P. 1
Bator Joanna - Japoński wachlarz

Bator Joanna - Japoński wachlarz

|Views: 599|Likes:
Wydawca: AnnaDy

More info:

Published by: AnnaDy on Apr 29, 2012
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

09/11/2013

pdf

text

original

Joanna Bator Japoński wachlarz Projekt okładki i stron tytułowych Maciej Sadowski Redaktor Joanna Rodziewicz Korekta ElŜbieta

Szelest ?1 zdjęcia: Joanna Bator Krzysztof Łukasiewicz (Ł) Magda Szczech (S) Zdjęcia Takarazuki za zgodą Takarazuka Revue Company* © Copyright by Wydawnictwo KsiąŜkowe Twój Styl, 2004 © Copyright for the text and photographs Joanna Bator, 2004 ISBN 83-7163-432-3 Skład i łamanie: PLATIN Sp z o.o. Druk i oprawa: Łódzka Drukarnia Dziełowa S.A. Podziękowania Dziękuję moim japońskim przyjaciołom, przewodnikom, tłumaczom. Gdyby nie ich serdeczność, ciepło, gotowość do pomocy i wytrwałość w odpowiadaniu na tysiące pytań, moja Japonia byłaby zupełnie inna, a ta ksiąŜka pewnie w ogóle by nie powstała. Specjalne ukłony naleŜą się profesorowi Hashizume Daisaburo za jego imponującą wiedzę, poczucie humoru i wspaniałe warunki do pracy, jakie mi zapewnił. Zadręczałam pytaniami wiele osób, których nie sposób wszystkich tu wymienić, więc z wielką wdzięcznością wspomnę jeszcze tylko profesor Ueno Chizuko, profesor Ochiai Emiko i profesora Kato Norihiro. Ando Eriko i Shinji, Shinada Tomomi i Ota Motonori z dziećmi, Yamaguchi Shinobu, Matsuda Naomi, S. Kiku jedli za mną, śmiali się, jeździli na wycieczki, kąpali się w onsenach i sprawili, Ŝe pisząc tę ksiąŜkę, tęskniłam za krajem, w którym za ich sprawą czułam się tak dobrze. Gdyby moi japońscy przyjaciele mogli przeczytać tę ksiąŜkę, odnaleźliby się w niej pod zmienionymi imionami i rozpoznaliby swoje historie umieszczone w nieco innych kontekstach. Za ten najcenniejszy ze wszystkich dar opowieści dziękuję im z całego serca. Mój mąŜ i przyjaciele wnikliwie czytali pierwsze wersje tej ksiąŜki, a ich uwagi były dla mnie inspirujące i równie cenne jak konsultacje językowe, których udzielał mi mój nauczyciel japońskiego. Pomoc zaś, jaką w pracy nad Japońskim wachlarzem ofiarował mi pan Henryk Lipszyc z Wydziału Japonistyki UW, juŜ na zawsze uczyniła mnie jego dłuŜniczką. Dómo arigató. Autor nigdy, w Ŝadnym znaczeniu tego słowa, nie fotografował Japonii. Wręcz przeciwnie, to Japonia oświetliła go błyskiem wielu gwiazd; albo jeszcze inaczej mówiąc: to Japonia zmusiła go do pisania. Roland Barthes Znalazłam się w posiadaniu duŜej ilości papieru i zaczęłam zapełniać kolejne zeszyty opisami dziwnych zdarzeń, historiami z przeszłości i innymi najróŜniejszymi rzeczami, włączając nieraz te najbardziej trywialne. Przede wszystkim skupiłam się na rzeczach i osobach, które uwaŜałam za urocze i wspaniałe, ale moje zapiski pełne są równieŜ wierszy oraz uwag na temat drzew i

roślin, ptaków i owadów. Sei Shónagon Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich łudzi. Oskar Wilde

271 słów od autorki Nie jestem japonistką. Zawodowo zajmuję się antropologią kultury i gender studies, czyli „genderami", jak mawiamy w skrócie. Cudowny i niespodziewany kaprys losu sprawił, Ŝe spędziłam dwa lata w Japonii, pracując na jednej z tokijskich uczelni. Podobnie jak poszukiwacz złota w kopalni, tak antropolog w kulturze takiej, jak japońska nie powstrzyma się przed drąŜeniem tematów, które kaŜdego dnia olśniewają go bogactwem nowych moŜliwości. Kiedyś dziwiły mnie zamieszczane na początku ksiąŜek asekuracyjne zapewnienia, Ŝe poglądy w nich zawarte są poglądami autora, bo - załoŜywszy, Ŝe autor nie jest bezwstydnym plagiatorem próbującym ukryć ten fakt - czyimi miałyby być? Dziś rozumiem, Ŝe autorzy robią to ze względu na tych, którzy myślą, Ŝe jak ktoś juŜ napisał ksiąŜkę, to z pewnością uwaŜa się nie tylko za człowieka bardzo mądrego, ale równieŜ za odkrywcę obiektywnej prawdy. W niektórych przypadkach pewnie tak jest, ale większość autorów jest szczęśliwa, gdy uda im się uchwycić w słowa fragment świata nawet tak mały, by nadawał się tylko na pocztówkę do przyjaciół. Jeśli jednak kogoś ma to uspokoić: Pisałam wyłącznie o tym, co apelowało do moich oczu, uszu, kubków smakowych; o tym, co mnie osobiście olśniło, zadziwiło, rozbawiło, skłoniło do czytania nowych ksiąŜek. W tym sensie poglądy na temat Japonii zawarte w tej pracy są poglądami autorki. Japoński wachlarz składa się z antropologicznych obrazków kreślonych wzorem zuihitsu - „tak, jak pędzel prowadzi" - i ani przez myśl mi nie przeszło pisanie wyczerpującej rozprawy na temat współczesnej japońskiej kultury. MoŜe zrobi to wkrótce jakiś polski japonista. Albo osoba, która - tak jak wciąŜ uznawana za najwybitniejszą japonistkę Ruth Benedict - ani nie mówiła po japońsku, ani nigdy w Japonii nie była. Tam, tutaj. Oddalenie, dystans, rozsunięcie boków. Tam - to miejsce, gdzie mnie nie ma. Tutaj - to miejsce, w którym jestem. (...) I juŜ jestem tam: na zewnątrz, poza „mną" samym. Zewnętrze to jednak eksponuje mnie jeszcze na inne zewnętrze: na ciało innego człowieka, na innego, o ile ten jest ciałem. Jean-Luc Nancy, esej z katalogu wystawy Gendai I. PodróŜ do Domu Słońca Inne ciała:, ja" i „oni" Moja japońska przygoda zaczęła się na frankfurckim lotnisku przed wejściem numer trzydzieści trzy, gdzie wraz z resztą podróŜnych czekałam na samolot do Tokio. Oprócz mnie byli tam niemal wyłącznie Japończycy, co sprawiło, Ŝe nagle znalazłam się pośród ludzi, od których róŜniłam się wyglądem w sposób znaczący i niemoŜliwy do zignorowania. Gaijin, czyli „obca", „cudzoziemka", dosłownie „osoba z zewnątrz", jedno z nielicznych japońskich słów, jakie znałam, przyszło

mi do głowy i rozbłysło na moim europejskim czole jak neon. Oto ja, „gaijinka". Zabawa w wyszukiwanie w tłumie azjatyckich twarzy, której oddawałam się z obsesyjnym upodobaniem od czasu, gdy zapadła decyzja o moim wyjeździe do Japonii, straciła sens. Teraz to „ja" byłam inna, a „oni" stanowili odniesienie. Niestety, Ŝadne subtelne i wyrafinowane wraŜenie nie dodało blasku początkowi mojej podróŜy. Płaskie skośnookie twarze Japończyków wydawały mi się po prostu bardzo do siebie podobne. Ta boleśnie banalna refleksja nie sprawiła mi Ŝadnej satysfakcji poznawczej, ale japońscy podróŜni byli po prostu czarnowłosi, Ŝółtawi i skośnoocy. Wiadomo, Ŝe przeciętnemu Europejczykowi łatwiej odróŜnić trzy japońskie samochody na parkingu niŜ trzech wczoraj poznanych Japończyków; tacy jesteśmy ograniczeni i co za szczęście, Ŝe umiemy z siebie Ŝartować, bo przecieŜ, broń BoŜe, nie ma to nic wspólnego z naszym poczuciem wyŜszości. Po jakimś czasie przeciętny Europejczyk zaczyna rozpoznawać w Japonii odmienne typy antropologiczne, ale są to nadal róŜnice subtelne - kilka centymetrów wzrostu, kształt kości policzkowych, pieprzyk na policzku, odróŜniający dla potrzeb naszej percepcji jakąś czarnowłosą i czarnooką Mariko z Hokkaido od jej równie czarnowłosej i czarnookiej koleŜanki z Kyushu. Wizualne doświadczenie „bujnej róŜnorodności", w jaką - według autora Imperium znaku - przekształca się z czasem przywoŜony przez nas do Japonii stereotyp Japończyka, w moim przypadku było w oczywisty sposób kwestią przyszłości. WytęŜyłam więc wzrok w pierwszej próbie przeniknięcia tajemnicy, jaką ukrywa cielesna obecność Innego. Japońskie ciała siedzące w poczekalni numer trzydzieści trzy były drobne i ładnie wpasowane w przestrzeń. Na ich szczupłych kolanach spoczywały szczupłe dłonie o podłuŜnych wąskich paznokciach. Bardzo zadbanych i czystych. Jedno obok drugiego siedziały w większości starsze ciała: delikatne kobiety o nienagannych makijaŜach i świeŜych fryzurach sprawiających wraŜenie, jakby przed godziną rozjaśnił je na identyczny odcień brązu ten sam fryzjer, starsi panowie wyszykowani na podróŜ z nieco przesadną dokładnością. Wszystkie ciała, niezaleŜnie od płci, byłyjakby ubrane „za bardzo". Przebrane w uniformy „prawdziwych japońskich turystów", jakich zwarte grupy moŜna zobaczyć w najatrakcyjniejszych miejscach starego kontynentu - na placu św. Marka, w Luwrze, pod krzywą wieŜą w Pizie. Drobne ciała opakowane zostały starannie, elegancko i schludnie, bardzo dokładnie, a ich stroje uzupełniała zbyt duŜa ilość detali: pasujących do siebie chusteczek, pasków, szali i torebek, z rozmysłem skompletowanych czapeczek i kapeluszy, lornetek i aparatów fotograficznych w wymyślnych futerałach. Ciała te miały w sobie coś roślinno-morskiego raczej niŜ ssaczego. Nie szpeciły ich Ŝadne fałdy i nawisy tłuszczu. Nie wylewały się na boki ze swoich eleganckich form i siedziały tak, jakby starały się nie zajmować więcej miejsca, niŜ jest to absolutnie niezbędne. Francuski filozof Jean-Luc Nancy pisze, Ŝe w odróŜnieniu od zachodnich ciał błonowatych, zamkniętych w sobie, monadycznych (a więc potencjalnie agresywnych), ciała japońskie są czułkowate; przyzwyczajone do ścisku wypuszczają na boki czułki, badając przestrzeń, ale nie wchodząc pochopnie w kontakt z innymi ciałami. Za pomocą niewidzialnych radarów namierzają zbliŜające się inne ciało i odginają w bok jak ukwiały. Średnią wieku wśród tych czułkowatych ciał obniŜały trzy młode dziewczyny (albo trzy klony dla mojego niewprawnego i niepoprawnego politycznie oka), które ukryły się w kącie, jeszcze idealnie gładkie, śliczne jak z reklamy

którym i ja się nie oparłam. Niewinne lolitki nieświadome (nie chcące być świadome?) swojej dorosłej juŜ kobiecości zachichotały ponownie. Statystyki podają. Jego towarzyszka ani drgnęła. Po chwili najpierw niemiecki. odbiegało od normy. w czym rzecz. I z pewnością inaczej niŜ zwykle. a ono odsunęło się leciutko. jeśli nam się nie spodoba. Ŝe jestem raczej nieduŜa. Ja sama z osoby niewyróŜniającej się niczym szczególnym . jak czasem robią małe dziewczynki. Bucik bonsai. Europejczycy i Amerykanie.o cudzie . Japońskie ciała z czułkami: OstroŜne? Nieśmiałe? Przebiegłe? Przycupnęłam obok jednego z nich. natychmiast popełniając rytualne samobójstwo. z przyzwyczajenia kupując ubrania rozmiaru S. Coś w ich wyglądzie. gotowa jest osobiście zadośćuczynić naszym krzywdom. a potem japoński glos powiadomi! nas. którą znam. Gdy wstaliśmy. Jedna powiedziała coś koleŜankom. Cieniutkim głosem wydobywającym się z głębi ściśniętej krtani informowała nas być moŜe. na co te zachichotały. w Japonii pierwszy raz w Ŝyciu cieszą się wysokim wzrostem. a nagle spotęŜniała klatka piersiowa rozsadza sweterek o przykrótkich i zbyt wąskich rękawach. przerysowane. by ustawić się w wyjątkowo porządnej kolejce do samolotu. Dziwnie. Ŝe samolot jest gotowy do odlotu. Ŝe jeśli będziemy mieć jakieś zastrzeŜenia co do obsługi pokładowej. promiennym. poczułam kolejny przypływ nie-sprecyzowanego cielesnego dyskomfortu. przesadne w modnym kroju. Klapeczki niby bardzo podobne do tych. trzy wąskie dłonie jeszcze raz uniosły się. Potem przeniósł wzrok w tym samym kierunku.azjatyckiego biura podróŜy. wygłoszona kobiecym głosem o oktawę wyŜszym od normalnego. ze zdumieniem spostrzegają zaś. erotycznym. świeŜym. a trzydzieści parę przeŜytych lat pozwoliło mi przyzwyczaić się do poŜytków i wad związanych z faktem. Siedzieliśmy jak w zamkniętej kapsule. moŜe drzemała. która po krótkiej wycieczce gotowa była juŜ do powrotu na swoją planetę. Szczupli. zasłaniając usta dłonią w potrojonym geście. ale średnia jest nadal niezbyt imponująca. Ŝe spodnie udaje się wciągnąć tylko do kolan. i dopiero spojrzawszy na ich stopy zrozumiałam. Nie do wiary . W porównaniu z tą kwintesencją grzeczności powtórzona właśnie niemiecka informacja przypominała ponaglenie więziennej straŜniczki i to ona dopiero skłoniła mnie do ruchu. by przykryć troje ust starannie pokrytych błyszczykiem. którzy tak jak ja w ojczyźnie z trudem uchodzili za średnich. na promieniejące urodą dziewczęta. Przekraczając granicę Japonii. Dziewczęta trzymały je zwrócone czubkami do środka tak. Bardziej znak buta niŜ but. Siedzący najbliŜej mnie męŜczyzna zaszeleścił gazetą i spojrzał dyskretnie na zegarek. Ŝe . w którym ja patrzyłam. niepostrzeŜenie zmienili się bowiem w grubasów w rozmiarze XL. i biorąc całą winę na siebie.nad większością męŜczyzn! Nigdy jeszcze nie patrzyłam na świat z tej perspektywy. Ŝe nie stroniące od mięsa i nabiału młode pokolenie przerosło rodziców i dziadków. Podobno Japończycy są coraz wyŜsi. i tylko opal wielkości przepiórczego jajka zadrgał na jej palcu płomiennym blaskiem. z góry przepraszając jednak. Informacja wypowiedziana po japońsku była o wiele dłuŜsza. Nagle coś zaczęło być ze mną nie tak. trzy pary małych japońskich stopek obutych w najmodniejsze w tym sezonie kla-peczki z nosami w szpic stały pod identycznym kątem utworzonym przez połączone palce i rozsunięte pięty. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę z tego. Brzmiał tak.naleŜę do najwyŜszych kobiet w poczekalni i góruję wzrostem nad wieloma męŜczyznami. ale bardziej ozdobne. jakby jego właścicielka zapraszała nas do uczestnictwa w czymś wyjątkowo przyjemnym i niezwykłym.

by trafić zwisającym na pół metra makaronem do miseczki z sosem. która pędząc na łeb na szyję ścigała się ze swoim cieniem nad Syberią. to kluczowe słowo odtąd ma otwierać. To lekkie danie jest szczególnie popularne latem. „wielce szanowna cudzoziemka" powie. staruszek odwrócił się w moją stronę. a potem to wszystko wpakować do ust. opiszą mnie studenci nie znający jeszcze mojego nazwiska. „pani cudzoziemka". jak rozłamuję ich połączone końce. by zjeść międzykontynentalny posiłek złoŜony z europejskich i azjatyckich dań. komu japońskie dziecko o buzi jak z kreskówki przygląda się zogromnialymi ze zdumienia oczami. Zaczyna się on wkrótce potem. aby wszystko odbyło się według zasad. Makaron je się. by ograniczyć do minimum ewentualny kontakt fizyczny z moim łokciem lub ramieniem. domagając się wyjaśnienia tej aberracji w kolejce do samolotu lecącego do Tokio. zielonej ostrej przyprawy. gdy weszliśmy do samolotu. wygrywając zawody z czasem i dzień zszarzał w mgnieniu oka. Jego czułkowate ciało odgięło się delikatnie w stronę okna. Przeciętny Polak przez całe Ŝycie nie wypowie bowiem tylu zdań na temat bigosu. W ten sposób wieczór w Europie zamienił się nagle w głęboką noc. „gaijinka". patrząc na mnie japońskie dziecko i pociągnie matkę za spódnicę. pokiwał głową jeszcze raz i potem juŜ w milczeniu zjedliśmy . „gaijin-sensei".wśród jasnych kobiet mojego kraju wyrosłam niespodzianie na kogoś. Słoneczny blask na horyzoncie stopniowo zakląsł się w zupełną ciemność tak. Pod słońce Ktoś kiedyś powiedział. mocząc kaŜdy kęs w sosie sojowym zmieszanym z kilkoma piórkami szczypiorku i odrobiną wasabi. W ten sposób Japonia pozbawiła mnie pewności co do własnej osoby. których nie zauwaŜyłam. czyli zimnego makaronu z gryczanej mąki posypanego pokrojonymi w cienkie paseczki. Zamknięci w hermetycznej kapsule lecieliśmy. „gaijin-sama". Ta nagła translokacja „ja" uświadomiła mi. Była to pierwsza instrukcja związana z jedzeniem. Moja edukacja kulinarna zaczęła się od podanej w samolocie zaru-soby. będzie plotkował personel w japońskich hotelach i ryokanach. Stałam się nagle kobietą innego rozmiaru. a nie widelec. gdy . Pokiwał głową. Na fotelu obok mnie siedział starszy męŜczyzna.podobnie jak on . Sobą ma formę cienkiego spaghetti i jedzenie jej pałeczkami wymaga nieco praktyki koniecznej. Ŝe między Polską a Japonią jest tylko wielki las. aŜ połknę pierwszy kęs. „profesorka cudzoziemka". Cudzoziemka. sprasowanymi wodorostami nori. W pewnym sensie przestałam być dawną mną. a niekiedy i wyczerpywać charakterystykę mojej osoby. przyjrzał się jeszcze raz i uniósł w dwóch palcach maleńką plastikową torebkę z suszonymi wodorostami nori. „Gaijin-lady". Słysząc. drobny i maleńki. która jest japońską odmianą chrzanu. Nie zamieniliśmy ani słowa od czasu.sięgnęłam po pałeczki. ile Japończyk moŜe wygłosić na temat ulubionej potrawy podczas codziennej kolacji. jak samolot przelatuje nad Uralem oddzielającym malutką Europę od potęŜnej Azji i skręca na północ. Raz tylko Japończyk uśmiechnął się do mnie niemal nieuchwytnym półuśmiechem. a które powinnam dodać do swojej potrawy. Ŝe podróŜ do Japonii będzie się róŜniła od wszystkich innych. z uwagą niepozbawioną poczucia wyŜszości. jakich potem moi japońscy znajomi udzielą mi mnóstwo. duŜą blondynką w tłumie drobnych ciemnowłosych osób. jakby światło wypłynęło przez niewidoczną dziurkę jak woda. Japończyk poczekał. popatrzy! na stojący przede mną makaron i sos sojowy jak nauczyciel do zeszytu uczennicy.

swojązaru-sobę. „W milczeniu" nie znaczy jednak „w ciszy". Japończycy siorbią, wciągając kluski w taki sposób, w jaki robią to u nas dzieci, dopóki nie dostosują się do kulturowego wymogu eliminowania ciejesnych odgłosów i bezgłośnego jedzenia, jak kaŜe zachodni zwyczaj. Dla Japończyka jednak jeść bezgłośnie to tak, jakby pozbawić się połowy przyjemności. MęŜczyźni siorbią głośniej i swobodniej niŜ kobiety i jeśliby męskość po japońsku miała coś wspólnego z głośnością siorbania, mój malutki sąsiad byłby prawdziwym macho. Kolejne porcje makaronu znikały w jego ustach w rytmie miarowych higienicznych wessań wyróŜniających się nawet na tle wielkiego „siorb-koncertu", jakim stał się nasz samolot. Po kolacji popitej zieloną herbatą Japończyk zasnął jak dziecko, tak spokojnie, jakby lotniczy fotel był najwygodniejszym posłaniem. Jedna z hipotez na temat łatwości, z jaką Japończycy potrafią zasnąć w kaŜdych okolicznościach, łączy tę umiejętność z faktem, iŜ dzieci są tam karmione piersią dłuŜej niŜ na Zachodzie. Dorośli Japończycy mają ponoć, w przeciwieństwie do nas, pamięć tej bliskości z matką i dzięki niej mogą nieświadomie powrócić do stanu bezpieczeństwa, jakie czuje osesek zasypiający - zwłaszcza po posiłku - w kaŜdych warunkach. Mój sąsiad rzeczywiście wyglądał na spokojnego i miarowo pochrapywał, uśmiechając się przez sen. Być moŜe śnił piękny sen o ssaniu matczynej piersi, którego mogłam mu tylko zazdrościć. Po dziesięciu godzinach lotu, podczas których bezsenna dla mnie noc zdarzyła się na krótko i minęła nagle jak ucięta noŜem, rozbłysła pozioma kreska słońca, znów dzieląc horyzont na dwoje. Zaczynał się nowy dzień, starszy brat tego, który jeszcze nie narodził się w Europie. Zdałam sobie sprawę, Ŝe to juŜ naprawdę blisko, Kraina Wschodzącego Słońca. Miejsce, gdzie Słońce mieszka. Nihon (albo Nippoń), oryginalna nazwa kraju, znanego nam jako Japonia, składa się z dwóch elementów tworzących kanji, czyli chiński znak: nichi to „słońce", a hon to „podstawa", „źródło" lub „początek". Dla Chińczyków Japonia była „domem Słońca", miejscem, gdzie Słońce „mieszka", bo codziennie mogli obserwować, jak wstaje ono na horyzoncie Pacyfiku, za którym leŜał wąski pasek wulkaniczych wysp. Amaterasu, bogini ognistej planety, zajmuje uprzywilejowaną pozycję w panteonie religii shintó i według japońskiej mitologii jest protoplastką cesarskiego rodu. Fakt, iŜ główne bóstwo ma rodzaj Ŝeński, rzecz raczej wyjątkowa wśród solarnych przedstawień, interpretowany jest jako ślad japońskiej kultury matriarchalnej, której dawny splendor przepadł w mrokach historii zdominowanej przez wojowniczych samurajów. Amaterasu to z całą pewnością ona, chociaŜ jej mitologiczne narodziny wymagały obecności pierwiastka męskiego. Na samym początku świata z niebytu wyłoniła się para rodzeństwa, Izanami (ona) oraz Izanagi (on) i zanim zachowanie ptaków (które najwidoczniej z jakichś kosmologicznych powodów juŜ istniały) podpowiedziało im, co mają robić, snuli się bez Ŝadnego zajęcia po bezludnym krajobrazie. Od momentu jednak, gdy poznali radość seksu, zaczęli płodzić boskie potomstwo w duŜej ?}§??. Przy jednych narodzinach zdarzyła się tragedia, bóg ognia, przychodząc na świat, okrutnie poparzył Izanami, i ta w bólu odeszła do krainy umarłych. Izanagi, nie mogąc znieść rozpaczy po utracie Ŝony/siostry, udał się w ślad za nią, i mimo iŜ błagała, by na nią nie patrzył, nie wytrzymał, podniósł wzrok. Izanami z krainy umarłych nie była juŜ jednak tą, której pragnął brat/kochanek, i zobaczywszy jej skalane śmiercią ciało, zapomniał o swojej miłości. Izanagi od tej chwili myślał juŜ tylko o tym, by się oczyścić z brudu

śmierci, i pognał z powrotem do świata Ŝywych. Zanurzył się w wodzie aŜ po czubek głowy, dając początek nie tylko tradycji rytualnych oczyszczeń charakterystycznych dla japońskiej religii shintó, lecz takŜe ze wszech miar godnemu naśladowania świeckiemu zwyczajowi codziennych kąpieli. Gdy Izanagi dokonywał ablucji, z jego ciała narodzili się następni bogowie: z nosa - bóg wiatru, panujący nad morzami, a wcześniej z lewego oka właśnie Amaterasu, bogini słońca, władająca niebem. Tak powstał panteon shintó, religii, która zna pojęcie nieczystości i wstydu, ale nie zna pojęcia grzechu. Jeszcze chwila lotu i czerwona kreska światła eksplodowała w kulę oślepiającego blasku, który wypełnił niebo po oszukanej nocy; Amaterasu wyłoniła się z ciemności, byliśmy juŜ w Japonii. Stewardesy zaczęły poranną krzątaninę, mój sąsiad obudził się rześki i wyspany, złoŜył koc tak precyzyjnie, jakby miał zamiar wyciąć z niego origami, a pilot poinformował nas, Ŝe wkrótce wylądujemy na lotnisku w Tokio, gdzie „panują bardzo dobre warunki atmosferyczne". Była jesień, jedyna pora roku, gdy na zachodnim wybrzeŜu Honshu moŜna przez parę cudownych tygodni cieszyć się suchą, słoneczną pogodą i błękitnym niebem, które przez większą część czasu jest białawe, wzdęte od wilgoci, w kaŜdej chwili groŜące pęknięciem. Ten świetlisty, jasny październik to po japońsku kaminazuki, czyli „miesiąc, gdy bogowie są nieobecni". Wybierają się wówczas na wielkie spotkanie do świątyni Izumo, a ludzkość zostaje pozostawiona samej sobie. Pewnie dotyczy to równieŜ cudzoziemców odwiedzających Japonię, bo nasz zachodni bóg nigdy się tam na dobre nie osiedlił. Zobaczyłam, Ŝe wielki las skończył się, a skręcający na południe samolot pochylił się, sprawiając, Ŝe tafla oceanu uniosła się jak połyskliwa zasłona, za którą po chwili w perłowej mgiełce poranka wyrosła góra Fuji. Święte miejsce Domu Słońca, cel corocznych pielgrzymek setek tysięcy Japończyków, którzy w długiej kolejce wdrapują się na szczyt, by tam oczekiwać codziennego cudu światła i pokłonić się Amaterasu wschodzącej znad morza chmur. Mój sąsiad zerknął przez moje ramię w kierunku okna i jego pomarszczona twarz rozjaśniła się w uśmiechu na widok Fuji, góry gór. Welcome to Japan very much, przemówił do mnie wtedy po raz pierwszy i ostatni. Japoński goździk Narita wyglądało jak wszystkie inne lotniska cywilizowanego świata. Z tym moŜe wyjątkiem, Ŝe pracownicy fizyczni ubrani byli w schludne uniformy bardziej przypominające garnitury niŜ kombinezony robocze oraz śnieŜnobiałe rękawiczki, a młode urzędniczki kłaniały nam się, wskazując drogę teatralnie pięknymi ruchami rąk i nie przestając mówić wysokim, przepraszającym tonem, choć nikt nie zwracał na nie uwagi. Dziarscy i wyspani Japończycy ustawili się w swojej kolejce, trzymając w pogotowiu paszporty z wizerunkiem wschodzącego słońca, a ja wraz z grupką kilkunastu śmiertelnie zmęczonych, wymiętych cudzoziemców powlokłam się do okienka dla Aliens, „Obcych"; ósmych pasaŜerów Nostromo, którzy nielegalnie załapali się na ten lot. Czekając na odprawę, jeszcze raz przyjrzałam się wydrukowanemu e-mailowi od Japonki imieniem Chizuko, która pomagała mi na odległość załatwić wszystkie formalności. Informowała mnie w nim, Ŝe pogoda w Tokio jest piękna (bo wzmianka o pogodzie to obowiązkowa część wszystkich japońskich listów), Ŝe będzie pełnić rolę mojej sekretarki (co było prawdą) i Ŝe perspektywa ta „napełnia jej serce prawdziwą radością" (czego jeszcze nie mogłam być pewna). Poza tym precyzyjna, złoŜona z licznych punktów i podpunktów instrukcja dotycząca początku mojego

pobytu w Japonii pełna była imion i nazw stacji brzmiących na przykład Shinagawa i Ishikawa-dai, które mnie napełniały prawdziwym niepokojem raczej niŜ radością. „Shinagawa - Sina-gała", „Ishikawa-dai - Idź-i-kawa-dai", utrwalałam sobie, oswajając obce brzmienie na wypadek, gdybym musiała tych miejsc szukać sama. „W przypadku, który nie moŜe być prawdą, gdybym nie była tam, gdzie mi przeznaczone zostało, aby cię miło zaprowadzić na miejsce ostateczne, postępuj zgodnie z instrukcją, jak cię proszę i przepraszam z respektem", pisała Chizuko w zabawnym, ale wystarczająco komunikatywnym angielskim, „Ja znać drogę, a ty sama zgubiona lub zakłopotana z bagaŜem na zawsze, a przeto ja cię wezmę samochodem z przyjemnością". Jeden znak kanji wyglądający jak haczyk zaplątał jej się w rzymskie litery pomiędzy „s" a „t" w słowie „instrukcja", a ja mimo wszystko miałam nadzieję, Ŝe nie będę musiała sama szukać „miejsca ostatecznego" i Ŝe ten znak nie jest na przykład jakąś waŜną wskazówką, którą powinnam wziąć wówczas pod uwagę. „Profesor", powiedział urzędnik imigracyjny o szlachetnej twarzy aktora Toshiro Mifune, oglądając mój paszport chyba z lekkim niedowierzaniem, a ja odpowiedziałam: „Hai", czyli „tak", bo niewiele więcej potrafiłam. „Daijóbu", odparł w końcu urzędnik, co brzmiało jak „daj dzioba", a znaczyło „w porządku". Wpuścili mnie, juŜ nie było odwrotu. Zobaczywszy mnie, młoda kobieta w stroju odpowiedniejszym dla pięćdziesięciolatki energicznie pomachała tabliczką z wypisanym moim imieniem i nazwiskiem. Odmachałam więc, a ona zrobiła kilka drobnych kroczków w moją stronę z przednią częścią ciała lekko wysuniętą do przodu i ramionami trzymanymi blisko tułowia jak złoŜone skrzydła. Na twarzy miała wyraz radosnej antycypacji, jakby spotkanie ze mną było szczęściem i zaszczytem, na który długo czekała. Przyszli mi na myśl onnagata, aktorzy teatru kabuki grający Ŝeńskie role w spektaklu, który widziałam niedługo przed wyjazdem do Japonii. Ten wcielający się w postać dzielnej małŜonki wodza w podobny sposób przemieszczał się po scenie, wyrzucając z siebie przy tym całe kaskady kobiecych ochów i achów, na których urok część zachodniej publiczności pozostaje na zawsze nieczuła. „Czy ktoś mógłby zabić ją jeszcze raz?" - spytał mój znajomy, gdy bohaterka wspomnianego przedstawienia nawet po okrutnej śmierci długo nie przestawała ubolewać wysokim, przejmującym głosem. Chizuko tymczasem zrobiła kilka kolejnych drobnych kroczków w moim kierunku i zatrzymała się, sublimując radosną antycypację do jej krystalicznej formy. W Japonii, gdzie kostiumy i opakowania waŜniejsze są na ogól niŜ zawartość, kategorie kobiecości i męskości definiuje się o wiele dokładniej niŜ na Zachodzie. To, co nazywamy róŜnicą rodzaju (gender) albo płci kulturowej, mocno zakorzenione jest juŜ w strukturze japońskiego języka, który podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie, ma swoją wyraźną Ŝeńską i męską formę. ZróŜnicowany według płci język stanowi podstawę systemu niezwykle precyzyjnie określającego, co jest właściwe dla kobiet i męŜczyzn. Sposób zachowania Chizuko, z mojej perspektywy odrobinę przerysowany, o krok od przesady, wydawał mi się jednak pełen wdzięku. Była Ŝywym wcieleniem „japońskiego goździka", czyli skromności i delikatnego uroku, jakie powinny cechować młodą damę z dobrej rodziny. Przeciętna przedstawicielka krajów Zachodu co najwyŜej kończy liceum w dziedzinie tradycyjnych kobiecych gestów i zachowań, podczas gdy dziewczyny takie jak Chizuko mają doktorat. Po pewnym czasie spędzonym w Japonii niektóre

nigdy jednak nie osiągając perfekcji swoich japońskich sióstr. Po Ŝyciu w Nowym Jorku. wiedząc. Teraz niewątpliwie pora była na moją kwestię. Ŝe jestem obca i cokolwiek zrobię. by choć w małym stopniu opanować ich język. Niewłaściwa konstrukcja gramatyczna. taka pozostanę. podczas którego długie czarne włosy Chizuko wykonały taneczne pas. gładkich. które były dotąd mało „kwiatowate") zaczynają dostrzegać pewną zmianę we własnym sposobie bycia. gdyby byli podobni innym barbarzyńcom. potrząsnęła moją jak biznesmen ubijający interes. w którym mieszka Słońce. chcąc japońskie powitanie uzupełnić zachodnim. Chizuko stanowiła ciekawą odmianę.ciekawość. Zbyt długo jednak i zbyt miękko. Ukłonu. Ŝe w miarę rozwoju znajomości sprawa jeszcze bardziej się zaciemniała.„gaijinki" (nawet te. ale przysięgłabym. to z całą pewnością . Niezamierzona ambiwalencja tych miłych słów kazała mi poszukać ukrytego w nich znaczenia. mimo iŜ byłoby miło. powiedziała. Wszystko jest tak dziwaczne i przeciwstawne. „Joanna-senseU". gdzie czasem po dwóch godzinach rozmowy nie miałam pewności.. a bywało. którą. skazana na niespełnialne marzenie o kraju. ukłoniła się i powtórzyła. lekko pochylona do przodu. do nas nie są podobni w niczym. wyglądająca jak personifikacja zachodnich marzeń erotycznych na temat Wschodu. Ŝe tak naprawdę nigdy nie uda mi się przyjechać do Japonii. „Gaijinka" na zawsze „nie stąd". Dopiero potem przekonałam się. krągłych gestów. przy tej pięknej. A moŜe to była Hibiya. Ŝe Japończycy z sympatią traktują nasze starania. błyskająca czarnymi ognikami źrenic . Ta czarnowłosa kobieta. Ŝe praktycznie rzecz biorąc. choć zupełnie niemodnej fryzurze wyróŜniającej ją na tle krótko ostrzyŜonych pań w jej wieku. jakiej nauczyłam się na pamięć. Chizuko niespodzianie wyciągnęła do mnie rękę. z twarzą wysuniętą w moją stronę. Ŝe we wszystkich tych sprawach zachowują się jak bardzo powściągliwi i kulturalni ludzie. . Albo Shimbashi. gdybym mogła.Ŝywa. Gdy prezentacji stało się zadość. Ŝe będzie moją sekretarką. w pierwszym zdaniu powiedziała mi bowiem. Stała dwa kroki ode mnie. Jak mogłam być pewna. gdybyś mogła przyjechać do Japonii". Z całą feministyczną świadomością tego. jak w teatralnej etiudzie. nie byłaby w stanie podrobić Ŝadna cudzoziemka. witając mnie swoim niedoskonałym angielskim. ale czaił się w niej przewrotny sens. skoro stacja metra. jakiej płci jest nowo poznana osoba. Ale co mnie zadziwia. Alessandro Valignano Historia del Principio II. jakimi zostałam otoczona. jakiej Chizuko uŜyła. Ŝe w oczach Chizuko czaiła się. nieświadomie upodabniają się do otoczenia. I moŜe po prostu bardzo potrzebowałam dobrego znaku. (. jaką ekstrawagancją w Japonii było obstawanie Chizuko. co znaczą róŜnice w teatrze kobiecości i męskości. była bez wątpienia przypadkowa. przemówiła.) OtóŜ to wszystko nie byłoby zdumiewające. jeśli juŜ nie sympatia. nie mogłam pohamować podziwu dla miękkich.. kobiety po trzydziestce. „Byłoby bardzo miło. Skoncentrowałam się więc na wydobyciu z siebie japońskiej formułki. Tokio jest jak Mars Gejsza i Barbie Zupełnie zbita z tropu zatrzymywałam się na ulicy gdzieś w Ginzie. to fakt. o czym od dawna wiedziałyśmy obie.

znajdowałam inną. by nie wadzić innym. Nie tyle chodziło przy tym o konieczność trzymania się lewej strony. zaczęły wzbudzać we mnie głód. zgrabniej i w innym rytmie poruszających się w tłumie. w ciągu godziny znikła jak kamfora. Na wielkim billboardzie reklamowano robota-kelnera. odpowiada jej rozmówca. „Dlaczego?". co z kaŜdej sieci opisu wymyka się szybciej niŜ rtęć. Po wiadukcie 23 tuŜ nad moją głową przetoczył się srebrny pociąg kolejki Yamanote. a potem poŜegnali się. Jak opisać miasto niemoŜliwe? To pytanie. Stanęłam tam. równie dobrą. Po nich przemaszerował oddział uczniów w wojskowych mundurkach i Ŝółtych kapelusikach tak równym krokiem. lecz z uporem. jakby mapę europejskiego miasta ktoś pociął w niszczarce do dokumentów i posklejał na chybił trafił. Szłam dalej. Raz po raz próbowałam bez powodzenia zlokalizować swoje „ja" coraz głębiej wsysane w tokijski labirynt bez wejścia i wyjścia. zatrzymało się nieopodal i uniosło w górę telefony komórkowe. Ŝe płynę pod prąd tłumu poruszającego się według jakichś innych zasad niŜ te. Przypomniała mi się absurdalna. Ta połoŜona w północno-wschodniej części Tokio dzielnica w przeszłości była kipiącym Ŝyciem centrum 24 . na twarzach miały białe chirurgiczne maseczki i rozmawiały przez telefony komórkowe. Śliczne plastikowe potrawy. Ŝe na jej odnalezienie mam dwa lata. „Nie wiem". jak batonik Mars". „Ta daleka planeta?". Coffee. powodowałam więc małe katastrofy wśród ludzi zachowujących się tak. stłoczone twarze w jego oknach mignęły i znikły jak fatamorgana. dryfujących ku pogodnemu wieczorowi. i pocieszając się. „Nie. Dwóch podchmielonych starszych panów wytoczyło się z restauracji. W któryś z pierwszych tokijskich dni. Dziewczyna w róŜowym kostiumie i białych rękawiczkach wręczyła mi opakowanie chusteczek higienicznych. Zarzucając szal na ramię. Przez cały czas towarzyszyło mi wraŜenie. W ręce ściskałam zupełnie nieprzydatny na początku atlas Tokio. widziałam tuŜ za kawiarnią Starbuck's. jakby zaczęła się mobilizacja.przysięgłabym. by pomyśleć. ile o jakąś subtelniejszą właściwość japońskich ciał przyzwyczajonych do mniejszej przestrzeni osobistej. hiperrealny makaron w jednym z talerzy unosiły pałeczki trzymane niewidzialną dłonią. dokąd chce jechać. krzycząc coś z uśmiechem. „Tokio jest jak Mars". któremu przyjdzie do głowy szalony pomysł uchwycenia w słowa czegoś. by zrobić sobie nawzajem zdjęcie na jej tle. kto nie wie za bardzo. który serwował kawę dwojgu zielonym kosmitom śpiewającym po angielsku: „Coffee. Minęły mnie dwie kobiety w kimonach. łatwą do opanowania. pyta dziewczyna. doskonalsze niŜ prawdziwe. Traciłam poczucie czasu i przestrzeni. Na moje oko kaŜda strona wyglądała tak. z którym musi zmierzyć się kaŜdygaijin. upewnia się bohaterka. kłaniając się chwiejnie. rezygnowałam z przygotowanej wcześniej marszruty i dawałam nieść się miastu jak papierowa łódka rzece. trafiłam w ten sposób do Asakusy wyrzucona na jej brzeg z zatłoczonego pociągu. mówi bohater w jednej ze scen. lalala". wyrwana z kontekstu rozmowa z japońskiego filmu. którego tytuł i cała reszta umknęły mojej pamięci. dla kogoś. Właśnie. które znam. szukając stacji. Wyrosła na jej miejscu restauracja serwująca japońskie dania zachęcała witryną z plastikowymi modelami potraw. co dalej. która znikła.

Legenda mówi. pozostała symbolicznym wejściem do shitamachi. meksykańskich burdeli. przestrzeń sacrum. z obłaŜącymi płatami farby.ponurych panów w identycznych garniturach. Egipskie. Dla wielu prowadząca do niej majestatyczna i zdobna w wielkie czerwone latarnie Kaminarimon. sprawiające wraŜenie skleconych naprędce i tymczasowych. oblepione są szyldami i reklamami ze zdjęciami półnagich dziewcząt. roześmiane dziewczyny z rozjaśnionymi włosami. wszystko jest tu nowe. teraz zredukowana do kilkudziesięciu erotycznych przybytków. co przyniesie noc. lecz obdarzone za to w nadmiarze szemranym czarem rodem z filmów o japońskich gangsterach. Ŝe w tej 25 okolicy znajdowała się tylekroć opisywana. którzy dopiero pod wpływem wieczornej kolejki sake zaczynają się uśmiechać. Trudno sobie wyobrazić. w świetle neonów miękły betonowe kontury domów. Pozbawione są wprawdzie splendoru i wyrafinowanego wdzięku ze starych drzeworytów. a wejścia do lokali dyskretniejsze. Okolica ta nawet nie nosi juŜ dawnej nazwy. tych . czyli Brama Boga Burzy. Sarariiman. Główny budynek Sensóji wybudowano całkiem niedawno. labirynt drewnianych domów. lecz świętość miejsca.tak charakterystycznych dla Tokio . połoŜone nieco na północ od centrum Asakusy. ale dla wiernych nie on jest waŜny. poświęconą Kannon. Te zbudowane w ostatnich dziesięcioleciach budynki z betonu. bogini miłosierdzia. duszona wielkimi budynkami ze stali i szkła. jedna z najsłynniejszych na świecie dzielnic rozpusty. pochodzi od angielskiego sałaty (pensja) i man (człowiek. porcelanowych „witających kotów" maneki neko czy zwierzątek tanuki .shitamachi. W okresie Edo (1600-1867) w tych właśnie okolicach powstała Yoshiwara. Tak jak w całym Tokio. a jedna sfera niepostrzeŜenie przenika w drugą. lecz lekko nadpsute. Turyści i tokijczycy ciągle jednak tłumnie tu przyjeŜdŜają ze względu na słynną świątynię Sensóji. malowana i filmowana enklawa płatnej miłości. dzieli tu od profanum mniej niŜ krok. by w ramionach wyrafinowanych mistrzyń sztuki erotycznej zaŜyć zabronionych im uciech. japońskie i europejskie motywy zdobnicze tworzą niesamowity miszmasz stylów i kolorów. do których samuraje zakradali się. a ja znów na chybił trafił skręciłam w jakąś uliczkę wsysającą w swoją gardziel ciemność nocy.śmiesznych . Zapalały się kolejne neony. statków kosmicznych. Teraz Yoshiwara to betonowa kraina sarariimanów. Była spokojniejsza niŜ pozostałe. Ŝe pod fundamentami świątyni ukryto złoty wizerunek bogini. Niebo zmieniło barwę z sele-dynoworóŜowej na perlowoszarą. który dwóch braci rybaków w VI wieku wyłowiło z wód pobliskiej Sumidy. pozbawione krzykliwych ozdób. na którym stoi. UŜywają jej nadal zatrudnione tam osoby. plastiku i bóg wie czego jeszcze. krąŜyli jak ćmy w gęstniejącym mroku. a dziś kurczy się pod naporem nowoczesności. skupisko domów publicznych o pretensjonalnych nazwach typu „Versailles" lub „Scarlett" i kiczowatej architekturze jakichś zwariowanych zameczków. nieistniejące w języku angielskim. byle jakie. francuskich pałacyków. a przynajmniej nie oficjalnie. przynaleŜną bóstwom. ozdobionych plastikową głową Sfinksa. pełne zacieków wilgoci i rudawych plam rdzy. ale na współczesnych mapach Tokio Yoshiwara to prozaiczne Senzoku 4-Chóme. słowo madę inJapan. tradycyjnego „dolnego miasta". by dać się pochłonąć przez plamy światła w otwieranych drzwiach. ekstrawagancko ubrani chłopcy ciekawi. grupy rozochoconych męŜczyzn znikały w barach i klubach. męŜczyzna) słuŜąc określeniu etatowych pracowników biurowych. Brak sztucznych kwiatów.

Ŝe w głębi znajdują się przybytki niepotrzebujące reklamy. Ŝe pamiętamy zupełnie inne punkty topograficzne. Pod jedną z bram podjechał właśnie ciemny mercedes. trwałość w nietrwałości tworzą megapolis. i naleŜącego do kurczącej się grupy koneserów tradycji. Takie właśnie jest Tokio: jak Barbie i jak gejsza. Nakładają się na siebie i przedrzeźniają. Zmiana. miasto wspaniałe. a nie tu. znikła w oszklonych drzwiach. Ŝe salon gry paczinko znajdował się z lewej. Albo kobieta udająca męŜczyznę w przebraniu kobiety. które kiedyś się lubiło. Z drugiej tradycyjnie japońskie. fluidalna właściwość wody. Ŝe bledną i odchodzą w niepamięć uroki innych miast. dziś gejsza jest widokiem tak rzadkim. które niektórzy zwą Miastem Przyszłości. Nie bardzo mogliśmy się porozumieć. Nie moŜna jednak ufać swoim oczom. pełne szczelin. które niemal przygniotło mnie do muru. Kokietują i uwodzą. bo zarezerwowane dla uprzywilejowanych. a na pewno mający niewiele wspólnego ze współczesnym Ŝyciem. Betonowa nowoczesność i ciągle Ŝywa przeszłość to dwie twarze Tokio. bardziej prawdopodobne. nie oglądając się. Pozbawione starówki z prawdziwego zdarzenia. którzy dwa lata temu mieszkali w tej samej tokijskiej dzielnicy co ja.kunopsów eksponujących piwne brzuszki i wielkie jądra. a jej malutkie stopki w śnieŜnobiałych skarpetach tabi i sandałach jednocześnie dotknęły chodnika. by sobie pozwolić na jej towarzystwo. Co robiła w Yoshiwara? 26 Jeśli w ogóle. Dopiero po powrocie . a nie prawej strony stacji. podczas gdy większość Japończyków widzi w niej anachronizm. Przez moment widziałam jej alabastrową twarz. znaczył. Spieszyła się zapewne na przyjęcie urządzane przez kogoś bogatego na tyle. Czy ta chwila zdarzyła się naprawdę? W tym samym momencie odbiła się w szybie twarz przechodzącej nieopodal blond Japonki w minispódniczce. miasto pandemonium. Imeji cheinji Miasto gęste jak semiotyczna dŜungla. nierozdzielne i tak samo prawdziwe. rękaw złotawego kimona z właściwym dla jesieni motywem liści klonu. gdzie dokładnie znajduje się mój dom. Ŝe moŜna by ją zobaczyć w eleganckiej Akasace. bym kiedykolwiek widziała kwiaciarnię o nazwie Flower House. Spotkanej na wakacjach parze Amerykanów. który jednak prawie w całości jest dziełem ostatniego półwiecza. Dla nas gejsza nadal ucieleśnia Tajemnicę Wschodu. Ŝe piękność kusząca nasz wzrok to tak naprawdę męŜczyzna w przebraniu kobiety. przez które sączy się przeszłość. Potraktowałam ten niespodziewany obraz jak prezent od losu dla „gaijinki" szukającej jakichkolwiek drogowskazów. Uchyliły się automatycznie otwierane tylne drzwi i wysiadła z nich gejsza. próbowałam 27 wytłumaczyć. wysoką fryzurę. Sprawiają. Ŝe moŜna spędzić w Tokio całe lata i nie spotkać Ŝadnej. dla których jest ono nadal poŜądane i atrakcyjne. bo co rusz okazywało się. Albo zupełnie odwrotnie. czasem wręcz trochę śmieszny. a pełne śladów przeszłości wpisanej w pejzaŜ. wypełniając uliczkę od krawędzi do krawędzi swoim metalowym cielskiem. bo moŜe się okazać. a oni upierali się. Z wdziękiem wysunęła się z wnętrza samochodu. Ja nie byłam w stanie przypomnieć sobie. Z jednej strony międzynarodowe i hipernowocze-sne. Kiedyś stały element w pejzaŜu miasta. Wielkomiejskie jak Manhattan i krok dalej małomiasteczkowe niczym Radomsko. W dłoni trzymała pakunek zawinięty w jedwabną chustkę furoshiki.

a manshon. ale równieŜ wyglądu domów i całych miast.na kolejne parę tygodni . którzy piszą. by po powrocie znaleźć je odmienione nie do poznania i na miejscu. powinni ominąć przeszkodę. czyli dwu. a wspomniany sklep znaleźć tam. Ŝe uwielbianego w grudniu modelu telefonu komórkowego nikt powaŜnie traktujący swój wizerunek nie chce w styczniu. Przez kilka tygodni moje sąsiedztwo zmieniło się na tyle. Mieszkający od trzydziestu lat w Tokio Richie miał duŜo czasu. gdzie wcześniej był plac zabaw dla dzieci z jadowicie zieloną plastikową trawą i statuetką trzymetrowej Godzilli. by przez cały czas stał na straŜy i informował przechodniów. posiłek ładnie zapakowany w plastikowe pudełko. by w jakimś punkcie mojej dzielnicy nie burzono czegoś. jak się wydawało. Ŝe modne w sierpniu asymetryczne bluzeczki firmy Milk lub Betsy Blue są zupełnie passe w połowie listopada. gdzie niedawno stały drewniane rusztowania. czysto i nawet niezbyt hałaśliwie burzyli i budowali. Ŝe pewnie Ŝadna inna ze stolic świata nie ewoluuje w takim tempie jak Tokio. stoi w Tokio przez jakieś 28 trzydzieści lat.najpopularniejszy slogan współczesnej Japonii. Ŝe właściciel młodszego domu dojdzie nagle do wniosku. zobaczyć miniaturową replikę rzymskiego pałacu w kolorze morelowym. Zycie przeciętnego apato. by się o tym przekonać. Ŝe mają rację ci. zjadali swoje o-bentó.lub trzypiętrowego budynku o drewnianym szkielecie. trwa średnio kilkanaście lat. Imeji cheinji. do którego zdąŜyłam się przyzwyczaić.obowiązkowe stają się koronkowe spódniczki noszone na celowo za długie dŜinsy. . ale kaŜda osoba lubiąca obserwować modę zauwaŜy. Co to za przyjemność rozmawiać albo „esemeso-wać" z niemodnego telefonu? Imeji cheinji dotyczy jednak nie tylko koloru włosów. czyli betonowy dom zbudowany na mocniejszej konstrukcji. czyli image change. modelu komórki czy doczepianej na przykład jako breloczek do niej najukochańszej w danym sezonie maskotki. jak. to .jak pisze Donald Richie w The Image Factory . Ŝe jego siedzibie potrzebne jest imeji cheinji i zrównają z ziemią. Tam. Robotnicy w szerokich spodniach a la Sindbad i butachskarpetach o płaskiej podeszwie i jednym palcu. z białymi ręcznikami owiązanymi wokół głów uwijali się jak mrówki i nigdy nie widziałam. gdy . którego waŜne zadanie polegało na tym i tylko na tym. podąŜając za ruchem jego ręki.przyczyna tych nieporozumień stała się dla mnie jasna. gdy siedząc na krawęŜniku. MoŜna więc opuścić na kilka miesięcy swoje sąsiedztwo. a w skrzynce wciąŜ pojawiały się listy przepraszające za ewentualne niedogodności. Budowane współcześnie w Japonii domy nazywa się z angielska apato (od apartment) lub manshon (od mansion). Zdałam sobie sprawę z tego. z jakichś powodów przeniesionej tuŜ pod okna naszego domu zamiast. za to stary i troszkę podupadły sklep z tofu. Tokio to jeden wielki plac budowy i niemal nie zdarzało się. jakie sprawia to „szacownym mieszkańcom". Sprawnie. by robili sobie dodatkową przerwę oprócz tej na lunch. zmiana wizerunku. Niewykluczone jednak. teraz były trzy szeregowe domki w budyniowym kolorze i juŜ mieszkali w nich ludzie. Ŝe poczułam się zdezorientowana. co w Japonii. W Ŝadnym teŜ innym kraju mody nie pojawiają się i nie znikają z porównywalną szybkością. a pracownik z czerwono świecącą pałką. gdzie niedawno jeszcze był sklep z tofu. by wznieść coś innego. świetnie prosperującego fryzjera dla psów o nazwie Happy ???-ber Dog. przestał istnieć. Młodych Japończyków nie dziwi. by błyskawicznie wybudować coś bardziej na czasie.

ale zamiast zalecanej latarki i butelki z wodą zabrałam tylko dyskietkę z pisanym właśnie tekstem. Nie w „byciu gotowym". kolejne moŜe nawiedzić Tokio w kaŜdej chwili. który z pewnością nie był tego wart. Według wyliczeń. Ŝe co jakiś czas muszą budować swój świat od nowa i Ŝe jest to proces tyleŜ naturalny co nieuchronny. wracające na wyspy co roku z niszczycielskim uporem. stali i szkła. zmiatając wszystko. Groźba tsunami.Japończycy mieli kilka tysięcy lat. a zapomniane słowa modlitwy przychodzą na myśl nawet najbardziej zatwardziałym bezboŜnikom. tracimy głowę i wpadamy w panikę. trzy tygodnie. stwierdzałam i odsuwałam notebook dalej od krawędzi biurka albo chwytałam podskakujący kubek. maj ąc w pamięci jakąś niezbyt mądrą instrukcję z przewodnika. Po rocznym pobycie nie zwracałam juŜ większej uwagi na czkawkę ziemi. które towarzyszą budowaniu Tokio. które w 1923 roku obróciło stolicę Japonii w perzynę. Pierwsze trzęsienie ziemi sprawia. lecz w „stawaniu się" naleŜy upatrywać 30 jego istoty. sprawiło zatem.przy-wyka się do powtarzalnego scenariusza. zasypiają. moŜe zostać zniszczone przez trzęsienie ziemi i będący jego nieodłączną konsekwencją poŜar. czy początek końca. Ŝe będą stały tylko przez jakiś czas. która przychodzi po trzęsieniu ziemi. jak przekonali się w 1995 roku mieszkańcy Kobe. Ŝe nie tylko w poezji czy sztukach plastycznych. ani piękno w zachodnim sensie historycznej ciągłości nie są zatem wartościami. ale tragedia moŜe zdarzyć się wszędzie. opartych na historii wielkich trzęsień. gdzie leŜy Tokio. przewracając się na drugi bok. ludzie zatrzymują się w pól niedokończonego gestu albo budzą ze snu. jak gdyby nigdy nic. Ani trwałość. Japończycy zawsze uŜywali materiałów będących pod ręką. Ŝe serce nienawykłego cudzoziemca skacze do gardła. schowałam się do łazienki (gdzie ponoć są najmocniejsze ściany). „Trzęsie". czyli tam. gdy nagle całe miasto „dostaje dreszczy". tak łatwo jak okruszki ze stołu. dopełniają obrazu świata istniejącego w wiecznym cieniu zagłady. Najsilniejsze wstrząsy notuje się w regionie Kanto. Ŝe ziemia to coś stabilnego i nieruchomego.jeśli są Japończykami wracają do swoich spraw. kołyszą się Ŝyrandole i zupełnie nie wiadomo. co stworzyli. oraz jesienne tajfuny. Rocznie urządzenia pomiarowe zapisują około tysiąca wstrząsów. o których wiadomo. Wznoszenie siedzib. Przyzwyczajeni. czy to mała czkawka ziemi. Za pierwszym razem. Tokio połoŜone jest w jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów świata i ziemia pod stopami tokijczyków drŜy właściwie nieustannie niczym wielkie zwierzę gotowe obudzić się. wielkiej fali. Tokio na chwilę zamiera. przeciągnąć i strząsnąć z grzbietu te miliony ton betonu. Na początku pobytu w Japonii kaŜdy odczuwalny wstrząs jest mocnym przeŜyciem dla większości „gaijinów". by przyzwyczaić się. by była odczuwalna dla człowieka. Wiele japońskich gór. stukają przesuwane ściany fusuma.wzorem Japończyków . z których większość jest 29 zbyt słaba. z których czterdzieści procent jest wciąŜ aktywne i w kaŜdej chwili grozi erupcją. Wiedząc. bowiem właśnie minęło przepisowe siedemdziesiąt lat od tego. tanich i nietrwałych. a potem . to byłe wulkany. lecz równieŜ w japońskiej architekturze „tymczasowość" raczej niŜ „trwałość" stała się poŜądaną kategorią . Ŝe praktycznie w kaŜdej chwili to. łącznie z Fuji. Odczuwalne wstrząsy zdarzają się w Tokio raz na dwa. ale potem . Przez parę sekund drŜą szyby domów. co napotka na drodze.

to wielkie trzęsienie ziemi z 1923 roku nie było tak tragiczne w skutkach jak amerykańskie bomby w 1945 roku. plastikiem i aluminium. kolejne linie metra rozwijały się jak nić z kłębka. wkrótce potem mocą cesarskiego reskryptu ogłoszono poddanym. nad nimi i pod nimi otwierano sklepy. Jedna po drugiej pojawiały się świątynie nowiutkie jak spod igły. pozbawiona armii. a na jej terenie zaczęły stacjonować obce wojska. bary i burdele dla Ŝołnierzy generała MacArthura. Na gruzach dawnego Tokio zaczęto chaotycznie budować miasto pozbawione wyraźnego centrum . W czasie drugiej wojny światowej Amerykanie z listy miast przeznaczonych do zbombardowania po namyśle skreślili Kioto. Po wojnie z dawnego Tokio została tylko kupa gruzów i popiołu. by przyzwyczaić się do tak wielkich klęsk wojennych i obecności okupanta w swojej ojczyźnie. który niepokoi wielu Japończyków. by „znieśli to. śmiertelne jak wszystko na świecie. czyli na przykład drewno lub bambus. przepiękną dawną stolicę Japonii.takŜe piękno nauczono się tu dostrzegać w przemijaniu bardziej niŜ w niewzruszonej wieczności. Jego tysiącletnia historia zrobiła takie wraŜenie na wojownikach z młodziutkiego państwa. który jednak miał oparcie w wiekach kultury zbyt potęŜnej. szkoły i z roku na rok coraz bardziej wymyślne „hale wielorakiego uŜytku". więcej domów. by na ich miejscu mogły wyrosnąć nowe. ani jego uroda nie były jednak dla Amerykanów aŜ tak imponujące i nic nie mogło powstrzymać decyzji o nalotach. w której wznosi się domy czy świątynie. W morzu niskich domków spiętrzały się kolejne wyspy wieŜowców. Z tego. Wznoszono domy. Dlatego mono no aware. nawet jeśli nie jest to konieczne. by nie zdołać się podnieść. skromności i prostocie. a proces budowania i burzenia nabrał rozpędu. Mimo iŜ w ciągu XX wieku Tokio dwukrotnie zostało całkowicie zniszczone. iŜ to właśnie w Japonii zachowały się jedne z najstarszych na świecie budowli. publiczne łaźnie. co było pod ręką. zamki i mosty.estetyczną . Ŝe ich władca nie jest juŜ bogiem. wyraŜającą się w umiarze. Ŝe postanowili ocalić świątynie. Dlatego dla Japończyków istotna jest raczej przestrzeń. jest prawdziwą ironią losu). w których lśniły świeŜo wypolerowanym kamieniem bóstwa prastarej religii. o tyle nie mieli wcześniej okazji. a jej koniec zastał Japonię w sytuacji najgorszej z moŜliwych: była sojusznikiem faszystowskich Niemiec i ofiarą atomowego ataku. stolicę pokonanego kraju. bary i restauracje. równieŜ nie planowane na długo. miliony domów dla coraz większej liczby ludzi co dzień napływających do Tokio. Współcześnie ta charakterystyczna dla japońskiej kultury cecha zmieniła jednak nieco swoją specyfikę. przejawia się w wyglądzie współczesnego Tokio w swojej nowej. 31 Ani kilkuwiekowa historia Tokio. O ile bowiem Japończycy przywykli do trzęsień ziemi. a cesarz Hirohito w słynnym radiowym przemówieniu nawoływał Japończyków. postmodernistycznej wersji. zastępuje się betonem. które oparły się kolonizacji. a nie one same jako trwale obiekty architektonicznego kunsztu (fakt. Stare domy umierają więc. kornie i z . Niegdyś imperium i jeden z nielicznych krajów Azji. a wokół nich. melancholia przemijania i tradycyjnie japońska wraŜliwość na patos rzeczy. czego znieść się nie da". jakich u siebie nigdy nie mieli. Dziś materiały zgodne z estetyką wabi. została całkowicie pokonana. będącego zwykłym śmiertelnikiem.siedzibę cesarza. Japonia podpisała akt bezwarunkowej kapitulacji.

jak potrafią pewnie tylko Japończycy. Natura. budując Tokio. Bardzo niewielu tokijczyków ma wakacyjny domek na łonie natury. gdzie plastikowe panele i plastikowe łazienki gwarantują łatwe utrzymanie czystości. a rodziny o wiele mniej liczne niŜ kiedyś zamieszkały w dziuplach typu 2DK (2 dining kitchen). Starbuck's Coffee. choć ciasne cmentarze w wieŜowcach. zabudowano wzgórza i doliny dawnego Tokio. Ŝe sama ta kategoria jest wymysłem Zachodu. Zdobycze nowoczesnej cywilizacji pozwoliły Japończykom zapanować nad siłami natury w sposób większy niŜ kiedykolwiek wcześniej. jakim jest Japonia. czyściutkim i ucywilizowanym. a nie sielska.oddaniem. betonując ich koryta i brzegi. zamontowano gdzie się da miliony głośników przypominających o konieczności przestrzegania porządku. jak tylko moŜna sobie wyobrazić. co i tak znaczy coś innego w monsunowym kraju naraŜonym na naturalne katastrofy. dawną topografię zabetonowano. co. na których prochy przeznaczono nowoczesne. oświetlono wszystko jaskrawym fluorescencyjnym światłem. frytek. stało się takŜe miastem zwesternizowanym. W miastach zamieszkało ponad siedemdziesiąt procent Japończyków i pomniejszanie stało się wymogiem codzienności. Co innego bowiem fotografować rozwijającą się magnolię w parku Shinjuku. Chanel. a ograniczeniom przestrzennym musieli podporządkować się nawet zmarli. który sprawił. Tokio wyrosło na nowiutkie miasto o pejzaŜu w całości ukształtowanym przez człowieka. znikały drewniane domy i baraczki ze wspólną kuchnią i bez łazienki. za to pełne pająków i zdradziecko wystających korzeni. hamburgerów i blond włosów. Tego porządku. Dlatego lubią małe. jego rzeki uwięziono. co na Zachodzie. a w masowo budowanych mieszkankach było juŜ wszystko to. z tym Ŝe najczęściej w zminiaturyzowanej wersji. Powojenne Tokio. Tokio jest być moŜe jedyną stolicą świata. nieobliczalna matka tajfunów i trzęsień ziemi. gdzie w ogóle nic nie rośnie. tak dalekie od natury. mroczna i niszczycielska. a co innego przedzierać się przez knieje pozbawione betonowych ście33 Ŝek. Japończycy wolą naturę w jej przetworzonej i podporządkowanej człowiekowi formie i wtedy dopiero mogą ją ewentualnie „kochać". wydaje się Japończykom niebezpieczna raczej niŜ czarująca. a włóczęgi po lesie nie naleŜą do ulubionych rozrywek. Ŝe na pozór (i to słowo „pozór" jest tu kluczowe) moŜna uznać Tokio za miasto niewiele róŜniące się od . drzewa wycięto lub przystrzyŜono w bezlistne kikuty. garniturów i sukienek. jakich na Zachodzie uŜywa się tylko w fabrykach i szpitalach. Ulice przed domami ozdobiono równieŜ plastikowymi dekoracjami zgodnymi z porami roku. Zachodni romantycy ubolewający nad upadkiem japońskiej „miłości do natury" często nie uświadamiają sobie. sterylne ogródki z przyciętymi pod linijkę drzewkami bonsai albo ogródki zen. w której mieszkania w pobliŜu parków wcale nie cieszą się wielkim powodzeniem. miastem dŜinsów. wryto się pod jego powierzchnię tysiącem korytarzy. plastikową trawę i czyste betonowe miasta oświetlone jarzeniówkami. Kentucky Fried Chicken i wszechobecny MacDonaWs sprawiają. 32 W miarę upływu czasu wzrastał komfort Ŝycia. wykorzystali z daleko idącą gorliwością. zdyscyplinowano rzeki i rzeczki. Dior. Potęgą zuŜywającą rocznie więcej betonu niŜ kilkadziesiąt razy większe Stany Zjednoczone. Ŝe w ciągu kilkudziesięciu lat pokonany kraj stal się na nowo potęgą.

iŜ dom powinien być „maszyną do mieszkania". Widoczne na kaŜdym kroku przejmowanie obcych wzorów.najpierw z Chin via Korea. To oczywiście nic wyjątkowego w globalnej wiosce. największy impet modernizacji skierowany został właśnie na Tokio. czyli Petite Versailles. pokonany kraj nie poŜycza bowiem na tych samych prawach co kraj będący potęgą. I tak na przykład w dzielnicy Jiyugaoka. Estetyka wabi uległa degeneracji. ale pejzaŜ Tokio ma pewną dodatkową wyróŜniającą go właściwość. stylu Ŝycia. ale do całej stolicy. w jaką nieuchronnie zmienia się świat. dzielnicy zbudowanej na ziemi wydartej Zatoce Tokijskiej. prowadząc do degeneracji wielu aspektów japońskiej tradycji. a cudzoziemcy (z wyjątkiem „nawróconych na Japonię". doprowadzając ją często do przesady. to betonowa monumentalna wersja katedry Notre Damę. Imitacje. Jednym . które dziś są właściwie wyłącznie wzorami z Zachodu. budynek Tokio Station jest bratem bliźniakiem tego w Amsterdamie. Mimo iŜ Ŝadne japońskie miasto nie uniknęło powojennych przemian. na Shinjuku. ale kompleks wobec zwycięskiego Zachodu pozostał. uŜywany dziś jako rezydencja dla odwiedzających Japonię przywódców innych państw. wznosi się gmach NTT wyglądający jak londyński Big Ben. a w Daibie. zacumowane w kanale wielkości piaskownicy. Jego główne architektoniczne punkty orientacyjne są poŜyczone z pejzaŜu innych stolic. modzie. a zmasakrowana wojenną klęską toŜsamość kulturowa wyobcowała się z pejzaŜu. Jak pisze w Dogs and Demons Alex Kerr. której charakterystyczną cechą jest poŜyczanie i przetwarzanie . wita odwiedzających Statua Wolności. japońska wyobraźnia utraciła w sporej części tę niezwykłą zdolność absorpcji i twórczego przetwarzania. Dziś nawet Japończycy nie mówią o nim: „piękne". wpływ zachodniej kultury zostawił na wizerunku Tokio ślad trwalszy niŜ przegrana wojna. co japońskie zaczęto uwaŜać za nienowoczesne i niemodne. moŜna dziś odnieść nie tylko do „dziupli". jest kawałek Wenecji wraz z typową dla niej zabudową i fragmentem płyciutkiego kanału z kołyszącą się na falach gondolą. a pałac w Akasace. to oczywiście równieŜ integralna część japońskiej tradycji kulturowej. czyli Tókyó Tochó. dostrzegalne w ogólnym pejzaŜu Tokio. element najczęściej chyba powielany na pocztówkach. sprawiając. po raz pierwszy w dziejach. w jakich Ŝyją tokijczycy. a od XIX wieku właśnie z Europy i USA. Zachodnia kultura stała się miarą odniesienia i synonimem postępu w architekturze. to średnio udana replika paryskiej wieŜy Eiffla. Zniszczenia wojenne szybko naprawiono. WieŜa Tokijska. w pobliŜu której mieszkałam. jasnej i suchej. Po drugiej wojnie światowej proces ten nieco zmienił jednak swoją spe34 cyfikę. Japończycy zbyt gorliwie zrealizowali zachodnią ideę miasta jako przestrzeni czystej. którym podoba się wszystko łącznie z plastikową ikebaną) są do znudzenia zgodni w jego estetycznej ocenie: „brzydkie". Amerykanin od kilkudziesięciu lat zakochany w Japonii trudną miłością. Zdanie Le Corbusiera. kiedy prawdziwy bambus zastępuje się plastikowym i betonuje rzeczki o wiele za małe. by czymkolwiek zasłuŜyć na uwięzienie w korycie wysokim na pięć metrów. jak na przykład weneckie gondole. Ŝe to wtedy. w tle centrum handlowego o nazwie nomen omen Times Sąuare.metropolii Zachodu. nowa siedziba władz tokijskich. nawet jeśli jej poszczególne elementy tak mało pasowały do japońskiej rzeczywistości. poddając się kolonizacji. które miało stać się wizytówką nowoczesnej Japonii. w japońskiej wersji francuskiego zwany jest nie bez powodu Puchi Berusayu. To. moŜna znaleźć w kaŜdej dzielnicy. w której źle rozumianemu funkcjo-nalizmowi podporządkowano inne wartości.

pianka z piwa. Drugi z wymienionych wyŜej uczonych zaprasza na fascynujący spacer. które zachowały przez wieki swoje znaczenie. Wzniesiony w XVII wieku i wielekroć później przebudowywany byl symbolem 35 okresu Edo. który swój los związał z Japonią. Nihonbashi był sercem Nihonu. jak bardzo dzisiejsze Tokio . do jego spodnich warstw. Najlepszym symbolem westernizacji pejzaŜu Tokio jest dla mnie budynek browaru Asashi zaprojektowany przez słynnego. Co bardziej krytyczni tokijczycy nazywają dzieło zrobione przez Starcka w środku ich miasta „złotą kupą". związek dzisiejszego Tokio z jego historią. podczas którego okazuje się. Przeszłości. Na dachu czarnej cięŜkiej bryły tkwi monstrualne Ŝółte coś.. uwaŜano go za umowne miejsce początku podróŜy do wszystkich zakątków Japonii. Składają się nań nie tylko imitacje takie jak Wenecja w Jiyugaoce i Statua Wolności w Daibie (by nie wspomnieć o Disneylandzie w Urayasu). Japoński Most. które bardzo chciało zapomnieć o swojej przeszłości. Są w Tokio pojedyncze piękne architektonicznie budynki. zwęŜające się ku górze. lecz takŜe pomysły bardziej „twórcze": hotele miłości. Obłe. która obecna jest w betonowej tkance Tokio. hołubionego na Zachodzie architekta i designera ??????'? Starcka. powtarzalność kulturowych wzorów. być moŜe jedne z najwspanialszych na świecie. sklepy z gadŜetami firmy Sanrio w kształcie hipertroficznych truskawek albo domy mieszkalne przypominające francuskie cha-teau. Ŝe dawna topografia miasta obecna jest w jego . Roman Cybriwsky.. pogrąŜając jedno z najpiękniejszych miejsc dawnej stolicy w cieniu betonu. Na szczęście nie do końca mu się to udało. Tak skolonizowana wyobraźnia wydala na świat miasto. amerykański geograf. Nihonbashi nadal istnieje.z przykładów tego. gdy Japonia przygotowywała się do olimpiady. ale nie ma pięknych dzielnic. gdzie za czasów szogunatu dokonywano egzekucji i gdzie teraz jest wielkie krematorium. co stało na ich powierzchni: miejsce władzy na przykład jest nadal dokładnie tam. ściśnięte na powierzchni czterdziestu metrów kwadratowych.wzniesione w ciągu jednego pokolenia i na pozór pozbawione planu zakorzenione jest w swojej historii. mimo iŜ wielekroć zburzono i zbudowano na nowo to. i japoński uczony Jinnai Hidenobu udowadniają. Tylko w ten sposób 36 moŜna odnaleźć ciągłość. przywrócić zapomniane konteksty zniekształconego znaczenia. choć w praktyce nie sposób go nawet sfotografować. podczas gdy miejsce przeklęte pozostało za Mostem Łez . Nawet dla jego rdzennych mieszkańców nie zawsze jest ona widoczna. postawiony w sercu shitamachi. jest słynny Nihonbashi. do czego prowadziła gorliwość w unowocześnianiu i westernizowaniu Tokio. Tylko zapaleni „tokiofile" potrafią czytać to marsjańskie miasto jak palimpsest. gdzie mała szczelina w zewnętrznym tekście pozwala dotrzeć w głąb. gdzie pierwszy szogun Tokugawa wzniósł swoją siedzibę. Nihonbashi przykryto biegnącą na estakadzie autostradą. Skrajny funkcjonalizm a la Le Corbusier ma w pejzaŜu Tokio swoją przeciwwagę w równie skrajnej wersji disnejowskiego kiczu. Ponoć miał to być płomień albo. Tymczasem w latach sześćdziesiątych. których architektura łączy elementy swobodnych wyobraŜeń o włoskim baroku z fantazją o staroŜytnej Grecji. Pierwszy z nich wskazuje na miejsca w jego topografii. nie dostrzeŜe jednak niewprawne oko kilkudniowego turysty.tam.

które dopiero moŜe stać się sobą. telewizor i nielegalnego kota przybłędę. horyzont zawęŜa się do kilkudziesięciu metrów. o którym tu piszę . odtworzyć czar zatrzymany na drzeworytach Edo. nasiliła się. zbliŜające się do siebie jeszcze bardziej za kaŜdym razem. W najmniejszych wynajmowanych w Tokio „mieszkaniach" mieści się materac.zaprzeczając prawom fizyki . zamieszkuje ponad 12 milionów tokijczyków. z jakim w ciągu dwóch lat ewoluowała choćby moja dzielnica. matowieć. Ŝe zawsze moŜesz się u mnie zatrzymać". Ta wciąŜ czytelna struktura palimpsestu świadczy nie tylko o związku Tokio ze swoją historią. Ŝe lokatorzy muszą korzystać z publicznej łaźni.najpotęŜniejsze miasto świata . toaleta jest wspólna. Ŝe jakimś cudem znalazłaby miejsce na drugi futon. dopóty nie zobaczy się pełnego blasku słońca. ocalić.brzydkie. zapraszała mnie przyjaźnie i przypuszczam. czyli wspomniany materac uŜywany przez Japończyków zamiast łóŜka. robiąc sobie miejsce delikatnymi ruchami ramion i bioder. cudowne. Tokio. co jeszcze zostało z atmosfery shitamachi.jest więc moŜliwość innego miasta. lecz takŜe o wpisanej w jego realną i symboliczną przestrzeń nadziei na przyszłość. zgasić fluorescencyjne światło. Mieszkańcy stolicy Japonii mają tego świadomość i w ostatnich latach dyskusja na temat zmian niezbędnych. Ŝe trzeba pokazać światu most Nihonbashi bez biegnącej nad nim autostrady. Dziś coraz częściej pojawiają się głosy. które znam .moŜe juŜ wkrótce naleŜeć do przeszłości wspominanej z nostalgią. Puste centrum labiryntu Po kilkudziesięciu kilometrach dzielących je od lotniska Narita Tokio otwiera betonową paszczę i wchłania ufnego podróŜnika w szary labirynt swoich wnętrzności niczym wielki wieloryb. ani przez chwilę nie wątpiłam. by przywrócić Tokio dawną urodę. gdy przyjdzie im na to ochota. Moja przyjaciółka Michiko w swoim „apartamencie" wielkości ośmiu metrów kwadratowych utrzymywała nienaganny porządek i . Podziwiając tempo. Bliskie. Ŝe trochę przesadzono z zamiłowaniem do betonu i kiczu. Pod Tokio dzisiejszym .ukryta jak Nihonbashi . Tak samo jak 38 .Japończycy zbudowali praktycznie od podstaw w ciągu jednego pokolenia. gdy gdzieś pomiędzy domy juŜ stojące wpycha się kolejny dom albo gdy nowy przybysz z prowincji wpaso-wuje się w tokijski tłum. czyli dzielnic. najbardziej fascynujące z miast. by kaŜdy centymetr był wykorzystany do maksimum. Uczucie klaustrofobii narasta. które znam . dostrzeŜemy nawet model spiralnego ufortyfikowania twierdzy Edo sprzed czterech wieków powtórzony współcześnie w układzie kanałów i autostrad. Kolejny kwadrans podróŜy w głąb miasta i ściany są juŜ ze wszystkich stron na wyciągnięcie ręki. Najbardziej zatłoczony obszar 23 głównych tokijskich ku. mikroskopijna kuchenka i zlew. a brak łazienki sprawia. W lepkiej mgiełce kurzu i przemysłowych zanieczyszczeń wszystko zaczyna blaknąć. Ŝe będą potrafili je 37 zmienić. Światło przygasa i dopóki jest się wewnątrz miasta. ale całej zabudowy Tokio. by po chwili ograniczyć nasze pole widzenia do kilku.pomieściła jakoś sporą kolekcję maskotek. Umiejętność takiego zagospodarowywania przestrzeni. „Pamiętaj.dzisiejszym układzie właściwie na kaŜdym kroku i jeśli przyjrzymy się uwaŜnie. dotyczy nie tylko wnętrza mieszkań. Zbudować sobie stolicę od nowa to nic wielkiego dla Japończyków i marsjańskie Tokio.

Shibuya. nieskaŜona zieleń i zupełna pustka to dominujące cechy miejsca. a w rzeczywistości mieści się szkolna wycieczka i szesnastu dorosłych Japończyków. Tokio podziwiane z wieŜ widokowych na Shinjuku rozciąga się po horyzont z kaŜdej strony i nigdzie nie ma końca. co wyrosłe z jakiejś Ŝywej substancji. czyli Niebiański Władca. place i mosty pozbawione wraŜenia trwałości. podobnie jak jego poprzednicy. śadna droga ani go nie przecina. jak ta szara magma rośnie. pełznie na wschód i zlewa się z wodami Pacyfiku. z której przez kolejne wieki ród Tokugawa rządził Japonią. Stolice starej Europy to małe miasteczka. dopchnięty przez konduktora w białych rękawiczkach. świątynka shintó i sklep ze sprzętem do gry w golfa. prostym miastem średniej wielkości. w tym jeden zawodnik sumo. ani nie łączy z betonową dŜunglą. wypełniając swoją masą kaŜdy skrawek wolnej przestrzeni. które jak na przykład Nowy Jork czy ParyŜ. Gęsta. po prostu nie dopuszczono do tego. jakby pochodził z jakiejś innej przestrzeni i wrzucony 39 został w Tokio dzięki komputerowej technice. gęsto obrośnięta wokół miastem.Ŝywioł. gdzie mieszka tennó. która kierując się nieznanymi prawami kamienieje przypadkowo w domy. pulsujący zimnym światłem ocean tysiąca odcieni szarości. na początku XVII wieku decyzją szoguna Tokugawy Ieyasu wzniesiono fortecę Edo. by do zatłoczonego wagonu tokijskiego metra w godzinach szczytu zmieścił się choć jeden więcej człowiek. Teren ten widziany z góry sprawia wraŜenie tak odizolowanego od reszty miasta. pączkując nowymi domami. wydają się stabilne. które stało się nową stolicą Japonii i zmieniło nazwę na Tokio. Po fortecy niewiele zostało. śaden z domów mieszkalnych nie ma nań pełnego widoku. ale przestrzeń jest ta sama: odizolowana od reszty świata oaza zieleni. co znaczy „Wschodnia Stolica". który wymknął się spod kontroli człowieka. jakby było nie tyle zbudowane. lecz wielki las. otacza je i zamyka w swoim wnętrzu. W miejscu. a cesarz odzyskał autorytet i władzę. Po dwustu pięćdziesięciu latach rządy szogunów skończyły się. osadzone w czasie i przestrzeni. stopione ze swoją przeszłością. by śmiertelnicy mogli tam swobodnie zaglądać. ale Ŝaden z budynków nie wyrósł na tak wyraźny punkt orientacyjny. jedyne miejsce. a lata jego władzy przejdą do historii jako okres Heisei. podmywa góry. Symboliczne centrum Tokio to nie budynek czy ich kompleks. gdzie dziś mieszka. nie do ogarnięcia.cudzoziemcowi wydaje się niemoŜliwe. W porównaniu z Tokio widziany z góry Nowy Jork jest łatwym do ogarnięcia. Niemieszcząca się w kadrze metropolia z innej planety. Stojący w ogromnym parku. Panujący od 1989 roku cesarz Akihito. Roppongi czy Ikebukuro. z . tak w szczelinie szerokości kiosku po kilku tygodniach powstaje dom dla dwóch rodzin. nie jest przez Japończyków wymieniany z imienia. Z morza dachów rozlewającego się na cztery strony świata wystają tu i ówdzie lśniące srebrzyście skupiska wieŜowców na Shinjuku. wśród której znajduje się niewidoczna siedziba cesarza. Przeniósł się więc z Kioto do Edo. rozlewający się. Tokio nie przypomina innych oglądanych w ten sposób miast. otoczony murem i fosą Pałac Cesarski dostrzeŜe się tylko z lotu ptaka. jakim niegdyś były na przykład wieŜe WTC na Manhattanie. gotowe zmięknąć i zaklęsnąć się z powrotem w bulgocącą lawę . Mimo zuŜytych na jego powierzchni milionów ton betonu Tokio ma w sobie raczej coś organicznego. co nie jest przypadkowe. Niemal widać. Obserwatorium w budynku Kasumigaseki. enklawa zieleni.

widok na fosę pełną pluskających się kaczek i wielkich jak prosiaki karpi. aby jego miejsce pozostało właśnie tu. Z wyjątkiem nielicznych okazji świątecznych (na przykład Nowego Roku) ogromny. to pomieszczenia gospodarcze. ale podobno do bardzo złego tonu naleŜy zerkanie w kierunku siedziby tennó. W Tokio właściwie tylko Sanya. Symboliczne centrum Tokio. Moi japońscy znajomi miejsca. mimo iŜ niezbyt pasuje juŜ do współczesnego stylu Ŝycia. łąki i chaszcze. chociaŜ róŜnice między dzielnicami są o wiele sub-telniejsze niŜ w innych stolicach. by cesarz zamieszkał poza Tokio. w środku jednego z dwóch . Japończycy chcą. którego nawet nie zaznacza 41 się pod tą nazwą na mapach (!). nigdy nie miał wielu zwolenników. plac przed Pałacem Cesarskim jest pusty. 40 niewielki i raczej niepozorny. Tokijczycy unikają go z nieco innych powodów niŜ nowojorczycy Bronksu. podczas gdy mieszkańcy Wielkiego Jabłka nie . którego nie widać. choć skądinąd całkiem miły. StrzeŜe go armia iglastych drzewek o niepokojąco ludzkich kształtach. który interesuje się biologią i nie sprawuje Ŝadnej rzeczywistej władzy. w Pałacu Cesarskim. mur i ścianę drzew. pełni rolę don'tgo area. Jak pisał Barthes w Imperium znaku. nawet ziemia pod pałacem nie moŜe być niepokojona i dlatego linie tokijskiego metra muszą omijać ten całkiem spory teren w samym środku miasta. nie jest reklamowane i mało kto o nim wie. reszta to las. nazywali po angielsku swoim „sąsiedztwem" lub częściej właśnie swoim „miastem" i to nawet jeśli ograniczało się ono do okręgu o stumetrowej średnicy. Ba. Generalnie część zachodnia Tokio uchodzi za lepszą od wschodniej. Jedyny widoczny z tej perspektywy budynek. „Tokijskie miasta" wydają się „gaijinowi" bardzo do siebie podobne. Spacer wokół pałacu przez kilka kilometrów oferuje naszym oczom dość monotonny. a najlepiej ze względów prestiŜowych mieszkać w pętli tworzonej przez kolejkę Yamanote. bowiem nazwa „Pałac Cesarski" odnosi się do raczej skromnej co do wielkości i całkiem nowej budowli wzniesionej po wojnie. przeklęte miejsce egzekucji i kremacji. nieprzyjemnie zgrzytającym pod stopami. którą ciągle się kultywuje. bo w przeciwieństwie do wielkich metropolii Zachodu nie ma tu tak wyraźnego podziału na dobre i złe dzielnice. lecz miłym starszym panem. z czuprynami przyciętymi tak precyzyjnie. Ŝe pomysł.obok Los Angeles . Z biurowców pobliskiego Marunouchi widać wprawdzie mniej więcej to samo co z obserwatorium. na tle którego wycieczki robią sobie zdjęcia. puste jak pokój tatami. Wokół stacji Tokijska metropolia składa się z organizmów miejskich skupionych wokół kaŜdej stacji metra. Struktura Tokio przypomina plaster miodu: jedno skupisko małych domków przylega do kilku innych i tak dalej. wysypany Ŝwirem. Nawet jeśli nie jest juŜ bogiem. Ci pierwsi powodowani są raczej irracjonalnym lękiem przed złą karmą Sanya niŜ realnym zagroŜeniem ze strony Ŝyjących tam biedaków i bezdomnych. a handlo-wo-rozrywkowym centrum kaŜdego z nich jest stacja kolejowa.najpotęŜniejszych miast współczesności nie ma nic. Sto dziesięć hektarów najdroŜszego gruntu świata jest w duŜej mierze puste. w których mieszkali.którego moŜna zobaczyć dachy cesarskich posiadłości. jakby właśnie wróciły od fryzjera. naleŜy do tradycji. w którym mieściła się część handlowo-rozrywkowa i mieszkalna. To pozorne „nic" przedstawia jednak tak wielką wartość dla Japończyków.

które choć pozbawione ogonów. smaku. znikają wielobarwne reklamy. zachowują koci wdzięk i dostojeństwo. Tam właśnie znajdują się wszystkie sklepy i restauracje. czyli dwupoziomowych baraków budowanych na wynajem z materiałów tak lichych. zapachu. tłum rozprasza się. która mieści się w północno-wschodniej części Tokio i swym biednym wyglądem dość radykalnie odbiega od przeciętnej. Znikają czerwone i Ŝółte neony. Mozart przechodzący w japoński pop.a w Tokio są takich miliony otwiera się przed spacerowiczem i zachęca do spokojnej wędrówki. otoczone są szczelnie budynkami mieszkalnymi z balkonami. po hotele miłości. Ŝe jakoś opierają się trzęsieniom ziemi. Ŝe akurat wejdzie teściowa.robią wycieczek do Bronksu z uzasadnionej obawy utraty mienia i Ŝycia. i miejsca spoczynku ich dziadków. czyli przystacyjna rozrywkowa część miasta. Luksusowe rezydencje stoją dwie ulice od „króliczych nor". tu umawiają się z przyjaciółmi. gdzie w cenę wliczona jest równieŜ masaŜystka.w odróŜnieniu od swoich . tu się je. gwar i tłok. i przedszkola. erotyczne przybytki najrozmaitszego rodzaju . Między jedną stacją a drugą moŜna nie spotkać Ŝywej duszy. stoisko sprzedające szaszłyki yakitori oraz publiczna łaźnia z dymiącym wysokim kominem. telewizory i muzyka. by kochać się bez ryzyka. To raczej tu. reszta miasta składa się z organizmów na tyle niezróŜnicowanych. im dalej od nich. odpoczywa. do jednej z ulubionych restauracji. milkną stopniowo głosy z megafonów. do których bardzo często naleŜą i cmentarze. Po chwili jest się zdanym na własne towarzystwo i zupełną ciszę. a nawet męŜem. Okolice stacji to miejsca o największym nasileniu dźwięku. koloru. stoiska sprzedające smaŜoną ośmiornicę i czekoladki Lady Godiva. Telebimy. jeśli nie liczyć niesamowitych tokijskich kotów. Ŝe stoję pośrodku czyjegoś pokoju. Jakaś uliczka wąska. Japończycy o wiele częściej zapraszają swoich gości niŜ do domu. to dla Ŝyjących w malutkich mieszkaniach tokijczyków coś w rodzaju poszerzonego poza swe naturalne granice livingroomu. sklepy Diora i bary sushi. ale Ŝony milionerów i biedaków kupują tofu u tego samego wytwórcy. sąsiadującego z kolei ze szkolą i hurtownią materiałów budowlanych. który moŜe być wielki jak Shinjuku lub Shibuya lub malutki jak Ishikawa-dai. mieszkańcy tych drugich muszą z braku miejsca trzymać pralki i szafki z butami na zewnątrz. Brak strefowania dotyczy teŜ wewnętrznej struktury „tokijskich miast". do którego starego sklepiku dociera gwar stacji. bary i banki. flirtuje. cichnie.od salonów masaŜu. Pojawiają się i znikają bezszelestnie jak duchy. Oprócz Sanya. Wokół stacji kolejowej toczy się Ŝycie względnie niezaleŜnego organizmu. szarość wsysa światła. co krok automaty z napojami lub papierosami. Ŝe dziw bierze. tym bardziej wszystko blaknie. Jeden z takich kotów przychodził w odwiedziny na mój balkon i . czysta.patrząc na to bujne Ŝycie „miast" wokół stacji nieraz miałam wraŜenie. Mały płotek oddziela kolorowe zjeŜdŜalnie od grobów. czyta. zapachy rozpuszczają się w powietrzu. na których wietrzą się futony i suszy pranie. światła. Sakariba. a z okiem domów widać i bawiące się dzieci. poręczne jak domowy barek . Ŝe łagodnie przechodzą jeden w drugi. spokojna . do 42 których chodzi się z narzeczonym. dyskutuje o polityce i sporcie. gdzie sklep spoŜywczy stoi koło zakładu produkującego tatami i baru karaoke. Te pierwsze mają nawet ogrody. a pomiędzy nią i małym przedsiębiorstwem ogrodniczym wciśnięte są trzy domki mieszkalne. karaoke i paczinko. Świątynie buddyjskie. rozrzedza się.

Do tego słuŜą im zatłoczone parki. na przykład jęczmienną herbatką. o wiele bardziej absorbującymi niŜ w krajach Zachodu. wyłania się kolejny sklepik. ale nie spacerowicz. Rysowanie mapek Chizuko przez cały dzień nosiła się z zamiarem zaproszenia mnie do swojego domu na kolację. W dzielnicach mieszkalnych. podobnie jak w całym Tokio. co na ogół mi się nie udawało. Ogrody bogatszych rezydencji oddziela od wzroku ciekawskich wysoki mur. lecz chyba po prostu ciekawy. do uszu dociera głos płynący z megafonów.miejsca przeznaczone do spacerowania. co jakieś sto metrów stoją uliczne automaty z napojami i papierosami . MoŜna więc ugasić pragnienie jednym z wielu oferowanych przez nie ciepłych i zimnych napitków. cha" czarnych tokijskich wron. zaraz potem szarość rozświetla się. coraz wyraźniejszy. bo w Tokio nie ma zwyczaju przesiadywania na przydomowych ławeczkach. co na zewnątrz. Czasem najpierw zapach smaŜononych potraw wybiega spacerowiczowi na przywitanie jak pies. wiedząc. moŜe zaczepić nas sympatyczny tubylec znający angielski i koniecznie chcący pomóc nam w dojściu do celu. w porze deszczowej szum wody. Ŝe prędzej czy później trafię na kolejną stację metra.liczba tych urządzeń przypadająca na mieszkańca jest w Japonii najwyŜsza na świecie. Cisza jest więc niemal doskonała. schodach albo balkonach. bo przez większą część czasu zajęte są szkolnymi obowiązkami. „Cha. choć rzadko. więc po prostu szłam dalej przed siebie. Spośród wszystkich krajów Azji. gdzie jestem. Najlepiej wówczas zapytać go właśnie o najbliŜszą stację kolejową. właśnie w Japonii najbardziej ceniona jest intymność domowego wnętrza. Po drodze przez te strefy ciszy czasem zdarzy się chram shintó albo buddyjska świątynka. Ignorując zostawiane dla niego przysmaki. aŜ został pogłaskany i dlatego nazywaliśmy go Neurotyk. potem pokrzykiwanie sprzedawcy sezonowych przysmaków i oto jesteśmy juŜ przy stacji. sprawiają wraŜenie wymarłych niezaleŜnie od pory roku i dnia. a w kaŜdym innym okresie złowieszcze „cha. wołał nas nachalnym kontratenorem tak długo. zapraszający. które od tego. w której akurat trwa uroczystość. którego przecieŜ nie znamy. cha. tłum gęstnieje. śmiały się złośliwie. kieszonkowej wielkości park pełen (trzech) kwitnących śliw i zupełnie bezludny. by z ciekawości sprawdzić na mapie.nie był głodny. Domy w dzielnicach mieszkalnych są ciche. albo plac zabaw z całym stadem pleksiglasowych potworów. by odebrać zamówione dla mnie . JuŜ rano. Czasem minie nas rowerzysta albo spieszący gdzieś przechodzień. by w spokoju pokontemplować ich piękno.bezdomnych braci z Polski . cha. bank i salon gry paczinko. Latem urozmaicają ją cykady. która smakuje jak kasza w płynie. bo na sterylnych tokijskich śmietnikach nawet wróbel by się nie poŜywił. gdy zatrzymywałam się w środku wymarłego miasta. wykonanych z przeraŜającym nawet dla dorosłego wyczuciem realizmu. Czasem teŜ. w sercu kolejnego „tokijskiego miasta". Japońskie dzieci z kolei nie bawią się przy domach. chociaŜ i tak 43 nie toczy się w nich Ŝadne Ŝycie towarzyskie. cha". bo tokijczycy nie włóczą się bez celu po mieszkalnych osiedlach. gdy zajrzałam do biura. stoisko z rybami albo restauracja serwująca makaron sobą. nadrzeczne bulwary i centra handlowe . 44 O zbliŜaniu się do niej świadczy pojawienie się pierwszego sklepiku albo baru. stanowczo się oddziela. niezbyt przyjemnych wielkich ptaków mających w zwyczaju wyrywać jedzenie z rąk.

Ŝe nie wiadomo. Zamiast tego miasto podzielone jest na jednostki administracyjne. mogąc juŜ na początku zorganizować nam międzynarodowe Ŝycie towarzyskie. którą przechowuję do dziś. MąŜ właśnie leciał po raz pierwszy do Tokio. OtóŜ w Tokio. a nie jej kierowca. w których zagubiony wędrowiec szuka właściwego miejsca aŜ do momentu. pijąc kawę z puszki. w którym się dwie godziny temu zaczęły. co to takiego. W związku z tym w Tokio . powiedziała Chizuko. które prowadzi do zupełnie innej części miasta. papierowej serwetce. jakie miałam przedsięwziąć po wyjściu ze stacji koniecznie wyjściem D14. Dopiero gdy w zimnym listopadowym mroku Ŝegnałyśmy się przed bramą uniwersytetu. Jedna osoba rysująca drugiej mapkę. ulice nie mają nazw. Za czasów szogunów specjalnie budowano ślepe zaułki. Ŝe moi japońscy znajomi są o wiele sprawniejsi w rysowaniu niŜ przeciętny Europejczyk. zwierzę w ruchu albo szybko skreślić obraz okolicy w precyzyjnie pomniejszonej skali. Im bowiem bliŜej celu. którą chciałaby ze mną omówić. zwrotów i wspinaczek po schodach. wspólnie odwiedzany bar. choć zaskakujące dla cudzoziemca. MoŜe fakt. gdybym musiała skorzystać z pomocy tubylca w dotarciu do nich. Do wieczora jednak nie udało mi się dowiedzieć. Nawet komputer pokładowy bardziej nowoczesnych taksówek nie zawsze pomaga. a znaki orientacyjne precyzyjnie opisane w rzymskim i japońskim alfabecie na wypadek. Wyrwała z notesu kartkę i błyskawicznie naszkicowała na niej mapkę. z nieśmiałością tak charakterystyczną dla początków naszej przyjaźni wyszeptała coś o „sprawie". a cała reszta pozostaje bezimienna. Naszkicowany ręką Yume. znaki kreślone na skrawku papieru. Chizuko. ile potrzeba. Ulice nie mają równieŜ numerów i w ogóle nie są punktem odniesienia. Satoru.ksiąŜki. MoŜna odnieść wraŜenie. Ŝe z łatwością potrafią za pomocą kilku kresek oddać ludzką postać. Mariko czy Michiko plan zawierał precyzyjne objaśnienia skrętów. które jest tak wielkie. gdy po prostu musi zapytać o drogę. coraz mniejsze kwadraciki. w powietrzu. iŜ posługują się tak skomplikowanym systemem znaków. pogubili się w labiryncie. to widok powszechny w Tokio. dybiący na Ŝycie szoguna. Zawsze miałam wraŜenie. ulice były narysowane za pomocą dwóch równych kresek. tym zadanie trudniejsze. więc ucieszyłam się tym bardziej. W przeszłości słuŜyła temu. Po jakimś czasie na rysowanych dla mnie mapkach anonimowe punkty topograficzne zaczęły być zastępowane przez zindywidualizowane znaki przyjaźni: ławkę. gdy z radością podziękowałam jej za zaproszenie. a współcześnie stoi na straŜy ludzkiej prywatności. mieście. Ŝe we współczesnym Tokio tradycja ta nie zaginęła. uliczki kręcące się w kółko jak pies za własnym ogonem i kończące murem w tym samym miejscu. jak dotrzeć do danego miejsca. Uzasadnienie konieczności mapek jest proste.to pasaŜer taksówki zobowiązany jest wiedzieć. a nie na przykład C21. sprawia. w której byliśmy razem przed tygodniem. Wszystkie te mapki zawierały dokładnie tyle informacji. Nadaje się je tylko wielkim arteriom albo głównym pasaŜom handlowym. by ewentualni wrogowie.co prawdopodobnie czyni je wyjątkowym w skali światowej . „Muszę ci narysować swój adres". na której siedzieliśmy. Chizuko zdobyła się na zaproszenie mnie i mojego męŜa do swojego „ciasnego i skromnego domu na niewielką kolację". bez których nigdy nie znalazłabym szukanych miejsc. publiczną łaźnię. W Tokio moŜna bardzo szybko zorientować się w doskonałym systemie publicznego transportu 46 . JuŜ po kilku tygodniach pobytu byłam w posiadaniu kilku odręcznie wykonanych mapek. gdzie się kończy. a gdzie zaczyna.

takich jak dworzec. zamkniętą przed cudzoziemcem sferą prywatną. nie przychodzi mi do głowy Ŝadna inna odpowiedź na pytanie. kilkanaście opakowań informujących. Ŝe jednym z kryteriów numeracji domów jest kolejność ich powstawania. dotyczy zarówno geograficznej. zlokalizowanie przedostatniego numeru. Mapki towarzyszą teŜ reklamom sklepów. musi mieć szczegółowe wskazówki. ale droga od stacji do domu. lecz moŜe mieścić się gdzieś między 29 a 42.tte|p*j ?i« Hi tov ounic\ — San ????? i trafić na kaŜdą stację. jak i symbolicznej przestrzeni miasta. a niedostępną. a trzeci jeden konkretny dom. RóŜnica między przejrzystością sfery publicznej. szkoła. w którym nigdy się nie było. codziennie rozdawanych na ulicach i przy wejściu do metra. Wizytówki wszystkich tokijskich firm. starających się przyciągnąć klientów barwnymi okładkami i obietnicą przejrzystości. to jego adres zapisuje się. ale jako praktyczna wskazówka jest zupełnie nieprzydatne. pierwszy numer oznacza kwadrat obejmujący mniej więcej jedną ósmą obszaru Ishikawa-dai. KaŜdy moŜe trafić na stację Ishikawa-dai. Gdy ktoś mieszka. dlaczego tak się dzieje.. Naszkicowany plan ulic i waŜniejszych punktów orientacyjnych. jak dotrzeć do nowego sklepu dla golfiarzy albo na wystawę robotów. Ŝe mapy i mapki są praktyczną koniecznością codziennego Ŝycia w Tokio. zakład . Oprócz wspomnianej teorii celowo budowanych ślepych zaułków. Bywają przypadki bardziej skomplikowane. Na przykład Tokio. restauracji i innych instytucji oprócz adresu mają narysowany plan. dajmy na to. w której po pewnym czasie łatwo jest się poruszać nawet bez znajomości języka. Ota-ku to nazwa jednego z dwudziestu trzech głównych „tokijskich miast". Powiedziano mi. Numer 7 wcale nie musi bowiem sąsiadować z 6 i 8. zakładów kosmetycznych czy obiektów sportowych i drukowane są na przykład na opakowaniach chusteczek higienicznych. W kaŜdej księgarni moŜna znaleźć dział poświęcony mapom Tokio. gdzie leŜą do wyboru propozycje konkurencyjnych wydawnictw. zostać dopuszczonym do tajemnicy naszej prywatności. chcąc nie chcąc. Brak nazw ulic i dodatkowe pułapki z numerami domów sprawiają. Ishikawa-dai 2-23-7-105. Największą trudność sprawia. ich sprzedaŜ w Tokio biła rekordy. właśnie w okolicy Ishikawa-dai. gdy mieszka się w większej dzielnicy typu Shibuya. Ota-ku. 47 drugi kilkanaście domów. zresztą nie tylko cudzoziemcowi. Młodziutkie dziewczyny w róŜnych zabawnych uniformach. ale zostańmy przy moim Ishikawa-dai. stoją z koszami takich reklamowych chusteczek i po dłuŜszym spacerze moŜna zgromadzić. dodając do tej nazwy odpowiednie cztery numery oraz nazwę miasta i dzielnicy. ale by odnaleźć mój manshon Bon Hour albo dom mojego sąsiada pana Matsury. co moŜe trochę wyjaśnia. Alternatywą dla mapki moŜe być albo wyjście po przyjezdnego na stację albo naprowadzanie go na cel przy pomocy telefonicznych instrukcji. klinik. w czasie deszczu przykrytych foliową narzutką. Gdy pojawiły się faksy. aby potencjalni klienci mogli do nich trafić. Ostatni jest numerem mieszkania. nie jest juŜ taka prosta. bo pozwalały one przesyłać mapki na odległość.

. którzy tkwią z tabliczką informacyjną przy stacji i wskazują 48 Tokio wielkomiejskie (Shinjuku).. pytali japońscy znajomi. ?? •7 ? ?? ??????????**r fi' ta ??? ..??» Plan.. Jednak „pobliŜe" w Tokio ma wymiar nieco inny niŜ na przykład w Nowym Jorku i nie oznacza swojskiego „dwie przecznice na północ"..... hipnotycznie wpatrując się w przyjezdnych.. bym łatwiej trafiła na miejsce spotkania. odpowiadałam więc. a czasem mimo wszystko ..... między fryzjerem dla psów a kawiarnią o nazwie Liąuid Grass. skręć teraz w prawo za automatem z napojami z duŜą reklamą napoju Pocari Sweat i idź prosto aŜ do zakładu robiącego tatami.. rozglądając się przedtem w poszukiwaniu charakterystycznych punktów orientacyjnych... Organizatorzy większych imprez wynajmują specjalnych „staczy". „Jesteś prawie na miejscu.??» *> ? ?.. bo kiedyś byliśmy razem w pobliŜu. Nieopatrznie zapewniłam ich. Nie wiedziałam jeszcze.. „Gdzie jesteś?".....fryzjerski albo po prostu „takie duŜe drzewo na rogu". MęŜczyźni fotografują magnolie w parku Shinjuku...... przed którym siedzi gipsowy dalmatyńczyk... których wybór jest zawsze mniej czy bardziej arbitralny......najsłynniejsze miejsce spotkań w Tokio. w której znakach trzeba dopiero odczytać własny sens. Tokijski labirynt bywa dla cudzoziemca prawdziwym wyzwaniem.nie.??» ? ? *. który wydrukowała mi Chizuko.....3 ?' ® ???-?? <*»?> ?*??-... „Kolo takiego rozpolowionego plątana.. nie mogąc się doczekać mnie w małym barze gdzieś między Harajuku a Aoyamą. „W porządku".... nie będąc w stanie znaleźć miejsca spotkania. Ŝe uda mi się samej dotrzeć na miejsce spotkania.. Stali ze swoimi tabliczkami.... Ŝe w ten spokojny sposób manifestują swoje poglądy i protestują na przykład przeciw długim godzinom pracy albo konieczności noszenia tak okropnych garniturów..?» ???***. „Japońska miłość do natury"...... lecz mglistą 49 strukturę przestrzenną. czasem pozwala dotrzeć na miejsce.. po namyśle mówiła na to Yume. przybywającym drogę. Hachikó . tam musisz skręcić w lewo i iść znów prosto aŜ do salonu .. i na początku myślałam....?» ? is a-.... Młodzi męŜczyźni w ciemnych ponurych garniturach stanowili niemal codzienny element krajobrazu w okolicach mojej stacji Ishikawa-dai. Ŝe bez pomocy „staczy" zaproszeni goście do świtu krąŜyliby po naszej dzielnicy....

tylko na pierwszym piętrze. aŜ światełko roweru pojawi się w perspektywie zupełnie nie tej uliczki.paczinko Big Sweet Dream". W Japonii jest około trzydziestu tysięcy hoteli miłości. „Z ochotą". wpatrując się w miejski krajobraz z takim natęŜeniem. a co było tuŜ za rogiem. ale dla zainteresowanych pozostają one hotelami miłości. w którą miałam skręcić. Po drugiej wojnie światowej Amerykanie usiłowali wprowadzić w Tokio zachodni system i uporządkować adresy według zasad. Big Sweet Dream" powtarzałam sobie w myśli i ruszałam. jakby nie było stolicy. Hotele miłości nie są domami publicznymi. zapytałam Yukiko. Ulice miały mieć numery. fashion hotel lub leisure hotel. gdzie poczuję z lewej strony zapach curry. szukać drogi. Po odnalezieniu salonu paczinko dzwoniłam do Yume ponownie. która poprzedniego dnia umówiła się z narzeczonym o imieniu Shinji i całe popołudnie oraz wieczór spędzili w tokijskiej dzielnicy Shibuya. które nam wydają się praktyczne i racjonalne. wpadałam w jeden ze ślepych zaułków i potem czekałam zagubiona w gęstniejącej ciemności. jak podróŜnik przedzierający się przez dŜunglę nad Amazonką. a ta powtarzała. „W kinie. który z hoteli miłości wart jest odwiedzenia. w Japonii trzeba przyzwyczaić się do tego. i tam skręcić w lewo. za które często biorą je cudzoziemcy. tylko następnego. zgodziła się. Wiadomość. Kochankowie z hotelu miłości „A co robiliście?". gdzie sama nie zdołałam dotrzeć. ale nie ten na parterze. Yukiko mówi.. które „moŜna poznać tylko przez działanie typu etnograficznego" i brnąc w dŜungli znaków. ale nie tego pierwszego. W Tokio moŜna bez problemu znaleźć rabu hoteru przy kaŜdej większej stacji kolejowej. gubiłam ślad. nie ma Ŝadnych miejsc tego typu. restauracji i. moja japońska koleŜanka przyjęła z niedowierzaniem. Ŝe „to. boutiąue hotel. i przejść na drugą stronę uliczki. zasłaniając usta dłonią. dalmatyńczyk. nie musi być najbardziej racjonalne". Ŝe w Warszawie. czasem docierałam na miejsce spotkania. Ŝe jestem prawie na miejscu i teraz tylko muszę skręcić w prawo koło baru sushi. Hotele miłości pojawiły się w Tokio po wojnie.couple hotel. i jego właścicielka zaprowadzi mnie tam. Po odejściu Amerykanów Japończycy wrócili jednak do starych zwyczajów i nadal rysują mapki. a Tokio to miasto. „Pocari Sweat. o ile jeszcze tam stoi. to powinnam znaleźć mały bar serwujący bibimbab. gdy poprosiłam. to większość gości stanowią . aŜ zobaczę reklamę z napisem po angielsku Korean Viagra i usłyszę dzwoneczek Ŝebrzącego mnicha. co najbardziej praktyczne. hotelu miłości". którego śladem podąŜać mam tak długo. a czasem wwąchiwałam się w jego nikły cień zbyt długo. by pokazała mi (tak na wszelki wypadek). naprawdę niedaleko. Ŝe właściciele takich przybytków próbują dziś innych nazw zamiast love hotel . a ich rozkwit miał miejsce w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. odpowiedziała i stłumiła chichot. czyli rabu hoteru w wymowie japońskiej. a chociaŜ wykorzystywane bywają teŜ przez „profesjonalistki" i ich klientów. co 50 pozwoliłoby kaŜdemu przeciętnie inteligentnemu człowiekowi trafić wszędzie bez większego problemu i angaŜowania osób trzecich. Kierowana słownymi wskazówkami tubylców albo trzymaną w dłoni mapką poznawałam Tokio organoleptycznie. Jak pisze Barthes w Imperium znaku. Siedząc zapach curry. bo jeśli nie.. mającego w reklamie tańczącą ośmiornicę. Pytanie wydawało mi się więc niewinne i zdziwiło mnie zakłopotanie przyjaciółki.

OdróŜniające się od otoczenia architekturą. Ŝe jej zamierzeniem było stworzenie „krainy marzeń na jedną noc". Ŝe rzeczywiście kissu. które w Tokio jest zawsze o krok od fantazji. Kopułki. czyli pocałunek.przeflancowany z Zachodu przez młodą generację Japończyków . gdzie jego miejsce. trzeba zapłacić od czterech do dziesięciu tysięcy jenów. Gallery Hotel jest kwintesencją kiczowatej estetyki hoteli miłości i niedo-v ścigłym wzorem dla wielu innych. Wagony metra zdobią plakaty i reklamy z półnagimi dziewczętami o dziecinnych buziach i dojrzałych biustach.aby „odpocząć" przez 2-3 godziny. znajduje się w Meguro. mogli dywagować: „U mnie. Jawne istnienie w przestrzeni publicznej miejsc. by uprawiać w nim miłość. powiedziała. których ogarnął miłosny nastrój. gdy ich barokowe kształty wyłaniają się z kwiatów jak Wenus z kąpieli w białej pianie. które niemal nigdy nie trzymają się za ręce. W dzielnicach takich jak Shibuya i Ikebukuro skupiska rabu hoteru tworzą całe enklawy. wzięto by ją za wariatkę albo „gaijinkę". Nie jest to miasto czułych uścisków. Mimo iŜ pokoje na godziny istniały wcześniej wszędzie tam. krok od codziennego Ŝycia. gdzie jeden tego typu przybytek stoi tuŜ obok drugiego. których głównym (nawet jeśli nie jedynym) zadaniem jest przyjmowanie na noc gości poszukujących noclegu. lecz 52 powściągliwych gestów i par. Ŝe atmosfera Tokio kipi od seksualnej swobody. Gallery Hotel. Od tej pory japońscy kochankowie. u ciebie czy w hotelu miłości?" Jeden z najsławniejszych i najokazalszych tokijskich rabu hoteru. a Ŝegnającym się .część opinii publicznej uznała za wyjątkowo odraŜający i nieprzyzwoity. gdzie moŜna uprawiać seks. ale gdyby jakaś młoda kobieta usiadła na kolanach narzeczonego. jest duŜe prawdopodobieństwo. barów i sklepów. by wspomnianą potrzebę zaspokoić. gdzie była taka potrzeba . wystawiony do wglądu na zewnątrz budynku. wycieczkowy statek zacumowany między domami albo futurystyczny zamek z atrapami okien. ZałoŜycielka jednego z pierwszych hoteli miłości na Shibuya. wieŜyczki i baszty hotelu Gallery szczególnie malowniczo wyglądają w porze kwitnienia wiśni. hotele miłości znajdują się jednak w sąsiedztwie domów mieszkalnych. czyli w domowej sypialni albo w hotelu miłości. w której „urzeczywistniają się pragnienia kochanków". gwiazdka Midori Satsuki. Prawie nie sposób zobaczyć na ulicach Tokio całującą się parę. Love hotel oficjalnie przeznaczony 51 jest do tego. zawiera dwie taryfy . pozostał tam. który to zwyczaj . nie znaczy. Przeciwnie. wariację na temat „pałacu księŜniczki" albo swojski kształt gotyckiego kościoła. odpowiednio trzy do pięciu tysięcy więcej.to dopiero Japończycy wymyślili hotele miłości otwarcie przeznaczone. eleganckiej dzielnicy ambasad. Ŝe właśnie mamy do czynienia z hotelem miłości. Cennik hotelu miłości. Jeszcze kilka lat temu toczyła się w Japonii powaŜna debata na temat całowania się na powitanie i poŜegnanie. Jego absurdalna architektura disnejowskiego zamku z daleka przyciąga wzrok i dlatego nieraz słuŜył nam jako punkt orientacyjny. I wydaje się. Śmielsze formy publicznego okazywania uczuć są surowo potępiane.a więc od ParyŜa po Tokio . co odróŜnia go od wszystkich innych hoteli świata.zwykłe pary. Jeśli natkniemy się w Tokio na budynek przypominający siedzibę Ludwika Bawarskiego albo wenecki Pałac DoŜów. a aby zostać do rana.

kiedy przed niektórymi z nich trzeba czekać. Ŝe to dama wybiera hotel i pokój. ciasne i niebywale akustyczne mieszkania w japońskich domach nie słuŜą miłosnym igraszkom i symboliczne zasłonięcie okien nic nie moŜe poradzić na to. co sprawia. ale dobrze wychowani ludzie powinni wiedzieć. ale nasila się w weekendy. zwalniając pokój dla kolejnych chętnych na wycieczkę do krainy miłosnych marzeń. bye. więc właściciele starają się zaspokoić przede wszystkim jej gust.nie łączą się ze sobą tak gładko jak tu. poza tym w Tokio trudno byłoby znaleźć ustronne miejsce. moŜna spotkać tu wyzywająco ubraną kobietę w fioletowych spodniach ze skaju w towarzystwie drobnego okularnika w garniturze. pod warunkiem. w wyznaczonych przestrzeniach. . która moŜe. Ŝe ktoś przeszkodzi albo Ŝe o schadzce będzie wiedziała cała dzielnica. Ŝe para jawnie nie obnosi się ze swoją miłością. co wyklucza model amerykański. bo trudno uznać za nie wybetonowane brzegi rzek albo parki wielkości sali gimnastycznej.choć rzadko . W hotelach miłości ruch trwa przez cały tydzień. choć nie musi. napisany przez młodą tokijską dziennikarkę. Oprócz par najbardziej typowych. być małŜeństwem. A jeśli juŜ wszyscy wiemy. gdzie powstał nowy hotel miłości. jak sąsiad za ścianą drapie się po głowie. Ŝe wszelkie inne rodzaje zmysłowych przyjemności powinny odbywać się za zamkniętymi drzwiami. Ŝe słychać nawet. Hotel miłości wydaje się więc jedyną alternatywą. który stracił klasę i nie jest w związku z tym godny polecenia. aŜ zwolni się jakiś pokój. W tokijskich warunkach mieszkaniowych trudno byłoby jednak oddawać się namiętności dyskretnie i po kryjomu. tak uwaŜa się. by w dobrym 53 nastroju wyłonić się po dwóch. Ŝe dwa pokolenia są potencjalnymi klientami rabu hoteru. do czego słuŜy. a w jakim dokonano imeji cheinji.dwoje ciekawskich i odwaŜnych cudzoziemców. Dla wielu tokijskich par rabu hoteru jest jedynym miejscem. Dobrym źródłem informacji jest teŜ Internet. parę w średnim wieku. Młodzi tokijczycy do ślubu mieszkają bowiem z rodzicami (a z kolei rodzice z dziećmi). z których moŜna się dowiedzieć. a co dopiero. rozszczebiotaną nastolatkę w czyściutkim mundurku szkolnym i pana po czterdziestce wyglądającego na księgowego z kompleksem lolity. który raczej nie jest ani jej narzeczonym. Najpopularniejsze w Japonii samochody teŜ są nieduŜe. Tak jak w złym tonie jest nadal w Japonii jedzenie na ulicy. Małe. a nawet . by nie zakłócać harmonii świata. a niedawno wydano nowy. ani męŜem.skrajny funkcjonalizm i skrajny kicz . Otwarte podejście do seksu i jednocześnie wysokie sformalizowanie ludzkich zachowań składa się na fenomen rabu hoteru. czyli młodych Japończyków nie wyróŜniających się niczym szczególnym w tokijskim tłumie. Same w sobie nie są wprawdzie złe ani grzeszne. Wszyscy znikają w drzwiach dyskretnie. to dlaczego by nie uczynić go pięknym? Pewnie w Ŝadnej innej przestrzeni Tokio dwie jej główne cechy . gdzie i jak się im oddawać. by zaparkować. Miłosny savoir-vivre mówi. gdy oddaje się bardziej dynamicznym rozrywkom. gdzie na specjalnych stronach ludzie dzielą się wraŜeniami z hoteli miłości.kochankom musi wystarczyć bye. gdzie moŜna oddawać się namiętności bez ryzyka. Cenione w innych okolicach świata łono natury nie istnieje. rzetelny przewodnik. trzech godzinach. urządzając inaczej pokoje. Istnieją specjalne przewodniki. ale bez specjalnych środków ostroŜności. w krainie miłosnych marzeń. W Japonii nie ma moralnych czy religijnych zakazów dotyczących seksu przedmałŜeńskiego.

szkolna klasa plus uniform uczennicy. Futon rozłoŜony pod takim drzewem . które mają to do siebie. co zmruŜyć oczy i dać się ponieść wyobraźni.to oczywiście „ParyŜ naszych marzeń" i Emiko albo Tomomi moŜe szepnąć do ukochanego: „Zupełnie jak w tym francuskim hoteliku. poprawność polityczną ani dobry gust. Na zwolenników bardziej wymyślnych zabaw czeka średniowieczna sala tortur z plastikowymi łańcuchami. Ŝe jest to para cudzoziemców róŜnej płci i znających savoir-vivre panujący w rabu hoteru. na którym stoi lampka z postumentem 55 w kształcie wieŜy Eiffla . nie stwarza problemów. które niczym wielki Ŝarłoczny kwiat. pod warunkiem. Ŝe nie dbają o zgodność historycznych szczegółów. gotowy do uŜytku. Zdarzają się hotele miłości nie przyjmujące „gaijinów" i wtedy juŜ na drzwiach informuje o tym stosowny napis: Japanese only. Ŝe takie jest Ŝycie.to przestrzeń. pamiętasz?" W kolejnym pokoju rolę łóŜka pełni gondola z czystą. więc intuicja designera wydała mi się całkiem na miejscu). Elektryczne drzewka wiśni kwitnącej jaskraworóŜowymi Ŝaróweczkami tworzyć mogą nastrój pokoju utrzymanego w mniej popularnym w rabu hoteru stylu japońskim.w trakcie miłosnego aktu. by przydać miejscu romantyczności i duszoszczypatielnej nostalgii. gdy łóŜko w innym pokoju okaŜe się róŜowym sercem z pluszu. a wanna . kołysze się pośrodku dzięki elektrycznemu napędowi. Trzeba traktować tę przestrzeń nie tyle z przymruŜeniem oka. Korzystanie z hoteli miłości jest zaś dziecinnie proste i na ogół nie wymaga . gabinet lekarski z fotelem ginekologicznym (lub dentystycznym. Dlaczego filiŜanką? A dlaczego nie? Nic teŜ dziwnego. co potrafią miłośnicy karaoke . wnętrze samolotu z mundurkiem stewardesy wiszącym jeszcze w pokrowcu z pralni. Zupełnie nie dziwi więc kochanków.54 Estetyka rabu hoteru odzwierciedla popularne wyobraŜenia o miłości.niczym latający dywan . tak pewnie zrobili Yukiko i Shinji w piątkowy wieczór na Shibuya. a wnętrzu disnejowskiego zamku uroku przydają gipsowe krasnale i królewna ŚnieŜka (notabene niektórym psychoanalitykom ta bajeczka zawsze się kojarzyła z rzeczami nie dla dzieci. którego dyskrecja jest legendarna.gigantyczną. by odpłynąć. by kochać się w „Wenecji naszych snów". nie udając. i nie udając. Disnejowski zamek z gipsu i betonu albo siedziba szoguna z plastikowymi ścianami imitującymi drewno i ze stojącą w jednym z kątów lekko zakurzoną choinką . Nie wszyscy jednak gustują w romantycznej scenerii miłosnego aktu i oni teŜ znajdą coś dla siebie w hotelach miłości. choć oczywiście nie mówią o niej po rosyjsku. którą cenią sobie Japończycy. moŜna skorzystać z zestawu do karaoke i zaśpiewać z ukochanym przed. Nie ruszając się z niego. W hotelu miłości na Shibuya na ścianie wisi więc atrapa okna z wklejonym w nią zdjęciem Montmartre'u. W hotelach miłości motywy zachodnie uŜywane są. Na ogół jednak personel. śnieŜnobiałą pościelą zapraszającą.przenosi kochanków w czasy samurajów i gejsz. gdy ktoś woli). po lub . Łazienka w hotelu miłości moŜe być jaskinią wyłoŜoną sztucznymi kamieniami.kto wie. Ŝe foyer u szoguna oprócz choinki zdobi kopia Wenus z Milo i kanapka w stylu Ludwika XIV. z których wyrastają platikowe paprocie. jest teŜ łoŜe z baldachimem i złocony stolik. której nie dotyczą prawa codziennego Ŝycia. przezroczystą filiŜanką. Wygląd hotelu miłości czerpie inspirację z fantazji erotycznych. i przecieŜ nic więcej nie trzeba. Ŝe nie są one kiczowate.

moŜna włączyć telewizor (oczywiście. to zamurowane od środka atrapy. na środku którego stoi okrągłe łóŜko z nieskazitelną 56 pościelą i plastikową palmą u wezgłowia. ŁóŜko płynie gdzieś po wodach południowego Pacyfiku. musielibyśmy teraz wrócić do mieszkanka źle ogrzewanego i tak małego. tylko łódź? A co wtedy z palmą? Jaką palmą? Kto by się przejmował palmą. który pokój ma wodne łóŜko. by dobrze wykorzystać wydane jeny. gwiazdy migocą. zdjęcia z opisem wyeksponowane są na podświetlonej tablicy. Na przykład do pokoju wielkości mniej więcej dwunastu metrów kwadratowych. Celuloidowe postaci w niesamowitych kolorach zielonkawej Ŝółci i zimnego róŜu podpowiedzą. bo co to za raj bez niego!) i uŜyć jednej z pornograficznych kaset wideo ustawionych na nim w równiutkim szeregu. Gdyby wyobraźnia potrzebowała dodatkowej zachęty. Kto wie. wychodzimy na gwarne uliczki Ikebukuro. co naleŜy robić. Z braku miejsca pralkę trzymalibyśmy na balkonie łub przed drzwiami na chodniku. moŜe nawet mieszkałaby z nami owdowiała babcia z Kyushu. FidŜi lub Bali. Ŝe błękitny dywan to ocean. stolik z herbacianymi utensyliami. Gdy któreś ze zdjęć nie świeci się. Warto chwilę się zastanowić. Ŝe fototapeta jest zniszczona. gdzie ciągle trwa styczniowy dzień. a w środku przestrzeń byłaby zapchana do granic moŜliwości plastikowymi pudłami i oświetlona fluorescencyjnym 57 światłem. który niesie lodowatą wilgoć znad oceanu. Jest zimno. W foyer naleŜy najpierw wybrać pokój. Lekko oblaŜąca fototapeta z tropikalną plaŜą nie pozostawia wątpliwości. Ŝe jest telewizor. a więc moŜe to nie wyspa. Jest cicho i bardzo gorąco mimo włączonej klimatyzacji. Ŝe główne światło gaśnie. a niewidoczne wcześniej lampki na lustrzanym suficie rozbłyskują jak gwiazdy.. te.. w której zza wysoko zabudowanego kontuaru klucz podaje nam ręka naleŜąca do osoby niewidocznej w całości i udajemy się do wybranego gniazdka miłości. cierpiąca na bezsenność i świetnie słysząca mimo swoich dziewięćdziesięciu . zanim podejmie się decyzję.znajomości języków innych niŜ uniwersalny język pragnienia (i oczywiście pieniędzy). Po naciśnięciu guzika płacimy w czymś w rodzaju recepcji. Nie ma okien. Niewiele więcej mieści się w pokoju tropikalnym. a w którym rolę tę pełni plastikowy model samochodu osobowego lub furgonetki w wersji country. a jacy kochankowie nie lubią tropikalnych rajów i gwiazd? Gdy mijają dwie godziny i łódź dobija do brzegu. oznacza to. Jeden z na chybi! trafił naciśniętych guzików przy łóŜku sprawia. w którym jest jacuzzi czy chociaŜ przezroczysta wanna pozwalająca oglądać od spodu zanurzoną w niej nagą narzeczoną. nasze łoŜe jest wyspą. które widzieliśmy z zewnątrz. a w kącie za drzwiami miniaturowa i bardzo czysta łazienka. automat. a lustrzany sufit niebem nad Hawajami. a w dywanie kilka dziur po papierosach. Ŝe pokój jest akurat zajęty. Otwieramy parasol i walczymy z nagłym podmuchem wiatru. jeszcze mały barek. Ŝe po rozpostarciu ramion moglibyśmy dotknąć obu ścian. kolejny guzik wprawia łóŜko w lekkie chybotanie. Z tablicy moŜna dowiedzieć się. tropikalny raj jest juŜ tuŜ-tuŜ. Gdybyśmy byli przeciętnym małŜeństwem z robotniczego Ikebukuro. Nie widać juŜ. a nie parą Ŝądnych przygód „gaijinów". szaro i właśnie zaczyna padać deszcz ze śniegiem. w którym moŜna kupić prezerwatywę. tematyczny laserowy show na ścianach albo system oświetlenia wraŜliwego na dźwięk i pulsujący w rytm akustycznej akcji kochanków.

co akurat lansuje magazyn mody „Fruits". a ekstrawagancja czymś śmiesznym i niewłaściwym. Jak pisze Donald Richie w Image Factory. Najdoskonalszym przykładem ciała w uniformie jest pewnie tokijska windziarka. Informuje innych. przesady w ilości szczegółów nadal rzuca się w oczy na ulicach Tokio.często z niebywałym wprost wdziękiem są tu raczej przebrani niŜ ubrani. czyli domach handlowych.siedmiu lat. kim jesteś". Są zamoŜnymi gospodyniami w średnim wieku. a ekwipunek emerytów moczących kije w Sumidzie bardziej pasowałby na finał międzynarodowych zawodów wędkarskich. słynna elevator girl. Jednym z takich miejsc jest na przykład Tókyó Tochó. Fakt. starsze panie charakterystyczne sweterki i spódnice pełne misternych ozdóbek. Miasto w uniformach Tokio to miasto. na którą składają się dwie monstrualne wieŜe zwieńczone platformami . Tak jak japońscy turyści spotykani za granicą wyglądają właśnie na turystów. samuraj chcący uŜyć zakazanej mu przyjemności w dzielnicy rozpusty. Tak jak w przypadku japońskich prezentów. Osoby o tym samym statusie po prostu chcą wyglądać tak samo. wszystkie tokijskie nastolatki jak na komendę przebierają się w to. Robotnicy ponoć z własnej woli trzymają się wyróŜniających ich spodni a la Sindbad i ręczników na głowach. Wszyscy zwłaszcza w przypadku młodzieŜy i kobiet . Mówi się. w co jesteś ubrany. Ŝe Japończycy w zachodnich ubraniach zawsze wyglądają tak. dlaczegóŜ więc miałyby nosić się inaczej niŜ wszystkie inne zamoŜne gospodynie w średnim wieku? Wiele firm nadal ubiera swoich pracowników w uniformy. iŜ w wagonie metra moŜna zobaczyć siedzące naprzeciwko pięć pań w takich samych fryzurach. plecami dotykających ściany. Japończycy lubią uniformy. a powiem ci. tak na przykład mój sąsiad. budynkach uŜyteczności publicznej. Pewnie juŜ po drodze planowalibyśmy więc. centrach turystycznych.zmieniwszy ubranie przestawał być wojownikiem. gdzie wszyscy kucharze noszą wielkie białe kucharskie czapki. matki na skwerze takie same kapelusiki. wybierający się na sobotnią partyjkę golfa przedstawia sobą widok doskonałego gracza w golfa. w której status jest precyzyjnie określony. nawet jeśli w ich lokaliku mieści się naraz tylko pięcioro gości ściśniętych przy kontuarze. bo niewyróŜnianie się jest cnotą. którą moŜna spotkać w depato. Ta skłonność do nadmiaru znaczącego. Nawet tak na pierwszy rzut oka barwna i róŜnorodna młodzieŜ z bohemicznych enklaw po bliŜszym przyjrzeniu okazuje się niewolniczo hołdować kilku typom stroju. pan Matsura. nawet jeśli na kolejnym przystanku dołączy do nich szósta. nie jest niczym szczególnym. Na tę wyjątkową okazję . tak strój dopiero nadaje sens ludzkiemu ciału. młode zamęŜne kobiety 58 spódniczki jednakowej długości i bluzeczki o zbliŜonym kroju wyprodukowane przez te same firmy. jakby wybierali się na wesele lub pogrzeb. gdzie kolejne warstwy pięknych papierków. kim ono jest. czyli wspomniana siedziba władz miejskich na Shinjuku. udawał się do Yoshiwara w przebraniu i zmiana kostiumu czyniła zeń inną osobę. Sarariimani mają więc identyczne ciemne garnitury. by znów znaleźć chwilę i wrócić do naszego rabu hoteru. obowiązuje w Japonii o wiele bardziej niŜ w innych rozwiniętych krajach świata. strój mówi. W kulturze. jakie miejsce w hierarchii zajmuje opakowane w niego ciało. podobnych kostiumach i z torebkami Vuttona na kolanach. bo zasada: „PokaŜ mi. pudełeczek i wstąŜek w odpowiednim kolorze waŜniejsze są niŜ ukryty w nich drobiazg.

gdybyśmy nie zauwaŜyli. którego w języku japońskim. ale „szacownymi gośćmi" i obecność windziarki słuŜy wskazaniu na nasz dostojny status. Tak jak dziewczyna z Tókyó Tochó. tylko kostium ukrywający ich ciało. Jej gest nie jest takim sobie machnięciem od niechcenia. windą. nieskazitelnie schludne sprawiają wraŜenie zaczarowanych księŜniczek. nie podpierają ścian i nie piłują sobie paznokci. Potem. czy informowała nas o historii budynku. Odwiedzając Tókyó Tochó. Ani przez myśl jej nie przejdzie zbuntować się i wyrecytować nam haiku albo zatańczyć taniec brzucha. Nie wiedziałam. której wystawę widziałam w Japonii. zwracając się z taką samą profesjonalną gorliwością do zupełnie ignorujących ją Japończyków i zafascynowanych. Ta dziewczyna w uniformie pełni rolę Ŝywego honoryfikatora. nie kłopotem dla obsługi. które czekają na przebudzenie. zwieńczonych infantylnymi kapelusikami. seksualność. Uniformizacja i nacisk na konieczność dostosowania się wyglądem do właściwej grupy odniesienia dają jednocześnie moŜliwość łatwej ucieczki w fantazję. tym najgrzeczniejszym z języków rozwiniętych społeczeństw. te stojące przed wejściem do róŜnych lokali i salonów gry. oczywiście. bowiem winda jeździ tylko na platformę obserwacyjną i nie zatrzymuje się nigdzie po drodze. co o mnie będziecie wiedzieć". nigdy nie zobaczymy na ich twarzach niezadowolenia. mówiła i mówiła skamieniała w pozie pełnej szacunku i kobiecej skromności. zapraszając nas w ten sposób do wejścia. czy w windzie jest jedna osoba. nic nie rozumiejących cudzoziemców. Ŝe wybraliśmy podróŜ jej windą. I tu na scenę wchodzi elevator girl. osoby te bez mrugnięcia okiem wykonują jedną z najniŜszych w hierarchii i kiepsko płatnych prac. młoda artystka. Nie plotkują z koleŜankami. Podobną funkcję pełnią dziewczęta w punktach informacyjnych.obserwacyjnymi. czy dziesięć. . juŜ w środku. „Proszę bardzo". W uniformach zawsze na granicy kiczu. pleć. Na generowanych komputerowo zdjęciach pokazuje dziesiątki windziarek zamarłych w bezruchu w przestrzeniach nazywanych przez artystkę „zamroŜonymi miastami". mistrzyni ceremonii. wskazujące drogę w podziemiach handlowych. zachęca z uśmiechem w razie. ani uśmiechać się. Windziarka kontynuuje śpiewną informację niezaleŜnie od tego. „Dozo". Elevatorgirl z Tókyó Tochó. naciska odpowiedni 59 guzik. pozostawała zupełnie niedostępna. Patrząc gdzieś przez nas. podawała szczegóły procedury ewakuacyjnej w razie trzęsienia ziemi czy dziękowała nam. zamiast innych moŜliwych sposobów szybkiego dotarcia na platformę obser60 wacyjną. nie mają indywidualności. stojąca w windzie kilka centymetrów ode mnie. zdobnych w Ŝaboty i kokardy. windziarka kłania się i nie przestając ani mówić. korzystając z wolnej chwili. lecz dopracowanym w kaŜdym szczególe i pełnym elegancji zaproszeniem. fascynuje się elevator girls i uczyniła je obiektem swoich dzieł. Wjechać na nie trzeba. Z praktycznego punktu widzenia praca windziarki jest więc zbędna i ma znaczenie czysto symboliczne. Zawsze z tym samym uśmiechem. co nie jest trudne. Miwa Yanagi. Ŝe drzwi są otwarte. była tak szczelnie opakowana w swój uniform windziarki jak japoński prezent i mimo iŜ znajdowała się na wyciągnięcie dłoni. uŜywa się podkreślając szacunek wobec rozmówcy. jesteśmy nie byle kim. Jej uniform mówi: „jestem elevatorgirl i to wszystko. Ubrana w czerwony uniform młoda dziewczyna najpierw wskazuje dłonią w nieskazitelnie białej rękawiczce na drzwi owej windy.

jakiego nie powstydziłby się sam Król. wykorzystuje tę transgresywną moŜliwość. tak dziś. od kabuki do Takarazuka. by oddać się swojemu hobby. to wystarczy przecieŜ zmiana kostiumu.Japońska kultura. jak i kiedyś. Przy głównej bramie parku Yoyogi na przykład nie zbierają się juŜ demonstranci. stanowi oryginalny element subkultury młodych dziewcząt w wieku od trzynastu do dwudziestu kilku lat. ale główne przedstawienie kosupure naleŜy do dziewcząt. ale to pierwsze oferuje więcej atrakcji. anime i gier komputerowych. tak oni w Ŝadnym momencie nie dadzą nam do zrozumienia. Scena kosupure to betonowy mostek Jingu nad torami kolejki Yamanote. zanim . Królestwem shójo jest tokijska dzielnica Harajuku. kioskami sprzedającymi naleśniki z bitą śmietaną i owocami. obowiązują inne prawa niŜ w codziennym Ŝyciu. by stać się kimś zupełnie innym. rekrutuje się dziś spośród fanek komiksów manga. jedna z najwspanialszych świątyń shintó w Tokio. Największa grupa wielbicielek kostiumowej zabawy. czyli młode dziewczęta. a przebieranki stanowią jeden z jej stałych motywów. iŜ japońscy czterdziestolatkowie z kaczymi kuprami naśladują gwiazdę innej rasy. opiera się teŜ wiele starych i nowych form japońskiej sztuki. Warto zatrzymać się przy Elvisach. a w pobliskim parku Yoyogi urządzano spotkania grup subkulturowych i parady. kuszący wymyślnymi butikami z młodzieŜową modą. Ŝe to zgrywa. a nie komizm faktu. na uroku przebieranek. czyli costiumplay albo w skrócie cos-play. Dla EMsów z Harajuku waŜne jest mistrzostwo w powtarzaniu tanecznych ruchów Elvisa-Pelvisa. Z jednej jego strony znajduje się wielki park i Meiji-jingu. Nie bez powodu właśnie Harajuku stało się główną sceną kosupure. rozgałęziających się od Takeshita-dori. z tą róŜnicą. Jakieś dalekie pokrewieństwo łączy Harajuku z nowojorskim East Village. nadały kostiumowej zabawie nowy wymiar. gnąc się w takt płynących z magnetofonu przebojów sprzed lat. czyli cos-playerek. Choćby na krótko. tak jak w hotelach miłości. butach z czubem i fryzurach ułoŜonych w kaczy kuper. w pełni zaangaŜowani w akt imitacji i tak jak od aktorów kabuki grających kobiety nie moŜemy oczekiwać nagłego mrugnięcia okiem. lecz dobrze znane są równieŜ bóstwom religii shintó. Skoro uniform jest wszystkim. jakby Steve Martin albo Dan Aykroyd robili swój popisowy numer typu „my dzicy. ze szczególnym uwzględnieniem tych męsko-damskich. Shójo. których słodki zapach zawsze budził we mnie głód. wygląda to mniej więcej tak. gdzie panny ze stolicy i okolic przyjeŜdŜają w kaŜdą niedzielę. w której. uczyniły kosupure wydarzeniem z pogranicza happeningu. Ŝe całkiem na serio. Shójo. Elvisi są skupieni. tańcząc pod Heartbreak Hotel. misterium i pikniku. które wkrótce zostały zakazane przez władze. To dzielnica mody i młodych. szaleni faceci". Dziś Harajuku nie ma nic wspólnego z polityczną rebelią. a z drugiej labirynt wąskich uliczek. stoiskami z biŜuterią i gadŜetami. to przestrzeń fantazji. które są prawdziwymi paniami Harajuku. Kostiumowe szachrajstwa kuszą nie tylko śmiertelnych. Jak napisał jeden z amerykańskich autorów. W latach siedemdziesiątych na Harajuku spotykała się zbuntowana 61 młodzieŜ. panowie w średnim wieku naśladują go ze śmiertelną powagą. uwielbianymi przez shójo salonami fotograficznymi zwanymi purikura (od print club). lecz w kaŜdą niedzielę tańczy grupa japońskich EMsów. najbarwniejsze mieszkanki Tokio. W czarnych skórzanych spodniach. miejsce nawet w najbardziej szary z szarych tokijskich dni tętniące kolorem i pełne Ŝycia. niczym motyle fruwające w rozchichotanych stadkach. Kosupure.

bowiem cosplayerki na ogół trzymają się w małych grupkach lub parach. a potem zmieniają na inną. bo makijaŜe są misterne i dopracowane. o tę samą umiejętność naśladownictwa. opierają się o balustradę i malują. Kosupure nie jest Ŝywiołowym szaleństwem.zwolenniczki kosupure otwierają swoje walizki. którzy zawsze towarzyszą cos-playerkom. śadna nie ma przy tym nic wspólnego ze spontaniczną kokieterią. 63 Wygląda na doświadczoną cos-playerkę i ze swobodą gwiazdy pozuje fotografom. Ta androginiczna postać obok Sakury . przybierając pozy wojownicze i seksowne zarazem. wśród których dominuje Hello Kitty i króliczek Miffy. jak co niedziela. a ciało ułoŜone w teatralnie wypracowane gesty. lecz hobby skodyfikowanym. PowaŜniejsze przebieranki odbywają się w dworcowej toalecie. ale umiejętność jego noszenia i dlatego dziewczęta • korzystając z odpowiednich poradników dla cos-playerek trenują w domu przed lustrem odpowiednie dla swojej postaci pozy i miny. Panowie z aparatami pstrykający jak szaleni to cameko (od camera kici). mającym własną etykietę i jak wszystko w Japonii . by fotografowie zdąŜyli zrobić zdjęcia. a cały wolny czas poświęcają szyciu ubrań bądź polowaniu w sklepach Akihabara lub Harajuku na potrzebne gadŜety i materiały.to chyba Brad Kirsten z gry . z czarnym pasem podkreślającym wąziutką talię i kokardą na czubku głowy.precyzyjnie określone reguły zachowania. A o to chodzi w kosupure: o mistrzowską wierność oryginałowi. ozdobione przypiętymi na łańcuszkach plu62 szowymi zwierzątkami i gadŜetami. trzymając lusterka między kolanami. którą cenią sobie wspomniani wyŜej Elvisi. a koafiury niełatwe do ułoŜenia. czyli kawali. Na mostku Jingu . Na koniec Sakura Shinguji zastyga na jednej nodze z drugą wyrzuconą w przód jak do kopniaka i wytrzymuje wystarczająco długo. Cos-playerki z Harajuku to prawdziwe mistrzynie i jeśli zaznajomiło się wcześniej z kilkoma choćby inspiracjami ich kostiumów. Cala ta zabawa naprawdę wymaga wiele czasu. którą podobno specjalnie ze względu na cos-playerki powiększono i wyposaŜono w duŜe lustra. Na mostku Jingu dziewczęta zapominają o swoich codziennych toŜsamościach i posługują się pseudonimami. wysiłku i pieniędzy. Niektóre cos-playerki dopiero tu przeistaczają się w ulubioną postać. Zajmuje im to duŜo czasu. licznie przybyli na mostek Jingu.w futurystycznym kombinezonie i platynowej peruce . Niektóre z dziewcząt przyjeŜdŜających na Harajuku uczyniły z kosupure główną treść swojego Ŝycia: jego celem są coraz lepsze i piękniejsze kostiumy. Twarz dziewczynki jest nieruchoma jak maska no.ziemi niczyjej między sacrum aprofanum . Liczy się bowiem nie tylko kostium i akcesoria. doceni się. ale dla których dziewczęta rzadko chcą pozować. inne poprawiają tylko makijaŜ i fryzurę. róŜowych kozaczkach i takimŜ kubraczku. jak doskonałe stworzyły kopie. Oto więc Sakura Shinguji z gry Sakura Wars w bardzo obcisłych białych getrach. Siadają na betonowym chodniku. Efekt jest spektakularny. Czasem więc koleŜanka pomaga koleŜance. W kaŜdej zastyga na kilkanaście sekund. które w ich uszach brzmi wystarczająco słodko i fajnie.jeszcze wyszłam ze stacji. MoŜe nim być imię ulubionej postaci albo jakiekolwiek inne słowo japońskie lub angielskie. Wydają więc na nie wszystkie zarabiane pieniądze. Spoza ramion Japończyków strzelają aparaty zagranicznych turystów którzy.

Jeśli chciała być kawali. Na chodniku u jej stóp siedzi kolejna Mana z zespołu Malice Mizer i je makaron ze styropianowego pojemnika. są męskiego czy Ŝeńskiego rodzaju. a oni. lecz z laserową bronią zamiast wachlarza.Psychic Force. . Gotycka Lolita albo Bardzo Elegancka Gotycka Lolita to kostium cieszący się w tym sezonie szczególnym powodzeniem i do tego bardzo twarzowy. szczebiocząc głośniej niŜ jest to konieczne. gdyby wpadł w złe towarzystwo. Ŝe mamy do czynienia z doświadczonymi artystkami. ale jeden siwiuteńki dziadunio. lateksowe gorsety i króciutkie spodenki. Mają twarze kredowobiałe i usta wyraźnie spragnione krwi. których nie znam: dwie dominy. przygotowując obiektywy. na prawo trzy Gotyckie Lolity w czarnych króciutkich sukienkach. bo na mostku Jingu niczego nie moŜna być pewnym -wyrównuje przód lateksowej czerwonej sukni. wiele innych cos-playerek. by słyszał ją rozmówca. robiąc ostatnie poprawki twarzy. Obecność cameko stanowi integralną część zabawy w kosupure. Trochę dalej aŜ trzy postaci w kostiumach z popularnego zespołu Malice Mizer przybierają charakterystyczne grobowe miny. Ŝe sprzedają je prasie i to niekoniecznie przyzwoitej. skórzane pejcze w dłoniach i groźne spojrzenia wyćwiczone wcześniej w długich sam na sam z lustrem nie pozostawiają wątpliwości. Cameko to amatorzy robiący zdjęcia dla własnej przyjemności (w której szczegóły nie będę wnikać).o ile wzrok mnie nie myli. jakich nie powstydziłby się Ŝaden zachodni klub S/M. którą malowała od godziny. pali papierosa. ale zdarza się. prezentują ostre makijaŜe. spod spódniczek i kelnerskich fartuszków wystają im obszyte koronką pantalony. jakie nosiły kurtyzany. od jej piskliwego śmiechu jeszcze przez ładną chwilę dzwoni mi w uchu. Jedna z nich rozmawia przez róŜowy telefon komórkowy. które wyglądają. 64 z wprawą wkładając sobie pałeczki niemal do gardła. Do tego niebotyczne szpilki. Stojące przy niej dwie dziewczyny w garniturach przebrały się za słynnego otoko-yaku Asami Hikaru. przewaŜają panowie kolo czterdziestki. których imitują. a głowy ozdabiają fantazyjne czepeczki. seksownych pończoszkach i cięŜkich buciorach znieruchomiały z palcami prawych dłoni ułoŜonymi w V. czyli aktorkę Ŝeńskiego teatru Takarazuka odtwarzającą męskie role . Jego koronkowa czerń w zderzeniu z bielą dziewczęcych buzi ma w sobie coś niebywale perwersyjnego i niewinnego zarazem. przygięty do ziemi pod cięŜarem lat i sprzętu fotograficznego wartego kilkaset tysięcy jenów. prawdziwego łamacza serc (innymi słowy są dziewczętami udającymi dziewczynę udającą chłopaka). z niespodziewaną dziarskością co niedziela uwija się wśród cos-playerek. Kilku fotografów rzuca się w ich kierunku. spod których wystają pończochy kabaretki. czy teŜ one. zastygają w wystudiowanych pozach i szczerzą plastikowe kły.w tym sezonie melancholijnego paryskiego amanta. Trudno zgadnąć. jakby właśnie wstały z grobu i pierwszy raz od dawna wyszły na światło dnia. Za czarnymi androginami przygotowują się cztery bohaterki anime Tokyo Mew Mew. Po ich lewej stronie samotna i bardzo ponura nastolatka w strojnym kimonie. TuŜ po nich pojawiają się najpierw trzy fałszywe ofiary wypadku zawinięte w bandaŜe schlapane czerwoną farbą. a kilka sekund później dwa bliźniacze stworzenia wampiropodobne. to jej się udało. by nie zetrzeć czarnej szminki. czy idole. Nieopodal jedyny transwestyta . tak wyglądałby Czerwony Kapturek. W miarę zbliŜania się południa nadciąga jeszcze wiele. Zawsze są to męŜczyźni. pod którą obsunęła mu się wypchana pierś. ale płciowa ambiwalencja to „normalka" na mostku Jingu.

tak mówi etyka kosupure. Fakt. Króliczek. przyszła tak do pracy. wynika z istoty kultury uniformów: przebieranki stanowią tu uznaną formę artystycznego wyrazu. przybiera seksowne pozy przed wycelowanymi w jej postać obiektywami. W przeciwieństwie do nas japońskie dziewczęta z Harajuku mogą co niedziela spędzić parę magicznych godzin w kostiumie ulubionej postaci. chwiejąc się niepewnie na wysokich szpilkach. Cud transformacji w ulubioną postać. podobnie jak nie jest śmieszny kilkudziesięcioletni aktor kabuki grający młodą dziewczynę. Ma ledwo zarysowane piersi i chudziutkie nóŜki.godzą się dziewczęta. MoŜe ma siedemnaście lat. jakimi chce je widzieć społeczeństwo nie uznające ekstrawagancji na co dzień. bo w przypadku Japonek wyglądających zawsze o wiele młodziej. Na mostku Jingu kostium czyni cię tym. by być kimś innym. moŜe trochę więcej. Ŝe dziewczęta zapomną się i ruszą w miasto zbrojne w swoją wojowniczą toŜsamość. które mogłyby pokazać. kim chcesz być. widać.chcąc nie chcąc . a na koniec poŜądana jest wymiana wizytówek.65 gdzie od czasu do czasu ukazuje się wizerunek cos-playerki w niezamierzonym przez nią pornograficznym kontekście. co na kostiumowej zabawie w przedszkolu. w jakie wcielają się cos-playerki. odrzucając jedyny . Pedagodzy i obrońcy moralności nie przywiązują zatem większej wagi do kosupure. gdy mostek Jingu zaczyna powoli pustoszeć. nie stanowi przeszkody i nie czyni jej śmieszną. Gdyby elevatorgirl. Fakt. jest nieczytelne: jej cudowny kostium i wysiłek. ale wtajemniczona widownia potrafi docenić to. Teoretycznie fotograf zawsze najpierw powinien spytać dziewczynę o zgodę. ale to ryzyko zabawy. Nawet jeśli przytłaczająca większość postaci. do następnej niedzieli będzie po prostu betonową kładką nad torami. stanowi antytezę poprawnej japońskiej kobiecości. Gwiazdą dnia jest dziś drobniutka. iŜ warunki fizyczne młodziutkiej cos-playerki są odmienne od tych oczekiwanych od króliczków w ich amerykańskiej ojczyźnie. by sprostać ideałowi. Zdarzają się cameko polujący na nieprzyzwoite ujęcia. z jaką opanowała zestaw gestów i póz. NajwaŜniejsze. by cos-playerki zdąŜyły przebrać się w swoje poniedziałkowe uniformy i z powrotem stać się takimi. Poza tym młodym dziewczętom wolno bawić się więcej niŜ chłopcom. niczym więcej. iŜ Japończycy nie widzą w tym nic specjalnie dziwnego ani śmiesznego. dopóki przestrzegają reguł właściwego czasu i miejsca. Ŝe dziewczętom zaleŜy na zainteresowaniu cameko. co dla nas. Czar trwa do zachodu słońca. „gaijinów". co cos-playerka nosi pod spódniczką. Od pragnienia bycia Umą Thurman z Kill Bill do przebrania się za Umę i wyjścia w tym stroju na ulicę dla większości z nas wiedzie jednak długa droga (z wyjątkiem moŜe karnawału 66 i Halloween). maestrię.przynajmniej na pozór . Dlatego cameko nie opuszczają japońskiej wersji króliczka ani na chwilę i w błysku fleszy nastolatka staje się gwiazdą. łatwo się pomylić. na które . Transformacja shójo w postaci z manga czy anime odbywa się z całą japońską grzecznością i . ufarbowana na blond dziewczynka w stroju króliczka „Playboya". Nie wolno robić zdjęć z zaskoczenia i surowo zabronione są fotki „z dołu". Wśród nieszkodliwych poczciwców pstrykających zgodnie z etykietą i bez złych intencji zawsze moŜe jednak zdarzyć się jakiś otaku.na mostku Jingu rebelii jest tyle. świr. nie ma ryzyka. Nie tylko dziewczęta i nie tylko w Japonii marzą czasem. wcielająca się co niedziela w potęŜną boginię Amaterasu. Tak czy inaczej. niŜ wskazuje ich metryka.

Dwudziestego pierwszego maja 1925 roku profesor Ueno jak co dzień poŜegnał swojego psa na Shibuya i pojechał do pracy. kin. Jest taki miły moment w oswajaniu miasta. sam juŜ niemłody i w coraz gorszym zdrowiu. czyli Wierny Pies. Samotny pies czekający na pana. Wieści o jego wzruszającej wierności zaczęły zataczać coraz szersze kręgi i piesek stał się symbolem lojalności tak cenionej i podziwianej przez Japończyków. Za tydzień wrócą na mostek Jingu w nowym kostiumie. z nadzieją wpatrując się w tłum podróŜnych. Uwieczniony w brązie niewielki piesek z czujnymi uszami naleŜał do profesora Ueno Eisaburo. gdy dostrzega się na jego mapie ulubione miejsca spotkań. by go zobaczyć i pogłaskać na szczęście. w świątynich buddyjskich odprawiano specjalne naboŜeństwa. modną dzielnicę butików. to wielka handlowo-rozrywkowa enklawa przyciągająca swymi atrakcjami fale (zwłaszcza młodych) tokijczyków. barów i hoteli miłości.właściwy na tę okazję uniform windziarki. który nigdy juŜ nie przyjedzie. prawdopodobnie największym na świecie miejscem młodzieŜowych spotkań. gdzie dostał wylewu i zmarł. na Harajuku mostek Jingu. Ŝe błyskawicznie zebrano fundusze . a ludzie z róŜnych stron przyjeŜdŜali na Shibuya tylko po to. a Hachikó. a pragnienie dodatkowego uhonorowania zwierzaka sprawiło. randek. Wiadomość 68 o jego śmierci dostała się na pierwsze strony gazet. Siódmego marca 1934 roku znaleziono go martwego w tym samym miejscu. oddalona tylko o jeden przystanek od Harajuku. Shibuya. czyli wspomniany hotel miłości. Wiernego Psa. a w weekendy liczba ta wzrasta do dwustu pięćdziesięciu. który był kiedyś ogrodnikiem profesora Ueno. a potem inni miejscowi i przyjezdni zaczęli karmić pieska i dbać o niego. wrósł w pejzaŜ Shibuya. Skromny towarzysz profesora Ueno był teraz sławnym Hachikó. Zawzięcie machając ogonem. Wiernym Psem. w Japonii ogłoszono dzień Ŝałoby. który w czasie swoich pobytów w Tokio miał w zwyczaju samotne wyprawy do Tower Records na Shibuya w czasie. wielkich domów towarowych. czyli randez--vous. by potem grzecznie pojechać do domu. ale mimo to zawsze o piętnastej trwał na posterunku. Dni zmieniły się w miesiące i lata. gdy ja oddawałam się „badaniom antropologicznym" w działach odzieŜowych depato. Na Meguro był to „gargamel". a na Shibuya właśnie Hachikó. Podobno w tygodniu co wieczór przyjeŜdŜa tu około stu tysięcy młodych ludzi. wyglądając swojego pana. ciągle czekał. Naprzeciw potęŜnej i ruchliwej jak mrowisko stacji stoi figurka Hachikó. 67 którego „znalazłam" w pierwszych dniach pobytu w Tokio. Dać się porwać spod Hachikó „Będę czekał pod Hachikó". Wampiryczne KsięŜniczki i obdarzone niezwykłą * mocą KsięŜycowe śeglarki Ŝeglują sobie przez kilka niedzielnych godzin po przestrzeni fantazji. Pracownik stacji Shibuya. Ten niepozorny pomnik ginący w zakurzonej nieco zieleni krzewów to najsłynniejsze w całej Japonii miejscem randebu. Hachikó odszedł do psiego nieba we śnie. mówił mój mąŜ. Miał w zwyczaju co dzień odprowadzać swojego pana na stację. Wszystkie te Eleganckie Gotyckie Lolity. gdzie spędził ostatnie dziesięć lat. Czyni to Shibuya. system zmiaŜdŜyłby ją jak walec motyla. Zwierzak nie doczekał się więc juŜ swojego pana. by potem czekać w tym samym miejscu na jego powrót z uniwersytetu. bez trudu wywęszał znajomą postać i rzucał się jej na powitanie z całą spontanicznością swojej psiej natury.

muzyka płynąca z reklam. W kwietniu 1934 roku figurka psa została uroczyście ustawiona dokładnie w tym miejscu. gdy armaty liczyły się bardziej niŜ sentymenty.wirtualny dinozaur. do którego mają słabość zachodni filmowcy. której zmieniające się co kilka tygodni trendy śledzą jak nikt na świecie. i warkot samochodowych silników składają się na kakofonię. Zawsze z telefonami komórkowymi. i pomnik przetopiono na potrzeby trwającej wojny. syn twórcy pierwszego pomnika. po lewej stronie mamy więc Hachikó. Ŝe tokijczycy tęsknią za Hachikó i jego powrót uwaŜają za jedną z najwaŜniejszych rzeczy w swoim zrównanym z ziemią mieście. Po jej zakończeniu okazało się. gdzie gapienie się na kogoś uchodzi za wyjątkowo niegrzeczne. umawiają się tokijczycy. fałdki sukienek. okolice Hachikó to dobry wybór. razem z Hachikó patrzą w kierunku stacji. Zgiełk ludzkich głosów. raz jest to japoński zespół popowy złoŜony z młodziutkich androginicznych tarento. ogłuszający wrzask megafonów. szczerzący kły i tupiący ponad morzem głów mijających się na skrzyŜowaniu. przez które najrozmaitsze grupy polityczne głoszą tu swoje poglądy. MęŜczyźni i kobiety. na których migają przykuwające wzrok reklamy. chłopcy i dziewczęta. jakie dominuje w imaginańum Zachodu. a u stóp pieska moŜna nieraz znaleźć przyniesione mu dary. które jeszcze niedawno wydawały mi się takie same. usiłując wyłowić z tłumu znajomą twarz. Po kilku latach nastały jednak czasy. Gdy wychodzimy południową bramką ze stacji Shibuya. nawet jeśli nie byłam z nikim umówiona. Jakimś akustycznym cudem ich świdrujące w uszach zachęty i podzięko69 wania są w stanie przebić się na powierzchnię morza dźwięków. które z wielkich koszy rozdają przechodniom chusteczki higieniczne z reklamami. jaki dawało mi bezkarne przyglądanie się ludziom zjednoczonym na moment społeczną sytuacją oczekiwania. Piesek stoi w pobliŜu ruchliwego skrzyŜowania. W 1948 roku Takeshi Ando. poprawiają nienagannie czyste kołnierzyki koszul. a tak naprawdę oddawać się przyjemnościom podglądaczki. Część oczekujących zostaje przez nią porwana i znika.na pomnik. Ŝe teŜ na kogoś czekam. a na jej miejsce pojawiają się nowi i zajmują strategiczny punkt obserwacyjny. co na ogół nie jest łatwe w Japonii. a naprzeciw zbieg czterech ulic i potęŜne telebimy. kiedy indziej gwiazda w kimonie zapowiadająca koncert sentymentalnej muzyki enka albo . gdzie Hachikó zwykł za Ŝycia siadać i czekać. mijająca przeszkodę. którzy przyjechali na Shibuya kolejnym pociągiem. którzy pamiętają Hachikó w jego ziemskiej postaci? Jeśli ma się ochotę na Tokio takie. ubrani według najnowszej mody. kobiety z zakupami opakowanymi pięknie jak prezenty. które w przyszłym tygodniu staną się passe. stworzył następną podobiznę pieska i ta stoi na Shibuya do dziś. Ponad jednostajny hałas co jakiś czas wznoszą się wysokie głosy młodych dziewcząt. i przewala się koło Hachikó. Lubiłam komfort. wyglądając tych. przyczepione do torebek maskotki. przepływali z moich obu stron męŜczyźni w ciemnych garniturach. Upajałam się cudowną róŜnorodnością japońskich twarzy.z jakichś powodów . moŜe nawet najlepszy. moŜe składają je najstarsi tokijczycy. uczniowie w uniformach. Mogłam udawać. z którymi się umówili. „Do zobaczenia pod Hachi". a teraz rozkwitały w bujną . Niczym ławica ryb. Co chwila ze stacji wylewa się kilkusetosobowa fala ludzi. zielony i wyłupiastooki. palą papierosy i strzepują popiół do modnych w tym sezonie kieszonkowych popielniczek. Przychodziłam pod Hachikó. pośród której niewzruszony kundel czeka na swojego pana.

zielony jak ona. Starałam się wprowadzać w moją perwersję urozmaicenie. by dać się porwać. bo Japończycy tak polubili to ciasto. ziołowy posmak. oczu-szparek niemal niewidocznych spod cięŜkich powiek. nadawał zasadniczej części deseru gorzkawy. jak nieznajome rozmawiają. postanowiłam zostać z nimi dłuŜej. a potem niecierpliwiliśmy się. z tym Ŝe ja byłam zawsze kilka kroków z tyłu. a jego japońską mutacją. jej skórka 71 chrupiąca od karmelu. Podsłuchując. Patrzyłam. fasola była mączna i bardzo słodka. Potem weszło mi to w krew i przyjeŜdŜałam pod Hachikó po to właśnie. jak po namyśle punktowanym postukiwaniem w gablotkę wymanikiurowanymi paznokciami wybierają deser. i Ŝegnałam wzrokiem dwie kobiety. Zdarzyło się raz czy drugi. Ŝe zjaponizowali je z prawdziwą maestrią. rozpoznając trendy lansowane właśnie przez japońską modę. wybierając pod Hachikó osoby jak najbardziej róŜnorodne. śmietana gęsta i cięŜka. Ŝe osoba. ozdobiony kroplą bitej śmietany i paroma grudkami czerwonawej fasoli cieszył wprawdzie oko. podziwiając wdzięk tych morskoroślinnych ciał. w kolorze wędzonego kurczaka. których dalsze plany juŜ mnie nie interesowały. odchodziła szybciej. niŜ bym sobie Ŝyczyła. kim jest i na kogo czeka. czyli cheese cake. Domieszany do lekkiego serowego kremu herbaciany puder. zielonym UFO serników. Smakowałam więc kontrast między tym. w za duŜych czarnych garniturach. Kiedyś ruszyłam więc po prostu w ślad za obiektem mojej obserwacji. rzadko trafiały się typy niechlujne. podobny do uŜywanego w ceremonii herbacianej. Czytałam kuriozalne angielskie napisy na ich koszulkach. barw porcelanowojasnych i ogorzałych. które zawsze suszy się na sznurach koło ich biednych bud w parku Ueno czy Centralnym. Nawet wśród tutejszych 70 bezdomnych.wielość kształtów owalnych i podłuŜnych. Innego dnia więc dwóch młodzieńców o twarzach opalonych. dopóki nie pojawiła się trzecia postać dramatu. nigdzie poza Japonią nie widziałam. i nie bez zmysłowej przyjemności podglądałam spod oka smukłych młodzieńców ubranych i uczesanych z taką samą starannością jak dziewczęta. sernik. Porównywałam fantazyjne stroje. co znałam jako sernik. którą dyskretnie badałam wzrokiem spod ciemnych okularów. Dalej ruszaliśmy razem. W eleganckiej gablocie kusiło nasz wzrok kilkanaście jego wysublimowanych rodzajów. próbując wyobrazić sobie. Dowodem tak typowej dla kultury Nipponu perfekcji w przyjmowaniu i przetwarzaniu obcych wzorów były małe dzieła sztuki cukierniczej. z . by bezdomni kaŜdą wolną chwilę wykorzystywali na robienie prania. zmysłowym spotkaniem z Japonią. Mogłam więc na przykład tropem dwóch młodych kobiet pochłoniętych oŜywioną rozmową trafić do popularnej kawiarni niedaleko stacji Shibuya. licznie zaludniających ulice Shibuya i teŜ lubiących siąść sobie pod Hachikó. oczu po europejsku okrągłych. serwującej wyłącznie chiizukeki. Ta nieprawdopodobna i o dziwo smaczna kombinacja smaków i konsystencji była moją małą przygodą. Najpierw wybierałam na chybił trafił osobę wśród oczekujących. ale skłaniał mój zachodni język do ostroŜności. opowiadając sobie jakąś historię zbyt skomplikowaną na mój skromny zasób japońskich słów i na koniec odwaŜyłam się spróbować identycznego deseru. jak powtarzają raz po raz: „Kawali". jak kroją dziwnie wyglądające ciasteczko na maleńkie higieniczne kęsy. których bliskość w największym nawet tłoku rzadko jest uciąŜliwa czy nieprzyjemna. Sernik o smaku zielonej herbaty matcha.

mrugając przy tym oczami. przechadzały się pośród półek z towarem. który. inne przystawały. gdzie tradycyjne japońskie stroje prezentowały manekiny o wyraźnie kaukaskich rysach.wymijały szemranych amantów szybko i bez słowa ze skromnie spuszczonymi oczami. którym nie była rzucająca się w oczy uroda. a przymierzywszy je. Innym razem za dwiema starszymi paniami ubranymi kosztownie i z gustem. gdzie urocza sprzedawczyni powitała 72 nas ukłonem oraz serdecznym: Irrashaimase!. czyli w uniformie mafii zwanej tuyakuza (bo oczywiście w Japonii mafia teŜ nosi uniformy!). Kiedy indziej z trzyosobową rodziną. spokojnego jakby był wypchany. Przy wyjściu ekspedientka o czarownym uśmiechu obdarowała mnie katalogiem z ofertą promocyjną. Jedne dziewczęta . ale nie o „uroczym". z nieatrakcyjnej i niezgrabnej osoby w dŜinsach na moich oczach przeobraziła się w piękność. Ponoć modę na Barbie. stanąwszy strategicznie koło przejścia dla pieszych. ku naszej uldze. i albo coś mi umknęło. choć teŜ nieoczywiste . do śledzenia których skłonił mnie naleŜący do jednej z nich pudel z kokardą i w słonecznych okularach. wdawały się w pogawędkę. w końcu jednak córeczka wybrała jasnobłękitne kwieciste kimono z właściwymi dla swojego wieku i niezamęŜnego stanu długimi rękawami. Gdy juŜ wybrałam sobie przewodnika pod Hachikó. Po upływie godziny udawanie. której zygzakowatym tropem ruszyłam spod Hachikó. jak w kaŜdym innym sklepie. Katalog z ofertą sex shopu zgubiłam gdzieś po drodze. którego ekspedientki wystrojono tak na próbę w rocznicę urodzin anorektycznej laleczki. miał podobnie . chichocząc i trzepocząc rzęsami. wypromował jeden z butików na Shibuya. objaśnione zostały po angielsku i do dziś zastanawiam się. Panie. Na Zachodzie niektórzy słyszeli o „brazylijskim widelcu". Patrzyłam na jej włosy i myślałam o wszystkich czekających blondynkach świata. jak tysiąc innych reklam i broszurek. zawędrowałam do sex shopu.i te były w zdecydowanej większości . wyciągnęła zalotkę i podkręciła rzęsy. Ta spod Hachikó rozmawiała przez oczywiście róŜowy telefon komórkowy. zabrało mnie tylko kilkaset metrów dalej.trwałą ondulacją rozjaśnioną na brudny blond. w końcu się pojawił. Ŝe teŜ zastanawiam się nad zakupem czegoś. Narzeczony. jakby właśnie wynurzyła się z wody. albo to miał być pork lub. Chwyt zadziałał i na ulicach Tokio pojawiły się klony Barbie. gotowa byłam do poświęceń i na przykład któregoś dnia z utlenioną na blond nastolatką z niebieskimi szkłami kontaktowymi w skośnych oczach czekałam aŜ przez godzinę na spóźniającego się chłopaka. kupowałam kimono wraz ze wszystkimi dodatkami dla ich malutkiej. aby w którymś momencie Ŝycia ulec terrorowi zachodniego ideału kobiecej urody. Z wystudiowanym uśmiechem zwracali się do przechodzących obok nastolatek. wciąŜ obecną na ulicach Tokio. w jednym z tokijskich barów lub pociągów. której niektóre pozycje. zaczynało stawać się podejrzane. do jakiej erotycznej przyjemności przeznaczone zostało urządzenie określone mianem lovelyfork. Tam. a potem sprawdziła makijaŜ w równie róŜowym lusterku w kształcie serca. wybierając je według jakiegoś sobie znanego kryterium. które znajdowałam albo dostawałam na ulicy i obiecywałam sobie przejrzeć i przestudiować z naukową wnikliwością. nie przestając mówić wysokim głosem. szatynkami.cork. troszkę zbyt okrągłej córki i dlatego sporo czasu spędziłam w jednym z depato. zaczepiali młode dziewczyny i namawiali je do zarobienia szybkich pieniędzy w porno biznesie. głaszcząc wystający z eleganckiej torebki łeb pudla. kruczymi brunetkami. które urodziły się rudymi. co jakoś bardziej wyobraŜalne. pewnie te najatrakcyjniejsze.

a jego topografia stawała coraz bardziej złoŜona. salonów masaŜu. napić się kawy. dematerializowały się w pulsującej szarości jakiegoś wieczoru i być moŜe pojawiały znów kawałek dalej. Oto jedyny sposób na Tokio: włóczyć się bez specjalnego planu. patrząc na moją bezradność. gdzie z wielopiętrowych stacji metra wjeŜdŜałam wprost do domów towarowych. Ŝe oto zaczyna się to marsjańskie miasto coraz bardziej . a potem do kolejnych pociągów. barów karaoke. stacji. Tam kupowałam 74 w automacie puszkę mocnej kawy i oszukując zmęczenie. nikomu jednak nie wierząc do końca. wplątywałam się w jakieś uliczki. znajdowałam kolejnego przewodnika. Malutka. jeździć pociągami. pełnego zapachów. Powitali się bez pocałunku. buty z węŜowej skóry. być moŜe nawet wyjąć plan Tokio i spóbować się na nim odnaleźć. Na przykład w Ginzie na Chuó-dóri. w którym moŜna spędzić cały dzień. Naziemne przejścia wydawały się znikać. schodków i wind. ale wytrwale. Ramię w ramię. trzymać się z daleka od zorganizowanych wycieczek. chodzić. gdy świetlista jesień zmieniła się w wilgotną. niewinna na pozór kawiarnia okazywała się tymczasem bramą prowadzącą w labirynt pełen drzwi. Wystarczyło. irracjonalnym przeczuciem przygody. którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Dzięki anonimowym postaciom spod Hachikó granice mojego Tokio rozszerzały się. które wydawało się na początku tak niewiarygodne. Ŝe zaczął padać deszcz. fryzjerów. Po kilku miesiącach. i wchodziłam do jednego z niepozornych wąskich budynków. Wpadałam do podziemi handlowych i wyjeŜdŜałam z nich ruchomymi schodami w miejscu. wokół mnie i pod ziemią. rozrastający się jak korytarze w mrowisku. gdzie zapadała juŜ noc. mimo iŜ zeszłam pod ziemię w słoneczne popołudnie. które wiozły mnie dalej. pogmatwane przez złośliwego albo opitego sake demona. schodów. ani blond włosy nie oduczyły ich japońskiej powściągliwości w okazywaniu uczuć. czuć miasto pod stopami. taksówkami i chodzić. a pejzaŜ zmieniał się na tyle. Ŝe Sexy Cowboy Go Fast sińce 1998. Wysiadałam na stacjach zauroczona brzmieniem ich nazw. pozwalać sobie na gubienie się i tonąć w erotyczno-katastroficznych fantazjach. by złapać oddech. jaka moŜe mnie tam spotkać. a potem wyjść na powierzchnię w zupełnie innej jego części. kawiarni. I nie dziwić się pojawiającemu się nagle uczuciu. który nigdy nie miał się dowiedzieć. jak gdyby nigdy nic. Idąc ich śladem i będąc przez nich bezlitośnie porzucana.rozjaśnione włosy misternie wymodelowane wwielokolczastego irokeza. a ja o dwa kroki za nimi. wynurzały się i znikały pod ziemią. Zostawiając Barbie i seksownego cowboya w jednym z rabu hoteru. Ŝe przestawałam go rozpoznawać. przejmującą chłodem zimę. a niewy-mawialne i niezapamiętywalne niedawno nazwy jego barów. paczinko. który chichotał szyderczo. dawałam dalej nieść się miastu. w sam środek świata gęstego. węszyć. a ta w kapryśną wiosnę kwitnących wiśni. ruszyli w kierunku Wzgórza Hoteli Miłości. uczuciu. Ŝe mam w pamięci własną mapę Tokio. jaką rolę odegra! w mojej małej tokijskiej przygodzie. zauwaŜyłam. śledzić kroki tymczasowych przewodników. bo w Japonii tylko „gaijini" są tak nieprzyzwoici. a oni 73 przecieŜ tylko przebrali się za cudzoziemców. w przyzwoitej odległości od siebie. błyszczące spodnie opięte na chudych chłopięcych biodrach i koszulkę z napisem informującym nas. parków i świątyń bez trudu układają się w moich ustach. Ani niebieskie szkła kontaktowe. gdy próbowałam nimi wrócić do znajomej stacji. Miasto rosło nade mną.

aŜ naocznie przekonam się. co zaintrygowało mnie na tyle. Widział społeczność. więc podziwiając drzewa kwitnące nad uwięzioną rzeką. Ŝe robotnicy „myją rzekę. ciągnące się zwartym szpalerem. Ŝe moje „przeznaczenie jest juŜ niedaleko". bo jest brudna". prawie wszystkich innych dzielnic mieszkalnych Tokio. Ŝe moŜna by tu (czemu nie?) zostać na zawsze. Najpierw minęłyśmy bank Mizuho i malutki posterunek policji z wizerunkiem latającej myszki Pipi-chan nad wejściem. zaburzenie równowagi biologicznej w zabetonowanej rzeczce sprawiło. Reid Confucius Lives Next Door III. jaskrawo pomalowane niby-koparki. nie widząc otaczającej go brzydoty. o włos. Prawdopodobnie jednak. Sąsiedztwo Przeznaczenie jest juŜ niedaleko Po dwugodzinnej jeździe z lotniska Chizuko poinformowała mnie. Rzeczywiście. dorodne. Po kilku minutach przejechałyśmy kolejne miniaturowe skrzyŜowanie i znalazłyśmy się w moim „mieście" o nazwie Ishikawa-dai. oznajmiła Chizuko i wydała z siebie jeden z tych uroczych japońskich pomruków. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą naszej ulicy i całego naszego sąsiedztwa. Ŝe „demokratycznie" nie stwarzano trudności. w której miałam mieszkać. W jednym z e-maili Chizuko napisała. nie wiedziałam jak wyglądać będzie moje lokum i zŜerała mnie uzasadniona ciekawość. Ŝe dno co rusz zarasta gąszczem niemiłych burych chwastów i co jakiś czas trzeba je zdzierać. Przez chwilę jechałyśmy wzdłuŜ płytkiej wąskiej rzeczki o nazwie Nomi. Japończycy mają wielekroć opisywaną zdolność widzenia wybiórczego. którą uwięziono w betonowym łoŜysku ze ścianami tak wysokimi. i to tylko dwie z moŜliwych hipotez. migoczące jesienną czerwienią i złotem. R. było jasne. ba. Ŝe „ma ono skromny rozmiar. Chizuko wyszeptała z naboŜeństwem ojczystą nazwę najsławniejszego drzewa Japonii i jej twarz rozjaśniła się w zachwycie: „Bardzo piękna sakura kwitnie wiosną". potrafią je wykadrować z reszty pejzaŜu i cieszyć się pięknem. echo dudniło w betonowym wąwozie. Ŝe nie mogłam się doczekać. a potem. zaplecze jakiejś malutkiej restauracji.. Chizuko miała na myśli prawdziwie demokratyczną przeciętność mojego mieszkania lub fakt. (. który prawdopodobnie oznaczał radość. Ŝe mi się to nie udało.lubić. przy drzwiach której tkwił plastikowy kubeł pełen rybich szkieletów niczym resztek po uczcie Golluma.. 77 które zamiast łyŜki do nabierania ziemi miały wielkie obrotowe szczotki. „Prawie jesteśmy". duŜe. T.) Kiedy jednak Matsuda--san opisywał nam tę okolicę. Robiły straszny hałas. jakby konstruktorzy bali się. Po dnie Nomi jeździły jakieś dziwne maszyny. Oprócz bardzo ogólnych informacji. Ŝe ten bezbronny strumyk zbuntuje się przeciw ludzkiej zbrodni i ucieknie. uniformie gospodyń . a zapytana o cel tych zabiegów Chizuko odpowiedziała. i po skręceniu z szerokiej ulicy zagłębiłyśmy się w uliczkę niewiele szerszą niŜ przedpokój w europejskim mieszkaniu. ale jest bardzo demokratyczne". czyli Wzniesienie Kamienistego Strumyka. ZbliŜałyśmy się do dzielnicy. „Sakurd". na czym moŜe polegać ów „demokratyzm" i juŜ mogę zdradzić. Ŝe on widzi coś innego. który w końcu najadł się do syta. była zwykła brzydota. Po obu stronach więzienia rzeczki Nomi rosły drzewa wiśniowe prawdziwe. by zamieszkali w nim „gaijini". Jej właścicielka w domowym kimonie i wielkim fartuchu.

Futony i pościel zwisały z balustrad i okien. Przejechałyśmy niemal po jej stopach obutych w drewniane klapki geta. w całym tym zamieszaniu sprawiającym wraŜenie totalnego chaosu nie dochodziło do Ŝadnych wypadków. skupiona. skarpety i bielizna. urzędników i uczniów objuczonych wielkimi skórzanymi tornistrami. Wszędzie na Ishikawa-dai suszyły się niezliczone ilości prania. Rowerzyści kluczyli więc między samochodami z wdziękiem cyrkowych akrobatów. podyktowany jest nie tylko tak chwalebnym zamiłowaniem Japończyków do higieny. by dorosły człowiek przecisnął się bokiem. Przez otwarte okno samochodu słyszałam.domowych. nonszalancko prowadził rower jedną ręką. Reklamy i billboardy ozdabiały właściwie większość budynków i były w stosunku do nich nieproporcjonalnie duŜe. jak tysiące 79 ręczników i prześcieradeł furkoczą na wietrze niczym Ŝagle i czułam delikatny zapach świeŜego prania. wykształca umiejętności nieznane ludziom przywykłym do większej przestrzeni. którego drzwi. a między 78 pojazdami lawirowali piesi. ale nikt na nikogo nie wpadał.na balkonach. stojące co kilka kroków automaty z napojami i papierosami wyróŜniały się plamami kolorów jak przypadkowe chlapnięcia farby na szarym tle domów „mojego" sąsiedztwa. w malutkim mieszkaniu. . kluskach ramen i shabu-shabu. krzątała się w pobliŜu. która nikomu nie przyszłaby do głowy w moim kraju. Uczeń gimnazjum w ciemnym mundurku przecisnął się w szparze między naszym samochodem a ścianą domu. tempurze. ale nie zwróciła na nas uwagi. Mimo iŜ wydawało się. tak jak inne. Pleśń i grzyb rosną w nich bujnie i bez obaw. absorbującym wilgoć. ale teŜ koniecznością wymuszoną bardzo wilgotnym klimatem i źle ogrzewanymi mieszkaniami. zgięta w kabłąk. nie odrywając wzroku od trzymanego w drugiej grubego komiksu manga. Na plastikowych „pająkach". jak tłumaczyła mi Chizuko. pranie i czerwono-Ŝółte reklamy. jakby jakieś tajemnicze prawo fizyczne nie pozwalało dwóm osobom zbliŜyć się do siebie na odległość groŜącą kolizją. i saszetki z Ŝelem. z którego moŜna podać sąsiadowi sos sojowy. a kierowcy nie irytowali się na tych wolniejszych uŜytkowników drogi: kobiety z zakupami i dziećmi. okrągłych albo czworokątnych. Ŝe człowiekowi kiedykolwiek uda się je pokonać. dachach. zajęta czynnością. wszędzie . powiewały więc ręczniki. Ŝe między naszym samochodem a ścianami budynków nie ma przestrzeni wystarczającej. szorowała akurat fragment asfaltu przed swoim domem. Fakt. a nawet całe zrobione z nich pokrowce na cenniejsze ubrania. iŜ japońskie gospodynie wydają się robić pranie kilkakrotnie częściej niŜ gdziekolwiek indziej. swobodnie przejeŜdŜały obok nas dziesiątki ludzi na rowerach. W porze deszczowej nie sposób jednak uniknąć niemiłej niespodzianki w postaci spleśniałych butów czy kimona pokrytego brązowymi kropkami wilgoci. wychodziły wprost na jezdnię. Piękne i zupełnie nieczytelne dla mnie znaki informowały o nazwach lokali i serwowanych w restauracjach specjałach: o świeŜym sushi. wyciągając rękę z okna kuchni. W kaŜdym sklepie drogeryjnym dostępne są w duŜym wyborze środki przeciw kabi. Niektórzy rowerzyści rozmawiali przez telefony komórkowe. Kwiaty kwitnące w doniczkowych ogródkach. robotników. czyli wszelkim pleśniopodobnym grzybom. inni jedną rękę mieli zajętą bagaŜem. a czasem wietrzyły się rozłoŜone na stojących przy domach rowerach. kaŜdym skrawku wolnej przestrzeni. Zycie w wiecznym tłoku.

w witrynie którego leŜa! otwarty katalog z zachodnią modą sprzed dwudziestu lat. powtarzając frazę o zbliŜającym się „przeznaczeniu". złapał go i zrobił z naturalnego kota. 80 W Dobrej Godzinie Mój dom nazywał się Bon Hour. TuŜ za progiem stał rząd butów zdjętych przez klientów. Kątem oka zobaczyłam wnętrze staroświeckiego zakładu krawieckiego. pojawiło się w mojej głowie i zostało tam na zawsze. tak wizerunek wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. obłoŜony czymś. ale naprawdę po jego obu stronach. Bon Hour był betonowy. przed drugą. podniosła rękę Chizuko i zaparkowała samochód przed domem. Na reklamie. Na nasz widok wydał z siebie węŜowate „Wssssss". iŜ na przykład Słoneczne Wzgórze nie tylko nie jest słoneczne. ale jeszcze bardziej okazałą. kto nadawał imię mojemu domowi. domy większe wprawdzie. sztukowane bambusowymi protezami. lecz równieŜ betonowe i niezgrabne. Ŝe to jego przerośniętym zapędom estetycznym kot sąsiada zawdzięcza swój przycięty ogon. lecz komputerowo wygenerowany lasek lub bambusowy gaj. powiedziała moja towarzyszka. „To ładna okolica". prawie nigdy nie pokazuje się ich naturalnego otoczenia. by ich drzewka były doskonalsze. co imitowało czerwoną cegłę. a ja z grzeczności przyznałam jej rację. niemal bezludna. przeczytałam szyld na rogu kolejnej uliczki. jak na manshon niezbyt duŜy. Sunny Hill. na których wspierały się gałęzie. Jak niemal wszystkie tokijskie rezydencje typu manshon. Ten. obdarzony został cudzoziemskim imieniem. Gdy pokonałyśmy wzgórze. Gdy reklamuje się na plakatach czy w czasopismach takie nowe manshony. Nikomu jednak nie wydaje się to przeszkadzać. ale leŜy w dolinie. Wprawdzie większość tokijskich kotów ma krótkie ogony i . nagle spokojna. bo główna ulica została za nami. Fakt. Nie będąc w stanie znieść dziko rosnącego ogona. choć nie byłam przekonana. ozdabiają fronty tokijskich manshonów. obok uśmiechał się mały maneki neko z łapą wzniesioną w geście powitania. w którą skręciła Chizuko. zostawiając miejsce dla niewielkich ogródków. nie najbrzydszy. New Garden. starszy męŜczyzna w fartuchu w Kubusie Puchatki strzygł zakrzywionymi noŜycami kolekcję drzewek bonsai. Poprzycinane. po którym ślad zaginął pół wieku temu. La Chateau i podobne nazwy w róŜnych wersjach angielskiego czy francuskiego. przed naszymi oczami wyrósł zbudowany na jego szczycie pięciopiętrowy nowiutki manshon. męŜczyzna na zdjęciu miał marynarkę z podwiniętymi rękawami. Palące Home. niŜ chciała natura. pachnący jeszcze nowością. mówiły o estetycznym wysiłku i pracy. jeden z japońskich dźwięków oznaczających niezadowolenie. a jego towarzyszka falbaniastą suknię i fryzurę w stylu młodej Brooke Shields. „To tu". tak jak kostium waŜniejszy jest w Japonii od zawartości. Podejrzenie. „Taylor Fujimura". Droga pięła się teraz ostro pod górę. kota bonsai. przed jedną siedział na smyczy wielki czarny kot ze szczątkowym ogonem. nie ma Ŝadnego znaczenia. znajdowały się jednorodzinne rezydencje.Wśród napisów po japońsku tylko co jakiś pojawiały się angielskojęzyczne. ułoŜonym w znak zapytania. w którym miałam spędzić dwa lata. odsunęły się od siebie. na wyciągnięcie ręki. w których niemal Ŝadne drzewo nie miało naturalnego kształtu. Bon Hour stoi na duŜym placu wśród drzew. którą potem zobaczę na stacji Ishikawa--dai. podobną. postanowił dla lepszego efektu francuskie bon poŜenić z angielskim hour. które mieszkańcy tych nieładnych betonowych rezydencji włoŜyli w to. językach najbardziej kojarzących się Japończykom z zachodnią elegancją.

zaklęłam los. Ŝe ktoś mógłby zajrzeć do środka. tak zasłony oddzielają od sąsiada. bye". prawą. gdy późną wiosną drzewo ponownie zakwitnie małymi białymi kwiatami o odurzającym zapachu. tak samo świeŜe. Tokijczycy zasłaniają okna nawet wtedy. Okazało się. mogłabym ściągnąć ze sznurka jego bokserki. bliŜej szare morze dachów i kolejne domy wspinające się na wzgórze aŜ do stóp Bon Hour. Ŝe jest to ich cecha genetyczna. „Niech będzie widok". UzaleŜniona od „widoków". Chizuko poczekała jeszcze tylko. oddzielającym to. Nawet odwiedzając cudze mieszkania. za cienką ścianką. który jest tuŜ. co są wewnątrz. Piękne owoce.mówiono mi. Z sąsiedniego pokoju widać było zaś samego gospodarza i jego bonsai. jedno przy drugim. podwyŜszonego o jeden stopień. lecz w lewą stronę. pokazała i znikła w pantomimie ukłonów. często wynajmowane są juŜ z kotarami. Przed moimi oczami ukazał się zarys góry Fuji. Ŝe aby otworzyć 81 drzwi. zwykle odruchowo sprawdzałam. 82 Był za nim dom pana Matsury. W moim japońskim mieszkaniu wszystkie okna teŜ były zasłonięte. od prawdziwego. gdy nie ma Ŝadnego ryzyka. ale nigdy do końca w to nie uwierzyłam. a Chizuko wręczyła mi klucz. zawsze przesuwam biurko do okna. którego szybko pozbyłam się w Japonii. „Matsura". Ŝe lubi Kenzo oraz Gucciego. Domy w Tokio mają ciemne okna szczelnie zasłonięte cięŜkimi kotarami.zwyczaj. Podobnie jak zwyczaj unikania kontaktu wzrokowego z obcym symbolicznie izoluje od innego człowieka. by nie wprawiać w zakłopotanie gospodarzy. które pozwalają zachować symboliczną granicę między wnętrzem a tym. Dopiero okna sypialni pozwoliły mi odetchnąć z ulgą. powtórzyłam więc zaklęcie i odsłoniłam okno pierwszego małego pokoiku.to znaczy. „Niech będzie widok". antycypując kolejne podróŜe.nie w prawą. Mogłam odczytać nawet napisy na metkach prania suszącego się na jego balkonie i stwierdzić z uznaniem. z którego tak jak z portu wygląda się na zewnątrz. Na . ozdobną stroną na zewnątrz. Ŝe okna słuŜą między innymi do patrzenia przez nie. trzeba go przekręcić odwrotnie niŜ u nas . między „ja" a „światem". Podtrzymują iluzję niemoŜliwej do końca intymności. Ŝegnając mnie: „Bye. naprawdę blisko. delikatny jak rysunek tuszem na starym parawanie. co z nich widać . Kotary stanowią odpowiednik spuszczonych oczu. Dom jest dla mnie miejscem. Popularne są teŜ szyby z matowego nieprzezroczystego szkła i zewnętrzne osłonki z falistego plastiku. Gdybym dobrze wyciągnęła ramię i miała taką perwersyjną potrzebę. mimo iŜ w zatłoczonym wagonie jego ciało przylega do naszego ciała. zrzuciłam więc adidasy i zrobiłam swój pierwszy krok na bosaka. by to raczej ci. które często wiesza się na odwrót . ścięty stoŜek lekko przesłonięty podłuŜną chmurką. przeczytałam na drzwiach domu sąsiada od bonsai. Spojrzeliśmy sobie w twarz i oboje cofnęliśmy się z rezerwą. „Tu buty". co na zewnątrz. wnętrza mieszkania. ciemne połyskliwe liście i złocistopo-marańczowe słońca. a lewą w stronę pokoju. co na zewnątrz. aby pracując. móc patrzeć na świat. których gorzki smak nie dorównuje urodzie i które ciągle tam będą. bo lokale. pierwszy krok po japońsku. przepuszczającą kaŜdy dźwięk. TuŜ przy balkonie rosło obwieszone owocami drzewo mandarynki mikan. by upewnić się. Niezgrabnie lawirując na jednej nodze. Ŝe zdejmę buty w przedpokoiku genkan. którzy dawno zapomnieli. nie patrzyli na tych na zewnątrz. Nieraz chodzi teŜ o to. dlatego teŜ nigdy nie zasłaniam okien. zbyt jaskrawe dla oczu wciąŜ pełnych szarości. mimo iŜ nieurządzone.

nie zauwaŜyłam ich w pierwszej chwili. W dziedzinie tej prym wiedzie stara firma Toto. Patrzyłam w zdumieniu na zestaw kilkunastu przycisków i pokręteł zamontowanych z obu stron róŜowego kuriozum. która stworzyła równieŜ to coś. nagłe wariactwo koloru jak z obrazów Rousseau! Trochę większe od papuŜek nierozłączek. jaka nastąpiła w Japonii w „temacie toalet". ale moŜna je teŜ zobaczyć w kilku sąsiednich dzielnicach. Po drugiej wojnie światowej postanowiono zrewolucjonizować tę sferę Ŝycia i dziś Japonia jest światowym liderem w produkcji wszystkiego. zakładane w Japonii w eleganckich hotelach i restauracjach. sprawiło. Ŝyjące w wielkich stadach. Najwięcej mieszka ich na kampusie pobliskiego uniwersytetu. Ŝe do końca pobytu w Japonii najbardziej stresującym momentem w czasie odwiedzin u japońskich znajomych była konieczność udania się do toalety. co zobaczyłam otwierając kolejne drzwi mieszkania w Bon Hour. Metoda prób i błędów była więc jedyną. Bardziej zamoŜni mieli do swojej dyspozycji białe porcelanowe naczynia w niebieskie kwiatki. ale jak się okazało nie te. Nie naleŜałam do wybitnych wyjątków i japońskie oznakowania pozo84 stawały dla mnie nieczytelne. W rzymskim alfabecie napisana była tylko nazwa firmy Toto. W kaŜdym innym znanym mi kraju na tym miejscu stałoby swojskie urządzenie zwane sedesem. Pierwsze zachodnie sedesy. zapraszając. i trzymane były przez Japończyków jako ptaki ozdobne. co trzeba. chyba z Ameryki Południowej. Wieczorami wracają gromadnie z Ŝerowisk. Ŝe poderwały się do lotu. Jak mówiła Chizuko. które dziś moŜna czasem znaleźć na targach staroci. gdzie aleja potęŜnych drzew ginko jest ich główną siedzibą. co stało w mojej toalecie w Bon Hour. Podobno Ezra Pound cieszył się rzadkim darem odgadywania pierwotnego kształtu ukrytego w znakach kanji. by zrozumieć działanie japońskiego sedesu. opatrzone były stosowną instrukcją obsługi w obrazkach.ku konsternacji japońskich gości . Znałam wówczas pięć kanji. nie skłaniając do poświęcania mu specjalnej wizualnej uwagi. dopiero mój ruch sprawił. zaszczycając nas swoim hałaśliwym towarzystwem. skrzecząc i gubiąc jaskrawe pióra. by je odsłonić. by wsunąć w nie stopy. która uciekła opiekunom z klatki. jak się zachować. ale nawetgaijin wiedziałby. jaką nadal moŜna spotkać w niektórych miejscach. Prawdziwa rewolucja. była to budka na wolnym powietrzu z dziurą w podłoŜu. Polubiłam je od pierwszego wejrzenia.wykorzystują jako ozdobne doniczki. które stały tam równiutko. dając początek całej brawnej kolonii. upodobały sobie ponoć te właśnie okolice Tokio. jaką zrobiło mi Tokio. ale większość cudzoziemców go nie posiada. Jeden po drugim neonowy błysk i rozchwiane gałęzie. a wyglądało toto jak fotel pilota samolotu bojowego (gdyby robiono je w kolorze róŜowym). jaką mogłam zastosować. Nacisnęłam pierwszy przycisk. a . cudzoziemcy kupują je i . Do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku japońska toaleta występowała przede wszystkim w wersji „kucanej". co dotyczy supernowoczesnch toalet. Zaczęło się podobno od jednej zbuntowanej parki. Nic wykwintnego. To piękno szczegółu czekające. 83 Niespodzianka w toalecie To. Widok z Bon Hour był pierwszą niespodzianką. I gdyby piloci uŜywali plastikowych kapci z napisem Hello Kitty Happy Toilet. stała się przyczyną zakłopotania niejednego zresztą „gaijina". pochodzą z daleka.gałęziach mandarynki siedziało stado jaskrawozielonych papug. który wychodził z WC okryty wstydem i z poczuciem niŜszości wobec technologicznego zaawansowania Nipponu.

Japońscy uczeni zbadali. toaleta zmienia się w rozświergotany las. mimo wilgoci oraz chłodnej i długiej zimy. Ŝe korzystające z toalety kobiety zuŜywają więcej wody. „Odgłos spuszczanej wody" polega na tym. jeśli nie oczywistych (podgrzewanie deski i róŜne strumienie myjące i suszące). Ŝe dwa razy szła na marne. na szczęście czysta i ciepła. w trakcie i po. ale nie leci woda i wbrew pozorom naprawdę nie zmyślam. standardowe wyposaŜenie nowoczesnych sedesów firmy Toto. które właśnie robiły zakupy u Armaniego czy Ferragamo. Po jego naciśnięciu rozległo się prawie Ŝe realistyczne „szuuuugulgul". i co raz za drzwiami idealnie czystego pomieszczenia rozlega się ptasi śpiew. Ŝe gdybym siedziała.wówczas ze środka wyłoniła się plastikowa rurka. uwaŜają za zbędne. odsuwając się jak najdalej. kontentując się klimatyzatorami. ogrzewanymi od spodu stolikami kotatsu albo piecykami gazowymi. a ja obejrzałam się nerwowo w obawie zatopienia albo kolejnego prysznica. Jego zasadniczą wadę stanowił brak centralnego ogrzewania. Co więcej. gdy Japończycy zaadaptowali zachodni model urządzenia znanego jako sedes. a w Ginzie istnieje poświęcone im muzeum. co znaczy. Kolejnych prób dokonywałam. to udogodnienie wprowadzono ze względu na kobiety. Oprócz rzeczy mniej czy bardziej przewidywalnych. Pomysł na zaoszczędzenie marnowanej wody został wprowadzony w Ŝycie i teraz kobiety mogą sobie włączać „odgłos spuszczanej wody". zamieszkiwanymi przez uboŜszych. W telewizyjnych reklamach producenci sedesów i gadŜetów niestrudzenie zachęcają do wypróbowania kolejnej nowości. zamiast banalnego dźwięku spuszczanej wody. To wynajęte dla mnie w Bon Hour było typowym lokum przeznaczonym dla rodziny z klasy średniej i w społecznej drabinie mieszkań plasowało się pomiędzy rezydencjami. Zimą temperatura w ich mieszkaniach spada więc . Gdy jest ich więcej i siusiają symultanicznie. Udało się im to z nawiązką. zgodnie ze swoim zwyczajem postanowili go ulepszyć i skonstruować supersedes. Ŝe słychać charakterystyczny „odgłos". jeden z przycisków włączał funkcję co najmniej tajemniczą. o jakim nie śniło się nam w najbardziej freudowskich snach. to dlaczegóŜ by jej sobie trochę nie uprzyjemnić? Na tatami Właściwie jedynie nieprzewidywalny sedes firmy Toto odbiegał od moich wyobraŜeń o mieszkaniu troszkę egzotycznym. Zajrzałam dla pewności tu i tam. Skoro korzystanie z toalety jest naturalną i powszechną potrzebą. które tokijczycy. lecz trzy razy: przed. bo kierując się wstydliwością i chcąc zagłuszyć „odgłosy". Widziałam w mieszkaniu znajomego artysty z East Village toaletę w kształcie wielkiego buta. słychać świergot ptaków. takimi jak naleŜąca do pana Matsury. zamiast zaglądać do środka jak jakiś barbarzyńca. bowiem był to tylko tak zwany „odgłos spuszczanej wody". Nie leciała. ale dopiero Toto naprawdę mnie zaskoczyło. gdy kolejna klientka robi siusiu. ale dość komfortowym i z grubsza normalnym. I nie powinna. Wyobraźnia konstruktorów japońskich sedesów posuwa się takŜe do śmielszych rozwiązań niŜ „szuuugugul" i w jednym 85 z depato. odpowiednia część mojego ciała miałaby do czynienia z czymś w rodzaju bidetu. badające za jednym zamachem mocz. spuszczają wodę nie raz. Domyśliłam się. Istnieją równieŜ sedesy grające kilka rodzajów muzyki. a „króliczymi norami". wnosząc w ten sposób swój mały wkład w rozwój globalnej ekologii. z której pod duŜym ciśnieniem wytrysnęła woda. krew i ciśnienie. W momencie. ale nigdzie nie leciała woda. Czeka się w kolejce kobiet.

która przyjęła się w ostatnich latach jako wynik zmiany stylu Ŝycia tokijczyków. bardzo nowoczesna kuchnia niczym nie róŜniła się od modelu zachodniego. Mimo to powierzchnię pokoi najczęściej podaje się w ilości mat tatami.nawet do około 10 stopni Celsjusza. stojąc godzinami w lodowatej wodzie. Ŝe ma ono pozytywny wpływ na rozwój układu krwionośnego niemowląt i oseski przez cały rok noszone są z gołymi nóŜkami. ale nawet kapcie zostawia się za lekko podwyŜszonym progiem. Wiele. Wymiary jednej maty to 186 cm na 93 cm. dla których marznięcie w pokorze nie jest godną kultywowania cnotą. intymna część domowej przestrzeni. pod warunkiem. nie wyłączają ich nawet na noc. jak będą mnie bez skutku przekonywać Japończycy. Ich dłuŜsze brzegi obszyto ciemnogranatowym płótnem. jeśli nie większość. „jest bardzo zdrowe". który wzmaga się w czasie deszczu. Zielonkawe maty tatami ciągle pachniały świeŜą słomą ryŜową i były najładniejszą podłogą. Gdy zasypia się. a nie metrów kwadratowych. „Gaijini". Tatami to najbardziej prywatna. Ŝe wszystko zaczyna się od nowa. co. o zgrozo. Wiara w zbawczą moc zimna jest tak silna. kto często się przeprowadza. co czasem słuŜyć miało teŜ zwalczaniu tak nieheroicznych pragnień jak miłość cielesna do kobiety.oczywiście pozbawionych własnej kuchni. stoły i krzesła coraz częściej uznawane przez nich za bardziej funkcjonalne i bliŜsze ich dzisiejszemu stylowi Ŝycia.tak jak ja to uczyniłam montują sobie dodatkowe klimatyzatory w kaŜdym pomieszczeniu i. dzielnym i niema-rudnym. Jest to tym dziwniejsze dla obserwatora z zewnątrz. jakie ogarnia człowieka w takich chwilach. iŜ do 86 tej pory popularne jest przekonanie. ale łazienka przystosowana została do japońskich zwyczajów kąpielowych. grubo tkanej powierzchni dostarcza zmysłowej przyjemności. na których stawiają zachodnie łóŜka. a chodzenie boso po gładkiej. po jakimś czasie staje się to automatycznie wykonywaną czynnością. Japońscy bohaterowie historyczni lubili dowodzić swego męstwa. Wystrój mojego mieszkania w Bon Hour stanowił mieszankę wschodnich i zachodnich wzorów. KaŜdy. Dlatego na tatami nie tylko pod Ŝadnym pozorem nie wchodzi się w butach. Ŝe się jej nie pobrudzi. ale ogólnie „dobre". japońskich domów ciągle ma chociaŜ jeden pokój tatami. Na tatami moŜna teŜ za dnia leŜeć i czytać albo robić cokolwiek innego. ale przestaje to juŜ być regułą. ale juŜ podłogi pracowni i livingu wyłoŜono drewnopodobnymi panelami. Ŝe japońskie psy ubrane są wówczas w ciepłe kubraczki i czapeczki. Ŝe marznięcie jest nie tylko „zdrowe". Czasem 87 Japończycy przykrywają tatami dywanami albo linoleum. zwykle . Zupełnie niepraktyczne i wymagające specjalnej troski tatami ma jednak niewątpliwy walor estetyczny. Uzasadnienie braku odpowiedniego systemu grzewczego podawane przez samych Japończyków najczęściej odwołuje się do wiary w to. W sypialni były nadal tradycyjne maty tatami. czyni bowiem człowieka zahartowanym. a najmniejsze z moŜliwych pokojów do wynajęcia . Uczucie. jaką kiedykolwiek miałam w sypialni. o którym pomyślała zapobiegliwa Chizuko. zna to cudowne. Oprócz kuchennych i łazienkowych szafek oraz futonu i z jakichś powodów telewizora.mają tylko trzy maty (około 5 m2)! Nieco większe mieszkanka o powierzchni czterech i . choć niestety złudne uczucie. łazienki i toalety . tuŜ koło twarzy czuć miły trawiasty zapach. mieszkanie było zupełnie puste.

Tatami w sypialni i drewnopodobne panele w reszcie mieszkania stanowiły dziwny kontrast ze śmieszną plastikową łazienką. wychodząc na długi balkon. czego wymaga takie miejsce. Dopiero potem. JuŜ wykąpana. Nie chcąc go draŜnić. zaintrygował mnie szelest pod drzwiami wejściowymi. który wyjrzał zza rogu i chyba znów zasyczał: „Wssss". której podłogę i ściany wykonano z jakiejś sztucznej Ŝółtawej masy. Podeszłam do nich na palcach i zerknęłam przez judasza. Pokój tatami nie ma drzwi. Ŝe podłoga stała się sufitem i odwrotnie. na którym posadzę kwiaty. które udało mi się popełnić w drodze z lotniska Narita do Bon Hour? Jedna więcej nie zrobi Ŝadnej róŜnicy. co zrobić. W pokoju tatami jest zawsze specjalna głęboka szafa zajmująca jedną ścianę. dzieląc mieszkanie na osobne sfery. Mieszkanie w Bon Hour nastroiło mnie całkiem optymistycznie. wchodzą do gorącej (naprawdę gorącej) wody. W łazience nie było klimatyzatora i gorąca woda w zetknięciu z chłodnym powietrzem skraplała się w kłębach pary. weszłam do pokoju. MoŜna więc rozsuwać fusuma i mieć jeden wielki pokój albo zasuwać. by dopiero nadać mu sens. Dom. . MoŜna by przewrócić ją do góry nogami i nie zauwaŜyć. serce japońskiego domu. W praktyce nie wszyscy składają i rozkładają swoje sypialnie. rzeczywiście jest jakaś logika. Kto wie. którego nie znam. tak jakby za kaŜdym razem zmieniało się dekoracje teatralne. gdy udało mi się uruchomić system grzewczy. ciach noŜyc pana Matsury. która nie jest zamknięta w sposób ostateczny. co wypróbowałam od razu. w czym. tym bardziej Ŝe zwykle wyposaŜone są w kącik kuchenny. Szybko okazuje się. tak Ŝe gdy się w niej siedziało. doskonała w swej ascetycznej kolorystyce i pustce.pół maty (około 8 m2) wśród studentów uchodzą za całkiem wygodne. najpierw wywietrzyć je na balkonie. o czym zdecydowałam w pierwszym w Ŝyciu ogrodniczym natchnieniu. jasnobeŜowe ściany i samotny zwój z kaligrafią to wszystko. lecz fusuma. Nieskazitelne maty. powitalne haiku przylepiane potajemnie do drzwi nowego przybysza? Albo lista gaf. mnóstwo kwiatów. Przyglądałam jej się przez chwilę. a schowek wypełniają inne rzeczy. ale zanim zaczęłam się na dobre rozpakowywać. a jeśli pogoda sprzyja. Ŝe odrzuca on wszystkie meble i buntuje się przeciw pomysłom na urządzenie go. stojąc na podłodze łazienki albo siedząc na niskim stołeczku. Ku mojemu zaskoczeniu. przyjrzała się trzymanej kartce i chyba miała zamiar zostawić ją i sobie pójść. który zapraszał. uŜywają prysznica. pierwszy raz w Ŝyciu na sposób japoński. 88 pozwalała zanurzyć się w wodzie po brodę. by się pomoczyć. czyli przesuwane ekrany. Wanna była krótka i bardzo głęboka. do której powinno się codziennie rano chować zwinięte fu tony. zakończyłam inspekcję. normalny Japończyk kąpie się wieczorem. zobaczyłam tam Chizuko. dokładnie wyszorowani. przystosowywać wnętrze do własnego nastroju. Skończywszy pisać. moŜe to jakiś japoński zwyczaj. wypełnić Ŝyciem. Japończycy myją się poza wanną. Wczesne popołudnie to nie pora na kąpiel. podekscytowana urodą mojego nowego domu i zainspirowana ciach. a specjalny odpływ chroni mieszkanie przez zalaniem. To była dobra przestrzeń. Kąpiel w brudnych mydlinach na wzór barbarzyńców z Zachodu napełnia ich bowiem obrzydzeniem. nie wiedząc. Jednak pokój tatami „chce" być pusty i taki powinien pozostać. jak się pomyśli. która pisała coś na kartce bezgłośnie poruszając ustami. pomyślałam i po prostu otworzyłam drzwi. pozwalające na swobodne operowanie przestrzenią.

W środku miała grudkowate bordowe 90 nadzienie. Ŝe nauczyłam sieje lubić dlatego. uklękła na podłodze livingu. Powinny rozpływać się w ustach. Jedna była biała. Ŝe nie jestem aŜ tak nieprzyjemna jak w niektórych okrutnych japońskich dowcipach o białych kobietach. okazało się. Chęć pomocy i ciekawość kolidowały z japońską powściągliwością. Nie mogła zadzwonić. gdy obca kobieta powitała mnie w swoim kraju jak starą przyjaciółkę. powiedziała Chizuko i podniosła . ale ją zaskoczyłam. śliczną poduchę do siedzenia na podłodze. Gładkie. Nigdy przedtem nie była gościem cudzoziemki.gest jak doskonałe kanji powitania. Pyzy były bardzo piękne. ale najwidoczniej droga. ot tak sobie. „Zieloną". jak pokazała Chizuko. z tym Ŝe przesłodzona i jeszcze nieugotowana. Ŝe cierpły zęby. połyskliwe kule. Chizuko nalała nam japońskiej herbaty. Wyjęła z pudła dwie ceramiczne czarki i dwa talerzyki. łamiąc zasady. przytrzymując na piersi poły szlafroka. krojąc kęsy za pomocą spłaszczonych patyczków z surowego drewna. Zdejmując buty. a wtedy Chizuko zdecydowała się wejść do środka. Pyzy jadło się. Zatrzymaną w czasie scenę na podłodze mieszkania. przekonała ją. „będzie kolorem pasowała do herbaty". Ŝe była jednak przygotowana na taką ewentualność. według których ją wychowano. by ogrzać zziębnięte dłonie. i z wyglądu przypominające siekaną wątróbkę. dostarczając kulinarnej ekstazy. japońskich słodyczy z ryŜowego ciasta i dŜemu z czerwonej fasoli. próbując pierwszy kęs z zachłannością osoby ceniącej sobie kulinarne rozkosze. Ŝe ich dziwny smak zawsze przywołuje tę chwile. które właśnie wtedy zaczęło być naprawdę moje. właściwie w ogóle rzadko odwiedzają się w domach. a Japończycy nie przychodzą do siebie w gości bez zapowiedzi. Rozgardiasz porozrzucanych wokół bagaŜy i absurdalny turban z róŜowego ręcznika na mojej głowie przydawały uroku tej niezwykłej ceremonii herbacianej kpiącej z reguł starych mistrzów. często uŜywanego jako nadzienie. czy to wypada. który nareszcie doszedł do kresu podróŜy . a trzecia zielona. i podała mi jedną z czarek. Japończycy z całą pewnością bowiem nie wpadają. będę wracać do niej jak do wypróbowanego talizmanu. Potem otworzyła pudełko z pyzami i zapytała. Nieco zbita z tropu ponowiłam zapraszający gest. Ŝe przywiozła mi róŜne rzeczy . niepotrzebny jej aparat telefoniczny. trzymając ją oburącz. bym przywykła do mochi. czyli „Bardzo mi przykro". ale nieśmiałość nie pozwoliła jej go skończyć. tak jak trzyma się kubek.co wprawiło Chizuko w widoczne zakłopotanie. Sądzę. na zawsze zachowam w pamięci i ilekroć potem Japonia wyprowadzi mnie z równowagi. Gdy Chizuko juŜ przyjęła moje zaproszenie. ale smakowała teŜ dokładnie tak jak polska pyza. zaczęła angielskie zdanie wyjaśnienia. co wyglądało jak spłaszczone pyzy zawinięte w liście. „Bądź tu szczęśliwa". Tak jakby podawała mi Ŝyciodajny eliksir. jaką pokonałyśmy razem samochodem. którą chcę. Okazało się. tak słodkie. do dopiero co poznanych cudzoziemek w szlafrokach. czy nie i co w ogóle ma zrobić. Potrzeba będzie duŜo czasu. jakieś kuchenne sprzęty. myślałam. Chizuko nie przestawała się sumitować. ale nie wiedziała. kontynuując długi proces wtajemniczania mnie w tajniki japońskiej kuchni. powiedziałam odwaŜnie. Od japońskiego „Sumimasen". druga róŜowa. Kula nie tylko wyglądała. nie roniąc ani kropli. napój dla strudzonego wędrowca. bo nie miałam jeszcze 89 podłączonego telefonu. po czym wydobyła z podręcznej torby termos i opakowanie czegoś. Chciała zostawić mi paczkę z kartką pod drzwiami i uciec.naczynia.

a nad nimi lub w ich głębi zwykle mieszkają właściciele. w przerwach gra spokojna muzyka. sandały geta akurat przecenione o 500 jenów. wszystkie sklepiki w mojej okolicy są rodzinnymi interesami. liśćmi klonu albo bambusowymi witkami. sypialnią. kusi podniebienie ostrym zapachem. a bardziej ekspansywni sprzedawcy sami wznoszą zachęcające okrzyki charakterystycznym monotonnym głosem.czarkę do ust. czy przestrzeń.gałązkami kwitnącej wiśni. Ŝe Konfucjusz mieszka tuŜ za rogiem w kaŜdej chwili gotów zapobiec wszelkim próbom buntu wobec odwiecznego porządku. ubrania dla starszych pań. tako\" kucharza. identycznymi jak we wszystkich innych „tokijskich miastach". i ja. z wprawą przyrządzane przez pokrzykującego „Tako. kasztany . który najwyraźniej jest fanem disnejowskich kreskówek. Ŝe trudno powiedzieć. Ŝywiąc się na darmowych degustacjach w dziale spoŜywczym. Dwie sfery przenikają się niekiedy na tyle. która śpiewa do siebie. gdzie znajdują się największe na świecie domy towarowe Seibu. Dopuszczalna liczba dziwadel jest precyzyjnie określona: ekstrawagancko odziana starsza pani z pudlem. „gaijinka". kilka minut pociągiem od wielkomiejskiego Tokio. Między księgarnią a sentd Spiętrzone wertykalnie i horyzontalnie stacje metra to jedyne centra Tokio świeckie. Płynące z megafonów słowa witają mieszkańców i zachęcają do robienia zakupów. jest Tokio. Jedne są potęŜne jak Shinjuku z dwoma milionami przewijających się codziennie podróŜnych. Większość jednak ma małomiasteczkową atmosferę jak moje Ishikawa-dai. Wytwórca mat tatami nadał swojemu warsztatowi styl najbardziej japoński. w których moŜna zgubić się i Ŝyć przez całe lata. jest ciągle jeszcze jej miniaturową piekarnią czy juŜ. smaŜonymi kulkami ciasta z posiekaną ośmiornicą. a nie religijne świątynie konsumpcji. ma ascetyczny wygląd malej fabryczki . a w rybnym wisi pod sufitem wielka nadmuchiwana ośmiornica. promocyjna oferta ryŜu w dziesięciokilowych workach.pachnący dymem przysmak jesieni . Wnętrzom sklepów indywidualny wyraz nadają wiszące na ścianach dyplomy i obrazki. Oprócz jednego większego samu spoŜywczego. w którym robi się i sprzedaje tofu. w Dobrej Godzinie. a potrawa jest lepsza. Właścicielka sklepiku z japońskimi słodyczami ma na ladzie dwa ceramiczne lwy z Okinawy i zegar w kształcie Hello Kitty. umieszczając na ścianie poŜółkły zwój z kaligrafią i kilka świątynnych talizmanów. w których krzyŜują się drogi milionów tokijczyków dojeŜdŜających do pracy. poustawiane tu i ówdzie gadŜety i pamiątki z podróŜy.pakowane w ozdobne czerwone torebki i sprzedawane przez głośno zachęcającą klientów młodziutką dziewczynę w równie czerwonym fartuszku. tętniąca młodością Shibuya czy Ikebukuro. które prowincjonalną atmosferą bardziej przypomina Radomsko niŜ Manhattan. w której babcia Shinada ogląda telewizję. wyczerpujemy 91 limit. Tak zaczęło się moje japońskie Ŝycie w Bon Hour. warzywa i owoce o idealnych kształtach ułoŜone w zgrabne piramidki. Od stacji Ishikawa-dai ciągnie się główna ulica handlowa z latarniami ozdobionymi plastikowymi dekoracjami . Część towaru z małych sklepików wystawiona jest wprost na ulicę. W Ishikawa-dai kaŜdy kaŜdego zna i wydaje się. warzywniakowi dodaje charakteru kolekcja kaktusów. Obok stoisko z tako-yaki. niŜ moŜna by podejrzewać z jej opisu. babcia Shinada ozdobiła ściany swojej piekarni rysunkami wnuka. równie niewielką. Tu. Tylko sklepik.

buchający zza bambusowych rolet zapach alkoholu i tytoniowego dymu przyprawia o zawrót głowy. Babcia Shinada uśmiechała się na mój widok. Zaludniają się restauracje i zamknięte wcześniej bary. gęstnieje. kilka kamyków. zwanej swojsko „mamą". ale za to przed wejściem do niej właściciel urządził hakoniwa. To właśnie ten zapach chleba. sadystach pedofialch. z wielu rozlega się muzyka. gdzie Japończycy oddają się jednej z ulubionych rozrywek.figurkę kota Doraemona. by powtórzyć rytuał dający mi poczucie czasowej przynaleŜności do świata tej uliczki i sąsiedztwa. Zaczyna się czas smaŜenia i gotowania. Powietrze przesyca się wówczas zapachami niemal nieobecnymi za dnia. Drogę do nich pokazują płonące w ciemności okrągłe czerwone lampiony. maczane w gęstym sosie szaszłyki ze wszystkiego. niemal namacalnie prawdziwy. gdzie moŜna po pracy napić się sake albo piwa i przegryźć co nieco: suszoną rybkę. witają dzieci wracające po długich godzinach nauki. pod którą zawsze czekają na resztki trzy grube koty. sprasowaną na płasko kałamarnicę. co pod ręką. gdzie jego synowa kroi potrzebne ingrediencje. jedynej kobiety w towarzystwie. co jest cechą charakterystyczną wszystkich „tokijskich miast". muszą podkurczyć nogi. a jego prawdziwe Ŝycie zaczyna się o zmroku. Wracający z pracy czy szkoły zatrzymują się i stoją koło półek tak. właściwie nie istnieje w Japonii. pokazywała mi specjalność dnia. którą potem odwiedzałam niemal codziennie. NajbliŜej stacji Ishikawa-dai. co kto lubi. Jeden po 93 drugim znikają w barach męŜczyźni w garniturach. siadając z patykami yakitori na małej ławeczce.92 pełnej metalowych pieców. a potem ruszają dalej ulicą przesyconą zapachem ryby. gawędząc z dziadkiem Tanaką. Najbardziej popularne tytuły wystawiane są na stojakach na zewnątrz. . Ŝe przechodząc widzi się tylko ich plecy i pochylone głowy. gdzie oprócz miniaturowych roślinek umieścił drewniany model świątyni. by nie wystawały im na ruchliwą ulicę. sosu sojowego i świeŜego pieczywa. kobiety w kostiumach i w fartuchach zarzuconych na domowe sukienki czytają rysunkowe opowieści o obdarzonych czarodziejską mocą księŜniczkach. przez ich głosy przebija się wibrujący alt właścicielki. Sarariimani. stoi niemal w progu swojego mieszkania. bułeczki z nadzieniem curry. by po jakimś czasie wynurzyć się z rozluźnionym krawatem i rozpaloną twarzą. uczniowie. właściciele barów piszą kredą na wystawionych na zewnątrz tablicach nazwy i ceny dzisiejszych specjałów. Zjadają po kilka szaszłyków na miejscu. Gdy przechodzi się blisko. przez którego otwarte drzwi moŜna zobaczyć kuchnię.kto wie dlaczego . na którym dziadek Tanaka piecze kaŜdego wieczoru pachnące yakitori. „pudełkowy ogród" w plastikowej kuwecie z piaskiem. przywołujący na myśl małe polskie miasteczka. plastikowych drzew i . zwabił mnie do piekarni babci Shinady. czasem śpiew rozochoconych męŜczyzn. inni zadowalają się tylko przekąską pod gołym niebem i napojem z automatu. znajduje się księgarnia. nakrywają stoły. smaŜoną ośmiornicę czy szaszłyk ze skóry kurczaka w słodkim sosie. wlewania skwierczącego sosu sojowego na rozgrzane patelnie. grillowania i tłuczenia sezamu. czytaniu na stojąco nowych numerów czasopism i komiksów ????. Ŝe ktoś je ukradnie. krwioŜerczych wampirach. a wnuk bawi się u jej stóp. Klienci. bo ryzyko. Od rana do wieczora moje sąsiedztwo jest sennym królestwem staruszków i matek z dziećmi. tac i kadzi. Gospodynie wrzucają rybę do piekarnika. mięsa. Grill.

Ta psychodeliczna wizja raju przyciąga jednak codziennie setki klientów. kaŜdej wsi i zapomnianej przez bogów osadzie na wyspie Kyushu czy Shikoku. Z jakichś powodów właściciel tego paczinko gustuje w białych i czerwonych goździkach. wykorzystując do maksimum swój angielski pięciu słów. jedną z tych zjaponizowanych specjalności o zadziwiających smakach. nie licząc „wsss" pana Matsury. co hotele miłości. która w ogóle się do mnie odezwała. a podobne jej wersje moŜna znaleźć w kaŜdym innym mieście. 94 Między paczinko a karaoke Określenie „między księgarnią a sentó" jest tylko jednym z moŜliwych sposobów na uchwycenie siecią opisu pejzaŜu mojej okolicy. Liczbę klientów szacuje się na ponad pięćdziesiąt milionów. krewetkę na ostro w droŜdŜowej bułeczce albo słodycz fasoli w osłonce słonego francuskiego ciasta. czyli prezent. kolejne małe dowody na to. publiczną łaźnią. Gawędziła ze mną. Dziś jest w Japonii około dwudziestu tysięcy salonów paczinko. a roczne dochody liczy się w trylionach 95 jenów. a mój język napotykał na dzisiejszą niespodziankę. czyli dziesięć razy więcej niŜ kin. U jasno oświetlonego wejścia. kolumny oplata plastikowy bluszcz. nigdy nie udało się przeflancować jej na inny grunt w przeciwieństwie na przykład do karaoke. Idąc od strony stacji. Z ciepłym purezento w dłoni szłam dalej. które moŜna polubić. i wielkie fioletowe kwiaty wyglądające jak genetycznie zmutowane rosiczki. z daleka przyciągający wzrok nagłą erupcją koloru. Paczinko w moim sąsiedztwie stanowi przykład architektury łączącej wątki z komiksów ???? z nostalgią za światem Disneya i apeluje do podobnych potrzeb estetycznych. Co tak fascynującego jest w tej grze? Ciągły ruch wchodzących i wychodzących ludzi bez trudu pozwala zajrzeć . bo właścicielka piekarni była pierwszą osobą z sąsiedztwa. Piekarnia babci Shinady znajdowała się mniej więcej w połowie drogi między stacją Ishikawa-dai a moim domem czy. jeśli juŜ pokona się przyzwyczajenia i idiosynkrazje własnych kubków smakowych. niemal nierealny w swej neonowo ostrej obecności. wielokrotnie przekraczają one na przykład dochody uzyskiwane z przemysłu kinematograficznego. które aranŜuje w sztywne. między popularną księgarnią a sentó. Paczinko to jedna z japońskich obsesji zupełnie niezrozumiałych dla reszty świata. symetryczne bukiety niczym dekorację trybuny dla pierwszego sekretarza partii w komunistycznej w Polsce mojego dzieciństwa. której wyraz nadają dwa najjaśniejsze punkty orientacyjne: salon gry paczinko i bar karaoke. najpierw mijamy budynek paczinko. Inny pozwala opowiedzieć o niej jako o przestrzeni. to właśnie byłyby miejsca dające najwięcej światła. niegrzeczne siostry Małej Syrenki. Namalowano na niej splecione ogonami piersiaste syreny. a obecna jego forma narodziła się po długiej ewolucji prostszej gry amerykańskiego pochodzenia. Bryła złoŜona z ostrych kątów ma srebrną fasadę z dwiema doryckimi kolumnami. Gdyby popatrzeć na Ishikawa-dai z lotu ptaka. innymi słowy. czyli bilionach dolarów. a ona dokładała purezento. jak w przypadku większości salonów. Japonia oszalała na punkcie paczinko dopiero po wojnie. Ŝe czerpanie wzorów z Zachodu moŜe być jednak twórcze. które zyskało popularność nawet w krajach Zachodu. Wybierałam na koniec coś z jej oferty. stoją hipertroficzne kosze sztucznych roślin. a ja podtrzymywałam rozmowę.czekoladowe oponki o smaku zielonej herbaty albo rogaliki z czerwoną fasolą.

nie próbuje oswoić maszyny. W nieludzkim hałasie. Jeśli się to uda. Grający mają twarze pozbawione jakichkolwiek emocji jak robotnicy przy taśmie produkcyjnej albo mnisi. by pozory zostały zachowane. złagodzić światło. i wszystko jest w porządku. oczy wpatrzone w migającą światełkami wertykalną planszę. Nikt jednak nie chciał grać w miejscach. gdzie przesiadują wytatuowani gangsterzy. 96 Rzędy graczy w paczinko nie wydają się bardziej Ŝywe niŜ rzędy automatów. z których natura została wykluczona . prawa ręka na wajsze wprawiającej kulki w ruch. Oczywiście yakuza ma wiele wspólnego z paczinko. Dlatego wygranej w postaci gotówki nie moŜna odebrać w samym salonie. by spadając. w okienku za rogiem. Wygraną. najlepiej czujący się w miejscach. jeśli w ogóle cokolwiek zaleŜy tu od umiejętności gracza zdanego na ślepą Fortunę. próbowali nadać swoim salonom inny wystrój. fluorescencyjnym świetle i kłębach papierosowego dymu co jakiś czas słychać zwycięską kaskadę kulek. a niezgłaszanych nikt nie wydaje się nawet w stanie oszacować.suchych. który zwycięzcy oferuje tylko mało wartościowe drobiazgi. Ów kolorowy. wpadły w odpowiednią dziurkę. skoro jest to interes przynoszący dwadzieścia pięć procent zgłaszanych dochodów w sektorze usług. jak zahipnotyzowani wpatrują się w elektroniczną mandalę. co trzeba. Ŝe niewiele. a zaznaczam. nie przeklina. hałaśliwych i jasnych. utemperować łoskot maszyn. W końcu Japonia jest krajem. by wystrzeliły w górę tak. odpalają papierosa od papierosa. a nie fabryki. Hazard jest w Japonii nielegalny. Niektórzy właściciele. ozdobiony wizerunkami półnagich kobiet o ogromnych piersiach albo postaciami z kreskówek ekran ponabijany jest szpilkami układającymi się w ścieŜki dla metalowych kulek. czego łatwo się domyślić. skoncentrowani. ale prawo prawem. nieczuli na hałas technorocka i okrzyki paczinkowych didŜejów. które przypominały buduary. którzy zabetonowali japońskie miasta.w głąb jaskrawo oświetlonego pomieszczenia i zobaczyć rzędy hałaśliwych automatów z oszklonym wertykalnym ekranem. na Ŝywą gotówkę. w lewej papieros. pozostawiona jest samej sobie. Siedzą obok siebie zupełnie obojętni na obecność sąsiada. jeśli się jest szczęściarzem. Podczas jedynej wizyty w salonie z syrenami przegrałam dwa tysiące jenów w ciągu . ostre światło stanowią najwyraźniej integralną część uroku tej gry. do których być moŜe dotarł głosy estetów ubolewających nad brzydotą świata paczinko. które wpadły do tej dziurki. Wrzuca się je do otworu w automacie i operując wajchą sprawia. wygrywa on więcej kulek. odizolowani od sąsiadów niewidocznym pancerzem. Nikt nie zagaduje sąsiada. oficjalnie wymienia się w salonie na drobne upominki. Trzy czwarte grających w paczinko to męŜczyźni. a podejrzane typy wdają się w awantury. bracia tych. w którym mafia wydaje własne czasopismo i dopóki nie zajmuje się narkotykami albo zabijaniem zwykłych obywateli. Nie lubię paczinko. a paczinko to zakamuflowana gra hazardowa. Salony paczinko nie są jednak miejscami niebezpiecznymi. Szczęściarze mają przy nogach po całym koszyku wygranych kulek. gdzie ludzie o kamiennych twarzach. o czym wie kaŜde japońskie dziecko i policjant. a Ŝycie Ŝyciem. lewitujący w innej rzeczywistości. po której kaskada kulek spada w dół. rzeki i wybrzeŜa. potomkowie samurajów. Najczęściej jednak wrzucone kulki przepadają z metalicznym hałasem w bezdusznych trzewiach automatu. Industrialny hałas i zimne. Sprawiają raczej wraŜenie szczególnego rodzaju świątyń. długopisy albo zapalniczki. waląc w nią pięścią albo uwodząc głosem. a nieoficjalnie.

solo.ośmiu sekund. w kaŜdym z pokoików zamontowano kamerę. Idea doryoku. Aby nikomu nie przyszła do głowy aktywność inna niŜ śpiewanie. opiera się na przekonaniu. białej koteczki. foteli i aparatury nie ma w nich nic więcej. R. . matematykę. postanowiłam zaŜyć innej japońskiej przyjemności dostępnej w moim sąsiedztwie. która na okrągło go monitoruje. Ŝe ów lepszy uczeń wkłada w naukę więcej wysiłku. jednej z najpopularniejszych postaci w japońskiej kulturze popularnej. z koleŜanką albo z kochankiem. Jednak Japończycy obojga płci znikający w drzwiach Big Echo mają więcej niŜ dwanaście lat: sarariimani w kilkuosobowych grupach. czyli „wysiłku". Karaoke w mojej okolicy jest bardziej nowoczesne niŜ tradycyjny bar ze sceną. ruszyłam. którzy najlepiej czują się w grupie i publiczne śpiewanie solo powinno być dla nich koszmarem. gdzie lubią spędzać czas dorośli. Jak pisze T. W Japonii zaś niemal kaŜdy powiedziałby. a śpiewanie sprawia im przyjemność. Idea karaoke opiera się zatem na przekonaniu. Mając w pogardzie paczinko. czyli karaoke. PrzecieŜ to naród nieśmiałych ludzi. do których przypadkiem wstawiono telewizor i sprzęt nagłaśniający. A skoro tak. Bierzemy więc mikrofon i śpiewamy. Z kolorowego menu moŜna zamówić posiłek albo coś do picia i juŜ. które przeznaczone są dla kilku. Reid. Oprócz stolika. Wszystkie pomieszczenia wyglądają tu jak sypialnie dla niemowląt. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. Jedna z prawdopodobnych odpowiedzi wiąŜe się z upodobaniem Japończyków do amatorszczyzny. która chyba trochę wstydziła się tam być. Ŝe kaŜdy jest w stanie opanować w zadowalającym stopniu kilka wokalnych numerów i to właśnie włoŜona w osiągnięcie tego celu praca liczy się bardziej niŜ talent. czyli Hello Kitty Chmura 9.z całą pewnością coś dla dzieci poniŜej dwunastego roku Ŝycia raczej niŜ miejsce. „Ruszaj gałką". Oglądane z zewnątrz Karaoke Big Echo teŜ przywodzi na myśl raczej duŜe przedszkole albo sklep z zabawkami . skoki do wody. który jest dany. Do jego białej fasady. tak waŜnego w całym japońskim systemie edukacji. licealistki. Aby usłyszeć kończące występ gratulacje. w której liczy się nie tyle talent. Oczywiście niektórzy bywalcy karaoke po prostu mają dobry słuch i głos. srebrne kulki wystrzeliły w górę i wszystkie bez wyjątku przepadły metaliczną kaskadą w nicości. jeśli zapytamy Amerykanów. Najlepiej na piętrze o nazwie Hello Kitty Cloud 9. przyciągają wzrok duŜe 97 czerwone litery „Karaoke Big Echo" oraz podpisany wizerunek Hello Kitty. Dlaczego Japończycy tak lubią karaoke? Od początku nurtowało mnie to pytanie. Ŝe przy odpowiednim wysiłku kaŜdy uczeń jest w stanie opanować w tym samym stopniu grę na pianinie. Pokoje w Big Echo mają róŜną powierzchnię . W pięciopiętrowym budynku znajduje się kilkadziesiąt pokojów rozmieszczonych na poziomach o zróŜnicowanym wystroju. dlaczego dany uczeń ma ze wszystkich przedmiotów lepsze oceny niŜ jego przyjaciel. Innych jednak natura pozbawiła tych darów i kosztem wspomnianego „wysiłku" opanowują kilka popisowych numerów. a nawet kilkunastu osób. pozbawionej okien. dziennikarz „Washington Post" i znawca Japonii.od wielkości szafy do takich. teraz wystarczy wybrać kod piosenki i na ekranie pojawi się teledysk oraz tekst. muszą pokonać własną słabość i śpiewać. młode pary. gdzie ktoś odpowiedzialny za wystrój zadbał o odpowiednią liczbę podobizn koteczki i róŜowego koloru. odpowiedź będzie brzmiała: „Bo jest zdolniejszy". to śpiewać kaŜdy moŜe. który ma tyle wspólnego z rozrywką co operacja oka bez znieczulenia. ile włoŜony w występ wysiłek i staranie.

o którym pisze Barthes? Za to. tak sobie tylko urodziwych. to szaleć. za jej wielkość i „wylininie". i pewnie za to. Smok. skupiony. wiśnie i duchy Podobno w Japonii trudne jest tylko pierwsze dwadzieścia lat. MoŜe to właśnie ta zasada odpowiedzialna jest za potęgę i śmieszność współczesnej Japonii. rosły!) i . jest dla niektórych przykładem wschodniej wersji demokracji. śpiewał więc. ale ja nie miałam tyle czasu. Ŝe jawią się tak doskonali jak Nicole Kidman czy Brad Pitt. a największa gwiazda lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. Ŝe Japonia jest tak bogata i bezpieczna. Nie bez powodu teŜ kolejne tarento japońskiej muzyki pop zwykle nie umieją śpiewać. Niebo opadło i zawisło tuŜ nad naszymi głowami cięŜkie od wzbierającej wilgoci. powaŜny. I tam. skarbnica wiedzy o Japonii. tak jak ja. ale moje codzienne Ŝycie zaczynało układać się w jakąś formę normalności. a cała absurdalność sytuacji. jak rosną (o dziwo. Miał świetny słuch i dobry mocny głos. próbuj z uporem. ktoś.Nagrodą za ich odwagę jest akceptacja grupy. Kocha się ich nie za to. wspaniały gawędziarz opowiadający mi piękną angielszczyzną aneg99 doty o samurajach i sarariimanach. ten miły starszy pan o posturze nadzwyczaj delikatnej i kruchej śpiewał piosenki Beatlesów. iŜ w Japonii nawet wysiłki osób zupełnie pozbawionych muzycznych talentów spotykają się z cierpliwością i zachętą grupy. z którą łączył mnie brak talentu muzycznego. Po półgodzinie tych popisów przyszła moja kolej i wtedy po raz pierwszy i ostatni w Ŝyciu zaśpiewałam w barze karaoke. pochmurną pogodę. posadziłam na balkonie Bon Hour zimowe kwiaty. niezbyt utalentowanych. Człowiek wybitnego intelektu. Ŝe tylu wybitnych i niepokornych opuszczają dla nie tak czystych i nie tak bezpiecznych miast Zachodu. Matsuda Seiko. co jakiś czas pękało i. Niczym Matsuda Seiko. nie robił min. Dziś w mniejszym juŜ wprawdzie stopniu. polegającej na realizacji postulatu: „Nie wychylaj się. lecz nadal wyraźnie. nigdy przedtem niczego nie posadził. japoński profesor. Raz w Karaoke Big Echo towarzyszył mi Satoru. Bogowie wrócili ze świątyni Izumo do domów. nie pozwalającej na tak „nieodpowiednie" przyjaźnie jak nasza. / wanna be your man. Nie zraŜając się pogodą. kto potrafi! wypracować dystans wobec uprzedzeń własnej kultury. naprawdę włoŜyłam w to duŜo wysiłku. ani warunków scenicznych. Nie wygłupiał się. doryoku. po kilku nieudanych próbach opanowałam jazdę na rowerze z parasolem w jednej ręce. iŜ są tak samo ułomni jak my wszyscy. Fakt. a biała koteczka patrzyła na nas bezmyślnymi oczkami. a po krystalicznie czystych dniach października i listopada przyszedł ponury grudzień. w róŜowym pokoiku karaoke ozdobionym wizerunkami Hello Kitty. widać upodobanie Japończyków do idoli reprezentujących typ dziewczyny czy chłopaka z sąsiedztwa: postaci przeciętnych. lecz przeciwnie: za to. więc popisywał się nim nie bez satysfakcji. zwana „japońską Madonną". W karaoke kaŜdy moŜe być gwiazdą na ludzką skalę. nie miała ani głosu. których sadzonki dostałam od mojej nowej koleŜanki Mariko wraz z radami niezbędnymi dla kogoś. Z gorliwością ogrodnika neofity parę razy dziennie sprawdzałam. kto. a moŜe uda ci się być takim jak wszyscy". chcąc nie chcąc. cały jej komizm był dla niego nieczytelny. Mój wybór padł na Celinę Dion i jej piosenkę z Titanica. jak szaleć. Po dwóch miesiącach spędzonych na Ishikawa-dai ilość rzeczy kompletnie dla mnie niezrozumiałych wprawdzie wzrosła. pracuj cięŜko. zamiast się zmniejszyć. przynosząc wilgotną.

i zapachami. i dopiero potem dowiedziałam się. hojnie dolewając Ŝubrówki.nawet dodatkowe klimatyzatory nie były w stanie podnieść temperatury w moim japońskim domu powyŜej przygnębiających 16 stopni Celsjusza. Pomiędzy starym a nowym rokiem jest coś w rodzaju czasowej szczeliny. jakby posiadanie podobnej rzeczy w kuchni było czymś oczywistym i niezbędnym.niestety . Mariko podarowała mi stary stolik kotatsu. bez białego fartucha i bardzo elegancka. czyli festiwal. Chizuko w jednej ze swoich fantazyjnych apaszek. Ŝe pierwszy sen w Nowym Roku jest bardzo waŜną wróŜbą dla Japończyków. Chizuko nauczyła mnie robić zupę miso. gdy uchyla się na moment metalowa pokrywa piekła i sto osiem demonów. umiałam juŜ nazwać parę jadalnych stworzeń -wilgotnych. nie zapominałam juŜ o zdejmowaniu butów. Ŝe umiem go juŜ wsysać bez chlapania na boki i ścigania pałeczkami nitek. mąŜ Chizuko. W pierwszy japoński wieczór sylwestrowy jadłam w domu Chizuko przewidziany na tę okazję makaron sobą i nie bez satysfakcji stwierdziłam. na matsuri. bakłaŜana i jastrzębia . które zgromadziły się na niewielkim placyku przy pomarańczowej bramie torii. które miały wypłoszyć tyleŜ samo naszych złych skłonności.odkrywałam w sobie ambicję pokazania panu Matsura od bonsai. umykających mi wcześniej jak nerwowe dŜdŜownice. ale ten mały świat między księgarnią a sentó dzień po dniu coraz bardziej dawał się lubić. Ŝe zaczynałam wrastać w Japonię.o których wcześniej nie ośmieliłabym się pomyśleć w kontekście posiłku. których jeszcze parę miesięcy temu nie umiałabym rozpoznać. jakich nigdy wcześniej nie uŜywałam. Była babcia Shinada z piekarni. wielkookich. na którą planowaliśmy wyprawić się latem. a tym razem nawet pierwszy raz wyraźnie i bez uciekania wzrokiem powiedział mi japońskie „dzień dobry". jak powinien wyglądać ogród. Mieszkanie w Bon Hour stawało się coraz bardziej japońskie. właściciel sentó z całą trzypokoleniową rodziną i mój sąsiad od bonsai. bo gotująca kiedyś u mnie Chizuko zapytała o niego takim tonem. Gdy chłód wieczoru przenikał przez pojedyncze okna i nieizolowane ściany. sukiyaki i sashimi. zwanej przez nas dla uproszczenia „naszym kościołem". Tej nocy śniła mi się góra Fuji. symbolizowaną przez jej przerośnięte nitki. luki pełnej anarchii. pan Matsura.uwaŜa się za wyjątkowo dobry znak. bo . Sobą jedzona w przeddzień Nowego Roku gwarantuje pomyślność i długowieczność. Powiedzieć. symbolizujących ludzkie przywary. Bywałam 100 w japońskich domach i nawet wchodząc do własnego. Podkładałam pod jego nogi cztery grube słowniki. którą wolał od sake. wylatuje na małą wycieczkę. Kupiłam nawet specjalny nóŜ do patroszenia krewetek. by zwiększyć przestrzeń między blatem a podłoŜem. wypełniając się sprzętami. odmieniona. . bez trudu rozpoznałam twarze kilku osób z mojego sąsiedztwa. którego dziką i bujną wizję postanowiłam urzeczywistnić. z jakichś powodów. Fuji . wpełzałam pod stolik tyłem jak rak i leŜąc na brzuchu czytałam albo pisałam. i dziadek Tanaka ze świeŜo przyczernionymi włosami. byłoby naiwnością i ogromną przesadą. mackowatych . a przechodząc przez stoisko z rybami. Gdy w dzień Nowego Roku wybrałam się do najbliŜszej świątyni shintó. ogrzewany od spodu elektryczną grzałką i przykrywany kołdropodobną narzutką. który juŜ od jakiegoś czasu nie syczał na mój widok. Kolejne osoby pojawiały się. O północy pojechaliśmy na rowerach do buddyjskiej 101 świątyni Kuhonbutsu i słuchaliśmy tam stu ośmiu ogłuszających uderzeń potęŜnego dzwonu.obok. tłumaczył nam Teru.

aŜ wyczerpał wszystkie wątki. czyli „wymiataniem sadzy". gdzie powitanie Nowego Roku ma bardziej elegancki charakter. „How doyou doT\ zagaił więc grzecznie dziadek Tanaka. które wypada wysłać do wszystkich osób. Trwały przygotowania do shishimai. poruszając się w okręgu stworzonym przez widownię. przypominając sobie lekcję angielskiego z odległej przeszłości. przygotował na mój uŜytek pasujący tematem miniwykład po angielsku i swoim perswazyjnym głosem doświadczonego nauczyciela mówił tak długo. Lew symbolizuje szczęście i zdrowie. zbliŜając swój pysk do naszych twarzy. czyli „tańca lwa". wrzuceniu ofiary. Wokół nas uwijały się postaci w kostiumach i zabawnych maskach zastygłych w strasznych grymasach. uciekały tylko po to. a dzieci. z jakimi miało się do czynienia przez ostatnie dwanaście miesięcy. uśmiechają się. jak lew odgrywa ekstatyczny taniec. Nowy Rok celebrowany przez trzy dni od 31 grudnia do 3 stycznia. nie tylko symboliczne plamy i brudy. dlatego świetnie nadawało się dla „gaijinki". Rzucał się wte i wewtę.wielki. Dziś lew tańczy tylko na terenach świątyń i oto właśnie się pojawił . Kadomatsu podarowane mi przez Mariko miało charakter eklektyczny: do bambusowego patyczka przyczepiony był swojski Mikołaj w czerwonym ubranku. zwana hatsumairi. zastępowane boŜonarodzeniowymi gadŜetami poŜyczonymi z kultury Zachodu. więc warto było zapłacić parę jenów za jego towarzystwo. z czerwonym pyskiem i białą wielką grzywą. by po chwili znów zaczepiać komediantów. Te generalne porządki nazywa się susuharai. Zgromadzeni wokół 103 zaimprowizowanej sceny patrzyliśmy.najwaŜniejszych świąt dla Japończyków. która kaŜe witać Nowy Rok bez długów i niedotrzymanych zobowiązań. przystrojonej na tę okazję w liliowy kombinezon i słomkowy kapelusz z kwiatem.najpierw kierując swe kroki do źródełka. jest wydarzeniem radosnym i pełnym ciepła. Ŝeyakuza pod przykrywką shishimai wyłudzała haracze i policja zabroniła tej praktyki. nie brakowało nawet naszej dziwaczki z pudelkiem. Na drzwiach domów pojawiają się kadomatsu. a nawet czasem zagadują do „gaijinów". Sama modlitwa w świątyni shintó zwykle zajmuje Japończykom chwilę i polega na trzykrotnym klaśnięciu w dłonie. ale kolejność tych czynności zawsze mi się myliła. to równieŜ integralna część japońskiego Nowego Roku i moj e sąsiedztwo przybyło chyba w komplecie. straszny. momencie skupienia i pociągnięciu za sznur z dzwonkiem. Jej mąŜ profesor. ale okazało się. ku uciesze dzieci i radości dorosłych. noworoczne dekoracje z bambusa i gałązek sosny. spod jego zielonego płaszcza wystawała para męskich nóg w sportowych butach. lecz takŜe te rzeczywiste muszą być usunięte przed 1 stycznia. Tak powściągliwi na co dzień Japończycy nabierają śmiałości w atmosferze matsuri i zachowują się swobodniej. Pierwsza w roku wizyta w świątyni shintó. Ta stara tradycja chińskiego pochodzenia jeszcze niedawno miała nieco inny charakter. a potem witały się z przyjaciółmi i sąsiadami. Dwie młodziutkie dziewczyny ubrały się w przepiękne świąteczne kimona i pelerynki z białych lisów. które w dzisiejszych czasach często są uzupełniane bądź. by obmyć ręce przed wejściem na teren świątyni. Podeszłam do Chizuko. jak to miał w zwyczaju. . piszcząc.obok O-bonu . pewnie wybierały się do świątyni Meiji. niestety. Poprzedzone gruntownymi porządkami 102 i przygotowywaniem kart z Ŝyczeniami. Japończycy nadal hołdują wielowiekowej tradycji. to jedno z dwóch . bowiem lew wraz ze świtą chodził po domach sąsiedztwa niczym nasi kolędnicy. Innymi słowy.

ryknął i zatańczył. Jak ogłosiła Rządowa Agencja do Spraw Kwitnienia Wiśni. Nie wypadało odmówić. i po chwili byłam jego główną ofiarą.nie znając Ŝadnych lepszych sposobów na tę okazję . osoby nieznoszącej zimy. rozkwit tokijskich drzew ma nastąpić dwudziestego piątego dnia tego miesiąca i wszyscy czekali nań w napięciu. wielkiego święta kwitnących wiśni. zamieniły się w wielkie. ale nic nie moŜe równać się z sakurą. W telewizji codziennie mówiono o sakura zensen. pełne kwiaty. gdzie pojawiło się mnóstwo słodyczy i potraw symbolicznie odwołujących się do sakurowego święta. w których rosną drzewa wiśniowe i gdzie moŜna teraz lub w niedalekiej przyszłości celebrować hanami. stało się. kimona młodych kobiet z sakurowym motywem . A wiosna w Japonii oznacza kwitnienie wiśni. były przede wszystkim czekaniem na wiosnę. UŜywane tradycyjnie określenie z języka meteorologii wydaje się jak najbardziej na miejscu. „gaijinka" to nie lada gratka dla lwa. We wszystkich gazetach. była zapowiedź hanami. Sakura. W drugiej polowie marca sprawy nabrały rozpędu. Trzy miesiące między styczniem a kwietniem dla mnie. Przyszło mu to tak łatwo jak zwykle Japończykom. który po kolejnych miesiącach zacznę nieświadomie i prawdopodobnie niezdarnie naśladować.Udawał. który wyglądał jak małe muszki. herbaty z kwiatów suszonych albo solonych.tak jak zimny front albo ciepły ma w zwyczaju . zasłaniając dłonią usta tym pięknym gestem japońskich kobiet. Komuś z nas musiało przypaść teraz w udziale obudzenie lwa i nie wiem.dodatkową atrakcję przedstawienia. Przypuszczam jednak. ciastka mochi. W końcu. to dopiero dwa miesiące później 104 oczekiwano go w Fukuoce na Kyushu. znieruchomiał i chyba zapadł w sen. ukucnęłam i . Ŝe nas kąsa na szczęście. jak złoŜone skrzydełko. wyszłam więc na środek. Powoli pęczniejące pąki sprawiły. przez których pęknięcie widać było wieczorem co najwyŜej wątły biały cień. „Front wiśniowy" . Ku uciesze zebranych. słychać było wszędzie: na ulicach. czyniąc ze mnie . barwione na róŜowo i pakowane w marynowane liście wiśni.niestety . czyli „froncie wiśniowym". w radiu i telewizji. powaŜnych i niepowaŜnych. . Ŝe padło na mnie. JuŜ na początku marca drzewa rosnące wzdłuŜ zabetonowanej rzeczki Nomi zaczęły dawać delikatne znaki Ŝycia. Tak jak zapowiadano . w metrze i sklepach. a ten podniósł się. Ŝe ostry. Lwisko potrząsało grzywą i wykrzywiało się.poklepałam lwa po drewnianej głowie. drukowano mapki informujące o najciekawszych miejscach. niemal dotykając swoim nosem mojego.był chimeryczny i wprawdzie do subtropikalnej wyspy Okinawa dotarł juŜ 15 stycznia. jak to się stało. Ŝe to babcia Shinada pierwsza wystąpiła z inicjatywą.drzewa wiśniowe rozkwitły. tym bardziej Ŝe w przeddzień znów dostałam od niej purezento w postaci rogalika z apetycznym czarnym sezamem.gdziekolwiek w Tokio zwróciło się oczy. graficzny kształt gałęzi złagodniał. Wprawdzie w lutym poświęcono trochę uwagi kwitnieniu śliw. które we wrzątku czarodziejsko rozprostowują się do swojego pierwotnego kształtu. plastikowe bukiety z białych i róŜowych gałązek. „Idź!". uroczystość podziwiania kwiatów. po pełnym napięcia oczekiwaniu. Cukiereczki w kształcie kwiatków wiśni. zachęciła mnie Chizuko i zachichotała. Po wszystkich tych podskokach lew zwinął się na rozciągniętej na ziemi płachcie. W ciągu jednej ciepłej nocy nabrzmiałe pąki. słowo oznaczające kwiat wiśni. a ludzie przechodzący pod nimi coraz częściej przystawali i zadzierali głowy.dokładnie dwudziestego piątego marca . Tak zaczął się mój pierwszy Nowy Rok po japońsku.

mimo przejeŜdŜających im niemal po stopach pojazdów. po środku którego rósł zwarty szpaler drzew pokrytych tak gęsto kwiatami. które urządza się tam. słonecznie Ŝółtych kapelusikach. gdzie jest więcej przestrzeni i nie ma ruchu samochodowego. z którego szczelin na kaŜdym kroku wyrastały teraz biało-róŜowe królewskie bukiety. to większość wybrała któreś z bardziej tradycyjnych miejsc w pobliskich parkach. siedząc pod kwitnącymi drzewami. Wiśnie rosnące wzdłuŜ Nomi. gdzie biesiaduje się wprost na nagrobkach. ale najbardziej urokliwe moŜna znaleźć właśnie w kieszonkowych parkach małych „tokijskich miast". Wprawdzie niektórzy mieszkańcy wystawiali stoły przed dom i podziwiali kwiaty. Ŝe ich czupryny zlewały się w jeden nieprzebrany gąszcz aksamitnej bieli. Hanami to jedna z najstarszych japońskich tradycji. którzy na kilka wieków objęli w Japonii władzę. jadąc rowerem wzdłuŜ Nomi. które pewnie były odpowiednim uniformem na tę okazję. krótkich spodenkach i w niesamowitych. piękne i bujne. Zwyczaj ten narodził się w okresie Heian (794-1185). Kultura estetów przepadła pod ruinami dworu Heian. Najsłynniejsze tokijskie hanami odbywa się w parku Ueno. Nieciekawa droga wzdłuŜ rzeczki Nomi zamieniła się w olśniewający pasaŜ. zanim pojawi się na nich choćby cień zieleni. w pełni swojej urody i rozkwitu. 106 Ŝe opadają zanim zwiędną. na którą przychodzą wraz z wystrojonymi mamami. a początek dali mu wraŜliwi na piękno esteci płci obojga z dworu cesarskiego. Majestatyczne wiekowe sakwy na kampusie pobliskiej uczelni stały się miejscem pielgrzymek ludzi z całej okolicy. Ŝe trwa ono tak krótko i tak nieuchronnie przemija. biesiadując.Dopiero wtedy ze zdumieniem przekonałam się. Kto wie. docenili urok . Arystokraci. To oni (i one) pierwsi zauwaŜyli. i kontrast między czernią ich bezlistnych gałęzi a bielą lub róŜem kwiatów jest olśniewający. Ŝe aŜ niewiarygodnej. to nie najlepszy jednak punkt na hanami. po zaledwie tygodniu Ŝycia. delektowali się przygotowanymi specjalnie na tę okazję potrawami równie wymyślnymi jak ich stroje. najpiękniejsze pewnie na wielkim cmentarzu Aoyama. którą poznałam w Tokio. ale równieŜ rozpoczęcie nowego roku szkolnego. kwiaty te kojarzyły się z popcornem i moŜe rzeczywiście to porównanie oddaje coś z ich lekkości . Byli nowymi uczniami pobliskiej szkoły podstawowej i po oficjalnej uroczystości dumne mamy w niemal identycznych pastelowych kostiumach. ale wojownicy. którzy robili sobie zdjęcia na ich tle. które na wyspie Honshu przypada na przełomie marca i kwietnia. to nie tylko początek prawdziwej wiosny. jak duŜo jest wiśni w betonowym Tokio. Któregoś dnia. Japońskie wiśnie kwitną. akademickiego i fiskalnego. robiły im pamiątkowe zdjęcia pod kwitnącymi drzewami. Wtedy w szkołach odbywa się uroczystość dla pierwszaków. zaplątałam się w tłum maluchów w granatowych mundurkach. którzy w owym czasie nie mieli wielu innych zajęć prócz uprawiania sztuki i miłości. patosu rzeczy i melancholii w obliczu nietrwałości? W kaŜdym razie Ŝadne długo kwitnące drzewa nie wzbudziły nigdy aŜ takiego zachwytu Japończyków. takich jak moje Ishikawa-dai. moŜe podobna konstatacja jakiejś damy Heian data początek japońskiej idei mono no aware.tak kruchej. Ŝe tajemnica piękna kwitnących wiśni tkwi w tym. Młodziutkiej 105 amerykańskiej studentce. Kwitnienie wiśni. pobliska Ookayama czy Midorigaoka. Kwiaty wiśni mają to do siebie.

stawiane są toalety i przenośne śmietniki. a wiatr unosi płatki dalej. Specjalne zestawy na hartami moŜna kupić w sklepach spoŜywczych. „burza wiśniowego śniegu". Teraz moŜna nawet zdobyć się na odwagę i poprosić samotną parę „gaijinów". robią zdjęcia. Biesiadujący pod drzewami wyglądają niczym postaci z instalacji Kusamy Yayoi: są cali w kropki. Wraz z zapadaniem ciemności gęstnieje zapach sake i piwa. . róŜne słodkości i alkohol. a estetyka ulotnego piękna sakury stała się stałym elementem japońskiej kultury. mogą podnieść w górę oczy i zobaczyć przyprawiający o zawrót głowy widok pointylistycznych białych płatków na tle ciemnogranatowego nieba. ale pod wieczór więcej jest dorosłych. ludzie w grupach rodzinnych. Nie brakuje alkoholu i przybywa go. Ludzie jedzą. Nawet jeśli nie było z kim walczyć. grupa starszych pań ma ze sobą przenośny zestaw do karaoke i wszystkie kolejno próbują swoich sił. Kwitnienie wiśni stało się symbolicznym wyrazem Ŝycia samuraja. W tych bardziej zatłoczonych konieczne jest zarezerwowanie sobie miejsca i firmy wysyłająw tym celu najmłodszego pracownika. przyjacielskich lub zawodowych ciągną do parków. głosy ludzi stają się coraz bardziej donośne i pijane. tako-yaki. gdy jak za podmuchem wielkiego wiatru. które równym szeregiem ustawiają dookoła. Niektóre z tych prowizorycznych stołów wyglądają tak. opowiadają dowcipy. i wszystko pokryte zostaje półprzejrzystymi płatkami delikatniejszymi niŜ dziecięca skóra. W świetle księŜyca i róŜowym poblasku lampionów hanami przypomina pradawne misteria. gdzie rosną piękne. a gdy drzewa pokrywają się białą chmurą kwiatów. kwiaty zaczynają opadać. Biesiadnicy wchodzą na nie po zdjęciu butów.jakimś cudem niemal wszyscy uŜywają dokładnie takich samych. wyjmują przyniesione ze sobą 107 jedzenie.sakury. czyli podziwianie kwiatów nocą. w miarę jak zapada zmierzch. gdyby przyszła ochota na coś jeszcze. Pod koniec siedemnastego wieku hanami świętowali juŜ wszyscy. Na przykład w parku Senzoku Ike niedaleko mojego domu hanami odbywa się na wzniesieniu o wielkości jakiegoś tysiąca metrów kwadratowych. Gdy wiśnie zakwitają. to częsty widok w okresie hanami. którzy nie wypili za duŜo. Metafora Ŝycia krótkiego jak kwitnienie wiśni pozostała jak smutne memento w wierszach i pamiętnikach pilotów kamikadze. Dziś hanami ma bardzo demokratyczny charakter. moŜna dokupić na stoiskach sprzedających smaŜony makaron sobą z warzywami. śpiewają. Ci. by pilnował dla reszty kawałka cennej ziemi pod sakurą. który juŜ bladym świtem tkwi pod wiśnią w Ueno. Ŝe nie powstydziłaby się ich wykwintna restauracja. przybywają ludzie i rozkładają pod nimi niebieskie plastikowe płachty i . stare wiśnie. ale przynajmniej równie często smakołyki takie przyrządza się w domu. Zapalają się czerwone lampiony rozwieszone między drzewami i zaczyna się yozakura. Wczesnym popołudniem dominują rodziny z dziećmi. potem kilkadziesiąt powoli płynie w dół. którego ideałem było Ŝyć krótko i w pełni rozkwitu młodości polec w walce o słuszną sprawę.co po jakimś czasie spędzonym w Japonii przestaje dziwić . piją. Przez kilka dni hanami trwa festiwal estetycznych. Widok sennego młodzieńca w czarnym garniturze. kulinarnych i alkoholowych rozkoszy. Najpierw kilka. W małych parkach łatwiej znaleźć miejsce. który kulminuje w dniu. a po chwili ogarnia nas sakura fubuki. by dołączyli do japońskiej grupy i wraz z resztą towarzystwa dokończyli wielką butlę sake. a samo święto ma spokojniejszy charakter. wojownicy podziwiali opadające płatki w podniosłym wzruszeniu. Kilka dni wcześniej powstają tam prowizoryczne stoiska. zaczynają się erotyczne przekomarzanki i sprzeczki.

więc gdy w jakieś lipcowe popołudnie znowu wyszło słońce. Jest gorąco i tak wilgotno. Ich niepozorne owoce nie nadają się do jedzenia. stają się zwykłymi zielonymi drzewami. Wszystkie kolory rozmywają się w jednostajną. o których nie moŜna zapominać w tym czasie. KaŜdy tokijczyk ma teŜ przy sobie mały ręczniczek . Ŝe ryby mogłyby pływać w powietrzu. ale ona podobno zawsze jest wyjątkowa cięŜka. Ale lato to przede wszystkim święto O-bon. trwa. W czasie pory deszczowej klimatyzatory w japońskich mieszkaniach włącza się na funkcję „suszenie". która przychodzi po hanami. Wykiełkowalyby zresztą pewnie nawet na moim ciele. lepką. mówili moi japońscy przyjaciele. Wielkie. cykady wielkie i hałaśliwe jak helikoptery. ale nie jest ona zbyt skuteczna i śliska błonka wilgoci pokrywa wszystkie sprzęty. kwiaty pory deszczowej. zarosły okno mojej pracowni w Bon Hour. Pranie nie schło. choć kapryśnej. Bujne hortensje. 109 którego powierzchnia pokrywała się wilgocią zaraz po wytarciu teŜ wilgotnym ręcznikiem. niczym wielookie głowy. Zaczynało się lato. prostą drogą wiodą ku tsuyu. Gucciego lub Kenzo . Lato w Tokio to pyszne agarowe desery z owocami i ufolody o smaku zielonej herbaty.kobiety gustują w firmowych. krótko Ŝyjące piękno. Ŝe Japończycy tak rozsądnie i praktycznie podzielili funkcje swoich dwóch religii. szumiącą deszczem szarość i niemal w kaŜdym sklepiku mojego sąsiedztwa są w sprzedaŜy parasole. Parasol i wachlarz to dwie rzeczy. by zamienić się w pleśń. a buddyzmowi domena śmierci. a rozsypane w szufladzie zapomniane nasiona rzeŜuchy cichutko wyrosły sobie w bujny jasnoseledynowy trawnik wczepiony korzonkami w nieuŜywane sztućce. Taki los spotka! moje skórzane buty i torebkę z delikatnego zamszu. gdzie reszta pasaŜerów równieŜ się wachlowała.przykleja je do szyb. pleśniejącą nieskończoność. jakich nie miałam nawet do pierwszej komunii. do chramu teŜ przynosi się niemowlęta po błogosławieństwo . nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. gdy w bezsenne noce przyglądałam się im przez szybę zalaną strugami deszczu.do ocierania wilgoci z twarzy i karku. a wysuszone w suszarce błyskawicznie wilgotniało. trwa przez jakieś sześć tygodni wlokących się w mokrą. Tsuyu zaczyna się w czerwcu i trwa. Moje włosy podwoiły swoją objętość. czekając tylko na sprzyjające warunki. gdyby jakiekolwiek stworzenie zdobyło się na większą aktywność w taką pogodę. Pierwszy dawał mi złudną ochronę. 108 Dwa miesiące przyjemnej. W uproszczeniu jest to prawdą: śluby zawiera się w obrządku shintó. zimnoblękitne kwiatostany miały w sobie coś złowieszczego. Wraz z innymi gospodyniami z sąsiedztwa otworzyłam na ościeŜ wszystkie okna i wyłoŜyłam na balkon futony i pościel. maty tatami w mojej sypialni pachniały sianem coraz intensywniej i gdybym wysypała na nie nasiona rzeŜuchy. porze deszczowej. ptasich skrzydeł. Ŝe shintó przypadają sprawy Ŝycia. skręcając się w loki. którym nikt nie poświęca najmniejszej uwagi. „To wyjątkowo cięŜka pora deszczowa". Wkrótce magiczne drzewa. czyli japońskie zaduszki. wyrosłyby tak samo bujnie jak w szufladzie. a ksiąŜki piły wodę jak spragnione gąbki. z dyskretną metką Diora. gdy w strugach ulewy jechałam na rowerze do stacji metra. ścian domów. a drugi pozwala! wprawić w lekki ruch cięŜkie od wilgoci powietrze w wagonie. które wydały na świat to niewiarygodne. przelotne deszcze i słońce w aureoli wilgotnej mgiełki. a ich oszalałe pędy zaczęły szparami włazić do środka. japońskiej wiosny. gorące noce. Mówi się. grubiejąc w oczach.

plac przed supermarketem staje się miejscem sakralnym. Na tę okazję kobiety i dziewczynki ubierają się w świąteczneyukaty przewiązane pięknymi pasami obi. by oświetlić duchom drogę powrotną na ziemię. stawiają na nim wykwintniejsze i smaczniejsze niŜ na co dzień dary dla swoich zmarłych. O-bon. który ma przynieść im ukojenie i moŜe trochę przyjemności. rodzinnego grobu. Uwagę zwraca zwarta grupa starszych pań wystrojonych z jeszcze większą starannością niŜ reszta. Trzynastego lipca ludzie idą na cmentarz i zapalają białe latarnie z herbem rodzinnym. na tyłach świątyń. dzieci zaklejają sobie buzie cukrową watą i coca-colą. a zmarłych chowa według ceremonii buddyjskiej i tu. z wyraźnymi makijaŜami na wciąŜ ładnych twarzach. A duchy zmarłych są teraz przecieŜ właśnie tu. Yagurę 110 ozdabiają róŜowe lampiony. japońskie święto zmarłych obchodzone późnym latem. jak wielka chmura krąŜą nad głowami swoich bliskich. Ŝe to mistrzynie ceremonii bon-odori.. bogato zdobiony bęben. a starsze panie wyukatach formują krąg wokół platformy. Stroju dopełniają wachlarze. czyli zaduszkowych tańców. by za jednym zamachem udało się złapać ich jak najwięcej do papierowego kubeczka. na której honorowe miejsce zajmie bębniarz walący w wielki. znajdują się cmentarze. Jedną z nich jest babcia Tanaka.dostojny i powaŜny. nawet nie wiem kiedy. wetknięte za węzeł obi. Po chwili okazuje się. ale ci. Nieco zakłopotany gaijin stoi więc na środku i grzechocze. Po chwili tańczy juŜ kilkadziesiąt. Zamówione ceremonie odprawiane są teŜ w świątyniach i w całej okolicy czuć zapach dymu i kadzideł. To czas. Wielu tancerzy myli krok. wciśnięto w rękę mojemu na szczęście muzykalnemu męŜowi. Tańce zaczynają się po zmroku. ale nie ma ponurej atmosfery . chodzi o to. MoŜe półpogańskie dziady miały coś z jego atmosfery? O-bon związany jest ze śmiercią. O-bon ma. krąŜą między stoiskami. jedzą makaron sobą i szaszłyki yakitori. nosowym głosem i ruszają wokół yagury w idealnie zsynchronizowanym rytmicznym tańcu. Tam. potem kilkaset osób. gdy duchy przodków powracają z zaświatów. którzy mogą na przykład łowić małe czerwone rybki pływające w płytkim pojemniku. Zaczynają śpiewać wibrującym.to właśnie taniec ku czci duchów. nie dorównując mistrzostwu babci Tanaki i jej koleŜanek. do o-haka.. ustawia się yagurę. na moje oko wyglądają lepiej niŜ w garniturach. którzy jeszcze mają w domu butsudan. W Ishikawa-dai główną scenąbon-odori jest zwykle mały placyk przed supermarketem Peccock i główna handlowa uliczka nieopodal stacji. próbując naśladować właściwe ruchy. to piękny buddyjski festiwal poświęcony tym. którzy dali się skusić. Nie brakuje atrakcji dla najmłodszych. wydaje się jednocześnie pełen ciepła. równieŜ swoją część publiczną w postaci bon-odori. małe dziewczynki . rozlega się muzyka: bębniarz zaczyna walić w bęben. suną jednak w coraz większym kręgu. Do ekstatycznego dźwięku bębna dołącza flet i grzechotka. które wiesza się równieŜ wzdłuŜ ulic nad ciasno obok siebie poustawianymi straganami z jedzeniem. podczas gdy kolejne osoby zaczynają dołączać do kręgu starszych dam. oprócz części prywatnej. Tylko nieliczni męŜczyźni wzorem swych towarzyszek zakładają tradycyjny męski strój. którzy odeszli. popijają zimną jęczmienną herbatę i piwo Asashi. Składa się on z powtarzalnych elementów naśladujących na przykład sadzenie ryŜu albo kopanie węgla . a juŜ od późnego popołudnia schodzą się ludzie. Gdy wszystko jest gotowe. Ci. którą. czyli drewnianą platformę. jak co roku.bóstw. domowy ołtarzyk.

coś trzeba było z tym zrobić. 112 / i prawdziwych skarbów. pojawili się dokładnie o piętnastej trzydzieści. w którym stała piramida kartonów. a potem ponownie podnosił . udało mu się zostać takim świetnym bębniarzem? Dlatego. pyta mnie o coś po japońsku i pierwszy raz w Ŝyciu udaje mi się nie tylko zrozumieć. Duchy. ale i spontanicznie odpowiedzieć całym zdaniem. Trzech niewielkich panów. doryokul Staruszki na wózkach odjeŜdŜają.nie do wiary . którzy odpowiedzialni są za dzisiejszą uroczystość. ich ruchy stają się coraz bardziej spontaniczne. siadamy wraz z innymi obserwatorami na krawęŜniku. a jednym z nich jest drobny chłopiec z zespołem Downa. Ŝe mimo upośledzenia. Mówię mu. Po paczki przyjechali pracownicy poczty. Laleczki kokeshi. ale starsze panie przestały juŜ śpiewać zastąpione przez głośniki z nowoczesną muzyką. zwaŜyli paczki. wśród których gotowa juŜ jestem niemal wypatrzyć jakąś swoją japońską praprapraciotkę. bębniarze zmieniają się kilkakrotnie. po czym kaŜdy z nich wprawnym ruchem podniósł jeden karton z napisem Japan Post. dymu i alkoholu. lśniące nowością trampki. gdy otworzyłam drzwi. Oto pielęgniarki z pobliskiego domu opieki przywiozły na tańce swoje niedołęŜne podopieczne na wózkach i . pod którymi mieli białe skarpety. Inni nadal tańczą. dostawałam od przyjaciół. zdjęli w przedpokoju czyściutkie. schludnie ubranych w błękitne uniformy i białe rękawiczki. stare kimona i ilość ceramiki wystarczającą dla kilku wielodzietnych rodzin . którego wszyscy entuzjastycznie witają i Ŝegnają po występie. z których kaŜda waŜyła około dwudziestu kilogramów. Czy dlatego. chichoczą nade mną głosem cykad. Przeszli boso te kilka metrów dzielących ich od moich paczek. Taniec ku czci duchów zaczyna przypominać dyskotekę! Nie dajemy się juŜ wciągnąć do aktywnego uczestnictwa. gdzie w dowód wdzięczności za udany występ muzyczny mojego męŜa częstowani jesteśmy kolejnymi kubkami piwa. przykucał i zakładał buty. Moje mieszkanie w Bon Hour nie było juŜ w stanie pomieścić rosnącej ilości „durnostojek". powiedzieli kilka razy: Hai.nie mogące juŜ chodzić stuletnie babcie o ciałach skręconch artretyzmem jak precle pamiętają właściwe gesty i tańczą tylko ramionami i dłońmi! Bon-odori trwa przez kilka godzin ciepłej nocy. Starszy męŜczyzna z grupy oficjeli. wyciągałam ze śmietników. ale w miarę jak robi się późno. Na bosaka Po pierwszym roku w Bon Hour wysłałam do Polski kilka wielkich paczek. W wąskim przedpokoju ustawili się w kolejkę. jak obiecali. które coraz swobodniej szepczą coś do siebie w powietrzu cięŜkim od potu. W pewnym momencie do kręgu bon-odori dołącza dziwna grupa. jakie kupowałam na targach staroci. jakie zesłała nań natura. Ŝe włoŜył w to tyle wysiłku. ukłoniło mi się jednocześnie. Ŝe bardzo mi się podoba bonodori. zwoje z kaligrafią. którym nie mogłam się oprzeć. sprawdzili wypełnione przeze mnie kwity. czyli tak. Zanim weszli do salonu. Pierwszy męŜczyzna kładł na podłodze trzymany cięŜar. kolo północy bębniarze wciąŜ bębnią.111 wydają się najbardziej wytrwałe i z powaŜnymi buziami uparcie powtarzają gesty i kroki starszych. Ŝe nikt nie patrzy. Wiele z nich pewnie wróci na następny O-bon juŜ w chmurze duchów. by z czystym sumieniem gromadzić następne cuda. gdy wydawało mi się.

W religii shintó rytuał oczyszczania jest najwaŜniejszą praktyką. Być moŜe humaniści są bardziej otwarci i traktują swoje miejsce pracy jako przestrzeń publiczną. Do not . ale bez butów. Ŝe czułam się nieswojo. płukanie ust albo obmywanie całego ciała towarzyszą wszystkim obrzędom shintó. Zdjęcie butów stanowi mały rytuał symbolicznego oczyszczenia towarzyszący przekroczeniu granicy dwóch sfer: tego. Jako Ŝe kartonów było dziewięć. gdyby paczek było sto. pod wagon metra robi boso. Sypanie solą.paczkę i wychodził z nią do zaparkowanego pod Bon Hour pocztowego samochodu. które dla nas byłyby stratą czasu. Wówczas drugi w kolejce powtarzał tę samą pantomimę. Podobnie postępuje nawet japoński samobójca. ale techniczna trudność tych operacji czy poświęcone na nie minuty. by wrócić po następną z czekających w salonie paczek. Dorośli i dzieci. Jednak na socjologicznej konferencji zorganizowanej w górskim ryokanie koło Kioto miałam rzadką okazję wygłoszenia referatu w ceratowych róŜowych kapciach. która dotyczy równieŜ wielu codziennych zachowań. respektowania tego zwyczaju wymagają bardzo stanowczo. buty zdejmowano i zakładano dziewięć razy. śmierć. mieszkańcy i goście. zmiana stroju. Zwyczaj zmiany obuwia zinternalizowany jest tak mocno. RozwaŜaliśmy tę kwestię podczas kończącego konferencję wystawnego bankietu w sali tatami naszego ryokanu ubrani elegancko. i nic dziwnego. zanim wejdą do środka. a dopiero potem rzucił się z pięściami na niepoŜądanego przybysza. wszyscy bez wyjątku muszą zdjąć buty. Symboliczne uzasadnienie zwyczaju zdejmowania butów jest o wiele istotniejsze od praktycznego. Ŝe do jego domu zakradł się złoczyńca. którą lubiłam oglądać przy śniadaniu. najpierw ściągnął buty. ryokanach. Zwyczaj ten obowiązuje równieŜ w świątyniach shintó i buddyjskich. i elegancka przyjaciółka w szpilkach. który zdecydował się opuścić. ale w tym. co pewnie wskazuje na prawidłowość domagającą się bliŜszych badań. który przyszedł naprawić lodówkę. mechanik.narodziny. pracownicy poczty i tragarze z fortepianem waŜącym więcej niŜ oni razem. Przed wejściem do japońskiego domu po prostu trzeba zdjąć buty i nie ma Ŝadnego wyjątku od tej zasady. Ŝe pewien bohater japońskiej telenoweli. Japończycy. Generalnie miałam wraŜenie. Ŝe Japończycy często zdejmują buty. Chyba nikomu nie przyszło do głowy. a nawet w części pomieszczeń uniwersytetów i biur. Gdy trzeci pracownik poczty kładł swój cięŜar obok dwóch pozostałych na pace samochodu. mycie dłoni. Ŝe tylko czasem je zakładają. przed113 noworoczne porządki. wyrozumiali 114 zazwyczaj wobec dziwactw cudzoziemców. nie miały Ŝadnego znaczenia dla trzech panów w białych skarpetkach. ściągano by i zakładano buty tyle razy. oznaczając przejście z jednej sfery do drugiej . iŜ rzecz nie w tym. Remove your shoes compulsory. gdzie kaŜdy moŜe wejść. ???? your shoes off. Ŝe przedstawiciele nauk ścisłych respektują go w pracy częściej niŜ humaniści. co na zewnątrz (soto). i wnętrza mieszkania (uchi). jak okazja wymagała. mój przyjaciel Satoru powiedział mi. bo pasujące do reszty wysokie czarne buty musiałam zostawić w szafce przy wejściu. zmianę statusu. Na bosaka czują się lepiej. wiedząc. zwalniając miejsce czekającemu koledze. zostawiając przed drzwiami do innego świata brud tego. pierwszy po raz kolejny ściąga! trampki w moim przedpokoju. ile wymagałaby okoliczność. czyli pensjonatach w japońskim stylu. Ostatni krok przez okno. niektórych restauracjach.

Ŝe moi japońscy znajomi 115 nigdy się o tym nie dowiedzą) i chodziłam w butach po swoim mieszkaniu. balkon lub taras. róŜowe plastiki z wizerunkiem Hello Kitty w toalecie.shoes here . który niezbyt dobrze mi się kojarzy. Po zakończeniu wizyty w toalecie . Gdy udajemy się do toalety. ogrodo-wo-balkonowotarasowe i dodatkową. gdy miał do mnie przyjść Japończyk. za nic mając granicę między kuchnią.na własne buty stojące w genkan. Jednak w miarę upływu czasu. gdy cudzoziemiec przy stole zrobi z siebie idiotę. MoŜna teŜ być pewnym. Ŝe będą tam czekały na nas specjalne plastikowe butki. iŜ musi ściągnąć buty. gdzie trzeba. które musimy załoŜyć. I mimo iŜ poza tym popełniałam co .zostawiamy tam „plastiki". przeznaczone do chodzenia po reszcie domu. skórzane klapki do otwierania drzwi. czasem zapowiadane z telefonu komórkowego parę minut przed dzwonkiem do drzwi. ale tylko jeśli tak właśnie chcą. co . toaletowe. moŜemy być pewni. Zakładając je. Po wyjściu gości wszystko wracało do normy i buty przemieszczały się swobodnie. Czasem gospodarze podają odwiedzającym kapcie. Oczywiście na początku pobytu w Japonii ignorowałam całe to obuwnicze zamieszanie (mam nadzieję. pokaŜe mu.teŜ jest moŜliwe. Gdy zapraszają nas do pokoju tatami moŜemy mieć jedynie skarpetki. i bym nie zapominała ich zmieniać w odpowiednim czasie. W Polsce konieczność zostawienia butów w przedpokoju i . która nie mrugnie okiem. Ŝe dla moich nowych japońskich znajomych nieprzestrzeganie zwyczaju zmiany butów moŜe być równie odraŜające. Musiałam więc wzmocnić czujność. wizyty moich japońskich znajomych stały się częstsze. pod Ŝadnym pozorem nie wychodzimy w nich na zewnątrz! Zakładamy ponownie kapcie (lub: patrz wyŜej) i spokojnie uczestniczymy w dalszej części wizyty. najczęściej drewniane klapki. która stoi w genkan. Za kaŜdym razem. starajmy nie nadepnąć dalej niŜ pozwala na to granica genkan wyznaczona najczęściej przez podwyŜszenie podłogi. drewniane sandały geta na balkon i do ogrodu. których oczywiście nie moŜemy zapomnieć zdjąć przed powrotem do wnętrza mieszkania.to tylko trzy przykłady lingwistycznych starań ze strony narodu. Ŝe Japończyk ma cztery pary kapci: mieszkaniowe. łazienką i balkonem. ale przestrzeganie całej reszty wydawało mi się jedną ze śmiesznostek charakterystycznych dla „nawróconych na Japonię" cudzoziemców. jak dla mnie dłubanie sobie w zębach przy stole. chyba Ŝe w ogóle jesteśmy na bosaka. Zostawianie butów w genkan nie wyczerpuje komplikacji związanych z japońskim obyczajem. by wejść do jej domu. zmieniając swoje zastosowanie albo w ogóle zapodziewając się. słuŜąc tylko do otwierania drzwi przychodzącym. Bywa. a kto wie. ale nie zawsze. W moim polskim domu na bosaka mogą chodzić odwiedzający mnie przyjaciele. Jedynie pokój tatami uchronił się przed moim barbarzyństwem. wtedy musimy włoŜyć kapcie ogrodowo-balkono-wo-tarasowe.jak wspomniałam wyŜej . który na ogół nie ma w zwyczaju dostarczać cudzoziemcom informacji w języku innym niŜ japoński. a więc podane (ewentualnie) przy drzwiach kapcie zdejmujemy i zakładamy ponownie dopiero po opuszczeniu pokoju tatami. Ŝe japońska gospodyni. by wszystkie pary kapci stały tam. prosząc o odrobinę keczupu. Miałam jednak świadomość.ta część zawsze wydawała mi się najobrzydliwsza . zdjąwszy uprzednio kapcie. Przed końcem wizyty w japońskim domu nasze stopy czeka jeszcze tylko jedna zmiana . Chyba Ŝe gospodarze postanowią pokazać nam swój ogród. czy nie bardziej. dbałam więc.włoŜenia czyichś uŜywanych kapci jest drobnomieszczańskim zwyczajem.uwaga .

które pochyliły się nad rybą i kiwały głowami. Jako Ŝe w japońskiej telewizji mówi się o wiele więcej. Ta. I nie koronkowe okrucieństwo tego programu mnie uderzyło. a duch jedynego karpia. a potem. w tempie bliŜszym 117 teatrowi nó niŜ współczesnym programom. Eating goodfood is very healthy and important for your happy human life. Cieszące się wielką popularnością poranne programy tego rodzaju skierowane są przede wszystkim do gospodyń domowych. światło odbijało się w nich jak w zmąconych lusterkach. wchodząc do japońskiego domu. wydając pomruki podziwu i aprobaty. przeciągłego „Aaayyuuuu" będę uczyła się przez wiele miesięcy. jaki obejrzałam w swoim tokijskim domu. Główna bohaterka . wzięła bardzo cienki nóŜ i chwytając rybę pewnym ruchem. Kamera zrobiła zbliŜenie na zdekapitowaną rybę .sprawia wraŜenie dobrej cioci. Co więcej. Ryba straciła wigor. przedstawiał sposoby obcinania rybom głowy. Gurume jest japońską wersją francuskiego słowa gourmet (znawca dobrego jedzenia i picia). Gdy wyjaśnieniu stało się zadość.kolekcję noŜy. wskazując prawą dłonią leŜącą w misce Ŝywą rybę. Imperium smaku Sposoby dekapitacji Pierwszy program telewizyjny. ale niezarozumiała . który znam. uśmiechała się przyjaźnie i ciepło. a lewą .najpierw na tułów. nie przestając się uśmiechać. otworzyłam puszkę gorącej kawy. Trzymając osłabłą ofiarę w Ŝelaznym uścisku i nie zmieniając przyjemnego wyrazu twarzy. powtarzając demonstracyjne gesty. którą mistrzyni ceremonii wzięła do ręki. potem głowę. „Oto ryba". na którą patrzyłam. Cala historia została powtórzona jeszcze kilka razy na podobnych duŜych rybach. w kwestii butów stałam się perfekcjonistką. w ciągu kilku sekund ucięła jej łeb. Napis na karcie dań jednej z tokijskich restauracji (pisownia oryginalna) IV. nie mieszczącymi się w moim sposobie myślenia o rybach i obcinaniu im głów. bez pośpiechu. przyzwyczaiłam się i po wyjściu gości machinalnie zakładałam nawet te z Hello Kitty. W ten sposób japoński zwyczaj stał się moim własnym.krok gafy normalne dla gruboskórnej „gaijinki". Potem powoli. kompetentna. i włączyłam telewizor. by wytłumaczyć jakieś kulinarne szczegóły związane z krwawym wnętrzem czaszki. Nie miałam jeszcze mebli. jednym z wielu zmienionych nie do poznania zapoŜyczeń. „Aaayyuuuu". specjalistka od zabijania przekręciła nóŜ pod rybim skrzelem. Szczegółami dla mnie niezrozumiałymi. którego zabiłam. prześladuje mnie do dziś. Takiego wznoszącego się. szczegółami nie z tego świata. „A oto noŜe". Wielkie rybie oczy ciągle patrzyły. materializując się nagle w mojej wannie i pytając: „Jak mogłaś?" . Program naleŜał to tak zwanych gurume shows. kupioną w przydomowym automacie.kobieta w średnim wieku. ale ciągle Ŝyła. zaśpiewały unisono pomocnice. niŜ jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. Był to drugi dzień mojego pobytu i na podłodze wciąŜ stały naczynia po mojej i Chizuko ceremonii herbacianej z pyzami. usiadłam więc na poduszce od Chizuko. pasujące róŜowym kolorkiem do sedesu Toto. z precyzją chirurga wbiła go pod jedno z jej skrzeli. część swoich przyzwyczajeń zostawiłam razem z butami w genkan. kucharka kontynuowała tak przez dobrą chwilę. kucharka wygłosiła długą tyradę towarzyszącym jej dwóm młodym pomocnicom. choć niewątpliwie oglądanie serii dekapitacji przy śniadaniu nie odpowiada mojej idei porannego relaksu. z tym Ŝe sposób dekapitacji nieco się róŜnił.

nadająca jedzeniu symboliczny wymiar. Przy pierwszej 118 porannej kawie w Tokio zdałam sobie sprawę. Ŝe jestem w imperium smaku. ale znawcy tematu uwaŜają. Minimalizm. k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia. W przeciwieństwie do chińskiej czy francuskiej. to jej główne cechy wyróŜniające. f) fantastyczne.a) naleŜące do Cesarza. Mój pierwszy japoński gurume show. (b) dokonywane przez kobiety w podeszłym wieku o świcie.dzieło sztuki samo w sobie. (c) noworoczne. j) niezliczone. która przetrwała do czasów współczesnych jako odrębna jakość. japońska kuchnia korzysta z o wiele mniejszej ilości podstawowych produktów i znikomej ilości przypraw. b) zabalsamowane. i na smak potraw. niewyobraŜalnej taksonomii. W najprostszej wersji ten skromny zestaw składników daje bezpretensjonalne danie nadal jadane przez biednych i bogatych: garstkę ugotowanego bez dodatków ryŜu. Mimo postępującej westernizacji Japończykom udało się zachować swoistość swojej kuchni. Ŝe znalazłam się w świecie innej. których zostanę oddaną fanką. Ŝe jeszcze jedynie kuchnia francuska i chińska spełnia tak wysokie kryteria artystyczne jak japońska. (d) będące dziełem dziewic z Wysp Południowych. dotycząc wszystkich sfer Ŝycia społecznego. i) miotające się jak szalone. (f) oglądane przez cudzoziemki przy śniadaniu. (m) opisywane na wyjątkowo białym papierze. Być moŜe mieszkańcom innych rejonów świata. idea taka byłaby równie bliska. (i) portugalskie. produkty sojowe. gdzie sposoby obcinania rybom głów dzieli się na: (a) takie.Pomyślałam o słynnym fragmencie z ksiąŜki Jorge Luisa Borgesa. (e) bardzo ciche. niepozbawiona wszakŜe walorów estetycznych. parę pikli i miseczkę zupy miso. m) które właśnie rozbiły wazon. równy nacisk na aspekt wizualny. (g) odwrotne. 1) et cetera. „Kuchnia" to właściwie niezbyt dobre słowo. owoce morza. eleganckie . Tak właśnie wyglądał mój pierwszy lunch w stołówce studenckiej. Podstawą tradycyjnej japońskiej kuchni są ryŜ. gdzie przekręcając nóŜ pod kątem 16 stopni. (j) takie. kwintesencja zdrowej prostoty. na przykład całego apetycznego Śródziemnomorza. dzikie i hodowane warzywa. (1) pochopne. gdzie nóŜ wbija się półpoziomo pod lewe skrzele. e) syreny. konstytutywnym elementem toŜsamości kulturowej Japończyków. nie mrugając okiem. przecina się linię Ŝycia. wszystko to przyrządzane 119 za pomocą róŜnych metod i z niezwykłą inwencją.. w której zwierzęta dzielą się na: . h) włączone do niniejszej klasyfikacji. gdzie autor cytuje pewną (fikcyjną oczywiście) chińską encyklopedię. (n) etc. silna kontekstualizacja. (h) zwane tańcem bogini wśród traw. W Japonii nawet o-bentó przygotowane przez matkę dla malucha jest często dziełem sztuki. Jego znaczenie symbolicznie wykracza poza kuchnię. n) które z daleka są podobne do much". związany z porą roku albo szczególną okazją. potrawy od kilkudziesięciu lat zadomowionej na Zachodzie. uświadomił mi. (k) podpatrywane przez ramię. chudą grillowaną rybkę. c) tresowane. Wersja najbardziej wysublimowana to potrawy kaiseki serwowane przy ceremonii herbacianej . d) prosięta. fakturę. Japońskie jedzenie jest bowiem filozofią i sposobem Ŝycia. Sztuka doskonalenia Pierwszy obejrzany przeze mnie gurume show obudził we mnie zainteresowanie japońską kuchnią wykraczające poza skłonność do zawsze lubianego sushi. g) bezpańskie psy.

Ŝe tłuszcz w mięsie odkłada się o wiele bardziej równomiernie. Przykładem udomowienia zachodniej potrawy jest ów sernik o smaku zielonej herbaty. uŜywałam go głównie do podgrzewania bułeczek z rodzynkami kupowanych u babci Shinady. Od czasu zaś. przyćmiewając inne wonie. jest produktem japońskiego talentu do ulepszania. doskonałe w swym pięknie odwołującym się do wszystkich zmysłów. Jedzenie ryby to jedno. Polski talerz. nigdy nie zastąpiło ono jednak ryb i owoców morza. W ten sposób na przykład proste portugalskie danie. kawał mięsa i jarzynę. dla wielu cudzoziemców pierwsze zetknięcie się z daniami kuchni japońskiej nie jest źródłem olśniewających wraŜeń. Dymny zapach grillowanej ryby unosił się nad moim sąsiedztwem kaŜdego ranka i kaŜdego wieczoru. jaką kupuje się w Japonii. zapoŜyczone wraz ze swą nazwą w XVI wieku. Ale kulinarne zwyczaje „gaijinów" są w ogóle śmieszne dla Japończyków i vice versa. a grzebanie w jej zimnych wnętrznościach to co innego. Wszystkie te rzeczy mają jednak wyraźny smak i zapach. albo prowadzą do japonizacji tych potraw i włączenia ich w tradycyjne menu. właśnie „marmurkowo". nawet jeśli w odniesieniu do własnej kuchni mają zdrowe poczucie wyŜszości. o której z takim zachwytem pisze Barthes w Imperium znaku. Mimo wprowadzenia mięsa do menu. puszystego. Pojenie ich piwem 120 albo japońską wódką i codzienne ręczne masowanie (tak: „ma-so--wa-nie") sprawia. Dla nas najwaŜniejszą rzeczą w potrawie jest bowiem smak i aromat. stoły ludzkości wzbogaciła nowa odmiana niezwykle delikatnej wołowiny zwana czasem „marmurkową". które dają się twórczo zjaponizować. W przeciwieństwie do niektórych Europejczyków. pozbawiona . jeszcze mniej apelująca do oka jest kiełbasa na gorąco albo bigos. co jedzą inni ludzie. stało się japońską tempurą. Ów wyrafinowany minimalizm japońskiej kuchni nie oznacza jednak zamknięcia na rzeczy nowe. a zwykły biszkopt tej samej proweniencji biszkoptową poezją ciasta kasutera. W porównaniu z nimi japońska kuchnia wielu „gaijinom" wydaje się mdlą. ale wielu młodszych i starszych woli tradycyjny zestaw złoŜony z ryŜu.jak pejzaŜ namalowany tuszem. Ŝółtego sześcianu jedzonego na przykład z lodami o smaku zielonej herbaty i fasolowym dŜemem. Kolejne mody na zagraniczne potrawy albo przemijają w Japonii bez śladu. rzadko dostarcza wizualnej uczty. Ku uciesze moich japońskich przyjaciół. w tym wypadku do ulepszania krów. spowijał całą okolicę. Ŝe będziemy im się przyglądać albo zachwycać się ich kolorem. Przede wszystkim dotyczy to przybyszów z krajów anglosaskich i słowiańskich. Marmurkowa wołowina. Japończycy są bardzo ciekawi tego. Za najlepsze uwaŜane są po prostu takie potrawy. skłonni do próbowania i kulinarnych eksperymentów. który według informacyjnego obrazka słuŜy właśnie do pieczenia ryby. Japonizacja oznacza przy tym nierzadko ulepszenie czy wręcz sublimację. ma maluteńki piekarnik. a do jej wyglądu przywiązujemy mniejszą wagę. Standardowa kuchenka gazowa. którym delektowałam się w Cheesecake Caffee na Shibuya. na którym połoŜono ubite ziemniaki. wspaniała na steki. gdy na początku XX wieku zaczęto hodować w Japonii bydło rzeźne (wcześniej nie jadano mięsa). Nikt nie oczekuje. a jeśli w ogóle jakiś Japończyk woli wołowinę albo wieprzowinę od tuńczyka czy bonito. przyznanie się do tego byłoby w złym tonie. Moi japońscy znajomi na śniadanie jadali wprawdzie tosty lub muesli. Taka naturalizacja jest w Japonii nadal bardziej popularną formą wzbogacania własnego menu niŜ etniczne restauracje w krajach Zachodu. rybki i miso shiru.

z której wystają filuternie amarantowe macki ośmiornicy albo melancholijny pysk srebrnej długiej ryby. w której granice zmysłów zacierają się w nieznanej nam jedności. słabo przyprawiona. gąbczaste. ale . z przypieczoną skórką. świeŜą i wilgotną. co jada się w danym miejscu. Niektórzy Japończycy uwaŜają ludzi Zachodu za upośledzonych zmysłowo. bawełniane. co przyznają nawet sami Japończycy. Gdy w ten sposób profanowany byl biały ryŜ. tak w wystawnym posiłku jego organoleptycznej „treści" nie sposób oddzielić od wizualnej „formy". na przykład czyste tofu dostarcza kubkom smakowym doprawdy bardzo niewyraźnych wraŜeń. róŜo122 wiutką krewetkę. Większość rzeczy zjadanych przez Japończyków spełnia jeszcze inne funkcje oprócz cieszenia oka i zaspokajania głodu. Stojąc przed gablotką restauracji czy kawiarni. gdzie w małych sklepikach sprzedają wyłącznie sztuczne jedzenie dla potrzeb restauratorów.smaku. które plastikowe danie wygląda na smaczniejsze. Tak jak w przypadku kaligrafii piękno znaków jest równie waŜne jak przesłanie tekstu. Potrawy. dostarczając wiedzy. W zachwycie jedzącego podziw dla wizualnego piękna malutkich chryzantem ozdabiających świeŜe saskimi i odczuwanej na języku aromatycznej soczystości surowej ryby stapiają się w nową jakość w chwili konsumpcji. przypadkiem znalazłam uliczkę. Liść klonu wycięty z marchewki nie jest Ŝadną kulinarną rewelacją. Nawet najmniejszy lokalik ma na zewnątrz oszkloną gablotkę i kusi przechodniów miseczką ryŜu. moŜna poza tym wyciągnąć kelnera na zewnątrz i zamówić lunch lub kolację. W wielu potrawach kolor lub/i faktura są zaś w ogóle od niego istotniejsze. by obróbka kuchenna jedynie wydobyła i delikatnie podkreśliła jego naturalną nutę. ale za to moŜe być niezwykle zróŜnicowane pod względem faktury i konsystencji: jedwabne. Japońskie jedzenie jest przyjemnością języka i oka. MoŜna tu kupić plastikowe jajko sadzone z misternie wymodelowanym zarodkiem wrośniętym w Ŝółtko. zdumienie przeradzało się w zgrozę. To pewnie dlatego zwizualizowane menu jest tak popularne w Japonii. Modele jedzenia wykonane są perfekcyjnie i z niepokojącym realizmem. Noszę go tej pory w plecaku jak talizman chroniący przed nieszczęściem braku sushi. skamieniały rosół z okrągłymi oczkami tłuszczu. W witrynach wystawowych japońskich restauracji przyciągają wzrok plastikowe modele jedzenia. Te atrapy wiele ułatwiają „gaijinom". są tak apetyczne (czy bardziej?) jak prawdziwe. a widok wielkiego białego barbarzyńcy polewającego subtelne danie sosem sojowym nieraz wprawiał Japończyków w zdumienie. symbolizują pory roku i ich asocjacje oraz specjalne wydarzenia. dla których . ale jego kształt i kolor przypominają o jesieni.przaśny ryŜ nie ma 121 smaku! Poza tym w przypadku japońskiego jedzenia smak i aromat uwaŜane są za jedną tylko z jakości składających się na dobrze przyrządzony posiłek i nie powinny zagłuszać innych. wskazując palcem na imitacje dań. Spacerując gdzieś między Asakusą a Ueno. równie waŜnych jego cech: koloru i faktury. Pływający w zupie okrągły plasterek białej galaretki rybnej kamaboko nie ma wprawdzie wyraźnego smaku.co za potworność . nieraz zastawialiśmy się całkiem serio. który kupiłam sobie tego dnia zamiast prawdziwego jedzenia. gruboskórnych biedaków. podane w naczyniach podkreślających ich przesłanie. Smak musi zostać tak skomponowany. posypany szczypiorkiem zastygłym na zawsze na jego twardej złotej powierzchni albo model sushi z połyskliwym surowym kawałkiem tuńczyka.

W upiornie drogich restauracjach specjalizujących się w tym . czyli na surowo. Jadłam fugu i przeŜyłam „Smutno mi. zwierzają się co wraŜliwsi z japońskich mistrzów kuchni. Zjadanie posiłku. Ŝe naleŜą do klubu wyrafinowanych koneserów. by uśmiercić dorosłego człowieka zmieściłaby się na czubku szpilki. którymi moŜe nawet mrugać. Zewnętrzna brzydota nie oddaje jednak wszystkich cech fugu. symbolizuje japońską flagę. Sobą. bowiem toŜsamościotwórcza rola japońskiego jedzenia przybiera czasem formy tyleŜ dziwne. cała ryba zawiera porcję mogącą zgładzić trzydzieści osób. gdy w ten sposób. iŜ moŜe uśmiercić człowieka tak błyskawicznie. Ŝe nawet zdarzające się corocznie przypadki zadławienia. słynnego przysmaku kuchni japońskiej. ilość wystarczająca. najwaŜniejszy jest bowiem fakt. iŜ jej wątroba i Ŝeńskie gonady zawierają jedną z najbardziej niebezpiecznych trucizn. którego przedstawiciele gotowi są ryzykować Ŝycie dla nowego doznania kulinarnego. a potrawy towarzyszące ceremonii hartami są lekkie i wiosenne jak wiśnie kwitnące nad głowami biesiadujących. Gdy ilość zjedzonej trucizny jest mniejsza. jada się przy wielu okazjach. ciągle ściskając je w dłoni. najchętniej w postaci saskimi. co niebezpieczne. ozdabiająca białe ryŜowe poletko. bardzo agresywna. gdy zabijam ryby fugu. ałe chciałbym przeŜyć".oznaczając pełnię księŜyca. Znana w naszym kręgu kulturowym wątpliwa przyjemność obŜerania się do granic moŜliwości nie przemawia do nich (moŜe z wyjątkiem zawodników sumo. a ich goście mają swoje porzekadło: „Chętnie zjadłbym fugu. ale zjeść coś. czyli ubity na kleiste. to ciągnący się przez cale Ŝycie proces budowania toŜsamości kulturowej. Tetrodotoksyna znajdująca się w ciele fugu jest sto dwadzieścia razy bardziej zabójcza niŜ cyjanek. przypomina jedzącym o pradawnej tradycji księŜycowych pikników. ani nie zawiera Ŝadnych cennych dla zdrowia substancji. W sensie kulinarnym atmosfera świąt trwa w Japonii przez cały rok. Pozwala ucztującym mieć świadomość. która w chwili zagroŜenia nadyma się jak piłka i w odróŜnieniu od innych ryb ma powieki. O-mochi. będzie kona! przez wiele godzin w straszliwych męczarniach. Jedyna wyjątkowość fugu polega na tym. 123 Tyle dramatycznego napięcia przy daniu z ryby nie bierze się bez powodu. Ŝe nie zdąŜy on odłoŜyć pałeczek i skona. Oprócz tego jest naprawdę brzydka. proszę bardzo. niepozornej rybki. którzy muszą). co jest trujące i bardzo drogie. Rocznie przeŜute zostaje dziesięć tysięcy ton potencjalnie trującego rybiego mięska. ucztując. których ofiarą padają staruszkowie. jakby płakały". JuŜ samym swoim wyglądem wysyła światu czytelną informację: „Nie jedz mnie". Zabójcze stworzenie nie jest przy tym ani bogate w mięso. w którym kaŜdy element jest znakiem czytelnym tylko dla wtajemniczonych (czyt. podziwiano srebrzystego satelitę juŜ w okresie Heian. Jedzenie fugu ma wartość przede wszystkim symboliczną i zaspokaja inne pragnienia niŜ głód. czerwona śliweczka ume-boshi. bo zamykają oczy i wydają takie dźwięki. jedzona w dzień poprzedzający Nowy Rok oznacza nadzieję na powodzenie i długowieczność. nikogo nie zraŜają. twarde ciasto i uformowany w spłaszczone kulki ryŜ. Japończyków). a wiara w jego dającą siłę moc jest tak duŜa. Japończycy jadają więc fugu bardzo chętnie. Tak rzecz ma się w przypadku wspomnianej fugu. ze skórą pokrytą kolcami i nieprzyjemnym zębatym pyskiem. Takie podejście jest bardzo charakterystyczne dla mieszkańców japońskiego imperium smaku.

i uczynić z tego dzieło sztuki. w ten smutny sposób opuścił świat na przykład jeden z najwybitniejszych aktorów kabuki Bando Mitsugoro III. a co dopiero znaleźć je w jej zimnym i oślizgłym wnętrzu. nie ma mowy o amatorszczyźnie. wyłaniała się z ceramicznej wazy. Miejsce to specjalizuje się w daniach z najbardziej śmiercionośnej odmiany ryby. omawiających między jednym a drugim kęsem przyszłość partii konserwatywnej albo przemysłu samochodowego. W przypadku tak niewielkiej rybki nie jest to łatwe. dziabnąć niechcący tę trującą wątróbkę? Czy właśnie to ryzyko utraty Ŝycia wprawiało go w taki dobry humor i podniecenie? W końcu nie bez powodu mówi się. W restauracji w Akasace. ale fugu jest jedynym smakołykiem. iŜ zbędne ozdoby nie zakłócały pustki sali. Co roku przyjemność uczty fugu ktoś przypłaca Ŝyciem. pomyślałam. Zanim spróbowałam o cokolwiek zapytać . gdy w towarzystwie japońskiego znajomego weszłam do tego przybytku gastronomicznych kamikadze. jak to ludzie. którą Japończycy uwaŜają za afrodyzjak i raczą się nią z rozkoszą. tak zwanej torafugu. przeciętnemu człowiekowi chyba w ogóle niełatwo wyobrazić sobie.przysmaku pracują kucha124 rze. omylny. którzy przeszli specjalne szkolenie. iŜ jest on w stanie namierzyć i unieszkodliwić odpowiednie elementy wnętrzności/Mgw. w trakcie którego nauczyli się odróŜniać wątrobę i Ŝeńskie gonady fugu od innych jej wnętrzności. samotna 125 skręcona (w konwulsjach?) gałąź. zanim trucizna rozejdzie się po jej zimnym ciele. Stolik trzeba zarezerwować z duŜym wyprzedzeniem. Ale przecieŜ nigdy nie moŜna mieć stuprocentowej pewności. często bywają tu ludzie sztuki. Wprawdzie w wyspecjalizowanych restauracjach zapewnia się gości. a w razie czego widok umierającego gościa nie niepokoił innych klientów. nieskazitelne tatami. Liczba wypadków śmiertelnych została zmniejszona dzięki zaostrzonym współcześnie środkom bezpieczeństwa. Jeden jedyny zwój wisiał we wnęce tokonoma. podczas gdy towarzyszący mi Japończyk byl radosny i zrelaksowany jak dziecko w lodziarni. Podzielona na kilka oddzielnych boksów przestrzeń zapewniała ucztującym intymność. Ŝe nie ma Ŝadnego niebezpieczeństwa. ale nadal około stu pechowców zjada fugu na swoją ostatnią wieczerzę. ? dobrana do niego kompozycja kwiatowa. i cieszy się sławą wśród amatorów niebezpiecznej potrawy. do którego doprowadziła nas starsza kobieta w kimonie. Wystrój restauracji charakterystyczny był dla najdroŜszych i najelegantszych miejsc w Japonii. powołując się na znajomość z jednym z bywających tu znakomitych gości. Ŝe nie jest to najgorsza sceneria na ostatni akt japońskiej ruletki. Ŝe ryba ma „Ŝeńskie gonady". co znaczy. Ŝe Japończycy jak nikt inny potrafią w doskonałych proporcjach mieszać rozkosz i ból. co tak wyjątkowego jest w uczcie fugu. A przynajmniej mnie ta myśl przyszła do głowy. i przecieŜ ręka moŜe mu się omsknąć. beŜowe ściany i drewniane belkowanie dopełniały reszty. Wątroba fugu z kolei do złudzenia przypomina ponoć spermę męskich osobników tego gatunku. czylifugu tygrysiej. którego nie wolno podać japońskiemu cesarzowi. by na własnym języku przekonać się. do której zaprosił mnie japoński dŜentelmen. Ŝe przecieŜ kucharz teŜ człowiek i. Siadając przy niskim stoliku. Czy nie myślał o tym. polityki i wielkiego biznesu. Dumnie wyeksponowany na ścianie dyplom mistrza kuchni ma upewnić klientów.

biały przejrzysty płatek. będzie dla was obrzydliwo127 ścią". Towarzyszący mi Japończyk zamarł w oczekiwaniu. powiedziałam więc mojemu towarzyszowi. Jakiś czas po wyjściu z restauracji odczuwałam w ustach i na języku dziwne. jaka była jej symbolika. Japończycy uwaŜają. czyli fugu z surowymi warzywami i tofu przygotowanymi tak. W dwóch czarkach z gorącą sake pływały smaŜone płetwy fugu i była to fugu hire-zake. przyjemnie i clue wieczoru. będziecie jedli. podanym w osobnych miseczkach. oprócz łodzi podwodnej. czyli pycha. Utopiłam w nim więc swój pierwszy kęs fugu i włoŜyłam go do ust lekko drŜącą dłonią. Nie wiem. o dziwo. co się roi w wodzie. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w reakcję swoich zmysłów. Ale kaŜda istota wodna. Pokrojoną w cienkie jak bibuła plastry rybę ułoŜono na kosztownym ceramicznym półmisku. którzy potrafią docenić ich jedzenie. w morzach i rzekach. PrzeŜułam kolejny kawałek. byśmy je sami ugotowali na stole w specjalnym garnku. ale mówi się. Podobno w ten sposób działają śladowe ilości trucizny. czytamy w Księdze Kapłańskiej.mojego znajomego. co „mlecz") wyglądająca. następnie tetchiri. czyli około 500 dolarów. lekkie odrętwienie. przyniesiono naszą fugu -kolację. jej niemal przejrzyste ciało tworzyło wzór lecącego Ŝurawia. a jedyną ozdobę stanowiła mała gałązka sosny. Składała się z kilku dań. Ciemniejsze elementy skrzydeł zrobiono z ugotowanej skóry fugu. sperma fugu jest ciałem stałym i podejrzewam. iŜ jestem cudzoziemką o zmyśle smaku mniej wraŜliwym niŜ japoński. Fugu nadal smakowała jak pierś z kurczaka. dalej shirako yaki. surowa fugu w formie z maestrią przyrządzonego saskimi. jak surowe mięso piersi kurczaka. ale być moŜe ostre zielone igły oznaczały moŜliwość śmierci. „Hm?". która zaglądała do nas zza parawanu i uśmiechała się zachęcająco. które mają płetwy i łuski. w morzach i rzekach. z jaką Japończycy zawsze patrzą na „gaijinów". Wszystko. Zostałam dopuszczona do tajemnicy jednego z kulinarnych misteriów i musiałam sprostać wymogom magicznej chwili. Ŝe w ten sposób zareagowałam. nawet gdyby fugu smakowała jak trociny albo pasta do butów. czyli grillowana sperma fugu (tak. którym Ŝaden zdrowy człowiek by się nie najadł. Ŝe Japończycy zjedzą wszystko. gdy podejrzałam rachunek przez ramię mojego japońskiego towarzysza. jakie ma się po zastrzyku znieczulającym u dentysty. MoŜliwe teŜ jednak. 126 Podniosłam pałeczkami fragment Ŝurawiego skrzydła. ale tak naprawdę najwyraźniej czułam cytrusową nutę sosu. Ŝe ryby są piękne i pełne wdzięku. spośród wszystkiego. ponaglił mnie Japończyk spragniony moich wraŜeń i wyciągnął szyję w oczekiwaniu odpowiedzi. Saskimi z fugu serwuje się z pysznym sosem ponzu. Ale przecieŜ to nie o to chodziło. „Oishii". Ŝe to to samo. która nie ma płetw albo łusek. zaliczając je do jednych z najwspanialszych tworów . Ŝycząc smacznego po japońsku. Kęs fugu smakował delikatnie (Bardzo delikatnie) rybą i miał ciekawą fakturę. który popatrzył na mnie z aprobatą. potencjalnie zabójcze nic.. Nasza kolacja z fugu kosztowała 65 tysięcy jenów. co pływa. i spośród wszystkich zwierząt wodnych.. Być moŜe wpłynął na to fakt. która leŜała obok ryby. świętego ptaka Japonii. Przez delikatną strukturę mięsa przebijał zimny błękit ceramicznej glazury. którą zawiera nawet poprawnie przyrządzone mięso fugu. których podstawą stanowiła straszna ryba. fugu--sashi. co pływa „Będziecie jedli następujące istoty wodne: wszystkie istoty wodne. jeszcze jeden.

teŜ dają sobie radę). Ŝółwie. jedzą niemal wszystkie wodorosty. która wbrew miejskiej elegancji miała wiele wspólnego ze światem ryb i rybaków. Ŝe nie tylko lepiej od męŜczyzn znoszą zimno. Zarówno jej babka jak i matka były ama. mówiąc gościom: „Oto zaraz zjecie takie szacowne i piękne. co roku buddyjscy kapłani modlą się zarówno za te ryby. albo (wersja rekomendowana) w jednym z barów pobliskiej Ginzy poczekać do rana. Yukiko znała się na owocach morza jak nikt inny z moich japońskich znajomych. stworki z długą trąbą. trzeba albo wstać o nieludzkiej porze. Ona sama wybrała karierę nauczycielki angielskiego. Ryba nie jest po prostu rybą . mimo iŜ z perspektywy cudzoziemca-mięsoŜercy równieŜ pozostali mogli uchodzić za specjalistów. Do dziś wierzy się.natury. które zmarły śmiercią naturalną. i za te. które poległy. ostrygi. ślimaki. by nakarmić Japończyków. a nie półnaga jak ich babka. ale -jak mówi Yukiko -jest ich coraz mniej. krewetki. Do tej drugiej opcji przekonała mnie 128 Yukiko. kalmary. które schodziły pod wodę. ama wyławiały więc perły. największym w Japonii i jednym z największych na świecie. co trzeba było wyciągnąć z dna morza.znakiem mającym swoje symboliczne miejsce w Ŝyciu wszechświata. ale teŜ mają pojemniejsze płuca i dłuŜej mogą wytrzymać pod wodą. Bardzo wieloma stworzeniami raczą się w całości. Japończycy na ogół wiedzą. by wydobyć przyklejone do skal awabi. co nie jest czymś wyjątkowym wśród kobiet ama. jedzą zwierzątka bardzo ładne i odraŜające. kiedy to około piątej zaczyna się na Tsukiji aukcja tuńczyków. kobietami nurkami. Niebezpieczne zajęcie wydobywania morskich uszu juŜ dwa tysiące lat temu zarezerwowane zostało dla kobiet. ośmiornice. Podobno rzeczywiście nie ma w wodach Pacyfiku i Morza Japońskiego takiej nietrującej rzeczy. Schodziły pod wodę tylko w przepasce biodrowej i bez Ŝadnego ekwipunku. które zaspokaja głód. Wszystkie jadalne skarby wyłowione z wody moŜna zobaczyć na targu Tsukiji w Tokio. gdzie zabijanie jest jednym z niezbędnych elementów. W sumie pochłaniają jedną szóstą wszystkich ryb zjadanych na świecie. Na pomysł wyprawy na Tsukiji Yukiko wpadła pod wpływem mojej fascynacji wyglądem kolejnych dziwnych stworzeń. Babka Yukiko pracowała do siedemdziesiątego roku Ŝycia. Aby być świadkiem całego przedstawienia. Jako Ŝe nadal nie wymyślono Ŝadnej skuteczniejszej metody połowu awabi. gdy z odrobiną sosu sojowego i zielonego chrzanu wasabi wpadają do japońskich Ŝołądków. homary. co mają na talerzu. stworzenia mieszkające w ogromnych muszlach i muszelkach nie większych niŜ paznokieć.poŜywieniem. młoda Japonka. wieloma na surowo. czyli mięsiste bezkręgowce. trepangi. Motyw pływającej ryby bardzo często stanowi ozdobę zwojów wiszących w tokonoma w restauracjach. jak pokazuje przykład fugu. której Japończycy nie potrafiliby przyrządzić (a z niektórymi trującymi. a niektóre jeszcze Ŝyją. zajmujące muszle porzucone. które razem zjadałyśmy. ama są ciągle potrzebne. godne podziwu stworzenie". Jedzą zatem ryby wielkie jak cielęta i małe jak kijanki. kraby. stworzeń juŜ nieŜywych. awabi i wszystko. ale rybą . Awabi zwie się po polsku „uchem morskim" albo „uchowcem" i wygląda jak biaława kluska w takimŜ właśnie anatomicznym kształcie. i morskie jeŜowce. Wyrazem respektu wobec darów morza są ceremonie religijne odprawiane ku czci złapanych i zjedzonych zwierząt. jej starsza siostra nurkuje w pokazach dla turystów odziana juŜ w białą koszulkę. lekko drgających albo desperacko . Swoją osobną ceremonię mają teŜfugu. uwaŜane przez Japończyków za przysmak.

Jeździły wózki bagaŜowe. Oprócz tuńczyka na Tsukiji sprzedawanych jest kilkaset gatunków innych stworzeń. Aukcja odbywała się w kilku miejscach jednocześnie i co ułamek sekundy kolejny tuńczyk zostawał sprzedany. wskazywali nimi w górę. LeŜą na kostkach lodu w hali wielkości boiska do piłki noŜnej albo niczego nieświadome baraszkują w plastikowych wanienkach napełnianych ciągle świeŜą wodą. Niektóre z owoców morza moŜna znaleźć tylko tu. Tu sprzedawało się ryby w sposób. w dół. Na Tsukiji zaczęłyśmy oględziny od największych z nich. Nowy właściciel podzieli go na porcje i wyeksponuje na lodzie na jednym z tysiąca pięciuset stoisk w zadaszonej części targu Tsukiji. pokryty szczeciniastymi wyrostkami bezkręgowiec kształtu i wielkości piłki plaŜowej moŜe więc być przysmakiem 130 wyławianym u wybrzeŜy Sumatry tylko w grudniu i serwowanym w kilku jedynie japońskich restauracjach. pracownicy za pomocą metalowych harpunów ładowali na nie ryby. tym lepiej. męŜczyźni w półmroku przemykający wśród tusz wyglądali jak uczestnicy pogańskiego rytuału. Gdy zaczynała się aukcja. okazuje się delikatnym przysmakiem o nazwie mirugai. niektóre waŜyły pewnie kilkaset kilogramów. było jeszcze ciemno. Na ich ciemnoszarych cielskach wypisana była czerwoną farbą waga i numer. trzepotali palcami. Nad ziemią unosiła się zimna mgła. przydając rozgrywającemu się przed naszymi oczami widowisku nastroju niesamowitości i grozy. ZamroŜone rybie cielska spowite były w biały opar jak w kokony. na boki i . wyrastająca z podłuŜnej muszli lekko drgająca trąba o kształcie niezaprzeczalnie fallicz-nym. Ŝe jeszcze kwadrans temu siedziałyśmy z Yukiko w ciepłym barze. Właściciele poszczególnych stoisk specjalizują się w kilku rodzajach towaru. najwięcej jednak było takich wielkości człowieka. serwowanym na przykład jako dodatek do sushi. niektórzy sprzedają tylko jeden rzadki gatunek kraba albo parę odmian małŜowatych pyszności. W czasie lunchu tokijczycy będą jeść sushi z tuńczykiem albo mięso tej pysznej ryby. co dałoby się z jakiegokolwiek powodu wziąć do ust. Nacięte ogony ryb pozwalały klientom ocenić ich jakość. gdzie grała swojska współczesna muzyka. jakiś szczególnie poŜywny wodorost . Wokół nas trwał nieustanny ruch. Prowadzący aukcję kontaktowali się z kupującymi skrótami z szybkością karabinów maszynowych. bo dla właściwości smakowych mięsa im krótsza jest przerwa między uśmierceniem a zjedzeniem. inne juŜ zdekapitowano. to jajeczka morskiego ślimaka. Klienci odpowiadali na ich oferty skomplikowaną pantomimą dłoni. rzecz rzadka i bardzo ceniona przez koneserów.niewiarygodne . Zimny dreszcz przespacerował się po moich plecach i zamienił się pod zbyt cienkim sweterkiem w gęsią skórkę.czepiających się pałeczek mackami. tuńczyków. dopiero od niego ryba trafi do indywidualnych klientów zaopatrujących restauracje i sklepiki. w związku z tym nie mają nawet nazw innych niŜ japońskie. Znalazłyśmy się w zupełnie innej rzeczywistości i trudno było uwierzyć. Stracą Ŝycie w ostatnim moŜliwym momencie. 129 który niewiele zmienił się przez wieki. pokrojone w małe kawałki i z róŜnymi dodatkami podane w misce ryŜu. Rzędy ogromnych cielsk tuńczyków leŜały na betonie. a tuńczyki równie dobrze mogły być ciałami wrogów złoŜonymi w ofierze krwioŜerczemu bóstwu. Brunatna substancja w ogóle nie wyglądająca na coś. niektóre ciągle miały głowy z półotwartymi pyskami. Bladawy.rozumieli się nawzajem bez problemu. z wyglądu łykowata.

zasuszony w postaci czarniawych granulek albo sprasowane na papier pająkowate coś z wypustkami. Podobno najdroŜszy przysmak, jaki moŜna kupić na Tsukiji, to właśnie ta brunatna substancja, na której kulinarny czar byłam tak nieczuła, a która okazała się suszoną ikrą morskiego ślimaka, niewielkiego, pozbawionego muszli i urody stworka, który pełza w morskich głębinach, do końca nie wiedząc, Ŝe za kilogram jego jajeczek Japończycy gotowi są płacić prawie 10 tysięcy dolarów. Spacer od jednego stoiska Tsukiji do drugiego to podróŜ po krainie niewyobraŜalnych kulinarnych moŜliwości. Wszystko, co pływa (oprócz wspomnianej łodzi podwodnej), czeka tam na swoich nabywców i wkrótce trafi na stoły Japończyków. Brnęłyśmy z Yukiko między kubłami pełnymi wielkich rybich głów, skrzynkami bezbronnych Ŝółwików, stosami piszczących ze złości krabów ze skrępowanym szczypcami, kłębowiskami martwych juŜ węgorzy spętanych ogonami w ostatnim spazmie, krewetek ukrywających smaczne wnętrze pod burozielonkawymi pancerzykami, górami kolczastych jeŜowców, z których dwa przekrojone dla przykładu pokazywały ewentualnym nabywcom Ŝółtawą masę niesprecyzo-wanych wnętrzności. MoŜe najbardziej zaskakujący na Tsukiji jest zapach. Spodziewałam się spotęgowanej woni polskiej Centrali Rybnej, którą w mieście mojego dzieciństwa czuć było kilkadziesiąt metrów wcześniej cięŜką wonią zaduszonej makreli i konającego karpia, ale na tokijskim targu jedynym obecnym zapachem był 131 sionawy zapach morza. Tu Ŝadna ryba nie zdąŜy się zepsuć i nikt, tak jak Japończycy, nie opanował metod konserwacji darów morza. A dary te są niebywałe! KaŜdy krok uświadamiał mi, jak bardzo ograniczone jest nasze mięsne menu. Przeciskałyśmy się z Yukiko między kadziami pełnymi wielkich spiralnych muszli zawierających czarniawą pulsującą masę wciąŜ Ŝywej substancji i muszelek tak malutkich, Ŝe mogły mieć w środku tylko jakieś mokre biedne nic; patrzyłyśmy na męŜczyzn krojących potęŜne korpusy tuńczyków, dzielących je na jaskrawoczerwone i róŜowawe sześciany połyskujące na lodzie jak klejnoty; zaglądałyśmy do wanienek sflaczałych kałamarnic i meduzopodobnych drgających galaret, smukłych błękitnych rybek wielkości dłoni pływających w kółko jak oszalałe i grubych okrągławych chyba-ryb o psich pyskach, przyczajonych jak do skoku. Najbardziej intrygowały mnie stosy maleńkich srebrnych rybek o wyraźnych czarnych oczkach nieproporcjonalnie duŜych w stosunku do reszty ciała; to gapiące się pandemonium poskręcanych ciałek miało w sobie coś z obrazów Boscha. Podobne rybki uŜywane są do rzadkiej potrawy, o której opowiadała mi Yukiko, zwanej nomen omen „piekielnym tofu". Jej „piekielność" polega na tym, Ŝe do stopniowo podgrzewanego rosołu z Ŝywymi rybkami wkłada się kostkę zimnego tofu, a one w ucieczce przed gorącem wkręcają się w nią, by zginać dopiero, jak i ona zawrze. Jeden z najładniejszych z kolei towarów na Tsukiji to ośmiornice. Amarantowe, wielonogie, z odnóŜami zdobnymi w rzędy białych przyssawek wyglądają jak surrealityczne stwory z marynistycznych bajek dla dzieci, a nie składnik ich codziennego menu. Ośmiornice kroi się jak torty na kawałki zawierające część głowy i jedną lub dwie brodawkowate macki. WraŜenie robią teŜ czerwone ryby tai, które mają bardzo charakterystyczne oczy, wielkie, jasne i wypukłe; światło odbijając się w nich sprawia, Ŝe na wszystkich zrobionych przeze mnie zdjęciach patrzą przeraŜającymi ślepiami wilkołaka. Yukiko podawała mi nazwy kolejnych specjałów, tłumacząc, do czego się nadają, a

do czego nie, pochylała się, przyglądając z bliska srebrnym oślizgłym ciałom, wdawała się w pogawędki ze sprzedawcami, którzy chętnie flirtowali, zachęceni jej urodą i nie132 odpartym wdziękiem. Sprzedawcy z Tsukiji są rubaszni i niekiedy całkiem przyjaźni; przyzwyczajeni juŜ do pojawiających się czasem turystów, którzy robią sobie zdjęcia, do wszystkich tych dziwnych białych kobiet i męŜczyzn, pozujących z monstrualnym łbem tuńczyka wyciągniętym z kosza na odpadki, jakby taki łeb nie byl najzwyklejszą rzeczą pod słońcem. Ten Japończyk, który handlowa! mirugai, fallusami w muszlach, na widok cudzoziemki chichoczącej z japońską koleŜanką zachęcająco wskazał na sprzedawane stwory i powiedział (podobno): „Nie bójcie się, nie ugryzą". Sushi na śniadanie Sushi na śniadanie moŜe wydawać się dziwnym pomysłem i mnie prawdopodobnie nie przyszedłby on nigdy do głowy, gdyby nie Yukiko. Gdy juŜ zaspokoiłam swoją ciekawość na Tsukiji, namówiła mnie, byśmy w jednej z restauracji na terenie targu od razu spróbowały niektórych z tych rzeczy, które dopiero co oglądałyśmy. Wprawdzie nie byłam jeszcze Japonii tak długo, by widok Ŝywej ryby wzbudzał we mnie głód o siódmej rano, ale uznałam, Ŝe nie jest to doświadczenie, które mogłoby mi zaszkodzić. W końcu zjadłam fugu i przeŜyłam. Sushi, potrawę japońskiej kuchni, która najbardziej przyjęła się na Zachodzie, zrodziła konieczność. Aby przechować rybę, wkładano ją w gotowany solony ryŜ, który fermentując, zapobiegał jej zepsuciu. Zwyczaj ten zapoczątkowano w mieście Osaka. Taka właśnie zamarynowana ryba przechowywana w drewnianych beczkach była pierwotną formą sushi. W okresie Edo uległa ona przekształceniu i sushi zaczęto nazywać małe przekąski składające się ze świeŜo gotowanego ryŜu i przede wszystkim surowej ryby. Bogaci kupcy z Edo nie chcieli bowiem jeść przechowywanej ryby, ale najświeŜszą, prosto z morza. Wielkość sushi ponoć dostosowana została do kobiecego gustu; panie nie chciały zbyt szeroko rozdziawiać buzi, bo uwaŜane to było za nieeleganckie. Tak narodziła się potrawa doskonała, znak firmowy Japonii. Sushi moŜna zjeść w kaŜdym zakątku kraju, ale im bliŜej morza, tym lepiej. Wprawdzie do sushi powszechnie dodaje się inne składniki, wodorosty, pie133 czone i grillowane owoce morza, niektóre owoce i warzywa, ale jego istota polega na połączeniu lekko kwaskowego ryŜu i kawałka surowej ryby; nic więcej, nic mniej, Ŝadnych europejskich wymysłów z majonezem, cytrynką i pietruszką. Ta „niebiańska kombinacja", jak napisał jeden z zachodnich miłośników japońskiej kuchni, jest w stanie uwieść nawet bardzo konserwatywnych „gaijinów", którzy po pewnych czasie stają się kompulsywnymi poŜeraczami sushi, chociaŜ przedtem w ogóle nie jadali ryb. Mnie nie trzeba było przekonywać, ale dopiero w Japonii doświadczyłam sushi-ekstazy, sushi-blogost&rm, kulinarnej rozkoszy niemoŜliwej do zaznania nigdzie indziej. „Suszarnie" były miejscami, w których umawiałam się z Japończykami albo innymi „gaijinami". Tam objadaliśmy się, polecając sobie nawzajem co smaczniejsze egzemplarze zachętami wrodzaju: „To róŜowe z ikrą na wierzchu jest pycha", „Weź koniecznie to płaskie z mackami" albo „Łap, łososie jadą". Dla cudzoziemców nie mówiących po japońsku rajem są tak zwane kaitenzushi, czyli mało wykwintne, ale za to tanie i wygodne „suszarnie" obrotowe,

gdzie po taśmie wokół baru jeŜdŜą talerzyki, a na kaŜdym spoczywają dwa kawałki czegoś, czego nazwy moŜna wprawdzie nigdy nie poznać, ale smak pokochać i potem budzić się w jakimś innym kraju i wspominać go z nostalgią. Szefami w barach sushi zawsze są męŜczyźni. Japończycy wierzą, Ŝe kobiety nie nadają się do tej pracy z powodu zbyt ciepłych dłoni, które niepotrzebnie grzałyby ryŜ. Ale pewnie po prostu o wiele lepiej być szefem „suszarni", niŜ marznąć na dnie morza, by wyłowić potrzebne ingrediencje, a ideologię zawsze moŜna do tego dorobić. Bar sushi na terenie targu Tsukiji, do którego zabrała mnie Yukiko, naleŜał do bardziej tradycyjnych. Tu nie było obrotowej taśmy i kaŜdy gość sam zamawiał to, na co miał ochotę. To właśnie takich „suszarni" jest w Tokio najwięcej i przynajmniej jedną moŜna znaleźć przy kaŜdej stacji kolejowej. Klientela tej, do której zaprosiła mnie Yukiko, składała się głównie z robotników z Tsukiji, męŜczyzn o spracowanych dłoniach i sposobie bycia bardziej bezpośrednim, niŜ pozwala na to japońska norma. „IrasshaiW!", personel przywitał nas według zwyczaju serdecznym 134 okrzykiem, a goście siedzący przy kontuarze, zajmującym całą długość pomieszczenia, odwrócili zdumione twarze w naszą stronę. Normalne kobiety nie wpadają do takich miejsc o siódmej rano. „Yukiko-chanl", ucieszył się stojący za kontuarem szef, który był krewnym mojej przyjaciółki, „wujkiem Hidetoshi". Po chwili podano nam zieloną herbatę i oshibori, wilgotne ściereczki do wytarcia rąk. Po obowiązkowych pytaniach kierowanych do cudzoziemki, czy umiem jeść pałeczkami i czy jem surową rybę, na które pozytywnie odpowiadała Yukiko, złoŜyłyśmy pierwsze zamówienie. Jedna porcja sushi to zawsze dwa kawałki; nic, co się kroi, nigdy nie jest serwowane pojedynczo lub w trzech kawałkach. Zwyczaj ten - jak wiele innych kulinarnych zakazów i nakazów - związany jest wieloznacznością i labiryntową głębią japońskiego języka, w którym znaki kanji mogą w zaleŜności od kontekstu znaczyć coś innego i inaczej być wymawiane. I tak jeden kawałek to hito kire, a trzy to mi kire - wymowa obu niemiło kojarzy się z zabijaniem i samobójstwem. Z kolei kanji liczby cztery wymawia się tak samo, jak ten oznaczający śmierć, shi. Dlatego nigirizushi serwuje się po dwa, a makizushi po sześć, nigdy cztery. Za oszkloną gablotą kontuaru wyeksponowane były dzisiejsze specjalności i zaczęłyśmy od mojego ulubionego toro, delikatnego mięsa z brzucha tuńczyka, które smakuje jak najdelikatniejsza wołowina i w ogóle nie ma zapachu ryby, potem była ika, śnieŜnobiała twardawa kałamarnica, tamago, czyli słodkawy omlet jajeczny przypasany do ryŜowego wałeczka paskiem wodorostów, ikura, czyli ikra łososia, pomarań-czowozłota, wyraźnie rybna, pękająca w zębach. Za kontuarem wuj Hidetoshi, w białym stroju, z ręcznikiem zawiązanym na czole i dłońmi czerwonymi od ciągłego moczenia w wodzie chwytał garstkę ryŜu, ugniatał ją, kładł na wierzchu szczyptę wasabi, potem kawałek ryby, wszystko z szybkością i precyzją automatu, po kilku sekundach kolejna porcja nigirizushi stała przed nami gotowa do zjedzenia. Sushi moŜna jeść rękoma, wystarczy koniec zanurzyć w sosie sojowym i juŜ; mają wielkość odpowiednią na jeden kęs. W przerwach między porcjami przegryzałyśmy z Yukiko gari, przejrzyste płatki piklowanego imbiru, których ostry smak słuŜy 135 odświeŜeniu palety smakowej i ma właściwości bakteriobójcze. Sushi w małym barze na Tsukiji było wspaniałe, świeŜe, bezpretensjonalne i -jak się okazało -

„za ogon. w jakie wprawiało mnie sMs7u'śniadanie. zwaną przez polskich „gaijinów" po prostu „mielonką". to jedyne słowo. Odori. veryfast. wypatroszył i połoŜył przede mną podrygujące danie. nie dałam rady. Ŝe daleko im do mistrzostwa ludzi jedzących w ten sposób od dziecka. iŜ wymienił z Yukiko jakieś uwagi kompletnie niezrozumiałym językiem pełnym pomruków i chrząknięć. Nie od razu uda się więc na przykład zjeść . westchnęła z niemal erotycznym zachwytem. dałby mi do myślenia. Ŝe odori znaczy równieŜ „skakać". wyciągnął z niego Ŝywą krewetkę. Jedzenie pałeczkami. trzymana za ogon krewetka ciągle „tańczyła". grzybki shitake i inne rzeczy. „Mój wuj pyta. I moŜe coraz szerszy. Spoglądał na mnie raz po raz i przekomarzał się z Yukiko. które w środku mogą mieć rybę albo rybną pastę. połyskujący złotymi zębami uśmiech wuja Hidetoshi powinien mnie zaniepokoić. food jest very. Po nigiri sushi przyszła więc pora na kilka makizushi.idealne na śniadanie po nieprzespanej nocy. zwróciła się do mnie w końcu Yukiko z diabelskim błyskiem w czarnych oczach. wbrew pozorom nie jest trudne i nie wymaga jakichś szczególnych zdolności manualnych. zgarniała pałeczkami ostatnie ziarna. by nauczyć się posługiwać pałeczkami i zjeść nimi posiłek. zauwaŜają teraz. Nawet ci cudzoziemcy. „taniec". MoŜe fakt. Zatrzepotała podkręconymi rzęsami. której głos w momencie. Po kilku chwilach jej miseczka z ryŜem była niemal pusta. w której małych smagłych dłoniach pałeczki śmigały szybciej niŜ druty kogoś z duŜym doświadczeniem w robieniu swetrów. Taki białawy skaczący paluszek. 136 Pałeczki i widelec „Czy umiesz jeść pałeczkami?". ale nie wydawało mi się podejrzane. którzy posługiwali się nimi od dawna dość biegle.brzmiało nawet całkiem apetycznie. Wówczas szef sięgnął do jednego z pojemników stojących w zasięgu jego ręki. w mgnieniu oka uciął jej głowę. gdybym nie była tak skupiona na zmysłowej kontemplacji mojego śniadania. poradziła Yukiko. „Za ogon!". ogórka. choć biegłość w tej sztuce wymaga oczywiście czasu. Ŝe wilczy apetyt i wyraźne objawy kulinarnego błogostanu. Umiejętność ta jest w praktyce zdecydowanie prostsza niŜ w teorii. a Ayaki. przechyliwszy ją do ust ułoŜonych w dzióbek. robotnicy i studenci wpadają tam w przerwie na lunch i zmiatają wszystko pałeczkami z ponaddźwiękową szybkością. a pałeczka nieruchoma spoczywa równolegle do niej przytrzymywana w statycznej pozycji między palcem wskazującym a serdecznym. a moja czujność uśpiona śniadaniową ucztą nie ostrzegła mnie przed pochopną decyzją. „Tańcząca krewetka" . Szczególnie lubiłam obserwować dziesięcioletnią Ayaki. Yukiko wyjęła mi ją więc z ręki. Przypuszczam. gdy z angielskiego przeszła na japoński. Sarariimani. to jedno z pytań. podpowiedziane szefowi przez nastrój i wyobraźnię. sprawiały satysfakcję szefowi Hidetoshi. „Oishii". czyli ruloników ryŜu zawiniętego w jadalny papier z wodorostów. których japońska nazwa brzmi hashi. zanim skończy!" Poszłam za jej radą. które gaijin wcześniej czy później usłyszy w Japonii. gdzie w automacie kupuje się kupony wymieniane przy barze na wybrane potrawy. jakie do mnie dotarło z tajemniczej konwersacji. zanurzyła w sosie i poŜarła. W japońskich barach typu fast food. automatycznie podniósł się o oktawę na nieosiągalne dla mnie wyŜyny kobiecego wdzięku. czy chcesz spróbować tańczącej krewetki?". a nie wiedziałam. Przeciętnemu człowiekowi wystarczy kilka prób. Pałeczkę ruchomą trzyma się między kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki.

„rozsuwa" i „rozdrabnia". jest to jednak moŜliwe i po jakimś czasie zaczyna się zauwaŜać. Zdaniem francuskiego filozofa. „kroją" i „nabijają". podczas gdy zachodnie zwyczaje kulinarne wymagają „armii pik i noŜy związanych z drapieŜnością". Ŝe dziennie przeciętny Japończyk zuŜywa trzy pary pałeczek. co wygląda i pachnie jak bigos. Wersje wielokrotnego uŜytku stosowane są niemal wyłącznie w domu i wtedy kaŜdy członek rodziny ma własną parę. Ze smutkiem przyznaję. aby pałeczki były nowe. który . Na szczęście akurat wybierała się do nas w odwiedziny przyjaciółka. Skoro grubo ponad miliard Azjatów jakoś sobie radzi. Ŝe jedzenie za pomocą dwóch patyczków ma w sobie coś bardziej naturalnego i zmysłowego niŜ jedzenie widelcem i noŜem. podczas gdy pałeczka „nigdy nie dokonuje gwałtu na potrawie". w którym polskim krokietom i barszczykowi towarzyszyły bardziej międzynarodowe specjały. które przed konsumpcją trzeba „rozdziewiczyć". Pewnie moŜna by bawić się w dalsze efektowne porównania. Pałeczki podawane w ogromnej większości japońskich restauracji zrobione są z surowego drewna.bardzo delikatne w dotyku. Jego zdaniem zachodnie sztućce „okaleczają". w pięknym bladozielonym kolorze. ale które. by uczta była choć w połowie tak wspaniała? Pewnie wypadałoby przygotować jakieś polskie specjały. by uniknąć kompromitacji? „Das Bigos" 138 zachwycił wprawdzie niemiecką rodzinę mojej siostry. brak reguł pierwszeństwa w zjadaniu jego poszczególnych części i „macierzyńska" funkcja pałeczek skłaniały niektórych zachodnich uczonych do określania japońskiej kuchni mianem „postmodernistycznej". Wiele dowcipów erotycznych. Japończycy lubią jednak. które słuŜą do trzymania w ręku. chlapiąc dookoła. Wystarczy pomyśleć. Co im podać. sterylne i przez nikogo innego nie uŜywane. zwłaszcza tych ze świata hostess i gejsz. pałeczki mają w sobie „coś macierzyńskiego". ale przecieŜ Japończykom nie podam czegoś. Ostatnio 137 w takich miejscach jak na przykład studenckie stołówki zachęca się do pałeczek plastikowych. „rozszczepia". które moŜna myć. ale lepiej zostawić je tym. są połączone i przed posiłkiem kaŜdy je rozłamuje. bo ekolodzy głośno protestują przeciw takiemu marnotrawstwu drzew. Barthes w Imperium znaku dokonuje ciekawego porównania jedzenia pałeczkami oraz widelcem i noŜem. Uczta Chizuko Po „skromnej" kolacji u Chizuko ogarnęła mnie panika związana z koniecznością rewanŜu.za pomocą pałeczek śliski makaron ramen. Według niego porównywalne są do ptasiego dzioba karmiącego małe. W ten sposób moŜemy być pewni. czemu towarzyszy charakterystyczny trzask. nawiązuje do wspomnianej „dziewiczości" pałeczek.jak łatwo zauwaŜyć . który będzie raz po raz zsuwał się z powrotem do zupy. Ŝe nie udało nam się osiągnąć . których teoria jedzenia interesuje bardziej niŜ praktyka. która przywiozła takie niedostępne w Japonii ingrediencje jak czerwone buraki. Jedynie w wyjątkowo drogich i eleganckich miejscach podaje się pałeczki wycięte ze świeŜego bambusa .sporo czasu spędzał w japońskich restauracjach. Końce drewnianych pałeczek. a jedynie „podnosi". Rozwiązaniem dylematów było menu typu fusion. Ŝe nikt przed nami ich nie dotykał i jeszcze do niedawna były drzewem rosnącym w indonezyjskim lesie albo na stokach japońskich gór. Pozbawione centrum (jakim dla nas jest kawał miecha) japońskie danie.

podejmującej zagranicznych przyjaciół tak. pokrojone w cieniutkie plasterki awabi ugotowane w sake i sosie sojowym. 139 wąskie prostokąty surowej kałamarnicy ozdobione z wierzchu na purpurowo piklowaną ikrą z dorsza. plasterkom marchewki sprawne dłonie gospodynie nadały kształt liści. dwa liście wyglądały tak. Unoszący się znad misy zapach przywodził na myśl jesienne ogniska i dym unoszący się nad polami. które Chizuko zdjęła przed podaniem potrawy na stół. ale w porównaniu z elegancką restauracją cechowała ją duŜa dowolność w doborze potraw. Dekoracja nie była nachalna. urokliwe w swojej prostocie. niemal przejrzysty makaron przypominający anielskie włosy. Potem przyszła pora na danie. co umiała robić najlepiej i co -jej zdaniem . iŜ idealnie białe wnętrze kontrastowało kolorem z niemal czarną zielenią nori i róŜowopomarańczową skórką. jakby statusem społecznym była równa swojemu męŜowi. nie dotykając się. Na ceramicznym półmisku przyniesionym przez Chizuko na początek uczty cieszyła oko niesymetryczna kompozycja zensai. W kaŜdym razie zdawaliśmy sobie sprawę z tego. roladki z brązowej wołowiny z ukrytymi w środku szmaragdowozielonymi łodygami szczypiorku. nasze kontakty miały charakter niemal egalitarny i uproszczony dzięki uŜywaniu języka angielskiego. Chizuko znalazła je w pobliskim parku i to one zainspirowały do przygotowania pracochłonnych przystawek. kilku przystawek. ale jakŜe przy tym odmienne: w przezroczystym rosole rybnym pływały kawałki kilku róŜnych owoców morza. Yosenabe Chizuko podała w ceramicznych czarkach. których zielona barwa na obrzeŜach przechodziła juŜ w jesienne złoto. malutkich i bardzo zróŜnicowanych dań. na wierzchu leŜały sosnowe igły. czyli „wszystko razem". które ustawiła na plecionych bambusowych matach. Kolejnym daniem uczty Chizuko było yosenabe. Tu sytuacja była nieco inna: teoretycznie pełniłam rolę zwierzchnika Chizuko. które symbolizowały zbliŜający się październik. Całość była lekka i delikatna. Trzecie danie. grzyby i orzechy ginnan zapieczone na grubej soli w specjalnym glinianym naczyniu. Ozdobę brunatnobeŜowego półmiska stanowiły dwa prawdziwe liście. ale jako Ŝe od początku wykazywałam kompletną obojętność wobec reguł japońskiej hierarchii. na które nasze kubki smakowe najmniej były przygotowane: makaron sobą został podany w . a poszczególne smaki wyraźne i zachowujące swoją specyfikę. stanowiące japoński odpowiednik naszego „bigosu na winie". bo goszczeni wcześniej cudzoziemcy naleŜeli do zagranicznych współpracowników Teru. smaŜona na złoto ryba o jasnym mięsie przyprawiona kwaskowym sosem. Byliśmy jej pierwszymi „gaijinami". marynowane w paście miso asparagusy o jaskrawym kolorze świeŜej trawy. warzywa i cieniutki. jej męŜa profesora. podłuŜnych muszelkach. Uczta przygotowana przez Chizuko na naszą cześć była o wiele wykwintniej sza niŜ codzienny japoński posiłek. jakby właśnie spadły nań z drzewa.mistrzostwa „skromnej" kolacji Chizuko. Były tam gotowane krewetki. poszczególne potrawy leŜały. zawinięte w wodorosty i przekrojone na połowy tak. na tle ceramiki w kolorach ziemi. było teŜ w oczywisty sposób jesienne: składały się nań krewetki. Ŝe kolacja dla nas była dla Chizuko duŜym wyzwaniem: musiała sprostać nowej roli gospodyni. dwa brązowawe ślimaki przyprawione sosem sojowym i z powrotem umieszczone w swoich kremowych. KaŜde z nas czworga brało bezpośrednio z naczynia wybrany kąsek i moczyło go we własnej miseczce z sosem. Chizuko przygotowała to.godne było zagranicznych gości pierwszy raz odwiedzających jej dom.

jak bardzo gospodyni musiała się umęczyć. Na deser dostaliśmy owoce z jogurtem „hodowanym" przez Chizuko w domu. Ŝe większość kobiet słyszała o naszych międzynarodowych kulinarnych ekscesach. złotopomarańczową ikrą łososia. Gdy Mariko 141 zaprosiła mnie wiosną na szkolny piknik. a mój przepis na sałatkę z cykorii i pomarańczy znany jest jako „sałatka gaijinki".czerwonych miseczkach z laki wraz z sosem zrobionym z utartego warzywa tororo. kolejne posiłki były juŜ . bowiem nie czułam się podczas nich skrępowana myślą. organizowany przez matki pociech grających w piłkę noŜną. Na podobne uczty byłam zapraszana zwłaszcza na początku mojego pobytu w Japonii i towarzyszyły one pierwszym odwiedzinom w japońskich domach. jakiego nie powstydziłaby się Ŝadna włoska kawiarnia. jaką mam na temat relatywnej łatwości. Jeśli odwiedziny takie oznaczały początek przyjaźni. ta dziwna. a ja nie naleŜałam 140 do wyjątków. Podobnie jak osławione nattó . okazało się. której istotą jest właśnie faktura.wprawdzie nieodmiennie piękne . „górskiego kartofla" o słabym. Wkładem pana domu było hojne dolewanie nam Ŝubrówki. który na koniec Chizuko podała w formie ochazuke. zlepione śluzowatą ciągnącą substancją . gotowaliśmy razem w mikroskopijnych kuchniach. co znaczy w tym wypadku tyle. Potrawa ta narodziła się ze zwyczaju zalewania zieloną herbatą resztek ryŜu w miseczce. Pozytywna odpowiedź na inicjacyjne pytanie o posługiwanie .sfermentowane ziarna soi. od lat zaopatrywał się w pobliskim monopolowym. Ŝe trzeba podzielać jego przekonanie o wysokiej wartości sztuki kulinarnej w Ŝyciu człowieka i lubić japońskie jedzenie. lepiliśmy pieroŜki i rozmawialiśmy swobodniej niŜ przy jakiejkolwiek innej okazji. którą nie kaŜdy gaijin jest w stanie docenić. często z udziałem ich męŜów i dzieci. białawym kolorze i konsystencji rzadkiej papki dla niemowląt. Najpierw więc szłam z Chizuko albo Mariko do sklepu i wybierałyśmy potrzebne produkty na codzienną kolację. Współcześnie uszlachetnione róŜnymi dodatkami wersje ochazuke serwuje się w wielu restauracjach i jest to popularna potrawa kończąca zakrapianą imprezę. kilka rodzajów herbaty do wyboru i kawę z ekspresu. półpłynna papkowa-tość.tororo rzadko znajduje wielbicieli wśród „gaijinów". Jedna z dróg do serca Japończyka wiedzie przez Ŝołądek. których pojemnikiem zostałam obdarowana na koniec. Przez Ŝołądek do serca Japończyka Jedna z hipotez. moŜe tylko z wyjątkiem wspólnej kąpieli. lekko chropowata. by odkleił się od ścianek. taką miksturę wypijano. Gdy znajomość przyjęła formy prawdziwej zaŜyłości. z jaką nawiązałam ciepły kontakt z ludźmi w kraju. Chizuko podała to danie z wodorostami i piękną. w którym cudzoziemcy skarŜą się na samotność i wyobcowanie.ale o wiele prostsze. Kroiliśmy ryby. towarzyszyły mu pikle domowej roboty. ku naszemu zaskoczeniu. pijając ją z dodatkiem wody mineralnej lub sprite'a. gdzie w miarę skromnych moŜliwości starałam się wnieść twórczy wkład. wiąŜe się z moim sybaryty-zmem. a potem ją przyrządzałyśmy. tworząc na cześć „gaijina" te małe dzieła sztuki. Oczywiście w naszym posiłku nie mogło zabraknąć ryŜu. które szybko znikały w naszych ustach. bowiem zostawianie niedojedzonego posiłku nie było i nie jest w dobrym tonie. Te mniej formalne spotkania wspominam najcieplej. Sos z tororo to przykład potrawy. lekko szczypiącym smaku. w którą.

zawody w zjadaniu sushi. czyli kobiet. Autorzy ksiąŜki The Essence ofJapanese Cuisine piszą. Japońska kuchnia zajmuje waŜne miejsce w idei Nihonjinron. złoŜonej z naukowych i pseudonaukowych teorii na temat wyjątkowości (a niekiedy wyŜszości) mieszkańców Japonii nad innymi nacjami. który . Byli jedynymi ludźmi. przedstawiająca matkę karmiącą piersią dziecko. okazują się w Japonii wybitnymi znawcami jedzenia.gotowanie nie jest poślednim zajęciem. kilka razy zabierali nas na kulinarne wycieczki po Japonii. moŜe nawet spróbować się z nim zaprzyjaźnić.powiedzmy sobie szczerze . konkurs na nową potrawę z udziałem sławnych osób albo podróŜnicza epopeja. w której dwie urodziwe Japonki jeŜdŜą po najdalszych zakątkach kraju tylko po to. gotowymi rozprawiać godzinami o subtelnościach smaku oleju do tempura albo sposobach krojenia makreli.zaŜyć kąpieli w miejscowym onsenie). tylko przerośniętym wodnym robakiem. którym udało się skłonić mnie do zjedzenia węgorza. A kto wie. Jak piszą autorzy The Essence of Japanese Cuisine. Autokary pełne Japończyków ruszają w dal. których akcja toczy się wokół kulinarnych wątków i zawsze przynajmniej na jednym kanale TV emitowany jest gurume show. gdy odbywa się we własnym domu i nie na pokaz. głównym bohaterem jest jedzenie. a poszczególne regiony kraju prześcigają się w promowaniu lokalnych specjalności. dyskutująca przy sake nad wyŜszością tuńczyka z północnego Pacyfiku nad tym z Oceanu Indyjskiego.się pałeczkami i jedzenie surowej ryby jest czymś w rodzaju zdanego testu. Przyrządzanie jedzenia traktuje się jako czynność waŜną. W Japonii prawdopodobnie bardziej niŜ w jakimkolwiek innym kraju wiedza o jedzeniu ma charakter powszechny.nie jest Ŝadną rybą. para dziarskich staruszków naleŜących do Klubu Smakoszy Seniorów. Ŝe zamorskie specjały nie nadają się dla mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. bliską sztuce nawet wówczas. bo ich wyjątkowy system pokarmowy przystosowany jest wyłącznie do japońskiego jadła. Ŝyciodajne i intymne jak mleko matki. Dlatego bardzo często japońscy męŜczyźni potrafią gotować i z przyjemnością oddają się temu hobby . wymagającą umiejętności. W Tampopo. DuŜą popularnością cieszą się komiksy ????. „To najlepsze i najzdrowsze jedzenie na świecie". a zainteresowanie kuchnią jest dobrze widzianym wyrazem ogłady w przypadku ludzi obojga płci. Ŝe japońskie jedzenie dla Japończyków jest tak waŜne. Tampopo kończy scena nie mająca pozornie związku z całą historią. kultowym filmie Itami Yuzó. Ŝe grupa robotników drogowych. Bardzo często osoby wykonujące zawody. do którego profesor kluskologii przemawia czułymi słowy.co za cudowna kombinacja przyjemności . których przedstawicieli w innych krajach słusznie nie podejrzewałoby się o wysmakowany gust kulinarny. Takie wyprawy nie są zresztą niczym wyjątkowym i funkcjonują w formie zorganizowanej. by próbować lokalnych przysmaków (i . tak naprawdę ma ona kluczowe znaczenie dla całego filmu. Ŝe cudzoziemiec nie jest przypadkiem beznadziejnym i warto zainwestować czas. niemal uczłowieczony element wszechświata. 142 zarezerwowanym dla mniej uprzywilejowanych członków społeczeństwa. Innym razem jechaliśmy . Rodzice Mariko. nie jest w Japonii niczym dziwnym. Ich zdaniem kadr ten pokazuje. wprowadzając go w bardziej skomplikowane arkana japońskiej kuchni. a inni uwaŜają. Daje pytającym nadzieję. programów telewizyjnych i najrozmaitszych poradników poświęconych jedzeniu. twierdzą niektórzy Japończycy. O wadze przywiązywanej do kuchni świadczy ilość artykułów.

podczas gdy . w klasycznej juŜ pozycji TheAnatomy of Dependence. japoński psychiatra o światowej sławie. Z elementów jasno skodyfikowanego systemu znaków tworzy się w ten sposób własne imperium. To. Najpełniej wyraził ją Doi Takeo. Głos mojej mamy: „Najpierw zupa!" odzywał się w mojej głowie za kaŜdym razem. Chwyta się szczyptę jednej potrawy. W przypadku Japończyków miłość natury nierozerwalnie wiąŜe się ze skłonnością do podziwiania rzeczy niewielkich i pełnej czułości pielęgnacji tego.krewetką w tempurze. nie miały właściwości halucynogennych. a potem na miejscu. Grzybki smakowały niezbyt wyraźnie. Kawaiilll Lolitki z imperium zmysłów Fajna kulturka W odwaŜnej. na turystycznej kuchence przyrządzić je i zjeść. kucając pod parasolami w gęstniejącym deszczu. W japońskim posiłku. Ŝe nie mogę powstrzymać się. wyprodukował on ludzi niedojrzałych do dorosłego Ŝycia. cyt. w sferze jedzenia pozostawia się margines wolności. w którym najdrobniejsze zachowania ujęte sąw pancerz reguł. ale nie zjada się jej 0d razu do końca. a nie z emancypacją. obrazoburczej ksiąŜce Dogs and Demons Alex Kerr pisze. Ŝe japońska kultura zdziecinniała. ostrzeŜeniami i pamięciowym wkuwaniem. Mariko mkt nie kazał najpierw zjadać zupy. którzy pytają tak jak Fukuda Kazuya w pracy pod wymownym tytułem: Dlaczego Japończycy stali się takimi dzieciakami? W Japonii dorosłość utoŜsamiana jest ze społeczeństwem. Teza o szczególnej tęsknocie Japończyków do wiecznego dzieciństwa nie jest jednak nowa. a potem porzuca ją na rzecz następnej. koniecznością kompromisów i rezygnacją. kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu róŜnych potraw. Imperium smaku. winiąc za to między innymi powojenny system edukacyjny. co delikatne. od czego zaczniesz akt konsumpcji. by od razu nie zjadać całej zupy miso. zakazami. podyktowane jest indywidualnym wyborem. W kraju. za Saito Yuriko „The Japanese Appreciation of Naturę" Jak moŜemy podsumować tę totalną infantylizację Japonii? Odpowiedź jest prosta. Ŝe torturując dziecięce umysły tylko nakazami. Yamane Kazuma Gyaru no kozo {Struktura dziewczyny) V. na co akurat ma się ochotę . Autor twierdzi. społeczeństwo zaś przede wszystkim z opresją. kęsem surowej ryby.143 przez siedem godzin tylko po to. plasterkiem jarzyny. Cos-playerki z Harajuku. charakterystycznymi dla modelu zachodniego. ale smakosze seniorzy wyglądali na naprawdę szczęśliwych. gdy zasiadałam do zastawionej wieloma naczyniami tacy z japońskim posiłkiem. Nakamura Hajime. Delikatne tofu zagryza się kawałkiem ostreg0 ??? albo czymkolwiek innym. sukcesem i władzą. kolejność ich spoŜywania nie ma Ŝadnego znaczenia. gdy opowiadałam jej. niepozorne grzybki. by w jakimś podmokłym lesie przez kolejne trzy zbierać blade. Sądem języka/oka. Mariko bardzo rozśmieszyło. Mieszkańcy USA i Europy największą nostalgię Ŝywią do szaleństw wczesnej młodości. Nagle pojawiła się młoda dziewczyna. złoŜonym z kilku. Nastrojem. popija łykiem zupy. Dziś kwestia ta intryguje wielu japońskich uczonych.

Wspomniana tu juŜ japońska Madonna. a Ŝycie osobiste najciekawszym tematem. a w wywiadach posługiwała się afektowanym dziewczęcym językiem. nie ponosić odpowiedzialności. szkolne spódniczki. pozbawiona wyraźnych cech dojrzałej kobiecości. czyli słynna gwiazda lat osiemdziesiątych Matsuda Seiko. Ubrana w rzeczy odpowiednie dla wybierającej się na szkolny bal dwunastolatki. Bycie dorosłym to taka właśnie praca . w którym sterylnie czyste pociągi są zawsze punktualne. słuŜąca jako model identyfikacyjny dla kobiet i obiekt pragnienia dla męŜczyzn. Gdy była u szczytu kariery. Ubrane w za małe pastelowe sweterki. czego akurat potrzebuje widownia. Lolitka stała się ideałem i wkrótce ulice miast zaludniły grupy rozchichotanych istot.Japończycy powszechnie tęsknią za czasem. jak twierdzą niektórzy badacze. jakim cudem Japończykom udało się w ciągu jednego pokolenia zbudować imperium. chodziła szurając stopami. jak robią to dzieci. które. sepleniła i przekręcała słowa. przyczyniła się do popularyzacji infantylnego i strywializowanego wizerunku kobiecości w Japonii. czyli karóshi. a tworzony od niego czasownik . Matsuda uosabiała ideał japońskiej dziewczyny z sąsiedztwa i po mistrzowsku wykorzystała swoją przeciętność. Jej kolejne dwadzieścia cztery single stały się hitami. szczebiocząc i chichocząc. Marzenie o powrocie do dzieciństwa. za nic w świecie nie dorastać . niekiedy mając lat co najmniej dwa razy więcej.to pragnienie. jakie przed kaŜdym stawia japońskie społeczeństwo. zrobione przez fotografa szczęściarza zdjęcie jej majteczek trafiło na pierwsze strony bardziej i mniej powaŜnych gazet. zniekształcając słowa tak. dać się kochać i za nic. to specjalność japońska. ozdabiały pluszowymi zwierzątkami swoje dziecinne torebki. schronić się 145 w bezpiecznym zakątku matczynych ramion.„udawanie dziecka". stając się obiektem męskich pragnień i niedoścignionym wzorem do naśladowania dla młodych Japonek. Lolitki pojawiły się w reklamach . kusi wielu mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. produkujący nowych idoli. interpretować moŜna jako rezultat bardzo wysokich oczekiwań. opadające skarpetki i płaskie buciki. Na zawsze pozostać dzieckiem. które ubierały się i zachowywały jak dwunastolatki. bezbłędnie wyczuła potrzebę nowego kobiecego wizerunku i dala cielesny wyraz budzącemu się trendowi. jest prosta: Japończycy pracują cięŜko i z oddaniem. burikko idealna. a nie na przykład polska. wspięła się na szczyt popularności. a wkrótce takŜe róŜowe telefony komórkowe.to spopularyzowane przez jedną z młodocianych gwiazdek pop słówko znaczy po japońsku „udawane dziecko". gdy byli małymi dziećmi.od świtu do nocy i często ponad ludzkie siły. do której wraca się w marzeniach i snach. Tę romantyzację dzieciństwa jako oazy szczęścia. Jego centralną postacią stalą się lolitka: infantylna i niedojrzała postać kobietydziecka. nadaje kierunek kulturze współczesnej Japonii. dla mnie osobiście dość przeraŜające. obdarzona za to w nadmiarze umie146 jętnością sprzedawania tego. Japońską wersją lolitki jest burikko . Matsuda. Podstawowa odpowiedź na intrygujące cały świat pytanie. a ulice posprzątane. Śmierć z przepracowania. sprzedawcy uprzejmi. czyli zachowywanie się w sposób dziecinny. Pozbawiona talentu wokalnego i scenicznych warunków Seiko Matsuda. przez które rozmawiały nienaturalnie wysokimi głosami. a kiedy trzeba szlochając. Z pragnienia pozostania w raju dzieciństwa narodził się w latach osiemdziesiątych potęŜny nurt kulturowy.

Słowo. maleńkie. Japońskie kawaii takŜe słuŜy opisowi ogólnie pozytywnch cech człowieka. niestety. Najsłynniejsza ikona kawaii. Japońskie słowo kawaii tłumaczy się na angielski jako cute. co jest „słodkie" lub „fajniutkie" w sposób dziecinny. co jest „fajne inaczej": na przykład kocię. W1999 roku Hello Kitty hucznie obchodziła swoje dwudziestopięciolecie. które właśnie spadło z tapczanu. Dlatego tak zwane luźne skarpety nie przeminęły z wiatrem po kilku tygodniach. a całość słuŜy osiągnięciu efektu szczuplejszej nogi. Słownik Longmana znaczenie słowa cute wyjaśnia kolejno jako: „bardzo ładny lub atrakcyjny". zanim polubili to równieŜ chłopcy. rozpoznawalna po obu stronach Pacyfiku. lecz stały się standardowym wyposaŜeniem garderoby lolitki. Co tak pociągającego jest w białej kotce firmy Sanrio. czyli zantropomorfizowana biała kotka i jeden z najbardziej opłacalnych w dziejach motywów uŜywanych w przemyśle designerskim. przy czym nie zawsze w miły sposób". będącym uosobieniem słodkiej bezbronności i spełniającym wymienione . W modzie pojawiały się kolejne lołitkowe hity. zwierzęcia. odnosząc się jednak tylko do tego. miłe. SłuŜy bowiem do opisywania ludzi i rzeczy. pluszowe zwierzątko doczepione do damskiej torebki. bezbronne. to Hello Kitty. Przeciętny człowiek moŜe uŜyć tego słowa w znaczeniu „fajny". które są nie tylko ładne. Fajna kulturka juŜ wkrótce miała stać się dominującym nurtem. atrakcyjne seksualnie. a szczyty popularności osiągały rzeczy. W ruuzusokkusu najlepiej stawać z kolanami ku sobie. rzeczy i zjawiska. słabe. milusi. Głównymi jej aktorkami od początku były dziewczęta i młode kobiety . Luźne skarpety. Specjalny klej trzyma luźną skarpetę na miejscu. które w ustach japońskich lolitek słyszało się najczęściej. dzięki którym dziewczęta i młode kobiety mogły wyglądać bardziej dziecinnie. Dorosła męska część populacji nie pozostała obojętna. miękka wielkooka maskotka pozbawiona ust. to: „Kawaii". ale w świecie lolitek kawaii to coś.loose socks). niedojrzały i bierny. ubierały się jak dzieci i kupowały dziecinne gadŜety. rozstawionymi piętami i połączonymi palcami stóp. Zapewne młodsze pokolenie mogłoby nam co nieco dopowiedzieć.trzeba przyznać . ale termin ten ma nieco inny zakres znaczeniowy.kobiece nogi wyglądają wówczas wyjątkowo ślicznie. Ŝe to 147 one udawały dzieci. komentując infantylnymi okrzykami i chichotem bardziej sensowne wypowiedzi męskich uczestników. miły. „atrakcyjny w sposób seksualny" oraz „bystry i praktyczny w radzeniu sobie z ludźmi. Motto Hello Kitty: „Nigdy nie masz za duŜo przyjaciół" nic nie straciło ze swojej świeŜości. które nosi się zrolowane na łydkach. bo popyt na gadŜety z jej wizerunkiem trwa. lecz takŜe niewinne. bo w naszej grupie były osoby koło trzydziestki. Ŝe stała się przedmiotem uwielbienia 148 milionów Japończyków? Niewątpliwie największa część tajemnicy tkwi w jej wyglądzie. juŜ nie tak kawaii. bo . słodkie i wdzięczne. fajny i fajniutki. czaderski".i w programach telewizyjnych. Panowie uczestniczą w kulturze kawali przede wszystkim biernie: gapiąc się na lolitki z erotycznym zachwytem.w tym sensie. Bawiliśmy się ze znajomymi „japonofilami" w wymyślanie polskich odpowiedników kawaii i zgromadziliśmy następujące: „słodki. włochata ramka na wewnętrzne lusterko w samochodzie. róŜowy toster. troszkę Ŝałosne. czyli ruuzusok-kusu (od angielskiego . a nawet „zajebisty". to coś w rodzaju zbyt długich i obszernych białych getrów.

a więc stworzenia. Hello Kitty uosabia stworzenie. to z pewnością byli nieduzi. co miękkie i puszyste. delikatnych i bliskich" (Saito. Ŝe praktyczne znaczenie jest wtórne wobec symbolicznego .przeznaczeniem róŜowego długopisu z wizerunkiem Hello Kitty albo takiegoŜ tostera jest zatem przede wszystkim budowanie toŜsamości właściciela. nos jak guziczek i kokardę na lewym uchu. Najbardziej kawali są ssaki i ssakopo-dobne. które sąkawaii.stworzenia ciepłokrwiste. bez pazurów. której nie będę tu rozwijać. niedźwiedzie. ozdabiają ubrania przechodniów. Jak pisze Saito Yuriko. które ani nie ugryzie. gładkie. Ŝe w japońskiej kulturze juŜ wcześniej byli bohaterowie o cechach kawaii. schodzi na plan dalszy i dlatego. które współcześnie stały się dominującymi (czyŜ na przykład czerwony. co z natury jest duŜe. na japońskim rynku fanshi guduzu dostępnych jest mnóstwo rzeczy zupełnie pozbawionych wymiaru praktycznego. lecz zamiast tego ciągłą świadomość urody rzeczy małych. takich jak słonie. Ale wracając do Hello Kitty . pozbawionych dzikości i raczej nieszkodliwych stworzeń: „W istocie w japońskiej tradycji nie znajdujemy pochwały 'puszczy pełnej dzikich bestii'. iŜ długopis słuŜy do pisania. s. Jak pisze wspomniana Kinsella w Cuties in Japan.przedmioty i stworzenia o krągłych kształtach.to. Hello Kitty oraz tacy jej dalecy krewni jak panda Tarę. ale raczej nie nosoroŜce czy mrówkojady. lecz takŜe dla dorosłych. nalepki. oprócz przedmiotów jakoś jednak uŜytecznych. ani nie ucieknie. powiewają na suszących się ręcznikach i pościeli. Gwiazdami japońskiej telewizji przez jakiś czas była para stuletnich bliźniąt. Dyndają wesoło przy telefonach komórkowych. króliczki. z miękkimi krawędziami. co malutkie bądź miniatury tego. a inwencja designerów w tworzeniu kolejnych gadŜetów jest nieograniczona. . 1996. podstawki. Hello Kitty została uŜyta przez japońską firmę Sanrio jako główny motyw ozdobny fanshi guduzu. młode egzemplarze zwierząt i ludzi. króliczek Miffi 149 czy Ŝółty stworek Pikachu patrzą na nas zewsząd na ulicach Tokio. MoŜna jednak włączyć je do kategorii rzeczy kawali jako zdziecinniałe. a toster do opiekania pieczywa. plastikowe opakowanie z patyczkami do czyszczenia dziurek w uszach (tych od kolczyków!) oraz róŜnorakie breloczki. 240).wyŜej kryteria bycia kawaii.ma ona głowę nieproporcjonalnie wielką w stosunku do reszty ciała. choć ani miękcy. pandy. . Co najwaŜniejsze. w całej wielowiekowej japońskiej tradycji dominuje zamiłowanie do pejzaŜy uładzonych. Patrzy na świat szeroko rozstawionymi kropkami oczu i nie ma ust. choć tu mogą być wyjątki. Na przykład: pokrowiec na uchwyt do papieru toaletowego. Poza tym. przy-wieszki z wizerunkiem Hello Kitty. wszystkie te słodkie cuda przeznaczone są nie tylko dla dzieci. podpowiada mi więc. Fakt. hipopotamy. szczeniaki. kolców i zębów. okrąglutki Daruma nie wygląda słodko?). ani puszyści. czyli wszystkich „słodkich" i „fajniutkich" rzeczy (od angielskiego fancy goods). łapki pozbawione palców i nogi bez stóp.to. małe foczki. Ich specyfika polega na tym. Od debiutu białej kotki w 1974 roku popyt na rzeczy z jej podobizną nie słabnie. Najczęściej cytowana lista rzeczy. takie jak kocięta.stworzenia dziecinne. pozbawione nieprzyjemnych kantów. . . na przykład pomniejszone wersje wielkich groźnych zwierząt. misie koala. bo ta ich cecha wydawała się najbardziej cieszyć widzów. . Intuicja. obejmuje: .

tak jak Chizuko .stworzenia niezdarne. mamy dziś do czynienia raczej z kawali. w której dziewczęta świadczą teŜ inne usługi oprócz mycia klienta . krąŜące po Shibuya czy Shinjuku w rozszczebiotanych stadach. Dwudziestosiedmioletnia dziś Michiko przed dziesięciu laty pracowała przez jakiś czas w jednym z tokijskich Soaplandów w dzielnicy Kabuki-chó. trzeba parę słów poświęcić Krainie Mydła. Rzecz w tym. Paradoksalnie. Pośród wszystkich wymienionych wyŜej rzeczy najbardziej kawali jest bowiem japońska lolitka. Kerr pisze. wydają się mniej czy bardziej uniwersalne. Kobieta po trzydziestce wprawdzie nie jest jeszcze staruszką. ale słowo masaŜ odnosiło się do znacznie szerszego zakresu świadczonych przez nią usług. Ŝe „skończył się czas dŜinsów i szaleństw".moŜe powiedzieć. ale młodość ma juŜ za sobą i . niepodzielnie władają na Harajuku. co stało się z erotyczną wyobraźnią Japonii w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Określenie to uŜywane jest jako słowo-przykrywka dla popularnego rodzaju łaźni. produkuje kawali samochody. Ŝe miejsca. Geneza kultury kawali jest równieŜ istotna dla zrozumienia tego.od „masaŜu erotycznego" do fum kósu (od angielskiego fuli course). RoznegliŜowane wizerunki młodych dziewcząt ozdabiają ulice i pociągi. zastąpione zostały tą nową wszechwładną kategorią. śledzą je spojrzenia męŜczyzn. Erotyczne marzenia o dziewczętach młodszych. czyli „pełnego zestawu". ale przy kaŜdej większej stacji znajduje się od kilku do kilkuset przybytków jednoznacznego przeznaczenia. Gdziekolwiek się pojawią. Świat naleŜy do lolitek. w dosłownym języku oznaczającego stosunek . drugie słowo-klucz do zrozumienia japońskiego 151 imperium erotycznego. gdzie dziewczyny takie jak ona pracują w najstarszym zawodzie świata. wymagające opieki. zaludniają sklepy i kawiarnie. powiedziała mi Michiko takim tonem. czyli „kompleks Lolity". za które Zachód tak podziwiał Japonię. z jaką są realizowane. do których drogę wskazują szyldy i reklamy czytelne dla kaŜdego Japończyka. obsiadają pomnik Hachikó. okładki codziennych gazet i pornograficznych komiksów manga. By wytłumaczyć. jedna z tych nieprzyjemnych wprawdzie. obok otwartości. Młodziutkie dziewczęta. ale trudnych do uniknięcia chorób. nie nazywają się „miejscami. odkurzacze i tostery. co Michiko tam robiła. odnoszącą się do infantylnego królestwa kiczu i zamiast wabi. gdzie kaŜdy powyŜej trzydziestki czuje się w ich tłumie nieswojo. Rorikon to w japońskiej wersji języka angielskiego Lolita ???????. barwne jak papuŜki. dyskrecja to. rozmach i zaskakująca dla „gaijinów" otwartość. najlepiej róŜowe. dźwigi. niŜ zezwala prawo. a jedną z nich jest właśnie Kraina Mydła. W Japonii buduje się kawali domy. Wprawdzie od 1957 roku prostytucja jest w Japonii zakazana prawnie.. oznaczający erotyczną fiksację na punkcie niedojrzałych dziewcząt. często nieme. Z trzepotem wymalowanych rzęs fruwają wśród ponuro odzianych sararllmanów. ale w Japonii wyróŜnia je powszechność. gdzie kupuje się seks. To ich pragną męŜczyźni. . są najbardziej kolorową grupą na ulicach Tokio. bezbronne. gdzie kupuje się seks". Ŝe dawne kategorie estetyczne. Noszą inne nazwy. 150 Raj dla Humberta Humberta „MęŜczyźni w Japonii mają rorikon". Była masaŜystką.przedmioty i stworzenia w pastelowych kolorach. jakby była to ospa wietrzna albo róŜyczka.

Oczywiście mundurek 152 Michiko miała na sobie tylko na początku spotkania z klientem. RóŜowy neon „Soapland". zafundowali sobie angielski szyld oprócz tego w katakana. oraz jakiś czarodziejski land (które. jeśli takie było jego płatne Ŝyczenie -fum kósu. nikt o niej nie mówi. w końcu była profesjonalistką. pomaga jej nawiązać kontakt z podopiecznymi. jak uwierzyć jej na słowo. iŜ doskonale pasowała do poŜądanego wizerunku lolitki. jaki moŜemy zobaczyć choćby w Ikebukuro albo w okolicach dawnej Yoshiwara. potem masaŜ własnym nagim ciałem. Ŝe „japońscy męŜczyźni lubią być rozpieszczani". obficie przedtem namydlonym. Do jednego z takich miejsc na pół roku trafiła Michiko. Michiko. Ta filigranowa istota o delikatnych rysach wciąŜ wygląda na nastolatkę i nie utraciła do końca czaru nimfetki. „W ogóle się nie ruszali". czyli łaźniami tureckimi. złoŜonym z obszernej łazienki i malutkiego pokoiku. Tak długo jednak. a napis: „ZniŜki dla rannych ptaszków od 6. kabaretów i innych przybytków. Kiedyś łaźnie tego typu nazywano Toruko-buro. nic nie zagraŜa mizu-shóbai. pracuje jako wolontariuszka pomagająca młodocianym prostytutkom wrócić do normalnego Ŝycia.seksualny. a potem. która porzuciła dom i którą z kolei porzucił amerykański kochanek.00" widoczny z peronu Ikegami Linę na stacji Gotanda nie jest skierowany do miłośników higieny i kaŜdy o tym wie. Na koniec mistrzyni mokrej ceremonii kłaniała się w podziękowaniu biernym odbiorcom przyjemności i wręczała im swoją wizytówkę z typowo japońską grzecznością i stosowną w kaŜdych okolicznościach zasadą decorum.30 do 8. wymusił zmianę szyldu. którą Japończycy tak lubią. i nawet kaŜdy kobiecy uśmiech ma swoją cenę. uwaŜającej takie zapoŜyczenie za obraźliwe dla swojego kraju. przyjęła się. Michiko mierzy jakieś 150 cm. dlatego bez problemu znalazła.kaŜdy zna prawdę. jak pozory zostaną zachowane. Przybytki te działają na podobnej zasadzie jak salony paczinko . „dobre miejsce". knajp.. Ŝe do pracy ubierała się w najzwyklejszy szkolny mundurek z krótką granatową spódniczką i białą bluzą z Ŝeglarskim kołnierzem. Dziś oprócz tego. ale protest ambasady tureckiej. w których alkohol płynie rzeką. znaczy klienci. Mówi. czyli „wodnego interesu" oznaczającego świat barów. Japończycy uwielbiają). jak na przykład Disneyland. Soapland dawał jedyną moŜliwość zarobienia duŜych pieniędzy w krótkim czasie. dodając z chichotem. Michiko udało się zostawić przeszłość za sobą i opowiadała mi o niej bez rozczulania się nad sobą czy usprawiedliwiania. nie reklamuje więc perfumerii. Opowiada. ułatwił jej sprawę.. cechował o wiele większy pragmatyzm niŜ bohaterkę opery Pucciniego. a klienci szczególnie chwalili jej młody wygląd i dziewczęcą słodycz. Ŝe doświadczenie. Nazwa przywodząca na myśl czystość i wodę. udzieliła mi nieco dziwnej odpowiedzi. a porządek społeczny nienaruszony. Nie pozostało mi nic innego. które zdobyła w mizu-shóbai. W wyniku konkursu ogłoszonego przez Japońskie Stowarzyszenie Kąpielowe w 1985 roku wybrano określenie Soapland. Dziewczynie. NaleŜy ono do nomen omen mizu-shóbai. Byli dla ciebie mili?". czyli Sópurando w wymowie japońskiej. Właściciele niektórych Krain Mydła. jak mówi. Michiko najpierw oferowała klientowi kąpiel. waŜy pewnie . Ŝe projektuje kapelusze i kolekcjonuje stare kimona. W apartamencie. współczesne wcielenie Madame Butterfly. Dziś Krainy Mydła stanowią jedną z najbardziej klasycznych rozrywek oferowanych przez japońskie imperium erotyczne. zapytałam kiedyś Michiko. idąc z duchem czasu. Fakt. „A oni.

łan Buruma. Michiko byłaby raczej zabawna niŜ seksowna. Natura poskąpiła jej 153 nogom poŜądanej na Zachodzie smukłości i prostego kształtu. ale mało pociągająca erotycznie. chylącym się ku upadkowi domu w Ueno. Wybiegła za mną z kawiarni Starbucka w Ginzie. bohatera Lolity Nabokova. gdy moda na lolitki święciła swe największe triumfy.. które muszą przytrzymywać sobie na pupie. MęŜczyźni w Japonii kochają takie właśnie lolitki i to one królują w ich erotycznym imaginarium.. Poza tym po prostu polubiłyśmy się. gdy zobaczyłam w jednym z tokijskich sklepów przyrząd do. tak bardzo daleki memu ideałowi. Podziękowałam. gdzie licealistki noszą niebezpiecznie krótkie spódnice od mundurków. Jego zdaniem. jakoś mnie jednak fascynował. by łamać zakaz dotykania młodziutkich kelnerek. idealną cerę. bo główną atrakcją erotyczną było naprawdę tylko podglądanie. bardzo krzywe zęby i wiecznie zdziwione oczy. pasujące kolorem podkolanówki w poprzeczne pastelowe paseczki i sandałki. który badał japońskie imperium erotyczne empirycznie. popatrzeć na nie na ulicach Tokio. by oddać mi ksiąŜkę. dzieliła przestrzeń kilku metrów kwadratowych z Ŝywym kotem i stadem pluszowych maskotek. czyli kawiarnie. 154 pojawiły się nopan kissa. do którego inaczej nie miałabym dostępu. Ujmując . Ma twarzyczkę w kształcie serca. Gdy poznałam Michiko. wykrzywiania nóg). by nie podwiał ich wiatr. Właśnie. W najmniejszym mieszkanku świata.bez przerwy pacała mnie w ramię dziecinnym gestem. czyli kawiarnia). Zapytała. którą zostawiłam niechcący na stoliku. lecz młodziutkie kelnerki nie noszące majteczek pod minispódniczkami (nopan to zniekształcenie angielskiego no pants. Panowie o erotycznych preferencjach Humberta Humberta. a nie smakować cappuccino. Od tego dnia spotykałyśmy się. a kissa skrót od japońskiego kissaten. Michiko od początku zachowywała się z o wiele większą swobodą i . a wszystkie kolejne kreacje Michiko wzbudzały we mnie rozczulenie i leciutki Ŝal. ubrana była we włochatą róŜową tunikę. Michiko miała okazję do angielskich konwersacji. które moŜna by zobaczyć pod spódniczką uczennicy. mogą spotkać się w fanklubach lolitek. Na głowie miała całkiem stylowy kapelusik zszyty z kawałków grubego j edwabiu uŜywanego na kimona. Ŝe nawet w wieku sześciu lat nie miałam w sobie tyle dziewczęcego wdzięku. by realizować erotyczne fantazje o podglądaniu. miła i słodka. co jednak w przypadku japońskiej dziewczyny nie musi być wielką wadą (wiem to od czasu. to fetysz nad fetysze w erotycznej kulturze współczesnej Japonii. opowiada o grupach dorosłych męŜczyzn w garniturach chichoczących w nopan kissa jak sztubacy. Zaskoczyła mnie swoją potoczystą angielszczyzną i śmiałością. tak do nopan kissa przychodzili. pochwaliłam jej kapelusz i zaczęłyśmy rozmawiać.rzecz wyjątkowa wśród dorosłych Japończyków jak ognia unikających cielesnego kontaktu . I tak.około 40 kg i czułam się przy niej wielka jak nigdy. ile flirtowali z gejszami. ja znalazłam źródło wiedzy o świecie. których główną atrakcją była nie kawa. W przeciwieństwie do moich uniwersyteckich koleŜanek. Według zachodnich standardów kobiecego piękna. Reprezentowany przez nią model kobiecości. Białe majteczki. Według standardów japońskich. poczytać o nich w męskich wydawnictwach. Michiko jest kawaii. Ŝaden z nich nawet nie myślał. jak w herbaciarniach okresu Edo i Meiji męŜczyźni nie tyle pili herbatę. W latach osiemdziesiątych. jakie wynajmowała w starym. czy napiję się z nią kawy.

ale nie byłabym pewna. wprawne i niemądre. była wyjątkowo kusząca. jakimś cudem (moŜe z grzeczności) nie pocący się. Dojrzałe. Być moŜe w części męŜczyzn których znam. patrzą na nas z fotografii z naiwną niewinnością i pokazują białe majteczki. wielbiciele lolitek mogli nabyć uŜywane majteczki zapakowane hermetycznie w foliowy woreczek. Jeszcze niedawno w ulicznych automatach. ale Humbert Humbert oszalałby w Japonii z radości. Ŝe zostały zdjęte specjalnie na tę okazję. co mi mówili. ale połoŜono temu kres. Być moŜe zainteresowanie. z tym Ŝe w dyskretniejszej formie. by się nią cieszyć. Na organizowanej na miejscu aukcji. ale fetysz majteczek lolitki pozostał. Popularne kiedyś nopan kissa znikły z szybkością wielu innych mód. takich samych jak te sprzedające co krok napoje i papierosy. istnieją ponoć nadal. nie potrzebował całej lolitki. Te uŜywane przez dziewczęta z rozmaitych przybytków typupeep-show często są sprzedawane po „spektaklu". agresywne seksualnie kobiety to w Japonii zainteresowanie mniejszości i nie cieszą się one takim powodzeniem jak lolitka.urządzała striptiz. a niektóre pornograficzne gazetki oferują wysyłkową sprzedaŜ bielizny noszonej przez gwiazdki porno.obojętni. rzeczywiście wzbudziłyby tylko litość i chęć okrycia kocem ich wątlutkich ramionek. Lolitki. i jednej. Najczęściej czytają komiksy manga. spokojni. albo coś czytają. nawet na stojąco w tłoku godzin szczytu. ta negatywna obecność białych majteczek w nopan kissa. i drugiej aktywności Japończycy potrafią oddawać się w kaŜdych warunkach. Ŝe chce się zapytać. które muszą być czyste i higieniczne. bo moŜna było sobie wyobrazić. zanim trafią do nowego właściciela. mimo iŜ mizu-shóbai oferuje coś na kaŜdy (męski) gUSl i nawet parę atrakcji dla pań. Dziewczyny z Kabuki-chó wyglądają tak dziecinnie i słodko. I nie wiem jak inni. które przelatują przez Japonię z siłą i szybkością jesiennych tajfunów. gdy jedna z dziewcząt . czy moŜna do końca wierzyć w to.rzecz filozoficznie. starzy i młodsi. Ciało w ciało z innym człowiekiem. Podobno sprzedaŜ uŜywanej bielizny cieszyła się duŜym zainteresowaniem. z jakim kiedyś chrześcijańscy misjonarze koedukacyjne łaźnie. Bardzo lubiłam zaglądać współpasaŜerom przez ramię tak. moŜna je było zresztą kupić i tak klient zabierając ze sobą do domu fetysz. czemu nie są w szkole i gdzie podziewają się ich rodzice. męŜczyźni i kobiety patrzą w trzymane przed oczami kartki. czerwonym lateksie i wysokich butach. gładkoskóry elf z krainy wiecznego dzieciństwa. z czyimś łokciem wbitym w brzuch . patrząc na amatorskie fotografie zatrudnionych tam dziewcząt. Nieraz spacerowałam wąskimi uliczkami Kabuki-chó. by widzieć . mogę pana podglądnąć? W tokijskim metrze pasaŜerowie albo śpią. teŜ miało coś do rzeczy. Amerykanie opisywali automaty z majteczkami z takim samym uporern. informując klienta. Są dostępne. Przepraszam.dla odmiany w pełni ubrana . rysunkowe opowieści kupowane przez dorosłych i dzieci obojga płci i obejmujące wszystkie moŜliwe do wyobraŜenia tematy. To ona reprezentuje mainstream. gdzie moŜna kupić ich mundurki i inne parafernalia. wykorzystując prawo o handlu rzeczami uŜywanymi. namacalnie rzeczywiste i nie z tego świata. a miejsca. Zakaz ten nie zmniejszył jednak zainteresowania lolitkami. Dołączone doń zdjęcie dziewczynki w szkolnym mundurku potwierdzało autentyczność zakupu. niewymagające. jakie merkantylizacja fetyszystycznych pra155 gnień wzbudziła w zagranicznych mediach. Ŝe te białe gatki jeszcze niedawno dotykały jej ciała. Nie było wśród nich wampów w czarnych koronkach. setki lolitek.

dorosły powaŜny męŜczyzna. jakie zawiera gruby tom. na trzecim mamy zbliŜenie jej rozchylonych ust. Oto starszy pan w drogim garniturze i krawacie nieco bardziej fantazyjnym niŜ przeciętny. Na kolejnych obrazkach akcja gwałtownie przyspiesza. Wydłubywanie oczu. dzielnicy biurowców i siedziby władz miasta. na końcu której jest wysoki mur. na drugim odwija z papierka lizaka. 157 która na kolejnych stronach moŜe być gwałcona. Zezując w bok. kto zajmuje na tyle wysokie stanowisko. MoŜe jest dyrektorem działu? MoŜe nawet jakimś prezesem? Wsiadł na stacji Shinjuku. gubi tornister. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt. który zastygł wpatrzony w swoją ofiarę wzrokiem tak samo pełnym fascynacji jak czytający manga męŜczyzna w metrze. Białe dziecinne gatki i stłuczone kolano. krojenie piłą elektryczną. Dziewczynka spostrzega przyglądającego jej się męŜczyznę w garniturze (do złudzenia podobnego do tego. zjadanie Ŝywcem. który w swojej bogatej ofercie miał niezliczoną ilość manga na wdzięczny temat seksualnej eksploatacji i torturowania lolitki. Obrazek pokazany jest z perspektywy ścigającego dziewczynkę męŜczyzny. obserwowałam przygody nieletniej bohaterki. tłucze sobie kolano. To moŜe być koniec jednej z historii. ale równieŜ w komiksach skierowanych do kilkunastoletnich chłopców. Jeśli jednak komiks naleŜy do gatunku pornograficznej ero-manga. . w japońskich szkołach edukacja seksualna nadal pozostawia wiele do Ŝyczenia i te publikacje. który siedzi koło mnie) i jej oczy powiększają się do wielkości spodków. biegnie. Ŝe spod króciutkiej spódniczki widać jej majtki. oblewanie Ŝrącymi substancjami. co czytają inni. MoŜna wnioskować. nieraz mają taką właśnie „pouczającą" formę. przypalanie i defloracja za pomocą nieprzyjemnych metalowych narzędzi to tylko kilka przykładów z bogatego repertuaru sadystycznych praktyk. które duŜo czasu spędzają wśród ksiąŜek. wyrywanie języka. opierając się o mur tak. MęŜczyzna rusza za nią. W porównaniu z japońską manga bohater Milczenia owiec to nudziarz bez wyobraźni. jakim poddawane są lolitki w ero-manga. o jakim nie śnił Hannibal Lecter. Co moŜe czytać? Coś o uprawie ogródka? Grze w golfa? Nowinki motoryzacyjne? Nic z tego. wysuniętego języka i wielkich oczu przypominających puste oczy zwierzątka. bohaterowi nie wystarczy patrzenie na bezbronną dziewczynkę. Siada. Jak pisze Nicholas Bornoff. słuŜącwjej zastępstwie. zajął wolne miejsce koło mnie i wyjął gruby kolorowy komiks z eleganckiej skórzanej teczki. iŜ robię to z tak zwanej ciekawości poznawczej i dyskretnie. Ŝe moŜe sobie pozwolić na tę odrobinę ekstrawagancji w zuniformizowanej Japonii. dotyka wiele osób. Na pierwszym obrazku jego manga ubrana w mundurek dziewczynka wybiega ze szkoły. w których zagłębił się mój współpasaŜer. zrywa się.obrazki w ich manga. torturowana i zabita z okrucieństwem. Znalazłam w okolicach Akihabara sklep. Uczennica jest bardzo kawali. I łza zbierająca się w kąciku jednego z wielkich przeraŜonych oczu. Perwersja polega156 jąca na podglądaniu. wpada w pustą uliczkę. który pewnie ma juŜ wnuki. Dobiegłszy do końca dziewczynka przewraca się. Czytelnik widzi teraz tylko jego plecy. Lolitka i jej majteczki to wizerunek popularny nie tylko w stricte pornograficznych publikacjach dla dorosłych męŜczyzn. słodka jak ulepek. Ŝe to ktoś. ćwiartowanie noŜem do ryb. i trochę przypomina Michiko.

w wersji miękkiej dziewczyna pada łupem tylko Toma Podglądacza.w porównaniu z niektórymi okolicami Warszawy . Nawet miejsca uchodzące za tak podejrzane jak zaułki Kabuki-chó czy Yoshiwara to . narządy płciowe przedstawiono nierealistycznie i niepołączone w akcie seksualnym. ułatwia sprawę i rzecz dzieje się w majestacie prawa. Stateczne gospodynie domowe na etacie cenzorek spędzały długie godziny. Najczęściej pojawiają się wówczas. w której bohater/czytelnik podgląda roznegliŜowaną koleŜankę w sytuacji czyniącej ją bezbronnym obiektem wystawionym na męskie spojrzenie. którego stare numery z białą plamą na podbrzuszu modelek nadal moŜna wygrzebać na tokijskich pchlich targach. Kategoria „dorosłości" została dookreślona dopiero później. Tak było. włączając nagrane na wideo sceny makabrycznych morderstw. Tokio to najbezpieczniejsze z miast. wszystko inne uchodziło płazem. W fabułę dotyczącą takich „męskich" spraw. jak baseball czy wyścigi samochodowe. Ŝe w Japonii przestępstwa na tle seksualnym. Wystarczy zamazać włosy łonowe albo w odpowiednim miejscu wstawić maskujący kwadracik. jak i egzemplarze „Playboya". gdy ujęty został Tsutomu Miyazaki.Dzięki nim młodzi czytelnicy poznają sekrety kobiecego ciała w sposób. Z właściwą Japończykom skrupulatnością i powaŜnym podejściem do sprawy wytoczono więc wojnę nieprzy158 zwoitym włosom i zaczęto je usuwać przy pomocy armii cenzorów. Brutalna ero-manga na pewno nie sprzyja rozwojowi 159 . Pedofilia jest oczywiście karana. wydrapując z obrazków realistyczne wizerunki genitaliów i nieszczęsne włosy. Konstytucji z 1946 roku) zabrania realistycznego przedstawiania genitaliów osób dorosłych i aktu seksualnego. ale ich zapał gaśnie wraz z pamięcią o ofierze. które nie są dorosłe. podobnie zresztą jak wszystkie inne. Jeśli nie było włosów łonowych. morderca trzech małych dziewczynek. podobnie jak we wszystkich innych cywilizowanych krajach świata. Cenzorzy z równą skrupulatnością traktowali zachodnie publikacje na temat sztuki. Prawda jest jednak taka. O genitaliach osób. nie ingerując poza tym w treść przekazu. Czasem koleŜanka rozbierana jest przemocą. Fakt. gdy opinią publiczną wstrząsa wiadomość o zbrodni dokonanej pod wpływem pornografii. który zachodnim feministkom zjeŜyłby włosy na głowie. zaczęły automatycznie podlegać cenzurze. a jego kulminację stanowi scena. zdarzają się kilkadziesiąt razy rzadziej niŜ na Zachodzie i nawet najzacieklejsi wrogowie pornografii nie byliby w stanie udowodnić jednoznacznej zaleŜności między czytaniem ero-manga a przemocą seksualną. w którym kobieta moŜe bez większego ryzyka pójść niemal wszędzie i o kaŜdej porze. Ustalono mianowicie. na których są one widoczne. gdy władze zaczęły wytaczać procesy twórcom kontrowersyjnych obrazów. wpleciony jest wątek erotyczny.przedszkole. iŜ małe dziewczynki jeszcze nie mają włosów łonowych. Japońskie prawo przeciw obsceniczoności (oparte na artykule 175. w jakich mieszkałam. Rodzące się w Japonii co jakiś czas inicjatywy procenzurowe nie mają wielkiego wpływu i giną śmiercią naturalną. w którego domu znaleziono ogromną kolekcję materiałów pedofilskich. Ŝe „dorosłość" oznacza obecność włosów łonowych i od tej chwili wizerunki. ale w krainie wyobraźni wszystko wolno. prawo milczy. Japońskie prawo nie zabrania przedstawiania seksu z dziećmi ani jakiejkolwiek innej dewiacji wymyślonej przez ludzkość.

a odpowiedź na pytanie. warto zamykać cały pornograficzny interes. To wówczas artyści skupili swoją twórczą pasję na shunga. czyli świat gejsz. które dziś czytają Japończycy. Mistrzowie tacy jak Harunobu czy jego uczeń Koryusai. po prostu odwróci wzrok. w Edo. Z wyjątkiem kilku niechlubnych incydentów władze okresu Edo zostawiały artystom wolną rękę i nie cenzurowano shunga. W niektórych shunga obrazkom. zakazana i „nieprzyzwoita" była miłość naruszająca społeczny porządek.obrazy te składały się na kwintesencję wyrafinowania. ułoŜonym w całe historie. bo mianem baishun . Jak sugeruje wspomniany Bornoff w ksiąŜce Pink Samurai. w okresie Edo „frustracja" dotyczyła wojowników w słuŜbie szoguna. skrajną postacią otaku. siedzący obok mnie w metrze ogląda obrazki. Wtedy teŜ narodziła się kultura „kwiatów i wierzb". Dziś chodzi o zestresowanych sarariimanów w słuŜbie korporacji. a nie dominującą normę. Zwyrodnialec Miyazaki uwaŜany jest za jeden z wyjątków. Ŝe spełniają pozytywną funkcję pozwalając rozładować napięcie i frustrację. ingerencja państwa dotyczyła szerzej pojętych dobrych obyczajów. wierzono. moŜe być źródłem mojego dyskomfortu. wydaje się w Japonii oczywista. zwanym „miastem kawalerów". wychowana po japońsku. Mistrzowie shunga uwieczniali pary złoŜone z aktorów kabuki i kurtyzan. Fakt. a nie seksu. Jej początek miał miejsce przed ponad tysiącem lat w okresie Heian.feministycznej świadomości. a rozkwit w okresie Edo. Fotograficzne zbliŜenia powiększonych wagin i bogate stroje. Owszem. którego niepokorny geniusz zachwycił impresjonistów. „Ja na to nie patrzę". Dziewczynka. najsławniejszy na Zachodzie Utamaro. jak pisze Buruma w A Japanese Minor. shunga rozumiane były jako wentyl bezpieczeństwa podtrzymujący porządek społeczny.„sprzedawanie wiosny" . przedstawiające ćwiartowanie nieletniej bohaterki piłą mechaniczną.określano to. zwany japońskim 160 markizem de Sade. czyli świra. ale nie stroniły teŜ od nich kobiety i pary. iŜ męŜczyzna. porównujących go do Rembrandta. Odmienne podejście do seksualności sprawiło. gdy upowszechniła się sztuka drzeworytu. bowiem. akrobatyczne pozycje na huśtawkach i miłosna pasja ogarniająca bohaterów na tle przepięknych japońskich pejzaŜy. ale nie czyni z Japończyków pedofilów i morderców. gejsz i samurajów we wszystkich moŜliwych kombinacjach obu płci i wszystkich wyobraŜalnych „genderów". czyli „wiosennych obrazkach". powie dorosła kobieta zapytana. melancholijne kurtyzany i waleczni samurajowie spleceni w uścisku . Jeśli juŜ. ale nie realnego zagroŜenia dla uczennicy w mundurku stojącej tuŜ przy nas. Pornograficzne komiksy. za którymi szaleją dziś kolekcjonerzy na całym świecie. Ŝe w Japonii przedstawienia o tematyce seksualnej od wieków rozwijały się ze swobodą. Podobnie jak teraz ero-manga. Hokusai. W tych czasach spokoju i izolacji od reszty świata przemoc i seksualna perwersja stanowiły jedną tylko z wielu fantazji. towarzyszyły podpisy tak jak w dzisiejszych komiksach manga. portretujących barwne Ŝycie domów publicznych „wiosennych". Kunisada. a nie seks. do której nie dopuścił chrześcijański Zachód. stanowiąkontynuację długiej tradycji. shunga wykorzystywane były wprawdzie jako inspiracja do samotnych męskich przyjemności. dostarczając artystom niewyczerpanej inspiracji. co robiły kurtyzany. zapobiegają antyspołecznym zachowaniom. czy aby zapobiec ewentualnej krzywdzie kilku nimfetek. które kojarzy nam się z Japonią. istniała . co sądzi o wszechobecności pornografii. tworzyli pornograficzne „wiosenne obrazki".

a im bardziej bezwolny i podporządkowany obiekt.makabryczna odmiana shunga. która w tym czasie szalała w Europie i Ameryce. by . Ŝe przypominają pismo. emancypując się ze swoich dawnych ról. których ofiarą jest bezbronna i niedojrzała lolitką. słuŜąc rozładowaniu stresu związanego z opresywną rzeczywistością społeczną. rysowałam niezgrabne znaczki. która była obiektem erotycznego pragnienia w shunga. zwana muzane („obrazy okrucieństwa"). W ostatnich latach pojawiło się duŜo artykułów na temat. socjoloŜka. podczas naszych kilku lekcji japońskiego. Stłumiona rewolucja dziewczynek Określenie „rewolucja dziewczynek" pierwszy raz usłyszałam od Satoru. Dowiedziałam się. Moja znajoma Yukiko. Ich bunt wobec obowiązujących reguł zaczął się od ataku na bastion świętości 162 . Z ksiąŜki Yoko Haruki pod tytułem Kekkon Shimasen. tym lepiej nadaje się do tego celu. pełnią wspomnianą funkcję sublimacyjną.bo niezbadane są ścieŜki fantazji sarariimana . Gdy przygryzając język z wysiłku. zastąpiona została hybrydyczną formą kobiecości: lolitką o dziecinnej buzi i łonie. ale często z wybujałym nienaturalnie biustem. Ŝe eskalacja symbolicznej przemocy wobec kobiet stanowi pochodną dokonujących się w dzisiejszej Japonii przemian obyczajowych.. Japońscy badacze zazwyczaj uwaŜają. teŜ zwróciły uwagę na ten niepokojący fakt. stawiają przed partnerami wymagania. Satoru powiedział. na co tylko przyjdzie ochota. na które ci nie są przygotowani.przez słodką chwilę identyfikować się z ofiarą. Dziś postać.. Ŝe na początku lat siedemdziesiątych japońskie dziewczęta zainicjowały lokalną odmianę obyczajowej rewolucji. związać i poćwiartować. ani poćwiartować potem. a nie okazja. mimo iŜ kobiety nie trzeba było ani przedtem pobić. Lolitka z ero-manga nie ma zaś wymagań i moŜna z nią zrobić (przynajmniej w wyobraźni) wszystko. którzy znaczną część Ŝycia spędzają wciśnięci w hierarchiczną strukturę swoich firm. widać jasno. MoŜe teŜ . MęŜczyźni. Ŝe pełne przemocy przedstawienia seksualne. Miało to miejsce na samym początku mojej japońskiej przygody. Ŝe wiele japońskich kobiet ma juŜ inne wymagania niŜ ich mamy i nie marzy im się pokorne gotowanie zupy miso przez resztę Ŝycia. Hipotezy feministek są odwaŜniejsze. ubolewające nad mizernym przyrostem naturalnym. Japonki. MęŜczyzna. czyli Nie wyjdę za mąŜ. gdzie seks był podniecający dla obu stron. jak to się z upodobaniem przedstawia we współczesnej japońskiej pornografii. jadący z Chuo Rinkan do pracy w Shinjuku. po drodze zdąŜy taką wielkooką lolitkę posiąść. jakiego uŜywały zbuntowane dziewczynki. mówi. pisząca pracę doktorską o ewolucji męskiej seksualności na podstawie badań klientów klubów z hostessami. Podejrzewają one.japoński język. Nauka japońskiego to dla uczniów naprawdę cięŜka praca. Ŝe nowoczesne kobiety coraz częściej wzbudzają w japońskich męŜczyznach niechęć i strach przed stałym związkiem. potrzebują symbolicznego 161 zadośćuczynienia. Ta zapomniana i stłumiona rewolucja była jedną z pierwszych zapowiedzi kultury kawaii i „lolityzacji" wizerunku kobiety. ale na ogół na „wiosennych obrazkach" utrwalony został obraz krainy. podczas których podjął trud nauczenia mnie alfabetu hiragana. niechęci panów do uprawiania seksu. Japońskie władze.

Mimo iŜ apogeum kultury kawaii przypadało na lata osiemdziesiąte. Ŝe nowa moda na słodkie pismo. „zdeprawowanym". Na początku firma Sanrio wypuściła na rynek papeterie. rewolucja dziewczynek została poŜarta przez prawa kapitalistycznego rynku. w latach dziewięćdziesiątych wyrósł bardziej ironiczny i androginiczny. Wszechobecność słodkiego kiczu jest nieraz dla „gaijina" troszkę przeraŜająca albo co najmniej dezorientująca. „okrągłym". której hołduje ponad połowa japońskich uczennic. I tak pismo dziewczynek nazywano pismem „komiksowym". Zaczęły powstawać publikacje. jest to nadal jeden z dominujących trendów i trudno kupić jakikolwiek produkt. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. 163 estetyka moŜliwie najdalsza od wyrafinowanej elegancji i umiaru. pocztówki i zeszyty przeznaczone specjalnie do pisania kawaii. Ŝe . nie widząc nic dziwnego w fakcie. jest Ŝyłą złota. czasopismach. „Kawaii]". a kaŜda z japońskich prefektur wybrała na swoje logo jednego ze słodkich dziecinnych bohaterów. dostałam kartę z wizerunkiem Hello Kitty i takąŜ torebkę w prezencie. „zdegenerowanym". to normą jest zapis wertykalny. nie mając prawa do najmniejszej zmiany. a nawet w oprogramowaniu komputerowym. stała się dominującym nurtem. Podczas jednego ze spacerów w dzielnicy Dene'n Chófu sklep Sanrio w kształcie ogromnej truskawki wyrósł mi przed oczami jak psychodeliczna wizja. Z dominującej na początku ery kawaii mody typu „bal w przedszkolu". a potem posypała się cała lawina fanshi guduzu. Tak zaczęła się era kawaii. Kawaii. lecz takŜe ozdabiając je serduszkami. często łączony na przykład z elementami grunge. Zanim jednak opracowano środki zaradcze. naruszających porządek pomysłów. a szkolne autorytety nie mogły poradzić sobie z rozprzestrzeniającym się szaleństwem dziewczynek.od prezerwatyw po samoloty. Dziewczynki tymczasem zaczęły pisać właśnie poziomo i zmieniły kształt znaków.zaznaczyć swą indywidualność: kaŜdy uczeń musi opanować znak w tym samym czasie i zapisywać go dokładnie według ustalonych reguł. W ciągu kilku lat liczba uŜywających go buntowniczek osiągnęła 5 milionów. Podniesiono alarm. przemalowywano dźwigi na Ŝyrafy albo dinozaury. który nie miałby gdzieś narysowanej wielkookiej buzi. z jakimi kojarzymy Japonię. miejscowi architekci stylizowali posterunki policji na piernikowe domki. róŜne słodkie stworki uŜywane są do reklamy usług bankowych. podczas gdy jego twórczynie określały je po prostu mianem kawaii. socjoloŜka z Cambridge. Język dziewczynek przyjął się w manga i filmach animowanych. których przeraŜeni buntem dziewczynek autorzy wymyślali kolejne terminy mające oddać specyfikę zjawiska. W nowym języku zaczęły pisać listy i pamiętniki. Mimo iŜ w niektórych przypadkach Japończycy piszą horyzontalnie na zachodni sposób. Jak w Cuties in Japan pisze Sharon Kinsella. jak poradzić sobie z buntem. bo w Japonii nikt nie lubi takich ekstrawaganckich. a jedna z firm lotniczych. DostrzeŜono bowiem. a pismo buntu stało się jeszcze jednym towarem i utraciło swój rewolucyjny potencjał. szybko doceniono powagę sprawy i zaczęto zastanawiać się. wystylizowany charakter. klinik ginekologicznych i świąt religijnych. a gdy zakładałam konto w japońskim banku Mizuho. nie tylko nadając im krągły. Słodkie stworzonka zaczęły pojawiać się na wszystkim . Jednak japońskie odkurzacze nadal wyglądają jak wielkie cukierki. aby przyciągnąć klientów. „nieprawidłowym". namalowała niedawno na swoich boeingach postaci z kreskówek. pełen wdzięku styl. gwiazdkami czy małymi postaciami.

w którym bycie dorosłą kobietą/dorosłym męŜczyzną oznacza opresję. kontrolę i władzę. gdy nie było się jeszcze ani męŜczyzną.dorosłą kobietę obdarowano czymś właściwszym dla przedszkolaka. pozostaje oazą szczęścia. nigdy i pod Ŝadnym pozorem . chętnie je kupują i przebierają się w nie. ja sama miałam ukrytą potrzebę doczepienia sobie małego misia do telefonu komórkowego i zrealizowałam ją w Japonii. dziewczyny z Krainy Mydła ciągle przebierają się za uczennice. Co roku na kawaii rzeczy wydaje się w Japonii miliardy jenów. rozlega się co chwila na tokijskich ulicach i dla większości „gaijinów" jest to jedno z pierwszych słów. mroczne oblicze infantylizacji japońskiej kultury niepokoi. Abstrahując od wszystkich dyskusji na temat róŜnicy kulturowej i relatywizmu. 165 czyli „słodkie" i „fajniutkie" jest takie „hołubienie". Do męŜczyzn. by wyglądać powaŜniej i udawać licealistki. błyszczyki do ust w kawaii opakowaniach. Kawaii. Ŝe czas mija i właśnie przekroczyła granicę wieku uwaŜaną jeszcze niedawno za początek staropanieństwa. Za nic nie odpowiadam. Kawaii spinki. Dziś. Ŝe dzieci . Wiadomość. wielu ludziom łatwo się będzie zgodzić. W ten sposób 164 dziewczynki z buntowniczek stały się konsumentkami kawaii rzeczy i najdoskonalszymi obiektami męskiego pragnienia. gdy jej opowiadałam. Dlatego to drugie. konieczność wpasowania się w sztywną hierarchię płciowych ról. Upieranie się przy wizerunku lolitki jest jedyną obroną przed systemem. Erotyzacja małych dziewczynek w krwawych manga dla męŜczyzn nie moŜe być zjawiskiem niewinnym. a szkolny mundurek pozostaje najbardziej erotycznym kostiumem. Świat dzieciństwa. skarpetki. Rynek nie tylko wyszedł naprzeciw wszystkim potrzebom. które chodzą do szkół nie wymagających mundurków. Dla kobiety takiej jak na przykład Michiko jest strojem ochronnym. którzy nie chcą dorosnąć.nigdzie. a japońskie nastolatki ze swej strony wcale nie chcą wyglądać jak dorosłe osoby. aby wyglądać kawaii. nawet jeśli nie prowadzi do rzeczywistych aktów przemocy. ale wykreował nowe. Póki co dwudziestosiedmioletnia Michiko nie zamierza pogodzić się z tym. zdziwiła się Michiko. spódniczek z klosza i podkolanówek. brzmi: „Jestem jeszcze mała. Kult lolitek to jedna z reakcji przeciw systemowi. jaką Michiko zna. ani kobietą.nie powinno przedstawiać się jako obiektów seksualnych i przedmiotów sadystycznych . Dla męŜczyzny wizerunek lolitki reprezentuje seksualność bez konsekwencji i odpowiedzialności. jakie są w stanie wyłapać z potoku obcej mowy. które w okresach wyprzedaŜy krąŜą tłumnie wokół butików na Harajuku czy Shibuya. W kulturze kawaii moŜna teŜ dostrzec pozytywne aspekty. gdy wszystko było wolno. piórniki i saszetki kupowane są przez tłumy dziewcząt. nie przemawia wizerunek dojrzałej. pod warunkiem. świadomej swojej seksualności kobiety. podstawki i ramki. gdzie nikogo to nie dziwiło. Nie dojrzałam do dorosłego Ŝycia. „Po co?". jaką wysyła ten kostium. i dlatego nie rezygnuje ze swoich włochatych tuniczek. Ŝe się nasze „wewnętrzne dziecko" nie zmieni w despotycznego bachora. Michiko mówi. jak po lekcjach w siódmej czy ósmej klasie upychałyśmy z koleŜankami w torbach idiotyczne fartuszki z poliestru. które pozwalają ludziom hołubić swoje „wewnętrzne dziecko" i kupić mu czasem ulubioną maskotkę. Ŝe nawet te nastolatki. jaką mały chłopiec ma nad swoimi zabawkami. więc dajcie mi spokój". „Kawaii!!!". Jak się okazało. dwadzieścia lat od narodzin „fajnej kulturki" kawaii.

zmieniły buty na wygodniejsze i znów wymyśliły jakąś rewolucję. Ŝe wspaniała wielowiekowa kultura Japonii stanie się tylko kawali.. jeśli szczęście będzie im sprzyjać. który nie tylko wyglądał jak Chanel. czy to moŜliwe. Nacisk w tak wielu japońskich historiach. niemal nieruchome.praktyk. ani męŜczyzną. MoŜe jednak powinnam napisać „blisko niej". gdy bezskutecznie próbowałam porozumieć się w kasie teatru Takarazuka. Wygląda! jak fantastyczny statek z masztem. namalowane własnoręcznie portrety i inne dowody uwielbienia. włączając te odgrywane na scenie Takarazuka. a więc. Fanki marzą. przypominała słynącą z klasycznej elegancji księŜnę Masako. Miałyśmy iść na spektakl zatytułowany Romans de Parts. cierpliwe wielbicielki przez chwilę zobaczą z bliska upragnioną twarz. Ŝe bilety rezerwuje się z wielkim wyprzedzeniem lub bladym świtem przychodzi. na ich dziecinne bluzeczki i kiczowate plastikowe pantofelki. sympatycznej twarzy. warta jest poświęcenia. Gdy płynąc od stacji Yurakuchó w potokach niespodziewanej wiosennej ulewy. łan Buruma A Japanese Mirror VI. Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Otoko-yaku w deszczu Umówiłam się z Naomi w Hibiya. Ŝe naleŜy do fanklubu jednego z otoko-yaku i dlatego moŜe dostać bilety nawet na najbliŜszy spektakl. która wrzucona do wrzątku wyskoczyłaby i uratowała się. tym cenniejszy. a tak. zatrzyma się na chwilę. raczej jej destrukcję niŜ rozkwit.. wyszeptane przez młodą Japonkę o zabawnie piegowatej. Patrząc na papuzie grupki dziewcząt z Tokio ubranych tak. pada na kres młodości. Gdy pojawi się. Dałam Naomi wizytówkę i po kilku dniach przysłała mi e-mail. bardzo szczupła postać o krótkich. dla mnie był to pierwszy raz. ani kobietą. jak zwykły czynić to zawsze przed i po kaŜdym spektaklu. kiedy woda zawrze. Kobiety stały tam. gdy moŜna na mgnienie oka znaleźć się blisko niego. czekających przed 167 wejściem do róŜowawego budynku o monumentalnej architekturze. nie zwaŜając na deszcz. jeśli chcę. moją uwagę od razu zwrócił tłum kobiet z parasolami. ale był Chanel. Naomi odwiedza Takarazuka kilka razy w miesiącu. spokojne. aktorkę Takarazuka. Alternatywą jest pozostanie wiecznym efebem lub dziewczyną. Ŝe udawałam się tam w towarzystwie prawdziwej fanki i znawczyni. wysiadając z samochodu albo wychodząc z teatru. moŜe. mogę z nią pójść. marzyłam. zastanawiałam się. co oznacza odmowę dorosłości. przed nową siedzibą Takarazuka. Nie wiedziałam. rozjaśnionych na kasztanowo włosach uśmiechnie się i pomacha fankom. Poznałam Naomi. Gdyby tak te dziewczynki. Wtedy usłyszałam cichutkie: „MoŜe ci pomóc?". Ubrana w kostiumik. Ŝe się ją dostanie. „Niego?". „fajną kulturką"? Kerr porównuje obecny kryzys Japonii do syndromu powoli gotującej się Ŝaby. Chwila. przez tłum przebiegł szmer . teatralnej dzielnicy Tokio. by nie przypominać dorosłych kobiet. uŜyć Ŝeńskiej formy osobowej? Kobiety przed teatrem czekały bowiem na otoko-yaku o imieniu Asami Hikaru. by móc podarować mu listy i pluszowe zwierzątka. Wysoka i wiotka. Były fankami Takarazuka czekającymi na przybycie swojego idola tak. nawet nie zauwaŜy. którego czubek ginął w miękkiej szarości nieba napęczniałego od wilgoci. dobiłam na miejsce. odtwarzającą męskie role. Kiedy w końcu pojawiła się w drzwiach. by w gigantycznej kolejce stanąć po wejściówkę bez Ŝadnej zresztą pewności.

Scenę w deszczu przesycał niewysłowiony smutek tego. wyraźnie nie naleŜało do tego świata. Takarazuka narodziła się w 1913 roku w małym japońskim miasteczku koło Osaki. a zgromadzone pod teatrem fanki kochały jej męskie wcielenie. naleŜała do Ŝeńskiej płci. Musical. Aby zwiększyć ruch na linii kolejowej. gdy pierwszy raz zobaczyłam otoko-yaku. ani męŜczyzną. rewia i operetka łączą się tym przedsięwzięciu w całość jedyną w swoim rodzju. gdybyśmy nie zostali zmuszeni do wyboru albo . adoracja miała charakter niemal religijny. japoński milioner. Nie było jednak Ŝadnego przepychania się. od którego teatr wziął swoją nazwę. impresario i polityk. Narodzinom teatru Takarazuka towarzyszył ukuty przez Kobayashiego slogan „czystej. utsukushiku) rozrywki rodzinnej.wysoka. Szczegółowe informacje na temat Takarazuka moŜna znaleźć w ksiąŜce Jennifer Robertson Takarazuka. Ŝe odgrywanie męskich ról na scenie bardziej uwraŜliwia dziewczęta na . które spłynęło z deszczowego nieba i mimo wizyty. była ubrana śmiesznie i kiczowato. ale Ŝaden opis nie zastąpi wizyty w teatrze Takarazuka. okazało się nic nie warte. zamieniając basen na scenę. Jako Ŝe nawet w kraju o tak bogatej tradycji męsko-damskich przebieranek jak Japonia. Czarna męska koszula opinała niemal płaską klatkę piersiową. krzyków. stosownej i pięknej" (kiyoku. szarpaniny. powiedziała towarzysząca mi Naomi. i zrekompensować mniej udaną inwestycję w postaci pierwszego w Japonii odkrytego basenu. androginiczna postać wyglądała jak bóstwo. Fakt. jaką zaszczyca Ziemian. tylko jakąś pośrednią formą bytu. tadashiku. Hikaru Asami miała buty na wysokim obcasie. ale ruszała się w nich zamaszyście jak męŜczyzna. iŜ oglądanie kobiety przebranej za męŜczyznę i śpiewającej miłosną piosenkę trzymanej w ramionach koleŜance jest 169 niewinną rozrywką dla całej rodziny. co wcześniej słyszałam o Takarazuka. a aktorki nazywane są „takarazinkami" (Takarasiennes) na wzór paryŜanek (Parisiennes). teatr Takarazuka to „niska kultura". Od początku mianowicie przekonywał publiczność i krytyków. obcisłe jak druga skóra haftowane na złoto dŜinsy podkreślały chłopięcy kształt bioder i długie zgrabne nogi. uŜywając męskiej formy zaimka osobowego. Wszystko to. i jednocześnie najpotęŜniejszy teatr masowy. jedynej jak dotąd zachodniej pracy antropologicznej poświęconej temu zjawisku. zgromadził dwanaście dziewcząt i stworzył z nich zespół teatralny. ale mówiła „ja". niełatwo było bronić tezy. w której wszystkie role grane są przez kobiety.podziwu. jaką moŜe wolno byłoby nam się stać. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Ale od tej androginicznej postaci emanował czar elfa i nieziemski erotyzm. Rzeczywiście . Zgoda. Dla fanek to Takarazuka Revue albo po prostu Takarazuka. jaki stworzono na początku ubiegłego wieku. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Kobayashi Ichizó. a cała inwestycja okazała się nad podziw udana. Otoko--yaku Asami Hikaru nie wydawała się ani kobietą. transcendujący ograniczenia płci i rodzaju. „Uwielbiam go". w porównaniu z dostojnym kabuki. 168 a jej makijaŜ zbyt wyraźny. co nie moŜe się zdarzyć. której był właścicielem.albo. jeśli ktoś jeszcze uwaŜa ten hierarchiczny podział za przydatny. ojciec Takarazuka wymyślił prawdziwie akrobatyczne uzasadnienie. „ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Kabuki na odwrót w wersji pop Takarazuka-shójo-kageki (Dziewczęcy Teatr Muzyczny z Taka-razuki) to największa na świecie trupa. miała kobiece dłonie.

tajemniczy. uznanie Takarazuka za oryginalną w formie „szkołę Ŝon" nie było pozbawione sensu. otoczony przez kompleks rozrywkowy o nazwie Familyland albo Famirirando w wymowie japońskiej. Były przypadki samobójstw z miłości i namiętnych romansów między fankami a gwiazdami. jest dziś pełnym sklepików z wszystkimi moŜliwymi gadŜetami miejscem kultu dla kobiet namiętnie kochających kobiety przebrane za męŜczyzn. z wzruszająco staroświeckim hollywoodzkim przepychem. Takarazuka Revue bardzo często pojawia się w japońskich mediach i podróŜuje po świecie. dając dobry przykład widowni. podkreślając. Odtwórczynie ról Ŝeńskich teŜ wprawdzie cieszą się zainteresowaniem i sympatią zrzeszonych w fanklubach pań. Kult otaczający odtwórczynie ról męskich sprawił.tak jak było od początku . To wystarczyło. odtwarzające role Ŝeńskie. 170 androginiczni otoko-yaku. Ŝe popularność Takarazuka przerosła kabuki (w przeciwieństwie do kabuki.niuanse męskiej psychiki. które naleŜy rozpatrywać w kontekście tamtejszej kultury. a polityka kierownictwa kładzie duŜy nacisk na wykluczanie jakichkolwiek erotycznych dwuznaczności w oficjalnych wizerunkach. Z takiego punktu widzenia przywdzianie męskiego kostiumu przez dziewczynę stanowiłoby akt nadgorliwego konformizmu raczej niŜ rewolucyjny gest transgresji. Mimo iŜ Takarazuka ma o wiele mniejszy prestiŜ niŜ dostojne kabuki. Kierownictwo teatru (złoŜone . które zajmują się ceremonią herbacianą i . Po dziesięciu latach działalności niewielka scena przebudowana została więc w gigantyczny teatr o trzech tysiącach miejsc. a ich zdobycie graniczy z cudem. cichy niegdyś kurort z gorącymi źródłami. ale obiektem kultu są przede wszystkim kobiety grające męskie role . nie stając w konflikcie z obowiązującą w Japonii patriarchalną polityką seksualną. To kabuki na odwrót w wersji pop pozostaje zjawiskiem specyficznie japońskim. teatr Takarazuka wydaje się nieprzekładalny na języki odmiennych kultur. kwiat uznawany za symbol Takarazuka). Wszystkie osoby związane z teatrem obowiązuje niepisana zasada dyskrecji. Ŝe niemal niemoŜliwy . grające męŜczyzn. by Takarazuka rozkwitła. z których około czterystu to aktorki: musume-yaku. ale jej sława nigdy właściwie nie przekroczyła granic Japonii. Takarazuka ma dziś w Tokio i rodzinnym miasteczku dwie ogromne sceny na trzy tysiące widzów i zatrudnia ponad siedemset osób. Cenzura publicznych wypowiedzi członkiń zespołu dotyczy zwłaszcza ich Ŝycia prywatnego i preferencji seksualnych. Dzięki temu uczą się one być wartościowszymi Ŝonami i matkami w przyszłości. Podobnie jak inne szalenie popularne w Japonii formy subkultury kobiecej i dziewczęcej. Kontakt z dyrekcją jest tak trudny. Bilety znikają błyskawicznie. i otoko-yaku. Jako Ŝe Kobayashi zawsze deklarował swoje pełne poparcie dla konfuncjańskiego ideału kobiety jako patronki domowego ogniska. Ŝe takarazinki powinny być postrzegane jako „normalne dziewczyny". W firmowych materiałach reklamowych i promocyjnych nadal widzimy jedynie powierzchowny wizerunek aktorek przedstawianych w estetyce glamour. Takarazuka i jej aktorki otacza kordon pilnie strzeŜonej czy raczej sprytnie kontrolowanej tajemnicy. określana mianem sumire (czyli fiołek. a na pewno dowcipu. Miasteczko Takarazuka. Takarazuka w 1986 roku wzbogaciła się o jeszcze jedną trupę). tak samo silnie zakorzeniona jest w długiej japońskiej tradycji ambiwalentnych płciowo bohaterów.z męŜczyzn) kontynuuje zatem politykę ojca Takarazuka.uzyskanie zgody na publikację zdjęć do tej ksiąŜki zajęło mi pół roku.

z całą pewnością mieliby teraz grono świętych o zagadkowej pici i skłonności do zmiany kostiumów. gdy konieczność spotkania z bratem buntownikiem ją do tego skłaniała. Ŝe te piękne japońskie dziewczęta celebrują swą odmienność w campowym spektaklu.układaniem kwiatów w czasie wolnym od gry na scenie. w których nigdy nie jesteśmy doskonali. brzmi oficjalna definicja sytuacji. lecz . czułe związki między młodymi dziewczętami nie są potępiane w japońskiej kulturze. teŜ nieobca jest płciowa ambiwalencja. Idąc śladem bogini. sądząc. Buddyzmowi. bogini Amaterasu. a melancholijną zgodą na to. Jako przedsięwzięcie otwarcie lesbijskie Takarazuka postrzegana jest często za granicą i gdy na przykład w 1994 roku pojawiła się w Londynie. bowiem wydaje się. aby był ironiczny. gdy Ŝadna z nich nie zaczyna zachowywać się w sposób uwaŜany za męski (na przykład ubierać się i mówić jak męŜczyzna). Główne bóstwo religii shintó. nie dziwi. Japońskie przebieranki cechuje powaga nieznana drag ąueens i drag kings Zachodu. Ma ona między innymi religijną genezę. Ten aspekt od początku często wykorzystywany był przez krytyków teatru. Jak łatwo się domyślić. polega bowiem z grubsza zachodnia estetyka określana mianem camp. w okresie Edo na przykład bywały gejsze płci męskiej uczone kobiecych ról i bawiące w przebraniu męŜczyzn gości. te dyplomatyczne zabiegi słuŜyły i słuŜą wykluczaniu jakichkolwiek niedomówień na temat ewentualnego homoseksualizmu takarazinek. a z kolei podczas niezwykle dostojnej ceremonii wstąpienia na japoński tron cesarz symbolicznie staje się kobietą. Ŝe teatralne i parateatralne rozrywki oparte na tego rodzaju praktykach od wieków występowały w Japonii w duŜej rozmaitości.podkreślone mrugnięciem oka czy przesadnym gestem . ale tylko do czasu. drugiej religii Japonii gładko koegzystującej z shintó. świątynne tancerki przebierały się za chłopców. które mogą na dobre stracić zainteresowanie prawdziwymi męŜczyznami. pod którą nie sposób nie szukać ukrytego sensu. Gdyby jednak tak się stało. gustowała w zmianie kostiumów. Na przekonaniu o tragikomicznym wymiarze kobiecych i męskich ról. Nas w męŜczyźnie 172 przebranym za Marylin Monroe najbardziej podnieca to . Oto „normalne dziewczęta". iŜ kult otaczający Takarazuka ma lesbijski charakter i „zagraŜa 171 zdrowiu" dziewcząt. a efekt jest nie tyle campuwy. które w męskim przebraniu stają się idolami innych „normalnych dziewcząt". Dla Japończyków odgrywanie roli innej płci uwaŜane jest za umiejętność wymagającą maestrii. Skoro nawet bogini. Ŝe dla Japończyków w zabawie tej waŜne są inne wartości niŜ ironia. którzy przekonywali. a niektórzy chłopcy za dziewczęta. wcieleniem Amaterasu. gejowska prasa nie mogła wyjść z zachwytu.pęknięcie między jego wysiłkiem. co po prostu piękny. W japońskiej kulturze tradycja męsko-damskich przebieranek jest prawdopodobnie silniejsza i trwalsza niŜ gdziekolwiek indziej. jakie kierownictwo Takarazuka przywykło formułować od lat. Od japońskiego transwestyty nie wymaga się. która dała początek rodowi cesarskiemu. Ta śmiała interpretacja skłoniła szefa zespołu do kolejnego publicznego protestu. a bardziej konserwatywne w tej materii chrześcijaństwo nigdy nie przekonało Japończyków. Wprawdzie bliskie. iŜ ideału osiągnąć się nie da. przebierała się za męŜczyznę. by wyglądać zupełnie jak boska blondynka. a początkom teatru kabuki towarzyszyło zupełne pomieszanie płci i ról odgrywanych przez aktorów i aktorki na scenie oraz w Ŝyciu.

Nie bez powodu teŜ teatrem uwaŜanym za wizytówkę Japonii jest kabuki. z racji której female impersonators stają się gwiazdami na taką skalę. z którą czas (być moŜe przy pomocy chirurgów plastycznych) obchodzi się nadzwyczaj łagodnie. „Sztuczna" kobieta jest estetycznie doskonalsza od prawdziwej. symboliczne zmiany pici nie mogą dotyczyć kobiet i męŜczyzn w tym samym stopniu. którzy próbują swych sil na scenie. wcielając się w tę rolę z powagą i mistrzostwem aktora kabuki. która nabrała mnie w Ginzie. Ten najsłynniejszy japoński transwestyta.bo Ŝeńska forma tych słów jest tu z pewnością właściwsza . wysoką kobietę w czarnej sukni i boa z lisów i słuchałam francuskich piosenek śpiewanych przez nią po japońsku w rozdzierającym serce stylu wielkiej divy. Ŝe posiadała rzadki talent aktorski i . Japonia nie była i nie jest krajem równości pici. by reprezentować je na scenie mogli aktorzy męŜczyźni. pewne jest tylko to. a jej wzruszenie na granicy łez niemal mi się udzieliło. a nie mak impersonators stają się gwiazdami mediów. „za to biŜuterię zawsze noszę prawdziwą". zgromadzona w sali urządzonej z barokowym przepychem. a artysta nie przypominał dragąueen z Nowego Jorku czy Londynu.bardziej przekonujący niŜ osoba tej płci. to raczej female. Jako młody męŜczyzna święcił triumfy w spektaklu Czarna jaszczurka. przysłuchiwała się w naboŜnym skupieniu. JakieŜ więc było moje zdumienie. drapiąc w gardle jak dym. W jej losach. gdy dowiedziałam się. aktor i piosenkarz. powiedziała w jednym 173 z niedawnych wywiadów. Ŝe kobieta w czarnej sukni to biologiczny męŜczyzna! śaden z elementów przedstawienia nie był wyraŜony w znanym mi języku campu. Istota o szlachetnej twarzy. „Niektórzy twierdzą. często pojawia się w mediach. Nie przez przypadek gwiazda. a publiczność podziwiała doskonałość maskarady. tancerka Okuni. tak jak zmaltretowane zabiegami ogrodniczymi drzewko bonsai mojego sąsiada Matsury przewyŜsza pod tym względem drzewo. Miwa ma około siedemdziesiątki i nadal jest kobietą. Miwa ma wielu naśladowców. był teŜ przyjaciółką i muzą . była męŜczyzną grającym kobietę. a nie odwrotnie. grając oczywiście główną rolę Ŝeńską. których skomplikowana natura do dziś intryguje badaczy twórczości autora Zakazanych kolorów. składają się na przyczynę. Początek kabuki dała u zarania XVII wieku kobieta. Nie wtajemniczyli mnie jednak w szczegóły (sympatia sympatią. Patrzyłam więc na szczupłą. ale dlaczegóŜ by nie zrobić dowcipu „gaijince"?). bowiem sztuczność to waŜna cecha estetyki Krainy Kwitnącej Wiśni. Publiczność. którego piękno jest naturalne. o wiele waŜniejsza niŜ ironia i dystans. Sądziłam.słynnego pisarza Mishimy Yukio. Celebrowany z pasją urok sztuczności i dreszcz erotyczny. którą odgrywa. Ŝe nie jestem prawdziwą kobietą". Dziś. które popsułoby całą przyjemność. jaki wywołuje płciowa ambiwalencja. w połączeniu z bardziej tolerancyjnym podejściem do seksualności w ogóle. z którego kobiety wykluczono. wiele lat po samobójczej śmierci Mishimy. nie oczekując demaskatorskiego mrugnięcia okiem. Na jeden z takich koncertów do klubu w tokijskiej Ginzie zabrała mnie Mariko ze swoim towarzyszem Ŝycia. owianych tajemnicą. On po prostu był kobietą. jak na przykład Miwa Akihiro. Nieznana mi dama rzeczywiście śpiewała pięknie i przy jakimś szalonym tangu zaczęłam na dobre ulegać magii spektaklu. Ŝe mam do czynienia z artystką w rodzaju japońskiej Ewy Demarczyk. tworząc z nim jedną z tych niesamowitych kombinacji miłosnych. Nie bez powodu grację i wdzięk aktorów kabuki stawiano za wzór do naśladowania dla rzeczywistych kobiet. od kilkudziesięciu lat Ŝyje i występuje publicznie w kobiecym przebraniu.

W najwcześniejszym okresie istnienia kabuki grały w nim tylko kobiety. których moŜna się nauczyć. kobiety swobodnie wcielające się w męskie role musiały budzić niepokój. Multiplikacja ich wizerunków na pornograficznych drzeworytach uczyniła z nich własność masowej wyobraźni. jak i Ŝeńskie. Homoseksualne związki dorosłych męŜczyzn nigdy bowiem nie wydawały się Japończykom tak atrakcyjne. Następnym krokiem wiernego zasadom konfucjanizmu szogunatu było więc zastąpienie rozpieszczanych młodzieńców dorosłymi męŜczyznami. powszechnie uwielbiani i rozpieszczani. To 175 właśnie wtedy krystalizowała się japońska forma dandyzmu i ideał bishónen. To właśnie owo „zaniedbywanie obowiązków" i nowa forma seksualności raczej niŜ seks w sensie homoseksualnej „rozwiązłości" stały się powodem dalszych zmian w kabuki. Wykluczenie kobiet wprawdzie oficjalnie słuŜyć miało umoralnieniu teatru kabuki. Kobiety. jakie prowokowała ich obecność na scenie. Młodzi chłopcy okazali się równie poŜądani erotycznie i wkrótce zostali nowymi gwiazdami ówczesnego półświatka. ale całemu porządkowi społecznemu. skłaniali swoich patronów do trwonienia fortun i zaniedbywania obowiązków rodzinnych i słuŜbowych. którzy mieli odtąd grać Ŝeńskie role. Swobodna zmiana ról płciowych. otoczeni adoratorami tej samej płci. Taki jest teatr kabuki dziś: kilkudziesięcioletni męŜczyzna przebrany w kimono moŜe grać w nim role zrozpaczonej matki. W onnagata podziwia się . jak i w buddyzmie.sukces w udawaniu męŜczyzny podwaŜał leŜące u podstaw płciowej hierarchii przekonanie. dopóki nie narodzi się powtórnie jako męŜczyzna. które ośmieliły się podjąć taką próbę. Nie bez przyczyny więc nawet w czasie. które odtwarzały zarówno role 174 męskie. Ta próba oderotyzowania kabuki powiodła się. Ŝe kobiecość jest niŜszą formą istnienia. ryzyko rozwiązłości zostało w ten sposób powaŜnie zredukowane. którzy odtąd mieli grać kobiece role. Związek aktorek kabuki z nielicencjonowaną prostytucją i nieustanne krwawe spory sponsorów o względy ulubionych artystek skłoniły więc w 1629 roku szogunat Tokugawa do zastąpienia kobiet młodymi chłopcami. ale sam pomysł. w kobiecych strojach. dzielnej kurtyzany albo młodziutkiej zakochanej dziewczyny. ale stanowiło równieŜ pochodną innego. znacznie powaŜniejszego zamieszania.przekształciła widowisko taneczne w teatr. Młodzieńcy pojawiają się na scenach współczesnego kabuki. spotykały się ze społecznym potępieniem i karą . W okresie Edo popularność kabuki rosła z roku na rok. zastąpienie kobiet młodzieńcami nie podniosło morale kabuki. na który trzeba wielu generacji i kolejnych coraz doskonalszych wcieleń. Tak czy inaczej. Nawet poza sceną przebrani w kobiece stroje. Zarówno w filozofii konfucjańskiej. rozumianych jako zbiór gestów i zachowań. Jest to jednak długotrwały proces. pięknego. stawały się muzami artystów i przyjaciółkami moŜnych. W doktrynie buddyjskiej na przykład kobiece ciało uwaŜa się za niedoskonałe i nieczyste. wydaje się Japończykom sprzeczny z ideą tej sztuki. tylko męŜczyźni mogli równieŜ poza sceną prowadzić Ŝycie jako kobieta. czyli odtwórcę Ŝeńskich ról. zagraŜała więc nie tylko moralności. gdy w kabuki grały obie pici. iŜ kobieta z krwi i kości mogłaby zastąpić onnagata. otoczone atmosferą dwuznacznej sławy. a młode aktorki. otwierając drogę niezliczonym naśladowcom. androginicznego młodzieńca. a więc oświecenie nie jest dla istoty obdarzonej takim ciałem dostępne dopóty. uznawane za byty niŜsze.

W kabuki kobieca pleć została więc wykluczona. co po angielsku nazywamy gender. kaŜdego roku aplikuje do szkoły muzycznej Takarazuka około sześciuset marzących o sławie 177 dziewczynek w wieku 15-18 lat. Ŝe japońskie kobiety potrafią grać role kobiet nie gorzej od męŜczyzn. Jak uwaŜają znawcy kabuki. na scenie znów pojawiło się kobiece ciało. urodzić dziecka. Podobny zabieg. gdzie Japonki przychodzą. reprezentowanej przez męskiego aktora kabuki. takarazinkom tak długo. które ponownie otworzyły przed kobietami scenę: oprócz idei kobiecości. onnagata moŜe to zrobić lepiej właśnie dlatego. z których po morderczych egzaminach wybranych zostaje tylko czterdzieści. który onnagata odgrywa za pomocą odpowiedniego kostiumu. jakby jakaś tajemnicza siła starła z ich twarzy charakterystyczny dla Japonek wyraz wiecznego zmartwienia. dziewczyny z Takarazuka muszą nie tylko sprostać wysokim kryteriom artystycznym. Dzięki otwarciu Japonii na świat w okresie Meiji (1868-1912) na sceny weszły sztuki europejskich oraz amerykańskich autorów i aktorki takie jak Matsui Sumako zaczęły udowadniać. Takarazuka. róŜowawe światło. jak robi to drag queen. W przeciwieństwie do aktorów kabuki. mimo iŜ o mniejszym prestiŜu niŜ kabuki. co . Ŝyć otwarcie w nieformalnym związku. Poza tym wokół widzimy tylko kobiety. ubrany jest zgodnie z kodami wskazującymi na przynaleŜność do mniejszości seksualnej i artystycznej bohemy (skłonność Japończyków do uniformów ułatwia rozpoznanie). którzy mogą mieć rodziny. jak chcą pozostać w teatrze (a więc do około 35. Ironia chce. obłe kształty nie tylko freudyście mogą przywieść na myśl kobiece łono. z jaką powtarza on gesty uznawane za kwintesencję kobiecości. roku Ŝycia). Takarazuka to przestrzeń kobieca. Tu najwyraźniej nie ma wstępu. choć a rebours. Tłumy kobiet zrelaksowanych. Ŝe jest męŜczyzną. ale takŜe dostosować się do niezwykle surowych wymogów dotyczących ich Ŝycia osobistego. który licznie zaludnia ulice Tokio. Ŝyjące 176 na marginesie przyzwoitego społeczeństwa. wysoko postawionego głosu oraz zestawu wyuczonych gestów i póz. ale zanim Ŝeńska trupa mogła powstać. chrupiących ciasteczka. Jakie są? Kim są gwiazdy Takarazuka? Aby stać się obiektami pragnienia fanek. nie wolno wyjść za mąŜ. W Takarazuka uderza w oczy niemal zupełny brak heteroseksualnych par i tego charakterystycznego typu w ciemnym garniturze. zastosowano w Takarazuka. Czerwone dywany. Oficjalnie takarazinki są czyste i dziewicze jak lilie. by podziwiać młode piękne dziewczyny przebrane za męŜczyzn. aktorki ciągle uwaŜane były za kobiety dwuznacznej profesji. W krainie wiecznych dziewic i efebów Wnętrze tokijskiego teatru Takarazuka jest dziwnie małe i przytulne w stosunku do monumentalnej architektury widzianej z zewnątrz. zwanego sararii-manem. pozostawiając miejsce dla kobiecego rodzaju. uśmiechniętych tak. Ŝe największy zachwyt wzbudza ono w męskim przebraniu. Jeśli juŜ pojawia się jakiś męŜczyzna. czyli tego. miękkie. japońskie kobiety musiały odzyskać prawo grania na scenie. Mimo tych ograniczeń wolności osobistej. Kandydatki powinny pochodzić z „dobrych rodzin". Onnagata nie próbuje „podszyć się" pod konkretną kobietę. Jednak gdy Takarazuka powstawała. naleŜy do tych teatrów. oczywiście.maestrię. ale przedstawić za pomocą odpowiednich środków ideał kobiety. Miejsce. ani.

choć bardzo rzadko. Wiele takarazinek Ŝyje w internacie takŜe wówczas. Dla przykładu otoko-yaku uczy się poruszać ekspansywnie. jakie musi sobie przyswoić otoko-yaku i musume-yaku. które muszą wypełniać pod okiem starszych takarazinek. z łokciami w pewnej odległości od ciała. To wówczas . KaŜda z trup odznacza się indywidualnymi cechami.na takich właściwościach socjopsychologicznych. zwaną „złotą kombinacją". sposobów ekspresji słownej. a przyszłe odtwórczynie ról męskich obci-nająwłosy i uczą się zachowywać jak męŜczyzna. ale te dziewczęta.obciąŜane są cięŜszymi obowiązkami. Wszystkie rezydentki na przykład odpowiedzialne są za sprzątanie.osobiste preferencje. która umówiła się na randkę w jednym z eleganckich lokali w tokijskiej 178 Ginzie. zatrudniany jest w Ŝeńskiej roli (np. takimi jak „dyskretny wdzięk" bądź „gwiazdorstwo". gdy zaś . intonacji. które stają się gwiazdami. ale młodsze . Jak pisze amerykańska autorka. w roli kobiety o silnym charakterze jak Scarlett 0'Hara). a ich codzienne Ŝycie uporządkowane jest jak w koszarach. nigdy nie zagra w Takarazuka. Oczywiście na ogół studentki pragną zostać właśnie otoko-yaku. Dziewczyny mieszkają w pilnie strzeŜonym internacie po dwie. mogące sobie pozwolić na kosztowne studia swoich córek. niezaleŜnie od tego. Na drugim roku szkoły muzycznej Takarazuka dziewczęta zostają podzielone na dwie grupy. Tsuki (KsięŜyc).według terminologii wprowadzonej przez Robertson . Od tego czasu większa część codziennych zajęć będzie nastawiona na uczenie się kata. Tylko absolwentki szkoły muzycznej mogą zostać artystkami w tym teatrze. jak byłaby utalentowana.oznacza w praktyce rodziny dobrze sytuowane. Takarazinki dzielą się na pięć zespołów: Hana (Kwiat). panuje wojskowy rygor i hierarchia. W Takarazuka kierownictwo. czyli aktorkę grającą męskie role i jej koleŜankę specjalizującą się w rolach Ŝeńskich. bo kierownictwo Takarazuka wierzy. KaŜdy zespół ma swoją parę gwiazd. budowa ciała.oprócz kryteriów fizycznych (wzrost. a ich wizerunki zajmują centralne miejsce na plakatach i okładkach czasopism. a wtórny . Yuki (Śnieg). których wynajęcie nierzadko jest sponsorowane przez bogate fanki (lub rzadziej fanów). trzy w kaŜdym pokoju. Hoshi (Gwiazda) i Sora (Niebo). jak osobowość i . To one wcielają się w zakochanych bohaterów kolejnych sztuk granych w Takarazuka.w pewnym stopniu . Wszystkie domowe prace wykonywane są przy tym ręcznie. Ŝe wspomaga to kształtowanie charakteru podopiecznych. dłońmi zaciśniętymi w pięści. sprawują męŜczyźni.takarazinki przybierają swój „wtórny rodzaj (gender)". ale tylko część spełnia odpowiednie kryteria. często przeprowadzają się do własnych mieszkań. Kata obejmują odpowiedni zespół gestów i póz uwaŜanych za charakterystyczne dla kobiety lub męŜczyzny. gdy juŜ skończy naukę. i na czele kaŜdej stoi kierownik męŜczyzna. to najpopularniejsze sposoby przedstawiania „złotej kombinacji". jak było juŜ powiedziane. Męskich wizyt surowo zabrania się. czyli kodeksu zachowań właściwych kobiecie albo męŜczyźnie. oboje w cięŜkich makijaŜach i barokowych kostiumach. otoko-yaku i musume-yaku w strojach codziennych upozowani na heteroseksualną parę. Otoko-yaku trzymający w ramionachmusume-yaku. ale musume-yaku skazana jest na granie wyłącznie Ŝeńskich bohaterek. Ŝadna osoba z zewnątrz. Otoko-yaku niekiedy.jak „koty" w wojsku . kształt twarzy. tembr głosu) . „pierwotny rodzaj" oparty jest na kryterium genitalnym. podobnie jak oddawania się rozrywkom i przebywania poza kampusem.

zachwyt jednych. nie mają jednak wiele wspólnego z rzeczywistą rozwiązłością i w tym sensie są bardziej . jak broda czy wąsy. zdecydowane i bez wahania podnosi głos. jakim mówią Japonki. takŜe prywatnie pokazywała się z wąsikiem. o wiele niŜszego niŜ ten. W początkowym okresie istnienia Takarazuka w modzie byli macho otoko-yaku. Ambiwalentne płciowo albo otwarcie homoseksualne wątki. bishónen w manga odznacza się andro-giniczną urodą o cechach raczej kaukaskich niŜ azjatyckich i często pochodzi z krainy tak odległej od Japonii. ze stopami na boki. Jej głos jest wyraźnie obniŜony i po męsku stanowczy. bardziej przypomina osobę rasy kaukaskiej. Clarka Gable. biodrami lekko wysuniętymi do przodu na wzór Elvisa. ale od lat osiemdziesiątych królują niepodzielnie otoko-yaku androginiczni. KaŜdy otokoyaku kreuje z męskich kata indywidualną sylwetkę. gdy przez cały czas. Jest efebem. pięknego młodzieńca. trzyma nogi po męsku rozstawione pod kątem bliskim szpagatowi. Niekiedy dodawane są takŜe takie niezaprzeczalne oznaki męskiej płci. a nie innemu skomponowaniu elementów uwaŜanych za męskie. ucieleśniający japoński ideał bishónen. Klasyczna odtwórczyni męskich ról ma około 170 cm wzrostu i jest bardzo szczupła. odtwórczyni męskich ról staje zawsze na rozstawionych nogach. odtwórczyni roli Rhetta Butlera z Przeminęło z wiatrem. Otoko-yaku. Ŝe wydają się duŜo. Najpopularniejszy dziś wizerunek otoko-yaku budzi podejrzenia. chociaŜ jest to zwyczaj stosunkowo nowy w Takarazuka. Jak pisze Robertson. z natury swej skazaną na zagładę (idealnego bishónen stworzył wspomniany Mishima Yukio w Zakazanych kolorach). z manga dla dziewcząt). Jacka Nicholsona i właśnie Elvisa Presleya. Nieraz zresztą natura zostaje skorygowana operacyjnie. Jamesa Deana. wysoki wzrost i androginiczne stroje składają się na całość jedyną w swoim rodzaju. duŜo większe niŜ w naturze. W jej sylwetce trudno dopatrzyć się kobiecych krągłości. piękną i melancholijną formą istnienia. Marlona Brando. Otoko-yaku bowiem nie tylko jest ambiwalentny płciowo. bishónen z manga dla dziewcząt bywa uczestnikiem dość odwaŜnych praktyk homoseksualnych. najczęściej rozjaśnione na kasztanoworudy odcień. a oczy podkreśla makijaŜem tak. i podobnie jak postaci z manga (np. Ŝe artystka wzorowała się raczej na sylwetce Davida Bowie niŜ Jacka Nicholsona. Wśród postaci ze świata zachodniego polecanych jako wzory do naśladowania dla otoko-yaku Robertson wymienia Alana Delona. lecz takŜe rasowo. kiedy przedstawienie było na afiszu. by zlikwidować azjatycki kształt powiek.siada. Bishónen. Podobnie jak bohaterzy Takarazuka. często równieŜ poza sceną posługują się męską odmianą japońskiego języka i uŜywają scenicznego tembru głosu. którzy nigdy nie pozwalaj ą sobie na więcej niŜ pocałunek. znany najlepiej z komiksów dla dziewcząt. W przeciwieństwie jednak do bohaterów Takarazuka. Jego gesty są kanciaste. 179 zgorszenie innych budziła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Haruna Yuri. Otoko-yaku nosi krótkie włosy. tak popularne w dziewczęcej subkulturze Japonii (i tak szokujące dla „gaijinów"). ???????'? Chevaliera. z wąsami czy bez. jak arystokratyczne dwory 180 dawnej Europy albo nawet inna planeta. ostre. staje się postacią rozpoznawalną dzięki takiemu. nawet jak na japońskie standardy. to jedna z najbardziej tajemniczych postaci w całym japońskim imperium erotycznym. Za kaŜdym razem jego rozjaśnione włosy. wielkie oczy. Wygłaszając swoje kwestie.

niewinne. ale gdy upewnia się co do powagi swojej miłości. bowiem czar efeba trwa nie dłuŜej niŜ kwitnienie wiśni. Na koniec bardzo romantycznie i widowiskowo ginie sam Oskar w szturmie na Bastylię.romans wolny od społecznych nakazów.prawdopodobnie budzi w czytelniczkach nostalgię za miłością doskonałą i androginiczną formą istnienia niemoŜliwą na ogół w dorosłym Ŝyciu. Mimo iŜ przynajmniej w połowie na widowni zasiadają kobiety w średnim wieku. Spędza z tym drugim romantyczny wieczór. Innymi słowy. na których opiera się popularność Takarazuka: akcja dzieje się w ParyŜu (czyli w miejscu „dalekim" i „pięknym"). wzniosłe i bardzo młodo jak we wspomnianej RóŜy z Wersalu. Romans po japońsku oznacza trzy dni wspólnego szczęścia. by móc kontynuować rodzinną tradycję wojskową. Melancholię przemijania. smutne piękno przemijania . ale Oskar początkowo nie odwzajemnia tego afektu. W Takarazuka kochankowie nigdy nie zostają razem tak długo. by móc jak najdłuŜej pozostać w rzeczywistości moŜliwie jak najdalszej od obowiązków i odpowiedzialności ich mam. Bishónen ze swej natury symbolizuje to. iŜ Oskar jest kobietą. a koniec wyjątkowo melancholijny.melancholia. Nie przez przypadek sceniczne adaptacje komiksów to główna część repertuaru Takarazuka i to one stają się największymi hitami. tak jak na przykład słynna RóŜa z Wersalu. Ramię w ramię patrzą na otoko-yaku. patos rzeczy. Tych samych dziewczynek. musi wrócić do męskiego losu. niŜ mogłoby się wydawać. postać grana przez kobietę grającą kobietę udającą. Ze swym kochankiem Andre łączy się dopiero w róŜowym niebie dziewczynek. ukochany zostaje w ParyŜu. które przebierają się za lolitki. Zakochuje się w nim Andre. Kobiety w wieku lolitek i ich mam spotykają się na widowni Takarazuka. to światy te charakterystyczne są dla marzeń dziewczynek. Głównym bohaterem jest Oskar. przebieranek jest więcej niŜ przeciętnie. Mono no aware . arabska księŜniczka odlatuje do swojej Arabii albo jeszcze lepiej umierają pięknie. Homoseksualny romans. Nie bez powodu ten właśnie spektakl stał się hitem wszech czasów. śadna inna postać Takarazuka nie jest otoczona aŜ takim kultem fanek i o zagraniu Ŝadnej bardziej nie moŜe marzyć otoko-yaku. Przedstawienie RóŜy z Wersalu oparte zostało na kultowej manga z lat siedemdziesiątych autor181 stwa Ikedy Riyoko. Ŝe jest męŜczyzną. który w feerii pawich . który wybrał mu ojciec. a Takarazuka przedstawia go w wersji pop: egzotyczni kochankowie nieuchronnie rozstają się. trzydzieści lat cierpienia i samobójstwo pod kwitnącą wiśnią. W męskim kostiumie zaczyna odwzajemniać uczucie Andre. a spotykają się w wyobraŜeniowych światach. nie o seks chodzi w Takarazuka. ale wychowywana jest jako chłopiec. Oskar rodzi się jako dziewczynka w przededniu francuskiej rewolucji. tylko o melancholię. pozbywszy się na moment męskiego kostiumu i przywdziawszy suknię. co szybko przemija. wampiryczne księŜniczki i księŜycowe Ŝeglarki z manga dla dziewcząt. bo zawiera wszystkie te motywy. poniewaŜ kocha się w szwedzkim arystokracie Von Felsenie (który darzy uczuciem Marię Antoninę). nie wiedząc. którego bohaterem jest bishónen . jej obiekt zostaje zabity w pojedynku. zakazów i heteroseksualnego przymusu . dalekich od japońskiej rzeczywistości. Niestety.to najpopularniejszy temat japońskiej sztuki wysokiej i niskiej. To ojciec Oskara wybiera dla niej męski los i zostaje on/ona osobistym ochroniarzem Marii Antoniny. by musieć prowadzić Ŝycie dorosłych kobiet i męŜczyzn. Zycie miłosne Oskara jest równie skomplikowane jak jego/jej pleć igender. Bishónen zamieszkuje ten sam świat marzeń o wiecznym dzieciństwie co lolitki.

w jednym z pierwszych rzędów. „Tęsknię. którą japońska kultura przesiąknięta jest na wskroś. które tam spotkałam. choć juŜ niedługo musi znów wrócić do siebie. Po wojnie tylko dwie rzeczy stały się silniejsze: nylonowe pończochy i kobiety. Japońska kultura uniemoŜliwia rzeczywiste akty rebelii. dając w zamian łatwy dostęp do symbolicznej ucieczki w marzenia. Tak jak miejsca. poczt i lekarzy.bo przecieŜ było oczywiste. gdzie ma miejsca fanklub. do którego naleŜy Naomi.kobiety. Wprawdzie dzieje światowego teatru udowadniają. a Japończycy wszystkich płci na ogół dobrze znają róŜnicę między fantazją a rzeczywistością. mimo iŜ nigdy tam nie byliśmy". która cudem się odnalazła. DuŜe zainteresowanie takimi formami kultury popularnej. łabędziego puchu i blasku cekinów kusi je androginicznym czarem właściwym dla krainy. Ŝe przebieranki Takarazuka zawierają w sobie rewolucyjny potencjał. jakąś bliŜej niesprecyzowaną obietnicę zmiany patriarchalnego modelu japońskiego społeczeństwa. za którymi tęsknimy. Ŝe zamieszczane w turystycznych przewodnikach słowniczki dotyczą jedynie rzeczy nudnych. ale w przypadku istniejącej od prawie wieku Takarazuka taka moŜliwość jest mało prawdopodobna. 182 Robertson sugeruje. biur. przychodzi się po to. Zetknięcie z Japonią stało się przyczyną tej metamorfozy oblicza filozofa. pisząc w Imperium znaku. hermetycznie męskich światów „Spotkanie". Ŝe nieraz na scenicznych deskach zaczynały się rzeczywiste rewolucje. „Takarazuka to coś niemoŜliwego". to odwieczne motto melancholii.na zdjęciu z japońskiej gazety. powiedziała mi kiedyś Naomi. choć nigdy tam nie byliśmy. przedstawiciele obcych mi. W sytuacji pozbawionej rywalizacji i skazanej na chwilowość . jakiej podlega w obcym kraju kaŜdy podróŜnik. w innym języku. potraktowały mnie z niebywałym 185 ciepłem i Ŝyczliwością. Ŝe jestem obca i wkrótce stamtąd wyjadę . którą dla niego była Japonia. symbolizującej nieuchronną zmianę wewnętrzną.piór. Myślę. Nie bez powodu zdjęcia ilustrujące jego ksiąŜkę przedstawiająniemal wyłącznie męŜczyzn. dotyczy relacji z innymi kobietami. by marzyć. aby tezę taką dało się obronić. której byt ograniczony jest do sceny marzeń i snów. to przejawy tej samej tęsknoty za dzieciństwem. jaki w moim przypadku zostawił pobyt w Japonii. Takarazuka powtarza jeszcze raz. ale nie wydaje się. Japonki zostały moimi . autor patrzy na nas poczerniałymi. Powiedzenie japońskie VII. Widziałam twarze młodziutkich i starszych kobiet. kult lolitek i właśnie Takarazuka. nagle skośnymi oczami. Ŝe ślad. jak moda kawaii. Jak siostrę zaginioną w dzieciństwie. czyŜ to nie one napędzają machinę melancholii? Melancholii. Siedziałam tam z nimi. zamieszczonym w Imperium znaku. Autora Imperium znaku interesowali młodzi aktorzy kabuki i zawodnicy sumo. jakiś urzędów celnych. dotyczy tej właśnie twarzy o męskich rysach. „świat. Wodny świat kobiet Japończycy i Japonki Ma rację Barthes. Pod jej wpływem jego własna twarz uległa dziwnej przemianie . który wydaje się bliski i daleki. Do tego teatru. które pamiętamy. więc jestem". roziskrzone oczy pełne wzruszenia. o którym Barthes mówi. podczas gdy właściwy język podróŜy jest językiem spotkania z Innym. ciepłego i przytulnego wewnątrz jak łono wielkiej mamy. Miejsca.

nieraz po prostu uciekali na mój widok. ideał małŜeństwa po japońsku wygląda bardziej tradycyjnie. a jedyny obecny męŜczyzna był kelnerem. Nie spotykałam się więc z przejawami dyskryminacji ze względu na płeć. taka sytuacja byłaby w ogóle nie do pomyślenia. nabytego w mojej ojczyźnie szarmanckich seksistów. zajmującym się tą samą co ja dyscypliną wiedzy. Dwa lata w kraju. konających z braku tlenu i zmęczenia .stanowili niemal sto procent moich kolegów po fachu (na stu profesorów przypadają w Japonii tylko cztery profesorki). Ubierałam się teŜ inaczej. przekonało mnie zresztą ostatecznie. wchodziłam pierwsza do windy. „Czemu ci geje tak dziwnie się poubierali?". a pan Sato czy Yamada odskakiwał jak oparzony. Ŝe japońscy koledzy nie mieli zbyt wielu okazji. Nikt z nich ani nie zmuszał mnie do śpiewania w barze karaoke. Mijałam ich na kampusie.ponuro odziani Japończycy. MęŜczyźni .zgodnie ze zwyczajem swojego kraju . Ŝe było to najzwyklejsze miejsce dla „heteryków". a młodsi. Być moŜe działo się tak częściowo dlatego. czynił ze mnie w oczach innych osobę jakby tylko częściowo zamęŜną. Fakt. odurzające przechodnia zapachem sake. okazał się waŜniejszy w kontaktach z Japończykami niŜ zawodowy status. z tym Ŝe japońscy nie zabierają swoich Ŝon do baru. patrząc na mnie ze zdumieniem. tytoniu i skwierczącego mięsa. iŜ jestem kobietą. Kobiety i męŜczyźni w japońskich miastach spędzają mnóstwo czasu osobno. Ŝe w Japonii świat podzielony jest według płci silniej niŜ na współczesnym Zachodzie Dlatego fakt. Dwa autobusy dziarskich starszych dam. ani nie próbował skłonić do wykonywania prac. gdzie eleganckie panie z pobliskich rezydencji jadły malutkie francuskie dania. zwłaszcza ci. goszczący przejazdem w Tokio. Tym bardziej nikt z nich nie krzyczał na mnie. iŜ mój mąŜ pojawiał się w Tokio i znikał wołany własnymi obowiązkami zawodowymi. ani nie próbował upić sake. w którym nie obowiązuje zasada: „Panie przodem". na które nie miałabym ochoty. ale ilość prób nawiązania zawodowego kontaktu była znikoma.najcenniejszym przewodniczkami po swoim kraju.zdyszanych. nie przejawiając najmniejszej chęci na wymianę naukowych poglądów. i z przyzwyczajenia. „Buch". Ŝe jest mi ona do niczego niepotrzebna. do której chodziłyśmy po kinie z Naomi i Mariko. których twarze z bolesnym uporem próbowałam zapamiętać .z uśmiechem na świeŜych twarzach. spytał mój londyński kolega. którzy słabo mówili po angielsku. nie kazał mi parzyć herbaty. 186 nie czekając aŜ . a Ŝywotność konfucjańskiej tradycji sprawia. wykonywałam zawód nadal uwaŜany za typowo męski. Dla moich uniwersyteckich kolegów byłam obca w trojakim sensie: cudzoziemka i kobieta. Gdybym musiała dać jeden tylko klucz do tej ksiąŜki. byłoby nim słowo „spotkanie". W moim towarzystwie starsi rangą koledzy zachowywali wielką ostroŜność. rzadko wdając się w dyskusje. O wiele łatwiej było mi nawiązać przyjacielski kontakt z sekretarką Chizuko czy spotkaną przypadkiem modystką Michiko niŜ z poznanym na oficjalnym bankiecie profesorem. mijając nas . które wraz z nami wspinały się na Fuji. Bary w wąskich uliczkach starej części Oimachi pełne sarariima-nów w ciemnych garniturach. Ulubiona restauracja Yume na Den'en Chóru. co nie ułatwiało sprawy. bardziej swobodnie niŜ Japonki w moim wieku. Nie wiedział. by się . Kawiarnia na Shibuya pełna młodych kobiet i tylko kobiet. wymieniałam z nimi wizytówki i zdawkowe uwagi na oficjalnych spotkaniach. zderzałam się z jakimś garniturem.zrobią to najpierw japońscy panowie.

jakie oferuje kobiecie japońska kultura. przygotowując się do odmiennych obowiązków męŜczyzn i kobiet. otwartym człowiekiem. a z tradycyjnego punktu widzenia świat dzieli się pod względem płci na kobiety. był Ŝyczliwym. Organizował mi spotkania z ludźmi. przetrwała dwa lata samotności i upokorzeń tylko dzięki wyjątkowej determinacji. największy wpływ ma myśl konfucjańska. które ograniczają jej spontaniczność. Ŝe róŜnica między „kulturą humanistyczno-literacką" a „techniczną". Wiele par czarnych oczu przyglądało nam się z ciekawością na granicy dezaprobaty. Są niczym ubrani na czarno „techniczni" pracownicy kabuki. niektórzy porównują do pewnej sytuacji z teatru kabuki. japoński profesor nie mógł za bardzo kolegować się z młodą „gaijinką". Japońskie doświadczenie umocniło moją 187 wiarę w ponadkulturowe podobieństwo ludzi naleŜących do jednej czy drugiej „kultury" (z całym szacunkiem oczywiście dla biologów i fizyków. Myślę. wśród których z pewnością zdarzają się mili ludzie). Kobietom właśnie dlatego. których chciałam poznać. humanistyczny wydział japońskiego uniwersytetu okazał się dobrym miejscem do pracy. Moja koleŜanka bioloŜka. Mój japoński szef. męŜczyzn i kobiety.oswoić z obecnością „gaijinki". relacja tego rodzaju wydawała się jeszcze trudniejsza niŜ gdzie indziej. męŜów i synów. powinność grupową. którą ceni się w ramach tej tradycji o wiele bardziej niŜ indywidualizm. Ŝe tylko od czasu do czasu wygłaszałam wykład po angielsku albo uczestniczyłam w jakimś międzynarodowym spotkaniu. nie wolno przedstawiać nawet samych siebie. tylko męŜczyźni mogą w nim grać kobiece role. Sposób. ale ich rola polega na byciu niewidocznymi. które nam wydawać się mogą opresywne czy anachroniczne. gdzie społeczny wszechświat tworzą dwie oddzielne planety . poniewierana w laboratorium niczym biała niewolnica. Na charakterystyczne dla japońskiej kultury definicje kobiecości i męskości. kobiety są na scenie kultury. Ŝe są kobietami. Jak wiadomo. których zadaniem jest suflerka i zmienianie dekoracji. Moja praca miała badawczy charakter. w przeciwieństwie do autokraty dręczącego bioloŜkę.kobieca i męska. Przyjaźń kobiety z męŜczyzną jest jednak uwikłana w „genderowe" stereotypy i przesądy. WaŜną cechą konfucjanizmu jest nacisk na harmonię społeczną. iŜ wiem. Ŝe cięŜka praca dla innych i poczucie stabilizacji to nadal dominujący idea! szczęścia. Yume mówi. bardzo wysoko ceniona jest w Japonii. W Japonii. polecał ksiąŜki. Mimo najlepszych chęci i zamiarów czystych jak łza.uwaŜana za typowo kobiecą . Bunt wobec reguł stanowczo nie . w jaki róŜnica między kobietą a męŜczyzną jest tradycyjnie rozumiana w Japonii. Satoru. Ta bardzo dla mnie cenna relacja oscylowała między bliskim koleŜeństwem a przyjaźnią. czyli „dziwadła" takie jak ona. Podobnie jak oni. Mimo iŜ atmosfera towarzyska daleka była od amerykańskiej swobody. Kobiety są wprawdzie poŜytecznymi stworzeniami. Chłopcy i dziewczynki od siódmego 188 roku powinni w związku z tym wieść osobne Ŝycie. co znaczy. lecz przydatną. ma tu coś do rzeczy. o której pisał amerykański uczony Charles Perry Snów. Ta .umiejętność bycia niewidoczną. które robią karierę. Według niej segregacja płciowa jest sensowna i korzystna dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa. ale brakuje im doskonałości ich ojców. Wspominam to z nostalgią tym większą. słuŜył pomocą jako tłumacz i cierpliwie odpowiadał na pytania. Ŝe „gaijinkę" pracującą w Japonii moŜe spotkać zupełnie inny los.

uzaleŜniony jest od płci. Nie ma co robić zamieszania wokół dziewcząt. jak w danej sytuacji postąpić i co powiedzieć powinna kobieta. dopóki nie pójdzie do szkoły. stając się tam automatycznie osobą o najniŜszym statusie. Ŝe dziewczęta powinny pozbyć się najmniejszej skłonności do egoizmu i słuŜyć innym. Popularne. lecz niewidzialną to cechy idealnej japońskiej kobiety. jakimi wyraŜą te same emocje. Ŝe taki trening jest sensowny. 2001. 142). politycznej niŜ definicja męskości. leniwa lub niemiła wobec teściów. UwaŜano. Jak pisze Yamakawa Kikue w wiernie przestrzegających etyki konfu-cjańskiej rodzinach samurajskich: „W wychowaniu córek nacisk kładziono na naturalny rozwój ducha samopoświęcenia i podległości. ekonomicznej. ze złączonymi nóŜkami i rączkami wyciągniętymi wzdłuŜ tułowia lub skrzyŜowanymi na piersi. Urodzone przez nią dzieci naleŜały do rodziny męŜa i w razie rozwodu kobieta nie miała Ŝadnej moŜliwości. gdy sposób Ŝycia rodzin samu-rajskich uznano za normę. nie mając prawa kupować i sprzedawać dóbr w swoim imieniu. Ŝe moŜna zastosować jeden z tak zwanych „siedmiu powodów do rozwodu" wymienionych w popularnym dziele konfucjańskiego myśliciela Kaibary Ekikena (1630-1714). a chłopca. tak jak gejsza „przycinana" i „naginana" była do ideału „kobiety rozrywkowej". lecz takŜe zajmowanie się teściami. jak do wszystkich innych. Kobieta. Mógł mieć konkubiny. co męskie. Japonkom nigdy wprawdzie nie zniekształcano 189 stóp jak małym Chinkom. by o nie walczyć. Tak długo poprawiały śpiące dziecko. tak kaŜdą inną osobę płci Ŝeńskiej wychowywano na „kobietę domową". „przyzwoitej" pozycji.to fundamentalna cnota. druga poza nim.bycie takim samym jak inni ludzie w naszej grupie odniesienia . umiejętność bycia przydatną. bardzo okrutne przysłowie powtarzane z upodobaniem przez nauczycieli w japońskich szkołach mówi. gdy Ŝona była zbyt gadatliwa i kłótliwa.jest wartością. japońska definicja kobiecości zawierała więcej ograniczeń wolności osobistej. Amerykańska antropoloŜka. a jak męŜczyzna. nie pozostawiając wielu wątpliwości. W tej tradycji zespół ról i zachowań. MąŜ mógł rozwieść się z nią za pomocą tak zwanego listu rozwodowego. lecz aranŜowane na podstawie zgodności majątku i statusu . s. małŜonek miał prawo odesłać ją do rodziców. zostanie wbity". trzeba się więc „przystosować" do ról płciowych tak. bo nie powinny przyzwyczajać się do specjalnego traktowania" (Yamakawa. uwaŜanych za właściwe dla danej płci. Jak w kaŜdej kulturze wyŜej ceniącej to. ale jeszcze do niedawna japońskie matki dbały. Wprowadzono go w okresie Meiji. Skromność. który wystaje.choć w inny sposób miały słuŜyć męŜczyźnie: pierwsza w domu. wchodziła do rodziny męŜa i zamieszkiwała w domu jego rodziców. by ich córki spały w odpowiedniej. W przeprowadzanych niedawno badaniach ankietowych na temat macierzyństwa jedna mama na dziesięć nadal uwaŜała. z kolei dostosowanie się do normy . nawet wybór słów i tembr głosu. porównywała gejszę do drzewka bonsai. Ŝe „paznokieć. Lisa Dalby. całkowite poświęcenie dla innych. Rolą Ŝony było nie tylko słuŜenie męŜowi. został niezwykle precyzyjnie skodyfikowany. Obie . wobec których obowiązywało ją absolutne posłuszeństwo. A więc na przykład. posłuszeństwo. gdy uznał. wolno rozpieszczać bardziej niŜ dziewczynkę. Była całkowicie zaleŜna od męŜa ekonomicznie. mawiano. Jako Ŝe małŜeństwa zawierane były nie z miłości. aŜ jego ciało przyswoiło sobie ten nakaz. Do 1945 roku w Japonii obowiązywał patrylinearny system zwany ie. zazdrosna. W świecie Konfucjusza inność to wykroczenie albo śmieszna i niepotrzebna ekstrawagancja. powściągliwość. wychodząc za mąŜ. ale metaforę tę moŜna odnieść do japońskiej idei kobiecości w ogóle.

W przypadku chłopca ta fizyczna bliskość kształtuje zatem postawę relacyjną i towarzyszącą mu przez cale Ŝycie pasywną potrzebę bycia kochanym tak. analizowane szczegółowo przez wspomnianego Doi. Mimo iŜ oparta na wielowiekowej tradycji segregacja ze względu na płeć nadal obowiązuje w Japonii. „MęŜczyźni to duŜe niemowlaki". gdy w Japonii wprowadzono demokratyczną konstytucję. czy Japonia zyska następnego prymusa. Jest to proces bardzo powolny. gdy sama stała się teściową. Na wzrost znaczenia japońskiej matki wpływ miały takŜe inne . ale jej znaczenie wzrosło. stając się kobietami takimi. ale to on dostawał lepsze kąski przy stole. jak ich matki. określa ten szczególny rodzaj więzi społecznej wykształcony w relacji matka-syn. Synowie opisywali ją z nostalgią. Japoński system szkolny słynie w świecie z „egzaminacyjnego piekła". Ŝe relacja matka-syn stała się w Japonii ideałem czułej miłości. w wyniku których japońskie społeczeństwo stało się-jak to się często określa . Rolą matki stało się nie tylko rodzenie dzieci. jak kochane są dzieci. ale jednak nieunikniony. który zobowiązany był opiekować się nią aŜ do śmierci. Matka dorosłego syna była juŜ względnie bezpieczna: dręcząca ją kiedyś teściowa prawdopodobnie juŜ nie Ŝyła. by realizować skrywane na co dzień pragnienie bycia rozpieszczanym dzieckiem. dając rodzinie spadkobiercę. lecz takŜe 191 reprodukcja kulturowej i narodowej toŜsamości.nabrała cech władzy absolutnej.więcej wymagano. pozwalającą odreagować dawne krzywdy. Zaczęto wprowadzać w Ŝycie ustalenia prawne przeciwdziałające dyskryminacji politycznej i ekonomicznej. który jest podstawą innych relacji społecznych. to ogólna sytuacja kobiet po wojnie uległa poprawie. hamowany przez mentalne pozostałości wielowiekowej tradycji. które kaŜdy . i cierpiała do momentu. a ona sama spełniła swoją rolę. będącą pierwszym krokiem w kierunku równouprawnienia płci. Model patrylinearnej rodziny rozszerzonej teoretycznie obowiązywał do 1946 roku.społeczeństwem świadectw szkolnych. Od chłopca .między niemal obcymi osobami. bezbronna synowa nieraz stawała się ofiarą. a córki w tym czasie wypełniały swoje przeznaczenie.ograniczona wprawdzie do sfery domowej . Według japońskiego psychoanalityka Kosawy Heisaku.przyszłego spadkobiercy . by przeprowadzić swoją pociechę przez kolejne egzaminy. Jedynie urodzenie syna gwarantowało więc kobiecie względne bezpieczeństwo i nie dziwi zatem.przemiany społeczne. Od tego czasu tradycyjna japońska rodzina wielopokoleniowa zaczęła przekształcać się w rodzinę nuklearną. podobną do zachodniej. Po to przecieŜ przychodzili do Krainy Mydła. a jej władza . charakterystyczne dla japońskiej kultury umiłowanie Ŝycia w grupie stanowi pochodną bliskiego cielesnego związku matkasyn. Japońskie słowo amae. w naturalny sposób bliŜsza więź łączyła nadal męŜczyznę z matką niŜ Ŝoną. który wkrótce skonstruuje na chwałę swojej rosnącej w potęgę ojczyzny miniaturowe radio albo wspaniałego robota. mówiła Michiko i pewnie miała ku temu powody. poświęcającą dni i noce.oprócz demokratyzacji . To od niej zaleŜało. Przybywająca do jej domu 190 młoda. Podstawową kategorią toŜsamości kobiecej pozostała tak zwana „dobra Ŝona i mądra matka" (moŜna ją uznać za japońską wersję figury znanej nam jako „matka Polka"). „Dobra Ŝona i mądra matka" stała się „mamą edukacyjną" (kyóiku mama).

W latach osiemdziesiątych tradycyjne role płciowe zaczęły się przekształcać. nie jest wprawdzie obowiązkowe. „Mama edukacyjna" i jej studiujący w pocie czoła synek to popularne postaci komiksów. Wielu japońskich uczonych i publicystów krytykuje ten system. młodsza siostra Chizuko. „Boję się. szytych na wzór wojskowych uniformów. by dziecko juŜ w wieku małego Hitoshiego przygotowywało się do Ŝycia w grupie i szkolnej rutyny. domach i na specjalnych kursach przygotowujących do egzaminów. a tylko po dobrym uniwersytecie dostać dobrą pracę. ale wielu sądzi. do którego będzie chodził przez trzy kolejne lata. Ŝe Hitoshi nie da sobie rady na egzaminie". by tylko syn skupił się na nauce i dostał na wymarzony uniwersytet. ale uwaŜa się za wskazane. która zamordowała dziewczynkę z sąsiedniego domu. Jest to okres przejściowy.uczeń musi przejść kilkakroć -w Japonii Ŝyciowy sukces bardziej niŜ na przyład w krajach Zachodu zaleŜy od ukończenia właściwych szkół we właściwym czasie. Tylko po dobrej szkole średniej moŜna dostać się na dobry uniwersytet. Nie miały na to czasu. Utkwiła mi w pamięci głośna przed kilku laty historia japońskiej mamy. Japońskie dzieci kują więc w pocie czoła w szkołach. podróŜowały. Kończyły uniwersytety. rozsmakowywały się w nieznanym ich rodzicielkom smaku wolności i luksusu. gdzie jakimś cudem nic jeszcze nie zbudowano. Jak mówi profesor Ueno. czyli „mamę potwora" gotowego do strasznych czynów. Pierwszy waŜny egzamin to ten do szkoły średniej po dziewięciu latach obowiązkowej podstawówki. Japoński system edukacji ciągle uchodzi za najbardziej wymagający na świecie. bo grą na fortepianie rozpraszała jej studiującego jedynaka. wprost zapraszających do rowerowych wyścigów. w których „mama edukacyjna" zmienia się w mamagon. Prywatne przedszkole. Ŝe nawet wybór odpowiedniego przedszkola (do którego teŜ jest egzamin) ma wpływ na los dziecka. najsłynniejsza . w której to drodze Aiko będzie mu dzielnie towarzyszyć. łącznie z kazirodztwem. zwierzyła mi się z niepokojem na twarzy Aiko. Wersja kariery „od pucybuta do milionera" nie wydaje się moŜliwa w Krainie Kwitnącej Wiśni. ale zabija indywidualność i jak walec miaŜdŜy słabszych lub po prostu innych. które wkrótce nie zostawią mu wiele czasu na nic innego. Wykształcone kobiety stawały się coraz bardziej wybredne w wyborze kandydata na męŜa i opieszałe w drodze do ideału „dobrej Ŝony i mądrej matki". czytają coś ze swoich ksiąŜeczek i nawet osoba rzadko wpadająca w rozczulenie na widok dzieci ma niepohamowaną ochotę powiedzieć: „Kawali". a właściwe przedszkole Hitoshiego jest początkiem drogi na właściwą uczelnię. zarabiały. nienagannie czyści i schludni. Siedząc grzecznie w wagonach metra. a sukcesu akademickiego i kariery w zewnętrznym świecie oczekuje się z kolei tylko od chłopca. a częściowo juŜ do zewnętrznej rzeczywistości społecznych 192 obowiązków. Lepiej więc zacząć przygotowania wcześniej niŜ później. Za sukces dziecka w tych zawodach odpowiedzialnością obarcza się matkę. Ŝe synek Aiko ma dopiero trzy lata. I nie ma nic dziwnego w tym. z wielkimi skórzanymi tornistrami i nóŜkami gołymi niezaleŜnie od pory roku to jeden z klasycznych obrazków ze współczesnej Japonii. nigdy nie buszowały w tajemniczych zaroślach na górce między dwoma domami. Dzieci z mojego sąsiedztwa na Ishikawa-dai nigdy nie bawiły się na spokojnych uliczkach. Malutcy uczniowie w ciemnych mundurkach. gdy maluch częściowo ciągłe jeszcze naleŜy do matczynego świata domu. który produkuje efektywnych pracowników.

Ŝe chcące robić karierę. ukrytą pod pancerzem betonu. Tłumaczyła mi. które stały się dla mnie inspiracją. by kobieta chciała być czymś takim jak męŜczyzna". cementują rzeki i budują wyjątkowo brzydkie miasta. Nikt nie wierzył w moŜliwość realizacji tyleŜ ambitnych co „mało kobiecych" planów małej Marzycielki. odniosły sukces i udaje im się prowadzić niekonwencjonalne Ŝycie w społeczeństwie nielubiącym „wystających paznokci". Jej jednak udało się. Siostrzeństwo w nagości „Chodźmy się wykąpać" to jedno z najmilszych zaproszeń. dzięki którym czułam. Jedne. bo jest profesorką uniwersytecką. Nawet gdybym nie zaczęła uczyć się japońskiego. Przez dwadzieścia lat udowadniała sobie i swojej rodzinie. ani nie zrezygnowały z makijaŜu. a właściwie z Yum&sensei. Jeśliby otwartość Japonii na świat mierzyć według kryterium płci. odkryły przede mną swoje kobiece ścieŜki w mieście. co w Japonii jest gestem duŜej odwagi. które na początku wydawało mi się kwintesencją męskiej przestrzeni. lecz niewidoczną. Ŝe da sobie radę. jak mawia się na Zachodzie. które w dzieciństwie było lekcewaŜącym przezwiskiem. gdy męŜczyźni zalewają betonem morskie wybrzeŜa. . zanim dotknie mojej po brodę zanurzonej głowy. To one zostały moimi najcenniejszymi przewodniczkami po Japonii. „Yume". Zaczęły jednak podejmować decyzje w swoim imieniu 193 i negocjować własny rodzaj szczęścia. te nazwy zapamiętałabym. to przybrane imię. KaŜda z nich 194 przywodzi na myśl przyjemne wspomnienia. to kobiety były dla mnie tymi.mineralne kąpielisko w jednym z tysięcy japońskich kurortów. Pierwszy raz kąpałam się po japońsku z Yume. „doprawdy nie ma Ŝadnych powodów. Ŝe przyszłość przyniesie im moŜliwość samorealizacji. i przedzierała się na szczyt świata zdominowanego przez męŜczyzn. Japonki napotykają betonowy sufit. Ŝe ten niezwykły kraj rzeczywiście chce mieć do czynienia z resztą planety Ziemia. a więc onsen pod gołym niebem. jakie dostałam w Japonii. inne. albo widok na ocean z pełnej mineralnego ukropu niecki na wysokim klifie półwyspu Izu. co najlepsze w tradycji swojego kraju. Yukiko. nie rezygnując jednak ze wszystkich marzeń. o których rzadko mówi się w salach seminaryjnych. Onsen . a studia na Uniwersytecie Tokijskim zarezerwowane były dla braci. Sentó. Naomi. KaŜda w pewnym momencie swojego Ŝycia podjęła decyzję sprzeczną z obowiązującą normą kobiecości i zbuntowała się przeciw tradycji bycia przydatną.podobnie jak ja . i dowiedzenia się o rzeczach.były nastolatkami. poddały się. Yume postawiła jednak na swoim. śnieg topniejący. więc ani nie zaczęły uŜywać męskiego języka. Ŝe japońskie kobiety kultywują to. Rotenburo. ta kobieca część japońskiej rzeczywistości wydawała mi się o wiele przyjaźniej sza i ciekawsza. a nie szklany. słowo znaczące po japońsku „marzenie". pielęgnują kwiaty i ratują naturę w czasie. Yume . Te kobiety o pięknych imionach pokazały mi inną topografię Tokio. Michiko. W latach osiemdziesiątych Chizuko. Córki w jej rodzinie od zawsze wychodziły dobrze za mąŜ i zajmowały się domem. zapach wody. czyli publiczna łaźnia. tak jak Yume. jak Naomi. ale w kraju. I chociaŜ duŜym uproszczeniem byłoby twierdzenie. stali i szkła. dając mi moŜliwość dotarcia do miejsc. rozkosz nad rozkosze.japońska feministka. które marzyły. skraplającą się na twarzy mgiełkę pary. w którym świat podzielony jest według płci tak mocno i głęboko.

Skończyła Uniwersytet Tokijski i dostała pracę, o jakiej śnią miliony japońskich męŜczyzn. Gdy marzenia stały się faktem, z dumą dodała „Yume" do swojego imienia i nazwiska. Dziś Yume ma czterdzieści kilka lat, ale wygląda na trzydzieści, męŜa i maleńkiego synka. Kiedy tylko czas jej pozwala, wyjeŜdŜa z rodziną do jednego z podtokijskich onsenów. Twierdzi, Ŝe moczenie się w gorącej wodzie rozprostowuje jej duszę, a więc któregoś dnia przy lunchu powiedziała do mnie: „Chodźmy się wykąpać". Mając na względzie fakt, iŜ japońska kultura powstała głównie z chińskich i koreańskich zapoŜyczeń, złośliwi ignoranci twierdzą, Ŝe czystość jest jedynym oryginalnym wynalazkiem Japończyków. Nawet gdyby tak było, jest to wynalazek godny pozazdroszczenia i naśladownictwa ze strony innych nacji (nie wytykając nikogo palcami). Jak się okazuje, polska mądrość, Ŝe „częste mycie skraca Ŝycie", nie ma potwierdzenia: Japończycy uwielbiają wodę, a Ŝyją bardzo długo i zdrowiej od nas. Jedyny zapach, jaki moŜna poczuć w najbardziej nawet zatłoczonym metrze, to leciutka woń mydła i moŜe czasem naftaliny. Ponoć w swej niechęci wobec cielesnych zapachów Japończycy (a właściwie Japonki) posuwają się niekiedy do przesady, jaką jest 195 operacyjne usuwanie gruczołów potowych spod pach. Tak czy inaczej, przesada w tę stronę jest łatwiejsza do zniesienia, a demokratyczne umiłowanie czystości godne podziwu. Podczas jednego z pierwszych spacerów po Tokio dotarłam do Parku Centralnego na Shinjuku, gdzie zaintrygowała mnie grupa męŜczyzn uwijająca się przy fontannie tuŜ obok grupy staruszków płci obojga uprawiających tai-chi. W pierwszej chwili pomyślałam, Ŝe jestem świadkiem jakiegoś rytuału, ale okazało się, Ŝe to mieszkający tam bezdomni po prostu robią pranie. Wielu tokijskich bezdomnych wygląda w związku z tym czyściej i schludniej niŜ niejeden pan Kowalski w przeddzień swojej cotygodniowej kąpieli, obok którego musiałam stać w warszawskim autobusie. Nawet jeśli czasem pewne aspekty japońskiego Ŝycia mogą być irytujące, to jedno jest pewne - osoba, która wyprowadzi nas z równowagi, będzie dokładnie umyta. O szczególnym upodobaniu, jakim mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni darzą moczenie się wodzie, pisali juŜ w trzecim wieku Chińczycy, a chrześcijańscy misjonarze przelewali swe oburzenie na papier, nie mogąc zrozumieć, „po cóŜ tak często nieprzystojnym ablucjom się oddawać i obnaŜać swe członki bezwstydnie". Nie jest trudno sobie wyobrazić, jaka musiała być z kolei reakcja Japończyków na zapachowe dowody niechęci do kąpieli o kilka metrów wyprzedzające przybyszów; do dziś sobie zresztą Ŝartują z mniej higienicznych narodów. Wszyscy, którzy znają film Szogun, pamiętają, Ŝe pierwszą rzeczą, jaka spotkała tytułowego bohatera na japońskiej ziemi, była solidna kąpiel i pewnie nieraz Japończycy mieliby ochotę potraktować w ten sposób mniej domytych „gaiji-nów". Kto wie, moŜe fakt, iŜ chrześcijańscy misjonarze z taką odrazą traktowali japońskie zamiłowanie do kąpieli, przyczynił się do klęski ich misji. Religia, w której ciało jest nieczyste, ale którego nie zaleca się w związku z tym codziennie kąpać, nigdy nie miała większych szans u Japończyków. W Japonii zresztą nie tylko dla śmiertelników, ale i dla bogów kąpiel jest rzeczą najwyŜszej wagi. Woda w japońskiej tradycji oznacza nie tylko czystość cielesną, lecz takŜe symboliczną, duchową. W tradycji buddyjskiej urodziny Buddy czci się, kąpiąc jego posągi

196 w zielonej herbacie, a gdyby od rytuałów religii shintó odjąć te związane z oczyszczaniem i wodą, niewiele by zostało roboty kapłanom. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił bóg Izanagi po wydostaniu się ze świata zmarłych, była kąpiel w rzece, zmywająca z jego ciała brud śmierci. Zgodnie z zapoczątkowaną przez niego tradycją, wchodząc na teren świątyni shintó, trzeba obmyć ręce, nabierając wody ze studzienki, a starsi ludzie nadal kultywują zanikający zwyczaj płukania ust. Rytuały oczyszczania towarzyszą w Japonii nie tylko wszystkim uroczystościom religijnym, lecz takŜe wielu świeckim. Brud to zło i diabelstwo - i vice versa trzeba więc pozbyć się go przy pomocy wody i soli. Dlatego przed wejściem do wielu barów stoją piramidki soli i solą sypią ring zawodnicy sumo. Woda, sól, mycie i płukanie, oczyszczanie i sprzątanie, przecieranie, wymiatanie, omiatanie to japońska codzienność świecka i religijna. KaŜdy posiłek w restauracji, niewaŜne jak byłaby obskurna, poprzedza wytarcie rąk dostarczoną na samym początku wilgotną ściereczką oshibori. W jednej z moich ulubionych obrotowych „suszarni" na Musashikoyama ściereczki były juŜ nowoczesne - jednorazowe i pakowane w foliowe ruloniki z wizerunkiem Hello Kitty i napisem Clean and healthy live together. Ogrom uwagi przywiązywanej do o-furo, „szacownej kąpieli", wyróŜnia więc Japończyków na tle innych nacji. Owszem, zdarza się, Ŝe „gaijini" teŜ codziennie się kąpią, ale nawet najdokładniejszy prysznic jest po prostu czynnością higieniczną, a nie rytuałem. Statystyczny Japończyk spędza codziennie w wodzie około pół godziny, ale godzinne kąpiele nie naleŜą do rzadkości. KaŜdego wieczoru przychodzi w japońskim domu pora, gdy Ŝona (w układzie tradycyjnym) lub osoba, której kolej przypada (jak w rodzinie mojej przyjaciółki Mariko), przygotowuje wannę pełną gorącej wody. Teraz w kolejności uświęconej patriarchalną tradycją (pan domu pierwszy, najmłodsza kobieta na końcu) albo tak jak się komu podoba, Japończycy idą do kąpieli. NiezaleŜnie od tego jednak, czy dom jest tradycyjny, czy tak międzynarodowy i nowoczesny jak dom Mariko, gość ma nadal pierwszeństwo. Z błogimi minami Japończycy zanurzają się w wodzie i zapominają o troskach, jakby na chwilę 197 wrócili do łona matki. Sam prysznic to dla nich kpina nie kąpiel i tylko w wyjątkowo uboŜuchnych jednopokojowych „dziuplach" zdarzają się kabiny zamiast wanny. Chizuko i Teru po wakacjach w luksusowym hotelu Hyatt na Bali byli w miarę zadowoleni, ale pełną przyjemność popsuł im fakt, Ŝe - jak opowiadali wanna była „bez sensu" i do tego „w tym samym pomieszczeniu, co sedes". Moczenie się w gorącej wodzie uznawane jest przez Japończyków za jedną z największych przyjemności i codzienne o-furo we własnej łazience na ogół im nie wystarcza. Obawiano się, Ŝe wyposaŜenie mieszkań w łazienki sprawi, iŜ Japończycy przestaną odwiedzać publiczne łaźnie i ta stara tradycja zaginie bezpowrotnie. Tak się jednak nie stało. Liczba publicznych łaźni wprawdzie spadła, ale nie znikły one z pejzaŜu miast i miasteczek. Wiele osób mających łazienki wciąŜ odwiedza sentó albo spędza swoje krótkie wakacje w jednym z tysięcy omenów rozsianych po japońskich wyspach. Onsen znajduje się zwykle nie dalej niŜ piętnaście minut jazdy pociągiem, bo na tak sejsmicznie aktywnym terenie, jak Japonia, pod drŜącą ziemią wszędzie niemal bulgoce gorąca, bogata w minerały woda. W onsenie obowiązują z grubsza te same zasady zachowania co w sentó, ale w tym pierwszym

czeka na nas nie „kranówka", lecz woda mineralna, pompowana do baseniku wprost z podziemnego źródła. Niektóre onseny to po prostu dziury w ziemi lub skale ze skromnym pensjonatem nieopodal, inne to luksusowe kompleksy wypoczynkowe, którym Ŝycie dało źródełko z gorącą wodą. Wiele z nich słynie z uzdrawiającej lub upiększającej mocy. Najciekawszy w wodnych rozkoszach Japończyków jest fakt, iŜ nawet kąpiele we własnym domu uwaŜają oni za przyjemność z natury towarzyską. To oczywiste, Ŝe do onsenu czy sentó idzie się po to, by być razem, a nie tylko, by po prostu się umyć, ale do domowej wanny (o ile jest wystarczająco duŜa) teŜ miło zanurzyć się w towarzystwie męŜa, dziecka lub ich obojga. W większości domowych łazienek, malutkich i ciasnych jak moja w Bon Hour, mogą naraz kąpać się jednak najwyŜej dwie dorosłe osoby. Tylko raz widziałam w Japonii domową łaźnię o powierzchni jakichś dwudziestu metrów kwadratowych, gdzie w pięknej i zabytkowej ponoć 198 kadzi z cennego drewna cedrowego zmieściłaby się spora grupka, a temperaturę regulował komputer. Siedziba, w której znajdowało się to cudo, naleŜała do ojca Mariko, emerytowanego szefa korporacji o nazwie pachnącej tak wielkimi pieniędzmi, Ŝe zwykły człowiek umie je sobie wyobrazić tylko w postaci nieskończonej ilości walizek pełnych banknotów 10 000-jenowych. „To nasza łazienka", powiedziała gospodyni oprowadzająca mnie po domu, „mam nadzieję, Ŝe nie za mała". Przeciętni Japończycy mogą sobie pomarzyć o łazience podobnej wielkości (rzeczywiście marzą, bo zapytani w ankiecie o potrzeby mieszkaniowe, najczęściej wymieniają upragnioną większą łazienkę). W wannie, kadzi, baseniku Japończycy zanurzają się wtowarzystwie innych Japończyków. Ludzie, którzyubranijak ognia unikają fizycznego kontaktu, nie pozwalając sobie nawet na klepanie kumpla w ramię, w sentó czy onsenie bez oporu pomogą umyć mu plecy. Ludzie, którzy nie zaczepią przechodnia, by spytać o drogę, tu bez nieśmiałości dzielą się z obcym - i równie jak oni nagim sąsiadem - uwagami na temat temperatury wody. Japończycy często mówią o skinshipu, szczególnej bliskości, jaką rodzi wspólna kąpiel, albo o hadaka no tsukiai, braterstwie w nagości. Tu znikają bariery statusu i nagi szef korporacji moczy się obok nagiego taksówkarza (jedynie przedstawiciela japońskiej mafii moŜna by poznać od razu po tatuaŜach, ale nie wiem, jakie zwyczaje kąpielowe m&yakuza). Kąpiel po japońsku to doświadczenie, które zbliŜa ludzi jak Ŝadne inne. Do sentó albo onsenu moŜna udać się w towarzystwie przyjaciół, kolegów z pracy albo zaprosić ewentualnego partnera w interesach, by go tam - równieŜ w dosłownym sensie - rozmiękczyć. Wspólna kąpiel to równieŜ dobra okazja dla rodziców, by pobawić się z małymi dziećmi albo powaŜnie porozmawiać z nastolatkami. Nawet jeśli dziś codzienny zwyczaj wspólnej kąpieli ze starszymi dziećmi zanika, to wystarczy włączyć telewizor, by przekonać się, Ŝe jego idea nadal funkcjonuje jako pozytywny przykład: w japońskich telenowelach matka i córka albo ojciec i syn wyjaśniają sobie nieporozumienia zanurzeni w gorącej wodzie. Kochankowie teŜ nie stronią od wspólnych kąpieli i często spędzają swoje pierwsze wakacje w kurorcie z gorącymi źródłami. Jak sobie łatwo wyobrazić, taka 199 intymna kąpiel we dwoje w onsenie pod rozgwieŜdŜonym niebem moŜe stać się wyjątkowo podniecającą scenerią miłosnego sam na sam (uprzedzam jednak, Ŝe dla nienawykłego cudzoziemca będzie w onsenie ciut za gorąco na erotyczne

Ludzie przez całe Ŝycie mieszkający w okolicy przychodzili 200 do niego najpierw przyprowadzani przez rodziców. Kąpanie się po japońsku wygląda nieco inaczej niŜ Zachodzie. dzięki sterczącemu w górę wysokiemu kominowi. jak działała w tym starym sentó maszyneria do podgrzewania. Za nią znajduje się niewielki pokoik z archaicznymi szafkami na buty zamykanymi przy pomocy wielkich drewnianych kluczy. bo kradzieŜe po prostu się nie zdarzają. a teraz z plastikową miseczką i ręczniczkiem w dłoni drepczą tam jako dziadkowie.uniesienia). Wybrałyśmy tam w jakieś piątkowe popołudnie zaraz po otwarciu. słychać plusk wody. publiczne łaźnie i mineralne kąpieliska były koedukacyjne. a potem podlegało rozmaitym przemianom. tłusty. które nie leŜy na szlaku turystycznym uczęszczanym przez „gaijinów". zapach mydła i szamponu docierał aŜ do mojego mieszkania. zbudowano je niedługo po wojnie. gdy pierwszy raz poszłam do mojego sentó z Yume. lecz raczej strachem. Ŝe gaijin nie jest na przykład wielki. musi być przygotowany na wywołanie poruszenia bliskiego panice. potem wiedli swoje pociechy. Ŝe przybysz nie zna etykiety sentó. spocony i włochaty). moŜna było usłyszeć przyjemne bulgotanie gotującej się wody. ale przechodząc obok. chociaŜ w takim. Moje sentó naleŜało do przybytków starych i skromnych. W przeciwieństwie do nowoczesnych sentó. Zaproszenie „gaijina" do wspólnej kąpieli z japońskimi przyjaciółmi to wielki dla niego honor i niepowtarzalna okazja. mając nadzieję. Ŝe moje przestępstwo było drobne albo przynajmniej niedostrzeŜone. kaŜde w niewielkiej odległości od Bon Hour. w wyniku których drewniany oryginał obrósł przybudówkami o niezgrabnych kształtach. jak stare drzewo hubą. Zanim w okresie Meiji Japonia otworzyła się na świat po ponad dwóch wiekach izolacji. które obwieszczała krótka zasłonka noren wisząca w drzwiach. Pociemniały od wilgoci wielu pór deszczowych parterowy budynek jak kaŜde inne sentó moŜna było dostrzec z daleka. Przekonałam się o tym. które nieraz są bardzo wykwintne i połączone z atrakcjami takimi jak saanajacuzzi czy nawet basen i fitness. uŜywane jako opał do podgrzewania wody. Większość odwiedzających zna się więc przynajmniej z widzenia. by zobaczyć kawałek nagiej prawdy o Japonii. Nie wiem. Front budynku ze swoim spadzistym dachem i bramą ozdobioną u sklepienia rzeźbionymi smokami przypominał buddyjską świątynię. . a mieszkańcy podrzucali im niekiedy niepotrzebne juŜ meble. a od najbliŜszego dzieliła mnie tylko wąska uliczka. czasem ciche rozmowy albo radosne gulgotanie pławionych w niej osesków. Święte oburzenie niedomytych purytan (którzy podejrzanie duŜo czasu poświęcali studiowaniu przedmiotu swojej odrazy) sprawiło. Gdy byli juŜ klienci. Na ogół cudzoziemiec nie będzie źle widziany w sentó. gdzie były . jak powinien się zachować.nie ma sensu ich targać ze sobą. ale tak pachniały wieczorem wszystkie uliczki mojego sąsiedztwa i gdy spaceruje się blisko domów. Właściciel i jego dorastający syn godzinami piłowali drewniane palety. Wczesnym popołudniem komin zaczynał dymić. Klucze większość odwiedzających zostawia jednak tam. spośród których pod osłoną deszczowej nocy wybrałam sobie ratanową komodę i stolik z drewna wiśniowego. a z powodu trudności językowych nie będzie moŜna wytłumaczyć mu. Spowodowane jest ono nie wstrętem czy niechęcią (pod warunkiem. W mojej okolicy były trzy sentó. to przy moim domu przeznaczone było wyłącznie do kąpieli i niewiele zmieniło się w nim przez kilkadziesiąt lat.

Właściwie juŜ po chwili fakt. podobnie jak domowa wanna. Właśnie: „róŜnic". Na plastikowych ministołeczkach siedziały przed kranami dwie kobiety.zdumienia. a kobiety do swojej części kąpieliska. Na ogól więc męŜczyźni idą na bosaka do swojej. w środku były trzy kobiety. gdzie mieszkam i co robię w Japonii.Ŝe Japończycy postanowili „ucywilizować" swoje obyczaje i od tej pory kobiety i męŜczyźni zaŜywają kąpieli osobno. Opłatę za korzystanie z sentó uiszcza ńąubandai-sana. I przed naszymi oczami rozkwitł nieco złuszczony od wilgoci obraz ogrodu. zdejmował z jego barków trud 201 ewentualnej konwersacji. znajduje się zbiornik z wodą i rząd kranów przy ścianie. „Gaijinka" w jego sentó była prawdziwą atrakcją. a młodsza pomagała starszej. czyli najpierw mycie i dokładne spłukanie mydła. Starsze dzieci towarzyszą w sentó rodzicowi tej samej płci. na której stały wiklinowe kosze na ubrania. „Dozo". słuŜy tylko moczeniu się. iŜ byłam w towarzystwie Japonki. Ŝe kompleks Edypa nie pasuje do opisu japońskiej kultury . by maluchy przyjrzały się. Wnętrze najczęściej jest wyłoŜone kafelkami. Gdy weszłyśmy tam z Yume. W małych ryokanach (hotelach w tradycyjnym stylu japońskim) moŜna zamówić sobie godzinę kąpieli z ukochanym lub rodziną i tylko wtedy onsen jest koedukacyjny.nagie ciała rodziców nie budzą niezdrowej sensacji u malucha.teraz obowiązuje „japońska kolejność czynności kąpielowych". Zdarzają się w Japonii onseny dla obu płci. mają przywilej swobodnego przemieszczania się między męską a Ŝeńską częścią łaźni. jak moje. Wieści w takim sąsiedztwie. pracownika. Myły się przy pomocy namydlonych ręczniczków. Jak się okazało po kilku zdaniach. stał jeszcze niewielki stół słuŜący matkom do ubierania najmłodszych dzieci. 202 Do spłukiwania uŜywały plastikowych miseczek. więc przywitał mnie bez tego zakłopotania. Ta okazała się malutka: jedną jej ścianę zajmowała półka. Takie wspólne kąpiele są dobrą okazją. i nauczyły się dobrych manier. mogą być tylko większe albo mniejsze.raczej przyjaznego . „Proszę bardzo". jakie zamienił z Yume. do szóstego roku Ŝycia. Szatnie w sentó nie róŜnią się specjalnie. pod Ŝadnym pozorem nie moŜna wejść do niego „na brudasa". na drugiej wisiały lustra. Miałam jasne włosy i wyrosłam trochę wyŜsza. czym tata róŜni się od mamy. pozdrawiając grzecznie równie jak one nagich sąsiadów. jak i wzajemna ciekawość tych drobnych róŜnic. Przeciętna Japonka mizerne ma szanse. Basenik. W kącie. Fakt. do których nalewały wodę z kranu. ale o wiele. Nic dziwnego. W głównej części sentó. szybko się roznoszą. gdzie wchodzi się juŜ nago. I który na mój widok nawet nie starał się ukryć . Zajęłyśmy z Yume wolne miejsca i poszłyśmy ich śladem. przy ukwieconym okienku. potem reszta. Ŝe siedzę wśród tych obcych kobiet i myjąc się rozmawiam z Yume. mniej i bardziej luksusowe. zaprasza! mnie. jedna w średnim wieku i jedna bardzo stareńka. który dba teŜ o porządek i sprzedaje przybory toaletowe. Jak juŜ wspominałam . dodając po angielsku: How do you do. a w starych sentó na jednej ze ścian mogą znajdować się amatorskie malowidła. bandai-san doskonale wiedział. a młodsze. dwie panie w średnim wieku zachowujące się jak dobre znajome i młoda matka z małą córeczką. jakie „gaijini" tak często widzą na twarzach Japończyków. by sprostać hollywoodzkiemu . poza tym naleŜałyśmy do tego samego gatunku stworzeń i wspólne mycie się było tak samo uzasadnione. wydal mi się najnaturalniejszy na świecie. wiele rzadziej niŜ opisują je spragnieni sensacji „gaijini".

Ŝe moja dusza wygląda jak suszony kwiat wiśni wrzucony do ciepłej wody. delikatne. a jego funkcje fizjologiczne są tabu. wejściem na teren zakazany. rozpływa się w wilgotnym cieple otulającym jak bliskie ciało. Ŝe ciało jest czymś wstydliwym. którym nie mogłam się nie przyglądać. nie chlapać i .polskim i angielskim .słowo „ciało" ma silne konotacje seksualne. bezkształtny pokurcz na nowo odzyskuje kształt. staruszków i moŜe jeszcze wdów (uwaŜanych za kogoś w rodzaju osób na honorowej emeryturze) dopuszczalne jest tak swobodne zachowanie. kaŜdy zanurza się. a troski wyparowują bez śladu.nie zajmować więcej miejsca. Nie miały w sobie nic z kanapowej miękkości. Pozbawione tłuszczu. wracając do swoich dziecinnych proporcji. by pod Ŝadnym pozorem nie przeszkadzać innym. przybierając wygodną pozycję. W naszej kulturze uczymy się. drobniutka staruszka skurczyła się. W dwóch dobrze znanych mi językach . na który często nie umiemy rozmawiać swobodnie. Ŝe skóra po chwili staje się róŜowa jak wrzucona na wrzątek krewetka. Byłam na końcu świata. nie ciąŜyły pośladki. „Czujesz. kurczyły. nie gapić się. bez pośpiechu i chlapania. na siedząco. Powoli. który najadł się do syta. czyli 203 powolne zanurzanie się w wodzie o temperaturze 43-45 stopni Celsjusza. w Japonii tylko w przypadku dzieci. Przyjemności ciała nieodłącznie związane zostały z chrześcijańską kategorią grzechu. jaką moŜe odczuwać osesek. lecz zaklęsały się. Małe ręczniczki.ideałowi kobiecej urody. które jak ognia unikają słońca. a z wiekiem nie tyły. którym jest seks albo śmierć. Młoda kobieta z dzieckiem. Teraz miała nastąpić zasadnicza część kąpielowej przyjemności. jakie jej pociecha wykazywała z kolei moją osobą. która sprawia. MoŜe równieŜ być uŜyte zamiennie ze słowem „zwłoki". teraz moŜna sobie dla ochłody połoŜyć na głowie. Yume połoŜyła głowę na brzegu baseniku i zamknęła oczy. w której pod wpływem wilgoci pognieciony. nie zwisały im brzuszyska. Atmosfera kąpieli po japońsku ma w sobie wszechogarniającą błogość. Cellulitis jest słowem nieznanym w tej szczęśliwej krainie. obejmując dłońmi kolana. chodząc po sentó. został przewinięty i wtulił się. którymi zwłaszcza starsze kobiety przykrywają łono. Ŝe traci się poczucie rzeczywistości. WyróŜniał mnie jeszcze jeden szczegół: w przeciwieństwie do Japonek. by zasnąć. jak się rozprostowuje twoja dusza?". Na Zachodzie przez wieki . która przycupnęła na ostatnim wolnym stanowisku. wydawały się jednak silne. obdarzone były niezwykłym wdziękiem. dziewczynka nadal nie spuszczała ze mnie wzroku i w końcu za podszeptem nieco zakłopotanej mamy powiedziała mi: Hello. z podkurczonymi kolanami. to temat. Jest tak gorąco. Kilkudziesięciocentymetrowy elf z krainy dzieciństwa mógł sobie na to pozwolić. wśród obcych kobiet wychowanych w odmiennej kulturze .podobnie jak w innych przestrzeniach Ŝycia po japońsku . niŜ jest to absolutnie niezbędne. Tymczasem malutka dziewczynka zupełnie jeszcze nie przejmowała się wymogami społeczeństwa i przyglądała mi się z nieco deprymującą intensywnością. Gdy po umyciu wstałyśmy. Etykieta sentó wymaga. spytała Yume i wyobraziłam sobie. a jednak te ciała. na klęczkach. z trudem starała się poskromić zainteresowanie. skąd obserwowało mnie nadal spod przymkniętych powiek. a elfiątko wsparło buzię o ramię swojej mamy. miałam na ciele bardzo wyraźne ślady po bikini i byłam jedyną opaloną osobą w towarzystwie. by zanurzyć się w baseniku. KaŜde dotknięcie tematu ciała grozi przekroczeniem normy przyzwoitości.i byłam u siebie.

między innymi do uprawiania seksu czy podobania się osobnikom przeciwnej (lub czasem tej samej) płci. Ŝe wygląda „okropnie" i ma „fałdki na biodrach". Ŝe japońska idea podróŜy do jakiegoś miejsca tylko po to. Japonki w łaźni zachowują się bez tego całego teatrzyku. Okazało się. piękna Węgierka o ognistej urodzie. demonstrowała nam swoje doskonałe kształty. brzmi w dosłownym przekładzie japońskie Ŝyczenie zdrowia. na widok której wielu męŜczyzn Zachodu nigdy juŜ nie zaznałoby spokoju. „Moje ciało nie jest dziś OK". i nie mając pojęcia. Niezliczoną ilość razy obce kobiety uśmiechały się do mnie. przechadzając się i przekomarzając. Ŝe w moich uszach wydawało się to dziwne i nieco niewłaściwe.uwaŜaliśmy. bez powodu. nigdy nie zachowywały się w ten sposób. przyjęty w jej ojczystym języku. odpowiednik naszego „Bądź zdrów" lub angielskiego „???? ????". Nasza nagość wydawała się naturalna i oczywista. Ann. Dla porównania . to dlatego Yume „rozprostowywała się dusza". 205 mokre i wijące się jak piskorz. starając się w ogóle nie rzucać w oczy. Zabierały mnie więc na wodne wycieczki po Japonii . Traktuje się je w tej tradycji w sposób bardziej pragmatyczny i holistyczny zarazem. jest mi bardzo bliska. Ciało ludzkie jest dla Japończyków czymś naturalnym i praktycznym. sprawiała Yume. z jaką zanurzałam się w kolejnych ukropach. Ŝe ciała naleŜy się wstydzić. Kąpiel po japońsku była dla mnie przestrzenią siostrzaną. Myślę. pije jak nasz!"). Ŝe jest ono „nieczyste" i godne pogardy albo co najmniej obce . Małgorzaty w Budapeszcie.pamiętam wizytę z uczestniczkami letniego seminarium w łaźni na wyspie Św. w której „rozprostowuje się dusza". przekładając dosłownie na angielski bezpośredni sposób mówienia o ciele. gdy moczyła ciało w wodzie. nasze ciała pozwalały doznać przyjemności. nie tak piękne nie wstydziły się swoich niedoskonałości. młode i stare. Wizyta w moim przydomowych sentó z Yume była początkiem szeregu wypraw do onsenów za Tokio. by wypróbować oferowaną tam kąpiel. z którymi się kąpałam. MoŜe w akcie jakiejś nieznanej mi magii. Raz w małym onsenie na wschodnim wybrzeŜu Japonii młoda mama po prostu włoŜyła mi na chwilę w ramiona swoje malutkie dziecko. skarŜyła się nieraz Chizuko. niepozorna Angielka Betty przez cały czas siedziała skulona w jednym miejscu. jakiej moim rodakom dostarczałby Japończyk ze smakiem popijający bigosik zmroŜoną wódką („Patrz pan. W tym czasie pulchna. W Japonii nasza hierarchia „wzniosłej duszy" i „grzesznego ciała" nie funkcjonuje. Ŝółte i białe ciała łączyła przynaleŜność do tej samej płci. a nie z seksem i grzechem. piękne i brzydkie. Japonki.dzieje naszej kultury dają się opisać jako proces stopniowego dystansowania się człowieka wobec własnej cielesności. Oznaczające ciało japońskie słowo karada kojarzy 204 się ze zdrowiem i sprawnością fizyczną. gdzie grube i chude. ot tak. „UwaŜaj na swoje ciało". przydatnym do wielu naturalnych aktywności. MoŜe w spontanicznym geście kobiecej solidarności przekraczającej barierę kultur i języków. Ŝe nieuda-wana przyjemność. który młodym kobietom wychowanym w naszej kulturze kazałby wciągać brzuchy i wypinać biusty. Piękne nie popisywały się urodą. albo wykonywały jakiś drobny przyjazny gest. Dla obu tych kobiet ciało było problemem: przedmiotem wstydu lub narcystycznej adoracji. Mariko czy Michiko przyjemność porównywalną do tej.

historii i turystów miasteczko z czarną wulkaniczną plaŜą. Mam jednak nadzieję. Dzięki nim kąpałam się w jaskini ciemnawej. Kąpałam się w zakolu rzeki bulgoczącym wulkanicznym wrzątkiem. Wśród ich błękitnych i róŜowawych krzaków wspięłam się na wzniesienie. a ludzie ze statków wycieczkowych przepływających poniŜej machali do nas przyjaźnie. pod niebem tak czystym jak wypolerowany lód zrzucić yukatę. do której schodziło się po śliskich schodkach wykutym w skale korytarzem (potem dopiero Yume powiedziała mi z dziewczęcym chichotem. Ŝe to nic straconego. Ani do tego w Nagano. Kąpałam się w luksusowym kompleksie. Poświęcona Wodnym Dzieciom (mizukó) Hasedera od początku mnie oczarowała swoim mrocznym urokiem. gdzie zwykle byłam jedyną „gaijinką". by w powolnym. Pierwszy raz dotarłam tam na początku pory deszczowej. połoŜone nad oceanem godzinę jazdy od Tokio. mleku. siarce. a takŜe w zie206 lonej herbacie. I w pięknym starym sentó w Kioto. które nazwałam „siostrzeństwem w nagości". którego atrakcją jest kąpiel w wagoniku kolejki powietrznej wiozącej klienta piękną trasą widokową do -jakŜeby inaczej kolejnej kąpieli. Kto raz zaznał kąpieli po japońsku. obejrzeć wszystkie świątynie. Taki widok mają stojące tam tysiące kamiennych posąŜków. Kamakura to pełne zieleni. gdzie było kilkanaście baseników oferujących kąpiel w wodzie o róŜnej temperaturze. ryŜowym winie i bóg wie czym jeszcze. kontemplacyjnym tempie. Byłam tam wiele razy. gdzie wraz z ludźmi moczą się ponoć małpy pragnące w zimny dzień ogrzać swoje małpie kości. Ŝe sprzyja zajściu w ciąŜę. mogłabym nigdy nie dowiedzieć się o Wodnych Dzieciach. równych szeregach jak skauci na .do miejsc. W kiczowatym „onsenie egzotycznym". zanurzyć się w parającej kąpieli (i dzięki gorącej sake nie dostać zapalenia płuc). a z drugiej nasi męŜowie. z jednej strony więc siedziałam ja. I w rotenburo w japońskich Alpach z widokiem na góry. opite wilgocią hortensje. A nawet w takim. Stoją w grzecznych. „Tam jest moje Wodne Dziecko". Ale we wspólnej kąpieli łatwiej mówić o ukrywanych na co dzień sekretach i pewnie nie przez przypadek Michiko właśnie w jednym z onsenów u stóp góry Fuji opowiedziała mi. gdy zaczynały kwitnąć wielkie. gdzie część kobieca od męskiej oddzielona była tylko niską aŜurową ścianką. gdzie basenik był niewielką dziurą wykutą w nabrzeŜnej skale. z którego roztacza się widok na zatokę zasnutą obłokiem szarej mgiełki. nadając wodzie kolor płynnego złota. po co wybiera się do świątyni Hasedera w Kamakurze. Kąpałam się wrotenburo z widokiem na ocean. Akimi i trzech japońskich staruszków uśmiechających się do mnie trzema złotymi zębami. będzie za nią przez resztę Ŝycia tęsknił pod prysznicem. które lubię. sponad których wielkie pomarańczowe słońce wschodziło tak szybko jak podrzucona piłka plaŜowa. Mariko i Ayaki. powiedziała. aloesowym soku. co i tak nie starczyło. ciasnej jak szafa i pełnej kobiet. Nie dotarłam niestety do onsenu. co w jej przypadku juŜ raz sprawdziło się). Nie większe niŜ lalki szare kamienne figurki o okrągłych buziach poświęcone są tym. do którego trzeba było przedrzeć się ścieŜką wśród śnieŜnych zasp i potem na piętnastostopniowym mrozie. a na plastikowych palmach darły dziób sztuczne papugi. Ŝe właśnie zaŜyłyśmy kąpieli w wodzie słynącej z tego. gdzie atmosferę dŜungli stwarzały pleksiglasowe lwy i Ŝyrafy. które nigdy się nie narodziły. Wodne Dzieci Gdyby nie doświadczenie. gdzie w cedrowej kadzi moczyło się przede mną kilka pokoleń czyściutkich Japończyków.

207 apelu. Przystrojono je w wydziergane na szydełku czapeczki i sweterki, misternie uszyte kurteczki, niektóre nowe, inne spłowiałe juŜ od słońca i deszczu. Jedne ubrane są jak chłopcy, w sportowe bluzy i bejsbolówki, inne jak dziewczynki, w róŜowe falbanki, koronki i biŜuterię. Na szyjach czyjeś troskliwe ręce zawiązały posąŜkom szaliki i apaszki. U ich stóp leŜą czekoladki i cukierki, maskotki i laleczki, przy jednym stoi puszka coca-coli, przy kolejnym miseczka ryŜu z napisem „Hello Kitty", a posąŜek w króliczym futerku, mającym chronić go przed zimnem w podróŜy w nieznane, trzyma miniaturową parasolkę w kratkę modnej w Japonii firmy Burberry. Płoną kadzidła, ich zapach miesza się z wonią kwitnących kwiatów i mokrej ziemi, a posąŜki patrzą w przestrzeń pustymi kamiennymi oczami. Jakaś kobieta poprawia czapeczkę, która zsunęła się z kamiennej główki, inna kładzie u stóp jednej z figurek pięknie zapakowane ciastko ze słodkiej czerwonej fasoli. PosąŜki przedstawiają lizo, boddisatvę, opiekującego się Wodnymi Dziećmi. Wiele jest hipotez na temat początku obyczaju mizuko. Jedna z nich genezę współczesnych ceremonii wywodzi z sięgających VII wieku „dzikich" kobiecych rytuałów. Wówczas cięŜarne kobiety, które wiedziały, Ŝe nie będą w stanie wykarmić jeszcze jednego dziecka albo nie chciały go mieć z innych powodów, wchodziły do rzeki i stojąc godzinami w lodowatej wodzie czekały, aŜ pod wpływem zimna poronią (stąd Wodne Dzieci wzięły swoje imię). Potem lepiły z gliny posąŜek wyobraŜający usunięty płód i w tajemnicy odprawiały ceremonie mające przebłagać duszę, której odebrano moŜliwość inkarnacji. Aby uniknąć zemsty ze strony dziecka skazanego na pośmiertną tułaczkę, kobiety obdarowywały posąŜki zabawkami, karmiły i uspokajały, modląc się, aby dusza płodu wcieliła się w jakieś inne dziecko, któremu będzie dane przyjść na świat. Obyczaj ten, nie mający nic wspólnego z oficjalnym nurtem religii, przekazywany był z matki na córkę. MęŜczyźni nie brali udziału ani w decyzji o aborcji, ani w jej wykonaniu, ani w obrzędach mizuko, które dopiero potem związane zostały z oficjalnym kultem Iizó. W tej dramatycznej wersji genezy mizuko moŜe tkwić ziarno prawdy, ale nazwa obyczaju prawdopodobnie związana jest raczej 208 z ogólnym znaczeniem wody w buddyjskiej symbolice religijnej jako Ŝywiołu, który oznacza i śmierć, i odrodzenie. Dlatego wierzy się, Ŝe to na brzegach rzeki, która oddziela dwa światy, dusze mizuko utknęły, nie mogąc wrócić tam, gdzie mogłyby w spokoju oczekiwać na ponowną inkarnację. W tym smutnym i opuszczonym miejscu budują z kamieni wieŜyczki dla Buddy, które za kaŜdym razem burzą im demony. Tylko lizo, uproszony modlitwami i darami, moŜe je stamtąd wybawić. Zwyczaj mizuko nie był uznawany przez buddyjskie świątynie aŜ do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś około siedemdziesięciu procent świątyń świadczy usługę religijną zwaną mizuko-kuyó, w której zakres mogą wchodzić takie rodzaje opieki nad sprzedawanymi kobietom posąŜkami Iizó, jak ich mycie, ubieranie, palenie kadzideł, dostarczanie jedzenia i strawy duchowej w postaci regularnych modłów. Niektóre świątynie, tak jak Hasedera w Kamakurze, poświęcone są przede wszystkim Wodnym Dzieciom, w innych serwis ten ograniczony jest do comiesięcznych naboŜeństw i nie tak kosztowny jak nabycie własnego posąŜku. Instytucjonalizacja (i komercjalizacja) kobiecego zwyczaju mizuko nie była przypadkowa. Po wojnie świątynie straciły część ze swoich dochodów, a zwaŜywszy na to, iŜ w Japonii aborcja - łatwo dostępna i legalna - jest nadal jednym z

popularnych środków antykoncepcyjnych, szybko dostrzeŜono w mizuko-kuyó dochodowy interes. Świątynie Wodnych Dzieci zaczęły pojawiać się jedna po drugiej. Jako Ŝe w Japonii dopiero kilka lat temu zezwolono na pigułki antykoncepcyjne, a w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku połowa wszystkich ciąŜ była usuwana, moŜna być pewnym, Ŝe instytucjonalizacja mizuko-kuyó okazała się ekonomicznie opłacalna. Teoretycznie co druga kobieta mogła być klientką świątyni. W przeszłości Wodnymi Dziećmi nazywano te, które nie przyszły na świat w wyniku poronienia lub aborcji, urodziły się martwe albo umarły we wczesnym niemowlęctwie. W Japonii, gdzie jest jedna z najniŜszych na świecie śmiertelność noworodków, Wodne Dzieci powszechnie utoŜsamia się dziś z tymi, których matki nie zdecydowały się urodzić. 209 Uznając, Ŝe smutek i Ŝal po utracie dziecka nie są tak opłacalne jak poczucie winy, uczyniono kobiety jedynymi moralnie odpowiedzialnymi za aborcję. Tak więc - mimo iŜ dozwolone w świetle prawa - usunięcie ciąŜy naznacza kobietę piętnem, jakiego nie zostawia poronienie czy naturalna śmierć dziecka. Wystarczyło przekonać kobietę, Ŝe choroba, zdrada męŜa albo niezdane przez syna egzaminy wstępne to sprawa tułającej się po zaświatach duszy, której odebrano moŜliwość inkarnacji, by gotowa była wydawać wiele tysięcy jenów na jej szczęśliwe przejście na drugą stronę rzeki. W naciąganiu kobiet specjalizowali się oszuści podszywający się pod buddyjskich kapłanów, ale same świątynie nie były bez winy. Widziałam ulotkę reklamującą mizuko-kuyó, na której płód przedstawiony został jako Ŝądne zemsty wielkookie monstrum wczepione w kark kobiety. Nawet jeśli nie usuwało się ciąŜy, dreszcz przechodzi po plecach. Czy Michiko wierzyła, Ŝe dusza usuniętego płodu była odpowiedzialna za jej niepowodzenia? Miała wtedy osiemnaście lat; to wiek, gdy wierzy się w dziwniejsze rzeczy. Na przykład w obietnice wakacyjnych narzeczonych. Jej amerykański ukochany, nauczyciel angielskiego w Tokio, wyjechał, by wkrótce „ściągnąć ją do siebie". Nigdy więcej jednak się nie odezwał, listy Michiko pozostały na zawsze bez odpowiedzi, a pod numerem telefonu w małym miasteczku stanu Oregon nikt nie słyszał o jej chłopaku. Spora suma pieniędzy, jaką jej zostawił „na bilet do Ameryki", wystarczyła na aborcję i mizuko. Michiko, która póki co poznała męŜczyzn z jak najgorszej strony, zachowała nawet pewien sentyment dla Amerykanina, który „nie był aŜ taki zły". Mógł przecieŜ zostawić ją z niczym, usprawiedliwia swojego Pinkertona z Oregonu. Całą odpowiedzialność za aborcję Michiko bierze na siebie, tak jakby ojciec dziecka naleŜał do istot z natury zbyt słabych, by go nią obarczać. „Chcę, Ŝeby jej dusza nie była obolała", Michiko tłumaczy mi, dlaczego odprawia rytuał dla mizuko. „Jej", bo Wodne Dziecko Michiko jest dziewczynką. „Czuję w sercu, Ŝe to dziewczynka", mówi Michiko i stuka się w pierś, „Chcę ją pamiętać". Wiele japońskich feministek krytykuje zwyczaj mizuko-kuyó w jego współczesnym wydaniu. Twierdzą, Ŝe jest przykładem wyko210 rzystywania kobiet i wynika z hipokryzji japońskiego społeczeństwa, które zrzuca na nie całą odpowiedzialność za aborcję i obarcza winą jak za przestępstwo. Inne poszukują pozytywnych aspektów mizuko-kuyó wierząc, Ŝe mimo częściowej komercjalizacji w tradycji tej zostało coś autentycznego. Myślę, Ŝe mogą mieć rację. Dzięki rytuałowi mizuko-kuyó Michiko moŜe umieścić doświadczenie aborcji

w historii swojego Ŝycia. Raz na jakiś czas ta nowoczesna dziewczyna jedzie do Kamakury do swojego Wodnego Dziecka. Tak jak inne kobiety przywozi ze sobą coś słodkiego albo maskotkę, jakiś drobiazg, dzięki któremu jej nienarodzone dziecko przez chwilę staje się „córką". Zastanawiałam się, czy kobiety w naszej kulturze mają podobną moŜliwość? Z jednej strony potępiane za grzech, z drugiej skazane są na milczenie. Aborcja to coś, o czym w najlepszym razie po prostu się nie mówi; kobiece doświadczenie zgodnie wykluczane z tematów poruszanych przez kobiece czasopisma zajęte orgazmami, perfumami i modą. Wydaje mi, Ŝe japoński zwyczaj mizuko-kuyó pozwala kobietom takim jak Michiko na symboliczną reprezentację równieŜ innych uczuć niŜ wina. śalu i smutku utraty, która nawet jeśli konieczna i świadoma, pozostaje przecieŜ utratą. Matki, Ŝony i kochanki „Wtedy pewnie będę juŜ miała męŜa i dziecko", śmieje się Naomi, gdy mówię, Ŝe na dłuŜej wrócę do Japonii dopiero za dwa lata. Naomi ani nie jest zakochana, ani nie ma na myśli Ŝadnego konkretnego męŜczyzny, ale to nie jest w Japonii konieczne, by planować małŜeństwo. Japońsko-amerykańska autorka Mori Kyoko, pisząc w Polite Lies, Ŝe bycie Ŝoną to bardzo cięŜka praca, którą jednak kaŜda Japonka chciałaby dostać, przesadza. Połowa niezamęŜnych japońskich kobiet między trzydziestym piątym a czterdziestym rokiem Ŝycia deklaruje dziś zdecydowaną niechęć do zmiany stanu cywilnego, ale w tej drugiej połowie na pewno jest wiele powaŜnie zdeterminowanych, by jednak męŜa znaleźć. Z tradycyjnego punktu widzenia przymus małŜeński dotyczy obu płci. W opinii zwolenników tradycji niezamęŜna kobieta zawiodła społeczne oczekiwania, nie spełniając 211 swojej „naturalnej' roli Ŝony i matki, a wieczny kawaler moŜe mieć duŜe kłopoty z awansem w pracy. Szefowie patrzą na niego krzywym okiem, podejrzewając, Ŝe skoro nie poradził sobie z „obowiązkiem" załoŜenia rodziny, to coś pewnie jest z nim nie tak. MałŜeństwo to takŜe warunek, by zostać mamą, który dla wielu kobiet takich jak Naomi moŜe być decydujący. Nawet gdyby Michiko chciała urodzić dziecko Pinkertona, wszyscy odradzaliby jej to. Rzecz nie w tym, Ŝe jej ukochany był cudzoziemcem, lecz w tym, Ŝe w Japonii najpierw wychodzi się za mąŜ, a potem ma dzieci. Innej kolejności - póki co - nie przewiduje się i na kaŜde sto japońskich mam tylko jedna jest samotna; wśród rozwiniętych krajów świata najmniej nieślubnych dzieci rodzi się właśnie w Japonii. W społeczeństwie nade wszystko ceniącym rodzinę, dziecko jej pozbawione skazane zostaje na los wyrzutka. Samotną matkę uwaŜa się raczej za samolubną i nieodpowiedzialną egoistkę niŜ osobę, która miała dość odwagi, by sama zmierzyć się z trudem wychowywania dziecka, i której w związku z tym społeczeństwo powinno pomóc. Dziś ani kobiety, ani męŜczyźni nie spieszą się w Japonii do zostania rodzicami, liczba urodzeń dramatycznie spada, a wiek zawierania małŜeństw naleŜy do najwyŜszych na świecie. Grupa „samotnych pasoŜytów", jak czasem określa się singli w Japonii, rośnie, ale znaczna część z nich (statystyki pokazują, Ŝe nieco więcej niŜ połowa) - tak jak Naomi - w pewnym momencie rozejrzy się za partnerem odpowiednim do małŜeństwa. Kiedyś na kobietę po dwudziestym piątym roku Ŝycia mówiono w Japonii Christmas cake, uwaŜając ją za przeterminowaną jak niekupione w odpowiednim czasie ciasto świąteczne, którego po tej dacie nikt nie tknie. Od jakiś dwudziestu lat

akty urodzenia. a w nowoczesnej Japonii miai-kekkon stał się jednym z dwóch (obok ???'??-??????. musi się pospieszyć. w której dobrze skorzystać z pomocy profesjonalistów". ani podstarzały playboy z uczernionymi włosami (i to mimo iŜ miał własną restaurację). A to dlatego. gdzie ludzie przeciwnych płci mają niewiele okazji do wspólnej socjalizacji. Ŝe to efekt o-miai. przedyskutowane wady i zalety kandydatów. Współcześnie o-miai pomaga spotkać się dwóm osobom. Samotniczy tryb Ŝycia Naomi. powiedział młody człowiek w programie telewizyjnym. Wyjściem. W przeszłości aranŜowane małŜeństwo słuŜyło połączeniu dwóch rodzin. jest miai-kekkon. czyli ???'??. Ŝe nie odpowiadał jej ani zamoŜny ponadpółwiekowy wdowiec z dwójką dorosłych dzieci. która -jak 212 większość japońskich singli . W kraju. spędzające wolny czas z innymi kobietami w kawiarniach dla kobiet. ale niektórzy twierdzą. Ogólna zasada jest taka. czyli małŜeństwo zaaranŜowane (o-miai to „swatanie" kandydatów na męŜa i Ŝonę).na przykład rodzice Naomi . bo Japonki zaczęły wychodzić za mąŜ koło trzydziestki. nie dorastali do jej oczekiwań i wśród swatających ją ciotek wyrobiła sobie opinię osoby zbyt wybrednej i mającej nierealistyczne oczekiwania. idea omiai nigdy nie umarła. Według róŜnych statystyk. Jeśli zostanie panną. Naomi pracuje w administracji domu opieki dla staruszków. a cały wolny czas poświęca Takarazuka i jej szanse na spotkanie właściwego partnera bliskie są zeru. W rodzinach samurajskich był to jedyny właściwy sposób wydania córki za mąŜ. spowodowana segregacją płciową nieśmiałość wszystko to powoduje. mogłyby w przeciwnym razie nigdy nie spotkać męŜczyzn. Gdy obie strony zgadzają się. mającymi synów „na zbyciu". Naomi. a ewentualne uczucia młodych nie miały Ŝadnego znaczenia. tym większe prawdopodobieństwo. długie godziny pracy. Ci. który oglądałam z Mariko. a małŜeństwo z miłości jest stosunkowo nowym wynalazkiem. Ŝe panna i kawaler pasują do siebie. Jest kilka sposobów na zaaranŜowanie małŜeństwa. jakie pozostaje Naomi. Ŝe dziś miai-kekkon cieszy się rosnącą popularnością. tenŜe brat będzie odpowiedzialny za jej byt na starość. Kobiety w moim wieku. Wymieniane są Ŝyciorysy. fotografie. Szybkie tempo Ŝycia. chodzących wraz z innymi męŜczyznami do barów dla męŜczyzn.konsultuje się z rodzinami o podobnym statusie. panna w wieku trzydziestu pięciu lat. którzy spotkali się dzięki o-miai. Ŝe ta liczba moŜe być wyŜsza.uwaŜają teraz swój 213 związek za zawarty z miłości. tym bardziej Ŝe jej rodzice i starszy brat nalegają coraz bardziej. przychodzi czas na pierwszą randkę i zakłopotani niemal do omdlenia młodzi spotykają się w . które bez tego zwyczaju skazane byłyby na samotność. a w społeczeństwie starzejącym się w takim tempie jak japońskie juŜ opieka nad rodzicami jest duŜym obciąŜeniem finansowym. utrudnia jednak znalezienie odpowiedniego partnera. „MałŜeństwo to bardzo odpowiedzialna decyzja. „małŜeństwa z miłości") powszechnie przyjętych sposobów znalezienia partnera. bo ci. zakochali się w sobie i nie bez pewnej racji . małŜeństwo aranŜowane zawiera od dwudziestu do czterdziestu procent Japończyków. Ŝe im wyŜszy wiek małŜonków w chwili zawarcia związku. Zainteresowana rodzina .japońska stara panna stała się raczej ciastem noworocznym.mieszka z rodzicami. których podsuwała Naomi bliŜsza i dalsza rodzina.

podchwytuje pani Yamamura i wylicza zalety córki.podobno rzadziej . mówi Naomi. kto pasuje i nie spodziewać się cudów?" Jakiego kandydata szuka Naomi? „Absolwent dobrego uniwersytetu. Instytucje takie reklamują się.tak jak Naomi zbyt stara i zbyt wybredna. bo wówczas na Naomi spadnie cięŜar opieki nad jego rodzicami na starość i to najpewniej ona będzie musiała zapraszać rodzinę męŜa na japońskie święta. a potem miłość mija i rozwodzicie się. Na Zachodzie duŜo uwagi poświęcacie miłości. rzadziej. stanowczo wykluczona. Gdy panna i kawaler zadowoleni są z wyboru. „ale teŜ bardziej ryzykowne. której właściwie trudno odmówić sensowności. dodając. jedynie mocno starszawy wdowiec z dorosłymi dziećmi byłby osiągalnym kandydatem dla tak starego „ciasta noworocznego". Z dossier biur dowiedzieć się moŜna nawet. która nie tylko jest świetną gospodynią i mistrzynią ikebany. najniŜszej w społecznej hierarchii kasty japońskich niedotykalnych.swat). bo na przykład panna jest . „MałŜeństwo z miłości jest moŜe bardziej nowoczesne". Nie lepiej od razu wybrać kogoś. aby nie był jedynym lub najstarszym synem.nieczułe na rustykalny urok bycia Ŝoną farmera uciekają do miast w poszukiwaniu lepszego Ŝycia. część decyduje się nawet na Ŝony importowane z Azji Południowo-Wschodniej lub. „Motonori to ulubieniec szefa". zachęcając. Za to japońskie panny mogą przebierać. a ewentualność. Dzięki szczegółowym odpowiedziom komputerowa swatka układa dla zainteresowanej listę najbardziej pasujących panów. Przy wspólnym lunchu rodziny opowiadają sobie nawzajem o zaletach swych pociech. Ŝe przyszły małŜonek/małŜonka 214 naleŜy do burakumin. Pierwsze spotkanie odbywa się w jej towarzystwie. Kawalerowie z japońskich wiosek bliscy są desperacji. która w razie finalizacji związku będzie hojnie obdarowana za tę przysługę. to teraz decyzja naleŜy do nich i mogą umówić się. co z jakichś powodów bywa dla wielu Japończyków waŜnym kryterium przy wyborze partnera. ich małŜeństwo zawarte zostaje zwykle juŜ po kilku miesiącach. „w przyszłym roku awansuje na kierownika działu sprzedaŜy". parkach. hotelach miłości. Gdyby Naomi przeciągnęła decyzję o zamąŜpójściu kilka lat dłuŜej. Podobno najdłuŜszy formularz wpisowy liczy sobie ponad siedemset pytań. z biednych krajów byłego Związku Radzieckiego. moŜna zwrócić się do jednej z prestiŜowych agencji specjalizującej się w o-miai. Jeśli ta tradycyjna metoda swatania zawodzi. inne w lekarzach i adwokatach.spróbować poznać się lepiej podczas randebu w kawiarniach. „Nasza Eriko ma takie czułe serce!". jaką grupę krwi mają kandydaci na małŜonków.towarzystwie swoich rodzin. Pośrednictwem między rodzinami zajmuje się zwykle swatka (lub . by szukać następnej. Lepiej teŜ. na jakie delikwent musi szczegółowo odpowiedzieć. jakiego za nich dokonała swatka. W Japonii Ŝyje więcej męŜczyzn niŜ kobiet i to oni mają naprawdę powaŜny problem. Jeśli młodzi wpadną sobie w oko. bo dziewczęta . a do dobrego tonu naleŜy zorganizowanie go w restauracji eleganckiego hotelu. jedne specjalizują się w biznesmenach. by -juŜ bez przyzwoitek . chwali syna pan Sato. a sami zainteresowani starają się nie umrzeć z zakłopotania. Ŝe mają na składzie wyłącznie oferty powaŜnych kandydatów z dobrym zawodem i nieskazitelnym pochodzeniem. Póki co szanse na dobrego kandydata są jednak duŜe. ale równieŜ pięknie śpiewa i grywa w tenisa. bo mimo . Ŝe pochodzenie wszystkich panów zostało zbadane jak najdokładnie. wysokiego wzrostu i takiŜ zarobków". brzmi odpowiedź.

Ŝe jest to ich codzienny zwyczaj. długie godziny i zwyczaj socjalizowania się w gronie kolegów po godzinach . a moŜe w Japonii po prostu wypada siedzieć w pracy jak najdłuŜej. jako Ŝe ze względu na bardzo skomplikowany system recyklingu pozbycie się nawet takich nieoŜywionych „wielkich śmieci" jak stara lodówka czy pralka jest rzeczywiście i kłopotliwe. czego jej Ŝyczę. MoŜe jednak. po trzydziestu paru latach spędzonych w firmie. mąŜ pracą dla firmy. którzy mijali się przez kilkadziesiąt lat. dzieci i staruszków. placach zabaw widziałam niemal wyłącznie kobiety. a podobno większość ciągle czeka). Dla Naomi pragnienie zostania mamą jest głównym powodem. „MąŜ powinien być zdrowy i nieobecny". teraz. dosłownie . ograniczy swoje wizyty w teatrze Takarazuka i dołączy do powaŜnych pań domu ze swojego sąsiedztwa. MąŜ. jest nie lada kłopotem dla kobiety. Jeśli zawrze aranŜowane małŜeństwo z rozsądku. Jest zdecydowana rzucić pracę w domu opieki i zostać pełnoetatową 215 gospodynią domową. Ŝe w firmach praca wygląda inaczej. a Naomi domowymi troskami i .to wszystko sprawia. nie mogą się ścierpieć. 216 MoŜe na uniwersytecie miał większy pokój i lepszą klimatyzację. najzwyczajniej w świecie zakocha się w kandydacie poznanym dzięki o-miai.ich średnia Ŝycia jest najdłuŜsza na świecie i nie mają zamiaru spędzać następnych paru dziesiątków lat w towarzystwie kogoś. bo męŜczyzna przez większą część czasu. Na początku pobytu w Japonii zdumiona ruchem na kampusie w późnych godzinach nocnych myślałam. stanie się okusan. nagle przez cały dzień tkwiący w domu. jest po prostu gdzie indziej. bo okazuje się.wkrótce . aŜ do emerytury. Ŝe moich kolegów wyjątkowo zatrzymały w biurach jakieś niezwykłe. Po wystawnym weselu państwo młodzi polecą na tydzień miodowy na Hawaje. Kobiety uwaŜane są za siłę stojącą za niebywałym sukcesem Japonii po drugiej . Ŝe dla statystycznej Japonki wśród relacji rodzinnych nadal najwyŜej ceniona jest ta. spędzane w niej długie. a nieznane mi wydarzenia. pozostało dla mnie tajemnicą. czekającą na niego z kolacją i kąpielą. kogo nawet nie lubią. a męŜa-emeryta pieszczotliwie nazywają „wielkim śmieciem". Stosunkowo duŜy procent rozwodów w Japonii ma miejsce w zaawansowanej grupie wiekowej. dla którego postanowiła porzucić miłe Ŝycie „samotnego pasoŜyta" i podporządkować się zasadzie: „Najpierw mąŜ. Za dnia w centrach handlowych. Ŝe ludzie. nie będzie spędzać ze swoim męŜem wiele czasu. parkach. Gdy Naomi wyjdzie za mąŜ za „wysokiego i dobrze zarabiającego absolwenta dobrego uniwersytetu". a potem zajmą się swoimi sprawami. gdy muszą przebywać ze sobą nieustannie. Ŝartują Japonki. Przeciętna japońska Ŝona sprawuje w domu władzę niepodzielną. Pozwy częściej wypełniają kobiety . potem dziecko".wychowywaniem dziecka. i kosztowne. jakby prowadzili osobne Ŝycia. za którego podstawę wystarczy jej raczej zgodność wieku i statusu niŜ wielka namiętność. FidŜi lub Guam. ale co humanista Satoru robi do późnej nocy w biurze. Ŝe małŜonkowie mijają się. MęŜa będzie widywała rano (jeśli wstanie zrobić mu śniadanie) i wieczorem (jeśli stanie się dobrą japońską Ŝoną. Dojazdy do pracy. która łączy ją z dzieckiem. co ma w Japonii dodatkowy sens.„osobą wewnątrz (domu)". która dotąd świetnie radziła sobie sama.„zaawansowanego" wieku urodziwa i pełna cichego wdzięku Naomi ma zalety nie do pogardzenia. Badania socjologiczne pokazują. Rozumiem. ale szybko okazało się.

dziś juŜ jednak nie tak hojne jak w złotych czasach bubble eco-nomy. pod warunkiem. Mariko ? ???? mieszkają razem. to od lat sześćdziesiątych XX wieku dźwigała ona odpowiedzialność o wiele większą niŜ przeciętna gospodyni domowa z Cincinnati czy Wałbrzycha. Mori porównuje tradycyjne japońskie małŜeństwo do 217 podróŜy samochodem. bo zarabiane przez niego pieniądze nie naleŜą do niego. jak powiedziałaby Mori. ponoć nie spędzają snu z powiek przeciętnej Ŝonie. dopóki kobiety z mizushóbai wiedzą. musiał wziąć dodatkowo płatne zlecenia. moŜe usiąść w fotelu dla pasaŜera i zasnąć. . jakie przeciętny japoński mąŜ moŜe spotkać. MęŜczyzna dostarcza samochód. który otacza swoich członków opieką i gwarantuje im bezpieczeństwo. gdzie ich miejsce. hostessy. które odwiedzają w towarzystwie kolegów z pracy. 1997.postawione na głowie. Paradoksalnie wśród wielu związków. 128). jedzenie i wyposaŜenie. Ŝe mają mnóstwo kłopotów: od sąsiedzkich szykan po odmowę wizy dla Mariko i dzieci. z której ta wydzielała mu jedynie kieszonkowe na drobne wydatki. chcąc nie chcąc. Gdy wyjeŜdŜałam z Japonii. jakie widziałam.urodzony w małŜeństwie syn nosi nazwisko po ojcu. lecz do rodziny. a młodsza.naruszając ustalony porządek . Oczywiście dopóty. Za wizyty męŜów w barach i klubach. pijąc z kolegami po pracy. To kobieta prowadzi przez całą drogę niezaleŜnie od pogody" (Mori. Z czasem opieka i bezpieczeństwo zapewniane przez elitarny klub zwany japońskim społeczeństwem okazują się dla nich waŜniejsze niŜ wolność postępowania po swojemu. po matce. Jeśli miał ochotę kupić sobie na przykład garnitur od Armaniego czy inną ekstrawagancję. para intelektualistów-kontestatorów. a męŜowie nie zaniedbują rodzin z ich powodu.byłoby niewybaczalne. Kobiety z mizu-shóbai. Mając tego świadomość. których musi dokładnie się trzymać. Ŝe był wysokim i dobrze zarabiającym absolwentem Uniwersytetu Tokijskiego. Przy którejś z kolacji Mariko powiedziała mi. bo ta nieśmiała. płacą firmy. W latach powojennych stało się zwyczajem w wielu rodzinach. jak nasz macho Kowalski: „Moja Basieńka wybiera. Mariko wróciła do swojego nazwiska (wychodząc za mąŜ musiała. nigdy nie odzywając się ani słowem. oboje robią karierę akademicką. przyjąć męŜowskie). Japoński mąŜ nie powiedziałby więc tak. wiele buntujących się za młodu w końcu idzie na kompromis. a ich dwójka dzieci ma róŜne . Nie zdziwiło mnie. zwane z niemieckiego arubaito. a ja płacę". Japońska Ŝona w latach sześćdziesiątych stała się odpowiedzialna za wszystkie decyzje dotyczące domu i rozporządzanie finansami. Ŝe ściśle przestrzegają zasad. Ŝe mąŜ przekazywał Ŝonie swoją pensję. Ayaki. Mariko ? ????. której kierunek jest dokładnie ustalony przez społeczeństwo: „Para otrzymuje wskazówki.w porównaniu z Ŝyciem statystycznej japońskiej rodziny . Naomi zaczęła umawiać się z męŜczyzną poznanym dzięki o-miai. naleŜy do najbliŜszych feministycznej idei partnerskiej relacji. ten. spokojna kobieta dobrze wiedziała. bo nie stanowią zagroŜenia dla trwałości rodziny. a ich codzienne Ŝycie jest . „związku na dwa samochody". s.wojnie światowej. jest przykładem o wiele rzadszego w Japonii. gdy ???? dosta! zagraniczny kontrakt. masaŜystki. Dokonawszy tego. który Mariko ? ???? udało się zbudować w konserwatywnej Japonii. która rozwiodła się w imię protestu przeciw ograniczającej ich wolność formie małŜeństwa po japońsku. co . Niekonwencjonalny styl Ŝycia sprawia. prostytutki. Ŝe japońskie społeczeństwo działa jak elitarny klub. Mimo iŜ jednym z potocznie uŜywanych japońskich określeń na Ŝonę jest „głupia Ŝona".

Ŝe jej jeszcze nie wynaleziono". „grzech" nie rzuca nań swojego mrocznego cienia. Gejsze i hostessy. powinno zresztą brzmieć inaczej: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. Japończycy nie lubią naszego zainteresowania erotyczną sferą ich kultury i egzotyzacji. podglądaniu). gdzie jego miejsce. falliczny festiwal w świątyni Kanamara-sama kolo Kawasaki. PołoŜone tuŜ obok jednej z największych w Tokio stacji kolejowej Shinjuku. obiecując. jest dziś miejscem. W kulturze Zachodu Eros został poddtruty chrześcijańską miksturą i jak mówi Nietzsche . w którym czuła się tak dobrze. geje i rodziny z małymi dziećmi idą w procesji za niesionym przez kapłanów shintó wielkim fallusem . wyrafinowanej erotyce. . moŜemy karmić naszą fantazję o wolnej od poczucia winy. video boxów (mających do sprzedania tylko ekran telewizora plus pudełko chusteczek higienicznych). ale i panie mają kilka miejsc. lecz skarlał zmieniając się w swoje przeciwieństwo". podczas którego transwestyci. jak sama nazwa wskazuje. Tokijska noc w Kabuki-chó większą część swojej bogatej oferty przeznacza dla męŜczyzn. W porównaniu ze sławną Yoshiwara. Powiedzenie: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. Mam jednak nadzieję. W materiałach przeznaczonych dla turystów moŜna znaleźć reklamy niektórych uciech oferowanych przez tokijskie dzielnice rozpusty: zwykłego striptizu. parasoli i wachlarzy. jakim jest dla ludzi Zachodu Japonia. sex--shopów. Spacerowałyśmy właśnie w Kabuki~chó wśród pink-salonów {????? saron oferuje seks oralny lub ręczny). gdzie ładni. tłoczących się ciał. męŜczyźni grający dziewczyny. to znaczy. niŜ powaŜnemu „uprawianiu miłości". do której tak często ono prowadzi. który jednak nigdy nie powstał. czystej. Seks nie moŜe więc być brudny". kobiety przebrane za męŜczyzn. wilgoci i sake. Ŝe Naomi poprowadzi samochód. Siedzibą mizu-shóbai stało się po drugiej wojnie światowej. Ŝe trzeba pojechać po nią do Tokio". Ŝe dopóki wie.takich atrakcji nie ma nawet na Manhattanie. albo podobnego „spektaklu". stanowczo i z taką samą wprawą. szczupli chłopcy (albo dziewczęta przebrane za takiŜ chłopców) czekają. Myślę. a swą nazwę zawdzięcza planom zbudowania tam teatru kabuki. wzbogaconego o moŜliwość aktywnego udziału ze strony publiczności. to znaczy. zapachu spalin. Soaplandów (kuszących kąpielą i seksem). co mu się podoba. Trudno jednak oprzeć się fascynacji. powiedziała Yukiko. którego istotą jest dziejący się na scenie akt seksualny. W Japonii wypuszczono go na wolność. W imperium zmysłów. „spektaklu".„nie 219 umarł wprawdzie. z jaką lawirowała swoją 218 toyotą po zatłoczonych tokijskich ulicach. Upalny wieczór końca pory deszczowej gęstniał w noc pełną świateł rozpływających się w wilgotnym powietrzu jak akwarelki. „klubów Toma podglądacza" (słuŜących. moŜe robić. Ŝe od czasu do czasu uda jej się zaparkować na chwilę i wrócić do świata dziewcząt z Takarazuka. gdzie moŜna znaleźć płatną miłość na kaŜdy portfel i gust. ale przyćmiła juŜ sławą swą starszą siostrę w „wodnym biznesie". Imperium zmysłów „W Japonii ludzie kąpią się codziennie. hotele miłości. barów karaoke (zwykłych lub z nagą śpiewaczką do towarzystwa). Miejsca. by bawić je rozmową i rozpieszczać wedle Ŝyczenia. Kabuki-chó ma krótszą tradycję.czego chce. zwany tradycyjnym małŜeństwem po japońsku. Znaczenie słowa „seks" w japońskiej kulturze bliŜsze jest raczej „zabawie".

na czym polega „nieograniczona fantazja" dorosłych kobiet w imperium zmysłów. Co miesiąc około miliona Japonek kupuje pornograficzną manga. Japończycy". jaką kobiety często przypisują popularnym romansom . MoŜna znaleźć je w publicznej pralni i poczekalni u dentysty. jak lędźwie bohatera „opinają dŜinsy". „podkreślając męskość". „zapomnieć o stresach związanych z pracą".to sformułowanie powtarzane przez wiele respondentek. japońskie kobiety tłumaczą. Nowe numery najbardziej poczytnych „komiksów dla pań". Oprócz historyjek są tu horoskopy. co nowego mamy w tym miesiącu. by wracające z pracy urzędniczki albo robiące zakupy gospodynie mogły zerknąć. Najczęściej mają dwadzieścia . Kosztuje od 400 do 600 jenów. ale w Japonii na masową skalę produkuje się takŜe materiały tego typu dla kobiet. Swoją „nowoczesność" utoŜsamiają z moŜliwością pracy poza domem. gdzie zawoalowany opis zastępuje się dosłownością obrazu. „przyjemne" i „nie wymagają myślenia". podróŜowaniem i konsumowaniem nowoczesnych. 220 Lady's comic moŜna znaleźć w księgarniach. Postanowiłam przyjrzeć się Lady's comic. listy czytelniczek. Autorzy Lady's comic nie bawią 222 się w hipokryzję i opisy przyrody i dlatego obrazki dotyczące spraw . ale jednym z przejawów nieograniczonej ludzkiej fantazji. a ona „oddaje mu się z drŜeniem". Im dziwniej. „Taboo" i „Manon". zachodnich towarów. podczas gdy czyni to około dziewięć milionów męŜczyzn (i to raczej oni ponoć „podbierają" komiksy tego typu z kobiecych półek niŜ odwrotnie). co wydaje mi się zresztą najbardziej perwersyjne. jak „porywa ją w silne ramiona".są niegrzecznymi Harleąuinami w obrazkach. „Ucieczka od rzeczywistości" . Przeciętny Lady 's comic ma około 400 stron i kolorową okładkę. dlaczego kupują Lady's comic. co najtańsza ksiąŜka. tym ciekawiej". sąsiadując z barami MacDonald's i „suszarniami". ale w świecie wyobraźni pozwalamy sobie na wszystko to. są łatwiejsze do kupienia niŜ worek ryŜu. Badania rynku pokazują. Im więcej. są w Tokio zrośnięte z miejskim krajobrazem. Powszechna dostępność pornografii dla męŜczyzn jest dobrze znaną sprawą. pornograficzne materiały leŜą tuŜ obok niewinnych czasopism o modzie i poradników dla wędkarzy. „odpręŜyć się". Dla nas pornografia nie jest teorią gwałtu. mówi Satoru. na której zwykle zamieszczone jest zdjęcie białej modelki. Zaintrygowało mnie. w kioskach na stacjach kolejowych. na przykład „Binetsu". „My. Ŝe w większości są to kobiety pracujące zawodowo. właścicielka księgarni w moim sąsiedztwie od razu wykłada na stojak przy wejściu. diety odchudzające i reklamy erotycznych gadŜetów.gdzie kupuje się seks i zaspokaja erotyczne fantazje. co wy represjonujecie. w których dominuje szczęśliwe Ŝycie rodzinne z właściwym partnerem. Mają tradycyjne kobiece marzenia. czyli „komiksy dla pań". jak chcą amerykańskie feministki. W „Taboo". Pytane. jak bohaterkę „przenika dreszcz poŜądania". i kobiety. UwaŜają się za „nowoczesne kobiety". Ŝe pozwalają im one „oderwać się od codzienności".trzydziewści lat i połowa z nich jest zamęŜna. „mamy wprawdzie o wiele bardziej restrykcyjny system społeczny. Pornografia w postaci Lady's comic spełnia więc podobną rolę do tej. ale około jednej trzeciej stanowią gospodynie domowe. w całodobowych sklepach spoŜywczych. A fantazjują i męŜczyźni. Bo są „łatwe". tym lepiej. „Manon" czy „Binetsu" narysowane jest więc. czyli mniej niŜ przeciętne czasopismo dla kobiet i połowę z tego. jaką z nim nagrałam. na przykład erotyczne manga zwane Lady's comics. w rozmowie o pornografii.

rękawem kimona zawadzała o łokieć sarariimana.kwintesencja marzeń Zachodu o kobiecie Wschodu . Gion to jedna z najpiękniejszych dzielnic Kioto. Tkwiła gdzieś miedzy samochodem marki Toyota a komputerem Toshiba. która w normalnych okolicznościach powędrowałaby raczej do najbliŜszego muzeum sztuki współczesnej. szeregową zabudowę i ocalono wiele drewnianych domków o oknach zasłoniętych bambusowymi roletami. Poszliśmy więc do Gion i dotarli tam w gęstym upale wczesnego sierpniowego wieczoru. O Lady's comic nie rozmawia się otwarcie. zagaił. ocierała się o reŜysera Takeshiego Kitano. a bohaterowie niemal od razu przystępują do rzeczy. RóŜnica polega na tym. Podobnie jak my. w japońskiej kulturze uznawany jest za coś oczywistego. Ŝe liczba cudzoziemców na urokliwej uliczce wiodącej wśród herbaciarni jest niemal równa liczbie Japończyków. Kobiety w kulturach zdominowanych przez męŜczyzn mają podobne fantazje erotyczne.pozałóŜkowych są zredukowane do niezbędnego minimum. W japońskim imperium zmysłów dla kobiecych fantazji wydzielony jest malutki margines. Ŝe nieprawdziwi. by odkryć. i paru smętnych perwertów. „Mogą być gejsze". być moŜe była znakiem. urodą i ceną.nie dorównywały mistrzyniom z Gion wyrafinowaniem. jak zrobił to Bornoff w Pink Samurai. chodzili tam i z powrotem. to jeden z „sekretów". ale ich obecność w kaŜdej księgarni nikogo nie gorszy ani nie szokuje. tajemniczy nieznajomi nigdy nie zostający na tyle długo. mój znajomy z branŜy filmowej zadał kolegom z pracy pytanie: „Z czym kojarzy ci się Japonia?" Wśród wymienionych przez nich skojarzeń była gejsza. Gejsza . bo wiadomo. Od gejszy do hostessy Gdy pisałam tę ksiąŜkę. jaką trzeba było płacić za ich towarzystwo. cała reszta. Niektóre z nich to herbaciarnie. MoŜna -jeśli ma się szczęście i .Ŝyje wciąŜ jednak w wyobraźni Zachodu. który na co dzień jest dyrektorem w mało rozrywkowej instytucji i powaŜnym człowiekiem w średnim wieku. iŜ fakt. poparła ich moja przyjaciółka. Ŝe prędzej czy później temat ten do mnie powróci. upychanego do metra przez pracownika stacji. papkowaty i raczej nudny. Świat gejsz. Zachowano tam niską. czyli uniwersalny. są w nich gburowaci macho i ksiąŜęta z bajki. obok ogrodu zen i pornograficznej manga. jak zawsze i wszędzie. Trzy wieki temu pojawiły się tu pierwsze gejsze i Ŝadne inne . „Chodźmy zobaczyć gejsze". królestwa najbardziej poŜądanych kobiet świata. Zestaw seksualnych fantazji w Lady's comic jest podobny do menu w McDonaldsie. pierwsze kroki skierowaliśmy do dzielnicy Gion. Dziś zostało ich tu kilkadziesiąt. Ŝe kobiety potrzebują materiałów pobudzających erotycznie. w których odbywają się przyjęcia z udziałem gejsz. 223 Gdy mojego pierwszego japońskiego lata wybrałam się na dłuŜej do Kioto z męŜem i przyjaciółmi. w całym Kioto koło dwustu. Dlatego nie zdołałabym przeprowadzić empirycznych badań do 719-stronicowej ksiąŜki o „erotycznej eksploracji japońskiego społeczeństwa". między Pokemonem a projektantem mody Yamamoto. kiedyś unikalna subkultura kobiet kształconych na mistrzynie tradycyjnych sztuk i na doskonałe masaŜystki męskiego ego. japońską cepelią. dziś jest ginącą tradycją. słuŜy męskiej przyjemności. zbyt doskonali. ani tym bardziej te z Tokio . by ujawnić swe wady. obwieszeni sprzętem fotograficznym. Ta jedyna tokijska. którą zaraz na początku pobytu zobaczyłam w Yoshiwara. Nalegał na to mój kolega.ani te z nadrzecznej dzielnicy Pontochó.

a nie Michael i Ŝe chodzi o gejsze praktykantki. Dziewczęta decydują się na tę pracę z własnej woli. co nadaje ich upudrowanym dziecinnym buziom wyraz naiw225 nego zdumienia i słodyczy. W przeciwieństwie do gejszy. nierzeczywiste wśród przechodniów w zachodnich ubraniach i turystów oniemiałych z zachwytu. Ŝe dzisiejsze prak-tykantki są po prostu zbyt stare. i oczywiście nikt w Japonii nie sprzedaje juŜ córek do domów gejsz. by dobrze nauczyć się tradycyjnych sztuk. Przed wojną przyjmowano tu na naukę dziewczynki kilkuletnie. ale naszą uwagę zwróciło dwóch starszych Japończyków. Nad Gion powoli zapadała noc. 224 Otoko-yaku Hikaru Asami. niektóre kontynuują rodzinną tradycję. grupę gospodyń domowych z Wyoming i dwa włoskie małŜeństwa w średnim wieku. „Maiko". Ŝe dołączyło do nas jeszcze dwoje Japończyków i czteroosobowa wycieczka z Niemiec. Dziś zostać maiko wolno dopiero kilkunastolatce. która ukończyła gimnazjum. długie rękawy kimon wartych setki tysięcy jenów szeleściły jak skrzydła. Szły proste jak struny z wysoko uniesionymi głowami.cierpliwość . najprawdziwsze z prawdziwych. młodziutka dziewczyna. młodzi postanowili mimo wszystko poczekać z nami. Tak minęła jeszcze godzina i nasza grupa została zasilona przez dwoje Szwedów. który wziął za gejszę zwykłą kobietę w kimonie i rzucił się za nią z aparatem ku dyskretnej uciesze Japończyków w kamizelkach korespondentów wojennych. ucząca się dopiero tego fachu. Ubrani byli w paramilitarne kamizelki z mnóstwem kieszonek. w tym bliźniaczki. nie udało nam się zobaczyć nawet cienia gejszy. A większości brakuje teŜ podobno uporu i wytrwałości w nauce. Krótkie zamieszanie spowodował jeden z Niemców. a alabastrowo białe twarze zastygły w nieruchome maski o wzroku skierowanym gdzieś ponad naszymi głowami. rozsiewając złote refleksy. a ozdoby we włosach liczniejsze niŜ te noszone przez dorosłe gejsze. niczym korespondenci wojenni. podczas której przemierzyliśmy uliczkę kilkakrotnie. Ŝadna nie . Ŝe przynajmniej będą miały co jeść. róŜu i seledynowej zieleni lśniły w mroku. spytała nas jedna z dwóch identycznych blondynek o urodzie Claudii Schiffer i gdy ustaliliśmy. mieli aparaty fotograficzne o obiektywach dłuŜszych niŜ wszystkie nasze razem wzięte. Ŝe powiedziałam maiko. sprzedawane przez biednych rodziców z nadzieją.o Ŝyciu innym niŜ szara codzienność. którzy przez cały ten czas stali naprzeciw budynku o drzwiach zasłoniętych ciem-nowiśniową zasłoną z namalowanym na niej chińskim znakiem. Nieśmiało stanęliśmy koło nich. Zobaczyliśmy je od razu.zobaczyć je idące ulicą. gejsze z Gion. Trzy maiko. Stare mistrzynie mówią. Wyglądały jak rajskie ptaki o czarnych łebkach. Ich kimona w odcieniach czerwieni. Wydawali się na coś czekać. Ich stroje o długich rękawach są o wiele jaskrawsze. „Na co czekacie?". złota. marząc . maiko mają pomalowaną na jaskrawą czerwień zwykle tylko górną wargę. jakie kiedyś rodził głód. Grzebyki z wiszącymi kwiatkami chwiały się w rytm kroków maiko. a nie o Michaela Jacksona. wskazując dłonią w kierunku tajemniczego w budynku. Przez godzinę.jak wszystkie dziewczyny świata . To na nie polowali turyści z aparatami fotograficznymi. powiedział jeden z Japończyków. inne ulegają fascynacji światem „kwiatów i wierzb". W ciągu pierwszej półgodziny oczekiwania na maiko nie zdarzyło się nic ciekawego oprócz tego. KaŜda z trzech dziewcząt niosła pakunek zawinięty w chustkę furoshiki. Maiko to gejsza praktykantka.

Mówi się. Maestria hostessy polega na tym. w którym pracuje. czyli mamę-san. by wrócić do tego samego klubu i pić potwornie drogą whisky w towarzystwie wybranej hostessy. hostessa pracuje ubrana. która namydlała klientów swoim nagim ciałem. Liczba mistrzyń gry na shamisenie i innych tradycyjnych sztuk maleje nie dlatego. Ŝe wszystko jest moŜliwe. bo tylko ci. amerykańska antropoloŜka. Przede wszystkim jednak rozmawia i słucha w taki sposób. W niektórych miejscach o wyjątkowo wysokim prestiŜu nawiązanie relacji z klientem poza klubem grozi hostessie nawet utratą pracy. To. o jakiej przez wieki marzył Zachód . bardzo męski. rozpieszczany i bardzo. a przeciętne od stu do trzystu. Nadzieja zdobycia hostessy . Dla japońskich męŜczyzn wieczór w ekskluzywnym klubie z hostessami jest oznaką prestiŜu. a do klubu obsługiwanego przez hostessy męŜczyźni przychodzą w innym celu. by rozbudzić w męskim sercu miłe podejrzenie. 131). którego moŜna gonić. Ŝe współcześni Japończycy marzą o innych kobietach. Annę Allison. interesujący. Co tak wyjątkowego jest w hostessie? Zasadnicze podobieństwo między gejszą a hostessą polega na tym. tym mniejsza moŜliwość seksu z zatrudnioną tam kobietą" (Allison. by klient wierzył.. czuwa. wspaniały. gdy robiliśmy im zdjęcia. by klient czuł się waŜny. Podobnie jak w przypadku gejszy. Opłaciło się czekanie.Egzotyczna i Erotyczna przez dwa duŜe E . na tyle mocno. moŜe wydawać się trywialne: dba. ale dlatego.musi być . którzy znajdują się najwyŜej w społecznej hierarchii. maiko znikły w drzwiach herbaciarni. by jego kieliszek był pełny. pozostawiając nas z bolesnym uczuciem niedosytu. Ŝe jej czule słówka i admiracja jego osoby są szczere. rolą hostessy jest bycie króliczkiem. Ŝe zmieniła się patriarchalna struktura japońskiego społeczeństwa. a hostessa z luksusowego klubu o dobrej reputacji znajduje się na szczycie hierarchii mizu-shóbai. W ekskluzywnych klubach Akasaki i Ginzy drogo i wytwornie. by konwersacja przy stole toczyła się gładko i bez niezręcznej ciszy. zapala mu papierosa. lecz fantazję. Ŝe obie sprzedają nie seks. Dziś o wiele większe jest zapotrzebowanie na hostessy niŜ gejsze. W przeciwieństwie do Michiko z Soaplandu. Nazywa się je niekiedy „współczesnymi gejszami". Były zupełnie nieosiągalne niczym boginie. ale nie musi tego robić. obojętne na naszą obecność naleŜały do świata. Przez kilkanaście sekund Japonia taka. ale (raczej) nie moŜna złapać. co hostessa oferuje klientowi. uśmiecha się..odezwała się słowem i nie zmieniła wyrazu twarzy. s. pisze w poświęconej temu ksiąŜce. Ŝe do takiej sytuacji będzie zmuszona przez szefową. Jej zadaniem jest ucieleśnianie męskich marzeń o określonym typie kobiecości i sprawianie. 1994. do którego nie mieliśmy wstępu. Ŝe „relacja między seksem a pieniędzmi w mizushóbai jest odwrócona: im droŜszy i bardziej elegancki klub. Hostessa (jeśli regulamin jej klubu tego nie zabrania) moŜe nawiązać intymną relację z klientem. mogą sobie na taką rozrywkę pozwolić. rekordowe zarobki sięgają tysiąca dolarów za.jakkolwiek mglista i daleka .pokazała nam swoją upudrowaną na biało kobiecą twarz. ????-san zarobi jeszcze więcej. Ŝe praca hostessy w jednym z tokijskich klubów dla VIP-ów w Ginzie lub Akasace to dla kobiety jedno z najwyŜej płatnych zajęć dodatkowych na świecie. Im wyŜej 226 w hierarchii klubów znajduje się miejsce. Seks mają do zaoferowania dziewczyny z Krainy Mydła albo RóŜowych Salonów. Ona dostanie wysoki napiwek. wieczór. która badała świat hostess. tym mniejsze prawdopodobieństwo. a u ich podłoŜa leŜy bezinteresowne uczucie. Kołysząc się na wysokich drewnianych platformach klapek.

nie znaczy to. który ma fluidalną właściwość jak woda. Ŝe w ich szeregach są „gaijinki". Ŝe otoczone zostaniemy w Japonii męską atencją. tak Japończyków fascynują kobiety mojej rasy. by klient ani zbytnio się nie rozochocił. Poznałam kiedyś w Tokio Hertę z Kolonii. Niewątpliwie jasna piękność z Zachodu jest obiektem pragnienia i tak. białych kobiet (aczkolwiek nigdy przedtem nie myślałam o sobie jako o „białej kobiecie").podtrzymywana tak. Niemal równie częste jak podziw są jednak Ŝarty z nas . Wizerunek długonogiej blondynki z duŜym biustem popularny jest w pornografii. ani nie zniechęcił. świat. Japońskie dziewczyny napływają więc do mizu-shóbai i odpływają jak Michiko. a nawet ksiąŜkach dla dzieci. sprawiając wraŜenie naturalności. mleczna cera stanowi ideał wielu milionów Japonek. tradycyjne japońskie tańce są zwykle jej nieznane. KaŜde słowo i gest hostessy są powtarzaną obietnicą na odwlekaną w nieskończoność rozkosz. profesjonalnym masaŜem męskiego ego (i niczego poza nim). tak jak gejsza. Po wojnie moda na białe kobiety zapanowała na dobre. jak rozpędzony nosoroŜec od kociaka. Ŝe ci panowie w co najmniej średnim wieku raczej nie mogą za kaŜdym razem wzbudzać namiętnych uczuć w młodej piękności. a ruch w interesie trwa nieustannie. Współczesne gejsze od dawnych róŜnią się jeszcze tym szczegółem. a dowody podziwu znajdziemy u swych przyduŜych stóp (nr 37 to japońskie L!). komiksach manga. Nawet jeśli podobamy się. ale pełniejsze zachodnie biusty. Hostessa nie gra na shamisenie. wybielających ją za pomocą tysięcy przeznaczonych do tego celu kosmetyków. Dobra hostessa. Popyt na zachodnie hostessy w Tokio jest nadal spory. „Japończycy są 228 nieśmiali". . którego częścią Są kluby hostess. Ŝe siedzący przy nim goście czują się wyjątkowymi szczęściarzami. by podobać się swoim męŜczyznom. która kaŜdą wypowiedź podkreślała uderzeniem pięści w stół i w oczach Japończyków pewnie tak się róŜniła od kobiety w stylu lolitkowatej Michiko. jest jednak profesjonalistką. często występuje w reklamach. przemijanie. dwuznaczny stosunek. jak męŜczyźni Zachodu śnią o Azjatkach. Jasna karnacja niekoniecznie musi być naśladowaniem typu odmiennego rasowo. Jeśli uświadomi się sobie. które najdalsze są od ideału eterycznej piękności. ileŜ razy powtarzały mi to zdanie moje japońskie koleŜanki! Nieraz więc słyszałam cudzoziemki ubolewające w Tokio nad swoją samotnością. znane zachodnie firmy kremy i inne smarowidła przeznaczone na rynek azjatycki produkują właśnie w wersji wybielającej. Emiko Ochiai. krótko ostrzyŜoną. Podchodzi do stolika z wdziękiem i sprawia. Ŝe i tak nie cieszą się u nich powodzeniem. biała kobieta. cięŜkie i biodrza-ste. a ubiera się raczej w wieczorową suknię niŜ kimono. przywołuje na myśl nietrwałość. jak trudna to praca. Te „gaijinki". bo Japończycy zwykle trzymają dystans wobec białych kobiet przekonani. jakie wydajemy się Japończykom duŜe. kaukaskie powieki i proste nosy konstruowane są w Japonii operacyjnie w milionach egzemplarzy. moŜe mieć trudności w nawiązaniu jakiejkolwiek relacji z japońskim męŜczyzną. Innymi słowy. Ŝe Japonki po wojnie musiały zacząć „przebierać się za białe". zrozumie się. potęŜnie zbudowaną specjalistkę od prawa bankowego. mogą nawet budzić lęk i niechęć. Japończycy mają do nas.z tego. socjoloŜka z Kioto. pisze. a jej uśmiech 227 przylega do twarzy jak dobrze zrobiony makijaŜ. Nazwa mizu-shóbai. Jasne włosy budzą zachwyt. o ile nie jest na przykład hostessą w tokijskim barze.

w których bystry klient Paradise bez trudu dostrzegłby równie nieprzeciętną inteligencję. postrzępioną fryzurę i nieprzeciętnie duŜe oczy. Miała pociągłą twarz. Podejrzewam jednak. Jak bardzo niebezpieczna moŜe być ta praca pokazuje tragiczna historia Lucie Blackman. gdzie zawsze przychodziły róŜne podejrzane typy. zachęcała mnie do 229 spróbowania swoich sil jako hostessa. ????-san. opłaciło się. Klientom oczywiście nie zwierzała się ani ze swojego wykształcenia. atrakcyjne cudzoziemki do pracy jako hostessy. w którym czułam się jak dobra siostra z brazylijskiej telenoweli. Yukari pracowała w Paradise od pół roku. przyjrzała mi się uwaŜnie od stóp do głów i po półgodzinnej rozmowie powiedziała: „Tak". Trzeba jednak być ostroŜnym. w której panowie przychodzący do Paradise płacili ślicznej Yukari. by wyglądać na właściwą towarzyszkę przy męskim stole. Zwyrodnialca który to zrobił. zbierając materiały do swojej rozprawy doktorskiej o mizu-shóbai i pragnieniach współczesnych japońskich męŜczyzn. w normalnym Ŝyciu będącą nauczycielką muzyki w Newadzie. Ŝe od hostess oczekuje się świadczenia teŜ innych usług niŜ zapalanie papierosa i rozmowa. cierpiących na nadmiar czasu i brak pieniędzy studentek z wymiany zagranicznej. jak wygadują głupoty. nalewając im alkohol i słuchając z uśmiechem. wezwały za ocean waŜne sprawy rodzinne i dzięki wstawiennictwu Yukari. Kto wie jednak. Ŝe wszyscy woleli patrzeć na jej zgrabny biust. Podobała mi się przewrotność sytuacji. angielskiej stewardesy. Staranie. biednych dziewczyn z byłego ZSRR albo innych ciekawskich i Ŝądnych wraŜeń kobiet. ani z głównego powodu. która spodobała się mamie-san. szpilki i róŜowy kostiumik. W końcu jej się udało. Przez dwa tygodnie miałam być hostessą w Paradise. która w 2000 roku znikła z klubu Casablanka w tokijskiej dzielnicy Roppongi. Allison pisze. co Casablanaka. ale nie byłam przekonana o swoim predyspozycjach do zawodu współczesnej gejszy. była studentka Satoru. ????-san zgodziła się spotkać ze mną jako ewentualną zastępczynią na dwa tygodnie. złapano. Klub . wręcz konserwatywny. gdy Yukari. będąc w istocie obiektem jej badań. by po jakimś czasie dać się ponieść dalej fali losu. próbowała rozwiać moje wątpliwości doświadczona japońska koleŜanka. Wystarczy odpowiedzieć na jedno z wielu ogłoszeń typu: „Klub taki a taki zatrudni młode. okazał się nim bogaty biznesmen. Ŝe im tańszy i bardziej podejrzany klub. tym większe prawdopodobieństwo. który miał ma sumieniu więcej grzechów. W Paradise pracowało sześć hostess. zmieniły mnie w „gaijinkę". elegancka dama w perłach z odrobinę zbyt grubą warstwą pudru na okrągłej twarzy.„gaijinki" lądują na chwilę na japońskich wyspach i zostają hostessami. Zapewniała mnie. modną. dla którego postanowiła spędzać wieczory. Mile widziane blond włosy i podstawowa znajomość języka japońskiego". „Powiemy. a jego klienci rekrutują się głównie spośród równie szacownych elit. jakie przy pomocy Yukari włoŜyłam w to. iłu jeszcze świrów marzy o ćwiartowaniu kobiecych ciał? Zastanawiałam się nad tym. Kilka miesięcy później w nadmorskiej jaskini w Miura znaleziono osiem plastikowych worków z jej pokawałkowanym ciałem i blok cementu z zatopioną w nim głową dziewczyny. Ŝe masz kilka lat mniej. a potem po prostu zachowuj się inaczej niŜ normalnie". Ŝe klub Paradise w Ginzie jest wyjątkowo szacowny. zarabiaj ących w ten sposób na dalszą włóczęgę po świecie. MakijaŜ. trzy cudzoziemki i trzy Japonki. Jedną z amerykańskich hostess Paradise. nie to. W opowieściach cudzoziemek zatrudnionych jako hostessy powtarzają się historie podróŜniczek z USA i zachodniej Europy.

Hostessy wówczas czekały juŜ przy barze w pełnej gotowości. Jako jedyna ubrana w kimono. na co pozostali trzej biznesmeni zareagowali wybuchem śmiechu. Pan Ito wyjął paczkę cameli.wyglądał tak. Klientów witała ????-san. Ja miałam na imię Laura. którą pamiętali z poprzednich wizyt. siódmym piętrze nowego budynku i wjeŜdŜało się do niego osobną windą. czyli ja. Ŝe nigdy więcej nie powinien zapominać o niej na tak długo jak ostatnio i odeszła witać następnych przybyszy. kim naprawdę jesteśmy. pan Ito. a pozostali dwaj zabuczeli jeszcze raz. a kelner wskazywał im stolik i przyjmował zamówienie. Thank you. Ŝe spodoba im się Róra. Okna były zawsze zasłonięte. Trzech było po czterdziestce. Inicjatywę przejęła teraz Yukari vel Hana. podczas gdy w klubach o niŜszej randze mieści ich się nawet więcej niŜ setka. siwawy i rubaszny . powtórzył jeden z młodszych. Do mojego pierwszego zadania oddelegowana zostałam z Yukari. starym bywalcom Paradise. Jego wystrój stanowił mieszankę wyrafinowanego luksusu i lekkiej frywolności. nadskakujące i niedostępne jednocześnie. która na moich oczach z intelektualistki zmieniła się w ociekające słodyczą. o wiele bardzie posunięty w latach. How do you do. Pogroziła panu Ito palcem jak małemu chłopcu. W Paradise oczekiwano od nas transformacji w ucieleśnienie przeciętnych męskich pragnień. KaŜda z nas uŜywała w Paradise innego imienia. Niektórzy klienci Paradise domagali się tej a nie innej hostessy. a podłogę przykryto ciemnowiśniową wykładziną. zaszczebiotała do najstarszego. która przedstawiła mnie czterem panom z wielkiej firmy produkującej. łagodne i chichoczące stworzenie. „Pan Ito tak dobrze mów po angielsku . Główne 230 pomieszczenie Paradise przewidziano dla nie więcej niŜ dwudziestu klientów naraz. Klimatyzacja działała bez zarzutu. Róra i Hana miały stać się ładne. a Yukari . tak Ŝe przyćmione światło lamp od Tiffaniego (albo bardzo dobrych podróbek) sprawiało wraŜenie wiecznego wieczoru w miejscu odizolowanym od świata i odrobinę nierealnym. o zgrozo. ale ja jeszcze nie śmiałam . a nie ekstrawaganckich popisów.mieścił się na przedostatnim. zostawiając prawdziwe podobnie jak swoją codzienną toŜsamość . Byłyśmy ubrane w wieczorowe sukienki w stylu glamour i szpilki. czyli w wymowie japońskiej . Hana dolała alkoholu do kieliszków i zachichotała.przed drzwiami klubu. „Ŝe będzie mógł rozmawiać z Rórą zupełnie swobodnie". ????-san wyraziła swój zachwyt z powodu ich wizyty i nadzieję.Róra. jakby juŜ wypił za wiele. Thank you!. beton. inni zdawali się na wybór ????san. a Róra w tym momencie błysnęła refleksem i po raz pierwszy w Ŝyciu zapaliła męŜczyźnie papierosa. którego wcześniej nie znałam. miłe. Tu nikogo nie interesowało. Ŝe moja prawie nowa suknia od Gucciego w pięknym kolorze zimnej wody pochodziła z pchlego targu w nowojorskiej East Village). niezbyt mądre i pełne zrozumienia. opierając się o ramię najstarszego. Odrobina słodyczy kawali teŜ była dobrze widziana. powiedział pan Ito. a ich szef. próbując nawet przy tym się uśmiechnąć. starannie pomalowane i ufryzowane (nikt nie miał się nigdy dowiedzieć. nie było Ŝadnych dodatkowych sprzętów ani ozdób. na którym grał siwy staruszek z kozią bródką. 231 zachowywała się w stosunku do nas wszystkich jak mama właśnie. mimo Ŝe była młodsza od wielu swoich gości. Oprócz pianina. mówiąc. Na beŜowych ścianach wisiały reprodukcje prerafaelitów w złoconych ramach. powtórzyli unisono. How do you do!. a pozostała trójka zabuczała z aprobatą. powiedział na to Pan Ito.Hana.

Przez dwie godziny. pomyślała . zgadzaj się. Ŝe następnym razem teŜ zaśpiewają.zwłaszcza . JuŜ nie dzierlatka. a pozostali trzej oŜywili się na „duŜo przyjaciółek" i zaczęli licytację. by poŜegnać gości. jak powiedziałaby moja wspomniana wyŜej ciocia. i rozmowa zeszła na biusty. Pan Matsumoto pokraśniał. mimo iŜ nie pracowałam wówczas jako hostessa w tokijskim klubie Paradise. który z nich jest największym playboyem. „Piękne kobiety w Porando". Ŝe w Polsce męŜczyźni całują kobiety w dłoń na powitanie i poŜegnanie.te naleŜące do Hany i Róry. Uświadomiłam sobie nagle. turla! się pan Matsumoto. i który zdołałby Rórę uwieść. czy potrafię zgadnąć. nigdy ich nie krytykuj. opowiedziałam naszym gościom. które brzmiały tak. MoŜe więc dam sobie radę? Im więcej płynęło alkoholu. tłumaczyła Yukari przed moim debiutem w Paradise. przy translatorskiej pomocy Hany. Sądząc po czerwonych twarzach i rozluźnionych krawatach naszych gości impreza zaczynała się rozkręcać. Na koniec. czy polscy męŜczyźni robią kissu publicznie. „Młody byłem. Teraz musiałam spróbować wprowadzić w Ŝycie te rady. Ŝe pan Ito to prawdziwy sukebei. uśmiechnęła się do mnie z aprobatą. potwierdziła przytomnie Hana i dodała. „Jak papieŜa!". a Róra i pan Matsumoto umówili się. chwal ich. całując go w wierzch dłoni. Potwierdziłam i na prośbę pana Ito zademonstrowałam. „pan Ito ma do tego klasę i piękny krawat". westchnęła Róra. ile taki krawat kosztuje. a młodszy. wypaliła więc Róra i nachyliła się ku panu Matsumoto kokieteryjnie. po polsku. ale moŜe jeszcze będzie z niej poŜytek. abstrakcyjne i . same sącząc wciąŜ tego samego wodnistego drinka.dość łatwo przyszło udawanie zachwytu. najwyraźniej wciąŜ rozmarzony wspomnieniem wycieczki po Europie. nawet był w Polsce. „Chwal ich. którym -jako Ŝe wieczór zbliŜał się juŜ do końca . piękne blond kobiety i zgubiłem portfel". Ba. co wszystkich panów rozbawiło tak. przerwał moje zgadywanie pan Matsumoto. Taki chichocik i przytulanko to juŜ była prawdziwa sztuka. tak!". Drugi z młodszych. jakbym słyszała moją osiemdziesięcioletnią ciocię. znów przy232 pomniały mi się rady Yukari i postarałam się im sprostać. Ŝe byłam w sytuacjach. co akurat potrafiłam zrobić po japońsku. zainteresował się nagle. która podeszła do nas. czyli „lajdus". Ŝe są cudowni". dotąd najcichszy. Zapaliłyśmy im około czterdziestu papierosów i nalały tyleŜ szklaneczek. jak to wygląda. jakie nasi goście spędzili w Paradise. pięknych Polek i biustów. „O. wróciliśmy jeszcze raz do liczby przyjaciółek kaŜdego z panów. Pan Ito moŜe się podobać". Wyszło na to. Hana i pan Ito zaśpiewali piosenkę z fortepianowym akompaniamentem. pozwól im wierzyć. Ŝe i Japonkom. i cudzoziemkom. który miał być pełen wdzięku. Ŝe jeden z młodszych. który zindywidualizował się jako pan Matsumoto. od krawatów. pozwól im wierzyć. „Śmiej się z ich dowcipów. jeden po drugim odwzajemniali polski pocałunek na dłoniach Róry i Hany. Okazało się. „Gaijinki mają większe biusty". Skubiąc krawat w sposób. „Taki przystojny męŜczyzna na pewno miał duŜo przyjaciółek podczas podróŜy". koniecznie chciał się dowiedzieć. mówi po angielsku lepiej niŜ reszta. wspomniał z nostalgią i popił. tym chętniejsi byli panowie do angielskiej konwersacji z Rórą.pójść w jej ślady. Ŝe są cudowni". w których oczekiwano ode mnie podobnego zachowania. dodał i zrobiło się trochę smutno. 233 Mama-mn. Gdy naszym gościom udało się juŜ opanować wesołość. wymieniałam ceny. Ŝe niemal dostali spazmów ze śmiechu. Młodsi ze śmiechu aŜ rzucili się sobie w ramiona.

Ŝe na naukę japońskiego mogłabym poświęcić tylko niewielką część czasu.jak i w kaŜdym innym obcym kraju . Ŝe jestem o wiele mniej rozgarnięta. by wyjść poza absurdalne powtarzanie ćwiczeń złoŜonych ze zdań typu „Ta ksiąŜka jest ksiąŜką pani Yamazaki" albo pytań o „krzesło pana Tanaki". Na początku torpedowałam więc wszelkie podejmowane przez moich nowych znajomych próby skłonienia mnie do nauki japońskiego. moŜe właśnie otwierałaby się przede mną interesująca przyszłość współczesnej gejszy . to kto wie. która nie mówiła po japońsku. na ile antropolog musi znać język kraju. podwaŜając naiwne przekonanie. Nie było to aŜ takie trudne. pozbawieni wiary w moŜliwość zrozumienia rzeczywistości. jedna z najlepszych ksiąŜek o Japonii. aby biegle władać japońskim. dziękowałam Satoru za kolejny podręcznik i coś niejasno obiecując. Ŝe komunikacja moŜliwa jest tylko w mowie. bo nie śmiałabym zrobić tego przy słynących z pracowitości Japończykach. ile jej powiedziałam. i nie była zajęta czymś innym.„gaijinki". posługują się najbardziej wyjątkowym i skomplikowanym systemem językowym świata i nawet jeśli jest w tym stwierdzeniu nieco przesady. Gdybym miała tyle lat. niŜ ośmielałam się nieraz przypuszczać. Z wykładu dla zagranicznych stypendystów Monbushó (japońskiego ministerstwa kultury) VIII. ale Chryzantema i miecz Ruth Benedict. W dŜungli języka Jak Pani sobie tam radziła z językiem? Autor Imperium znaku pisze o nieszczęsnym pytaniu nieustannie zadawanym przez ludzi. jak nagła niedyspozycja lub choroba w rodzinie. Japończycy mówią po japońsku. na jaki było mnie stać. ale nie posunęłairbsię ani kroku dalej. Zdaniem specjalistów. został w mojej głowie przeraŜający obraz czarnej tablicy z tabelkami pełnymi znaczków i nieprzyjemne uczucie. Wszystkie gejsze świata robią przecieŜ to samo . jakie kiedykolwiek powstały. Zdawałam sobie sprawę. Problem. napisana została przez osobę.i tu językoznawcy nie są zgodni od czterech do siedmiu razy więcej czasu niŜ na naukę kolejnego 235 języka indoeuropejskiego. którzy wiedzieli o jego pobycie w Japonii: „Jak Pan sobie tam radził z językiem?" Francuski filozof miał rację. którego kulturę bada. zbyt małą. Po trzech pierwszych lekcjach z Satoru. W Japonii . jak sami często przyznają nie bez dumy. które w wyniku niezrozumiałej transformacji okazywałoby się „biurkiem pani Watanabe" lub nawet .pewnie. wymigiwałam się brakiem zdolności językowych.z całą pewnością moŜna „poradzić sobie z językiem". jakiej nie mogłam odrzucić. jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowany. Udało mi się nauczyć jednego alfabetu fonetycznego. Ŝe bez niej. wycofywałam się z dalszej rozmowy na temat ewentualnego kursu języka japońskiego albo prywatnych lekcji. rachunek jest prosty i zniechęcający. ma ono wielu zwolenników. Zakładając. Nie wspominając oczywiście nic o lenistwie.dają męŜczyznom poczucie. a nawet uŜywałam takich dawnych wymówek szkolnych. Ŝe przyzwoite przyswojenie angielskiego czy niemieckiego zajmuje pięć lat. a róŜnica kulturowa dotyczyła raczej formy niŜ treści. które były z jego strony ofertą. Z najpiękniejszym uśmiechem. nie ucząc się mowy tubylców. bez „wspólnego języka" ludzie muszą czuć się zagubieni. Ŝe są cudowni. Japończycy. potrzebne jest nam .

megafon samochodu krąŜącego po sąsiedztwie. na ulubione programy o jedzeniu. To. jacy jesteśmy. Chodząc na spektakle kabuki. Ŝe to koń" .było dla mnie niesłyszalne w Japonii. kupiłam od niego zestaw zdrowotnych herbatek. Mariko albo Satoru o japoński odpowiednik jakiegoś słowa. nigdy nie uŜywałam słuchawek z angielskim tłumaczeniem. Jeśli nawet pytałam Chizuko. Jeśli chce się wyjechać „jak najdalej od wszystkiego". gdakanie polityków i mętna nuda politycznych komentatorów. mówiąc coś przy tym bez końca afektowanym tonem. ku swojemu zdumieniu rozpoznawać w mowie tubylców słowa. a nie 236 Tak Satoru uczył mnie japońskiego rozumiejąc. podwaŜającej nasze przyzwyczajenia. o jakie kiedyś pytałam japońskich przyjaciół. Po jakimś czasie jednak zaczęłam wyłapywać z rzeki języka niektóre dźwięki. w których krewcy politycy krzyczeli coś do siebie jak w starych filmach o samurajach. Poza tym zagubienie w dŜungli języka było po prostu przyjemne. wygłupiali się. okazały się wyjątkowo obrzydliwe. prze237 brani jak clowni. smaŜyły i zjadały niebywałe stworzenia. Ŝe znalazło się na jakiejś innej planecie.„rowerem pana Ando". Nie moŜna było przed tym uciec. jakim z upodobaniem oddawał się mój sąsiad pan Matsura z małŜonką. Rano budziły mnie śpiewne powitania wymieniane przez sąsiadki. gdzie kaŜdy kolejny krok przynosił małe prywatne odkrycia. skusił mnie obietnicą jakiegoś innego świata i innego „ja".fascynujące. W naturalny sposób potrzeba rozumienia wygrała z pragnieniem pozostania w błogiej nieświadomości. dając mi zupełnie nowe uczucie wolności od tego wszystkiego. nie były przy tym bolesne: płyn kupiony jako olej okazywał się octem ryŜowym. Pomyłki. z przyjemnością oglądałam go w Bon Hour. Japonia. w jakiej Ŝyłam przez kilka miesięcy. w których osoby płci obojga siekały. odbitki zdjęć zrobiono mi nie w tym formacie. jakie mi się zdarzały. bardziej interesowała mnie uroda dźwięku w ich ustach niŜ ewentualny praktyczny uŜytek. jest dobrym wyborem. ba . synem i synową. idiotyzm nagłówków prasy brukowej. podobną na moje ucho do dramatycznych kłótni. śpiewnym głosem mówiły o jakichś waŜnych sprawach. które nie dość. Japoński język pięknych znaków i gramatyki. co draŜni mnie w krajach^ których język rozumiem karykaturalna mowa reklam. Mimo iŜ w swoim polskim domu od lat nie mam telewizora. „KaŜdy głupi widzi. cały ten perswazyjny szum właŜący w uszy i oczy . oferując „gaijinowi" niezwykłą mieszankę fizycznego bezpieczeństwa z przyprawiającym o dreszcz poczuciem. szklana bańka. Ŝe niezbyt potrzebne. piszcząc i podszczypując niemal nagie dziewczęta. na opery mydlane.nawet więcej . rozkoszując się samą melodią głosów. jaki mogłabym zrobić z niego w codziennym Ŝyciu. jaki chciałam. Lunatyczna topografia tokijskich zaułków i semiotyczny gąszcz niezrozumiałych znaków! Brnęłam w przestrzeni pozbawionej drogowskazów i przetartych ścieŜek. albo pokrzykiwanie listonosza. gdzie eteryczne kobiety roniły łzy i miękkim. gdzie prowadzący. Patrzyłam na wiadomości. co sprzedaje przyjazny domokrąŜca. bez niego bylibyśmy tylko zwierzątkami krzyczącymi z bólu albo gulgoczącymi z radości. Nie ma podmiotu poza językiem. pękła. To on nas stwarza takimi. by zebrać niepotrzebne sprzęty gospodarstwa domowego. wrzeszcząc. na erotyczne lub rozrywkowe show.

o. właściwie moŜna doliczyć jeszcze nasz alfabet rzymski. W przeciwieństwie do katakany i hiragany. Dla przykładu kanji oznaczający konia czyta się „urna". którzy kopiując religijne księgi. Kanji. widząc w ich zmienionych przez wieki formach pierwotne przedstawienie. u). czyli Ronald Barthes). hotto-doggu. a czytający musi wiedzieć na podstawie kompetencji nabytej w długim procesie edukacji. sa. ksiąŜkach. jednak niektóre znaki tych alfabetów są na tyle do siebie podobne. Zanim za sprawą buddyjskich mnichów chińskie ideogramy zawędrowały do Japonii około IV wieku n. Hiragana i katakana uŜywane są w normalnym. miękkie kształty. do której przywykliśmy na Zachodzie. Roran Baruto. codziennym języku. bo przypadki jego uŜycia często zdarzają się we współczesnej japońszczyźnie. manga. tak jak wiemy widząc rzymską literę „a" albo znakhiragany „ru". w gazetach. były pierwotnie „obrazkami". czyli kanji. na dole jest kanji. e. W Krainie Kwitnącej Wiśni uŜywa się zatem trzech róŜnych alfabetów i dodatkowo potęŜnego systemu znaków.Współczesny język japoński składa się z dwóch alfabetów fonetycznych zwanych sylabariuszami i około dwóch tysięcy chińskich znaków. wynalezione przez Chińczyków trzy tysiące lat temu.z naszej perspektywy . drugi sylabariusz czy alfabet fonetyczny. który składa się dziś z około 2600 znaków. hiragana równieŜ ma 47 znaków na oznaczenie tych samych 5 samogłosek i 42 sylab. Japończycy zazwyczaj piszą pionowo i od prawej strony kartki do lewej. Ŝe większość z nich nie przypomina teraz niczego. Japończycy nie mieli własnego pisma. czyli McDonald's. w związku z tym japońskie ksiąŜki i komiksy czyta się . Reid we wspominanej juŜ anegdocie przytacza opowieść o Ezra Poundzie. a nad nimi hiragana słuŜąca dzieciom albo osobom mniej wykształconym. 42 otwartych sylab (ka. uŜywając fonetycznego alfabetu hiragana i tak często się robi. Na przykład chiński piktogram oznaczający drzewo ciągle je przypomina. Ŝe róŜnice giną niekiedy w odręcznym piśmie. która wymowa jest właściwa. Ŝe to koń".) i wygłosowe „n". Katakana słuŜy przede wszystkim do zapisywania słów obcojęzycznych i cudzoziemskich nazwisk (np. Hiragana ma obłe. Makudonarudo. „ba" lub „ma". Sylabariusze to hiragana i katakana. opracowali uproszczoną wersję chińskich znaków dostosowując je do specyfiki mówionego japońskiego. ta itd. Współcześnie katakana to znaki oznaczające 5 samogłosek (a. Ŝe widząc dany znak nie wiemy od razu. „KaŜdy głupi widzi.. który Japończycy teŜ muszą znać. kanji mogą mieć kilka róŜnych wartości fonetycznych. których wspólna 238 nazwa brzmi: ???? -wraz z kanji tworzą one system oparty na innej logice niŜ ta. To znaczy. w . czyli hot dog. nauczyć się jej na pamięć. ale ewolucja kształtu kanji na przestrzeni wieków sprawiła. Katakana wynaleźli w VIII wieku równieŜ buddyjscy mnisi. Oczywiście wymowę kaŜdego ze znaków moŜna zapisać. Teoretycznie kaŜde japońskie słowo moŜna zatem zapisać za pomocą dwóch rodzimych alfabetów fonetycznych i alfabetu rzymskiego. patrząc na wspomniany wyŜej znak. jak go wymówić. Obok katakana istnieje hiragana. i. który jakimś sposobem posiadł ponoć mistrzostwo w odgadywaniu znaczenia znaków kanji. ostre. Dalej sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. powiedział ponoć.od tyłu do przodu. Kanji tworzą system. nadal w niektórych 239 moŜna dostrzec to dąŜenie do referencjalności. a katakana kanciaste. Trzeba zatem po prostu zapamiętać wymowę chińskich z:naków.e.

„ho" . do których na początku próbował mnie zachęcić Satoru.„chichotem" (. O ile syłabariuszy hiragana i katakana nie jest w końcu tak trudno się nauczyć. w drugiej 160. trzeba ćwiczyć przez dziesiątki lat. miecze i kapelusze na głowach postaci. Nauczywszy się hiragana. ani ładniejsza od „z" czy „m". a „hi" w kształcie uśmiechniętych ust . w trzeciej 200 i tak aŜ do naszego odpowiednika liceum. Po kilku miesiącach rosnącej fascynacji byłam zatem na dobrej drodze. i tak dalej.kuper". O urodzie rzymskiego alfabetu nie Kobieta da się wiele powiedzieć: litera „p" na przykład nie jest ani brzydsza. podczas gdy estetyczny wymiar znaków kanji oczywisty jest i dla Japończyków. Jako Ŝe niektóre angielskie skojarzenia nie były dla mnie chwytliwe. to artystyczna praktyka z pogranicza malarstwa i rysunku. kaligrafia. w takiej a nie innej kolejności. Wprawdzie w większości kanji nie sposób juŜ dopatrzyć się mimetycznego śladu. Sztuka ich pisania. Tak czy inaczej..„hokeistę". W podręcznikach do nauki japońskiego dla cudzoziemców kaŜdy znak hiragana i katakana skojarzony jest z jakimś przedmiotem. bo . ale niestety nie moŜna w nim zapisać swojego imienia i nazwiska. To najbardziej przydatny. trudno). i „gaijinów". jakie podarował mi Satoru.chichot". Najgłupsze skojarzenie wydawało mi się lepsze od bezsilności wobec kształtów. których kształty „widzieli" w danym ideogramie. Nauka podzielona jest na etapy: w pierwszej klasie uczniowie uczą się 80 znaków. które kaŜdy opuszcza ze znajomością wymaganych 1945 kanji. moi japońscy znajomi wymyślali dla moich potrzeb skały i pola. Naukę japońskiego zaczyna się od hiragana.a Ŝe róŜne „h".. Próbowałam je kopiować. precyzyjnie skodyfikowany sposób zapisywania kaŜdego znaku. „hi .„kuprem". wymyślałam polskie i tak „su" z zawiązaną nóŜką było „supłem". to kanji stanowią dla „gaijina" prawdziwe . którzy w tym samym czasie we wszystkich szkołach Japonii uczą się dokładnie tego samego znaku. Według zarządzenia japońskiego Ministerstwa Edukacji naleŜy znać trzy alfabety (hiragana. aby uchodzić za osobę piśmienną. podstawowy system znaków.kaŜdy uczeń poznając nowy znak musi zapisywać go w identyczny sposób. od tej a nie innej strony. czyli klucz. którego trzeba uczyć się przez lata. co dotyczy i japońskich maluchów. ale zabawa w odnajdywanie bezpośredniego odniesienia znaku do rzeczywistości wydaje się fascynować równieŜ Japończyków. gdy się człowiek zaprze powtarzając przez parę tygodni na okrągło „su supeł". tak samo jak wszyscy pozostali uczniowie w jego wieku. „ku . którego nazwa zaczyna się 241 na daną sylabę. moŜna zacząć studiować kanji. Istnieje tylko jeden poprawny. ale niewprawna dłoń deformuje kształt. by zacząć dukać zdania o krzesłach pani Yamazaki i biurkach pana Watanabe. i dla „gaijinów". powtarzając w nieskończoność tyle a tyle kresek. Nie moŜe być mowy o Ŝadnym odstępstwie od reguły .którym ja nie byłam w stanie dostrzec ani kopyt. trzeba więc zasiąść do katakana i dopiero nauczywszy się obu syla-bariuszy. Być moŜe to właśnie fascynujące piękno kanji skłoniło mnie do wertowania podręczników i słowników. Na przykład „ki" przypominać ma kształtem key. a aby zostać mistrzem. katakana i rzymski) oraz „tylko" 1945 kanji. ani rozwianej grzywy. ani Ŝadnej innej części zwierzęcia. Postanowiłam uczyć się japońskiego.jako Ŝe cudzoziemskie moŜe być zapisane tylko w katakana. kanji są piękne. Tłumacząc mi znaczenie jakiegoś kanji. które na początku wymykały się z mojej pamięci jak węgorze. wypięte „ku" .

sekretarek czy stewardes. Potok słów japońskich windziarek. instrukcja na opakowaniu rozpuszczalnego deseru prosi „szacownego klienta". które dla niej były juŜ takie proste. nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniŜenie o zapięcie tych skromnych pasów". który namalowała i podpisała specjalnie dla mnie. jaką popełniamy. Przy pomocy mamy wydobyła swoje stare zeszyty do ćwiczeń i wodząc moją rękę pokazywała. Reid cytuje informację zamieszoną na tym. „Proszę o wybaczenie. W dosłownym tłumaczeniu na nie tak grzeczny angielski czy polski brzmi to oczywiście komicznie. który charakteryzuje inne języki. które on sam uznałby za wielce praktyczne na początku pobytu w obcym kraju. powiedział Satoru. by nalał mleka do „szacownego naczynia". Z Ŝadnym innym pewnie aŜ tak nie konweniowałoby nieustanne kłanianie się. Piętrowe formułki grzecznościowe. jakich studentka przed chwilą uŜyła w japońskim odpowiedniku tej informacji. jak trzeba pisać znaki. Chizuko upubliczniłaby moją ignorancję. by korzystać z Internetu w Bon Hour. ośmielając się wejść do szacownego gabinetu. Najgrzeczniejszy język świata Mówi się. a tego się nie robi przełoŜonej. ale właśnie przyniesiono szacowną paczkę z szacownymi ksiąŜkami dla wielce szacownego profesora". Ŝe japoński to najgrzeczniejszy język świata. by porównać jego stopień grzeczności z tym. dziesięcioletnia córeczka Mariko. powiedziała młodziutka studentka. by szacowni podróŜni wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność. mnoŜenie eufemizmów i brak bezpośredniości to charakterystyczne cechy japońskiego sposobu porozumiewania się. które w 1995 roku zniszczyło miasto Kobe: „To straszna i niewybaczalna niedogodność dla naszych szacownych klientów. „Przyniosła paczkę z ksiąŜkami".wyzwanie. ale z powodu trzęsienia 242 ziemi zmuszeni jesteśmy zamknąć nasz skromny sklep". co pozostało po drzwiach sklepu zdewastowanego w trzęsieniu ziemi. „Jak moja papuga ma na imię? Proszę. wchodząc do sali seminaryjnej. co powinnam zrobić. czyli „wielce szacownym profesorem". przeczytaj". Prosimy. słodkawego krakersika owiniętego w wodorost. jaką jest oczekiwanie na start w naszym skromnym samolocie. Ŝe niegrzecznie przerywam. zanim wytłumaczył mi sens wszystkich form grzecznościowych. Ŝe znów zasłuŜyłam na prezent. ale w powyŜszym przekonaniu jest być moŜe nieco prawdy. a potem „łaskawie rozmieszał w nim ten skromny budyń". Po jednej z pierwszych lekcji dostałam od Ayaki akwarelkę z portretem jej ukochanej papugi. któremu wyjątkowo udał się aport. Nie mam dostatecznej wiedzy. płynie tak obficie właśnie z powodu grzecznościowych formuł. Tłumacząc mi. Z własnego doświadczenia dodałabym jeszcze stopniowanie informacji. którym polecenie zapięcia pasów zajmuje podejrzanie duŜo czasu. „Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych podróŜnych za niewybaczalną niewygodę. gdzie osoba tak szacowna musi być zajęta niezwykle waŜnymi sprawami. Wysylabizowałam złoŜenie dwóch znaków i okazało się. powiedziała do mnie Ayaki z dnia na dzień coraz lepsza w roli nauczycielki japońskiego. w której siedziałam z Satoru. mówi stewardesa w samolocie. bo Japończycy niepytani rzadko mówią cudzoziemcowi o rzeczach. O wiele powaŜniejszym problemem jest jednak wyrafinowana . W nagrodę za poprawne odczytanie lub napisanie znaku karmiła mnie japońskimi słodyczami jak niezbyt mądrego pudla. Najlepszą nauczycielką okazała się Ayaki.

Japończyk ucieka się do tego sposobu. przenigdy. Gdy na przykład chcemy się dowiedzieć. kelner z duŜym prawdopodobieństwem odpowie więc: „Tak. a starszy góruje nad młodszym. jego uŜycie jest precyzyjnie określone w zaleŜności od tego. Ten grzeczny język. Do dziś nie wiem.znaczy „nie". Czasem „tak" teŜ . Gdy były prezydent USA Bill Clinton . nie mogłabym do swojego o dwadzieścia lat starszego zwierzchnika z uniwersytetu powiedzieć: „Chodź. Prawidłowa odpowiedź na pytanie: „Czy rozumiesz?" brzmi: „Hai. Pól biedy. które na początku. Są tylko mięsne i rybne". czy w menu są jakieś dania wegetariańskie. ściśle wiąŜe się ze społeczną hierarchią. bowiem w kontaktach z obcymi ta cecha japońskiego języka jest powodem wielu nieporozumień.nie wiedząc. ale z pewnością rzadziej mówią „nie".jak ostrzegał Clinton Jelcyna . powtarza z uporem coś w rodzaju: „Szanowny kliencie. gdy poruszane są waŜniejsze sprawy. A więc: „W najbliŜszej przyszłości pozytywnie rozpatrzymy pani podanie o grant". Zamiast prostego przeczenia. Chizuko. znaczy „nie". która pozwalała Chizuko zmusić się do sprzecznego z zasadami jej języka „nie". NajbliŜsze naszemu bezpośredniemu „nie" są dwa japońskie gesty odmowy: pierwszy to wachlujący ruch dłoni uniesionej na wysokość podbródka. krąŜy mnóstwo anegdot. czy ta praktyka 244 nie skrzywiła zbytnio jej japońskiej toŜsamości. choć to troszkę trudne". znaczy „nie". to będzie troszkę trudne". czyli: „Tak. gorzej. a ja nigdy. moja o kilka lat młodsza siostra zwracałaby się do mnie niekiedy „szacowna starsza siostro". gdy wcześniej zastrzegła: „Teraz mówię na sposób zachodni". nie rozumiem". Japończycy poczuli się głęboko dotknięci oskarŜeniem o kłamliwość. unikający słowa „nie". mówiła „maybe". naiwna „gaijinka". spowodował międzynarodowy skandal. potem opracowałyśmy metodę. brałam za „być moŜe". kto i do kogo mówi. Gdy gaijin nijak nie rozumie subtelniejszej odmowy. Clinton miał jednak w pewnym sensie rację. Ŝe pozwalają biednemu „gaijinowi" na optymistyczną ich interpretację. drugi to przedramiona skrzyŜowane na klatce piersiowej. Hierarchizacja języka zaczyna się w rodzinie i opiera na skomplikowanych relacjach statusu związanych z płcią i wiekiem. MęŜczyzna . nie potrafiąc powiedzieć „nie". „Spróbuję sprowadzić pani zamówione ksiąŜki. wsysanie powietrza przez zęby i wyraŜające zakłopotanie drapanie się po głowie. znaczy równieŜ „nie". lecz jedynie informacją. bo ten mówiąc „tak" myśli „nie". Ŝe rozmówca słucha nas. aby uwaŜał na japońskiego premiera.ostrzegł na jakimś spotkaniu przywódcę Rosji Borysa Jelcyna. które w rzeczywistości są przeczącą odpowiedzią na nasze pytanie. Na temat wielkiej niechęci. jaką Japończycy Ŝywią wobec otwartego mówienia „nie". Ŝe hai. gdy sprzedawca w sklepie zamiast powiedzieć: „Nie mamy butów w rozmiarze 43". Niechęć wobec „nie" jest tak silna. „W sprzyjających okolicznościach uda nam się spełnić pani prośbę o lepszy skaner w biurze". lecz w najdelikatniejszy jedwab. Ŝe mikrofon jest włączony . Hai w takim przypadku nie jest potwierdzeniem. w japońskim wydaniu to juŜ nie „owijanie w bawełnę". Podobnie naleŜy niekiedy interpretować dźwięk „ng". otwiera nawet zdania.odmiana „owijania w bawełnę". Japończycy nie kłamią wprawdzie więcej niŜ inne narody. gdzie męŜczyzna stoi wyŜej niŜ kobieta. Gdybyśmy były Japonkami. uŜywają eufemizmów tak grzecznych. wakarimasen". słowo znaczące „tak".

wolą raczej kontynuować metodę prób i błędów niŜ zaczepić przechodnia. traktowałaby z kolei Chizuko. bo szef największej nawet korporacji zawsze ukłoni się głębiej swojemu dawnemu nauczycielowi. kobietą o zbliŜonym statusie społecznym i wieku. jakie w ich języku byłyby niedopuszczalne i niegrzeczne. zwracać się do siebie po imieniu.co za 246 tym idzie . byśmy kogoś w końcu zapytały. jakie słyszałam od Mariko w odpowiedzi na sugestię. a gospodyni domowa inaczej przywita listonosza niŜ jej mąŜ lekarz. ale ułatwiający mu nawiązanie kontaktu z „gaijinką". intymnych lub bardzo bliskich przyjaźni. Przemawiając do niego. w ich języku nie ma zwrotu odpowiedniego. a nie nazwiska. pozbawiony pewnie finezji japońszczyzny. jest policjant. profesor. czyli wizytówek.Satoru. by zacząć rozmowę z zupełnie obcą osobą. do jakiej grupy naleŜy i jaką w niej pełni funkcję. 30 czy moŜe aŜ 45 stopni? Dlatego Japończycy po prostu nie odzywają się do obcych i dlatego w chwili prezentacji tak wnikliwie oglądają wizytówkę właśnie przedstawionej sobie osoby. ale nigdy nie osiągnęłabym tego stopnia zaŜyłości z jej męŜem. Prawdopodobnie więc po jakichś dwudziestu latach zaczęłybyśmy na przykład z Mariko. którego wypada zapytać o drogę. tak jak oni to robią. „panią Koizumi" niŜ „panią Chizuko". „Ng". gdzie jest Muzeum Shówa. Pan Yamasaki. jak się poprawnie zwrócić do drugiego człowieka i . Nie wiedząc. jakie stanowiły codzienną treść naszych rozmów. ulegała niezwykłej transformacji. było „ng" znaczącym: „nie". komunikacja z obcym jest w Japonii utrudniona do granic moŜliwości. Z uległego „japońskiego goździka" popiskującego jak ptaszek zmieniała się w kobietę o mocnym głosie. 15. właściwe jest dodanie do swojego nazwiska grupy przynaleŜności. Dlatego Japończycy. które mnie interesowały. która pokonując dwa metry między biurkiem Satoru (czyli językiem japońskim) a stolikiem. Konieczność komunikowania się ze mną po angielsku zmieniała moich japońskich przyjaciół w innych łudzi: ludzi. jako swoją przełoŜoną. Przedmiotem mojej fascynacji była teŜ za kaŜdym razem Chizuko. i tak postępują Japończycy od małego wychowywani na ludzi powściągliwych w nawiązywaniu kontaktów. Nieraz rozmawialiśmy z Satoru o uczuciu transgresji. i zadawali mi bezpośrednie pytania. szukając drogi. jakie towarzyszy zmianie jego ojczystego języka honoryfikatorów i eufemizmów na bezpośredni angielski. W ten sposób mnie. która dla mnie byłaby wówczas raczej Koizumi-san. w krajach Zachodu mówi . Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane. który jest szefem korporacji. Nie mogłabym równieŜ zadać mu większości pytań. uŜywając nawet jego zdrobnionej wersji. bo to jego praca. zamiast w ulewnym deszczu błądzić po całej Kugaharze. ani poruszyć połowy tematów. nie wiadomo. wymaga zupełnie innych form grzecznościowych niŜ pan Yamasaki pracujący jako listonosz. kim jest. Ŝe zanim dojdzie do rytuału wymiany meishi. „Jestem X z Polskiej Akademii Nauk" brzmi o wiele grzeczniej i właściwiej niŜ „jestem X". Jak pisze wspomniana juŜ Mori. Przedstawiając się Japończykom. UzaleŜnienie języka od statusu rozmówcy sprawia. Jedynym człowiekiem. a uŜywanie imienia zarezerwowane jest dla relacji rodzinnych.jak głęboko mu się ukłonić: pod kątem 5. czas na lunch". I w Ŝadnym wypadku nie proponowałabym pierwsza wspólnego lunchu! W ogóle raczej byśmy razem nie jadali. a nieproszona na ogół bym się nie odzywała. Japończycy zwracają się do siebie po nazwisku lub funkcji. którzy od pierwszego dnia uŜywali mojego imienia. uŜywałabym wyłącznie nazwiska i tytułu sensei. przy którym siadywałam wpadając do ich biura w odwiedziny i gdzie trzeba było mówić po angielsku.

Zamknięci w pełnym dystansu języku piętrowych uprzejmości i subtelnych honoryfikatorów Japończycy w miejscach publicznych milczą. kaŜdemu gestowi nadawano wartość estetyczną. jakim nigdy nie będzie musiał mówić jej brat i vice versa. Japoński język nazywa się czasem „włoskim Azji". Dziś Japończycy myślą o niej z nostalgią porównywalną do tej. a nagła językowa intruzja niewybaczalna. czyniąc je dziełem sztuki doprowadzonym do perfekcji. jest wyraźnie zróŜnicowany ze względu na płeć. pokoju i wyrafinowanego lenistwa. z wyŜej opisanych powodów niełatwo zagadać do obcego.przynajmniej . Mori pisze. Japoński. które śpią tuŜ obok nas. znamy jako Kioto. Na estetyzacji Ŝycia mogły skupić się przede wszystkim kobiety. W enklawie wyrafinowanego piękna. Z drugiej strony sen to czynność bardzo intymna. jak wspominałam. jaką był dwór Heian. Ŝe siedząca obok nas w pociągu kobieta nie opowie nam ze szczegółami o niedawnej operacji jelita grubego. wciąŜ niezwykłe. przypomina raczej karabin maszynowy. Po pierwsze. a dziś to miasto. Ŝe dziewczynka (istota o innym statusie) uczy się w istocie języka. 247 Do tej ostatniej czynności od początku miałam ambiwalentny stosunek. jest jednym z przejawów strukturalnej róŜnicy w języku wyznaczającym kobiecie i męŜczyźnie odmienne miejsce. co sprawia. dźwięk tej. jaką Zachód Ŝywi na przykład dla czasów króla Artura. ale jednocześnie nie ma co liczyć na przyjazną. którą posługują się męŜczyźni. Ŝycie polegało na celebracji codzienności. esemesują lub śpią. Okres Heian. bo to niebezpieczne. bowiem męŜczyźni .przyłapując jego szybko odwracający się wzrok odbity w szybie pędzącego pociągu. czas bogactwa. która tak nas uderza w głosie japońskich kobiet. podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie. Spanie obok kogoś zupełnie obcego jest z mojej perspektywy nieprzyjemne. bo zaśnięcie na przykład w nowojorskim metrze grozi utratą torebki. MoŜna więc być raczej pewnym. stworzyli buddyjscy mnisi. Era Heian zaczęła się. zasada nienaruszania prywatności drugiego człowieka jest rzeczą świętą. Ŝe spojrzeć w oczy tokijczykowi moŜna w metrze tylko w ten „okręŜny" sposób . które ogarnęła wówczas nieznana ani we wcześniejszych. by nie rozmawiały z nieznajomymi. coś. w Japonii. niezobowiązującą pogawędkę z obcym tokijczykiem. sprzeczne z moim wyobraŜeniem intymności. ani w późniejszych dziejach pasja logofilska. ale dotyczy to wyłącznie mowy kobiet. Geneza współczesnego japońskiego równieŜ opiera się na dwóch historiach: męskiej i kobiecej. gdy w otoczonej z trzech stron wzgórzami kotlinie załoŜono nową stolicę przeniesioną tu z Nary. Nazwano ją Heian-kyó: Stolicą Pokoju i Świetności. gdzie kaŜdej czynności. był najwspanialszą 248 epoką w historii Japonii. hiragana jest dziełem kobiet z okresu Heian (794-1185). czego nigdy nie robię nawet w mię-dzykontynentalnych samolotach.się dzieciom. czytają. W tamtejszym metrze Japończyk prędzej zaśnie z głową na ramieniu „gaijina". bo to niegrzeczne. a co dopiero w metrze. Z jednej strony to wspaniale. Ŝe podróŜ metrem to najlepsza metafora tokijskiej rzeczywistości: fizyczna bliskość innych ciał. Język kobiecy/język męski Wysoka intonacja. choć zwyczaj nie pozwala ani odezwać się do nich. które dotykają się i ocierają. ZauwaŜyłam. Ŝe tokijczycy mogą czuć się tak bezpiecznie. ani nawet spojrzeć im w twarz. po drugie. Podczas gdy katakana. niŜ się do niego z własnej woli odezwie. jeśli nie zdrowia czy Ŝycia.

pokazując przyszłemu kochankowi skrawek szaty. kobiety robiły to raczej w sekrecie. Najpierw następowała wymiana takich miłosnych listów. kobiecym pismem czy dosłownie „kobiecą dłonią". Za prawdziwie szlachetną literaturę uwaŜano tę w języku chińskim. W obu sferach uŜywano języka chińskiego. W ten sposób kobiety. kobiecych kształtach . stanowiska rządowe i uniwersytety były jednak przed nimi zamknięte. znając się zazwyczaj jedynie „ze słyszenia". Arystokraci i damy Heian uprawiali więc miłość. a miłość doprowadzona do rangi sztuki stanowiła jedno z głównych zajęć. Podczas gdy panowie jawnie zgłębiali tajemnice chińskiego zwanego otokomoji. otaczały się kręgiem pięknych i utalentowanych dam z wpływowych rodzin.od czasu do czasu . Tak powstała hiragana. z których kaŜda kolejna była nieco krótsza niŜ poprzednia tak. Romansowano wówczas bez ograniczeń i poczucia winy. wpadły na ten sam pomysł.była opisywana. i wykształceni męŜczyźni chwytali za pióro. To zaś. powaŜanym jak w europejskim średniowieczu łacina. którym zwyczajowo mogli posługiwać się tylko męŜczyźni. było godnym pozazdroszczenia pasmem zabaw literackich i miłosnych. a kolejne cesarzowe. urządzali konkursy poetyckie i radzili się wróŜbitów. A szata to była nie byle jaka: kobiety Heian nosiły pod wierzchnim okryciem dwanaście jedwabnych halek. Studiując chińskie znaki. podziwiali jesienne liście lub wiosenne kwiaty. których autorzy mogli nigdy wcześniej nie widzieć swoich twarzy. co wcześniej mnisi i zaczęły zapisywać kanji w uproszczonej formie. które cieszyły się wówczas nieznaną wcześniej swobodą i przywilejami.nazywano je onnade. co w okresie Heian arystokraci rozumieli przez „codzienne Ŝycie". pozbawione władzy politycznej. Tak czy inaczej. aby przy rękawach (najdłuŜsze sięgały ziemi) i przy dekolcie na karku widoczne były kolory wszystkich warstw dobrane według skomplikowanego kodeksu estetycznego związanego z porami roku. Dlatego Heian nieraz nazywa się „wiekiem kobiet". 249 omawiać miłosne afery dworskich dostojników i prowadzić dysputy na temat kolorów strojów. Dobrze . by pisać poematy w kanji. kontemplowali księŜyc. zyskując uznanie z powodu szczególnie trafnej metafory pasującej do barwy i zapachu papieru. spoŜywając odpowiednie do tej wzniosłej czynności potrawy. gdy miłosne słowa trafiały na podatny grunt. mimo iŜ nie uwaŜano tego za zajęcie właściwe dla damy. męskim językiem. Rządząca Japonią w owym czasie rodzina Fujiwara wprowadziła dziedziczenie po linii Ŝeńskiej. by wspólnie z nimi pisać poematy. Romans w owym czasie zaczynał się i kończył tekstem miłosnym: listem napisanym na perfumowanym papierze lub wachlarzu ozdobionym kwiatami. wyrzucone poza nawias oficjalnego języka. co istniało poza nawiasem sfery publicznej: codzienne Ŝycie. Miłość -jeśli akurat nie uprawiana . drugi alfabet fonetyczny złoŜony ze znaków o miękkich i krągłych. Mimo iŜ kobiety w okresie Heian mogły się uczyć. dobierali zapachy kadzidełek do „zapachowej ceremonii". zaczęły opisywać to. Być moŜe teŜ dama uchyliła wcześniej rąbka tąjem250 nicy. kochankowie spotykali się w ciemnej sypialni damy. współgrających z daną porą roku. rozczulali się nad pięknem padającego śniegu.musieli oddać się bardziej trywialnym obowiązkom administracyjnym. Naprawdę władzę sprawowali męscy przedstawiciele klanu Fujiwara. a córki rodu Ŝeniono z marionetkowymi cesarzami. Edukacja męŜczyzn i kobiet w owym czasie względnej równości róŜniła się zatem w sposób znaczący.

Sei Shónagon opisała romansowe Ŝycie estetów i estetek na dworze Heian. gdzie Ŝycie tak zwanych zwykłych ludzi dalekie było od idylli. Podczas gdy chińskie wiersze męŜczyzn przepadły w niepamięci. które stworzyły hiragana. a podległość i sfera domu . której mowa z kolei róŜniła się od tej uŜywanej przez córkę samuraja. pisała. usta w kolorze krwistej czerwieni i barwione na czarno zęby . Yome. składa się z dwóch elementów: „kobiety" i „domu". Za pierwszą powieść w historii ludzkości uwaŜa się bowiem Genji Monogatari. z krągłą twarzą o dziwnej geografii. W tym samym mniej więcej czasie Ŝyła inna niezwykła postać. sztuka pisania listów miłosnych przestała być traktowana jako najwaŜniejsza rzecz w Ŝyciu. Okres Heian juŜ nie powtórzył się.kobiety. W Makura no Sóshi 251 z niedościgłym mistrzostwem i kobiecym wdziękiem.dla naszych oczu wyglądają jak piękne i straszne demony. Upadek rządzącego w okresie Heian rodu Fujiwara zapoczątkował sześciowiekowe panowanie szogunów. czynił ją wówczas bardziej poŜądanym obiektem męskiego pragnienia niŜ uroda. lecz bardzo przy tym wojowniczych samurajów. zaprawionym szczyptą złośliwości. nieco starsza od Murasaki Sei Shónagon. ani nie interesując się specjalnie tym. w piękny sposób opisuje Lisa Dalby w Opowieści Murasaki. by napisać odpowiedni poemat. przetrwały do naszych czasów: kredowobiała twarz z wyskubanymi brwiami. i oboje mogli właściwie nigdy nie przyjrzeć się swoim twarzom. a wojenne zawieruchy kolejnych wieków odebrały znaczenie kobietom i kulturę melancholijnych estetów zastąpiła kultura równieŜ nieco skłonnych do melancholii. czas wojen i podbojów. pisane przez kobiety Heian teksty ewoluowały w nową formę literacką. autorka Makura no Sóshi. zamiast których czoło zdobiły dwie duŜe szare kropki. tsuma. Kochano więc i pisano ani nie mając pojęcia. ceremonii herbacianej i teatru kabuki. zawsze ceniona w tym języku o wiele bardziej niŜ asertywność i bezpośredniość. a kwintesencją kobiecego wdzięku onnagata. Subtelna grzeczność.„kobieta" i „ręka trzymająca . a w jej miejsce narodziła się kultura zen. bo na zróŜnicowanie języków miały wpływ równieŜ inne czynniki niŜ płeć i wieśniaczka mówiła inaczej niŜ na przykład Ŝona kupca z Edo. Fikcyjne spotkanie obu dam. Ŝe dama posiada piękny charakter pisma i biegła jest w sztuce układania zdań. tworzą dwa elementy . lecz na twardym podwyŜszeniu). jedno z kanji oznaczających „Ŝonę". Opowieść o księciu Genji. męŜczyzna odtwarzający na scenie kobiece role. a płciowa róŜnica w języku japońskim pogłębiała się. który waŜył około dwudziestu kilogramów.wychowany kochanek musiał opuścić ją przed świtem. z włosami spływającymi czarną kaskadą aŜ do stóp. Dama Heian w wielowarstwowym kostiumie. Oczywiście wszystko to było bardziej skomplikowane. Nie dziwi zatem. pisała. siedziała przy niskim stoliczku i pisała. Kobiety straciły przywileje. NiezaleŜnie od statusu społecznego autorytet i władza były jednak po stronie języka zarezerwowanego dla męŜczyzny. bo dama nie sypiała wówczas z głową na poduszce. Ideałem piękna stała się natura ujarzmiona. w przypadku mowy kobiet podlegała nieustannej sublimacji. iŜ wieść. Kobiety nigdy juŜ nie miały takiej wolności ani nie stworzyły porównywalnie wspaniałych dzieł. której autorką była Murasaki Shikibu. które ponoć nie przepadały za sobą w rzeczywistości. kanji oznaczające „pannę młodą". jeśli romans kończył się szybko. dama dworu cesarzowej. Wizerunki kobiet. czyli słynnych Zeszytów spod poduszki (a raczej „spod zagłówka". co działo się poza dworem.

ale nadal istnieją. zwana z racji swego złego charakteru „mniszką . W tradycyjnym japońskim języku męŜczyzna powiedziałby zatem o swojej Ŝonie: „Obudziła się". 252 zwykła szczególnie często i z upodobaniem uŜywać męskiego języka. podkreślając męskocentryczny charakter japońskiego społeczeństwa. Do tego dochodzi wspominana juŜ tu przeze mnie odmienność intonacji. gdy rozmawiała z osobami o duŜo niŜszym statusie. japoński język jest przykładem potwierdzającym tę tezę. Ŝe japońskie kiszki są o wiele dłuŜsze niŜ zachodnie i przystosowane tylko do japońskiej diety. Kobieta i męŜczyzna w inny sposób mówią „ja". Japończycy z samurajskich rodów. kobiece formy „ja" są mniej bezpośrednie i miękkie. to kanai. Ciekawy przykład uŜywania języka jako medium władzy opisuje wspomniana Yamakawa w opowieści o Ŝyciu codziennym kobiet z klasy samurajskiej okresie Edo. Ŝe mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni mają pewne cechy godne pozazdroszczenia lub chociaŜ wyjątkowe. Ŝe „wielce szacowny małŜonek dokonał szacownego obudzenia się". Kobiecy język wiąŜe się równieŜ z koniecznością uŜywania odpowiednich form grzecznościowych. urodzeni i wychowani przed drugą wojną światową. Satoru opowiadał mi. wije) . Tak jak japoński ryŜ wielu uwaŜa za najbielszy i najsmaczniejszy pod słońcem. a inni Ŝywią przekonanie o odmienności budowy i funkcjonowania japońskiego mózgu. „My. Słowa uŜywane przez męŜa. Ŝe ich miejsce w strukturze jest odmienne. którzy są przekonani. Jedna z krewnych autorki. . Wiara w wyjątkowość Japończyków to podstawa wspomnianej juŜ tu ideologiiNihonjin-ron. a jej kolega po prostu na „drugie piętro". Niektórzy zwolennicy ideologii Nihonjin-ron wierzą więc.którzy na przykład zamiast zróŜnicowanych w zaleŜności od kontekstu japońskich określeń na Ŝonę często nazywają ją dziś po prostu waifu (od ang. podczas gdy męŜczyźni stosują je w formie podstawowej. gdy mówi o swojej Ŝonie. RóŜnice te nie są juŜ wprawdzie tak drastyczne w młodym pokoleniu Japończyków . melodyjnym świergotem. Japończycy". urzędniczka w banku Spotkanie zaprosi klientów na „szacowne drugie piętro". której wyznawcy uwaŜają. zdecydowane i mniej formalne. Japoński mózg „My. zdarzało się powiedzieć nawet osobom na ogół bardzo krytycznym. czyli „osoba wewnątrz domu" albo . a właściwie dwa „płciowe dialekty": męski język władzy i kobiecy język podległości.szogun". ucząc się od wczesnego dzieciństwa. które mogło być na przykład odpowiedzią na jedno z moich pytań. Ŝe między Japończykami a „gaiji-nami" istnieją zasadnicze i nieredukowalne róŜnice. Upraszczając: kobiety częściej uŜywają rzeczowników i czasowników z honoryfikatorami.dziś zanikające juŜ -gusai znaczące „głupia Ŝona". Do dziś w Japonii są dwa sposoby posługiwania się językiem.gardłowe. takw języku japońskim osoby o podobnych poglądach dopatrują się cech wskazujących na jego absolutną unikalność (związaną oczywiście z unikalnością mówiących nim ludzi). zdystansowanym i świadomym niuansów swojej kultury. uŜywała wówczas formy „ja" przysługującej męŜczyźnie. Dla tych. Ŝe językiem męskim i kobiecym w wyjątkowo wyrafinowanej formie posługiwali się do końca Ŝycia jego rodzice. a męskie . która w przypadku kobiety jest wysokim. Japończycy" . podczas gdy ona oświadczyłaby.szczotkę".to sformułowanie często otwierało zdanie.

ale na ogół nie potrafią porozumieć się w tym języku. mając moŜność wyraŜenia ich w sposób perfekcyjny. ale Akimi to zupełny wyjątek. Stąd.prawa. ale świadomość. dziecko rodziny intelektualistów. tym zdaniem otworzył wykład profesor przemawiający do zagranicznych stypendystów Monbushó i nie Ŝartował . ma swoje odzwierciedlenie w japońskim języku. jak przekonuje autor. Ŝe ja znam dwadzieścia kilka liter. a za to. Jego zdaniem. w mózgach ludzi Zachodu za to. muzea i świątynie. Pewnie nieśmiałość Japończyków w kontaktach z obcymi teŜ ma tu coś do rzeczy. kilkunastoletni syn Mariko. niepewność własnych umiejętności i lęk przed ośmieszeniem stanowią dodatkową blokadę. Wśród róŜnych hipotez najbardziej przekonująca wydaje mi się ta. dokształcają na kursach. śliczny młodzieniec obdarzony wysokim wzrostem i szlachetnymi rysami. czerwieniejąc i blednąc na zmianę. co emocjonalne . W miejscach. Tokio w wielu aspektach nie jest miastem międzynarodowym. lewą półkulą. Dzieje się tak dlatego. podczas gdy mózg japoński odbiera oba rodzaje wraŜeń tą samą. mnie samej wydawała się czasem niepokojąca. jaki jest stosunek moich wykształconych japońskich znajomych do koncepcji profesora Tsunody. Mimo pozorów internacjonalizacji. Ŝe porozumiewa się zupełnie swobodnie.Temu popularnemu przesądowi bogatą pseudonaukową oprawę dał profesor Tsunoda Tadanobu. Ŝe język japoński posiada szczególną właściwość mimetycznego przedstawiania rzeczywistości. Na przykład na mapkach . Nigdy nie zdobyłam pewności. Być moŜe jeszcze tylko w USA i Wielkiej Brytanii równie mało ludzi. uparcie milczał w moim towarzystwie. a oni dwa tysiące znaków.Japończycy zwykle starają się jakoś wytłumaczyć cudzoziemcom tę kłopotliwą dla nich przypadłość. szemraniu strumienia czy śpiewowi cykad. której nie ma Ŝaden inny język świata. co w Japonii. których jest mnóstwo. gdy próbowałam porozumieć się w Tokio po angielsku. ciekawsza. co racjonalne. bardziej godna uwagi? Ewentualne poczucie niŜszości wobec „japońskiego mózgu" i języka znikało jednak. Akimi. mówi w jakimkolwiek innym języku niŜ ojczysty. co w przypadku próby przyswojenia obcego języka jest wyjątkowo złą metodą. które spędziło rok na kursie angielskiego w Londynie. odpowiada lewa półkula. cudzoziemcy zdani są często tylko na siebie. hotele. ja i Mariko mamy na myśli taki sam kwiat? Jakie jest „imię róŜy" w kanjil Czy rzeczywistość opisana w kilku tysiącach kanji nie jest przypadkiem piękniejsza. ani nie potrafią oddać emocjonalnej głębi uczuć w tak doskonałych słowach. gdy tylko zwracałam wzrok w jego stronę. 254 Unikalność japońskiego mózgu. okazało się. która wini japoński system eduka255 cji nastawiony na pamięciowe wkuwanie. Według Tsunody język japoński bliŜszy jest niŜ inne mowie natury. Nawet jeśli mózgi mamy z grubsza takie same (Ŝe jest inaczej nie przekonał mnie profesor Tsunoda). takich jak wielkie stacje kolejowe. Na ulicach Tokio szanse na przypadkowe znalezienie anglojęzycznego Japończyka są niewielkie. to jak porównać świat wyraŜony w dwóch tak odmiennych systemach językowych? Czy mówiąc na przykład o róŜy. Japończycy uczą się angielskiego obowiązkowo przez dwanaście lat w szkołach. ludzie Zachodu nie są ani tak wraŜliwi na piękno natury jak Japończycy. jak argumentuje Tsunoda. autor bestselleru Japoński mózg. Gdy po kilku spotkaniach w końcu przemówił. „Japończycy mówią po japońsku".

których przestrzegania wymaga się w Japonii bardzo powaŜnie i bez Ŝadnej taryfy ulgowej. druga . powtórzyłam łagodnie. Na przykład na wystawie poświęconej historii herbaty długiemu opisowi pełnemu dat i nazwisk. świsty. gaijinka mówi do mnie w obcym języku!!! Co robić!?!" Bookstore"?. jednej z najszacowniejszych uczelni Japonii. wyglądał mi na studenta wydziału humanistycznego. Ŝe spacerowałam w malowniczych okolicach uniwersytetu Waseda.bookstore? i pokazałam zaznaczony na planie Tokio krzyŜyk. nawet jeśli będzie wyglądała tak. „gaijinie". Zagadnięty męŜczyzna zrobił najpierw charakterystyczną minę. stalibyśmy tam nie wiadomo jak długo jeszcze. na którym moŜesz sobie usiąść i poczekać na olśnienie. co wyglądało jak stara zniszczona rama okienna. który w swoich levisach we wzorek udający chlapnięcia białej farby i z fanatazyjnie postrzępioną fryzurą na jeŜozwieŜa. Szybko nauczyłam się radzić sobie sama. „Yes. czyli angielskie słowo bookstore w japońskiej wymowie. wykrztusił na moje pytanie. towarzyszyło jedno jedyne zdanie po angielsku mówiące. Pierwsza dotyczy ściągania butów. „Bukusutoru". między znakiem złoŜonym z trzech pogiętych kresek i małego telewizorka a znakiem przypominającym składany stołeczek. gdzie napis: You are here i wielka czerwona strzałka dadzą ci tak potrzebną do przeŜycia pewność. aŜ delikatnie wyciągnęłam mu moją własność z dłoni i wycofałam. i labirynt marsjańskich ulic bez nazw. mówił i robił parę kroków. Ŝe nie warto dla nich się starać. „Bu-ku-su-to-ru".. Podstawowe informacje po angielsku są zwykle kilka razy krótsze niŜ zamieszczone obok japońskie. Resztę mapki opisano juŜ tylko po japońsku: jest tam staw chyba.segregowania śmieci. Ido". się nie przestając dziękować. jakby z japońskiego przetłumaczyła ją osoba mówiąca tylko w suahili. Nieopatrzne zwrócenie się o pomoc doprowadziło do jednej z tych niezręcznych sytuacji. wydając teŜ przy tym inne dźwięki. co po pewnym czasie nie jest aŜ tak trudne w Tokio. podrapał się po mistrzowsko ostrzyŜonej głowie i zaczął dreptać dookoła. chrumknięcia i pomruki. które w ciągu ułamka sekundy rozkwitły w pełnię przeraŜenia. Tylko dwie instrukcje dotyczące 256 zwyczajów. W obu przypadkach moŜna być pewnym informacji po angielsku. Ŝe to ty. za pomocą których Japończycy wyraŜają emocje. jakich potem będę unikać jak ognia. . więc naprawdę lepiej sobie posiedź tam. czy mówi po angielsku. gdzie księgarnia się mieści i którego w realnej przestrzeni miasta nie mogłam znaleźć. Podejrzenie było tym bardziej prawdopodobne. Przestraszony człowiek wziął do ręki mój atlas. ale w oczywisty sposób nie kojarzył go z niczym znajomym. powtarzając bukusutoru. Ŝe oto patrzymy na „przyrząd do ceremonii herbacianej" o nazwie „Wiatr w sosnach". Do Japonii przyjeŜdŜa co roku tylko około pięciu milionów turystów i wydaje się. ja z moim obcesowym pytaniem 257 . ale do dziś pamiętam zagadniętego przeze mnie o drogę do księgarni miłego człowieka płci męskiej. powtarzał i robił kolejne kilka kroków. a jego oczy krzyczały niemo: „Gaijinka!!!. Mimo zupełnego braku porozumienia Japończyk usiłował mi pomóc tak długo.. Ŝe Japończycy wychodzą z załoŜenia. Ŝe ciągle masz swoje zachodnie przerośnięte „ja".koło stacji kolejowych po angielsku napisane jest zazwyczaj tylko You are here tu jesteś. Gdybym tego nie zrobiła. zawsze są na widoku. wyjaśniających detale związane z czymś. łączącą zdumienie i zakłopotanie. bo niebieski.

Chizuko przypominała sobie trzeci tryb warunkowy i wyszukiwała synonimy czasownika „iść". czuje się bardzo niezręcznie i będzie męczył się tak długo. Jej przesadna troska o poprawność sprawiała. Jeśli na przykład pociąg zatrzymywał się tak. a japońska młodzieŜ opuszczała szkoły z rzeczywistą umiejętnością porozumiewania się w tym . Japończycy nie zachowują się w ten sposób i nawet jeśli zagadnięty męŜczyzna klął w duchu. w której mógł z tego zrobić uŜytek. tylko słusznie obawiając się. czego od niego chcę. Być moŜe bez niego zdania wydawały się Chizuko zbyt bezpośrednie i przez to niegrzeczne. Jedną z takich metod jest skłanianie maluchów do przełamywania nieśmiałości i zaczepiania „gaijinów". zaczynając od słowa „eto". by nauka angielskiego stała się efektywniejsza. Gdy poproszony o pomoc Japończyk nie potrafi sprostać zadaniu. Po tym doświadczeniu ograniczałam próby zasięgnięcia informacji od obcych tokijczyków do minimum. Zanim lody między nami zostały na dobre przełamane. szeptała najpierw do siebie. Jeśli zaś uciekłby bez słowa. W zamian za udział w takiej rozmowie dostałam kiedyś od gromadki chichoczących uczennic trzy misterne zwierzątka origami. ale niezbyt rozgarniętej.chcemy czy nie . 258 była teŜ Chizuko. naśladując minę słodkich postaci z komiksów manga: przekrzywiona głowa. a zagadnięty przeze mnie człowiek zaczynał coś długo mówić w swoim języku. to nie z nieśmiałości. przystanek nie miał dla mnie nazwy. Ŝe zamiast mówić. z której próbował się wywiązać. sprawa była jasna . Nie potrafił wykorzystać wykutej na pamięć szkolnej wiedzy do tego. jedynie ci Japończycy. Sądzę. gdy jednak normalny dla japońskiej twarzy wyraz zaambarasowania pogłębiał się. zmarszczone czoło. kaŜda rozmowa była koszmarem. krzyŜykiem i daszkiem albo grabiami wpisanymi w krzywy trójkąt. na której chciałam wysiąść. przygryziona warga. który nie potrafiłby lub nie miał ochoty udzielić cudzoziemcowi informacji. pytałam. przerosła go. nie rozumiejąc.przydatnym języku. Ŝebym poszła do diabła razem ze swoim bukusutoru albo nauczyła się japońskiego. nie wahałby się poinformować go o tym i to niekoniecznie w grzecznych słowach. nie powiedział mi. był miejscem oznaczonym dwiema kreskami. Ŝe nie było widać rzymskiego napisu. czyli intensywna dociekliwość istoty pracowitej. Gdy Japończyk odpowiadał „okay" i uśmiechał się z ulgą. układając w myśli angielskie zdanie. a do ostatniego słowa misternego zdania po angielsku. bo podczas gdy ja czekałam na prostą odpowiedź.po angielsku. i wznosząc głos dodawałam na końcu błagalne: Okay? Na przykład: „Nishi-Shinjuku? Okay?".to nie moja stacja. ale społeczna sytuacja. Dowodem na to. Ŝe podejmowane są róŜne próby. nauczyciela. Nowojorczyk. które notują w swoich zeszytach. by udzielić mi prostej informacji. oczywiście pod czujnym okiem sensei. znaczyło. Ubrani w mundurki i bardzo przejęci podchodzą do turystów w Asakusie i zadają im proste pytania po angielsku. dopóki nie zwolni się go z tego przykrego obowiązku. zwracając twarz ku najbliŜszemu sąsiadowi. i nieustannie sprawdzała słówka w podręcznym elektronicznym słowniczku. prawdopodobnie w ogóle nie ten pociąg i nie dogadamy się. Ŝe pytający o drogę ma w istocie zamiar okraść go. nieodmiennie doczepione było słówko maybe. zgwałcić lub nawet zabić. Oprócz uczniów robiących to w ramach ćwiczeń. Ŝe student z uniwersytetu Waseda nieraz zetknął się ze słowem bookstore. Opowiadano mi. którzy jako tako znają . które w końcu wypływało z jej ust. Ŝe metodyka nauczania angielskiego rzeczywiście pozostawia wiele do Ŝyczenia. pytającym głosem wymawiałam więc nazwę stacji. Ŝe trafiłam. on z narzuconą mu powinnością. wyraŜającego zakłopotanie.

Ta ostatnia grupa świadczy o duŜej inwencji i . niczym dobry miły duch. by zaprowadzić mnie pod pomnik Hachikó. odnosi się do office lady. albo kara. jest nimi nafaszerowany do granic moŜliwości. została w mojej pamięci. jeszcze inne to niby angielskie rzeczowniki i czasowniki. Na początku mojego pobytu w Japonii.na przykład costo-apu. które tak naprawdę są madę in Japan i w oryginalnym angielskim w ogóle nie występują. nie znaczy. czyli kolor . W Japonii takie cuda zdarzają się jednak rzadko.nigdy więcej juŜ go nie spotkałam. Obserwując moje zmagania z automatem. którego nie mogą zadać obcemu w swoim języku pełnym piętrowych grzeczności i dystansu. bowiem Japończycy. czyli telewizor. angielskiego sprawiła. ani w katakana „1" i „f" w ogóle nie ma. a on towarzyszył mi do końca i wysiadł tylko po to. Brak dźwięku „f" sprawia. iŜ Japończycy mają problem z porozumiewaniem się po angielsku. Była to moja pierwsza wyprawa na Shibuya. bo językoznawcy twierdzą.pojawiają się w zastępstwie starych dobrych słów japońskich. ciesząc się być moŜe przyjazną bezpośredniością tego pytania. chociaŜ niestety . młodej pracownicy biurowej o niskim statusie i głównie ozdobnej funkcji. czyli cost up. Na szczególne uŜycie angielskiego przez Japończyków ma wpływ jeszcze jeden czynnik. w którym jeszcze wówczas nie umiałam kupić właściwego biletu (dla wyjaśnienia: automat był oznakowany oczywiście wyłącznie po japońsku i nawet mówił po japońsku. Ŝe Japończycy niezwykle rzadko przeklinają. zapytał: „May I help you?" i rzeczywiście pomógł. ale moŜe zmyślał. pojawił się koło mnie na stacji Ishikawa-dai emerytowany nauczyciel angielskiego. Ŝe uŜywa się go takŜe mówiąc na przykład o sferze seksu. „May I help ? ou?". gdy nacisnęło się jakiś przycisk). bliŜszym jednak temu pierwszemu (góra znana nam jako Fuji to zatem w japońskiej wersji raczej HudŜi). gdzie ze swadą prawdziwego przewodnika opowiedział mi 259 historię wiernego pieska. by nie rzec przyziemność. szczypiącego wasabi. OtóŜ w japońskim nie rozróŜnia się dźwięku spółgłosek „r" i „l' oraz „h" i „f". Angielski przyprawiony wasabi Fakt.angielski. sami oferują pomoc widząc zagubionego cudzoziemca.seizu. przy czym ani w hiragana. drobna postać starego nauczyciela z laseczką i w kapelusiku jak z przedwojennych filmów. pytają. Ŝe język Szekspira nie jest obecny w ich codziennym Ŝyciu. albo terebi. Inne angielskie słowa . czyli hamburger. czyli rozmiar. wymawiany oeru. Ŝe jego japoński przyjaciel 260 przy szczególnie burzliwych dyskusjach radził mu: „Hack you" zamiast „Fuckyou".z tym. Niektóre z nich słuŜą jako nazwy takich rzeczy nieznanych w dawnej Japonii jak ham-baga. Ŝe przyprawiony na sposób japoński niczym sernik o smaku zielonej herbaty albo lody waniliowe z dodatkiem świeŜutkiego. Bezpośredniość. a tajemniczy skrót OL. współczesny japoński aŜ puchnie od anglicyzmów. Z „r" i „1" sprawa ma się podobnie i stąd bierze się jeszcze więcej zabawnych nieporozumień. znaczy „podnieść ceny". Ŝe przy wypowiadaniu angielskich słów z japońskich ust wydobywa się ono jako coś bliskiego „h".sekkusu. W wymowie słów japońskich dźwięk zapisywany w alfabecie rzymskim jako „h" jest tak naprawdę czymś pośrednim między „h" i „f". Po pierwsze. nie słysząc róŜnicy między tymi . Miła. czyli . Jest i to bardzo wyraźnie . Reid pisze.

Your pet happy heart forever for dogs and cat. oznajmiało niewinnie opakowanie chusteczek higienicznych. Japlish. Smile to your friend in cherry mood. Thank you for your much buyingthis wonderful fresh bread. którzy dzięki temu „uśmiechną się do ich delikatnych w dotyku wisienek". przypomina UFO . Let's camp together!. pomarszczone zwierzątko o wielkich uszach. a kiedy indziej niską (Iow) wołowiną i to dlatego bohaterka filmu Między słowami nalegała: „Lwij moje pończochy" (leap zamiast reap) w niezbyt udanej zresztą scenie. W Tokio moŜna je znaleźć dosłownie wszędzie: na ubraniach. w jednym rogu ulotki narysowano pieska. Oprócz tego enigmatycznego zdania. bardzo w Japonii popularny i całkiem smaczny. które ją kupowały. Słynny juŜ wśród „gaijinów" napój Pocari Sweat. otwarciu nowego pola golfowego na dachu pobliskiego szpitala albo spotkaniu dla pań chcących schudnąć. Tym razem okazało się. które poci się obficie. prosząc o przetłumaczenie. pan czytający akurat gazetę pełną roznegliŜowanych pań. Dziewczęta. ulotkach reklamowych i billboardach. He will smile back atyour cherry. w drugim kotka. dzięki czemu dowiadywałam się na przykład o moŜliwości powiększenia biustu w promocyjnej cenie (czyli bustu-apu). których pospolity wygląd nie budził lęku przed „aktywnym wyzwaniem dla twojego odwaŜnego palca". jaką mieszkańcom oferowała pobliska świątynia buddyjska.sernik o smaku zielonej herbaty. opakowaniach artykułów spoŜywczych i chemicznych.często uŜywanymi spółgłoskami. informował napis na opakowaniu tanich długopisów. Happily enjoyyour life! Sometimesyou do it nonchalantely with lovely color like blue sky. mającego przyciągnąć uwagę ewentualnych klientów. Ŝe pocari to małe. kartach dań w restauracjach. Lavatoly głosił napis na toalecie w japońskim pensjonacie na półwyspie Izu. nawet gdyby uŜywało się ich „nonszalancko". angielski przyprawiony po japońsku. Ŝe niezrozumiała dla mnie „reszta" była informacją o posłudze religijnej dla zmarłych zwierząt domowych. Let each man do his bestforyour sińce 1994. ulicznych automatach z napojami i papierosami. dzieł „sztuki widełcowej". Od tej pamiętnej ulotki uległam popularnej wśród „gaijinów" pasji kolekcjonowania co smakowit-szych przykładów w Japlish. Niegramatyczny i raczej bezsensowny. zwanym niekiedy Engrish. na sprzęcie elektronicznym i turystycznym. His dream soft cherry touch. bo cóŜ moŜe być lepsze na tokijski upał niŜ orzeźwiający Pocari Pot? MoŜna sobie wyobrazić. choć nie do końca przypadkowy. Tissue from kitten!. w menu restauracji surowa (raw) wołowina raz była prawną (law). kusił nas swoimi reklamami. a szyld stoiska ze sztuką ludową (folk) w Kamakurze zachęcał do kupowania/orA. Na początku kaŜdą taką ulotkę pokazywałam moim japońskim znajomym. We little cherry dream. pewnie poczułby się uraŜony takim podejrzeniem. ignorują ją przy zapisywaniu angielskich słów. craft. Agile challenge foryour bravefinger. mogły napisać do przyjaciół „w wiśniowym nastroju". angielski napis spełniał funkcję chwytu reklamowego. co więcej. przeczytałam po jednej stronie papierowej torby z piekarni babci . przeczytałam któregoś razu na ulotce znalezionej w skrzynce pocztowej. co wszystko razem brzmiało mi dość nieprzyzwoicie. napisane było na aktówce powaŜnie wyglądającego biznesmena jadącego metrem i z pewnością nie chodziło o publiczną demonstrację jego zamiłowania do campu. jego podobieństwo do oryginału jest jednocześnie oczywiste i bardzo dalekie. reszta była po japońsku. mówiła informacja na papeterii ozdobionej rysunkami wisienek. torebkach i plecakach. Letter is a happy friendly messagel. które od tej pory nazywaliśmy „flaczkami z kotka".

całkiem „autentyczny". W prze263 ciwieństwie na przykład do moich rodaków. cudownie dźwięczne Bloody YourDandelion (na dresowej bluzie Japonki. było napisane z drugiej. Ŝe japońskie gry językowe przybierają wyjątkowo skomplikowaną formę. Japlish jest obowiązującym językiem stylu kawali i napisy w nim zdobią takie dzieła potęŜnej firmy Sanrio. Do moich „znalezisk" naleŜy: Swinging Pussy (na T-shircie młodej mamy z eleganckiej dzielnicy Den'en-Chófu). z braku miejsca. pasjonaci zakładają strony internetowe. Nurse and Strawbery. Bye Pimple (na topie nastolatki w metrze) oraz Sexy Cowboy Goes Fast Since 1998 (na T-shircie wspominanego juŜ tu narzeczonego Barbie spod Hachikó). Ŝe nie czuło się przybywających kilogramów. a chleb okazał się . Ŝe nie lubią oni dowcipów językowych. a Japończycy przejawiają duŜą wraŜliwość i najczęściej zupełny brak poczucia humoru.Shinady. jak komik Dave Barry.jak się przekonałam idąc do rakugo z Satoru . uŜycie języka angielskiego ogranicza się do naprawdę soczystych haseł. Przetłumaczony dowcip japoński tego typu przypomina angielskie streszczenie spektaklu kabuki. Let's segregatel. Trudno się zresztą dziwić. With delicious for you. gdzie opowiada się dowcipy. z którego po kilkakrotnym przestudiowaniu wiadomo tyle. Good mornig Nurse Strawbery!. Na przykład rakugo. a wieloznaczność kanji sprawia. gdy dotyczą one ich mowy. włączając te z erotycznym podtekstem. gdzie czas płynął tak happy ? ?????. którą często spotykałam. We are surę you will enjoy this rich and authentic bread in your joyful life. Kim jest Siostra Truskawka. We madę delicious sweet for you. jak na przykład róŜowe tostery My Sweet Bread Toster albo uchwyty na papier toaletowy Your Friendly. pewnie teŜ miałabym dość dowcipów na temat „r" i „1" typu: „Jak często Japończycy mają elekcję? Co lano". gdzie publikują swoje kolekcje. ale nie sądzę. ale nie znaczy to. pisarze powaŜni i zupełnie niepowaŜni. eat this savory elegant cakefor your happy ????? time. nie udało mi się dowiedzieć. studenci z wymiany zagranicznej i artyści. Let's it bread!. It is with friend. Ŝarty autoironiczne nie są mocną stroną Japończyków. Dick in Blue (na torsie melancholijnego młodzieńca w parku Shinjuku). opiera się w duŜej części właśnie na takiej formie komizmu. Ŝe . której uŜywałam do noszenia zakupów. kto znajdzie najlepszy przykład koszulkowego Japlish. którzy wybornie znają japoński. i . Gdybym była Japonką. by istniała. Korespondenci potęŜnych gazet i dyplomaci. Ich wyrafinowany urok dostępny jest jednak tylko dla tych cudzoziemców. 262 którą podano mi wraz z tiramisu w rzeczywiście eleganckiej cukierni w Akasace. napisano kolorowymi literami na płóciennej torbie ze sklepu z towarami po 100 jenów. gdy zostawałam za bardzo w tyle). biegając w parku Senzoku Ike). Please.zupełnie ginie w przekładzie. rodzaj japońskiego teatru. śarty z języka innego narodu są oczywiście mało wyrafinowaną rozrywką. Bye. fizycy i kulturoznawcy licytują się nie od dziś. zachęcała duŜymi literami na pierwszej stronie dwujęzyczna gazetka wydawana w dzielnicy Meguro. Największą frajdą są napisy w Japlish na ubraniach wyeksponowane na szczupłych klatkach piersiowych lub plecach Japonek i Japończyków. Now we will sendyou the real taste ofthe baked bread appreciated for a long time. kusiła pięknie zdobiona papierowa serwetka.na szczęście . a zwłaszcza Japończykiem. Tu. Cross-Legged Frog (na kurteczce Ŝwawej staruszki wspinającej się przede mną na Fuji i dodającej mi otuchy.

cool. hulaj dusza! W końcu na mojej kupionej w USA „orientalnej" koszulce podobno napisane było po japońsku: „Smacznego! Łódź podwodna. wychylając się z kuchni. który fascynowałby ludzi Zachodu bardziej niŜ ona.nie po raz pierwszy i ostatni . egzotycznego kraju. iŜ „gaijini" nie rozumieją Japlish.popatrzył na mnie jak na przybysza z dalekiej planety. gdzie sens podporządkowany jest wartości estetycznej. angielski jest bowiem „szpanerski". Właściwie w naszej wyobraźni nadal cieszy się statusem „krainy" raczej niŜ „kraju". zabawny angielski. by wyśmiewać się z „dziwności" Japończyków. wytłumaczyła mi. młodzieniec . gdzie gejsze i . Językowi puryści. syna Mariko. Być moŜe te współczesne eksperymenty Japończyków z angielskim moŜna porównać do tych.dla nas komicznego zjawiska kulturowego.ktoś komuś ukradł przyrząd do palenia kadzideł i córka tego kogoś sprzedała się do domu publicznego. Jest przede wszystkim miejscem mitycznym. ma doprawdy niewielkie znaczenie wobec faktu. Gdy zapytałam Akimi. Jego mama. gdzie wszystko wydaje się być inaczej. Ŝe niewaŜne. To zatem język dalekiego. Ŝe tekst będzie po angielsku. Tam jednak. na którą zwrócili mi uwagę japońscy znajomi. Który teŜ popełnił samobójstwo. Dla Japończyków. a brat . Posłowie: Między słowami Japonia. ani nie przejmując się tym. bo musiał. Nie było i nie ma chyba kraju. UŜycie angielskiego często ma zatem charakter czysto dekoracyjny i moŜna je porównać do sposobu. nie uwzględniają przewaŜnie jednej waŜnej rzeczy. czy napis Hot Ready Burns na jego nowej bluzie jest nazwą zespołu muzycznego. rzeczywiście warto byłoby pokusić się o sprawdzenie poprawności przekładu przed publikacją. potęŜnych męŜczyzn i blondynek o niebieskich oczach. nie robię tego. lecz by spróbować zrozumieć sens pewnego . jakie przed wiekami robili z chińszczyzną? Poza wszystkim to. To mowa Zachodu. a nie geograficznym czy politycznym: dalekim i ekscytującym „Tam". byle byłoby po angielsku. o co chodzi. zŜymający się na ten kaleki. Dwie góry biec!" Japonia to obcy kraj.nie wiadomo czyj .powrócił i popełnił samobójstwo. bo znają reguły kulturowej gry. podobnie jak innych Azjatów. którego paradygmatem dla Japończyków jest Ameryka. Ŝe Japończycy doskonale wiedzą. język gwiazd Hollywoodu i gwiazd rocka. co jest napisane. mimo iŜ ukradziona rzecz znalazła się dzięki dzielnemu samurajowi. W przypadku instrukcji obsługi i innych przekazów o charakterze przede wszystkim informacyjnym. Hasło reklamowe z japońskiego plakatu turystycznego. Cytując przykłady Japlish. wysokich. by mieć pewność. a nie w Japlish. w jaki my wykorzystujemy dla ozdoby kanji ani nie 264 znając ich znaczenia.

jest wciąŜ daleka niczym obca planeta. Zapisują się na lekcje ikebany i kurs ceremonii herbacianej w przekonaniu. Od czasu. kraj. z rzeczywistością jest zaś procesem nieprzewidywalnym. PołoŜony na wąskich wulkanicznych wyspach kraj o podobnym rozwoju cywilizacyjnym co Zachód. minęło ponad sto lat. Poczucie zagubienia. W jego wyniku niektórzy z nas zakochują się w Japonii. pozbawia nas miłego poczucia wyŜszości. jacy są ci ludzie. tępo wpatrzony w napis w kanji. jakie dopada nas w japońskim mieście. dostępna w ciągu kilkunastogodzinnej podróŜy z kaŜdej stolicy Zachodu . ani takich ludzi". hipernowo-czesne miasta i najlepsze komputery. gdy padły te słowa.tak inną i tak podobną zarazem opisać i zrozumieć. między słowami nieprzetłumaczalnych do końca języków. Kusi. Mimo dzisiejszej łatwości komunikowania się i przemieszczania po globalnej wiosce.jak pisze z przekąsem Kerr . a nie potrafią (nie chcą?) udzielić mu prostej informacji po angielsku. powiedział Oskar Wilde w 1889 roku. Ŝe w tych eleganckich tradycjach tkwi esencja japońskości i Ŝe uda się jej nauczyć za odpowiednią opłatą. który sami wymyśliliśmy i zatrzymaliśmy w czasie. zwłaszcza jeśli nauczycielką będzie dama w kimonie. by raz na zawsze tę Japonię . ogrody zen i kwitnące wiśnie składają się na obraz tradycyjnej Japonii. czy wręcz . lecz odmiennej kulturze. „Nawróconych na Japonię" moŜna 268 . co przywieźliśmy. którego potęga nie potrzebuje fundamentu naszych systemów filozoficznych i religijnych. budują wielkie. z duŜą trafnością oddając w ten sposób istotę fantazmatycznej struktury.nie przestała być dla nas tajemnicza. Cudzoziemiec. wielbiąc głębię buddyzmu i mądrość Wschodu. Tym bardziej więc intryguje i niepokoi. Hollywood produkuje dzielnych białych samurajów walczących oczywiście nie gorzej niŜ prawdziwi. „Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem.samuraje. a w zachodniej modzie po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się motywy fal i Ŝurawi i piękne obce znaki zupełnie nieprzypominające naszych liter. gdzieś między luksusowym sklepem firmy Sony a tysiącletnią 267 świątynią shintó. Cywilizowana odmienność Japonii zbyt często nie mieści się w naszym pojęciu egzotyki. z jakim zwykliśmy pochylać się nad „dzikim". Tak silne miejsce Japonii w wyobraźni Zachodu sprawia. Japonia współczesna jednak nowoczesna. lśniąca aluminium i szkłem. ale fascynacja trwa i nic nie wróŜy jej końca: ksiąŜki o Ŝyciu gejsz stają się bestsellerami. co myślą. w ramach której Zachód stwarzał i stwarza swoją Japonię. którzy z łatwością opanowują ponad dwa tysiące dziwnych znaków. ma inny wymiar niŜ niemoŜność znalezienia drogowskazu w slumsach jednej z biednych południowoazjatyckich czy afrykańskich stolic. w jaką zmienił się świat. Ŝe jadąc tam. prędzej czy później zada więc sobie pytanie. Konfrontacja tego. dźwigamy bagaŜ fantazji cięŜszy niŜ zwykle. Ŝywiąc się tofu i wodorostami.„nawracają się na Japonię" i resztę Ŝycia spędzają. codziennie pełnym niespodzianek. Nie ma ani takiego kraju. JacyŜ więc są? Dumni? Nieśmiali? Grzeczni? Okrutni? Pracowici? Wojowniczy? Śmieszni? Pozbawieni poczucia winy? Wstydliwi? Dziecinni? Wyrafinowani? KaŜda odpowiedź jest początkiem opowieści o Japonii widzianej oczami „gaijina" i w kaŜdej część prawdy ginie w przekładzie.

przeszłam prawdziwą burzę uczuć. w której się wychowałam. gdzie ubrani w przykrótkieyukaty nadgorliwie uczestniczą w ulicznych tańcach ku czci nie swoich przodków. ale po krótkiej walce uległam jej czarowi. które składają się na Japoński wachlarz. niezgrabnie przytupując w przyciasnych klapkach geta. osobiste preferencje i tysiące innych rzeczy. stały się rutyną mojego japońskiego Ŝycia. Siedząc nago w publicznej łaźni. Dałam się wciągnąć. kolejne spacery. czy za czyimś zaproszeniem stała szczera chęć goszczenia mnie. oprócz notbooka firmy Toshiba. słuchałam pięknej intymnej historii mojej japońskiej przyjaciółki i spędzałam nerwowe. Nie „nawróciłam się na Japonię". a te pociągały za sobą dalsze j zachwyty i pytania.splotły się ze sobą w jedną całość wielkiej emocjonalnej i intelektualnej przygody.pewnie po raz pierwszy aŜ tak . których płatki opadały nam na głowy jak ciepły śnieg. Inni wracają do domu z tym samym stereotypem Japończyków i Japonii. dyktuje jego albo jej historia oraz wcześniejsze doświadczenia. Uwielbiałam japońską wiosnę z jej kwitnącymi wiśniami. pozwala na luksus podąŜania za własnym wzrokiem. który ze sobą przywieźli. co wydarzyło się za dnia. cowieczorne próby przyszpilenia tego. zatrzymać się dłuŜej przy tym właśnie konkretnym widoku. nie jest do końca przypadkowe. które kaŜą spacerowiczowi skręcić właśnie w tę. na swobodne kolekcjonowanie wraŜeń. Daję zatem do rąk Czytelnika subiektywną opowieść. w jaką udaje się flaneur. mozolna translacja tekstu ulicy. jeśli juŜ nie denerwująco. pulsujący Ŝyciem organizm stworzony przez . Pierwszym elementem tej całości jest miasto. Zachwyty i pytania skłaniały mnie do szukania odpowiednich ksiąŜek. zastanawiając się. co w swej ignorancji za absurd uwaŜałam. i puchł z wilgoci. Japoński wachlarz składa się z kilku od dawna fascynujących mnie tematów. miałam więc takŜe w bagaŜu podręcznym kilka gotowych wyobraŜeń na temat Japonii ukształtowanych przez kulturę. i przeklinałam porę deszczową. Wybierając się na dwa lata do Tokio. Nie inaczej było w przypadku autorki tej ksiąŜki. ani jego niewielkich i zabawnie. Podziwiałam sterylną czystość Tokio i do szału doprowadzały mnie panie czyszczące wacikami do uszu szpary w podłodze w wielkim. spacerowicza. pełne wątpliwości godziny. podczas której świat pokrywał się kabi. które nieraz w ciągu jednego dnia ewoluowały od zapierającego dech zachwytu nad czyimś pięknym gestem do bezsilnej wściekłości wobec biurokratycznego absurdu albo tego. niepotrzebnie wprawię gospodarzy w zakłopotanie. kierowania się węchem i reakcją kubków smakowych. ta praca to dzieło autorki spacerującej po rzeczywistych i symbolicznych przestrzeniach obcej kultury. To jednak. Pisanie. głębiej i głębiej. Ŝe ani tego kraju. które w Japonii . zachowujących się mieszkańców nie da się zrozumieć. pustym budynku International Forum. Status flaneura. i przekonaniem. w której nie aspiruję do roli znawcy i nie stwarzam naukowej syntezy. Dzień po dniu przez dwa lata te „zeszyty spod poduszki" nawarstwiały się w osobisty tekst dokumentujący doświadczenie spotkania z inną kulturą. Konfrontując je z rzeczywistością. a dobry hamburger lepszy jest od najlepszego sushi. kolejne ksiąŜki. pleśnią. zestaw widoków z Krainy Kwitnącej Wiśni. czy teŜ było tylko jednym z typowo japońskich przykładów grzeczności i pojawiając się tam. gdzie poniosą nas stopy w obcym kraju. a nie inną uliczkę. Wybór kaŜdej trasy.zobaczyć podczas takich tamtejszych świąt jak O-bon. Tak powstała „moja Japonia".

w porównaniu z japońską megapolis stolice Zachodu wydają się przewidywalne. Jej imię brzmi „język". Miejsca kobiet. ich zupełnie nieczytelne kształty.jestem obca. Fundament inności stanowi zaś podstawowe rozróŜnienie. Bycie obcym jest dla 270 przedstawicieli naszej kultury najbardziej naturalnym i akceptowalnym modus vivendi. NaleŜę do osób. poruszających się według nieznanych nam zasad. innej kultury i swojej własnej. i tym. a gdzie mogę poczuć się „u siebie"? Czy siedząca naprzeciw mnie kobieta w kimonie. Miejsca spotkań. które zawsze wydawały mi się najbardziej interesujące. Jadąc do Tokio. ciągłe bycie wśród ludzi przy jednoczesnym poczuciu anonimowości. To miasto o szalonej topografii. jakiego dokonujemy w kaŜdej kulturze: między kobietą a męŜczyzną. czasem zaś krzyŜujące się. które wymaga od spacerowicza cierpliwości. co rozciąga się poza nimi. kuszący. dla których miasto stanowi naturalne środowisko i których ekscytuje wszystko. by zrozumieć odpowiedź. co męskie. wspaniały w swoim połączeniu piękna i ohydy. zbyt mało nawet. a juŜ na pewno. nieskomplikowane i małe. nawet wrogie. Miejsca transgresji. w którym oczy jak czarne krople. która wychowała się na takich samych lekturach co ja. które dały Ŝycie tej ksiąŜce. Ale przecieŜ porozumiewanie się to nie tylko mowa. Oto ja wrzucona w środek miasta takiego jak Tokio. o granice ja i to. wydała mi się na tyle fascynująca. Miejsca męŜczyzn. jakie oferuje Tokio. pulsujące wspólnym oddechem. Gdzie te przestrzenie kobiecości i męskości są w Tokio oczywiste. Ŝe fascynacja miastem nieuchronnie staje się fascynacją innością. bowiem niewinny spacer moŜe łatwo zmienić się w szkołę emocjonalnego przetrwania. a kobieta mówi „ja" inaczej niŜ męŜczyzna. jest bardziej „podobna" czy jednak . co ma ono do zaoferowania: frenetyczna aktywność. Dojmujące poczucie własnej cielesnej odmienności w tokijskim morzu ciał obcych. a świadomość tego pozwala stworzyć jedną z moŜliwych topografii. gdzie podmiot nie 271 przypomina w niczym nadętego zachodniego „ja". mijają mnie ludzie i kaŜda z tych osób jest jego częścią: ta piękna młoda kobieta z bukietem chryzantem. Najpierw zauroczyło mnie piękno znaków. tłum. I tu miałam szczęście. Jeśli podąŜymy ich śladem. zamieszkiwany przez miliony stłoczonych ludzi. KaŜda kultura i kaŜde miasto ma kobiece i męskie przestrzenie. co kobiece. Ŝe zaczęłam się uczyć japońskiego. hieratyczne pozy. Później moŜliwość wyraŜenia się za pomocą zupełnie innego systemu językowego. teatralne gesty są do bólu inne. poznamy dwa róŜne miasta. sprawia. ukłony. Niespodziewane zamiany ról. by zapytać o drogę.„inna" ? Jak mogę się tego dowiedzieć? To ostatnie pytanie otwiera drogę kolejnej z fascynacji. hałas.kobieta i cudzoziemka . która prowokuje do stawiania pytań o moŜliwość poznania drugiego człowieka i siebie samego. przenikające. to takŜe język ciała. a gdzie nakładają się na siebie i gmatwają? Gdzie w kraju takim jak Japonia ja . by pozwolić mu się wciągnąć w labirynt ulic. barów i sklepów. ten męŜczyzna odprowadzający ją wzrokiem. . Tu nie uda nam się zmieszać z tłumem. Mam tu na myśli inność. tym. niekiedy zupełnie oddzielne. zawsze pełen tajemnic. nadziei i okrucieństwa. Kostiumy i przebieranki. jest wyzwaniem.człowieka. rozlewające się w betonowy ocean. powtarzalne elementy w miejskim pejzaŜu i jego wyjątkowość domagająca się odkrycia i nazwania. znałam tylko kilka słów po japońsku. Tokio jest bowiem jednym z najwspanialszych miast świata.

czy jednak „krainy" . które warto przeczytać Po angielsku: Michael Ashenazi. Annę Allison Nightwork. pisząc tę ksiąŜkę. University of Chicago Press 1994. Zanim dowiedziałam się. chrząknięcia zakłopotania i syki niezadowolenia. -PermittedandProhibitedDesires. KsiąŜki. a Michiko była „masaŜystką" w Krainie Mydła. ocean podobieństw i róŜnic. od kuchni. czy pilnie zwiedzanych zabytków. zapach morza. Jedzenie. zaprosiła mnie wkrótce jedna kobieta. w jakich uczestniczyłam. O jakim „ja" mówi zatem Japonka? O jakim Japończyk? Które z tych w nosie usytuowanych japońskich „ja" bliŜsze jest mojemu? To naleŜące do sekretarki Chizuko? To. pisząc te słowa. zapachowej. zanim raz czy drugi zabrały mnie do onsenu. na które wskazuje Satoru.na klatkę piersiową. University of California Press 1993. których krzyŜującym się tropem podąŜałam. uczty. „Przyjdź. zaczęły się moje japońskie przyjaźnie. by się do mnie zbliŜyć i oswoić się z moją hybrydyczną blond obecnością w ich świecie. and Corporate Masculinity in a Tokyo Hostess Club. Comics.jakości akustycznej. za barem kaiten zushi.powtarzalna ulotność gestu dłoni. University of Pennsylwania Press 2000. Mothers. Kawałek surowej ryby z ciałem lekko jeszcze drgającym niedawnym Ŝyciem moŜe być równie dobrą magdalenką. którego doświadcza się Ŝyjąc na co dzień wśród innych. był smak. na trawie pod wiśniami kwitnącymi szaleńczo na cmentarzu Aoyama. Jedzenie. Mam tu na myśli swoją osobistą skłonność do zmysłowego odczuwania miast.za którą. Gdy po dwóch latach wyjechałam z Tokio i zaczynałam je wspominać. Sexuality. Gdy otwieram Japoński wachlarz. pierwszym zmysłem. ale dzięki jakiejś wybijającej się . celebracje obcych smaków na języku: przy domowym stole. tęsknię. jaki dał o sobie znać. Wspomnienie bachanaliów w „imperium smaku" przyszło mi na myśl. na matach tatami tradycyjnej restauracji. rozmawiając ze mną bezbłędną angielszczyzną? Pragnienie porozumienia z Innym prowadzi do ostatniej z wachlarza fascynacji. and Censorship in Japan. drgnienie powieki. wizualnej. my . grymas twarzy. świeŜo tłuczonego sezamu i soi pozwala mi wrócić na chwilę do kraju . Jeanne Jacob The Essence ofJapanese Cuisine. stało się dla moich przyszłych przyjaciół pierwszym pretekstem. tak waŜne w japońskiej kulturze. które zostają w mojej pamięci nie za sprawą „przygód". nauczę cię robić sashimi". poznałam dzięki nim parę nowych smaków. Mary Brinton Women and the Economic Miracle: Gender and Work in Postwar Japan. Dla przykładu: Japończyk mówiąc „ja" wskazuje na nos. dopiero potem pociągając za sobą obrazy.choć oczywiście skrajnie subiektywnej . University of California Press 2000. . Ŝe Naomi jest fanką kobiecego teatru Takarazuka. które na zawsze połączyły się dla mnie ze 272 słowem „Japonia". Pleasure. a inna wystąpiła z propozycją wspólnego przyrządzenia sukiyaki i tak.

Duke University Press 1989. Donal Richie The Image Factory: Fads & Fashion in Japan. Oxford University Press 1995. Transvestites. An Erotic Exploration ofJapanese Society. Richard Powers. Martinez. The Insiders's Guide to Japanese Pop Subculture. and Other Japanese Cultural Heroes. a Viewfrom the Bath. Roman Cybriwsky Tokyo. Yuriko Saito „The Japanese Appreciation of Naturę:. Reid Confucius Lives Next Door.) Handbook of Japanese Popular Culture. Takie Sugiyama Lebra Japanese Patterns ofBehavior.) The Worlds of Japanese Popular Culture. A Spatial Anthropology. Harper Collins 1994. Talesfrom Dark Side ofJapan. Modernity Phantasm Japan. University of Hawai'i Press 1994. Patrick Macias (introduction) Japan Edge. (ed. Phoenix 1984. Jinai Hidenobu Tokyo. ???? Kerr Dogs a Demons. Hill and Wang 2001. przeł. Higgins. Jennifer Robertson Takarazuka. University of California Press 1995. Harootunian Things Seen and Unseen. -BehindtheMask:OnSexualDemons. przeł. P D. Mariłyn Ivy Discourses ofthe Yanishing. Reaktion Books 2003. -Japanese Women: Constraint and Fulfillment.Nicholas Bornoff Pink Samurai. Presentation. Duke University Press. Kimiko Nishimura. Durham 1989. OnBeinga Woman Caught Between Cultures. Heroes and Yillains in Japanese Culture. University of Chicago Press 1988. Masao Miyoshi. R. Kodansha International 1981. D. Takeo Doi The Anatomy of Dependence. D. łan Buruma A Japanese Mirror. University of California Press 1997. H. John Wiley & Sons 1998.)Aesthetics in Perspective. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Univer sity of Hawaii Press. H. . D. T. Cambridge University Press 1998. Harootunian (ed. Sharon Kinsella Adult Manga. Robert C. Helen Hardcare Marketing the Menacing Fetus in Japan. and Power in Japan and Other Societies. Harootunian Postmodernism inJapan. Solomon (ed. Kyoko Mori PoliteLies. Hidetoshi Kato (ed. Cadence Books 1999. Sacred Mothers. Masao Miyoshi. Politness. Random House 1999. Harcourt Brace & Company 1996. University of Chicago Press. w: Katleen M. Chicago 1995. Greenwood Press 1989. H. Joy Hendry Wraping Culture. Scott Clark Japan. Fawcett Books 1997. Curzon 2000. John Bester. Meridian 1985. Honolulu 1985. Univeristy of California Press 1998.) Postmodernism and Japan. University of Hawaii Press 1976.

Yale University Press 1992. np. Trio. np. Janina Rubach-Kuczewska śycie po japońsku. 276 Merry White The Materiał Child: Corning of Age in Japan and America.Ginzy. przeł. a od slowagaijin (obcy. Noir sur Blanc 2001. Przestrzegam przyjętej w naszym języku zasady odmieniania tych zagranicznych nazwisk i imion. przekład. Ewa Klekot. John Whittier Treat (ed. Krystyna Sławińska. Siowa japońskie zadomowione w naszym języku podaję w spolszczonej pisowni. Japan Society Press 1991. Tobin Re-made in Japan. Comparing Cultures: Readings on Contemporary Japan for American Writers. Routledge 1996. Warszawa 1985. Sharon Sievers Flowers in Salt: The Beginnings of Feminist Consciousness in Modern Japan. -Japonia zmienna czy niezmienna?. .i po polsku: Roland Barthes Imperium znaku. Martin's Press 1995. Kikue Yamakawa Women of the Mito Domain. Warszawa 1999. Schodt Frederick Mangal Mangal The World of Japanese Comics. Adam Dziadek. przeł. Jolanta Tubielewicz Kultura Japonii. Warszawa 1996. Ruth Benedict Chryzantema i miecz. Recollection of Samurai Family Life. Wioletta Laskowska. Media and Consumption in Japan. Warszawa 1998. Joseph J.Shinady. Berg 2000. Joanna Wolska-Lenarczyk. które kończą się na -a. Shinada . Ginza . Nicolas Bouvier Kronika japońska. Szkolne i Pedagogiczne.Challenging Tradition: Women in Japan. McVeigh Wearing Ideology. Brian J. Iskry. University of Hawaii Press 1995. cudzoziemiec) tworzę spolszczone . Stanford University Press 1983. Brian Moeran (ed. Universitas. . Beata Romanowicz. Wydawnictwo KR. Kodansha 1985. Wyd. Stanford University Press 2001. PIW. Universitas. Every Day Life ąnd Consumer Taste in a Changing Society.) Women. np. Słownik. Timon Screech Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820.) Estetyka japońska. Kraków 2002.. Kraków 2003.) Contemporary Japan and Popular Culture. -i oraz -n. Schooling and SelfPresentation in Japan. Uwagi językowe Wszystkie imiona i nazwiska japońskie podane są tu według kolejności przyjętej przez Japończyków (nazwisko poprzedza imię). oraz nazw zakończonych na -a. Katie Wildman Nakai. przeł. Free Pressl993. Krystyna Wilkoszewska (red.. State. Warszawa 1999. paczinko. przeł.Lise Skov. Bedford Books of St.

..)....... Inne japońskie słowa zapisuję zgodnie z transkrypcją międzynarodową......... wu * ?.......eh = ć (Hachiko = Haciko).23 III..........167 VII......185 VIII........ Tokio jest jak Mars.. PodróŜ do Domu Słońca..................11 II.............9 I.___145 VI... wymawia się tak samo jak w języku polskim.................. „gaijinka"... Imperium smaku... Wyjątki to ..................W Lolitki z imperium zmysłów......... które występują teŜ w wersji wydłuŜonej (ó.. z = dz (zen = dzen)............. ..........................ts = ? (tsunami = cunami)............................. u.............. W dŜungli języka.. itd.formy np..77 IV............... „gaijini"..... -y = j (Yume = Jurne).......267 KsiąŜki......... Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!".............. w = ł (watashi = łatasi).....275 / ...... Spis treści 271 słów od autorki.............235 Posłowie: Między słowami........ Większość spółgłosek i samogłosek.... sh = ś (Shinjuku = Sindziuku)........... Wodny świat kobiet... które warto przeczytać......... KawaW.117 V. -j = dź (gaijin = gaidzin).. Sąsiedztwo...............

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->