Joanna Bator Japoński wachlarz Projekt okładki i stron tytułowych Maciej Sadowski Redaktor Joanna Rodziewicz Korekta ElŜbieta

Szelest ?1 zdjęcia: Joanna Bator Krzysztof Łukasiewicz (Ł) Magda Szczech (S) Zdjęcia Takarazuki za zgodą Takarazuka Revue Company* © Copyright by Wydawnictwo KsiąŜkowe Twój Styl, 2004 © Copyright for the text and photographs Joanna Bator, 2004 ISBN 83-7163-432-3 Skład i łamanie: PLATIN Sp z o.o. Druk i oprawa: Łódzka Drukarnia Dziełowa S.A. Podziękowania Dziękuję moim japońskim przyjaciołom, przewodnikom, tłumaczom. Gdyby nie ich serdeczność, ciepło, gotowość do pomocy i wytrwałość w odpowiadaniu na tysiące pytań, moja Japonia byłaby zupełnie inna, a ta ksiąŜka pewnie w ogóle by nie powstała. Specjalne ukłony naleŜą się profesorowi Hashizume Daisaburo za jego imponującą wiedzę, poczucie humoru i wspaniałe warunki do pracy, jakie mi zapewnił. Zadręczałam pytaniami wiele osób, których nie sposób wszystkich tu wymienić, więc z wielką wdzięcznością wspomnę jeszcze tylko profesor Ueno Chizuko, profesor Ochiai Emiko i profesora Kato Norihiro. Ando Eriko i Shinji, Shinada Tomomi i Ota Motonori z dziećmi, Yamaguchi Shinobu, Matsuda Naomi, S. Kiku jedli za mną, śmiali się, jeździli na wycieczki, kąpali się w onsenach i sprawili, Ŝe pisząc tę ksiąŜkę, tęskniłam za krajem, w którym za ich sprawą czułam się tak dobrze. Gdyby moi japońscy przyjaciele mogli przeczytać tę ksiąŜkę, odnaleźliby się w niej pod zmienionymi imionami i rozpoznaliby swoje historie umieszczone w nieco innych kontekstach. Za ten najcenniejszy ze wszystkich dar opowieści dziękuję im z całego serca. Mój mąŜ i przyjaciele wnikliwie czytali pierwsze wersje tej ksiąŜki, a ich uwagi były dla mnie inspirujące i równie cenne jak konsultacje językowe, których udzielał mi mój nauczyciel japońskiego. Pomoc zaś, jaką w pracy nad Japońskim wachlarzem ofiarował mi pan Henryk Lipszyc z Wydziału Japonistyki UW, juŜ na zawsze uczyniła mnie jego dłuŜniczką. Dómo arigató. Autor nigdy, w Ŝadnym znaczeniu tego słowa, nie fotografował Japonii. Wręcz przeciwnie, to Japonia oświetliła go błyskiem wielu gwiazd; albo jeszcze inaczej mówiąc: to Japonia zmusiła go do pisania. Roland Barthes Znalazłam się w posiadaniu duŜej ilości papieru i zaczęłam zapełniać kolejne zeszyty opisami dziwnych zdarzeń, historiami z przeszłości i innymi najróŜniejszymi rzeczami, włączając nieraz te najbardziej trywialne. Przede wszystkim skupiłam się na rzeczach i osobach, które uwaŜałam za urocze i wspaniałe, ale moje zapiski pełne są równieŜ wierszy oraz uwag na temat drzew i

roślin, ptaków i owadów. Sei Shónagon Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich łudzi. Oskar Wilde

271 słów od autorki Nie jestem japonistką. Zawodowo zajmuję się antropologią kultury i gender studies, czyli „genderami", jak mawiamy w skrócie. Cudowny i niespodziewany kaprys losu sprawił, Ŝe spędziłam dwa lata w Japonii, pracując na jednej z tokijskich uczelni. Podobnie jak poszukiwacz złota w kopalni, tak antropolog w kulturze takiej, jak japońska nie powstrzyma się przed drąŜeniem tematów, które kaŜdego dnia olśniewają go bogactwem nowych moŜliwości. Kiedyś dziwiły mnie zamieszczane na początku ksiąŜek asekuracyjne zapewnienia, Ŝe poglądy w nich zawarte są poglądami autora, bo - załoŜywszy, Ŝe autor nie jest bezwstydnym plagiatorem próbującym ukryć ten fakt - czyimi miałyby być? Dziś rozumiem, Ŝe autorzy robią to ze względu na tych, którzy myślą, Ŝe jak ktoś juŜ napisał ksiąŜkę, to z pewnością uwaŜa się nie tylko za człowieka bardzo mądrego, ale równieŜ za odkrywcę obiektywnej prawdy. W niektórych przypadkach pewnie tak jest, ale większość autorów jest szczęśliwa, gdy uda im się uchwycić w słowa fragment świata nawet tak mały, by nadawał się tylko na pocztówkę do przyjaciół. Jeśli jednak kogoś ma to uspokoić: Pisałam wyłącznie o tym, co apelowało do moich oczu, uszu, kubków smakowych; o tym, co mnie osobiście olśniło, zadziwiło, rozbawiło, skłoniło do czytania nowych ksiąŜek. W tym sensie poglądy na temat Japonii zawarte w tej pracy są poglądami autorki. Japoński wachlarz składa się z antropologicznych obrazków kreślonych wzorem zuihitsu - „tak, jak pędzel prowadzi" - i ani przez myśl mi nie przeszło pisanie wyczerpującej rozprawy na temat współczesnej japońskiej kultury. MoŜe zrobi to wkrótce jakiś polski japonista. Albo osoba, która - tak jak wciąŜ uznawana za najwybitniejszą japonistkę Ruth Benedict - ani nie mówiła po japońsku, ani nigdy w Japonii nie była. Tam, tutaj. Oddalenie, dystans, rozsunięcie boków. Tam - to miejsce, gdzie mnie nie ma. Tutaj - to miejsce, w którym jestem. (...) I juŜ jestem tam: na zewnątrz, poza „mną" samym. Zewnętrze to jednak eksponuje mnie jeszcze na inne zewnętrze: na ciało innego człowieka, na innego, o ile ten jest ciałem. Jean-Luc Nancy, esej z katalogu wystawy Gendai I. PodróŜ do Domu Słońca Inne ciała:, ja" i „oni" Moja japońska przygoda zaczęła się na frankfurckim lotnisku przed wejściem numer trzydzieści trzy, gdzie wraz z resztą podróŜnych czekałam na samolot do Tokio. Oprócz mnie byli tam niemal wyłącznie Japończycy, co sprawiło, Ŝe nagle znalazłam się pośród ludzi, od których róŜniłam się wyglądem w sposób znaczący i niemoŜliwy do zignorowania. Gaijin, czyli „obca", „cudzoziemka", dosłownie „osoba z zewnątrz", jedno z nielicznych japońskich słów, jakie znałam, przyszło

mi do głowy i rozbłysło na moim europejskim czole jak neon. Oto ja, „gaijinka". Zabawa w wyszukiwanie w tłumie azjatyckich twarzy, której oddawałam się z obsesyjnym upodobaniem od czasu, gdy zapadła decyzja o moim wyjeździe do Japonii, straciła sens. Teraz to „ja" byłam inna, a „oni" stanowili odniesienie. Niestety, Ŝadne subtelne i wyrafinowane wraŜenie nie dodało blasku początkowi mojej podróŜy. Płaskie skośnookie twarze Japończyków wydawały mi się po prostu bardzo do siebie podobne. Ta boleśnie banalna refleksja nie sprawiła mi Ŝadnej satysfakcji poznawczej, ale japońscy podróŜni byli po prostu czarnowłosi, Ŝółtawi i skośnoocy. Wiadomo, Ŝe przeciętnemu Europejczykowi łatwiej odróŜnić trzy japońskie samochody na parkingu niŜ trzech wczoraj poznanych Japończyków; tacy jesteśmy ograniczeni i co za szczęście, Ŝe umiemy z siebie Ŝartować, bo przecieŜ, broń BoŜe, nie ma to nic wspólnego z naszym poczuciem wyŜszości. Po jakimś czasie przeciętny Europejczyk zaczyna rozpoznawać w Japonii odmienne typy antropologiczne, ale są to nadal róŜnice subtelne - kilka centymetrów wzrostu, kształt kości policzkowych, pieprzyk na policzku, odróŜniający dla potrzeb naszej percepcji jakąś czarnowłosą i czarnooką Mariko z Hokkaido od jej równie czarnowłosej i czarnookiej koleŜanki z Kyushu. Wizualne doświadczenie „bujnej róŜnorodności", w jaką - według autora Imperium znaku - przekształca się z czasem przywoŜony przez nas do Japonii stereotyp Japończyka, w moim przypadku było w oczywisty sposób kwestią przyszłości. WytęŜyłam więc wzrok w pierwszej próbie przeniknięcia tajemnicy, jaką ukrywa cielesna obecność Innego. Japońskie ciała siedzące w poczekalni numer trzydzieści trzy były drobne i ładnie wpasowane w przestrzeń. Na ich szczupłych kolanach spoczywały szczupłe dłonie o podłuŜnych wąskich paznokciach. Bardzo zadbanych i czystych. Jedno obok drugiego siedziały w większości starsze ciała: delikatne kobiety o nienagannych makijaŜach i świeŜych fryzurach sprawiających wraŜenie, jakby przed godziną rozjaśnił je na identyczny odcień brązu ten sam fryzjer, starsi panowie wyszykowani na podróŜ z nieco przesadną dokładnością. Wszystkie ciała, niezaleŜnie od płci, byłyjakby ubrane „za bardzo". Przebrane w uniformy „prawdziwych japońskich turystów", jakich zwarte grupy moŜna zobaczyć w najatrakcyjniejszych miejscach starego kontynentu - na placu św. Marka, w Luwrze, pod krzywą wieŜą w Pizie. Drobne ciała opakowane zostały starannie, elegancko i schludnie, bardzo dokładnie, a ich stroje uzupełniała zbyt duŜa ilość detali: pasujących do siebie chusteczek, pasków, szali i torebek, z rozmysłem skompletowanych czapeczek i kapeluszy, lornetek i aparatów fotograficznych w wymyślnych futerałach. Ciała te miały w sobie coś roślinno-morskiego raczej niŜ ssaczego. Nie szpeciły ich Ŝadne fałdy i nawisy tłuszczu. Nie wylewały się na boki ze swoich eleganckich form i siedziały tak, jakby starały się nie zajmować więcej miejsca, niŜ jest to absolutnie niezbędne. Francuski filozof Jean-Luc Nancy pisze, Ŝe w odróŜnieniu od zachodnich ciał błonowatych, zamkniętych w sobie, monadycznych (a więc potencjalnie agresywnych), ciała japońskie są czułkowate; przyzwyczajone do ścisku wypuszczają na boki czułki, badając przestrzeń, ale nie wchodząc pochopnie w kontakt z innymi ciałami. Za pomocą niewidzialnych radarów namierzają zbliŜające się inne ciało i odginają w bok jak ukwiały. Średnią wieku wśród tych czułkowatych ciał obniŜały trzy młode dziewczyny (albo trzy klony dla mojego niewprawnego i niepoprawnego politycznie oka), które ukryły się w kącie, jeszcze idealnie gładkie, śliczne jak z reklamy

Ŝe . I z pewnością inaczej niŜ zwykle. w czym rzecz. Podobno Japończycy są coraz wyŜsi. na promieniejące urodą dziewczęta. Japońskie ciała z czułkami: OstroŜne? Nieśmiałe? Przebiegłe? Przycupnęłam obok jednego z nich. promiennym. którą znam. erotycznym. świeŜym. zasłaniając usta dłonią w potrojonym geście. Siedzący najbliŜej mnie męŜczyzna zaszeleścił gazetą i spojrzał dyskretnie na zegarek. Gdy wstaliśmy. którzy tak jak ja w ojczyźnie z trudem uchodzili za średnich. jeśli nam się nie spodoba. a trzydzieści parę przeŜytych lat pozwoliło mi przyzwyczaić się do poŜytków i wad związanych z faktem. w którym ja patrzyłam. trzy pary małych japońskich stopek obutych w najmodniejsze w tym sezonie kla-peczki z nosami w szpic stały pod identycznym kątem utworzonym przez połączone palce i rozsunięte pięty. na co te zachichotały. Ŝe nie stroniące od mięsa i nabiału młode pokolenie przerosło rodziców i dziadków. i tylko opal wielkości przepiórczego jajka zadrgał na jej palcu płomiennym blaskiem. niepostrzeŜenie zmienili się bowiem w grubasów w rozmiarze XL. przesadne w modnym kroju. Niewinne lolitki nieświadome (nie chcące być świadome?) swojej dorosłej juŜ kobiecości zachichotały ponownie. by przykryć troje ust starannie pokrytych błyszczykiem. Przekraczając granicę Japonii. W porównaniu z tą kwintesencją grzeczności powtórzona właśnie niemiecka informacja przypominała ponaglenie więziennej straŜniczki i to ona dopiero skłoniła mnie do ruchu. Bucik bonsai. którym i ja się nie oparłam.azjatyckiego biura podróŜy. wygłoszona kobiecym głosem o oktawę wyŜszym od normalnego. Jedna powiedziała coś koleŜankom. Dziwnie. Ŝe spodnie udaje się wciągnąć tylko do kolan. w Japonii pierwszy raz w Ŝyciu cieszą się wysokim wzrostem.nad większością męŜczyzn! Nigdy jeszcze nie patrzyłam na świat z tej perspektywy. a nagle spotęŜniała klatka piersiowa rozsadza sweterek o przykrótkich i zbyt wąskich rękawach. trzy wąskie dłonie jeszcze raz uniosły się. Jego towarzyszka ani drgnęła.o cudzie . Ŝe jestem raczej nieduŜa. przerysowane. Statystyki podają. jakby jego właścicielka zapraszała nas do uczestnictwa w czymś wyjątkowo przyjemnym i niezwykłym. Ŝe jeśli będziemy mieć jakieś zastrzeŜenia co do obsługi pokładowej. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę z tego. Informacja wypowiedziana po japońsku była o wiele dłuŜsza. ze zdumieniem spostrzegają zaś. poczułam kolejny przypływ nie-sprecyzowanego cielesnego dyskomfortu. z przyzwyczajenia kupując ubrania rozmiaru S. Europejczycy i Amerykanie. Klapeczki niby bardzo podobne do tych. jak czasem robią małe dziewczynki. Brzmiał tak. Bardziej znak buta niŜ but. Nagle coś zaczęło być ze mną nie tak. Coś w ich wyglądzie.naleŜę do najwyŜszych kobiet w poczekalni i góruję wzrostem nad wieloma męŜczyznami. moŜe drzemała. Cieniutkim głosem wydobywającym się z głębi ściśniętej krtani informowała nas być moŜe. Szczupli. i dopiero spojrzawszy na ich stopy zrozumiałam. a potem japoński glos powiadomi! nas. która po krótkiej wycieczce gotowa była juŜ do powrotu na swoją planetę. natychmiast popełniając rytualne samobójstwo. gotowa jest osobiście zadośćuczynić naszym krzywdom. by ustawić się w wyjątkowo porządnej kolejce do samolotu. i biorąc całą winę na siebie. Siedzieliśmy jak w zamkniętej kapsule. odbiegało od normy. Ŝe samolot jest gotowy do odlotu. z góry przepraszając jednak. Nie do wiary . a ono odsunęło się leciutko. Ja sama z osoby niewyróŜniającej się niczym szczególnym . ale średnia jest nadal niezbyt imponująca. Po chwili najpierw niemiecki. Dziewczęta trzymały je zwrócone czubkami do środka tak. Potem przeniósł wzrok w tym samym kierunku. ale bardziej ozdobne.

aby wszystko odbyło się według zasad. jakich potem moi japońscy znajomi udzielą mi mnóstwo. „wielce szanowna cudzoziemka" powie. a nie widelec. „gaijinka". opiszą mnie studenci nie znający jeszcze mojego nazwiska. komu japońskie dziecko o buzi jak z kreskówki przygląda się zogromnialymi ze zdumienia oczami. gdy . przyjrzał się jeszcze raz i uniósł w dwóch palcach maleńką plastikową torebkę z suszonymi wodorostami nori. pokiwał głową jeszcze raz i potem juŜ w milczeniu zjedliśmy . domagając się wyjaśnienia tej aberracji w kolejce do samolotu lecącego do Tokio. W ten sposób Japonia pozbawiła mnie pewności co do własnej osoby. Pokiwał głową. To lekkie danie jest szczególnie popularne latem. Japończyk poczekał. Ŝe między Polską a Japonią jest tylko wielki las. sprasowanymi wodorostami nori. „profesorka cudzoziemka". Pod słońce Ktoś kiedyś powiedział. Moja edukacja kulinarna zaczęła się od podanej w samolocie zaru-soby. Była to pierwsza instrukcja związana z jedzeniem. Słoneczny blask na horyzoncie stopniowo zakląsł się w zupełną ciemność tak. Słysząc. „gaijin-sama". „pani cudzoziemka". gdy weszliśmy do samolotu. „gaijin-sensei". popatrzy! na stojący przede mną makaron i sos sojowy jak nauczyciel do zeszytu uczennicy. Nie zamieniliśmy ani słowa od czasu. Zamknięci w hermetycznej kapsule lecieliśmy. drobny i maleńki. a potem to wszystko wpakować do ust. wygrywając zawody z czasem i dzień zszarzał w mgnieniu oka.wśród jasnych kobiet mojego kraju wyrosłam niespodzianie na kogoś. to kluczowe słowo odtąd ma otwierać.sięgnęłam po pałeczki. Makaron je się. jak samolot przelatuje nad Uralem oddzielającym malutką Europę od potęŜnej Azji i skręca na północ. by ograniczyć do minimum ewentualny kontakt fizyczny z moim łokciem lub ramieniem. by trafić zwisającym na pół metra makaronem do miseczki z sosem. a niekiedy i wyczerpywać charakterystykę mojej osoby. by zjeść międzykontynentalny posiłek złoŜony z europejskich i azjatyckich dań. patrząc na mnie japońskie dziecko i pociągnie matkę za spódnicę. których nie zauwaŜyłam. W pewnym sensie przestałam być dawną mną. Zaczyna się on wkrótce potem. jak rozłamuję ich połączone końce. Przeciętny Polak przez całe Ŝycie nie wypowie bowiem tylu zdań na temat bigosu. duŜą blondynką w tłumie drobnych ciemnowłosych osób. Ŝe podróŜ do Japonii będzie się róŜniła od wszystkich innych. aŜ połknę pierwszy kęs. czyli zimnego makaronu z gryczanej mąki posypanego pokrojonymi w cienkie paseczki. Ta nagła translokacja „ja" uświadomiła mi. będzie plotkował personel w japońskich hotelach i ryokanach. Jego czułkowate ciało odgięło się delikatnie w stronę okna. zielonej ostrej przyprawy. Cudzoziemka. Stałam się nagle kobietą innego rozmiaru. mocząc kaŜdy kęs w sosie sojowym zmieszanym z kilkoma piórkami szczypiorku i odrobiną wasabi. a które powinnam dodać do swojej potrawy. Sobą ma formę cienkiego spaghetti i jedzenie jej pałeczkami wymaga nieco praktyki koniecznej. która jest japońską odmianą chrzanu. Raz tylko Japończyk uśmiechnął się do mnie niemal nieuchwytnym półuśmiechem. jakby światło wypłynęło przez niewidoczną dziurkę jak woda. z uwagą niepozbawioną poczucia wyŜszości. która pędząc na łeb na szyję ścigała się ze swoim cieniem nad Syberią. „Gaijin-lady".podobnie jak on . staruszek odwrócił się w moją stronę. Na fotelu obok mnie siedział starszy męŜczyzna. ile Japończyk moŜe wygłosić na temat ulubionej potrawy podczas codziennej kolacji. W ten sposób wieczór w Europie zamienił się nagle w głęboką noc.

swojązaru-sobę. „W milczeniu" nie znaczy jednak „w ciszy". Japończycy siorbią, wciągając kluski w taki sposób, w jaki robią to u nas dzieci, dopóki nie dostosują się do kulturowego wymogu eliminowania ciejesnych odgłosów i bezgłośnego jedzenia, jak kaŜe zachodni zwyczaj. Dla Japończyka jednak jeść bezgłośnie to tak, jakby pozbawić się połowy przyjemności. MęŜczyźni siorbią głośniej i swobodniej niŜ kobiety i jeśliby męskość po japońsku miała coś wspólnego z głośnością siorbania, mój malutki sąsiad byłby prawdziwym macho. Kolejne porcje makaronu znikały w jego ustach w rytmie miarowych higienicznych wessań wyróŜniających się nawet na tle wielkiego „siorb-koncertu", jakim stał się nasz samolot. Po kolacji popitej zieloną herbatą Japończyk zasnął jak dziecko, tak spokojnie, jakby lotniczy fotel był najwygodniejszym posłaniem. Jedna z hipotez na temat łatwości, z jaką Japończycy potrafią zasnąć w kaŜdych okolicznościach, łączy tę umiejętność z faktem, iŜ dzieci są tam karmione piersią dłuŜej niŜ na Zachodzie. Dorośli Japończycy mają ponoć, w przeciwieństwie do nas, pamięć tej bliskości z matką i dzięki niej mogą nieświadomie powrócić do stanu bezpieczeństwa, jakie czuje osesek zasypiający - zwłaszcza po posiłku - w kaŜdych warunkach. Mój sąsiad rzeczywiście wyglądał na spokojnego i miarowo pochrapywał, uśmiechając się przez sen. Być moŜe śnił piękny sen o ssaniu matczynej piersi, którego mogłam mu tylko zazdrościć. Po dziesięciu godzinach lotu, podczas których bezsenna dla mnie noc zdarzyła się na krótko i minęła nagle jak ucięta noŜem, rozbłysła pozioma kreska słońca, znów dzieląc horyzont na dwoje. Zaczynał się nowy dzień, starszy brat tego, który jeszcze nie narodził się w Europie. Zdałam sobie sprawę, Ŝe to juŜ naprawdę blisko, Kraina Wschodzącego Słońca. Miejsce, gdzie Słońce mieszka. Nihon (albo Nippoń), oryginalna nazwa kraju, znanego nam jako Japonia, składa się z dwóch elementów tworzących kanji, czyli chiński znak: nichi to „słońce", a hon to „podstawa", „źródło" lub „początek". Dla Chińczyków Japonia była „domem Słońca", miejscem, gdzie Słońce „mieszka", bo codziennie mogli obserwować, jak wstaje ono na horyzoncie Pacyfiku, za którym leŜał wąski pasek wulkaniczych wysp. Amaterasu, bogini ognistej planety, zajmuje uprzywilejowaną pozycję w panteonie religii shintó i według japońskiej mitologii jest protoplastką cesarskiego rodu. Fakt, iŜ główne bóstwo ma rodzaj Ŝeński, rzecz raczej wyjątkowa wśród solarnych przedstawień, interpretowany jest jako ślad japońskiej kultury matriarchalnej, której dawny splendor przepadł w mrokach historii zdominowanej przez wojowniczych samurajów. Amaterasu to z całą pewnością ona, chociaŜ jej mitologiczne narodziny wymagały obecności pierwiastka męskiego. Na samym początku świata z niebytu wyłoniła się para rodzeństwa, Izanami (ona) oraz Izanagi (on) i zanim zachowanie ptaków (które najwidoczniej z jakichś kosmologicznych powodów juŜ istniały) podpowiedziało im, co mają robić, snuli się bez Ŝadnego zajęcia po bezludnym krajobrazie. Od momentu jednak, gdy poznali radość seksu, zaczęli płodzić boskie potomstwo w duŜej ?}§??. Przy jednych narodzinach zdarzyła się tragedia, bóg ognia, przychodząc na świat, okrutnie poparzył Izanami, i ta w bólu odeszła do krainy umarłych. Izanagi, nie mogąc znieść rozpaczy po utracie Ŝony/siostry, udał się w ślad za nią, i mimo iŜ błagała, by na nią nie patrzył, nie wytrzymał, podniósł wzrok. Izanami z krainy umarłych nie była juŜ jednak tą, której pragnął brat/kochanek, i zobaczywszy jej skalane śmiercią ciało, zapomniał o swojej miłości. Izanagi od tej chwili myślał juŜ tylko o tym, by się oczyścić z brudu

śmierci, i pognał z powrotem do świata Ŝywych. Zanurzył się w wodzie aŜ po czubek głowy, dając początek nie tylko tradycji rytualnych oczyszczeń charakterystycznych dla japońskiej religii shintó, lecz takŜe ze wszech miar godnemu naśladowania świeckiemu zwyczajowi codziennych kąpieli. Gdy Izanagi dokonywał ablucji, z jego ciała narodzili się następni bogowie: z nosa - bóg wiatru, panujący nad morzami, a wcześniej z lewego oka właśnie Amaterasu, bogini słońca, władająca niebem. Tak powstał panteon shintó, religii, która zna pojęcie nieczystości i wstydu, ale nie zna pojęcia grzechu. Jeszcze chwila lotu i czerwona kreska światła eksplodowała w kulę oślepiającego blasku, który wypełnił niebo po oszukanej nocy; Amaterasu wyłoniła się z ciemności, byliśmy juŜ w Japonii. Stewardesy zaczęły poranną krzątaninę, mój sąsiad obudził się rześki i wyspany, złoŜył koc tak precyzyjnie, jakby miał zamiar wyciąć z niego origami, a pilot poinformował nas, Ŝe wkrótce wylądujemy na lotnisku w Tokio, gdzie „panują bardzo dobre warunki atmosferyczne". Była jesień, jedyna pora roku, gdy na zachodnim wybrzeŜu Honshu moŜna przez parę cudownych tygodni cieszyć się suchą, słoneczną pogodą i błękitnym niebem, które przez większą część czasu jest białawe, wzdęte od wilgoci, w kaŜdej chwili groŜące pęknięciem. Ten świetlisty, jasny październik to po japońsku kaminazuki, czyli „miesiąc, gdy bogowie są nieobecni". Wybierają się wówczas na wielkie spotkanie do świątyni Izumo, a ludzkość zostaje pozostawiona samej sobie. Pewnie dotyczy to równieŜ cudzoziemców odwiedzających Japonię, bo nasz zachodni bóg nigdy się tam na dobre nie osiedlił. Zobaczyłam, Ŝe wielki las skończył się, a skręcający na południe samolot pochylił się, sprawiając, Ŝe tafla oceanu uniosła się jak połyskliwa zasłona, za którą po chwili w perłowej mgiełce poranka wyrosła góra Fuji. Święte miejsce Domu Słońca, cel corocznych pielgrzymek setek tysięcy Japończyków, którzy w długiej kolejce wdrapują się na szczyt, by tam oczekiwać codziennego cudu światła i pokłonić się Amaterasu wschodzącej znad morza chmur. Mój sąsiad zerknął przez moje ramię w kierunku okna i jego pomarszczona twarz rozjaśniła się w uśmiechu na widok Fuji, góry gór. Welcome to Japan very much, przemówił do mnie wtedy po raz pierwszy i ostatni. Japoński goździk Narita wyglądało jak wszystkie inne lotniska cywilizowanego świata. Z tym moŜe wyjątkiem, Ŝe pracownicy fizyczni ubrani byli w schludne uniformy bardziej przypominające garnitury niŜ kombinezony robocze oraz śnieŜnobiałe rękawiczki, a młode urzędniczki kłaniały nam się, wskazując drogę teatralnie pięknymi ruchami rąk i nie przestając mówić wysokim, przepraszającym tonem, choć nikt nie zwracał na nie uwagi. Dziarscy i wyspani Japończycy ustawili się w swojej kolejce, trzymając w pogotowiu paszporty z wizerunkiem wschodzącego słońca, a ja wraz z grupką kilkunastu śmiertelnie zmęczonych, wymiętych cudzoziemców powlokłam się do okienka dla Aliens, „Obcych"; ósmych pasaŜerów Nostromo, którzy nielegalnie załapali się na ten lot. Czekając na odprawę, jeszcze raz przyjrzałam się wydrukowanemu e-mailowi od Japonki imieniem Chizuko, która pomagała mi na odległość załatwić wszystkie formalności. Informowała mnie w nim, Ŝe pogoda w Tokio jest piękna (bo wzmianka o pogodzie to obowiązkowa część wszystkich japońskich listów), Ŝe będzie pełnić rolę mojej sekretarki (co było prawdą) i Ŝe perspektywa ta „napełnia jej serce prawdziwą radością" (czego jeszcze nie mogłam być pewna). Poza tym precyzyjna, złoŜona z licznych punktów i podpunktów instrukcja dotycząca początku mojego

pobytu w Japonii pełna była imion i nazw stacji brzmiących na przykład Shinagawa i Ishikawa-dai, które mnie napełniały prawdziwym niepokojem raczej niŜ radością. „Shinagawa - Sina-gała", „Ishikawa-dai - Idź-i-kawa-dai", utrwalałam sobie, oswajając obce brzmienie na wypadek, gdybym musiała tych miejsc szukać sama. „W przypadku, który nie moŜe być prawdą, gdybym nie była tam, gdzie mi przeznaczone zostało, aby cię miło zaprowadzić na miejsce ostateczne, postępuj zgodnie z instrukcją, jak cię proszę i przepraszam z respektem", pisała Chizuko w zabawnym, ale wystarczająco komunikatywnym angielskim, „Ja znać drogę, a ty sama zgubiona lub zakłopotana z bagaŜem na zawsze, a przeto ja cię wezmę samochodem z przyjemnością". Jeden znak kanji wyglądający jak haczyk zaplątał jej się w rzymskie litery pomiędzy „s" a „t" w słowie „instrukcja", a ja mimo wszystko miałam nadzieję, Ŝe nie będę musiała sama szukać „miejsca ostatecznego" i Ŝe ten znak nie jest na przykład jakąś waŜną wskazówką, którą powinnam wziąć wówczas pod uwagę. „Profesor", powiedział urzędnik imigracyjny o szlachetnej twarzy aktora Toshiro Mifune, oglądając mój paszport chyba z lekkim niedowierzaniem, a ja odpowiedziałam: „Hai", czyli „tak", bo niewiele więcej potrafiłam. „Daijóbu", odparł w końcu urzędnik, co brzmiało jak „daj dzioba", a znaczyło „w porządku". Wpuścili mnie, juŜ nie było odwrotu. Zobaczywszy mnie, młoda kobieta w stroju odpowiedniejszym dla pięćdziesięciolatki energicznie pomachała tabliczką z wypisanym moim imieniem i nazwiskiem. Odmachałam więc, a ona zrobiła kilka drobnych kroczków w moją stronę z przednią częścią ciała lekko wysuniętą do przodu i ramionami trzymanymi blisko tułowia jak złoŜone skrzydła. Na twarzy miała wyraz radosnej antycypacji, jakby spotkanie ze mną było szczęściem i zaszczytem, na który długo czekała. Przyszli mi na myśl onnagata, aktorzy teatru kabuki grający Ŝeńskie role w spektaklu, który widziałam niedługo przed wyjazdem do Japonii. Ten wcielający się w postać dzielnej małŜonki wodza w podobny sposób przemieszczał się po scenie, wyrzucając z siebie przy tym całe kaskady kobiecych ochów i achów, na których urok część zachodniej publiczności pozostaje na zawsze nieczuła. „Czy ktoś mógłby zabić ją jeszcze raz?" - spytał mój znajomy, gdy bohaterka wspomnianego przedstawienia nawet po okrutnej śmierci długo nie przestawała ubolewać wysokim, przejmującym głosem. Chizuko tymczasem zrobiła kilka kolejnych drobnych kroczków w moim kierunku i zatrzymała się, sublimując radosną antycypację do jej krystalicznej formy. W Japonii, gdzie kostiumy i opakowania waŜniejsze są na ogól niŜ zawartość, kategorie kobiecości i męskości definiuje się o wiele dokładniej niŜ na Zachodzie. To, co nazywamy róŜnicą rodzaju (gender) albo płci kulturowej, mocno zakorzenione jest juŜ w strukturze japońskiego języka, który podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie, ma swoją wyraźną Ŝeńską i męską formę. ZróŜnicowany według płci język stanowi podstawę systemu niezwykle precyzyjnie określającego, co jest właściwe dla kobiet i męŜczyzn. Sposób zachowania Chizuko, z mojej perspektywy odrobinę przerysowany, o krok od przesady, wydawał mi się jednak pełen wdzięku. Była Ŝywym wcieleniem „japońskiego goździka", czyli skromności i delikatnego uroku, jakie powinny cechować młodą damę z dobrej rodziny. Przeciętna przedstawicielka krajów Zachodu co najwyŜej kończy liceum w dziedzinie tradycyjnych kobiecych gestów i zachowań, podczas gdy dziewczyny takie jak Chizuko mają doktorat. Po pewnym czasie spędzonym w Japonii niektóre

kobiety po trzydziestce. Ŝe tak naprawdę nigdy nie uda mi się przyjechać do Japonii. „Gaijinka" na zawsze „nie stąd".. Gdy prezentacji stało się zadość. jaką ekstrawagancją w Japonii było obstawanie Chizuko. które były dotąd mało „kwiatowate") zaczynają dostrzegać pewną zmianę we własnym sposobie bycia. Ale co mnie zadziwia. (. Ŝe praktycznie rzecz biorąc.ciekawość. „Byłoby bardzo miło. A moŜe to była Hibiya. Po Ŝyciu w Nowym Jorku. to z całą pewnością . Wszystko jest tak dziwaczne i przeciwstawne. gdzie czasem po dwóch godzinach rozmowy nie miałam pewności. Tokio jest jak Mars Gejsza i Barbie Zupełnie zbita z tropu zatrzymywałam się na ulicy gdzieś w Ginzie. chcąc japońskie powitanie uzupełnić zachodnim. gładkich. choć zupełnie niemodnej fryzurze wyróŜniającej ją na tle krótko ostrzyŜonych pań w jej wieku. błyskająca czarnymi ognikami źrenic . jakiej nauczyłam się na pamięć. Chizuko stanowiła ciekawą odmianę. podczas którego długie czarne włosy Chizuko wykonały taneczne pas. Ta czarnowłosa kobieta. by choć w małym stopniu opanować ich język. Teraz niewątpliwie pora była na moją kwestię. jak w teatralnej etiudzie. a bywało. potrząsnęła moją jak biznesmen ubijający interes. jakiej płci jest nowo poznana osoba.Ŝywa. I moŜe po prostu bardzo potrzebowałam dobrego znaku. Skoncentrowałam się więc na wydobyciu z siebie japońskiej formułki. gdybyś mogła przyjechać do Japonii". jakimi zostałam otoczona. wiedząc. Ŝe Japończycy z sympatią traktują nasze starania. o czym od dawna wiedziałyśmy obie. taka pozostanę. Ŝe we wszystkich tych sprawach zachowują się jak bardzo powściągliwi i kulturalni ludzie. jeśli juŜ nie sympatia. Alessandro Valignano Historia del Principio II. Niewłaściwa konstrukcja gramatyczna. Ŝe w oczach Chizuko czaiła się. do nas nie są podobni w niczym. wyglądająca jak personifikacja zachodnich marzeń erotycznych na temat Wschodu. z twarzą wysuniętą w moją stronę. ale czaił się w niej przewrotny sens. Chizuko niespodzianie wyciągnęła do mnie rękę. Jak mogłam być pewna. krągłych gestów. Z całą feministyczną świadomością tego. przy tej pięknej. Ŝe jestem obca i cokolwiek zrobię. nieświadomie upodabniają się do otoczenia.) OtóŜ to wszystko nie byłoby zdumiewające. ukłoniła się i powtórzyła.. witając mnie swoim niedoskonałym angielskim. lekko pochylona do przodu. Dopiero potem przekonałam się. Albo Shimbashi. nigdy jednak nie osiągając perfekcji swoich japońskich sióstr. co znaczą róŜnice w teatrze kobiecości i męskości. Ŝe w miarę rozwoju znajomości sprawa jeszcze bardziej się zaciemniała. jakiej Chizuko uŜyła. Stała dwa kroki ode mnie. była bez wątpienia przypadkowa.„gaijinki" (nawet te. gdyby byli podobni innym barbarzyńcom. Ŝe będzie moją sekretarką. przemówiła. Zbyt długo jednak i zbyt miękko. Niezamierzona ambiwalencja tych miłych słów kazała mi poszukać ukrytego w nich znaczenia. to fakt. ale przysięgłabym. nie byłaby w stanie podrobić Ŝadna cudzoziemka. „Joanna-senseU". skoro stacja metra. . powiedziała. nie mogłam pohamować podziwu dla miękkich. skazana na niespełnialne marzenie o kraju. Ukłonu. w którym mieszka Słońce. którą. gdybym mogła. mimo iŜ byłoby miło. w pierwszym zdaniu powiedziała mi bowiem.

Właśnie. trafiłam w ten sposób do Asakusy wyrzucona na jej brzeg z zatłoczonego pociągu. Jak opisać miasto niemoŜliwe? To pytanie. odpowiada jej rozmówca. W któryś z pierwszych tokijskich dni. kłaniając się chwiejnie. którego tytuł i cała reszta umknęły mojej pamięci. któremu przyjdzie do głowy szalony pomysł uchwycenia w słowa czegoś. „Ta daleka planeta?". dla kogoś. z którym musi zmierzyć się kaŜdygaijin. na twarzach miały białe chirurgiczne maseczki i rozmawiały przez telefony komórkowe. który serwował kawę dwojgu zielonym kosmitom śpiewającym po angielsku: „Coffee. Coffee. które znam. wyrwana z kontekstu rozmowa z japońskiego filmu. jak batonik Mars". Dwóch podchmielonych starszych panów wytoczyło się z restauracji. Ŝe na jej odnalezienie mam dwa lata. jakby mapę europejskiego miasta ktoś pociął w niszczarce do dokumentów i posklejał na chybił trafił. Raz po raz próbowałam bez powodzenia zlokalizować swoje „ja" coraz głębiej wsysane w tokijski labirynt bez wejścia i wyjścia. co z kaŜdej sieci opisu wymyka się szybciej niŜ rtęć. ile o jakąś subtelniejszą właściwość japońskich ciał przyzwyczajonych do mniejszej przestrzeni osobistej. Wyrosła na jej miejscu restauracja serwująca japońskie dania zachęcała witryną z plastikowymi modelami potraw. rezygnowałam z przygotowanej wcześniej marszruty i dawałam nieść się miastu jak papierowa łódka rzece. „Tokio jest jak Mars". „Dlaczego?". znajdowałam inną. Śliczne plastikowe potrawy. mówi bohater w jednej ze scen. widziałam tuŜ za kawiarnią Starbuck's. Ta połoŜona w północno-wschodniej części Tokio dzielnica w przeszłości była kipiącym Ŝyciem centrum 24 . która znikła. Stanęłam tam. Szłam dalej. „Nie. by nie wadzić innym. i pocieszając się. „Nie wiem". w ciągu godziny znikła jak kamfora. Przypomniała mi się absurdalna. krzycząc coś z uśmiechem. kto nie wie za bardzo. Po wiadukcie 23 tuŜ nad moją głową przetoczył się srebrny pociąg kolejki Yamanote. Na wielkim billboardzie reklamowano robota-kelnera. Traciłam poczucie czasu i przestrzeni. stłoczone twarze w jego oknach mignęły i znikły jak fatamorgana. Po nich przemaszerował oddział uczniów w wojskowych mundurkach i Ŝółtych kapelusikach tak równym krokiem. upewnia się bohaterka. Zarzucając szal na ramię. łatwą do opanowania. by zrobić sobie nawzajem zdjęcie na jej tle. dryfujących ku pogodnemu wieczorowi. doskonalsze niŜ prawdziwe. Minęły mnie dwie kobiety w kimonach. lalala". zaczęły wzbudzać we mnie głód. a potem poŜegnali się. W ręce ściskałam zupełnie nieprzydatny na początku atlas Tokio.przysięgłabym. Na moje oko kaŜda strona wyglądała tak. lecz z uporem. powodowałam więc małe katastrofy wśród ludzi zachowujących się tak. hiperrealny makaron w jednym z talerzy unosiły pałeczki trzymane niewidzialną dłonią. co dalej. Przez cały czas towarzyszyło mi wraŜenie. jakby zaczęła się mobilizacja. równie dobrą. pyta dziewczyna. Nie tyle chodziło przy tym o konieczność trzymania się lewej strony. Ŝe płynę pod prąd tłumu poruszającego się według jakichś innych zasad niŜ te. Dziewczyna w róŜowym kostiumie i białych rękawiczkach wręczyła mi opakowanie chusteczek higienicznych. dokąd chce jechać. by pomyśleć. zgrabniej i w innym rytmie poruszających się w tłumie. zatrzymało się nieopodal i uniosło w górę telefony komórkowe. szukając stacji.

lecz obdarzone za to w nadmiarze szemranym czarem rodem z filmów o japońskich gangsterach.tak charakterystycznych dla Tokio .ponurych panów w identycznych garniturach. Główny budynek Sensóji wybudowano całkiem niedawno. Ŝe w tej 25 okolicy znajdowała się tylekroć opisywana.śmiesznych . skupisko domów publicznych o pretensjonalnych nazwach typu „Versailles" lub „Scarlett" i kiczowatej architekturze jakichś zwariowanych zameczków. francuskich pałacyków. Te zbudowane w ostatnich dziesięcioleciach budynki z betonu. labirynt drewnianych domów. Okolica ta nawet nie nosi juŜ dawnej nazwy. Była spokojniejsza niŜ pozostałe. Sarariiman. Niebo zmieniło barwę z sele-dynoworóŜowej na perlowoszarą. porcelanowych „witających kotów" maneki neko czy zwierzątek tanuki . by w ramionach wyrafinowanych mistrzyń sztuki erotycznej zaŜyć zabronionych im uciech. japońskie i europejskie motywy zdobnicze tworzą niesamowity miszmasz stylów i kolorów. Teraz Yoshiwara to betonowa kraina sarariimanów. krąŜyli jak ćmy w gęstniejącym mroku. poświęconą Kannon. do których samuraje zakradali się. pełne zacieków wilgoci i rudawych plam rdzy. z obłaŜącymi płatami farby. a ja znów na chybił trafił skręciłam w jakąś uliczkę wsysającą w swoją gardziel ciemność nocy. lecz świętość miejsca. Dla wielu prowadząca do niej majestatyczna i zdobna w wielkie czerwone latarnie Kaminarimon. na którym stoi. pochodzi od angielskiego sałaty (pensja) i man (człowiek. Turyści i tokijczycy ciągle jednak tłumnie tu przyjeŜdŜają ze względu na słynną świątynię Sensóji. czyli Brama Boga Burzy. ale dla wiernych nie on jest waŜny. Brak sztucznych kwiatów. byle jakie. ozdobionych plastikową głową Sfinksa. meksykańskich burdeli. oblepione są szyldami i reklamami ze zdjęciami półnagich dziewcząt. grupy rozochoconych męŜczyzn znikały w barach i klubach. Tak jak w całym Tokio. co przyniesie noc. przestrzeń sacrum. który dwóch braci rybaków w VI wieku wyłowiło z wód pobliskiej Sumidy. teraz zredukowana do kilkudziesięciu erotycznych przybytków. ale na współczesnych mapach Tokio Yoshiwara to prozaiczne Senzoku 4-Chóme. Zapalały się kolejne neony. by dać się pochłonąć przez plamy światła w otwieranych drzwiach. jedna z najsłynniejszych na świecie dzielnic rozpusty. W okresie Edo (1600-1867) w tych właśnie okolicach powstała Yoshiwara. statków kosmicznych. roześmiane dziewczyny z rozjaśnionymi włosami. pozostała symbolicznym wejściem do shitamachi.shitamachi. ekstrawagancko ubrani chłopcy ciekawi. nieistniejące w języku angielskim. UŜywają jej nadal zatrudnione tam osoby. sprawiające wraŜenie skleconych naprędce i tymczasowych. przynaleŜną bóstwom. Pozbawione są wprawdzie splendoru i wyrafinowanego wdzięku ze starych drzeworytów. dzieli tu od profanum mniej niŜ krok. pozbawione krzykliwych ozdób. Legenda mówi. bogini miłosierdzia. w świetle neonów miękły betonowe kontury domów. plastiku i bóg wie czego jeszcze. a przynajmniej nie oficjalnie. tradycyjnego „dolnego miasta". duszona wielkimi budynkami ze stali i szkła. słowo madę inJapan. połoŜone nieco na północ od centrum Asakusy. a jedna sfera niepostrzeŜenie przenika w drugą. którzy dopiero pod wpływem wieczornej kolejki sake zaczynają się uśmiechać. tych . Trudno sobie wyobrazić. a wejścia do lokali dyskretniejsze. a dziś kurczy się pod naporem nowoczesności. męŜczyzna) słuŜąc określeniu etatowych pracowników biurowych. malowana i filmowana enklawa płatnej miłości. lecz lekko nadpsute. Ŝe pod fundamentami świątyni ukryto złoty wizerunek bogini. Egipskie. wszystko jest tu nowe.

które niemal przygniotło mnie do muru. Czy ta chwila zdarzyła się naprawdę? W tym samym momencie odbiła się w szybie twarz przechodzącej nieopodal blond Japonki w minispódniczce. trwałość w nietrwałości tworzą megapolis. wypełniając uliczkę od krawędzi do krawędzi swoim metalowym cielskiem. a nie tu. i naleŜącego do kurczącej się grupy koneserów tradycji. Ŝe salon gry paczinko znajdował się z lewej. rękaw złotawego kimona z właściwym dla jesieni motywem liści klonu. Dopiero po powrocie . Przez moment widziałam jej alabastrową twarz. Z jednej strony międzynarodowe i hipernowocze-sne. Pozbawione starówki z prawdziwego zdarzenia. bo zarezerwowane dla uprzywilejowanych. Ja nie byłam w stanie przypomnieć sobie. Z drugiej tradycyjnie japońskie. Betonowa nowoczesność i ciągle Ŝywa przeszłość to dwie twarze Tokio. Wielkomiejskie jak Manhattan i krok dalej małomiasteczkowe niczym Radomsko. Dla nas gejsza nadal ucieleśnia Tajemnicę Wschodu. którzy dwa lata temu mieszkali w tej samej tokijskiej dzielnicy co ja. a na pewno mający niewiele wspólnego ze współczesnym Ŝyciem. Spotkanej na wakacjach parze Amerykanów. by sobie pozwolić na jej towarzystwo. które niektórzy zwą Miastem Przyszłości. nie oglądając się. Sprawiają. bo moŜe się okazać. Nakładają się na siebie i przedrzeźniają. Imeji cheinji Miasto gęste jak semiotyczna dŜungla. bym kiedykolwiek widziała kwiaciarnię o nazwie Flower House. Nie bardzo mogliśmy się porozumieć. Potraktowałam ten niespodziewany obraz jak prezent od losu dla „gaijinki" szukającej jakichkolwiek drogowskazów. próbowałam 27 wytłumaczyć. Ŝe moŜna by ją zobaczyć w eleganckiej Akasace. które kiedyś się lubiło. a pełne śladów przeszłości wpisanej w pejzaŜ. znikła w oszklonych drzwiach. Ŝe moŜna spędzić w Tokio całe lata i nie spotkać Ŝadnej. miasto pandemonium. fluidalna właściwość wody. pełne szczelin. wysoką fryzurę.kunopsów eksponujących piwne brzuszki i wielkie jądra. Albo kobieta udająca męŜczyznę w przebraniu kobiety. gdzie dokładnie znajduje się mój dom. Ŝe w głębi znajdują się przybytki niepotrzebujące reklamy. przez które sączy się przeszłość. a nie prawej strony stacji. dla których jest ono nadal poŜądane i atrakcyjne. Ŝe bledną i odchodzą w niepamięć uroki innych miast. W dłoni trzymała pakunek zawinięty w jedwabną chustkę furoshiki. Ŝe pamiętamy zupełnie inne punkty topograficzne. znaczył. a oni upierali się. Co robiła w Yoshiwara? 26 Jeśli w ogóle. nierozdzielne i tak samo prawdziwe. który jednak prawie w całości jest dziełem ostatniego półwiecza. podczas gdy większość Japończyków widzi w niej anachronizm. Spieszyła się zapewne na przyjęcie urządzane przez kogoś bogatego na tyle. Z wdziękiem wysunęła się z wnętrza samochodu. Ŝe piękność kusząca nasz wzrok to tak naprawdę męŜczyzna w przebraniu kobiety. miasto wspaniałe. Takie właśnie jest Tokio: jak Barbie i jak gejsza. czasem wręcz trochę śmieszny. Kokietują i uwodzą. Zmiana. bardziej prawdopodobne. Uchyliły się automatycznie otwierane tylne drzwi i wysiadła z nich gejsza. Kiedyś stały element w pejzaŜu miasta. a jej malutkie stopki w śnieŜnobiałych skarpetach tabi i sandałach jednocześnie dotknęły chodnika. Nie moŜna jednak ufać swoim oczom. bo co rusz okazywało się. Albo zupełnie odwrotnie. Pod jedną z bram podjechał właśnie ciemny mercedes. dziś gejsza jest widokiem tak rzadkim.

Sprawnie. jak się wydawało. Budowane współcześnie w Japonii domy nazywa się z angielska apato (od apartment) lub manshon (od mansion).lub trzypiętrowego budynku o drewnianym szkielecie. trwa średnio kilkanaście lat. którzy piszą. posiłek ładnie zapakowany w plastikowe pudełko. by się o tym przekonać. do którego zdąŜyłam się przyzwyczaić. czyli betonowy dom zbudowany na mocniejszej konstrukcji. powinni ominąć przeszkodę. co w Japonii. zobaczyć miniaturową replikę rzymskiego pałacu w kolorze morelowym. jakie sprawia to „szacownym mieszkańcom". Niewykluczone jednak. ale kaŜda osoba lubiąca obserwować modę zauwaŜy. zjadali swoje o-bentó.jak pisze Donald Richie w The Image Factory . z jakichś powodów przeniesionej tuŜ pod okna naszego domu zamiast. świetnie prosperującego fryzjera dla psów o nazwie Happy ???-ber Dog. gdzie wcześniej był plac zabaw dla dzieci z jadowicie zieloną plastikową trawą i statuetką trzymetrowej Godzilli. by błyskawicznie wybudować coś bardziej na czasie. gdzie niedawno stały drewniane rusztowania. modelu komórki czy doczepianej na przykład jako breloczek do niej najukochańszej w danym sezonie maskotki. by w jakimś punkcie mojej dzielnicy nie burzono czegoś.na kolejne parę tygodni . a wspomniany sklep znaleźć tam. gdzie niedawno jeszcze był sklep z tofu. czysto i nawet niezbyt hałaśliwie burzyli i budowali. z białymi ręcznikami owiązanymi wokół głów uwijali się jak mrówki i nigdy nie widziałam. W Ŝadnym teŜ innym kraju mody nie pojawiają się i nie znikają z porównywalną szybkością. Ŝe uwielbianego w grudniu modelu telefonu komórkowego nikt powaŜnie traktujący swój wizerunek nie chce w styczniu. a pracownik z czerwono świecącą pałką. by wznieść coś innego. Ŝe modne w sierpniu asymetryczne bluzeczki firmy Milk lub Betsy Blue są zupełnie passe w połowie listopada. MoŜna więc opuścić na kilka miesięcy swoje sąsiedztwo. Tokio to jeden wielki plac budowy i niemal nie zdarzało się. ale równieŜ wyglądu domów i całych miast. Imeji cheinji. gdy siedząc na krawęŜniku. przestał istnieć. za to stary i troszkę podupadły sklep z tofu. Młodych Japończyków nie dziwi. stoi w Tokio przez jakieś 28 trzydzieści lat. Zycie przeciętnego apato. a manshon. gdy . a w skrzynce wciąŜ pojawiały się listy przepraszające za ewentualne niedogodności. jak. Przez kilka tygodni moje sąsiedztwo zmieniło się na tyle. to . Zdałam sobie sprawę z tego. którego waŜne zadanie polegało na tym i tylko na tym. czyli image change. Ŝe mają rację ci. Ŝe pewnie Ŝadna inna ze stolic świata nie ewoluuje w takim tempie jak Tokio. by przez cały czas stał na straŜy i informował przechodniów. by po powrocie znaleźć je odmienione nie do poznania i na miejscu.najpopularniejszy slogan współczesnej Japonii. podąŜając za ruchem jego ręki. teraz były trzy szeregowe domki w budyniowym kolorze i juŜ mieszkali w nich ludzie. Tam. Ŝe poczułam się zdezorientowana. . zmiana wizerunku. Robotnicy w szerokich spodniach a la Sindbad i butachskarpetach o płaskiej podeszwie i jednym palcu. Mieszkający od trzydziestu lat w Tokio Richie miał duŜo czasu. Ŝe właściciel młodszego domu dojdzie nagle do wniosku.przyczyna tych nieporozumień stała się dla mnie jasna.obowiązkowe stają się koronkowe spódniczki noszone na celowo za długie dŜinsy. Ŝe jego siedzibie potrzebne jest imeji cheinji i zrównają z ziemią. Co to za przyjemność rozmawiać albo „esemeso-wać" z niemodnego telefonu? Imeji cheinji dotyczy jednak nie tylko koloru włosów. czyli dwu. by robili sobie dodatkową przerwę oprócz tej na lunch.

Ŝe będą stały tylko przez jakiś czas. lecz równieŜ w japońskiej architekturze „tymczasowość" raczej niŜ „trwałość" stała się poŜądaną kategorią . co napotka na drodze. Wiele japońskich gór. ale potem . która przychodzi po trzęsieniu ziemi. a zapomniane słowa modlitwy przychodzą na myśl nawet najbardziej zatwardziałym bezboŜnikom. Ŝe co jakiś czas muszą budować swój świat od nowa i Ŝe jest to proces tyleŜ naturalny co nieuchronny. Najsilniejsze wstrząsy notuje się w regionie Kanto. Ŝe praktycznie w kaŜdej chwili to. przeciągnąć i strząsnąć z grzbietu te miliony ton betonu. Rocznie urządzenia pomiarowe zapisują około tysiąca wstrząsów. maj ąc w pamięci jakąś niezbyt mądrą instrukcję z przewodnika. zmiatając wszystko. a potem . tanich i nietrwałych. Przez parę sekund drŜą szyby domów. wielkiej fali.wzorem Japończyków . gdy nagle całe miasto „dostaje dreszczy". Ŝe ziemia to coś stabilnego i nieruchomego. to byłe wulkany. kolejne moŜe nawiedzić Tokio w kaŜdej chwili. jak gdyby nigdy nic. tracimy głowę i wpadamy w panikę. łącznie z Fuji. Wznoszenie siedzib. Japończycy zawsze uŜywali materiałów będących pod ręką. czy początek końca. stali i szkła. kołyszą się Ŝyrandole i zupełnie nie wiadomo. Odczuwalne wstrząsy zdarzają się w Tokio raz na dwa. Pierwsze trzęsienie ziemi sprawia. wracające na wyspy co roku z niszczycielskim uporem. trzy tygodnie. dopełniają obrazu świata istniejącego w wiecznym cieniu zagłady. Po rocznym pobycie nie zwracałam juŜ większej uwagi na czkawkę ziemi. ale zamiast zalecanej latarki i butelki z wodą zabrałam tylko dyskietkę z pisanym właśnie tekstem. o których wiadomo.przy-wyka się do powtarzalnego scenariusza. które towarzyszą budowaniu Tokio. z których czterdzieści procent jest wciąŜ aktywne i w kaŜdej chwili grozi erupcją. Ŝe nie tylko w poezji czy sztukach plastycznych. Groźba tsunami. przewracając się na drugi bok. zasypiają. bowiem właśnie minęło przepisowe siedemdziesiąt lat od tego. Za pierwszym razem. z których większość jest 29 zbyt słaba. stwierdzałam i odsuwałam notebook dalej od krawędzi biurka albo chwytałam podskakujący kubek. Na początku pobytu w Japonii kaŜdy odczuwalny wstrząs jest mocnym przeŜyciem dla większości „gaijinów". czyli tam. Tokio połoŜone jest w jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów świata i ziemia pod stopami tokijczyków drŜy właściwie nieustannie niczym wielkie zwierzę gotowe obudzić się. czy to mała czkawka ziemi. Według wyliczeń. jak przekonali się w 1995 roku mieszkańcy Kobe. ludzie zatrzymują się w pól niedokończonego gestu albo budzą ze snu. stukają przesuwane ściany fusuma. ale tragedia moŜe zdarzyć się wszędzie. moŜe zostać zniszczone przez trzęsienie ziemi i będący jego nieodłączną konsekwencją poŜar. ani piękno w zachodnim sensie historycznej ciągłości nie są zatem wartościami. opartych na historii wielkich trzęsień. Tokio na chwilę zamiera. lecz w „stawaniu się" naleŜy upatrywać 30 jego istoty. oraz jesienne tajfuny. Ani trwałość. gdzie leŜy Tokio. by była odczuwalna dla człowieka. „Trzęsie".Japończycy mieli kilka tysięcy lat. sprawiło zatem. co stworzyli. tak łatwo jak okruszki ze stołu. Ŝe serce nienawykłego cudzoziemca skacze do gardła. Przyzwyczajeni. Wiedząc. Nie w „byciu gotowym". który z pewnością nie był tego wart. schowałam się do łazienki (gdzie ponoć są najmocniejsze ściany). które w 1923 roku obróciło stolicę Japonii w perzynę. by przyzwyczaić się.jeśli są Japończykami wracają do swoich spraw.

siedzibę cesarza. O ile bowiem Japończycy przywykli do trzęsień ziemi. nawet jeśli nie jest to konieczne. plastikiem i aluminium. przepiękną dawną stolicę Japonii. Jedna po drugiej pojawiały się świątynie nowiutkie jak spod igły. a proces budowania i burzenia nabrał rozpędu. stolicę pokonanego kraju. to wielkie trzęsienie ziemi z 1923 roku nie było tak tragiczne w skutkach jak amerykańskie bomby w 1945 roku. bary i restauracje. czego znieść się nie da". a wokół nich. równieŜ nie planowane na długo. by na ich miejscu mogły wyrosnąć nowe. Japonia podpisała akt bezwarunkowej kapitulacji. Po wojnie z dawnego Tokio została tylko kupa gruzów i popiołu. a jej koniec zastał Japonię w sytuacji najgorszej z moŜliwych: była sojusznikiem faszystowskich Niemiec i ofiarą atomowego ataku. pozbawiona armii. Z tego. wkrótce potem mocą cesarskiego reskryptu ogłoszono poddanym. W morzu niskich domków spiętrzały się kolejne wyspy wieŜowców. Wznoszono domy. skromności i prostocie. a nie one same jako trwale obiekty architektonicznego kunsztu (fakt. a na jej terenie zaczęły stacjonować obce wojska. Ŝe ich władca nie jest juŜ bogiem. kornie i z . o tyle nie mieli wcześniej okazji. będącego zwykłym śmiertelnikiem. by przyzwyczaić się do tak wielkich klęsk wojennych i obecności okupanta w swojej ojczyźnie. Ŝe postanowili ocalić świątynie. Dlatego dla Japończyków istotna jest raczej przestrzeń. postmodernistycznej wersji. publiczne łaźnie. melancholia przemijania i tradycyjnie japońska wraŜliwość na patos rzeczy. wyraŜającą się w umiarze. więcej domów. które oparły się kolonizacji. by nie zdołać się podnieść. Mimo iŜ w ciągu XX wieku Tokio dwukrotnie zostało całkowicie zniszczone.takŜe piękno nauczono się tu dostrzegać w przemijaniu bardziej niŜ w niewzruszonej wieczności. by „znieśli to. 31 Ani kilkuwiekowa historia Tokio. Stare domy umierają więc.estetyczną . który niepokoi wielu Japończyków. Jego tysiącletnia historia zrobiła takie wraŜenie na wojownikach z młodziutkiego państwa. Na gruzach dawnego Tokio zaczęto chaotycznie budować miasto pozbawione wyraźnego centrum . szkoły i z roku na rok coraz bardziej wymyślne „hale wielorakiego uŜytku". Niegdyś imperium i jeden z nielicznych krajów Azji. śmiertelne jak wszystko na świecie. Dziś materiały zgodne z estetyką wabi. miliony domów dla coraz większej liczby ludzi co dzień napływających do Tokio. jakich u siebie nigdy nie mieli. Współcześnie ta charakterystyczna dla japońskiej kultury cecha zmieniła jednak nieco swoją specyfikę. kolejne linie metra rozwijały się jak nić z kłębka. bary i burdele dla Ŝołnierzy generała MacArthura. W czasie drugiej wojny światowej Amerykanie z listy miast przeznaczonych do zbombardowania po namyśle skreślili Kioto. nad nimi i pod nimi otwierano sklepy. a cesarz Hirohito w słynnym radiowym przemówieniu nawoływał Japończyków. w których lśniły świeŜo wypolerowanym kamieniem bóstwa prastarej religii. zamki i mosty. w której wznosi się domy czy świątynie. Dlatego mono no aware. iŜ to właśnie w Japonii zachowały się jedne z najstarszych na świecie budowli. przejawia się w wyglądzie współczesnego Tokio w swojej nowej. czyli na przykład drewno lub bambus. ani jego uroda nie były jednak dla Amerykanów aŜ tak imponujące i nic nie mogło powstrzymać decyzji o nalotach. który jednak miał oparcie w wiekach kultury zbyt potęŜnej. została całkowicie pokonana. jest prawdziwą ironią losu). zastępuje się betonem. co było pod ręką.

drzewa wycięto lub przystrzyŜono w bezlistne kikuty. który sprawił. jego rzeki uwięziono. na których prochy przeznaczono nowoczesne. nieobliczalna matka tajfunów i trzęsień ziemi. a rodziny o wiele mniej liczne niŜ kiedyś zamieszkały w dziuplach typu 2DK (2 dining kitchen). Tego porządku. za to pełne pająków i zdradziecko wystających korzeni. dawną topografię zabetonowano. Powojenne Tokio. wryto się pod jego powierzchnię tysiącem korytarzy.oddaniem. a nie sielska. co i tak znaczy coś innego w monsunowym kraju naraŜonym na naturalne katastrofy. wykorzystali z daleko idącą gorliwością. Dior. Ulice przed domami ozdobiono równieŜ plastikowymi dekoracjami zgodnymi z porami roku. Co innego bowiem fotografować rozwijającą się magnolię w parku Shinjuku. Ŝe na pozór (i to słowo „pozór" jest tu kluczowe) moŜna uznać Tokio za miasto niewiele róŜniące się od . wydaje się Japończykom niebezpieczna raczej niŜ czarująca. tak dalekie od natury. zabudowano wzgórza i doliny dawnego Tokio. jak tylko moŜna sobie wyobrazić. co na Zachodzie. W miastach zamieszkało ponad siedemdziesiąt procent Japończyków i pomniejszanie stało się wymogiem codzienności. co. oświetlono wszystko jaskrawym fluorescencyjnym światłem. Ŝe w ciągu kilkudziesięciu lat pokonany kraj stal się na nowo potęgą. zdyscyplinowano rzeki i rzeczki. choć ciasne cmentarze w wieŜowcach. a ograniczeniom przestrzennym musieli podporządkować się nawet zmarli. Dlatego lubią małe. jakim jest Japonia. gdzie w ogóle nic nie rośnie. Kentucky Fried Chicken i wszechobecny MacDonaWs sprawiają. a co innego przedzierać się przez knieje pozbawione betonowych ście33 Ŝek. Tokio jest być moŜe jedyną stolicą świata. Zachodni romantycy ubolewający nad upadkiem japońskiej „miłości do natury" często nie uświadamiają sobie. gdzie plastikowe panele i plastikowe łazienki gwarantują łatwe utrzymanie czystości. znikały drewniane domy i baraczki ze wspólną kuchnią i bez łazienki. Tokio wyrosło na nowiutkie miasto o pejzaŜu w całości ukształtowanym przez człowieka. garniturów i sukienek. 32 W miarę upływu czasu wzrastał komfort Ŝycia. zamontowano gdzie się da miliony głośników przypominających o konieczności przestrzegania porządku. Chanel. jak potrafią pewnie tylko Japończycy. frytek. sterylne ogródki z przyciętymi pod linijkę drzewkami bonsai albo ogródki zen. Japończycy wolą naturę w jej przetworzonej i podporządkowanej człowiekowi formie i wtedy dopiero mogą ją ewentualnie „kochać". a w masowo budowanych mieszkankach było juŜ wszystko to. Potęgą zuŜywającą rocznie więcej betonu niŜ kilkadziesiąt razy większe Stany Zjednoczone. stało się takŜe miastem zwesternizowanym. Zdobycze nowoczesnej cywilizacji pozwoliły Japończykom zapanować nad siłami natury w sposób większy niŜ kiedykolwiek wcześniej. Starbuck's Coffee. w której mieszkania w pobliŜu parków wcale nie cieszą się wielkim powodzeniem. Bardzo niewielu tokijczyków ma wakacyjny domek na łonie natury. czyściutkim i ucywilizowanym. betonując ich koryta i brzegi. mroczna i niszczycielska. jakich na Zachodzie uŜywa się tylko w fabrykach i szpitalach. miastem dŜinsów. z tym Ŝe najczęściej w zminiaturyzowanej wersji. Ŝe sama ta kategoria jest wymysłem Zachodu. Natura. hamburgerów i blond włosów. budując Tokio. plastikową trawę i czyste betonowe miasta oświetlone jarzeniówkami. a włóczęgi po lesie nie naleŜą do ulubionych rozrywek.

metropolii Zachodu. by czymkolwiek zasłuŜyć na uwięzienie w korycie wysokim na pięć metrów. w japońskiej wersji francuskiego zwany jest nie bez powodu Puchi Berusayu. Amerykanin od kilkudziesięciu lat zakochany w Japonii trudną miłością. po raz pierwszy w dziejach. wita odwiedzających Statua Wolności. której charakterystyczną cechą jest poŜyczanie i przetwarzanie . Jednym . które dziś są właściwie wyłącznie wzorami z Zachodu. WieŜa Tokijska. Imitacje. którym podoba się wszystko łącznie z plastikową ikebaną) są do znudzenia zgodni w jego estetycznej ocenie: „brzydkie". Zniszczenia wojenne szybko naprawiono. to średnio udana replika paryskiej wieŜy Eiffla. to betonowa monumentalna wersja katedry Notre Damę. w jaką nieuchronnie zmienia się świat. a w Daibie. wpływ zachodniej kultury zostawił na wizerunku Tokio ślad trwalszy niŜ przegrana wojna. ale do całej stolicy. jest kawałek Wenecji wraz z typową dla niej zabudową i fragmentem płyciutkiego kanału z kołyszącą się na falach gondolą. Zachodnia kultura stała się miarą odniesienia i synonimem postępu w architekturze. Mimo iŜ Ŝadne japońskie miasto nie uniknęło powojennych przemian. ale pejzaŜ Tokio ma pewną dodatkową wyróŜniającą go właściwość. Ŝe to wtedy. Zdanie Le Corbusiera. element najczęściej chyba powielany na pocztówkach. moŜna znaleźć w kaŜdej dzielnicy. Jego główne architektoniczne punkty orientacyjne są poŜyczone z pejzaŜu innych stolic. poddając się kolonizacji. zacumowane w kanale wielkości piaskownicy. To oczywiście nic wyjątkowego w globalnej wiosce. Dziś nawet Japończycy nie mówią o nim: „piękne". wznosi się gmach NTT wyglądający jak londyński Big Ben. ale kompleks wobec zwycięskiego Zachodu pozostał. Jak pisze w Dogs and Demons Alex Kerr. moŜna dziś odnieść nie tylko do „dziupli". a pałac w Akasace. na Shinjuku. nawet jeśli jej poszczególne elementy tak mało pasowały do japońskiej rzeczywistości. co japońskie zaczęto uwaŜać za nienowoczesne i niemodne. Japończycy zbyt gorliwie zrealizowali zachodnią ideę miasta jako przestrzeni czystej. w jakich Ŝyją tokijczycy. to oczywiście równieŜ integralna część japońskiej tradycji kulturowej. pokonany kraj nie poŜycza bowiem na tych samych prawach co kraj będący potęgą. dostrzegalne w ogólnym pejzaŜu Tokio. dzielnicy zbudowanej na ziemi wydartej Zatoce Tokijskiej. Widoczne na kaŜdym kroku przejmowanie obcych wzorów. prowadząc do degeneracji wielu aspektów japońskiej tradycji. czyli Petite Versailles. a od XIX wieku właśnie z Europy i USA. Estetyka wabi uległa degeneracji. w której źle rozumianemu funkcjo-nalizmowi podporządkowano inne wartości. To. japońska wyobraźnia utraciła w sporej części tę niezwykłą zdolność absorpcji i twórczego przetwarzania. a cudzoziemcy (z wyjątkiem „nawróconych na Japonię". największy impet modernizacji skierowany został właśnie na Tokio. jasnej i suchej. które miało stać się wizytówką nowoczesnej Japonii. nowa siedziba władz tokijskich. a zmasakrowana wojenną klęską toŜsamość kulturowa wyobcowała się z pejzaŜu. sprawiając. w pobliŜu której mieszkałam. modzie. Po drugiej wojnie światowej proces ten nieco zmienił jednak swoją spe34 cyfikę. stylu Ŝycia. w tle centrum handlowego o nazwie nomen omen Times Sąuare. jak na przykład weneckie gondole. budynek Tokio Station jest bratem bliźniakiem tego w Amsterdamie. czyli Tókyó Tochó. I tak na przykład w dzielnicy Jiyugaoka. doprowadzając ją często do przesady.najpierw z Chin via Korea. uŜywany dziś jako rezydencja dla odwiedzających Japonię przywódców innych państw. iŜ dom powinien być „maszyną do mieszkania". kiedy prawdziwy bambus zastępuje się plastikowym i betonuje rzeczki o wiele za małe.

Roman Cybriwsky..wzniesione w ciągu jednego pokolenia i na pozór pozbawione planu zakorzenione jest w swojej historii. Pierwszy z nich wskazuje na miejsca w jego topografii. Na szczęście nie do końca mu się to udało. która obecna jest w betonowej tkance Tokio. Nihonbashi przykryto biegnącą na estakadzie autostradą. Tylko zapaleni „tokiofile" potrafią czytać to marsjańskie miasto jak palimpsest. które zachowały przez wieki swoje znaczenie. pogrąŜając jedno z najpiękniejszych miejsc dawnej stolicy w cieniu betonu. Są w Tokio pojedyncze piękne architektonicznie budynki. uwaŜano go za umowne miejsce początku podróŜy do wszystkich zakątków Japonii. powtarzalność kulturowych wzorów. sklepy z gadŜetami firmy Sanrio w kształcie hipertroficznych truskawek albo domy mieszkalne przypominające francuskie cha-teau. których architektura łączy elementy swobodnych wyobraŜeń o włoskim baroku z fantazją o staroŜytnej Grecji. Najlepszym symbolem westernizacji pejzaŜu Tokio jest dla mnie budynek browaru Asashi zaprojektowany przez słynnego. być moŜe jedne z najwspanialszych na świecie. choć w praktyce nie sposób go nawet sfotografować. zwęŜające się ku górze. Składają się nań nie tylko imitacje takie jak Wenecja w Jiyugaoce i Statua Wolności w Daibie (by nie wspomnieć o Disneylandzie w Urayasu). Drugi z wymienionych wyŜej uczonych zaprasza na fascynujący spacer. co stało na ich powierzchni: miejsce władzy na przykład jest nadal dokładnie tam. Na dachu czarnej cięŜkiej bryły tkwi monstrualne Ŝółte coś. ale nie ma pięknych dzielnic. przywrócić zapomniane konteksty zniekształconego znaczenia. i japoński uczony Jinnai Hidenobu udowadniają. Przeszłości. do jego spodnich warstw. jak bardzo dzisiejsze Tokio . lecz takŜe pomysły bardziej „twórcze": hotele miłości. nie dostrzeŜe jednak niewprawne oko kilkudniowego turysty.z przykładów tego. Nawet dla jego rdzennych mieszkańców nie zawsze jest ona widoczna. Ponoć miał to być płomień albo.tam. związek dzisiejszego Tokio z jego historią. gdzie pierwszy szogun Tokugawa wzniósł swoją siedzibę. jest słynny Nihonbashi. Skrajny funkcjonalizm a la Le Corbusier ma w pejzaŜu Tokio swoją przeciwwagę w równie skrajnej wersji disnejowskiego kiczu.. gdzie za czasów szogunatu dokonywano egzekucji i gdzie teraz jest wielkie krematorium. amerykański geograf. Nihonbashi był sercem Nihonu. do czego prowadziła gorliwość w unowocześnianiu i westernizowaniu Tokio. pianka z piwa. hołubionego na Zachodzie architekta i designera ??????'? Starcka. gdy Japonia przygotowywała się do olimpiady. gdzie mała szczelina w zewnętrznym tekście pozwala dotrzeć w głąb. podczas gdy miejsce przeklęte pozostało za Mostem Łez . postawiony w sercu shitamachi. Tak skolonizowana wyobraźnia wydala na świat miasto. który swój los związał z Japonią. Tymczasem w latach sześćdziesiątych. Nihonbashi nadal istnieje. które bardzo chciało zapomnieć o swojej przeszłości. mimo iŜ wielekroć zburzono i zbudowano na nowo to. Co bardziej krytyczni tokijczycy nazywają dzieło zrobione przez Starcka w środku ich miasta „złotą kupą". Tylko w ten sposób 36 moŜna odnaleźć ciągłość. Ŝe dawna topografia miasta obecna jest w jego . podczas którego okazuje się. ściśnięte na powierzchni czterdziestu metrów kwadratowych. Japoński Most. Obłe. Wzniesiony w XVII wieku i wielekroć później przebudowywany byl symbolem 35 okresu Edo.

najpotęŜniejsze miasto świata .pomieściła jakoś sporą kolekcję maskotek. Tak samo jak 38 . „Pamiętaj. by przywrócić Tokio dawną urodę. Najbardziej zatłoczony obszar 23 głównych tokijskich ku. Ŝe zawsze moŜesz się u mnie zatrzymać".Japończycy zbudowali praktycznie od podstaw w ciągu jednego pokolenia.ukryta jak Nihonbashi . robiąc sobie miejsce delikatnymi ruchami ramion i bioder. dopóty nie zobaczy się pełnego blasku słońca.brzydkie. telewizor i nielegalnego kota przybłędę. Kolejny kwadrans podróŜy w głąb miasta i ściany są juŜ ze wszystkich stron na wyciągnięcie ręki. Światło przygasa i dopóki jest się wewnątrz miasta. Tokio. gdy przyjdzie im na to ochota. Zbudować sobie stolicę od nowa to nic wielkiego dla Japończyków i marsjańskie Tokio. ale całej zabudowy Tokio. nasiliła się. zbliŜające się do siebie jeszcze bardziej za kaŜdym razem. Puste centrum labiryntu Po kilkudziesięciu kilometrach dzielących je od lotniska Narita Tokio otwiera betonową paszczę i wchłania ufnego podróŜnika w szary labirynt swoich wnętrzności niczym wielki wieloryb. odtworzyć czar zatrzymany na drzeworytach Edo. które znam . Podziwiając tempo. matowieć.zaprzeczając prawom fizyki . co jeszcze zostało z atmosfery shitamachi. Ŝe lokatorzy muszą korzystać z publicznej łaźni. o którym tu piszę . najbardziej fascynujące z miast. z jakim w ciągu dwóch lat ewoluowała choćby moja dzielnica. zapraszała mnie przyjaźnie i przypuszczam. zgasić fluorescencyjne światło. które znam . Moja przyjaciółka Michiko w swoim „apartamencie" wielkości ośmiu metrów kwadratowych utrzymywała nienaganny porządek i . W najmniejszych wynajmowanych w Tokio „mieszkaniach" mieści się materac. Ŝe trochę przesadzono z zamiłowaniem do betonu i kiczu. czyli dzielnic. Ŝe jakimś cudem znalazłaby miejsce na drugi futon. Umiejętność takiego zagospodarowywania przestrzeni. dostrzeŜemy nawet model spiralnego ufortyfikowania twierdzy Edo sprzed czterech wieków powtórzony współcześnie w układzie kanałów i autostrad. Ŝe trzeba pokazać światu most Nihonbashi bez biegnącej nad nim autostrady. zamieszkuje ponad 12 milionów tokijczyków.moŜe juŜ wkrótce naleŜeć do przeszłości wspominanej z nostalgią. czyli wspomniany materac uŜywany przez Japończyków zamiast łóŜka.dzisiejszym układzie właściwie na kaŜdym kroku i jeśli przyjrzymy się uwaŜnie. W lepkiej mgiełce kurzu i przemysłowych zanieczyszczeń wszystko zaczyna blaknąć. lecz takŜe o wpisanej w jego realną i symboliczną przestrzeń nadziei na przyszłość. które dopiero moŜe stać się sobą. by po chwili ograniczyć nasze pole widzenia do kilku. ocalić. Mieszkańcy stolicy Japonii mają tego świadomość i w ostatnich latach dyskusja na temat zmian niezbędnych. gdy gdzieś pomiędzy domy juŜ stojące wpycha się kolejny dom albo gdy nowy przybysz z prowincji wpaso-wuje się w tokijski tłum. Pod Tokio dzisiejszym .jest więc moŜliwość innego miasta. mikroskopijna kuchenka i zlew. horyzont zawęŜa się do kilkudziesięciu metrów. toaleta jest wspólna. Dziś coraz częściej pojawiają się głosy. cudowne. by kaŜdy centymetr był wykorzystany do maksimum. Ŝe będą potrafili je 37 zmienić. a brak łazienki sprawia. dotyczy nie tylko wnętrza mieszkań. Bliskie. Ta wciąŜ czytelna struktura palimpsestu świadczy nie tylko o związku Tokio ze swoją historią. Uczucie klaustrofobii narasta. ani przez chwilę nie wątpiłam.

by śmiertelnicy mogli tam swobodnie zaglądać. Gęsta. jakby było nie tyle zbudowane. czyli Niebiański Władca. lecz wielki las. Shibuya. jedyne miejsce. tak w szczelinie szerokości kiosku po kilku tygodniach powstaje dom dla dwóch rodzin. Stojący w ogromnym parku. świątynka shintó i sklep ze sprzętem do gry w golfa. Niemal widać. pączkując nowymi domami. Tokio podziwiane z wieŜ widokowych na Shinjuku rozciąga się po horyzont z kaŜdej strony i nigdzie nie ma końca. osadzone w czasie i przestrzeni. śadna droga ani go nie przecina. jak ta szara magma rośnie. Po fortecy niewiele zostało. gęsto obrośnięta wokół miastem. gdzie dziś mieszka. Przeniósł się więc z Kioto do Edo. nie jest przez Japończyków wymieniany z imienia. Teren ten widziany z góry sprawia wraŜenie tak odizolowanego od reszty miasta. a w rzeczywistości mieści się szkolna wycieczka i szesnastu dorosłych Japończyków. rozlewający się. wydają się stabilne. a lata jego władzy przejdą do historii jako okres Heisei. gdzie mieszka tennó. place i mosty pozbawione wraŜenia trwałości. co znaczy „Wschodnia Stolica". Niemieszcząca się w kadrze metropolia z innej planety. Tokio nie przypomina innych oglądanych w ten sposób miast. nieskaŜona zieleń i zupełna pustka to dominujące cechy miejsca. nie do ogarnięcia. z której przez kolejne wieki ród Tokugawa rządził Japonią. gotowe zmięknąć i zaklęsnąć się z powrotem w bulgocącą lawę . a cesarz odzyskał autorytet i władzę. Obserwatorium w budynku Kasumigaseki. po prostu nie dopuszczono do tego.cudzoziemcowi wydaje się niemoŜliwe. co nie jest przypadkowe. podmywa góry. które stało się nową stolicą Japonii i zmieniło nazwę na Tokio. W miejscu. otoczony murem i fosą Pałac Cesarski dostrzeŜe się tylko z lotu ptaka. Po dwustu pięćdziesięciu latach rządy szogunów skończyły się. by do zatłoczonego wagonu tokijskiego metra w godzinach szczytu zmieścił się choć jeden więcej człowiek. Symboliczne centrum Tokio to nie budynek czy ich kompleks. stopione ze swoją przeszłością. prostym miastem średniej wielkości. ale Ŝaden z budynków nie wyrósł na tak wyraźny punkt orientacyjny. W porównaniu z Tokio widziany z góry Nowy Jork jest łatwym do ogarnięcia. pełznie na wschód i zlewa się z wodami Pacyfiku. które jak na przykład Nowy Jork czy ParyŜ. na początku XVII wieku decyzją szoguna Tokugawy Ieyasu wzniesiono fortecę Edo. podobnie jak jego poprzednicy. śaden z domów mieszkalnych nie ma nań pełnego widoku. z . enklawa zieleni. jakby pochodził z jakiejś innej przestrzeni i wrzucony 39 został w Tokio dzięki komputerowej technice.Ŝywioł. dopchnięty przez konduktora w białych rękawiczkach. pulsujący zimnym światłem ocean tysiąca odcieni szarości. co wyrosłe z jakiejś Ŝywej substancji. ale przestrzeń jest ta sama: odizolowana od reszty świata oaza zieleni. wypełniając swoją masą kaŜdy skrawek wolnej przestrzeni. Mimo zuŜytych na jego powierzchni milionów ton betonu Tokio ma w sobie raczej coś organicznego. Roppongi czy Ikebukuro. Z morza dachów rozlewającego się na cztery strony świata wystają tu i ówdzie lśniące srebrzyście skupiska wieŜowców na Shinjuku. Stolice starej Europy to małe miasteczka. który wymknął się spod kontroli człowieka. w tym jeden zawodnik sumo. Panujący od 1989 roku cesarz Akihito. otacza je i zamyka w swoim wnętrzu. wśród której znajduje się niewidoczna siedziba cesarza. która kierując się nieznanymi prawami kamienieje przypadkowo w domy. jakim niegdyś były na przykład wieŜe WTC na Manhattanie. ani nie łączy z betonową dŜunglą.

„Tokijskie miasta" wydają się „gaijinowi" bardzo do siebie podobne. Ŝe pomysł. Sto dziesięć hektarów najdroŜszego gruntu świata jest w duŜej mierze puste. w którym mieściła się część handlowo-rozrywkowa i mieszkalna. Wokół stacji Tokijska metropolia składa się z organizmów miejskich skupionych wokół kaŜdej stacji metra. mimo iŜ niezbyt pasuje juŜ do współczesnego stylu Ŝycia. nieprzyjemnie zgrzytającym pod stopami. w których mieszkali. łąki i chaszcze. Spacer wokół pałacu przez kilka kilometrów oferuje naszym oczom dość monotonny. Z wyjątkiem nielicznych okazji świątecznych (na przykład Nowego Roku) ogromny. naleŜy do tradycji. Ba. Nawet jeśli nie jest juŜ bogiem. nigdy nie miał wielu zwolenników. mur i ścianę drzew. reszta to las. chociaŜ róŜnice między dzielnicami są o wiele sub-telniejsze niŜ w innych stolicach. 40 niewielki i raczej niepozorny. wysypany Ŝwirem. Generalnie część zachodnia Tokio uchodzi za lepszą od wschodniej.którego moŜna zobaczyć dachy cesarskich posiadłości. Struktura Tokio przypomina plaster miodu: jedno skupisko małych domków przylega do kilku innych i tak dalej. w środku jednego z dwóch . którą ciągle się kultywuje. choć skądinąd całkiem miły. a handlo-wo-rozrywkowym centrum kaŜdego z nich jest stacja kolejowa. Ci pierwsi powodowani są raczej irracjonalnym lękiem przed złą karmą Sanya niŜ realnym zagroŜeniem ze strony Ŝyjących tam biedaków i bezdomnych. ale podobno do bardzo złego tonu naleŜy zerkanie w kierunku siedziby tennó. z czuprynami przyciętymi tak precyzyjnie. podczas gdy mieszkańcy Wielkiego Jabłka nie . aby jego miejsce pozostało właśnie tu. którego nie widać. Jak pisał Barthes w Imperium znaku. nie jest reklamowane i mało kto o nim wie. w Pałacu Cesarskim. nazywali po angielsku swoim „sąsiedztwem" lub częściej właśnie swoim „miastem" i to nawet jeśli ograniczało się ono do okręgu o stumetrowej średnicy. Z biurowców pobliskiego Marunouchi widać wprawdzie mniej więcej to samo co z obserwatorium. pełni rolę don'tgo area. jakby właśnie wróciły od fryzjera.najpotęŜniejszych miast współczesności nie ma nic. widok na fosę pełną pluskających się kaczek i wielkich jak prosiaki karpi. to pomieszczenia gospodarcze. którego nawet nie zaznacza 41 się pod tą nazwą na mapach (!). To pozorne „nic" przedstawia jednak tak wielką wartość dla Japończyków. bo w przeciwieństwie do wielkich metropolii Zachodu nie ma tu tak wyraźnego podziału na dobre i złe dzielnice. lecz miłym starszym panem. Moi japońscy znajomi miejsca. Tokijczycy unikają go z nieco innych powodów niŜ nowojorczycy Bronksu. który interesuje się biologią i nie sprawuje Ŝadnej rzeczywistej władzy.obok Los Angeles . Japończycy chcą. Symboliczne centrum Tokio. nawet ziemia pod pałacem nie moŜe być niepokojona i dlatego linie tokijskiego metra muszą omijać ten całkiem spory teren w samym środku miasta. Jedyny widoczny z tej perspektywy budynek. StrzeŜe go armia iglastych drzewek o niepokojąco ludzkich kształtach. a najlepiej ze względów prestiŜowych mieszkać w pętli tworzonej przez kolejkę Yamanote. puste jak pokój tatami. przeklęte miejsce egzekucji i kremacji. bowiem nazwa „Pałac Cesarski" odnosi się do raczej skromnej co do wielkości i całkiem nowej budowli wzniesionej po wojnie. plac przed Pałacem Cesarskim jest pusty. W Tokio właściwie tylko Sanya. na tle którego wycieczki robią sobie zdjęcia. by cesarz zamieszkał poza Tokio.

karaoke i paczinko. i miejsca spoczynku ich dziadków. światła. koloru. zachowują koci wdzięk i dostojeństwo. stoiska sprzedające smaŜoną ośmiornicę i czekoladki Lady Godiva. Te pierwsze mają nawet ogrody. ale Ŝony milionerów i biedaków kupują tofu u tego samego wytwórcy. czysta. spokojna . Po chwili jest się zdanym na własne towarzystwo i zupełną ciszę. Tam właśnie znajdują się wszystkie sklepy i restauracje. i przedszkola. odpoczywa. otoczone są szczelnie budynkami mieszkalnymi z balkonami. erotyczne przybytki najrozmaitszego rodzaju . poręczne jak domowy barek . Brak strefowania dotyczy teŜ wewnętrznej struktury „tokijskich miast". Pojawiają się i znikają bezszelestnie jak duchy. reszta miasta składa się z organizmów na tyle niezróŜnicowanych. a pomiędzy nią i małym przedsiębiorstwem ogrodniczym wciśnięte są trzy domki mieszkalne. tu się je. czyli dwupoziomowych baraków budowanych na wynajem z materiałów tak lichych. znikają wielobarwne reklamy. które choć pozbawione ogonów. Ŝe dziw bierze. smaku. który moŜe być wielki jak Shinjuku lub Shibuya lub malutki jak Ishikawa-dai. na których wietrzą się futony i suszy pranie. Ŝe łagodnie przechodzą jeden w drugi. a z okiem domów widać i bawiące się dzieci. Telebimy. Jeden z takich kotów przychodził w odwiedziny na mój balkon i . gwar i tłok. Sakariba. dyskutuje o polityce i sporcie. cichnie. po hotele miłości. a nawet męŜem. To raczej tu. stoisko sprzedające szaszłyki yakitori oraz publiczna łaźnia z dymiącym wysokim kominem. zapachu. Ŝe akurat wejdzie teściowa. Ŝe stoję pośrodku czyjegoś pokoju. Mozart przechodzący w japoński pop. tym bardziej wszystko blaknie. Jakaś uliczka wąska. Wokół stacji kolejowej toczy się Ŝycie względnie niezaleŜnego organizmu. co krok automaty z napojami lub papierosami. tłum rozprasza się. by kochać się bez ryzyka. Ŝe jakoś opierają się trzęsieniom ziemi. Luksusowe rezydencje stoją dwie ulice od „króliczych nor".od salonów masaŜu. szarość wsysa światła. jeśli nie liczyć niesamowitych tokijskich kotów. sąsiadującego z kolei ze szkolą i hurtownią materiałów budowlanych. do 42 których chodzi się z narzeczonym. gdzie w cenę wliczona jest równieŜ masaŜystka. tu umawiają się z przyjaciółmi. flirtuje. czyli przystacyjna rozrywkowa część miasta. to dla Ŝyjących w malutkich mieszkaniach tokijczyków coś w rodzaju poszerzonego poza swe naturalne granice livingroomu. Okolice stacji to miejsca o największym nasileniu dźwięku.a w Tokio są takich miliony otwiera się przed spacerowiczem i zachęca do spokojnej wędrówki. sklepy Diora i bary sushi. milkną stopniowo głosy z megafonów. mieszkańcy tych drugich muszą z braku miejsca trzymać pralki i szafki z butami na zewnątrz. do jednej z ulubionych restauracji.w odróŜnieniu od swoich . Japończycy o wiele częściej zapraszają swoich gości niŜ do domu. Oprócz Sanya. rozrzedza się. zapachy rozpuszczają się w powietrzu. gdzie sklep spoŜywczy stoi koło zakładu produkującego tatami i baru karaoke.robią wycieczek do Bronksu z uzasadnionej obawy utraty mienia i Ŝycia. Świątynie buddyjskie. czyta. Mały płotek oddziela kolorowe zjeŜdŜalnie od grobów. im dalej od nich. telewizory i muzyka. bary i banki. do którego starego sklepiku dociera gwar stacji. do których bardzo często naleŜą i cmentarze. Między jedną stacją a drugą moŜna nie spotkać Ŝywej duszy. Znikają czerwone i Ŝółte neony. która mieści się w północno-wschodniej części Tokio i swym biednym wyglądem dość radykalnie odbiega od przeciętnej.patrząc na to bujne Ŝycie „miast" wokół stacji nieraz miałam wraŜenie.

albo plac zabaw z całym stadem pleksiglasowych potworów. stoisko z rybami albo restauracja serwująca makaron sobą. cha. niezbyt przyjemnych wielkich ptaków mających w zwyczaju wyrywać jedzenie z rąk. co na zewnątrz.bezdomnych braci z Polski . Po drodze przez te strefy ciszy czasem zdarzy się chram shintó albo buddyjska świątynka. kieszonkowej wielkości park pełen (trzech) kwitnących śliw i zupełnie bezludny. cha. MoŜna więc ugasić pragnienie jednym z wielu oferowanych przez nie ciepłych i zimnych napitków. na przykład jęczmienną herbatką. Czasem teŜ. bo tokijczycy nie włóczą się bez celu po mieszkalnych osiedlach. Ogrody bogatszych rezydencji oddziela od wzroku ciekawskich wysoki mur. co na ogół mi się nie udawało. Czasem najpierw zapach smaŜononych potraw wybiega spacerowiczowi na przywitanie jak pies. która smakuje jak kasza w płynie. bo w Tokio nie ma zwyczaju przesiadywania na przydomowych ławeczkach. W dzielnicach mieszkalnych. Rysowanie mapek Chizuko przez cały dzień nosiła się z zamiarem zaproszenia mnie do swojego domu na kolację. by z ciekawości sprawdzić na mapie. więc po prostu szłam dalej przed siebie. cha". Ignorując zostawiane dla niego przysmaki. choć rzadko. gdy zajrzałam do biura. wyłania się kolejny sklepik. którego przecieŜ nie znamy. tłum gęstnieje. Latem urozmaicają ją cykady. które od tego. właśnie w Japonii najbardziej ceniona jest intymność domowego wnętrza. JuŜ rano. Japońskie dzieci z kolei nie bawią się przy domach. „Cha. w sercu kolejnego „tokijskiego miasta". o wiele bardziej absorbującymi niŜ w krajach Zachodu.nie był głodny. bank i salon gry paczinko. do uszu dociera głos płynący z megafonów.liczba tych urządzeń przypadająca na mieszkańca jest w Japonii najwyŜsza na świecie. coraz wyraźniejszy. by w spokoju pokontemplować ich piękno. by odebrać zamówione dla mnie . gdy zatrzymywałam się w środku wymarłego miasta. aŜ został pogłaskany i dlatego nazywaliśmy go Neurotyk. co jakieś sto metrów stoją uliczne automaty z napojami i papierosami . Do tego słuŜą im zatłoczone parki. sprawiają wraŜenie wymarłych niezaleŜnie od pory roku i dnia. nadrzeczne bulwary i centra handlowe . śmiały się złośliwie. Domy w dzielnicach mieszkalnych są ciche. ale nie spacerowicz. potem pokrzykiwanie sprzedawcy sezonowych przysmaków i oto jesteśmy juŜ przy stacji. bo przez większą część czasu zajęte są szkolnymi obowiązkami. cha" czarnych tokijskich wron. bo na sterylnych tokijskich śmietnikach nawet wróbel by się nie poŜywił.miejsca przeznaczone do spacerowania. chociaŜ i tak 43 nie toczy się w nich Ŝadne Ŝycie towarzyskie. 44 O zbliŜaniu się do niej świadczy pojawienie się pierwszego sklepiku albo baru. w porze deszczowej szum wody. schodach albo balkonach. Cisza jest więc niemal doskonała. w której akurat trwa uroczystość. stanowczo się oddziela. a w kaŜdym innym okresie złowieszcze „cha. zapraszający. wykonanych z przeraŜającym nawet dla dorosłego wyczuciem realizmu. podobnie jak w całym Tokio. Ŝe prędzej czy później trafię na kolejną stację metra. lecz chyba po prostu ciekawy. Najlepiej wówczas zapytać go właśnie o najbliŜszą stację kolejową. Spośród wszystkich krajów Azji. gdzie jestem. wołał nas nachalnym kontratenorem tak długo. Czasem minie nas rowerzysta albo spieszący gdzieś przechodzień. zaraz potem szarość rozświetla się. moŜe zaczepić nas sympatyczny tubylec znający angielski i koniecznie chcący pomóc nam w dojściu do celu. wiedząc.

gdy z radością podziękowałam jej za zaproszenie. bez których nigdy nie znalazłabym szukanych miejsc. Dopiero gdy w zimnym listopadowym mroku Ŝegnałyśmy się przed bramą uniwersytetu. OtóŜ w Tokio. z nieśmiałością tak charakterystyczną dla początków naszej przyjaźni wyszeptała coś o „sprawie". W Tokio moŜna bardzo szybko zorientować się w doskonałym systemie publicznego transportu 46 . Ulice nie mają równieŜ numerów i w ogóle nie są punktem odniesienia. a gdzie zaczyna. jak dotrzeć do danego miejsca. W związku z tym w Tokio . w której byliśmy razem przed tygodniem. więc ucieszyłam się tym bardziej.co prawdopodobnie czyni je wyjątkowym w skali światowej . Po jakimś czasie na rysowanych dla mnie mapkach anonimowe punkty topograficzne zaczęły być zastępowane przez zindywidualizowane znaki przyjaźni: ławkę. Za czasów szogunów specjalnie budowano ślepe zaułki. MoŜna odnieść wraŜenie. Nawet komputer pokładowy bardziej nowoczesnych taksówek nie zawsze pomaga. ile potrzeba. które prowadzi do zupełnie innej części miasta. Uzasadnienie konieczności mapek jest proste. gdzie się kończy. którą chciałaby ze mną omówić. Ŝe we współczesnym Tokio tradycja ta nie zaginęła. tym zadanie trudniejsze. na której siedzieliśmy. MąŜ właśnie leciał po raz pierwszy do Tokio. w których zagubiony wędrowiec szuka właściwego miejsca aŜ do momentu. pijąc kawę z puszki. to widok powszechny w Tokio. iŜ posługują się tak skomplikowanym systemem znaków. pogubili się w labiryncie. publiczną łaźnię. Wyrwała z notesu kartkę i błyskawicznie naszkicowała na niej mapkę. a nie na przykład C21. wspólnie odwiedzany bar. które jest tak wielkie. gdybym musiała skorzystać z pomocy tubylca w dotarciu do nich. Im bowiem bliŜej celu. a cała reszta pozostaje bezimienna. którą przechowuję do dziś. mieście. w którym się dwie godziny temu zaczęły. Mariko czy Michiko plan zawierał precyzyjne objaśnienia skrętów. Ŝe nie wiadomo. powiedziała Chizuko. JuŜ po kilku tygodniach pobytu byłam w posiadaniu kilku odręcznie wykonanych mapek. mogąc juŜ na początku zorganizować nam międzynarodowe Ŝycie towarzyskie. Zamiast tego miasto podzielone jest na jednostki administracyjne. zwrotów i wspinaczek po schodach. a znaki orientacyjne precyzyjnie opisane w rzymskim i japońskim alfabecie na wypadek. uliczki kręcące się w kółko jak pies za własnym ogonem i kończące murem w tym samym miejscu. Do wieczora jednak nie udało mi się dowiedzieć. w powietrzu. W przeszłości słuŜyła temu. Satoru. a nie jej kierowca. co to takiego. Jedna osoba rysująca drugiej mapkę.to pasaŜer taksówki zobowiązany jest wiedzieć. „Muszę ci narysować swój adres".ksiąŜki. Ŝe moi japońscy znajomi są o wiele sprawniejsi w rysowaniu niŜ przeciętny Europejczyk. Chizuko zdobyła się na zaproszenie mnie i mojego męŜa do swojego „ciasnego i skromnego domu na niewielką kolację". papierowej serwetce. choć zaskakujące dla cudzoziemca. Ŝe z łatwością potrafią za pomocą kilku kresek oddać ludzką postać. ulice były narysowane za pomocą dwóch równych kresek. gdy po prostu musi zapytać o drogę. by ewentualni wrogowie. dybiący na Ŝycie szoguna. zwierzę w ruchu albo szybko skreślić obraz okolicy w precyzyjnie pomniejszonej skali. Zawsze miałam wraŜenie. coraz mniejsze kwadraciki. MoŜe fakt. Chizuko. Naszkicowany ręką Yume. Wszystkie te mapki zawierały dokładnie tyle informacji. a współcześnie stoi na straŜy ludzkiej prywatności. sprawia. znaki kreślone na skrawku papieru. Nadaje się je tylko wielkim arteriom albo głównym pasaŜom handlowym. ulice nie mają nazw. jakie miałam przedsięwziąć po wyjściu ze stacji koniecznie wyjściem D14.

jak i symbolicznej przestrzeni miasta. Mapki towarzyszą teŜ reklamom sklepów. właśnie w okolicy Ishikawa-dai. a niedostępną. to jego adres zapisuje się. Alternatywą dla mapki moŜe być albo wyjście po przyjezdnego na stację albo naprowadzanie go na cel przy pomocy telefonicznych instrukcji. gdzie leŜą do wyboru propozycje konkurencyjnych wydawnictw. Ishikawa-dai 2-23-7-105. nie jest juŜ taka prosta. Gdy pojawiły się faksy. Na przykład Tokio. Gdy ktoś mieszka. dodając do tej nazwy odpowiednie cztery numery oraz nazwę miasta i dzielnicy. 47 drugi kilkanaście domów. zamkniętą przed cudzoziemcem sferą prywatną. co moŜe trochę wyjaśnia. w którym nigdy się nie było. KaŜdy moŜe trafić na stację Ishikawa-dai. pierwszy numer oznacza kwadrat obejmujący mniej więcej jedną ósmą obszaru Ishikawa-dai. RóŜnica między przejrzystością sfery publicznej. lecz moŜe mieścić się gdzieś między 29 a 42. Numer 7 wcale nie musi bowiem sąsiadować z 6 i 8. ale droga od stacji do domu. Ota-ku. zlokalizowanie przedostatniego numeru. dajmy na to. nie przychodzi mi do głowy Ŝadna inna odpowiedź na pytanie. w czasie deszczu przykrytych foliową narzutką. Bywają przypadki bardziej skomplikowane. ale zostańmy przy moim Ishikawa-dai. bo pozwalały one przesyłać mapki na odległość. ale by odnaleźć mój manshon Bon Hour albo dom mojego sąsiada pana Matsury.tte|p*j ?i« Hi tov ounic\ — San ????? i trafić na kaŜdą stację. Ota-ku to nazwa jednego z dwudziestu trzech głównych „tokijskich miast".. Powiedziano mi. Brak nazw ulic i dodatkowe pułapki z numerami domów sprawiają. Naszkicowany plan ulic i waŜniejszych punktów orientacyjnych. aby potencjalni klienci mogli do nich trafić. jak dotrzeć do nowego sklepu dla golfiarzy albo na wystawę robotów. klinik. ale jako praktyczna wskazówka jest zupełnie nieprzydatne. Wizytówki wszystkich tokijskich firm. chcąc nie chcąc. zakładów kosmetycznych czy obiektów sportowych i drukowane są na przykład na opakowaniach chusteczek higienicznych. ich sprzedaŜ w Tokio biła rekordy. a trzeci jeden konkretny dom. codziennie rozdawanych na ulicach i przy wejściu do metra. restauracji i innych instytucji oprócz adresu mają narysowany plan. Ŝe mapy i mapki są praktyczną koniecznością codziennego Ŝycia w Tokio. dlaczego tak się dzieje. Oprócz wspomnianej teorii celowo budowanych ślepych zaułków. starających się przyciągnąć klientów barwnymi okładkami i obietnicą przejrzystości. w której po pewnym czasie łatwo jest się poruszać nawet bez znajomości języka. zresztą nie tylko cudzoziemcowi. takich jak dworzec. zakład . Młodziutkie dziewczyny w róŜnych zabawnych uniformach. dotyczy zarówno geograficznej. gdy mieszka się w większej dzielnicy typu Shibuya. stoją z koszami takich reklamowych chusteczek i po dłuŜszym spacerze moŜna zgromadzić. musi mieć szczegółowe wskazówki. szkoła. W kaŜdej księgarni moŜna znaleźć dział poświęcony mapom Tokio. zostać dopuszczonym do tajemnicy naszej prywatności. Największą trudność sprawia. Ostatni jest numerem mieszkania. kilkanaście opakowań informujących. Ŝe jednym z kryteriów numeracji domów jest kolejność ich powstawania.

„W porządku". „Japońska miłość do natury". a czasem mimo wszystko ... Młodzi męŜczyźni w ciemnych ponurych garniturach stanowili niemal codzienny element krajobrazu w okolicach mojej stacji Ishikawa-dai.. których wybór jest zawsze mniej czy bardziej arbitralny.. który wydrukowała mi Chizuko.... przed którym siedzi gipsowy dalmatyńczyk. ?? •7 ? ?? ??????????**r fi' ta ??? . Hachikó .3 ?' ® ???-?? <*»?> ?*??-.?» ???***.najsłynniejsze miejsce spotkań w Tokio. Jednak „pobliŜe" w Tokio ma wymiar nieco inny niŜ na przykład w Nowym Jorku i nie oznacza swojskiego „dwie przecznice na północ"....... „Jesteś prawie na miejscu. przybywającym drogę. odpowiadałam więc.. w której znakach trzeba dopiero odczytać własny sens...... bo kiedyś byliśmy razem w pobliŜu.... bym łatwiej trafiła na miejsce spotkania.. „Kolo takiego rozpolowionego plątana. Nie wiedziałam jeszcze. Ŝe uda mi się samej dotrzeć na miejsce spotkania.... nie mogąc się doczekać mnie w małym barze gdzieś między Harajuku a Aoyamą. czasem pozwala dotrzeć na miejsce.... Organizatorzy większych imprez wynajmują specjalnych „staczy".... Ŝe w ten spokojny sposób manifestują swoje poglądy i protestują na przykład przeciw długim godzinom pracy albo konieczności noszenia tak okropnych garniturów.. rozglądając się przedtem w poszukiwaniu charakterystycznych punktów orientacyjnych... tam musisz skręcić w lewo i iść znów prosto aŜ do salonu . MęŜczyźni fotografują magnolie w parku Shinjuku... Stali ze swoimi tabliczkami...nie....??» Plan..??» *> ? ?.. Ŝe bez pomocy „staczy" zaproszeni goście do świtu krąŜyliby po naszej dzielnicy.. hipnotycznie wpatrując się w przyjezdnych..?» ? is a-.... Nieopatrznie zapewniłam ich... lecz mglistą 49 strukturę przestrzenną.. między fryzjerem dla psów a kawiarnią o nazwie Liąuid Grass. nie będąc w stanie znaleźć miejsca spotkania...fryzjerski albo po prostu „takie duŜe drzewo na rogu"... po namyśle mówiła na to Yume.... Tokijski labirynt bywa dla cudzoziemca prawdziwym wyzwaniem. skręć teraz w prawo za automatem z napojami z duŜą reklamą napoju Pocari Sweat i idź prosto aŜ do zakładu robiącego tatami... pytali japońscy znajomi... i na początku myślałam.. „Gdzie jesteś?". którzy tkwią z tabliczką informacyjną przy stacji i wskazują 48 Tokio wielkomiejskie (Shinjuku).??» ? ? *..

o ile jeszcze tam stoi. zgodziła się. mającego w reklamie tańczącą ośmiornicę. jak podróŜnik przedzierający się przez dŜunglę nad Amazonką. a ich rozkwit miał miejsce w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. która poprzedniego dnia umówiła się z narzeczonym o imieniu Shinji i całe popołudnie oraz wieczór spędzili w tokijskiej dzielnicy Shibuya. Po drugiej wojnie światowej Amerykanie usiłowali wprowadzić w Tokio zachodni system i uporządkować adresy według zasad. i przejść na drugą stronę uliczki. gdy poprosiłam. zasłaniając usta dłonią. Po odejściu Amerykanów Japończycy wrócili jednak do starych zwyczajów i nadal rysują mapki. a Tokio to miasto. Hotele miłości nie są domami publicznymi. Kochankowie z hotelu miłości „A co robiliście?". Jak pisze Barthes w Imperium znaku. wpadałam w jeden ze ślepych zaułków i potem czekałam zagubiona w gęstniejącej ciemności. który z hoteli miłości wart jest odwiedzenia. Ŝe „to. czyli rabu hoteru w wymowie japońskiej.. naprawdę niedaleko. gdzie sama nie zdołałam dotrzeć. w którą miałam skręcić. a co było tuŜ za rogiem. Siedząc zapach curry. nie ma Ŝadnych miejsc tego typu. które nam wydają się praktyczne i racjonalne. by pokazała mi (tak na wszelki wypadek). restauracji i. Wiadomość.couple hotel. i tam skręcić w lewo. które „moŜna poznać tylko przez działanie typu etnograficznego" i brnąc w dŜungli znaków. fashion hotel lub leisure hotel. a czasem wwąchiwałam się w jego nikły cień zbyt długo. ale nie tego pierwszego. a chociaŜ wykorzystywane bywają teŜ przez „profesjonalistki" i ich klientów. Pytanie wydawało mi się więc niewinne i zdziwiło mnie zakłopotanie przyjaciółki. czasem docierałam na miejsce spotkania. co 50 pozwoliłoby kaŜdemu przeciętnie inteligentnemu człowiekowi trafić wszędzie bez większego problemu i angaŜowania osób trzecich. i jego właścicielka zaprowadzi mnie tam. aŜ światełko roweru pojawi się w perspektywie zupełnie nie tej uliczki. aŜ zobaczę reklamę z napisem po angielsku Korean Viagra i usłyszę dzwoneczek Ŝebrzącego mnicha. wpatrując się w miejski krajobraz z takim natęŜeniem. Ŝe jestem prawie na miejscu i teraz tylko muszę skręcić w prawo koło baru sushi. W Tokio moŜna bez problemu znaleźć rabu hoteru przy kaŜdej większej stacji kolejowej. moja japońska koleŜanka przyjęła z niedowierzaniem. to większość gości stanowią . Kierowana słownymi wskazówkami tubylców albo trzymaną w dłoni mapką poznawałam Tokio organoleptycznie. bo jeśli nie. ale dla zainteresowanych pozostają one hotelami miłości. W Japonii jest około trzydziestu tysięcy hoteli miłości. tylko następnego. „Pocari Sweat. tylko na pierwszym piętrze. Yukiko mówi. a ta powtarzała. gdzie poczuję z lewej strony zapach curry.paczinko Big Sweet Dream".. Po odnalezieniu salonu paczinko dzwoniłam do Yume ponownie. to powinnam znaleźć mały bar serwujący bibimbab. „W kinie. zapytałam Yukiko. nie musi być najbardziej racjonalne". którego śladem podąŜać mam tak długo. boutiąue hotel. Hotele miłości pojawiły się w Tokio po wojnie. Ŝe w Warszawie. co najbardziej praktyczne. Ŝe właściciele takich przybytków próbują dziś innych nazw zamiast love hotel . ale nie ten na parterze. jakby nie było stolicy. odpowiedziała i stłumiła chichot. „Z ochotą". Big Sweet Dream" powtarzałam sobie w myśli i ruszałam. dalmatyńczyk. szukać drogi. w Japonii trzeba przyzwyczaić się do tego. za które często biorą je cudzoziemcy. hotelu miłości". Ulice miały mieć numery. gubiłam ślad.

I wydaje się. co odróŜnia go od wszystkich innych hoteli świata.przeflancowany z Zachodu przez młodą generację Japończyków . nie znaczy. czyli pocałunek. których głównym (nawet jeśli nie jedynym) zadaniem jest przyjmowanie na noc gości poszukujących noclegu. Jego absurdalna architektura disnejowskiego zamku z daleka przyciąga wzrok i dlatego nieraz słuŜył nam jako punkt orientacyjny. wycieczkowy statek zacumowany między domami albo futurystyczny zamek z atrapami okien. pozostał tam. który to zwyczaj . Wagony metra zdobią plakaty i reklamy z półnagimi dziewczętami o dziecinnych buziach i dojrzałych biustach. które niemal nigdy nie trzymają się za ręce. ZałoŜycielka jednego z pierwszych hoteli miłości na Shibuya. wystawiony do wglądu na zewnątrz budynku. Ŝe rzeczywiście kissu. Kopułki. gwiazdka Midori Satsuki. by uprawiać w nim miłość. Śmielsze formy publicznego okazywania uczuć są surowo potępiane. barów i sklepów. ale gdyby jakaś młoda kobieta usiadła na kolanach narzeczonego. czyli w domowej sypialni albo w hotelu miłości. Cennik hotelu miłości. zawiera dwie taryfy . krok od codziennego Ŝycia. Od tej pory japońscy kochankowie. jest duŜe prawdopodobieństwo. Nie jest to miasto czułych uścisków. Jawne istnienie w przestrzeni publicznej miejsc.a więc od ParyŜa po Tokio .aby „odpocząć" przez 2-3 godziny. a aby zostać do rana.zwykłe pary. wieŜyczki i baszty hotelu Gallery szczególnie malowniczo wyglądają w porze kwitnienia wiśni. Gallery Hotel. u ciebie czy w hotelu miłości?" Jeden z najsławniejszych i najokazalszych tokijskich rabu hoteru. odpowiednio trzy do pięciu tysięcy więcej. gdy ich barokowe kształty wyłaniają się z kwiatów jak Wenus z kąpieli w białej pianie. a Ŝegnającym się . hotele miłości znajdują się jednak w sąsiedztwie domów mieszkalnych. trzeba zapłacić od czterech do dziesięciu tysięcy jenów. Prawie nie sposób zobaczyć na ulicach Tokio całującą się parę. W dzielnicach takich jak Shibuya i Ikebukuro skupiska rabu hoteru tworzą całe enklawy. gdzie jeden tego typu przybytek stoi tuŜ obok drugiego. gdzie była taka potrzeba .część opinii publicznej uznała za wyjątkowo odraŜający i nieprzyzwoity. Love hotel oficjalnie przeznaczony 51 jest do tego. gdzie moŜna uprawiać seks. OdróŜniające się od otoczenia architekturą. Przeciwnie. Ŝe jej zamierzeniem było stworzenie „krainy marzeń na jedną noc". lecz 52 powściągliwych gestów i par. wariację na temat „pałacu księŜniczki" albo swojski kształt gotyckiego kościoła. by wspomnianą potrzebę zaspokoić. Ŝe atmosfera Tokio kipi od seksualnej swobody. wzięto by ją za wariatkę albo „gaijinkę". Jeszcze kilka lat temu toczyła się w Japonii powaŜna debata na temat całowania się na powitanie i poŜegnanie. w której „urzeczywistniają się pragnienia kochanków".to dopiero Japończycy wymyślili hotele miłości otwarcie przeznaczone. powiedziała. mogli dywagować: „U mnie. Mimo iŜ pokoje na godziny istniały wcześniej wszędzie tam. gdzie jego miejsce. znajduje się w Meguro. Gallery Hotel jest kwintesencją kiczowatej estetyki hoteli miłości i niedo-v ścigłym wzorem dla wielu innych. Jeśli natkniemy się w Tokio na budynek przypominający siedzibę Ludwika Bawarskiego albo wenecki Pałac DoŜów. które w Tokio jest zawsze o krok od fantazji. Ŝe właśnie mamy do czynienia z hotelem miłości. eleganckiej dzielnicy ambasad. których ogarnął miłosny nastrój.

a co dopiero. w wyznaczonych przestrzeniach. Ŝe dwa pokolenia są potencjalnymi klientami rabu hoteru. poza tym w Tokio trudno byłoby znaleźć ustronne miejsce. czyli młodych Japończyków nie wyróŜniających się niczym szczególnym w tokijskim tłumie.nie łączą się ze sobą tak gładko jak tu. Oprócz par najbardziej typowych. jak sąsiad za ścianą drapie się po głowie. Wszyscy znikają w drzwiach dyskretnie. który raczej nie jest ani jej narzeczonym. Same w sobie nie są wprawdzie złe ani grzeszne. ani męŜem. aŜ zwolni się jakiś pokój. być małŜeństwem. parę w średnim wieku. Najpopularniejsze w Japonii samochody teŜ są nieduŜe. Ŝe ktoś przeszkodzi albo Ŝe o schadzce będzie wiedziała cała dzielnica. Ŝe para jawnie nie obnosi się ze swoją miłością. gdzie powstał nowy hotel miłości. ale bez specjalnych środków ostroŜności. zwalniając pokój dla kolejnych chętnych na wycieczkę do krainy miłosnych marzeń. ale nasila się w weekendy. by w dobrym 53 nastroju wyłonić się po dwóch. napisany przez młodą tokijską dziennikarkę. rozszczebiotaną nastolatkę w czyściutkim mundurku szkolnym i pana po czterdziestce wyglądającego na księgowego z kompleksem lolity. A jeśli juŜ wszyscy wiemy. by nie zakłócać harmonii świata. Istnieją specjalne przewodniki. trzech godzinach. a niedawno wydano nowy. to dlaczego by nie uczynić go pięknym? Pewnie w Ŝadnej innej przestrzeni Tokio dwie jej główne cechy . by zaparkować. Małe. a nawet . w krainie miłosnych marzeń. co wyklucza model amerykański. gdzie na specjalnych stronach ludzie dzielą się wraŜeniami z hoteli miłości. kiedy przed niektórymi z nich trzeba czekać. W tokijskich warunkach mieszkaniowych trudno byłoby jednak oddawać się namiętności dyskretnie i po kryjomu. urządzając inaczej pokoje. więc właściciele starają się zaspokoić przede wszystkim jej gust. gdzie i jak się im oddawać. gdy oddaje się bardziej dynamicznym rozrywkom. W hotelach miłości ruch trwa przez cały tydzień. z których moŜna się dowiedzieć.skrajny funkcjonalizm i skrajny kicz . ale dobrze wychowani ludzie powinni wiedzieć. Tak jak w złym tonie jest nadal w Japonii jedzenie na ulicy. Ŝe wszelkie inne rodzaje zmysłowych przyjemności powinny odbywać się za zamkniętymi drzwiami. choć nie musi. Cenione w innych okolicach świata łono natury nie istnieje. Ŝe słychać nawet. która moŜe. Dobrym źródłem informacji jest teŜ Internet. Otwarte podejście do seksu i jednocześnie wysokie sformalizowanie ludzkich zachowań składa się na fenomen rabu hoteru. a w jakim dokonano imeji cheinji.dwoje ciekawskich i odwaŜnych cudzoziemców. Hotel miłości wydaje się więc jedyną alternatywą. Dla wielu tokijskich par rabu hoteru jest jedynym miejscem. Młodzi tokijczycy do ślubu mieszkają bowiem z rodzicami (a z kolei rodzice z dziećmi). tak uwaŜa się. który stracił klasę i nie jest w związku z tym godny polecenia. co sprawia. do czego słuŜy. pod warunkiem. rzetelny przewodnik. moŜna spotkać tu wyzywająco ubraną kobietę w fioletowych spodniach ze skaju w towarzystwie drobnego okularnika w garniturze. bye.kochankom musi wystarczyć bye. gdzie moŜna oddawać się namiętności bez ryzyka. Miłosny savoir-vivre mówi. .choć rzadko . bo trudno uznać za nie wybetonowane brzegi rzek albo parki wielkości sali gimnastycznej. W Japonii nie ma moralnych czy religijnych zakazów dotyczących seksu przedmałŜeńskiego. ciasne i niebywale akustyczne mieszkania w japońskich domach nie słuŜą miłosnym igraszkom i symboliczne zasłonięcie okien nic nie moŜe poradzić na to. Ŝe to dama wybiera hotel i pokój.

które niczym wielki Ŝarłoczny kwiat. Ŝe foyer u szoguna oprócz choinki zdobi kopia Wenus z Milo i kanapka w stylu Ludwika XIV. i nie udając. by kochać się w „Wenecji naszych snów". kołysze się pośrodku dzięki elektrycznemu napędowi. nie udając. po lub . by odpłynąć. Trzeba traktować tę przestrzeń nie tyle z przymruŜeniem oka.w trakcie miłosnego aktu. którego dyskrecja jest legendarna.niczym latający dywan . moŜna skorzystać z zestawu do karaoke i zaśpiewać z ukochanym przed. Korzystanie z hoteli miłości jest zaś dziecinnie proste i na ogół nie wymaga . Ŝe takie jest Ŝycie. poprawność polityczną ani dobry gust.to oczywiście „ParyŜ naszych marzeń" i Emiko albo Tomomi moŜe szepnąć do ukochanego: „Zupełnie jak w tym francuskim hoteliku. pod warunkiem. co zmruŜyć oczy i dać się ponieść wyobraźni. którą cenią sobie Japończycy. śnieŜnobiałą pościelą zapraszającą.54 Estetyka rabu hoteru odzwierciedla popularne wyobraŜenia o miłości. wnętrze samolotu z mundurkiem stewardesy wiszącym jeszcze w pokrowcu z pralni. by przydać miejscu romantyczności i duszoszczypatielnej nostalgii. Ŝe nie dbają o zgodność historycznych szczegółów. Dlaczego filiŜanką? A dlaczego nie? Nic teŜ dziwnego. a wanna . nie stwarza problemów. Na zwolenników bardziej wymyślnych zabaw czeka średniowieczna sala tortur z plastikowymi łańcuchami. gdy łóŜko w innym pokoju okaŜe się róŜowym sercem z pluszu. Disnejowski zamek z gipsu i betonu albo siedziba szoguna z plastikowymi ścianami imitującymi drewno i ze stojącą w jednym z kątów lekko zakurzoną choinką . które mają to do siebie. pamiętasz?" W kolejnym pokoju rolę łóŜka pełni gondola z czystą. W hotelu miłości na Shibuya na ścianie wisi więc atrapa okna z wklejonym w nią zdjęciem Montmartre'u. Ŝe nie są one kiczowate. Futon rozłoŜony pod takim drzewem .gigantyczną. Elektryczne drzewka wiśni kwitnącej jaskraworóŜowymi Ŝaróweczkami tworzyć mogą nastrój pokoju utrzymanego w mniej popularnym w rabu hoteru stylu japońskim. gdy ktoś woli).przenosi kochanków w czasy samurajów i gejsz. Wygląd hotelu miłości czerpie inspirację z fantazji erotycznych. na którym stoi lampka z postumentem 55 w kształcie wieŜy Eiffla . szkolna klasa plus uniform uczennicy. z których wyrastają platikowe paprocie. jest teŜ łoŜe z baldachimem i złocony stolik.to przestrzeń. co potrafią miłośnicy karaoke . Zupełnie nie dziwi więc kochanków. Ŝe jest to para cudzoziemców róŜnej płci i znających savoir-vivre panujący w rabu hoteru. W hotelach miłości motywy zachodnie uŜywane są. gabinet lekarski z fotelem ginekologicznym (lub dentystycznym. przezroczystą filiŜanką. Na ogół jednak personel. tak pewnie zrobili Yukiko i Shinji w piątkowy wieczór na Shibuya. więc intuicja designera wydała mi się całkiem na miejscu). której nie dotyczą prawa codziennego Ŝycia. choć oczywiście nie mówią o niej po rosyjsku.kto wie. gotowy do uŜytku. a wnętrzu disnejowskiego zamku uroku przydają gipsowe krasnale i królewna ŚnieŜka (notabene niektórym psychoanalitykom ta bajeczka zawsze się kojarzyła z rzeczami nie dla dzieci. Zdarzają się hotele miłości nie przyjmujące „gaijinów" i wtedy juŜ na drzwiach informuje o tym stosowny napis: Japanese only. Łazienka w hotelu miłości moŜe być jaskinią wyłoŜoną sztucznymi kamieniami. i przecieŜ nic więcej nie trzeba. Nie ruszając się z niego. Nie wszyscy jednak gustują w romantycznej scenerii miłosnego aktu i oni teŜ znajdą coś dla siebie w hotelach miłości.

. Celuloidowe postaci w niesamowitych kolorach zielonkawej Ŝółci i zimnego róŜu podpowiedzą. a w środku przestrzeń byłaby zapchana do granic moŜliwości plastikowymi pudłami i oświetlona fluorescencyjnym 57 światłem.znajomości języków innych niŜ uniwersalny język pragnienia (i oczywiście pieniędzy). na środku którego stoi okrągłe łóŜko z nieskazitelną 56 pościelą i plastikową palmą u wezgłowia. a niewidoczne wcześniej lampki na lustrzanym suficie rozbłyskują jak gwiazdy. gdzie ciągle trwa styczniowy dzień. a w kącie za drzwiami miniaturowa i bardzo czysta łazienka. Nie ma okien. w której zza wysoko zabudowanego kontuaru klucz podaje nam ręka naleŜąca do osoby niewidocznej w całości i udajemy się do wybranego gniazdka miłości. to zamurowane od środka atrapy. Ŝe po rozpostarciu ramion moglibyśmy dotknąć obu ścian. Ŝe główne światło gaśnie. a jacy kochankowie nie lubią tropikalnych rajów i gwiazd? Gdy mijają dwie godziny i łódź dobija do brzegu. a w dywanie kilka dziur po papierosach. które widzieliśmy z zewnątrz. który pokój ma wodne łóŜko. Gdybyśmy byli przeciętnym małŜeństwem z robotniczego Ikebukuro. Po naciśnięciu guzika płacimy w czymś w rodzaju recepcji. automat. Kto wie. zdjęcia z opisem wyeksponowane są na podświetlonej tablicy. Lekko oblaŜąca fototapeta z tropikalną plaŜą nie pozostawia wątpliwości. w którym jest jacuzzi czy chociaŜ przezroczysta wanna pozwalająca oglądać od spodu zanurzoną w niej nagą narzeczoną. Jeden z na chybi! trafił naciśniętych guzików przy łóŜku sprawia. a lustrzany sufit niebem nad Hawajami. ŁóŜko płynie gdzieś po wodach południowego Pacyfiku. Jest cicho i bardzo gorąco mimo włączonej klimatyzacji. który niesie lodowatą wilgoć znad oceanu. Z braku miejsca pralkę trzymalibyśmy na balkonie łub przed drzwiami na chodniku. szaro i właśnie zaczyna padać deszcz ze śniegiem. Jest zimno. jeszcze mały barek. W foyer naleŜy najpierw wybrać pokój. moŜna włączyć telewizor (oczywiście. gwiazdy migocą. Na przykład do pokoju wielkości mniej więcej dwunastu metrów kwadratowych. nasze łoŜe jest wyspą. FidŜi lub Bali. oznacza to. tropikalny raj jest juŜ tuŜ-tuŜ. Ŝe błękitny dywan to ocean.. Nie widać juŜ. Ŝe jest telewizor. Ŝe pokój jest akurat zajęty. Niewiele więcej mieści się w pokoju tropikalnym. a więc moŜe to nie wyspa. tylko łódź? A co wtedy z palmą? Jaką palmą? Kto by się przejmował palmą. musielibyśmy teraz wrócić do mieszkanka źle ogrzewanego i tak małego. wychodzimy na gwarne uliczki Ikebukuro. zanim podejmie się decyzję. Z tablicy moŜna dowiedzieć się. stolik z herbacianymi utensyliami. Gdyby wyobraźnia potrzebowała dodatkowej zachęty. cierpiąca na bezsenność i świetnie słysząca mimo swoich dziewięćdziesięciu . bo co to za raj bez niego!) i uŜyć jednej z pornograficznych kaset wideo ustawionych na nim w równiutkim szeregu. tematyczny laserowy show na ścianach albo system oświetlenia wraŜliwego na dźwięk i pulsujący w rytm akustycznej akcji kochanków. te. Ŝe fototapeta jest zniszczona. by dobrze wykorzystać wydane jeny. a w którym rolę tę pełni plastikowy model samochodu osobowego lub furgonetki w wersji country. Otwieramy parasol i walczymy z nagłym podmuchem wiatru. co naleŜy robić. Warto chwilę się zastanowić. kolejny guzik wprawia łóŜko w lekkie chybotanie. a nie parą Ŝądnych przygód „gaijinów". Gdy któreś ze zdjęć nie świeci się. moŜe nawet mieszkałaby z nami owdowiała babcia z Kyushu. w którym moŜna kupić prezerwatywę.

nie jest niczym szczególnym. w której status jest precyzyjnie określony. którą moŜna spotkać w depato. udawał się do Yoshiwara w przebraniu i zmiana kostiumu czyniła zeń inną osobę. by znów znaleźć chwilę i wrócić do naszego rabu hoteru. Pewnie juŜ po drodze planowalibyśmy więc. budynkach uŜyteczności publicznej.często z niebywałym wprost wdziękiem są tu raczej przebrani niŜ ubrani. obowiązuje w Japonii o wiele bardziej niŜ w innych rozwiniętych krajach świata. plecami dotykających ściany. pan Matsura. jakby wybierali się na wesele lub pogrzeb. tak na przykład mój sąsiad. Mówi się. matki na skwerze takie same kapelusiki. na którą składają się dwie monstrualne wieŜe zwieńczone platformami . bo zasada: „PokaŜ mi. czyli domach handlowych. centrach turystycznych. nawet jeśli na kolejnym przystanku dołączy do nich szósta. Na tę wyjątkową okazję .zmieniwszy ubranie przestawał być wojownikiem. wszystkie tokijskie nastolatki jak na komendę przebierają się w to. czyli wspomniana siedziba władz miejskich na Shinjuku. Informuje innych. Japończycy lubią uniformy. gdzie wszyscy kucharze noszą wielkie białe kucharskie czapki. strój mówi. Tak jak japońscy turyści spotykani za granicą wyglądają właśnie na turystów. gdzie kolejne warstwy pięknych papierków. starsze panie charakterystyczne sweterki i spódnice pełne misternych ozdóbek. Nawet tak na pierwszy rzut oka barwna i róŜnorodna młodzieŜ z bohemicznych enklaw po bliŜszym przyjrzeniu okazuje się niewolniczo hołdować kilku typom stroju. a powiem ci. młode zamęŜne kobiety 58 spódniczki jednakowej długości i bluzeczki o zbliŜonym kroju wyprodukowane przez te same firmy. wybierający się na sobotnią partyjkę golfa przedstawia sobą widok doskonałego gracza w golfa. Osoby o tym samym statusie po prostu chcą wyglądać tak samo. nawet jeśli w ich lokaliku mieści się naraz tylko pięcioro gości ściśniętych przy kontuarze. Sarariimani mają więc identyczne ciemne garnitury. dlaczegóŜ więc miałyby nosić się inaczej niŜ wszystkie inne zamoŜne gospodynie w średnim wieku? Wiele firm nadal ubiera swoich pracowników w uniformy. samuraj chcący uŜyć zakazanej mu przyjemności w dzielnicy rozpusty. Ta skłonność do nadmiaru znaczącego. a ekwipunek emerytów moczących kije w Sumidzie bardziej pasowałby na finał międzynarodowych zawodów wędkarskich. przesady w ilości szczegółów nadal rzuca się w oczy na ulicach Tokio. jakie miejsce w hierarchii zajmuje opakowane w niego ciało. W kulturze. bo niewyróŜnianie się jest cnotą. Miasto w uniformach Tokio to miasto.siedmiu lat. Robotnicy ponoć z własnej woli trzymają się wyróŜniających ich spodni a la Sindbad i ręczników na głowach. a ekstrawagancja czymś śmiesznym i niewłaściwym. Fakt. pudełeczek i wstąŜek w odpowiednim kolorze waŜniejsze są niŜ ukryty w nich drobiazg. Jak pisze Donald Richie w Image Factory. iŜ w wagonie metra moŜna zobaczyć siedzące naprzeciwko pięć pań w takich samych fryzurach. słynna elevator girl. kim jesteś". Są zamoŜnymi gospodyniami w średnim wieku. podobnych kostiumach i z torebkami Vuttona na kolanach. Ŝe Japończycy w zachodnich ubraniach zawsze wyglądają tak. Wszyscy zwłaszcza w przypadku młodzieŜy i kobiet . kim ono jest. w co jesteś ubrany. co akurat lansuje magazyn mody „Fruits". tak strój dopiero nadaje sens ludzkiemu ciału. Tak jak w przypadku japońskich prezentów. Jednym z takich miejsc jest na przykład Tókyó Tochó. Najdoskonalszym przykładem ciała w uniformie jest pewnie tokijska windziarka.

„Proszę bardzo". Patrząc gdzieś przez nas. juŜ w środku. seksualność. zachęca z uśmiechem w razie. zwieńczonych infantylnymi kapelusikami. te stojące przed wejściem do róŜnych lokali i salonów gry. stojąca w windzie kilka centymetrów ode mnie. lecz dopracowanym w kaŜdym szczególe i pełnym elegancji zaproszeniem. Odwiedzając Tókyó Tochó. fascynuje się elevator girls i uczyniła je obiektem swoich dzieł. . nic nie rozumiejących cudzoziemców. ale „szacownymi gośćmi" i obecność windziarki słuŜy wskazaniu na nasz dostojny status. „Dozo". Miwa Yanagi. Ubrana w czerwony uniform młoda dziewczyna najpierw wskazuje dłonią w nieskazitelnie białej rękawiczce na drzwi owej windy. nigdy nie zobaczymy na ich twarzach niezadowolenia. Podobną funkcję pełnią dziewczęta w punktach informacyjnych. I tu na scenę wchodzi elevator girl. Jej uniform mówi: „jestem elevatorgirl i to wszystko. oczywiście. wskazujące drogę w podziemiach handlowych. tylko kostium ukrywający ich ciało. windą. Z praktycznego punktu widzenia praca windziarki jest więc zbędna i ma znaczenie czysto symboliczne. nieskazitelnie schludne sprawiają wraŜenie zaczarowanych księŜniczek. nie podpierają ścian i nie piłują sobie paznokci. Tak jak dziewczyna z Tókyó Tochó. Uniformizacja i nacisk na konieczność dostosowania się wyglądem do właściwej grupy odniesienia dają jednocześnie moŜliwość łatwej ucieczki w fantazję. zamiast innych moŜliwych sposobów szybkiego dotarcia na platformę obser60 wacyjną. czy informowała nas o historii budynku. osoby te bez mrugnięcia okiem wykonują jedną z najniŜszych w hierarchii i kiepsko płatnych prac. Ŝe wybraliśmy podróŜ jej windą. Wjechać na nie trzeba. co nie jest trudne. zapraszając nas w ten sposób do wejścia. Zawsze z tym samym uśmiechem. W uniformach zawsze na granicy kiczu. była tak szczelnie opakowana w swój uniform windziarki jak japoński prezent i mimo iŜ znajdowała się na wyciągnięcie dłoni. pleć. czy w windzie jest jedna osoba. Elevatorgirl z Tókyó Tochó. Jej gest nie jest takim sobie machnięciem od niechcenia. korzystając z wolnej chwili. uŜywa się podkreślając szacunek wobec rozmówcy. Windziarka kontynuuje śpiewną informację niezaleŜnie od tego. zdobnych w Ŝaboty i kokardy. Nie plotkują z koleŜankami. naciska odpowiedni 59 guzik. nie kłopotem dla obsługi.obserwacyjnymi. którego w języku japońskim. co o mnie będziecie wiedzieć". ani uśmiechać się. podawała szczegóły procedury ewakuacyjnej w razie trzęsienia ziemi czy dziękowała nam. mistrzyni ceremonii. czy dziesięć. mówiła i mówiła skamieniała w pozie pełnej szacunku i kobiecej skromności. bowiem winda jeździ tylko na platformę obserwacyjną i nie zatrzymuje się nigdzie po drodze. zwracając się z taką samą profesjonalną gorliwością do zupełnie ignorujących ją Japończyków i zafascynowanych. Potem. której wystawę widziałam w Japonii. gdybyśmy nie zauwaŜyli. młoda artystka. pozostawała zupełnie niedostępna. tym najgrzeczniejszym z języków rozwiniętych społeczeństw. Ta dziewczyna w uniformie pełni rolę Ŝywego honoryfikatora. które czekają na przebudzenie. jesteśmy nie byle kim. Na generowanych komputerowo zdjęciach pokazuje dziesiątki windziarek zamarłych w bezruchu w przestrzeniach nazywanych przez artystkę „zamroŜonymi miastami". windziarka kłania się i nie przestając ani mówić. nie mają indywidualności. Ani przez myśl jej nie przejdzie zbuntować się i wyrecytować nam haiku albo zatańczyć taniec brzucha. Nie wiedziałam. Ŝe drzwi są otwarte.

anime i gier komputerowych. opiera się teŜ wiele starych i nowych form japońskiej sztuki. Elvisi są skupieni. W latach siedemdziesiątych na Harajuku spotykała się zbuntowana 61 młodzieŜ. panowie w średnim wieku naśladują go ze śmiertelną powagą. czyli młode dziewczęta. na uroku przebieranek. to przestrzeń fantazji. tańcząc pod Heartbreak Hotel. Dla EMsów z Harajuku waŜne jest mistrzostwo w powtarzaniu tanecznych ruchów Elvisa-Pelvisa. gnąc się w takt płynących z magnetofonu przebojów sprzed lat. w pełni zaangaŜowani w akt imitacji i tak jak od aktorów kabuki grających kobiety nie moŜemy oczekiwać nagłego mrugnięcia okiem. jakby Steve Martin albo Dan Aykroyd robili swój popisowy numer typu „my dzicy. a nie komizm faktu. Skoro uniform jest wszystkim. W czarnych skórzanych spodniach. Przy głównej bramie parku Yoyogi na przykład nie zbierają się juŜ demonstranci. by stać się kimś zupełnie innym. Shójo. w której. lecz dobrze znane są równieŜ bóstwom religii shintó. misterium i pikniku. tak oni w Ŝadnym momencie nie dadzą nam do zrozumienia. iŜ japońscy czterdziestolatkowie z kaczymi kuprami naśladują gwiazdę innej rasy. gdzie panny ze stolicy i okolic przyjeŜdŜają w kaŜdą niedzielę. kuszący wymyślnymi butikami z młodzieŜową modą. Scena kosupure to betonowy mostek Jingu nad torami kolejki Yamanote. ale to pierwsze oferuje więcej atrakcji.Japońska kultura. Shójo. Dziś Harajuku nie ma nic wspólnego z polityczną rebelią. a z drugiej labirynt wąskich uliczek. Jakieś dalekie pokrewieństwo łączy Harajuku z nowojorskim East Village. rekrutuje się dziś spośród fanek komiksów manga. Warto zatrzymać się przy Elvisach. wykorzystuje tę transgresywną moŜliwość. jak i kiedyś. wygląda to mniej więcej tak. Choćby na krótko. Kostiumowe szachrajstwa kuszą nie tylko śmiertelnych. stoiskami z biŜuterią i gadŜetami. a w pobliskim parku Yoyogi urządzano spotkania grup subkulturowych i parady. Jak napisał jeden z amerykańskich autorów. lecz w kaŜdą niedzielę tańczy grupa japońskich EMsów. których słodki zapach zawsze budził we mnie głód. by oddać się swojemu hobby. to wystarczy przecieŜ zmiana kostiumu. czyli costiumplay albo w skrócie cos-play. niczym motyle fruwające w rozchichotanych stadkach. nadały kostiumowej zabawie nowy wymiar. które wkrótce zostały zakazane przez władze. stanowi oryginalny element subkultury młodych dziewcząt w wieku od trzynastu do dwudziestu kilku lat. jakiego nie powstydziłby się sam Król. Z jednej jego strony znajduje się wielki park i Meiji-jingu. szaleni faceci". od kabuki do Takarazuka. Ŝe całkiem na serio. rozgałęziających się od Takeshita-dori. kioskami sprzedającymi naleśniki z bitą śmietaną i owocami. jedna z najwspanialszych świątyń shintó w Tokio. które są prawdziwymi paniami Harajuku. Kosupure. uwielbianymi przez shójo salonami fotograficznymi zwanymi purikura (od print club). najbarwniejsze mieszkanki Tokio. tak dziś. czyli cos-playerek. zanim . Największa grupa wielbicielek kostiumowej zabawy. ale główne przedstawienie kosupure naleŜy do dziewcząt. To dzielnica mody i młodych. Nie bez powodu właśnie Harajuku stało się główną sceną kosupure. a przebieranki stanowią jeden z jej stałych motywów. Ŝe to zgrywa. obowiązują inne prawa niŜ w codziennym Ŝyciu. Królestwem shójo jest tokijska dzielnica Harajuku. ze szczególnym uwzględnieniem tych męsko-damskich. uczyniły kosupure wydarzeniem z pogranicza happeningu. tak jak w hotelach miłości. butach z czubem i fryzurach ułoŜonych w kaczy kuper. z tą róŜnicą. miejsce nawet w najbardziej szary z szarych tokijskich dni tętniące kolorem i pełne Ŝycia.

Kosupure nie jest Ŝywiołowym szaleństwem. róŜowych kozaczkach i takimŜ kubraczku. ale umiejętność jego noszenia i dlatego dziewczęta • korzystając z odpowiednich poradników dla cos-playerek trenują w domu przed lustrem odpowiednie dla swojej postaci pozy i miny. Zajmuje im to duŜo czasu. Panowie z aparatami pstrykający jak szaleni to cameko (od camera kici). MoŜe nim być imię ulubionej postaci albo jakiekolwiek inne słowo japońskie lub angielskie. mającym własną etykietę i jak wszystko w Japonii . którzy zawsze towarzyszą cos-playerkom. Wydają więc na nie wszystkie zarabiane pieniądze. z czarnym pasem podkreślającym wąziutką talię i kokardą na czubku głowy. a ciało ułoŜone w teatralnie wypracowane gesty. Cala ta zabawa naprawdę wymaga wiele czasu. Na mostku Jingu dziewczęta zapominają o swoich codziennych toŜsamościach i posługują się pseudonimami. którą podobno specjalnie ze względu na cos-playerki powiększono i wyposaŜono w duŜe lustra. Cos-playerki z Harajuku to prawdziwe mistrzynie i jeśli zaznajomiło się wcześniej z kilkoma choćby inspiracjami ich kostiumów.precyzyjnie określone reguły zachowania. A o to chodzi w kosupure: o mistrzowską wierność oryginałowi. bo makijaŜe są misterne i dopracowane. trzymając lusterka między kolanami. opierają się o balustradę i malują. wysiłku i pieniędzy. Na koniec Sakura Shinguji zastyga na jednej nodze z drugą wyrzuconą w przód jak do kopniaka i wytrzymuje wystarczająco długo. przybierając pozy wojownicze i seksowne zarazem. Ta androginiczna postać obok Sakury . Siadają na betonowym chodniku. a koafiury niełatwe do ułoŜenia. ale dla których dziewczęta rzadko chcą pozować. PowaŜniejsze przebieranki odbywają się w dworcowej toalecie. śadna nie ma przy tym nic wspólnego ze spontaniczną kokieterią. inne poprawiają tylko makijaŜ i fryzurę. jak co niedziela. Na mostku Jingu . Twarz dziewczynki jest nieruchoma jak maska no. Efekt jest spektakularny.jeszcze wyszłam ze stacji.zwolenniczki kosupure otwierają swoje walizki. by fotografowie zdąŜyli zrobić zdjęcia. które w ich uszach brzmi wystarczająco słodko i fajnie. lecz hobby skodyfikowanym. 63 Wygląda na doświadczoną cos-playerkę i ze swobodą gwiazdy pozuje fotografom. bowiem cosplayerki na ogół trzymają się w małych grupkach lub parach. czyli kawali. Czasem więc koleŜanka pomaga koleŜance. a cały wolny czas poświęcają szyciu ubrań bądź polowaniu w sklepach Akihabara lub Harajuku na potrzebne gadŜety i materiały. ozdobione przypiętymi na łańcuszkach plu62 szowymi zwierzątkami i gadŜetami. jak doskonałe stworzyły kopie. Niektóre cos-playerki dopiero tu przeistaczają się w ulubioną postać. Spoza ramion Japończyków strzelają aparaty zagranicznych turystów którzy. Oto więc Sakura Shinguji z gry Sakura Wars w bardzo obcisłych białych getrach. licznie przybyli na mostek Jingu. doceni się. wśród których dominuje Hello Kitty i króliczek Miffy. W kaŜdej zastyga na kilkanaście sekund.to chyba Brad Kirsten z gry . a potem zmieniają na inną. którą cenią sobie wspomniani wyŜej Elvisi. o tę samą umiejętność naśladownictwa. Liczy się bowiem nie tylko kostium i akcesoria.w futurystycznym kombinezonie i platynowej peruce .ziemi niczyjej między sacrum aprofanum . Niektóre z dziewcząt przyjeŜdŜających na Harajuku uczyniły z kosupure główną treść swojego Ŝycia: jego celem są coraz lepsze i piękniejsze kostiumy.

Trudno zgadnąć. przygięty do ziemi pod cięŜarem lat i sprzętu fotograficznego wartego kilkaset tysięcy jenów. przewaŜają panowie kolo czterdziestki. seksownych pończoszkach i cięŜkich buciorach znieruchomiały z palcami prawych dłoni ułoŜonymi w V. Jeśli chciała być kawali. spod spódniczek i kelnerskich fartuszków wystają im obszyte koronką pantalony. Ŝe mamy do czynienia z doświadczonymi artystkami. są męskiego czy Ŝeńskiego rodzaju. bo na mostku Jingu niczego nie moŜna być pewnym -wyrównuje przód lateksowej czerwonej sukni. gdyby wpadł w złe towarzystwo. na prawo trzy Gotyckie Lolity w czarnych króciutkich sukienkach. Zawsze są to męŜczyźni. których imitują. 64 z wprawą wkładając sobie pałeczki niemal do gardła. prawdziwego łamacza serc (innymi słowy są dziewczętami udającymi dziewczynę udającą chłopaka). Ŝe sprzedają je prasie i to niekoniecznie przyzwoitej.w tym sezonie melancholijnego paryskiego amanta. skórzane pejcze w dłoniach i groźne spojrzenia wyćwiczone wcześniej w długich sam na sam z lustrem nie pozostawiają wątpliwości. jakby właśnie wstały z grobu i pierwszy raz od dawna wyszły na światło dnia. Mają twarze kredowobiałe i usta wyraźnie spragnione krwi. od jej piskliwego śmiechu jeszcze przez ładną chwilę dzwoni mi w uchu. przygotowując obiektywy. czy idole. Za czarnymi androginami przygotowują się cztery bohaterki anime Tokyo Mew Mew. ale jeden siwiuteńki dziadunio. jakich nie powstydziłby się Ŝaden zachodni klub S/M. których nie znam: dwie dominy. jakie nosiły kurtyzany. Nieopodal jedyny transwestyta .o ile wzrok mnie nie myli.Psychic Force. szczebiocząc głośniej niŜ jest to konieczne. czyli aktorkę Ŝeńskiego teatru Takarazuka odtwarzającą męskie role . które wyglądają. to jej się udało. by nie zetrzeć czarnej szminki. Obecność cameko stanowi integralną część zabawy w kosupure. Stojące przy niej dwie dziewczyny w garniturach przebrały się za słynnego otoko-yaku Asami Hikaru. Trochę dalej aŜ trzy postaci w kostiumach z popularnego zespołu Malice Mizer przybierają charakterystyczne grobowe miny. lateksowe gorsety i króciutkie spodenki. Gotycka Lolita albo Bardzo Elegancka Gotycka Lolita to kostium cieszący się w tym sezonie szczególnym powodzeniem i do tego bardzo twarzowy. którą malowała od godziny. tak wyglądałby Czerwony Kapturek. . a głowy ozdabiają fantazyjne czepeczki. spod których wystają pończochy kabaretki. Cameko to amatorzy robiący zdjęcia dla własnej przyjemności (w której szczegóły nie będę wnikać). Jego koronkowa czerń w zderzeniu z bielą dziewczęcych buzi ma w sobie coś niebywale perwersyjnego i niewinnego zarazem. W miarę zbliŜania się południa nadciąga jeszcze wiele. Do tego niebotyczne szpilki. Na chodniku u jej stóp siedzi kolejna Mana z zespołu Malice Mizer i je makaron ze styropianowego pojemnika. robiąc ostatnie poprawki twarzy. by słyszał ją rozmówca. Kilku fotografów rzuca się w ich kierunku. z niespodziewaną dziarskością co niedziela uwija się wśród cos-playerek. wiele innych cos-playerek. TuŜ po nich pojawiają się najpierw trzy fałszywe ofiary wypadku zawinięte w bandaŜe schlapane czerwoną farbą. ale zdarza się. Jedna z nich rozmawia przez róŜowy telefon komórkowy. lecz z laserową bronią zamiast wachlarza. a kilka sekund później dwa bliźniacze stworzenia wampiropodobne. pali papierosa. zastygają w wystudiowanych pozach i szczerzą plastikowe kły. pod którą obsunęła mu się wypchana pierś. a oni. prezentują ostre makijaŜe. czy teŜ one. ale płciowa ambiwalencja to „normalka" na mostku Jingu. Po ich lewej stronie samotna i bardzo ponura nastolatka w strojnym kimonie.

do następnej niedzieli będzie po prostu betonową kładką nad torami. Gwiazdą dnia jest dziś drobniutka. przybiera seksowne pozy przed wycelowanymi w jej postać obiektywami. Nie wolno robić zdjęć z zaskoczenia i surowo zabronione są fotki „z dołu". iŜ warunki fizyczne młodziutkiej cos-playerki są odmienne od tych oczekiwanych od króliczków w ich amerykańskiej ojczyźnie.na mostku Jingu rebelii jest tyle. stanowi antytezę poprawnej japońskiej kobiecości. Tak czy inaczej. ufarbowana na blond dziewczynka w stroju króliczka „Playboya". a na koniec poŜądana jest wymiana wizytówek. Teoretycznie fotograf zawsze najpierw powinien spytać dziewczynę o zgodę. by być kimś innym. maestrię. niŜ wskazuje ich metryka. Na mostku Jingu kostium czyni cię tym. w jakie wcielają się cos-playerki. nie ma ryzyka. Fakt. dopóki przestrzegają reguł właściwego czasu i miejsca. na które . Pedagodzy i obrońcy moralności nie przywiązują zatem większej wagi do kosupure. Czar trwa do zachodu słońca. przyszła tak do pracy. ale to ryzyko zabawy. „gaijinów". iŜ Japończycy nie widzą w tym nic specjalnie dziwnego ani śmiesznego. nie stanowi przeszkody i nie czyni jej śmieszną. Gdyby elevatorgirl. wynika z istoty kultury uniformów: przebieranki stanowią tu uznaną formę artystycznego wyrazu.65 gdzie od czasu do czasu ukazuje się wizerunek cos-playerki w niezamierzonym przez nią pornograficznym kontekście. kim chcesz być. Nie tylko dziewczęta i nie tylko w Japonii marzą czasem.godzą się dziewczęta. Króliczek. Zdarzają się cameko polujący na nieprzyzwoite ujęcia. Poza tym młodym dziewczętom wolno bawić się więcej niŜ chłopcom. jakimi chce je widzieć społeczeństwo nie uznające ekstrawagancji na co dzień. podobnie jak nie jest śmieszny kilkudziesięcioletni aktor kabuki grający młodą dziewczynę. Ŝe dziewczęta zapomną się i ruszą w miasto zbrojne w swoją wojowniczą toŜsamość. wcielająca się co niedziela w potęŜną boginię Amaterasu. MoŜe ma siedemnaście lat.przynajmniej na pozór .chcąc nie chcąc . Ma ledwo zarysowane piersi i chudziutkie nóŜki. Transformacja shójo w postaci z manga czy anime odbywa się z całą japońską grzecznością i . Ŝe dziewczętom zaleŜy na zainteresowaniu cameko. niczym więcej. które mogłyby pokazać. jest nieczytelne: jej cudowny kostium i wysiłek. Nawet jeśli przytłaczająca większość postaci. gdy mostek Jingu zaczyna powoli pustoszeć. Dlatego cameko nie opuszczają japońskiej wersji króliczka ani na chwilę i w błysku fleszy nastolatka staje się gwiazdą. by sprostać ideałowi. chwiejąc się niepewnie na wysokich szpilkach. by cos-playerki zdąŜyły przebrać się w swoje poniedziałkowe uniformy i z powrotem stać się takimi. co na kostiumowej zabawie w przedszkolu. NajwaŜniejsze. Od pragnienia bycia Umą Thurman z Kill Bill do przebrania się za Umę i wyjścia w tym stroju na ulicę dla większości z nas wiedzie jednak długa droga (z wyjątkiem moŜe karnawału 66 i Halloween). Cud transformacji w ulubioną postać. odrzucając jedyny . Fakt. widać. świr. moŜe trochę więcej. ale wtajemniczona widownia potrafi docenić to. tak mówi etyka kosupure. bo w przypadku Japonek wyglądających zawsze o wiele młodziej. W przeciwieństwie do nas japońskie dziewczęta z Harajuku mogą co niedziela spędzić parę magicznych godzin w kostiumie ulubionej postaci. łatwo się pomylić. co cos-playerka nosi pod spódniczką. co dla nas. Wśród nieszkodliwych poczciwców pstrykających zgodnie z etykietą i bez złych intencji zawsze moŜe jednak zdarzyć się jakiś otaku. z jaką opanowała zestaw gestów i póz.

wyglądając swojego pana. Dać się porwać spod Hachikó „Będę czekał pod Hachikó". gdy ja oddawałam się „badaniom antropologicznym" w działach odzieŜowych depato. Jest taki miły moment w oswajaniu miasta. gdy dostrzega się na jego mapie ulubione miejsca spotkań. z nadzieją wpatrując się w tłum podróŜnych. a Hachikó. który nigdy juŜ nie przyjedzie. gdzie spędził ostatnie dziesięć lat. czyli wspomniany hotel miłości. a na Shibuya właśnie Hachikó. mówił mój mąŜ. Za tydzień wrócą na mostek Jingu w nowym kostiumie. czyli Wierny Pies. a potem inni miejscowi i przyjezdni zaczęli karmić pieska i dbać o niego. czyli randez--vous. Ŝe błyskawicznie zebrano fundusze . Wszystkie te Eleganckie Gotyckie Lolity. to wielka handlowo-rozrywkowa enklawa przyciągająca swymi atrakcjami fale (zwłaszcza młodych) tokijczyków. Samotny pies czekający na pana. by go zobaczyć i pogłaskać na szczęście. Skromny towarzysz profesora Ueno był teraz sławnym Hachikó. wrósł w pejzaŜ Shibuya. a ludzie z róŜnych stron przyjeŜdŜali na Shibuya tylko po to. Wampiryczne KsięŜniczki i obdarzone niezwykłą * mocą KsięŜycowe śeglarki Ŝeglują sobie przez kilka niedzielnych godzin po przestrzeni fantazji. by potem czekać w tym samym miejscu na jego powrót z uniwersytetu. Dwudziestego pierwszego maja 1925 roku profesor Ueno jak co dzień poŜegnał swojego psa na Shibuya i pojechał do pracy. Wiadomość 68 o jego śmierci dostała się na pierwsze strony gazet. Pracownik stacji Shibuya. Czyni to Shibuya. Podobno w tygodniu co wieczór przyjeŜdŜa tu około stu tysięcy młodych ludzi. w Japonii ogłoszono dzień Ŝałoby. który w czasie swoich pobytów w Tokio miał w zwyczaju samotne wyprawy do Tower Records na Shibuya w czasie. Ten niepozorny pomnik ginący w zakurzonej nieco zieleni krzewów to najsłynniejsze w całej Japonii miejscem randebu. Hachikó odszedł do psiego nieba we śnie. a w weekendy liczba ta wzrasta do dwustu pięćdziesięciu. sam juŜ niemłody i w coraz gorszym zdrowiu. modną dzielnicę butików. Uwieczniony w brązie niewielki piesek z czujnymi uszami naleŜał do profesora Ueno Eisaburo. barów i hoteli miłości. a pragnienie dodatkowego uhonorowania zwierzaka sprawiło. Wieści o jego wzruszającej wierności zaczęły zataczać coraz szersze kręgi i piesek stał się symbolem lojalności tak cenionej i podziwianej przez Japończyków. Miał w zwyczaju co dzień odprowadzać swojego pana na stację. prawdopodobnie największym na świecie miejscem młodzieŜowych spotkań. w świątynich buddyjskich odprawiano specjalne naboŜeństwa. system zmiaŜdŜyłby ją jak walec motyla. oddalona tylko o jeden przystanek od Harajuku. Naprzeciw potęŜnej i ruchliwej jak mrowisko stacji stoi figurka Hachikó. randek. gdzie dostał wylewu i zmarł. Shibuya. który był kiedyś ogrodnikiem profesora Ueno. Wiernym Psem. Dni zmieniły się w miesiące i lata.właściwy na tę okazję uniform windziarki. Zawzięcie machając ogonem. bez trudu wywęszał znajomą postać i rzucał się jej na powitanie z całą spontanicznością swojej psiej natury. ciągle czekał. Zwierzak nie doczekał się więc juŜ swojego pana. by potem grzecznie pojechać do domu. ale mimo to zawsze o piętnastej trwał na posterunku. na Harajuku mostek Jingu. 67 którego „znalazłam" w pierwszych dniach pobytu w Tokio. Na Meguro był to „gargamel". Wiernego Psa. kin. Siódmego marca 1934 roku znaleziono go martwego w tym samym miejscu. wielkich domów towarowych.

W kwietniu 1934 roku figurka psa została uroczyście ustawiona dokładnie w tym miejscu. umawiają się tokijczycy. chłopcy i dziewczęta. kiedy indziej gwiazda w kimonie zapowiadająca koncert sentymentalnej muzyki enka albo . moŜe nawet najlepszy. pośród której niewzruszony kundel czeka na swojego pana. fałdki sukienek. Część oczekujących zostaje przez nią porwana i znika. a naprzeciw zbieg czterech ulic i potęŜne telebimy. zielony i wyłupiastooki. a tak naprawdę oddawać się przyjemnościom podglądaczki. Jakimś akustycznym cudem ich świdrujące w uszach zachęty i podzięko69 wania są w stanie przebić się na powierzchnię morza dźwięków. nawet jeśli nie byłam z nikim umówiona. Piesek stoi w pobliŜu ruchliwego skrzyŜowania. Zgiełk ludzkich głosów. które z wielkich koszy rozdają przechodniom chusteczki higieniczne z reklamami. i pomnik przetopiono na potrzeby trwającej wojny. jakie dominuje w imaginańum Zachodu. okolice Hachikó to dobry wybór. uczniowie w uniformach. MęŜczyźni i kobiety. gdzie Hachikó zwykł za Ŝycia siadać i czekać. i przewala się koło Hachikó. przez które najrozmaitsze grupy polityczne głoszą tu swoje poglądy. syn twórcy pierwszego pomnika. Ponad jednostajny hałas co jakiś czas wznoszą się wysokie głosy młodych dziewcząt. Niczym ławica ryb. Ŝe tokijczycy tęsknią za Hachikó i jego powrót uwaŜają za jedną z najwaŜniejszych rzeczy w swoim zrównanym z ziemią mieście. na których migają przykuwające wzrok reklamy.wirtualny dinozaur. Co chwila ze stacji wylewa się kilkusetosobowa fala ludzi. Po kilku latach nastały jednak czasy. wyglądając tych. przyczepione do torebek maskotki. moŜe składają je najstarsi tokijczycy. której zmieniające się co kilka tygodni trendy śledzą jak nikt na świecie. Ŝe teŜ na kogoś czekam. do którego mają słabość zachodni filmowcy. ogłuszający wrzask megafonów. Lubiłam komfort. którzy pamiętają Hachikó w jego ziemskiej postaci? Jeśli ma się ochotę na Tokio takie. palą papierosy i strzepują popiół do modnych w tym sezonie kieszonkowych popielniczek. które w przyszłym tygodniu staną się passe. przepływali z moich obu stron męŜczyźni w ciemnych garniturach. W 1948 roku Takeshi Ando. Gdy wychodzimy południową bramką ze stacji Shibuya. a u stóp pieska moŜna nieraz znaleźć przyniesione mu dary. co na ogół nie jest łatwe w Japonii. Zawsze z telefonami komórkowymi. gdzie gapienie się na kogoś uchodzi za wyjątkowo niegrzeczne. stworzył następną podobiznę pieska i ta stoi na Shibuya do dziś. które jeszcze niedawno wydawały mi się takie same. mijająca przeszkodę. Upajałam się cudowną róŜnorodnością japońskich twarzy. usiłując wyłowić z tłumu znajomą twarz. którzy przyjechali na Shibuya kolejnym pociągiem. a teraz rozkwitały w bujną .z jakichś powodów . szczerzący kły i tupiący ponad morzem głów mijających się na skrzyŜowaniu. jaki dawało mi bezkarne przyglądanie się ludziom zjednoczonym na moment społeczną sytuacją oczekiwania. „Do zobaczenia pod Hachi". gdy armaty liczyły się bardziej niŜ sentymenty.na pomnik. Mogłam udawać. kobiety z zakupami opakowanymi pięknie jak prezenty. muzyka płynąca z reklam. razem z Hachikó patrzą w kierunku stacji. i warkot samochodowych silników składają się na kakofonię. Po jej zakończeniu okazało się. poprawiają nienagannie czyste kołnierzyki koszul. ubrani według najnowszej mody. Przychodziłam pod Hachikó. z którymi się umówili. raz jest to japoński zespół popowy złoŜony z młodziutkich androginicznych tarento. a na jej miejsce pojawiają się nowi i zajmują strategiczny punkt obserwacyjny. po lewej stronie mamy więc Hachikó.

by dać się porwać. barw porcelanowojasnych i ogorzałych. zielonym UFO serników. i Ŝegnałam wzrokiem dwie kobiety. rozpoznając trendy lansowane właśnie przez japońską modę. nigdzie poza Japonią nie widziałam. z . rzadko trafiały się typy niechlujne. jak nieznajome rozmawiają. oczu po europejsku okrągłych. Smakowałam więc kontrast między tym. Czytałam kuriozalne angielskie napisy na ich koszulkach. Kiedyś ruszyłam więc po prostu w ślad za obiektem mojej obserwacji. Dowodem tak typowej dla kultury Nipponu perfekcji w przyjmowaniu i przetwarzaniu obcych wzorów były małe dzieła sztuki cukierniczej. Domieszany do lekkiego serowego kremu herbaciany puder. których bliskość w największym nawet tłoku rzadko jest uciąŜliwa czy nieprzyjemna. Ŝe zjaponizowali je z prawdziwą maestrią.wielość kształtów owalnych i podłuŜnych. Ŝe osoba. ale skłaniał mój zachodni język do ostroŜności. których dalsze plany juŜ mnie nie interesowały. a jego japońską mutacją. by bezdomni kaŜdą wolną chwilę wykorzystywali na robienie prania. zielony jak ona. czyli cheese cake. opowiadając sobie jakąś historię zbyt skomplikowaną na mój skromny zasób japońskich słów i na koniec odwaŜyłam się spróbować identycznego deseru. Porównywałam fantazyjne stroje. którą dyskretnie badałam wzrokiem spod ciemnych okularów. Dalej ruszaliśmy razem. podziwiając wdzięk tych morskoroślinnych ciał. jak powtarzają raz po raz: „Kawali". zmysłowym spotkaniem z Japonią. wybierając pod Hachikó osoby jak najbardziej róŜnorodne. niŜ bym sobie Ŝyczyła. Starałam się wprowadzać w moją perwersję urozmaicenie. ziołowy posmak. dopóki nie pojawiła się trzecia postać dramatu. fasola była mączna i bardzo słodka. jak kroją dziwnie wyglądające ciasteczko na maleńkie higieniczne kęsy. jak po namyśle punktowanym postukiwaniem w gablotkę wymanikiurowanymi paznokciami wybierają deser. Mogłam więc na przykład tropem dwóch młodych kobiet pochłoniętych oŜywioną rozmową trafić do popularnej kawiarni niedaleko stacji Shibuya. ozdobiony kroplą bitej śmietany i paroma grudkami czerwonawej fasoli cieszył wprawdzie oko. próbując wyobrazić sobie. podobny do uŜywanego w ceremonii herbacianej. w za duŜych czarnych garniturach. W eleganckiej gablocie kusiło nasz wzrok kilkanaście jego wysublimowanych rodzajów. kim jest i na kogo czeka. Sernik o smaku zielonej herbaty matcha. co znałam jako sernik. z tym Ŝe ja byłam zawsze kilka kroków z tyłu. w kolorze wędzonego kurczaka. a potem niecierpliwiliśmy się. licznie zaludniających ulice Shibuya i teŜ lubiących siąść sobie pod Hachikó. śmietana gęsta i cięŜka. Innego dnia więc dwóch młodzieńców o twarzach opalonych. sernik. odchodziła szybciej. które zawsze suszy się na sznurach koło ich biednych bud w parku Ueno czy Centralnym. Nawet wśród tutejszych 70 bezdomnych. jej skórka 71 chrupiąca od karmelu. Zdarzyło się raz czy drugi. nadawał zasadniczej części deseru gorzkawy. Patrzyłam. i nie bez zmysłowej przyjemności podglądałam spod oka smukłych młodzieńców ubranych i uczesanych z taką samą starannością jak dziewczęta. postanowiłam zostać z nimi dłuŜej. Ta nieprawdopodobna i o dziwo smaczna kombinacja smaków i konsystencji była moją małą przygodą. Potem weszło mi to w krew i przyjeŜdŜałam pod Hachikó po to właśnie. serwującej wyłącznie chiizukeki. Podsłuchując. bo Japończycy tak polubili to ciasto. Najpierw wybierałam na chybił trafił osobę wśród oczekujących. oczu-szparek niemal niewidocznych spod cięŜkich powiek.

w jednym z tokijskich barów lub pociągów. gdzie tradycyjne japońskie stroje prezentowały manekiny o wyraźnie kaukaskich rysach. której niektóre pozycje. którym nie była rzucająca się w oczy uroda. Kiedy indziej z trzyosobową rodziną. mrugając przy tym oczami. Ponoć modę na Barbie. Z wystudiowanym uśmiechem zwracali się do przechodzących obok nastolatek. Przy wyjściu ekspedientka o czarownym uśmiechu obdarowała mnie katalogiem z ofertą promocyjną. Jedne dziewczęta . którego ekspedientki wystrojono tak na próbę w rocznicę urodzin anorektycznej laleczki. spokojnego jakby był wypchany. aby w którymś momencie Ŝycia ulec terrorowi zachodniego ideału kobiecej urody. kupowałam kimono wraz ze wszystkimi dodatkami dla ich malutkiej. do jakiej erotycznej przyjemności przeznaczone zostało urządzenie określone mianem lovelyfork. wdawały się w pogawędkę. zabrało mnie tylko kilkaset metrów dalej. Patrzyłam na jej włosy i myślałam o wszystkich czekających blondynkach świata. inne przystawały. który. stanąwszy strategicznie koło przejścia dla pieszych. Innym razem za dwiema starszymi paniami ubranymi kosztownie i z gustem. jak w kaŜdym innym sklepie.i te były w zdecydowanej większości . z nieatrakcyjnej i niezgrabnej osoby w dŜinsach na moich oczach przeobraziła się w piękność. przechadzały się pośród półek z towarem. głaszcząc wystający z eleganckiej torebki łeb pudla. Na Zachodzie niektórzy słyszeli o „brazylijskim widelcu". Gdy juŜ wybrałam sobie przewodnika pod Hachikó. której zygzakowatym tropem ruszyłam spod Hachikó. miał podobnie .cork.wymijały szemranych amantów szybko i bez słowa ze skromnie spuszczonymi oczami. wyciągnęła zalotkę i podkręciła rzęsy.trwałą ondulacją rozjaśnioną na brudny blond. wciąŜ obecną na ulicach Tokio. gdzie urocza sprzedawczyni powitała 72 nas ukłonem oraz serdecznym: Irrashaimase!. zawędrowałam do sex shopu. do śledzenia których skłonił mnie naleŜący do jednej z nich pudel z kokardą i w słonecznych okularach. wybierając je według jakiegoś sobie znanego kryterium. Tam. czyli w uniformie mafii zwanej tuyakuza (bo oczywiście w Japonii mafia teŜ nosi uniformy!). objaśnione zostały po angielsku i do dziś zastanawiam się. albo to miał być pork lub. chichocząc i trzepocząc rzęsami. które urodziły się rudymi. ku naszej uldze. i albo coś mi umknęło. w końcu jednak córeczka wybrała jasnobłękitne kwieciste kimono z właściwymi dla swojego wieku i niezamęŜnego stanu długimi rękawami. szatynkami. które znajdowałam albo dostawałam na ulicy i obiecywałam sobie przejrzeć i przestudiować z naukową wnikliwością. zaczynało stawać się podejrzane. zaczepiali młode dziewczyny i namawiali je do zarobienia szybkich pieniędzy w porno biznesie. Panie. gotowa byłam do poświęceń i na przykład któregoś dnia z utlenioną na blond nastolatką z niebieskimi szkłami kontaktowymi w skośnych oczach czekałam aŜ przez godzinę na spóźniającego się chłopaka. Narzeczony. Ŝe teŜ zastanawiam się nad zakupem czegoś. choć teŜ nieoczywiste . Po upływie godziny udawanie. Katalog z ofertą sex shopu zgubiłam gdzieś po drodze. Chwyt zadziałał i na ulicach Tokio pojawiły się klony Barbie. kruczymi brunetkami. troszkę zbyt okrągłej córki i dlatego sporo czasu spędziłam w jednym z depato. w końcu się pojawił. pewnie te najatrakcyjniejsze. a potem sprawdziła makijaŜ w równie róŜowym lusterku w kształcie serca. nie przestając mówić wysokim głosem. jakby właśnie wynurzyła się z wody. co jakoś bardziej wyobraŜalne. Ta spod Hachikó rozmawiała przez oczywiście róŜowy telefon komórkowy. wypromował jeden z butików na Shibuya. a przymierzywszy je. ale nie o „uroczym". jak tysiąc innych reklam i broszurek.

dawałam dalej nieść się miastu. którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. jeździć pociągami.rozjaśnione włosy misternie wymodelowane wwielokolczastego irokeza. Naziemne przejścia wydawały się znikać. które wydawało się na początku tak niewiarygodne. barów karaoke. ruszyli w kierunku Wzgórza Hoteli Miłości. chodzić. który chichotał szyderczo. czuć miasto pod stopami. Ani niebieskie szkła kontaktowe. gdzie z wielopiętrowych stacji metra wjeŜdŜałam wprost do domów towarowych. schodków i wind. Dzięki anonimowym postaciom spod Hachikó granice mojego Tokio rozszerzały się. fryzjerów. Powitali się bez pocałunku. śledzić kroki tymczasowych przewodników. Malutka. Ŝe mam w pamięci własną mapę Tokio. parków i świątyń bez trudu układają się w moich ustach. by złapać oddech. Ŝe przestawałam go rozpoznawać. uczuciu. przejmującą chłodem zimę. rozrastający się jak korytarze w mrowisku. paczinko. jak gdyby nigdy nic. kawiarni. a niewy-mawialne i niezapamiętywalne niedawno nazwy jego barów. Ŝe zaczął padać deszcz. zauwaŜyłam. Ŝe Sexy Cowboy Go Fast sińce 1998. Tam kupowałam 74 w automacie puszkę mocnej kawy i oszukując zmęczenie. mimo iŜ zeszłam pod ziemię w słoneczne popołudnie. salonów masaŜu. irracjonalnym przeczuciem przygody. Na przykład w Ginzie na Chuó-dóri. napić się kawy. wynurzały się i znikały pod ziemią. Wystarczyło. węszyć. dematerializowały się w pulsującej szarości jakiegoś wieczoru i być moŜe pojawiały znów kawałek dalej. schodów. który nigdy nie miał się dowiedzieć. I nie dziwić się pojawiającemu się nagle uczuciu. a ta w kapryśną wiosnę kwitnących wiśni. a jego topografia stawała coraz bardziej złoŜona. błyszczące spodnie opięte na chudych chłopięcych biodrach i koszulkę z napisem informującym nas. buty z węŜowej skóry. jaką rolę odegra! w mojej małej tokijskiej przygodzie. a pejzaŜ zmieniał się na tyle. Idąc ich śladem i będąc przez nich bezlitośnie porzucana. a ja o dwa kroki za nimi. patrząc na moją bezradność. Po kilku miesiącach. a potem do kolejnych pociągów. pogmatwane przez złośliwego albo opitego sake demona. gdy świetlista jesień zmieniła się w wilgotną. Miasto rosło nade mną. pozwalać sobie na gubienie się i tonąć w erotyczno-katastroficznych fantazjach. a potem wyjść na powierzchnię w zupełnie innej jego części. taksówkami i chodzić. ale wytrwale. gdy próbowałam nimi wrócić do znajomej stacji. Wpadałam do podziemi handlowych i wyjeŜdŜałam z nich ruchomymi schodami w miejscu. pełnego zapachów. Wysiadałam na stacjach zauroczona brzmieniem ich nazw. a oni 73 przecieŜ tylko przebrali się za cudzoziemców. w sam środek świata gęstego. bo w Japonii tylko „gaijini" są tak nieprzyzwoici. Oto jedyny sposób na Tokio: włóczyć się bez specjalnego planu. gdzie zapadała juŜ noc. nikomu jednak nie wierząc do końca. wokół mnie i pod ziemią. Ramię w ramię. i wchodziłam do jednego z niepozornych wąskich budynków. jaka moŜe mnie tam spotkać. trzymać się z daleka od zorganizowanych wycieczek. znajdowałam kolejnego przewodnika. być moŜe nawet wyjąć plan Tokio i spóbować się na nim odnaleźć. które wiozły mnie dalej. Zostawiając Barbie i seksownego cowboya w jednym z rabu hoteru. w którym moŜna spędzić cały dzień. Ŝe oto zaczyna się to marsjańskie miasto coraz bardziej . wplątywałam się w jakieś uliczki. stacji. ani blond włosy nie oduczyły ich japońskiej powściągliwości w okazywaniu uczuć. w przyzwoitej odległości od siebie. niewinna na pozór kawiarnia okazywała się tymczasem bramą prowadzącą w labirynt pełen drzwi.

ale jest bardzo demokratyczne". 77 które zamiast łyŜki do nabierania ziemi miały wielkie obrotowe szczotki. bo jest brudna". T. jakby konstruktorzy bali się. Przez chwilę jechałyśmy wzdłuŜ płytkiej wąskiej rzeczki o nazwie Nomi. W jednym z e-maili Chizuko napisała. nie widząc otaczającej go brzydoty. przy drzwiach której tkwił plastikowy kubeł pełen rybich szkieletów niczym resztek po uczcie Golluma. Japończycy mają wielekroć opisywaną zdolność widzenia wybiórczego. Prawdopodobnie jednak. Ŝe robotnicy „myją rzekę. ZbliŜałyśmy się do dzielnicy. „Prawie jesteśmy". by zamieszkali w nim „gaijini". Chizuko miała na myśli prawdziwie demokratyczną przeciętność mojego mieszkania lub fakt. Ŝe nie mogłam się doczekać.) Kiedy jednak Matsuda--san opisywał nam tę okolicę. czyli Wzniesienie Kamienistego Strumyka. Najpierw minęłyśmy bank Mizuho i malutki posterunek policji z wizerunkiem latającej myszki Pipi-chan nad wejściem. (. prawie wszystkich innych dzielnic mieszkalnych Tokio. na czym moŜe polegać ów „demokratyzm" i juŜ mogę zdradzić. Widział społeczność. Jej właścicielka w domowym kimonie i wielkim fartuchu. potrafią je wykadrować z reszty pejzaŜu i cieszyć się pięknem. Reid Confucius Lives Next Door III. zaburzenie równowagi biologicznej w zabetonowanej rzeczce sprawiło. R. w której miałam mieszkać. była zwykła brzydota. Oprócz bardzo ogólnych informacji. uniformie gospodyń . Robiły straszny hałas. nie wiedziałam jak wyglądać będzie moje lokum i zŜerała mnie uzasadniona ciekawość. i to tylko dwie z moŜliwych hipotez. który prawdopodobnie oznaczał radość. Rzeczywiście. Po obu stronach więzienia rzeczki Nomi rosły drzewa wiśniowe prawdziwe. dorodne. o włos. zaplecze jakiejś malutkiej restauracji. i po skręceniu z szerokiej ulicy zagłębiłyśmy się w uliczkę niewiele szerszą niŜ przedpokój w europejskim mieszkaniu. a zapytana o cel tych zabiegów Chizuko odpowiedziała. Ŝe moje „przeznaczenie jest juŜ niedaleko". więc podziwiając drzewa kwitnące nad uwięzioną rzeką. Ŝe on widzi coś innego. Sąsiedztwo Przeznaczenie jest juŜ niedaleko Po dwugodzinnej jeździe z lotniska Chizuko poinformowała mnie. oznajmiła Chizuko i wydała z siebie jeden z tych uroczych japońskich pomruków. ciągnące się zwartym szpalerem. Ŝe mi się to nie udało. który w końcu najadł się do syta.lubić. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą naszej ulicy i całego naszego sąsiedztwa. Ŝe moŜna by tu (czemu nie?) zostać na zawsze. Po kilku minutach przejechałyśmy kolejne miniaturowe skrzyŜowanie i znalazłyśmy się w moim „mieście" o nazwie Ishikawa-dai. Po dnie Nomi jeździły jakieś dziwne maszyny.. było jasne. aŜ naocznie przekonam się. którą uwięziono w betonowym łoŜysku ze ścianami tak wysokimi.. Ŝe „ma ono skromny rozmiar. duŜe. migoczące jesienną czerwienią i złotem. Ŝe „demokratycznie" nie stwarzano trudności. echo dudniło w betonowym wąwozie. ba. jaskrawo pomalowane niby-koparki. Ŝe ten bezbronny strumyk zbuntuje się przeciw ludzkiej zbrodni i ucieknie. Chizuko wyszeptała z naboŜeństwem ojczystą nazwę najsławniejszego drzewa Japonii i jej twarz rozjaśniła się w zachwycie: „Bardzo piękna sakura kwitnie wiosną". Ŝe dno co rusz zarasta gąszczem niemiłych burych chwastów i co jakiś czas trzeba je zdzierać. a potem. co zaintrygowało mnie na tyle. „Sakurd".

podyktowany jest nie tylko tak chwalebnym zamiłowaniem Japończyków do higieny. W porze deszczowej nie sposób jednak uniknąć niemiłej niespodzianki w postaci spleśniałych butów czy kimona pokrytego brązowymi kropkami wilgoci. szorowała akurat fragment asfaltu przed swoim domem. Rowerzyści kluczyli więc między samochodami z wdziękiem cyrkowych akrobatów. skarpety i bielizna. Fakt. jak tłumaczyła mi Chizuko. a czasem wietrzyły się rozłoŜone na stojących przy domach rowerach. absorbującym wilgoć. Piękne i zupełnie nieczytelne dla mnie znaki informowały o nazwach lokali i serwowanych w restauracjach specjałach: o świeŜym sushi. robotników. ale nie zwróciła na nas uwagi. w malutkim mieszkaniu. okrągłych albo czworokątnych. swobodnie przejeŜdŜały obok nas dziesiątki ludzi na rowerach. jakby jakieś tajemnicze prawo fizyczne nie pozwalało dwóm osobom zbliŜyć się do siebie na odległość groŜącą kolizją. z którego moŜna podać sąsiadowi sos sojowy. Futony i pościel zwisały z balustrad i okien. skupiona. powiewały więc ręczniki. Na plastikowych „pająkach". którego drzwi. wykształca umiejętności nieznane ludziom przywykłym do większej przestrzeni. która nikomu nie przyszłaby do głowy w moim kraju. tak jak inne. ale teŜ koniecznością wymuszoną bardzo wilgotnym klimatem i źle ogrzewanymi mieszkaniami. urzędników i uczniów objuczonych wielkimi skórzanymi tornistrami. jak tysiące 79 ręczników i prześcieradeł furkoczą na wietrze niczym Ŝagle i czułam delikatny zapach świeŜego prania. i saszetki z Ŝelem. Przez otwarte okno samochodu słyszałam. wszędzie . wyciągając rękę z okna kuchni. iŜ japońskie gospodynie wydają się robić pranie kilkakrotnie częściej niŜ gdziekolwiek indziej. nonszalancko prowadził rower jedną ręką. Wszędzie na Ishikawa-dai suszyły się niezliczone ilości prania. tempurze. ale nikt na nikogo nie wpadał. Reklamy i billboardy ozdabiały właściwie większość budynków i były w stosunku do nich nieproporcjonalnie duŜe. a nawet całe zrobione z nich pokrowce na cenniejsze ubrania. Mimo iŜ wydawało się. krzątała się w pobliŜu. stojące co kilka kroków automaty z napojami i papierosami wyróŜniały się plamami kolorów jak przypadkowe chlapnięcia farby na szarym tle domów „mojego" sąsiedztwa. . a kierowcy nie irytowali się na tych wolniejszych uŜytkowników drogi: kobiety z zakupami i dziećmi. Zycie w wiecznym tłoku.na balkonach. Uczeń gimnazjum w ciemnym mundurku przecisnął się w szparze między naszym samochodem a ścianą domu. zajęta czynnością.domowych. czyli wszelkim pleśniopodobnym grzybom. W kaŜdym sklepie drogeryjnym dostępne są w duŜym wyborze środki przeciw kabi. inni jedną rękę mieli zajętą bagaŜem. wychodziły wprost na jezdnię. Ŝe człowiekowi kiedykolwiek uda się je pokonać. Kwiaty kwitnące w doniczkowych ogródkach. nie odrywając wzroku od trzymanego w drugiej grubego komiksu manga. zgięta w kabłąk. Przejechałyśmy niemal po jej stopach obutych w drewniane klapki geta. Pleśń i grzyb rosną w nich bujnie i bez obaw. w całym tym zamieszaniu sprawiającym wraŜenie totalnego chaosu nie dochodziło do Ŝadnych wypadków. kluskach ramen i shabu-shabu. pranie i czerwono-Ŝółte reklamy. dachach. a między 78 pojazdami lawirowali piesi. Niektórzy rowerzyści rozmawiali przez telefony komórkowe. Ŝe między naszym samochodem a ścianami budynków nie ma przestrzeni wystarczającej. kaŜdym skrawku wolnej przestrzeni. by dorosły człowiek przecisnął się bokiem.

bo główna ulica została za nami. by ich drzewka były doskonalsze. a ja z grzeczności przyznałam jej rację. Poprzycinane. podniosła rękę Chizuko i zaparkowała samochód przed domem. Ŝe to jego przerośniętym zapędom estetycznym kot sąsiada zawdzięcza swój przycięty ogon. pojawiło się w mojej głowie i zostało tam na zawsze. TuŜ za progiem stał rząd butów zdjętych przez klientów. przed naszymi oczami wyrósł zbudowany na jego szczycie pięciopiętrowy nowiutki manshon. w których niemal Ŝadne drzewo nie miało naturalnego kształtu. Jak niemal wszystkie tokijskie rezydencje typu manshon. Bon Hour stoi na duŜym placu wśród drzew. ozdabiają fronty tokijskich manshonów. którą potem zobaczę na stacji Ishikawa--dai. na wyciągnięcie ręki. Gdy reklamuje się na plakatach czy w czasopismach takie nowe manshony. nie ma Ŝadnego znaczenia. ale naprawdę po jego obu stronach. które mieszkańcy tych nieładnych betonowych rezydencji włoŜyli w to. Na nasz widok wydał z siebie węŜowate „Wssssss". postanowił dla lepszego efektu francuskie bon poŜenić z angielskim hour. „Taylor Fujimura". jak na manshon niezbyt duŜy. iŜ na przykład Słoneczne Wzgórze nie tylko nie jest słoneczne. na których wspierały się gałęzie. tak wizerunek wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. po którym ślad zaginął pół wieku temu. znajdowały się jednorodzinne rezydencje. La Chateau i podobne nazwy w róŜnych wersjach angielskiego czy francuskiego. kota bonsai. nagle spokojna. przeczytałam szyld na rogu kolejnej uliczki. pachnący jeszcze nowością. New Garden. Kątem oka zobaczyłam wnętrze staroświeckiego zakładu krawieckiego. przed jedną siedział na smyczy wielki czarny kot ze szczątkowym ogonem. podobną. Bon Hour był betonowy. w którą skręciła Chizuko. w którym miałam spędzić dwa lata. lecz równieŜ betonowe i niezgrabne. nie najbrzydszy. powiedziała moja towarzyszka. niemal bezludna. Gdy pokonałyśmy wzgórze. Sunny Hill. starszy męŜczyzna w fartuchu w Kubusie Puchatki strzygł zakrzywionymi noŜycami kolekcję drzewek bonsai. kto nadawał imię mojemu domowi. ale leŜy w dolinie. lecz komputerowo wygenerowany lasek lub bambusowy gaj. Na reklamie. powtarzając frazę o zbliŜającym się „przeznaczeniu". odsunęły się od siebie. Wprawdzie większość tokijskich kotów ma krótkie ogony i . niŜ chciała natura. Nie będąc w stanie znieść dziko rosnącego ogona. obłoŜony czymś.Wśród napisów po japońsku tylko co jakiś pojawiały się angielskojęzyczne. w witrynie którego leŜa! otwarty katalog z zachodnią modą sprzed dwudziestu lat. sztukowane bambusowymi protezami. co imitowało czerwoną cegłę. Fakt. „To tu". językach najbardziej kojarzących się Japończykom z zachodnią elegancją. tak jak kostium waŜniejszy jest w Japonii od zawartości. jeden z japońskich dźwięków oznaczających niezadowolenie. męŜczyzna na zdjęciu miał marynarkę z podwiniętymi rękawami. Nikomu jednak nie wydaje się to przeszkadzać. „To ładna okolica". Podejrzenie. ułoŜonym w znak zapytania. mówiły o estetycznym wysiłku i pracy. prawie nigdy nie pokazuje się ich naturalnego otoczenia. Ten. przed drugą. zostawiając miejsce dla niewielkich ogródków. ale jeszcze bardziej okazałą. 80 W Dobrej Godzinie Mój dom nazywał się Bon Hour. obok uśmiechał się mały maneki neko z łapą wzniesioną w geście powitania. domy większe wprawdzie. obdarzony został cudzoziemskim imieniem. choć nie byłam przekonana. Palące Home. złapał go i zrobił z naturalnego kota. Droga pięła się teraz ostro pod górę. a jego towarzyszka falbaniastą suknię i fryzurę w stylu młodej Brooke Shields.

nie w prawą. Ŝegnając mnie: „Bye. Niezgrabnie lawirując na jednej nodze. Podtrzymują iluzję niemoŜliwej do końca intymności. tak samo świeŜe. przepuszczającą kaŜdy dźwięk. Piękne owoce.mówiono mi. Kotary stanowią odpowiednik spuszczonych oczu. móc patrzeć na świat. które pozwalają zachować symboliczną granicę między wnętrzem a tym. między „ja" a „światem". bliŜej szare morze dachów i kolejne domy wspinające się na wzgórze aŜ do stóp Bon Hour. Ŝe okna słuŜą między innymi do patrzenia przez nie. od prawdziwego. pokazała i znikła w pantomimie ukłonów. 82 Był za nim dom pana Matsury. który jest tuŜ. a Chizuko wręczyła mi klucz. przeczytałam na drzwiach domu sąsiada od bonsai. by upewnić się. Ŝe ktoś mógłby zajrzeć do środka. W moim japońskim mieszkaniu wszystkie okna teŜ były zasłonięte. prawą. Chizuko poczekała jeszcze tylko. ale nigdy do końca w to nie uwierzyłam. Nieraz chodzi teŜ o to. podwyŜszonego o jeden stopień. by to raczej ci. Ŝe jest to ich cecha genetyczna. gdy późną wiosną drzewo ponownie zakwitnie małymi białymi kwiatami o odurzającym zapachu. Popularne są teŜ szyby z matowego nieprzezroczystego szkła i zewnętrzne osłonki z falistego plastiku. Dopiero okna sypialni pozwoliły mi odetchnąć z ulgą. Ŝe lubi Kenzo oraz Gucciego. co z nich widać . nie patrzyli na tych na zewnątrz. co są wewnątrz. wnętrza mieszkania. co na zewnątrz. Nawet odwiedzając cudze mieszkania. ciemne połyskliwe liście i złocistopo-marańczowe słońca. „Tu buty". Na . gdy nie ma Ŝadnego ryzyka. naprawdę blisko. zaklęłam los. pierwszy krok po japońsku. antycypując kolejne podróŜe. za cienką ścianką. którzy dawno zapomnieli. Ŝe aby otworzyć 81 drzwi. Gdybym dobrze wyciągnęła ramię i miała taką perwersyjną potrzebę. tak zasłony oddzielają od sąsiada. bo lokale. mimo iŜ w zatłoczonym wagonie jego ciało przylega do naszego ciała. oddzielającym to. mimo iŜ nieurządzone. lecz w lewą stronę. których gorzki smak nie dorównuje urodzie i które ciągle tam będą. ozdobną stroną na zewnątrz. Ŝe zdejmę buty w przedpokoiku genkan. zawsze przesuwam biurko do okna. często wynajmowane są juŜ z kotarami. „Niech będzie widok".to znaczy. Mogłam odczytać nawet napisy na metkach prania suszącego się na jego balkonie i stwierdzić z uznaniem. zwykle odruchowo sprawdzałam. którego szybko pozbyłam się w Japonii. Okazało się. trzeba go przekręcić odwrotnie niŜ u nas . powtórzyłam więc zaklęcie i odsłoniłam okno pierwszego małego pokoiku. mogłabym ściągnąć ze sznurka jego bokserki. zbyt jaskrawe dla oczu wciąŜ pełnych szarości. z którego tak jak z portu wygląda się na zewnątrz. co na zewnątrz. aby pracując. które często wiesza się na odwrót . Z sąsiedniego pokoju widać było zaś samego gospodarza i jego bonsai. TuŜ przy balkonie rosło obwieszone owocami drzewo mandarynki mikan. „Niech będzie widok". delikatny jak rysunek tuszem na starym parawanie. by nie wprawiać w zakłopotanie gospodarzy. Tokijczycy zasłaniają okna nawet wtedy. a lewą w stronę pokoju. Dom jest dla mnie miejscem. dlatego teŜ nigdy nie zasłaniam okien. „Matsura". bye". Domy w Tokio mają ciemne okna szczelnie zasłonięte cięŜkimi kotarami. Przed moimi oczami ukazał się zarys góry Fuji. Spojrzeliśmy sobie w twarz i oboje cofnęliśmy się z rezerwą. jedno przy drugim. zrzuciłam więc adidasy i zrobiłam swój pierwszy krok na bosaka.zwyczaj. ścięty stoŜek lekko przesłonięty podłuŜną chmurką. Podobnie jak zwyczaj unikania kontaktu wzrokowego z obcym symbolicznie izoluje od innego człowieka. UzaleŜniona od „widoków".

Jeden po drugim neonowy błysk i rozchwiane gałęzie. Podobno Ezra Pound cieszył się rzadkim darem odgadywania pierwotnego kształtu ukrytego w znakach kanji. ale nawetgaijin wiedziałby. Prawdziwa rewolucja. co stało w mojej toalecie w Bon Hour. co zobaczyłam otwierając kolejne drzwi mieszkania w Bon Hour. jak się zachować. która uciekła opiekunom z klatki. Ŝe poderwały się do lotu. chyba z Ameryki Południowej. które stały tam równiutko. To piękno szczegółu czekające. skrzecząc i gubiąc jaskrawe pióra. co trzeba. Wieczorami wracają gromadnie z Ŝerowisk. co dotyczy supernowoczesnch toalet. zapraszając. W dziedzinie tej prym wiedzie stara firma Toto. by zrozumieć działanie japońskiego sedesu. W rzymskim alfabecie napisana była tylko nazwa firmy Toto. Widok z Bon Hour był pierwszą niespodzianką. I gdyby piloci uŜywali plastikowych kapci z napisem Hello Kitty Happy Toilet. jaką mogłam zastosować. cudzoziemcy kupują je i . Do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku japońska toaleta występowała przede wszystkim w wersji „kucanej". które dziś moŜna czasem znaleźć na targach staroci. Ŝe do końca pobytu w Japonii najbardziej stresującym momentem w czasie odwiedzin u japońskich znajomych była konieczność udania się do toalety. by je odsłonić. Bardziej zamoŜni mieli do swojej dyspozycji białe porcelanowe naczynia w niebieskie kwiatki. a . Zaczęło się podobno od jednej zbuntowanej parki. Ŝyjące w wielkich stadach. pochodzą z daleka. Nie naleŜałam do wybitnych wyjątków i japońskie oznakowania pozo84 stawały dla mnie nieczytelne. Nic wykwintnego. jaka nastąpiła w Japonii w „temacie toalet". a wyglądało toto jak fotel pilota samolotu bojowego (gdyby robiono je w kolorze róŜowym). która stworzyła równieŜ to coś. zakładane w Japonii w eleganckich hotelach i restauracjach. Pierwsze zachodnie sedesy. i trzymane były przez Japończyków jako ptaki ozdobne. który wychodził z WC okryty wstydem i z poczuciem niŜszości wobec technologicznego zaawansowania Nipponu. dopiero mój ruch sprawił. dając początek całej brawnej kolonii. ale większość cudzoziemców go nie posiada. Najwięcej mieszka ich na kampusie pobliskiego uniwersytetu. W kaŜdym innym znanym mi kraju na tym miejscu stałoby swojskie urządzenie zwane sedesem. upodobały sobie ponoć te właśnie okolice Tokio.gałęziach mandarynki siedziało stado jaskrawozielonych papug. zaszczycając nas swoim hałaśliwym towarzystwem. 83 Niespodzianka w toalecie To. gdzie aleja potęŜnych drzew ginko jest ich główną siedzibą. by wsunąć w nie stopy. Metoda prób i błędów była więc jedyną. Znałam wówczas pięć kanji. ale jak się okazało nie te. opatrzone były stosowną instrukcją obsługi w obrazkach. Patrzyłam w zdumieniu na zestaw kilkunastu przycisków i pokręteł zamontowanych z obu stron róŜowego kuriozum. Polubiłam je od pierwszego wejrzenia. nie skłaniając do poświęcania mu specjalnej wizualnej uwagi. Nacisnęłam pierwszy przycisk. Jak mówiła Chizuko.ku konsternacji japońskich gości . Po drugiej wojnie światowej postanowiono zrewolucjonizować tę sferę Ŝycia i dziś Japonia jest światowym liderem w produkcji wszystkiego. nie zauwaŜyłam ich w pierwszej chwili. ale moŜna je teŜ zobaczyć w kilku sąsiednich dzielnicach. sprawiło. stała się przyczyną zakłopotania niejednego zresztą „gaijina".wykorzystują jako ozdobne doniczki. jaką zrobiło mi Tokio. była to budka na wolnym powietrzu z dziurą w podłoŜu. nagłe wariactwo koloru jak z obrazów Rousseau! Trochę większe od papuŜek nierozłączek. jaką nadal moŜna spotkać w niektórych miejscach.

słychać świergot ptaków. Zajrzałam dla pewności tu i tam. Istnieją równieŜ sedesy grające kilka rodzajów muzyki. Ŝe korzystające z toalety kobiety zuŜywają więcej wody. Ŝe gdybym siedziała. Udało się im to z nawiązką. To wynajęte dla mnie w Bon Hour było typowym lokum przeznaczonym dla rodziny z klasy średniej i w społecznej drabinie mieszkań plasowało się pomiędzy rezydencjami. takimi jak naleŜąca do pana Matsury. lecz trzy razy: przed. toaleta zmienia się w rozświergotany las. które właśnie robiły zakupy u Armaniego czy Ferragamo. wnosząc w ten sposób swój mały wkład w rozwój globalnej ekologii. to dlaczegóŜ by jej sobie trochę nie uprzyjemnić? Na tatami Właściwie jedynie nieprzewidywalny sedes firmy Toto odbiegał od moich wyobraŜeń o mieszkaniu troszkę egzotycznym. odpowiednia część mojego ciała miałaby do czynienia z czymś w rodzaju bidetu. gdy Japończycy zaadaptowali zachodni model urządzenia znanego jako sedes. krew i ciśnienie. ale nie leci woda i wbrew pozorom naprawdę nie zmyślam. I nie powinna. Kolejnych prób dokonywałam. a w Ginzie istnieje poświęcone im muzeum. W telewizyjnych reklamach producenci sedesów i gadŜetów niestrudzenie zachęcają do wypróbowania kolejnej nowości. Domyśliłam się. Wyobraźnia konstruktorów japońskich sedesów posuwa się takŜe do śmielszych rozwiązań niŜ „szuuugugul" i w jednym 85 z depato. ale nigdzie nie leciała woda. spuszczają wodę nie raz. o jakim nie śniło się nam w najbardziej freudowskich snach. Pomysł na zaoszczędzenie marnowanej wody został wprowadzony w Ŝycie i teraz kobiety mogą sobie włączać „odgłos spuszczanej wody". Oprócz rzeczy mniej czy bardziej przewidywalnych. Widziałam w mieszkaniu znajomego artysty z East Village toaletę w kształcie wielkiego buta. na szczęście czysta i ciepła. zamiast zaglądać do środka jak jakiś barbarzyńca. Skoro korzystanie z toalety jest naturalną i powszechną potrzebą. uwaŜają za zbędne. Ŝe dwa razy szła na marne. w trakcie i po. ale dopiero Toto naprawdę mnie zaskoczyło. mimo wilgoci oraz chłodnej i długiej zimy. jeden z przycisków włączał funkcję co najmniej tajemniczą. Jego zasadniczą wadę stanowił brak centralnego ogrzewania. a ja obejrzałam się nerwowo w obawie zatopienia albo kolejnego prysznica. które tokijczycy. badające za jednym zamachem mocz. Zimą temperatura w ich mieszkaniach spada więc . Co więcej. ale dość komfortowym i z grubsza normalnym. jeśli nie oczywistych (podgrzewanie deski i róŜne strumienie myjące i suszące). Nie leciała. to udogodnienie wprowadzono ze względu na kobiety. Po jego naciśnięciu rozległo się prawie Ŝe realistyczne „szuuuugulgul". co znaczy. gdy kolejna klientka robi siusiu. ogrzewanymi od spodu stolikami kotatsu albo piecykami gazowymi. bo kierując się wstydliwością i chcąc zagłuszyć „odgłosy". standardowe wyposaŜenie nowoczesnych sedesów firmy Toto. W momencie. Ŝe słychać charakterystyczny „odgłos". zamiast banalnego dźwięku spuszczanej wody. z której pod duŜym ciśnieniem wytrysnęła woda. Japońscy uczeni zbadali. kontentując się klimatyzatorami. zamieszkiwanymi przez uboŜszych.wówczas ze środka wyłoniła się plastikowa rurka. bowiem był to tylko tak zwany „odgłos spuszczanej wody". zgodnie ze swoim zwyczajem postanowili go ulepszyć i skonstruować supersedes. odsuwając się jak najdalej. „Odgłos spuszczanej wody" polega na tym. a „króliczymi norami". Gdy jest ich więcej i siusiają symultanicznie. Czeka się w kolejce kobiet. i co raz za drzwiami idealnie czystego pomieszczenia rozlega się ptasi śpiew.

jeśli nie większość. co. bardzo nowoczesna kuchnia niczym nie róŜniła się od modelu zachodniego. stoły i krzesła coraz częściej uznawane przez nich za bardziej funkcjonalne i bliŜsze ich dzisiejszemu stylowi Ŝycia. po jakimś czasie staje się to automatycznie wykonywaną czynnością. grubo tkanej powierzchni dostarcza zmysłowej przyjemności. jakie ogarnia człowieka w takich chwilach. Na tatami moŜna teŜ za dnia leŜeć i czytać albo robić cokolwiek innego. zwykle . Wystrój mojego mieszkania w Bon Hour stanowił mieszankę wschodnich i zachodnich wzorów. Wiara w zbawczą moc zimna jest tak silna. tuŜ koło twarzy czuć miły trawiasty zapach. Ŝe wszystko zaczyna się od nowa. zna to cudowne. który wzmaga się w czasie deszczu. jak będą mnie bez skutku przekonywać Japończycy. Dlatego na tatami nie tylko pod Ŝadnym pozorem nie wchodzi się w butach. Tatami to najbardziej prywatna. nie wyłączają ich nawet na noc. Czasem 87 Japończycy przykrywają tatami dywanami albo linoleum.oczywiście pozbawionych własnej kuchni. stojąc godzinami w lodowatej wodzie. Ŝe ma ono pozytywny wpływ na rozwój układu krwionośnego niemowląt i oseski przez cały rok noszone są z gołymi nóŜkami. ale juŜ podłogi pracowni i livingu wyłoŜono drewnopodobnymi panelami. Wiele. o zgrozo. a chodzenie boso po gładkiej. mieszkanie było zupełnie puste. choć niestety złudne uczucie. ale łazienka przystosowana została do japońskich zwyczajów kąpielowych. Gdy zasypia się. ale przestaje to juŜ być regułą. Ich dłuŜsze brzegi obszyto ciemnogranatowym płótnem. japońskich domów ciągle ma chociaŜ jeden pokój tatami. iŜ do 86 tej pory popularne jest przekonanie. Uczucie. Ŝe marznięcie jest nie tylko „zdrowe". KaŜdy. Jest to tym dziwniejsze dla obserwatora z zewnątrz. która przyjęła się w ostatnich latach jako wynik zmiany stylu Ŝycia tokijczyków. o którym pomyślała zapobiegliwa Chizuko.nawet do około 10 stopni Celsjusza.tak jak ja to uczyniłam montują sobie dodatkowe klimatyzatory w kaŜdym pomieszczeniu i. Ŝe się jej nie pobrudzi. Mimo to powierzchnię pokoi najczęściej podaje się w ilości mat tatami. dzielnym i niema-rudnym. W sypialni były nadal tradycyjne maty tatami. Ŝe japońskie psy ubrane są wówczas w ciepłe kubraczki i czapeczki. Zupełnie niepraktyczne i wymagające specjalnej troski tatami ma jednak niewątpliwy walor estetyczny. ale ogólnie „dobre". co czasem słuŜyć miało teŜ zwalczaniu tak nieheroicznych pragnień jak miłość cielesna do kobiety. a nie metrów kwadratowych. ale nawet kapcie zostawia się za lekko podwyŜszonym progiem. intymna część domowej przestrzeni. Uzasadnienie braku odpowiedniego systemu grzewczego podawane przez samych Japończyków najczęściej odwołuje się do wiary w to. pod warunkiem. dla których marznięcie w pokorze nie jest godną kultywowania cnotą. „Gaijini". Wymiary jednej maty to 186 cm na 93 cm. czyni bowiem człowieka zahartowanym. „jest bardzo zdrowe".mają tylko trzy maty (około 5 m2)! Nieco większe mieszkanka o powierzchni czterech i . a najmniejsze z moŜliwych pokojów do wynajęcia . łazienki i toalety . Oprócz kuchennych i łazienkowych szafek oraz futonu i z jakichś powodów telewizora. Japońscy bohaterowie historyczni lubili dowodzić swego męstwa. jaką kiedykolwiek miałam w sypialni. Zielonkawe maty tatami ciągle pachniały świeŜą słomą ryŜową i były najładniejszą podłogą. na których stawiają zachodnie łóŜka. kto często się przeprowadza.

pozwalające na swobodne operowanie przestrzenią. Przyglądałam jej się przez chwilę. serce japońskiego domu. tym bardziej Ŝe zwykle wyposaŜone są w kącik kuchenny. by się pomoczyć. Kąpiel w brudnych mydlinach na wzór barbarzyńców z Zachodu napełnia ich bowiem obrzydzeniem. a schowek wypełniają inne rzeczy. przyjrzała się trzymanej kartce i chyba miała zamiar zostawić ją i sobie pójść. która nie jest zamknięta w sposób ostateczny. której podłogę i ściany wykonano z jakiejś sztucznej Ŝółtawej masy. doskonała w swej ascetycznej kolorystyce i pustce. Dopiero potem. mnóstwo kwiatów. pierwszy raz w Ŝyciu na sposób japoński. ciach noŜyc pana Matsury. tak jakby za kaŜdym razem zmieniało się dekoracje teatralne. w czym. Nie chcąc go draŜnić. W łazience nie było klimatyzatora i gorąca woda w zetknięciu z chłodnym powietrzem skraplała się w kłębach pary. Podeszłam do nich na palcach i zerknęłam przez judasza. nie wiedząc. Dom. W pokoju tatami jest zawsze specjalna głęboka szafa zajmująca jedną ścianę. Szybko okazuje się. 88 pozwalała zanurzyć się w wodzie po brodę. Ku mojemu zaskoczeniu. moŜe to jakiś japoński zwyczaj. wypełnić Ŝyciem. normalny Japończyk kąpie się wieczorem. co wypróbowałam od razu. . W praktyce nie wszyscy składają i rozkładają swoje sypialnie. Wanna była krótka i bardzo głęboka. gdy udało mi się uruchomić system grzewczy. jasnobeŜowe ściany i samotny zwój z kaligrafią to wszystko. dokładnie wyszorowani.pół maty (około 8 m2) wśród studentów uchodzą za całkiem wygodne. wychodząc na długi balkon. dzieląc mieszkanie na osobne sfery. by dopiero nadać mu sens. które udało mi się popełnić w drodze z lotniska Narita do Bon Hour? Jedna więcej nie zrobi Ŝadnej róŜnicy. MoŜna by przewrócić ją do góry nogami i nie zauwaŜyć. Ŝe odrzuca on wszystkie meble i buntuje się przeciw pomysłom na urządzenie go. weszłam do pokoju. JuŜ wykąpana. powitalne haiku przylepiane potajemnie do drzwi nowego przybysza? Albo lista gaf. pomyślałam i po prostu otworzyłam drzwi. wchodzą do gorącej (naprawdę gorącej) wody. do której powinno się codziennie rano chować zwinięte fu tony. Kto wie. Nieskazitelne maty. To była dobra przestrzeń. zakończyłam inspekcję. Ŝe podłoga stała się sufitem i odwrotnie. tak Ŝe gdy się w niej siedziało. najpierw wywietrzyć je na balkonie. MoŜna więc rozsuwać fusuma i mieć jeden wielki pokój albo zasuwać. rzeczywiście jest jakaś logika. która pisała coś na kartce bezgłośnie poruszając ustami. Wczesne popołudnie to nie pora na kąpiel. o czym zdecydowałam w pierwszym w Ŝyciu ogrodniczym natchnieniu. lecz fusuma. jak się pomyśli. czyli przesuwane ekrany. Mieszkanie w Bon Hour nastroiło mnie całkiem optymistycznie. Japończycy myją się poza wanną. na którym posadzę kwiaty. którego nie znam. stojąc na podłodze łazienki albo siedząc na niskim stołeczku. Tatami w sypialni i drewnopodobne panele w reszcie mieszkania stanowiły dziwny kontrast ze śmieszną plastikową łazienką. a specjalny odpływ chroni mieszkanie przez zalaniem. uŜywają prysznica. co zrobić. Skończywszy pisać. czego wymaga takie miejsce. ale zanim zaczęłam się na dobre rozpakowywać. przystosowywać wnętrze do własnego nastroju. który zapraszał. Jednak pokój tatami „chce" być pusty i taki powinien pozostać. podekscytowana urodą mojego nowego domu i zainspirowana ciach. zobaczyłam tam Chizuko. który wyjrzał zza rogu i chyba znów zasyczał: „Wssss". a jeśli pogoda sprzyja. zaintrygował mnie szelest pod drzwiami wejściowymi. Pokój tatami nie ma drzwi.

Chęć pomocy i ciekawość kolidowały z japońską powściągliwością. bym przywykła do mochi. W środku miała grudkowate bordowe 90 nadzienie.co wprawiło Chizuko w widoczne zakłopotanie. ot tak sobie. japońskich słodyczy z ryŜowego ciasta i dŜemu z czerwonej fasoli. Potrzeba będzie duŜo czasu. łamiąc zasady. trzymając ją oburącz. śliczną poduchę do siedzenia na podłodze. jaką pokonałyśmy razem samochodem. po czym wydobyła z podręcznej torby termos i opakowanie czegoś. czy nie i co w ogóle ma zrobić. często uŜywanego jako nadzienie. Okazało się. Tak jakby podawała mi Ŝyciodajny eliksir. Ŝe była jednak przygotowana na taką ewentualność. tak jak trzyma się kubek. Nigdy przedtem nie była gościem cudzoziemki. Jedna była biała. z tym Ŝe przesłodzona i jeszcze nieugotowana. ale najwidoczniej droga. a trzecia zielona. Kula nie tylko wyglądała. które właśnie wtedy zaczęło być naprawdę moje. „Zieloną". myślałam. co wyglądało jak spłaszczone pyzy zawinięte w liście. Chciała zostawić mi paczkę z kartką pod drzwiami i uciec. Pyzy były bardzo piękne. Chizuko nie przestawała się sumitować. a Japończycy nie przychodzą do siebie w gości bez zapowiedzi. powiedziałam odwaŜnie. „Bądź tu szczęśliwa". kontynuując długi proces wtajemniczania mnie w tajniki japońskiej kuchni. jak pokazała Chizuko. i podała mi jedną z czarek. druga róŜowa. Nie mogła zadzwonić. Od japońskiego „Sumimasen".gest jak doskonałe kanji powitania. nie roniąc ani kropli. który nareszcie doszedł do kresu podróŜy . tak słodkie. by ogrzać zziębnięte dłonie. jakieś kuchenne sprzęty. Zdejmując buty. próbując pierwszy kęs z zachłannością osoby ceniącej sobie kulinarne rozkosze. według których ją wychowano. Sądzę. zaczęła angielskie zdanie wyjaśnienia. czy to wypada. Ŝe przywiozła mi róŜne rzeczy .naczynia. przekonała ją. ale ją zaskoczyłam. ale smakowała teŜ dokładnie tak jak polska pyza. czyli „Bardzo mi przykro". okazało się. a wtedy Chizuko zdecydowała się wejść do środka. Ŝe ich dziwny smak zawsze przywołuje tę chwile. gdy obca kobieta powitała mnie w swoim kraju jak starą przyjaciółkę. krojąc kęsy za pomocą spłaszczonych patyczków z surowego drewna. Nieco zbita z tropu ponowiłam zapraszający gest. niepotrzebny jej aparat telefoniczny. połyskliwe kule. bo nie miałam jeszcze 89 podłączonego telefonu. na zawsze zachowam w pamięci i ilekroć potem Japonia wyprowadzi mnie z równowagi. przytrzymując na piersi poły szlafroka. będę wracać do niej jak do wypróbowanego talizmanu. ale nie wiedziała. dostarczając kulinarnej ekstazy. i z wyglądu przypominające siekaną wątróbkę. Wyjęła z pudła dwie ceramiczne czarki i dwa talerzyki. Chizuko nalała nam japońskiej herbaty. do dopiero co poznanych cudzoziemek w szlafrokach. ale nieśmiałość nie pozwoliła jej go skończyć. Japończycy z całą pewnością bowiem nie wpadają. Pyzy jadło się. Powinny rozpływać się w ustach. Potem otworzyła pudełko z pyzami i zapytała. „będzie kolorem pasowała do herbaty". Ŝe cierpły zęby. napój dla strudzonego wędrowca. Gdy Chizuko juŜ przyjęła moje zaproszenie. właściwie w ogóle rzadko odwiedzają się w domach. Zatrzymaną w czasie scenę na podłodze mieszkania. uklękła na podłodze livingu. Ŝe nauczyłam sieje lubić dlatego. Ŝe nie jestem aŜ tak nieprzyjemna jak w niektórych okrutnych japońskich dowcipach o białych kobietach. powiedziała Chizuko i podniosła . Gładkie. którą chcę. Rozgardiasz porozrzucanych wokół bagaŜy i absurdalny turban z róŜowego ręcznika na mojej głowie przydawały uroku tej niezwykłej ceremonii herbacianej kpiącej z reguł starych mistrzów.

jest ciągle jeszcze jej miniaturową piekarnią czy juŜ. Płynące z megafonów słowa witają mieszkańców i zachęcają do robienia zakupów. Między księgarnią a sentd Spiętrzone wertykalnie i horyzontalnie stacje metra to jedyne centra Tokio świeckie.pachnący dymem przysmak jesieni . Dopuszczalna liczba dziwadel jest precyzyjnie określona: ekstrawagancko odziana starsza pani z pudlem. tętniąca młodością Shibuya czy Ikebukuro. czy przestrzeń. Tak zaczęło się moje japońskie Ŝycie w Bon Hour. wyczerpujemy 91 limit. Większość jednak ma małomiasteczkową atmosferę jak moje Ishikawa-dai. w Dobrej Godzinie.gałązkami kwitnącej wiśni. wszystkie sklepiki w mojej okolicy są rodzinnymi interesami. a bardziej ekspansywni sprzedawcy sami wznoszą zachęcające okrzyki charakterystycznym monotonnym głosem. Ŝe Konfucjusz mieszka tuŜ za rogiem w kaŜdej chwili gotów zapobiec wszelkim próbom buntu wobec odwiecznego porządku. kasztany . kilka minut pociągiem od wielkomiejskiego Tokio. warzywniakowi dodaje charakteru kolekcja kaktusów.czarkę do ust. ma ascetyczny wygląd malej fabryczki . Od stacji Ishikawa-dai ciągnie się główna ulica handlowa z latarniami ozdobionymi plastikowymi dekoracjami . w których krzyŜują się drogi milionów tokijczyków dojeŜdŜających do pracy. w których moŜna zgubić się i Ŝyć przez całe lata. Obok stoisko z tako-yaki. umieszczając na ścianie poŜółkły zwój z kaligrafią i kilka świątynnych talizmanów. sypialnią. poustawiane tu i ówdzie gadŜety i pamiątki z podróŜy. a potrawa jest lepsza. Ŝywiąc się na darmowych degustacjach w dziale spoŜywczym. Tu. a nie religijne świątynie konsumpcji. równie niewielką. niŜ moŜna by podejrzewać z jej opisu. Tylko sklepik. ubrania dla starszych pań. Wytwórca mat tatami nadał swojemu warsztatowi styl najbardziej japoński. w którym robi się i sprzedaje tofu. „gaijinka". jest Tokio. babcia Shinada ozdobiła ściany swojej piekarni rysunkami wnuka. a nad nimi lub w ich głębi zwykle mieszkają właściciele.pakowane w ozdobne czerwone torebki i sprzedawane przez głośno zachęcającą klientów młodziutką dziewczynę w równie czerwonym fartuszku. z wprawą przyrządzane przez pokrzykującego „Tako. promocyjna oferta ryŜu w dziesięciokilowych workach. W Ishikawa-dai kaŜdy kaŜdego zna i wydaje się. sandały geta akurat przecenione o 500 jenów. Dwie sfery przenikają się niekiedy na tyle. kusi podniebienie ostrym zapachem. Jedne są potęŜne jak Shinjuku z dwoma milionami przewijających się codziennie podróŜnych. a w rybnym wisi pod sufitem wielka nadmuchiwana ośmiornica. w przerwach gra spokojna muzyka. Właścicielka sklepiku z japońskimi słodyczami ma na ladzie dwa ceramiczne lwy z Okinawy i zegar w kształcie Hello Kitty. w której babcia Shinada ogląda telewizję. tako\" kucharza. warzywa i owoce o idealnych kształtach ułoŜone w zgrabne piramidki. która śpiewa do siebie. gdzie znajdują się największe na świecie domy towarowe Seibu. który najwyraźniej jest fanem disnejowskich kreskówek. Ŝe trudno powiedzieć. które prowincjonalną atmosferą bardziej przypomina Radomsko niŜ Manhattan. Część towaru z małych sklepików wystawiona jest wprost na ulicę. i ja. smaŜonymi kulkami ciasta z posiekaną ośmiornicą. identycznymi jak we wszystkich innych „tokijskich miastach". Wnętrzom sklepów indywidualny wyraz nadają wiszące na ścianach dyplomy i obrazki. liśćmi klonu albo bambusowymi witkami. Oprócz jednego większego samu spoŜywczego.

nakrywają stoły. Zaludniają się restauracje i zamknięte wcześniej bary. by nie wystawały im na ruchliwą ulicę. wlewania skwierczącego sosu sojowego na rozgrzane patelnie. niemal namacalnie prawdziwy. a jego prawdziwe Ŝycie zaczyna się o zmroku. sadystach pedofialch. mięsa. czytaniu na stojąco nowych numerów czasopism i komiksów ????. pod którą zawsze czekają na resztki trzy grube koty. witają dzieci wracające po długich godzinach nauki. a potem ruszają dalej ulicą przesyconą zapachem ryby. kobiety w kostiumach i w fartuchach zarzuconych na domowe sukienki czytają rysunkowe opowieści o obdarzonych czarodziejską mocą księŜniczkach. buchający zza bambusowych rolet zapach alkoholu i tytoniowego dymu przyprawia o zawrót głowy. kilka kamyków. by powtórzyć rytuał dający mi poczucie czasowej przynaleŜności do świata tej uliczki i sąsiedztwa. gdzie oprócz miniaturowych roślinek umieścił drewniany model świątyni. Od rana do wieczora moje sąsiedztwo jest sennym królestwem staruszków i matek z dziećmi.figurkę kota Doraemona. gdzie jego synowa kroi potrzebne ingrediencje. właściwie nie istnieje w Japonii. gdzie Japończycy oddają się jednej z ulubionych rozrywek. sprasowaną na płasko kałamarnicę. przywołujący na myśl małe polskie miasteczka. krwioŜerczych wampirach. przez którego otwarte drzwi moŜna zobaczyć kuchnię. co pod ręką. z wielu rozlega się muzyka. przez ich głosy przebija się wibrujący alt właścicielki. gawędząc z dziadkiem Tanaką. inni zadowalają się tylko przekąską pod gołym niebem i napojem z automatu. tac i kadzi. . jedynej kobiety w towarzystwie. Grill. co jest cechą charakterystyczną wszystkich „tokijskich miast". zwanej swojsko „mamą". co kto lubi. sosu sojowego i świeŜego pieczywa. NajbliŜej stacji Ishikawa-dai. „pudełkowy ogród" w plastikowej kuwecie z piaskiem. Ŝe przechodząc widzi się tylko ich plecy i pochylone głowy. Najbardziej popularne tytuły wystawiane są na stojakach na zewnątrz. właściciele barów piszą kredą na wystawionych na zewnątrz tablicach nazwy i ceny dzisiejszych specjałów. Drogę do nich pokazują płonące w ciemności okrągłe czerwone lampiony. Gdy przechodzi się blisko. czasem śpiew rozochoconych męŜczyzn. Zjadają po kilka szaszłyków na miejscu. Sarariimani. siadając z patykami yakitori na małej ławeczce. Gospodynie wrzucają rybę do piekarnika. bo ryzyko. znajduje się księgarnia. uczniowie. Powietrze przesyca się wówczas zapachami niemal nieobecnymi za dnia. którą potem odwiedzałam niemal codziennie. Jeden po 93 drugim znikają w barach męŜczyźni w garniturach.92 pełnej metalowych pieców. pokazywała mi specjalność dnia. ale za to przed wejściem do niej właściciel urządził hakoniwa. by po jakimś czasie wynurzyć się z rozluźnionym krawatem i rozpaloną twarzą. stoi niemal w progu swojego mieszkania. gęstnieje. plastikowych drzew i . maczane w gęstym sosie szaszłyki ze wszystkiego. To właśnie ten zapach chleba. muszą podkurczyć nogi. gdzie moŜna po pracy napić się sake albo piwa i przegryźć co nieco: suszoną rybkę. Babcia Shinada uśmiechała się na mój widok. grillowania i tłuczenia sezamu. smaŜoną ośmiornicę czy szaszłyk ze skóry kurczaka w słodkim sosie. a wnuk bawi się u jej stóp. Ŝe ktoś je ukradnie. bułeczki z nadzieniem curry. Wracający z pracy czy szkoły zatrzymują się i stoją koło półek tak. Klienci. zwabił mnie do piekarni babci Shinady. Zaczyna się czas smaŜenia i gotowania.kto wie dlaczego . na którym dziadek Tanaka piecze kaŜdego wieczoru pachnące yakitori.

Z jakichś powodów właściciel tego paczinko gustuje w białych i czerwonych goździkach. publiczną łaźnią. a obecna jego forma narodziła się po długiej ewolucji prostszej gry amerykańskiego pochodzenia. kaŜdej wsi i zapomnianej przez bogów osadzie na wyspie Kyushu czy Shikoku. Z ciepłym purezento w dłoni szłam dalej. najpierw mijamy budynek paczinko. między popularną księgarnią a sentó. jeśli juŜ pokona się przyzwyczajenia i idiosynkrazje własnych kubków smakowych. U jasno oświetlonego wejścia. nie licząc „wsss" pana Matsury. a mój język napotykał na dzisiejszą niespodziankę. krewetkę na ostro w droŜdŜowej bułeczce albo słodycz fasoli w osłonce słonego francuskiego ciasta. innymi słowy. Wybierałam na koniec coś z jej oferty. 94 Między paczinko a karaoke Określenie „między księgarnią a sentó" jest tylko jednym z moŜliwych sposobów na uchwycenie siecią opisu pejzaŜu mojej okolicy. Japonia oszalała na punkcie paczinko dopiero po wojnie. które moŜna polubić. Inny pozwala opowiedzieć o niej jako o przestrzeni. jedną z tych zjaponizowanych specjalności o zadziwiających smakach. Paczinko to jedna z japońskich obsesji zupełnie niezrozumiałych dla reszty świata. a podobne jej wersje moŜna znaleźć w kaŜdym innym mieście. Liczbę klientów szacuje się na ponad pięćdziesiąt milionów. wykorzystując do maksimum swój angielski pięciu słów. czyli prezent. Idąc od strony stacji. której wyraz nadają dwa najjaśniejsze punkty orientacyjne: salon gry paczinko i bar karaoke. a ona dokładała purezento. Bryła złoŜona z ostrych kątów ma srebrną fasadę z dwiema doryckimi kolumnami. Paczinko w moim sąsiedztwie stanowi przykład architektury łączącej wątki z komiksów ???? z nostalgią za światem Disneya i apeluje do podobnych potrzeb estetycznych. czyli dziesięć razy więcej niŜ kin. wielokrotnie przekraczają one na przykład dochody uzyskiwane z przemysłu kinematograficznego. stoją hipertroficzne kosze sztucznych roślin.czekoladowe oponki o smaku zielonej herbaty albo rogaliki z czerwoną fasolą. co hotele miłości. to właśnie byłyby miejsca dające najwięcej światła. czyli bilionach dolarów. i wielkie fioletowe kwiaty wyglądające jak genetycznie zmutowane rosiczki. która w ogóle się do mnie odezwała. które zyskało popularność nawet w krajach Zachodu. Namalowano na niej splecione ogonami piersiaste syreny. a roczne dochody liczy się w trylionach 95 jenów. które aranŜuje w sztywne. Gawędziła ze mną. Piekarnia babci Shinady znajdowała się mniej więcej w połowie drogi między stacją Ishikawa-dai a moim domem czy. bo właścicielka piekarni była pierwszą osobą z sąsiedztwa. kolumny oplata plastikowy bluszcz. a ja podtrzymywałam rozmowę. Gdyby popatrzeć na Ishikawa-dai z lotu ptaka. kolejne małe dowody na to. z daleka przyciągający wzrok nagłą erupcją koloru. jak w przypadku większości salonów. Ta psychodeliczna wizja raju przyciąga jednak codziennie setki klientów. nigdy nie udało się przeflancować jej na inny grunt w przeciwieństwie na przykład do karaoke. niemal nierealny w swej neonowo ostrej obecności. niegrzeczne siostry Małej Syrenki. symetryczne bukiety niczym dekorację trybuny dla pierwszego sekretarza partii w komunistycznej w Polsce mojego dzieciństwa. Co tak fascynującego jest w tej grze? Ciągły ruch wchodzących i wychodzących ludzi bez trudu pozwala zajrzeć . Ŝe czerpanie wzorów z Zachodu moŜe być jednak twórcze. Dziś jest w Japonii około dwudziestu tysięcy salonów paczinko.

odpalają papierosa od papierosa. ostre światło stanowią najwyraźniej integralną część uroku tej gry. W końcu Japonia jest krajem. a zaznaczam. waląc w nią pięścią albo uwodząc głosem. gdzie ludzie o kamiennych twarzach. a paczinko to zakamuflowana gra hazardowa. a podejrzane typy wdają się w awantury. jeśli się jest szczęściarzem. by wystrzeliły w górę tak. odizolowani od sąsiadów niewidocznym pancerzem. i wszystko jest w porządku. Trzy czwarte grających w paczinko to męŜczyźni. Salony paczinko nie są jednak miejscami niebezpiecznymi. rzeki i wybrzeŜa. co trzeba. długopisy albo zapalniczki. a Ŝycie Ŝyciem. skoro jest to interes przynoszący dwadzieścia pięć procent zgłaszanych dochodów w sektorze usług.w głąb jaskrawo oświetlonego pomieszczenia i zobaczyć rzędy hałaśliwych automatów z oszklonym wertykalnym ekranem. Nie lubię paczinko. Niektórzy właściciele. który zwycięzcy oferuje tylko mało wartościowe drobiazgi. na Ŝywą gotówkę. którzy zabetonowali japońskie miasta. jak zahipnotyzowani wpatrują się w elektroniczną mandalę. potomkowie samurajów. a nie fabryki. Industrialny hałas i zimne. w lewej papieros. lewitujący w innej rzeczywistości. 96 Rzędy graczy w paczinko nie wydają się bardziej Ŝywe niŜ rzędy automatów. Nikt jednak nie chciał grać w miejscach.suchych. jeśli w ogóle cokolwiek zaleŜy tu od umiejętności gracza zdanego na ślepą Fortunę. Ów kolorowy. Nikt nie zagaduje sąsiada. Siedzą obok siebie zupełnie obojętni na obecność sąsiada. nieczuli na hałas technorocka i okrzyki paczinkowych didŜejów. czego łatwo się domyślić. Dlatego wygranej w postaci gotówki nie moŜna odebrać w samym salonie. które wpadły do tej dziurki. nie przeklina. Wygraną. po której kaskada kulek spada w dół. nie próbuje oswoić maszyny. by pozory zostały zachowane. utemperować łoskot maszyn. pozostawiona jest samej sobie. o czym wie kaŜde japońskie dziecko i policjant. hałaśliwych i jasnych. Hazard jest w Japonii nielegalny. złagodzić światło. Wrzuca się je do otworu w automacie i operując wajchą sprawia. Sprawiają raczej wraŜenie szczególnego rodzaju świątyń. do których być moŜe dotarł głosy estetów ubolewających nad brzydotą świata paczinko. najlepiej czujący się w miejscach. ozdobiony wizerunkami półnagich kobiet o ogromnych piersiach albo postaciami z kreskówek ekran ponabijany jest szpilkami układającymi się w ścieŜki dla metalowych kulek. skoncentrowani. gdzie przesiadują wytatuowani gangsterzy. bracia tych. a nieoficjalnie. prawa ręka na wajsze wprawiającej kulki w ruch. Najczęściej jednak wrzucone kulki przepadają z metalicznym hałasem w bezdusznych trzewiach automatu. Szczęściarze mają przy nogach po całym koszyku wygranych kulek. Jeśli się to uda. Ŝe niewiele. w którym mafia wydaje własne czasopismo i dopóki nie zajmuje się narkotykami albo zabijaniem zwykłych obywateli. Grający mają twarze pozbawione jakichkolwiek emocji jak robotnicy przy taśmie produkcyjnej albo mnisi. oczy wpatrzone w migającą światełkami wertykalną planszę. oficjalnie wymienia się w salonie na drobne upominki. fluorescencyjnym świetle i kłębach papierosowego dymu co jakiś czas słychać zwycięską kaskadę kulek. Oczywiście yakuza ma wiele wspólnego z paczinko. by spadając. wygrywa on więcej kulek. które przypominały buduary. a niezgłaszanych nikt nie wydaje się nawet w stanie oszacować. wpadły w odpowiednią dziurkę. Podczas jedynej wizyty w salonie z syrenami przegrałam dwa tysiące jenów w ciągu . W nieludzkim hałasie. w okienku za rogiem. z których natura została wykluczona . ale prawo prawem. próbowali nadać swoim salonom inny wystrój.

ile włoŜony w występ wysiłek i staranie. „Ruszaj gałką". Aby usłyszeć kończące występ gratulacje. Bierzemy więc mikrofon i śpiewamy. licealistki. skoki do wody. Najlepiej na piętrze o nazwie Hello Kitty Cloud 9. W pięciopiętrowym budynku znajduje się kilkadziesiąt pokojów rozmieszczonych na poziomach o zróŜnicowanym wystroju. przyciągają wzrok duŜe 97 czerwone litery „Karaoke Big Echo" oraz podpisany wizerunek Hello Kitty. które przeznaczone są dla kilku. w której liczy się nie tyle talent. dlaczego dany uczeń ma ze wszystkich przedmiotów lepsze oceny niŜ jego przyjaciel. Karaoke w mojej okolicy jest bardziej nowoczesne niŜ tradycyjny bar ze sceną. a śpiewanie sprawia im przyjemność. Ŝe ów lepszy uczeń wkłada w naukę więcej wysiłku. .ośmiu sekund. Ŝe przy odpowiednim wysiłku kaŜdy uczeń jest w stanie opanować w tym samym stopniu grę na pianinie. Ŝe kaŜdy jest w stanie opanować w zadowalającym stopniu kilka wokalnych numerów i to właśnie włoŜona w osiągnięcie tego celu praca liczy się bardziej niŜ talent. gdzie lubią spędzać czas dorośli. muszą pokonać własną słabość i śpiewać. jednej z najpopularniejszych postaci w japońskiej kulturze popularnej. Jak pisze T. do których przypadkiem wstawiono telewizor i sprzęt nagłaśniający. Dlaczego Japończycy tak lubią karaoke? Od początku nurtowało mnie to pytanie. białej koteczki. W Japonii zaś niemal kaŜdy powiedziałby. odpowiedź będzie brzmiała: „Bo jest zdolniejszy". opiera się na przekonaniu. czyli karaoke. postanowiłam zaŜyć innej japońskiej przyjemności dostępnej w moim sąsiedztwie. R. z koleŜanką albo z kochankiem. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. młode pary. która na okrągło go monitoruje. która chyba trochę wstydziła się tam być. który jest dany. Mając w pogardzie paczinko. Idea karaoke opiera się zatem na przekonaniu. dziennikarz „Washington Post" i znawca Japonii. PrzecieŜ to naród nieśmiałych ludzi. Innych jednak natura pozbawiła tych darów i kosztem wspomnianego „wysiłku" opanowują kilka popisowych numerów. solo. ruszyłam. Oprócz stolika. Do jego białej fasady. Reid. a nawet kilkunastu osób. gdzie ktoś odpowiedzialny za wystrój zadbał o odpowiednią liczbę podobizn koteczki i róŜowego koloru. Pokoje w Big Echo mają róŜną powierzchnię . w kaŜdym z pokoików zamontowano kamerę. Jednak Japończycy obojga płci znikający w drzwiach Big Echo mają więcej niŜ dwanaście lat: sarariimani w kilkuosobowych grupach. pozbawionej okien. tak waŜnego w całym japońskim systemie edukacji. czyli „wysiłku". który ma tyle wspólnego z rozrywką co operacja oka bez znieczulenia. Idea doryoku.z całą pewnością coś dla dzieci poniŜej dwunastego roku Ŝycia raczej niŜ miejsce. A skoro tak.od wielkości szafy do takich. Oczywiście niektórzy bywalcy karaoke po prostu mają dobry słuch i głos. Jedna z prawdopodobnych odpowiedzi wiąŜe się z upodobaniem Japończyków do amatorszczyzny. czyli Hello Kitty Chmura 9. foteli i aparatury nie ma w nich nic więcej. matematykę. Oglądane z zewnątrz Karaoke Big Echo teŜ przywodzi na myśl raczej duŜe przedszkole albo sklep z zabawkami . to śpiewać kaŜdy moŜe. srebrne kulki wystrzeliły w górę i wszystkie bez wyjątku przepadły metaliczną kaskadą w nicości. jeśli zapytamy Amerykanów. teraz wystarczy wybrać kod piosenki i na ekranie pojawi się teledysk oraz tekst. Aby nikomu nie przyszła do głowy aktywność inna niŜ śpiewanie. Z kolorowego menu moŜna zamówić posiłek albo coś do picia i juŜ. którzy najlepiej czują się w grupie i publiczne śpiewanie solo powinno być dla nich koszmarem. Wszystkie pomieszczenia wyglądają tu jak sypialnie dla niemowląt.

więc popisywał się nim nie bez satysfakcji. wiśnie i duchy Podobno w Japonii trudne jest tylko pierwsze dwadzieścia lat. za jej wielkość i „wylininie". Po półgodzinie tych popisów przyszła moja kolej i wtedy po raz pierwszy i ostatni w Ŝyciu zaśpiewałam w barze karaoke. Fakt. ten miły starszy pan o posturze nadzwyczaj delikatnej i kruchej śpiewał piosenki Beatlesów. zwana „japońską Madonną". jak rosną (o dziwo. pracuj cięŜko. skupiony. jest dla niektórych przykładem wschodniej wersji demokracji. W karaoke kaŜdy moŜe być gwiazdą na ludzką skalę. Raz w Karaoke Big Echo towarzyszył mi Satoru. przynosząc wilgotną. Z gorliwością ogrodnika neofity parę razy dziennie sprawdzałam. skarbnica wiedzy o Japonii. nie pozwalającej na tak „nieodpowiednie" przyjaźnie jak nasza. chcąc nie chcąc. ale ja nie miałam tyle czasu. Kocha się ich nie za to. z którą łączył mnie brak talentu muzycznego. tak jak ja. Po dwóch miesiącach spędzonych na Ishikawa-dai ilość rzeczy kompletnie dla mnie niezrozumiałych wprawdzie wzrosła. Człowiek wybitnego intelektu. powaŜny. w róŜowym pokoiku karaoke ozdobionym wizerunkami Hello Kitty. Ŝe tylu wybitnych i niepokornych opuszczają dla nie tak czystych i nie tak bezpiecznych miast Zachodu. Niczym Matsuda Seiko. i pewnie za to. to szaleć. Matsuda Seiko. kto. po kilku nieudanych próbach opanowałam jazdę na rowerze z parasolem w jednej ręce. wspaniały gawędziarz opowiadający mi piękną angielszczyzną aneg99 doty o samurajach i sarariimanach. ale moje codzienne Ŝycie zaczynało układać się w jakąś formę normalności. Nie wygłupiał się. o którym pisze Barthes? Za to. Miał świetny słuch i dobry mocny głos. a biała koteczka patrzyła na nas bezmyślnymi oczkami. widać upodobanie Japończyków do idoli reprezentujących typ dziewczyny czy chłopaka z sąsiedztwa: postaci przeciętnych. Ŝe Japonia jest tak bogata i bezpieczna. nie robił min. śpiewał więc. posadziłam na balkonie Bon Hour zimowe kwiaty. Smok. a moŜe uda ci się być takim jak wszyscy". niezbyt utalentowanych. ktoś. których sadzonki dostałam od mojej nowej koleŜanki Mariko wraz z radami niezbędnymi dla kogoś. Nie bez powodu teŜ kolejne tarento japońskiej muzyki pop zwykle nie umieją śpiewać. a największa gwiazda lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. tak sobie tylko urodziwych. / wanna be your man. lecz nadal wyraźnie. Niebo opadło i zawisło tuŜ nad naszymi głowami cięŜkie od wzbierającej wilgoci. Nie zraŜając się pogodą. iŜ są tak samo ułomni jak my wszyscy. próbuj z uporem. a po krystalicznie czystych dniach października i listopada przyszedł ponury grudzień. a cała absurdalność sytuacji. japoński profesor. jak szaleć. Bogowie wrócili ze świątyni Izumo do domów. kto potrafi! wypracować dystans wobec uprzedzeń własnej kultury. doryoku. naprawdę włoŜyłam w to duŜo wysiłku. nigdy przedtem niczego nie posadził. Mój wybór padł na Celinę Dion i jej piosenkę z Titanica. rosły!) i . co jakiś czas pękało i. pochmurną pogodę. cały jej komizm był dla niego nieczytelny. iŜ w Japonii nawet wysiłki osób zupełnie pozbawionych muzycznych talentów spotykają się z cierpliwością i zachętą grupy. I tam. Dziś w mniejszym juŜ wprawdzie stopniu. ani warunków scenicznych. zamiast się zmniejszyć. Ŝe jawią się tak doskonali jak Nicole Kidman czy Brad Pitt. polegającej na realizacji postulatu: „Nie wychylaj się. lecz przeciwnie: za to.Nagrodą za ich odwagę jest akceptacja grupy. MoŜe to właśnie ta zasada odpowiedzialna jest za potęgę i śmieszność współczesnej Japonii. nie miała ani głosu.

wylatuje na małą wycieczkę.o których wcześniej nie ośmieliłabym się pomyśleć w kontekście posiłku. mąŜ Chizuko. Gdy w dzień Nowego Roku wybrałam się do najbliŜszej świątyni shintó. na którą planowaliśmy wyprawić się latem. który juŜ od jakiegoś czasu nie syczał na mój widok. Gdy chłód wieczoru przenikał przez pojedyncze okna i nieizolowane ściany. jakich nigdy wcześniej nie uŜywałam. którą wolał od sake. odmieniona. bo . Tej nocy śniła mi się góra Fuji. Chizuko nauczyła mnie robić zupę miso. W pierwszy japoński wieczór sylwestrowy jadłam w domu Chizuko przewidziany na tę okazję makaron sobą i nie bez satysfakcji stwierdziłam. . z jakichś powodów. Mariko podarowała mi stary stolik kotatsu. bo gotująca kiedyś u mnie Chizuko zapytała o niego takim tonem. i zapachami. mackowatych .niestety . Powiedzieć. Mieszkanie w Bon Hour stawało się coraz bardziej japońskie. Pomiędzy starym a nowym rokiem jest coś w rodzaju czasowej szczeliny. sukiyaki i sashimi. jakby posiadanie podobnej rzeczy w kuchni było czymś oczywistym i niezbędnym. które zgromadziły się na niewielkim placyku przy pomarańczowej bramie torii. O północy pojechaliśmy na rowerach do buddyjskiej 101 świątyni Kuhonbutsu i słuchaliśmy tam stu ośmiu ogłuszających uderzeń potęŜnego dzwonu. czyli festiwal. by zwiększyć przestrzeń między blatem a podłoŜem. a przechodząc przez stoisko z rybami. gdy uchyla się na moment metalowa pokrywa piekła i sto osiem demonów. pan Matsura. Ŝe umiem go juŜ wsysać bez chlapania na boki i ścigania pałeczkami nitek. zwanej przez nas dla uproszczenia „naszym kościołem". hojnie dolewając Ŝubrówki. byłoby naiwnością i ogromną przesadą. luki pełnej anarchii.odkrywałam w sobie ambicję pokazania panu Matsura od bonsai. wypełniając się sprzętami.uwaŜa się za wyjątkowo dobry znak. którego dziką i bujną wizję postanowiłam urzeczywistnić. które miały wypłoszyć tyleŜ samo naszych złych skłonności. ogrzewany od spodu elektryczną grzałką i przykrywany kołdropodobną narzutką. Kolejne osoby pojawiały się.nawet dodatkowe klimatyzatory nie były w stanie podnieść temperatury w moim japońskim domu powyŜej przygnębiających 16 stopni Celsjusza. symbolizowaną przez jej przerośnięte nitki. Bywałam 100 w japońskich domach i nawet wchodząc do własnego. na matsuri. symbolizujących ludzkie przywary. bakłaŜana i jastrzębia . Ŝe zaczynałam wrastać w Japonię. właściciel sentó z całą trzypokoleniową rodziną i mój sąsiad od bonsai. Ŝe pierwszy sen w Nowym Roku jest bardzo waŜną wróŜbą dla Japończyków. Kupiłam nawet specjalny nóŜ do patroszenia krewetek. ale ten mały świat między księgarnią a sentó dzień po dniu coraz bardziej dawał się lubić. wielkookich. i dopiero potem dowiedziałam się. Fuji . a tym razem nawet pierwszy raz wyraźnie i bez uciekania wzrokiem powiedział mi japońskie „dzień dobry". nie zapominałam juŜ o zdejmowaniu butów. bez trudu rozpoznałam twarze kilku osób z mojego sąsiedztwa. jak powinien wyglądać ogród. tłumaczył nam Teru. Chizuko w jednej ze swoich fantazyjnych apaszek. Podkładałam pod jego nogi cztery grube słowniki. Była babcia Shinada z piekarni. bez białego fartucha i bardzo elegancka.obok. umykających mi wcześniej jak nerwowe dŜdŜownice. wpełzałam pod stolik tyłem jak rak i leŜąc na brzuchu czytałam albo pisałam. Sobą jedzona w przeddzień Nowego Roku gwarantuje pomyślność i długowieczność. i dziadek Tanaka ze świeŜo przyczernionymi włosami. których jeszcze parę miesięcy temu nie umiałabym rozpoznać. umiałam juŜ nazwać parę jadalnych stworzeń -wilgotnych.

obok O-bonu . pewnie wybierały się do świątyni Meiji. przypominając sobie lekcję angielskiego z odległej przeszłości. a dzieci. poruszając się w okręgu stworzonym przez widownię. a potem witały się z przyjaciółmi i sąsiadami. „How doyou doT\ zagaił więc grzecznie dziadek Tanaka. czyli „wymiataniem sadzy". by po chwili znów zaczepiać komediantów. zastępowane boŜonarodzeniowymi gadŜetami poŜyczonymi z kultury Zachodu. Japończycy nadal hołdują wielowiekowej tradycji. Na drzwiach domów pojawiają się kadomatsu. . Rzucał się wte i wewtę. to równieŜ integralna część japońskiego Nowego Roku i moj e sąsiedztwo przybyło chyba w komplecie. Ŝeyakuza pod przykrywką shishimai wyłudzała haracze i policja zabroniła tej praktyki. Dwie młodziutkie dziewczyny ubrały się w przepiękne świąteczne kimona i pelerynki z białych lisów. Trwały przygotowania do shishimai. to jedno z dwóch . ku uciesze dzieci i radości dorosłych. Tak powściągliwi na co dzień Japończycy nabierają śmiałości w atmosferze matsuri i zachowują się swobodniej. zbliŜając swój pysk do naszych twarzy. przystrojonej na tę okazję w liliowy kombinezon i słomkowy kapelusz z kwiatem. by obmyć ręce przed wejściem na teren świątyni. Sama modlitwa w świątyni shintó zwykle zajmuje Japończykom chwilę i polega na trzykrotnym klaśnięciu w dłonie. jak to miał w zwyczaju. noworoczne dekoracje z bambusa i gałązek sosny. Innymi słowy. Pierwsza w roku wizyta w świątyni shintó. Wokół nas uwijały się postaci w kostiumach i zabawnych maskach zastygłych w strasznych grymasach. Podeszłam do Chizuko. ale okazało się. Jej mąŜ profesor. piszcząc. ale kolejność tych czynności zawsze mi się myliła. Poprzedzone gruntownymi porządkami 102 i przygotowywaniem kart z Ŝyczeniami. Zgromadzeni wokół 103 zaimprowizowanej sceny patrzyliśmy. momencie skupienia i pociągnięciu za sznur z dzwonkiem. nie brakowało nawet naszej dziwaczki z pudelkiem. które w dzisiejszych czasach często są uzupełniane bądź. uśmiechają się. gdzie powitanie Nowego Roku ma bardziej elegancki charakter. niestety.najpierw kierując swe kroki do źródełka.wielki.najwaŜniejszych świąt dla Japończyków. więc warto było zapłacić parę jenów za jego towarzystwo. nie tylko symboliczne plamy i brudy. a nawet czasem zagadują do „gaijinów". bowiem lew wraz ze świtą chodził po domach sąsiedztwa niczym nasi kolędnicy. zwana hatsumairi. Te generalne porządki nazywa się susuharai. czyli „tańca lwa". Kadomatsu podarowane mi przez Mariko miało charakter eklektyczny: do bambusowego patyczka przyczepiony był swojski Mikołaj w czerwonym ubranku. Dziś lew tańczy tylko na terenach świątyń i oto właśnie się pojawił . spod jego zielonego płaszcza wystawała para męskich nóg w sportowych butach. jest wydarzeniem radosnym i pełnym ciepła. Ta stara tradycja chińskiego pochodzenia jeszcze niedawno miała nieco inny charakter. uciekały tylko po to. Nowy Rok celebrowany przez trzy dni od 31 grudnia do 3 stycznia. wrzuceniu ofiary. z czerwonym pyskiem i białą wielką grzywą. Lew symbolizuje szczęście i zdrowie. jak lew odgrywa ekstatyczny taniec. dlatego świetnie nadawało się dla „gaijinki". aŜ wyczerpał wszystkie wątki. lecz takŜe te rzeczywiste muszą być usunięte przed 1 stycznia. z jakimi miało się do czynienia przez ostatnie dwanaście miesięcy. która kaŜe witać Nowy Rok bez długów i niedotrzymanych zobowiązań. przygotował na mój uŜytek pasujący tematem miniwykład po angielsku i swoim perswazyjnym głosem doświadczonego nauczyciela mówił tak długo. które wypada wysłać do wszystkich osób. straszny.

zasłaniając dłonią usta tym pięknym gestem japońskich kobiet. niemal dotykając swoim nosem mojego.poklepałam lwa po drewnianej głowie.drzewa wiśniowe rozkwitły. wielkiego święta kwitnących wiśni. jak to się stało. stało się. ukucnęłam i . W telewizji codziennie mówiono o sakura zensen. herbaty z kwiatów suszonych albo solonych. Nie wypadało odmówić. W końcu. czyli „froncie wiśniowym". Tak zaczął się mój pierwszy Nowy Rok po japońsku. pełne kwiaty. Przypuszczam jednak. . w metrze i sklepach. który po kolejnych miesiącach zacznę nieświadomie i prawdopodobnie niezdarnie naśladować. w radiu i telewizji. ale nic nie moŜe równać się z sakurą. osoby nieznoszącej zimy. Jak ogłosiła Rządowa Agencja do Spraw Kwitnienia Wiśni. Wprawdzie w lutym poświęcono trochę uwagi kwitnieniu śliw. Powoli pęczniejące pąki sprawiły. Trzy miesiące między styczniem a kwietniem dla mnie. JuŜ na początku marca drzewa rosnące wzdłuŜ zabetonowanej rzeczki Nomi zaczęły dawać delikatne znaki Ŝycia. W drugiej polowie marca sprawy nabrały rozpędu. który wyglądał jak małe muszki. zamieniły się w wielkie. a ludzie przechodzący pod nimi coraz częściej przystawali i zadzierali głowy. słowo oznaczające kwiat wiśni. które we wrzątku czarodziejsko rozprostowują się do swojego pierwotnego kształtu. uroczystość podziwiania kwiatów. „Idź!". Ŝe ostry. była zapowiedź hanami.Udawał. Tak jak zapowiadano . przez których pęknięcie widać było wieczorem co najwyŜej wątły biały cień. ciastka mochi. Przyszło mu to tak łatwo jak zwykle Japończykom. Komuś z nas musiało przypaść teraz w udziale obudzenie lwa i nie wiem.tak jak zimny front albo ciepły ma w zwyczaju . rozkwit tokijskich drzew ma nastąpić dwudziestego piątego dnia tego miesiąca i wszyscy czekali nań w napięciu. zachęciła mnie Chizuko i zachichotała. wyszłam więc na środek. tym bardziej Ŝe w przeddzień znów dostałam od niej purezento w postaci rogalika z apetycznym czarnym sezamem. kimona młodych kobiet z sakurowym motywem .był chimeryczny i wprawdzie do subtropikalnej wyspy Okinawa dotarł juŜ 15 stycznia. powaŜnych i niepowaŜnych. drukowano mapki informujące o najciekawszych miejscach.gdziekolwiek w Tokio zwróciło się oczy. Ŝe nas kąsa na szczęście. Ŝe to babcia Shinada pierwsza wystąpiła z inicjatywą. czyniąc ze mnie .niestety . Ŝe padło na mnie. Lwisko potrząsało grzywą i wykrzywiało się. a ten podniósł się. Ku uciesze zebranych. w których rosną drzewa wiśniowe i gdzie moŜna teraz lub w niedalekiej przyszłości celebrować hanami. gdzie pojawiło się mnóstwo słodyczy i potraw symbolicznie odwołujących się do sakurowego święta. to dopiero dwa miesiące później 104 oczekiwano go w Fukuoce na Kyushu. znieruchomiał i chyba zapadł w sen. W ciągu jednej ciepłej nocy nabrzmiałe pąki. po pełnym napięcia oczekiwaniu. Po wszystkich tych podskokach lew zwinął się na rozciągniętej na ziemi płachcie. ryknął i zatańczył. plastikowe bukiety z białych i róŜowych gałązek.dokładnie dwudziestego piątego marca . Sakura. słychać było wszędzie: na ulicach. barwione na róŜowo i pakowane w marynowane liście wiśni.nie znając Ŝadnych lepszych sposobów na tę okazję . były przede wszystkim czekaniem na wiosnę. „Front wiśniowy" . A wiosna w Japonii oznacza kwitnienie wiśni. graficzny kształt gałęzi złagodniał. Cukiereczki w kształcie kwiatków wiśni. i po chwili byłam jego główną ofiarą. UŜywane tradycyjnie określenie z języka meteorologii wydaje się jak najbardziej na miejscu.dodatkową atrakcję przedstawienia. jak złoŜone skrzydełko. „gaijinka" to nie lada gratka dla lwa. We wszystkich gazetach.

To oni (i one) pierwsi zauwaŜyli. które na wyspie Honshu przypada na przełomie marca i kwietnia. Zwyczaj ten narodził się w okresie Heian (794-1185). które pewnie były odpowiednim uniformem na tę okazję. z którego szczelin na kaŜdym kroku wyrastały teraz biało-róŜowe królewskie bukiety. biesiadując. Arystokraci.Dopiero wtedy ze zdumieniem przekonałam się. zaplątałam się w tłum maluchów w granatowych mundurkach.tak kruchej. słonecznie Ŝółtych kapelusikach. po zaledwie tygodniu Ŝycia. którzy na kilka wieków objęli w Japonii władzę. moŜe podobna konstatacja jakiejś damy Heian data początek japońskiej idei mono no aware. Kultura estetów przepadła pod ruinami dworu Heian. Kwiaty wiśni mają to do siebie. takich jak moje Ishikawa-dai. mimo przejeŜdŜających im niemal po stopach pojazdów. robiły im pamiątkowe zdjęcia pod kwitnącymi drzewami. akademickiego i fiskalnego. Najsłynniejsze tokijskie hanami odbywa się w parku Ueno. w pełni swojej urody i rozkwitu. po środku którego rósł zwarty szpaler drzew pokrytych tak gęsto kwiatami. piękne i bujne. to nie tylko początek prawdziwej wiosny. ale najbardziej urokliwe moŜna znaleźć właśnie w kieszonkowych parkach małych „tokijskich miast". Majestatyczne wiekowe sakwy na kampusie pobliskiej uczelni stały się miejscem pielgrzymek ludzi z całej okolicy. krótkich spodenkach i w niesamowitych. Byli nowymi uczniami pobliskiej szkoły podstawowej i po oficjalnej uroczystości dumne mamy w niemal identycznych pastelowych kostiumach. Ŝe tajemnica piękna kwitnących wiśni tkwi w tym. to nie najlepszy jednak punkt na hanami. Któregoś dnia. Hanami to jedna z najstarszych japońskich tradycji. którą poznałam w Tokio. to większość wybrała któreś z bardziej tradycyjnych miejsc w pobliskich parkach. Nieciekawa droga wzdłuŜ rzeczki Nomi zamieniła się w olśniewający pasaŜ. delektowali się przygotowanymi specjalnie na tę okazję potrawami równie wymyślnymi jak ich stroje. Młodziutkiej 105 amerykańskiej studentce. ale wojownicy. ale równieŜ rozpoczęcie nowego roku szkolnego. gdzie biesiaduje się wprost na nagrobkach. 106 Ŝe opadają zanim zwiędną. kwiaty te kojarzyły się z popcornem i moŜe rzeczywiście to porównanie oddaje coś z ich lekkości . jadąc rowerem wzdłuŜ Nomi. zanim pojawi się na nich choćby cień zieleni. Ŝe trwa ono tak krótko i tak nieuchronnie przemija. gdzie jest więcej przestrzeni i nie ma ruchu samochodowego. patosu rzeczy i melancholii w obliczu nietrwałości? W kaŜdym razie Ŝadne długo kwitnące drzewa nie wzbudziły nigdy aŜ takiego zachwytu Japończyków. na którą przychodzą wraz z wystrojonymi mamami. Kwitnienie wiśni. którzy w owym czasie nie mieli wielu innych zajęć prócz uprawiania sztuki i miłości. Wiśnie rosnące wzdłuŜ Nomi. a początek dali mu wraŜliwi na piękno esteci płci obojga z dworu cesarskiego. i kontrast między czernią ich bezlistnych gałęzi a bielą lub róŜem kwiatów jest olśniewający. Wprawdzie niektórzy mieszkańcy wystawiali stoły przed dom i podziwiali kwiaty. siedząc pod kwitnącymi drzewami. jak duŜo jest wiśni w betonowym Tokio. pobliska Ookayama czy Midorigaoka. Ŝe ich czupryny zlewały się w jeden nieprzebrany gąszcz aksamitnej bieli. docenili urok . Ŝe aŜ niewiarygodnej. które urządza się tam. Japońskie wiśnie kwitną. którzy robili sobie zdjęcia na ich tle. Wtedy w szkołach odbywa się uroczystość dla pierwszaków. Kto wie. najpiękniejsze pewnie na wielkim cmentarzu Aoyama.

Wczesnym popołudniem dominują rodziny z dziećmi. a wiatr unosi płatki dalej. a samo święto ma spokojniejszy charakter. W świetle księŜyca i róŜowym poblasku lampionów hanami przypomina pradawne misteria. śpiewają. Specjalne zestawy na hartami moŜna kupić w sklepach spoŜywczych. który juŜ bladym świtem tkwi pod wiśnią w Ueno. a estetyka ulotnego piękna sakury stała się stałym elementem japońskiej kultury. zaczynają się erotyczne przekomarzanki i sprzeczki. który kulminuje w dniu. Dziś hanami ma bardzo demokratyczny charakter. W tych bardziej zatłoczonych konieczne jest zarezerwowanie sobie miejsca i firmy wysyłająw tym celu najmłodszego pracownika. moŜna dokupić na stoiskach sprzedających smaŜony makaron sobą z warzywami. tako-yaki. głosy ludzi stają się coraz bardziej donośne i pijane. Wraz z zapadaniem ciemności gęstnieje zapach sake i piwa. Metafora Ŝycia krótkiego jak kwitnienie wiśni pozostała jak smutne memento w wierszach i pamiętnikach pilotów kamikadze. opowiadają dowcipy. gdzie rosną piękne.sakury. Zapalają się czerwone lampiony rozwieszone między drzewami i zaczyna się yozakura. Pod koniec siedemnastego wieku hanami świętowali juŜ wszyscy. przyjacielskich lub zawodowych ciągną do parków. a gdy drzewa pokrywają się białą chmurą kwiatów. Najpierw kilka. gdy jak za podmuchem wielkiego wiatru. to częsty widok w okresie hanami.jakimś cudem niemal wszyscy uŜywają dokładnie takich samych. piją. którzy nie wypili za duŜo. Biesiadnicy wchodzą na nie po zdjęciu butów. Przez kilka dni hanami trwa festiwal estetycznych. które równym szeregiem ustawiają dookoła. by dołączyli do japońskiej grupy i wraz z resztą towarzystwa dokończyli wielką butlę sake. . Ŝe nie powstydziłaby się ich wykwintna restauracja. gdyby przyszła ochota na coś jeszcze. W małych parkach łatwiej znaleźć miejsce. Niektóre z tych prowizorycznych stołów wyglądają tak. by pilnował dla reszty kawałka cennej ziemi pod sakurą. mogą podnieść w górę oczy i zobaczyć przyprawiający o zawrót głowy widok pointylistycznych białych płatków na tle ciemnogranatowego nieba. czyli podziwianie kwiatów nocą. którego ideałem było Ŝyć krótko i w pełni rozkwitu młodości polec w walce o słuszną sprawę. w miarę jak zapada zmierzch. Widok sennego młodzieńca w czarnym garniturze. róŜne słodkości i alkohol. przybywają ludzie i rozkładają pod nimi niebieskie plastikowe płachty i . a po chwili ogarnia nas sakura fubuki. Nie brakuje alkoholu i przybywa go. grupa starszych pań ma ze sobą przenośny zestaw do karaoke i wszystkie kolejno próbują swoich sił. robią zdjęcia. Biesiadujący pod drzewami wyglądają niczym postaci z instalacji Kusamy Yayoi: są cali w kropki. kulinarnych i alkoholowych rozkoszy. Ludzie jedzą. i wszystko pokryte zostaje półprzejrzystymi płatkami delikatniejszymi niŜ dziecięca skóra. kwiaty zaczynają opadać.co po jakimś czasie spędzonym w Japonii przestaje dziwić . potem kilkadziesiąt powoli płynie w dół. Na przykład w parku Senzoku Ike niedaleko mojego domu hanami odbywa się na wzniesieniu o wielkości jakiegoś tysiąca metrów kwadratowych. wojownicy podziwiali opadające płatki w podniosłym wzruszeniu. Nawet jeśli nie było z kim walczyć. stare wiśnie. wyjmują przyniesione ze sobą 107 jedzenie. ludzie w grupach rodzinnych. ale przynajmniej równie często smakołyki takie przyrządza się w domu. Teraz moŜna nawet zdobyć się na odwagę i poprosić samotną parę „gaijinów". Ci. ale pod wieczór więcej jest dorosłych. Kwitnienie wiśni stało się symbolicznym wyrazem Ŝycia samuraja. „burza wiśniowego śniegu". stawiane są toalety i przenośne śmietniki. Gdy wiśnie zakwitają. Kilka dni wcześniej powstają tam prowizoryczne stoiska.

W czasie pory deszczowej klimatyzatory w japońskich mieszkaniach włącza się na funkcję „suszenie". Parasol i wachlarz to dwie rzeczy. a rozsypane w szufladzie zapomniane nasiona rzeŜuchy cichutko wyrosły sobie w bujny jasnoseledynowy trawnik wczepiony korzonkami w nieuŜywane sztućce. a buddyzmowi domena śmierci. trwa przez jakieś sześć tygodni wlokących się w mokrą. jakich nie miałam nawet do pierwszej komunii. W uproszczeniu jest to prawdą: śluby zawiera się w obrządku shintó. Wkrótce magiczne drzewa. nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. czyli japońskie zaduszki. gdy w strugach ulewy jechałam na rowerze do stacji metra. pleśniejącą nieskończoność. stają się zwykłymi zielonymi drzewami. Lato w Tokio to pyszne agarowe desery z owocami i ufolody o smaku zielonej herbaty. gdy w bezsenne noce przyglądałam się im przez szybę zalaną strugami deszczu. niczym wielookie głowy. Jest gorąco i tak wilgotno. Ale lato to przede wszystkim święto O-bon. która przychodzi po hanami. do chramu teŜ przynosi się niemowlęta po błogosławieństwo . Wraz z innymi gospodyniami z sąsiedztwa otworzyłam na ościeŜ wszystkie okna i wyłoŜyłam na balkon futony i pościel.kobiety gustują w firmowych. Tsuyu zaczyna się w czerwcu i trwa. lepką. zarosły okno mojej pracowni w Bon Hour. Gucciego lub Kenzo . ale nie jest ona zbyt skuteczna i śliska błonka wilgoci pokrywa wszystkie sprzęty.przykleja je do szyb. krótko Ŝyjące piękno. Mówi się. Pierwszy dawał mi złudną ochronę. Ŝe Japończycy tak rozsądnie i praktycznie podzielili funkcje swoich dwóch religii.do ocierania wilgoci z twarzy i karku. Bujne hortensje. Wielkie. gorące noce. Pranie nie schło. o których nie moŜna zapominać w tym czasie. gdzie reszta pasaŜerów równieŜ się wachlowała. KaŜdy tokijczyk ma teŜ przy sobie mały ręczniczek . by zamienić się w pleśń. a ich oszalałe pędy zaczęły szparami włazić do środka. Zaczynało się lato. Ich niepozorne owoce nie nadają się do jedzenia. choć kapryśnej. a drugi pozwala! wprawić w lekki ruch cięŜkie od wilgoci powietrze w wagonie. trwa. japońskiej wiosny. kwiaty pory deszczowej. a ksiąŜki piły wodę jak spragnione gąbki. porze deszczowej. „To wyjątkowo cięŜka pora deszczowa". z dyskretną metką Diora. przelotne deszcze i słońce w aureoli wilgotnej mgiełki. 108 Dwa miesiące przyjemnej. a wysuszone w suszarce błyskawicznie wilgotniało. mówili moi japońscy przyjaciele. Ŝe shintó przypadają sprawy Ŝycia. którym nikt nie poświęca najmniejszej uwagi. gdyby jakiekolwiek stworzenie zdobyło się na większą aktywność w taką pogodę. ścian domów. Taki los spotka! moje skórzane buty i torebkę z delikatnego zamszu. czekając tylko na sprzyjające warunki. Wykiełkowalyby zresztą pewnie nawet na moim ciele. grubiejąc w oczach. więc gdy w jakieś lipcowe popołudnie znowu wyszło słońce. Ŝe ryby mogłyby pływać w powietrzu. zimnoblękitne kwiatostany miały w sobie coś złowieszczego. maty tatami w mojej sypialni pachniały sianem coraz intensywniej i gdybym wysypała na nie nasiona rzeŜuchy. Wszystkie kolory rozmywają się w jednostajną. 109 którego powierzchnia pokrywała się wilgocią zaraz po wytarciu teŜ wilgotnym ręcznikiem. ale ona podobno zawsze jest wyjątkowa cięŜka. cykady wielkie i hałaśliwe jak helikoptery. ptasich skrzydeł. skręcając się w loki. wyrosłyby tak samo bujnie jak w szufladzie. szumiącą deszczem szarość i niemal w kaŜdym sklepiku mojego sąsiedztwa są w sprzedaŜy parasole. które wydały na świat to niewiarygodne. prostą drogą wiodą ku tsuyu. Moje włosy podwoiły swoją objętość.

nie dorównując mistrzostwu babci Tanaki i jej koleŜanek. a starsze panie wyukatach formują krąg wokół platformy. O-bon ma. nosowym głosem i ruszają wokół yagury w idealnie zsynchronizowanym rytmicznym tańcu. do o-haka.bóstw. które wiesza się równieŜ wzdłuŜ ulic nad ciasno obok siebie poustawianymi straganami z jedzeniem. ale ci. który ma przynieść im ukojenie i moŜe trochę przyjemności. czyli drewnianą platformę. podczas gdy kolejne osoby zaczynają dołączać do kręgu starszych dam. Jedną z nich jest babcia Tanaka. wydaje się jednocześnie pełen ciepła. którzy odeszli. popijają zimną jęczmienną herbatę i piwo Asashi. Gdy wszystko jest gotowe. Uwagę zwraca zwarta grupa starszych pań wystrojonych z jeszcze większą starannością niŜ reszta. dzieci zaklejają sobie buzie cukrową watą i coca-colą. Yagurę 110 ozdabiają róŜowe lampiony. bogato zdobiony bęben..to właśnie taniec ku czci duchów. jedzą makaron sobą i szaszłyki yakitori. czyli zaduszkowych tańców. jak wielka chmura krąŜą nad głowami swoich bliskich. Zamówione ceremonie odprawiane są teŜ w świątyniach i w całej okolicy czuć zapach dymu i kadzideł. Wielu tancerzy myli krok. którą. gdy duchy przodków powracają z zaświatów. wetknięte za węzeł obi. Tańce zaczynają się po zmroku. potem kilkaset osób. Po chwili tańczy juŜ kilkadziesiąt. rodzinnego grobu. MoŜe półpogańskie dziady miały coś z jego atmosfery? O-bon związany jest ze śmiercią. Do ekstatycznego dźwięku bębna dołącza flet i grzechotka. małe dziewczynki . na której honorowe miejsce zajmie bębniarz walący w wielki. by oświetlić duchom drogę powrotną na ziemię. Po chwili okazuje się. znajdują się cmentarze. Zaczynają śpiewać wibrującym. jak co roku. wciśnięto w rękę mojemu na szczęście muzykalnemu męŜowi. domowy ołtarzyk. Ŝe to mistrzynie ceremonii bon-odori. Stroju dopełniają wachlarze. nawet nie wiem kiedy. z wyraźnymi makijaŜami na wciąŜ ładnych twarzach. O-bon. japońskie święto zmarłych obchodzone późnym latem. a zmarłych chowa według ceremonii buddyjskiej i tu. A duchy zmarłych są teraz przecieŜ właśnie tu.. plac przed supermarketem staje się miejscem sakralnym. którzy dali się skusić.dostojny i powaŜny. krąŜą między stoiskami. Składa się on z powtarzalnych elementów naśladujących na przykład sadzenie ryŜu albo kopanie węgla . próbując naśladować właściwe ruchy. Tam. To czas. równieŜ swoją część publiczną w postaci bon-odori. to piękny buddyjski festiwal poświęcony tym. chodzi o to. Nieco zakłopotany gaijin stoi więc na środku i grzechocze. rozlega się muzyka: bębniarz zaczyna walić w bęben. suną jednak w coraz większym kręgu. oprócz części prywatnej. ale nie ma ponurej atmosfery . Nie brakuje atrakcji dla najmłodszych. którzy jeszcze mają w domu butsudan. Ci. na tyłach świątyń. Trzynastego lipca ludzie idą na cmentarz i zapalają białe latarnie z herbem rodzinnym. Tylko nieliczni męŜczyźni wzorem swych towarzyszek zakładają tradycyjny męski strój. Na tę okazję kobiety i dziewczynki ubierają się w świąteczneyukaty przewiązane pięknymi pasami obi. na moje oko wyglądają lepiej niŜ w garniturach. a juŜ od późnego popołudnia schodzą się ludzie. stawiają na nim wykwintniejsze i smaczniejsze niŜ na co dzień dary dla swoich zmarłych. którzy mogą na przykład łowić małe czerwone rybki pływające w płytkim pojemniku. ustawia się yagurę. W Ishikawa-dai główną scenąbon-odori jest zwykle mały placyk przed supermarketem Peccock i główna handlowa uliczka nieopodal stacji. by za jednym zamachem udało się złapać ich jak najwięcej do papierowego kubeczka.

stare kimona i ilość ceramiki wystarczającą dla kilku wielodzietnych rodzin . Trzech niewielkich panów. jakie zesłała nań natura. przykucał i zakładał buty.111 wydają się najbardziej wytrwałe i z powaŜnymi buziami uparcie powtarzają gesty i kroki starszych. pyta mnie o coś po japońsku i pierwszy raz w Ŝyciu udaje mi się nie tylko zrozumieć. powiedzieli kilka razy: Hai. Starszy męŜczyzna z grupy oficjeli. Pierwszy męŜczyzna kładł na podłodze trzymany cięŜar. Mówię mu. Inni nadal tańczą. Laleczki kokeshi. którego wszyscy entuzjastycznie witają i Ŝegnają po występie. Przeszli boso te kilka metrów dzielących ich od moich paczek. Ŝe bardzo mi się podoba bonodori. Moje mieszkanie w Bon Hour nie było juŜ w stanie pomieścić rosnącej ilości „durnostojek". W wąskim przedpokoju ustawili się w kolejkę. Ŝe nikt nie patrzy.nie do wiary . wśród których gotowa juŜ jestem niemal wypatrzyć jakąś swoją japońską praprapraciotkę.coś trzeba było z tym zrobić. ale starsze panie przestały juŜ śpiewać zastąpione przez głośniki z nowoczesną muzyką. Zanim weszli do salonu. gdy wydawało mi się. chichoczą nade mną głosem cykad. które coraz swobodniej szepczą coś do siebie w powietrzu cięŜkim od potu. zdjęli w przedpokoju czyściutkie. ich ruchy stają się coraz bardziej spontaniczne. w którym stała piramida kartonów.nie mogące juŜ chodzić stuletnie babcie o ciałach skręconch artretyzmem jak precle pamiętają właściwe gesty i tańczą tylko ramionami i dłońmi! Bon-odori trwa przez kilka godzin ciepłej nocy. ale w miarę jak robi się późno. W pewnym momencie do kręgu bon-odori dołącza dziwna grupa. Wiele z nich pewnie wróci na następny O-bon juŜ w chmurze duchów. bębniarze zmieniają się kilkakrotnie. doryokul Staruszki na wózkach odjeŜdŜają. udało mu się zostać takim świetnym bębniarzem? Dlatego. siadamy wraz z innymi obserwatorami na krawęŜniku. pod którymi mieli białe skarpety. zwaŜyli paczki. sprawdzili wypełnione przeze mnie kwity. pojawili się dokładnie o piętnastej trzydzieści. którym nie mogłam się oprzeć. gdzie w dowód wdzięczności za udany występ muzyczny mojego męŜa częstowani jesteśmy kolejnymi kubkami piwa. Czy dlatego. jakie kupowałam na targach staroci. z których kaŜda waŜyła około dwudziestu kilogramów. Ŝe włoŜył w to tyle wysiłku. kolo północy bębniarze wciąŜ bębnią. gdy otworzyłam drzwi. Ŝe mimo upośledzenia. Duchy. a jednym z nich jest drobny chłopiec z zespołem Downa. Po paczki przyjechali pracownicy poczty. Na bosaka Po pierwszym roku w Bon Hour wysłałam do Polski kilka wielkich paczek. wyciągałam ze śmietników. ale i spontanicznie odpowiedzieć całym zdaniem. ukłoniło mi się jednocześnie. schludnie ubranych w błękitne uniformy i białe rękawiczki. Oto pielęgniarki z pobliskiego domu opieki przywiozły na tańce swoje niedołęŜne podopieczne na wózkach i . lśniące nowością trampki. by z czystym sumieniem gromadzić następne cuda. dostawałam od przyjaciół. po czym kaŜdy z nich wprawnym ruchem podniósł jeden karton z napisem Japan Post. którzy odpowiedzialni są za dzisiejszą uroczystość. dymu i alkoholu. czyli tak. Taniec ku czci duchów zaczyna przypominać dyskotekę! Nie dajemy się juŜ wciągnąć do aktywnego uczestnictwa. a potem ponownie podnosił . jak obiecali. 112 / i prawdziwych skarbów. zwoje z kaligrafią.

mój przyjaciel Satoru powiedział mi. ale w tym. mieszkańcy i goście. Remove your shoes compulsory. zmiana stroju. mechanik. Przed wejściem do japońskiego domu po prostu trzeba zdjąć buty i nie ma Ŝadnego wyjątku od tej zasady. i nic dziwnego. respektowania tego zwyczaju wymagają bardzo stanowczo. ile wymagałaby okoliczność. a nawet w części pomieszczeń uniwersytetów i biur. którą lubiłam oglądać przy śniadaniu. co pewnie wskazuje na prawidłowość domagającą się bliŜszych badań. Zdjęcie butów stanowi mały rytuał symbolicznego oczyszczenia towarzyszący przekroczeniu granicy dwóch sfer: tego. Ŝe Japończycy często zdejmują buty. Ŝe przedstawiciele nauk ścisłych respektują go w pracy częściej niŜ humaniści. mycie dłoni. nie miały Ŝadnego znaczenia dla trzech panów w białych skarpetkach. Podobnie postępuje nawet japoński samobójca. ???? your shoes off. przed113 noworoczne porządki. śmierć. zanim wejdą do środka. Na bosaka czują się lepiej. bo pasujące do reszty wysokie czarne buty musiałam zostawić w szafce przy wejściu. Być moŜe humaniści są bardziej otwarci i traktują swoje miejsce pracy jako przestrzeń publiczną. najpierw ściągnął buty. która dotyczy równieŜ wielu codziennych zachowań. które dla nas byłyby stratą czasu. wszyscy bez wyjątku muszą zdjąć buty. wiedząc. Ŝe czułam się nieswojo. zwalniając miejsce czekającemu koledze. zostawiając przed drzwiami do innego świata brud tego. jak okazja wymagała. Ŝe tylko czasem je zakładają. RozwaŜaliśmy tę kwestię podczas kończącego konferencję wystawnego bankietu w sali tatami naszego ryokanu ubrani elegancko. Wówczas drugi w kolejce powtarzał tę samą pantomimę. który przyszedł naprawić lodówkę. by wrócić po następną z czekających w salonie paczek. gdzie kaŜdy moŜe wejść. ale techniczna trudność tych operacji czy poświęcone na nie minuty.narodziny. oznaczając przejście z jednej sfery do drugiej . a dopiero potem rzucił się z pięściami na niepoŜądanego przybysza. pod wagon metra robi boso. Ostatni krok przez okno. Chyba nikomu nie przyszło do głowy. Dorośli i dzieci. pierwszy po raz kolejny ściąga! trampki w moim przedpokoju. ściągano by i zakładano buty tyle razy. Zwyczaj zmiany obuwia zinternalizowany jest tak mocno. pracownicy poczty i tragarze z fortepianem waŜącym więcej niŜ oni razem. niektórych restauracjach. który zdecydował się opuścić. Jednak na socjologicznej konferencji zorganizowanej w górskim ryokanie koło Kioto miałam rzadką okazję wygłoszenia referatu w ceratowych róŜowych kapciach. Do not . czyli pensjonatach w japońskim stylu. ryokanach. W religii shintó rytuał oczyszczania jest najwaŜniejszą praktyką. gdyby paczek było sto. Generalnie miałam wraŜenie.paczkę i wychodził z nią do zaparkowanego pod Bon Hour pocztowego samochodu. Zwyczaj ten obowiązuje równieŜ w świątyniach shintó i buddyjskich. Japończycy. i wnętrza mieszkania (uchi). iŜ rzecz nie w tym. Ŝe pewien bohater japońskiej telenoweli. wyrozumiali 114 zazwyczaj wobec dziwactw cudzoziemców. Gdy trzeci pracownik poczty kładł swój cięŜar obok dwóch pozostałych na pace samochodu. Symboliczne uzasadnienie zwyczaju zdejmowania butów jest o wiele istotniejsze od praktycznego. zmianę statusu. ale bez butów. Ŝe do jego domu zakradł się złoczyńca. Jako Ŝe kartonów było dziewięć. co na zewnątrz (soto). i elegancka przyjaciółka w szpilkach. buty zdejmowano i zakładano dziewięć razy. Sypanie solą. płukanie ust albo obmywanie całego ciała towarzyszą wszystkim obrzędom shintó.

starajmy nie nadepnąć dalej niŜ pozwala na to granica genkan wyznaczona najczęściej przez podwyŜszenie podłogi. czy nie bardziej. pokaŜe mu. słuŜąc tylko do otwierania drzwi przychodzącym. Miałam jednak świadomość. Ŝe będą tam czekały na nas specjalne plastikowe butki. która stoi w genkan. gdzie trzeba. a kto wie. Jednak w miarę upływu czasu. a więc podane (ewentualnie) przy drzwiach kapcie zdejmujemy i zakładamy ponownie dopiero po opuszczeniu pokoju tatami. by wejść do jej domu. co . za nic mając granicę między kuchnią. przeznaczone do chodzenia po reszcie domu. I mimo iŜ poza tym popełniałam co . Ŝe moi japońscy znajomi 115 nigdy się o tym nie dowiedzą) i chodziłam w butach po swoim mieszkaniu. gdy cudzoziemiec przy stole zrobi z siebie idiotę. ogrodo-wo-balkonowotarasowe i dodatkową.ta część zawsze wydawała mi się najobrzydliwsza . który niezbyt dobrze mi się kojarzy. iŜ musi ściągnąć buty. Chyba Ŝe gospodarze postanowią pokazać nam swój ogród. których oczywiście nie moŜemy zapomnieć zdjąć przed powrotem do wnętrza mieszkania. Gdy zapraszają nas do pokoju tatami moŜemy mieć jedynie skarpetki. toaletowe. zdjąwszy uprzednio kapcie. skórzane klapki do otwierania drzwi. pod Ŝadnym pozorem nie wychodzimy w nich na zewnątrz! Zakładamy ponownie kapcie (lub: patrz wyŜej) i spokojnie uczestniczymy w dalszej części wizyty. jak dla mnie dłubanie sobie w zębach przy stole. Gdy udajemy się do toalety. chyba Ŝe w ogóle jesteśmy na bosaka. ale nie zawsze. by wszystkie pary kapci stały tam. balkon lub taras. róŜowe plastiki z wizerunkiem Hello Kitty w toalecie. wtedy musimy włoŜyć kapcie ogrodowo-balkono-wo-tarasowe. drewniane sandały geta na balkon i do ogrodu.uwaga . Ŝe dla moich nowych japońskich znajomych nieprzestrzeganie zwyczaju zmiany butów moŜe być równie odraŜające. zmieniając swoje zastosowanie albo w ogóle zapodziewając się. łazienką i balkonem.zostawiamy tam „plastiki". Zakładając je. Ŝe Japończyk ma cztery pary kapci: mieszkaniowe.na własne buty stojące w genkan. Oczywiście na początku pobytu w Japonii ignorowałam całe to obuwnicze zamieszanie (mam nadzieję. Po wyjściu gości wszystko wracało do normy i buty przemieszczały się swobodnie. Czasem gospodarze podają odwiedzającym kapcie.jak wspomniałam wyŜej . moŜemy być pewni. ale tylko jeśli tak właśnie chcą. Ŝe japońska gospodyni. Po zakończeniu wizyty w toalecie .włoŜenia czyichś uŜywanych kapci jest drobnomieszczańskim zwyczajem. Zostawianie butów w genkan nie wyczerpuje komplikacji związanych z japońskim obyczajem. Przed końcem wizyty w japońskim domu nasze stopy czeka jeszcze tylko jedna zmiana . Jedynie pokój tatami uchronił się przed moim barbarzyństwem.shoes here . i bym nie zapominała ich zmieniać w odpowiednim czasie. najczęściej drewniane klapki. prosząc o odrobinę keczupu. Musiałam więc wzmocnić czujność. gdy miał do mnie przyjść Japończyk. który na ogół nie ma w zwyczaju dostarczać cudzoziemcom informacji w języku innym niŜ japoński. dbałam więc. czasem zapowiadane z telefonu komórkowego parę minut przed dzwonkiem do drzwi. Bywa.to tylko trzy przykłady lingwistycznych starań ze strony narodu. ale przestrzeganie całej reszty wydawało mi się jedną ze śmiesznostek charakterystycznych dla „nawróconych na Japonię" cudzoziemców. wizyty moich japońskich znajomych stały się częstsze. Za kaŜdym razem. MoŜna teŜ być pewnym. W moim polskim domu na bosaka mogą chodzić odwiedzający mnie przyjaciele. W Polsce konieczność zostawienia butów w przedpokoju i .teŜ jest moŜliwe. które musimy załoŜyć. która nie mrugnie okiem.

który znam. kompetentna. „A oto noŜe".kolekcję noŜy. wskazując prawą dłonią leŜącą w misce Ŝywą rybę. prześladuje mnie do dziś. specjalistka od zabijania przekręciła nóŜ pod rybim skrzelem. uśmiechała się przyjaźnie i ciepło. Napis na karcie dań jednej z tokijskich restauracji (pisownia oryginalna) IV. Potem powoli. jaki obejrzałam w swoim tokijskim domu. nie mieszczącymi się w moim sposobie myślenia o rybach i obcinaniu im głów. Główna bohaterka . ale niezarozumiała . a duch jedynego karpia. Ta. przedstawiał sposoby obcinania rybom głowy. kupioną w przydomowym automacie. którego zabiłam. Kamera zrobiła zbliŜenie na zdekapitowaną rybę . w tempie bliŜszym 117 teatrowi nó niŜ współczesnym programom. powtarzając demonstracyjne gesty. Gdy wyjaśnieniu stało się zadość. nie przestając się uśmiechać.krok gafy normalne dla gruboskórnej „gaijinki". przyzwyczaiłam się i po wyjściu gości machinalnie zakładałam nawet te z Hello Kitty. w kwestii butów stałam się perfekcjonistką. Cala historia została powtórzona jeszcze kilka razy na podobnych duŜych rybach. pasujące róŜowym kolorkiem do sedesu Toto. „Oto ryba". szczegółami nie z tego świata. przeciągłego „Aaayyuuuu" będę uczyła się przez wiele miesięcy. Był to drugi dzień mojego pobytu i na podłodze wciąŜ stały naczynia po mojej i Chizuko ceremonii herbacianej z pyzami. Takiego wznoszącego się. część swoich przyzwyczajeń zostawiłam razem z butami w genkan. jednym z wielu zmienionych nie do poznania zapoŜyczeń. choć niewątpliwie oglądanie serii dekapitacji przy śniadaniu nie odpowiada mojej idei porannego relaksu.kobieta w średnim wieku. kucharka wygłosiła długą tyradę towarzyszącym jej dwóm młodym pomocnicom. a potem. I nie koronkowe okrucieństwo tego programu mnie uderzyło. zaśpiewały unisono pomocnice. Co więcej. Nie miałam jeszcze mebli. otworzyłam puszkę gorącej kawy. z precyzją chirurga wbiła go pod jedno z jej skrzeli. potem głowę. usiadłam więc na poduszce od Chizuko. Cieszące się wielką popularnością poranne programy tego rodzaju skierowane są przede wszystkim do gospodyń domowych. z tym Ŝe sposób dekapitacji nieco się róŜnił.sprawia wraŜenie dobrej cioci. Eating goodfood is very healthy and important for your happy human life. kucharka kontynuowała tak przez dobrą chwilę. wzięła bardzo cienki nóŜ i chwytając rybę pewnym ruchem. Program naleŜał to tak zwanych gurume shows. wchodząc do japońskiego domu. Ryba straciła wigor. a lewą . które pochyliły się nad rybą i kiwały głowami. Trzymając osłabłą ofiarę w Ŝelaznym uścisku i nie zmieniając przyjemnego wyrazu twarzy. wydając pomruki podziwu i aprobaty. na którą patrzyłam. bez pośpiechu. Jako Ŝe w japońskiej telewizji mówi się o wiele więcej. Imperium smaku Sposoby dekapitacji Pierwszy program telewizyjny. Szczegółami dla mnie niezrozumiałymi. w ciągu kilku sekund ucięła jej łeb. by wytłumaczyć jakieś kulinarne szczegóły związane z krwawym wnętrzem czaszki. którą mistrzyni ceremonii wzięła do ręki.najpierw na tułów. niŜ jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. Wielkie rybie oczy ciągle patrzyły. światło odbijało się w nich jak w zmąconych lusterkach. materializując się nagle w mojej wannie i pytając: „Jak mogłaś?" . Gurume jest japońską wersją francuskiego słowa gourmet (znawca dobrego jedzenia i picia). W ten sposób japoński zwyczaj stał się moim własnym. i włączyłam telewizor. ale ciągle Ŝyła. „Aaayyuuuu".

Ŝe jestem w imperium smaku. c) tresowane. (g) odwrotne.dzieło sztuki samo w sobie. produkty sojowe. f) fantastyczne. (i) portugalskie. „Kuchnia" to właściwie niezbyt dobre słowo. Być moŜe mieszkańcom innych rejonów świata. (b) dokonywane przez kobiety w podeszłym wieku o świcie. (j) takie. Mój pierwszy japoński gurume show. (k) podpatrywane przez ramię. Minimalizm. W przeciwieństwie do chińskiej czy francuskiej. w której zwierzęta dzielą się na: . japońska kuchnia korzysta z o wiele mniejszej ilości podstawowych produktów i znikomej ilości przypraw. Podstawą tradycyjnej japońskiej kuchni są ryŜ. konstytutywnym elementem toŜsamości kulturowej Japończyków. gdzie przekręcając nóŜ pod kątem 16 stopni. Sztuka doskonalenia Pierwszy obejrzany przeze mnie gurume show obudził we mnie zainteresowanie japońską kuchnią wykraczające poza skłonność do zawsze lubianego sushi. (h) zwane tańcem bogini wśród traw. wszystko to przyrządzane 119 za pomocą róŜnych metod i z niezwykłą inwencją. (e) bardzo ciche. nadająca jedzeniu symboliczny wymiar. (c) noworoczne. związany z porą roku albo szczególną okazją. idea taka byłaby równie bliska. silna kontekstualizacja. Japońskie jedzenie jest bowiem filozofią i sposobem Ŝycia. niepozbawiona wszakŜe walorów estetycznych. eleganckie . uświadomił mi.Pomyślałam o słynnym fragmencie z ksiąŜki Jorge Luisa Borgesa. W Japonii nawet o-bentó przygotowane przez matkę dla malucha jest często dziełem sztuki. przecina się linię Ŝycia. h) włączone do niniejszej klasyfikacji. k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia. to jej główne cechy wyróŜniające. (m) opisywane na wyjątkowo białym papierze. na przykład całego apetycznego Śródziemnomorza. równy nacisk na aspekt wizualny. gdzie nóŜ wbija się półpoziomo pod lewe skrzele. (1) pochopne. niewyobraŜalnej taksonomii. i) miotające się jak szalone. których zostanę oddaną fanką. n) które z daleka są podobne do much". Przy pierwszej 118 porannej kawie w Tokio zdałam sobie sprawę. Wersja najbardziej wysublimowana to potrawy kaiseki serwowane przy ceremonii herbacianej .. fakturę. Mimo postępującej westernizacji Japończykom udało się zachować swoistość swojej kuchni. parę pikli i miseczkę zupy miso. potrawy od kilkudziesięciu lat zadomowionej na Zachodzie. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy lunch w stołówce studenckiej. d) prosięta. b) zabalsamowane. 1) et cetera. m) które właśnie rozbiły wazon. e) syreny. kwintesencja zdrowej prostoty. (f) oglądane przez cudzoziemki przy śniadaniu.a) naleŜące do Cesarza. Ŝe jeszcze jedynie kuchnia francuska i chińska spełnia tak wysokie kryteria artystyczne jak japońska. dzikie i hodowane warzywa. (d) będące dziełem dziewic z Wysp Południowych. j) niezliczone. g) bezpańskie psy. (n) etc. Ŝe znalazłam się w świecie innej. gdzie autor cytuje pewną (fikcyjną oczywiście) chińską encyklopedię. która przetrwała do czasów współczesnych jako odrębna jakość. gdzie sposoby obcinania rybom głów dzieli się na: (a) takie. dotycząc wszystkich sfer Ŝycia społecznego. chudą grillowaną rybkę. W najprostszej wersji ten skromny zestaw składników daje bezpretensjonalne danie nadal jadane przez biednych i bogatych: garstkę ugotowanego bez dodatków ryŜu. ale znawcy tematu uwaŜają. Jego znaczenie symbolicznie wykracza poza kuchnię. owoce morza. nie mrugając okiem. i na smak potraw.

dla wielu cudzoziemców pierwsze zetknięcie się z daniami kuchni japońskiej nie jest źródłem olśniewających wraŜeń. Mimo wprowadzenia mięsa do menu. Za najlepsze uwaŜane są po prostu takie potrawy. jeszcze mniej apelująca do oka jest kiełbasa na gorąco albo bigos. Dymny zapach grillowanej ryby unosił się nad moim sąsiedztwem kaŜdego ranka i kaŜdego wieczoru. nawet jeśli w odniesieniu do własnej kuchni mają zdrowe poczucie wyŜszości. a jeśli w ogóle jakiś Japończyk woli wołowinę albo wieprzowinę od tuńczyka czy bonito. Ku uciesze moich japońskich przyjaciół. nigdy nie zastąpiło ono jednak ryb i owoców morza. przyćmiewając inne wonie. stoły ludzkości wzbogaciła nowa odmiana niezwykle delikatnej wołowiny zwana czasem „marmurkową". rzadko dostarcza wizualnej uczty. uŜywałam go głównie do podgrzewania bułeczek z rodzynkami kupowanych u babci Shinady. na którym połoŜono ubite ziemniaki. ale wielu młodszych i starszych woli tradycyjny zestaw złoŜony z ryŜu. Ŝółtego sześcianu jedzonego na przykład z lodami o smaku zielonej herbaty i fasolowym dŜemem. wspaniała na steki. którym delektowałam się w Cheesecake Caffee na Shibuya. albo prowadzą do japonizacji tych potraw i włączenia ich w tradycyjne menu. a grzebanie w jej zimnych wnętrznościach to co innego. co jedzą inni ludzie. w tym wypadku do ulepszania krów. Standardowa kuchenka gazowa. przyznanie się do tego byłoby w złym tonie. który według informacyjnego obrazka słuŜy właśnie do pieczenia ryby. Polski talerz. stało się japońską tempurą. Marmurkowa wołowina. W porównaniu z nimi japońska kuchnia wielu „gaijinom" wydaje się mdlą. Ŝe tłuszcz w mięsie odkłada się o wiele bardziej równomiernie. zapoŜyczone wraz ze swą nazwą w XVI wieku. gdy na początku XX wieku zaczęto hodować w Japonii bydło rzeźne (wcześniej nie jadano mięsa). Ale kulinarne zwyczaje „gaijinów" są w ogóle śmieszne dla Japończyków i vice versa. Japończycy są bardzo ciekawi tego. Przykładem udomowienia zachodniej potrawy jest ów sernik o smaku zielonej herbaty. Od czasu zaś. ma maluteńki piekarnik. skłonni do próbowania i kulinarnych eksperymentów. właśnie „marmurkowo". jest produktem japońskiego talentu do ulepszania. które dają się twórczo zjaponizować. doskonałe w swym pięknie odwołującym się do wszystkich zmysłów. W ten sposób na przykład proste portugalskie danie. kawał mięsa i jarzynę. Taka naturalizacja jest w Japonii nadal bardziej popularną formą wzbogacania własnego menu niŜ etniczne restauracje w krajach Zachodu. Moi japońscy znajomi na śniadanie jadali wprawdzie tosty lub muesli. Ŝe będziemy im się przyglądać albo zachwycać się ich kolorem. a zwykły biszkopt tej samej proweniencji biszkoptową poezją ciasta kasutera. Japonizacja oznacza przy tym nierzadko ulepszenie czy wręcz sublimację. jaką kupuje się w Japonii. Jedzenie ryby to jedno. Kolejne mody na zagraniczne potrawy albo przemijają w Japonii bez śladu. Wszystkie te rzeczy mają jednak wyraźny smak i zapach. Nikt nie oczekuje. spowijał całą okolicę. Ów wyrafinowany minimalizm japońskiej kuchni nie oznacza jednak zamknięcia na rzeczy nowe. a do jej wyglądu przywiązujemy mniejszą wagę. rybki i miso shiru. o której z takim zachwytem pisze Barthes w Imperium znaku. puszystego. Przede wszystkim dotyczy to przybyszów z krajów anglosaskich i słowiańskich. pozbawiona .jak pejzaŜ namalowany tuszem. Pojenie ich piwem 120 albo japońską wódką i codzienne ręczne masowanie (tak: „ma-so--wa-nie") sprawia. Dla nas najwaŜniejszą rzeczą w potrawie jest bowiem smak i aromat. W przeciwieństwie do niektórych Europejczyków.

gruboskórnych biedaków. z przypieczoną skórką. symbolizują pory roku i ich asocjacje oraz specjalne wydarzenia. z której wystają filuternie amarantowe macki ośmiornicy albo melancholijny pysk srebrnej długiej ryby. nieraz zastawialiśmy się całkiem serio. by obróbka kuchenna jedynie wydobyła i delikatnie podkreśliła jego naturalną nutę.co za potworność . dostarczając wiedzy. bawełniane. W wielu potrawach kolor lub/i faktura są zaś w ogóle od niego istotniejsze. świeŜą i wilgotną. To pewnie dlatego zwizualizowane menu jest tak popularne w Japonii. W zachwycie jedzącego podziw dla wizualnego piękna malutkich chryzantem ozdabiających świeŜe saskimi i odczuwanej na języku aromatycznej soczystości surowej ryby stapiają się w nową jakość w chwili konsumpcji. ale za to moŜe być niezwykle zróŜnicowane pod względem faktury i konsystencji: jedwabne. róŜo122 wiutką krewetkę. Nawet najmniejszy lokalik ma na zewnątrz oszkloną gablotkę i kusi przechodniów miseczką ryŜu. które plastikowe danie wygląda na smaczniejsze. co przyznają nawet sami Japończycy. w której granice zmysłów zacierają się w nieznanej nam jedności. wskazując palcem na imitacje dań. Potrawy. ale jego kształt i kolor przypominają o jesieni. Spacerując gdzieś między Asakusą a Ueno. Liść klonu wycięty z marchewki nie jest Ŝadną kulinarną rewelacją. Japońskie jedzenie jest przyjemnością języka i oka. Gdy w ten sposób profanowany byl biały ryŜ. skamieniały rosół z okrągłymi oczkami tłuszczu. na przykład czyste tofu dostarcza kubkom smakowym doprawdy bardzo niewyraźnych wraŜeń. gąbczaste. podane w naczyniach podkreślających ich przesłanie. Niektórzy Japończycy uwaŜają ludzi Zachodu za upośledzonych zmysłowo. tak w wystawnym posiłku jego organoleptycznej „treści" nie sposób oddzielić od wizualnej „formy". Noszę go tej pory w plecaku jak talizman chroniący przed nieszczęściem braku sushi.przaśny ryŜ nie ma 121 smaku! Poza tym w przypadku japońskiego jedzenia smak i aromat uwaŜane są za jedną tylko z jakości składających się na dobrze przyrządzony posiłek i nie powinny zagłuszać innych. przypadkiem znalazłam uliczkę. ale . Pływający w zupie okrągły plasterek białej galaretki rybnej kamaboko nie ma wprawdzie wyraźnego smaku. Te atrapy wiele ułatwiają „gaijinom". dla których . MoŜna tu kupić plastikowe jajko sadzone z misternie wymodelowanym zarodkiem wrośniętym w Ŝółtko. Większość rzeczy zjadanych przez Japończyków spełnia jeszcze inne funkcje oprócz cieszenia oka i zaspokajania głodu. zdumienie przeradzało się w zgrozę. Smak musi zostać tak skomponowany. który kupiłam sobie tego dnia zamiast prawdziwego jedzenia. słabo przyprawiona. są tak apetyczne (czy bardziej?) jak prawdziwe. posypany szczypiorkiem zastygłym na zawsze na jego twardej złotej powierzchni albo model sushi z połyskliwym surowym kawałkiem tuńczyka. co jada się w danym miejscu. a widok wielkiego białego barbarzyńcy polewającego subtelne danie sosem sojowym nieraz wprawiał Japończyków w zdumienie. gdzie w małych sklepikach sprzedają wyłącznie sztuczne jedzenie dla potrzeb restauratorów. równie waŜnych jego cech: koloru i faktury. Tak jak w przypadku kaligrafii piękno znaków jest równie waŜne jak przesłanie tekstu. moŜna poza tym wyciągnąć kelnera na zewnątrz i zamówić lunch lub kolację. Modele jedzenia wykonane są perfekcyjnie i z niepokojącym realizmem. W witrynach wystawowych japońskich restauracji przyciągają wzrok plastikowe modele jedzenia.smaku. Stojąc przed gablotką restauracji czy kawiarni.

bardzo agresywna. najchętniej w postaci saskimi. Ŝe naleŜą do klubu wyrafinowanych koneserów. Ŝe nie zdąŜy on odłoŜyć pałeczek i skona. Sobą. ilość wystarczająca. symbolizuje japońską flagę.oznaczając pełnię księŜyca. słynnego przysmaku kuchni japońskiej. jedzona w dzień poprzedzający Nowy Rok oznacza nadzieję na powodzenie i długowieczność. Oprócz tego jest naprawdę brzydka. których ofiarą padają staruszkowie. czyli na surowo. co jest trujące i bardzo drogie. ale zjeść coś. którego przedstawiciele gotowi są ryzykować Ŝycie dla nowego doznania kulinarnego. czerwona śliweczka ume-boshi. ze skórą pokrytą kolcami i nieprzyjemnym zębatym pyskiem. by uśmiercić dorosłego człowieka zmieściłaby się na czubku szpilki. twarde ciasto i uformowany w spłaszczone kulki ryŜ. cała ryba zawiera porcję mogącą zgładzić trzydzieści osób. Jedyna wyjątkowość fugu polega na tym. bo zamykają oczy i wydają takie dźwięki. Gdy ilość zjedzonej trucizny jest mniejsza. niepozornej rybki. czyli ubity na kleiste. najwaŜniejszy jest bowiem fakt. iŜ moŜe uśmiercić człowieka tak błyskawicznie. Tak rzecz ma się w przypadku wspomnianej fugu. gdy zabijam ryby fugu. Japończyków). przypomina jedzącym o pradawnej tradycji księŜycowych pikników. ucztując. gdy w ten sposób. ciągle ściskając je w dłoni. którymi moŜe nawet mrugać. którzy muszą). Znana w naszym kręgu kulturowym wątpliwa przyjemność obŜerania się do granic moŜliwości nie przemawia do nich (moŜe z wyjątkiem zawodników sumo. Takie podejście jest bardzo charakterystyczne dla mieszkańców japońskiego imperium smaku. podziwiano srebrzystego satelitę juŜ w okresie Heian. a potrawy towarzyszące ceremonii hartami są lekkie i wiosenne jak wiśnie kwitnące nad głowami biesiadujących. ałe chciałbym przeŜyć". która w chwili zagroŜenia nadyma się jak piłka i w odróŜnieniu od innych ryb ma powieki. ozdabiająca białe ryŜowe poletko. Jedzenie fugu ma wartość przede wszystkim symboliczną i zaspokaja inne pragnienia niŜ głód. nikogo nie zraŜają. to ciągnący się przez cale Ŝycie proces budowania toŜsamości kulturowej. Ŝe nawet zdarzające się corocznie przypadki zadławienia. a ich goście mają swoje porzekadło: „Chętnie zjadłbym fugu. Zjadanie posiłku. W sensie kulinarnym atmosfera świąt trwa w Japonii przez cały rok. jakby płakały". Rocznie przeŜute zostaje dziesięć tysięcy ton potencjalnie trującego rybiego mięska. jada się przy wielu okazjach. O-mochi. proszę bardzo. 123 Tyle dramatycznego napięcia przy daniu z ryby nie bierze się bez powodu. iŜ jej wątroba i Ŝeńskie gonady zawierają jedną z najbardziej niebezpiecznych trucizn. zwierzają się co wraŜliwsi z japońskich mistrzów kuchni. ani nie zawiera Ŝadnych cennych dla zdrowia substancji. Zewnętrzna brzydota nie oddaje jednak wszystkich cech fugu. JuŜ samym swoim wyglądem wysyła światu czytelną informację: „Nie jedz mnie". Zabójcze stworzenie nie jest przy tym ani bogate w mięso. Tetrodotoksyna znajdująca się w ciele fugu jest sto dwadzieścia razy bardziej zabójcza niŜ cyjanek. co niebezpieczne. bowiem toŜsamościotwórcza rola japońskiego jedzenia przybiera czasem formy tyleŜ dziwne. Jadłam fugu i przeŜyłam „Smutno mi. w którym kaŜdy element jest znakiem czytelnym tylko dla wtajemniczonych (czyt. będzie kona! przez wiele godzin w straszliwych męczarniach. W upiornie drogich restauracjach specjalizujących się w tym . Pozwala ucztującym mieć świadomość. Japończycy jadają więc fugu bardzo chętnie. a wiara w jego dającą siłę moc jest tak duŜa.

Co roku przyjemność uczty fugu ktoś przypłaca Ŝyciem. jak to ludzie. omylny. Czy nie myślał o tym. Wprawdzie w wyspecjalizowanych restauracjach zapewnia się gości. którzy przeszli specjalne szkolenie. Miejsce to specjalizuje się w daniach z najbardziej śmiercionośnej odmiany ryby. Dumnie wyeksponowany na ścianie dyplom mistrza kuchni ma upewnić klientów. Ŝe ryba ma „Ŝeńskie gonady". gdy w towarzystwie japońskiego znajomego weszłam do tego przybytku gastronomicznych kamikadze. beŜowe ściany i drewniane belkowanie dopełniały reszty. nieskazitelne tatami. Ale przecieŜ nigdy nie moŜna mieć stuprocentowej pewności. Podzielona na kilka oddzielnych boksów przestrzeń zapewniała ucztującym intymność. Ŝe przecieŜ kucharz teŜ człowiek i. Zanim spróbowałam o cokolwiek zapytać . i cieszy się sławą wśród amatorów niebezpiecznej potrawy. często bywają tu ludzie sztuki. a w razie czego widok umierającego gościa nie niepokoił innych klientów. w trakcie którego nauczyli się odróŜniać wątrobę i Ŝeńskie gonady fugu od innych jej wnętrzności. Wystrój restauracji charakterystyczny był dla najdroŜszych i najelegantszych miejsc w Japonii. do której zaprosił mnie japoński dŜentelmen. do którego doprowadziła nas starsza kobieta w kimonie. W restauracji w Akasace. którą Japończycy uwaŜają za afrodyzjak i raczą się nią z rozkoszą. Jeden jedyny zwój wisiał we wnęce tokonoma. i uczynić z tego dzieło sztuki. polityki i wielkiego biznesu. podczas gdy towarzyszący mi Japończyk byl radosny i zrelaksowany jak dziecko w lodziarni. Ŝe nie jest to najgorsza sceneria na ostatni akt japońskiej ruletki. omawiających między jednym a drugim kęsem przyszłość partii konserwatywnej albo przemysłu samochodowego. A przynajmniej mnie ta myśl przyszła do głowy. iŜ zbędne ozdoby nie zakłócały pustki sali. by na własnym języku przekonać się. ale nadal około stu pechowców zjada fugu na swoją ostatnią wieczerzę. tak zwanej torafugu. a co dopiero znaleźć je w jej zimnym i oślizgłym wnętrzu. czylifugu tygrysiej. w ten smutny sposób opuścił świat na przykład jeden z najwybitniejszych aktorów kabuki Bando Mitsugoro III. Ŝe nie ma Ŝadnego niebezpieczeństwa. W przypadku tak niewielkiej rybki nie jest to łatwe. wyłaniała się z ceramicznej wazy. iŜ jest on w stanie namierzyć i unieszkodliwić odpowiednie elementy wnętrzności/Mgw. co znaczy. i przecieŜ ręka moŜe mu się omsknąć. Ŝe Japończycy jak nikt inny potrafią w doskonałych proporcjach mieszać rozkosz i ból. pomyślałam. przeciętnemu człowiekowi chyba w ogóle niełatwo wyobrazić sobie. powołując się na znajomość z jednym z bywających tu znakomitych gości. Siadając przy niskim stoliku. którego nie wolno podać japońskiemu cesarzowi. co tak wyjątkowego jest w uczcie fugu. Stolik trzeba zarezerwować z duŜym wyprzedzeniem. ? dobrana do niego kompozycja kwiatowa. Wątroba fugu z kolei do złudzenia przypomina ponoć spermę męskich osobników tego gatunku. ale fugu jest jedynym smakołykiem. zanim trucizna rozejdzie się po jej zimnym ciele. Liczba wypadków śmiertelnych została zmniejszona dzięki zaostrzonym współcześnie środkom bezpieczeństwa. dziabnąć niechcący tę trującą wątróbkę? Czy właśnie to ryzyko utraty Ŝycia wprawiało go w taki dobry humor i podniecenie? W końcu nie bez powodu mówi się.przysmaku pracują kucha124 rze. nie ma mowy o amatorszczyźnie. samotna 125 skręcona (w konwulsjach?) gałąź.

Kęs fugu smakował delikatnie (Bardzo delikatnie) rybą i miał ciekawą fakturę. Ŝe ryby są piękne i pełne wdzięku. jeszcze jeden. czytamy w Księdze Kapłańskiej.. „Oishii". W dwóch czarkach z gorącą sake pływały smaŜone płetwy fugu i była to fugu hire-zake. Składała się z kilku dań. Wszystko. Nasza kolacja z fugu kosztowała 65 tysięcy jenów. których podstawą stanowiła straszna ryba. ale być moŜe ostre zielone igły oznaczały moŜliwość śmierci. surowa fugu w formie z maestrią przyrządzonego saskimi. będziecie jedli. Ŝycząc smacznego po japońsku. o dziwo. zaliczając je do jednych z najwspanialszych tworów . nawet gdyby fugu smakowała jak trociny albo pasta do butów. Saskimi z fugu serwuje się z pysznym sosem ponzu. która zaglądała do nas zza parawanu i uśmiechała się zachęcająco. podanym w osobnych miseczkach. „Hm?". którą zawiera nawet poprawnie przyrządzone mięso fugu. ale tak naprawdę najwyraźniej czułam cytrusową nutę sosu. ale mówi się. co pływa „Będziecie jedli następujące istoty wodne: wszystkie istoty wodne. Utopiłam w nim więc swój pierwszy kęs fugu i włoŜyłam go do ust lekko drŜącą dłonią. którzy potrafią docenić ich jedzenie. co pływa. przyniesiono naszą fugu -kolację. świętego ptaka Japonii. Ŝe Japończycy zjedzą wszystko. byśmy je sami ugotowali na stole w specjalnym garnku. oprócz łodzi podwodnej. Nie wiem. która nie ma płetw albo łusek. Ale kaŜda istota wodna. Fugu nadal smakowała jak pierś z kurczaka. Pokrojoną w cienkie jak bibuła plastry rybę ułoŜono na kosztownym ceramicznym półmisku. 126 Podniosłam pałeczkami fragment Ŝurawiego skrzydła. Japończycy uwaŜają. sperma fugu jest ciałem stałym i podejrzewam. co „mlecz") wyglądająca. czyli fugu z surowymi warzywami i tofu przygotowanymi tak. czyli około 500 dolarów. Zostałam dopuszczona do tajemnicy jednego z kulinarnych misteriów i musiałam sprostać wymogom magicznej chwili. czyli grillowana sperma fugu (tak. Ŝe w ten sposób zareagowałam. fugu--sashi. z jaką Japończycy zawsze patrzą na „gaijinów". która leŜała obok ryby. Ciemniejsze elementy skrzydeł zrobiono z ugotowanej skóry fugu. jej niemal przejrzyste ciało tworzyło wzór lecącego Ŝurawia. spośród wszystkiego. Ŝe to to samo. jak surowe mięso piersi kurczaka. w morzach i rzekach. jakie ma się po zastrzyku znieczulającym u dentysty. w morzach i rzekach. Przez delikatną strukturę mięsa przebijał zimny błękit ceramicznej glazury. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w reakcję swoich zmysłów. biały przejrzysty płatek. iŜ jestem cudzoziemką o zmyśle smaku mniej wraŜliwym niŜ japoński. lekkie odrętwienie. dalej shirako yaki. następnie tetchiri. i spośród wszystkich zwierząt wodnych. gdy podejrzałam rachunek przez ramię mojego japońskiego towarzysza. który popatrzył na mnie z aprobatą. powiedziałam więc mojemu towarzyszowi. co się roi w wodzie. Ale przecieŜ to nie o to chodziło. przyjemnie i clue wieczoru. będzie dla was obrzydliwo127 ścią". którym Ŝaden zdrowy człowiek by się nie najadł. czyli pycha. Jakiś czas po wyjściu z restauracji odczuwałam w ustach i na języku dziwne. PrzeŜułam kolejny kawałek.. Być moŜe wpłynął na to fakt. Podobno w ten sposób działają śladowe ilości trucizny. Towarzyszący mi Japończyk zamarł w oczekiwaniu. które mają płetwy i łuski. ponaglił mnie Japończyk spragniony moich wraŜeń i wyciągnął szyję w oczekiwaniu odpowiedzi.mojego znajomego. jaka była jej symbolika. potencjalnie zabójcze nic. a jedyną ozdobę stanowiła mała gałązka sosny. MoŜliwe teŜ jednak.

zajmujące muszle porzucone. które poległy. gdzie zabijanie jest jednym z niezbędnych elementów. Ryba nie jest po prostu rybą . której Japończycy nie potrafiliby przyrządzić (a z niektórymi trującymi. ama wyławiały więc perły. co nie jest czymś wyjątkowym wśród kobiet ama. które zmarły śmiercią naturalną. Zarówno jej babka jak i matka były ama. co mają na talerzu. i morskie jeŜowce. Yukiko znała się na owocach morza jak nikt inny z moich japońskich znajomych. a niektóre jeszcze Ŝyją. Wyrazem respektu wobec darów morza są ceremonie religijne odprawiane ku czci złapanych i zjedzonych zwierząt. Awabi zwie się po polsku „uchem morskim" albo „uchowcem" i wygląda jak biaława kluska w takimŜ właśnie anatomicznym kształcie. czyli mięsiste bezkręgowce. godne podziwu stworzenie". Na pomysł wyprawy na Tsukiji Yukiko wpadła pod wpływem mojej fascynacji wyglądem kolejnych dziwnych stworzeń.natury. Do dziś wierzy się. co roku buddyjscy kapłani modlą się zarówno za te ryby. ama są ciągle potrzebne. Babka Yukiko pracowała do siedemdziesiątego roku Ŝycia. Ŝe nie tylko lepiej od męŜczyzn znoszą zimno. Wszystkie jadalne skarby wyłowione z wody moŜna zobaczyć na targu Tsukiji w Tokio. wieloma na surowo. W sumie pochłaniają jedną szóstą wszystkich ryb zjadanych na świecie. jedzą zwierzątka bardzo ładne i odraŜające. ślimaki. ale -jak mówi Yukiko -jest ich coraz mniej.poŜywieniem. jej starsza siostra nurkuje w pokazach dla turystów odziana juŜ w białą koszulkę. Japończycy na ogół wiedzą. i za te. które razem zjadałyśmy. mówiąc gościom: „Oto zaraz zjecie takie szacowne i piękne. trzeba albo wstać o nieludzkiej porze. Aby być świadkiem całego przedstawienia. lekko drgających albo desperacko . albo (wersja rekomendowana) w jednym z barów pobliskiej Ginzy poczekać do rana. ostrygi. trepangi. Do tej drugiej opcji przekonała mnie 128 Yukiko. Swoją osobną ceremonię mają teŜfugu. ośmiornice. a nie półnaga jak ich babka. jedzą niemal wszystkie wodorosty. kalmary. kraby. homary. kobietami nurkami. co trzeba było wyciągnąć z dna morza. Ŝółwie. kiedy to około piątej zaczyna się na Tsukiji aukcja tuńczyków. by wydobyć przyklejone do skal awabi. Motyw pływającej ryby bardzo często stanowi ozdobę zwojów wiszących w tokonoma w restauracjach. krewetki. ale rybą . uwaŜane przez Japończyków za przysmak. mimo iŜ z perspektywy cudzoziemca-mięsoŜercy równieŜ pozostali mogli uchodzić za specjalistów. Schodziły pod wodę tylko w przepasce biodrowej i bez Ŝadnego ekwipunku. stworzeń juŜ nieŜywych. by nakarmić Japończyków. Ona sama wybrała karierę nauczycielki angielskiego. które zaspokaja głód. która wbrew miejskiej elegancji miała wiele wspólnego ze światem ryb i rybaków. stworzenia mieszkające w ogromnych muszlach i muszelkach nie większych niŜ paznokieć. Bardzo wieloma stworzeniami raczą się w całości. Podobno rzeczywiście nie ma w wodach Pacyfiku i Morza Japońskiego takiej nietrującej rzeczy. awabi i wszystko. największym w Japonii i jednym z największych na świecie. stworki z długą trąbą.znakiem mającym swoje symboliczne miejsce w Ŝyciu wszechświata. Jako Ŝe nadal nie wymyślono Ŝadnej skuteczniejszej metody połowu awabi. Niebezpieczne zajęcie wydobywania morskich uszu juŜ dwa tysiące lat temu zarezerwowane zostało dla kobiet. jak pokazuje przykład fugu. ale teŜ mają pojemniejsze płuca i dłuŜej mogą wytrzymać pod wodą. teŜ dają sobie radę). Jedzą zatem ryby wielkie jak cielęta i małe jak kijanki. które schodziły pod wodę. gdy z odrobiną sosu sojowego i zielonego chrzanu wasabi wpadają do japońskich Ŝołądków. młoda Japonka.

Jeździły wózki bagaŜowe.niewiarygodne . pracownicy za pomocą metalowych harpunów ładowali na nie ryby. a tuńczyki równie dobrze mogły być ciałami wrogów złoŜonymi w ofierze krwioŜerczemu bóstwu. LeŜą na kostkach lodu w hali wielkości boiska do piłki noŜnej albo niczego nieświadome baraszkują w plastikowych wanienkach napełnianych ciągle świeŜą wodą.rozumieli się nawzajem bez problemu. Stracą Ŝycie w ostatnim moŜliwym momencie. dopiero od niego ryba trafi do indywidualnych klientów zaopatrujących restauracje i sklepiki. okazuje się delikatnym przysmakiem o nazwie mirugai. wyrastająca z podłuŜnej muszli lekko drgająca trąba o kształcie niezaprzeczalnie fallicz-nym. było jeszcze ciemno. Na Tsukiji zaczęłyśmy oględziny od największych z nich. 129 który niewiele zmienił się przez wieki. trzepotali palcami. pokryty szczeciniastymi wyrostkami bezkręgowiec kształtu i wielkości piłki plaŜowej moŜe więc być przysmakiem 130 wyławianym u wybrzeŜy Sumatry tylko w grudniu i serwowanym w kilku jedynie japońskich restauracjach. Brunatna substancja w ogóle nie wyglądająca na coś. Nowy właściciel podzieli go na porcje i wyeksponuje na lodzie na jednym z tysiąca pięciuset stoisk w zadaszonej części targu Tsukiji. Tu sprzedawało się ryby w sposób. Nacięte ogony ryb pozwalały klientom ocenić ich jakość. Niektóre z owoców morza moŜna znaleźć tylko tu. co dałoby się z jakiegokolwiek powodu wziąć do ust. Prowadzący aukcję kontaktowali się z kupującymi skrótami z szybkością karabinów maszynowych. niektóre waŜyły pewnie kilkaset kilogramów. Na ich ciemnoszarych cielskach wypisana była czerwoną farbą waga i numer. ZamroŜone rybie cielska spowite były w biały opar jak w kokony. najwięcej jednak było takich wielkości człowieka. rzecz rzadka i bardzo ceniona przez koneserów. męŜczyźni w półmroku przemykający wśród tusz wyglądali jak uczestnicy pogańskiego rytuału.czepiających się pałeczek mackami. W czasie lunchu tokijczycy będą jeść sushi z tuńczykiem albo mięso tej pysznej ryby. w dół. Klienci odpowiadali na ich oferty skomplikowaną pantomimą dłoni. przydając rozgrywającemu się przed naszymi oczami widowisku nastroju niesamowitości i grozy. Właściciele poszczególnych stoisk specjalizują się w kilku rodzajach towaru. Znalazłyśmy się w zupełnie innej rzeczywistości i trudno było uwierzyć. Zimny dreszcz przespacerował się po moich plecach i zamienił się pod zbyt cienkim sweterkiem w gęsią skórkę. tym lepiej. Bladawy. na boki i . niektóre ciągle miały głowy z półotwartymi pyskami. Oprócz tuńczyka na Tsukiji sprzedawanych jest kilkaset gatunków innych stworzeń. bo dla właściwości smakowych mięsa im krótsza jest przerwa między uśmierceniem a zjedzeniem. Aukcja odbywała się w kilku miejscach jednocześnie i co ułamek sekundy kolejny tuńczyk zostawał sprzedany. Ŝe jeszcze kwadrans temu siedziałyśmy z Yukiko w ciepłym barze. Gdy zaczynała się aukcja. wskazywali nimi w górę. gdzie grała swojska współczesna muzyka. pokrojone w małe kawałki i z róŜnymi dodatkami podane w misce ryŜu. Nad ziemią unosiła się zimna mgła. serwowanym na przykład jako dodatek do sushi. Wokół nas trwał nieustanny ruch. Rzędy ogromnych cielsk tuńczyków leŜały na betonie. to jajeczka morskiego ślimaka. tuńczyków. w związku z tym nie mają nawet nazw innych niŜ japońskie. niektórzy sprzedają tylko jeden rzadki gatunek kraba albo parę odmian małŜowatych pyszności. inne juŜ zdekapitowano. z wyglądu łykowata. jakiś szczególnie poŜywny wodorost .

zasuszony w postaci czarniawych granulek albo sprasowane na papier pająkowate coś z wypustkami. Podobno najdroŜszy przysmak, jaki moŜna kupić na Tsukiji, to właśnie ta brunatna substancja, na której kulinarny czar byłam tak nieczuła, a która okazała się suszoną ikrą morskiego ślimaka, niewielkiego, pozbawionego muszli i urody stworka, który pełza w morskich głębinach, do końca nie wiedząc, Ŝe za kilogram jego jajeczek Japończycy gotowi są płacić prawie 10 tysięcy dolarów. Spacer od jednego stoiska Tsukiji do drugiego to podróŜ po krainie niewyobraŜalnych kulinarnych moŜliwości. Wszystko, co pływa (oprócz wspomnianej łodzi podwodnej), czeka tam na swoich nabywców i wkrótce trafi na stoły Japończyków. Brnęłyśmy z Yukiko między kubłami pełnymi wielkich rybich głów, skrzynkami bezbronnych Ŝółwików, stosami piszczących ze złości krabów ze skrępowanym szczypcami, kłębowiskami martwych juŜ węgorzy spętanych ogonami w ostatnim spazmie, krewetek ukrywających smaczne wnętrze pod burozielonkawymi pancerzykami, górami kolczastych jeŜowców, z których dwa przekrojone dla przykładu pokazywały ewentualnym nabywcom Ŝółtawą masę niesprecyzo-wanych wnętrzności. MoŜe najbardziej zaskakujący na Tsukiji jest zapach. Spodziewałam się spotęgowanej woni polskiej Centrali Rybnej, którą w mieście mojego dzieciństwa czuć było kilkadziesiąt metrów wcześniej cięŜką wonią zaduszonej makreli i konającego karpia, ale na tokijskim targu jedynym obecnym zapachem był 131 sionawy zapach morza. Tu Ŝadna ryba nie zdąŜy się zepsuć i nikt, tak jak Japończycy, nie opanował metod konserwacji darów morza. A dary te są niebywałe! KaŜdy krok uświadamiał mi, jak bardzo ograniczone jest nasze mięsne menu. Przeciskałyśmy się z Yukiko między kadziami pełnymi wielkich spiralnych muszli zawierających czarniawą pulsującą masę wciąŜ Ŝywej substancji i muszelek tak malutkich, Ŝe mogły mieć w środku tylko jakieś mokre biedne nic; patrzyłyśmy na męŜczyzn krojących potęŜne korpusy tuńczyków, dzielących je na jaskrawoczerwone i róŜowawe sześciany połyskujące na lodzie jak klejnoty; zaglądałyśmy do wanienek sflaczałych kałamarnic i meduzopodobnych drgających galaret, smukłych błękitnych rybek wielkości dłoni pływających w kółko jak oszalałe i grubych okrągławych chyba-ryb o psich pyskach, przyczajonych jak do skoku. Najbardziej intrygowały mnie stosy maleńkich srebrnych rybek o wyraźnych czarnych oczkach nieproporcjonalnie duŜych w stosunku do reszty ciała; to gapiące się pandemonium poskręcanych ciałek miało w sobie coś z obrazów Boscha. Podobne rybki uŜywane są do rzadkiej potrawy, o której opowiadała mi Yukiko, zwanej nomen omen „piekielnym tofu". Jej „piekielność" polega na tym, Ŝe do stopniowo podgrzewanego rosołu z Ŝywymi rybkami wkłada się kostkę zimnego tofu, a one w ucieczce przed gorącem wkręcają się w nią, by zginać dopiero, jak i ona zawrze. Jeden z najładniejszych z kolei towarów na Tsukiji to ośmiornice. Amarantowe, wielonogie, z odnóŜami zdobnymi w rzędy białych przyssawek wyglądają jak surrealityczne stwory z marynistycznych bajek dla dzieci, a nie składnik ich codziennego menu. Ośmiornice kroi się jak torty na kawałki zawierające część głowy i jedną lub dwie brodawkowate macki. WraŜenie robią teŜ czerwone ryby tai, które mają bardzo charakterystyczne oczy, wielkie, jasne i wypukłe; światło odbijając się w nich sprawia, Ŝe na wszystkich zrobionych przeze mnie zdjęciach patrzą przeraŜającymi ślepiami wilkołaka. Yukiko podawała mi nazwy kolejnych specjałów, tłumacząc, do czego się nadają, a

do czego nie, pochylała się, przyglądając z bliska srebrnym oślizgłym ciałom, wdawała się w pogawędki ze sprzedawcami, którzy chętnie flirtowali, zachęceni jej urodą i nie132 odpartym wdziękiem. Sprzedawcy z Tsukiji są rubaszni i niekiedy całkiem przyjaźni; przyzwyczajeni juŜ do pojawiających się czasem turystów, którzy robią sobie zdjęcia, do wszystkich tych dziwnych białych kobiet i męŜczyzn, pozujących z monstrualnym łbem tuńczyka wyciągniętym z kosza na odpadki, jakby taki łeb nie byl najzwyklejszą rzeczą pod słońcem. Ten Japończyk, który handlowa! mirugai, fallusami w muszlach, na widok cudzoziemki chichoczącej z japońską koleŜanką zachęcająco wskazał na sprzedawane stwory i powiedział (podobno): „Nie bójcie się, nie ugryzą". Sushi na śniadanie Sushi na śniadanie moŜe wydawać się dziwnym pomysłem i mnie prawdopodobnie nie przyszedłby on nigdy do głowy, gdyby nie Yukiko. Gdy juŜ zaspokoiłam swoją ciekawość na Tsukiji, namówiła mnie, byśmy w jednej z restauracji na terenie targu od razu spróbowały niektórych z tych rzeczy, które dopiero co oglądałyśmy. Wprawdzie nie byłam jeszcze Japonii tak długo, by widok Ŝywej ryby wzbudzał we mnie głód o siódmej rano, ale uznałam, Ŝe nie jest to doświadczenie, które mogłoby mi zaszkodzić. W końcu zjadłam fugu i przeŜyłam. Sushi, potrawę japońskiej kuchni, która najbardziej przyjęła się na Zachodzie, zrodziła konieczność. Aby przechować rybę, wkładano ją w gotowany solony ryŜ, który fermentując, zapobiegał jej zepsuciu. Zwyczaj ten zapoczątkowano w mieście Osaka. Taka właśnie zamarynowana ryba przechowywana w drewnianych beczkach była pierwotną formą sushi. W okresie Edo uległa ona przekształceniu i sushi zaczęto nazywać małe przekąski składające się ze świeŜo gotowanego ryŜu i przede wszystkim surowej ryby. Bogaci kupcy z Edo nie chcieli bowiem jeść przechowywanej ryby, ale najświeŜszą, prosto z morza. Wielkość sushi ponoć dostosowana została do kobiecego gustu; panie nie chciały zbyt szeroko rozdziawiać buzi, bo uwaŜane to było za nieeleganckie. Tak narodziła się potrawa doskonała, znak firmowy Japonii. Sushi moŜna zjeść w kaŜdym zakątku kraju, ale im bliŜej morza, tym lepiej. Wprawdzie do sushi powszechnie dodaje się inne składniki, wodorosty, pie133 czone i grillowane owoce morza, niektóre owoce i warzywa, ale jego istota polega na połączeniu lekko kwaskowego ryŜu i kawałka surowej ryby; nic więcej, nic mniej, Ŝadnych europejskich wymysłów z majonezem, cytrynką i pietruszką. Ta „niebiańska kombinacja", jak napisał jeden z zachodnich miłośników japońskiej kuchni, jest w stanie uwieść nawet bardzo konserwatywnych „gaijinów", którzy po pewnych czasie stają się kompulsywnymi poŜeraczami sushi, chociaŜ przedtem w ogóle nie jadali ryb. Mnie nie trzeba było przekonywać, ale dopiero w Japonii doświadczyłam sushi-ekstazy, sushi-blogost&rm, kulinarnej rozkoszy niemoŜliwej do zaznania nigdzie indziej. „Suszarnie" były miejscami, w których umawiałam się z Japończykami albo innymi „gaijinami". Tam objadaliśmy się, polecając sobie nawzajem co smaczniejsze egzemplarze zachętami wrodzaju: „To róŜowe z ikrą na wierzchu jest pycha", „Weź koniecznie to płaskie z mackami" albo „Łap, łososie jadą". Dla cudzoziemców nie mówiących po japońsku rajem są tak zwane kaitenzushi, czyli mało wykwintne, ale za to tanie i wygodne „suszarnie" obrotowe,

gdzie po taśmie wokół baru jeŜdŜą talerzyki, a na kaŜdym spoczywają dwa kawałki czegoś, czego nazwy moŜna wprawdzie nigdy nie poznać, ale smak pokochać i potem budzić się w jakimś innym kraju i wspominać go z nostalgią. Szefami w barach sushi zawsze są męŜczyźni. Japończycy wierzą, Ŝe kobiety nie nadają się do tej pracy z powodu zbyt ciepłych dłoni, które niepotrzebnie grzałyby ryŜ. Ale pewnie po prostu o wiele lepiej być szefem „suszarni", niŜ marznąć na dnie morza, by wyłowić potrzebne ingrediencje, a ideologię zawsze moŜna do tego dorobić. Bar sushi na terenie targu Tsukiji, do którego zabrała mnie Yukiko, naleŜał do bardziej tradycyjnych. Tu nie było obrotowej taśmy i kaŜdy gość sam zamawiał to, na co miał ochotę. To właśnie takich „suszarni" jest w Tokio najwięcej i przynajmniej jedną moŜna znaleźć przy kaŜdej stacji kolejowej. Klientela tej, do której zaprosiła mnie Yukiko, składała się głównie z robotników z Tsukiji, męŜczyzn o spracowanych dłoniach i sposobie bycia bardziej bezpośrednim, niŜ pozwala na to japońska norma. „IrasshaiW!", personel przywitał nas według zwyczaju serdecznym 134 okrzykiem, a goście siedzący przy kontuarze, zajmującym całą długość pomieszczenia, odwrócili zdumione twarze w naszą stronę. Normalne kobiety nie wpadają do takich miejsc o siódmej rano. „Yukiko-chanl", ucieszył się stojący za kontuarem szef, który był krewnym mojej przyjaciółki, „wujkiem Hidetoshi". Po chwili podano nam zieloną herbatę i oshibori, wilgotne ściereczki do wytarcia rąk. Po obowiązkowych pytaniach kierowanych do cudzoziemki, czy umiem jeść pałeczkami i czy jem surową rybę, na które pozytywnie odpowiadała Yukiko, złoŜyłyśmy pierwsze zamówienie. Jedna porcja sushi to zawsze dwa kawałki; nic, co się kroi, nigdy nie jest serwowane pojedynczo lub w trzech kawałkach. Zwyczaj ten - jak wiele innych kulinarnych zakazów i nakazów - związany jest wieloznacznością i labiryntową głębią japońskiego języka, w którym znaki kanji mogą w zaleŜności od kontekstu znaczyć coś innego i inaczej być wymawiane. I tak jeden kawałek to hito kire, a trzy to mi kire - wymowa obu niemiło kojarzy się z zabijaniem i samobójstwem. Z kolei kanji liczby cztery wymawia się tak samo, jak ten oznaczający śmierć, shi. Dlatego nigirizushi serwuje się po dwa, a makizushi po sześć, nigdy cztery. Za oszkloną gablotą kontuaru wyeksponowane były dzisiejsze specjalności i zaczęłyśmy od mojego ulubionego toro, delikatnego mięsa z brzucha tuńczyka, które smakuje jak najdelikatniejsza wołowina i w ogóle nie ma zapachu ryby, potem była ika, śnieŜnobiała twardawa kałamarnica, tamago, czyli słodkawy omlet jajeczny przypasany do ryŜowego wałeczka paskiem wodorostów, ikura, czyli ikra łososia, pomarań-czowozłota, wyraźnie rybna, pękająca w zębach. Za kontuarem wuj Hidetoshi, w białym stroju, z ręcznikiem zawiązanym na czole i dłońmi czerwonymi od ciągłego moczenia w wodzie chwytał garstkę ryŜu, ugniatał ją, kładł na wierzchu szczyptę wasabi, potem kawałek ryby, wszystko z szybkością i precyzją automatu, po kilku sekundach kolejna porcja nigirizushi stała przed nami gotowa do zjedzenia. Sushi moŜna jeść rękoma, wystarczy koniec zanurzyć w sosie sojowym i juŜ; mają wielkość odpowiednią na jeden kęs. W przerwach między porcjami przegryzałyśmy z Yukiko gari, przejrzyste płatki piklowanego imbiru, których ostry smak słuŜy 135 odświeŜeniu palety smakowej i ma właściwości bakteriobójcze. Sushi w małym barze na Tsukiji było wspaniałe, świeŜe, bezpretensjonalne i -jak się okazało -

brzmiało nawet całkiem apetycznie. Taki białawy skaczący paluszek. dałby mi do myślenia. gdybym nie była tak skupiona na zmysłowej kontemplacji mojego śniadania. gdzie w automacie kupuje się kupony wymieniane przy barze na wybrane potrawy. Ŝe daleko im do mistrzostwa ludzi jedzących w ten sposób od dziecka. zanim skończy!" Poszłam za jej radą. w której małych smagłych dłoniach pałeczki śmigały szybciej niŜ druty kogoś z duŜym doświadczeniem w robieniu swetrów. Zatrzepotała podkręconymi rzęsami. choć biegłość w tej sztuce wymaga oczywiście czasu. których japońska nazwa brzmi hashi. Ŝe wilczy apetyt i wyraźne objawy kulinarnego błogostanu. zanurzyła w sosie i poŜarła. automatycznie podniósł się o oktawę na nieosiągalne dla mnie wyŜyny kobiecego wdzięku. zauwaŜają teraz. „Tańcząca krewetka" . Odori. podpowiedziane szefowi przez nastrój i wyobraźnię. a moja czujność uśpiona śniadaniową ucztą nie ostrzegła mnie przed pochopną decyzją. a pałeczka nieruchoma spoczywa równolegle do niej przytrzymywana w statycznej pozycji między palcem wskazującym a serdecznym. „Oishii". veryfast. sprawiały satysfakcję szefowi Hidetoshi. Sarariimani. W japońskich barach typu fast food. „Mój wuj pyta. Po kilku chwilach jej miseczka z ryŜem była niemal pusta.idealne na śniadanie po nieprzespanej nocy. to jedyne słowo. Po nigiri sushi przyszła więc pora na kilka makizushi. wypatroszył i połoŜył przede mną podrygujące danie. której głos w momencie. to jedno z pytań. nie dałam rady. gdy z angielskiego przeszła na japoński. czy chcesz spróbować tańczącej krewetki?". Przeciętnemu człowiekowi wystarczy kilka prób. trzymana za ogon krewetka ciągle „tańczyła". iŜ wymienił z Yukiko jakieś uwagi kompletnie niezrozumiałym językiem pełnym pomruków i chrząknięć. zwaną przez polskich „gaijinów" po prostu „mielonką". „za ogon. robotnicy i studenci wpadają tam w przerwie na lunch i zmiatają wszystko pałeczkami z ponaddźwiękową szybkością. MoŜe fakt. w jakie wprawiało mnie sMs7u'śniadanie. Yukiko wyjęła mi ją więc z ręki. zwróciła się do mnie w końcu Yukiko z diabelskim błyskiem w czarnych oczach. Szczególnie lubiłam obserwować dziesięcioletnią Ayaki. by nauczyć się posługiwać pałeczkami i zjeść nimi posiłek. Umiejętność ta jest w praktyce zdecydowanie prostsza niŜ w teorii. Nawet ci cudzoziemcy. Nie od razu uda się więc na przykład zjeść . zgarniała pałeczkami ostatnie ziarna. które w środku mogą mieć rybę albo rybną pastę. czyli ruloników ryŜu zawiniętego w jadalny papier z wodorostów. westchnęła z niemal erotycznym zachwytem. połyskujący złotymi zębami uśmiech wuja Hidetoshi powinien mnie zaniepokoić. Jedzenie pałeczkami. którzy posługiwali się nimi od dawna dość biegle. które gaijin wcześniej czy później usłyszy w Japonii. ale nie wydawało mi się podejrzane. Spoglądał na mnie raz po raz i przekomarzał się z Yukiko. I moŜe coraz szerszy. ogórka. Pałeczkę ruchomą trzyma się między kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki. a nie wiedziałam. Ŝe odori znaczy równieŜ „skakać". grzybki shitake i inne rzeczy. przechyliwszy ją do ust ułoŜonych w dzióbek. wyciągnął z niego Ŝywą krewetkę. food jest very. a Ayaki. Przypuszczam. Wówczas szef sięgnął do jednego z pojemników stojących w zasięgu jego ręki. 136 Pałeczki i widelec „Czy umiesz jeść pałeczkami?". „Za ogon!". jakie do mnie dotarło z tajemniczej konwersacji. w mgnieniu oka uciął jej głowę. poradziła Yukiko. wbrew pozorom nie jest trudne i nie wymaga jakichś szczególnych zdolności manualnych. „taniec".

nawiązuje do wspomnianej „dziewiczości" pałeczek. Wiele dowcipów erotycznych. Pozbawione centrum (jakim dla nas jest kawał miecha) japońskie danie. Wystarczy pomyśleć.jak łatwo zauwaŜyć . co wygląda i pachnie jak bigos. brak reguł pierwszeństwa w zjadaniu jego poszczególnych części i „macierzyńska" funkcja pałeczek skłaniały niektórych zachodnich uczonych do określania japońskiej kuchni mianem „postmodernistycznej". „kroją" i „nabijają". by uniknąć kompromitacji? „Das Bigos" 138 zachwycił wprawdzie niemiecką rodzinę mojej siostry. który będzie raz po raz zsuwał się z powrotem do zupy. Japończycy lubią jednak. który . Uczta Chizuko Po „skromnej" kolacji u Chizuko ogarnęła mnie panika związana z koniecznością rewanŜu. zwłaszcza tych ze świata hostess i gejsz. Jedynie w wyjątkowo drogich i eleganckich miejscach podaje się pałeczki wycięte ze świeŜego bambusa . Ŝe dziennie przeciętny Japończyk zuŜywa trzy pary pałeczek. Według niego porównywalne są do ptasiego dzioba karmiącego małe. które przed konsumpcją trzeba „rozdziewiczyć". Rozwiązaniem dylematów było menu typu fusion. podczas gdy zachodnie zwyczaje kulinarne wymagają „armii pik i noŜy związanych z drapieŜnością". Barthes w Imperium znaku dokonuje ciekawego porównania jedzenia pałeczkami oraz widelcem i noŜem. Co im podać. w pięknym bladozielonym kolorze. W ten sposób moŜemy być pewni. „rozszczepia". Skoro grubo ponad miliard Azjatów jakoś sobie radzi. ale lepiej zostawić je tym. które moŜna myć. Zdaniem francuskiego filozofa. bo ekolodzy głośno protestują przeciw takiemu marnotrawstwu drzew. których teoria jedzenia interesuje bardziej niŜ praktyka. Ŝe nikt przed nami ich nie dotykał i jeszcze do niedawna były drzewem rosnącym w indonezyjskim lesie albo na stokach japońskich gór. jest to jednak moŜliwe i po jakimś czasie zaczyna się zauwaŜać. „rozsuwa" i „rozdrabnia". ale które. Pałeczki podawane w ogromnej większości japońskich restauracji zrobione są z surowego drewna. Wersje wielokrotnego uŜytku stosowane są niemal wyłącznie w domu i wtedy kaŜdy członek rodziny ma własną parę.za pomocą pałeczek śliski makaron ramen.bardzo delikatne w dotyku. Ze smutkiem przyznaję. Ŝe jedzenie za pomocą dwóch patyczków ma w sobie coś bardziej naturalnego i zmysłowego niŜ jedzenie widelcem i noŜem. są połączone i przed posiłkiem kaŜdy je rozłamuje. chlapiąc dookoła. ale przecieŜ Japończykom nie podam czegoś. Ostatnio 137 w takich miejscach jak na przykład studenckie stołówki zachęca się do pałeczek plastikowych. czemu towarzyszy charakterystyczny trzask. które słuŜą do trzymania w ręku. Ŝe nie udało nam się osiągnąć . Jego zdaniem zachodnie sztućce „okaleczają". by uczta była choć w połowie tak wspaniała? Pewnie wypadałoby przygotować jakieś polskie specjały. Na szczęście akurat wybierała się do nas w odwiedziny przyjaciółka. która przywiozła takie niedostępne w Japonii ingrediencje jak czerwone buraki. aby pałeczki były nowe. a jedynie „podnosi". pałeczki mają w sobie „coś macierzyńskiego". Końce drewnianych pałeczek.sporo czasu spędzał w japońskich restauracjach. w którym polskim krokietom i barszczykowi towarzyszyły bardziej międzynarodowe specjały. Pewnie moŜna by bawić się w dalsze efektowne porównania. sterylne i przez nikogo innego nie uŜywane. podczas gdy pałeczka „nigdy nie dokonuje gwałtu na potrawie".

które ustawiła na plecionych bambusowych matach. grzyby i orzechy ginnan zapieczone na grubej soli w specjalnym glinianym naczyniu. Dekoracja nie była nachalna. a poszczególne smaki wyraźne i zachowujące swoją specyfikę. ale w porównaniu z elegancką restauracją cechowała ją duŜa dowolność w doborze potraw. malutkich i bardzo zróŜnicowanych dań.godne było zagranicznych gości pierwszy raz odwiedzających jej dom. podłuŜnych muszelkach. roladki z brązowej wołowiny z ukrytymi w środku szmaragdowozielonymi łodygami szczypiorku. Byliśmy jej pierwszymi „gaijinami". Były tam gotowane krewetki. Całość była lekka i delikatna. Ŝe kolacja dla nas była dla Chizuko duŜym wyzwaniem: musiała sprostać nowej roli gospodyni. Na ceramicznym półmisku przyniesionym przez Chizuko na początek uczty cieszyła oko niesymetryczna kompozycja zensai. które symbolizowały zbliŜający się październik. Potem przyszła pora na danie. których zielona barwa na obrzeŜach przechodziła juŜ w jesienne złoto. stanowiące japoński odpowiednik naszego „bigosu na winie". na tle ceramiki w kolorach ziemi. jej męŜa profesora. było teŜ w oczywisty sposób jesienne: składały się nań krewetki. dwa brązowawe ślimaki przyprawione sosem sojowym i z powrotem umieszczone w swoich kremowych. Uczta przygotowana przez Chizuko na naszą cześć była o wiele wykwintniej sza niŜ codzienny japoński posiłek. kilku przystawek. czyli „wszystko razem". Ozdobę brunatnobeŜowego półmiska stanowiły dwa prawdziwe liście. ale jako Ŝe od początku wykazywałam kompletną obojętność wobec reguł japońskiej hierarchii. Yosenabe Chizuko podała w ceramicznych czarkach. warzywa i cieniutki. jakby statusem społecznym była równa swojemu męŜowi. iŜ idealnie białe wnętrze kontrastowało kolorem z niemal czarną zielenią nori i róŜowopomarańczową skórką. W kaŜdym razie zdawaliśmy sobie sprawę z tego. urokliwe w swojej prostocie. na które nasze kubki smakowe najmniej były przygotowane: makaron sobą został podany w . marynowane w paście miso asparagusy o jaskrawym kolorze świeŜej trawy. nasze kontakty miały charakter niemal egalitarny i uproszczony dzięki uŜywaniu języka angielskiego. Kolejnym daniem uczty Chizuko było yosenabe. które Chizuko zdjęła przed podaniem potrawy na stół. co umiała robić najlepiej i co -jej zdaniem . zawinięte w wodorosty i przekrojone na połowy tak. Trzecie danie. 139 wąskie prostokąty surowej kałamarnicy ozdobione z wierzchu na purpurowo piklowaną ikrą z dorsza. dwa liście wyglądały tak. smaŜona na złoto ryba o jasnym mięsie przyprawiona kwaskowym sosem. Tu sytuacja była nieco inna: teoretycznie pełniłam rolę zwierzchnika Chizuko. podejmującej zagranicznych przyjaciół tak. pokrojone w cieniutkie plasterki awabi ugotowane w sake i sosie sojowym.mistrzostwa „skromnej" kolacji Chizuko. Unoszący się znad misy zapach przywodził na myśl jesienne ogniska i dym unoszący się nad polami. Chizuko przygotowała to. poszczególne potrawy leŜały. Chizuko znalazła je w pobliskim parku i to one zainspirowały do przygotowania pracochłonnych przystawek. nie dotykając się. jakby właśnie spadły nań z drzewa. plasterkom marchewki sprawne dłonie gospodynie nadały kształt liści. bo goszczeni wcześniej cudzoziemcy naleŜeli do zagranicznych współpracowników Teru. KaŜde z nas czworga brało bezpośrednio z naczynia wybrany kąsek i moczyło go we własnej miseczce z sosem. ale jakŜe przy tym odmienne: w przezroczystym rosole rybnym pływały kawałki kilku róŜnych owoców morza. na wierzchu leŜały sosnowe igły. niemal przejrzysty makaron przypominający anielskie włosy.

towarzyszyły mu pikle domowej roboty. lepiliśmy pieroŜki i rozmawialiśmy swobodniej niŜ przy jakiejkolwiek innej okazji. Ŝe większość kobiet słyszała o naszych międzynarodowych kulinarnych ekscesach. jakiego nie powstydziłaby się Ŝadna włoska kawiarnia. który na koniec Chizuko podała w formie ochazuke. Potrawa ta narodziła się ze zwyczaju zalewania zieloną herbatą resztek ryŜu w miseczce.czerwonych miseczkach z laki wraz z sosem zrobionym z utartego warzywa tororo. Na deser dostaliśmy owoce z jogurtem „hodowanym" przez Chizuko w domu. gotowaliśmy razem w mikroskopijnych kuchniach. co znaczy w tym wypadku tyle. jaką mam na temat relatywnej łatwości. gdzie w miarę skromnych moŜliwości starałam się wnieść twórczy wkład. w którym cudzoziemcy skarŜą się na samotność i wyobcowanie. które szybko znikały w naszych ustach. od lat zaopatrywał się w pobliskim monopolowym. bowiem nie czułam się podczas nich skrępowana myślą. Sos z tororo to przykład potrawy.tororo rzadko znajduje wielbicieli wśród „gaijinów". „górskiego kartofla" o słabym. ku naszemu zaskoczeniu. Przez Ŝołądek do serca Japończyka Jedna z hipotez. której istotą jest właśnie faktura. by odkleił się od ścianek. jak bardzo gospodyni musiała się umęczyć. półpłynna papkowa-tość. Współcześnie uszlachetnione róŜnymi dodatkami wersje ochazuke serwuje się w wielu restauracjach i jest to popularna potrawa kończąca zakrapianą imprezę. Gdy Mariko 141 zaprosiła mnie wiosną na szkolny piknik. białawym kolorze i konsystencji rzadkiej papki dla niemowląt. taką miksturę wypijano. ta dziwna. Na podobne uczty byłam zapraszana zwłaszcza na początku mojego pobytu w Japonii i towarzyszyły one pierwszym odwiedzinom w japońskich domach. kolejne posiłki były juŜ . Jeśli odwiedziny takie oznaczały początek przyjaźni. Oczywiście w naszym posiłku nie mogło zabraknąć ryŜu. Te mniej formalne spotkania wspominam najcieplej. bowiem zostawianie niedojedzonego posiłku nie było i nie jest w dobrym tonie. wiąŜe się z moim sybaryty-zmem. Kroiliśmy ryby. lekko szczypiącym smaku. Ŝe trzeba podzielać jego przekonanie o wysokiej wartości sztuki kulinarnej w Ŝyciu człowieka i lubić japońskie jedzenie. Najpierw więc szłam z Chizuko albo Mariko do sklepu i wybierałyśmy potrzebne produkty na codzienną kolację. lekko chropowata. a ja nie naleŜałam 140 do wyjątków. tworząc na cześć „gaijina" te małe dzieła sztuki.sfermentowane ziarna soi. Chizuko podała to danie z wodorostami i piękną. których pojemnikiem zostałam obdarowana na koniec. pijając ją z dodatkiem wody mineralnej lub sprite'a. Wkładem pana domu było hojne dolewanie nam Ŝubrówki. często z udziałem ich męŜów i dzieci. Pozytywna odpowiedź na inicjacyjne pytanie o posługiwanie . a potem ją przyrządzałyśmy.ale o wiele prostsze. zlepione śluzowatą ciągnącą substancją . którą nie kaŜdy gaijin jest w stanie docenić. z jaką nawiązałam ciepły kontakt z ludźmi w kraju. organizowany przez matki pociech grających w piłkę noŜną. złotopomarańczową ikrą łososia. okazało się. moŜe tylko z wyjątkiem wspólnej kąpieli. kilka rodzajów herbaty do wyboru i kawę z ekspresu. w którą. a mój przepis na sałatkę z cykorii i pomarańczy znany jest jako „sałatka gaijinki". Podobnie jak osławione nattó . Gdy znajomość przyjęła formy prawdziwej zaŜyłości. Jedna z dróg do serca Japończyka wiedzie przez Ŝołądek.wprawdzie nieodmiennie piękne .

programów telewizyjnych i najrozmaitszych poradników poświęconych jedzeniu. by próbować lokalnych przysmaków (i . A kto wie. którym udało się skłonić mnie do zjedzenia węgorza. tylko przerośniętym wodnym robakiem. „To najlepsze i najzdrowsze jedzenie na świecie". okazują się w Japonii wybitnymi znawcami jedzenia. w której dwie urodziwe Japonki jeŜdŜą po najdalszych zakątkach kraju tylko po to. gdy odbywa się we własnym domu i nie na pokaz.nie jest Ŝadną rybą. Takie wyprawy nie są zresztą niczym wyjątkowym i funkcjonują w formie zorganizowanej.gotowanie nie jest poślednim zajęciem. których przedstawicieli w innych krajach słusznie nie podejrzewałoby się o wysmakowany gust kulinarny. Ŝyciodajne i intymne jak mleko matki. Przyrządzanie jedzenia traktuje się jako czynność waŜną. Rodzice Mariko. wprowadzając go w bardziej skomplikowane arkana japońskiej kuchni. czyli kobiet. moŜe nawet spróbować się z nim zaprzyjaźnić. który . gotowymi rozprawiać godzinami o subtelnościach smaku oleju do tempura albo sposobach krojenia makreli. Daje pytającym nadzieję. Autorzy ksiąŜki The Essence ofJapanese Cuisine piszą. głównym bohaterem jest jedzenie. Innym razem jechaliśmy . tak naprawdę ma ona kluczowe znaczenie dla całego filmu.zaŜyć kąpieli w miejscowym onsenie). W Japonii prawdopodobnie bardziej niŜ w jakimkolwiek innym kraju wiedza o jedzeniu ma charakter powszechny. nie jest w Japonii niczym dziwnym. wymagającą umiejętności. bo ich wyjątkowy system pokarmowy przystosowany jest wyłącznie do japońskiego jadła. bliską sztuce nawet wówczas. 142 zarezerwowanym dla mniej uprzywilejowanych członków społeczeństwa. para dziarskich staruszków naleŜących do Klubu Smakoszy Seniorów. kultowym filmie Itami Yuzó. Byli jedynymi ludźmi. Ich zdaniem kadr ten pokazuje. a zainteresowanie kuchnią jest dobrze widzianym wyrazem ogłady w przypadku ludzi obojga płci.się pałeczkami i jedzenie surowej ryby jest czymś w rodzaju zdanego testu. konkurs na nową potrawę z udziałem sławnych osób albo podróŜnicza epopeja. a inni uwaŜają. a poszczególne regiony kraju prześcigają się w promowaniu lokalnych specjalności. Ŝe japońskie jedzenie dla Japończyków jest tak waŜne. Tampopo kończy scena nie mająca pozornie związku z całą historią. W Tampopo. zawody w zjadaniu sushi. złoŜonej z naukowych i pseudonaukowych teorii na temat wyjątkowości (a niekiedy wyŜszości) mieszkańców Japonii nad innymi nacjami. O wadze przywiązywanej do kuchni świadczy ilość artykułów. których akcja toczy się wokół kulinarnych wątków i zawsze przynajmniej na jednym kanale TV emitowany jest gurume show. Jak piszą autorzy The Essence of Japanese Cuisine. niemal uczłowieczony element wszechświata. Japońska kuchnia zajmuje waŜne miejsce w idei Nihonjinron. kilka razy zabierali nas na kulinarne wycieczki po Japonii. dyskutująca przy sake nad wyŜszością tuńczyka z północnego Pacyfiku nad tym z Oceanu Indyjskiego. Dlatego bardzo często japońscy męŜczyźni potrafią gotować i z przyjemnością oddają się temu hobby .co za cudowna kombinacja przyjemności . do którego profesor kluskologii przemawia czułymi słowy.powiedzmy sobie szczerze . twierdzą niektórzy Japończycy. DuŜą popularnością cieszą się komiksy ????. Autokary pełne Japończyków ruszają w dal. Bardzo często osoby wykonujące zawody. Ŝe grupa robotników drogowych. Ŝe zamorskie specjały nie nadają się dla mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. przedstawiająca matkę karmiącą piersią dziecko. Ŝe cudzoziemiec nie jest przypadkiem beznadziejnym i warto zainwestować czas.

Yamane Kazuma Gyaru no kozo {Struktura dziewczyny) V. w którym najdrobniejsze zachowania ujęte sąw pancerz reguł. by od razu nie zjadać całej zupy miso. charakterystycznymi dla modelu zachodniego. co delikatne. podyktowane jest indywidualnym wyborem. Najpełniej wyraził ją Doi Takeo. kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu róŜnych potraw. Głos mojej mamy: „Najpierw zupa!" odzywał się w mojej głowie za kaŜdym razem. Delikatne tofu zagryza się kawałkiem ostreg0 ??? albo czymkolwiek innym. kolejność ich spoŜywania nie ma Ŝadnego znaczenia. którzy pytają tak jak Fukuda Kazuya w pracy pod wymownym tytułem: Dlaczego Japończycy stali się takimi dzieciakami? W Japonii dorosłość utoŜsamiana jest ze społeczeństwem. winiąc za to między innymi powojenny system edukacyjny. Grzybki smakowały niezbyt wyraźnie. kucając pod parasolami w gęstniejącym deszczu. podczas gdy . Nastrojem. Kawaiilll Lolitki z imperium zmysłów Fajna kulturka W odwaŜnej. gdy zasiadałam do zastawionej wieloma naczyniami tacy z japońskim posiłkiem. Autor twierdzi. kęsem surowej ryby. W kraju. W japońskim posiłku. w sferze jedzenia pozostawia się margines wolności. obrazoburczej ksiąŜce Dogs and Demons Alex Kerr pisze. koniecznością kompromisów i rezygnacją. Ŝe nie mogę powstrzymać się. a nie z emancypacją. Teza o szczególnej tęsknocie Japończyków do wiecznego dzieciństwa nie jest jednak nowa. Z elementów jasno skodyfikowanego systemu znaków tworzy się w ten sposób własne imperium. na turystycznej kuchence przyrządzić je i zjeść. na co akurat ma się ochotę . ostrzeŜeniami i pamięciowym wkuwaniem. Ŝe torturując dziecięce umysły tylko nakazami. popija łykiem zupy. społeczeństwo zaś przede wszystkim z opresją. nie miały właściwości halucynogennych. plasterkiem jarzyny. a potem porzuca ją na rzecz następnej. złoŜonym z kilku. Mieszkańcy USA i Europy największą nostalgię Ŝywią do szaleństw wczesnej młodości. wyprodukował on ludzi niedojrzałych do dorosłego Ŝycia. Mariko bardzo rozśmieszyło. Cos-playerki z Harajuku. To.krewetką w tempurze. ale smakosze seniorzy wyglądali na naprawdę szczęśliwych. W przypadku Japończyków miłość natury nierozerwalnie wiąŜe się ze skłonnością do podziwiania rzeczy niewielkich i pełnej czułości pielęgnacji tego. Mariko mkt nie kazał najpierw zjadać zupy. zakazami. w klasycznej juŜ pozycji TheAnatomy of Dependence. Dziś kwestia ta intryguje wielu japońskich uczonych. Nagle pojawiła się młoda dziewczyna. cyt. japoński psychiatra o światowej sławie. a potem na miejscu. Sądem języka/oka. gdy opowiadałam jej.143 przez siedem godzin tylko po to. od czego zaczniesz akt konsumpcji. niepozorne grzybki. Nakamura Hajime. Ŝe japońska kultura zdziecinniała. sukcesem i władzą. za Saito Yuriko „The Japanese Appreciation of Naturę" Jak moŜemy podsumować tę totalną infantylizację Japonii? Odpowiedź jest prosta. Chwyta się szczyptę jednej potrawy. ale nie zjada się jej 0d razu do końca. by w jakimś podmokłym lesie przez kolejne trzy zbierać blade. Imperium smaku.

słuŜąca jako model identyfikacyjny dla kobiet i obiekt pragnienia dla męŜczyzn. ozdabiały pluszowymi zwierzątkami swoje dziecinne torebki. Japońską wersją lolitki jest burikko . sprzedawcy uprzejmi. interpretować moŜna jako rezultat bardzo wysokich oczekiwań. Jej kolejne dwadzieścia cztery single stały się hitami. czyli słynna gwiazda lat osiemdziesiątych Matsuda Seiko. Jego centralną postacią stalą się lolitka: infantylna i niedojrzała postać kobietydziecka. jak robią to dzieci. Marzenie o powrocie do dzieciństwa. zrobione przez fotografa szczęściarza zdjęcie jej majteczek trafiło na pierwsze strony bardziej i mniej powaŜnych gazet. dać się kochać i za nic. przez które rozmawiały nienaturalnie wysokimi głosami.Japończycy powszechnie tęsknią za czasem. wspięła się na szczyt popularności. stając się obiektem męskich pragnień i niedoścignionym wzorem do naśladowania dla młodych Japonek. obdarzona za to w nadmiarze umie146 jętnością sprzedawania tego. dla mnie osobiście dość przeraŜające. Ubrane w za małe pastelowe sweterki. Na zawsze pozostać dzieckiem. Pozbawiona talentu wokalnego i scenicznych warunków Seiko Matsuda. a Ŝycie osobiste najciekawszym tematem. czyli karóshi. chodziła szurając stopami. nadaje kierunek kulturze współczesnej Japonii.to pragnienie. a nie na przykład polska. a tworzony od niego czasownik . kusi wielu mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. Lolitka stała się ideałem i wkrótce ulice miast zaludniły grupy rozchichotanych istot. Lolitki pojawiły się w reklamach . burikko idealna. jakim cudem Japończykom udało się w ciągu jednego pokolenia zbudować imperium.„udawanie dziecka". które ubierały się i zachowywały jak dwunastolatki. to specjalność japońska. opadające skarpetki i płaskie buciki. schronić się 145 w bezpiecznym zakątku matczynych ramion. jest prosta: Japończycy pracują cięŜko i z oddaniem. Matsuda uosabiała ideał japońskiej dziewczyny z sąsiedztwa i po mistrzowsku wykorzystała swoją przeciętność. czego akurat potrzebuje widownia. Wspomniana tu juŜ japońska Madonna. jak twierdzą niektórzy badacze. jakie przed kaŜdym stawia japońskie społeczeństwo. Ubrana w rzeczy odpowiednie dla wybierającej się na szkolny bal dwunastolatki. niekiedy mając lat co najmniej dwa razy więcej. zniekształcając słowa tak. gdy byli małymi dziećmi. Gdy była u szczytu kariery. sepleniła i przekręcała słowa. a kiedy trzeba szlochając. czyli zachowywanie się w sposób dziecinny. szkolne spódniczki. Tę romantyzację dzieciństwa jako oazy szczęścia. szczebiocząc i chichocząc. przyczyniła się do popularyzacji infantylnego i strywializowanego wizerunku kobiecości w Japonii. bezbłędnie wyczuła potrzebę nowego kobiecego wizerunku i dala cielesny wyraz budzącemu się trendowi. za nic w świecie nie dorastać . Bycie dorosłym to taka właśnie praca . w którym sterylnie czyste pociągi są zawsze punktualne. do której wraca się w marzeniach i snach. które. Śmierć z przepracowania. Z pragnienia pozostania w raju dzieciństwa narodził się w latach osiemdziesiątych potęŜny nurt kulturowy. nie ponosić odpowiedzialności. a wkrótce takŜe róŜowe telefony komórkowe. Matsuda. a w wywiadach posługiwała się afektowanym dziewczęcym językiem.to spopularyzowane przez jedną z młodocianych gwiazdek pop słówko znaczy po japońsku „udawane dziecko". produkujący nowych idoli. pozbawiona wyraźnych cech dojrzałej kobiecości.od świtu do nocy i często ponad ludzkie siły. a ulice posprzątane. Podstawowa odpowiedź na intrygujące cały świat pytanie.

Dlatego tak zwane luźne skarpety nie przeminęły z wiatrem po kilku tygodniach. będącym uosobieniem słodkiej bezbronności i spełniającym wymienione . Panowie uczestniczą w kulturze kawali przede wszystkim biernie: gapiąc się na lolitki z erotycznym zachwytem. a szczyty popularności osiągały rzeczy.i w programach telewizyjnych. które są nie tylko ładne. W ruuzusokkusu najlepiej stawać z kolanami ku sobie.trzeba przyznać . a nawet „zajebisty". fajny i fajniutki. miękka wielkooka maskotka pozbawiona ust. Ŝe to 147 one udawały dzieci. a całość słuŜy osiągnięciu efektu szczuplejszej nogi. pluszowe zwierzątko doczepione do damskiej torebki.w tym sensie. Słownik Longmana znaczenie słowa cute wyjaśnia kolejno jako: „bardzo ładny lub atrakcyjny". dzięki którym dziewczęta i młode kobiety mogły wyglądać bardziej dziecinnie. odnosząc się jednak tylko do tego. W1999 roku Hello Kitty hucznie obchodziła swoje dwudziestopięciolecie. Najsłynniejsza ikona kawaii. Specjalny klej trzyma luźną skarpetę na miejscu. rozpoznawalna po obu stronach Pacyfiku. Głównymi jej aktorkami od początku były dziewczęta i młode kobiety . ale termin ten ma nieco inny zakres znaczeniowy. ale w świecie lolitek kawaii to coś. niestety. „atrakcyjny w sposób seksualny" oraz „bystry i praktyczny w radzeniu sobie z ludźmi. rozstawionymi piętami i połączonymi palcami stóp. zanim polubili to równieŜ chłopcy. bezbronne. Bawiliśmy się ze znajomymi „japonofilami" w wymyślanie polskich odpowiedników kawaii i zgromadziliśmy następujące: „słodki. komentując infantylnymi okrzykami i chichotem bardziej sensowne wypowiedzi męskich uczestników. czyli ruuzusok-kusu (od angielskiego . włochata ramka na wewnętrzne lusterko w samochodzie. SłuŜy bowiem do opisywania ludzi i rzeczy. rzeczy i zjawiska. lecz stały się standardowym wyposaŜeniem garderoby lolitki. Japońskie słowo kawaii tłumaczy się na angielski jako cute. co jest „fajne inaczej": na przykład kocię. miłe. przy czym nie zawsze w miły sposób". maleńkie. lecz takŜe niewinne. bo . niedojrzały i bierny. Zapewne młodsze pokolenie mogłoby nam co nieco dopowiedzieć. to Hello Kitty. Ŝe stała się przedmiotem uwielbienia 148 milionów Japończyków? Niewątpliwie największa część tajemnicy tkwi w jej wyglądzie. troszkę Ŝałosne. to: „Kawaii".loose socks). zwierzęcia. czyli zantropomorfizowana biała kotka i jeden z najbardziej opłacalnych w dziejach motywów uŜywanych w przemyśle designerskim. Luźne skarpety. które nosi się zrolowane na łydkach. słabe. miły. czaderski". Motto Hello Kitty: „Nigdy nie masz za duŜo przyjaciół" nic nie straciło ze swojej świeŜości. to coś w rodzaju zbyt długich i obszernych białych getrów. juŜ nie tak kawaii. które w ustach japońskich lolitek słyszało się najczęściej. Japońskie kawaii takŜe słuŜy opisowi ogólnie pozytywnch cech człowieka. Co tak pociągającego jest w białej kotce firmy Sanrio. które właśnie spadło z tapczanu.kobiece nogi wyglądają wówczas wyjątkowo ślicznie. bo popyt na gadŜety z jej wizerunkiem trwa. róŜowy toster. bo w naszej grupie były osoby koło trzydziestki. Dorosła męska część populacji nie pozostała obojętna. słodkie i wdzięczne. Fajna kulturka juŜ wkrótce miała stać się dominującym nurtem. W modzie pojawiały się kolejne lołitkowe hity. milusi. Słowo. co jest „słodkie" lub „fajniutkie" w sposób dziecinny. atrakcyjne seksualnie. ubierały się jak dzieci i kupowały dziecinne gadŜety. Przeciętny człowiek moŜe uŜyć tego słowa w znaczeniu „fajny".

okrąglutki Daruma nie wygląda słodko?). nalepki. wszystkie te słodkie cuda przeznaczone są nie tylko dla dzieci. kolców i zębów.wyŜej kryteria bycia kawaii. to z pewnością byli nieduzi. na japońskim rynku fanshi guduzu dostępnych jest mnóstwo rzeczy zupełnie pozbawionych wymiaru praktycznego. szczeniaki. a toster do opiekania pieczywa. lecz takŜe dla dorosłych. które sąkawaii. niedźwiedzie. Jak pisze Saito Yuriko. Jak pisze wspomniana Kinsella w Cuties in Japan. . Ich specyfika polega na tym. Patrzy na świat szeroko rozstawionymi kropkami oczu i nie ma ust. na przykład pomniejszone wersje wielkich groźnych zwierząt. Najczęściej cytowana lista rzeczy. oprócz przedmiotów jakoś jednak uŜytecznych. nos jak guziczek i kokardę na lewym uchu. . plastikowe opakowanie z patyczkami do czyszczenia dziurek w uszach (tych od kolczyków!) oraz róŜnorakie breloczki. gładkie. ozdabiają ubrania przechodniów.ma ona głowę nieproporcjonalnie wielką w stosunku do reszty ciała. schodzi na plan dalszy i dlatego.stworzenia ciepłokrwiste. . hipopotamy. Hello Kitty oraz tacy jej dalecy krewni jak panda Tarę.stworzenia dziecinne. czyli wszystkich „słodkich" i „fajniutkich" rzeczy (od angielskiego fancy goods). co malutkie bądź miniatury tego. Ŝe w japońskiej kulturze juŜ wcześniej byli bohaterowie o cechach kawaii. Na przykład: pokrowiec na uchwyt do papieru toaletowego. bez pazurów. z miękkimi krawędziami. Hello Kitty została uŜyta przez japońską firmę Sanrio jako główny motyw ozdobny fanshi guduzu. takich jak słonie.przeznaczeniem róŜowego długopisu z wizerunkiem Hello Kitty albo takiegoŜ tostera jest zatem przede wszystkim budowanie toŜsamości właściciela. Dyndają wesoło przy telefonach komórkowych. Intuicja. pozbawionych dzikości i raczej nieszkodliwych stworzeń: „W istocie w japońskiej tradycji nie znajdujemy pochwały 'puszczy pełnej dzikich bestii'. łapki pozbawione palców i nogi bez stóp. Od debiutu białej kotki w 1974 roku popyt na rzeczy z jej podobizną nie słabnie. choć tu mogą być wyjątki. Fakt. co z natury jest duŜe. króliczek Miffi 149 czy Ŝółty stworek Pikachu patrzą na nas zewsząd na ulicach Tokio. Ŝe praktyczne znaczenie jest wtórne wobec symbolicznego . podstawki. choć ani miękcy. misie koala. Co najwaŜniejsze. takie jak kocięta. . przy-wieszki z wizerunkiem Hello Kitty. ale raczej nie nosoroŜce czy mrówkojady. w całej wielowiekowej japońskiej tradycji dominuje zamiłowanie do pejzaŜy uładzonych. a więc stworzenia. Poza tym.przedmioty i stworzenia o krągłych kształtach. lecz zamiast tego ciągłą świadomość urody rzeczy małych. s. ani puszyści. powiewają na suszących się ręcznikach i pościeli. Ale wracając do Hello Kitty . 240). podpowiada mi więc. które ani nie ugryzie. Gwiazdami japońskiej telewizji przez jakiś czas była para stuletnich bliźniąt. obejmuje: . delikatnych i bliskich" (Saito. . małe foczki. 1996. które współcześnie stały się dominującymi (czyŜ na przykład czerwony. iŜ długopis słuŜy do pisania. ani nie ucieknie. pandy. a inwencja designerów w tworzeniu kolejnych gadŜetów jest nieograniczona. Hello Kitty uosabia stworzenie.to. pozbawione nieprzyjemnych kantów. Najbardziej kawali są ssaki i ssakopo-dobne. MoŜna jednak włączyć je do kategorii rzeczy kawali jako zdziecinniałe.to. króliczki. młode egzemplarze zwierząt i ludzi. co miękkie i puszyste. której nie będę tu rozwijać. bo ta ich cecha wydawała się najbardziej cieszyć widzów.

najlepiej róŜowe. odnoszącą się do infantylnego królestwa kiczu i zamiast wabi. ale przy kaŜdej większej stacji znajduje się od kilku do kilkuset przybytków jednoznacznego przeznaczenia. RoznegliŜowane wizerunki młodych dziewcząt ozdabiają ulice i pociągi. obok otwartości. śledzą je spojrzenia męŜczyzn. rozmach i zaskakująca dla „gaijinów" otwartość. Była masaŜystką. z jaką są realizowane. wydają się mniej czy bardziej uniwersalne. okładki codziennych gazet i pornograficznych komiksów manga. ale młodość ma juŜ za sobą i . Erotyczne marzenia o dziewczętach młodszych. ale w Japonii wyróŜnia je powszechność. Pośród wszystkich wymienionych wyŜej rzeczy najbardziej kawali jest bowiem japońska lolitka. Gdziekolwiek się pojawią. trzeba parę słów poświęcić Krainie Mydła. Paradoksalnie. odkurzacze i tostery. bezbronne. Świat naleŜy do lolitek. co Michiko tam robiła. za które Zachód tak podziwiał Japonię. Rorikon to w japońskiej wersji języka angielskiego Lolita ???????. Określenie to uŜywane jest jako słowo-przykrywka dla popularnego rodzaju łaźni. gdzie dziewczyny takie jak ona pracują w najstarszym zawodzie świata. zaludniają sklepy i kawiarnie. powiedziała mi Michiko takim tonem. niepodzielnie władają na Harajuku. co stało się z erotyczną wyobraźnią Japonii w ciągu ostatnich trzydziestu lat. Ŝe miejsca. do których drogę wskazują szyldy i reklamy czytelne dla kaŜdego Japończyka. w której dziewczęta świadczą teŜ inne usługi oprócz mycia klienta . mamy dziś do czynienia raczej z kawali. są najbardziej kolorową grupą na ulicach Tokio. By wytłumaczyć. obsiadają pomnik Hachikó. Kerr pisze.stworzenia niezdarne. Ŝe dawne kategorie estetyczne. jakby była to ospa wietrzna albo róŜyczka. wymagające opieki. ale słowo masaŜ odnosiło się do znacznie szerszego zakresu świadczonych przez nią usług. Rzecz w tym.od „masaŜu erotycznego" do fum kósu (od angielskiego fuli course). dyskrecja to. Ŝe „skończył się czas dŜinsów i szaleństw". Geneza kultury kawali jest równieŜ istotna dla zrozumienia tego. jedna z tych nieprzyjemnych wprawdzie. dźwigi. produkuje kawali samochody. w dosłownym języku oznaczającego stosunek .. czyli „pełnego zestawu". niŜ zezwala prawo. oznaczający erotyczną fiksację na punkcie niedojrzałych dziewcząt. gdzie kaŜdy powyŜej trzydziestki czuje się w ich tłumie nieswojo. 150 Raj dla Humberta Humberta „MęŜczyźni w Japonii mają rorikon". gdzie kupuje się seks".przedmioty i stworzenia w pastelowych kolorach. a jedną z nich jest właśnie Kraina Mydła. czyli „kompleks Lolity". barwne jak papuŜki. często nieme. Wprawdzie od 1957 roku prostytucja jest w Japonii zakazana prawnie. . ale trudnych do uniknięcia chorób.moŜe powiedzieć. krąŜące po Shibuya czy Shinjuku w rozszczebiotanych stadach. zastąpione zostały tą nową wszechwładną kategorią. W Japonii buduje się kawali domy. Dwudziestosiedmioletnia dziś Michiko przed dziesięciu laty pracowała przez jakiś czas w jednym z tokijskich Soaplandów w dzielnicy Kabuki-chó. gdzie kupuje się seks. Noszą inne nazwy. drugie słowo-klucz do zrozumienia japońskiego 151 imperium erotycznego. Kobieta po trzydziestce wprawdzie nie jest jeszcze staruszką. To ich pragną męŜczyźni. Z trzepotem wymalowanych rzęs fruwają wśród ponuro odzianych sararllmanów.tak jak Chizuko . Młodziutkie dziewczęta. nie nazywają się „miejscami.

ułatwił jej sprawę. Oczywiście mundurek 152 Michiko miała na sobie tylko na początku spotkania z klientem. zafundowali sobie angielski szyld oprócz tego w katakana. czyli „wodnego interesu" oznaczającego świat barów. a klienci szczególnie chwalili jej młody wygląd i dziewczęcą słodycz. oraz jakiś czarodziejski land (które. kabaretów i innych przybytków. jak na przykład Disneyland. Na koniec mistrzyni mokrej ceremonii kłaniała się w podziękowaniu biernym odbiorcom przyjemności i wręczała im swoją wizytówkę z typowo japońską grzecznością i stosowną w kaŜdych okolicznościach zasadą decorum. nikt o niej nie mówi. RóŜowy neon „Soapland". Ta filigranowa istota o delikatnych rysach wciąŜ wygląda na nastolatkę i nie utraciła do końca czaru nimfetki. pracuje jako wolontariuszka pomagająca młodocianym prostytutkom wrócić do normalnego Ŝycia. obficie przedtem namydlonym. jak pozory zostaną zachowane. zapytałam kiedyś Michiko. iŜ doskonale pasowała do poŜądanego wizerunku lolitki. W wyniku konkursu ogłoszonego przez Japońskie Stowarzyszenie Kąpielowe w 1985 roku wybrano określenie Soapland. jaki moŜemy zobaczyć choćby w Ikebukuro albo w okolicach dawnej Yoshiwara.kaŜdy zna prawdę. Fakt. znaczy klienci. nie reklamuje więc perfumerii. która porzuciła dom i którą z kolei porzucił amerykański kochanek. Michiko najpierw oferowała klientowi kąpiel. Ŝe „japońscy męŜczyźni lubią być rozpieszczani".00" widoczny z peronu Ikegami Linę na stacji Gotanda nie jest skierowany do miłośników higieny i kaŜdy o tym wie. dlatego bez problemu znalazła. waŜy pewnie . Michiko udało się zostawić przeszłość za sobą i opowiadała mi o niej bez rozczulania się nad sobą czy usprawiedliwiania. wymusił zmianę szyldu. pomaga jej nawiązać kontakt z podopiecznymi. Soapland dawał jedyną moŜliwość zarobienia duŜych pieniędzy w krótkim czasie. Mówi. Dziewczynie. jak uwierzyć jej na słowo. w końcu była profesjonalistką. Opowiada. czyli łaźniami tureckimi. a potem. a napis: „ZniŜki dla rannych ptaszków od 6. złoŜonym z obszernej łazienki i malutkiego pokoiku. potem masaŜ własnym nagim ciałem. NaleŜy ono do nomen omen mizu-shóbai. uwaŜającej takie zapoŜyczenie za obraźliwe dla swojego kraju. nic nie zagraŜa mizu-shóbai. Właściciele niektórych Krain Mydła. Michiko. udzieliła mi nieco dziwnej odpowiedzi. Kiedyś łaźnie tego typu nazywano Toruko-buro. cechował o wiele większy pragmatyzm niŜ bohaterkę opery Pucciniego. przyjęła się. Japończycy uwielbiają).seksualny. „dobre miejsce". Nie pozostało mi nic innego. Ŝe doświadczenie. jak mówi. Dziś oprócz tego. Do jednego z takich miejsc na pół roku trafiła Michiko. knajp. współczesne wcielenie Madame Butterfly. Ŝe do pracy ubierała się w najzwyklejszy szkolny mundurek z krótką granatową spódniczką i białą bluzą z Ŝeglarskim kołnierzem. W apartamencie. w których alkohol płynie rzeką. Nazwa przywodząca na myśl czystość i wodę. i nawet kaŜdy kobiecy uśmiech ma swoją cenę. „A oni. którą Japończycy tak lubią.. które zdobyła w mizu-shóbai. Przybytki te działają na podobnej zasadzie jak salony paczinko . Dziś Krainy Mydła stanowią jedną z najbardziej klasycznych rozrywek oferowanych przez japońskie imperium erotyczne. Tak długo jednak. Michiko mierzy jakieś 150 cm. Byli dla ciebie mili?". dodając z chichotem. idąc z duchem czasu. „W ogóle się nie ruszali". ale protest ambasady tureckiej.. jeśli takie było jego płatne Ŝyczenie -fum kósu. a porządek społeczny nienaruszony. czyli Sópurando w wymowie japońskiej.30 do 8. Ŝe projektuje kapelusze i kolekcjonuje stare kimona.

opowiada o grupach dorosłych męŜczyzn w garniturach chichoczących w nopan kissa jak sztubacy. Poza tym po prostu polubiłyśmy się. by oddać mi ksiąŜkę. ubrana była we włochatą róŜową tunikę. Ŝe nawet w wieku sześciu lat nie miałam w sobie tyle dziewczęcego wdzięku. które muszą przytrzymywać sobie na pupie. tak do nopan kissa przychodzili. chylącym się ku upadkowi domu w Ueno. Michiko miała okazję do angielskich konwersacji. pasujące kolorem podkolanówki w poprzeczne pastelowe paseczki i sandałki. a nie smakować cappuccino. 154 pojawiły się nopan kissa. Na głowie miała całkiem stylowy kapelusik zszyty z kawałków grubego j edwabiu uŜywanego na kimona.bez przerwy pacała mnie w ramię dziecinnym gestem. tak bardzo daleki memu ideałowi. a wszystkie kolejne kreacje Michiko wzbudzały we mnie rozczulenie i leciutki Ŝal. jak w herbaciarniach okresu Edo i Meiji męŜczyźni nie tyle pili herbatę. jakie wynajmowała w starym. by realizować erotyczne fantazje o podglądaniu. co jednak w przypadku japońskiej dziewczyny nie musi być wielką wadą (wiem to od czasu. ale mało pociągająca erotycznie. a kissa skrót od japońskiego kissaten. gdy zobaczyłam w jednym z tokijskich sklepów przyrząd do. Natura poskąpiła jej 153 nogom poŜądanej na Zachodzie smukłości i prostego kształtu. czyli kawiarnia). ja znalazłam źródło wiedzy o świecie. Michiko byłaby raczej zabawna niŜ seksowna. W przeciwieństwie do moich uniwersyteckich koleŜanek. Jego zdaniem. popatrzeć na nie na ulicach Tokio. Wybiegła za mną z kawiarni Starbucka w Ginzie. czy napiję się z nią kawy. Zapytała. mogą spotkać się w fanklubach lolitek. Michiko jest kawaii. lecz młodziutkie kelnerki nie noszące majteczek pod minispódniczkami (nopan to zniekształcenie angielskiego no pants. idealną cerę. by łamać zakaz dotykania młodziutkich kelnerek.rzecz wyjątkowa wśród dorosłych Japończyków jak ognia unikających cielesnego kontaktu . Właśnie.. Ujmując . dzieliła przestrzeń kilku metrów kwadratowych z Ŝywym kotem i stadem pluszowych maskotek. Michiko od początku zachowywała się z o wiele większą swobodą i .około 40 kg i czułam się przy niej wielka jak nigdy. pochwaliłam jej kapelusz i zaczęłyśmy rozmawiać. bohatera Lolity Nabokova. Według standardów japońskich. którą zostawiłam niechcący na stoliku. Od tego dnia spotykałyśmy się. gdzie licealistki noszą niebezpiecznie krótkie spódnice od mundurków. Ŝaden z nich nawet nie myślał. który badał japońskie imperium erotyczne empirycznie. Zaskoczyła mnie swoją potoczystą angielszczyzną i śmiałością. które moŜna by zobaczyć pod spódniczką uczennicy. łan Buruma. których główną atrakcją była nie kawa. Białe majteczki. W latach osiemdziesiątych. wykrzywiania nóg). bardzo krzywe zęby i wiecznie zdziwione oczy. czyli kawiarnie. Ma twarzyczkę w kształcie serca. Reprezentowany przez nią model kobiecości. by nie podwiał ich wiatr. Panowie o erotycznych preferencjach Humberta Humberta. Według zachodnich standardów kobiecego piękna. Gdy poznałam Michiko. I tak.. jakoś mnie jednak fascynował. ile flirtowali z gejszami. MęŜczyźni w Japonii kochają takie właśnie lolitki i to one królują w ich erotycznym imaginarium. miła i słodka. to fetysz nad fetysze w erotycznej kulturze współczesnej Japonii. poczytać o nich w męskich wydawnictwach. W najmniejszym mieszkanku świata. bo główną atrakcją erotyczną było naprawdę tylko podglądanie. gdy moda na lolitki święciła swe największe triumfy. Podziękowałam. do którego inaczej nie miałabym dostępu.

Jeszcze niedawno w ulicznych automatach. Nieraz spacerowałam wąskimi uliczkami Kabuki-chó. nie potrzebował całej lolitki. ale połoŜono temu kres. To ona reprezentuje mainstream.dla odmiany w pełni ubrana . namacalnie rzeczywiste i nie z tego świata. istnieją ponoć nadal. Podobno sprzedaŜ uŜywanej bielizny cieszyła się duŜym zainteresowaniem. gładkoskóry elf z krainy wiecznego dzieciństwa. Dołączone doń zdjęcie dziewczynki w szkolnym mundurku potwierdzało autentyczność zakupu. ale fetysz majteczek lolitki pozostał. rzeczywiście wzbudziłyby tylko litość i chęć okrycia kocem ich wątlutkich ramionek. moŜna je było zresztą kupić i tak klient zabierając ze sobą do domu fetysz. Być moŜe w części męŜczyzn których znam. Być moŜe zainteresowanie. ale nie byłabym pewna. męŜczyźni i kobiety patrzą w trzymane przed oczami kartki. Amerykanie opisywali automaty z majteczkami z takim samym uporern. Popularne kiedyś nopan kissa znikły z szybkością wielu innych mód. ta negatywna obecność białych majteczek w nopan kissa. z jakim kiedyś chrześcijańscy misjonarze koedukacyjne łaźnie. rysunkowe opowieści kupowane przez dorosłych i dzieci obojga płci i obejmujące wszystkie moŜliwe do wyobraŜenia tematy. z tym Ŝe w dyskretniejszej formie. patrzą na nas z fotografii z naiwną niewinnością i pokazują białe majteczki.obojętni. mimo iŜ mizu-shóbai oferuje coś na kaŜdy (męski) gUSl i nawet parę atrakcji dla pań. informując klienta. a miejsca. gdy jedna z dziewcząt . patrząc na amatorskie fotografie zatrudnionych tam dziewcząt. mogę pana podglądnąć? W tokijskim metrze pasaŜerowie albo śpią. z czyimś łokciem wbitym w brzuch . Ŝe chce się zapytać. jakie merkantylizacja fetyszystycznych pra155 gnień wzbudziła w zagranicznych mediach. by się nią cieszyć. Ŝe te białe gatki jeszcze niedawno dotykały jej ciała. takich samych jak te sprzedające co krok napoje i papierosy. by widzieć . czy moŜna do końca wierzyć w to. agresywne seksualnie kobiety to w Japonii zainteresowanie mniejszości i nie cieszą się one takim powodzeniem jak lolitka. bo moŜna było sobie wyobrazić. Te uŜywane przez dziewczęta z rozmaitych przybytków typupeep-show często są sprzedawane po „spektaklu". Bardzo lubiłam zaglądać współpasaŜerom przez ramię tak. co mi mówili. Ŝe zostały zdjęte specjalnie na tę okazję. ale Humbert Humbert oszalałby w Japonii z radości. spokojni. Ciało w ciało z innym człowiekiem. które muszą być czyste i higieniczne. wprawne i niemądre. jakimś cudem (moŜe z grzeczności) nie pocący się. była wyjątkowo kusząca. nawet na stojąco w tłoku godzin szczytu.rzecz filozoficznie. Lolitki. albo coś czytają. wykorzystując prawo o handlu rzeczami uŜywanymi. Są dostępne. Zakaz ten nie zmniejszył jednak zainteresowania lolitkami. teŜ miało coś do rzeczy. Przepraszam. czerwonym lateksie i wysokich butach. starzy i młodsi. setki lolitek. I nie wiem jak inni. niewymagające. gdzie moŜna kupić ich mundurki i inne parafernalia. wielbiciele lolitek mogli nabyć uŜywane majteczki zapakowane hermetycznie w foliowy woreczek. Nie było wśród nich wampów w czarnych koronkach. Dojrzałe. czemu nie są w szkole i gdzie podziewają się ich rodzice. i jednej. Najczęściej czytają komiksy manga. zanim trafią do nowego właściciela. i drugiej aktywności Japończycy potrafią oddawać się w kaŜdych warunkach.urządzała striptiz. Dziewczyny z Kabuki-chó wyglądają tak dziecinnie i słodko. Na organizowanej na miejscu aukcji. które przelatują przez Japonię z siłą i szybkością jesiennych tajfunów. a niektóre pornograficzne gazetki oferują wysyłkową sprzedaŜ bielizny noszonej przez gwiazdki porno.

dorosły powaŜny męŜczyzna. Jak pisze Nicholas Bornoff. bohaterowi nie wystarczy patrzenie na bezbronną dziewczynkę. jakim poddawane są lolitki w ero-manga. słodka jak ulepek. oblewanie Ŝrącymi substancjami. Uczennica jest bardzo kawali. zajął wolne miejsce koło mnie i wyjął gruby kolorowy komiks z eleganckiej skórzanej teczki. nieraz mają taką właśnie „pouczającą" formę. Zezując w bok. Ŝe moŜe sobie pozwolić na tę odrobinę ekstrawagancji w zuniformizowanej Japonii. Znalazłam w okolicach Akihabara sklep. na trzecim mamy zbliŜenie jej rozchylonych ust. przypalanie i defloracja za pomocą nieprzyjemnych metalowych narzędzi to tylko kilka przykładów z bogatego repertuaru sadystycznych praktyk. MoŜna wnioskować. które duŜo czasu spędzają wśród ksiąŜek. 157 która na kolejnych stronach moŜe być gwałcona. ale równieŜ w komiksach skierowanych do kilkunastoletnich chłopców. Obrazek pokazany jest z perspektywy ścigającego dziewczynkę męŜczyzny. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt. opierając się o mur tak. iŜ robię to z tak zwanej ciekawości poznawczej i dyskretnie. który siedzi koło mnie) i jej oczy powiększają się do wielkości spodków. torturowana i zabita z okrucieństwem. To moŜe być koniec jednej z historii. o jakim nie śnił Hannibal Lecter. który pewnie ma juŜ wnuki. Wydłubywanie oczu. Jeśli jednak komiks naleŜy do gatunku pornograficznej ero-manga. w których zagłębił się mój współpasaŜer. Na kolejnych obrazkach akcja gwałtownie przyspiesza. na drugim odwija z papierka lizaka. i trochę przypomina Michiko. na końcu której jest wysoki mur. Białe dziecinne gatki i stłuczone kolano. co czytają inni. kto zajmuje na tyle wysokie stanowisko. dzielnicy biurowców i siedziby władz miasta. zrywa się. który zastygł wpatrzony w swoją ofiarę wzrokiem tak samo pełnym fascynacji jak czytający manga męŜczyzna w metrze. obserwowałam przygody nieletniej bohaterki. Dobiegłszy do końca dziewczynka przewraca się. krojenie piłą elektryczną. zjadanie Ŝywcem. MoŜe jest dyrektorem działu? MoŜe nawet jakimś prezesem? Wsiadł na stacji Shinjuku. I łza zbierająca się w kąciku jednego z wielkich przeraŜonych oczu. wyrywanie języka. który w swojej bogatej ofercie miał niezliczoną ilość manga na wdzięczny temat seksualnej eksploatacji i torturowania lolitki. gubi tornister. ćwiartowanie noŜem do ryb. wysuniętego języka i wielkich oczu przypominających puste oczy zwierzątka. słuŜącwjej zastępstwie. jakie zawiera gruby tom. Perwersja polega156 jąca na podglądaniu. Co moŜe czytać? Coś o uprawie ogródka? Grze w golfa? Nowinki motoryzacyjne? Nic z tego. biegnie. W porównaniu z japońską manga bohater Milczenia owiec to nudziarz bez wyobraźni. Oto starszy pan w drogim garniturze i krawacie nieco bardziej fantazyjnym niŜ przeciętny. Czytelnik widzi teraz tylko jego plecy. Siada. Ŝe spod króciutkiej spódniczki widać jej majtki. tłucze sobie kolano. Lolitka i jej majteczki to wizerunek popularny nie tylko w stricte pornograficznych publikacjach dla dorosłych męŜczyzn.obrazki w ich manga. w japońskich szkołach edukacja seksualna nadal pozostawia wiele do Ŝyczenia i te publikacje. wpada w pustą uliczkę. Dziewczynka spostrzega przyglądającego jej się męŜczyznę w garniturze (do złudzenia podobnego do tego. MęŜczyzna rusza za nią. . dotyka wiele osób. Ŝe to ktoś. Na pierwszym obrazku jego manga ubrana w mundurek dziewczynka wybiega ze szkoły.

podobnie jak we wszystkich innych cywilizowanych krajach świata. ale w krainie wyobraźni wszystko wolno. Brutalna ero-manga na pewno nie sprzyja rozwojowi 159 .przedszkole. Ŝe „dorosłość" oznacza obecność włosów łonowych i od tej chwili wizerunki. gdy władze zaczęły wytaczać procesy twórcom kontrowersyjnych obrazów. iŜ małe dziewczynki jeszcze nie mają włosów łonowych. gdy ujęty został Tsutomu Miyazaki. Czasem koleŜanka rozbierana jest przemocą. które nie są dorosłe. Konstytucji z 1946 roku) zabrania realistycznego przedstawiania genitaliów osób dorosłych i aktu seksualnego. Japońskie prawo przeciw obsceniczoności (oparte na artykule 175. Ustalono mianowicie. wydrapując z obrazków realistyczne wizerunki genitaliów i nieszczęsne włosy. a jego kulminację stanowi scena. Nawet miejsca uchodzące za tak podejrzane jak zaułki Kabuki-chó czy Yoshiwara to . jak baseball czy wyścigi samochodowe. ale ich zapał gaśnie wraz z pamięcią o ofierze. na których są one widoczne. W fabułę dotyczącą takich „męskich" spraw. gdy opinią publiczną wstrząsa wiadomość o zbrodni dokonanej pod wpływem pornografii. Fakt. Pedofilia jest oczywiście karana. Wystarczy zamazać włosy łonowe albo w odpowiednim miejscu wstawić maskujący kwadracik. Prawda jest jednak taka. w którym kobieta moŜe bez większego ryzyka pójść niemal wszędzie i o kaŜdej porze. jak i egzemplarze „Playboya". O genitaliach osób. Japońskie prawo nie zabrania przedstawiania seksu z dziećmi ani jakiejkolwiek innej dewiacji wymyślonej przez ludzkość. Jeśli nie było włosów łonowych. morderca trzech małych dziewczynek. Z właściwą Japończykom skrupulatnością i powaŜnym podejściem do sprawy wytoczono więc wojnę nieprzy158 zwoitym włosom i zaczęto je usuwać przy pomocy armii cenzorów. którego stare numery z białą plamą na podbrzuszu modelek nadal moŜna wygrzebać na tokijskich pchlich targach. wszystko inne uchodziło płazem. ułatwia sprawę i rzecz dzieje się w majestacie prawa.Dzięki nim młodzi czytelnicy poznają sekrety kobiecego ciała w sposób. Rodzące się w Japonii co jakiś czas inicjatywy procenzurowe nie mają wielkiego wpływu i giną śmiercią naturalną. w którego domu znaleziono ogromną kolekcję materiałów pedofilskich. Tokio to najbezpieczniejsze z miast. w jakich mieszkałam. Ŝe w Japonii przestępstwa na tle seksualnym. Najczęściej pojawiają się wówczas. narządy płciowe przedstawiono nierealistycznie i niepołączone w akcie seksualnym. włączając nagrane na wideo sceny makabrycznych morderstw. nie ingerując poza tym w treść przekazu. zaczęły automatycznie podlegać cenzurze.w porównaniu z niektórymi okolicami Warszawy . w której bohater/czytelnik podgląda roznegliŜowaną koleŜankę w sytuacji czyniącej ją bezbronnym obiektem wystawionym na męskie spojrzenie. w wersji miękkiej dziewczyna pada łupem tylko Toma Podglądacza. podobnie zresztą jak wszystkie inne. Kategoria „dorosłości" została dookreślona dopiero później. Stateczne gospodynie domowe na etacie cenzorek spędzały długie godziny. prawo milczy. Tak było. który zachodnim feministkom zjeŜyłby włosy na głowie. wpleciony jest wątek erotyczny. zdarzają się kilkadziesiąt razy rzadziej niŜ na Zachodzie i nawet najzacieklejsi wrogowie pornografii nie byliby w stanie udowodnić jednoznacznej zaleŜności między czytaniem ero-manga a przemocą seksualną. Cenzorzy z równą skrupulatnością traktowali zachodnie publikacje na temat sztuki.

bo mianem baishun . Odmienne podejście do seksualności sprawiło. Wtedy teŜ narodziła się kultura „kwiatów i wierzb". Fakt. Pornograficzne komiksy. melancholijne kurtyzany i waleczni samurajowie spleceni w uścisku . wierzono. najsławniejszy na Zachodzie Utamaro. shunga wykorzystywane były wprawdzie jako inspiracja do samotnych męskich przyjemności. Jak sugeruje wspomniany Bornoff w ksiąŜce Pink Samurai. co sądzi o wszechobecności pornografii. iŜ męŜczyzna. moŜe być źródłem mojego dyskomfortu. stanowiąkontynuację długiej tradycji. Fotograficzne zbliŜenia powiększonych wagin i bogate stroje. gdy upowszechniła się sztuka drzeworytu. gejsz i samurajów we wszystkich moŜliwych kombinacjach obu płci i wszystkich wyobraŜalnych „genderów". warto zamykać cały pornograficzny interes. za którymi szaleją dziś kolekcjonerzy na całym świecie. ułoŜonym w całe historie.„sprzedawanie wiosny" . przedstawiające ćwiartowanie nieletniej bohaterki piłą mechaniczną. co robiły kurtyzany. do której nie dopuścił chrześcijański Zachód. w Edo. powie dorosła kobieta zapytana. czyli świra. Podobnie jak teraz ero-manga. jak pisze Buruma w A Japanese Minor. shunga rozumiane były jako wentyl bezpieczeństwa podtrzymujący porządek społeczny.określano to. w okresie Edo „frustracja" dotyczyła wojowników w słuŜbie szoguna. wydaje się w Japonii oczywista. zwanym „miastem kawalerów". po prostu odwróci wzrok. którego niepokorny geniusz zachwycił impresjonistów. czyli świat gejsz. skrajną postacią otaku. ingerencja państwa dotyczyła szerzej pojętych dobrych obyczajów. a nie dominującą normę. Mistrzowie shunga uwieczniali pary złoŜone z aktorów kabuki i kurtyzan. towarzyszyły podpisy tak jak w dzisiejszych komiksach manga. a odpowiedź na pytanie. siedzący obok mnie w metrze ogląda obrazki. tworzyli pornograficzne „wiosenne obrazki". a nie seksu. Zwyrodnialec Miyazaki uwaŜany jest za jeden z wyjątków. czy aby zapobiec ewentualnej krzywdzie kilku nimfetek. porównujących go do Rembrandta. ale nie stroniły teŜ od nich kobiety i pary. a rozkwit w okresie Edo. zapobiegają antyspołecznym zachowaniom. Owszem. które kojarzy nam się z Japonią. zakazana i „nieprzyzwoita" była miłość naruszająca społeczny porządek. W niektórych shunga obrazkom. Ŝe w Japonii przedstawienia o tematyce seksualnej od wieków rozwijały się ze swobodą. czyli „wiosennych obrazkach". zwany japońskim 160 markizem de Sade. To wówczas artyści skupili swoją twórczą pasję na shunga. Dziś chodzi o zestresowanych sarariimanów w słuŜbie korporacji. W tych czasach spokoju i izolacji od reszty świata przemoc i seksualna perwersja stanowiły jedną tylko z wielu fantazji. Kunisada. Hokusai. bowiem. Z wyjątkiem kilku niechlubnych incydentów władze okresu Edo zostawiały artystom wolną rękę i nie cenzurowano shunga. dostarczając artystom niewyczerpanej inspiracji.obrazy te składały się na kwintesencję wyrafinowania. Jeśli juŜ. „Ja na to nie patrzę".feministycznej świadomości. Jej początek miał miejsce przed ponad tysiącem lat w okresie Heian. istniała . Dziewczynka. Ŝe spełniają pozytywną funkcję pozwalając rozładować napięcie i frustrację. akrobatyczne pozycje na huśtawkach i miłosna pasja ogarniająca bohaterów na tle przepięknych japońskich pejzaŜy. portretujących barwne Ŝycie domów publicznych „wiosennych". które dziś czytają Japończycy. ale nie realnego zagroŜenia dla uczennicy w mundurku stojącej tuŜ przy nas. ale nie czyni z Japończyków pedofilów i morderców. a nie seks. Mistrzowie tacy jak Harunobu czy jego uczeń Koryusai. wychowana po japońsku.

emancypując się ze swoich dawnych ról. na które ci nie są przygotowani. Japonki. W ostatnich latach pojawiło się duŜo artykułów na temat.japoński język.przez słodką chwilę identyfikować się z ofiarą. która była obiektem erotycznego pragnienia w shunga.bo niezbadane są ścieŜki fantazji sarariimana . Hipotezy feministek są odwaŜniejsze. pełnią wspomnianą funkcję sublimacyjną. Z ksiąŜki Yoko Haruki pod tytułem Kekkon Shimasen. która w tym czasie szalała w Europie i Ameryce. socjoloŜka. podczas których podjął trud nauczenia mnie alfabetu hiragana. słuŜąc rozładowaniu stresu związanego z opresywną rzeczywistością społeczną. Ŝe przypominają pismo. jakiego uŜywały zbuntowane dziewczynki. ani poćwiartować potem. Lolitka z ero-manga nie ma zaś wymagań i moŜna z nią zrobić (przynajmniej w wyobraźni) wszystko. Satoru powiedział. a im bardziej bezwolny i podporządkowany obiekt. podczas naszych kilku lekcji japońskiego. MoŜe teŜ . Ŝe wiele japońskich kobiet ma juŜ inne wymagania niŜ ich mamy i nie marzy im się pokorne gotowanie zupy miso przez resztę Ŝycia. Ŝe na początku lat siedemdziesiątych japońskie dziewczęta zainicjowały lokalną odmianę obyczajowej rewolucji. ale często z wybujałym nienaturalnie biustem. teŜ zwróciły uwagę na ten niepokojący fakt. Ich bunt wobec obowiązujących reguł zaczął się od ataku na bastion świętości 162 .. Miało to miejsce na samym początku mojej japońskiej przygody. Dziś postać. potrzebują symbolicznego 161 zadośćuczynienia. pisząca pracę doktorską o ewolucji męskiej seksualności na podstawie badań klientów klubów z hostessami. Ŝe eskalacja symbolicznej przemocy wobec kobiet stanowi pochodną dokonujących się w dzisiejszej Japonii przemian obyczajowych. Stłumiona rewolucja dziewczynek Określenie „rewolucja dziewczynek" pierwszy raz usłyszałam od Satoru. Gdy przygryzając język z wysiłku. zastąpiona została hybrydyczną formą kobiecości: lolitką o dziecinnej buzi i łonie.makabryczna odmiana shunga. ale na ogół na „wiosennych obrazkach" utrwalony został obraz krainy.. Podejrzewają one. jadący z Chuo Rinkan do pracy w Shinjuku. mówi. Moja znajoma Yukiko. tym lepiej nadaje się do tego celu. Japońskie władze. których ofiarą jest bezbronna i niedojrzała lolitką. a nie okazja. Japońscy badacze zazwyczaj uwaŜają. MęŜczyzna. Nauka japońskiego to dla uczniów naprawdę cięŜka praca. Ŝe pełne przemocy przedstawienia seksualne. niechęci panów do uprawiania seksu. widać jasno. jak to się z upodobaniem przedstawia we współczesnej japońskiej pornografii. na co tylko przyjdzie ochota. związać i poćwiartować. którzy znaczną część Ŝycia spędzają wciśnięci w hierarchiczną strukturę swoich firm. ubolewające nad mizernym przyrostem naturalnym. po drodze zdąŜy taką wielkooką lolitkę posiąść. by . rysowałam niezgrabne znaczki. gdzie seks był podniecający dla obu stron. zwana muzane („obrazy okrucieństwa"). Ta zapomniana i stłumiona rewolucja była jedną z pierwszych zapowiedzi kultury kawaii i „lolityzacji" wizerunku kobiety. Ŝe nowoczesne kobiety coraz częściej wzbudzają w japońskich męŜczyznach niechęć i strach przed stałym związkiem. Dowiedziałam się. mimo iŜ kobiety nie trzeba było ani przedtem pobić. stawiają przed partnerami wymagania. czyli Nie wyjdę za mąŜ. MęŜczyźni.

163 estetyka moŜliwie najdalsza od wyrafinowanej elegancji i umiaru. jak poradzić sobie z buntem. przemalowywano dźwigi na Ŝyrafy albo dinozaury. róŜne słodkie stworki uŜywane są do reklamy usług bankowych. nie widząc nic dziwnego w fakcie. I tak pismo dziewczynek nazywano pismem „komiksowym". czasopismach. jest Ŝyłą złota. to normą jest zapis wertykalny. naruszających porządek pomysłów. szybko doceniono powagę sprawy i zaczęto zastanawiać się. Ŝe . a potem posypała się cała lawina fanshi guduzu. Zanim jednak opracowano środki zaradcze. stała się dominującym nurtem. Tak zaczęła się era kawaii. Podniesiono alarm. podczas gdy jego twórczynie określały je po prostu mianem kawaii. gwiazdkami czy małymi postaciami. Mimo iŜ apogeum kultury kawaii przypadało na lata osiemdziesiąte. nie tylko nadając im krągły. W nowym języku zaczęły pisać listy i pamiętniki. pocztówki i zeszyty przeznaczone specjalnie do pisania kawaii. „zdegenerowanym". a kaŜda z japońskich prefektur wybrała na swoje logo jednego ze słodkich dziecinnych bohaterów. a szkolne autorytety nie mogły poradzić sobie z rozprzestrzeniającym się szaleństwem dziewczynek. rewolucja dziewczynek została poŜarta przez prawa kapitalistycznego rynku. jest to nadal jeden z dominujących trendów i trudno kupić jakikolwiek produkt. namalowała niedawno na swoich boeingach postaci z kreskówek. a gdy zakładałam konto w japońskim banku Mizuho. „zdeprawowanym". „Kawaii]". nie mając prawa do najmniejszej zmiany. z jakimi kojarzymy Japonię. Jednak japońskie odkurzacze nadal wyglądają jak wielkie cukierki. często łączony na przykład z elementami grunge. pełen wdzięku styl. „okrągłym". Jak w Cuties in Japan pisze Sharon Kinsella. Zaczęły powstawać publikacje. Z dominującej na początku ery kawaii mody typu „bal w przedszkolu". Słodkie stworzonka zaczęły pojawiać się na wszystkim . a nawet w oprogramowaniu komputerowym. a jedna z firm lotniczych. Język dziewczynek przyjął się w manga i filmach animowanych. Dziewczynki tymczasem zaczęły pisać właśnie poziomo i zmieniły kształt znaków. socjoloŜka z Cambridge. których przeraŜeni buntem dziewczynek autorzy wymyślali kolejne terminy mające oddać specyfikę zjawiska. Ŝe nowa moda na słodkie pismo.zaznaczyć swą indywidualność: kaŜdy uczeń musi opanować znak w tym samym czasie i zapisywać go dokładnie według ustalonych reguł. klinik ginekologicznych i świąt religijnych. a pismo buntu stało się jeszcze jednym towarem i utraciło swój rewolucyjny potencjał.od prezerwatyw po samoloty. Mimo iŜ w niektórych przypadkach Japończycy piszą horyzontalnie na zachodni sposób. Podczas jednego ze spacerów w dzielnicy Dene'n Chófu sklep Sanrio w kształcie ogromnej truskawki wyrósł mi przed oczami jak psychodeliczna wizja. wystylizowany charakter. który nie miałby gdzieś narysowanej wielkookiej buzi. Na początku firma Sanrio wypuściła na rynek papeterie. w latach dziewięćdziesiątych wyrósł bardziej ironiczny i androginiczny. Wszechobecność słodkiego kiczu jest nieraz dla „gaijina" troszkę przeraŜająca albo co najmniej dezorientująca. bo w Japonii nikt nie lubi takich ekstrawaganckich. której hołduje ponad połowa japońskich uczennic. miejscowi architekci stylizowali posterunki policji na piernikowe domki. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. DostrzeŜono bowiem. aby przyciągnąć klientów. „nieprawidłowym". dostałam kartę z wizerunkiem Hello Kitty i takąŜ torebkę w prezencie. Kawaii. W ciągu kilku lat liczba uŜywających go buntowniczek osiągnęła 5 milionów. lecz takŜe ozdabiając je serduszkami.

mroczne oblicze infantylizacji japońskiej kultury niepokoi. aby wyglądać kawaii. Erotyzacja małych dziewczynek w krwawych manga dla męŜczyzn nie moŜe być zjawiskiem niewinnym. kontrolę i władzę. Ŝe nawet te nastolatki. gdy nie było się jeszcze ani męŜczyzną. „Po co?". Abstrahując od wszystkich dyskusji na temat róŜnicy kulturowej i relatywizmu. gdzie nikogo to nie dziwiło. błyszczyki do ust w kawaii opakowaniach. ja sama miałam ukrytą potrzebę doczepienia sobie małego misia do telefonu komórkowego i zrealizowałam ją w Japonii. Kawaii. które w okresach wyprzedaŜy krąŜą tłumnie wokół butików na Harajuku czy Shibuya. dziewczyny z Krainy Mydła ciągle przebierają się za uczennice. jaką wysyła ten kostium. pozostaje oazą szczęścia. Michiko mówi. nigdy i pod Ŝadnym pozorem . więc dajcie mi spokój". Upieranie się przy wizerunku lolitki jest jedyną obroną przed systemem. Dziś. nie przemawia wizerunek dojrzałej. „Kawaii!!!". Ŝe czas mija i właśnie przekroczyła granicę wieku uwaŜaną jeszcze niedawno za początek staropanieństwa. Świat dzieciństwa. W ten sposób 164 dziewczynki z buntowniczek stały się konsumentkami kawaii rzeczy i najdoskonalszymi obiektami męskiego pragnienia. ani kobietą. nawet jeśli nie prowadzi do rzeczywistych aktów przemocy. a szkolny mundurek pozostaje najbardziej erotycznym kostiumem. dwadzieścia lat od narodzin „fajnej kulturki" kawaii. świadomej swojej seksualności kobiety. Kult lolitek to jedna z reakcji przeciw systemowi. i dlatego nie rezygnuje ze swoich włochatych tuniczek. jaką Michiko zna. jaką mały chłopiec ma nad swoimi zabawkami. gdy wszystko było wolno.nigdzie. rozlega się co chwila na tokijskich ulicach i dla większości „gaijinów" jest to jedno z pierwszych słów.nie powinno przedstawiać się jako obiektów seksualnych i przedmiotów sadystycznych . Za nic nie odpowiadam. Nie dojrzałam do dorosłego Ŝycia. które chodzą do szkół nie wymagających mundurków. Ŝe się nasze „wewnętrzne dziecko" nie zmieni w despotycznego bachora. W kulturze kawaii moŜna teŜ dostrzec pozytywne aspekty. ale wykreował nowe. którzy nie chcą dorosnąć. zdziwiła się Michiko. Do męŜczyzn. Co roku na kawaii rzeczy wydaje się w Japonii miliardy jenów. 165 czyli „słodkie" i „fajniutkie" jest takie „hołubienie". a japońskie nastolatki ze swej strony wcale nie chcą wyglądać jak dorosłe osoby. w którym bycie dorosłą kobietą/dorosłym męŜczyzną oznacza opresję. podstawki i ramki. by wyglądać powaŜniej i udawać licealistki. które pozwalają ludziom hołubić swoje „wewnętrzne dziecko" i kupić mu czasem ulubioną maskotkę. Rynek nie tylko wyszedł naprzeciw wszystkim potrzebom. pod warunkiem. Dlatego to drugie. wielu ludziom łatwo się będzie zgodzić. Jak się okazało. Póki co dwudziestosiedmioletnia Michiko nie zamierza pogodzić się z tym. piórniki i saszetki kupowane są przez tłumy dziewcząt. gdy jej opowiadałam. jak po lekcjach w siódmej czy ósmej klasie upychałyśmy z koleŜankami w torbach idiotyczne fartuszki z poliestru.dorosłą kobietę obdarowano czymś właściwszym dla przedszkolaka. Wiadomość. jakie są w stanie wyłapać z potoku obcej mowy. brzmi: „Jestem jeszcze mała. Dla męŜczyzny wizerunek lolitki reprezentuje seksualność bez konsekwencji i odpowiedzialności. Ŝe dzieci . skarpetki. spódniczek z klosza i podkolanówek. konieczność wpasowania się w sztywną hierarchię płciowych ról. chętnie je kupują i przebierają się w nie. Kawaii spinki. Dla kobiety takiej jak na przykład Michiko jest strojem ochronnym.

jak zwykły czynić to zawsze przed i po kaŜdym spektaklu. mogę z nią pójść. Ŝe udawałam się tam w towarzystwie prawdziwej fanki i znawczyni. rozjaśnionych na kasztanowo włosach uśmiechnie się i pomacha fankom. wysiadając z samochodu albo wychodząc z teatru.. która wrzucona do wrzątku wyskoczyłaby i uratowała się. czekających przed 167 wejściem do róŜowawego budynku o monumentalnej architekturze. by móc podarować mu listy i pluszowe zwierzątka. ani męŜczyzną. Były fankami Takarazuka czekającymi na przybycie swojego idola tak. zatrzyma się na chwilę. czy to moŜliwe. dla mnie był to pierwszy raz. wyszeptane przez młodą Japonkę o zabawnie piegowatej. ale był Chanel. aktorkę Takarazuka. by nie przypominać dorosłych kobiet. „fajną kulturką"? Kerr porównuje obecny kryzys Japonii do syndromu powoli gotującej się Ŝaby.praktyk. a tak. Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Otoko-yaku w deszczu Umówiłam się z Naomi w Hibiya. Miałyśmy iść na spektakl zatytułowany Romans de Parts. raczej jej destrukcję niŜ rozkwit. odtwarzającą męskie role. Nacisk w tak wielu japońskich historiach. by w gigantycznej kolejce stanąć po wejściówkę bez Ŝadnej zresztą pewności. gdy moŜna na mgnienie oka znaleźć się blisko niego. kiedy woda zawrze. Kobiety stały tam. Alternatywą jest pozostanie wiecznym efebem lub dziewczyną. sympatycznej twarzy. przez tłum przebiegł szmer . MoŜe jednak powinnam napisać „blisko niej". Gdy pojawi się. marzyłam. przed nową siedzibą Takarazuka. przypominała słynącą z klasycznej elegancji księŜnę Masako. Dałam Naomi wizytówkę i po kilku dniach przysłała mi e-mail. co oznacza odmowę dorosłości. a więc. jeśli szczęście będzie im sprzyjać. spokojne. namalowane własnoręcznie portrety i inne dowody uwielbienia. zmieniły buty na wygodniejsze i znów wymyśliły jakąś rewolucję. „Niego?". tym cenniejszy. gdy bezskutecznie próbowałam porozumieć się w kasie teatru Takarazuka. cierpliwe wielbicielki przez chwilę zobaczą z bliska upragnioną twarz. pada na kres młodości. Ŝe bilety rezerwuje się z wielkim wyprzedzeniem lub bladym świtem przychodzi. Naomi odwiedza Takarazuka kilka razy w miesiącu. Wtedy usłyszałam cichutkie: „MoŜe ci pomóc?". Patrząc na papuzie grupki dziewcząt z Tokio ubranych tak. łan Buruma A Japanese Mirror VI. Fanki marzą. uŜyć Ŝeńskiej formy osobowej? Kobiety przed teatrem czekały bowiem na otoko-yaku o imieniu Asami Hikaru. Nie wiedziałam. Wysoka i wiotka. Ubrana w kostiumik. na ich dziecinne bluzeczki i kiczowate plastikowe pantofelki. włączając te odgrywane na scenie Takarazuka. Ŝe naleŜy do fanklubu jednego z otoko-yaku i dlatego moŜe dostać bilety nawet na najbliŜszy spektakl. moŜe. Chwila. Gdyby tak te dziewczynki. ani kobietą.. Kiedy w końcu pojawiła się w drzwiach. którego czubek ginął w miękkiej szarości nieba napęczniałego od wilgoci. Gdy płynąc od stacji Yurakuchó w potokach niespodziewanej wiosennej ulewy. Ŝe wspaniała wielowiekowa kultura Japonii stanie się tylko kawali. nie zwaŜając na deszcz. dobiłam na miejsce. który nie tylko wyglądał jak Chanel. Ŝe się ją dostanie. Poznałam Naomi. bardzo szczupła postać o krótkich. jeśli chcę. moją uwagę od razu zwrócił tłum kobiet z parasolami. niemal nieruchome. teatralnej dzielnicy Tokio. warta jest poświęcenia. nawet nie zauwaŜy. Wygląda! jak fantastyczny statek z masztem. zastanawiałam się.

wyraźnie nie naleŜało do tego świata. Scenę w deszczu przesycał niewysłowiony smutek tego. gdy pierwszy raz zobaczyłam otoko-yaku. transcendujący ograniczenia płci i rodzaju. Rzeczywiście . stosownej i pięknej" (kiyoku. zgromadził dwanaście dziewcząt i stworzył z nich zespół teatralny. a zgromadzone pod teatrem fanki kochały jej męskie wcielenie. Hikaru Asami miała buty na wysokim obcasie. Czarna męska koszula opinała niemal płaską klatkę piersiową. jeśli ktoś jeszcze uwaŜa ten hierarchiczny podział za przydatny. jaką zaszczyca Ziemian. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Kobayashi Ichizó. Fakt. ale ruszała się w nich zamaszyście jak męŜczyzna. jaką moŜe wolno byłoby nam się stać. androginiczna postać wyglądała jak bóstwo. japoński milioner. była ubrana śmiesznie i kiczowato. co wcześniej słyszałam o Takarazuka. co nie moŜe się zdarzyć. Takarazuka narodziła się w 1913 roku w małym japońskim miasteczku koło Osaki. niełatwo było bronić tezy. Otoko--yaku Asami Hikaru nie wydawała się ani kobietą. krzyków. Ale od tej androginicznej postaci emanował czar elfa i nieziemski erotyzm. impresario i polityk. rewia i operetka łączą się tym przedsięwzięciu w całość jedyną w swoim rodzju. której był właścicielem. w której wszystkie role grane są przez kobiety. gdybyśmy nie zostali zmuszeni do wyboru albo .wysoka. ani męŜczyzną. Narodzinom teatru Takarazuka towarzyszył ukuty przez Kobayashiego slogan „czystej. szarpaniny. naleŜała do Ŝeńskiej płci. i zrekompensować mniej udaną inwestycję w postaci pierwszego w Japonii odkrytego basenu. Musical. a aktorki nazywane są „takarazinkami" (Takarasiennes) na wzór paryŜanek (Parisiennes). od którego teatr wziął swoją nazwę. teatr Takarazuka to „niska kultura". Zgoda. w porównaniu z dostojnym kabuki. powiedziała towarzysząca mi Naomi. ojciec Takarazuka wymyślił prawdziwie akrobatyczne uzasadnienie. Nie było jednak Ŝadnego przepychania się. „ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Kabuki na odwrót w wersji pop Takarazuka-shójo-kageki (Dziewczęcy Teatr Muzyczny z Taka-razuki) to największa na świecie trupa. Jako Ŝe nawet w kraju o tak bogatej tradycji męsko-damskich przebieranek jak Japonia. jedynej jak dotąd zachodniej pracy antropologicznej poświęconej temu zjawisku.albo. i jednocześnie najpotęŜniejszy teatr masowy.podziwu. uŜywając męskiej formy zaimka osobowego. tadashiku. Wszystko to. które spłynęło z deszczowego nieba i mimo wizyty. a cała inwestycja okazała się nad podziw udana. ale Ŝaden opis nie zastąpi wizyty w teatrze Takarazuka. zamieniając basen na scenę. ale mówiła „ja". iŜ oglądanie kobiety przebranej za męŜczyznę i śpiewającej miłosną piosenkę trzymanej w ramionach koleŜance jest 169 niewinną rozrywką dla całej rodziny. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. miała kobiece dłonie. Aby zwiększyć ruch na linii kolejowej. Od początku mianowicie przekonywał publiczność i krytyków. adoracja miała charakter niemal religijny. okazało się nic nie warte. Ŝe odgrywanie męskich ról na scenie bardziej uwraŜliwia dziewczęta na . utsukushiku) rozrywki rodzinnej. obcisłe jak druga skóra haftowane na złoto dŜinsy podkreślały chłopięcy kształt bioder i długie zgrabne nogi. jaki stworzono na początku ubiegłego wieku. „Uwielbiam go". 168 a jej makijaŜ zbyt wyraźny. Dla fanek to Takarazuka Revue albo po prostu Takarazuka. tylko jakąś pośrednią formą bytu. Szczegółowe informacje na temat Takarazuka moŜna znaleźć w ksiąŜce Jennifer Robertson Takarazuka.

a ich zdobycie graniczy z cudem. Takarazuka w 1986 roku wzbogaciła się o jeszcze jedną trupę). z wzruszająco staroświeckim hollywoodzkim przepychem. Wszystkie osoby związane z teatrem obowiązuje niepisana zasada dyskrecji. kwiat uznawany za symbol Takarazuka). otoczony przez kompleks rozrywkowy o nazwie Familyland albo Famirirando w wymowie japońskiej. by Takarazuka rozkwitła. teatr Takarazuka wydaje się nieprzekładalny na języki odmiennych kultur. uznanie Takarazuka za oryginalną w formie „szkołę Ŝon" nie było pozbawione sensu. Kierownictwo teatru (złoŜone . i otoko-yaku. a polityka kierownictwa kładzie duŜy nacisk na wykluczanie jakichkolwiek erotycznych dwuznaczności w oficjalnych wizerunkach. podkreślając. 170 androginiczni otoko-yaku. Bilety znikają błyskawicznie. ale obiektem kultu są przede wszystkim kobiety grające męskie role . dając dobry przykład widowni.z męŜczyzn) kontynuuje zatem politykę ojca Takarazuka. Takarazuka i jej aktorki otacza kordon pilnie strzeŜonej czy raczej sprytnie kontrolowanej tajemnicy.tak jak było od początku . Z takiego punktu widzenia przywdzianie męskiego kostiumu przez dziewczynę stanowiłoby akt nadgorliwego konformizmu raczej niŜ rewolucyjny gest transgresji. Ŝe niemal niemoŜliwy .tajemniczy. tak samo silnie zakorzeniona jest w długiej japońskiej tradycji ambiwalentnych płciowo bohaterów. a na pewno dowcipu.niuanse męskiej psychiki. W firmowych materiałach reklamowych i promocyjnych nadal widzimy jedynie powierzchowny wizerunek aktorek przedstawianych w estetyce glamour. Były przypadki samobójstw z miłości i namiętnych romansów między fankami a gwiazdami. Kult otaczający odtwórczynie ról męskich sprawił. Mimo iŜ Takarazuka ma o wiele mniejszy prestiŜ niŜ dostojne kabuki. Odtwórczynie ról Ŝeńskich teŜ wprawdzie cieszą się zainteresowaniem i sympatią zrzeszonych w fanklubach pań. które naleŜy rozpatrywać w kontekście tamtejszej kultury. które zajmują się ceremonią herbacianą i . Kontakt z dyrekcją jest tak trudny. Takarazuka Revue bardzo często pojawia się w japońskich mediach i podróŜuje po świecie. Dzięki temu uczą się one być wartościowszymi Ŝonami i matkami w przyszłości. Cenzura publicznych wypowiedzi członkiń zespołu dotyczy zwłaszcza ich Ŝycia prywatnego i preferencji seksualnych. Podobnie jak inne szalenie popularne w Japonii formy subkultury kobiecej i dziewczęcej.uzyskanie zgody na publikację zdjęć do tej ksiąŜki zajęło mi pół roku. z których około czterystu to aktorki: musume-yaku. Po dziesięciu latach działalności niewielka scena przebudowana została więc w gigantyczny teatr o trzech tysiącach miejsc. To kabuki na odwrót w wersji pop pozostaje zjawiskiem specyficznie japońskim. nie stając w konflikcie z obowiązującą w Japonii patriarchalną polityką seksualną. Ŝe popularność Takarazuka przerosła kabuki (w przeciwieństwie do kabuki. To wystarczyło. Ŝe takarazinki powinny być postrzegane jako „normalne dziewczyny". cichy niegdyś kurort z gorącymi źródłami. odtwarzające role Ŝeńskie. grające męŜczyzn. określana mianem sumire (czyli fiołek. Miasteczko Takarazuka. jest dziś pełnym sklepików z wszystkimi moŜliwymi gadŜetami miejscem kultu dla kobiet namiętnie kochających kobiety przebrane za męŜczyzn. Takarazuka ma dziś w Tokio i rodzinnym miasteczku dwie ogromne sceny na trzy tysiące widzów i zatrudnia ponad siedemset osób. Jako Ŝe Kobayashi zawsze deklarował swoje pełne poparcie dla konfuncjańskiego ideału kobiety jako patronki domowego ogniska. ale jej sława nigdy właściwie nie przekroczyła granic Japonii.

a z kolei podczas niezwykle dostojnej ceremonii wstąpienia na japoński tron cesarz symbolicznie staje się kobietą. Gdyby jednak tak się stało. Dla Japończyków odgrywanie roli innej płci uwaŜane jest za umiejętność wymagającą maestrii. gejowska prasa nie mogła wyjść z zachwytu. polega bowiem z grubsza zachodnia estetyka określana mianem camp. nie dziwi. Ten aspekt od początku często wykorzystywany był przez krytyków teatru. a efekt jest nie tyle campuwy. by wyglądać zupełnie jak boska blondynka. a niektórzy chłopcy za dziewczęta. wcieleniem Amaterasu. aby był ironiczny. teŜ nieobca jest płciowa ambiwalencja. przebierała się za męŜczyznę.podkreślone mrugnięciem oka czy przesadnym gestem . brzmi oficjalna definicja sytuacji. która dała początek rodowi cesarskiemu. Idąc śladem bogini. Ma ona między innymi religijną genezę. sądząc. z całą pewnością mieliby teraz grono świętych o zagadkowej pici i skłonności do zmiany kostiumów. bogini Amaterasu. iŜ ideału osiągnąć się nie da. Ŝe teatralne i parateatralne rozrywki oparte na tego rodzaju praktykach od wieków występowały w Japonii w duŜej rozmaitości. Wprawdzie bliskie.układaniem kwiatów w czasie wolnym od gry na scenie. Główne bóstwo religii shintó. W japońskiej kulturze tradycja męsko-damskich przebieranek jest prawdopodobnie silniejsza i trwalsza niŜ gdziekolwiek indziej. czułe związki między młodymi dziewczętami nie są potępiane w japońskiej kulturze. Oto „normalne dziewczęta". bowiem wydaje się. w których nigdy nie jesteśmy doskonali. Na przekonaniu o tragikomicznym wymiarze kobiecych i męskich ról. w okresie Edo na przykład bywały gejsze płci męskiej uczone kobiecych ról i bawiące w przebraniu męŜczyzn gości. Buddyzmowi. Skoro nawet bogini. Od japońskiego transwestyty nie wymaga się. jakie kierownictwo Takarazuka przywykło formułować od lat. które mogą na dobre stracić zainteresowanie prawdziwymi męŜczyznami. te dyplomatyczne zabiegi słuŜyły i słuŜą wykluczaniu jakichkolwiek niedomówień na temat ewentualnego homoseksualizmu takarazinek. pod którą nie sposób nie szukać ukrytego sensu. które w męskim przebraniu stają się idolami innych „normalnych dziewcząt". którzy przekonywali. gdy Ŝadna z nich nie zaczyna zachowywać się w sposób uwaŜany za męski (na przykład ubierać się i mówić jak męŜczyzna). Ta śmiała interpretacja skłoniła szefa zespołu do kolejnego publicznego protestu. a początkom teatru kabuki towarzyszyło zupełne pomieszanie płci i ról odgrywanych przez aktorów i aktorki na scenie oraz w Ŝyciu. Jako przedsięwzięcie otwarcie lesbijskie Takarazuka postrzegana jest często za granicą i gdy na przykład w 1994 roku pojawiła się w Londynie. lecz . gdy konieczność spotkania z bratem buntownikiem ją do tego skłaniała. Jak łatwo się domyślić.pęknięcie między jego wysiłkiem. Japońskie przebieranki cechuje powaga nieznana drag ąueens i drag kings Zachodu. świątynne tancerki przebierały się za chłopców. ale tylko do czasu. co po prostu piękny. a bardziej konserwatywne w tej materii chrześcijaństwo nigdy nie przekonało Japończyków. a melancholijną zgodą na to. Ŝe dla Japończyków w zabawie tej waŜne są inne wartości niŜ ironia. Ŝe te piękne japońskie dziewczęta celebrują swą odmienność w campowym spektaklu. gustowała w zmianie kostiumów. drugiej religii Japonii gładko koegzystującej z shintó. iŜ kult otaczający Takarazuka ma lesbijski charakter i „zagraŜa 171 zdrowiu" dziewcząt. Nas w męŜczyźnie 172 przebranym za Marylin Monroe najbardziej podnieca to .

która nabrała mnie w Ginzie. Dziś. był teŜ przyjaciółką i muzą . składają się na przyczynę. powiedziała w jednym 173 z niedawnych wywiadów. a artysta nie przypominał dragąueen z Nowego Jorku czy Londynu. „Sztuczna" kobieta jest estetycznie doskonalsza od prawdziwej. którzy próbują swych sil na scenie. Patrzyłam więc na szczupłą. z którą czas (być moŜe przy pomocy chirurgów plastycznych) obchodzi się nadzwyczaj łagodnie. była męŜczyzną grającym kobietę. „Niektórzy twierdzą. Miwa ma wielu naśladowców. Początek kabuki dała u zarania XVII wieku kobieta. by reprezentować je na scenie mogli aktorzy męŜczyźni. którą odgrywa. z racji której female impersonators stają się gwiazdami na taką skalę. a jej wzruszenie na granicy łez niemal mi się udzieliło. drapiąc w gardle jak dym. On po prostu był kobietą. aktor i piosenkarz. Nieznana mi dama rzeczywiście śpiewała pięknie i przy jakimś szalonym tangu zaczęłam na dobre ulegać magii spektaklu. Ŝe nie jestem prawdziwą kobietą".słynnego pisarza Mishimy Yukio. które popsułoby całą przyjemność. tancerka Okuni. tak jak zmaltretowane zabiegami ogrodniczymi drzewko bonsai mojego sąsiada Matsury przewyŜsza pod tym względem drzewo. Istota o szlachetnej twarzy. jak na przykład Miwa Akihiro. od kilkudziesięciu lat Ŝyje i występuje publicznie w kobiecym przebraniu. często pojawia się w mediach. Japonia nie była i nie jest krajem równości pici. Ŝe posiadała rzadki talent aktorski i . Nie bez powodu teŜ teatrem uwaŜanym za wizytówkę Japonii jest kabuki. pewne jest tylko to. wiele lat po samobójczej śmierci Mishimy. grając oczywiście główną rolę Ŝeńską. Ŝe mam do czynienia z artystką w rodzaju japońskiej Ewy Demarczyk. Nie bez powodu grację i wdzięk aktorów kabuki stawiano za wzór do naśladowania dla rzeczywistych kobiet. tworząc z nim jedną z tych niesamowitych kombinacji miłosnych. Ten najsłynniejszy japoński transwestyta. JakieŜ więc było moje zdumienie. a nie mak impersonators stają się gwiazdami mediów. Jako młody męŜczyzna święcił triumfy w spektaklu Czarna jaszczurka. Nie wtajemniczyli mnie jednak w szczegóły (sympatia sympatią. o wiele waŜniejsza niŜ ironia i dystans. którego piękno jest naturalne. z którego kobiety wykluczono. nie oczekując demaskatorskiego mrugnięcia okiem. w połączeniu z bardziej tolerancyjnym podejściem do seksualności w ogóle. których skomplikowana natura do dziś intryguje badaczy twórczości autora Zakazanych kolorów. jaki wywołuje płciowa ambiwalencja. wcielając się w tę rolę z powagą i mistrzostwem aktora kabuki. bowiem sztuczność to waŜna cecha estetyki Krainy Kwitnącej Wiśni. Publiczność. „za to biŜuterię zawsze noszę prawdziwą". zgromadzona w sali urządzonej z barokowym przepychem. owianych tajemnicą. to raczej female. gdy dowiedziałam się. Na jeden z takich koncertów do klubu w tokijskiej Ginzie zabrała mnie Mariko ze swoim towarzyszem Ŝycia. a publiczność podziwiała doskonałość maskarady.bo Ŝeńska forma tych słów jest tu z pewnością właściwsza . Sądziłam. Nie przez przypadek gwiazda. przysłuchiwała się w naboŜnym skupieniu. Ŝe kobieta w czarnej sukni to biologiczny męŜczyzna! śaden z elementów przedstawienia nie był wyraŜony w znanym mi języku campu. ale dlaczegóŜ by nie zrobić dowcipu „gaijince"?). wysoką kobietę w czarnej sukni i boa z lisów i słuchałam francuskich piosenek śpiewanych przez nią po japońsku w rozdzierającym serce stylu wielkiej divy. W jej losach.bardziej przekonujący niŜ osoba tej płci. symboliczne zmiany pici nie mogą dotyczyć kobiet i męŜczyzn w tym samym stopniu. Celebrowany z pasją urok sztuczności i dreszcz erotyczny. a nie odwrotnie. Miwa ma około siedemdziesiątki i nadal jest kobietą.

a więc oświecenie nie jest dla istoty obdarzonej takim ciałem dostępne dopóty. tylko męŜczyźni mogli równieŜ poza sceną prowadzić Ŝycie jako kobieta. Kobiety. Ŝe kobiecość jest niŜszą formą istnienia. które ośmieliły się podjąć taką próbę. otoczeni adoratorami tej samej płci. ale całemu porządkowi społecznemu. gdy w kabuki grały obie pici. otoczone atmosferą dwuznacznej sławy. a młode aktorki. jak i Ŝeńskie. spotykały się ze społecznym potępieniem i karą . uznawane za byty niŜsze. czyli odtwórcę Ŝeńskich ról. którzy odtąd mieli grać kobiece role. jakie prowokowała ich obecność na scenie. zastąpienie kobiet młodzieńcami nie podniosło morale kabuki. W okresie Edo popularność kabuki rosła z roku na rok. androginicznego młodzieńca. W doktrynie buddyjskiej na przykład kobiece ciało uwaŜa się za niedoskonałe i nieczyste. Zarówno w filozofii konfucjańskiej. W najwcześniejszym okresie istnienia kabuki grały w nim tylko kobiety. Homoseksualne związki dorosłych męŜczyzn nigdy bowiem nie wydawały się Japończykom tak atrakcyjne. którzy mieli odtąd grać Ŝeńskie role. Młodzi chłopcy okazali się równie poŜądani erotycznie i wkrótce zostali nowymi gwiazdami ówczesnego półświatka.przekształciła widowisko taneczne w teatr. Taki jest teatr kabuki dziś: kilkudziesięcioletni męŜczyzna przebrany w kimono moŜe grać w nim role zrozpaczonej matki. otwierając drogę niezliczonym naśladowcom. ryzyko rozwiązłości zostało w ten sposób powaŜnie zredukowane. stawały się muzami artystów i przyjaciółkami moŜnych. Jest to jednak długotrwały proces. na który trzeba wielu generacji i kolejnych coraz doskonalszych wcieleń. Młodzieńcy pojawiają się na scenach współczesnego kabuki. ale sam pomysł. jak i w buddyzmie. Wykluczenie kobiet wprawdzie oficjalnie słuŜyć miało umoralnieniu teatru kabuki. Swobodna zmiana ról płciowych. Multiplikacja ich wizerunków na pornograficznych drzeworytach uczyniła z nich własność masowej wyobraźni. Tak czy inaczej. W onnagata podziwia się . ale stanowiło równieŜ pochodną innego. iŜ kobieta z krwi i kości mogłaby zastąpić onnagata. które odtwarzały zarówno role 174 męskie. wydaje się Japończykom sprzeczny z ideą tej sztuki. zagraŜała więc nie tylko moralności. Nawet poza sceną przebrani w kobiece stroje. których moŜna się nauczyć. dzielnej kurtyzany albo młodziutkiej zakochanej dziewczyny. To 175 właśnie wtedy krystalizowała się japońska forma dandyzmu i ideał bishónen. skłaniali swoich patronów do trwonienia fortun i zaniedbywania obowiązków rodzinnych i słuŜbowych. Następnym krokiem wiernego zasadom konfucjanizmu szogunatu było więc zastąpienie rozpieszczanych młodzieńców dorosłymi męŜczyznami. w kobiecych strojach. Nie bez przyczyny więc nawet w czasie. kobiety swobodnie wcielające się w męskie role musiały budzić niepokój. To właśnie owo „zaniedbywanie obowiązków" i nowa forma seksualności raczej niŜ seks w sensie homoseksualnej „rozwiązłości" stały się powodem dalszych zmian w kabuki. Ta próba oderotyzowania kabuki powiodła się. rozumianych jako zbiór gestów i zachowań. pięknego. Związek aktorek kabuki z nielicencjonowaną prostytucją i nieustanne krwawe spory sponsorów o względy ulubionych artystek skłoniły więc w 1629 roku szogunat Tokugawa do zastąpienia kobiet młodymi chłopcami. dopóki nie narodzi się powtórnie jako męŜczyzna. powszechnie uwielbiani i rozpieszczani. znacznie powaŜniejszego zamieszania.sukces w udawaniu męŜczyzny podwaŜał leŜące u podstaw płciowej hierarchii przekonanie.

jak chcą pozostać w teatrze (a więc do około 35. Jednak gdy Takarazuka powstawała. choć a rebours. Ŝe jest męŜczyzną. róŜowawe światło. Jak uwaŜają znawcy kabuki. takarazinkom tak długo. mimo iŜ o mniejszym prestiŜu niŜ kabuki. Jeśli juŜ pojawia się jakiś męŜczyzna. Mimo tych ograniczeń wolności osobistej. ale przedstawić za pomocą odpowiednich środków ideał kobiety. Takarazuka. Ŝe największy zachwyt wzbudza ono w męskim przebraniu. oczywiście. które ponownie otworzyły przed kobietami scenę: oprócz idei kobiecości. Czerwone dywany. z których po morderczych egzaminach wybranych zostaje tylko czterdzieści. obłe kształty nie tylko freudyście mogą przywieść na myśl kobiece łono. czyli tego. urodzić dziecka. by podziwiać młode piękne dziewczyny przebrane za męŜczyzn. chrupiących ciasteczka. Podobny zabieg. reprezentowanej przez męskiego aktora kabuki. ale takŜe dostosować się do niezwykle surowych wymogów dotyczących ich Ŝycia osobistego. ubrany jest zgodnie z kodami wskazującymi na przynaleŜność do mniejszości seksualnej i artystycznej bohemy (skłonność Japończyków do uniformów ułatwia rozpoznanie). zastosowano w Takarazuka. z jaką powtarza on gesty uznawane za kwintesencję kobiecości. wysoko postawionego głosu oraz zestawu wyuczonych gestów i póz. dziewczyny z Takarazuka muszą nie tylko sprostać wysokim kryteriom artystycznym. aktorki ciągle uwaŜane były za kobiety dwuznacznej profesji.maestrię. ani. jakby jakaś tajemnicza siła starła z ich twarzy charakterystyczny dla Japonek wyraz wiecznego zmartwienia. Oficjalnie takarazinki są czyste i dziewicze jak lilie. W kabuki kobieca pleć została więc wykluczona. Miejsce. japońskie kobiety musiały odzyskać prawo grania na scenie. W Takarazuka uderza w oczy niemal zupełny brak heteroseksualnych par i tego charakterystycznego typu w ciemnym garniturze. Onnagata nie próbuje „podszyć się" pod konkretną kobietę. gdzie Japonki przychodzą. Takarazuka to przestrzeń kobieca. kaŜdego roku aplikuje do szkoły muzycznej Takarazuka około sześciuset marzących o sławie 177 dziewczynek w wieku 15-18 lat. Jakie są? Kim są gwiazdy Takarazuka? Aby stać się obiektami pragnienia fanek. uśmiechniętych tak. miękkie. jak robi to drag queen. który licznie zaludnia ulice Tokio. zwanego sararii-manem. W krainie wiecznych dziewic i efebów Wnętrze tokijskiego teatru Takarazuka jest dziwnie małe i przytulne w stosunku do monumentalnej architektury widzianej z zewnątrz. Tu najwyraźniej nie ma wstępu. którzy mogą mieć rodziny. Dzięki otwarciu Japonii na świat w okresie Meiji (1868-1912) na sceny weszły sztuki europejskich oraz amerykańskich autorów i aktorki takie jak Matsui Sumako zaczęły udowadniać. Ŝyjące 176 na marginesie przyzwoitego społeczeństwa. Kandydatki powinny pochodzić z „dobrych rodzin". naleŜy do tych teatrów. Ŝe japońskie kobiety potrafią grać role kobiet nie gorzej od męŜczyzn. Poza tym wokół widzimy tylko kobiety. nie wolno wyjść za mąŜ. Ironia chce. co . onnagata moŜe to zrobić lepiej właśnie dlatego. co po angielsku nazywamy gender. Ŝyć otwarcie w nieformalnym związku. W przeciwieństwie do aktorów kabuki. na scenie znów pojawiło się kobiece ciało. roku Ŝycia). ale zanim Ŝeńska trupa mogła powstać. Tłumy kobiet zrelaksowanych. pozostawiając miejsce dla kobiecego rodzaju. który onnagata odgrywa za pomocą odpowiedniego kostiumu.

jak „koty" w wojsku . Ŝadna osoba z zewnątrz.obciąŜane są cięŜszymi obowiązkami. a przyszłe odtwórczynie ról męskich obci-nająwłosy i uczą się zachowywać jak męŜczyzna. w roli kobiety o silnym charakterze jak Scarlett 0'Hara). gdy juŜ skończy naukę. zatrudniany jest w Ŝeńskiej roli (np. Ŝe wspomaga to kształtowanie charakteru podopiecznych. i na czele kaŜdej stoi kierownik męŜczyzna.według terminologii wprowadzonej przez Robertson . jak byłaby utalentowana. których wynajęcie nierzadko jest sponsorowane przez bogate fanki (lub rzadziej fanów).na takich właściwościach socjopsychologicznych. czyli aktorkę grającą męskie role i jej koleŜankę specjalizującą się w rolach Ŝeńskich. Kata obejmują odpowiedni zespół gestów i póz uwaŜanych za charakterystyczne dla kobiety lub męŜczyzny. trzy w kaŜdym pokoju. Hoshi (Gwiazda) i Sora (Niebo). jak było juŜ powiedziane.takarazinki przybierają swój „wtórny rodzaj (gender)". Wiele takarazinek Ŝyje w internacie takŜe wówczas. bo kierownictwo Takarazuka wierzy. które stają się gwiazdami. KaŜdy zespół ma swoją parę gwiazd. podobnie jak oddawania się rozrywkom i przebywania poza kampusem. Męskich wizyt surowo zabrania się. KaŜda z trup odznacza się indywidualnymi cechami. kształt twarzy. tembr głosu) . Tylko absolwentki szkoły muzycznej mogą zostać artystkami w tym teatrze. zwaną „złotą kombinacją". nigdy nie zagra w Takarazuka. ale te dziewczęta. Oczywiście na ogół studentki pragną zostać właśnie otoko-yaku. Tsuki (KsięŜyc). oboje w cięŜkich makijaŜach i barokowych kostiumach. czyli kodeksu zachowań właściwych kobiecie albo męŜczyźnie. a ich wizerunki zajmują centralne miejsce na plakatach i okładkach czasopism. Otoko-yaku niekiedy. ale tylko część spełnia odpowiednie kryteria. ale młodsze . sposobów ekspresji słownej.oznacza w praktyce rodziny dobrze sytuowane. często przeprowadzają się do własnych mieszkań. Wszystkie domowe prace wykonywane są przy tym ręcznie.osobiste preferencje. panuje wojskowy rygor i hierarchia. Yuki (Śnieg). a ich codzienne Ŝycie uporządkowane jest jak w koszarach. W Takarazuka kierownictwo. Wszystkie rezydentki na przykład odpowiedzialne są za sprzątanie. takimi jak „dyskretny wdzięk" bądź „gwiazdorstwo". Na drugim roku szkoły muzycznej Takarazuka dziewczęta zostają podzielone na dwie grupy. To one wcielają się w zakochanych bohaterów kolejnych sztuk granych w Takarazuka. dłońmi zaciśniętymi w pięści.oprócz kryteriów fizycznych (wzrost. jak osobowość i . ale musume-yaku skazana jest na granie wyłącznie Ŝeńskich bohaterek. To wówczas . Dla przykładu otoko-yaku uczy się poruszać ekspansywnie. Jak pisze amerykańska autorka. gdy zaś . „pierwotny rodzaj" oparty jest na kryterium genitalnym. Otoko-yaku trzymający w ramionachmusume-yaku. to najpopularniejsze sposoby przedstawiania „złotej kombinacji". jakie musi sobie przyswoić otoko-yaku i musume-yaku. choć bardzo rzadko. budowa ciała. intonacji. Takarazinki dzielą się na pięć zespołów: Hana (Kwiat).w pewnym stopniu . która umówiła się na randkę w jednym z eleganckich lokali w tokijskiej 178 Ginzie. z łokciami w pewnej odległości od ciała. mogące sobie pozwolić na kosztowne studia swoich córek. otoko-yaku i musume-yaku w strojach codziennych upozowani na heteroseksualną parę. niezaleŜnie od tego. Od tego czasu większa część codziennych zajęć będzie nastawiona na uczenie się kata. a wtórny . Dziewczyny mieszkają w pilnie strzeŜonym internacie po dwie. sprawują męŜczyźni. które muszą wypełniać pod okiem starszych takarazinek.

Nieraz zresztą natura zostaje skorygowana operacyjnie. to jedna z najbardziej tajemniczych postaci w całym japońskim imperium erotycznym. Podobnie jak bohaterzy Takarazuka. ???????'? Chevaliera. jak arystokratyczne dwory 180 dawnej Europy albo nawet inna planeta. by zlikwidować azjatycki kształt powiek. Otoko-yaku bowiem nie tylko jest ambiwalentny płciowo. ucieleśniający japoński ideał bishónen. W jej sylwetce trudno dopatrzyć się kobiecych krągłości. Jej głos jest wyraźnie obniŜony i po męsku stanowczy. często równieŜ poza sceną posługują się męską odmianą japońskiego języka i uŜywają scenicznego tembru głosu. staje się postacią rozpoznawalną dzięki takiemu. KaŜdy otokoyaku kreuje z męskich kata indywidualną sylwetkę. z manga dla dziewcząt). o wiele niŜszego niŜ ten. 179 zgorszenie innych budziła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Haruna Yuri. a oczy podkreśla makijaŜem tak. jakim mówią Japonki. takŜe prywatnie pokazywała się z wąsikiem. nawet jak na japońskie standardy. Bishónen. odtwórczyni męskich ról staje zawsze na rozstawionych nogach. Niekiedy dodawane są takŜe takie niezaprzeczalne oznaki męskiej płci. piękną i melancholijną formą istnienia. gdy przez cały czas. zdecydowane i bez wahania podnosi głos. duŜo większe niŜ w naturze. Jacka Nicholsona i właśnie Elvisa Presleya. W przeciwieństwie jednak do bohaterów Takarazuka. jak broda czy wąsy. bardziej przypomina osobę rasy kaukaskiej. z wąsami czy bez. wysoki wzrost i androginiczne stroje składają się na całość jedyną w swoim rodzaju. a nie innemu skomponowaniu elementów uwaŜanych za męskie. Jak pisze Robertson. Otoko-yaku. pięknego młodzieńca. Najpopularniejszy dziś wizerunek otoko-yaku budzi podejrzenia. Klasyczna odtwórczyni męskich ról ma około 170 cm wzrostu i jest bardzo szczupła. Ŝe artystka wzorowała się raczej na sylwetce Davida Bowie niŜ Jacka Nicholsona. nie mają jednak wiele wspólnego z rzeczywistą rozwiązłością i w tym sensie są bardziej . znany najlepiej z komiksów dla dziewcząt. ale od lat osiemdziesiątych królują niepodzielnie otoko-yaku androginiczni. tak popularne w dziewczęcej subkulturze Japonii (i tak szokujące dla „gaijinów"). Clarka Gable. bishónen z manga dla dziewcząt bywa uczestnikiem dość odwaŜnych praktyk homoseksualnych. trzyma nogi po męsku rozstawione pod kątem bliskim szpagatowi. wielkie oczy. z natury swej skazaną na zagładę (idealnego bishónen stworzył wspomniany Mishima Yukio w Zakazanych kolorach). Marlona Brando. biodrami lekko wysuniętymi do przodu na wzór Elvisa. Jamesa Deana. zachwyt jednych. Za kaŜdym razem jego rozjaśnione włosy. ostre. Ambiwalentne płciowo albo otwarcie homoseksualne wątki. kiedy przedstawienie było na afiszu. Jego gesty są kanciaste. odtwórczyni roli Rhetta Butlera z Przeminęło z wiatrem. ze stopami na boki. chociaŜ jest to zwyczaj stosunkowo nowy w Takarazuka.siada. Jest efebem. Ŝe wydają się duŜo. Otoko-yaku nosi krótkie włosy. bishónen w manga odznacza się andro-giniczną urodą o cechach raczej kaukaskich niŜ azjatyckich i często pochodzi z krainy tak odległej od Japonii. i podobnie jak postaci z manga (np. najczęściej rozjaśnione na kasztanoworudy odcień. W początkowym okresie istnienia Takarazuka w modzie byli macho otoko-yaku. którzy nigdy nie pozwalaj ą sobie na więcej niŜ pocałunek. lecz takŜe rasowo. Wygłaszając swoje kwestie. Wśród postaci ze świata zachodniego polecanych jako wzory do naśladowania dla otoko-yaku Robertson wymienia Alana Delona.

śadna inna postać Takarazuka nie jest otoczona aŜ takim kultem fanek i o zagraniu Ŝadnej bardziej nie moŜe marzyć otoko-yaku. Melancholię przemijania. Ze swym kochankiem Andre łączy się dopiero w róŜowym niebie dziewczynek. które przebierają się za lolitki. a Takarazuka przedstawia go w wersji pop: egzotyczni kochankowie nieuchronnie rozstają się. ale wychowywana jest jako chłopiec. Bishónen ze swej natury symbolizuje to. Spędza z tym drugim romantyczny wieczór. Romans po japońsku oznacza trzy dni wspólnego szczęścia.prawdopodobnie budzi w czytelniczkach nostalgię za miłością doskonałą i androginiczną formą istnienia niemoŜliwą na ogół w dorosłym Ŝyciu. by móc jak najdłuŜej pozostać w rzeczywistości moŜliwie jak najdalszej od obowiązków i odpowiedzialności ich mam. iŜ Oskar jest kobietą. poniewaŜ kocha się w szwedzkim arystokracie Von Felsenie (który darzy uczuciem Marię Antoninę). jej obiekt zostaje zabity w pojedynku. postać grana przez kobietę grającą kobietę udającą. Zakochuje się w nim Andre. Oskar rodzi się jako dziewczynka w przededniu francuskiej rewolucji. którego bohaterem jest bishónen . Głównym bohaterem jest Oskar.niewinne. Innymi słowy. Zycie miłosne Oskara jest równie skomplikowane jak jego/jej pleć igender. Mono no aware . nie o seks chodzi w Takarazuka. trzydzieści lat cierpienia i samobójstwo pod kwitnącą wiśnią. to światy te charakterystyczne są dla marzeń dziewczynek. przebieranek jest więcej niŜ przeciętnie. na których opiera się popularność Takarazuka: akcja dzieje się w ParyŜu (czyli w miejscu „dalekim" i „pięknym"). który w feerii pawich .melancholia. ale gdy upewnia się co do powagi swojej miłości. tak jak na przykład słynna RóŜa z Wersalu. Ramię w ramię patrzą na otoko-yaku. Nie przez przypadek sceniczne adaptacje komiksów to główna część repertuaru Takarazuka i to one stają się największymi hitami. tylko o melancholię. by musieć prowadzić Ŝycie dorosłych kobiet i męŜczyzn. W Takarazuka kochankowie nigdy nie zostają razem tak długo. Niestety. by móc kontynuować rodzinną tradycję wojskową.to najpopularniejszy temat japońskiej sztuki wysokiej i niskiej. a spotykają się w wyobraŜeniowych światach. dalekich od japońskiej rzeczywistości. Homoseksualny romans. pozbywszy się na moment męskiego kostiumu i przywdziawszy suknię. Na koniec bardzo romantycznie i widowiskowo ginie sam Oskar w szturmie na Bastylię. który wybrał mu ojciec. W męskim kostiumie zaczyna odwzajemniać uczucie Andre. ale Oskar początkowo nie odwzajemnia tego afektu. wampiryczne księŜniczki i księŜycowe Ŝeglarki z manga dla dziewcząt. zakazów i heteroseksualnego przymusu . bowiem czar efeba trwa nie dłuŜej niŜ kwitnienie wiśni. ukochany zostaje w ParyŜu. Ŝe jest męŜczyzną. wzniosłe i bardzo młodo jak we wspomnianej RóŜy z Wersalu. smutne piękno przemijania . To ojciec Oskara wybiera dla niej męski los i zostaje on/ona osobistym ochroniarzem Marii Antoniny. arabska księŜniczka odlatuje do swojej Arabii albo jeszcze lepiej umierają pięknie. a koniec wyjątkowo melancholijny. Mimo iŜ przynajmniej w połowie na widowni zasiadają kobiety w średnim wieku. Tych samych dziewczynek. niŜ mogłoby się wydawać. Kobiety w wieku lolitek i ich mam spotykają się na widowni Takarazuka.romans wolny od społecznych nakazów. co szybko przemija. Przedstawienie RóŜy z Wersalu oparte zostało na kultowej manga z lat siedemdziesiątych autor181 stwa Ikedy Riyoko. Nie bez powodu ten właśnie spektakl stał się hitem wszech czasów. Bishónen zamieszkuje ten sam świat marzeń o wiecznym dzieciństwie co lolitki. musi wrócić do męskiego losu. bo zawiera wszystkie te motywy. nie wiedząc. patos rzeczy.

Ŝe ślad. „Tęsknię. które pamiętamy. dotyczy relacji z innymi kobietami. Ŝe przebieranki Takarazuka zawierają w sobie rewolucyjny potencjał. symbolizującej nieuchronną zmianę wewnętrzną. Widziałam twarze młodziutkich i starszych kobiet. kult lolitek i właśnie Takarazuka. a Japończycy wszystkich płci na ogół dobrze znają róŜnicę między fantazją a rzeczywistością. Nie bez powodu zdjęcia ilustrujące jego ksiąŜkę przedstawiająniemal wyłącznie męŜczyzn. W sytuacji pozbawionej rywalizacji i skazanej na chwilowość .piór. biur. Powiedzenie japońskie VII. do którego naleŜy Naomi. to przejawy tej samej tęsknoty za dzieciństwem. autor patrzy na nas poczerniałymi. gdzie ma miejsca fanklub. Takarazuka powtarza jeszcze raz. jak moda kawaii. jakiś urzędów celnych. nagle skośnymi oczami. Po wojnie tylko dwie rzeczy stały się silniejsze: nylonowe pończochy i kobiety. poczt i lekarzy. ciepłego i przytulnego wewnątrz jak łono wielkiej mamy. choć nigdy tam nie byliśmy. choć juŜ niedługo musi znów wrócić do siebie. DuŜe zainteresowanie takimi formami kultury popularnej. Ŝe zamieszczane w turystycznych przewodnikach słowniczki dotyczą jedynie rzeczy nudnych. zamieszczonym w Imperium znaku. Japońska kultura uniemoŜliwia rzeczywiste akty rebelii.bo przecieŜ było oczywiste. który wydaje się bliski i daleki. hermetycznie męskich światów „Spotkanie". Do tego teatru. Siedziałam tam z nimi. w jednym z pierwszych rzędów. Wodny świat kobiet Japończycy i Japonki Ma rację Barthes. Pod jej wpływem jego własna twarz uległa dziwnej przemianie . Wprawdzie dzieje światowego teatru udowadniają. w innym języku. więc jestem". podczas gdy właściwy język podróŜy jest językiem spotkania z Innym. o którym Barthes mówi. aby tezę taką dało się obronić. jakiej podlega w obcym kraju kaŜdy podróŜnik. powiedziała mi kiedyś Naomi. Ŝe nieraz na scenicznych deskach zaczynały się rzeczywiste rewolucje. Autora Imperium znaku interesowali młodzi aktorzy kabuki i zawodnicy sumo. roziskrzone oczy pełne wzruszenia. Japonki zostały moimi . Tak jak miejsca. by marzyć. Jak siostrę zaginioną w dzieciństwie.na zdjęciu z japońskiej gazety. którą dla niego była Japonia. której byt ograniczony jest do sceny marzeń i snów. przychodzi się po to. pisząc w Imperium znaku. Myślę. za którymi tęsknimy. „Takarazuka to coś niemoŜliwego".kobiety. „świat. która cudem się odnalazła. ale w przypadku istniejącej od prawie wieku Takarazuka taka moŜliwość jest mało prawdopodobna. mimo iŜ nigdy tam nie byliśmy". Zetknięcie z Japonią stało się przyczyną tej metamorfozy oblicza filozofa. ale nie wydaje się. to odwieczne motto melancholii. jaki w moim przypadku zostawił pobyt w Japonii. potraktowały mnie z niebywałym 185 ciepłem i Ŝyczliwością. 182 Robertson sugeruje. które tam spotkałam. łabędziego puchu i blasku cekinów kusi je androginicznym czarem właściwym dla krainy. przedstawiciele obcych mi. którą japońska kultura przesiąknięta jest na wskroś. dotyczy tej właśnie twarzy o męskich rysach. jakąś bliŜej niesprecyzowaną obietnicę zmiany patriarchalnego modelu japońskiego społeczeństwa. czyŜ to nie one napędzają machinę melancholii? Melancholii. Ŝe jestem obca i wkrótce stamtąd wyjadę . Miejsca. dając w zamian łatwy dostęp do symbolicznej ucieczki w marzenia.

a jedyny obecny męŜczyzna był kelnerem. rzadko wdając się w dyskusje. bardziej swobodnie niŜ Japonki w moim wieku. 186 nie czekając aŜ . „Buch". mijając nas . czynił ze mnie w oczach innych osobę jakby tylko częściowo zamęŜną.zdyszanych. Ŝe jest mi ona do niczego niepotrzebna. nie kazał mi parzyć herbaty. W moim towarzystwie starsi rangą koledzy zachowywali wielką ostroŜność. ani nie próbował upić sake.z uśmiechem na świeŜych twarzach. i z przyzwyczajenia. Być moŜe działo się tak częściowo dlatego.ponuro odziani Japończycy. a Ŝywotność konfucjańskiej tradycji sprawia. ideał małŜeństwa po japońsku wygląda bardziej tradycyjnie.najcenniejszym przewodniczkami po swoim kraju. wykonywałam zawód nadal uwaŜany za typowo męski. które wraz z nami wspinały się na Fuji. Dwa lata w kraju. Ulubiona restauracja Yume na Den'en Chóru. ani nie próbował skłonić do wykonywania prac. Mijałam ich na kampusie. spytał mój londyński kolega. na które nie miałabym ochoty. Gdybym musiała dać jeden tylko klucz do tej ksiąŜki. Fakt. których twarze z bolesnym uporem próbowałam zapamiętać . by się . przekonało mnie zresztą ostatecznie. konających z braku tlenu i zmęczenia . Nikt z nich ani nie zmuszał mnie do śpiewania w barze karaoke. Dla moich uniwersyteckich kolegów byłam obca w trojakim sensie: cudzoziemka i kobieta. Ŝe w Japonii świat podzielony jest według płci silniej niŜ na współczesnym Zachodzie Dlatego fakt. taka sytuacja byłaby w ogóle nie do pomyślenia. „Czemu ci geje tak dziwnie się poubierali?". O wiele łatwiej było mi nawiązać przyjacielski kontakt z sekretarką Chizuko czy spotkaną przypadkiem modystką Michiko niŜ z poznanym na oficjalnym bankiecie profesorem. nieraz po prostu uciekali na mój widok. tytoniu i skwierczącego mięsa. zwłaszcza ci. goszczący przejazdem w Tokio. którzy słabo mówili po angielsku. nie przejawiając najmniejszej chęci na wymianę naukowych poglądów. w którym nie obowiązuje zasada: „Panie przodem". a młodsi. Ŝe było to najzwyklejsze miejsce dla „heteryków". Ubierałam się teŜ inaczej. iŜ mój mąŜ pojawiał się w Tokio i znikał wołany własnymi obowiązkami zawodowymi.zrobią to najpierw japońscy panowie. patrząc na mnie ze zdumieniem.zgodnie ze zwyczajem swojego kraju . zderzałam się z jakimś garniturem. Kobiety i męŜczyźni w japońskich miastach spędzają mnóstwo czasu osobno. nabytego w mojej ojczyźnie szarmanckich seksistów. zajmującym się tą samą co ja dyscypliną wiedzy. MęŜczyźni . ale ilość prób nawiązania zawodowego kontaktu była znikoma. Dwa autobusy dziarskich starszych dam. Ŝe japońscy koledzy nie mieli zbyt wielu okazji. wchodziłam pierwsza do windy. odurzające przechodnia zapachem sake. do której chodziłyśmy po kinie z Naomi i Mariko. Nie wiedział. Kawiarnia na Shibuya pełna młodych kobiet i tylko kobiet. a pan Sato czy Yamada odskakiwał jak oparzony. Nie spotykałam się więc z przejawami dyskryminacji ze względu na płeć. byłoby nim słowo „spotkanie". gdzie eleganckie panie z pobliskich rezydencji jadły malutkie francuskie dania. wymieniałam z nimi wizytówki i zdawkowe uwagi na oficjalnych spotkaniach. iŜ jestem kobietą. okazał się waŜniejszy w kontaktach z Japończykami niŜ zawodowy status. Bary w wąskich uliczkach starej części Oimachi pełne sarariima-nów w ciemnych garniturach. z tym Ŝe japońscy nie zabierają swoich Ŝon do baru. co nie ułatwiało sprawy. Tym bardziej nikt z nich nie krzyczał na mnie.stanowili niemal sto procent moich kolegów po fachu (na stu profesorów przypadają w Japonii tylko cztery profesorki).

Ŝe cięŜka praca dla innych i poczucie stabilizacji to nadal dominujący idea! szczęścia. największy wpływ ma myśl konfucjańska. Ta . Są niczym ubrani na czarno „techniczni" pracownicy kabuki. ale brakuje im doskonałości ich ojców. o której pisał amerykański uczony Charles Perry Snów. WaŜną cechą konfucjanizmu jest nacisk na harmonię społeczną. jakie oferuje kobiecie japońska kultura. których chciałam poznać. Mój japoński szef. Moja koleŜanka bioloŜka. które nam wydawać się mogą opresywne czy anachroniczne. Ŝe są kobietami. otwartym człowiekiem. Ŝe tylko od czasu do czasu wygłaszałam wykład po angielsku albo uczestniczyłam w jakimś międzynarodowym spotkaniu. Chłopcy i dziewczynki od siódmego 188 roku powinni w związku z tym wieść osobne Ŝycie. czyli „dziwadła" takie jak ona. gdzie społeczny wszechświat tworzą dwie oddzielne planety . iŜ wiem. polecał ksiąŜki. co znaczy. przetrwała dwa lata samotności i upokorzeń tylko dzięki wyjątkowej determinacji. Wiele par czarnych oczu przyglądało nam się z ciekawością na granicy dezaprobaty. Myślę.kobieca i męska. W Japonii. Na charakterystyczne dla japońskiej kultury definicje kobiecości i męskości. Wspominam to z nostalgią tym większą. męŜczyzn i kobiety. których zadaniem jest suflerka i zmienianie dekoracji. Satoru. relacja tego rodzaju wydawała się jeszcze trudniejsza niŜ gdzie indziej. Podobnie jak oni. Organizował mi spotkania z ludźmi. Yume mówi. nie wolno przedstawiać nawet samych siebie. Kobiety są wprawdzie poŜytecznymi stworzeniami. ale ich rola polega na byciu niewidocznymi. powinność grupową. ma tu coś do rzeczy. które robią karierę. Bunt wobec reguł stanowczo nie . Mimo iŜ atmosfera towarzyska daleka była od amerykańskiej swobody. Moja praca miała badawczy charakter. lecz przydatną. słuŜył pomocą jako tłumacz i cierpliwie odpowiadał na pytania. Sposób. humanistyczny wydział japońskiego uniwersytetu okazał się dobrym miejscem do pracy.umiejętność bycia niewidoczną. Ta bardzo dla mnie cenna relacja oscylowała między bliskim koleŜeństwem a przyjaźnią. Kobietom właśnie dlatego. poniewierana w laboratorium niczym biała niewolnica. w jaki róŜnica między kobietą a męŜczyzną jest tradycyjnie rozumiana w Japonii. japoński profesor nie mógł za bardzo kolegować się z młodą „gaijinką". Jak wiadomo. męŜów i synów. kobiety są na scenie kultury. bardzo wysoko ceniona jest w Japonii.oswoić z obecnością „gaijinki". przygotowując się do odmiennych obowiązków męŜczyzn i kobiet. Ŝe „gaijinkę" pracującą w Japonii moŜe spotkać zupełnie inny los. a z tradycyjnego punktu widzenia świat dzieli się pod względem płci na kobiety. Przyjaźń kobiety z męŜczyzną jest jednak uwikłana w „genderowe" stereotypy i przesądy. które ograniczają jej spontaniczność. Mimo najlepszych chęci i zamiarów czystych jak łza. wśród których z pewnością zdarzają się mili ludzie). którą ceni się w ramach tej tradycji o wiele bardziej niŜ indywidualizm. w przeciwieństwie do autokraty dręczącego bioloŜkę. tylko męŜczyźni mogą w nim grać kobiece role. Według niej segregacja płciowa jest sensowna i korzystna dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa. niektórzy porównują do pewnej sytuacji z teatru kabuki.uwaŜana za typowo kobiecą . Japońskie doświadczenie umocniło moją 187 wiarę w ponadkulturowe podobieństwo ludzi naleŜących do jednej czy drugiej „kultury" (z całym szacunkiem oczywiście dla biologów i fizyków. był Ŝyczliwym. Ŝe róŜnica między „kulturą humanistyczno-literacką" a „techniczną".

142). dopóki nie pójdzie do szkoły. Tak długo poprawiały śpiące dziecko. ze złączonymi nóŜkami i rączkami wyciągniętymi wzdłuŜ tułowia lub skrzyŜowanymi na piersi. lecz niewidzialną to cechy idealnej japońskiej kobiety. Amerykańska antropoloŜka. całkowite poświęcenie dla innych. tak jak gejsza „przycinana" i „naginana" była do ideału „kobiety rozrywkowej". by o nie walczyć. tak kaŜdą inną osobę płci Ŝeńskiej wychowywano na „kobietę domową". gdy Ŝona była zbyt gadatliwa i kłótliwa. stając się tam automatycznie osobą o najniŜszym statusie. wychodząc za mąŜ. „przyzwoitej" pozycji. 2001. druga poza nim.bycie takim samym jak inni ludzie w naszej grupie odniesienia . A więc na przykład.choć w inny sposób miały słuŜyć męŜczyźnie: pierwsza w domu. Ŝe moŜna zastosować jeden z tak zwanych „siedmiu powodów do rozwodu" wymienionych w popularnym dziele konfucjańskiego myśliciela Kaibary Ekikena (1630-1714). co męskie. jak do wszystkich innych. politycznej niŜ definicja męskości. Ŝe dziewczęta powinny pozbyć się najmniejszej skłonności do egoizmu i słuŜyć innym. japońska definicja kobiecości zawierała więcej ograniczeń wolności osobistej. który wystaje. z kolei dostosowanie się do normy . Nie ma co robić zamieszania wokół dziewcząt. nie pozostawiając wielu wątpliwości. a jak męŜczyzna. aŜ jego ciało przyswoiło sobie ten nakaz. s.jest wartością. bardzo okrutne przysłowie powtarzane z upodobaniem przez nauczycieli w japońskich szkołach mówi. mawiano. W tej tradycji zespół ról i zachowań. Jak w kaŜdej kulturze wyŜej ceniącej to. W przeprowadzanych niedawno badaniach ankietowych na temat macierzyństwa jedna mama na dziesięć nadal uwaŜała. uwaŜanych za właściwe dla danej płci. a chłopca. nie mając prawa kupować i sprzedawać dóbr w swoim imieniu. ale metaforę tę moŜna odnieść do japońskiej idei kobiecości w ogóle. Lisa Dalby. W świecie Konfucjusza inność to wykroczenie albo śmieszna i niepotrzebna ekstrawagancja. Ŝe „paznokieć. Do 1945 roku w Japonii obowiązywał patrylinearny system zwany ie. powściągliwość. zostanie wbity". nawet wybór słów i tembr głosu. Urodzone przez nią dzieci naleŜały do rodziny męŜa i w razie rozwodu kobieta nie miała Ŝadnej moŜliwości. leniwa lub niemiła wobec teściów. porównywała gejszę do drzewka bonsai.to fundamentalna cnota. Rolą Ŝony było nie tylko słuŜenie męŜowi. umiejętność bycia przydatną. Jak pisze Yamakawa Kikue w wiernie przestrzegających etyki konfu-cjańskiej rodzinach samurajskich: „W wychowaniu córek nacisk kładziono na naturalny rozwój ducha samopoświęcenia i podległości. trzeba się więc „przystosować" do ról płciowych tak. bo nie powinny przyzwyczajać się do specjalnego traktowania" (Yamakawa. by ich córki spały w odpowiedniej. Skromność. Japonkom nigdy wprawdzie nie zniekształcano 189 stóp jak małym Chinkom. Ŝe taki trening jest sensowny. gdy uznał. Obie . uzaleŜniony jest od płci. lecz aranŜowane na podstawie zgodności majątku i statusu . Jako Ŝe małŜeństwa zawierane były nie z miłości. jakimi wyraŜą te same emocje. lecz takŜe zajmowanie się teściami. Wprowadzono go w okresie Meiji. Była całkowicie zaleŜna od męŜa ekonomicznie. gdy sposób Ŝycia rodzin samu-rajskich uznano za normę. Popularne. wolno rozpieszczać bardziej niŜ dziewczynkę. wobec których obowiązywało ją absolutne posłuszeństwo. zazdrosna. Mógł mieć konkubiny. posłuszeństwo. wchodziła do rodziny męŜa i zamieszkiwała w domu jego rodziców. ekonomicznej. MąŜ mógł rozwieść się z nią za pomocą tak zwanego listu rozwodowego. UwaŜano. został niezwykle precyzyjnie skodyfikowany. Kobieta. jak w danej sytuacji postąpić i co powiedzieć powinna kobieta. ale jeszcze do niedawna japońskie matki dbały. małŜonek miał prawo odesłać ją do rodziców.

jak ich matki. Podstawową kategorią toŜsamości kobiecej pozostała tak zwana „dobra Ŝona i mądra matka" (moŜna ją uznać za japońską wersję figury znanej nam jako „matka Polka"). Model patrylinearnej rodziny rozszerzonej teoretycznie obowiązywał do 1946 roku.więcej wymagano. Japońskie słowo amae. by realizować skrywane na co dzień pragnienie bycia rozpieszczanym dzieckiem. Ŝe relacja matka-syn stała się w Japonii ideałem czułej miłości. podobną do zachodniej. a jej władza . poświęcającą dni i noce. który wkrótce skonstruuje na chwałę swojej rosnącej w potęgę ojczyzny miniaturowe radio albo wspaniałego robota.przyszłego spadkobiercy . To od niej zaleŜało. a ona sama spełniła swoją rolę. Matka dorosłego syna była juŜ względnie bezpieczna: dręcząca ją kiedyś teściowa prawdopodobnie juŜ nie Ŝyła.nabrała cech władzy absolutnej. ale to on dostawał lepsze kąski przy stole. by przeprowadzić swoją pociechę przez kolejne egzaminy. Według japońskiego psychoanalityka Kosawy Heisaku. „MęŜczyźni to duŜe niemowlaki". W przypadku chłopca ta fizyczna bliskość kształtuje zatem postawę relacyjną i towarzyszącą mu przez cale Ŝycie pasywną potrzebę bycia kochanym tak. analizowane szczegółowo przez wspomnianego Doi. jak kochane są dzieci. Jedynie urodzenie syna gwarantowało więc kobiecie względne bezpieczeństwo i nie dziwi zatem. stając się kobietami takimi. Japoński system szkolny słynie w świecie z „egzaminacyjnego piekła".społeczeństwem świadectw szkolnych. ale jednak nieunikniony. Synowie opisywali ją z nostalgią. Na wzrost znaczenia japońskiej matki wpływ miały takŜe inne . gdy sama stała się teściową. Rolą matki stało się nie tylko rodzenie dzieci. w wyniku których japońskie społeczeństwo stało się-jak to się często określa . w naturalny sposób bliŜsza więź łączyła nadal męŜczyznę z matką niŜ Ŝoną. będącą pierwszym krokiem w kierunku równouprawnienia płci. który zobowiązany był opiekować się nią aŜ do śmierci. który jest podstawą innych relacji społecznych. mówiła Michiko i pewnie miała ku temu powody. a córki w tym czasie wypełniały swoje przeznaczenie.ograniczona wprawdzie do sfery domowej . Jest to proces bardzo powolny. dając rodzinie spadkobiercę. czy Japonia zyska następnego prymusa. Zaczęto wprowadzać w Ŝycie ustalenia prawne przeciwdziałające dyskryminacji politycznej i ekonomicznej. hamowany przez mentalne pozostałości wielowiekowej tradycji. „Dobra Ŝona i mądra matka" stała się „mamą edukacyjną" (kyóiku mama). i cierpiała do momentu.między niemal obcymi osobami. bezbronna synowa nieraz stawała się ofiarą.przemiany społeczne. Po to przecieŜ przychodzili do Krainy Mydła. określa ten szczególny rodzaj więzi społecznej wykształcony w relacji matka-syn. lecz takŜe 191 reprodukcja kulturowej i narodowej toŜsamości. Od tego czasu tradycyjna japońska rodzina wielopokoleniowa zaczęła przekształcać się w rodzinę nuklearną.oprócz demokratyzacji . gdy w Japonii wprowadzono demokratyczną konstytucję. charakterystyczne dla japońskiej kultury umiłowanie Ŝycia w grupie stanowi pochodną bliskiego cielesnego związku matkasyn. Mimo iŜ oparta na wielowiekowej tradycji segregacja ze względu na płeć nadal obowiązuje w Japonii. Przybywająca do jej domu 190 młoda. ale jej znaczenie wzrosło. pozwalającą odreagować dawne krzywdy. które kaŜdy . to ogólna sytuacja kobiet po wojnie uległa poprawie. Od chłopca .

Tylko po dobrej szkole średniej moŜna dostać się na dobry uniwersytet. a częściowo juŜ do zewnętrznej rzeczywistości społecznych 192 obowiązków. który produkuje efektywnych pracowników. która zamordowała dziewczynkę z sąsiedniego domu. Wykształcone kobiety stawały się coraz bardziej wybredne w wyborze kandydata na męŜa i opieszałe w drodze do ideału „dobrej Ŝony i mądrej matki". by tylko syn skupił się na nauce i dostał na wymarzony uniwersytet. by dziecko juŜ w wieku małego Hitoshiego przygotowywało się do Ŝycia w grupie i szkolnej rutyny.uczeń musi przejść kilkakroć -w Japonii Ŝyciowy sukces bardziej niŜ na przyład w krajach Zachodu zaleŜy od ukończenia właściwych szkół we właściwym czasie. czyli „mamę potwora" gotowego do strasznych czynów. z wielkimi skórzanymi tornistrami i nóŜkami gołymi niezaleŜnie od pory roku to jeden z klasycznych obrazków ze współczesnej Japonii. gdy maluch częściowo ciągłe jeszcze naleŜy do matczynego świata domu. Utkwiła mi w pamięci głośna przed kilku laty historia japońskiej mamy. do którego będzie chodził przez trzy kolejne lata. szytych na wzór wojskowych uniformów. ale zabija indywidualność i jak walec miaŜdŜy słabszych lub po prostu innych. Dzieci z mojego sąsiedztwa na Ishikawa-dai nigdy nie bawiły się na spokojnych uliczkach. domach i na specjalnych kursach przygotowujących do egzaminów. w której to drodze Aiko będzie mu dzielnie towarzyszyć. ale uwaŜa się za wskazane. najsłynniejsza . Ŝe synek Aiko ma dopiero trzy lata. a tylko po dobrym uniwersytecie dostać dobrą pracę. a sukcesu akademickiego i kariery w zewnętrznym świecie oczekuje się z kolei tylko od chłopca. nienagannie czyści i schludni. I nie ma nic dziwnego w tym. w których „mama edukacyjna" zmienia się w mamagon. Malutcy uczniowie w ciemnych mundurkach. „Mama edukacyjna" i jej studiujący w pocie czoła synek to popularne postaci komiksów. „Boję się. Siedząc grzecznie w wagonach metra. nigdy nie buszowały w tajemniczych zaroślach na górce między dwoma domami. łącznie z kazirodztwem. Ŝe Hitoshi nie da sobie rady na egzaminie". Pierwszy waŜny egzamin to ten do szkoły średniej po dziewięciu latach obowiązkowej podstawówki. W latach osiemdziesiątych tradycyjne role płciowe zaczęły się przekształcać. Lepiej więc zacząć przygotowania wcześniej niŜ później. ale wielu sądzi. nie jest wprawdzie obowiązkowe. zwierzyła mi się z niepokojem na twarzy Aiko. Japoński system edukacji ciągle uchodzi za najbardziej wymagający na świecie. Japońskie dzieci kują więc w pocie czoła w szkołach. bo grą na fortepianie rozpraszała jej studiującego jedynaka. Ŝe nawet wybór odpowiedniego przedszkola (do którego teŜ jest egzamin) ma wpływ na los dziecka. Nie miały na to czasu. czytają coś ze swoich ksiąŜeczek i nawet osoba rzadko wpadająca w rozczulenie na widok dzieci ma niepohamowaną ochotę powiedzieć: „Kawali". podróŜowały. które wkrótce nie zostawią mu wiele czasu na nic innego. młodsza siostra Chizuko. Wielu japońskich uczonych i publicystów krytykuje ten system. Kończyły uniwersytety. Jak mówi profesor Ueno. Prywatne przedszkole. a właściwe przedszkole Hitoshiego jest początkiem drogi na właściwą uczelnię. gdzie jakimś cudem nic jeszcze nie zbudowano. wprost zapraszających do rowerowych wyścigów. rozsmakowywały się w nieznanym ich rodzicielkom smaku wolności i luksusu. Wersja kariery „od pucybuta do milionera" nie wydaje się moŜliwa w Krainie Kwitnącej Wiśni. Jest to okres przejściowy. Za sukces dziecka w tych zawodach odpowiedzialnością obarcza się matkę. zarabiały.

poddały się. „doprawdy nie ma Ŝadnych powodów. co najlepsze w tradycji swojego kraju. w którym świat podzielony jest według płci tak mocno i głęboko. odkryły przede mną swoje kobiece ścieŜki w mieście. stali i szkła. które w dzieciństwie było lekcewaŜącym przezwiskiem. ukrytą pod pancerzem betonu. to przybrane imię. Tłumaczyła mi. a studia na Uniwersytecie Tokijskim zarezerwowane były dla braci. Te kobiety o pięknych imionach pokazały mi inną topografię Tokio. Yume . Jeśliby otwartość Japonii na świat mierzyć według kryterium płci. Pierwszy raz kąpałam się po japońsku z Yume. W latach osiemdziesiątych Chizuko. „Yume". Siostrzeństwo w nagości „Chodźmy się wykąpać" to jedno z najmilszych zaproszeń. Ŝe japońskie kobiety kultywują to. rozkosz nad rozkosze. Ŝe ten niezwykły kraj rzeczywiście chce mieć do czynienia z resztą planety Ziemia. albo widok na ocean z pełnej mineralnego ukropu niecki na wysokim klifie półwyspu Izu. jak Naomi. i dowiedzenia się o rzeczach. To one zostały moimi najcenniejszymi przewodniczkami po Japonii. ale w kraju. Przez dwadzieścia lat udowadniała sobie i swojej rodzinie. więc ani nie zaczęły uŜywać męskiego języka. zapach wody. skraplającą się na twarzy mgiełkę pary. gdy męŜczyźni zalewają betonem morskie wybrzeŜa. a właściwie z Yum&sensei. Nawet gdybym nie zaczęła uczyć się japońskiego. Zaczęły jednak podejmować decyzje w swoim imieniu 193 i negocjować własny rodzaj szczęścia. które stały się dla mnie inspiracją. co w Japonii jest gestem duŜej odwagi. Jej jednak udało się. Naomi. dzięki którym czułam. nie rezygnując jednak ze wszystkich marzeń. Jedne. odniosły sukces i udaje im się prowadzić niekonwencjonalne Ŝycie w społeczeństwie nielubiącym „wystających paznokci". a więc onsen pod gołym niebem. ta kobieca część japońskiej rzeczywistości wydawała mi się o wiele przyjaźniej sza i ciekawsza. Yume postawiła jednak na swoim. tak jak Yume. inne. bo jest profesorką uniwersytecką. Ŝe chcące robić karierę. te nazwy zapamiętałabym. Sentó. śnieg topniejący. które na początku wydawało mi się kwintesencją męskiej przestrzeni. ani nie zrezygnowały z makijaŜu. Michiko. KaŜda w pewnym momencie swojego Ŝycia podjęła decyzję sprzeczną z obowiązującą normą kobiecości i zbuntowała się przeciw tradycji bycia przydatną.podobnie jak ja . Onsen . zanim dotknie mojej po brodę zanurzonej głowy. jak mawia się na Zachodzie. a nie szklany. i przedzierała się na szczyt świata zdominowanego przez męŜczyzn. czyli publiczna łaźnia. Rotenburo. o których rzadko mówi się w salach seminaryjnych. jakie dostałam w Japonii.mineralne kąpielisko w jednym z tysięcy japońskich kurortów. . Ŝe da sobie radę. słowo znaczące po japońsku „marzenie". dając mi moŜliwość dotarcia do miejsc. pielęgnują kwiaty i ratują naturę w czasie.były nastolatkami. Yukiko.japońska feministka. cementują rzeki i budują wyjątkowo brzydkie miasta. KaŜda z nich 194 przywodzi na myśl przyjemne wspomnienia. to kobiety były dla mnie tymi. by kobieta chciała być czymś takim jak męŜczyzna". Nikt nie wierzył w moŜliwość realizacji tyleŜ ambitnych co „mało kobiecych" planów małej Marzycielki. Ŝe przyszłość przyniesie im moŜliwość samorealizacji. I chociaŜ duŜym uproszczeniem byłoby twierdzenie. Córki w jej rodzinie od zawsze wychodziły dobrze za mąŜ i zajmowały się domem. które marzyły. lecz niewidoczną. Japonki napotykają betonowy sufit.

Skończyła Uniwersytet Tokijski i dostała pracę, o jakiej śnią miliony japońskich męŜczyzn. Gdy marzenia stały się faktem, z dumą dodała „Yume" do swojego imienia i nazwiska. Dziś Yume ma czterdzieści kilka lat, ale wygląda na trzydzieści, męŜa i maleńkiego synka. Kiedy tylko czas jej pozwala, wyjeŜdŜa z rodziną do jednego z podtokijskich onsenów. Twierdzi, Ŝe moczenie się w gorącej wodzie rozprostowuje jej duszę, a więc któregoś dnia przy lunchu powiedziała do mnie: „Chodźmy się wykąpać". Mając na względzie fakt, iŜ japońska kultura powstała głównie z chińskich i koreańskich zapoŜyczeń, złośliwi ignoranci twierdzą, Ŝe czystość jest jedynym oryginalnym wynalazkiem Japończyków. Nawet gdyby tak było, jest to wynalazek godny pozazdroszczenia i naśladownictwa ze strony innych nacji (nie wytykając nikogo palcami). Jak się okazuje, polska mądrość, Ŝe „częste mycie skraca Ŝycie", nie ma potwierdzenia: Japończycy uwielbiają wodę, a Ŝyją bardzo długo i zdrowiej od nas. Jedyny zapach, jaki moŜna poczuć w najbardziej nawet zatłoczonym metrze, to leciutka woń mydła i moŜe czasem naftaliny. Ponoć w swej niechęci wobec cielesnych zapachów Japończycy (a właściwie Japonki) posuwają się niekiedy do przesady, jaką jest 195 operacyjne usuwanie gruczołów potowych spod pach. Tak czy inaczej, przesada w tę stronę jest łatwiejsza do zniesienia, a demokratyczne umiłowanie czystości godne podziwu. Podczas jednego z pierwszych spacerów po Tokio dotarłam do Parku Centralnego na Shinjuku, gdzie zaintrygowała mnie grupa męŜczyzn uwijająca się przy fontannie tuŜ obok grupy staruszków płci obojga uprawiających tai-chi. W pierwszej chwili pomyślałam, Ŝe jestem świadkiem jakiegoś rytuału, ale okazało się, Ŝe to mieszkający tam bezdomni po prostu robią pranie. Wielu tokijskich bezdomnych wygląda w związku z tym czyściej i schludniej niŜ niejeden pan Kowalski w przeddzień swojej cotygodniowej kąpieli, obok którego musiałam stać w warszawskim autobusie. Nawet jeśli czasem pewne aspekty japońskiego Ŝycia mogą być irytujące, to jedno jest pewne - osoba, która wyprowadzi nas z równowagi, będzie dokładnie umyta. O szczególnym upodobaniu, jakim mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni darzą moczenie się wodzie, pisali juŜ w trzecim wieku Chińczycy, a chrześcijańscy misjonarze przelewali swe oburzenie na papier, nie mogąc zrozumieć, „po cóŜ tak często nieprzystojnym ablucjom się oddawać i obnaŜać swe członki bezwstydnie". Nie jest trudno sobie wyobrazić, jaka musiała być z kolei reakcja Japończyków na zapachowe dowody niechęci do kąpieli o kilka metrów wyprzedzające przybyszów; do dziś sobie zresztą Ŝartują z mniej higienicznych narodów. Wszyscy, którzy znają film Szogun, pamiętają, Ŝe pierwszą rzeczą, jaka spotkała tytułowego bohatera na japońskiej ziemi, była solidna kąpiel i pewnie nieraz Japończycy mieliby ochotę potraktować w ten sposób mniej domytych „gaiji-nów". Kto wie, moŜe fakt, iŜ chrześcijańscy misjonarze z taką odrazą traktowali japońskie zamiłowanie do kąpieli, przyczynił się do klęski ich misji. Religia, w której ciało jest nieczyste, ale którego nie zaleca się w związku z tym codziennie kąpać, nigdy nie miała większych szans u Japończyków. W Japonii zresztą nie tylko dla śmiertelników, ale i dla bogów kąpiel jest rzeczą najwyŜszej wagi. Woda w japońskiej tradycji oznacza nie tylko czystość cielesną, lecz takŜe symboliczną, duchową. W tradycji buddyjskiej urodziny Buddy czci się, kąpiąc jego posągi

196 w zielonej herbacie, a gdyby od rytuałów religii shintó odjąć te związane z oczyszczaniem i wodą, niewiele by zostało roboty kapłanom. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił bóg Izanagi po wydostaniu się ze świata zmarłych, była kąpiel w rzece, zmywająca z jego ciała brud śmierci. Zgodnie z zapoczątkowaną przez niego tradycją, wchodząc na teren świątyni shintó, trzeba obmyć ręce, nabierając wody ze studzienki, a starsi ludzie nadal kultywują zanikający zwyczaj płukania ust. Rytuały oczyszczania towarzyszą w Japonii nie tylko wszystkim uroczystościom religijnym, lecz takŜe wielu świeckim. Brud to zło i diabelstwo - i vice versa trzeba więc pozbyć się go przy pomocy wody i soli. Dlatego przed wejściem do wielu barów stoją piramidki soli i solą sypią ring zawodnicy sumo. Woda, sól, mycie i płukanie, oczyszczanie i sprzątanie, przecieranie, wymiatanie, omiatanie to japońska codzienność świecka i religijna. KaŜdy posiłek w restauracji, niewaŜne jak byłaby obskurna, poprzedza wytarcie rąk dostarczoną na samym początku wilgotną ściereczką oshibori. W jednej z moich ulubionych obrotowych „suszarni" na Musashikoyama ściereczki były juŜ nowoczesne - jednorazowe i pakowane w foliowe ruloniki z wizerunkiem Hello Kitty i napisem Clean and healthy live together. Ogrom uwagi przywiązywanej do o-furo, „szacownej kąpieli", wyróŜnia więc Japończyków na tle innych nacji. Owszem, zdarza się, Ŝe „gaijini" teŜ codziennie się kąpią, ale nawet najdokładniejszy prysznic jest po prostu czynnością higieniczną, a nie rytuałem. Statystyczny Japończyk spędza codziennie w wodzie około pół godziny, ale godzinne kąpiele nie naleŜą do rzadkości. KaŜdego wieczoru przychodzi w japońskim domu pora, gdy Ŝona (w układzie tradycyjnym) lub osoba, której kolej przypada (jak w rodzinie mojej przyjaciółki Mariko), przygotowuje wannę pełną gorącej wody. Teraz w kolejności uświęconej patriarchalną tradycją (pan domu pierwszy, najmłodsza kobieta na końcu) albo tak jak się komu podoba, Japończycy idą do kąpieli. NiezaleŜnie od tego jednak, czy dom jest tradycyjny, czy tak międzynarodowy i nowoczesny jak dom Mariko, gość ma nadal pierwszeństwo. Z błogimi minami Japończycy zanurzają się w wodzie i zapominają o troskach, jakby na chwilę 197 wrócili do łona matki. Sam prysznic to dla nich kpina nie kąpiel i tylko w wyjątkowo uboŜuchnych jednopokojowych „dziuplach" zdarzają się kabiny zamiast wanny. Chizuko i Teru po wakacjach w luksusowym hotelu Hyatt na Bali byli w miarę zadowoleni, ale pełną przyjemność popsuł im fakt, Ŝe - jak opowiadali wanna była „bez sensu" i do tego „w tym samym pomieszczeniu, co sedes". Moczenie się w gorącej wodzie uznawane jest przez Japończyków za jedną z największych przyjemności i codzienne o-furo we własnej łazience na ogół im nie wystarcza. Obawiano się, Ŝe wyposaŜenie mieszkań w łazienki sprawi, iŜ Japończycy przestaną odwiedzać publiczne łaźnie i ta stara tradycja zaginie bezpowrotnie. Tak się jednak nie stało. Liczba publicznych łaźni wprawdzie spadła, ale nie znikły one z pejzaŜu miast i miasteczek. Wiele osób mających łazienki wciąŜ odwiedza sentó albo spędza swoje krótkie wakacje w jednym z tysięcy omenów rozsianych po japońskich wyspach. Onsen znajduje się zwykle nie dalej niŜ piętnaście minut jazdy pociągiem, bo na tak sejsmicznie aktywnym terenie, jak Japonia, pod drŜącą ziemią wszędzie niemal bulgoce gorąca, bogata w minerały woda. W onsenie obowiązują z grubsza te same zasady zachowania co w sentó, ale w tym pierwszym

czeka na nas nie „kranówka", lecz woda mineralna, pompowana do baseniku wprost z podziemnego źródła. Niektóre onseny to po prostu dziury w ziemi lub skale ze skromnym pensjonatem nieopodal, inne to luksusowe kompleksy wypoczynkowe, którym Ŝycie dało źródełko z gorącą wodą. Wiele z nich słynie z uzdrawiającej lub upiększającej mocy. Najciekawszy w wodnych rozkoszach Japończyków jest fakt, iŜ nawet kąpiele we własnym domu uwaŜają oni za przyjemność z natury towarzyską. To oczywiste, Ŝe do onsenu czy sentó idzie się po to, by być razem, a nie tylko, by po prostu się umyć, ale do domowej wanny (o ile jest wystarczająco duŜa) teŜ miło zanurzyć się w towarzystwie męŜa, dziecka lub ich obojga. W większości domowych łazienek, malutkich i ciasnych jak moja w Bon Hour, mogą naraz kąpać się jednak najwyŜej dwie dorosłe osoby. Tylko raz widziałam w Japonii domową łaźnię o powierzchni jakichś dwudziestu metrów kwadratowych, gdzie w pięknej i zabytkowej ponoć 198 kadzi z cennego drewna cedrowego zmieściłaby się spora grupka, a temperaturę regulował komputer. Siedziba, w której znajdowało się to cudo, naleŜała do ojca Mariko, emerytowanego szefa korporacji o nazwie pachnącej tak wielkimi pieniędzmi, Ŝe zwykły człowiek umie je sobie wyobrazić tylko w postaci nieskończonej ilości walizek pełnych banknotów 10 000-jenowych. „To nasza łazienka", powiedziała gospodyni oprowadzająca mnie po domu, „mam nadzieję, Ŝe nie za mała". Przeciętni Japończycy mogą sobie pomarzyć o łazience podobnej wielkości (rzeczywiście marzą, bo zapytani w ankiecie o potrzeby mieszkaniowe, najczęściej wymieniają upragnioną większą łazienkę). W wannie, kadzi, baseniku Japończycy zanurzają się wtowarzystwie innych Japończyków. Ludzie, którzyubranijak ognia unikają fizycznego kontaktu, nie pozwalając sobie nawet na klepanie kumpla w ramię, w sentó czy onsenie bez oporu pomogą umyć mu plecy. Ludzie, którzy nie zaczepią przechodnia, by spytać o drogę, tu bez nieśmiałości dzielą się z obcym - i równie jak oni nagim sąsiadem - uwagami na temat temperatury wody. Japończycy często mówią o skinshipu, szczególnej bliskości, jaką rodzi wspólna kąpiel, albo o hadaka no tsukiai, braterstwie w nagości. Tu znikają bariery statusu i nagi szef korporacji moczy się obok nagiego taksówkarza (jedynie przedstawiciela japońskiej mafii moŜna by poznać od razu po tatuaŜach, ale nie wiem, jakie zwyczaje kąpielowe m&yakuza). Kąpiel po japońsku to doświadczenie, które zbliŜa ludzi jak Ŝadne inne. Do sentó albo onsenu moŜna udać się w towarzystwie przyjaciół, kolegów z pracy albo zaprosić ewentualnego partnera w interesach, by go tam - równieŜ w dosłownym sensie - rozmiękczyć. Wspólna kąpiel to równieŜ dobra okazja dla rodziców, by pobawić się z małymi dziećmi albo powaŜnie porozmawiać z nastolatkami. Nawet jeśli dziś codzienny zwyczaj wspólnej kąpieli ze starszymi dziećmi zanika, to wystarczy włączyć telewizor, by przekonać się, Ŝe jego idea nadal funkcjonuje jako pozytywny przykład: w japońskich telenowelach matka i córka albo ojciec i syn wyjaśniają sobie nieporozumienia zanurzeni w gorącej wodzie. Kochankowie teŜ nie stronią od wspólnych kąpieli i często spędzają swoje pierwsze wakacje w kurorcie z gorącymi źródłami. Jak sobie łatwo wyobrazić, taka 199 intymna kąpiel we dwoje w onsenie pod rozgwieŜdŜonym niebem moŜe stać się wyjątkowo podniecającą scenerią miłosnego sam na sam (uprzedzam jednak, Ŝe dla nienawykłego cudzoziemca będzie w onsenie ciut za gorąco na erotyczne

tłusty. lecz raczej strachem. dzięki sterczącemu w górę wysokiemu kominowi. Nie wiem. Klucze większość odwiedzających zostawia jednak tam. uŜywane jako opał do podgrzewania wody. moŜna było usłyszeć przyjemne bulgotanie gotującej się wody. czasem ciche rozmowy albo radosne gulgotanie pławionych w niej osesków. w wyniku których drewniany oryginał obrósł przybudówkami o niezgrabnych kształtach. by zobaczyć kawałek nagiej prawdy o Japonii. jak działała w tym starym sentó maszyneria do podgrzewania. Ŝe przybysz nie zna etykiety sentó. które nieraz są bardzo wykwintne i połączone z atrakcjami takimi jak saanajacuzzi czy nawet basen i fitness. zbudowano je niedługo po wojnie. które obwieszczała krótka zasłonka noren wisząca w drzwiach.nie ma sensu ich targać ze sobą. Większość odwiedzających zna się więc przynajmniej z widzenia. które nie leŜy na szlaku turystycznym uczęszczanym przez „gaijinów". a z powodu trudności językowych nie będzie moŜna wytłumaczyć mu. a teraz z plastikową miseczką i ręczniczkiem w dłoni drepczą tam jako dziadkowie. Za nią znajduje się niewielki pokoik z archaicznymi szafkami na buty zamykanymi przy pomocy wielkich drewnianych kluczy. Ŝe moje przestępstwo było drobne albo przynajmniej niedostrzeŜone. Zaproszenie „gaijina" do wspólnej kąpieli z japońskimi przyjaciółmi to wielki dla niego honor i niepowtarzalna okazja. Ŝe gaijin nie jest na przykład wielki. bo kradzieŜe po prostu się nie zdarzają. potem wiedli swoje pociechy. ale przechodząc obok. Spowodowane jest ono nie wstrętem czy niechęcią (pod warunkiem. Wczesnym popołudniem komin zaczynał dymić. Właściciel i jego dorastający syn godzinami piłowali drewniane palety. jak powinien się zachować.uniesienia). publiczne łaźnie i mineralne kąpieliska były koedukacyjne. Wybrałyśmy tam w jakieś piątkowe popołudnie zaraz po otwarciu. Kąpanie się po japońsku wygląda nieco inaczej niŜ Zachodzie. Zanim w okresie Meiji Japonia otworzyła się na świat po ponad dwóch wiekach izolacji. ale tak pachniały wieczorem wszystkie uliczki mojego sąsiedztwa i gdy spaceruje się blisko domów. Przekonałam się o tym. Święte oburzenie niedomytych purytan (którzy podejrzanie duŜo czasu poświęcali studiowaniu przedmiotu swojej odrazy) sprawiło. mając nadzieję. a od najbliŜszego dzieliła mnie tylko wąska uliczka. Front budynku ze swoim spadzistym dachem i bramą ozdobioną u sklepienia rzeźbionymi smokami przypominał buddyjską świątynię. W przeciwieństwie do nowoczesnych sentó. . gdy pierwszy raz poszłam do mojego sentó z Yume. W mojej okolicy były trzy sentó. Pociemniały od wilgoci wielu pór deszczowych parterowy budynek jak kaŜde inne sentó moŜna było dostrzec z daleka. musi być przygotowany na wywołanie poruszenia bliskiego panice. a mieszkańcy podrzucali im niekiedy niepotrzebne juŜ meble. Ludzie przez całe Ŝycie mieszkający w okolicy przychodzili 200 do niego najpierw przyprowadzani przez rodziców. Na ogół cudzoziemiec nie będzie źle widziany w sentó. spośród których pod osłoną deszczowej nocy wybrałam sobie ratanową komodę i stolik z drewna wiśniowego. spocony i włochaty). kaŜde w niewielkiej odległości od Bon Hour. zapach mydła i szamponu docierał aŜ do mojego mieszkania. jak stare drzewo hubą. Gdy byli juŜ klienci. chociaŜ w takim. to przy moim domu przeznaczone było wyłącznie do kąpieli i niewiele zmieniło się w nim przez kilkadziesiąt lat. gdzie były . a potem podlegało rozmaitym przemianom. Moje sentó naleŜało do przybytków starych i skromnych. słychać plusk wody.

„Dozo". Takie wspólne kąpiele są dobrą okazją. Nic dziwnego. pracownika. Zdarzają się w Japonii onseny dla obu płci. mniej i bardziej luksusowe. pozdrawiając grzecznie równie jak one nagich sąsiadów. do szóstego roku Ŝycia. by maluchy przyjrzały się.nagie ciała rodziców nie budzą niezdrowej sensacji u malucha. znajduje się zbiornik z wodą i rząd kranów przy ścianie. Wnętrze najczęściej jest wyłoŜone kafelkami. poza tym naleŜałyśmy do tego samego gatunku stworzeń i wspólne mycie się było tak samo uzasadnione. Opłatę za korzystanie z sentó uiszcza ńąubandai-sana. Przeciętna Japonka mizerne ma szanse. i nauczyły się dobrych manier. iŜ byłam w towarzystwie Japonki. ale o wiele. „Gaijinka" w jego sentó była prawdziwą atrakcją. dwie panie w średnim wieku zachowujące się jak dobre znajome i młoda matka z małą córeczką. a młodsza pomagała starszej. słuŜy tylko moczeniu się. mają przywilej swobodnego przemieszczania się między męską a Ŝeńską częścią łaźni. Właśnie: „róŜnic". dodając po angielsku: How do you do. Szatnie w sentó nie róŜnią się specjalnie. więc przywitał mnie bez tego zakłopotania. Wieści w takim sąsiedztwie. I przed naszymi oczami rozkwitł nieco złuszczony od wilgoci obraz ogrodu. bandai-san doskonale wiedział. Jak juŜ wspominałam .zdumienia. Jak się okazało po kilku zdaniach. na drugiej wisiały lustra. Właściwie juŜ po chwili fakt.teraz obowiązuje „japońska kolejność czynności kąpielowych". Ŝe kompleks Edypa nie pasuje do opisu japońskiej kultury . Starsze dzieci towarzyszą w sentó rodzicowi tej samej płci. potem reszta. Myły się przy pomocy namydlonych ręczniczków. w środku były trzy kobiety. jakie „gaijini" tak często widzą na twarzach Japończyków. jak moje. 202 Do spłukiwania uŜywały plastikowych miseczek. wiele rzadziej niŜ opisują je spragnieni sensacji „gaijini". gdzie mieszkam i co robię w Japonii. Basenik. Ŝe siedzę wśród tych obcych kobiet i myjąc się rozmawiam z Yume. W małych ryokanach (hotelach w tradycyjnym stylu japońskim) moŜna zamówić sobie godzinę kąpieli z ukochanym lub rodziną i tylko wtedy onsen jest koedukacyjny. W kącie. W głównej części sentó. przy ukwieconym okienku. szybko się roznoszą. zaprasza! mnie. Zajęłyśmy z Yume wolne miejsca i poszłyśmy ich śladem. na której stały wiklinowe kosze na ubrania. zdejmował z jego barków trud 201 ewentualnej konwersacji.Ŝe Japończycy postanowili „ucywilizować" swoje obyczaje i od tej pory kobiety i męŜczyźni zaŜywają kąpieli osobno. pod Ŝadnym pozorem nie moŜna wejść do niego „na brudasa". jak i wzajemna ciekawość tych drobnych róŜnic. gdzie wchodzi się juŜ nago. czyli najpierw mycie i dokładne spłukanie mydła. a w starych sentó na jednej ze ścian mogą znajdować się amatorskie malowidła. by sprostać hollywoodzkiemu . Fakt. „Proszę bardzo". czym tata róŜni się od mamy. I który na mój widok nawet nie starał się ukryć . który dba teŜ o porządek i sprzedaje przybory toaletowe. Gdy weszłyśmy tam z Yume. Miałam jasne włosy i wyrosłam trochę wyŜsza. stał jeszcze niewielki stół słuŜący matkom do ubierania najmłodszych dzieci. a kobiety do swojej części kąpieliska. podobnie jak domowa wanna. mogą być tylko większe albo mniejsze. do których nalewały wodę z kranu. Na ogól więc męŜczyźni idą na bosaka do swojej. wydal mi się najnaturalniejszy na świecie.raczej przyjaznego . a młodsze. jedna w średnim wieku i jedna bardzo stareńka. jakie zamienił z Yume. Na plastikowych ministołeczkach siedziały przed kranami dwie kobiety. Ta okazała się malutka: jedną jej ścianę zajmowała półka.

w której pod wpływem wilgoci pognieciony. Teraz miała nastąpić zasadnicza część kąpielowej przyjemności.polskim i angielskim . W dwóch dobrze znanych mi językach . obejmując dłońmi kolana. Małe ręczniczki. by zanurzyć się w baseniku. to temat. bezkształtny pokurcz na nowo odzyskuje kształt. Byłam na końcu świata. nie zwisały im brzuszyska. Gdy po umyciu wstałyśmy. lecz zaklęsały się. Jest tak gorąco. dziewczynka nadal nie spuszczała ze mnie wzroku i w końcu za podszeptem nieco zakłopotanej mamy powiedziała mi: Hello. teraz moŜna sobie dla ochłody połoŜyć na głowie. delikatne. a troski wyparowują bez śladu. miałam na ciele bardzo wyraźne ślady po bikini i byłam jedyną opaloną osobą w towarzystwie. który najadł się do syta. by zasnąć. MoŜe równieŜ być uŜyte zamiennie ze słowem „zwłoki". na siedząco. którymi zwłaszcza starsze kobiety przykrywają łono. które jak ognia unikają słońca. na klęczkach. którym jest seks albo śmierć.nie zajmować więcej miejsca. Atmosfera kąpieli po japońsku ma w sobie wszechogarniającą błogość. Młoda kobieta z dzieckiem. Powoli. nie ciąŜyły pośladki. wydawały się jednak silne. wracając do swoich dziecinnych proporcji. która przycupnęła na ostatnim wolnym stanowisku. jak się rozprostowuje twoja dusza?". WyróŜniał mnie jeszcze jeden szczegół: w przeciwieństwie do Japonek. w Japonii tylko w przypadku dzieci. bez pośpiechu i chlapania. skąd obserwowało mnie nadal spod przymkniętych powiek. obdarzone były niezwykłym wdziękiem. staruszków i moŜe jeszcze wdów (uwaŜanych za kogoś w rodzaju osób na honorowej emeryturze) dopuszczalne jest tak swobodne zachowanie. z trudem starała się poskromić zainteresowanie. Kilkudziesięciocentymetrowy elf z krainy dzieciństwa mógł sobie na to pozwolić. Przyjemności ciała nieodłącznie związane zostały z chrześcijańską kategorią grzechu. drobniutka staruszka skurczyła się. a jednak te ciała. chodząc po sentó.słowo „ciało" ma silne konotacje seksualne. wejściem na teren zakazany. która sprawia. czyli 203 powolne zanurzanie się w wodzie o temperaturze 43-45 stopni Celsjusza. Etykieta sentó wymaga. rozpływa się w wilgotnym cieple otulającym jak bliskie ciało. Ŝe traci się poczucie rzeczywistości.i byłam u siebie. niŜ jest to absolutnie niezbędne. Cellulitis jest słowem nieznanym w tej szczęśliwej krainie. którym nie mogłam się nie przyglądać.ideałowi kobiecej urody. jakie jej pociecha wykazywała z kolei moją osobą. kurczyły. Tymczasem malutka dziewczynka zupełnie jeszcze nie przejmowała się wymogami społeczeństwa i przyglądała mi się z nieco deprymującą intensywnością. spytała Yume i wyobraziłam sobie. Yume połoŜyła głowę na brzegu baseniku i zamknęła oczy. W naszej kulturze uczymy się. na który często nie umiemy rozmawiać swobodnie. został przewinięty i wtulił się. a z wiekiem nie tyły. by pod Ŝadnym pozorem nie przeszkadzać innym. Nie miały w sobie nic z kanapowej miękkości.podobnie jak w innych przestrzeniach Ŝycia po japońsku . Ŝe moja dusza wygląda jak suszony kwiat wiśni wrzucony do ciepłej wody. przybierając wygodną pozycję. Ŝe skóra po chwili staje się róŜowa jak wrzucona na wrzątek krewetka. z podkurczonymi kolanami. a jego funkcje fizjologiczne są tabu. Ŝe ciało jest czymś wstydliwym. „Czujesz. jaką moŜe odczuwać osesek. kaŜdy zanurza się. nie gapić się. a elfiątko wsparło buzię o ramię swojej mamy. wśród obcych kobiet wychowanych w odmiennej kulturze . KaŜde dotknięcie tematu ciała grozi przekroczeniem normy przyzwoitości. nie chlapać i . Na Zachodzie przez wieki . Pozbawione tłuszczu.

Wizyta w moim przydomowych sentó z Yume była początkiem szeregu wypraw do onsenów za Tokio. i nie mając pojęcia. „UwaŜaj na swoje ciało". przekładając dosłownie na angielski bezpośredni sposób mówienia o ciele. Ann. na widok której wielu męŜczyzn Zachodu nigdy juŜ nie zaznałoby spokoju. Dla porównania . młode i stare. Ŝe wygląda „okropnie" i ma „fałdki na biodrach". Oznaczające ciało japońskie słowo karada kojarzy 204 się ze zdrowiem i sprawnością fizyczną. nie tak piękne nie wstydziły się swoich niedoskonałości. z jaką zanurzałam się w kolejnych ukropach. niepozorna Angielka Betty przez cały czas siedziała skulona w jednym miejscu. Ŝe japońska idea podróŜy do jakiegoś miejsca tylko po to. Zabierały mnie więc na wodne wycieczki po Japonii . to dlatego Yume „rozprostowywała się dusza". sprawiała Yume. Ŝe jest ono „nieczyste" i godne pogardy albo co najmniej obce . jest mi bardzo bliska.dzieje naszej kultury dają się opisać jako proces stopniowego dystansowania się człowieka wobec własnej cielesności. przechadzając się i przekomarzając. Niezliczoną ilość razy obce kobiety uśmiechały się do mnie. Japonki w łaźni zachowują się bez tego całego teatrzyku.uwaŜaliśmy. między innymi do uprawiania seksu czy podobania się osobnikom przeciwnej (lub czasem tej samej) płci. Ŝe ciała naleŜy się wstydzić. z którymi się kąpałam. nasze ciała pozwalały doznać przyjemności. ot tak. Kąpiel po japońsku była dla mnie przestrzenią siostrzaną. Japonki. Ŝe w moich uszach wydawało się to dziwne i nieco niewłaściwe. 205 mokre i wijące się jak piskorz.pamiętam wizytę z uczestniczkami letniego seminarium w łaźni na wyspie Św. MoŜe w spontanicznym geście kobiecej solidarności przekraczającej barierę kultur i języków. w której „rozprostowuje się dusza". Traktuje się je w tej tradycji w sposób bardziej pragmatyczny i holistyczny zarazem. odpowiednik naszego „Bądź zdrów" lub angielskiego „???? ????". W tym czasie pulchna. Mariko czy Michiko przyjemność porównywalną do tej. Małgorzaty w Budapeszcie. nigdy nie zachowywały się w ten sposób. skarŜyła się nieraz Chizuko. MoŜe w akcie jakiejś nieznanej mi magii. który młodym kobietom wychowanym w naszej kulturze kazałby wciągać brzuchy i wypinać biusty. a nie z seksem i grzechem. starając się w ogóle nie rzucać w oczy. Ciało ludzkie jest dla Japończyków czymś naturalnym i praktycznym. pije jak nasz!"). Raz w małym onsenie na wschodnim wybrzeŜu Japonii młoda mama po prostu włoŜyła mi na chwilę w ramiona swoje malutkie dziecko. bez powodu. piękne i brzydkie. „Moje ciało nie jest dziś OK". gdy moczyła ciało w wodzie. demonstrowała nam swoje doskonałe kształty. Myślę. Ŝółte i białe ciała łączyła przynaleŜność do tej samej płci. przyjęty w jej ojczystym języku. przydatnym do wielu naturalnych aktywności. piękna Węgierka o ognistej urodzie. by wypróbować oferowaną tam kąpiel. W Japonii nasza hierarchia „wzniosłej duszy" i „grzesznego ciała" nie funkcjonuje. Ŝe nieuda-wana przyjemność. gdzie grube i chude. albo wykonywały jakiś drobny przyjazny gest. jakiej moim rodakom dostarczałby Japończyk ze smakiem popijający bigosik zmroŜoną wódką („Patrz pan. brzmi w dosłownym przekładzie japońskie Ŝyczenie zdrowia. Dla obu tych kobiet ciało było problemem: przedmiotem wstydu lub narcystycznej adoracji. Piękne nie popisywały się urodą. Okazało się. Nasza nagość wydawała się naturalna i oczywista.

które nazwałam „siostrzeństwem w nagości". Mariko i Ayaki.do miejsc. a takŜe w zie206 lonej herbacie. co w jej przypadku juŜ raz sprawdziło się). do której schodziło się po śliskich schodkach wykutym w skale korytarzem (potem dopiero Yume powiedziała mi z dziewczęcym chichotem. Ale we wspólnej kąpieli łatwiej mówić o ukrywanych na co dzień sekretach i pewnie nie przez przypadek Michiko właśnie w jednym z onsenów u stóp góry Fuji opowiedziała mi. ciasnej jak szafa i pełnej kobiet. historii i turystów miasteczko z czarną wulkaniczną plaŜą. Pierwszy raz dotarłam tam na początku pory deszczowej. gdzie w cedrowej kadzi moczyło się przede mną kilka pokoleń czyściutkich Japończyków. Ŝe to nic straconego. by w powolnym. A nawet w takim. mleku. Ani do tego w Nagano. powiedziała. Kąpałam się wrotenburo z widokiem na ocean. Kąpałam się w luksusowym kompleksie. Akimi i trzech japońskich staruszków uśmiechających się do mnie trzema złotymi zębami. Ŝe właśnie zaŜyłyśmy kąpieli w wodzie słynącej z tego. gdzie basenik był niewielką dziurą wykutą w nabrzeŜnej skale. gdy zaczynały kwitnąć wielkie. którego atrakcją jest kąpiel w wagoniku kolejki powietrznej wiozącej klienta piękną trasą widokową do -jakŜeby inaczej kolejnej kąpieli. aloesowym soku. mogłabym nigdy nie dowiedzieć się o Wodnych Dzieciach. Wodne Dzieci Gdyby nie doświadczenie. obejrzeć wszystkie świątynie. do którego trzeba było przedrzeć się ścieŜką wśród śnieŜnych zasp i potem na piętnastostopniowym mrozie. Mam jednak nadzieję. Nie większe niŜ lalki szare kamienne figurki o okrągłych buziach poświęcone są tym. które lubię. zanurzyć się w parającej kąpieli (i dzięki gorącej sake nie dostać zapalenia płuc). z jednej strony więc siedziałam ja. Byłam tam wiele razy. po co wybiera się do świątyni Hasedera w Kamakurze. gdzie zwykle byłam jedyną „gaijinką". Nie dotarłam niestety do onsenu. gdzie było kilkanaście baseników oferujących kąpiel w wodzie o róŜnej temperaturze. Poświęcona Wodnym Dzieciom (mizukó) Hasedera od początku mnie oczarowała swoim mrocznym urokiem. Taki widok mają stojące tam tysiące kamiennych posąŜków. I w pięknym starym sentó w Kioto. I w rotenburo w japońskich Alpach z widokiem na góry. gdzie atmosferę dŜungli stwarzały pleksiglasowe lwy i Ŝyrafy. ryŜowym winie i bóg wie czym jeszcze. „Tam jest moje Wodne Dziecko". gdzie wraz z ludźmi moczą się ponoć małpy pragnące w zimny dzień ogrzać swoje małpie kości. nadając wodzie kolor płynnego złota. Ŝe sprzyja zajściu w ciąŜę. gdzie część kobieca od męskiej oddzielona była tylko niską aŜurową ścianką. a na plastikowych palmach darły dziób sztuczne papugi. Dzięki nim kąpałam się w jaskini ciemnawej. opite wilgocią hortensje. z którego roztacza się widok na zatokę zasnutą obłokiem szarej mgiełki. sponad których wielkie pomarańczowe słońce wschodziło tak szybko jak podrzucona piłka plaŜowa. W kiczowatym „onsenie egzotycznym". a ludzie ze statków wycieczkowych przepływających poniŜej machali do nas przyjaźnie. będzie za nią przez resztę Ŝycia tęsknił pod prysznicem. pod niebem tak czystym jak wypolerowany lód zrzucić yukatę. Kamakura to pełne zieleni. Kąpałam się w zakolu rzeki bulgoczącym wulkanicznym wrzątkiem. połoŜone nad oceanem godzinę jazdy od Tokio. Wśród ich błękitnych i róŜowawych krzaków wspięłam się na wzniesienie. siarce. a z drugiej nasi męŜowie. kontemplacyjnym tempie. co i tak nie starczyło. które nigdy się nie narodziły. Stoją w grzecznych. równych szeregach jak skauci na . Kto raz zaznał kąpieli po japońsku.

207 apelu. Przystrojono je w wydziergane na szydełku czapeczki i sweterki, misternie uszyte kurteczki, niektóre nowe, inne spłowiałe juŜ od słońca i deszczu. Jedne ubrane są jak chłopcy, w sportowe bluzy i bejsbolówki, inne jak dziewczynki, w róŜowe falbanki, koronki i biŜuterię. Na szyjach czyjeś troskliwe ręce zawiązały posąŜkom szaliki i apaszki. U ich stóp leŜą czekoladki i cukierki, maskotki i laleczki, przy jednym stoi puszka coca-coli, przy kolejnym miseczka ryŜu z napisem „Hello Kitty", a posąŜek w króliczym futerku, mającym chronić go przed zimnem w podróŜy w nieznane, trzyma miniaturową parasolkę w kratkę modnej w Japonii firmy Burberry. Płoną kadzidła, ich zapach miesza się z wonią kwitnących kwiatów i mokrej ziemi, a posąŜki patrzą w przestrzeń pustymi kamiennymi oczami. Jakaś kobieta poprawia czapeczkę, która zsunęła się z kamiennej główki, inna kładzie u stóp jednej z figurek pięknie zapakowane ciastko ze słodkiej czerwonej fasoli. PosąŜki przedstawiają lizo, boddisatvę, opiekującego się Wodnymi Dziećmi. Wiele jest hipotez na temat początku obyczaju mizuko. Jedna z nich genezę współczesnych ceremonii wywodzi z sięgających VII wieku „dzikich" kobiecych rytuałów. Wówczas cięŜarne kobiety, które wiedziały, Ŝe nie będą w stanie wykarmić jeszcze jednego dziecka albo nie chciały go mieć z innych powodów, wchodziły do rzeki i stojąc godzinami w lodowatej wodzie czekały, aŜ pod wpływem zimna poronią (stąd Wodne Dzieci wzięły swoje imię). Potem lepiły z gliny posąŜek wyobraŜający usunięty płód i w tajemnicy odprawiały ceremonie mające przebłagać duszę, której odebrano moŜliwość inkarnacji. Aby uniknąć zemsty ze strony dziecka skazanego na pośmiertną tułaczkę, kobiety obdarowywały posąŜki zabawkami, karmiły i uspokajały, modląc się, aby dusza płodu wcieliła się w jakieś inne dziecko, któremu będzie dane przyjść na świat. Obyczaj ten, nie mający nic wspólnego z oficjalnym nurtem religii, przekazywany był z matki na córkę. MęŜczyźni nie brali udziału ani w decyzji o aborcji, ani w jej wykonaniu, ani w obrzędach mizuko, które dopiero potem związane zostały z oficjalnym kultem Iizó. W tej dramatycznej wersji genezy mizuko moŜe tkwić ziarno prawdy, ale nazwa obyczaju prawdopodobnie związana jest raczej 208 z ogólnym znaczeniem wody w buddyjskiej symbolice religijnej jako Ŝywiołu, który oznacza i śmierć, i odrodzenie. Dlatego wierzy się, Ŝe to na brzegach rzeki, która oddziela dwa światy, dusze mizuko utknęły, nie mogąc wrócić tam, gdzie mogłyby w spokoju oczekiwać na ponowną inkarnację. W tym smutnym i opuszczonym miejscu budują z kamieni wieŜyczki dla Buddy, które za kaŜdym razem burzą im demony. Tylko lizo, uproszony modlitwami i darami, moŜe je stamtąd wybawić. Zwyczaj mizuko nie był uznawany przez buddyjskie świątynie aŜ do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś około siedemdziesięciu procent świątyń świadczy usługę religijną zwaną mizuko-kuyó, w której zakres mogą wchodzić takie rodzaje opieki nad sprzedawanymi kobietom posąŜkami Iizó, jak ich mycie, ubieranie, palenie kadzideł, dostarczanie jedzenia i strawy duchowej w postaci regularnych modłów. Niektóre świątynie, tak jak Hasedera w Kamakurze, poświęcone są przede wszystkim Wodnym Dzieciom, w innych serwis ten ograniczony jest do comiesięcznych naboŜeństw i nie tak kosztowny jak nabycie własnego posąŜku. Instytucjonalizacja (i komercjalizacja) kobiecego zwyczaju mizuko nie była przypadkowa. Po wojnie świątynie straciły część ze swoich dochodów, a zwaŜywszy na to, iŜ w Japonii aborcja - łatwo dostępna i legalna - jest nadal jednym z

popularnych środków antykoncepcyjnych, szybko dostrzeŜono w mizuko-kuyó dochodowy interes. Świątynie Wodnych Dzieci zaczęły pojawiać się jedna po drugiej. Jako Ŝe w Japonii dopiero kilka lat temu zezwolono na pigułki antykoncepcyjne, a w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku połowa wszystkich ciąŜ była usuwana, moŜna być pewnym, Ŝe instytucjonalizacja mizuko-kuyó okazała się ekonomicznie opłacalna. Teoretycznie co druga kobieta mogła być klientką świątyni. W przeszłości Wodnymi Dziećmi nazywano te, które nie przyszły na świat w wyniku poronienia lub aborcji, urodziły się martwe albo umarły we wczesnym niemowlęctwie. W Japonii, gdzie jest jedna z najniŜszych na świecie śmiertelność noworodków, Wodne Dzieci powszechnie utoŜsamia się dziś z tymi, których matki nie zdecydowały się urodzić. 209 Uznając, Ŝe smutek i Ŝal po utracie dziecka nie są tak opłacalne jak poczucie winy, uczyniono kobiety jedynymi moralnie odpowiedzialnymi za aborcję. Tak więc - mimo iŜ dozwolone w świetle prawa - usunięcie ciąŜy naznacza kobietę piętnem, jakiego nie zostawia poronienie czy naturalna śmierć dziecka. Wystarczyło przekonać kobietę, Ŝe choroba, zdrada męŜa albo niezdane przez syna egzaminy wstępne to sprawa tułającej się po zaświatach duszy, której odebrano moŜliwość inkarnacji, by gotowa była wydawać wiele tysięcy jenów na jej szczęśliwe przejście na drugą stronę rzeki. W naciąganiu kobiet specjalizowali się oszuści podszywający się pod buddyjskich kapłanów, ale same świątynie nie były bez winy. Widziałam ulotkę reklamującą mizuko-kuyó, na której płód przedstawiony został jako Ŝądne zemsty wielkookie monstrum wczepione w kark kobiety. Nawet jeśli nie usuwało się ciąŜy, dreszcz przechodzi po plecach. Czy Michiko wierzyła, Ŝe dusza usuniętego płodu była odpowiedzialna za jej niepowodzenia? Miała wtedy osiemnaście lat; to wiek, gdy wierzy się w dziwniejsze rzeczy. Na przykład w obietnice wakacyjnych narzeczonych. Jej amerykański ukochany, nauczyciel angielskiego w Tokio, wyjechał, by wkrótce „ściągnąć ją do siebie". Nigdy więcej jednak się nie odezwał, listy Michiko pozostały na zawsze bez odpowiedzi, a pod numerem telefonu w małym miasteczku stanu Oregon nikt nie słyszał o jej chłopaku. Spora suma pieniędzy, jaką jej zostawił „na bilet do Ameryki", wystarczyła na aborcję i mizuko. Michiko, która póki co poznała męŜczyzn z jak najgorszej strony, zachowała nawet pewien sentyment dla Amerykanina, który „nie był aŜ taki zły". Mógł przecieŜ zostawić ją z niczym, usprawiedliwia swojego Pinkertona z Oregonu. Całą odpowiedzialność za aborcję Michiko bierze na siebie, tak jakby ojciec dziecka naleŜał do istot z natury zbyt słabych, by go nią obarczać. „Chcę, Ŝeby jej dusza nie była obolała", Michiko tłumaczy mi, dlaczego odprawia rytuał dla mizuko. „Jej", bo Wodne Dziecko Michiko jest dziewczynką. „Czuję w sercu, Ŝe to dziewczynka", mówi Michiko i stuka się w pierś, „Chcę ją pamiętać". Wiele japońskich feministek krytykuje zwyczaj mizuko-kuyó w jego współczesnym wydaniu. Twierdzą, Ŝe jest przykładem wyko210 rzystywania kobiet i wynika z hipokryzji japońskiego społeczeństwa, które zrzuca na nie całą odpowiedzialność za aborcję i obarcza winą jak za przestępstwo. Inne poszukują pozytywnych aspektów mizuko-kuyó wierząc, Ŝe mimo częściowej komercjalizacji w tradycji tej zostało coś autentycznego. Myślę, Ŝe mogą mieć rację. Dzięki rytuałowi mizuko-kuyó Michiko moŜe umieścić doświadczenie aborcji

w historii swojego Ŝycia. Raz na jakiś czas ta nowoczesna dziewczyna jedzie do Kamakury do swojego Wodnego Dziecka. Tak jak inne kobiety przywozi ze sobą coś słodkiego albo maskotkę, jakiś drobiazg, dzięki któremu jej nienarodzone dziecko przez chwilę staje się „córką". Zastanawiałam się, czy kobiety w naszej kulturze mają podobną moŜliwość? Z jednej strony potępiane za grzech, z drugiej skazane są na milczenie. Aborcja to coś, o czym w najlepszym razie po prostu się nie mówi; kobiece doświadczenie zgodnie wykluczane z tematów poruszanych przez kobiece czasopisma zajęte orgazmami, perfumami i modą. Wydaje mi, Ŝe japoński zwyczaj mizuko-kuyó pozwala kobietom takim jak Michiko na symboliczną reprezentację równieŜ innych uczuć niŜ wina. śalu i smutku utraty, która nawet jeśli konieczna i świadoma, pozostaje przecieŜ utratą. Matki, Ŝony i kochanki „Wtedy pewnie będę juŜ miała męŜa i dziecko", śmieje się Naomi, gdy mówię, Ŝe na dłuŜej wrócę do Japonii dopiero za dwa lata. Naomi ani nie jest zakochana, ani nie ma na myśli Ŝadnego konkretnego męŜczyzny, ale to nie jest w Japonii konieczne, by planować małŜeństwo. Japońsko-amerykańska autorka Mori Kyoko, pisząc w Polite Lies, Ŝe bycie Ŝoną to bardzo cięŜka praca, którą jednak kaŜda Japonka chciałaby dostać, przesadza. Połowa niezamęŜnych japońskich kobiet między trzydziestym piątym a czterdziestym rokiem Ŝycia deklaruje dziś zdecydowaną niechęć do zmiany stanu cywilnego, ale w tej drugiej połowie na pewno jest wiele powaŜnie zdeterminowanych, by jednak męŜa znaleźć. Z tradycyjnego punktu widzenia przymus małŜeński dotyczy obu płci. W opinii zwolenników tradycji niezamęŜna kobieta zawiodła społeczne oczekiwania, nie spełniając 211 swojej „naturalnej' roli Ŝony i matki, a wieczny kawaler moŜe mieć duŜe kłopoty z awansem w pracy. Szefowie patrzą na niego krzywym okiem, podejrzewając, Ŝe skoro nie poradził sobie z „obowiązkiem" załoŜenia rodziny, to coś pewnie jest z nim nie tak. MałŜeństwo to takŜe warunek, by zostać mamą, który dla wielu kobiet takich jak Naomi moŜe być decydujący. Nawet gdyby Michiko chciała urodzić dziecko Pinkertona, wszyscy odradzaliby jej to. Rzecz nie w tym, Ŝe jej ukochany był cudzoziemcem, lecz w tym, Ŝe w Japonii najpierw wychodzi się za mąŜ, a potem ma dzieci. Innej kolejności - póki co - nie przewiduje się i na kaŜde sto japońskich mam tylko jedna jest samotna; wśród rozwiniętych krajów świata najmniej nieślubnych dzieci rodzi się właśnie w Japonii. W społeczeństwie nade wszystko ceniącym rodzinę, dziecko jej pozbawione skazane zostaje na los wyrzutka. Samotną matkę uwaŜa się raczej za samolubną i nieodpowiedzialną egoistkę niŜ osobę, która miała dość odwagi, by sama zmierzyć się z trudem wychowywania dziecka, i której w związku z tym społeczeństwo powinno pomóc. Dziś ani kobiety, ani męŜczyźni nie spieszą się w Japonii do zostania rodzicami, liczba urodzeń dramatycznie spada, a wiek zawierania małŜeństw naleŜy do najwyŜszych na świecie. Grupa „samotnych pasoŜytów", jak czasem określa się singli w Japonii, rośnie, ale znaczna część z nich (statystyki pokazują, Ŝe nieco więcej niŜ połowa) - tak jak Naomi - w pewnym momencie rozejrzy się za partnerem odpowiednim do małŜeństwa. Kiedyś na kobietę po dwudziestym piątym roku Ŝycia mówiono w Japonii Christmas cake, uwaŜając ją za przeterminowaną jak niekupione w odpowiednim czasie ciasto świąteczne, którego po tej dacie nikt nie tknie. Od jakiś dwudziestu lat

Gdy obie strony zgadzają się. Ŝe dziś miai-kekkon cieszy się rosnącą popularnością. mającymi synów „na zbyciu". Jeśli zostanie panną. W rodzinach samurajskich był to jedyny właściwy sposób wydania córki za mąŜ. a w społeczeństwie starzejącym się w takim tempie jak japońskie juŜ opieka nad rodzicami jest duŜym obciąŜeniem finansowym.konsultuje się z rodzinami o podobnym statusie. Ŝe ta liczba moŜe być wyŜsza. w której dobrze skorzystać z pomocy profesjonalistów". Wyjściem. bo Japonki zaczęły wychodzić za mąŜ koło trzydziestki. długie godziny pracy. gdzie ludzie przeciwnych płci mają niewiele okazji do wspólnej socjalizacji. utrudnia jednak znalezienie odpowiedniego partnera. musi się pospieszyć. Wymieniane są Ŝyciorysy. a w nowoczesnej Japonii miai-kekkon stał się jednym z dwóch (obok ???'??-??????. fotografie. tym bardziej Ŝe jej rodzice i starszy brat nalegają coraz bardziej. powiedział młody człowiek w programie telewizyjnym. „MałŜeństwo to bardzo odpowiedzialna decyzja.mieszka z rodzicami. panna w wieku trzydziestu pięciu lat.uwaŜają teraz swój 213 związek za zawarty z miłości. „małŜeństwa z miłości") powszechnie przyjętych sposobów znalezienia partnera. Ogólna zasada jest taka. Ci.na przykład rodzice Naomi . który oglądałam z Mariko. Naomi. Jest kilka sposobów na zaaranŜowanie małŜeństwa. W kraju. Kobiety w moim wieku. A to dlatego. Samotniczy tryb Ŝycia Naomi.japońska stara panna stała się raczej ciastem noworocznym. spędzające wolny czas z innymi kobietami w kawiarniach dla kobiet. Szybkie tempo Ŝycia. ale niektórzy twierdzą. Ŝe panna i kawaler pasują do siebie. jakie pozostaje Naomi. nie dorastali do jej oczekiwań i wśród swatających ją ciotek wyrobiła sobie opinię osoby zbyt wybrednej i mającej nierealistyczne oczekiwania. Naomi pracuje w administracji domu opieki dla staruszków. które bez tego zwyczaju skazane byłyby na samotność. małŜeństwo aranŜowane zawiera od dwudziestu do czterdziestu procent Japończyków. a cały wolny czas poświęca Takarazuka i jej szanse na spotkanie właściwego partnera bliskie są zeru. Współcześnie o-miai pomaga spotkać się dwóm osobom. Ŝe nie odpowiadał jej ani zamoŜny ponadpółwiekowy wdowiec z dwójką dorosłych dzieci. tenŜe brat będzie odpowiedzialny za jej byt na starość. a małŜeństwo z miłości jest stosunkowo nowym wynalazkiem. którzy spotkali się dzięki o-miai. tym większe prawdopodobieństwo. czyli małŜeństwo zaaranŜowane (o-miai to „swatanie" kandydatów na męŜa i Ŝonę). przychodzi czas na pierwszą randkę i zakłopotani niemal do omdlenia młodzi spotykają się w . mogłyby w przeciwnym razie nigdy nie spotkać męŜczyzn. Ŝe to efekt o-miai. bo ci. W przeszłości aranŜowane małŜeństwo słuŜyło połączeniu dwóch rodzin. czyli ???'??. Zainteresowana rodzina . przedyskutowane wady i zalety kandydatów. która -jak 212 większość japońskich singli . jest miai-kekkon. spowodowana segregacją płciową nieśmiałość wszystko to powoduje. ani podstarzały playboy z uczernionymi włosami (i to mimo iŜ miał własną restaurację). których podsuwała Naomi bliŜsza i dalsza rodzina. chodzących wraz z innymi męŜczyznami do barów dla męŜczyzn. zakochali się w sobie i nie bez pewnej racji . a ewentualne uczucia młodych nie miały Ŝadnego znaczenia. Ŝe im wyŜszy wiek małŜonków w chwili zawarcia związku. akty urodzenia. Według róŜnych statystyk. idea omiai nigdy nie umarła.

Kawalerowie z japońskich wiosek bliscy są desperacji.tak jak Naomi zbyt stara i zbyt wybredna.podobno rzadziej . by -juŜ bez przyzwoitek . która nie tylko jest świetną gospodynią i mistrzynią ikebany. aby nie był jedynym lub najstarszym synem. inne w lekarzach i adwokatach. stanowczo wykluczona. która w razie finalizacji związku będzie hojnie obdarowana za tę przysługę. chwali syna pan Sato.swat). co z jakichś powodów bywa dla wielu Japończyków waŜnym kryterium przy wyborze partnera. Instytucje takie reklamują się. mówi Naomi. Jeśli młodzi wpadną sobie w oko.nieczułe na rustykalny urok bycia Ŝoną farmera uciekają do miast w poszukiwaniu lepszego Ŝycia. Lepiej teŜ. Jeśli ta tradycyjna metoda swatania zawodzi. to teraz decyzja naleŜy do nich i mogą umówić się. Póki co szanse na dobrego kandydata są jednak duŜe. Za to japońskie panny mogą przebierać.spróbować poznać się lepiej podczas randebu w kawiarniach. a do dobrego tonu naleŜy zorganizowanie go w restauracji eleganckiego hotelu. hotelach miłości. parkach. na jakie delikwent musi szczegółowo odpowiedzieć. Pośrednictwem między rodzinami zajmuje się zwykle swatka (lub . podchwytuje pani Yamamura i wylicza zalety córki. której właściwie trudno odmówić sensowności. bo wówczas na Naomi spadnie cięŜar opieki nad jego rodzicami na starość i to najpewniej ona będzie musiała zapraszać rodzinę męŜa na japońskie święta. jakiego za nich dokonała swatka. Pierwsze spotkanie odbywa się w jej towarzystwie. Podobno najdłuŜszy formularz wpisowy liczy sobie ponad siedemset pytań. jedne specjalizują się w biznesmenach. kto pasuje i nie spodziewać się cudów?" Jakiego kandydata szuka Naomi? „Absolwent dobrego uniwersytetu. zachęcając. brzmi odpowiedź. bo dziewczęta . bo mimo . bo na przykład panna jest . Dzięki szczegółowym odpowiedziom komputerowa swatka układa dla zainteresowanej listę najbardziej pasujących panów. ich małŜeństwo zawarte zostaje zwykle juŜ po kilku miesiącach. Ŝe mają na składzie wyłącznie oferty powaŜnych kandydatów z dobrym zawodem i nieskazitelnym pochodzeniem. Nie lepiej od razu wybrać kogoś. „Motonori to ulubieniec szefa". rzadziej.towarzystwie swoich rodzin. Gdy panna i kawaler zadowoleni są z wyboru. „w przyszłym roku awansuje na kierownika działu sprzedaŜy". „MałŜeństwo z miłości jest moŜe bardziej nowoczesne". a ewentualność. a sami zainteresowani starają się nie umrzeć z zakłopotania. Ŝe pochodzenie wszystkich panów zostało zbadane jak najdokładnie. wysokiego wzrostu i takiŜ zarobków". Na Zachodzie duŜo uwagi poświęcacie miłości. jaką grupę krwi mają kandydaci na małŜonków. Gdyby Naomi przeciągnęła decyzję o zamąŜpójściu kilka lat dłuŜej. W Japonii Ŝyje więcej męŜczyzn niŜ kobiet i to oni mają naprawdę powaŜny problem. „ale teŜ bardziej ryzykowne. Ŝe przyszły małŜonek/małŜonka 214 naleŜy do burakumin. moŜna zwrócić się do jednej z prestiŜowych agencji specjalizującej się w o-miai. część decyduje się nawet na Ŝony importowane z Azji Południowo-Wschodniej lub. by szukać następnej. a potem miłość mija i rozwodzicie się. Przy wspólnym lunchu rodziny opowiadają sobie nawzajem o zaletach swych pociech. Z dossier biur dowiedzieć się moŜna nawet. „Nasza Eriko ma takie czułe serce!". z biednych krajów byłego Związku Radzieckiego. dodając. najniŜszej w społecznej hierarchii kasty japońskich niedotykalnych. jedynie mocno starszawy wdowiec z dorosłymi dziećmi byłby osiągalnym kandydatem dla tak starego „ciasta noworocznego". ale równieŜ pięknie śpiewa i grywa w tenisa.

spędzane w niej długie. Ŝe jest to ich codzienny zwyczaj. Dla Naomi pragnienie zostania mamą jest głównym powodem. Gdy Naomi wyjdzie za mąŜ za „wysokiego i dobrze zarabiającego absolwenta dobrego uniwersytetu". nie będzie spędzać ze swoim męŜem wiele czasu. za którego podstawę wystarczy jej raczej zgodność wieku i statusu niŜ wielka namiętność.to wszystko sprawia. co ma w Japonii dodatkowy sens. placach zabaw widziałam niemal wyłącznie kobiety. Ŝe małŜonkowie mijają się.„zaawansowanego" wieku urodziwa i pełna cichego wdzięku Naomi ma zalety nie do pogardzenia. czekającą na niego z kolacją i kąpielą. Dojazdy do pracy.wychowywaniem dziecka. Kobiety uwaŜane są za siłę stojącą za niebywałym sukcesem Japonii po drugiej . Ŝe ludzie. Ŝe moich kolegów wyjątkowo zatrzymały w biurach jakieś niezwykłe. MęŜa będzie widywała rano (jeśli wstanie zrobić mu śniadanie) i wieczorem (jeśli stanie się dobrą japońską Ŝoną. nagle przez cały dzień tkwiący w domu. teraz. która łączy ją z dzieckiem. dosłownie . jest nie lada kłopotem dla kobiety. parkach. po trzydziestu paru latach spędzonych w firmie. długie godziny i zwyczaj socjalizowania się w gronie kolegów po godzinach . Ŝe dla statystycznej Japonki wśród relacji rodzinnych nadal najwyŜej ceniona jest ta. 216 MoŜe na uniwersytecie miał większy pokój i lepszą klimatyzację. jako Ŝe ze względu na bardzo skomplikowany system recyklingu pozbycie się nawet takich nieoŜywionych „wielkich śmieci" jak stara lodówka czy pralka jest rzeczywiście i kłopotliwe. Za dnia w centrach handlowych. ograniczy swoje wizyty w teatrze Takarazuka i dołączy do powaŜnych pań domu ze swojego sąsiedztwa. a potem zajmą się swoimi sprawami. a Naomi domowymi troskami i . Po wystawnym weselu państwo młodzi polecą na tydzień miodowy na Hawaje. stanie się okusan. Stosunkowo duŜy procent rozwodów w Japonii ma miejsce w zaawansowanej grupie wiekowej. aŜ do emerytury. dzieci i staruszków. Jest zdecydowana rzucić pracę w domu opieki i zostać pełnoetatową 215 gospodynią domową. Ŝartują Japonki. ale co humanista Satoru robi do późnej nocy w biurze. a podobno większość ciągle czeka). gdy muszą przebywać ze sobą nieustannie. MąŜ. Badania socjologiczne pokazują. dla którego postanowiła porzucić miłe Ŝycie „samotnego pasoŜyta" i podporządkować się zasadzie: „Najpierw mąŜ. FidŜi lub Guam. którzy mijali się przez kilkadziesiąt lat. MoŜe jednak. Ŝe w firmach praca wygląda inaczej. i kosztowne. a moŜe w Japonii po prostu wypada siedzieć w pracy jak najdłuŜej. mąŜ pracą dla firmy. nie mogą się ścierpieć. bo męŜczyzna przez większą część czasu. Pozwy częściej wypełniają kobiety . bo okazuje się. najzwyczajniej w świecie zakocha się w kandydacie poznanym dzięki o-miai.wkrótce . jest po prostu gdzie indziej. a męŜa-emeryta pieszczotliwie nazywają „wielkim śmieciem". kogo nawet nie lubią. potem dziecko". która dotąd świetnie radziła sobie sama. Na początku pobytu w Japonii zdumiona ruchem na kampusie w późnych godzinach nocnych myślałam. Jeśli zawrze aranŜowane małŜeństwo z rozsądku.„osobą wewnątrz (domu)". czego jej Ŝyczę.ich średnia Ŝycia jest najdłuŜsza na świecie i nie mają zamiaru spędzać następnych paru dziesiątków lat w towarzystwie kogoś. ale szybko okazało się. „MąŜ powinien być zdrowy i nieobecny". a nieznane mi wydarzenia. Rozumiem. Przeciętna japońska Ŝona sprawuje w domu władzę niepodzielną. pozostało dla mnie tajemnicą. jakby prowadzili osobne Ŝycia.

Ayaki. a męŜowie nie zaniedbują rodzin z ich powodu. a ich dwójka dzieci ma róŜne . ten. Ŝe japońskie społeczeństwo działa jak elitarny klub. której kierunek jest dokładnie ustalony przez społeczeństwo: „Para otrzymuje wskazówki. Mariko ? ????. Z czasem opieka i bezpieczeństwo zapewniane przez elitarny klub zwany japońskim społeczeństwem okazują się dla nich waŜniejsze niŜ wolność postępowania po swojemu. prostytutki.wojnie światowej. To kobieta prowadzi przez całą drogę niezaleŜnie od pogody" (Mori. bo nie stanowią zagroŜenia dla trwałości rodziny. pijąc z kolegami po pracy. Naomi zaczęła umawiać się z męŜczyzną poznanym dzięki o-miai. . jakie przeciętny japoński mąŜ moŜe spotkać. Nie zdziwiło mnie. 1997. hostessy. W latach powojennych stało się zwyczajem w wielu rodzinach. która rozwiodła się w imię protestu przeciw ograniczającej ich wolność formie małŜeństwa po japońsku. przyjąć męŜowskie). nigdy nie odzywając się ani słowem. Za wizyty męŜów w barach i klubach. Oczywiście dopóty. ponoć nie spędzają snu z powiek przeciętnej Ŝonie. masaŜystki. dopóki kobiety z mizushóbai wiedzą. a młodsza. Ŝe ściśle przestrzegają zasad. z której ta wydzielała mu jedynie kieszonkowe na drobne wydatki. Ŝe był wysokim i dobrze zarabiającym absolwentem Uniwersytetu Tokijskiego. „związku na dwa samochody". MęŜczyzna dostarcza samochód. wiele buntujących się za młodu w końcu idzie na kompromis. po matce. Japoński mąŜ nie powiedziałby więc tak. Mariko wróciła do swojego nazwiska (wychodząc za mąŜ musiała. Niekonwencjonalny styl Ŝycia sprawia. oboje robią karierę akademicką. który Mariko ? ???? udało się zbudować w konserwatywnej Japonii. Mimo iŜ jednym z potocznie uŜywanych japońskich określeń na Ŝonę jest „głupia Ŝona". jakie widziałam. Japońska Ŝona w latach sześćdziesiątych stała się odpowiedzialna za wszystkie decyzje dotyczące domu i rozporządzanie finansami. Paradoksalnie wśród wielu związków. spokojna kobieta dobrze wiedziała. gdy ???? dosta! zagraniczny kontrakt. bo zarabiane przez niego pieniądze nie naleŜą do niego. Ŝe mają mnóstwo kłopotów: od sąsiedzkich szykan po odmowę wizy dla Mariko i dzieci. Jeśli miał ochotę kupić sobie na przykład garnitur od Armaniego czy inną ekstrawagancję. jak powiedziałaby Mori. jak nasz macho Kowalski: „Moja Basieńka wybiera. Ŝe mąŜ przekazywał Ŝonie swoją pensję. pod warunkiem. Mając tego świadomość. Przy którejś z kolacji Mariko powiedziała mi. Kobiety z mizu-shóbai. jedzenie i wyposaŜenie. bo ta nieśmiała.w porównaniu z Ŝyciem statystycznej japońskiej rodziny . moŜe usiąść w fotelu dla pasaŜera i zasnąć.byłoby niewybaczalne.postawione na głowie. jest przykładem o wiele rzadszego w Japonii. gdzie ich miejsce. płacą firmy. naleŜy do najbliŜszych feministycznej idei partnerskiej relacji. lecz do rodziny. a ich codzienne Ŝycie jest . zwane z niemieckiego arubaito. 128). Mariko ? ???? mieszkają razem. chcąc nie chcąc.naruszając ustalony porządek . a ja płacę". s. Gdy wyjeŜdŜałam z Japonii. które odwiedzają w towarzystwie kolegów z pracy. których musi dokładnie się trzymać. para intelektualistów-kontestatorów. który otacza swoich członków opieką i gwarantuje im bezpieczeństwo. musiał wziąć dodatkowo płatne zlecenia.urodzony w małŜeństwie syn nosi nazwisko po ojcu. dziś juŜ jednak nie tak hojne jak w złotych czasach bubble eco-nomy. to od lat sześćdziesiątych XX wieku dźwigała ona odpowiedzialność o wiele większą niŜ przeciętna gospodyni domowa z Cincinnati czy Wałbrzycha. Dokonawszy tego. Mori porównuje tradycyjne japońskie małŜeństwo do 217 podróŜy samochodem. co .

Ŝe Naomi poprowadzi samochód. W imperium zmysłów. jak sama nazwa wskazuje. zwany tradycyjnym małŜeństwem po japońsku. Gejsze i hostessy. powiedziała Yukiko. falliczny festiwal w świątyni Kanamara-sama kolo Kawasaki. powinno zresztą brzmieć inaczej: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. Imperium zmysłów „W Japonii ludzie kąpią się codziennie. zapachu spalin. lecz skarlał zmieniając się w swoje przeciwieństwo". Soaplandów (kuszących kąpielą i seksem). . Ŝe trzeba pojechać po nią do Tokio". geje i rodziny z małymi dziećmi idą w procesji za niesionym przez kapłanów shintó wielkim fallusem .„nie 219 umarł wprawdzie. „spektaklu". jakim jest dla ludzi Zachodu Japonia. z jaką lawirowała swoją 218 toyotą po zatłoczonych tokijskich ulicach. to znaczy. co mu się podoba. wyrafinowanej erotyce. ale i panie mają kilka miejsc.takich atrakcji nie ma nawet na Manhattanie. Myślę. a swą nazwę zawdzięcza planom zbudowania tam teatru kabuki. męŜczyźni grający dziewczyny. parasoli i wachlarzy. Mam jednak nadzieję. obiecując. w którym czuła się tak dobrze. W kulturze Zachodu Eros został poddtruty chrześcijańską miksturą i jak mówi Nietzsche . podglądaniu). wilgoci i sake. do której tak często ono prowadzi. którego istotą jest dziejący się na scenie akt seksualny. podczas którego transwestyci. W porównaniu ze sławną Yoshiwara. „grzech" nie rzuca nań swojego mrocznego cienia. Upalny wieczór końca pory deszczowej gęstniał w noc pełną świateł rozpływających się w wilgotnym powietrzu jak akwarelki. gdzie jego miejsce. szczupli chłopcy (albo dziewczęta przebrane za takiŜ chłopców) czekają. Ŝe jej jeszcze nie wynaleziono". który jednak nigdy nie powstał. gdzie ładni. to znaczy. stanowczo i z taką samą wprawą. video boxów (mających do sprzedania tylko ekran telewizora plus pudełko chusteczek higienicznych). sex--shopów. W Japonii wypuszczono go na wolność. Ŝe od czasu do czasu uda jej się zaparkować na chwilę i wrócić do świata dziewcząt z Takarazuka. Powiedzenie: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. moŜe robić. hotele miłości.czego chce. Miejsca. kobiety przebrane za męŜczyzn. by bawić je rozmową i rozpieszczać wedle Ŝyczenia. Spacerowałyśmy właśnie w Kabuki~chó wśród pink-salonów {????? saron oferuje seks oralny lub ręczny). Siedzibą mizu-shóbai stało się po drugiej wojnie światowej. Japończycy nie lubią naszego zainteresowania erotyczną sferą ich kultury i egzotyzacji. ale przyćmiła juŜ sławą swą starszą siostrę w „wodnym biznesie". Tokijska noc w Kabuki-chó większą część swojej bogatej oferty przeznacza dla męŜczyzn. „klubów Toma podglądacza" (słuŜących. Trudno jednak oprzeć się fascynacji. Ŝe dopóki wie. albo podobnego „spektaklu". W materiałach przeznaczonych dla turystów moŜna znaleźć reklamy niektórych uciech oferowanych przez tokijskie dzielnice rozpusty: zwykłego striptizu. czystej. jest dziś miejscem. moŜemy karmić naszą fantazję o wolnej od poczucia winy. Seks nie moŜe więc być brudny". PołoŜone tuŜ obok jednej z największych w Tokio stacji kolejowej Shinjuku. tłoczących się ciał. gdzie moŜna znaleźć płatną miłość na kaŜdy portfel i gust. Znaczenie słowa „seks" w japońskiej kulturze bliŜsze jest raczej „zabawie". barów karaoke (zwykłych lub z nagą śpiewaczką do towarzystwa). wzbogaconego o moŜliwość aktywnego udziału ze strony publiczności. Kabuki-chó ma krótszą tradycję. niŜ powaŜnemu „uprawianiu miłości".

są łatwiejsze do kupienia niŜ worek ryŜu. ale w świecie wyobraźni pozwalamy sobie na wszystko to. w całodobowych sklepach spoŜywczych. czyli mniej niŜ przeciętne czasopismo dla kobiet i połowę z tego. Dla nas pornografia nie jest teorią gwałtu. jaką z nim nagrałam. listy czytelniczek. ale jednym z przejawów nieograniczonej ludzkiej fantazji. na przykład „Binetsu".są niegrzecznymi Harleąuinami w obrazkach. Autorzy Lady's comic nie bawią 222 się w hipokryzję i opisy przyrody i dlatego obrazki dotyczące spraw . ale około jednej trzeciej stanowią gospodynie domowe. co najtańsza ksiąŜka. „Taboo" i „Manon". mówi Satoru. „odpręŜyć się". Ŝe w większości są to kobiety pracujące zawodowo. gdzie zawoalowany opis zastępuje się dosłownością obrazu. na przykład erotyczne manga zwane Lady's comics. Co miesiąc około miliona Japonek kupuje pornograficzną manga. Kosztuje od 400 do 600 jenów. sąsiadując z barami MacDonald's i „suszarniami".trzydziewści lat i połowa z nich jest zamęŜna. diety odchudzające i reklamy erotycznych gadŜetów. właścicielka księgarni w moim sąsiedztwie od razu wykłada na stojak przy wejściu. w rozmowie o pornografii. MoŜna znaleźć je w publicznej pralni i poczekalni u dentysty. w których dominuje szczęśliwe Ŝycie rodzinne z właściwym partnerem. Oprócz historyjek są tu horoskopy. Zaintrygowało mnie. jak bohaterkę „przenika dreszcz poŜądania". „zapomnieć o stresach związanych z pracą". i kobiety. Badania rynku pokazują. Pytane. „Ucieczka od rzeczywistości" . co wydaje mi się zresztą najbardziej perwersyjne. jak „porywa ją w silne ramiona". jaką kobiety często przypisują popularnym romansom . co wy represjonujecie. by wracające z pracy urzędniczki albo robiące zakupy gospodynie mogły zerknąć. W „Taboo". Japończycy". dlaczego kupują Lady's comic. Przeciętny Lady 's comic ma około 400 stron i kolorową okładkę. „podkreślając męskość". UwaŜają się za „nowoczesne kobiety". a ona „oddaje mu się z drŜeniem". Bo są „łatwe". tym ciekawiej".to sformułowanie powtarzane przez wiele respondentek. „Manon" czy „Binetsu" narysowane jest więc. Im dziwniej. „My. Ŝe pozwalają im one „oderwać się od codzienności". „przyjemne" i „nie wymagają myślenia". podróŜowaniem i konsumowaniem nowoczesnych. 220 Lady's comic moŜna znaleźć w księgarniach. Najczęściej mają dwadzieścia . Mają tradycyjne kobiece marzenia. czyli „komiksy dla pań". A fantazjują i męŜczyźni. co nowego mamy w tym miesiącu. Postanowiłam przyjrzeć się Lady's comic. podczas gdy czyni to około dziewięć milionów męŜczyzn (i to raczej oni ponoć „podbierają" komiksy tego typu z kobiecych półek niŜ odwrotnie). w kioskach na stacjach kolejowych. na czym polega „nieograniczona fantazja" dorosłych kobiet w imperium zmysłów. tym lepiej. jak lędźwie bohatera „opinają dŜinsy". Swoją „nowoczesność" utoŜsamiają z moŜliwością pracy poza domem. Im więcej.gdzie kupuje się seks i zaspokaja erotyczne fantazje. na której zwykle zamieszczone jest zdjęcie białej modelki. Nowe numery najbardziej poczytnych „komiksów dla pań". zachodnich towarów. Pornografia w postaci Lady's comic spełnia więc podobną rolę do tej. japońskie kobiety tłumaczą. jak chcą amerykańskie feministki. „mamy wprawdzie o wiele bardziej restrykcyjny system społeczny. ale w Japonii na masową skalę produkuje się takŜe materiały tego typu dla kobiet. pornograficzne materiały leŜą tuŜ obok niewinnych czasopism o modzie i poradników dla wędkarzy. Powszechna dostępność pornografii dla męŜczyzn jest dobrze znaną sprawą. są w Tokio zrośnięte z miejskim krajobrazem.

Dziś zostało ich tu kilkadziesiąt. Od gejszy do hostessy Gdy pisałam tę ksiąŜkę. Ŝe liczba cudzoziemców na urokliwej uliczce wiodącej wśród herbaciarni jest niemal równa liczbie Japończyków. jak zawsze i wszędzie.pozałóŜkowych są zredukowane do niezbędnego minimum. zagaił. a bohaterowie niemal od razu przystępują do rzeczy. która w normalnych okolicznościach powędrowałaby raczej do najbliŜszego muzeum sztuki współczesnej. pierwsze kroki skierowaliśmy do dzielnicy Gion. mój znajomy z branŜy filmowej zadał kolegom z pracy pytanie: „Z czym kojarzy ci się Japonia?" Wśród wymienionych przez nich skojarzeń była gejsza. są w nich gburowaci macho i ksiąŜęta z bajki. kiedyś unikalna subkultura kobiet kształconych na mistrzynie tradycyjnych sztuk i na doskonałe masaŜystki męskiego ego. Zestaw seksualnych fantazji w Lady's comic jest podobny do menu w McDonaldsie. słuŜy męskiej przyjemności. Ŝe prędzej czy później temat ten do mnie powróci. by odkryć. Tkwiła gdzieś miedzy samochodem marki Toyota a komputerem Toshiba. szeregową zabudowę i ocalono wiele drewnianych domków o oknach zasłoniętych bambusowymi roletami. cała reszta. W japońskim imperium zmysłów dla kobiecych fantazji wydzielony jest malutki margines. obok ogrodu zen i pornograficznej manga. Niektóre z nich to herbaciarnie. jak zrobił to Bornoff w Pink Samurai. Ŝe nieprawdziwi. którą zaraz na początku pobytu zobaczyłam w Yoshiwara. Zachowano tam niską. by ujawnić swe wady. chodzili tam i z powrotem. poparła ich moja przyjaciółka.Ŝyje wciąŜ jednak w wyobraźni Zachodu. królestwa najbardziej poŜądanych kobiet świata. ani tym bardziej te z Tokio . dziś jest ginącą tradycją. Poszliśmy więc do Gion i dotarli tam w gęstym upale wczesnego sierpniowego wieczoru. to jeden z „sekretów". „Mogą być gejsze". Podobnie jak my. japońską cepelią. upychanego do metra przez pracownika stacji. Kobiety w kulturach zdominowanych przez męŜczyzn mają podobne fantazje erotyczne. tajemniczy nieznajomi nigdy nie zostający na tyle długo. Świat gejsz. 223 Gdy mojego pierwszego japońskiego lata wybrałam się na dłuŜej do Kioto z męŜem i przyjaciółmi. O Lady's comic nie rozmawia się otwarcie. Ŝe kobiety potrzebują materiałów pobudzających erotycznie. w japońskiej kulturze uznawany jest za coś oczywistego. w całym Kioto koło dwustu. zbyt doskonali. urodą i ceną. rękawem kimona zawadzała o łokieć sarariimana. RóŜnica polega na tym. Gejsza . Gion to jedna z najpiękniejszych dzielnic Kioto. Dlatego nie zdołałabym przeprowadzić empirycznych badań do 719-stronicowej ksiąŜki o „erotycznej eksploracji japońskiego społeczeństwa". papkowaty i raczej nudny. i paru smętnych perwertów. być moŜe była znakiem. „Chodźmy zobaczyć gejsze". w których odbywają się przyjęcia z udziałem gejsz. Ta jedyna tokijska.kwintesencja marzeń Zachodu o kobiecie Wschodu . Nalegał na to mój kolega.ani te z nadrzecznej dzielnicy Pontochó. czyli uniwersalny. ocierała się o reŜysera Takeshiego Kitano. obwieszeni sprzętem fotograficznym.nie dorównywały mistrzyniom z Gion wyrafinowaniem. MoŜna -jeśli ma się szczęście i . jaką trzeba było płacić za ich towarzystwo. ale ich obecność w kaŜdej księgarni nikogo nie gorszy ani nie szokuje. między Pokemonem a projektantem mody Yamamoto. bo wiadomo. iŜ fakt. Trzy wieki temu pojawiły się tu pierwsze gejsze i Ŝadne inne . który na co dzień jest dyrektorem w mało rozrywkowej instytucji i powaŜnym człowiekiem w średnim wieku.

którzy przez cały ten czas stali naprzeciw budynku o drzwiach zasłoniętych ciem-nowiśniową zasłoną z namalowanym na niej chińskim znakiem. a alabastrowo białe twarze zastygły w nieruchome maski o wzroku skierowanym gdzieś ponad naszymi głowami. niektóre kontynuują rodzinną tradycję. jakie kiedyś rodził głód. Szły proste jak struny z wysoko uniesionymi głowami. i oczywiście nikt w Japonii nie sprzedaje juŜ córek do domów gejsz. spytała nas jedna z dwóch identycznych blondynek o urodzie Claudii Schiffer i gdy ustaliliśmy. w tym bliźniaczki. Przed wojną przyjmowano tu na naukę dziewczynki kilkuletnie. złota. rozsiewając złote refleksy. Nad Gion powoli zapadała noc. młodziutka dziewczyna. Zobaczyliśmy je od razu.jak wszystkie dziewczyny świata . Ŝe powiedziałam maiko. Wydawali się na coś czekać. „Na co czekacie?". co nadaje ich upudrowanym dziecinnym buziom wyraz naiw225 nego zdumienia i słodyczy. A większości brakuje teŜ podobno uporu i wytrwałości w nauce. Grzebyki z wiszącymi kwiatkami chwiały się w rytm kroków maiko. wskazując dłonią w kierunku tajemniczego w budynku. sprzedawane przez biednych rodziców z nadzieją. długie rękawy kimon wartych setki tysięcy jenów szeleściły jak skrzydła. Ŝe dołączyło do nas jeszcze dwoje Japończyków i czteroosobowa wycieczka z Niemiec. która ukończyła gimnazjum. inne ulegają fascynacji światem „kwiatów i wierzb". Tak minęła jeszcze godzina i nasza grupa została zasilona przez dwoje Szwedów. niczym korespondenci wojenni.cierpliwość . W przeciwieństwie do gejszy. mieli aparaty fotograficzne o obiektywach dłuŜszych niŜ wszystkie nasze razem wzięte. podczas której przemierzyliśmy uliczkę kilkakrotnie. Ŝadna nie . powiedział jeden z Japończyków. młodzi postanowili mimo wszystko poczekać z nami. Wyglądały jak rajskie ptaki o czarnych łebkach. a nie Michael i Ŝe chodzi o gejsze praktykantki. Maiko to gejsza praktykantka. Nieśmiało stanęliśmy koło nich. nierzeczywiste wśród przechodniów w zachodnich ubraniach i turystów oniemiałych z zachwytu. maiko mają pomalowaną na jaskrawą czerwień zwykle tylko górną wargę. Ich kimona w odcieniach czerwieni. KaŜda z trzech dziewcząt niosła pakunek zawinięty w chustkę furoshiki. najprawdziwsze z prawdziwych. gejsze z Gion. a nie o Michaela Jacksona. który wziął za gejszę zwykłą kobietę w kimonie i rzucił się za nią z aparatem ku dyskretnej uciesze Japończyków w kamizelkach korespondentów wojennych. grupę gospodyń domowych z Wyoming i dwa włoskie małŜeństwa w średnim wieku. „Maiko". Dziewczęta decydują się na tę pracę z własnej woli. Krótkie zamieszanie spowodował jeden z Niemców. Dziś zostać maiko wolno dopiero kilkunastolatce. Przez godzinę. róŜu i seledynowej zieleni lśniły w mroku. Trzy maiko. Ubrani byli w paramilitarne kamizelki z mnóstwem kieszonek.o Ŝyciu innym niŜ szara codzienność. marząc . Ŝe przynajmniej będą miały co jeść. Ich stroje o długich rękawach są o wiele jaskrawsze. W ciągu pierwszej półgodziny oczekiwania na maiko nie zdarzyło się nic ciekawego oprócz tego. Ŝe dzisiejsze prak-tykantki są po prostu zbyt stare.zobaczyć je idące ulicą. 224 Otoko-yaku Hikaru Asami. a ozdoby we włosach liczniejsze niŜ te noszone przez dorosłe gejsze. nie udało nam się zobaczyć nawet cienia gejszy. ucząca się dopiero tego fachu. To na nie polowali turyści z aparatami fotograficznymi. Stare mistrzynie mówią. by dobrze nauczyć się tradycyjnych sztuk. ale naszą uwagę zwróciło dwóch starszych Japończyków.

a hostessa z luksusowego klubu o dobrej reputacji znajduje się na szczycie hierarchii mizu-shóbai. a przeciętne od stu do trzystu.. Były zupełnie nieosiągalne niczym boginie. Ona dostanie wysoki napiwek. Przez kilkanaście sekund Japonia taka. uśmiecha się. Seks mają do zaoferowania dziewczyny z Krainy Mydła albo RóŜowych Salonów. ale nie musi tego robić. a do klubu obsługiwanego przez hostessy męŜczyźni przychodzą w innym celu. W ekskluzywnych klubach Akasaki i Ginzy drogo i wytwornie. tym mniejsze prawdopodobieństwo. bardzo męski. Podobnie jak w przypadku gejszy. moŜe wydawać się trywialne: dba. Annę Allison. amerykańska antropoloŜka. czuwa. pozostawiając nas z bolesnym uczuciem niedosytu. Ŝe zmieniła się patriarchalna struktura japońskiego społeczeństwa. bo tylko ci. rolą hostessy jest bycie króliczkiem. na tyle mocno. Ŝe „relacja między seksem a pieniędzmi w mizushóbai jest odwrócona: im droŜszy i bardziej elegancki klub. interesujący. którego moŜna gonić. tym mniejsza moŜliwość seksu z zatrudnioną tam kobietą" (Allison. Dziś o wiele większe jest zapotrzebowanie na hostessy niŜ gejsze. wieczór. obojętne na naszą obecność naleŜały do świata. Liczba mistrzyń gry na shamisenie i innych tradycyjnych sztuk maleje nie dlatego. Jej zadaniem jest ucieleśnianie męskich marzeń o określonym typie kobiecości i sprawianie. co hostessa oferuje klientowi. Kołysząc się na wysokich drewnianych platformach klapek. lecz fantazję. Mówi się. hostessa pracuje ubrana.. To. gdy robiliśmy im zdjęcia. W niektórych miejscach o wyjątkowo wysokim prestiŜu nawiązanie relacji z klientem poza klubem grozi hostessie nawet utratą pracy. by jego kieliszek był pełny. zapala mu papierosa.musi być . która badała świat hostess. Nazywa się je niekiedy „współczesnymi gejszami". Ŝe obie sprzedają nie seks. a u ich podłoŜa leŜy bezinteresowne uczucie. by rozbudzić w męskim sercu miłe podejrzenie. mogą sobie na taką rozrywkę pozwolić.jakkolwiek mglista i daleka . by konwersacja przy stole toczyła się gładko i bez niezręcznej ciszy. Ŝe praca hostessy w jednym z tokijskich klubów dla VIP-ów w Ginzie lub Akasace to dla kobiety jedno z najwyŜej płatnych zajęć dodatkowych na świecie. maiko znikły w drzwiach herbaciarni. Nadzieja zdobycia hostessy . wspaniały. Ŝe do takiej sytuacji będzie zmuszona przez szefową. do którego nie mieliśmy wstępu. Przede wszystkim jednak rozmawia i słucha w taki sposób. którzy znajdują się najwyŜej w społecznej hierarchii. rozpieszczany i bardzo. s. pisze w poświęconej temu ksiąŜce. by klient wierzył. Ŝe wszystko jest moŜliwe. Ŝe jej czule słówka i admiracja jego osoby są szczere.pokazała nam swoją upudrowaną na biało kobiecą twarz. 131). która namydlała klientów swoim nagim ciałem. Co tak wyjątkowego jest w hostessie? Zasadnicze podobieństwo między gejszą a hostessą polega na tym. Maestria hostessy polega na tym. rekordowe zarobki sięgają tysiąca dolarów za. ale dlatego. 1994. W przeciwieństwie do Michiko z Soaplandu. Ŝe współcześni Japończycy marzą o innych kobietach. Hostessa (jeśli regulamin jej klubu tego nie zabrania) moŜe nawiązać intymną relację z klientem. ????-san zarobi jeszcze więcej. Dla japońskich męŜczyzn wieczór w ekskluzywnym klubie z hostessami jest oznaką prestiŜu. w którym pracuje. by klient czuł się waŜny. ale (raczej) nie moŜna złapać. by wrócić do tego samego klubu i pić potwornie drogą whisky w towarzystwie wybranej hostessy. czyli mamę-san.odezwała się słowem i nie zmieniła wyrazu twarzy. Im wyŜej 226 w hierarchii klubów znajduje się miejsce.Egzotyczna i Erotyczna przez dwa duŜe E . o jakiej przez wieki marzył Zachód . Opłaciło się czekanie.

. potęŜnie zbudowaną specjalistkę od prawa bankowego. którego częścią Są kluby hostess. mleczna cera stanowi ideał wielu milionów Japonek. Ŝe w ich szeregach są „gaijinki". Ŝe siedzący przy nim goście czują się wyjątkowymi szczęściarzami. KaŜde słowo i gest hostessy są powtarzaną obietnicą na odwlekaną w nieskończoność rozkosz. by klient ani zbytnio się nie rozochocił. a ruch w interesie trwa nieustannie. Hostessa nie gra na shamisenie. Popyt na zachodnie hostessy w Tokio jest nadal spory. Ŝe ci panowie w co najmniej średnim wieku raczej nie mogą za kaŜdym razem wzbudzać namiętnych uczuć w młodej piękności. jak męŜczyźni Zachodu śnią o Azjatkach. a ubiera się raczej w wieczorową suknię niŜ kimono. Jeśli uświadomi się sobie. kaukaskie powieki i proste nosy konstruowane są w Japonii operacyjnie w milionach egzemplarzy. Jasne włosy budzą zachwyt. mogą nawet budzić lęk i niechęć. wybielających ją za pomocą tysięcy przeznaczonych do tego celu kosmetyków. Ŝe otoczone zostaniemy w Japonii męską atencją. a jej uśmiech 227 przylega do twarzy jak dobrze zrobiony makijaŜ. bo Japończycy zwykle trzymają dystans wobec białych kobiet przekonani. dwuznaczny stosunek. „Japończycy są 228 nieśmiali". cięŜkie i biodrza-ste. ileŜ razy powtarzały mi to zdanie moje japońskie koleŜanki! Nieraz więc słyszałam cudzoziemki ubolewające w Tokio nad swoją samotnością. Te „gaijinki". tradycyjne japońskie tańce są zwykle jej nieznane. jak trudna to praca. socjoloŜka z Kioto. jakie wydajemy się Japończykom duŜe.podtrzymywana tak. Wizerunek długonogiej blondynki z duŜym biustem popularny jest w pornografii. Po wojnie moda na białe kobiety zapanowała na dobre. zrozumie się. komiksach manga. tak jak gejsza. Innymi słowy. ani nie zniechęcił. o ile nie jest na przykład hostessą w tokijskim barze. Nawet jeśli podobamy się. Nazwa mizu-shóbai. jest jednak profesjonalistką.z tego. sprawiając wraŜenie naturalności. które najdalsze są od ideału eterycznej piękności. jak rozpędzony nosoroŜec od kociaka. Japończycy mają do nas. która kaŜdą wypowiedź podkreślała uderzeniem pięści w stół i w oczach Japończyków pewnie tak się róŜniła od kobiety w stylu lolitkowatej Michiko. Japońskie dziewczyny napływają więc do mizu-shóbai i odpływają jak Michiko. biała kobieta. a nawet ksiąŜkach dla dzieci. przemijanie. profesjonalnym masaŜem męskiego ego (i niczego poza nim). a dowody podziwu znajdziemy u swych przyduŜych stóp (nr 37 to japońskie L!). Ŝe Japonki po wojnie musiały zacząć „przebierać się za białe". by podobać się swoim męŜczyznom. pisze. który ma fluidalną właściwość jak woda. Emiko Ochiai. Poznałam kiedyś w Tokio Hertę z Kolonii. tak Japończyków fascynują kobiety mojej rasy. białych kobiet (aczkolwiek nigdy przedtem nie myślałam o sobie jako o „białej kobiecie"). często występuje w reklamach. Ŝe i tak nie cieszą się u nich powodzeniem. Podchodzi do stolika z wdziękiem i sprawia. nie znaczy to. krótko ostrzyŜoną. Współczesne gejsze od dawnych róŜnią się jeszcze tym szczegółem. przywołuje na myśl nietrwałość. moŜe mieć trudności w nawiązaniu jakiejkolwiek relacji z japońskim męŜczyzną. ale pełniejsze zachodnie biusty. Jasna karnacja niekoniecznie musi być naśladowaniem typu odmiennego rasowo. Dobra hostessa. Niemal równie częste jak podziw są jednak Ŝarty z nas . Niewątpliwie jasna piękność z Zachodu jest obiektem pragnienia i tak. świat. znane zachodnie firmy kremy i inne smarowidła przeznaczone na rynek azjatycki produkują właśnie w wersji wybielającej.

ale nie byłam przekonana o swoim predyspozycjach do zawodu współczesnej gejszy. cierpiących na nadmiar czasu i brak pieniędzy studentek z wymiany zagranicznej. by po jakimś czasie dać się ponieść dalej fali losu. która w 2000 roku znikła z klubu Casablanka w tokijskiej dzielnicy Roppongi. Zapewniała mnie. W Paradise pracowało sześć hostess. „Powiemy. będąc w istocie obiektem jej badań. Ŝe wszyscy woleli patrzeć na jej zgrabny biust. Ŝe klub Paradise w Ginzie jest wyjątkowo szacowny. iłu jeszcze świrów marzy o ćwiartowaniu kobiecych ciał? Zastanawiałam się nad tym. modną.„gaijinki" lądują na chwilę na japońskich wyspach i zostają hostessami. Yukari pracowała w Paradise od pół roku. była studentka Satoru. jakie przy pomocy Yukari włoŜyłam w to. Jak bardzo niebezpieczna moŜe być ta praca pokazuje tragiczna historia Lucie Blackman. Jedną z amerykańskich hostess Paradise. w którym czułam się jak dobra siostra z brazylijskiej telenoweli. Klub . elegancka dama w perłach z odrobinę zbyt grubą warstwą pudru na okrągłej twarzy. w których bystry klient Paradise bez trudu dostrzegłby równie nieprzeciętną inteligencję. ani z głównego powodu. W opowieściach cudzoziemek zatrudnionych jako hostessy powtarzają się historie podróŜniczek z USA i zachodniej Europy. w której panowie przychodzący do Paradise płacili ślicznej Yukari. Kilka miesięcy później w nadmorskiej jaskini w Miura znaleziono osiem plastikowych worków z jej pokawałkowanym ciałem i blok cementu z zatopioną w nim głową dziewczyny. Miała pociągłą twarz. dla którego postanowiła spędzać wieczory. Klientom oczywiście nie zwierzała się ani ze swojego wykształcenia. atrakcyjne cudzoziemki do pracy jako hostessy. Kto wie jednak. Przez dwa tygodnie miałam być hostessą w Paradise. Trzeba jednak być ostroŜnym. zbierając materiały do swojej rozprawy doktorskiej o mizu-shóbai i pragnieniach współczesnych japońskich męŜczyzn. gdy Yukari. Ŝe masz kilka lat mniej. który miał ma sumieniu więcej grzechów. przyjrzała mi się uwaŜnie od stóp do głów i po półgodzinnej rozmowie powiedziała: „Tak". w normalnym Ŝyciu będącą nauczycielką muzyki w Newadzie. próbowała rozwiać moje wątpliwości doświadczona japońska koleŜanka. opłaciło się. Ŝe od hostess oczekuje się świadczenia teŜ innych usług niŜ zapalanie papierosa i rozmowa. nie to. zarabiaj ących w ten sposób na dalszą włóczęgę po świecie. Wystarczy odpowiedzieć na jedno z wielu ogłoszeń typu: „Klub taki a taki zatrudni młode. biednych dziewczyn z byłego ZSRR albo innych ciekawskich i Ŝądnych wraŜeń kobiet. Zwyrodnialca który to zrobił. Ŝe im tańszy i bardziej podejrzany klub. Podobała mi się przewrotność sytuacji. nalewając im alkohol i słuchając z uśmiechem. gdzie zawsze przychodziły róŜne podejrzane typy. W końcu jej się udało. wezwały za ocean waŜne sprawy rodzinne i dzięki wstawiennictwu Yukari. wręcz konserwatywny. postrzępioną fryzurę i nieprzeciętnie duŜe oczy. co Casablanaka. a potem po prostu zachowuj się inaczej niŜ normalnie". zmieniły mnie w „gaijinkę". Mile widziane blond włosy i podstawowa znajomość języka japońskiego". angielskiej stewardesy. ????-san. okazał się nim bogaty biznesmen. złapano. ????-san zgodziła się spotkać ze mną jako ewentualną zastępczynią na dwa tygodnie. MakijaŜ. szpilki i róŜowy kostiumik. by wyglądać na właściwą towarzyszkę przy męskim stole. Podejrzewam jednak. zachęcała mnie do 229 spróbowania swoich sil jako hostessa. trzy cudzoziemki i trzy Japonki. jak wygadują głupoty. która spodobała się mamie-san. Allison pisze. a jego klienci rekrutują się głównie spośród równie szacownych elit. Staranie. tym większe prawdopodobieństwo.

Do mojego pierwszego zadania oddelegowana zostałam z Yukari. Jego wystrój stanowił mieszankę wyrafinowanego luksusu i lekkiej frywolności. Niektórzy klienci Paradise domagali się tej a nie innej hostessy.mieścił się na przedostatnim. Hana dolała alkoholu do kieliszków i zachichotała. Thank you.Róra. mimo Ŝe była młodsza od wielu swoich gości. Okna były zawsze zasłonięte. na którym grał siwy staruszek z kozią bródką. a pozostała trójka zabuczała z aprobatą. czyli ja. łagodne i chichoczące stworzenie. a nie ekstrawaganckich popisów. powtórzyli unisono. zaszczebiotała do najstarszego. zostawiając prawdziwe podobnie jak swoją codzienną toŜsamość . W Paradise oczekiwano od nas transformacji w ucieleśnienie przeciętnych męskich pragnień. kim naprawdę jesteśmy. Trzech było po czterdziestce. którą pamiętali z poprzednich wizyt. Ŝe nigdy więcej nie powinien zapominać o niej na tak długo jak ostatnio i odeszła witać następnych przybyszy. Klientów witała ????-san. a podłogę przykryto ciemnowiśniową wykładziną. próbując nawet przy tym się uśmiechnąć. starym bywalcom Paradise. Na beŜowych ścianach wisiały reprodukcje prerafaelitów w złoconych ramach. powiedział pan Ito. How do you do.Hana. niezbyt mądre i pełne zrozumienia. siwawy i rubaszny . Oprócz pianina. starannie pomalowane i ufryzowane (nikt nie miał się nigdy dowiedzieć. a kelner wskazywał im stolik i przyjmował zamówienie. a ich szef. a pozostali dwaj zabuczeli jeszcze raz. Jako jedyna ubrana w kimono. która przedstawiła mnie czterem panom z wielkiej firmy produkującej. a Yukari . która na moich oczach z intelektualistki zmieniła się w ociekające słodyczą. siódmym piętrze nowego budynku i wjeŜdŜało się do niego osobną windą. ????-san wyraziła swój zachwyt z powodu ich wizyty i nadzieję. o zgrozo. o wiele bardzie posunięty w latach. Pogroziła panu Ito palcem jak małemu chłopcu. Tu nikogo nie interesowało. Byłyśmy ubrane w wieczorowe sukienki w stylu glamour i szpilki. Hostessy wówczas czekały juŜ przy barze w pełnej gotowości. Odrobina słodyczy kawali teŜ była dobrze widziana. czyli w wymowie japońskiej . ale ja jeszcze nie śmiałam . inni zdawali się na wybór ????san. Thank you!. którego wcześniej nie znałam. Inicjatywę przejęła teraz Yukari vel Hana. nadskakujące i niedostępne jednocześnie. beton. podczas gdy w klubach o niŜszej randze mieści ich się nawet więcej niŜ setka. a Róra w tym momencie błysnęła refleksem i po raz pierwszy w Ŝyciu zapaliła męŜczyźnie papierosa. tak Ŝe przyćmione światło lamp od Tiffaniego (albo bardzo dobrych podróbek) sprawiało wraŜenie wiecznego wieczoru w miejscu odizolowanym od świata i odrobinę nierealnym. KaŜda z nas uŜywała w Paradise innego imienia.przed drzwiami klubu. Róra i Hana miały stać się ładne. jakby juŜ wypił za wiele. opierając się o ramię najstarszego. Klimatyzacja działała bez zarzutu. 231 zachowywała się w stosunku do nas wszystkich jak mama właśnie. Ŝe spodoba im się Róra. powiedział na to Pan Ito. mówiąc. miłe. Ja miałam na imię Laura. Główne 230 pomieszczenie Paradise przewidziano dla nie więcej niŜ dwudziestu klientów naraz. nie było Ŝadnych dodatkowych sprzętów ani ozdób. powtórzył jeden z młodszych. Ŝe moja prawie nowa suknia od Gucciego w pięknym kolorze zimnej wody pochodziła z pchlego targu w nowojorskiej East Village). na co pozostali trzej biznesmeni zareagowali wybuchem śmiechu. „Pan Ito tak dobrze mów po angielsku . Pan Ito wyjął paczkę cameli. „Ŝe będzie mógł rozmawiać z Rórą zupełnie swobodnie". pan Ito. How do you do!.wyglądał tak.

Pan Matsumoto pokraśniał. pięknych Polek i biustów. Sądząc po czerwonych twarzach i rozluźnionych krawatach naszych gości impreza zaczynała się rozkręcać. wspomniał z nostalgią i popił. Gdy naszym gościom udało się juŜ opanować wesołość. a Róra i pan Matsumoto umówili się. najwyraźniej wciąŜ rozmarzony wspomnieniem wycieczki po Europie.te naleŜące do Hany i Róry. całując go w wierzch dłoni. Ŝe następnym razem teŜ zaśpiewają. mimo iŜ nie pracowałam wówczas jako hostessa w tokijskim klubie Paradise. koniecznie chciał się dowiedzieć. Ŝe i Japonkom. który zindywidualizował się jako pan Matsumoto. dotąd najcichszy. które brzmiały tak. który miał być pełen wdzięku.pójść w jej ślady. westchnęła Róra. przerwał moje zgadywanie pan Matsumoto. abstrakcyjne i . tym chętniejsi byli panowie do angielskiej konwersacji z Rórą. dodał i zrobiło się trochę smutno. jeden po drugim odwzajemniali polski pocałunek na dłoniach Róry i Hany. co wszystkich panów rozbawiło tak. którym -jako Ŝe wieczór zbliŜał się juŜ do końca . po polsku. jakbym słyszała moją osiemdziesięcioletnią ciocię. a młodszy. „Jak papieŜa!". Taki chichocik i przytulanko to juŜ była prawdziwa sztuka. od krawatów. Ŝe byłam w sytuacjach. Uświadomiłam sobie nagle. mówi po angielsku lepiej niŜ reszta. Potwierdziłam i na prośbę pana Ito zademonstrowałam.zwłaszcza . Ŝe niemal dostali spazmów ze śmiechu. uśmiechnęła się do mnie z aprobatą. tak!". wypaliła więc Róra i nachyliła się ku panu Matsumoto kokieteryjnie. Ba. „Piękne kobiety w Porando". same sącząc wciąŜ tego samego wodnistego drinka. nigdy ich nie krytykuj. „O. w których oczekiwano ode mnie podobnego zachowania. JuŜ nie dzierlatka. „Młody byłem. chwal ich. Skubiąc krawat w sposób. Młodsi ze śmiechu aŜ rzucili się sobie w ramiona. pomyślała . i rozmowa zeszła na biusty. by poŜegnać gości. Ŝe w Polsce męŜczyźni całują kobiety w dłoń na powitanie i poŜegnanie. przy translatorskiej pomocy Hany. piękne blond kobiety i zgubiłem portfel". turla! się pan Matsumoto. jakie nasi goście spędzili w Paradise. pozwól im wierzyć. Teraz musiałam spróbować wprowadzić w Ŝycie te rady. wróciliśmy jeszcze raz do liczby przyjaciółek kaŜdego z panów. Zapaliłyśmy im około czterdziestu papierosów i nalały tyleŜ szklaneczek. opowiedziałam naszym gościom. tłumaczyła Yukari przed moim debiutem w Paradise. pozwól im wierzyć. ile taki krawat kosztuje. znów przy232 pomniały mi się rady Yukari i postarałam się im sprostać. która podeszła do nas. i który zdołałby Rórę uwieść. czy potrafię zgadnąć. „Gaijinki mają większe biusty". MoŜe więc dam sobie radę? Im więcej płynęło alkoholu. ale moŜe jeszcze będzie z niej poŜytek. nawet był w Polsce. Pan Ito moŜe się podobać". wymieniałam ceny. czy polscy męŜczyźni robią kissu publicznie. Ŝe pan Ito to prawdziwy sukebei. „Taki przystojny męŜczyzna na pewno miał duŜo przyjaciółek podczas podróŜy". Okazało się. czyli „lajdus".dość łatwo przyszło udawanie zachwytu. Ŝe jeden z młodszych. który z nich jest największym playboyem. potwierdziła przytomnie Hana i dodała. Wyszło na to. jak to wygląda. co akurat potrafiłam zrobić po japońsku. 233 Mama-mn. i cudzoziemkom. zgadzaj się. Ŝe są cudowni". „Śmiej się z ich dowcipów. jak powiedziałaby moja wspomniana wyŜej ciocia. zainteresował się nagle. Drugi z młodszych. „pan Ito ma do tego klasę i piękny krawat". „Chwal ich. Przez dwie godziny. Hana i pan Ito zaśpiewali piosenkę z fortepianowym akompaniamentem. a pozostali trzej oŜywili się na „duŜo przyjaciółek" i zaczęli licytację. Ŝe są cudowni". Na koniec.

na jaki było mnie stać. posługują się najbardziej wyjątkowym i skomplikowanym systemem językowym świata i nawet jeśli jest w tym stwierdzeniu nieco przesady. zbyt małą. Zdawałam sobie sprawę. Japończycy. Ŝe jestem o wiele mniej rozgarnięta. ale nie posunęłairbsię ani kroku dalej. Ŝe są cudowni.pewnie. bo nie śmiałabym zrobić tego przy słynących z pracowitości Japończykach. ale Chryzantema i miecz Ruth Benedict. jak sami często przyznają nie bez dumy. jakie kiedykolwiek powstały. aby biegle władać japońskim. to kto wie. podwaŜając naiwne przekonanie. którzy wiedzieli o jego pobycie w Japonii: „Jak Pan sobie tam radził z językiem?" Francuski filozof miał rację. napisana została przez osobę. dziękowałam Satoru za kolejny podręcznik i coś niejasno obiecując. a nawet uŜywałam takich dawnych wymówek szkolnych. Ŝe bez niej. które były z jego strony ofertą. Wszystkie gejsze świata robią przecieŜ to samo . Nie wspominając oczywiście nic o lenistwie. Ŝe komunikacja moŜliwa jest tylko w mowie.i tu językoznawcy nie są zgodni od czterech do siedmiu razy więcej czasu niŜ na naukę kolejnego 235 języka indoeuropejskiego. rachunek jest prosty i zniechęcający. W Japonii .z całą pewnością moŜna „poradzić sobie z językiem". ma ono wielu zwolenników.dają męŜczyznom poczucie. Zakładając. która nie mówiła po japońsku. Z wykładu dla zagranicznych stypendystów Monbushó (japońskiego ministerstwa kultury) VIII. Z najpiękniejszym uśmiechem. moŜe właśnie otwierałaby się przede mną interesująca przyszłość współczesnej gejszy . ile jej powiedziałam.„gaijinki". Zdaniem specjalistów. został w mojej głowie przeraŜający obraz czarnej tablicy z tabelkami pełnymi znaczków i nieprzyjemne uczucie. potrzebne jest nam . Udało mi się nauczyć jednego alfabetu fonetycznego. W dŜungli języka Jak Pani sobie tam radziła z językiem? Autor Imperium znaku pisze o nieszczęsnym pytaniu nieustannie zadawanym przez ludzi. Ŝe przyzwoite przyswojenie angielskiego czy niemieckiego zajmuje pięć lat. Nie było to aŜ takie trudne. i nie była zajęta czymś innym. Problem. Japończycy mówią po japońsku. bez „wspólnego języka" ludzie muszą czuć się zagubieni. na ile antropolog musi znać język kraju. wycofywałam się z dalszej rozmowy na temat ewentualnego kursu języka japońskiego albo prywatnych lekcji. jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowany. nie ucząc się mowy tubylców. niŜ ośmielałam się nieraz przypuszczać. Na początku torpedowałam więc wszelkie podejmowane przez moich nowych znajomych próby skłonienia mnie do nauki japońskiego. Gdybym miała tyle lat. którego kulturę bada. jedna z najlepszych ksiąŜek o Japonii. Ŝe na naukę japońskiego mogłabym poświęcić tylko niewielką część czasu. by wyjść poza absurdalne powtarzanie ćwiczeń złoŜonych ze zdań typu „Ta ksiąŜka jest ksiąŜką pani Yamazaki" albo pytań o „krzesło pana Tanaki". Po trzech pierwszych lekcjach z Satoru.jak i w kaŜdym innym obcym kraju . które w wyniku niezrozumiałej transformacji okazywałoby się „biurkiem pani Watanabe" lub nawet . wymigiwałam się brakiem zdolności językowych. jak nagła niedyspozycja lub choroba w rodzinie. pozbawieni wiary w moŜliwość zrozumienia rzeczywistości. jakiej nie mogłam odrzucić. a róŜnica kulturowa dotyczyła raczej formy niŜ treści.

w jakiej Ŝyłam przez kilka miesięcy. Poza tym zagubienie w dŜungli języka było po prostu przyjemne. mówiąc coś przy tym bez końca afektowanym tonem. nie były przy tym bolesne: płyn kupiony jako olej okazywał się octem ryŜowym. o jakie kiedyś pytałam japońskich przyjaciół. pękła. W naturalny sposób potrzeba rozumienia wygrała z pragnieniem pozostania w błogiej nieświadomości.nawet więcej . To. Ŝe znalazło się na jakiejś innej planecie. śpiewnym głosem mówiły o jakichś waŜnych sprawach. „KaŜdy głupi widzi. Chodząc na spektakle kabuki. odbitki zdjęć zrobiono mi nie w tym formacie. ku swojemu zdumieniu rozpoznawać w mowie tubylców słowa. cały ten perswazyjny szum właŜący w uszy i oczy . a nie 236 Tak Satoru uczył mnie japońskiego rozumiejąc. Ŝe to koń" . jest dobrym wyborem. gdzie prowadzący. podwaŜającej nasze przyzwyczajenia. okazały się wyjątkowo obrzydliwe. dając mi zupełnie nowe uczucie wolności od tego wszystkiego. wrzeszcząc. Ŝe niezbyt potrzebne. megafon samochodu krąŜącego po sąsiedztwie. co draŜni mnie w krajach^ których język rozumiem karykaturalna mowa reklam. albo pokrzykiwanie listonosza. idiotyzm nagłówków prasy brukowej. Nie ma podmiotu poza językiem. synem i synową. skusił mnie obietnicą jakiegoś innego świata i innego „ja". piszcząc i podszczypując niemal nagie dziewczęta. co sprzedaje przyjazny domokrąŜca. gdakanie polityków i mętna nuda politycznych komentatorów. Patrzyłam na wiadomości. Mimo iŜ w swoim polskim domu od lat nie mam telewizora. prze237 brani jak clowni. nigdy nie uŜywałam słuchawek z angielskim tłumaczeniem. w których osoby płci obojga siekały. szklana bańka.fascynujące. by zebrać niepotrzebne sprzęty gospodarstwa domowego. bardziej interesowała mnie uroda dźwięku w ich ustach niŜ ewentualny praktyczny uŜytek. kupiłam od niego zestaw zdrowotnych herbatek. rozkoszując się samą melodią głosów. To on nas stwarza takimi. jaki chciałam. gdzie eteryczne kobiety roniły łzy i miękkim. wygłupiali się. jakie mi się zdarzały. na opery mydlane. jaki mogłabym zrobić z niego w codziennym Ŝyciu. z przyjemnością oglądałam go w Bon Hour. na ulubione programy o jedzeniu. Rano budziły mnie śpiewne powitania wymieniane przez sąsiadki. Mariko albo Satoru o japoński odpowiednik jakiegoś słowa. gdzie kaŜdy kolejny krok przynosił małe prywatne odkrycia. bez niego bylibyśmy tylko zwierzątkami krzyczącymi z bólu albo gulgoczącymi z radości. Jeśli nawet pytałam Chizuko. Nie moŜna było przed tym uciec. Pomyłki. w których krewcy politycy krzyczeli coś do siebie jak w starych filmach o samurajach. które nie dość. ba . jacy jesteśmy. jakim z upodobaniem oddawał się mój sąsiad pan Matsura z małŜonką. Japoński język pięknych znaków i gramatyki. podobną na moje ucho do dramatycznych kłótni. Lunatyczna topografia tokijskich zaułków i semiotyczny gąszcz niezrozumiałych znaków! Brnęłam w przestrzeni pozbawionej drogowskazów i przetartych ścieŜek. Po jakimś czasie jednak zaczęłam wyłapywać z rzeki języka niektóre dźwięki. na erotyczne lub rozrywkowe show. Jeśli chce się wyjechać „jak najdalej od wszystkiego". Japonia.było dla mnie niesłyszalne w Japonii.„rowerem pana Ando". oferując „gaijinowi" niezwykłą mieszankę fizycznego bezpieczeństwa z przyprawiającym o dreszcz poczuciem. smaŜyły i zjadały niebywałe stworzenia.

codziennym języku. która wymowa jest właściwa. w gazetach.) i wygłosowe „n". hiragana równieŜ ma 47 znaków na oznaczenie tych samych 5 samogłosek i 42 sylab. Ŝe to koń". Hiragana i katakana uŜywane są w normalnym. których wspólna 238 nazwa brzmi: ???? -wraz z kanji tworzą one system oparty na innej logice niŜ ta. a czytający musi wiedzieć na podstawie kompetencji nabytej w długim procesie edukacji. i. Roran Baruto.e. sa. czyli hot dog. Makudonarudo. nauczyć się jej na pamięć. tak jak wiemy widząc rzymską literę „a" albo znakhiragany „ru". „KaŜdy głupi widzi. na dole jest kanji. Kanji. Teoretycznie kaŜde japońskie słowo moŜna zatem zapisać za pomocą dwóch rodzimych alfabetów fonetycznych i alfabetu rzymskiego. który Japończycy teŜ muszą znać. Sylabariusze to hiragana i katakana. w związku z tym japońskie ksiąŜki i komiksy czyta się . o. były pierwotnie „obrazkami". ksiąŜkach. nadal w niektórych 239 moŜna dostrzec to dąŜenie do referencjalności. opracowali uproszczoną wersję chińskich znaków dostosowując je do specyfiki mówionego japońskiego. Japończycy zazwyczaj piszą pionowo i od prawej strony kartki do lewej. Obok katakana istnieje hiragana. Ŝe róŜnice giną niekiedy w odręcznym piśmie. ale ewolucja kształtu kanji na przestrzeni wieków sprawiła. widząc w ich zmienionych przez wieki formach pierwotne przedstawienie.. Katakana wynaleźli w VIII wieku równieŜ buddyjscy mnisi. hotto-doggu.od tyłu do przodu. Hiragana ma obłe. Zanim za sprawą buddyjskich mnichów chińskie ideogramy zawędrowały do Japonii około IV wieku n. powiedział ponoć. Ŝe widząc dany znak nie wiemy od razu.z naszej perspektywy . uŜywając fonetycznego alfabetu hiragana i tak często się robi. czyli kanji. patrząc na wspomniany wyŜej znak. a nad nimi hiragana słuŜąca dzieciom albo osobom mniej wykształconym. drugi sylabariusz czy alfabet fonetyczny. do której przywykliśmy na Zachodzie. miękkie kształty. Reid we wspominanej juŜ anegdocie przytacza opowieść o Ezra Poundzie. w . Kanji tworzą system. Oczywiście wymowę kaŜdego ze znaków moŜna zapisać. Katakana słuŜy przede wszystkim do zapisywania słów obcojęzycznych i cudzoziemskich nazwisk (np. jak go wymówić. który składa się dziś z około 2600 znaków. e. Japończycy nie mieli własnego pisma. czyli McDonald's. a katakana kanciaste. Na przykład chiński piktogram oznaczający drzewo ciągle je przypomina. W przeciwieństwie do katakany i hiragany. wynalezione przez Chińczyków trzy tysiące lat temu. To znaczy. „ba" lub „ma". u). 42 otwartych sylab (ka. manga. bo przypadki jego uŜycia często zdarzają się we współczesnej japońszczyźnie.Współczesny język japoński składa się z dwóch alfabetów fonetycznych zwanych sylabariuszami i około dwóch tysięcy chińskich znaków. którzy kopiując religijne księgi. który jakimś sposobem posiadł ponoć mistrzostwo w odgadywaniu znaczenia znaków kanji. czyli Ronald Barthes). Ŝe większość z nich nie przypomina teraz niczego. Trzeba zatem po prostu zapamiętać wymowę chińskich z:naków. właściwie moŜna doliczyć jeszcze nasz alfabet rzymski. Dla przykładu kanji oznaczający konia czyta się „urna". Współcześnie katakana to znaki oznaczające 5 samogłosek (a. jednak niektóre znaki tych alfabetów są na tyle do siebie podobne. Dalej sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. kanji mogą mieć kilka róŜnych wartości fonetycznych. ta itd. ostre. W Krainie Kwitnącej Wiśni uŜywa się zatem trzech róŜnych alfabetów i dodatkowo potęŜnego systemu znaków.

w trzeciej 200 i tak aŜ do naszego odpowiednika liceum. którego nazwa zaczyna się 241 na daną sylabę.„chichotem" (. kaligrafia. powtarzając w nieskończoność tyle a tyle kresek. To najbardziej przydatny. które kaŜdy opuszcza ze znajomością wymaganych 1945 kanji. „hi . Na przykład „ki" przypominać ma kształtem key. ale zabawa w odnajdywanie bezpośredniego odniesienia znaku do rzeczywistości wydaje się fascynować równieŜ Japończyków. katakana i rzymski) oraz „tylko" 1945 kanji.chichot". by zacząć dukać zdania o krzesłach pani Yamazaki i biurkach pana Watanabe. precyzyjnie skodyfikowany sposób zapisywania kaŜdego znaku. i „gaijinów". gdy się człowiek zaprze powtarzając przez parę tygodni na okrągło „su supeł". Nie moŜe być mowy o Ŝadnym odstępstwie od reguły . co dotyczy i japońskich maluchów. którego trzeba uczyć się przez lata. od tej a nie innej strony. bo . jakie podarował mi Satoru. Istnieje tylko jeden poprawny. O urodzie rzymskiego alfabetu nie Kobieta da się wiele powiedzieć: litera „p" na przykład nie jest ani brzydsza. to artystyczna praktyka z pogranicza malarstwa i rysunku. Najgłupsze skojarzenie wydawało mi się lepsze od bezsilności wobec kształtów. ani rozwianej grzywy. tak samo jak wszyscy pozostali uczniowie w jego wieku. Tak czy inaczej.a Ŝe róŜne „h". trudno). wypięte „ku" . podczas gdy estetyczny wymiar znaków kanji oczywisty jest i dla Japończyków. które na początku wymykały się z mojej pamięci jak węgorze. Jako Ŝe niektóre angielskie skojarzenia nie były dla mnie chwytliwe. do których na początku próbował mnie zachęcić Satoru. ani ładniejsza od „z" czy „m". kanji są piękne. wymyślałam polskie i tak „su" z zawiązaną nóŜką było „supłem". O ile syłabariuszy hiragana i katakana nie jest w końcu tak trudno się nauczyć. „ho" ..którym ja nie byłam w stanie dostrzec ani kopyt. a aby zostać mistrzem. „ku . w takiej a nie innej kolejności. Według zarządzenia japońskiego Ministerstwa Edukacji naleŜy znać trzy alfabety (hiragana. Sztuka ich pisania.„kuprem". moi japońscy znajomi wymyślali dla moich potrzeb skały i pola. to kanji stanowią dla „gaijina" prawdziwe . aby uchodzić za osobę piśmienną. Nauka podzielona jest na etapy: w pierwszej klasie uczniowie uczą się 80 znaków. w drugiej 160. ale niewprawna dłoń deformuje kształt. trzeba ćwiczyć przez dziesiątki lat.jako Ŝe cudzoziemskie moŜe być zapisane tylko w katakana. Po kilku miesiącach rosnącej fascynacji byłam zatem na dobrej drodze. i dla „gaijinów". Próbowałam je kopiować. Tłumacząc mi znaczenie jakiegoś kanji..kuper". czyli klucz. Naukę japońskiego zaczyna się od hiragana. i tak dalej. miecze i kapelusze na głowach postaci. Nauczywszy się hiragana. Wprawdzie w większości kanji nie sposób juŜ dopatrzyć się mimetycznego śladu. Postanowiłam uczyć się japońskiego. moŜna zacząć studiować kanji. którzy w tym samym czasie we wszystkich szkołach Japonii uczą się dokładnie tego samego znaku. trzeba więc zasiąść do katakana i dopiero nauczywszy się obu syla-bariuszy. Być moŜe to właśnie fascynujące piękno kanji skłoniło mnie do wertowania podręczników i słowników. podstawowy system znaków.kaŜdy uczeń poznając nowy znak musi zapisywać go w identyczny sposób.„hokeistę". ani Ŝadnej innej części zwierzęcia. których kształty „widzieli" w danym ideogramie. a „hi" w kształcie uśmiechniętych ust . W podręcznikach do nauki japońskiego dla cudzoziemców kaŜdy znak hiragana i katakana skojarzony jest z jakimś przedmiotem. ale niestety nie moŜna w nim zapisać swojego imienia i nazwiska.

co powinnam zrobić. W nagrodę za poprawne odczytanie lub napisanie znaku karmiła mnie japońskimi słodyczami jak niezbyt mądrego pudla. instrukcja na opakowaniu rozpuszczalnego deseru prosi „szacownego klienta". Ŝe znów zasłuŜyłam na prezent. ale z powodu trzęsienia 242 ziemi zmuszeni jesteśmy zamknąć nasz skromny sklep". wchodząc do sali seminaryjnej. który charakteryzuje inne języki. Piętrowe formułki grzecznościowe. „Przyniosła paczkę z ksiąŜkami". Najgrzeczniejszy język świata Mówi się. dziesięcioletnia córeczka Mariko. Wysylabizowałam złoŜenie dwóch znaków i okazało się. Prosimy. Chizuko upubliczniłaby moją ignorancję. powiedział Satoru. Przy pomocy mamy wydobyła swoje stare zeszyty do ćwiczeń i wodząc moją rękę pokazywała. jakich studentka przed chwilą uŜyła w japońskim odpowiedniku tej informacji. które w 1995 roku zniszczyło miasto Kobe: „To straszna i niewybaczalna niedogodność dla naszych szacownych klientów. by porównać jego stopień grzeczności z tym. Reid cytuje informację zamieszoną na tym. by korzystać z Internetu w Bon Hour. W dosłownym tłumaczeniu na nie tak grzeczny angielski czy polski brzmi to oczywiście komicznie. mówi stewardesa w samolocie. Ŝe japoński to najgrzeczniejszy język świata. Po jednej z pierwszych lekcji dostałam od Ayaki akwarelkę z portretem jej ukochanej papugi.wyzwanie. jak trzeba pisać znaki. które on sam uznałby za wielce praktyczne na początku pobytu w obcym kraju. ale właśnie przyniesiono szacowną paczkę z szacownymi ksiąŜkami dla wielce szacownego profesora". „Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych podróŜnych za niewybaczalną niewygodę. jaką jest oczekiwanie na start w naszym skromnym samolocie. bo Japończycy niepytani rzadko mówią cudzoziemcowi o rzeczach. którym polecenie zapięcia pasów zajmuje podejrzanie duŜo czasu. ale w powyŜszym przekonaniu jest być moŜe nieco prawdy. gdzie osoba tak szacowna musi być zajęta niezwykle waŜnymi sprawami. a potem „łaskawie rozmieszał w nim ten skromny budyń". „Jak moja papuga ma na imię? Proszę. czyli „wielce szacownym profesorem". Potok słów japońskich windziarek. co pozostało po drzwiach sklepu zdewastowanego w trzęsieniu ziemi. „Proszę o wybaczenie. nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniŜenie o zapięcie tych skromnych pasów". mnoŜenie eufemizmów i brak bezpośredniości to charakterystyczne cechy japońskiego sposobu porozumiewania się. przeczytaj". Ŝe niegrzecznie przerywam. sekretarek czy stewardes. by nalał mleka do „szacownego naczynia". by szacowni podróŜni wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność. jaką popełniamy. Nie mam dostatecznej wiedzy. które dla niej były juŜ takie proste. ośmielając się wejść do szacownego gabinetu. Tłumacząc mi. powiedziała młodziutka studentka. któremu wyjątkowo udał się aport. zanim wytłumaczył mi sens wszystkich form grzecznościowych. który namalowała i podpisała specjalnie dla mnie. w której siedziałam z Satoru. Z własnego doświadczenia dodałabym jeszcze stopniowanie informacji. O wiele powaŜniejszym problemem jest jednak wyrafinowana . Z Ŝadnym innym pewnie aŜ tak nie konweniowałoby nieustanne kłanianie się. a tego się nie robi przełoŜonej. Najlepszą nauczycielką okazała się Ayaki. płynie tak obficie właśnie z powodu grzecznościowych formuł. powiedziała do mnie Ayaki z dnia na dzień coraz lepsza w roli nauczycielki japońskiego. słodkawego krakersika owiniętego w wodorost.

Czasem „tak" teŜ . wakarimasen". przenigdy. Ŝe hai. powtarza z uporem coś w rodzaju: „Szanowny kliencie. Niechęć wobec „nie" jest tak silna. MęŜczyzna . Ŝe rozmówca słucha nas. gorzej. Hierarchizacja języka zaczyna się w rodzinie i opiera na skomplikowanych relacjach statusu związanych z płcią i wiekiem. ściśle wiąŜe się ze społeczną hierarchią. które w rzeczywistości są przeczącą odpowiedzią na nasze pytanie. Ŝe mikrofon jest włączony . Japończycy nie kłamią wprawdzie więcej niŜ inne narody. wsysanie powietrza przez zęby i wyraŜające zakłopotanie drapanie się po głowie. Gdybyśmy były Japonkami. ale z pewnością rzadziej mówią „nie". Prawidłowa odpowiedź na pytanie: „Czy rozumiesz?" brzmi: „Hai. otwiera nawet zdania.znaczy „nie". Hai w takim przypadku nie jest potwierdzeniem. słowo znaczące „tak". Japończycy poczuli się głęboko dotknięci oskarŜeniem o kłamliwość. a starszy góruje nad młodszym. Są tylko mięsne i rybne". Gdy były prezydent USA Bill Clinton . jego uŜycie jest precyzyjnie określone w zaleŜności od tego. czyli: „Tak. jaką Japończycy Ŝywią wobec otwartego mówienia „nie". nie rozumiem". „W sprzyjających okolicznościach uda nam się spełnić pani prośbę o lepszy skaner w biurze".ostrzegł na jakimś spotkaniu przywódcę Rosji Borysa Jelcyna. gdzie męŜczyzna stoi wyŜej niŜ kobieta. aby uwaŜał na japońskiego premiera. potem opracowałyśmy metodę. unikający słowa „nie". gdy poruszane są waŜniejsze sprawy. gdy sprzedawca w sklepie zamiast powiedzieć: „Nie mamy butów w rozmiarze 43". znaczy „nie". moja o kilka lat młodsza siostra zwracałaby się do mnie niekiedy „szacowna starsza siostro". naiwna „gaijinka". spowodował międzynarodowy skandal. w japońskim wydaniu to juŜ nie „owijanie w bawełnę". „Spróbuję sprowadzić pani zamówione ksiąŜki. Zamiast prostego przeczenia. znaczy równieŜ „nie". A więc: „W najbliŜszej przyszłości pozytywnie rozpatrzymy pani podanie o grant". a ja nigdy.jak ostrzegał Clinton Jelcyna . bowiem w kontaktach z obcymi ta cecha japońskiego języka jest powodem wielu nieporozumień. Ten grzeczny język. NajbliŜsze naszemu bezpośredniemu „nie" są dwa japońskie gesty odmowy: pierwszy to wachlujący ruch dłoni uniesionej na wysokość podbródka.odmiana „owijania w bawełnę". Podobnie naleŜy niekiedy interpretować dźwięk „ng". kelner z duŜym prawdopodobieństwem odpowie więc: „Tak. Gdy gaijin nijak nie rozumie subtelniejszej odmowy. nie mogłabym do swojego o dwadzieścia lat starszego zwierzchnika z uniwersytetu powiedzieć: „Chodź. znaczy „nie". bo ten mówiąc „tak" myśli „nie". Do dziś nie wiem. gdy wcześniej zastrzegła: „Teraz mówię na sposób zachodni". które na początku. Gdy na przykład chcemy się dowiedzieć. mówiła „maybe". czy w menu są jakieś dania wegetariańskie. Pól biedy. brałam za „być moŜe". Clinton miał jednak w pewnym sensie rację. lecz jedynie informacją. Ŝe pozwalają biednemu „gaijinowi" na optymistyczną ich interpretację. to będzie troszkę trudne". Chizuko. Japończyk ucieka się do tego sposobu. uŜywają eufemizmów tak grzecznych. lecz w najdelikatniejszy jedwab. Na temat wielkiej niechęci.nie wiedząc. czy ta praktyka 244 nie skrzywiła zbytnio jej japońskiej toŜsamości. kto i do kogo mówi. krąŜy mnóstwo anegdot. nie potrafiąc powiedzieć „nie". choć to troszkę trudne". która pozwalała Chizuko zmusić się do sprzecznego z zasadami jej języka „nie". drugi to przedramiona skrzyŜowane na klatce piersiowej.

bo szef największej nawet korporacji zawsze ukłoni się głębiej swojemu dawnemu nauczycielowi. wymaga zupełnie innych form grzecznościowych niŜ pan Yamasaki pracujący jako listonosz. Jak pisze wspomniana juŜ Mori. Ŝe zanim dojdzie do rytuału wymiany meishi. i zadawali mi bezpośrednie pytania. komunikacja z obcym jest w Japonii utrudniona do granic moŜliwości. kim jest.Satoru. UzaleŜnienie języka od statusu rozmówcy sprawia. by zacząć rozmowę z zupełnie obcą osobą. uŜywałabym wyłącznie nazwiska i tytułu sensei. Dlatego Japończycy. a uŜywanie imienia zarezerwowane jest dla relacji rodzinnych. i tak postępują Japończycy od małego wychowywani na ludzi powściągliwych w nawiązywaniu kontaktów. byśmy kogoś w końcu zapytały. który jest szefem korporacji. Pan Yamasaki. Z uległego „japońskiego goździka" popiskującego jak ptaszek zmieniała się w kobietę o mocnym głosie. Przemawiając do niego. właściwe jest dodanie do swojego nazwiska grupy przynaleŜności. Nie mogłabym równieŜ zadać mu większości pytań. którego wypada zapytać o drogę. Przedstawiając się Japończykom. Prawdopodobnie więc po jakichś dwudziestu latach zaczęłybyśmy na przykład z Mariko. do jakiej grupy naleŜy i jaką w niej pełni funkcję. Jedynym człowiekiem. „Ng". czyli wizytówek. a nieproszona na ogół bym się nie odzywała. ulegała niezwykłej transformacji. a nie nazwiska. było „ng" znaczącym: „nie". kobietą o zbliŜonym statusie społecznym i wieku. jakie towarzyszy zmianie jego ojczystego języka honoryfikatorów i eufemizmów na bezpośredni angielski. które mnie interesowały. Przedmiotem mojej fascynacji była teŜ za kaŜdym razem Chizuko. w ich języku nie ma zwrotu odpowiedniego. jakie słyszałam od Mariko w odpowiedzi na sugestię. Nie wiedząc. 15. wolą raczej kontynuować metodę prób i błędów niŜ zaczepić przechodnia. którzy od pierwszego dnia uŜywali mojego imienia. Japończycy zwracają się do siebie po nazwisku lub funkcji. jako swoją przełoŜoną. ani poruszyć połowy tematów. „panią Koizumi" niŜ „panią Chizuko".jak głęboko mu się ukłonić: pod kątem 5. w krajach Zachodu mówi . a gospodyni domowa inaczej przywita listonosza niŜ jej mąŜ lekarz. zwracać się do siebie po imieniu. czas na lunch". W ten sposób mnie. traktowałaby z kolei Chizuko. profesor. jak się poprawnie zwrócić do drugiego człowieka i . Nieraz rozmawialiśmy z Satoru o uczuciu transgresji. 30 czy moŜe aŜ 45 stopni? Dlatego Japończycy po prostu nie odzywają się do obcych i dlatego w chwili prezentacji tak wnikliwie oglądają wizytówkę właśnie przedstawionej sobie osoby. ale nigdy nie osiągnęłabym tego stopnia zaŜyłości z jej męŜem. gdzie jest Muzeum Shówa. która pokonując dwa metry między biurkiem Satoru (czyli językiem japońskim) a stolikiem. Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane. I w Ŝadnym wypadku nie proponowałabym pierwsza wspólnego lunchu! W ogóle raczej byśmy razem nie jadali. ale ułatwiający mu nawiązanie kontaktu z „gaijinką". tak jak oni to robią. „Jestem X z Polskiej Akademii Nauk" brzmi o wiele grzeczniej i właściwiej niŜ „jestem X". jakie stanowiły codzienną treść naszych rozmów. przy którym siadywałam wpadając do ich biura w odwiedziny i gdzie trzeba było mówić po angielsku. uŜywając nawet jego zdrobnionej wersji. która dla mnie byłaby wówczas raczej Koizumi-san. jest policjant.co za 246 tym idzie . zamiast w ulewnym deszczu błądzić po całej Kugaharze. intymnych lub bardzo bliskich przyjaźni. bo to jego praca. nie wiadomo. szukając drogi. pozbawiony pewnie finezji japońszczyzny. jakie w ich języku byłyby niedopuszczalne i niegrzeczne. Konieczność komunikowania się ze mną po angielsku zmieniała moich japońskich przyjaciół w innych łudzi: ludzi.

czyniąc je dziełem sztuki doprowadzonym do perfekcji. dźwięk tej. Japoński. ani w późniejszych dziejach pasja logofilska. W tamtejszym metrze Japończyk prędzej zaśnie z głową na ramieniu „gaijina". a nagła językowa intruzja niewybaczalna.przyłapując jego szybko odwracający się wzrok odbity w szybie pędzącego pociągu. Japoński język nazywa się czasem „włoskim Azji". bowiem męŜczyźni . choć zwyczaj nie pozwala ani odezwać się do nich. Język kobiecy/język męski Wysoka intonacja. by nie rozmawiały z nieznajomymi. coś. Mori pisze. które ogarnęła wówczas nieznana ani we wcześniejszych. stworzyli buddyjscy mnisi. Z jednej strony to wspaniale. W enklawie wyrafinowanego piękna. ani nawet spojrzeć im w twarz. Na estetyzacji Ŝycia mogły skupić się przede wszystkim kobiety. która tak nas uderza w głosie japońskich kobiet. zasada nienaruszania prywatności drugiego człowieka jest rzeczą świętą. Nazwano ją Heian-kyó: Stolicą Pokoju i Świetności. Zamknięci w pełnym dystansu języku piętrowych uprzejmości i subtelnych honoryfikatorów Japończycy w miejscach publicznych milczą. 247 Do tej ostatniej czynności od początku miałam ambiwalentny stosunek.się dzieciom. Dziś Japończycy myślą o niej z nostalgią porównywalną do tej. czego nigdy nie robię nawet w mię-dzykontynentalnych samolotach. znamy jako Kioto. Ŝe dziewczynka (istota o innym statusie) uczy się w istocie języka. ale jednocześnie nie ma co liczyć na przyjazną. Ŝe tokijczycy mogą czuć się tak bezpiecznie. bo zaśnięcie na przykład w nowojorskim metrze grozi utratą torebki. bo to niebezpieczne. którą posługują się męŜczyźni. Geneza współczesnego japońskiego równieŜ opiera się na dwóch historiach: męskiej i kobiecej. jest wyraźnie zróŜnicowany ze względu na płeć. sprzeczne z moim wyobraŜeniem intymności. Z drugiej strony sen to czynność bardzo intymna. czytają. jaką Zachód Ŝywi na przykład dla czasów króla Artura. niŜ się do niego z własnej woli odezwie. ale dotyczy to wyłącznie mowy kobiet. podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie. czas bogactwa. pokoju i wyrafinowanego lenistwa. kaŜdemu gestowi nadawano wartość estetyczną. wciąŜ niezwykłe. jakim nigdy nie będzie musiał mówić jej brat i vice versa. co sprawia. gdy w otoczonej z trzech stron wzgórzami kotlinie załoŜono nową stolicę przeniesioną tu z Nary. Ŝycie polegało na celebracji codzienności. esemesują lub śpią. jaką był dwór Heian. Ŝe siedząca obok nas w pociągu kobieta nie opowie nam ze szczegółami o niedawnej operacji jelita grubego. bo to niegrzeczne. a co dopiero w metrze. Podczas gdy katakana. jest jednym z przejawów strukturalnej róŜnicy w języku wyznaczającym kobiecie i męŜczyźnie odmienne miejsce. był najwspanialszą 248 epoką w historii Japonii. z wyŜej opisanych powodów niełatwo zagadać do obcego. MoŜna więc być raczej pewnym. jeśli nie zdrowia czy Ŝycia. Okres Heian. Era Heian zaczęła się. Ŝe podróŜ metrem to najlepsza metafora tokijskiej rzeczywistości: fizyczna bliskość innych ciał. gdzie kaŜdej czynności. które dotykają się i ocierają. a dziś to miasto. hiragana jest dziełem kobiet z okresu Heian (794-1185). przypomina raczej karabin maszynowy. w Japonii. Spanie obok kogoś zupełnie obcego jest z mojej perspektywy nieprzyjemne.przynajmniej . Po pierwsze. niezobowiązującą pogawędkę z obcym tokijczykiem. jak wspominałam. Ŝe spojrzeć w oczy tokijczykowi moŜna w metrze tylko w ten „okręŜny" sposób . po drugie. ZauwaŜyłam. które śpią tuŜ obok nas.

kochankowie spotykali się w ciemnej sypialni damy. a kolejne cesarzowe. kobiety robiły to raczej w sekrecie. pokazując przyszłemu kochankowi skrawek szaty. co wcześniej mnisi i zaczęły zapisywać kanji w uproszczonej formie.od czasu do czasu . otaczały się kręgiem pięknych i utalentowanych dam z wpływowych rodzin. mimo iŜ nie uwaŜano tego za zajęcie właściwe dla damy. co w okresie Heian arystokraci rozumieli przez „codzienne Ŝycie". męskim językiem. wyrzucone poza nawias oficjalnego języka. spoŜywając odpowiednie do tej wzniosłej czynności potrawy. współgrających z daną porą roku.nazywano je onnade. To zaś. W ten sposób kobiety. Mimo iŜ kobiety w okresie Heian mogły się uczyć. które cieszyły się wówczas nieznaną wcześniej swobodą i przywilejami. a córki rodu Ŝeniono z marionetkowymi cesarzami. znając się zazwyczaj jedynie „ze słyszenia". drugi alfabet fonetyczny złoŜony ze znaków o miękkich i krągłych. kontemplowali księŜyc. Dlatego Heian nieraz nazywa się „wiekiem kobiet". A szata to była nie byle jaka: kobiety Heian nosiły pod wierzchnim okryciem dwanaście jedwabnych halek. stanowiska rządowe i uniwersytety były jednak przed nimi zamknięte. urządzali konkursy poetyckie i radzili się wróŜbitów. by pisać poematy w kanji. Naprawdę władzę sprawowali męscy przedstawiciele klanu Fujiwara. Studiując chińskie znaki. Arystokraci i damy Heian uprawiali więc miłość. zyskując uznanie z powodu szczególnie trafnej metafory pasującej do barwy i zapachu papieru. Romansowano wówczas bez ograniczeń i poczucia winy. kobiecych kształtach . Rządząca Japonią w owym czasie rodzina Fujiwara wprowadziła dziedziczenie po linii Ŝeńskiej.musieli oddać się bardziej trywialnym obowiązkom administracyjnym. co istniało poza nawiasem sfery publicznej: codzienne Ŝycie. Być moŜe teŜ dama uchyliła wcześniej rąbka tąjem250 nicy.była opisywana. rozczulali się nad pięknem padającego śniegu. 249 omawiać miłosne afery dworskich dostojników i prowadzić dysputy na temat kolorów strojów. aby przy rękawach (najdłuŜsze sięgały ziemi) i przy dekolcie na karku widoczne były kolory wszystkich warstw dobrane według skomplikowanego kodeksu estetycznego związanego z porami roku. a miłość doprowadzona do rangi sztuki stanowiła jedno z głównych zajęć. z których kaŜda kolejna była nieco krótsza niŜ poprzednia tak. podziwiali jesienne liście lub wiosenne kwiaty. pozbawione władzy politycznej. i wykształceni męŜczyźni chwytali za pióro. powaŜanym jak w europejskim średniowieczu łacina. Miłość -jeśli akurat nie uprawiana . których autorzy mogli nigdy wcześniej nie widzieć swoich twarzy. wpadły na ten sam pomysł. było godnym pozazdroszczenia pasmem zabaw literackich i miłosnych. Edukacja męŜczyzn i kobiet w owym czasie względnej równości róŜniła się zatem w sposób znaczący. zaczęły opisywać to. Za prawdziwie szlachetną literaturę uwaŜano tę w języku chińskim. kobiecym pismem czy dosłownie „kobiecą dłonią". którym zwyczajowo mogli posługiwać się tylko męŜczyźni. Tak powstała hiragana. Romans w owym czasie zaczynał się i kończył tekstem miłosnym: listem napisanym na perfumowanym papierze lub wachlarzu ozdobionym kwiatami. Podczas gdy panowie jawnie zgłębiali tajemnice chińskiego zwanego otokomoji. dobierali zapachy kadzidełek do „zapachowej ceremonii". by wspólnie z nimi pisać poematy. Tak czy inaczej. gdy miłosne słowa trafiały na podatny grunt. W obu sferach uŜywano języka chińskiego. Dobrze . Najpierw następowała wymiana takich miłosnych listów.

a kwintesencją kobiecego wdzięku onnagata. Ŝe dama posiada piękny charakter pisma i biegła jest w sztuce układania zdań. składa się z dwóch elementów: „kobiety" i „domu". Kochano więc i pisano ani nie mając pojęcia. lecz na twardym podwyŜszeniu). siedziała przy niskim stoliczku i pisała. Oczywiście wszystko to było bardziej skomplikowane. a w jej miejsce narodziła się kultura zen. sztuka pisania listów miłosnych przestała być traktowana jako najwaŜniejsza rzecz w Ŝyciu. NiezaleŜnie od statusu społecznego autorytet i władza były jednak po stronie języka zarezerwowanego dla męŜczyzny. Dama Heian w wielowarstwowym kostiumie. nieco starsza od Murasaki Sei Shónagon. Fikcyjne spotkanie obu dam. Sei Shónagon opisała romansowe Ŝycie estetów i estetek na dworze Heian. Wizerunki kobiet. pisała. które stworzyły hiragana. Subtelna grzeczność. w przypadku mowy kobiet podlegała nieustannej sublimacji. której autorką była Murasaki Shikibu. zawsze ceniona w tym języku o wiele bardziej niŜ asertywność i bezpośredniość. a podległość i sfera domu . jedno z kanji oznaczających „Ŝonę". lecz bardzo przy tym wojowniczych samurajów. i oboje mogli właściwie nigdy nie przyjrzeć się swoim twarzom.wychowany kochanek musiał opuścić ją przed świtem. co działo się poza dworem. by napisać odpowiedni poemat. ceremonii herbacianej i teatru kabuki. zaprawionym szczyptą złośliwości. bo na zróŜnicowanie języków miały wpływ równieŜ inne czynniki niŜ płeć i wieśniaczka mówiła inaczej niŜ na przykład Ŝona kupca z Edo. z krągłą twarzą o dziwnej geografii. a płciowa róŜnica w języku japońskim pogłębiała się. przetrwały do naszych czasów: kredowobiała twarz z wyskubanymi brwiami. Upadek rządzącego w okresie Heian rodu Fujiwara zapoczątkował sześciowiekowe panowanie szogunów. ani nie interesując się specjalnie tym. bo dama nie sypiała wówczas z głową na poduszce. tsuma. Kobiety straciły przywileje. Za pierwszą powieść w historii ludzkości uwaŜa się bowiem Genji Monogatari. tworzą dwa elementy . dama dworu cesarzowej. W Makura no Sóshi 251 z niedościgłym mistrzostwem i kobiecym wdziękiem. Podczas gdy chińskie wiersze męŜczyzn przepadły w niepamięci. czas wojen i podbojów. pisała. Nie dziwi zatem. w piękny sposób opisuje Lisa Dalby w Opowieści Murasaki. Yome. jeśli romans kończył się szybko. której mowa z kolei róŜniła się od tej uŜywanej przez córkę samuraja. które ponoć nie przepadały za sobą w rzeczywistości. Kobiety nigdy juŜ nie miały takiej wolności ani nie stworzyły porównywalnie wspaniałych dzieł. Opowieść o księciu Genji. W tym samym mniej więcej czasie Ŝyła inna niezwykła postać. a wojenne zawieruchy kolejnych wieków odebrały znaczenie kobietom i kulturę melancholijnych estetów zastąpiła kultura równieŜ nieco skłonnych do melancholii. Okres Heian juŜ nie powtórzył się. który waŜył około dwudziestu kilogramów.„kobieta" i „ręka trzymająca . męŜczyzna odtwarzający na scenie kobiece role. pisane przez kobiety Heian teksty ewoluowały w nową formę literacką. iŜ wieść.kobiety. kanji oznaczające „pannę młodą". usta w kolorze krwistej czerwieni i barwione na czarno zęby . autorka Makura no Sóshi. czyli słynnych Zeszytów spod poduszki (a raczej „spod zagłówka". gdzie Ŝycie tak zwanych zwykłych ludzi dalekie było od idylli. zamiast których czoło zdobiły dwie duŜe szare kropki.dla naszych oczu wyglądają jak piękne i straszne demony. czynił ją wówczas bardziej poŜądanym obiektem męskiego pragnienia niŜ uroda. z włosami spływającymi czarną kaskadą aŜ do stóp. Ideałem piękna stała się natura ujarzmiona.

Wiara w wyjątkowość Japończyków to podstawa wspomnianej juŜ tu ideologiiNihonjin-ron. zdecydowane i mniej formalne. gdy rozmawiała z osobami o duŜo niŜszym statusie. 252 zwykła szczególnie często i z upodobaniem uŜywać męskiego języka.gardłowe. takw języku japońskim osoby o podobnych poglądach dopatrują się cech wskazujących na jego absolutną unikalność (związaną oczywiście z unikalnością mówiących nim ludzi). zdarzało się powiedzieć nawet osobom na ogół bardzo krytycznym.dziś zanikające juŜ -gusai znaczące „głupia Ŝona". czyli „osoba wewnątrz domu" albo . kobiece formy „ja" są mniej bezpośrednie i miękkie. Do tego dochodzi wspominana juŜ tu przeze mnie odmienność intonacji. a właściwie dwa „płciowe dialekty": męski język władzy i kobiecy język podległości. która w przypadku kobiety jest wysokim. Ŝe między Japończykami a „gaiji-nami" istnieją zasadnicze i nieredukowalne róŜnice.którzy na przykład zamiast zróŜnicowanych w zaleŜności od kontekstu japońskich określeń na Ŝonę często nazywają ją dziś po prostu waifu (od ang. ucząc się od wczesnego dzieciństwa. urzędniczka w banku Spotkanie zaprosi klientów na „szacowne drugie piętro". Kobieta i męŜczyzna w inny sposób mówią „ja". urodzeni i wychowani przed drugą wojną światową. Tak jak japoński ryŜ wielu uwaŜa za najbielszy i najsmaczniejszy pod słońcem. które mogło być na przykład odpowiedzią na jedno z moich pytań. Ŝe „wielce szacowny małŜonek dokonał szacownego obudzenia się". Upraszczając: kobiety częściej uŜywają rzeczowników i czasowników z honoryfikatorami. . Japończycy". Japończycy z samurajskich rodów. podczas gdy ona oświadczyłaby. a męskie . to kanai. RóŜnice te nie są juŜ wprawdzie tak drastyczne w młodym pokoleniu Japończyków . wije) . Ciekawy przykład uŜywania języka jako medium władzy opisuje wspomniana Yamakawa w opowieści o Ŝyciu codziennym kobiet z klasy samurajskiej okresie Edo.to sformułowanie często otwierało zdanie. japoński język jest przykładem potwierdzającym tę tezę. zwana z racji swego złego charakteru „mniszką .ale nadal istnieją. Do dziś w Japonii są dwa sposoby posługiwania się językiem. podczas gdy męŜczyźni stosują je w formie podstawowej. gdy mówi o swojej Ŝonie. Ŝe japońskie kiszki są o wiele dłuŜsze niŜ zachodnie i przystosowane tylko do japońskiej diety. Kobiecy język wiąŜe się równieŜ z koniecznością uŜywania odpowiednich form grzecznościowych. Japoński mózg „My. podkreślając męskocentryczny charakter japońskiego społeczeństwa. Ŝe językiem męskim i kobiecym w wyjątkowo wyrafinowanej formie posługiwali się do końca Ŝycia jego rodzice. Satoru opowiadał mi. Ŝe mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni mają pewne cechy godne pozazdroszczenia lub chociaŜ wyjątkowe. Niektórzy zwolennicy ideologii Nihonjin-ron wierzą więc. melodyjnym świergotem. Jedna z krewnych autorki. uŜywała wówczas formy „ja" przysługującej męŜczyźnie. W tradycyjnym japońskim języku męŜczyzna powiedziałby zatem o swojej Ŝonie: „Obudziła się". Ŝe ich miejsce w strukturze jest odmienne.szogun". której wyznawcy uwaŜają. „My. Dla tych. Słowa uŜywane przez męŜa.szczotkę". a jej kolega po prostu na „drugie piętro". którzy są przekonani. a inni Ŝywią przekonanie o odmienności budowy i funkcjonowania japońskiego mózgu. Japończycy" . zdystansowanym i świadomym niuansów swojej kultury.

muzea i świątynie. Ŝe porozumiewa się zupełnie swobodnie. Gdy po kilku spotkaniach w końcu przemówił. a oni dwa tysiące znaków. „Japończycy mówią po japońsku". Tokio w wielu aspektach nie jest miastem międzynarodowym. kilkunastoletni syn Mariko. Jego zdaniem. Wśród róŜnych hipotez najbardziej przekonująca wydaje mi się ta.Temu popularnemu przesądowi bogatą pseudonaukową oprawę dał profesor Tsunoda Tadanobu. Pewnie nieśmiałość Japończyków w kontaktach z obcymi teŜ ma tu coś do rzeczy. ma swoje odzwierciedlenie w japońskim języku. Japończycy uczą się angielskiego obowiązkowo przez dwanaście lat w szkołach. które spędziło rok na kursie angielskiego w Londynie. w mózgach ludzi Zachodu za to. której nie ma Ŝaden inny język świata. 254 Unikalność japońskiego mózgu.Japończycy zwykle starają się jakoś wytłumaczyć cudzoziemcom tę kłopotliwą dla nich przypadłość. Ŝe ja znam dwadzieścia kilka liter. śliczny młodzieniec obdarzony wysokim wzrostem i szlachetnymi rysami. hotele. która wini japoński system eduka255 cji nastawiony na pamięciowe wkuwanie. uparcie milczał w moim towarzystwie. lewą półkulą. szemraniu strumienia czy śpiewowi cykad. okazało się. dziecko rodziny intelektualistów. podczas gdy mózg japoński odbiera oba rodzaje wraŜeń tą samą. ale Akimi to zupełny wyjątek. co emocjonalne . gdy tylko zwracałam wzrok w jego stronę. to jak porównać świat wyraŜony w dwóch tak odmiennych systemach językowych? Czy mówiąc na przykład o róŜy. czerwieniejąc i blednąc na zmianę. ciekawsza. mówi w jakimkolwiek innym języku niŜ ojczysty. odpowiada lewa półkula. cudzoziemcy zdani są często tylko na siebie. Dzieje się tak dlatego. autor bestselleru Japoński mózg. jak przekonuje autor. mnie samej wydawała się czasem niepokojąca. gdy próbowałam porozumieć się w Tokio po angielsku. co racjonalne. Akimi. których jest mnóstwo. jak argumentuje Tsunoda. co w przypadku próby przyswojenia obcego języka jest wyjątkowo złą metodą. ale na ogół nie potrafią porozumieć się w tym języku. co w Japonii. ja i Mariko mamy na myśli taki sam kwiat? Jakie jest „imię róŜy" w kanjil Czy rzeczywistość opisana w kilku tysiącach kanji nie jest przypadkiem piękniejsza. Nigdy nie zdobyłam pewności. Być moŜe jeszcze tylko w USA i Wielkiej Brytanii równie mało ludzi. Na przykład na mapkach .prawa. Według Tsunody język japoński bliŜszy jest niŜ inne mowie natury. tym zdaniem otworzył wykład profesor przemawiający do zagranicznych stypendystów Monbushó i nie Ŝartował . ani nie potrafią oddać emocjonalnej głębi uczuć w tak doskonałych słowach. Ŝe język japoński posiada szczególną właściwość mimetycznego przedstawiania rzeczywistości. Na ulicach Tokio szanse na przypadkowe znalezienie anglojęzycznego Japończyka są niewielkie. takich jak wielkie stacje kolejowe. jaki jest stosunek moich wykształconych japońskich znajomych do koncepcji profesora Tsunody. Nawet jeśli mózgi mamy z grubsza takie same (Ŝe jest inaczej nie przekonał mnie profesor Tsunoda). W miejscach. ludzie Zachodu nie są ani tak wraŜliwi na piękno natury jak Japończycy. Stąd. niepewność własnych umiejętności i lęk przed ośmieszeniem stanowią dodatkową blokadę. Mimo pozorów internacjonalizacji. a za to. ale świadomość. bardziej godna uwagi? Ewentualne poczucie niŜszości wobec „japońskiego mózgu" i języka znikało jednak. dokształcają na kursach. mając moŜność wyraŜenia ich w sposób perfekcyjny.

jakby z japońskiego przetłumaczyła ją osoba mówiąca tylko w suahili. gaijinka mówi do mnie w obcym języku!!! Co robić!?!" Bookstore"?. jakich potem będę unikać jak ognia. Ŝe spacerowałam w malowniczych okolicach uniwersytetu Waseda. W obu przypadkach moŜna być pewnym informacji po angielsku.segregowania śmieci. zawsze są na widoku. które w ciągu ułamka sekundy rozkwitły w pełnię przeraŜenia. powtórzyłam łagodnie. Resztę mapki opisano juŜ tylko po japońsku: jest tam staw chyba. na którym moŜesz sobie usiąść i poczekać na olśnienie. . świsty. łączącą zdumienie i zakłopotanie. Zagadnięty męŜczyzna zrobił najpierw charakterystyczną minę. których przestrzegania wymaga się w Japonii bardzo powaŜnie i bez Ŝadnej taryfy ulgowej. Podejrzenie było tym bardziej prawdopodobne. czyli angielskie słowo bookstore w japońskiej wymowie. a jego oczy krzyczały niemo: „Gaijinka!!!. Przestraszony człowiek wziął do ręki mój atlas. Nieopatrzne zwrócenie się o pomoc doprowadziło do jednej z tych niezręcznych sytuacji. i labirynt marsjańskich ulic bez nazw. wyjaśniających detale związane z czymś. Ŝe Japończycy wychodzą z załoŜenia. stalibyśmy tam nie wiadomo jak długo jeszcze. Gdybym tego nie zrobiła. ja z moim obcesowym pytaniem 257 . ale w oczywisty sposób nie kojarzył go z niczym znajomym. Ŝe nie warto dla nich się starać.. bo niebieski. powtarzał i robił kolejne kilka kroków. jednej z najszacowniejszych uczelni Japonii. podrapał się po mistrzowsko ostrzyŜonej głowie i zaczął dreptać dookoła. między znakiem złoŜonym z trzech pogiętych kresek i małego telewizorka a znakiem przypominającym składany stołeczek. mówił i robił parę kroków. „gaijinie". gdzie księgarnia się mieści i którego w realnej przestrzeni miasta nie mogłam znaleźć. nawet jeśli będzie wyglądała tak. powtarzając bukusutoru. towarzyszyło jedno jedyne zdanie po angielsku mówiące.bookstore? i pokazałam zaznaczony na planie Tokio krzyŜyk. wyglądał mi na studenta wydziału humanistycznego. aŜ delikatnie wyciągnęłam mu moją własność z dłoni i wycofałam. co po pewnym czasie nie jest aŜ tak trudne w Tokio. więc naprawdę lepiej sobie posiedź tam. Do Japonii przyjeŜdŜa co roku tylko około pięciu milionów turystów i wydaje się.koło stacji kolejowych po angielsku napisane jest zazwyczaj tylko You are here tu jesteś. Ido". Na przykład na wystawie poświęconej historii herbaty długiemu opisowi pełnemu dat i nazwisk. Mimo zupełnego braku porozumienia Japończyk usiłował mi pomóc tak długo. Ŝe ciągle masz swoje zachodnie przerośnięte „ja". wydając teŜ przy tym inne dźwięki. się nie przestając dziękować. „Bu-ku-su-to-ru". „Yes. Podstawowe informacje po angielsku są zwykle kilka razy krótsze niŜ zamieszczone obok japońskie. Ŝe to ty. Pierwsza dotyczy ściągania butów. czy mówi po angielsku.. wykrztusił na moje pytanie. za pomocą których Japończycy wyraŜają emocje. Tylko dwie instrukcje dotyczące 256 zwyczajów. gdzie napis: You are here i wielka czerwona strzałka dadzą ci tak potrzebną do przeŜycia pewność. chrumknięcia i pomruki. który w swoich levisach we wzorek udający chlapnięcia białej farby i z fanatazyjnie postrzępioną fryzurą na jeŜozwieŜa. Ŝe oto patrzymy na „przyrząd do ceremonii herbacianej" o nazwie „Wiatr w sosnach". „Bukusutoru". Szybko nauczyłam się radzić sobie sama. co wyglądało jak stara zniszczona rama okienna. druga . ale do dziś pamiętam zagadniętego przeze mnie o drogę do księgarni miłego człowieka płci męskiej.

i nieustannie sprawdzała słówka w podręcznym elektronicznym słowniczku. pytałam. czego od niego chcę. naśladując minę słodkich postaci z komiksów manga: przekrzywiona głowa. a do ostatniego słowa misternego zdania po angielsku. zgwałcić lub nawet zabić. Nie potrafił wykorzystać wykutej na pamięć szkolnej wiedzy do tego. Oprócz uczniów robiących to w ramach ćwiczeń. zaczynając od słowa „eto". Gdy poproszony o pomoc Japończyk nie potrafi sprostać zadaniu. ale niezbyt rozgarniętej. to nie z nieśmiałości. zmarszczone czoło. Jedną z takich metod jest skłanianie maluchów do przełamywania nieśmiałości i zaczepiania „gaijinów". przygryziona warga. który nie potrafiłby lub nie miał ochoty udzielić cudzoziemcowi informacji. Jeśli zaś uciekłby bez słowa. Po tym doświadczeniu ograniczałam próby zasięgnięcia informacji od obcych tokijczyków do minimum. dopóki nie zwolni się go z tego przykrego obowiązku. Ŝe podejmowane są róŜne próby. nieodmiennie doczepione było słówko maybe. by udzielić mi prostej informacji. Dowodem na to. czyli intensywna dociekliwość istoty pracowitej. w której mógł z tego zrobić uŜytek.to nie moja stacja. nie wahałby się poinformować go o tym i to niekoniecznie w grzecznych słowach. W zamian za udział w takiej rozmowie dostałam kiedyś od gromadki chichoczących uczennic trzy misterne zwierzątka origami.przydatnym języku. sprawa była jasna . czuje się bardzo niezręcznie i będzie męczył się tak długo. prawdopodobnie w ogóle nie ten pociąg i nie dogadamy się. oczywiście pod czujnym okiem sensei. nie rozumiejąc. Zanim lody między nami zostały na dobre przełamane. Jeśli na przykład pociąg zatrzymywał się tak. przerosła go. on z narzuconą mu powinnością. jedynie ci Japończycy. Japończycy nie zachowują się w ten sposób i nawet jeśli zagadnięty męŜczyzna klął w duchu. Ŝe pytający o drogę ma w istocie zamiar okraść go. które notują w swoich zeszytach. tylko słusznie obawiając się. wyraŜającego zakłopotanie. a zagadnięty przeze mnie człowiek zaczynał coś długo mówić w swoim języku. Opowiadano mi. nie powiedział mi. 258 była teŜ Chizuko. zwracając twarz ku najbliŜszemu sąsiadowi. z której próbował się wywiązać. którzy jako tako znają . nauczyciela. a japońska młodzieŜ opuszczała szkoły z rzeczywistą umiejętnością porozumiewania się w tym . krzyŜykiem i daszkiem albo grabiami wpisanymi w krzywy trójkąt. Chizuko przypominała sobie trzeci tryb warunkowy i wyszukiwała synonimy czasownika „iść". Ŝebym poszła do diabła razem ze swoim bukusutoru albo nauczyła się japońskiego. Ŝe metodyka nauczania angielskiego rzeczywiście pozostawia wiele do Ŝyczenia. Być moŜe bez niego zdania wydawały się Chizuko zbyt bezpośrednie i przez to niegrzeczne. Ŝe nie było widać rzymskiego napisu. ale społeczna sytuacja. Ŝe zamiast mówić.chcemy czy nie . by nauka angielskiego stała się efektywniejsza. Nowojorczyk. znaczyło. był miejscem oznaczonym dwiema kreskami. bo podczas gdy ja czekałam na prostą odpowiedź. Gdy Japończyk odpowiadał „okay" i uśmiechał się z ulgą. Jej przesadna troska o poprawność sprawiała.po angielsku. kaŜda rozmowa była koszmarem. układając w myśli angielskie zdanie. gdy jednak normalny dla japońskiej twarzy wyraz zaambarasowania pogłębiał się. szeptała najpierw do siebie. Sądzę. pytającym głosem wymawiałam więc nazwę stacji. które w końcu wypływało z jej ust. na której chciałam wysiąść. przystanek nie miał dla mnie nazwy. Ubrani w mundurki i bardzo przejęci podchodzą do turystów w Asakusie i zadają im proste pytania po angielsku. i wznosząc głos dodawałam na końcu błagalne: Okay? Na przykład: „Nishi-Shinjuku? Okay?". Ŝe trafiłam. Ŝe student z uniwersytetu Waseda nieraz zetknął się ze słowem bookstore.

bo językoznawcy twierdzą. sami oferują pomoc widząc zagubionego cudzoziemca. pytają.nigdy więcej juŜ go nie spotkałam. pojawił się koło mnie na stacji Ishikawa-dai emerytowany nauczyciel angielskiego. czyli kolor . Obserwując moje zmagania z automatem. Inne angielskie słowa . by nie rzec przyziemność. „May I help ? ou?". czyli hamburger. Była to moja pierwsza wyprawa na Shibuya. które tak naprawdę są madę in Japan i w oryginalnym angielskim w ogóle nie występują. a tajemniczy skrót OL. Miła. czyli rozmiar. Reid pisze. szczypiącego wasabi.na przykład costo-apu. czyli telewizor. a on towarzyszył mi do końca i wysiadł tylko po to. Angielski przyprawiony wasabi Fakt. iŜ Japończycy mają problem z porozumiewaniem się po angielsku. ale moŜe zmyślał. Na początku mojego pobytu w Japonii. bowiem Japończycy. gdy nacisnęło się jakiś przycisk). Brak dźwięku „f" sprawia. Na szczególne uŜycie angielskiego przez Japończyków ma wpływ jeszcze jeden czynnik. albo kara.pojawiają się w zastępstwie starych dobrych słów japońskich. czyli cost up. albo terebi. którego nie mogą zadać obcemu w swoim języku pełnym piętrowych grzeczności i dystansu. znaczy „podnieść ceny". młodej pracownicy biurowej o niskim statusie i głównie ozdobnej funkcji. Bezpośredniość. jeszcze inne to niby angielskie rzeczowniki i czasowniki. ciesząc się być moŜe przyjazną bezpośredniością tego pytania. w którym jeszcze wówczas nie umiałam kupić właściwego biletu (dla wyjaśnienia: automat był oznakowany oczywiście wyłącznie po japońsku i nawet mówił po japońsku. angielskiego sprawiła. przy czym ani w hiragana.z tym. Ŝe jego japoński przyjaciel 260 przy szczególnie burzliwych dyskusjach radził mu: „Hack you" zamiast „Fuckyou". Ŝe przyprawiony na sposób japoński niczym sernik o smaku zielonej herbaty albo lody waniliowe z dodatkiem świeŜutkiego. współczesny japoński aŜ puchnie od anglicyzmów.sekkusu.seizu. Niektóre z nich słuŜą jako nazwy takich rzeczy nieznanych w dawnej Japonii jak ham-baga. Z „r" i „1" sprawa ma się podobnie i stąd bierze się jeszcze więcej zabawnych nieporozumień. OtóŜ w japońskim nie rozróŜnia się dźwięku spółgłosek „r" i „l' oraz „h" i „f". W Japonii takie cuda zdarzają się jednak rzadko. ani w katakana „1" i „f" w ogóle nie ma. czyli . Po pierwsze. wymawiany oeru. Ŝe przy wypowiadaniu angielskich słów z japońskich ust wydobywa się ono jako coś bliskiego „h". bliŜszym jednak temu pierwszemu (góra znana nam jako Fuji to zatem w japońskiej wersji raczej HudŜi). chociaŜ niestety . Ta ostatnia grupa świadczy o duŜej inwencji i . nie słysząc róŜnicy między tymi . odnosi się do office lady. Ŝe Japończycy niezwykle rzadko przeklinają. drobna postać starego nauczyciela z laseczką i w kapelusiku jak z przedwojennych filmów. Jest i to bardzo wyraźnie . zapytał: „May I help you?" i rzeczywiście pomógł.angielski. gdzie ze swadą prawdziwego przewodnika opowiedział mi 259 historię wiernego pieska. jest nimi nafaszerowany do granic moŜliwości. nie znaczy. została w mojej pamięci. Ŝe uŜywa się go takŜe mówiąc na przykład o sferze seksu. W wymowie słów japońskich dźwięk zapisywany w alfabecie rzymskim jako „h" jest tak naprawdę czymś pośrednim między „h" i „f". niczym dobry miły duch. Ŝe język Szekspira nie jest obecny w ich codziennym Ŝyciu. by zaprowadzić mnie pod pomnik Hachikó.

Your pet happy heart forever for dogs and cat. którzy dzięki temu „uśmiechną się do ich delikatnych w dotyku wisienek". Ŝe niezrozumiała dla mnie „reszta" była informacją o posłudze religijnej dla zmarłych zwierząt domowych. dzięki czemu dowiadywałam się na przykład o moŜliwości powiększenia biustu w promocyjnej cenie (czyli bustu-apu). Oprócz tego enigmatycznego zdania. przeczytałam po jednej stronie papierowej torby z piekarni babci . choć nie do końca przypadkowy. informował napis na opakowaniu tanich długopisów.często uŜywanymi spółgłoskami. pomarszczone zwierzątko o wielkich uszach. torebkach i plecakach. na sprzęcie elektronicznym i turystycznym. Agile challenge foryour bravefinger. dzieł „sztuki widełcowej". Od tej pamiętnej ulotki uległam popularnej wśród „gaijinów" pasji kolekcjonowania co smakowit-szych przykładów w Japlish. a szyld stoiska ze sztuką ludową (folk) w Kamakurze zachęcał do kupowania/orA. We little cherry dream. reszta była po japońsku. ulotkach reklamowych i billboardach. które ją kupowały. zwanym niekiedy Engrish. przypomina UFO . napisane było na aktówce powaŜnie wyglądającego biznesmena jadącego metrem i z pewnością nie chodziło o publiczną demonstrację jego zamiłowania do campu. ulicznych automatach z napojami i papierosami. Let each man do his bestforyour sińce 1994. Tissue from kitten!. których pospolity wygląd nie budził lęku przed „aktywnym wyzwaniem dla twojego odwaŜnego palca". mówiła informacja na papeterii ozdobionej rysunkami wisienek. opakowaniach artykułów spoŜywczych i chemicznych. a kiedy indziej niską (Iow) wołowiną i to dlatego bohaterka filmu Między słowami nalegała: „Lwij moje pończochy" (leap zamiast reap) w niezbyt udanej zresztą scenie. Słynny juŜ wśród „gaijinów" napój Pocari Sweat. oznajmiało niewinnie opakowanie chusteczek higienicznych. Thank you for your much buyingthis wonderful fresh bread. jaką mieszkańcom oferowała pobliska świątynia buddyjska. Ŝe pocari to małe. He will smile back atyour cherry. Happily enjoyyour life! Sometimesyou do it nonchalantely with lovely color like blue sky. mającego przyciągnąć uwagę ewentualnych klientów. jego podobieństwo do oryginału jest jednocześnie oczywiste i bardzo dalekie. co więcej. kusił nas swoimi reklamami. Dziewczęta. angielski przyprawiony po japońsku. ignorują ją przy zapisywaniu angielskich słów. Na początku kaŜdą taką ulotkę pokazywałam moim japońskim znajomym. Letter is a happy friendly messagel. w jednym rogu ulotki narysowano pieska. otwarciu nowego pola golfowego na dachu pobliskiego szpitala albo spotkaniu dla pań chcących schudnąć. Tym razem okazało się. pewnie poczułby się uraŜony takim podejrzeniem. w menu restauracji surowa (raw) wołowina raz była prawną (law). kartach dań w restauracjach. mogły napisać do przyjaciół „w wiśniowym nastroju". co wszystko razem brzmiało mi dość nieprzyzwoicie. nawet gdyby uŜywało się ich „nonszalancko". bardzo w Japonii popularny i całkiem smaczny. craft. angielski napis spełniał funkcję chwytu reklamowego. Let's camp together!. w drugim kotka. które poci się obficie.sernik o smaku zielonej herbaty. przeczytałam któregoś razu na ulotce znalezionej w skrzynce pocztowej. bo cóŜ moŜe być lepsze na tokijski upał niŜ orzeźwiający Pocari Pot? MoŜna sobie wyobrazić. Niegramatyczny i raczej bezsensowny. His dream soft cherry touch. prosząc o przetłumaczenie. Japlish. które od tej pory nazywaliśmy „flaczkami z kotka". W Tokio moŜna je znaleźć dosłownie wszędzie: na ubraniach. Smile to your friend in cherry mood. Lavatoly głosił napis na toalecie w japońskim pensjonacie na półwyspie Izu. pan czytający akurat gazetę pełną roznegliŜowanych pań.

Ŝe nie lubią oni dowcipów językowych. gdy dotyczą one ich mowy. włączając te z erotycznym podtekstem. cudownie dźwięczne Bloody YourDandelion (na dresowej bluzie Japonki. jak komik Dave Barry. Trudno się zresztą dziwić. Do moich „znalezisk" naleŜy: Swinging Pussy (na T-shircie młodej mamy z eleganckiej dzielnicy Den'en-Chófu). jak na przykład róŜowe tostery My Sweet Bread Toster albo uchwyty na papier toaletowy Your Friendly. Kim jest Siostra Truskawka. Now we will sendyou the real taste ofthe baked bread appreciated for a long time. Japlish jest obowiązującym językiem stylu kawali i napisy w nim zdobią takie dzieła potęŜnej firmy Sanrio. W prze263 ciwieństwie na przykład do moich rodaków. studenci z wymiany zagranicznej i artyści. śarty z języka innego narodu są oczywiście mało wyrafinowaną rozrywką. biegając w parku Senzoku Ike). Na przykład rakugo. zachęcała duŜymi literami na pierwszej stronie dwujęzyczna gazetka wydawana w dzielnicy Meguro. gdzie opowiada się dowcipy. którą często spotykałam. gdzie czas płynął tak happy ? ?????. It is with friend. pewnie teŜ miałabym dość dowcipów na temat „r" i „1" typu: „Jak często Japończycy mają elekcję? Co lano". Największą frajdą są napisy w Japlish na ubraniach wyeksponowane na szczupłych klatkach piersiowych lub plecach Japonek i Japończyków. With delicious for you. pasjonaci zakładają strony internetowe. gdzie publikują swoje kolekcje. uŜycie języka angielskiego ogranicza się do naprawdę soczystych haseł. eat this savory elegant cakefor your happy ????? time.jak się przekonałam idąc do rakugo z Satoru . napisano kolorowymi literami na płóciennej torbie ze sklepu z towarami po 100 jenów. We madę delicious sweet for you. z którego po kilkakrotnym przestudiowaniu wiadomo tyle. Ŝarty autoironiczne nie są mocną stroną Japończyków. Ŝe nie czuło się przybywających kilogramów. kto znajdzie najlepszy przykład koszulkowego Japlish. Przetłumaczony dowcip japoński tego typu przypomina angielskie streszczenie spektaklu kabuki. której uŜywałam do noszenia zakupów.całkiem „autentyczny".Shinady. Bye Pimple (na topie nastolatki w metrze) oraz Sexy Cowboy Goes Fast Since 1998 (na T-shircie wspominanego juŜ tu narzeczonego Barbie spod Hachikó). Good mornig Nurse Strawbery!. i . Ŝe japońskie gry językowe przybierają wyjątkowo skomplikowaną formę. Gdybym była Japonką. Please. którzy wybornie znają japoński. opiera się w duŜej części właśnie na takiej formie komizmu. Tu. Let's segregatel. z braku miejsca. ale nie sądzę. nie udało mi się dowiedzieć.zupełnie ginie w przekładzie. Dick in Blue (na torsie melancholijnego młodzieńca w parku Shinjuku). 262 którą podano mi wraz z tiramisu w rzeczywiście eleganckiej cukierni w Akasace. a chleb okazał się . kusiła pięknie zdobiona papierowa serwetka. a Japończycy przejawiają duŜą wraŜliwość i najczęściej zupełny brak poczucia humoru. by istniała. We are surę you will enjoy this rich and authentic bread in your joyful life. było napisane z drugiej. pisarze powaŜni i zupełnie niepowaŜni. a wieloznaczność kanji sprawia. Bye.na szczęście . Nurse and Strawbery. Cross-Legged Frog (na kurteczce Ŝwawej staruszki wspinającej się przede mną na Fuji i dodającej mi otuchy. Ich wyrafinowany urok dostępny jest jednak tylko dla tych cudzoziemców. fizycy i kulturoznawcy licytują się nie od dziś. rodzaj japońskiego teatru. a zwłaszcza Japończykiem. Ŝe . gdy zostawałam za bardzo w tyle). ale nie znaczy to. Korespondenci potęŜnych gazet i dyplomaci. Let's it bread!.

Językowi puryści.popatrzył na mnie jak na przybysza z dalekiej planety. bo znają reguły kulturowej gry. W przypadku instrukcji obsługi i innych przekazów o charakterze przede wszystkim informacyjnym. a nie w Japlish. a brat . To mowa Zachodu. To zatem język dalekiego. nie robię tego. wytłumaczyła mi. gdzie sens podporządkowany jest wartości estetycznej. o co chodzi. Jego mama. zabawny angielski. hulaj dusza! W końcu na mojej kupionej w USA „orientalnej" koszulce podobno napisane było po japońsku: „Smacznego! Łódź podwodna. potęŜnych męŜczyzn i blondynek o niebieskich oczach. nie uwzględniają przewaŜnie jednej waŜnej rzeczy. w jaki my wykorzystujemy dla ozdoby kanji ani nie 264 znając ich znaczenia. zŜymający się na ten kaleki. UŜycie angielskiego często ma zatem charakter czysto dekoracyjny i moŜna je porównać do sposobu. młodzieniec . co jest napisane. Posłowie: Między słowami Japonia. egzotycznego kraju. bo musiał. którego paradygmatem dla Japończyków jest Ameryka. na którą zwrócili mi uwagę japońscy znajomi. Gdy zapytałam Akimi. Być moŜe te współczesne eksperymenty Japończyków z angielskim moŜna porównać do tych. język gwiazd Hollywoodu i gwiazd rocka. byle byłoby po angielsku. gdzie wszystko wydaje się być inaczej. lecz by spróbować zrozumieć sens pewnego . mimo iŜ ukradziona rzecz znalazła się dzięki dzielnemu samurajowi. iŜ „gaijini" nie rozumieją Japlish. wychylając się z kuchni. cool.nie po raz pierwszy i ostatni .nie wiadomo czyj . by wyśmiewać się z „dziwności" Japończyków. podobnie jak innych Azjatów. by mieć pewność. Ŝe Japończycy doskonale wiedzą. czy napis Hot Ready Burns na jego nowej bluzie jest nazwą zespołu muzycznego. Ŝe niewaŜne. Właściwie w naszej wyobraźni nadal cieszy się statusem „krainy" raczej niŜ „kraju". ma doprawdy niewielkie znaczenie wobec faktu. Tam jednak.powrócił i popełnił samobójstwo. angielski jest bowiem „szpanerski".dla nas komicznego zjawiska kulturowego. Dla Japończyków. Hasło reklamowe z japońskiego plakatu turystycznego. Jest przede wszystkim miejscem mitycznym. Nie było i nie ma chyba kraju. a nie geograficznym czy politycznym: dalekim i ekscytującym „Tam". Dwie góry biec!" Japonia to obcy kraj. rzeczywiście warto byłoby pokusić się o sprawdzenie poprawności przekładu przed publikacją. Cytując przykłady Japlish. jakie przed wiekami robili z chińszczyzną? Poza wszystkim to. Ŝe tekst będzie po angielsku. ani nie przejmując się tym. syna Mariko. Który teŜ popełnił samobójstwo. gdzie gejsze i .ktoś komuś ukradł przyrząd do palenia kadzideł i córka tego kogoś sprzedała się do domu publicznego. który fascynowałby ludzi Zachodu bardziej niŜ ona. wysokich.

Nie ma ani takiego kraju. między słowami nieprzetłumaczalnych do końca języków. Zapisują się na lekcje ikebany i kurs ceremonii herbacianej w przekonaniu. którego potęga nie potrzebuje fundamentu naszych systemów filozoficznych i religijnych. gdy padły te słowa. wielbiąc głębię buddyzmu i mądrość Wschodu. jakie dopada nas w japońskim mieście. Od czasu.tak inną i tak podobną zarazem opisać i zrozumieć. ogrody zen i kwitnące wiśnie składają się na obraz tradycyjnej Japonii. minęło ponad sto lat. w ramach której Zachód stwarzał i stwarza swoją Japonię. z jakim zwykliśmy pochylać się nad „dzikim". gdzieś między luksusowym sklepem firmy Sony a tysiącletnią 267 świątynią shintó. JacyŜ więc są? Dumni? Nieśmiali? Grzeczni? Okrutni? Pracowici? Wojowniczy? Śmieszni? Pozbawieni poczucia winy? Wstydliwi? Dziecinni? Wyrafinowani? KaŜda odpowiedź jest początkiem opowieści o Japonii widzianej oczami „gaijina" i w kaŜdej część prawdy ginie w przekładzie. dostępna w ciągu kilkunastogodzinnej podróŜy z kaŜdej stolicy Zachodu . Japonia współczesna jednak nowoczesna. pozbawia nas miłego poczucia wyŜszości. Mimo dzisiejszej łatwości komunikowania się i przemieszczania po globalnej wiosce. ale fascynacja trwa i nic nie wróŜy jej końca: ksiąŜki o Ŝyciu gejsz stają się bestsellerami.nie przestała być dla nas tajemnicza. Ŝywiąc się tofu i wodorostami. codziennie pełnym niespodzianek. Hollywood produkuje dzielnych białych samurajów walczących oczywiście nie gorzej niŜ prawdziwi. dźwigamy bagaŜ fantazji cięŜszy niŜ zwykle. Tak silne miejsce Japonii w wyobraźni Zachodu sprawia. a nie potrafią (nie chcą?) udzielić mu prostej informacji po angielsku. prędzej czy później zada więc sobie pytanie. Poczucie zagubienia. ani takich ludzi". kraj. W jego wyniku niektórzy z nas zakochują się w Japonii. czy wręcz . jest wciąŜ daleka niczym obca planeta. Tym bardziej więc intryguje i niepokoi. PołoŜony na wąskich wulkanicznych wyspach kraj o podobnym rozwoju cywilizacyjnym co Zachód. a w zachodniej modzie po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się motywy fal i Ŝurawi i piękne obce znaki zupełnie nieprzypominające naszych liter. lśniąca aluminium i szkłem. w jaką zmienił się świat. jacy są ci ludzie. „Nawróconych na Japonię" moŜna 268 . Cywilizowana odmienność Japonii zbyt często nie mieści się w naszym pojęciu egzotyki. co przywieźliśmy. z duŜą trafnością oddając w ten sposób istotę fantazmatycznej struktury. Konfrontacja tego. ma inny wymiar niŜ niemoŜność znalezienia drogowskazu w slumsach jednej z biednych południowoazjatyckich czy afrykańskich stolic. który sami wymyśliliśmy i zatrzymaliśmy w czasie. Ŝe jadąc tam. hipernowo-czesne miasta i najlepsze komputery. „Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. z rzeczywistością jest zaś procesem nieprzewidywalnym. Ŝe w tych eleganckich tradycjach tkwi esencja japońskości i Ŝe uda się jej nauczyć za odpowiednią opłatą. tępo wpatrzony w napis w kanji. budują wielkie. zwłaszcza jeśli nauczycielką będzie dama w kimonie. powiedział Oskar Wilde w 1889 roku. Cudzoziemiec. Kusi.jak pisze z przekąsem Kerr .„nawracają się na Japonię" i resztę Ŝycia spędzają. by raz na zawsze tę Japonię . co myślą.samuraje. którzy z łatwością opanowują ponad dwa tysiące dziwnych znaków. lecz odmiennej kulturze.

splotły się ze sobą w jedną całość wielkiej emocjonalnej i intelektualnej przygody. ta praca to dzieło autorki spacerującej po rzeczywistych i symbolicznych przestrzeniach obcej kultury. Wybór kaŜdej trasy. które składają się na Japoński wachlarz. cowieczorne próby przyszpilenia tego. co w swej ignorancji za absurd uwaŜałam. słuchałam pięknej intymnej historii mojej japońskiej przyjaciółki i spędzałam nerwowe. zestaw widoków z Krainy Kwitnącej Wiśni. przeszłam prawdziwą burzę uczuć. Ŝe ani tego kraju. pełne wątpliwości godziny. które nieraz w ciągu jednego dnia ewoluowały od zapierającego dech zachwytu nad czyimś pięknym gestem do bezsilnej wściekłości wobec biurokratycznego absurdu albo tego. miałam więc takŜe w bagaŜu podręcznym kilka gotowych wyobraŜeń na temat Japonii ukształtowanych przez kulturę. spacerowicza. kolejne spacery. Japoński wachlarz składa się z kilku od dawna fascynujących mnie tematów. a nie inną uliczkę.zobaczyć podczas takich tamtejszych świąt jak O-bon. Zachwyty i pytania skłaniały mnie do szukania odpowiednich ksiąŜek. Dzień po dniu przez dwa lata te „zeszyty spod poduszki" nawarstwiały się w osobisty tekst dokumentujący doświadczenie spotkania z inną kulturą. czy za czyimś zaproszeniem stała szczera chęć goszczenia mnie. kolejne ksiąŜki. zastanawiając się. Status flaneura. które w Japonii . ani jego niewielkich i zabawnie. i puchł z wilgoci. Wybierając się na dwa lata do Tokio. Pisanie. kierowania się węchem i reakcją kubków smakowych. i przeklinałam porę deszczową. których płatki opadały nam na głowy jak ciepły śnieg. To jednak. oprócz notbooka firmy Toshiba. a te pociągały za sobą dalsze j zachwyty i pytania. Siedząc nago w publicznej łaźni. co wydarzyło się za dnia. jeśli juŜ nie denerwująco. zachowujących się mieszkańców nie da się zrozumieć. nie jest do końca przypadkowe. pozwala na luksus podąŜania za własnym wzrokiem. dyktuje jego albo jej historia oraz wcześniejsze doświadczenia. Uwielbiałam japońską wiosnę z jej kwitnącymi wiśniami. który ze sobą przywieźli. niezgrabnie przytupując w przyciasnych klapkach geta. pustym budynku International Forum. na swobodne kolekcjonowanie wraŜeń. gdzie ubrani w przykrótkieyukaty nadgorliwie uczestniczą w ulicznych tańcach ku czci nie swoich przodków. Podziwiałam sterylną czystość Tokio i do szału doprowadzały mnie panie czyszczące wacikami do uszu szpary w podłodze w wielkim. i przekonaniem. w której nie aspiruję do roli znawcy i nie stwarzam naukowej syntezy. Nie inaczej było w przypadku autorki tej ksiąŜki. Dałam się wciągnąć. podczas której świat pokrywał się kabi. stały się rutyną mojego japońskiego Ŝycia. gdzie poniosą nas stopy w obcym kraju. pulsujący Ŝyciem organizm stworzony przez . pleśnią. niepotrzebnie wprawię gospodarzy w zakłopotanie. w której się wychowałam. Pierwszym elementem tej całości jest miasto. głębiej i głębiej. Tak powstała „moja Japonia". osobiste preferencje i tysiące innych rzeczy. które kaŜą spacerowiczowi skręcić właśnie w tę. ale po krótkiej walce uległam jej czarowi. zatrzymać się dłuŜej przy tym właśnie konkretnym widoku. czy teŜ było tylko jednym z typowo japońskich przykładów grzeczności i pojawiając się tam. w jaką udaje się flaneur. Inni wracają do domu z tym samym stereotypem Japończyków i Japonii. Daję zatem do rąk Czytelnika subiektywną opowieść. Nie „nawróciłam się na Japonię". a dobry hamburger lepszy jest od najlepszego sushi. Konfrontując je z rzeczywistością. mozolna translacja tekstu ulicy.pewnie po raz pierwszy aŜ tak .

. To miasto o szalonej topografii. by pozwolić mu się wciągnąć w labirynt ulic. wspaniały w swoim połączeniu piękna i ohydy. jakie oferuje Tokio. tym. sprawia. które zawsze wydawały mi się najbardziej interesujące. pulsujące wspólnym oddechem. co kobiece. bowiem niewinny spacer moŜe łatwo zmienić się w szkołę emocjonalnego przetrwania. Oto ja wrzucona w środek miasta takiego jak Tokio. wydała mi się na tyle fascynująca. nieskomplikowane i małe. Niespodziewane zamiany ról. Kostiumy i przebieranki. o granice ja i to. tłum. zbyt mało nawet. czasem zaś krzyŜujące się. barów i sklepów. Ŝe zaczęłam się uczyć japońskiego. nadziei i okrucieństwa. znałam tylko kilka słów po japońsku. to takŜe język ciała. a juŜ na pewno. I tu miałam szczęście. Gdzie te przestrzenie kobiecości i męskości są w Tokio oczywiste. Miejsca transgresji. Dojmujące poczucie własnej cielesnej odmienności w tokijskim morzu ciał obcych. hałas. Miejsca spotkań. poruszających się według nieznanych nam zasad. a gdzie nakładają się na siebie i gmatwają? Gdzie w kraju takim jak Japonia ja . które dały Ŝycie tej ksiąŜce. KaŜda kultura i kaŜde miasto ma kobiece i męskie przestrzenie.jestem obca. Mam tu na myśli inność. co męskie. jakiego dokonujemy w kaŜdej kulturze: między kobietą a męŜczyzną. a kobieta mówi „ja" inaczej niŜ męŜczyzna. Fundament inności stanowi zaś podstawowe rozróŜnienie. w którym oczy jak czarne krople. które wymaga od spacerowicza cierpliwości. Miejsca kobiet. Najpierw zauroczyło mnie piękno znaków. NaleŜę do osób. która wychowała się na takich samych lekturach co ja. dla których miasto stanowi naturalne środowisko i których ekscytuje wszystko. co rozciąga się poza nimi. rozlewające się w betonowy ocean.kobieta i cudzoziemka . Miejsca męŜczyzn. Bycie obcym jest dla 270 przedstawicieli naszej kultury najbardziej naturalnym i akceptowalnym modus vivendi. jest wyzwaniem. gdzie podmiot nie 271 przypomina w niczym nadętego zachodniego „ja". przenikające. zamieszkiwany przez miliony stłoczonych ludzi. a świadomość tego pozwala stworzyć jedną z moŜliwych topografii. ciągłe bycie wśród ludzi przy jednoczesnym poczuciu anonimowości. i tym. co ma ono do zaoferowania: frenetyczna aktywność. a gdzie mogę poczuć się „u siebie"? Czy siedząca naprzeciw mnie kobieta w kimonie. teatralne gesty są do bólu inne. jest bardziej „podobna" czy jednak . poznamy dwa róŜne miasta. by zapytać o drogę. zawsze pełen tajemnic. ten męŜczyzna odprowadzający ją wzrokiem. Jej imię brzmi „język". powtarzalne elementy w miejskim pejzaŜu i jego wyjątkowość domagająca się odkrycia i nazwania. Później moŜliwość wyraŜenia się za pomocą zupełnie innego systemu językowego. ukłony. w porównaniu z japońską megapolis stolice Zachodu wydają się przewidywalne. Ŝe fascynacja miastem nieuchronnie staje się fascynacją innością.„inna" ? Jak mogę się tego dowiedzieć? To ostatnie pytanie otwiera drogę kolejnej z fascynacji. Ale przecieŜ porozumiewanie się to nie tylko mowa.człowieka. Tu nie uda nam się zmieszać z tłumem. Tokio jest bowiem jednym z najwspanialszych miast świata. która prowokuje do stawiania pytań o moŜliwość poznania drugiego człowieka i siebie samego. niekiedy zupełnie oddzielne. ich zupełnie nieczytelne kształty. nawet wrogie. hieratyczne pozy. Jadąc do Tokio. mijają mnie ludzie i kaŜda z tych osób jest jego częścią: ta piękna młoda kobieta z bukietem chryzantem. Jeśli podąŜymy ich śladem. innej kultury i swojej własnej. by zrozumieć odpowiedź. kuszący.

drgnienie powieki. od kuchni. University of California Press 1993. grymas twarzy. . pisząc tę ksiąŜkę. tęsknię. Gdy otwieram Japoński wachlarz. „Przyjdź. chrząknięcia zakłopotania i syki niezadowolenia.czy jednak „krainy" . rozmawiając ze mną bezbłędną angielszczyzną? Pragnienie porozumienia z Innym prowadzi do ostatniej z wachlarza fascynacji. a inna wystąpiła z propozycją wspólnego przyrządzenia sukiyaki i tak.za którą. jaki dał o sobie znać. uczty. zaczęły się moje japońskie przyjaźnie. Kawałek surowej ryby z ciałem lekko jeszcze drgającym niedawnym Ŝyciem moŜe być równie dobrą magdalenką. University of Pennsylwania Press 2000. and Censorship in Japan. nauczę cię robić sashimi". świeŜo tłuczonego sezamu i soi pozwala mi wrócić na chwilę do kraju .jakości akustycznej. Dla przykładu: Japończyk mówiąc „ja" wskazuje na nos. poznałam dzięki nim parę nowych smaków. Jedzenie. Mothers. -PermittedandProhibitedDesires. dopiero potem pociągając za sobą obrazy. zapach morza. zaprosiła mnie wkrótce jedna kobieta. by się do mnie zbliŜyć i oswoić się z moją hybrydyczną blond obecnością w ich świecie. na które wskazuje Satoru. w jakich uczestniczyłam. Gdy po dwóch latach wyjechałam z Tokio i zaczynałam je wspominać. and Corporate Masculinity in a Tokyo Hostess Club.choć oczywiście skrajnie subiektywnej . University of California Press 2000.na klatkę piersiową. których krzyŜującym się tropem podąŜałam. Sexuality. wizualnej. Comics. na trawie pod wiśniami kwitnącymi szaleńczo na cmentarzu Aoyama. był smak. zanim raz czy drugi zabrały mnie do onsenu. O jakim „ja" mówi zatem Japonka? O jakim Japończyk? Które z tych w nosie usytuowanych japońskich „ja" bliŜsze jest mojemu? To naleŜące do sekretarki Chizuko? To. celebracje obcych smaków na języku: przy domowym stole. Annę Allison Nightwork. ale dzięki jakiejś wybijającej się . na matach tatami tradycyjnej restauracji. Ŝe Naomi jest fanką kobiecego teatru Takarazuka. za barem kaiten zushi. Mam tu na myśli swoją osobistą skłonność do zmysłowego odczuwania miast. ocean podobieństw i róŜnic. Wspomnienie bachanaliów w „imperium smaku" przyszło mi na myśl. pisząc te słowa. Jeanne Jacob The Essence ofJapanese Cuisine. które na zawsze połączyły się dla mnie ze 272 słowem „Japonia". które zostają w mojej pamięci nie za sprawą „przygód". stało się dla moich przyszłych przyjaciół pierwszym pretekstem. University of Chicago Press 1994. a Michiko była „masaŜystką" w Krainie Mydła. KsiąŜki. tak waŜne w japońskiej kulturze. czy pilnie zwiedzanych zabytków. zapachowej. którego doświadcza się Ŝyjąc na co dzień wśród innych. pierwszym zmysłem. które warto przeczytać Po angielsku: Michael Ashenazi. Mary Brinton Women and the Economic Miracle: Gender and Work in Postwar Japan. my . Zanim dowiedziałam się. Pleasure. Jedzenie.powtarzalna ulotność gestu dłoni.

Fawcett Books 1997. Heroes and Yillains in Japanese Culture. Hill and Wang 2001. Politness. Meridian 1985. T. H. -BehindtheMask:OnSexualDemons. Presentation. Harootunian Things Seen and Unseen. przeł. Harootunian (ed. John Bester. łan Buruma A Japanese Mirror. ???? Kerr Dogs a Demons. University of California Press 1997. D. Martinez. (ed. R. Cambridge University Press 1998. Sacred Mothers. -Japanese Women: Constraint and Fulfillment. University of Chicago Press. and Power in Japan and Other Societies. Duke University Press 1989. Higgins. Robert C. Mariłyn Ivy Discourses ofthe Yanishing. Cadence Books 1999. Yuriko Saito „The Japanese Appreciation of Naturę:. Richard Powers. Modernity Phantasm Japan. Oxford University Press 1995. Masao Miyoshi. Harcourt Brace & Company 1996. OnBeinga Woman Caught Between Cultures. Scott Clark Japan. Kyoko Mori PoliteLies. University of Hawai'i Press 1994. Jinai Hidenobu Tokyo. Univeristy of California Press 1998. John Wiley & Sons 1998. H. Random House 1999. Jennifer Robertson Takarazuka. An Erotic Exploration ofJapanese Society. Chicago 1995. The Insiders's Guide to Japanese Pop Subculture. Duke University Press. Kimiko Nishimura. D. Durham 1989. Joy Hendry Wraping Culture.)Aesthetics in Perspective. Reaktion Books 2003. przeł. Reid Confucius Lives Next Door.Nicholas Bornoff Pink Samurai. University of Chicago Press 1988.) Postmodernism and Japan. D. Transvestites. w: Katleen M. Helen Hardcare Marketing the Menacing Fetus in Japan. . Greenwood Press 1989. P D. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Takeo Doi The Anatomy of Dependence. University of California Press 1995. Donal Richie The Image Factory: Fads & Fashion in Japan. H. Harootunian Postmodernism inJapan. and Other Japanese Cultural Heroes. a Viewfrom the Bath. Talesfrom Dark Side ofJapan. A Spatial Anthropology. Phoenix 1984. Sharon Kinsella Adult Manga. Honolulu 1985.) Handbook of Japanese Popular Culture. University of Hawaii Press 1976. Patrick Macias (introduction) Japan Edge. Hidetoshi Kato (ed. Masao Miyoshi. Solomon (ed. Univer sity of Hawaii Press. Roman Cybriwsky Tokyo.) The Worlds of Japanese Popular Culture. Kodansha International 1981. Takie Sugiyama Lebra Japanese Patterns ofBehavior. Harper Collins 1994. Curzon 2000.

276 Merry White The Materiał Child: Corning of Age in Japan and America. Warszawa 1996. Jolanta Tubielewicz Kultura Japonii.. Nicolas Bouvier Kronika japońska.Ginzy. -Japonia zmienna czy niezmienna?. Japan Society Press 1991. Tobin Re-made in Japan. Ginza . Uwagi językowe Wszystkie imiona i nazwiska japońskie podane są tu według kolejności przyjętej przez Japończyków (nazwisko poprzedza imię). Berg 2000. Beata Romanowicz. oraz nazw zakończonych na -a. Brian Moeran (ed. Szkolne i Pedagogiczne. Every Day Life ąnd Consumer Taste in a Changing Society. Wydawnictwo KR. np. Kikue Yamakawa Women of the Mito Domain. . Media and Consumption in Japan. . McVeigh Wearing Ideology. Kodansha 1985. Katie Wildman Nakai. State. a od slowagaijin (obcy.Challenging Tradition: Women in Japan. Ruth Benedict Chryzantema i miecz. np. University of Hawaii Press 1995. Kraków 2003. przeł. Krystyna Wilkoszewska (red. Free Pressl993. Adam Dziadek. Universitas.) Estetyka japońska. Janina Rubach-Kuczewska śycie po japońsku. Stanford University Press 1983.i po polsku: Roland Barthes Imperium znaku.. Joseph J. PIW. Stanford University Press 2001. cudzoziemiec) tworzę spolszczone . Przestrzegam przyjętej w naszym języku zasady odmieniania tych zagranicznych nazwisk i imion. Siowa japońskie zadomowione w naszym języku podaję w spolszczonej pisowni. Recollection of Samurai Family Life. Yale University Press 1992. które kończą się na -a. Krystyna Sławińska. Routledge 1996. Universitas. Schodt Frederick Mangal Mangal The World of Japanese Comics. przeł. Wioletta Laskowska. Wyd. Bedford Books of St. Warszawa 1999. paczinko. przeł.) Contemporary Japan and Popular Culture. Noir sur Blanc 2001. Warszawa 1999. przekład.) Women. np. Shinada . Warszawa 1985. Joanna Wolska-Lenarczyk. Kraków 2002. Brian J. Słownik. Trio. -i oraz -n. Martin's Press 1995. Comparing Cultures: Readings on Contemporary Japan for American Writers. Iskry. Warszawa 1998. Timon Screech Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820. Schooling and SelfPresentation in Japan. John Whittier Treat (ed. Ewa Klekot. Sharon Sievers Flowers in Salt: The Beginnings of Feminist Consciousness in Modern Japan.Lise Skov. przeł.Shinady.

185 VIII............................ Wyjątki to ............ „gaijinka"....... sh = ś (Shinjuku = Sindziuku).....................)... Tokio jest jak Mars...formy np.. które warto przeczytać............ wu * ?................235 Posłowie: Między słowami.. Imperium smaku.................. Wodny świat kobiet....ts = ? (tsunami = cunami)........267 KsiąŜki........ wymawia się tak samo jak w języku polskim.....................................11 II......... ..........77 IV. Sąsiedztwo...........W Lolitki z imperium zmysłów............ Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!".......... W dŜungli języka... Inne japońskie słowa zapisuję zgodnie z transkrypcją międzynarodową...........___145 VI..eh = ć (Hachiko = Haciko)........... z = dz (zen = dzen).. „gaijini"... które występują teŜ w wersji wydłuŜonej (ó. -j = dź (gaijin = gaidzin). itd............. KawaW.... PodróŜ do Domu Słońca...........117 V.........23 III... Spis treści 271 słów od autorki................9 I..... Większość spółgłosek i samogłosek....167 VII. -y = j (Yume = Jurne)........ u.275 / .. w = ł (watashi = łatasi)..........

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful