cały czas. bishónen z manga dla dziewcząt bywa uczestnikiem dość odwaŜnych praktyk homoseksualnych.

ale Oskar początkowo nie odwzajemnia tego afektu. co szybko przemija. by móc jak najdłuŜej pozostać w rzeczywistości moŜliwie jak najdalszej od obowiązków i odpowiedzialności ich mam. Niestety. na których opiera się popularność Takarazuka: akcja dzieje się w ParyŜu (czyli w miejscu „dalekim" i „pięknym"). Innymi słowy. W męskim kostiumie zaczyna odwzajemniać uczucie Andre. niŜ mogłoby się wydawać. poniewaŜ kocha się w szwedzkim arystokracie Von Felsenie (który darzy uczuciem Marię Antoninę). przebieranek jest więcej niŜ przeciętnie. Homoseksualny romans. tak jak na przykład słynna RóŜa z Wersalu. ale wychowywana jest jako chłopiec. Romans po japońsku oznacza trzy dni wspólnego szczęścia. a koniec wyjątkowo melancholijny. a spotykają się w wyobraŜeniowych światach. by musieć prowadzić Ŝycie dorosłych kobiet i męŜczyzn. Nie bez powodu ten właśnie spektakl stał się hitem wszech czasów. to światy te charakterystyczne są dla marzeń dziewczynek. Nie przez przypadek sceniczne adaptacje komiksów to główna część repertuaru Takarazuka i to one stają się największymi hitami. musi wrócić do męskiego losu. tylko o melancholię. Melancholię przemijania. którego bohaterem jest bishónen . jej obiekt zostaje zabity w pojedynku. wzniosłe i bardzo młodo jak we wspomnianej RóŜy z Wersalu. W Takarazuka kochankowie nigdy nie zostają razem tak długo. Zycie miłosne Oskara jest równie skomplikowane jak jego/jej pleć igender. dalekich od japońskiej rzeczywistości. ukochany zostaje w ParyŜu. bowiem czar efeba trwa nie dłuŜej niŜ kwitnienie wiśni. postać grana przez kobietę grającą kobietę udającą. pozbywszy się na moment męskiego kostiumu i przywdziawszy suknię. wampiryczne księŜniczki i księŜycowe Ŝeglarki z manga dla dziewcząt. Tych samych dziewczynek. bo zawiera wszystkie te motywy. patos rzeczy. nie o seks chodzi w Takarazuka. Mono no aware . by móc kontynuować rodzinną tradycję wojskową.to najpopularniejszy temat japońskiej sztuki wysokiej i niskiej. ale gdy upewnia się co do powagi swojej miłości. Oskar rodzi się jako dziewczynka w przededniu francuskiej rewolucji. Ŝe jest męŜczyzną. Ramię w ramię patrzą na otoko-yaku. Na koniec bardzo romantycznie i widowiskowo ginie sam Oskar w szturmie na Bastylię. arabska księŜniczka odlatuje do swojej Arabii albo jeszcze lepiej umierają pięknie. Ze swym kochankiem Andre łączy się dopiero w róŜowym niebie dziewczynek. zakazów i heteroseksualnego przymusu . Mimo iŜ przynajmniej w połowie na widowni zasiadają kobiety w średnim wieku.niewinne. który w feerii pawich . iŜ Oskar jest kobietą. nie wiedząc. trzydzieści lat cierpienia i samobójstwo pod kwitnącą wiśnią.romans wolny od społecznych nakazów. które przebierają się za lolitki. Spędza z tym drugim romantyczny wieczór. Przedstawienie RóŜy z Wersalu oparte zostało na kultowej manga z lat siedemdziesiątych autor181 stwa Ikedy Riyoko.melancholia. śadna inna postać Takarazuka nie jest otoczona aŜ takim kultem fanek i o zagraniu Ŝadnej bardziej nie moŜe marzyć otoko-yaku. smutne piękno przemijania . a Takarazuka przedstawia go w wersji pop: egzotyczni kochankowie nieuchronnie rozstają się. który wybrał mu ojciec. Bishónen zamieszkuje ten sam świat marzeń o wiecznym dzieciństwie co lolitki. Głównym bohaterem jest Oskar. Kobiety w wieku lolitek i ich mam spotykają się na widowni Takarazuka. Zakochuje się w nim Andre.prawdopodobnie budzi w czytelniczkach nostalgię za miłością doskonałą i androginiczną formą istnienia niemoŜliwą na ogół w dorosłym Ŝyciu. To ojciec Oskara wybiera dla niej męski los i zostaje on/ona osobistym ochroniarzem Marii Antoniny. Bishónen ze swej natury symbolizuje to.

ale nie wydaje się. przychodzi się po to. by marzyć. pisząc w Imperium znaku. ciepłego i przytulnego wewnątrz jak łono wielkiej mamy. Do tego teatru. gdzie ma miejsca fanklub. Japońska kultura uniemoŜliwia rzeczywiste akty rebelii. roziskrzone oczy pełne wzruszenia. to odwieczne motto melancholii. dając w zamian łatwy dostęp do symbolicznej ucieczki w marzenia. przedstawiciele obcych mi. Takarazuka powtarza jeszcze raz. Siedziałam tam z nimi. którą dla niego była Japonia. jakąś bliŜej niesprecyzowaną obietnicę zmiany patriarchalnego modelu japońskiego społeczeństwa. aby tezę taką dało się obronić. Wprawdzie dzieje światowego teatru udowadniają. Jak siostrę zaginioną w dzieciństwie. jakiś urzędów celnych. więc jestem". Ŝe przebieranki Takarazuka zawierają w sobie rewolucyjny potencjał.kobiety. potraktowały mnie z niebywałym 185 ciepłem i Ŝyczliwością. zamieszczonym w Imperium znaku. w innym języku. kult lolitek i właśnie Takarazuka. Autora Imperium znaku interesowali młodzi aktorzy kabuki i zawodnicy sumo. autor patrzy na nas poczerniałymi. które tam spotkałam. W sytuacji pozbawionej rywalizacji i skazanej na chwilowość . Ŝe ślad. Nie bez powodu zdjęcia ilustrujące jego ksiąŜkę przedstawiająniemal wyłącznie męŜczyzn. podczas gdy właściwy język podróŜy jest językiem spotkania z Innym. a Japończycy wszystkich płci na ogół dobrze znają róŜnicę między fantazją a rzeczywistością. które pamiętamy. Ŝe jestem obca i wkrótce stamtąd wyjadę . Zetknięcie z Japonią stało się przyczyną tej metamorfozy oblicza filozofa. jakiej podlega w obcym kraju kaŜdy podróŜnik. Miejsca. za którymi tęsknimy. Japonki zostały moimi . czyŜ to nie one napędzają machinę melancholii? Melancholii. poczt i lekarzy. łabędziego puchu i blasku cekinów kusi je androginicznym czarem właściwym dla krainy. Pod jej wpływem jego własna twarz uległa dziwnej przemianie . jak moda kawaii.bo przecieŜ było oczywiste. 182 Robertson sugeruje. którą japońska kultura przesiąknięta jest na wskroś.piór. Widziałam twarze młodziutkich i starszych kobiet. „świat. do którego naleŜy Naomi. choć nigdy tam nie byliśmy. to przejawy tej samej tęsknoty za dzieciństwem. choć juŜ niedługo musi znów wrócić do siebie.na zdjęciu z japońskiej gazety. dotyczy relacji z innymi kobietami. mimo iŜ nigdy tam nie byliśmy". symbolizującej nieuchronną zmianę wewnętrzną. jaki w moim przypadku zostawił pobyt w Japonii. dotyczy tej właśnie twarzy o męskich rysach. DuŜe zainteresowanie takimi formami kultury popularnej. Powiedzenie japońskie VII. powiedziała mi kiedyś Naomi. „Takarazuka to coś niemoŜliwego". Tak jak miejsca. Myślę. „Tęsknię. Ŝe nieraz na scenicznych deskach zaczynały się rzeczywiste rewolucje. w jednym z pierwszych rzędów. o którym Barthes mówi. biur. nagle skośnymi oczami. której byt ograniczony jest do sceny marzeń i snów. Wodny świat kobiet Japończycy i Japonki Ma rację Barthes. ale w przypadku istniejącej od prawie wieku Takarazuka taka moŜliwość jest mało prawdopodobna. hermetycznie męskich światów „Spotkanie". który wydaje się bliski i daleki. która cudem się odnalazła. Po wojnie tylko dwie rzeczy stały się silniejsze: nylonowe pończochy i kobiety. Ŝe zamieszczane w turystycznych przewodnikach słowniczki dotyczą jedynie rzeczy nudnych.

spytał mój londyński kolega. zajmującym się tą samą co ja dyscypliną wiedzy. by się . wymieniałam z nimi wizytówki i zdawkowe uwagi na oficjalnych spotkaniach. nie kazał mi parzyć herbaty. Kobiety i męŜczyźni w japońskich miastach spędzają mnóstwo czasu osobno. Nie spotykałam się więc z przejawami dyskryminacji ze względu na płeć. Ŝe japońscy koledzy nie mieli zbyt wielu okazji. patrząc na mnie ze zdumieniem. nieraz po prostu uciekali na mój widok. Ŝe w Japonii świat podzielony jest według płci silniej niŜ na współczesnym Zachodzie Dlatego fakt. Mijałam ich na kampusie. mijając nas . Ubierałam się teŜ inaczej. a Ŝywotność konfucjańskiej tradycji sprawia. MęŜczyźni . nie przejawiając najmniejszej chęci na wymianę naukowych poglądów. „Czemu ci geje tak dziwnie się poubierali?". co nie ułatwiało sprawy. których twarze z bolesnym uporem próbowałam zapamiętać . w którym nie obowiązuje zasada: „Panie przodem". ideał małŜeństwa po japońsku wygląda bardziej tradycyjnie. Ŝe było to najzwyklejsze miejsce dla „heteryków". Nikt z nich ani nie zmuszał mnie do śpiewania w barze karaoke. Ŝe jest mi ona do niczego niepotrzebna. które wraz z nami wspinały się na Fuji. Dla moich uniwersyteckich kolegów byłam obca w trojakim sensie: cudzoziemka i kobieta. i z przyzwyczajenia. ani nie próbował upić sake. gdzie eleganckie panie z pobliskich rezydencji jadły malutkie francuskie dania. do której chodziłyśmy po kinie z Naomi i Mariko. zwłaszcza ci. 186 nie czekając aŜ . z tym Ŝe japońscy nie zabierają swoich Ŝon do baru. rzadko wdając się w dyskusje. W moim towarzystwie starsi rangą koledzy zachowywali wielką ostroŜność.zgodnie ze zwyczajem swojego kraju . iŜ mój mąŜ pojawiał się w Tokio i znikał wołany własnymi obowiązkami zawodowymi.najcenniejszym przewodniczkami po swoim kraju.z uśmiechem na świeŜych twarzach. a młodsi. O wiele łatwiej było mi nawiązać przyjacielski kontakt z sekretarką Chizuko czy spotkaną przypadkiem modystką Michiko niŜ z poznanym na oficjalnym bankiecie profesorem. przekonało mnie zresztą ostatecznie. konających z braku tlenu i zmęczenia . Ulubiona restauracja Yume na Den'en Chóru. goszczący przejazdem w Tokio. Być moŜe działo się tak częściowo dlatego. iŜ jestem kobietą. nabytego w mojej ojczyźnie szarmanckich seksistów. Kawiarnia na Shibuya pełna młodych kobiet i tylko kobiet. Fakt. Tym bardziej nikt z nich nie krzyczał na mnie. taka sytuacja byłaby w ogóle nie do pomyślenia.stanowili niemal sto procent moich kolegów po fachu (na stu profesorów przypadają w Japonii tylko cztery profesorki). Dwa lata w kraju. bardziej swobodnie niŜ Japonki w moim wieku. „Buch". którzy słabo mówili po angielsku. wchodziłam pierwsza do windy.zdyszanych. Nie wiedział. a jedyny obecny męŜczyzna był kelnerem. czynił ze mnie w oczach innych osobę jakby tylko częściowo zamęŜną. ale ilość prób nawiązania zawodowego kontaktu była znikoma. odurzające przechodnia zapachem sake. zderzałam się z jakimś garniturem. ani nie próbował skłonić do wykonywania prac. okazał się waŜniejszy w kontaktach z Japończykami niŜ zawodowy status. wykonywałam zawód nadal uwaŜany za typowo męski. Dwa autobusy dziarskich starszych dam. na które nie miałabym ochoty. Bary w wąskich uliczkach starej części Oimachi pełne sarariima-nów w ciemnych garniturach. Gdybym musiała dać jeden tylko klucz do tej ksiąŜki.ponuro odziani Japończycy. tytoniu i skwierczącego mięsa. a pan Sato czy Yamada odskakiwał jak oparzony.zrobią to najpierw japońscy panowie. byłoby nim słowo „spotkanie".

Yume mówi. WaŜną cechą konfucjanizmu jest nacisk na harmonię społeczną. Japońskie doświadczenie umocniło moją 187 wiarę w ponadkulturowe podobieństwo ludzi naleŜących do jednej czy drugiej „kultury" (z całym szacunkiem oczywiście dla biologów i fizyków. słuŜył pomocą jako tłumacz i cierpliwie odpowiadał na pytania. powinność grupową. przetrwała dwa lata samotności i upokorzeń tylko dzięki wyjątkowej determinacji. czyli „dziwadła" takie jak ona. wśród których z pewnością zdarzają się mili ludzie). niektórzy porównują do pewnej sytuacji z teatru kabuki. męŜczyzn i kobiety. Ŝe tylko od czasu do czasu wygłaszałam wykład po angielsku albo uczestniczyłam w jakimś międzynarodowym spotkaniu. japoński profesor nie mógł za bardzo kolegować się z młodą „gaijinką". kobiety są na scenie kultury. Bunt wobec reguł stanowczo nie . Kobietom właśnie dlatego. Ŝe „gaijinkę" pracującą w Japonii moŜe spotkać zupełnie inny los. Wspominam to z nostalgią tym większą. relacja tego rodzaju wydawała się jeszcze trudniejsza niŜ gdzie indziej. których chciałam poznać. Są niczym ubrani na czarno „techniczni" pracownicy kabuki. które ograniczają jej spontaniczność. które nam wydawać się mogą opresywne czy anachroniczne. nie wolno przedstawiać nawet samych siebie. Przyjaźń kobiety z męŜczyzną jest jednak uwikłana w „genderowe" stereotypy i przesądy. Mimo najlepszych chęci i zamiarów czystych jak łza. Moja praca miała badawczy charakter. męŜów i synów. co znaczy. humanistyczny wydział japońskiego uniwersytetu okazał się dobrym miejscem do pracy. Ta bardzo dla mnie cenna relacja oscylowała między bliskim koleŜeństwem a przyjaźnią. Myślę. W Japonii. ale ich rola polega na byciu niewidocznymi. Według niej segregacja płciowa jest sensowna i korzystna dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa.umiejętność bycia niewidoczną. Organizował mi spotkania z ludźmi. Sposób. w przeciwieństwie do autokraty dręczącego bioloŜkę. największy wpływ ma myśl konfucjańska. Mój japoński szef. Kobiety są wprawdzie poŜytecznymi stworzeniami. poniewierana w laboratorium niczym biała niewolnica. lecz przydatną. którą ceni się w ramach tej tradycji o wiele bardziej niŜ indywidualizm. polecał ksiąŜki. ma tu coś do rzeczy. Podobnie jak oni. Satoru. w jaki róŜnica między kobietą a męŜczyzną jest tradycyjnie rozumiana w Japonii. Mimo iŜ atmosfera towarzyska daleka była od amerykańskiej swobody. Wiele par czarnych oczu przyglądało nam się z ciekawością na granicy dezaprobaty. których zadaniem jest suflerka i zmienianie dekoracji. gdzie społeczny wszechświat tworzą dwie oddzielne planety . iŜ wiem. Moja koleŜanka bioloŜka.kobieca i męska. tylko męŜczyźni mogą w nim grać kobiece role. jakie oferuje kobiecie japońska kultura.uwaŜana za typowo kobiecą . ale brakuje im doskonałości ich ojców. Jak wiadomo. o której pisał amerykański uczony Charles Perry Snów. otwartym człowiekiem.oswoić z obecnością „gaijinki". Na charakterystyczne dla japońskiej kultury definicje kobiecości i męskości. a z tradycyjnego punktu widzenia świat dzieli się pod względem płci na kobiety. Ta . Ŝe cięŜka praca dla innych i poczucie stabilizacji to nadal dominujący idea! szczęścia. Chłopcy i dziewczynki od siódmego 188 roku powinni w związku z tym wieść osobne Ŝycie. Ŝe róŜnica między „kulturą humanistyczno-literacką" a „techniczną". był Ŝyczliwym. przygotowując się do odmiennych obowiązków męŜczyzn i kobiet. Ŝe są kobietami. bardzo wysoko ceniona jest w Japonii. które robią karierę.

małŜonek miał prawo odesłać ją do rodziców. z kolei dostosowanie się do normy . Ŝe taki trening jest sensowny. nie pozostawiając wielu wątpliwości. stając się tam automatycznie osobą o najniŜszym statusie. by ich córki spały w odpowiedniej. „przyzwoitej" pozycji. a jak męŜczyzna. posłuszeństwo. lecz niewidzialną to cechy idealnej japońskiej kobiety. jak do wszystkich innych. mawiano. 142). 2001. W świecie Konfucjusza inność to wykroczenie albo śmieszna i niepotrzebna ekstrawagancja. Nie ma co robić zamieszania wokół dziewcząt. zostanie wbity". Japonkom nigdy wprawdzie nie zniekształcano 189 stóp jak małym Chinkom. politycznej niŜ definicja męskości. s. gdy Ŝona była zbyt gadatliwa i kłótliwa. ekonomicznej. tak kaŜdą inną osobę płci Ŝeńskiej wychowywano na „kobietę domową". aŜ jego ciało przyswoiło sobie ten nakaz. gdy uznał. nie mając prawa kupować i sprzedawać dóbr w swoim imieniu. uzaleŜniony jest od płci. powściągliwość. trzeba się więc „przystosować" do ról płciowych tak. dopóki nie pójdzie do szkoły. Obie . Amerykańska antropoloŜka. co męskie. Jak w kaŜdej kulturze wyŜej ceniącej to. umiejętność bycia przydatną. Była całkowicie zaleŜna od męŜa ekonomicznie. Ŝe dziewczęta powinny pozbyć się najmniejszej skłonności do egoizmu i słuŜyć innym. zazdrosna.jest wartością. bardzo okrutne przysłowie powtarzane z upodobaniem przez nauczycieli w japońskich szkołach mówi.choć w inny sposób miały słuŜyć męŜczyźnie: pierwsza w domu. Mógł mieć konkubiny.bycie takim samym jak inni ludzie w naszej grupie odniesienia . jakimi wyraŜą te same emocje. bo nie powinny przyzwyczajać się do specjalnego traktowania" (Yamakawa. Urodzone przez nią dzieci naleŜały do rodziny męŜa i w razie rozwodu kobieta nie miała Ŝadnej moŜliwości. gdy sposób Ŝycia rodzin samu-rajskich uznano za normę. Jak pisze Yamakawa Kikue w wiernie przestrzegających etyki konfu-cjańskiej rodzinach samurajskich: „W wychowaniu córek nacisk kładziono na naturalny rozwój ducha samopoświęcenia i podległości. który wystaje. porównywała gejszę do drzewka bonsai. wychodząc za mąŜ. Tak długo poprawiały śpiące dziecko. wolno rozpieszczać bardziej niŜ dziewczynkę. Do 1945 roku w Japonii obowiązywał patrylinearny system zwany ie.to fundamentalna cnota. Popularne. całkowite poświęcenie dla innych. jak w danej sytuacji postąpić i co powiedzieć powinna kobieta. Wprowadzono go w okresie Meiji. został niezwykle precyzyjnie skodyfikowany. Ŝe moŜna zastosować jeden z tak zwanych „siedmiu powodów do rozwodu" wymienionych w popularnym dziele konfucjańskiego myśliciela Kaibary Ekikena (1630-1714). W przeprowadzanych niedawno badaniach ankietowych na temat macierzyństwa jedna mama na dziesięć nadal uwaŜała. wchodziła do rodziny męŜa i zamieszkiwała w domu jego rodziców. wobec których obowiązywało ją absolutne posłuszeństwo. Skromność. ale metaforę tę moŜna odnieść do japońskiej idei kobiecości w ogóle. Ŝe „paznokieć. A więc na przykład. uwaŜanych za właściwe dla danej płci. druga poza nim. by o nie walczyć. Lisa Dalby. UwaŜano. Jako Ŝe małŜeństwa zawierane były nie z miłości. ale jeszcze do niedawna japońskie matki dbały. W tej tradycji zespół ról i zachowań. japońska definicja kobiecości zawierała więcej ograniczeń wolności osobistej. lecz takŜe zajmowanie się teściami. lecz aranŜowane na podstawie zgodności majątku i statusu . leniwa lub niemiła wobec teściów. Rolą Ŝony było nie tylko słuŜenie męŜowi. MąŜ mógł rozwieść się z nią za pomocą tak zwanego listu rozwodowego. tak jak gejsza „przycinana" i „naginana" była do ideału „kobiety rozrywkowej". a chłopca. Kobieta. nawet wybór słów i tembr głosu. ze złączonymi nóŜkami i rączkami wyciągniętymi wzdłuŜ tułowia lub skrzyŜowanymi na piersi.

Ŝe relacja matka-syn stała się w Japonii ideałem czułej miłości. który jest podstawą innych relacji społecznych. a ona sama spełniła swoją rolę. a jej władza . który zobowiązany był opiekować się nią aŜ do śmierci. Po to przecieŜ przychodzili do Krainy Mydła. Jedynie urodzenie syna gwarantowało więc kobiecie względne bezpieczeństwo i nie dziwi zatem. mówiła Michiko i pewnie miała ku temu powody. charakterystyczne dla japońskiej kultury umiłowanie Ŝycia w grupie stanowi pochodną bliskiego cielesnego związku matkasyn. Od tego czasu tradycyjna japońska rodzina wielopokoleniowa zaczęła przekształcać się w rodzinę nuklearną. Mimo iŜ oparta na wielowiekowej tradycji segregacja ze względu na płeć nadal obowiązuje w Japonii. pozwalającą odreagować dawne krzywdy. Przybywająca do jej domu 190 młoda. analizowane szczegółowo przez wspomnianego Doi. jak ich matki. Japońskie słowo amae. Według japońskiego psychoanalityka Kosawy Heisaku. a córki w tym czasie wypełniały swoje przeznaczenie. Jest to proces bardzo powolny. hamowany przez mentalne pozostałości wielowiekowej tradycji. ale jej znaczenie wzrosło. poświęcającą dni i noce. by realizować skrywane na co dzień pragnienie bycia rozpieszczanym dzieckiem. Synowie opisywali ją z nostalgią.społeczeństwem świadectw szkolnych. bezbronna synowa nieraz stawała się ofiarą. To od niej zaleŜało. Podstawową kategorią toŜsamości kobiecej pozostała tak zwana „dobra Ŝona i mądra matka" (moŜna ją uznać za japońską wersję figury znanej nam jako „matka Polka").przemiany społeczne. będącą pierwszym krokiem w kierunku równouprawnienia płci. Zaczęto wprowadzać w Ŝycie ustalenia prawne przeciwdziałające dyskryminacji politycznej i ekonomicznej. czy Japonia zyska następnego prymusa. gdy w Japonii wprowadzono demokratyczną konstytucję. w naturalny sposób bliŜsza więź łączyła nadal męŜczyznę z matką niŜ Ŝoną.nabrała cech władzy absolutnej. w wyniku których japońskie społeczeństwo stało się-jak to się często określa . Matka dorosłego syna była juŜ względnie bezpieczna: dręcząca ją kiedyś teściowa prawdopodobnie juŜ nie Ŝyła. gdy sama stała się teściową. stając się kobietami takimi. Model patrylinearnej rodziny rozszerzonej teoretycznie obowiązywał do 1946 roku. ale to on dostawał lepsze kąski przy stole. to ogólna sytuacja kobiet po wojnie uległa poprawie. podobną do zachodniej. jak kochane są dzieci.między niemal obcymi osobami. Japoński system szkolny słynie w świecie z „egzaminacyjnego piekła". i cierpiała do momentu. który wkrótce skonstruuje na chwałę swojej rosnącej w potęgę ojczyzny miniaturowe radio albo wspaniałego robota.przyszłego spadkobiercy . Na wzrost znaczenia japońskiej matki wpływ miały takŜe inne . „MęŜczyźni to duŜe niemowlaki". dając rodzinie spadkobiercę. „Dobra Ŝona i mądra matka" stała się „mamą edukacyjną" (kyóiku mama). by przeprowadzić swoją pociechę przez kolejne egzaminy. określa ten szczególny rodzaj więzi społecznej wykształcony w relacji matka-syn.więcej wymagano. lecz takŜe 191 reprodukcja kulturowej i narodowej toŜsamości.ograniczona wprawdzie do sfery domowej . które kaŜdy .oprócz demokratyzacji . W przypadku chłopca ta fizyczna bliskość kształtuje zatem postawę relacyjną i towarzyszącą mu przez cale Ŝycie pasywną potrzebę bycia kochanym tak. Od chłopca . ale jednak nieunikniony. Rolą matki stało się nie tylko rodzenie dzieci.

W latach osiemdziesiątych tradycyjne role płciowe zaczęły się przekształcać. Za sukces dziecka w tych zawodach odpowiedzialnością obarcza się matkę. w których „mama edukacyjna" zmienia się w mamagon. czytają coś ze swoich ksiąŜeczek i nawet osoba rzadko wpadająca w rozczulenie na widok dzieci ma niepohamowaną ochotę powiedzieć: „Kawali". który produkuje efektywnych pracowników. a sukcesu akademickiego i kariery w zewnętrznym świecie oczekuje się z kolei tylko od chłopca. Jest to okres przejściowy. Malutcy uczniowie w ciemnych mundurkach. Prywatne przedszkole. rozsmakowywały się w nieznanym ich rodzicielkom smaku wolności i luksusu. Japońskie dzieci kują więc w pocie czoła w szkołach. Siedząc grzecznie w wagonach metra. Utkwiła mi w pamięci głośna przed kilku laty historia japońskiej mamy. Ŝe synek Aiko ma dopiero trzy lata. czyli „mamę potwora" gotowego do strasznych czynów. by dziecko juŜ w wieku małego Hitoshiego przygotowywało się do Ŝycia w grupie i szkolnej rutyny. ale wielu sądzi. nienagannie czyści i schludni. do którego będzie chodził przez trzy kolejne lata. a właściwe przedszkole Hitoshiego jest początkiem drogi na właściwą uczelnię. Ŝe Hitoshi nie da sobie rady na egzaminie". Wykształcone kobiety stawały się coraz bardziej wybredne w wyborze kandydata na męŜa i opieszałe w drodze do ideału „dobrej Ŝony i mądrej matki". ale uwaŜa się za wskazane. by tylko syn skupił się na nauce i dostał na wymarzony uniwersytet. Tylko po dobrej szkole średniej moŜna dostać się na dobry uniwersytet. zwierzyła mi się z niepokojem na twarzy Aiko. Ŝe nawet wybór odpowiedniego przedszkola (do którego teŜ jest egzamin) ma wpływ na los dziecka. nie jest wprawdzie obowiązkowe. Nie miały na to czasu. młodsza siostra Chizuko. a tylko po dobrym uniwersytecie dostać dobrą pracę. w której to drodze Aiko będzie mu dzielnie towarzyszyć. Jak mówi profesor Ueno. zarabiały. szytych na wzór wojskowych uniformów. domach i na specjalnych kursach przygotowujących do egzaminów. które wkrótce nie zostawią mu wiele czasu na nic innego. Pierwszy waŜny egzamin to ten do szkoły średniej po dziewięciu latach obowiązkowej podstawówki. nigdy nie buszowały w tajemniczych zaroślach na górce między dwoma domami. ale zabija indywidualność i jak walec miaŜdŜy słabszych lub po prostu innych. gdzie jakimś cudem nic jeszcze nie zbudowano.uczeń musi przejść kilkakroć -w Japonii Ŝyciowy sukces bardziej niŜ na przyład w krajach Zachodu zaleŜy od ukończenia właściwych szkół we właściwym czasie. Dzieci z mojego sąsiedztwa na Ishikawa-dai nigdy nie bawiły się na spokojnych uliczkach. gdy maluch częściowo ciągłe jeszcze naleŜy do matczynego świata domu. I nie ma nic dziwnego w tym. „Boję się. Wielu japońskich uczonych i publicystów krytykuje ten system. „Mama edukacyjna" i jej studiujący w pocie czoła synek to popularne postaci komiksów. łącznie z kazirodztwem. Lepiej więc zacząć przygotowania wcześniej niŜ później. z wielkimi skórzanymi tornistrami i nóŜkami gołymi niezaleŜnie od pory roku to jeden z klasycznych obrazków ze współczesnej Japonii. Japoński system edukacji ciągle uchodzi za najbardziej wymagający na świecie. podróŜowały. Kończyły uniwersytety. wprost zapraszających do rowerowych wyścigów. bo grą na fortepianie rozpraszała jej studiującego jedynaka. najsłynniejsza . a częściowo juŜ do zewnętrznej rzeczywistości społecznych 192 obowiązków. która zamordowała dziewczynkę z sąsiedniego domu. Wersja kariery „od pucybuta do milionera" nie wydaje się moŜliwa w Krainie Kwitnącej Wiśni.

które stały się dla mnie inspiracją. zapach wody. śnieg topniejący. albo widok na ocean z pełnej mineralnego ukropu niecki na wysokim klifie półwyspu Izu. rozkosz nad rozkosze. dzięki którym czułam. a nie szklany. więc ani nie zaczęły uŜywać męskiego języka. „doprawdy nie ma Ŝadnych powodów. Siostrzeństwo w nagości „Chodźmy się wykąpać" to jedno z najmilszych zaproszeń. odkryły przede mną swoje kobiece ścieŜki w mieście. Nawet gdybym nie zaczęła uczyć się japońskiego. Pierwszy raz kąpałam się po japońsku z Yume. . Yukiko. Jeśliby otwartość Japonii na świat mierzyć według kryterium płci. ta kobieca część japońskiej rzeczywistości wydawała mi się o wiele przyjaźniej sza i ciekawsza. Rotenburo. Sentó. Nikt nie wierzył w moŜliwość realizacji tyleŜ ambitnych co „mało kobiecych" planów małej Marzycielki. bo jest profesorką uniwersytecką. o których rzadko mówi się w salach seminaryjnych. Ŝe chcące robić karierę. Naomi. Jedne. Michiko. Przez dwadzieścia lat udowadniała sobie i swojej rodzinie. lecz niewidoczną. Tłumaczyła mi. Japonki napotykają betonowy sufit. Onsen . a właściwie z Yum&sensei. zanim dotknie mojej po brodę zanurzonej głowy. te nazwy zapamiętałabym. odniosły sukces i udaje im się prowadzić niekonwencjonalne Ŝycie w społeczeństwie nielubiącym „wystających paznokci". I chociaŜ duŜym uproszczeniem byłoby twierdzenie. tak jak Yume. Yume postawiła jednak na swoim.mineralne kąpielisko w jednym z tysięcy japońskich kurortów. które na początku wydawało mi się kwintesencją męskiej przestrzeni. w którym świat podzielony jest według płci tak mocno i głęboko. ukrytą pod pancerzem betonu. Te kobiety o pięknych imionach pokazały mi inną topografię Tokio. słowo znaczące po japońsku „marzenie". Córki w jej rodzinie od zawsze wychodziły dobrze za mąŜ i zajmowały się domem. by kobieta chciała być czymś takim jak męŜczyzna". a studia na Uniwersytecie Tokijskim zarezerwowane były dla braci.były nastolatkami. skraplającą się na twarzy mgiełkę pary. poddały się. Yume . KaŜda w pewnym momencie swojego Ŝycia podjęła decyzję sprzeczną z obowiązującą normą kobiecości i zbuntowała się przeciw tradycji bycia przydatną. cementują rzeki i budują wyjątkowo brzydkie miasta. Ŝe japońskie kobiety kultywują to. KaŜda z nich 194 przywodzi na myśl przyjemne wspomnienia.podobnie jak ja . które marzyły. co najlepsze w tradycji swojego kraju. To one zostały moimi najcenniejszymi przewodniczkami po Japonii. Ŝe ten niezwykły kraj rzeczywiście chce mieć do czynienia z resztą planety Ziemia. co w Japonii jest gestem duŜej odwagi. ale w kraju. nie rezygnując jednak ze wszystkich marzeń. Jej jednak udało się. gdy męŜczyźni zalewają betonem morskie wybrzeŜa. jak Naomi.japońska feministka. „Yume". Ŝe przyszłość przyniesie im moŜliwość samorealizacji. które w dzieciństwie było lekcewaŜącym przezwiskiem. jakie dostałam w Japonii. stali i szkła. i przedzierała się na szczyt świata zdominowanego przez męŜczyzn. pielęgnują kwiaty i ratują naturę w czasie. jak mawia się na Zachodzie. i dowiedzenia się o rzeczach. Ŝe da sobie radę. a więc onsen pod gołym niebem. dając mi moŜliwość dotarcia do miejsc. to kobiety były dla mnie tymi. ani nie zrezygnowały z makijaŜu. Zaczęły jednak podejmować decyzje w swoim imieniu 193 i negocjować własny rodzaj szczęścia. W latach osiemdziesiątych Chizuko. inne. to przybrane imię. czyli publiczna łaźnia.

Skończyła Uniwersytet Tokijski i dostała pracę, o jakiej śnią miliony japońskich męŜczyzn. Gdy marzenia stały się faktem, z dumą dodała „Yume" do swojego imienia i nazwiska. Dziś Yume ma czterdzieści kilka lat, ale wygląda na trzydzieści, męŜa i maleńkiego synka. Kiedy tylko czas jej pozwala, wyjeŜdŜa z rodziną do jednego z podtokijskich onsenów. Twierdzi, Ŝe moczenie się w gorącej wodzie rozprostowuje jej duszę, a więc któregoś dnia przy lunchu powiedziała do mnie: „Chodźmy się wykąpać". Mając na względzie fakt, iŜ japońska kultura powstała głównie z chińskich i koreańskich zapoŜyczeń, złośliwi ignoranci twierdzą, Ŝe czystość jest jedynym oryginalnym wynalazkiem Japończyków. Nawet gdyby tak było, jest to wynalazek godny pozazdroszczenia i naśladownictwa ze strony innych nacji (nie wytykając nikogo palcami). Jak się okazuje, polska mądrość, Ŝe „częste mycie skraca Ŝycie", nie ma potwierdzenia: Japończycy uwielbiają wodę, a Ŝyją bardzo długo i zdrowiej od nas. Jedyny zapach, jaki moŜna poczuć w najbardziej nawet zatłoczonym metrze, to leciutka woń mydła i moŜe czasem naftaliny. Ponoć w swej niechęci wobec cielesnych zapachów Japończycy (a właściwie Japonki) posuwają się niekiedy do przesady, jaką jest 195 operacyjne usuwanie gruczołów potowych spod pach. Tak czy inaczej, przesada w tę stronę jest łatwiejsza do zniesienia, a demokratyczne umiłowanie czystości godne podziwu. Podczas jednego z pierwszych spacerów po Tokio dotarłam do Parku Centralnego na Shinjuku, gdzie zaintrygowała mnie grupa męŜczyzn uwijająca się przy fontannie tuŜ obok grupy staruszków płci obojga uprawiających tai-chi. W pierwszej chwili pomyślałam, Ŝe jestem świadkiem jakiegoś rytuału, ale okazało się, Ŝe to mieszkający tam bezdomni po prostu robią pranie. Wielu tokijskich bezdomnych wygląda w związku z tym czyściej i schludniej niŜ niejeden pan Kowalski w przeddzień swojej cotygodniowej kąpieli, obok którego musiałam stać w warszawskim autobusie. Nawet jeśli czasem pewne aspekty japońskiego Ŝycia mogą być irytujące, to jedno jest pewne - osoba, która wyprowadzi nas z równowagi, będzie dokładnie umyta. O szczególnym upodobaniu, jakim mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni darzą moczenie się wodzie, pisali juŜ w trzecim wieku Chińczycy, a chrześcijańscy misjonarze przelewali swe oburzenie na papier, nie mogąc zrozumieć, „po cóŜ tak często nieprzystojnym ablucjom się oddawać i obnaŜać swe członki bezwstydnie". Nie jest trudno sobie wyobrazić, jaka musiała być z kolei reakcja Japończyków na zapachowe dowody niechęci do kąpieli o kilka metrów wyprzedzające przybyszów; do dziś sobie zresztą Ŝartują z mniej higienicznych narodów. Wszyscy, którzy znają film Szogun, pamiętają, Ŝe pierwszą rzeczą, jaka spotkała tytułowego bohatera na japońskiej ziemi, była solidna kąpiel i pewnie nieraz Japończycy mieliby ochotę potraktować w ten sposób mniej domytych „gaiji-nów". Kto wie, moŜe fakt, iŜ chrześcijańscy misjonarze z taką odrazą traktowali japońskie zamiłowanie do kąpieli, przyczynił się do klęski ich misji. Religia, w której ciało jest nieczyste, ale którego nie zaleca się w związku z tym codziennie kąpać, nigdy nie miała większych szans u Japończyków. W Japonii zresztą nie tylko dla śmiertelników, ale i dla bogów kąpiel jest rzeczą najwyŜszej wagi. Woda w japońskiej tradycji oznacza nie tylko czystość cielesną, lecz takŜe symboliczną, duchową. W tradycji buddyjskiej urodziny Buddy czci się, kąpiąc jego posągi

196 w zielonej herbacie, a gdyby od rytuałów religii shintó odjąć te związane z oczyszczaniem i wodą, niewiele by zostało roboty kapłanom. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił bóg Izanagi po wydostaniu się ze świata zmarłych, była kąpiel w rzece, zmywająca z jego ciała brud śmierci. Zgodnie z zapoczątkowaną przez niego tradycją, wchodząc na teren świątyni shintó, trzeba obmyć ręce, nabierając wody ze studzienki, a starsi ludzie nadal kultywują zanikający zwyczaj płukania ust. Rytuały oczyszczania towarzyszą w Japonii nie tylko wszystkim uroczystościom religijnym, lecz takŜe wielu świeckim. Brud to zło i diabelstwo - i vice versa trzeba więc pozbyć się go przy pomocy wody i soli. Dlatego przed wejściem do wielu barów stoją piramidki soli i solą sypią ring zawodnicy sumo. Woda, sól, mycie i płukanie, oczyszczanie i sprzątanie, przecieranie, wymiatanie, omiatanie to japońska codzienność świecka i religijna. KaŜdy posiłek w restauracji, niewaŜne jak byłaby obskurna, poprzedza wytarcie rąk dostarczoną na samym początku wilgotną ściereczką oshibori. W jednej z moich ulubionych obrotowych „suszarni" na Musashikoyama ściereczki były juŜ nowoczesne - jednorazowe i pakowane w foliowe ruloniki z wizerunkiem Hello Kitty i napisem Clean and healthy live together. Ogrom uwagi przywiązywanej do o-furo, „szacownej kąpieli", wyróŜnia więc Japończyków na tle innych nacji. Owszem, zdarza się, Ŝe „gaijini" teŜ codziennie się kąpią, ale nawet najdokładniejszy prysznic jest po prostu czynnością higieniczną, a nie rytuałem. Statystyczny Japończyk spędza codziennie w wodzie około pół godziny, ale godzinne kąpiele nie naleŜą do rzadkości. KaŜdego wieczoru przychodzi w japońskim domu pora, gdy Ŝona (w układzie tradycyjnym) lub osoba, której kolej przypada (jak w rodzinie mojej przyjaciółki Mariko), przygotowuje wannę pełną gorącej wody. Teraz w kolejności uświęconej patriarchalną tradycją (pan domu pierwszy, najmłodsza kobieta na końcu) albo tak jak się komu podoba, Japończycy idą do kąpieli. NiezaleŜnie od tego jednak, czy dom jest tradycyjny, czy tak międzynarodowy i nowoczesny jak dom Mariko, gość ma nadal pierwszeństwo. Z błogimi minami Japończycy zanurzają się w wodzie i zapominają o troskach, jakby na chwilę 197 wrócili do łona matki. Sam prysznic to dla nich kpina nie kąpiel i tylko w wyjątkowo uboŜuchnych jednopokojowych „dziuplach" zdarzają się kabiny zamiast wanny. Chizuko i Teru po wakacjach w luksusowym hotelu Hyatt na Bali byli w miarę zadowoleni, ale pełną przyjemność popsuł im fakt, Ŝe - jak opowiadali wanna była „bez sensu" i do tego „w tym samym pomieszczeniu, co sedes". Moczenie się w gorącej wodzie uznawane jest przez Japończyków za jedną z największych przyjemności i codzienne o-furo we własnej łazience na ogół im nie wystarcza. Obawiano się, Ŝe wyposaŜenie mieszkań w łazienki sprawi, iŜ Japończycy przestaną odwiedzać publiczne łaźnie i ta stara tradycja zaginie bezpowrotnie. Tak się jednak nie stało. Liczba publicznych łaźni wprawdzie spadła, ale nie znikły one z pejzaŜu miast i miasteczek. Wiele osób mających łazienki wciąŜ odwiedza sentó albo spędza swoje krótkie wakacje w jednym z tysięcy omenów rozsianych po japońskich wyspach. Onsen znajduje się zwykle nie dalej niŜ piętnaście minut jazdy pociągiem, bo na tak sejsmicznie aktywnym terenie, jak Japonia, pod drŜącą ziemią wszędzie niemal bulgoce gorąca, bogata w minerały woda. W onsenie obowiązują z grubsza te same zasady zachowania co w sentó, ale w tym pierwszym

czeka na nas nie „kranówka", lecz woda mineralna, pompowana do baseniku wprost z podziemnego źródła. Niektóre onseny to po prostu dziury w ziemi lub skale ze skromnym pensjonatem nieopodal, inne to luksusowe kompleksy wypoczynkowe, którym Ŝycie dało źródełko z gorącą wodą. Wiele z nich słynie z uzdrawiającej lub upiększającej mocy. Najciekawszy w wodnych rozkoszach Japończyków jest fakt, iŜ nawet kąpiele we własnym domu uwaŜają oni za przyjemność z natury towarzyską. To oczywiste, Ŝe do onsenu czy sentó idzie się po to, by być razem, a nie tylko, by po prostu się umyć, ale do domowej wanny (o ile jest wystarczająco duŜa) teŜ miło zanurzyć się w towarzystwie męŜa, dziecka lub ich obojga. W większości domowych łazienek, malutkich i ciasnych jak moja w Bon Hour, mogą naraz kąpać się jednak najwyŜej dwie dorosłe osoby. Tylko raz widziałam w Japonii domową łaźnię o powierzchni jakichś dwudziestu metrów kwadratowych, gdzie w pięknej i zabytkowej ponoć 198 kadzi z cennego drewna cedrowego zmieściłaby się spora grupka, a temperaturę regulował komputer. Siedziba, w której znajdowało się to cudo, naleŜała do ojca Mariko, emerytowanego szefa korporacji o nazwie pachnącej tak wielkimi pieniędzmi, Ŝe zwykły człowiek umie je sobie wyobrazić tylko w postaci nieskończonej ilości walizek pełnych banknotów 10 000-jenowych. „To nasza łazienka", powiedziała gospodyni oprowadzająca mnie po domu, „mam nadzieję, Ŝe nie za mała". Przeciętni Japończycy mogą sobie pomarzyć o łazience podobnej wielkości (rzeczywiście marzą, bo zapytani w ankiecie o potrzeby mieszkaniowe, najczęściej wymieniają upragnioną większą łazienkę). W wannie, kadzi, baseniku Japończycy zanurzają się wtowarzystwie innych Japończyków. Ludzie, którzyubranijak ognia unikają fizycznego kontaktu, nie pozwalając sobie nawet na klepanie kumpla w ramię, w sentó czy onsenie bez oporu pomogą umyć mu plecy. Ludzie, którzy nie zaczepią przechodnia, by spytać o drogę, tu bez nieśmiałości dzielą się z obcym - i równie jak oni nagim sąsiadem - uwagami na temat temperatury wody. Japończycy często mówią o skinshipu, szczególnej bliskości, jaką rodzi wspólna kąpiel, albo o hadaka no tsukiai, braterstwie w nagości. Tu znikają bariery statusu i nagi szef korporacji moczy się obok nagiego taksówkarza (jedynie przedstawiciela japońskiej mafii moŜna by poznać od razu po tatuaŜach, ale nie wiem, jakie zwyczaje kąpielowe m&yakuza). Kąpiel po japońsku to doświadczenie, które zbliŜa ludzi jak Ŝadne inne. Do sentó albo onsenu moŜna udać się w towarzystwie przyjaciół, kolegów z pracy albo zaprosić ewentualnego partnera w interesach, by go tam - równieŜ w dosłownym sensie - rozmiękczyć. Wspólna kąpiel to równieŜ dobra okazja dla rodziców, by pobawić się z małymi dziećmi albo powaŜnie porozmawiać z nastolatkami. Nawet jeśli dziś codzienny zwyczaj wspólnej kąpieli ze starszymi dziećmi zanika, to wystarczy włączyć telewizor, by przekonać się, Ŝe jego idea nadal funkcjonuje jako pozytywny przykład: w japońskich telenowelach matka i córka albo ojciec i syn wyjaśniają sobie nieporozumienia zanurzeni w gorącej wodzie. Kochankowie teŜ nie stronią od wspólnych kąpieli i często spędzają swoje pierwsze wakacje w kurorcie z gorącymi źródłami. Jak sobie łatwo wyobrazić, taka 199 intymna kąpiel we dwoje w onsenie pod rozgwieŜdŜonym niebem moŜe stać się wyjątkowo podniecającą scenerią miłosnego sam na sam (uprzedzam jednak, Ŝe dla nienawykłego cudzoziemca będzie w onsenie ciut za gorąco na erotyczne

musi być przygotowany na wywołanie poruszenia bliskiego panice. zbudowano je niedługo po wojnie. Pociemniały od wilgoci wielu pór deszczowych parterowy budynek jak kaŜde inne sentó moŜna było dostrzec z daleka. a od najbliŜszego dzieliła mnie tylko wąska uliczka. Zanim w okresie Meiji Japonia otworzyła się na świat po ponad dwóch wiekach izolacji. Wybrałyśmy tam w jakieś piątkowe popołudnie zaraz po otwarciu. Wczesnym popołudniem komin zaczynał dymić. słychać plusk wody. gdy pierwszy raz poszłam do mojego sentó z Yume. które obwieszczała krótka zasłonka noren wisząca w drzwiach. Nie wiem. W mojej okolicy były trzy sentó. Ŝe gaijin nie jest na przykład wielki.nie ma sensu ich targać ze sobą. moŜna było usłyszeć przyjemne bulgotanie gotującej się wody. czasem ciche rozmowy albo radosne gulgotanie pławionych w niej osesków. kaŜde w niewielkiej odległości od Bon Hour. Na ogół cudzoziemiec nie będzie źle widziany w sentó. spocony i włochaty).uniesienia). publiczne łaźnie i mineralne kąpieliska były koedukacyjne. mając nadzieję. bo kradzieŜe po prostu się nie zdarzają. Większość odwiedzających zna się więc przynajmniej z widzenia. Święte oburzenie niedomytych purytan (którzy podejrzanie duŜo czasu poświęcali studiowaniu przedmiotu swojej odrazy) sprawiło. dzięki sterczącemu w górę wysokiemu kominowi. potem wiedli swoje pociechy. . Przekonałam się o tym. Zaproszenie „gaijina" do wspólnej kąpieli z japońskimi przyjaciółmi to wielki dla niego honor i niepowtarzalna okazja. a z powodu trudności językowych nie będzie moŜna wytłumaczyć mu. zapach mydła i szamponu docierał aŜ do mojego mieszkania. Ŝe moje przestępstwo było drobne albo przynajmniej niedostrzeŜone. Gdy byli juŜ klienci. spośród których pod osłoną deszczowej nocy wybrałam sobie ratanową komodę i stolik z drewna wiśniowego. które nie leŜy na szlaku turystycznym uczęszczanym przez „gaijinów". uŜywane jako opał do podgrzewania wody. a mieszkańcy podrzucali im niekiedy niepotrzebne juŜ meble. gdzie były . jak działała w tym starym sentó maszyneria do podgrzewania. chociaŜ w takim. Spowodowane jest ono nie wstrętem czy niechęcią (pod warunkiem. Za nią znajduje się niewielki pokoik z archaicznymi szafkami na buty zamykanymi przy pomocy wielkich drewnianych kluczy. a teraz z plastikową miseczką i ręczniczkiem w dłoni drepczą tam jako dziadkowie. tłusty. Ŝe przybysz nie zna etykiety sentó. w wyniku których drewniany oryginał obrósł przybudówkami o niezgrabnych kształtach. Kąpanie się po japońsku wygląda nieco inaczej niŜ Zachodzie. a potem podlegało rozmaitym przemianom. które nieraz są bardzo wykwintne i połączone z atrakcjami takimi jak saanajacuzzi czy nawet basen i fitness. to przy moim domu przeznaczone było wyłącznie do kąpieli i niewiele zmieniło się w nim przez kilkadziesiąt lat. jak powinien się zachować. jak stare drzewo hubą. Właściciel i jego dorastający syn godzinami piłowali drewniane palety. ale przechodząc obok. lecz raczej strachem. Klucze większość odwiedzających zostawia jednak tam. ale tak pachniały wieczorem wszystkie uliczki mojego sąsiedztwa i gdy spaceruje się blisko domów. by zobaczyć kawałek nagiej prawdy o Japonii. Front budynku ze swoim spadzistym dachem i bramą ozdobioną u sklepienia rzeźbionymi smokami przypominał buddyjską świątynię. Ludzie przez całe Ŝycie mieszkający w okolicy przychodzili 200 do niego najpierw przyprowadzani przez rodziców. Moje sentó naleŜało do przybytków starych i skromnych. W przeciwieństwie do nowoczesnych sentó.

W głównej części sentó. do których nalewały wodę z kranu. dodając po angielsku: How do you do. Wnętrze najczęściej jest wyłoŜone kafelkami. mniej i bardziej luksusowe. W małych ryokanach (hotelach w tradycyjnym stylu japońskim) moŜna zamówić sobie godzinę kąpieli z ukochanym lub rodziną i tylko wtedy onsen jest koedukacyjny. a w starych sentó na jednej ze ścian mogą znajdować się amatorskie malowidła. W kącie. Basenik.teraz obowiązuje „japońska kolejność czynności kąpielowych". na drugiej wisiały lustra. jak moje. więc przywitał mnie bez tego zakłopotania. Jak się okazało po kilku zdaniach. zaprasza! mnie. czym tata róŜni się od mamy.zdumienia. pracownika. 202 Do spłukiwania uŜywały plastikowych miseczek. Opłatę za korzystanie z sentó uiszcza ńąubandai-sana. a młodsze. zdejmował z jego barków trud 201 ewentualnej konwersacji. a młodsza pomagała starszej. w środku były trzy kobiety. jedna w średnim wieku i jedna bardzo stareńka. „Gaijinka" w jego sentó była prawdziwą atrakcją. Przeciętna Japonka mizerne ma szanse.nagie ciała rodziców nie budzą niezdrowej sensacji u malucha. Jak juŜ wspominałam . wydal mi się najnaturalniejszy na świecie. Ŝe siedzę wśród tych obcych kobiet i myjąc się rozmawiam z Yume. słuŜy tylko moczeniu się. który dba teŜ o porządek i sprzedaje przybory toaletowe. podobnie jak domowa wanna. Właściwie juŜ po chwili fakt.raczej przyjaznego . „Dozo". ale o wiele. do szóstego roku Ŝycia. Miałam jasne włosy i wyrosłam trochę wyŜsza. gdzie wchodzi się juŜ nago. pod Ŝadnym pozorem nie moŜna wejść do niego „na brudasa". Szatnie w sentó nie róŜnią się specjalnie. znajduje się zbiornik z wodą i rząd kranów przy ścianie. bandai-san doskonale wiedział. Wieści w takim sąsiedztwie. Gdy weszłyśmy tam z Yume. Ŝe kompleks Edypa nie pasuje do opisu japońskiej kultury . Myły się przy pomocy namydlonych ręczniczków. gdzie mieszkam i co robię w Japonii. i nauczyły się dobrych manier. jak i wzajemna ciekawość tych drobnych róŜnic. Starsze dzieci towarzyszą w sentó rodzicowi tej samej płci. iŜ byłam w towarzystwie Japonki. poza tym naleŜałyśmy do tego samego gatunku stworzeń i wspólne mycie się było tak samo uzasadnione. dwie panie w średnim wieku zachowujące się jak dobre znajome i młoda matka z małą córeczką. I który na mój widok nawet nie starał się ukryć . wiele rzadziej niŜ opisują je spragnieni sensacji „gaijini". Zajęłyśmy z Yume wolne miejsca i poszłyśmy ich śladem. czyli najpierw mycie i dokładne spłukanie mydła. mogą być tylko większe albo mniejsze. pozdrawiając grzecznie równie jak one nagich sąsiadów. Takie wspólne kąpiele są dobrą okazją. by maluchy przyjrzały się. potem reszta. Fakt. a kobiety do swojej części kąpieliska. na której stały wiklinowe kosze na ubrania.Ŝe Japończycy postanowili „ucywilizować" swoje obyczaje i od tej pory kobiety i męŜczyźni zaŜywają kąpieli osobno. mają przywilej swobodnego przemieszczania się między męską a Ŝeńską częścią łaźni. Na plastikowych ministołeczkach siedziały przed kranami dwie kobiety. Właśnie: „róŜnic". jakie „gaijini" tak często widzą na twarzach Japończyków. „Proszę bardzo". stał jeszcze niewielki stół słuŜący matkom do ubierania najmłodszych dzieci. Zdarzają się w Japonii onseny dla obu płci. Nic dziwnego. I przed naszymi oczami rozkwitł nieco złuszczony od wilgoci obraz ogrodu. jakie zamienił z Yume. Na ogól więc męŜczyźni idą na bosaka do swojej. Ta okazała się malutka: jedną jej ścianę zajmowała półka. szybko się roznoszą. by sprostać hollywoodzkiemu . przy ukwieconym okienku.

Atmosfera kąpieli po japońsku ma w sobie wszechogarniającą błogość. Młoda kobieta z dzieckiem. nie ciąŜyły pośladki. który najadł się do syta. „Czujesz. jakie jej pociecha wykazywała z kolei moją osobą. które jak ognia unikają słońca. nie gapić się. WyróŜniał mnie jeszcze jeden szczegół: w przeciwieństwie do Japonek. z podkurczonymi kolanami. bezkształtny pokurcz na nowo odzyskuje kształt. wejściem na teren zakazany. Ŝe traci się poczucie rzeczywistości. Ŝe moja dusza wygląda jak suszony kwiat wiśni wrzucony do ciepłej wody. drobniutka staruszka skurczyła się. Kilkudziesięciocentymetrowy elf z krainy dzieciństwa mógł sobie na to pozwolić. rozpływa się w wilgotnym cieple otulającym jak bliskie ciało. Nie miały w sobie nic z kanapowej miękkości. W naszej kulturze uczymy się. na klęczkach. Ŝe ciało jest czymś wstydliwym. Powoli. niŜ jest to absolutnie niezbędne. która sprawia. Yume połoŜyła głowę na brzegu baseniku i zamknęła oczy. Byłam na końcu świata. nie zwisały im brzuszyska. kurczyły. Małe ręczniczki. Gdy po umyciu wstałyśmy. którym jest seks albo śmierć. bez pośpiechu i chlapania.polskim i angielskim . miałam na ciele bardzo wyraźne ślady po bikini i byłam jedyną opaloną osobą w towarzystwie. w Japonii tylko w przypadku dzieci. by zasnąć. przybierając wygodną pozycję. Przyjemności ciała nieodłącznie związane zostały z chrześcijańską kategorią grzechu. z trudem starała się poskromić zainteresowanie. wydawały się jednak silne. Jest tak gorąco.słowo „ciało" ma silne konotacje seksualne.nie zajmować więcej miejsca. kaŜdy zanurza się. którymi zwłaszcza starsze kobiety przykrywają łono. jak się rozprostowuje twoja dusza?". Pozbawione tłuszczu. KaŜde dotknięcie tematu ciała grozi przekroczeniem normy przyzwoitości. obejmując dłońmi kolana. by pod Ŝadnym pozorem nie przeszkadzać innym. czyli 203 powolne zanurzanie się w wodzie o temperaturze 43-45 stopni Celsjusza. na siedząco. Tymczasem malutka dziewczynka zupełnie jeszcze nie przejmowała się wymogami społeczeństwa i przyglądała mi się z nieco deprymującą intensywnością. nie chlapać i . a troski wyparowują bez śladu.ideałowi kobiecej urody. jaką moŜe odczuwać osesek. dziewczynka nadal nie spuszczała ze mnie wzroku i w końcu za podszeptem nieco zakłopotanej mamy powiedziała mi: Hello. W dwóch dobrze znanych mi językach . spytała Yume i wyobraziłam sobie. w której pod wpływem wilgoci pognieciony. Teraz miała nastąpić zasadnicza część kąpielowej przyjemności. wracając do swoich dziecinnych proporcji.i byłam u siebie. a z wiekiem nie tyły. którym nie mogłam się nie przyglądać. teraz moŜna sobie dla ochłody połoŜyć na głowie. wśród obcych kobiet wychowanych w odmiennej kulturze . Cellulitis jest słowem nieznanym w tej szczęśliwej krainie. na który często nie umiemy rozmawiać swobodnie. a elfiątko wsparło buzię o ramię swojej mamy. a jego funkcje fizjologiczne są tabu. został przewinięty i wtulił się. MoŜe równieŜ być uŜyte zamiennie ze słowem „zwłoki".podobnie jak w innych przestrzeniach Ŝycia po japońsku . staruszków i moŜe jeszcze wdów (uwaŜanych za kogoś w rodzaju osób na honorowej emeryturze) dopuszczalne jest tak swobodne zachowanie. by zanurzyć się w baseniku. skąd obserwowało mnie nadal spod przymkniętych powiek. a jednak te ciała. Etykieta sentó wymaga. Na Zachodzie przez wieki . chodząc po sentó. to temat. delikatne. obdarzone były niezwykłym wdziękiem. Ŝe skóra po chwili staje się róŜowa jak wrzucona na wrzątek krewetka. lecz zaklęsały się. która przycupnęła na ostatnim wolnym stanowisku.

Dla obu tych kobiet ciało było problemem: przedmiotem wstydu lub narcystycznej adoracji. przydatnym do wielu naturalnych aktywności.pamiętam wizytę z uczestniczkami letniego seminarium w łaźni na wyspie Św. Piękne nie popisywały się urodą. nasze ciała pozwalały doznać przyjemności. Nasza nagość wydawała się naturalna i oczywista.dzieje naszej kultury dają się opisać jako proces stopniowego dystansowania się człowieka wobec własnej cielesności. Ŝe jest ono „nieczyste" i godne pogardy albo co najmniej obce . by wypróbować oferowaną tam kąpiel. przyjęty w jej ojczystym języku. jakiej moim rodakom dostarczałby Japończyk ze smakiem popijający bigosik zmroŜoną wódką („Patrz pan. Ŝółte i białe ciała łączyła przynaleŜność do tej samej płci. „UwaŜaj na swoje ciało". Ŝe ciała naleŜy się wstydzić. z jaką zanurzałam się w kolejnych ukropach. Okazało się. ot tak. nie tak piękne nie wstydziły się swoich niedoskonałości. między innymi do uprawiania seksu czy podobania się osobnikom przeciwnej (lub czasem tej samej) płci. MoŜe w spontanicznym geście kobiecej solidarności przekraczającej barierę kultur i języków. Myślę. i nie mając pojęcia. gdy moczyła ciało w wodzie. Japonki w łaźni zachowują się bez tego całego teatrzyku. to dlatego Yume „rozprostowywała się dusza". piękne i brzydkie. Dla porównania . Ann. „Moje ciało nie jest dziś OK". gdzie grube i chude. jest mi bardzo bliska. Kąpiel po japońsku była dla mnie przestrzenią siostrzaną. Ŝe wygląda „okropnie" i ma „fałdki na biodrach". Mariko czy Michiko przyjemność porównywalną do tej. bez powodu. który młodym kobietom wychowanym w naszej kulturze kazałby wciągać brzuchy i wypinać biusty. Ŝe japońska idea podróŜy do jakiegoś miejsca tylko po to. Raz w małym onsenie na wschodnim wybrzeŜu Japonii młoda mama po prostu włoŜyła mi na chwilę w ramiona swoje malutkie dziecko. Zabierały mnie więc na wodne wycieczki po Japonii . sprawiała Yume. Japonki. z którymi się kąpałam. 205 mokre i wijące się jak piskorz. Wizyta w moim przydomowych sentó z Yume była początkiem szeregu wypraw do onsenów za Tokio. W tym czasie pulchna. Małgorzaty w Budapeszcie. Traktuje się je w tej tradycji w sposób bardziej pragmatyczny i holistyczny zarazem. Ŝe nieuda-wana przyjemność. przekładając dosłownie na angielski bezpośredni sposób mówienia o ciele. demonstrowała nam swoje doskonałe kształty. nigdy nie zachowywały się w ten sposób. Niezliczoną ilość razy obce kobiety uśmiechały się do mnie. przechadzając się i przekomarzając. albo wykonywały jakiś drobny przyjazny gest. starając się w ogóle nie rzucać w oczy. brzmi w dosłownym przekładzie japońskie Ŝyczenie zdrowia. w której „rozprostowuje się dusza". skarŜyła się nieraz Chizuko. MoŜe w akcie jakiejś nieznanej mi magii. pije jak nasz!"). Oznaczające ciało japońskie słowo karada kojarzy 204 się ze zdrowiem i sprawnością fizyczną. Ciało ludzkie jest dla Japończyków czymś naturalnym i praktycznym. młode i stare. piękna Węgierka o ognistej urodzie. Ŝe w moich uszach wydawało się to dziwne i nieco niewłaściwe.uwaŜaliśmy. niepozorna Angielka Betty przez cały czas siedziała skulona w jednym miejscu. a nie z seksem i grzechem. odpowiednik naszego „Bądź zdrów" lub angielskiego „???? ????". W Japonii nasza hierarchia „wzniosłej duszy" i „grzesznego ciała" nie funkcjonuje. na widok której wielu męŜczyzn Zachodu nigdy juŜ nie zaznałoby spokoju.

co w jej przypadku juŜ raz sprawdziło się). gdzie było kilkanaście baseników oferujących kąpiel w wodzie o róŜnej temperaturze. Taki widok mają stojące tam tysiące kamiennych posąŜków. Ŝe właśnie zaŜyłyśmy kąpieli w wodzie słynącej z tego. ciasnej jak szafa i pełnej kobiet. ryŜowym winie i bóg wie czym jeszcze. I w rotenburo w japońskich Alpach z widokiem na góry. mogłabym nigdy nie dowiedzieć się o Wodnych Dzieciach. a na plastikowych palmach darły dziób sztuczne papugi. powiedziała. nadając wodzie kolor płynnego złota. z jednej strony więc siedziałam ja. A nawet w takim. gdzie w cedrowej kadzi moczyło się przede mną kilka pokoleń czyściutkich Japończyków. Wśród ich błękitnych i róŜowawych krzaków wspięłam się na wzniesienie. do którego trzeba było przedrzeć się ścieŜką wśród śnieŜnych zasp i potem na piętnastostopniowym mrozie. „Tam jest moje Wodne Dziecko". Nie dotarłam niestety do onsenu. Wodne Dzieci Gdyby nie doświadczenie. zanurzyć się w parającej kąpieli (i dzięki gorącej sake nie dostać zapalenia płuc). które nazwałam „siostrzeństwem w nagości". Mam jednak nadzieję. Poświęcona Wodnym Dzieciom (mizukó) Hasedera od początku mnie oczarowała swoim mrocznym urokiem. by w powolnym. Kto raz zaznał kąpieli po japońsku. które lubię. gdzie basenik był niewielką dziurą wykutą w nabrzeŜnej skale. Byłam tam wiele razy. będzie za nią przez resztę Ŝycia tęsknił pod prysznicem. gdzie zwykle byłam jedyną „gaijinką". Kąpałam się w luksusowym kompleksie. a z drugiej nasi męŜowie. a takŜe w zie206 lonej herbacie. Kąpałam się w zakolu rzeki bulgoczącym wulkanicznym wrzątkiem. z którego roztacza się widok na zatokę zasnutą obłokiem szarej mgiełki. połoŜone nad oceanem godzinę jazdy od Tokio. opite wilgocią hortensje. W kiczowatym „onsenie egzotycznym". Ŝe to nic straconego. kontemplacyjnym tempie. Mariko i Ayaki. Pierwszy raz dotarłam tam na początku pory deszczowej. co i tak nie starczyło. Stoją w grzecznych. siarce. Ani do tego w Nagano. sponad których wielkie pomarańczowe słońce wschodziło tak szybko jak podrzucona piłka plaŜowa. gdzie część kobieca od męskiej oddzielona była tylko niską aŜurową ścianką. Ŝe sprzyja zajściu w ciąŜę.do miejsc. gdzie atmosferę dŜungli stwarzały pleksiglasowe lwy i Ŝyrafy. a ludzie ze statków wycieczkowych przepływających poniŜej machali do nas przyjaźnie. obejrzeć wszystkie świątynie. gdzie wraz z ludźmi moczą się ponoć małpy pragnące w zimny dzień ogrzać swoje małpie kości. Kamakura to pełne zieleni. którego atrakcją jest kąpiel w wagoniku kolejki powietrznej wiozącej klienta piękną trasą widokową do -jakŜeby inaczej kolejnej kąpieli. mleku. które nigdy się nie narodziły. Dzięki nim kąpałam się w jaskini ciemnawej. równych szeregach jak skauci na . Ale we wspólnej kąpieli łatwiej mówić o ukrywanych na co dzień sekretach i pewnie nie przez przypadek Michiko właśnie w jednym z onsenów u stóp góry Fuji opowiedziała mi. historii i turystów miasteczko z czarną wulkaniczną plaŜą. Kąpałam się wrotenburo z widokiem na ocean. pod niebem tak czystym jak wypolerowany lód zrzucić yukatę. Akimi i trzech japońskich staruszków uśmiechających się do mnie trzema złotymi zębami. I w pięknym starym sentó w Kioto. do której schodziło się po śliskich schodkach wykutym w skale korytarzem (potem dopiero Yume powiedziała mi z dziewczęcym chichotem. Nie większe niŜ lalki szare kamienne figurki o okrągłych buziach poświęcone są tym. gdy zaczynały kwitnąć wielkie. po co wybiera się do świątyni Hasedera w Kamakurze. aloesowym soku.

207 apelu. Przystrojono je w wydziergane na szydełku czapeczki i sweterki, misternie uszyte kurteczki, niektóre nowe, inne spłowiałe juŜ od słońca i deszczu. Jedne ubrane są jak chłopcy, w sportowe bluzy i bejsbolówki, inne jak dziewczynki, w róŜowe falbanki, koronki i biŜuterię. Na szyjach czyjeś troskliwe ręce zawiązały posąŜkom szaliki i apaszki. U ich stóp leŜą czekoladki i cukierki, maskotki i laleczki, przy jednym stoi puszka coca-coli, przy kolejnym miseczka ryŜu z napisem „Hello Kitty", a posąŜek w króliczym futerku, mającym chronić go przed zimnem w podróŜy w nieznane, trzyma miniaturową parasolkę w kratkę modnej w Japonii firmy Burberry. Płoną kadzidła, ich zapach miesza się z wonią kwitnących kwiatów i mokrej ziemi, a posąŜki patrzą w przestrzeń pustymi kamiennymi oczami. Jakaś kobieta poprawia czapeczkę, która zsunęła się z kamiennej główki, inna kładzie u stóp jednej z figurek pięknie zapakowane ciastko ze słodkiej czerwonej fasoli. PosąŜki przedstawiają lizo, boddisatvę, opiekującego się Wodnymi Dziećmi. Wiele jest hipotez na temat początku obyczaju mizuko. Jedna z nich genezę współczesnych ceremonii wywodzi z sięgających VII wieku „dzikich" kobiecych rytuałów. Wówczas cięŜarne kobiety, które wiedziały, Ŝe nie będą w stanie wykarmić jeszcze jednego dziecka albo nie chciały go mieć z innych powodów, wchodziły do rzeki i stojąc godzinami w lodowatej wodzie czekały, aŜ pod wpływem zimna poronią (stąd Wodne Dzieci wzięły swoje imię). Potem lepiły z gliny posąŜek wyobraŜający usunięty płód i w tajemnicy odprawiały ceremonie mające przebłagać duszę, której odebrano moŜliwość inkarnacji. Aby uniknąć zemsty ze strony dziecka skazanego na pośmiertną tułaczkę, kobiety obdarowywały posąŜki zabawkami, karmiły i uspokajały, modląc się, aby dusza płodu wcieliła się w jakieś inne dziecko, któremu będzie dane przyjść na świat. Obyczaj ten, nie mający nic wspólnego z oficjalnym nurtem religii, przekazywany był z matki na córkę. MęŜczyźni nie brali udziału ani w decyzji o aborcji, ani w jej wykonaniu, ani w obrzędach mizuko, które dopiero potem związane zostały z oficjalnym kultem Iizó. W tej dramatycznej wersji genezy mizuko moŜe tkwić ziarno prawdy, ale nazwa obyczaju prawdopodobnie związana jest raczej 208 z ogólnym znaczeniem wody w buddyjskiej symbolice religijnej jako Ŝywiołu, który oznacza i śmierć, i odrodzenie. Dlatego wierzy się, Ŝe to na brzegach rzeki, która oddziela dwa światy, dusze mizuko utknęły, nie mogąc wrócić tam, gdzie mogłyby w spokoju oczekiwać na ponowną inkarnację. W tym smutnym i opuszczonym miejscu budują z kamieni wieŜyczki dla Buddy, które za kaŜdym razem burzą im demony. Tylko lizo, uproszony modlitwami i darami, moŜe je stamtąd wybawić. Zwyczaj mizuko nie był uznawany przez buddyjskie świątynie aŜ do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś około siedemdziesięciu procent świątyń świadczy usługę religijną zwaną mizuko-kuyó, w której zakres mogą wchodzić takie rodzaje opieki nad sprzedawanymi kobietom posąŜkami Iizó, jak ich mycie, ubieranie, palenie kadzideł, dostarczanie jedzenia i strawy duchowej w postaci regularnych modłów. Niektóre świątynie, tak jak Hasedera w Kamakurze, poświęcone są przede wszystkim Wodnym Dzieciom, w innych serwis ten ograniczony jest do comiesięcznych naboŜeństw i nie tak kosztowny jak nabycie własnego posąŜku. Instytucjonalizacja (i komercjalizacja) kobiecego zwyczaju mizuko nie była przypadkowa. Po wojnie świątynie straciły część ze swoich dochodów, a zwaŜywszy na to, iŜ w Japonii aborcja - łatwo dostępna i legalna - jest nadal jednym z

popularnych środków antykoncepcyjnych, szybko dostrzeŜono w mizuko-kuyó dochodowy interes. Świątynie Wodnych Dzieci zaczęły pojawiać się jedna po drugiej. Jako Ŝe w Japonii dopiero kilka lat temu zezwolono na pigułki antykoncepcyjne, a w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku połowa wszystkich ciąŜ była usuwana, moŜna być pewnym, Ŝe instytucjonalizacja mizuko-kuyó okazała się ekonomicznie opłacalna. Teoretycznie co druga kobieta mogła być klientką świątyni. W przeszłości Wodnymi Dziećmi nazywano te, które nie przyszły na świat w wyniku poronienia lub aborcji, urodziły się martwe albo umarły we wczesnym niemowlęctwie. W Japonii, gdzie jest jedna z najniŜszych na świecie śmiertelność noworodków, Wodne Dzieci powszechnie utoŜsamia się dziś z tymi, których matki nie zdecydowały się urodzić. 209 Uznając, Ŝe smutek i Ŝal po utracie dziecka nie są tak opłacalne jak poczucie winy, uczyniono kobiety jedynymi moralnie odpowiedzialnymi za aborcję. Tak więc - mimo iŜ dozwolone w świetle prawa - usunięcie ciąŜy naznacza kobietę piętnem, jakiego nie zostawia poronienie czy naturalna śmierć dziecka. Wystarczyło przekonać kobietę, Ŝe choroba, zdrada męŜa albo niezdane przez syna egzaminy wstępne to sprawa tułającej się po zaświatach duszy, której odebrano moŜliwość inkarnacji, by gotowa była wydawać wiele tysięcy jenów na jej szczęśliwe przejście na drugą stronę rzeki. W naciąganiu kobiet specjalizowali się oszuści podszywający się pod buddyjskich kapłanów, ale same świątynie nie były bez winy. Widziałam ulotkę reklamującą mizuko-kuyó, na której płód przedstawiony został jako Ŝądne zemsty wielkookie monstrum wczepione w kark kobiety. Nawet jeśli nie usuwało się ciąŜy, dreszcz przechodzi po plecach. Czy Michiko wierzyła, Ŝe dusza usuniętego płodu była odpowiedzialna za jej niepowodzenia? Miała wtedy osiemnaście lat; to wiek, gdy wierzy się w dziwniejsze rzeczy. Na przykład w obietnice wakacyjnych narzeczonych. Jej amerykański ukochany, nauczyciel angielskiego w Tokio, wyjechał, by wkrótce „ściągnąć ją do siebie". Nigdy więcej jednak się nie odezwał, listy Michiko pozostały na zawsze bez odpowiedzi, a pod numerem telefonu w małym miasteczku stanu Oregon nikt nie słyszał o jej chłopaku. Spora suma pieniędzy, jaką jej zostawił „na bilet do Ameryki", wystarczyła na aborcję i mizuko. Michiko, która póki co poznała męŜczyzn z jak najgorszej strony, zachowała nawet pewien sentyment dla Amerykanina, który „nie był aŜ taki zły". Mógł przecieŜ zostawić ją z niczym, usprawiedliwia swojego Pinkertona z Oregonu. Całą odpowiedzialność za aborcję Michiko bierze na siebie, tak jakby ojciec dziecka naleŜał do istot z natury zbyt słabych, by go nią obarczać. „Chcę, Ŝeby jej dusza nie była obolała", Michiko tłumaczy mi, dlaczego odprawia rytuał dla mizuko. „Jej", bo Wodne Dziecko Michiko jest dziewczynką. „Czuję w sercu, Ŝe to dziewczynka", mówi Michiko i stuka się w pierś, „Chcę ją pamiętać". Wiele japońskich feministek krytykuje zwyczaj mizuko-kuyó w jego współczesnym wydaniu. Twierdzą, Ŝe jest przykładem wyko210 rzystywania kobiet i wynika z hipokryzji japońskiego społeczeństwa, które zrzuca na nie całą odpowiedzialność za aborcję i obarcza winą jak za przestępstwo. Inne poszukują pozytywnych aspektów mizuko-kuyó wierząc, Ŝe mimo częściowej komercjalizacji w tradycji tej zostało coś autentycznego. Myślę, Ŝe mogą mieć rację. Dzięki rytuałowi mizuko-kuyó Michiko moŜe umieścić doświadczenie aborcji

w historii swojego Ŝycia. Raz na jakiś czas ta nowoczesna dziewczyna jedzie do Kamakury do swojego Wodnego Dziecka. Tak jak inne kobiety przywozi ze sobą coś słodkiego albo maskotkę, jakiś drobiazg, dzięki któremu jej nienarodzone dziecko przez chwilę staje się „córką". Zastanawiałam się, czy kobiety w naszej kulturze mają podobną moŜliwość? Z jednej strony potępiane za grzech, z drugiej skazane są na milczenie. Aborcja to coś, o czym w najlepszym razie po prostu się nie mówi; kobiece doświadczenie zgodnie wykluczane z tematów poruszanych przez kobiece czasopisma zajęte orgazmami, perfumami i modą. Wydaje mi, Ŝe japoński zwyczaj mizuko-kuyó pozwala kobietom takim jak Michiko na symboliczną reprezentację równieŜ innych uczuć niŜ wina. śalu i smutku utraty, która nawet jeśli konieczna i świadoma, pozostaje przecieŜ utratą. Matki, Ŝony i kochanki „Wtedy pewnie będę juŜ miała męŜa i dziecko", śmieje się Naomi, gdy mówię, Ŝe na dłuŜej wrócę do Japonii dopiero za dwa lata. Naomi ani nie jest zakochana, ani nie ma na myśli Ŝadnego konkretnego męŜczyzny, ale to nie jest w Japonii konieczne, by planować małŜeństwo. Japońsko-amerykańska autorka Mori Kyoko, pisząc w Polite Lies, Ŝe bycie Ŝoną to bardzo cięŜka praca, którą jednak kaŜda Japonka chciałaby dostać, przesadza. Połowa niezamęŜnych japońskich kobiet między trzydziestym piątym a czterdziestym rokiem Ŝycia deklaruje dziś zdecydowaną niechęć do zmiany stanu cywilnego, ale w tej drugiej połowie na pewno jest wiele powaŜnie zdeterminowanych, by jednak męŜa znaleźć. Z tradycyjnego punktu widzenia przymus małŜeński dotyczy obu płci. W opinii zwolenników tradycji niezamęŜna kobieta zawiodła społeczne oczekiwania, nie spełniając 211 swojej „naturalnej' roli Ŝony i matki, a wieczny kawaler moŜe mieć duŜe kłopoty z awansem w pracy. Szefowie patrzą na niego krzywym okiem, podejrzewając, Ŝe skoro nie poradził sobie z „obowiązkiem" załoŜenia rodziny, to coś pewnie jest z nim nie tak. MałŜeństwo to takŜe warunek, by zostać mamą, który dla wielu kobiet takich jak Naomi moŜe być decydujący. Nawet gdyby Michiko chciała urodzić dziecko Pinkertona, wszyscy odradzaliby jej to. Rzecz nie w tym, Ŝe jej ukochany był cudzoziemcem, lecz w tym, Ŝe w Japonii najpierw wychodzi się za mąŜ, a potem ma dzieci. Innej kolejności - póki co - nie przewiduje się i na kaŜde sto japońskich mam tylko jedna jest samotna; wśród rozwiniętych krajów świata najmniej nieślubnych dzieci rodzi się właśnie w Japonii. W społeczeństwie nade wszystko ceniącym rodzinę, dziecko jej pozbawione skazane zostaje na los wyrzutka. Samotną matkę uwaŜa się raczej za samolubną i nieodpowiedzialną egoistkę niŜ osobę, która miała dość odwagi, by sama zmierzyć się z trudem wychowywania dziecka, i której w związku z tym społeczeństwo powinno pomóc. Dziś ani kobiety, ani męŜczyźni nie spieszą się w Japonii do zostania rodzicami, liczba urodzeń dramatycznie spada, a wiek zawierania małŜeństw naleŜy do najwyŜszych na świecie. Grupa „samotnych pasoŜytów", jak czasem określa się singli w Japonii, rośnie, ale znaczna część z nich (statystyki pokazują, Ŝe nieco więcej niŜ połowa) - tak jak Naomi - w pewnym momencie rozejrzy się za partnerem odpowiednim do małŜeństwa. Kiedyś na kobietę po dwudziestym piątym roku Ŝycia mówiono w Japonii Christmas cake, uwaŜając ją za przeterminowaną jak niekupione w odpowiednim czasie ciasto świąteczne, którego po tej dacie nikt nie tknie. Od jakiś dwudziestu lat

które bez tego zwyczaju skazane byłyby na samotność. idea omiai nigdy nie umarła. A to dlatego.na przykład rodzice Naomi . długie godziny pracy. nie dorastali do jej oczekiwań i wśród swatających ją ciotek wyrobiła sobie opinię osoby zbyt wybrednej i mającej nierealistyczne oczekiwania. przedyskutowane wady i zalety kandydatów. jest miai-kekkon. Ŝe panna i kawaler pasują do siebie. Kobiety w moim wieku. tym bardziej Ŝe jej rodzice i starszy brat nalegają coraz bardziej. a cały wolny czas poświęca Takarazuka i jej szanse na spotkanie właściwego partnera bliskie są zeru. powiedział młody człowiek w programie telewizyjnym. ale niektórzy twierdzą. Jest kilka sposobów na zaaranŜowanie małŜeństwa. W przeszłości aranŜowane małŜeństwo słuŜyło połączeniu dwóch rodzin. Naomi pracuje w administracji domu opieki dla staruszków. Ogólna zasada jest taka. W kraju. spędzające wolny czas z innymi kobietami w kawiarniach dla kobiet. tym większe prawdopodobieństwo. spowodowana segregacją płciową nieśmiałość wszystko to powoduje.japońska stara panna stała się raczej ciastem noworocznym. małŜeństwo aranŜowane zawiera od dwudziestu do czterdziestu procent Japończyków. zakochali się w sobie i nie bez pewnej racji . w której dobrze skorzystać z pomocy profesjonalistów". Ci. utrudnia jednak znalezienie odpowiedniego partnera. Gdy obie strony zgadzają się. Według róŜnych statystyk. tenŜe brat będzie odpowiedzialny za jej byt na starość. Jeśli zostanie panną. jakie pozostaje Naomi. a w społeczeństwie starzejącym się w takim tempie jak japońskie juŜ opieka nad rodzicami jest duŜym obciąŜeniem finansowym. chodzących wraz z innymi męŜczyznami do barów dla męŜczyzn. Zainteresowana rodzina . Ŝe im wyŜszy wiek małŜonków w chwili zawarcia związku. Wyjściem. Ŝe nie odpowiadał jej ani zamoŜny ponadpółwiekowy wdowiec z dwójką dorosłych dzieci. a ewentualne uczucia młodych nie miały Ŝadnego znaczenia. którzy spotkali się dzięki o-miai. gdzie ludzie przeciwnych płci mają niewiele okazji do wspólnej socjalizacji. bo Japonki zaczęły wychodzić za mąŜ koło trzydziestki. Samotniczy tryb Ŝycia Naomi. Ŝe dziś miai-kekkon cieszy się rosnącą popularnością. która -jak 212 większość japońskich singli . mającymi synów „na zbyciu". mogłyby w przeciwnym razie nigdy nie spotkać męŜczyzn.mieszka z rodzicami. musi się pospieszyć. Ŝe ta liczba moŜe być wyŜsza. a w nowoczesnej Japonii miai-kekkon stał się jednym z dwóch (obok ???'??-??????. akty urodzenia. bo ci. przychodzi czas na pierwszą randkę i zakłopotani niemal do omdlenia młodzi spotykają się w . Szybkie tempo Ŝycia. „małŜeństwa z miłości") powszechnie przyjętych sposobów znalezienia partnera. ani podstarzały playboy z uczernionymi włosami (i to mimo iŜ miał własną restaurację).konsultuje się z rodzinami o podobnym statusie. W rodzinach samurajskich był to jedyny właściwy sposób wydania córki za mąŜ. Wymieniane są Ŝyciorysy. których podsuwała Naomi bliŜsza i dalsza rodzina. panna w wieku trzydziestu pięciu lat. a małŜeństwo z miłości jest stosunkowo nowym wynalazkiem. czyli ???'??. Współcześnie o-miai pomaga spotkać się dwóm osobom. który oglądałam z Mariko.uwaŜają teraz swój 213 związek za zawarty z miłości. Naomi. czyli małŜeństwo zaaranŜowane (o-miai to „swatanie" kandydatów na męŜa i Ŝonę). „MałŜeństwo to bardzo odpowiedzialna decyzja. fotografie. Ŝe to efekt o-miai.

z biednych krajów byłego Związku Radzieckiego. jaką grupę krwi mają kandydaci na małŜonków. wysokiego wzrostu i takiŜ zarobków". „ale teŜ bardziej ryzykowne. Na Zachodzie duŜo uwagi poświęcacie miłości. jakiego za nich dokonała swatka. „w przyszłym roku awansuje na kierownika działu sprzedaŜy". inne w lekarzach i adwokatach. Kawalerowie z japońskich wiosek bliscy są desperacji. Dzięki szczegółowym odpowiedziom komputerowa swatka układa dla zainteresowanej listę najbardziej pasujących panów. to teraz decyzja naleŜy do nich i mogą umówić się. ich małŜeństwo zawarte zostaje zwykle juŜ po kilku miesiącach. Za to japońskie panny mogą przebierać. jedynie mocno starszawy wdowiec z dorosłymi dziećmi byłby osiągalnym kandydatem dla tak starego „ciasta noworocznego". Lepiej teŜ. Z dossier biur dowiedzieć się moŜna nawet. Podobno najdłuŜszy formularz wpisowy liczy sobie ponad siedemset pytań. Póki co szanse na dobrego kandydata są jednak duŜe.podobno rzadziej . na jakie delikwent musi szczegółowo odpowiedzieć. brzmi odpowiedź. by -juŜ bez przyzwoitek . by szukać następnej. Jeśli młodzi wpadną sobie w oko. Przy wspólnym lunchu rodziny opowiadają sobie nawzajem o zaletach swych pociech. Gdyby Naomi przeciągnęła decyzję o zamąŜpójściu kilka lat dłuŜej. Ŝe pochodzenie wszystkich panów zostało zbadane jak najdokładnie. najniŜszej w społecznej hierarchii kasty japońskich niedotykalnych. Gdy panna i kawaler zadowoleni są z wyboru. co z jakichś powodów bywa dla wielu Japończyków waŜnym kryterium przy wyborze partnera. bo wówczas na Naomi spadnie cięŜar opieki nad jego rodzicami na starość i to najpewniej ona będzie musiała zapraszać rodzinę męŜa na japońskie święta.tak jak Naomi zbyt stara i zbyt wybredna. a do dobrego tonu naleŜy zorganizowanie go w restauracji eleganckiego hotelu.spróbować poznać się lepiej podczas randebu w kawiarniach. bo mimo . ale równieŜ pięknie śpiewa i grywa w tenisa. „MałŜeństwo z miłości jest moŜe bardziej nowoczesne". moŜna zwrócić się do jednej z prestiŜowych agencji specjalizującej się w o-miai. a sami zainteresowani starają się nie umrzeć z zakłopotania. a ewentualność. parkach. W Japonii Ŝyje więcej męŜczyzn niŜ kobiet i to oni mają naprawdę powaŜny problem. Ŝe przyszły małŜonek/małŜonka 214 naleŜy do burakumin. bo na przykład panna jest . zachęcając. część decyduje się nawet na Ŝony importowane z Azji Południowo-Wschodniej lub. aby nie był jedynym lub najstarszym synem. dodając.swat). hotelach miłości. podchwytuje pani Yamamura i wylicza zalety córki. której właściwie trudno odmówić sensowności. Instytucje takie reklamują się. a potem miłość mija i rozwodzicie się. która nie tylko jest świetną gospodynią i mistrzynią ikebany. Nie lepiej od razu wybrać kogoś. kto pasuje i nie spodziewać się cudów?" Jakiego kandydata szuka Naomi? „Absolwent dobrego uniwersytetu. „Motonori to ulubieniec szefa". rzadziej. mówi Naomi. Pośrednictwem między rodzinami zajmuje się zwykle swatka (lub . bo dziewczęta . Jeśli ta tradycyjna metoda swatania zawodzi. która w razie finalizacji związku będzie hojnie obdarowana za tę przysługę. „Nasza Eriko ma takie czułe serce!". Ŝe mają na składzie wyłącznie oferty powaŜnych kandydatów z dobrym zawodem i nieskazitelnym pochodzeniem. chwali syna pan Sato.nieczułe na rustykalny urok bycia Ŝoną farmera uciekają do miast w poszukiwaniu lepszego Ŝycia. stanowczo wykluczona.towarzystwie swoich rodzin. jedne specjalizują się w biznesmenach. Pierwsze spotkanie odbywa się w jej towarzystwie.

Ŝe w firmach praca wygląda inaczej. najzwyczajniej w świecie zakocha się w kandydacie poznanym dzięki o-miai. Pozwy częściej wypełniają kobiety .to wszystko sprawia.ich średnia Ŝycia jest najdłuŜsza na świecie i nie mają zamiaru spędzać następnych paru dziesiątków lat w towarzystwie kogoś. Ŝe jest to ich codzienny zwyczaj. Kobiety uwaŜane są za siłę stojącą za niebywałym sukcesem Japonii po drugiej . a nieznane mi wydarzenia. Jest zdecydowana rzucić pracę w domu opieki i zostać pełnoetatową 215 gospodynią domową. ograniczy swoje wizyty w teatrze Takarazuka i dołączy do powaŜnych pań domu ze swojego sąsiedztwa. spędzane w niej długie. Na początku pobytu w Japonii zdumiona ruchem na kampusie w późnych godzinach nocnych myślałam. bo męŜczyzna przez większą część czasu. pozostało dla mnie tajemnicą. czego jej Ŝyczę. gdy muszą przebywać ze sobą nieustannie. Badania socjologiczne pokazują. a moŜe w Japonii po prostu wypada siedzieć w pracy jak najdłuŜej. mąŜ pracą dla firmy. bo okazuje się. Po wystawnym weselu państwo młodzi polecą na tydzień miodowy na Hawaje. MęŜa będzie widywała rano (jeśli wstanie zrobić mu śniadanie) i wieczorem (jeśli stanie się dobrą japońską Ŝoną. nie będzie spędzać ze swoim męŜem wiele czasu. potem dziecko". a potem zajmą się swoimi sprawami. 216 MoŜe na uniwersytecie miał większy pokój i lepszą klimatyzację. Przeciętna japońska Ŝona sprawuje w domu władzę niepodzielną. Ŝe dla statystycznej Japonki wśród relacji rodzinnych nadal najwyŜej ceniona jest ta. nagle przez cały dzień tkwiący w domu. Dla Naomi pragnienie zostania mamą jest głównym powodem.wkrótce . kogo nawet nie lubią. teraz. Dojazdy do pracy. FidŜi lub Guam. Za dnia w centrach handlowych. dosłownie . i kosztowne. co ma w Japonii dodatkowy sens. aŜ do emerytury. Ŝe małŜonkowie mijają się. a Naomi domowymi troskami i . Ŝe moich kolegów wyjątkowo zatrzymały w biurach jakieś niezwykłe. MoŜe jednak. a męŜa-emeryta pieszczotliwie nazywają „wielkim śmieciem".„osobą wewnątrz (domu)". MąŜ. stanie się okusan. która dotąd świetnie radziła sobie sama. za którego podstawę wystarczy jej raczej zgodność wieku i statusu niŜ wielka namiętność. ale szybko okazało się.„zaawansowanego" wieku urodziwa i pełna cichego wdzięku Naomi ma zalety nie do pogardzenia. jest nie lada kłopotem dla kobiety. po trzydziestu paru latach spędzonych w firmie. Stosunkowo duŜy procent rozwodów w Japonii ma miejsce w zaawansowanej grupie wiekowej. Jeśli zawrze aranŜowane małŜeństwo z rozsądku. parkach. jest po prostu gdzie indziej. placach zabaw widziałam niemal wyłącznie kobiety. Ŝartują Japonki. czekającą na niego z kolacją i kąpielą. „MąŜ powinien być zdrowy i nieobecny". Rozumiem. nie mogą się ścierpieć. jako Ŝe ze względu na bardzo skomplikowany system recyklingu pozbycie się nawet takich nieoŜywionych „wielkich śmieci" jak stara lodówka czy pralka jest rzeczywiście i kłopotliwe. Ŝe ludzie. dzieci i staruszków. długie godziny i zwyczaj socjalizowania się w gronie kolegów po godzinach . jakby prowadzili osobne Ŝycia.wychowywaniem dziecka. Gdy Naomi wyjdzie za mąŜ za „wysokiego i dobrze zarabiającego absolwenta dobrego uniwersytetu". a podobno większość ciągle czeka). którzy mijali się przez kilkadziesiąt lat. która łączy ją z dzieckiem. ale co humanista Satoru robi do późnej nocy w biurze. dla którego postanowiła porzucić miłe Ŝycie „samotnego pasoŜyta" i podporządkować się zasadzie: „Najpierw mąŜ.

z której ta wydzielała mu jedynie kieszonkowe na drobne wydatki. Ŝe mają mnóstwo kłopotów: od sąsiedzkich szykan po odmowę wizy dla Mariko i dzieci.postawione na głowie. jakie przeciętny japoński mąŜ moŜe spotkać. moŜe usiąść w fotelu dla pasaŜera i zasnąć. s. MęŜczyzna dostarcza samochód. bo nie stanowią zagroŜenia dla trwałości rodziny. której kierunek jest dokładnie ustalony przez społeczeństwo: „Para otrzymuje wskazówki. Dokonawszy tego. Japońska Ŝona w latach sześćdziesiątych stała się odpowiedzialna za wszystkie decyzje dotyczące domu i rozporządzanie finansami. dopóki kobiety z mizushóbai wiedzą.urodzony w małŜeństwie syn nosi nazwisko po ojcu. spokojna kobieta dobrze wiedziała. bo ta nieśmiała. . który otacza swoich członków opieką i gwarantuje im bezpieczeństwo. Mori porównuje tradycyjne japońskie małŜeństwo do 217 podróŜy samochodem. Mariko ? ????.naruszając ustalony porządek . lecz do rodziny. Mimo iŜ jednym z potocznie uŜywanych japońskich określeń na Ŝonę jest „głupia Ŝona". „związku na dwa samochody". ten. to od lat sześćdziesiątych XX wieku dźwigała ona odpowiedzialność o wiele większą niŜ przeciętna gospodyni domowa z Cincinnati czy Wałbrzycha. nigdy nie odzywając się ani słowem. jak nasz macho Kowalski: „Moja Basieńka wybiera. masaŜystki. Ŝe ściśle przestrzegają zasad. pijąc z kolegami po pracy. Mając tego świadomość. Ŝe był wysokim i dobrze zarabiającym absolwentem Uniwersytetu Tokijskiego. bo zarabiane przez niego pieniądze nie naleŜą do niego. dziś juŜ jednak nie tak hojne jak w złotych czasach bubble eco-nomy. a ich codzienne Ŝycie jest . Przy którejś z kolacji Mariko powiedziała mi. Paradoksalnie wśród wielu związków. To kobieta prowadzi przez całą drogę niezaleŜnie od pogody" (Mori.wojnie światowej. para intelektualistów-kontestatorów. których musi dokładnie się trzymać. jest przykładem o wiele rzadszego w Japonii. a młodsza. musiał wziąć dodatkowo płatne zlecenia. Ŝe japońskie społeczeństwo działa jak elitarny klub. Mariko ? ???? mieszkają razem. co . Niekonwencjonalny styl Ŝycia sprawia. oboje robią karierę akademicką. zwane z niemieckiego arubaito. które odwiedzają w towarzystwie kolegów z pracy. pod warunkiem. Ayaki. płacą firmy. a ja płacę". chcąc nie chcąc. gdy ???? dosta! zagraniczny kontrakt. a męŜowie nie zaniedbują rodzin z ich powodu. ponoć nie spędzają snu z powiek przeciętnej Ŝonie. która rozwiodła się w imię protestu przeciw ograniczającej ich wolność formie małŜeństwa po japońsku. Gdy wyjeŜdŜałam z Japonii. Oczywiście dopóty. naleŜy do najbliŜszych feministycznej idei partnerskiej relacji. Kobiety z mizu-shóbai. prostytutki. Jeśli miał ochotę kupić sobie na przykład garnitur od Armaniego czy inną ekstrawagancję. 1997. przyjąć męŜowskie). który Mariko ? ???? udało się zbudować w konserwatywnej Japonii. Japoński mąŜ nie powiedziałby więc tak.w porównaniu z Ŝyciem statystycznej japońskiej rodziny . 128). po matce. Z czasem opieka i bezpieczeństwo zapewniane przez elitarny klub zwany japońskim społeczeństwem okazują się dla nich waŜniejsze niŜ wolność postępowania po swojemu. W latach powojennych stało się zwyczajem w wielu rodzinach. jakie widziałam. Naomi zaczęła umawiać się z męŜczyzną poznanym dzięki o-miai. Za wizyty męŜów w barach i klubach. Nie zdziwiło mnie. gdzie ich miejsce.byłoby niewybaczalne. Ŝe mąŜ przekazywał Ŝonie swoją pensję. hostessy. jak powiedziałaby Mori. wiele buntujących się za młodu w końcu idzie na kompromis. Mariko wróciła do swojego nazwiska (wychodząc za mąŜ musiała. a ich dwójka dzieci ma róŜne . jedzenie i wyposaŜenie.

a swą nazwę zawdzięcza planom zbudowania tam teatru kabuki. powinno zresztą brzmieć inaczej: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. jest dziś miejscem. Trudno jednak oprzeć się fascynacji. video boxów (mających do sprzedania tylko ekran telewizora plus pudełko chusteczek higienicznych). stanowczo i z taką samą wprawą. tłoczących się ciał. co mu się podoba. niŜ powaŜnemu „uprawianiu miłości". lecz skarlał zmieniając się w swoje przeciwieństwo". Kabuki-chó ma krótszą tradycję. Imperium zmysłów „W Japonii ludzie kąpią się codziennie. W materiałach przeznaczonych dla turystów moŜna znaleźć reklamy niektórych uciech oferowanych przez tokijskie dzielnice rozpusty: zwykłego striptizu. obiecując. zwany tradycyjnym małŜeństwem po japońsku. Siedzibą mizu-shóbai stało się po drugiej wojnie światowej. sex--shopów. PołoŜone tuŜ obok jednej z największych w Tokio stacji kolejowej Shinjuku. do której tak często ono prowadzi. ale przyćmiła juŜ sławą swą starszą siostrę w „wodnym biznesie". Ŝe Naomi poprowadzi samochód. wyrafinowanej erotyce. Tokijska noc w Kabuki-chó większą część swojej bogatej oferty przeznacza dla męŜczyzn. Znaczenie słowa „seks" w japońskiej kulturze bliŜsze jest raczej „zabawie". „spektaklu". z jaką lawirowała swoją 218 toyotą po zatłoczonych tokijskich ulicach. to znaczy. podglądaniu). „grzech" nie rzuca nań swojego mrocznego cienia. W porównaniu ze sławną Yoshiwara. moŜemy karmić naszą fantazję o wolnej od poczucia winy. falliczny festiwal w świątyni Kanamara-sama kolo Kawasaki. W kulturze Zachodu Eros został poddtruty chrześcijańską miksturą i jak mówi Nietzsche . powiedziała Yukiko. czystej. by bawić je rozmową i rozpieszczać wedle Ŝyczenia. zapachu spalin. Spacerowałyśmy właśnie w Kabuki~chó wśród pink-salonów {????? saron oferuje seks oralny lub ręczny). Ŝe od czasu do czasu uda jej się zaparkować na chwilę i wrócić do świata dziewcząt z Takarazuka. Powiedzenie: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. Miejsca. Myślę. „klubów Toma podglądacza" (słuŜących. Ŝe dopóki wie. gdzie jego miejsce. to znaczy. Mam jednak nadzieję. jak sama nazwa wskazuje. Gejsze i hostessy. Upalny wieczór końca pory deszczowej gęstniał w noc pełną świateł rozpływających się w wilgotnym powietrzu jak akwarelki. kobiety przebrane za męŜczyzn. geje i rodziny z małymi dziećmi idą w procesji za niesionym przez kapłanów shintó wielkim fallusem . albo podobnego „spektaklu". ale i panie mają kilka miejsc. gdzie ładni. Soaplandów (kuszących kąpielą i seksem). parasoli i wachlarzy. barów karaoke (zwykłych lub z nagą śpiewaczką do towarzystwa). męŜczyźni grający dziewczyny. hotele miłości. wilgoci i sake. w którym czuła się tak dobrze. Seks nie moŜe więc być brudny". W Japonii wypuszczono go na wolność. moŜe robić.takich atrakcji nie ma nawet na Manhattanie. wzbogaconego o moŜliwość aktywnego udziału ze strony publiczności. szczupli chłopcy (albo dziewczęta przebrane za takiŜ chłopców) czekają. Ŝe trzeba pojechać po nią do Tokio". którego istotą jest dziejący się na scenie akt seksualny. . Japończycy nie lubią naszego zainteresowania erotyczną sferą ich kultury i egzotyzacji. gdzie moŜna znaleźć płatną miłość na kaŜdy portfel i gust. jakim jest dla ludzi Zachodu Japonia. W imperium zmysłów. podczas którego transwestyci.„nie 219 umarł wprawdzie.czego chce. który jednak nigdy nie powstał. Ŝe jej jeszcze nie wynaleziono".

UwaŜają się za „nowoczesne kobiety". „Ucieczka od rzeczywistości" . na przykład erotyczne manga zwane Lady's comics. Powszechna dostępność pornografii dla męŜczyzn jest dobrze znaną sprawą. MoŜna znaleźć je w publicznej pralni i poczekalni u dentysty.są niegrzecznymi Harleąuinami w obrazkach. mówi Satoru. Przeciętny Lady 's comic ma około 400 stron i kolorową okładkę. na przykład „Binetsu". by wracające z pracy urzędniczki albo robiące zakupy gospodynie mogły zerknąć. Oprócz historyjek są tu horoskopy. ale około jednej trzeciej stanowią gospodynie domowe. japońskie kobiety tłumaczą. Badania rynku pokazują. „przyjemne" i „nie wymagają myślenia". zachodnich towarów. Dla nas pornografia nie jest teorią gwałtu. pornograficzne materiały leŜą tuŜ obok niewinnych czasopism o modzie i poradników dla wędkarzy. Nowe numery najbardziej poczytnych „komiksów dla pań". w rozmowie o pornografii. Zaintrygowało mnie. na której zwykle zamieszczone jest zdjęcie białej modelki. tym lepiej. Im więcej. gdzie zawoalowany opis zastępuje się dosłownością obrazu. Swoją „nowoczesność" utoŜsamiają z moŜliwością pracy poza domem. Pornografia w postaci Lady's comic spełnia więc podobną rolę do tej. ale jednym z przejawów nieograniczonej ludzkiej fantazji. 220 Lady's comic moŜna znaleźć w księgarniach. Japończycy". Co miesiąc około miliona Japonek kupuje pornograficzną manga. listy czytelniczek. Autorzy Lady's comic nie bawią 222 się w hipokryzję i opisy przyrody i dlatego obrazki dotyczące spraw .to sformułowanie powtarzane przez wiele respondentek. czyli „komiksy dla pań". Im dziwniej. sąsiadując z barami MacDonald's i „suszarniami". ale w Japonii na masową skalę produkuje się takŜe materiały tego typu dla kobiet. dlaczego kupują Lady's comic. „Taboo" i „Manon". „odpręŜyć się". Mają tradycyjne kobiece marzenia. podróŜowaniem i konsumowaniem nowoczesnych. „zapomnieć o stresach związanych z pracą". Ŝe w większości są to kobiety pracujące zawodowo. „podkreślając męskość". „mamy wprawdzie o wiele bardziej restrykcyjny system społeczny. „Manon" czy „Binetsu" narysowane jest więc. co wydaje mi się zresztą najbardziej perwersyjne. w których dominuje szczęśliwe Ŝycie rodzinne z właściwym partnerem. Bo są „łatwe". Pytane. co nowego mamy w tym miesiącu. diety odchudzające i reklamy erotycznych gadŜetów.trzydziewści lat i połowa z nich jest zamęŜna. „My. czyli mniej niŜ przeciętne czasopismo dla kobiet i połowę z tego. ale w świecie wyobraźni pozwalamy sobie na wszystko to. jak bohaterkę „przenika dreszcz poŜądania". podczas gdy czyni to około dziewięć milionów męŜczyzn (i to raczej oni ponoć „podbierają" komiksy tego typu z kobiecych półek niŜ odwrotnie). jak „porywa ją w silne ramiona". jaką kobiety często przypisują popularnym romansom . jak chcą amerykańskie feministki. Ŝe pozwalają im one „oderwać się od codzienności".gdzie kupuje się seks i zaspokaja erotyczne fantazje. a ona „oddaje mu się z drŜeniem". i kobiety. na czym polega „nieograniczona fantazja" dorosłych kobiet w imperium zmysłów. w całodobowych sklepach spoŜywczych. w kioskach na stacjach kolejowych. Kosztuje od 400 do 600 jenów. Najczęściej mają dwadzieścia . jak lędźwie bohatera „opinają dŜinsy". tym ciekawiej". jaką z nim nagrałam. właścicielka księgarni w moim sąsiedztwie od razu wykłada na stojak przy wejściu. A fantazjują i męŜczyźni. co najtańsza ksiąŜka. co wy represjonujecie. Postanowiłam przyjrzeć się Lady's comic. są łatwiejsze do kupienia niŜ worek ryŜu. są w Tokio zrośnięte z miejskim krajobrazem. W „Taboo".

MoŜna -jeśli ma się szczęście i . rękawem kimona zawadzała o łokieć sarariimana. Świat gejsz. iŜ fakt. Trzy wieki temu pojawiły się tu pierwsze gejsze i Ŝadne inne . między Pokemonem a projektantem mody Yamamoto. a bohaterowie niemal od razu przystępują do rzeczy. O Lady's comic nie rozmawia się otwarcie. Poszliśmy więc do Gion i dotarli tam w gęstym upale wczesnego sierpniowego wieczoru. Od gejszy do hostessy Gdy pisałam tę ksiąŜkę. 223 Gdy mojego pierwszego japońskiego lata wybrałam się na dłuŜej do Kioto z męŜem i przyjaciółmi. Ŝe prędzej czy później temat ten do mnie powróci. Nalegał na to mój kolega. jaką trzeba było płacić za ich towarzystwo. w których odbywają się przyjęcia z udziałem gejsz. Ta jedyna tokijska. ocierała się o reŜysera Takeshiego Kitano. w całym Kioto koło dwustu.kwintesencja marzeń Zachodu o kobiecie Wschodu . jak zrobił to Bornoff w Pink Samurai. królestwa najbardziej poŜądanych kobiet świata. to jeden z „sekretów". są w nich gburowaci macho i ksiąŜęta z bajki. szeregową zabudowę i ocalono wiele drewnianych domków o oknach zasłoniętych bambusowymi roletami. „Mogą być gejsze". Gejsza . by odkryć. RóŜnica polega na tym. ani tym bardziej te z Tokio . być moŜe była znakiem. Podobnie jak my. kiedyś unikalna subkultura kobiet kształconych na mistrzynie tradycyjnych sztuk i na doskonałe masaŜystki męskiego ego. dziś jest ginącą tradycją. jak zawsze i wszędzie. którą zaraz na początku pobytu zobaczyłam w Yoshiwara. Ŝe liczba cudzoziemców na urokliwej uliczce wiodącej wśród herbaciarni jest niemal równa liczbie Japończyków. poparła ich moja przyjaciółka. tajemniczy nieznajomi nigdy nie zostający na tyle długo.nie dorównywały mistrzyniom z Gion wyrafinowaniem. W japońskim imperium zmysłów dla kobiecych fantazji wydzielony jest malutki margines. Kobiety w kulturach zdominowanych przez męŜczyzn mają podobne fantazje erotyczne. zagaił. Gion to jedna z najpiękniejszych dzielnic Kioto. Ŝe nieprawdziwi. w japońskiej kulturze uznawany jest za coś oczywistego.pozałóŜkowych są zredukowane do niezbędnego minimum. Dlatego nie zdołałabym przeprowadzić empirycznych badań do 719-stronicowej ksiąŜki o „erotycznej eksploracji japońskiego społeczeństwa". Zestaw seksualnych fantazji w Lady's comic jest podobny do menu w McDonaldsie. chodzili tam i z powrotem. Ŝe kobiety potrzebują materiałów pobudzających erotycznie. mój znajomy z branŜy filmowej zadał kolegom z pracy pytanie: „Z czym kojarzy ci się Japonia?" Wśród wymienionych przez nich skojarzeń była gejsza. zbyt doskonali. „Chodźmy zobaczyć gejsze". obwieszeni sprzętem fotograficznym. która w normalnych okolicznościach powędrowałaby raczej do najbliŜszego muzeum sztuki współczesnej. czyli uniwersalny. cała reszta. i paru smętnych perwertów. Niektóre z nich to herbaciarnie. urodą i ceną. obok ogrodu zen i pornograficznej manga. papkowaty i raczej nudny.Ŝyje wciąŜ jednak w wyobraźni Zachodu. ale ich obecność w kaŜdej księgarni nikogo nie gorszy ani nie szokuje. który na co dzień jest dyrektorem w mało rozrywkowej instytucji i powaŜnym człowiekiem w średnim wieku. Dziś zostało ich tu kilkadziesiąt. japońską cepelią. słuŜy męskiej przyjemności. upychanego do metra przez pracownika stacji. pierwsze kroki skierowaliśmy do dzielnicy Gion. by ujawnić swe wady. Tkwiła gdzieś miedzy samochodem marki Toyota a komputerem Toshiba. bo wiadomo. Zachowano tam niską.ani te z nadrzecznej dzielnicy Pontochó.

długie rękawy kimon wartych setki tysięcy jenów szeleściły jak skrzydła. co nadaje ich upudrowanym dziecinnym buziom wyraz naiw225 nego zdumienia i słodyczy. róŜu i seledynowej zieleni lśniły w mroku. wskazując dłonią w kierunku tajemniczego w budynku. Przed wojną przyjmowano tu na naukę dziewczynki kilkuletnie. mieli aparaty fotograficzne o obiektywach dłuŜszych niŜ wszystkie nasze razem wzięte. Wydawali się na coś czekać. w tym bliźniaczki. Ŝe powiedziałam maiko. Maiko to gejsza praktykantka. złota. a ozdoby we włosach liczniejsze niŜ te noszone przez dorosłe gejsze.zobaczyć je idące ulicą. gejsze z Gion. Ich stroje o długich rękawach są o wiele jaskrawsze. spytała nas jedna z dwóch identycznych blondynek o urodzie Claudii Schiffer i gdy ustaliliśmy. Trzy maiko. grupę gospodyń domowych z Wyoming i dwa włoskie małŜeństwa w średnim wieku.cierpliwość .o Ŝyciu innym niŜ szara codzienność. Nad Gion powoli zapadała noc. by dobrze nauczyć się tradycyjnych sztuk. A większości brakuje teŜ podobno uporu i wytrwałości w nauce. a nie Michael i Ŝe chodzi o gejsze praktykantki. maiko mają pomalowaną na jaskrawą czerwień zwykle tylko górną wargę. Stare mistrzynie mówią. podczas której przemierzyliśmy uliczkę kilkakrotnie. Zobaczyliśmy je od razu. Przez godzinę. Ŝadna nie . najprawdziwsze z prawdziwych. „Na co czekacie?". sprzedawane przez biednych rodziców z nadzieją. nierzeczywiste wśród przechodniów w zachodnich ubraniach i turystów oniemiałych z zachwytu. którzy przez cały ten czas stali naprzeciw budynku o drzwiach zasłoniętych ciem-nowiśniową zasłoną z namalowanym na niej chińskim znakiem. młodziutka dziewczyna. W ciągu pierwszej półgodziny oczekiwania na maiko nie zdarzyło się nic ciekawego oprócz tego. Grzebyki z wiszącymi kwiatkami chwiały się w rytm kroków maiko. Ŝe dołączyło do nas jeszcze dwoje Japończyków i czteroosobowa wycieczka z Niemiec.jak wszystkie dziewczyny świata . KaŜda z trzech dziewcząt niosła pakunek zawinięty w chustkę furoshiki. W przeciwieństwie do gejszy. marząc . niczym korespondenci wojenni. „Maiko". rozsiewając złote refleksy. ucząca się dopiero tego fachu. Dziś zostać maiko wolno dopiero kilkunastolatce. inne ulegają fascynacji światem „kwiatów i wierzb". i oczywiście nikt w Japonii nie sprzedaje juŜ córek do domów gejsz. jakie kiedyś rodził głód. 224 Otoko-yaku Hikaru Asami. Wyglądały jak rajskie ptaki o czarnych łebkach. Tak minęła jeszcze godzina i nasza grupa została zasilona przez dwoje Szwedów. Krótkie zamieszanie spowodował jeden z Niemców. powiedział jeden z Japończyków. który wziął za gejszę zwykłą kobietę w kimonie i rzucił się za nią z aparatem ku dyskretnej uciesze Japończyków w kamizelkach korespondentów wojennych. Ŝe dzisiejsze prak-tykantki są po prostu zbyt stare. niektóre kontynuują rodzinną tradycję. a nie o Michaela Jacksona. nie udało nam się zobaczyć nawet cienia gejszy. Ubrani byli w paramilitarne kamizelki z mnóstwem kieszonek. Nieśmiało stanęliśmy koło nich. Ich kimona w odcieniach czerwieni. To na nie polowali turyści z aparatami fotograficznymi. a alabastrowo białe twarze zastygły w nieruchome maski o wzroku skierowanym gdzieś ponad naszymi głowami. ale naszą uwagę zwróciło dwóch starszych Japończyków. która ukończyła gimnazjum. Ŝe przynajmniej będą miały co jeść. młodzi postanowili mimo wszystko poczekać z nami. Szły proste jak struny z wysoko uniesionymi głowami. Dziewczęta decydują się na tę pracę z własnej woli.

ale dlatego. Seks mają do zaoferowania dziewczyny z Krainy Mydła albo RóŜowych Salonów. a do klubu obsługiwanego przez hostessy męŜczyźni przychodzą w innym celu. obojętne na naszą obecność naleŜały do świata. którego moŜna gonić. Ŝe współcześni Japończycy marzą o innych kobietach. Były zupełnie nieosiągalne niczym boginie. Podobnie jak w przypadku gejszy. Ona dostanie wysoki napiwek. maiko znikły w drzwiach herbaciarni. ale (raczej) nie moŜna złapać. czuwa. Opłaciło się czekanie. Przede wszystkim jednak rozmawia i słucha w taki sposób. czyli mamę-san. Liczba mistrzyń gry na shamisenie i innych tradycyjnych sztuk maleje nie dlatego. Przez kilkanaście sekund Japonia taka.Egzotyczna i Erotyczna przez dwa duŜe E . by rozbudzić w męskim sercu miłe podejrzenie. W przeciwieństwie do Michiko z Soaplandu. Ŝe zmieniła się patriarchalna struktura japońskiego społeczeństwa. rekordowe zarobki sięgają tysiąca dolarów za. do którego nie mieliśmy wstępu. która badała świat hostess.. rozpieszczany i bardzo. Nazywa się je niekiedy „współczesnymi gejszami". rolą hostessy jest bycie króliczkiem. która namydlała klientów swoim nagim ciałem. w którym pracuje. Annę Allison. moŜe wydawać się trywialne: dba. Dla japońskich męŜczyzn wieczór w ekskluzywnym klubie z hostessami jest oznaką prestiŜu. a hostessa z luksusowego klubu o dobrej reputacji znajduje się na szczycie hierarchii mizu-shóbai. a u ich podłoŜa leŜy bezinteresowne uczucie. amerykańska antropoloŜka. ale nie musi tego robić. którzy znajdują się najwyŜej w społecznej hierarchii. 131). 1994. Nadzieja zdobycia hostessy .odezwała się słowem i nie zmieniła wyrazu twarzy. bardzo męski. Hostessa (jeśli regulamin jej klubu tego nie zabrania) moŜe nawiązać intymną relację z klientem. by konwersacja przy stole toczyła się gładko i bez niezręcznej ciszy.. Ŝe wszystko jest moŜliwe. a przeciętne od stu do trzystu.musi być . interesujący. by klient wierzył. W ekskluzywnych klubach Akasaki i Ginzy drogo i wytwornie. Jej zadaniem jest ucieleśnianie męskich marzeń o określonym typie kobiecości i sprawianie. Dziś o wiele większe jest zapotrzebowanie na hostessy niŜ gejsze. Ŝe obie sprzedają nie seks.jakkolwiek mglista i daleka . pozostawiając nas z bolesnym uczuciem niedosytu. by jego kieliszek był pełny. wieczór. Co tak wyjątkowego jest w hostessie? Zasadnicze podobieństwo między gejszą a hostessą polega na tym. tym mniejsze prawdopodobieństwo. Ŝe praca hostessy w jednym z tokijskich klubów dla VIP-ów w Ginzie lub Akasace to dla kobiety jedno z najwyŜej płatnych zajęć dodatkowych na świecie. zapala mu papierosa. by wrócić do tego samego klubu i pić potwornie drogą whisky w towarzystwie wybranej hostessy. Mówi się.pokazała nam swoją upudrowaną na biało kobiecą twarz. gdy robiliśmy im zdjęcia. mogą sobie na taką rozrywkę pozwolić. ????-san zarobi jeszcze więcej. Ŝe do takiej sytuacji będzie zmuszona przez szefową. Ŝe jej czule słówka i admiracja jego osoby są szczere. tym mniejsza moŜliwość seksu z zatrudnioną tam kobietą" (Allison. Ŝe „relacja między seksem a pieniędzmi w mizushóbai jest odwrócona: im droŜszy i bardziej elegancki klub. o jakiej przez wieki marzył Zachód . hostessa pracuje ubrana. by klient czuł się waŜny. wspaniały. na tyle mocno. co hostessa oferuje klientowi. W niektórych miejscach o wyjątkowo wysokim prestiŜu nawiązanie relacji z klientem poza klubem grozi hostessie nawet utratą pracy. pisze w poświęconej temu ksiąŜce. Maestria hostessy polega na tym. To. lecz fantazję. uśmiecha się. Im wyŜej 226 w hierarchii klubów znajduje się miejsce. Kołysząc się na wysokich drewnianych platformach klapek. s. bo tylko ci.

Niemal równie częste jak podziw są jednak Ŝarty z nas . Współczesne gejsze od dawnych róŜnią się jeszcze tym szczegółem. jak męŜczyźni Zachodu śnią o Azjatkach. a ubiera się raczej w wieczorową suknię niŜ kimono. nie znaczy to. Japończycy mają do nas. a dowody podziwu znajdziemy u swych przyduŜych stóp (nr 37 to japońskie L!). pisze. Hostessa nie gra na shamisenie. biała kobieta. często występuje w reklamach. świat. Ŝe w ich szeregach są „gaijinki". wybielających ją za pomocą tysięcy przeznaczonych do tego celu kosmetyków. jest jednak profesjonalistką. a ruch w interesie trwa nieustannie. Podchodzi do stolika z wdziękiem i sprawia. . Jasne włosy budzą zachwyt. Poznałam kiedyś w Tokio Hertę z Kolonii. Ŝe ci panowie w co najmniej średnim wieku raczej nie mogą za kaŜdym razem wzbudzać namiętnych uczuć w młodej piękności.z tego. a jej uśmiech 227 przylega do twarzy jak dobrze zrobiony makijaŜ. Po wojnie moda na białe kobiety zapanowała na dobre. bo Japończycy zwykle trzymają dystans wobec białych kobiet przekonani. by klient ani zbytnio się nie rozochocił. Nawet jeśli podobamy się. a nawet ksiąŜkach dla dzieci. przemijanie. komiksach manga. potęŜnie zbudowaną specjalistkę od prawa bankowego. Wizerunek długonogiej blondynki z duŜym biustem popularny jest w pornografii. tak jak gejsza. białych kobiet (aczkolwiek nigdy przedtem nie myślałam o sobie jako o „białej kobiecie"). moŜe mieć trudności w nawiązaniu jakiejkolwiek relacji z japońskim męŜczyzną.podtrzymywana tak. jak rozpędzony nosoroŜec od kociaka. KaŜde słowo i gest hostessy są powtarzaną obietnicą na odwlekaną w nieskończoność rozkosz. profesjonalnym masaŜem męskiego ego (i niczego poza nim). „Japończycy są 228 nieśmiali". by podobać się swoim męŜczyznom. sprawiając wraŜenie naturalności. Ŝe otoczone zostaniemy w Japonii męską atencją. cięŜkie i biodrza-ste. mleczna cera stanowi ideał wielu milionów Japonek. jak trudna to praca. jakie wydajemy się Japończykom duŜe. Dobra hostessa. mogą nawet budzić lęk i niechęć. który ma fluidalną właściwość jak woda. o ile nie jest na przykład hostessą w tokijskim barze. tradycyjne japońskie tańce są zwykle jej nieznane. znane zachodnie firmy kremy i inne smarowidła przeznaczone na rynek azjatycki produkują właśnie w wersji wybielającej. Ŝe i tak nie cieszą się u nich powodzeniem. Popyt na zachodnie hostessy w Tokio jest nadal spory. ileŜ razy powtarzały mi to zdanie moje japońskie koleŜanki! Nieraz więc słyszałam cudzoziemki ubolewające w Tokio nad swoją samotnością. tak Japończyków fascynują kobiety mojej rasy. przywołuje na myśl nietrwałość. Emiko Ochiai. Ŝe Japonki po wojnie musiały zacząć „przebierać się za białe". którego częścią Są kluby hostess. Nazwa mizu-shóbai. które najdalsze są od ideału eterycznej piękności. Jeśli uświadomi się sobie. ale pełniejsze zachodnie biusty. która kaŜdą wypowiedź podkreślała uderzeniem pięści w stół i w oczach Japończyków pewnie tak się róŜniła od kobiety w stylu lolitkowatej Michiko. Japońskie dziewczyny napływają więc do mizu-shóbai i odpływają jak Michiko. ani nie zniechęcił. zrozumie się. socjoloŜka z Kioto. Innymi słowy. Jasna karnacja niekoniecznie musi być naśladowaniem typu odmiennego rasowo. Niewątpliwie jasna piękność z Zachodu jest obiektem pragnienia i tak. Te „gaijinki". Ŝe siedzący przy nim goście czują się wyjątkowymi szczęściarzami. krótko ostrzyŜoną. kaukaskie powieki i proste nosy konstruowane są w Japonii operacyjnie w milionach egzemplarzy. dwuznaczny stosunek.

Klub . zbierając materiały do swojej rozprawy doktorskiej o mizu-shóbai i pragnieniach współczesnych japońskich męŜczyzn. angielskiej stewardesy. zarabiaj ących w ten sposób na dalszą włóczęgę po świecie. modną. trzy cudzoziemki i trzy Japonki. próbowała rozwiać moje wątpliwości doświadczona japońska koleŜanka. Zapewniała mnie. Ŝe wszyscy woleli patrzeć na jej zgrabny biust. „Powiemy. co Casablanaka. nie to. jakie przy pomocy Yukari włoŜyłam w to. Zwyrodnialca który to zrobił. Staranie. iłu jeszcze świrów marzy o ćwiartowaniu kobiecych ciał? Zastanawiałam się nad tym. przyjrzała mi się uwaŜnie od stóp do głów i po półgodzinnej rozmowie powiedziała: „Tak". Yukari pracowała w Paradise od pół roku. gdy Yukari. Mile widziane blond włosy i podstawowa znajomość języka japońskiego". Jedną z amerykańskich hostess Paradise. ????-san zgodziła się spotkać ze mną jako ewentualną zastępczynią na dwa tygodnie. Kto wie jednak. tym większe prawdopodobieństwo. dla którego postanowiła spędzać wieczory. gdzie zawsze przychodziły róŜne podejrzane typy. by wyglądać na właściwą towarzyszkę przy męskim stole. nalewając im alkohol i słuchając z uśmiechem. Klientom oczywiście nie zwierzała się ani ze swojego wykształcenia. ani z głównego powodu. Ŝe od hostess oczekuje się świadczenia teŜ innych usług niŜ zapalanie papierosa i rozmowa. zmieniły mnie w „gaijinkę". cierpiących na nadmiar czasu i brak pieniędzy studentek z wymiany zagranicznej. MakijaŜ. w którym czułam się jak dobra siostra z brazylijskiej telenoweli. Przez dwa tygodnie miałam być hostessą w Paradise. Jak bardzo niebezpieczna moŜe być ta praca pokazuje tragiczna historia Lucie Blackman. szpilki i róŜowy kostiumik. Trzeba jednak być ostroŜnym. Ŝe masz kilka lat mniej. postrzępioną fryzurę i nieprzeciętnie duŜe oczy. atrakcyjne cudzoziemki do pracy jako hostessy. okazał się nim bogaty biznesmen. Allison pisze. wręcz konserwatywny. ????-san. który miał ma sumieniu więcej grzechów. w której panowie przychodzący do Paradise płacili ślicznej Yukari. Wystarczy odpowiedzieć na jedno z wielu ogłoszeń typu: „Klub taki a taki zatrudni młode. Kilka miesięcy później w nadmorskiej jaskini w Miura znaleziono osiem plastikowych worków z jej pokawałkowanym ciałem i blok cementu z zatopioną w nim głową dziewczyny. a potem po prostu zachowuj się inaczej niŜ normalnie". w normalnym Ŝyciu będącą nauczycielką muzyki w Newadzie. Ŝe klub Paradise w Ginzie jest wyjątkowo szacowny. Podobała mi się przewrotność sytuacji.„gaijinki" lądują na chwilę na japońskich wyspach i zostają hostessami. W końcu jej się udało. biednych dziewczyn z byłego ZSRR albo innych ciekawskich i Ŝądnych wraŜeń kobiet. która w 2000 roku znikła z klubu Casablanka w tokijskiej dzielnicy Roppongi. wezwały za ocean waŜne sprawy rodzinne i dzięki wstawiennictwu Yukari. która spodobała się mamie-san. Podejrzewam jednak. ale nie byłam przekonana o swoim predyspozycjach do zawodu współczesnej gejszy. w których bystry klient Paradise bez trudu dostrzegłby równie nieprzeciętną inteligencję. będąc w istocie obiektem jej badań. Miała pociągłą twarz. a jego klienci rekrutują się głównie spośród równie szacownych elit. Ŝe im tańszy i bardziej podejrzany klub. była studentka Satoru. by po jakimś czasie dać się ponieść dalej fali losu. W opowieściach cudzoziemek zatrudnionych jako hostessy powtarzają się historie podróŜniczek z USA i zachodniej Europy. W Paradise pracowało sześć hostess. elegancka dama w perłach z odrobinę zbyt grubą warstwą pudru na okrągłej twarzy. złapano. opłaciło się. jak wygadują głupoty. zachęcała mnie do 229 spróbowania swoich sil jako hostessa.

Główne 230 pomieszczenie Paradise przewidziano dla nie więcej niŜ dwudziestu klientów naraz. Klientów witała ????-san. Ŝe spodoba im się Róra. pan Ito. Tu nikogo nie interesowało.Hana. siwawy i rubaszny . Niektórzy klienci Paradise domagali się tej a nie innej hostessy. powiedział na to Pan Ito. miłe. siódmym piętrze nowego budynku i wjeŜdŜało się do niego osobną windą. próbując nawet przy tym się uśmiechnąć. która na moich oczach z intelektualistki zmieniła się w ociekające słodyczą. W Paradise oczekiwano od nas transformacji w ucieleśnienie przeciętnych męskich pragnień. mimo Ŝe była młodsza od wielu swoich gości. Jego wystrój stanowił mieszankę wyrafinowanego luksusu i lekkiej frywolności. czyli w wymowie japońskiej . która przedstawiła mnie czterem panom z wielkiej firmy produkującej. „Ŝe będzie mógł rozmawiać z Rórą zupełnie swobodnie". opierając się o ramię najstarszego. a pozostali dwaj zabuczeli jeszcze raz. Ja miałam na imię Laura.wyglądał tak. Jako jedyna ubrana w kimono. ????-san wyraziła swój zachwyt z powodu ich wizyty i nadzieję. zostawiając prawdziwe podobnie jak swoją codzienną toŜsamość . niezbyt mądre i pełne zrozumienia. How do you do. a nie ekstrawaganckich popisów. nadskakujące i niedostępne jednocześnie. starym bywalcom Paradise. mówiąc. tak Ŝe przyćmione światło lamp od Tiffaniego (albo bardzo dobrych podróbek) sprawiało wraŜenie wiecznego wieczoru w miejscu odizolowanym od świata i odrobinę nierealnym. jakby juŜ wypił za wiele. czyli ja. Na beŜowych ścianach wisiały reprodukcje prerafaelitów w złoconych ramach. KaŜda z nas uŜywała w Paradise innego imienia. a Róra w tym momencie błysnęła refleksem i po raz pierwszy w Ŝyciu zapaliła męŜczyźnie papierosa. a podłogę przykryto ciemnowiśniową wykładziną. beton. Thank you!. zaszczebiotała do najstarszego. Trzech było po czterdziestce. o wiele bardzie posunięty w latach. Byłyśmy ubrane w wieczorowe sukienki w stylu glamour i szpilki. Okna były zawsze zasłonięte. którego wcześniej nie znałam. starannie pomalowane i ufryzowane (nikt nie miał się nigdy dowiedzieć. nie było Ŝadnych dodatkowych sprzętów ani ozdób.przed drzwiami klubu. Oprócz pianina. Róra i Hana miały stać się ładne. Odrobina słodyczy kawali teŜ była dobrze widziana. „Pan Ito tak dobrze mów po angielsku . powtórzyli unisono. Thank you. o zgrozo. Ŝe moja prawie nowa suknia od Gucciego w pięknym kolorze zimnej wody pochodziła z pchlego targu w nowojorskiej East Village). Klimatyzacja działała bez zarzutu.Róra. powiedział pan Ito. a kelner wskazywał im stolik i przyjmował zamówienie. Do mojego pierwszego zadania oddelegowana zostałam z Yukari. Ŝe nigdy więcej nie powinien zapominać o niej na tak długo jak ostatnio i odeszła witać następnych przybyszy. łagodne i chichoczące stworzenie. Hostessy wówczas czekały juŜ przy barze w pełnej gotowości. podczas gdy w klubach o niŜszej randze mieści ich się nawet więcej niŜ setka. kim naprawdę jesteśmy. Pan Ito wyjął paczkę cameli. inni zdawali się na wybór ????san. ale ja jeszcze nie śmiałam . którą pamiętali z poprzednich wizyt. 231 zachowywała się w stosunku do nas wszystkich jak mama właśnie. powtórzył jeden z młodszych. na co pozostali trzej biznesmeni zareagowali wybuchem śmiechu. Hana dolała alkoholu do kieliszków i zachichotała. How do you do!. Pogroziła panu Ito palcem jak małemu chłopcu. a pozostała trójka zabuczała z aprobatą. a Yukari . na którym grał siwy staruszek z kozią bródką. Inicjatywę przejęła teraz Yukari vel Hana.mieścił się na przedostatnim. a ich szef.

„Jak papieŜa!". „pan Ito ma do tego klasę i piękny krawat". „Młody byłem. mówi po angielsku lepiej niŜ reszta. Ŝe pan Ito to prawdziwy sukebei. w których oczekiwano ode mnie podobnego zachowania. Ŝe byłam w sytuacjach. co wszystkich panów rozbawiło tak. i cudzoziemkom. i który zdołałby Rórę uwieść. JuŜ nie dzierlatka. pięknych Polek i biustów. wspomniał z nostalgią i popił. Taki chichocik i przytulanko to juŜ była prawdziwa sztuka. tłumaczyła Yukari przed moim debiutem w Paradise. opowiedziałam naszym gościom. Skubiąc krawat w sposób. Pan Ito moŜe się podobać". Ŝe są cudowni". uśmiechnęła się do mnie z aprobatą. a pozostali trzej oŜywili się na „duŜo przyjaciółek" i zaczęli licytację. Sądząc po czerwonych twarzach i rozluźnionych krawatach naszych gości impreza zaczynała się rozkręcać. chwal ich. dodał i zrobiło się trochę smutno.te naleŜące do Hany i Róry. po polsku.dość łatwo przyszło udawanie zachwytu. od krawatów. całując go w wierzch dłoni. wymieniałam ceny. „Piękne kobiety w Porando". Ŝe i Japonkom. tak!". Pan Matsumoto pokraśniał. i rozmowa zeszła na biusty. Na koniec. ile taki krawat kosztuje. jakbym słyszała moją osiemdziesięcioletnią ciocię. Ŝe są cudowni". najwyraźniej wciąŜ rozmarzony wspomnieniem wycieczki po Europie. a młodszy. czy potrafię zgadnąć. 233 Mama-mn. jeden po drugim odwzajemniali polski pocałunek na dłoniach Róry i Hany. a Róra i pan Matsumoto umówili się. same sącząc wciąŜ tego samego wodnistego drinka. którym -jako Ŝe wieczór zbliŜał się juŜ do końca . Wyszło na to. koniecznie chciał się dowiedzieć. Gdy naszym gościom udało się juŜ opanować wesołość. przerwał moje zgadywanie pan Matsumoto. która podeszła do nas. by poŜegnać gości. pozwól im wierzyć. Uświadomiłam sobie nagle. piękne blond kobiety i zgubiłem portfel". zainteresował się nagle. MoŜe więc dam sobie radę? Im więcej płynęło alkoholu. zgadzaj się. Młodsi ze śmiechu aŜ rzucili się sobie w ramiona. „Taki przystojny męŜczyzna na pewno miał duŜo przyjaciółek podczas podróŜy". który z nich jest największym playboyem. dotąd najcichszy. wypaliła więc Róra i nachyliła się ku panu Matsumoto kokieteryjnie. Przez dwie godziny. abstrakcyjne i . jakie nasi goście spędzili w Paradise. Teraz musiałam spróbować wprowadzić w Ŝycie te rady. Ŝe w Polsce męŜczyźni całują kobiety w dłoń na powitanie i poŜegnanie. Zapaliłyśmy im około czterdziestu papierosów i nalały tyleŜ szklaneczek. Ŝe jeden z młodszych. Ŝe następnym razem teŜ zaśpiewają. czyli „lajdus". „Śmiej się z ich dowcipów. który zindywidualizował się jako pan Matsumoto. potwierdziła przytomnie Hana i dodała. pomyślała . który miał być pełen wdzięku. nigdy ich nie krytykuj. Ba. znów przy232 pomniały mi się rady Yukari i postarałam się im sprostać. pozwól im wierzyć. Okazało się. mimo iŜ nie pracowałam wówczas jako hostessa w tokijskim klubie Paradise.pójść w jej ślady. przy translatorskiej pomocy Hany. „Chwal ich. jak to wygląda. nawet był w Polsce. ale moŜe jeszcze będzie z niej poŜytek. Potwierdziłam i na prośbę pana Ito zademonstrowałam. wróciliśmy jeszcze raz do liczby przyjaciółek kaŜdego z panów. westchnęła Róra. tym chętniejsi byli panowie do angielskiej konwersacji z Rórą.zwłaszcza . czy polscy męŜczyźni robią kissu publicznie. co akurat potrafiłam zrobić po japońsku. jak powiedziałaby moja wspomniana wyŜej ciocia. „Gaijinki mają większe biusty". Drugi z młodszych. Ŝe niemal dostali spazmów ze śmiechu. Hana i pan Ito zaśpiewali piosenkę z fortepianowym akompaniamentem. turla! się pan Matsumoto. które brzmiały tak. „O.

bez „wspólnego języka" ludzie muszą czuć się zagubieni. Ŝe na naukę japońskiego mogłabym poświęcić tylko niewielką część czasu.jak i w kaŜdym innym obcym kraju . podwaŜając naiwne przekonanie. na ile antropolog musi znać język kraju. i nie była zajęta czymś innym. którzy wiedzieli o jego pobycie w Japonii: „Jak Pan sobie tam radził z językiem?" Francuski filozof miał rację. Z wykładu dla zagranicznych stypendystów Monbushó (japońskiego ministerstwa kultury) VIII. ale nie posunęłairbsię ani kroku dalej. W Japonii . na jaki było mnie stać. Z najpiękniejszym uśmiechem. Nie wspominając oczywiście nic o lenistwie. które były z jego strony ofertą. aby biegle władać japońskim. W dŜungli języka Jak Pani sobie tam radziła z językiem? Autor Imperium znaku pisze o nieszczęsnym pytaniu nieustannie zadawanym przez ludzi. wymigiwałam się brakiem zdolności językowych. został w mojej głowie przeraŜający obraz czarnej tablicy z tabelkami pełnymi znaczków i nieprzyjemne uczucie. która nie mówiła po japońsku.pewnie. Ŝe komunikacja moŜliwa jest tylko w mowie. ale Chryzantema i miecz Ruth Benedict. jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowany. wycofywałam się z dalszej rozmowy na temat ewentualnego kursu języka japońskiego albo prywatnych lekcji.dają męŜczyznom poczucie. pozbawieni wiary w moŜliwość zrozumienia rzeczywistości. to kto wie. Zdawałam sobie sprawę. Problem. Ŝe przyzwoite przyswojenie angielskiego czy niemieckiego zajmuje pięć lat. Po trzech pierwszych lekcjach z Satoru. Japończycy mówią po japońsku. jakiej nie mogłam odrzucić. Zakładając. potrzebne jest nam . Gdybym miała tyle lat. ile jej powiedziałam. ma ono wielu zwolenników. którego kulturę bada. Nie było to aŜ takie trudne. jakie kiedykolwiek powstały. Udało mi się nauczyć jednego alfabetu fonetycznego. zbyt małą.„gaijinki". Zdaniem specjalistów. jedna z najlepszych ksiąŜek o Japonii. jak sami często przyznają nie bez dumy.z całą pewnością moŜna „poradzić sobie z językiem". Ŝe są cudowni. a róŜnica kulturowa dotyczyła raczej formy niŜ treści. a nawet uŜywałam takich dawnych wymówek szkolnych. rachunek jest prosty i zniechęcający. nie ucząc się mowy tubylców. by wyjść poza absurdalne powtarzanie ćwiczeń złoŜonych ze zdań typu „Ta ksiąŜka jest ksiąŜką pani Yamazaki" albo pytań o „krzesło pana Tanaki". bo nie śmiałabym zrobić tego przy słynących z pracowitości Japończykach. jak nagła niedyspozycja lub choroba w rodzinie. Wszystkie gejsze świata robią przecieŜ to samo . napisana została przez osobę. Ŝe bez niej. które w wyniku niezrozumiałej transformacji okazywałoby się „biurkiem pani Watanabe" lub nawet . niŜ ośmielałam się nieraz przypuszczać. dziękowałam Satoru za kolejny podręcznik i coś niejasno obiecując. Na początku torpedowałam więc wszelkie podejmowane przez moich nowych znajomych próby skłonienia mnie do nauki japońskiego. posługują się najbardziej wyjątkowym i skomplikowanym systemem językowym świata i nawet jeśli jest w tym stwierdzeniu nieco przesady. Japończycy.i tu językoznawcy nie są zgodni od czterech do siedmiu razy więcej czasu niŜ na naukę kolejnego 235 języka indoeuropejskiego. Ŝe jestem o wiele mniej rozgarnięta. moŜe właśnie otwierałaby się przede mną interesująca przyszłość współczesnej gejszy .

fascynujące. To. Japoński język pięknych znaków i gramatyki. śpiewnym głosem mówiły o jakichś waŜnych sprawach. idiotyzm nagłówków prasy brukowej. prze237 brani jak clowni.„rowerem pana Ando". jaki chciałam. nie były przy tym bolesne: płyn kupiony jako olej okazywał się octem ryŜowym. smaŜyły i zjadały niebywałe stworzenia. na ulubione programy o jedzeniu. Japonia. na erotyczne lub rozrywkowe show. szklana bańka. gdzie eteryczne kobiety roniły łzy i miękkim. To on nas stwarza takimi. kupiłam od niego zestaw zdrowotnych herbatek. co draŜni mnie w krajach^ których język rozumiem karykaturalna mowa reklam. jakim z upodobaniem oddawał się mój sąsiad pan Matsura z małŜonką. „KaŜdy głupi widzi. na opery mydlane. by zebrać niepotrzebne sprzęty gospodarstwa domowego. W naturalny sposób potrzeba rozumienia wygrała z pragnieniem pozostania w błogiej nieświadomości. odbitki zdjęć zrobiono mi nie w tym formacie. ba . Lunatyczna topografia tokijskich zaułków i semiotyczny gąszcz niezrozumiałych znaków! Brnęłam w przestrzeni pozbawionej drogowskazów i przetartych ścieŜek. skusił mnie obietnicą jakiegoś innego świata i innego „ja". podobną na moje ucho do dramatycznych kłótni. gdakanie polityków i mętna nuda politycznych komentatorów. rozkoszując się samą melodią głosów. Mimo iŜ w swoim polskim domu od lat nie mam telewizora. Jeśli nawet pytałam Chizuko. synem i synową. podwaŜającej nasze przyzwyczajenia. jakie mi się zdarzały. jaki mogłabym zrobić z niego w codziennym Ŝyciu. cały ten perswazyjny szum właŜący w uszy i oczy . dając mi zupełnie nowe uczucie wolności od tego wszystkiego. o jakie kiedyś pytałam japońskich przyjaciół. Chodząc na spektakle kabuki. gdzie prowadzący. Nie ma podmiotu poza językiem. z przyjemnością oglądałam go w Bon Hour. w jakiej Ŝyłam przez kilka miesięcy. piszcząc i podszczypując niemal nagie dziewczęta. Nie moŜna było przed tym uciec. jest dobrym wyborem. bez niego bylibyśmy tylko zwierzątkami krzyczącymi z bólu albo gulgoczącymi z radości. Pomyłki. wrzeszcząc. pękła. Jeśli chce się wyjechać „jak najdalej od wszystkiego". jacy jesteśmy. Ŝe niezbyt potrzebne. oferując „gaijinowi" niezwykłą mieszankę fizycznego bezpieczeństwa z przyprawiającym o dreszcz poczuciem. megafon samochodu krąŜącego po sąsiedztwie. Mariko albo Satoru o japoński odpowiednik jakiegoś słowa. gdzie kaŜdy kolejny krok przynosił małe prywatne odkrycia. Poza tym zagubienie w dŜungli języka było po prostu przyjemne. w których krewcy politycy krzyczeli coś do siebie jak w starych filmach o samurajach. Po jakimś czasie jednak zaczęłam wyłapywać z rzeki języka niektóre dźwięki. Ŝe znalazło się na jakiejś innej planecie.nawet więcej . w których osoby płci obojga siekały. Rano budziły mnie śpiewne powitania wymieniane przez sąsiadki. co sprzedaje przyjazny domokrąŜca. okazały się wyjątkowo obrzydliwe. ku swojemu zdumieniu rozpoznawać w mowie tubylców słowa.było dla mnie niesłyszalne w Japonii. Ŝe to koń" . albo pokrzykiwanie listonosza. mówiąc coś przy tym bez końca afektowanym tonem. wygłupiali się. nigdy nie uŜywałam słuchawek z angielskim tłumaczeniem. Patrzyłam na wiadomości. które nie dość. bardziej interesowała mnie uroda dźwięku w ich ustach niŜ ewentualny praktyczny uŜytek. a nie 236 Tak Satoru uczył mnie japońskiego rozumiejąc.

Dalej sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. Roran Baruto.z naszej perspektywy . czyli kanji. tak jak wiemy widząc rzymską literę „a" albo znakhiragany „ru". w związku z tym japońskie ksiąŜki i komiksy czyta się . patrząc na wspomniany wyŜej znak. 42 otwartych sylab (ka. manga. ale ewolucja kształtu kanji na przestrzeni wieków sprawiła. Teoretycznie kaŜde japońskie słowo moŜna zatem zapisać za pomocą dwóch rodzimych alfabetów fonetycznych i alfabetu rzymskiego. czyli Ronald Barthes). ksiąŜkach.Współczesny język japoński składa się z dwóch alfabetów fonetycznych zwanych sylabariuszami i około dwóch tysięcy chińskich znaków. Hiragana i katakana uŜywane są w normalnym. Ŝe to koń". codziennym języku. czyli McDonald's. miękkie kształty. widząc w ich zmienionych przez wieki formach pierwotne przedstawienie. nadal w niektórych 239 moŜna dostrzec to dąŜenie do referencjalności. Japończycy nie mieli własnego pisma. Dla przykładu kanji oznaczający konia czyta się „urna". właściwie moŜna doliczyć jeszcze nasz alfabet rzymski. a katakana kanciaste. a czytający musi wiedzieć na podstawie kompetencji nabytej w długim procesie edukacji. sa. Na przykład chiński piktogram oznaczający drzewo ciągle je przypomina. Ŝe większość z nich nie przypomina teraz niczego. opracowali uproszczoną wersję chińskich znaków dostosowując je do specyfiki mówionego japońskiego.e. i. W przeciwieństwie do katakany i hiragany. do której przywykliśmy na Zachodzie. który jakimś sposobem posiadł ponoć mistrzostwo w odgadywaniu znaczenia znaków kanji.od tyłu do przodu. a nad nimi hiragana słuŜąca dzieciom albo osobom mniej wykształconym. w . Współcześnie katakana to znaki oznaczające 5 samogłosek (a. w gazetach. uŜywając fonetycznego alfabetu hiragana i tak często się robi. bo przypadki jego uŜycia często zdarzają się we współczesnej japońszczyźnie. Japończycy zazwyczaj piszą pionowo i od prawej strony kartki do lewej. powiedział ponoć. ostre. o. Katakana wynaleźli w VIII wieku równieŜ buddyjscy mnisi. e. Sylabariusze to hiragana i katakana. jednak niektóre znaki tych alfabetów są na tyle do siebie podobne.) i wygłosowe „n". drugi sylabariusz czy alfabet fonetyczny. Oczywiście wymowę kaŜdego ze znaków moŜna zapisać. Obok katakana istnieje hiragana. Trzeba zatem po prostu zapamiętać wymowę chińskich z:naków. Katakana słuŜy przede wszystkim do zapisywania słów obcojęzycznych i cudzoziemskich nazwisk (np. ta itd.. który składa się dziś z około 2600 znaków. To znaczy. wynalezione przez Chińczyków trzy tysiące lat temu. Reid we wspominanej juŜ anegdocie przytacza opowieść o Ezra Poundzie. hiragana równieŜ ma 47 znaków na oznaczenie tych samych 5 samogłosek i 42 sylab. Kanji. W Krainie Kwitnącej Wiśni uŜywa się zatem trzech róŜnych alfabetów i dodatkowo potęŜnego systemu znaków. u). Kanji tworzą system. jak go wymówić. Hiragana ma obłe. Ŝe róŜnice giną niekiedy w odręcznym piśmie. którzy kopiując religijne księgi. czyli hot dog. Makudonarudo. hotto-doggu. kanji mogą mieć kilka róŜnych wartości fonetycznych. nauczyć się jej na pamięć. Ŝe widząc dany znak nie wiemy od razu. która wymowa jest właściwa. których wspólna 238 nazwa brzmi: ???? -wraz z kanji tworzą one system oparty na innej logice niŜ ta. „ba" lub „ma". Zanim za sprawą buddyjskich mnichów chińskie ideogramy zawędrowały do Japonii około IV wieku n. „KaŜdy głupi widzi. były pierwotnie „obrazkami". który Japończycy teŜ muszą znać. na dole jest kanji.

to kanji stanowią dla „gaijina" prawdziwe . i tak dalej. O urodzie rzymskiego alfabetu nie Kobieta da się wiele powiedzieć: litera „p" na przykład nie jest ani brzydsza. trzeba ćwiczyć przez dziesiątki lat. które kaŜdy opuszcza ze znajomością wymaganych 1945 kanji. Na przykład „ki" przypominać ma kształtem key. Tak czy inaczej. Być moŜe to właśnie fascynujące piękno kanji skłoniło mnie do wertowania podręczników i słowników. kaligrafia. Po kilku miesiącach rosnącej fascynacji byłam zatem na dobrej drodze.kaŜdy uczeń poznając nowy znak musi zapisywać go w identyczny sposób. tak samo jak wszyscy pozostali uczniowie w jego wieku. w trzeciej 200 i tak aŜ do naszego odpowiednika liceum. czyli klucz. Próbowałam je kopiować. w drugiej 160. „ku . W podręcznikach do nauki japońskiego dla cudzoziemców kaŜdy znak hiragana i katakana skojarzony jest z jakimś przedmiotem. Sztuka ich pisania. „ho" .którym ja nie byłam w stanie dostrzec ani kopyt. to artystyczna praktyka z pogranicza malarstwa i rysunku. a „hi" w kształcie uśmiechniętych ust .„hokeistę". wypięte „ku" . którzy w tym samym czasie we wszystkich szkołach Japonii uczą się dokładnie tego samego znaku. którego trzeba uczyć się przez lata. jakie podarował mi Satoru. do których na początku próbował mnie zachęcić Satoru. którego nazwa zaczyna się 241 na daną sylabę. by zacząć dukać zdania o krzesłach pani Yamazaki i biurkach pana Watanabe.kuper". „hi . bo . ale niestety nie moŜna w nim zapisać swojego imienia i nazwiska.. ani ładniejsza od „z" czy „m". podczas gdy estetyczny wymiar znaków kanji oczywisty jest i dla Japończyków.. Postanowiłam uczyć się japońskiego. gdy się człowiek zaprze powtarzając przez parę tygodni na okrągło „su supeł". precyzyjnie skodyfikowany sposób zapisywania kaŜdego znaku. Naukę japońskiego zaczyna się od hiragana. ale niewprawna dłoń deformuje kształt. Jako Ŝe niektóre angielskie skojarzenia nie były dla mnie chwytliwe.„chichotem" (. trzeba więc zasiąść do katakana i dopiero nauczywszy się obu syla-bariuszy. co dotyczy i japońskich maluchów. podstawowy system znaków. i „gaijinów". ale zabawa w odnajdywanie bezpośredniego odniesienia znaku do rzeczywistości wydaje się fascynować równieŜ Japończyków. Najgłupsze skojarzenie wydawało mi się lepsze od bezsilności wobec kształtów.jako Ŝe cudzoziemskie moŜe być zapisane tylko w katakana. Wprawdzie w większości kanji nie sposób juŜ dopatrzyć się mimetycznego śladu. a aby zostać mistrzem. powtarzając w nieskończoność tyle a tyle kresek. kanji są piękne. Istnieje tylko jeden poprawny. Nauka podzielona jest na etapy: w pierwszej klasie uczniowie uczą się 80 znaków. ani rozwianej grzywy. od tej a nie innej strony. katakana i rzymski) oraz „tylko" 1945 kanji. Nie moŜe być mowy o Ŝadnym odstępstwie od reguły . Nauczywszy się hiragana. trudno). moi japońscy znajomi wymyślali dla moich potrzeb skały i pola. i dla „gaijinów". wymyślałam polskie i tak „su" z zawiązaną nóŜką było „supłem". w takiej a nie innej kolejności. Tłumacząc mi znaczenie jakiegoś kanji. aby uchodzić za osobę piśmienną. moŜna zacząć studiować kanji. których kształty „widzieli" w danym ideogramie. ani Ŝadnej innej części zwierzęcia. które na początku wymykały się z mojej pamięci jak węgorze.a Ŝe róŜne „h". To najbardziej przydatny. miecze i kapelusze na głowach postaci.chichot". Według zarządzenia japońskiego Ministerstwa Edukacji naleŜy znać trzy alfabety (hiragana.„kuprem". O ile syłabariuszy hiragana i katakana nie jest w końcu tak trudno się nauczyć.

w której siedziałam z Satoru. mnoŜenie eufemizmów i brak bezpośredniości to charakterystyczne cechy japońskiego sposobu porozumiewania się. powiedziała młodziutka studentka. Potok słów japońskich windziarek. „Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych podróŜnych za niewybaczalną niewygodę. gdzie osoba tak szacowna musi być zajęta niezwykle waŜnymi sprawami. jak trzeba pisać znaki. którym polecenie zapięcia pasów zajmuje podejrzanie duŜo czasu. ale z powodu trzęsienia 242 ziemi zmuszeni jesteśmy zamknąć nasz skromny sklep". powiedziała do mnie Ayaki z dnia na dzień coraz lepsza w roli nauczycielki japońskiego. dziesięcioletnia córeczka Mariko. sekretarek czy stewardes. co powinnam zrobić. a tego się nie robi przełoŜonej. Nie mam dostatecznej wiedzy.wyzwanie. ale właśnie przyniesiono szacowną paczkę z szacownymi ksiąŜkami dla wielce szacownego profesora". Ŝe znów zasłuŜyłam na prezent. Wysylabizowałam złoŜenie dwóch znaków i okazało się. co pozostało po drzwiach sklepu zdewastowanego w trzęsieniu ziemi. które on sam uznałby za wielce praktyczne na początku pobytu w obcym kraju. Piętrowe formułki grzecznościowe. W nagrodę za poprawne odczytanie lub napisanie znaku karmiła mnie japońskimi słodyczami jak niezbyt mądrego pudla. Reid cytuje informację zamieszoną na tym. jaką jest oczekiwanie na start w naszym skromnym samolocie. Najgrzeczniejszy język świata Mówi się. nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniŜenie o zapięcie tych skromnych pasów". jakich studentka przed chwilą uŜyła w japońskim odpowiedniku tej informacji. by szacowni podróŜni wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność. który namalowała i podpisała specjalnie dla mnie. powiedział Satoru. Przy pomocy mamy wydobyła swoje stare zeszyty do ćwiczeń i wodząc moją rękę pokazywała. wchodząc do sali seminaryjnej. jaką popełniamy. ośmielając się wejść do szacownego gabinetu. Z Ŝadnym innym pewnie aŜ tak nie konweniowałoby nieustanne kłanianie się. by nalał mleka do „szacownego naczynia". O wiele powaŜniejszym problemem jest jednak wyrafinowana . Tłumacząc mi. bo Japończycy niepytani rzadko mówią cudzoziemcowi o rzeczach. Prosimy. a potem „łaskawie rozmieszał w nim ten skromny budyń". przeczytaj". „Przyniosła paczkę z ksiąŜkami". „Proszę o wybaczenie. który charakteryzuje inne języki. „Jak moja papuga ma na imię? Proszę. mówi stewardesa w samolocie. instrukcja na opakowaniu rozpuszczalnego deseru prosi „szacownego klienta". Chizuko upubliczniłaby moją ignorancję. które w 1995 roku zniszczyło miasto Kobe: „To straszna i niewybaczalna niedogodność dla naszych szacownych klientów. W dosłownym tłumaczeniu na nie tak grzeczny angielski czy polski brzmi to oczywiście komicznie. płynie tak obficie właśnie z powodu grzecznościowych formuł. Ŝe niegrzecznie przerywam. Najlepszą nauczycielką okazała się Ayaki. które dla niej były juŜ takie proste. któremu wyjątkowo udał się aport. zanim wytłumaczył mi sens wszystkich form grzecznościowych. by korzystać z Internetu w Bon Hour. czyli „wielce szacownym profesorem". słodkawego krakersika owiniętego w wodorost. Z własnego doświadczenia dodałabym jeszcze stopniowanie informacji. Po jednej z pierwszych lekcji dostałam od Ayaki akwarelkę z portretem jej ukochanej papugi. Ŝe japoński to najgrzeczniejszy język świata. ale w powyŜszym przekonaniu jest być moŜe nieco prawdy. by porównać jego stopień grzeczności z tym.

krąŜy mnóstwo anegdot. jego uŜycie jest precyzyjnie określone w zaleŜności od tego. Niechęć wobec „nie" jest tak silna. „W sprzyjających okolicznościach uda nam się spełnić pani prośbę o lepszy skaner w biurze". gdy sprzedawca w sklepie zamiast powiedzieć: „Nie mamy butów w rozmiarze 43". które w rzeczywistości są przeczącą odpowiedzią na nasze pytanie. Ŝe pozwalają biednemu „gaijinowi" na optymistyczną ich interpretację. potem opracowałyśmy metodę. bowiem w kontaktach z obcymi ta cecha japońskiego języka jest powodem wielu nieporozumień. Zamiast prostego przeczenia. a starszy góruje nad młodszym. to będzie troszkę trudne". powtarza z uporem coś w rodzaju: „Szanowny kliencie. czy ta praktyka 244 nie skrzywiła zbytnio jej japońskiej toŜsamości. nie rozumiem". Gdy gaijin nijak nie rozumie subtelniejszej odmowy. mówiła „maybe". jaką Japończycy Ŝywią wobec otwartego mówienia „nie". kelner z duŜym prawdopodobieństwem odpowie więc: „Tak. czyli: „Tak. przenigdy. Ŝe rozmówca słucha nas. lecz jedynie informacją. Podobnie naleŜy niekiedy interpretować dźwięk „ng". które na początku. znaczy „nie". unikający słowa „nie".odmiana „owijania w bawełnę". znaczy równieŜ „nie". Japończyk ucieka się do tego sposobu. Czasem „tak" teŜ . uŜywają eufemizmów tak grzecznych. choć to troszkę trudne". ściśle wiąŜe się ze społeczną hierarchią. lecz w najdelikatniejszy jedwab. MęŜczyzna . gorzej. w japońskim wydaniu to juŜ nie „owijanie w bawełnę". Hierarchizacja języka zaczyna się w rodzinie i opiera na skomplikowanych relacjach statusu związanych z płcią i wiekiem. Są tylko mięsne i rybne". wsysanie powietrza przez zęby i wyraŜające zakłopotanie drapanie się po głowie. brałam za „być moŜe". otwiera nawet zdania. drugi to przedramiona skrzyŜowane na klatce piersiowej. spowodował międzynarodowy skandal. gdzie męŜczyzna stoi wyŜej niŜ kobieta. wakarimasen". która pozwalała Chizuko zmusić się do sprzecznego z zasadami jej języka „nie". Prawidłowa odpowiedź na pytanie: „Czy rozumiesz?" brzmi: „Hai. a ja nigdy.nie wiedząc. Chizuko. Gdy były prezydent USA Bill Clinton . Ŝe mikrofon jest włączony . czy w menu są jakieś dania wegetariańskie. NajbliŜsze naszemu bezpośredniemu „nie" są dwa japońskie gesty odmowy: pierwszy to wachlujący ruch dłoni uniesionej na wysokość podbródka.jak ostrzegał Clinton Jelcyna . A więc: „W najbliŜszej przyszłości pozytywnie rozpatrzymy pani podanie o grant". aby uwaŜał na japońskiego premiera. gdy wcześniej zastrzegła: „Teraz mówię na sposób zachodni". Japończycy nie kłamią wprawdzie więcej niŜ inne narody. ale z pewnością rzadziej mówią „nie". naiwna „gaijinka". Clinton miał jednak w pewnym sensie rację. Hai w takim przypadku nie jest potwierdzeniem. znaczy „nie". bo ten mówiąc „tak" myśli „nie". Gdybyśmy były Japonkami. nie mogłabym do swojego o dwadzieścia lat starszego zwierzchnika z uniwersytetu powiedzieć: „Chodź. Japończycy poczuli się głęboko dotknięci oskarŜeniem o kłamliwość. Ten grzeczny język. moja o kilka lat młodsza siostra zwracałaby się do mnie niekiedy „szacowna starsza siostro". gdy poruszane są waŜniejsze sprawy. Gdy na przykład chcemy się dowiedzieć. Do dziś nie wiem. nie potrafiąc powiedzieć „nie". Pól biedy. „Spróbuję sprowadzić pani zamówione ksiąŜki. Ŝe hai. Na temat wielkiej niechęci. kto i do kogo mówi.ostrzegł na jakimś spotkaniu przywódcę Rosji Borysa Jelcyna. słowo znaczące „tak".znaczy „nie".

szukając drogi. która pokonując dwa metry między biurkiem Satoru (czyli językiem japońskim) a stolikiem. pozbawiony pewnie finezji japońszczyzny. i tak postępują Japończycy od małego wychowywani na ludzi powściągliwych w nawiązywaniu kontaktów. zwracać się do siebie po imieniu. Nieraz rozmawialiśmy z Satoru o uczuciu transgresji. gdzie jest Muzeum Shówa. byśmy kogoś w końcu zapytały. kim jest. Nie mogłabym równieŜ zadać mu większości pytań. uŜywając nawet jego zdrobnionej wersji. bo to jego praca. W ten sposób mnie. kobietą o zbliŜonym statusie społecznym i wieku. w krajach Zachodu mówi . a nieproszona na ogół bym się nie odzywała. które mnie interesowały. czas na lunch". Prawdopodobnie więc po jakichś dwudziestu latach zaczęłybyśmy na przykład z Mariko. wymaga zupełnie innych form grzecznościowych niŜ pan Yamasaki pracujący jako listonosz. Z uległego „japońskiego goździka" popiskującego jak ptaszek zmieniała się w kobietę o mocnym głosie. intymnych lub bardzo bliskich przyjaźni. jakie stanowiły codzienną treść naszych rozmów. Konieczność komunikowania się ze mną po angielsku zmieniała moich japońskich przyjaciół w innych łudzi: ludzi. ale nigdy nie osiągnęłabym tego stopnia zaŜyłości z jej męŜem. jest policjant. jakie towarzyszy zmianie jego ojczystego języka honoryfikatorów i eufemizmów na bezpośredni angielski. profesor. która dla mnie byłaby wówczas raczej Koizumi-san.co za 246 tym idzie . „panią Koizumi" niŜ „panią Chizuko". Ŝe zanim dojdzie do rytuału wymiany meishi. I w Ŝadnym wypadku nie proponowałabym pierwsza wspólnego lunchu! W ogóle raczej byśmy razem nie jadali. czyli wizytówek. Jedynym człowiekiem. ale ułatwiający mu nawiązanie kontaktu z „gaijinką". ani poruszyć połowy tematów. bo szef największej nawet korporacji zawsze ukłoni się głębiej swojemu dawnemu nauczycielowi. tak jak oni to robią. który jest szefem korporacji. zamiast w ulewnym deszczu błądzić po całej Kugaharze. traktowałaby z kolei Chizuko. Przemawiając do niego. jakie słyszałam od Mariko w odpowiedzi na sugestię. 15. w ich języku nie ma zwrotu odpowiedniego.jak głęboko mu się ukłonić: pod kątem 5. przy którym siadywałam wpadając do ich biura w odwiedziny i gdzie trzeba było mówić po angielsku. jakie w ich języku byłyby niedopuszczalne i niegrzeczne. wolą raczej kontynuować metodę prób i błędów niŜ zaczepić przechodnia. uŜywałabym wyłącznie nazwiska i tytułu sensei. jako swoją przełoŜoną. do jakiej grupy naleŜy i jaką w niej pełni funkcję. Nie wiedząc. nie wiadomo. było „ng" znaczącym: „nie". komunikacja z obcym jest w Japonii utrudniona do granic moŜliwości. którzy od pierwszego dnia uŜywali mojego imienia. Przedstawiając się Japończykom. a nie nazwiska. by zacząć rozmowę z zupełnie obcą osobą. 30 czy moŜe aŜ 45 stopni? Dlatego Japończycy po prostu nie odzywają się do obcych i dlatego w chwili prezentacji tak wnikliwie oglądają wizytówkę właśnie przedstawionej sobie osoby. a uŜywanie imienia zarezerwowane jest dla relacji rodzinnych. a gospodyni domowa inaczej przywita listonosza niŜ jej mąŜ lekarz. „Ng". Dlatego Japończycy. Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane. właściwe jest dodanie do swojego nazwiska grupy przynaleŜności. Przedmiotem mojej fascynacji była teŜ za kaŜdym razem Chizuko. ulegała niezwykłej transformacji. UzaleŜnienie języka od statusu rozmówcy sprawia. jak się poprawnie zwrócić do drugiego człowieka i .Satoru. Japończycy zwracają się do siebie po nazwisku lub funkcji. Pan Yamasaki. „Jestem X z Polskiej Akademii Nauk" brzmi o wiele grzeczniej i właściwiej niŜ „jestem X". Jak pisze wspomniana juŜ Mori. którego wypada zapytać o drogę. i zadawali mi bezpośrednie pytania.

podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie. Nazwano ją Heian-kyó: Stolicą Pokoju i Świetności. jaką był dwór Heian. Zamknięci w pełnym dystansu języku piętrowych uprzejmości i subtelnych honoryfikatorów Japończycy w miejscach publicznych milczą. W tamtejszym metrze Japończyk prędzej zaśnie z głową na ramieniu „gaijina". a nagła językowa intruzja niewybaczalna. Po pierwsze. a dziś to miasto. czytają. po drugie. jeśli nie zdrowia czy Ŝycia. jakim nigdy nie będzie musiał mówić jej brat i vice versa. gdzie kaŜdej czynności. Podczas gdy katakana. 247 Do tej ostatniej czynności od początku miałam ambiwalentny stosunek. Język kobiecy/język męski Wysoka intonacja. coś. co sprawia. W enklawie wyrafinowanego piękna. hiragana jest dziełem kobiet z okresu Heian (794-1185). choć zwyczaj nie pozwala ani odezwać się do nich. Ŝe podróŜ metrem to najlepsza metafora tokijskiej rzeczywistości: fizyczna bliskość innych ciał. bo zaśnięcie na przykład w nowojorskim metrze grozi utratą torebki. bowiem męŜczyźni . bo to niebezpieczne. by nie rozmawiały z nieznajomymi. Z drugiej strony sen to czynność bardzo intymna. jest wyraźnie zróŜnicowany ze względu na płeć. jaką Zachód Ŝywi na przykład dla czasów króla Artura. ani w późniejszych dziejach pasja logofilska.się dzieciom. Ŝe spojrzeć w oczy tokijczykowi moŜna w metrze tylko w ten „okręŜny" sposób . które dotykają się i ocierają. jak wspominałam. w Japonii. pokoju i wyrafinowanego lenistwa. Ŝe tokijczycy mogą czuć się tak bezpiecznie. wciąŜ niezwykłe. stworzyli buddyjscy mnisi. sprzeczne z moim wyobraŜeniem intymności. zasada nienaruszania prywatności drugiego człowieka jest rzeczą świętą. ZauwaŜyłam. a co dopiero w metrze. Japoński. znamy jako Kioto. z wyŜej opisanych powodów niełatwo zagadać do obcego. Era Heian zaczęła się. które ogarnęła wówczas nieznana ani we wcześniejszych. niŜ się do niego z własnej woli odezwie. Geneza współczesnego japońskiego równieŜ opiera się na dwóch historiach: męskiej i kobiecej. ani nawet spojrzeć im w twarz.przyłapując jego szybko odwracający się wzrok odbity w szybie pędzącego pociągu.przynajmniej . esemesują lub śpią. ale dotyczy to wyłącznie mowy kobiet. był najwspanialszą 248 epoką w historii Japonii. Spanie obok kogoś zupełnie obcego jest z mojej perspektywy nieprzyjemne. przypomina raczej karabin maszynowy. którą posługują się męŜczyźni. kaŜdemu gestowi nadawano wartość estetyczną. Na estetyzacji Ŝycia mogły skupić się przede wszystkim kobiety. Dziś Japończycy myślą o niej z nostalgią porównywalną do tej. które śpią tuŜ obok nas. Ŝe dziewczynka (istota o innym statusie) uczy się w istocie języka. MoŜna więc być raczej pewnym. Z jednej strony to wspaniale. Ŝe siedząca obok nas w pociągu kobieta nie opowie nam ze szczegółami o niedawnej operacji jelita grubego. gdy w otoczonej z trzech stron wzgórzami kotlinie załoŜono nową stolicę przeniesioną tu z Nary. bo to niegrzeczne. dźwięk tej. Japoński język nazywa się czasem „włoskim Azji". ale jednocześnie nie ma co liczyć na przyjazną. czas bogactwa. Mori pisze. Okres Heian. jest jednym z przejawów strukturalnej róŜnicy w języku wyznaczającym kobiecie i męŜczyźnie odmienne miejsce. niezobowiązującą pogawędkę z obcym tokijczykiem. czyniąc je dziełem sztuki doprowadzonym do perfekcji. czego nigdy nie robię nawet w mię-dzykontynentalnych samolotach. która tak nas uderza w głosie japońskich kobiet. Ŝycie polegało na celebracji codzienności.

pokazując przyszłemu kochankowi skrawek szaty. drugi alfabet fonetyczny złoŜony ze znaków o miękkich i krągłych. Rządząca Japonią w owym czasie rodzina Fujiwara wprowadziła dziedziczenie po linii Ŝeńskiej.musieli oddać się bardziej trywialnym obowiązkom administracyjnym. którym zwyczajowo mogli posługiwać się tylko męŜczyźni. W ten sposób kobiety. wyrzucone poza nawias oficjalnego języka. zyskując uznanie z powodu szczególnie trafnej metafory pasującej do barwy i zapachu papieru. kobiecych kształtach . współgrających z daną porą roku. A szata to była nie byle jaka: kobiety Heian nosiły pod wierzchnim okryciem dwanaście jedwabnych halek. Dobrze . otaczały się kręgiem pięknych i utalentowanych dam z wpływowych rodzin. Romansowano wówczas bez ograniczeń i poczucia winy. Naprawdę władzę sprawowali męscy przedstawiciele klanu Fujiwara.nazywano je onnade. Podczas gdy panowie jawnie zgłębiali tajemnice chińskiego zwanego otokomoji. z których kaŜda kolejna była nieco krótsza niŜ poprzednia tak. To zaś. pozbawione władzy politycznej. a córki rodu Ŝeniono z marionetkowymi cesarzami. które cieszyły się wówczas nieznaną wcześniej swobodą i przywilejami. a miłość doprowadzona do rangi sztuki stanowiła jedno z głównych zajęć. W obu sferach uŜywano języka chińskiego. Miłość -jeśli akurat nie uprawiana . Najpierw następowała wymiana takich miłosnych listów. stanowiska rządowe i uniwersytety były jednak przed nimi zamknięte. mimo iŜ nie uwaŜano tego za zajęcie właściwe dla damy. by pisać poematy w kanji. Tak czy inaczej. gdy miłosne słowa trafiały na podatny grunt. kobiecym pismem czy dosłownie „kobiecą dłonią". Romans w owym czasie zaczynał się i kończył tekstem miłosnym: listem napisanym na perfumowanym papierze lub wachlarzu ozdobionym kwiatami. było godnym pozazdroszczenia pasmem zabaw literackich i miłosnych. powaŜanym jak w europejskim średniowieczu łacina. dobierali zapachy kadzidełek do „zapachowej ceremonii". kochankowie spotykali się w ciemnej sypialni damy.od czasu do czasu . 249 omawiać miłosne afery dworskich dostojników i prowadzić dysputy na temat kolorów strojów. znając się zazwyczaj jedynie „ze słyszenia". urządzali konkursy poetyckie i radzili się wróŜbitów. Tak powstała hiragana. rozczulali się nad pięknem padającego śniegu. podziwiali jesienne liście lub wiosenne kwiaty. Być moŜe teŜ dama uchyliła wcześniej rąbka tąjem250 nicy. Dlatego Heian nieraz nazywa się „wiekiem kobiet".była opisywana. kobiety robiły to raczej w sekrecie. wpadły na ten sam pomysł. co w okresie Heian arystokraci rozumieli przez „codzienne Ŝycie". których autorzy mogli nigdy wcześniej nie widzieć swoich twarzy. co istniało poza nawiasem sfery publicznej: codzienne Ŝycie. co wcześniej mnisi i zaczęły zapisywać kanji w uproszczonej formie. Edukacja męŜczyzn i kobiet w owym czasie względnej równości róŜniła się zatem w sposób znaczący. męskim językiem. zaczęły opisywać to. by wspólnie z nimi pisać poematy. a kolejne cesarzowe. spoŜywając odpowiednie do tej wzniosłej czynności potrawy. i wykształceni męŜczyźni chwytali za pióro. kontemplowali księŜyc. Studiując chińskie znaki. Arystokraci i damy Heian uprawiali więc miłość. Za prawdziwie szlachetną literaturę uwaŜano tę w języku chińskim. aby przy rękawach (najdłuŜsze sięgały ziemi) i przy dekolcie na karku widoczne były kolory wszystkich warstw dobrane według skomplikowanego kodeksu estetycznego związanego z porami roku. Mimo iŜ kobiety w okresie Heian mogły się uczyć.

zamiast których czoło zdobiły dwie duŜe szare kropki. ani nie interesując się specjalnie tym. tworzą dwa elementy . Sei Shónagon opisała romansowe Ŝycie estetów i estetek na dworze Heian. NiezaleŜnie od statusu społecznego autorytet i władza były jednak po stronie języka zarezerwowanego dla męŜczyzny. bo dama nie sypiała wówczas z głową na poduszce. Upadek rządzącego w okresie Heian rodu Fujiwara zapoczątkował sześciowiekowe panowanie szogunów. Kobiety straciły przywileje. tsuma. siedziała przy niskim stoliczku i pisała. Subtelna grzeczność. kanji oznaczające „pannę młodą". pisała. a wojenne zawieruchy kolejnych wieków odebrały znaczenie kobietom i kulturę melancholijnych estetów zastąpiła kultura równieŜ nieco skłonnych do melancholii. usta w kolorze krwistej czerwieni i barwione na czarno zęby . Podczas gdy chińskie wiersze męŜczyzn przepadły w niepamięci. Kobiety nigdy juŜ nie miały takiej wolności ani nie stworzyły porównywalnie wspaniałych dzieł. której mowa z kolei róŜniła się od tej uŜywanej przez córkę samuraja. Ŝe dama posiada piękny charakter pisma i biegła jest w sztuce układania zdań. Nie dziwi zatem. składa się z dwóch elementów: „kobiety" i „domu". bo na zróŜnicowanie języków miały wpływ równieŜ inne czynniki niŜ płeć i wieśniaczka mówiła inaczej niŜ na przykład Ŝona kupca z Edo. a płciowa róŜnica w języku japońskim pogłębiała się. przetrwały do naszych czasów: kredowobiała twarz z wyskubanymi brwiami. a kwintesencją kobiecego wdzięku onnagata. który waŜył około dwudziestu kilogramów.dla naszych oczu wyglądają jak piękne i straszne demony. Kochano więc i pisano ani nie mając pojęcia. zaprawionym szczyptą złośliwości. które ponoć nie przepadały za sobą w rzeczywistości. autorka Makura no Sóshi. W tym samym mniej więcej czasie Ŝyła inna niezwykła postać. by napisać odpowiedni poemat. z krągłą twarzą o dziwnej geografii. Ideałem piękna stała się natura ujarzmiona. czyli słynnych Zeszytów spod poduszki (a raczej „spod zagłówka". dama dworu cesarzowej. w przypadku mowy kobiet podlegała nieustannej sublimacji. co działo się poza dworem. której autorką była Murasaki Shikibu. Okres Heian juŜ nie powtórzył się. a podległość i sfera domu . w piękny sposób opisuje Lisa Dalby w Opowieści Murasaki. pisała. i oboje mogli właściwie nigdy nie przyjrzeć się swoim twarzom. Za pierwszą powieść w historii ludzkości uwaŜa się bowiem Genji Monogatari. Wizerunki kobiet. Dama Heian w wielowarstwowym kostiumie. ceremonii herbacianej i teatru kabuki. Oczywiście wszystko to było bardziej skomplikowane. Fikcyjne spotkanie obu dam. czynił ją wówczas bardziej poŜądanym obiektem męskiego pragnienia niŜ uroda. W Makura no Sóshi 251 z niedościgłym mistrzostwem i kobiecym wdziękiem. jedno z kanji oznaczających „Ŝonę". Opowieść o księciu Genji.wychowany kochanek musiał opuścić ją przed świtem. czas wojen i podbojów. zawsze ceniona w tym języku o wiele bardziej niŜ asertywność i bezpośredniość. sztuka pisania listów miłosnych przestała być traktowana jako najwaŜniejsza rzecz w Ŝyciu. lecz na twardym podwyŜszeniu). jeśli romans kończył się szybko. z włosami spływającymi czarną kaskadą aŜ do stóp. gdzie Ŝycie tak zwanych zwykłych ludzi dalekie było od idylli. pisane przez kobiety Heian teksty ewoluowały w nową formę literacką. lecz bardzo przy tym wojowniczych samurajów. nieco starsza od Murasaki Sei Shónagon.kobiety.„kobieta" i „ręka trzymająca . Yome. męŜczyzna odtwarzający na scenie kobiece role. iŜ wieść. a w jej miejsce narodziła się kultura zen. które stworzyły hiragana.

Upraszczając: kobiety częściej uŜywają rzeczowników i czasowników z honoryfikatorami. Słowa uŜywane przez męŜa. Japończycy z samurajskich rodów.szogun". Japoński mózg „My.szczotkę". japoński język jest przykładem potwierdzającym tę tezę. . zwana z racji swego złego charakteru „mniszką . takw języku japońskim osoby o podobnych poglądach dopatrują się cech wskazujących na jego absolutną unikalność (związaną oczywiście z unikalnością mówiących nim ludzi). czyli „osoba wewnątrz domu" albo . a męskie . które mogło być na przykład odpowiedzią na jedno z moich pytań. zdystansowanym i świadomym niuansów swojej kultury. Dla tych. Ŝe ich miejsce w strukturze jest odmienne.którzy na przykład zamiast zróŜnicowanych w zaleŜności od kontekstu japońskich określeń na Ŝonę często nazywają ją dziś po prostu waifu (od ang. podkreślając męskocentryczny charakter japońskiego społeczeństwa. Ŝe między Japończykami a „gaiji-nami" istnieją zasadnicze i nieredukowalne róŜnice. zdecydowane i mniej formalne. uŜywała wówczas formy „ja" przysługującej męŜczyźnie. Niektórzy zwolennicy ideologii Nihonjin-ron wierzą więc. urodzeni i wychowani przed drugą wojną światową. to kanai. RóŜnice te nie są juŜ wprawdzie tak drastyczne w młodym pokoleniu Japończyków . a jej kolega po prostu na „drugie piętro". Japończycy". której wyznawcy uwaŜają. ucząc się od wczesnego dzieciństwa. gdy rozmawiała z osobami o duŜo niŜszym statusie. Do tego dochodzi wspominana juŜ tu przeze mnie odmienność intonacji. Ŝe mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni mają pewne cechy godne pozazdroszczenia lub chociaŜ wyjątkowe. „My. kobiece formy „ja" są mniej bezpośrednie i miękkie. Ŝe językiem męskim i kobiecym w wyjątkowo wyrafinowanej formie posługiwali się do końca Ŝycia jego rodzice. która w przypadku kobiety jest wysokim. urzędniczka w banku Spotkanie zaprosi klientów na „szacowne drugie piętro". Tak jak japoński ryŜ wielu uwaŜa za najbielszy i najsmaczniejszy pod słońcem. zdarzało się powiedzieć nawet osobom na ogół bardzo krytycznym. podczas gdy męŜczyźni stosują je w formie podstawowej. W tradycyjnym japońskim języku męŜczyzna powiedziałby zatem o swojej Ŝonie: „Obudziła się". Ŝe „wielce szacowny małŜonek dokonał szacownego obudzenia się".to sformułowanie często otwierało zdanie. melodyjnym świergotem.gardłowe. którzy są przekonani. Do dziś w Japonii są dwa sposoby posługiwania się językiem. podczas gdy ona oświadczyłaby.ale nadal istnieją. Ciekawy przykład uŜywania języka jako medium władzy opisuje wspomniana Yamakawa w opowieści o Ŝyciu codziennym kobiet z klasy samurajskiej okresie Edo. gdy mówi o swojej Ŝonie. a inni Ŝywią przekonanie o odmienności budowy i funkcjonowania japońskiego mózgu. Kobieta i męŜczyzna w inny sposób mówią „ja". Wiara w wyjątkowość Japończyków to podstawa wspomnianej juŜ tu ideologiiNihonjin-ron. 252 zwykła szczególnie często i z upodobaniem uŜywać męskiego języka. Jedna z krewnych autorki. Ŝe japońskie kiszki są o wiele dłuŜsze niŜ zachodnie i przystosowane tylko do japońskiej diety. Japończycy" . Satoru opowiadał mi. a właściwie dwa „płciowe dialekty": męski język władzy i kobiecy język podległości. wije) .dziś zanikające juŜ -gusai znaczące „głupia Ŝona". Kobiecy język wiąŜe się równieŜ z koniecznością uŜywania odpowiednich form grzecznościowych.

Jego zdaniem. autor bestselleru Japoński mózg. które spędziło rok na kursie angielskiego w Londynie. a za to. co w przypadku próby przyswojenia obcego języka jest wyjątkowo złą metodą. mając moŜność wyraŜenia ich w sposób perfekcyjny. Tokio w wielu aspektach nie jest miastem międzynarodowym. dziecko rodziny intelektualistów. uparcie milczał w moim towarzystwie. w mózgach ludzi Zachodu za to. co emocjonalne . co racjonalne. śliczny młodzieniec obdarzony wysokim wzrostem i szlachetnymi rysami. okazało się. ja i Mariko mamy na myśli taki sam kwiat? Jakie jest „imię róŜy" w kanjil Czy rzeczywistość opisana w kilku tysiącach kanji nie jest przypadkiem piękniejsza. ludzie Zachodu nie są ani tak wraŜliwi na piękno natury jak Japończycy. tym zdaniem otworzył wykład profesor przemawiający do zagranicznych stypendystów Monbushó i nie Ŝartował . Pewnie nieśmiałość Japończyków w kontaktach z obcymi teŜ ma tu coś do rzeczy. ciekawsza. Ŝe język japoński posiada szczególną właściwość mimetycznego przedstawiania rzeczywistości. ma swoje odzwierciedlenie w japońskim języku.prawa. bardziej godna uwagi? Ewentualne poczucie niŜszości wobec „japońskiego mózgu" i języka znikało jednak. „Japończycy mówią po japońsku". Nawet jeśli mózgi mamy z grubsza takie same (Ŝe jest inaczej nie przekonał mnie profesor Tsunoda). Ŝe porozumiewa się zupełnie swobodnie. takich jak wielkie stacje kolejowe.Japończycy zwykle starają się jakoś wytłumaczyć cudzoziemcom tę kłopotliwą dla nich przypadłość. której nie ma Ŝaden inny język świata. Na przykład na mapkach . Na ulicach Tokio szanse na przypadkowe znalezienie anglojęzycznego Japończyka są niewielkie. Ŝe ja znam dwadzieścia kilka liter. czerwieniejąc i blednąc na zmianę. to jak porównać świat wyraŜony w dwóch tak odmiennych systemach językowych? Czy mówiąc na przykład o róŜy. jak przekonuje autor. jak argumentuje Tsunoda. podczas gdy mózg japoński odbiera oba rodzaje wraŜeń tą samą. szemraniu strumienia czy śpiewowi cykad. a oni dwa tysiące znaków. gdy tylko zwracałam wzrok w jego stronę. W miejscach. odpowiada lewa półkula. dokształcają na kursach. Mimo pozorów internacjonalizacji. jaki jest stosunek moich wykształconych japońskich znajomych do koncepcji profesora Tsunody. których jest mnóstwo. mnie samej wydawała się czasem niepokojąca. ale na ogół nie potrafią porozumieć się w tym języku. Nigdy nie zdobyłam pewności. Wśród róŜnych hipotez najbardziej przekonująca wydaje mi się ta. Stąd. Dzieje się tak dlatego. niepewność własnych umiejętności i lęk przed ośmieszeniem stanowią dodatkową blokadę. Gdy po kilku spotkaniach w końcu przemówił. ani nie potrafią oddać emocjonalnej głębi uczuć w tak doskonałych słowach. Japończycy uczą się angielskiego obowiązkowo przez dwanaście lat w szkołach. Według Tsunody język japoński bliŜszy jest niŜ inne mowie natury. co w Japonii. hotele. kilkunastoletni syn Mariko. lewą półkulą. mówi w jakimkolwiek innym języku niŜ ojczysty. ale Akimi to zupełny wyjątek. Być moŜe jeszcze tylko w USA i Wielkiej Brytanii równie mało ludzi. Akimi. gdy próbowałam porozumieć się w Tokio po angielsku. 254 Unikalność japońskiego mózgu. ale świadomość.Temu popularnemu przesądowi bogatą pseudonaukową oprawę dał profesor Tsunoda Tadanobu. która wini japoński system eduka255 cji nastawiony na pamięciowe wkuwanie. muzea i świątynie. cudzoziemcy zdani są często tylko na siebie.

podrapał się po mistrzowsko ostrzyŜonej głowie i zaczął dreptać dookoła. gdzie napis: You are here i wielka czerwona strzałka dadzą ci tak potrzebną do przeŜycia pewność. i labirynt marsjańskich ulic bez nazw. za pomocą których Japończycy wyraŜają emocje. gdzie księgarnia się mieści i którego w realnej przestrzeni miasta nie mogłam znaleźć. „gaijinie". które w ciągu ułamka sekundy rozkwitły w pełnię przeraŜenia. Ŝe spacerowałam w malowniczych okolicach uniwersytetu Waseda. jednej z najszacowniejszych uczelni Japonii. który w swoich levisach we wzorek udający chlapnięcia białej farby i z fanatazyjnie postrzępioną fryzurą na jeŜozwieŜa. Tylko dwie instrukcje dotyczące 256 zwyczajów. Do Japonii przyjeŜdŜa co roku tylko około pięciu milionów turystów i wydaje się. świsty. na którym moŜesz sobie usiąść i poczekać na olśnienie. Ŝe nie warto dla nich się starać. bo niebieski. co wyglądało jak stara zniszczona rama okienna. Pierwsza dotyczy ściągania butów. nawet jeśli będzie wyglądała tak. wydając teŜ przy tym inne dźwięki. powtarzając bukusutoru. wykrztusił na moje pytanie. druga . wyjaśniających detale związane z czymś. Podejrzenie było tym bardziej prawdopodobne. Resztę mapki opisano juŜ tylko po japońsku: jest tam staw chyba. Ŝe ciągle masz swoje zachodnie przerośnięte „ja". aŜ delikatnie wyciągnęłam mu moją własność z dłoni i wycofałam. ja z moim obcesowym pytaniem 257 .koło stacji kolejowych po angielsku napisane jest zazwyczaj tylko You are here tu jesteś.bookstore? i pokazałam zaznaczony na planie Tokio krzyŜyk. Podstawowe informacje po angielsku są zwykle kilka razy krótsze niŜ zamieszczone obok japońskie. czy mówi po angielsku. „Yes. ale do dziś pamiętam zagadniętego przeze mnie o drogę do księgarni miłego człowieka płci męskiej. ale w oczywisty sposób nie kojarzył go z niczym znajomym. zawsze są na widoku. czyli angielskie słowo bookstore w japońskiej wymowie. . Mimo zupełnego braku porozumienia Japończyk usiłował mi pomóc tak długo. Nieopatrzne zwrócenie się o pomoc doprowadziło do jednej z tych niezręcznych sytuacji. między znakiem złoŜonym z trzech pogiętych kresek i małego telewizorka a znakiem przypominającym składany stołeczek. mówił i robił parę kroków. co po pewnym czasie nie jest aŜ tak trudne w Tokio. się nie przestając dziękować. których przestrzegania wymaga się w Japonii bardzo powaŜnie i bez Ŝadnej taryfy ulgowej. W obu przypadkach moŜna być pewnym informacji po angielsku. Ŝe oto patrzymy na „przyrząd do ceremonii herbacianej" o nazwie „Wiatr w sosnach". gaijinka mówi do mnie w obcym języku!!! Co robić!?!" Bookstore"?. Ŝe Japończycy wychodzą z załoŜenia. Gdybym tego nie zrobiła.. łączącą zdumienie i zakłopotanie. powtórzyłam łagodnie. towarzyszyło jedno jedyne zdanie po angielsku mówiące. a jego oczy krzyczały niemo: „Gaijinka!!!. Zagadnięty męŜczyzna zrobił najpierw charakterystyczną minę.segregowania śmieci. Przestraszony człowiek wziął do ręki mój atlas. Ido".. chrumknięcia i pomruki. „Bu-ku-su-to-ru". jakby z japońskiego przetłumaczyła ją osoba mówiąca tylko w suahili. więc naprawdę lepiej sobie posiedź tam. Ŝe to ty. Szybko nauczyłam się radzić sobie sama. wyglądał mi na studenta wydziału humanistycznego. „Bukusutoru". Na przykład na wystawie poświęconej historii herbaty długiemu opisowi pełnemu dat i nazwisk. powtarzał i robił kolejne kilka kroków. stalibyśmy tam nie wiadomo jak długo jeszcze. jakich potem będę unikać jak ognia.

Chizuko przypominała sobie trzeci tryb warunkowy i wyszukiwała synonimy czasownika „iść". zaczynając od słowa „eto". Jeśli na przykład pociąg zatrzymywał się tak. prawdopodobnie w ogóle nie ten pociąg i nie dogadamy się. Ŝe zamiast mówić. naśladując minę słodkich postaci z komiksów manga: przekrzywiona głowa. a do ostatniego słowa misternego zdania po angielsku. W zamian za udział w takiej rozmowie dostałam kiedyś od gromadki chichoczących uczennic trzy misterne zwierzątka origami. krzyŜykiem i daszkiem albo grabiami wpisanymi w krzywy trójkąt. i nieustannie sprawdzała słówka w podręcznym elektronicznym słowniczku. ale niezbyt rozgarniętej. pytającym głosem wymawiałam więc nazwę stacji. Zanim lody między nami zostały na dobre przełamane.chcemy czy nie . on z narzuconą mu powinnością. wyraŜającego zakłopotanie. Ŝe metodyka nauczania angielskiego rzeczywiście pozostawia wiele do Ŝyczenia. Ŝe student z uniwersytetu Waseda nieraz zetknął się ze słowem bookstore. by udzielić mi prostej informacji. nieodmiennie doczepione było słówko maybe. Nie potrafił wykorzystać wykutej na pamięć szkolnej wiedzy do tego. by nauka angielskiego stała się efektywniejsza. Sądzę. na której chciałam wysiąść. które notują w swoich zeszytach. tylko słusznie obawiając się. Po tym doświadczeniu ograniczałam próby zasięgnięcia informacji od obcych tokijczyków do minimum. który nie potrafiłby lub nie miał ochoty udzielić cudzoziemcowi informacji. nie rozumiejąc.przydatnym języku. dopóki nie zwolni się go z tego przykrego obowiązku. nauczyciela. Japończycy nie zachowują się w ten sposób i nawet jeśli zagadnięty męŜczyzna klął w duchu. oczywiście pod czujnym okiem sensei. Opowiadano mi. zwracając twarz ku najbliŜszemu sąsiadowi. gdy jednak normalny dla japońskiej twarzy wyraz zaambarasowania pogłębiał się. 258 była teŜ Chizuko. Jedną z takich metod jest skłanianie maluchów do przełamywania nieśmiałości i zaczepiania „gaijinów". był miejscem oznaczonym dwiema kreskami. a japońska młodzieŜ opuszczała szkoły z rzeczywistą umiejętnością porozumiewania się w tym . jedynie ci Japończycy. zmarszczone czoło. to nie z nieśmiałości. pytałam. Gdy poproszony o pomoc Japończyk nie potrafi sprostać zadaniu. Oprócz uczniów robiących to w ramach ćwiczeń. przerosła go. Gdy Japończyk odpowiadał „okay" i uśmiechał się z ulgą. sprawa była jasna . które w końcu wypływało z jej ust. a zagadnięty przeze mnie człowiek zaczynał coś długo mówić w swoim języku. Ŝe trafiłam. Ŝe pytający o drogę ma w istocie zamiar okraść go. szeptała najpierw do siebie. czego od niego chcę. przystanek nie miał dla mnie nazwy. Dowodem na to. Ŝe podejmowane są róŜne próby. ale społeczna sytuacja. w której mógł z tego zrobić uŜytek. układając w myśli angielskie zdanie. kaŜda rozmowa była koszmarem. znaczyło. z której próbował się wywiązać.to nie moja stacja. Nowojorczyk. nie powiedział mi. czyli intensywna dociekliwość istoty pracowitej. Ubrani w mundurki i bardzo przejęci podchodzą do turystów w Asakusie i zadają im proste pytania po angielsku. Być moŜe bez niego zdania wydawały się Chizuko zbyt bezpośrednie i przez to niegrzeczne. którzy jako tako znają . czuje się bardzo niezręcznie i będzie męczył się tak długo. bo podczas gdy ja czekałam na prostą odpowiedź. Jeśli zaś uciekłby bez słowa. nie wahałby się poinformować go o tym i to niekoniecznie w grzecznych słowach. Jej przesadna troska o poprawność sprawiała. Ŝe nie było widać rzymskiego napisu.po angielsku. Ŝebym poszła do diabła razem ze swoim bukusutoru albo nauczyła się japońskiego. i wznosząc głos dodawałam na końcu błagalne: Okay? Na przykład: „Nishi-Shinjuku? Okay?". przygryziona warga. zgwałcić lub nawet zabić.

Ŝe język Szekspira nie jest obecny w ich codziennym Ŝyciu.na przykład costo-apu. Obserwując moje zmagania z automatem. gdzie ze swadą prawdziwego przewodnika opowiedział mi 259 historię wiernego pieska. ciesząc się być moŜe przyjazną bezpośredniością tego pytania.pojawiają się w zastępstwie starych dobrych słów japońskich. chociaŜ niestety . Bezpośredniość. Angielski przyprawiony wasabi Fakt. Niektóre z nich słuŜą jako nazwy takich rzeczy nieznanych w dawnej Japonii jak ham-baga. Była to moja pierwsza wyprawa na Shibuya. Miła.z tym. czyli cost up.seizu. jest nimi nafaszerowany do granic moŜliwości. odnosi się do office lady. wymawiany oeru. by zaprowadzić mnie pod pomnik Hachikó. iŜ Japończycy mają problem z porozumiewaniem się po angielsku. a tajemniczy skrót OL. znaczy „podnieść ceny". czyli telewizor.angielski. Inne angielskie słowa . drobna postać starego nauczyciela z laseczką i w kapelusiku jak z przedwojennych filmów. gdy nacisnęło się jakiś przycisk). W wymowie słów japońskich dźwięk zapisywany w alfabecie rzymskim jako „h" jest tak naprawdę czymś pośrednim między „h" i „f". ale moŜe zmyślał. w którym jeszcze wówczas nie umiałam kupić właściwego biletu (dla wyjaśnienia: automat był oznakowany oczywiście wyłącznie po japońsku i nawet mówił po japońsku. albo terebi. Ŝe przy wypowiadaniu angielskich słów z japońskich ust wydobywa się ono jako coś bliskiego „h". Ŝe jego japoński przyjaciel 260 przy szczególnie burzliwych dyskusjach radził mu: „Hack you" zamiast „Fuckyou". młodej pracownicy biurowej o niskim statusie i głównie ozdobnej funkcji. czyli hamburger. angielskiego sprawiła. jeszcze inne to niby angielskie rzeczowniki i czasowniki. Na początku mojego pobytu w Japonii. OtóŜ w japońskim nie rozróŜnia się dźwięku spółgłosek „r" i „l' oraz „h" i „f". „May I help ? ou?". Reid pisze. Jest i to bardzo wyraźnie . pojawił się koło mnie na stacji Ishikawa-dai emerytowany nauczyciel angielskiego. nie słysząc róŜnicy między tymi . czyli . niczym dobry miły duch. sami oferują pomoc widząc zagubionego cudzoziemca. szczypiącego wasabi. współczesny japoński aŜ puchnie od anglicyzmów.sekkusu. by nie rzec przyziemność.nigdy więcej juŜ go nie spotkałam. czyli kolor . Brak dźwięku „f" sprawia. które tak naprawdę są madę in Japan i w oryginalnym angielskim w ogóle nie występują. przy czym ani w hiragana. Ŝe uŜywa się go takŜe mówiąc na przykład o sferze seksu. W Japonii takie cuda zdarzają się jednak rzadko. bo językoznawcy twierdzą. Na szczególne uŜycie angielskiego przez Japończyków ma wpływ jeszcze jeden czynnik. a on towarzyszył mi do końca i wysiadł tylko po to. czyli rozmiar. została w mojej pamięci. Z „r" i „1" sprawa ma się podobnie i stąd bierze się jeszcze więcej zabawnych nieporozumień. bliŜszym jednak temu pierwszemu (góra znana nam jako Fuji to zatem w japońskiej wersji raczej HudŜi). zapytał: „May I help you?" i rzeczywiście pomógł. Ŝe Japończycy niezwykle rzadko przeklinają. Po pierwsze. Ta ostatnia grupa świadczy o duŜej inwencji i . bowiem Japończycy. nie znaczy. Ŝe przyprawiony na sposób japoński niczym sernik o smaku zielonej herbaty albo lody waniliowe z dodatkiem świeŜutkiego. którego nie mogą zadać obcemu w swoim języku pełnym piętrowych grzeczności i dystansu. ani w katakana „1" i „f" w ogóle nie ma. pytają. albo kara.

Your pet happy heart forever for dogs and cat. Na początku kaŜdą taką ulotkę pokazywałam moim japońskim znajomym. przeczytałam któregoś razu na ulotce znalezionej w skrzynce pocztowej. Słynny juŜ wśród „gaijinów" napój Pocari Sweat. które ją kupowały. dzięki czemu dowiadywałam się na przykład o moŜliwości powiększenia biustu w promocyjnej cenie (czyli bustu-apu). a szyld stoiska ze sztuką ludową (folk) w Kamakurze zachęcał do kupowania/orA. Agile challenge foryour bravefinger. ulotkach reklamowych i billboardach. którzy dzięki temu „uśmiechną się do ich delikatnych w dotyku wisienek". pewnie poczułby się uraŜony takim podejrzeniem. mówiła informacja na papeterii ozdobionej rysunkami wisienek. Letter is a happy friendly messagel. ulicznych automatach z napojami i papierosami. otwarciu nowego pola golfowego na dachu pobliskiego szpitala albo spotkaniu dla pań chcących schudnąć. które od tej pory nazywaliśmy „flaczkami z kotka". Let's camp together!. ignorują ją przy zapisywaniu angielskich słów. Tissue from kitten!. Ŝe pocari to małe. Tym razem okazało się. mogły napisać do przyjaciół „w wiśniowym nastroju". pan czytający akurat gazetę pełną roznegliŜowanych pań. których pospolity wygląd nie budził lęku przed „aktywnym wyzwaniem dla twojego odwaŜnego palca". W Tokio moŜna je znaleźć dosłownie wszędzie: na ubraniach. Dziewczęta. craft.często uŜywanymi spółgłoskami. pomarszczone zwierzątko o wielkich uszach. He will smile back atyour cherry. Japlish. We little cherry dream. bardzo w Japonii popularny i całkiem smaczny. Smile to your friend in cherry mood. jaką mieszkańcom oferowała pobliska świątynia buddyjska. w jednym rogu ulotki narysowano pieska. w drugim kotka. nawet gdyby uŜywało się ich „nonszalancko". His dream soft cherry touch. angielski przyprawiony po japońsku. które poci się obficie. Lavatoly głosił napis na toalecie w japońskim pensjonacie na półwyspie Izu. Niegramatyczny i raczej bezsensowny. co więcej. na sprzęcie elektronicznym i turystycznym. choć nie do końca przypadkowy. Let each man do his bestforyour sińce 1994. angielski napis spełniał funkcję chwytu reklamowego. bo cóŜ moŜe być lepsze na tokijski upał niŜ orzeźwiający Pocari Pot? MoŜna sobie wyobrazić. przypomina UFO . kusił nas swoimi reklamami. opakowaniach artykułów spoŜywczych i chemicznych. Od tej pamiętnej ulotki uległam popularnej wśród „gaijinów" pasji kolekcjonowania co smakowit-szych przykładów w Japlish. informował napis na opakowaniu tanich długopisów. co wszystko razem brzmiało mi dość nieprzyzwoicie. Happily enjoyyour life! Sometimesyou do it nonchalantely with lovely color like blue sky. przeczytałam po jednej stronie papierowej torby z piekarni babci . a kiedy indziej niską (Iow) wołowiną i to dlatego bohaterka filmu Między słowami nalegała: „Lwij moje pończochy" (leap zamiast reap) w niezbyt udanej zresztą scenie. dzieł „sztuki widełcowej". torebkach i plecakach. jego podobieństwo do oryginału jest jednocześnie oczywiste i bardzo dalekie. kartach dań w restauracjach. oznajmiało niewinnie opakowanie chusteczek higienicznych. Oprócz tego enigmatycznego zdania. mającego przyciągnąć uwagę ewentualnych klientów. napisane było na aktówce powaŜnie wyglądającego biznesmena jadącego metrem i z pewnością nie chodziło o publiczną demonstrację jego zamiłowania do campu. w menu restauracji surowa (raw) wołowina raz była prawną (law). Thank you for your much buyingthis wonderful fresh bread. zwanym niekiedy Engrish. prosząc o przetłumaczenie. Ŝe niezrozumiała dla mnie „reszta" była informacją o posłudze religijnej dla zmarłych zwierząt domowych. reszta była po japońsku.sernik o smaku zielonej herbaty.

jak komik Dave Barry. a wieloznaczność kanji sprawia. With delicious for you. Good mornig Nurse Strawbery!. pisarze powaŜni i zupełnie niepowaŜni. eat this savory elegant cakefor your happy ????? time. Bye Pimple (na topie nastolatki w metrze) oraz Sexy Cowboy Goes Fast Since 1998 (na T-shircie wspominanego juŜ tu narzeczonego Barbie spod Hachikó). było napisane z drugiej. Nurse and Strawbery. kusiła pięknie zdobiona papierowa serwetka. Ich wyrafinowany urok dostępny jest jednak tylko dla tych cudzoziemców. śarty z języka innego narodu są oczywiście mało wyrafinowaną rozrywką. a zwłaszcza Japończykiem. jak na przykład róŜowe tostery My Sweet Bread Toster albo uchwyty na papier toaletowy Your Friendly.zupełnie ginie w przekładzie. gdzie opowiada się dowcipy. pewnie teŜ miałabym dość dowcipów na temat „r" i „1" typu: „Jak często Japończycy mają elekcję? Co lano". We are surę you will enjoy this rich and authentic bread in your joyful life. ale nie sądzę. Gdybym była Japonką. biegając w parku Senzoku Ike). rodzaj japońskiego teatru. Cross-Legged Frog (na kurteczce Ŝwawej staruszki wspinającej się przede mną na Fuji i dodającej mi otuchy. Japlish jest obowiązującym językiem stylu kawali i napisy w nim zdobią takie dzieła potęŜnej firmy Sanrio. gdzie publikują swoje kolekcje. którą często spotykałam. Największą frajdą są napisy w Japlish na ubraniach wyeksponowane na szczupłych klatkach piersiowych lub plecach Japonek i Japończyków. ale nie znaczy to. z którego po kilkakrotnym przestudiowaniu wiadomo tyle. Tu.Shinady. napisano kolorowymi literami na płóciennej torbie ze sklepu z towarami po 100 jenów.całkiem „autentyczny". z braku miejsca. Ŝe japońskie gry językowe przybierają wyjątkowo skomplikowaną formę. Ŝe . W prze263 ciwieństwie na przykład do moich rodaków. zachęcała duŜymi literami na pierwszej stronie dwujęzyczna gazetka wydawana w dzielnicy Meguro. a Japończycy przejawiają duŜą wraŜliwość i najczęściej zupełny brak poczucia humoru. której uŜywałam do noszenia zakupów. opiera się w duŜej części właśnie na takiej formie komizmu. którzy wybornie znają japoński. Przetłumaczony dowcip japoński tego typu przypomina angielskie streszczenie spektaklu kabuki. włączając te z erotycznym podtekstem. Let's segregatel. by istniała. gdzie czas płynął tak happy ? ?????. cudownie dźwięczne Bloody YourDandelion (na dresowej bluzie Japonki. Now we will sendyou the real taste ofthe baked bread appreciated for a long time. studenci z wymiany zagranicznej i artyści. Korespondenci potęŜnych gazet i dyplomaci. Na przykład rakugo. Dick in Blue (na torsie melancholijnego młodzieńca w parku Shinjuku). We madę delicious sweet for you. fizycy i kulturoznawcy licytują się nie od dziś. Ŝe nie czuło się przybywających kilogramów. gdy zostawałam za bardzo w tyle). Kim jest Siostra Truskawka.jak się przekonałam idąc do rakugo z Satoru . i . nie udało mi się dowiedzieć. gdy dotyczą one ich mowy. Bye. kto znajdzie najlepszy przykład koszulkowego Japlish. Please. Let's it bread!. 262 którą podano mi wraz z tiramisu w rzeczywiście eleganckiej cukierni w Akasace. It is with friend. Do moich „znalezisk" naleŜy: Swinging Pussy (na T-shircie młodej mamy z eleganckiej dzielnicy Den'en-Chófu). Trudno się zresztą dziwić.na szczęście . pasjonaci zakładają strony internetowe. uŜycie języka angielskiego ogranicza się do naprawdę soczystych haseł. Ŝarty autoironiczne nie są mocną stroną Japończyków. a chleb okazał się . Ŝe nie lubią oni dowcipów językowych.

a nie w Japlish. gdzie wszystko wydaje się być inaczej. To zatem język dalekiego. wychylając się z kuchni. na którą zwrócili mi uwagę japońscy znajomi.ktoś komuś ukradł przyrząd do palenia kadzideł i córka tego kogoś sprzedała się do domu publicznego. bo musiał. Ŝe tekst będzie po angielsku. syna Mariko. Cytując przykłady Japlish. byle byłoby po angielsku. wytłumaczyła mi. o co chodzi. jakie przed wiekami robili z chińszczyzną? Poza wszystkim to. zabawny angielski. Być moŜe te współczesne eksperymenty Japończyków z angielskim moŜna porównać do tych. który fascynowałby ludzi Zachodu bardziej niŜ ona. nie uwzględniają przewaŜnie jednej waŜnej rzeczy. iŜ „gaijini" nie rozumieją Japlish. a brat . bo znają reguły kulturowej gry.popatrzył na mnie jak na przybysza z dalekiej planety. czy napis Hot Ready Burns na jego nowej bluzie jest nazwą zespołu muzycznego. by wyśmiewać się z „dziwności" Japończyków. mimo iŜ ukradziona rzecz znalazła się dzięki dzielnemu samurajowi.powrócił i popełnił samobójstwo. Jest przede wszystkim miejscem mitycznym. Który teŜ popełnił samobójstwo. angielski jest bowiem „szpanerski". młodzieniec .dla nas komicznego zjawiska kulturowego. Ŝe niewaŜne. gdzie gejsze i . Dla Japończyków. co jest napisane. by mieć pewność. hulaj dusza! W końcu na mojej kupionej w USA „orientalnej" koszulce podobno napisane było po japońsku: „Smacznego! Łódź podwodna. rzeczywiście warto byłoby pokusić się o sprawdzenie poprawności przekładu przed publikacją. wysokich. w jaki my wykorzystujemy dla ozdoby kanji ani nie 264 znając ich znaczenia.nie po raz pierwszy i ostatni . potęŜnych męŜczyzn i blondynek o niebieskich oczach. język gwiazd Hollywoodu i gwiazd rocka. Ŝe Japończycy doskonale wiedzą. To mowa Zachodu. zŜymający się na ten kaleki. nie robię tego. Językowi puryści. Jego mama.nie wiadomo czyj . Hasło reklamowe z japońskiego plakatu turystycznego. którego paradygmatem dla Japończyków jest Ameryka. a nie geograficznym czy politycznym: dalekim i ekscytującym „Tam". lecz by spróbować zrozumieć sens pewnego . Gdy zapytałam Akimi. Posłowie: Między słowami Japonia. Właściwie w naszej wyobraźni nadal cieszy się statusem „krainy" raczej niŜ „kraju". UŜycie angielskiego często ma zatem charakter czysto dekoracyjny i moŜna je porównać do sposobu. cool. ani nie przejmując się tym. podobnie jak innych Azjatów. Tam jednak. gdzie sens podporządkowany jest wartości estetycznej. Dwie góry biec!" Japonia to obcy kraj. Nie było i nie ma chyba kraju. ma doprawdy niewielkie znaczenie wobec faktu. W przypadku instrukcji obsługi i innych przekazów o charakterze przede wszystkim informacyjnym. egzotycznego kraju.

budują wielkie. z duŜą trafnością oddając w ten sposób istotę fantazmatycznej struktury. ani takich ludzi". Ŝe jadąc tam.samuraje. Tym bardziej więc intryguje i niepokoi. jakie dopada nas w japońskim mieście. powiedział Oskar Wilde w 1889 roku. w ramach której Zachód stwarzał i stwarza swoją Japonię. co przywieźliśmy. Tak silne miejsce Japonii w wyobraźni Zachodu sprawia. Ŝe w tych eleganckich tradycjach tkwi esencja japońskości i Ŝe uda się jej nauczyć za odpowiednią opłatą. dostępna w ciągu kilkunastogodzinnej podróŜy z kaŜdej stolicy Zachodu . minęło ponad sto lat. gdzieś między luksusowym sklepem firmy Sony a tysiącletnią 267 świątynią shintó. jest wciąŜ daleka niczym obca planeta.nie przestała być dla nas tajemnicza. z jakim zwykliśmy pochylać się nad „dzikim". wielbiąc głębię buddyzmu i mądrość Wschodu. hipernowo-czesne miasta i najlepsze komputery. który sami wymyśliliśmy i zatrzymaliśmy w czasie. ma inny wymiar niŜ niemoŜność znalezienia drogowskazu w slumsach jednej z biednych południowoazjatyckich czy afrykańskich stolic.jak pisze z przekąsem Kerr . Japonia współczesna jednak nowoczesna. dźwigamy bagaŜ fantazji cięŜszy niŜ zwykle. prędzej czy później zada więc sobie pytanie. ale fascynacja trwa i nic nie wróŜy jej końca: ksiąŜki o Ŝyciu gejsz stają się bestsellerami. pozbawia nas miłego poczucia wyŜszości. z rzeczywistością jest zaś procesem nieprzewidywalnym. lecz odmiennej kulturze. a w zachodniej modzie po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się motywy fal i Ŝurawi i piękne obce znaki zupełnie nieprzypominające naszych liter. Cudzoziemiec. Cywilizowana odmienność Japonii zbyt często nie mieści się w naszym pojęciu egzotyki. jacy są ci ludzie. PołoŜony na wąskich wulkanicznych wyspach kraj o podobnym rozwoju cywilizacyjnym co Zachód. by raz na zawsze tę Japonię . czy wręcz . „Nawróconych na Japonię" moŜna 268 . kraj. JacyŜ więc są? Dumni? Nieśmiali? Grzeczni? Okrutni? Pracowici? Wojowniczy? Śmieszni? Pozbawieni poczucia winy? Wstydliwi? Dziecinni? Wyrafinowani? KaŜda odpowiedź jest początkiem opowieści o Japonii widzianej oczami „gaijina" i w kaŜdej część prawdy ginie w przekładzie. między słowami nieprzetłumaczalnych do końca języków. Hollywood produkuje dzielnych białych samurajów walczących oczywiście nie gorzej niŜ prawdziwi. Ŝywiąc się tofu i wodorostami. gdy padły te słowa. a nie potrafią (nie chcą?) udzielić mu prostej informacji po angielsku. Od czasu. Kusi. W jego wyniku niektórzy z nas zakochują się w Japonii. zwłaszcza jeśli nauczycielką będzie dama w kimonie. co myślą. którego potęga nie potrzebuje fundamentu naszych systemów filozoficznych i religijnych. w jaką zmienił się świat. lśniąca aluminium i szkłem. Poczucie zagubienia. codziennie pełnym niespodzianek.tak inną i tak podobną zarazem opisać i zrozumieć. Mimo dzisiejszej łatwości komunikowania się i przemieszczania po globalnej wiosce. ogrody zen i kwitnące wiśnie składają się na obraz tradycyjnej Japonii. Zapisują się na lekcje ikebany i kurs ceremonii herbacianej w przekonaniu.„nawracają się na Japonię" i resztę Ŝycia spędzają. tępo wpatrzony w napis w kanji. „Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Konfrontacja tego. Nie ma ani takiego kraju. którzy z łatwością opanowują ponad dwa tysiące dziwnych znaków.

Podziwiałam sterylną czystość Tokio i do szału doprowadzały mnie panie czyszczące wacikami do uszu szpary w podłodze w wielkim. Ŝe ani tego kraju. zatrzymać się dłuŜej przy tym właśnie konkretnym widoku. zastanawiając się. które w Japonii . pełne wątpliwości godziny. przeszłam prawdziwą burzę uczuć. Wybierając się na dwa lata do Tokio. które kaŜą spacerowiczowi skręcić właśnie w tę. a dobry hamburger lepszy jest od najlepszego sushi. które składają się na Japoński wachlarz. cowieczorne próby przyszpilenia tego. Konfrontując je z rzeczywistością. zachowujących się mieszkańców nie da się zrozumieć. osobiste preferencje i tysiące innych rzeczy. w jaką udaje się flaneur. dyktuje jego albo jej historia oraz wcześniejsze doświadczenia. słuchałam pięknej intymnej historii mojej japońskiej przyjaciółki i spędzałam nerwowe. Nie „nawróciłam się na Japonię". i przekonaniem. czy teŜ było tylko jednym z typowo japońskich przykładów grzeczności i pojawiając się tam. kolejne ksiąŜki. gdzie ubrani w przykrótkieyukaty nadgorliwie uczestniczą w ulicznych tańcach ku czci nie swoich przodków. w której nie aspiruję do roli znawcy i nie stwarzam naukowej syntezy. Wybór kaŜdej trasy. Siedząc nago w publicznej łaźni. podczas której świat pokrywał się kabi. i przeklinałam porę deszczową. pulsujący Ŝyciem organizm stworzony przez . gdzie poniosą nas stopy w obcym kraju. kolejne spacery. Japoński wachlarz składa się z kilku od dawna fascynujących mnie tematów.pewnie po raz pierwszy aŜ tak . niezgrabnie przytupując w przyciasnych klapkach geta. Zachwyty i pytania skłaniały mnie do szukania odpowiednich ksiąŜek. czy za czyimś zaproszeniem stała szczera chęć goszczenia mnie. Pierwszym elementem tej całości jest miasto. niepotrzebnie wprawię gospodarzy w zakłopotanie. Dałam się wciągnąć. nie jest do końca przypadkowe.splotły się ze sobą w jedną całość wielkiej emocjonalnej i intelektualnej przygody. który ze sobą przywieźli. oprócz notbooka firmy Toshiba. Daję zatem do rąk Czytelnika subiektywną opowieść. jeśli juŜ nie denerwująco. kierowania się węchem i reakcją kubków smakowych. ta praca to dzieło autorki spacerującej po rzeczywistych i symbolicznych przestrzeniach obcej kultury. głębiej i głębiej. stały się rutyną mojego japońskiego Ŝycia. na swobodne kolekcjonowanie wraŜeń. spacerowicza. co wydarzyło się za dnia. pustym budynku International Forum. a nie inną uliczkę. w której się wychowałam. Dzień po dniu przez dwa lata te „zeszyty spod poduszki" nawarstwiały się w osobisty tekst dokumentujący doświadczenie spotkania z inną kulturą. miałam więc takŜe w bagaŜu podręcznym kilka gotowych wyobraŜeń na temat Japonii ukształtowanych przez kulturę. mozolna translacja tekstu ulicy. i puchł z wilgoci. Uwielbiałam japońską wiosnę z jej kwitnącymi wiśniami.zobaczyć podczas takich tamtejszych świąt jak O-bon. Inni wracają do domu z tym samym stereotypem Japończyków i Japonii. pozwala na luksus podąŜania za własnym wzrokiem. a te pociągały za sobą dalsze j zachwyty i pytania. Pisanie. Status flaneura. ani jego niewielkich i zabawnie. To jednak. pleśnią. których płatki opadały nam na głowy jak ciepły śnieg. Nie inaczej było w przypadku autorki tej ksiąŜki. co w swej ignorancji za absurd uwaŜałam. które nieraz w ciągu jednego dnia ewoluowały od zapierającego dech zachwytu nad czyimś pięknym gestem do bezsilnej wściekłości wobec biurokratycznego absurdu albo tego. zestaw widoków z Krainy Kwitnącej Wiśni. ale po krótkiej walce uległam jej czarowi. Tak powstała „moja Japonia".

Jej imię brzmi „język". hałas. które wymaga od spacerowicza cierpliwości.„inna" ? Jak mogę się tego dowiedzieć? To ostatnie pytanie otwiera drogę kolejnej z fascynacji. zawsze pełen tajemnic. Później moŜliwość wyraŜenia się za pomocą zupełnie innego systemu językowego. jakiego dokonujemy w kaŜdej kulturze: między kobietą a męŜczyzną. NaleŜę do osób. Oto ja wrzucona w środek miasta takiego jak Tokio. a juŜ na pewno. wspaniały w swoim połączeniu piękna i ohydy. Dojmujące poczucie własnej cielesnej odmienności w tokijskim morzu ciał obcych. jakie oferuje Tokio. by pozwolić mu się wciągnąć w labirynt ulic. poruszających się według nieznanych nam zasad. hieratyczne pozy. kuszący. powtarzalne elementy w miejskim pejzaŜu i jego wyjątkowość domagająca się odkrycia i nazwania. a świadomość tego pozwala stworzyć jedną z moŜliwych topografii. Mam tu na myśli inność. Ale przecieŜ porozumiewanie się to nie tylko mowa. a gdzie nakładają się na siebie i gmatwają? Gdzie w kraju takim jak Japonia ja . jest wyzwaniem. Bycie obcym jest dla 270 przedstawicieli naszej kultury najbardziej naturalnym i akceptowalnym modus vivendi. to takŜe język ciała. Gdzie te przestrzenie kobiecości i męskości są w Tokio oczywiste. tym. Fundament inności stanowi zaś podstawowe rozróŜnienie.kobieta i cudzoziemka . teatralne gesty są do bólu inne. ten męŜczyzna odprowadzający ją wzrokiem. zbyt mało nawet. czasem zaś krzyŜujące się. innej kultury i swojej własnej. To miasto o szalonej topografii. rozlewające się w betonowy ocean. Miejsca transgresji. a kobieta mówi „ja" inaczej niŜ męŜczyzna. co ma ono do zaoferowania: frenetyczna aktywność. jest bardziej „podobna" czy jednak . pulsujące wspólnym oddechem. Miejsca męŜczyzn. o granice ja i to. a gdzie mogę poczuć się „u siebie"? Czy siedząca naprzeciw mnie kobieta w kimonie. Jadąc do Tokio. Jeśli podąŜymy ich śladem. Tokio jest bowiem jednym z najwspanialszych miast świata. dla których miasto stanowi naturalne środowisko i których ekscytuje wszystko. Miejsca kobiet. Tu nie uda nam się zmieszać z tłumem. nadziei i okrucieństwa. ukłony. mijają mnie ludzie i kaŜda z tych osób jest jego częścią: ta piękna młoda kobieta z bukietem chryzantem. ich zupełnie nieczytelne kształty. niekiedy zupełnie oddzielne. I tu miałam szczęście. co rozciąga się poza nimi. Najpierw zauroczyło mnie piękno znaków. nieskomplikowane i małe. poznamy dwa róŜne miasta.jestem obca. co męskie. wydała mi się na tyle fascynująca. która prowokuje do stawiania pytań o moŜliwość poznania drugiego człowieka i siebie samego. Niespodziewane zamiany ról. Ŝe zaczęłam się uczyć japońskiego. Kostiumy i przebieranki. gdzie podmiot nie 271 przypomina w niczym nadętego zachodniego „ja". zamieszkiwany przez miliony stłoczonych ludzi. co kobiece. w porównaniu z japońską megapolis stolice Zachodu wydają się przewidywalne.człowieka. sprawia. przenikające. nawet wrogie. by zapytać o drogę. Miejsca spotkań. tłum. i tym. bowiem niewinny spacer moŜe łatwo zmienić się w szkołę emocjonalnego przetrwania. ciągłe bycie wśród ludzi przy jednoczesnym poczuciu anonimowości. KaŜda kultura i kaŜde miasto ma kobiece i męskie przestrzenie. które zawsze wydawały mi się najbardziej interesujące. . barów i sklepów. w którym oczy jak czarne krople. znałam tylko kilka słów po japońsku. która wychowała się na takich samych lekturach co ja. które dały Ŝycie tej ksiąŜce. by zrozumieć odpowiedź. Ŝe fascynacja miastem nieuchronnie staje się fascynacją innością.

University of California Press 1993. chrząknięcia zakłopotania i syki niezadowolenia. O jakim „ja" mówi zatem Japonka? O jakim Japończyk? Które z tych w nosie usytuowanych japońskich „ja" bliŜsze jest mojemu? To naleŜące do sekretarki Chizuko? To. University of Pennsylwania Press 2000. a inna wystąpiła z propozycją wspólnego przyrządzenia sukiyaki i tak. „Przyjdź. Sexuality. zapachowej. Mam tu na myśli swoją osobistą skłonność do zmysłowego odczuwania miast. poznałam dzięki nim parę nowych smaków. za barem kaiten zushi. Dla przykładu: Japończyk mówiąc „ja" wskazuje na nos. Zanim dowiedziałam się. Ŝe Naomi jest fanką kobiecego teatru Takarazuka. w jakich uczestniczyłam. na matach tatami tradycyjnej restauracji. które warto przeczytać Po angielsku: Michael Ashenazi. pierwszym zmysłem.choć oczywiście skrajnie subiektywnej . Annę Allison Nightwork. które zostają w mojej pamięci nie za sprawą „przygód". celebracje obcych smaków na języku: przy domowym stole. Pleasure. Mothers. by się do mnie zbliŜyć i oswoić się z moją hybrydyczną blond obecnością w ich świecie. zapach morza. Mary Brinton Women and the Economic Miracle: Gender and Work in Postwar Japan.jakości akustycznej. my . Kawałek surowej ryby z ciałem lekko jeszcze drgającym niedawnym Ŝyciem moŜe być równie dobrą magdalenką. drgnienie powieki. Gdy po dwóch latach wyjechałam z Tokio i zaczynałam je wspominać. and Corporate Masculinity in a Tokyo Hostess Club. tęsknię. Comics. uczty. Wspomnienie bachanaliów w „imperium smaku" przyszło mi na myśl. University of California Press 2000. nauczę cię robić sashimi". od kuchni. Jedzenie. stało się dla moich przyszłych przyjaciół pierwszym pretekstem. zaczęły się moje japońskie przyjaźnie. którego doświadcza się Ŝyjąc na co dzień wśród innych. pisząc tę ksiąŜkę. dopiero potem pociągając za sobą obrazy. których krzyŜującym się tropem podąŜałam. ocean podobieństw i róŜnic. na które wskazuje Satoru. grymas twarzy.powtarzalna ulotność gestu dłoni. zaprosiła mnie wkrótce jedna kobieta. Gdy otwieram Japoński wachlarz. and Censorship in Japan. czy pilnie zwiedzanych zabytków.za którą.czy jednak „krainy" . jaki dał o sobie znać. pisząc te słowa. KsiąŜki. Jeanne Jacob The Essence ofJapanese Cuisine. wizualnej. University of Chicago Press 1994. świeŜo tłuczonego sezamu i soi pozwala mi wrócić na chwilę do kraju . był smak. zanim raz czy drugi zabrały mnie do onsenu.na klatkę piersiową. ale dzięki jakiejś wybijającej się . na trawie pod wiśniami kwitnącymi szaleńczo na cmentarzu Aoyama. rozmawiając ze mną bezbłędną angielszczyzną? Pragnienie porozumienia z Innym prowadzi do ostatniej z wachlarza fascynacji. tak waŜne w japońskiej kulturze. a Michiko była „masaŜystką" w Krainie Mydła. -PermittedandProhibitedDesires. Jedzenie. . które na zawsze połączyły się dla mnie ze 272 słowem „Japonia".

przeł. Univer sity of Hawaii Press. H. Meridian 1985. Sharon Kinsella Adult Manga. Fawcett Books 1997. ???? Kerr Dogs a Demons. Honolulu 1985. Joy Hendry Wraping Culture. The Insiders's Guide to Japanese Pop Subculture. and Power in Japan and Other Societies. Sacred Mothers. D. Kimiko Nishimura. D. Transvestites. Jinai Hidenobu Tokyo. and Other Japanese Cultural Heroes. Reid Confucius Lives Next Door. Harper Collins 1994. Mariłyn Ivy Discourses ofthe Yanishing. Hidetoshi Kato (ed. Takie Sugiyama Lebra Japanese Patterns ofBehavior. Masao Miyoshi. Scott Clark Japan. John Wiley & Sons 1998. -Japanese Women: Constraint and Fulfillment. Solomon (ed. Roman Cybriwsky Tokyo. Harootunian Things Seen and Unseen. Cadence Books 1999. Harootunian (ed. Donal Richie The Image Factory: Fads & Fashion in Japan. Kyoko Mori PoliteLies. w: Katleen M. Kodansha International 1981.) Postmodernism and Japan.)Aesthetics in Perspective. Hill and Wang 2001. Robert C. OnBeinga Woman Caught Between Cultures. Masao Miyoshi. Takeo Doi The Anatomy of Dependence. University of Hawai'i Press 1994. Heroes and Yillains in Japanese Culture. Patrick Macias (introduction) Japan Edge. a Viewfrom the Bath. Helen Hardcare Marketing the Menacing Fetus in Japan. Talesfrom Dark Side ofJapan.) Handbook of Japanese Popular Culture. przeł. Univeristy of California Press 1998. Jennifer Robertson Takarazuka. Duke University Press. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. University of California Press 1995. Martinez. Harcourt Brace & Company 1996. University of Hawaii Press 1976. P D. D. Higgins. Random House 1999. -BehindtheMask:OnSexualDemons. Reaktion Books 2003. . An Erotic Exploration ofJapanese Society. University of Chicago Press 1988. Cambridge University Press 1998. R. łan Buruma A Japanese Mirror. Duke University Press 1989. Chicago 1995. Yuriko Saito „The Japanese Appreciation of Naturę:. John Bester. University of Chicago Press. Politness. Oxford University Press 1995. Greenwood Press 1989. Phoenix 1984. A Spatial Anthropology. H. Richard Powers. Harootunian Postmodernism inJapan. H.Nicholas Bornoff Pink Samurai. Presentation. University of California Press 1997. Curzon 2000. (ed. Durham 1989.) The Worlds of Japanese Popular Culture. Modernity Phantasm Japan. T.

przeł.. Free Pressl993. Kraków 2002. Yale University Press 1992. Stanford University Press 2001. University of Hawaii Press 1995. Shinada . . Brian Moeran (ed. Szkolne i Pedagogiczne. przeł. Warszawa 1996. Schodt Frederick Mangal Mangal The World of Japanese Comics.Shinady. Recollection of Samurai Family Life. Nicolas Bouvier Kronika japońska. Sharon Sievers Flowers in Salt: The Beginnings of Feminist Consciousness in Modern Japan. a od slowagaijin (obcy. Iskry. Janina Rubach-Kuczewska śycie po japońsku. Martin's Press 1995. Kikue Yamakawa Women of the Mito Domain. Ewa Klekot. Warszawa 1999. PIW. Adam Dziadek. Słownik. Ruth Benedict Chryzantema i miecz. Wyd. paczinko. Beata Romanowicz. State.Ginzy. Krystyna Sławińska. Kraków 2003. np. Jolanta Tubielewicz Kultura Japonii. które kończą się na -a. Warszawa 1985. przeł. np. 276 Merry White The Materiał Child: Corning of Age in Japan and America.) Women. Katie Wildman Nakai.Challenging Tradition: Women in Japan. przeł. Wioletta Laskowska.) Contemporary Japan and Popular Culture.i po polsku: Roland Barthes Imperium znaku. np. Schooling and SelfPresentation in Japan. Media and Consumption in Japan. Universitas. Przestrzegam przyjętej w naszym języku zasady odmieniania tych zagranicznych nazwisk i imion.Lise Skov. cudzoziemiec) tworzę spolszczone . Joanna Wolska-Lenarczyk. Trio. Every Day Life ąnd Consumer Taste in a Changing Society. Comparing Cultures: Readings on Contemporary Japan for American Writers. przekład. Uwagi językowe Wszystkie imiona i nazwiska japońskie podane są tu według kolejności przyjętej przez Japończyków (nazwisko poprzedza imię). -i oraz -n. Noir sur Blanc 2001. -Japonia zmienna czy niezmienna?.. Ginza . Stanford University Press 1983. Siowa japońskie zadomowione w naszym języku podaję w spolszczonej pisowni. Berg 2000. Bedford Books of St. Universitas. Warszawa 1998. Brian J. oraz nazw zakończonych na -a. McVeigh Wearing Ideology. Joseph J. Wydawnictwo KR. Japan Society Press 1991. Timon Screech Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820. Tobin Re-made in Japan. . Krystyna Wilkoszewska (red. Warszawa 1999.) Estetyka japońska. Routledge 1996. Kodansha 1985. John Whittier Treat (ed.

9 I......... Wodny świat kobiet.. Większość spółgłosek i samogłosek.... w = ł (watashi = łatasi)..23 III...... W dŜungli języka................. Imperium smaku...... -y = j (Yume = Jurne)........235 Posłowie: Między słowami................. Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!".. wymawia się tak samo jak w języku polskim...... Tokio jest jak Mars........ PodróŜ do Domu Słońca.....167 VII.. wu * ?... Spis treści 271 słów od autorki..................267 KsiąŜki...... .............formy np..ts = ? (tsunami = cunami)...... „gaijinka".....................185 VIII........................ sh = ś (Shinjuku = Sindziuku)............................... Sąsiedztwo................................___145 VI..... które występują teŜ w wersji wydłuŜonej (ó.. Inne japońskie słowa zapisuję zgodnie z transkrypcją międzynarodową..... itd......77 IV............ Wyjątki to .........).... u......275 / ......eh = ć (Hachiko = Haciko).......11 II. KawaW..W Lolitki z imperium zmysłów..... -j = dź (gaijin = gaidzin)...................... które warto przeczytać.... „gaijini"...117 V.. z = dz (zen = dzen)....

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful