ANDRZEJ MALESZKA: Magiczne drzewo: ANDRZEJ MALESZKA Magiczne drzewo CZERWONE KRZESŁO • :i- . ..

fin ILUSTRACJE IGOR MORSKI MORSKI STUDIO GRAFICZNE ¦¦¦iss WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2009 Projekt okładki Andrzej Maleszka Paweł Panczakiewicz/ART.DESIGN Fotografia na okładce Maciej Mańkowski Fotografia autora na stronie 4 okładki Archiwum autora Ilustracje na stronach 103,174,192 oraz pierwsza wyklejka Andrzej Maleszka Opieka redakcyjna Maria Makuch Adiustacja Urszula Horecka Anastazja Oleśkiewicz Korekta Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny PARASTUDIO Łamanie Irena Jagocha Copyright © by Andrzej Maleszka Copyright for the illustrations © by Morski Studio Graficzne Sp. z o.o. 2009 ISBN 978-83-240-1165-0 Książki z dobrej strony: www.znak.com pi Sieczny Instytut Wydawniczy 30.105 DZiał SPrZ6daZy: tCl- (°12) 61 99 -ail: czyte.nicy@znak.com.pi Wdwutysięcznym roku nad Doliną Warty przeszła straszliwa burza. Trwała bez przerwy przez trzy dni i trzy noce. Przerażone zwierzęta kryły się w najgłębszych norach. Małe dzieci chowały głowy pod poduszki, by nie słyszeć nieustającego huku grzmotów. W wielu domach zgasło światło, a dachy porwała wichura. Trzeciego dnia piorun uderzył w olbrzymi stary dąb rosnący na wzgórzu. Drzewo pękło i runęło na ziemię. Zadrżały domy w całej dolinie, a burza natychmiast ustała. Nie był to zwyczajny dąb. Było to Magiczne Drzewo. Miało w sobie ogromną, cudowną moc. Lecz wtedy nikt o tym nie wiedział. Ludzie zawieźli je do tartaku i pocięli na deski. Z drewna zrobiono setki różnych przedmiotów, a w każdym przedmiocie została cząstka magicznej mocy. W zwyczajnych rzeczach ukryła się siła, jakiej nie znał dotąd świat. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły się niesamowite zdarzenia. CZERWONE KRZESŁO Dokładnie o północy Kuki otworzył oczy i zaraz je zamknął, bo okno rozświetliła błyskawica. Po sekundzie zahuczał grzmot i dom zadrżał. Kuki naciągnął kołdrę na głowę, bo nienawidził burzy. Od razu sobie wyobrażał, jak dom rozlatuje się na kawałki. Albo jak się pali. Albo że wszystkich porywają upiorne dzieciojady, które przylatują w czasie burzy. Miał dużą wyobraźnię.

- Filip, śpisz...? - szepnął Kuki. - Filip! Nikt nie odpowiedział. Chłopiec powoli wypełzł spod kołdry i spojrzał na łóżko brata. Było puste. Filipa nie było. Kuki wyskoczył z łóżka i podbiegł do lampy. Nacisnął włącznik, ale światło się nie zapaliło. Nie było brata i nie było światła! Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł na ciemny korytarz. Cisza. Słychać tylko kapanie. Plum... Kap... Z sufitu sączyła się strużka wody. - Co się dzieje? Tośka! Otworzył drzwi z napisem: Kto wejdzie bez pukania, to trup, i krzyknął: 9 - Tosia! Obudź się! Ale siostry także nie było. Łóżko stało puste, a kołdra leżała na podłodze. Kuki popędził do pokoju rodziców. - Tato! Lecz w ciemnej sypialni nikogo nie było. Tylko potrącona drzwiami wiolonczela wydała długi jęczący dźwięk. Gdzie oni wszyscy się podziali? Był zupełnie sam, w środku burzy, nie było światła, a na zegarze wybiła północ. To naprawdę nie jest mało dla dziewięcioletniego człowieka. - Czuję, że będą kłopoty - wyszeptał Kuki. A woda wciąż kapała z sufitu. Plum... kap... plum... kap... Ponury rytm, który przerażał go najbardziej. - Muszę zachować spokój. Nie mogę się denerwować. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie... Tato mówi, że zawsze można znaleźć rozwiązanie i... Błyskawica znów rozjaśniła mrok mieszkania, a jej białe światło odbiło się w kałuży na podłodze. Chłopcu zdawało się, że to nie woda, tylko straszliwa trucizna. Jedna kropla wystarczy, żeby spalić jego bose stopy. - Trzeba kogoś zawołać - wyszeptał. - Muszę znaleźć pomoc... Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował. Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni. Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi. Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał. Kuki zastygł. - Porwali wszystkich, a teraz wrócili po mnie! -pomyślał z rozpaczą. - Chcą zabrać ostatniego z rodziny Rossów... Zasuwka zamka zgrzytnęła i przesunęła się. Klamka powoli opadła, a potem drzwi z cichutkim trzeszczeniem zaczęły się otwierać. Kuki resztkami sił odskoczył i ukrył się za płaszczami na wieszaku. W mroku widział, jak skrada się 10 11 jakaś postać w hełmie i zbliża do niego. Nie mógł czekać. Musiał zaatakować pierwszy. Wyskoczył zza płaszczy i z całych sił walnął przeciwnika metalowym fletem. Usłyszał dziki wrzask: - Ała! A potem: - Kuki, ty kretynie! Co robisz? Jego dwunastoletni brat Filip zdjął kask rowerowy i rozcierał głowę. Do mieszkania wbiegła mama w mokrej pelerynie, z latarką w ręku. - Co się stało?

- Kuki chciał mnie ukatrupić. Mama podbiegła do Kukiego. - Króliczku, obudziłeś się? Mówiłam, że ktoś musi z nim zostać! - Mama przytuliła chłopca. Nie bój się. Już wróciliśmy... Do korytarza weszli tato i Tosia. Byli kompletnie przemoczeni. Tato niósł deski i kawałki folii. Filip zawołał do siostry: - Tośka! Kuki rozwalił ci flet! - Co? Dziewczynka chwyciła flet, który był wygięty i miał pęknięty ustnik. - Dlaczego go zepsuliście!? - Nie my! On! - Spokój - powiedział tato. - Zdejmijcie mokre rzeczy i chodźcie na ciepłą herbatę. Wszyscy. Mama objęła Kukiego i poszli razem do kuchni. Na kuchennym stole paliły się świece, a mama nalewała parującą herbatę do kubków. Burza już się skończyła. Kuki siedział owinięty kołdrą i ziewał. Filip przykładał lód do sińca na głowie, a Tośka próbowała naprawić flet. - Wichura rozbiła okno na strychu - mówił tato - i woda lała się do domu. Musieliśmy wejść na dach, żeby to zreperować. Inaczej byśmy spali w akwarium. - W dodatku prąd wysiadł! - zawołał Filip. -Było ciemno jak w trumnie. - Dlaczego poszliście beze mnie? - oburzył się Kuki. - Ja też chciałbym wejść na dach. - Jesteś za mały na taką akcję - powiedział Filip. - Pioruny tak waliły, że w każdej chwili mogliśmy być trafieni. Trzymałem tatę, żeby wichura go nie porwała. Ty byś umarł ze strachu. - Nieprawda! - Prawda. Było tak niebezpiecznie, że tato kazał mi włożyć kask. 12 13 - Przez twój kask mam rozwalony flet - mruknęła Tosia. - Wolałabyś, żeby walnął mnie w głowę? - Wolałabym, żeby cię walnął czymś innym. Po wakacjach mam egzamin. Jak ja będę ćwiczyć? Kuki zerknął na siostrę, która smętnie oglądała zniszczony instrument. Tośka, tak jak Filip, chodziła do szkoły muzycznej. Miała jedenaście lat, ale wszyscy już mówili, że ma prawdziwy talent. Tak jak rodzice, którzy byli muzykami w orkiestrze. Filip też nieźle grał na skrzypcach, ale nie miał cierpliwości do ćwiczeń, bo interesowało go dużo innych rzeczy, na przykład piłka i gry RPG. - Przepraszam - powiedział Kuki do siostry. -Nie chciałem go zepsuć. - Dobra. - Tośka przytuliła brata. - Nie złoszczę się już. To nie twoja wina. - Walnąłem go, bo myślałem, że jest dziecio-jadem. - Bo jestem - zaśmiał się upiornie Filip. - Jak zaśniesz, to odgryzę ci łapę, którą na mnie podniosłeś. Tylko ją umyj, bo brudojadem nie jestem. 14 Poszli spać dopiero o pierwszej w nocy. Mama przyszła jeszcze powiedzieć im dobranoc. Kiedy pochyliła się nad łóżkiem Kukiego, ten szepnął. - Mamo... - Co, króliczku? - Wiesz, ja się obudziłem, bo miałem głupi sen. - Nie myśl o tym. - Ale chcę ci to powiedzieć. Śniło mi się, że ty i tato już nas nie chcecie. Że oddaliście mnie, Filipa i Tosię komuś obcemu i odeszliście. - To głupi sen i zapomnij o nim. Ani ja, ani tato nigdy was nie zostawimy. Dobranoc. Dwa tygodnie później w fabryce mebli Hoga zrobiono krzesło. Wykonano je z dębowego drewna i pomalowano na czerwony kolor. Był to jedyny egzemplarz, który miał jechać na targi

Ciocia nie pożyczy. Kuki pobiegł do korytarza.Nie mam już siły.To wytrzymaj jeszcze chwilę! Filip rzucił się w stronę okrągłego stołu. Tego dnia miała odwiedzić ich ciotka Maryla. zdawało mu się. której nikt nie lubił. .. żeby wkręcił żarówkę do lampy. . żeby nie zapraszać tej piranii . W domu było wielkie sprzątanie.powiedział Filip. że będzie musiała kupić dzieciom jakiś prezent. . Kuki został na lampie. . Jest skąpa jak Szkot . Zdążyli się jeszcze chwycić żyrandola i dyndali.Nigdy! . . Mama poprosiła Filipa. . Ona wcale nie jest taka zła. Wtedy sądził.Skacz! .To skacz! .Chyba nie.To czemu na widok cioci więdną kwiatki? -zapytał Filip.Chcieliśmy wkręcić żarówkę. Kiedy gruby kierowca. .wrzasnął Kuki. Przyciągnął stół pod żyrandol. Nie boli cię nic? . Szybko! Mama i tato podbiegli do Kukiego. Filip skoczył pierwszy i nic mu się nie stało. żeby ten dom wyglądał jak normalny dom. Skacz! 16 17 -Nie! . zwany Kluchą. Żyrandol zatrzymał się na przewodzie i kołysał centymetr nad głową Kukiego. zostawiając za sobą kremowe ślady. Ale to nie było złudzenie.Co wyście zrobili. więc weszli na drabinę razem. że to złudzenie. że jest ciepłe i lekko się porusza.Zabiję się.Nie utrzymam się . Połamię nogi! Będę miał wstrząs mózgu.Bo się bała. Gdy czerwone krzesło ruszało w podróż. .. a Kuki spadł na stół.Przestań.Przynieś wiadro i mop. Krem prysnął na ściany. . mając do podłogi jakieś dwa metry.To jest moja siostra! Nie była u nas od pięciu lat. I oczywiście nie wygląda! Ona znowu powie.krzyknęła Tosia. zbierając z podłogi potłuczone filiżanki. Idź się przebrać.. .Co? Kto to wymyślił? . wkładał krzesło do ciężarówki. Tylko od niej możemy pożyczyć pieniądze..krzyczał. Bez18 radnie patrzyła na potłuczone naczynia i tort roz-paćkany na dywanie.Słuchajcie.mebli do Gdańska.Tato. I wtedy żyrandol urwał się. że niczego nie potrafię. Wpadła Tosia..powiedział tato. Na szczęście tort osłabił upadek. Mama usiadła na kanapie. . Tak się starałam.. . .Porusz rękoma.Mówiłem. Nie pozwalam tak mówić o Maryli! Poza tym zapomnieliście.Dobrze ci tak.. filiżanki pofrunęły. kretyni!? . . na którym stało mnóstwo talerzy i filiżanek. Kuki chciał koniecznie pomóc.Nic ci się nie stało? .Ty nie masz mózgu!. .. a za nią rodzice. I kupić flet Tośce. . I wtedy drabina się złamała. a na środku duży tort. . . .Boli mnie tyłek. a dzbanek z sokiem pękł na sto kawałków. . że chcemy ją prosić o pożyczkę? Musimy spłacić długi. Filip i Kuki wisieli na lampie. Na przykład trzy cukierki.

powoli wstał i spojrzał na samochód. Chcę wiedzieć.Których ciastek? . Droga była zakorkowana. .. Filip i Kuki stali za ladą cukierni. Czerwone krzesło stało teraz na chodniku nieruchomo jak każdy normalny mebel. Chlusnęła woda i przedmiot zatonął.. niesione prądem.. Potem krzesło zaczęło się pochylać. Klucha wychylił się z szoferki. Zatańczyło na niej. W tej chwili zegar wybił godzinę czwartą. Mebel się poruszał! Obracał się powoli. przelatując nad kierowcą.. Minęła dłuższa chwila.Nieprawda. który wrzasnął i zamknął oczy. Kierowca patrzył na nie obłędnym wzrokiem.Co tam się dzieje? Klucha wysiadł i podbiegł do tylnych drzwi samochodu. Krzesło wymierzyło mu kopniaka i wskoczyło na barierę mostu. jakby w ciężarówce zamiast mebli jechał tygrys. Obrócił się i nadsłuchiwał.Poproszę tort beżowy i dwanaście ciastek -powiedziała Tosia. . przeskakując z nogi 20 21 na nogę. Nagle rzucił się naprzód.Boże! Za godzinę tu będzie. We wnętrzu coś drapało i stukało w drzwi.? ŚWIST!!! Krzesło skoczyło jak tygrys. żeby zadzwonić do szefa. że nie mamy kasy. Sznur aut ciągnął się aż do zakrętu. TRZASK! Drzwi otworzyły się z hukiem.łomot.Co jest. 23 . kiedy usłyszał dziwny dźwięk. .krzyknął policjant kierujący ruchem..Z galaretką. I jakieś ciastka.Jak będziecie dla niej tacy okropni.19 .Ja chcę lody . Sprzedawczyni pakowała ciastka do kartonika. . zanim odważył się je otworzyć. . Coś stukało w jego samochodzie. W otwartych drzwiach stało czerwone krzesło. Oszołomiony. Ruszyli bulwarem biegnącym wzdłuż rzeki. żeby złapać je za nogę. Wtedy krzesło skoczyło do rzeki.Mówię ci. żeby to zrozumieć. Tośka. to na pewno nam nie pomoże. I pożyczcie od pani Szmit kilka filiżanek. Ona nigdy się nie spóźnia! Tośka! Idziecie kupić nowy tort. Albo nie. Maryla uwielbia słodycze.powiedział Kuki. Mama zerwała się. które fruwały jak oszalałe nad słodyczami.Co się stało? . kto tam jest? Kierowca niepewnie wyciągnął rękę w stronę klamki. . . I znów . .Rozbiła się cysterna z klejem..Jedną gałkę. Powiedzcie mi! Bo rzucę ten tort na ziemię. z kremem toffi. Tu macie pieniądze. Szybko! Ciężarówka firmy Hoga zatrzymała się na moście.Szlag by to trafił. dźwigając paczkę z tortem i karton ciastek.. . .. który poleciał na trawnik. Lecz zanim jej dotknął. Ale po chwili czerwone krzesło wynurzyło się i popłynęło. . Klucha niepewnie wyciągnął rękę. Klucha wyciągnął telefon. Wyszli z cukierni.. Masa samochodów się przykleiła i kilku ludzi. żeby je pochwycić. . . ..Ej. . oganiając się od os. Właśnie próbują ich odkleić.Wypadek . odrzucając Kluchę. jakby chciał się rozejrzeć.Nie mamy forsy.Czemu my teraz nie mamy na nic forsy? -spytał Kuki.Jesteś za mały. .

stwierdził ponuro Kuki. Na każdej ulicy! Chciał pobiec na drugą stronę mostu.powiedział stanowczo Kuki.Czemu mi nie powiedzieliście? . ale wciąż nie mógł dosięgnąć przedmiotu. . Napisał na nim wielkimi literami „Supermuzycy szukają pracy". . Ale wyglądało jak nowe. kiedy coś zauważył. . . . Kuki położył się na mostku i wyciągnął rękę. .. Nagle zerwał się. w której grali rodzice -powiedział Filip. Jest obrzydliwa . coś czerwonego i błyszczącego. Na ulicy Weneckiej.Ona nic nam nie da. .Oni nie mają teraz pracy. . .Tylko jej tego nie mów. Kuki przypomniał sobie.Skąd masz to krzesło? Obrócił się. Złapał krzesło i ruszył w stronę ulicy Weneckiej.Zgłupiałeś? Po co? . Czerwone „niewiadomoco" zbliżało się.Wyłowiłem. Myślał.Jak teraz jesteśmy biedni. Mimo ciepłego dnia była ubrana w długi płaszcz. to musimy zbierać różne rzeczy. który wyglądał jak wojskowy mundur zapięty po samą szyję. . Miała czerwone buty na wysokim obcasie i czarny parasol. Na szczęście most był niski i do wody było niedaleko. . Mówię poważnie.Ja je zabiorę do domu . Ale potem ożyła i pożarła pół Nowego Jorku.Ale ty jesteś dziecinny! Kuki nie odpowiedział. Ponad wodę wystawała tylko mała część.Skąd je masz? .. Musimy być dla niej mili. jak w jednym filmie chłopak wyłowił kufer z mumią.No. .Ciotka jest bogata.A jak nie znajdą? . przed kamienicą numer siedem. Kuki wytarł siedzisko rękawem bluzy i usiadł. gdzie był ich dom.powiedziała Tośka. muszą znaleźć inną pracę.Rodzice są bezrobotni?! -Tak. Pójdziemy do pani Szmit pożyczyć filiżanki. I dopisał numer telefonu mamy. Za nim wyszła Tośka. Filip i Tośka weszli do budynku.. Miała złotą 24 25 koronę. . Kuki złapał go i z trudem wyciągnął z wody. Wychylił się jeszcze mocniej. Jej oczy zasłaniały ciemne okulary i nie było widać. .. czy jest zła. choć zupełnie nie wiedział. że mu ucieknie. Rzeką płynął dziwny przedmiot. rozumiesz? Zatrzymali się przy zielonym domu stojącym nad brzegiem rzeki.I co teraz będzie? . a reszta kryła się pod powierzchnią..Zostaw tego śmiecia.Pożyczą pieniądze od ciotki Maryli . Wysiadła z niego wysoka chuda kobieta. jak to zrobić. Chwycił kawałek cegły leżący na chodniku i wbiegł na most. Chłopiec wychylił się przez barierkę i patrzył uważnie. kiedy ten nagle zatrzymał się i podpłynął wprost do jego ręki. . omal nie wpadając do rzeki. Z zielonego domu wybiegł Filip. Był rozczarowany. Wracamy. .Mama nie chciała cię martwić. Filip parsknął śmiechem.Mogę to napisać wszędzie. tylko zwykłe krzesło. Poczuł coś dziwnego. Już myślał. że powinien jakoś pomóc rodzicom.Zamknęli orkiestrę.Zaczekaj tu. To nie był żaden skarb. bo ciotka zaraz przyjdzie. Czerwony przedmiot co chwila znikał pod wodą i znów się wynurzał. Czerwony lakier lśnił w słońcu. jakby przeszedł go lekki prąd. rozumiesz? Kuki spojrzał na niego wystraszony. a Kuki usiadł na kamiennym mostku. zatrzymał się czarny mercedes M-Klasse. .

.To ja go zepsułem .Tato mówi. .Co to jest. Mama spiorunowała tatę wzrokiem.zapytał zdumiony Kuki. -Nie..Wyciągnąłem je z wody. . . Ja zaraz przyjdę. nakładając w kuchni ciastka na półmisek.spytała kobieta. . ciociu? .powiedziała Tosia.spytała mama. Zaczął podskakiwać. .Co to jest? . 28 . na którym przysiadł zmęczony Kuki. że ciocia to robot do robienia pieniędzy.Udawałam.Ciotka wskazała parasolem czerwone krzesło. Kuki szepnął do Filipa. Chwycili je wspólnie z Filipem i wbiegli do kamienicy.zawołała mama. .Co takiego? . a z dachu wysunął się metalowy kot na sprężynie.szeptała mama.Bądźcie dla niej mili i zachowujcie się normalnie . Tośka i Kuki dźwigający krzesło.Jak byłaś mała.westchnęła ciotka i nacisnęła guzik w kluczyku od samochodu.To już tak z wami źle. Inaczej te głupie zwierzaki paskudzą na samochód. Spojrzała niechętnie na kamienicę. ciociu . z której w kilku miejscach odpadał tynk. . Zamki w drzwiach mercedesa zablokowały się. Rodzeństwo stanęło jak wryte. 29 . że musicie zbierać śmieci. Nadbiegli Filip. to lubiłaś słodycze. Dobrze grasz? . . .Chciałbym.Bo wolałam je zbierać.Cioci nie będzie przykro.Nie nauczyli was. Dopiero teraz ją zauważyli. bo jest robotem -powiedział Kuki.powiedziała Tosia. . Do dziś je trzymam. Nie widzieli. Siadajcie.Lubisz tort beżowy..przyznał się Kuki. wydając miauczące dźwięki.Na flecie gra najlepiej w szkole. . .Weźcie ciastka i idźcie do pokoju. .spytał zdziwiony Kuki. Było to wielkie stado ptaków. . Filip i Kuki kiwnęli tylko głowami.Trzeba szanować rzeczy. .Cicho! Chodź. . mrucząc coś pod nosem. A ja te pieniądze chowałam do słoika. Tośka pobiegła za nią. Kuki siedział na znalezionym czerwonym krześle. .Czemu go zniszczyłaś? . Mama zerknęła speszona.A ty oszczędzasz pieniądze? .ponura czy tylko smutna. Dzieci starały się odsunąć jak najdalej od ciotki. Kuki wstał z krzesła. . która rosła i szybko zbliżała się do ich domu. Ciotka siedziała w fotelu i oglądała pogięty flet. Usiedli przy okrągłym stole. a ściany były wymalowane kolorowym graffiti.. A wiesz czemu? Żeby dawali mi na nie pieniądze. 26 27 . że trzeba mówić dzień dobry? . siostrzyczko? .Walczyłem z dzieciojadem. Spojrzała surowo na Tosię. . jak na niebie pojawiła się ogromna ciemna chmura.Dzień dobry.I nie róbcie takich okropnych min. .Czemu ciocia ich nie wydała? .Tośka jest świetna . Przecież cioci będzie przykro.Spojrzała surowo na Kukiego . . wchodząc z tortem beżowym..To odstrasza ptaki. Ciotka ruszyła w stronę domu.Chyba tak . Jednak na pewno nie wyglądała na osobę wesołą. . żeby przyleciało tysiąc ptaków i każdy zrobił kupę na jej auto.

.Wam nie można pożyczać pieniędzy.Czemu? ..Dziękuję ci. że czerwone krzesło zadrżało.. prawda? Zapadła cisza. Ciotka przerwała jej. ciociu.krzyknęła ciotka.Łał! To jest lotniskowiec! Właśnie taki chciałem! Skąd to się wzięło? . żebyś jej nie dziękował..Tosia popchnęła Kukiego w stronę drzwi.Nie przerywaj mi! Ciotka podeszła do mamy. bo i tak je zmarnujecie. że wcale nie chcesz tego statku. .No. siostrzyczko.Za co? Kuki spojrzał na nią zdziwiony.Co? Jaki prezent? Kuki pokazał karton z okrętem... Wstała ze złością i podeszła do okna. że dzieci w ogóle nie powinny dostawać prezentów.Wy zawsze macie problemy. Stanął przed ciotką i niepewnie powiedział. a na wycieraczce stał wielki karton ze zdjęciem okrętu. . .Idź jej podziękować. Nic więcej tam nie było.. Oczywiście oddamy ci. bo stale je przepuszczam. . Chcesz pożyczyć pieniądze. Ciotka przerwała mamie. Kuki i Tośka zerwali się i pobiegli na korytarz. Rodzina patrzyła na nią zdumiona. . ale.Nie wierzę ..To znaczy.Nie. 32 .Skąd ciocia wiedziała. Mam jej oddać ten lotniskowiec? . za prezent.. . Muszą same zdobywać to. Kuki podbiegł do pudła.szepnęła Tosia.. .Macie jakieś zwierzę? Filip... na statek do sklejania. Ciotka obejrzała się.Może wszystkim coś kupiła? . Zdumiony Kuki spojrzał na mamę. Jednocześnie z korytarza dobiegł jakiś hałas. Marylo.Nie mam pojęcia.Widzisz.A może soku. . .. . . Drzwi na klatkę schodową były otwarte. Kuki pochylił się do taty.mamy pewne problemy finansowe. Kuki poczuł. .Chcesz jeszcze kawy? . .mruknął Filip.Dziękuję bardzo. .. czego chcą. Ona chyba chce. po co mnie zaprosiłaś. .. .No idź! Kuki wziął karton i pobiegł do pokoju.Wybacz. 30 31 .. Wiem dobrze.Tak. Tato wstał.? Ciotka obróciła się. która się uśmiechnęła. .spytała mama.Chyba ciotka kupiła ci go w prezencie . że powinnam kupować prezenty twoim dzieciom? Ja uważam. 33 . . . że właśnie taki chcę? ..Tato. .Ja ci niczego nie kupowałam! . jak. . model jeden do dwustu.zaczęła nieśmiało mama . . Ale nie mogę uzbierać. .To ma być złośliwość? Sugerujesz. ... Potrzebujemy trochę gotówki.Bardzo chcę! Lotniskowiec.Straciliśmy pracę w orkiestrze..Nie wysilaj się. Ale na wszelki wypadek zajrzał za drzwi.

zmieniając go w pierzastego potwora.krzyknęła mama. . od którego zrobiło im się lodowato. .Już ja sobie z nimi poradzę! Przynajmniej nauczą się trochę dyscypliny. W końcu z trudem otworzyła drzwi i wskoczyła do samochodu.Maryla. prawda? . Ja bez was nie wytrzymałabym nawet jednego dnia.Mamo. Tato położył rękę na jego ramieniu. Zarobicie porządne pieniądze i świat zwiedzicie za darmo. potykając się na wysokich obcasach.Nigdy mnie nie słuchasz! . poczekaj. że kupicie porządne mieszkanie. próbując rozgonić ptaki. . Białe pociski spadały na ciotkę ze wszystkich stron.Pamiętasz. . Oczywiście będziesz przysyłać pieniądze na ich utrzymanie.Przecież ty nie umiesz pływać . . . Chmura ptaków poleciała za nim.Chwyciła ze złością płaszcz i ruszyła do drzwi. że to robota nie dla mnie. brudząc płaszcz i parasol. że ja ci już nie pomogę! . Inne ptaki obsiadły mercedesa.powiedziała ciotka. Otworzyła drzwi na ulicę i gwałtownie się zatrzymała.spytała mama.. śniło mi się.Mam dla was propozycję. że nas zostawiliście. Po chwili mercedes ruszył z piskiem opon. co chcesz. przysięgam! Kuki usiadł obok mamy. Wycieraczki rozpaczliwie zapiszczały.spytał Filip.Mamy wyjechać na rok!? . . .Pamiętaj.Oszalały czy co? 34 35 Ciotka rzuciła się w stronę auta. Bogaci ludzie pływają nim na Karaiby.Queen Victoria to najbardziej luksusowy statek świata. Przecież mamy dzieci. .No właśnie.Króliczku. dziko skrzecząc. .Na pewno tego nie zrobimy! .Mamy zostawić dzieci na cały rok?! Nie . . .A co? To jakiś wstyd? . . Ciotka zeszła po schodach.Nigdy i nikomu was nie oddamy. -To niemożliwe.I nie oddacie nas do ciotki? .Na co? Aż zmądrzejecie? To się chyba nie doczekam! Trzasnęła drzwiami. Przez rok zarobicie tyle. próbując oczyścić okno. Krzyczała i tłukła parasolką.Jak długo trwa taki rejs? . Rodzice też byli zaskoczeni. . Szukają muzyków do orkiestry. .Orkiestra na statku Queen Victoria. Rodzina nie widziała tego zdumiewającego zdarzenia. Wy nigdzie nie wyjedziecie. . .Ciotka zerwała się z fotela. Sama widzisz.. Wreszcie Tosia cicho spytała. . .My mamy grać na statku!? . Nad jej samochodem fruwały setki ptaków.zaperzyła się ciotka.powiedziała Tosia. Jest świetna praca dla muzyków...Dzieci zabiorę do mojego domu . Rodzeństwo spojrzało na nią przerażone. .Co to za praca? . Wyglądały jak olbrzymia wrzeszcząca chmura. rozumiesz? Od razu bym z tego statku wyskoczyła i do was przypłynęła. Ciotka zmierzyła dzieci wzrokiem.Nie wyjedziemy. .Co!? Dzieci spojrzały zdumione na ciotkę. Siedzieli w milczeniu na kanapie. 37 .. . . Mama chciała za nią pobiec.Rok.A zresztą rób. ale tato ją zatrzymał.powiedziała stanowczo mama. które kłębiły się wokół jej głowy...

przestań mówić takie słowa.odpowiedział tajemniczy głos.Z mostu . drgnęło. Skleimy go! Zapadł zmrok. . aż w końcu zawołał: . Kiedy wyszli.Seksnonagilion! Mama oburzyła się: . nie wiadomo czemu. a potem 38 39 ruszyło do drzwi.spytał Kuki. Poruszało się jak dziwny robot. . Zanim zdążyli coś powiedzieć. . Aż nagle. I rozłączył się. A potem łagodnie wylądowało na dachu volvo. więc tato zwolnił i ostrożnie go wyminął. Ale nie przejmowali się. co to za praca. Pełno tu było kolorowych straganów. Macie być rano. roześmiali się. Unosiło się tylko i opadało.Otwieraj to pudło. żeby pojechać na Stary Rynek.spytał tato. zapominając zamknąć okno w kuchni.Trylion! W końcu Filip krzyknął: .Ale kto mówi? . Powoli obróciło się. Poczuli się dobrze i bezpiecznie. zawisając metr nad podłogą. Wymyślali coraz to większe sumy: . Później uniosło się. jasne? . . .A mój lotniskowiec? . Stare volvo pędziło pustą o rannej porze ulicą Wenecką w stronę Starego Miasta. -Tak! . Rodzeństwo siedziało przygniecione wielkim pudłem z wiolonczelą. Samochód wjechał na rynek. Odebrała mama.Filip. . Kuki zrobił to samo. Jego nogi nie zginały się. Już się nie martwili.Max Rozmus. Tosia objęła mamę. Filip i Kuki uparli się. że pojadą z nimi. stojące obok łóżka Kukiego. Przeciąg porwał wszystkie karty do gry. zanim skończyli budować wielki lotniskowiec.Nie chcę już grać! TRZASK. Zgadywali. pchane jakąś niezwykłą siłą.A skąd ma pan mój numer? . Gapił się w górę. Czy ktoś ma na niego ochotę? . Tosia. czerwone krzesło.Bilion! . . Rankiem rodzice zapakowali instrumenty. Wybiegli z domu w pośpiechu. Na środku rynku stał wielki namiot z napisem: „Jarmark Augustino".Tysiak! . Psiak nawet nie spojrzał na auto.Milion.Kocham cię. Grała muzyka i było dużo ludzi. Zawirowały i wyfrunęły. . mamo. Chcieli koniecznie zobaczyć. zadzwonił telefon.Sto tysiaków! . wyfrunęło przez okno. Czerwone krzesło weszło do kuchni i zatrzymało się przy otwartym oknie. Otworzyło się okno. z wielką szybkością. Dogoniło samochód i leciało tuż nad nim.Ale pamiętajcie: nikt już nie mówi o ciotce i statkach. Na jezdni siedział mały kundelek. na których sprzedawcy właśnie rozkładali towary.Naprawdę jest taka liczba .Słuchaj. co to za praca i ile będą płacić. Potem mama z Filipem upiekli mnóstwo zapiekanek (Filip był zapiekankowym ekspertem) i do późnego wieczora grali w karty. Filip spojrzał na tatę i nagle. Unosiły się balony z reklamami. Jest robota dla muzyków! Przyjdźcie na Jarmark Augustino. Kuki siedział na czerwonym krześle i bez przerwy przegrywał.upierał się Filip. gdzie odbywał się Jarmark Augustino..Pirania nie pożarła tortu. Głos w słuchawce powiedział: .spytała mama. Nad ulicą frunęło czerwone krzesło. unosząc się kilka metrów ponad jezdnią.

.szepnęła mama.Max kopnął stragan i okulary posypały się na ulicę..Za to.. . Weszli do namiotu. . Na przykład rozbitą szybę w samochodzie. . jak co rano.Piotrek. Kuki dźwigał czerwone krzesło. Jego nogi były zaczepione o bagażnik.. . . .Za co? . I mocno kopać. .powiedziała mama.powiedziała nieśmiało mama. że samo przyleciało! .Ej. -A kto!? .. Inaczej miał kłopoty. jeśli ktoś był nieposłuszny. . . Zrozpaczony chudzielec ukląkł. -zaprotestowała mama. Zatrzymał się obok chudego chłopaka. wracajmy do domu! .Ubierajcie się w to. A jeśli czymś na pewno nie był.To wynocha stąd. żeby zebrać haracz. Kto nie płaci. . .Pan do mnie dzwonił . . nie zapłacę więcej. Teraz już rozumiesz.Po co je zabrałeś? . sadząc wielkie susy na sprężynowych butach. Zaczął po nich skakać. o co tu chodzi.No. . Było tu pełno dziwnych przebierańców. Max był ogolony na łyso.Ja na pewno go nie brałem! . Jedni wyglądali jak wielkie puszki coca-coli.To jakiś wariat . inni byli przebrani za paczki chipsów.Pewnie Filip. musiał mu płacić.Czemu? . Mama z tatą przepychali się przez tłum ludzi na rynku.Tato zaparkował samochód. . Dalej olbrzymi pieczony kurczak grał na gitarze. który handlował okularami przeciwsłonecznymi. Max zdjął z wieszaka dwa kostiumy wyglądające jak gigantyczne telefony komórkowe. Chodźcie ze mną. Mężczyzna popędził do namiotu.Trzymajcie się blisko. Zapłaciłeś? . Musieli biec za nim naprawdę szybko. robiąc na jumperach trzymetrowe kroki. Były jaskrawożółte i miały napis „Dzwoń za darmo aż do śmierci". W końcu się uspokoił. zobaczymy. Za nimi stał wygolony na łyso mężczyzna w dziwnych butach na sprężynach. Będziecie komóry.Bierzcie instrumenty! Musimy znaleźć tego Maksa. .Na dachu volva stało czerwone krzesło.Odczep się . mały.Bo ja tu rządzę.zawołał Filip. . 40 41 . . .krzyknął Kuki.Zaczekajcie tu . Albo rozbitą głowę.. Max Rozmus był szefem Jarmarku Augustino.Ale proszę pana. Zatrzymali się obok straganów ze słodyczami. .Ja go tam nie włożyłem! . rozumiesz?! . a na nogach miał jumpery. . Każdy. Wysiedli z auta.. kto chciał handlować na jarmarku. Za nimi biegli Tosia i Filip z wiolonczelą. złodziejem i łobuzem.Poczekaj.Wczoraj płaciłem. to dobrym człowiekiem. żeby powyciągać ze sterty odłamków kilka ocalałych oprawek. . Właśnie.Podobno jest praca dla. bo się zgubimy. my jesteśmy muzykami!.Zostawcie już to krzesło . miażdżąc oprawki.powiedziała mama. .Mogło spaść i spowodować wypadek! . O co chodzi? 42 43 Rodzina obejrzała się.To ja.Jesteście puszki czy komóry? -Co? . ale przede wszystkim był oszustem.Może powiesz. że możesz tu stać. wyruszył na obchód. To pozwalało mu szybko biegać. Ruszył dalej.zawołał oburzony brat.Muszę znaleźć tego Rozmusa. czyli buty ze sprężynami. nie handluje.Dobra.zawołał tato.Kuki! .

Mama starała się ukryć jak najgłębiej w kostiumie. rzucił każdemu karton z napisem: „Pizza Rivoli". .. Jak ty to zrobiłeś? . my nie mamy forsy! Roznosiciel pizzy uśmiechnął się szeroko. Jego ulubiona pepperoni! .Weź dzieciaki i idźcie do domu .. Idźcie rozrabiać gdzie indziej! I wtedy stała się rzecz niezwykła. wytatuowany na ramionach. . Udawali wyjące psy. W środku była pachnąca pizza. z ubranym w czerwony kombinezon roznosicielem pizzy.Tośka. Zanim zdążyły coś powiedzieć. która przeleciała obok głowy mamy.. on się wygłupiał. Mogę udawać telefon. jasne? Zapłacę wam wieczorem.O to chodzi.powiedział tato. Dwa wielkie telefony stanęły na środku rynku i zagrały sonatę Mozarta. Czemu on nam to dał? .Możemy to zjeść? . Kuki obrócił się w ich stronę i zawołał.To wyczaruj trzy pizze. Przebieracie się za telefony i będziecie grać.. grając klaksonową melodyjkę. Filip i Tośka usiedli na krawędzi sceny i wybijali rytm na deskach. Jeden z nich walił puszką o latarnię. Filip szepnął: . Tato odwrotnie. wysuwał głowę z żółtej słuchawki i robił miny do dzieci. Ze sklepu wyszli trzej faceci z puszkami piwa w ręku. Jednak chuligani nie mieli ochoty nigdzie iść. rzucił puszkę. Zastygli w bezruchu i patrzyli na Kukiego jak zahipnotyzowani.zawołała Tośka.Chyba tak. Może jestem czarodziejem? Mam władzę absolutną! ..powiedział drwiąco Filip.My zostaniemy z tatą .. to my się z nimi bijemy. bo się bała. . Zaraz pójdą. jeśli mi zapłacą. . I już nie powrócili.Ja też mogę się bić .Tato.Chcę trzy pizze wszystko mające! . Wynosimy się stąd. Może. . .szepnęła Tośka. . . Jesteśmy muzykami. Max wyszedł..No dobra. 46 47 Filip spojrzał na siostrę oszołomiony.westchnęła mama. jakby co.Nie wiem. Zahamował tuż przed dziećmi. Mama spojrzała na tatę.zawołał Kuki.. Filip i Tośka podbiegli do brata. Zawrócił skuter i odjechał. Pędzili jak szaleńcy. że dyryguje. . Na widok grających telefonów zaczęli się wydzierać. a nie jakimiś pajacami. Kuki siedział na czerwonym 44 45 krześle i udawał. A potem jednocześnie rzucili się do ucieczki.Może to jakaś promocja? Kuki otworzył karton. Musimy wreszcie zarobić jakieś pieniądze. Nie prowokujcie ich. . Chuligani nagle zamilkli.zawołało rodzeństwo. Największy. . Po kilku sekundach zniknęli za rogiem ulicy.Kuki. ..Nie przeszkadzajcie. Nagle rozległ się jakiś hałas. .. Kuki patrzał za nimi kompletnie osłupiały.Ja zostanę...Cii. Tośka zawołała: . . .To jakaś paranoja. zagłuszając muzykę. to wam nie wybaczę.. Rozległ się klakson z melodyjką. po stówie. Zza zakrętu wyjechał skuter. Ja też będę komórą . że zobaczy ją ktoś znajomy.Proszę pana.Ale jak komuś o tym powiecie. a dziewczyny niech uciekają. Wrzeszczeli coraz głośniej. To jest promocja.

Rozległ się grzmot. . . że będą mieszkać u cioci .To jasne. Tosia i Kuki usiedli na ławce i jedli.szepnął Kuki.Musimy wreszcie zarobić porządne pieniądze! .roześmiał się tato.Ustąp mi miejsca! Filip zerwał się.. Wystraszony Kuki chwycił tatę za rękę. Podeszła prosto do sceny.Ja bym chciała podróżować do różnych krajów. . Z rodzicami działo się coś niezwykłego. że mogą u ciebie zostać .Ja rozkazałbym tak: „Niech rodzice dostaną superpracę i zarabiają dużo forsy!". Niebo nad ulicą rozświetliła błyskawica. że już nigdy ci nie pomogę. i przestali biedować! Tego chcę. . Zaczęła nim wymachiwać.Jesteście wrednymi egoistami. co słyszą. Otworzyła torebkę i wyciągnęła folder ze 48 49 zdjęciem statku i złotym napisem Queen Victoria. .. . jak robisz takie głupie rzeczy! Obróciła się do Filipa.krzyknęła przerażona Tośka.Co byście zrobili. Myślicie tylko o sobie .zawołał tato. I wtedy stało się coś strasznego. . . teraz nie mogę rozmawiać . Samochód zatrzymał się z piskiem opon obok sceny. Zerwali z siebie żółte kostiumy i rzucili je na ulicę. Dobrze wiem. .powiedział Filip. Filip.Ja wyczarowałbym największy statek. .powiedziała. TRZASK.To wspaniały pomysł: grać w orkiestrze na statku! Rodzeństwo patrzyło zdumione na rodziców. że tam jesteś! Powiedziałam. . Oddychali głęboko. rozsiadając się wygodnie na czerwonym krześle. Chłopiec spojrzał na niego zdumiony. ale ojciec odepchnął go. jakby zmęczeni długim biegiem. . który zawsze najszybciej zjadał obiad. . przechodnie uskakiwali na boki.krzyknęła mama.powiedziała mama.A przy okazji możemy świat zwiedzać za darmo! . . siostrzyczko. . czego ja chcę? . Ale nie mogę patrzeć. Niebo przecięła błyskawica i wszystko zniknęło w oślepiającym blasku.Pizze były pyszne. usiadł okrakiem na czerwonym krześle i rzucał ostatnie kawałki gołębiom. Wyczarowałabym daleką podróż.Maryla.Ciotka wyprostowała się na czerwonym krześle.szepnęła mama.Ciotka Maryla! .Wiesz.Nauczą się dyscypliny! . . a ciotka usiadła na czerwonym krześle.Jak chcesz.Zgadzamy się .Oczywiście. Gołębie siedzące na chodniku zerwały się przestraszone. . Jej głos brzmiał dziwnie obco. ale ciotka zawołała: .A dzieci przez rok mogą mieszkać u ciebie. Z samochodu wyskoczyła ciotka. żebyście się wreszcie zmienili! Żebyście wzięli pracę. żebyście wzięli pracę na tym statku! Lepszej nigdy nie dostaniecie.dodał tato. na rynek wjechał czarny mercedes.Ostatni raz wam proponuję. to. Mama usiłowała ukryć twarz w kostiumie.odpowiedział Kuki. którą wam proponuję. Nawet nie spojrzała na dzieci. Mama zeszła ze sceny i stanęła przed ciotką. Zanim dzieci zdążyły coś powiedzieć.Weźmiemy tę pracę. Tosia zastanowiła się. Pędził jak szalony. . . Huk grzmotu przetoczył się nad rynkiem i zerwała się wichura.Nie będziemy się nimi stale zajmować! . . .Nie chowaj się. A ja zajmę się dziećmi.Chcę. odrywając palcami gorące ciasto. .Mamo! . Taki do sklejania . .Oczywiście! .spytał. gdybyście naprawdę mogli czarować? . Nie mogli uwierzyć w to.

. że się pakujemy. Ale trwało to krótko. Nie chcieli wcale z nimi rozmawiać.Mówiłaś.Ale musicie się pospieszyć z załatwieniem dokumentów. że nie pojedzie do ciotki. .Nie mam teraz czasu.. Ściana deszczu przesłaniała dom na ulicy Weneckiej. co się dzieje. Na ulicy zostało czerwone krzesło... Filip ostrożnie zajrzał do salonu. . co do was mówię!? .Ciotka patrzała na rodziców równie zdumiona jak dzieci. Zarobimy porządne pieniądze i świat zwiedzimy za darmo. to najwyżej kilka chwil. Spojrzał niechętnie na dzieci. Widzisz..No. Słyszycie. na palcach. Podniósł je.Oni nigdzie nie wyjadą. że znów jest ich dawną dobrą mamą. 52 53 . .szepnęła Tosia. Tato i mama zachowywali się. Nie wiedziały. W tej samej chwili niebo rozdarła kolejna błyskawica i zaczął padać deszcz.Tato. skuleni obok siebie na łóżku. Przez chwilę dzieciom się wydawało. Nie spodziewałam się takiej rozsądnej decyzji . jakby zmienili się w innych ludzi. . . Zejdź mi z drogi! Tato ze złością odsunął syna i wybiegł z pokoju. A mama krzyczała.Spakujcie swoje rzeczy. To byli najfajniejsi rodzice świata. co jest? Znudziło się wam? Nie zapłacę wam ani grosza! Pochylił się nad czerwonym krzesłem.. Przerażone dzieci pobiegły za rodzicami. . Nie odbierzecie nam takiej szansy. a niebo przecinały błyskawice. . Spojrzała na dzieci. ojciec kazał mu się wynosić z pokoju. Z drugiej strony nadbiegł Max. Kuki i Tosia poszli za nim.Mamo.Przestań histeryzować.powiedziała. która zawsze się uśmiechała i nazywała go ukochanym króliczkiem. Kuki tulił się do siostry. . Filip i Kuki siedzieli w ciemnym pokoju. . ale zaraz odwróciła głowę. Wtedy dzieci schroniły się w swoim pokoju. Jeśli się kłócili.krzyknął tato. Mama wyjmowała sukienki z szafy i w pośpiechu układała je w walizce. Ty nie możesz nas zostawić! Mama ze złością zatrzasnęła szafę i zawołała: .U cioci będzie wam dobrze. że ma go dosyć.. że nigdzie nie wyjedziesz!. Tylko czemu? Filip wstał z łóżka. .Co robią? . Była już noc. Nie wierzę! . Tosia. Rodzeństwo kryło się za nim. Ciotka wsiadła do samochodu i ruszyła za nimi. Ich rodzice nigdy tacy nie byli... Mama odsunęła się od nich i powiedziała ze złością: .Tak! . jego i wszystkich dzieci. co zrobić. .. jakby bali się zbudzić straszną bestię. Woda w rzece wezbrała i groźnie huczała pod mostem. Filip zdecydowanie ruszył w jego stronę.Sprawdzę. . Krzyczał: .. . co robią.Nieprawda! Nie będzie nam dobrze! Kuki chwycił mamę za rękę..Ej.Pakują się.Nie zostawią nas! Tato usłyszał ich.. bo statek odpływa w niedzielę. Kiedy Kuki powiedział.Tato! Przysięgłeś. A teraz wszystko się zmieniło. potem znów wszystko było dobrze. To czemu teraz chcesz wyjechać? Czy my zrobiliśmy coś złego? Mama spojrzała niepewnie na chłopca. Burza jeszcze się wzmogła. Szli cicho. że nie wytrzymasz bez nas nawet przez dzień. Nie mogli zrozumieć. Jutro ciocia was zabierze.Musimy się spieszyć! 50 51 Tato i mama obrócili się i popędzili jak szaleni w stronę parkingu. Tosia powiedziała błagalnie: . Ta sama mama.. Ruszył do przedpokoju.

Miała kilkanaście pięter. na którym były zamontowa58 ne kamery. Wszystko wydawało się w nim smutne i za duże. . które oświetlały przestrzeń wielkiego holu. Chwyciła Kukiego za rękę i pociągnęła do wyjścia. a brama zamknęła się zaraz z hukiem.Queen Victoria była jednym z największych statków pasażerskich świata. to musicie przestrzegać regulaminu . nawet nie spojrzawszy na dzieci. Tosia zapytała. Kiedy samochód podjechał. Oficer ukłonił się i wskazał im drogę na pokład. wielka stalowa brama zaczęła się odsuwać. Wyrastała z wody jak olbrzymi biały zamek. Dom otaczał wysoki płot. Jeszcze chwila i nie będzie jej widać. Mama i tato nieśli wielkie walizy.Chodźcie już! Najlepsze są krótkie pożegnania.Bądźcie posłuszni . Po drugie . W ogrodzie drzewa przycięto w równe kanciaste kształty. Był to wielki dom. i rodzeństwo weszło za nią do wnętrza.Po pierwsze porządek.Mamo! Rodzice obrócili się niechętnie. Oni zostają.Jeżeli mamy żyć w zgodzie.dodała mama. Stał na nim oficer w złotej czapce. I odeszli. Zaczął padać deszcz. . kiedy przyjechali do domu ciotki. Auto wtoczyło się na kamienny podjazd. sklepy i kina. . czy oni z państwem płyną? Ojciec powiedział obojętnie: . żeby właśnie tam się znajdowała. Na pokład prowadził ozdobny pomost. kiedy ciotka dotknęła klamki. . nie zwracając uwagi 54 55 na zrozpaczone dzieci. Każdy chciał zobaczyć ten niezwykły statek i szczęściarzy. . Queen Victoria płynęła już daleko od brzegu. ale dziwnie niemiły. Tylko Filip starał się trzymać i dodawać otuchy rodzeństwu. Ciotka klasnęła i natychmiast zapaliło się światło. Deszcz wciąż padał.powiedziała ciotka. Rodzeństwo nigdy tu nie było. Wtedy Kuki rzucił się naprzód. piszczały wycieraczki. niż spali. Dzieci patrzyły na to oszołomione. Każda rzecz ma tu swoje miejsce i chcę. 56 Do dzieci podbiegła ciotka. Reszta rodzeństwa poszła za nią ze zwieszonymi głowami. Były to niebieskie lampy.Nie róbcie kłopotów. Ciotka bez słowa uruchomiła silnik i samochód ruszył. Wszystko było tylko w dwóch kolorach . Dzieci klęczały na tylnym siedzeniu mercedesa i patrzyły na statek. czy jego łzy.Nie pożegnacie się z nami!? . Podłoga była wyłożona zimnym czarnym kamieniem. przełykając łzy: .Nie. przemknął pod ramieniem oficera i popędził za rodzicami na pokład. od kiedy pożegnali rodziców. ściekając strugami po szybie. a statek wieńczył potężny maszt. Drzwi domu otworzyły się same. a ściany były ze szkła i metalu. Rodzice pokazali złote karty wstępu. . . W gdańskim porcie tłoczyło się mnóstwo gapiów. Jechali w kompletnym milczeniu. Pomachajcie ostatni raz i jedziemy. Odezwała się do nich pierwszy raz. restauracje.bieli i czerni. W burtach były okna tysięcy kajut. którzy popłyną w cudowną podróż do ciepłych krain. Filip i Tosia pobiegli za nim. Oficer zatrzymał rodzeństwo. Mama i tato weszli na statek. Za nimi szła ciotka Maryla. na których były baseny. i Kuki nie wiedział. Był już zmrok. Nie było kwiatów. które szły za nimi. czy to deszcz zamazuje obraz...powiedział tato. bo ostatniej nocy więcej płakali. który sprawdzał karty wstępu i witał każdego pasażera. a ciotka nie włączyła radia. Tosia i Kuki mieli podkrążone oczy. Szczęśliwi i roześmiani patrzyli z zachwytem na statek.Przepraszam. bardzo nowoczesny. na którym łopotała flaga ze złotą koroną. Dogonili rodziców.

Ściany niknęły w mroku. zobaczyli. ale nie tutaj. 59 W czasie tej przemowy ciotka prowadziła dzieci przez wielki hol.I co z tego? .powiedział ze złością Filip.Co tydzień przypływają do jakiegoś portu.Zgłupiałeś? Przecież oni płyną na statku.Bo zmienił ich czar. . Tu mogą być jakieś kamery albo podsłuch. jak w strasznych horrorach. sącząc ponure światło. Wszystko było idealnie czyste i w jednym z dwóch kolorów: czarnym albo białym.Filip. Kiedy się obróciła. miała najwyżej dwadzieścia lat i rude włosy..Uciekniemy stąd. Powiedzcie jej dzień dobry. a potem zejdźcie na kolację. .. dlaczego ta rzecz jest wam potrzebna.To nie byli prawdziwi rodzice. za kolczastymi krzakami ostrokrzewu. jak wszystko w tym domu..spytała zdziwiona Tosia. Szybko! Wyskoczyli na dach garażu i stamtąd do ogrodu. Ale tu nie było kurzu. . Chcę. .Odbiło wam? . . Stały tu trzy łóżka. żeby w moim domu nie było krzyków ani hałasu. to zostaną tu już na zawsze. Inaczej jej nie dostaniecie.Obróciła się do oszołomionych tym wszystkim dzieci. . Na końcu były szerokie schody. 60 61 . na końcu korytarza. Nasi prawdziwi rodzice nigdy by nas nie zostawili. metalowa szafa.Ona nie umie mówić? . Dzieci mruknęły: . to musicie podać trzy powody. Po trzecie cisza. jeszcze trzysta sześćdziesiąt cztery dni . Jeśli chcecie coś dostać.To rodzice oddali nas do tej wrednej ciotki! Oni nas już nie chcą. a chłopiec zdecydowanie powtórzył: . że nie będą podsłuchiwać ani robić hałasu. Kiedy po nim szli. Pokój dzieci był wielki.powiedziała ciotka. .To nie byli nasi prawdziwi rodzice. Rodzeństwu zdawało się.zawołała Tośka. Plecaki leżały nie-rozpakowane. . . . . . Wychodzimy oknem.Dzięki Bogu. która czyściła poręcz czarną szmatką. a na podłodze leżał gruby czarny dywan. Musimy to omówić. że jeśli włożą rzeczy do szafy.Kuki ma rację. Zrobili naradę w jego najdalszej części.Dokąd? .Gotuje tu i utrzymuje porządek. . rozumiesz? Wtedy wstał Kuki i powiedział: . żeby przestał bredzić.Nie. ale Filip ją uprzedził. Tośka chciała powiedzieć. Zanieście rzeczy. .Dzień dobry. . . Tosia wyciągnęła kalendarz i przekreśliła dzisiejszą datę.Do rodziców.W moim domu zatrudniam wyłącznie głuchoniemych.oszczędność. nie . że jest bardzo młoda.Wasz pokój jest na piętrze.Tak? To dlaczego nas oddali do ciotki? . Tosia spojrzała na brata zdumiona. Stała tu kobieta. .powiedziała zrozpaczona. Ruda w odpowiedzi wykonała jakieś skomplikowane ruchy rękoma.mruknęła ciotka.To jest Marcelina . Tylko lampy były niebieskie. Przynajmniej mam pewność.My tu zwariujemy! .Nie jesteśmy głodni . .Jak chcecie. Zaczął Filip. nogi zapadały im się w miękką powierzchnię i Tosi się zdawało.. że idą w gęstym kurzu. .

. Trzymała w ręku nóż i jabłko.Nie chcę parówek. . i to jest cała magia.Przeginacie . że to czar. Spojrzeli na Marcelinę. zeszli na śniadanie. Marcelina przywitała ich paroma gestami języka migowego.zawołał Kuki. Musimy odkryć. To musi być jakaś nieznana wielka siła. Ledwo ją poznali.. Wstali i ruszyli do budynku. Nagle ruda podeszła do Kukiego.Obaj zwariowaliście.No właśnie. Ruda szła za nimi. .A może to ciotka jest czarownicą? Porwała nas. I zostaniemy tu na zawsze. . .To idźcie już spać. że pokój wygląda teraz dużo sympatyczniej. -Tych wszystkich różdżek. bo inaczej rodzice nigdy do nas nie wrócą. Usiedli za stołem. Do rana nikt ich nie udusił ani nie pożarł.krzyknęła Tośka. Mogliśmy niechcący wypowiedzieć zaklęcie.Jestem pewien.A czemu ta siła przyczepiła się akurat do nas? .Nie ma żadnych czarów! . . . Ruda uśmiechnęła się. . że to magia. Jestem pewny! Spojrzeli na siebie. Rodzice po prostu chcieli wyjechać i zarobić pieniądze.Ty umiesz mówić!? . Odsunął talerz. . Kuki szepnął: . Spojrzała na dzieci i zaczęła machać rękami. . który był zrobiony z czarnego kamienia. Albo dotknąć jakiegoś przedmiotu. Dzieci spojrzały na nią zdumione.Ciotka jest wredna. bo twarz miała wysmarowaną jakąś niebieską maścią.Na pewno nie jesteście głodni? . aż zaczną wrzeszczeć głosem zaczarowanych dzieci..Czego ona chce? . która przyglądała im się niepewnie. . -Nie. ale nie jest dzieciojadem. Ruda podała im grzanki.szepnęła Tośka.To czemu udajesz? . Po kąpieli pod dziwnym prysznicem. Ja długo myślałem. co ciotka miała na twarzy? . Chcę płatki.Pewnie. . latających mioteł i innych takich. Robi krem z dzieci. Zza krzewów wyszła głuchoniema Marcelina. Kiedy weszli do pokoju. . .zawołała Tosia. I na wszelki wypadek zabarykadowali drzwi stołem. On zmusza rodziców. Kuki spojrzał niespokojnie na nóż i schował się za Filipa. czemu to się stało.Posłuchajcie.spytała. żeby nie mieć zmarszczek. co to jest. Ciotki nie było.. jakby czekał.Widzieliście.Skąd wiesz? W tej chwili rozległ się szelest. żeby robili złe rzeczy. . Kuki patrzył na kiełbaski podejrzliwe. w którym woda leciała ze wszystkich stron..mruknęła Tosia. Na tarasie stała ciotka.Nie wiem.Chyba mamy iść do domu.spytała. . 62 63 . żeby wyglądać młodo. . Nóż błyszczał w księżycowym świetle. która obudziła się pierwsza.Jakie chcesz płatki? .Takich jak w filmach nie ma .Jak? Przecież ona nie słyszy.Nieprawda! . Ciche kroki. a teraz udusi i pożre.Kobiety się tym smarują. przyglądając im się uważnie. Słońce zajrzało do pokoju i Tosia. . pomyślała.powiedziała Tośka.To była kremowa maseczka . I też jestem pewny. ser i parówki.powiedział Filip. . . .Poproś ją . Kuki zerwał się z trawy. .

. .Żeby przerobić je na krem? . żeby nie dać się pokonać.Czemu ona robi takie głupie rzeczy? Przecież jest bogata. żeby nie być sama. Tośka zawołała oburzona. Marcelina szybko nacisnęła kilka klawiszy i drzwi się otworzyły.Posłuchaj. Filip patrzył na to zdziwiony. Spojrzała groźnie na rodzeństwo i spytała: . . I dlatego że miała już wszystkiego dosyć. . Jogurty schowały pod blatem.. . Ale ja odkryłam kod.Bo wasza ciotka bierze do pracy tylko takich. . . kiedy będzie ci potrzebny. Tośka zerwała się. żeby się nie dowiedziała.. .Raczej nie. Kobieta powtórzyła przez zaciśnięte zęby: .Nie zdradzicie mnie? 64 65 Tośka i pozostali szybko odpowiedzieli: -Nie! Marcelina jakoś od razu wzbudziła ich zaufanie. .. Patrzyła prosto w oczy ciotce. . . Weszła ciotka. Wyłączyła go i wrzuciła do swojej torebki. co nie gadają. ale chyba chciałaby mieć. .Tu są różne płatki. że wszystko straci i znów będzie biedna. który leżał na stole. Marcelina zatrzasnęła lodówkę. Kiedyś powiedziała. Podbiegła do wielkiej lodówki.To chodźcie. A tu macie jogurty.Nigdy więcej tu nie krzycz.Nie.Zużyłaś cztery porcje! To jest drogi szampon. Kuki podszedł bliżej do Marceliny i spytał szeptem: . jeśli się go używa oszczędnie. Uwaga! Na schodach usłyszeli stukanie obcasów. Na drzwiach był zamek szyfrowy. więc udaję niemowę.Ja chcę zadzwonić do mamy! . Tylko trzeba uważać. -To jest mój telefon! I chcę teraz zadzwonić do mojej mamy! Niech ciocia odda mój telefon! Ciotka podeszła powoli do Tosi.odpowiedziała ciotka. Wydziela mi wszystko. Marcelina wyciągnęła z lodówki kilka kartoników. Była wściekła. . -Co? . Ma obsesję. Niosła w ręku butelkę szamponu z napisem „Dior". jak w szafie pancernej.. -Tojest mój telefon! 66 67 . Wystarczy na rok. Pilnuje. . że trafiła na silną przeciwniczkę. że rodzice odeszli i że nie mieszka w swoim domu.Będziesz go dostawać. że większość dzieci uciekłaby pod stół.Ale teraz ja za niego płacę .Pochyliła się do dzieci.. Ona nie ma swoich dzieci.. żebym nie marnowała jedzenia. Miała taką minę. rozumiesz.Czemu ta lodówka ma zamek? . a nie leje jak wodę! Ciotka chwyciła telefon Tosi. W moim domu się nie krzyczy. Tego. która poczuła.Zadzwonisz jutro.Czy ciocia jest czarownicą i dusi dzieci? Marcelina się roześmiała. Ale Tosia nie była strachliwą dziewczyną.Bo wasza ciotka jest skąpa.Które z was myło głowę? Tośka powiedziała spokojnie: -Ja.. smarkulo? Nigdy! I wtedy Tośka zaczęła krzyczeć na całe gardło.. a dzieci uciekły z powrotem do stołu.Nie wiem. Krzyczała.Powiedz. I że to . że śni jej się. sama nie mogę nic brać. W sobotę są tańsze rozmowy.

to zgodził się zostać. Czerwonego krzesła nigdzie nie było. . . Jesteś lepsza od swojej matki. choć powoli brakowało jej tchu. Tośka krzyczała i nic nie mogło jej powstrzymać.Już wiem! Wiem! . Filip wrócił do siostry. Strasznie go to rozzłościło. Chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi. Nagle zerwał się z krzesła i zawołał. mały. Ta powiedziała spokojnie: . Ona umiała się wydzierać najdłużej przez dwadzieścia sekund. . więc domy szybko się zbliżały.Wiedziałam. że chcę pizzę. Chłopca przeszły ciarki na myśl.Nie ja.Podbiegł do rodzeństwa. Przysięgli.To była magia!!! . -Obróciła się do braci: . i zaraz ją dostaliśmy! Tam.zawołała zrozpaczona Tośka. że od szybkości zależy.Muszę je znaleźć. prawie nie odpoczywając.Ktoś je zabrał i nigdy go nie znajdziemy! Obok sceny stała śmieciarka. ale nie zasługujecie na takie przyjemności. Filip podjechał do nich. że ma tam wejść.Brawo! Wrzeszczałaś przez minutę. Nie martwcie się. kiedy ktoś chwycił go za kołnierz. . Uciekaj.Co robimy? . ale kiedy Filip powiedział. Chwycił klapę i otworzył ją z trudem.Wiem!!! .To znaczy. bo jakąś chorobę złapiesz. Już miał wskoczyć do pojemnika. Tam niczego nie ma. Między workami śmieci biegał szczur. że go nie będzie! . .Jest w śmieciarce. czy odzyskają rodziców.powiedziała niepewnie Tosia.Jaką pizzę lubicie? Ej! Co się stało? Kuki patrzył na Marcelinę bez słowa. Pracownicy wrzucali czarne worki do pojemnika. . W końcu umilkła i zmęczona.Po co ci krzesło? .Pamiętacie!? Ja wtedy powiedziałem. Wyleciało kłębowisko much i buchnął straszliwy smród. ja wam zrobię pizzę.Jesteś super! Jeszcze nikt jej się tak nie postawił. ciężko dysząc ze zmęczenia. patrzyła wyzywająco na ciotkę. jak robotnicy się śmieją.Przepraszam. że ty czarujesz? . jak się nie brzydzisz. że chce siostrę uderzyć. Będziecie tu siedzieć do wieczora! Zatrzasnęła drzwi. Najstarszy z robotników odciągnął go. Przejechali dziesięć kilometrów. . . oni żartowali. KRZESŁO!!! Tośka i Filip pędzili na rowerach tak szybko jak nigdy dotąd w życiu. A Tośka nie przestawała krzyczeć. 70 71 .Co!? . na szczęście droga prowadziła w dół. Słyszał. . Wreszcie wpadli na rynek i zatrzymali się przed sceną. Marcelina podbiegła do Tosi i uściskała ją.spytała Tosia. Kukiemu kazali zostać.Chciałam was zabrać do Rivoli na pizzę. bo był za mały na taką wyprawę. Filip spojrzał na wypełniony cuchnącą zawartością wielki kontener. .wszystko jest niesprawiedliwe. Ciotka mieszkała daleko od miasta. widzieliście krzesło? Takie czerwone.Nie świruj. . na jarmarku! . Możesz je wyjąć. że na pewno po niego wrócą. Żadnych krzeseł. Ale ona spojrzała tylko na zegarek. 68 69 . Ciotka podniosła rękę i Kuki się wystraszył.To była promocja . ciężko dysząc.

No i co.Dobrze. Festyn jeszcze się nie rozpoczął. Przedmiot poruszył się. Mogły je wziąć do zabawy i gdzieś rzucić. Filip ruszył w stronę ratusza. to dostaniesz lanie. .. „Jeżeli Kuki się myli i to jest zwykłe krzesło. . Filip chwycił krzesło. Kiedy mijał ratusz.Proszę pana. . ja sprawdzę rynek... ale najpierw muszę je wypróbować. Filip już chciał wyjść.Albo spalić! . Trzeba pytać dzieciaków. Spotkamy się za godzinę pod pizzerią Rivoli... Przeszukaj tamte ulice.krzyknął Filip. ale wciąż trzymał go za kołnierz. Ale spod nich wystawała czerwona drewniana noga. Ktoś musiał zabrać to krzesło. Max parsknął śmiechem. jak ktoś chwyta go za ramiona i unosi do góry. a potem zachwiał się cały namiot. odsłaniając czerwone krzesło! . Ciotka! Chłopak błyskawicznie wjechał między stragany. Na szczęście metalowa siatka była zardzewiała i popękana. szef jarmarku. . służył za magazyn różnych towarów sprzedawanych na jarmarku. Postawił chłopca na ziemi.Ja chciałem zabrać nasze krzesło. pomyślał. Klatka była pełna kartonów ze słodyczami. .Ale on drogo kosztuje.Ja też. Filip zaczął ją szarpać z całej siły i siatka oderwała się w kilku miejscach. Lampy zawieszone na łańcuchach kołysały się jak wisielcy. Max spojrzał na krzesło w klatce. kiedy coś usłyszał.Chciałeś coś ukraść? . to się zde.Musimy dokładnie wszystko przeszukać.Rozdzielimy się. .Chcę mieć pięć stów.. Obrócił się gwałtownie. Stały tu też wielkie głośniki i reflektory. Filip jechał powoli. Ale jak nie masz forsy. A teraz zjeżdżaj.Bo jak nie. Rozejrzał się po swojej kryjówce.Mam! Ja naprawdę zapłacę. Usiadł na krześle tak ostrożnie. . Metalowe klatki zaczęły się trząść. . królu? Wygodny tron? Kupujesz go? -Tak. Namiot. .krzyknął Filip.. Ja je kupię . . Nagle poczuł. Kartony się posypały..Ty mały gnojku . Przerwał. Jedna z nich chwiała się.A masz kasę? . jakby siadał na bombie atomowej. . . uważnie się rozglądając. bo podłoga w namiocie zadrżała.Jak ci się podoba. w których były przechowywane cenniejsze towary.. . Ono jest nasze. Pięć stów. Kierownik spytał. . Mogę je zabrać? .krzyknął. W głębi namiotu stał rząd metalowych klatek. . z eleganckiej restauracji Rivoli wyszedł ktoś. Ciotka obejrzała się. .Jakie krzesło? 72 73 .Co to jest. Wyjął pęk kluczy i otworzył klatkę. Filip podbiegł do niej... proszę pana. Stragany na rynku stały puste. bo oberwiesz.To czerwone.Jest! .Chcesz je wypróbować? -Tak. Filip na wszelki wypadek odłożył rower i schował się do wielkiego namiotu. Trzymał go Max Rozmus. Filip skoncentrował się i powiedział głośno i wyraźnie: . a skrzynie zaczęły się przewracać. stukając obcasami.mruknął Max. Drzwi klatki były zamknięte na kłódkę. prawie tak wielki jak cyrkowy. . Dzieciak zaczynał go bawić. . cichy szelest. W środku było coś czerwonego. ale czerwonego krzesła nigdzie nie było.. do diabła? Max rozglądał się niespokojnie.roześmiał się Max.. to chyba oberwę". to możesz je kupić.spytał Filip.No to jazda. Wysunął je powoli z klatki. udając powagę.

ale nie mógł nic zdziałać. zasłaniając głowę dłońmi. Filip wstał z krzesła. Stos pieniędzy niemal go przysypał. wpatrując się w stos monet... 74 75 Przewrócił się. . Ale uznał. Przez chwilę wyrywali sobie krzesło. Chciałem mieć pieniądze i je dostałem! To krzesło może zrobić wszystko.Wszystko. Filip wypuścił krzesło. Max zerwał się i popędził za nim. .Zjeżdżaj stąd! . to znaczy wszystkie pieniądze świata. Wreszcie pobiegł po drabinę. Ale krzesło nagle odskoczyło i Max upadł na podłogę.. Wskoczył na rower i ruszył w jej stronę.Pan mi je sprzedał! .Normalnie.Naprawdę wszystko możesz zrobić. że to nic nie da. które łapie uciekający balonik. Znowu spróbował usiąść. Ale wtedy krzesło wystrzeliło w górę jak szalona winda. Beczka zawisła na wysokości kilku metrów. . . Możesz to zrobić? Sprawdzimy. Max wpatrywał się z przerażeniem w lewitujący przedmiot..Ma pan swoje pieniądze.wrzasnął mężczyzna. .. łomocząc o łysą czaszkę. Zatrzymała się dokładnie nad głową Maksa i przechyliła. tłukł pięściami i próbował ugryźć Maksa.. . że pod ratuszem czeka na niego Tośka. Max odsłonił płachtę w wejściu i wyrzucił chłopca z namiotu. że jestem durniem? Takiej rzeczy się nie sprzedaje. Max skakał. Filip zerwał się. że nie jest czarownicą. Mężczyzna oprzytomniał.Max obrócił się i zniknął w namiocie. W pierwszym odruchu chciał wrócić i walczyć. . Może ciotka jest wredna. Posypała się z niej lawina monet.Aaaa! . ..! Dogonił go i chwycił krzesło.Max odepchnął Filipa. Chłopak wyrywał się. jak dziecko. bo naprawdę oberwiesz! .. ale wiadomo już.Ja zapłaciłem! .Myślisz. .Oddaj mi je.. W końcu mężczyzna złapał chłopca za kaptur i jednym szarpnięciem poderwał go do góry. .zawołał oburzony Filip.Ty draniu! Chcesz się ze mną bawić? To zobaczymy! Skoczył w stronę krzesła. Ale to poderwało się nagle w górę i zawisło na wysokości kilku metrów. na szczęście kilka metrów od niego. który wierzy w bajki.Do diabła. . . próbując je schwytać. a potem poszybowała w jego stronę. Max Rozmus klęczał obok krzesła.szepnął. Chciał usiąść. Ale te pieniądze faktycznie tu były.. Zobaczył. .Co się dzieje? W tej chwili wielka beczka stojąca pośrodku namiotu zaczęła unosić się w górę. Wszystko! Filip wziął czerwone krzesło i ruszył do wyjścia. 76 77 Poderwał się.Jak to zrobiłeś? Filip roześmiał się. Na przykład ciotkę. .. Nie był facetem. Filip upadł na chodnik.? .Czekaj. Musi im pomóc. Rozgarnął dłońmi stos monet. Po chwili beczka spadła z hukiem na ziemię. ale krzesło znów się odsunęło i Max potoczył się po betonowej posadzce. któremu monety spadały prosto na głowę. a Max powlókł go do wyjścia.Zjeżdżaj. Musi sprowadzić kogoś na pomoc. .

który zaczął się szybko przesuwać.. . Zaraz.Nie rozumiesz.Filip. . Ale najpierw muszę ich znaleźć. W ogrodzie stali Tosia i Filip. a Filipa i Tosi wciąż nie było w domu. a ja ich szukam. .Niech się pani nie martwi. że możecie tu robić. Ciotka podbiegła do Marceliny. W tej samej chwili wielki namiot zakołysał się i przewrócił z hukiem.. rozumiesz?. że będę cię miał! 78 . Max wypełzł spod zwałów brezentu.. . co do ciebie mówię! Ciotka usiadła na schodach. Oni potrafią się świetnie chować! Czasem nie można ich znaleźć przez cały dzień! Kuki odwrócił się i zawołał: .Że ja jestem podobna do waszej nieporadnej matki. Filip podniósł głowę i krzyknął: . żeby zobaczyć przewrócony namiot. s. Stanęło bez ruchu i czekało. Ciotka zaczęła sapać ze złości. Oni zaraz wrócą. Choćbym miał cię szukać przez całe życie. Marcelina i Kuki stali przy drugim oknie.Gdzie są Tosia i Filip!? . której możecie skakać po głowie? Tośka spojrzała na nią wrogo. tuż przed rodzeństwem.Marcelina milczała.. . Tośka i Filip jechali szosą prowadzącą do domu ciotki.Miałaś ich pilnować! Boję się. Nawet nie słyszysz. Była godzina piąta.Ciotka patrzyła groźnie na Kukiego. Zakręciło i wylądowało na szosie.Myślicie. kochana ciociu..Wróciła przed chwilą do domu i nie zdjęła nawet płaszcza.Gdzie byliście? Filip i Tosia nie odpowiedzieli.. Rowery leżały na trawie.Chyba o coś pytałam!? Dzieci milczały.Dobrze. Nagle powiedziała: 80 81 ..Znajdę cię.. co wam się podoba!? .Schowali się...Ty umiesz mówić!? . więc jechali powoli. . którzy nadbiegli. . ty nic nie rozumiesz. że przypomina trochę jego mamę..Każ im tu przyjść! Natychmiast! Kuki odparł z uśmiechem: . . Ciotka zerwała się i spojrzała na Marcelinę. szukam! I pobiegł na piętro.TRZASK! Przebiło brezentowy dach namiotu. Nagle na asfalt padł jakiś cień. Mężczyzna wpatrywał się w niebo. I dobra. . gdzie widać było czerwoną plamkę lecącego krzesła. Ciotka wyglądała nerwowo przez okno. .krzyknęła ciotka. Kuki się jej przyglądał i zdawało mu się. i odleciało..krzyknęła. i szeptał: .Gdzie oni są? . Nasza mama jest ładna. Oczywiście.Ciocia nie jest podobna do mamy. Ciotka ze złością ściągnęła płaszcz i rzuciła go na fotel.Tośka! Patrz! Dokładnie ponad nimi frunęło czerwone krzesło. Była naprawdę zdenerwowana. Marcelina usiadła obok ciotki. patrząc na nią niepewnie. Martwię się o nich. tylko od razu zaczęła się wściekać. Droga powrotna była trudna. . .Skąd wiesz. że coś im się stało.To twoja wina . że. Przysięgam.Bawimy się w chowanego.Co takiego? . . Nie zwracał uwagi na gapiów. Oni się schowali. co do ciebie mówię!? Kuki uśmiechnął się najbardziej niewinnym ze swoich uśmiechów i powiedział: .Cały czas mnie oszukiwałaś? Ty kłamczucho! Wszyscy mnie okłamujecie! W tej chwili z ogrodu dobiegł jakiś hałas. wspinała się wciąż pod górę. kiedy ta się czymś martwi. wyrywając w nim olbrzymią dziurę. . Ciotka rzuciła się do drzwi. .

Nie udawaj. jak to działa. .. które kopnęło ją natychmiast z powrotem do niego.Poczekaj. . Chłopiec odbił. więc Filip szybko zakrył krzesło kocem i usiadł na nim. Jak ciotka pójdzie do pracy.Chyba nie . gdzie świerki tworzyły mały lasek.A jeżeli rodzicom coś się stanie? To krzesło wystrzeli ich jak rakiety. .Od dzisiaj nie macie prawa wychodzić za bramę. . jakby jej przybyło lat. jak wychodzi spod nich czerwone krzesło.roześmiała się Tosia..zawołał Filip. tak się zafascynowali niezwykłym przedmiotem. . rozumiesz?! Weszli po drabinie na taras. Filip cicho zawołał. . Po drodze krzyknęła do Marceliny: . .Poczekaj! Podbiegł do brata. Musimy dokładnie sprawdzić. Krzesło podskoczyło i kopnęło ją przewrotką.Poczekajmy do jutra. .Przyjdź do nas.powiedziała cicho..On ma rację . Piłka śmignęła ponad drzewami i rozległ się huk rozbitej szyby. 82 83 Filip rzucił piłkę w stronę krzesła. Czerwone krzesło postawili na środku dywanu. Kuki patrzył na to zafascynowany. składając się z powrotem w całą szybę.Chcę. żeby nasi rodzice zaraz.. Przecież my w ogóle nie wiemy. jak ta magia działa. to zrobimy próby.. a Kuki podbiegł do Filipa. .Wyjeżdżasz? Marcelina wzruszyła ramionami. Poszli na sam koniec ogrodu. . że nie pomyśleli o niebezpieczeństwach. I radzę wam nie łamać tego zakazu. co to znaczy? Że rodzice zaraz do nas wrócą. ..Ono jest niesamowite..Ono może zrobić wszystko! . Zdumiony Kuki zobaczył. . Ciotka poszła do domu. 84 85 . Ciotka zacisnęła wargi.powiedziała Tosia. z plecakiem na ramionach i dość ponurą miną. Odłamki szkła natychmiast uniosły się z trawy i pofrunęły do okna. a potem przez okno do swojego pokoju. . Zamilkli..przeraził się Kuki. Za chwilę ich tutaj ściągniemy. Chodź zobaczyć.Kuki pomyślał.Chciałam się pożegnać z wami. Do pokoju zajrzała Marcelina. Wreszcie Tośka powiedziała: . Była zgarbiona. . Będą lecieć tysiąc kilometrów i rozwalą się przy lądowaniu! . że Tosia nie powinna tego mówić. .A ty chodź ze mną. Gałęzie świerków poruszyły się. Ktoś szedł korytarzem. Ale było za późno. Rzeczywiście. Filip usiadł na krześle i zaczął mówić uroczystym głosem. Piłka poleciała wysoko. żeby ta szyba była znowu cała.Znaleźliście je? .Tak. Kuki mu przerwał. Usłyszeli pukanie. . -A wiesz.Ciotka nas zabije . .szepnął Kuki. Usiadła na krześle i powiedziała.Dobrze .Chcę. Kuki stanął na straży przy drzwiach. jak najlepszy z brazylijskich piłkarzy. Zaraz zobaczysz coś lepszego. że nie słyszysz! Marcelina pomachała rodzeństwu i poszła za ciotką.To może być niebezpieczne.

a pogoda była tak samo niespokojna jak jego sny.. Trzymajcie się. W końcu kołdra zsunęła się na podłogę i zmarznięty chłopiec się obudził. jakich nie mógł zrobić nikt inny. otworzył po cichu drzwi i zbiegł po schodach. I pamiętajcie. Wiał silny wiatr. . Kuki był pewny. to mieli niespokojne sny. Należała do nich i mogli robić rzeczy. że wasza ciotka nie jest taka zła. To był po prostu film.Jak wyście to zrobili? Filip uśmiechnął się tajemniczo. Nie chciał czekać z próbą do rana. ja chciałem mleko w szklance. Uśmiechnęła się do nich i ruszyła do drzwi. Pstryk! Portfel sam się otworzył i z jego wnętrza wypełzło kilka banknotów. każde z nich stało się jakby trochę doroślejsze. .. .jęknął Kuki. Szelesty i dzwonienie. Za to.No to chciałbym. . Najpierw kłócili się.Nic ci nie zapłaciła? -Nic. że muszą być bardzo ostrożni. Że nie mogą zrobić nic głupiego ani dziecinnego.. . żebyś dostała swoje pieniądze.To super. o trochę mleka . 86 87 Kiedy w końcu zasnęli. Kiedy w kinie oglądali latające miotły i gadające lwy. . Wiedzieli. Miała na szyi dzwonek. patrząc na niego wielkimi smutnymi oczami. poczuli dziwny lęk. Nie dała mi nawet wypłaty. że udawałam niemowę. Wszystko poszło bardzo szybko. która siedziała przy laptopie. że przyleci do niego szklanka mleka. .. Ale kiedy naprawdę stanęli przed czymś niepojętym. Kuki coś mruczał. Strasznie się wściekła. A wam się udało znaleźć tę strasznie ważną rzecz? -Tak. nie pytali. Od chwili gdy znaleźli czerwone krzesło. Uniosły się i pofrunęły jak papierowe motyle. A gdy już położyli się do łóżek.Wasza ciotka wyrzuciła mnie z pracy. Była duża i biała jak śnieg.Ciii! Zrozum. Zamiast tego usłyszał za drzwiami jakiś dziwny dźwięk. Ale nikomu o tym nie mów. której działania nie potrafili zrozumieć. Rozejrzał się trochę nieprzytomnie. Na samym środku salonu w plamie księżycowego światła stała krowa. ale nic nie przyfrunęło. a nie w krowie. Krowa cicho zaryczała. Zbliżała się północ. . ogarnął ich niepokój. Ostrożnie usiadł. Kuki wstał. Zerwał się z krzesła. robiąc jakieś obliczenia. Drzewa za oknem chwiały się. Rodzeństwo myślało o czerwonym krześle jako o źródle niesamowitych możliwości. Kiedy był mały i budził się w nocy. Zatrzepotały i przyleciały prosto do rąk patrzącej na to ze zdumieniem Marceliny. I wtedy ją zobaczył.. Wieczorem długo nie mogli zasnąć. że stojąca na biurku torebka przewróciła się.Proszę. a mimo to czuli niepokój... Podszedł do krzesła i lekko je pogłaskał. czy to możliwe. Stała na perskim dywanie. Nie miał żadnego planu. a Kuki po prostu je polubił.. nawet nie zauważyła. tarcza księżyca pojawiała się i znikała.. Dzwonek na jej szyi zadzwonił jak na alarm. Tuż obok nich istniała jakaś niezwykła siła. który dźwięczał przy każdym ruchu głowy. Ze środka wysunął się elegancki czarny portfel.O rany! . Przykro mi. przewracając się na łóżku z boku na bok. Krzesło odbijało srebrzyste światło. Wtedy Filip zapytał: .Mamy swoje sposoby. Tak jak lubi się własne zwierzątko.. ale musisz zniknąć! . Może dlatego.. przesłaniana chmurami.. że to on pierwszy je znalazł? Był tylko niespokojny. rodzice przynosili mu ciepłe mleko i to go uspokajało.Ci! Bo ciotka się obudzi! Krowa pokręciła głową. czy „to coś" nadal działa. jak najlepiej przetestować magiczny przedmiot. Ciotka.. bez jednej łaty. Po prostu lubił ten przedmiot.wyszeptał.

.. Ja mieszkam w mieście. Kiedy wbiegł do sypialni. ale ona była bardzo duża. że ciotka zaraz się obudzi. Ciotka spojrzała nerwowo w górę. który schował się zaraz za filarem.? Chyba nie chcesz. Był trochę zaskoczony. Po dziesięciu minutach mleko przestało lecieć. Kuki zaniósł garnek do lodówki..Chciał wrócić do sypialni.. .... Nie zauważyła Kukiego. kretynie? .Nie rób tego. jakby patrzyła na upiora. bo biała krowa podniosła właśnie ogon i na marmurową podłogę poleciał krowi placek.szepnął błagalnie Kuki . wyjęła jakąś butelkę i wypiła z niej kilka łyków. Ciotka zabierze im krzesło.Przepraszam. Kobieta opadła na fotel. tak przerażona. Chłopiec popędził na piętro. że widzę tu krowę. .. Nigdy jeszcze krowy nie dotykałem. Kuki wykorzystał ten moment. Krowa zniknęła. ale po kilku próbach połapał się. Ale w tym momencie krowa ruszyła naprzód i zablokowała mu drogę. Wiedział. jak doi się krowę. Chyba że wcześniej obudzą się Filip albo Tośka i odwołają ten czar.Nie! . Zasłoniła oczy. żebym cię wydoił? Ku jego zaskoczeniu krowa pokiwała łbem. ustępując mu drogi.Odsuń się. Zatrzymał się przerażony. . Nie mógł teraz wejść na schody. Oglądał kiedyś film.. Najpierw nic nie leciało.Zaczynam mieć jakieś zwidy. Kobieta wrzasnęła i odskoczyła. 88 89 Krowa spojrzała na niego smutno i machnęła ogonem. zanim zdążą cokolwiek zrobić. Przykucnął i podsunął garnek pod napęczniałe wymiona. Kuki rozejrzał się nerwowo. No i miała rogi. Zaczekaj.Chyba zwariowałaś! Ja nie umiem doić krów.Ja zwariowałam...mruknął Filip i i obrócił się do ściany. Podbiegła do szafki. a wtedy krowa dostojnie przeszła na środek salonu. Co się ze mną dzieje? Mam halucynacje! Wszystko przez te dzieciaki. a nie ciotkę! . Pobiegł do kuchni i wyjął z szafki mały garnek. Tym razem dużo głośniej. Od tego są maszyny sterowane komputerowo i. Krowa potrząsnęła głową i zrobiła krok w jej stronę. szkło wyleciało jej z rąk i rozbiło się na posadzce.Poszedłem po mleko. na czym to polega. Odejdź! Muszę cię anihilować. . Spróbował robić dokładnie to samo.dodał szybko. . Już dobrze. bo ciotka nas zabije! Podszedł ostrożnie do zwierzęcia. jakby rozumiała. spoglądając na chłopca z wyraźnym wyrzutem. Filip otworzył oczy.Co ty robisz. bo mleko wyglądało i pachniało inaczej niż to z kartonika. Ciotka stała bez ruchu.. . A wtedy wszystko się wyda. . Mam na myśli krowę. ale musisz przestać istnieć. Zresztą teraz ludzie was nie doją.Ciii.. Na środku salonu stała ciotka i z obłędem w oczach wpatrywała się w białą krowę. Naprawdę muszę to zrobić! Przykro mi. chyba że odciągnąłby krowę.. żeby odwołać czar. Usiadł na krześle i szepnął: .O co ci chodzi. Krowa zaryczała ponownie. przewracając kryształowy wazon stojący na podłodze. A przecież jej nie było. W tym momencie ciotka odsłoniła oczy i zobaczyła pusty salon. . Zatrzymał się gwałtownie. w którym pokazywano. .To mnie nie budź . Po namyśle zamienił go na większy. Naprawdę zdawało mi się. co mówi. Wielkie zwierzę natychmiast rozpłynęło się w księżycowym świetle.jęknęła. Popędził z powrotem do pokoju.. A potem polizała ciotkę różowym językiem po twarzy. i do garnka pociekła struga mleka. . Tymczasem krowa znów zaryczała. 90 91 Kuki chwycił czerwone krzesło i po cichu wybiegł na schody.. Kiedy chciała odstawić ją na półkę..

Wziął czerwone krzesło i poszedł spać. . 94 .Chodź. . jak długo będą do nich lecieć rodzice i czy nie roztrzaskają się. gdyby czar przestał działać.Co robimy? .To prawda.jęknął Kuki. Ale szklanka przyleciała bezpiecznie do rąk Filipa i nie wylała się z niej ani kropla płynu. To krzesło może przestać działać. W drzwiach obróciła się jeszcze. . zaraz po śniadaniu. żeby przyleciała tu walizka mamy. czy biały upiór znów się nie pojawił.. to dom się nie rozleci. dzieci popędziły do pokoju po czerwone krzesło. Szklanka uniosła się i pofrunęła w stronę Filipa. związując ją sznurkiem. Czekali długo.Chcę. jak startuje tysiąc kilometrów stąd i leci jak bojowa rakieta. Nie wiemy. że musimy zaryzykować . sprawdzając. . .. A wy pamiętajcie.Pierwsza próba udana. . . Wyglądał jak balon.Jesteś lżejszy! Jak walniesz o ścianę. Próba numer dwa udana. Owinęli Kukiego w kołdrę.A ty nie możesz? .OK. lądując z dużej wysokości. W ten sposób chcieli sprawdzić. Filip usiadł na krześle i powiedział: . 92 93 . Ciotka zerkała na nich nieufnie. bo waliza mamy była bardzo ciężka..Cicho! Niech mój brat Kuki przyleci do mnie w całości. żeby złapać szklankę.powiedział lekko drżącym głosem. że rodzice też się nie stłuką -szepnęła Tośka.Próba trzy nieudana . . że ktoś ją zobaczy w takim stanie.. . Kuki szedł obok. Ostatni test. Kiedy samochód ciotki odjechał. Nie próbując sprzątać rozbitego szkła. . Rodzeństwo w milczeniu przyglądało jej się z okna. czy to nie jest jednorazówka.powiedziała Tosia. Tuż przed lądowaniem wyhamował i łagodnie opadł na trawę. Spojrzeli po sobie niepewnie. Mają mi pokazywać kandydatki na nową kucharkę. Starało się zachowywać bardzo grzecznie.Chyba tak. ale nic nie przyleciało.Żyjesz? . .stwierdził ponuro Filip. .Aaa! Jak pocisk wystrzelony z katapulty Kuki przeleciał łukiem nad ogrodem i spadł prosto do nóg Filipa. żeby nie wzbudzać podejrzeń. Tośka przyniosła wysoką szklankę i nalała do niej mleka. Po nocnym spotkaniu z widmem krowy wyglądała na bardzo zmęczoną.Jadę do miasta. a potem szybko je zamknęła i przekręciła klucz w zamku.Nie możemy czekać. ciotka włożyła płaszcz i poszła do samochodu. Włóżcie kaski! Włożyli kaski rowerowe. Kuki z ulgą wyszedł ze swej kryjówki. Kuki. że będą kłopoty . W ogóle nic się nie zdarzyło. pobiegła do sypialni. Wyobrażali już sobie. ale nie miała się do czego przyczepić.Czuję. Postawiły je na trawniku przed domem. .Uważam. że nie macie prawa wyjść za bramę. Następnego ranka.Pierwsza próba! Niech ta szklanka bezpiecznie tu przyleci. . .A jak rodzicom coś się stanie? . . Patrzyli niespokojnie w niebo.Bardzo śmieszne.jakby bojąc się. .Mam nadzieję.Próba numer dwa .powiedział Filip.

Filip zaczął mówić uroczyście: . . oglądając krzesło. Nie możemy ściągnąć rodziców.. Przebiegli może sto metrów i nagle znaleźli się w słońcu.Niech. .To nasza ostatnia szansa. bo wiedzieli. a poza tym to on niechcący wywołał całe nieszczęście. żeby rodzice.krzyknął Filip. Wyglądało to niesamowicie. że statek Queen Victo-ria przypływa w niedzielę do portu w Kopenhadze. . potem następne i nic się nie zdarzyło. Tosia podbiegła do brata. Obok domu ciotki lał deszcz.. Nie możemy ryzykować katastrofy. . Jeszcze chwila i rodzice stamtąd wyjdą! Ale chwila minęła. Deszcz się urywał. że zostały nam dwadzieścia cztery godziny. Wyczarowali bilety na lot do Kopenhagi i wyruszyli na lotnisko. . że to on powinien wypowiedzieć najważniejsze życzenie. bo są za daleko..To co zrobimy? . .. Niech wejdą przez te drzwi i niech będą tacy jak dawniej.Mamo! Jesteście tu? Tato? Nikt nie odpowiedział.Może wyczerpała mu się bateria? .No to. Kuki nie wytrzymał i pobiegł otworzyć drzwi.. czy rodzice za nimi nie stoją. żeby sprawdzić.Chcę. bo potem płyną na Karaiby.Nie znamy się na helikopterach. czy nie wyczarować helikoptera. Straszliwa ulewa zalała ogród ciotki.. .Zdążymy! Spakowali do plecaków tylko najważniejsze rzeczy. O cokolwiek.Tylko gadaj dokładnie! .To znaczy.To nie jest komóra! Ono nie ma żadnej baterii. Nie brali jedzenia. zaczynamy! Rodzeństwo skupiło się wokół Filipa. Nikogo tam nie było. Jak ekran podzielony na dwie połowy. a za narożnikiem świeciło słońce. Filip i Kuki wpatrywali się w drzwi domu. Tam ich nie znajdziemy. Filip wybiegł za bramę. . 98 99 .Ten czar nie działa na odległość. Poproś o coś.. jakby ktoś go zmazał gumką.. Tosia.szepnął Kuki. . Więc teraz musi je naprawić. I natychmiast zaczął padać deszcz. . .Musimy do nich pojechać! Musimy stanąć przed rodzicami i patrzeć im w oczy! Tylko wtedy uda się zdjąć z nich zaklęcie! Sprawdzili w Internecie. rozumiecie? Działa tylko w zasięgu wzroku. ale Tośka nie chciała się zgodzić. Tosia i Kuki pobiegli za nim. Muszę najpierw coś sprawdzić!. Filip siedział na krześle wyprostowany i bardzo skupiony. czy ono jeszcze działa. .Ono wciąż działa! Tośka wciągnęła kaptur. pada deszcz.Działa! . co trzeba.szepnął Kuki.Już wiem .Zaraz. Polecimy normalnym samolotem.Filip! Musimy sprawdzić. .. Filip pomyślał chwilę i zawołał. . Kuki zaczął wołać: . Przez chwilę zastanawiali się. .Nasi rodzice! 96 97 .krzyczał Kuki. .Dlaczego tam nie pada? .Żeby nasi rodzice bezpiecznie do nas wrócili. że zawsze mogą wyczarować pieniądze i kupić.Filip! Wyłącz ten deszcz! . Był najstarszy. Uważali.

Kuki szepnął do Filipa: .. Filip powiedział z przekornym uśmiechem: . patrząc uważnie pod nogi.To zmienimy ktosia w karalucha! Biegli na przystanek autobusowy. . ale to już! 101 .Nie słyszysz.Słuchajcie.Wsiadajcie do samochodu! Porozmawiamy sobie w domu! Wsiadajcie. co mówię? Do samochodu! Wtedy rodzeństwo wybuchło śmiechem. Rodzeństwo szło za nią ostrożnie. Podeszli do auta. teraz powoli opuściło ręce i zaczęło się rozglądać.zawołał Filip. Ciotka wyskoczyła z samochodu. ale plecaki i krzesło im ciążyły. Była to twarz siedmioletniej dziewczynki! .Niech ciotka będzie mniejsza od nas! Natychmiast zerwała się straszliwa wichura.szepnął Kuki.Ale numer! .wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu! . że dzieci chcą same lecieć samolotem? . jak po polu minowym. które zasłoniło oczy przed zawieruchą. Kobieta zaczęła krzyczeć na całe gardło. Rodzeństwo. Mała spojrzała na niego wrogo i zawołała piskliwym głosem: . .Pogryzie nas! Ciotka podeszła do nich i wrzasnęła: .Wsiadajcie do samochodu. Ciotka zauważyła ich i ruszyła z piskiem opon. .Zmień ją w karalucha. Rodzeństwo stanęło za nim.Już wiem! . .Bo ją ktoś wykończy offem. żeby jej nie podeptać. tak? Ruszyła w stronę rodzeństwa. Wiatr uderzył w ciotkę i odepchnął ją. . ..spytał szeptem Filip.To w psa! . jak z okna samochodu wychyla się twarz w ciemnych okularach. Ciotki nigdzie nie było. smarkacze! 102 Ale nie był to głos ciotki. wiatr odpychał ją. Trafili na drogę bez wyjścia! Filip błyskawicznie usiadł na krześle. Nagle Filip zatrzymał się. Drzwi zatrzasnęły się i wiatr ucichł. Tosia ruszyła. Mercedes ciotki nadjechał i zahamował kilka metrów od dzieci. aż w końcu wirująca ciotka wpadła do samochodu.Tam! Filip skręcił w wąską uliczkę. Zaczęła wirować jak karuzela i krzyczeć na całe gardło. Z przeciwka jechał czarny samochód.spytał Kuki..Powiedziałam wam . . .zawołała groźnie siedmioletnia ciotka . Dziewczynka była wciąż ubrana w czarny płaszcz i wielkie okulary i wyglądała komicznie. .krzyknęła Tosia. że tam łatwiej się ukryją. Niestety.Gdzie ona się podziała? . Dzieci pędziły najszybciej.. Wiatr uniósł piach i zrywał liście. . .. Zobaczyli. jak to możliwe.. żeby kierować samochodem.Może jest taka mała jak bakteria. które fruwały wraz z ciotką w szalonym tańcu.szepnął Filip. Natychmiast się odwrócili.Dokąd się wybieracie? Chcieliście uciec.Ciocia jest chyba za mała. Nagle usłyszeli wołanie: . a jak ktoś będzie się czepiał.Nie! ..Na pewno zmieniła się w małego trolla. Szybko! . zdawało mu się. .Tam jest ciotka! 100 Rzucili się do ucieczki. Uważajcie. dźwigając krzesło i plecaki. na końcu ulicę blokowała brama zamknięta na kłódkę.

smarkaczu? Dzieci nie odpowiedziały.odezwała się ciotka.Raczej nie zdążycie . I zaczęła wrzeszczeć.Nie musimy. Udali. . Tosia obróciła się i podeszła do małej ciotki. jak się do niej zwracać. Ocierała łzy.Będziesz głodna.Chodź z nami. . Autobus zahamował tak gwałtownie.. . która jeszcze niedawno była wysoką groźną kobietą.burknęła siedmiolatka. Zdążymy. to was spiorę! Czerwony autobus linii numer siedem był zatłoczony. Ciotka w końcu się zaniepokoiła. . że odchodzą. Ona jest za mała. śmiesznie maleńka. . Rodzeństwo stanęło na tylnej platformie.zawołała Tosia.Sprawdziłam wszystko w Internecie.powiedział zdecydowanie Filip. . . Mała ciotka podbiegła do nich.Skąd ciocia to wie? . . Ale jak będę znów duża. Tosia zatrzymała się. Patrzyły na zmniejszoną ciotkę. Rodzeństwo podbiegło do tablicy. .O której odlatuje samolot? .Tosia spojrzała na kartkę. na której wyświetlano trasę. A potem w lusterko. Mała ciotka trzymała się w pewnej odległości od nich i spoglądała wrogo. Filip usiadł na krześle i spokojnie powiedział: .Zwariowałaś? .A poza tym tam jest rozkład jazdy.krzyknął Filip. ciociu! ..Dlaczego? . .Co ty mówisz.Odczepcie się ode mnie! .Musimy wysiąść! . Darła się.Pojadę z wami.Na przykład jakaś wstrętna ciotka ..Bo jestem od was starsza i mądrzejsza .Musimy już lecieć! Pa! Pokiwał wrzeszczącej ze strachu dziewczynce.powiedział Filip.Bo ten autobus nie jedzie na lotnisko. co dalej robić. . Ciotka wyszła z samochodu. mimo butów na wysokim obcasie. .Poczekajcie. Musimy ją odczarować albo zabrać.Ona ma rację! Jedziemy w złą stronę .Po co? . Nagle rozległo się stukanie obcasów. Nie bardzo wiedziała. Spojrzała niepewnie na dziewczynkę.. On jedzie w przeciwnym kierunku.powiedziała przez zaciśnięte zęby.Nigdzie z wami nie pójdę! 105 . . Przecież faktycznie: nie mogą takiej maludy zostawić samej. żeby ten autobus jechał prosto na lotnisko. . Spojrzała na swoje malutkie ręce z pomalowanymi na czerwono 104 paznokciami.Nie to nie . Dziewczynka odpowiedziała ze złością: . i patrzyła za odchodzącymi.Dobrze .dodał Kuki. . I wtedy się zaczęło. Obrócili się. skręcając się ze śmiechu. ale musimy być na lotnisku najpóźniej o jedenastej.Chcę. . .Samolot do Kopenhagi odlatuje o dwunastej pięć.spytał Kuki. . że kilku pasażerów przewróciło się 106 . .. . Nie bardzo wiedzieli. Albo ktoś może cię porwać. jakby zobaczyła upiora. -Chodźcie.No to cześć.Nie możemy jej tak zostawić. Rodzeństwo ruszyło za nim. Chwycił krzesło i poszedł w stronę przystanku autobusowego. ciociu.Jeszcze pół godziny. .

. Na szczęście wszyscy ludzie zdołali uciec. Jechał pod prąd. .Co ten kierowca robi? . który umykał z tacą pełną szklanek. A potem zawrócił z piskiem opon i ruszył w przeciwnym kierunku. zatrzymaj go. 108 109 . Obrócił się i zobaczył pędzący wprost na niego autobus. . .krzyczał przerażony Filip.Filip. Oszalały autobus minął park i wjechał w wąską ulicę prowadzącą do rynku. Filip zaparł się z całych sił.Pijany! .zawołała przerażona Tośka. która histerycznie krzyczała i nie dawała się zepchnąć.Zwariował! Przy kolejnym podskoku Filip zleciał z czerwonego krzesła na podłogę. a jakaś gruba kobieta upadła na nie. Na scenie stał Max na swoich sprężynowych butach. Filip natychmiast usiadł na krześle i zawołał.Co się dzieje? Czy on zwariował? Dokąd on jedzie? Rodzeństwo spojrzało na siebie z satysfakcją.krzyczała Tosia. Jeśli uderzą w budynek. szczerząc upiorne zębiska. to nikt nie wyjdzie z tego żywy! Zrozpaczona Tośka złapała za ogon piranię. wpadały do sklepów. na której końcu był Port Lotniczy. Ale autobus. jadąc dokładnie po linii prostej. ale na „ich krześle" wciąż siedziała kobieta. Autobus wyjechał na szeroką ulicę. Max. . pojechał prosto! Uderzył w barierkę.Odwołaj ten czar! Filip z Kukim próbowali właśnie to zrobić. Gdy pojazd uderzył w scenę. z wyjątkiem kelnera. Autobus wjechał w środek ulicznej kawiarni. rozbijając wystawy. Ta zerwała się z jeszcze większym wrzaskiem. rozpaczliwie odrywał kąsające go ryby. wpadając do pojemnika z lodami.Co on robi? . histerycznie krzycząc. Wielkie akwaria pękały jedno po drugim i setki litrów wody wylewały się wraz z krokodylami i piraniami. tratując klomby i kosze na śmieci. Zdumieni pasażerowie wołali: . jak ląduje obok niego ogromny krokodyl. Tłum widzów przed sceną rozbiegł się we wszystkie strony. i nie wyglądał na zadowolonego. zamiast skręcić.Niech pani wstanie! W tym momencie autobus wjechał do oceana-rium. Autobus pędził przez rynek. I w tym momencie stało się coś niesamowitego. . Gad otwierał szeroko paszczę. Pędził ze straszliwą prędkością. . próbując ściągnąć z magicznego krzesła wrzeszczącą kobietę. Pojazd skakał jak oszalały na nierównym trawniku. Max wykonał rozpaczliwy skok i znalazł się na jego dachu. bo kogoś zabijemy! -krzyczała Tosia. która wpadła przez okno.Filip! Zatrzymaj ten autobus! . W końcu skoczył szczupakiem przez bar. prosto w stronę hali odlotów. Nagle z przerażeniem zobaczył. zrywając reklamy i ścinając znaki drogowe.Niech ten autobus się zatrzyma! Pisk hamulców. Samochody jadące z naprzeciwka uciekały na chodnik lub. roztrzaskał ją i popędził prosto przez park. i wrzuciła ją za koszulę kobiety siedzącej na krześle. -Jedzie prosto! Kazałeś mu jechać prosto! . Pasażerowie zaczęli wrzeszczeć. Ulica skręcała w prawo. Autobus stratował wiklinowe stoliki i wjechał na rynek.107 na podłogę. Autobus siłą rozpędu wjechał jeszcze na schody prowadzące na lotnisko i wreszcie się zatrzymał. leżący na dachu autobusu. Autobus rozgniótł scenę i popędził w stronę dmuchanej bramy z napisem: „Wielka atrakcja! Wystawa krokodyli i piranii".

. Kobieta spojrzała na nich zdziwiona.Mami taka! Manary! Miota! Mikasika! Very aho mikasika! Kalifaty fanalana amin! Widać było.Następna osoba! Podeszli do lady. chwiejąc się i szepcząc: .Co takiego. Nie zauważyli Maksa. Pobiegli we wskazane miejsce.Dzień dobry.Ja wiem .Rozkazałem. Filip i Kuki rozglądali się trochę zagubieni.Co ja zrobiłem?. co ja zrobiłem. Wszędzie stały długie kolejki. żeby mówić w swoim języku.. Odbił się na swoich sprężynowych butach i pognał za nimi.Gdzie ona jest? .Niech naprawi się wszystko. Spośród rodzeństwa tylko ona podróżowała wcześniej samolotem. To dziecko ma czterdzieści lat!? . Wyskoczyli z autobusu i pobiegli na lotnisko. .spytała Tośka.powiedziała Tosia.Dokąd mamy iść? . . . Brzmiało to mniej więcej tak: . że czyni rozpaczliwe próby. smarkaczu? W odpowiedzi Filip usiadł na krześle i coś wyszeptał. Na lotnisku kotłował się wielki tłum podróżnych. żeby ciotka mówiła tylko w języku madagaskarskim. co zniszczyliśmy. .Z naszą ciocią. . Potem poderwał się i skoczył na chodnik. . Urzędniczka za ladą zawołała: . To jest tam. który wciąż siedział na dachu pojazdu. .To ma być jakiś żart? . Natychmiast wszystkie szkody się naprawiły. Na końcu krokodyl otworzył paszczę i puścił but Maksa. Filip. Zostali tylko Tosia. Boże. Wskazała ladę. A potem wszyscy jednocześnie rzucili się z krzykiem do drzwi. W końcu zamilkła i tylko patrzyła na Filipa z wściekłością.Zwiewamy stąd. ale na razie muszę cię pozbawić głosu..Tutaj. Zaczynały się właśnie wakacje i setki pasażerów z walizami i rozkrzyczanymi dziećmi kłębiły się w hali odlotów. Kuki i mała ciotka. nad którą świecił się napis: „Lot 007. ciociu.spytał niepewnie Kuki.Przykro mi. . Zanim doszli do lady. Urzędniczka zajrzała do dokumentu. Pokaż paszport. Z kim lecicie? .. Filip szybko usiadł na krześle i zawołał: .Nie rozumiem. Ciotka spojrzała na niego z wściekłością i wyrzuciła z siebie potok dziwnych słów. Mężczyzna patrzył jak zahipnotyzowany na dzieci i czerwone krzesło. Filip powiedział: 112 113 . Otworzyli je siłą i uciekli. . ale nie potrafiła tego zrobić. Urzędniczka zerknęła na małą dziewczynkę w ciemnych okularach. Gdzieś daleko zaczęły wyć syreny policyjnych samochodów. .mruknęła ciotka. Nagle z kabiny wyszedł blady jak trup kierowca. Kopenhaga". .Ale nie powiem wam.Co ty robisz!? . kiedy poleciała ze szkolną orkiestrą do Pragi.Sami sobie poradzimy ..Dzień dobry. Tośka chwyciła krzesło.Nie. Tutaj kolejka nie była na szczęście zbyt długa. Szedł.Najpierw musimy iść do odprawy. . co się stało. . Na szczęście budynek lotniska stał na wzgórzu i całe miasto było w zasięgu wzroku. Żeby komuś nie wygadała. ciociu.Przez chwilę w autobusie nikt z pasażerów się nie odzywał.

zawołała ciotka. Walizki spadały na nie z wylotów wielu rur i były kierowane w różne strony. Z drukarki wysunęły się białe karteczki. . wpadło do czarnej rury i pojechało w dół.krzyknął Kuki. No. Podali nowiutkie bilety. przeskakując walizy i torby. Oszołomiona urzędniczka oddała jej paszport. Wokół nich był labirynt pędzących w różnych kierunkach taśmociągów. Postawcie bagaż na wagę. Urzędniczka zerwała się z krzykiem. Bagaże sunęły i krążyły w niesamowitym tańcu. Nacisnęła guzik. Jeśli do niego wjedzie. .zdziwiła się urzędniczka. Pas transmisyjny z bagażami przesuwał się błyskawicznie.. Dzieci pojechały wraz z walizami krętą zjeżdżalnią i spadły na jeden z pasów transmisyjnych.Proszę pokazać bilety. przewracali i znów podnosili. 114 115 Urzędniczka nakleiła je na plecaki i na krzesło. Poleci nie wiadomo gdzie.Po co? . potykając się na wysokich obcasach i wykrzykując dziwnie brzmiące słowa. Biegnący za nimi ochroniarze byli zbyt wielcy.Nasza ciocia zrobiła sobie operację plastyczną. która bała się. Przeskakiwali przez pędzące taśmociągi. Czerwone krzesło zmierzało w stronę czarnej dziury. a potem mała ciotka.Co pani robi!? .Very aho mikasika! . proszę pani .Nie mogę cofnąć taśmociągu.spytał nieufnie Filip. . . Dzieci nie widziały. zrzucając walizy i przewracając się na pasy transmisyjne. gdzie bagaże wpadały i znikały. żeby młodziej wyglądać. Kuki zatrzymał się i krzyknął najgłośniej. Za nimi skoczyła Tośka. To krzesło też. . Byli na to przygotowani. . Ciotka zawahała się.. Krzesło dojechało do otworu przesłoniętego pasami plastiku. pas transmisyjny ruszył i krzesło odjechało razem z bagażami. Za braćmi pędziły Tosia i ciotka. jak potrafił: . . 117 Czerwony przedmiot zmierzał już w stronę luku bagażowego w samolocie.Tak. akurat w chwili. Znalazły się w niezwykłym świecie. to do końca życia zostanie siedmiolatką mówiącą w języku mada-gaskarskim. Ciotka popędziła za nimi.Dobrze. gdzie jest ich krzesło. Potykali się. ale potem i ona skoczyła.Muszę je zważyć.Ochrona! Dwaj pracownicy ochrony lotniska popędzili do niej.. Ej! Co wy robicie!? Filip i Kuki wskoczyli na pas transmisyjny. Hala była ogromna i ciemna. Zaczął piszczeć alarm. .Jak to co? . gdy Filip miał je złapać. .Tam. W końcu Filip je zobaczył.odpowiedział szybko Filip. że jeśli krzesło zginie. Odchyliło je.Wróć do nas! Wracaj! . które wlokły ich w przeciwnym kierunku. Wszystko odbywało się automatycznie. żeby na koniec dotrzeć do właściwego samolotu. Rodzeństwo bez namysłu wskoczyło do rury i zjechało za krzesłem.Niech pani odda nasze krzesło! . Krzesło było już kilka metrów od samolotu. . żeby wcisnąć się do otworu. . . 116 Filip i Kuki biegli po pędzącym taśmociągu. to go nie odzyskają.Ależ ono jest za duże do kabiny. i trochę przesadziła. Rodzeństwo rzuciło się w pogoń.Nie zgadzamy się! Niech pani je odda! . Popędzili w stronę drzwi. Będzie lecieć w luku bagażowym. postaw je! Filip niepewnie postawił czerwone krzesło na wadze.

ale w końcu także wybiegła. Uniosło się ponad taśmociąg.Czemu to zrobiliście? I gdzie są wasi rodzice? Rodzeństwo milczało. Odwrócił się i podniósł słuchawkę telefonu.komendant spojrzał groźnie na dzieci.To będzie porwanie.Pociąg! .powiedziała Tosia. że od czasu kiedy zaczęli tę wyprawę.Jak długo jedzie pociąg do Kopenhagi? . wydzierając im czerwone krzesło z rąk. . .Chyba muszę wezwać psychologa.No to co zrobimy? . a potem też zamilkła. który na szczęście był po drugiej stronie ulicy. .Możecie jechać pociągiem! Rozumiecie mnie czy nie!? Kuki zasłonił uszy. .Samolotem raczej nie polecimy . Żadne z nich nie zauważyło człowieka w butach na sprężynach. .Nic tu nie ma. . 118 Tosia. Mała ciotka zawahała się. . Mała ciotka krzyknęła: . . Przestępstwo.wymyślił Filip.Możemy zaczarować kierowcę taksówki i kazać mu jechać do Kopenhagi .krzyknęła ciotka. lądując po chwili obok Kukiego. Na pięć minut! Komendant zerwał się.Zwiewamy! Filip chwycił krzesło i popędził do drzwi. . Technik postawił krzesło obok komendanta i wyszedł razem z psem. Ziewnął i jego głowa powoli osunęła się na biurko. Filip siedział już na krześle i zawołał: 119 . . .Rano będziemy na miejscu. to bez przerwy gdzieś biegną. ale było za późno. W tym momencie otworzyły się drzwi hali i wbiegł oddział ochroniarzy. Miał też psa. Filip ostrożnie wstał i zaczął się skradać w stronę krzesła. Zaczął chrapać. Naprzeciwko dzieci siedział komendant w czarnym mundurze. . Ukryli się między samochodami na podziemnym parkingu pod lotniskiem i zrobili naradę. Kuki i mała ciotka siedzieli z ponurymi minami na posterunku ochrony lotniska. Zanim rodzeństwo zdążyło cokolwiek zrobić. Tośka i Kuki pobiegli za nim.Panguh Uh! Po chwili wahania Filip zdjął z niej zaklęcie i ciotka znów mogła mówić w zrozumiałym dla nich języku. Odjeżdża za dziesięć minut. Wsadzą nas do więzienia.Niech ciocia tak nie krzyczy.Skąd ciocia to wie? .westchnął komendant. ale zaraz opadł z powrotem na fotel. zawirowało i poleciało z wielką prędkością. . Przecież już rozumiemy.spytała Tosia. Za to mała ciotka wyrzuciła z siebie potok słów w języku madagaskarskim.Raczej nie. .Mam w telefonie rozkład jazdy! Zerwali się i popędzili w stronę dworca kolejowego. który właśnie wyszedł z .Panguh! . Kuki pomyślał. To jest zwykły mebel.wrzasnęła.Dziwne dzieci . . otoczyli je.Ostatni raz pytam . Dalej jakiś technik badał krzesło za pomocą urządzenia wydającego ciche piski. .Wtedy czerwone krzesło poderwało się jak wierny pies. .Niech pan zaśnie. .O co jej chodzi? .Mami taka! Mitandrina! Komendant obrócił się. który obwąchiwał uważnie magiczny przedmiot. Filip.

Jak wy to robicie? .spytała. mówimy. kanapek i butelek. Max bezskutecznie szukał dzieci na całym lotnisku i już chciał zrezygnować. te czary. pewny. bo nie był pewny.Masz. ale nie powiedziała dziękuję. . i wszystko dostajemy. czy rodzeństwo nie zamieniło się w kogoś innego. . żeby spytać. Jeszcze my! Kobieta spojrzała zdziwiona na czwórkę dzieci z czerwonym krzesłem. . Konduktorka chciała pobiec za nim. Tylko dla nas! 123 Rodzeństwo rzuciło się do otwierania torebek i napojów. nie wolno ci dotykać krzesła. postawili na korytarzu. Siedmiolatka przyjęła podarunek. .powiedział Filip stanowczym głosem. kiedy na peronie pojawił się dziwny mężczyzna w podartym płaszczu i butach na sprężynach.Po pierwsze. Jeśli mamy żyć w zgodzie. .No. Mała ciocia patrzyła na nich zazdrośnie. Po prostu siadamy na krześle. Korytarzem ostatniego wagonu szedł Max.Spokojnie. . ale zawiadowca zaczął gwałtownie machać ręką. więc zagwizdała i wskoczyła do ostatniego wagonu. to nigdy cioci nie odczarujemy. Konduktorka spojrzała na zegar i sięgnęła po gwizdek.Nigdy nie będę was słuchać! .Po co jej to zdradziłeś?! .zawołała ze złością ciotka. . Na widok biegnących krzyknął z radości i popędził za nimi. Zajęli cały przedział pierwszej klasy. On także wsiadł do pociągu. pokazując na zegar. Założyłem simlocka. Wzięła pomarańczę i sok jabłkowy i podała je ciotce. 124 . Na pierwszym peronie stał srebrzysty pociąg EuroCity do Kopenhagi.spytał zdziwiony Kuki. Krzesło. słodyczy. Ruszyła w ich stronę.Nie.My możemy wszystko zrobić. . które wbiegły na peron i wzajemnie sobie pomagając. Kuki z zachwytem oglądał dziwne urządzenia: lampki ukryte w oparciach foteli i małe półeczki na na122 poje. -Teraz będziemy musieli stale jej pilnować! Ciotka spojrzała tryumfalnie. Uważnie lustrował wzrokiem pasażerów. .Wyczarowałem prowiant i kilka gier. .I tak mnie nie upilnujecie! Ale Filip roześmiał się i powiedział: . które nie mieściło się na półce. że odleciały 120 121 jakimś samolotem. . Tymczasem w następnym wagonie Filip postawił na fotelu kosz pełen pomarańczy. Tośka zerknęła na nią. Zaglądał do każdego przedziału. to musisz przestrzegać regulaminu . co chcemy. . .Ciociu.Jeżeli nie będziesz nas słuchać. wyskakujące po naciśnięciu guzika. która patrzyła na niego wrogo. Kuki spojrzał na nią dumnie i powiedział: . .Niech pani zaczeka. Ciotka sapnęła ze złości i założyła ciemne okulary. wdrapały się do wagonu.dodał Kuki. Drzwi z sykiem się zamknęły i pociąg ruszył. Filip usiadł naprzeciwko małej ciotki. z kim jadą.Co założyłeś? .Po drugie.Co jak robimy? . ciotuniu.parkingu.Ale jak? Musicie wypowiedzieć jakieś specjalne słowa? . tuż obok drzwi. Była głodna i chciało jej się pić. musisz nas słuchać .zawołała Tośka. To dla ciebie.

powiedział Max. Kuki zerknął na planszę.Jedziemy do nich.krzyczała ciotka. Zobaczył czerwone krzesło stojące na drugim końcu korytarza! Zaczął się skradać. Max spojrzał na krzesło i wściekły ruszył za konduktorem. Może go pan kupić teraz. .Nie zdążyłem kupić. .Tak . . .Rozumiem. Filip pochylił się i szepnął: .Co takiego? . Ale oczywiście nie miał zamiaru się przyznać. .Wy się nią opiekujecie? 127 . proszę pani. że nikt jej tu nie lubi.Nie mam portfela. ale w tym momencie zerwała się ciotka. Stało za nim dwoje konduktorów.Przyjrzała się uważnie dzieciom. . Rozkazałem. ciociu. pomylił się. wyrywając się Tośce.Nie mam biletu . To znaczy.W takim razie proszę ze mną.powiedział Filip.Słuchaj.Ciociu. Był już kilka kroków od niego. bo jumpery utrudniały mu chodzenie w wąskim przejściu. co się opłaca. . Obrócił się gwałtownie. Przyglądali mu się podejrzliwie. Siedmioletnia ciotka nie brała 125 udziału w grze. To dziecko ma bujną wyobraźnię. Zasłoniła jej usta. Oni mnie porwali! Niech mnie pani ratuje. . .powiedział Kuki. Ostrożnie wyjrzał. Konduktorka chciała coś powiedzieć. Rodzeństwo nieświadome zagrożenia grało w monopol. A ty nie kłóć się ze mną. .zaperzyła się siedmiolatka.Nie ma siedmiu. . .Źle zrobiłeś .To są porywacze i oszuści! Ratuj mnie! Tośa chwyciła ciotkę i pociągnęła ją na siedzenie. .Konduktorka spojrzała zdziwiona na dziewczynkę. W ogóle jest trochę dziwna i nerwowa. ciociu! My z tobą nie gramy.Oni kłamią. . .Trzeba było kupić elektrownię.Jedziecie sami? . Ja jej nie lubię i wy jej nie lubicie. nie mów tak! Ona ma siedem lat.Kupuję hotel za dwieście .Dzień dobry.Proszę pokazać bilet. ale obserwowała ją z zaciekawieniem.Nie znasz się.To ja się nimi opiekuję . Z sykiem otworzyły się drzwi w przejściu między wagonami. wołając: . . Tylko my możemy to zrobić. Faktycznie.A gdzie są wasi rodzice? .Jestem dyrektorką banku od dwudziestu lat i wiem.zawołała ciotka. Podbiegła do kobiety i chwyciła ją za rękę. bo zamienimy cię w pająka. kładąc na planszy garść plastikowych monet. smarkaczu! Kuki też się rozłościł. Konduktorka miała już dosyć tego przedstawienia. . Obrócił się do dziewczynki i powiedział lekceważąco: .Kuki. bo nikt cię tu nie lubi! Tośka pociągnęła go za rękę.. . kiedy usłyszał: . Ciotka zrobiła wściekłą minę i rzuciła w niego skórką pomarańczy. żeby ona sama nie mogła się odczarować. 126 W tej chwili otworzyły się drzwi i zajrzała konduktorka. Ma czterdzieści. Max przecisnął się z trudem. .Blokadę. . .Znam się! . siedź cicho. Konduktorka patrzyła niepewnie na wyrywającą się dziewczynkę.Ona zmyśla. .

..". Dzieci patrzyły na to zafascynowane. I kłopoty nadeszły bardzo szybko. . Konduktorka zagradzała mu drogę do krzesła. Ale było za późno. Filip widział. bo drugi kłopot wyszedł z kieszeni jej munduru. Ma pani swoje sto psów . sama usiadła na czerwonym krześle. Schowałam 129 się na strychu i krzyczałam: „Ja chcę psa. a potem wybuchli śmiechem.Dlaczego? W tej chwili rozległo się ciche piszczenie.Pokażcie mi bilety. 130 W tej chwili w wagonie zaczęła się panika. . Ciotka wrzasnęła: . Czar już działał i Filip zaczął mówić głosem robota: . jak w wojsku. .Ma dzieciak fantazję! Konduktorka rozsiadła się wygodniej na krześle. Konduktorka zastawiła mu drogę i. Chcę sto psów. ale kobieta patrzyła na niego przerażona. Nie zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć. Natychmiast za wszystkich stron pociągu odpowiedziało mu głośne szczekanie..Pani.odpowiedział spokojnie Filip. Kuki krzyknął przerażony: . jednocześnie Filip poderwał się i stanął na baczność. To jest nasza ciotka. który zaszczekał piskliwym głosikiem. Tylko muszę usiąść na tym krześle. jakby był jadowitą kobrą. Wszystkie szczekały. co? Dzieci milczały. Kłębiła się tu masa psiaków dużych i małych. drapały i bawiły się w najlepsze. nawet bombę atomową. Nie mamy biletów. Tym razem był to malutki labrador. . Był małym szczeniakiem rasy bokser. . chłopcze. merdając ogonami i liżąc ich po nosach.Zaraz pokażę bilety.Ja też kiedyś zwiałam z domu. że będą kłopoty . . Wyglądał bardzo miło.Uwaga! Mówię całą prawdę. . Zmniejszyliśmy ją. odwołaj to. To krzyczeli pasażerowie. żebyś powiedział mi prawdę. .Dzieciaki jadą bez biletów. . Filip wstał. ku przerażeniu dzieci. 128 . Ruszył w stronę krzesła. kiedy z walizek i toreb z laptopami zaczęły wychodzić psy. Wskakiwały na kolana i głowy ludzi. skakały. Konduktorzy w panice wybiegli na korytarz.A ja chcę. . Konduktorka zerwała się. Filip padł wyczerpany na siedzenie. jamniki.Uciekliście z domu.Filip. Czapki spadły konduktorom z głów. o co tu chodzi. że sytuacja robi się niebezpieczna. .Niech pani tego nie mówi!!! Konduktorka spojrzała zdziwiona: . husky i wesołe kundelki pojawiały się nie wiadomo skąd. Dalmatyń-czyki. Przez korytarz przeleciała wichura. Pierwszy kłopot wysunął głowę z torby konduktorki.Czyje są te psy? . nic nie mów! .Filip. To krzesło może wyczarować wszystko.szepnął Kuki.Chcę tam usiąść. Wreszcie Tosia oprzytomniała. Konduktorzy patrzyli na niego w osłupieniu. Koniec prawdy.Czuję.Co tu się dzieje? Konduktorka wzruszyła ramionami. Ma chyba czterdzieści lat. . A wiecie czemu? Bo ojciec nie chciał mi kupić psa. jakby nagle ktoś otworzył wszystkie okna. buldogi.Nie pozwól mu siadać na krześle. On cię zmieni w tarantulę! Do przedziału zajrzał drugi konduktor.krzyknęła Tosia.

Więc zawołała tylko: . Zobaczył dzieci i krzesło na nasypie i chciał za nimi wyskoczyć.Zwiewamy stąd! . Było już późne popołudnie i słońce stawało się coraz bardziej czerwone.Może naprawdę wyczarujemy jakąś terenówkę? .Nikt cioci nie pyta o zdanie! . Pociąg ruszył i wkrótce znikł za zakrętem. wynocha! . Krzesło popędziło za nimi. Dalej był las. Krzesło szło przed dziećmi. wstrętna donosicielko! Wreszcie ciotka skoczyła. Sto psów rozbiegło się po całym pociągu i były poza zasięgiem wzroku. ale miała niewygodne buty. podrywając się i biegnąc dalej. który opadał stromo w kierunku lasu. Na końcu kuśtykała mała ciotka. . a mężczyzna wyskoczył z pędzącego pociągu. że nie zdejmie butów na wysokich obcasach. krzyknęła: . Nigdy nie dojdziemy do żadnej miejscowości! To jest jakiś koniec świata! Mała ciotka. . Kuki i Tośka zaczęli biec. lądując na piasku.Ja już nie mogę. Nagle zatrzymał się. ale nadbiegł wielki doberman i zaczął groźnie warczeć. Chętnie by też pobiegła. Szyba rozbiła się z trzaskiem. sadząc wielkie kroki w swoich sprężynowych butach. Uparła się. rzucił się do okna. ratując od upadku. Były coraz bardziej zmęczone. Panika narastała. robiąc jakieś niesamowite salta i skoki. zobaczył ślady stóp.Niech ten pociąg się zatrzyma! Zapiszczały hamulce i pociąg stanął w pustym polu. Dzieci zostały same.Dalej! Skacz. porośnięte suchą trawą i żółtymi kwiatami. Wędrowali już przez godzinę i byli zmęczeni. Dzieci szły przez wzgórza porośnięte srebrzystą trawą. Ziemia podziurawiona była norami. w których mieszkały pewnie polne myszy albo króliki. słysząc hamowanie pociągu. . głośno szczekając i chwytając zębami klamkę. Nie było widać żadnego domu ani drogi. Śmiali się przy tym i krzyczeli. Nigdzie nie widział dzieci. . Pasażerowie miotali się po korytarzach lub zamykali w przedziałach. zatrzaskując drzwi. Skakali ogromnymi susami. Dzieci szły teraz przez zielone łąki. no i czuła się zbyt dorosła. Było bardzo gorąco.Jak my się stąd wydostaniemy? Tymczasem Max. na piasku. Tosia obróciła się do rodzeństwa i spytała niepewnie: .wrzasnął Max. Filip natychmiast otworzył drzwi i wyskoczył na nasyp. więc co jakiś czas obcasy wpadały do mysich nor i ciotka wywracała się. Dotarli do piaszczystego stoku. Doberman wyszczerzył kły i zaczął się do niego zbliżać. Mała ciotka spoglądała ze złością na rozbawione rodzeństwo.Czemu wy jesteście tacy głupi? Wyczarujcie samochód i będziemy sobie wygodnie jechać. Mężczyzna uciekł do toalety. Wreszcie Kuki zatrzymał się i usiadł na kamieniu. Filip. 134 135 . Max biegł przez pustkowie.Jednak czaru nie dało się już odwołać. a cienie drzew coraz dłuższe. Pies rzucił się na nie.Poczekajcie na mnie! -1 zaczęła niezgrabnie złazić stromym zboczem. Przed nimi rozpościerało się wielkie pustkowie. Daleko. Spod nóg uciekały im maleńkie jaszczurki. jakby było ich przewodnikiem.krzyknęła Tośka. staczając się z nasypu.Wynoś się. Miała buty na wysokim obcasie i dosyć krótkie nogi. Wtedy Max kopnął z całych sił 132 133 w okno. Pociąg zaczął się rozpędzać. Tylko mała ciotka nie mogła się zdecydować. Tosia i Kuki skoczyli za nim. na których rosły potężne topole. najbardziej zmęczona z nich wszystkich. Jeszcze z daleka było słychać szczekanie psów. Filip usiadł na krześle i krzyknął: .Filip pochylił się do Tośki i spytał szeptem: . Ruszył w tę stronę. Kuki złapał ją za rękę.

Przez chwilę nic się nie działo. żeby był duży i miał mocny silnik. .I srebrna rura wydechowa.Przestań się do mnie tak odzywać. Taki jak w Gwiezdnych wojnach*. Schowali się w rowie. Narastający groźny huk... kto ma wyczarować superauto. . Siedmioletnia ciocia schowała się za Tosię.I za mały rozumek! .Pojazd kosmiczny. jakieś gałki i drążki.Na pewno dostaniemy superterenowe porsche. Filip wspiął się na nie i z trudem otworzył drzwi.Jeszcze lakier metalik. . Jechał sam.Dinozaur też jest terenowy i ma napęd na cztery łapy. . Ziemia drżała. Zatrzymał się tuż obok dzieci..Daj nam taki pojazd! Filip szepnął do Kukiego: . Zanosiło się na kłótnię.Ja umiem . Zaczął Filip. Bracia zerwali się z krzesła.dodał Filip.Chcemy.I żeby miał muzyczny supersprzęcior. hucząc ogromnym silnikiem. . Wreszcie usłyszeli dziwny dźwięk. Ogromny jak dom. że aż bolały uszy. Coś wielkiego. Były maleńkie wobec jego ogromu.zawołała Tośka. wystawiając tylko głowy. . I wtedy zza drzew wyłonił się ich pojazd.uspokoiła ich Tosia.Chcemy dostać pojazd terenowy. które niepewnie do niego podeszły. . -powiedział Filip. .Dwieście koni! I turbo! .To nie jest diler samochodowy. . ..Opanujcie się! . .Pewnie..Żeby była klima. . . bo nie mogli ustalić.. i.Magiczne jeżdżą. świecąc potężnymi reflektorami. Ziemia drżała coraz mocniej. . . Zbliżał się jak wielki smok. Bolidy nie jeżdżą po piachu. .. smarkaczu! ... -1 GPS! A potem bracia powiedzieli jednocześnie. . Ale jaki! Chyba największy traktor na świecie. a huk był tak głośny. .szepnął przerażony Kuki. 138 We wnętrzu były dziesiątki urządzeń.Nie umiem prowadzić czołgu! .Jesteś głupi.Nie umiemy kierować. Do kabiny prowadziły cztery stopnie..krzyknął Kuki. Obróciła się do małej ciotki. . . Kuki i Filip usiedli na krześle razem...zaprotestowała ciotka.Może ono wyczarowało dinozaura! . .zaperzyła się siedmiolatka. . .zawołał Kuki.. .Mam prawo jazdy od dwudziestu lat lat! .zawołała ciotka. .. Może być superjeep.Albo bolid Formuły Jeden . 136 137 .szepnął Kuki.odpowiedział Kuki. wyglądające zupełnie inaczej niż w zwykłym samochodzie. Koła miał wyższe od dorosłego człowieka. bez kierowcy.Naprawdę umiałabyś prowadzić samochód? . . Był to traktor. .Ciocia będzie umiała tym kierować? .Mogłabym być twoją matką.Ale ciocia ma za krótkie nóżki .Co to może być? .Poczekajcie.Albo czołg.. Zza lasu coś się zbliżało.Trzysta! I napęd na cztery koła. Nie był to bolid ani pojazd z Gwiezdnych wojen. .

.Czuję. a potem okna zaczęły znikać w zielonej mazi. błoto wpłynęło mu do ust i zaczął się dusić. Obrzydliwy muł okleił go całego. .W lewo! Skręć. . Tośka podniosła szyby. Silnik wył i wielki traktor wciąż posuwał się do przodu. Natychmiast wlało się do wnętrza cuchnące błoto.Jak? Przecież to nie jest woda. szybko! . więc wiedział. Błotna maź okleiła szyby. że dzięki prędkości przejadą przez trzęsawisko.lina wyciągnęła traktor na powierzchnię. Wewnątrz kabiny dzieci przytuliły się do siebie. . ciociu! . . „Jeśli za chwilę nie odetchnę.Chyba tak. kiedy nic nie widzę!? .zawołała Tosia .Zamknijcie okna. Koła. . ale jednocześnie zanurzał się coraz bardziej w bagiennej toni.Nie panikuj! Przejedziemy z rozpędu. . 139 .Jeszcze czego! Krzesło przywiązali na dachu. bo walniesz w kamień! Uważaj.krzyczało rodzeństwo. szarpnęło traktorem i pojazd zaczął unosić się w górę. . Traktor opadał coraz głębiej.To mnie powiększcie.Uratuj nas. Wytrzymywał w wodzie minutę bez oddychania.trzeba zawrócić! Ale było już za późno. Filip zacisnął powieki. Wymacał siedzenie krzesła i usiadł. .krzyczał Filip. licząc.Jak mam uważać. Dawaj turbo! Przyspieszyli. .krzyknął. Jechali jak pijani. pomyślał rozpaczliwie. . Wreszcie cały pojazd został wessany w błotną czeluść.zawołał Kuki. że pojazd gwałtownie przyspieszał. dokąd ma jechać. podciągnął się na rękach i wyskoczył na dach.. Lina się naprężyła. . Nic nie widziała. Filip zerwał się. że ma tylko tyle czasu. i wreszcie odetchnął. Resztkami sił zaczepił ją o rurę bagażnika. Przez otwory wentylacyjne zaczęła sączyć się woda i wpływały jakieś czarne stworzenia podobne do małych węży. .. tylko błoto.powiedział Kuki. Tonął jednak coraz bardziej.Możemy się tu utopić. Nie zatrzymuj się. cuchnęło zgnilizną i zdechłymi rybami.Mogłaś urosnąć! . Kiedy to mówił. Traktor zataczał się i robił koła.Musimy wybić szybę i wypłynąć .krzyczała przerażona ciotka. a traktor szarpał się. 140 141 to zginę!". Na końcu liny był wielki czerwony balon. wyciągnij nas stąd. Wjechali z prędkością rajdowego auta na łąkę. Chłopak wypluł błoto. Spojrzał w górę. gdzie skakały setki żab i błyszczały kałuże zielonej wody. .. Z braku powietrza zaczynał tracić przytomność. próbując wydobyć się z bagna. Wielki traktor sunął przez bezdroża równie łatwo jak samochód po autostradzie. . Wciągnie nas.Utoniemy! ..powiedziała ciotka. Filip odkrył przycisk turbo. Gazuj! Traktor zawarczał silnikiem i zaczął grzęznąć w błocie. Silnik jęczał. ale na szczęście było mocno przyczepione. bo ciotka była za niska i ledwo wystawała znad kierownicy. Nagle spadła mu do rąk lina zakończona hakiem. Lepiej zawróćmy.szepnął Kuki.Ona ma rację . Było niemal zupełnie ciemno.Zasłońcie usta i zamknijcie oczy! Jednym szarpnięciem otworzył okno w dachu. . Ciężki pojazd zaczął się zapadać w bagno. który powodował. w którym roiło się od czarnych pijawek. Kopnięciem zatrzasnął klapę i po omacku zaczął szukać krzesła..To jest bagno . że będą kłopoty . który wydobył traktor z bagna i ciągnął go .Jedź. Podskakiwało na każdym wyboju. Filip już tego nie czuł. Ale w tej samej chwili pojaśniało . więc musieli jej mówić.

Ale wy nigdy nie słuchacie! Przez was przez całe życie będę smarkulą! 144 145 . Odczepcie to! Tosia spojrzała na stopę ciotki. .krzyczała ciotka. Ciotka szarpała się i wierzgała nogą. .. Była tam. Miotało się i szarpało. Nagle silnik zakrztusił się. Po jakiejś godzinie jazdy wyrosło przed nimi wysokie wzgórze.Co to było? .Chyba tak. Otworzył drzwi.Przestań nam rozkazywać . żeby sprawdzić! . Oddychał ciężko. że te cwane dzieciaki wyczarowały jakiś pojazd. Domyślił się. zakaszlał kilka razy i pojazd się zatrzymał.Ała! .Trzeba to sprawdzić. ale nie chroniły przed zmęczeniem. ale nie umiało samo się odczepić.Co się znów stało? Mała ciotka spojrzała na wskaźniki. .powiedział Filip.teraz w stronę suchego brzegu.wołał zdyszany Filip. Tosia lubiła zwierzęta.Byłeś niesamowity! 142 W tej chwili ciotka zaczęła wrzeszczeć. to nie będę widział śladów.Żyjesz?. .Musi leżeć gdzieś blisko. Wielki traktor z trudem mieścił się pomiędzy drzewami. .Wyczaruję stację benzynową. ale ta napęczniała krwią maszkara wyglądała ohydnie. „Jak zapadnie zmrok. .Mówiłam wam. pomyślał z rozpaczą.spytała ciotka. . Krzesła nie było! .Musiało zahaczyć o gałęzie . jak wysoko jest słońce. Czerwonego krzesła nigdzie nie było widać. Było w pułapce.Walnęliśmy w gałąź.Ciociu! Co jest? Trzymaj kierownicę! .Trzymajcie ją! Wreszcie Tosia oderwała oślizgłego wampira i wyrzuciła go za okno. Tosia próbowała ją uspokoić. przyssana do pięty. Zajrzał na dach i krzyknął z przerażenia. Max biegł leśną drogą po śladach traktora.wołała Tosia. Podbiegł bliżej. Wjechali na wąską leśną drogę.Zdejmijcie to ze mnie. . Traktor zaczął kręcić się w kółko. Puściła kierownicę i skakała po kabinie.. rozpaczliwie machając nogą.Skończyło się paliwo. . . W końcu Tośka złapała śliskie stworzenie i zaczęła ciągnąć. Filip złapał kierownicę i starał się prowadzić traktor w miarę prosto. Na gałęzi wisiało czerwone krzesło. Rozległ się jakiś trzask. Sprężynowe buty pozwalały mu biec naprawdę szybko. .. Spojrzał w niebo. wielka pijawka.". rozglądając się na wszystkie strony. Wtedy lina sama się odczepiła i balon odfrunął.krzyknął Kuki. Traktor zaczął się wspinać.Udało się! Tośka i Kuki otworzyli okno w dachu i Filip wskoczył do środka. . Zatrzymaj się. Ciocia płakała.Nie ma go! Zgubiliśmy krzesło! Pędzili przez las. . . . . jakby naprawdę była siedmioletnią dziewczynką.Nie ma sprawy . . żeby sprawdzić. Max uśmiechnął się szeroko. Wreszcie koła złapały przyczepność.Znajdziemy je! . Na złość ciotce nacisnął turbo i pojazd popędził przez las. I wtedy zobaczył między konarami drzewa coś czerwonego. silnik ryknął i powoli wyjechał na suchą drogę. .. Zwieją mi. .

by wyłowić diament.. .szepnął . ale nie zdołało jej zerwać. a druga na zachód. Dobiegli do rozwidlenia dróg.Stój! Stój!!! Kamień nabrał wielkiej prędkości. Mocno złapał oparcie i szybko usiadł na czerwonym krześle. gdzie było uwiązane krzesło. Huczał jak lawina śniegu spadająca z gór. Rozglądali się niepewnie. Krzesło było teraz uwięzione jak pies na łańcuchu. wprost w oślepiające zachodzące słońce. . Ma być wielki i bez skazy. Szedł na sprężynowych butach przez grząską łąkę jak upiorny bo148 cian. Obróciła się i poszła drogą na zachód.wszystko. . a uwolnione krzesło natychmiast uniosło się w górę i odfrunęło. . A czerwone krzesło przeleciało wysoko nad jego głową i zniknęło za lasem. Przez chwilę było jeszcze widać. pokazując drogę na zachód. Mała ciotka patrzyła na odchodzące rodzeństwo ze złością. . Olbrzymi diament minął go i potoczył się w dół... Dotarł do miejsca. Ale gigant! 146 147 Popędził w stronę drogocennego kamienia. Max odskoczył w bok.Rozparł się wygodnie. Max pędził za nim. . cudowny diament zaczął toczyć się w jego stronę. kiedy na szczycie wzgórza coś zaczęło błyszczeć. Tośka. To wszystko twoja wina! Idź. że nie ma ludzkiej siły. Jedna prowadziła na południe. jakby był małym dzieckiem. Filip i mała ciotka pędzili leśną drogą. ale wkrótce zaczął się zapadać. . gdzie chcesz. Nie było widać śladów traktora.. Największy i najdroższy diament na ziemi. jakąś niezwykłą siłę. Podszedł ostrożnie bliżej.A czego ja chcę?. kamień toczył się coraz szybciej w jego stronę. Już wiem! . Natychmiast zaczepił klamrę o niską gałąź. Migocząc w słońcu. Tym razem mi nie uciekniesz! Wyciągnął z płaszcza skórzany pas. Filip się wściekł. Naprężyło swoją smycz. jaka płynęła z tego przedmiotu. Poderwało się zaraz. Zatrzymał się.Teraz mogę zrobić wszystko .Niech ciocia przestanie się wreszcie wymądrzać! Mamy tego dosyć. Diament toczył się dalej... Odbijając się od drzew jak kula bilardowa. Coś wielkiego.Nieprawda! Tamtędy! . szukając wszędzie krzesła. i uderzył w trzymający je naprężony pas..Zgubili cię. Poczuł dziwny dreszcz. Ogromny. Biegł za drogocennym klejnotem. wierzgając i ciągnąc Maksa. Max podszedł ostrożnie. Usiadł w błocie i zaczął rozpaczliwie łkać. jak wisielec. rzucając oślepiające błyski. aż wreszcie całkiem zatonął. moje malutkie. Daj mi go! Nie minęła sekunda. . Krzesło zakołysało się rozpaczliwie.krzyknęła ciotka.. jak błyszczy pod warstwą błota.Chcę dostać diament.Nie potrafisz się urwać. Potem szarpnął i krzesło spadło na drogę.Tędy jechaliśmy .. co zechcę! . i odczep się od nas! Chodźcie! 149 Poszli drogą na południe. Pieniędzy? Co ja tu zrobię z workami pieniędzy?. Max zerwał się. Powoli zanurzył się w bagnie.Rany.powiedziała Tosia. Wiedział. ale ten był na to przygotowany. Kuki.Wyprostował się. Diament był wielki jak ciężarówka i cudownie okrągły. Złapał oparcie wiszącego krzesła i zawiązał na nim supeł. Max nie zwracał na krzesło uwagi. ale nie ruszyła za nim. pokazując drogę na południe. przeleciał kilka metrów i wpadł do mokradła. Diament dotarł do bagnistej łąki. . . Max dobiegł do bagna. Pas przerwał się. Większy niż wszystkie diamenty świata. wisienko. Znieruchomiało.

zupełnie jakby na nią czekało. Na środku drogi stało czerwone krzesło. które zjadają krowie placki! Rodzeństwo skuliło się w swojej kryjówce. Zdyszany Filip zatrzymał się. Ruszyła energicznie krętą drogą. Mała uniosła stopy i mruknęła: . to wyczaruję wam wieczny smród! Albo zmienię was w robaki. Ale to krzesło umie chodzić. . rzucając łagodny.. jak wielki grzyb.Mogą być.Na początek chcę. Ale ponieważ coraz bardziej stawała się małą dziewczynką. Minęła pierwszy zakręt i wtedy zobaczyła je.Trzeba ją szybko znaleźć.Uśmiechnęła się złowieszczo.Przecież założyłeś simlocka. .Jak was zobaczę.szepnęła. Leciało tuż nad trawą jak ważka. A teraz poczekam na tych smarkaczy. bo mi się nudzi! . Wygodnie rozparła się na krześle i powiedziała głośno: . to. I poczuła się jak prawdziwa królowa na tronie.Albo wyczaruje działo laserowe i nas anihiluje! .. Nie może zamienić się w dorosłą. . Tośka. a jak ciotka znajdzie to krzesło? . To ja je znalazłam! . prowadzącą na wzgórze.. Boso od razu poczuła się dużo przyjemniej. a właściwie pełzli w jej stronę. .zawołała. . zatrzymała się i zdjęła buty na wysokim obcasie.Tak. bo czterdziestoletnia dyrektorka banku nie powinna mówić takich rzeczy. Czekało.Ale może zrobić inne czary. bojąc sieje spłoszyć. . Rozłożył się. „Smarkacze" właśnie szli.Uważaj! Filip wciągnął ją między gałęzie w ostatniej chwili.Za późno! . Ale ta nie patrzyła w ich stronę. Pobiegła w jego stronę.. Kiedy to powiedziała. Może nas zamienić w karaluchy albo psią kupę! Kuki spojrzał na brata przerażony. I żółty parasol wyrósł z trawy. Przerażone rodzeństwo skoczyło do rowu.Słuchajcie. kryjąc się przed wzrokiem ciotki. . a na nim siedziała dziewczynka w czarnym płaszczu..Przyjdźcie tu wreszcie.Albo zamieni się w dzieciojada i nas pożre -szepnął. . .Może się nad wami zlituję i wyczaruję wam tylko świńskie ogony. 152 . Filip i Kuki biegli drogą z drugiej strony wzgórza. . sprawdzając. więc nie mogła się powstrzymać i zawołała: . ale krzesło podskoczyło i pofrunęło.Bardzo dobrze.Jeszcze nie wiem. . Wreszcie usiadła na czerwonym krześle. Teraz chcę parasol od słońca.Znalazłam je. zrobiło jej się trochę głupio. ... czy nie czai się gdzieś tyranozaur o twarzy ciotki. A jak przyjdą. Ale na pewno wymyślę coś strasznego. Tosia wychyliła się zza krzaków. bo ciotka usłyszała szelest i rozglądała się czujnie. . Mała ciotka podchodziła powoli i ostrożnie. co z nimi zrobię. że to dobra droga? . żółty cień na dziewczynkę i krzesło.Jesteś pewna. bo. Wylądowało na szczycie zielonego pagórka i już nie uciekało..Kiedy zasłoniły ją krzaki. 150 151 Na szczycie stało krzesło.Albo zamieni się w dinozaura! Rozejrzeli się niepewnie.Tosia pokazała ręką na wzgórze widoczne między drzewami. Zawołał do Tosi: . Żądam wygodnych butów! I natychmiast na jej stopach pojawiły się czerwone sandałki z miękkiej skóry. Mogło poleźć nie wiadomo gdzie! Filip spojrzał na rodzeństwo.

jakby wycięty nożem. aż ta zaczęła wrzeszczeć. ale posłusznie położył się za osłoną z krzaków bzu. . ale cappuccino jej nie smakowało. Niech to krzesło wyląduje na ziemi! I krzesło natychmiast poleciało w dół.krzyknęła tak. .Bo zmieni cię w widelec! . to mnie ratujcie. Przyjdźcie tu. Szczególnie gdy zapada zmrok..Jestem głodny! .Ja mam lęk wysokości. . . ser i inne rzeczy. Trawiaste koło zaczęło wirować. mimo że mogła wszystko wyczarować. Zupełna cisza! . . nic wam nie zrobię! 155 Ale nikt jej nie odpowiedział.Nie zgadzam się. Została im jeszcze do pokonania 153 połowa wysokości wzgórza. Ciotka zjadła mały kawałek pizzy.powiedział zazdrośnie.Pepperoni. .. Teraz! Rozkazuję! FRU! Krzesło gwałtownie poleciało w górę. chwytając brata za rękę. I owoce.wyszeptała. . a małe dzieci nie lubią gorzkiej kawy.Na pewno gdzieś się czają. Niestety.Poczekajmy do wieczora.. Ciotka. Filip zatrzymał się. Nie tak wysoko! Ratunku! Krzesło wzleciało na wysokość kilkuset metrów.Aaa! To nie był dobry pomysł. Korzystali z każdej osłony. Potem spróbowała kawy. Grzanki z serem. Zamknęła oczy. Wtedy wyprostowała się na krześle i zawołała: . Nie idź! . Ona w końcu zaśnie. Filip i Kuki niezmiernie powoli czołgali się w jej stronę.Ostrożnie.mruknął Filip.Wyczarowała zapiekanki i pizzę. tylko dla mnie! Chcę lody. poleciało samo. Było stąd widać całą okolicę.krzyknęła. pizzę. siedząca okrakiem na krześle.Chowaj się! .Nie ukryjecie się przede mną! Nikt jej nie odpowiedział. Mała ciotka spojrzała na niego dumnie i zawołała: . że wisi sto metrów nad ziemią jak mała chmurka. unosząc się w górę.. ale im bliżej szczytu.Zobaczcie. Słońce powoli zachodziło.A duże głodne! . . rozglądając się niespokojnie dookoła.Chcę zobaczyć. Frunęło w stronę chmur wraz z ciotką. Jakby co..Nie chcę być sama przez całą noc. . Stół bez nóg unosił się w powietrzu. że jej wrogowie są blisko. Pójdę sam. ale coraz bardziej przeistaczała się w małe dziecko. Chciało jej się spać. Kurczowo trzymała się oparcia i szeptała: . . Dziewczynka spojrzała na ciemniejące niebo i nagle poczuła lęk. ziewała. że tam jesteście! . Tosia. . Ale pachnie! . ciasta. Nie zdawała sobie z tego sprawy. bo jak wszystkich zamieni w robaki. . Prawdę mówiąc. Były tam owoce.Dobrze! . a ciotka pozostała w powietrzu! Otworzyła oczy i zobaczyła.Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna! Dziewczynka na wzgórzu objęła mocno oparcie krzesła. to nie wiedziała. Ale ciotka już o nich nie myślała.Tosia wciągnęła brata za krzaki.Nie możemy iść razem. Czuła.. żeby usłyszało ją rodzeństwo. co mam! A wy musicie głodować! Kuki wysunął głowę zza gałęzi i wdychał zapachy płynące ze wzgórza.szepnęła Tośka. . tym osłon było mniej. to będziemy jeść krowie placki do końca życia. . . co dalej robić. -Wyczaruję różne rzeczy. Także dzieci ukryte za krzakami.szepnął Filip. Było tu niewiele kryjówek. Ale najbardziej doskwierała jej samotność. Chcą mi zabrać krzesło! . I kawę! TRZASK! Na trawie obok krzesła pojawił się krąg. gdzie oni są! Chcę ich widzieć.No to co zrobimy? .. Małe dzieci szybko robią się śpiące.szepnęła Tośka. .Schowaj się! .Wiem. Nie lubią też być same. Po chwili darń 154 zamieniła się w obrus i talerze pełne jedzenia. A także parująca pizza i filiżanka kawy cappuccino.

.| mana. więc Tosia zawołała: . 158 Rodzeństwo pobiegło na wysoki brzeg jeziora. Zaczął holować topiącą się dziewczynkę w stronę brzegu.Lepiej ją tam zostawić . Nad brzegiem jeziora stał piękny biały namiot. tworząc wokół Filipa i ciotki wielką pomarańczową wyspę.A po co tam leciałaś.Ona nie umie pływać! Nie mogli jej uratować żadnym czarem. . Bardzo dużo! Wtedy zza ich głów wyleciały setki pomarańczowych kół. który zdobył kiedyś mistrzostwo klasy w pływaniu. Mała ciotka leżała w hamaku owinięta śpiworem.Ściągnijcie mnie! Błagam! . trochę ubrań i jedzenia. jaki widuje się czasem w filmach o Afryce. 156 Rodzeństwo popędziło do niego. marszcząc się trochę. Rozpaliły też ognisko. . . leciała w dół i po chwili zniknęła za wzgórzem. Ale nie spadała.Zaczęła wrzeszczeć ze strachu. Wrzeszcząc ze strachu. sam zaczynał się topić. Spadaj! .Aaa! Ciotka poleciała w dół jak zestrzelony samolot. Był duży i miał dwie sypialnie.zawołał Kuki. Nie dawał rady.słyszysz? .krzyknęła przerażona Tosia. Tosia nalała na łyżeczkę syrop pini i podała go cioci. A potem następne i następne. Tosia okryła ją śpiworem i wyszła bez słowa z namiotu.Chcę dużo kół ratunkowych. Tośka usiadła na krześle i krzyknęła: . Unosiła się jak balonik. Tosia podeszła do braci.Filip. Wisiały w nich hamaki. 1 Płaszcz ciotki rozłożył się jak kostium Super. bo ciotka co chwila zanurzała się pod wodą i była niewidoczna. Filip dobiegł pierwszy i natychmiast usiadł na krześle.No dobra. nie wygłupiaj się! Każ jej wrócić . .Ratunku! Na pomoc! Nie chcę być tutaj! Ja mam lęk wysokości! Chcę wrócić na ziemię! Rodzeństwo parsknęło śmiechem. Trzeba tu zostać do rana. ciociu? . którzy bawili się płonącymi gałęziami. Była pewna. przy którym suszyły się rzeczy ciotki i Filipa. Zobaczyli. . natychmiast zdarł z siebie bluzę i popędził do jeziora. Rozkazuję! Ale rozkazy już nie działały. . malując w powietrzu ogniste znaki.Chcę koło ratunkowe! Natychmiast z nieba spadło koło ratunkowe. Filip. ale niestety wylądowało dość daleko od ciotki. Wyczarowały namiot.Wyczaruj koło ratunkowe .zawołała Tosia . które zabezpieczały przed owadami.Przecież jutro musimy być w Kopenhadze -zawołał Filip. które wirując. Unosząca się w chmurach ciotka krzyczała rozpaczliwie: . Rozległo się głośne CHLUP i ciotka wpadła do wody. Dzieci założyły obóz nad brzegiem jeziora. bo czerwone krzesło było daleko. Wtedy doleciało do niego pierwsze koło ratunkowe.powiedział Kuki. Było ich naprawdę dużo. jak ciotka rozpaczliwie walczy o życie.Spóźnimy się! .powiedział Filip. a nad nimi muślinowe firanki zwane moskitierą. Filip płynął do niej. . Na jej szczęście było tam jezioro.Ona jest przeziębiona. Dziewczynka posłusznie wypiła. Właśnie lądowało na wzgórzu.Możemy wyczarować ferrari .Ratunku! Ja chcę wrócić na ziemię. Kaszlała. Kuki krzyknął: .Ono jeździ trzysta na godzinę.Coś ty zrobił!? . -Niech ją wróble rozdziobią! . Tosia i Kuki patrzyli przerażeni. ale był jeszcze daleko. Tysiące! Filip właśnie dopłynął do małej 159 ciotki i złapał ją za ramię. leciały jak kosmiczne statki w stronę jeziora. jak na środku ciotka miota się i rzuca w wodzie. że zaraz spadnie. .

Mhm. Tośka podała jej flet. . 163 przymocowana do drzewa zardzewiałym łańcuchem..Nieźle jak na pierwszy raz . ale im jakoś nie chciało się spać. .Tak. . Filip na wszelki wypadek odsunął krzesło.Pamiętacie? Jak byliśmy mali.Nie bójcie się . żeby ciotka znowu czegoś nie wyczarowała.Nienawidziłam tego imienia..Czy ja mogę siedzieć z wami? . prawdę mówiąc. Potem popędził na brzeg. . W tej chwili Wiki przestała grać. Wskoczył do łodzi i powiosłował w kierunku. . Na drugie miałam Wiktoria. Po drugiej stronie jeziora stał Max i nadsłuchiwał. to mówili do mnie „Wiki".Jak chcesz. . próbując wyczuć.spytała niepewnie.powiedziała Tosia..Siedź.. Bo ona umiała grać. Czujesz jakąś zmianę? . ciociu? .. Muzyka niosła się nad ciemną taflą jeziora.. ze zdumieniem poczuła.powiedziała dziewczynka. .. ja już go nigdy nie ukradnę...Wiesz co? Jakoś głupio mówić do ciebie „ciociu" . ale potem zabrzmiała naprawdę dobrze.Nie wiem. Kuki powiedział: .Wiki? Dlaczego? Przecież ciocia ma na imię Maryla. Tosia ze zdziwieniem sobie przypomniała. To było niesamowite uczucie. to mama nam grała tę piosenkę przed snem. że ta mała dziewczynka jest siostrą jej mamy. że dokładnie wie. Możecie tak do mnie mówić? . Filip wzruszył ramionami. a Tosia wyczarowała nowy flet i zaczęła grać. Bracia milczeli. Mężczyzna szarpnął go z całych sił i oderwał. Zawsze jej zazdrościłam.spytał Filip. co należy robić.powiedziała Tośka.pochwaliła ją Tosia .Dobrze grasz. . bez czarnego płaszcza i butów na obcasie wyglądała jak zwykła siedmioletnia dziewczynka. Patrzyli na ciotkę niechętnie. Ciotka niepewnie wzięła instrument. skąd dochodziła muzyka. chociaż. że mnie wyciągnąłeś.Chcesz? Ciotka zerwała się.Jak byłam mała. Moja mama gra dobrze.Ja. Wiki powiedziała zazdrośnie: .ale musisz dużo ćwiczyć. Chcę! Tośka usiadła na krześle i powiedziała coś szeptem. Wiki. Upiekli na kolację ziemniaki w ognisku i kilka zapiekanek.OK.Lepiej się czujesz. Dziękuję. . a ja nie. Zapadł zmierzch. . W końcu Tosia mruknęła: . cio.Już. Była tam stara łódka. . ale i tak bardzo im smakowały. . Kiedy go dotknęła. blisko siebie. Melodia na początku trochę jej się myliła. kiedy byłaś mała? . Wiki.Jak cię nazywali.Wcale nie.Wiem. Więc mówili do mnie „Wiki". Ty świetnie pływasz. 160 161 . Owinięta w śpiwór ciotka wyszła z namiotu i stanęła nieśmiało obok rodzeństwa. Usiedli przy ognisku.Usłyszeli kaszel. Potem obróciła się do ciotki: . Były trochę przypalone. Przysięgam. . Zaczęła grać. . 162 . ale komplement sprawił mu przyjemność. to zrobię czar i będziesz umiała grać . . skąd biegnie muzyka.Spróbuj. Nie odpowiedział..

Po prostu chciała grać.Teraz mogę z wami zrobić. W końcu Filip wstał i powiedział zdecydowanie: .Stój bez ruchu! Przedmiot wykonał rozkaz i zastygł. A potem zaczął szybko wiosłować. Miał w ręku starą sieć. co mała ciotka kombinuje. Kuki skradał się za nią.krzyknął mężczyzna. ale Max usiadł na nim okrakiem. . Bał się.Chodźmy spać. Max przepłynął na drugą stronę jeziora i teraz wiosłował wzdłuż brzegu. Wiki nie chciała ukraść krzesła ani zrobić żadnych złych czarów. moje złote dzieciaki. Mężczyzna roześmiał się. Ostrożnie wyskoczyła z hamaka i wyjęła instrument z futerału. Ruszyła dalej. Szybko wyskoczył z hamaka. bo już wiedział. Tośka i Kuki spali już w hamakach. jak niezwykłą rzecz zrobiła swoim czarem. jak Wiki idzie w stronę ogniska. że niesprawiedliwie ją podejrzewał. Tosia nie zdawała sobie nawet sprawy. Wiki minęła je i poszła nad jezioro. aż skończy grać. usłyszał głos fletu. Gra na jakimś instrumencie to było wielkie marzenie. że to senny koszmar.. nieśmiało. Jutro musimy wyruszyć wcześnie rano. Miał ochotę przeprosić ją za głupie podejrzenia. ledwo widoczną na tle granatowego nieba. Filip.szepnęła Tosia... Kiedy wychodziła z namiotu. A potem zobaczył czerwone krzesło. Z przerażeniem wpatrywali się w Maksa siedzącego na czerwonym krześle. Max przybił do brzegu i wyskoczył z łodzi. ciężko dysząc. Kuki otworzył oczy i zobaczył. Dziewczynka w księżycowym świetle wyglądała jak leśny faun.Chciałbym. Narzucił sieć na krzesło. zadzwoniły metalowe kółka przy masztach. Pełzł w stronę czerwonego krzesła jak wąż.. Max siedział na znieruchomiałym krześle. Odsunęła brezentową płachtę w wejściu i wybiegła. Obok ogniska stało czerwone krzesło. ale postanowił. Tylko mała Wiki nie mogła zasnąć. że martwią się o nas? . Tymczasem Kuki ukryty w zaroślach słuchał. zebrał wszystkie siły i skoczył. Nagle usłyszał plusk wody. szukając obozowiska dzieci. Podniosła flet i zaczęła grać. ale tym razem krzesło stało nieruchomo. że ten złośliwy przedmiot znowu mu umknie. które zaczęło się miotać i wyrywać. Po chwili ujrzał nikły płomień ogniska i namiot. którą 166 znalazł w łodzi. . . 164 165 Kuki szybko przebiegł przez krąg światła od ogniska i zaczął się skradać w stronę Wiki. Kilkaset kroków od obozowiska zatrzymała się i usiadła na kamieniu. Ale księżyc ukrył się za chmurami i Max widział tylko ciemną ścianę lasu. Było mu trochę głupio. Muzyka niosła się daleko po jeziorze. że najpierw sprawdzi. żeby wziąć flet. A może naprawdę będziecie złote?. co tylko zechcę. A potem roześmiał się głośno. Starał się poruszać bardzo cicho. wypatrując dzieci.. Najpierw grała po cichutku. Dlatego kusiło ją. Max.Chyba nie. który płynął wciąż wzdłuż brzegu. jakie Wiki nosiła w sobie od zawsze. Filip chwycił za rękę Tośkę i chciał się cofnąć poza zasięg wzroku Maksa. co rodzice teraz robią . Przycisnął je mocno do ziemi i wrzasnął: . narzucił bluzę i wysunął głowę z namiotu. . Może ono także spało? Kiedy był od niego o krok. Dziewczynka obejrzała się. Zamilkli na chwilę i spoważnieli. Na zawsze! Z namiotu wybiegli Tosia i Filip.Ciekawe. wyjść z namiotu i wypróbować nową umiejętność. Wyprostował się i nadsłuchiwał. jak Wiki gra. ale chłopiec zdążył się ukryć za kępą jałowców. żebyście byli ze złota .Myślicie. kierując się tam. skąd dochodził dźwięk. Chciał obudzić Filipa. ale czekał. nad brzegiem. Teraz był już jego panem. a potem zaczęła wydobywać dźwięki coraz pewniej i głośniej. Bez słowa poszli do namiotu. Zdawało im się. Ale nie zdążył.

Max tymczasem skradał się do kępy zarośli. Krzesło otaczał stalowy płot. Najbardziej 168 przerażała go myśl. Mężczyzna wstał. Pobiegł wzdłuż brzegu jeziora. Widzieli straszliwą przemianę rodzeństwa w martwe złote figury. więc ruszył w stronę krzesła.. bo mężczyzna zrobił kilka kroków w jego stronę. ale ich głos urwał się nagle. że gdy to się stanie. Proszę! Nic. jak działa ten dziwny przedmiot. ale nie chciał go też zabierać. Kuki spróbował się wspiąć na ogrodzenie. Masz jakiś pomysł? . Krzesło nie poruszyło się.. Musimy się rozdzielić. 170 Został mu już tylko jeden sposób. bo były najeżone małymi ostrymi kolcami. Wiki grała niedaleko. Ale dzieci tu nie było. Z mchu wokół krzesła zaczęły się wysuwać ostre metalowe pręty najeżone kolcami. . Miejsca było niewiele i kolce raniły mu skórę. Zastanawiał się. Filip i Tośka krzyknęli. Domyślał się. skąd dobiegał dźwięk fletu. Natychmiast wrócił do czerwonego krzesła i usiadł na nim. . Prawdę mówiąc.. . Kuki wychylił się. Ja spróbuję go odciągnąć. to i tak skończy się to katastrofą. .. Kiedy księżyc znowu się wyłonił.Tylko uważaj. żeby ich ocalić. już nigdy nie będzie mógł biegać. Najlepsza próba! Jesteście naprawdę piękni.167 Światło księżyca na ułamek sekundy przygasło.Gdzie wy jesteście? Czekam na was! Kuki i Wiki stali ukryci w trzcinach. Kukiemu wydawało się.. wciąż nie wiedział. ale w końcu czego mógł się obawiać ze strony małych dzieci? .. co się stanie. . Otoczyły krzesło i Maksa.Chyba tak. pomyślał w panice Kuki.A gdzie są pozostali? Przecież było ich czworo. bo sztabki łatwiej się szmugluje. Max zamieni ich w kawałki zimnego złota. że cokolwiek zrobią. Max wydał przecież rozkaz. Chociaż chyba was przetopię. Max usłyszał dźwięk rozpryskiwanej wody i zerwał się. Zmienili się w złote figury o przerażonych twarzach! Zachwycony Max podbiegł do nich. Na szczęście to więzienie nie miało dachu i Kuki na to właśnie liczył.Chodź do mnie. a ty musisz dojść do krzesła i wyczarować jakąś pomoc. Kuki się skulił.Pewnie. .. Ale Max nie ruszył w tę stronę. Stuknął ręką w głowę Filipa. Ukląkł obok ogrodzenia i usiłował wsunąć rękę między pręty. wyszedł i zatrzasnął ją za sobą. że to jakiś podstęp.Wiki. Krzesło przecież umiało latać! Szepnął błagalnie: . ich ciała lśniły złocistym blaskiem. . po pas w wodzie. Śpią? Gwałtownie odsłonił płachtę namiotu i wszedł do wnętrza. Rozglądał się czujnie. co zrobić. ale zatrzymał go dźwięk fletu. .Rozejrzał się.szepnął Kuki.Prawdziwe złoto. Nie można było nawet dotknąć prętów. który sterczał w masywnym zamku i zabrał go ze sobą. Wiki pobiegła przez trzciny w stronę lasu.. Ale na razie nie mógł pomóc Wiki. Byli przerażeni i nie wiedzieli. „Chce odciąć jej drogę ucieczki". Po drodze spojrzał na swoje złote rodzeństwo i zadrżał. Z lasu znów napłynął dźwięk fletu. że ma niewiele czasu. 169 pchnął wąską bramę w ogrodzeniu. .. i wolał go nie ruszać. co robić. w lesie. Max obrócił się i nadsłuchiwał. Czerwone krzesło nawet nie drgnęło. aby stało bez ruchu. Zastygli bez ruchu. Nie chciał oddalać się zbytnio od krzesła. Przekręcił klucz. żeby lepiej zobaczyć. Po namyśle usiadł i cicho coś powiedział.Przyleć tutaj.. ale nie mógł zacisnąć dłoni na kolczastych prętach. Wiedział.

że z drzew pospadały liście. Z lasu wyłonił się wielki lew i szedł w jego stronę. Wtedy usłyszał: . podnosił się i dalej uciekał. jak krzesło drgnęło pod jej ręką. Obejrzał się. nie bacząc na przeszkody.Ja to zrobię. że od dawna nie słychać już ryku lwa.Psa? Lepiej coś większego! . .No. które z jakichś głupich powodów grały na flecie.Dobrze. że cię złapał! 171 . Ramię miał już skaleczone w wielu miejscach. nie myślał i nie miał żadnej nadziei.Wracaj! Do nogi! 173 Odpowiedziało mu krótkie ryknięcie. rozpaczliwie machając rękoma.. który wędrował przez afrykański busz. pręty stały zbyt ciasno. Po sekundzie rozległ się straszliwy ryk. Lew zamruczał cichutko. które trochę wystraszone cofnęły się kilka kroków.Nie wiem.Coś ty wyczarował? .Dobry kotek . Padał. a stalowe pręty natychmiast schowały się w ziemi. To tam musiały być ukryte te dzieciaki. I położył się wygodnie obok namiotu. a z niego wydobywał się dźwięk nagranego fletu. . . Przeszedł po cichu kilka ostatnich kroków i skoczył między kolczaste gałęzie..spytała zaniepokojona Wiki. coś większego. Mężczyzna nie był w stanie się poruszyć ani wydobyć głosu.krzyknęła Wiki. Nie było tu żadnego dziecka. . Z mroku wyszedł lew i zbliżył się do dzieci.. żeby zrobić czar? . żeby nas bronił! . Był olbrzymi. . Nie oglądał się. .zawołała Wiki.Niech ten płot zniknie! Poczuła.. Na trawie leżał telefon komórkowy. Nawet nie zauważył.Czy on na pewno go nie pożre? . Usłyszeli trzask gałęzi. Rękę miała szczuplejszą i dłuższą niż Kuki. Odsuń się.Pilnuj nas do rana. otwierając paszczę z olbrzymimi zębami. . Kuki przeskoczył je. Zręcznie ominęła ostre kolce i dotknęła krzesła. . Złapał pazurami płaszcz Maksa i rozdarł go. Max rzucił się do ucieczki.Coś ty! Złapał tylko mój telefon komórkowy.. Za nim stała Wiki.. a potem ziewnął. Podszedł i podrapał drapieżnika po szyi.powiedział Kuki i zawołał w ciemność: . . Lew w odpowiedzi zaryczał jeszcze straszliwiej. jak mruczą szczęśliwe koty. wpatrując się w ciemność.pochwalił go Kuki. Mimo że był dość chudy. Max znieruchomiał ze zgrozy. a kolce sięgały zbyt daleko.Ratunku! Zabierzcie go. .Wyczaruj psa. że wróciłaś. Kroki Maksa było słychać coraz bliżej. i usiadł na krześle. 172 . Bałem się.Myślisz. Pędził przez cierniste krzaki jeżyn. Maks biegł przez las w stronę obozowiska. . przez kolczaste krzaki i rowy. Wyczarowałem lwa niezjadającego . czując na karku oddech dzikiej bestii. że to wystarczy.Nie. .Wiki podciągnęła rękaw i włożyła dłoń między pręty. Ryknął tak. Pędził jak szaleniec. większy niż jakikolwiek drapieżnik. Muzyka dochodziła zza krzaków jeżyn. .powiedział Kuki i wyszeptał jakieś słowa. Kuki nie mógł dalej wsunąć ręki. Za to głos wydobył lew.Był coraz bliżej źródła dźwięku.Szybko! Wiki przycisnęła dłoń do krzesła i krzyknęła: .Waruj! Lew posłusznie usiadł na trawie. Mężczyzna biegł dalej. . zanim jeszcze całkiem zniknęły.

Zastanowili się przez chwilę.Chcesz ją tu zostawić samą? Ona ma siedem lat! . Ale wzruszył tylko ramionami i powiedział obojętnie: . . żeby dotrzeć do portu w Kopenhadze. Z każdym ruchem złoto znikało.powiedział Kuki. Po chwili zostało tylko trochę złotego pyłu na włosach. ale nic nie działało.Nie ma sprawy. Nie mogli jej zostawić. ale wkrótce i on znikł. spoglądając na nich z lekkim wyrzutem.Bądź ostrożny! . Nie żądała superpojazdu ani ferrari.Zwariowałeś? . żebyśmy byli mordercami? Nie możemy tego zrobić. . Problem polegał na tym..Może pojedziemy bez niej? . Tym razem czaru dokonała Tosia. . mimo że była przykryta stosem koców. żebyście byli tacy jak przed godziną. to było pewne.Tylko proszę. . . że Wiki była bardzo chora. To była prościzna.jęknęła Wiki.Co robić? . Nie mieli pojęcia. .Nie chcę zastrzyku . Wyczarujemy tego doktora .Chcę. Niebieski był jej ulubionym kolorem. na Karaiby. Rozpuścił się powoli w porannej mgle. Tym razem czar był cichy i spokojny. ale przecież nie mogli wędrować z lwem. Choroba była ukryta gdzieś głęboko i nie podlegała magii. . co pozwoli im wydostać się z tego pustkowia. Potem odbyli naradę. Po prostu poprosiła o „cokolwiek". a pojawiały się prawdziwe ręce. Kuki. jakby chciały strząsnąć z siebie ciężki pancerz złotego kruszcu. Gdzieś.Ale Wiki jest chora. która leżała skulona pod kocami. Po prostu złote figury zaczęły najpierw poruszać palcami. . Byłeś fantastyczny. Przed Kukim znów stali prawdziwi Tośka i Filip.Musimy dostać się do jakiegoś szpitala. co zrobią. gdzie jest lekarz. jeśli się spóźnią. żeby „to coś" było niebieskie. . co robić dalej.zawołała Tosia. Zostało im osiem godzin. Nie było żadnych piorunów i błysków. . -Chcesz. Filip podszedł do brata i powiedział: . Była bardzo blada i co jakiś czas kaszlała suchym męczącym kaszlem. Spojrzeli na dziewczynkę.Wiem. Był to pierwszy przypadek w dziejach. No to co? Możemy chyba iść spać? Rankiem kazali lwu zniknąć. Tosia wstała. Kuki poczuł się niezwykle dumny..powiedziała Tosia. co powiedzieć.Wyczarujemy jej dom. .Poczuli się bezpiecznie.szepnęła Wiki. v 176 . .A jak dostanie zapalenia płuc? Od tego można umrzeć! . Miała gorączkę i kaszlała coraz mocniej. On ją zbada i da jej tabletki albo zastrzyk. Kuki podszedł teraz do dwóch złotych figur. Było im żal tego dużego kota. Usiadł na krześle. jakbyś go zabił . potem dłońmi i stopami.wymyślił Kuki. Wiki miała dreszcze i trzęsła się z zimna.zawołała Tośka. Po prostu musieli zdążyć. a w końcu 175 zawirowały w dziwnym tańcu.No dobrze. A na końcu dodała: . Próbowali wyleczyć ją magicznym sposobem. które jeszcze niedawno były jego rodzeństwem.Ale co potem z nim zrobimy? . kiedy Filip pochwalił młodszego brata.To tak. I stado lwów do pilnowania.To może wyczarujmy lekarza? . Chłopiec odetchnął z ulgą. Kuki zastanowił się. nogi i twarze.spytał niepewnie Filip. W końcu powiedział po prostu: .Każemy mu zniknąć . Musimy ją jakoś wyleczyć. O czwartej Queen Victoria odpływała na drugą stronę oceanu.Dzięki.

co tym razem dostaną.I tak wiem. Dwa konie były duże.I tak to zrobi.mruknął ponuro Kuki. Miały czarno-złote uzdy i siodła.Jazda . a potem stratuje albo pogryzie.Dzięki . 179 .zawołał Filip.Dobra. . Zawsze mogła być cudowna niespodzianka albo wielkie rozczarowanie. A kopyta jak młot pneumatyczny. że zaraz mnie zrzucisz. .178 Byli ciekawi. Ale jak zginę.zawołał Filip. 181 nie umiał jeździć konno. Czekanie na to. to zostanę upiorem i będę was straszył do końca życia. Nie cierpię koni i nigdy na niego nie wsiądę. A potem poklepała swojego niebieskiego wierzchowca po szyi i wskoczyła na siodło. Poruszała się dużo zgrabniej. jakby zapraszając go do wsiadania. Ja się boję koni i koniec. Błękitne wierzchowce wybiegły na brzeg. Pojadę. ale w końcu wdrapał się na siodło. I co z tego? Każdy ma prawo się czegoś bać.Dobrze. Tylko Kuki stał bez ruchu. . Nie było to wcale łatwe. Tosia owinęła chorą ciotkę śpiworem i pomogła jej wsiąść na kucyka.Gadasz tak. Kucyk wstał.Przestań kombinować. jakby szedł na wyrywanie zęba. Tylko ma zęby jak rekin. Wdrapał się na siodło. przypominało otwieranie urodzinowych prezentów. 180 Ciotka zakaszlała. Kucyk obrócił głowę i spojrzał na chłopca dużymi łagodnymi oczami.To mały kucyk! Nic ci nie zrobi. A potem ukląkł na przednich nogach. . . Nawet chora ciotka uniosła głowę znad poduszki. Wtedy Kuki powiedział: . . . . -Nie. bo się boisz. otrząsnęły się z wody i pogalopowały wprost do dzieci. .Jasne. co ofiaruje im krzesło.Kuki! To jest malutki. na . .Chcę. Po chwili usłyszeli szum wody. to będę miał stopę jak naleśnik. Tafla jeziora się poruszyła i wynurzyły się z niej cztery konie. Filip od razu spróbował wsiąść na największego konia.. Ale utrzymał się w siodle i pogalopował do lasu. Klepnął niebieskiego rumaka po szyi i ten nagle ruszył. Kuc. Tosia pojechała za bratem. Kuki spojrzał na nią. milutki konik. Boję się. bo prawdę mówiąc. albo.Nie podchodź od tyłu .Bo naprawdę cię kopnie. żeby sprawa była jasna. Koń nerwowo podrzucał głowę i uderzał kopytami.Albo się spłoszy i będzie gnał jak wściekły. a dwa były małymi kucykami o długiej grzywie i mocnych grubych nogach. a potem nabije mnie na ostrą gałąź albo zrzuci mnie do przepaści.zawołała Tośka. a potem zawołał z wściekłością: .Czego się boisz? .zawołała Tosia.Tylko mnie zrzuci.Wiki jest chora! Nie rozumiesz.krzyknął Filip. bo kiedyś chodziła na lekcje jazdy konnej. One są cudne! . Jak mnie przydepnie.Właź! No dalej! . Były niebieskie! Jak dżinsy Filipa albo jak oczy Tosi. . Zabrzmiało to jak oskarżenie. jakby chciał jak najszybciej ruszyć w drogę.Łał. że musimy jechać z nią do lekarza? Siadaj. Filip omal nie spadł. Ruszył w stronę kucyka. Nie wsiądę. Wiki zakaszlała ponownie. . Kuki stał bez ruchu. .. . . . .

. Fajny kucyk. . a po chwili zobaczyli niewielkie miasteczko z kolorowymi domami. . Mogło pójść samo..Spodobała ci się twoja bestia? .Przepraszam. Niebieskie konie same kierowały wędrówką. .Będą pytać. Nie chcę go anihilować. Wyprostował się i ze zdziwieniem poczuł. . oparta o szyję kucyka. . Jechała bez słowa. ale potem jakoś zapomniał o strachu.którym siedziała Wiki. że odkrył nowy gatunek. Widocznie błękitne konie dobrze wiedziały.Tu jest dużo miejsca i trawy. która potrafiła anglezować. Na skraju miasta stał duży budynek z czerwonych cegieł. .zachrypiała Wiki . Tylko kucyk Kukiego stał w miejscu. . jak mała dziewczynka. Dam jej antybiotyk i lekarstwo na ból gardła. Po godzinie galopowania przez las wyjechali wreszcie na drogę.A krzesło? . że będą kłopoty . Za kilka dni wszystko będzie dobrze. Nawet dobrze się jeździ. że jazda sprawia mu przyjemność. nie dawały się zawrócić i uporczywie jechały na zachód.powiedział Filip. ty dręczycielu Kukiego. Wystarczy. dokąd jechać. Przecież takich koni nie ma.powiedziała Tosia.Ej! Nie przesadzaj! Nie tak szybko! Ja nie jestem kowbojem! Wolniej. Tylko uważaj. zupełnie bez ruchu. Najpierw powoli.Musimy tu zostawić konie . Przyjęła ich miła lekarka. Przecież chodzące krzesło wywołałoby jeszcze większą sensację niż niebieskie konie. Najlepiej radziła sobie Tosia. która miała włosy zaplecione w warkocze. Nikt nie będzie im przeszkadzać. czemu je nosimy. Jazda na koniach nie była wcale łatwa.powiedział Kuki.. Lekarka odłożyła stetoskop. Tośka i Kuki pomagali iść chorej ciotce. Jedź.Możemy je wypuścić .ja nie chcę żadnych zastrzyków. Na ceglanym budynku stojącym tuż przed nimi wisiała tabliczka z napisem: „Szpital Dziecięcy". czyli unosić się i opadać w rytm jazdy.Tylko pamiętajcie .Zobaczcie! Przecież to jest szpital.Nie chcę. Powiemy. bo się spocisz! Stój! Kuc galopował przez las. ale Filip nie wypuszczał go z rąk. nie chciałem tego powiedzieć. Ruszaj. A jak ktoś je znajdzie. Uśmiechnęła się do Wiki. Kuki najpierw ściskał szyję kucyka z całych sił i krzyczał przy każdym podskoku. Dzieci były obolałe od nieustannego podskakiwania w siodle i miały poobcierane uda.Niech Wiki na nim siada. Weszli do miasteczka i rozglądali się za kimś. . Zdjęli siodła i wypuścili konie. 182 183 .Oddychaj! Głębiej. co mówisz. które pogalopowały w stronę lasu. Kucyk Kukiego czekał najdłużej i patrzył ze smutkiem.mruknął Kuki i zawołał: . a potem coraz szybciej. żeby one zniknęły .Wiśta! Wio! No jedź. Ubieraj się. bo była w kiepskim stanie.Czuję. to pomyśli. zarżał i pocwałował za rodzeństwem. . Kiedy Filip próbował skręcić na południe. Zbadała zaraz Wiki. Od razu będzie sensacja. Nagle Filip zawołał: . Jeszcze raz.Dlaczego? . kogo mogliby spytać o lekarza.. śliczny koniku! Proszę! Wtedy kucyk wreszcie ruszył.spytała Tosia. ciociu. i od tej chwili błękitne stado pędziło razem. leniwy mule! Kucyk podniósł głowę i spojrzał na chłopca jakby z wyrzutem. że ją nieśliśmy.Jest OK.Bo są niebieskie. . aż dogonił pozostałe konie. Filip dźwigał krzesło. . . .To silna angina. Natomiast Wiki wyglądała bardzo źle. jak chłopiec odchodzi. ..

Gdzie ona może być? . Wybiegli na korytarz. wróciła lekarka. . Powie im o krześle i o tym. Uciekał całą noc. Lekarka wzięła za rękę Wiki. aż dostanie lekarstwo. . . i wyszły z gabinetu.szepnął Kuki. terroryści. . 186 . 184 185 . .On tu jest!? .Ona ma siedem lat! .Ile masz lat? .Właściwie tak. . .Zatrzymam ją w szpitalu. że u nas nie ma lwów. że goni go lew! Rodzeństwo zerwało się. żeby zabrać krzesło.zawołała Tosia.Lew?! 187 . żeby nie robiło problemów. że rodzice zostawili was bez opieki.Wiki nic nie powie . Zadzwońcie do rodziców. .zawołał Kuki.spytał Filip...Jeśli ją zostawimy.Nie . Oni wyjechali. Szybko. . Będą je chcieli zamknąć w kasie pancernej. że jest zmutowaną ciotką.zaprotestował Kuki.Tak. Będą nas ścigać policja.A dlaczego nie przyszliście z rodzicami? . . który mówił. A jak telewizja o tym nagada.Nie odbierają telefonu .Co robimy? . i weźmiemy ją ze sobą.To wasza siostra? . może bardziej zachorować. Wszyscy.Skąd wiesz? . bandyci. żeby się męczyła! Zanim coś wymyślili. że powie? .Zaczną nas ścigać. Nie można mu było wytłumaczyć.Oni. . to może wygadać. Nie chcę. Filip zerwał się.skłamał Filip. Filip wstał.Dostała lekarstwo i poszła spać.Co? .. albo poczekamy.Mamy dwie możliwości . .powiedziała Tosia. . Był w skrajnej histerii.odpowiedziała lekarka.To trochę dziwne. .Ona nie może teraz nigdzie iść . . żeby po nią przyjechali.Słucham? . .Tak. Śpi. Dodzwoniliście się do rodziców? . . która posłała rodzeństwu bezradne spojrzenie. to każdy będzie chciał je mieć.zawołała Tosia.Jeśli ją zabierzemy. że to krzesło jest niebezpieczne? Nikt nie pozwoli.No to wszystko jasne.W grudniu skończę czterdzieści. Lekarka przyglądała im się podejrzliwie. Na szczęście lekarkę zawołano do jakiegoś pacjenta i wyszła.Może znów jej zmienimy język? . .Albo zostawimy tu Wiki. Rano przybiegł człowiek. Dziś mamy same niezwykłe przypadki. Czy wy nie rozumiecie.Przecież ona jest mała i w dodatku ma gorączkę. . Zabieramy Wiki i zwiewamy stąd.Wszystko.Niech pani nam da to lekarstwo i my już pójdziemy. . . Musiałam mu dać mocne leki na uspokojenie. . .Wiki jest chora. żebyśmy mieli takie coś.I co z tego. Rodzeństwo spojrzało na siebie przerażone.

W tej chwili drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich Max. Patrzył na nich półprzytomnym wzrokiem. TRZASK! Łóżko wystrzeliło do przodu jak rakieta. Po prostu miało jakiegoś autopilota. potężny silnik ryknął i motocykl popędził drogą.Nie rozumiesz.spytał Tośkę zdyszany Kuki. pchając łóżko w stronę wyjścia. Na ramionach miał podarty płaszcz. Łóżko jechało z coraz większą prędkością.krzyknęła. Dzieci leżały pod kołdrą.zaprotestował Filip.Zostawcie to łóżko! Pobiegła za nimi. a my dojedziemy na czas.Kierunek: port w Kopenhadze. zaglądając do sal. Sunął po cichu.ono samo sobą kierowało.Szybko! Przebiegli błyskawicznie pusty korytarz. Zanim ten wstał. nagle się zatrzymał. Wiki będzie mogła spokojnie chorować. która przesłoniła drogę.Chyba tam. .Co wy robicie? .Pojedziemy tym łóżkiem. Jechało tak szybko. Tośka zaczęła ciągnąć łóżko w stronę drzwi. ale na pewno łamali wszelkie przepisy. .zawołała Tosia.Zwariowałaś? . to na sto procent nas złapią? 188 189 -Kto? . Kiedy dobiegł do gapiącego się motocyklisty. żeby wiatr nie zrzucił ich na drogę. Nagle otworzyły się drzwi na końcu korytarza i zobaczyli Maksa. przytulone do siebie. Krzyknęła: . Młody chłopak jadący ulicą na szybkim motocyklu zahamował i patrzył zdumiony na łóżko. Na szczęście miało kółka. Pobiegli korytarzem. że jak będziemy jechać samochodem. gdzie leżała Wiki. które wyprzedziło go z prędkością błyskawicy. Ludzie jeździli w wannach i nikt ich nie aresztował. słońce schowało się za mgłą. Tosia postawiła na środku krzesło i błyskawicznie na nim usiadła. jak duch. Kiedyś był konkurs głupich pojazdów. . więc było to łatwe. W końcu znaleźli pokój. Przerobimy je na wyścigówkę. Ale 190 po chwili zobaczył coś jeszcze bardziej zdumiewającego. .Jak będziemy jechać kretyńskim łóżkiem. I łóżko! . Nikt się nie zgodzi. że dzieci musiały schować się pod kołdrę. . .Bierzemy lekarstwa. Pędził. Kuki wyjrzał na korytarz. który prowadził je z niesłychaną precyzją. Ulicą biegł wysoki łysy mężczyzna. Jazda! I wtedy się zaczęło. Samochody włączyły światła przeciwmgielne i trąbiąc ostrzegawczo. Łóżkiem nie można było kierować . Po chwili usłyszeli szarpanie klamki i krzyki: „Otwierajcie!". Na szczęście była sama. Z gabinetu wyjrzała lekarka. Pędził i krzyczał coś niezrozumiałego.Policja. jechały powoli w mlecznym oparze. Max siedział już na siodełku. Rodzeństwo popędziło do wyjścia.Wcale nie. sadząc wielkie susy.Szybko! Wskoczyli na łóżko. Filip zatrzasnął drzwi.. żeby dzieci same prowadziły karetkę. . .krzyknęła Tośka.Wsiadajcie .To jest głupie! . Rodzeństwo w ostatniej chwili uciekło do ogrodu. Kiedy wyjechali na autostradę. jakby byli duchami. Mam świetny pomysł. bo w zamku tkwił klucz. . Spała. Mieli szczęście.Co chcesz zrobić? . Chłopak błyskawicznie go przekręcił. Tylko dziwny pojazd dzieci mknął szybko. Nikogo tam nie było. . to nas wezmą za psycholi i też aresztują.Lepiej wyczarować karetkę pogotowia. .Nie. z całych sił trzymając się oparcia. . a potem jednym uderzeniem zrzucił go z pojazdu. . .Nie budźcie jej . Nie miało prędkościomierza. Ale Max ją wyprzedził. .

Kierując się wewnętrznym radarem, omijał wszelkie przeszkody. Równie szybko pędził czarny motocykl. Otulony mgłą gnał jak niewidzialny straceniec. 191 Lecz łóżko jechało jeszcze szybciej. Innym kierowcom zdawało się dziwną fatamorganą, która na moment pojawiała się obok nich i natychmiast rozpływała we mgle. Pędzili tak przez trzy godziny. Kołysanie pojazdu i ciemność pod kołdrą uśpiły podróżników. Najpierw usnęli Wiki i Kuki, a potem także Filip i Tosia. Nawet nie zauważyli, jak przebyli prawie tysiąc kilometrów. Obudziła ich dopiero nagła cisza i bezruch. Łóżko zatrzymało się. Pierwsza spod kołdry wysunęła głowę zaspana Tosia. Mrugając oczami, rozejrzała się trochę nieprzytomnie. Mgła opadła i świeciło znów słońce. Przed nimi było morze. Szeroki bulwar z kawiarniami i sklepami ciągnął się wzdłuż wybrzeża. Spod kołdry wychyliły się rozczochrane głowy Filipa i Kukiego, a potem małej Wiki. - Gdzie my jesteśmy? To jest ta Kopenhaga? - Poczekajcie. - Tosia wyszła z łóżka i podbiegła do dziewczyny, która siedziała na ławce. - Do you speak English? - spytała trochę niepewnie Tosia. 193 Dziewczyna uśmiechnęła się. - Yes, I do... Can I helpyou? Tosia skupiła się. - Is it Copenhagen? - Copenhagen? Yes. Ifs absolutely tnie Copenhagen! - Dziewczyna ze śmiechem wskazała na posążek syreny siedzącej na kamieniu sterczącym z morza. Tośka popędziła do rodzeństwa, krzycząc: - Udało się! Jesteśmy w Kopenhadze! Wędrowali kamiennym nabrzeżem portu, obok wielkich statków wyładowanych kontenerami. Jednak nigdzie nie było Queen Victorii. - Może już odpłynęła? - Ej. Czego szukacie, trolle? Obrócili się. W oknie holownika stał marynarz w granatowym mundurze. Uśmiechał się do nich. - Zgubiliście się? - Pan mówi po polsku? - No, trochę... Moja żona jest z Polski. A czego szukacie? - Takiego wielkiego statku pasażerskiego. Nazywa się Queen Yictoria. - Nie ma go jeszcze. Spóźni się, bo na morzu była mgła. Przypłynie o czwartej i zostanie tylko przez dwie godziny. - Dzięki! - Zaczekajcie - zatrzymał ich marynarz. - Statki pasażerskie przybijają do nabrzeża Langelinie. To jest tam, gdzie latarnia morska. Widzicie? - Tak. Dziękujemy. Mieli jeszcze cztery godziny do przybycia rodziców. Wyczarowali trochę pieniędzy i weszli do małego baru. Tosia i Wiki zamówiły smażoną rybę i frytki, Kuki miał alergię na ryby, więc poprosił o naleśniki, a Filip postanowił zjeść wędzoną ośmiornicę. Wyglądała obrzydliwie, ale Filip udawał, że mu smakuje. Siedzieli, spoglądając od czasu do czasu na zegar. Byli zdenerwowani. Wiedzieli, że gdzieś niedaleko są ich rodzice i z każdą chwilą zbliżają się do nich. Tęsknili za nimi i bardzo chcieli ich zobaczyć, ale z drugiej strony dobrze wiedzieli, że to nie są „prawdziwi" rodzice. Wciąż pamiętali, jak wyrzucili ich i nie chcieli się nawet z nimi pożegnać. Wiedzieli, że najpierw muszą zdjąć z rodziców to straszliwe 194 195

zaklęcie. Wyleczyć ich ze złości i obojętności i nie byli wcale pewni, czy to się uda. Czy rodzice będą tacy jak dawniej? Czy znowu będą ich kochać? Czy w ogóle można kogoś zmusić do miłości, nawet za pomocą magii? Byli coraz bardziej niespokojni. - A jak się nie uda? - spytał cicho Kuki. - Może oni nie będą już nigdy chcieli z nami mieszkać. Ciągle będą gdzieś wyjeżdżać i nigdy do nas nie wrócą? - Przestań gadać takie rzeczy - krzyknął Filip. - Ale... - Zamknij się, słyszysz? - Słuchajcie, nie możemy tak siedzieć i się kłócić - powiedziała Tosia. - Mamy cztery godziny. Chodźmy gdzieś. - Dokąd? - Nie wiem... - W Danii jest takie miasteczko z klocków lego. Możemy tam iść - powiedział Kuki. - Legoland jest daleko. Trzeba jechać pociągiem. - Skąd wiesz? Filip pokazał reklamówkę leżącą na stole. - Ale możemy iść do Tivoli. - Co to jest? - Park rozrywki, coś takiego jak Disneyland. Obrócił ulotkę na drugą stronę, gdzie było widać park z karuzelami i kolejkami. - Idziemy? - A jak spóźnimy się do portu? - zaniepokoił się Kuki. - To jest blisko. A my mamy dużo czasu. Park rozrywki Tivoli był ogromny. Kiedy przekroczyli kolorową bramę, znaleźli się wśród wielkiego tłumu dzieci i dorosłych. Dookoła wirowały karuzele, pędziły roller-coastery, a elektryczne samochody ścigały się po krętych torach. Zewsząd dobiegały śmiechy i krzyki. Szybko kupili karnety, które pozwalały korzystać ze wszystkich atrakcji przez cały dzień. Najpierw poszli do Wesołego Zakątka, gdzie stała największa karuzela na świecie, zwana Kosmicznym Biegaczem. Gondole z fotelami były wciągane na słup wysoki jak wieżowiec, a potem zaczynały wirować z niesamowitą prędkością. Czasem obracały się do góry 196 197 nogami albo gwałtownie spadały w dół. Wyglądało to niesamowicie. - To jest super. Idziemy! - krzyknął Filip. - Nie możemy iść wszyscy - zatrzymała ich Tosia. - Dlaczego? - Bo ktoś musi pilnować krzesła. - No to my jedziemy pierwsi, a potem Kuki i ciotka - zdecydował Filip. - Dlaczego wy macie być pierwsi? - rozzłościł się Kuki. - Bo jesteśmy starsi. - To ja jestem najstarsza - zaprotestowała ciotka. - Ale najmniejsza. Chodź, Tosia. - Pilnujcie krzesła! Kuki i Wiki z zazdrością patrzyli, jak Filip i Tosia zajmują miejsca w fotelach, a potem wjeżdżają na szczyt wieży. Po chwili wieża zaczęła się obracać. Chyba żadna karuzela na świecie nie wirowała z taką prędkością. Krzesełka jednocześnie obracały się wokół osi i pasażerowie wisieli do góry nogami albo spadali i znów się unosili. Wszyscy krzyczeli. - Będą jeździć pół godziny, a my musimy się nudzić - mruknął Kuki. - Wcale nie mam ochoty tym jeździć - powiedziała Wiki. - Ja właściwie też. Nie lubię, jak mi się kręci w głowie.

- Tam jest fajna zjeżdżalnia. Wiki wskazała na wielką zjeżdżalnię z falami. - Chodźmy tam! - A krzesło? Co zrobimy z krzesłem? - Już wiem - powiedziała Wiki. - Możesz zaczarować, żeby było niewidzialne. Wtedy nikt go nie znajdzie. - A jak myje znajdziemy? - Ale ty jesteś głupi. Przecież my będziemy wiedzieć, gdzie ono stoi. Zapamiętamy miejsce. Kuki chwilę się wahał. Spojrzał jeszcze raz na rodzeństwo wirujące na Kosmicznym Biegaczu. - Dobra. Usiadł na krześle i powiedział: - Bądź niewidzialne. Krzesło natychmiast zniknęło. Przechodzący ludzie ze zdziwieniem spoglądali na chłopca, który 198 199 siedział zawieszony w powietrzu. Kuki zerwał się i złapał oparcie niewidzialnego krzesła. - Gdzie je schowamy? - Za kioskiem z pamiątkami. Pobiegli za żółtą budkę, w której sprzedawano bilety i pamiątki. Postawili niewidzialne krzesło z tyłu kiosku. - Musimy tylko zapamiętać, że na tej budce jest napisane „Tivoli" i że jest żółta - powiedziała Wiki. Kuki szepnął do niewidzianego krzesła: - Tylko nigdzie nie odchodź, rozumiesz? I pobiegł z Wiki na zjeżdżalnię. Nazywała się Tajfun, była długa na sto metrów i pofalowana jak prawdziwy ocean. Zjeżdżało się w nadmuchiwanych kołach, które podskakiwały i szybko sunęły w dół. Na końcu lądowało się w wodzie. Wiki krzyczała i śmiała się jak szalona. Kuki był trochę zdziwiony, bo nigdy nie widział, żeby ciocia się śmiała. Zjechali osiem razy, a potem poszli ścigać się na gokartach. W czasie pierwszych trzech wyścigów ciotka była szybsza. Czwarty Kuki wygrał i nie chciał już ryzykować przegranej, więc pobiegli na roller-coaster. Wózki najpierw wjechały na szczyt metalowej konstrukcji, żeby gwałtownie stoczyć się w dół i jeździć z szaloną prędkością. Kuki i ciotka wrzeszczeli. A w najbardziej niebezpiecznym momencie Wiki chwyciła Kukiego za rękę i trzymała go z całych sił. Tymczasem Filip i Tosia zeszli właśnie z Kosmicznego Biegacza. Byli zupełnie wykończeni. Od wirowania i wiszenia do góry nogami kręciło im się w głowie. Podeszli do ławki, przy której mieli czekać Kuki i ciotka. Nikogo tu nie było. - Gdzie oni są? - krzyknął Filip. - Może poszli kupić coś do picia? - A krzesło? - Nie wiem... - Szukamy ich? - Nie. Musimy tu czekać, bo się pogubimy. Tymczasem Kuki kompletnie zapomniał, że rodzeństwo na niego czeka. Odkryli z Wiki nową atrakcję o nazwie Zwariowany Kangur. Na wielkiej gumowej arenie ludzie skakali, odbijając się na wysokość dwóch pięter. Można było lądować 200 na nogi albo na siedzeniu, jak kto chciał. Kuki i mała ciotka odbijali się jak zwariowane piłki, trzymając się za ręce. Śmiali się tak, że prawie nie mogli oddychać.

Na czym ja siedzę?. że nie miał odwagi się poruszyć. Tak się przeraził.Musimy wracać! Popędzili alejką między karuzelami. Żółty kiosk. Jeszcze możemy je znaleźć. .. .Gdzie teraz idziemy? Zanim Kuki odpowiedział. Niewidzialnym krześle! . Nigdy! Filip mnie zabije.Ała! Chwycił się za kolano i zaczął je rozcierać.Wiedziałem. żeby wyłączyli prąd i to przeklęte wesołe miasteczko wreszcie przestało działać! W tej sekundzie po drutach trakcji elektrycznej przeleciała iskra.Ja chyba zwariowałem. i dobrze. Nie upadł na ziemię. .A jeżeli oni tu wrócą? . To moja wina. . Nagle potknął się.Nie martw się. Miał wrażenie.Wiki! Ich tu jest pełno! Te przeklęte budki stoją wszędzie! Jak my poznamy naszą? .szepnął przerażony mężczyzna.Zwariowałem czy co?. Zamknął starannie drzwi i ruszył w stronę stołówki.Co to za diabelstwo? . Siedział na powietrzu! ..Szkoda. .Ale tam też jest. krzycząc: . Jest tam! . gdzie schowaliśmy krzesło? .Musimy sprawdzić wszystkie. i przylepił go do ławki gumą do żucia. Nigdy go nie znajdziemy.Pamiętasz. Kuki i Wiki krzyknęli jednocześnie. że siedzi na krześle.. Był kompletnie załamany... usłyszeli bicie zegara.szepnął wystraszony. W końcu Kuki usiadł na trawie i ukrył twarz w dłoniach. Dalej były następne.. 204 .. Chciał iść dalej.... Najlepiej.. że pamiętam. machając rękoma w powietrzu.. Bo to jest moja wina! Wiki usiadła obok chłopca. Filip wstał z ławki.Filip i Tosia byli coraz bardziej niespokojni. to czekajcie". Nic przed nim nie stało. że nie wyczarowaliśmy telefonów komórkowych dla każdego. .Pewnie.Nienawidzę tej głupiej pracy. Zatrzymał się na czymś. Potem rozejrzał się zdziwiony. Tymczasem w żółtej kasie stojącej na końcu Ti-voli siwy sprzedawca wywiesił kartkę z napisem: 202 203 „PRZERWA OBIADOWA". Jedynie uniósł się nieco i zerknął w dół.. wyszli właśnie ze Zwariowanego Kangura.. .Przeze mnie rodzice do nas nie wrócą.Czwarta! . Musimy ich znaleźć! . ale zaraz znów się potknął i przewrócił. . . żeby wyczuć niewidzialne krzesło. Nigdzie go nie było.Zaraz będzie czwarta.Jak? Przecież nigdzie go nie ma. na którym było napisane „Tivoli". Przy każdej stała żółta budka z napisem „Tivoli".. . . czego nie było widać.Widzę go. zdyszani i rozbawieni.jęczał. . Przewody rozjarzyły się i pękły. Byli na skrzyżowaniu dwóch alejek. Nic pod nim nie było.Chodź! Tymczasem Kuki i Wiki.. że od roboty w tym lunaparku kiedyś zwariuję.. . Filip napisał na bilecie: „Kuki! Jak wrócicie.. . . Okrążali każdy kiosk.

biegł. z niewidzialnym krzesłem w rękach. co się dzieje? Idź ratować klientów! Dyrektor popędził w stronę samochodów straży pożarnej. Musimy znaleźć to krzesło. .Tam są! . Nie widzisz.Niech pan zobaczy! Dyrektor obrócił się.Żeby. który nieopatrznie wywołał całe zamieszanie.krzyczał Filip.wołała Tosia. Nie ruszał się i nie spadał. Obsługa próbowała naprawić awarię i uwolnić ludzi uwięzionych w karuzelach. W końcu rzucił niewidzialny przedmiot najdalej. Tośka przeskoczyła niewysokie ogrodzenie i ruszyła w stronę „wiszącego w powietrzu" 206 207 pingwina. .Zobaczcie! Na wybiegu z pingwinami jeden z ptaków wisiał w powietrzu. trzymając w rękach niewidzialne krzesło.Tam jest krzesło! Na pewno! . .Musieli zrobić jakiś głupi czar i. czego nie widać? Bezradnie usiedli na ławce.To oni! . co zostali uwięzieni w karuzelach i diabelskich młynach. przedzierając się przez tłum uciekających w panice ludzi.Ty kretynie! . krzyczącego coś do telefonu komórkowego. Zatrzymał się obok człowieka w czarnej marynarce. Słynne Tivoli przestało działać.Człowieku.Gdzie jest krzesło? . Słychać było syreny straży pożarnej.Zmieniłem je w niewidzialne. stał bez ruchu. To c o ś jest niewidzialne. co z nim zrobiłeś! .Nigdy go nie znajdziemy! .Jest! .Niech pan dotknie. Żeby nikt go nie ukradł i teraz nie możemy go znaleźć . Najgłośniej wrzeszczeli nieszczęśnicy wiszący głowami w dół na Kosmicznym Biegaczu.Tosia wskazała na plac.Jak to nie wiecie? Kuki. jak potrafił.. gdzie stali Kuki i Wiki.Co wyście zrobili? . Siwowłosy kasjer. Kuki stanął kilka kroków dalej i nie miał odwagi podejść do rodzeństwa. . roller-coastery i elektryczne samochody stanęły w miejscu. . .Po co!? . jakby stał na czymś niewidzialnym. . patrząc ze strachem na brata.Co? Czego chcesz? Kasjer wysunął puste ręce. Ludzie najpierw zamilkli. Szczególnie ci.... obok małego zoo. . a wszystkie karuzele. . potrącany przez biegnących ludzi.Jak mamy znaleźć coś. Wyciągnęła rękę i wyczuła oparcie krzesła.krzyknął Filip. Tośka i reszta dzieci biegły alejką. 205 . Nagle Wiki krzyknęła: .To nie my! . . zanim statek odpłynie. . . które właśnie wjechały do parku.Panie dyrektorze!. ..zawołał kasjer. Muzyka przestała grać i zapadła kompletna cisza. a potem zaczęli krzyczeć w panice. Tosia i Filip zatrzymali się. . .Nie wiemy.krzyknął chłopak. niech pan tylko dotknie! To jakieś diabelstwo. daj mi święty spokój. Tymczasem w wesołym miasteczku narastała panika.Ja wejdę! Znam się na zwierzętach.Zostaw go. . ..powiedział Kuki. i uciekł. .I natychmiast zgasły lampy w całym parku rozrywki. Kasjer. Popędzili do nich. mów.

. Zapaliły się lampy. .powiedział Filip. Ptak otworzył dziób i pochylił się w stronę ręki Tosi. Otaczały ją. .. przeciskając się między turystami i straganami sprzedawców pamiątek. Rodzeństwo było coraz bardziej niespokojne.. Nagle zatrzymał się. Zróbcie coś! . Dobiegli do latarni morskiej. machając skrzydłami. jednak nie robiły jej nic złego.A co możemy teraz zrobić? . Złaź.. Pingwiny ruszyły za nią.Czekaj.Ej. Milczeli. Dlaczego nie zrobicie jakiegoś czaru? Przecież ten statek jeszcze widać. 208 209 I wtedy ją zobaczyli.. mój mały.A jak ono nas wystrzeli zbyt mocno i wylądujemy na Księżycu jako zamarznięte mumie? -szepnął Kuki. W plastikowej misce leżały ryby. a karuzele zaczęły znowu krążyć. . powiedział: .powiedział Filip i popędzili do wyjścia. na sam koniec mola.Po prostu powiedzcie.. która powoli zmieniła się w krzesło.. Spróbujcie! Filip niechętnie wstał. Aż nagle w latarni morskiej zapalił się reflektor. . Przy kamiennym nabrzeżu portu Langelinie cumowało kilka statków pasażerskich.Ptak na niewidzialnym krześle spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynkę. bo na zegarze wybiła właśnie godzina szósta. zagłuszany krzykiem mew latających nad wodą. Obiadek! Pomachała rybą. Przeistoczył się w długi na setki metrów most.Nie. Kołysząc się i wydając piskliwe dźwięki. chwyciła krzesło i popędziła do płotu. Dzieci biegły. Co gorsza. Wyszeptał kilka słów i prąd zaczął znów płynąć. .Witaj w świecie widzialnych . Lecimy wszyscy! Filip wyprostował się i wpatrując się w statek. Tosia podała Filipowi krzesło i szybko przeskoczyła ogrodzenie. majestatyczna Queen Victoria właśnie odpłynęła. Trzeba odwołać ten czar. Filip usiadł na niewidzialnym krześle.. Pingwin się nie poruszył. . które ktoś przyniósł ptakom na kolację. Zastygł jak lód lub szkło. Ta cofnęła się i pingwin zeskoczył z niewidzialnego krzesła.Spóźniliśmy się! . Był on . Dziewczynka rzuciła mu rybę. Jednak nie miał ochoty zejść. . inne pingwiny zaczęły okrążać Tosię.szepnęła zrozpaczona Tośka. Ustawił krzesło i usiadł. Wielka. aż jakaś siła wyrzuci ich w górę albo porwie ich tajfun i pofruną ponad morzem. Tośka rozejrzała się. Bezradnie usiadła na kamiennym nabrzeżu. a dźwięk orkiestry cichł. . Statek z ich rodzicami oddalał się.Idziemy! . ale nic takiego się nie zdarzyło.Tylko spokojnie. .Tosia. że chcecie być na tym statku. zbliżały się coraz bardziej do dziewczynki. Ja chcę tylko zabrać moje krzesło i zaraz idę. Była sto metrów od brzegu i oddalała się w stronę pełnego morza.To już naprawdę koniec. Silny snop światła uderzył prosto w statek.Chcemy wejść na ten statek. Tosia pobiegła i wyjęła małego śledzia. Wiki podeszła do rodzeństwa. Czarno-białe ptaki wyglądały jak stado groźnych ochroniarzy w mundurach. lecz nigdzie nie było widać Queen Victorii. Filip ze złością kopnął żelazną barierkę. Chcemy tam być! Teraz! Czekali. Rozległ się dziwny dźwięk i promień światła zaczął wirować. Jednocześnie pod chłopcem pojawiła się smuga czerwonego koloru. Widać było jeszcze pasażerów w oknach i słychać orkiestrę grającą na pokładzie.Mogę sam polecieć .. Mały.

szklany most zadrżał niebezpiecznie. Filip wysunął stopę i ostrożnie dotknął przeźroczystej jak szkło powierzchni. Filip wszedł pierwszy na świetlny most. Chłopiec trzymał przed sobą czerwone krzesło. . Most był wąziutki jak poręcz schodów i śliski jak lodowy sopel.Szybko! Wspięli się krętymi schodami na szczyt latarni.. który także się przewrócił. idący z krzesłem. które zaraz pęknie jak 212 choinkowa bombka. Most kołysał się coraz mocniej i Kuki razem z trzymającą go za rękę Wiki również się wywrócili. Na najwyższym pokładzie Queen Victorii mieściła się włoska restauracja. Dzieci poczuły drżenie. Próbowały trzymać się mostu. Szła po omacku.Idziemy. więc musiały jechać bez trzymanki. . Wiki spojrzała pod nogi. Most był wygięty w łuk i teraz schodzili już w dół. Podążająca za nim Tosia poślizgnęła się i upadła. Zacisnęła powieki i dygotała ze strachu. wydając brzęczący dźwięk. ale nie zwróciły na to uwagi.zawołał Filip. Szli w milczeniu w stronę statku. . Poniżej kłębiło się morze. Do portu wjechał czarny motocykl. potem Kuki. Podcięła nogi Filipa. ale szła naprzód. I zastygła w bezruchu.. Szedł bardzo powoli. 210 211 ...Nie mogę. . Most unosił się nad jego tylnym pokładem jak szklana trampolina. Proszę! . Kuki zrobił krok w jej stronę. rozpaczliwie próbując złapać równowagę. Nienawidziła tego mostu. No daj! Wiki nie zareagowała. Max patrzył oniemiały na dzieci idące po smudze światła.Nie chcę iść dalej. że zaraz runą do morza.szepnęła. . bo lśniąca powierzchnia była śliska jak lód.Chodźcie! . Most był zawieszony w powietrzu i kołysał się lekko na wietrze.Nie chcę. Była to śmiertelnie niebezpieczna jazda. ale ostra krawędź przecinała skórę. Zatrzymał się gwałtownie. Stała bez ruchu.Czuję. A potem wszedł na most. Idź powoli. . Były tak przerażone. zachwiał się. tam gdzie łuk mostu wznosił się najwyżej. rosnąc wraz z oddalaniem się Queen Victorii. . Cała się trzęsła ze strachu. Przed nimi wyrastał wielki statek.Nie bój się. Nad ich głowami fruwały krzyczące przeraźliwie mewy.krzyknął Filip. Kuki wyciągnął rękę i zawołał: . Nagle powiał wiatr i most się zakołysał. . że będą kłopoty! Na końcu weszła na most mała Wiki.Pociągnął ją za rękę. że nie reagowały na nic. Filip. Wszyscy zaczęli zjeżdżać w dół szklistego łuku. . gdzie zaczynał się most. ale zadrżał. Nie było poręczy. więc bały się. że idą po kruchym lodzie albo po cieniutkim szkle. balansując nim jak cyrkowiec idący na linie. Uderzył mocniej. Chwycił dłoń Wiki. bo most był wąski jak ludzka dłoń i nie miał poręczy. Za Filipem szła Tosia. prowadzona przez Kukiego jak ślepiec przez przewodnika. szepczący: . Na środku. Zaczęła zsuwać się po gładkiej powierzchni. Pod nimi huczało morze.Idźcie szybko! Nie patrzcie w dół . bo miała lęk wysokości. który zadrżał pod jego ciężarem. Zdawało im się. Rzucił motocykl i wspiął się na latarnię.Zamknij oczy i chodź. Wiki zacisnęła powieki i ruszyła.Daj mi rękę. Było to trudne. Most się nie załamał. . Dzieci zjeżdżały coraz szybciej.wygięty w łuk i sięgał od nabrzeża do statku.

Wielka fala opadła.. Mężczyzna rozpaczliwie machał rękoma.spytał Kuki.Filip chwycił krzesło i pobiegł w stronę metalowych schodków. . .Jesteście z pierwszego pokładu? . mrużąc oczy od słońca.Szybko! .. . . .Ja też chcę szukać rodziców! . Zanim zdążyli odpowiedzieć. żeby wpadł do wody. . Kiwnął ręką. .. .Skąd wiesz..zadecydował Filip... ale nie zobaczył niczego poza stadem mew fruwających wokół komina. wprowadził ich do wielkiej sali.Gdzie mogą być rodzice? Tutaj jest tysiąc kajut. Dzieci spojrzały na siebie niepewnie. uśmiechając się do dzieci. .Nieee.. Chłopak ruszył w stronę szerokich drzwi na końcu korytarza i gadał jak najęty.Rozkazałem. wypatrując rodziców między opalającymi się turystami i zaglądając do kajut przez okrągłe okienka.. Dziewczyna ubrana w strój różowej ośmiornicy krzyczała do mikrofonu: . Kuki i mała Wiki. w której grupa dzieciaków udawała żaby.spytał szef kuchni.Co to było? . .. musieli za nim iść. otarł ręce i wyszedł po schodkach 214 215 na najwyższy pokład. . że nikt za nami nie szedł. kiedy nagle usłyszeli głośne uderzenie w sufit. 216 217 .Ratunku! Ratujcie mnie! Ale nikt go nie usłyszał.powtórzył. Dzieci weszły na pokład numer jeden.Nie wiem. a ja z Tośką poszukam rodziców. . Statek odpływał. Rodzice wam nie powiedzieli? . Będzie fajna zabawa.Usłyszymy muzykę.Zwiewamy stąd? .To chodźcie ze mną. Nie mieli wyjścia. a Max rozpaczliwie próbował go dogonić. że teraz grają. Zaczynamy nowy wyścig żab. Sprawdzę. Krzyknął: . . Stał za nimi chłopak w czerwonym mundurze ze złotymi guzikami. Jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli w górę. Po chwili rozległo się drugie uderzenie.Kucharze szykowali właśnie wykwintne spaghetti alla putanesca.Najmłodszy z kucharzy odłożył nóż.skłamała szybko Tosia.Mam nadzieję. kolejna fala uniosła go i wtedy zobaczył oddalający się statek. . gdzie sterczały wentylatory i anteny. Wysunęła się Tosia.? .Łał! Ale zabawa. W której kajucie mieszkacie? Jakoś nie mogę sobie was przypomnieć.zaprotestował Kuki. .A co zrobiłeś z tym mostem? . Wokół tonęły odłamki świetlnego mostu. .. Queen Victoria miała pięć pokładów widokowych. Kto chce wystartować!? Chłopak w mundurze zostawił ich i gdzieś poszedł. Wy jesteście z pierwszego pokładu? Obrócili się.Zaprowadzę was. od którego podskoczyły wszystkie talerze. .. Wzruszył ramionami i wrócił do kuchni.Nie możemy łazić całą bandą .Dla dzieciaków z pierwszego pokładu robimy dziś zawody. Wtedy zza czerwonego komina Queen Victorii wychyliła się głowa Filipa. Rozejrzał się. .spytał szeptem Kuki.Kuki i Wiki zostaną tu z krzesłem. . . Tutaj turyści opalali się na wygodnych leżakach lub oglądali morze przez wielkie lunety. odsłaniając głowę Maksa..Tak.Przepraszam. Jesteśmy. a potem dwa kolejne.

Wybiegli. Będziesz okropna..Przecież ja mogę zostać taka jak teraz.I jak ja będę wyglądać? .Wiesz co? . Kuki i Wiki wzięli już udział w kilku zabawach. skąd się tu wzięliśmy? . . Wiał wiatr i Wiki próbowała zapleść sobie warkoczyki. toby cię szukali.A co? Już zapomniałaś. Kuki i Wiki zabrali krzesło i wymknęli się na pokład. rzucała piłkami do celu i zjadała ciastko z kremem bez pomocy rąk. dowód osobisty i pracę. . . bo myślał wciąż o rodzicach. Będziesz taka jak ona. Będziesz dorosła i nikt nie będzie chciał z tobą płynąć. Dzieci były zdumione. .. Był coraz bardziej zdenerwowany.Ale już nie chcę być! Nie chcę! 220 221 .powiedziała Tosia. O. Kuki wzruszył ramionami. Spojrzał z uśmiechem na dzieci. Za ladą siedział marynarz w zielonym mundurze. Kuki i Wiki rozglądali się niepewnie po sali.Coś ty? Przecież ty za godzinę będziesz znowu wstrętną ciotką.. Zziajane dzieci pobiegły do bufetu po napoje i słodycze.Ross. Po prostu udawajcie. Prowadząca imprezę dziewczyna zarządziła przerwę. i siedźcie spokojnie. Czy ja mogę popłynąć z wami? -spytała Wiki. Dziewczynka przestała zaplatać warkocze i spojrzała na niego ze strachem. że mówicie po madagaskar-sku . żebyś była jak dawniej.A czy ja. jakby była naprawdę siedmioletnią dziewczynką. Zresztą sama chciałaś być znów dorosła. Bo tak naprawdę cień dorosłej ciotki już zniknął i Wiki stała się prawdziwym dzieckiem. Zrobimy wycieczkę dookoła świata. .Słucham? . Nie miały pojęcia. Tosia zobaczyła napis „INFO" na środku holu.Czemu? . to popłyniemy razem z nimi tym statkiem. Jak ich znajdziemy. Za to mała Wiki bawiła się doskonale. Zbiegły schodami i zaczęły się przeciskać między pasażerami. widzisz tamtą panią. Jakbyś znikła. . Śmiała się i bawiła. .Jak odczarujemy rodziców. że jesteście pasażerami. gdzie były drzwi do wielu wind. . .I co z tego? Nasi rodzice na pewno każą. Kuki robił to niechętnie.Nie wrzeszcz. .A jak nas spytają. Dwunasty pokład. Tosia i Filip biegli długim korytarzem.pytała przerażona Wiki.. Są muzykami w orkiestrze? -Tak! . . .powiedziała Tosia. to po was wrócimy.O siódmej będą grać w kawiarni Dolce Vita.Pokazał ręką w stronę korytarza. 218 219 .Masz dom.powiedział Kuki.Nie możesz. Skakała na wyścigi w workach. żeby włosy nie wpadały jej do oczu. że statek wygląda w środku jak wielki supermarket. Usiedli na ławce. Możecie tam pojechać windą. Albo wyczarujemy sobie własny statek i ja będę kapitanem.Szukamy państwa Ross .To udawajcie.. . Na końcu szerokie schody prowadziły do ogromnego holu pełnego sklepów i kawiarni.A wy nie chcecie się bawić? Chodźcie do nas. między bawiące się dzieci. Pociągnęła ich na środek sali. . Już wiem. Podeszła do nich różowa ośmiornica. . Tylko tym razem nie róbcie żadnych numerów.. Daleko w dole szumiało ogromne błękitne morze..

Szedł jak zahipnotyzowany w stronę rodziców. . być dorosła.Gdzie jest krzesło!? . a ludzie tańczyli.Ja muszę ich zobaczyć.. Rozumiesz? Żadnych czarów! Kuki popędził schodami na górny pokład. Siedzieli z innymi muzykami na wysokiej scenie. Zostań tu.. rozbryzgując wodę. . Spojrzała na rodzeństwo i cicho szepnęła: . Spojrzała na morze huczące w dole i szepnęła do czerwonego krzesła: .szepnął. Obok stał tato w czarnej marynarce..Jesteś wstrętna! . Wiki patrzyła. na którym została Wiki. Chciał być blisko nich. Kuki tego wszystkiego nie zauważał. starając się znaleźć miejsce. ty wstrętna histeryczko! Dalej! Wiki patrzyła na okropną kobietę z przerażeniem..krzyknął Filip. Ale przysięgnij. W końcu zobaczył szklane drzwi z napisem „Dolce Vita". To moja mama gra. Wiki nie odpowiedziała.Słyszysz? Tam są nasi rodzice. Błagam cię. skąd dobiegała muzyka. Nigdy! Chwyciła krzesło i podbiegła z nim do relingu. Gdzieś z daleka zaczęła dobiegać muzyka. ..Wrzuciłam je do morza..Po co tu przylazłeś? . Kelnerzy krążyli po sali z tacami.. .Dlaczego!? . . zanim nie zostanie zdjęty czar. Muzyka orkiestry! . Kobieta krzyczała do małej: .Nienawidzę cię! A potem rzuciła je za burtę.krzyknął z rozpaczą Kuki.Nie będę taka.Wstrętna oszustka! . że Wiki patrzy za nim w jakiś dziwny sposób.Ciotka go pilnuje! Filip popatrzał na niego zaniepokojony. Inni pasażerowie siedzieli na miękkich fotelach i sączyli napoje. oddala się od statku. Mama ubrana była w czarną sukienkę. ale nie mógł się powstrzymać. jak odpływa. Krzesło runęło w dół i wpadło do morza. . Grali jakąś powolną smutną melodię.Co z nim zrobiłaś? Mów! Powoli podniosła głowę. Po chwili czerwonego krzesła nie było już widać. Nagle usłyszał: .Zostawiłeś krzesło!? . Wbiegli na pokład.Chodź.Chciałem zobaczyć rodziców. Powiedz.Co? . . . Dziewczynka otarła łzy i szepnęła: . że nie ruszysz krzesła. Tosia i Kuki popędzili za nim. Obrócił głowę.Nie chciałam. popchnął je i wtedy zobaczył rodziców. zerwał się i pobiegł do wyjścia. żeby mnie nie zmieniali. Miała 222 223 okulary przeciwsłoneczne.. Wtedy dziewczynka usiadła na pokładzie i zaczęła płakać. powiedz im. .Wiki spojrzała na chudą pasażerkę w czarnej sukni. . Kuki nie słuchał jej. że nie powinni go zobaczyć. Dziewczynka siedziała oparta o barierkę i miała twarz ukrytą w dłoniach.Kuki! Stój! Za sztucznymi palmami siedzieli ukryci Filip i Tosia. Kuki szedł przez labirynt korytarzy. Filip pociągnął brata do kryjówki. Nie zauważył. Jestem pewny! Kuki zerwał się. jest coraz mniejsze i mniejsze. .Nie chcę być taka.Wyrzuciłam je. żeby nie. która ciągnęła za rękę wyrywające się dziecko. Wiedział.

. Kuki i Filip poszli za nią. Oddam im to krzesło. Wiki siedziała osobno. Chcę być tam.szepnęła błagalnie Wiki. . Wiki zerwała się. Większa niż statek Queen Vic-toria. . olbrzymia fala tsunami pędziła w jego stronę.Dziękuję.. Wiki zasłoniła głowę i zamknęła oczy. . Mężczyzna złapał krzesło. Nadciągała wielka fala tsunami.Oddaj mi je . Ale nikogo innego nie mamy.Daj mi je! Proszę. Powoli wstał z czerwonego krzesła i je zasłonił.. .Sr Max rozpaczliwie próbował doścignąć Queen Vicotrię. jak morze na horyzoncie unosi się i pędzi w jej stronę.. Zobaczyła. Oddam im je. I wtedy 224 225 jakaś litościwa fala uniosła go i położyła na siedzeniu. uratuj mnie.Chodźcie.. Na pokładzie stało czerwone krzesło.zawołała Wiki i popędziła z krzesłem na schody. Wreszcie Tośka podniosła się. A potem powoli wyciągnął rękę i podał jej magiczny przedmiot. Max ściskał w dłoni oparcie czerwonego krzesła i patrzył na dziewczynkę.Ja chcę je z powrotem. wpijając dłonie w oparcie krzesła. Wysoka jak dom. Mała Wiki została sama... I wtedy usłyszała dziwny dźwięk. ale fale wciąż go odpychały. Nie miał już sił. Tosia.szepnęła Wiki.. Potem morze uspokoiło się. Wiki opuściła dłonie.. .Skąd masz to krzesło!? Max rozejrzał się nieprzytomnie.Uratuj mnie. ale to zupełnie nic już zrobić nie mogli. Dziewczynka obróciła się.krzyknął Filip.. I wtedy coś zobaczył. . Ruszyła w stronę pokładu. Otarł wodę z twarzy i spojrzał na Wiki. . hucząc straszliwie. daleko od nich. Kiedy fala uniosła go. Była olbrzymia.Zwariowałaś? .Wiem. Przetarł oczy. . Filip i Kuki siedzieli skuleni w kącie pokładu. Resztkami sił zbliżył się do krzesła i spróbował je złapać. Fala zalała mu usta. co zrobić.. Nie wiedzieli.spytał Kuki. jakby nadlatywała kometa albo wielka lawina. Zbliżała się z ogromną prędkością. stało się ciche i łagodne. który zakołysał się. Max z całych sił objął czerwone krzesło i zawołał z rozpaczą: .. Przysięgam! Tylko mnie ratuj! Błagam! Uratuj mnie! I wtedy nadeszła wielka fala. Uniosła Maksa i porwała go wraz z krzesłem. z twarzą wtuloną w dłonie.Przecież oni są. na statku.Do rodziców. . Huk.. Na falach unosiło się krzesło! Mężczyzna zaczął rozpaczliwie płynąć w jego stronę. Masa wody zalała najwyższy pokład i po chwili spłynęła. Po prostu nic. Wielkie fale przelewały się nad nim i tracił powoli siły. . ale wypluł wodę. to ujrzał daleko na morzu czerwony punkt. Zachłysnął się wodą i zanurzył.Uratuj mnie! Proszę cię. i krzyczał: .Dokąd? . gdzie grała orkiestra. Fala uderzyła w statek. która szła do niego i krzyczała: .Skąd je masz?! Oddaj mi je! 226 Max nie odpowiedział. Błagam cię! Nie będę już oszukiwał. . A na nim siedział ociekający wodą Max. . . Nie będę kradł! Nie zrobię już nigdy nic złego. Płakała cicho. Zaczynał tonąć.

Chcę. zbiegli ze sceny i pędzili do swoich dzieci.Max spoglądał na nią. ale Kuki nie czekał. Idźcie gdzieś! Ojciec podniósł skrzypce i znów zaczął grać. Patrzyła oszołomiona. że jesteśmy zajęci? Zostawcie nas w spokoju. I wtedy usłyszeli wołanie: .Mamo. opuścił skrzypce i podszedł do dzieci.Co wy tu robicie!? . Skoncentrował na nich wzrok z jakąś niezwykłą siłą i zaczął mówić: . Gdzieś w głębi duszy łudziły się. Patrzyli na nie. Mama spojrzała jeszcze raz na dzieci i syknęła: . potem zerwała się i podbiegła do nich.Przyjechaliśmy do was. Przecież nie miały dokąd iść.Chcę. Czekały.Nie widzicie. nawet morze 231 zastygło w bezruchu. Tosia i Kuki szli powoli w stronę sceny. ruszył w ich stronę. Tato przestał grać. I czuł się wspaniale.! Muzycy z orkiestry spoglądali na nich ze zdziwieniem. który stał przy drzwiach. i nic nie mogło ich powstrzymać. Szły powoli. .Odejdźcie stąd! I też powróciła do grania.Piotr! Zobacz! Oni tu są! Widoczne schowali się na statku. Tak spokojnie! A wy wszystko zepsuliście! . Żeby do nas wrócili! Żeby nas kochali i już nigdy nas nie zostawili. 229 .Co? . Orkiestra przestała grać. Filip. Spojrzeli oboje na swe dzieci. W rękach trzymała czerwone krzesło.. Zapadła zupełna cisza. Mama powoli odłożyła wiolonczelę. Rodzeństwo patrzyło oszołomione na rodziców. Dzieci stały bez ruchu.. . Tosia chciała o coś spytać. że ich widok coś zmieni. czy ty się nie cieszysz. Twarz wykrzywiała mu złość.A z czego mam się cieszyć? Z kłopotów? Stracimy przez was pracę! . bez celu. a ludzie przestali tańczyć.. żeby nasi rodzice byli tacy jak dawniej.zapytała rozpaczliwie Tosia.Czy wyście oszaleli! Kto za to zapłaci? Dzieci patrzyły z rozpaczą na rozzłoszczonych rodziców.. Jednak czar trwał nadal. Nie miały już żadnej nadziei.Mama obróciła się i zawołała: . Rodzice nie dostrzegali ich.Tośka! Filip! Kuki! Przez pokład pędziła Wiki. Mama pierwsza ruszyła w ich stronę..Czy wy zawsze musicie wszystko popsuć? Tu było tak pięknie. a oni biegli do siebie. I wtedy wszystko umilkło. Zdjęła przeciwsłoneczne okulary. Przeskakując po kilka stopni. Wszyscy na pokładzie znieruchomieli w niemym oczekiwaniu. Natychmiast usiadł na krześle i spojrzał na rodziców.! Mama obróciła głowę i zobaczyła dzieci. Cały czas z nami płynęli. Mama zaczęła krzyczeć: . Za nią pobiegł tato. Wtedy rodzeństwo pobiegło w ich stronę. . Tato krzyknął ze złością: 230 .Mamo. Szef sali. Ze straszliwego snu. Ojciec wypuścił z rąk skrzypce i obrócił głowę.. na której grała orkiestra. ale nie czuł żalu. że tu jesteśmy? .Mamo! . Pierwszy raz w życiu coś komuś dał. Wreszcie Tosia zawołała: . ..Mamo. W końcu dzieci odwróciły się i ruszyły do wyjścia. jakby nagle obudzili się ze snu. Ludzie rozstępowali się. Podbiegła i bez słowa postawiła je przed zdumionym rodzeństwem..krzyknęła. .

-A wy musicie chodzić do szkoły. Spojrzeli na czerwone krzesło.Bo nikt nie powinien się o nim dowiedzieć. i zapomnieli o wszystkim. która całuje nos delfina.powiedziała Tosia. wtuleni w siebie. że można zrobić jeden czar na tydzień i tylko taki. . Nikt i nigdy.Obejrzę to do końca .Mamo.Kuki. I stali tak razem. i wyłączyła ją. I wielki sztorm. Filip. To nudno tak ciągle siedzieć w jednym miejscu. żeby szkoła.Ciocia ma dziś urodziny? . Tosia oparła się o jego ramię i chwyciła dłoń mamy. Teraz chcę być z wami. . którzy skaczą z burty do ciepłego oceanu. Mama wyciągnęła z rąk syna srebrną ramkę.A ja chcę. Obrazy przypływały i znikały.. prawda? .. Nie jest łatwo powrócić z niezwykłej podróży dookoła świata do zwykłego domu. . Rodzice zdecydowali. co było złe. Filip i tato. Spoglądała z wyrzutem.powiedziała mama. Mama podbiegła do niej. . Że każdego ranka budzą się w tym samym miejscu. ale przecież możemy razem gdzieś pojechać albo polecieć. 232 Wielkie żółwie na Galapagos i miniaturowe hipopotamy w Togo. I Tosia.tato zasłonił mu usta i zerknął na otwarte okno. -Wszyscy zapomnieliście! .Oglądałeś to sto razy. i żeby. . 233 . więc kładźcie się spać . Od kiedy powrócili do domu. choć to trochę niebezpieczne. Dobranoc. Mama pocałowała każde z dzieci i zgasiła światło.Zapomniałeś. że już nie kołysze ich morze. siostrzyczko. .Dobranoc. Bo wciąż nie mogli się przyzwyczaić.zawołał Kuki. tak jakby chciała mieć ich oboje jak najbliżej..Kuki chwycił rękę mamy. .. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Chmury złotych motyli na Haiti i latające ryby na Orinoko. Bez przerwy.Właściwie dlaczego nie możemy? . kiedy znów popłyniemy gdzieś daleko? . która objęła go z całych sił. .W każdym razie dziś nie wyruszamy w żadną podróż.. . Śpijcie już. życzę ci wszystkiego dobrego. Rodzeństwo wyskoczyło z łóżek i podbiegło do Wiki. w której wyświetlały się fotografie. I żeby spełniło się twoje największe marzenie. Tato złapał za ramiona Filipa i przytulił go. Nudzimy się już od miesiąca! -zawołał Filip. . . Dobranoc.powiedziała stanowczo mama.Tak. Na łóżku pod oknem leżała mała Wiki. żeby sąsiedzi niczego nie zauważyli. że zło minęło i już nigdy nie powróci. .. Wielkie miasta z wielkimi wieżowcami i maleńkie wyspy z jednym maleńkim domem. .A ja mam dziś urodziny! . ... że będziesz z nami. we własnym domu..Przepraszam cię.Możemy wyczarować. Idź już spać. że mam teraz czworo dzieci. . . i.Nie musimy! . Mama usiadła obok niej i powiedziała uroczyście: . Kuki każdego wieczora ją wyciągał i oglądał zdjęcia z podróży.Ciii. która się uśmiecha. Kuki. .. . żeby jak najdłużej było tak cudownie nudno i spokojnie .No właśnie.Nie wiem. . że ono też się trochę nudzi.No pewnie. Inni też je oglądali.Jesteśmy w domu dopiero od miesiąca! . że nie możemy mówić o tym głośno. bo wierzyli.zawołał Kuki.Tak.A ja? Zawsze o mnie zapominasz! Mama obróciła się. Tośka. Mama. które stało obok łóżka. . Wyglądało. Czterdzieste! To znaczy ósme.zawołała Wiki.poprosił Kuki.Kochana Wiki.

Lecimy! Dom leciał lekko i bez hałasu. że będą kłop..Tato! Wtedy rozległo się straszliwe chrupnięcie. .. Dom zachwiał się. 237 Tato wybiegł na balkon. .Co? Dlaczego? . ciężki kamień. TRZASK. poza ich zasięgiem.Czuję. Spojrzeli w dół i zobaczyli. HUK! Jakby kamienny potwór postawił stopę na dachu. Krzesło leżało na trawniku. Bo latanie jest milsze niż pływanie. .Schowajcie się.. a lampa zawirowała jak karuzela i zgasła. Zaczęli szukać czerwonego krzesła. wyżej i wyżej..Ja. .Jak myje odzyskamy? . . . Modele statków spłynęły z półek.szepnęła mama.Nie martw się .zawołała z balkonu Wiki. że to nie jest zwykły mebel! Rozejrzała się niespokojnie.Może to jest trzęsienie ziemi? Tato podbiegł do Wiki.To znaczy jakie? . Tylko dom łagodnie się kołysał.Nic się nie stanie.Ono wypadło! .Chciałam polecieć znowu w podróż. bo. Ja miałam takie samo jak wy. a kilka rzeczy wyfrunęło przez okno.Odwołajcie ten czar! . Popędzili do niej. Drżał jak samolot przed startem. . Zadrżały wszystkie przedmioty i na podłogę spadł wazon z kwiatami.Polecieć? . Łóżka stanęły sztorcem..Tato! My lecimy. Budynek się przechylił. . ale w tej samej chwili dom zakołysał się i wszyscy przewrócili się na dywan. . Turlali się po podłodze... a potem zapadła kompletna cisza. Ciągle zapominała. posypał się tynk z sufitu. próbując się czegoś złapać.No tak. jakby ktoś wyrwał ząb olbrzymowi. że ulica się oddala. a dom wciąż się unosił. Szybko! Chcieli wybiec.. Za nim pobiegli inni. pod domem.. Mama zerwała się z czerwonego krzesła. HUK.zawołał Filip.MAMO! UWAŻAJ! . 236 Dom zakołysał się znów. Mama chwyciła Kukiego za rękę..Ale już się nie boję.. . łagodnie się kołysząc.Co się znowu dzieje? . . -Wiki! Skup się! Jakie miałaś marzenie?! -krzyknęła Tosia.Co to jest? .. . Dom podskoczył.No. Jakby ktoś przesuwał ogromny. Gdzieś w głębi domu rozległ się dziwny dźwięk.. .Siedzisz na krześle.powiedział tato i objął mamę.krzyknęła mama. Było daleko. . .Co? Przecież ty się bałaś latać! .krzyknęły dzieci. 234 235 ..Nie wiem.Jakie ty miałaś marzenie? Powiedz! . ale wśród poprzewracanych mebli nie było go widać. Dom oderwał się od fundamentów i unosił się w górę! . .. . .spytała niepewnie mama.

ale tylko jedna gwiazda poruszała się powoli.. dokąd lecieć.Nie krzyczcie na nią. Mama zapaliła świece. Za oknem przelatywały ptaki i obłoki. ul. a Filip latarkę i z ziemi dom wyglądał jak jeszcze jedna gwiazda. . ul. prawda tato? .szepnęła Tosia. Czerwone krzesło poleciało prosto w jej stronę. . jeżeli można wrócić. . rozumiesz!? . Na ciemnym niebie iskrzyły się setki gwiazd. jakby zastanawiało się. jak czerwone krzesło powoli wstaje z trawy i unosi się w górę. Dąbrowskiego 16. . 2009.Będziemy tak lecieć do końca świata.Lepiej powiedz..powiedział Kuki. Na pewno. Druk: Drukarnia Colonel.spytała Tosia. 30-105 Kraków.Mama przytuliła Wiki. to już koniec .. Kościuszki 37. to żadne z nich nie mogło już zobaczyć. a wiatr popychał dom w stronę morza. Choć stali na balkonie.Przecież chcieliście polecieć w podróż! Wy też tego chcieliście. a oni lecieli jak stero-wiec albo dziwny pojazd kosmiczny. .Tak. . 238 Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Kraków.Wszystko będzie dobrze. . Wydanie 1. Jakoś sobie poradzimy.Nie złośćcie się na mnie .No. Miasto zostało daleko pod nimi. .Ale chcieliśmy potem wrócić! Podróże są dobre. . Światła miasta powoli zostawały za nimi. jak wrócimy na ziemię . Zawisa w powietrzu i obraca się. Jakby czegoś szukało.szepnęła Wiki.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful