ANDRZEJ MALESZKA: Magiczne drzewo: ANDRZEJ MALESZKA Magiczne drzewo CZERWONE KRZESŁO • :i- . ..

fin ILUSTRACJE IGOR MORSKI MORSKI STUDIO GRAFICZNE ¦¦¦iss WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2009 Projekt okładki Andrzej Maleszka Paweł Panczakiewicz/ART.DESIGN Fotografia na okładce Maciej Mańkowski Fotografia autora na stronie 4 okładki Archiwum autora Ilustracje na stronach 103,174,192 oraz pierwsza wyklejka Andrzej Maleszka Opieka redakcyjna Maria Makuch Adiustacja Urszula Horecka Anastazja Oleśkiewicz Korekta Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny PARASTUDIO Łamanie Irena Jagocha Copyright © by Andrzej Maleszka Copyright for the illustrations © by Morski Studio Graficzne Sp. z o.o. 2009 ISBN 978-83-240-1165-0 Książki z dobrej strony: www.znak.com pi Sieczny Instytut Wydawniczy 30.105 DZiał SPrZ6daZy: tCl- (°12) 61 99 -ail: czyte.nicy@znak.com.pi Wdwutysięcznym roku nad Doliną Warty przeszła straszliwa burza. Trwała bez przerwy przez trzy dni i trzy noce. Przerażone zwierzęta kryły się w najgłębszych norach. Małe dzieci chowały głowy pod poduszki, by nie słyszeć nieustającego huku grzmotów. W wielu domach zgasło światło, a dachy porwała wichura. Trzeciego dnia piorun uderzył w olbrzymi stary dąb rosnący na wzgórzu. Drzewo pękło i runęło na ziemię. Zadrżały domy w całej dolinie, a burza natychmiast ustała. Nie był to zwyczajny dąb. Było to Magiczne Drzewo. Miało w sobie ogromną, cudowną moc. Lecz wtedy nikt o tym nie wiedział. Ludzie zawieźli je do tartaku i pocięli na deski. Z drewna zrobiono setki różnych przedmiotów, a w każdym przedmiocie została cząstka magicznej mocy. W zwyczajnych rzeczach ukryła się siła, jakiej nie znał dotąd świat. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły się niesamowite zdarzenia. CZERWONE KRZESŁO Dokładnie o północy Kuki otworzył oczy i zaraz je zamknął, bo okno rozświetliła błyskawica. Po sekundzie zahuczał grzmot i dom zadrżał. Kuki naciągnął kołdrę na głowę, bo nienawidził burzy. Od razu sobie wyobrażał, jak dom rozlatuje się na kawałki. Albo jak się pali. Albo że wszystkich porywają upiorne dzieciojady, które przylatują w czasie burzy. Miał dużą wyobraźnię.

- Filip, śpisz...? - szepnął Kuki. - Filip! Nikt nie odpowiedział. Chłopiec powoli wypełzł spod kołdry i spojrzał na łóżko brata. Było puste. Filipa nie było. Kuki wyskoczył z łóżka i podbiegł do lampy. Nacisnął włącznik, ale światło się nie zapaliło. Nie było brata i nie było światła! Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł na ciemny korytarz. Cisza. Słychać tylko kapanie. Plum... Kap... Z sufitu sączyła się strużka wody. - Co się dzieje? Tośka! Otworzył drzwi z napisem: Kto wejdzie bez pukania, to trup, i krzyknął: 9 - Tosia! Obudź się! Ale siostry także nie było. Łóżko stało puste, a kołdra leżała na podłodze. Kuki popędził do pokoju rodziców. - Tato! Lecz w ciemnej sypialni nikogo nie było. Tylko potrącona drzwiami wiolonczela wydała długi jęczący dźwięk. Gdzie oni wszyscy się podziali? Był zupełnie sam, w środku burzy, nie było światła, a na zegarze wybiła północ. To naprawdę nie jest mało dla dziewięcioletniego człowieka. - Czuję, że będą kłopoty - wyszeptał Kuki. A woda wciąż kapała z sufitu. Plum... kap... plum... kap... Ponury rytm, który przerażał go najbardziej. - Muszę zachować spokój. Nie mogę się denerwować. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie... Tato mówi, że zawsze można znaleźć rozwiązanie i... Błyskawica znów rozjaśniła mrok mieszkania, a jej białe światło odbiło się w kałuży na podłodze. Chłopcu zdawało się, że to nie woda, tylko straszliwa trucizna. Jedna kropla wystarczy, żeby spalić jego bose stopy. - Trzeba kogoś zawołać - wyszeptał. - Muszę znaleźć pomoc... Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował. Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni. Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi. Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał. Kuki zastygł. - Porwali wszystkich, a teraz wrócili po mnie! -pomyślał z rozpaczą. - Chcą zabrać ostatniego z rodziny Rossów... Zasuwka zamka zgrzytnęła i przesunęła się. Klamka powoli opadła, a potem drzwi z cichutkim trzeszczeniem zaczęły się otwierać. Kuki resztkami sił odskoczył i ukrył się za płaszczami na wieszaku. W mroku widział, jak skrada się 10 11 jakaś postać w hełmie i zbliża do niego. Nie mógł czekać. Musiał zaatakować pierwszy. Wyskoczył zza płaszczy i z całych sił walnął przeciwnika metalowym fletem. Usłyszał dziki wrzask: - Ała! A potem: - Kuki, ty kretynie! Co robisz? Jego dwunastoletni brat Filip zdjął kask rowerowy i rozcierał głowę. Do mieszkania wbiegła mama w mokrej pelerynie, z latarką w ręku. - Co się stało?

- Kuki chciał mnie ukatrupić. Mama podbiegła do Kukiego. - Króliczku, obudziłeś się? Mówiłam, że ktoś musi z nim zostać! - Mama przytuliła chłopca. Nie bój się. Już wróciliśmy... Do korytarza weszli tato i Tosia. Byli kompletnie przemoczeni. Tato niósł deski i kawałki folii. Filip zawołał do siostry: - Tośka! Kuki rozwalił ci flet! - Co? Dziewczynka chwyciła flet, który był wygięty i miał pęknięty ustnik. - Dlaczego go zepsuliście!? - Nie my! On! - Spokój - powiedział tato. - Zdejmijcie mokre rzeczy i chodźcie na ciepłą herbatę. Wszyscy. Mama objęła Kukiego i poszli razem do kuchni. Na kuchennym stole paliły się świece, a mama nalewała parującą herbatę do kubków. Burza już się skończyła. Kuki siedział owinięty kołdrą i ziewał. Filip przykładał lód do sińca na głowie, a Tośka próbowała naprawić flet. - Wichura rozbiła okno na strychu - mówił tato - i woda lała się do domu. Musieliśmy wejść na dach, żeby to zreperować. Inaczej byśmy spali w akwarium. - W dodatku prąd wysiadł! - zawołał Filip. -Było ciemno jak w trumnie. - Dlaczego poszliście beze mnie? - oburzył się Kuki. - Ja też chciałbym wejść na dach. - Jesteś za mały na taką akcję - powiedział Filip. - Pioruny tak waliły, że w każdej chwili mogliśmy być trafieni. Trzymałem tatę, żeby wichura go nie porwała. Ty byś umarł ze strachu. - Nieprawda! - Prawda. Było tak niebezpiecznie, że tato kazał mi włożyć kask. 12 13 - Przez twój kask mam rozwalony flet - mruknęła Tosia. - Wolałabyś, żeby walnął mnie w głowę? - Wolałabym, żeby cię walnął czymś innym. Po wakacjach mam egzamin. Jak ja będę ćwiczyć? Kuki zerknął na siostrę, która smętnie oglądała zniszczony instrument. Tośka, tak jak Filip, chodziła do szkoły muzycznej. Miała jedenaście lat, ale wszyscy już mówili, że ma prawdziwy talent. Tak jak rodzice, którzy byli muzykami w orkiestrze. Filip też nieźle grał na skrzypcach, ale nie miał cierpliwości do ćwiczeń, bo interesowało go dużo innych rzeczy, na przykład piłka i gry RPG. - Przepraszam - powiedział Kuki do siostry. -Nie chciałem go zepsuć. - Dobra. - Tośka przytuliła brata. - Nie złoszczę się już. To nie twoja wina. - Walnąłem go, bo myślałem, że jest dziecio-jadem. - Bo jestem - zaśmiał się upiornie Filip. - Jak zaśniesz, to odgryzę ci łapę, którą na mnie podniosłeś. Tylko ją umyj, bo brudojadem nie jestem. 14 Poszli spać dopiero o pierwszej w nocy. Mama przyszła jeszcze powiedzieć im dobranoc. Kiedy pochyliła się nad łóżkiem Kukiego, ten szepnął. - Mamo... - Co, króliczku? - Wiesz, ja się obudziłem, bo miałem głupi sen. - Nie myśl o tym. - Ale chcę ci to powiedzieć. Śniło mi się, że ty i tato już nas nie chcecie. Że oddaliście mnie, Filipa i Tosię komuś obcemu i odeszliście. - To głupi sen i zapomnij o nim. Ani ja, ani tato nigdy was nie zostawimy. Dobranoc. Dwa tygodnie później w fabryce mebli Hoga zrobiono krzesło. Wykonano je z dębowego drewna i pomalowano na czerwony kolor. Był to jedyny egzemplarz, który miał jechać na targi

żeby ten dom wyglądał jak normalny dom. .wrzasnął Kuki.mebli do Gdańska.To czemu na widok cioci więdną kwiatki? -zapytał Filip. . Ale to nie było złudzenie. więc weszli na drabinę razem.. .To wytrzymaj jeszcze chwilę! Filip rzucił się w stronę okrągłego stołu. I wtedy żyrandol urwał się. . Na szczęście tort osłabił upadek. . . Krem prysnął na ściany. .Porusz rękoma. .powiedział Filip. że niczego nie potrafię. Bez18 radnie patrzyła na potłuczone naczynia i tort roz-paćkany na dywanie. Szybko! Mama i tato podbiegli do Kukiego.Dobrze ci tak. że jest ciepłe i lekko się porusza. Filip i Kuki wisieli na lampie. a na środku duży tort. Na przykład trzy cukierki. . Wpadła Tosia.Słuchajcie..Zabiję się.Co? Kto to wymyślił? . na którym stało mnóstwo talerzy i filiżanek.Ciocia nie pożyczy. że to złudzenie. . Kuki pobiegł do korytarza. kretyni!? .To skacz! .To jest moja siostra! Nie była u nas od pięciu lat. Filip skoczył pierwszy i nic mu się nie stało. Mama usiadła na kanapie. Żyrandol zatrzymał się na przewodzie i kołysał centymetr nad głową Kukiego.Nic ci się nie stało? . zbierając z podłogi potłuczone filiżanki. a dzbanek z sokiem pękł na sto kawałków. żeby nie zapraszać tej piranii . I oczywiście nie wygląda! Ona znowu powie. . . .powiedział tato. Tego dnia miała odwiedzić ich ciotka Maryla. Idź się przebrać.Przynieś wiadro i mop.krzyczał. Skacz! 16 17 -Nie! . .. Kuki chciał koniecznie pomóc. a Kuki spadł na stół.Mówiłem. Ona wcale nie jest taka zła..Nie utrzymam się .Nie mam już siły.Skacz! .Chyba nie. Jest skąpa jak Szkot . . której nikt nie lubił.Bo się bała. wkładał krzesło do ciężarówki.. że będzie musiała kupić dzieciom jakiś prezent. Nie boli cię nic? . zostawiając za sobą kremowe ślady. Zdążyli się jeszcze chwycić żyrandola i dyndali. żeby wkręcił żarówkę do lampy.Boli mnie tyłek.Chcieliśmy wkręcić żarówkę. a za nią rodzice.krzyknęła Tosia. . Gdy czerwone krzesło ruszało w podróż. I kupić flet Tośce. Tylko od niej możemy pożyczyć pieniądze. . filiżanki pofrunęły. Nie pozwalam tak mówić o Maryli! Poza tym zapomnieliście.. I wtedy drabina się złamała. . Tak się starałam.Tato. Wtedy sądził. Mama poprosiła Filipa.Co wyście zrobili. zdawało mu się. Przyciągnął stół pod żyrandol.Ty nie masz mózgu!. zwany Kluchą. Połamię nogi! Będę miał wstrząs mózgu.Nigdy! .. Kuki został na lampie.. mając do podłogi jakieś dwa metry. W domu było wielkie sprzątanie. że chcemy ją prosić o pożyczkę? Musimy spłacić długi. .Przestań. . Kiedy gruby kierowca.

żeby złapać je za nogę. Wtedy krzesło skoczyło do rzeki. Właśnie próbują ich odkleić. ..Z galaretką. Lecz zanim jej dotknął. Sznur aut ciągnął się aż do zakrętu.Poproszę tort beżowy i dwanaście ciastek -powiedziała Tosia.Nie mamy forsy. Nagle rzucił się naprzód.Jak będziecie dla niej tacy okropni. który wrzasnął i zamknął oczy. niesione prądem. Chcę wiedzieć. ..19 . przelatując nad kierowcą.Co jest. Kierowca patrzył na nie obłędnym wzrokiem. Wyszli z cukierni.Czemu my teraz nie mamy na nic forsy? -spytał Kuki. . Zatańczyło na niej...Nieprawda. to na pewno nam nie pomoże. przeskakując z nogi 20 21 na nogę.Rozbiła się cysterna z klejem. .Ja chcę lody . TRZASK! Drzwi otworzyły się z hukiem. .Jedną gałkę. żeby je pochwycić. kiedy usłyszał dziwny dźwięk. Klucha wychylił się z szoferki. W tej chwili zegar wybił godzinę czwartą. . zanim odważył się je otworzyć. Obrócił się i nadsłuchiwał. W otwartych drzwiach stało czerwone krzesło. Albo nie.Wypadek . Minęła dłuższa chwila. żeby to zrozumieć. . oganiając się od os. który poleciał na trawnik. Potem krzesło zaczęło się pochylać. Masa samochodów się przykleiła i kilku ludzi. Czerwone krzesło stało teraz na chodniku nieruchomo jak każdy normalny mebel. Droga była zakorkowana. 23 .Boże! Za godzinę tu będzie.Ej. . Ona nigdy się nie spóźnia! Tośka! Idziecie kupić nowy tort. Oszołomiony.Co tam się dzieje? Klucha wysiadł i podbiegł do tylnych drzwi samochodu.. Powiedzcie mi! Bo rzucę ten tort na ziemię. We wnętrzu coś drapało i stukało w drzwi.łomot.Jesteś za mały. Klucha wyciągnął telefon. Sprzedawczyni pakowała ciastka do kartonika.. Chlusnęła woda i przedmiot zatonął. .Mówię ci. żeby zadzwonić do szefa. .Szlag by to trafił. I pożyczcie od pani Szmit kilka filiżanek. dźwigając paczkę z tortem i karton ciastek. I znów . powoli wstał i spojrzał na samochód. kto tam jest? Kierowca niepewnie wyciągnął rękę w stronę klamki.krzyknął policjant kierujący ruchem. Ruszyli bulwarem biegnącym wzdłuż rzeki. Mama zerwała się. Szybko! Ciężarówka firmy Hoga zatrzymała się na moście. Coś stukało w jego samochodzie.Których ciastek? . jakby chciał się rozejrzeć. . I jakieś ciastka.Co się stało? .. Klucha niepewnie wyciągnął rękę.? ŚWIST!!! Krzesło skoczyło jak tygrys.. że nie mamy kasy. .powiedział Kuki. które fruwały jak oszalałe nad słodyczami. jakby w ciężarówce zamiast mebli jechał tygrys. Maryla uwielbia słodycze. . Tośka.. Ale po chwili czerwone krzesło wynurzyło się i popłynęło. Tu macie pieniądze. . . odrzucając Kluchę. . Krzesło wymierzyło mu kopniaka i wskoczyło na barierę mostu. Mebel się poruszał! Obracał się powoli. z kremem toffi.. Filip i Kuki stali za ladą cukierni.

Miała złotą 24 25 koronę. Czerwony lakier lśnił w słońcu.Ciotka jest bogata. . ..Czemu mi nie powiedzieliście? ..Skąd je masz? . kiedy coś zauważył. .powiedziała Tośka.A jak nie znajdą? . Chłopiec wychylił się przez barierkę i patrzył uważnie. Chwycił kawałek cegły leżący na chodniku i wbiegł na most. . coś czerwonego i błyszczącego.Ale ty jesteś dziecinny! Kuki nie odpowiedział. Napisał na nim wielkimi literami „Supermuzycy szukają pracy". omal nie wpadając do rzeki. .No. . a Kuki usiadł na kamiennym mostku. Czerwony przedmiot co chwila znikał pod wodą i znów się wynurzał.Zgłupiałeś? Po co? . że mu ucieknie. Miała czerwone buty na wysokim obcasie i czarny parasol.Jak teraz jesteśmy biedni. Filip i Tośka weszli do budynku. rozumiesz? Kuki spojrzał na niego wystraszony. Kuki przypomniał sobie. Rzeką płynął dziwny przedmiot. Wysiadła z niego wysoka chuda kobieta. Czerwone „niewiadomoco" zbliżało się. a reszta kryła się pod powierzchnią. Na każdej ulicy! Chciał pobiec na drugą stronę mostu. czy jest zła. ale wciąż nie mógł dosięgnąć przedmiotu.Zamknęli orkiestrę.Zaczekaj tu. Jej oczy zasłaniały ciemne okulary i nie było widać. To nie był żaden skarb.Ona nic nam nie da..Wyłowiłem. Jest obrzydliwa . . Musimy być dla niej mili.. .Skąd masz to krzesło? Obrócił się. . jak w jednym filmie chłopak wyłowił kufer z mumią. Ale potem ożyła i pożarła pół Nowego Jorku. Na ulicy Weneckiej.Pożyczą pieniądze od ciotki Maryli . Na szczęście most był niski i do wody było niedaleko. choć zupełnie nie wiedział. gdzie był ich dom. bo ciotka zaraz przyjdzie. zatrzymał się czarny mercedes M-Klasse.Ja je zabiorę do domu . muszą znaleźć inną pracę. tylko zwykłe krzesło. Z zielonego domu wybiegł Filip. Ponad wodę wystawała tylko mała część.Tylko jej tego nie mów. rozumiesz? Zatrzymali się przy zielonym domu stojącym nad brzegiem rzeki.. . . Już myślał. który wyglądał jak wojskowy mundur zapięty po samą szyję. w której grali rodzice -powiedział Filip.I co teraz będzie? .Oni nie mają teraz pracy. Wracamy. .Rodzice są bezrobotni?! -Tak. Filip parsknął śmiechem. .stwierdził ponuro Kuki. Kuki położył się na mostku i wyciągnął rękę. Ale wyglądało jak nowe. Myślał. jak to zrobić. jakby przeszedł go lekki prąd. .Mama nie chciała cię martwić. kiedy ten nagle zatrzymał się i podpłynął wprost do jego ręki. to musimy zbierać różne rzeczy. . Nagle zerwał się. I dopisał numer telefonu mamy. Kuki złapał go i z trudem wyciągnął z wody. przed kamienicą numer siedem. Był rozczarowany. . Pójdziemy do pani Szmit pożyczyć filiżanki. . Poczuł coś dziwnego.Mogę to napisać wszędzie. Wychylił się jeszcze mocniej. Za nim wyszła Tośka.powiedział stanowczo Kuki. Kuki wytarł siedzisko rękawem bluzy i usiadł. Mówię poważnie.Zostaw tego śmiecia. Złapał krzesło i ruszył w stronę ulicy Weneckiej. że powinien jakoś pomóc rodzicom. Mimo ciepłego dnia była ubrana w długi płaszcz.

wydając miauczące dźwięki.Chciałbym. . Zamki w drzwiach mercedesa zablokowały się. Ja zaraz przyjdę. mrucząc coś pod nosem. . . Kuki siedział na znalezionym czerwonym krześle. . Jednak na pewno nie wyglądała na osobę wesołą. .powiedziała Tosia. A wiesz czemu? Żeby dawali mi na nie pieniądze. Kuki wstał z krzesła. . Filip i Kuki kiwnęli tylko głowami.Co to jest. Inaczej te głupie zwierzaki paskudzą na samochód.Trzeba szanować rzeczy.Cioci nie będzie przykro. 29 . . Siadajcie.. a ściany były wymalowane kolorowym graffiti. . że ciocia to robot do robienia pieniędzy. Było to wielkie stado ptaków. . . siostrzyczko? .Co takiego? . Chwycili je wspólnie z Filipem i wbiegli do kamienicy.Weźcie ciastka i idźcie do pokoju.Walczyłem z dzieciojadem. Dopiero teraz ją zauważyli. 26 27 .Bo wolałam je zbierać.A ty oszczędzasz pieniądze? .westchnęła ciotka i nacisnęła guzik w kluczyku od samochodu.. Tośka i Kuki dźwigający krzesło.Bądźcie dla niej mili i zachowujcie się normalnie . Przecież cioci będzie przykro. .Lubisz tort beżowy. . .Co to jest? .Tato mówi. . Rodzeństwo stanęło jak wryte.Jak byłaś mała.I nie róbcie takich okropnych min.spytał zdziwiony Kuki. .Ciotka wskazała parasolem czerwone krzesło. Nadbiegli Filip.powiedziała Tosia.szeptała mama. na którym przysiadł zmęczony Kuki.Wyciągnąłem je z wody.Chyba tak . . ciociu . Dobrze grasz? .Tośka jest świetna . .Czemu ciocia ich nie wydała? . to lubiłaś słodycze. wchodząc z tortem beżowym. Ciotka ruszyła w stronę domu.Czemu go zniszczyłaś? .ponura czy tylko smutna. że musicie zbierać śmieci. Zaczął podskakiwać. Mama spiorunowała tatę wzrokiem. Usiedli przy okrągłym stole.Spojrzała surowo na Kukiego . Spojrzała niechętnie na kamienicę.To już tak z wami źle.zapytał zdumiony Kuki. ciociu? . .zawołała mama.spytała mama. Mama zerknęła speszona.Nie nauczyli was.przyznał się Kuki..To odstrasza ptaki. żeby przyleciało tysiąc ptaków i każdy zrobił kupę na jej auto. z której w kilku miejscach odpadał tynk.Dzień dobry. Kuki szepnął do Filipa. jak na niebie pojawiła się ogromna ciemna chmura. Tośka pobiegła za nią. . a z dachu wysunął się metalowy kot na sprężynie. 28 . Ciotka siedziała w fotelu i oglądała pogięty flet. która rosła i szybko zbliżała się do ich domu.Udawałam. Do dziś je trzymam. Dzieci starały się odsunąć jak najdalej od ciotki. Nie widzieli.Cicho! Chodź. bo jest robotem -powiedział Kuki.. . że trzeba mówić dzień dobry? . nakładając w kuchni ciastka na półmisek. . . -Nie. . A ja te pieniądze chowałam do słoika.spytała kobieta.Na flecie gra najlepiej w szkole.To ja go zepsułem . Spojrzała surowo na Tosię.

Widzisz. Nic więcej tam nie było. . 33 .Macie jakieś zwierzę? Filip. Kuki podbiegł do pudła. jak.Straciliśmy pracę w orkiestrze. . . .To ma być złośliwość? Sugerujesz.Tosia popchnęła Kukiego w stronę drzwi.. Mam jej oddać ten lotniskowiec? .. że czerwone krzesło zadrżało. Tato wstał. Kuki poczuł.? Ciotka obróciła się. Marylo. że wcale nie chcesz tego statku.Nie wysilaj się.. Oczywiście oddamy ci. na statek do sklejania. .No...Bardzo chcę! Lotniskowiec... .Nie przerywaj mi! Ciotka podeszła do mamy.Wybacz..Łał! To jest lotniskowiec! Właśnie taki chciałem! Skąd to się wzięło? .Może wszystkim coś kupiła? .Tato.mamy pewne problemy finansowe.krzyknęła ciotka.. . bo stale je przepuszczam. .Nie.szepnęła Tosia. Ciotka obejrzała się. . .spytała mama. Ciotka przerwała jej. .mruknął Filip.zaczęła nieśmiało mama . . . ..Idź jej podziękować. bo i tak je zmarnujecie.To znaczy. że dzieci w ogóle nie powinny dostawać prezentów.. Wstała ze złością i podeszła do okna. że powinnam kupować prezenty twoim dzieciom? Ja uważam. Drzwi na klatkę schodową były otwarte... 32 . .Tak.. Ale nie mogę uzbierać.Wam nie można pożyczać pieniędzy. Ciotka przerwała mamie.Czemu? . .Chyba ciotka kupiła ci go w prezencie . . Stanął przed ciotką i niepewnie powiedział. żebyś jej nie dziękował. Ale na wszelki wypadek zajrzał za drzwi. Kuki i Tośka zerwali się i pobiegli na korytarz..Ja ci niczego nie kupowałam! . czego chcą. . ciociu. Kuki pochylił się do taty. która się uśmiechnęła. Chcesz pożyczyć pieniądze. model jeden do dwustu.. Zdumiony Kuki spojrzał na mamę. że właśnie taki chcę? . . za prezent. ..A może soku.Nie mam pojęcia.Skąd ciocia wiedziała.No idź! Kuki wziął karton i pobiegł do pokoju.Dziękuję ci. Muszą same zdobywać to. Ona chyba chce. . Rodzina patrzyła na nią zdumiona. prawda? Zapadła cisza.Za co? Kuki spojrzał na nią zdziwiony.Chcesz jeszcze kawy? .Nie wierzę . siostrzyczko. Wiem dobrze. 30 31 ... ale. . . Potrzebujemy trochę gotówki. Jednocześnie z korytarza dobiegł jakiś hałas.Wy zawsze macie problemy. . po co mnie zaprosiłaś.Dziękuję bardzo. . a na wycieraczce stał wielki karton ze zdjęciem okrętu.Co? Jaki prezent? Kuki pokazał karton z okrętem.

Nigdy mnie nie słuchasz! .Przecież ty nie umiesz pływać . Jest świetna praca dla muzyków..Mamy zostawić dzieci na cały rok?! Nie .Rok. Szukają muzyków do orkiestry. .Maryla. Zarobicie porządne pieniądze i świat zwiedzicie za darmo.Oszalały czy co? 34 35 Ciotka rzuciła się w stronę auta. .. Rodzeństwo spojrzało na nią przerażone.Mam dla was propozycję.Pamiętaj. Bogaci ludzie pływają nim na Karaiby. potykając się na wysokich obcasach. Inne ptaki obsiadły mercedesa.A co? To jakiś wstyd? . . Przecież mamy dzieci.No właśnie. .Jak długo trwa taki rejs? .I nie oddacie nas do ciotki? .. Tato położył rękę na jego ramieniu. Wyglądały jak olbrzymia wrzeszcząca chmura. . Wreszcie Tosia cicho spytała.A zresztą rób. że nas zostawiliście. Rodzice też byli zaskoczeni. . zmieniając go w pierzastego potwora. . . że kupicie porządne mieszkanie. poczekaj. . . co chcesz.powiedziała Tosia. Wy nigdzie nie wyjedziecie. Przez rok zarobicie tyle. Oczywiście będziesz przysyłać pieniądze na ich utrzymanie. przysięgam! Kuki usiadł obok mamy. -To niemożliwe.Co!? Dzieci spojrzały zdumione na ciotkę. brudząc płaszcz i parasol. próbując rozgonić ptaki. Wycieraczki rozpaczliwie zapiszczały. że to robota nie dla mnie.. . Sama widzisz. dziko skrzecząc. . ale tato ją zatrzymał. W końcu z trudem otworzyła drzwi i wskoczyła do samochodu.powiedziała ciotka.. że ja ci już nie pomogę! . prawda? . . Ciotka zmierzyła dzieci wzrokiem.Mamy wyjechać na rok!? . śniło mi się. Rodzina nie widziała tego zdumiewającego zdarzenia. od którego zrobiło im się lodowato.zaperzyła się ciotka.My mamy grać na statku!? . Ja bez was nie wytrzymałabym nawet jednego dnia. które kłębiły się wokół jej głowy.powiedziała stanowczo mama. Chmura ptaków poleciała za nim.Mamo.Queen Victoria to najbardziej luksusowy statek świata.Już ja sobie z nimi poradzę! Przynajmniej nauczą się trochę dyscypliny. . . 37 . .spytała mama.krzyknęła mama. . Otworzyła drzwi na ulicę i gwałtownie się zatrzymała. .Co to za praca? . Krzyczała i tłukła parasolką.Nie wyjedziemy.spytał Filip. Ciotka zeszła po schodach.Dzieci zabiorę do mojego domu .Chwyciła ze złością płaszcz i ruszyła do drzwi. . Mama chciała za nią pobiec.Ciotka zerwała się z fotela. Nad jej samochodem fruwały setki ptaków. . Po chwili mercedes ruszył z piskiem opon.Nigdy i nikomu was nie oddamy. rozumiesz? Od razu bym z tego statku wyskoczyła i do was przypłynęła.Na co? Aż zmądrzejecie? To się chyba nie doczekam! Trzasnęła drzwiami.Na pewno tego nie zrobimy! . Białe pociski spadały na ciotkę ze wszystkich stron. . Siedzieli w milczeniu na kanapie.Orkiestra na statku Queen Victoria.Pamiętasz... próbując oczyścić okno. . .Króliczku.

Tosia. Dogoniło samochód i leciało tuż nad nim.Sto tysiaków! . Już się nie martwili. Grała muzyka i było dużo ludzi. aż w końcu zawołał: . Ale nie przejmowali się.Ale pamiętajcie: nikt już nie mówi o ciotce i statkach. Aż nagle. przestań mówić takie słowa. Odebrała mama. wyfrunęło przez okno. . .Tysiak! .Kocham cię. co to za praca i ile będą płacić. zanim skończyli budować wielki lotniskowiec.Filip. Unosiły się balony z reklamami. pchane jakąś niezwykłą siłą. Kuki siedział na czerwonym krześle i bez przerwy przegrywał. Stare volvo pędziło pustą o rannej porze ulicą Wenecką w stronę Starego Miasta. na których sprzedawcy właśnie rozkładali towary. Wymyślali coraz to większe sumy: . Poruszało się jak dziwny robot. z wielką szybkością. Powoli obróciło się. Na jezdni siedział mały kundelek. czerwone krzesło. -Tak! . . mamo. a potem 38 39 ruszyło do drzwi. Gapił się w górę.A skąd ma pan mój numer? . Zgadywali. Pełno tu było kolorowych straganów. Kuki zrobił to samo. Chcieli koniecznie zobaczyć.Seksnonagilion! Mama oburzyła się: . Psiak nawet nie spojrzał na auto.upierał się Filip. Unosiło się tylko i opadało. nie wiadomo czemu.spytał Kuki.Z mostu . Czy ktoś ma na niego ochotę? . Rodzeństwo siedziało przygniecione wielkim pudłem z wiolonczelą. Otworzyło się okno. I rozłączył się.Nie chcę już grać! TRZASK. Filip i Kuki uparli się. A potem łagodnie wylądowało na dachu volvo.Trylion! W końcu Filip krzyknął: .spytała mama. zadzwonił telefon. unosząc się kilka metrów ponad jezdnią. gdzie odbywał się Jarmark Augustino. Później uniosło się.spytał tato. Na środku rynku stał wielki namiot z napisem: „Jarmark Augustino". Rankiem rodzice zapakowali instrumenty. Tosia objęła mamę. Poczuli się dobrze i bezpiecznie. zapominając zamknąć okno w kuchni. Wybiegli z domu w pośpiechu.odpowiedział tajemniczy głos. . żeby pojechać na Stary Rynek. Zawirowały i wyfrunęły. Czerwone krzesło weszło do kuchni i zatrzymało się przy otwartym oknie. drgnęło. Przeciąg porwał wszystkie karty do gry. Macie być rano. stojące obok łóżka Kukiego. Samochód wjechał na rynek.Max Rozmus.Pirania nie pożarła tortu. Zanim zdążyli coś powiedzieć. że pojadą z nimi. Potem mama z Filipem upiekli mnóstwo zapiekanek (Filip był zapiekankowym ekspertem) i do późnego wieczora grali w karty.Bilion! . Jego nogi nie zginały się. roześmiali się.Słuchaj. więc tato zwolnił i ostrożnie go wyminął. co to za praca. Filip spojrzał na tatę i nagle.Naprawdę jest taka liczba . . .A mój lotniskowiec? . .Milion..Otwieraj to pudło. Kiedy wyszli. jasne? . zawisając metr nad podłogą. Głos w słuchawce powiedział: .Ale kto mówi? . . Jest robota dla muzyków! Przyjdźcie na Jarmark Augustino. Skleimy go! Zapadł zmrok. Nad ulicą frunęło czerwone krzesło.

złodziejem i łobuzem. Wysiedli z auta. . który handlował okularami przeciwsłonecznymi.Dobra. -zaprotestowała mama. O co chodzi? 42 43 Rodzina obejrzała się. to dobrym człowiekiem. .Czemu? . . . nie handluje. rozumiesz?! . .. Każdy. Zapłaciłeś? . Jego nogi były zaczepione o bagażnik.szepnęła mama.Ej.To wynocha stąd. Kto nie płaci. .No. inni byli przebrani za paczki chipsów. Chodźcie ze mną.zawołał oburzony brat. . robiąc na jumperach trzymetrowe kroki. Musieli biec za nim naprawdę szybko. Inaczej miał kłopoty. . zobaczymy. jeśli ktoś był nieposłuszny. my jesteśmy muzykami!.Tato zaparkował samochód.Jesteście puszki czy komóry? -Co? . żeby powyciągać ze sterty odłamków kilka ocalałych oprawek.Może powiesz. .zawołał tato.Pan do mnie dzwonił . Za nimi stał wygolony na łyso mężczyzna w dziwnych butach na sprężynach. Teraz już rozumiesz. ..To jakiś wariat . .Za co? .Kuki! .Wczoraj płaciłem. .. . Max zdjął z wieszaka dwa kostiumy wyglądające jak gigantyczne telefony komórkowe.Poczekaj. . Będziecie komóry. mały.Pewnie Filip.zawołał Filip. . sadząc wielkie susy na sprężynowych butach.Mogło spaść i spowodować wypadek! . że możesz tu stać. Na przykład rozbitą szybę w samochodzie. jak co rano.krzyknął Kuki. Weszli do namiotu. kto chciał handlować na jarmarku.To ja. -A kto!? .Za to. . A jeśli czymś na pewno nie był. . Albo rozbitą głowę. wyruszył na obchód. Mężczyzna popędził do namiotu.powiedziała mama.. Zatrzymali się obok straganów ze słodyczami. .Na dachu volva stało czerwone krzesło.Piotrek. Właśnie. Było tu pełno dziwnych przebierańców.Bo ja tu rządzę. bo się zgubimy. I mocno kopać. że samo przyleciało! . ale przede wszystkim był oszustem. 40 41 .Zostawcie już to krzesło . o co tu chodzi. . miażdżąc oprawki.Muszę znaleźć tego Rozmusa.Podobno jest praca dla. Zatrzymał się obok chudego chłopaka. W końcu się uspokoił.Po co je zabrałeś? .Ale proszę pana. Mama z tatą przepychali się przez tłum ludzi na rynku. . To pozwalało mu szybko biegać.Trzymajcie się blisko. Były jaskrawożółte i miały napis „Dzwoń za darmo aż do śmierci".Bierzcie instrumenty! Musimy znaleźć tego Maksa. nie zapłacę więcej. a na nogach miał jumpery. Jedni wyglądali jak wielkie puszki coca-coli. Kuki dźwigał czerwone krzesło. Max był ogolony na łyso. musiał mu płacić. Max Rozmus był szefem Jarmarku Augustino.Ja na pewno go nie brałem! .powiedziała nieśmiało mama.Ubierajcie się w to.. Dalej olbrzymi pieczony kurczak grał na gitarze. wracajmy do domu! . żeby zebrać haracz.Max kopnął stragan i okulary posypały się na ulicę.. czyli buty ze sprężynami. . . .Zaczekajcie tu .Odczep się . Zrozpaczony chudzielec ukląkł. Za nimi biegli Tosia i Filip z wiolonczelą. Zaczął po nich skakać.Ja go tam nie włożyłem! .powiedziała mama. Ruszył dalej.

grając klaksonową melodyjkę.. zagłuszając muzykę. Mama starała się ukryć jak najgłębiej w kostiumie. to wam nie wybaczę.Weź dzieciaki i idźcie do domu . .. Po kilku sekundach zniknęli za rogiem ulicy. Może jestem czarodziejem? Mam władzę absolutną! . Zahamował tuż przed dziećmi. Filip szepnął: . I już nie powrócili. rzucił puszkę. Nagle rozległ się jakiś hałas.. . a nie jakimiś pajacami. jasne? Zapłacę wam wieczorem.westchnęła mama. Mogę udawać telefon. Jesteśmy muzykami. . bo się bała. Zastygli w bezruchu i patrzyli na Kukiego jak zahipnotyzowani. Nie prowokujcie ich. Tośka zawołała: . Zawrócił skuter i odjechał. 46 47 Filip spojrzał na siostrę oszołomiony. jeśli mi zapłacą. Idźcie rozrabiać gdzie indziej! I wtedy stała się rzecz niezwykła. wysuwał głowę z żółtej słuchawki i robił miny do dzieci.Kuki.. z ubranym w czerwony kombinezon roznosicielem pizzy. Wynosimy się stąd.powiedział tato. Przebieracie się za telefony i będziecie grać.. . Rozległ się klakson z melodyjką. To jest promocja.Cii.Tato.szepnęła Tośka.. Wrzeszczeli coraz głośniej.Chyba tak. Ja też będę komórą . Dwa wielkie telefony stanęły na środku rynku i zagrały sonatę Mozarta. . Musimy wreszcie zarobić jakieś pieniądze.Nie wiem. która przeleciała obok głowy mamy. że zobaczy ją ktoś znajomy. Jednak chuligani nie mieli ochoty nigdzie iść. to my się z nimi bijemy.Ja zostanę.Możemy to zjeść? .Może to jakaś promocja? Kuki otworzył karton.. Kuki obrócił się w ich stronę i zawołał. wytatuowany na ramionach. . on się wygłupiał. .Proszę pana. Tato odwrotnie.No dobra.To wyczaruj trzy pizze.. Filip i Tośka podbiegli do brata. Pędzili jak szaleńcy. Może.powiedział drwiąco Filip. . . .Ja też mogę się bić . Jeden z nich walił puszką o latarnię. Zaraz pójdą. Max wyszedł. a dziewczyny niech uciekają. Czemu on nam to dał? . W środku była pachnąca pizza. ..zawołało rodzeństwo. Jego ulubiona pepperoni! . A potem jednocześnie rzucili się do ucieczki. jakby co. my nie mamy forsy! Roznosiciel pizzy uśmiechnął się szeroko. Zza zakrętu wyjechał skuter. Największy.Nie przeszkadzajcie. . Udawali wyjące psy.Tośka.O to chodzi. Chuligani nagle zamilkli. że dyryguje. Ze sklepu wyszli trzej faceci z puszkami piwa w ręku..zawołał Kuki. Kuki siedział na czerwonym 44 45 krześle i udawał. . po stówie. .My zostaniemy z tatą . Mama spojrzała na tatę.Chcę trzy pizze wszystko mające! .zawołała Tośka.Ale jak komuś o tym powiecie.To jakaś paranoja. Na widok grających telefonów zaczęli się wydzierać.. Jak ty to zrobiłeś? .. Filip i Tośka usiedli na krawędzi sceny i wybijali rytm na deskach. Kuki patrzał za nimi kompletnie osłupiały. rzucił każdemu karton z napisem: „Pizza Rivoli". . Zanim zdążyły coś powiedzieć..

Ja bym chciała podróżować do różnych krajów.Oczywiście! . . Wystraszony Kuki chwycił tatę za rękę.Jak chcesz. że będą mieszkać u cioci . teraz nie mogę rozmawiać .Ja rozkazałbym tak: „Niech rodzice dostaną superpracę i zarabiają dużo forsy!". Zerwali z siebie żółte kostiumy i rzucili je na ulicę.. usiadł okrakiem na czerwonym krześle i rzucał ostatnie kawałki gołębiom. Gołębie siedzące na chodniku zerwały się przestraszone.Musimy wreszcie zarobić porządne pieniądze! . Chłopiec spojrzał na niego zdumiony. A ja zajmę się dziećmi. Myślicie tylko o sobie . odrywając palcami gorące ciasto.szepnęła mama. I wtedy stało się coś strasznego. Z samochodu wyskoczyła ciotka.Ustąp mi miejsca! Filip zerwał się.Ja wyczarowałbym największy statek.dodał tato. ale ciotka zawołała: . .To jasne. Wyczarowałabym daleką podróż. . Mama usiłowała ukryć twarz w kostiumie.Weźmiemy tę pracę.Co byście zrobili.Oczywiście. . Taki do sklejania . . Zaczęła nim wymachiwać.To wspaniały pomysł: grać w orkiestrze na statku! Rodzeństwo patrzyło zdumione na rodziców. .Nie będziemy się nimi stale zajmować! . rozsiadając się wygodnie na czerwonym krześle. Z rodzicami działo się coś niezwykłego. to. Ale nie mogę patrzeć. na rynek wjechał czarny mercedes. Nie mogli uwierzyć w to. przechodnie uskakiwali na boki.A przy okazji możemy świat zwiedzać za darmo! . że tam jesteś! Powiedziałam. Jej głos brzmiał dziwnie obco. . . .krzyknęła przerażona Tośka. .Chcę. Dobrze wiem. którą wam proponuję. Oddychali głęboko.Maryla.. co słyszą. .Jesteście wrednymi egoistami. Filip. Rozległ się grzmot.zawołał tato. Pędził jak szalony.krzyknęła mama.A dzieci przez rok mogą mieszkać u ciebie. . a ciotka usiadła na czerwonym krześle. że już nigdy ci nie pomogę.Ciotka Maryla! . siostrzyczko. . . Otworzyła torebkę i wyciągnęła folder ze 48 49 zdjęciem statku i złotym napisem Queen Victoria.powiedział Filip.szepnął Kuki. .Ostatni raz wam proponuję. . . . gdybyście naprawdę mogli czarować? . który zawsze najszybciej zjadał obiad. że mogą u ciebie zostać . . Niebo przecięła błyskawica i wszystko zniknęło w oślepiającym blasku.Ciotka wyprostowała się na czerwonym krześle. jakby zmęczeni długim biegiem. Nawet nie spojrzała na dzieci. TRZASK. . Zanim dzieci zdążyły coś powiedzieć. żebyście wzięli pracę na tym statku! Lepszej nigdy nie dostaniecie. . Tosia i Kuki usiedli na ławce i jedli.Wiesz. .Nauczą się dyscypliny! . jak robisz takie głupie rzeczy! Obróciła się do Filipa. Huk grzmotu przetoczył się nad rynkiem i zerwała się wichura. ale ojciec odepchnął go.powiedziała mama.odpowiedział Kuki. Podeszła prosto do sceny. Mama zeszła ze sceny i stanęła przed ciotką. Samochód zatrzymał się z piskiem opon obok sceny.Zgadzamy się . żebyście się wreszcie zmienili! Żebyście wzięli pracę.roześmiał się tato.spytał.powiedziała. Niebo nad ulicą rozświetliła błyskawica.Nie chowaj się. i przestali biedować! Tego chcę. czego ja chcę? .Mamo! . .Pizze były pyszne. Tosia zastanowiła się.

Ściana deszczu przesłaniała dom na ulicy Weneckiej. Słyszycie. co do was mówię!? . To czemu teraz chcesz wyjechać? Czy my zrobiliśmy coś złego? Mama spojrzała niepewnie na chłopca.Tak! . Widzisz.U cioci będzie wam dobrze. Zejdź mi z drogi! Tato ze złością odsunął syna i wybiegł z pokoju. Spojrzał niechętnie na dzieci. A teraz wszystko się zmieniło. co jest? Znudziło się wam? Nie zapłacę wam ani grosza! Pochylił się nad czerwonym krzesłem. na palcach. Nie chcieli wcale z nimi rozmawiać. Tosia. W tej samej chwili niebo rozdarła kolejna błyskawica i zaczął padać deszcz.Spakujcie swoje rzeczy. że nie pojedzie do ciotki. Mama wyjmowała sukienki z szafy i w pośpiechu układała je w walizce. . . . Podniósł je. potem znów wszystko było dobrze.Sprawdzę. Nie wiedziały. Przerażone dzieci pobiegły za rodzicami... . Na ulicy zostało czerwone krzesło. Tato i mama zachowywali się.Nie zostawią nas! Tato usłyszał ich. Ta sama mama. że ma go dosyć. Woda w rzece wezbrała i groźnie huczała pod mostem.. że się pakujemy. Z drugiej strony nadbiegł Max. To byli najfajniejsi rodzice świata. Krzyczał: .. Kuki i Tosia poszli za nim. Mama odsunęła się od nich i powiedziała ze złością: .. Szli cicho.Pakują się. Tosia powiedziała błagalnie: . a niebo przecinały błyskawice.Nie mam teraz czasu.. Była już noc. . co zrobić.. 52 53 . że nigdzie nie wyjedziesz!.Musimy się spieszyć! 50 51 Tato i mama obrócili się i popędzili jak szaleni w stronę parkingu. . Filip zdecydowanie ruszył w jego stronę. Ty nie możesz nas zostawić! Mama ze złością zatrzasnęła szafę i zawołała: . Ale trwało to krótko. bo statek odpływa w niedzielę.Nieprawda! Nie będzie nam dobrze! Kuki chwycił mamę za rękę.. co się dzieje.. Jeśli się kłócili. że znów jest ich dawną dobrą mamą. to najwyżej kilka chwil... Rodzeństwo kryło się za nim. Nie odbierzecie nam takiej szansy. że nie wytrzymasz bez nas nawet przez dzień. Filip i Kuki siedzieli w ciemnym pokoju.. A mama krzyczała.. Ciotka wsiadła do samochodu i ruszyła za nimi.Oni nigdzie nie wyjadą.. Jutro ciocia was zabierze. jakby zmienili się w innych ludzi. . jakby bali się zbudzić straszną bestię.Ciotka patrzała na rodziców równie zdumiona jak dzieci.No. . ojciec kazał mu się wynosić z pokoju. Nie wierzę! . Burza jeszcze się wzmogła.Ale musicie się pospieszyć z załatwieniem dokumentów.Co robią? . Tylko czemu? Filip wstał z łóżka.krzyknął tato. Spojrzała na dzieci. skuleni obok siebie na łóżku. jego i wszystkich dzieci. . .Mówiłaś. Filip ostrożnie zajrzał do salonu. . co robią. . która zawsze się uśmiechała i nazywała go ukochanym króliczkiem. Ich rodzice nigdy tacy nie byli.Ej. Kiedy Kuki powiedział.Tato. . Wtedy dzieci schroniły się w swoim pokoju. Nie spodziewałam się takiej rozsądnej decyzji . ale zaraz odwróciła głowę.powiedziała.Tato! Przysięgłeś. Przez chwilę dzieciom się wydawało. Ruszył do przedpokoju. Zarobimy porządne pieniądze i świat zwiedzimy za darmo.Przestań histeryzować.szepnęła Tosia. Nie mogli zrozumieć.Mamo. Kuki tulił się do siostry.

W burtach były okna tysięcy kajut.Jeżeli mamy żyć w zgodzie. przełykając łzy: . Na pokład prowadził ozdobny pomost. a brama zamknęła się zaraz z hukiem. Wyrastała z wody jak olbrzymi biały zamek. nie zwracając uwagi 54 55 na zrozpaczone dzieci.dodała mama. Jeszcze chwila i nie będzie jej widać. kiedy ciotka dotknęła klamki. Odezwała się do nich pierwszy raz. Dogonili rodziców. Dzieci klęczały na tylnym siedzeniu mercedesa i patrzyły na statek. Szczęśliwi i roześmiani patrzyli z zachwytem na statek. . 56 Do dzieci podbiegła ciotka. Nie było kwiatów.Chodźcie już! Najlepsze są krótkie pożegnania. Tosia zapytała. Deszcz wciąż padał. .bieli i czerni.Po pierwsze porządek. to musicie przestrzegać regulaminu . wielka stalowa brama zaczęła się odsuwać. restauracje.Nie pożegnacie się z nami!? . . Ciotka bez słowa uruchomiła silnik i samochód ruszył. Dzieci patrzyły na to oszołomione. Auto wtoczyło się na kamienny podjazd. Zaczął padać deszcz. Po drugie .Bądźcie posłuszni . od kiedy pożegnali rodziców. Chwyciła Kukiego za rękę i pociągnęła do wyjścia. .. W gdańskim porcie tłoczyło się mnóstwo gapiów. . który sprawdzał karty wstępu i witał każdego pasażera. Drzwi domu otworzyły się same. W ogrodzie drzewa przycięto w równe kanciaste kształty.Mamo! Rodzice obrócili się niechętnie. na którym łopotała flaga ze złotą koroną. Wszystko wydawało się w nim smutne i za duże. Queen Victoria płynęła już daleko od brzegu. i Kuki nie wiedział. . a ciotka nie włączyła radia. Rodzeństwo nigdy tu nie było. bo ostatniej nocy więcej płakali. Oficer ukłonił się i wskazał im drogę na pokład. Miała kilkanaście pięter. piszczały wycieraczki. Kiedy samochód podjechał. Podłoga była wyłożona zimnym czarnym kamieniem. Reszta rodzeństwa poszła za nią ze zwieszonymi głowami. czy oni z państwem płyną? Ojciec powiedział obojętnie: . a statek wieńczył potężny maszt. ściekając strugami po szybie. żeby właśnie tam się znajdowała. Filip i Tosia pobiegli za nim. i rodzeństwo weszło za nią do wnętrza. Jechali w kompletnym milczeniu. Tosia i Kuki mieli podkrążone oczy. I odeszli. Dom otaczał wysoki płot.. na którym były zamontowa58 ne kamery. czy jego łzy. Był to wielki dom. Za nimi szła ciotka Maryla.Nie. niż spali. Stał na nim oficer w złotej czapce. bardzo nowoczesny. na których były baseny. Tylko Filip starał się trzymać i dodawać otuchy rodzeństwu. . Wtedy Kuki rzucił się naprzód. Oni zostają. kiedy przyjechali do domu ciotki. Mama i tato nieśli wielkie walizy. które szły za nimi. ale dziwnie niemiły. Oficer zatrzymał rodzeństwo.Queen Victoria była jednym z największych statków pasażerskich świata. Rodzice pokazali złote karty wstępu. Pomachajcie ostatni raz i jedziemy. a ściany były ze szkła i metalu. nawet nie spojrzawszy na dzieci. przemknął pod ramieniem oficera i popędził za rodzicami na pokład.powiedziała ciotka. Mama i tato weszli na statek. którzy popłyną w cudowną podróż do ciepłych krain. Wszystko było tylko w dwóch kolorach .Przepraszam. Każdy chciał zobaczyć ten niezwykły statek i szczęściarzy. Ciotka klasnęła i natychmiast zapaliło się światło. które oświetlały przestrzeń wielkiego holu. Był już zmrok.powiedział tato. sklepy i kina. Każda rzecz ma tu swoje miejsce i chcę.Nie róbcie kłopotów. czy to deszcz zamazuje obraz. Były to niebieskie lampy.

sącząc ponure światło. zobaczyli. . Rodzeństwu zdawało się.Wasz pokój jest na piętrze. żeby przestał bredzić.Dzięki Bogu. Na końcu były szerokie schody. Tośka chciała powiedzieć. Powiedzcie jej dzień dobry. . Musimy to omówić. Tosia wyciągnęła kalendarz i przekreśliła dzisiejszą datę. Ściany niknęły w mroku. a potem zejdźcie na kolację. Tu mogą być jakieś kamery albo podsłuch.My tu zwariujemy! . że nie będą podsłuchiwać ani robić hałasu. . rozumiesz? Wtedy wstał Kuki i powiedział: .Jak chcecie.. . że jeśli włożą rzeczy do szafy. .Uciekniemy stąd. Kiedy się obróciła. Stała tu kobieta. . Wychodzimy oknem. nie . Wszystko było idealnie czyste i w jednym z dwóch kolorów: czarnym albo białym.Nie jesteśmy głodni .Gotuje tu i utrzymuje porządek.Tak? To dlaczego nas oddali do ciotki? . . że idą w gęstym kurzu. Jeśli chcecie coś dostać. Stały tu trzy łóżka. Tylko lampy były niebieskie.Filip. Szybko! Wyskoczyli na dach garażu i stamtąd do ogrodu. miała najwyżej dwadzieścia lat i rude włosy. Zrobili naradę w jego najdalszej części.. Ale tu nie było kurzu.powiedziała zrozpaczona.W moim domu zatrudniam wyłącznie głuchoniemych.Bo zmienił ich czar.Zgłupiałeś? Przecież oni płyną na statku. Dzieci mruknęły: . a chłopiec zdecydowanie powtórzył: . Plecaki leżały nie-rozpakowane. jeszcze trzysta sześćdziesiąt cztery dni . . .Ona nie umie mówić? .I co z tego? . metalowa szafa. 59 W czasie tej przemowy ciotka prowadziła dzieci przez wielki hol. . Chcę.To nie byli nasi prawdziwi rodzice. na końcu korytarza.To rodzice oddali nas do tej wrednej ciotki! Oni nas już nie chcą. . Pokój dzieci był wielki. dlaczego ta rzecz jest wam potrzebna.To nie byli prawdziwi rodzice. nogi zapadały im się w miękką powierzchnię i Tosi się zdawało.Obróciła się do oszołomionych tym wszystkim dzieci. ale nie tutaj. jak w strasznych horrorach. Po trzecie cisza. Inaczej jej nie dostaniecie. . a na podłodze leżał gruby czarny dywan. . Zanieście rzeczy. jak wszystko w tym domu.Nie. to zostaną tu już na zawsze.To jest Marcelina .Odbiło wam? . 60 61 .Dzień dobry.Kuki ma rację. . Nasi prawdziwi rodzice nigdy by nas nie zostawili. za kolczastymi krzakami ostrokrzewu. .oszczędność.mruknęła ciotka.Dokąd? . Ruda w odpowiedzi wykonała jakieś skomplikowane ruchy rękoma.Co tydzień przypływają do jakiegoś portu. Tosia spojrzała na brata zdumiona.powiedziała ciotka. . Kiedy po nim szli. . Przynajmniej mam pewność.spytała zdziwiona Tosia.Do rodziców. żeby w moim domu nie było krzyków ani hałasu.zawołała Tośka. która czyściła poręcz czarną szmatką.. . . ale Filip ją uprzedził. że jest bardzo młoda. Zaczął Filip. to musicie podać trzy powody.powiedział ze złością Filip..

Nie ma żadnych czarów! . . bo inaczej rodzice nigdy do nas nie wrócą.Obaj zwariowaliście. ser i parówki. . Kuki patrzył na kiełbaski podejrzliwe.powiedziała Tośka. ale nie jest dzieciojadem.Posłuchajcie. . . . Słońce zajrzało do pokoju i Tosia. Nagle ruda podeszła do Kukiego.Nie chcę parówek.Nieprawda! . Kiedy weszli do pokoju. przyglądając im się uważnie.szepnęła Tośka. . . żeby wyglądać młodo. . Ciche kroki.Jak? Przecież ona nie słyszy. pomyślała. Musimy odkryć. Albo dotknąć jakiegoś przedmiotu. I też jestem pewny. On zmusza rodziców. Dzieci spojrzały na nią zdumione.Jakie chcesz płatki? . . co to jest. i to jest cała magia.A może to ciotka jest czarownicą? Porwała nas. czemu to się stało. co ciotka miała na twarzy? . w którym woda leciała ze wszystkich stron.spytała. zeszli na śniadanie. latających mioteł i innych takich. że to czar.Przeginacie . żeby robili złe rzeczy. Ledwo ją poznali. Po kąpieli pod dziwnym prysznicem.spytała..No właśnie.zawołał Kuki. bo twarz miała wysmarowaną jakąś niebieską maścią. która przyglądała im się niepewnie.. I zostaniemy tu na zawsze. -Nie.Ty umiesz mówić!? .Pewnie. . . Ciotki nie było. Trzymała w ręku nóż i jabłko. Spojrzeli na Marcelinę. Kuki szepnął: ..krzyknęła Tośka. Spojrzała na dzieci i zaczęła machać rękami. Ruda szła za nimi. . jakby czekał. I na wszelki wypadek zabarykadowali drzwi stołem. aż zaczną wrzeszczeć głosem zaczarowanych dzieci.Nie wiem.Czego ona chce? . .Ciotka jest wredna..Poproś ją . Kuki zerwał się z trawy. która obudziła się pierwsza.A czemu ta siła przyczepiła się akurat do nas? . .mruknęła Tosia. Na tarasie stała ciotka. Ruda uśmiechnęła się. a teraz udusi i pożre.Kobiety się tym smarują. . Robi krem z dzieci.Jestem pewien. Nóż błyszczał w księżycowym świetle. Mogliśmy niechcący wypowiedzieć zaklęcie. że pokój wygląda teraz dużo sympatyczniej. -Tych wszystkich różdżek. Ja długo myślałem. żeby nie mieć zmarszczek. 62 63 . Zza krzewów wyszła głuchoniema Marcelina.Takich jak w filmach nie ma . .To idźcie już spać. Marcelina przywitała ich paroma gestami języka migowego. . . Kuki spojrzał niespokojnie na nóż i schował się za Filipa. Chcę płatki..Chyba mamy iść do domu.To czemu udajesz? . że to magia.To była kremowa maseczka . Usiedli za stołem. Jestem pewny! Spojrzeli na siebie. . Rodzice po prostu chcieli wyjechać i zarobić pieniądze.Widzieliście. Do rana nikt ich nie udusił ani nie pożarł.Skąd wiesz? W tej chwili rozległ się szelest. To musi być jakaś nieznana wielka siła. Ruda podała im grzanki.zawołała Tosia. .Na pewno nie jesteście głodni? . . który był zrobiony z czarnego kamienia.powiedział Filip. Odsunął talerz. Wstali i ruszyli do budynku.

odpowiedziała ciotka. Krzyczała. Marcelina szybko nacisnęła kilka klawiszy i drzwi się otworzyły. A tu macie jogurty.. Kobieta powtórzyła przez zaciśnięte zęby: . .Tu są różne płatki. . . I dlatego że miała już wszystkiego dosyć. Tośka zawołała oburzona. jak w szafie pancernej. Na drzwiach był zamek szyfrowy. a nie leje jak wodę! Ciotka chwyciła telefon Tosi.Ale teraz ja za niego płacę . kiedy będzie ci potrzebny. Podbiegła do wielkiej lodówki.Powiedz. jeśli się go używa oszczędnie.. żeby nie być sama. Ale Tosia nie była strachliwą dziewczyną.Bo wasza ciotka jest skąpa. Tego. .Które z was myło głowę? Tośka powiedziała spokojnie: -Ja. co nie gadają. Tylko trzeba uważać. a dzieci uciekły z powrotem do stołu. żeby się nie dowiedziała.To chodźcie.Będziesz go dostawać. Ona nie ma swoich dzieci. rozumiesz. ale chyba chciałaby mieć. Była wściekła..Bo wasza ciotka bierze do pracy tylko takich. więc udaję niemowę. sama nie mogę nic brać.Raczej nie.Czemu ta lodówka ma zamek? . -Tojest mój telefon! 66 67 . żebym nie marnowała jedzenia. Ale ja odkryłam kod. Kiedyś powiedziała.. Filip patrzył na to zdziwiony. . . Wystarczy na rok. że wszystko straci i znów będzie biedna. Niosła w ręku butelkę szamponu z napisem „Dior". że większość dzieci uciekłaby pod stół.. Weszła ciotka. I że to .. W sobotę są tańsze rozmowy. Kuki podszedł bliżej do Marceliny i spytał szeptem: . . Pilnuje. .Nie zdradzicie mnie? 64 65 Tośka i pozostali szybko odpowiedzieli: -Nie! Marcelina jakoś od razu wzbudziła ich zaufanie. który leżał na stole. .Czy ciocia jest czarownicą i dusi dzieci? Marcelina się roześmiała.Czemu ona robi takie głupie rzeczy? Przecież jest bogata. .Żeby przerobić je na krem? . Uwaga! Na schodach usłyszeli stukanie obcasów. Jogurty schowały pod blatem. że trafiła na silną przeciwniczkę. Spojrzała groźnie na rodzeństwo i spytała: . Wydziela mi wszystko. która poczuła. Marcelina zatrzasnęła lodówkę. Patrzyła prosto w oczy ciotce. . .Nie wiem. Wyłączyła go i wrzuciła do swojej torebki. żeby nie dać się pokonać.Pochyliła się do dzieci. -To jest mój telefon! I chcę teraz zadzwonić do mojej mamy! Niech ciocia odda mój telefon! Ciotka podeszła powoli do Tosi.. Marcelina wyciągnęła z lodówki kilka kartoników.Zadzwonisz jutro..Zużyłaś cztery porcje! To jest drogi szampon. Ma obsesję. że śni jej się. Miała taką minę. że rodzice odeszli i że nie mieszka w swoim domu..Posłuchaj. -Co? .Nigdy więcej tu nie krzycz. . smarkulo? Nigdy! I wtedy Tośka zaczęła krzyczeć na całe gardło.Nie. W moim domu się nie krzyczy.Ja chcę zadzwonić do mamy! . Tośka zerwała się.

Ale ona spojrzała tylko na zegarek.Już wiem! Wiem! .To znaczy. ciężko dysząc ze zmęczenia.Jest w śmieciarce. jak się nie brzydzisz. Nie martwcie się. Chłopca przeszły ciarki na myśl. Ona umiała się wydzierać najdłużej przez dwadzieścia sekund. Ciotka podniosła rękę i Kuki się wystraszył. Tam niczego nie ma. Najstarszy z robotników odciągnął go. Między workami śmieci biegał szczur. Filip wrócił do siostry. .Przepraszam.Nie ja. Przysięgli.Po co ci krzesło? .Nie świruj. Słyszał. że ty czarujesz? . Marcelina podbiegła do Tosi i uściskała ją. jak robotnicy się śmieją. Pracownicy wrzucali czarne worki do pojemnika. .Chciałam was zabrać do Rivoli na pizzę. na szczęście droga prowadziła w dół. ciężko dysząc.Brawo! Wrzeszczałaś przez minutę. KRZESŁO!!! Tośka i Filip pędzili na rowerach tak szybko jak nigdy dotąd w życiu.Co robimy? . Filip spojrzał na wypełniony cuchnącą zawartością wielki kontener. więc domy szybko się zbliżały. kiedy ktoś chwycił go za kołnierz. 70 71 . Tośka krzyczała i nic nie mogło jej powstrzymać.powiedziała niepewnie Tosia.Co!? . Przejechali dziesięć kilometrów.Wiem!!! . Kukiemu kazali zostać.To była magia!!! . Nagle zerwał się z krzesła i zawołał. oni żartowali. Chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi. . -Obróciła się do braci: . . bo był za mały na taką wyprawę. Wreszcie wpadli na rynek i zatrzymali się przed sceną. Będziecie tu siedzieć do wieczora! Zatrzasnęła drzwi. Filip podjechał do nich. . . . Jesteś lepsza od swojej matki.zawołała zrozpaczona Tośka. Ciotka mieszkała daleko od miasta. choć powoli brakowało jej tchu. Żadnych krzeseł. to zgodził się zostać. Czerwonego krzesła nigdzie nie było.wszystko jest niesprawiedliwe. . że chce siostrę uderzyć. .Muszę je znaleźć. Wyleciało kłębowisko much i buchnął straszliwy smród. 68 69 . . .To była promocja . widzieliście krzesło? Takie czerwone.Pamiętacie!? Ja wtedy powiedziałem. ale kiedy Filip powiedział. że na pewno po niego wrócą. na jarmarku! . Już miał wskoczyć do pojemnika. Uciekaj.Jaką pizzę lubicie? Ej! Co się stało? Kuki patrzył na Marcelinę bez słowa. bo jakąś chorobę złapiesz. że go nie będzie! . Chwycił klapę i otworzył ją z trudem. że chcę pizzę. i zaraz ją dostaliśmy! Tam. W końcu umilkła i zmęczona. że ma tam wejść. że od szybkości zależy. patrzyła wyzywająco na ciotkę. prawie nie odpoczywając.Jesteś super! Jeszcze nikt jej się tak nie postawił.Ktoś je zabrał i nigdy go nie znajdziemy! Obok sceny stała śmieciarka. A Tośka nie przestawała krzyczeć. Ta powiedziała spokojnie: .Podbiegł do rodzeństwa.Wiedziałam. ja wam zrobię pizzę. Możesz je wyjąć. Strasznie go to rozzłościło.spytała Tosia. ale nie zasługujecie na takie przyjemności. mały. czy odzyskają rodziców.

.Ja chciałem zabrać nasze krzesło. Ktoś musiał zabrać to krzesło. odsłaniając czerwone krzesło! .krzyknął Filip. W głębi namiotu stał rząd metalowych klatek.Bo jak nie. to się zde.. . Drzwi klatki były zamknięte na kłódkę.Albo spalić! . Wyjął pęk kluczy i otworzył klatkę. to dostaniesz lanie. Trzeba pytać dzieciaków.. Max parsknął śmiechem.Rozdzielimy się.. a potem zachwiał się cały namiot..To czerwone. Filip ruszył w stronę ratusza. .Mam! Ja naprawdę zapłacę. Filip podbiegł do niej. Spotkamy się za godzinę pod pizzerią Rivoli. .Jakie krzesło? 72 73 . Trzymał go Max Rozmus. . Obrócił się gwałtownie. . Ciotka! Chłopak błyskawicznie wjechał między stragany. .. „Jeżeli Kuki się myli i to jest zwykłe krzesło. Namiot.krzyknął.mruknął Max. Ale spod nich wystawała czerwona drewniana noga. W środku było coś czerwonego. Przeszukaj tamte ulice. Dzieciak zaczynał go bawić. służył za magazyn różnych towarów sprzedawanych na jarmarku. stukając obcasami. proszę pana. Przedmiot poruszył się. ja sprawdzę rynek. Filip chwycił krzesło.. . jakby siadał na bombie atomowej. ale czerwonego krzesła nigdzie nie było. Klatka była pełna kartonów ze słodyczami. uważnie się rozglądając. do diabła? Max rozglądał się niespokojnie. . Kartony się posypały. z eleganckiej restauracji Rivoli wyszedł ktoś. Lampy zawieszone na łańcuchach kołysały się jak wisielcy. Ale jak nie masz forsy.Chcesz je wypróbować? -Tak.Musimy dokładnie wszystko przeszukać. Ono jest nasze.Chcę mieć pięć stów.Ty mały gnojku .No i co. jak ktoś chwyta go za ramiona i unosi do góry.Jak ci się podoba. Usiadł na krześle tak ostrożnie.No to jazda.Jest! . Filip już chciał wyjść. Ciotka obejrzała się. Jedna z nich chwiała się. Wysunął je powoli z klatki.A masz kasę? . cichy szelest. to chyba oberwę". Festyn jeszcze się nie rozpoczął.Co to jest. a skrzynie zaczęły się przewracać. ale najpierw muszę je wypróbować. królu? Wygodny tron? Kupujesz go? -Tak.spytał Filip. Ja je kupię . bo podłoga w namiocie zadrżała. Przerwał.Proszę pana. ..Dobrze. A teraz zjeżdżaj. Kiedy mijał ratusz. Filip na wszelki wypadek odłożył rower i schował się do wielkiego namiotu. Mogę je zabrać? . Filip skoncentrował się i powiedział głośno i wyraźnie: . pomyślał. . bo oberwiesz. Mogły je wziąć do zabawy i gdzieś rzucić. w których były przechowywane cenniejsze towary. . prawie tak wielki jak cyrkowy. Stragany na rynku stały puste. Na szczęście metalowa siatka była zardzewiała i popękana. Postawił chłopca na ziemi. Pięć stów.. Rozejrzał się po swojej kryjówce. udając powagę.Chciałeś coś ukraść? . szef jarmarku. Stały tu też wielkie głośniki i reflektory. kiedy coś usłyszał.. Kierownik spytał.krzyknął Filip.Ale on drogo kosztuje.. . Max spojrzał na krzesło w klatce. . to możesz je kupić. Filip jechał powoli. Metalowe klatki zaczęły się trząść. Filip zaczął ją szarpać z całej siły i siatka oderwała się w kilku miejscach.roześmiał się Max. . .. .. .Ja też. Nagle poczuł. ale wciąż trzymał go za kołnierz. .

. wpatrując się w stos monet. W końcu mężczyzna złapał chłopca za kaptur i jednym szarpnięciem poderwał go do góry. Musi im pomóc. a Max powlókł go do wyjścia.! Dogonił go i chwycił krzesło. Zatrzymała się dokładnie nad głową Maksa i przechyliła.Wszystko.Zjeżdżaj stąd! .? . Może ciotka jest wredna. Filip zerwał się. Filip wypuścił krzesło. Wszystko! Filip wziął czerwone krzesło i ruszył do wyjścia. Max odsłonił płachtę w wejściu i wyrzucił chłopca z namiotu.Myślisz. ale nie mógł nic zdziałać. Max skakał. Posypała się z niej lawina monet. że jestem durniem? Takiej rzeczy się nie sprzedaje. .Normalnie. 76 77 Poderwał się. Beczka zawisła na wysokości kilku metrów. któremu monety spadały prosto na głowę. jak dziecko. na szczęście kilka metrów od niego. Ale to poderwało się nagle w górę i zawisło na wysokości kilku metrów. to znaczy wszystkie pieniądze świata. .Do diabła... Możesz to zrobić? Sprawdzimy.Co się dzieje? W tej chwili wielka beczka stojąca pośrodku namiotu zaczęła unosić się w górę.szepnął.. które łapie uciekający balonik. Mężczyzna oprzytomniał. .Ja zapłaciłem! . . ale wiadomo już..Czekaj.Aaaa! . . Max zerwał się i popędził za nim. zasłaniając głowę dłońmi. Ale wtedy krzesło wystrzeliło w górę jak szalona winda. . . tłukł pięściami i próbował ugryźć Maksa..Naprawdę wszystko możesz zrobić.zawołał oburzony Filip.wrzasnął mężczyzna. że nie jest czarownicą. Wreszcie pobiegł po drabinę.. Chłopak wyrywał się.Ma pan swoje pieniądze. Po chwili beczka spadła z hukiem na ziemię. że to nic nie da. Max wpatrywał się z przerażeniem w lewitujący przedmiot. Rozgarnął dłońmi stos monet.Oddaj mi je. W pierwszym odruchu chciał wrócić i walczyć. . Stos pieniędzy niemal go przysypał. .Max obrócił się i zniknął w namiocie.Max odepchnął Filipa. ale krzesło znów się odsunęło i Max potoczył się po betonowej posadzce. Przez chwilę wyrywali sobie krzesło. bo naprawdę oberwiesz! . Na przykład ciotkę. . Wskoczył na rower i ruszył w jej stronę.Jak to zrobiłeś? Filip roześmiał się. łomocząc o łysą czaszkę. Chciał usiąść. Filip wstał z krzesła. Ale te pieniądze faktycznie tu były. . Ale krzesło nagle odskoczyło i Max upadł na podłogę. Filip upadł na chodnik.. Zobaczył.Zjeżdżaj. że pod ratuszem czeka na niego Tośka. . Chciałem mieć pieniądze i je dostałem! To krzesło może zrobić wszystko. 74 75 Przewrócił się. Musi sprowadzić kogoś na pomoc. a potem poszybowała w jego stronę.. Nie był facetem. który wierzy w bajki. Ale uznał.. Max Rozmus klęczał obok krzesła.Ty draniu! Chcesz się ze mną bawić? To zobaczymy! Skoczył w stronę krzesła. ... .Pan mi je sprzedał! . Znowu spróbował usiąść. próbując je schwytać.

Zaraz.Każ im tu przyjść! Natychmiast! Kuki odparł z uśmiechem: ... ty nic nie rozumiesz. rozumiesz?. . .Że ja jestem podobna do waszej nieporadnej matki. Marcelina i Kuki stali przy drugim oknie. Ciotka ze złością ściągnęła płaszcz i rzuciła go na fotel.Tośka! Patrz! Dokładnie ponad nimi frunęło czerwone krzesło. gdzie widać było czerwoną plamkę lecącego krzesła. Była godzina piąta. I dobra.TRZASK! Przebiło brezentowy dach namiotu.. tuż przed rodzeństwem. Filip podniósł głowę i krzyknął: .. Rowery leżały na trawie. Była naprawdę zdenerwowana. Max wypełzł spod zwałów brezentu. Nasza mama jest ładna. . Oczywiście.. . W tej samej chwili wielki namiot zakołysał się i przewrócił z hukiem..Gdzie byliście? Filip i Tosia nie odpowiedzieli.Znajdę cię. co do ciebie mówię! Ciotka usiadła na schodach. Ciotka wyglądała nerwowo przez okno. Oni się schowali. Marcelina usiadła obok ciotki. której możecie skakać po głowie? Tośka spojrzała na nią wrogo. s.Marcelina milczała. wspinała się wciąż pod górę. .Nie rozumiesz. .Ciotka patrzyła groźnie na Kukiego. Oni zaraz wrócą. którzy nadbiegli. .Chyba o coś pytałam!? Dzieci milczały..To twoja wina .. Przysięgam. Oni potrafią się świetnie chować! Czasem nie można ich znaleźć przez cały dzień! Kuki odwrócił się i zawołał: . który zaczął się szybko przesuwać. a Filipa i Tosi wciąż nie było w domu. Nagle powiedziała: 80 81 . . wyrywając w nim olbrzymią dziurę. patrząc na nią niepewnie. Ciotka zaczęła sapać ze złości.Co takiego? .Miałaś ich pilnować! Boję się.Myślicie. że będę cię miał! 78 . W ogrodzie stali Tosia i Filip. . tylko od razu zaczęła się wściekać. żeby zobaczyć przewrócony namiot. Ciotka rzuciła się do drzwi.Gdzie są Tosia i Filip!? . Choćbym miał cię szukać przez całe życie. że przypomina trochę jego mamę. .Niech się pani nie martwi. Nie zwracał uwagi na gapiów. co do ciebie mówię!? Kuki uśmiechnął się najbardziej niewinnym ze swoich uśmiechów i powiedział: .Bawimy się w chowanego.Wróciła przed chwilą do domu i nie zdjęła nawet płaszcza. Stanęło bez ruchu i czekało. Ciotka podbiegła do Marceliny.. Nagle na asfalt padł jakiś cień. . . że. Ciotka zerwała się i spojrzała na Marcelinę.krzyknęła. że coś im się stało. Zakręciło i wylądowało na szosie.Skąd wiesz.Dobrze. i szeptał: . szukam! I pobiegł na piętro. Droga powrotna była trudna. .Gdzie oni są? .Ty umiesz mówić!? .Cały czas mnie oszukiwałaś? Ty kłamczucho! Wszyscy mnie okłamujecie! W tej chwili z ogrodu dobiegł jakiś hałas. i odleciało. Mężczyzna wpatrywał się w niebo. Nawet nie słyszysz. więc jechali powoli.. Ale najpierw muszę ich znaleźć.. Tośka i Filip jechali szosą prowadzącą do domu ciotki.Ciocia nie jest podobna do mamy. kochana ciociu. Kuki się jej przyglądał i zdawało mu się. Martwię się o nich. co wam się podoba!? . ..krzyknęła ciotka.Schowali się. a ja ich szukam.Filip. . że możecie tu robić. kiedy ta się czymś martwi.

. Chłopiec odbił. . Rzeczywiście. Zdumiony Kuki zobaczył. rozumiesz?! Weszli po drabinie na taras. Kuki stanął na straży przy drzwiach. Jak ciotka pójdzie do pracy.Ono jest niesamowite. Ciotka poszła do domu.Chcę. 84 85 . . Piłka poleciała wysoko. gdzie świerki tworzyły mały lasek. .Poczekaj! Podbiegł do brata. Do pokoju zajrzała Marcelina. Kuki mu przerwał. Będą lecieć tysiąc kilometrów i rozwalą się przy lądowaniu! . Była zgarbiona.. Usłyszeli pukanie. a potem przez okno do swojego pokoju. Chodź zobaczyć.. Wreszcie Tośka powiedziała: . Filip cicho zawołał.przeraził się Kuki.zawołał Filip. Ciotka zacisnęła wargi. z plecakiem na ramionach i dość ponurą miną. że Tosia nie powinna tego mówić. -A wiesz. . Poszli na sam koniec ogrodu.. Krzesło podskoczyło i kopnęło ją przewrotką.To może być niebezpieczne. Przecież my w ogóle nie wiemy. . Po drodze krzyknęła do Marceliny: . jak najlepszy z brazylijskich piłkarzy.Wyjeżdżasz? Marcelina wzruszyła ramionami.roześmiała się Tosia. więc Filip szybko zakrył krzesło kocem i usiadł na nim. żeby ta szyba była znowu cała. Ktoś szedł korytarzem.. .Poczekajmy do jutra. . Piłka śmignęła ponad drzewami i rozległ się huk rozbitej szyby. .On ma rację .Poczekaj. co to znaczy? Że rodzice zaraz do nas wrócą.szepnął Kuki.Kuki pomyślał..Znaleźliście je? . . to zrobimy próby... składając się z powrotem w całą szybę. Filip usiadł na krześle i zaczął mówić uroczystym głosem. Czerwone krzesło postawili na środku dywanu.Dobrze . .powiedziała Tosia.Chyba nie .Chciałam się pożegnać z wami. Odłamki szkła natychmiast uniosły się z trawy i pofrunęły do okna. jak wychodzi spod nich czerwone krzesło.powiedziała cicho.Tak. jakby jej przybyło lat. . Usiadła na krześle i powiedziała. Zamilkli. .Ciotka nas zabije . Za chwilę ich tutaj ściągniemy. że nie pomyśleli o niebezpieczeństwach. Kuki patrzył na to zafascynowany. .Od dzisiaj nie macie prawa wychodzić za bramę. tak się zafascynowali niezwykłym przedmiotem.Ono może zrobić wszystko! . Zaraz zobaczysz coś lepszego. I radzę wam nie łamać tego zakazu. że nie słyszysz! Marcelina pomachała rodzeństwu i poszła za ciotką. Ale było za późno.Chcę. jak ta magia działa..A jeżeli rodzicom coś się stanie? To krzesło wystrzeli ich jak rakiety. Nie udawaj. .Przyjdź do nas. żeby nasi rodzice zaraz.A ty chodź ze mną. . które kopnęło ją natychmiast z powrotem do niego. jak to działa. Gałęzie świerków poruszyły się. 82 83 Filip rzucił piłkę w stronę krzesła. a Kuki podbiegł do Filipa. Musimy dokładnie sprawdzić. .

Krzesło odbijało srebrzyste światło.. Kuki był pewny.. a Kuki po prostu je polubił. A gdy już położyli się do łóżek. Po prostu lubił ten przedmiot.Ci! Bo ciotka się obudzi! Krowa pokręciła głową. Że nie mogą zrobić nic głupiego ani dziecinnego. Kiedy był mały i budził się w nocy. 86 87 Kiedy w końcu zasnęli.. Tak jak lubi się własne zwierzątko. a mimo to czuli niepokój. . Dzwonek na jej szyi zadzwonił jak na alarm. nie pytali. Zbliżała się północ. a pogoda była tak samo niespokojna jak jego sny. ale nic nie przyfrunęło. Zatrzepotały i przyleciały prosto do rąk patrzącej na to ze zdumieniem Marceliny.O rany! . Zerwał się z krzesła. przewracając się na łóżku z boku na bok. czy „to coś" nadal działa. że to on pierwszy je znalazł? Był tylko niespokojny.Proszę. Nie miał żadnego planu. Zamiast tego usłyszał za drzwiami jakiś dziwny dźwięk. a nie w krowie. Kuki coś mruczał. Krowa cicho zaryczała. która siedziała przy laptopie. rodzice przynosili mu ciepłe mleko i to go uspokajało. Uniosły się i pofrunęły jak papierowe motyle. czy to możliwe. Ale nikomu o tym nie mów.Ciii! Zrozum.. Wszystko poszło bardzo szybko.. ale musisz zniknąć! . ogarnął ich niepokój. bez jednej łaty. poczuli dziwny lęk. Podszedł do krzesła i lekko je pogłaskał. to mieli niespokojne sny. Może dlatego.Nic ci nie zapłaciła? -Nic. że udawałam niemowę. Wtedy Filip zapytał: .. Najpierw kłócili się. Ostrożnie usiadł. przesłaniana chmurami.jęknął Kuki. Ze środka wysunął się elegancki czarny portfel. że muszą być bardzo ostrożni. Pstryk! Portfel sam się otworzył i z jego wnętrza wypełzło kilka banknotów. jakich nie mógł zrobić nikt inny. I pamiętajcie.Wasza ciotka wyrzuciła mnie z pracy. Stała na perskim dywanie.Mamy swoje sposoby. . A wam się udało znaleźć tę strasznie ważną rzecz? -Tak. robiąc jakieś obliczenia. jak najlepiej przetestować magiczny przedmiot. Od chwili gdy znaleźli czerwone krzesło. Miała na szyi dzwonek. ja chciałem mleko w szklance. I wtedy ją zobaczył. tarcza księżyca pojawiała się i znikała. Rozejrzał się trochę nieprzytomnie. Kiedy w kinie oglądali latające miotły i gadające lwy. .. Wieczorem długo nie mogli zasnąć. patrząc na niego wielkimi smutnymi oczami.No to chciałbym. .. której działania nie potrafili zrozumieć.Jak wyście to zrobili? Filip uśmiechnął się tajemniczo. Nie dała mi nawet wypłaty. każde z nich stało się jakby trochę doroślejsze. Należała do nich i mogli robić rzeczy. Na samym środku salonu w plamie księżycowego światła stała krowa. To był po prostu film. otworzył po cichu drzwi i zbiegł po schodach. Ciotka. . Przykro mi. Wiał silny wiatr. . że przyleci do niego szklanka mleka. Była duża i biała jak śnieg. .. że wasza ciotka nie jest taka zła. Nie chciał czekać z próbą do rana.To super.. Uśmiechnęła się do nich i ruszyła do drzwi. Tuż obok nich istniała jakaś niezwykła siła. Drzewa za oknem chwiały się. Trzymajcie się. nawet nie zauważyła. .... W końcu kołdra zsunęła się na podłogę i zmarznięty chłopiec się obudził. żebyś dostała swoje pieniądze. Strasznie się wściekła. o trochę mleka . który dźwięczał przy każdym ruchu głowy. Kuki wstał. że stojąca na biurku torebka przewróciła się. Rodzeństwo myślało o czerwonym krześle jako o źródle niesamowitych możliwości. Za to. Ale kiedy naprawdę stanęli przed czymś niepojętym. Wiedzieli. Szelesty i dzwonienie.wyszeptał.

jakby rozumiała. Odejdź! Muszę cię anihilować.? Chyba nie chcesz.. że widzę tu krowę. i do garnka pociekła struga mleka.. 90 91 Kuki chwycił czerwone krzesło i po cichu wybiegł na schody. bo mleko wyglądało i pachniało inaczej niż to z kartonika. żebym cię wydoił? Ku jego zaskoczeniu krowa pokiwała łbem. spoglądając na chłopca z wyraźnym wyrzutem. Na środku salonu stała ciotka i z obłędem w oczach wpatrywała się w białą krowę. przewracając kryształowy wazon stojący na podłodze. Kiedy chciała odstawić ją na półkę.. Naprawdę zdawało mi się. chyba że odciągnąłby krowę.. bo biała krowa podniosła właśnie ogon i na marmurową podłogę poleciał krowi placek. Zatrzymał się gwałtownie. bo ciotka nas zabije! Podszedł ostrożnie do zwierzęcia.dodał szybko.. Chłopiec popędził na piętro.. Co się ze mną dzieje? Mam halucynacje! Wszystko przez te dzieciaki. jak doi się krowę. Podbiegła do szafki. Zatrzymał się przerażony. Kuki wykorzystał ten moment. Krowa zniknęła.. Po namyśle zamienił go na większy. Usiadł na krześle i szepnął: .. Był trochę zaskoczony. Kobieta opadła na fotel. Ciotka spojrzała nerwowo w górę.. Popędził z powrotem do pokoju. Kobieta wrzasnęła i odskoczyła. Ciotka stała bez ruchu. ale ona była bardzo duża. jakby patrzyła na upiora. Nigdy jeszcze krowy nie dotykałem. a nie ciotkę! .szepnął błagalnie Kuki ..Chyba zwariowałaś! Ja nie umiem doić krów.Co ty robisz. ale po kilku próbach połapał się. Od tego są maszyny sterowane komputerowo i.O co ci chodzi.. No i miała rogi.. Filip otworzył oczy..Odsuń się.Nie! . Nie zauważyła Kukiego.Poszedłem po mleko. Wiedział. .Chciał wrócić do sypialni. . który schował się zaraz za filarem. Po dziesięciu minutach mleko przestało lecieć. ale musisz przestać istnieć.. 88 89 Krowa spojrzała na niego smutno i machnęła ogonem. Kuki rozejrzał się nerwowo. . ustępując mu drogi. Pobiegł do kuchni i wyjął z szafki mały garnek. . Krowa potrząsnęła głową i zrobiła krok w jej stronę. szkło wyleciało jej z rąk i rozbiło się na posadzce. tak przerażona.Ciii. . W tym momencie ciotka odsłoniła oczy i zobaczyła pusty salon. w którym pokazywano. A wtedy wszystko się wyda. Zresztą teraz ludzie was nie doją.Ja zwariowałam. . .mruknął Filip i i obrócił się do ściany. zanim zdążą cokolwiek zrobić. Spróbował robić dokładnie to samo. a wtedy krowa dostojnie przeszła na środek salonu. żeby odwołać czar. Wielkie zwierzę natychmiast rozpłynęło się w księżycowym świetle..jęknęła. Ciotka zabierze im krzesło. Oglądał kiedyś film. na czym to polega.Przepraszam. wyjęła jakąś butelkę i wypiła z niej kilka łyków. Kuki zaniósł garnek do lodówki. Zaczekaj.Nie rób tego. Zasłoniła oczy. . że ciotka zaraz się obudzi. Najpierw nic nie leciało. . Przykucnął i podsunął garnek pod napęczniałe wymiona.Zaczynam mieć jakieś zwidy. A potem polizała ciotkę różowym językiem po twarzy.. co mówi. Krowa zaryczała ponownie. Tymczasem krowa znów zaryczała. Nie mógł teraz wejść na schody. Naprawdę muszę to zrobić! Przykro mi. A przecież jej nie było. . kretynie? . . Kiedy wbiegł do sypialni. Tym razem dużo głośniej. Chyba że wcześniej obudzą się Filip albo Tośka i odwołają ten czar. Ja mieszkam w mieście. Mam na myśli krowę. Ale w tym momencie krowa ruszyła naprzód i zablokowała mu drogę.To mnie nie budź . Już dobrze.

jak długo będą do nich lecieć rodzice i czy nie roztrzaskają się. .Chodź.powiedział Filip.Chcę. sprawdzając. . Wyobrażali już sobie. że musimy zaryzykować . .Jesteś lżejszy! Jak walniesz o ścianę. Mają mi pokazywać kandydatki na nową kucharkę. . .Uważam. W ogóle nic się nie zdarzyło.OK.Jadę do miasta. . Postawiły je na trawniku przed domem.jęknął Kuki. 94 . Patrzyli niespokojnie w niebo. .Chyba tak.Czuję. .To prawda. Wyglądał jak balon. czy to nie jest jednorazówka.A ty nie możesz? . jak startuje tysiąc kilometrów stąd i leci jak bojowa rakieta. Tuż przed lądowaniem wyhamował i łagodnie opadł na trawę. że nie macie prawa wyjść za bramę.jakby bojąc się. Filip usiadł na krześle i powiedział: . Nie próbując sprzątać rozbitego szkła. Kuki z ulgą wyszedł ze swej kryjówki. Kuki szedł obok.. dzieci popędziły do pokoju po czerwone krzesło. Ale szklanka przyleciała bezpiecznie do rąk Filipa i nie wylała się z niej ani kropla płynu.stwierdził ponuro Filip. Nie wiemy.powiedziała Tosia. ale nic nie przyleciało.Pierwsza próba udana. Tośka przyniosła wysoką szklankę i nalała do niej mleka. . czy biały upiór znów się nie pojawił. . Starało się zachowywać bardzo grzecznie. Spojrzeli po sobie niepewnie. Kuki.Próba numer dwa .Żyjesz? . pobiegła do sypialni. 92 93 . bo waliza mamy była bardzo ciężka. żeby złapać szklankę. Rodzeństwo w milczeniu przyglądało jej się z okna. Owinęli Kukiego w kołdrę. Wziął czerwone krzesło i poszedł spać. .Cicho! Niech mój brat Kuki przyleci do mnie w całości. W drzwiach obróciła się jeszcze. że będą kłopoty . Próba numer dwa udana. To krzesło może przestać działać.Nie możemy czekać. W ten sposób chcieli sprawdzić. lądując z dużej wysokości. Następnego ranka.A jak rodzicom coś się stanie? . Kiedy samochód ciotki odjechał. związując ją sznurkiem. . a potem szybko je zamknęła i przekręciła klucz w zamku. ..Mam nadzieję. Po nocnym spotkaniu z widmem krowy wyglądała na bardzo zmęczoną. A wy pamiętajcie.Co robimy? . Szklanka uniosła się i pofrunęła w stronę Filipa. Ciotka zerkała na nich nieufnie.Aaa! Jak pocisk wystrzelony z katapulty Kuki przeleciał łukiem nad ogrodem i spadł prosto do nóg Filipa. . Włóżcie kaski! Włożyli kaski rowerowe. zaraz po śniadaniu. . że ktoś ją zobaczy w takim stanie. ciotka włożyła płaszcz i poszła do samochodu.Próba trzy nieudana . gdyby czar przestał działać.Bardzo śmieszne. Czekali długo. żeby nie wzbudzać podejrzeń. żeby przyleciała tu walizka mamy.. że rodzice też się nie stłuką -szepnęła Tośka. .Pierwsza próba! Niech ta szklanka bezpiecznie tu przyleci. Ostatni test. . to dom się nie rozleci..powiedział lekko drżącym głosem. ale nie miała się do czego przyczepić.

Jak ekran podzielony na dwie połowy. Poproś o coś. Deszcz się urywał. Kuki zaczął wołać: .Żeby nasi rodzice bezpiecznie do nas wrócili..Ten czar nie działa na odległość.To znaczy.Już wiem . jakby ktoś go zmazał gumką. . Filip wybiegł za bramę. bo są za daleko.. rozumiecie? Działa tylko w zasięgu wzroku. Filip siedział na krześle wyprostowany i bardzo skupiony. Filip zaczął mówić uroczyście: . Muszę najpierw coś sprawdzić!.No to. Więc teraz musi je naprawić. co trzeba. że to on powinien wypowiedzieć najważniejsze życzenie. Filip pomyślał chwilę i zawołał. bo wiedzieli. Uważali.Działa! .Zdążymy! Spakowali do plecaków tylko najważniejsze rzeczy. a za narożnikiem świeciło słońce.krzyknął Filip. .Tylko gadaj dokładnie! . ale Tośka nie chciała się zgodzić. Obok domu ciotki lał deszcz. że zawsze mogą wyczarować pieniądze i kupić. .. Tosia i Kuki pobiegli za nim. Filip i Kuki wpatrywali się w drzwi domu. bo potem płyną na Karaiby.Nasi rodzice! 96 97 . Nie możemy ściągnąć rodziców. Tosia podbiegła do brata.. . żeby rodzice.szepnął Kuki. . potem następne i nic się nie zdarzyło. O cokolwiek. Wyczarowali bilety na lot do Kopenhagi i wyruszyli na lotnisko. zaczynamy! Rodzeństwo skupiło się wokół Filipa.. . że statek Queen Victo-ria przypływa w niedzielę do portu w Kopenhadze. . Tam ich nie znajdziemy.Może wyczerpała mu się bateria? . a poza tym to on niechcący wywołał całe nieszczęście.Nie znamy się na helikopterach.Dlaczego tam nie pada? .To nasza ostatnia szansa. . żeby sprawdzić.Musimy do nich pojechać! Musimy stanąć przed rodzicami i patrzeć im w oczy! Tylko wtedy uda się zdjąć z nich zaklęcie! Sprawdzili w Internecie. . oglądając krzesło. Nikogo tam nie było. . Wyglądało to niesamowicie. Przebiegli może sto metrów i nagle znaleźli się w słońcu. 98 99 . . .Filip! Wyłącz ten deszcz! . Tosia.Zaraz. Niech wejdą przez te drzwi i niech będą tacy jak dawniej.. .Chcę. .Niech. czy nie wyczarować helikoptera.To co zrobimy? . że zostały nam dwadzieścia cztery godziny.Filip! Musimy sprawdzić. czy ono jeszcze działa.krzyczał Kuki. Kuki nie wytrzymał i pobiegł otworzyć drzwi. .Mamo! Jesteście tu? Tato? Nikt nie odpowiedział. Straszliwa ulewa zalała ogród ciotki.. Przez chwilę zastanawiali się.szepnął Kuki. czy rodzice za nimi nie stoją.. Nie możemy ryzykować katastrofy. .Ono wciąż działa! Tośka wciągnęła kaptur. pada deszcz.To nie jest komóra! Ono nie ma żadnej baterii. Nie brali jedzenia.. Był najstarszy. Polecimy normalnym samolotem. I natychmiast zaczął padać deszcz. Jeszcze chwila i rodzice stamtąd wyjdą! Ale chwila minęła.

Nagle usłyszeli wołanie: . ale to już! 101 . .Nie słyszysz..Dokąd się wybieracie? Chcieliście uciec. patrząc uważnie pod nogi. . .spytał Kuki.. Tosia ruszyła. Rodzeństwo.To w psa! . zdawało mu się.Tam! Filip skręcił w wąską uliczkę. .Wsiadajcie do samochodu. Wiatr uderzył w ciotkę i odepchnął ją. Niestety. Mała spojrzała na niego wrogo i zawołała piskliwym głosem: .szepnął Kuki. Dziewczynka była wciąż ubrana w czarny płaszcz i wielkie okulary i wyglądała komicznie.Niech ciotka będzie mniejsza od nas! Natychmiast zerwała się straszliwa wichura. że dzieci chcą same lecieć samolotem? .. Uważajcie. .Ale numer! ..Tam jest ciotka! 100 Rzucili się do ucieczki. Była to twarz siedmioletniej dziewczynki! . a jak ktoś będzie się czepiał. Podeszli do auta. jak z okna samochodu wychyla się twarz w ciemnych okularach.zawołał Filip. .Pogryzie nas! Ciotka podeszła do nich i wrzasnęła: . jak to możliwe. Mercedes ciotki nadjechał i zahamował kilka metrów od dzieci. wiatr odpychał ją.Bo ją ktoś wykończy offem. aż w końcu wirująca ciotka wpadła do samochodu.Powiedziałam wam . ale plecaki i krzesło im ciążyły. które fruwały wraz z ciotką w szalonym tańcu. Ciotka zauważyła ich i ruszyła z piskiem opon. Z przeciwka jechał czarny samochód. żeby kierować samochodem. smarkacze! 102 Ale nie był to głos ciotki. Drzwi zatrzasnęły się i wiatr ucichł. Zaczęła wirować jak karuzela i krzyczeć na całe gardło.Zmień ją w karalucha. Filip powiedział z przekornym uśmiechem: . co mówię? Do samochodu! Wtedy rodzeństwo wybuchło śmiechem. Kuki szepnął do Filipa: . Rodzeństwo stanęło za nim. .Może jest taka mała jak bakteria. teraz powoli opuściło ręce i zaczęło się rozglądać. Natychmiast się odwrócili. Nagle Filip zatrzymał się. .Gdzie ona się podziała? . że tam łatwiej się ukryją. na końcu ulicę blokowała brama zamknięta na kłódkę. . Ciotka wyskoczyła z samochodu. tak? Ruszyła w stronę rodzeństwa. Kobieta zaczęła krzyczeć na całe gardło..Na pewno zmieniła się w małego trolla.krzyknęła Tosia. . ..wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu! .Już wiem! .spytał szeptem Filip. Trafili na drogę bez wyjścia! Filip błyskawicznie usiadł na krześle. jak po polu minowym.. żeby jej nie podeptać.To zmienimy ktosia w karalucha! Biegli na przystanek autobusowy.Wsiadajcie do samochodu! Porozmawiamy sobie w domu! Wsiadajcie. Dzieci pędziły najszybciej.Słuchajcie. Zobaczyli. Ciotki nigdzie nie było.Ciocia jest chyba za mała. dźwigając krzesło i plecaki.zawołała groźnie siedmioletnia ciotka . Szybko! .szepnął Filip.Nie! . Rodzeństwo szło za nią ostrożnie. Wiatr uniósł piach i zrywał liście. . które zasłoniło oczy przed zawieruchą.

powiedział Filip. na której wyświetlano trasę. . Rodzeństwo ruszyło za nim. żeby ten autobus jechał prosto na lotnisko. .Tosia spojrzała na kartkę.Skąd ciocia to wie? . Udali.Nigdzie z wami nie pójdę! 105 . .Będziesz głodna.. Autobus zahamował tak gwałtownie. Patrzyły na zmniejszoną ciotkę. -Chodźcie. co dalej robić.Musimy wysiąść! . która jeszcze niedawno była wysoką groźną kobietą.A poza tym tam jest rozkład jazdy. Chwycił krzesło i poszedł w stronę przystanku autobusowego.Bo jestem od was starsza i mądrzejsza .spytał Kuki. Zdążymy. Mała ciotka podbiegła do nich. Musimy ją odczarować albo zabrać.Pojadę z wami. smarkaczu? Dzieci nie odpowiedziały.Samolot do Kopenhagi odlatuje o dwunastej pięć. Ciotka w końcu się zaniepokoiła. Tosia obróciła się i podeszła do małej ciotki.Po co? . Obrócili się. Spojrzała niepewnie na dziewczynkę.odezwała się ciotka.Sprawdziłam wszystko w Internecie.Nie możemy jej tak zostawić.burknęła siedmiolatka.. Spojrzała na swoje malutkie ręce z pomalowanymi na czerwono 104 paznokciami. ciociu. . Filip usiadł na krześle i spokojnie powiedział: .Bo ten autobus nie jedzie na lotnisko. ciociu! . jakby zobaczyła upiora. Nie bardzo wiedziała. Tosia zatrzymała się. Ona jest za mała. Nagle rozległo się stukanie obcasów. . . Albo ktoś może cię porwać..Musimy już lecieć! Pa! Pokiwał wrzeszczącej ze strachu dziewczynce. A potem w lusterko. . . . Ale jak będę znów duża. . . . Mała ciotka trzymała się w pewnej odległości od nich i spoglądała wrogo. .Poczekajcie. skręcając się ze śmiechu. Nie bardzo wiedzieli.Odczepcie się ode mnie! . .Dlaczego? . Ocierała łzy. to was spiorę! Czerwony autobus linii numer siedem był zatłoczony.Chcę. .powiedziała przez zaciśnięte zęby. ale musimy być na lotnisku najpóźniej o jedenastej. Darła się. mimo butów na wysokim obcasie.Nie to nie . On jedzie w przeciwnym kierunku. . Rodzeństwo stanęło na tylnej platformie. Rodzeństwo podbiegło do tablicy. i patrzyła za odchodzącymi. . .Raczej nie zdążycie .No to cześć. I zaczęła wrzeszczeć.Nie musimy.Chodź z nami. .krzyknął Filip.Ona ma rację! Jedziemy w złą stronę .Na przykład jakaś wstrętna ciotka . Ciotka wyszła z samochodu. śmiesznie maleńka.dodał Kuki. Dziewczynka odpowiedziała ze złością: .O której odlatuje samolot? .Zwariowałaś? . że kilku pasażerów przewróciło się 106 . .. że odchodzą. jak się do niej zwracać.powiedział zdecydowanie Filip. I wtedy się zaczęło..Dobrze . .Jeszcze pół godziny. Przecież faktycznie: nie mogą takiej maludy zostawić samej.Co ty mówisz.zawołała Tosia.

Autobus stratował wiklinowe stoliki i wjechał na rynek. I w tym momencie stało się coś niesamowitego.Filip. roztrzaskał ją i popędził prosto przez park. . rozpaczliwie odrywał kąsające go ryby. Ulica skręcała w prawo. Autobus siłą rozpędu wjechał jeszcze na schody prowadzące na lotnisko i wreszcie się zatrzymał. leżący na dachu autobusu. tratując klomby i kosze na śmieci. Filip zaparł się z całych sił. która histerycznie krzyczała i nie dawała się zepchnąć.Filip! Zatrzymaj ten autobus! . Ale autobus.Co się dzieje? Czy on zwariował? Dokąd on jedzie? Rodzeństwo spojrzało na siebie z satysfakcją.107 na podłogę. Nagle z przerażeniem zobaczył. bo kogoś zabijemy! -krzyczała Tosia. Max wykonał rozpaczliwy skok i znalazł się na jego dachu. jak ląduje obok niego ogromny krokodyl. Zdumieni pasażerowie wołali: . Filip natychmiast usiadł na krześle i zawołał. Pędził ze straszliwą prędkością. histerycznie krzycząc. pojechał prosto! Uderzył w barierkę. Jeśli uderzą w budynek. -Jedzie prosto! Kazałeś mu jechać prosto! . Ta zerwała się z jeszcze większym wrzaskiem. wpadając do pojemnika z lodami. . która wpadła przez okno. . . ale na „ich krześle" wciąż siedziała kobieta. a jakaś gruba kobieta upadła na nie. z wyjątkiem kelnera. 108 109 . Gdy pojazd uderzył w scenę. Pasażerowie zaczęli wrzeszczeć. prosto w stronę hali odlotów. Autobus wjechał w środek ulicznej kawiarni.Zwariował! Przy kolejnym podskoku Filip zleciał z czerwonego krzesła na podłogę. i wrzuciła ją za koszulę kobiety siedzącej na krześle. zatrzymaj go. Autobus wyjechał na szeroką ulicę. który umykał z tacą pełną szklanek. A potem zawrócił z piskiem opon i ruszył w przeciwnym kierunku. Jechał pod prąd. Na szczęście wszyscy ludzie zdołali uciec.Niech pani wstanie! W tym momencie autobus wjechał do oceana-rium. wpadały do sklepów. W końcu skoczył szczupakiem przez bar.Co ten kierowca robi? . . Samochody jadące z naprzeciwka uciekały na chodnik lub. Autobus pędził przez rynek.Co on robi? .krzyczała Tosia. Oszalały autobus minął park i wjechał w wąską ulicę prowadzącą do rynku. zamiast skręcić. rozbijając wystawy. na której końcu był Port Lotniczy. zrywając reklamy i ścinając znaki drogowe. próbując ściągnąć z magicznego krzesła wrzeszczącą kobietę. Na scenie stał Max na swoich sprężynowych butach. Max. szczerząc upiorne zębiska. .zawołała przerażona Tośka.Pijany! . jadąc dokładnie po linii prostej. . Autobus rozgniótł scenę i popędził w stronę dmuchanej bramy z napisem: „Wielka atrakcja! Wystawa krokodyli i piranii". Gad otwierał szeroko paszczę. to nikt nie wyjdzie z tego żywy! Zrozpaczona Tośka złapała za ogon piranię. Obrócił się i zobaczył pędzący wprost na niego autobus. Tłum widzów przed sceną rozbiegł się we wszystkie strony. Wielkie akwaria pękały jedno po drugim i setki litrów wody wylewały się wraz z krokodylami i piraniami.Odwołaj ten czar! Filip z Kukim próbowali właśnie to zrobić. i nie wyglądał na zadowolonego. Pojazd skakał jak oszalały na nierównym trawniku.krzyczał przerażony Filip.Niech ten autobus się zatrzyma! Pisk hamulców.

Na szczęście budynek lotniska stał na wzgórzu i całe miasto było w zasięgu wzroku. co ja zrobiłem. ale nie potrafiła tego zrobić. Filip powiedział: 112 113 . ciociu. ale na razie muszę cię pozbawić głosu.Mami taka! Manary! Miota! Mikasika! Very aho mikasika! Kalifaty fanalana amin! Widać było. Urzędniczka za ladą zawołała: . Boże. . . Wskazała ladę. Zaczynały się właśnie wakacje i setki pasażerów z walizami i rozkrzyczanymi dziećmi kłębiły się w hali odlotów.Co takiego. . .Sami sobie poradzimy .Ja wiem . Urzędniczka zerknęła na małą dziewczynkę w ciemnych okularach. .Niech naprawi się wszystko. . Urzędniczka zajrzała do dokumentu.Dzień dobry.Najpierw musimy iść do odprawy. Tutaj kolejka nie była na szczęście zbyt długa.Dzień dobry.Przykro mi.mruknęła ciotka. co się stało. kiedy poleciała ze szkolną orkiestrą do Pragi. .. Brzmiało to mniej więcej tak: .spytał niepewnie Kuki.Przez chwilę w autobusie nikt z pasażerów się nie odzywał. To jest tam.Co ty robisz!? .Nie rozumiem. . . Żeby komuś nie wygadała. Tośka chwyciła krzesło. Kopenhaga". nad którą świecił się napis: „Lot 007.. Szedł.Tutaj. Gdzieś daleko zaczęły wyć syreny policyjnych samochodów. Nie zauważyli Maksa.Nie. Kuki i mała ciotka.Ale nie powiem wam. Spośród rodzeństwa tylko ona podróżowała wcześniej samolotem. Filip. Zostali tylko Tosia.To ma być jakiś żart? . Mężczyzna patrzył jak zahipnotyzowany na dzieci i czerwone krzesło. . Filip szybko usiadł na krześle i zawołał: . Pobiegli we wskazane miejsce.powiedziała Tosia.. . Wszędzie stały długie kolejki. żeby mówić w swoim języku. . A potem wszyscy jednocześnie rzucili się z krzykiem do drzwi. chwiejąc się i szepcząc: . Ciotka spojrzała na niego z wściekłością i wyrzuciła z siebie potok dziwnych słów. .Gdzie ona jest? . Odbił się na swoich sprężynowych butach i pognał za nimi.Rozkazałem. Pokaż paszport. Na końcu krokodyl otworzył paszczę i puścił but Maksa. W końcu zamilkła i tylko patrzyła na Filipa z wściekłością.Następna osoba! Podeszli do lady.spytała Tośka. Na lotnisku kotłował się wielki tłum podróżnych. żeby ciotka mówiła tylko w języku madagaskarskim.Zwiewamy stąd.Dokąd mamy iść? . Natychmiast wszystkie szkody się naprawiły. Kobieta spojrzała na nich zdziwiona. smarkaczu? W odpowiedzi Filip usiadł na krześle i coś wyszeptał. Z kim lecicie? . . Otworzyli je siłą i uciekli. Wyskoczyli z autobusu i pobiegli na lotnisko. co zniszczyliśmy. ciociu. To dziecko ma czterdzieści lat!? .Co ja zrobiłem?. Potem poderwał się i skoczył na chodnik. że czyni rozpaczliwe próby. Nagle z kabiny wyszedł blady jak trup kierowca. który wciąż siedział na dachu pojazdu.Z naszą ciocią.. Zanim doszli do lady. Filip i Kuki rozglądali się trochę zagubieni.

pas transmisyjny ruszył i krzesło odjechało razem z bagażami. Nacisnęła guzik. To krzesło też.Nasza ciocia zrobiła sobie operację plastyczną. Biegnący za nimi ochroniarze byli zbyt wielcy. proszę pani . Krzesło było już kilka metrów od samolotu.Co pani robi!? . Krzesło dojechało do otworu przesłoniętego pasami plastiku. Przeskakiwali przez pędzące taśmociągi. Popędzili w stronę drzwi.Dobrze.Ależ ono jest za duże do kabiny. która bała się. . żeby młodziej wyglądać.Niech pani odda nasze krzesło! . gdzie jest ich krzesło. 116 Filip i Kuki biegli po pędzącym taśmociągu. żeby wcisnąć się do otworu. Za nimi skoczyła Tośka. Dzieci pojechały wraz z walizami krętą zjeżdżalnią i spadły na jeden z pasów transmisyjnych.odpowiedział szybko Filip. i trochę przesadziła.Nie zgadzamy się! Niech pani je odda! .zawołała ciotka. 114 115 Urzędniczka nakleiła je na plecaki i na krzesło.Proszę pokazać bilety. . Poleci nie wiadomo gdzie. wpadło do czarnej rury i pojechało w dół. Z drukarki wysunęły się białe karteczki. potykając się na wysokich obcasach i wykrzykując dziwnie brzmiące słowa. gdy Filip miał je złapać. Za braćmi pędziły Tosia i ciotka. Rodzeństwo bez namysłu wskoczyło do rury i zjechało za krzesłem. które wlokły ich w przeciwnym kierunku. Dzieci nie widziały. Kuki zatrzymał się i krzyknął najgłośniej. . Walizki spadały na nie z wylotów wielu rur i były kierowane w różne strony. jak potrafił: . . Podali nowiutkie bilety. ale potem i ona skoczyła. Jeśli do niego wjedzie..Nie mogę cofnąć taśmociągu. akurat w chwili.krzyknął Kuki. Bagaże sunęły i krążyły w niesamowitym tańcu.Wróć do nas! Wracaj! .spytał nieufnie Filip.Po co? . Pas transmisyjny z bagażami przesuwał się błyskawicznie. Ej! Co wy robicie!? Filip i Kuki wskoczyli na pas transmisyjny. Ciotka popędziła za nimi. że jeśli krzesło zginie. przeskakując walizy i torby. . postaw je! Filip niepewnie postawił czerwone krzesło na wadze. . Urzędniczka zerwała się z krzykiem..Tak. Odchyliło je. zrzucając walizy i przewracając się na pasy transmisyjne. Postawcie bagaż na wagę. . .Ochrona! Dwaj pracownicy ochrony lotniska popędzili do niej. Wszystko odbywało się automatycznie. 117 Czerwony przedmiot zmierzał już w stronę luku bagażowego w samolocie. Będzie lecieć w luku bagażowym. a potem mała ciotka. . Rodzeństwo rzuciło się w pogoń.zdziwiła się urzędniczka. Wokół nich był labirynt pędzących w różnych kierunkach taśmociągów. Ciotka zawahała się. Oszołomiona urzędniczka oddała jej paszport. Potykali się. No.Very aho mikasika! . . Zaczął piszczeć alarm. to do końca życia zostanie siedmiolatką mówiącą w języku mada-gaskarskim. W końcu Filip je zobaczył.Muszę je zważyć. Byli na to przygotowani. Znalazły się w niezwykłym świecie. to go nie odzyskają. .Jak to co? .. przewracali i znów podnosili. Hala była ogromna i ciemna.Tam. gdzie bagaże wpadały i znikały. Czerwone krzesło zmierzało w stronę czarnej dziury. . żeby na koniec dotrzeć do właściwego samolotu.

wymyślił Filip. ale zaraz opadł z powrotem na fotel. .Dziwne dzieci . . . że od czasu kiedy zaczęli tę wyprawę. a potem też zamilkła.westchnął komendant.Możecie jechać pociągiem! Rozumiecie mnie czy nie!? Kuki zasłonił uszy. Na pięć minut! Komendant zerwał się. Miał też psa. .Mami taka! Mitandrina! Komendant obrócił się. Zaczął chrapać.Panguh! . . Mała ciotka krzyknęła: . .Samolotem raczej nie polecimy . Mała ciotka zawahała się. Filip ostrożnie wstał i zaczął się skradać w stronę krzesła. Przecież już rozumiemy. . to bez przerwy gdzieś biegną. Wsadzą nas do więzienia. . .Jak długo jedzie pociąg do Kopenhagi? . . . Ziewnął i jego głowa powoli osunęła się na biurko. otoczyli je. . . Technik postawił krzesło obok komendanta i wyszedł razem z psem. Kuki pomyślał. Filip siedział już na krześle i zawołał: 119 .Ostatni raz pytam . Zanim rodzeństwo zdążyło cokolwiek zrobić.Rano będziemy na miejscu.Zwiewamy! Filip chwycił krzesło i popędził do drzwi. wydzierając im czerwone krzesło z rąk.Czemu to zrobiliście? I gdzie są wasi rodzice? Rodzeństwo milczało. W tym momencie otworzyły się drzwi hali i wbiegł oddział ochroniarzy.Możemy zaczarować kierowcę taksówki i kazać mu jechać do Kopenhagi . Naprzeciwko dzieci siedział komendant w czarnym mundurze. Uniosło się ponad taśmociąg. Odjeżdża za dziesięć minut. ale w końcu także wybiegła. Ukryli się między samochodami na podziemnym parkingu pod lotniskiem i zrobili naradę.Mam w telefonie rozkład jazdy! Zerwali się i popędzili w stronę dworca kolejowego. .wrzasnęła. . zawirowało i poleciało z wielką prędkością.krzyknęła ciotka.Niech pan zaśnie. Odwrócił się i podniósł słuchawkę telefonu. .O co jej chodzi? . lądując po chwili obok Kukiego.komendant spojrzał groźnie na dzieci. To jest zwykły mebel. 118 Tosia. Za to mała ciotka wyrzuciła z siebie potok słów w języku madagaskarskim.Raczej nie. który na szczęście był po drugiej stronie ulicy. Filip. Żadne z nich nie zauważyło człowieka w butach na sprężynach. który właśnie wyszedł z . Dalej jakiś technik badał krzesło za pomocą urządzenia wydającego ciche piski.spytała Tosia.Pociąg! . ale było za późno. .Nic tu nie ma.Skąd ciocia to wie? .powiedziała Tosia. który obwąchiwał uważnie magiczny przedmiot.No to co zrobimy? . .Wtedy czerwone krzesło poderwało się jak wierny pies. Przestępstwo.Chyba muszę wezwać psychologa.Niech ciocia tak nie krzyczy. Tośka i Kuki pobiegli za nim.Panguh Uh! Po chwili wahania Filip zdjął z niej zaklęcie i ciotka znów mogła mówić w zrozumiałym dla nich języku.To będzie porwanie. Kuki i mała ciotka siedzieli z ponurymi minami na posterunku ochrony lotniska.

Krzesło. to musisz przestrzegać regulaminu .Wyczarowałem prowiant i kilka gier.Co jak robimy? . . Max bezskutecznie szukał dzieci na całym lotnisku i już chciał zrezygnować. tuż obok drzwi. Jeśli mamy żyć w zgodzie. wyskakujące po naciśnięciu guzika. ciotuniu. . postawili na korytarzu. .dodał Kuki. Zajęli cały przedział pierwszej klasy. .Jak wy to robicie? . Siedmiolatka przyjęła podarunek. Tośka zerknęła na nią.zawołała ze złością ciotka. ale nie powiedziała dziękuję.No.Spokojnie. ale zawiadowca zaczął gwałtownie machać ręką. Wzięła pomarańczę i sok jabłkowy i podała je ciotce. Na widok biegnących krzyknął z radości i popędził za nimi.Jeżeli nie będziesz nas słuchać.parkingu. które wbiegły na peron i wzajemnie sobie pomagając.Masz. co chcemy. kiedy na peronie pojawił się dziwny mężczyzna w podartym płaszczu i butach na sprężynach.Ale jak? Musicie wypowiedzieć jakieś specjalne słowa? . Po prostu siadamy na krześle. Założyłem simlocka. Mała ciocia patrzyła na nich zazdrośnie. . to nigdy cioci nie odczarujemy. i wszystko dostajemy. . te czary. czy rodzeństwo nie zamieniło się w kogoś innego. pokazując na zegar.spytała. Tymczasem w następnym wagonie Filip postawił na fotelu kosz pełen pomarańczy.Ciociu. . Zaglądał do każdego przedziału. bo nie był pewny. Ciotka sapnęła ze złości i założyła ciemne okulary.zawołała Tośka.Niech pani zaczeka. kanapek i butelek. . .Po co jej to zdradziłeś?! . które nie mieściło się na półce.I tak mnie nie upilnujecie! Ale Filip roześmiał się i powiedział: . że odleciały 120 121 jakimś samolotem. Kuki z zachwytem oglądał dziwne urządzenia: lampki ukryte w oparciach foteli i małe półeczki na na122 poje. Drzwi z sykiem się zamknęły i pociąg ruszył.Co założyłeś? . . . Konduktorka chciała pobiec za nim. -Teraz będziemy musieli stale jej pilnować! Ciotka spojrzała tryumfalnie. Kuki spojrzał na nią dumnie i powiedział: . 124 . On także wsiadł do pociągu. To dla ciebie. Tylko dla nas! 123 Rodzeństwo rzuciło się do otwierania torebek i napojów.spytał zdziwiony Kuki. z kim jadą.Nie.Po pierwsze. żeby spytać. słodyczy. Konduktorka spojrzała na zegar i sięgnęła po gwizdek. musisz nas słuchać . Była głodna i chciało jej się pić.My możemy wszystko zrobić. Korytarzem ostatniego wagonu szedł Max. Jeszcze my! Kobieta spojrzała zdziwiona na czwórkę dzieci z czerwonym krzesłem.Nigdy nie będę was słuchać! . mówimy.powiedział Filip stanowczym głosem. która patrzyła na niego wrogo. Filip usiadł naprzeciwko małej ciotki. Uważnie lustrował wzrokiem pasażerów. . . więc zagwizdała i wskoczyła do ostatniego wagonu. wdrapały się do wagonu. . pewny.Po drugie. Na pierwszym peronie stał srebrzysty pociąg EuroCity do Kopenhagi. nie wolno ci dotykać krzesła. Ruszyła w ich stronę.

Przyjrzała się uważnie dzieciom. Faktycznie. Konduktorka miała już dosyć tego przedstawienia.Blokadę. .powiedział Max. Konduktorka patrzyła niepewnie na wyrywającą się dziewczynkę. . wyrywając się Tośce. Ostrożnie wyjrzał. Obrócił się do dziewczynki i powiedział lekceważąco: . Był już kilka kroków od niego. smarkaczu! Kuki też się rozłościł. Może go pan kupić teraz. Max spojrzał na krzesło i wściekły ruszył za konduktorem.Konduktorka spojrzała zdziwiona na dziewczynkę. Max przecisnął się z trudem. Ale oczywiście nie miał zamiaru się przyznać. .W takim razie proszę ze mną. . Rodzeństwo nieświadome zagrożenia grało w monopol.Tak . .Jestem dyrektorką banku od dwudziestu lat i wiem.To są porywacze i oszuści! Ratuj mnie! Tośa chwyciła ciotkę i pociągnęła ją na siedzenie.Proszę pokazać bilet. co się opłaca. . .zaperzyła się siedmiolatka. . Konduktorka chciała coś powiedzieć. Filip pochylił się i szepnął: .Trzeba było kupić elektrownię.Źle zrobiłeś . Zobaczył czerwone krzesło stojące na drugim końcu korytarza! Zaczął się skradać. . . nie mów tak! Ona ma siedem lat. 126 W tej chwili otworzyły się drzwi i zajrzała konduktorka.Dzień dobry.zawołała ciotka. żeby ona sama nie mogła się odczarować. . ..Wy się nią opiekujecie? 127 .Znam się! . A ty nie kłóć się ze mną. Tylko my możemy to zrobić.To ja się nimi opiekuję . . Siedmioletnia ciotka nie brała 125 udziału w grze. . kładąc na planszy garść plastikowych monet.powiedział Filip. Zasłoniła jej usta.Nie ma siedmiu. siedź cicho. . bo nikt cię tu nie lubi! Tośka pociągnęła go za rękę.Nie mam biletu . . Ma czterdzieści. Ja jej nie lubię i wy jej nie lubicie.Kuki.Oni kłamią.Jedziemy do nich. W ogóle jest trochę dziwna i nerwowa. Stało za nim dwoje konduktorów. To znaczy. Rozkazałem. Obrócił się gwałtownie. ciociu.Słuchaj.Co takiego? .Jedziecie sami? . Z sykiem otworzyły się drzwi w przejściu między wagonami.Rozumiem. ciociu! My z tobą nie gramy. kiedy usłyszał: . bo jumpery utrudniały mu chodzenie w wąskim przejściu.Kupuję hotel za dwieście . że nikt jej tu nie lubi. ale obserwowała ją z zaciekawieniem.Nie mam portfela.powiedział Kuki.krzyczała ciotka. ale w tym momencie zerwała się ciotka. To dziecko ma bujną wyobraźnię. . .A gdzie są wasi rodzice? . Podbiegła do kobiety i chwyciła ją za rękę. .Ona zmyśla. pomylił się. bo zamienimy cię w pająka. Oni mnie porwali! Niech mnie pani ratuje.Nie zdążyłem kupić. . Ciotka zrobiła wściekłą minę i rzuciła w niego skórką pomarańczy. . Przyglądali mu się podejrzliwie. Kuki zerknął na planszę. proszę pani.Ciociu. . wołając: .Nie znasz się.

szepnął Kuki.. Nie zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć. Schowałam 129 się na strychu i krzyczałam: „Ja chcę psa. Ma pani swoje sto psów .".. Kuki krzyknął przerażony: . Wyglądał bardzo miło. Przez korytarz przeleciała wichura.Czuję. A wiecie czemu? Bo ojciec nie chciał mi kupić psa. . Konduktorzy w panice wybiegli na korytarz. Czapki spadły konduktorom z głów. .krzyknęła Tosia. ku przerażeniu dzieci. Filip wstał. I kłopoty nadeszły bardzo szybko.Co tu się dzieje? Konduktorka wzruszyła ramionami. Nie mamy biletów. jednocześnie Filip poderwał się i stanął na baczność. chłopcze. że sytuacja robi się niebezpieczna. Wszystkie szczekały. . Konduktorka zastawiła mu drogę i. Wreszcie Tosia oprzytomniała.Nie pozwól mu siadać na krześle. jakby był jadowitą kobrą. merdając ogonami i liżąc ich po nosach. odwołaj to. co? Dzieci milczały. ale kobieta patrzyła na niego przerażona. Konduktorka zerwała się. drapały i bawiły się w najlepsze. Pierwszy kłopot wysunął głowę z torby konduktorki. nawet bombę atomową. bo drugi kłopot wyszedł z kieszeni jej munduru. Filip padł wyczerpany na siedzenie. To krzesło może wyczarować wszystko. To krzyczeli pasażerowie. jakby nagle ktoś otworzył wszystkie okna.Uwaga! Mówię całą prawdę. . który zaszczekał piskliwym głosikiem. Ale było za późno. buldogi. . . . Filip widział. . Natychmiast za wszystkich stron pociągu odpowiedziało mu głośne szczekanie. On cię zmieni w tarantulę! Do przedziału zajrzał drugi konduktor. Wskakiwały na kolana i głowy ludzi.Chcę tam usiąść..Dzieciaki jadą bez biletów.Zaraz pokażę bilety.odpowiedział spokojnie Filip. Chcę sto psów. skakały. 128 .Dlaczego? W tej chwili rozległo się ciche piszczenie. Konduktorka zagradzała mu drogę do krzesła. o co tu chodzi. 130 W tej chwili w wagonie zaczęła się panika. Ciotka wrzasnęła: .Niech pani tego nie mówi!!! Konduktorka spojrzała zdziwiona: . Konduktorzy patrzyli na niego w osłupieniu. Czar już działał i Filip zaczął mówić głosem robota: . Tylko muszę usiąść na tym krześle.Pani. . Dalmatyń-czyki.A ja chcę. sama usiadła na czerwonym krześle. . . Dzieci patrzyły na to zafascynowane. Kłębiła się tu masa psiaków dużych i małych. żebyś powiedział mi prawdę. .Uciekliście z domu. Koniec prawdy.Filip. a potem wybuchli śmiechem. Tym razem był to malutki labrador.Pokażcie mi bilety. Był małym szczeniakiem rasy bokser. husky i wesołe kundelki pojawiały się nie wiadomo skąd. jamniki. Ma chyba czterdzieści lat. że będą kłopoty . kiedy z walizek i toreb z laptopami zaczęły wychodzić psy. Ruszył w stronę krzesła.Filip. Zmniejszyliśmy ją.Czyje są te psy? . jak w wojsku. nic nie mów! .Ja też kiedyś zwiałam z domu. To jest nasza ciotka.Ma dzieciak fantazję! Konduktorka rozsiadła się wygodniej na krześle.

Pies rzucił się na nie. robiąc jakieś niesamowite salta i skoki. że nie zdejmie butów na wysokich obcasach. Tosia i Kuki skoczyli za nim. Sto psów rozbiegło się po całym pociągu i były poza zasięgiem wzroku. lądując na piasku. Tylko mała ciotka nie mogła się zdecydować. Nie było widać żadnego domu ani drogi. Były coraz bardziej zmęczone.Nikt cioci nie pyta o zdanie! . krzyknęła: .Czemu wy jesteście tacy głupi? Wyczarujcie samochód i będziemy sobie wygodnie jechać.Jak my się stąd wydostaniemy? Tymczasem Max. 134 135 . . sadząc wielkie kroki w swoich sprężynowych butach. staczając się z nasypu. Śmiali się przy tym i krzyczeli. najbardziej zmęczona z nich wszystkich. ratując od upadku. Mała ciotka spoglądała ze złością na rozbawione rodzeństwo. Kuki złapał ją za rękę. na których rosły potężne topole. Skakali ogromnymi susami. Dzieci szły teraz przez zielone łąki. Spod nóg uciekały im maleńkie jaszczurki. Było już późne popołudnie i słońce stawało się coraz bardziej czerwone. Max biegł przez pustkowie. Mężczyzna uciekł do toalety. Jeszcze z daleka było słychać szczekanie psów.Dalej! Skacz.Jednak czaru nie dało się już odwołać. zobaczył ślady stóp. Tosia obróciła się do rodzeństwa i spytała niepewnie: . Dzieci zostały same. Pasażerowie miotali się po korytarzach lub zamykali w przedziałach. który opadał stromo w kierunku lasu. Pociąg ruszył i wkrótce znikł za zakrętem. Chętnie by też pobiegła. Filip usiadł na krześle i krzyknął: . zatrzaskując drzwi. głośno szczekając i chwytając zębami klamkę. .Filip pochylił się do Tośki i spytał szeptem: . więc co jakiś czas obcasy wpadały do mysich nor i ciotka wywracała się. ale miała niewygodne buty. Wreszcie Kuki zatrzymał się i usiadł na kamieniu.Zwiewamy stąd! . a mężczyzna wyskoczył z pędzącego pociągu. Dotarli do piaszczystego stoku. Na końcu kuśtykała mała ciotka. podrywając się i biegnąc dalej. Panika narastała. ale nadbiegł wielki doberman i zaczął groźnie warczeć. Zobaczył dzieci i krzesło na nasypie i chciał za nimi wyskoczyć.Wynoś się. Filip. . Doberman wyszczerzył kły i zaczął się do niego zbliżać. Dzieci szły przez wzgórza porośnięte srebrzystą trawą. Daleko. Filip natychmiast otworzył drzwi i wyskoczył na nasyp. na piasku. wstrętna donosicielko! Wreszcie ciotka skoczyła. Kuki i Tośka zaczęli biec. Krzesło popędziło za nimi. słysząc hamowanie pociągu. rzucił się do okna. Pociąg zaczął się rozpędzać. Krzesło szło przed dziećmi. a cienie drzew coraz dłuższe.Niech ten pociąg się zatrzyma! Zapiszczały hamulce i pociąg stanął w pustym polu. jakby było ich przewodnikiem. Wędrowali już przez godzinę i byli zmęczeni. Nagle zatrzymał się.wrzasnął Max. Było bardzo gorąco.Poczekajcie na mnie! -1 zaczęła niezgrabnie złazić stromym zboczem. no i czuła się zbyt dorosła. porośnięte suchą trawą i żółtymi kwiatami.Ja już nie mogę.Może naprawdę wyczarujemy jakąś terenówkę? . Wtedy Max kopnął z całych sił 132 133 w okno. Nigdzie nie widział dzieci. Dalej był las.krzyknęła Tośka. Uparła się. . Miała buty na wysokim obcasie i dosyć krótkie nogi. Ziemia podziurawiona była norami. Ruszył w tę stronę. Przed nimi rozpościerało się wielkie pustkowie. Nigdy nie dojdziemy do żadnej miejscowości! To jest jakiś koniec świata! Mała ciotka. wynocha! . w których mieszkały pewnie polne myszy albo króliki. Szyba rozbiła się z trzaskiem. Więc zawołała tylko: .

Zza lasu coś się zbliżało.krzyknął Kuki.Albo bolid Formuły Jeden . i.Albo czołg.zawołała Tośka. Coś wielkiego. świecąc potężnymi reflektorami. Taki jak w Gwiezdnych wojnach*. . .. . kto ma wyczarować superauto. . Ziemia drżała. . że aż bolały uszy..Ale ciocia ma za krótkie nóżki . a huk był tak głośny. .Pewnie. które niepewnie do niego podeszły. Nie był to bolid ani pojazd z Gwiezdnych wojen..To nie jest diler samochodowy. .I za mały rozumek! . . I wtedy zza drzew wyłonił się ich pojazd. .zawołała ciotka. Zatrzymał się tuż obok dzieci. Do kabiny prowadziły cztery stopnie. Ziemia drżała coraz mocniej.Na pewno dostaniemy superterenowe porsche. .Chcemy dostać pojazd terenowy. Zbliżał się jak wielki smok.Ja umiem . Bracia zerwali się z krzesła. hucząc ogromnym silnikiem.Nie umiemy kierować.. .dodał Filip. .Co to może być? . .Pojazd kosmiczny.Naprawdę umiałabyś prowadzić samochód? ...szepnął przerażony Kuki.zaprotestowała ciotka. . . . Jechał sam.Może ono wyczarowało dinozaura! .Przestań się do mnie tak odzywać.Nie umiem prowadzić czołgu! . -1 GPS! A potem bracia powiedzieli jednocześnie. Przez chwilę nic się nie działo. Ale jaki! Chyba największy traktor na świecie. -powiedział Filip.Jeszcze lakier metalik. .Dwieście koni! I turbo! .Chcemy.szepnął Kuki. smarkaczu! .I srebrna rura wydechowa. . Zanosiło się na kłótnię. bez kierowcy. wyglądające zupełnie inaczej niż w zwykłym samochodzie. żeby był duży i miał mocny silnik. Były maleńkie wobec jego ogromu..Opanujcie się! . jakieś gałki i drążki.Ciocia będzie umiała tym kierować? .Magiczne jeżdżą. 138 We wnętrzu były dziesiątki urządzeń..uspokoiła ich Tosia. Wreszcie usłyszeli dziwny dźwięk. Koła miał wyższe od dorosłego człowieka. . bo nie mogli ustalić..Mam prawo jazdy od dwudziestu lat lat! .Żeby była klima.. . .Trzysta! I napęd na cztery koła. Może być superjeep.odpowiedział Kuki. Siedmioletnia ciocia schowała się za Tosię. . Zaczął Filip. .. . Schowali się w rowie.Dinozaur też jest terenowy i ma napęd na cztery łapy.zaperzyła się siedmiolatka.I żeby miał muzyczny supersprzęcior.Jesteś głupi.. Ogromny jak dom.. . wystawiając tylko głowy.Daj nam taki pojazd! Filip szepnął do Kukiego: . Był to traktor. Narastający groźny huk. 136 137 . . Obróciła się do małej ciotki.Mogłabym być twoją matką. Filip wspiął się na nie i z trudem otworzył drzwi..zawołał Kuki. . ..Poczekajcie. Kuki i Filip usiedli na krześle razem. Bolidy nie jeżdżą po piachu.

Jechali jak pijani.To jest bagno . Gazuj! Traktor zawarczał silnikiem i zaczął grzęznąć w błocie.Zasłońcie usta i zamknijcie oczy! Jednym szarpnięciem otworzył okno w dachu. Kopnięciem zatrzasnął klapę i po omacku zaczął szukać krzesła.krzyczał Filip. Nic nie widziała.krzyczała przerażona ciotka. Lina się naprężyła. .. Ale w tej samej chwili pojaśniało . że dzięki prędkości przejadą przez trzęsawisko. szarpnęło traktorem i pojazd zaczął unosić się w górę. . cuchnęło zgnilizną i zdechłymi rybami. Na końcu liny był wielki czerwony balon.Uratuj nas. Było niemal zupełnie ciemno. podciągnął się na rękach i wyskoczył na dach. Chłopak wypluł błoto.trzeba zawrócić! Ale było już za późno. .Ona ma rację . Dawaj turbo! Przyspieszyli. tylko błoto.lina wyciągnęła traktor na powierzchnię. . 139 . 140 141 to zginę!".Musimy wybić szybę i wypłynąć .W lewo! Skręć.. Błotna maź okleiła szyby. że będą kłopoty . . . . Filip odkrył przycisk turbo. Koła.krzyknął.Mogłaś urosnąć! . Podskakiwało na każdym wyboju. Lepiej zawróćmy.Nie panikuj! Przejedziemy z rozpędu. Traktor opadał coraz głębiej. gdzie skakały setki żab i błyszczały kałuże zielonej wody.krzyczało rodzeństwo.powiedziała ciotka. szybko! . Silnik jęczał.Jeszcze czego! Krzesło przywiązali na dachu... Silnik wył i wielki traktor wciąż posuwał się do przodu. Nagle spadła mu do rąk lina zakończona hakiem.powiedział Kuki.Jak? Przecież to nie jest woda. pomyślał rozpaczliwie. ale jednocześnie zanurzał się coraz bardziej w bagiennej toni.Zamknijcie okna. .Jak mam uważać. Ciężki pojazd zaczął się zapadać w bagno. .Utoniemy! . bo ciotka była za niska i ledwo wystawała znad kierownicy. Tonął jednak coraz bardziej. więc musieli jej mówić. Wjechali z prędkością rajdowego auta na łąkę. licząc. Spojrzał w górę. Wielki traktor sunął przez bezdroża równie łatwo jak samochód po autostradzie.Chyba tak. w którym roiło się od czarnych pijawek. który powodował. „Jeśli za chwilę nie odetchnę. . Nie zatrzymuj się. Resztkami sił zaczepił ją o rurę bagażnika. że ma tylko tyle czasu. Z braku powietrza zaczynał tracić przytomność. . a traktor szarpał się. Wymacał siedzenie krzesła i usiadł.Możemy się tu utopić. a potem okna zaczęły znikać w zielonej mazi. . dokąd ma jechać. Natychmiast wlało się do wnętrza cuchnące błoto. błoto wpłynęło mu do ust i zaczął się dusić.szepnął Kuki.zawołał Kuki. który wydobył traktor z bagna i ciągnął go . ciociu! . Wreszcie cały pojazd został wessany w błotną czeluść. więc wiedział.To mnie powiększcie. i wreszcie odetchnął. Traktor zataczał się i robił koła. . . Tośka podniosła szyby. że pojazd gwałtownie przyspieszał. Wewnątrz kabiny dzieci przytuliły się do siebie. Obrzydliwy muł okleił go całego. Filip zacisnął powieki. . Filip już tego nie czuł. Przez otwory wentylacyjne zaczęła sączyć się woda i wpływały jakieś czarne stworzenia podobne do małych węży. ale na szczęście było mocno przyczepione. kiedy nic nie widzę!? . Wytrzymywał w wodzie minutę bez oddychania. Wciągnie nas.Czuję.. wyciągnij nas stąd. Kiedy to mówił.zawołała Tosia . bo walniesz w kamień! Uważaj. Filip zerwał się. . próbując wydobyć się z bagna.Jedź.

Trzymajcie ją! Wreszcie Tosia oderwała oślizgłego wampira i wyrzuciła go za okno. . ale nie umiało samo się odczepić.Mówiłam wam. ale ta napęczniała krwią maszkara wyglądała ohydnie. wielka pijawka. Zajrzał na dach i krzyknął z przerażenia. Wielki traktor z trudem mieścił się pomiędzy drzewami.Skończyło się paliwo. Wjechali na wąską leśną drogę. Miotało się i szarpało. Po jakiejś godzinie jazdy wyrosło przed nimi wysokie wzgórze. Wreszcie koła złapały przyczepność. Zatrzymaj się.spytała ciotka. pomyślał z rozpaczą.wołał zdyszany Filip.. „Jak zapadnie zmrok.wołała Tosia. przyssana do pięty. .Trzeba to sprawdzić. Nagle silnik zakrztusił się. . Była tam. Zwieją mi. . I wtedy zobaczył między konarami drzewa coś czerwonego.Ale wy nigdy nie słuchacie! Przez was przez całe życie będę smarkulą! 144 145 . żeby sprawdzić! . Na gałęzi wisiało czerwone krzesło. Tosia próbowała ją uspokoić.Co się znów stało? Mała ciotka spojrzała na wskaźniki. Spojrzał w niebo. . .Nie ma go! Zgubiliśmy krzesło! Pędzili przez las. Traktor zaczął kręcić się w kółko. Było w pułapce.Musi leżeć gdzieś blisko.Zdejmijcie to ze mnie.Nie ma sprawy .Byłeś niesamowity! 142 W tej chwili ciotka zaczęła wrzeszczeć. . Ciotka szarpała się i wierzgała nogą. Sprężynowe buty pozwalały mu biec naprawdę szybko.. Podbiegł bliżej.Przestań nam rozkazywać . Max uśmiechnął się szeroko.krzyknął Kuki. . . .Chyba tak. . Tosia lubiła zwierzęta.teraz w stronę suchego brzegu.Ała! . W końcu Tośka złapała śliskie stworzenie i zaczęła ciągnąć. Domyślił się. . Na złość ciotce nacisnął turbo i pojazd popędził przez las.. . Odczepcie to! Tosia spojrzała na stopę ciotki. żeby sprawdzić. Krzesła nie było! . zakaszlał kilka razy i pojazd się zatrzymał. . Czerwonego krzesła nigdzie nie było widać. rozpaczliwie machając nogą. .Znajdziemy je! . Traktor zaczął się wspinać.Musiało zahaczyć o gałęzie .". to nie będę widział śladów. . silnik ryknął i powoli wyjechał na suchą drogę.Udało się! Tośka i Kuki otworzyli okno w dachu i Filip wskoczył do środka. Ciocia płakała. że te cwane dzieciaki wyczarowały jakiś pojazd. rozglądając się na wszystkie strony. Max biegł leśną drogą po śladach traktora. Filip złapał kierownicę i starał się prowadzić traktor w miarę prosto. Puściła kierownicę i skakała po kabinie. Otworzył drzwi. Wtedy lina sama się odczepiła i balon odfrunął. . ale nie chroniły przed zmęczeniem.krzyczała ciotka.Co to było? .powiedział Filip. jak wysoko jest słońce. Oddychał ciężko.Walnęliśmy w gałąź. .Ciociu! Co jest? Trzymaj kierownicę! . .. Rozległ się jakiś trzask.Żyjesz?.Wyczaruję stację benzynową. jakby naprawdę była siedmioletnią dziewczynką.

. Już wiem! . Pieniędzy? Co ja tu zrobię z workami pieniędzy?. Max dobiegł do bagna. przeleciał kilka metrów i wpadł do mokradła. Max zerwał się. co zechcę! . Natychmiast zaczepił klamrę o niską gałąź. Szedł na sprężynowych butach przez grząską łąkę jak upiorny bo148 cian..Chcę dostać diament. a druga na zachód. że nie ma ludzkiej siły. Znieruchomiało. Olbrzymi diament minął go i potoczył się w dół. Mocno złapał oparcie i szybko usiadł na czerwonym krześle. a uwolnione krzesło natychmiast uniosło się w górę i odfrunęło. kiedy na szczycie wzgórza coś zaczęło błyszczeć. kamień toczył się coraz szybciej w jego stronę. Max odskoczył w bok. Max nie zwracał na krzesło uwagi. . Dobiegli do rozwidlenia dróg.. Max pędził za nim.Wyprostował się. pokazując drogę na zachód. Zatrzymał się. gdzie było uwiązane krzesło. Odbijając się od drzew jak kula bilardowa. wierzgając i ciągnąc Maksa. rzucając oślepiające błyski. wisienko.Teraz mogę zrobić wszystko .Nie potrafisz się urwać. Jedna prowadziła na południe. by wyłowić diament. Coś wielkiego.Niech ciocia przestanie się wreszcie wymądrzać! Mamy tego dosyć. . . cudowny diament zaczął toczyć się w jego stronę. Pas przerwał się. wprost w oślepiające zachodzące słońce. Filip i mała ciotka pędzili leśną drogą.. i uderzył w trzymający je naprężony pas. . Krzesło było teraz uwięzione jak pies na łańcuchu. Złapał oparcie wiszącego krzesła i zawiązał na nim supeł. . Biegł za drogocennym klejnotem. moje malutkie.Tędy jechaliśmy . Mała ciotka patrzyła na odchodzące rodzeństwo ze złością. szukając wszędzie krzesła. Diament toczył się dalej. Krzesło zakołysało się rozpaczliwie. pokazując drogę na południe. jaka płynęła z tego przedmiotu.szepnął .krzyknęła ciotka. Większy niż wszystkie diamenty świata. Obróciła się i poszła drogą na zachód. Huczał jak lawina śniegu spadająca z gór.Stój! Stój!!! Kamień nabrał wielkiej prędkości. Powoli zanurzył się w bagnie.. . Podszedł ostrożnie bliżej. Poderwało się zaraz. Migocząc w słońcu. jak błyszczy pod warstwą błota. jakąś niezwykłą siłę. Dotarł do miejsca. Tośka. jak wisielec. Ale gigant! 146 147 Popędził w stronę drogocennego kamienia. Przez chwilę było jeszcze widać. Max podszedł ostrożnie. Potem szarpnął i krzesło spadło na drogę.. .Rozparł się wygodnie. .. Tym razem mi nie uciekniesz! Wyciągnął z płaszcza skórzany pas.. . Ma być wielki i bez skazy. Wiedział. . gdzie chcesz. ale nie zdołało jej zerwać. Kuki.A czego ja chcę?. Usiadł w błocie i zaczął rozpaczliwie łkać. Diament dotarł do bagnistej łąki. Daj mi go! Nie minęła sekunda. Naprężyło swoją smycz.. Filip się wściekł. ale nie ruszyła za nim.powiedziała Tosia. To wszystko twoja wina! Idź. Rozglądali się niepewnie. A czerwone krzesło przeleciało wysoko nad jego głową i zniknęło za lasem. aż wreszcie całkiem zatonął. i odczep się od nas! Chodźcie! 149 Poszli drogą na południe.Nieprawda! Tamtędy! . jakby był małym dzieckiem.wszystko. Nie było widać śladów traktora. Poczuł dziwny dreszcz. ale ten był na to przygotowany. Ogromny. ale wkrótce zaczął się zapadać.Rany.Zgubili cię. Największy i najdroższy diament na ziemi. Diament był wielki jak ciężarówka i cudownie okrągły.

bojąc sieje spłoszyć. Ale ponieważ coraz bardziej stawała się małą dziewczynką. .Tosia pokazała ręką na wzgórze widoczne między drzewami. które zjadają krowie placki! Rodzeństwo skuliło się w swojej kryjówce. Wygodnie rozparła się na krześle i powiedziała głośno: . Nie może zamienić się w dorosłą. Zawołał do Tosi: . zrobiło jej się trochę głupio.Za późno! . sprawdzając. .Jeszcze nie wiem.. co z nimi zrobię. 150 151 Na szczycie stało krzesło. . bo. Ale ta nie patrzyła w ich stronę. I poczuła się jak prawdziwa królowa na tronie. A jak przyjdą. Filip i Kuki biegli drogą z drugiej strony wzgórza. . Ale na pewno wymyślę coś strasznego. to wyczaruję wam wieczny smród! Albo zmienię was w robaki. Żądam wygodnych butów! I natychmiast na jej stopach pojawiły się czerwone sandałki z miękkiej skóry.Jesteś pewna. . 152 .Albo wyczaruje działo laserowe i nas anihiluje! .Znalazłam je.szepnęła. Tośka. Wylądowało na szczycie zielonego pagórka i już nie uciekało.. . „Smarkacze" właśnie szli. . . Ale to krzesło umie chodzić. . Boso od razu poczuła się dużo przyjemniej. rzucając łagodny. Teraz chcę parasol od słońca. I żółty parasol wyrósł z trawy.Może się nad wami zlituję i wyczaruję wam tylko świńskie ogony. czy nie czai się gdzieś tyranozaur o twarzy ciotki. zatrzymała się i zdjęła buty na wysokim obcasie.. a na nim siedziała dziewczynka w czarnym płaszczu.Albo zamieni się w dzieciojada i nas pożre -szepnął.. . że to dobra droga? . jak wielki grzyb.. kryjąc się przed wzrokiem ciotki. Rozłożył się. Na środku drogi stało czerwone krzesło. Mała ciotka podchodziła powoli i ostrożnie.Uśmiechnęła się złowieszczo.Kiedy zasłoniły ją krzaki.Przecież założyłeś simlocka. a właściwie pełzli w jej stronę. zupełnie jakby na nią czekało. żółty cień na dziewczynkę i krzesło.Trzeba ją szybko znaleźć. Tosia wychyliła się zza krzaków..Tak. bo czterdziestoletnia dyrektorka banku nie powinna mówić takich rzeczy. Wreszcie usiadła na czerwonym krześle.Słuchajcie. To ja je znalazłam! . A teraz poczekam na tych smarkaczy. Minęła pierwszy zakręt i wtedy zobaczyła je. bo ciotka usłyszała szelest i rozglądała się czujnie.Ale może zrobić inne czary. Mała uniosła stopy i mruknęła: . ale krzesło podskoczyło i pofrunęło. więc nie mogła się powstrzymać i zawołała: .Przyjdźcie tu wreszcie. a jak ciotka znajdzie to krzesło? . Ruszyła energicznie krętą drogą.Na początek chcę. .Uważaj! Filip wciągnął ją między gałęzie w ostatniej chwili. to.Jak was zobaczę. Kiedy to powiedziała.Mogą być. prowadzącą na wzgórze. Mogło poleźć nie wiadomo gdzie! Filip spojrzał na rodzeństwo. bo mi się nudzi! .. Pobiegła w jego stronę. Może nas zamienić w karaluchy albo psią kupę! Kuki spojrzał na brata przerażony. .zawołała. Leciało tuż nad trawą jak ważka.Albo zamieni się w dinozaura! Rozejrzeli się niepewnie. Czekało. Zdyszany Filip zatrzymał się. Przerażone rodzeństwo skoczyło do rowu.. .Bardzo dobrze.

Tosia wciągnęła brata za krzaki. gdzie oni są! Chcę ich widzieć.Ja mam lęk wysokości. Potem spróbowała kawy. Ale ciotka już o nich nie myślała. Zupełna cisza! .Nie zgadzam się. jakby wycięty nożem. chwytając brata za rękę. Szczególnie gdy zapada zmrok. ziewała.A duże głodne! . Było stąd widać całą okolicę. Niech to krzesło wyląduje na ziemi! I krzesło natychmiast poleciało w dół. unosząc się w górę.Bo zmieni cię w widelec! . Kurczowo trzymała się oparcia i szeptała: .Pepperoni. Została im jeszcze do pokonania 153 połowa wysokości wzgórza.Na pewno gdzieś się czają. Korzystali z każdej osłony.szepnęła Tośka. Stół bez nóg unosił się w powietrzu. ale cappuccino jej nie smakowało. Frunęło w stronę chmur wraz z ciotką.krzyknęła. Niestety. ciasta. Ciotka. . . . żeby usłyszało ją rodzeństwo. Jakby co.krzyknęła tak.. pizzę. aż ta zaczęła wrzeszczeć.Chowaj się! . że tam jesteście! . Czuła. .. -Wyczaruję różne rzeczy.powiedział zazdrośnie.Poczekajmy do wieczora. Ona w końcu zaśnie.Nie ukryjecie się przede mną! Nikt jej nie odpowiedział. nic wam nie zrobię! 155 Ale nikt jej nie odpowiedział. . to nie wiedziała.wyszeptała. Nie zdawała sobie z tego sprawy. Słońce powoli zachodziło. I kawę! TRZASK! Na trawie obok krzesła pojawił się krąg.Wyczarowała zapiekanki i pizzę. ale im bliżej szczytu. . Chciało jej się spać. Przyjdźcie tu. Ale pachnie! . a małe dzieci nie lubią gorzkiej kawy. . Nie lubią też być same. . to mnie ratujcie. tym osłon było mniej. . co dalej robić. Prawdę mówiąc. .Nie możemy iść razem.Wiem. tylko dla mnie! Chcę lody. bo jak wszystkich zamieni w robaki. Teraz! Rozkazuję! FRU! Krzesło gwałtownie poleciało w górę..Aaa! To nie był dobry pomysł.Nie chcę być sama przez całą noc. co mam! A wy musicie głodować! Kuki wysunął głowę zza gałęzi i wdychał zapachy płynące ze wzgórza. Tosia.Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna! Dziewczynka na wzgórzu objęła mocno oparcie krzesła.. siedząca okrakiem na krześle. Filip i Kuki niezmiernie powoli czołgali się w jej stronę. . że jej wrogowie są blisko.szepnęła Tośka. .Ostrożnie. Ale najbardziej doskwierała jej samotność.No to co zrobimy? . a ciotka pozostała w powietrzu! Otworzyła oczy i zobaczyła. Zamknęła oczy.Dobrze! . mimo że mogła wszystko wyczarować. ser i inne rzeczy. Dziewczynka spojrzała na ciemniejące niebo i nagle poczuła lęk. Było tu niewiele kryjówek. I owoce. Pójdę sam. Wtedy wyprostowała się na krześle i zawołała: . Małe dzieci szybko robią się śpiące. . to będziemy jeść krowie placki do końca życia. Mała ciotka spojrzała na niego dumnie i zawołała: . ale coraz bardziej przeistaczała się w małe dziecko. Także dzieci ukryte za krzakami. .Zobaczcie. Nie idź! . ale posłusznie położył się za osłoną z krzaków bzu.mruknął Filip. Nie tak wysoko! Ratunku! Krzesło wzleciało na wysokość kilkuset metrów. . Chcą mi zabrać krzesło! . Trawiaste koło zaczęło wirować.. .szepnął Filip. A także parująca pizza i filiżanka kawy cappuccino. Były tam owoce. rozglądając się niespokojnie dookoła.Jestem głodny! . że wisi sto metrów nad ziemią jak mała chmurka.. Grzanki z serem.Schowaj się! .. Filip zatrzymał się. Ciotka zjadła mały kawałek pizzy.Chcę zobaczyć. Po chwili darń 154 zamieniła się w obrus i talerze pełne jedzenia. poleciało samo.

Chcę koło ratunkowe! Natychmiast z nieba spadło koło ratunkowe.Wyczaruj koło ratunkowe . leciała w dół i po chwili zniknęła za wzgórzem. 1 Płaszcz ciotki rozłożył się jak kostium Super. Na jej szczęście było tam jezioro. Trzeba tu zostać do rana.Filip.Zaczęła wrzeszczeć ze strachu. Nie dawał rady. że zaraz spadnie. Tosia nalała na łyżeczkę syrop pini i podała go cioci.Ona jest przeziębiona.Ratunku! Na pomoc! Nie chcę być tutaj! Ja mam lęk wysokości! Chcę wrócić na ziemię! Rodzeństwo parsknęło śmiechem. a nad nimi muślinowe firanki zwane moskitierą.Lepiej ją tam zostawić .powiedział Kuki.zawołał Kuki. Filip. Tosia podeszła do braci. Właśnie lądowało na wzgórzu. Unosiła się jak balonik. Tosia i Kuki patrzyli przerażeni.Chcę dużo kół ratunkowych. Unosząca się w chmurach ciotka krzyczała rozpaczliwie: . Tysiące! Filip właśnie dopłynął do małej 159 ciotki i złapał ją za ramię. Tośka usiadła na krześle i krzyknęła: . . Była pewna. Rozległo się głośne CHLUP i ciotka wpadła do wody. marszcząc się trochę. ale niestety wylądowało dość daleko od ciotki.Możemy wyczarować ferrari . nie wygłupiaj się! Każ jej wrócić .Spóźnimy się! . Wrzeszcząc ze strachu. przy którym suszyły się rzeczy ciotki i Filipa.słyszysz? . Mała ciotka leżała w hamaku owinięta śpiworem. Kaszlała. bo czerwone krzesło było daleko. Ale nie spadała.A po co tam leciałaś. jaki widuje się czasem w filmach o Afryce.Przecież jutro musimy być w Kopenhadze -zawołał Filip. które zabezpieczały przed owadami. trochę ubrań i jedzenia. . Filip dobiegł pierwszy i natychmiast usiadł na krześle. Wyczarowały namiot. . -Niech ją wróble rozdziobią! . Wisiały w nich hamaki.powiedział Filip. sam zaczynał się topić. którzy bawili się płonącymi gałęziami. . natychmiast zdarł z siebie bluzę i popędził do jeziora. Dzieci założyły obóz nad brzegiem jeziora. .zawołała Tosia . Nad brzegiem jeziora stał piękny biały namiot. . Zobaczyli. . który zdobył kiedyś mistrzostwo klasy w pływaniu.Aaa! Ciotka poleciała w dół jak zestrzelony samolot.Ona nie umie pływać! Nie mogli jej uratować żadnym czarem.Ono jeździ trzysta na godzinę. 156 Rodzeństwo popędziło do niego.krzyknęła przerażona Tosia. Zaczął holować topiącą się dziewczynkę w stronę brzegu. jak ciotka rozpaczliwie walczy o życie.Ściągnijcie mnie! Błagam! . A potem następne i następne. ale był jeszcze daleko. więc Tosia zawołała: . 158 Rodzeństwo pobiegło na wysoki brzeg jeziora. . malując w powietrzu ogniste znaki. które wirując. Bardzo dużo! Wtedy zza ich głów wyleciały setki pomarańczowych kół. tworząc wokół Filipa i ciotki wielką pomarańczową wyspę. ciociu? . Tosia okryła ją śpiworem i wyszła bez słowa z namiotu. Kuki krzyknął: . Filip płynął do niej.| mana. Wtedy doleciało do niego pierwsze koło ratunkowe. Rozpaliły też ognisko.No dobra.Coś ty zrobił!? .Ratunku! Ja chcę wrócić na ziemię. bo ciotka co chwila zanurzała się pod wodą i była niewidoczna. jak na środku ciotka miota się i rzuca w wodzie. Był duży i miał dwie sypialnie. . Było ich naprawdę dużo. Spadaj! . Rozkazuję! Ale rozkazy już nie działały. Dziewczynka posłusznie wypiła. leciały jak kosmiczne statki w stronę jeziora.

Wiki. Potem popędził na brzeg. . . bez czarnego płaszcza i butów na obcasie wyglądała jak zwykła siedmioletnia dziewczynka. ja już go nigdy nie ukradnę.Wiesz co? Jakoś głupio mówić do ciebie „ciociu" .Tak. 160 161 .Wiem. to zrobię czar i będziesz umiała grać .spytał Filip. Była tam stara łódka. . Bo ona umiała grać..Nie wiem. ze zdumieniem poczuła.Już. ale i tak bardzo im smakowały.. skąd biegnie muzyka.Nieźle jak na pierwszy raz . Tosia ze zdziwieniem sobie przypomniała. to mama nam grała tę piosenkę przed snem. . Bracia milczeli. . ciociu? . W tej chwili Wiki przestała grać.Jak chcesz. ale im jakoś nie chciało się spać. Wiki powiedziała zazdrośnie: .Usłyszeli kaszel. Owinięta w śpiwór ciotka wyszła z namiotu i stanęła nieśmiało obok rodzeństwa. Tośka podała jej flet. Mężczyzna szarpnął go z całych sił i oderwał. Filip na wszelki wypadek odsunął krzesło. Muzyka niosła się nad ciemną taflą jeziora.Jak cię nazywali. żeby ciotka znowu czegoś nie wyczarowała.Mhm.OK. Chcę! Tośka usiadła na krześle i powiedziała coś szeptem. . Upiekli na kolację ziemniaki w ognisku i kilka zapiekanek. Kiedy go dotknęła... Melodia na początku trochę jej się myliła.Nienawidziłam tego imienia.powiedziała dziewczynka.Czy ja mogę siedzieć z wami? .Jak byłam mała. a Tosia wyczarowała nowy flet i zaczęła grać..pochwaliła ją Tosia . Zapadł zmierzch. cio. . Usiedli przy ognisku. Filip wzruszył ramionami.Siedź. Zaczęła grać. Ty świetnie pływasz. Możecie tak do mnie mówić? . Przysięgam..Wcale nie. .Chcesz? Ciotka zerwała się.powiedziała Tosia.Pamiętacie? Jak byliśmy mali. W końcu Tosia mruknęła: . .ale musisz dużo ćwiczyć. 163 przymocowana do drzewa zardzewiałym łańcuchem. Więc mówili do mnie „Wiki".Lepiej się czujesz.powiedziała Tośka. Kuki powiedział: . co należy robić. Ciotka niepewnie wzięła instrument. . a ja nie.Nie bójcie się . Były trochę przypalone.. Wskoczył do łodzi i powiosłował w kierunku. Nie odpowiedział. . skąd dochodziła muzyka. Dziękuję. Czujesz jakąś zmianę? .. ale komplement sprawił mu przyjemność. że dokładnie wie. .Wiki? Dlaczego? Przecież ciocia ma na imię Maryla. 162 . prawdę mówiąc. ..spytała niepewnie.. To było niesamowite uczucie. Po drugiej stronie jeziora stał Max i nadsłuchiwał. Moja mama gra dobrze. Patrzyli na ciotkę niechętnie. blisko siebie. . to mówili do mnie „Wiki". Potem obróciła się do ciotki: . że mnie wyciągnąłeś. .Spróbuj. chociaż. ale potem zabrzmiała naprawdę dobrze. próbując wyczuć. że ta mała dziewczynka jest siostrą jej mamy. Na drugie miałam Wiktoria. kiedy byłaś mała? .Ja.Dobrze grasz. Zawsze jej zazdrościłam. Wiki.

Bez słowa poszli do namiotu. Było mu trochę głupio. ciężko dysząc. moje złote dzieciaki. Dziewczynka obejrzała się. którą 166 znalazł w łodzi. co tylko zechcę. że najpierw sprawdzi. ale postanowił. ale chłopiec zdążył się ukryć za kępą jałowców. Filip. Wyprostował się i nadsłuchiwał. nad brzegiem. nieśmiało.Chyba nie. Szybko wyskoczył z hamaka. Zamilkli na chwilę i spoważnieli. Tosia nie zdawała sobie nawet sprawy. Po chwili ujrzał nikły płomień ogniska i namiot. Tylko mała Wiki nie mogła zasnąć. Chciał obudzić Filipa. żebyście byli ze złota . Miał ochotę przeprosić ją za głupie podejrzenia. Muzyka niosła się daleko po jeziorze. Wiki nie chciała ukraść krzesła ani zrobić żadnych złych czarów. . Podniosła flet i zaczęła grać. Ale księżyc ukrył się za chmurami i Max widział tylko ciemną ścianę lasu. szukając obozowiska dzieci. Tymczasem Kuki ukryty w zaroślach słuchał. W końcu Filip wstał i powiedział zdecydowanie: . Na zawsze! Z namiotu wybiegli Tosia i Filip.. że ten złośliwy przedmiot znowu mu umknie.Myślicie. Max przybił do brzegu i wyskoczył z łodzi. Może ono także spało? Kiedy był od niego o krok. jak Wiki idzie w stronę ogniska. A potem zaczął szybko wiosłować. Teraz był już jego panem. A może naprawdę będziecie złote?. Max. ale Max usiadł na nim okrakiem. Gra na jakimś instrumencie to było wielkie marzenie. Ostrożnie wyskoczyła z hamaka i wyjęła instrument z futerału. które zaczęło się miotać i wyrywać. Wiki minęła je i poszła nad jezioro. że to senny koszmar. jak Wiki gra. Max siedział na znieruchomiałym krześle.Teraz mogę z wami zrobić. Tośka i Kuki spali już w hamakach. Po prostu chciała grać. Ale nie zdążył. wypatrując dzieci. kierując się tam. skąd dochodził dźwięk. Dziewczynka w księżycowym świetle wyglądała jak leśny faun. Kuki skradał się za nią. 164 165 Kuki szybko przebiegł przez krąg światła od ogniska i zaczął się skradać w stronę Wiki. Bał się. Max przepłynął na drugą stronę jeziora i teraz wiosłował wzdłuż brzegu.. Miał w ręku starą sieć. Przycisnął je mocno do ziemi i wrzasnął: . Filip chwycił za rękę Tośkę i chciał się cofnąć poza zasięg wzroku Maksa. Jutro musimy wyruszyć wcześnie rano.krzyknął mężczyzna. że niesprawiedliwie ją podejrzewał.Stój bez ruchu! Przedmiot wykonał rozkaz i zastygł. ale czekał.Chodźmy spać. Nagle usłyszał plusk wody. A potem roześmiał się głośno.Chciałbym.. Pełzł w stronę czerwonego krzesła jak wąż. który płynął wciąż wzdłuż brzegu. Najpierw grała po cichutku. aż skończy grać. Z przerażeniem wpatrywali się w Maksa siedzącego na czerwonym krześle. zebrał wszystkie siły i skoczył. ale tym razem krzesło stało nieruchomo. . a potem zaczęła wydobywać dźwięki coraz pewniej i głośniej.szepnęła Tosia. . wyjść z namiotu i wypróbować nową umiejętność. co rodzice teraz robią . żeby wziąć flet. Narzucił sieć na krzesło. usłyszał głos fletu. co mała ciotka kombinuje. narzucił bluzę i wysunął głowę z namiotu. Mężczyzna roześmiał się. Kuki otworzył oczy i zobaczył. Ruszyła dalej.. jak niezwykłą rzecz zrobiła swoim czarem. ledwo widoczną na tle granatowego nieba. Starał się poruszać bardzo cicho. Obok ogniska stało czerwone krzesło. bo już wiedział. Kiedy wychodziła z namiotu. Kilkaset kroków od obozowiska zatrzymała się i usiadła na kamieniu.Ciekawe. że martwią się o nas? . . zadzwoniły metalowe kółka przy masztach. jakie Wiki nosiła w sobie od zawsze. Odsunęła brezentową płachtę w wejściu i wybiegła. Zdawało im się. A potem zobaczył czerwone krzesło.. Dlatego kusiło ją.

więc ruszył w stronę krzesła. Proszę! Nic. Max obrócił się i nadsłuchiwał. Po namyśle usiadł i cicho coś powiedział. . . Pobiegł wzdłuż brzegu jeziora. to i tak skończy się to katastrofą. Z lasu znów napłynął dźwięk fletu... Stuknął ręką w głowę Filipa. aby stało bez ruchu. wciąż nie wiedział. Max wydał przecież rozkaz. ale w końcu czego mógł się obawiać ze strony małych dzieci? . Ale dzieci tu nie było. Otoczyły krzesło i Maksa. Krzesło nie poruszyło się. Czerwone krzesło nawet nie drgnęło.. Musimy się rozdzielić. ale ich głos urwał się nagle. a ty musisz dojść do krzesła i wyczarować jakąś pomoc. Domyślał się. żeby ich ocalić.. Miejsca było niewiele i kolce raniły mu skórę. ale nie chciał go też zabierać. Prawdę mówiąc. że cokolwiek zrobią. bo mężczyzna zrobił kilka kroków w jego stronę.. Chociaż chyba was przetopię. bo sztabki łatwiej się szmugluje. co robić. Krzesło przecież umiało latać! Szepnął błagalnie: .. ich ciała lśniły złocistym blaskiem. Kuki wychylił się. że to jakiś podstęp. Zastygli bez ruchu. bo były najeżone małymi ostrymi kolcami. żeby lepiej zobaczyć. Po drodze spojrzał na swoje złote rodzeństwo i zadrżał. Nie można było nawet dotknąć prętów. co zrobić. ale nie mógł zacisnąć dłoni na kolczastych prętach.szepnął Kuki. Mężczyzna wstał. .A gdzie są pozostali? Przecież było ich czworo. pomyślał w panice Kuki. Max zamieni ich w kawałki zimnego złota. .Pewnie. 169 pchnął wąską bramę w ogrodzeniu. w lesie.. Nie chciał oddalać się zbytnio od krzesła. Na szczęście to więzienie nie miało dachu i Kuki na to właśnie liczył. że ma niewiele czasu.Prawdziwe złoto. . Przekręcił klucz. Ale na razie nie mógł pomóc Wiki. Wiki grała niedaleko. Kiedy księżyc znowu się wyłonił. po pas w wodzie. Wiedział. Najlepsza próba! Jesteście naprawdę piękni. Ale Max nie ruszył w tę stronę.. skąd dobiegał dźwięk fletu. Rozglądał się czujnie. Wiki pobiegła przez trzciny w stronę lasu.Gdzie wy jesteście? Czekam na was! Kuki i Wiki stali ukryci w trzcinach. Zmienili się w złote figury o przerażonych twarzach! Zachwycony Max podbiegł do nich.Wiki. wyszedł i zatrzasnął ją za sobą. „Chce odciąć jej drogę ucieczki". który sterczał w masywnym zamku i zabrał go ze sobą.. Max tymczasem skradał się do kępy zarośli. . 170 Został mu już tylko jeden sposób. Natychmiast wrócił do czerwonego krzesła i usiadł na nim. ale zatrzymał go dźwięk fletu. Kuki spróbował się wspiąć na ogrodzenie. Max usłyszał dźwięk rozpryskiwanej wody i zerwał się. co się stanie. Ja spróbuję go odciągnąć. Masz jakiś pomysł? . .Przyleć tutaj..Rozejrzał się. Filip i Tośka krzyknęli. że gdy to się stanie. . Z mchu wokół krzesła zaczęły się wysuwać ostre metalowe pręty najeżone kolcami. Kuki się skulił. jak działa ten dziwny przedmiot. Najbardziej 168 przerażała go myśl. Widzieli straszliwą przemianę rodzeństwa w martwe złote figury. Byli przerażeni i nie wiedzieli. Zastanawiał się.Chodź do mnie. Śpią? Gwałtownie odsłonił płachtę namiotu i wszedł do wnętrza.Tylko uważaj. Krzesło otaczał stalowy płot. Kukiemu wydawało się. .Chyba tak. już nigdy nie będzie mógł biegać. Ukląkł obok ogrodzenia i usiłował wsunąć rękę między pręty. i wolał go nie ruszać.167 Światło księżyca na ułamek sekundy przygasło.

Max rzucił się do ucieczki.Nie. Za nim stała Wiki..Szybko! Wiki przycisnęła dłoń do krzesła i krzyknęła: . Kroki Maksa było słychać coraz bliżej. . Ramię miał już skaleczone w wielu miejscach. Ryknął tak.powiedział Kuki i wyszeptał jakieś słowa. żeby nas bronił! . że cię złapał! 171 . Nie oglądał się. . .Pilnuj nas do rana.. nie myślał i nie miał żadnej nadziei. wpatrując się w ciemność.powiedział Kuki i zawołał w ciemność: . które z jakichś głupich powodów grały na flecie. Złapał pazurami płaszcz Maksa i rozdarł go. Przeszedł po cichu kilka ostatnich kroków i skoczył między kolczaste gałęzie. otwierając paszczę z olbrzymimi zębami. 172 . a z niego wydobywał się dźwięk nagranego fletu. .Dobrze.No.Ratunku! Zabierzcie go.Ja to zrobię.Niech ten płot zniknie! Poczuła. większy niż jakikolwiek drapieżnik. . Nawet nie zauważył. Odsuń się.Wracaj! Do nogi! 173 Odpowiedziało mu krótkie ryknięcie.pochwalił go Kuki. że wróciłaś. rozpaczliwie machając rękoma. Obejrzał się. i usiadł na krześle.Coś ty! Złapał tylko mój telefon komórkowy.Waruj! Lew posłusznie usiadł na trawie. Po sekundzie rozległ się straszliwy ryk. Mimo że był dość chudy. . Wyczarowałem lwa niezjadającego .Dobry kotek . . . Był olbrzymi. To tam musiały być ukryte te dzieciaki. Mężczyzna nie był w stanie się poruszyć ani wydobyć głosu. podnosił się i dalej uciekał. Mężczyzna biegł dalej. Nie było tu żadnego dziecka. Lew w odpowiedzi zaryczał jeszcze straszliwiej. Wtedy usłyszał: . . Max znieruchomiał ze zgrozy. Z lasu wyłonił się wielki lew i szedł w jego stronę. Za to głos wydobył lew. Z mroku wyszedł lew i zbliżył się do dzieci. Podszedł i podrapał drapieżnika po szyi.Był coraz bliżej źródła dźwięku. że to wystarczy.. coś większego.spytała zaniepokojona Wiki. . zanim jeszcze całkiem zniknęły. przez kolczaste krzaki i rowy. że z drzew pospadały liście. pręty stały zbyt ciasno. czując na karku oddech dzikiej bestii.Coś ty wyczarował? . a stalowe pręty natychmiast schowały się w ziemi.krzyknęła Wiki.. . a potem ziewnął. .. Rękę miała szczuplejszą i dłuższą niż Kuki. żeby zrobić czar? . a kolce sięgały zbyt daleko. Kuki nie mógł dalej wsunąć ręki.Wiki podciągnęła rękaw i włożyła dłoń między pręty. I położył się wygodnie obok namiotu.Nie wiem. Muzyka dochodziła zza krzaków jeżyn. jak mruczą szczęśliwe koty. jak krzesło drgnęło pod jej ręką. . Lew zamruczał cichutko.Myślisz.Wyczaruj psa. Padał. Pędził przez cierniste krzaki jeżyn. Na trawie leżał telefon komórkowy. Pędził jak szaleniec. nie bacząc na przeszkody. Usłyszeli trzask gałęzi. Zręcznie ominęła ostre kolce i dotknęła krzesła.. że od dawna nie słychać już ryku lwa. . Kuki przeskoczył je.Czy on na pewno go nie pożre? . Maks biegł przez las w stronę obozowiska. które trochę wystraszone cofnęły się kilka kroków.zawołała Wiki. który wędrował przez afrykański busz.Psa? Lepiej coś większego! . Bałem się.

Kuki poczuł się niezwykle dumny. jeśli się spóźnią. żeby dotrzeć do portu w Kopenhadze. mimo że była przykryta stosem koców. Nie było żadnych piorunów i błysków. potem dłońmi i stopami. Kuki zastanowił się. jakbyś go zabił . Usiadł na krześle. Filip podszedł do brata i powiedział: . Ale wzruszył tylko ramionami i powiedział obojętnie: ..zawołała Tośka. Niebieski był jej ulubionym kolorem.To tak. Po chwili zostało tylko trochę złotego pyłu na włosach.Chcesz ją tu zostawić samą? Ona ma siedem lat! . Po prostu poprosiła o „cokolwiek". Tosia wstała. Nie mieli pojęcia. Próbowali wyleczyć ją magicznym sposobem. Musimy ją jakoś wyleczyć. Tym razem czar był cichy i spokojny. I stado lwów do pilnowania.Bądź ostrożny! . Gdzieś.Chcę. która leżała skulona pod kocami.To może wyczarujmy lekarza? . spoglądając na nich z lekkim wyrzutem. . Byłeś fantastyczny.zawołała Tosia. co pozwoli im wydostać się z tego pustkowia. na Karaiby. Był to pierwszy przypadek w dziejach. co powiedzieć.Co robić? . to było pewne.Ale Wiki jest chora. To była prościzna.jęknęła Wiki. On ją zbada i da jej tabletki albo zastrzyk.wymyślił Kuki. żebyśmy byli mordercami? Nie możemy tego zrobić. ale wkrótce i on znikł. v 176 . Chłopiec odetchnął z ulgą. Kuki podszedł teraz do dwóch złotych figur. Choroba była ukryta gdzieś głęboko i nie podlegała magii. . O czwartej Queen Victoria odpływała na drugą stronę oceanu.Ale co potem z nim zrobimy? . Miała gorączkę i kaszlała coraz mocniej. Po prostu złote figury zaczęły najpierw poruszać palcami. Tym razem czaru dokonała Tosia. . Nie żądała superpojazdu ani ferrari.powiedziała Tosia. Była bardzo blada i co jakiś czas kaszlała suchym męczącym kaszlem. Wiki miała dreszcze i trzęsła się z zimna.Wyczarujemy jej dom.Wiem. No to co? Możemy chyba iść spać? Rankiem kazali lwu zniknąć. ale nic nie działało. Było im żal tego dużego kota. jakby chciały strząsnąć z siebie ciężki pancerz złotego kruszcu. żebyście byli tacy jak przed godziną.Tylko proszę. . Z każdym ruchem złoto znikało. co zrobią. Wyczarujemy tego doktora .Może pojedziemy bez niej? . -Chcesz. A na końcu dodała: . .Zwariowałeś? . co robić dalej. Zostało im osiem godzin.No dobrze.A jak dostanie zapalenia płuc? Od tego można umrzeć! . Problem polegał na tym.szepnęła Wiki. . W końcu powiedział po prostu: . . .. . gdzie jest lekarz. a pojawiały się prawdziwe ręce. Po prostu musieli zdążyć. żeby „to coś" było niebieskie. które jeszcze niedawno były jego rodzeństwem. a w końcu 175 zawirowały w dziwnym tańcu.spytał niepewnie Filip. Potem odbyli naradę.powiedział Kuki.Poczuli się bezpiecznie.Dzięki. .Każemy mu zniknąć . Kuki. . że Wiki była bardzo chora. kiedy Filip pochwalił młodszego brata. Przed Kukim znów stali prawdziwi Tośka i Filip.Musimy dostać się do jakiegoś szpitala. Zastanowili się przez chwilę. Nie mogli jej zostawić.Nie chcę zastrzyku . nogi i twarze. Rozpuścił się powoli w porannej mgle. ale przecież nie mogli wędrować z lwem. Spojrzeli na dziewczynkę.Nie ma sprawy. .

. . Klepnął niebieskiego rumaka po szyi i ten nagle ruszył. a potem zawołał z wściekłością: .zawołała Tosia. co ofiaruje im krzesło.Dobrze. Błękitne wierzchowce wybiegły na brzeg.Gadasz tak. .Łał. Kuki stał bez ruchu. to zostanę upiorem i będę was straszył do końca życia. . Filip od razu spróbował wsiąść na największego konia.Wiki jest chora! Nie rozumiesz. a potem stratuje albo pogryzie. że musimy jechać z nią do lekarza? Siadaj.Właź! No dalej! . Kucyk wstał. że zaraz mnie zrzucisz. Tosia pojechała za bratem. .178 Byli ciekawi. . Koń nerwowo podrzucał głowę i uderzał kopytami. Miały czarno-złote uzdy i siodła.Przestań kombinować. otrząsnęły się z wody i pogalopowały wprost do dzieci. albo. milutki konik.I tak wiem. Nie wsiądę. na . Dwa konie były duże. .mruknął ponuro Kuki.To mały kucyk! Nic ci nie zrobi.Tylko mnie zrzuci. 180 Ciotka zakaszlała. .Chcę. Jak mnie przydepnie. Po chwili usłyszeli szum wody.Kuki! To jest malutki. . . przypominało otwieranie urodzinowych prezentów. Wiki zakaszlała ponownie. Wtedy Kuki powiedział: .krzyknął Filip.zawołał Filip. Ja się boję koni i koniec. Nie cierpię koni i nigdy na niego nie wsiądę.I tak to zrobi. One są cudne! . a dwa były małymi kucykami o długiej grzywie i mocnych grubych nogach. . Zawsze mogła być cudowna niespodzianka albo wielkie rozczarowanie. Tylko ma zęby jak rekin. . Filip omal nie spadł.. bo prawdę mówiąc. . a potem nabije mnie na ostrą gałąź albo zrzuci mnie do przepaści. Wdrapał się na siodło. jakby szedł na wyrywanie zęba. . Tosia owinęła chorą ciotkę śpiworem i pomogła jej wsiąść na kucyka. Tylko Kuki stał bez ruchu. Czekanie na to.. jakby zapraszając go do wsiadania. Poruszała się dużo zgrabniej. . Ale utrzymał się w siodle i pogalopował do lasu. Tafla jeziora się poruszyła i wynurzyły się z niej cztery konie. 179 . Boję się.Bo naprawdę cię kopnie. A potem ukląkł na przednich nogach. ale w końcu wdrapał się na siodło.zawołał Filip. 181 nie umiał jeździć konno. żeby sprawa była jasna.Czego się boisz? . Były niebieskie! Jak dżinsy Filipa albo jak oczy Tosi. Nie było to wcale łatwe. .Jazda . A potem poklepała swojego niebieskiego wierzchowca po szyi i wskoczyła na siodło. jakby chciał jak najszybciej ruszyć w drogę. . Zabrzmiało to jak oskarżenie. bo się boisz.Dzięki . -Nie. A kopyta jak młot pneumatyczny.Albo się spłoszy i będzie gnał jak wściekły. Kucyk obrócił głowę i spojrzał na chłopca dużymi łagodnymi oczami. Kuki spojrzał na nią. Pojadę. I co z tego? Każdy ma prawo się czegoś bać.zawołała Tośka. co tym razem dostaną. Ale jak zginę. Nawet chora ciotka uniosła głowę znad poduszki.Dobra. to będę miał stopę jak naleśnik. Kuc. Ruszył w stronę kucyka.Nie podchodź od tyłu .Jasne. bo kiedyś chodziła na lekcje jazdy konnej.

bo była w kiepskim stanie. .Bo są niebieskie. a potem coraz szybciej.powiedziała Tosia.Czuję.ja nie chcę żadnych zastrzyków. oparta o szyję kucyka. Nawet dobrze się jeździ... Tośka i Kuki pomagali iść chorej ciotce. Najpierw powoli. bo się spocisz! Stój! Kuc galopował przez las. ciociu. Fajny kucyk. Zbadała zaraz Wiki. Lekarka odłożyła stetoskop. zarżał i pocwałował za rodzeństwem. i od tej chwili błękitne stado pędziło razem.Wiśta! Wio! No jedź. to pomyśli. kogo mogliby spytać o lekarza. Nikt nie będzie im przeszkadzać. ty dręczycielu Kukiego. Jechała bez słowa.Nie chcę. Za kilka dni wszystko będzie dobrze. . która miała włosy zaplecione w warkocze.Tu jest dużo miejsca i trawy.powiedział Filip. nie chciałem tego powiedzieć. Nagle Filip zawołał: . że odkrył nowy gatunek.zachrypiała Wiki .To silna angina. Tylko kucyk Kukiego stał w miejscu. żeby one zniknęły . a po chwili zobaczyli niewielkie miasteczko z kolorowymi domami. Po godzinie galopowania przez las wyjechali wreszcie na drogę. A jak ktoś je znajdzie. Na skraju miasta stał duży budynek z czerwonych cegieł. Nie chcę go anihilować. Od razu będzie sensacja.Będą pytać. Najlepiej radziła sobie Tosia. nie dawały się zawrócić i uporczywie jechały na zachód.mruknął Kuki i zawołał: . Powiemy.powiedział Kuki. ale potem jakoś zapomniał o strachu. . że jazda sprawia mu przyjemność. Przecież chodzące krzesło wywołałoby jeszcze większą sensację niż niebieskie konie. Tylko uważaj. . które pogalopowały w stronę lasu. . dokąd jechać. . . Mogło pójść samo. Filip dźwigał krzesło. która potrafiła anglezować. co mówisz. .Musimy tu zostawić konie .Oddychaj! Głębiej.spytała Tosia.Tylko pamiętajcie . Na ceglanym budynku stojącym tuż przed nimi wisiała tabliczka z napisem: „Szpital Dziecięcy". Jedź. .Przepraszam.Jest OK. Wystarczy. że będą kłopoty . Natomiast Wiki wyglądała bardzo źle. czemu je nosimy. Jeszcze raz. Jazda na koniach nie była wcale łatwa. Dam jej antybiotyk i lekarstwo na ból gardła. zupełnie bez ruchu. . . czyli unosić się i opadać w rytm jazdy.Dlaczego? . Kiedy Filip próbował skręcić na południe. Widocznie błękitne konie dobrze wiedziały. . . śliczny koniku! Proszę! Wtedy kucyk wreszcie ruszył.A krzesło? . . Niebieskie konie same kierowały wędrówką. leniwy mule! Kucyk podniósł głowę i spojrzał na chłopca jakby z wyrzutem. Kuki najpierw ściskał szyję kucyka z całych sił i krzyczał przy każdym podskoku. Dzieci były obolałe od nieustannego podskakiwania w siodle i miały poobcierane uda. Przecież takich koni nie ma. . Przyjęła ich miła lekarka.którym siedziała Wiki. Kucyk Kukiego czekał najdłużej i patrzył ze smutkiem.Niech Wiki na nim siada. Zdjęli siodła i wypuścili konie. 182 183 .Możemy je wypuścić . że ją nieśliśmy.Spodobała ci się twoja bestia? . Ubieraj się. Wyprostował się i ze zdziwieniem poczuł. jak mała dziewczynka.Zobaczcie! Przecież to jest szpital. jak chłopiec odchodzi. Uśmiechnęła się do Wiki. aż dogonił pozostałe konie.Ej! Nie przesadzaj! Nie tak szybko! Ja nie jestem kowbojem! Wolniej.. Ruszaj. Weszli do miasteczka i rozglądali się za kimś. ale Filip nie wypuszczał go z rąk..

Zadzwońcie do rodziców.Nie odbierają telefonu . . . Filip wstał. że powie? . terroryści. Nie można mu było wytłumaczyć. Dodzwoniliście się do rodziców? . może bardziej zachorować. Dziś mamy same niezwykłe przypadki. .Niech pani nam da to lekarstwo i my już pójdziemy.To wasza siostra? .Słucham? .Gdzie ona może być? . żeby nie robiło problemów..Lew?! 187 . Wybiegli na korytarz. .Albo zostawimy tu Wiki. która posłała rodzeństwu bezradne spojrzenie. Czy wy nie rozumiecie. że rodzice zostawili was bez opieki. że to krzesło jest niebezpieczne? Nikt nie pozwoli. Będą nas ścigać policja. Powie im o krześle i o tym. Uciekał całą noc.spytał Filip. Szybko.szepnął Kuki. . .zawołała Tosia. Rano przybiegł człowiek.zawołała Tosia. który mówił. .Jeśli ją zostawimy. Nie chcę.skłamał Filip. . Śpi.Ona nie może teraz nigdzie iść .To trochę dziwne. .Co? .zawołał Kuki.Właściwie tak. . 186 . Lekarka wzięła za rękę Wiki.Wiki nic nie powie .Ona ma siedem lat! .Skąd wiesz? ..Zatrzymam ją w szpitalu.zaprotestował Kuki. Na szczęście lekarkę zawołano do jakiegoś pacjenta i wyszła.Jeśli ją zabierzemy. albo poczekamy. 184 185 .Nie . . . .Co robimy? .Tak. Rodzeństwo spojrzało na siebie przerażone.Wiki jest chora.On tu jest!? .odpowiedziała lekarka.A dlaczego nie przyszliście z rodzicami? . . Będą je chcieli zamknąć w kasie pancernej. Zabieramy Wiki i zwiewamy stąd. .Zaczną nas ścigać. to może wygadać.Przecież ona jest mała i w dodatku ma gorączkę.Tak.W grudniu skończę czterdzieści.Oni. Wszyscy. . że goni go lew! Rodzeństwo zerwało się. Był w skrajnej histerii. Oni wyjechali. żeby po nią przyjechali.Mamy dwie możliwości .Ile masz lat? . A jak telewizja o tym nagada.Dostała lekarstwo i poszła spać. .No to wszystko jasne. Lekarka przyglądała im się podejrzliwie.I co z tego.Może znów jej zmienimy język? . . . aż dostanie lekarstwo. .. bandyci.Wszystko. że jest zmutowaną ciotką.powiedziała Tosia. . i weźmiemy ją ze sobą. Musiałam mu dać mocne leki na uspokojenie. Filip zerwał się. . to każdy będzie chciał je mieć. żebyśmy mieli takie coś. i wyszły z gabinetu. wróciła lekarka. żeby zabrać krzesło. . żeby się męczyła! Zanim coś wymyślili. że u nas nie ma lwów.

W tej chwili drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich Max. ale na pewno łamali wszelkie przepisy. . jechały powoli w mlecznym oparze. że dzieci musiały schować się pod kołdrę. z całych sił trzymając się oparcia.Szybko! Przebiegli błyskawicznie pusty korytarz. Wiki będzie mogła spokojnie chorować. . I łóżko! . Po chwili usłyszeli szarpanie klamki i krzyki: „Otwierajcie!".Lepiej wyczarować karetkę pogotowia.Bierzemy lekarstwa.Szybko! Wskoczyli na łóżko. Ale Max ją wyprzedził. Jechało tak szybko. . Max siedział już na siodełku. Patrzył na nich półprzytomnym wzrokiem. Mieli szczęście. Kiedyś był konkurs głupich pojazdów.Zwariowałaś? . jakby byli duchami. Po prostu miało jakiegoś autopilota. żeby dzieci same prowadziły karetkę. Kiedy wyjechali na autostradę. która przesłoniła drogę.Chyba tam. Pobiegli korytarzem. Z gabinetu wyjrzała lekarka. Kuki wyjrzał na korytarz. Młody chłopak jadący ulicą na szybkim motocyklu zahamował i patrzył zdumiony na łóżko.Wcale nie. a potem jednym uderzeniem zrzucił go z pojazdu. żeby wiatr nie zrzucił ich na drogę. Tośka zaczęła ciągnąć łóżko w stronę drzwi. Chłopak błyskawicznie go przekręcił. Na szczęście była sama.zaprotestował Filip. Nagle otworzyły się drzwi na końcu korytarza i zobaczyli Maksa. Na szczęście miało kółka.Nie rozumiesz. Dzieci leżały pod kołdrą. Sunął po cichu. Zanim ten wstał. Nikogo tam nie było. Spała. Nikt się nie zgodzi. . . . Filip zatrzasnął drzwi.Nie budźcie jej .Kierunek: port w Kopenhadze. Mam świetny pomysł. Krzyknęła: . pchając łóżko w stronę wyjścia.Co chcesz zrobić? . Rodzeństwo popędziło do wyjścia. Samochody włączyły światła przeciwmgielne i trąbiąc ostrzegawczo. . gdzie leżała Wiki.Nie.Policja. Ludzie jeździli w wannach i nikt ich nie aresztował.To jest głupie! . sadząc wielkie susy. Przerobimy je na wyścigówkę. to na sto procent nas złapią? 188 189 -Kto? . jak duch.spytał Tośkę zdyszany Kuki.ono samo sobą kierowało.Pojedziemy tym łóżkiem. potężny silnik ryknął i motocykl popędził drogą. Łóżko jechało z coraz większą prędkością. . . Na ramionach miał podarty płaszcz. Rodzeństwo w ostatniej chwili uciekło do ogrodu. Nie miało prędkościomierza. Pędził i krzyczał coś niezrozumiałego. Ale 190 po chwili zobaczył coś jeszcze bardziej zdumiewającego. słońce schowało się za mgłą. to nas wezmą za psycholi i też aresztują. Tylko dziwny pojazd dzieci mknął szybko.zawołała Tosia. TRZASK! Łóżko wystrzeliło do przodu jak rakieta. Tosia postawiła na środku krzesło i błyskawicznie na nim usiadła. który prowadził je z niesłychaną precyzją. Kiedy dobiegł do gapiącego się motocyklisty. Jazda! I wtedy się zaczęło. zaglądając do sal.Co wy robicie? . W końcu znaleźli pokój.Wsiadajcie . że jak będziemy jechać samochodem.krzyknęła Tośka. przytulone do siebie. .krzyknęła. . nagle się zatrzymał. więc było to łatwe. bo w zamku tkwił klucz. . . które wyprzedziło go z prędkością błyskawicy. Łóżkiem nie można było kierować . a my dojedziemy na czas.Jak będziemy jechać kretyńskim łóżkiem. ..Zostawcie to łóżko! Pobiegła za nimi. Pędził. . Ulicą biegł wysoki łysy mężczyzna.

Kierując się wewnętrznym radarem, omijał wszelkie przeszkody. Równie szybko pędził czarny motocykl. Otulony mgłą gnał jak niewidzialny straceniec. 191 Lecz łóżko jechało jeszcze szybciej. Innym kierowcom zdawało się dziwną fatamorganą, która na moment pojawiała się obok nich i natychmiast rozpływała we mgle. Pędzili tak przez trzy godziny. Kołysanie pojazdu i ciemność pod kołdrą uśpiły podróżników. Najpierw usnęli Wiki i Kuki, a potem także Filip i Tosia. Nawet nie zauważyli, jak przebyli prawie tysiąc kilometrów. Obudziła ich dopiero nagła cisza i bezruch. Łóżko zatrzymało się. Pierwsza spod kołdry wysunęła głowę zaspana Tosia. Mrugając oczami, rozejrzała się trochę nieprzytomnie. Mgła opadła i świeciło znów słońce. Przed nimi było morze. Szeroki bulwar z kawiarniami i sklepami ciągnął się wzdłuż wybrzeża. Spod kołdry wychyliły się rozczochrane głowy Filipa i Kukiego, a potem małej Wiki. - Gdzie my jesteśmy? To jest ta Kopenhaga? - Poczekajcie. - Tosia wyszła z łóżka i podbiegła do dziewczyny, która siedziała na ławce. - Do you speak English? - spytała trochę niepewnie Tosia. 193 Dziewczyna uśmiechnęła się. - Yes, I do... Can I helpyou? Tosia skupiła się. - Is it Copenhagen? - Copenhagen? Yes. Ifs absolutely tnie Copenhagen! - Dziewczyna ze śmiechem wskazała na posążek syreny siedzącej na kamieniu sterczącym z morza. Tośka popędziła do rodzeństwa, krzycząc: - Udało się! Jesteśmy w Kopenhadze! Wędrowali kamiennym nabrzeżem portu, obok wielkich statków wyładowanych kontenerami. Jednak nigdzie nie było Queen Victorii. - Może już odpłynęła? - Ej. Czego szukacie, trolle? Obrócili się. W oknie holownika stał marynarz w granatowym mundurze. Uśmiechał się do nich. - Zgubiliście się? - Pan mówi po polsku? - No, trochę... Moja żona jest z Polski. A czego szukacie? - Takiego wielkiego statku pasażerskiego. Nazywa się Queen Yictoria. - Nie ma go jeszcze. Spóźni się, bo na morzu była mgła. Przypłynie o czwartej i zostanie tylko przez dwie godziny. - Dzięki! - Zaczekajcie - zatrzymał ich marynarz. - Statki pasażerskie przybijają do nabrzeża Langelinie. To jest tam, gdzie latarnia morska. Widzicie? - Tak. Dziękujemy. Mieli jeszcze cztery godziny do przybycia rodziców. Wyczarowali trochę pieniędzy i weszli do małego baru. Tosia i Wiki zamówiły smażoną rybę i frytki, Kuki miał alergię na ryby, więc poprosił o naleśniki, a Filip postanowił zjeść wędzoną ośmiornicę. Wyglądała obrzydliwie, ale Filip udawał, że mu smakuje. Siedzieli, spoglądając od czasu do czasu na zegar. Byli zdenerwowani. Wiedzieli, że gdzieś niedaleko są ich rodzice i z każdą chwilą zbliżają się do nich. Tęsknili za nimi i bardzo chcieli ich zobaczyć, ale z drugiej strony dobrze wiedzieli, że to nie są „prawdziwi" rodzice. Wciąż pamiętali, jak wyrzucili ich i nie chcieli się nawet z nimi pożegnać. Wiedzieli, że najpierw muszą zdjąć z rodziców to straszliwe 194 195

zaklęcie. Wyleczyć ich ze złości i obojętności i nie byli wcale pewni, czy to się uda. Czy rodzice będą tacy jak dawniej? Czy znowu będą ich kochać? Czy w ogóle można kogoś zmusić do miłości, nawet za pomocą magii? Byli coraz bardziej niespokojni. - A jak się nie uda? - spytał cicho Kuki. - Może oni nie będą już nigdy chcieli z nami mieszkać. Ciągle będą gdzieś wyjeżdżać i nigdy do nas nie wrócą? - Przestań gadać takie rzeczy - krzyknął Filip. - Ale... - Zamknij się, słyszysz? - Słuchajcie, nie możemy tak siedzieć i się kłócić - powiedziała Tosia. - Mamy cztery godziny. Chodźmy gdzieś. - Dokąd? - Nie wiem... - W Danii jest takie miasteczko z klocków lego. Możemy tam iść - powiedział Kuki. - Legoland jest daleko. Trzeba jechać pociągiem. - Skąd wiesz? Filip pokazał reklamówkę leżącą na stole. - Ale możemy iść do Tivoli. - Co to jest? - Park rozrywki, coś takiego jak Disneyland. Obrócił ulotkę na drugą stronę, gdzie było widać park z karuzelami i kolejkami. - Idziemy? - A jak spóźnimy się do portu? - zaniepokoił się Kuki. - To jest blisko. A my mamy dużo czasu. Park rozrywki Tivoli był ogromny. Kiedy przekroczyli kolorową bramę, znaleźli się wśród wielkiego tłumu dzieci i dorosłych. Dookoła wirowały karuzele, pędziły roller-coastery, a elektryczne samochody ścigały się po krętych torach. Zewsząd dobiegały śmiechy i krzyki. Szybko kupili karnety, które pozwalały korzystać ze wszystkich atrakcji przez cały dzień. Najpierw poszli do Wesołego Zakątka, gdzie stała największa karuzela na świecie, zwana Kosmicznym Biegaczem. Gondole z fotelami były wciągane na słup wysoki jak wieżowiec, a potem zaczynały wirować z niesamowitą prędkością. Czasem obracały się do góry 196 197 nogami albo gwałtownie spadały w dół. Wyglądało to niesamowicie. - To jest super. Idziemy! - krzyknął Filip. - Nie możemy iść wszyscy - zatrzymała ich Tosia. - Dlaczego? - Bo ktoś musi pilnować krzesła. - No to my jedziemy pierwsi, a potem Kuki i ciotka - zdecydował Filip. - Dlaczego wy macie być pierwsi? - rozzłościł się Kuki. - Bo jesteśmy starsi. - To ja jestem najstarsza - zaprotestowała ciotka. - Ale najmniejsza. Chodź, Tosia. - Pilnujcie krzesła! Kuki i Wiki z zazdrością patrzyli, jak Filip i Tosia zajmują miejsca w fotelach, a potem wjeżdżają na szczyt wieży. Po chwili wieża zaczęła się obracać. Chyba żadna karuzela na świecie nie wirowała z taką prędkością. Krzesełka jednocześnie obracały się wokół osi i pasażerowie wisieli do góry nogami albo spadali i znów się unosili. Wszyscy krzyczeli. - Będą jeździć pół godziny, a my musimy się nudzić - mruknął Kuki. - Wcale nie mam ochoty tym jeździć - powiedziała Wiki. - Ja właściwie też. Nie lubię, jak mi się kręci w głowie.

- Tam jest fajna zjeżdżalnia. Wiki wskazała na wielką zjeżdżalnię z falami. - Chodźmy tam! - A krzesło? Co zrobimy z krzesłem? - Już wiem - powiedziała Wiki. - Możesz zaczarować, żeby było niewidzialne. Wtedy nikt go nie znajdzie. - A jak myje znajdziemy? - Ale ty jesteś głupi. Przecież my będziemy wiedzieć, gdzie ono stoi. Zapamiętamy miejsce. Kuki chwilę się wahał. Spojrzał jeszcze raz na rodzeństwo wirujące na Kosmicznym Biegaczu. - Dobra. Usiadł na krześle i powiedział: - Bądź niewidzialne. Krzesło natychmiast zniknęło. Przechodzący ludzie ze zdziwieniem spoglądali na chłopca, który 198 199 siedział zawieszony w powietrzu. Kuki zerwał się i złapał oparcie niewidzialnego krzesła. - Gdzie je schowamy? - Za kioskiem z pamiątkami. Pobiegli za żółtą budkę, w której sprzedawano bilety i pamiątki. Postawili niewidzialne krzesło z tyłu kiosku. - Musimy tylko zapamiętać, że na tej budce jest napisane „Tivoli" i że jest żółta - powiedziała Wiki. Kuki szepnął do niewidzianego krzesła: - Tylko nigdzie nie odchodź, rozumiesz? I pobiegł z Wiki na zjeżdżalnię. Nazywała się Tajfun, była długa na sto metrów i pofalowana jak prawdziwy ocean. Zjeżdżało się w nadmuchiwanych kołach, które podskakiwały i szybko sunęły w dół. Na końcu lądowało się w wodzie. Wiki krzyczała i śmiała się jak szalona. Kuki był trochę zdziwiony, bo nigdy nie widział, żeby ciocia się śmiała. Zjechali osiem razy, a potem poszli ścigać się na gokartach. W czasie pierwszych trzech wyścigów ciotka była szybsza. Czwarty Kuki wygrał i nie chciał już ryzykować przegranej, więc pobiegli na roller-coaster. Wózki najpierw wjechały na szczyt metalowej konstrukcji, żeby gwałtownie stoczyć się w dół i jeździć z szaloną prędkością. Kuki i ciotka wrzeszczeli. A w najbardziej niebezpiecznym momencie Wiki chwyciła Kukiego za rękę i trzymała go z całych sił. Tymczasem Filip i Tosia zeszli właśnie z Kosmicznego Biegacza. Byli zupełnie wykończeni. Od wirowania i wiszenia do góry nogami kręciło im się w głowie. Podeszli do ławki, przy której mieli czekać Kuki i ciotka. Nikogo tu nie było. - Gdzie oni są? - krzyknął Filip. - Może poszli kupić coś do picia? - A krzesło? - Nie wiem... - Szukamy ich? - Nie. Musimy tu czekać, bo się pogubimy. Tymczasem Kuki kompletnie zapomniał, że rodzeństwo na niego czeka. Odkryli z Wiki nową atrakcję o nazwie Zwariowany Kangur. Na wielkiej gumowej arenie ludzie skakali, odbijając się na wysokość dwóch pięter. Można było lądować 200 na nogi albo na siedzeniu, jak kto chciał. Kuki i mała ciotka odbijali się jak zwariowane piłki, trzymając się za ręce. Śmiali się tak, że prawie nie mogli oddychać.

Tymczasem w żółtej kasie stojącej na końcu Ti-voli siwy sprzedawca wywiesił kartkę z napisem: 202 203 „PRZERWA OBIADOWA". Żółty kiosk. . Dalej były następne.Pamiętasz. Był kompletnie załamany.. usłyszeli bicie zegara. żeby wyczuć niewidzialne krzesło. Nigdy go nie znajdziemy.Jak? Przecież nigdzie go nie ma. Nic pod nim nie było. W końcu Kuki usiadł na trawie i ukrył twarz w dłoniach.. czego nie było widać. Bo to jest moja wina! Wiki usiadła obok chłopca..jęczał. Chciał iść dalej. że od roboty w tym lunaparku kiedyś zwariuję. . zdyszani i rozbawieni. że siedzi na krześle.. .Wiedziałem. że nie wyczarowaliśmy telefonów komórkowych dla każdego.Ała! Chwycił się za kolano i zaczął je rozcierać.Zwariowałem czy co?.. . i dobrze.Gdzie teraz idziemy? Zanim Kuki odpowiedział.. Nagle potknął się. wyszli właśnie ze Zwariowanego Kangura. Jeszcze możemy je znaleźć.Czwarta! . To moja wina. żeby wyłączyli prąd i to przeklęte wesołe miasteczko wreszcie przestało działać! W tej sekundzie po drutach trakcji elektrycznej przeleciała iskra... machając rękoma w powietrzu. Nic przed nim nie stało. . Przewody rozjarzyły się i pękły.Pewnie. Potem rozejrzał się zdziwiony.Nienawidzę tej głupiej pracy. Nigdy! Filip mnie zabije. krzycząc: . ..Ja chyba zwariowałem. . Nie upadł na ziemię.szepnął przerażony mężczyzna.Musimy sprawdzić wszystkie. Jedynie uniósł się nieco i zerknął w dół. . Siedział na powietrzu! . gdzie schowaliśmy krzesło? .Wiki! Ich tu jest pełno! Te przeklęte budki stoją wszędzie! Jak my poznamy naszą? . .Szkoda. .A jeżeli oni tu wrócą? . Filip wstał z ławki. i przylepił go do ławki gumą do żucia. Filip napisał na bilecie: „Kuki! Jak wrócicie. to czekajcie". Nigdzie go nie było.Ale tam też jest. .Musimy wracać! Popędzili alejką między karuzelami. Niewidzialnym krześle! .Filip i Tosia byli coraz bardziej niespokojni. . .Widzę go. ale zaraz znów się potknął i przewrócił.Zaraz będzie czwarta.szepnął wystraszony. Zatrzymał się na czymś. Byli na skrzyżowaniu dwóch alejek.. . że nie miał odwagi się poruszyć. Okrążali każdy kiosk. Tak się przeraził. Kuki i Wiki krzyknęli jednocześnie. Zamknął starannie drzwi i ruszył w stronę stołówki...Chodź! Tymczasem Kuki i Wiki. na którym było napisane „Tivoli". 204 . Musimy ich znaleźć! . Miał wrażenie.Przeze mnie rodzice do nas nie wrócą. .Co to za diabelstwo? .......Nie martw się. że pamiętam. Na czym ja siedzę?. Przy każdej stała żółta budka z napisem „Tivoli". Najlepiej. Jest tam! .

. To c o ś jest niewidzialne. .Zobaczcie! Na wybiegu z pingwinami jeden z ptaków wisiał w powietrzu. co zostali uwięzieni w karuzelach i diabelskich młynach.. niech pan tylko dotknie! To jakieś diabelstwo.Nigdy go nie znajdziemy! . a potem zaczęli krzyczeć w panice.krzyczał Filip. Siwowłosy kasjer. Słynne Tivoli przestało działać. czego nie widać? Bezradnie usiedli na ławce. przedzierając się przez tłum uciekających w panice ludzi. Tośka przeskoczyła niewysokie ogrodzenie i ruszyła w stronę „wiszącego w powietrzu" 206 207 pingwina. . daj mi święty spokój.Panie dyrektorze!.To oni! . .zawołał kasjer.To nie my! . .Musieli zrobić jakiś głupi czar i.Niech pan dotknie. 205 . .Zostaw go. patrząc ze strachem na brata. Obsługa próbowała naprawić awarię i uwolnić ludzi uwięzionych w karuzelach.Ty kretynie! .. roller-coastery i elektryczne samochody stanęły w miejscu. z niewidzialnym krzesłem w rękach. Wyciągnęła rękę i wyczuła oparcie krzesła. gdzie stali Kuki i Wiki. . . Szczególnie ci. .Tam jest krzesło! Na pewno! . Tymczasem w wesołym miasteczku narastała panika. Zatrzymał się obok człowieka w czarnej marynarce. W końcu rzucił niewidzialny przedmiot najdalej. Kuki stanął kilka kroków dalej i nie miał odwagi podejść do rodzeństwa.Jak mamy znaleźć coś. Ludzie najpierw zamilkli.Nie wiemy. .Człowieku.Co wyście zrobili? .Gdzie jest krzesło? .Jak to nie wiecie? Kuki. jakby stał na czymś niewidzialnym.Ja wejdę! Znam się na zwierzętach.krzyknął chłopak. potrącany przez biegnących ludzi. trzymając w rękach niewidzialne krzesło. mów.krzyknął Filip.Co? Czego chcesz? Kasjer wysunął puste ręce.Tosia wskazała na plac. Popędzili do nich.. Kasjer. . które właśnie wjechały do parku. .powiedział Kuki. Tośka i reszta dzieci biegły alejką.wołała Tosia... Nie ruszał się i nie spadał.Po co!? .Tam są! . i uciekł. . Tosia i Filip zatrzymali się. . Nie widzisz. stał bez ruchu.. krzyczącego coś do telefonu komórkowego. Słychać było syreny straży pożarnej. jak potrafił.Niech pan zobaczy! Dyrektor obrócił się. co się dzieje? Idź ratować klientów! Dyrektor popędził w stronę samochodów straży pożarnej. . co z nim zrobiłeś! . . Żeby nikt go nie ukradł i teraz nie możemy go znaleźć .Zmieniłem je w niewidzialne. biegł. Nagle Wiki krzyknęła: .I natychmiast zgasły lampy w całym parku rozrywki. . a wszystkie karuzele. który nieopatrznie wywołał całe zamieszanie. obok małego zoo. Najgłośniej wrzeszczeli nieszczęśnicy wiszący głowami w dół na Kosmicznym Biegaczu. . Muzyka przestała grać i zapadła kompletna cisza. zanim statek odpłynie.Jest! .Żeby. Musimy znaleźć to krzesło.

Spróbujcie! Filip niechętnie wstał. Czarno-białe ptaki wyglądały jak stado groźnych ochroniarzy w mundurach. Filip ze złością kopnął żelazną barierkę. Pingwiny ruszyły za nią. jednak nie robiły jej nic złego. Ptak otworzył dziób i pochylił się w stronę ręki Tosi.Tosia.To już naprawdę koniec. Filip usiadł na niewidzialnym krześle. Tosia podała Filipowi krzesło i szybko przeskoczyła ogrodzenie. przeciskając się między turystami i straganami sprzedawców pamiątek.A co możemy teraz zrobić? . Ja chcę tylko zabrać moje krzesło i zaraz idę. Trzeba odwołać ten czar. Widać było jeszcze pasażerów w oknach i słychać orkiestrę grającą na pokładzie. Pingwin się nie poruszył. Wyszeptał kilka słów i prąd zaczął znów płynąć. . Dzieci biegły. Rodzeństwo było coraz bardziej niespokojne.Tylko spokojnie. Jednak nie miał ochoty zejść. . na sam koniec mola. aż jakaś siła wyrzuci ich w górę albo porwie ich tajfun i pofruną ponad morzem. Kołysząc się i wydając piskliwe dźwięki.. . Chcemy tam być! Teraz! Czekali. Co gorsza. Jednocześnie pod chłopcem pojawiła się smuga czerwonego koloru. Nagle zatrzymał się. . zagłuszany krzykiem mew latających nad wodą... a dźwięk orkiestry cichł. Lecimy wszyscy! Filip wyprostował się i wpatrując się w statek. Zapaliły się lampy.Witaj w świecie widzialnych . W plastikowej misce leżały ryby.Ptak na niewidzialnym krześle spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynkę.. machając skrzydłami.powiedział Filip.. . Milczeli. majestatyczna Queen Victoria właśnie odpłynęła. bo na zegarze wybiła właśnie godzina szósta. które ktoś przyniósł ptakom na kolację.Czekaj.Chcemy wejść na ten statek. . lecz nigdzie nie było widać Queen Victorii. inne pingwiny zaczęły okrążać Tosię. Zróbcie coś! . że chcecie być na tym statku. Rozległ się dziwny dźwięk i promień światła zaczął wirować. mój mały. Dziewczynka rzuciła mu rybę. Wiki podeszła do rodzeństwa. Była sto metrów od brzegu i oddalała się w stronę pełnego morza. Ustawił krzesło i usiadł. Tosia pobiegła i wyjęła małego śledzia. Zastygł jak lód lub szkło..A jak ono nas wystrzeli zbyt mocno i wylądujemy na Księżycu jako zamarznięte mumie? -szepnął Kuki. zbliżały się coraz bardziej do dziewczynki. Dlaczego nie zrobicie jakiegoś czaru? Przecież ten statek jeszcze widać.Ej. .Nie. a karuzele zaczęły znowu krążyć.szepnęła zrozpaczona Tośka. Przeistoczył się w długi na setki metrów most. ale nic takiego się nie zdarzyło. powiedział: . Był on . Obiadek! Pomachała rybą.. Złaź. . 208 209 I wtedy ją zobaczyli. Ta cofnęła się i pingwin zeskoczył z niewidzialnego krzesła. Aż nagle w latarni morskiej zapalił się reflektor.powiedział Filip i popędzili do wyjścia.Mogę sam polecieć . Dobiegli do latarni morskiej. . która powoli zmieniła się w krzesło. Silny snop światła uderzył prosto w statek. Otaczały ją. Tośka rozejrzała się. Mały. Wielka. chwyciła krzesło i popędziła do płotu. Bezradnie usiadła na kamiennym nabrzeżu. Przy kamiennym nabrzeżu portu Langelinie cumowało kilka statków pasażerskich.Po prostu powiedzcie.Spóźniliśmy się! . . Statek z ich rodzicami oddalał się..Idziemy! .

Nie bój się. Szli w milczeniu w stronę statku. który także się przewrócił. Szedł bardzo powoli. I zastygła w bezruchu. Wiki zacisnęła powieki i ruszyła.Nie mogę. Kuki wyciągnął rękę i zawołał: . Proszę! . Wszyscy zaczęli zjeżdżać w dół szklistego łuku.Pociągnął ją za rękę. Za Filipem szła Tosia. . . który zadrżał pod jego ciężarem. ale nie zwróciły na to uwagi. że zaraz runą do morza. Do portu wjechał czarny motocykl. Było to trudne. więc musiały jechać bez trzymanki. Most się nie załamał. Przed nimi wyrastał wielki statek. . . Były tak przerażone. Idź powoli. Stała bez ruchu. szklany most zadrżał niebezpiecznie. Kuki zrobił krok w jej stronę. że będą kłopoty! Na końcu weszła na most mała Wiki. A potem wszedł na most.Idziemy. Zaczęła zsuwać się po gładkiej powierzchni.krzyknął Filip. Chłopiec trzymał przed sobą czerwone krzesło. Uderzył mocniej. Most był zawieszony w powietrzu i kołysał się lekko na wietrze. Nienawidziła tego mostu. prowadzona przez Kukiego jak ślepiec przez przewodnika. ale zadrżał.. . bo most był wąski jak ludzka dłoń i nie miał poręczy. bo lśniąca powierzchnia była śliska jak lód. Most był wąziutki jak poręcz schodów i śliski jak lodowy sopel. balansując nim jak cyrkowiec idący na linie. . idący z krzesłem.wygięty w łuk i sięgał od nabrzeża do statku.Nie chcę iść dalej. ale ostra krawędź przecinała skórę. tam gdzie łuk mostu wznosił się najwyżej.. zachwiał się.Czuję. . rozpaczliwie próbując złapać równowagę. wydając brzęczący dźwięk. że idą po kruchym lodzie albo po cieniutkim szkle. Nad ich głowami fruwały krzyczące przeraźliwie mewy. Zacisnęła powieki i dygotała ze strachu.Idźcie szybko! Nie patrzcie w dół . rosnąc wraz z oddalaniem się Queen Victorii. Most był wygięty w łuk i teraz schodzili już w dół. Most kołysał się coraz mocniej i Kuki razem z trzymającą go za rękę Wiki również się wywrócili. Nie było poręczy. . Szła po omacku. Chwycił dłoń Wiki. Poniżej kłębiło się morze. 210 211 . Filip wysunął stopę i ostrożnie dotknął przeźroczystej jak szkło powierzchni. które zaraz pęknie jak 212 choinkowa bombka. Wiki spojrzała pod nogi. Dzieci zjeżdżały coraz szybciej.Nie chcę. Max patrzył oniemiały na dzieci idące po smudze światła.Zamknij oczy i chodź.zawołał Filip. Na najwyższym pokładzie Queen Victorii mieściła się włoska restauracja. Na środku. Dzieci poczuły drżenie. gdzie zaczynał się most. Filip wszedł pierwszy na świetlny most.Szybko! Wspięli się krętymi schodami na szczyt latarni. Próbowały trzymać się mostu. Most unosił się nad jego tylnym pokładem jak szklana trampolina. szepczący: . No daj! Wiki nie zareagowała.. Zdawało im się. że nie reagowały na nic. więc bały się.Chodźcie! . . .szepnęła. Nagle powiał wiatr i most się zakołysał. Pod nimi huczało morze.. Podążająca za nim Tosia poślizgnęła się i upadła. Cała się trzęsła ze strachu. bo miała lęk wysokości. Podcięła nogi Filipa. Filip. ale szła naprzód. Rzucił motocykl i wspiął się na latarnię. potem Kuki. Zatrzymał się gwałtownie.Daj mi rękę. Była to śmiertelnie niebezpieczna jazda.

a Max rozpaczliwie próbował go dogonić. Sprawdzę. .Tak. ale nie zobaczył niczego poza stadem mew fruwających wokół komina. . 216 217 . Nie mieli wyjścia. gdzie sterczały wentylatory i anteny.Mam nadzieję. .zaprotestował Kuki. Zanim zdążyli odpowiedzieć.A co zrobiłeś z tym mostem? . Jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli w górę. . Wokół tonęły odłamki świetlnego mostu. musieli za nim iść. . W której kajucie mieszkacie? Jakoś nie mogę sobie was przypomnieć. Krzyknął: . Wielka fala opadła. Rozejrzał się.Gdzie mogą być rodzice? Tutaj jest tysiąc kajut. Dziewczyna ubrana w strój różowej ośmiornicy krzyczała do mikrofonu: . . wypatrując rodziców między opalającymi się turystami i zaglądając do kajut przez okrągłe okienka. Stał za nimi chłopak w czerwonym mundurze ze złotymi guzikami. Zaczynamy nowy wyścig żab. .Kuki i Wiki zostaną tu z krzesłem.Nie wiem. uśmiechając się do dzieci.Skąd wiesz...Łał! Ale zabawa. Po chwili rozległo się drugie uderzenie.zadecydował Filip. Queen Victoria miała pięć pokładów widokowych.Szybko! .. Kiwnął ręką. . Wy jesteście z pierwszego pokładu? Obrócili się.spytał szeptem Kuki. . kiedy nagle usłyszeli głośne uderzenie w sufit. a ja z Tośką poszukam rodziców.Nieee. Dzieci spojrzały na siebie niepewnie.Jesteście z pierwszego pokładu? .Przepraszam. otarł ręce i wyszedł po schodkach 214 215 na najwyższy pokład. Dzieci weszły na pokład numer jeden. od którego podskoczyły wszystkie talerze. żeby wpadł do wody.. Kuki i mała Wiki. .? . . Chłopak ruszył w stronę szerokich drzwi na końcu korytarza i gadał jak najęty.powtórzył. . Wzruszył ramionami i wrócił do kuchni.Usłyszymy muzykę.Dla dzieciaków z pierwszego pokładu robimy dziś zawody. Rodzice wam nie powiedzieli? . a potem dwa kolejne. Statek odpływał. ..Najmłodszy z kucharzy odłożył nóż. kolejna fala uniosła go i wtedy zobaczył oddalający się statek.Filip chwycił krzesło i pobiegł w stronę metalowych schodków. Mężczyzna rozpaczliwie machał rękoma.. Jesteśmy. .Rozkazałem.Nie możemy łazić całą bandą . .Ja też chcę szukać rodziców! . że teraz grają... .Zwiewamy stąd? . w której grupa dzieciaków udawała żaby..Kucharze szykowali właśnie wykwintne spaghetti alla putanesca.spytał szef kuchni. Tutaj turyści opalali się na wygodnych leżakach lub oglądali morze przez wielkie lunety. Będzie fajna zabawa.. odsłaniając głowę Maksa.To chodźcie ze mną. wprowadził ich do wielkiej sali. Wysunęła się Tosia. mrużąc oczy od słońca.skłamała szybko Tosia. Kto chce wystartować!? Chłopak w mundurze zostawił ich i gdzieś poszedł. że nikt za nami nie szedł. . .spytał Kuki. Wtedy zza czerwonego komina Queen Victorii wychyliła się głowa Filipa. . ..Ratunku! Ratujcie mnie! Ale nikt go nie usłyszał.Co to było? .Zaprowadzę was..

Kuki i Wiki wzięli już udział w kilku zabawach.Masz dom. Jak ich znajdziemy.. Na końcu szerokie schody prowadziły do ogromnego holu pełnego sklepów i kawiarni. Tosia i Filip biegli długim korytarzem. toby cię szukali. Dwunasty pokład. gdzie były drzwi do wielu wind. bo myślał wciąż o rodzicach. jakby była naprawdę siedmioletnią dziewczynką. Kuki robił to niechętnie. O. Kuki wzruszył ramionami. .A jak nas spytają. Możecie tam pojechać windą. Zresztą sama chciałaś być znów dorosła..Czemu? . Nie miały pojęcia.powiedziała Tosia. .Pokazał ręką w stronę korytarza.I co z tego? Nasi rodzice na pewno każą. Usiedli na ławce.O siódmej będą grać w kawiarni Dolce Vita.To udawajcie. Spojrzał z uśmiechem na dzieci. Tylko tym razem nie róbcie żadnych numerów. Dziewczynka przestała zaplatać warkocze i spojrzała na niego ze strachem. to po was wrócimy. skąd się tu wzięliśmy? . Daleko w dole szumiało ogromne błękitne morze.Słucham? . . Dzieci były zdumione. Zziajane dzieci pobiegły do bufetu po napoje i słodycze.pytała przerażona Wiki. Tosia zobaczyła napis „INFO" na środku holu. między bawiące się dzieci. Czy ja mogę popłynąć z wami? -spytała Wiki. Podeszła do nich różowa ośmiornica. . Za ladą siedział marynarz w zielonym mundurze. Po prostu udawajcie. . . Są muzykami w orkiestrze? -Tak! . ..powiedział Kuki. i siedźcie spokojnie. Zrobimy wycieczkę dookoła świata.A czy ja. Skakała na wyścigi w workach. rzucała piłkami do celu i zjadała ciastko z kremem bez pomocy rąk. . . Zbiegły schodami i zaczęły się przeciskać między pasażerami.Nie wrzeszcz. Będziesz dorosła i nikt nie będzie chciał z tobą płynąć.Szukamy państwa Ross .Nie możesz.A co? Już zapomniałaś. Już wiem. Kuki i Wiki rozglądali się niepewnie po sali.Wiesz co? . Kuki i Wiki zabrali krzesło i wymknęli się na pokład. że statek wygląda w środku jak wielki supermarket... Jakbyś znikła. Wiał wiatr i Wiki próbowała zapleść sobie warkoczyki. Był coraz bardziej zdenerwowany. Śmiała się i bawiła.I jak ja będę wyglądać? .. . żeby włosy nie wpadały jej do oczu. widzisz tamtą panią.Coś ty? Przecież ty za godzinę będziesz znowu wstrętną ciotką. Prowadząca imprezę dziewczyna zarządziła przerwę. że mówicie po madagaskar-sku . Będziesz okropna.Przecież ja mogę zostać taka jak teraz. Będziesz taka jak ona.Ross. Albo wyczarujemy sobie własny statek i ja będę kapitanem. że jesteście pasażerami. .powiedziała Tosia. 218 219 .A wy nie chcecie się bawić? Chodźcie do nas. Za to mała Wiki bawiła się doskonale. .Jak odczarujemy rodziców.. Bo tak naprawdę cień dorosłej ciotki już zniknął i Wiki stała się prawdziwym dzieckiem.Ale już nie chcę być! Nie chcę! 220 221 . to popłyniemy razem z nimi tym statkiem. Pociągnęła ich na środek sali. Wybiegli. . . dowód osobisty i pracę. . żebyś była jak dawniej.

Dziewczynka otarła łzy i szepnęła: .Nienawidzę cię! A potem rzuciła je za burtę. zanim nie zostanie zdjęty czar. . starając się znaleźć miejsce.. na którym została Wiki. żeby mnie nie zmieniali.Dlaczego!? .Wstrętna oszustka! . że nie powinni go zobaczyć.Gdzie jest krzesło!? . W końcu zobaczył szklane drzwi z napisem „Dolce Vita". Nagle usłyszał: . Obok stał tato w czarnej marynarce. Wiedział. . która ciągnęła za rękę wyrywające się dziecko. Kuki tego wszystkiego nie zauważał.Co? . . Po chwili czerwonego krzesła nie było już widać.Wiki spojrzała na chudą pasażerkę w czarnej sukni. To moja mama gra. Kobieta krzyczała do małej: .Słyszysz? Tam są nasi rodzice.Wrzuciłam je do morza. . Zostań tu. Wbiegli na pokład.Kuki! Stój! Za sztucznymi palmami siedzieli ukryci Filip i Tosia. Dziewczynka siedziała oparta o barierkę i miała twarz ukrytą w dłoniach. Tosia i Kuki popędzili za nim. Wiki nie odpowiedziała.. . Rozumiesz? Żadnych czarów! Kuki popędził schodami na górny pokład. Filip pociągnął brata do kryjówki. Nie zauważył. Kuki nie słuchał jej.Chodź. ty wstrętna histeryczko! Dalej! Wiki patrzyła na okropną kobietę z przerażeniem.Chciałem zobaczyć rodziców. żeby nie. Szedł jak zahipnotyzowany w stronę rodziców. popchnął je i wtedy zobaczył rodziców. Spojrzała na morze huczące w dole i szepnęła do czerwonego krzesła: . . Obrócił głowę.Jesteś wstrętna! . Miała 222 223 okulary przeciwsłoneczne. . Jestem pewny! Kuki zerwał się. być dorosła. ..szepnął. Krzesło runęło w dół i wpadło do morza.. Kelnerzy krążyli po sali z tacami. oddala się od statku. Nigdy! Chwyciła krzesło i podbiegła z nim do relingu.Co z nim zrobiłaś? Mów! Powoli podniosła głowę. Siedzieli z innymi muzykami na wysokiej scenie. . Gdzieś z daleka zaczęła dobiegać muzyka. Spojrzała na rodzeństwo i cicho szepnęła: . . Kuki szedł przez labirynt korytarzy..Nie będę taka.Po co tu przylazłeś? . . skąd dobiegała muzyka.. że nie ruszysz krzesła. Mama ubrana była w czarną sukienkę. ale nie mógł się powstrzymać. Powiedz.Ciotka go pilnuje! Filip popatrzał na niego zaniepokojony.Ja muszę ich zobaczyć. że Wiki patrzy za nim w jakiś dziwny sposób. zerwał się i pobiegł do wyjścia. Inni pasażerowie siedzieli na miękkich fotelach i sączyli napoje. Ale przysięgnij.Nie chcę być taka. Wtedy dziewczynka usiadła na pokładzie i zaczęła płakać. Błagam cię. a ludzie tańczyli.krzyknął Filip.Wyrzuciłam je. rozbryzgując wodę. Wiki patrzyła. powiedz im. jak odpływa.krzyknął z rozpaczą Kuki. Chciał być blisko nich..Zostawiłeś krzesło!? . jest coraz mniejsze i mniejsze.Nie chciałam. Grali jakąś powolną smutną melodię. Muzyka orkiestry! ..

Filip i Kuki siedzieli skuleni w kącie pokładu. wpijając dłonie w oparcie krzesła. który zakołysał się.Uratuj mnie! Proszę cię. Dziewczynka obróciła się..Wiem. .Dziękuję. Huk. Przysięgam! Tylko mnie ratuj! Błagam! Uratuj mnie! I wtedy nadeszła wielka fala. Nie wiedzieli. A na nim siedział ociekający wodą Max. Była olbrzymia. Oddam im je. Błagam cię! Nie będę już oszukiwał. I wtedy coś zobaczył. jak morze na horyzoncie unosi się i pędzi w jej stronę. olbrzymia fala tsunami pędziła w jego stronę. . ale fale wciąż go odpychały.Do rodziców. Max z całych sił objął czerwone krzesło i zawołał z rozpaczą: . Zbliżała się z ogromną prędkością. Mężczyzna złapał krzesło. . I wtedy 224 225 jakaś litościwa fala uniosła go i położyła na siedzeniu. Nie miał już sił. ale to zupełnie nic już zrobić nie mogli. Wreszcie Tośka podniosła się. Po prostu nic. Oddam im to krzesło. ..zawołała Wiki i popędziła z krzesłem na schody. Większa niż statek Queen Vic-toria.Oddaj mi je .Sr Max rozpaczliwie próbował doścignąć Queen Vicotrię.. hucząc straszliwie. Kiedy fala uniosła go.Skąd masz to krzesło!? Max rozejrzał się nieprzytomnie. Na falach unosiło się krzesło! Mężczyzna zaczął rozpaczliwie płynąć w jego stronę.Ja chcę je z powrotem.. i krzyczał: . Zachłysnął się wodą i zanurzył. Masa wody zalała najwyższy pokład i po chwili spłynęła. Potem morze uspokoiło się. . Uniosła Maksa i porwała go wraz z krzesłem. gdzie grała orkiestra. Zobaczyła.. . Wiki siedziała osobno. I wtedy usłyszała dziwny dźwięk.. to ujrzał daleko na morzu czerwony punkt. Chcę być tam.szepnęła Wiki.Chodźcie.szepnęła błagalnie Wiki. . Otarł wodę z twarzy i spojrzał na Wiki. Tosia.Skąd je masz?! Oddaj mi je! 226 Max nie odpowiedział..Uratuj mnie.Dokąd? . Resztkami sił zbliżył się do krzesła i spróbował je złapać. . daleko od nich. Nadciągała wielka fala tsunami. stało się ciche i łagodne. . Max ściskał w dłoni oparcie czerwonego krzesła i patrzył na dziewczynkę. Wiki opuściła dłonie..krzyknął Filip.. Ruszyła w stronę pokładu. .. Wysoka jak dom.Zwariowałaś? . Kuki i Filip poszli za nią. Ale nikogo innego nie mamy. Fala zalała mu usta. ale wypluł wodę. Wielkie fale przelewały się nad nim i tracił powoli siły. . Wiki zerwała się. Fala uderzyła w statek.Daj mi je! Proszę. . Zaczynał tonąć. na statku. Mała Wiki została sama..Przecież oni są. .. z twarzą wtuloną w dłonie. A potem powoli wyciągnął rękę i podał jej magiczny przedmiot. jakby nadlatywała kometa albo wielka lawina. Przetarł oczy. co zrobić. Nie będę kradł! Nie zrobię już nigdy nic złego. Powoli wstał z czerwonego krzesła i je zasłonił. uratuj mnie. która szła do niego i krzyczała: . Płakała cicho. Wiki zasłoniła głowę i zamknęła oczy. Na pokładzie stało czerwone krzesło.spytał Kuki. .

ale Kuki nie czekał. Tak spokojnie! A wy wszystko zepsuliście! . Przeskakując po kilka stopni. . . zbiegli ze sceny i pędzili do swoich dzieci. i nic nie mogło ich powstrzymać. Dzieci stały bez ruchu. potem zerwała się i podbiegła do nich. bez celu. Tato przestał grać. Filip.zapytała rozpaczliwie Tosia. Idźcie gdzieś! Ojciec podniósł skrzypce i znów zaczął grać. Tato krzyknął ze złością: 230 . Wtedy rodzeństwo pobiegło w ich stronę. że tu jesteśmy? . Zapadła zupełna cisza. Skoncentrował na nich wzrok z jakąś niezwykłą siłą i zaczął mówić: . Gdzieś w głębi duszy łudziły się.A z czego mam się cieszyć? Z kłopotów? Stracimy przez was pracę! . a ludzie przestali tańczyć.. Mama pierwsza ruszyła w ich stronę. Zdjęła przeciwsłoneczne okulary.Czy wyście oszaleli! Kto za to zapłaci? Dzieci patrzyły z rozpaczą na rozzłoszczonych rodziców.Max spoglądał na nią. Tosia chciała o coś spytać. Patrzyła oszołomiona. Szły powoli. że ich widok coś zmieni. ale nie czuł żalu. nawet morze 231 zastygło w bezruchu. ruszył w ich stronę. Rodzice nie dostrzegali ich. Za nią pobiegł tato. czy ty się nie cieszysz. I czuł się wspaniale. Czekały. Żeby do nas wrócili! Żeby nas kochali i już nigdy nas nie zostawili.Mamo! .Tośka! Filip! Kuki! Przez pokład pędziła Wiki.Mamo.Czy wy zawsze musicie wszystko popsuć? Tu było tak pięknie.Nie widzicie.Chcę. I wtedy usłyszeli wołanie: . na której grała orkiestra. Pierwszy raz w życiu coś komuś dał.krzyknęła.Co? ..Przyjechaliśmy do was. Wreszcie Tosia zawołała: . Przecież nie miały dokąd iść. Podbiegła i bez słowa postawiła je przed zdumionym rodzeństwem..! Muzycy z orkiestry spoglądali na nich ze zdziwieniem. Tosia i Kuki szli powoli w stronę sceny.. Jednak czar trwał nadal. W rękach trzymała czerwone krzesło. .Odejdźcie stąd! I też powróciła do grania. I wtedy wszystko umilkło. Ze straszliwego snu.Mamo. Wszyscy na pokładzie znieruchomieli w niemym oczekiwaniu. Cały czas z nami płynęli. żeby nasi rodzice byli tacy jak dawniej.Piotr! Zobacz! Oni tu są! Widoczne schowali się na statku.! Mama obróciła głowę i zobaczyła dzieci.. który stał przy drzwiach. . a oni biegli do siebie. Mama powoli odłożyła wiolonczelę. Nie miały już żadnej nadziei. jakby nagle obudzili się ze snu. że jesteśmy zajęci? Zostawcie nas w spokoju.. Ludzie rozstępowali się.Mamo.. opuścił skrzypce i podszedł do dzieci. W końcu dzieci odwróciły się i ruszyły do wyjścia. Patrzyli na nie. Szef sali. Mama spojrzała jeszcze raz na dzieci i syknęła: . Spojrzeli oboje na swe dzieci. Mama zaczęła krzyczeć: . Natychmiast usiadł na krześle i spojrzał na rodziców. Orkiestra przestała grać. Chcę. Twarz wykrzywiała mu złość.Mama obróciła się i zawołała: . 229 . Ojciec wypuścił z rąk skrzypce i obrócił głowę. Rodzeństwo patrzyło oszołomione na rodziców.Co wy tu robicie!? .. .

powiedziała stanowczo mama.No pewnie.A ja mam dziś urodziny! . i. To nudno tak ciągle siedzieć w jednym miejscu. życzę ci wszystkiego dobrego. żeby sąsiedzi niczego nie zauważyli. Wyglądało. 233 .Ciocia ma dziś urodziny? . I żeby spełniło się twoje największe marzenie. .A ja chcę.No właśnie. Chmury złotych motyli na Haiti i latające ryby na Orinoko. choć to trochę niebezpieczne. I Tosia.. w której wyświetlały się fotografie. Mama podbiegła do niej. we własnym domu. . 232 Wielkie żółwie na Galapagos i miniaturowe hipopotamy w Togo.Tak. Bo wciąż nie mogli się przyzwyczaić. Filip. Kuki każdego wieczora ją wyciągał i oglądał zdjęcia z podróży.Dobranoc. . Że każdego ranka budzą się w tym samym miejscu.Kochana Wiki. . tak jakby chciała mieć ich oboje jak najbliżej.. że mam teraz czworo dzieci. Mama... Obrazy przypływały i znikały. . żeby szkoła. Inni też je oglądali. prawda? . I wielki sztorm.. I stali tak razem. Czterdzieste! To znaczy ósme. że zło minęło i już nigdy nie powróci.Nie musimy! . kiedy znów popłyniemy gdzieś daleko? . .Ciii. i wyłączyła ją. że ono też się trochę nudzi. że nie możemy mówić o tym głośno. żeby jak najdłużej było tak cudownie nudno i spokojnie .Możemy wyczarować. . Wielkie miasta z wielkimi wieżowcami i maleńkie wyspy z jednym maleńkim domem. Tosia oparła się o jego ramię i chwyciła dłoń mamy. Filip i tato. ale przecież możemy razem gdzieś pojechać albo polecieć.W każdym razie dziś nie wyruszamy w żadną podróż.zawołał Kuki. co było złe. . Spojrzeli na czerwone krzesło. Mama usiadła obok niej i powiedziała uroczyście: . Teraz chcę być z wami. . Idź już spać. Dobranoc. . ..zawołała Wiki.Kuki chwycił rękę mamy. .Nie wiem.Kuki. Śpijcie już. . .Tak. Nikt i nigdy. Rodzeństwo wyskoczyło z łóżek i podbiegło do Wiki. Tato złapał za ramiona Filipa i przytulił go.powiedziała mama. . która się uśmiecha.Przepraszam cię.Jesteśmy w domu dopiero od miesiąca! . Spoglądała z wyrzutem. . które stało obok łóżka. -A wy musicie chodzić do szkoły.. i zapomnieli o wszystkim. która objęła go z całych sił.tato zasłonił mu usta i zerknął na otwarte okno. która całuje nos delfina. Dobranoc.Obejrzę to do końca . Na łóżku pod oknem leżała mała Wiki. Nudzimy się już od miesiąca! -zawołał Filip. Mama wyciągnęła z rąk syna srebrną ramkę. Rodzice zdecydowali.zawołał Kuki. . którzy skaczą z burty do ciepłego oceanu. bo wierzyli. . że będziesz z nami. wtuleni w siebie.poprosił Kuki.Zapomniałeś. -Wszyscy zapomnieliście! .Właściwie dlaczego nie możemy? . Wciąż nie mogę się przyzwyczaić.powiedziała Tosia.. siostrzyczko. że już nie kołysze ich morze. więc kładźcie się spać .Bo nikt nie powinien się o nim dowiedzieć. Nie jest łatwo powrócić z niezwykłej podróży dookoła świata do zwykłego domu.Mamo. i żeby. .A ja? Zawsze o mnie zapominasz! Mama obróciła się. Bez przerwy. Mama pocałowała każde z dzieci i zgasiła światło. .. że można zrobić jeden czar na tydzień i tylko taki.Oglądałeś to sto razy. Od kiedy powrócili do domu. Tośka. Kuki..

zawołał Filip. HUK! Jakby kamienny potwór postawił stopę na dachu. . ale w tej samej chwili dom zakołysał się i wszyscy przewrócili się na dywan. . . .Czuję. a dom wciąż się unosił.Schowajcie się.Co to jest? . Jakby ktoś przesuwał ogromny. Dom oderwał się od fundamentów i unosił się w górę! . ale wśród poprzewracanych mebli nie było go widać. . .krzyknęła mama. 237 Tato wybiegł na balkon. . TRZASK. .. . .Ono wypadło! ..Jakie ty miałaś marzenie? Powiedz! . Było daleko. Za nim pobiegli inni.Tato! Wtedy rozległo się straszliwe chrupnięcie. Dom podskoczył. Turlali się po podłodze. Mama chwyciła Kukiego za rękę. 236 Dom zakołysał się znów. że będą kłop. Gdzieś w głębi domu rozległ się dziwny dźwięk.. pod domem. Spojrzeli w dół i zobaczyli. Budynek się przechylił.Tato! My lecimy... wyżej i wyżej. Szybko! Chcieli wybiec. .Polecieć? .. .spytała niepewnie mama. . Dom zachwiał się. próbując się czegoś złapać. Łóżka stanęły sztorcem.szepnęła mama.Siedzisz na krześle.Co się znowu dzieje? . Zadrżały wszystkie przedmioty i na podłogę spadł wazon z kwiatami. Krzesło leżało na trawniku.. bo. poza ich zasięgiem.Co? Dlaczego? .To znaczy jakie? . łagodnie się kołysząc.Ja. . Mama zerwała się z czerwonego krzesła. posypał się tynk z sufitu.Jak myje odzyskamy? . 234 235 .Może to jest trzęsienie ziemi? Tato podbiegł do Wiki. HUK.zawołała z balkonu Wiki. Drżał jak samolot przed startem..krzyknęły dzieci.Nie wiem. Tylko dom łagodnie się kołysał. Lecimy! Dom leciał lekko i bez hałasu.No tak. a kilka rzeczy wyfrunęło przez okno. Popędzili do niej. że to nie jest zwykły mebel! Rozejrzała się niespokojnie.MAMO! UWAŻAJ! ..powiedział tato i objął mamę. ciężki kamień.Nic się nie stanie.Odwołajcie ten czar! .Ale już się nie boję. Modele statków spłynęły z półek.Co? Przecież ty się bałaś latać! . a potem zapadła kompletna cisza.Chciałam polecieć znowu w podróż. jakby ktoś wyrwał ząb olbrzymowi.. Ciągle zapominała.. a lampa zawirowała jak karuzela i zgasła. . .. Ja miałam takie samo jak wy. Bo latanie jest milsze niż pływanie. . Zaczęli szukać czerwonego krzesła.. .No... -Wiki! Skup się! Jakie miałaś marzenie?! -krzyknęła Tosia.Nie martw się . że ulica się oddala.

Czerwone krzesło poleciało prosto w jej stronę.. Światła miasta powoli zostawały za nimi. 2009.Mama przytuliła Wiki. Jakby czegoś szukało. .Wszystko będzie dobrze. Wydanie 1.No. Kraków.spytała Tosia. Choć stali na balkonie. a oni lecieli jak stero-wiec albo dziwny pojazd kosmiczny. ul.Lepiej powiedz. 238 Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. jak wrócimy na ziemię . jeżeli można wrócić. to już koniec . Za oknem przelatywały ptaki i obłoki. Zawisa w powietrzu i obraca się. prawda tato? .szepnęła Wiki. . .powiedział Kuki. 30-105 Kraków.Będziemy tak lecieć do końca świata. a wiatr popychał dom w stronę morza.Ale chcieliśmy potem wrócić! Podróże są dobre. Jakoś sobie poradzimy. Miasto zostało daleko pod nimi. Na ciemnym niebie iskrzyły się setki gwiazd.Przecież chcieliście polecieć w podróż! Wy też tego chcieliście.Nie złośćcie się na mnie . jak czerwone krzesło powoli wstaje z trawy i unosi się w górę. . Mama zapaliła świece. ul. ale tylko jedna gwiazda poruszała się powoli.Tak. . Druk: Drukarnia Colonel. Na pewno. a Filip latarkę i z ziemi dom wyglądał jak jeszcze jedna gwiazda. . Kościuszki 37. . dokąd lecieć. .Nie krzyczcie na nią. to żadne z nich nie mogło już zobaczyć.. Dąbrowskiego 16.szepnęła Tosia. jakby zastanawiało się. .. rozumiesz!? .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful