Joanna Bator Japoński wachlarz Projekt okładki i stron tytułowych Maciej Sadowski Redaktor Joanna Rodziewicz Korekta ElŜbieta

Szelest ?1 zdjęcia: Joanna Bator Krzysztof Łukasiewicz (Ł) Magda Szczech (S) Zdjęcia Takarazuki za zgodą Takarazuka Revue Company* © Copyright by Wydawnictwo KsiąŜkowe Twój Styl, 2004 © Copyright for the text and photographs Joanna Bator, 2004 ISBN 83-7163-432-3 Skład i łamanie: PLATIN Sp z o.o. Druk i oprawa: Łódzka Drukarnia Dziełowa S.A. Podziękowania Dziękuję moim japońskim przyjaciołom, przewodnikom, tłumaczom. Gdyby nie ich serdeczność, ciepło, gotowość do pomocy i wytrwałość w odpowiadaniu na tysiące pytań, moja Japonia byłaby zupełnie inna, a ta ksiąŜka pewnie w ogóle by nie powstała. Specjalne ukłony naleŜą się profesorowi Hashizume Daisaburo za jego imponującą wiedzę, poczucie humoru i wspaniałe warunki do pracy, jakie mi zapewnił. Zadręczałam pytaniami wiele osób, których nie sposób wszystkich tu wymienić, więc z wielką wdzięcznością wspomnę jeszcze tylko profesor Ueno Chizuko, profesor Ochiai Emiko i profesora Kato Norihiro. Ando Eriko i Shinji, Shinada Tomomi i Ota Motonori z dziećmi, Yamaguchi Shinobu, Matsuda Naomi, S. Kiku jedli za mną, śmiali się, jeździli na wycieczki, kąpali się w onsenach i sprawili, Ŝe pisząc tę ksiąŜkę, tęskniłam za krajem, w którym za ich sprawą czułam się tak dobrze. Gdyby moi japońscy przyjaciele mogli przeczytać tę ksiąŜkę, odnaleźliby się w niej pod zmienionymi imionami i rozpoznaliby swoje historie umieszczone w nieco innych kontekstach. Za ten najcenniejszy ze wszystkich dar opowieści dziękuję im z całego serca. Mój mąŜ i przyjaciele wnikliwie czytali pierwsze wersje tej ksiąŜki, a ich uwagi były dla mnie inspirujące i równie cenne jak konsultacje językowe, których udzielał mi mój nauczyciel japońskiego. Pomoc zaś, jaką w pracy nad Japońskim wachlarzem ofiarował mi pan Henryk Lipszyc z Wydziału Japonistyki UW, juŜ na zawsze uczyniła mnie jego dłuŜniczką. Dómo arigató. Autor nigdy, w Ŝadnym znaczeniu tego słowa, nie fotografował Japonii. Wręcz przeciwnie, to Japonia oświetliła go błyskiem wielu gwiazd; albo jeszcze inaczej mówiąc: to Japonia zmusiła go do pisania. Roland Barthes Znalazłam się w posiadaniu duŜej ilości papieru i zaczęłam zapełniać kolejne zeszyty opisami dziwnych zdarzeń, historiami z przeszłości i innymi najróŜniejszymi rzeczami, włączając nieraz te najbardziej trywialne. Przede wszystkim skupiłam się na rzeczach i osobach, które uwaŜałam za urocze i wspaniałe, ale moje zapiski pełne są równieŜ wierszy oraz uwag na temat drzew i

roślin, ptaków i owadów. Sei Shónagon Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. Nie ma ani takiego kraju, ani takich łudzi. Oskar Wilde

271 słów od autorki Nie jestem japonistką. Zawodowo zajmuję się antropologią kultury i gender studies, czyli „genderami", jak mawiamy w skrócie. Cudowny i niespodziewany kaprys losu sprawił, Ŝe spędziłam dwa lata w Japonii, pracując na jednej z tokijskich uczelni. Podobnie jak poszukiwacz złota w kopalni, tak antropolog w kulturze takiej, jak japońska nie powstrzyma się przed drąŜeniem tematów, które kaŜdego dnia olśniewają go bogactwem nowych moŜliwości. Kiedyś dziwiły mnie zamieszczane na początku ksiąŜek asekuracyjne zapewnienia, Ŝe poglądy w nich zawarte są poglądami autora, bo - załoŜywszy, Ŝe autor nie jest bezwstydnym plagiatorem próbującym ukryć ten fakt - czyimi miałyby być? Dziś rozumiem, Ŝe autorzy robią to ze względu na tych, którzy myślą, Ŝe jak ktoś juŜ napisał ksiąŜkę, to z pewnością uwaŜa się nie tylko za człowieka bardzo mądrego, ale równieŜ za odkrywcę obiektywnej prawdy. W niektórych przypadkach pewnie tak jest, ale większość autorów jest szczęśliwa, gdy uda im się uchwycić w słowa fragment świata nawet tak mały, by nadawał się tylko na pocztówkę do przyjaciół. Jeśli jednak kogoś ma to uspokoić: Pisałam wyłącznie o tym, co apelowało do moich oczu, uszu, kubków smakowych; o tym, co mnie osobiście olśniło, zadziwiło, rozbawiło, skłoniło do czytania nowych ksiąŜek. W tym sensie poglądy na temat Japonii zawarte w tej pracy są poglądami autorki. Japoński wachlarz składa się z antropologicznych obrazków kreślonych wzorem zuihitsu - „tak, jak pędzel prowadzi" - i ani przez myśl mi nie przeszło pisanie wyczerpującej rozprawy na temat współczesnej japońskiej kultury. MoŜe zrobi to wkrótce jakiś polski japonista. Albo osoba, która - tak jak wciąŜ uznawana za najwybitniejszą japonistkę Ruth Benedict - ani nie mówiła po japońsku, ani nigdy w Japonii nie była. Tam, tutaj. Oddalenie, dystans, rozsunięcie boków. Tam - to miejsce, gdzie mnie nie ma. Tutaj - to miejsce, w którym jestem. (...) I juŜ jestem tam: na zewnątrz, poza „mną" samym. Zewnętrze to jednak eksponuje mnie jeszcze na inne zewnętrze: na ciało innego człowieka, na innego, o ile ten jest ciałem. Jean-Luc Nancy, esej z katalogu wystawy Gendai I. PodróŜ do Domu Słońca Inne ciała:, ja" i „oni" Moja japońska przygoda zaczęła się na frankfurckim lotnisku przed wejściem numer trzydzieści trzy, gdzie wraz z resztą podróŜnych czekałam na samolot do Tokio. Oprócz mnie byli tam niemal wyłącznie Japończycy, co sprawiło, Ŝe nagle znalazłam się pośród ludzi, od których róŜniłam się wyglądem w sposób znaczący i niemoŜliwy do zignorowania. Gaijin, czyli „obca", „cudzoziemka", dosłownie „osoba z zewnątrz", jedno z nielicznych japońskich słów, jakie znałam, przyszło

mi do głowy i rozbłysło na moim europejskim czole jak neon. Oto ja, „gaijinka". Zabawa w wyszukiwanie w tłumie azjatyckich twarzy, której oddawałam się z obsesyjnym upodobaniem od czasu, gdy zapadła decyzja o moim wyjeździe do Japonii, straciła sens. Teraz to „ja" byłam inna, a „oni" stanowili odniesienie. Niestety, Ŝadne subtelne i wyrafinowane wraŜenie nie dodało blasku początkowi mojej podróŜy. Płaskie skośnookie twarze Japończyków wydawały mi się po prostu bardzo do siebie podobne. Ta boleśnie banalna refleksja nie sprawiła mi Ŝadnej satysfakcji poznawczej, ale japońscy podróŜni byli po prostu czarnowłosi, Ŝółtawi i skośnoocy. Wiadomo, Ŝe przeciętnemu Europejczykowi łatwiej odróŜnić trzy japońskie samochody na parkingu niŜ trzech wczoraj poznanych Japończyków; tacy jesteśmy ograniczeni i co za szczęście, Ŝe umiemy z siebie Ŝartować, bo przecieŜ, broń BoŜe, nie ma to nic wspólnego z naszym poczuciem wyŜszości. Po jakimś czasie przeciętny Europejczyk zaczyna rozpoznawać w Japonii odmienne typy antropologiczne, ale są to nadal róŜnice subtelne - kilka centymetrów wzrostu, kształt kości policzkowych, pieprzyk na policzku, odróŜniający dla potrzeb naszej percepcji jakąś czarnowłosą i czarnooką Mariko z Hokkaido od jej równie czarnowłosej i czarnookiej koleŜanki z Kyushu. Wizualne doświadczenie „bujnej róŜnorodności", w jaką - według autora Imperium znaku - przekształca się z czasem przywoŜony przez nas do Japonii stereotyp Japończyka, w moim przypadku było w oczywisty sposób kwestią przyszłości. WytęŜyłam więc wzrok w pierwszej próbie przeniknięcia tajemnicy, jaką ukrywa cielesna obecność Innego. Japońskie ciała siedzące w poczekalni numer trzydzieści trzy były drobne i ładnie wpasowane w przestrzeń. Na ich szczupłych kolanach spoczywały szczupłe dłonie o podłuŜnych wąskich paznokciach. Bardzo zadbanych i czystych. Jedno obok drugiego siedziały w większości starsze ciała: delikatne kobiety o nienagannych makijaŜach i świeŜych fryzurach sprawiających wraŜenie, jakby przed godziną rozjaśnił je na identyczny odcień brązu ten sam fryzjer, starsi panowie wyszykowani na podróŜ z nieco przesadną dokładnością. Wszystkie ciała, niezaleŜnie od płci, byłyjakby ubrane „za bardzo". Przebrane w uniformy „prawdziwych japońskich turystów", jakich zwarte grupy moŜna zobaczyć w najatrakcyjniejszych miejscach starego kontynentu - na placu św. Marka, w Luwrze, pod krzywą wieŜą w Pizie. Drobne ciała opakowane zostały starannie, elegancko i schludnie, bardzo dokładnie, a ich stroje uzupełniała zbyt duŜa ilość detali: pasujących do siebie chusteczek, pasków, szali i torebek, z rozmysłem skompletowanych czapeczek i kapeluszy, lornetek i aparatów fotograficznych w wymyślnych futerałach. Ciała te miały w sobie coś roślinno-morskiego raczej niŜ ssaczego. Nie szpeciły ich Ŝadne fałdy i nawisy tłuszczu. Nie wylewały się na boki ze swoich eleganckich form i siedziały tak, jakby starały się nie zajmować więcej miejsca, niŜ jest to absolutnie niezbędne. Francuski filozof Jean-Luc Nancy pisze, Ŝe w odróŜnieniu od zachodnich ciał błonowatych, zamkniętych w sobie, monadycznych (a więc potencjalnie agresywnych), ciała japońskie są czułkowate; przyzwyczajone do ścisku wypuszczają na boki czułki, badając przestrzeń, ale nie wchodząc pochopnie w kontakt z innymi ciałami. Za pomocą niewidzialnych radarów namierzają zbliŜające się inne ciało i odginają w bok jak ukwiały. Średnią wieku wśród tych czułkowatych ciał obniŜały trzy młode dziewczyny (albo trzy klony dla mojego niewprawnego i niepoprawnego politycznie oka), które ukryły się w kącie, jeszcze idealnie gładkie, śliczne jak z reklamy

o cudzie . Nagle coś zaczęło być ze mną nie tak. świeŜym. z przyzwyczajenia kupując ubrania rozmiaru S. Klapeczki niby bardzo podobne do tych. którzy tak jak ja w ojczyźnie z trudem uchodzili za średnich. jeśli nam się nie spodoba. gotowa jest osobiście zadośćuczynić naszym krzywdom. Gdy wstaliśmy. moŜe drzemała. która po krótkiej wycieczce gotowa była juŜ do powrotu na swoją planetę. Potem przeniósł wzrok w tym samym kierunku. Nie do wiary . trzy pary małych japońskich stopek obutych w najmodniejsze w tym sezonie kla-peczki z nosami w szpic stały pod identycznym kątem utworzonym przez połączone palce i rozsunięte pięty. a ono odsunęło się leciutko. na promieniejące urodą dziewczęta. z góry przepraszając jednak. Ŝe samolot jest gotowy do odlotu. zasłaniając usta dłonią w potrojonym geście. a potem japoński glos powiadomi! nas. Cieniutkim głosem wydobywającym się z głębi ściśniętej krtani informowała nas być moŜe. a nagle spotęŜniała klatka piersiowa rozsadza sweterek o przykrótkich i zbyt wąskich rękawach. Informacja wypowiedziana po japońsku była o wiele dłuŜsza. którą znam. przesadne w modnym kroju. Przekraczając granicę Japonii.azjatyckiego biura podróŜy. poczułam kolejny przypływ nie-sprecyzowanego cielesnego dyskomfortu. Po chwili najpierw niemiecki. by ustawić się w wyjątkowo porządnej kolejce do samolotu. Statystyki podają. i dopiero spojrzawszy na ich stopy zrozumiałam. w Japonii pierwszy raz w Ŝyciu cieszą się wysokim wzrostem. ale średnia jest nadal niezbyt imponująca. przerysowane. jak czasem robią małe dziewczynki. i biorąc całą winę na siebie. w czym rzecz. Brzmiał tak. niepostrzeŜenie zmienili się bowiem w grubasów w rozmiarze XL. odbiegało od normy. Bucik bonsai. na co te zachichotały. Po chwili dopiero zdałam sobie sprawę z tego. Podobno Japończycy są coraz wyŜsi. Europejczycy i Amerykanie. jakby jego właścicielka zapraszała nas do uczestnictwa w czymś wyjątkowo przyjemnym i niezwykłym. ale bardziej ozdobne. promiennym. wygłoszona kobiecym głosem o oktawę wyŜszym od normalnego. Dziewczęta trzymały je zwrócone czubkami do środka tak. Siedzieliśmy jak w zamkniętej kapsule. by przykryć troje ust starannie pokrytych błyszczykiem. Japońskie ciała z czułkami: OstroŜne? Nieśmiałe? Przebiegłe? Przycupnęłam obok jednego z nich. Jego towarzyszka ani drgnęła. Dziwnie. natychmiast popełniając rytualne samobójstwo. Ja sama z osoby niewyróŜniającej się niczym szczególnym . I z pewnością inaczej niŜ zwykle. którym i ja się nie oparłam. Ŝe nie stroniące od mięsa i nabiału młode pokolenie przerosło rodziców i dziadków. Ŝe . Ŝe spodnie udaje się wciągnąć tylko do kolan. Jedna powiedziała coś koleŜankom. Szczupli. a trzydzieści parę przeŜytych lat pozwoliło mi przyzwyczaić się do poŜytków i wad związanych z faktem. i tylko opal wielkości przepiórczego jajka zadrgał na jej palcu płomiennym blaskiem. trzy wąskie dłonie jeszcze raz uniosły się. Siedzący najbliŜej mnie męŜczyzna zaszeleścił gazetą i spojrzał dyskretnie na zegarek. Bardziej znak buta niŜ but. Niewinne lolitki nieświadome (nie chcące być świadome?) swojej dorosłej juŜ kobiecości zachichotały ponownie. Ŝe jeśli będziemy mieć jakieś zastrzeŜenia co do obsługi pokładowej.naleŜę do najwyŜszych kobiet w poczekalni i góruję wzrostem nad wieloma męŜczyznami. Ŝe jestem raczej nieduŜa.nad większością męŜczyzn! Nigdy jeszcze nie patrzyłam na świat z tej perspektywy. w którym ja patrzyłam. Coś w ich wyglądzie. erotycznym. W porównaniu z tą kwintesencją grzeczności powtórzona właśnie niemiecka informacja przypominała ponaglenie więziennej straŜniczki i to ona dopiero skłoniła mnie do ruchu. ze zdumieniem spostrzegają zaś.

„pani cudzoziemka". by ograniczyć do minimum ewentualny kontakt fizyczny z moim łokciem lub ramieniem. która pędząc na łeb na szyję ścigała się ze swoim cieniem nad Syberią. Słysząc. Słoneczny blask na horyzoncie stopniowo zakląsł się w zupełną ciemność tak. komu japońskie dziecko o buzi jak z kreskówki przygląda się zogromnialymi ze zdumienia oczami. gdy . by trafić zwisającym na pół metra makaronem do miseczki z sosem. będzie plotkował personel w japońskich hotelach i ryokanach. Stałam się nagle kobietą innego rozmiaru. Ŝe między Polską a Japonią jest tylko wielki las. Zaczyna się on wkrótce potem. patrząc na mnie japońskie dziecko i pociągnie matkę za spódnicę. mocząc kaŜdy kęs w sosie sojowym zmieszanym z kilkoma piórkami szczypiorku i odrobiną wasabi. Ta nagła translokacja „ja" uświadomiła mi. a niekiedy i wyczerpywać charakterystykę mojej osoby. przyjrzał się jeszcze raz i uniósł w dwóch palcach maleńką plastikową torebkę z suszonymi wodorostami nori. W pewnym sensie przestałam być dawną mną. gdy weszliśmy do samolotu. „gaijinka". duŜą blondynką w tłumie drobnych ciemnowłosych osób. Raz tylko Japończyk uśmiechnął się do mnie niemal nieuchwytnym półuśmiechem. „gaijin-sama". Pokiwał głową. „gaijin-sensei". a nie widelec. staruszek odwrócił się w moją stronę. aby wszystko odbyło się według zasad.podobnie jak on . „wielce szanowna cudzoziemka" powie. Makaron je się. by zjeść międzykontynentalny posiłek złoŜony z europejskich i azjatyckich dań. wygrywając zawody z czasem i dzień zszarzał w mgnieniu oka. których nie zauwaŜyłam. a potem to wszystko wpakować do ust. „Gaijin-lady". Japończyk poczekał.sięgnęłam po pałeczki. to kluczowe słowo odtąd ma otwierać. aŜ połknę pierwszy kęs. W ten sposób wieczór w Europie zamienił się nagle w głęboką noc. Nie zamieniliśmy ani słowa od czasu. sprasowanymi wodorostami nori. Była to pierwsza instrukcja związana z jedzeniem. Ŝe podróŜ do Japonii będzie się róŜniła od wszystkich innych. czyli zimnego makaronu z gryczanej mąki posypanego pokrojonymi w cienkie paseczki. Jego czułkowate ciało odgięło się delikatnie w stronę okna. To lekkie danie jest szczególnie popularne latem. Cudzoziemka. Moja edukacja kulinarna zaczęła się od podanej w samolocie zaru-soby. Przeciętny Polak przez całe Ŝycie nie wypowie bowiem tylu zdań na temat bigosu. a które powinnam dodać do swojej potrawy. domagając się wyjaśnienia tej aberracji w kolejce do samolotu lecącego do Tokio. „profesorka cudzoziemka". z uwagą niepozbawioną poczucia wyŜszości. Na fotelu obok mnie siedział starszy męŜczyzna. drobny i maleńki. jakich potem moi japońscy znajomi udzielą mi mnóstwo. pokiwał głową jeszcze raz i potem juŜ w milczeniu zjedliśmy . jak samolot przelatuje nad Uralem oddzielającym malutką Europę od potęŜnej Azji i skręca na północ.wśród jasnych kobiet mojego kraju wyrosłam niespodzianie na kogoś. Zamknięci w hermetycznej kapsule lecieliśmy. opiszą mnie studenci nie znający jeszcze mojego nazwiska. jak rozłamuję ich połączone końce. ile Japończyk moŜe wygłosić na temat ulubionej potrawy podczas codziennej kolacji. zielonej ostrej przyprawy. Pod słońce Ktoś kiedyś powiedział. Sobą ma formę cienkiego spaghetti i jedzenie jej pałeczkami wymaga nieco praktyki koniecznej. popatrzy! na stojący przede mną makaron i sos sojowy jak nauczyciel do zeszytu uczennicy. W ten sposób Japonia pozbawiła mnie pewności co do własnej osoby. która jest japońską odmianą chrzanu. jakby światło wypłynęło przez niewidoczną dziurkę jak woda.

swojązaru-sobę. „W milczeniu" nie znaczy jednak „w ciszy". Japończycy siorbią, wciągając kluski w taki sposób, w jaki robią to u nas dzieci, dopóki nie dostosują się do kulturowego wymogu eliminowania ciejesnych odgłosów i bezgłośnego jedzenia, jak kaŜe zachodni zwyczaj. Dla Japończyka jednak jeść bezgłośnie to tak, jakby pozbawić się połowy przyjemności. MęŜczyźni siorbią głośniej i swobodniej niŜ kobiety i jeśliby męskość po japońsku miała coś wspólnego z głośnością siorbania, mój malutki sąsiad byłby prawdziwym macho. Kolejne porcje makaronu znikały w jego ustach w rytmie miarowych higienicznych wessań wyróŜniających się nawet na tle wielkiego „siorb-koncertu", jakim stał się nasz samolot. Po kolacji popitej zieloną herbatą Japończyk zasnął jak dziecko, tak spokojnie, jakby lotniczy fotel był najwygodniejszym posłaniem. Jedna z hipotez na temat łatwości, z jaką Japończycy potrafią zasnąć w kaŜdych okolicznościach, łączy tę umiejętność z faktem, iŜ dzieci są tam karmione piersią dłuŜej niŜ na Zachodzie. Dorośli Japończycy mają ponoć, w przeciwieństwie do nas, pamięć tej bliskości z matką i dzięki niej mogą nieświadomie powrócić do stanu bezpieczeństwa, jakie czuje osesek zasypiający - zwłaszcza po posiłku - w kaŜdych warunkach. Mój sąsiad rzeczywiście wyglądał na spokojnego i miarowo pochrapywał, uśmiechając się przez sen. Być moŜe śnił piękny sen o ssaniu matczynej piersi, którego mogłam mu tylko zazdrościć. Po dziesięciu godzinach lotu, podczas których bezsenna dla mnie noc zdarzyła się na krótko i minęła nagle jak ucięta noŜem, rozbłysła pozioma kreska słońca, znów dzieląc horyzont na dwoje. Zaczynał się nowy dzień, starszy brat tego, który jeszcze nie narodził się w Europie. Zdałam sobie sprawę, Ŝe to juŜ naprawdę blisko, Kraina Wschodzącego Słońca. Miejsce, gdzie Słońce mieszka. Nihon (albo Nippoń), oryginalna nazwa kraju, znanego nam jako Japonia, składa się z dwóch elementów tworzących kanji, czyli chiński znak: nichi to „słońce", a hon to „podstawa", „źródło" lub „początek". Dla Chińczyków Japonia była „domem Słońca", miejscem, gdzie Słońce „mieszka", bo codziennie mogli obserwować, jak wstaje ono na horyzoncie Pacyfiku, za którym leŜał wąski pasek wulkaniczych wysp. Amaterasu, bogini ognistej planety, zajmuje uprzywilejowaną pozycję w panteonie religii shintó i według japońskiej mitologii jest protoplastką cesarskiego rodu. Fakt, iŜ główne bóstwo ma rodzaj Ŝeński, rzecz raczej wyjątkowa wśród solarnych przedstawień, interpretowany jest jako ślad japońskiej kultury matriarchalnej, której dawny splendor przepadł w mrokach historii zdominowanej przez wojowniczych samurajów. Amaterasu to z całą pewnością ona, chociaŜ jej mitologiczne narodziny wymagały obecności pierwiastka męskiego. Na samym początku świata z niebytu wyłoniła się para rodzeństwa, Izanami (ona) oraz Izanagi (on) i zanim zachowanie ptaków (które najwidoczniej z jakichś kosmologicznych powodów juŜ istniały) podpowiedziało im, co mają robić, snuli się bez Ŝadnego zajęcia po bezludnym krajobrazie. Od momentu jednak, gdy poznali radość seksu, zaczęli płodzić boskie potomstwo w duŜej ?}§??. Przy jednych narodzinach zdarzyła się tragedia, bóg ognia, przychodząc na świat, okrutnie poparzył Izanami, i ta w bólu odeszła do krainy umarłych. Izanagi, nie mogąc znieść rozpaczy po utracie Ŝony/siostry, udał się w ślad za nią, i mimo iŜ błagała, by na nią nie patrzył, nie wytrzymał, podniósł wzrok. Izanami z krainy umarłych nie była juŜ jednak tą, której pragnął brat/kochanek, i zobaczywszy jej skalane śmiercią ciało, zapomniał o swojej miłości. Izanagi od tej chwili myślał juŜ tylko o tym, by się oczyścić z brudu

śmierci, i pognał z powrotem do świata Ŝywych. Zanurzył się w wodzie aŜ po czubek głowy, dając początek nie tylko tradycji rytualnych oczyszczeń charakterystycznych dla japońskiej religii shintó, lecz takŜe ze wszech miar godnemu naśladowania świeckiemu zwyczajowi codziennych kąpieli. Gdy Izanagi dokonywał ablucji, z jego ciała narodzili się następni bogowie: z nosa - bóg wiatru, panujący nad morzami, a wcześniej z lewego oka właśnie Amaterasu, bogini słońca, władająca niebem. Tak powstał panteon shintó, religii, która zna pojęcie nieczystości i wstydu, ale nie zna pojęcia grzechu. Jeszcze chwila lotu i czerwona kreska światła eksplodowała w kulę oślepiającego blasku, który wypełnił niebo po oszukanej nocy; Amaterasu wyłoniła się z ciemności, byliśmy juŜ w Japonii. Stewardesy zaczęły poranną krzątaninę, mój sąsiad obudził się rześki i wyspany, złoŜył koc tak precyzyjnie, jakby miał zamiar wyciąć z niego origami, a pilot poinformował nas, Ŝe wkrótce wylądujemy na lotnisku w Tokio, gdzie „panują bardzo dobre warunki atmosferyczne". Była jesień, jedyna pora roku, gdy na zachodnim wybrzeŜu Honshu moŜna przez parę cudownych tygodni cieszyć się suchą, słoneczną pogodą i błękitnym niebem, które przez większą część czasu jest białawe, wzdęte od wilgoci, w kaŜdej chwili groŜące pęknięciem. Ten świetlisty, jasny październik to po japońsku kaminazuki, czyli „miesiąc, gdy bogowie są nieobecni". Wybierają się wówczas na wielkie spotkanie do świątyni Izumo, a ludzkość zostaje pozostawiona samej sobie. Pewnie dotyczy to równieŜ cudzoziemców odwiedzających Japonię, bo nasz zachodni bóg nigdy się tam na dobre nie osiedlił. Zobaczyłam, Ŝe wielki las skończył się, a skręcający na południe samolot pochylił się, sprawiając, Ŝe tafla oceanu uniosła się jak połyskliwa zasłona, za którą po chwili w perłowej mgiełce poranka wyrosła góra Fuji. Święte miejsce Domu Słońca, cel corocznych pielgrzymek setek tysięcy Japończyków, którzy w długiej kolejce wdrapują się na szczyt, by tam oczekiwać codziennego cudu światła i pokłonić się Amaterasu wschodzącej znad morza chmur. Mój sąsiad zerknął przez moje ramię w kierunku okna i jego pomarszczona twarz rozjaśniła się w uśmiechu na widok Fuji, góry gór. Welcome to Japan very much, przemówił do mnie wtedy po raz pierwszy i ostatni. Japoński goździk Narita wyglądało jak wszystkie inne lotniska cywilizowanego świata. Z tym moŜe wyjątkiem, Ŝe pracownicy fizyczni ubrani byli w schludne uniformy bardziej przypominające garnitury niŜ kombinezony robocze oraz śnieŜnobiałe rękawiczki, a młode urzędniczki kłaniały nam się, wskazując drogę teatralnie pięknymi ruchami rąk i nie przestając mówić wysokim, przepraszającym tonem, choć nikt nie zwracał na nie uwagi. Dziarscy i wyspani Japończycy ustawili się w swojej kolejce, trzymając w pogotowiu paszporty z wizerunkiem wschodzącego słońca, a ja wraz z grupką kilkunastu śmiertelnie zmęczonych, wymiętych cudzoziemców powlokłam się do okienka dla Aliens, „Obcych"; ósmych pasaŜerów Nostromo, którzy nielegalnie załapali się na ten lot. Czekając na odprawę, jeszcze raz przyjrzałam się wydrukowanemu e-mailowi od Japonki imieniem Chizuko, która pomagała mi na odległość załatwić wszystkie formalności. Informowała mnie w nim, Ŝe pogoda w Tokio jest piękna (bo wzmianka o pogodzie to obowiązkowa część wszystkich japońskich listów), Ŝe będzie pełnić rolę mojej sekretarki (co było prawdą) i Ŝe perspektywa ta „napełnia jej serce prawdziwą radością" (czego jeszcze nie mogłam być pewna). Poza tym precyzyjna, złoŜona z licznych punktów i podpunktów instrukcja dotycząca początku mojego

pobytu w Japonii pełna była imion i nazw stacji brzmiących na przykład Shinagawa i Ishikawa-dai, które mnie napełniały prawdziwym niepokojem raczej niŜ radością. „Shinagawa - Sina-gała", „Ishikawa-dai - Idź-i-kawa-dai", utrwalałam sobie, oswajając obce brzmienie na wypadek, gdybym musiała tych miejsc szukać sama. „W przypadku, który nie moŜe być prawdą, gdybym nie była tam, gdzie mi przeznaczone zostało, aby cię miło zaprowadzić na miejsce ostateczne, postępuj zgodnie z instrukcją, jak cię proszę i przepraszam z respektem", pisała Chizuko w zabawnym, ale wystarczająco komunikatywnym angielskim, „Ja znać drogę, a ty sama zgubiona lub zakłopotana z bagaŜem na zawsze, a przeto ja cię wezmę samochodem z przyjemnością". Jeden znak kanji wyglądający jak haczyk zaplątał jej się w rzymskie litery pomiędzy „s" a „t" w słowie „instrukcja", a ja mimo wszystko miałam nadzieję, Ŝe nie będę musiała sama szukać „miejsca ostatecznego" i Ŝe ten znak nie jest na przykład jakąś waŜną wskazówką, którą powinnam wziąć wówczas pod uwagę. „Profesor", powiedział urzędnik imigracyjny o szlachetnej twarzy aktora Toshiro Mifune, oglądając mój paszport chyba z lekkim niedowierzaniem, a ja odpowiedziałam: „Hai", czyli „tak", bo niewiele więcej potrafiłam. „Daijóbu", odparł w końcu urzędnik, co brzmiało jak „daj dzioba", a znaczyło „w porządku". Wpuścili mnie, juŜ nie było odwrotu. Zobaczywszy mnie, młoda kobieta w stroju odpowiedniejszym dla pięćdziesięciolatki energicznie pomachała tabliczką z wypisanym moim imieniem i nazwiskiem. Odmachałam więc, a ona zrobiła kilka drobnych kroczków w moją stronę z przednią częścią ciała lekko wysuniętą do przodu i ramionami trzymanymi blisko tułowia jak złoŜone skrzydła. Na twarzy miała wyraz radosnej antycypacji, jakby spotkanie ze mną było szczęściem i zaszczytem, na który długo czekała. Przyszli mi na myśl onnagata, aktorzy teatru kabuki grający Ŝeńskie role w spektaklu, który widziałam niedługo przed wyjazdem do Japonii. Ten wcielający się w postać dzielnej małŜonki wodza w podobny sposób przemieszczał się po scenie, wyrzucając z siebie przy tym całe kaskady kobiecych ochów i achów, na których urok część zachodniej publiczności pozostaje na zawsze nieczuła. „Czy ktoś mógłby zabić ją jeszcze raz?" - spytał mój znajomy, gdy bohaterka wspomnianego przedstawienia nawet po okrutnej śmierci długo nie przestawała ubolewać wysokim, przejmującym głosem. Chizuko tymczasem zrobiła kilka kolejnych drobnych kroczków w moim kierunku i zatrzymała się, sublimując radosną antycypację do jej krystalicznej formy. W Japonii, gdzie kostiumy i opakowania waŜniejsze są na ogól niŜ zawartość, kategorie kobiecości i męskości definiuje się o wiele dokładniej niŜ na Zachodzie. To, co nazywamy róŜnicą rodzaju (gender) albo płci kulturowej, mocno zakorzenione jest juŜ w strukturze japońskiego języka, który podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie, ma swoją wyraźną Ŝeńską i męską formę. ZróŜnicowany według płci język stanowi podstawę systemu niezwykle precyzyjnie określającego, co jest właściwe dla kobiet i męŜczyzn. Sposób zachowania Chizuko, z mojej perspektywy odrobinę przerysowany, o krok od przesady, wydawał mi się jednak pełen wdzięku. Była Ŝywym wcieleniem „japońskiego goździka", czyli skromności i delikatnego uroku, jakie powinny cechować młodą damę z dobrej rodziny. Przeciętna przedstawicielka krajów Zachodu co najwyŜej kończy liceum w dziedzinie tradycyjnych kobiecych gestów i zachowań, podczas gdy dziewczyny takie jak Chizuko mają doktorat. Po pewnym czasie spędzonym w Japonii niektóre

Ukłonu. Ŝe tak naprawdę nigdy nie uda mi się przyjechać do Japonii. Po Ŝyciu w Nowym Jorku. Ŝe we wszystkich tych sprawach zachowują się jak bardzo powściągliwi i kulturalni ludzie... to z całą pewnością . błyskająca czarnymi ognikami źrenic . jakiej płci jest nowo poznana osoba. Ŝe Japończycy z sympatią traktują nasze starania. Dopiero potem przekonałam się. do nas nie są podobni w niczym. Ŝe jestem obca i cokolwiek zrobię. a bywało. A moŜe to była Hibiya. przemówiła. skoro stacja metra. Tokio jest jak Mars Gejsza i Barbie Zupełnie zbita z tropu zatrzymywałam się na ulicy gdzieś w Ginzie. Albo Shimbashi. Jak mogłam być pewna. przy tej pięknej. które były dotąd mało „kwiatowate") zaczynają dostrzegać pewną zmianę we własnym sposobie bycia. Chizuko stanowiła ciekawą odmianę. Ŝe praktycznie rzecz biorąc. gdybym mogła. Niewłaściwa konstrukcja gramatyczna. (. jeśli juŜ nie sympatia. w którym mieszka Słońce.„gaijinki" (nawet te. z twarzą wysuniętą w moją stronę. choć zupełnie niemodnej fryzurze wyróŜniającej ją na tle krótko ostrzyŜonych pań w jej wieku. mimo iŜ byłoby miło. Gdy prezentacji stało się zadość. Ŝe będzie moją sekretarką. krągłych gestów.Ŝywa. Ŝe w miarę rozwoju znajomości sprawa jeszcze bardziej się zaciemniała. była bez wątpienia przypadkowa. lekko pochylona do przodu. skazana na niespełnialne marzenie o kraju. Ŝe w oczach Chizuko czaiła się. gdzie czasem po dwóch godzinach rozmowy nie miałam pewności. którą. kobiety po trzydziestce. Wszystko jest tak dziwaczne i przeciwstawne. jakimi zostałam otoczona. nieświadomie upodabniają się do otoczenia. „Byłoby bardzo miło. . co znaczą róŜnice w teatrze kobiecości i męskości. chcąc japońskie powitanie uzupełnić zachodnim.) OtóŜ to wszystko nie byłoby zdumiewające. gładkich. jak w teatralnej etiudzie. „Joanna-senseU". potrząsnęła moją jak biznesmen ubijający interes. by choć w małym stopniu opanować ich język. Z całą feministyczną świadomością tego. to fakt.ciekawość. ukłoniła się i powtórzyła. taka pozostanę. I moŜe po prostu bardzo potrzebowałam dobrego znaku. powiedziała. Skoncentrowałam się więc na wydobyciu z siebie japońskiej formułki. Ale co mnie zadziwia. jakiej nauczyłam się na pamięć. Ta czarnowłosa kobieta. wiedząc. nigdy jednak nie osiągając perfekcji swoich japońskich sióstr. Alessandro Valignano Historia del Principio II. wyglądająca jak personifikacja zachodnich marzeń erotycznych na temat Wschodu. ale przysięgłabym. ale czaił się w niej przewrotny sens. „Gaijinka" na zawsze „nie stąd". gdybyś mogła przyjechać do Japonii". Stała dwa kroki ode mnie. podczas którego długie czarne włosy Chizuko wykonały taneczne pas. witając mnie swoim niedoskonałym angielskim. Teraz niewątpliwie pora była na moją kwestię. Chizuko niespodzianie wyciągnęła do mnie rękę. Niezamierzona ambiwalencja tych miłych słów kazała mi poszukać ukrytego w nich znaczenia. w pierwszym zdaniu powiedziała mi bowiem. o czym od dawna wiedziałyśmy obie. jakiej Chizuko uŜyła. nie byłaby w stanie podrobić Ŝadna cudzoziemka. nie mogłam pohamować podziwu dla miękkich. Zbyt długo jednak i zbyt miękko. gdyby byli podobni innym barbarzyńcom. jaką ekstrawagancją w Japonii było obstawanie Chizuko.

co dalej. kto nie wie za bardzo. Po wiadukcie 23 tuŜ nad moją głową przetoczył się srebrny pociąg kolejki Yamanote. pyta dziewczyna. Dwóch podchmielonych starszych panów wytoczyło się z restauracji. Ŝe na jej odnalezienie mam dwa lata. Traciłam poczucie czasu i przestrzeni. na twarzach miały białe chirurgiczne maseczki i rozmawiały przez telefony komórkowe. któremu przyjdzie do głowy szalony pomysł uchwycenia w słowa czegoś. dokąd chce jechać. który serwował kawę dwojgu zielonym kosmitom śpiewającym po angielsku: „Coffee. trafiłam w ten sposób do Asakusy wyrzucona na jej brzeg z zatłoczonego pociągu.przysięgłabym. mówi bohater w jednej ze scen. hiperrealny makaron w jednym z talerzy unosiły pałeczki trzymane niewidzialną dłonią. która znikła. krzycząc coś z uśmiechem. by pomyśleć. jakby mapę europejskiego miasta ktoś pociął w niszczarce do dokumentów i posklejał na chybił trafił. lecz z uporem. „Tokio jest jak Mars". zgrabniej i w innym rytmie poruszających się w tłumie. i pocieszając się. „Nie wiem". widziałam tuŜ za kawiarnią Starbuck's. zatrzymało się nieopodal i uniosło w górę telefony komórkowe. doskonalsze niŜ prawdziwe. W ręce ściskałam zupełnie nieprzydatny na początku atlas Tokio. Ta połoŜona w północno-wschodniej części Tokio dzielnica w przeszłości była kipiącym Ŝyciem centrum 24 . Zarzucając szal na ramię. Dziewczyna w róŜowym kostiumie i białych rękawiczkach wręczyła mi opakowanie chusteczek higienicznych. znajdowałam inną. którego tytuł i cała reszta umknęły mojej pamięci. ile o jakąś subtelniejszą właściwość japońskich ciał przyzwyczajonych do mniejszej przestrzeni osobistej. co z kaŜdej sieci opisu wymyka się szybciej niŜ rtęć. W któryś z pierwszych tokijskich dni. Jak opisać miasto niemoŜliwe? To pytanie. „Ta daleka planeta?". „Nie. Przez cały czas towarzyszyło mi wraŜenie. które znam. Na wielkim billboardzie reklamowano robota-kelnera. stłoczone twarze w jego oknach mignęły i znikły jak fatamorgana. a potem poŜegnali się. Minęły mnie dwie kobiety w kimonach. rezygnowałam z przygotowanej wcześniej marszruty i dawałam nieść się miastu jak papierowa łódka rzece. Po nich przemaszerował oddział uczniów w wojskowych mundurkach i Ŝółtych kapelusikach tak równym krokiem. powodowałam więc małe katastrofy wśród ludzi zachowujących się tak. Na moje oko kaŜda strona wyglądała tak. Właśnie. dryfujących ku pogodnemu wieczorowi. Nie tyle chodziło przy tym o konieczność trzymania się lewej strony. lalala". dla kogoś. by zrobić sobie nawzajem zdjęcie na jej tle. Raz po raz próbowałam bez powodzenia zlokalizować swoje „ja" coraz głębiej wsysane w tokijski labirynt bez wejścia i wyjścia. Wyrosła na jej miejscu restauracja serwująca japońskie dania zachęcała witryną z plastikowymi modelami potraw. Ŝe płynę pod prąd tłumu poruszającego się według jakichś innych zasad niŜ te. Szłam dalej. by nie wadzić innym. z którym musi zmierzyć się kaŜdygaijin. jak batonik Mars". w ciągu godziny znikła jak kamfora. kłaniając się chwiejnie. „Dlaczego?". upewnia się bohaterka. równie dobrą. wyrwana z kontekstu rozmowa z japońskiego filmu. zaczęły wzbudzać we mnie głód. łatwą do opanowania. odpowiada jej rozmówca. Śliczne plastikowe potrawy. Stanęłam tam. szukając stacji. jakby zaczęła się mobilizacja. Coffee. Przypomniała mi się absurdalna.

tak charakterystycznych dla Tokio . Egipskie. Niebo zmieniło barwę z sele-dynoworóŜowej na perlowoszarą. Turyści i tokijczycy ciągle jednak tłumnie tu przyjeŜdŜają ze względu na słynną świątynię Sensóji. pełne zacieków wilgoci i rudawych plam rdzy. słowo madę inJapan. Tak jak w całym Tokio. Legenda mówi.śmiesznych . japońskie i europejskie motywy zdobnicze tworzą niesamowity miszmasz stylów i kolorów. przynaleŜną bóstwom. co przyniesie noc. ekstrawagancko ubrani chłopcy ciekawi. lecz świętość miejsca. który dwóch braci rybaków w VI wieku wyłowiło z wód pobliskiej Sumidy. Te zbudowane w ostatnich dziesięcioleciach budynki z betonu. Pozbawione są wprawdzie splendoru i wyrafinowanego wdzięku ze starych drzeworytów. Sarariiman. tych . Trudno sobie wyobrazić. na którym stoi. przestrzeń sacrum. z obłaŜącymi płatami farby. połoŜone nieco na północ od centrum Asakusy. nieistniejące w języku angielskim. meksykańskich burdeli. W okresie Edo (1600-1867) w tych właśnie okolicach powstała Yoshiwara. pochodzi od angielskiego sałaty (pensja) i man (człowiek. Zapalały się kolejne neony. Okolica ta nawet nie nosi juŜ dawnej nazwy. do których samuraje zakradali się. francuskich pałacyków. a wejścia do lokali dyskretniejsze. poświęconą Kannon. ozdobionych plastikową głową Sfinksa. a ja znów na chybił trafił skręciłam w jakąś uliczkę wsysającą w swoją gardziel ciemność nocy. lecz obdarzone za to w nadmiarze szemranym czarem rodem z filmów o japońskich gangsterach. plastiku i bóg wie czego jeszcze. pozostała symbolicznym wejściem do shitamachi. grupy rozochoconych męŜczyzn znikały w barach i klubach. a jedna sfera niepostrzeŜenie przenika w drugą. krąŜyli jak ćmy w gęstniejącym mroku. Teraz Yoshiwara to betonowa kraina sarariimanów. by w ramionach wyrafinowanych mistrzyń sztuki erotycznej zaŜyć zabronionych im uciech. wszystko jest tu nowe. Była spokojniejsza niŜ pozostałe. Dla wielu prowadząca do niej majestatyczna i zdobna w wielkie czerwone latarnie Kaminarimon. w świetle neonów miękły betonowe kontury domów. bogini miłosierdzia. dzieli tu od profanum mniej niŜ krok. męŜczyzna) słuŜąc określeniu etatowych pracowników biurowych. labirynt drewnianych domów. pozbawione krzykliwych ozdób. teraz zredukowana do kilkudziesięciu erotycznych przybytków. Ŝe w tej 25 okolicy znajdowała się tylekroć opisywana. czyli Brama Boga Burzy. ale na współczesnych mapach Tokio Yoshiwara to prozaiczne Senzoku 4-Chóme. sprawiające wraŜenie skleconych naprędce i tymczasowych. oblepione są szyldami i reklamami ze zdjęciami półnagich dziewcząt. byle jakie. ale dla wiernych nie on jest waŜny. roześmiane dziewczyny z rozjaśnionymi włosami.shitamachi. którzy dopiero pod wpływem wieczornej kolejki sake zaczynają się uśmiechać. statków kosmicznych. Ŝe pod fundamentami świątyni ukryto złoty wizerunek bogini. skupisko domów publicznych o pretensjonalnych nazwach typu „Versailles" lub „Scarlett" i kiczowatej architekturze jakichś zwariowanych zameczków.ponurych panów w identycznych garniturach. jedna z najsłynniejszych na świecie dzielnic rozpusty. lecz lekko nadpsute. tradycyjnego „dolnego miasta". malowana i filmowana enklawa płatnej miłości. by dać się pochłonąć przez plamy światła w otwieranych drzwiach. UŜywają jej nadal zatrudnione tam osoby. a dziś kurczy się pod naporem nowoczesności. porcelanowych „witających kotów" maneki neko czy zwierzątek tanuki . Brak sztucznych kwiatów. duszona wielkimi budynkami ze stali i szkła. Główny budynek Sensóji wybudowano całkiem niedawno. a przynajmniej nie oficjalnie.

Ŝe w głębi znajdują się przybytki niepotrzebujące reklamy. Potraktowałam ten niespodziewany obraz jak prezent od losu dla „gaijinki" szukającej jakichkolwiek drogowskazów. Z jednej strony międzynarodowe i hipernowocze-sne. Ŝe salon gry paczinko znajdował się z lewej. a oni upierali się. Uchyliły się automatycznie otwierane tylne drzwi i wysiadła z nich gejsza. a na pewno mający niewiele wspólnego ze współczesnym Ŝyciem. trwałość w nietrwałości tworzą megapolis. a pełne śladów przeszłości wpisanej w pejzaŜ. przez które sączy się przeszłość. Pozbawione starówki z prawdziwego zdarzenia. by sobie pozwolić na jej towarzystwo. który jednak prawie w całości jest dziełem ostatniego półwiecza.kunopsów eksponujących piwne brzuszki i wielkie jądra. Albo kobieta udająca męŜczyznę w przebraniu kobiety. Ŝe moŜna spędzić w Tokio całe lata i nie spotkać Ŝadnej. gdzie dokładnie znajduje się mój dom. Co robiła w Yoshiwara? 26 Jeśli w ogóle. Zmiana. Nie bardzo mogliśmy się porozumieć. Przez moment widziałam jej alabastrową twarz. znikła w oszklonych drzwiach. Spieszyła się zapewne na przyjęcie urządzane przez kogoś bogatego na tyle. miasto wspaniałe. czasem wręcz trochę śmieszny. Czy ta chwila zdarzyła się naprawdę? W tym samym momencie odbiła się w szybie twarz przechodzącej nieopodal blond Japonki w minispódniczce. bo zarezerwowane dla uprzywilejowanych. Albo zupełnie odwrotnie. i naleŜącego do kurczącej się grupy koneserów tradycji. podczas gdy większość Japończyków widzi w niej anachronizm. bardziej prawdopodobne. wysoką fryzurę. Kiedyś stały element w pejzaŜu miasta. próbowałam 27 wytłumaczyć. Ŝe moŜna by ją zobaczyć w eleganckiej Akasace. znaczył. a nie prawej strony stacji. bo moŜe się okazać. bym kiedykolwiek widziała kwiaciarnię o nazwie Flower House. fluidalna właściwość wody. Nie moŜna jednak ufać swoim oczom. Ŝe piękność kusząca nasz wzrok to tak naprawdę męŜczyzna w przebraniu kobiety. Takie właśnie jest Tokio: jak Barbie i jak gejsza. Sprawiają. nie oglądając się. Kokietują i uwodzą. Pod jedną z bram podjechał właśnie ciemny mercedes. Dla nas gejsza nadal ucieleśnia Tajemnicę Wschodu. a jej malutkie stopki w śnieŜnobiałych skarpetach tabi i sandałach jednocześnie dotknęły chodnika. dla których jest ono nadal poŜądane i atrakcyjne. które niektórzy zwą Miastem Przyszłości. Ja nie byłam w stanie przypomnieć sobie. pełne szczelin. wypełniając uliczkę od krawędzi do krawędzi swoim metalowym cielskiem. Ŝe pamiętamy zupełnie inne punkty topograficzne. Spotkanej na wakacjach parze Amerykanów. które niemal przygniotło mnie do muru. miasto pandemonium. Wielkomiejskie jak Manhattan i krok dalej małomiasteczkowe niczym Radomsko. bo co rusz okazywało się. a nie tu. Nakładają się na siebie i przedrzeźniają. W dłoni trzymała pakunek zawinięty w jedwabną chustkę furoshiki. Ŝe bledną i odchodzą w niepamięć uroki innych miast. którzy dwa lata temu mieszkali w tej samej tokijskiej dzielnicy co ja. Imeji cheinji Miasto gęste jak semiotyczna dŜungla. Betonowa nowoczesność i ciągle Ŝywa przeszłość to dwie twarze Tokio. dziś gejsza jest widokiem tak rzadkim. rękaw złotawego kimona z właściwym dla jesieni motywem liści klonu. Z drugiej tradycyjnie japońskie. Z wdziękiem wysunęła się z wnętrza samochodu. nierozdzielne i tak samo prawdziwe. które kiedyś się lubiło. Dopiero po powrocie .

by robili sobie dodatkową przerwę oprócz tej na lunch. zmiana wizerunku. ale kaŜda osoba lubiąca obserwować modę zauwaŜy. Ŝe właściciel młodszego domu dojdzie nagle do wniosku. świetnie prosperującego fryzjera dla psów o nazwie Happy ???-ber Dog. MoŜna więc opuścić na kilka miesięcy swoje sąsiedztwo. W Ŝadnym teŜ innym kraju mody nie pojawiają się i nie znikają z porównywalną szybkością. trwa średnio kilkanaście lat. Imeji cheinji. którzy piszą. ale równieŜ wyglądu domów i całych miast. gdzie niedawno stały drewniane rusztowania. by wznieść coś innego. zjadali swoje o-bentó. z jakichś powodów przeniesionej tuŜ pod okna naszego domu zamiast. jak. Niewykluczone jednak. czyli dwu. a manshon. gdzie niedawno jeszcze był sklep z tofu.lub trzypiętrowego budynku o drewnianym szkielecie. Budowane współcześnie w Japonii domy nazywa się z angielska apato (od apartment) lub manshon (od mansion). którego waŜne zadanie polegało na tym i tylko na tym.najpopularniejszy slogan współczesnej Japonii. Robotnicy w szerokich spodniach a la Sindbad i butachskarpetach o płaskiej podeszwie i jednym palcu. Co to za przyjemność rozmawiać albo „esemeso-wać" z niemodnego telefonu? Imeji cheinji dotyczy jednak nie tylko koloru włosów. czyli image change.obowiązkowe stają się koronkowe spódniczki noszone na celowo za długie dŜinsy. czyli betonowy dom zbudowany na mocniejszej konstrukcji. jak się wydawało. Tam. posiłek ładnie zapakowany w plastikowe pudełko.jak pisze Donald Richie w The Image Factory . Sprawnie. do którego zdąŜyłam się przyzwyczaić. gdy . co w Japonii. Ŝe uwielbianego w grudniu modelu telefonu komórkowego nikt powaŜnie traktujący swój wizerunek nie chce w styczniu. by się o tym przekonać. z białymi ręcznikami owiązanymi wokół głów uwijali się jak mrówki i nigdy nie widziałam. a wspomniany sklep znaleźć tam. teraz były trzy szeregowe domki w budyniowym kolorze i juŜ mieszkali w nich ludzie. by błyskawicznie wybudować coś bardziej na czasie. by po powrocie znaleźć je odmienione nie do poznania i na miejscu. przestał istnieć. a pracownik z czerwono świecącą pałką. Przez kilka tygodni moje sąsiedztwo zmieniło się na tyle. by w jakimś punkcie mojej dzielnicy nie burzono czegoś. Zycie przeciętnego apato. Ŝe jego siedzibie potrzebne jest imeji cheinji i zrównają z ziemią. Młodych Japończyków nie dziwi. Ŝe mają rację ci. gdy siedząc na krawęŜniku. powinni ominąć przeszkodę. modelu komórki czy doczepianej na przykład jako breloczek do niej najukochańszej w danym sezonie maskotki. Ŝe pewnie Ŝadna inna ze stolic świata nie ewoluuje w takim tempie jak Tokio. to . zobaczyć miniaturową replikę rzymskiego pałacu w kolorze morelowym. gdzie wcześniej był plac zabaw dla dzieci z jadowicie zieloną plastikową trawą i statuetką trzymetrowej Godzilli. jakie sprawia to „szacownym mieszkańcom". Mieszkający od trzydziestu lat w Tokio Richie miał duŜo czasu. a w skrzynce wciąŜ pojawiały się listy przepraszające za ewentualne niedogodności. Ŝe poczułam się zdezorientowana. czysto i nawet niezbyt hałaśliwie burzyli i budowali.przyczyna tych nieporozumień stała się dla mnie jasna. Tokio to jeden wielki plac budowy i niemal nie zdarzało się. Ŝe modne w sierpniu asymetryczne bluzeczki firmy Milk lub Betsy Blue są zupełnie passe w połowie listopada. . by przez cały czas stał na straŜy i informował przechodniów. za to stary i troszkę podupadły sklep z tofu. Zdałam sobie sprawę z tego.na kolejne parę tygodni . stoi w Tokio przez jakieś 28 trzydzieści lat. podąŜając za ruchem jego ręki.

Ŝe nie tylko w poezji czy sztukach plastycznych. Ani trwałość. które towarzyszą budowaniu Tokio. ale zamiast zalecanej latarki i butelki z wodą zabrałam tylko dyskietkę z pisanym właśnie tekstem. Pierwsze trzęsienie ziemi sprawia. łącznie z Fuji. Nie w „byciu gotowym". z których większość jest 29 zbyt słaba. przewracając się na drugi bok. tracimy głowę i wpadamy w panikę. ale tragedia moŜe zdarzyć się wszędzie. oraz jesienne tajfuny. trzy tygodnie. Tokio połoŜone jest w jednym z najbardziej aktywnych sejsmicznie rejonów świata i ziemia pod stopami tokijczyków drŜy właściwie nieustannie niczym wielkie zwierzę gotowe obudzić się. to byłe wulkany.Japończycy mieli kilka tysięcy lat. Odczuwalne wstrząsy zdarzają się w Tokio raz na dwa. Najsilniejsze wstrząsy notuje się w regionie Kanto. Groźba tsunami. Japończycy zawsze uŜywali materiałów będących pod ręką. gdy nagle całe miasto „dostaje dreszczy". by była odczuwalna dla człowieka. Za pierwszym razem. jak gdyby nigdy nic. Po rocznym pobycie nie zwracałam juŜ większej uwagi na czkawkę ziemi. lecz równieŜ w japońskiej architekturze „tymczasowość" raczej niŜ „trwałość" stała się poŜądaną kategorią . stukają przesuwane ściany fusuma. bowiem właśnie minęło przepisowe siedemdziesiąt lat od tego. co napotka na drodze.jeśli są Japończykami wracają do swoich spraw. Ŝe praktycznie w kaŜdej chwili to. dopełniają obrazu świata istniejącego w wiecznym cieniu zagłady. o których wiadomo. przeciągnąć i strząsnąć z grzbietu te miliony ton betonu. Tokio na chwilę zamiera. która przychodzi po trzęsieniu ziemi. Wiedząc. tanich i nietrwałych. ani piękno w zachodnim sensie historycznej ciągłości nie są zatem wartościami. Według wyliczeń. Wznoszenie siedzib. jak przekonali się w 1995 roku mieszkańcy Kobe. kolejne moŜe nawiedzić Tokio w kaŜdej chwili. a potem . moŜe zostać zniszczone przez trzęsienie ziemi i będący jego nieodłączną konsekwencją poŜar. schowałam się do łazienki (gdzie ponoć są najmocniejsze ściany). wracające na wyspy co roku z niszczycielskim uporem. opartych na historii wielkich trzęsień. czy to mała czkawka ziemi. lecz w „stawaniu się" naleŜy upatrywać 30 jego istoty. Przez parę sekund drŜą szyby domów. tak łatwo jak okruszki ze stołu.przy-wyka się do powtarzalnego scenariusza. Ŝe serce nienawykłego cudzoziemca skacze do gardła. czyli tam. zmiatając wszystko. stali i szkła.wzorem Japończyków . wielkiej fali. co stworzyli. Rocznie urządzenia pomiarowe zapisują około tysiąca wstrząsów. maj ąc w pamięci jakąś niezbyt mądrą instrukcję z przewodnika. Ŝe ziemia to coś stabilnego i nieruchomego. by przyzwyczaić się. które w 1923 roku obróciło stolicę Japonii w perzynę. stwierdzałam i odsuwałam notebook dalej od krawędzi biurka albo chwytałam podskakujący kubek. Ŝe będą stały tylko przez jakiś czas. Przyzwyczajeni. z których czterdzieści procent jest wciąŜ aktywne i w kaŜdej chwili grozi erupcją. który z pewnością nie był tego wart. gdzie leŜy Tokio. ludzie zatrzymują się w pól niedokończonego gestu albo budzą ze snu. czy początek końca. Wiele japońskich gór. Na początku pobytu w Japonii kaŜdy odczuwalny wstrząs jest mocnym przeŜyciem dla większości „gaijinów". „Trzęsie". Ŝe co jakiś czas muszą budować swój świat od nowa i Ŝe jest to proces tyleŜ naturalny co nieuchronny. kołyszą się Ŝyrandole i zupełnie nie wiadomo. zasypiają. a zapomniane słowa modlitwy przychodzą na myśl nawet najbardziej zatwardziałym bezboŜnikom. sprawiło zatem. ale potem .

to wielkie trzęsienie ziemi z 1923 roku nie było tak tragiczne w skutkach jak amerykańskie bomby w 1945 roku. Dlatego mono no aware. ani jego uroda nie były jednak dla Amerykanów aŜ tak imponujące i nic nie mogło powstrzymać decyzji o nalotach. o tyle nie mieli wcześniej okazji. będącego zwykłym śmiertelnikiem.estetyczną . który jednak miał oparcie w wiekach kultury zbyt potęŜnej. co było pod ręką. Mimo iŜ w ciągu XX wieku Tokio dwukrotnie zostało całkowicie zniszczone. pozbawiona armii. czyli na przykład drewno lub bambus. iŜ to właśnie w Japonii zachowały się jedne z najstarszych na świecie budowli. Niegdyś imperium i jeden z nielicznych krajów Azji. w której wznosi się domy czy świątynie. śmiertelne jak wszystko na świecie. Stare domy umierają więc. by „znieśli to. a na jej terenie zaczęły stacjonować obce wojska. Japonia podpisała akt bezwarunkowej kapitulacji. nad nimi i pod nimi otwierano sklepy. kornie i z . jakich u siebie nigdy nie mieli. Ŝe ich władca nie jest juŜ bogiem. by na ich miejscu mogły wyrosnąć nowe. zastępuje się betonem. a proces budowania i burzenia nabrał rozpędu. by nie zdołać się podnieść. Z tego. została całkowicie pokonana. Ŝe postanowili ocalić świątynie. a wokół nich. przepiękną dawną stolicę Japonii. czego znieść się nie da". publiczne łaźnie. by przyzwyczaić się do tak wielkich klęsk wojennych i obecności okupanta w swojej ojczyźnie. bary i restauracje. bary i burdele dla Ŝołnierzy generała MacArthura. który niepokoi wielu Japończyków. w których lśniły świeŜo wypolerowanym kamieniem bóstwa prastarej religii. Po wojnie z dawnego Tokio została tylko kupa gruzów i popiołu. Jego tysiącletnia historia zrobiła takie wraŜenie na wojownikach z młodziutkiego państwa. jest prawdziwą ironią losu). a cesarz Hirohito w słynnym radiowym przemówieniu nawoływał Japończyków. plastikiem i aluminium. miliony domów dla coraz większej liczby ludzi co dzień napływających do Tokio. Dlatego dla Japończyków istotna jest raczej przestrzeń. W czasie drugiej wojny światowej Amerykanie z listy miast przeznaczonych do zbombardowania po namyśle skreślili Kioto. O ile bowiem Japończycy przywykli do trzęsień ziemi. które oparły się kolonizacji. postmodernistycznej wersji. Dziś materiały zgodne z estetyką wabi. a jej koniec zastał Japonię w sytuacji najgorszej z moŜliwych: była sojusznikiem faszystowskich Niemiec i ofiarą atomowego ataku.siedzibę cesarza. skromności i prostocie. stolicę pokonanego kraju. wkrótce potem mocą cesarskiego reskryptu ogłoszono poddanym. W morzu niskich domków spiętrzały się kolejne wyspy wieŜowców. równieŜ nie planowane na długo.takŜe piękno nauczono się tu dostrzegać w przemijaniu bardziej niŜ w niewzruszonej wieczności. szkoły i z roku na rok coraz bardziej wymyślne „hale wielorakiego uŜytku". Współcześnie ta charakterystyczna dla japońskiej kultury cecha zmieniła jednak nieco swoją specyfikę. 31 Ani kilkuwiekowa historia Tokio. Jedna po drugiej pojawiały się świątynie nowiutkie jak spod igły. wyraŜającą się w umiarze. Na gruzach dawnego Tokio zaczęto chaotycznie budować miasto pozbawione wyraźnego centrum . nawet jeśli nie jest to konieczne. przejawia się w wyglądzie współczesnego Tokio w swojej nowej. zamki i mosty. Wznoszono domy. melancholia przemijania i tradycyjnie japońska wraŜliwość na patos rzeczy. więcej domów. kolejne linie metra rozwijały się jak nić z kłębka. a nie one same jako trwale obiekty architektonicznego kunsztu (fakt.

zamontowano gdzie się da miliony głośników przypominających o konieczności przestrzegania porządku.oddaniem. który sprawił. Tokio wyrosło na nowiutkie miasto o pejzaŜu w całości ukształtowanym przez człowieka. jak tylko moŜna sobie wyobrazić. na których prochy przeznaczono nowoczesne. znikały drewniane domy i baraczki ze wspólną kuchnią i bez łazienki. za to pełne pająków i zdradziecko wystających korzeni. 32 W miarę upływu czasu wzrastał komfort Ŝycia. Co innego bowiem fotografować rozwijającą się magnolię w parku Shinjuku. stało się takŜe miastem zwesternizowanym. dawną topografię zabetonowano. betonując ich koryta i brzegi. Tego porządku. czyściutkim i ucywilizowanym. frytek. jak potrafią pewnie tylko Japończycy. Japończycy wolą naturę w jej przetworzonej i podporządkowanej człowiekowi formie i wtedy dopiero mogą ją ewentualnie „kochać". jakich na Zachodzie uŜywa się tylko w fabrykach i szpitalach. co na Zachodzie. wydaje się Japończykom niebezpieczna raczej niŜ czarująca. jakim jest Japonia. wykorzystali z daleko idącą gorliwością. Natura. gdzie plastikowe panele i plastikowe łazienki gwarantują łatwe utrzymanie czystości. Starbuck's Coffee. co. gdzie w ogóle nic nie rośnie. mroczna i niszczycielska. zdyscyplinowano rzeki i rzeczki. a ograniczeniom przestrzennym musieli podporządkować się nawet zmarli. Ŝe sama ta kategoria jest wymysłem Zachodu. Chanel. w której mieszkania w pobliŜu parków wcale nie cieszą się wielkim powodzeniem. wryto się pod jego powierzchnię tysiącem korytarzy. oświetlono wszystko jaskrawym fluorescencyjnym światłem. choć ciasne cmentarze w wieŜowcach. miastem dŜinsów. hamburgerów i blond włosów. Kentucky Fried Chicken i wszechobecny MacDonaWs sprawiają. co i tak znaczy coś innego w monsunowym kraju naraŜonym na naturalne katastrofy. W miastach zamieszkało ponad siedemdziesiąt procent Japończyków i pomniejszanie stało się wymogiem codzienności. zabudowano wzgórza i doliny dawnego Tokio. budując Tokio. Ŝe w ciągu kilkudziesięciu lat pokonany kraj stal się na nowo potęgą. Bardzo niewielu tokijczyków ma wakacyjny domek na łonie natury. sterylne ogródki z przyciętymi pod linijkę drzewkami bonsai albo ogródki zen. z tym Ŝe najczęściej w zminiaturyzowanej wersji. nieobliczalna matka tajfunów i trzęsień ziemi. jego rzeki uwięziono. Potęgą zuŜywającą rocznie więcej betonu niŜ kilkadziesiąt razy większe Stany Zjednoczone. garniturów i sukienek. a rodziny o wiele mniej liczne niŜ kiedyś zamieszkały w dziuplach typu 2DK (2 dining kitchen). a włóczęgi po lesie nie naleŜą do ulubionych rozrywek. tak dalekie od natury. Zachodni romantycy ubolewający nad upadkiem japońskiej „miłości do natury" często nie uświadamiają sobie. Powojenne Tokio. Dlatego lubią małe. a w masowo budowanych mieszkankach było juŜ wszystko to. a co innego przedzierać się przez knieje pozbawione betonowych ście33 Ŝek. Ŝe na pozór (i to słowo „pozór" jest tu kluczowe) moŜna uznać Tokio za miasto niewiele róŜniące się od . Ulice przed domami ozdobiono równieŜ plastikowymi dekoracjami zgodnymi z porami roku. drzewa wycięto lub przystrzyŜono w bezlistne kikuty. Tokio jest być moŜe jedyną stolicą świata. a nie sielska. Zdobycze nowoczesnej cywilizacji pozwoliły Japończykom zapanować nad siłami natury w sposób większy niŜ kiedykolwiek wcześniej. Dior. plastikową trawę i czyste betonowe miasta oświetlone jarzeniówkami.

a od XIX wieku właśnie z Europy i USA. I tak na przykład w dzielnicy Jiyugaoka. w tle centrum handlowego o nazwie nomen omen Times Sąuare. to oczywiście równieŜ integralna część japońskiej tradycji kulturowej. Mimo iŜ Ŝadne japońskie miasto nie uniknęło powojennych przemian. w pobliŜu której mieszkałam. stylu Ŝycia. zacumowane w kanale wielkości piaskownicy. Ŝe to wtedy.najpierw z Chin via Korea. uŜywany dziś jako rezydencja dla odwiedzających Japonię przywódców innych państw. a pałac w Akasace. ale do całej stolicy. Jednym . jasnej i suchej. po raz pierwszy w dziejach. Zniszczenia wojenne szybko naprawiono. Japończycy zbyt gorliwie zrealizowali zachodnią ideę miasta jako przestrzeni czystej. w japońskiej wersji francuskiego zwany jest nie bez powodu Puchi Berusayu. To oczywiście nic wyjątkowego w globalnej wiosce. jak na przykład weneckie gondole. dzielnicy zbudowanej na ziemi wydartej Zatoce Tokijskiej. czyli Tókyó Tochó. modzie. To. którym podoba się wszystko łącznie z plastikową ikebaną) są do znudzenia zgodni w jego estetycznej ocenie: „brzydkie". poddając się kolonizacji. a cudzoziemcy (z wyjątkiem „nawróconych na Japonię". wpływ zachodniej kultury zostawił na wizerunku Tokio ślad trwalszy niŜ przegrana wojna. ale kompleks wobec zwycięskiego Zachodu pozostał. element najczęściej chyba powielany na pocztówkach. a zmasakrowana wojenną klęską toŜsamość kulturowa wyobcowała się z pejzaŜu. Widoczne na kaŜdym kroku przejmowanie obcych wzorów. a w Daibie. nowa siedziba władz tokijskich. budynek Tokio Station jest bratem bliźniakiem tego w Amsterdamie. to betonowa monumentalna wersja katedry Notre Damę. ale pejzaŜ Tokio ma pewną dodatkową wyróŜniającą go właściwość. na Shinjuku. Zachodnia kultura stała się miarą odniesienia i synonimem postępu w architekturze. co japońskie zaczęto uwaŜać za nienowoczesne i niemodne. nawet jeśli jej poszczególne elementy tak mało pasowały do japońskiej rzeczywistości. jest kawałek Wenecji wraz z typową dla niej zabudową i fragmentem płyciutkiego kanału z kołyszącą się na falach gondolą. japońska wyobraźnia utraciła w sporej części tę niezwykłą zdolność absorpcji i twórczego przetwarzania. kiedy prawdziwy bambus zastępuje się plastikowym i betonuje rzeczki o wiele za małe. czyli Petite Versailles. w jakich Ŝyją tokijczycy. Jego główne architektoniczne punkty orientacyjne są poŜyczone z pejzaŜu innych stolic. iŜ dom powinien być „maszyną do mieszkania". doprowadzając ją często do przesady. wita odwiedzających Statua Wolności. pokonany kraj nie poŜycza bowiem na tych samych prawach co kraj będący potęgą. w której źle rozumianemu funkcjo-nalizmowi podporządkowano inne wartości. Amerykanin od kilkudziesięciu lat zakochany w Japonii trudną miłością. moŜna dziś odnieść nie tylko do „dziupli".metropolii Zachodu. moŜna znaleźć w kaŜdej dzielnicy. Estetyka wabi uległa degeneracji. to średnio udana replika paryskiej wieŜy Eiffla. Zdanie Le Corbusiera. której charakterystyczną cechą jest poŜyczanie i przetwarzanie . dostrzegalne w ogólnym pejzaŜu Tokio. które dziś są właściwie wyłącznie wzorami z Zachodu. sprawiając. WieŜa Tokijska. Jak pisze w Dogs and Demons Alex Kerr. w jaką nieuchronnie zmienia się świat. Dziś nawet Japończycy nie mówią o nim: „piękne". by czymkolwiek zasłuŜyć na uwięzienie w korycie wysokim na pięć metrów. wznosi się gmach NTT wyglądający jak londyński Big Ben. największy impet modernizacji skierowany został właśnie na Tokio. prowadząc do degeneracji wielu aspektów japońskiej tradycji. które miało stać się wizytówką nowoczesnej Japonii. Po drugiej wojnie światowej proces ten nieco zmienił jednak swoją spe34 cyfikę. Imitacje.

Pierwszy z nich wskazuje na miejsca w jego topografii. Skrajny funkcjonalizm a la Le Corbusier ma w pejzaŜu Tokio swoją przeciwwagę w równie skrajnej wersji disnejowskiego kiczu. zwęŜające się ku górze. być moŜe jedne z najwspanialszych na świecie. nie dostrzeŜe jednak niewprawne oko kilkudniowego turysty. mimo iŜ wielekroć zburzono i zbudowano na nowo to. sklepy z gadŜetami firmy Sanrio w kształcie hipertroficznych truskawek albo domy mieszkalne przypominające francuskie cha-teau. Najlepszym symbolem westernizacji pejzaŜu Tokio jest dla mnie budynek browaru Asashi zaprojektowany przez słynnego. Są w Tokio pojedyncze piękne architektonicznie budynki. gdy Japonia przygotowywała się do olimpiady. które zachowały przez wieki swoje znaczenie. hołubionego na Zachodzie architekta i designera ??????'? Starcka.. związek dzisiejszego Tokio z jego historią. pogrąŜając jedno z najpiękniejszych miejsc dawnej stolicy w cieniu betonu. do jego spodnich warstw. Nihonbashi przykryto biegnącą na estakadzie autostradą. gdzie pierwszy szogun Tokugawa wzniósł swoją siedzibę. których architektura łączy elementy swobodnych wyobraŜeń o włoskim baroku z fantazją o staroŜytnej Grecji. pianka z piwa. jak bardzo dzisiejsze Tokio .tam. gdzie za czasów szogunatu dokonywano egzekucji i gdzie teraz jest wielkie krematorium. Nawet dla jego rdzennych mieszkańców nie zawsze jest ona widoczna. powtarzalność kulturowych wzorów. podczas którego okazuje się. Tylko zapaleni „tokiofile" potrafią czytać to marsjańskie miasto jak palimpsest. postawiony w sercu shitamachi. ale nie ma pięknych dzielnic. które bardzo chciało zapomnieć o swojej przeszłości. Tak skolonizowana wyobraźnia wydala na świat miasto. lecz takŜe pomysły bardziej „twórcze": hotele miłości. Japoński Most. Ŝe dawna topografia miasta obecna jest w jego . Przeszłości. ściśnięte na powierzchni czterdziestu metrów kwadratowych. choć w praktyce nie sposób go nawet sfotografować. podczas gdy miejsce przeklęte pozostało za Mostem Łez . Na dachu czarnej cięŜkiej bryły tkwi monstrualne Ŝółte coś. która obecna jest w betonowej tkance Tokio. amerykański geograf. uwaŜano go za umowne miejsce początku podróŜy do wszystkich zakątków Japonii. przywrócić zapomniane konteksty zniekształconego znaczenia. do czego prowadziła gorliwość w unowocześnianiu i westernizowaniu Tokio. Na szczęście nie do końca mu się to udało. Ponoć miał to być płomień albo.wzniesione w ciągu jednego pokolenia i na pozór pozbawione planu zakorzenione jest w swojej historii.z przykładów tego. Tylko w ten sposób 36 moŜna odnaleźć ciągłość. który swój los związał z Japonią. Drugi z wymienionych wyŜej uczonych zaprasza na fascynujący spacer. gdzie mała szczelina w zewnętrznym tekście pozwala dotrzeć w głąb. Tymczasem w latach sześćdziesiątych. Składają się nań nie tylko imitacje takie jak Wenecja w Jiyugaoce i Statua Wolności w Daibie (by nie wspomnieć o Disneylandzie w Urayasu). Co bardziej krytyczni tokijczycy nazywają dzieło zrobione przez Starcka w środku ich miasta „złotą kupą".. Nihonbashi był sercem Nihonu. Roman Cybriwsky. jest słynny Nihonbashi. Nihonbashi nadal istnieje. Obłe. i japoński uczony Jinnai Hidenobu udowadniają. co stało na ich powierzchni: miejsce władzy na przykład jest nadal dokładnie tam. Wzniesiony w XVII wieku i wielekroć później przebudowywany byl symbolem 35 okresu Edo.

telewizor i nielegalnego kota przybłędę. toaleta jest wspólna. zamieszkuje ponad 12 milionów tokijczyków. by kaŜdy centymetr był wykorzystany do maksimum. robiąc sobie miejsce delikatnymi ruchami ramion i bioder.jest więc moŜliwość innego miasta. Bliskie. horyzont zawęŜa się do kilkudziesięciu metrów. ani przez chwilę nie wątpiłam. najbardziej fascynujące z miast. Kolejny kwadrans podróŜy w głąb miasta i ściany są juŜ ze wszystkich stron na wyciągnięcie ręki. zapraszała mnie przyjaźnie i przypuszczam. Ŝe zawsze moŜesz się u mnie zatrzymać". Ŝe będą potrafili je 37 zmienić. zbliŜające się do siebie jeszcze bardziej za kaŜdym razem. matowieć. o którym tu piszę . by po chwili ograniczyć nasze pole widzenia do kilku. Zbudować sobie stolicę od nowa to nic wielkiego dla Japończyków i marsjańskie Tokio. Mieszkańcy stolicy Japonii mają tego świadomość i w ostatnich latach dyskusja na temat zmian niezbędnych. Najbardziej zatłoczony obszar 23 głównych tokijskich ku. Uczucie klaustrofobii narasta.zaprzeczając prawom fizyki . gdy gdzieś pomiędzy domy juŜ stojące wpycha się kolejny dom albo gdy nowy przybysz z prowincji wpaso-wuje się w tokijski tłum. cudowne.najpotęŜniejsze miasto świata . z jakim w ciągu dwóch lat ewoluowała choćby moja dzielnica. Ŝe jakimś cudem znalazłaby miejsce na drugi futon. gdy przyjdzie im na to ochota. Ŝe lokatorzy muszą korzystać z publicznej łaźni. dopóty nie zobaczy się pełnego blasku słońca. dostrzeŜemy nawet model spiralnego ufortyfikowania twierdzy Edo sprzed czterech wieków powtórzony współcześnie w układzie kanałów i autostrad. dotyczy nie tylko wnętrza mieszkań. ale całej zabudowy Tokio.dzisiejszym układzie właściwie na kaŜdym kroku i jeśli przyjrzymy się uwaŜnie. Puste centrum labiryntu Po kilkudziesięciu kilometrach dzielących je od lotniska Narita Tokio otwiera betonową paszczę i wchłania ufnego podróŜnika w szary labirynt swoich wnętrzności niczym wielki wieloryb. mikroskopijna kuchenka i zlew. Moja przyjaciółka Michiko w swoim „apartamencie" wielkości ośmiu metrów kwadratowych utrzymywała nienaganny porządek i . Ta wciąŜ czytelna struktura palimpsestu świadczy nie tylko o związku Tokio ze swoją historią. Podziwiając tempo. które dopiero moŜe stać się sobą. które znam . Tokio. by przywrócić Tokio dawną urodę.pomieściła jakoś sporą kolekcję maskotek. a brak łazienki sprawia. W najmniejszych wynajmowanych w Tokio „mieszkaniach" mieści się materac. lecz takŜe o wpisanej w jego realną i symboliczną przestrzeń nadziei na przyszłość. „Pamiętaj. Dziś coraz częściej pojawiają się głosy. co jeszcze zostało z atmosfery shitamachi. czyli wspomniany materac uŜywany przez Japończyków zamiast łóŜka. Umiejętność takiego zagospodarowywania przestrzeni. Ŝe trzeba pokazać światu most Nihonbashi bez biegnącej nad nim autostrady. ocalić. Światło przygasa i dopóki jest się wewnątrz miasta. Ŝe trochę przesadzono z zamiłowaniem do betonu i kiczu.Japończycy zbudowali praktycznie od podstaw w ciągu jednego pokolenia. Pod Tokio dzisiejszym . W lepkiej mgiełce kurzu i przemysłowych zanieczyszczeń wszystko zaczyna blaknąć.moŜe juŜ wkrótce naleŜeć do przeszłości wspominanej z nostalgią.brzydkie. odtworzyć czar zatrzymany na drzeworytach Edo. zgasić fluorescencyjne światło.ukryta jak Nihonbashi . Tak samo jak 38 . które znam . nasiliła się. czyli dzielnic.

Gęsta. Z morza dachów rozlewającego się na cztery strony świata wystają tu i ówdzie lśniące srebrzyście skupiska wieŜowców na Shinjuku. Tokio nie przypomina innych oglądanych w ten sposób miast. Niemieszcząca się w kadrze metropolia z innej planety. pączkując nowymi domami. co znaczy „Wschodnia Stolica". gotowe zmięknąć i zaklęsnąć się z powrotem w bulgocącą lawę . Obserwatorium w budynku Kasumigaseki. jakby było nie tyle zbudowane. ani nie łączy z betonową dŜunglą. Tokio podziwiane z wieŜ widokowych na Shinjuku rozciąga się po horyzont z kaŜdej strony i nigdzie nie ma końca. Shibuya. wydają się stabilne. śadna droga ani go nie przecina. Stolice starej Europy to małe miasteczka. co nie jest przypadkowe. nieskaŜona zieleń i zupełna pustka to dominujące cechy miejsca. na początku XVII wieku decyzją szoguna Tokugawy Ieyasu wzniesiono fortecę Edo. dopchnięty przez konduktora w białych rękawiczkach. śaden z domów mieszkalnych nie ma nań pełnego widoku. W miejscu. lecz wielki las. otacza je i zamyka w swoim wnętrzu.Ŝywioł. by śmiertelnicy mogli tam swobodnie zaglądać. otoczony murem i fosą Pałac Cesarski dostrzeŜe się tylko z lotu ptaka. W porównaniu z Tokio widziany z góry Nowy Jork jest łatwym do ogarnięcia. gdzie mieszka tennó. czyli Niebiański Władca. jak ta szara magma rośnie. by do zatłoczonego wagonu tokijskiego metra w godzinach szczytu zmieścił się choć jeden więcej człowiek.cudzoziemcowi wydaje się niemoŜliwe. które stało się nową stolicą Japonii i zmieniło nazwę na Tokio. Teren ten widziany z góry sprawia wraŜenie tak odizolowanego od reszty miasta. nie jest przez Japończyków wymieniany z imienia. enklawa zieleni. w tym jeden zawodnik sumo. który wymknął się spod kontroli człowieka. a cesarz odzyskał autorytet i władzę. Po fortecy niewiele zostało. Roppongi czy Ikebukuro. pulsujący zimnym światłem ocean tysiąca odcieni szarości. która kierując się nieznanymi prawami kamienieje przypadkowo w domy. Symboliczne centrum Tokio to nie budynek czy ich kompleks. osadzone w czasie i przestrzeni. ale przestrzeń jest ta sama: odizolowana od reszty świata oaza zieleni. prostym miastem średniej wielkości. które jak na przykład Nowy Jork czy ParyŜ. Przeniósł się więc z Kioto do Edo. Po dwustu pięćdziesięciu latach rządy szogunów skończyły się. z . jakim niegdyś były na przykład wieŜe WTC na Manhattanie. gdzie dziś mieszka. a w rzeczywistości mieści się szkolna wycieczka i szesnastu dorosłych Japończyków. co wyrosłe z jakiejś Ŝywej substancji. tak w szczelinie szerokości kiosku po kilku tygodniach powstaje dom dla dwóch rodzin. nie do ogarnięcia. podmywa góry. z której przez kolejne wieki ród Tokugawa rządził Japonią. gęsto obrośnięta wokół miastem. pełznie na wschód i zlewa się z wodami Pacyfiku. place i mosty pozbawione wraŜenia trwałości. jedyne miejsce. Panujący od 1989 roku cesarz Akihito. Stojący w ogromnym parku. Mimo zuŜytych na jego powierzchni milionów ton betonu Tokio ma w sobie raczej coś organicznego. Niemal widać. a lata jego władzy przejdą do historii jako okres Heisei. ale Ŝaden z budynków nie wyrósł na tak wyraźny punkt orientacyjny. rozlewający się. wśród której znajduje się niewidoczna siedziba cesarza. podobnie jak jego poprzednicy. po prostu nie dopuszczono do tego. wypełniając swoją masą kaŜdy skrawek wolnej przestrzeni. jakby pochodził z jakiejś innej przestrzeni i wrzucony 39 został w Tokio dzięki komputerowej technice. stopione ze swoją przeszłością. świątynka shintó i sklep ze sprzętem do gry w golfa.

Spacer wokół pałacu przez kilka kilometrów oferuje naszym oczom dość monotonny. a handlo-wo-rozrywkowym centrum kaŜdego z nich jest stacja kolejowa. to pomieszczenia gospodarcze. Jak pisał Barthes w Imperium znaku. Moi japońscy znajomi miejsca. bo w przeciwieństwie do wielkich metropolii Zachodu nie ma tu tak wyraźnego podziału na dobre i złe dzielnice. Generalnie część zachodnia Tokio uchodzi za lepszą od wschodniej. Japończycy chcą. nie jest reklamowane i mało kto o nim wie. Z biurowców pobliskiego Marunouchi widać wprawdzie mniej więcej to samo co z obserwatorium. Sto dziesięć hektarów najdroŜszego gruntu świata jest w duŜej mierze puste. Struktura Tokio przypomina plaster miodu: jedno skupisko małych domków przylega do kilku innych i tak dalej. nazywali po angielsku swoim „sąsiedztwem" lub częściej właśnie swoim „miastem" i to nawet jeśli ograniczało się ono do okręgu o stumetrowej średnicy. którego nie widać. na tle którego wycieczki robią sobie zdjęcia. StrzeŜe go armia iglastych drzewek o niepokojąco ludzkich kształtach. Tokijczycy unikają go z nieco innych powodów niŜ nowojorczycy Bronksu. nigdy nie miał wielu zwolenników. którą ciągle się kultywuje.najpotęŜniejszych miast współczesności nie ma nic. Symboliczne centrum Tokio. Z wyjątkiem nielicznych okazji świątecznych (na przykład Nowego Roku) ogromny. wysypany Ŝwirem. Ba. jakby właśnie wróciły od fryzjera. Wokół stacji Tokijska metropolia składa się z organizmów miejskich skupionych wokół kaŜdej stacji metra. 40 niewielki i raczej niepozorny. To pozorne „nic" przedstawia jednak tak wielką wartość dla Japończyków. nawet ziemia pod pałacem nie moŜe być niepokojona i dlatego linie tokijskiego metra muszą omijać ten całkiem spory teren w samym środku miasta. aby jego miejsce pozostało właśnie tu. reszta to las. chociaŜ róŜnice między dzielnicami są o wiele sub-telniejsze niŜ w innych stolicach. ale podobno do bardzo złego tonu naleŜy zerkanie w kierunku siedziby tennó. w środku jednego z dwóch . przeklęte miejsce egzekucji i kremacji. który interesuje się biologią i nie sprawuje Ŝadnej rzeczywistej władzy. mur i ścianę drzew. z czuprynami przyciętymi tak precyzyjnie. puste jak pokój tatami. Jedyny widoczny z tej perspektywy budynek. łąki i chaszcze. naleŜy do tradycji. pełni rolę don'tgo area. Nawet jeśli nie jest juŜ bogiem. choć skądinąd całkiem miły.którego moŜna zobaczyć dachy cesarskich posiadłości. mimo iŜ niezbyt pasuje juŜ do współczesnego stylu Ŝycia. nieprzyjemnie zgrzytającym pod stopami. W Tokio właściwie tylko Sanya. by cesarz zamieszkał poza Tokio. widok na fosę pełną pluskających się kaczek i wielkich jak prosiaki karpi. bowiem nazwa „Pałac Cesarski" odnosi się do raczej skromnej co do wielkości i całkiem nowej budowli wzniesionej po wojnie. plac przed Pałacem Cesarskim jest pusty. w Pałacu Cesarskim. którego nawet nie zaznacza 41 się pod tą nazwą na mapach (!). Ŝe pomysł. podczas gdy mieszkańcy Wielkiego Jabłka nie . w których mieszkali. „Tokijskie miasta" wydają się „gaijinowi" bardzo do siebie podobne.obok Los Angeles . w którym mieściła się część handlowo-rozrywkowa i mieszkalna. Ci pierwsi powodowani są raczej irracjonalnym lękiem przed złą karmą Sanya niŜ realnym zagroŜeniem ze strony Ŝyjących tam biedaków i bezdomnych. lecz miłym starszym panem. a najlepiej ze względów prestiŜowych mieszkać w pętli tworzonej przez kolejkę Yamanote.

szarość wsysa światła. i miejsca spoczynku ich dziadków. Między jedną stacją a drugą moŜna nie spotkać Ŝywej duszy. Pojawiają się i znikają bezszelestnie jak duchy. gdzie w cenę wliczona jest równieŜ masaŜystka. dyskutuje o polityce i sporcie.patrząc na to bujne Ŝycie „miast" wokół stacji nieraz miałam wraŜenie. zachowują koci wdzięk i dostojeństwo. rozrzedza się. Ŝe akurat wejdzie teściowa. zapachu. gdzie sklep spoŜywczy stoi koło zakładu produkującego tatami i baru karaoke. Jeden z takich kotów przychodził w odwiedziny na mój balkon i . po hotele miłości. stoiska sprzedające smaŜoną ośmiornicę i czekoladki Lady Godiva. do 42 których chodzi się z narzeczonym. bary i banki. Mozart przechodzący w japoński pop. które choć pozbawione ogonów. która mieści się w północno-wschodniej części Tokio i swym biednym wyglądem dość radykalnie odbiega od przeciętnej. by kochać się bez ryzyka. reszta miasta składa się z organizmów na tyle niezróŜnicowanych. karaoke i paczinko. Japończycy o wiele częściej zapraszają swoich gości niŜ do domu.od salonów masaŜu. im dalej od nich. Mały płotek oddziela kolorowe zjeŜdŜalnie od grobów. a pomiędzy nią i małym przedsiębiorstwem ogrodniczym wciśnięte są trzy domki mieszkalne. na których wietrzą się futony i suszy pranie. tym bardziej wszystko blaknie.w odróŜnieniu od swoich . smaku. czyli przystacyjna rozrywkowa część miasta. do których bardzo często naleŜą i cmentarze. Sakariba. To raczej tu. Po chwili jest się zdanym na własne towarzystwo i zupełną ciszę. poręczne jak domowy barek . tu umawiają się z przyjaciółmi. czyta. co krok automaty z napojami lub papierosami. a z okiem domów widać i bawiące się dzieci.robią wycieczek do Bronksu z uzasadnionej obawy utraty mienia i Ŝycia. Te pierwsze mają nawet ogrody. Ŝe jakoś opierają się trzęsieniom ziemi. sąsiadującego z kolei ze szkolą i hurtownią materiałów budowlanych. jeśli nie liczyć niesamowitych tokijskich kotów. Tam właśnie znajdują się wszystkie sklepy i restauracje. Ŝe dziw bierze. koloru. znikają wielobarwne reklamy. i przedszkola. Jakaś uliczka wąska. czyli dwupoziomowych baraków budowanych na wynajem z materiałów tak lichych. światła. mieszkańcy tych drugich muszą z braku miejsca trzymać pralki i szafki z butami na zewnątrz. Oprócz Sanya. Okolice stacji to miejsca o największym nasileniu dźwięku. tłum rozprasza się. telewizory i muzyka. milkną stopniowo głosy z megafonów. gwar i tłok. Znikają czerwone i Ŝółte neony. flirtuje. stoisko sprzedające szaszłyki yakitori oraz publiczna łaźnia z dymiącym wysokim kominem. Luksusowe rezydencje stoją dwie ulice od „króliczych nor". to dla Ŝyjących w malutkich mieszkaniach tokijczyków coś w rodzaju poszerzonego poza swe naturalne granice livingroomu. sklepy Diora i bary sushi. Świątynie buddyjskie. otoczone są szczelnie budynkami mieszkalnymi z balkonami. Wokół stacji kolejowej toczy się Ŝycie względnie niezaleŜnego organizmu. do którego starego sklepiku dociera gwar stacji. tu się je. który moŜe być wielki jak Shinjuku lub Shibuya lub malutki jak Ishikawa-dai. do jednej z ulubionych restauracji. czysta. Ŝe łagodnie przechodzą jeden w drugi. ale Ŝony milionerów i biedaków kupują tofu u tego samego wytwórcy. erotyczne przybytki najrozmaitszego rodzaju . cichnie. Telebimy. spokojna .a w Tokio są takich miliony otwiera się przed spacerowiczem i zachęca do spokojnej wędrówki. a nawet męŜem. zapachy rozpuszczają się w powietrzu. Ŝe stoję pośrodku czyjegoś pokoju. Brak strefowania dotyczy teŜ wewnętrznej struktury „tokijskich miast". odpoczywa.

w której akurat trwa uroczystość. choć rzadko. W dzielnicach mieszkalnych. aŜ został pogłaskany i dlatego nazywaliśmy go Neurotyk. która smakuje jak kasza w płynie. chociaŜ i tak 43 nie toczy się w nich Ŝadne Ŝycie towarzyskie. co jakieś sto metrów stoją uliczne automaty z napojami i papierosami . podobnie jak w całym Tokio. cha" czarnych tokijskich wron. o wiele bardziej absorbującymi niŜ w krajach Zachodu. którego przecieŜ nie znamy. więc po prostu szłam dalej przed siebie. 44 O zbliŜaniu się do niej świadczy pojawienie się pierwszego sklepiku albo baru. gdy zatrzymywałam się w środku wymarłego miasta. potem pokrzykiwanie sprzedawcy sezonowych przysmaków i oto jesteśmy juŜ przy stacji. tłum gęstnieje. stanowczo się oddziela. Czasem minie nas rowerzysta albo spieszący gdzieś przechodzień.liczba tych urządzeń przypadająca na mieszkańca jest w Japonii najwyŜsza na świecie. MoŜna więc ugasić pragnienie jednym z wielu oferowanych przez nie ciepłych i zimnych napitków. Czasem teŜ. wyłania się kolejny sklepik. zaraz potem szarość rozświetla się. które od tego. bank i salon gry paczinko. „Cha. wykonanych z przeraŜającym nawet dla dorosłego wyczuciem realizmu. bo przez większą część czasu zajęte są szkolnymi obowiązkami. wiedząc. cha. sprawiają wraŜenie wymarłych niezaleŜnie od pory roku i dnia. by w spokoju pokontemplować ich piękno. stoisko z rybami albo restauracja serwująca makaron sobą. niezbyt przyjemnych wielkich ptaków mających w zwyczaju wyrywać jedzenie z rąk. by odebrać zamówione dla mnie . Rysowanie mapek Chizuko przez cały dzień nosiła się z zamiarem zaproszenia mnie do swojego domu na kolację. na przykład jęczmienną herbatką. gdzie jestem. Czasem najpierw zapach smaŜononych potraw wybiega spacerowiczowi na przywitanie jak pies. zapraszający. cha". bo w Tokio nie ma zwyczaju przesiadywania na przydomowych ławeczkach. cha. nadrzeczne bulwary i centra handlowe . ale nie spacerowicz. Ignorując zostawiane dla niego przysmaki.nie był głodny. coraz wyraźniejszy. Cisza jest więc niemal doskonała. do uszu dociera głos płynący z megafonów. co na ogół mi się nie udawało. w sercu kolejnego „tokijskiego miasta". Latem urozmaicają ją cykady. albo plac zabaw z całym stadem pleksiglasowych potworów. moŜe zaczepić nas sympatyczny tubylec znający angielski i koniecznie chcący pomóc nam w dojściu do celu. śmiały się złośliwie.bezdomnych braci z Polski . Japońskie dzieci z kolei nie bawią się przy domach. Domy w dzielnicach mieszkalnych są ciche. Do tego słuŜą im zatłoczone parki. kieszonkowej wielkości park pełen (trzech) kwitnących śliw i zupełnie bezludny. gdy zajrzałam do biura. wołał nas nachalnym kontratenorem tak długo. właśnie w Japonii najbardziej ceniona jest intymność domowego wnętrza. by z ciekawości sprawdzić na mapie. lecz chyba po prostu ciekawy. a w kaŜdym innym okresie złowieszcze „cha. Najlepiej wówczas zapytać go właśnie o najbliŜszą stację kolejową. Ŝe prędzej czy później trafię na kolejną stację metra. Spośród wszystkich krajów Azji. schodach albo balkonach. Po drodze przez te strefy ciszy czasem zdarzy się chram shintó albo buddyjska świątynka. w porze deszczowej szum wody. Ogrody bogatszych rezydencji oddziela od wzroku ciekawskich wysoki mur. co na zewnątrz. bo na sterylnych tokijskich śmietnikach nawet wróbel by się nie poŜywił. bo tokijczycy nie włóczą się bez celu po mieszkalnych osiedlach.miejsca przeznaczone do spacerowania. JuŜ rano.

to pasaŜer taksówki zobowiązany jest wiedzieć. MąŜ właśnie leciał po raz pierwszy do Tokio. Do wieczora jednak nie udało mi się dowiedzieć. mogąc juŜ na początku zorganizować nam międzynarodowe Ŝycie towarzyskie. Ŝe we współczesnym Tokio tradycja ta nie zaginęła. Mariko czy Michiko plan zawierał precyzyjne objaśnienia skrętów. „Muszę ci narysować swój adres". Po jakimś czasie na rysowanych dla mnie mapkach anonimowe punkty topograficzne zaczęły być zastępowane przez zindywidualizowane znaki przyjaźni: ławkę. Ŝe moi japońscy znajomi są o wiele sprawniejsi w rysowaniu niŜ przeciętny Europejczyk. choć zaskakujące dla cudzoziemca. Nawet komputer pokładowy bardziej nowoczesnych taksówek nie zawsze pomaga. gdy po prostu musi zapytać o drogę. a cała reszta pozostaje bezimienna. zwrotów i wspinaczek po schodach. Nadaje się je tylko wielkim arteriom albo głównym pasaŜom handlowym. więc ucieszyłam się tym bardziej. znaki kreślone na skrawku papieru. MoŜe fakt. pijąc kawę z puszki. które prowadzi do zupełnie innej części miasta. pogubili się w labiryncie. Wszystkie te mapki zawierały dokładnie tyle informacji. a nie jej kierowca. bez których nigdy nie znalazłabym szukanych miejsc. gdybym musiała skorzystać z pomocy tubylca w dotarciu do nich. gdy z radością podziękowałam jej za zaproszenie. papierowej serwetce. w której byliśmy razem przed tygodniem. ulice były narysowane za pomocą dwóch równych kresek. ile potrzeba. iŜ posługują się tak skomplikowanym systemem znaków. zwierzę w ruchu albo szybko skreślić obraz okolicy w precyzyjnie pomniejszonej skali. sprawia. Za czasów szogunów specjalnie budowano ślepe zaułki. Satoru. na której siedzieliśmy. w powietrzu. Uzasadnienie konieczności mapek jest proste. a znaki orientacyjne precyzyjnie opisane w rzymskim i japońskim alfabecie na wypadek. Ulice nie mają równieŜ numerów i w ogóle nie są punktem odniesienia. coraz mniejsze kwadraciki. Wyrwała z notesu kartkę i błyskawicznie naszkicowała na niej mapkę. z nieśmiałością tak charakterystyczną dla początków naszej przyjaźni wyszeptała coś o „sprawie". W Tokio moŜna bardzo szybko zorientować się w doskonałym systemie publicznego transportu 46 . wspólnie odwiedzany bar. Jedna osoba rysująca drugiej mapkę.co prawdopodobnie czyni je wyjątkowym w skali światowej . a nie na przykład C21. Zamiast tego miasto podzielone jest na jednostki administracyjne. a współcześnie stoi na straŜy ludzkiej prywatności. tym zadanie trudniejsze. gdzie się kończy. powiedziała Chizuko. które jest tak wielkie. a gdzie zaczyna. Naszkicowany ręką Yume. którą przechowuję do dziś. Chizuko zdobyła się na zaproszenie mnie i mojego męŜa do swojego „ciasnego i skromnego domu na niewielką kolację". uliczki kręcące się w kółko jak pies za własnym ogonem i kończące murem w tym samym miejscu. Im bowiem bliŜej celu. MoŜna odnieść wraŜenie.ksiąŜki. Ŝe nie wiadomo. to widok powszechny w Tokio. Zawsze miałam wraŜenie. w których zagubiony wędrowiec szuka właściwego miejsca aŜ do momentu. jak dotrzeć do danego miejsca. publiczną łaźnię. co to takiego. Dopiero gdy w zimnym listopadowym mroku Ŝegnałyśmy się przed bramą uniwersytetu. W związku z tym w Tokio . którą chciałaby ze mną omówić. W przeszłości słuŜyła temu. jakie miałam przedsięwziąć po wyjściu ze stacji koniecznie wyjściem D14. w którym się dwie godziny temu zaczęły. Chizuko. Ŝe z łatwością potrafią za pomocą kilku kresek oddać ludzką postać. OtóŜ w Tokio. ulice nie mają nazw. JuŜ po kilku tygodniach pobytu byłam w posiadaniu kilku odręcznie wykonanych mapek. dybiący na Ŝycie szoguna. mieście. by ewentualni wrogowie.

. to jego adres zapisuje się. Bywają przypadki bardziej skomplikowane. starających się przyciągnąć klientów barwnymi okładkami i obietnicą przejrzystości. nie przychodzi mi do głowy Ŝadna inna odpowiedź na pytanie. co moŜe trochę wyjaśnia. ale droga od stacji do domu. Naszkicowany plan ulic i waŜniejszych punktów orientacyjnych. Ŝe jednym z kryteriów numeracji domów jest kolejność ich powstawania. w którym nigdy się nie było. a niedostępną. musi mieć szczegółowe wskazówki. Numer 7 wcale nie musi bowiem sąsiadować z 6 i 8. Na przykład Tokio. kilkanaście opakowań informujących. pierwszy numer oznacza kwadrat obejmujący mniej więcej jedną ósmą obszaru Ishikawa-dai. takich jak dworzec. Powiedziano mi. Gdy ktoś mieszka. W kaŜdej księgarni moŜna znaleźć dział poświęcony mapom Tokio. jak dotrzeć do nowego sklepu dla golfiarzy albo na wystawę robotów. Ostatni jest numerem mieszkania. chcąc nie chcąc. Największą trudność sprawia. a trzeci jeden konkretny dom. stoją z koszami takich reklamowych chusteczek i po dłuŜszym spacerze moŜna zgromadzić. jak i symbolicznej przestrzeni miasta.tte|p*j ?i« Hi tov ounic\ — San ????? i trafić na kaŜdą stację. klinik. zamkniętą przed cudzoziemcem sferą prywatną. Wizytówki wszystkich tokijskich firm. codziennie rozdawanych na ulicach i przy wejściu do metra. ale by odnaleźć mój manshon Bon Hour albo dom mojego sąsiada pana Matsury. Gdy pojawiły się faksy. zresztą nie tylko cudzoziemcowi. Młodziutkie dziewczyny w róŜnych zabawnych uniformach. ale zostańmy przy moim Ishikawa-dai. dodając do tej nazwy odpowiednie cztery numery oraz nazwę miasta i dzielnicy. zostać dopuszczonym do tajemnicy naszej prywatności. Ishikawa-dai 2-23-7-105. zlokalizowanie przedostatniego numeru. restauracji i innych instytucji oprócz adresu mają narysowany plan. dotyczy zarówno geograficznej. dlaczego tak się dzieje. ich sprzedaŜ w Tokio biła rekordy. gdy mieszka się w większej dzielnicy typu Shibuya. Brak nazw ulic i dodatkowe pułapki z numerami domów sprawiają. ale jako praktyczna wskazówka jest zupełnie nieprzydatne. nie jest juŜ taka prosta. dajmy na to. Ota-ku to nazwa jednego z dwudziestu trzech głównych „tokijskich miast". KaŜdy moŜe trafić na stację Ishikawa-dai. gdzie leŜą do wyboru propozycje konkurencyjnych wydawnictw. zakład . aby potencjalni klienci mogli do nich trafić. lecz moŜe mieścić się gdzieś między 29 a 42. Ŝe mapy i mapki są praktyczną koniecznością codziennego Ŝycia w Tokio. szkoła. Ota-ku. Alternatywą dla mapki moŜe być albo wyjście po przyjezdnego na stację albo naprowadzanie go na cel przy pomocy telefonicznych instrukcji. Mapki towarzyszą teŜ reklamom sklepów. właśnie w okolicy Ishikawa-dai. 47 drugi kilkanaście domów. w której po pewnym czasie łatwo jest się poruszać nawet bez znajomości języka. Oprócz wspomnianej teorii celowo budowanych ślepych zaułków. bo pozwalały one przesyłać mapki na odległość. zakładów kosmetycznych czy obiektów sportowych i drukowane są na przykład na opakowaniach chusteczek higienicznych. w czasie deszczu przykrytych foliową narzutką. RóŜnica między przejrzystością sfery publicznej.

3 ?' ® ???-?? <*»?> ?*??-.?» ? is a-..fryzjerski albo po prostu „takie duŜe drzewo na rogu". Nie wiedziałam jeszcze. Organizatorzy większych imprez wynajmują specjalnych „staczy"..??» ? ? *. pytali japońscy znajomi..... Ŝe bez pomocy „staczy" zaproszeni goście do świtu krąŜyliby po naszej dzielnicy. skręć teraz w prawo za automatem z napojami z duŜą reklamą napoju Pocari Sweat i idź prosto aŜ do zakładu robiącego tatami........... a czasem mimo wszystko . odpowiadałam więc......... który wydrukowała mi Chizuko... i na początku myślałam. „Japońska miłość do natury"......... MęŜczyźni fotografują magnolie w parku Shinjuku. rozglądając się przedtem w poszukiwaniu charakterystycznych punktów orientacyjnych... Ŝe uda mi się samej dotrzeć na miejsce spotkania..... lecz mglistą 49 strukturę przestrzenną. których wybór jest zawsze mniej czy bardziej arbitralny.. przed którym siedzi gipsowy dalmatyńczyk. którzy tkwią z tabliczką informacyjną przy stacji i wskazują 48 Tokio wielkomiejskie (Shinjuku).??» Plan. między fryzjerem dla psów a kawiarnią o nazwie Liąuid Grass.. tam musisz skręcić w lewo i iść znów prosto aŜ do salonu . „Kolo takiego rozpolowionego plątana........ „W porządku". w której znakach trzeba dopiero odczytać własny sens.. bo kiedyś byliśmy razem w pobliŜu. Nieopatrznie zapewniłam ich.??» *> ? ?. Hachikó . Ŝe w ten spokojny sposób manifestują swoje poglądy i protestują na przykład przeciw długim godzinom pracy albo konieczności noszenia tak okropnych garniturów. „Gdzie jesteś?"........ bym łatwiej trafiła na miejsce spotkania.. Tokijski labirynt bywa dla cudzoziemca prawdziwym wyzwaniem. Stali ze swoimi tabliczkami. ?? •7 ? ?? ??????????**r fi' ta ??? . Młodzi męŜczyźni w ciemnych ponurych garniturach stanowili niemal codzienny element krajobrazu w okolicach mojej stacji Ishikawa-dai.. nie będąc w stanie znaleźć miejsca spotkania. hipnotycznie wpatrując się w przyjezdnych. Jednak „pobliŜe" w Tokio ma wymiar nieco inny niŜ na przykład w Nowym Jorku i nie oznacza swojskiego „dwie przecznice na północ". czasem pozwala dotrzeć na miejsce. „Jesteś prawie na miejscu.. przybywającym drogę.nie. po namyśle mówiła na to Yume.?» ???***...najsłynniejsze miejsce spotkań w Tokio... nie mogąc się doczekać mnie w małym barze gdzieś między Harajuku a Aoyamą..

czasem docierałam na miejsce spotkania. wpatrując się w miejski krajobraz z takim natęŜeniem. Big Sweet Dream" powtarzałam sobie w myśli i ruszałam. a czasem wwąchiwałam się w jego nikły cień zbyt długo. gdy poprosiłam. nie musi być najbardziej racjonalne". Po drugiej wojnie światowej Amerykanie usiłowali wprowadzić w Tokio zachodni system i uporządkować adresy według zasad. szukać drogi. fashion hotel lub leisure hotel. które nam wydają się praktyczne i racjonalne. aŜ światełko roweru pojawi się w perspektywie zupełnie nie tej uliczki. zasłaniając usta dłonią. i jego właścicielka zaprowadzi mnie tam. to większość gości stanowią . gdzie sama nie zdołałam dotrzeć. Po odejściu Amerykanów Japończycy wrócili jednak do starych zwyczajów i nadal rysują mapki. to powinnam znaleźć mały bar serwujący bibimbab. nie ma Ŝadnych miejsc tego typu. Wiadomość.. zgodziła się. odpowiedziała i stłumiła chichot. ale nie tego pierwszego. Jak pisze Barthes w Imperium znaku. i tam skręcić w lewo. W Tokio moŜna bez problemu znaleźć rabu hoteru przy kaŜdej większej stacji kolejowej. Kierowana słownymi wskazówkami tubylców albo trzymaną w dłoni mapką poznawałam Tokio organoleptycznie. tylko następnego. który z hoteli miłości wart jest odwiedzenia.. dalmatyńczyk. które „moŜna poznać tylko przez działanie typu etnograficznego" i brnąc w dŜungli znaków. „Pocari Sweat. Ulice miały mieć numery. restauracji i. gdzie poczuję z lewej strony zapach curry.paczinko Big Sweet Dream". Ŝe właściciele takich przybytków próbują dziś innych nazw zamiast love hotel . „W kinie. Yukiko mówi. co 50 pozwoliłoby kaŜdemu przeciętnie inteligentnemu człowiekowi trafić wszędzie bez większego problemu i angaŜowania osób trzecich. bo jeśli nie. W Japonii jest około trzydziestu tysięcy hoteli miłości. co najbardziej praktyczne. by pokazała mi (tak na wszelki wypadek). moja japońska koleŜanka przyjęła z niedowierzaniem. Siedząc zapach curry. Po odnalezieniu salonu paczinko dzwoniłam do Yume ponownie. zapytałam Yukiko. Hotele miłości nie są domami publicznymi. ale nie ten na parterze. a chociaŜ wykorzystywane bywają teŜ przez „profesjonalistki" i ich klientów. i przejść na drugą stronę uliczki.couple hotel. jak podróŜnik przedzierający się przez dŜunglę nad Amazonką. gubiłam ślad. Kochankowie z hotelu miłości „A co robiliście?". Ŝe jestem prawie na miejscu i teraz tylko muszę skręcić w prawo koło baru sushi. ale dla zainteresowanych pozostają one hotelami miłości. a Tokio to miasto. aŜ zobaczę reklamę z napisem po angielsku Korean Viagra i usłyszę dzwoneczek Ŝebrzącego mnicha. w którą miałam skręcić. jakby nie było stolicy. mającego w reklamie tańczącą ośmiornicę. o ile jeszcze tam stoi. a co było tuŜ za rogiem. Hotele miłości pojawiły się w Tokio po wojnie. „Z ochotą". a ta powtarzała. która poprzedniego dnia umówiła się z narzeczonym o imieniu Shinji i całe popołudnie oraz wieczór spędzili w tokijskiej dzielnicy Shibuya. wpadałam w jeden ze ślepych zaułków i potem czekałam zagubiona w gęstniejącej ciemności. boutiąue hotel. czyli rabu hoteru w wymowie japońskiej. tylko na pierwszym piętrze. w Japonii trzeba przyzwyczaić się do tego. a ich rozkwit miał miejsce w połowie lat siedemdziesiątych dwudziestego wieku. za które często biorą je cudzoziemcy. Ŝe „to. którego śladem podąŜać mam tak długo. Ŝe w Warszawie. hotelu miłości". Pytanie wydawało mi się więc niewinne i zdziwiło mnie zakłopotanie przyjaciółki. naprawdę niedaleko.

Cennik hotelu miłości. mogli dywagować: „U mnie. Wagony metra zdobią plakaty i reklamy z półnagimi dziewczętami o dziecinnych buziach i dojrzałych biustach. Ŝe właśnie mamy do czynienia z hotelem miłości. wariację na temat „pałacu księŜniczki" albo swojski kształt gotyckiego kościoła. wystawiony do wglądu na zewnątrz budynku. wzięto by ją za wariatkę albo „gaijinkę". których głównym (nawet jeśli nie jedynym) zadaniem jest przyjmowanie na noc gości poszukujących noclegu. gwiazdka Midori Satsuki. odpowiednio trzy do pięciu tysięcy więcej. wieŜyczki i baszty hotelu Gallery szczególnie malowniczo wyglądają w porze kwitnienia wiśni. które niemal nigdy nie trzymają się za ręce. by uprawiać w nim miłość. krok od codziennego Ŝycia. gdzie jeden tego typu przybytek stoi tuŜ obok drugiego. I wydaje się.to dopiero Japończycy wymyślili hotele miłości otwarcie przeznaczone. nie znaczy. Ŝe jej zamierzeniem było stworzenie „krainy marzeń na jedną noc". gdy ich barokowe kształty wyłaniają się z kwiatów jak Wenus z kąpieli w białej pianie. trzeba zapłacić od czterech do dziesięciu tysięcy jenów. Kopułki. Gallery Hotel jest kwintesencją kiczowatej estetyki hoteli miłości i niedo-v ścigłym wzorem dla wielu innych. a Ŝegnającym się . Jeśli natkniemy się w Tokio na budynek przypominający siedzibę Ludwika Bawarskiego albo wenecki Pałac DoŜów. hotele miłości znajdują się jednak w sąsiedztwie domów mieszkalnych. Mimo iŜ pokoje na godziny istniały wcześniej wszędzie tam. które w Tokio jest zawsze o krok od fantazji. barów i sklepów. W dzielnicach takich jak Shibuya i Ikebukuro skupiska rabu hoteru tworzą całe enklawy. eleganckiej dzielnicy ambasad. jest duŜe prawdopodobieństwo. wycieczkowy statek zacumowany między domami albo futurystyczny zamek z atrapami okien. ale gdyby jakaś młoda kobieta usiadła na kolanach narzeczonego. znajduje się w Meguro. który to zwyczaj . Jeszcze kilka lat temu toczyła się w Japonii powaŜna debata na temat całowania się na powitanie i poŜegnanie. Love hotel oficjalnie przeznaczony 51 jest do tego. w której „urzeczywistniają się pragnienia kochanków". u ciebie czy w hotelu miłości?" Jeden z najsławniejszych i najokazalszych tokijskich rabu hoteru.zwykłe pary. a aby zostać do rana. pozostał tam. Nie jest to miasto czułych uścisków. Ŝe atmosfera Tokio kipi od seksualnej swobody. Śmielsze formy publicznego okazywania uczuć są surowo potępiane. Jego absurdalna architektura disnejowskiego zamku z daleka przyciąga wzrok i dlatego nieraz słuŜył nam jako punkt orientacyjny. by wspomnianą potrzebę zaspokoić. powiedziała. lecz 52 powściągliwych gestów i par. zawiera dwie taryfy . których ogarnął miłosny nastrój. Przeciwnie. czyli w domowej sypialni albo w hotelu miłości. gdzie jego miejsce.aby „odpocząć" przez 2-3 godziny. czyli pocałunek. gdzie moŜna uprawiać seks. OdróŜniające się od otoczenia architekturą.a więc od ParyŜa po Tokio .część opinii publicznej uznała za wyjątkowo odraŜający i nieprzyzwoity. co odróŜnia go od wszystkich innych hoteli świata. Prawie nie sposób zobaczyć na ulicach Tokio całującą się parę. Od tej pory japońscy kochankowie. Ŝe rzeczywiście kissu.przeflancowany z Zachodu przez młodą generację Japończyków . Gallery Hotel. ZałoŜycielka jednego z pierwszych hoteli miłości na Shibuya. Jawne istnienie w przestrzeni publicznej miejsc. gdzie była taka potrzeba .

ale dobrze wychowani ludzie powinni wiedzieć. więc właściciele starają się zaspokoić przede wszystkim jej gust. by zaparkować. do czego słuŜy. a niedawno wydano nowy. gdzie i jak się im oddawać. W hotelach miłości ruch trwa przez cały tydzień. Wszyscy znikają w drzwiach dyskretnie. ciasne i niebywale akustyczne mieszkania w japońskich domach nie słuŜą miłosnym igraszkom i symboliczne zasłonięcie okien nic nie moŜe poradzić na to. pod warunkiem. z których moŜna się dowiedzieć. w krainie miłosnych marzeń. gdzie na specjalnych stronach ludzie dzielą się wraŜeniami z hoteli miłości. moŜna spotkać tu wyzywająco ubraną kobietę w fioletowych spodniach ze skaju w towarzystwie drobnego okularnika w garniturze. Ŝe ktoś przeszkodzi albo Ŝe o schadzce będzie wiedziała cała dzielnica. aŜ zwolni się jakiś pokój. który stracił klasę i nie jest w związku z tym godny polecenia.dwoje ciekawskich i odwaŜnych cudzoziemców. . poza tym w Tokio trudno byłoby znaleźć ustronne miejsce.kochankom musi wystarczyć bye. kiedy przed niektórymi z nich trzeba czekać. który raczej nie jest ani jej narzeczonym. choć nie musi. a w jakim dokonano imeji cheinji. gdy oddaje się bardziej dynamicznym rozrywkom. to dlaczego by nie uczynić go pięknym? Pewnie w Ŝadnej innej przestrzeni Tokio dwie jej główne cechy . ale bez specjalnych środków ostroŜności.skrajny funkcjonalizm i skrajny kicz . bye. tak uwaŜa się. gdzie powstał nowy hotel miłości. by nie zakłócać harmonii świata. w wyznaczonych przestrzeniach. Ŝe para jawnie nie obnosi się ze swoją miłością. Ŝe dwa pokolenia są potencjalnymi klientami rabu hoteru. trzech godzinach. Ŝe słychać nawet. ale nasila się w weekendy. być małŜeństwem. a co dopiero. gdzie moŜna oddawać się namiętności bez ryzyka. rzetelny przewodnik. Hotel miłości wydaje się więc jedyną alternatywą. parę w średnim wieku. co wyklucza model amerykański. rozszczebiotaną nastolatkę w czyściutkim mundurku szkolnym i pana po czterdziestce wyglądającego na księgowego z kompleksem lolity.nie łączą się ze sobą tak gładko jak tu. która moŜe. Same w sobie nie są wprawdzie złe ani grzeszne. A jeśli juŜ wszyscy wiemy. Najpopularniejsze w Japonii samochody teŜ są nieduŜe. czyli młodych Japończyków nie wyróŜniających się niczym szczególnym w tokijskim tłumie. W tokijskich warunkach mieszkaniowych trudno byłoby jednak oddawać się namiętności dyskretnie i po kryjomu. Ŝe wszelkie inne rodzaje zmysłowych przyjemności powinny odbywać się za zamkniętymi drzwiami. Dla wielu tokijskich par rabu hoteru jest jedynym miejscem. Małe. Cenione w innych okolicach świata łono natury nie istnieje. urządzając inaczej pokoje. napisany przez młodą tokijską dziennikarkę. bo trudno uznać za nie wybetonowane brzegi rzek albo parki wielkości sali gimnastycznej.choć rzadko . zwalniając pokój dla kolejnych chętnych na wycieczkę do krainy miłosnych marzeń. by w dobrym 53 nastroju wyłonić się po dwóch. W Japonii nie ma moralnych czy religijnych zakazów dotyczących seksu przedmałŜeńskiego. Młodzi tokijczycy do ślubu mieszkają bowiem z rodzicami (a z kolei rodzice z dziećmi). a nawet . Istnieją specjalne przewodniki. Tak jak w złym tonie jest nadal w Japonii jedzenie na ulicy. co sprawia. Oprócz par najbardziej typowych. jak sąsiad za ścianą drapie się po głowie. Otwarte podejście do seksu i jednocześnie wysokie sformalizowanie ludzkich zachowań składa się na fenomen rabu hoteru. Miłosny savoir-vivre mówi. Ŝe to dama wybiera hotel i pokój. Dobrym źródłem informacji jest teŜ Internet. ani męŜem.

Ŝe nie dbają o zgodność historycznych szczegółów. Elektryczne drzewka wiśni kwitnącej jaskraworóŜowymi Ŝaróweczkami tworzyć mogą nastrój pokoju utrzymanego w mniej popularnym w rabu hoteru stylu japońskim. gabinet lekarski z fotelem ginekologicznym (lub dentystycznym. Disnejowski zamek z gipsu i betonu albo siedziba szoguna z plastikowymi ścianami imitującymi drewno i ze stojącą w jednym z kątów lekko zakurzoną choinką . Ŝe foyer u szoguna oprócz choinki zdobi kopia Wenus z Milo i kanapka w stylu Ludwika XIV. śnieŜnobiałą pościelą zapraszającą. wnętrze samolotu z mundurkiem stewardesy wiszącym jeszcze w pokrowcu z pralni. moŜna skorzystać z zestawu do karaoke i zaśpiewać z ukochanym przed.gigantyczną.to oczywiście „ParyŜ naszych marzeń" i Emiko albo Tomomi moŜe szepnąć do ukochanego: „Zupełnie jak w tym francuskim hoteliku. gotowy do uŜytku. co zmruŜyć oczy i dać się ponieść wyobraźni. W hotelu miłości na Shibuya na ścianie wisi więc atrapa okna z wklejonym w nią zdjęciem Montmartre'u. Na ogół jednak personel. by kochać się w „Wenecji naszych snów".niczym latający dywan .to przestrzeń. Ŝe jest to para cudzoziemców róŜnej płci i znających savoir-vivre panujący w rabu hoteru.w trakcie miłosnego aktu. Korzystanie z hoteli miłości jest zaś dziecinnie proste i na ogół nie wymaga . Nie wszyscy jednak gustują w romantycznej scenerii miłosnego aktu i oni teŜ znajdą coś dla siebie w hotelach miłości.przenosi kochanków w czasy samurajów i gejsz. które mają to do siebie. gdy łóŜko w innym pokoju okaŜe się róŜowym sercem z pluszu. a wnętrzu disnejowskiego zamku uroku przydają gipsowe krasnale i królewna ŚnieŜka (notabene niektórym psychoanalitykom ta bajeczka zawsze się kojarzyła z rzeczami nie dla dzieci. co potrafią miłośnicy karaoke . nie udając. by przydać miejscu romantyczności i duszoszczypatielnej nostalgii. choć oczywiście nie mówią o niej po rosyjsku. Ŝe takie jest Ŝycie. i nie udając.kto wie. Futon rozłoŜony pod takim drzewem . Zdarzają się hotele miłości nie przyjmujące „gaijinów" i wtedy juŜ na drzwiach informuje o tym stosowny napis: Japanese only. Na zwolenników bardziej wymyślnych zabaw czeka średniowieczna sala tortur z plastikowymi łańcuchami. tak pewnie zrobili Yukiko i Shinji w piątkowy wieczór na Shibuya. Nie ruszając się z niego. które niczym wielki Ŝarłoczny kwiat. pamiętasz?" W kolejnym pokoju rolę łóŜka pełni gondola z czystą. na którym stoi lampka z postumentem 55 w kształcie wieŜy Eiffla . W hotelach miłości motywy zachodnie uŜywane są. więc intuicja designera wydała mi się całkiem na miejscu). poprawność polityczną ani dobry gust. którego dyskrecja jest legendarna. przezroczystą filiŜanką. gdy ktoś woli). Łazienka w hotelu miłości moŜe być jaskinią wyłoŜoną sztucznymi kamieniami. kołysze się pośrodku dzięki elektrycznemu napędowi. jest teŜ łoŜe z baldachimem i złocony stolik. Trzeba traktować tę przestrzeń nie tyle z przymruŜeniem oka. szkolna klasa plus uniform uczennicy. której nie dotyczą prawa codziennego Ŝycia. Dlaczego filiŜanką? A dlaczego nie? Nic teŜ dziwnego. z których wyrastają platikowe paprocie.54 Estetyka rabu hoteru odzwierciedla popularne wyobraŜenia o miłości. Zupełnie nie dziwi więc kochanków. którą cenią sobie Japończycy. Wygląd hotelu miłości czerpie inspirację z fantazji erotycznych. a wanna . po lub . Ŝe nie są one kiczowate. nie stwarza problemów. pod warunkiem. by odpłynąć. i przecieŜ nic więcej nie trzeba.

. w którym jest jacuzzi czy chociaŜ przezroczysta wanna pozwalająca oglądać od spodu zanurzoną w niej nagą narzeczoną. ŁóŜko płynie gdzieś po wodach południowego Pacyfiku. Lekko oblaŜąca fototapeta z tropikalną plaŜą nie pozostawia wątpliwości. gwiazdy migocą. Ŝe jest telewizor. a więc moŜe to nie wyspa. stolik z herbacianymi utensyliami. Jest zimno. Ŝe główne światło gaśnie. Z braku miejsca pralkę trzymalibyśmy na balkonie łub przed drzwiami na chodniku. cierpiąca na bezsenność i świetnie słysząca mimo swoich dziewięćdziesięciu . kolejny guzik wprawia łóŜko w lekkie chybotanie. zdjęcia z opisem wyeksponowane są na podświetlonej tablicy. W foyer naleŜy najpierw wybrać pokój. te. zanim podejmie się decyzję. który niesie lodowatą wilgoć znad oceanu. tematyczny laserowy show na ścianach albo system oświetlenia wraŜliwego na dźwięk i pulsujący w rytm akustycznej akcji kochanków. a w środku przestrzeń byłaby zapchana do granic moŜliwości plastikowymi pudłami i oświetlona fluorescencyjnym 57 światłem. co naleŜy robić. a w kącie za drzwiami miniaturowa i bardzo czysta łazienka. jeszcze mały barek. który pokój ma wodne łóŜko. Gdybyśmy byli przeciętnym małŜeństwem z robotniczego Ikebukuro. a w dywanie kilka dziur po papierosach. szaro i właśnie zaczyna padać deszcz ze śniegiem. musielibyśmy teraz wrócić do mieszkanka źle ogrzewanego i tak małego. Otwieramy parasol i walczymy z nagłym podmuchem wiatru. moŜna włączyć telewizor (oczywiście. Kto wie. Ŝe pokój jest akurat zajęty. w której zza wysoko zabudowanego kontuaru klucz podaje nam ręka naleŜąca do osoby niewidocznej w całości i udajemy się do wybranego gniazdka miłości. Z tablicy moŜna dowiedzieć się. Na przykład do pokoju wielkości mniej więcej dwunastu metrów kwadratowych. automat. Celuloidowe postaci w niesamowitych kolorach zielonkawej Ŝółci i zimnego róŜu podpowiedzą. a nie parą Ŝądnych przygód „gaijinów". by dobrze wykorzystać wydane jeny. a jacy kochankowie nie lubią tropikalnych rajów i gwiazd? Gdy mijają dwie godziny i łódź dobija do brzegu. tropikalny raj jest juŜ tuŜ-tuŜ. a lustrzany sufit niebem nad Hawajami. Warto chwilę się zastanowić. a niewidoczne wcześniej lampki na lustrzanym suficie rozbłyskują jak gwiazdy. Ŝe fototapeta jest zniszczona. wychodzimy na gwarne uliczki Ikebukuro. Niewiele więcej mieści się w pokoju tropikalnym. Nie ma okien. Gdy któreś ze zdjęć nie świeci się. Ŝe błękitny dywan to ocean. Jest cicho i bardzo gorąco mimo włączonej klimatyzacji. które widzieliśmy z zewnątrz. tylko łódź? A co wtedy z palmą? Jaką palmą? Kto by się przejmował palmą.. gdzie ciągle trwa styczniowy dzień. FidŜi lub Bali. moŜe nawet mieszkałaby z nami owdowiała babcia z Kyushu.znajomości języków innych niŜ uniwersalny język pragnienia (i oczywiście pieniędzy). Gdyby wyobraźnia potrzebowała dodatkowej zachęty. w którym moŜna kupić prezerwatywę. Jeden z na chybi! trafił naciśniętych guzików przy łóŜku sprawia. na środku którego stoi okrągłe łóŜko z nieskazitelną 56 pościelą i plastikową palmą u wezgłowia. oznacza to. Ŝe po rozpostarciu ramion moglibyśmy dotknąć obu ścian. bo co to za raj bez niego!) i uŜyć jednej z pornograficznych kaset wideo ustawionych na nim w równiutkim szeregu. nasze łoŜe jest wyspą. a w którym rolę tę pełni plastikowy model samochodu osobowego lub furgonetki w wersji country. Po naciśnięciu guzika płacimy w czymś w rodzaju recepcji. Nie widać juŜ. to zamurowane od środka atrapy.

wybierający się na sobotnią partyjkę golfa przedstawia sobą widok doskonałego gracza w golfa. Sarariimani mają więc identyczne ciemne garnitury. strój mówi. co akurat lansuje magazyn mody „Fruits".zmieniwszy ubranie przestawał być wojownikiem. Jak pisze Donald Richie w Image Factory. słynna elevator girl. jakie miejsce w hierarchii zajmuje opakowane w niego ciało. Tak jak w przypadku japońskich prezentów. którą moŜna spotkać w depato. a ekwipunek emerytów moczących kije w Sumidzie bardziej pasowałby na finał międzynarodowych zawodów wędkarskich. w co jesteś ubrany. kim jesteś". Wszyscy zwłaszcza w przypadku młodzieŜy i kobiet . udawał się do Yoshiwara w przebraniu i zmiana kostiumu czyniła zeń inną osobę. W kulturze. budynkach uŜyteczności publicznej. obowiązuje w Japonii o wiele bardziej niŜ w innych rozwiniętych krajach świata. gdzie kolejne warstwy pięknych papierków. iŜ w wagonie metra moŜna zobaczyć siedzące naprzeciwko pięć pań w takich samych fryzurach. Miasto w uniformach Tokio to miasto. pan Matsura. na którą składają się dwie monstrualne wieŜe zwieńczone platformami . nawet jeśli w ich lokaliku mieści się naraz tylko pięcioro gości ściśniętych przy kontuarze. Pewnie juŜ po drodze planowalibyśmy więc. nie jest niczym szczególnym. starsze panie charakterystyczne sweterki i spódnice pełne misternych ozdóbek. bo zasada: „PokaŜ mi. pudełeczek i wstąŜek w odpowiednim kolorze waŜniejsze są niŜ ukryty w nich drobiazg. tak strój dopiero nadaje sens ludzkiemu ciału. przesady w ilości szczegółów nadal rzuca się w oczy na ulicach Tokio. Japończycy lubią uniformy. Osoby o tym samym statusie po prostu chcą wyglądać tak samo. samuraj chcący uŜyć zakazanej mu przyjemności w dzielnicy rozpusty. Najdoskonalszym przykładem ciała w uniformie jest pewnie tokijska windziarka. a ekstrawagancja czymś śmiesznym i niewłaściwym. matki na skwerze takie same kapelusiki. Są zamoŜnymi gospodyniami w średnim wieku. by znów znaleźć chwilę i wrócić do naszego rabu hoteru. Fakt. Informuje innych. wszystkie tokijskie nastolatki jak na komendę przebierają się w to. Na tę wyjątkową okazję . gdzie wszyscy kucharze noszą wielkie białe kucharskie czapki. dlaczegóŜ więc miałyby nosić się inaczej niŜ wszystkie inne zamoŜne gospodynie w średnim wieku? Wiele firm nadal ubiera swoich pracowników w uniformy. w której status jest precyzyjnie określony. kim ono jest. Nawet tak na pierwszy rzut oka barwna i róŜnorodna młodzieŜ z bohemicznych enklaw po bliŜszym przyjrzeniu okazuje się niewolniczo hołdować kilku typom stroju. Jednym z takich miejsc jest na przykład Tókyó Tochó. Mówi się. bo niewyróŜnianie się jest cnotą. a powiem ci. nawet jeśli na kolejnym przystanku dołączy do nich szósta. jakby wybierali się na wesele lub pogrzeb. czyli domach handlowych.często z niebywałym wprost wdziękiem są tu raczej przebrani niŜ ubrani. Tak jak japońscy turyści spotykani za granicą wyglądają właśnie na turystów. młode zamęŜne kobiety 58 spódniczki jednakowej długości i bluzeczki o zbliŜonym kroju wyprodukowane przez te same firmy. podobnych kostiumach i z torebkami Vuttona na kolanach. centrach turystycznych. tak na przykład mój sąsiad. Ta skłonność do nadmiaru znaczącego.siedmiu lat. czyli wspomniana siedziba władz miejskich na Shinjuku. plecami dotykających ściany. Ŝe Japończycy w zachodnich ubraniach zawsze wyglądają tak. Robotnicy ponoć z własnej woli trzymają się wyróŜniających ich spodni a la Sindbad i ręczników na głowach.

stojąca w windzie kilka centymetrów ode mnie. Ŝe drzwi są otwarte. była tak szczelnie opakowana w swój uniform windziarki jak japoński prezent i mimo iŜ znajdowała się na wyciągnięcie dłoni. młoda artystka. zapraszając nas w ten sposób do wejścia. uŜywa się podkreślając szacunek wobec rozmówcy. windziarka kłania się i nie przestając ani mówić. wskazujące drogę w podziemiach handlowych. windą. gdybyśmy nie zauwaŜyli. co o mnie będziecie wiedzieć". jesteśmy nie byle kim. co nie jest trudne. pozostawała zupełnie niedostępna. której wystawę widziałam w Japonii. zwracając się z taką samą profesjonalną gorliwością do zupełnie ignorujących ją Japończyków i zafascynowanych. zwieńczonych infantylnymi kapelusikami. nic nie rozumiejących cudzoziemców. bowiem winda jeździ tylko na platformę obserwacyjną i nie zatrzymuje się nigdzie po drodze. zdobnych w Ŝaboty i kokardy. Miwa Yanagi. seksualność. Potem. nie podpierają ścian i nie piłują sobie paznokci.obserwacyjnymi. Uniformizacja i nacisk na konieczność dostosowania się wyglądem do właściwej grupy odniesienia dają jednocześnie moŜliwość łatwej ucieczki w fantazję. Jej gest nie jest takim sobie machnięciem od niechcenia. korzystając z wolnej chwili. lecz dopracowanym w kaŜdym szczególe i pełnym elegancji zaproszeniem. czy informowała nas o historii budynku. W uniformach zawsze na granicy kiczu. nigdy nie zobaczymy na ich twarzach niezadowolenia. oczywiście. Zawsze z tym samym uśmiechem. pleć. te stojące przed wejściem do róŜnych lokali i salonów gry. mistrzyni ceremonii. . nieskazitelnie schludne sprawiają wraŜenie zaczarowanych księŜniczek. „Dozo". juŜ w środku. Ubrana w czerwony uniform młoda dziewczyna najpierw wskazuje dłonią w nieskazitelnie białej rękawiczce na drzwi owej windy. Jej uniform mówi: „jestem elevatorgirl i to wszystko. I tu na scenę wchodzi elevator girl. zachęca z uśmiechem w razie. naciska odpowiedni 59 guzik. Tak jak dziewczyna z Tókyó Tochó. którego w języku japońskim. Na generowanych komputerowo zdjęciach pokazuje dziesiątki windziarek zamarłych w bezruchu w przestrzeniach nazywanych przez artystkę „zamroŜonymi miastami". Z praktycznego punktu widzenia praca windziarki jest więc zbędna i ma znaczenie czysto symboliczne. Ani przez myśl jej nie przejdzie zbuntować się i wyrecytować nam haiku albo zatańczyć taniec brzucha. osoby te bez mrugnięcia okiem wykonują jedną z najniŜszych w hierarchii i kiepsko płatnych prac. ale „szacownymi gośćmi" i obecność windziarki słuŜy wskazaniu na nasz dostojny status. Windziarka kontynuuje śpiewną informację niezaleŜnie od tego. Elevatorgirl z Tókyó Tochó. nie mają indywidualności. tym najgrzeczniejszym z języków rozwiniętych społeczeństw. zamiast innych moŜliwych sposobów szybkiego dotarcia na platformę obser60 wacyjną. tylko kostium ukrywający ich ciało. fascynuje się elevator girls i uczyniła je obiektem swoich dzieł. „Proszę bardzo". czy dziesięć. Podobną funkcję pełnią dziewczęta w punktach informacyjnych. Ŝe wybraliśmy podróŜ jej windą. Odwiedzając Tókyó Tochó. ani uśmiechać się. które czekają na przebudzenie. Nie plotkują z koleŜankami. Nie wiedziałam. mówiła i mówiła skamieniała w pozie pełnej szacunku i kobiecej skromności. podawała szczegóły procedury ewakuacyjnej w razie trzęsienia ziemi czy dziękowała nam. Wjechać na nie trzeba. nie kłopotem dla obsługi. Ta dziewczyna w uniformie pełni rolę Ŝywego honoryfikatora. czy w windzie jest jedna osoba. Patrząc gdzieś przez nas.

W latach siedemdziesiątych na Harajuku spotykała się zbuntowana 61 młodzieŜ. obowiązują inne prawa niŜ w codziennym Ŝyciu. w której. czyli młode dziewczęta. tak dziś. Największa grupa wielbicielek kostiumowej zabawy. kuszący wymyślnymi butikami z młodzieŜową modą. tak jak w hotelach miłości. ze szczególnym uwzględnieniem tych męsko-damskich. z tą róŜnicą. jakiego nie powstydziłby się sam Król. Nie bez powodu właśnie Harajuku stało się główną sceną kosupure. lecz w kaŜdą niedzielę tańczy grupa japońskich EMsów. wykorzystuje tę transgresywną moŜliwość. Shójo. kioskami sprzedającymi naleśniki z bitą śmietaną i owocami. by oddać się swojemu hobby. jakby Steve Martin albo Dan Aykroyd robili swój popisowy numer typu „my dzicy. Kosupure. Jakieś dalekie pokrewieństwo łączy Harajuku z nowojorskim East Village. których słodki zapach zawsze budził we mnie głód. ale główne przedstawienie kosupure naleŜy do dziewcząt. a w pobliskim parku Yoyogi urządzano spotkania grup subkulturowych i parady. najbarwniejsze mieszkanki Tokio. gdzie panny ze stolicy i okolic przyjeŜdŜają w kaŜdą niedzielę. iŜ japońscy czterdziestolatkowie z kaczymi kuprami naśladują gwiazdę innej rasy. To dzielnica mody i młodych. rozgałęziających się od Takeshita-dori. Przy głównej bramie parku Yoyogi na przykład nie zbierają się juŜ demonstranci. uczyniły kosupure wydarzeniem z pogranicza happeningu. tańcząc pod Heartbreak Hotel. Warto zatrzymać się przy Elvisach. Z jednej jego strony znajduje się wielki park i Meiji-jingu. nadały kostiumowej zabawie nowy wymiar. Dziś Harajuku nie ma nic wspólnego z polityczną rebelią. a nie komizm faktu. czyli cos-playerek. rekrutuje się dziś spośród fanek komiksów manga. to przestrzeń fantazji. jedna z najwspanialszych świątyń shintó w Tokio. wygląda to mniej więcej tak. czyli costiumplay albo w skrócie cos-play. Ŝe całkiem na serio. Skoro uniform jest wszystkim. na uroku przebieranek. a z drugiej labirynt wąskich uliczek. jak i kiedyś. ale to pierwsze oferuje więcej atrakcji. zanim . by stać się kimś zupełnie innym. miejsce nawet w najbardziej szary z szarych tokijskich dni tętniące kolorem i pełne Ŝycia. stoiskami z biŜuterią i gadŜetami. Ŝe to zgrywa. Scena kosupure to betonowy mostek Jingu nad torami kolejki Yamanote. butach z czubem i fryzurach ułoŜonych w kaczy kuper. gnąc się w takt płynących z magnetofonu przebojów sprzed lat. od kabuki do Takarazuka. W czarnych skórzanych spodniach. tak oni w Ŝadnym momencie nie dadzą nam do zrozumienia. lecz dobrze znane są równieŜ bóstwom religii shintó. Królestwem shójo jest tokijska dzielnica Harajuku. Elvisi są skupieni. Shójo. niczym motyle fruwające w rozchichotanych stadkach. Jak napisał jeden z amerykańskich autorów. Kostiumowe szachrajstwa kuszą nie tylko śmiertelnych. stanowi oryginalny element subkultury młodych dziewcząt w wieku od trzynastu do dwudziestu kilku lat. anime i gier komputerowych. misterium i pikniku. panowie w średnim wieku naśladują go ze śmiertelną powagą. a przebieranki stanowią jeden z jej stałych motywów. które są prawdziwymi paniami Harajuku.Japońska kultura. Dla EMsów z Harajuku waŜne jest mistrzostwo w powtarzaniu tanecznych ruchów Elvisa-Pelvisa. to wystarczy przecieŜ zmiana kostiumu. Choćby na krótko. szaleni faceci". opiera się teŜ wiele starych i nowych form japońskiej sztuki. które wkrótce zostały zakazane przez władze. uwielbianymi przez shójo salonami fotograficznymi zwanymi purikura (od print club). w pełni zaangaŜowani w akt imitacji i tak jak od aktorów kabuki grających kobiety nie moŜemy oczekiwać nagłego mrugnięcia okiem.

precyzyjnie określone reguły zachowania. Na mostku Jingu dziewczęta zapominają o swoich codziennych toŜsamościach i posługują się pseudonimami. Kosupure nie jest Ŝywiołowym szaleństwem.ziemi niczyjej między sacrum aprofanum . Liczy się bowiem nie tylko kostium i akcesoria. ozdobione przypiętymi na łańcuszkach plu62 szowymi zwierzątkami i gadŜetami. doceni się. W kaŜdej zastyga na kilkanaście sekund. a koafiury niełatwe do ułoŜenia. którą podobno specjalnie ze względu na cos-playerki powiększono i wyposaŜono w duŜe lustra. Efekt jest spektakularny. Wydają więc na nie wszystkie zarabiane pieniądze. Cala ta zabawa naprawdę wymaga wiele czasu. trzymając lusterka między kolanami. 63 Wygląda na doświadczoną cos-playerkę i ze swobodą gwiazdy pozuje fotografom. A o to chodzi w kosupure: o mistrzowską wierność oryginałowi. opierają się o balustradę i malują. które w ich uszach brzmi wystarczająco słodko i fajnie. a potem zmieniają na inną. o tę samą umiejętność naśladownictwa. czyli kawali. Spoza ramion Japończyków strzelają aparaty zagranicznych turystów którzy. jak co niedziela. Cos-playerki z Harajuku to prawdziwe mistrzynie i jeśli zaznajomiło się wcześniej z kilkoma choćby inspiracjami ich kostiumów. licznie przybyli na mostek Jingu. Panowie z aparatami pstrykający jak szaleni to cameko (od camera kici). MoŜe nim być imię ulubionej postaci albo jakiekolwiek inne słowo japońskie lub angielskie. jak doskonałe stworzyły kopie.to chyba Brad Kirsten z gry . Na mostku Jingu .w futurystycznym kombinezonie i platynowej peruce . Niektóre cos-playerki dopiero tu przeistaczają się w ulubioną postać. Siadają na betonowym chodniku. inne poprawiają tylko makijaŜ i fryzurę. Ta androginiczna postać obok Sakury . którzy zawsze towarzyszą cos-playerkom. ale umiejętność jego noszenia i dlatego dziewczęta • korzystając z odpowiednich poradników dla cos-playerek trenują w domu przed lustrem odpowiednie dla swojej postaci pozy i miny. a cały wolny czas poświęcają szyciu ubrań bądź polowaniu w sklepach Akihabara lub Harajuku na potrzebne gadŜety i materiały. Zajmuje im to duŜo czasu. mającym własną etykietę i jak wszystko w Japonii .jeszcze wyszłam ze stacji. róŜowych kozaczkach i takimŜ kubraczku. bowiem cosplayerki na ogół trzymają się w małych grupkach lub parach. którą cenią sobie wspomniani wyŜej Elvisi. śadna nie ma przy tym nic wspólnego ze spontaniczną kokieterią. Czasem więc koleŜanka pomaga koleŜance. Oto więc Sakura Shinguji z gry Sakura Wars w bardzo obcisłych białych getrach. bo makijaŜe są misterne i dopracowane.zwolenniczki kosupure otwierają swoje walizki. Twarz dziewczynki jest nieruchoma jak maska no. z czarnym pasem podkreślającym wąziutką talię i kokardą na czubku głowy. wśród których dominuje Hello Kitty i króliczek Miffy. wysiłku i pieniędzy. a ciało ułoŜone w teatralnie wypracowane gesty. ale dla których dziewczęta rzadko chcą pozować. Niektóre z dziewcząt przyjeŜdŜających na Harajuku uczyniły z kosupure główną treść swojego Ŝycia: jego celem są coraz lepsze i piękniejsze kostiumy. Na koniec Sakura Shinguji zastyga na jednej nodze z drugą wyrzuconą w przód jak do kopniaka i wytrzymuje wystarczająco długo. lecz hobby skodyfikowanym. przybierając pozy wojownicze i seksowne zarazem. by fotografowie zdąŜyli zrobić zdjęcia. PowaŜniejsze przebieranki odbywają się w dworcowej toalecie.

Kilku fotografów rzuca się w ich kierunku. lecz z laserową bronią zamiast wachlarza. zastygają w wystudiowanych pozach i szczerzą plastikowe kły. by nie zetrzeć czarnej szminki. którą malowała od godziny. a głowy ozdabiają fantazyjne czepeczki. Do tego niebotyczne szpilki.Psychic Force. które wyglądają. jakie nosiły kurtyzany. Za czarnymi androginami przygotowują się cztery bohaterki anime Tokyo Mew Mew. prawdziwego łamacza serc (innymi słowy są dziewczętami udającymi dziewczynę udającą chłopaka). seksownych pończoszkach i cięŜkich buciorach znieruchomiały z palcami prawych dłoni ułoŜonymi w V. spod spódniczek i kelnerskich fartuszków wystają im obszyte koronką pantalony. wiele innych cos-playerek. Nieopodal jedyny transwestyta .w tym sezonie melancholijnego paryskiego amanta. przygięty do ziemi pod cięŜarem lat i sprzętu fotograficznego wartego kilkaset tysięcy jenów. lateksowe gorsety i króciutkie spodenki. Ŝe sprzedają je prasie i to niekoniecznie przyzwoitej. Trudno zgadnąć. Cameko to amatorzy robiący zdjęcia dla własnej przyjemności (w której szczegóły nie będę wnikać). których imitują. ale płciowa ambiwalencja to „normalka" na mostku Jingu. 64 z wprawą wkładając sobie pałeczki niemal do gardła. TuŜ po nich pojawiają się najpierw trzy fałszywe ofiary wypadku zawinięte w bandaŜe schlapane czerwoną farbą. Stojące przy niej dwie dziewczyny w garniturach przebrały się za słynnego otoko-yaku Asami Hikaru. pod którą obsunęła mu się wypchana pierś. ale jeden siwiuteńki dziadunio. gdyby wpadł w złe towarzystwo.o ile wzrok mnie nie myli. bo na mostku Jingu niczego nie moŜna być pewnym -wyrównuje przód lateksowej czerwonej sukni. Gotycka Lolita albo Bardzo Elegancka Gotycka Lolita to kostium cieszący się w tym sezonie szczególnym powodzeniem i do tego bardzo twarzowy. Na chodniku u jej stóp siedzi kolejna Mana z zespołu Malice Mizer i je makaron ze styropianowego pojemnika. pali papierosa. tak wyglądałby Czerwony Kapturek. W miarę zbliŜania się południa nadciąga jeszcze wiele. przygotowując obiektywy. Po ich lewej stronie samotna i bardzo ponura nastolatka w strojnym kimonie. jakby właśnie wstały z grobu i pierwszy raz od dawna wyszły na światło dnia. a oni. jakich nie powstydziłby się Ŝaden zachodni klub S/M. to jej się udało. Jedna z nich rozmawia przez róŜowy telefon komórkowy. przewaŜają panowie kolo czterdziestki. prezentują ostre makijaŜe. ale zdarza się. na prawo trzy Gotyckie Lolity w czarnych króciutkich sukienkach. z niespodziewaną dziarskością co niedziela uwija się wśród cos-playerek. Zawsze są to męŜczyźni. Jego koronkowa czerń w zderzeniu z bielą dziewczęcych buzi ma w sobie coś niebywale perwersyjnego i niewinnego zarazem. czy teŜ one. Mają twarze kredowobiałe i usta wyraźnie spragnione krwi. Jeśli chciała być kawali. Ŝe mamy do czynienia z doświadczonymi artystkami. Trochę dalej aŜ trzy postaci w kostiumach z popularnego zespołu Malice Mizer przybierają charakterystyczne grobowe miny. spod których wystają pończochy kabaretki. Obecność cameko stanowi integralną część zabawy w kosupure. a kilka sekund później dwa bliźniacze stworzenia wampiropodobne. skórzane pejcze w dłoniach i groźne spojrzenia wyćwiczone wcześniej w długich sam na sam z lustrem nie pozostawiają wątpliwości. są męskiego czy Ŝeńskiego rodzaju. . czy idole. szczebiocząc głośniej niŜ jest to konieczne. których nie znam: dwie dominy. by słyszał ją rozmówca. od jej piskliwego śmiechu jeszcze przez ładną chwilę dzwoni mi w uchu. robiąc ostatnie poprawki twarzy. czyli aktorkę Ŝeńskiego teatru Takarazuka odtwarzającą męskie role .

co na kostiumowej zabawie w przedszkolu. gdy mostek Jingu zaczyna powoli pustoszeć. a na koniec poŜądana jest wymiana wizytówek. jakimi chce je widzieć społeczeństwo nie uznające ekstrawagancji na co dzień. Ma ledwo zarysowane piersi i chudziutkie nóŜki. by być kimś innym.godzą się dziewczęta. odrzucając jedyny . wynika z istoty kultury uniformów: przebieranki stanowią tu uznaną formę artystycznego wyrazu. Fakt. maestrię. Zdarzają się cameko polujący na nieprzyzwoite ujęcia. które mogłyby pokazać. kim chcesz być. widać. W przeciwieństwie do nas japońskie dziewczęta z Harajuku mogą co niedziela spędzić parę magicznych godzin w kostiumie ulubionej postaci. by sprostać ideałowi. Teoretycznie fotograf zawsze najpierw powinien spytać dziewczynę o zgodę. ale wtajemniczona widownia potrafi docenić to. Fakt. podobnie jak nie jest śmieszny kilkudziesięcioletni aktor kabuki grający młodą dziewczynę. Od pragnienia bycia Umą Thurman z Kill Bill do przebrania się za Umę i wyjścia w tym stroju na ulicę dla większości z nas wiedzie jednak długa droga (z wyjątkiem moŜe karnawału 66 i Halloween).na mostku Jingu rebelii jest tyle. co dla nas. Gdyby elevatorgirl. Ŝe dziewczęta zapomną się i ruszą w miasto zbrojne w swoją wojowniczą toŜsamość. do następnej niedzieli będzie po prostu betonową kładką nad torami. Na mostku Jingu kostium czyni cię tym. Nie tylko dziewczęta i nie tylko w Japonii marzą czasem.65 gdzie od czasu do czasu ukazuje się wizerunek cos-playerki w niezamierzonym przez nią pornograficznym kontekście. moŜe trochę więcej. Nie wolno robić zdjęć z zaskoczenia i surowo zabronione są fotki „z dołu". przyszła tak do pracy. Transformacja shójo w postaci z manga czy anime odbywa się z całą japońską grzecznością i . bo w przypadku Japonek wyglądających zawsze o wiele młodziej. przybiera seksowne pozy przed wycelowanymi w jej postać obiektywami. „gaijinów". iŜ warunki fizyczne młodziutkiej cos-playerki są odmienne od tych oczekiwanych od króliczków w ich amerykańskiej ojczyźnie. z jaką opanowała zestaw gestów i póz. nie stanowi przeszkody i nie czyni jej śmieszną. świr. Dlatego cameko nie opuszczają japońskiej wersji króliczka ani na chwilę i w błysku fleszy nastolatka staje się gwiazdą. co cos-playerka nosi pod spódniczką. iŜ Japończycy nie widzą w tym nic specjalnie dziwnego ani śmiesznego. Gwiazdą dnia jest dziś drobniutka. w jakie wcielają się cos-playerki. Czar trwa do zachodu słońca. na które . jest nieczytelne: jej cudowny kostium i wysiłek. Poza tym młodym dziewczętom wolno bawić się więcej niŜ chłopcom. Wśród nieszkodliwych poczciwców pstrykających zgodnie z etykietą i bez złych intencji zawsze moŜe jednak zdarzyć się jakiś otaku. wcielająca się co niedziela w potęŜną boginię Amaterasu. ufarbowana na blond dziewczynka w stroju króliczka „Playboya". dopóki przestrzegają reguł właściwego czasu i miejsca. Nawet jeśli przytłaczająca większość postaci.chcąc nie chcąc . tak mówi etyka kosupure. Pedagodzy i obrońcy moralności nie przywiązują zatem większej wagi do kosupure.przynajmniej na pozór . NajwaŜniejsze. Cud transformacji w ulubioną postać. Tak czy inaczej. Króliczek. niŜ wskazuje ich metryka. by cos-playerki zdąŜyły przebrać się w swoje poniedziałkowe uniformy i z powrotem stać się takimi. MoŜe ma siedemnaście lat. stanowi antytezę poprawnej japońskiej kobiecości. ale to ryzyko zabawy. Ŝe dziewczętom zaleŜy na zainteresowaniu cameko. nie ma ryzyka. niczym więcej. chwiejąc się niepewnie na wysokich szpilkach. łatwo się pomylić.

sam juŜ niemłody i w coraz gorszym zdrowiu. Wszystkie te Eleganckie Gotyckie Lolity. a Hachikó. Czyni to Shibuya. Samotny pies czekający na pana. Jest taki miły moment w oswajaniu miasta. Miał w zwyczaju co dzień odprowadzać swojego pana na stację.właściwy na tę okazję uniform windziarki. 67 którego „znalazłam" w pierwszych dniach pobytu w Tokio. Uwieczniony w brązie niewielki piesek z czujnymi uszami naleŜał do profesora Ueno Eisaburo. Dni zmieniły się w miesiące i lata. Wiadomość 68 o jego śmierci dostała się na pierwsze strony gazet. by potem grzecznie pojechać do domu. gdy ja oddawałam się „badaniom antropologicznym" w działach odzieŜowych depato. a na Shibuya właśnie Hachikó. Wampiryczne KsięŜniczki i obdarzone niezwykłą * mocą KsięŜycowe śeglarki Ŝeglują sobie przez kilka niedzielnych godzin po przestrzeni fantazji. Dwudziestego pierwszego maja 1925 roku profesor Ueno jak co dzień poŜegnał swojego psa na Shibuya i pojechał do pracy. gdzie spędził ostatnie dziesięć lat. Hachikó odszedł do psiego nieba we śnie. wielkich domów towarowych. który był kiedyś ogrodnikiem profesora Ueno. mówił mój mąŜ. Ten niepozorny pomnik ginący w zakurzonej nieco zieleni krzewów to najsłynniejsze w całej Japonii miejscem randebu. Dać się porwać spod Hachikó „Będę czekał pod Hachikó". wyglądając swojego pana. Ŝe błyskawicznie zebrano fundusze . Za tydzień wrócą na mostek Jingu w nowym kostiumie. oddalona tylko o jeden przystanek od Harajuku. Siódmego marca 1934 roku znaleziono go martwego w tym samym miejscu. który w czasie swoich pobytów w Tokio miał w zwyczaju samotne wyprawy do Tower Records na Shibuya w czasie. modną dzielnicę butików. barów i hoteli miłości. Wiernego Psa. który nigdy juŜ nie przyjedzie. a pragnienie dodatkowego uhonorowania zwierzaka sprawiło. Skromny towarzysz profesora Ueno był teraz sławnym Hachikó. Naprzeciw potęŜnej i ruchliwej jak mrowisko stacji stoi figurka Hachikó. na Harajuku mostek Jingu. Na Meguro był to „gargamel". z nadzieją wpatrując się w tłum podróŜnych. w Japonii ogłoszono dzień Ŝałoby. ale mimo to zawsze o piętnastej trwał na posterunku. a potem inni miejscowi i przyjezdni zaczęli karmić pieska i dbać o niego. Pracownik stacji Shibuya. randek. a w weekendy liczba ta wzrasta do dwustu pięćdziesięciu. system zmiaŜdŜyłby ją jak walec motyla. ciągle czekał. gdy dostrzega się na jego mapie ulubione miejsca spotkań. czyli wspomniany hotel miłości. a ludzie z róŜnych stron przyjeŜdŜali na Shibuya tylko po to. gdzie dostał wylewu i zmarł. bez trudu wywęszał znajomą postać i rzucał się jej na powitanie z całą spontanicznością swojej psiej natury. Wieści o jego wzruszającej wierności zaczęły zataczać coraz szersze kręgi i piesek stał się symbolem lojalności tak cenionej i podziwianej przez Japończyków. Wiernym Psem. Podobno w tygodniu co wieczór przyjeŜdŜa tu około stu tysięcy młodych ludzi. wrósł w pejzaŜ Shibuya. by go zobaczyć i pogłaskać na szczęście. to wielka handlowo-rozrywkowa enklawa przyciągająca swymi atrakcjami fale (zwłaszcza młodych) tokijczyków. Shibuya. czyli Wierny Pies. Zwierzak nie doczekał się więc juŜ swojego pana. prawdopodobnie największym na świecie miejscem młodzieŜowych spotkań. czyli randez--vous. kin. w świątynich buddyjskich odprawiano specjalne naboŜeństwa. by potem czekać w tym samym miejscu na jego powrót z uniwersytetu. Zawzięcie machając ogonem.

W 1948 roku Takeshi Ando. uczniowie w uniformach. której zmieniające się co kilka tygodni trendy śledzą jak nikt na świecie. a u stóp pieska moŜna nieraz znaleźć przyniesione mu dary. Przychodziłam pod Hachikó. Co chwila ze stacji wylewa się kilkusetosobowa fala ludzi. szczerzący kły i tupiący ponad morzem głów mijających się na skrzyŜowaniu. Po kilku latach nastały jednak czasy. przez które najrozmaitsze grupy polityczne głoszą tu swoje poglądy. które z wielkich koszy rozdają przechodniom chusteczki higieniczne z reklamami. Piesek stoi w pobliŜu ruchliwego skrzyŜowania. a teraz rozkwitały w bujną . moŜe składają je najstarsi tokijczycy. razem z Hachikó patrzą w kierunku stacji. gdy armaty liczyły się bardziej niŜ sentymenty. które w przyszłym tygodniu staną się passe. po lewej stronie mamy więc Hachikó. moŜe nawet najlepszy. kiedy indziej gwiazda w kimonie zapowiadająca koncert sentymentalnej muzyki enka albo . i przewala się koło Hachikó. umawiają się tokijczycy. Ŝe teŜ na kogoś czekam. W kwietniu 1934 roku figurka psa została uroczyście ustawiona dokładnie w tym miejscu. do którego mają słabość zachodni filmowcy. a na jej miejsce pojawiają się nowi i zajmują strategiczny punkt obserwacyjny.wirtualny dinozaur.na pomnik. kobiety z zakupami opakowanymi pięknie jak prezenty. gdzie Hachikó zwykł za Ŝycia siadać i czekać. Ŝe tokijczycy tęsknią za Hachikó i jego powrót uwaŜają za jedną z najwaŜniejszych rzeczy w swoim zrównanym z ziemią mieście. wyglądając tych. przepływali z moich obu stron męŜczyźni w ciemnych garniturach. Ponad jednostajny hałas co jakiś czas wznoszą się wysokie głosy młodych dziewcząt. jaki dawało mi bezkarne przyglądanie się ludziom zjednoczonym na moment społeczną sytuacją oczekiwania. a tak naprawdę oddawać się przyjemnościom podglądaczki. raz jest to japoński zespół popowy złoŜony z młodziutkich androginicznych tarento. MęŜczyźni i kobiety. którzy pamiętają Hachikó w jego ziemskiej postaci? Jeśli ma się ochotę na Tokio takie. muzyka płynąca z reklam. ubrani według najnowszej mody. zielony i wyłupiastooki. stworzył następną podobiznę pieska i ta stoi na Shibuya do dziś. okolice Hachikó to dobry wybór. Część oczekujących zostaje przez nią porwana i znika. z którymi się umówili. przyczepione do torebek maskotki. Zgiełk ludzkich głosów. nawet jeśli nie byłam z nikim umówiona. Po jej zakończeniu okazało się. którzy przyjechali na Shibuya kolejnym pociągiem. które jeszcze niedawno wydawały mi się takie same. Mogłam udawać. na których migają przykuwające wzrok reklamy. palą papierosy i strzepują popiół do modnych w tym sezonie kieszonkowych popielniczek. i warkot samochodowych silników składają się na kakofonię. Lubiłam komfort. jakie dominuje w imaginańum Zachodu. pośród której niewzruszony kundel czeka na swojego pana. mijająca przeszkodę. Jakimś akustycznym cudem ich świdrujące w uszach zachęty i podzięko69 wania są w stanie przebić się na powierzchnię morza dźwięków. Zawsze z telefonami komórkowymi. ogłuszający wrzask megafonów. Niczym ławica ryb. poprawiają nienagannie czyste kołnierzyki koszul. co na ogół nie jest łatwe w Japonii. Gdy wychodzimy południową bramką ze stacji Shibuya. Upajałam się cudowną róŜnorodnością japońskich twarzy. i pomnik przetopiono na potrzeby trwającej wojny. gdzie gapienie się na kogoś uchodzi za wyjątkowo niegrzeczne. a naprzeciw zbieg czterech ulic i potęŜne telebimy. fałdki sukienek. „Do zobaczenia pod Hachi". syn twórcy pierwszego pomnika.z jakichś powodów . usiłując wyłowić z tłumu znajomą twarz. chłopcy i dziewczęta.

Ŝe zjaponizowali je z prawdziwą maestrią. jak kroją dziwnie wyglądające ciasteczko na maleńkie higieniczne kęsy. zielony jak ona. ziołowy posmak. których dalsze plany juŜ mnie nie interesowały. Podsłuchując. Najpierw wybierałam na chybił trafił osobę wśród oczekujących. jej skórka 71 chrupiąca od karmelu. rozpoznając trendy lansowane właśnie przez japońską modę. którą dyskretnie badałam wzrokiem spod ciemnych okularów. ozdobiony kroplą bitej śmietany i paroma grudkami czerwonawej fasoli cieszył wprawdzie oko. odchodziła szybciej. podziwiając wdzięk tych morskoroślinnych ciał. niŜ bym sobie Ŝyczyła. zmysłowym spotkaniem z Japonią. Mogłam więc na przykład tropem dwóch młodych kobiet pochłoniętych oŜywioną rozmową trafić do popularnej kawiarni niedaleko stacji Shibuya. nadawał zasadniczej części deseru gorzkawy. Potem weszło mi to w krew i przyjeŜdŜałam pod Hachikó po to właśnie. Sernik o smaku zielonej herbaty matcha. serwującej wyłącznie chiizukeki. ale skłaniał mój zachodni język do ostroŜności. Smakowałam więc kontrast między tym. by dać się porwać.wielość kształtów owalnych i podłuŜnych. W eleganckiej gablocie kusiło nasz wzrok kilkanaście jego wysublimowanych rodzajów. Starałam się wprowadzać w moją perwersję urozmaicenie. licznie zaludniających ulice Shibuya i teŜ lubiących siąść sobie pod Hachikó. i nie bez zmysłowej przyjemności podglądałam spod oka smukłych młodzieńców ubranych i uczesanych z taką samą starannością jak dziewczęta. bo Japończycy tak polubili to ciasto. fasola była mączna i bardzo słodka. Dowodem tak typowej dla kultury Nipponu perfekcji w przyjmowaniu i przetwarzaniu obcych wzorów były małe dzieła sztuki cukierniczej. i Ŝegnałam wzrokiem dwie kobiety. nigdzie poza Japonią nie widziałam. Ta nieprawdopodobna i o dziwo smaczna kombinacja smaków i konsystencji była moją małą przygodą. Porównywałam fantazyjne stroje. z . co znałam jako sernik. Kiedyś ruszyłam więc po prostu w ślad za obiektem mojej obserwacji. Dalej ruszaliśmy razem. Czytałam kuriozalne angielskie napisy na ich koszulkach. Innego dnia więc dwóch młodzieńców o twarzach opalonych. próbując wyobrazić sobie. z tym Ŝe ja byłam zawsze kilka kroków z tyłu. jak powtarzają raz po raz: „Kawali". w za duŜych czarnych garniturach. Zdarzyło się raz czy drugi. Ŝe osoba. a jego japońską mutacją. rzadko trafiały się typy niechlujne. których bliskość w największym nawet tłoku rzadko jest uciąŜliwa czy nieprzyjemna. Nawet wśród tutejszych 70 bezdomnych. Domieszany do lekkiego serowego kremu herbaciany puder. czyli cheese cake. które zawsze suszy się na sznurach koło ich biednych bud w parku Ueno czy Centralnym. sernik. Patrzyłam. wybierając pod Hachikó osoby jak najbardziej róŜnorodne. opowiadając sobie jakąś historię zbyt skomplikowaną na mój skromny zasób japońskich słów i na koniec odwaŜyłam się spróbować identycznego deseru. by bezdomni kaŜdą wolną chwilę wykorzystywali na robienie prania. śmietana gęsta i cięŜka. podobny do uŜywanego w ceremonii herbacianej. jak po namyśle punktowanym postukiwaniem w gablotkę wymanikiurowanymi paznokciami wybierają deser. dopóki nie pojawiła się trzecia postać dramatu. postanowiłam zostać z nimi dłuŜej. oczu po europejsku okrągłych. kim jest i na kogo czeka. w kolorze wędzonego kurczaka. jak nieznajome rozmawiają. zielonym UFO serników. oczu-szparek niemal niewidocznych spod cięŜkich powiek. a potem niecierpliwiliśmy się. barw porcelanowojasnych i ogorzałych.

Ta spod Hachikó rozmawiała przez oczywiście róŜowy telefon komórkowy. wdawały się w pogawędkę. Przy wyjściu ekspedientka o czarownym uśmiechu obdarowała mnie katalogiem z ofertą promocyjną. z nieatrakcyjnej i niezgrabnej osoby w dŜinsach na moich oczach przeobraziła się w piękność. objaśnione zostały po angielsku i do dziś zastanawiam się. a potem sprawdziła makijaŜ w równie róŜowym lusterku w kształcie serca. której niektóre pozycje. miał podobnie . w jednym z tokijskich barów lub pociągów. gdzie tradycyjne japońskie stroje prezentowały manekiny o wyraźnie kaukaskich rysach. choć teŜ nieoczywiste . które urodziły się rudymi. Innym razem za dwiema starszymi paniami ubranymi kosztownie i z gustem. ku naszej uldze. Gdy juŜ wybrałam sobie przewodnika pod Hachikó. wyciągnęła zalotkę i podkręciła rzęsy. Po upływie godziny udawanie. chichocząc i trzepocząc rzęsami. pewnie te najatrakcyjniejsze. zabrało mnie tylko kilkaset metrów dalej. wciąŜ obecną na ulicach Tokio. w końcu się pojawił.wymijały szemranych amantów szybko i bez słowa ze skromnie spuszczonymi oczami. co jakoś bardziej wyobraŜalne. zaczynało stawać się podejrzane. które znajdowałam albo dostawałam na ulicy i obiecywałam sobie przejrzeć i przestudiować z naukową wnikliwością. Z wystudiowanym uśmiechem zwracali się do przechodzących obok nastolatek. troszkę zbyt okrągłej córki i dlatego sporo czasu spędziłam w jednym z depato. Ŝe teŜ zastanawiam się nad zakupem czegoś. nie przestając mówić wysokim głosem. Jedne dziewczęta . gdzie urocza sprzedawczyni powitała 72 nas ukłonem oraz serdecznym: Irrashaimase!. spokojnego jakby był wypchany. do jakiej erotycznej przyjemności przeznaczone zostało urządzenie określone mianem lovelyfork. kruczymi brunetkami. Patrzyłam na jej włosy i myślałam o wszystkich czekających blondynkach świata. zawędrowałam do sex shopu. stanąwszy strategicznie koło przejścia dla pieszych. Tam. wybierając je według jakiegoś sobie znanego kryterium. kupowałam kimono wraz ze wszystkimi dodatkami dla ich malutkiej. jak w kaŜdym innym sklepie. której zygzakowatym tropem ruszyłam spod Hachikó. głaszcząc wystający z eleganckiej torebki łeb pudla. gotowa byłam do poświęceń i na przykład któregoś dnia z utlenioną na blond nastolatką z niebieskimi szkłami kontaktowymi w skośnych oczach czekałam aŜ przez godzinę na spóźniającego się chłopaka. a przymierzywszy je. czyli w uniformie mafii zwanej tuyakuza (bo oczywiście w Japonii mafia teŜ nosi uniformy!). którego ekspedientki wystrojono tak na próbę w rocznicę urodzin anorektycznej laleczki. inne przystawały. mrugając przy tym oczami. Narzeczony. Kiedy indziej z trzyosobową rodziną. Na Zachodzie niektórzy słyszeli o „brazylijskim widelcu". jakby właśnie wynurzyła się z wody. ale nie o „uroczym". Chwyt zadziałał i na ulicach Tokio pojawiły się klony Barbie. Panie.i te były w zdecydowanej większości . Katalog z ofertą sex shopu zgubiłam gdzieś po drodze. zaczepiali młode dziewczyny i namawiali je do zarobienia szybkich pieniędzy w porno biznesie. szatynkami. aby w którymś momencie Ŝycia ulec terrorowi zachodniego ideału kobiecej urody. którym nie była rzucająca się w oczy uroda. wypromował jeden z butików na Shibuya. jak tysiąc innych reklam i broszurek. i albo coś mi umknęło. który. przechadzały się pośród półek z towarem. w końcu jednak córeczka wybrała jasnobłękitne kwieciste kimono z właściwymi dla swojego wieku i niezamęŜnego stanu długimi rękawami.cork. do śledzenia których skłonił mnie naleŜący do jednej z nich pudel z kokardą i w słonecznych okularach.trwałą ondulacją rozjaśnioną na brudny blond. albo to miał być pork lub. Ponoć modę na Barbie.

Ŝe zaczął padać deszcz. Na przykład w Ginzie na Chuó-dóri. ale wytrwale. zauwaŜyłam. błyszczące spodnie opięte na chudych chłopięcych biodrach i koszulkę z napisem informującym nas. parków i świątyń bez trudu układają się w moich ustach. Powitali się bez pocałunku. pozwalać sobie na gubienie się i tonąć w erotyczno-katastroficznych fantazjach. stacji. Po kilku miesiącach. rozrastający się jak korytarze w mrowisku. pełnego zapachów. Ramię w ramię. barów karaoke. Wpadałam do podziemi handlowych i wyjeŜdŜałam z nich ruchomymi schodami w miejscu. wokół mnie i pod ziemią. a jego topografia stawała coraz bardziej złoŜona. kawiarni. wynurzały się i znikały pod ziemią. Wystarczyło. w przyzwoitej odległości od siebie. którego nigdy wcześniej nie widziałam na oczy. Malutka. a niewy-mawialne i niezapamiętywalne niedawno nazwy jego barów. dawałam dalej nieść się miastu. a potem wyjść na powierzchnię w zupełnie innej jego części. a oni 73 przecieŜ tylko przebrali się za cudzoziemców. Ŝe mam w pamięci własną mapę Tokio. śledzić kroki tymczasowych przewodników. a pejzaŜ zmieniał się na tyle. taksówkami i chodzić. w którym moŜna spędzić cały dzień. węszyć. przejmującą chłodem zimę. gdy próbowałam nimi wrócić do znajomej stacji. I nie dziwić się pojawiającemu się nagle uczuciu. by złapać oddech. znajdowałam kolejnego przewodnika. Ani niebieskie szkła kontaktowe. buty z węŜowej skóry. niewinna na pozór kawiarnia okazywała się tymczasem bramą prowadzącą w labirynt pełen drzwi. pogmatwane przez złośliwego albo opitego sake demona. trzymać się z daleka od zorganizowanych wycieczek. które wydawało się na początku tak niewiarygodne. Ŝe przestawałam go rozpoznawać. uczuciu. Dzięki anonimowym postaciom spod Hachikó granice mojego Tokio rozszerzały się. schodów. paczinko. a potem do kolejnych pociągów. ani blond włosy nie oduczyły ich japońskiej powściągliwości w okazywaniu uczuć. patrząc na moją bezradność. Wysiadałam na stacjach zauroczona brzmieniem ich nazw. Miasto rosło nade mną. który nigdy nie miał się dowiedzieć. gdzie zapadała juŜ noc. w sam środek świata gęstego. jaką rolę odegra! w mojej małej tokijskiej przygodzie. dematerializowały się w pulsującej szarości jakiegoś wieczoru i być moŜe pojawiały znów kawałek dalej. Ŝe Sexy Cowboy Go Fast sińce 1998. czuć miasto pod stopami. jaka moŜe mnie tam spotkać. Tam kupowałam 74 w automacie puszkę mocnej kawy i oszukując zmęczenie. a ta w kapryśną wiosnę kwitnących wiśni. nikomu jednak nie wierząc do końca. chodzić. a ja o dwa kroki za nimi. fryzjerów. gdy świetlista jesień zmieniła się w wilgotną. salonów masaŜu. który chichotał szyderczo. irracjonalnym przeczuciem przygody. jak gdyby nigdy nic. mimo iŜ zeszłam pod ziemię w słoneczne popołudnie. gdzie z wielopiętrowych stacji metra wjeŜdŜałam wprost do domów towarowych.rozjaśnione włosy misternie wymodelowane wwielokolczastego irokeza. Naziemne przejścia wydawały się znikać. Zostawiając Barbie i seksownego cowboya w jednym z rabu hoteru. ruszyli w kierunku Wzgórza Hoteli Miłości. schodków i wind. jeździć pociągami. Idąc ich śladem i będąc przez nich bezlitośnie porzucana. być moŜe nawet wyjąć plan Tokio i spóbować się na nim odnaleźć. Oto jedyny sposób na Tokio: włóczyć się bez specjalnego planu. wplątywałam się w jakieś uliczki. które wiozły mnie dalej. napić się kawy. i wchodziłam do jednego z niepozornych wąskich budynków. bo w Japonii tylko „gaijini" są tak nieprzyzwoici. Ŝe oto zaczyna się to marsjańskie miasto coraz bardziej .

i to tylko dwie z moŜliwych hipotez. Jej właścicielka w domowym kimonie i wielkim fartuchu. Ŝe moŜna by tu (czemu nie?) zostać na zawsze. Po obu stronach więzienia rzeczki Nomi rosły drzewa wiśniowe prawdziwe. zaburzenie równowagi biologicznej w zabetonowanej rzeczce sprawiło. oznajmiła Chizuko i wydała z siebie jeden z tych uroczych japońskich pomruków. co zaintrygowało mnie na tyle. na czym moŜe polegać ów „demokratyzm" i juŜ mogę zdradzić. Ŝe robotnicy „myją rzekę. który prawdopodobnie oznaczał radość. nie wiedziałam jak wyglądać będzie moje lokum i zŜerała mnie uzasadniona ciekawość. duŜe. Ŝe dno co rusz zarasta gąszczem niemiłych burych chwastów i co jakiś czas trzeba je zdzierać. Rzeczywiście. 77 które zamiast łyŜki do nabierania ziemi miały wielkie obrotowe szczotki.) Kiedy jednak Matsuda--san opisywał nam tę okolicę. Widział społeczność. Ŝe nie mogłam się doczekać. R. Po kilku minutach przejechałyśmy kolejne miniaturowe skrzyŜowanie i znalazłyśmy się w moim „mieście" o nazwie Ishikawa-dai. była zwykła brzydota.lubić. Robiły straszny hałas. prawie wszystkich innych dzielnic mieszkalnych Tokio. Oprócz bardzo ogólnych informacji. Ŝe moje „przeznaczenie jest juŜ niedaleko". Prawdopodobnie jednak. Ŝe on widzi coś innego. Japończycy mają wielekroć opisywaną zdolność widzenia wybiórczego. aŜ naocznie przekonam się. i po skręceniu z szerokiej ulicy zagłębiłyśmy się w uliczkę niewiele szerszą niŜ przedpokój w europejskim mieszkaniu. Ŝe mi się to nie udało. którą uwięziono w betonowym łoŜysku ze ścianami tak wysokimi. o włos. echo dudniło w betonowym wąwozie. „Prawie jesteśmy". w której miałam mieszkać. który w końcu najadł się do syta. migoczące jesienną czerwienią i złotem. Sąsiedztwo Przeznaczenie jest juŜ niedaleko Po dwugodzinnej jeździe z lotniska Chizuko poinformowała mnie. Ŝe ten bezbronny strumyk zbuntuje się przeciw ludzkiej zbrodni i ucieknie. jakby konstruktorzy bali się. (.. bo jest brudna". nie widząc otaczającej go brzydoty. przy drzwiach której tkwił plastikowy kubeł pełen rybich szkieletów niczym resztek po uczcie Golluma. jaskrawo pomalowane niby-koparki. ZbliŜałyśmy się do dzielnicy. Najpierw minęłyśmy bank Mizuho i malutki posterunek policji z wizerunkiem latającej myszki Pipi-chan nad wejściem. czyli Wzniesienie Kamienistego Strumyka.. Najbardziej rzucającą się w oczy cechą naszej ulicy i całego naszego sąsiedztwa. potrafią je wykadrować z reszty pejzaŜu i cieszyć się pięknem. ba. ciągnące się zwartym szpalerem. W jednym z e-maili Chizuko napisała. Po dnie Nomi jeździły jakieś dziwne maszyny. Chizuko miała na myśli prawdziwie demokratyczną przeciętność mojego mieszkania lub fakt. by zamieszkali w nim „gaijini". ale jest bardzo demokratyczne". a potem. T. zaplecze jakiejś malutkiej restauracji. Chizuko wyszeptała z naboŜeństwem ojczystą nazwę najsławniejszego drzewa Japonii i jej twarz rozjaśniła się w zachwycie: „Bardzo piękna sakura kwitnie wiosną". więc podziwiając drzewa kwitnące nad uwięzioną rzeką. Przez chwilę jechałyśmy wzdłuŜ płytkiej wąskiej rzeczki o nazwie Nomi. a zapytana o cel tych zabiegów Chizuko odpowiedziała. było jasne. Ŝe „ma ono skromny rozmiar. Reid Confucius Lives Next Door III. Ŝe „demokratycznie" nie stwarzano trudności. dorodne. uniformie gospodyń . „Sakurd".

Przejechałyśmy niemal po jej stopach obutych w drewniane klapki geta. Kwiaty kwitnące w doniczkowych ogródkach. która nikomu nie przyszłaby do głowy w moim kraju. stojące co kilka kroków automaty z napojami i papierosami wyróŜniały się plamami kolorów jak przypadkowe chlapnięcia farby na szarym tle domów „mojego" sąsiedztwa. a czasem wietrzyły się rozłoŜone na stojących przy domach rowerach. Futony i pościel zwisały z balustrad i okien. swobodnie przejeŜdŜały obok nas dziesiątki ludzi na rowerach. a nawet całe zrobione z nich pokrowce na cenniejsze ubrania.na balkonach. Zycie w wiecznym tłoku.domowych. i saszetki z Ŝelem. nonszalancko prowadził rower jedną ręką. Reklamy i billboardy ozdabiały właściwie większość budynków i były w stosunku do nich nieproporcjonalnie duŜe. by dorosły człowiek przecisnął się bokiem. kluskach ramen i shabu-shabu. a kierowcy nie irytowali się na tych wolniejszych uŜytkowników drogi: kobiety z zakupami i dziećmi. jak tłumaczyła mi Chizuko. Pleśń i grzyb rosną w nich bujnie i bez obaw. zgięta w kabłąk. w malutkim mieszkaniu. czyli wszelkim pleśniopodobnym grzybom. którego drzwi. z którego moŜna podać sąsiadowi sos sojowy. wykształca umiejętności nieznane ludziom przywykłym do większej przestrzeni. Rowerzyści kluczyli więc między samochodami z wdziękiem cyrkowych akrobatów. Ŝe człowiekowi kiedykolwiek uda się je pokonać. skarpety i bielizna. okrągłych albo czworokątnych. ale nikt na nikogo nie wpadał. inni jedną rękę mieli zajętą bagaŜem. krzątała się w pobliŜu. ale teŜ koniecznością wymuszoną bardzo wilgotnym klimatem i źle ogrzewanymi mieszkaniami. ale nie zwróciła na nas uwagi. urzędników i uczniów objuczonych wielkimi skórzanymi tornistrami. W kaŜdym sklepie drogeryjnym dostępne są w duŜym wyborze środki przeciw kabi. robotników. podyktowany jest nie tylko tak chwalebnym zamiłowaniem Japończyków do higieny. jak tysiące 79 ręczników i prześcieradeł furkoczą na wietrze niczym Ŝagle i czułam delikatny zapach świeŜego prania. szorowała akurat fragment asfaltu przed swoim domem. Piękne i zupełnie nieczytelne dla mnie znaki informowały o nazwach lokali i serwowanych w restauracjach specjałach: o świeŜym sushi. dachach. W porze deszczowej nie sposób jednak uniknąć niemiłej niespodzianki w postaci spleśniałych butów czy kimona pokrytego brązowymi kropkami wilgoci. iŜ japońskie gospodynie wydają się robić pranie kilkakrotnie częściej niŜ gdziekolwiek indziej. Fakt. wyciągając rękę z okna kuchni. a między 78 pojazdami lawirowali piesi. nie odrywając wzroku od trzymanego w drugiej grubego komiksu manga. wszędzie . Wszędzie na Ishikawa-dai suszyły się niezliczone ilości prania. wychodziły wprost na jezdnię. powiewały więc ręczniki. tempurze. skupiona. Uczeń gimnazjum w ciemnym mundurku przecisnął się w szparze między naszym samochodem a ścianą domu. Niektórzy rowerzyści rozmawiali przez telefony komórkowe. tak jak inne. . pranie i czerwono-Ŝółte reklamy. absorbującym wilgoć. Przez otwarte okno samochodu słyszałam. kaŜdym skrawku wolnej przestrzeni. zajęta czynnością. Na plastikowych „pająkach". Mimo iŜ wydawało się. w całym tym zamieszaniu sprawiającym wraŜenie totalnego chaosu nie dochodziło do Ŝadnych wypadków. jakby jakieś tajemnicze prawo fizyczne nie pozwalało dwóm osobom zbliŜyć się do siebie na odległość groŜącą kolizją. Ŝe między naszym samochodem a ścianami budynków nie ma przestrzeni wystarczającej.

ozdabiają fronty tokijskich manshonów. Na reklamie. ale naprawdę po jego obu stronach. a jego towarzyszka falbaniastą suknię i fryzurę w stylu młodej Brooke Shields. tak wizerunek wydaje się prawdziwszy od rzeczywistości. znajdowały się jednorodzinne rezydencje. powiedziała moja towarzyszka. męŜczyzna na zdjęciu miał marynarkę z podwiniętymi rękawami. Poprzycinane. sztukowane bambusowymi protezami. złapał go i zrobił z naturalnego kota. Gdy pokonałyśmy wzgórze. niŜ chciała natura. którą potem zobaczę na stacji Ishikawa--dai. prawie nigdy nie pokazuje się ich naturalnego otoczenia. Jak niemal wszystkie tokijskie rezydencje typu manshon. przed jedną siedział na smyczy wielki czarny kot ze szczątkowym ogonem. ale leŜy w dolinie. by ich drzewka były doskonalsze. pojawiło się w mojej głowie i zostało tam na zawsze. kota bonsai. obdarzony został cudzoziemskim imieniem. przed naszymi oczami wyrósł zbudowany na jego szczycie pięciopiętrowy nowiutki manshon. obłoŜony czymś. w którym miałam spędzić dwa lata. Nikomu jednak nie wydaje się to przeszkadzać. Gdy reklamuje się na plakatach czy w czasopismach takie nowe manshony. Wprawdzie większość tokijskich kotów ma krótkie ogony i . Kątem oka zobaczyłam wnętrze staroświeckiego zakładu krawieckiego. po którym ślad zaginął pół wieku temu. ale jeszcze bardziej okazałą. na wyciągnięcie ręki. Palące Home. które mieszkańcy tych nieładnych betonowych rezydencji włoŜyli w to. zostawiając miejsce dla niewielkich ogródków. bo główna ulica została za nami. odsunęły się od siebie. nagle spokojna. w których niemal Ŝadne drzewo nie miało naturalnego kształtu. Droga pięła się teraz ostro pod górę. mówiły o estetycznym wysiłku i pracy. lecz komputerowo wygenerowany lasek lub bambusowy gaj. postanowił dla lepszego efektu francuskie bon poŜenić z angielskim hour. pachnący jeszcze nowością. Podejrzenie. niemal bezludna. kto nadawał imię mojemu domowi. Na nasz widok wydał z siebie węŜowate „Wssssss". ułoŜonym w znak zapytania. lecz równieŜ betonowe i niezgrabne.Wśród napisów po japońsku tylko co jakiś pojawiały się angielskojęzyczne. a ja z grzeczności przyznałam jej rację. jak na manshon niezbyt duŜy. podobną. nie najbrzydszy. obok uśmiechał się mały maneki neko z łapą wzniesioną w geście powitania. co imitowało czerwoną cegłę. przed drugą. na których wspierały się gałęzie. tak jak kostium waŜniejszy jest w Japonii od zawartości. nie ma Ŝadnego znaczenia. „Taylor Fujimura". językach najbardziej kojarzących się Japończykom z zachodnią elegancją. New Garden. Bon Hour był betonowy. Ten. Sunny Hill. „To ładna okolica". domy większe wprawdzie. La Chateau i podobne nazwy w róŜnych wersjach angielskiego czy francuskiego. przeczytałam szyld na rogu kolejnej uliczki. w którą skręciła Chizuko. Nie będąc w stanie znieść dziko rosnącego ogona. Ŝe to jego przerośniętym zapędom estetycznym kot sąsiada zawdzięcza swój przycięty ogon. iŜ na przykład Słoneczne Wzgórze nie tylko nie jest słoneczne. powtarzając frazę o zbliŜającym się „przeznaczeniu". jeden z japońskich dźwięków oznaczających niezadowolenie. podniosła rękę Chizuko i zaparkowała samochód przed domem. w witrynie którego leŜa! otwarty katalog z zachodnią modą sprzed dwudziestu lat. choć nie byłam przekonana. 80 W Dobrej Godzinie Mój dom nazywał się Bon Hour. Fakt. TuŜ za progiem stał rząd butów zdjętych przez klientów. Bon Hour stoi na duŜym placu wśród drzew. „To tu". starszy męŜczyzna w fartuchu w Kubusie Puchatki strzygł zakrzywionymi noŜycami kolekcję drzewek bonsai.

zaklęłam los. którego szybko pozbyłam się w Japonii. trzeba go przekręcić odwrotnie niŜ u nas . prawą. „Niech będzie widok". Dopiero okna sypialni pozwoliły mi odetchnąć z ulgą. Ŝe jest to ich cecha genetyczna. by upewnić się. co na zewnątrz. Domy w Tokio mają ciemne okna szczelnie zasłonięte cięŜkimi kotarami. które pozwalają zachować symboliczną granicę między wnętrzem a tym.nie w prawą. Okazało się.zwyczaj. Ŝegnając mnie: „Bye. gdy nie ma Ŝadnego ryzyka.to znaczy. co na zewnątrz. lecz w lewą stronę. Ŝe ktoś mógłby zajrzeć do środka. Ŝe zdejmę buty w przedpokoiku genkan.mówiono mi. Ŝe lubi Kenzo oraz Gucciego. Piękne owoce. bliŜej szare morze dachów i kolejne domy wspinające się na wzgórze aŜ do stóp Bon Hour. móc patrzeć na świat. ale nigdy do końca w to nie uwierzyłam. by nie wprawiać w zakłopotanie gospodarzy. „Tu buty". delikatny jak rysunek tuszem na starym parawanie. ścięty stoŜek lekko przesłonięty podłuŜną chmurką. zwykle odruchowo sprawdzałam. bo lokale. Tokijczycy zasłaniają okna nawet wtedy. Podobnie jak zwyczaj unikania kontaktu wzrokowego z obcym symbolicznie izoluje od innego człowieka. „Niech będzie widok". Kotary stanowią odpowiednik spuszczonych oczu. dlatego teŜ nigdy nie zasłaniam okien. Nieraz chodzi teŜ o to. powtórzyłam więc zaklęcie i odsłoniłam okno pierwszego małego pokoiku. Chizuko poczekała jeszcze tylko. „Matsura". co są wewnątrz. gdy późną wiosną drzewo ponownie zakwitnie małymi białymi kwiatami o odurzającym zapachu. UzaleŜniona od „widoków". którzy dawno zapomnieli. zawsze przesuwam biurko do okna. podwyŜszonego o jeden stopień. za cienką ścianką. a Chizuko wręczyła mi klucz. ozdobną stroną na zewnątrz. Ŝe okna słuŜą między innymi do patrzenia przez nie. wnętrza mieszkania. zrzuciłam więc adidasy i zrobiłam swój pierwszy krok na bosaka. tak samo świeŜe. Popularne są teŜ szyby z matowego nieprzezroczystego szkła i zewnętrzne osłonki z falistego plastiku. aby pracując. Ŝe aby otworzyć 81 drzwi. mogłabym ściągnąć ze sznurka jego bokserki. między „ja" a „światem". które często wiesza się na odwrót . antycypując kolejne podróŜe. Niezgrabnie lawirując na jednej nodze. 82 Był za nim dom pana Matsury. Spojrzeliśmy sobie w twarz i oboje cofnęliśmy się z rezerwą. który jest tuŜ. W moim japońskim mieszkaniu wszystkie okna teŜ były zasłonięte. nie patrzyli na tych na zewnątrz. mimo iŜ w zatłoczonym wagonie jego ciało przylega do naszego ciała. Podtrzymują iluzję niemoŜliwej do końca intymności. Nawet odwiedzając cudze mieszkania. tak zasłony oddzielają od sąsiada. Dom jest dla mnie miejscem. oddzielającym to. ciemne połyskliwe liście i złocistopo-marańczowe słońca. bye". Gdybym dobrze wyciągnęła ramię i miała taką perwersyjną potrzebę. często wynajmowane są juŜ z kotarami. Przed moimi oczami ukazał się zarys góry Fuji. TuŜ przy balkonie rosło obwieszone owocami drzewo mandarynki mikan. z którego tak jak z portu wygląda się na zewnątrz. naprawdę blisko. Z sąsiedniego pokoju widać było zaś samego gospodarza i jego bonsai. co z nich widać . których gorzki smak nie dorównuje urodzie i które ciągle tam będą. Na . mimo iŜ nieurządzone. a lewą w stronę pokoju. by to raczej ci. pokazała i znikła w pantomimie ukłonów. zbyt jaskrawe dla oczu wciąŜ pełnych szarości. przepuszczającą kaŜdy dźwięk. pierwszy krok po japońsku. przeczytałam na drzwiach domu sąsiada od bonsai. od prawdziwego. jedno przy drugim. Mogłam odczytać nawet napisy na metkach prania suszącego się na jego balkonie i stwierdzić z uznaniem.

opatrzone były stosowną instrukcją obsługi w obrazkach. jak się zachować. zaszczycając nas swoim hałaśliwym towarzystwem. a . Ŝe poderwały się do lotu. Podobno Ezra Pound cieszył się rzadkim darem odgadywania pierwotnego kształtu ukrytego w znakach kanji. dając początek całej brawnej kolonii. Ŝyjące w wielkich stadach. była to budka na wolnym powietrzu z dziurą w podłoŜu. nie skłaniając do poświęcania mu specjalnej wizualnej uwagi. która uciekła opiekunom z klatki. zapraszając. Po drugiej wojnie światowej postanowiono zrewolucjonizować tę sferę Ŝycia i dziś Japonia jest światowym liderem w produkcji wszystkiego. Nie naleŜałam do wybitnych wyjątków i japońskie oznakowania pozo84 stawały dla mnie nieczytelne. co zobaczyłam otwierając kolejne drzwi mieszkania w Bon Hour. 83 Niespodzianka w toalecie To. Polubiłam je od pierwszego wejrzenia. ale moŜna je teŜ zobaczyć w kilku sąsiednich dzielnicach. chyba z Ameryki Południowej. upodobały sobie ponoć te właśnie okolice Tokio. gdzie aleja potęŜnych drzew ginko jest ich główną siedzibą. Pierwsze zachodnie sedesy. ale nawetgaijin wiedziałby. ale jak się okazało nie te.wykorzystują jako ozdobne doniczki. W kaŜdym innym znanym mi kraju na tym miejscu stałoby swojskie urządzenie zwane sedesem. by zrozumieć działanie japońskiego sedesu. by je odsłonić. Znałam wówczas pięć kanji. stała się przyczyną zakłopotania niejednego zresztą „gaijina". co trzeba. Ŝe do końca pobytu w Japonii najbardziej stresującym momentem w czasie odwiedzin u japońskich znajomych była konieczność udania się do toalety. Metoda prób i błędów była więc jedyną. Widok z Bon Hour był pierwszą niespodzianką. jaką mogłam zastosować. jaka nastąpiła w Japonii w „temacie toalet". nie zauwaŜyłam ich w pierwszej chwili. i trzymane były przez Japończyków jako ptaki ozdobne. Prawdziwa rewolucja. pochodzą z daleka. To piękno szczegółu czekające. W rzymskim alfabecie napisana była tylko nazwa firmy Toto.gałęziach mandarynki siedziało stado jaskrawozielonych papug. Jak mówiła Chizuko. Zaczęło się podobno od jednej zbuntowanej parki. jaką zrobiło mi Tokio. co dotyczy supernowoczesnch toalet. W dziedzinie tej prym wiedzie stara firma Toto. dopiero mój ruch sprawił. który wychodził z WC okryty wstydem i z poczuciem niŜszości wobec technologicznego zaawansowania Nipponu. skrzecząc i gubiąc jaskrawe pióra. Nacisnęłam pierwszy przycisk. Jeden po drugim neonowy błysk i rozchwiane gałęzie. cudzoziemcy kupują je i . Do lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku japońska toaleta występowała przede wszystkim w wersji „kucanej". które stały tam równiutko. ale większość cudzoziemców go nie posiada. która stworzyła równieŜ to coś. zakładane w Japonii w eleganckich hotelach i restauracjach. Nic wykwintnego. Patrzyłam w zdumieniu na zestaw kilkunastu przycisków i pokręteł zamontowanych z obu stron róŜowego kuriozum. co stało w mojej toalecie w Bon Hour. by wsunąć w nie stopy. jaką nadal moŜna spotkać w niektórych miejscach. nagłe wariactwo koloru jak z obrazów Rousseau! Trochę większe od papuŜek nierozłączek. które dziś moŜna czasem znaleźć na targach staroci.ku konsternacji japońskich gości . I gdyby piloci uŜywali plastikowych kapci z napisem Hello Kitty Happy Toilet. sprawiło. Wieczorami wracają gromadnie z Ŝerowisk. a wyglądało toto jak fotel pilota samolotu bojowego (gdyby robiono je w kolorze róŜowym). Bardziej zamoŜni mieli do swojej dyspozycji białe porcelanowe naczynia w niebieskie kwiatki. Najwięcej mieszka ich na kampusie pobliskiego uniwersytetu.

wówczas ze środka wyłoniła się plastikowa rurka. gdy kolejna klientka robi siusiu. standardowe wyposaŜenie nowoczesnych sedesów firmy Toto. z której pod duŜym ciśnieniem wytrysnęła woda. Pomysł na zaoszczędzenie marnowanej wody został wprowadzony w Ŝycie i teraz kobiety mogą sobie włączać „odgłos spuszczanej wody". jeśli nie oczywistych (podgrzewanie deski i róŜne strumienie myjące i suszące). „Odgłos spuszczanej wody" polega na tym. ale nie leci woda i wbrew pozorom naprawdę nie zmyślam. które tokijczycy. słychać świergot ptaków. w trakcie i po. jeden z przycisków włączał funkcję co najmniej tajemniczą. uwaŜają za zbędne. o jakim nie śniło się nam w najbardziej freudowskich snach. zamieszkiwanymi przez uboŜszych. badające za jednym zamachem mocz. gdy Japończycy zaadaptowali zachodni model urządzenia znanego jako sedes. odpowiednia część mojego ciała miałaby do czynienia z czymś w rodzaju bidetu. Ŝe dwa razy szła na marne. lecz trzy razy: przed. i co raz za drzwiami idealnie czystego pomieszczenia rozlega się ptasi śpiew. to dlaczegóŜ by jej sobie trochę nie uprzyjemnić? Na tatami Właściwie jedynie nieprzewidywalny sedes firmy Toto odbiegał od moich wyobraŜeń o mieszkaniu troszkę egzotycznym. kontentując się klimatyzatorami. spuszczają wodę nie raz. wnosząc w ten sposób swój mały wkład w rozwój globalnej ekologii. to udogodnienie wprowadzono ze względu na kobiety. Kolejnych prób dokonywałam. Czeka się w kolejce kobiet. które właśnie robiły zakupy u Armaniego czy Ferragamo. Widziałam w mieszkaniu znajomego artysty z East Village toaletę w kształcie wielkiego buta. ale dopiero Toto naprawdę mnie zaskoczyło. takimi jak naleŜąca do pana Matsury. Oprócz rzeczy mniej czy bardziej przewidywalnych. Japońscy uczeni zbadali. mimo wilgoci oraz chłodnej i długiej zimy. Ŝe słychać charakterystyczny „odgłos". W momencie. bowiem był to tylko tak zwany „odgłos spuszczanej wody". Po jego naciśnięciu rozległo się prawie Ŝe realistyczne „szuuuugulgul". ogrzewanymi od spodu stolikami kotatsu albo piecykami gazowymi. Gdy jest ich więcej i siusiają symultanicznie. Ŝe gdybym siedziała. Ŝe korzystające z toalety kobiety zuŜywają więcej wody. Jego zasadniczą wadę stanowił brak centralnego ogrzewania. Nie leciała. na szczęście czysta i ciepła. zamiast zaglądać do środka jak jakiś barbarzyńca. a ja obejrzałam się nerwowo w obawie zatopienia albo kolejnego prysznica. Istnieją równieŜ sedesy grające kilka rodzajów muzyki. W telewizyjnych reklamach producenci sedesów i gadŜetów niestrudzenie zachęcają do wypróbowania kolejnej nowości. Zajrzałam dla pewności tu i tam. Skoro korzystanie z toalety jest naturalną i powszechną potrzebą. bo kierując się wstydliwością i chcąc zagłuszyć „odgłosy". krew i ciśnienie. Wyobraźnia konstruktorów japońskich sedesów posuwa się takŜe do śmielszych rozwiązań niŜ „szuuugugul" i w jednym 85 z depato. Zimą temperatura w ich mieszkaniach spada więc . Domyśliłam się. zgodnie ze swoim zwyczajem postanowili go ulepszyć i skonstruować supersedes. zamiast banalnego dźwięku spuszczanej wody. co znaczy. ale nigdzie nie leciała woda. Co więcej. a „króliczymi norami". ale dość komfortowym i z grubsza normalnym. a w Ginzie istnieje poświęcone im muzeum. Udało się im to z nawiązką. toaleta zmienia się w rozświergotany las. I nie powinna. To wynajęte dla mnie w Bon Hour było typowym lokum przeznaczonym dla rodziny z klasy średniej i w społecznej drabinie mieszkań plasowało się pomiędzy rezydencjami. odsuwając się jak najdalej.

jakie ogarnia człowieka w takich chwilach. Na tatami moŜna teŜ za dnia leŜeć i czytać albo robić cokolwiek innego. W sypialni były nadal tradycyjne maty tatami. po jakimś czasie staje się to automatycznie wykonywaną czynnością. japońskich domów ciągle ma chociaŜ jeden pokój tatami. iŜ do 86 tej pory popularne jest przekonanie. ale juŜ podłogi pracowni i livingu wyłoŜono drewnopodobnymi panelami. choć niestety złudne uczucie. Czasem 87 Japończycy przykrywają tatami dywanami albo linoleum. Ŝe marznięcie jest nie tylko „zdrowe". co czasem słuŜyć miało teŜ zwalczaniu tak nieheroicznych pragnień jak miłość cielesna do kobiety. ale nawet kapcie zostawia się za lekko podwyŜszonym progiem. Wystrój mojego mieszkania w Bon Hour stanowił mieszankę wschodnich i zachodnich wzorów.tak jak ja to uczyniłam montują sobie dodatkowe klimatyzatory w kaŜdym pomieszczeniu i. Ŝe japońskie psy ubrane są wówczas w ciepłe kubraczki i czapeczki. Zielonkawe maty tatami ciągle pachniały świeŜą słomą ryŜową i były najładniejszą podłogą.oczywiście pozbawionych własnej kuchni. zwykle . Wiara w zbawczą moc zimna jest tak silna. nie wyłączają ich nawet na noc. a nie metrów kwadratowych. Uczucie. jaką kiedykolwiek miałam w sypialni. ale przestaje to juŜ być regułą. jak będą mnie bez skutku przekonywać Japończycy. „Gaijini". KaŜdy. Zupełnie niepraktyczne i wymagające specjalnej troski tatami ma jednak niewątpliwy walor estetyczny. Gdy zasypia się.nawet do około 10 stopni Celsjusza. Oprócz kuchennych i łazienkowych szafek oraz futonu i z jakichś powodów telewizora. Ŝe się jej nie pobrudzi. a najmniejsze z moŜliwych pokojów do wynajęcia . mieszkanie było zupełnie puste. łazienki i toalety . „jest bardzo zdrowe". bardzo nowoczesna kuchnia niczym nie róŜniła się od modelu zachodniego. Jest to tym dziwniejsze dla obserwatora z zewnątrz. która przyjęła się w ostatnich latach jako wynik zmiany stylu Ŝycia tokijczyków. Tatami to najbardziej prywatna. o którym pomyślała zapobiegliwa Chizuko. Dlatego na tatami nie tylko pod Ŝadnym pozorem nie wchodzi się w butach. Japońscy bohaterowie historyczni lubili dowodzić swego męstwa. czyni bowiem człowieka zahartowanym. Uzasadnienie braku odpowiedniego systemu grzewczego podawane przez samych Japończyków najczęściej odwołuje się do wiary w to. o zgrozo. Ich dłuŜsze brzegi obszyto ciemnogranatowym płótnem. grubo tkanej powierzchni dostarcza zmysłowej przyjemności. pod warunkiem. dla których marznięcie w pokorze nie jest godną kultywowania cnotą.mają tylko trzy maty (około 5 m2)! Nieco większe mieszkanka o powierzchni czterech i . intymna część domowej przestrzeni. zna to cudowne. stoły i krzesła coraz częściej uznawane przez nich za bardziej funkcjonalne i bliŜsze ich dzisiejszemu stylowi Ŝycia. jeśli nie większość. tuŜ koło twarzy czuć miły trawiasty zapach. Wymiary jednej maty to 186 cm na 93 cm. Wiele. kto często się przeprowadza. który wzmaga się w czasie deszczu. Mimo to powierzchnię pokoi najczęściej podaje się w ilości mat tatami. na których stawiają zachodnie łóŜka. ale ogólnie „dobre". co. a chodzenie boso po gładkiej. ale łazienka przystosowana została do japońskich zwyczajów kąpielowych. Ŝe ma ono pozytywny wpływ na rozwój układu krwionośnego niemowląt i oseski przez cały rok noszone są z gołymi nóŜkami. stojąc godzinami w lodowatej wodzie. dzielnym i niema-rudnym. Ŝe wszystko zaczyna się od nowa.

pół maty (około 8 m2) wśród studentów uchodzą za całkiem wygodne. Ku mojemu zaskoczeniu. Szybko okazuje się. co wypróbowałam od razu. Tatami w sypialni i drewnopodobne panele w reszcie mieszkania stanowiły dziwny kontrast ze śmieszną plastikową łazienką. które udało mi się popełnić w drodze z lotniska Narita do Bon Hour? Jedna więcej nie zrobi Ŝadnej róŜnicy. To była dobra przestrzeń. Jednak pokój tatami „chce" być pusty i taki powinien pozostać. ciach noŜyc pana Matsury. która nie jest zamknięta w sposób ostateczny. W praktyce nie wszyscy składają i rozkładają swoje sypialnie. na którym posadzę kwiaty. czyli przesuwane ekrany. tym bardziej Ŝe zwykle wyposaŜone są w kącik kuchenny. powitalne haiku przylepiane potajemnie do drzwi nowego przybysza? Albo lista gaf. ale zanim zaczęłam się na dobre rozpakowywać. weszłam do pokoju. który wyjrzał zza rogu i chyba znów zasyczał: „Wssss". a jeśli pogoda sprzyja. . zaintrygował mnie szelest pod drzwiami wejściowymi. Ŝe odrzuca on wszystkie meble i buntuje się przeciw pomysłom na urządzenie go. Wczesne popołudnie to nie pora na kąpiel. W łazience nie było klimatyzatora i gorąca woda w zetknięciu z chłodnym powietrzem skraplała się w kłębach pary. Dom. Podeszłam do nich na palcach i zerknęłam przez judasza. lecz fusuma. Mieszkanie w Bon Hour nastroiło mnie całkiem optymistycznie. moŜe to jakiś japoński zwyczaj. by się pomoczyć. czego wymaga takie miejsce. mnóstwo kwiatów. w czym. tak Ŝe gdy się w niej siedziało. MoŜna by przewrócić ją do góry nogami i nie zauwaŜyć. stojąc na podłodze łazienki albo siedząc na niskim stołeczku. przystosowywać wnętrze do własnego nastroju. wychodząc na długi balkon. najpierw wywietrzyć je na balkonie. wchodzą do gorącej (naprawdę gorącej) wody. jak się pomyśli. serce japońskiego domu. Przyglądałam jej się przez chwilę. rzeczywiście jest jakaś logika. normalny Japończyk kąpie się wieczorem. Pokój tatami nie ma drzwi. JuŜ wykąpana. podekscytowana urodą mojego nowego domu i zainspirowana ciach. Kto wie. co zrobić. która pisała coś na kartce bezgłośnie poruszając ustami. Wanna była krótka i bardzo głęboka. tak jakby za kaŜdym razem zmieniało się dekoracje teatralne. zakończyłam inspekcję. pomyślałam i po prostu otworzyłam drzwi. uŜywają prysznica. Dopiero potem. dokładnie wyszorowani. który zapraszał. a specjalny odpływ chroni mieszkanie przez zalaniem. 88 pozwalała zanurzyć się w wodzie po brodę. o czym zdecydowałam w pierwszym w Ŝyciu ogrodniczym natchnieniu. by dopiero nadać mu sens. gdy udało mi się uruchomić system grzewczy. Japończycy myją się poza wanną. dzieląc mieszkanie na osobne sfery. Nie chcąc go draŜnić. Ŝe podłoga stała się sufitem i odwrotnie. Kąpiel w brudnych mydlinach na wzór barbarzyńców z Zachodu napełnia ich bowiem obrzydzeniem. przyjrzała się trzymanej kartce i chyba miała zamiar zostawić ją i sobie pójść. nie wiedząc. Nieskazitelne maty. pierwszy raz w Ŝyciu na sposób japoński. zobaczyłam tam Chizuko. pozwalające na swobodne operowanie przestrzenią. a schowek wypełniają inne rzeczy. którego nie znam. W pokoju tatami jest zawsze specjalna głęboka szafa zajmująca jedną ścianę. MoŜna więc rozsuwać fusuma i mieć jeden wielki pokój albo zasuwać. której podłogę i ściany wykonano z jakiejś sztucznej Ŝółtawej masy. do której powinno się codziennie rano chować zwinięte fu tony. Skończywszy pisać. wypełnić Ŝyciem. doskonała w swej ascetycznej kolorystyce i pustce. jasnobeŜowe ściany i samotny zwój z kaligrafią to wszystko.

jakieś kuchenne sprzęty. ot tak sobie.co wprawiło Chizuko w widoczne zakłopotanie. Pyzy jadło się. z tym Ŝe przesłodzona i jeszcze nieugotowana. Nie mogła zadzwonić. Nieco zbita z tropu ponowiłam zapraszający gest. Wyjęła z pudła dwie ceramiczne czarki i dwa talerzyki. bym przywykła do mochi. czy to wypada.gest jak doskonałe kanji powitania. Chizuko nie przestawała się sumitować. przytrzymując na piersi poły szlafroka. śliczną poduchę do siedzenia na podłodze. W środku miała grudkowate bordowe 90 nadzienie. Sądzę. trzymając ją oburącz. Zdejmując buty. ale ją zaskoczyłam. bo nie miałam jeszcze 89 podłączonego telefonu. nie roniąc ani kropli. po czym wydobyła z podręcznej torby termos i opakowanie czegoś. uklękła na podłodze livingu. Od japońskiego „Sumimasen". co wyglądało jak spłaszczone pyzy zawinięte w liście. Ŝe cierpły zęby. na zawsze zachowam w pamięci i ilekroć potem Japonia wyprowadzi mnie z równowagi. Jedna była biała. „będzie kolorem pasowała do herbaty". Ŝe była jednak przygotowana na taką ewentualność. a Japończycy nie przychodzą do siebie w gości bez zapowiedzi. Okazało się. jaką pokonałyśmy razem samochodem. czyli „Bardzo mi przykro". myślałam. a trzecia zielona. często uŜywanego jako nadzienie. Ŝe ich dziwny smak zawsze przywołuje tę chwile. powiedziała Chizuko i podniosła . Ŝe nauczyłam sieje lubić dlatego. próbując pierwszy kęs z zachłannością osoby ceniącej sobie kulinarne rozkosze. Gładkie. Pyzy były bardzo piękne. i podała mi jedną z czarek. Kula nie tylko wyglądała. a wtedy Chizuko zdecydowała się wejść do środka. Zatrzymaną w czasie scenę na podłodze mieszkania. napój dla strudzonego wędrowca. druga róŜowa. gdy obca kobieta powitała mnie w swoim kraju jak starą przyjaciółkę. właściwie w ogóle rzadko odwiedzają się w domach. ale najwidoczniej droga. japońskich słodyczy z ryŜowego ciasta i dŜemu z czerwonej fasoli. według których ją wychowano. Tak jakby podawała mi Ŝyciodajny eliksir. czy nie i co w ogóle ma zrobić. które właśnie wtedy zaczęło być naprawdę moje. Japończycy z całą pewnością bowiem nie wpadają. Ŝe nie jestem aŜ tak nieprzyjemna jak w niektórych okrutnych japońskich dowcipach o białych kobietach. zaczęła angielskie zdanie wyjaśnienia. Gdy Chizuko juŜ przyjęła moje zaproszenie. będę wracać do niej jak do wypróbowanego talizmanu. niepotrzebny jej aparat telefoniczny. Chęć pomocy i ciekawość kolidowały z japońską powściągliwością. Nigdy przedtem nie była gościem cudzoziemki. Potrzeba będzie duŜo czasu. „Zieloną". okazało się. jak pokazała Chizuko. tak słodkie. połyskliwe kule.naczynia. dostarczając kulinarnej ekstazy. krojąc kęsy za pomocą spłaszczonych patyczków z surowego drewna. Powinny rozpływać się w ustach. którą chcę. ale nie wiedziała. łamiąc zasady. Potem otworzyła pudełko z pyzami i zapytała. Chizuko nalała nam japońskiej herbaty. ale smakowała teŜ dokładnie tak jak polska pyza. przekonała ją. do dopiero co poznanych cudzoziemek w szlafrokach. powiedziałam odwaŜnie. Rozgardiasz porozrzucanych wokół bagaŜy i absurdalny turban z róŜowego ręcznika na mojej głowie przydawały uroku tej niezwykłej ceremonii herbacianej kpiącej z reguł starych mistrzów. „Bądź tu szczęśliwa". by ogrzać zziębnięte dłonie. i z wyglądu przypominające siekaną wątróbkę. Chciała zostawić mi paczkę z kartką pod drzwiami i uciec. tak jak trzyma się kubek. który nareszcie doszedł do kresu podróŜy . kontynuując długi proces wtajemniczania mnie w tajniki japońskiej kuchni. Ŝe przywiozła mi róŜne rzeczy . ale nieśmiałość nie pozwoliła jej go skończyć.

wszystkie sklepiki w mojej okolicy są rodzinnymi interesami. warzywniakowi dodaje charakteru kolekcja kaktusów.czarkę do ust. w którym robi się i sprzedaje tofu. umieszczając na ścianie poŜółkły zwój z kaligrafią i kilka świątynnych talizmanów. Ŝe trudno powiedzieć. Oprócz jednego większego samu spoŜywczego. równie niewielką. identycznymi jak we wszystkich innych „tokijskich miastach". jest Tokio. kilka minut pociągiem od wielkomiejskiego Tokio. Dwie sfery przenikają się niekiedy na tyle.pachnący dymem przysmak jesieni . kasztany . Tu. poustawiane tu i ówdzie gadŜety i pamiątki z podróŜy. tako\" kucharza. ubrania dla starszych pań. gdzie znajdują się największe na świecie domy towarowe Seibu.pakowane w ozdobne czerwone torebki i sprzedawane przez głośno zachęcającą klientów młodziutką dziewczynę w równie czerwonym fartuszku. Od stacji Ishikawa-dai ciągnie się główna ulica handlowa z latarniami ozdobionymi plastikowymi dekoracjami . Wytwórca mat tatami nadał swojemu warsztatowi styl najbardziej japoński. w przerwach gra spokojna muzyka. Tak zaczęło się moje japońskie Ŝycie w Bon Hour. tętniąca młodością Shibuya czy Ikebukuro. a w rybnym wisi pod sufitem wielka nadmuchiwana ośmiornica. w których moŜna zgubić się i Ŝyć przez całe lata. a bardziej ekspansywni sprzedawcy sami wznoszą zachęcające okrzyki charakterystycznym monotonnym głosem. babcia Shinada ozdobiła ściany swojej piekarni rysunkami wnuka. wyczerpujemy 91 limit. Tylko sklepik. czy przestrzeń. niŜ moŜna by podejrzewać z jej opisu. smaŜonymi kulkami ciasta z posiekaną ośmiornicą. Między księgarnią a sentd Spiętrzone wertykalnie i horyzontalnie stacje metra to jedyne centra Tokio świeckie. sandały geta akurat przecenione o 500 jenów. Obok stoisko z tako-yaki. Wnętrzom sklepów indywidualny wyraz nadają wiszące na ścianach dyplomy i obrazki. warzywa i owoce o idealnych kształtach ułoŜone w zgrabne piramidki. liśćmi klonu albo bambusowymi witkami. promocyjna oferta ryŜu w dziesięciokilowych workach. kusi podniebienie ostrym zapachem. która śpiewa do siebie.gałązkami kwitnącej wiśni. sypialnią. Płynące z megafonów słowa witają mieszkańców i zachęcają do robienia zakupów. a nad nimi lub w ich głębi zwykle mieszkają właściciele. Właścicielka sklepiku z japońskimi słodyczami ma na ladzie dwa ceramiczne lwy z Okinawy i zegar w kształcie Hello Kitty. W Ishikawa-dai kaŜdy kaŜdego zna i wydaje się. Ŝywiąc się na darmowych degustacjach w dziale spoŜywczym. a potrawa jest lepsza. w których krzyŜują się drogi milionów tokijczyków dojeŜdŜających do pracy. ma ascetyczny wygląd malej fabryczki . Dopuszczalna liczba dziwadel jest precyzyjnie określona: ekstrawagancko odziana starsza pani z pudlem. „gaijinka". z wprawą przyrządzane przez pokrzykującego „Tako. Część towaru z małych sklepików wystawiona jest wprost na ulicę. które prowincjonalną atmosferą bardziej przypomina Radomsko niŜ Manhattan. Ŝe Konfucjusz mieszka tuŜ za rogiem w kaŜdej chwili gotów zapobiec wszelkim próbom buntu wobec odwiecznego porządku. a nie religijne świątynie konsumpcji. Większość jednak ma małomiasteczkową atmosferę jak moje Ishikawa-dai. i ja. w której babcia Shinada ogląda telewizję. w Dobrej Godzinie. który najwyraźniej jest fanem disnejowskich kreskówek. Jedne są potęŜne jak Shinjuku z dwoma milionami przewijających się codziennie podróŜnych. jest ciągle jeszcze jej miniaturową piekarnią czy juŜ.

pod którą zawsze czekają na resztki trzy grube koty. buchający zza bambusowych rolet zapach alkoholu i tytoniowego dymu przyprawia o zawrót głowy. Od rana do wieczora moje sąsiedztwo jest sennym królestwem staruszków i matek z dziećmi. NajbliŜej stacji Ishikawa-dai. gdzie jego synowa kroi potrzebne ingrediencje. kilka kamyków. a jego prawdziwe Ŝycie zaczyna się o zmroku. Gdy przechodzi się blisko. gdzie oprócz miniaturowych roślinek umieścił drewniany model świątyni. zwabił mnie do piekarni babci Shinady. Babcia Shinada uśmiechała się na mój widok. Powietrze przesyca się wówczas zapachami niemal nieobecnymi za dnia. grillowania i tłuczenia sezamu. znajduje się księgarnia. niemal namacalnie prawdziwy. Drogę do nich pokazują płonące w ciemności okrągłe czerwone lampiony. czasem śpiew rozochoconych męŜczyzn. by powtórzyć rytuał dający mi poczucie czasowej przynaleŜności do świata tej uliczki i sąsiedztwa. bułeczki z nadzieniem curry. krwioŜerczych wampirach. pokazywała mi specjalność dnia. ale za to przed wejściem do niej właściciel urządził hakoniwa. gęstnieje. sadystach pedofialch. plastikowych drzew i . co kto lubi. bo ryzyko. co jest cechą charakterystyczną wszystkich „tokijskich miast".kto wie dlaczego . . Jeden po 93 drugim znikają w barach męŜczyźni w garniturach. gawędząc z dziadkiem Tanaką. witają dzieci wracające po długich godzinach nauki.figurkę kota Doraemona. wlewania skwierczącego sosu sojowego na rozgrzane patelnie. na którym dziadek Tanaka piecze kaŜdego wieczoru pachnące yakitori. gdzie Japończycy oddają się jednej z ulubionych rozrywek. by po jakimś czasie wynurzyć się z rozluźnionym krawatem i rozpaloną twarzą. sprasowaną na płasko kałamarnicę.92 pełnej metalowych pieców. co pod ręką. a potem ruszają dalej ulicą przesyconą zapachem ryby. Klienci. by nie wystawały im na ruchliwą ulicę. a wnuk bawi się u jej stóp. muszą podkurczyć nogi. uczniowie. Sarariimani. Zjadają po kilka szaszłyków na miejscu. Grill. siadając z patykami yakitori na małej ławeczce. właściciele barów piszą kredą na wystawionych na zewnątrz tablicach nazwy i ceny dzisiejszych specjałów. sosu sojowego i świeŜego pieczywa. którą potem odwiedzałam niemal codziennie. Ŝe przechodząc widzi się tylko ich plecy i pochylone głowy. Ŝe ktoś je ukradnie. mięsa. Gospodynie wrzucają rybę do piekarnika. przywołujący na myśl małe polskie miasteczka. zwanej swojsko „mamą". czytaniu na stojąco nowych numerów czasopism i komiksów ????. Najbardziej popularne tytuły wystawiane są na stojakach na zewnątrz. Wracający z pracy czy szkoły zatrzymują się i stoją koło półek tak. smaŜoną ośmiornicę czy szaszłyk ze skóry kurczaka w słodkim sosie. z wielu rozlega się muzyka. Zaludniają się restauracje i zamknięte wcześniej bary. przez ich głosy przebija się wibrujący alt właścicielki. Zaczyna się czas smaŜenia i gotowania. tac i kadzi. gdzie moŜna po pracy napić się sake albo piwa i przegryźć co nieco: suszoną rybkę. kobiety w kostiumach i w fartuchach zarzuconych na domowe sukienki czytają rysunkowe opowieści o obdarzonych czarodziejską mocą księŜniczkach. To właśnie ten zapach chleba. „pudełkowy ogród" w plastikowej kuwecie z piaskiem. maczane w gęstym sosie szaszłyki ze wszystkiego. inni zadowalają się tylko przekąską pod gołym niebem i napojem z automatu. nakrywają stoły. właściwie nie istnieje w Japonii. jedynej kobiety w towarzystwie. stoi niemal w progu swojego mieszkania. przez którego otwarte drzwi moŜna zobaczyć kuchnię.

krewetkę na ostro w droŜdŜowej bułeczce albo słodycz fasoli w osłonce słonego francuskiego ciasta. które aranŜuje w sztywne. a podobne jej wersje moŜna znaleźć w kaŜdym innym mieście. Japonia oszalała na punkcie paczinko dopiero po wojnie. wykorzystując do maksimum swój angielski pięciu słów. innymi słowy. nie licząc „wsss" pana Matsury. Z ciepłym purezento w dłoni szłam dalej. czyli bilionach dolarów. symetryczne bukiety niczym dekorację trybuny dla pierwszego sekretarza partii w komunistycznej w Polsce mojego dzieciństwa. Gdyby popatrzeć na Ishikawa-dai z lotu ptaka. czyli dziesięć razy więcej niŜ kin. a obecna jego forma narodziła się po długiej ewolucji prostszej gry amerykańskiego pochodzenia. które moŜna polubić. Z jakichś powodów właściciel tego paczinko gustuje w białych i czerwonych goździkach. kolejne małe dowody na to. z daleka przyciągający wzrok nagłą erupcją koloru. między popularną księgarnią a sentó. które zyskało popularność nawet w krajach Zachodu. a ona dokładała purezento. jak w przypadku większości salonów. kolumny oplata plastikowy bluszcz. Paczinko to jedna z japońskich obsesji zupełnie niezrozumiałych dla reszty świata. Ta psychodeliczna wizja raju przyciąga jednak codziennie setki klientów. niemal nierealny w swej neonowo ostrej obecności. niegrzeczne siostry Małej Syrenki. jeśli juŜ pokona się przyzwyczajenia i idiosynkrazje własnych kubków smakowych. 94 Między paczinko a karaoke Określenie „między księgarnią a sentó" jest tylko jednym z moŜliwych sposobów na uchwycenie siecią opisu pejzaŜu mojej okolicy. której wyraz nadają dwa najjaśniejsze punkty orientacyjne: salon gry paczinko i bar karaoke. Dziś jest w Japonii około dwudziestu tysięcy salonów paczinko. która w ogóle się do mnie odezwała. najpierw mijamy budynek paczinko. jedną z tych zjaponizowanych specjalności o zadziwiających smakach. to właśnie byłyby miejsca dające najwięcej światła. a mój język napotykał na dzisiejszą niespodziankę. Piekarnia babci Shinady znajdowała się mniej więcej w połowie drogi między stacją Ishikawa-dai a moim domem czy. kaŜdej wsi i zapomnianej przez bogów osadzie na wyspie Kyushu czy Shikoku. wielokrotnie przekraczają one na przykład dochody uzyskiwane z przemysłu kinematograficznego. Ŝe czerpanie wzorów z Zachodu moŜe być jednak twórcze. Bryła złoŜona z ostrych kątów ma srebrną fasadę z dwiema doryckimi kolumnami. nigdy nie udało się przeflancować jej na inny grunt w przeciwieństwie na przykład do karaoke. i wielkie fioletowe kwiaty wyglądające jak genetycznie zmutowane rosiczki. czyli prezent. Namalowano na niej splecione ogonami piersiaste syreny. Idąc od strony stacji. publiczną łaźnią. Co tak fascynującego jest w tej grze? Ciągły ruch wchodzących i wychodzących ludzi bez trudu pozwala zajrzeć . Paczinko w moim sąsiedztwie stanowi przykład architektury łączącej wątki z komiksów ???? z nostalgią za światem Disneya i apeluje do podobnych potrzeb estetycznych. co hotele miłości. Wybierałam na koniec coś z jej oferty. Liczbę klientów szacuje się na ponad pięćdziesiąt milionów. a ja podtrzymywałam rozmowę. a roczne dochody liczy się w trylionach 95 jenów. Gawędziła ze mną.czekoladowe oponki o smaku zielonej herbaty albo rogaliki z czerwoną fasolą. bo właścicielka piekarni była pierwszą osobą z sąsiedztwa. Inny pozwala opowiedzieć o niej jako o przestrzeni. stoją hipertroficzne kosze sztucznych roślin. U jasno oświetlonego wejścia.

Nikt jednak nie chciał grać w miejscach. który zwycięzcy oferuje tylko mało wartościowe drobiazgi. jeśli się jest szczęściarzem. którzy zabetonowali japońskie miasta. gdzie przesiadują wytatuowani gangsterzy. wygrywa on więcej kulek. co trzeba. W końcu Japonia jest krajem. Niektórzy właściciele. odizolowani od sąsiadów niewidocznym pancerzem. najlepiej czujący się w miejscach. po której kaskada kulek spada w dół. a zaznaczam. wpadły w odpowiednią dziurkę. i wszystko jest w porządku. a nieoficjalnie. ale prawo prawem. Ów kolorowy. Hazard jest w Japonii nielegalny. nie przeklina. waląc w nią pięścią albo uwodząc głosem. w lewej papieros. z których natura została wykluczona . a Ŝycie Ŝyciem. o czym wie kaŜde japońskie dziecko i policjant. hałaśliwych i jasnych. a niezgłaszanych nikt nie wydaje się nawet w stanie oszacować. bracia tych. nie próbuje oswoić maszyny. W nieludzkim hałasie. Podczas jedynej wizyty w salonie z syrenami przegrałam dwa tysiące jenów w ciągu . a paczinko to zakamuflowana gra hazardowa. złagodzić światło. skoncentrowani. Wrzuca się je do otworu w automacie i operując wajchą sprawia. w którym mafia wydaje własne czasopismo i dopóki nie zajmuje się narkotykami albo zabijaniem zwykłych obywateli. Sprawiają raczej wraŜenie szczególnego rodzaju świątyń. a podejrzane typy wdają się w awantury. skoro jest to interes przynoszący dwadzieścia pięć procent zgłaszanych dochodów w sektorze usług. a nie fabryki. długopisy albo zapalniczki. Siedzą obok siebie zupełnie obojętni na obecność sąsiada. Salony paczinko nie są jednak miejscami niebezpiecznymi. pozostawiona jest samej sobie. rzeki i wybrzeŜa. próbowali nadać swoim salonom inny wystrój. ozdobiony wizerunkami półnagich kobiet o ogromnych piersiach albo postaciami z kreskówek ekran ponabijany jest szpilkami układającymi się w ścieŜki dla metalowych kulek. oczy wpatrzone w migającą światełkami wertykalną planszę. Grający mają twarze pozbawione jakichkolwiek emocji jak robotnicy przy taśmie produkcyjnej albo mnisi. gdzie ludzie o kamiennych twarzach. Jeśli się to uda. Industrialny hałas i zimne. prawa ręka na wajsze wprawiającej kulki w ruch. Dlatego wygranej w postaci gotówki nie moŜna odebrać w samym salonie. Nikt nie zagaduje sąsiada. Szczęściarze mają przy nogach po całym koszyku wygranych kulek. lewitujący w innej rzeczywistości. potomkowie samurajów. odpalają papierosa od papierosa. fluorescencyjnym świetle i kłębach papierosowego dymu co jakiś czas słychać zwycięską kaskadę kulek. utemperować łoskot maszyn. na Ŝywą gotówkę. Oczywiście yakuza ma wiele wspólnego z paczinko. w okienku za rogiem. oficjalnie wymienia się w salonie na drobne upominki. które wpadły do tej dziurki. Ŝe niewiele. by spadając. jeśli w ogóle cokolwiek zaleŜy tu od umiejętności gracza zdanego na ślepą Fortunę. Trzy czwarte grających w paczinko to męŜczyźni. ostre światło stanowią najwyraźniej integralną część uroku tej gry. do których być moŜe dotarł głosy estetów ubolewających nad brzydotą świata paczinko. nieczuli na hałas technorocka i okrzyki paczinkowych didŜejów. jak zahipnotyzowani wpatrują się w elektroniczną mandalę. by pozory zostały zachowane.suchych. Nie lubię paczinko. czego łatwo się domyślić. 96 Rzędy graczy w paczinko nie wydają się bardziej Ŝywe niŜ rzędy automatów. by wystrzeliły w górę tak. Najczęściej jednak wrzucone kulki przepadają z metalicznym hałasem w bezdusznych trzewiach automatu. Wygraną. które przypominały buduary.w głąb jaskrawo oświetlonego pomieszczenia i zobaczyć rzędy hałaśliwych automatów z oszklonym wertykalnym ekranem.

jeśli zapytamy Amerykanów. czyli „wysiłku". a nawet kilkunastu osób. Oglądane z zewnątrz Karaoke Big Echo teŜ przywodzi na myśl raczej duŜe przedszkole albo sklep z zabawkami . która chyba trochę wstydziła się tam być. matematykę. Innych jednak natura pozbawiła tych darów i kosztem wspomnianego „wysiłku" opanowują kilka popisowych numerów. postanowiłam zaŜyć innej japońskiej przyjemności dostępnej w moim sąsiedztwie. dziennikarz „Washington Post" i znawca Japonii. Jedna z prawdopodobnych odpowiedzi wiąŜe się z upodobaniem Japończyków do amatorszczyzny. które przeznaczone są dla kilku. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. Z kolorowego menu moŜna zamówić posiłek albo coś do picia i juŜ. ruszyłam. tak waŜnego w całym japońskim systemie edukacji. A skoro tak. srebrne kulki wystrzeliły w górę i wszystkie bez wyjątku przepadły metaliczną kaskadą w nicości. gdzie lubią spędzać czas dorośli. Ŝe ów lepszy uczeń wkłada w naukę więcej wysiłku. Reid. Ŝe kaŜdy jest w stanie opanować w zadowalającym stopniu kilka wokalnych numerów i to właśnie włoŜona w osiągnięcie tego celu praca liczy się bardziej niŜ talent. ile włoŜony w występ wysiłek i staranie. foteli i aparatury nie ma w nich nic więcej.z całą pewnością coś dla dzieci poniŜej dwunastego roku Ŝycia raczej niŜ miejsce. to śpiewać kaŜdy moŜe. który ma tyle wspólnego z rozrywką co operacja oka bez znieczulenia. Aby usłyszeć kończące występ gratulacje. Aby nikomu nie przyszła do głowy aktywność inna niŜ śpiewanie. Oczywiście niektórzy bywalcy karaoke po prostu mają dobry słuch i głos. skoki do wody.ośmiu sekund. Jednak Japończycy obojga płci znikający w drzwiach Big Echo mają więcej niŜ dwanaście lat: sarariimani w kilkuosobowych grupach. młode pary. czyli karaoke. Karaoke w mojej okolicy jest bardziej nowoczesne niŜ tradycyjny bar ze sceną. odpowiedź będzie brzmiała: „Bo jest zdolniejszy". Bierzemy więc mikrofon i śpiewamy. . Jak pisze T. W pięciopiętrowym budynku znajduje się kilkadziesiąt pokojów rozmieszczonych na poziomach o zróŜnicowanym wystroju. do których przypadkiem wstawiono telewizor i sprzęt nagłaśniający. teraz wystarczy wybrać kod piosenki i na ekranie pojawi się teledysk oraz tekst. Idea karaoke opiera się zatem na przekonaniu. gdzie ktoś odpowiedzialny za wystrój zadbał o odpowiednią liczbę podobizn koteczki i róŜowego koloru. który jest dany.od wielkości szafy do takich. PrzecieŜ to naród nieśmiałych ludzi. czyli Hello Kitty Chmura 9. R. białej koteczki. przyciągają wzrok duŜe 97 czerwone litery „Karaoke Big Echo" oraz podpisany wizerunek Hello Kitty. pozbawionej okien. Idea doryoku. Mając w pogardzie paczinko. Dlaczego Japończycy tak lubią karaoke? Od początku nurtowało mnie to pytanie. która na okrągło go monitoruje. muszą pokonać własną słabość i śpiewać. Oprócz stolika. W Japonii zaś niemal kaŜdy powiedziałby. Ŝe przy odpowiednim wysiłku kaŜdy uczeń jest w stanie opanować w tym samym stopniu grę na pianinie. dlaczego dany uczeń ma ze wszystkich przedmiotów lepsze oceny niŜ jego przyjaciel. opiera się na przekonaniu. a śpiewanie sprawia im przyjemność. Pokoje w Big Echo mają róŜną powierzchnię . z koleŜanką albo z kochankiem. w kaŜdym z pokoików zamontowano kamerę. jednej z najpopularniejszych postaci w japońskiej kulturze popularnej. w której liczy się nie tyle talent. Do jego białej fasady. którzy najlepiej czują się w grupie i publiczne śpiewanie solo powinno być dla nich koszmarem. Wszystkie pomieszczenia wyglądają tu jak sypialnie dla niemowląt. solo. „Ruszaj gałką". licealistki. Najlepiej na piętrze o nazwie Hello Kitty Cloud 9.

o którym pisze Barthes? Za to. Mój wybór padł na Celinę Dion i jej piosenkę z Titanica. naprawdę włoŜyłam w to duŜo wysiłku. Niczym Matsuda Seiko. Z gorliwością ogrodnika neofity parę razy dziennie sprawdzałam. nie miała ani głosu. Po dwóch miesiącach spędzonych na Ishikawa-dai ilość rzeczy kompletnie dla mnie niezrozumiałych wprawdzie wzrosła. Raz w Karaoke Big Echo towarzyszył mi Satoru. nie pozwalającej na tak „nieodpowiednie" przyjaźnie jak nasza. polegającej na realizacji postulatu: „Nie wychylaj się. ale moje codzienne Ŝycie zaczynało układać się w jakąś formę normalności. ale ja nie miałam tyle czasu. tak sobie tylko urodziwych. cały jej komizm był dla niego nieczytelny. jak szaleć. Po półgodzinie tych popisów przyszła moja kolej i wtedy po raz pierwszy i ostatni w Ŝyciu zaśpiewałam w barze karaoke. skarbnica wiedzy o Japonii. Miał świetny słuch i dobry mocny głos. i pewnie za to. widać upodobanie Japończyków do idoli reprezentujących typ dziewczyny czy chłopaka z sąsiedztwa: postaci przeciętnych. Bogowie wrócili ze świątyni Izumo do domów. a biała koteczka patrzyła na nas bezmyślnymi oczkami. / wanna be your man. lecz przeciwnie: za to. niezbyt utalentowanych. Fakt. Nie wygłupiał się. kto potrafi! wypracować dystans wobec uprzedzeń własnej kultury. MoŜe to właśnie ta zasada odpowiedzialna jest za potęgę i śmieszność współczesnej Japonii. Kocha się ich nie za to. jak rosną (o dziwo. zamiast się zmniejszyć. Smok. których sadzonki dostałam od mojej nowej koleŜanki Mariko wraz z radami niezbędnymi dla kogoś. po kilku nieudanych próbach opanowałam jazdę na rowerze z parasolem w jednej ręce. pracuj cięŜko. lecz nadal wyraźnie. Nie bez powodu teŜ kolejne tarento japońskiej muzyki pop zwykle nie umieją śpiewać. z którą łączył mnie brak talentu muzycznego. ani warunków scenicznych. więc popisywał się nim nie bez satysfakcji. próbuj z uporem. zwana „japońską Madonną". ktoś. japoński profesor.Nagrodą za ich odwagę jest akceptacja grupy. I tam. ten miły starszy pan o posturze nadzwyczaj delikatnej i kruchej śpiewał piosenki Beatlesów. iŜ w Japonii nawet wysiłki osób zupełnie pozbawionych muzycznych talentów spotykają się z cierpliwością i zachętą grupy. Człowiek wybitnego intelektu. a największa gwiazda lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku. powaŜny. wspaniały gawędziarz opowiadający mi piękną angielszczyzną aneg99 doty o samurajach i sarariimanach. rosły!) i . jest dla niektórych przykładem wschodniej wersji demokracji. Ŝe jawią się tak doskonali jak Nicole Kidman czy Brad Pitt. Matsuda Seiko. Dziś w mniejszym juŜ wprawdzie stopniu. skupiony. tak jak ja. doryoku. iŜ są tak samo ułomni jak my wszyscy. Nie zraŜając się pogodą. śpiewał więc. posadziłam na balkonie Bon Hour zimowe kwiaty. Niebo opadło i zawisło tuŜ nad naszymi głowami cięŜkie od wzbierającej wilgoci. a moŜe uda ci się być takim jak wszyscy". W karaoke kaŜdy moŜe być gwiazdą na ludzką skalę. a cała absurdalność sytuacji. a po krystalicznie czystych dniach października i listopada przyszedł ponury grudzień. nie robił min. chcąc nie chcąc. to szaleć. w róŜowym pokoiku karaoke ozdobionym wizerunkami Hello Kitty. Ŝe Japonia jest tak bogata i bezpieczna. przynosząc wilgotną. za jej wielkość i „wylininie". pochmurną pogodę. kto. co jakiś czas pękało i. wiśnie i duchy Podobno w Japonii trudne jest tylko pierwsze dwadzieścia lat. nigdy przedtem niczego nie posadził. Ŝe tylu wybitnych i niepokornych opuszczają dla nie tak czystych i nie tak bezpiecznych miast Zachodu.

których jeszcze parę miesięcy temu nie umiałabym rozpoznać. umykających mi wcześniej jak nerwowe dŜdŜownice. Chizuko w jednej ze swoich fantazyjnych apaszek. Gdy chłód wieczoru przenikał przez pojedyncze okna i nieizolowane ściany. i zapachami. z jakichś powodów. jakich nigdy wcześniej nie uŜywałam. ogrzewany od spodu elektryczną grzałką i przykrywany kołdropodobną narzutką. symbolizowaną przez jej przerośnięte nitki. bo gotująca kiedyś u mnie Chizuko zapytała o niego takim tonem. by zwiększyć przestrzeń między blatem a podłoŜem. Sobą jedzona w przeddzień Nowego Roku gwarantuje pomyślność i długowieczność. gdy uchyla się na moment metalowa pokrywa piekła i sto osiem demonów.odkrywałam w sobie ambicję pokazania panu Matsura od bonsai. Kupiłam nawet specjalny nóŜ do patroszenia krewetek. i dziadek Tanaka ze świeŜo przyczernionymi włosami. na matsuri. symbolizujących ludzkie przywary. W pierwszy japoński wieczór sylwestrowy jadłam w domu Chizuko przewidziany na tę okazję makaron sobą i nie bez satysfakcji stwierdziłam. którą wolał od sake. Ŝe umiem go juŜ wsysać bez chlapania na boki i ścigania pałeczkami nitek. Ŝe zaczynałam wrastać w Japonię. Fuji . Kolejne osoby pojawiały się. ale ten mały świat między księgarnią a sentó dzień po dniu coraz bardziej dawał się lubić.uwaŜa się za wyjątkowo dobry znak. Pomiędzy starym a nowym rokiem jest coś w rodzaju czasowej szczeliny. umiałam juŜ nazwać parę jadalnych stworzeń -wilgotnych. luki pełnej anarchii. który juŜ od jakiegoś czasu nie syczał na mój widok. hojnie dolewając Ŝubrówki. . Chizuko nauczyła mnie robić zupę miso. czyli festiwal. bez białego fartucha i bardzo elegancka. mackowatych . a tym razem nawet pierwszy raz wyraźnie i bez uciekania wzrokiem powiedział mi japońskie „dzień dobry". a przechodząc przez stoisko z rybami. sukiyaki i sashimi. byłoby naiwnością i ogromną przesadą. na którą planowaliśmy wyprawić się latem. bo . wielkookich. Bywałam 100 w japońskich domach i nawet wchodząc do własnego. O północy pojechaliśmy na rowerach do buddyjskiej 101 świątyni Kuhonbutsu i słuchaliśmy tam stu ośmiu ogłuszających uderzeń potęŜnego dzwonu. wypełniając się sprzętami. Mariko podarowała mi stary stolik kotatsu. Ŝe pierwszy sen w Nowym Roku jest bardzo waŜną wróŜbą dla Japończyków. tłumaczył nam Teru.o których wcześniej nie ośmieliłabym się pomyśleć w kontekście posiłku. mąŜ Chizuko. którego dziką i bujną wizję postanowiłam urzeczywistnić. jak powinien wyglądać ogród. Tej nocy śniła mi się góra Fuji. Powiedzieć. pan Matsura. Podkładałam pod jego nogi cztery grube słowniki. Była babcia Shinada z piekarni. wpełzałam pod stolik tyłem jak rak i leŜąc na brzuchu czytałam albo pisałam. wylatuje na małą wycieczkę. bakłaŜana i jastrzębia . właściciel sentó z całą trzypokoleniową rodziną i mój sąsiad od bonsai. które zgromadziły się na niewielkim placyku przy pomarańczowej bramie torii. które miały wypłoszyć tyleŜ samo naszych złych skłonności. nie zapominałam juŜ o zdejmowaniu butów. zwanej przez nas dla uproszczenia „naszym kościołem". odmieniona.niestety .nawet dodatkowe klimatyzatory nie były w stanie podnieść temperatury w moim japońskim domu powyŜej przygnębiających 16 stopni Celsjusza.obok. jakby posiadanie podobnej rzeczy w kuchni było czymś oczywistym i niezbędnym. i dopiero potem dowiedziałam się. Mieszkanie w Bon Hour stawało się coraz bardziej japońskie. Gdy w dzień Nowego Roku wybrałam się do najbliŜszej świątyni shintó. bez trudu rozpoznałam twarze kilku osób z mojego sąsiedztwa.

spod jego zielonego płaszcza wystawała para męskich nóg w sportowych butach. przygotował na mój uŜytek pasujący tematem miniwykład po angielsku i swoim perswazyjnym głosem doświadczonego nauczyciela mówił tak długo. Jej mąŜ profesor. „How doyou doT\ zagaił więc grzecznie dziadek Tanaka. Trwały przygotowania do shishimai. jak to miał w zwyczaju. piszcząc. Lew symbolizuje szczęście i zdrowie. Tak powściągliwi na co dzień Japończycy nabierają śmiałości w atmosferze matsuri i zachowują się swobodniej. . noworoczne dekoracje z bambusa i gałązek sosny. to równieŜ integralna część japońskiego Nowego Roku i moj e sąsiedztwo przybyło chyba w komplecie. czyli „tańca lwa". Ta stara tradycja chińskiego pochodzenia jeszcze niedawno miała nieco inny charakter. Na drzwiach domów pojawiają się kadomatsu. poruszając się w okręgu stworzonym przez widownię. która kaŜe witać Nowy Rok bez długów i niedotrzymanych zobowiązań. zbliŜając swój pysk do naszych twarzy. uciekały tylko po to. dlatego świetnie nadawało się dla „gaijinki". które w dzisiejszych czasach często są uzupełniane bądź. to jedno z dwóch .najpierw kierując swe kroki do źródełka.wielki. momencie skupienia i pociągnięciu za sznur z dzwonkiem. wrzuceniu ofiary. bowiem lew wraz ze świtą chodził po domach sąsiedztwa niczym nasi kolędnicy. Poprzedzone gruntownymi porządkami 102 i przygotowywaniem kart z Ŝyczeniami. by obmyć ręce przed wejściem na teren świątyni. ku uciesze dzieci i radości dorosłych. Japończycy nadal hołdują wielowiekowej tradycji. a nawet czasem zagadują do „gaijinów". jest wydarzeniem radosnym i pełnym ciepła. nie tylko symboliczne plamy i brudy. ale kolejność tych czynności zawsze mi się myliła. przypominając sobie lekcję angielskiego z odległej przeszłości. Nowy Rok celebrowany przez trzy dni od 31 grudnia do 3 stycznia. zastępowane boŜonarodzeniowymi gadŜetami poŜyczonymi z kultury Zachodu. więc warto było zapłacić parę jenów za jego towarzystwo. Dziś lew tańczy tylko na terenach świątyń i oto właśnie się pojawił . Pierwsza w roku wizyta w świątyni shintó. Innymi słowy. Sama modlitwa w świątyni shintó zwykle zajmuje Japończykom chwilę i polega na trzykrotnym klaśnięciu w dłonie. Kadomatsu podarowane mi przez Mariko miało charakter eklektyczny: do bambusowego patyczka przyczepiony był swojski Mikołaj w czerwonym ubranku. jak lew odgrywa ekstatyczny taniec. by po chwili znów zaczepiać komediantów. z czerwonym pyskiem i białą wielką grzywą. a dzieci. uśmiechają się. aŜ wyczerpał wszystkie wątki. Rzucał się wte i wewtę.obok O-bonu . a potem witały się z przyjaciółmi i sąsiadami. Te generalne porządki nazywa się susuharai. ale okazało się. gdzie powitanie Nowego Roku ma bardziej elegancki charakter.najwaŜniejszych świąt dla Japończyków. pewnie wybierały się do świątyni Meiji. Zgromadzeni wokół 103 zaimprowizowanej sceny patrzyliśmy. nie brakowało nawet naszej dziwaczki z pudelkiem. niestety. czyli „wymiataniem sadzy". Podeszłam do Chizuko. Dwie młodziutkie dziewczyny ubrały się w przepiękne świąteczne kimona i pelerynki z białych lisów. Wokół nas uwijały się postaci w kostiumach i zabawnych maskach zastygłych w strasznych grymasach. straszny. z jakimi miało się do czynienia przez ostatnie dwanaście miesięcy. Ŝeyakuza pod przykrywką shishimai wyłudzała haracze i policja zabroniła tej praktyki. lecz takŜe te rzeczywiste muszą być usunięte przed 1 stycznia. przystrojonej na tę okazję w liliowy kombinezon i słomkowy kapelusz z kwiatem. które wypada wysłać do wszystkich osób. zwana hatsumairi.

jak złoŜone skrzydełko. Sakura. słowo oznaczające kwiat wiśni. uroczystość podziwiania kwiatów. w radiu i telewizji. Komuś z nas musiało przypaść teraz w udziale obudzenie lwa i nie wiem. „Idź!". Wprawdzie w lutym poświęcono trochę uwagi kwitnieniu śliw. rozkwit tokijskich drzew ma nastąpić dwudziestego piątego dnia tego miesiąca i wszyscy czekali nań w napięciu. gdzie pojawiło się mnóstwo słodyczy i potraw symbolicznie odwołujących się do sakurowego święta. tym bardziej Ŝe w przeddzień znów dostałam od niej purezento w postaci rogalika z apetycznym czarnym sezamem. W telewizji codziennie mówiono o sakura zensen. Przyszło mu to tak łatwo jak zwykle Japończykom. po pełnym napięcia oczekiwaniu. Tak jak zapowiadano . i po chwili byłam jego główną ofiarą. zasłaniając dłonią usta tym pięknym gestem japońskich kobiet. plastikowe bukiety z białych i róŜowych gałązek. wielkiego święta kwitnących wiśni. były przede wszystkim czekaniem na wiosnę.poklepałam lwa po drewnianej głowie. drukowano mapki informujące o najciekawszych miejscach. UŜywane tradycyjnie określenie z języka meteorologii wydaje się jak najbardziej na miejscu. W końcu.nie znając Ŝadnych lepszych sposobów na tę okazję . . zamieniły się w wielkie.był chimeryczny i wprawdzie do subtropikalnej wyspy Okinawa dotarł juŜ 15 stycznia.Udawał. We wszystkich gazetach.niestety . W drugiej polowie marca sprawy nabrały rozpędu. graficzny kształt gałęzi złagodniał. to dopiero dwa miesiące później 104 oczekiwano go w Fukuoce na Kyushu. Ŝe to babcia Shinada pierwsza wystąpiła z inicjatywą. słychać było wszędzie: na ulicach. była zapowiedź hanami. a ludzie przechodzący pod nimi coraz częściej przystawali i zadzierali głowy.tak jak zimny front albo ciepły ma w zwyczaju . Cukiereczki w kształcie kwiatków wiśni. przez których pęknięcie widać było wieczorem co najwyŜej wątły biały cień. Tak zaczął się mój pierwszy Nowy Rok po japońsku. czyniąc ze mnie . Ku uciesze zebranych. Ŝe padło na mnie. niemal dotykając swoim nosem mojego. osoby nieznoszącej zimy. Ŝe nas kąsa na szczęście. stało się. a ten podniósł się. które we wrzątku czarodziejsko rozprostowują się do swojego pierwotnego kształtu. ryknął i zatańczył. ciastka mochi. Trzy miesiące między styczniem a kwietniem dla mnie. wyszłam więc na środek. który po kolejnych miesiącach zacznę nieświadomie i prawdopodobnie niezdarnie naśladować. Nie wypadało odmówić. Jak ogłosiła Rządowa Agencja do Spraw Kwitnienia Wiśni. w metrze i sklepach. który wyglądał jak małe muszki. „gaijinka" to nie lada gratka dla lwa.dokładnie dwudziestego piątego marca . jak to się stało. znieruchomiał i chyba zapadł w sen. ukucnęłam i . powaŜnych i niepowaŜnych. Przypuszczam jednak. JuŜ na początku marca drzewa rosnące wzdłuŜ zabetonowanej rzeczki Nomi zaczęły dawać delikatne znaki Ŝycia. Powoli pęczniejące pąki sprawiły. Ŝe ostry. Lwisko potrząsało grzywą i wykrzywiało się.dodatkową atrakcję przedstawienia. Po wszystkich tych podskokach lew zwinął się na rozciągniętej na ziemi płachcie.gdziekolwiek w Tokio zwróciło się oczy. „Front wiśniowy" .drzewa wiśniowe rozkwitły. W ciągu jednej ciepłej nocy nabrzmiałe pąki. kimona młodych kobiet z sakurowym motywem . pełne kwiaty. czyli „froncie wiśniowym". ale nic nie moŜe równać się z sakurą. herbaty z kwiatów suszonych albo solonych. A wiosna w Japonii oznacza kwitnienie wiśni. zachęciła mnie Chizuko i zachichotała. w których rosną drzewa wiśniowe i gdzie moŜna teraz lub w niedalekiej przyszłości celebrować hanami. barwione na róŜowo i pakowane w marynowane liście wiśni.

106 Ŝe opadają zanim zwiędną. którzy w owym czasie nie mieli wielu innych zajęć prócz uprawiania sztuki i miłości. krótkich spodenkach i w niesamowitych. takich jak moje Ishikawa-dai. gdzie jest więcej przestrzeni i nie ma ruchu samochodowego. na którą przychodzą wraz z wystrojonymi mamami. Wprawdzie niektórzy mieszkańcy wystawiali stoły przed dom i podziwiali kwiaty. to nie najlepszy jednak punkt na hanami. jadąc rowerem wzdłuŜ Nomi. słonecznie Ŝółtych kapelusikach. Zwyczaj ten narodził się w okresie Heian (794-1185). kwiaty te kojarzyły się z popcornem i moŜe rzeczywiście to porównanie oddaje coś z ich lekkości . akademickiego i fiskalnego. Kwiaty wiśni mają to do siebie. biesiadując. Wiśnie rosnące wzdłuŜ Nomi. Ŝe aŜ niewiarygodnej. siedząc pod kwitnącymi drzewami. którą poznałam w Tokio. Arystokraci. Japońskie wiśnie kwitną. pobliska Ookayama czy Midorigaoka. Ŝe ich czupryny zlewały się w jeden nieprzebrany gąszcz aksamitnej bieli. Nieciekawa droga wzdłuŜ rzeczki Nomi zamieniła się w olśniewający pasaŜ. docenili urok . po zaledwie tygodniu Ŝycia.tak kruchej. mimo przejeŜdŜających im niemal po stopach pojazdów. Ŝe tajemnica piękna kwitnących wiśni tkwi w tym. moŜe podobna konstatacja jakiejś damy Heian data początek japońskiej idei mono no aware. to nie tylko początek prawdziwej wiosny. Kto wie. którzy na kilka wieków objęli w Japonii władzę. Majestatyczne wiekowe sakwy na kampusie pobliskiej uczelni stały się miejscem pielgrzymek ludzi z całej okolicy. Kultura estetów przepadła pod ruinami dworu Heian. Ŝe trwa ono tak krótko i tak nieuchronnie przemija. i kontrast między czernią ich bezlistnych gałęzi a bielą lub róŜem kwiatów jest olśniewający. Młodziutkiej 105 amerykańskiej studentce. ale równieŜ rozpoczęcie nowego roku szkolnego. po środku którego rósł zwarty szpaler drzew pokrytych tak gęsto kwiatami. Któregoś dnia. zaplątałam się w tłum maluchów w granatowych mundurkach. którzy robili sobie zdjęcia na ich tle. ale najbardziej urokliwe moŜna znaleźć właśnie w kieszonkowych parkach małych „tokijskich miast". gdzie biesiaduje się wprost na nagrobkach.Dopiero wtedy ze zdumieniem przekonałam się. To oni (i one) pierwsi zauwaŜyli. zanim pojawi się na nich choćby cień zieleni. ale wojownicy. Byli nowymi uczniami pobliskiej szkoły podstawowej i po oficjalnej uroczystości dumne mamy w niemal identycznych pastelowych kostiumach. patosu rzeczy i melancholii w obliczu nietrwałości? W kaŜdym razie Ŝadne długo kwitnące drzewa nie wzbudziły nigdy aŜ takiego zachwytu Japończyków. które pewnie były odpowiednim uniformem na tę okazję. najpiękniejsze pewnie na wielkim cmentarzu Aoyama. jak duŜo jest wiśni w betonowym Tokio. które na wyspie Honshu przypada na przełomie marca i kwietnia. delektowali się przygotowanymi specjalnie na tę okazję potrawami równie wymyślnymi jak ich stroje. Hanami to jedna z najstarszych japońskich tradycji. Kwitnienie wiśni. a początek dali mu wraŜliwi na piękno esteci płci obojga z dworu cesarskiego. robiły im pamiątkowe zdjęcia pod kwitnącymi drzewami. piękne i bujne. Wtedy w szkołach odbywa się uroczystość dla pierwszaków. które urządza się tam. to większość wybrała któreś z bardziej tradycyjnych miejsc w pobliskich parkach. w pełni swojej urody i rozkwitu. z którego szczelin na kaŜdym kroku wyrastały teraz biało-róŜowe królewskie bukiety. Najsłynniejsze tokijskie hanami odbywa się w parku Ueno.

Pod koniec siedemnastego wieku hanami świętowali juŜ wszyscy. gdy jak za podmuchem wielkiego wiatru.sakury. „burza wiśniowego śniegu". stare wiśnie. a po chwili ogarnia nas sakura fubuki. tako-yaki. Widok sennego młodzieńca w czarnym garniturze. Teraz moŜna nawet zdobyć się na odwagę i poprosić samotną parę „gaijinów". to częsty widok w okresie hanami. który kulminuje w dniu. kulinarnych i alkoholowych rozkoszy. Kilka dni wcześniej powstają tam prowizoryczne stoiska. wyjmują przyniesione ze sobą 107 jedzenie. Biesiadujący pod drzewami wyglądają niczym postaci z instalacji Kusamy Yayoi: są cali w kropki.jakimś cudem niemal wszyscy uŜywają dokładnie takich samych. a estetyka ulotnego piękna sakury stała się stałym elementem japońskiej kultury. gdzie rosną piękne. Nie brakuje alkoholu i przybywa go. Kwitnienie wiśni stało się symbolicznym wyrazem Ŝycia samuraja. opowiadają dowcipy. ludzie w grupach rodzinnych. przybywają ludzie i rozkładają pod nimi niebieskie plastikowe płachty i . róŜne słodkości i alkohol. Nawet jeśli nie było z kim walczyć. Ci. Najpierw kilka. Ludzie jedzą. moŜna dokupić na stoiskach sprzedających smaŜony makaron sobą z warzywami. a gdy drzewa pokrywają się białą chmurą kwiatów. Niektóre z tych prowizorycznych stołów wyglądają tak. a wiatr unosi płatki dalej. Dziś hanami ma bardzo demokratyczny charakter. Gdy wiśnie zakwitają. Biesiadnicy wchodzą na nie po zdjęciu butów. Na przykład w parku Senzoku Ike niedaleko mojego domu hanami odbywa się na wzniesieniu o wielkości jakiegoś tysiąca metrów kwadratowych. Metafora Ŝycia krótkiego jak kwitnienie wiśni pozostała jak smutne memento w wierszach i pamiętnikach pilotów kamikadze.co po jakimś czasie spędzonym w Japonii przestaje dziwić . W tych bardziej zatłoczonych konieczne jest zarezerwowanie sobie miejsca i firmy wysyłająw tym celu najmłodszego pracownika. piją. W świetle księŜyca i róŜowym poblasku lampionów hanami przypomina pradawne misteria. by pilnował dla reszty kawałka cennej ziemi pod sakurą. śpiewają. przyjacielskich lub zawodowych ciągną do parków. a samo święto ma spokojniejszy charakter. w miarę jak zapada zmierzch. ale pod wieczór więcej jest dorosłych. gdyby przyszła ochota na coś jeszcze. Przez kilka dni hanami trwa festiwal estetycznych. kwiaty zaczynają opadać. które równym szeregiem ustawiają dookoła. którego ideałem było Ŝyć krótko i w pełni rozkwitu młodości polec w walce o słuszną sprawę. Ŝe nie powstydziłaby się ich wykwintna restauracja. Zapalają się czerwone lampiony rozwieszone między drzewami i zaczyna się yozakura. wojownicy podziwiali opadające płatki w podniosłym wzruszeniu. robią zdjęcia. by dołączyli do japońskiej grupy i wraz z resztą towarzystwa dokończyli wielką butlę sake. Wraz z zapadaniem ciemności gęstnieje zapach sake i piwa. potem kilkadziesiąt powoli płynie w dół. zaczynają się erotyczne przekomarzanki i sprzeczki. Wczesnym popołudniem dominują rodziny z dziećmi. . mogą podnieść w górę oczy i zobaczyć przyprawiający o zawrót głowy widok pointylistycznych białych płatków na tle ciemnogranatowego nieba. który juŜ bladym świtem tkwi pod wiśnią w Ueno. i wszystko pokryte zostaje półprzejrzystymi płatkami delikatniejszymi niŜ dziecięca skóra. Specjalne zestawy na hartami moŜna kupić w sklepach spoŜywczych. stawiane są toalety i przenośne śmietniki. ale przynajmniej równie często smakołyki takie przyrządza się w domu. grupa starszych pań ma ze sobą przenośny zestaw do karaoke i wszystkie kolejno próbują swoich sił. głosy ludzi stają się coraz bardziej donośne i pijane. którzy nie wypili za duŜo. W małych parkach łatwiej znaleźć miejsce. czyli podziwianie kwiatów nocą.

W uproszczeniu jest to prawdą: śluby zawiera się w obrządku shintó. Ale lato to przede wszystkim święto O-bon. zarosły okno mojej pracowni w Bon Hour. gdy w bezsenne noce przyglądałam się im przez szybę zalaną strugami deszczu. Wkrótce magiczne drzewa. kwiaty pory deszczowej. do chramu teŜ przynosi się niemowlęta po błogosławieństwo . gorące noce. przelotne deszcze i słońce w aureoli wilgotnej mgiełki. 108 Dwa miesiące przyjemnej. „To wyjątkowo cięŜka pora deszczowa". gdy w strugach ulewy jechałam na rowerze do stacji metra. Gucciego lub Kenzo . Bujne hortensje. więc gdy w jakieś lipcowe popołudnie znowu wyszło słońce. Mówi się. Wszystkie kolory rozmywają się w jednostajną. Pierwszy dawał mi złudną ochronę. czyli japońskie zaduszki. choć kapryśnej. porze deszczowej. prostą drogą wiodą ku tsuyu. która przychodzi po hanami. Wykiełkowalyby zresztą pewnie nawet na moim ciele.przykleja je do szyb. jakich nie miałam nawet do pierwszej komunii. cykady wielkie i hałaśliwe jak helikoptery. Jest gorąco i tak wilgotno. Moje włosy podwoiły swoją objętość. Parasol i wachlarz to dwie rzeczy. trwa przez jakieś sześć tygodni wlokących się w mokrą. wyrosłyby tak samo bujnie jak w szufladzie.kobiety gustują w firmowych. 109 którego powierzchnia pokrywała się wilgocią zaraz po wytarciu teŜ wilgotnym ręcznikiem. grubiejąc w oczach. a buddyzmowi domena śmierci. Wraz z innymi gospodyniami z sąsiedztwa otworzyłam na ościeŜ wszystkie okna i wyłoŜyłam na balkon futony i pościel. a drugi pozwala! wprawić w lekki ruch cięŜkie od wilgoci powietrze w wagonie. maty tatami w mojej sypialni pachniały sianem coraz intensywniej i gdybym wysypała na nie nasiona rzeŜuchy. trwa. a ksiąŜki piły wodę jak spragnione gąbki. pleśniejącą nieskończoność. lepką. którym nikt nie poświęca najmniejszej uwagi. krótko Ŝyjące piękno. Zaczynało się lato. a rozsypane w szufladzie zapomniane nasiona rzeŜuchy cichutko wyrosły sobie w bujny jasnoseledynowy trawnik wczepiony korzonkami w nieuŜywane sztućce. Ŝe ryby mogłyby pływać w powietrzu. niczym wielookie głowy. Lato w Tokio to pyszne agarowe desery z owocami i ufolody o smaku zielonej herbaty. KaŜdy tokijczyk ma teŜ przy sobie mały ręczniczek . zimnoblękitne kwiatostany miały w sobie coś złowieszczego. Ŝe shintó przypadają sprawy Ŝycia. by zamienić się w pleśń. a wysuszone w suszarce błyskawicznie wilgotniało. ale ona podobno zawsze jest wyjątkowa cięŜka. japońskiej wiosny. ścian domów. ptasich skrzydeł. Wielkie. o których nie moŜna zapominać w tym czasie. Taki los spotka! moje skórzane buty i torebkę z delikatnego zamszu. Ich niepozorne owoce nie nadają się do jedzenia. Ŝe Japończycy tak rozsądnie i praktycznie podzielili funkcje swoich dwóch religii. nie mogłam uwierzyć w swoje szczęście. skręcając się w loki. gdyby jakiekolwiek stworzenie zdobyło się na większą aktywność w taką pogodę. z dyskretną metką Diora. Pranie nie schło. które wydały na świat to niewiarygodne. ale nie jest ona zbyt skuteczna i śliska błonka wilgoci pokrywa wszystkie sprzęty. W czasie pory deszczowej klimatyzatory w japońskich mieszkaniach włącza się na funkcję „suszenie". mówili moi japońscy przyjaciele.do ocierania wilgoci z twarzy i karku. gdzie reszta pasaŜerów równieŜ się wachlowała. czekając tylko na sprzyjające warunki. a ich oszalałe pędy zaczęły szparami włazić do środka. szumiącą deszczem szarość i niemal w kaŜdym sklepiku mojego sąsiedztwa są w sprzedaŜy parasole. stają się zwykłymi zielonymi drzewami. Tsuyu zaczyna się w czerwcu i trwa.

małe dziewczynki . wetknięte za węzeł obi. którzy mogą na przykład łowić małe czerwone rybki pływające w płytkim pojemniku. Yagurę 110 ozdabiają róŜowe lampiony. wydaje się jednocześnie pełen ciepła. na moje oko wyglądają lepiej niŜ w garniturach. Trzynastego lipca ludzie idą na cmentarz i zapalają białe latarnie z herbem rodzinnym. a starsze panie wyukatach formują krąg wokół platformy. którą. Nie brakuje atrakcji dla najmłodszych. którzy dali się skusić. czyli drewnianą platformę. Składa się on z powtarzalnych elementów naśladujących na przykład sadzenie ryŜu albo kopanie węgla . O-bon. Wielu tancerzy myli krok. Uwagę zwraca zwarta grupa starszych pań wystrojonych z jeszcze większą starannością niŜ reszta. by za jednym zamachem udało się złapać ich jak najwięcej do papierowego kubeczka. Tańce zaczynają się po zmroku. to piękny buddyjski festiwal poświęcony tym. Nieco zakłopotany gaijin stoi więc na środku i grzechocze. W Ishikawa-dai główną scenąbon-odori jest zwykle mały placyk przed supermarketem Peccock i główna handlowa uliczka nieopodal stacji. nawet nie wiem kiedy. które wiesza się równieŜ wzdłuŜ ulic nad ciasno obok siebie poustawianymi straganami z jedzeniem. który ma przynieść im ukojenie i moŜe trochę przyjemności. ale nie ma ponurej atmosfery . oprócz części prywatnej. potem kilkaset osób. suną jednak w coraz większym kręgu..bóstw. stawiają na nim wykwintniejsze i smaczniejsze niŜ na co dzień dary dla swoich zmarłych. bogato zdobiony bęben. równieŜ swoją część publiczną w postaci bon-odori. japońskie święto zmarłych obchodzone późnym latem. popijają zimną jęczmienną herbatę i piwo Asashi. ale ci. A duchy zmarłych są teraz przecieŜ właśnie tu. Na tę okazję kobiety i dziewczynki ubierają się w świąteczneyukaty przewiązane pięknymi pasami obi. wciśnięto w rękę mojemu na szczęście muzykalnemu męŜowi. którzy jeszcze mają w domu butsudan. Ŝe to mistrzynie ceremonii bon-odori. czyli zaduszkowych tańców. gdy duchy przodków powracają z zaświatów. To czas. Zamówione ceremonie odprawiane są teŜ w świątyniach i w całej okolicy czuć zapach dymu i kadzideł. na której honorowe miejsce zajmie bębniarz walący w wielki. by oświetlić duchom drogę powrotną na ziemię. rozlega się muzyka: bębniarz zaczyna walić w bęben. a zmarłych chowa według ceremonii buddyjskiej i tu. jedzą makaron sobą i szaszłyki yakitori. z wyraźnymi makijaŜami na wciąŜ ładnych twarzach. Tylko nieliczni męŜczyźni wzorem swych towarzyszek zakładają tradycyjny męski strój. MoŜe półpogańskie dziady miały coś z jego atmosfery? O-bon związany jest ze śmiercią.. Po chwili tańczy juŜ kilkadziesiąt. jak co roku. krąŜą między stoiskami. ustawia się yagurę. Gdy wszystko jest gotowe. domowy ołtarzyk. Ci. na tyłach świątyń. próbując naśladować właściwe ruchy.to właśnie taniec ku czci duchów. a juŜ od późnego popołudnia schodzą się ludzie. podczas gdy kolejne osoby zaczynają dołączać do kręgu starszych dam. chodzi o to. rodzinnego grobu. plac przed supermarketem staje się miejscem sakralnym. nosowym głosem i ruszają wokół yagury w idealnie zsynchronizowanym rytmicznym tańcu.dostojny i powaŜny. Zaczynają śpiewać wibrującym. O-bon ma. znajdują się cmentarze. Stroju dopełniają wachlarze. do o-haka. którzy odeszli. Tam. dzieci zaklejają sobie buzie cukrową watą i coca-colą. Jedną z nich jest babcia Tanaka. Do ekstatycznego dźwięku bębna dołącza flet i grzechotka. jak wielka chmura krąŜą nad głowami swoich bliskich. nie dorównując mistrzostwu babci Tanaki i jej koleŜanek. Po chwili okazuje się.

kolo północy bębniarze wciąŜ bębnią.nie do wiary . gdy wydawało mi się. Ŝe włoŜył w to tyle wysiłku. Ŝe bardzo mi się podoba bonodori. Pierwszy męŜczyzna kładł na podłodze trzymany cięŜar. Wiele z nich pewnie wróci na następny O-bon juŜ w chmurze duchów. zwoje z kaligrafią. jakie kupowałam na targach staroci. Inni nadal tańczą. przykucał i zakładał buty. by z czystym sumieniem gromadzić następne cuda. pod którymi mieli białe skarpety. dostawałam od przyjaciół. dymu i alkoholu. wyciągałam ze śmietników. doryokul Staruszki na wózkach odjeŜdŜają. którym nie mogłam się oprzeć. pyta mnie o coś po japońsku i pierwszy raz w Ŝyciu udaje mi się nie tylko zrozumieć. Laleczki kokeshi. Duchy. ukłoniło mi się jednocześnie. zdjęli w przedpokoju czyściutkie. stare kimona i ilość ceramiki wystarczającą dla kilku wielodzietnych rodzin . jak obiecali. gdzie w dowód wdzięczności za udany występ muzyczny mojego męŜa częstowani jesteśmy kolejnymi kubkami piwa. sprawdzili wypełnione przeze mnie kwity. ale starsze panie przestały juŜ śpiewać zastąpione przez głośniki z nowoczesną muzyką. pojawili się dokładnie o piętnastej trzydzieści. ich ruchy stają się coraz bardziej spontaniczne. zwaŜyli paczki. a jednym z nich jest drobny chłopiec z zespołem Downa. Taniec ku czci duchów zaczyna przypominać dyskotekę! Nie dajemy się juŜ wciągnąć do aktywnego uczestnictwa. ale i spontanicznie odpowiedzieć całym zdaniem. Po paczki przyjechali pracownicy poczty. Moje mieszkanie w Bon Hour nie było juŜ w stanie pomieścić rosnącej ilości „durnostojek".coś trzeba było z tym zrobić. Trzech niewielkich panów. gdy otworzyłam drzwi. Czy dlatego. 112 / i prawdziwych skarbów. udało mu się zostać takim świetnym bębniarzem? Dlatego. Mówię mu. które coraz swobodniej szepczą coś do siebie w powietrzu cięŜkim od potu. z których kaŜda waŜyła około dwudziestu kilogramów.111 wydają się najbardziej wytrwałe i z powaŜnymi buziami uparcie powtarzają gesty i kroki starszych. bębniarze zmieniają się kilkakrotnie. po czym kaŜdy z nich wprawnym ruchem podniósł jeden karton z napisem Japan Post. Na bosaka Po pierwszym roku w Bon Hour wysłałam do Polski kilka wielkich paczek. a potem ponownie podnosił . powiedzieli kilka razy: Hai. W wąskim przedpokoju ustawili się w kolejkę. w którym stała piramida kartonów. którego wszyscy entuzjastycznie witają i Ŝegnają po występie. wśród których gotowa juŜ jestem niemal wypatrzyć jakąś swoją japońską praprapraciotkę. Ŝe mimo upośledzenia. Przeszli boso te kilka metrów dzielących ich od moich paczek. ale w miarę jak robi się późno. jakie zesłała nań natura.nie mogące juŜ chodzić stuletnie babcie o ciałach skręconch artretyzmem jak precle pamiętają właściwe gesty i tańczą tylko ramionami i dłońmi! Bon-odori trwa przez kilka godzin ciepłej nocy. Oto pielęgniarki z pobliskiego domu opieki przywiozły na tańce swoje niedołęŜne podopieczne na wózkach i . którzy odpowiedzialni są za dzisiejszą uroczystość. Zanim weszli do salonu. Starszy męŜczyzna z grupy oficjeli. W pewnym momencie do kręgu bon-odori dołącza dziwna grupa. lśniące nowością trampki. czyli tak. chichoczą nade mną głosem cykad. siadamy wraz z innymi obserwatorami na krawęŜniku. schludnie ubranych w błękitne uniformy i białe rękawiczki. Ŝe nikt nie patrzy.

i wnętrza mieszkania (uchi). Wówczas drugi w kolejce powtarzał tę samą pantomimę. iŜ rzecz nie w tym. pierwszy po raz kolejny ściąga! trampki w moim przedpokoju. zostawiając przed drzwiami do innego świata brud tego. która dotyczy równieŜ wielu codziennych zachowań.paczkę i wychodził z nią do zaparkowanego pod Bon Hour pocztowego samochodu. Podobnie postępuje nawet japoński samobójca. gdzie kaŜdy moŜe wejść. zmiana stroju. mój przyjaciel Satoru powiedział mi. ale techniczna trudność tych operacji czy poświęcone na nie minuty. Remove your shoes compulsory. nie miały Ŝadnego znaczenia dla trzech panów w białych skarpetkach. zwalniając miejsce czekającemu koledze. Ostatni krok przez okno. RozwaŜaliśmy tę kwestię podczas kończącego konferencję wystawnego bankietu w sali tatami naszego ryokanu ubrani elegancko. Ŝe czułam się nieswojo. pracownicy poczty i tragarze z fortepianem waŜącym więcej niŜ oni razem. Generalnie miałam wraŜenie. respektowania tego zwyczaju wymagają bardzo stanowczo. który przyszedł naprawić lodówkę. ale w tym. mycie dłoni. płukanie ust albo obmywanie całego ciała towarzyszą wszystkim obrzędom shintó. mieszkańcy i goście. Dorośli i dzieci. ryokanach. niektórych restauracjach. by wrócić po następną z czekających w salonie paczek. którą lubiłam oglądać przy śniadaniu. wszyscy bez wyjątku muszą zdjąć buty. ???? your shoes off. a dopiero potem rzucił się z pięściami na niepoŜądanego przybysza. Gdy trzeci pracownik poczty kładł swój cięŜar obok dwóch pozostałych na pace samochodu. Symboliczne uzasadnienie zwyczaju zdejmowania butów jest o wiele istotniejsze od praktycznego. Japończycy. Chyba nikomu nie przyszło do głowy. Być moŜe humaniści są bardziej otwarci i traktują swoje miejsce pracy jako przestrzeń publiczną. mechanik. Zwyczaj ten obowiązuje równieŜ w świątyniach shintó i buddyjskich. ściągano by i zakładano buty tyle razy. wyrozumiali 114 zazwyczaj wobec dziwactw cudzoziemców. ale bez butów. przed113 noworoczne porządki. Jako Ŝe kartonów było dziewięć. pod wagon metra robi boso. które dla nas byłyby stratą czasu. bo pasujące do reszty wysokie czarne buty musiałam zostawić w szafce przy wejściu. oznaczając przejście z jednej sfery do drugiej . jak okazja wymagała. i nic dziwnego. Zwyczaj zmiany obuwia zinternalizowany jest tak mocno. co na zewnątrz (soto). zmianę statusu. Ŝe tylko czasem je zakładają. i elegancka przyjaciółka w szpilkach. a nawet w części pomieszczeń uniwersytetów i biur. najpierw ściągnął buty. Ŝe pewien bohater japońskiej telenoweli. Ŝe przedstawiciele nauk ścisłych respektują go w pracy częściej niŜ humaniści. Na bosaka czują się lepiej. czyli pensjonatach w japońskim stylu. Jednak na socjologicznej konferencji zorganizowanej w górskim ryokanie koło Kioto miałam rzadką okazję wygłoszenia referatu w ceratowych róŜowych kapciach. W religii shintó rytuał oczyszczania jest najwaŜniejszą praktyką. Zdjęcie butów stanowi mały rytuał symbolicznego oczyszczenia towarzyszący przekroczeniu granicy dwóch sfer: tego. Sypanie solą. Do not . gdyby paczek było sto. Ŝe do jego domu zakradł się złoczyńca. zanim wejdą do środka. co pewnie wskazuje na prawidłowość domagającą się bliŜszych badań.narodziny. wiedząc. ile wymagałaby okoliczność. buty zdejmowano i zakładano dziewięć razy. Ŝe Japończycy często zdejmują buty. śmierć. który zdecydował się opuścić. Przed wejściem do japońskiego domu po prostu trzeba zdjąć buty i nie ma Ŝadnego wyjątku od tej zasady.

przeznaczone do chodzenia po reszcie domu.ta część zawsze wydawała mi się najobrzydliwsza .na własne buty stojące w genkan. Ŝe japońska gospodyni. W Polsce konieczność zostawienia butów w przedpokoju i . ale tylko jeśli tak właśnie chcą. których oczywiście nie moŜemy zapomnieć zdjąć przed powrotem do wnętrza mieszkania. Musiałam więc wzmocnić czujność. Po wyjściu gości wszystko wracało do normy i buty przemieszczały się swobodnie. jak dla mnie dłubanie sobie w zębach przy stole.to tylko trzy przykłady lingwistycznych starań ze strony narodu. drewniane sandały geta na balkon i do ogrodu. balkon lub taras. Gdy zapraszają nas do pokoju tatami moŜemy mieć jedynie skarpetki. toaletowe. MoŜna teŜ być pewnym. Przed końcem wizyty w japońskim domu nasze stopy czeka jeszcze tylko jedna zmiana . Ŝe dla moich nowych japońskich znajomych nieprzestrzeganie zwyczaju zmiany butów moŜe być równie odraŜające. ale nie zawsze.uwaga . łazienką i balkonem. zdjąwszy uprzednio kapcie. Za kaŜdym razem.teŜ jest moŜliwe. Ŝe będą tam czekały na nas specjalne plastikowe butki. Czasem gospodarze podają odwiedzającym kapcie. I mimo iŜ poza tym popełniałam co . zmieniając swoje zastosowanie albo w ogóle zapodziewając się. iŜ musi ściągnąć buty. Bywa. ale przestrzeganie całej reszty wydawało mi się jedną ze śmiesznostek charakterystycznych dla „nawróconych na Japonię" cudzoziemców. która stoi w genkan. które musimy załoŜyć.włoŜenia czyichś uŜywanych kapci jest drobnomieszczańskim zwyczajem. Jedynie pokój tatami uchronił się przed moim barbarzyństwem.shoes here . która nie mrugnie okiem. by wejść do jej domu. Jednak w miarę upływu czasu. najczęściej drewniane klapki. W moim polskim domu na bosaka mogą chodzić odwiedzający mnie przyjaciele. Po zakończeniu wizyty w toalecie . który na ogół nie ma w zwyczaju dostarczać cudzoziemcom informacji w języku innym niŜ japoński. pod Ŝadnym pozorem nie wychodzimy w nich na zewnątrz! Zakładamy ponownie kapcie (lub: patrz wyŜej) i spokojnie uczestniczymy w dalszej części wizyty. czasem zapowiadane z telefonu komórkowego parę minut przed dzwonkiem do drzwi. Zostawianie butów w genkan nie wyczerpuje komplikacji związanych z japońskim obyczajem. by wszystkie pary kapci stały tam. skórzane klapki do otwierania drzwi. gdy miał do mnie przyjść Japończyk. co . moŜemy być pewni. Ŝe moi japońscy znajomi 115 nigdy się o tym nie dowiedzą) i chodziłam w butach po swoim mieszkaniu. Chyba Ŝe gospodarze postanowią pokazać nam swój ogród. i bym nie zapominała ich zmieniać w odpowiednim czasie. a kto wie. pokaŜe mu. róŜowe plastiki z wizerunkiem Hello Kitty w toalecie. prosząc o odrobinę keczupu.zostawiamy tam „plastiki". Gdy udajemy się do toalety. a więc podane (ewentualnie) przy drzwiach kapcie zdejmujemy i zakładamy ponownie dopiero po opuszczeniu pokoju tatami.jak wspomniałam wyŜej . chyba Ŝe w ogóle jesteśmy na bosaka. gdy cudzoziemiec przy stole zrobi z siebie idiotę. Oczywiście na początku pobytu w Japonii ignorowałam całe to obuwnicze zamieszanie (mam nadzieję. Zakładając je. wtedy musimy włoŜyć kapcie ogrodowo-balkono-wo-tarasowe. słuŜąc tylko do otwierania drzwi przychodzącym. który niezbyt dobrze mi się kojarzy. czy nie bardziej. wizyty moich japońskich znajomych stały się częstsze. za nic mając granicę między kuchnią. ogrodo-wo-balkonowotarasowe i dodatkową. dbałam więc. gdzie trzeba. Ŝe Japończyk ma cztery pary kapci: mieszkaniowe. Miałam jednak świadomość. starajmy nie nadepnąć dalej niŜ pozwala na to granica genkan wyznaczona najczęściej przez podwyŜszenie podłogi.

sprawia wraŜenie dobrej cioci. uśmiechała się przyjaźnie i ciepło. powtarzając demonstracyjne gesty. który znam.najpierw na tułów. Cala historia została powtórzona jeszcze kilka razy na podobnych duŜych rybach. Szczegółami dla mnie niezrozumiałymi. które pochyliły się nad rybą i kiwały głowami. z tym Ŝe sposób dekapitacji nieco się róŜnił. część swoich przyzwyczajeń zostawiłam razem z butami w genkan. w kwestii butów stałam się perfekcjonistką. wydając pomruki podziwu i aprobaty. z precyzją chirurga wbiła go pod jedno z jej skrzeli. Nie miałam jeszcze mebli. ale niezarozumiała . jednym z wielu zmienionych nie do poznania zapoŜyczeń. kucharka kontynuowała tak przez dobrą chwilę. nie przestając się uśmiechać. Wielkie rybie oczy ciągle patrzyły. ale ciągle Ŝyła. W ten sposób japoński zwyczaj stał się moim własnym. Ryba straciła wigor. przedstawiał sposoby obcinania rybom głowy. Napis na karcie dań jednej z tokijskich restauracji (pisownia oryginalna) IV. wchodząc do japońskiego domu. na którą patrzyłam. Był to drugi dzień mojego pobytu i na podłodze wciąŜ stały naczynia po mojej i Chizuko ceremonii herbacianej z pyzami. przeciągłego „Aaayyuuuu" będę uczyła się przez wiele miesięcy. a duch jedynego karpia. otworzyłam puszkę gorącej kawy. którą mistrzyni ceremonii wzięła do ręki. nie mieszczącymi się w moim sposobie myślenia o rybach i obcinaniu im głów. kompetentna. potem głowę. przyzwyczaiłam się i po wyjściu gości machinalnie zakładałam nawet te z Hello Kitty. Potem powoli. „Oto ryba". Trzymając osłabłą ofiarę w Ŝelaznym uścisku i nie zmieniając przyjemnego wyrazu twarzy.kolekcję noŜy. Główna bohaterka . Eating goodfood is very healthy and important for your happy human life. usiadłam więc na poduszce od Chizuko. kupioną w przydomowym automacie. choć niewątpliwie oglądanie serii dekapitacji przy śniadaniu nie odpowiada mojej idei porannego relaksu. Cieszące się wielką popularnością poranne programy tego rodzaju skierowane są przede wszystkim do gospodyń domowych. którego zabiłam. bez pośpiechu. Kamera zrobiła zbliŜenie na zdekapitowaną rybę . specjalistka od zabijania przekręciła nóŜ pod rybim skrzelem. Co więcej. materializując się nagle w mojej wannie i pytając: „Jak mogłaś?" . jaki obejrzałam w swoim tokijskim domu. i włączyłam telewizor. w tempie bliŜszym 117 teatrowi nó niŜ współczesnym programom. a potem. prześladuje mnie do dziś. Program naleŜał to tak zwanych gurume shows. by wytłumaczyć jakieś kulinarne szczegóły związane z krwawym wnętrzem czaszki. Gdy wyjaśnieniu stało się zadość. zaśpiewały unisono pomocnice. Gurume jest japońską wersją francuskiego słowa gourmet (znawca dobrego jedzenia i picia). Imperium smaku Sposoby dekapitacji Pierwszy program telewizyjny. w ciągu kilku sekund ucięła jej łeb. wzięła bardzo cienki nóŜ i chwytając rybę pewnym ruchem. Jako Ŝe w japońskiej telewizji mówi się o wiele więcej. niŜ jesteśmy przyzwyczajeni na Zachodzie. „Aaayyuuuu". szczegółami nie z tego świata. I nie koronkowe okrucieństwo tego programu mnie uderzyło.krok gafy normalne dla gruboskórnej „gaijinki". kucharka wygłosiła długą tyradę towarzyszącym jej dwóm młodym pomocnicom. pasujące róŜowym kolorkiem do sedesu Toto. światło odbijało się w nich jak w zmąconych lusterkach. „A oto noŜe". wskazując prawą dłonią leŜącą w misce Ŝywą rybę. a lewą .kobieta w średnim wieku. Takiego wznoszącego się. Ta.

wszystko to przyrządzane 119 za pomocą róŜnych metod i z niezwykłą inwencją. c) tresowane. i) miotające się jak szalone. (i) portugalskie. przecina się linię Ŝycia. konstytutywnym elementem toŜsamości kulturowej Japończyków. związany z porą roku albo szczególną okazją. (g) odwrotne. eleganckie . Japońskie jedzenie jest bowiem filozofią i sposobem Ŝycia. gdzie autor cytuje pewną (fikcyjną oczywiście) chińską encyklopedię. chudą grillowaną rybkę. k) narysowane cienkim pędzelkiem z wielbłądziego włosia. Przy pierwszej 118 porannej kawie w Tokio zdałam sobie sprawę. ale znawcy tematu uwaŜają. Ŝe jestem w imperium smaku. j) niezliczone. gdzie przekręcając nóŜ pod kątem 16 stopni. i na smak potraw. idea taka byłaby równie bliska. f) fantastyczne. W najprostszej wersji ten skromny zestaw składników daje bezpretensjonalne danie nadal jadane przez biednych i bogatych: garstkę ugotowanego bez dodatków ryŜu. d) prosięta. produkty sojowe. niepozbawiona wszakŜe walorów estetycznych. Tak właśnie wyglądał mój pierwszy lunch w stołówce studenckiej.dzieło sztuki samo w sobie. nadająca jedzeniu symboliczny wymiar. to jej główne cechy wyróŜniające. Minimalizm. (n) etc. owoce morza. Ŝe jeszcze jedynie kuchnia francuska i chińska spełnia tak wysokie kryteria artystyczne jak japońska. „Kuchnia" to właściwie niezbyt dobre słowo. Mimo postępującej westernizacji Japończykom udało się zachować swoistość swojej kuchni.Pomyślałam o słynnym fragmencie z ksiąŜki Jorge Luisa Borgesa. (h) zwane tańcem bogini wśród traw. Sztuka doskonalenia Pierwszy obejrzany przeze mnie gurume show obudził we mnie zainteresowanie japońską kuchnią wykraczające poza skłonność do zawsze lubianego sushi. b) zabalsamowane. (b) dokonywane przez kobiety w podeszłym wieku o świcie. niewyobraŜalnej taksonomii. (e) bardzo ciche. nie mrugając okiem. uświadomił mi. W Japonii nawet o-bentó przygotowane przez matkę dla malucha jest często dziełem sztuki. (1) pochopne. W przeciwieństwie do chińskiej czy francuskiej. których zostanę oddaną fanką. h) włączone do niniejszej klasyfikacji. fakturę. na przykład całego apetycznego Śródziemnomorza. (m) opisywane na wyjątkowo białym papierze. potrawy od kilkudziesięciu lat zadomowionej na Zachodzie. (j) takie. gdzie nóŜ wbija się półpoziomo pod lewe skrzele. która przetrwała do czasów współczesnych jako odrębna jakość. równy nacisk na aspekt wizualny. e) syreny.. (f) oglądane przez cudzoziemki przy śniadaniu. Być moŜe mieszkańcom innych rejonów świata. 1) et cetera. dzikie i hodowane warzywa. n) które z daleka są podobne do much". (c) noworoczne. w której zwierzęta dzielą się na: . parę pikli i miseczkę zupy miso. Jego znaczenie symbolicznie wykracza poza kuchnię. silna kontekstualizacja. Ŝe znalazłam się w świecie innej. gdzie sposoby obcinania rybom głów dzieli się na: (a) takie. dotycząc wszystkich sfer Ŝycia społecznego. (d) będące dziełem dziewic z Wysp Południowych. g) bezpańskie psy. japońska kuchnia korzysta z o wiele mniejszej ilości podstawowych produktów i znikomej ilości przypraw. m) które właśnie rozbiły wazon.a) naleŜące do Cesarza. kwintesencja zdrowej prostoty. Podstawą tradycyjnej japońskiej kuchni są ryŜ. Mój pierwszy japoński gurume show. (k) podpatrywane przez ramię. Wersja najbardziej wysublimowana to potrawy kaiseki serwowane przy ceremonii herbacianej .

przyćmiewając inne wonie. a jeśli w ogóle jakiś Japończyk woli wołowinę albo wieprzowinę od tuńczyka czy bonito. Moi japońscy znajomi na śniadanie jadali wprawdzie tosty lub muesli. które dają się twórczo zjaponizować. którym delektowałam się w Cheesecake Caffee na Shibuya. puszystego. rzadko dostarcza wizualnej uczty. albo prowadzą do japonizacji tych potraw i włączenia ich w tradycyjne menu. W ten sposób na przykład proste portugalskie danie. a zwykły biszkopt tej samej proweniencji biszkoptową poezją ciasta kasutera. Polski talerz. jaką kupuje się w Japonii. doskonałe w swym pięknie odwołującym się do wszystkich zmysłów. co jedzą inni ludzie. Ale kulinarne zwyczaje „gaijinów" są w ogóle śmieszne dla Japończyków i vice versa. wspaniała na steki. a grzebanie w jej zimnych wnętrznościach to co innego.jak pejzaŜ namalowany tuszem. Od czasu zaś. Ku uciesze moich japońskich przyjaciół. Ŝe będziemy im się przyglądać albo zachwycać się ich kolorem. rybki i miso shiru. Pojenie ich piwem 120 albo japońską wódką i codzienne ręczne masowanie (tak: „ma-so--wa-nie") sprawia. Japończycy są bardzo ciekawi tego. Japonizacja oznacza przy tym nierzadko ulepszenie czy wręcz sublimację. nigdy nie zastąpiło ono jednak ryb i owoców morza. Marmurkowa wołowina. ale wielu młodszych i starszych woli tradycyjny zestaw złoŜony z ryŜu. zapoŜyczone wraz ze swą nazwą w XVI wieku. nawet jeśli w odniesieniu do własnej kuchni mają zdrowe poczucie wyŜszości. Przykładem udomowienia zachodniej potrawy jest ów sernik o smaku zielonej herbaty. Taka naturalizacja jest w Japonii nadal bardziej popularną formą wzbogacania własnego menu niŜ etniczne restauracje w krajach Zachodu. w tym wypadku do ulepszania krów. Ŝółtego sześcianu jedzonego na przykład z lodami o smaku zielonej herbaty i fasolowym dŜemem. Ów wyrafinowany minimalizm japońskiej kuchni nie oznacza jednak zamknięcia na rzeczy nowe. Standardowa kuchenka gazowa. o której z takim zachwytem pisze Barthes w Imperium znaku. który według informacyjnego obrazka słuŜy właśnie do pieczenia ryby. uŜywałam go głównie do podgrzewania bułeczek z rodzynkami kupowanych u babci Shinady. właśnie „marmurkowo". na którym połoŜono ubite ziemniaki. przyznanie się do tego byłoby w złym tonie. pozbawiona . Mimo wprowadzenia mięsa do menu. Ŝe tłuszcz w mięsie odkłada się o wiele bardziej równomiernie. Za najlepsze uwaŜane są po prostu takie potrawy. jeszcze mniej apelująca do oka jest kiełbasa na gorąco albo bigos. skłonni do próbowania i kulinarnych eksperymentów. a do jej wyglądu przywiązujemy mniejszą wagę. stało się japońską tempurą. Wszystkie te rzeczy mają jednak wyraźny smak i zapach. Przede wszystkim dotyczy to przybyszów z krajów anglosaskich i słowiańskich. Dla nas najwaŜniejszą rzeczą w potrawie jest bowiem smak i aromat. spowijał całą okolicę. Kolejne mody na zagraniczne potrawy albo przemijają w Japonii bez śladu. gdy na początku XX wieku zaczęto hodować w Japonii bydło rzeźne (wcześniej nie jadano mięsa). Jedzenie ryby to jedno. W porównaniu z nimi japońska kuchnia wielu „gaijinom" wydaje się mdlą. jest produktem japońskiego talentu do ulepszania. ma maluteńki piekarnik. Dymny zapach grillowanej ryby unosił się nad moim sąsiedztwem kaŜdego ranka i kaŜdego wieczoru. Nikt nie oczekuje. kawał mięsa i jarzynę. dla wielu cudzoziemców pierwsze zetknięcie się z daniami kuchni japońskiej nie jest źródłem olśniewających wraŜeń. W przeciwieństwie do niektórych Europejczyków. stoły ludzkości wzbogaciła nowa odmiana niezwykle delikatnej wołowiny zwana czasem „marmurkową".

Większość rzeczy zjadanych przez Japończyków spełnia jeszcze inne funkcje oprócz cieszenia oka i zaspokajania głodu.przaśny ryŜ nie ma 121 smaku! Poza tym w przypadku japońskiego jedzenia smak i aromat uwaŜane są za jedną tylko z jakości składających się na dobrze przyrządzony posiłek i nie powinny zagłuszać innych. W zachwycie jedzącego podziw dla wizualnego piękna malutkich chryzantem ozdabiających świeŜe saskimi i odczuwanej na języku aromatycznej soczystości surowej ryby stapiają się w nową jakość w chwili konsumpcji.co za potworność . symbolizują pory roku i ich asocjacje oraz specjalne wydarzenia. Liść klonu wycięty z marchewki nie jest Ŝadną kulinarną rewelacją. skamieniały rosół z okrągłymi oczkami tłuszczu.smaku. Pływający w zupie okrągły plasterek białej galaretki rybnej kamaboko nie ma wprawdzie wyraźnego smaku. bawełniane. To pewnie dlatego zwizualizowane menu jest tak popularne w Japonii. Te atrapy wiele ułatwiają „gaijinom". Noszę go tej pory w plecaku jak talizman chroniący przed nieszczęściem braku sushi. Tak jak w przypadku kaligrafii piękno znaków jest równie waŜne jak przesłanie tekstu. równie waŜnych jego cech: koloru i faktury. ale . Niektórzy Japończycy uwaŜają ludzi Zachodu za upośledzonych zmysłowo. gruboskórnych biedaków. gdzie w małych sklepikach sprzedają wyłącznie sztuczne jedzenie dla potrzeb restauratorów. tak w wystawnym posiłku jego organoleptycznej „treści" nie sposób oddzielić od wizualnej „formy". świeŜą i wilgotną. wskazując palcem na imitacje dań. zdumienie przeradzało się w zgrozę. z przypieczoną skórką. Smak musi zostać tak skomponowany. który kupiłam sobie tego dnia zamiast prawdziwego jedzenia. dla których . ale za to moŜe być niezwykle zróŜnicowane pod względem faktury i konsystencji: jedwabne. MoŜna tu kupić plastikowe jajko sadzone z misternie wymodelowanym zarodkiem wrośniętym w Ŝółtko. a widok wielkiego białego barbarzyńcy polewającego subtelne danie sosem sojowym nieraz wprawiał Japończyków w zdumienie. które plastikowe danie wygląda na smaczniejsze. Modele jedzenia wykonane są perfekcyjnie i z niepokojącym realizmem. podane w naczyniach podkreślających ich przesłanie. przypadkiem znalazłam uliczkę. dostarczając wiedzy. róŜo122 wiutką krewetkę. Nawet najmniejszy lokalik ma na zewnątrz oszkloną gablotkę i kusi przechodniów miseczką ryŜu. nieraz zastawialiśmy się całkiem serio. by obróbka kuchenna jedynie wydobyła i delikatnie podkreśliła jego naturalną nutę. Japońskie jedzenie jest przyjemnością języka i oka. gąbczaste. z której wystają filuternie amarantowe macki ośmiornicy albo melancholijny pysk srebrnej długiej ryby. posypany szczypiorkiem zastygłym na zawsze na jego twardej złotej powierzchni albo model sushi z połyskliwym surowym kawałkiem tuńczyka. słabo przyprawiona. co jada się w danym miejscu. ale jego kształt i kolor przypominają o jesieni. są tak apetyczne (czy bardziej?) jak prawdziwe. Stojąc przed gablotką restauracji czy kawiarni. W witrynach wystawowych japońskich restauracji przyciągają wzrok plastikowe modele jedzenia. Potrawy. w której granice zmysłów zacierają się w nieznanej nam jedności. W wielu potrawach kolor lub/i faktura są zaś w ogóle od niego istotniejsze. na przykład czyste tofu dostarcza kubkom smakowym doprawdy bardzo niewyraźnych wraŜeń. Spacerując gdzieś między Asakusą a Ueno. co przyznają nawet sami Japończycy. moŜna poza tym wyciągnąć kelnera na zewnątrz i zamówić lunch lub kolację. Gdy w ten sposób profanowany byl biały ryŜ.

najwaŜniejszy jest bowiem fakt. Jadłam fugu i przeŜyłam „Smutno mi. W upiornie drogich restauracjach specjalizujących się w tym . najchętniej w postaci saskimi. symbolizuje japońską flagę. niepozornej rybki. gdy w ten sposób. a ich goście mają swoje porzekadło: „Chętnie zjadłbym fugu. JuŜ samym swoim wyglądem wysyła światu czytelną informację: „Nie jedz mnie". Zewnętrzna brzydota nie oddaje jednak wszystkich cech fugu. gdy zabijam ryby fugu. Zjadanie posiłku. przypomina jedzącym o pradawnej tradycji księŜycowych pikników. Ŝe nie zdąŜy on odłoŜyć pałeczek i skona. bardzo agresywna. by uśmiercić dorosłego człowieka zmieściłaby się na czubku szpilki. Ŝe nawet zdarzające się corocznie przypadki zadławienia. bo zamykają oczy i wydają takie dźwięki. podziwiano srebrzystego satelitę juŜ w okresie Heian. Ŝe naleŜą do klubu wyrafinowanych koneserów. Oprócz tego jest naprawdę brzydka. jakby płakały". którzy muszą). czyli na surowo. ucztując. ałe chciałbym przeŜyć". ozdabiająca białe ryŜowe poletko. 123 Tyle dramatycznego napięcia przy daniu z ryby nie bierze się bez powodu. a wiara w jego dającą siłę moc jest tak duŜa. Znana w naszym kręgu kulturowym wątpliwa przyjemność obŜerania się do granic moŜliwości nie przemawia do nich (moŜe z wyjątkiem zawodników sumo. Pozwala ucztującym mieć świadomość. jedzona w dzień poprzedzający Nowy Rok oznacza nadzieję na powodzenie i długowieczność. Japończyków). Sobą. Gdy ilość zjedzonej trucizny jest mniejsza. bowiem toŜsamościotwórcza rola japońskiego jedzenia przybiera czasem formy tyleŜ dziwne. to ciągnący się przez cale Ŝycie proces budowania toŜsamości kulturowej. Zabójcze stworzenie nie jest przy tym ani bogate w mięso. którymi moŜe nawet mrugać. proszę bardzo. twarde ciasto i uformowany w spłaszczone kulki ryŜ. słynnego przysmaku kuchni japońskiej. będzie kona! przez wiele godzin w straszliwych męczarniach. iŜ jej wątroba i Ŝeńskie gonady zawierają jedną z najbardziej niebezpiecznych trucizn. jada się przy wielu okazjach. ilość wystarczająca. ze skórą pokrytą kolcami i nieprzyjemnym zębatym pyskiem. Takie podejście jest bardzo charakterystyczne dla mieszkańców japońskiego imperium smaku.oznaczając pełnię księŜyca. czyli ubity na kleiste. a potrawy towarzyszące ceremonii hartami są lekkie i wiosenne jak wiśnie kwitnące nad głowami biesiadujących. ale zjeść coś. Jedzenie fugu ma wartość przede wszystkim symboliczną i zaspokaja inne pragnienia niŜ głód. co niebezpieczne. O-mochi. nikogo nie zraŜają. co jest trujące i bardzo drogie. których ofiarą padają staruszkowie. którego przedstawiciele gotowi są ryzykować Ŝycie dla nowego doznania kulinarnego. ani nie zawiera Ŝadnych cennych dla zdrowia substancji. ciągle ściskając je w dłoni. Rocznie przeŜute zostaje dziesięć tysięcy ton potencjalnie trującego rybiego mięska. Jedyna wyjątkowość fugu polega na tym. Tetrodotoksyna znajdująca się w ciele fugu jest sto dwadzieścia razy bardziej zabójcza niŜ cyjanek. czerwona śliweczka ume-boshi. cała ryba zawiera porcję mogącą zgładzić trzydzieści osób. Tak rzecz ma się w przypadku wspomnianej fugu. zwierzają się co wraŜliwsi z japońskich mistrzów kuchni. która w chwili zagroŜenia nadyma się jak piłka i w odróŜnieniu od innych ryb ma powieki. Japończycy jadają więc fugu bardzo chętnie. W sensie kulinarnym atmosfera świąt trwa w Japonii przez cały rok. w którym kaŜdy element jest znakiem czytelnym tylko dla wtajemniczonych (czyt. iŜ moŜe uśmiercić człowieka tak błyskawicznie.

często bywają tu ludzie sztuki. jak to ludzie. Miejsce to specjalizuje się w daniach z najbardziej śmiercionośnej odmiany ryby. a co dopiero znaleźć je w jej zimnym i oślizgłym wnętrzu. powołując się na znajomość z jednym z bywających tu znakomitych gości. i cieszy się sławą wśród amatorów niebezpiecznej potrawy. Wprawdzie w wyspecjalizowanych restauracjach zapewnia się gości. i przecieŜ ręka moŜe mu się omsknąć. Ale przecieŜ nigdy nie moŜna mieć stuprocentowej pewności. iŜ zbędne ozdoby nie zakłócały pustki sali. przeciętnemu człowiekowi chyba w ogóle niełatwo wyobrazić sobie. Czy nie myślał o tym. Liczba wypadków śmiertelnych została zmniejszona dzięki zaostrzonym współcześnie środkom bezpieczeństwa. Stolik trzeba zarezerwować z duŜym wyprzedzeniem. podczas gdy towarzyszący mi Japończyk byl radosny i zrelaksowany jak dziecko w lodziarni. gdy w towarzystwie japońskiego znajomego weszłam do tego przybytku gastronomicznych kamikadze. by na własnym języku przekonać się. Ŝe przecieŜ kucharz teŜ człowiek i. Wątroba fugu z kolei do złudzenia przypomina ponoć spermę męskich osobników tego gatunku. omawiających między jednym a drugim kęsem przyszłość partii konserwatywnej albo przemysłu samochodowego. pomyślałam. W przypadku tak niewielkiej rybki nie jest to łatwe. którego nie wolno podać japońskiemu cesarzowi. Zanim spróbowałam o cokolwiek zapytać . polityki i wielkiego biznesu. Dumnie wyeksponowany na ścianie dyplom mistrza kuchni ma upewnić klientów. Ŝe ryba ma „Ŝeńskie gonady". ale nadal około stu pechowców zjada fugu na swoją ostatnią wieczerzę. Wystrój restauracji charakterystyczny był dla najdroŜszych i najelegantszych miejsc w Japonii. ale fugu jest jedynym smakołykiem. nie ma mowy o amatorszczyźnie. do którego doprowadziła nas starsza kobieta w kimonie. samotna 125 skręcona (w konwulsjach?) gałąź. którzy przeszli specjalne szkolenie. Podzielona na kilka oddzielnych boksów przestrzeń zapewniała ucztującym intymność. a w razie czego widok umierającego gościa nie niepokoił innych klientów. czylifugu tygrysiej. Ŝe nie ma Ŝadnego niebezpieczeństwa. Jeden jedyny zwój wisiał we wnęce tokonoma. do której zaprosił mnie japoński dŜentelmen. zanim trucizna rozejdzie się po jej zimnym ciele. co znaczy. w trakcie którego nauczyli się odróŜniać wątrobę i Ŝeńskie gonady fugu od innych jej wnętrzności. omylny. beŜowe ściany i drewniane belkowanie dopełniały reszty. Ŝe Japończycy jak nikt inny potrafią w doskonałych proporcjach mieszać rozkosz i ból. tak zwanej torafugu. A przynajmniej mnie ta myśl przyszła do głowy. wyłaniała się z ceramicznej wazy. nieskazitelne tatami. iŜ jest on w stanie namierzyć i unieszkodliwić odpowiednie elementy wnętrzności/Mgw. W restauracji w Akasace. którą Japończycy uwaŜają za afrodyzjak i raczą się nią z rozkoszą. dziabnąć niechcący tę trującą wątróbkę? Czy właśnie to ryzyko utraty Ŝycia wprawiało go w taki dobry humor i podniecenie? W końcu nie bez powodu mówi się. co tak wyjątkowego jest w uczcie fugu. ? dobrana do niego kompozycja kwiatowa. Siadając przy niskim stoliku. Ŝe nie jest to najgorsza sceneria na ostatni akt japońskiej ruletki. w ten smutny sposób opuścił świat na przykład jeden z najwybitniejszych aktorów kabuki Bando Mitsugoro III. Co roku przyjemność uczty fugu ktoś przypłaca Ŝyciem.przysmaku pracują kucha124 rze. i uczynić z tego dzieło sztuki.

co się roi w wodzie. którą zawiera nawet poprawnie przyrządzone mięso fugu. który popatrzył na mnie z aprobatą. następnie tetchiri. jaka była jej symbolika. Ciemniejsze elementy skrzydeł zrobiono z ugotowanej skóry fugu. czyli pycha. W dwóch czarkach z gorącą sake pływały smaŜone płetwy fugu i była to fugu hire-zake. która nie ma płetw albo łusek. dalej shirako yaki. ale tak naprawdę najwyraźniej czułam cytrusową nutę sosu. która leŜała obok ryby. o dziwo. które mają płetwy i łuski.mojego znajomego.. a jedyną ozdobę stanowiła mała gałązka sosny. czyli około 500 dolarów. i spośród wszystkich zwierząt wodnych. surowa fugu w formie z maestrią przyrządzonego saskimi. czytamy w Księdze Kapłańskiej. „Oishii". z jaką Japończycy zawsze patrzą na „gaijinów". świętego ptaka Japonii. ale mówi się. Jakiś czas po wyjściu z restauracji odczuwałam w ustach i na języku dziwne. MoŜliwe teŜ jednak. podanym w osobnych miseczkach. Składała się z kilku dań. Pokrojoną w cienkie jak bibuła plastry rybę ułoŜono na kosztownym ceramicznym półmisku. jak surowe mięso piersi kurczaka. zaliczając je do jednych z najwspanialszych tworów . których podstawą stanowiła straszna ryba. Ŝycząc smacznego po japońsku. która zaglądała do nas zza parawanu i uśmiechała się zachęcająco. spośród wszystkiego. fugu--sashi. lekkie odrętwienie. Ŝe to to samo. czyli grillowana sperma fugu (tak. Być moŜe wpłynął na to fakt. w morzach i rzekach. Kęs fugu smakował delikatnie (Bardzo delikatnie) rybą i miał ciekawą fakturę. będzie dla was obrzydliwo127 ścią". 126 Podniosłam pałeczkami fragment Ŝurawiego skrzydła. co pływa. Saskimi z fugu serwuje się z pysznym sosem ponzu. ale być moŜe ostre zielone igły oznaczały moŜliwość śmierci. Podobno w ten sposób działają śladowe ilości trucizny. Nasza kolacja z fugu kosztowała 65 tysięcy jenów. PrzeŜułam kolejny kawałek. w morzach i rzekach. Wszystko. biały przejrzysty płatek. co „mlecz") wyglądająca. Towarzyszący mi Japończyk zamarł w oczekiwaniu. Japończycy uwaŜają. czyli fugu z surowymi warzywami i tofu przygotowanymi tak. którym Ŝaden zdrowy człowiek by się nie najadł. będziecie jedli. oprócz łodzi podwodnej. ponaglił mnie Japończyk spragniony moich wraŜeń i wyciągnął szyję w oczekiwaniu odpowiedzi. Utopiłam w nim więc swój pierwszy kęs fugu i włoŜyłam go do ust lekko drŜącą dłonią. iŜ jestem cudzoziemką o zmyśle smaku mniej wraŜliwym niŜ japoński. Fugu nadal smakowała jak pierś z kurczaka. Ale kaŜda istota wodna. powiedziałam więc mojemu towarzyszowi. Nie wiem. jakie ma się po zastrzyku znieczulającym u dentysty. byśmy je sami ugotowali na stole w specjalnym garnku. Ŝe ryby są piękne i pełne wdzięku. Ŝe w ten sposób zareagowałam. jej niemal przejrzyste ciało tworzyło wzór lecącego Ŝurawia. przyjemnie i clue wieczoru. sperma fugu jest ciałem stałym i podejrzewam. nawet gdyby fugu smakowała jak trociny albo pasta do butów. Zamknęłam oczy i wsłuchałam się w reakcję swoich zmysłów. Ale przecieŜ to nie o to chodziło. przyniesiono naszą fugu -kolację. potencjalnie zabójcze nic. gdy podejrzałam rachunek przez ramię mojego japońskiego towarzysza. jeszcze jeden. którzy potrafią docenić ich jedzenie. Zostałam dopuszczona do tajemnicy jednego z kulinarnych misteriów i musiałam sprostać wymogom magicznej chwili. Ŝe Japończycy zjedzą wszystko. „Hm?". co pływa „Będziecie jedli następujące istoty wodne: wszystkie istoty wodne. Przez delikatną strukturę mięsa przebijał zimny błękit ceramicznej glazury..

które poległy. Yukiko znała się na owocach morza jak nikt inny z moich japońskich znajomych. Na pomysł wyprawy na Tsukiji Yukiko wpadła pod wpływem mojej fascynacji wyglądem kolejnych dziwnych stworzeń. Wyrazem respektu wobec darów morza są ceremonie religijne odprawiane ku czci złapanych i zjedzonych zwierząt. stworki z długą trąbą. lekko drgających albo desperacko .poŜywieniem. Do tej drugiej opcji przekonała mnie 128 Yukiko. największym w Japonii i jednym z największych na świecie. Ŝe nie tylko lepiej od męŜczyzn znoszą zimno. trzeba albo wstać o nieludzkiej porze.natury. Jedzą zatem ryby wielkie jak cielęta i małe jak kijanki. które schodziły pod wodę. jedzą zwierzątka bardzo ładne i odraŜające. Jako Ŝe nadal nie wymyślono Ŝadnej skuteczniejszej metody połowu awabi. Schodziły pod wodę tylko w przepasce biodrowej i bez Ŝadnego ekwipunku. co nie jest czymś wyjątkowym wśród kobiet ama. które razem zjadałyśmy. mówiąc gościom: „Oto zaraz zjecie takie szacowne i piękne. ama wyławiały więc perły. a niektóre jeszcze Ŝyją. co mają na talerzu. co roku buddyjscy kapłani modlą się zarówno za te ryby. i morskie jeŜowce. Swoją osobną ceremonię mają teŜfugu. Babka Yukiko pracowała do siedemdziesiątego roku Ŝycia. gdy z odrobiną sosu sojowego i zielonego chrzanu wasabi wpadają do japońskich Ŝołądków. awabi i wszystko. ale teŜ mają pojemniejsze płuca i dłuŜej mogą wytrzymać pod wodą. zajmujące muszle porzucone. Bardzo wieloma stworzeniami raczą się w całości. stworzeń juŜ nieŜywych. czyli mięsiste bezkręgowce. które zmarły śmiercią naturalną. stworzenia mieszkające w ogromnych muszlach i muszelkach nie większych niŜ paznokieć. mimo iŜ z perspektywy cudzoziemca-mięsoŜercy równieŜ pozostali mogli uchodzić za specjalistów. Do dziś wierzy się. ostrygi. Japończycy na ogół wiedzą. W sumie pochłaniają jedną szóstą wszystkich ryb zjadanych na świecie. młoda Japonka. jej starsza siostra nurkuje w pokazach dla turystów odziana juŜ w białą koszulkę. Aby być świadkiem całego przedstawienia. kraby. i za te. uwaŜane przez Japończyków za przysmak. Niebezpieczne zajęcie wydobywania morskich uszu juŜ dwa tysiące lat temu zarezerwowane zostało dla kobiet. Awabi zwie się po polsku „uchem morskim" albo „uchowcem" i wygląda jak biaława kluska w takimŜ właśnie anatomicznym kształcie. by nakarmić Japończyków. gdzie zabijanie jest jednym z niezbędnych elementów. ale rybą . kobietami nurkami. trepangi. Ona sama wybrała karierę nauczycielki angielskiego. jak pokazuje przykład fugu. Ryba nie jest po prostu rybą . Ŝółwie. ale -jak mówi Yukiko -jest ich coraz mniej. której Japończycy nie potrafiliby przyrządzić (a z niektórymi trującymi. a nie półnaga jak ich babka. teŜ dają sobie radę). ośmiornice. ślimaki. by wydobyć przyklejone do skal awabi. która wbrew miejskiej elegancji miała wiele wspólnego ze światem ryb i rybaków. Wszystkie jadalne skarby wyłowione z wody moŜna zobaczyć na targu Tsukiji w Tokio. Zarówno jej babka jak i matka były ama. wieloma na surowo. Podobno rzeczywiście nie ma w wodach Pacyfiku i Morza Japońskiego takiej nietrującej rzeczy. jedzą niemal wszystkie wodorosty. które zaspokaja głód. co trzeba było wyciągnąć z dna morza. ama są ciągle potrzebne. homary. Motyw pływającej ryby bardzo często stanowi ozdobę zwojów wiszących w tokonoma w restauracjach. kalmary. krewetki. albo (wersja rekomendowana) w jednym z barów pobliskiej Ginzy poczekać do rana.znakiem mającym swoje symboliczne miejsce w Ŝyciu wszechświata. godne podziwu stworzenie". kiedy to około piątej zaczyna się na Tsukiji aukcja tuńczyków.

z wyglądu łykowata. gdzie grała swojska współczesna muzyka. wyrastająca z podłuŜnej muszli lekko drgająca trąba o kształcie niezaprzeczalnie fallicz-nym. Aukcja odbywała się w kilku miejscach jednocześnie i co ułamek sekundy kolejny tuńczyk zostawał sprzedany. 129 który niewiele zmienił się przez wieki. inne juŜ zdekapitowano. Tu sprzedawało się ryby w sposób. Na Tsukiji zaczęłyśmy oględziny od największych z nich. w związku z tym nie mają nawet nazw innych niŜ japońskie. Nacięte ogony ryb pozwalały klientom ocenić ich jakość. było jeszcze ciemno. Znalazłyśmy się w zupełnie innej rzeczywistości i trudno było uwierzyć. Stracą Ŝycie w ostatnim moŜliwym momencie.rozumieli się nawzajem bez problemu. serwowanym na przykład jako dodatek do sushi. Brunatna substancja w ogóle nie wyglądająca na coś.czepiających się pałeczek mackami. W czasie lunchu tokijczycy będą jeść sushi z tuńczykiem albo mięso tej pysznej ryby. męŜczyźni w półmroku przemykający wśród tusz wyglądali jak uczestnicy pogańskiego rytuału. tym lepiej. a tuńczyki równie dobrze mogły być ciałami wrogów złoŜonymi w ofierze krwioŜerczemu bóstwu. co dałoby się z jakiegokolwiek powodu wziąć do ust. niektórzy sprzedają tylko jeden rzadki gatunek kraba albo parę odmian małŜowatych pyszności. dopiero od niego ryba trafi do indywidualnych klientów zaopatrujących restauracje i sklepiki. okazuje się delikatnym przysmakiem o nazwie mirugai. Ŝe jeszcze kwadrans temu siedziałyśmy z Yukiko w ciepłym barze.niewiarygodne . w dół. Na ich ciemnoszarych cielskach wypisana była czerwoną farbą waga i numer. Oprócz tuńczyka na Tsukiji sprzedawanych jest kilkaset gatunków innych stworzeń. Nad ziemią unosiła się zimna mgła. jakiś szczególnie poŜywny wodorost . Rzędy ogromnych cielsk tuńczyków leŜały na betonie. niektóre waŜyły pewnie kilkaset kilogramów. Jeździły wózki bagaŜowe. bo dla właściwości smakowych mięsa im krótsza jest przerwa między uśmierceniem a zjedzeniem. przydając rozgrywającemu się przed naszymi oczami widowisku nastroju niesamowitości i grozy. pokryty szczeciniastymi wyrostkami bezkręgowiec kształtu i wielkości piłki plaŜowej moŜe więc być przysmakiem 130 wyławianym u wybrzeŜy Sumatry tylko w grudniu i serwowanym w kilku jedynie japońskich restauracjach. Wokół nas trwał nieustanny ruch. LeŜą na kostkach lodu w hali wielkości boiska do piłki noŜnej albo niczego nieświadome baraszkują w plastikowych wanienkach napełnianych ciągle świeŜą wodą. rzecz rzadka i bardzo ceniona przez koneserów. pracownicy za pomocą metalowych harpunów ładowali na nie ryby. Gdy zaczynała się aukcja. Zimny dreszcz przespacerował się po moich plecach i zamienił się pod zbyt cienkim sweterkiem w gęsią skórkę. niektóre ciągle miały głowy z półotwartymi pyskami. pokrojone w małe kawałki i z róŜnymi dodatkami podane w misce ryŜu. na boki i . to jajeczka morskiego ślimaka. trzepotali palcami. Bladawy. Niektóre z owoców morza moŜna znaleźć tylko tu. Nowy właściciel podzieli go na porcje i wyeksponuje na lodzie na jednym z tysiąca pięciuset stoisk w zadaszonej części targu Tsukiji. Klienci odpowiadali na ich oferty skomplikowaną pantomimą dłoni. tuńczyków. wskazywali nimi w górę. najwięcej jednak było takich wielkości człowieka. Właściciele poszczególnych stoisk specjalizują się w kilku rodzajach towaru. Prowadzący aukcję kontaktowali się z kupującymi skrótami z szybkością karabinów maszynowych. ZamroŜone rybie cielska spowite były w biały opar jak w kokony.

zasuszony w postaci czarniawych granulek albo sprasowane na papier pająkowate coś z wypustkami. Podobno najdroŜszy przysmak, jaki moŜna kupić na Tsukiji, to właśnie ta brunatna substancja, na której kulinarny czar byłam tak nieczuła, a która okazała się suszoną ikrą morskiego ślimaka, niewielkiego, pozbawionego muszli i urody stworka, który pełza w morskich głębinach, do końca nie wiedząc, Ŝe za kilogram jego jajeczek Japończycy gotowi są płacić prawie 10 tysięcy dolarów. Spacer od jednego stoiska Tsukiji do drugiego to podróŜ po krainie niewyobraŜalnych kulinarnych moŜliwości. Wszystko, co pływa (oprócz wspomnianej łodzi podwodnej), czeka tam na swoich nabywców i wkrótce trafi na stoły Japończyków. Brnęłyśmy z Yukiko między kubłami pełnymi wielkich rybich głów, skrzynkami bezbronnych Ŝółwików, stosami piszczących ze złości krabów ze skrępowanym szczypcami, kłębowiskami martwych juŜ węgorzy spętanych ogonami w ostatnim spazmie, krewetek ukrywających smaczne wnętrze pod burozielonkawymi pancerzykami, górami kolczastych jeŜowców, z których dwa przekrojone dla przykładu pokazywały ewentualnym nabywcom Ŝółtawą masę niesprecyzo-wanych wnętrzności. MoŜe najbardziej zaskakujący na Tsukiji jest zapach. Spodziewałam się spotęgowanej woni polskiej Centrali Rybnej, którą w mieście mojego dzieciństwa czuć było kilkadziesiąt metrów wcześniej cięŜką wonią zaduszonej makreli i konającego karpia, ale na tokijskim targu jedynym obecnym zapachem był 131 sionawy zapach morza. Tu Ŝadna ryba nie zdąŜy się zepsuć i nikt, tak jak Japończycy, nie opanował metod konserwacji darów morza. A dary te są niebywałe! KaŜdy krok uświadamiał mi, jak bardzo ograniczone jest nasze mięsne menu. Przeciskałyśmy się z Yukiko między kadziami pełnymi wielkich spiralnych muszli zawierających czarniawą pulsującą masę wciąŜ Ŝywej substancji i muszelek tak malutkich, Ŝe mogły mieć w środku tylko jakieś mokre biedne nic; patrzyłyśmy na męŜczyzn krojących potęŜne korpusy tuńczyków, dzielących je na jaskrawoczerwone i róŜowawe sześciany połyskujące na lodzie jak klejnoty; zaglądałyśmy do wanienek sflaczałych kałamarnic i meduzopodobnych drgających galaret, smukłych błękitnych rybek wielkości dłoni pływających w kółko jak oszalałe i grubych okrągławych chyba-ryb o psich pyskach, przyczajonych jak do skoku. Najbardziej intrygowały mnie stosy maleńkich srebrnych rybek o wyraźnych czarnych oczkach nieproporcjonalnie duŜych w stosunku do reszty ciała; to gapiące się pandemonium poskręcanych ciałek miało w sobie coś z obrazów Boscha. Podobne rybki uŜywane są do rzadkiej potrawy, o której opowiadała mi Yukiko, zwanej nomen omen „piekielnym tofu". Jej „piekielność" polega na tym, Ŝe do stopniowo podgrzewanego rosołu z Ŝywymi rybkami wkłada się kostkę zimnego tofu, a one w ucieczce przed gorącem wkręcają się w nią, by zginać dopiero, jak i ona zawrze. Jeden z najładniejszych z kolei towarów na Tsukiji to ośmiornice. Amarantowe, wielonogie, z odnóŜami zdobnymi w rzędy białych przyssawek wyglądają jak surrealityczne stwory z marynistycznych bajek dla dzieci, a nie składnik ich codziennego menu. Ośmiornice kroi się jak torty na kawałki zawierające część głowy i jedną lub dwie brodawkowate macki. WraŜenie robią teŜ czerwone ryby tai, które mają bardzo charakterystyczne oczy, wielkie, jasne i wypukłe; światło odbijając się w nich sprawia, Ŝe na wszystkich zrobionych przeze mnie zdjęciach patrzą przeraŜającymi ślepiami wilkołaka. Yukiko podawała mi nazwy kolejnych specjałów, tłumacząc, do czego się nadają, a

do czego nie, pochylała się, przyglądając z bliska srebrnym oślizgłym ciałom, wdawała się w pogawędki ze sprzedawcami, którzy chętnie flirtowali, zachęceni jej urodą i nie132 odpartym wdziękiem. Sprzedawcy z Tsukiji są rubaszni i niekiedy całkiem przyjaźni; przyzwyczajeni juŜ do pojawiających się czasem turystów, którzy robią sobie zdjęcia, do wszystkich tych dziwnych białych kobiet i męŜczyzn, pozujących z monstrualnym łbem tuńczyka wyciągniętym z kosza na odpadki, jakby taki łeb nie byl najzwyklejszą rzeczą pod słońcem. Ten Japończyk, który handlowa! mirugai, fallusami w muszlach, na widok cudzoziemki chichoczącej z japońską koleŜanką zachęcająco wskazał na sprzedawane stwory i powiedział (podobno): „Nie bójcie się, nie ugryzą". Sushi na śniadanie Sushi na śniadanie moŜe wydawać się dziwnym pomysłem i mnie prawdopodobnie nie przyszedłby on nigdy do głowy, gdyby nie Yukiko. Gdy juŜ zaspokoiłam swoją ciekawość na Tsukiji, namówiła mnie, byśmy w jednej z restauracji na terenie targu od razu spróbowały niektórych z tych rzeczy, które dopiero co oglądałyśmy. Wprawdzie nie byłam jeszcze Japonii tak długo, by widok Ŝywej ryby wzbudzał we mnie głód o siódmej rano, ale uznałam, Ŝe nie jest to doświadczenie, które mogłoby mi zaszkodzić. W końcu zjadłam fugu i przeŜyłam. Sushi, potrawę japońskiej kuchni, która najbardziej przyjęła się na Zachodzie, zrodziła konieczność. Aby przechować rybę, wkładano ją w gotowany solony ryŜ, który fermentując, zapobiegał jej zepsuciu. Zwyczaj ten zapoczątkowano w mieście Osaka. Taka właśnie zamarynowana ryba przechowywana w drewnianych beczkach była pierwotną formą sushi. W okresie Edo uległa ona przekształceniu i sushi zaczęto nazywać małe przekąski składające się ze świeŜo gotowanego ryŜu i przede wszystkim surowej ryby. Bogaci kupcy z Edo nie chcieli bowiem jeść przechowywanej ryby, ale najświeŜszą, prosto z morza. Wielkość sushi ponoć dostosowana została do kobiecego gustu; panie nie chciały zbyt szeroko rozdziawiać buzi, bo uwaŜane to było za nieeleganckie. Tak narodziła się potrawa doskonała, znak firmowy Japonii. Sushi moŜna zjeść w kaŜdym zakątku kraju, ale im bliŜej morza, tym lepiej. Wprawdzie do sushi powszechnie dodaje się inne składniki, wodorosty, pie133 czone i grillowane owoce morza, niektóre owoce i warzywa, ale jego istota polega na połączeniu lekko kwaskowego ryŜu i kawałka surowej ryby; nic więcej, nic mniej, Ŝadnych europejskich wymysłów z majonezem, cytrynką i pietruszką. Ta „niebiańska kombinacja", jak napisał jeden z zachodnich miłośników japońskiej kuchni, jest w stanie uwieść nawet bardzo konserwatywnych „gaijinów", którzy po pewnych czasie stają się kompulsywnymi poŜeraczami sushi, chociaŜ przedtem w ogóle nie jadali ryb. Mnie nie trzeba było przekonywać, ale dopiero w Japonii doświadczyłam sushi-ekstazy, sushi-blogost&rm, kulinarnej rozkoszy niemoŜliwej do zaznania nigdzie indziej. „Suszarnie" były miejscami, w których umawiałam się z Japończykami albo innymi „gaijinami". Tam objadaliśmy się, polecając sobie nawzajem co smaczniejsze egzemplarze zachętami wrodzaju: „To róŜowe z ikrą na wierzchu jest pycha", „Weź koniecznie to płaskie z mackami" albo „Łap, łososie jadą". Dla cudzoziemców nie mówiących po japońsku rajem są tak zwane kaitenzushi, czyli mało wykwintne, ale za to tanie i wygodne „suszarnie" obrotowe,

gdzie po taśmie wokół baru jeŜdŜą talerzyki, a na kaŜdym spoczywają dwa kawałki czegoś, czego nazwy moŜna wprawdzie nigdy nie poznać, ale smak pokochać i potem budzić się w jakimś innym kraju i wspominać go z nostalgią. Szefami w barach sushi zawsze są męŜczyźni. Japończycy wierzą, Ŝe kobiety nie nadają się do tej pracy z powodu zbyt ciepłych dłoni, które niepotrzebnie grzałyby ryŜ. Ale pewnie po prostu o wiele lepiej być szefem „suszarni", niŜ marznąć na dnie morza, by wyłowić potrzebne ingrediencje, a ideologię zawsze moŜna do tego dorobić. Bar sushi na terenie targu Tsukiji, do którego zabrała mnie Yukiko, naleŜał do bardziej tradycyjnych. Tu nie było obrotowej taśmy i kaŜdy gość sam zamawiał to, na co miał ochotę. To właśnie takich „suszarni" jest w Tokio najwięcej i przynajmniej jedną moŜna znaleźć przy kaŜdej stacji kolejowej. Klientela tej, do której zaprosiła mnie Yukiko, składała się głównie z robotników z Tsukiji, męŜczyzn o spracowanych dłoniach i sposobie bycia bardziej bezpośrednim, niŜ pozwala na to japońska norma. „IrasshaiW!", personel przywitał nas według zwyczaju serdecznym 134 okrzykiem, a goście siedzący przy kontuarze, zajmującym całą długość pomieszczenia, odwrócili zdumione twarze w naszą stronę. Normalne kobiety nie wpadają do takich miejsc o siódmej rano. „Yukiko-chanl", ucieszył się stojący za kontuarem szef, który był krewnym mojej przyjaciółki, „wujkiem Hidetoshi". Po chwili podano nam zieloną herbatę i oshibori, wilgotne ściereczki do wytarcia rąk. Po obowiązkowych pytaniach kierowanych do cudzoziemki, czy umiem jeść pałeczkami i czy jem surową rybę, na które pozytywnie odpowiadała Yukiko, złoŜyłyśmy pierwsze zamówienie. Jedna porcja sushi to zawsze dwa kawałki; nic, co się kroi, nigdy nie jest serwowane pojedynczo lub w trzech kawałkach. Zwyczaj ten - jak wiele innych kulinarnych zakazów i nakazów - związany jest wieloznacznością i labiryntową głębią japońskiego języka, w którym znaki kanji mogą w zaleŜności od kontekstu znaczyć coś innego i inaczej być wymawiane. I tak jeden kawałek to hito kire, a trzy to mi kire - wymowa obu niemiło kojarzy się z zabijaniem i samobójstwem. Z kolei kanji liczby cztery wymawia się tak samo, jak ten oznaczający śmierć, shi. Dlatego nigirizushi serwuje się po dwa, a makizushi po sześć, nigdy cztery. Za oszkloną gablotą kontuaru wyeksponowane były dzisiejsze specjalności i zaczęłyśmy od mojego ulubionego toro, delikatnego mięsa z brzucha tuńczyka, które smakuje jak najdelikatniejsza wołowina i w ogóle nie ma zapachu ryby, potem była ika, śnieŜnobiała twardawa kałamarnica, tamago, czyli słodkawy omlet jajeczny przypasany do ryŜowego wałeczka paskiem wodorostów, ikura, czyli ikra łososia, pomarań-czowozłota, wyraźnie rybna, pękająca w zębach. Za kontuarem wuj Hidetoshi, w białym stroju, z ręcznikiem zawiązanym na czole i dłońmi czerwonymi od ciągłego moczenia w wodzie chwytał garstkę ryŜu, ugniatał ją, kładł na wierzchu szczyptę wasabi, potem kawałek ryby, wszystko z szybkością i precyzją automatu, po kilku sekundach kolejna porcja nigirizushi stała przed nami gotowa do zjedzenia. Sushi moŜna jeść rękoma, wystarczy koniec zanurzyć w sosie sojowym i juŜ; mają wielkość odpowiednią na jeden kęs. W przerwach między porcjami przegryzałyśmy z Yukiko gari, przejrzyste płatki piklowanego imbiru, których ostry smak słuŜy 135 odświeŜeniu palety smakowej i ma właściwości bakteriobójcze. Sushi w małym barze na Tsukiji było wspaniałe, świeŜe, bezpretensjonalne i -jak się okazało -

Przeciętnemu człowiekowi wystarczy kilka prób. których japońska nazwa brzmi hashi. „za ogon. Po nigiri sushi przyszła więc pora na kilka makizushi. gdy z angielskiego przeszła na japoński. iŜ wymienił z Yukiko jakieś uwagi kompletnie niezrozumiałym językiem pełnym pomruków i chrząknięć. a moja czujność uśpiona śniadaniową ucztą nie ostrzegła mnie przed pochopną decyzją. wyciągnął z niego Ŝywą krewetkę. Ŝe daleko im do mistrzostwa ludzi jedzących w ten sposób od dziecka. w mgnieniu oka uciął jej głowę. Odori. to jedno z pytań. połyskujący złotymi zębami uśmiech wuja Hidetoshi powinien mnie zaniepokoić. Zatrzepotała podkręconymi rzęsami. Wówczas szef sięgnął do jednego z pojemników stojących w zasięgu jego ręki. Spoglądał na mnie raz po raz i przekomarzał się z Yukiko. ogórka. Ŝe wilczy apetyt i wyraźne objawy kulinarnego błogostanu. Umiejętność ta jest w praktyce zdecydowanie prostsza niŜ w teorii. grzybki shitake i inne rzeczy. „Mój wuj pyta. które gaijin wcześniej czy później usłyszy w Japonii. Taki białawy skaczący paluszek. które w środku mogą mieć rybę albo rybną pastę. robotnicy i studenci wpadają tam w przerwie na lunch i zmiatają wszystko pałeczkami z ponaddźwiękową szybkością. by nauczyć się posługiwać pałeczkami i zjeść nimi posiłek. zgarniała pałeczkami ostatnie ziarna. choć biegłość w tej sztuce wymaga oczywiście czasu. Przypuszczam. przechyliwszy ją do ust ułoŜonych w dzióbek. ale nie wydawało mi się podejrzane. czyli ruloników ryŜu zawiniętego w jadalny papier z wodorostów. Szczególnie lubiłam obserwować dziesięcioletnią Ayaki. zanurzyła w sosie i poŜarła. w jakie wprawiało mnie sMs7u'śniadanie. którzy posługiwali się nimi od dawna dość biegle. nie dałam rady. gdybym nie była tak skupiona na zmysłowej kontemplacji mojego śniadania. Ŝe odori znaczy równieŜ „skakać". wbrew pozorom nie jest trudne i nie wymaga jakichś szczególnych zdolności manualnych. to jedyne słowo. dałby mi do myślenia. W japońskich barach typu fast food. w której małych smagłych dłoniach pałeczki śmigały szybciej niŜ druty kogoś z duŜym doświadczeniem w robieniu swetrów. wypatroszył i połoŜył przede mną podrygujące danie. podpowiedziane szefowi przez nastrój i wyobraźnię. veryfast. czy chcesz spróbować tańczącej krewetki?". westchnęła z niemal erotycznym zachwytem. a nie wiedziałam. Nie od razu uda się więc na przykład zjeść . „Tańcząca krewetka" . sprawiały satysfakcję szefowi Hidetoshi. automatycznie podniósł się o oktawę na nieosiągalne dla mnie wyŜyny kobiecego wdzięku. jakie do mnie dotarło z tajemniczej konwersacji. trzymana za ogon krewetka ciągle „tańczyła". poradziła Yukiko. a pałeczka nieruchoma spoczywa równolegle do niej przytrzymywana w statycznej pozycji między palcem wskazującym a serdecznym. Pałeczkę ruchomą trzyma się między kciukiem a palcem wskazującym prawej ręki. Po kilku chwilach jej miseczka z ryŜem była niemal pusta. MoŜe fakt. Nawet ci cudzoziemcy. Jedzenie pałeczkami.idealne na śniadanie po nieprzespanej nocy. food jest very. a Ayaki. zwaną przez polskich „gaijinów" po prostu „mielonką".brzmiało nawet całkiem apetycznie. której głos w momencie. Sarariimani. Yukiko wyjęła mi ją więc z ręki. „Za ogon!". 136 Pałeczki i widelec „Czy umiesz jeść pałeczkami?". gdzie w automacie kupuje się kupony wymieniane przy barze na wybrane potrawy. zauwaŜają teraz. zanim skończy!" Poszłam za jej radą. zwróciła się do mnie w końcu Yukiko z diabelskim błyskiem w czarnych oczach. „Oishii". I moŜe coraz szerszy. „taniec".

Pozbawione centrum (jakim dla nas jest kawał miecha) japońskie danie. bo ekolodzy głośno protestują przeciw takiemu marnotrawstwu drzew. W ten sposób moŜemy być pewni. a jedynie „podnosi". który będzie raz po raz zsuwał się z powrotem do zupy. których teoria jedzenia interesuje bardziej niŜ praktyka. jest to jednak moŜliwe i po jakimś czasie zaczyna się zauwaŜać.jak łatwo zauwaŜyć . Ŝe nie udało nam się osiągnąć . w pięknym bladozielonym kolorze. które moŜna myć. chlapiąc dookoła. Pewnie moŜna by bawić się w dalsze efektowne porównania. który . Jedynie w wyjątkowo drogich i eleganckich miejscach podaje się pałeczki wycięte ze świeŜego bambusa . „rozszczepia". co wygląda i pachnie jak bigos. pałeczki mają w sobie „coś macierzyńskiego". Wersje wielokrotnego uŜytku stosowane są niemal wyłącznie w domu i wtedy kaŜdy członek rodziny ma własną parę. która przywiozła takie niedostępne w Japonii ingrediencje jak czerwone buraki.za pomocą pałeczek śliski makaron ramen. Ze smutkiem przyznaję. Ŝe nikt przed nami ich nie dotykał i jeszcze do niedawna były drzewem rosnącym w indonezyjskim lesie albo na stokach japońskich gór. w którym polskim krokietom i barszczykowi towarzyszyły bardziej międzynarodowe specjały. Rozwiązaniem dylematów było menu typu fusion. Na szczęście akurat wybierała się do nas w odwiedziny przyjaciółka. podczas gdy pałeczka „nigdy nie dokonuje gwałtu na potrawie". Skoro grubo ponad miliard Azjatów jakoś sobie radzi. Ŝe jedzenie za pomocą dwóch patyczków ma w sobie coś bardziej naturalnego i zmysłowego niŜ jedzenie widelcem i noŜem. Końce drewnianych pałeczek. Zdaniem francuskiego filozofa. Barthes w Imperium znaku dokonuje ciekawego porównania jedzenia pałeczkami oraz widelcem i noŜem. brak reguł pierwszeństwa w zjadaniu jego poszczególnych części i „macierzyńska" funkcja pałeczek skłaniały niektórych zachodnich uczonych do określania japońskiej kuchni mianem „postmodernistycznej". które słuŜą do trzymania w ręku. które przed konsumpcją trzeba „rozdziewiczyć". Pałeczki podawane w ogromnej większości japońskich restauracji zrobione są z surowego drewna. podczas gdy zachodnie zwyczaje kulinarne wymagają „armii pik i noŜy związanych z drapieŜnością". Wiele dowcipów erotycznych. „rozsuwa" i „rozdrabnia". sterylne i przez nikogo innego nie uŜywane. Według niego porównywalne są do ptasiego dzioba karmiącego małe. Jego zdaniem zachodnie sztućce „okaleczają". nawiązuje do wspomnianej „dziewiczości" pałeczek. by uniknąć kompromitacji? „Das Bigos" 138 zachwycił wprawdzie niemiecką rodzinę mojej siostry.bardzo delikatne w dotyku. są połączone i przed posiłkiem kaŜdy je rozłamuje. Co im podać. ale lepiej zostawić je tym. aby pałeczki były nowe. Ŝe dziennie przeciętny Japończyk zuŜywa trzy pary pałeczek. Ostatnio 137 w takich miejscach jak na przykład studenckie stołówki zachęca się do pałeczek plastikowych. ale przecieŜ Japończykom nie podam czegoś. Wystarczy pomyśleć. Uczta Chizuko Po „skromnej" kolacji u Chizuko ogarnęła mnie panika związana z koniecznością rewanŜu. Japończycy lubią jednak. ale które. „kroją" i „nabijają". czemu towarzyszy charakterystyczny trzask. zwłaszcza tych ze świata hostess i gejsz.sporo czasu spędzał w japońskich restauracjach. by uczta była choć w połowie tak wspaniała? Pewnie wypadałoby przygotować jakieś polskie specjały.

nasze kontakty miały charakter niemal egalitarny i uproszczony dzięki uŜywaniu języka angielskiego. urokliwe w swojej prostocie. KaŜde z nas czworga brało bezpośrednio z naczynia wybrany kąsek i moczyło go we własnej miseczce z sosem. jakby właśnie spadły nań z drzewa. Kolejnym daniem uczty Chizuko było yosenabe. plasterkom marchewki sprawne dłonie gospodynie nadały kształt liści. marynowane w paście miso asparagusy o jaskrawym kolorze świeŜej trawy. warzywa i cieniutki. bo goszczeni wcześniej cudzoziemcy naleŜeli do zagranicznych współpracowników Teru. podłuŜnych muszelkach. 139 wąskie prostokąty surowej kałamarnicy ozdobione z wierzchu na purpurowo piklowaną ikrą z dorsza. Chizuko znalazła je w pobliskim parku i to one zainspirowały do przygotowania pracochłonnych przystawek. Uczta przygotowana przez Chizuko na naszą cześć była o wiele wykwintniej sza niŜ codzienny japoński posiłek. pokrojone w cieniutkie plasterki awabi ugotowane w sake i sosie sojowym. które ustawiła na plecionych bambusowych matach. Chizuko przygotowała to. dwa brązowawe ślimaki przyprawione sosem sojowym i z powrotem umieszczone w swoich kremowych. jakby statusem społecznym była równa swojemu męŜowi. Potem przyszła pora na danie. iŜ idealnie białe wnętrze kontrastowało kolorem z niemal czarną zielenią nori i róŜowopomarańczową skórką.mistrzostwa „skromnej" kolacji Chizuko. Tu sytuacja była nieco inna: teoretycznie pełniłam rolę zwierzchnika Chizuko. zawinięte w wodorosty i przekrojone na połowy tak. na tle ceramiki w kolorach ziemi. Na ceramicznym półmisku przyniesionym przez Chizuko na początek uczty cieszyła oko niesymetryczna kompozycja zensai. było teŜ w oczywisty sposób jesienne: składały się nań krewetki. Yosenabe Chizuko podała w ceramicznych czarkach. ale jako Ŝe od początku wykazywałam kompletną obojętność wobec reguł japońskiej hierarchii. jej męŜa profesora. na wierzchu leŜały sosnowe igły. nie dotykając się. Trzecie danie. których zielona barwa na obrzeŜach przechodziła juŜ w jesienne złoto. malutkich i bardzo zróŜnicowanych dań. Byliśmy jej pierwszymi „gaijinami". podejmującej zagranicznych przyjaciół tak. W kaŜdym razie zdawaliśmy sobie sprawę z tego. Były tam gotowane krewetki. na które nasze kubki smakowe najmniej były przygotowane: makaron sobą został podany w . poszczególne potrawy leŜały. Dekoracja nie była nachalna. smaŜona na złoto ryba o jasnym mięsie przyprawiona kwaskowym sosem. Całość była lekka i delikatna. niemal przejrzysty makaron przypominający anielskie włosy. czyli „wszystko razem". Ŝe kolacja dla nas była dla Chizuko duŜym wyzwaniem: musiała sprostać nowej roli gospodyni. Unoszący się znad misy zapach przywodził na myśl jesienne ogniska i dym unoszący się nad polami. dwa liście wyglądały tak. stanowiące japoński odpowiednik naszego „bigosu na winie". grzyby i orzechy ginnan zapieczone na grubej soli w specjalnym glinianym naczyniu. co umiała robić najlepiej i co -jej zdaniem . Ozdobę brunatnobeŜowego półmiska stanowiły dwa prawdziwe liście. które Chizuko zdjęła przed podaniem potrawy na stół. kilku przystawek. roladki z brązowej wołowiny z ukrytymi w środku szmaragdowozielonymi łodygami szczypiorku.godne było zagranicznych gości pierwszy raz odwiedzających jej dom. a poszczególne smaki wyraźne i zachowujące swoją specyfikę. które symbolizowały zbliŜający się październik. ale w porównaniu z elegancką restauracją cechowała ją duŜa dowolność w doborze potraw. ale jakŜe przy tym odmienne: w przezroczystym rosole rybnym pływały kawałki kilku róŜnych owoców morza.

Oczywiście w naszym posiłku nie mogło zabraknąć ryŜu. a potem ją przyrządzałyśmy. bowiem zostawianie niedojedzonego posiłku nie było i nie jest w dobrym tonie. w którą. ku naszemu zaskoczeniu. ta dziwna. złotopomarańczową ikrą łososia.wprawdzie nieodmiennie piękne . organizowany przez matki pociech grających w piłkę noŜną. Ŝe większość kobiet słyszała o naszych międzynarodowych kulinarnych ekscesach. Sos z tororo to przykład potrawy. okazało się. Chizuko podała to danie z wodorostami i piękną. by odkleił się od ścianek. pijając ją z dodatkiem wody mineralnej lub sprite'a. Na deser dostaliśmy owoce z jogurtem „hodowanym" przez Chizuko w domu. lepiliśmy pieroŜki i rozmawialiśmy swobodniej niŜ przy jakiejkolwiek innej okazji. z jaką nawiązałam ciepły kontakt z ludźmi w kraju. tworząc na cześć „gaijina" te małe dzieła sztuki.ale o wiele prostsze. której istotą jest właśnie faktura. wiąŜe się z moim sybaryty-zmem. który na koniec Chizuko podała w formie ochazuke. bowiem nie czułam się podczas nich skrępowana myślą. kilka rodzajów herbaty do wyboru i kawę z ekspresu. jakiego nie powstydziłaby się Ŝadna włoska kawiarnia. gdzie w miarę skromnych moŜliwości starałam się wnieść twórczy wkład. kolejne posiłki były juŜ . Ŝe trzeba podzielać jego przekonanie o wysokiej wartości sztuki kulinarnej w Ŝyciu człowieka i lubić japońskie jedzenie. którą nie kaŜdy gaijin jest w stanie docenić. lekko chropowata. jaką mam na temat relatywnej łatwości. a ja nie naleŜałam 140 do wyjątków. Na podobne uczty byłam zapraszana zwłaszcza na początku mojego pobytu w Japonii i towarzyszyły one pierwszym odwiedzinom w japońskich domach. Współcześnie uszlachetnione róŜnymi dodatkami wersje ochazuke serwuje się w wielu restauracjach i jest to popularna potrawa kończąca zakrapianą imprezę. Kroiliśmy ryby. a mój przepis na sałatkę z cykorii i pomarańczy znany jest jako „sałatka gaijinki".czerwonych miseczkach z laki wraz z sosem zrobionym z utartego warzywa tororo. Pozytywna odpowiedź na inicjacyjne pytanie o posługiwanie . taką miksturę wypijano. w którym cudzoziemcy skarŜą się na samotność i wyobcowanie. jak bardzo gospodyni musiała się umęczyć. półpłynna papkowa-tość. lekko szczypiącym smaku. Najpierw więc szłam z Chizuko albo Mariko do sklepu i wybierałyśmy potrzebne produkty na codzienną kolację. Te mniej formalne spotkania wspominam najcieplej. towarzyszyły mu pikle domowej roboty.tororo rzadko znajduje wielbicieli wśród „gaijinów". Wkładem pana domu było hojne dolewanie nam Ŝubrówki. moŜe tylko z wyjątkiem wspólnej kąpieli. Gdy Mariko 141 zaprosiła mnie wiosną na szkolny piknik. Podobnie jak osławione nattó . „górskiego kartofla" o słabym. Potrawa ta narodziła się ze zwyczaju zalewania zieloną herbatą resztek ryŜu w miseczce. co znaczy w tym wypadku tyle. Jeśli odwiedziny takie oznaczały początek przyjaźni. Jedna z dróg do serca Japończyka wiedzie przez Ŝołądek. białawym kolorze i konsystencji rzadkiej papki dla niemowląt. od lat zaopatrywał się w pobliskim monopolowym. gotowaliśmy razem w mikroskopijnych kuchniach. które szybko znikały w naszych ustach. Przez Ŝołądek do serca Japończyka Jedna z hipotez. zlepione śluzowatą ciągnącą substancją .sfermentowane ziarna soi. Gdy znajomość przyjęła formy prawdziwej zaŜyłości. których pojemnikiem zostałam obdarowana na koniec. często z udziałem ich męŜów i dzieci.

kilka razy zabierali nas na kulinarne wycieczki po Japonii. których akcja toczy się wokół kulinarnych wątków i zawsze przynajmniej na jednym kanale TV emitowany jest gurume show. tylko przerośniętym wodnym robakiem. Byli jedynymi ludźmi. nie jest w Japonii niczym dziwnym. Jak piszą autorzy The Essence of Japanese Cuisine. bo ich wyjątkowy system pokarmowy przystosowany jest wyłącznie do japońskiego jadła. a zainteresowanie kuchnią jest dobrze widzianym wyrazem ogłady w przypadku ludzi obojga płci. w której dwie urodziwe Japonki jeŜdŜą po najdalszych zakątkach kraju tylko po to. bliską sztuce nawet wówczas. moŜe nawet spróbować się z nim zaprzyjaźnić.się pałeczkami i jedzenie surowej ryby jest czymś w rodzaju zdanego testu. wprowadzając go w bardziej skomplikowane arkana japońskiej kuchni. Daje pytającym nadzieję. Ŝe grupa robotników drogowych. czyli kobiet. Dlatego bardzo często japońscy męŜczyźni potrafią gotować i z przyjemnością oddają się temu hobby . Ŝe cudzoziemiec nie jest przypadkiem beznadziejnym i warto zainwestować czas.nie jest Ŝadną rybą. Przyrządzanie jedzenia traktuje się jako czynność waŜną.co za cudowna kombinacja przyjemności .powiedzmy sobie szczerze . W Japonii prawdopodobnie bardziej niŜ w jakimkolwiek innym kraju wiedza o jedzeniu ma charakter powszechny. przedstawiająca matkę karmiącą piersią dziecko. Takie wyprawy nie są zresztą niczym wyjątkowym i funkcjonują w formie zorganizowanej. kultowym filmie Itami Yuzó. Rodzice Mariko. których przedstawicieli w innych krajach słusznie nie podejrzewałoby się o wysmakowany gust kulinarny. głównym bohaterem jest jedzenie. który . 142 zarezerwowanym dla mniej uprzywilejowanych członków społeczeństwa. okazują się w Japonii wybitnymi znawcami jedzenia. Japońska kuchnia zajmuje waŜne miejsce w idei Nihonjinron. twierdzą niektórzy Japończycy. złoŜonej z naukowych i pseudonaukowych teorii na temat wyjątkowości (a niekiedy wyŜszości) mieszkańców Japonii nad innymi nacjami. a inni uwaŜają. Bardzo często osoby wykonujące zawody. dyskutująca przy sake nad wyŜszością tuńczyka z północnego Pacyfiku nad tym z Oceanu Indyjskiego. tak naprawdę ma ona kluczowe znaczenie dla całego filmu. Ŝe japońskie jedzenie dla Japończyków jest tak waŜne. A kto wie. Autokary pełne Japończyków ruszają w dal. Autorzy ksiąŜki The Essence ofJapanese Cuisine piszą. „To najlepsze i najzdrowsze jedzenie na świecie". a poszczególne regiony kraju prześcigają się w promowaniu lokalnych specjalności. DuŜą popularnością cieszą się komiksy ????.zaŜyć kąpieli w miejscowym onsenie). gotowymi rozprawiać godzinami o subtelnościach smaku oleju do tempura albo sposobach krojenia makreli. Tampopo kończy scena nie mająca pozornie związku z całą historią. Innym razem jechaliśmy . wymagającą umiejętności. by próbować lokalnych przysmaków (i . niemal uczłowieczony element wszechświata. Ŝyciodajne i intymne jak mleko matki. Ŝe zamorskie specjały nie nadają się dla mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. para dziarskich staruszków naleŜących do Klubu Smakoszy Seniorów. O wadze przywiązywanej do kuchni świadczy ilość artykułów. konkurs na nową potrawę z udziałem sławnych osób albo podróŜnicza epopeja. gdy odbywa się we własnym domu i nie na pokaz. W Tampopo. programów telewizyjnych i najrozmaitszych poradników poświęconych jedzeniu. do którego profesor kluskologii przemawia czułymi słowy. którym udało się skłonić mnie do zjedzenia węgorza. Ich zdaniem kadr ten pokazuje. zawody w zjadaniu sushi.gotowanie nie jest poślednim zajęciem.

Głos mojej mamy: „Najpierw zupa!" odzywał się w mojej głowie za kaŜdym razem. gdy zasiadałam do zastawionej wieloma naczyniami tacy z japońskim posiłkiem. Dziś kwestia ta intryguje wielu japońskich uczonych. od czego zaczniesz akt konsumpcji. W japońskim posiłku. W kraju. Cos-playerki z Harajuku. Ŝe torturując dziecięce umysły tylko nakazami. Z elementów jasno skodyfikowanego systemu znaków tworzy się w ten sposób własne imperium. Chwyta się szczyptę jednej potrawy. w którym najdrobniejsze zachowania ujęte sąw pancerz reguł. by w jakimś podmokłym lesie przez kolejne trzy zbierać blade. a potem porzuca ją na rzecz następnej. Mariko bardzo rozśmieszyło. Grzybki smakowały niezbyt wyraźnie. Mariko mkt nie kazał najpierw zjadać zupy. podczas gdy . ale smakosze seniorzy wyglądali na naprawdę szczęśliwych. niepozorne grzybki. obrazoburczej ksiąŜce Dogs and Demons Alex Kerr pisze. a potem na miejscu. którzy pytają tak jak Fukuda Kazuya w pracy pod wymownym tytułem: Dlaczego Japończycy stali się takimi dzieciakami? W Japonii dorosłość utoŜsamiana jest ze społeczeństwem. Yamane Kazuma Gyaru no kozo {Struktura dziewczyny) V. popija łykiem zupy. kolejność ich spoŜywania nie ma Ŝadnego znaczenia. Autor twierdzi. Kawaiilll Lolitki z imperium zmysłów Fajna kulturka W odwaŜnej. Nastrojem. cyt. To. Nakamura Hajime. Imperium smaku.143 przez siedem godzin tylko po to. a nie z emancypacją. kucając pod parasolami w gęstniejącym deszczu. podyktowane jest indywidualnym wyborem. Teza o szczególnej tęsknocie Japończyków do wiecznego dzieciństwa nie jest jednak nowa. sukcesem i władzą. Ŝe japońska kultura zdziecinniała. kęsem surowej ryby. winiąc za to między innymi powojenny system edukacyjny. nie miały właściwości halucynogennych. koniecznością kompromisów i rezygnacją. ale nie zjada się jej 0d razu do końca. plasterkiem jarzyny. Delikatne tofu zagryza się kawałkiem ostreg0 ??? albo czymkolwiek innym. na co akurat ma się ochotę . japoński psychiatra o światowej sławie. Nagle pojawiła się młoda dziewczyna. gdy opowiadałam jej. za Saito Yuriko „The Japanese Appreciation of Naturę" Jak moŜemy podsumować tę totalną infantylizację Japonii? Odpowiedź jest prosta. charakterystycznymi dla modelu zachodniego. Ŝe nie mogę powstrzymać się. społeczeństwo zaś przede wszystkim z opresją. na turystycznej kuchence przyrządzić je i zjeść. co delikatne. złoŜonym z kilku. by od razu nie zjadać całej zupy miso. ostrzeŜeniami i pamięciowym wkuwaniem. W przypadku Japończyków miłość natury nierozerwalnie wiąŜe się ze skłonnością do podziwiania rzeczy niewielkich i pełnej czułości pielęgnacji tego. wyprodukował on ludzi niedojrzałych do dorosłego Ŝycia. w klasycznej juŜ pozycji TheAnatomy of Dependence.krewetką w tempurze. w sferze jedzenia pozostawia się margines wolności. Sądem języka/oka. zakazami. Najpełniej wyraził ją Doi Takeo. Mieszkańcy USA i Europy największą nostalgię Ŝywią do szaleństw wczesnej młodości. kilkunastu lub nawet kilkudziesięciu róŜnych potraw.

Jego centralną postacią stalą się lolitka: infantylna i niedojrzała postać kobietydziecka. kusi wielu mieszkańców Krainy Kwitnącej Wiśni. Gdy była u szczytu kariery. a Ŝycie osobiste najciekawszym tematem. gdy byli małymi dziećmi. bezbłędnie wyczuła potrzebę nowego kobiecego wizerunku i dala cielesny wyraz budzącemu się trendowi. schronić się 145 w bezpiecznym zakątku matczynych ramion. jest prosta: Japończycy pracują cięŜko i z oddaniem. Japońską wersją lolitki jest burikko . Bycie dorosłym to taka właśnie praca . Jej kolejne dwadzieścia cztery single stały się hitami. Na zawsze pozostać dzieckiem. a w wywiadach posługiwała się afektowanym dziewczęcym językiem.Japończycy powszechnie tęsknią za czasem. wspięła się na szczyt popularności. nie ponosić odpowiedzialności. w którym sterylnie czyste pociągi są zawsze punktualne. Podstawowa odpowiedź na intrygujące cały świat pytanie. Matsuda. Marzenie o powrocie do dzieciństwa. a tworzony od niego czasownik . Tę romantyzację dzieciństwa jako oazy szczęścia. Wspomniana tu juŜ japońska Madonna. słuŜąca jako model identyfikacyjny dla kobiet i obiekt pragnienia dla męŜczyzn. a wkrótce takŜe róŜowe telefony komórkowe.to pragnienie. chodziła szurając stopami. do której wraca się w marzeniach i snach. czyli słynna gwiazda lat osiemdziesiątych Matsuda Seiko. obdarzona za to w nadmiarze umie146 jętnością sprzedawania tego. Z pragnienia pozostania w raju dzieciństwa narodził się w latach osiemdziesiątych potęŜny nurt kulturowy. szkolne spódniczki. dla mnie osobiście dość przeraŜające. czyli zachowywanie się w sposób dziecinny. które ubierały się i zachowywały jak dwunastolatki. które. Ubrane w za małe pastelowe sweterki. produkujący nowych idoli. jak robią to dzieci. zrobione przez fotografa szczęściarza zdjęcie jej majteczek trafiło na pierwsze strony bardziej i mniej powaŜnych gazet. a kiedy trzeba szlochając. dać się kochać i za nic. zniekształcając słowa tak. nadaje kierunek kulturze współczesnej Japonii. sprzedawcy uprzejmi. a ulice posprzątane. czego akurat potrzebuje widownia. Matsuda uosabiała ideał japońskiej dziewczyny z sąsiedztwa i po mistrzowsku wykorzystała swoją przeciętność. przyczyniła się do popularyzacji infantylnego i strywializowanego wizerunku kobiecości w Japonii. stając się obiektem męskich pragnień i niedoścignionym wzorem do naśladowania dla młodych Japonek. sepleniła i przekręcała słowa.„udawanie dziecka". Pozbawiona talentu wokalnego i scenicznych warunków Seiko Matsuda. Śmierć z przepracowania. a nie na przykład polska. Lolitki pojawiły się w reklamach . to specjalność japońska. interpretować moŜna jako rezultat bardzo wysokich oczekiwań. opadające skarpetki i płaskie buciki. czyli karóshi.od świtu do nocy i często ponad ludzkie siły. Ubrana w rzeczy odpowiednie dla wybierającej się na szkolny bal dwunastolatki. jakie przed kaŜdym stawia japońskie społeczeństwo.to spopularyzowane przez jedną z młodocianych gwiazdek pop słówko znaczy po japońsku „udawane dziecko". burikko idealna. niekiedy mając lat co najmniej dwa razy więcej. pozbawiona wyraźnych cech dojrzałej kobiecości. szczebiocząc i chichocząc. przez które rozmawiały nienaturalnie wysokimi głosami. ozdabiały pluszowymi zwierzątkami swoje dziecinne torebki. jak twierdzą niektórzy badacze. jakim cudem Japończykom udało się w ciągu jednego pokolenia zbudować imperium. Lolitka stała się ideałem i wkrótce ulice miast zaludniły grupy rozchichotanych istot. za nic w świecie nie dorastać .

niestety. bezbronne. bo w naszej grupie były osoby koło trzydziestki. będącym uosobieniem słodkiej bezbronności i spełniającym wymienione . to: „Kawaii".w tym sensie. Luźne skarpety. to Hello Kitty. lecz takŜe niewinne. W1999 roku Hello Kitty hucznie obchodziła swoje dwudziestopięciolecie. Co tak pociągającego jest w białej kotce firmy Sanrio. Ŝe to 147 one udawały dzieci. dzięki którym dziewczęta i młode kobiety mogły wyglądać bardziej dziecinnie. maleńkie. ale w świecie lolitek kawaii to coś.loose socks). Japońskie kawaii takŜe słuŜy opisowi ogólnie pozytywnch cech człowieka. juŜ nie tak kawaii. Bawiliśmy się ze znajomymi „japonofilami" w wymyślanie polskich odpowiedników kawaii i zgromadziliśmy następujące: „słodki. Ŝe stała się przedmiotem uwielbienia 148 milionów Japończyków? Niewątpliwie największa część tajemnicy tkwi w jej wyglądzie. które nosi się zrolowane na łydkach. zanim polubili to równieŜ chłopcy. słodkie i wdzięczne. Fajna kulturka juŜ wkrótce miała stać się dominującym nurtem. Najsłynniejsza ikona kawaii. SłuŜy bowiem do opisywania ludzi i rzeczy. a całość słuŜy osiągnięciu efektu szczuplejszej nogi. przy czym nie zawsze w miły sposób". atrakcyjne seksualnie. Panowie uczestniczą w kulturze kawali przede wszystkim biernie: gapiąc się na lolitki z erotycznym zachwytem. miłe. „atrakcyjny w sposób seksualny" oraz „bystry i praktyczny w radzeniu sobie z ludźmi. co jest „słodkie" lub „fajniutkie" w sposób dziecinny. a szczyty popularności osiągały rzeczy. W modzie pojawiały się kolejne lołitkowe hity. które w ustach japońskich lolitek słyszało się najczęściej. miły. bo . niedojrzały i bierny. Dlatego tak zwane luźne skarpety nie przeminęły z wiatrem po kilku tygodniach. fajny i fajniutki. milusi. Motto Hello Kitty: „Nigdy nie masz za duŜo przyjaciół" nic nie straciło ze swojej świeŜości. ale termin ten ma nieco inny zakres znaczeniowy. czyli ruuzusok-kusu (od angielskiego . słabe. róŜowy toster. miękka wielkooka maskotka pozbawiona ust. Zapewne młodsze pokolenie mogłoby nam co nieco dopowiedzieć. W ruuzusokkusu najlepiej stawać z kolanami ku sobie. Słowo. co jest „fajne inaczej": na przykład kocię. włochata ramka na wewnętrzne lusterko w samochodzie. to coś w rodzaju zbyt długich i obszernych białych getrów.kobiece nogi wyglądają wówczas wyjątkowo ślicznie. bo popyt na gadŜety z jej wizerunkiem trwa. rozstawionymi piętami i połączonymi palcami stóp. lecz stały się standardowym wyposaŜeniem garderoby lolitki. pluszowe zwierzątko doczepione do damskiej torebki. Dorosła męska część populacji nie pozostała obojętna. rozpoznawalna po obu stronach Pacyfiku. zwierzęcia.trzeba przyznać . czaderski". które są nie tylko ładne. czyli zantropomorfizowana biała kotka i jeden z najbardziej opłacalnych w dziejach motywów uŜywanych w przemyśle designerskim. rzeczy i zjawiska. a nawet „zajebisty". odnosząc się jednak tylko do tego. ubierały się jak dzieci i kupowały dziecinne gadŜety. które właśnie spadło z tapczanu. troszkę Ŝałosne. komentując infantylnymi okrzykami i chichotem bardziej sensowne wypowiedzi męskich uczestników. Słownik Longmana znaczenie słowa cute wyjaśnia kolejno jako: „bardzo ładny lub atrakcyjny". Głównymi jej aktorkami od początku były dziewczęta i młode kobiety . Przeciętny człowiek moŜe uŜyć tego słowa w znaczeniu „fajny". Specjalny klej trzyma luźną skarpetę na miejscu. Japońskie słowo kawaii tłumaczy się na angielski jako cute.i w programach telewizyjnych.

Dyndają wesoło przy telefonach komórkowych. Gwiazdami japońskiej telewizji przez jakiś czas była para stuletnich bliźniąt. kolców i zębów. wszystkie te słodkie cuda przeznaczone są nie tylko dla dzieci. a inwencja designerów w tworzeniu kolejnych gadŜetów jest nieograniczona. ozdabiają ubrania przechodniów. Najbardziej kawali są ssaki i ssakopo-dobne. .wyŜej kryteria bycia kawaii. hipopotamy. Ale wracając do Hello Kitty . łapki pozbawione palców i nogi bez stóp. obejmuje: . które ani nie ugryzie. z miękkimi krawędziami. Poza tym. ani puszyści. takich jak słonie.ma ona głowę nieproporcjonalnie wielką w stosunku do reszty ciała. misie koala. przy-wieszki z wizerunkiem Hello Kitty. schodzi na plan dalszy i dlatego. Intuicja. 240). choć tu mogą być wyjątki. . choć ani miękcy. Jak pisze wspomniana Kinsella w Cuties in Japan. .przeznaczeniem róŜowego długopisu z wizerunkiem Hello Kitty albo takiegoŜ tostera jest zatem przede wszystkim budowanie toŜsamości właściciela. powiewają na suszących się ręcznikach i pościeli. .stworzenia dziecinne. króliczki. Hello Kitty uosabia stworzenie. 1996. a więc stworzenia. oprócz przedmiotów jakoś jednak uŜytecznych. szczeniaki. co z natury jest duŜe. ani nie ucieknie. plastikowe opakowanie z patyczkami do czyszczenia dziurek w uszach (tych od kolczyków!) oraz róŜnorakie breloczki. nalepki. lecz takŜe dla dorosłych. na japońskim rynku fanshi guduzu dostępnych jest mnóstwo rzeczy zupełnie pozbawionych wymiaru praktycznego. króliczek Miffi 149 czy Ŝółty stworek Pikachu patrzą na nas zewsząd na ulicach Tokio. takie jak kocięta. Hello Kitty oraz tacy jej dalecy krewni jak panda Tarę. podstawki. w całej wielowiekowej japońskiej tradycji dominuje zamiłowanie do pejzaŜy uładzonych. podpowiada mi więc. bo ta ich cecha wydawała się najbardziej cieszyć widzów. Co najwaŜniejsze. czyli wszystkich „słodkich" i „fajniutkich" rzeczy (od angielskiego fancy goods). ale raczej nie nosoroŜce czy mrówkojady. a toster do opiekania pieczywa. pozbawione nieprzyjemnych kantów. na przykład pomniejszone wersje wielkich groźnych zwierząt. delikatnych i bliskich" (Saito. co miękkie i puszyste. gładkie. Jak pisze Saito Yuriko. Hello Kitty została uŜyta przez japońską firmę Sanrio jako główny motyw ozdobny fanshi guduzu. młode egzemplarze zwierząt i ludzi.to.przedmioty i stworzenia o krągłych kształtach.stworzenia ciepłokrwiste. to z pewnością byli nieduzi. . której nie będę tu rozwijać. bez pazurów. Najczęściej cytowana lista rzeczy. które sąkawaii. co malutkie bądź miniatury tego. Ich specyfika polega na tym. Patrzy na świat szeroko rozstawionymi kropkami oczu i nie ma ust. Ŝe praktyczne znaczenie jest wtórne wobec symbolicznego . lecz zamiast tego ciągłą świadomość urody rzeczy małych. Ŝe w japońskiej kulturze juŜ wcześniej byli bohaterowie o cechach kawaii. Na przykład: pokrowiec na uchwyt do papieru toaletowego. okrąglutki Daruma nie wygląda słodko?). MoŜna jednak włączyć je do kategorii rzeczy kawali jako zdziecinniałe. pandy. iŜ długopis słuŜy do pisania. nos jak guziczek i kokardę na lewym uchu. które współcześnie stały się dominującymi (czyŜ na przykład czerwony. Fakt. małe foczki. s. Od debiutu białej kotki w 1974 roku popyt na rzeczy z jej podobizną nie słabnie. pozbawionych dzikości i raczej nieszkodliwych stworzeń: „W istocie w japońskiej tradycji nie znajdujemy pochwały 'puszczy pełnej dzikich bestii'.to. niedźwiedzie.

Ŝe miejsca. z jaką są realizowane. bezbronne. jakby była to ospa wietrzna albo róŜyczka. nie nazywają się „miejscami. rozmach i zaskakująca dla „gaijinów" otwartość. Młodziutkie dziewczęta. Określenie to uŜywane jest jako słowo-przykrywka dla popularnego rodzaju łaźni. co Michiko tam robiła. ale przy kaŜdej większej stacji znajduje się od kilku do kilkuset przybytków jednoznacznego przeznaczenia. wydają się mniej czy bardziej uniwersalne. oznaczający erotyczną fiksację na punkcie niedojrzałych dziewcząt. mamy dziś do czynienia raczej z kawali. dźwigi. często nieme. za które Zachód tak podziwiał Japonię. trzeba parę słów poświęcić Krainie Mydła. By wytłumaczyć. Świat naleŜy do lolitek. gdzie kaŜdy powyŜej trzydziestki czuje się w ich tłumie nieswojo. krąŜące po Shibuya czy Shinjuku w rozszczebiotanych stadach. śledzą je spojrzenia męŜczyzn. Paradoksalnie. Geneza kultury kawali jest równieŜ istotna dla zrozumienia tego. . obok otwartości. ale młodość ma juŜ za sobą i . barwne jak papuŜki. dyskrecja to. a jedną z nich jest właśnie Kraina Mydła.moŜe powiedzieć. niŜ zezwala prawo. Dwudziestosiedmioletnia dziś Michiko przed dziesięciu laty pracowała przez jakiś czas w jednym z tokijskich Soaplandów w dzielnicy Kabuki-chó. ale słowo masaŜ odnosiło się do znacznie szerszego zakresu świadczonych przez nią usług. 150 Raj dla Humberta Humberta „MęŜczyźni w Japonii mają rorikon". zaludniają sklepy i kawiarnie. do których drogę wskazują szyldy i reklamy czytelne dla kaŜdego Japończyka.. ale w Japonii wyróŜnia je powszechność. W Japonii buduje się kawali domy. ale trudnych do uniknięcia chorób. Kerr pisze. RoznegliŜowane wizerunki młodych dziewcząt ozdabiają ulice i pociągi. co stało się z erotyczną wyobraźnią Japonii w ciągu ostatnich trzydziestu lat. w dosłownym języku oznaczającego stosunek . Ŝe „skończył się czas dŜinsów i szaleństw". Rorikon to w japońskiej wersji języka angielskiego Lolita ???????. gdzie kupuje się seks. są najbardziej kolorową grupą na ulicach Tokio.tak jak Chizuko . czyli „pełnego zestawu". Rzecz w tym. To ich pragną męŜczyźni. jedna z tych nieprzyjemnych wprawdzie. najlepiej róŜowe. czyli „kompleks Lolity". Z trzepotem wymalowanych rzęs fruwają wśród ponuro odzianych sararllmanów. niepodzielnie władają na Harajuku. okładki codziennych gazet i pornograficznych komiksów manga. Była masaŜystką. wymagające opieki. drugie słowo-klucz do zrozumienia japońskiego 151 imperium erotycznego. odnoszącą się do infantylnego królestwa kiczu i zamiast wabi.od „masaŜu erotycznego" do fum kósu (od angielskiego fuli course). Kobieta po trzydziestce wprawdzie nie jest jeszcze staruszką. Noszą inne nazwy. Gdziekolwiek się pojawią. produkuje kawali samochody.stworzenia niezdarne. w której dziewczęta świadczą teŜ inne usługi oprócz mycia klienta . Ŝe dawne kategorie estetyczne. gdzie kupuje się seks". Wprawdzie od 1957 roku prostytucja jest w Japonii zakazana prawnie.przedmioty i stworzenia w pastelowych kolorach. zastąpione zostały tą nową wszechwładną kategorią. obsiadają pomnik Hachikó. powiedziała mi Michiko takim tonem. Erotyczne marzenia o dziewczętach młodszych. Pośród wszystkich wymienionych wyŜej rzeczy najbardziej kawali jest bowiem japońska lolitka. gdzie dziewczyny takie jak ona pracują w najstarszym zawodzie świata. odkurzacze i tostery.

którą Japończycy tak lubią. Opowiada. wymusił zmianę szyldu. Nie pozostało mi nic innego. jak pozory zostaną zachowane. „W ogóle się nie ruszali". Dziś oprócz tego. złoŜonym z obszernej łazienki i malutkiego pokoiku. Właściciele niektórych Krain Mydła. a napis: „ZniŜki dla rannych ptaszków od 6. czyli łaźniami tureckimi. Michiko. Dziewczynie. NaleŜy ono do nomen omen mizu-shóbai. potem masaŜ własnym nagim ciałem. Michiko udało się zostawić przeszłość za sobą i opowiadała mi o niej bez rozczulania się nad sobą czy usprawiedliwiania. Dziś Krainy Mydła stanowią jedną z najbardziej klasycznych rozrywek oferowanych przez japońskie imperium erotyczne. a klienci szczególnie chwalili jej młody wygląd i dziewczęcą słodycz. jaki moŜemy zobaczyć choćby w Ikebukuro albo w okolicach dawnej Yoshiwara. jak uwierzyć jej na słowo. Michiko najpierw oferowała klientowi kąpiel. Michiko mierzy jakieś 150 cm.. która porzuciła dom i którą z kolei porzucił amerykański kochanek. przyjęła się.00" widoczny z peronu Ikegami Linę na stacji Gotanda nie jest skierowany do miłośników higieny i kaŜdy o tym wie. idąc z duchem czasu. Soapland dawał jedyną moŜliwość zarobienia duŜych pieniędzy w krótkim czasie. Japończycy uwielbiają). nic nie zagraŜa mizu-shóbai. cechował o wiele większy pragmatyzm niŜ bohaterkę opery Pucciniego. W wyniku konkursu ogłoszonego przez Japońskie Stowarzyszenie Kąpielowe w 1985 roku wybrano określenie Soapland. i nawet kaŜdy kobiecy uśmiech ma swoją cenę. Ŝe projektuje kapelusze i kolekcjonuje stare kimona. W apartamencie. RóŜowy neon „Soapland". nikt o niej nie mówi. Ŝe „japońscy męŜczyźni lubią być rozpieszczani". Do jednego z takich miejsc na pół roku trafiła Michiko. uwaŜającej takie zapoŜyczenie za obraźliwe dla swojego kraju. dlatego bez problemu znalazła. Ŝe doświadczenie. a potem. oraz jakiś czarodziejski land (które. zafundowali sobie angielski szyld oprócz tego w katakana. nie reklamuje więc perfumerii. Ta filigranowa istota o delikatnych rysach wciąŜ wygląda na nastolatkę i nie utraciła do końca czaru nimfetki. Tak długo jednak. ale protest ambasady tureckiej. które zdobyła w mizu-shóbai. udzieliła mi nieco dziwnej odpowiedzi. w których alkohol płynie rzeką. jak mówi. Fakt. waŜy pewnie . współczesne wcielenie Madame Butterfly. Nazwa przywodząca na myśl czystość i wodę. kabaretów i innych przybytków.. Oczywiście mundurek 152 Michiko miała na sobie tylko na początku spotkania z klientem. Mówi. „dobre miejsce". iŜ doskonale pasowała do poŜądanego wizerunku lolitki. knajp. ułatwił jej sprawę. czyli „wodnego interesu" oznaczającego świat barów. jak na przykład Disneyland. dodając z chichotem. Przybytki te działają na podobnej zasadzie jak salony paczinko .30 do 8. Byli dla ciebie mili?".seksualny.kaŜdy zna prawdę. pomaga jej nawiązać kontakt z podopiecznymi. zapytałam kiedyś Michiko. czyli Sópurando w wymowie japońskiej. znaczy klienci. Ŝe do pracy ubierała się w najzwyklejszy szkolny mundurek z krótką granatową spódniczką i białą bluzą z Ŝeglarskim kołnierzem. Na koniec mistrzyni mokrej ceremonii kłaniała się w podziękowaniu biernym odbiorcom przyjemności i wręczała im swoją wizytówkę z typowo japońską grzecznością i stosowną w kaŜdych okolicznościach zasadą decorum. „A oni. Kiedyś łaźnie tego typu nazywano Toruko-buro. a porządek społeczny nienaruszony. jeśli takie było jego płatne Ŝyczenie -fum kósu. obficie przedtem namydlonym. w końcu była profesjonalistką. pracuje jako wolontariuszka pomagająca młodocianym prostytutkom wrócić do normalnego Ŝycia.

MęŜczyźni w Japonii kochają takie właśnie lolitki i to one królują w ich erotycznym imaginarium. jak w herbaciarniach okresu Edo i Meiji męŜczyźni nie tyle pili herbatę. 154 pojawiły się nopan kissa. Reprezentowany przez nią model kobiecości. opowiada o grupach dorosłych męŜczyzn w garniturach chichoczących w nopan kissa jak sztubacy. popatrzeć na nie na ulicach Tokio. lecz młodziutkie kelnerki nie noszące majteczek pod minispódniczkami (nopan to zniekształcenie angielskiego no pants. I tak. pochwaliłam jej kapelusz i zaczęłyśmy rozmawiać. chylącym się ku upadkowi domu w Ueno. co jednak w przypadku japońskiej dziewczyny nie musi być wielką wadą (wiem to od czasu. by nie podwiał ich wiatr. jakie wynajmowała w starym. a kissa skrót od japońskiego kissaten. który badał japońskie imperium erotyczne empirycznie. gdzie licealistki noszą niebezpiecznie krótkie spódnice od mundurków.. Panowie o erotycznych preferencjach Humberta Humberta. a wszystkie kolejne kreacje Michiko wzbudzały we mnie rozczulenie i leciutki Ŝal. ja znalazłam źródło wiedzy o świecie. Michiko od początku zachowywała się z o wiele większą swobodą i . W latach osiemdziesiątych.rzecz wyjątkowa wśród dorosłych Japończyków jak ognia unikających cielesnego kontaktu . jakoś mnie jednak fascynował. W najmniejszym mieszkanku świata. Michiko byłaby raczej zabawna niŜ seksowna. które muszą przytrzymywać sobie na pupie. dzieliła przestrzeń kilku metrów kwadratowych z Ŝywym kotem i stadem pluszowych maskotek.około 40 kg i czułam się przy niej wielka jak nigdy. bardzo krzywe zęby i wiecznie zdziwione oczy. Poza tym po prostu polubiłyśmy się. czyli kawiarnia). Zapytała. Jego zdaniem. które moŜna by zobaczyć pod spódniczką uczennicy. Gdy poznałam Michiko. Ma twarzyczkę w kształcie serca. łan Buruma. by oddać mi ksiąŜkę. idealną cerę. ubrana była we włochatą róŜową tunikę. Białe majteczki. by realizować erotyczne fantazje o podglądaniu. Według zachodnich standardów kobiecego piękna. których główną atrakcją była nie kawa. Według standardów japońskich. Ujmując . mogą spotkać się w fanklubach lolitek. Na głowie miała całkiem stylowy kapelusik zszyty z kawałków grubego j edwabiu uŜywanego na kimona. W przeciwieństwie do moich uniwersyteckich koleŜanek. Michiko jest kawaii. Zaskoczyła mnie swoją potoczystą angielszczyzną i śmiałością. by łamać zakaz dotykania młodziutkich kelnerek. bohatera Lolity Nabokova. gdy zobaczyłam w jednym z tokijskich sklepów przyrząd do. Podziękowałam. do którego inaczej nie miałabym dostępu. bo główną atrakcją erotyczną było naprawdę tylko podglądanie. Od tego dnia spotykałyśmy się. Ŝe nawet w wieku sześciu lat nie miałam w sobie tyle dziewczęcego wdzięku. ale mało pociągająca erotycznie. czy napiję się z nią kawy. miła i słodka. Michiko miała okazję do angielskich konwersacji. Właśnie. Natura poskąpiła jej 153 nogom poŜądanej na Zachodzie smukłości i prostego kształtu. a nie smakować cappuccino. tak bardzo daleki memu ideałowi. gdy moda na lolitki święciła swe największe triumfy. poczytać o nich w męskich wydawnictwach. tak do nopan kissa przychodzili. pasujące kolorem podkolanówki w poprzeczne pastelowe paseczki i sandałki. to fetysz nad fetysze w erotycznej kulturze współczesnej Japonii. Ŝaden z nich nawet nie myślał.. wykrzywiania nóg). ile flirtowali z gejszami.bez przerwy pacała mnie w ramię dziecinnym gestem. którą zostawiłam niechcący na stoliku. Wybiegła za mną z kawiarni Starbucka w Ginzie. czyli kawiarnie.

gdzie moŜna kupić ich mundurki i inne parafernalia. agresywne seksualnie kobiety to w Japonii zainteresowanie mniejszości i nie cieszą się one takim powodzeniem jak lolitka. zanim trafią do nowego właściciela. mimo iŜ mizu-shóbai oferuje coś na kaŜdy (męski) gUSl i nawet parę atrakcji dla pań. ale Humbert Humbert oszalałby w Japonii z radości. czemu nie są w szkole i gdzie podziewają się ich rodzice. wykorzystując prawo o handlu rzeczami uŜywanymi. takich samych jak te sprzedające co krok napoje i papierosy. była wyjątkowo kusząca. Nie było wśród nich wampów w czarnych koronkach. niewymagające. Podobno sprzedaŜ uŜywanej bielizny cieszyła się duŜym zainteresowaniem. nawet na stojąco w tłoku godzin szczytu. Te uŜywane przez dziewczęta z rozmaitych przybytków typupeep-show często są sprzedawane po „spektaklu". patrząc na amatorskie fotografie zatrudnionych tam dziewcząt. moŜna je było zresztą kupić i tak klient zabierając ze sobą do domu fetysz. starzy i młodsi. Dziewczyny z Kabuki-chó wyglądają tak dziecinnie i słodko. spokojni. męŜczyźni i kobiety patrzą w trzymane przed oczami kartki. informując klienta.rzecz filozoficznie. Przepraszam.obojętni. Jeszcze niedawno w ulicznych automatach. gładkoskóry elf z krainy wiecznego dzieciństwa. istnieją ponoć nadal. Na organizowanej na miejscu aukcji. by widzieć . nie potrzebował całej lolitki. czy moŜna do końca wierzyć w to. Ciało w ciało z innym człowiekiem. mogę pana podglądnąć? W tokijskim metrze pasaŜerowie albo śpią. To ona reprezentuje mainstream. rysunkowe opowieści kupowane przez dorosłych i dzieci obojga płci i obejmujące wszystkie moŜliwe do wyobraŜenia tematy. Dojrzałe. Są dostępne. Lolitki. Ŝe chce się zapytać. z czyimś łokciem wbitym w brzuch . i jednej. z tym Ŝe w dyskretniejszej formie.dla odmiany w pełni ubrana . Być moŜe zainteresowanie. a miejsca. Amerykanie opisywali automaty z majteczkami z takim samym uporern. bo moŜna było sobie wyobrazić. ale fetysz majteczek lolitki pozostał. Ŝe zostały zdjęte specjalnie na tę okazję. teŜ miało coś do rzeczy. ta negatywna obecność białych majteczek w nopan kissa. patrzą na nas z fotografii z naiwną niewinnością i pokazują białe majteczki. Najczęściej czytają komiksy manga. które muszą być czyste i higieniczne. z jakim kiedyś chrześcijańscy misjonarze koedukacyjne łaźnie. jakie merkantylizacja fetyszystycznych pra155 gnień wzbudziła w zagranicznych mediach. jakimś cudem (moŜe z grzeczności) nie pocący się. ale połoŜono temu kres. Zakaz ten nie zmniejszył jednak zainteresowania lolitkami. setki lolitek.urządzała striptiz. ale nie byłabym pewna. i drugiej aktywności Japończycy potrafią oddawać się w kaŜdych warunkach. rzeczywiście wzbudziłyby tylko litość i chęć okrycia kocem ich wątlutkich ramionek. by się nią cieszyć. wielbiciele lolitek mogli nabyć uŜywane majteczki zapakowane hermetycznie w foliowy woreczek. I nie wiem jak inni. gdy jedna z dziewcząt . namacalnie rzeczywiste i nie z tego świata. Być moŜe w części męŜczyzn których znam. a niektóre pornograficzne gazetki oferują wysyłkową sprzedaŜ bielizny noszonej przez gwiazdki porno. albo coś czytają. Bardzo lubiłam zaglądać współpasaŜerom przez ramię tak. wprawne i niemądre. które przelatują przez Japonię z siłą i szybkością jesiennych tajfunów. Dołączone doń zdjęcie dziewczynki w szkolnym mundurku potwierdzało autentyczność zakupu. co mi mówili. Nieraz spacerowałam wąskimi uliczkami Kabuki-chó. Popularne kiedyś nopan kissa znikły z szybkością wielu innych mód. Ŝe te białe gatki jeszcze niedawno dotykały jej ciała. czerwonym lateksie i wysokich butach.

Ŝe moŜe sobie pozwolić na tę odrobinę ekstrawagancji w zuniformizowanej Japonii. bohaterowi nie wystarczy patrzenie na bezbronną dziewczynkę. słodka jak ulepek. wyrywanie języka. który siedzi koło mnie) i jej oczy powiększają się do wielkości spodków. biegnie. obserwowałam przygody nieletniej bohaterki. wysuniętego języka i wielkich oczu przypominających puste oczy zwierzątka. Siada. Ŝe spod króciutkiej spódniczki widać jej majtki. kto zajmuje na tyle wysokie stanowisko. dzielnicy biurowców i siedziby władz miasta. 157 która na kolejnych stronach moŜe być gwałcona. zrywa się. jakim poddawane są lolitki w ero-manga. Jak pisze Nicholas Bornoff. nieraz mają taką właśnie „pouczającą" formę. ale równieŜ w komiksach skierowanych do kilkunastoletnich chłopców. na końcu której jest wysoki mur. Dobiegłszy do końca dziewczynka przewraca się. jakie zawiera gruby tom. które duŜo czasu spędzają wśród ksiąŜek. Perwersja polega156 jąca na podglądaniu. w japońskich szkołach edukacja seksualna nadal pozostawia wiele do Ŝyczenia i te publikacje. MoŜe jest dyrektorem działu? MoŜe nawet jakimś prezesem? Wsiadł na stacji Shinjuku. Ŝe to ktoś. W porównaniu z japońską manga bohater Milczenia owiec to nudziarz bez wyobraźni. Znalazłam w okolicach Akihabara sklep. gubi tornister. co czytają inni. Obrazek pokazany jest z perspektywy ścigającego dziewczynkę męŜczyzny. dotyka wiele osób. w których zagłębił się mój współpasaŜer. tłucze sobie kolano. Na swoje usprawiedliwienie mam fakt. krojenie piłą elektryczną. Co moŜe czytać? Coś o uprawie ogródka? Grze w golfa? Nowinki motoryzacyjne? Nic z tego. wpada w pustą uliczkę. dorosły powaŜny męŜczyzna. Białe dziecinne gatki i stłuczone kolano. o jakim nie śnił Hannibal Lecter. opierając się o mur tak. oblewanie Ŝrącymi substancjami. To moŜe być koniec jednej z historii. Uczennica jest bardzo kawali. I łza zbierająca się w kąciku jednego z wielkich przeraŜonych oczu. MoŜna wnioskować. Oto starszy pan w drogim garniturze i krawacie nieco bardziej fantazyjnym niŜ przeciętny. który w swojej bogatej ofercie miał niezliczoną ilość manga na wdzięczny temat seksualnej eksploatacji i torturowania lolitki. Lolitka i jej majteczki to wizerunek popularny nie tylko w stricte pornograficznych publikacjach dla dorosłych męŜczyzn. . Czytelnik widzi teraz tylko jego plecy. który zastygł wpatrzony w swoją ofiarę wzrokiem tak samo pełnym fascynacji jak czytający manga męŜczyzna w metrze. Jeśli jednak komiks naleŜy do gatunku pornograficznej ero-manga. Wydłubywanie oczu. na drugim odwija z papierka lizaka. Na pierwszym obrazku jego manga ubrana w mundurek dziewczynka wybiega ze szkoły. iŜ robię to z tak zwanej ciekawości poznawczej i dyskretnie. Dziewczynka spostrzega przyglądającego jej się męŜczyznę w garniturze (do złudzenia podobnego do tego. przypalanie i defloracja za pomocą nieprzyjemnych metalowych narzędzi to tylko kilka przykładów z bogatego repertuaru sadystycznych praktyk. torturowana i zabita z okrucieństwem. ćwiartowanie noŜem do ryb. zajął wolne miejsce koło mnie i wyjął gruby kolorowy komiks z eleganckiej skórzanej teczki.obrazki w ich manga. który pewnie ma juŜ wnuki. Na kolejnych obrazkach akcja gwałtownie przyspiesza. Zezując w bok. zjadanie Ŝywcem. słuŜącwjej zastępstwie. na trzecim mamy zbliŜenie jej rozchylonych ust. i trochę przypomina Michiko. MęŜczyzna rusza za nią.

Japońskie prawo nie zabrania przedstawiania seksu z dziećmi ani jakiejkolwiek innej dewiacji wymyślonej przez ludzkość. Stateczne gospodynie domowe na etacie cenzorek spędzały długie godziny. Prawda jest jednak taka. Brutalna ero-manga na pewno nie sprzyja rozwojowi 159 .Dzięki nim młodzi czytelnicy poznają sekrety kobiecego ciała w sposób. w której bohater/czytelnik podgląda roznegliŜowaną koleŜankę w sytuacji czyniącej ją bezbronnym obiektem wystawionym na męskie spojrzenie. Tokio to najbezpieczniejsze z miast. ale ich zapał gaśnie wraz z pamięcią o ofierze. które nie są dorosłe. O genitaliach osób. wszystko inne uchodziło płazem. który zachodnim feministkom zjeŜyłby włosy na głowie. Najczęściej pojawiają się wówczas. jak i egzemplarze „Playboya". Japońskie prawo przeciw obsceniczoności (oparte na artykule 175. Czasem koleŜanka rozbierana jest przemocą. którego stare numery z białą plamą na podbrzuszu modelek nadal moŜna wygrzebać na tokijskich pchlich targach. Nawet miejsca uchodzące za tak podejrzane jak zaułki Kabuki-chó czy Yoshiwara to . Wystarczy zamazać włosy łonowe albo w odpowiednim miejscu wstawić maskujący kwadracik. iŜ małe dziewczynki jeszcze nie mają włosów łonowych. ułatwia sprawę i rzecz dzieje się w majestacie prawa. Tak było.w porównaniu z niektórymi okolicami Warszawy . podobnie jak we wszystkich innych cywilizowanych krajach świata. Ŝe „dorosłość" oznacza obecność włosów łonowych i od tej chwili wizerunki. wydrapując z obrazków realistyczne wizerunki genitaliów i nieszczęsne włosy. Konstytucji z 1946 roku) zabrania realistycznego przedstawiania genitaliów osób dorosłych i aktu seksualnego. jak baseball czy wyścigi samochodowe. zaczęły automatycznie podlegać cenzurze. w którego domu znaleziono ogromną kolekcję materiałów pedofilskich. narządy płciowe przedstawiono nierealistycznie i niepołączone w akcie seksualnym. w wersji miękkiej dziewczyna pada łupem tylko Toma Podglądacza.przedszkole. wpleciony jest wątek erotyczny. morderca trzech małych dziewczynek. Fakt. ale w krainie wyobraźni wszystko wolno. podobnie zresztą jak wszystkie inne. a jego kulminację stanowi scena. Z właściwą Japończykom skrupulatnością i powaŜnym podejściem do sprawy wytoczono więc wojnę nieprzy158 zwoitym włosom i zaczęto je usuwać przy pomocy armii cenzorów. Ustalono mianowicie. gdy władze zaczęły wytaczać procesy twórcom kontrowersyjnych obrazów. w którym kobieta moŜe bez większego ryzyka pójść niemal wszędzie i o kaŜdej porze. Pedofilia jest oczywiście karana. prawo milczy. Ŝe w Japonii przestępstwa na tle seksualnym. zdarzają się kilkadziesiąt razy rzadziej niŜ na Zachodzie i nawet najzacieklejsi wrogowie pornografii nie byliby w stanie udowodnić jednoznacznej zaleŜności między czytaniem ero-manga a przemocą seksualną. na których są one widoczne. gdy ujęty został Tsutomu Miyazaki. Rodzące się w Japonii co jakiś czas inicjatywy procenzurowe nie mają wielkiego wpływu i giną śmiercią naturalną. gdy opinią publiczną wstrząsa wiadomość o zbrodni dokonanej pod wpływem pornografii. W fabułę dotyczącą takich „męskich" spraw. Cenzorzy z równą skrupulatnością traktowali zachodnie publikacje na temat sztuki. Jeśli nie było włosów łonowych. nie ingerując poza tym w treść przekazu. w jakich mieszkałam. Kategoria „dorosłości" została dookreślona dopiero później. włączając nagrane na wideo sceny makabrycznych morderstw.

co robiły kurtyzany. melancholijne kurtyzany i waleczni samurajowie spleceni w uścisku . Ŝe spełniają pozytywną funkcję pozwalając rozładować napięcie i frustrację. warto zamykać cały pornograficzny interes. które dziś czytają Japończycy. Odmienne podejście do seksualności sprawiło. Wtedy teŜ narodziła się kultura „kwiatów i wierzb". Owszem. czyli świat gejsz. a nie dominującą normę. wierzono. Zwyrodnialec Miyazaki uwaŜany jest za jeden z wyjątków.obrazy te składały się na kwintesencję wyrafinowania. gejsz i samurajów we wszystkich moŜliwych kombinacjach obu płci i wszystkich wyobraŜalnych „genderów". a rozkwit w okresie Edo. Ŝe w Japonii przedstawienia o tematyce seksualnej od wieków rozwijały się ze swobodą. wydaje się w Japonii oczywista. a odpowiedź na pytanie. po prostu odwróci wzrok. a nie seks. bowiem. zwanym „miastem kawalerów". co sądzi o wszechobecności pornografii. Jeśli juŜ. Mistrzowie tacy jak Harunobu czy jego uczeń Koryusai.feministycznej świadomości. Jak sugeruje wspomniany Bornoff w ksiąŜce Pink Samurai. ale nie czyni z Japończyków pedofilów i morderców. ale nie realnego zagroŜenia dla uczennicy w mundurku stojącej tuŜ przy nas. w Edo. tworzyli pornograficzne „wiosenne obrazki". Kunisada. dostarczając artystom niewyczerpanej inspiracji. bo mianem baishun . którego niepokorny geniusz zachwycił impresjonistów. W tych czasach spokoju i izolacji od reszty świata przemoc i seksualna perwersja stanowiły jedną tylko z wielu fantazji. gdy upowszechniła się sztuka drzeworytu. moŜe być źródłem mojego dyskomfortu. ale nie stroniły teŜ od nich kobiety i pary. akrobatyczne pozycje na huśtawkach i miłosna pasja ogarniająca bohaterów na tle przepięknych japońskich pejzaŜy. zwany japońskim 160 markizem de Sade. Pornograficzne komiksy. istniała . skrajną postacią otaku. które kojarzy nam się z Japonią. ingerencja państwa dotyczyła szerzej pojętych dobrych obyczajów. siedzący obok mnie w metrze ogląda obrazki. porównujących go do Rembrandta.„sprzedawanie wiosny" . Dziś chodzi o zestresowanych sarariimanów w słuŜbie korporacji. Podobnie jak teraz ero-manga. wychowana po japońsku. jak pisze Buruma w A Japanese Minor. ułoŜonym w całe historie. Z wyjątkiem kilku niechlubnych incydentów władze okresu Edo zostawiały artystom wolną rękę i nie cenzurowano shunga. Mistrzowie shunga uwieczniali pary złoŜone z aktorów kabuki i kurtyzan. Fakt. do której nie dopuścił chrześcijański Zachód. stanowiąkontynuację długiej tradycji. w okresie Edo „frustracja" dotyczyła wojowników w słuŜbie szoguna. „Ja na to nie patrzę". To wówczas artyści skupili swoją twórczą pasję na shunga.określano to. przedstawiające ćwiartowanie nieletniej bohaterki piłą mechaniczną. portretujących barwne Ŝycie domów publicznych „wiosennych". za którymi szaleją dziś kolekcjonerzy na całym świecie. powie dorosła kobieta zapytana. Jej początek miał miejsce przed ponad tysiącem lat w okresie Heian. towarzyszyły podpisy tak jak w dzisiejszych komiksach manga. Dziewczynka. zakazana i „nieprzyzwoita" była miłość naruszająca społeczny porządek. najsławniejszy na Zachodzie Utamaro. W niektórych shunga obrazkom. shunga wykorzystywane były wprawdzie jako inspiracja do samotnych męskich przyjemności. Fotograficzne zbliŜenia powiększonych wagin i bogate stroje. shunga rozumiane były jako wentyl bezpieczeństwa podtrzymujący porządek społeczny. czy aby zapobiec ewentualnej krzywdzie kilku nimfetek. czyli świra. zapobiegają antyspołecznym zachowaniom. iŜ męŜczyzna. Hokusai. a nie seksu. czyli „wiosennych obrazkach".

stawiają przed partnerami wymagania. jakiego uŜywały zbuntowane dziewczynki. Gdy przygryzając język z wysiłku.. zastąpiona została hybrydyczną formą kobiecości: lolitką o dziecinnej buzi i łonie. Ich bunt wobec obowiązujących reguł zaczął się od ataku na bastion świętości 162 . MęŜczyźni. Z ksiąŜki Yoko Haruki pod tytułem Kekkon Shimasen. Ŝe pełne przemocy przedstawienia seksualne. Stłumiona rewolucja dziewczynek Określenie „rewolucja dziewczynek" pierwszy raz usłyszałam od Satoru. mimo iŜ kobiety nie trzeba było ani przedtem pobić. Ŝe przypominają pismo. Miało to miejsce na samym początku mojej japońskiej przygody. pełnią wspomnianą funkcję sublimacyjną. Nauka japońskiego to dla uczniów naprawdę cięŜka praca.japoński język. związać i poćwiartować. teŜ zwróciły uwagę na ten niepokojący fakt. Dziś postać. Japońskie władze. ale często z wybujałym nienaturalnie biustem.makabryczna odmiana shunga. czyli Nie wyjdę za mąŜ. pisząca pracę doktorską o ewolucji męskiej seksualności na podstawie badań klientów klubów z hostessami.bo niezbadane są ścieŜki fantazji sarariimana . która była obiektem erotycznego pragnienia w shunga. Satoru powiedział. którzy znaczną część Ŝycia spędzają wciśnięci w hierarchiczną strukturę swoich firm. na które ci nie są przygotowani. Ŝe na początku lat siedemdziesiątych japońskie dziewczęta zainicjowały lokalną odmianę obyczajowej rewolucji. a nie okazja.. ubolewające nad mizernym przyrostem naturalnym. W ostatnich latach pojawiło się duŜo artykułów na temat. podczas których podjął trud nauczenia mnie alfabetu hiragana. emancypując się ze swoich dawnych ról. socjoloŜka. Moja znajoma Yukiko. słuŜąc rozładowaniu stresu związanego z opresywną rzeczywistością społeczną. ani poćwiartować potem. Japonki. MoŜe teŜ . jak to się z upodobaniem przedstawia we współczesnej japońskiej pornografii. Ta zapomniana i stłumiona rewolucja była jedną z pierwszych zapowiedzi kultury kawaii i „lolityzacji" wizerunku kobiety. tym lepiej nadaje się do tego celu. gdzie seks był podniecający dla obu stron. która w tym czasie szalała w Europie i Ameryce. potrzebują symbolicznego 161 zadośćuczynienia. Hipotezy feministek są odwaŜniejsze.przez słodką chwilę identyfikować się z ofiarą. rysowałam niezgrabne znaczki. a im bardziej bezwolny i podporządkowany obiekt. by . Dowiedziałam się. po drodze zdąŜy taką wielkooką lolitkę posiąść. Ŝe nowoczesne kobiety coraz częściej wzbudzają w japońskich męŜczyznach niechęć i strach przed stałym związkiem. Lolitka z ero-manga nie ma zaś wymagań i moŜna z nią zrobić (przynajmniej w wyobraźni) wszystko. Ŝe eskalacja symbolicznej przemocy wobec kobiet stanowi pochodną dokonujących się w dzisiejszej Japonii przemian obyczajowych. na co tylko przyjdzie ochota. jadący z Chuo Rinkan do pracy w Shinjuku. mówi. Ŝe wiele japońskich kobiet ma juŜ inne wymagania niŜ ich mamy i nie marzy im się pokorne gotowanie zupy miso przez resztę Ŝycia. podczas naszych kilku lekcji japońskiego. ale na ogół na „wiosennych obrazkach" utrwalony został obraz krainy. Podejrzewają one. których ofiarą jest bezbronna i niedojrzała lolitką. niechęci panów do uprawiania seksu. zwana muzane („obrazy okrucieństwa"). MęŜczyzna. Japońscy badacze zazwyczaj uwaŜają. widać jasno.

pełen wdzięku styl.zaznaczyć swą indywidualność: kaŜdy uczeń musi opanować znak w tym samym czasie i zapisywać go dokładnie według ustalonych reguł. to normą jest zapis wertykalny. powiedziała towarzysząca mi Chizuko. nie widząc nic dziwnego w fakcie. której hołduje ponad połowa japońskich uczennic. pocztówki i zeszyty przeznaczone specjalnie do pisania kawaii. Na początku firma Sanrio wypuściła na rynek papeterie. a nawet w oprogramowaniu komputerowym. Podczas jednego ze spacerów w dzielnicy Dene'n Chófu sklep Sanrio w kształcie ogromnej truskawki wyrósł mi przed oczami jak psychodeliczna wizja. Ŝe . miejscowi architekci stylizowali posterunki policji na piernikowe domki. Dziewczynki tymczasem zaczęły pisać właśnie poziomo i zmieniły kształt znaków. z jakimi kojarzymy Japonię. rewolucja dziewczynek została poŜarta przez prawa kapitalistycznego rynku. który nie miałby gdzieś narysowanej wielkookiej buzi. wystylizowany charakter.od prezerwatyw po samoloty. aby przyciągnąć klientów. Podniesiono alarm. „zdeprawowanym". czasopismach. nie mając prawa do najmniejszej zmiany. Zanim jednak opracowano środki zaradcze. W ciągu kilku lat liczba uŜywających go buntowniczek osiągnęła 5 milionów. Z dominującej na początku ery kawaii mody typu „bal w przedszkolu". których przeraŜeni buntem dziewczynek autorzy wymyślali kolejne terminy mające oddać specyfikę zjawiska. namalowała niedawno na swoich boeingach postaci z kreskówek. stała się dominującym nurtem. często łączony na przykład z elementami grunge. szybko doceniono powagę sprawy i zaczęto zastanawiać się. „Kawaii]". gwiazdkami czy małymi postaciami. a gdy zakładałam konto w japońskim banku Mizuho. W nowym języku zaczęły pisać listy i pamiętniki. a szkolne autorytety nie mogły poradzić sobie z rozprzestrzeniającym się szaleństwem dziewczynek. Kawaii. nie tylko nadając im krągły. DostrzeŜono bowiem. Jednak japońskie odkurzacze nadal wyglądają jak wielkie cukierki. klinik ginekologicznych i świąt religijnych. Ŝe nowa moda na słodkie pismo. lecz takŜe ozdabiając je serduszkami. róŜne słodkie stworki uŜywane są do reklamy usług bankowych. bo w Japonii nikt nie lubi takich ekstrawaganckich. Mimo iŜ w niektórych przypadkach Japończycy piszą horyzontalnie na zachodni sposób. jest Ŝyłą złota. jak poradzić sobie z buntem. Język dziewczynek przyjął się w manga i filmach animowanych. socjoloŜka z Cambridge. a kaŜda z japońskich prefektur wybrała na swoje logo jednego ze słodkich dziecinnych bohaterów. w latach dziewięćdziesiątych wyrósł bardziej ironiczny i androginiczny. podczas gdy jego twórczynie określały je po prostu mianem kawaii. Mimo iŜ apogeum kultury kawaii przypadało na lata osiemdziesiąte. Słodkie stworzonka zaczęły pojawiać się na wszystkim . a pismo buntu stało się jeszcze jednym towarem i utraciło swój rewolucyjny potencjał. 163 estetyka moŜliwie najdalsza od wyrafinowanej elegancji i umiaru. Wszechobecność słodkiego kiczu jest nieraz dla „gaijina" troszkę przeraŜająca albo co najmniej dezorientująca. a potem posypała się cała lawina fanshi guduzu. Tak zaczęła się era kawaii. Zaczęły powstawać publikacje. „nieprawidłowym". „zdegenerowanym". Jak w Cuties in Japan pisze Sharon Kinsella. dostałam kartę z wizerunkiem Hello Kitty i takąŜ torebkę w prezencie. jest to nadal jeden z dominujących trendów i trudno kupić jakikolwiek produkt. a jedna z firm lotniczych. przemalowywano dźwigi na Ŝyrafy albo dinozaury. I tak pismo dziewczynek nazywano pismem „komiksowym". naruszających porządek pomysłów. „okrągłym".

gdy jej opowiadałam. którzy nie chcą dorosnąć. jaką mały chłopiec ma nad swoimi zabawkami. Kult lolitek to jedna z reakcji przeciw systemowi. Michiko mówi. Dla kobiety takiej jak na przykład Michiko jest strojem ochronnym. Ŝe nawet te nastolatki.dorosłą kobietę obdarowano czymś właściwszym dla przedszkolaka. Upieranie się przy wizerunku lolitki jest jedyną obroną przed systemem. brzmi: „Jestem jeszcze mała. nie przemawia wizerunek dojrzałej. aby wyglądać kawaii. wielu ludziom łatwo się będzie zgodzić. błyszczyki do ust w kawaii opakowaniach. ale wykreował nowe. rozlega się co chwila na tokijskich ulicach i dla większości „gaijinów" jest to jedno z pierwszych słów. Ŝe czas mija i właśnie przekroczyła granicę wieku uwaŜaną jeszcze niedawno za początek staropanieństwa. jak po lekcjach w siódmej czy ósmej klasie upychałyśmy z koleŜankami w torbach idiotyczne fartuszki z poliestru. Kawaii. Abstrahując od wszystkich dyskusji na temat róŜnicy kulturowej i relatywizmu. pod warunkiem. mroczne oblicze infantylizacji japońskiej kultury niepokoi. Dziś. „Po co?". skarpetki. a szkolny mundurek pozostaje najbardziej erotycznym kostiumem. a japońskie nastolatki ze swej strony wcale nie chcą wyglądać jak dorosłe osoby. W ten sposób 164 dziewczynki z buntowniczek stały się konsumentkami kawaii rzeczy i najdoskonalszymi obiektami męskiego pragnienia. Za nic nie odpowiadam. Ŝe się nasze „wewnętrzne dziecko" nie zmieni w despotycznego bachora. i dlatego nie rezygnuje ze swoich włochatych tuniczek. jaką wysyła ten kostium. które pozwalają ludziom hołubić swoje „wewnętrzne dziecko" i kupić mu czasem ulubioną maskotkę. „Kawaii!!!". które w okresach wyprzedaŜy krąŜą tłumnie wokół butików na Harajuku czy Shibuya. nawet jeśli nie prowadzi do rzeczywistych aktów przemocy. Erotyzacja małych dziewczynek w krwawych manga dla męŜczyzn nie moŜe być zjawiskiem niewinnym.nie powinno przedstawiać się jako obiektów seksualnych i przedmiotów sadystycznych . Jak się okazało. ani kobietą. spódniczek z klosza i podkolanówek. nigdy i pod Ŝadnym pozorem . świadomej swojej seksualności kobiety. zdziwiła się Michiko. Świat dzieciństwa. Nie dojrzałam do dorosłego Ŝycia. dwadzieścia lat od narodzin „fajnej kulturki" kawaii. gdy wszystko było wolno. W kulturze kawaii moŜna teŜ dostrzec pozytywne aspekty. kontrolę i władzę. 165 czyli „słodkie" i „fajniutkie" jest takie „hołubienie". chętnie je kupują i przebierają się w nie. jaką Michiko zna. Rynek nie tylko wyszedł naprzeciw wszystkim potrzebom. Do męŜczyzn. Wiadomość.nigdzie. Póki co dwudziestosiedmioletnia Michiko nie zamierza pogodzić się z tym. Kawaii spinki. Dlatego to drugie. gdy nie było się jeszcze ani męŜczyzną. więc dajcie mi spokój". ja sama miałam ukrytą potrzebę doczepienia sobie małego misia do telefonu komórkowego i zrealizowałam ją w Japonii. gdzie nikogo to nie dziwiło. w którym bycie dorosłą kobietą/dorosłym męŜczyzną oznacza opresję. Dla męŜczyzny wizerunek lolitki reprezentuje seksualność bez konsekwencji i odpowiedzialności. które chodzą do szkół nie wymagających mundurków. piórniki i saszetki kupowane są przez tłumy dziewcząt. dziewczyny z Krainy Mydła ciągle przebierają się za uczennice. Co roku na kawaii rzeczy wydaje się w Japonii miliardy jenów. Ŝe dzieci . jakie są w stanie wyłapać z potoku obcej mowy. pozostaje oazą szczęścia. by wyglądać powaŜniej i udawać licealistki. konieczność wpasowania się w sztywną hierarchię płciowych ról. podstawki i ramki.

Ŝe wspaniała wielowiekowa kultura Japonii stanie się tylko kawali. Wygląda! jak fantastyczny statek z masztem. Gdy płynąc od stacji Yurakuchó w potokach niespodziewanej wiosennej ulewy. odtwarzającą męskie role. Nacisk w tak wielu japońskich historiach. zatrzyma się na chwilę. a więc. by nie przypominać dorosłych kobiet. Poznałam Naomi. tym cenniejszy. Gdy pojawi się. uŜyć Ŝeńskiej formy osobowej? Kobiety przed teatrem czekały bowiem na otoko-yaku o imieniu Asami Hikaru. przed nową siedzibą Takarazuka. moŜe. Fanki marzą. włączając te odgrywane na scenie Takarazuka. zastanawiałam się. sympatycznej twarzy. nawet nie zauwaŜy. którego czubek ginął w miękkiej szarości nieba napęczniałego od wilgoci. Ŝe udawałam się tam w towarzystwie prawdziwej fanki i znawczyni. teatralnej dzielnicy Tokio. Wtedy usłyszałam cichutkie: „MoŜe ci pomóc?". przypominała słynącą z klasycznej elegancji księŜnę Masako. kiedy woda zawrze. by móc podarować mu listy i pluszowe zwierzątka. bardzo szczupła postać o krótkich. która wrzucona do wrzątku wyskoczyłaby i uratowała się. a tak. aktorkę Takarazuka. Kobiety stały tam. Gdyby tak te dziewczynki. marzyłam. niemal nieruchome. Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Otoko-yaku w deszczu Umówiłam się z Naomi w Hibiya. Nie wiedziałam. gdy moŜna na mgnienie oka znaleźć się blisko niego. warta jest poświęcenia. MoŜe jednak powinnam napisać „blisko niej". czy to moŜliwe. „fajną kulturką"? Kerr porównuje obecny kryzys Japonii do syndromu powoli gotującej się Ŝaby. ale był Chanel. który nie tylko wyglądał jak Chanel. co oznacza odmowę dorosłości. Kiedy w końcu pojawiła się w drzwiach. łan Buruma A Japanese Mirror VI. Chwila. Naomi odwiedza Takarazuka kilka razy w miesiącu. zmieniły buty na wygodniejsze i znów wymyśliły jakąś rewolucję. Patrząc na papuzie grupki dziewcząt z Tokio ubranych tak. ani męŜczyzną. ani kobietą. dla mnie był to pierwszy raz. Wysoka i wiotka. Były fankami Takarazuka czekającymi na przybycie swojego idola tak. spokojne. raczej jej destrukcję niŜ rozkwit. pada na kres młodości. jak zwykły czynić to zawsze przed i po kaŜdym spektaklu. Dałam Naomi wizytówkę i po kilku dniach przysłała mi e-mail. Ŝe bilety rezerwuje się z wielkim wyprzedzeniem lub bladym świtem przychodzi. Ubrana w kostiumik. moją uwagę od razu zwrócił tłum kobiet z parasolami.. gdy bezskutecznie próbowałam porozumieć się w kasie teatru Takarazuka. Ŝe naleŜy do fanklubu jednego z otoko-yaku i dlatego moŜe dostać bilety nawet na najbliŜszy spektakl. cierpliwe wielbicielki przez chwilę zobaczą z bliska upragnioną twarz. Alternatywą jest pozostanie wiecznym efebem lub dziewczyną. „Niego?".praktyk. by w gigantycznej kolejce stanąć po wejściówkę bez Ŝadnej zresztą pewności. dobiłam na miejsce.. rozjaśnionych na kasztanowo włosach uśmiechnie się i pomacha fankom. przez tłum przebiegł szmer . nie zwaŜając na deszcz. jeśli chcę. na ich dziecinne bluzeczki i kiczowate plastikowe pantofelki. wysiadając z samochodu albo wychodząc z teatru. czekających przed 167 wejściem do róŜowawego budynku o monumentalnej architekturze. mogę z nią pójść. Miałyśmy iść na spektakl zatytułowany Romans de Parts. jeśli szczęście będzie im sprzyjać. namalowane własnoręcznie portrety i inne dowody uwielbienia. Ŝe się ją dostanie. wyszeptane przez młodą Japonkę o zabawnie piegowatej.

Otoko--yaku Asami Hikaru nie wydawała się ani kobietą. Jako Ŝe nawet w kraju o tak bogatej tradycji męsko-damskich przebieranek jak Japonia. Zgoda. Czarna męska koszula opinała niemal płaską klatkę piersiową.albo. niełatwo było bronić tezy. tadashiku. Pomysłodawcą przedsięwzięcia był Kobayashi Ichizó. a zgromadzone pod teatrem fanki kochały jej męskie wcielenie. której był właścicielem. ale ruszała się w nich zamaszyście jak męŜczyzna. utsukushiku) rozrywki rodzinnej. a aktorki nazywane są „takarazinkami" (Takarasiennes) na wzór paryŜanek (Parisiennes). Fakt. zamieniając basen na scenę. iŜ oglądanie kobiety przebranej za męŜczyznę i śpiewającej miłosną piosenkę trzymanej w ramionach koleŜance jest 169 niewinną rozrywką dla całej rodziny. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. miała kobiece dłonie. co nie moŜe się zdarzyć. „Uwielbiam go". rewia i operetka łączą się tym przedsięwzięciu w całość jedyną w swoim rodzju. Nie było jednak Ŝadnego przepychania się. i zrekompensować mniej udaną inwestycję w postaci pierwszego w Japonii odkrytego basenu. teatr Takarazuka to „niska kultura". krzyków. Wszystko to. tylko jakąś pośrednią formą bytu. ale mówiła „ja". wyraźnie nie naleŜało do tego świata. ani męŜczyzną. Szczegółowe informacje na temat Takarazuka moŜna znaleźć w ksiąŜce Jennifer Robertson Takarazuka. stosownej i pięknej" (kiyoku. jedynej jak dotąd zachodniej pracy antropologicznej poświęconej temu zjawisku. obcisłe jak druga skóra haftowane na złoto dŜinsy podkreślały chłopięcy kształt bioder i długie zgrabne nogi. naleŜała do Ŝeńskiej płci. Ale od tej androginicznej postaci emanował czar elfa i nieziemski erotyzm. androginiczna postać wyglądała jak bóstwo. w porównaniu z dostojnym kabuki. gdybyśmy nie zostali zmuszeni do wyboru albo . uŜywając męskiej formy zaimka osobowego. jaką zaszczyca Ziemian. Narodzinom teatru Takarazuka towarzyszył ukuty przez Kobayashiego slogan „czystej.wysoka. Hikaru Asami miała buty na wysokim obcasie. Musical. powiedziała towarzysząca mi Naomi. ojciec Takarazuka wymyślił prawdziwie akrobatyczne uzasadnienie. od którego teatr wziął swoją nazwę. a cała inwestycja okazała się nad podziw udana. jaki stworzono na początku ubiegłego wieku. Ŝe odgrywanie męskich ról na scenie bardziej uwraŜliwia dziewczęta na . Dla fanek to Takarazuka Revue albo po prostu Takarazuka. jaką moŜe wolno byłoby nam się stać. gdy pierwszy raz zobaczyłam otoko-yaku. które spłynęło z deszczowego nieba i mimo wizyty. zgromadził dwanaście dziewcząt i stworzył z nich zespół teatralny. Aby zwiększyć ruch na linii kolejowej. szarpaniny. Takarazuka narodziła się w 1913 roku w małym japońskim miasteczku koło Osaki. co wcześniej słyszałam o Takarazuka. Scenę w deszczu przesycał niewysłowiony smutek tego. Rzeczywiście . i jednocześnie najpotęŜniejszy teatr masowy. ale Ŝaden opis nie zastąpi wizyty w teatrze Takarazuka. „ona jest takim pięknym męŜczyzną!" Kabuki na odwrót w wersji pop Takarazuka-shójo-kageki (Dziewczęcy Teatr Muzyczny z Taka-razuki) to największa na świecie trupa. w której wszystkie role grane są przez kobiety. transcendujący ograniczenia płci i rodzaju. impresario i polityk. jeśli ktoś jeszcze uwaŜa ten hierarchiczny podział za przydatny. była ubrana śmiesznie i kiczowato. okazało się nic nie warte. adoracja miała charakter niemal religijny.podziwu. 168 a jej makijaŜ zbyt wyraźny. Od początku mianowicie przekonywał publiczność i krytyków. japoński milioner.

Podobnie jak inne szalenie popularne w Japonii formy subkultury kobiecej i dziewczęcej. Ŝe niemal niemoŜliwy . Jako Ŝe Kobayashi zawsze deklarował swoje pełne poparcie dla konfuncjańskiego ideału kobiety jako patronki domowego ogniska. ale obiektem kultu są przede wszystkim kobiety grające męskie role . grające męŜczyzn. a na pewno dowcipu. W firmowych materiałach reklamowych i promocyjnych nadal widzimy jedynie powierzchowny wizerunek aktorek przedstawianych w estetyce glamour. Ŝe takarazinki powinny być postrzegane jako „normalne dziewczyny". Takarazuka w 1986 roku wzbogaciła się o jeszcze jedną trupę). a polityka kierownictwa kładzie duŜy nacisk na wykluczanie jakichkolwiek erotycznych dwuznaczności w oficjalnych wizerunkach. Kult otaczający odtwórczynie ról męskich sprawił. Wszystkie osoby związane z teatrem obowiązuje niepisana zasada dyskrecji. cichy niegdyś kurort z gorącymi źródłami. by Takarazuka rozkwitła. które naleŜy rozpatrywać w kontekście tamtejszej kultury.tak jak było od początku . Z takiego punktu widzenia przywdzianie męskiego kostiumu przez dziewczynę stanowiłoby akt nadgorliwego konformizmu raczej niŜ rewolucyjny gest transgresji. Bilety znikają błyskawicznie. Dzięki temu uczą się one być wartościowszymi Ŝonami i matkami w przyszłości. Mimo iŜ Takarazuka ma o wiele mniejszy prestiŜ niŜ dostojne kabuki. dając dobry przykład widowni. Takarazuka ma dziś w Tokio i rodzinnym miasteczku dwie ogromne sceny na trzy tysiące widzów i zatrudnia ponad siedemset osób. Po dziesięciu latach działalności niewielka scena przebudowana została więc w gigantyczny teatr o trzech tysiącach miejsc.uzyskanie zgody na publikację zdjęć do tej ksiąŜki zajęło mi pół roku. z których około czterystu to aktorki: musume-yaku. ale jej sława nigdy właściwie nie przekroczyła granic Japonii.tajemniczy. tak samo silnie zakorzeniona jest w długiej japońskiej tradycji ambiwalentnych płciowo bohaterów. otoczony przez kompleks rozrywkowy o nazwie Familyland albo Famirirando w wymowie japońskiej. które zajmują się ceremonią herbacianą i . 170 androginiczni otoko-yaku. a ich zdobycie graniczy z cudem. odtwarzające role Ŝeńskie. z wzruszająco staroświeckim hollywoodzkim przepychem. Takarazuka Revue bardzo często pojawia się w japońskich mediach i podróŜuje po świecie. Takarazuka i jej aktorki otacza kordon pilnie strzeŜonej czy raczej sprytnie kontrolowanej tajemnicy.z męŜczyzn) kontynuuje zatem politykę ojca Takarazuka. Kierownictwo teatru (złoŜone . kwiat uznawany za symbol Takarazuka). Cenzura publicznych wypowiedzi członkiń zespołu dotyczy zwłaszcza ich Ŝycia prywatnego i preferencji seksualnych. teatr Takarazuka wydaje się nieprzekładalny na języki odmiennych kultur. określana mianem sumire (czyli fiołek. Odtwórczynie ról Ŝeńskich teŜ wprawdzie cieszą się zainteresowaniem i sympatią zrzeszonych w fanklubach pań. uznanie Takarazuka za oryginalną w formie „szkołę Ŝon" nie było pozbawione sensu. Ŝe popularność Takarazuka przerosła kabuki (w przeciwieństwie do kabuki. Miasteczko Takarazuka. To kabuki na odwrót w wersji pop pozostaje zjawiskiem specyficznie japońskim.niuanse męskiej psychiki. podkreślając. Były przypadki samobójstw z miłości i namiętnych romansów między fankami a gwiazdami. Kontakt z dyrekcją jest tak trudny. i otoko-yaku. To wystarczyło. nie stając w konflikcie z obowiązującą w Japonii patriarchalną polityką seksualną. jest dziś pełnym sklepików z wszystkimi moŜliwymi gadŜetami miejscem kultu dla kobiet namiętnie kochających kobiety przebrane za męŜczyzn.

które w męskim przebraniu stają się idolami innych „normalnych dziewcząt".układaniem kwiatów w czasie wolnym od gry na scenie. w okresie Edo na przykład bywały gejsze płci męskiej uczone kobiecych ról i bawiące w przebraniu męŜczyzn gości. Główne bóstwo religii shintó. te dyplomatyczne zabiegi słuŜyły i słuŜą wykluczaniu jakichkolwiek niedomówień na temat ewentualnego homoseksualizmu takarazinek. a bardziej konserwatywne w tej materii chrześcijaństwo nigdy nie przekonało Japończyków. którzy przekonywali. gustowała w zmianie kostiumów. Od japońskiego transwestyty nie wymaga się. świątynne tancerki przebierały się za chłopców. wcieleniem Amaterasu. a niektórzy chłopcy za dziewczęta. a melancholijną zgodą na to. przebierała się za męŜczyznę. Ŝe dla Japończyków w zabawie tej waŜne są inne wartości niŜ ironia. Idąc śladem bogini. pod którą nie sposób nie szukać ukrytego sensu. ale tylko do czasu.pęknięcie między jego wysiłkiem. a początkom teatru kabuki towarzyszyło zupełne pomieszanie płci i ról odgrywanych przez aktorów i aktorki na scenie oraz w Ŝyciu. iŜ ideału osiągnąć się nie da. Wprawdzie bliskie. w których nigdy nie jesteśmy doskonali. co po prostu piękny. iŜ kult otaczający Takarazuka ma lesbijski charakter i „zagraŜa 171 zdrowiu" dziewcząt. Buddyzmowi. z całą pewnością mieliby teraz grono świętych o zagadkowej pici i skłonności do zmiany kostiumów. Ŝe teatralne i parateatralne rozrywki oparte na tego rodzaju praktykach od wieków występowały w Japonii w duŜej rozmaitości. Ma ona między innymi religijną genezę. które mogą na dobre stracić zainteresowanie prawdziwymi męŜczyznami. by wyglądać zupełnie jak boska blondynka. brzmi oficjalna definicja sytuacji. Gdyby jednak tak się stało. gdy Ŝadna z nich nie zaczyna zachowywać się w sposób uwaŜany za męski (na przykład ubierać się i mówić jak męŜczyzna). a efekt jest nie tyle campuwy. a z kolei podczas niezwykle dostojnej ceremonii wstąpienia na japoński tron cesarz symbolicznie staje się kobietą. bowiem wydaje się. Na przekonaniu o tragikomicznym wymiarze kobiecych i męskich ról. Nas w męŜczyźnie 172 przebranym za Marylin Monroe najbardziej podnieca to . Jako przedsięwzięcie otwarcie lesbijskie Takarazuka postrzegana jest często za granicą i gdy na przykład w 1994 roku pojawiła się w Londynie.podkreślone mrugnięciem oka czy przesadnym gestem . lecz . polega bowiem z grubsza zachodnia estetyka określana mianem camp. Jak łatwo się domyślić. bogini Amaterasu. Ta śmiała interpretacja skłoniła szefa zespołu do kolejnego publicznego protestu. Oto „normalne dziewczęta". Japońskie przebieranki cechuje powaga nieznana drag ąueens i drag kings Zachodu. drugiej religii Japonii gładko koegzystującej z shintó. czułe związki między młodymi dziewczętami nie są potępiane w japońskiej kulturze. Ten aspekt od początku często wykorzystywany był przez krytyków teatru. W japońskiej kulturze tradycja męsko-damskich przebieranek jest prawdopodobnie silniejsza i trwalsza niŜ gdziekolwiek indziej. teŜ nieobca jest płciowa ambiwalencja. aby był ironiczny. gejowska prasa nie mogła wyjść z zachwytu. Ŝe te piękne japońskie dziewczęta celebrują swą odmienność w campowym spektaklu. sądząc. gdy konieczność spotkania z bratem buntownikiem ją do tego skłaniała. która dała początek rodowi cesarskiemu. Dla Japończyków odgrywanie roli innej płci uwaŜane jest za umiejętność wymagającą maestrii. Skoro nawet bogini. jakie kierownictwo Takarazuka przywykło formułować od lat. nie dziwi.

Początek kabuki dała u zarania XVII wieku kobieta. których skomplikowana natura do dziś intryguje badaczy twórczości autora Zakazanych kolorów. ale dlaczegóŜ by nie zrobić dowcipu „gaijince"?). był teŜ przyjaciółką i muzą . symboliczne zmiany pici nie mogą dotyczyć kobiet i męŜczyzn w tym samym stopniu. drapiąc w gardle jak dym. Japonia nie była i nie jest krajem równości pici. aktor i piosenkarz. zgromadzona w sali urządzonej z barokowym przepychem. Ŝe kobieta w czarnej sukni to biologiczny męŜczyzna! śaden z elementów przedstawienia nie był wyraŜony w znanym mi języku campu. JakieŜ więc było moje zdumienie.bardziej przekonujący niŜ osoba tej płci. Ŝe posiadała rzadki talent aktorski i . Ŝe mam do czynienia z artystką w rodzaju japońskiej Ewy Demarczyk. Istota o szlachetnej twarzy. jak na przykład Miwa Akihiro. „Sztuczna" kobieta jest estetycznie doskonalsza od prawdziwej. by reprezentować je na scenie mogli aktorzy męŜczyźni. o wiele waŜniejsza niŜ ironia i dystans. pewne jest tylko to. wysoką kobietę w czarnej sukni i boa z lisów i słuchałam francuskich piosenek śpiewanych przez nią po japońsku w rozdzierającym serce stylu wielkiej divy. Miwa ma wielu naśladowców. była męŜczyzną grającym kobietę. którego piękno jest naturalne. często pojawia się w mediach. Patrzyłam więc na szczupłą. powiedziała w jednym 173 z niedawnych wywiadów.bo Ŝeńska forma tych słów jest tu z pewnością właściwsza . a publiczność podziwiała doskonałość maskarady. grając oczywiście główną rolę Ŝeńską. Publiczność. wiele lat po samobójczej śmierci Mishimy. Na jeden z takich koncertów do klubu w tokijskiej Ginzie zabrała mnie Mariko ze swoim towarzyszem Ŝycia. Celebrowany z pasją urok sztuczności i dreszcz erotyczny. Sądziłam. to raczej female. tworząc z nim jedną z tych niesamowitych kombinacji miłosnych. Ten najsłynniejszy japoński transwestyta. a nie odwrotnie. z racji której female impersonators stają się gwiazdami na taką skalę. od kilkudziesięciu lat Ŝyje i występuje publicznie w kobiecym przebraniu.słynnego pisarza Mishimy Yukio. z którą czas (być moŜe przy pomocy chirurgów plastycznych) obchodzi się nadzwyczaj łagodnie. bowiem sztuczność to waŜna cecha estetyki Krainy Kwitnącej Wiśni. Jako młody męŜczyzna święcił triumfy w spektaklu Czarna jaszczurka. Dziś. owianych tajemnicą. które popsułoby całą przyjemność. a jej wzruszenie na granicy łez niemal mi się udzieliło. przysłuchiwała się w naboŜnym skupieniu. w połączeniu z bardziej tolerancyjnym podejściem do seksualności w ogóle. a nie mak impersonators stają się gwiazdami mediów. Nieznana mi dama rzeczywiście śpiewała pięknie i przy jakimś szalonym tangu zaczęłam na dobre ulegać magii spektaklu. Nie bez powodu teŜ teatrem uwaŜanym za wizytówkę Japonii jest kabuki. nie oczekując demaskatorskiego mrugnięcia okiem. Miwa ma około siedemdziesiątki i nadal jest kobietą. tancerka Okuni. Nie przez przypadek gwiazda. a artysta nie przypominał dragąueen z Nowego Jorku czy Londynu. Nie bez powodu grację i wdzięk aktorów kabuki stawiano za wzór do naśladowania dla rzeczywistych kobiet. „Niektórzy twierdzą. którzy próbują swych sil na scenie. którą odgrywa. z którego kobiety wykluczono. tak jak zmaltretowane zabiegami ogrodniczymi drzewko bonsai mojego sąsiada Matsury przewyŜsza pod tym względem drzewo. Nie wtajemniczyli mnie jednak w szczegóły (sympatia sympatią. jaki wywołuje płciowa ambiwalencja. Ŝe nie jestem prawdziwą kobietą". składają się na przyczynę. która nabrała mnie w Ginzie. wcielając się w tę rolę z powagą i mistrzostwem aktora kabuki. W jej losach. gdy dowiedziałam się. „za to biŜuterię zawsze noszę prawdziwą". On po prostu był kobietą.

którzy mieli odtąd grać Ŝeńskie role. dzielnej kurtyzany albo młodziutkiej zakochanej dziewczyny. stawały się muzami artystów i przyjaciółkami moŜnych. Młodzieńcy pojawiają się na scenach współczesnego kabuki. zagraŜała więc nie tylko moralności. W najwcześniejszym okresie istnienia kabuki grały w nim tylko kobiety. jak i w buddyzmie. Tak czy inaczej. Homoseksualne związki dorosłych męŜczyzn nigdy bowiem nie wydawały się Japończykom tak atrakcyjne. ryzyko rozwiązłości zostało w ten sposób powaŜnie zredukowane.sukces w udawaniu męŜczyzny podwaŜał leŜące u podstaw płciowej hierarchii przekonanie. uznawane za byty niŜsze. Jest to jednak długotrwały proces. skłaniali swoich patronów do trwonienia fortun i zaniedbywania obowiązków rodzinnych i słuŜbowych. W onnagata podziwia się . a więc oświecenie nie jest dla istoty obdarzonej takim ciałem dostępne dopóty. wydaje się Japończykom sprzeczny z ideą tej sztuki.przekształciła widowisko taneczne w teatr. Wykluczenie kobiet wprawdzie oficjalnie słuŜyć miało umoralnieniu teatru kabuki. Młodzi chłopcy okazali się równie poŜądani erotycznie i wkrótce zostali nowymi gwiazdami ówczesnego półświatka. Związek aktorek kabuki z nielicencjonowaną prostytucją i nieustanne krwawe spory sponsorów o względy ulubionych artystek skłoniły więc w 1629 roku szogunat Tokugawa do zastąpienia kobiet młodymi chłopcami. W okresie Edo popularność kabuki rosła z roku na rok. otoczeni adoratorami tej samej płci. Następnym krokiem wiernego zasadom konfucjanizmu szogunatu było więc zastąpienie rozpieszczanych młodzieńców dorosłymi męŜczyznami. w kobiecych strojach. otwierając drogę niezliczonym naśladowcom. kobiety swobodnie wcielające się w męskie role musiały budzić niepokój. gdy w kabuki grały obie pici. ale całemu porządkowi społecznemu. Zarówno w filozofii konfucjańskiej. iŜ kobieta z krwi i kości mogłaby zastąpić onnagata. rozumianych jako zbiór gestów i zachowań. zastąpienie kobiet młodzieńcami nie podniosło morale kabuki. Ta próba oderotyzowania kabuki powiodła się. spotykały się ze społecznym potępieniem i karą . ale sam pomysł. a młode aktorki. Swobodna zmiana ról płciowych. których moŜna się nauczyć. W doktrynie buddyjskiej na przykład kobiece ciało uwaŜa się za niedoskonałe i nieczyste. androginicznego młodzieńca. dopóki nie narodzi się powtórnie jako męŜczyzna. Nawet poza sceną przebrani w kobiece stroje. znacznie powaŜniejszego zamieszania. na który trzeba wielu generacji i kolejnych coraz doskonalszych wcieleń. które ośmieliły się podjąć taką próbę. Kobiety. Ŝe kobiecość jest niŜszą formą istnienia. którzy odtąd mieli grać kobiece role. jak i Ŝeńskie. ale stanowiło równieŜ pochodną innego. Nie bez przyczyny więc nawet w czasie. To 175 właśnie wtedy krystalizowała się japońska forma dandyzmu i ideał bishónen. jakie prowokowała ich obecność na scenie. tylko męŜczyźni mogli równieŜ poza sceną prowadzić Ŝycie jako kobieta. Multiplikacja ich wizerunków na pornograficznych drzeworytach uczyniła z nich własność masowej wyobraźni. Taki jest teatr kabuki dziś: kilkudziesięcioletni męŜczyzna przebrany w kimono moŜe grać w nim role zrozpaczonej matki. czyli odtwórcę Ŝeńskich ról. pięknego. powszechnie uwielbiani i rozpieszczani. które odtwarzały zarówno role 174 męskie. To właśnie owo „zaniedbywanie obowiązków" i nowa forma seksualności raczej niŜ seks w sensie homoseksualnej „rozwiązłości" stały się powodem dalszych zmian w kabuki. otoczone atmosferą dwuznacznej sławy.

Poza tym wokół widzimy tylko kobiety. Takarazuka. Takarazuka to przestrzeń kobieca. japońskie kobiety musiały odzyskać prawo grania na scenie. chrupiących ciasteczka. jak chcą pozostać w teatrze (a więc do około 35. Kandydatki powinny pochodzić z „dobrych rodzin". Jednak gdy Takarazuka powstawała. Ironia chce. Ŝe japońskie kobiety potrafią grać role kobiet nie gorzej od męŜczyzn. co . urodzić dziecka. Onnagata nie próbuje „podszyć się" pod konkretną kobietę. roku Ŝycia). z jaką powtarza on gesty uznawane za kwintesencję kobiecości. gdzie Japonki przychodzą. Podobny zabieg. Jak uwaŜają znawcy kabuki. które ponownie otworzyły przed kobietami scenę: oprócz idei kobiecości. zwanego sararii-manem. którzy mogą mieć rodziny. z których po morderczych egzaminach wybranych zostaje tylko czterdzieści. Tłumy kobiet zrelaksowanych. czyli tego. kaŜdego roku aplikuje do szkoły muzycznej Takarazuka około sześciuset marzących o sławie 177 dziewczynek w wieku 15-18 lat. ale takŜe dostosować się do niezwykle surowych wymogów dotyczących ich Ŝycia osobistego. na scenie znów pojawiło się kobiece ciało. naleŜy do tych teatrów. Ŝe największy zachwyt wzbudza ono w męskim przebraniu. takarazinkom tak długo. Czerwone dywany. Jeśli juŜ pojawia się jakiś męŜczyzna. Oficjalnie takarazinki są czyste i dziewicze jak lilie. pozostawiając miejsce dla kobiecego rodzaju. Tu najwyraźniej nie ma wstępu. oczywiście. Miejsce. Mimo tych ograniczeń wolności osobistej. W krainie wiecznych dziewic i efebów Wnętrze tokijskiego teatru Takarazuka jest dziwnie małe i przytulne w stosunku do monumentalnej architektury widzianej z zewnątrz. onnagata moŜe to zrobić lepiej właśnie dlatego. ani. Ŝe jest męŜczyzną. W Takarazuka uderza w oczy niemal zupełny brak heteroseksualnych par i tego charakterystycznego typu w ciemnym garniturze.maestrię. mimo iŜ o mniejszym prestiŜu niŜ kabuki. Ŝyć otwarcie w nieformalnym związku. co po angielsku nazywamy gender. uśmiechniętych tak. obłe kształty nie tylko freudyście mogą przywieść na myśl kobiece łono. by podziwiać młode piękne dziewczyny przebrane za męŜczyzn. dziewczyny z Takarazuka muszą nie tylko sprostać wysokim kryteriom artystycznym. wysoko postawionego głosu oraz zestawu wyuczonych gestów i póz. miękkie. Ŝyjące 176 na marginesie przyzwoitego społeczeństwa. jakby jakaś tajemnicza siła starła z ich twarzy charakterystyczny dla Japonek wyraz wiecznego zmartwienia. reprezentowanej przez męskiego aktora kabuki. który onnagata odgrywa za pomocą odpowiedniego kostiumu. W kabuki kobieca pleć została więc wykluczona. choć a rebours. który licznie zaludnia ulice Tokio. Jakie są? Kim są gwiazdy Takarazuka? Aby stać się obiektami pragnienia fanek. W przeciwieństwie do aktorów kabuki. zastosowano w Takarazuka. Dzięki otwarciu Japonii na świat w okresie Meiji (1868-1912) na sceny weszły sztuki europejskich oraz amerykańskich autorów i aktorki takie jak Matsui Sumako zaczęły udowadniać. ubrany jest zgodnie z kodami wskazującymi na przynaleŜność do mniejszości seksualnej i artystycznej bohemy (skłonność Japończyków do uniformów ułatwia rozpoznanie). aktorki ciągle uwaŜane były za kobiety dwuznacznej profesji. ale przedstawić za pomocą odpowiednich środków ideał kobiety. nie wolno wyjść za mąŜ. jak robi to drag queen. ale zanim Ŝeńska trupa mogła powstać. róŜowawe światło.

która umówiła się na randkę w jednym z eleganckich lokali w tokijskiej 178 Ginzie. jakie musi sobie przyswoić otoko-yaku i musume-yaku. a ich wizerunki zajmują centralne miejsce na plakatach i okładkach czasopism. Otoko-yaku niekiedy. Tsuki (KsięŜyc). To wówczas . intonacji. Wszystkie domowe prace wykonywane są przy tym ręcznie. Od tego czasu większa część codziennych zajęć będzie nastawiona na uczenie się kata. dłońmi zaciśniętymi w pięści.w pewnym stopniu . to najpopularniejsze sposoby przedstawiania „złotej kombinacji". Yuki (Śnieg). zatrudniany jest w Ŝeńskiej roli (np. choć bardzo rzadko. czyli kodeksu zachowań właściwych kobiecie albo męŜczyźnie. nigdy nie zagra w Takarazuka. sposobów ekspresji słownej. Dla przykładu otoko-yaku uczy się poruszać ekspansywnie.oprócz kryteriów fizycznych (wzrost. Ŝadna osoba z zewnątrz.jak „koty" w wojsku . ale te dziewczęta. niezaleŜnie od tego. jak byłaby utalentowana. To one wcielają się w zakochanych bohaterów kolejnych sztuk granych w Takarazuka. Takarazinki dzielą się na pięć zespołów: Hana (Kwiat). podobnie jak oddawania się rozrywkom i przebywania poza kampusem. a wtórny .według terminologii wprowadzonej przez Robertson . i na czele kaŜdej stoi kierownik męŜczyzna. Męskich wizyt surowo zabrania się. otoko-yaku i musume-yaku w strojach codziennych upozowani na heteroseksualną parę. trzy w kaŜdym pokoju. KaŜdy zespół ma swoją parę gwiazd. Jak pisze amerykańska autorka. tembr głosu) .takarazinki przybierają swój „wtórny rodzaj (gender)". często przeprowadzają się do własnych mieszkań. bo kierownictwo Takarazuka wierzy. Wszystkie rezydentki na przykład odpowiedzialne są za sprzątanie. oboje w cięŜkich makijaŜach i barokowych kostiumach. Hoshi (Gwiazda) i Sora (Niebo). gdy juŜ skończy naukę. ale młodsze . ale tylko część spełnia odpowiednie kryteria. sprawują męŜczyźni. a przyszłe odtwórczynie ról męskich obci-nająwłosy i uczą się zachowywać jak męŜczyzna. budowa ciała. „pierwotny rodzaj" oparty jest na kryterium genitalnym. Tylko absolwentki szkoły muzycznej mogą zostać artystkami w tym teatrze.osobiste preferencje. panuje wojskowy rygor i hierarchia. zwaną „złotą kombinacją". takimi jak „dyskretny wdzięk" bądź „gwiazdorstwo". jak było juŜ powiedziane. czyli aktorkę grającą męskie role i jej koleŜankę specjalizującą się w rolach Ŝeńskich. kształt twarzy. Wiele takarazinek Ŝyje w internacie takŜe wówczas.obciąŜane są cięŜszymi obowiązkami.oznacza w praktyce rodziny dobrze sytuowane. Na drugim roku szkoły muzycznej Takarazuka dziewczęta zostają podzielone na dwie grupy. a ich codzienne Ŝycie uporządkowane jest jak w koszarach. Kata obejmują odpowiedni zespół gestów i póz uwaŜanych za charakterystyczne dla kobiety lub męŜczyzny. z łokciami w pewnej odległości od ciała. ale musume-yaku skazana jest na granie wyłącznie Ŝeńskich bohaterek. Dziewczyny mieszkają w pilnie strzeŜonym internacie po dwie. W Takarazuka kierownictwo.na takich właściwościach socjopsychologicznych. które stają się gwiazdami. w roli kobiety o silnym charakterze jak Scarlett 0'Hara). mogące sobie pozwolić na kosztowne studia swoich córek. Ŝe wspomaga to kształtowanie charakteru podopiecznych. które muszą wypełniać pod okiem starszych takarazinek. Otoko-yaku trzymający w ramionachmusume-yaku. Oczywiście na ogół studentki pragną zostać właśnie otoko-yaku. jak osobowość i . gdy zaś . których wynajęcie nierzadko jest sponsorowane przez bogate fanki (lub rzadziej fanów). KaŜda z trup odznacza się indywidualnymi cechami.

jak arystokratyczne dwory 180 dawnej Europy albo nawet inna planeta. Najpopularniejszy dziś wizerunek otoko-yaku budzi podejrzenia. a nie innemu skomponowaniu elementów uwaŜanych za męskie. jakim mówią Japonki. Podobnie jak bohaterzy Takarazuka. z manga dla dziewcząt). staje się postacią rozpoznawalną dzięki takiemu. jak broda czy wąsy. Ŝe wydają się duŜo. Otoko-yaku. odtwórczyni roli Rhetta Butlera z Przeminęło z wiatrem. Bishónen. ucieleśniający japoński ideał bishónen. bishónen z manga dla dziewcząt bywa uczestnikiem dość odwaŜnych praktyk homoseksualnych. takŜe prywatnie pokazywała się z wąsikiem. Niekiedy dodawane są takŜe takie niezaprzeczalne oznaki męskiej płci. Otoko-yaku nosi krótkie włosy. W jej sylwetce trudno dopatrzyć się kobiecych krągłości. Marlona Brando. piękną i melancholijną formą istnienia. Za kaŜdym razem jego rozjaśnione włosy. biodrami lekko wysuniętymi do przodu na wzór Elvisa. KaŜdy otokoyaku kreuje z męskich kata indywidualną sylwetkę. zachwyt jednych.siada. Wygłaszając swoje kwestie. ze stopami na boki. ???????'? Chevaliera. tak popularne w dziewczęcej subkulturze Japonii (i tak szokujące dla „gaijinów"). Nieraz zresztą natura zostaje skorygowana operacyjnie. lecz takŜe rasowo. Jamesa Deana. gdy przez cały czas. Clarka Gable. duŜo większe niŜ w naturze. chociaŜ jest to zwyczaj stosunkowo nowy w Takarazuka. o wiele niŜszego niŜ ten. wielkie oczy. trzyma nogi po męsku rozstawione pod kątem bliskim szpagatowi. Ŝe artystka wzorowała się raczej na sylwetce Davida Bowie niŜ Jacka Nicholsona. którzy nigdy nie pozwalaj ą sobie na więcej niŜ pocałunek. Jak pisze Robertson. Jego gesty są kanciaste. ale od lat osiemdziesiątych królują niepodzielnie otoko-yaku androginiczni. Klasyczna odtwórczyni męskich ról ma około 170 cm wzrostu i jest bardzo szczupła. odtwórczyni męskich ról staje zawsze na rozstawionych nogach. pięknego młodzieńca. Otoko-yaku bowiem nie tylko jest ambiwalentny płciowo. i podobnie jak postaci z manga (np. bardziej przypomina osobę rasy kaukaskiej. zdecydowane i bez wahania podnosi głos. Jej głos jest wyraźnie obniŜony i po męsku stanowczy. nawet jak na japońskie standardy. nie mają jednak wiele wspólnego z rzeczywistą rozwiązłością i w tym sensie są bardziej . W przeciwieństwie jednak do bohaterów Takarazuka. najczęściej rozjaśnione na kasztanoworudy odcień. Ambiwalentne płciowo albo otwarcie homoseksualne wątki. 179 zgorszenie innych budziła w latach siedemdziesiątych ubiegłego wieku Haruna Yuri. bishónen w manga odznacza się andro-giniczną urodą o cechach raczej kaukaskich niŜ azjatyckich i często pochodzi z krainy tak odległej od Japonii. często równieŜ poza sceną posługują się męską odmianą japońskiego języka i uŜywają scenicznego tembru głosu. W początkowym okresie istnienia Takarazuka w modzie byli macho otoko-yaku. by zlikwidować azjatycki kształt powiek. to jedna z najbardziej tajemniczych postaci w całym japońskim imperium erotycznym. a oczy podkreśla makijaŜem tak. Wśród postaci ze świata zachodniego polecanych jako wzory do naśladowania dla otoko-yaku Robertson wymienia Alana Delona. znany najlepiej z komiksów dla dziewcząt. ostre. Jacka Nicholsona i właśnie Elvisa Presleya. wysoki wzrost i androginiczne stroje składają się na całość jedyną w swoim rodzaju. Jest efebem. z natury swej skazaną na zagładę (idealnego bishónen stworzył wspomniany Mishima Yukio w Zakazanych kolorach). z wąsami czy bez. kiedy przedstawienie było na afiszu.

by móc jak najdłuŜej pozostać w rzeczywistości moŜliwie jak najdalszej od obowiązków i odpowiedzialności ich mam. którego bohaterem jest bishónen . postać grana przez kobietę grającą kobietę udającą. bowiem czar efeba trwa nie dłuŜej niŜ kwitnienie wiśni. Ze swym kochankiem Andre łączy się dopiero w róŜowym niebie dziewczynek. tylko o melancholię. ale wychowywana jest jako chłopiec. iŜ Oskar jest kobietą. który wybrał mu ojciec.to najpopularniejszy temat japońskiej sztuki wysokiej i niskiej. Romans po japońsku oznacza trzy dni wspólnego szczęścia. wzniosłe i bardzo młodo jak we wspomnianej RóŜy z Wersalu. ale Oskar początkowo nie odwzajemnia tego afektu. Nie bez powodu ten właśnie spektakl stał się hitem wszech czasów. smutne piękno przemijania . a spotykają się w wyobraŜeniowych światach. W męskim kostiumie zaczyna odwzajemniać uczucie Andre. niŜ mogłoby się wydawać. Nie przez przypadek sceniczne adaptacje komiksów to główna część repertuaru Takarazuka i to one stają się największymi hitami. Mono no aware . przebieranek jest więcej niŜ przeciętnie. Zycie miłosne Oskara jest równie skomplikowane jak jego/jej pleć igender. Przedstawienie RóŜy z Wersalu oparte zostało na kultowej manga z lat siedemdziesiątych autor181 stwa Ikedy Riyoko. Innymi słowy. który w feerii pawich . co szybko przemija. Tych samych dziewczynek. Spędza z tym drugim romantyczny wieczór. zakazów i heteroseksualnego przymusu . Homoseksualny romans. by móc kontynuować rodzinną tradycję wojskową. a Takarazuka przedstawia go w wersji pop: egzotyczni kochankowie nieuchronnie rozstają się. dalekich od japońskiej rzeczywistości. Melancholię przemijania. nie o seks chodzi w Takarazuka. Na koniec bardzo romantycznie i widowiskowo ginie sam Oskar w szturmie na Bastylię. Bishónen zamieszkuje ten sam świat marzeń o wiecznym dzieciństwie co lolitki. ukochany zostaje w ParyŜu. trzydzieści lat cierpienia i samobójstwo pod kwitnącą wiśnią. które przebierają się za lolitki. wampiryczne księŜniczki i księŜycowe Ŝeglarki z manga dla dziewcząt.niewinne. musi wrócić do męskiego losu.melancholia. Oskar rodzi się jako dziewczynka w przededniu francuskiej rewolucji. tak jak na przykład słynna RóŜa z Wersalu. Ŝe jest męŜczyzną. Głównym bohaterem jest Oskar. Zakochuje się w nim Andre. poniewaŜ kocha się w szwedzkim arystokracie Von Felsenie (który darzy uczuciem Marię Antoninę). bo zawiera wszystkie te motywy. to światy te charakterystyczne są dla marzeń dziewczynek. Mimo iŜ przynajmniej w połowie na widowni zasiadają kobiety w średnim wieku. a koniec wyjątkowo melancholijny. nie wiedząc. śadna inna postać Takarazuka nie jest otoczona aŜ takim kultem fanek i o zagraniu Ŝadnej bardziej nie moŜe marzyć otoko-yaku. jej obiekt zostaje zabity w pojedynku. ale gdy upewnia się co do powagi swojej miłości. patos rzeczy. by musieć prowadzić Ŝycie dorosłych kobiet i męŜczyzn. Niestety. arabska księŜniczka odlatuje do swojej Arabii albo jeszcze lepiej umierają pięknie. pozbywszy się na moment męskiego kostiumu i przywdziawszy suknię. Kobiety w wieku lolitek i ich mam spotykają się na widowni Takarazuka. na których opiera się popularność Takarazuka: akcja dzieje się w ParyŜu (czyli w miejscu „dalekim" i „pięknym").romans wolny od społecznych nakazów. To ojciec Oskara wybiera dla niej męski los i zostaje on/ona osobistym ochroniarzem Marii Antoniny. Bishónen ze swej natury symbolizuje to. W Takarazuka kochankowie nigdy nie zostają razem tak długo.prawdopodobnie budzi w czytelniczkach nostalgię za miłością doskonałą i androginiczną formą istnienia niemoŜliwą na ogół w dorosłym Ŝyciu. Ramię w ramię patrzą na otoko-yaku.

więc jestem". potraktowały mnie z niebywałym 185 ciepłem i Ŝyczliwością. by marzyć. choć juŜ niedługo musi znów wrócić do siebie. Powiedzenie japońskie VII. Ŝe jestem obca i wkrótce stamtąd wyjadę . 182 Robertson sugeruje. Nie bez powodu zdjęcia ilustrujące jego ksiąŜkę przedstawiająniemal wyłącznie męŜczyzn. Ŝe nieraz na scenicznych deskach zaczynały się rzeczywiste rewolucje. DuŜe zainteresowanie takimi formami kultury popularnej. jakiej podlega w obcym kraju kaŜdy podróŜnik. choć nigdy tam nie byliśmy. jakąś bliŜej niesprecyzowaną obietnicę zmiany patriarchalnego modelu japońskiego społeczeństwa.bo przecieŜ było oczywiste. „Takarazuka to coś niemoŜliwego". podczas gdy właściwy język podróŜy jest językiem spotkania z Innym. a Japończycy wszystkich płci na ogół dobrze znają róŜnicę między fantazją a rzeczywistością. które pamiętamy. Siedziałam tam z nimi. gdzie ma miejsca fanklub. w jednym z pierwszych rzędów. której byt ograniczony jest do sceny marzeń i snów. Zetknięcie z Japonią stało się przyczyną tej metamorfozy oblicza filozofa. poczt i lekarzy. Wprawdzie dzieje światowego teatru udowadniają. „świat. nagle skośnymi oczami. jakiś urzędów celnych. przedstawiciele obcych mi. Widziałam twarze młodziutkich i starszych kobiet. w innym języku. która cudem się odnalazła. roziskrzone oczy pełne wzruszenia. hermetycznie męskich światów „Spotkanie". za którymi tęsknimy. Autora Imperium znaku interesowali młodzi aktorzy kabuki i zawodnicy sumo. o którym Barthes mówi. Japońska kultura uniemoŜliwia rzeczywiste akty rebelii. łabędziego puchu i blasku cekinów kusi je androginicznym czarem właściwym dla krainy. aby tezę taką dało się obronić. ciepłego i przytulnego wewnątrz jak łono wielkiej mamy. którą dla niego była Japonia. W sytuacji pozbawionej rywalizacji i skazanej na chwilowość . Takarazuka powtarza jeszcze raz. to odwieczne motto melancholii. Pod jej wpływem jego własna twarz uległa dziwnej przemianie . dając w zamian łatwy dostęp do symbolicznej ucieczki w marzenia.na zdjęciu z japońskiej gazety. ale nie wydaje się. Ŝe zamieszczane w turystycznych przewodnikach słowniczki dotyczą jedynie rzeczy nudnych. Wodny świat kobiet Japończycy i Japonki Ma rację Barthes. które tam spotkałam. który wydaje się bliski i daleki. autor patrzy na nas poczerniałymi. kult lolitek i właśnie Takarazuka.piór. Tak jak miejsca. jak moda kawaii. to przejawy tej samej tęsknoty za dzieciństwem. dotyczy relacji z innymi kobietami. przychodzi się po to. Myślę.kobiety. Ŝe przebieranki Takarazuka zawierają w sobie rewolucyjny potencjał. ale w przypadku istniejącej od prawie wieku Takarazuka taka moŜliwość jest mało prawdopodobna. mimo iŜ nigdy tam nie byliśmy". pisząc w Imperium znaku. biur. symbolizującej nieuchronną zmianę wewnętrzną. Do tego teatru. dotyczy tej właśnie twarzy o męskich rysach. Miejsca. do którego naleŜy Naomi. powiedziała mi kiedyś Naomi. Ŝe ślad. Po wojnie tylko dwie rzeczy stały się silniejsze: nylonowe pończochy i kobiety. zamieszczonym w Imperium znaku. Japonki zostały moimi . „Tęsknię. Jak siostrę zaginioną w dzieciństwie. którą japońska kultura przesiąknięta jest na wskroś. jaki w moim przypadku zostawił pobyt w Japonii. czyŜ to nie one napędzają machinę melancholii? Melancholii.

Dwa autobusy dziarskich starszych dam. mijając nas . czynił ze mnie w oczach innych osobę jakby tylko częściowo zamęŜną. z tym Ŝe japońscy nie zabierają swoich Ŝon do baru. iŜ mój mąŜ pojawiał się w Tokio i znikał wołany własnymi obowiązkami zawodowymi. bardziej swobodnie niŜ Japonki w moim wieku.ponuro odziani Japończycy. „Czemu ci geje tak dziwnie się poubierali?". W moim towarzystwie starsi rangą koledzy zachowywali wielką ostroŜność. gdzie eleganckie panie z pobliskich rezydencji jadły malutkie francuskie dania. zwłaszcza ci. byłoby nim słowo „spotkanie". Tym bardziej nikt z nich nie krzyczał na mnie. „Buch". Ŝe w Japonii świat podzielony jest według płci silniej niŜ na współczesnym Zachodzie Dlatego fakt. Dwa lata w kraju. Dla moich uniwersyteckich kolegów byłam obca w trojakim sensie: cudzoziemka i kobieta. wykonywałam zawód nadal uwaŜany za typowo męski. Być moŜe działo się tak częściowo dlatego. Nie wiedział. Nie spotykałam się więc z przejawami dyskryminacji ze względu na płeć. Fakt. wchodziłam pierwsza do windy. spytał mój londyński kolega. Ulubiona restauracja Yume na Den'en Chóru. by się . ani nie próbował upić sake. a młodsi. a pan Sato czy Yamada odskakiwał jak oparzony. patrząc na mnie ze zdumieniem. które wraz z nami wspinały się na Fuji. ani nie próbował skłonić do wykonywania prac. a Ŝywotność konfucjańskiej tradycji sprawia. co nie ułatwiało sprawy.zdyszanych. a jedyny obecny męŜczyzna był kelnerem.najcenniejszym przewodniczkami po swoim kraju. w którym nie obowiązuje zasada: „Panie przodem". tytoniu i skwierczącego mięsa. do której chodziłyśmy po kinie z Naomi i Mariko. na które nie miałabym ochoty. ideał małŜeństwa po japońsku wygląda bardziej tradycyjnie. Kawiarnia na Shibuya pełna młodych kobiet i tylko kobiet.zrobią to najpierw japońscy panowie. ale ilość prób nawiązania zawodowego kontaktu była znikoma. nieraz po prostu uciekali na mój widok. Gdybym musiała dać jeden tylko klucz do tej ksiąŜki.zgodnie ze zwyczajem swojego kraju . którzy słabo mówili po angielsku. taka sytuacja byłaby w ogóle nie do pomyślenia. i z przyzwyczajenia. nabytego w mojej ojczyźnie szarmanckich seksistów. wymieniałam z nimi wizytówki i zdawkowe uwagi na oficjalnych spotkaniach. zajmującym się tą samą co ja dyscypliną wiedzy. okazał się waŜniejszy w kontaktach z Japończykami niŜ zawodowy status. rzadko wdając się w dyskusje.stanowili niemal sto procent moich kolegów po fachu (na stu profesorów przypadają w Japonii tylko cztery profesorki). 186 nie czekając aŜ . goszczący przejazdem w Tokio. odurzające przechodnia zapachem sake. nie kazał mi parzyć herbaty. Ŝe jest mi ona do niczego niepotrzebna. zderzałam się z jakimś garniturem. Nikt z nich ani nie zmuszał mnie do śpiewania w barze karaoke. przekonało mnie zresztą ostatecznie. konających z braku tlenu i zmęczenia . Mijałam ich na kampusie. których twarze z bolesnym uporem próbowałam zapamiętać . MęŜczyźni . Ŝe japońscy koledzy nie mieli zbyt wielu okazji. O wiele łatwiej było mi nawiązać przyjacielski kontakt z sekretarką Chizuko czy spotkaną przypadkiem modystką Michiko niŜ z poznanym na oficjalnym bankiecie profesorem. iŜ jestem kobietą. Ŝe było to najzwyklejsze miejsce dla „heteryków". nie przejawiając najmniejszej chęci na wymianę naukowych poglądów.z uśmiechem na świeŜych twarzach. Bary w wąskich uliczkach starej części Oimachi pełne sarariima-nów w ciemnych garniturach. Kobiety i męŜczyźni w japońskich miastach spędzają mnóstwo czasu osobno. Ubierałam się teŜ inaczej.

umiejętność bycia niewidoczną. Ŝe tylko od czasu do czasu wygłaszałam wykład po angielsku albo uczestniczyłam w jakimś międzynarodowym spotkaniu. Wspominam to z nostalgią tym większą. Mimo iŜ atmosfera towarzyska daleka była od amerykańskiej swobody. Ta . Sposób. Ŝe „gaijinkę" pracującą w Japonii moŜe spotkać zupełnie inny los. Kobietom właśnie dlatego. Ŝe cięŜka praca dla innych i poczucie stabilizacji to nadal dominujący idea! szczęścia. co znaczy. Wiele par czarnych oczu przyglądało nam się z ciekawością na granicy dezaprobaty. a z tradycyjnego punktu widzenia świat dzieli się pod względem płci na kobiety. których zadaniem jest suflerka i zmienianie dekoracji. lecz przydatną. Moja koleŜanka bioloŜka. iŜ wiem. największy wpływ ma myśl konfucjańska. w jaki róŜnica między kobietą a męŜczyzną jest tradycyjnie rozumiana w Japonii. niektórzy porównują do pewnej sytuacji z teatru kabuki. Ŝe są kobietami.oswoić z obecnością „gaijinki". relacja tego rodzaju wydawała się jeszcze trudniejsza niŜ gdzie indziej. o której pisał amerykański uczony Charles Perry Snów. Według niej segregacja płciowa jest sensowna i korzystna dla sprawnego funkcjonowania społeczeństwa. Podobnie jak oni. Japońskie doświadczenie umocniło moją 187 wiarę w ponadkulturowe podobieństwo ludzi naleŜących do jednej czy drugiej „kultury" (z całym szacunkiem oczywiście dla biologów i fizyków. jakie oferuje kobiecie japońska kultura. ale brakuje im doskonałości ich ojców. Są niczym ubrani na czarno „techniczni" pracownicy kabuki. Jak wiadomo. Moja praca miała badawczy charakter. ale ich rola polega na byciu niewidocznymi.kobieca i męska. przygotowując się do odmiennych obowiązków męŜczyzn i kobiet. które ograniczają jej spontaniczność. Na charakterystyczne dla japońskiej kultury definicje kobiecości i męskości. czyli „dziwadła" takie jak ona. Myślę. tylko męŜczyźni mogą w nim grać kobiece role.uwaŜana za typowo kobiecą . WaŜną cechą konfucjanizmu jest nacisk na harmonię społeczną. które nam wydawać się mogą opresywne czy anachroniczne. Yume mówi. otwartym człowiekiem. Ta bardzo dla mnie cenna relacja oscylowała między bliskim koleŜeństwem a przyjaźnią. humanistyczny wydział japońskiego uniwersytetu okazał się dobrym miejscem do pracy. słuŜył pomocą jako tłumacz i cierpliwie odpowiadał na pytania. nie wolno przedstawiać nawet samych siebie. Organizował mi spotkania z ludźmi. wśród których z pewnością zdarzają się mili ludzie). W Japonii. powinność grupową. Mój japoński szef. Kobiety są wprawdzie poŜytecznymi stworzeniami. Mimo najlepszych chęci i zamiarów czystych jak łza. męŜów i synów. męŜczyzn i kobiety. przetrwała dwa lata samotności i upokorzeń tylko dzięki wyjątkowej determinacji. był Ŝyczliwym. Przyjaźń kobiety z męŜczyzną jest jednak uwikłana w „genderowe" stereotypy i przesądy. bardzo wysoko ceniona jest w Japonii. w przeciwieństwie do autokraty dręczącego bioloŜkę. którą ceni się w ramach tej tradycji o wiele bardziej niŜ indywidualizm. japoński profesor nie mógł za bardzo kolegować się z młodą „gaijinką". gdzie społeczny wszechświat tworzą dwie oddzielne planety . Chłopcy i dziewczynki od siódmego 188 roku powinni w związku z tym wieść osobne Ŝycie. Bunt wobec reguł stanowczo nie . których chciałam poznać. Satoru. poniewierana w laboratorium niczym biała niewolnica. polecał ksiąŜki. Ŝe róŜnica między „kulturą humanistyczno-literacką" a „techniczną". ma tu coś do rzeczy. kobiety są na scenie kultury. które robią karierę.

co męskie. Jak w kaŜdej kulturze wyŜej ceniącej to. jak do wszystkich innych. nie pozostawiając wielu wątpliwości. mawiano. zostanie wbity". Ŝe dziewczęta powinny pozbyć się najmniejszej skłonności do egoizmu i słuŜyć innym. ale metaforę tę moŜna odnieść do japońskiej idei kobiecości w ogóle. wychodząc za mąŜ. małŜonek miał prawo odesłać ją do rodziców. Japonkom nigdy wprawdzie nie zniekształcano 189 stóp jak małym Chinkom. nie mając prawa kupować i sprzedawać dóbr w swoim imieniu. bo nie powinny przyzwyczajać się do specjalnego traktowania" (Yamakawa. trzeba się więc „przystosować" do ról płciowych tak. by ich córki spały w odpowiedniej. Obie . uzaleŜniony jest od płci. bardzo okrutne przysłowie powtarzane z upodobaniem przez nauczycieli w japońskich szkołach mówi. nawet wybór słów i tembr głosu. MąŜ mógł rozwieść się z nią za pomocą tak zwanego listu rozwodowego. tak jak gejsza „przycinana" i „naginana" była do ideału „kobiety rozrywkowej". Jako Ŝe małŜeństwa zawierane były nie z miłości. politycznej niŜ definicja męskości. Lisa Dalby. zazdrosna. W świecie Konfucjusza inność to wykroczenie albo śmieszna i niepotrzebna ekstrawagancja. by o nie walczyć. gdy uznał. Kobieta. Ŝe taki trening jest sensowny. Tak długo poprawiały śpiące dziecko. japońska definicja kobiecości zawierała więcej ograniczeń wolności osobistej. 2001. s. Urodzone przez nią dzieci naleŜały do rodziny męŜa i w razie rozwodu kobieta nie miała Ŝadnej moŜliwości. został niezwykle precyzyjnie skodyfikowany. leniwa lub niemiła wobec teściów. lecz aranŜowane na podstawie zgodności majątku i statusu . Do 1945 roku w Japonii obowiązywał patrylinearny system zwany ie. ale jeszcze do niedawna japońskie matki dbały. lecz niewidzialną to cechy idealnej japońskiej kobiety. stając się tam automatycznie osobą o najniŜszym statusie. aŜ jego ciało przyswoiło sobie ten nakaz.jest wartością.to fundamentalna cnota.choć w inny sposób miały słuŜyć męŜczyźnie: pierwsza w domu. całkowite poświęcenie dla innych. umiejętność bycia przydatną. dopóki nie pójdzie do szkoły. ze złączonymi nóŜkami i rączkami wyciągniętymi wzdłuŜ tułowia lub skrzyŜowanymi na piersi. Ŝe „paznokieć. wolno rozpieszczać bardziej niŜ dziewczynkę. Jak pisze Yamakawa Kikue w wiernie przestrzegających etyki konfu-cjańskiej rodzinach samurajskich: „W wychowaniu córek nacisk kładziono na naturalny rozwój ducha samopoświęcenia i podległości. wobec których obowiązywało ją absolutne posłuszeństwo. Nie ma co robić zamieszania wokół dziewcząt. lecz takŜe zajmowanie się teściami. a chłopca. Wprowadzono go w okresie Meiji. Rolą Ŝony było nie tylko słuŜenie męŜowi. „przyzwoitej" pozycji. druga poza nim. jak w danej sytuacji postąpić i co powiedzieć powinna kobieta. posłuszeństwo. Popularne. wchodziła do rodziny męŜa i zamieszkiwała w domu jego rodziców. a jak męŜczyzna. Amerykańska antropoloŜka. gdy Ŝona była zbyt gadatliwa i kłótliwa. uwaŜanych za właściwe dla danej płci.bycie takim samym jak inni ludzie w naszej grupie odniesienia . powściągliwość. Mógł mieć konkubiny. z kolei dostosowanie się do normy . porównywała gejszę do drzewka bonsai. ekonomicznej. Była całkowicie zaleŜna od męŜa ekonomicznie. W przeprowadzanych niedawno badaniach ankietowych na temat macierzyństwa jedna mama na dziesięć nadal uwaŜała. UwaŜano. jakimi wyraŜą te same emocje. gdy sposób Ŝycia rodzin samu-rajskich uznano za normę. W tej tradycji zespół ról i zachowań. Ŝe moŜna zastosować jeden z tak zwanych „siedmiu powodów do rozwodu" wymienionych w popularnym dziele konfucjańskiego myśliciela Kaibary Ekikena (1630-1714). A więc na przykład. 142). który wystaje. Skromność. tak kaŜdą inną osobę płci Ŝeńskiej wychowywano na „kobietę domową".

lecz takŜe 191 reprodukcja kulturowej i narodowej toŜsamości. gdy w Japonii wprowadzono demokratyczną konstytucję. a córki w tym czasie wypełniały swoje przeznaczenie. Jest to proces bardzo powolny. To od niej zaleŜało. poświęcającą dni i noce. podobną do zachodniej. Od chłopca . Japońskie słowo amae.między niemal obcymi osobami. Matka dorosłego syna była juŜ względnie bezpieczna: dręcząca ją kiedyś teściowa prawdopodobnie juŜ nie Ŝyła. będącą pierwszym krokiem w kierunku równouprawnienia płci. ale to on dostawał lepsze kąski przy stole. by realizować skrywane na co dzień pragnienie bycia rozpieszczanym dzieckiem. „Dobra Ŝona i mądra matka" stała się „mamą edukacyjną" (kyóiku mama). Synowie opisywali ją z nostalgią. Japoński system szkolny słynie w świecie z „egzaminacyjnego piekła". bezbronna synowa nieraz stawała się ofiarą. w wyniku których japońskie społeczeństwo stało się-jak to się często określa .więcej wymagano. stając się kobietami takimi. określa ten szczególny rodzaj więzi społecznej wykształcony w relacji matka-syn. Podstawową kategorią toŜsamości kobiecej pozostała tak zwana „dobra Ŝona i mądra matka" (moŜna ją uznać za japońską wersję figury znanej nam jako „matka Polka"). w naturalny sposób bliŜsza więź łączyła nadal męŜczyznę z matką niŜ Ŝoną. by przeprowadzić swoją pociechę przez kolejne egzaminy.ograniczona wprawdzie do sfery domowej . Mimo iŜ oparta na wielowiekowej tradycji segregacja ze względu na płeć nadal obowiązuje w Japonii. czy Japonia zyska następnego prymusa. a jej władza . dając rodzinie spadkobiercę. Na wzrost znaczenia japońskiej matki wpływ miały takŜe inne . hamowany przez mentalne pozostałości wielowiekowej tradycji. który zobowiązany był opiekować się nią aŜ do śmierci. to ogólna sytuacja kobiet po wojnie uległa poprawie.oprócz demokratyzacji . Ŝe relacja matka-syn stała się w Japonii ideałem czułej miłości. i cierpiała do momentu. ale jednak nieunikniony. który wkrótce skonstruuje na chwałę swojej rosnącej w potęgę ojczyzny miniaturowe radio albo wspaniałego robota. Zaczęto wprowadzać w Ŝycie ustalenia prawne przeciwdziałające dyskryminacji politycznej i ekonomicznej.przyszłego spadkobiercy . jak kochane są dzieci. „MęŜczyźni to duŜe niemowlaki". jak ich matki. Rolą matki stało się nie tylko rodzenie dzieci.przemiany społeczne. gdy sama stała się teściową. Przybywająca do jej domu 190 młoda. Model patrylinearnej rodziny rozszerzonej teoretycznie obowiązywał do 1946 roku. mówiła Michiko i pewnie miała ku temu powody. a ona sama spełniła swoją rolę. Według japońskiego psychoanalityka Kosawy Heisaku. Jedynie urodzenie syna gwarantowało więc kobiecie względne bezpieczeństwo i nie dziwi zatem. który jest podstawą innych relacji społecznych. które kaŜdy . ale jej znaczenie wzrosło. Od tego czasu tradycyjna japońska rodzina wielopokoleniowa zaczęła przekształcać się w rodzinę nuklearną.społeczeństwem świadectw szkolnych. Po to przecieŜ przychodzili do Krainy Mydła. charakterystyczne dla japońskiej kultury umiłowanie Ŝycia w grupie stanowi pochodną bliskiego cielesnego związku matkasyn. W przypadku chłopca ta fizyczna bliskość kształtuje zatem postawę relacyjną i towarzyszącą mu przez cale Ŝycie pasywną potrzebę bycia kochanym tak. analizowane szczegółowo przez wspomnianego Doi. pozwalającą odreagować dawne krzywdy.nabrała cech władzy absolutnej.

W latach osiemdziesiątych tradycyjne role płciowe zaczęły się przekształcać. nigdy nie buszowały w tajemniczych zaroślach na górce między dwoma domami. Utkwiła mi w pamięci głośna przed kilku laty historia japońskiej mamy. gdy maluch częściowo ciągłe jeszcze naleŜy do matczynego świata domu. do którego będzie chodził przez trzy kolejne lata. podróŜowały. czytają coś ze swoich ksiąŜeczek i nawet osoba rzadko wpadająca w rozczulenie na widok dzieci ma niepohamowaną ochotę powiedzieć: „Kawali". która zamordowała dziewczynkę z sąsiedniego domu. Kończyły uniwersytety. który produkuje efektywnych pracowników. Siedząc grzecznie w wagonach metra. szytych na wzór wojskowych uniformów. Nie miały na to czasu. by tylko syn skupił się na nauce i dostał na wymarzony uniwersytet. „Mama edukacyjna" i jej studiujący w pocie czoła synek to popularne postaci komiksów. zarabiały. najsłynniejsza . Lepiej więc zacząć przygotowania wcześniej niŜ później. Tylko po dobrej szkole średniej moŜna dostać się na dobry uniwersytet. gdzie jakimś cudem nic jeszcze nie zbudowano. ale uwaŜa się za wskazane. Jest to okres przejściowy. nie jest wprawdzie obowiązkowe. Ŝe nawet wybór odpowiedniego przedszkola (do którego teŜ jest egzamin) ma wpływ na los dziecka. Pierwszy waŜny egzamin to ten do szkoły średniej po dziewięciu latach obowiązkowej podstawówki. a częściowo juŜ do zewnętrznej rzeczywistości społecznych 192 obowiązków. Ŝe synek Aiko ma dopiero trzy lata. zwierzyła mi się z niepokojem na twarzy Aiko. I nie ma nic dziwnego w tym. bo grą na fortepianie rozpraszała jej studiującego jedynaka. a sukcesu akademickiego i kariery w zewnętrznym świecie oczekuje się z kolei tylko od chłopca. Dzieci z mojego sąsiedztwa na Ishikawa-dai nigdy nie bawiły się na spokojnych uliczkach. łącznie z kazirodztwem. które wkrótce nie zostawią mu wiele czasu na nic innego. a tylko po dobrym uniwersytecie dostać dobrą pracę. czyli „mamę potwora" gotowego do strasznych czynów. Ŝe Hitoshi nie da sobie rady na egzaminie". by dziecko juŜ w wieku małego Hitoshiego przygotowywało się do Ŝycia w grupie i szkolnej rutyny. domach i na specjalnych kursach przygotowujących do egzaminów. nienagannie czyści i schludni. wprost zapraszających do rowerowych wyścigów. Jak mówi profesor Ueno. Wielu japońskich uczonych i publicystów krytykuje ten system. w której to drodze Aiko będzie mu dzielnie towarzyszyć. Japońskie dzieci kują więc w pocie czoła w szkołach. Wersja kariery „od pucybuta do milionera" nie wydaje się moŜliwa w Krainie Kwitnącej Wiśni. Za sukces dziecka w tych zawodach odpowiedzialnością obarcza się matkę. Prywatne przedszkole. młodsza siostra Chizuko. z wielkimi skórzanymi tornistrami i nóŜkami gołymi niezaleŜnie od pory roku to jeden z klasycznych obrazków ze współczesnej Japonii. rozsmakowywały się w nieznanym ich rodzicielkom smaku wolności i luksusu. ale zabija indywidualność i jak walec miaŜdŜy słabszych lub po prostu innych. w których „mama edukacyjna" zmienia się w mamagon. a właściwe przedszkole Hitoshiego jest początkiem drogi na właściwą uczelnię.uczeń musi przejść kilkakroć -w Japonii Ŝyciowy sukces bardziej niŜ na przyład w krajach Zachodu zaleŜy od ukończenia właściwych szkół we właściwym czasie. Malutcy uczniowie w ciemnych mundurkach. ale wielu sądzi. „Boję się. Wykształcone kobiety stawały się coraz bardziej wybredne w wyborze kandydata na męŜa i opieszałe w drodze do ideału „dobrej Ŝony i mądrej matki". Japoński system edukacji ciągle uchodzi za najbardziej wymagający na świecie.

Ŝe ten niezwykły kraj rzeczywiście chce mieć do czynienia z resztą planety Ziemia. Córki w jej rodzinie od zawsze wychodziły dobrze za mąŜ i zajmowały się domem. I chociaŜ duŜym uproszczeniem byłoby twierdzenie. Yume postawiła jednak na swoim. Siostrzeństwo w nagości „Chodźmy się wykąpać" to jedno z najmilszych zaproszeń. pielęgnują kwiaty i ratują naturę w czasie.japońska feministka. które stały się dla mnie inspiracją. Jedne. inne. Ŝe japońskie kobiety kultywują to. „doprawdy nie ma Ŝadnych powodów. Japonki napotykają betonowy sufit.były nastolatkami. albo widok na ocean z pełnej mineralnego ukropu niecki na wysokim klifie półwyspu Izu. co w Japonii jest gestem duŜej odwagi. Nikt nie wierzył w moŜliwość realizacji tyleŜ ambitnych co „mało kobiecych" planów małej Marzycielki. te nazwy zapamiętałabym. rozkosz nad rozkosze. Rotenburo. Ŝe chcące robić karierę. KaŜda w pewnym momencie swojego Ŝycia podjęła decyzję sprzeczną z obowiązującą normą kobiecości i zbuntowała się przeciw tradycji bycia przydatną. więc ani nie zaczęły uŜywać męskiego języka. które w dzieciństwie było lekcewaŜącym przezwiskiem. ta kobieca część japońskiej rzeczywistości wydawała mi się o wiele przyjaźniej sza i ciekawsza. Przez dwadzieścia lat udowadniała sobie i swojej rodzinie. i przedzierała się na szczyt świata zdominowanego przez męŜczyzn. a właściwie z Yum&sensei. cementują rzeki i budują wyjątkowo brzydkie miasta. KaŜda z nich 194 przywodzi na myśl przyjemne wspomnienia. Ŝe przyszłość przyniesie im moŜliwość samorealizacji. zanim dotknie mojej po brodę zanurzonej głowy. czyli publiczna łaźnia. Onsen . a więc onsen pod gołym niebem. dając mi moŜliwość dotarcia do miejsc. Sentó. które na początku wydawało mi się kwintesencją męskiej przestrzeni. To one zostały moimi najcenniejszymi przewodniczkami po Japonii. które marzyły. Nawet gdybym nie zaczęła uczyć się japońskiego. jakie dostałam w Japonii. dzięki którym czułam. poddały się. Zaczęły jednak podejmować decyzje w swoim imieniu 193 i negocjować własny rodzaj szczęścia. to kobiety były dla mnie tymi. Te kobiety o pięknych imionach pokazały mi inną topografię Tokio. Ŝe da sobie radę. co najlepsze w tradycji swojego kraju. ani nie zrezygnowały z makijaŜu. i dowiedzenia się o rzeczach. ukrytą pod pancerzem betonu. gdy męŜczyźni zalewają betonem morskie wybrzeŜa. a nie szklany. Jeśliby otwartość Japonii na świat mierzyć według kryterium płci. nie rezygnując jednak ze wszystkich marzeń. to przybrane imię. jak mawia się na Zachodzie. „Yume". W latach osiemdziesiątych Chizuko.mineralne kąpielisko w jednym z tysięcy japońskich kurortów. bo jest profesorką uniwersytecką. . lecz niewidoczną. zapach wody. by kobieta chciała być czymś takim jak męŜczyzna". śnieg topniejący. Jej jednak udało się. skraplającą się na twarzy mgiełkę pary. ale w kraju. jak Naomi. o których rzadko mówi się w salach seminaryjnych. Pierwszy raz kąpałam się po japońsku z Yume. Michiko.podobnie jak ja . Yume . Yukiko. słowo znaczące po japońsku „marzenie". tak jak Yume. a studia na Uniwersytecie Tokijskim zarezerwowane były dla braci. odniosły sukces i udaje im się prowadzić niekonwencjonalne Ŝycie w społeczeństwie nielubiącym „wystających paznokci". Tłumaczyła mi. w którym świat podzielony jest według płci tak mocno i głęboko. stali i szkła. odkryły przede mną swoje kobiece ścieŜki w mieście. Naomi.

Skończyła Uniwersytet Tokijski i dostała pracę, o jakiej śnią miliony japońskich męŜczyzn. Gdy marzenia stały się faktem, z dumą dodała „Yume" do swojego imienia i nazwiska. Dziś Yume ma czterdzieści kilka lat, ale wygląda na trzydzieści, męŜa i maleńkiego synka. Kiedy tylko czas jej pozwala, wyjeŜdŜa z rodziną do jednego z podtokijskich onsenów. Twierdzi, Ŝe moczenie się w gorącej wodzie rozprostowuje jej duszę, a więc któregoś dnia przy lunchu powiedziała do mnie: „Chodźmy się wykąpać". Mając na względzie fakt, iŜ japońska kultura powstała głównie z chińskich i koreańskich zapoŜyczeń, złośliwi ignoranci twierdzą, Ŝe czystość jest jedynym oryginalnym wynalazkiem Japończyków. Nawet gdyby tak było, jest to wynalazek godny pozazdroszczenia i naśladownictwa ze strony innych nacji (nie wytykając nikogo palcami). Jak się okazuje, polska mądrość, Ŝe „częste mycie skraca Ŝycie", nie ma potwierdzenia: Japończycy uwielbiają wodę, a Ŝyją bardzo długo i zdrowiej od nas. Jedyny zapach, jaki moŜna poczuć w najbardziej nawet zatłoczonym metrze, to leciutka woń mydła i moŜe czasem naftaliny. Ponoć w swej niechęci wobec cielesnych zapachów Japończycy (a właściwie Japonki) posuwają się niekiedy do przesady, jaką jest 195 operacyjne usuwanie gruczołów potowych spod pach. Tak czy inaczej, przesada w tę stronę jest łatwiejsza do zniesienia, a demokratyczne umiłowanie czystości godne podziwu. Podczas jednego z pierwszych spacerów po Tokio dotarłam do Parku Centralnego na Shinjuku, gdzie zaintrygowała mnie grupa męŜczyzn uwijająca się przy fontannie tuŜ obok grupy staruszków płci obojga uprawiających tai-chi. W pierwszej chwili pomyślałam, Ŝe jestem świadkiem jakiegoś rytuału, ale okazało się, Ŝe to mieszkający tam bezdomni po prostu robią pranie. Wielu tokijskich bezdomnych wygląda w związku z tym czyściej i schludniej niŜ niejeden pan Kowalski w przeddzień swojej cotygodniowej kąpieli, obok którego musiałam stać w warszawskim autobusie. Nawet jeśli czasem pewne aspekty japońskiego Ŝycia mogą być irytujące, to jedno jest pewne - osoba, która wyprowadzi nas z równowagi, będzie dokładnie umyta. O szczególnym upodobaniu, jakim mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni darzą moczenie się wodzie, pisali juŜ w trzecim wieku Chińczycy, a chrześcijańscy misjonarze przelewali swe oburzenie na papier, nie mogąc zrozumieć, „po cóŜ tak często nieprzystojnym ablucjom się oddawać i obnaŜać swe członki bezwstydnie". Nie jest trudno sobie wyobrazić, jaka musiała być z kolei reakcja Japończyków na zapachowe dowody niechęci do kąpieli o kilka metrów wyprzedzające przybyszów; do dziś sobie zresztą Ŝartują z mniej higienicznych narodów. Wszyscy, którzy znają film Szogun, pamiętają, Ŝe pierwszą rzeczą, jaka spotkała tytułowego bohatera na japońskiej ziemi, była solidna kąpiel i pewnie nieraz Japończycy mieliby ochotę potraktować w ten sposób mniej domytych „gaiji-nów". Kto wie, moŜe fakt, iŜ chrześcijańscy misjonarze z taką odrazą traktowali japońskie zamiłowanie do kąpieli, przyczynił się do klęski ich misji. Religia, w której ciało jest nieczyste, ale którego nie zaleca się w związku z tym codziennie kąpać, nigdy nie miała większych szans u Japończyków. W Japonii zresztą nie tylko dla śmiertelników, ale i dla bogów kąpiel jest rzeczą najwyŜszej wagi. Woda w japońskiej tradycji oznacza nie tylko czystość cielesną, lecz takŜe symboliczną, duchową. W tradycji buddyjskiej urodziny Buddy czci się, kąpiąc jego posągi

196 w zielonej herbacie, a gdyby od rytuałów religii shintó odjąć te związane z oczyszczaniem i wodą, niewiele by zostało roboty kapłanom. Pierwszą rzeczą, jaką uczynił bóg Izanagi po wydostaniu się ze świata zmarłych, była kąpiel w rzece, zmywająca z jego ciała brud śmierci. Zgodnie z zapoczątkowaną przez niego tradycją, wchodząc na teren świątyni shintó, trzeba obmyć ręce, nabierając wody ze studzienki, a starsi ludzie nadal kultywują zanikający zwyczaj płukania ust. Rytuały oczyszczania towarzyszą w Japonii nie tylko wszystkim uroczystościom religijnym, lecz takŜe wielu świeckim. Brud to zło i diabelstwo - i vice versa trzeba więc pozbyć się go przy pomocy wody i soli. Dlatego przed wejściem do wielu barów stoją piramidki soli i solą sypią ring zawodnicy sumo. Woda, sól, mycie i płukanie, oczyszczanie i sprzątanie, przecieranie, wymiatanie, omiatanie to japońska codzienność świecka i religijna. KaŜdy posiłek w restauracji, niewaŜne jak byłaby obskurna, poprzedza wytarcie rąk dostarczoną na samym początku wilgotną ściereczką oshibori. W jednej z moich ulubionych obrotowych „suszarni" na Musashikoyama ściereczki były juŜ nowoczesne - jednorazowe i pakowane w foliowe ruloniki z wizerunkiem Hello Kitty i napisem Clean and healthy live together. Ogrom uwagi przywiązywanej do o-furo, „szacownej kąpieli", wyróŜnia więc Japończyków na tle innych nacji. Owszem, zdarza się, Ŝe „gaijini" teŜ codziennie się kąpią, ale nawet najdokładniejszy prysznic jest po prostu czynnością higieniczną, a nie rytuałem. Statystyczny Japończyk spędza codziennie w wodzie około pół godziny, ale godzinne kąpiele nie naleŜą do rzadkości. KaŜdego wieczoru przychodzi w japońskim domu pora, gdy Ŝona (w układzie tradycyjnym) lub osoba, której kolej przypada (jak w rodzinie mojej przyjaciółki Mariko), przygotowuje wannę pełną gorącej wody. Teraz w kolejności uświęconej patriarchalną tradycją (pan domu pierwszy, najmłodsza kobieta na końcu) albo tak jak się komu podoba, Japończycy idą do kąpieli. NiezaleŜnie od tego jednak, czy dom jest tradycyjny, czy tak międzynarodowy i nowoczesny jak dom Mariko, gość ma nadal pierwszeństwo. Z błogimi minami Japończycy zanurzają się w wodzie i zapominają o troskach, jakby na chwilę 197 wrócili do łona matki. Sam prysznic to dla nich kpina nie kąpiel i tylko w wyjątkowo uboŜuchnych jednopokojowych „dziuplach" zdarzają się kabiny zamiast wanny. Chizuko i Teru po wakacjach w luksusowym hotelu Hyatt na Bali byli w miarę zadowoleni, ale pełną przyjemność popsuł im fakt, Ŝe - jak opowiadali wanna była „bez sensu" i do tego „w tym samym pomieszczeniu, co sedes". Moczenie się w gorącej wodzie uznawane jest przez Japończyków za jedną z największych przyjemności i codzienne o-furo we własnej łazience na ogół im nie wystarcza. Obawiano się, Ŝe wyposaŜenie mieszkań w łazienki sprawi, iŜ Japończycy przestaną odwiedzać publiczne łaźnie i ta stara tradycja zaginie bezpowrotnie. Tak się jednak nie stało. Liczba publicznych łaźni wprawdzie spadła, ale nie znikły one z pejzaŜu miast i miasteczek. Wiele osób mających łazienki wciąŜ odwiedza sentó albo spędza swoje krótkie wakacje w jednym z tysięcy omenów rozsianych po japońskich wyspach. Onsen znajduje się zwykle nie dalej niŜ piętnaście minut jazdy pociągiem, bo na tak sejsmicznie aktywnym terenie, jak Japonia, pod drŜącą ziemią wszędzie niemal bulgoce gorąca, bogata w minerały woda. W onsenie obowiązują z grubsza te same zasady zachowania co w sentó, ale w tym pierwszym

czeka na nas nie „kranówka", lecz woda mineralna, pompowana do baseniku wprost z podziemnego źródła. Niektóre onseny to po prostu dziury w ziemi lub skale ze skromnym pensjonatem nieopodal, inne to luksusowe kompleksy wypoczynkowe, którym Ŝycie dało źródełko z gorącą wodą. Wiele z nich słynie z uzdrawiającej lub upiększającej mocy. Najciekawszy w wodnych rozkoszach Japończyków jest fakt, iŜ nawet kąpiele we własnym domu uwaŜają oni za przyjemność z natury towarzyską. To oczywiste, Ŝe do onsenu czy sentó idzie się po to, by być razem, a nie tylko, by po prostu się umyć, ale do domowej wanny (o ile jest wystarczająco duŜa) teŜ miło zanurzyć się w towarzystwie męŜa, dziecka lub ich obojga. W większości domowych łazienek, malutkich i ciasnych jak moja w Bon Hour, mogą naraz kąpać się jednak najwyŜej dwie dorosłe osoby. Tylko raz widziałam w Japonii domową łaźnię o powierzchni jakichś dwudziestu metrów kwadratowych, gdzie w pięknej i zabytkowej ponoć 198 kadzi z cennego drewna cedrowego zmieściłaby się spora grupka, a temperaturę regulował komputer. Siedziba, w której znajdowało się to cudo, naleŜała do ojca Mariko, emerytowanego szefa korporacji o nazwie pachnącej tak wielkimi pieniędzmi, Ŝe zwykły człowiek umie je sobie wyobrazić tylko w postaci nieskończonej ilości walizek pełnych banknotów 10 000-jenowych. „To nasza łazienka", powiedziała gospodyni oprowadzająca mnie po domu, „mam nadzieję, Ŝe nie za mała". Przeciętni Japończycy mogą sobie pomarzyć o łazience podobnej wielkości (rzeczywiście marzą, bo zapytani w ankiecie o potrzeby mieszkaniowe, najczęściej wymieniają upragnioną większą łazienkę). W wannie, kadzi, baseniku Japończycy zanurzają się wtowarzystwie innych Japończyków. Ludzie, którzyubranijak ognia unikają fizycznego kontaktu, nie pozwalając sobie nawet na klepanie kumpla w ramię, w sentó czy onsenie bez oporu pomogą umyć mu plecy. Ludzie, którzy nie zaczepią przechodnia, by spytać o drogę, tu bez nieśmiałości dzielą się z obcym - i równie jak oni nagim sąsiadem - uwagami na temat temperatury wody. Japończycy często mówią o skinshipu, szczególnej bliskości, jaką rodzi wspólna kąpiel, albo o hadaka no tsukiai, braterstwie w nagości. Tu znikają bariery statusu i nagi szef korporacji moczy się obok nagiego taksówkarza (jedynie przedstawiciela japońskiej mafii moŜna by poznać od razu po tatuaŜach, ale nie wiem, jakie zwyczaje kąpielowe m&yakuza). Kąpiel po japońsku to doświadczenie, które zbliŜa ludzi jak Ŝadne inne. Do sentó albo onsenu moŜna udać się w towarzystwie przyjaciół, kolegów z pracy albo zaprosić ewentualnego partnera w interesach, by go tam - równieŜ w dosłownym sensie - rozmiękczyć. Wspólna kąpiel to równieŜ dobra okazja dla rodziców, by pobawić się z małymi dziećmi albo powaŜnie porozmawiać z nastolatkami. Nawet jeśli dziś codzienny zwyczaj wspólnej kąpieli ze starszymi dziećmi zanika, to wystarczy włączyć telewizor, by przekonać się, Ŝe jego idea nadal funkcjonuje jako pozytywny przykład: w japońskich telenowelach matka i córka albo ojciec i syn wyjaśniają sobie nieporozumienia zanurzeni w gorącej wodzie. Kochankowie teŜ nie stronią od wspólnych kąpieli i często spędzają swoje pierwsze wakacje w kurorcie z gorącymi źródłami. Jak sobie łatwo wyobrazić, taka 199 intymna kąpiel we dwoje w onsenie pod rozgwieŜdŜonym niebem moŜe stać się wyjątkowo podniecającą scenerią miłosnego sam na sam (uprzedzam jednak, Ŝe dla nienawykłego cudzoziemca będzie w onsenie ciut za gorąco na erotyczne

Gdy byli juŜ klienci. mając nadzieję. Zaproszenie „gaijina" do wspólnej kąpieli z japońskimi przyjaciółmi to wielki dla niego honor i niepowtarzalna okazja. moŜna było usłyszeć przyjemne bulgotanie gotującej się wody. Moje sentó naleŜało do przybytków starych i skromnych. Pociemniały od wilgoci wielu pór deszczowych parterowy budynek jak kaŜde inne sentó moŜna było dostrzec z daleka. chociaŜ w takim. Front budynku ze swoim spadzistym dachem i bramą ozdobioną u sklepienia rzeźbionymi smokami przypominał buddyjską świątynię. publiczne łaźnie i mineralne kąpieliska były koedukacyjne. Wczesnym popołudniem komin zaczynał dymić. ale przechodząc obok. które obwieszczała krótka zasłonka noren wisząca w drzwiach. które nie leŜy na szlaku turystycznym uczęszczanym przez „gaijinów". a z powodu trudności językowych nie będzie moŜna wytłumaczyć mu. a teraz z plastikową miseczką i ręczniczkiem w dłoni drepczą tam jako dziadkowie. Klucze większość odwiedzających zostawia jednak tam. kaŜde w niewielkiej odległości od Bon Hour. to przy moim domu przeznaczone było wyłącznie do kąpieli i niewiele zmieniło się w nim przez kilkadziesiąt lat. W przeciwieństwie do nowoczesnych sentó. zapach mydła i szamponu docierał aŜ do mojego mieszkania. Kąpanie się po japońsku wygląda nieco inaczej niŜ Zachodzie. słychać plusk wody.nie ma sensu ich targać ze sobą. jak powinien się zachować. a mieszkańcy podrzucali im niekiedy niepotrzebne juŜ meble. Właściciel i jego dorastający syn godzinami piłowali drewniane palety. Spowodowane jest ono nie wstrętem czy niechęcią (pod warunkiem. Zanim w okresie Meiji Japonia otworzyła się na świat po ponad dwóch wiekach izolacji. Ŝe moje przestępstwo było drobne albo przynajmniej niedostrzeŜone. Za nią znajduje się niewielki pokoik z archaicznymi szafkami na buty zamykanymi przy pomocy wielkich drewnianych kluczy. w wyniku których drewniany oryginał obrósł przybudówkami o niezgrabnych kształtach. musi być przygotowany na wywołanie poruszenia bliskiego panice. które nieraz są bardzo wykwintne i połączone z atrakcjami takimi jak saanajacuzzi czy nawet basen i fitness. a od najbliŜszego dzieliła mnie tylko wąska uliczka. Ŝe przybysz nie zna etykiety sentó. Wybrałyśmy tam w jakieś piątkowe popołudnie zaraz po otwarciu. Nie wiem. gdzie były . Większość odwiedzających zna się więc przynajmniej z widzenia. Na ogół cudzoziemiec nie będzie źle widziany w sentó. Święte oburzenie niedomytych purytan (którzy podejrzanie duŜo czasu poświęcali studiowaniu przedmiotu swojej odrazy) sprawiło. . uŜywane jako opał do podgrzewania wody. bo kradzieŜe po prostu się nie zdarzają. spośród których pod osłoną deszczowej nocy wybrałam sobie ratanową komodę i stolik z drewna wiśniowego. a potem podlegało rozmaitym przemianom. spocony i włochaty). by zobaczyć kawałek nagiej prawdy o Japonii. jak działała w tym starym sentó maszyneria do podgrzewania. ale tak pachniały wieczorem wszystkie uliczki mojego sąsiedztwa i gdy spaceruje się blisko domów. Ŝe gaijin nie jest na przykład wielki. dzięki sterczącemu w górę wysokiemu kominowi. potem wiedli swoje pociechy. gdy pierwszy raz poszłam do mojego sentó z Yume. tłusty. czasem ciche rozmowy albo radosne gulgotanie pławionych w niej osesków. lecz raczej strachem. zbudowano je niedługo po wojnie. Przekonałam się o tym.uniesienia). jak stare drzewo hubą. W mojej okolicy były trzy sentó. Ludzie przez całe Ŝycie mieszkający w okolicy przychodzili 200 do niego najpierw przyprowadzani przez rodziców.

nagie ciała rodziców nie budzą niezdrowej sensacji u malucha. który dba teŜ o porządek i sprzedaje przybory toaletowe. gdzie mieszkam i co robię w Japonii. Ŝe siedzę wśród tych obcych kobiet i myjąc się rozmawiam z Yume. „Gaijinka" w jego sentó była prawdziwą atrakcją. pozdrawiając grzecznie równie jak one nagich sąsiadów. Zajęłyśmy z Yume wolne miejsca i poszłyśmy ich śladem. W kącie. W głównej części sentó. wiele rzadziej niŜ opisują je spragnieni sensacji „gaijini". Ta okazała się malutka: jedną jej ścianę zajmowała półka. Jak się okazało po kilku zdaniach. Starsze dzieci towarzyszą w sentó rodzicowi tej samej płci. Opłatę za korzystanie z sentó uiszcza ńąubandai-sana. do szóstego roku Ŝycia. i nauczyły się dobrych manier. więc przywitał mnie bez tego zakłopotania. jakie zamienił z Yume. Gdy weszłyśmy tam z Yume. Szatnie w sentó nie róŜnią się specjalnie. dodając po angielsku: How do you do. Wnętrze najczęściej jest wyłoŜone kafelkami.Ŝe Japończycy postanowili „ucywilizować" swoje obyczaje i od tej pory kobiety i męŜczyźni zaŜywają kąpieli osobno. Właśnie: „róŜnic". Przeciętna Japonka mizerne ma szanse. Na plastikowych ministołeczkach siedziały przed kranami dwie kobiety. Jak juŜ wspominałam . wydal mi się najnaturalniejszy na świecie. by maluchy przyjrzały się. by sprostać hollywoodzkiemu . „Dozo". a kobiety do swojej części kąpieliska. znajduje się zbiornik z wodą i rząd kranów przy ścianie. Nic dziwnego. szybko się roznoszą. Wieści w takim sąsiedztwie. Basenik. I który na mój widok nawet nie starał się ukryć . a młodsze. Miałam jasne włosy i wyrosłam trochę wyŜsza. dwie panie w średnim wieku zachowujące się jak dobre znajome i młoda matka z małą córeczką. pracownika. na drugiej wisiały lustra. mniej i bardziej luksusowe. na której stały wiklinowe kosze na ubrania. Takie wspólne kąpiele są dobrą okazją. zaprasza! mnie.teraz obowiązuje „japońska kolejność czynności kąpielowych". stał jeszcze niewielki stół słuŜący matkom do ubierania najmłodszych dzieci. przy ukwieconym okienku. jakie „gaijini" tak często widzą na twarzach Japończyków. gdzie wchodzi się juŜ nago. Na ogól więc męŜczyźni idą na bosaka do swojej. a w starych sentó na jednej ze ścian mogą znajdować się amatorskie malowidła. pod Ŝadnym pozorem nie moŜna wejść do niego „na brudasa". a młodsza pomagała starszej. Zdarzają się w Japonii onseny dla obu płci. Ŝe kompleks Edypa nie pasuje do opisu japońskiej kultury .zdumienia. ale o wiele. Fakt. W małych ryokanach (hotelach w tradycyjnym stylu japońskim) moŜna zamówić sobie godzinę kąpieli z ukochanym lub rodziną i tylko wtedy onsen jest koedukacyjny. Myły się przy pomocy namydlonych ręczniczków. potem reszta. bandai-san doskonale wiedział. czym tata róŜni się od mamy. poza tym naleŜałyśmy do tego samego gatunku stworzeń i wspólne mycie się było tak samo uzasadnione. mogą być tylko większe albo mniejsze. iŜ byłam w towarzystwie Japonki. I przed naszymi oczami rozkwitł nieco złuszczony od wilgoci obraz ogrodu.raczej przyjaznego . w środku były trzy kobiety. do których nalewały wodę z kranu. słuŜy tylko moczeniu się. jak moje. czyli najpierw mycie i dokładne spłukanie mydła. „Proszę bardzo". jedna w średnim wieku i jedna bardzo stareńka. Właściwie juŜ po chwili fakt. mają przywilej swobodnego przemieszczania się między męską a Ŝeńską częścią łaźni. jak i wzajemna ciekawość tych drobnych róŜnic. 202 Do spłukiwania uŜywały plastikowych miseczek. zdejmował z jego barków trud 201 ewentualnej konwersacji. podobnie jak domowa wanna.

która przycupnęła na ostatnim wolnym stanowisku.nie zajmować więcej miejsca.polskim i angielskim . delikatne. która sprawia. drobniutka staruszka skurczyła się. by zanurzyć się w baseniku. MoŜe równieŜ być uŜyte zamiennie ze słowem „zwłoki". Etykieta sentó wymaga. nie chlapać i . Atmosfera kąpieli po japońsku ma w sobie wszechogarniającą błogość. staruszków i moŜe jeszcze wdów (uwaŜanych za kogoś w rodzaju osób na honorowej emeryturze) dopuszczalne jest tak swobodne zachowanie. czyli 203 powolne zanurzanie się w wodzie o temperaturze 43-45 stopni Celsjusza. nie ciąŜyły pośladki. Teraz miała nastąpić zasadnicza część kąpielowej przyjemności. by pod Ŝadnym pozorem nie przeszkadzać innym. nie gapić się. na siedząco. którym jest seks albo śmierć.ideałowi kobiecej urody. a z wiekiem nie tyły. to temat. został przewinięty i wtulił się. a jego funkcje fizjologiczne są tabu. kurczyły. Byłam na końcu świata. Kilkudziesięciocentymetrowy elf z krainy dzieciństwa mógł sobie na to pozwolić. którym nie mogłam się nie przyglądać. teraz moŜna sobie dla ochłody połoŜyć na głowie. Powoli. wydawały się jednak silne. które jak ognia unikają słońca. w Japonii tylko w przypadku dzieci. miałam na ciele bardzo wyraźne ślady po bikini i byłam jedyną opaloną osobą w towarzystwie. Nie miały w sobie nic z kanapowej miękkości. Gdy po umyciu wstałyśmy. lecz zaklęsały się. Na Zachodzie przez wieki . którymi zwłaszcza starsze kobiety przykrywają łono. Pozbawione tłuszczu. wejściem na teren zakazany. rozpływa się w wilgotnym cieple otulającym jak bliskie ciało. W naszej kulturze uczymy się. dziewczynka nadal nie spuszczała ze mnie wzroku i w końcu za podszeptem nieco zakłopotanej mamy powiedziała mi: Hello. Yume połoŜyła głowę na brzegu baseniku i zamknęła oczy. Cellulitis jest słowem nieznanym w tej szczęśliwej krainie. a elfiątko wsparło buzię o ramię swojej mamy.słowo „ciało" ma silne konotacje seksualne. z trudem starała się poskromić zainteresowanie. niŜ jest to absolutnie niezbędne. by zasnąć. Ŝe skóra po chwili staje się róŜowa jak wrzucona na wrzątek krewetka. WyróŜniał mnie jeszcze jeden szczegół: w przeciwieństwie do Japonek. Przyjemności ciała nieodłącznie związane zostały z chrześcijańską kategorią grzechu. jakie jej pociecha wykazywała z kolei moją osobą. skąd obserwowało mnie nadal spod przymkniętych powiek. obejmując dłońmi kolana. który najadł się do syta. KaŜde dotknięcie tematu ciała grozi przekroczeniem normy przyzwoitości. „Czujesz. Ŝe moja dusza wygląda jak suszony kwiat wiśni wrzucony do ciepłej wody. Ŝe traci się poczucie rzeczywistości. nie zwisały im brzuszyska.podobnie jak w innych przestrzeniach Ŝycia po japońsku . w której pod wpływem wilgoci pognieciony. wśród obcych kobiet wychowanych w odmiennej kulturze . przybierając wygodną pozycję. Ŝe ciało jest czymś wstydliwym. a jednak te ciała. chodząc po sentó. z podkurczonymi kolanami. Młoda kobieta z dzieckiem. obdarzone były niezwykłym wdziękiem. Jest tak gorąco. kaŜdy zanurza się. bezkształtny pokurcz na nowo odzyskuje kształt. W dwóch dobrze znanych mi językach .i byłam u siebie. bez pośpiechu i chlapania. Małe ręczniczki. jak się rozprostowuje twoja dusza?". spytała Yume i wyobraziłam sobie. jaką moŜe odczuwać osesek. na który często nie umiemy rozmawiać swobodnie. a troski wyparowują bez śladu. na klęczkach. Tymczasem malutka dziewczynka zupełnie jeszcze nie przejmowała się wymogami społeczeństwa i przyglądała mi się z nieco deprymującą intensywnością. wracając do swoich dziecinnych proporcji.

z którymi się kąpałam. Japonki. przechadzając się i przekomarzając. nigdy nie zachowywały się w ten sposób. nasze ciała pozwalały doznać przyjemności. Ann. Ŝe nieuda-wana przyjemność. Kąpiel po japońsku była dla mnie przestrzenią siostrzaną. z jaką zanurzałam się w kolejnych ukropach. przydatnym do wielu naturalnych aktywności. odpowiednik naszego „Bądź zdrów" lub angielskiego „???? ????". gdzie grube i chude. Ŝe jest ono „nieczyste" i godne pogardy albo co najmniej obce . piękne i brzydkie. brzmi w dosłownym przekładzie japońskie Ŝyczenie zdrowia. bez powodu. by wypróbować oferowaną tam kąpiel. Ŝe wygląda „okropnie" i ma „fałdki na biodrach". Dla porównania . między innymi do uprawiania seksu czy podobania się osobnikom przeciwnej (lub czasem tej samej) płci. Mariko czy Michiko przyjemność porównywalną do tej. niepozorna Angielka Betty przez cały czas siedziała skulona w jednym miejscu. Małgorzaty w Budapeszcie. demonstrowała nam swoje doskonałe kształty. Myślę. Oznaczające ciało japońskie słowo karada kojarzy 204 się ze zdrowiem i sprawnością fizyczną. Wizyta w moim przydomowych sentó z Yume była początkiem szeregu wypraw do onsenów za Tokio. starając się w ogóle nie rzucać w oczy. Ŝe ciała naleŜy się wstydzić. jest mi bardzo bliska. Ŝe w moich uszach wydawało się to dziwne i nieco niewłaściwe. MoŜe w spontanicznym geście kobiecej solidarności przekraczającej barierę kultur i języków. Zabierały mnie więc na wodne wycieczki po Japonii . przekładając dosłownie na angielski bezpośredni sposób mówienia o ciele. Ciało ludzkie jest dla Japończyków czymś naturalnym i praktycznym. W Japonii nasza hierarchia „wzniosłej duszy" i „grzesznego ciała" nie funkcjonuje.dzieje naszej kultury dają się opisać jako proces stopniowego dystansowania się człowieka wobec własnej cielesności. ot tak. „UwaŜaj na swoje ciało". młode i stare. „Moje ciało nie jest dziś OK". gdy moczyła ciało w wodzie. sprawiała Yume. Dla obu tych kobiet ciało było problemem: przedmiotem wstydu lub narcystycznej adoracji. i nie mając pojęcia. 205 mokre i wijące się jak piskorz. Japonki w łaźni zachowują się bez tego całego teatrzyku.uwaŜaliśmy. to dlatego Yume „rozprostowywała się dusza". Ŝółte i białe ciała łączyła przynaleŜność do tej samej płci. W tym czasie pulchna. skarŜyła się nieraz Chizuko. MoŜe w akcie jakiejś nieznanej mi magii. Niezliczoną ilość razy obce kobiety uśmiechały się do mnie. w której „rozprostowuje się dusza".pamiętam wizytę z uczestniczkami letniego seminarium w łaźni na wyspie Św. Raz w małym onsenie na wschodnim wybrzeŜu Japonii młoda mama po prostu włoŜyła mi na chwilę w ramiona swoje malutkie dziecko. Traktuje się je w tej tradycji w sposób bardziej pragmatyczny i holistyczny zarazem. Piękne nie popisywały się urodą. a nie z seksem i grzechem. nie tak piękne nie wstydziły się swoich niedoskonałości. na widok której wielu męŜczyzn Zachodu nigdy juŜ nie zaznałoby spokoju. pije jak nasz!"). Okazało się. Nasza nagość wydawała się naturalna i oczywista. który młodym kobietom wychowanym w naszej kulturze kazałby wciągać brzuchy i wypinać biusty. albo wykonywały jakiś drobny przyjazny gest. Ŝe japońska idea podróŜy do jakiegoś miejsca tylko po to. jakiej moim rodakom dostarczałby Japończyk ze smakiem popijający bigosik zmroŜoną wódką („Patrz pan. piękna Węgierka o ognistej urodzie. przyjęty w jej ojczystym języku.

ciasnej jak szafa i pełnej kobiet. Kamakura to pełne zieleni. opite wilgocią hortensje. które lubię. Kąpałam się w luksusowym kompleksie. Kto raz zaznał kąpieli po japońsku. Kąpałam się w zakolu rzeki bulgoczącym wulkanicznym wrzątkiem. co i tak nie starczyło. Akimi i trzech japońskich staruszków uśmiechających się do mnie trzema złotymi zębami. gdzie w cedrowej kadzi moczyło się przede mną kilka pokoleń czyściutkich Japończyków. gdzie wraz z ludźmi moczą się ponoć małpy pragnące w zimny dzień ogrzać swoje małpie kości. Dzięki nim kąpałam się w jaskini ciemnawej. obejrzeć wszystkie świątynie. do którego trzeba było przedrzeć się ścieŜką wśród śnieŜnych zasp i potem na piętnastostopniowym mrozie. gdzie zwykle byłam jedyną „gaijinką". którego atrakcją jest kąpiel w wagoniku kolejki powietrznej wiozącej klienta piękną trasą widokową do -jakŜeby inaczej kolejnej kąpieli. do której schodziło się po śliskich schodkach wykutym w skale korytarzem (potem dopiero Yume powiedziała mi z dziewczęcym chichotem. Byłam tam wiele razy. Ŝe właśnie zaŜyłyśmy kąpieli w wodzie słynącej z tego. siarce. Mariko i Ayaki. nadając wodzie kolor płynnego złota. W kiczowatym „onsenie egzotycznym". zanurzyć się w parającej kąpieli (i dzięki gorącej sake nie dostać zapalenia płuc). powiedziała.do miejsc. A nawet w takim. pod niebem tak czystym jak wypolerowany lód zrzucić yukatę. Nie większe niŜ lalki szare kamienne figurki o okrągłych buziach poświęcone są tym. Poświęcona Wodnym Dzieciom (mizukó) Hasedera od początku mnie oczarowała swoim mrocznym urokiem. kontemplacyjnym tempie. co w jej przypadku juŜ raz sprawdziło się). będzie za nią przez resztę Ŝycia tęsknił pod prysznicem. po co wybiera się do świątyni Hasedera w Kamakurze. Ale we wspólnej kąpieli łatwiej mówić o ukrywanych na co dzień sekretach i pewnie nie przez przypadek Michiko właśnie w jednym z onsenów u stóp góry Fuji opowiedziała mi. Pierwszy raz dotarłam tam na początku pory deszczowej. Wodne Dzieci Gdyby nie doświadczenie. Ŝe sprzyja zajściu w ciąŜę. a takŜe w zie206 lonej herbacie. a ludzie ze statków wycieczkowych przepływających poniŜej machali do nas przyjaźnie. mogłabym nigdy nie dowiedzieć się o Wodnych Dzieciach. a na plastikowych palmach darły dziób sztuczne papugi. Nie dotarłam niestety do onsenu. aloesowym soku. Mam jednak nadzieję. ryŜowym winie i bóg wie czym jeszcze. Stoją w grzecznych. Kąpałam się wrotenburo z widokiem na ocean. gdzie było kilkanaście baseników oferujących kąpiel w wodzie o róŜnej temperaturze. gdzie część kobieca od męskiej oddzielona była tylko niską aŜurową ścianką. z jednej strony więc siedziałam ja. połoŜone nad oceanem godzinę jazdy od Tokio. które nigdy się nie narodziły. I w pięknym starym sentó w Kioto. „Tam jest moje Wodne Dziecko". gdzie basenik był niewielką dziurą wykutą w nabrzeŜnej skale. mleku. Ŝe to nic straconego. Ani do tego w Nagano. gdzie atmosferę dŜungli stwarzały pleksiglasowe lwy i Ŝyrafy. gdy zaczynały kwitnąć wielkie. z którego roztacza się widok na zatokę zasnutą obłokiem szarej mgiełki. by w powolnym. które nazwałam „siostrzeństwem w nagości". I w rotenburo w japońskich Alpach z widokiem na góry. równych szeregach jak skauci na . a z drugiej nasi męŜowie. Wśród ich błękitnych i róŜowawych krzaków wspięłam się na wzniesienie. sponad których wielkie pomarańczowe słońce wschodziło tak szybko jak podrzucona piłka plaŜowa. historii i turystów miasteczko z czarną wulkaniczną plaŜą. Taki widok mają stojące tam tysiące kamiennych posąŜków.

207 apelu. Przystrojono je w wydziergane na szydełku czapeczki i sweterki, misternie uszyte kurteczki, niektóre nowe, inne spłowiałe juŜ od słońca i deszczu. Jedne ubrane są jak chłopcy, w sportowe bluzy i bejsbolówki, inne jak dziewczynki, w róŜowe falbanki, koronki i biŜuterię. Na szyjach czyjeś troskliwe ręce zawiązały posąŜkom szaliki i apaszki. U ich stóp leŜą czekoladki i cukierki, maskotki i laleczki, przy jednym stoi puszka coca-coli, przy kolejnym miseczka ryŜu z napisem „Hello Kitty", a posąŜek w króliczym futerku, mającym chronić go przed zimnem w podróŜy w nieznane, trzyma miniaturową parasolkę w kratkę modnej w Japonii firmy Burberry. Płoną kadzidła, ich zapach miesza się z wonią kwitnących kwiatów i mokrej ziemi, a posąŜki patrzą w przestrzeń pustymi kamiennymi oczami. Jakaś kobieta poprawia czapeczkę, która zsunęła się z kamiennej główki, inna kładzie u stóp jednej z figurek pięknie zapakowane ciastko ze słodkiej czerwonej fasoli. PosąŜki przedstawiają lizo, boddisatvę, opiekującego się Wodnymi Dziećmi. Wiele jest hipotez na temat początku obyczaju mizuko. Jedna z nich genezę współczesnych ceremonii wywodzi z sięgających VII wieku „dzikich" kobiecych rytuałów. Wówczas cięŜarne kobiety, które wiedziały, Ŝe nie będą w stanie wykarmić jeszcze jednego dziecka albo nie chciały go mieć z innych powodów, wchodziły do rzeki i stojąc godzinami w lodowatej wodzie czekały, aŜ pod wpływem zimna poronią (stąd Wodne Dzieci wzięły swoje imię). Potem lepiły z gliny posąŜek wyobraŜający usunięty płód i w tajemnicy odprawiały ceremonie mające przebłagać duszę, której odebrano moŜliwość inkarnacji. Aby uniknąć zemsty ze strony dziecka skazanego na pośmiertną tułaczkę, kobiety obdarowywały posąŜki zabawkami, karmiły i uspokajały, modląc się, aby dusza płodu wcieliła się w jakieś inne dziecko, któremu będzie dane przyjść na świat. Obyczaj ten, nie mający nic wspólnego z oficjalnym nurtem religii, przekazywany był z matki na córkę. MęŜczyźni nie brali udziału ani w decyzji o aborcji, ani w jej wykonaniu, ani w obrzędach mizuko, które dopiero potem związane zostały z oficjalnym kultem Iizó. W tej dramatycznej wersji genezy mizuko moŜe tkwić ziarno prawdy, ale nazwa obyczaju prawdopodobnie związana jest raczej 208 z ogólnym znaczeniem wody w buddyjskiej symbolice religijnej jako Ŝywiołu, który oznacza i śmierć, i odrodzenie. Dlatego wierzy się, Ŝe to na brzegach rzeki, która oddziela dwa światy, dusze mizuko utknęły, nie mogąc wrócić tam, gdzie mogłyby w spokoju oczekiwać na ponowną inkarnację. W tym smutnym i opuszczonym miejscu budują z kamieni wieŜyczki dla Buddy, które za kaŜdym razem burzą im demony. Tylko lizo, uproszony modlitwami i darami, moŜe je stamtąd wybawić. Zwyczaj mizuko nie był uznawany przez buddyjskie świątynie aŜ do lat pięćdziesiątych dwudziestego wieku. Dziś około siedemdziesięciu procent świątyń świadczy usługę religijną zwaną mizuko-kuyó, w której zakres mogą wchodzić takie rodzaje opieki nad sprzedawanymi kobietom posąŜkami Iizó, jak ich mycie, ubieranie, palenie kadzideł, dostarczanie jedzenia i strawy duchowej w postaci regularnych modłów. Niektóre świątynie, tak jak Hasedera w Kamakurze, poświęcone są przede wszystkim Wodnym Dzieciom, w innych serwis ten ograniczony jest do comiesięcznych naboŜeństw i nie tak kosztowny jak nabycie własnego posąŜku. Instytucjonalizacja (i komercjalizacja) kobiecego zwyczaju mizuko nie była przypadkowa. Po wojnie świątynie straciły część ze swoich dochodów, a zwaŜywszy na to, iŜ w Japonii aborcja - łatwo dostępna i legalna - jest nadal jednym z

popularnych środków antykoncepcyjnych, szybko dostrzeŜono w mizuko-kuyó dochodowy interes. Świątynie Wodnych Dzieci zaczęły pojawiać się jedna po drugiej. Jako Ŝe w Japonii dopiero kilka lat temu zezwolono na pigułki antykoncepcyjne, a w latach pięćdziesiątych dwudziestego wieku połowa wszystkich ciąŜ była usuwana, moŜna być pewnym, Ŝe instytucjonalizacja mizuko-kuyó okazała się ekonomicznie opłacalna. Teoretycznie co druga kobieta mogła być klientką świątyni. W przeszłości Wodnymi Dziećmi nazywano te, które nie przyszły na świat w wyniku poronienia lub aborcji, urodziły się martwe albo umarły we wczesnym niemowlęctwie. W Japonii, gdzie jest jedna z najniŜszych na świecie śmiertelność noworodków, Wodne Dzieci powszechnie utoŜsamia się dziś z tymi, których matki nie zdecydowały się urodzić. 209 Uznając, Ŝe smutek i Ŝal po utracie dziecka nie są tak opłacalne jak poczucie winy, uczyniono kobiety jedynymi moralnie odpowiedzialnymi za aborcję. Tak więc - mimo iŜ dozwolone w świetle prawa - usunięcie ciąŜy naznacza kobietę piętnem, jakiego nie zostawia poronienie czy naturalna śmierć dziecka. Wystarczyło przekonać kobietę, Ŝe choroba, zdrada męŜa albo niezdane przez syna egzaminy wstępne to sprawa tułającej się po zaświatach duszy, której odebrano moŜliwość inkarnacji, by gotowa była wydawać wiele tysięcy jenów na jej szczęśliwe przejście na drugą stronę rzeki. W naciąganiu kobiet specjalizowali się oszuści podszywający się pod buddyjskich kapłanów, ale same świątynie nie były bez winy. Widziałam ulotkę reklamującą mizuko-kuyó, na której płód przedstawiony został jako Ŝądne zemsty wielkookie monstrum wczepione w kark kobiety. Nawet jeśli nie usuwało się ciąŜy, dreszcz przechodzi po plecach. Czy Michiko wierzyła, Ŝe dusza usuniętego płodu była odpowiedzialna za jej niepowodzenia? Miała wtedy osiemnaście lat; to wiek, gdy wierzy się w dziwniejsze rzeczy. Na przykład w obietnice wakacyjnych narzeczonych. Jej amerykański ukochany, nauczyciel angielskiego w Tokio, wyjechał, by wkrótce „ściągnąć ją do siebie". Nigdy więcej jednak się nie odezwał, listy Michiko pozostały na zawsze bez odpowiedzi, a pod numerem telefonu w małym miasteczku stanu Oregon nikt nie słyszał o jej chłopaku. Spora suma pieniędzy, jaką jej zostawił „na bilet do Ameryki", wystarczyła na aborcję i mizuko. Michiko, która póki co poznała męŜczyzn z jak najgorszej strony, zachowała nawet pewien sentyment dla Amerykanina, który „nie był aŜ taki zły". Mógł przecieŜ zostawić ją z niczym, usprawiedliwia swojego Pinkertona z Oregonu. Całą odpowiedzialność za aborcję Michiko bierze na siebie, tak jakby ojciec dziecka naleŜał do istot z natury zbyt słabych, by go nią obarczać. „Chcę, Ŝeby jej dusza nie była obolała", Michiko tłumaczy mi, dlaczego odprawia rytuał dla mizuko. „Jej", bo Wodne Dziecko Michiko jest dziewczynką. „Czuję w sercu, Ŝe to dziewczynka", mówi Michiko i stuka się w pierś, „Chcę ją pamiętać". Wiele japońskich feministek krytykuje zwyczaj mizuko-kuyó w jego współczesnym wydaniu. Twierdzą, Ŝe jest przykładem wyko210 rzystywania kobiet i wynika z hipokryzji japońskiego społeczeństwa, które zrzuca na nie całą odpowiedzialność za aborcję i obarcza winą jak za przestępstwo. Inne poszukują pozytywnych aspektów mizuko-kuyó wierząc, Ŝe mimo częściowej komercjalizacji w tradycji tej zostało coś autentycznego. Myślę, Ŝe mogą mieć rację. Dzięki rytuałowi mizuko-kuyó Michiko moŜe umieścić doświadczenie aborcji

w historii swojego Ŝycia. Raz na jakiś czas ta nowoczesna dziewczyna jedzie do Kamakury do swojego Wodnego Dziecka. Tak jak inne kobiety przywozi ze sobą coś słodkiego albo maskotkę, jakiś drobiazg, dzięki któremu jej nienarodzone dziecko przez chwilę staje się „córką". Zastanawiałam się, czy kobiety w naszej kulturze mają podobną moŜliwość? Z jednej strony potępiane za grzech, z drugiej skazane są na milczenie. Aborcja to coś, o czym w najlepszym razie po prostu się nie mówi; kobiece doświadczenie zgodnie wykluczane z tematów poruszanych przez kobiece czasopisma zajęte orgazmami, perfumami i modą. Wydaje mi, Ŝe japoński zwyczaj mizuko-kuyó pozwala kobietom takim jak Michiko na symboliczną reprezentację równieŜ innych uczuć niŜ wina. śalu i smutku utraty, która nawet jeśli konieczna i świadoma, pozostaje przecieŜ utratą. Matki, Ŝony i kochanki „Wtedy pewnie będę juŜ miała męŜa i dziecko", śmieje się Naomi, gdy mówię, Ŝe na dłuŜej wrócę do Japonii dopiero za dwa lata. Naomi ani nie jest zakochana, ani nie ma na myśli Ŝadnego konkretnego męŜczyzny, ale to nie jest w Japonii konieczne, by planować małŜeństwo. Japońsko-amerykańska autorka Mori Kyoko, pisząc w Polite Lies, Ŝe bycie Ŝoną to bardzo cięŜka praca, którą jednak kaŜda Japonka chciałaby dostać, przesadza. Połowa niezamęŜnych japońskich kobiet między trzydziestym piątym a czterdziestym rokiem Ŝycia deklaruje dziś zdecydowaną niechęć do zmiany stanu cywilnego, ale w tej drugiej połowie na pewno jest wiele powaŜnie zdeterminowanych, by jednak męŜa znaleźć. Z tradycyjnego punktu widzenia przymus małŜeński dotyczy obu płci. W opinii zwolenników tradycji niezamęŜna kobieta zawiodła społeczne oczekiwania, nie spełniając 211 swojej „naturalnej' roli Ŝony i matki, a wieczny kawaler moŜe mieć duŜe kłopoty z awansem w pracy. Szefowie patrzą na niego krzywym okiem, podejrzewając, Ŝe skoro nie poradził sobie z „obowiązkiem" załoŜenia rodziny, to coś pewnie jest z nim nie tak. MałŜeństwo to takŜe warunek, by zostać mamą, który dla wielu kobiet takich jak Naomi moŜe być decydujący. Nawet gdyby Michiko chciała urodzić dziecko Pinkertona, wszyscy odradzaliby jej to. Rzecz nie w tym, Ŝe jej ukochany był cudzoziemcem, lecz w tym, Ŝe w Japonii najpierw wychodzi się za mąŜ, a potem ma dzieci. Innej kolejności - póki co - nie przewiduje się i na kaŜde sto japońskich mam tylko jedna jest samotna; wśród rozwiniętych krajów świata najmniej nieślubnych dzieci rodzi się właśnie w Japonii. W społeczeństwie nade wszystko ceniącym rodzinę, dziecko jej pozbawione skazane zostaje na los wyrzutka. Samotną matkę uwaŜa się raczej za samolubną i nieodpowiedzialną egoistkę niŜ osobę, która miała dość odwagi, by sama zmierzyć się z trudem wychowywania dziecka, i której w związku z tym społeczeństwo powinno pomóc. Dziś ani kobiety, ani męŜczyźni nie spieszą się w Japonii do zostania rodzicami, liczba urodzeń dramatycznie spada, a wiek zawierania małŜeństw naleŜy do najwyŜszych na świecie. Grupa „samotnych pasoŜytów", jak czasem określa się singli w Japonii, rośnie, ale znaczna część z nich (statystyki pokazują, Ŝe nieco więcej niŜ połowa) - tak jak Naomi - w pewnym momencie rozejrzy się za partnerem odpowiednim do małŜeństwa. Kiedyś na kobietę po dwudziestym piątym roku Ŝycia mówiono w Japonii Christmas cake, uwaŜając ją za przeterminowaną jak niekupione w odpowiednim czasie ciasto świąteczne, którego po tej dacie nikt nie tknie. Od jakiś dwudziestu lat

mieszka z rodzicami. czyli ???'??. przedyskutowane wady i zalety kandydatów. długie godziny pracy. W rodzinach samurajskich był to jedyny właściwy sposób wydania córki za mąŜ. utrudnia jednak znalezienie odpowiedniego partnera. tym większe prawdopodobieństwo. „małŜeństwa z miłości") powszechnie przyjętych sposobów znalezienia partnera. a ewentualne uczucia młodych nie miały Ŝadnego znaczenia. idea omiai nigdy nie umarła. a małŜeństwo z miłości jest stosunkowo nowym wynalazkiem. spędzające wolny czas z innymi kobietami w kawiarniach dla kobiet. bo Japonki zaczęły wychodzić za mąŜ koło trzydziestki. Wymieniane są Ŝyciorysy.konsultuje się z rodzinami o podobnym statusie. Gdy obie strony zgadzają się. czyli małŜeństwo zaaranŜowane (o-miai to „swatanie" kandydatów na męŜa i Ŝonę). powiedział młody człowiek w programie telewizyjnym. tym bardziej Ŝe jej rodzice i starszy brat nalegają coraz bardziej. gdzie ludzie przeciwnych płci mają niewiele okazji do wspólnej socjalizacji. które bez tego zwyczaju skazane byłyby na samotność. Ŝe panna i kawaler pasują do siebie.uwaŜają teraz swój 213 związek za zawarty z miłości. Ogólna zasada jest taka. jakie pozostaje Naomi. Szybkie tempo Ŝycia. Samotniczy tryb Ŝycia Naomi. którzy spotkali się dzięki o-miai.na przykład rodzice Naomi . których podsuwała Naomi bliŜsza i dalsza rodzina. Ŝe im wyŜszy wiek małŜonków w chwili zawarcia związku. bo ci. panna w wieku trzydziestu pięciu lat. Współcześnie o-miai pomaga spotkać się dwóm osobom. tenŜe brat będzie odpowiedzialny za jej byt na starość. mogłyby w przeciwnym razie nigdy nie spotkać męŜczyzn. mającymi synów „na zbyciu". zakochali się w sobie i nie bez pewnej racji . Ŝe to efekt o-miai. a w społeczeństwie starzejącym się w takim tempie jak japońskie juŜ opieka nad rodzicami jest duŜym obciąŜeniem finansowym. ale niektórzy twierdzą. fotografie. jest miai-kekkon. Jeśli zostanie panną. Kobiety w moim wieku. W przeszłości aranŜowane małŜeństwo słuŜyło połączeniu dwóch rodzin. Naomi. Wyjściem. Według róŜnych statystyk. musi się pospieszyć. Ŝe nie odpowiadał jej ani zamoŜny ponadpółwiekowy wdowiec z dwójką dorosłych dzieci. Naomi pracuje w administracji domu opieki dla staruszków. małŜeństwo aranŜowane zawiera od dwudziestu do czterdziestu procent Japończyków. Ŝe dziś miai-kekkon cieszy się rosnącą popularnością. w której dobrze skorzystać z pomocy profesjonalistów". W kraju. a w nowoczesnej Japonii miai-kekkon stał się jednym z dwóch (obok ???'??-??????. akty urodzenia.japońska stara panna stała się raczej ciastem noworocznym. który oglądałam z Mariko. A to dlatego. a cały wolny czas poświęca Takarazuka i jej szanse na spotkanie właściwego partnera bliskie są zeru. chodzących wraz z innymi męŜczyznami do barów dla męŜczyzn. spowodowana segregacją płciową nieśmiałość wszystko to powoduje. przychodzi czas na pierwszą randkę i zakłopotani niemal do omdlenia młodzi spotykają się w . która -jak 212 większość japońskich singli . „MałŜeństwo to bardzo odpowiedzialna decyzja. Zainteresowana rodzina . nie dorastali do jej oczekiwań i wśród swatających ją ciotek wyrobiła sobie opinię osoby zbyt wybrednej i mającej nierealistyczne oczekiwania. Jest kilka sposobów na zaaranŜowanie małŜeństwa. Ci. Ŝe ta liczba moŜe być wyŜsza. ani podstarzały playboy z uczernionymi włosami (i to mimo iŜ miał własną restaurację).

Przy wspólnym lunchu rodziny opowiadają sobie nawzajem o zaletach swych pociech. Pierwsze spotkanie odbywa się w jej towarzystwie. Ŝe pochodzenie wszystkich panów zostało zbadane jak najdokładnie. Kawalerowie z japońskich wiosek bliscy są desperacji. bo na przykład panna jest . Ŝe przyszły małŜonek/małŜonka 214 naleŜy do burakumin. hotelach miłości.podobno rzadziej . inne w lekarzach i adwokatach. „ale teŜ bardziej ryzykowne. Jeśli ta tradycyjna metoda swatania zawodzi. a potem miłość mija i rozwodzicie się. stanowczo wykluczona. najniŜszej w społecznej hierarchii kasty japońskich niedotykalnych. jaką grupę krwi mają kandydaci na małŜonków. a sami zainteresowani starają się nie umrzeć z zakłopotania. by -juŜ bez przyzwoitek . jedynie mocno starszawy wdowiec z dorosłymi dziećmi byłby osiągalnym kandydatem dla tak starego „ciasta noworocznego". „Nasza Eriko ma takie czułe serce!". bo mimo . kto pasuje i nie spodziewać się cudów?" Jakiego kandydata szuka Naomi? „Absolwent dobrego uniwersytetu. Póki co szanse na dobrego kandydata są jednak duŜe. Podobno najdłuŜszy formularz wpisowy liczy sobie ponad siedemset pytań.swat). jedne specjalizują się w biznesmenach.spróbować poznać się lepiej podczas randebu w kawiarniach. aby nie był jedynym lub najstarszym synem. która w razie finalizacji związku będzie hojnie obdarowana za tę przysługę. część decyduje się nawet na Ŝony importowane z Azji Południowo-Wschodniej lub.nieczułe na rustykalny urok bycia Ŝoną farmera uciekają do miast w poszukiwaniu lepszego Ŝycia. a ewentualność. Z dossier biur dowiedzieć się moŜna nawet. bo dziewczęta . by szukać następnej. Na Zachodzie duŜo uwagi poświęcacie miłości. Gdyby Naomi przeciągnęła decyzję o zamąŜpójściu kilka lat dłuŜej. to teraz decyzja naleŜy do nich i mogą umówić się. „MałŜeństwo z miłości jest moŜe bardziej nowoczesne". której właściwie trudno odmówić sensowności. bo wówczas na Naomi spadnie cięŜar opieki nad jego rodzicami na starość i to najpewniej ona będzie musiała zapraszać rodzinę męŜa na japońskie święta. brzmi odpowiedź. podchwytuje pani Yamamura i wylicza zalety córki. która nie tylko jest świetną gospodynią i mistrzynią ikebany. W Japonii Ŝyje więcej męŜczyzn niŜ kobiet i to oni mają naprawdę powaŜny problem. dodając. co z jakichś powodów bywa dla wielu Japończyków waŜnym kryterium przy wyborze partnera. Lepiej teŜ. chwali syna pan Sato. a do dobrego tonu naleŜy zorganizowanie go w restauracji eleganckiego hotelu. ale równieŜ pięknie śpiewa i grywa w tenisa. moŜna zwrócić się do jednej z prestiŜowych agencji specjalizującej się w o-miai. „Motonori to ulubieniec szefa". na jakie delikwent musi szczegółowo odpowiedzieć. rzadziej. Instytucje takie reklamują się.tak jak Naomi zbyt stara i zbyt wybredna. wysokiego wzrostu i takiŜ zarobków". Gdy panna i kawaler zadowoleni są z wyboru. Dzięki szczegółowym odpowiedziom komputerowa swatka układa dla zainteresowanej listę najbardziej pasujących panów. Pośrednictwem między rodzinami zajmuje się zwykle swatka (lub . jakiego za nich dokonała swatka. „w przyszłym roku awansuje na kierownika działu sprzedaŜy". Ŝe mają na składzie wyłącznie oferty powaŜnych kandydatów z dobrym zawodem i nieskazitelnym pochodzeniem. z biednych krajów byłego Związku Radzieckiego. Za to japońskie panny mogą przebierać.towarzystwie swoich rodzin. mówi Naomi. Nie lepiej od razu wybrać kogoś. Jeśli młodzi wpadną sobie w oko. ich małŜeństwo zawarte zostaje zwykle juŜ po kilku miesiącach. parkach. zachęcając.

bo okazuje się. a Naomi domowymi troskami i . kogo nawet nie lubią. Gdy Naomi wyjdzie za mąŜ za „wysokiego i dobrze zarabiającego absolwenta dobrego uniwersytetu". Rozumiem. długie godziny i zwyczaj socjalizowania się w gronie kolegów po godzinach . i kosztowne. parkach. a męŜa-emeryta pieszczotliwie nazywają „wielkim śmieciem". nagle przez cały dzień tkwiący w domu. Za dnia w centrach handlowych.wkrótce . a potem zajmą się swoimi sprawami. Pozwy częściej wypełniają kobiety . jest po prostu gdzie indziej. dzieci i staruszków. czekającą na niego z kolacją i kąpielą. a nieznane mi wydarzenia. Jeśli zawrze aranŜowane małŜeństwo z rozsądku. dosłownie . Ŝartują Japonki. ale co humanista Satoru robi do późnej nocy w biurze. 216 MoŜe na uniwersytecie miał większy pokój i lepszą klimatyzację. nie mogą się ścierpieć.ich średnia Ŝycia jest najdłuŜsza na świecie i nie mają zamiaru spędzać następnych paru dziesiątków lat w towarzystwie kogoś. Jest zdecydowana rzucić pracę w domu opieki i zostać pełnoetatową 215 gospodynią domową. nie będzie spędzać ze swoim męŜem wiele czasu. pozostało dla mnie tajemnicą. a podobno większość ciągle czeka). stanie się okusan.to wszystko sprawia.„zaawansowanego" wieku urodziwa i pełna cichego wdzięku Naomi ma zalety nie do pogardzenia. MęŜa będzie widywała rano (jeśli wstanie zrobić mu śniadanie) i wieczorem (jeśli stanie się dobrą japońską Ŝoną. Przeciętna japońska Ŝona sprawuje w domu władzę niepodzielną. Stosunkowo duŜy procent rozwodów w Japonii ma miejsce w zaawansowanej grupie wiekowej. Na początku pobytu w Japonii zdumiona ruchem na kampusie w późnych godzinach nocnych myślałam. która dotąd świetnie radziła sobie sama. za którego podstawę wystarczy jej raczej zgodność wieku i statusu niŜ wielka namiętność. jakby prowadzili osobne Ŝycia. MoŜe jednak. która łączy ją z dzieckiem. Kobiety uwaŜane są za siłę stojącą za niebywałym sukcesem Japonii po drugiej . ograniczy swoje wizyty w teatrze Takarazuka i dołączy do powaŜnych pań domu ze swojego sąsiedztwa. gdy muszą przebywać ze sobą nieustannie. jest nie lada kłopotem dla kobiety.wychowywaniem dziecka. ale szybko okazało się. Po wystawnym weselu państwo młodzi polecą na tydzień miodowy na Hawaje. Dla Naomi pragnienie zostania mamą jest głównym powodem. co ma w Japonii dodatkowy sens. mąŜ pracą dla firmy. Ŝe małŜonkowie mijają się. którzy mijali się przez kilkadziesiąt lat. dla którego postanowiła porzucić miłe Ŝycie „samotnego pasoŜyta" i podporządkować się zasadzie: „Najpierw mąŜ. teraz. czego jej Ŝyczę. Badania socjologiczne pokazują. placach zabaw widziałam niemal wyłącznie kobiety. potem dziecko". po trzydziestu paru latach spędzonych w firmie. Ŝe w firmach praca wygląda inaczej. Ŝe jest to ich codzienny zwyczaj. Dojazdy do pracy. „MąŜ powinien być zdrowy i nieobecny".„osobą wewnątrz (domu)". najzwyczajniej w świecie zakocha się w kandydacie poznanym dzięki o-miai. spędzane w niej długie. Ŝe moich kolegów wyjątkowo zatrzymały w biurach jakieś niezwykłe. bo męŜczyzna przez większą część czasu. MąŜ. Ŝe ludzie. a moŜe w Japonii po prostu wypada siedzieć w pracy jak najdłuŜej. jako Ŝe ze względu na bardzo skomplikowany system recyklingu pozbycie się nawet takich nieoŜywionych „wielkich śmieci" jak stara lodówka czy pralka jest rzeczywiście i kłopotliwe. Ŝe dla statystycznej Japonki wśród relacji rodzinnych nadal najwyŜej ceniona jest ta. FidŜi lub Guam. aŜ do emerytury.

to od lat sześćdziesiątych XX wieku dźwigała ona odpowiedzialność o wiele większą niŜ przeciętna gospodyni domowa z Cincinnati czy Wałbrzycha. hostessy. musiał wziąć dodatkowo płatne zlecenia. a ich dwójka dzieci ma róŜne . Ŝe ściśle przestrzegają zasad.w porównaniu z Ŝyciem statystycznej japońskiej rodziny . a ja płacę". s. Mimo iŜ jednym z potocznie uŜywanych japońskich określeń na Ŝonę jest „głupia Ŝona". wiele buntujących się za młodu w końcu idzie na kompromis. a młodsza. naleŜy do najbliŜszych feministycznej idei partnerskiej relacji. Paradoksalnie wśród wielu związków. bo zarabiane przez niego pieniądze nie naleŜą do niego. spokojna kobieta dobrze wiedziała. Mając tego świadomość. który Mariko ? ???? udało się zbudować w konserwatywnej Japonii. Gdy wyjeŜdŜałam z Japonii. Mariko ? ???? mieszkają razem. Mariko ? ????. który otacza swoich członków opieką i gwarantuje im bezpieczeństwo. Mori porównuje tradycyjne japońskie małŜeństwo do 217 podróŜy samochodem. zwane z niemieckiego arubaito. Ŝe mają mnóstwo kłopotów: od sąsiedzkich szykan po odmowę wizy dla Mariko i dzieci. Za wizyty męŜów w barach i klubach. Ŝe japońskie społeczeństwo działa jak elitarny klub. pijąc z kolegami po pracy.byłoby niewybaczalne. Ŝe mąŜ przekazywał Ŝonie swoją pensję. To kobieta prowadzi przez całą drogę niezaleŜnie od pogody" (Mori. której kierunek jest dokładnie ustalony przez społeczeństwo: „Para otrzymuje wskazówki. a ich codzienne Ŝycie jest . gdy ???? dosta! zagraniczny kontrakt. chcąc nie chcąc. płacą firmy. 128). dziś juŜ jednak nie tak hojne jak w złotych czasach bubble eco-nomy. dopóki kobiety z mizushóbai wiedzą. Naomi zaczęła umawiać się z męŜczyzną poznanym dzięki o-miai. jakie przeciętny japoński mąŜ moŜe spotkać. z której ta wydzielała mu jedynie kieszonkowe na drobne wydatki. 1997. jest przykładem o wiele rzadszego w Japonii. „związku na dwa samochody". Kobiety z mizu-shóbai. moŜe usiąść w fotelu dla pasaŜera i zasnąć. a męŜowie nie zaniedbują rodzin z ich powodu. ponoć nie spędzają snu z powiek przeciętnej Ŝonie. przyjąć męŜowskie). para intelektualistów-kontestatorów. Japońska Ŝona w latach sześćdziesiątych stała się odpowiedzialna za wszystkie decyzje dotyczące domu i rozporządzanie finansami. nigdy nie odzywając się ani słowem. pod warunkiem. Oczywiście dopóty. która rozwiodła się w imię protestu przeciw ograniczającej ich wolność formie małŜeństwa po japońsku. jedzenie i wyposaŜenie. lecz do rodziny.postawione na głowie. Nie zdziwiło mnie. Jeśli miał ochotę kupić sobie na przykład garnitur od Armaniego czy inną ekstrawagancję. Niekonwencjonalny styl Ŝycia sprawia. MęŜczyzna dostarcza samochód. Ŝe był wysokim i dobrze zarabiającym absolwentem Uniwersytetu Tokijskiego. po matce. Ayaki. co . które odwiedzają w towarzystwie kolegów z pracy.urodzony w małŜeństwie syn nosi nazwisko po ojcu. jak powiedziałaby Mori. Przy którejś z kolacji Mariko powiedziała mi. . Dokonawszy tego. Z czasem opieka i bezpieczeństwo zapewniane przez elitarny klub zwany japońskim społeczeństwem okazują się dla nich waŜniejsze niŜ wolność postępowania po swojemu. bo ta nieśmiała. W latach powojennych stało się zwyczajem w wielu rodzinach. jak nasz macho Kowalski: „Moja Basieńka wybiera. masaŜystki. jakie widziałam. prostytutki. Japoński mąŜ nie powiedziałby więc tak. których musi dokładnie się trzymać.wojnie światowej. gdzie ich miejsce. ten. oboje robią karierę akademicką. Mariko wróciła do swojego nazwiska (wychodząc za mąŜ musiała. bo nie stanowią zagroŜenia dla trwałości rodziny.naruszając ustalony porządek .

. wzbogaconego o moŜliwość aktywnego udziału ze strony publiczności. Upalny wieczór końca pory deszczowej gęstniał w noc pełną świateł rozpływających się w wilgotnym powietrzu jak akwarelki. Tokijska noc w Kabuki-chó większą część swojej bogatej oferty przeznacza dla męŜczyzn. obiecując. albo podobnego „spektaklu". Myślę. sex--shopów. Imperium zmysłów „W Japonii ludzie kąpią się codziennie. powiedziała Yukiko. Kabuki-chó ma krótszą tradycję. ale przyćmiła juŜ sławą swą starszą siostrę w „wodnym biznesie". Miejsca. ale i panie mają kilka miejsc. by bawić je rozmową i rozpieszczać wedle Ŝyczenia. W imperium zmysłów. Mam jednak nadzieję. gdzie moŜna znaleźć płatną miłość na kaŜdy portfel i gust. stanowczo i z taką samą wprawą. który jednak nigdy nie powstał. barów karaoke (zwykłych lub z nagą śpiewaczką do towarzystwa). W porównaniu ze sławną Yoshiwara. jest dziś miejscem. Ŝe od czasu do czasu uda jej się zaparkować na chwilę i wrócić do świata dziewcząt z Takarazuka. Siedzibą mizu-shóbai stało się po drugiej wojnie światowej. Znaczenie słowa „seks" w japońskiej kulturze bliŜsze jest raczej „zabawie". szczupli chłopcy (albo dziewczęta przebrane za takiŜ chłopców) czekają. do której tak często ono prowadzi. podczas którego transwestyci. wilgoci i sake. kobiety przebrane za męŜczyzn. Seks nie moŜe więc być brudny". to znaczy. Ŝe Naomi poprowadzi samochód. „klubów Toma podglądacza" (słuŜących. Ŝe trzeba pojechać po nią do Tokio". W kulturze Zachodu Eros został poddtruty chrześcijańską miksturą i jak mówi Nietzsche . którego istotą jest dziejący się na scenie akt seksualny.„nie 219 umarł wprawdzie. Ŝe dopóki wie. falliczny festiwal w świątyni Kanamara-sama kolo Kawasaki. W Japonii wypuszczono go na wolność. geje i rodziny z małymi dziećmi idą w procesji za niesionym przez kapłanów shintó wielkim fallusem . moŜe robić. Spacerowałyśmy właśnie w Kabuki~chó wśród pink-salonów {????? saron oferuje seks oralny lub ręczny). w którym czuła się tak dobrze. to znaczy. Powiedzenie: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. zapachu spalin. co mu się podoba. Japończycy nie lubią naszego zainteresowania erotyczną sferą ich kultury i egzotyzacji. niŜ powaŜnemu „uprawianiu miłości". hotele miłości. Ŝe jej jeszcze nie wynaleziono". „spektaklu". z jaką lawirowała swoją 218 toyotą po zatłoczonych tokijskich ulicach. czystej. wyrafinowanej erotyce. jak sama nazwa wskazuje. a swą nazwę zawdzięcza planom zbudowania tam teatru kabuki. gdzie ładni. moŜemy karmić naszą fantazję o wolnej od poczucia winy. PołoŜone tuŜ obok jednej z największych w Tokio stacji kolejowej Shinjuku. W materiałach przeznaczonych dla turystów moŜna znaleźć reklamy niektórych uciech oferowanych przez tokijskie dzielnice rozpusty: zwykłego striptizu. tłoczących się ciał. powinno zresztą brzmieć inaczej: „Jeśli jakiejś rzeczy nie moŜna znaleźć na Manhattanie. Soaplandów (kuszących kąpielą i seksem). Gejsze i hostessy. męŜczyźni grający dziewczyny. zwany tradycyjnym małŜeństwem po japońsku. parasoli i wachlarzy. „grzech" nie rzuca nań swojego mrocznego cienia. podglądaniu).takich atrakcji nie ma nawet na Manhattanie. gdzie jego miejsce. lecz skarlał zmieniając się w swoje przeciwieństwo". jakim jest dla ludzi Zachodu Japonia.czego chce. Trudno jednak oprzeć się fascynacji. video boxów (mających do sprzedania tylko ekran telewizora plus pudełko chusteczek higienicznych).

właścicielka księgarni w moim sąsiedztwie od razu wykłada na stojak przy wejściu. w całodobowych sklepach spoŜywczych. i kobiety. mówi Satoru. jak bohaterkę „przenika dreszcz poŜądania". czyli mniej niŜ przeciętne czasopismo dla kobiet i połowę z tego. w kioskach na stacjach kolejowych.to sformułowanie powtarzane przez wiele respondentek. „podkreślając męskość". Kosztuje od 400 do 600 jenów. Zaintrygowało mnie. ale jednym z przejawów nieograniczonej ludzkiej fantazji. dlaczego kupują Lady's comic. jaką kobiety często przypisują popularnym romansom . tym ciekawiej". „Ucieczka od rzeczywistości" . Pornografia w postaci Lady's comic spełnia więc podobną rolę do tej. A fantazjują i męŜczyźni. na przykład erotyczne manga zwane Lady's comics. gdzie zawoalowany opis zastępuje się dosłownością obrazu. Co miesiąc około miliona Japonek kupuje pornograficzną manga. sąsiadując z barami MacDonald's i „suszarniami". „mamy wprawdzie o wiele bardziej restrykcyjny system społeczny. Nowe numery najbardziej poczytnych „komiksów dla pań".gdzie kupuje się seks i zaspokaja erotyczne fantazje. na czym polega „nieograniczona fantazja" dorosłych kobiet w imperium zmysłów. a ona „oddaje mu się z drŜeniem".trzydziewści lat i połowa z nich jest zamęŜna. „przyjemne" i „nie wymagają myślenia". „zapomnieć o stresach związanych z pracą". Postanowiłam przyjrzeć się Lady's comic. tym lepiej. jak lędźwie bohatera „opinają dŜinsy". ale w świecie wyobraźni pozwalamy sobie na wszystko to. podróŜowaniem i konsumowaniem nowoczesnych. co wy represjonujecie. podczas gdy czyni to około dziewięć milionów męŜczyzn (i to raczej oni ponoć „podbierają" komiksy tego typu z kobiecych półek niŜ odwrotnie). UwaŜają się za „nowoczesne kobiety". pornograficzne materiały leŜą tuŜ obok niewinnych czasopism o modzie i poradników dla wędkarzy. by wracające z pracy urzędniczki albo robiące zakupy gospodynie mogły zerknąć. są w Tokio zrośnięte z miejskim krajobrazem. jak „porywa ją w silne ramiona". Japończycy". ale około jednej trzeciej stanowią gospodynie domowe. 220 Lady's comic moŜna znaleźć w księgarniach. MoŜna znaleźć je w publicznej pralni i poczekalni u dentysty. Badania rynku pokazują. Oprócz historyjek są tu horoskopy. Autorzy Lady's comic nie bawią 222 się w hipokryzję i opisy przyrody i dlatego obrazki dotyczące spraw . „My. W „Taboo". japońskie kobiety tłumaczą. Swoją „nowoczesność" utoŜsamiają z moŜliwością pracy poza domem. czyli „komiksy dla pań". zachodnich towarów. Dla nas pornografia nie jest teorią gwałtu. Bo są „łatwe". Im więcej. Najczęściej mają dwadzieścia . Powszechna dostępność pornografii dla męŜczyzn jest dobrze znaną sprawą. co wydaje mi się zresztą najbardziej perwersyjne. Ŝe w większości są to kobiety pracujące zawodowo. diety odchudzające i reklamy erotycznych gadŜetów. co nowego mamy w tym miesiącu. „Taboo" i „Manon". Pytane. co najtańsza ksiąŜka. listy czytelniczek. w rozmowie o pornografii. Ŝe pozwalają im one „oderwać się od codzienności". ale w Japonii na masową skalę produkuje się takŜe materiały tego typu dla kobiet. Mają tradycyjne kobiece marzenia. jak chcą amerykańskie feministki. Im dziwniej.są niegrzecznymi Harleąuinami w obrazkach. są łatwiejsze do kupienia niŜ worek ryŜu. jaką z nim nagrałam. Przeciętny Lady 's comic ma około 400 stron i kolorową okładkę. w których dominuje szczęśliwe Ŝycie rodzinne z właściwym partnerem. „odpręŜyć się". na której zwykle zamieszczone jest zdjęcie białej modelki. na przykład „Binetsu". „Manon" czy „Binetsu" narysowane jest więc.

Niektóre z nich to herbaciarnie. obwieszeni sprzętem fotograficznym. czyli uniwersalny. cała reszta. poparła ich moja przyjaciółka. Zachowano tam niską. zagaił. jaką trzeba było płacić za ich towarzystwo. która w normalnych okolicznościach powędrowałaby raczej do najbliŜszego muzeum sztuki współczesnej. bo wiadomo. dziś jest ginącą tradycją. obok ogrodu zen i pornograficznej manga. by ujawnić swe wady. a bohaterowie niemal od razu przystępują do rzeczy. upychanego do metra przez pracownika stacji. jak zawsze i wszędzie.Ŝyje wciąŜ jednak w wyobraźni Zachodu. 223 Gdy mojego pierwszego japońskiego lata wybrałam się na dłuŜej do Kioto z męŜem i przyjaciółmi. w których odbywają się przyjęcia z udziałem gejsz. papkowaty i raczej nudny. chodzili tam i z powrotem. Tkwiła gdzieś miedzy samochodem marki Toyota a komputerem Toshiba. Gejsza . ale ich obecność w kaŜdej księgarni nikogo nie gorszy ani nie szokuje. Gion to jedna z najpiękniejszych dzielnic Kioto. ocierała się o reŜysera Takeshiego Kitano. który na co dzień jest dyrektorem w mało rozrywkowej instytucji i powaŜnym człowiekiem w średnim wieku. iŜ fakt. Ŝe prędzej czy później temat ten do mnie powróci.nie dorównywały mistrzyniom z Gion wyrafinowaniem. słuŜy męskiej przyjemności. którą zaraz na początku pobytu zobaczyłam w Yoshiwara. O Lady's comic nie rozmawia się otwarcie. RóŜnica polega na tym. ani tym bardziej te z Tokio . Ŝe nieprawdziwi. japońską cepelią. pierwsze kroki skierowaliśmy do dzielnicy Gion. „Mogą być gejsze". królestwa najbardziej poŜądanych kobiet świata. Od gejszy do hostessy Gdy pisałam tę ksiąŜkę. w japońskiej kulturze uznawany jest za coś oczywistego. mój znajomy z branŜy filmowej zadał kolegom z pracy pytanie: „Z czym kojarzy ci się Japonia?" Wśród wymienionych przez nich skojarzeń była gejsza. Świat gejsz. Ŝe kobiety potrzebują materiałów pobudzających erotycznie. Ŝe liczba cudzoziemców na urokliwej uliczce wiodącej wśród herbaciarni jest niemal równa liczbie Japończyków.pozałóŜkowych są zredukowane do niezbędnego minimum. między Pokemonem a projektantem mody Yamamoto. Zestaw seksualnych fantazji w Lady's comic jest podobny do menu w McDonaldsie. tajemniczy nieznajomi nigdy nie zostający na tyle długo. urodą i ceną. „Chodźmy zobaczyć gejsze". szeregową zabudowę i ocalono wiele drewnianych domków o oknach zasłoniętych bambusowymi roletami. i paru smętnych perwertów. jak zrobił to Bornoff w Pink Samurai. rękawem kimona zawadzała o łokieć sarariimana. Trzy wieki temu pojawiły się tu pierwsze gejsze i Ŝadne inne .ani te z nadrzecznej dzielnicy Pontochó. Nalegał na to mój kolega. Kobiety w kulturach zdominowanych przez męŜczyzn mają podobne fantazje erotyczne. by odkryć. Podobnie jak my. Ta jedyna tokijska. w całym Kioto koło dwustu. zbyt doskonali. są w nich gburowaci macho i ksiąŜęta z bajki. Dziś zostało ich tu kilkadziesiąt. być moŜe była znakiem. kiedyś unikalna subkultura kobiet kształconych na mistrzynie tradycyjnych sztuk i na doskonałe masaŜystki męskiego ego.kwintesencja marzeń Zachodu o kobiecie Wschodu . Poszliśmy więc do Gion i dotarli tam w gęstym upale wczesnego sierpniowego wieczoru. to jeden z „sekretów". W japońskim imperium zmysłów dla kobiecych fantazji wydzielony jest malutki margines. Dlatego nie zdołałabym przeprowadzić empirycznych badań do 719-stronicowej ksiąŜki o „erotycznej eksploracji japońskiego społeczeństwa". MoŜna -jeśli ma się szczęście i .

Nieśmiało stanęliśmy koło nich. Szły proste jak struny z wysoko uniesionymi głowami. i oczywiście nikt w Japonii nie sprzedaje juŜ córek do domów gejsz. sprzedawane przez biednych rodziców z nadzieją. złota. ale naszą uwagę zwróciło dwóch starszych Japończyków. Ŝe dzisiejsze prak-tykantki są po prostu zbyt stare. Grzebyki z wiszącymi kwiatkami chwiały się w rytm kroków maiko.o Ŝyciu innym niŜ szara codzienność.zobaczyć je idące ulicą. Ŝe dołączyło do nas jeszcze dwoje Japończyków i czteroosobowa wycieczka z Niemiec. Zobaczyliśmy je od razu. Krótkie zamieszanie spowodował jeden z Niemców. młodzi postanowili mimo wszystko poczekać z nami. wskazując dłonią w kierunku tajemniczego w budynku. Trzy maiko. Ŝadna nie . 224 Otoko-yaku Hikaru Asami. nie udało nam się zobaczyć nawet cienia gejszy. rozsiewając złote refleksy. A większości brakuje teŜ podobno uporu i wytrwałości w nauce. a nie Michael i Ŝe chodzi o gejsze praktykantki. maiko mają pomalowaną na jaskrawą czerwień zwykle tylko górną wargę. Tak minęła jeszcze godzina i nasza grupa została zasilona przez dwoje Szwedów. spytała nas jedna z dwóch identycznych blondynek o urodzie Claudii Schiffer i gdy ustaliliśmy. Wydawali się na coś czekać. marząc . „Na co czekacie?". co nadaje ich upudrowanym dziecinnym buziom wyraz naiw225 nego zdumienia i słodyczy. podczas której przemierzyliśmy uliczkę kilkakrotnie. Przed wojną przyjmowano tu na naukę dziewczynki kilkuletnie. a ozdoby we włosach liczniejsze niŜ te noszone przez dorosłe gejsze. który wziął za gejszę zwykłą kobietę w kimonie i rzucił się za nią z aparatem ku dyskretnej uciesze Japończyków w kamizelkach korespondentów wojennych. róŜu i seledynowej zieleni lśniły w mroku.jak wszystkie dziewczyny świata . KaŜda z trzech dziewcząt niosła pakunek zawinięty w chustkę furoshiki. Wyglądały jak rajskie ptaki o czarnych łebkach. młodziutka dziewczyna. ucząca się dopiero tego fachu. Ŝe powiedziałam maiko. nierzeczywiste wśród przechodniów w zachodnich ubraniach i turystów oniemiałych z zachwytu. W ciągu pierwszej półgodziny oczekiwania na maiko nie zdarzyło się nic ciekawego oprócz tego. jakie kiedyś rodził głód. a nie o Michaela Jacksona. Przez godzinę. Nad Gion powoli zapadała noc. mieli aparaty fotograficzne o obiektywach dłuŜszych niŜ wszystkie nasze razem wzięte. Stare mistrzynie mówią. najprawdziwsze z prawdziwych. Ubrani byli w paramilitarne kamizelki z mnóstwem kieszonek. „Maiko". by dobrze nauczyć się tradycyjnych sztuk. powiedział jeden z Japończyków.cierpliwość . Ich stroje o długich rękawach są o wiele jaskrawsze. To na nie polowali turyści z aparatami fotograficznymi. którzy przez cały ten czas stali naprzeciw budynku o drzwiach zasłoniętych ciem-nowiśniową zasłoną z namalowanym na niej chińskim znakiem. długie rękawy kimon wartych setki tysięcy jenów szeleściły jak skrzydła. niczym korespondenci wojenni. Maiko to gejsza praktykantka. inne ulegają fascynacji światem „kwiatów i wierzb". Dziś zostać maiko wolno dopiero kilkunastolatce. grupę gospodyń domowych z Wyoming i dwa włoskie małŜeństwa w średnim wieku. Ich kimona w odcieniach czerwieni. która ukończyła gimnazjum. a alabastrowo białe twarze zastygły w nieruchome maski o wzroku skierowanym gdzieś ponad naszymi głowami. niektóre kontynuują rodzinną tradycję. gejsze z Gion. W przeciwieństwie do gejszy. w tym bliźniaczki. Dziewczęta decydują się na tę pracę z własnej woli. Ŝe przynajmniej będą miały co jeść.

czuwa. by konwersacja przy stole toczyła się gładko i bez niezręcznej ciszy. bo tylko ci. rozpieszczany i bardzo. ????-san zarobi jeszcze więcej. Opłaciło się czekanie. Ŝe praca hostessy w jednym z tokijskich klubów dla VIP-ów w Ginzie lub Akasace to dla kobiety jedno z najwyŜej płatnych zajęć dodatkowych na świecie. ale (raczej) nie moŜna złapać. by wrócić do tego samego klubu i pić potwornie drogą whisky w towarzystwie wybranej hostessy. gdy robiliśmy im zdjęcia. 1994. by klient czuł się waŜny. obojętne na naszą obecność naleŜały do świata.. uśmiecha się. Liczba mistrzyń gry na shamisenie i innych tradycyjnych sztuk maleje nie dlatego.odezwała się słowem i nie zmieniła wyrazu twarzy. W niektórych miejscach o wyjątkowo wysokim prestiŜu nawiązanie relacji z klientem poza klubem grozi hostessie nawet utratą pracy. W ekskluzywnych klubach Akasaki i Ginzy drogo i wytwornie. Co tak wyjątkowego jest w hostessie? Zasadnicze podobieństwo między gejszą a hostessą polega na tym. amerykańska antropoloŜka.pokazała nam swoją upudrowaną na biało kobiecą twarz. co hostessa oferuje klientowi. Podobnie jak w przypadku gejszy. a u ich podłoŜa leŜy bezinteresowne uczucie. Maestria hostessy polega na tym. s. którego moŜna gonić. tym mniejsza moŜliwość seksu z zatrudnioną tam kobietą" (Allison. do którego nie mieliśmy wstępu. rekordowe zarobki sięgają tysiąca dolarów za. Seks mają do zaoferowania dziewczyny z Krainy Mydła albo RóŜowych Salonów. Ona dostanie wysoki napiwek. by rozbudzić w męskim sercu miłe podejrzenie. Mówi się. maiko znikły w drzwiach herbaciarni. Dla japońskich męŜczyzn wieczór w ekskluzywnym klubie z hostessami jest oznaką prestiŜu. interesujący. ale nie musi tego robić. by klient wierzył. o jakiej przez wieki marzył Zachód . Ŝe do takiej sytuacji będzie zmuszona przez szefową. lecz fantazję. W przeciwieństwie do Michiko z Soaplandu. rolą hostessy jest bycie króliczkiem. zapala mu papierosa. Przez kilkanaście sekund Japonia taka. którzy znajdują się najwyŜej w społecznej hierarchii. Ŝe jej czule słówka i admiracja jego osoby są szczere. pozostawiając nas z bolesnym uczuciem niedosytu.. 131). wieczór. Ŝe „relacja między seksem a pieniędzmi w mizushóbai jest odwrócona: im droŜszy i bardziej elegancki klub. Przede wszystkim jednak rozmawia i słucha w taki sposób. Ŝe zmieniła się patriarchalna struktura japońskiego społeczeństwa.jakkolwiek mglista i daleka . a do klubu obsługiwanego przez hostessy męŜczyźni przychodzą w innym celu. tym mniejsze prawdopodobieństwo. ale dlatego. Im wyŜej 226 w hierarchii klubów znajduje się miejsce. wspaniały. Kołysząc się na wysokich drewnianych platformach klapek. a hostessa z luksusowego klubu o dobrej reputacji znajduje się na szczycie hierarchii mizu-shóbai. Ŝe wszystko jest moŜliwe. Były zupełnie nieosiągalne niczym boginie. która namydlała klientów swoim nagim ciałem. czyli mamę-san. Ŝe współcześni Japończycy marzą o innych kobietach.musi być . Dziś o wiele większe jest zapotrzebowanie na hostessy niŜ gejsze. Hostessa (jeśli regulamin jej klubu tego nie zabrania) moŜe nawiązać intymną relację z klientem. na tyle mocno. mogą sobie na taką rozrywkę pozwolić.Egzotyczna i Erotyczna przez dwa duŜe E . Ŝe obie sprzedają nie seks. Nazywa się je niekiedy „współczesnymi gejszami". bardzo męski. moŜe wydawać się trywialne: dba. by jego kieliszek był pełny. To. Annę Allison. pisze w poświęconej temu ksiąŜce. Nadzieja zdobycia hostessy . hostessa pracuje ubrana. a przeciętne od stu do trzystu. która badała świat hostess. w którym pracuje. Jej zadaniem jest ucieleśnianie męskich marzeń o określonym typie kobiecości i sprawianie.

Poznałam kiedyś w Tokio Hertę z Kolonii. cięŜkie i biodrza-ste. białych kobiet (aczkolwiek nigdy przedtem nie myślałam o sobie jako o „białej kobiecie"). pisze. która kaŜdą wypowiedź podkreślała uderzeniem pięści w stół i w oczach Japończyków pewnie tak się róŜniła od kobiety w stylu lolitkowatej Michiko. a ruch w interesie trwa nieustannie. biała kobieta. moŜe mieć trudności w nawiązaniu jakiejkolwiek relacji z japońskim męŜczyzną. a dowody podziwu znajdziemy u swych przyduŜych stóp (nr 37 to japońskie L!). Ŝe Japonki po wojnie musiały zacząć „przebierać się za białe". Ŝe otoczone zostaniemy w Japonii męską atencją. komiksach manga. „Japończycy są 228 nieśmiali". dwuznaczny stosunek. ileŜ razy powtarzały mi to zdanie moje japońskie koleŜanki! Nieraz więc słyszałam cudzoziemki ubolewające w Tokio nad swoją samotnością. a nawet ksiąŜkach dla dzieci. tak Japończyków fascynują kobiety mojej rasy.z tego. Podchodzi do stolika z wdziękiem i sprawia. sprawiając wraŜenie naturalności. jakie wydajemy się Japończykom duŜe. przywołuje na myśl nietrwałość. Nawet jeśli podobamy się. które najdalsze są od ideału eterycznej piękności. tak jak gejsza. Ŝe i tak nie cieszą się u nich powodzeniem. kaukaskie powieki i proste nosy konstruowane są w Japonii operacyjnie w milionach egzemplarzy. zrozumie się. który ma fluidalną właściwość jak woda. Dobra hostessa. potęŜnie zbudowaną specjalistkę od prawa bankowego. mogą nawet budzić lęk i niechęć. bo Japończycy zwykle trzymają dystans wobec białych kobiet przekonani. mleczna cera stanowi ideał wielu milionów Japonek. Po wojnie moda na białe kobiety zapanowała na dobre. a jej uśmiech 227 przylega do twarzy jak dobrze zrobiony makijaŜ. Te „gaijinki". Ŝe siedzący przy nim goście czują się wyjątkowymi szczęściarzami. przemijanie. o ile nie jest na przykład hostessą w tokijskim barze. Współczesne gejsze od dawnych róŜnią się jeszcze tym szczegółem. KaŜde słowo i gest hostessy są powtarzaną obietnicą na odwlekaną w nieskończoność rozkosz. jak trudna to praca. Ŝe w ich szeregach są „gaijinki". ale pełniejsze zachodnie biusty. profesjonalnym masaŜem męskiego ego (i niczego poza nim). Hostessa nie gra na shamisenie. którego częścią Są kluby hostess. znane zachodnie firmy kremy i inne smarowidła przeznaczone na rynek azjatycki produkują właśnie w wersji wybielającej. Emiko Ochiai. Niemal równie częste jak podziw są jednak Ŝarty z nas . świat. . jest jednak profesjonalistką. socjoloŜka z Kioto. ani nie zniechęcił. Popyt na zachodnie hostessy w Tokio jest nadal spory. często występuje w reklamach. jak męŜczyźni Zachodu śnią o Azjatkach. by klient ani zbytnio się nie rozochocił. krótko ostrzyŜoną. Jasne włosy budzą zachwyt. Ŝe ci panowie w co najmniej średnim wieku raczej nie mogą za kaŜdym razem wzbudzać namiętnych uczuć w młodej piękności. wybielających ją za pomocą tysięcy przeznaczonych do tego celu kosmetyków. Japońskie dziewczyny napływają więc do mizu-shóbai i odpływają jak Michiko. a ubiera się raczej w wieczorową suknię niŜ kimono. Japończycy mają do nas. jak rozpędzony nosoroŜec od kociaka. Innymi słowy. Jasna karnacja niekoniecznie musi być naśladowaniem typu odmiennego rasowo. by podobać się swoim męŜczyznom. Jeśli uświadomi się sobie. Nazwa mizu-shóbai. tradycyjne japońskie tańce są zwykle jej nieznane. nie znaczy to. Niewątpliwie jasna piękność z Zachodu jest obiektem pragnienia i tak.podtrzymywana tak. Wizerunek długonogiej blondynki z duŜym biustem popularny jest w pornografii.

iłu jeszcze świrów marzy o ćwiartowaniu kobiecych ciał? Zastanawiałam się nad tym. tym większe prawdopodobieństwo. co Casablanaka. Przez dwa tygodnie miałam być hostessą w Paradise. elegancka dama w perłach z odrobinę zbyt grubą warstwą pudru na okrągłej twarzy. wręcz konserwatywny. gdy Yukari. Zapewniała mnie. Ŝe klub Paradise w Ginzie jest wyjątkowo szacowny. który miał ma sumieniu więcej grzechów. Kto wie jednak. jak wygadują głupoty. zachęcała mnie do 229 spróbowania swoich sil jako hostessa. opłaciło się. Yukari pracowała w Paradise od pół roku. Kilka miesięcy później w nadmorskiej jaskini w Miura znaleziono osiem plastikowych worków z jej pokawałkowanym ciałem i blok cementu z zatopioną w nim głową dziewczyny. ????-san. biednych dziewczyn z byłego ZSRR albo innych ciekawskich i Ŝądnych wraŜeń kobiet. była studentka Satoru. w których bystry klient Paradise bez trudu dostrzegłby równie nieprzeciętną inteligencję. cierpiących na nadmiar czasu i brak pieniędzy studentek z wymiany zagranicznej. postrzępioną fryzurę i nieprzeciętnie duŜe oczy. zmieniły mnie w „gaijinkę". Allison pisze. MakijaŜ. która w 2000 roku znikła z klubu Casablanka w tokijskiej dzielnicy Roppongi.„gaijinki" lądują na chwilę na japońskich wyspach i zostają hostessami. zbierając materiały do swojej rozprawy doktorskiej o mizu-shóbai i pragnieniach współczesnych japońskich męŜczyzn. Ŝe wszyscy woleli patrzeć na jej zgrabny biust. będąc w istocie obiektem jej badań. ????-san zgodziła się spotkać ze mną jako ewentualną zastępczynią na dwa tygodnie. złapano. W końcu jej się udało. a jego klienci rekrutują się głównie spośród równie szacownych elit. Zwyrodnialca który to zrobił. „Powiemy. angielskiej stewardesy. a potem po prostu zachowuj się inaczej niŜ normalnie". Jak bardzo niebezpieczna moŜe być ta praca pokazuje tragiczna historia Lucie Blackman. szpilki i róŜowy kostiumik. nie to. Klub . gdzie zawsze przychodziły róŜne podejrzane typy. jakie przy pomocy Yukari włoŜyłam w to. atrakcyjne cudzoziemki do pracy jako hostessy. Miała pociągłą twarz. by wyglądać na właściwą towarzyszkę przy męskim stole. okazał się nim bogaty biznesmen. która spodobała się mamie-san. Ŝe od hostess oczekuje się świadczenia teŜ innych usług niŜ zapalanie papierosa i rozmowa. próbowała rozwiać moje wątpliwości doświadczona japońska koleŜanka. Podejrzewam jednak. w którym czułam się jak dobra siostra z brazylijskiej telenoweli. w której panowie przychodzący do Paradise płacili ślicznej Yukari. dla którego postanowiła spędzać wieczory. Jedną z amerykańskich hostess Paradise. zarabiaj ących w ten sposób na dalszą włóczęgę po świecie. modną. Ŝe im tańszy i bardziej podejrzany klub. Podobała mi się przewrotność sytuacji. Klientom oczywiście nie zwierzała się ani ze swojego wykształcenia. Ŝe masz kilka lat mniej. W opowieściach cudzoziemek zatrudnionych jako hostessy powtarzają się historie podróŜniczek z USA i zachodniej Europy. przyjrzała mi się uwaŜnie od stóp do głów i po półgodzinnej rozmowie powiedziała: „Tak". Trzeba jednak być ostroŜnym. Mile widziane blond włosy i podstawowa znajomość języka japońskiego". Staranie. W Paradise pracowało sześć hostess. w normalnym Ŝyciu będącą nauczycielką muzyki w Newadzie. by po jakimś czasie dać się ponieść dalej fali losu. nalewając im alkohol i słuchając z uśmiechem. ale nie byłam przekonana o swoim predyspozycjach do zawodu współczesnej gejszy. ani z głównego powodu. Wystarczy odpowiedzieć na jedno z wielu ogłoszeń typu: „Klub taki a taki zatrudni młode. trzy cudzoziemki i trzy Japonki. wezwały za ocean waŜne sprawy rodzinne i dzięki wstawiennictwu Yukari.

Jako jedyna ubrana w kimono. a ich szef. nie było Ŝadnych dodatkowych sprzętów ani ozdób. mimo Ŝe była młodsza od wielu swoich gości. Byłyśmy ubrane w wieczorowe sukienki w stylu glamour i szpilki. siódmym piętrze nowego budynku i wjeŜdŜało się do niego osobną windą. Ja miałam na imię Laura.Róra. siwawy i rubaszny . Hostessy wówczas czekały juŜ przy barze w pełnej gotowości. Thank you. Odrobina słodyczy kawali teŜ była dobrze widziana. KaŜda z nas uŜywała w Paradise innego imienia. ????-san wyraziła swój zachwyt z powodu ich wizyty i nadzieję. Hana dolała alkoholu do kieliszków i zachichotała. W Paradise oczekiwano od nas transformacji w ucieleśnienie przeciętnych męskich pragnień. Jego wystrój stanowił mieszankę wyrafinowanego luksusu i lekkiej frywolności. Klientów witała ????-san. starym bywalcom Paradise. podczas gdy w klubach o niŜszej randze mieści ich się nawet więcej niŜ setka. inni zdawali się na wybór ????san. How do you do.wyglądał tak. którego wcześniej nie znałam. miłe. Klimatyzacja działała bez zarzutu.przed drzwiami klubu. Główne 230 pomieszczenie Paradise przewidziano dla nie więcej niŜ dwudziestu klientów naraz. mówiąc. którą pamiętali z poprzednich wizyt. Okna były zawsze zasłonięte.mieścił się na przedostatnim. czyli w wymowie japońskiej . starannie pomalowane i ufryzowane (nikt nie miał się nigdy dowiedzieć. czyli ja. opierając się o ramię najstarszego. powiedział na to Pan Ito. Ŝe nigdy więcej nie powinien zapominać o niej na tak długo jak ostatnio i odeszła witać następnych przybyszy. kim naprawdę jesteśmy. na którym grał siwy staruszek z kozią bródką. a Róra w tym momencie błysnęła refleksem i po raz pierwszy w Ŝyciu zapaliła męŜczyźnie papierosa. How do you do!. łagodne i chichoczące stworzenie. niezbyt mądre i pełne zrozumienia. „Pan Ito tak dobrze mów po angielsku . Oprócz pianina. Ŝe moja prawie nowa suknia od Gucciego w pięknym kolorze zimnej wody pochodziła z pchlego targu w nowojorskiej East Village). Trzech było po czterdziestce. na co pozostali trzej biznesmeni zareagowali wybuchem śmiechu. a kelner wskazywał im stolik i przyjmował zamówienie. próbując nawet przy tym się uśmiechnąć. Pogroziła panu Ito palcem jak małemu chłopcu. nadskakujące i niedostępne jednocześnie. która na moich oczach z intelektualistki zmieniła się w ociekające słodyczą. Thank you!. Do mojego pierwszego zadania oddelegowana zostałam z Yukari. a nie ekstrawaganckich popisów. zaszczebiotała do najstarszego. beton. a pozostali dwaj zabuczeli jeszcze raz. Tu nikogo nie interesowało. powtórzył jeden z młodszych. a Yukari . powtórzyli unisono. Ŝe spodoba im się Róra. a podłogę przykryto ciemnowiśniową wykładziną. Róra i Hana miały stać się ładne. Pan Ito wyjął paczkę cameli. a pozostała trójka zabuczała z aprobatą. Inicjatywę przejęła teraz Yukari vel Hana. o zgrozo. ale ja jeszcze nie śmiałam . Na beŜowych ścianach wisiały reprodukcje prerafaelitów w złoconych ramach. która przedstawiła mnie czterem panom z wielkiej firmy produkującej. powiedział pan Ito.Hana. tak Ŝe przyćmione światło lamp od Tiffaniego (albo bardzo dobrych podróbek) sprawiało wraŜenie wiecznego wieczoru w miejscu odizolowanym od świata i odrobinę nierealnym. „Ŝe będzie mógł rozmawiać z Rórą zupełnie swobodnie". o wiele bardzie posunięty w latach. 231 zachowywała się w stosunku do nas wszystkich jak mama właśnie. jakby juŜ wypił za wiele. pan Ito. Niektórzy klienci Paradise domagali się tej a nie innej hostessy. zostawiając prawdziwe podobnie jak swoją codzienną toŜsamość .

Skubiąc krawat w sposób. pozwól im wierzyć. pomyślała . mimo iŜ nie pracowałam wówczas jako hostessa w tokijskim klubie Paradise. JuŜ nie dzierlatka. Ŝe byłam w sytuacjach. jak powiedziałaby moja wspomniana wyŜej ciocia. która podeszła do nas. a młodszy. tym chętniejsi byli panowie do angielskiej konwersacji z Rórą. czy polscy męŜczyźni robią kissu publicznie. Ŝe i Japonkom. koniecznie chciał się dowiedzieć. co wszystkich panów rozbawiło tak. Wyszło na to. najwyraźniej wciąŜ rozmarzony wspomnieniem wycieczki po Europie. przy translatorskiej pomocy Hany. Młodsi ze śmiechu aŜ rzucili się sobie w ramiona. czy potrafię zgadnąć. w których oczekiwano ode mnie podobnego zachowania. który z nich jest największym playboyem. Drugi z młodszych. Pan Matsumoto pokraśniał. „pan Ito ma do tego klasę i piękny krawat". „Śmiej się z ich dowcipów. 233 Mama-mn. „Chwal ich. Uświadomiłam sobie nagle. Gdy naszym gościom udało się juŜ opanować wesołość. wróciliśmy jeszcze raz do liczby przyjaciółek kaŜdego z panów. wypaliła więc Róra i nachyliła się ku panu Matsumoto kokieteryjnie. Ŝe jeden z młodszych. a Róra i pan Matsumoto umówili się. Przez dwie godziny. ile taki krawat kosztuje. Teraz musiałam spróbować wprowadzić w Ŝycie te rady. nigdy ich nie krytykuj. którym -jako Ŝe wieczór zbliŜał się juŜ do końca . jeden po drugim odwzajemniali polski pocałunek na dłoniach Róry i Hany. od krawatów. Okazało się. potwierdziła przytomnie Hana i dodała. piękne blond kobiety i zgubiłem portfel".pójść w jej ślady. i rozmowa zeszła na biusty. ale moŜe jeszcze będzie z niej poŜytek. i który zdołałby Rórę uwieść. Ŝe w Polsce męŜczyźni całują kobiety w dłoń na powitanie i poŜegnanie. jakie nasi goście spędzili w Paradise. Pan Ito moŜe się podobać".zwłaszcza . po polsku. wymieniałam ceny. całując go w wierzch dłoni. by poŜegnać gości. MoŜe więc dam sobie radę? Im więcej płynęło alkoholu. „Piękne kobiety w Porando". jak to wygląda. przerwał moje zgadywanie pan Matsumoto.dość łatwo przyszło udawanie zachwytu. „Gaijinki mają większe biusty". jakbym słyszała moją osiemdziesięcioletnią ciocię. abstrakcyjne i . Na koniec. Hana i pan Ito zaśpiewali piosenkę z fortepianowym akompaniamentem. „Młody byłem. tak!". Sądząc po czerwonych twarzach i rozluźnionych krawatach naszych gości impreza zaczynała się rozkręcać. same sącząc wciąŜ tego samego wodnistego drinka. czyli „lajdus". Ŝe są cudowni". mówi po angielsku lepiej niŜ reszta. uśmiechnęła się do mnie z aprobatą. znów przy232 pomniały mi się rady Yukari i postarałam się im sprostać. Ŝe są cudowni". zgadzaj się. opowiedziałam naszym gościom. chwal ich. dotąd najcichszy. Taki chichocik i przytulanko to juŜ była prawdziwa sztuka. dodał i zrobiło się trochę smutno. tłumaczyła Yukari przed moim debiutem w Paradise. „O. turla! się pan Matsumoto. pięknych Polek i biustów. pozwól im wierzyć. i cudzoziemkom. Ŝe pan Ito to prawdziwy sukebei. „Taki przystojny męŜczyzna na pewno miał duŜo przyjaciółek podczas podróŜy". wspomniał z nostalgią i popił. Potwierdziłam i na prośbę pana Ito zademonstrowałam. Ŝe następnym razem teŜ zaśpiewają. zainteresował się nagle. „Jak papieŜa!".te naleŜące do Hany i Róry. co akurat potrafiłam zrobić po japońsku. które brzmiały tak. który zindywidualizował się jako pan Matsumoto. westchnęła Róra. Ŝe niemal dostali spazmów ze śmiechu. który miał być pełen wdzięku. Ba. nawet był w Polsce. a pozostali trzej oŜywili się na „duŜo przyjaciółek" i zaczęli licytację. Zapaliłyśmy im około czterdziestu papierosów i nalały tyleŜ szklaneczek.

Ŝe na naukę japońskiego mogłabym poświęcić tylko niewielką część czasu. jakiej nie mogłam odrzucić.pewnie. Ŝe komunikacja moŜliwa jest tylko w mowie. wymigiwałam się brakiem zdolności językowych. Zakładając. jak sami często przyznają nie bez dumy.„gaijinki". jedna z najlepszych ksiąŜek o Japonii. W dŜungli języka Jak Pani sobie tam radziła z językiem? Autor Imperium znaku pisze o nieszczęsnym pytaniu nieustannie zadawanym przez ludzi. wycofywałam się z dalszej rozmowy na temat ewentualnego kursu języka japońskiego albo prywatnych lekcji. Z najpiękniejszym uśmiechem. pozbawieni wiary w moŜliwość zrozumienia rzeczywistości. Problem. Gdybym miała tyle lat. Japończycy. ile jej powiedziałam. na jaki było mnie stać. Ŝe jestem o wiele mniej rozgarnięta. jakie kiedykolwiek powstały. którzy wiedzieli o jego pobycie w Japonii: „Jak Pan sobie tam radził z językiem?" Francuski filozof miał rację. Zdawałam sobie sprawę. nie ucząc się mowy tubylców. bez „wspólnego języka" ludzie muszą czuć się zagubieni. rachunek jest prosty i zniechęcający. by wyjść poza absurdalne powtarzanie ćwiczeń złoŜonych ze zdań typu „Ta ksiąŜka jest ksiąŜką pani Yamazaki" albo pytań o „krzesło pana Tanaki". Zdaniem specjalistów. Nie było to aŜ takie trudne. moŜe właśnie otwierałaby się przede mną interesująca przyszłość współczesnej gejszy . Udało mi się nauczyć jednego alfabetu fonetycznego. która nie mówiła po japońsku.dają męŜczyznom poczucie. Wszystkie gejsze świata robią przecieŜ to samo . zbyt małą. na ile antropolog musi znać język kraju. które były z jego strony ofertą. dziękowałam Satoru za kolejny podręcznik i coś niejasno obiecując. podwaŜając naiwne przekonanie. Ŝe są cudowni. bo nie śmiałabym zrobić tego przy słynących z pracowitości Japończykach. Po trzech pierwszych lekcjach z Satoru. ale Chryzantema i miecz Ruth Benedict.z całą pewnością moŜna „poradzić sobie z językiem". Z wykładu dla zagranicznych stypendystów Monbushó (japońskiego ministerstwa kultury) VIII. i nie była zajęta czymś innym.jak i w kaŜdym innym obcym kraju . niŜ ośmielałam się nieraz przypuszczać. Ŝe bez niej. a nawet uŜywałam takich dawnych wymówek szkolnych. jest oczywiście o wiele bardziej skomplikowany.i tu językoznawcy nie są zgodni od czterech do siedmiu razy więcej czasu niŜ na naukę kolejnego 235 języka indoeuropejskiego. które w wyniku niezrozumiałej transformacji okazywałoby się „biurkiem pani Watanabe" lub nawet . posługują się najbardziej wyjątkowym i skomplikowanym systemem językowym świata i nawet jeśli jest w tym stwierdzeniu nieco przesady. aby biegle władać japońskim. Na początku torpedowałam więc wszelkie podejmowane przez moich nowych znajomych próby skłonienia mnie do nauki japońskiego. ale nie posunęłairbsię ani kroku dalej. Nie wspominając oczywiście nic o lenistwie. to kto wie. napisana została przez osobę. Japończycy mówią po japońsku. a róŜnica kulturowa dotyczyła raczej formy niŜ treści. jak nagła niedyspozycja lub choroba w rodzinie. został w mojej głowie przeraŜający obraz czarnej tablicy z tabelkami pełnymi znaczków i nieprzyjemne uczucie. W Japonii . Ŝe przyzwoite przyswojenie angielskiego czy niemieckiego zajmuje pięć lat. potrzebne jest nam . którego kulturę bada. ma ono wielu zwolenników.

podwaŜającej nasze przyzwyczajenia. o jakie kiedyś pytałam japońskich przyjaciół. ku swojemu zdumieniu rozpoznawać w mowie tubylców słowa. Ŝe znalazło się na jakiejś innej planecie. skusił mnie obietnicą jakiegoś innego świata i innego „ja". odbitki zdjęć zrobiono mi nie w tym formacie. piszcząc i podszczypując niemal nagie dziewczęta. nie były przy tym bolesne: płyn kupiony jako olej okazywał się octem ryŜowym. szklana bańka. okazały się wyjątkowo obrzydliwe. prze237 brani jak clowni. ba . idiotyzm nagłówków prasy brukowej. pękła. jest dobrym wyborem. co sprzedaje przyjazny domokrąŜca. Ŝe to koń" . podobną na moje ucho do dramatycznych kłótni. Mariko albo Satoru o japoński odpowiednik jakiegoś słowa. Pomyłki. gdzie eteryczne kobiety roniły łzy i miękkim. Jeśli chce się wyjechać „jak najdalej od wszystkiego". W naturalny sposób potrzeba rozumienia wygrała z pragnieniem pozostania w błogiej nieświadomości. megafon samochodu krąŜącego po sąsiedztwie. bardziej interesowała mnie uroda dźwięku w ich ustach niŜ ewentualny praktyczny uŜytek. wrzeszcząc. z przyjemnością oglądałam go w Bon Hour. w których krewcy politycy krzyczeli coś do siebie jak w starych filmach o samurajach. jaki chciałam. Rano budziły mnie śpiewne powitania wymieniane przez sąsiadki. To. jakie mi się zdarzały. Patrzyłam na wiadomości. cały ten perswazyjny szum właŜący w uszy i oczy . Nie ma podmiotu poza językiem. Chodząc na spektakle kabuki. bez niego bylibyśmy tylko zwierzątkami krzyczącymi z bólu albo gulgoczącymi z radości. Ŝe niezbyt potrzebne. Japoński język pięknych znaków i gramatyki. wygłupiali się. „KaŜdy głupi widzi. Jeśli nawet pytałam Chizuko. gdakanie polityków i mętna nuda politycznych komentatorów. Japonia. Po jakimś czasie jednak zaczęłam wyłapywać z rzeki języka niektóre dźwięki. mówiąc coś przy tym bez końca afektowanym tonem.było dla mnie niesłyszalne w Japonii. które nie dość. na opery mydlane.nawet więcej . dając mi zupełnie nowe uczucie wolności od tego wszystkiego. albo pokrzykiwanie listonosza. oferując „gaijinowi" niezwykłą mieszankę fizycznego bezpieczeństwa z przyprawiającym o dreszcz poczuciem. gdzie kaŜdy kolejny krok przynosił małe prywatne odkrycia.„rowerem pana Ando". na ulubione programy o jedzeniu. na erotyczne lub rozrywkowe show. śpiewnym głosem mówiły o jakichś waŜnych sprawach. w których osoby płci obojga siekały.fascynujące. jaki mogłabym zrobić z niego w codziennym Ŝyciu. smaŜyły i zjadały niebywałe stworzenia. co draŜni mnie w krajach^ których język rozumiem karykaturalna mowa reklam. gdzie prowadzący. jacy jesteśmy. by zebrać niepotrzebne sprzęty gospodarstwa domowego. Mimo iŜ w swoim polskim domu od lat nie mam telewizora. Lunatyczna topografia tokijskich zaułków i semiotyczny gąszcz niezrozumiałych znaków! Brnęłam w przestrzeni pozbawionej drogowskazów i przetartych ścieŜek. Poza tym zagubienie w dŜungli języka było po prostu przyjemne. kupiłam od niego zestaw zdrowotnych herbatek. synem i synową. jakim z upodobaniem oddawał się mój sąsiad pan Matsura z małŜonką. nigdy nie uŜywałam słuchawek z angielskim tłumaczeniem. Nie moŜna było przed tym uciec. To on nas stwarza takimi. w jakiej Ŝyłam przez kilka miesięcy. rozkoszując się samą melodią głosów. a nie 236 Tak Satoru uczył mnie japońskiego rozumiejąc.

który składa się dziś z około 2600 znaków. W przeciwieństwie do katakany i hiragany. hiragana równieŜ ma 47 znaków na oznaczenie tych samych 5 samogłosek i 42 sylab. na dole jest kanji. Dla przykładu kanji oznaczający konia czyta się „urna". Dalej sprawa komplikuje się jeszcze bardziej. „KaŜdy głupi widzi. Kanji tworzą system. u). drugi sylabariusz czy alfabet fonetyczny. Trzeba zatem po prostu zapamiętać wymowę chińskich z:naków. o. nadal w niektórych 239 moŜna dostrzec to dąŜenie do referencjalności. bo przypadki jego uŜycia często zdarzają się we współczesnej japońszczyźnie. Katakana wynaleźli w VIII wieku równieŜ buddyjscy mnisi. Hiragana ma obłe. Teoretycznie kaŜde japońskie słowo moŜna zatem zapisać za pomocą dwóch rodzimych alfabetów fonetycznych i alfabetu rzymskiego. wynalezione przez Chińczyków trzy tysiące lat temu. w gazetach. e. nauczyć się jej na pamięć. Oczywiście wymowę kaŜdego ze znaków moŜna zapisać. jednak niektóre znaki tych alfabetów są na tyle do siebie podobne. właściwie moŜna doliczyć jeszcze nasz alfabet rzymski. czyli hot dog. ostre. To znaczy. uŜywając fonetycznego alfabetu hiragana i tak często się robi. 42 otwartych sylab (ka. czyli kanji. hotto-doggu.z naszej perspektywy . a czytający musi wiedzieć na podstawie kompetencji nabytej w długim procesie edukacji. Roran Baruto. którzy kopiując religijne księgi. Ŝe to koń". codziennym języku. Reid we wspominanej juŜ anegdocie przytacza opowieść o Ezra Poundzie. których wspólna 238 nazwa brzmi: ???? -wraz z kanji tworzą one system oparty na innej logice niŜ ta. Zanim za sprawą buddyjskich mnichów chińskie ideogramy zawędrowały do Japonii około IV wieku n. który Japończycy teŜ muszą znać. Katakana słuŜy przede wszystkim do zapisywania słów obcojęzycznych i cudzoziemskich nazwisk (np. a katakana kanciaste. były pierwotnie „obrazkami". Japończycy zazwyczaj piszą pionowo i od prawej strony kartki do lewej.) i wygłosowe „n". Sylabariusze to hiragana i katakana. Kanji. do której przywykliśmy na Zachodzie. „ba" lub „ma". Japończycy nie mieli własnego pisma. sa. Hiragana i katakana uŜywane są w normalnym. Na przykład chiński piktogram oznaczający drzewo ciągle je przypomina. Obok katakana istnieje hiragana. patrząc na wspomniany wyŜej znak.. ale ewolucja kształtu kanji na przestrzeni wieków sprawiła. który jakimś sposobem posiadł ponoć mistrzostwo w odgadywaniu znaczenia znaków kanji. W Krainie Kwitnącej Wiśni uŜywa się zatem trzech róŜnych alfabetów i dodatkowo potęŜnego systemu znaków. opracowali uproszczoną wersję chińskich znaków dostosowując je do specyfiki mówionego japońskiego. czyli Ronald Barthes).e. Ŝe widząc dany znak nie wiemy od razu. w . miękkie kształty. Ŝe większość z nich nie przypomina teraz niczego. czyli McDonald's. w związku z tym japońskie ksiąŜki i komiksy czyta się . ksiąŜkach. widząc w ich zmienionych przez wieki formach pierwotne przedstawienie.Współczesny język japoński składa się z dwóch alfabetów fonetycznych zwanych sylabariuszami i około dwóch tysięcy chińskich znaków. powiedział ponoć. Ŝe róŜnice giną niekiedy w odręcznym piśmie. ta itd. Makudonarudo.od tyłu do przodu. manga. jak go wymówić. która wymowa jest właściwa. kanji mogą mieć kilka róŜnych wartości fonetycznych. i. tak jak wiemy widząc rzymską literę „a" albo znakhiragany „ru". a nad nimi hiragana słuŜąca dzieciom albo osobom mniej wykształconym. Współcześnie katakana to znaki oznaczające 5 samogłosek (a.

Według zarządzenia japońskiego Ministerstwa Edukacji naleŜy znać trzy alfabety (hiragana. których kształty „widzieli" w danym ideogramie. czyli klucz. „ku .„hokeistę". O urodzie rzymskiego alfabetu nie Kobieta da się wiele powiedzieć: litera „p" na przykład nie jest ani brzydsza. gdy się człowiek zaprze powtarzając przez parę tygodni na okrągło „su supeł". którzy w tym samym czasie we wszystkich szkołach Japonii uczą się dokładnie tego samego znaku. moi japońscy znajomi wymyślali dla moich potrzeb skały i pola. w takiej a nie innej kolejności. Najgłupsze skojarzenie wydawało mi się lepsze od bezsilności wobec kształtów.którym ja nie byłam w stanie dostrzec ani kopyt. które na początku wymykały się z mojej pamięci jak węgorze.kaŜdy uczeń poznając nowy znak musi zapisywać go w identyczny sposób. i „gaijinów". Tak czy inaczej. Naukę japońskiego zaczyna się od hiragana. kanji są piękne. Po kilku miesiącach rosnącej fascynacji byłam zatem na dobrej drodze. ani Ŝadnej innej części zwierzęcia. wypięte „ku" . Istnieje tylko jeden poprawny. podstawowy system znaków. jakie podarował mi Satoru. Być moŜe to właśnie fascynujące piękno kanji skłoniło mnie do wertowania podręczników i słowników.„chichotem" (. To najbardziej przydatny.a Ŝe róŜne „h". aby uchodzić za osobę piśmienną. Tłumacząc mi znaczenie jakiegoś kanji. w trzeciej 200 i tak aŜ do naszego odpowiednika liceum. to kanji stanowią dla „gaijina" prawdziwe . ani ładniejsza od „z" czy „m".kuper". co dotyczy i japońskich maluchów. ani rozwianej grzywy. w drugiej 160. które kaŜdy opuszcza ze znajomością wymaganych 1945 kanji. W podręcznikach do nauki japońskiego dla cudzoziemców kaŜdy znak hiragana i katakana skojarzony jest z jakimś przedmiotem. „hi .. podczas gdy estetyczny wymiar znaków kanji oczywisty jest i dla Japończyków. to artystyczna praktyka z pogranicza malarstwa i rysunku. Nie moŜe być mowy o Ŝadnym odstępstwie od reguły .„kuprem". „ho" . Nauka podzielona jest na etapy: w pierwszej klasie uczniowie uczą się 80 znaków. i dla „gaijinów". trzeba więc zasiąść do katakana i dopiero nauczywszy się obu syla-bariuszy. katakana i rzymski) oraz „tylko" 1945 kanji.chichot". którego nazwa zaczyna się 241 na daną sylabę. do których na początku próbował mnie zachęcić Satoru. a „hi" w kształcie uśmiechniętych ust . Na przykład „ki" przypominać ma kształtem key. Jako Ŝe niektóre angielskie skojarzenia nie były dla mnie chwytliwe.. Sztuka ich pisania. moŜna zacząć studiować kanji. by zacząć dukać zdania o krzesłach pani Yamazaki i biurkach pana Watanabe. ale niewprawna dłoń deformuje kształt. bo . wymyślałam polskie i tak „su" z zawiązaną nóŜką było „supłem". Wprawdzie w większości kanji nie sposób juŜ dopatrzyć się mimetycznego śladu. i tak dalej. od tej a nie innej strony. trzeba ćwiczyć przez dziesiątki lat. precyzyjnie skodyfikowany sposób zapisywania kaŜdego znaku. Nauczywszy się hiragana. ale zabawa w odnajdywanie bezpośredniego odniesienia znaku do rzeczywistości wydaje się fascynować równieŜ Japończyków. którego trzeba uczyć się przez lata. Próbowałam je kopiować. Postanowiłam uczyć się japońskiego. ale niestety nie moŜna w nim zapisać swojego imienia i nazwiska. a aby zostać mistrzem. kaligrafia. tak samo jak wszyscy pozostali uczniowie w jego wieku. powtarzając w nieskończoność tyle a tyle kresek. miecze i kapelusze na głowach postaci. trudno).jako Ŝe cudzoziemskie moŜe być zapisane tylko w katakana. O ile syłabariuszy hiragana i katakana nie jest w końcu tak trudno się nauczyć.

O wiele powaŜniejszym problemem jest jednak wyrafinowana . ale właśnie przyniesiono szacowną paczkę z szacownymi ksiąŜkami dla wielce szacownego profesora". co pozostało po drzwiach sklepu zdewastowanego w trzęsieniu ziemi. „Przyniosła paczkę z ksiąŜkami". sekretarek czy stewardes. które w 1995 roku zniszczyło miasto Kobe: „To straszna i niewybaczalna niedogodność dla naszych szacownych klientów. którym polecenie zapięcia pasów zajmuje podejrzanie duŜo czasu. bo Japończycy niepytani rzadko mówią cudzoziemcowi o rzeczach. jakich studentka przed chwilą uŜyła w japońskim odpowiedniku tej informacji. wchodząc do sali seminaryjnej. co powinnam zrobić. Najgrzeczniejszy język świata Mówi się. by nalał mleka do „szacownego naczynia". Po jednej z pierwszych lekcji dostałam od Ayaki akwarelkę z portretem jej ukochanej papugi. „Uprzejmie przepraszamy naszych szacownych podróŜnych za niewybaczalną niewygodę. dziesięcioletnia córeczka Mariko. by szacowni podróŜni wybaczyli nam tę wielką niegrzeczność. któremu wyjątkowo udał się aport. a potem „łaskawie rozmieszał w nim ten skromny budyń". jaką jest oczekiwanie na start w naszym skromnym samolocie. W dosłownym tłumaczeniu na nie tak grzeczny angielski czy polski brzmi to oczywiście komicznie. płynie tak obficie właśnie z powodu grzecznościowych formuł. Piętrowe formułki grzecznościowe. mnoŜenie eufemizmów i brak bezpośredniości to charakterystyczne cechy japońskiego sposobu porozumiewania się. „Jak moja papuga ma na imię? Proszę. instrukcja na opakowaniu rozpuszczalnego deseru prosi „szacownego klienta". nieuprzejmie przerywając im szacowne konwersacje i prosząc ich uniŜenie o zapięcie tych skromnych pasów". by korzystać z Internetu w Bon Hour. Chizuko upubliczniłaby moją ignorancję. jaką popełniamy. Prosimy. Potok słów japońskich windziarek. ale w powyŜszym przekonaniu jest być moŜe nieco prawdy. by porównać jego stopień grzeczności z tym. które on sam uznałby za wielce praktyczne na początku pobytu w obcym kraju. Najlepszą nauczycielką okazała się Ayaki. Ŝe znów zasłuŜyłam na prezent. Ŝe niegrzecznie przerywam. Tłumacząc mi. mówi stewardesa w samolocie. ośmielając się wejść do szacownego gabinetu. W nagrodę za poprawne odczytanie lub napisanie znaku karmiła mnie japońskimi słodyczami jak niezbyt mądrego pudla. gdzie osoba tak szacowna musi być zajęta niezwykle waŜnymi sprawami. Ŝe japoński to najgrzeczniejszy język świata. powiedziała do mnie Ayaki z dnia na dzień coraz lepsza w roli nauczycielki japońskiego. powiedziała młodziutka studentka. Wysylabizowałam złoŜenie dwóch znaków i okazało się. Z Ŝadnym innym pewnie aŜ tak nie konweniowałoby nieustanne kłanianie się. jak trzeba pisać znaki. Przy pomocy mamy wydobyła swoje stare zeszyty do ćwiczeń i wodząc moją rękę pokazywała. który charakteryzuje inne języki. ale z powodu trzęsienia 242 ziemi zmuszeni jesteśmy zamknąć nasz skromny sklep".wyzwanie. który namalowała i podpisała specjalnie dla mnie. powiedział Satoru. „Proszę o wybaczenie. w której siedziałam z Satoru. Reid cytuje informację zamieszoną na tym. przeczytaj". które dla niej były juŜ takie proste. słodkawego krakersika owiniętego w wodorost. Z własnego doświadczenia dodałabym jeszcze stopniowanie informacji. czyli „wielce szacownym profesorem". Nie mam dostatecznej wiedzy. a tego się nie robi przełoŜonej. zanim wytłumaczył mi sens wszystkich form grzecznościowych.

„Spróbuję sprowadzić pani zamówione ksiąŜki. Zamiast prostego przeczenia. otwiera nawet zdania. ściśle wiąŜe się ze społeczną hierarchią. bo ten mówiąc „tak" myśli „nie". Japończycy poczuli się głęboko dotknięci oskarŜeniem o kłamliwość. czy w menu są jakieś dania wegetariańskie. Prawidłowa odpowiedź na pytanie: „Czy rozumiesz?" brzmi: „Hai. moja o kilka lat młodsza siostra zwracałaby się do mnie niekiedy „szacowna starsza siostro". wakarimasen".odmiana „owijania w bawełnę". przenigdy. naiwna „gaijinka". Niechęć wobec „nie" jest tak silna. Są tylko mięsne i rybne". potem opracowałyśmy metodę. Gdy były prezydent USA Bill Clinton . Do dziś nie wiem. lecz w najdelikatniejszy jedwab. Podobnie naleŜy niekiedy interpretować dźwięk „ng".ostrzegł na jakimś spotkaniu przywódcę Rosji Borysa Jelcyna. nie mogłabym do swojego o dwadzieścia lat starszego zwierzchnika z uniwersytetu powiedzieć: „Chodź. uŜywają eufemizmów tak grzecznych. Clinton miał jednak w pewnym sensie rację. gdy wcześniej zastrzegła: „Teraz mówię na sposób zachodni". a ja nigdy. nie rozumiem". które na początku. brałam za „być moŜe". Gdy gaijin nijak nie rozumie subtelniejszej odmowy. Ŝe rozmówca słucha nas. NajbliŜsze naszemu bezpośredniemu „nie" są dwa japońskie gesty odmowy: pierwszy to wachlujący ruch dłoni uniesionej na wysokość podbródka. która pozwalała Chizuko zmusić się do sprzecznego z zasadami jej języka „nie". znaczy „nie". czyli: „Tak.nie wiedząc. „W sprzyjających okolicznościach uda nam się spełnić pani prośbę o lepszy skaner w biurze". Gdy na przykład chcemy się dowiedzieć. MęŜczyzna . znaczy „nie". Japończycy nie kłamią wprawdzie więcej niŜ inne narody. kelner z duŜym prawdopodobieństwem odpowie więc: „Tak. drugi to przedramiona skrzyŜowane na klatce piersiowej. krąŜy mnóstwo anegdot. choć to troszkę trudne". jaką Japończycy Ŝywią wobec otwartego mówienia „nie". znaczy równieŜ „nie". Czasem „tak" teŜ . Ŝe mikrofon jest włączony . A więc: „W najbliŜszej przyszłości pozytywnie rozpatrzymy pani podanie o grant". gdy sprzedawca w sklepie zamiast powiedzieć: „Nie mamy butów w rozmiarze 43". bowiem w kontaktach z obcymi ta cecha japońskiego języka jest powodem wielu nieporozumień. Japończyk ucieka się do tego sposobu. Hai w takim przypadku nie jest potwierdzeniem. ale z pewnością rzadziej mówią „nie". aby uwaŜał na japońskiego premiera. Hierarchizacja języka zaczyna się w rodzinie i opiera na skomplikowanych relacjach statusu związanych z płcią i wiekiem.jak ostrzegał Clinton Jelcyna . lecz jedynie informacją. czy ta praktyka 244 nie skrzywiła zbytnio jej japońskiej toŜsamości. to będzie troszkę trudne". kto i do kogo mówi. gdzie męŜczyzna stoi wyŜej niŜ kobieta. Ŝe hai. Chizuko. spowodował międzynarodowy skandal. mówiła „maybe". unikający słowa „nie". słowo znaczące „tak". Ten grzeczny język. Pól biedy. wsysanie powietrza przez zęby i wyraŜające zakłopotanie drapanie się po głowie. a starszy góruje nad młodszym. w japońskim wydaniu to juŜ nie „owijanie w bawełnę". jego uŜycie jest precyzyjnie określone w zaleŜności od tego. nie potrafiąc powiedzieć „nie". Na temat wielkiej niechęci.znaczy „nie". Gdybyśmy były Japonkami. które w rzeczywistości są przeczącą odpowiedzią na nasze pytanie. Ŝe pozwalają biednemu „gaijinowi" na optymistyczną ich interpretację. powtarza z uporem coś w rodzaju: „Szanowny kliencie. gorzej. gdy poruszane są waŜniejsze sprawy.

30 czy moŜe aŜ 45 stopni? Dlatego Japończycy po prostu nie odzywają się do obcych i dlatego w chwili prezentacji tak wnikliwie oglądają wizytówkę właśnie przedstawionej sobie osoby.co za 246 tym idzie . Z uległego „japońskiego goździka" popiskującego jak ptaszek zmieniała się w kobietę o mocnym głosie. ale nigdy nie osiągnęłabym tego stopnia zaŜyłości z jej męŜem. wolą raczej kontynuować metodę prób i błędów niŜ zaczepić przechodnia. jakie towarzyszy zmianie jego ojczystego języka honoryfikatorów i eufemizmów na bezpośredni angielski. Dlatego Japończycy. intymnych lub bardzo bliskich przyjaźni.Satoru. które mnie interesowały. Pan Yamasaki. do jakiej grupy naleŜy i jaką w niej pełni funkcję. Nieraz rozmawialiśmy z Satoru o uczuciu transgresji. było „ng" znaczącym: „nie". jakie w ich języku byłyby niedopuszczalne i niegrzeczne. czyli wizytówek. Przemawiając do niego. Przedmiotem mojej fascynacji była teŜ za kaŜdym razem Chizuko. bo to jego praca. „panią Koizumi" niŜ „panią Chizuko". „Ng". by zacząć rozmowę z zupełnie obcą osobą. Japończycy zwracają się do siebie po nazwisku lub funkcji. Nie mogłabym równieŜ zadać mu większości pytań. Ŝe zanim dojdzie do rytuału wymiany meishi. właściwe jest dodanie do swojego nazwiska grupy przynaleŜności. nie wiadomo. jakie stanowiły codzienną treść naszych rozmów. tak jak oni to robią. ulegała niezwykłej transformacji. kim jest. „Jestem X z Polskiej Akademii Nauk" brzmi o wiele grzeczniej i właściwiej niŜ „jestem X". byśmy kogoś w końcu zapytały. ani poruszyć połowy tematów.jak głęboko mu się ukłonić: pod kątem 5. jako swoją przełoŜoną. zwracać się do siebie po imieniu. I w Ŝadnym wypadku nie proponowałabym pierwsza wspólnego lunchu! W ogóle raczej byśmy razem nie jadali. Nie wiedząc. ale ułatwiający mu nawiązanie kontaktu z „gaijinką". którego wypada zapytać o drogę. W ten sposób mnie. w krajach Zachodu mówi . która pokonując dwa metry między biurkiem Satoru (czyli językiem japońskim) a stolikiem. Konieczność komunikowania się ze mną po angielsku zmieniała moich japońskich przyjaciół w innych łudzi: ludzi. w ich języku nie ma zwrotu odpowiedniego. a nie nazwiska. Prawdopodobnie więc po jakichś dwudziestu latach zaczęłybyśmy na przykład z Mariko. uŜywając nawet jego zdrobnionej wersji. i tak postępują Japończycy od małego wychowywani na ludzi powściągliwych w nawiązywaniu kontaktów. uŜywałabym wyłącznie nazwiska i tytułu sensei. jest policjant. a nieproszona na ogół bym się nie odzywała. Oczywiście wszystko jest bardziej skomplikowane. komunikacja z obcym jest w Japonii utrudniona do granic moŜliwości. UzaleŜnienie języka od statusu rozmówcy sprawia. profesor. Jedynym człowiekiem. który jest szefem korporacji. wymaga zupełnie innych form grzecznościowych niŜ pan Yamasaki pracujący jako listonosz. Przedstawiając się Japończykom. zamiast w ulewnym deszczu błądzić po całej Kugaharze. czas na lunch". która dla mnie byłaby wówczas raczej Koizumi-san. gdzie jest Muzeum Shówa. 15. szukając drogi. traktowałaby z kolei Chizuko. Jak pisze wspomniana juŜ Mori. kobietą o zbliŜonym statusie społecznym i wieku. przy którym siadywałam wpadając do ich biura w odwiedziny i gdzie trzeba było mówić po angielsku. jak się poprawnie zwrócić do drugiego człowieka i . pozbawiony pewnie finezji japońszczyzny. którzy od pierwszego dnia uŜywali mojego imienia. bo szef największej nawet korporacji zawsze ukłoni się głębiej swojemu dawnemu nauczycielowi. a uŜywanie imienia zarezerwowane jest dla relacji rodzinnych. jakie słyszałam od Mariko w odpowiedzi na sugestię. i zadawali mi bezpośrednie pytania. a gospodyni domowa inaczej przywita listonosza niŜ jej mąŜ lekarz.

znamy jako Kioto. zasada nienaruszania prywatności drugiego człowieka jest rzeczą świętą. Geneza współczesnego japońskiego równieŜ opiera się na dwóch historiach: męskiej i kobiecej. Ŝycie polegało na celebracji codzienności. czyniąc je dziełem sztuki doprowadzonym do perfekcji. Ŝe tokijczycy mogą czuć się tak bezpiecznie. gdzie kaŜdej czynności. Ŝe podróŜ metrem to najlepsza metafora tokijskiej rzeczywistości: fizyczna bliskość innych ciał. Język kobiecy/język męski Wysoka intonacja. Japoński język nazywa się czasem „włoskim Azji". czego nigdy nie robię nawet w mię-dzykontynentalnych samolotach. hiragana jest dziełem kobiet z okresu Heian (794-1185). w Japonii. Podczas gdy katakana. choć zwyczaj nie pozwala ani odezwać się do nich. ani w późniejszych dziejach pasja logofilska. Ŝe siedząca obok nas w pociągu kobieta nie opowie nam ze szczegółami o niedawnej operacji jelita grubego. bo zaśnięcie na przykład w nowojorskim metrze grozi utratą torebki. esemesują lub śpią. które ogarnęła wówczas nieznana ani we wcześniejszych. która tak nas uderza w głosie japońskich kobiet. 247 Do tej ostatniej czynności od początku miałam ambiwalentny stosunek. ani nawet spojrzeć im w twarz. coś. a dziś to miasto. Z drugiej strony sen to czynność bardzo intymna. Ŝe dziewczynka (istota o innym statusie) uczy się w istocie języka. wciąŜ niezwykłe. a nagła językowa intruzja niewybaczalna. sprzeczne z moim wyobraŜeniem intymności. po drugie. Japoński. którą posługują się męŜczyźni. stworzyli buddyjscy mnisi. W enklawie wyrafinowanego piękna. MoŜna więc być raczej pewnym. jeśli nie zdrowia czy Ŝycia. jest jednym z przejawów strukturalnej róŜnicy w języku wyznaczającym kobiecie i męŜczyźnie odmienne miejsce. Mori pisze. gdy w otoczonej z trzech stron wzgórzami kotlinie załoŜono nową stolicę przeniesioną tu z Nary. Era Heian zaczęła się. ale jednocześnie nie ma co liczyć na przyjazną. pokoju i wyrafinowanego lenistwa. które śpią tuŜ obok nas. Ŝe spojrzeć w oczy tokijczykowi moŜna w metrze tylko w ten „okręŜny" sposób . Z jednej strony to wspaniale. Spanie obok kogoś zupełnie obcego jest z mojej perspektywy nieprzyjemne. jakim nigdy nie będzie musiał mówić jej brat i vice versa. niezobowiązującą pogawędkę z obcym tokijczykiem. a co dopiero w metrze. dźwięk tej. jaką był dwór Heian. by nie rozmawiały z nieznajomymi. co sprawia. kaŜdemu gestowi nadawano wartość estetyczną. bo to niebezpieczne. Dziś Japończycy myślą o niej z nostalgią porównywalną do tej. Okres Heian.przyłapując jego szybko odwracający się wzrok odbity w szybie pędzącego pociągu. bowiem męŜczyźni . bo to niegrzeczne. z wyŜej opisanych powodów niełatwo zagadać do obcego. jest wyraźnie zróŜnicowany ze względu na płeć. ZauwaŜyłam. przypomina raczej karabin maszynowy. Po pierwsze. jaką Zachód Ŝywi na przykład dla czasów króla Artura. czytają.przynajmniej . czas bogactwa.się dzieciom. podobnie jak niektóre inne języki azjatyckie. jak wspominałam. W tamtejszym metrze Japończyk prędzej zaśnie z głową na ramieniu „gaijina". był najwspanialszą 248 epoką w historii Japonii. ale dotyczy to wyłącznie mowy kobiet. które dotykają się i ocierają. Nazwano ją Heian-kyó: Stolicą Pokoju i Świetności. Na estetyzacji Ŝycia mogły skupić się przede wszystkim kobiety. Zamknięci w pełnym dystansu języku piętrowych uprzejmości i subtelnych honoryfikatorów Japończycy w miejscach publicznych milczą. niŜ się do niego z własnej woli odezwie.

Tak powstała hiragana. co w okresie Heian arystokraci rozumieli przez „codzienne Ŝycie". Rządząca Japonią w owym czasie rodzina Fujiwara wprowadziła dziedziczenie po linii Ŝeńskiej.musieli oddać się bardziej trywialnym obowiązkom administracyjnym. Romans w owym czasie zaczynał się i kończył tekstem miłosnym: listem napisanym na perfumowanym papierze lub wachlarzu ozdobionym kwiatami. znając się zazwyczaj jedynie „ze słyszenia". drugi alfabet fonetyczny złoŜony ze znaków o miękkich i krągłych. Najpierw następowała wymiana takich miłosnych listów. Dobrze . wyrzucone poza nawias oficjalnego języka. kobiecych kształtach . Mimo iŜ kobiety w okresie Heian mogły się uczyć. męskim językiem. i wykształceni męŜczyźni chwytali za pióro. pozbawione władzy politycznej. co wcześniej mnisi i zaczęły zapisywać kanji w uproszczonej formie. kontemplowali księŜyc.była opisywana. aby przy rękawach (najdłuŜsze sięgały ziemi) i przy dekolcie na karku widoczne były kolory wszystkich warstw dobrane według skomplikowanego kodeksu estetycznego związanego z porami roku. urządzali konkursy poetyckie i radzili się wróŜbitów. 249 omawiać miłosne afery dworskich dostojników i prowadzić dysputy na temat kolorów strojów. Naprawdę władzę sprawowali męscy przedstawiciele klanu Fujiwara. Miłość -jeśli akurat nie uprawiana . Romansowano wówczas bez ograniczeń i poczucia winy. Tak czy inaczej. dobierali zapachy kadzidełek do „zapachowej ceremonii". którym zwyczajowo mogli posługiwać się tylko męŜczyźni. kobiety robiły to raczej w sekrecie. Za prawdziwie szlachetną literaturę uwaŜano tę w języku chińskim. Dlatego Heian nieraz nazywa się „wiekiem kobiet". a kolejne cesarzowe. było godnym pozazdroszczenia pasmem zabaw literackich i miłosnych. spoŜywając odpowiednie do tej wzniosłej czynności potrawy. a miłość doprowadzona do rangi sztuki stanowiła jedno z głównych zajęć. To zaś. zaczęły opisywać to. a córki rodu Ŝeniono z marionetkowymi cesarzami. by wspólnie z nimi pisać poematy. Arystokraci i damy Heian uprawiali więc miłość. otaczały się kręgiem pięknych i utalentowanych dam z wpływowych rodzin. których autorzy mogli nigdy wcześniej nie widzieć swoich twarzy. powaŜanym jak w europejskim średniowieczu łacina. współgrających z daną porą roku. W obu sferach uŜywano języka chińskiego. W ten sposób kobiety. wpadły na ten sam pomysł. zyskując uznanie z powodu szczególnie trafnej metafory pasującej do barwy i zapachu papieru. pokazując przyszłemu kochankowi skrawek szaty. A szata to była nie byle jaka: kobiety Heian nosiły pod wierzchnim okryciem dwanaście jedwabnych halek. Być moŜe teŜ dama uchyliła wcześniej rąbka tąjem250 nicy. gdy miłosne słowa trafiały na podatny grunt. stanowiska rządowe i uniwersytety były jednak przed nimi zamknięte. mimo iŜ nie uwaŜano tego za zajęcie właściwe dla damy. co istniało poza nawiasem sfery publicznej: codzienne Ŝycie.nazywano je onnade. które cieszyły się wówczas nieznaną wcześniej swobodą i przywilejami. by pisać poematy w kanji. Studiując chińskie znaki. rozczulali się nad pięknem padającego śniegu. podziwiali jesienne liście lub wiosenne kwiaty. kochankowie spotykali się w ciemnej sypialni damy.od czasu do czasu . kobiecym pismem czy dosłownie „kobiecą dłonią". z których kaŜda kolejna była nieco krótsza niŜ poprzednia tak. Edukacja męŜczyzn i kobiet w owym czasie względnej równości róŜniła się zatem w sposób znaczący. Podczas gdy panowie jawnie zgłębiali tajemnice chińskiego zwanego otokomoji.

Kochano więc i pisano ani nie mając pojęcia. Ideałem piękna stała się natura ujarzmiona. i oboje mogli właściwie nigdy nie przyjrzeć się swoim twarzom. które stworzyły hiragana. Wizerunki kobiet. sztuka pisania listów miłosnych przestała być traktowana jako najwaŜniejsza rzecz w Ŝyciu. jedno z kanji oznaczających „Ŝonę". w piękny sposób opisuje Lisa Dalby w Opowieści Murasaki. pisała. tworzą dwa elementy . NiezaleŜnie od statusu społecznego autorytet i władza były jednak po stronie języka zarezerwowanego dla męŜczyzny. z włosami spływającymi czarną kaskadą aŜ do stóp. Opowieść o księciu Genji. który waŜył około dwudziestu kilogramów. kanji oznaczające „pannę młodą". Fikcyjne spotkanie obu dam. męŜczyzna odtwarzający na scenie kobiece role. czynił ją wówczas bardziej poŜądanym obiektem męskiego pragnienia niŜ uroda. której autorką była Murasaki Shikibu. lecz na twardym podwyŜszeniu). pisała. W tym samym mniej więcej czasie Ŝyła inna niezwykła postać. a płciowa róŜnica w języku japońskim pogłębiała się. bo dama nie sypiała wówczas z głową na poduszce. Kobiety straciły przywileje. pisane przez kobiety Heian teksty ewoluowały w nową formę literacką. Podczas gdy chińskie wiersze męŜczyzn przepadły w niepamięci. zamiast których czoło zdobiły dwie duŜe szare kropki. Kobiety nigdy juŜ nie miały takiej wolności ani nie stworzyły porównywalnie wspaniałych dzieł. tsuma. iŜ wieść.„kobieta" i „ręka trzymająca . a wojenne zawieruchy kolejnych wieków odebrały znaczenie kobietom i kulturę melancholijnych estetów zastąpiła kultura równieŜ nieco skłonnych do melancholii. składa się z dwóch elementów: „kobiety" i „domu". której mowa z kolei róŜniła się od tej uŜywanej przez córkę samuraja. a kwintesencją kobiecego wdzięku onnagata. co działo się poza dworem. zaprawionym szczyptą złośliwości. Za pierwszą powieść w historii ludzkości uwaŜa się bowiem Genji Monogatari. Ŝe dama posiada piękny charakter pisma i biegła jest w sztuce układania zdań. przetrwały do naszych czasów: kredowobiała twarz z wyskubanymi brwiami. czas wojen i podbojów. Oczywiście wszystko to było bardziej skomplikowane. jeśli romans kończył się szybko. ceremonii herbacianej i teatru kabuki. usta w kolorze krwistej czerwieni i barwione na czarno zęby . Nie dziwi zatem. lecz bardzo przy tym wojowniczych samurajów. w przypadku mowy kobiet podlegała nieustannej sublimacji. by napisać odpowiedni poemat. a podległość i sfera domu . siedziała przy niskim stoliczku i pisała. W Makura no Sóshi 251 z niedościgłym mistrzostwem i kobiecym wdziękiem.dla naszych oczu wyglądają jak piękne i straszne demony. a w jej miejsce narodziła się kultura zen. z krągłą twarzą o dziwnej geografii. Dama Heian w wielowarstwowym kostiumie. zawsze ceniona w tym języku o wiele bardziej niŜ asertywność i bezpośredniość. Okres Heian juŜ nie powtórzył się. dama dworu cesarzowej. czyli słynnych Zeszytów spod poduszki (a raczej „spod zagłówka".kobiety. ani nie interesując się specjalnie tym. Upadek rządzącego w okresie Heian rodu Fujiwara zapoczątkował sześciowiekowe panowanie szogunów. gdzie Ŝycie tak zwanych zwykłych ludzi dalekie było od idylli. które ponoć nie przepadały za sobą w rzeczywistości. Yome. autorka Makura no Sóshi. nieco starsza od Murasaki Sei Shónagon. Subtelna grzeczność. bo na zróŜnicowanie języków miały wpływ równieŜ inne czynniki niŜ płeć i wieśniaczka mówiła inaczej niŜ na przykład Ŝona kupca z Edo.wychowany kochanek musiał opuścić ją przed świtem. Sei Shónagon opisała romansowe Ŝycie estetów i estetek na dworze Heian.

takw języku japońskim osoby o podobnych poglądach dopatrują się cech wskazujących na jego absolutną unikalność (związaną oczywiście z unikalnością mówiących nim ludzi). wije) . a jej kolega po prostu na „drugie piętro".szczotkę".dziś zanikające juŜ -gusai znaczące „głupia Ŝona". melodyjnym świergotem. gdy rozmawiała z osobami o duŜo niŜszym statusie. Tak jak japoński ryŜ wielu uwaŜa za najbielszy i najsmaczniejszy pod słońcem. podkreślając męskocentryczny charakter japońskiego społeczeństwa.gardłowe. Japończycy" . „My. Japończycy z samurajskich rodów. podczas gdy ona oświadczyłaby. Ŝe mieszkańcy Krainy Kwitnącej Wiśni mają pewne cechy godne pozazdroszczenia lub chociaŜ wyjątkowe. Do dziś w Japonii są dwa sposoby posługiwania się językiem. Jedna z krewnych autorki. Słowa uŜywane przez męŜa. które mogło być na przykład odpowiedzią na jedno z moich pytań. zdecydowane i mniej formalne. zdystansowanym i świadomym niuansów swojej kultury. Ŝe między Japończykami a „gaiji-nami" istnieją zasadnicze i nieredukowalne róŜnice. zwana z racji swego złego charakteru „mniszką . RóŜnice te nie są juŜ wprawdzie tak drastyczne w młodym pokoleniu Japończyków . a inni Ŝywią przekonanie o odmienności budowy i funkcjonowania japońskiego mózgu. Niektórzy zwolennicy ideologii Nihonjin-ron wierzą więc. której wyznawcy uwaŜają. a męskie . Ŝe japońskie kiszki są o wiele dłuŜsze niŜ zachodnie i przystosowane tylko do japońskiej diety. to kanai. Ŝe ich miejsce w strukturze jest odmienne.to sformułowanie często otwierało zdanie. Wiara w wyjątkowość Japończyków to podstawa wspomnianej juŜ tu ideologiiNihonjin-ron. japoński język jest przykładem potwierdzającym tę tezę. Dla tych. . 252 zwykła szczególnie często i z upodobaniem uŜywać męskiego języka. Kobieta i męŜczyzna w inny sposób mówią „ja". Do tego dochodzi wspominana juŜ tu przeze mnie odmienność intonacji. Ciekawy przykład uŜywania języka jako medium władzy opisuje wspomniana Yamakawa w opowieści o Ŝyciu codziennym kobiet z klasy samurajskiej okresie Edo. która w przypadku kobiety jest wysokim. podczas gdy męŜczyźni stosują je w formie podstawowej.którzy na przykład zamiast zróŜnicowanych w zaleŜności od kontekstu japońskich określeń na Ŝonę często nazywają ją dziś po prostu waifu (od ang. kobiece formy „ja" są mniej bezpośrednie i miękkie. Ŝe językiem męskim i kobiecym w wyjątkowo wyrafinowanej formie posługiwali się do końca Ŝycia jego rodzice. Japończycy". ucząc się od wczesnego dzieciństwa. którzy są przekonani. Kobiecy język wiąŜe się równieŜ z koniecznością uŜywania odpowiednich form grzecznościowych. Satoru opowiadał mi.ale nadal istnieją. W tradycyjnym japońskim języku męŜczyzna powiedziałby zatem o swojej Ŝonie: „Obudziła się". Ŝe „wielce szacowny małŜonek dokonał szacownego obudzenia się". uŜywała wówczas formy „ja" przysługującej męŜczyźnie. gdy mówi o swojej Ŝonie. urzędniczka w banku Spotkanie zaprosi klientów na „szacowne drugie piętro". urodzeni i wychowani przed drugą wojną światową.szogun". zdarzało się powiedzieć nawet osobom na ogół bardzo krytycznym. a właściwie dwa „płciowe dialekty": męski język władzy i kobiecy język podległości. Japoński mózg „My. Upraszczając: kobiety częściej uŜywają rzeczowników i czasowników z honoryfikatorami. czyli „osoba wewnątrz domu" albo .

co emocjonalne . co racjonalne. lewą półkulą. ale Akimi to zupełny wyjątek. ciekawsza. mnie samej wydawała się czasem niepokojąca. Mimo pozorów internacjonalizacji. Akimi. ludzie Zachodu nie są ani tak wraŜliwi na piękno natury jak Japończycy. Dzieje się tak dlatego. to jak porównać świat wyraŜony w dwóch tak odmiennych systemach językowych? Czy mówiąc na przykład o róŜy. Ŝe ja znam dwadzieścia kilka liter. mając moŜność wyraŜenia ich w sposób perfekcyjny. Japończycy uczą się angielskiego obowiązkowo przez dwanaście lat w szkołach. jak przekonuje autor.Japończycy zwykle starają się jakoś wytłumaczyć cudzoziemcom tę kłopotliwą dla nich przypadłość. ma swoje odzwierciedlenie w japońskim języku. Według Tsunody język japoński bliŜszy jest niŜ inne mowie natury. której nie ma Ŝaden inny język świata. dokształcają na kursach. ani nie potrafią oddać emocjonalnej głębi uczuć w tak doskonałych słowach.prawa. ale na ogół nie potrafią porozumieć się w tym języku. a za to. Tokio w wielu aspektach nie jest miastem międzynarodowym. odpowiada lewa półkula. Być moŜe jeszcze tylko w USA i Wielkiej Brytanii równie mało ludzi. mówi w jakimkolwiek innym języku niŜ ojczysty. podczas gdy mózg japoński odbiera oba rodzaje wraŜeń tą samą. co w przypadku próby przyswojenia obcego języka jest wyjątkowo złą metodą. które spędziło rok na kursie angielskiego w Londynie.Temu popularnemu przesądowi bogatą pseudonaukową oprawę dał profesor Tsunoda Tadanobu. Ŝe porozumiewa się zupełnie swobodnie. kilkunastoletni syn Mariko. Pewnie nieśmiałość Japończyków w kontaktach z obcymi teŜ ma tu coś do rzeczy. cudzoziemcy zdani są często tylko na siebie. W miejscach. Na ulicach Tokio szanse na przypadkowe znalezienie anglojęzycznego Japończyka są niewielkie. która wini japoński system eduka255 cji nastawiony na pamięciowe wkuwanie. ja i Mariko mamy na myśli taki sam kwiat? Jakie jest „imię róŜy" w kanjil Czy rzeczywistość opisana w kilku tysiącach kanji nie jest przypadkiem piękniejsza. bardziej godna uwagi? Ewentualne poczucie niŜszości wobec „japońskiego mózgu" i języka znikało jednak. w mózgach ludzi Zachodu za to. a oni dwa tysiące znaków. hotele. „Japończycy mówią po japońsku". Jego zdaniem. śliczny młodzieniec obdarzony wysokim wzrostem i szlachetnymi rysami. Stąd. gdy próbowałam porozumieć się w Tokio po angielsku. Nawet jeśli mózgi mamy z grubsza takie same (Ŝe jest inaczej nie przekonał mnie profesor Tsunoda). uparcie milczał w moim towarzystwie. których jest mnóstwo. czerwieniejąc i blednąc na zmianę. jak argumentuje Tsunoda. dziecko rodziny intelektualistów. tym zdaniem otworzył wykład profesor przemawiający do zagranicznych stypendystów Monbushó i nie Ŝartował . ale świadomość. gdy tylko zwracałam wzrok w jego stronę. okazało się. Gdy po kilku spotkaniach w końcu przemówił. Ŝe język japoński posiada szczególną właściwość mimetycznego przedstawiania rzeczywistości. muzea i świątynie. takich jak wielkie stacje kolejowe. co w Japonii. Na przykład na mapkach . 254 Unikalność japońskiego mózgu. Nigdy nie zdobyłam pewności. niepewność własnych umiejętności i lęk przed ośmieszeniem stanowią dodatkową blokadę. autor bestselleru Japoński mózg. jaki jest stosunek moich wykształconych japońskich znajomych do koncepcji profesora Tsunody. szemraniu strumienia czy śpiewowi cykad. Wśród róŜnych hipotez najbardziej przekonująca wydaje mi się ta.

wyglądał mi na studenta wydziału humanistycznego. gdzie napis: You are here i wielka czerwona strzałka dadzą ci tak potrzebną do przeŜycia pewność. gdzie księgarnia się mieści i którego w realnej przestrzeni miasta nie mogłam znaleźć. Do Japonii przyjeŜdŜa co roku tylko około pięciu milionów turystów i wydaje się. „Yes. powtarzał i robił kolejne kilka kroków. powtórzyłam łagodnie. jednej z najszacowniejszych uczelni Japonii. Ŝe nie warto dla nich się starać.segregowania śmieci. się nie przestając dziękować. Ŝe oto patrzymy na „przyrząd do ceremonii herbacianej" o nazwie „Wiatr w sosnach". „Bukusutoru".koło stacji kolejowych po angielsku napisane jest zazwyczaj tylko You are here tu jesteś. chrumknięcia i pomruki. towarzyszyło jedno jedyne zdanie po angielsku mówiące.. za pomocą których Japończycy wyraŜają emocje. których przestrzegania wymaga się w Japonii bardzo powaŜnie i bez Ŝadnej taryfy ulgowej.. więc naprawdę lepiej sobie posiedź tam. Ŝe to ty. ja z moim obcesowym pytaniem 257 . mówił i robił parę kroków. co po pewnym czasie nie jest aŜ tak trudne w Tokio. W obu przypadkach moŜna być pewnym informacji po angielsku. wyjaśniających detale związane z czymś. Ido". na którym moŜesz sobie usiąść i poczekać na olśnienie. między znakiem złoŜonym z trzech pogiętych kresek i małego telewizorka a znakiem przypominającym składany stołeczek. czyli angielskie słowo bookstore w japońskiej wymowie. Nieopatrzne zwrócenie się o pomoc doprowadziło do jednej z tych niezręcznych sytuacji. świsty. co wyglądało jak stara zniszczona rama okienna. ale w oczywisty sposób nie kojarzył go z niczym znajomym. Podejrzenie było tym bardziej prawdopodobne. Ŝe spacerowałam w malowniczych okolicach uniwersytetu Waseda. Ŝe ciągle masz swoje zachodnie przerośnięte „ja". ale do dziś pamiętam zagadniętego przeze mnie o drogę do księgarni miłego człowieka płci męskiej. . Szybko nauczyłam się radzić sobie sama. wydając teŜ przy tym inne dźwięki. „Bu-ku-su-to-ru". „gaijinie". Zagadnięty męŜczyzna zrobił najpierw charakterystyczną minę.bookstore? i pokazałam zaznaczony na planie Tokio krzyŜyk. podrapał się po mistrzowsko ostrzyŜonej głowie i zaczął dreptać dookoła. który w swoich levisach we wzorek udający chlapnięcia białej farby i z fanatazyjnie postrzępioną fryzurą na jeŜozwieŜa. łączącą zdumienie i zakłopotanie. Przestraszony człowiek wziął do ręki mój atlas. i labirynt marsjańskich ulic bez nazw. druga . wykrztusił na moje pytanie. bo niebieski. Ŝe Japończycy wychodzą z załoŜenia. czy mówi po angielsku. powtarzając bukusutoru. jakby z japońskiego przetłumaczyła ją osoba mówiąca tylko w suahili. zawsze są na widoku. Na przykład na wystawie poświęconej historii herbaty długiemu opisowi pełnemu dat i nazwisk. Resztę mapki opisano juŜ tylko po japońsku: jest tam staw chyba. a jego oczy krzyczały niemo: „Gaijinka!!!. Mimo zupełnego braku porozumienia Japończyk usiłował mi pomóc tak długo. gaijinka mówi do mnie w obcym języku!!! Co robić!?!" Bookstore"?. jakich potem będę unikać jak ognia. Tylko dwie instrukcje dotyczące 256 zwyczajów. które w ciągu ułamka sekundy rozkwitły w pełnię przeraŜenia. Podstawowe informacje po angielsku są zwykle kilka razy krótsze niŜ zamieszczone obok japońskie. nawet jeśli będzie wyglądała tak. Pierwsza dotyczy ściągania butów. Gdybym tego nie zrobiła. aŜ delikatnie wyciągnęłam mu moją własność z dłoni i wycofałam. stalibyśmy tam nie wiadomo jak długo jeszcze.

Gdy poproszony o pomoc Japończyk nie potrafi sprostać zadaniu. które notują w swoich zeszytach. Dowodem na to. Nowojorczyk. Być moŜe bez niego zdania wydawały się Chizuko zbyt bezpośrednie i przez to niegrzeczne. nieodmiennie doczepione było słówko maybe. Japończycy nie zachowują się w ten sposób i nawet jeśli zagadnięty męŜczyzna klął w duchu. przystanek nie miał dla mnie nazwy. pytającym głosem wymawiałam więc nazwę stacji. Ubrani w mundurki i bardzo przejęci podchodzą do turystów w Asakusie i zadają im proste pytania po angielsku. Ŝe zamiast mówić. Jeśli zaś uciekłby bez słowa. zwracając twarz ku najbliŜszemu sąsiadowi. nie powiedział mi. bo podczas gdy ja czekałam na prostą odpowiedź. Ŝe pytający o drogę ma w istocie zamiar okraść go. przygryziona warga. by nauka angielskiego stała się efektywniejsza. Ŝebym poszła do diabła razem ze swoim bukusutoru albo nauczyła się japońskiego. ale niezbyt rozgarniętej. oczywiście pod czujnym okiem sensei. szeptała najpierw do siebie. przerosła go. i nieustannie sprawdzała słówka w podręcznym elektronicznym słowniczku. Jej przesadna troska o poprawność sprawiała. wyraŜającego zakłopotanie. W zamian za udział w takiej rozmowie dostałam kiedyś od gromadki chichoczących uczennic trzy misterne zwierzątka origami. Ŝe trafiłam. na której chciałam wysiąść. Zanim lody między nami zostały na dobre przełamane. Ŝe metodyka nauczania angielskiego rzeczywiście pozostawia wiele do Ŝyczenia. prawdopodobnie w ogóle nie ten pociąg i nie dogadamy się. które w końcu wypływało z jej ust. ale społeczna sytuacja. Ŝe student z uniwersytetu Waseda nieraz zetknął się ze słowem bookstore. Jeśli na przykład pociąg zatrzymywał się tak. nie rozumiejąc. Chizuko przypominała sobie trzeci tryb warunkowy i wyszukiwała synonimy czasownika „iść". Ŝe podejmowane są róŜne próby. a japońska młodzieŜ opuszczała szkoły z rzeczywistą umiejętnością porozumiewania się w tym . Po tym doświadczeniu ograniczałam próby zasięgnięcia informacji od obcych tokijczyków do minimum. Sądzę. układając w myśli angielskie zdanie.to nie moja stacja. to nie z nieśmiałości. zmarszczone czoło. w której mógł z tego zrobić uŜytek. naśladując minę słodkich postaci z komiksów manga: przekrzywiona głowa. który nie potrafiłby lub nie miał ochoty udzielić cudzoziemcowi informacji. był miejscem oznaczonym dwiema kreskami. zaczynając od słowa „eto". dopóki nie zwolni się go z tego przykrego obowiązku. Opowiadano mi. nie wahałby się poinformować go o tym i to niekoniecznie w grzecznych słowach. sprawa była jasna . on z narzuconą mu powinnością. by udzielić mi prostej informacji. Oprócz uczniów robiących to w ramach ćwiczeń. krzyŜykiem i daszkiem albo grabiami wpisanymi w krzywy trójkąt. jedynie ci Japończycy. Ŝe nie było widać rzymskiego napisu. znaczyło. czego od niego chcę. nauczyciela. kaŜda rozmowa była koszmarem. 258 była teŜ Chizuko. i wznosząc głos dodawałam na końcu błagalne: Okay? Na przykład: „Nishi-Shinjuku? Okay?". którzy jako tako znają . Nie potrafił wykorzystać wykutej na pamięć szkolnej wiedzy do tego. pytałam. gdy jednak normalny dla japońskiej twarzy wyraz zaambarasowania pogłębiał się.przydatnym języku. czyli intensywna dociekliwość istoty pracowitej.chcemy czy nie . z której próbował się wywiązać. a do ostatniego słowa misternego zdania po angielsku. Gdy Japończyk odpowiadał „okay" i uśmiechał się z ulgą.po angielsku. a zagadnięty przeze mnie człowiek zaczynał coś długo mówić w swoim języku. zgwałcić lub nawet zabić. tylko słusznie obawiając się. Jedną z takich metod jest skłanianie maluchów do przełamywania nieśmiałości i zaczepiania „gaijinów". czuje się bardzo niezręcznie i będzie męczył się tak długo.

Jest i to bardzo wyraźnie . gdy nacisnęło się jakiś przycisk). chociaŜ niestety . ciesząc się być moŜe przyjazną bezpośredniością tego pytania. jest nimi nafaszerowany do granic moŜliwości. by nie rzec przyziemność. Bezpośredniość. by zaprowadzić mnie pod pomnik Hachikó.na przykład costo-apu. Ŝe jego japoński przyjaciel 260 przy szczególnie burzliwych dyskusjach radził mu: „Hack you" zamiast „Fuckyou". a on towarzyszył mi do końca i wysiadł tylko po to. pytają. angielskiego sprawiła. Reid pisze. przy czym ani w hiragana. w którym jeszcze wówczas nie umiałam kupić właściwego biletu (dla wyjaśnienia: automat był oznakowany oczywiście wyłącznie po japońsku i nawet mówił po japońsku. iŜ Japończycy mają problem z porozumiewaniem się po angielsku. Angielski przyprawiony wasabi Fakt. Ta ostatnia grupa świadczy o duŜej inwencji i . W Japonii takie cuda zdarzają się jednak rzadko. Ŝe język Szekspira nie jest obecny w ich codziennym Ŝyciu.nigdy więcej juŜ go nie spotkałam. czyli rozmiar.angielski. zapytał: „May I help you?" i rzeczywiście pomógł. współczesny japoński aŜ puchnie od anglicyzmów. W wymowie słów japońskich dźwięk zapisywany w alfabecie rzymskim jako „h" jest tak naprawdę czymś pośrednim między „h" i „f". Brak dźwięku „f" sprawia. nie znaczy. Była to moja pierwsza wyprawa na Shibuya. Po pierwsze. nie słysząc róŜnicy między tymi . niczym dobry miły duch. czyli cost up. Ŝe Japończycy niezwykle rzadko przeklinają. bo językoznawcy twierdzą. czyli hamburger.z tym. Na początku mojego pobytu w Japonii. wymawiany oeru. Ŝe uŜywa się go takŜe mówiąc na przykład o sferze seksu. Z „r" i „1" sprawa ma się podobnie i stąd bierze się jeszcze więcej zabawnych nieporozumień. którego nie mogą zadać obcemu w swoim języku pełnym piętrowych grzeczności i dystansu. została w mojej pamięci. ale moŜe zmyślał. „May I help ? ou?". młodej pracownicy biurowej o niskim statusie i głównie ozdobnej funkcji.pojawiają się w zastępstwie starych dobrych słów japońskich. OtóŜ w japońskim nie rozróŜnia się dźwięku spółgłosek „r" i „l' oraz „h" i „f". bliŜszym jednak temu pierwszemu (góra znana nam jako Fuji to zatem w japońskiej wersji raczej HudŜi). czyli telewizor. które tak naprawdę są madę in Japan i w oryginalnym angielskim w ogóle nie występują. Na szczególne uŜycie angielskiego przez Japończyków ma wpływ jeszcze jeden czynnik.sekkusu. Obserwując moje zmagania z automatem. szczypiącego wasabi. znaczy „podnieść ceny". pojawił się koło mnie na stacji Ishikawa-dai emerytowany nauczyciel angielskiego. czyli kolor . albo terebi. Niektóre z nich słuŜą jako nazwy takich rzeczy nieznanych w dawnej Japonii jak ham-baga. ani w katakana „1" i „f" w ogóle nie ma. bowiem Japończycy. drobna postać starego nauczyciela z laseczką i w kapelusiku jak z przedwojennych filmów. czyli . odnosi się do office lady. Ŝe przyprawiony na sposób japoński niczym sernik o smaku zielonej herbaty albo lody waniliowe z dodatkiem świeŜutkiego. Inne angielskie słowa . Ŝe przy wypowiadaniu angielskich słów z japońskich ust wydobywa się ono jako coś bliskiego „h". albo kara.seizu. a tajemniczy skrót OL. jeszcze inne to niby angielskie rzeczowniki i czasowniki. gdzie ze swadą prawdziwego przewodnika opowiedział mi 259 historię wiernego pieska. sami oferują pomoc widząc zagubionego cudzoziemca. Miła.

Agile challenge foryour bravefinger. ulicznych automatach z napojami i papierosami. mówiła informacja na papeterii ozdobionej rysunkami wisienek. Japlish. nawet gdyby uŜywało się ich „nonszalancko". kartach dań w restauracjach. Niegramatyczny i raczej bezsensowny. His dream soft cherry touch. jaką mieszkańcom oferowała pobliska świątynia buddyjska. informował napis na opakowaniu tanich długopisów. które ją kupowały. zwanym niekiedy Engrish. reszta była po japońsku. opakowaniach artykułów spoŜywczych i chemicznych. Tym razem okazało się. które od tej pory nazywaliśmy „flaczkami z kotka". bo cóŜ moŜe być lepsze na tokijski upał niŜ orzeźwiający Pocari Pot? MoŜna sobie wyobrazić. napisane było na aktówce powaŜnie wyglądającego biznesmena jadącego metrem i z pewnością nie chodziło o publiczną demonstrację jego zamiłowania do campu. Lavatoly głosił napis na toalecie w japońskim pensjonacie na półwyspie Izu. choć nie do końca przypadkowy. które poci się obficie. otwarciu nowego pola golfowego na dachu pobliskiego szpitala albo spotkaniu dla pań chcących schudnąć. angielski napis spełniał funkcję chwytu reklamowego. przypomina UFO . Słynny juŜ wśród „gaijinów" napój Pocari Sweat. pan czytający akurat gazetę pełną roznegliŜowanych pań. Smile to your friend in cherry mood. Your pet happy heart forever for dogs and cat. W Tokio moŜna je znaleźć dosłownie wszędzie: na ubraniach. bardzo w Japonii popularny i całkiem smaczny. Letter is a happy friendly messagel.sernik o smaku zielonej herbaty. He will smile back atyour cherry. ignorują ją przy zapisywaniu angielskich słów. w menu restauracji surowa (raw) wołowina raz była prawną (law). angielski przyprawiony po japońsku. których pospolity wygląd nie budził lęku przed „aktywnym wyzwaniem dla twojego odwaŜnego palca". We little cherry dream. Na początku kaŜdą taką ulotkę pokazywałam moim japońskim znajomym. pewnie poczułby się uraŜony takim podejrzeniem. co wszystko razem brzmiało mi dość nieprzyzwoicie. Let's camp together!. Let each man do his bestforyour sińce 1994. ulotkach reklamowych i billboardach. torebkach i plecakach. w drugim kotka. Od tej pamiętnej ulotki uległam popularnej wśród „gaijinów" pasji kolekcjonowania co smakowit-szych przykładów w Japlish. dzięki czemu dowiadywałam się na przykład o moŜliwości powiększenia biustu w promocyjnej cenie (czyli bustu-apu). dzieł „sztuki widełcowej". jego podobieństwo do oryginału jest jednocześnie oczywiste i bardzo dalekie. oznajmiało niewinnie opakowanie chusteczek higienicznych. prosząc o przetłumaczenie. na sprzęcie elektronicznym i turystycznym. pomarszczone zwierzątko o wielkich uszach. a szyld stoiska ze sztuką ludową (folk) w Kamakurze zachęcał do kupowania/orA.często uŜywanymi spółgłoskami. Ŝe pocari to małe. a kiedy indziej niską (Iow) wołowiną i to dlatego bohaterka filmu Między słowami nalegała: „Lwij moje pończochy" (leap zamiast reap) w niezbyt udanej zresztą scenie. Dziewczęta. kusił nas swoimi reklamami. co więcej. Oprócz tego enigmatycznego zdania. mającego przyciągnąć uwagę ewentualnych klientów. craft. Ŝe niezrozumiała dla mnie „reszta" była informacją o posłudze religijnej dla zmarłych zwierząt domowych. przeczytałam któregoś razu na ulotce znalezionej w skrzynce pocztowej. Happily enjoyyour life! Sometimesyou do it nonchalantely with lovely color like blue sky. w jednym rogu ulotki narysowano pieska. mogły napisać do przyjaciół „w wiśniowym nastroju". przeczytałam po jednej stronie papierowej torby z piekarni babci . którzy dzięki temu „uśmiechną się do ich delikatnych w dotyku wisienek". Thank you for your much buyingthis wonderful fresh bread. Tissue from kitten!.

włączając te z erotycznym podtekstem. gdzie publikują swoje kolekcje. biegając w parku Senzoku Ike).zupełnie ginie w przekładzie. Nurse and Strawbery. ale nie znaczy to. Największą frajdą są napisy w Japlish na ubraniach wyeksponowane na szczupłych klatkach piersiowych lub plecach Japonek i Japończyków. rodzaj japońskiego teatru. którzy wybornie znają japoński. kusiła pięknie zdobiona papierowa serwetka. Let's it bread!. a chleb okazał się . śarty z języka innego narodu są oczywiście mało wyrafinowaną rozrywką. napisano kolorowymi literami na płóciennej torbie ze sklepu z towarami po 100 jenów. Bye Pimple (na topie nastolatki w metrze) oraz Sexy Cowboy Goes Fast Since 1998 (na T-shircie wspominanego juŜ tu narzeczonego Barbie spod Hachikó). eat this savory elegant cakefor your happy ????? time. by istniała. pasjonaci zakładają strony internetowe. z braku miejsca. a Japończycy przejawiają duŜą wraŜliwość i najczęściej zupełny brak poczucia humoru.całkiem „autentyczny". Ŝe nie lubią oni dowcipów językowych. ale nie sądzę. With delicious for you.jak się przekonałam idąc do rakugo z Satoru . Ich wyrafinowany urok dostępny jest jednak tylko dla tych cudzoziemców. pewnie teŜ miałabym dość dowcipów na temat „r" i „1" typu: „Jak często Japończycy mają elekcję? Co lano". We madę delicious sweet for you. Good mornig Nurse Strawbery!. Ŝe nie czuło się przybywających kilogramów. Let's segregatel. Bye. Do moich „znalezisk" naleŜy: Swinging Pussy (na T-shircie młodej mamy z eleganckiej dzielnicy Den'en-Chófu). Cross-Legged Frog (na kurteczce Ŝwawej staruszki wspinającej się przede mną na Fuji i dodającej mi otuchy. Gdybym była Japonką. 262 którą podano mi wraz z tiramisu w rzeczywiście eleganckiej cukierni w Akasace. której uŜywałam do noszenia zakupów. gdy zostawałam za bardzo w tyle). W prze263 ciwieństwie na przykład do moich rodaków. Ŝe .Shinady. Przetłumaczony dowcip japoński tego typu przypomina angielskie streszczenie spektaklu kabuki. było napisane z drugiej. a zwłaszcza Japończykiem. zachęcała duŜymi literami na pierwszej stronie dwujęzyczna gazetka wydawana w dzielnicy Meguro. studenci z wymiany zagranicznej i artyści. cudownie dźwięczne Bloody YourDandelion (na dresowej bluzie Japonki. gdy dotyczą one ich mowy. Please. Ŝe japońskie gry językowe przybierają wyjątkowo skomplikowaną formę. kto znajdzie najlepszy przykład koszulkowego Japlish. którą często spotykałam. fizycy i kulturoznawcy licytują się nie od dziś. nie udało mi się dowiedzieć. Dick in Blue (na torsie melancholijnego młodzieńca w parku Shinjuku). Japlish jest obowiązującym językiem stylu kawali i napisy w nim zdobią takie dzieła potęŜnej firmy Sanrio. jak komik Dave Barry. gdzie czas płynął tak happy ? ?????. We are surę you will enjoy this rich and authentic bread in your joyful life. jak na przykład róŜowe tostery My Sweet Bread Toster albo uchwyty na papier toaletowy Your Friendly.na szczęście . Kim jest Siostra Truskawka. It is with friend. Trudno się zresztą dziwić. opiera się w duŜej części właśnie na takiej formie komizmu. gdzie opowiada się dowcipy. Korespondenci potęŜnych gazet i dyplomaci. z którego po kilkakrotnym przestudiowaniu wiadomo tyle. Now we will sendyou the real taste ofthe baked bread appreciated for a long time. Ŝarty autoironiczne nie są mocną stroną Japończyków. Na przykład rakugo. uŜycie języka angielskiego ogranicza się do naprawdę soczystych haseł. i . Tu. pisarze powaŜni i zupełnie niepowaŜni. a wieloznaczność kanji sprawia.

mimo iŜ ukradziona rzecz znalazła się dzięki dzielnemu samurajowi. gdzie sens podporządkowany jest wartości estetycznej. byle byłoby po angielsku. wytłumaczyła mi. Cytując przykłady Japlish. Posłowie: Między słowami Japonia. Właściwie w naszej wyobraźni nadal cieszy się statusem „krainy" raczej niŜ „kraju". iŜ „gaijini" nie rozumieją Japlish. którego paradygmatem dla Japończyków jest Ameryka. Dla Japończyków. To zatem język dalekiego. Ŝe Japończycy doskonale wiedzą. a brat . potęŜnych męŜczyzn i blondynek o niebieskich oczach. egzotycznego kraju. wysokich. by mieć pewność. który fascynowałby ludzi Zachodu bardziej niŜ ona. ma doprawdy niewielkie znaczenie wobec faktu. angielski jest bowiem „szpanerski".dla nas komicznego zjawiska kulturowego.powrócił i popełnił samobójstwo. bo musiał. a nie w Japlish.nie wiadomo czyj . zŜymający się na ten kaleki. lecz by spróbować zrozumieć sens pewnego . syna Mariko. zabawny angielski. To mowa Zachodu. młodzieniec . o co chodzi. nie uwzględniają przewaŜnie jednej waŜnej rzeczy. nie robię tego. Gdy zapytałam Akimi. ani nie przejmując się tym. jakie przed wiekami robili z chińszczyzną? Poza wszystkim to. Hasło reklamowe z japońskiego plakatu turystycznego. czy napis Hot Ready Burns na jego nowej bluzie jest nazwą zespołu muzycznego. Językowi puryści. co jest napisane. Jest przede wszystkim miejscem mitycznym.popatrzył na mnie jak na przybysza z dalekiej planety. bo znają reguły kulturowej gry. by wyśmiewać się z „dziwności" Japończyków.nie po raz pierwszy i ostatni . gdzie gejsze i . hulaj dusza! W końcu na mojej kupionej w USA „orientalnej" koszulce podobno napisane było po japońsku: „Smacznego! Łódź podwodna. w jaki my wykorzystujemy dla ozdoby kanji ani nie 264 znając ich znaczenia. Być moŜe te współczesne eksperymenty Japończyków z angielskim moŜna porównać do tych. W przypadku instrukcji obsługi i innych przekazów o charakterze przede wszystkim informacyjnym. UŜycie angielskiego często ma zatem charakter czysto dekoracyjny i moŜna je porównać do sposobu. na którą zwrócili mi uwagę japońscy znajomi. rzeczywiście warto byłoby pokusić się o sprawdzenie poprawności przekładu przed publikacją. cool. Ŝe tekst będzie po angielsku. Ŝe niewaŜne. a nie geograficznym czy politycznym: dalekim i ekscytującym „Tam". język gwiazd Hollywoodu i gwiazd rocka. Który teŜ popełnił samobójstwo.ktoś komuś ukradł przyrząd do palenia kadzideł i córka tego kogoś sprzedała się do domu publicznego. Tam jednak. gdzie wszystko wydaje się być inaczej. Jego mama. Nie było i nie ma chyba kraju. podobnie jak innych Azjatów. wychylając się z kuchni. Dwie góry biec!" Japonia to obcy kraj.

ogrody zen i kwitnące wiśnie składają się na obraz tradycyjnej Japonii. „Nawróconych na Japonię" moŜna 268 . a w zachodniej modzie po raz kolejny w tym sezonie pojawiły się motywy fal i Ŝurawi i piękne obce znaki zupełnie nieprzypominające naszych liter. Tak silne miejsce Japonii w wyobraźni Zachodu sprawia. z duŜą trafnością oddając w ten sposób istotę fantazmatycznej struktury. ma inny wymiar niŜ niemoŜność znalezienia drogowskazu w slumsach jednej z biednych południowoazjatyckich czy afrykańskich stolic. JacyŜ więc są? Dumni? Nieśmiali? Grzeczni? Okrutni? Pracowici? Wojowniczy? Śmieszni? Pozbawieni poczucia winy? Wstydliwi? Dziecinni? Wyrafinowani? KaŜda odpowiedź jest początkiem opowieści o Japonii widzianej oczami „gaijina" i w kaŜdej część prawdy ginie w przekładzie.jak pisze z przekąsem Kerr . Poczucie zagubienia.samuraje. budują wielkie. z rzeczywistością jest zaś procesem nieprzewidywalnym. Kusi. czy wręcz .tak inną i tak podobną zarazem opisać i zrozumieć. zwłaszcza jeśli nauczycielką będzie dama w kimonie. Ŝe jadąc tam. wielbiąc głębię buddyzmu i mądrość Wschodu. Cywilizowana odmienność Japonii zbyt często nie mieści się w naszym pojęciu egzotyki. z jakim zwykliśmy pochylać się nad „dzikim". w jaką zmienił się świat. pozbawia nas miłego poczucia wyŜszości. Nie ma ani takiego kraju. W jego wyniku niektórzy z nas zakochują się w Japonii. Od czasu. prędzej czy później zada więc sobie pytanie. codziennie pełnym niespodzianek. Zapisują się na lekcje ikebany i kurs ceremonii herbacianej w przekonaniu. którzy z łatwością opanowują ponad dwa tysiące dziwnych znaków. co przywieźliśmy. „Tak naprawdę cała ta Japonia jest czystym wymysłem. gdy padły te słowa. Hollywood produkuje dzielnych białych samurajów walczących oczywiście nie gorzej niŜ prawdziwi. jest wciąŜ daleka niczym obca planeta. ale fascynacja trwa i nic nie wróŜy jej końca: ksiąŜki o Ŝyciu gejsz stają się bestsellerami. by raz na zawsze tę Japonię . kraj. którego potęga nie potrzebuje fundamentu naszych systemów filozoficznych i religijnych.„nawracają się na Japonię" i resztę Ŝycia spędzają. w ramach której Zachód stwarzał i stwarza swoją Japonię. Ŝywiąc się tofu i wodorostami. Cudzoziemiec.nie przestała być dla nas tajemnicza. powiedział Oskar Wilde w 1889 roku. tępo wpatrzony w napis w kanji. Konfrontacja tego. Tym bardziej więc intryguje i niepokoi. Japonia współczesna jednak nowoczesna. dźwigamy bagaŜ fantazji cięŜszy niŜ zwykle. jacy są ci ludzie. lśniąca aluminium i szkłem. dostępna w ciągu kilkunastogodzinnej podróŜy z kaŜdej stolicy Zachodu . gdzieś między luksusowym sklepem firmy Sony a tysiącletnią 267 świątynią shintó. jakie dopada nas w japońskim mieście. który sami wymyśliliśmy i zatrzymaliśmy w czasie. ani takich ludzi". a nie potrafią (nie chcą?) udzielić mu prostej informacji po angielsku. PołoŜony na wąskich wulkanicznych wyspach kraj o podobnym rozwoju cywilizacyjnym co Zachód. co myślą. minęło ponad sto lat. hipernowo-czesne miasta i najlepsze komputery. Ŝe w tych eleganckich tradycjach tkwi esencja japońskości i Ŝe uda się jej nauczyć za odpowiednią opłatą. między słowami nieprzetłumaczalnych do końca języków. Mimo dzisiejszej łatwości komunikowania się i przemieszczania po globalnej wiosce. lecz odmiennej kulturze.

pewnie po raz pierwszy aŜ tak . Tak powstała „moja Japonia". przeszłam prawdziwą burzę uczuć. który ze sobą przywieźli. słuchałam pięknej intymnej historii mojej japońskiej przyjaciółki i spędzałam nerwowe. Pisanie. pozwala na luksus podąŜania za własnym wzrokiem. Ŝe ani tego kraju. których płatki opadały nam na głowy jak ciepły śnieg. zestaw widoków z Krainy Kwitnącej Wiśni. Siedząc nago w publicznej łaźni. Nie inaczej było w przypadku autorki tej ksiąŜki. Wybór kaŜdej trasy. Dałam się wciągnąć.zobaczyć podczas takich tamtejszych świąt jak O-bon. a dobry hamburger lepszy jest od najlepszego sushi. zastanawiając się. jeśli juŜ nie denerwująco. i przeklinałam porę deszczową. czy teŜ było tylko jednym z typowo japońskich przykładów grzeczności i pojawiając się tam. ani jego niewielkich i zabawnie. niezgrabnie przytupując w przyciasnych klapkach geta. które składają się na Japoński wachlarz. spacerowicza. ale po krótkiej walce uległam jej czarowi. Zachwyty i pytania skłaniały mnie do szukania odpowiednich ksiąŜek. osobiste preferencje i tysiące innych rzeczy. w jaką udaje się flaneur. a te pociągały za sobą dalsze j zachwyty i pytania. ta praca to dzieło autorki spacerującej po rzeczywistych i symbolicznych przestrzeniach obcej kultury. Japoński wachlarz składa się z kilku od dawna fascynujących mnie tematów.splotły się ze sobą w jedną całość wielkiej emocjonalnej i intelektualnej przygody. głębiej i głębiej. Nie „nawróciłam się na Japonię". podczas której świat pokrywał się kabi. pleśnią. kierowania się węchem i reakcją kubków smakowych. Pierwszym elementem tej całości jest miasto. zatrzymać się dłuŜej przy tym właśnie konkretnym widoku. które w Japonii . które nieraz w ciągu jednego dnia ewoluowały od zapierającego dech zachwytu nad czyimś pięknym gestem do bezsilnej wściekłości wobec biurokratycznego absurdu albo tego. dyktuje jego albo jej historia oraz wcześniejsze doświadczenia. zachowujących się mieszkańców nie da się zrozumieć. gdzie ubrani w przykrótkieyukaty nadgorliwie uczestniczą w ulicznych tańcach ku czci nie swoich przodków. pulsujący Ŝyciem organizm stworzony przez . stały się rutyną mojego japońskiego Ŝycia. To jednak. i przekonaniem. mozolna translacja tekstu ulicy. Konfrontując je z rzeczywistością. które kaŜą spacerowiczowi skręcić właśnie w tę. w której się wychowałam. co wydarzyło się za dnia. Status flaneura. cowieczorne próby przyszpilenia tego. gdzie poniosą nas stopy w obcym kraju. co w swej ignorancji za absurd uwaŜałam. kolejne ksiąŜki. oprócz notbooka firmy Toshiba. kolejne spacery. pustym budynku International Forum. nie jest do końca przypadkowe. pełne wątpliwości godziny. Wybierając się na dwa lata do Tokio. niepotrzebnie wprawię gospodarzy w zakłopotanie. Uwielbiałam japońską wiosnę z jej kwitnącymi wiśniami. Dzień po dniu przez dwa lata te „zeszyty spod poduszki" nawarstwiały się w osobisty tekst dokumentujący doświadczenie spotkania z inną kulturą. Inni wracają do domu z tym samym stereotypem Japończyków i Japonii. Podziwiałam sterylną czystość Tokio i do szału doprowadzały mnie panie czyszczące wacikami do uszu szpary w podłodze w wielkim. na swobodne kolekcjonowanie wraŜeń. Daję zatem do rąk Czytelnika subiektywną opowieść. i puchł z wilgoci. a nie inną uliczkę. czy za czyimś zaproszeniem stała szczera chęć goszczenia mnie. miałam więc takŜe w bagaŜu podręcznym kilka gotowych wyobraŜeń na temat Japonii ukształtowanych przez kulturę. w której nie aspiruję do roli znawcy i nie stwarzam naukowej syntezy.

„inna" ? Jak mogę się tego dowiedzieć? To ostatnie pytanie otwiera drogę kolejnej z fascynacji. Tu nie uda nam się zmieszać z tłumem. Gdzie te przestrzenie kobiecości i męskości są w Tokio oczywiste. by pozwolić mu się wciągnąć w labirynt ulic. gdzie podmiot nie 271 przypomina w niczym nadętego zachodniego „ja". o granice ja i to. które wymaga od spacerowicza cierpliwości. co ma ono do zaoferowania: frenetyczna aktywność. by zrozumieć odpowiedź. pulsujące wspólnym oddechem. ciągłe bycie wśród ludzi przy jednoczesnym poczuciu anonimowości. która wychowała się na takich samych lekturach co ja. Tokio jest bowiem jednym z najwspanialszych miast świata. KaŜda kultura i kaŜde miasto ma kobiece i męskie przestrzenie. zamieszkiwany przez miliony stłoczonych ludzi. tym. nadziei i okrucieństwa. Mam tu na myśli inność. zawsze pełen tajemnic. przenikające. Jej imię brzmi „język". Oto ja wrzucona w środek miasta takiego jak Tokio. Niespodziewane zamiany ról. Jeśli podąŜymy ich śladem. Jadąc do Tokio. a gdzie mogę poczuć się „u siebie"? Czy siedząca naprzeciw mnie kobieta w kimonie. która prowokuje do stawiania pytań o moŜliwość poznania drugiego człowieka i siebie samego. i tym. co kobiece.człowieka. wydała mi się na tyle fascynująca. dla których miasto stanowi naturalne środowisko i których ekscytuje wszystko. a świadomość tego pozwala stworzyć jedną z moŜliwych topografii. NaleŜę do osób. czasem zaś krzyŜujące się. Później moŜliwość wyraŜenia się za pomocą zupełnie innego systemu językowego. w którym oczy jak czarne krople. niekiedy zupełnie oddzielne. wspaniały w swoim połączeniu piękna i ohydy. teatralne gesty są do bólu inne. jest bardziej „podobna" czy jednak . Miejsca spotkań. które dały Ŝycie tej ksiąŜce. Miejsca kobiet. poruszających się według nieznanych nam zasad. zbyt mało nawet. nieskomplikowane i małe. powtarzalne elementy w miejskim pejzaŜu i jego wyjątkowość domagająca się odkrycia i nazwania. ukłony. co rozciąga się poza nimi. Ale przecieŜ porozumiewanie się to nie tylko mowa. Ŝe zaczęłam się uczyć japońskiego. Miejsca transgresji.jestem obca. by zapytać o drogę. jest wyzwaniem. w porównaniu z japońską megapolis stolice Zachodu wydają się przewidywalne. hałas. jakie oferuje Tokio.kobieta i cudzoziemka . to takŜe język ciała. mijają mnie ludzie i kaŜda z tych osób jest jego częścią: ta piękna młoda kobieta z bukietem chryzantem. Fundament inności stanowi zaś podstawowe rozróŜnienie. Bycie obcym jest dla 270 przedstawicieli naszej kultury najbardziej naturalnym i akceptowalnym modus vivendi. co męskie. sprawia. barów i sklepów. ich zupełnie nieczytelne kształty. tłum. poznamy dwa róŜne miasta. To miasto o szalonej topografii. hieratyczne pozy. a gdzie nakładają się na siebie i gmatwają? Gdzie w kraju takim jak Japonia ja . Ŝe fascynacja miastem nieuchronnie staje się fascynacją innością. znałam tylko kilka słów po japońsku. I tu miałam szczęście. Kostiumy i przebieranki. ten męŜczyzna odprowadzający ją wzrokiem. Dojmujące poczucie własnej cielesnej odmienności w tokijskim morzu ciał obcych. Miejsca męŜczyzn. bowiem niewinny spacer moŜe łatwo zmienić się w szkołę emocjonalnego przetrwania. Najpierw zauroczyło mnie piękno znaków. innej kultury i swojej własnej. a kobieta mówi „ja" inaczej niŜ męŜczyzna. jakiego dokonujemy w kaŜdej kulturze: między kobietą a męŜczyzną. nawet wrogie. rozlewające się w betonowy ocean. . które zawsze wydawały mi się najbardziej interesujące. a juŜ na pewno. kuszący.

pierwszym zmysłem. za barem kaiten zushi. od kuchni. w jakich uczestniczyłam. Jeanne Jacob The Essence ofJapanese Cuisine.jakości akustycznej. chrząknięcia zakłopotania i syki niezadowolenia. dopiero potem pociągając za sobą obrazy. świeŜo tłuczonego sezamu i soi pozwala mi wrócić na chwilę do kraju . ocean podobieństw i róŜnic. Wspomnienie bachanaliów w „imperium smaku" przyszło mi na myśl.za którą. których krzyŜującym się tropem podąŜałam. tak waŜne w japońskiej kulturze. stało się dla moich przyszłych przyjaciół pierwszym pretekstem. „Przyjdź. University of Pennsylwania Press 2000. Ŝe Naomi jest fanką kobiecego teatru Takarazuka. a Michiko była „masaŜystką" w Krainie Mydła.choć oczywiście skrajnie subiektywnej . którego doświadcza się Ŝyjąc na co dzień wśród innych. Sexuality. University of California Press 2000. Annę Allison Nightwork. na matach tatami tradycyjnej restauracji. pisząc tę ksiąŜkę. Gdy po dwóch latach wyjechałam z Tokio i zaczynałam je wspominać. zaczęły się moje japońskie przyjaźnie. by się do mnie zbliŜyć i oswoić się z moją hybrydyczną blond obecnością w ich świecie. University of California Press 1993. poznałam dzięki nim parę nowych smaków. -PermittedandProhibitedDesires. jaki dał o sobie znać. czy pilnie zwiedzanych zabytków. Gdy otwieram Japoński wachlarz. zapachowej. wizualnej. na które wskazuje Satoru. Mam tu na myśli swoją osobistą skłonność do zmysłowego odczuwania miast. KsiąŜki. Jedzenie. Pleasure. University of Chicago Press 1994. na trawie pod wiśniami kwitnącymi szaleńczo na cmentarzu Aoyama. Comics. rozmawiając ze mną bezbłędną angielszczyzną? Pragnienie porozumienia z Innym prowadzi do ostatniej z wachlarza fascynacji. Mothers. pisząc te słowa. tęsknię. Zanim dowiedziałam się. zaprosiła mnie wkrótce jedna kobieta. . które zostają w mojej pamięci nie za sprawą „przygód".powtarzalna ulotność gestu dłoni.czy jednak „krainy" . Jedzenie. które na zawsze połączyły się dla mnie ze 272 słowem „Japonia". and Censorship in Japan. celebracje obcych smaków na języku: przy domowym stole. my . O jakim „ja" mówi zatem Japonka? O jakim Japończyk? Które z tych w nosie usytuowanych japońskich „ja" bliŜsze jest mojemu? To naleŜące do sekretarki Chizuko? To. które warto przeczytać Po angielsku: Michael Ashenazi. ale dzięki jakiejś wybijającej się . grymas twarzy. drgnienie powieki. uczty. a inna wystąpiła z propozycją wspólnego przyrządzenia sukiyaki i tak. zanim raz czy drugi zabrały mnie do onsenu. nauczę cię robić sashimi". Kawałek surowej ryby z ciałem lekko jeszcze drgającym niedawnym Ŝyciem moŜe być równie dobrą magdalenką. and Corporate Masculinity in a Tokyo Hostess Club. Mary Brinton Women and the Economic Miracle: Gender and Work in Postwar Japan.na klatkę piersiową. Dla przykładu: Japończyk mówiąc „ja" wskazuje na nos. był smak. zapach morza.

Robert C. Univeristy of California Press 1998. and Power in Japan and Other Societies. Cambridge University Press 1998. Higgins. Scott Clark Japan. Helen Hardcare Marketing the Menacing Fetus in Japan. Heroes and Yillains in Japanese Culture. Jinai Hidenobu Tokyo. Masao Miyoshi. The Insiders's Guide to Japanese Pop Subculture. . University of California Press 1997. Oxford University Press 1995. Harootunian (ed.)Aesthetics in Perspective. ???? Kerr Dogs a Demons. Sacred Mothers. Duke University Press. Politness. -Japanese Women: Constraint and Fulfillment. Presentation. Greenwood Press 1989. Mariłyn Ivy Discourses ofthe Yanishing. -BehindtheMask:OnSexualDemons.) The Worlds of Japanese Popular Culture. Reid Confucius Lives Next Door. Random House 1999. and Other Japanese Cultural Heroes. Martinez. John Bester. Cadence Books 1999. Joy Hendry Wraping Culture. Durham 1989. Richard Powers. P D. Kodansha International 1981. łan Buruma A Japanese Mirror. Honolulu 1985.Nicholas Bornoff Pink Samurai. D. Harootunian Postmodernism inJapan. Patrick Macias (introduction) Japan Edge. Kyoko Mori PoliteLies. Jennifer Robertson Takarazuka. Duke University Press 1989. D. w: Katleen M. Curzon 2000. H. D. R. Fawcett Books 1997. An Erotic Exploration ofJapanese Society.) Handbook of Japanese Popular Culture. a Viewfrom the Bath. OnBeinga Woman Caught Between Cultures. Takie Sugiyama Lebra Japanese Patterns ofBehavior. Yuriko Saito „The Japanese Appreciation of Naturę:. University of Chicago Press. H. (ed. Sharon Kinsella Adult Manga. Univer sity of Hawaii Press. Hidetoshi Kato (ed. Harper Collins 1994. przeł. John Wiley & Sons 1998. University of Hawai'i Press 1994. Modernity Phantasm Japan. Meridian 1985. Harcourt Brace & Company 1996. A Spatial Anthropology. H. Solomon (ed. Transvestites. Takeo Doi The Anatomy of Dependence. Donal Richie The Image Factory: Fads & Fashion in Japan. Roman Cybriwsky Tokyo. University of California Press 1995. Kimiko Nishimura. Chicago 1995. University of Chicago Press 1988. Talesfrom Dark Side ofJapan. Phoenix 1984. przeł. University of Hawaii Press 1976.) Postmodernism and Japan. Hill and Wang 2001. T. Sexual Politics and Popular Culture in Modern Japan. Harootunian Things Seen and Unseen. Reaktion Books 2003. Masao Miyoshi.

Yale University Press 1992. Szkolne i Pedagogiczne. Media and Consumption in Japan. Shinada . John Whittier Treat (ed. Brian J. Jolanta Tubielewicz Kultura Japonii. Martin's Press 1995. -i oraz -n. które kończą się na -a. np. Stanford University Press 1983. Kodansha 1985. Trio. . Nicolas Bouvier Kronika japońska.Challenging Tradition: Women in Japan. Routledge 1996. Adam Dziadek. Brian Moeran (ed. Siowa japońskie zadomowione w naszym języku podaję w spolszczonej pisowni. Warszawa 1996. przekład. Schooling and SelfPresentation in Japan. Uwagi językowe Wszystkie imiona i nazwiska japońskie podane są tu według kolejności przyjętej przez Japończyków (nazwisko poprzedza imię). Warszawa 1999. State. Krystyna Wilkoszewska (red. Janina Rubach-Kuczewska śycie po japońsku. Ewa Klekot.i po polsku: Roland Barthes Imperium znaku. Joseph J. Kikue Yamakawa Women of the Mito Domain. Berg 2000. Stanford University Press 2001. przeł. McVeigh Wearing Ideology. Przestrzegam przyjętej w naszym języku zasady odmieniania tych zagranicznych nazwisk i imion. cudzoziemiec) tworzę spolszczone . Kraków 2003. Beata Romanowicz. Wioletta Laskowska. Recollection of Samurai Family Life. Krystyna Sławińska. paczinko. Ginza . Iskry. -Japonia zmienna czy niezmienna?. Warszawa 1999. np. PIW. Free Pressl993. 276 Merry White The Materiał Child: Corning of Age in Japan and America. Wydawnictwo KR. Joanna Wolska-Lenarczyk. Universitas. Comparing Cultures: Readings on Contemporary Japan for American Writers. .. Bedford Books of St. Warszawa 1998. Every Day Life ąnd Consumer Taste in a Changing Society. przeł. a od slowagaijin (obcy. Warszawa 1985.Ginzy. Ruth Benedict Chryzantema i miecz. Timon Screech Erotyczne obrazy japońskie 1700-1820. Słownik. Sharon Sievers Flowers in Salt: The Beginnings of Feminist Consciousness in Modern Japan. Schodt Frederick Mangal Mangal The World of Japanese Comics. Katie Wildman Nakai.) Estetyka japońska. Universitas. przeł. Japan Society Press 1991.Shinady. np..) Women. Wyd. University of Hawaii Press 1995. Noir sur Blanc 2001. oraz nazw zakończonych na -a. przeł.) Contemporary Japan and Popular Culture. Kraków 2002.Lise Skov. Tobin Re-made in Japan.

.......11 II.23 III.......... -y = j (Yume = Jurne)..............eh = ć (Hachiko = Haciko)...... Wodny świat kobiet........ które warto przeczytać..... W dŜungli języka. wymawia się tak samo jak w języku polskim..........formy np.................................................. „gaijini"............ Imperium smaku.. Większość spółgłosek i samogłosek.167 VII..........185 VIII.77 IV....275 / ... Sąsiedztwo........ KawaW...... Wyjątki to .............. które występują teŜ w wersji wydłuŜonej (ó.................. „gaijinka".... itd............235 Posłowie: Między słowami. ......... Spis treści 271 słów od autorki... w = ł (watashi = łatasi). -j = dź (gaijin = gaidzin).........___145 VI............ Tokio jest jak Mars.....ts = ? (tsunami = cunami).......... wu * ?... PodróŜ do Domu Słońca...... sh = ś (Shinjuku = Sindziuku)......... z = dz (zen = dzen)..W Lolitki z imperium zmysłów.).......... u.................. Inne japońskie słowa zapisuję zgodnie z transkrypcją międzynarodową..117 V............................9 I...........267 KsiąŜki..... Takarazuka: „Ona jest takim pięknym męŜczyzną!"...

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful