ANDRZEJ MALESZKA: Magiczne drzewo: ANDRZEJ MALESZKA Magiczne drzewo CZERWONE KRZESŁO • :i- . ..

fin ILUSTRACJE IGOR MORSKI MORSKI STUDIO GRAFICZNE ¦¦¦iss WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2009 Projekt okładki Andrzej Maleszka Paweł Panczakiewicz/ART.DESIGN Fotografia na okładce Maciej Mańkowski Fotografia autora na stronie 4 okładki Archiwum autora Ilustracje na stronach 103,174,192 oraz pierwsza wyklejka Andrzej Maleszka Opieka redakcyjna Maria Makuch Adiustacja Urszula Horecka Anastazja Oleśkiewicz Korekta Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny PARASTUDIO Łamanie Irena Jagocha Copyright © by Andrzej Maleszka Copyright for the illustrations © by Morski Studio Graficzne Sp. z o.o. 2009 ISBN 978-83-240-1165-0 Książki z dobrej strony: www.znak.com pi Sieczny Instytut Wydawniczy 30.105 DZiał SPrZ6daZy: tCl- (°12) 61 99 -ail: czyte.nicy@znak.com.pi Wdwutysięcznym roku nad Doliną Warty przeszła straszliwa burza. Trwała bez przerwy przez trzy dni i trzy noce. Przerażone zwierzęta kryły się w najgłębszych norach. Małe dzieci chowały głowy pod poduszki, by nie słyszeć nieustającego huku grzmotów. W wielu domach zgasło światło, a dachy porwała wichura. Trzeciego dnia piorun uderzył w olbrzymi stary dąb rosnący na wzgórzu. Drzewo pękło i runęło na ziemię. Zadrżały domy w całej dolinie, a burza natychmiast ustała. Nie był to zwyczajny dąb. Było to Magiczne Drzewo. Miało w sobie ogromną, cudowną moc. Lecz wtedy nikt o tym nie wiedział. Ludzie zawieźli je do tartaku i pocięli na deski. Z drewna zrobiono setki różnych przedmiotów, a w każdym przedmiocie została cząstka magicznej mocy. W zwyczajnych rzeczach ukryła się siła, jakiej nie znał dotąd świat. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły się niesamowite zdarzenia. CZERWONE KRZESŁO Dokładnie o północy Kuki otworzył oczy i zaraz je zamknął, bo okno rozświetliła błyskawica. Po sekundzie zahuczał grzmot i dom zadrżał. Kuki naciągnął kołdrę na głowę, bo nienawidził burzy. Od razu sobie wyobrażał, jak dom rozlatuje się na kawałki. Albo jak się pali. Albo że wszystkich porywają upiorne dzieciojady, które przylatują w czasie burzy. Miał dużą wyobraźnię.

- Filip, śpisz...? - szepnął Kuki. - Filip! Nikt nie odpowiedział. Chłopiec powoli wypełzł spod kołdry i spojrzał na łóżko brata. Było puste. Filipa nie było. Kuki wyskoczył z łóżka i podbiegł do lampy. Nacisnął włącznik, ale światło się nie zapaliło. Nie było brata i nie było światła! Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł na ciemny korytarz. Cisza. Słychać tylko kapanie. Plum... Kap... Z sufitu sączyła się strużka wody. - Co się dzieje? Tośka! Otworzył drzwi z napisem: Kto wejdzie bez pukania, to trup, i krzyknął: 9 - Tosia! Obudź się! Ale siostry także nie było. Łóżko stało puste, a kołdra leżała na podłodze. Kuki popędził do pokoju rodziców. - Tato! Lecz w ciemnej sypialni nikogo nie było. Tylko potrącona drzwiami wiolonczela wydała długi jęczący dźwięk. Gdzie oni wszyscy się podziali? Był zupełnie sam, w środku burzy, nie było światła, a na zegarze wybiła północ. To naprawdę nie jest mało dla dziewięcioletniego człowieka. - Czuję, że będą kłopoty - wyszeptał Kuki. A woda wciąż kapała z sufitu. Plum... kap... plum... kap... Ponury rytm, który przerażał go najbardziej. - Muszę zachować spokój. Nie mogę się denerwować. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie... Tato mówi, że zawsze można znaleźć rozwiązanie i... Błyskawica znów rozjaśniła mrok mieszkania, a jej białe światło odbiło się w kałuży na podłodze. Chłopcu zdawało się, że to nie woda, tylko straszliwa trucizna. Jedna kropla wystarczy, żeby spalić jego bose stopy. - Trzeba kogoś zawołać - wyszeptał. - Muszę znaleźć pomoc... Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował. Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni. Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi. Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał. Kuki zastygł. - Porwali wszystkich, a teraz wrócili po mnie! -pomyślał z rozpaczą. - Chcą zabrać ostatniego z rodziny Rossów... Zasuwka zamka zgrzytnęła i przesunęła się. Klamka powoli opadła, a potem drzwi z cichutkim trzeszczeniem zaczęły się otwierać. Kuki resztkami sił odskoczył i ukrył się za płaszczami na wieszaku. W mroku widział, jak skrada się 10 11 jakaś postać w hełmie i zbliża do niego. Nie mógł czekać. Musiał zaatakować pierwszy. Wyskoczył zza płaszczy i z całych sił walnął przeciwnika metalowym fletem. Usłyszał dziki wrzask: - Ała! A potem: - Kuki, ty kretynie! Co robisz? Jego dwunastoletni brat Filip zdjął kask rowerowy i rozcierał głowę. Do mieszkania wbiegła mama w mokrej pelerynie, z latarką w ręku. - Co się stało?

- Kuki chciał mnie ukatrupić. Mama podbiegła do Kukiego. - Króliczku, obudziłeś się? Mówiłam, że ktoś musi z nim zostać! - Mama przytuliła chłopca. Nie bój się. Już wróciliśmy... Do korytarza weszli tato i Tosia. Byli kompletnie przemoczeni. Tato niósł deski i kawałki folii. Filip zawołał do siostry: - Tośka! Kuki rozwalił ci flet! - Co? Dziewczynka chwyciła flet, który był wygięty i miał pęknięty ustnik. - Dlaczego go zepsuliście!? - Nie my! On! - Spokój - powiedział tato. - Zdejmijcie mokre rzeczy i chodźcie na ciepłą herbatę. Wszyscy. Mama objęła Kukiego i poszli razem do kuchni. Na kuchennym stole paliły się świece, a mama nalewała parującą herbatę do kubków. Burza już się skończyła. Kuki siedział owinięty kołdrą i ziewał. Filip przykładał lód do sińca na głowie, a Tośka próbowała naprawić flet. - Wichura rozbiła okno na strychu - mówił tato - i woda lała się do domu. Musieliśmy wejść na dach, żeby to zreperować. Inaczej byśmy spali w akwarium. - W dodatku prąd wysiadł! - zawołał Filip. -Było ciemno jak w trumnie. - Dlaczego poszliście beze mnie? - oburzył się Kuki. - Ja też chciałbym wejść na dach. - Jesteś za mały na taką akcję - powiedział Filip. - Pioruny tak waliły, że w każdej chwili mogliśmy być trafieni. Trzymałem tatę, żeby wichura go nie porwała. Ty byś umarł ze strachu. - Nieprawda! - Prawda. Było tak niebezpiecznie, że tato kazał mi włożyć kask. 12 13 - Przez twój kask mam rozwalony flet - mruknęła Tosia. - Wolałabyś, żeby walnął mnie w głowę? - Wolałabym, żeby cię walnął czymś innym. Po wakacjach mam egzamin. Jak ja będę ćwiczyć? Kuki zerknął na siostrę, która smętnie oglądała zniszczony instrument. Tośka, tak jak Filip, chodziła do szkoły muzycznej. Miała jedenaście lat, ale wszyscy już mówili, że ma prawdziwy talent. Tak jak rodzice, którzy byli muzykami w orkiestrze. Filip też nieźle grał na skrzypcach, ale nie miał cierpliwości do ćwiczeń, bo interesowało go dużo innych rzeczy, na przykład piłka i gry RPG. - Przepraszam - powiedział Kuki do siostry. -Nie chciałem go zepsuć. - Dobra. - Tośka przytuliła brata. - Nie złoszczę się już. To nie twoja wina. - Walnąłem go, bo myślałem, że jest dziecio-jadem. - Bo jestem - zaśmiał się upiornie Filip. - Jak zaśniesz, to odgryzę ci łapę, którą na mnie podniosłeś. Tylko ją umyj, bo brudojadem nie jestem. 14 Poszli spać dopiero o pierwszej w nocy. Mama przyszła jeszcze powiedzieć im dobranoc. Kiedy pochyliła się nad łóżkiem Kukiego, ten szepnął. - Mamo... - Co, króliczku? - Wiesz, ja się obudziłem, bo miałem głupi sen. - Nie myśl o tym. - Ale chcę ci to powiedzieć. Śniło mi się, że ty i tato już nas nie chcecie. Że oddaliście mnie, Filipa i Tosię komuś obcemu i odeszliście. - To głupi sen i zapomnij o nim. Ani ja, ani tato nigdy was nie zostawimy. Dobranoc. Dwa tygodnie później w fabryce mebli Hoga zrobiono krzesło. Wykonano je z dębowego drewna i pomalowano na czerwony kolor. Był to jedyny egzemplarz, który miał jechać na targi

To wytrzymaj jeszcze chwilę! Filip rzucił się w stronę okrągłego stołu. .krzyczał.mebli do Gdańska..To czemu na widok cioci więdną kwiatki? -zapytał Filip. . Filip skoczył pierwszy i nic mu się nie stało. . a na środku duży tort. .Co wyście zrobili. Skacz! 16 17 -Nie! .Boli mnie tyłek. Kiedy gruby kierowca. . .. .powiedział tato.Słuchajcie. Szybko! Mama i tato podbiegli do Kukiego.Nie utrzymam się . I wtedy drabina się złamała. Przyciągnął stół pod żyrandol. zbierając z podłogi potłuczone filiżanki.krzyknęła Tosia. mając do podłogi jakieś dwa metry.Nie mam już siły. Wtedy sądził.Ty nie masz mózgu!. .Nigdy! . że jest ciepłe i lekko się porusza.wrzasnął Kuki.Co? Kto to wymyślił? . zwany Kluchą. zdawało mu się. Tego dnia miała odwiedzić ich ciotka Maryla. Żyrandol zatrzymał się na przewodzie i kołysał centymetr nad głową Kukiego.. Gdy czerwone krzesło ruszało w podróż. Ona wcale nie jest taka zła. Ale to nie było złudzenie. I oczywiście nie wygląda! Ona znowu powie. więc weszli na drabinę razem. . Mama poprosiła Filipa. .Chyba nie. żeby nie zapraszać tej piranii . że to złudzenie.Mówiłem. Połamię nogi! Będę miał wstrząs mózgu. Nie pozwalam tak mówić o Maryli! Poza tym zapomnieliście. Bez18 radnie patrzyła na potłuczone naczynia i tort roz-paćkany na dywanie.Bo się bała. zostawiając za sobą kremowe ślady. .. której nikt nie lubił. . Wpadła Tosia.Dobrze ci tak. filiżanki pofrunęły.Porusz rękoma. Nie boli cię nic? . .To skacz! .To jest moja siostra! Nie była u nas od pięciu lat. I wtedy żyrandol urwał się. Kuki pobiegł do korytarza. Idź się przebrać.. Filip i Kuki wisieli na lampie.Przynieś wiadro i mop. Tak się starałam.Tato.. żeby wkręcił żarówkę do lampy.Przestań. że będzie musiała kupić dzieciom jakiś prezent. Tylko od niej możemy pożyczyć pieniądze. że chcemy ją prosić o pożyczkę? Musimy spłacić długi. . .Nic ci się nie stało? . Mama usiadła na kanapie. . że niczego nie potrafię.Chcieliśmy wkręcić żarówkę.Zabiję się. . . Na szczęście tort osłabił upadek. na którym stało mnóstwo talerzy i filiżanek. Kuki chciał koniecznie pomóc.. wkładał krzesło do ciężarówki. Krem prysnął na ściany. . Kuki został na lampie. W domu było wielkie sprzątanie. Jest skąpa jak Szkot .powiedział Filip. a Kuki spadł na stół. I kupić flet Tośce. żeby ten dom wyglądał jak normalny dom..Ciocia nie pożyczy. a za nią rodzice. Na przykład trzy cukierki. kretyni!? .Skacz! . . Zdążyli się jeszcze chwycić żyrandola i dyndali. a dzbanek z sokiem pękł na sto kawałków.

Potem krzesło zaczęło się pochylać. . Coś stukało w jego samochodzie.Jesteś za mały. to na pewno nam nie pomoże. I jakieś ciastka.. Kierowca patrzył na nie obłędnym wzrokiem.Co jest. . żeby zadzwonić do szefa. dźwigając paczkę z tortem i karton ciastek.łomot. jakby w ciężarówce zamiast mebli jechał tygrys.. Mebel się poruszał! Obracał się powoli. I znów . We wnętrzu coś drapało i stukało w drzwi.. Tośka. Lecz zanim jej dotknął. Sznur aut ciągnął się aż do zakrętu. zanim odważył się je otworzyć. . powoli wstał i spojrzał na samochód. które fruwały jak oszalałe nad słodyczami. żeby złapać je za nogę. . Obrócił się i nadsłuchiwał. Masa samochodów się przykleiła i kilku ludzi.Boże! Za godzinę tu będzie. przelatując nad kierowcą.Ja chcę lody . Właśnie próbują ich odkleić.. W otwartych drzwiach stało czerwone krzesło. Minęła dłuższa chwila. żeby to zrozumieć. . Tu macie pieniądze. I pożyczcie od pani Szmit kilka filiżanek. z kremem toffi.Nieprawda. Sprzedawczyni pakowała ciastka do kartonika. . Wtedy krzesło skoczyło do rzeki.Nie mamy forsy.. . Nagle rzucił się naprzód. Chlusnęła woda i przedmiot zatonął. że nie mamy kasy. jakby chciał się rozejrzeć.Jedną gałkę.Wypadek . W tej chwili zegar wybił godzinę czwartą.Których ciastek? . który wrzasnął i zamknął oczy. Szybko! Ciężarówka firmy Hoga zatrzymała się na moście.powiedział Kuki. Ona nigdy się nie spóźnia! Tośka! Idziecie kupić nowy tort. . Klucha niepewnie wyciągnął rękę.? ŚWIST!!! Krzesło skoczyło jak tygrys.Jak będziecie dla niej tacy okropni. żeby je pochwycić. Mama zerwała się. Droga była zakorkowana. Wyszli z cukierni. .krzyknął policjant kierujący ruchem.Ej..Mówię ci. Zatańczyło na niej. . przeskakując z nogi 20 21 na nogę.Co tam się dzieje? Klucha wysiadł i podbiegł do tylnych drzwi samochodu. . odrzucając Kluchę. oganiając się od os.. Chcę wiedzieć. 23 . .Z galaretką. Krzesło wymierzyło mu kopniaka i wskoczyło na barierę mostu. Ruszyli bulwarem biegnącym wzdłuż rzeki.. niesione prądem. Oszołomiony. Klucha wyciągnął telefon. Powiedzcie mi! Bo rzucę ten tort na ziemię.19 .Co się stało? .. Albo nie. . Klucha wychylił się z szoferki. TRZASK! Drzwi otworzyły się z hukiem. Ale po chwili czerwone krzesło wynurzyło się i popłynęło. kto tam jest? Kierowca niepewnie wyciągnął rękę w stronę klamki. . kiedy usłyszał dziwny dźwięk.Poproszę tort beżowy i dwanaście ciastek -powiedziała Tosia.Rozbiła się cysterna z klejem.Szlag by to trafił.Czemu my teraz nie mamy na nic forsy? -spytał Kuki. .. . Czerwone krzesło stało teraz na chodniku nieruchomo jak każdy normalny mebel. Maryla uwielbia słodycze. który poleciał na trawnik. Filip i Kuki stali za ladą cukierni.

Nagle zerwał się. . Wracamy.Zaczekaj tu. Czerwony przedmiot co chwila znikał pod wodą i znów się wynurzał. Mówię poważnie. Poczuł coś dziwnego.No.Ciotka jest bogata. I dopisał numer telefonu mamy. . Musimy być dla niej mili. Chwycił kawałek cegły leżący na chodniku i wbiegł na most. Na ulicy Weneckiej.Skąd je masz? .powiedział stanowczo Kuki. Miała czerwone buty na wysokim obcasie i czarny parasol. zatrzymał się czarny mercedes M-Klasse. Na szczęście most był niski i do wody było niedaleko. choć zupełnie nie wiedział. gdzie był ich dom. Rzeką płynął dziwny przedmiot.. bo ciotka zaraz przyjdzie. kiedy coś zauważył. a Kuki usiadł na kamiennym mostku.. Miała złotą 24 25 koronę. Już myślał. Chłopiec wychylił się przez barierkę i patrzył uważnie.Zostaw tego śmiecia.Ona nic nam nie da. . Czerwony lakier lśnił w słońcu. w której grali rodzice -powiedział Filip. Kuki przypomniał sobie. Filip parsknął śmiechem. Wychylił się jeszcze mocniej. . Złapał krzesło i ruszył w stronę ulicy Weneckiej.Zamknęli orkiestrę. Jest obrzydliwa . Mimo ciepłego dnia była ubrana w długi płaszcz. przed kamienicą numer siedem. Pójdziemy do pani Szmit pożyczyć filiżanki..Jak teraz jesteśmy biedni. Filip i Tośka weszli do budynku. Wysiadła z niego wysoka chuda kobieta. Kuki wytarł siedzisko rękawem bluzy i usiadł.. .Pożyczą pieniądze od ciotki Maryli . Ponad wodę wystawała tylko mała część.Oni nie mają teraz pracy. Za nim wyszła Tośka.stwierdził ponuro Kuki.Rodzice są bezrobotni?! -Tak.Skąd masz to krzesło? Obrócił się.Tylko jej tego nie mów.Zgłupiałeś? Po co? . jak to zrobić. Z zielonego domu wybiegł Filip. czy jest zła. że powinien jakoś pomóc rodzicom. coś czerwonego i błyszczącego. Ale wyglądało jak nowe. . Myślał.. Kuki złapał go i z trudem wyciągnął z wody. Napisał na nim wielkimi literami „Supermuzycy szukają pracy". ale wciąż nie mógł dosięgnąć przedmiotu. Ale potem ożyła i pożarła pół Nowego Jorku. . . jak w jednym filmie chłopak wyłowił kufer z mumią. rozumiesz? Kuki spojrzał na niego wystraszony. to musimy zbierać różne rzeczy.I co teraz będzie? .Ale ty jesteś dziecinny! Kuki nie odpowiedział. kiedy ten nagle zatrzymał się i podpłynął wprost do jego ręki.Mama nie chciała cię martwić. Na każdej ulicy! Chciał pobiec na drugą stronę mostu. tylko zwykłe krzesło.Ja je zabiorę do domu . . a reszta kryła się pod powierzchnią.powiedziała Tośka. Kuki położył się na mostku i wyciągnął rękę. jakby przeszedł go lekki prąd. .Mogę to napisać wszędzie. muszą znaleźć inną pracę. . . omal nie wpadając do rzeki. Czerwone „niewiadomoco" zbliżało się.Czemu mi nie powiedzieliście? . . że mu ucieknie. . który wyglądał jak wojskowy mundur zapięty po samą szyję. Był rozczarowany. .A jak nie znajdą? . rozumiesz? Zatrzymali się przy zielonym domu stojącym nad brzegiem rzeki. Jej oczy zasłaniały ciemne okulary i nie było widać. . To nie był żaden skarb.Wyłowiłem. .

.Chyba tak . . .To ja go zepsułem .Weźcie ciastka i idźcie do pokoju. Kuki wstał z krzesła. Ciotka ruszyła w stronę domu. . 26 27 . .westchnęła ciotka i nacisnęła guzik w kluczyku od samochodu.Tato mówi. .Na flecie gra najlepiej w szkole. . że musicie zbierać śmieci. siostrzyczko? . .Czemu go zniszczyłaś? .Cioci nie będzie przykro. mrucząc coś pod nosem. . Siadajcie.Dzień dobry.powiedziała Tosia.Ciotka wskazała parasolem czerwone krzesło. Chwycili je wspólnie z Filipem i wbiegli do kamienicy. . nakładając w kuchni ciastka na półmisek. Przecież cioci będzie przykro. .spytała kobieta.spytał zdziwiony Kuki.To już tak z wami źle.Cicho! Chodź. Zaczął podskakiwać. Tośka pobiegła za nią.powiedziała Tosia. żeby przyleciało tysiąc ptaków i każdy zrobił kupę na jej auto.Co to jest. Dopiero teraz ją zauważyli. Nadbiegli Filip. .Trzeba szanować rzeczy. Tośka i Kuki dźwigający krzesło. Kuki szepnął do Filipa. wydając miauczące dźwięki. . Dzieci starały się odsunąć jak najdalej od ciotki.Jak byłaś mała.Co takiego? . bo jest robotem -powiedział Kuki.Wyciągnąłem je z wody. Usiedli przy okrągłym stole. Kuki siedział na znalezionym czerwonym krześle. Mama zerknęła speszona. Dobrze grasz? . . a ściany były wymalowane kolorowym graffiti. wchodząc z tortem beżowym.. Jednak na pewno nie wyglądała na osobę wesołą. -Nie. A ja te pieniądze chowałam do słoika.Spojrzała surowo na Kukiego . Rodzeństwo stanęło jak wryte. Było to wielkie stado ptaków.Czemu ciocia ich nie wydała? . która rosła i szybko zbliżała się do ich domu.zawołała mama. ciociu? .Bo wolałam je zbierać.Tośka jest świetna . . że ciocia to robot do robienia pieniędzy.Walczyłem z dzieciojadem. . . . Mama spiorunowała tatę wzrokiem.Bądźcie dla niej mili i zachowujcie się normalnie ..przyznał się Kuki.To odstrasza ptaki.. a z dachu wysunął się metalowy kot na sprężynie. że trzeba mówić dzień dobry? .zapytał zdumiony Kuki. ciociu . Inaczej te głupie zwierzaki paskudzą na samochód. .A ty oszczędzasz pieniądze? . A wiesz czemu? Żeby dawali mi na nie pieniądze. Ciotka siedziała w fotelu i oglądała pogięty flet. 28 . 29 . Nie widzieli. Zamki w drzwiach mercedesa zablokowały się. Filip i Kuki kiwnęli tylko głowami. Spojrzała surowo na Tosię. . Spojrzała niechętnie na kamienicę.Lubisz tort beżowy. .Chciałbym. .Nie nauczyli was. Do dziś je trzymam. Ja zaraz przyjdę.ponura czy tylko smutna. . na którym przysiadł zmęczony Kuki. jak na niebie pojawiła się ogromna ciemna chmura.Co to jest? .szeptała mama.I nie róbcie takich okropnych min. to lubiłaś słodycze. . z której w kilku miejscach odpadał tynk.Udawałam.spytała mama.

Nie mam pojęcia..Bardzo chcę! Lotniskowiec. . Kuki poczuł. siostrzyczko. . na statek do sklejania.Nie przerywaj mi! Ciotka podeszła do mamy. .Chyba ciotka kupiła ci go w prezencie .szepnęła Tosia.. a na wycieraczce stał wielki karton ze zdjęciem okrętu. że dzieci w ogóle nie powinny dostawać prezentów. Ciotka obejrzała się.Idź jej podziękować.zaczęła nieśmiało mama . że powinnam kupować prezenty twoim dzieciom? Ja uważam.Nie wierzę . po co mnie zaprosiłaś.Straciliśmy pracę w orkiestrze.. że czerwone krzesło zadrżało. że wcale nie chcesz tego statku. żebyś jej nie dziękował. . że właśnie taki chcę? . .. .. 33 . Stanął przed ciotką i niepewnie powiedział. Nic więcej tam nie było..Skąd ciocia wiedziała. bo stale je przepuszczam. ciociu.. . Rodzina patrzyła na nią zdumiona.No. 32 .mruknął Filip.No idź! Kuki wziął karton i pobiegł do pokoju. .spytała mama.Wybacz. ..krzyknęła ciotka.Tosia popchnęła Kukiego w stronę drzwi. .Nie wysilaj się. Ciotka przerwała mamie.Może wszystkim coś kupiła? . Ale nie mogę uzbierać.Dziękuję ci. Drzwi na klatkę schodową były otwarte. Tato wstał..Chcesz jeszcze kawy? . Marylo. za prezent.Macie jakieś zwierzę? Filip. jak. która się uśmiechnęła. . . Mam jej oddać ten lotniskowiec? . .. Ale na wszelki wypadek zajrzał za drzwi.Nie. Potrzebujemy trochę gotówki.Ja ci niczego nie kupowałam! .Co? Jaki prezent? Kuki pokazał karton z okrętem.. . . Wstała ze złością i podeszła do okna.? Ciotka obróciła się. czego chcą. Kuki podbiegł do pudła.Widzisz.Tato.. Kuki pochylił się do taty. .. model jeden do dwustu.. Ciotka przerwała jej. Wiem dobrze. Oczywiście oddamy ci. . Ona chyba chce.Czemu? .To ma być złośliwość? Sugerujesz. . . 30 31 .To znaczy.Dziękuję bardzo.Za co? Kuki spojrzał na nią zdziwiony. prawda? Zapadła cisza. .Łał! To jest lotniskowiec! Właśnie taki chciałem! Skąd to się wzięło? . Kuki i Tośka zerwali się i pobiegli na korytarz. ..Tak.A może soku.. . . Zdumiony Kuki spojrzał na mamę.mamy pewne problemy finansowe...Wam nie można pożyczać pieniędzy. . .Wy zawsze macie problemy.. bo i tak je zmarnujecie. Jednocześnie z korytarza dobiegł jakiś hałas. ale. Chcesz pożyczyć pieniądze. Muszą same zdobywać to.

A zresztą rób. Ciotka zeszła po schodach. Wyglądały jak olbrzymia wrzeszcząca chmura. Ciotka zmierzyła dzieci wzrokiem. . Rodzeństwo spojrzało na nią przerażone.Co!? Dzieci spojrzały zdumione na ciotkę. .spytał Filip. Jest świetna praca dla muzyków.Nie wyjedziemy. Ja bez was nie wytrzymałabym nawet jednego dnia. -To niemożliwe.zaperzyła się ciotka.Jak długo trwa taki rejs? .Mamy zostawić dzieci na cały rok?! Nie . ale tato ją zatrzymał.Przecież ty nie umiesz pływać . .Na pewno tego nie zrobimy! .. . Tato położył rękę na jego ramieniu. Bogaci ludzie pływają nim na Karaiby. Krzyczała i tłukła parasolką. Wy nigdzie nie wyjedziecie. ..Na co? Aż zmądrzejecie? To się chyba nie doczekam! Trzasnęła drzwiami.Pamiętasz. Siedzieli w milczeniu na kanapie. Rodzice też byli zaskoczeni. 37 . Nad jej samochodem fruwały setki ptaków. co chcesz. przysięgam! Kuki usiadł obok mamy. Przez rok zarobicie tyle..A co? To jakiś wstyd? . Mama chciała za nią pobiec.. . które kłębiły się wokół jej głowy. . że kupicie porządne mieszkanie. .. zmieniając go w pierzastego potwora. . . od którego zrobiło im się lodowato. że nas zostawiliście.Maryla.krzyknęła mama. potykając się na wysokich obcasach. Oczywiście będziesz przysyłać pieniądze na ich utrzymanie.I nie oddacie nas do ciotki? . próbując oczyścić okno. dziko skrzecząc. śniło mi się. że ja ci już nie pomogę! . poczekaj. . .Dzieci zabiorę do mojego domu . .Co to za praca? . .Pamiętaj.Orkiestra na statku Queen Victoria.powiedziała stanowczo mama.Już ja sobie z nimi poradzę! Przynajmniej nauczą się trochę dyscypliny.. .Króliczku. Po chwili mercedes ruszył z piskiem opon. brudząc płaszcz i parasol. Rodzina nie widziała tego zdumiewającego zdarzenia. .Mamo.powiedziała ciotka. że to robota nie dla mnie.Mam dla was propozycję. próbując rozgonić ptaki. . W końcu z trudem otworzyła drzwi i wskoczyła do samochodu. . Białe pociski spadały na ciotkę ze wszystkich stron. . prawda? . Przecież mamy dzieci. Sama widzisz. rozumiesz? Od razu bym z tego statku wyskoczyła i do was przypłynęła. Inne ptaki obsiadły mercedesa.. . Otworzyła drzwi na ulicę i gwałtownie się zatrzymała. . Wycieraczki rozpaczliwie zapiszczały.Chwyciła ze złością płaszcz i ruszyła do drzwi. .Oszalały czy co? 34 35 Ciotka rzuciła się w stronę auta.powiedziała Tosia.No właśnie. Wreszcie Tosia cicho spytała.Ciotka zerwała się z fotela. . Zarobicie porządne pieniądze i świat zwiedzicie za darmo. Chmura ptaków poleciała za nim. Szukają muzyków do orkiestry.My mamy grać na statku!? .Queen Victoria to najbardziej luksusowy statek świata.Nigdy i nikomu was nie oddamy.Mamy wyjechać na rok!? .spytała mama.Rok.Nigdy mnie nie słuchasz! .

Samochód wjechał na rynek. Rodzeństwo siedziało przygniecione wielkim pudłem z wiolonczelą.Słuchaj. Jego nogi nie zginały się. Już się nie martwili.Seksnonagilion! Mama oburzyła się: . więc tato zwolnił i ostrożnie go wyminął. Macie być rano. Zanim zdążyli coś powiedzieć.spytała mama.Kocham cię. Głos w słuchawce powiedział: . Poruszało się jak dziwny robot. roześmiali się. Otworzyło się okno. Na środku rynku stał wielki namiot z napisem: „Jarmark Augustino". Poczuli się dobrze i bezpiecznie. Rankiem rodzice zapakowali instrumenty. Psiak nawet nie spojrzał na auto.Trylion! W końcu Filip krzyknął: . Grała muzyka i było dużo ludzi. że pojadą z nimi. unosząc się kilka metrów ponad jezdnią.Max Rozmus.Bilion! . Na jezdni siedział mały kundelek. z wielką szybkością.Naprawdę jest taka liczba .Tysiak! . Filip spojrzał na tatę i nagle. . zapominając zamknąć okno w kuchni. Filip i Kuki uparli się. -Tak! . mamo. I rozłączył się. .spytał tato. . Czerwone krzesło weszło do kuchni i zatrzymało się przy otwartym oknie. Potem mama z Filipem upiekli mnóstwo zapiekanek (Filip był zapiekankowym ekspertem) i do późnego wieczora grali w karty.A skąd ma pan mój numer? .Sto tysiaków! .spytał Kuki. Chcieli koniecznie zobaczyć. jasne? . aż w końcu zawołał: . co to za praca i ile będą płacić.A mój lotniskowiec? . A potem łagodnie wylądowało na dachu volvo. Unosiły się balony z reklamami. Aż nagle. Tosia. Pełno tu było kolorowych straganów. Dogoniło samochód i leciało tuż nad nim. Później uniosło się.upierał się Filip. pchane jakąś niezwykłą siłą.Ale kto mówi? .Ale pamiętajcie: nikt już nie mówi o ciotce i statkach. Jest robota dla muzyków! Przyjdźcie na Jarmark Augustino. Tosia objęła mamę. zanim skończyli budować wielki lotniskowiec.. Zgadywali. żeby pojechać na Stary Rynek. . zawisając metr nad podłogą.Nie chcę już grać! TRZASK. Czy ktoś ma na niego ochotę? . Zawirowały i wyfrunęły. a potem 38 39 ruszyło do drzwi. stojące obok łóżka Kukiego. Kuki siedział na czerwonym krześle i bez przerwy przegrywał. Unosiło się tylko i opadało.Otwieraj to pudło. co to za praca. Stare volvo pędziło pustą o rannej porze ulicą Wenecką w stronę Starego Miasta. . gdzie odbywał się Jarmark Augustino. . Nad ulicą frunęło czerwone krzesło.Pirania nie pożarła tortu. Gapił się w górę. Skleimy go! Zapadł zmrok. Kiedy wyszli. Wybiegli z domu w pośpiechu.Milion.Z mostu . zadzwonił telefon. Ale nie przejmowali się. wyfrunęło przez okno. Kuki zrobił to samo. Powoli obróciło się.odpowiedział tajemniczy głos. nie wiadomo czemu. Przeciąg porwał wszystkie karty do gry. . Wymyślali coraz to większe sumy: . czerwone krzesło. . drgnęło. przestań mówić takie słowa. Odebrała mama. na których sprzedawcy właśnie rozkładali towary.Filip.

Na przykład rozbitą szybę w samochodzie.Za co? . zobaczymy. . . .Zostawcie już to krzesło .Po co je zabrałeś? . 40 41 . . . Kuki dźwigał czerwone krzesło. . Za nimi biegli Tosia i Filip z wiolonczelą. -zaprotestowała mama. który handlował okularami przeciwsłonecznymi.Ja go tam nie włożyłem! .Mogło spaść i spowodować wypadek! .Ale proszę pana. Ruszył dalej. Jego nogi były zaczepione o bagażnik.Poczekaj.Podobno jest praca dla. . . Zatrzymał się obok chudego chłopaka.Pewnie Filip. Wysiedli z auta. Zrozpaczony chudzielec ukląkł. -A kto!? . Mama z tatą przepychali się przez tłum ludzi na rynku..Czemu? . Max zdjął z wieszaka dwa kostiumy wyglądające jak gigantyczne telefony komórkowe. . I mocno kopać. wracajmy do domu! .Wczoraj płaciłem. Max był ogolony na łyso.powiedziała mama. .zawołał tato. nie handluje. . A jeśli czymś na pewno nie był.Odczep się .Ja na pewno go nie brałem! . kto chciał handlować na jarmarku. Zatrzymali się obok straganów ze słodyczami.To ja.powiedziała mama. musiał mu płacić. żeby powyciągać ze sterty odłamków kilka ocalałych oprawek.. jeśli ktoś był nieposłuszny.Może powiesz.Muszę znaleźć tego Rozmusa. . że możesz tu stać.Zaczekajcie tu .No. Właśnie. .zawołał Filip. Max Rozmus był szefem Jarmarku Augustino. bo się zgubimy. . Weszli do namiotu. to dobrym człowiekiem.Dobra.Ej. Chodźcie ze mną. Były jaskrawożółte i miały napis „Dzwoń za darmo aż do śmierci".Tato zaparkował samochód..Jesteście puszki czy komóry? -Co? . że samo przyleciało! . Było tu pełno dziwnych przebierańców.powiedziała nieśmiało mama. Musieli biec za nim naprawdę szybko. Każdy. Albo rozbitą głowę. mały. wyruszył na obchód.Pan do mnie dzwonił . W końcu się uspokoił. Inaczej miał kłopoty. . żeby zebrać haracz. . Dalej olbrzymi pieczony kurczak grał na gitarze. Kto nie płaci. ale przede wszystkim był oszustem. Zaczął po nich skakać.zawołał oburzony brat. Za nimi stał wygolony na łyso mężczyzna w dziwnych butach na sprężynach.To jakiś wariat . . czyli buty ze sprężynami. Zapłaciłeś? .Na dachu volva stało czerwone krzesło. jak co rano.. sadząc wielkie susy na sprężynowych butach. robiąc na jumperach trzymetrowe kroki. O co chodzi? 42 43 Rodzina obejrzała się.krzyknął Kuki. złodziejem i łobuzem.szepnęła mama.Trzymajcie się blisko.Piotrek. my jesteśmy muzykami!. . inni byli przebrani za paczki chipsów. . . . . Mężczyzna popędził do namiotu.Za to. rozumiesz?! .Ubierajcie się w to. Teraz już rozumiesz. Będziecie komóry. a na nogach miał jumpery. Jedni wyglądali jak wielkie puszki coca-coli. miażdżąc oprawki.Kuki! .Max kopnął stragan i okulary posypały się na ulicę.Bo ja tu rządzę. . To pozwalało mu szybko biegać. o co tu chodzi.Bierzcie instrumenty! Musimy znaleźć tego Maksa..To wynocha stąd.. nie zapłacę więcej.

rzucił każdemu karton z napisem: „Pizza Rivoli". to my się z nimi bijemy. Filip szepnął: .Nie wiem. To jest promocja. .. .Możemy to zjeść? . . Filip i Tośka podbiegli do brata. Nie prowokujcie ich. wytatuowany na ramionach.. . Chuligani nagle zamilkli.Ale jak komuś o tym powiecie..Nie przeszkadzajcie.. Udawali wyjące psy. I już nie powrócili. .. Czemu on nam to dał? . Zza zakrętu wyjechał skuter. Max wyszedł. rzucił puszkę.zawołało rodzeństwo.powiedział drwiąco Filip.Tośka.To jakaś paranoja. Zaraz pójdą. my nie mamy forsy! Roznosiciel pizzy uśmiechnął się szeroko. Po kilku sekundach zniknęli za rogiem ulicy. Przebieracie się za telefony i będziecie grać.Ja zostanę.powiedział tato. a nie jakimiś pajacami.. Ze sklepu wyszli trzej faceci z puszkami piwa w ręku. Kuki obrócił się w ich stronę i zawołał.Kuki.Weź dzieciaki i idźcie do domu . . Filip i Tośka usiedli na krawędzi sceny i wybijali rytm na deskach. Jednak chuligani nie mieli ochoty nigdzie iść. po stówie. Musimy wreszcie zarobić jakieś pieniądze. . Kuki patrzał za nimi kompletnie osłupiały. Jesteśmy muzykami. Wynosimy się stąd. .Proszę pana. Rozległ się klakson z melodyjką. wysuwał głowę z żółtej słuchawki i robił miny do dzieci. . bo się bała. Jeden z nich walił puszką o latarnię.O to chodzi.zawołała Tośka. że dyryguje.szepnęła Tośka.. że zobaczy ją ktoś znajomy. Wrzeszczeli coraz głośniej. jeśli mi zapłacą. W środku była pachnąca pizza. Idźcie rozrabiać gdzie indziej! I wtedy stała się rzecz niezwykła.Chyba tak.Może to jakaś promocja? Kuki otworzył karton. Zahamował tuż przed dziećmi. Pędzili jak szaleńcy.. Dwa wielkie telefony stanęły na środku rynku i zagrały sonatę Mozarta. . .Tato.Ja też mogę się bić . Tośka zawołała: . Zanim zdążyły coś powiedzieć. on się wygłupiał. Zawrócił skuter i odjechał.. Zastygli w bezruchu i patrzyli na Kukiego jak zahipnotyzowani. . Na widok grających telefonów zaczęli się wydzierać..westchnęła mama. A potem jednocześnie rzucili się do ucieczki. jakby co. . jasne? Zapłacę wam wieczorem.No dobra. Mama spojrzała na tatę. Tato odwrotnie. Ja też będę komórą . Może. Jego ulubiona pepperoni! ....Chcę trzy pizze wszystko mające! . 46 47 Filip spojrzał na siostrę oszołomiony. która przeleciała obok głowy mamy. . Największy. grając klaksonową melodyjkę.Cii. zagłuszając muzykę.My zostaniemy z tatą . Nagle rozległ się jakiś hałas. Jak ty to zrobiłeś? . . Mama starała się ukryć jak najgłębiej w kostiumie.To wyczaruj trzy pizze. Mogę udawać telefon. z ubranym w czerwony kombinezon roznosicielem pizzy. Kuki siedział na czerwonym 44 45 krześle i udawał. to wam nie wybaczę.zawołał Kuki. a dziewczyny niech uciekają. Może jestem czarodziejem? Mam władzę absolutną! .

A przy okazji możemy świat zwiedzać za darmo! . gdybyście naprawdę mogli czarować? .Wiesz. usiadł okrakiem na czerwonym krześle i rzucał ostatnie kawałki gołębiom.Ja bym chciała podróżować do różnych krajów.szepnął Kuki.Zgadzamy się ..A dzieci przez rok mogą mieszkać u ciebie. że mogą u ciebie zostać . . Podeszła prosto do sceny. . Nie mogli uwierzyć w to.Pizze były pyszne. . . Otworzyła torebkę i wyciągnęła folder ze 48 49 zdjęciem statku i złotym napisem Queen Victoria.Ustąp mi miejsca! Filip zerwał się. Dobrze wiem. .szepnęła mama.Ja rozkazałbym tak: „Niech rodzice dostaną superpracę i zarabiają dużo forsy!". siostrzyczko. . .odpowiedział Kuki. . . . A ja zajmę się dziećmi.dodał tato. Oddychali głęboko.Nie chowaj się.To wspaniały pomysł: grać w orkiestrze na statku! Rodzeństwo patrzyło zdumione na rodziców. Jej głos brzmiał dziwnie obco. Tosia zastanowiła się.powiedziała. Gołębie siedzące na chodniku zerwały się przestraszone. żebyście się wreszcie zmienili! Żebyście wzięli pracę.krzyknęła przerażona Tośka.Chcę. którą wam proponuję.Musimy wreszcie zarobić porządne pieniądze! . Samochód zatrzymał się z piskiem opon obok sceny. teraz nie mogę rozmawiać . Ale nie mogę patrzeć. że tam jesteś! Powiedziałam.Ciotka Maryla! . że będą mieszkać u cioci .Oczywiście! . rozsiadając się wygodnie na czerwonym krześle. . . . Myślicie tylko o sobie .zawołał tato. . . .Maryla. Z rodzicami działo się coś niezwykłego. Zerwali z siebie żółte kostiumy i rzucili je na ulicę. . Wyczarowałabym daleką podróż. odrywając palcami gorące ciasto. że już nigdy ci nie pomogę.spytał.Jak chcesz. Huk grzmotu przetoczył się nad rynkiem i zerwała się wichura.Mamo! . co słyszą.krzyknęła mama.Nauczą się dyscypliny! .powiedział Filip.Ciotka wyprostowała się na czerwonym krześle. jak robisz takie głupie rzeczy! Obróciła się do Filipa. TRZASK. Pędził jak szalony. Wystraszony Kuki chwycił tatę za rękę. . Zanim dzieci zdążyły coś powiedzieć.. Z samochodu wyskoczyła ciotka.Weźmiemy tę pracę.powiedziała mama. Zaczęła nim wymachiwać. .Oczywiście. ale ciotka zawołała: . . na rynek wjechał czarny mercedes. Niebo nad ulicą rozświetliła błyskawica. . który zawsze najszybciej zjadał obiad. I wtedy stało się coś strasznego. jakby zmęczeni długim biegiem.To jasne. Mama zeszła ze sceny i stanęła przed ciotką. Chłopiec spojrzał na niego zdumiony. Niebo przecięła błyskawica i wszystko zniknęło w oślepiającym blasku. czego ja chcę? .Ostatni raz wam proponuję.Ja wyczarowałbym największy statek. Nawet nie spojrzała na dzieci.Jesteście wrednymi egoistami. przechodnie uskakiwali na boki. Tosia i Kuki usiedli na ławce i jedli. .roześmiał się tato. Taki do sklejania . to. ale ojciec odepchnął go. Filip. . żebyście wzięli pracę na tym statku! Lepszej nigdy nie dostaniecie. i przestali biedować! Tego chcę.Nie będziemy się nimi stale zajmować! . Mama usiłowała ukryć twarz w kostiumie.Co byście zrobili. a ciotka usiadła na czerwonym krześle. Rozległ się grzmot.

co robią. potem znów wszystko było dobrze. To czemu teraz chcesz wyjechać? Czy my zrobiliśmy coś złego? Mama spojrzała niepewnie na chłopca. Filip i Kuki siedzieli w ciemnym pokoju. . Krzyczał: . Jeśli się kłócili.. Tosia powiedziała błagalnie: .U cioci będzie wam dobrze. która zawsze się uśmiechała i nazywała go ukochanym króliczkiem.Tato! Przysięgłeś. a niebo przecinały błyskawice. Zejdź mi z drogi! Tato ze złością odsunął syna i wybiegł z pokoju.. Ruszył do przedpokoju.. Filip ostrożnie zajrzał do salonu. . ojciec kazał mu się wynosić z pokoju.. Na ulicy zostało czerwone krzesło. Spojrzał niechętnie na dzieci.. Mama wyjmowała sukienki z szafy i w pośpiechu układała je w walizce.. Kuki tulił się do siostry.. Filip zdecydowanie ruszył w jego stronę. Tosia. Słyszycie. Nie spodziewałam się takiej rozsądnej decyzji .No. .Mamo. że nie wytrzymasz bez nas nawet przez dzień.Przestań histeryzować. bo statek odpływa w niedzielę.Ale musicie się pospieszyć z załatwieniem dokumentów. A mama krzyczała.Nie mam teraz czasu.Ciotka patrzała na rodziców równie zdumiona jak dzieci. Tylko czemu? Filip wstał z łóżka. Tato i mama zachowywali się. Nie odbierzecie nam takiej szansy.Ej. Wtedy dzieci schroniły się w swoim pokoju.Mówiłaś. . co jest? Znudziło się wam? Nie zapłacę wam ani grosza! Pochylił się nad czerwonym krzesłem.powiedziała. Kiedy Kuki powiedział. Widzisz. co zrobić. Z drugiej strony nadbiegł Max. To byli najfajniejsi rodzice świata. co się dzieje. A teraz wszystko się zmieniło. .Sprawdzę. . że ma go dosyć. Nie chcieli wcale z nimi rozmawiać. . . jakby bali się zbudzić straszną bestię.szepnęła Tosia. Jutro ciocia was zabierze. jego i wszystkich dzieci. że się pakujemy.. .Nie zostawią nas! Tato usłyszał ich.Musimy się spieszyć! 50 51 Tato i mama obrócili się i popędzili jak szaleni w stronę parkingu. Ta sama mama. W tej samej chwili niebo rozdarła kolejna błyskawica i zaczął padać deszcz. Zarobimy porządne pieniądze i świat zwiedzimy za darmo. Woda w rzece wezbrała i groźnie huczała pod mostem. 52 53 . Była już noc. że nie pojedzie do ciotki.Co robią? . . Ich rodzice nigdy tacy nie byli. Mama odsunęła się od nich i powiedziała ze złością: .Nieprawda! Nie będzie nam dobrze! Kuki chwycił mamę za rękę. ale zaraz odwróciła głowę. Nie wierzę! . .Oni nigdzie nie wyjadą. Ciotka wsiadła do samochodu i ruszyła za nimi.Spakujcie swoje rzeczy. to najwyżej kilka chwil. Kuki i Tosia poszli za nim.. Ty nie możesz nas zostawić! Mama ze złością zatrzasnęła szafę i zawołała: . jakby zmienili się w innych ludzi. Podniósł je. że znów jest ich dawną dobrą mamą. Nie mogli zrozumieć. na palcach. . Spojrzała na dzieci. Przerażone dzieci pobiegły za rodzicami. Rodzeństwo kryło się za nim.Pakują się.. Ale trwało to krótko.Tato. Ściana deszczu przesłaniała dom na ulicy Weneckiej... skuleni obok siebie na łóżku.Tak! . Szli cicho. Nie wiedziały. .krzyknął tato.. Przez chwilę dzieciom się wydawało. że nigdzie nie wyjedziesz!. Burza jeszcze się wzmogła. co do was mówię!? ..

Był już zmrok. Drzwi domu otworzyły się same. Wszystko było tylko w dwóch kolorach . . które oświetlały przestrzeń wielkiego holu. Każda rzecz ma tu swoje miejsce i chcę. 56 Do dzieci podbiegła ciotka. Tosia zapytała. wielka stalowa brama zaczęła się odsuwać. Dogonili rodziców. Odezwała się do nich pierwszy raz. Oficer zatrzymał rodzeństwo. ale dziwnie niemiły. a brama zamknęła się zaraz z hukiem. na którym były zamontowa58 ne kamery. a statek wieńczył potężny maszt. na których były baseny. Ciotka klasnęła i natychmiast zapaliło się światło. Deszcz wciąż padał.Po pierwsze porządek. sklepy i kina. . niż spali.dodała mama. którzy popłyną w cudowną podróż do ciepłych krain. Dzieci patrzyły na to oszołomione.. Reszta rodzeństwa poszła za nią ze zwieszonymi głowami. Dom otaczał wysoki płot. Auto wtoczyło się na kamienny podjazd. Po drugie . Miała kilkanaście pięter. . Stał na nim oficer w złotej czapce.powiedziała ciotka. od kiedy pożegnali rodziców. na którym łopotała flaga ze złotą koroną. .Przepraszam. Rodzice pokazali złote karty wstępu. przełykając łzy: . I odeszli. który sprawdzał karty wstępu i witał każdego pasażera. czy to deszcz zamazuje obraz. Wyrastała z wody jak olbrzymi biały zamek. Mama i tato nieśli wielkie walizy. Jechali w kompletnym milczeniu. Były to niebieskie lampy. czy jego łzy. piszczały wycieraczki. ściekając strugami po szybie.Queen Victoria była jednym z największych statków pasażerskich świata.. przemknął pod ramieniem oficera i popędził za rodzicami na pokład. żeby właśnie tam się znajdowała. które szły za nimi.Mamo! Rodzice obrócili się niechętnie. . W burtach były okna tysięcy kajut. Dzieci klęczały na tylnym siedzeniu mercedesa i patrzyły na statek.Nie pożegnacie się z nami!? . Wszystko wydawało się w nim smutne i za duże. Filip i Tosia pobiegli za nim. Kiedy samochód podjechał. Za nimi szła ciotka Maryla. Tosia i Kuki mieli podkrążone oczy. Każdy chciał zobaczyć ten niezwykły statek i szczęściarzy. Oni zostają. i Kuki nie wiedział. Queen Victoria płynęła już daleko od brzegu. a ciotka nie włączyła radia. a ściany były ze szkła i metalu.Chodźcie już! Najlepsze są krótkie pożegnania. Szczęśliwi i roześmiani patrzyli z zachwytem na statek. W ogrodzie drzewa przycięto w równe kanciaste kształty. Na pokład prowadził ozdobny pomost. i rodzeństwo weszło za nią do wnętrza. kiedy ciotka dotknęła klamki.Bądźcie posłuszni . kiedy przyjechali do domu ciotki. W gdańskim porcie tłoczyło się mnóstwo gapiów.powiedział tato. nawet nie spojrzawszy na dzieci. .bieli i czerni. .Nie. Podłoga była wyłożona zimnym czarnym kamieniem.Jeżeli mamy żyć w zgodzie. Ciotka bez słowa uruchomiła silnik i samochód ruszył. Rodzeństwo nigdy tu nie było. bo ostatniej nocy więcej płakali. Tylko Filip starał się trzymać i dodawać otuchy rodzeństwu. Chwyciła Kukiego za rękę i pociągnęła do wyjścia. to musicie przestrzegać regulaminu . Mama i tato weszli na statek. czy oni z państwem płyną? Ojciec powiedział obojętnie: . Oficer ukłonił się i wskazał im drogę na pokład. bardzo nowoczesny. Zaczął padać deszcz. nie zwracając uwagi 54 55 na zrozpaczone dzieci. Nie było kwiatów. Jeszcze chwila i nie będzie jej widać.Nie róbcie kłopotów. Był to wielki dom. Pomachajcie ostatni raz i jedziemy. restauracje. Wtedy Kuki rzucił się naprzód.

To jest Marcelina .Gotuje tu i utrzymuje porządek.Zgłupiałeś? Przecież oni płyną na statku. na końcu korytarza. .My tu zwariujemy! . Kiedy się obróciła. Musimy to omówić. nie .Tak? To dlaczego nas oddali do ciotki? . . nogi zapadały im się w miękką powierzchnię i Tosi się zdawało. ale nie tutaj. Po trzecie cisza.Dzięki Bogu. .W moim domu zatrudniam wyłącznie głuchoniemych. Kiedy po nim szli.spytała zdziwiona Tosia.oszczędność. Rodzeństwu zdawało się. to zostaną tu już na zawsze. . że nie będą podsłuchiwać ani robić hałasu.mruknęła ciotka.powiedziała zrozpaczona.To nie byli prawdziwi rodzice. jeszcze trzysta sześćdziesiąt cztery dni . Tylko lampy były niebieskie.Do rodziców. Stały tu trzy łóżka. która czyściła poręcz czarną szmatką. że idą w gęstym kurzu.Bo zmienił ich czar. Zrobili naradę w jego najdalszej części. Tosia wyciągnęła kalendarz i przekreśliła dzisiejszą datę.Kuki ma rację. Ale tu nie było kurzu. Stała tu kobieta. żeby w moim domu nie było krzyków ani hałasu. . zobaczyli. a na podłodze leżał gruby czarny dywan. . Tosia spojrzała na brata zdumiona. . . jak wszystko w tym domu. Zanieście rzeczy.Dokąd? .I co z tego? . 59 W czasie tej przemowy ciotka prowadziła dzieci przez wielki hol.Odbiło wam? .. .Ona nie umie mówić? . za kolczastymi krzakami ostrokrzewu. .Nie jesteśmy głodni .. Na końcu były szerokie schody. a chłopiec zdecydowanie powtórzył: . jak w strasznych horrorach. Nasi prawdziwi rodzice nigdy by nas nie zostawili. miała najwyżej dwadzieścia lat i rude włosy. Plecaki leżały nie-rozpakowane.To nie byli nasi prawdziwi rodzice.Jak chcecie.. . .Nie. że jest bardzo młoda. że jeśli włożą rzeczy do szafy. Powiedzcie jej dzień dobry. Zaczął Filip.powiedział ze złością Filip. Wszystko było idealnie czyste i w jednym z dwóch kolorów: czarnym albo białym. a potem zejdźcie na kolację.Filip. metalowa szafa. Ściany niknęły w mroku. . sącząc ponure światło. Tu mogą być jakieś kamery albo podsłuch. .Co tydzień przypływają do jakiegoś portu.. 60 61 . . Chcę. Ruda w odpowiedzi wykonała jakieś skomplikowane ruchy rękoma.Wasz pokój jest na piętrze. Przynajmniej mam pewność. rozumiesz? Wtedy wstał Kuki i powiedział: . . . Tośka chciała powiedzieć. dlaczego ta rzecz jest wam potrzebna. Szybko! Wyskoczyli na dach garażu i stamtąd do ogrodu. Pokój dzieci był wielki. . Inaczej jej nie dostaniecie. to musicie podać trzy powody. Wychodzimy oknem. Dzieci mruknęły: .zawołała Tośka. Jeśli chcecie coś dostać. ale Filip ją uprzedził.powiedziała ciotka. .Obróciła się do oszołomionych tym wszystkim dzieci.Dzień dobry.To rodzice oddali nas do tej wrednej ciotki! Oni nas już nie chcą. żeby przestał bredzić.Uciekniemy stąd.

a teraz udusi i pożre. I też jestem pewny.Czego ona chce? . Zza krzewów wyszła głuchoniema Marcelina. .Jestem pewien.krzyknęła Tośka. ser i parówki. Na tarasie stała ciotka. i to jest cała magia. . Odsunął talerz. aż zaczną wrzeszczeć głosem zaczarowanych dzieci. Kuki zerwał się z trawy. Kuki szepnął: . . Usiedli za stołem.spytała.szepnęła Tośka. Do rana nikt ich nie udusił ani nie pożarł. Mogliśmy niechcący wypowiedzieć zaklęcie. . Po kąpieli pod dziwnym prysznicem. jakby czekał.zawołał Kuki. w którym woda leciała ze wszystkich stron.Chyba mamy iść do domu. Rodzice po prostu chcieli wyjechać i zarobić pieniądze. Ciche kroki. .Posłuchajcie. latających mioteł i innych takich. co ciotka miała na twarzy? . Wstali i ruszyli do budynku..To czemu udajesz? . zeszli na śniadanie. bo inaczej rodzice nigdy do nas nie wrócą. ale nie jest dzieciojadem. przyglądając im się uważnie. Robi krem z dzieci. żeby nie mieć zmarszczek.A może to ciotka jest czarownicą? Porwała nas. . Spojrzeli na Marcelinę. .Obaj zwariowaliście.Widzieliście. bo twarz miała wysmarowaną jakąś niebieską maścią. . która przyglądała im się niepewnie.A czemu ta siła przyczepiła się akurat do nas? . Słońce zajrzało do pokoju i Tosia. żeby wyglądać młodo.No właśnie.Przeginacie . . co to jest. Ledwo ją poznali. Kiedy weszli do pokoju. Albo dotknąć jakiegoś przedmiotu.Na pewno nie jesteście głodni? . Trzymała w ręku nóż i jabłko.Nie chcę parówek.Jakie chcesz płatki? .Skąd wiesz? W tej chwili rozległ się szelest.. I zostaniemy tu na zawsze.To idźcie już spać.Jak? Przecież ona nie słyszy. .Takich jak w filmach nie ma . czemu to się stało.Pewnie.Nieprawda! . Ruda szła za nimi.powiedział Filip. .Ciotka jest wredna. -Tych wszystkich różdżek.Nie ma żadnych czarów! . Spojrzała na dzieci i zaczęła machać rękami. Marcelina przywitała ich paroma gestami języka migowego.Kobiety się tym smarują. . To musi być jakaś nieznana wielka siła. Nagle ruda podeszła do Kukiego. że to magia. Nóż błyszczał w księżycowym świetle.Nie wiem.Ty umiesz mówić!? .Poproś ją .spytała. Ruda uśmiechnęła się. . On zmusza rodziców. że pokój wygląda teraz dużo sympatyczniej.mruknęła Tosia. I na wszelki wypadek zabarykadowali drzwi stołem. . Ja długo myślałem. . pomyślała. . Kuki spojrzał niespokojnie na nóż i schował się za Filipa. . 62 63 . że to czar. Kuki patrzył na kiełbaski podejrzliwe.powiedziała Tośka. . Ruda podała im grzanki. -Nie. . żeby robili złe rzeczy.. Dzieci spojrzały na nią zdumione. który był zrobiony z czarnego kamienia.zawołała Tosia. która obudziła się pierwsza.. Musimy odkryć. Chcę płatki. Ciotki nie było. .. . Jestem pewny! Spojrzeli na siebie.To była kremowa maseczka .

Nie. Spojrzała groźnie na rodzeństwo i spytała: . więc udaję niemowę.Żeby przerobić je na krem? .Pochyliła się do dzieci. żeby się nie dowiedziała.. smarkulo? Nigdy! I wtedy Tośka zaczęła krzyczeć na całe gardło.Czemu ta lodówka ma zamek? . .Tu są różne płatki. Wystarczy na rok.Czy ciocia jest czarownicą i dusi dzieci? Marcelina się roześmiała.Bo wasza ciotka bierze do pracy tylko takich. I dlatego że miała już wszystkiego dosyć. .odpowiedziała ciotka. .Posłuchaj. żebym nie marnowała jedzenia. Kuki podszedł bliżej do Marceliny i spytał szeptem: . Wyłączyła go i wrzuciła do swojej torebki. . że rodzice odeszli i że nie mieszka w swoim domu.Czemu ona robi takie głupie rzeczy? Przecież jest bogata.Ale teraz ja za niego płacę . Wydziela mi wszystko. . . że trafiła na silną przeciwniczkę. Patrzyła prosto w oczy ciotce. . Niosła w ręku butelkę szamponu z napisem „Dior". sama nie mogę nic brać. Weszła ciotka. że śni jej się. Tośka zawołała oburzona.To chodźcie. Ale ja odkryłam kod. -Tojest mój telefon! 66 67 . która poczuła. co nie gadają.Nie wiem. Jogurty schowały pod blatem...Bo wasza ciotka jest skąpa. . A tu macie jogurty. że większość dzieci uciekłaby pod stół. a dzieci uciekły z powrotem do stołu. jak w szafie pancernej. W moim domu się nie krzyczy. żeby nie być sama. Krzyczała.. Tośka zerwała się.Zużyłaś cztery porcje! To jest drogi szampon. Ma obsesję. -To jest mój telefon! I chcę teraz zadzwonić do mojej mamy! Niech ciocia odda mój telefon! Ciotka podeszła powoli do Tosi. Miała taką minę.Raczej nie.Ja chcę zadzwonić do mamy! . Ale Tosia nie była strachliwą dziewczyną... Tego.. .Powiedz. Na drzwiach był zamek szyfrowy. a nie leje jak wodę! Ciotka chwyciła telefon Tosi. żeby nie dać się pokonać. Marcelina zatrzasnęła lodówkę. Marcelina szybko nacisnęła kilka klawiszy i drzwi się otworzyły. I że to . Marcelina wyciągnęła z lodówki kilka kartoników. . który leżał na stole. Kobieta powtórzyła przez zaciśnięte zęby: . Filip patrzył na to zdziwiony. . ale chyba chciałaby mieć. jeśli się go używa oszczędnie. . Uwaga! Na schodach usłyszeli stukanie obcasów.Zadzwonisz jutro. Była wściekła. rozumiesz. W sobotę są tańsze rozmowy..Które z was myło głowę? Tośka powiedziała spokojnie: -Ja.Nigdy więcej tu nie krzycz. Pilnuje. Podbiegła do wielkiej lodówki. -Co? . że wszystko straci i znów będzie biedna. Tylko trzeba uważać.. Kiedyś powiedziała. kiedy będzie ci potrzebny.Będziesz go dostawać. . Ona nie ma swoich dzieci.Nie zdradzicie mnie? 64 65 Tośka i pozostali szybko odpowiedzieli: -Nie! Marcelina jakoś od razu wzbudziła ich zaufanie.

jak się nie brzydzisz. i zaraz ją dostaliśmy! Tam. ja wam zrobię pizzę.Co robimy? . Filip podjechał do nich. czy odzyskają rodziców.To znaczy. patrzyła wyzywająco na ciotkę. Uciekaj. . Żadnych krzeseł.Przepraszam.Już wiem! Wiem! . Nagle zerwał się z krzesła i zawołał. Słyszał. ciężko dysząc ze zmęczenia. . W końcu umilkła i zmęczona.Brawo! Wrzeszczałaś przez minutę. Jesteś lepsza od swojej matki. Ta powiedziała spokojnie: . Nie martwcie się.Ktoś je zabrał i nigdy go nie znajdziemy! Obok sceny stała śmieciarka. Chłopca przeszły ciarki na myśl. . . choć powoli brakowało jej tchu. że ma tam wejść. że ty czarujesz? . Przysięgli.Podbiegł do rodzeństwa. to zgodził się zostać. Strasznie go to rozzłościło. Filip wrócił do siostry. . że chce siostrę uderzyć. więc domy szybko się zbliżały. Czerwonego krzesła nigdzie nie było. bo jakąś chorobę złapiesz. 70 71 .Nie świruj. KRZESŁO!!! Tośka i Filip pędzili na rowerach tak szybko jak nigdy dotąd w życiu. .zawołała zrozpaczona Tośka. oni żartowali. bo był za mały na taką wyprawę.wszystko jest niesprawiedliwe. ale nie zasługujecie na takie przyjemności. Między workami śmieci biegał szczur. Tam niczego nie ma. kiedy ktoś chwycił go za kołnierz.Wiem!!! . Pracownicy wrzucali czarne worki do pojemnika. że chcę pizzę. Przejechali dziesięć kilometrów.To była promocja . Już miał wskoczyć do pojemnika. Ale ona spojrzała tylko na zegarek. Kukiemu kazali zostać.Jest w śmieciarce. 68 69 . ale kiedy Filip powiedział. Filip spojrzał na wypełniony cuchnącą zawartością wielki kontener. widzieliście krzesło? Takie czerwone. Chwycił klapę i otworzył ją z trudem. że go nie będzie! . na szczęście droga prowadziła w dół. Marcelina podbiegła do Tosi i uściskała ją.To była magia!!! .Jaką pizzę lubicie? Ej! Co się stało? Kuki patrzył na Marcelinę bez słowa. Możesz je wyjąć.Jesteś super! Jeszcze nikt jej się tak nie postawił. . że na pewno po niego wrócą.powiedziała niepewnie Tosia. jak robotnicy się śmieją.Chciałam was zabrać do Rivoli na pizzę.Co!? . -Obróciła się do braci: . A Tośka nie przestawała krzyczeć.Nie ja.Wiedziałam.Po co ci krzesło? . .spytała Tosia. . prawie nie odpoczywając.Muszę je znaleźć. Tośka krzyczała i nic nie mogło jej powstrzymać. .Pamiętacie!? Ja wtedy powiedziałem. Wyleciało kłębowisko much i buchnął straszliwy smród. mały. . Chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi. na jarmarku! . Wreszcie wpadli na rynek i zatrzymali się przed sceną. że od szybkości zależy. Najstarszy z robotników odciągnął go. Ciotka podniosła rękę i Kuki się wystraszył. Będziecie tu siedzieć do wieczora! Zatrzasnęła drzwi. Ona umiała się wydzierać najdłużej przez dwadzieścia sekund. Ciotka mieszkała daleko od miasta. ciężko dysząc.

Rozdzielimy się. uważnie się rozglądając. cichy szelest. odsłaniając czerwone krzesło! . Filip podbiegł do niej.A masz kasę? .. ale wciąż trzymał go za kołnierz. Przedmiot poruszył się. Wyjął pęk kluczy i otworzył klatkę. . to chyba oberwę".. . kiedy coś usłyszał. Stały tu też wielkie głośniki i reflektory. Ale jak nie masz forsy..Albo spalić! . Kierownik spytał. Max spojrzał na krzesło w klatce. . to się zde. a skrzynie zaczęły się przewracać. Jedna z nich chwiała się.. Trzymał go Max Rozmus. proszę pana.roześmiał się Max. bo oberwiesz. Przeszukaj tamte ulice.krzyknął.. do diabła? Max rozglądał się niespokojnie. . Stragany na rynku stały puste. Trzeba pytać dzieciaków. Filip skoncentrował się i powiedział głośno i wyraźnie: . Metalowe klatki zaczęły się trząść. . Pięć stów. w których były przechowywane cenniejsze towary. stukając obcasami.Co to jest. . W środku było coś czerwonego. to możesz je kupić. Spotkamy się za godzinę pod pizzerią Rivoli. Filip ruszył w stronę ratusza. Klatka była pełna kartonów ze słodyczami.Proszę pana. Nagle poczuł.Ja też. .Musimy dokładnie wszystko przeszukać. . . Wysunął je powoli z klatki. z eleganckiej restauracji Rivoli wyszedł ktoś. Dzieciak zaczynał go bawić. . Mogę je zabrać? .Ty mały gnojku .. Ale spod nich wystawała czerwona drewniana noga. . Ja je kupię . jakby siadał na bombie atomowej. Filip zaczął ją szarpać z całej siły i siatka oderwała się w kilku miejscach.Chciałeś coś ukraść? .Ja chciałem zabrać nasze krzesło. Obrócił się gwałtownie.Jak ci się podoba. Namiot.mruknął Max. bo podłoga w namiocie zadrżała. . Rozejrzał się po swojej kryjówce. ale najpierw muszę je wypróbować.Jest! .. Postawił chłopca na ziemi. ja sprawdzę rynek.To czerwone. Festyn jeszcze się nie rozpoczął. Max parsknął śmiechem..No to jazda.Ale on drogo kosztuje. Drzwi klatki były zamknięte na kłódkę. pomyślał. szef jarmarku.. Filip jechał powoli.. „Jeżeli Kuki się myli i to jest zwykłe krzesło. ale czerwonego krzesła nigdzie nie było. . Usiadł na krześle tak ostrożnie. . królu? Wygodny tron? Kupujesz go? -Tak.Bo jak nie. A teraz zjeżdżaj. Ciotka! Chłopak błyskawicznie wjechał między stragany. Ono jest nasze. Ciotka obejrzała się. Mogły je wziąć do zabawy i gdzieś rzucić. prawie tak wielki jak cyrkowy. Ktoś musiał zabrać to krzesło. to dostaniesz lanie.Chcę mieć pięć stów. Filip na wszelki wypadek odłożył rower i schował się do wielkiego namiotu. służył za magazyn różnych towarów sprzedawanych na jarmarku.krzyknął Filip. .Chcesz je wypróbować? -Tak. W głębi namiotu stał rząd metalowych klatek. . a potem zachwiał się cały namiot.No i co. . . udając powagę. Filip chwycił krzesło.spytał Filip.Dobrze. jak ktoś chwyta go za ramiona i unosi do góry.Mam! Ja naprawdę zapłacę. Kiedy mijał ratusz... Filip już chciał wyjść. Lampy zawieszone na łańcuchach kołysały się jak wisielcy. Na szczęście metalowa siatka była zardzewiała i popękana. Kartony się posypały.krzyknął Filip. Przerwał.Jakie krzesło? 72 73 ..

Czekaj. Przez chwilę wyrywali sobie krzesło. Wreszcie pobiegł po drabinę.. że to nic nie da. ale nie mógł nic zdziałać. ale krzesło znów się odsunęło i Max potoczył się po betonowej posadzce..Do diabła.Jak to zrobiłeś? Filip roześmiał się.wrzasnął mężczyzna. Ale uznał.! Dogonił go i chwycił krzesło. .. Może ciotka jest wredna. Chłopak wyrywał się. . Filip upadł na chodnik. zasłaniając głowę dłońmi. Musi sprowadzić kogoś na pomoc. 76 77 Poderwał się. Rozgarnął dłońmi stos monet.zawołał oburzony Filip. Na przykład ciotkę. Max skakał. próbując je schwytać. Max zerwał się i popędził za nim.Aaaa! . Max odsłonił płachtę w wejściu i wyrzucił chłopca z namiotu. tłukł pięściami i próbował ugryźć Maksa. . Beczka zawisła na wysokości kilku metrów. . . Mężczyzna oprzytomniał. łomocząc o łysą czaszkę. ale wiadomo już. Wskoczył na rower i ruszył w jej stronę.Ma pan swoje pieniądze. to znaczy wszystkie pieniądze świata. Filip wypuścił krzesło. . Ale to poderwało się nagle w górę i zawisło na wysokości kilku metrów. Posypała się z niej lawina monet. wpatrując się w stos monet. Nie był facetem. ..Normalnie. Zobaczył. a Max powlókł go do wyjścia. Znowu spróbował usiąść. Filip zerwał się. Chciał usiąść. Musi im pomóc. jak dziecko.Ja zapłaciłem! .. że pod ratuszem czeka na niego Tośka.Max obrócił się i zniknął w namiocie..Myślisz. Max Rozmus klęczał obok krzesła.. a potem poszybowała w jego stronę. W pierwszym odruchu chciał wrócić i walczyć. że nie jest czarownicą. Filip wstał z krzesła.szepnął..Co się dzieje? W tej chwili wielka beczka stojąca pośrodku namiotu zaczęła unosić się w górę.Wszystko.Naprawdę wszystko możesz zrobić. . . które łapie uciekający balonik.Oddaj mi je. Ale te pieniądze faktycznie tu były. Ale wtedy krzesło wystrzeliło w górę jak szalona winda.Max odepchnął Filipa. 74 75 Przewrócił się. .. W końcu mężczyzna złapał chłopca za kaptur i jednym szarpnięciem poderwał go do góry. Możesz to zrobić? Sprawdzimy. . bo naprawdę oberwiesz! ..Ty draniu! Chcesz się ze mną bawić? To zobaczymy! Skoczył w stronę krzesła.Zjeżdżaj. że jestem durniem? Takiej rzeczy się nie sprzedaje.Zjeżdżaj stąd! . Wszystko! Filip wziął czerwone krzesło i ruszył do wyjścia.? .Pan mi je sprzedał! . Max wpatrywał się z przerażeniem w lewitujący przedmiot. który wierzy w bajki.. Po chwili beczka spadła z hukiem na ziemię. na szczęście kilka metrów od niego. Chciałem mieć pieniądze i je dostałem! To krzesło może zrobić wszystko. Zatrzymała się dokładnie nad głową Maksa i przechyliła. . . Stos pieniędzy niemal go przysypał. . . któremu monety spadały prosto na głowę. Ale krzesło nagle odskoczyło i Max upadł na podłogę.

Nie rozumiesz. Marcelina i Kuki stali przy drugim oknie.. żeby zobaczyć przewrócony namiot.Schowali się.Dobrze.. W ogrodzie stali Tosia i Filip. Ciotka ze złością ściągnęła płaszcz i rzuciła go na fotel.Gdzie są Tosia i Filip!? .. a Filipa i Tosi wciąż nie było w domu.Wróciła przed chwilą do domu i nie zdjęła nawet płaszcza.Cały czas mnie oszukiwałaś? Ty kłamczucho! Wszyscy mnie okłamujecie! W tej chwili z ogrodu dobiegł jakiś hałas. którzy nadbiegli.. ty nic nie rozumiesz..Chyba o coś pytałam!? Dzieci milczały.. kochana ciociu. Ciotka rzuciła się do drzwi. Ciotka wyglądała nerwowo przez okno. Choćbym miał cię szukać przez całe życie. Stanęło bez ruchu i czekało.Każ im tu przyjść! Natychmiast! Kuki odparł z uśmiechem: . patrząc na nią niepewnie. że możecie tu robić.krzyknęła ciotka. Nasza mama jest ładna. .Bawimy się w chowanego. Nagle powiedziała: 80 81 . której możecie skakać po głowie? Tośka spojrzała na nią wrogo. Oczywiście. .Ty umiesz mówić!? .Że ja jestem podobna do waszej nieporadnej matki. szukam! I pobiegł na piętro. . Kuki się jej przyglądał i zdawało mu się.Filip. Nagle na asfalt padł jakiś cień. kiedy ta się czymś martwi. Mężczyzna wpatrywał się w niebo. I dobra. co do ciebie mówię!? Kuki uśmiechnął się najbardziej niewinnym ze swoich uśmiechów i powiedział: .. rozumiesz?. .. Przysięgam. Była godzina piąta.Niech się pani nie martwi. .Gdzie byliście? Filip i Tosia nie odpowiedzieli. że. więc jechali powoli. Martwię się o nich.Gdzie oni są? . W tej samej chwili wielki namiot zakołysał się i przewrócił z hukiem.Skąd wiesz. Ciotka zerwała się i spojrzała na Marcelinę.Znajdę cię.Co takiego? . i szeptał: . .Ciocia nie jest podobna do mamy. . s. Ale najpierw muszę ich znaleźć.TRZASK! Przebiło brezentowy dach namiotu... Ciotka zaczęła sapać ze złości. co do ciebie mówię! Ciotka usiadła na schodach. . wspinała się wciąż pod górę. Nie zwracał uwagi na gapiów. . Nawet nie słyszysz. Filip podniósł głowę i krzyknął: . że coś im się stało. .Tośka! Patrz! Dokładnie ponad nimi frunęło czerwone krzesło. że będę cię miał! 78 . Droga powrotna była trudna. Max wypełzł spod zwałów brezentu. co wam się podoba!? . .krzyknęła.Marcelina milczała. Marcelina usiadła obok ciotki. tuż przed rodzeństwem.. że przypomina trochę jego mamę. a ja ich szukam.Myślicie. .Miałaś ich pilnować! Boję się. .. Zakręciło i wylądowało na szosie. i odleciało. Ciotka podbiegła do Marceliny. tylko od razu zaczęła się wściekać. który zaczął się szybko przesuwać. . Zaraz.Ciotka patrzyła groźnie na Kukiego. Oni zaraz wrócą. . Była naprawdę zdenerwowana.To twoja wina . Tośka i Filip jechali szosą prowadzącą do domu ciotki. Rowery leżały na trawie. wyrywając w nim olbrzymią dziurę. gdzie widać było czerwoną plamkę lecącego krzesła. Oni potrafią się świetnie chować! Czasem nie można ich znaleźć przez cały dzień! Kuki odwrócił się i zawołał: . Oni się schowali.

.Przyjdź do nas.roześmiała się Tosia. . więc Filip szybko zakrył krzesło kocem i usiadł na nim. Wreszcie Tośka powiedziała: . Zamilkli. Ktoś szedł korytarzem. Kuki mu przerwał. Za chwilę ich tutaj ściągniemy. Przecież my w ogóle nie wiemy.Ono może zrobić wszystko! .szepnął Kuki. Odłamki szkła natychmiast uniosły się z trawy i pofrunęły do okna. Zaraz zobaczysz coś lepszego. a Kuki podbiegł do Filipa. jak to działa.Chciałam się pożegnać z wami. Ciotka poszła do domu. . Krzesło podskoczyło i kopnęło ją przewrotką. . Nie udawaj.A jeżeli rodzicom coś się stanie? To krzesło wystrzeli ich jak rakiety.Kuki pomyślał. . to zrobimy próby. Ale było za późno. Usiadła na krześle i powiedziała. . Piłka poleciała wysoko. . Jak ciotka pójdzie do pracy. że nie słyszysz! Marcelina pomachała rodzeństwu i poszła za ciotką. gdzie świerki tworzyły mały lasek. Kuki patrzył na to zafascynowany. 84 85 .Poczekaj! Podbiegł do brata..zawołał Filip. jak wychodzi spod nich czerwone krzesło.. Usłyszeli pukanie.. Filip usiadł na krześle i zaczął mówić uroczystym głosem.Ciotka nas zabije . składając się z powrotem w całą szybę. I radzę wam nie łamać tego zakazu. które kopnęło ją natychmiast z powrotem do niego. 82 83 Filip rzucił piłkę w stronę krzesła.powiedziała Tosia. żeby ta szyba była znowu cała. że Tosia nie powinna tego mówić.On ma rację . -A wiesz.Chcę. a potem przez okno do swojego pokoju.powiedziała cicho. Rzeczywiście.Chcę.. Kuki stanął na straży przy drzwiach. jak najlepszy z brazylijskich piłkarzy. Ciotka zacisnęła wargi.Tak. Piłka śmignęła ponad drzewami i rozległ się huk rozbitej szyby.. żeby nasi rodzice zaraz. . .A ty chodź ze mną. . tak się zafascynowali niezwykłym przedmiotem. . rozumiesz?! Weszli po drabinie na taras. Czerwone krzesło postawili na środku dywanu.Znaleźliście je? . . jakby jej przybyło lat..Poczekaj.Wyjeżdżasz? Marcelina wzruszyła ramionami.To może być niebezpieczne. . Musimy dokładnie sprawdzić.Ono jest niesamowite. że nie pomyśleli o niebezpieczeństwach. Poszli na sam koniec ogrodu.przeraził się Kuki. Filip cicho zawołał.Od dzisiaj nie macie prawa wychodzić za bramę. . z plecakiem na ramionach i dość ponurą miną. Gałęzie świerków poruszyły się. jak ta magia działa. Po drodze krzyknęła do Marceliny: . Była zgarbiona. Chłopiec odbił. Do pokoju zajrzała Marcelina.Chyba nie . Zdumiony Kuki zobaczył. co to znaczy? Że rodzice zaraz do nas wrócą.Dobrze ... . . Będą lecieć tysiąc kilometrów i rozwalą się przy lądowaniu! .Poczekajmy do jutra. . Chodź zobaczyć.

. że stojąca na biurku torebka przewróciła się. Krowa cicho zaryczała. Krzesło odbijało srebrzyste światło. Była duża i biała jak śnieg. Tak jak lubi się własne zwierzątko. Szelesty i dzwonienie. . jak najlepiej przetestować magiczny przedmiot. Wtedy Filip zapytał: . Zerwał się z krzesła. Najpierw kłócili się. poczuli dziwny lęk. Ciotka.Nic ci nie zapłaciła? -Nic.Ci! Bo ciotka się obudzi! Krowa pokręciła głową. tarcza księżyca pojawiała się i znikała. Miała na szyi dzwonek. Rodzeństwo myślało o czerwonym krześle jako o źródle niesamowitych możliwości. Tuż obok nich istniała jakaś niezwykła siła. A gdy już położyli się do łóżek. że to on pierwszy je znalazł? Był tylko niespokojny. Zamiast tego usłyszał za drzwiami jakiś dziwny dźwięk. I wtedy ją zobaczył. . o trochę mleka .. Podszedł do krzesła i lekko je pogłaskał. . Pstryk! Portfel sam się otworzył i z jego wnętrza wypełzło kilka banknotów. żebyś dostała swoje pieniądze. robiąc jakieś obliczenia. rodzice przynosili mu ciepłe mleko i to go uspokajało. . Rozejrzał się trochę nieprzytomnie. której działania nie potrafili zrozumieć. Uniosły się i pofrunęły jak papierowe motyle. że udawałam niemowę. . Należała do nich i mogli robić rzeczy. Nie chciał czekać z próbą do rana. patrząc na niego wielkimi smutnymi oczami. ogarnął ich niepokój. Kuki coś mruczał. Wiał silny wiatr. Na samym środku salonu w plamie księżycowego światła stała krowa. Ostrożnie usiadł. Nie miał żadnego planu. Za to. że przyleci do niego szklanka mleka. 86 87 Kiedy w końcu zasnęli. jakich nie mógł zrobić nikt inny. otworzył po cichu drzwi i zbiegł po schodach. Ale kiedy naprawdę stanęli przed czymś niepojętym. Ze środka wysunął się elegancki czarny portfel.. Może dlatego. a mimo to czuli niepokój. Kuki wstał.Proszę.. To był po prostu film.O rany! . Stała na perskim dywanie. Drzewa za oknem chwiały się. ale musisz zniknąć! . że muszą być bardzo ostrożni. który dźwięczał przy każdym ruchu głowy. Przykro mi. Po prostu lubił ten przedmiot. ale nic nie przyfrunęło. . . a nie w krowie. a pogoda była tak samo niespokojna jak jego sny. Uśmiechnęła się do nich i ruszyła do drzwi. przesłaniana chmurami. bez jednej łaty. Że nie mogą zrobić nic głupiego ani dziecinnego..No to chciałbym. I pamiętajcie. przewracając się na łóżku z boku na bok. że wasza ciotka nie jest taka zła.. czy „to coś" nadal działa. Wieczorem długo nie mogli zasnąć. A wam się udało znaleźć tę strasznie ważną rzecz? -Tak...To super. Kuki był pewny.Mamy swoje sposoby. a Kuki po prostu je polubił. która siedziała przy laptopie. . Od chwili gdy znaleźli czerwone krzesło. nie pytali. Wszystko poszło bardzo szybko.Jak wyście to zrobili? Filip uśmiechnął się tajemniczo. każde z nich stało się jakby trochę doroślejsze. Strasznie się wściekła.jęknął Kuki.Ciii! Zrozum. nawet nie zauważyła.. Kiedy był mały i budził się w nocy.wyszeptał. Zbliżała się północ.. Ale nikomu o tym nie mów. to mieli niespokojne sny. Zatrzepotały i przyleciały prosto do rąk patrzącej na to ze zdumieniem Marceliny. Kiedy w kinie oglądali latające miotły i gadające lwy. Dzwonek na jej szyi zadzwonił jak na alarm..Wasza ciotka wyrzuciła mnie z pracy. Trzymajcie się. czy to możliwe. Wiedzieli. Nie dała mi nawet wypłaty. ja chciałem mleko w szklance.. W końcu kołdra zsunęła się na podłogę i zmarznięty chłopiec się obudził..

Naprawdę zdawało mi się... Już dobrze. . Spróbował robić dokładnie to samo. A potem polizała ciotkę różowym językiem po twarzy. co mówi. No i miała rogi. w którym pokazywano. Po namyśle zamienił go na większy. . Naprawdę muszę to zrobić! Przykro mi. A przecież jej nie było. Tym razem dużo głośniej. Chłopiec popędził na piętro.. Był trochę zaskoczony. Wielkie zwierzę natychmiast rozpłynęło się w księżycowym świetle. . Podbiegła do szafki. i do garnka pociekła struga mleka. a nie ciotkę! . Na środku salonu stała ciotka i z obłędem w oczach wpatrywała się w białą krowę. jakby patrzyła na upiora. 90 91 Kuki chwycił czerwone krzesło i po cichu wybiegł na schody. A wtedy wszystko się wyda.Co ty robisz. Popędził z powrotem do pokoju. bo ciotka nas zabije! Podszedł ostrożnie do zwierzęcia. Ja mieszkam w mieście. Ale w tym momencie krowa ruszyła naprzód i zablokowała mu drogę. Kobieta wrzasnęła i odskoczyła. Krowa zniknęła. . Zasłoniła oczy.. ale po kilku próbach połapał się. który schował się zaraz za filarem. przewracając kryształowy wazon stojący na podłodze. 88 89 Krowa spojrzała na niego smutno i machnęła ogonem. Usiadł na krześle i szepnął: . Kiedy wbiegł do sypialni. żeby odwołać czar. Ciotka spojrzała nerwowo w górę. Ciotka stała bez ruchu..Zaczynam mieć jakieś zwidy. Zaczekaj. Najpierw nic nie leciało.. Kiedy chciała odstawić ją na półkę. a wtedy krowa dostojnie przeszła na środek salonu. spoglądając na chłopca z wyraźnym wyrzutem.Przepraszam. Tymczasem krowa znów zaryczała. żebym cię wydoił? Ku jego zaskoczeniu krowa pokiwała łbem. .. .Chyba zwariowałaś! Ja nie umiem doić krów. Pobiegł do kuchni i wyjął z szafki mały garnek... Kuki wykorzystał ten moment. Krowa zaryczała ponownie. .jęknęła. Co się ze mną dzieje? Mam halucynacje! Wszystko przez te dzieciaki. że ciotka zaraz się obudzi. tak przerażona. Nie zauważyła Kukiego. Odejdź! Muszę cię anihilować. jakby rozumiała. Oglądał kiedyś film. chyba że odciągnąłby krowę. ...Nie rób tego. szkło wyleciało jej z rąk i rozbiło się na posadzce.szepnął błagalnie Kuki . bo biała krowa podniosła właśnie ogon i na marmurową podłogę poleciał krowi placek.Nie! . Od tego są maszyny sterowane komputerowo i. Po dziesięciu minutach mleko przestało lecieć. Mam na myśli krowę. ustępując mu drogi.O co ci chodzi. wyjęła jakąś butelkę i wypiła z niej kilka łyków. Krowa potrząsnęła głową i zrobiła krok w jej stronę.Ja zwariowałam. Kuki rozejrzał się nerwowo. zanim zdążą cokolwiek zrobić. W tym momencie ciotka odsłoniła oczy i zobaczyła pusty salon. że widzę tu krowę. bo mleko wyglądało i pachniało inaczej niż to z kartonika. Nie mógł teraz wejść na schody.Odsuń się. Nigdy jeszcze krowy nie dotykałem. Kuki zaniósł garnek do lodówki. . Wiedział...Poszedłem po mleko.Ciii. jak doi się krowę.. ale musisz przestać istnieć.. Zatrzymał się gwałtownie. Przykucnął i podsunął garnek pod napęczniałe wymiona.Chciał wrócić do sypialni. Zatrzymał się przerażony. ..? Chyba nie chcesz. ale ona była bardzo duża.mruknął Filip i i obrócił się do ściany.dodał szybko. Filip otworzył oczy. Ciotka zabierze im krzesło.To mnie nie budź . na czym to polega. Zresztą teraz ludzie was nie doją. . kretynie? . Kobieta opadła na fotel. Chyba że wcześniej obudzą się Filip albo Tośka i odwołają ten czar.

. Wyobrażali już sobie.Pierwsza próba udana. Szklanka uniosła się i pofrunęła w stronę Filipa.stwierdził ponuro Filip. Patrzyli niespokojnie w niebo.Jesteś lżejszy! Jak walniesz o ścianę.jęknął Kuki. . . Wyglądał jak balon.Czuję. Owinęli Kukiego w kołdrę. że musimy zaryzykować . czy to nie jest jednorazówka. . Ostatni test. że ktoś ją zobaczy w takim stanie. Nie wiemy. Następnego ranka. .Próba trzy nieudana . bo waliza mamy była bardzo ciężka. Czekali długo.Uważam. zaraz po śniadaniu. lądując z dużej wysokości. Tuż przed lądowaniem wyhamował i łagodnie opadł na trawę. W drzwiach obróciła się jeszcze. Ale szklanka przyleciała bezpiecznie do rąk Filipa i nie wylała się z niej ani kropla płynu. .Chyba tak.powiedział lekko drżącym głosem. . A wy pamiętajcie. gdyby czar przestał działać.Chcę. Kuki z ulgą wyszedł ze swej kryjówki. jak startuje tysiąc kilometrów stąd i leci jak bojowa rakieta.Nie możemy czekać. Spojrzeli po sobie niepewnie.Jadę do miasta. dzieci popędziły do pokoju po czerwone krzesło. że nie macie prawa wyjść za bramę. Próba numer dwa udana. . żeby złapać szklankę. Rodzeństwo w milczeniu przyglądało jej się z okna. .Cicho! Niech mój brat Kuki przyleci do mnie w całości. . Nie próbując sprzątać rozbitego szkła. Kuki szedł obok.Mam nadzieję. 92 93 . ..jakby bojąc się.To prawda. związując ją sznurkiem. sprawdzając. . ale nic nie przyleciało. ale nie miała się do czego przyczepić.Próba numer dwa . że będą kłopoty .Co robimy? .powiedział Filip.A ty nie możesz? . Po nocnym spotkaniu z widmem krowy wyglądała na bardzo zmęczoną.Bardzo śmieszne. pobiegła do sypialni.A jak rodzicom coś się stanie? . . Ciotka zerkała na nich nieufnie. .. a potem szybko je zamknęła i przekręciła klucz w zamku. że rodzice też się nie stłuką -szepnęła Tośka.Żyjesz? . Starało się zachowywać bardzo grzecznie. jak długo będą do nich lecieć rodzice i czy nie roztrzaskają się. . żeby przyleciała tu walizka mamy.OK.Aaa! Jak pocisk wystrzelony z katapulty Kuki przeleciał łukiem nad ogrodem i spadł prosto do nóg Filipa.. ciotka włożyła płaszcz i poszła do samochodu. Postawiły je na trawniku przed domem.powiedziała Tosia. W ten sposób chcieli sprawdzić. żeby nie wzbudzać podejrzeń.. Tośka przyniosła wysoką szklankę i nalała do niej mleka. . czy biały upiór znów się nie pojawił. Filip usiadł na krześle i powiedział: . . Mają mi pokazywać kandydatki na nową kucharkę. Kiedy samochód ciotki odjechał.Chodź. Wziął czerwone krzesło i poszedł spać. To krzesło może przestać działać. Włóżcie kaski! Włożyli kaski rowerowe. to dom się nie rozleci. W ogóle nic się nie zdarzyło. Kuki. 94 .Pierwsza próba! Niech ta szklanka bezpiecznie tu przyleci.

Tosia podbiegła do brata. Jeszcze chwila i rodzice stamtąd wyjdą! Ale chwila minęła. Kuki zaczął wołać: .Niech.Filip! Musimy sprawdzić.Filip! Wyłącz ten deszcz! . Filip siedział na krześle wyprostowany i bardzo skupiony. co trzeba. . Nie możemy ryzykować katastrofy. .szepnął Kuki. . Filip pomyślał chwilę i zawołał. Przez chwilę zastanawiali się. I natychmiast zaczął padać deszcz.To znaczy. Niech wejdą przez te drzwi i niech będą tacy jak dawniej.To co zrobimy? . .krzyknął Filip. Wyczarowali bilety na lot do Kopenhagi i wyruszyli na lotnisko. żeby sprawdzić. . bo potem płyną na Karaiby. oglądając krzesło. Polecimy normalnym samolotem. Tosia.Ten czar nie działa na odległość.. .szepnął Kuki.To nasza ostatnia szansa. pada deszcz. .. Obok domu ciotki lał deszcz. Nie możemy ściągnąć rodziców.Dlaczego tam nie pada? . Przebiegli może sto metrów i nagle znaleźli się w słońcu. Muszę najpierw coś sprawdzić!. Deszcz się urywał. Nie brali jedzenia.Żeby nasi rodzice bezpiecznie do nas wrócili. . . Więc teraz musi je naprawić. potem następne i nic się nie zdarzyło..Nie znamy się na helikopterach. jakby ktoś go zmazał gumką. rozumiecie? Działa tylko w zasięgu wzroku.krzyczał Kuki. Nikogo tam nie było.Zdążymy! Spakowali do plecaków tylko najważniejsze rzeczy. bo wiedzieli. Straszliwa ulewa zalała ogród ciotki.Zaraz.. Wyglądało to niesamowicie.. Uważali. . Kuki nie wytrzymał i pobiegł otworzyć drzwi.No to. Jak ekran podzielony na dwie połowy. żeby rodzice. Filip zaczął mówić uroczyście: .Może wyczerpała mu się bateria? .Musimy do nich pojechać! Musimy stanąć przed rodzicami i patrzeć im w oczy! Tylko wtedy uda się zdjąć z nich zaklęcie! Sprawdzili w Internecie.Już wiem . ale Tośka nie chciała się zgodzić. . . czy nie wyczarować helikoptera. że zostały nam dwadzieścia cztery godziny.Ono wciąż działa! Tośka wciągnęła kaptur. Filip i Kuki wpatrywali się w drzwi domu.Mamo! Jesteście tu? Tato? Nikt nie odpowiedział. Był najstarszy.Tylko gadaj dokładnie! . O cokolwiek. czy rodzice za nimi nie stoją. że zawsze mogą wyczarować pieniądze i kupić.Działa! . bo są za daleko. że to on powinien wypowiedzieć najważniejsze życzenie. że statek Queen Victo-ria przypływa w niedzielę do portu w Kopenhadze.Chcę. Tam ich nie znajdziemy. Filip wybiegł za bramę. czy ono jeszcze działa. Tosia i Kuki pobiegli za nim. zaczynamy! Rodzeństwo skupiło się wokół Filipa. 98 99 . a poza tym to on niechcący wywołał całe nieszczęście.To nie jest komóra! Ono nie ma żadnej baterii. Poproś o coś... .Nasi rodzice! 96 97 . . . a za narożnikiem świeciło słońce... .

. które fruwały wraz z ciotką w szalonym tańcu.. Mała spojrzała na niego wrogo i zawołała piskliwym głosem: . Uważajcie..Na pewno zmieniła się w małego trolla. . co mówię? Do samochodu! Wtedy rodzeństwo wybuchło śmiechem. Z przeciwka jechał czarny samochód. Dziewczynka była wciąż ubrana w czarny płaszcz i wielkie okulary i wyglądała komicznie. Zaczęła wirować jak karuzela i krzyczeć na całe gardło.szepnął Kuki. ale to już! 101 .Ciocia jest chyba za mała. Rodzeństwo szło za nią ostrożnie.Tam! Filip skręcił w wąską uliczkę.Gdzie ona się podziała? . .. . Niestety. .Nie! . Zobaczyli. Szybko! . wiatr odpychał ją.Bo ją ktoś wykończy offem. patrząc uważnie pod nogi.Zmień ją w karalucha.Słuchajcie.wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu! .Nie słyszysz.Niech ciotka będzie mniejsza od nas! Natychmiast zerwała się straszliwa wichura.spytał Kuki. Wiatr uderzył w ciotkę i odepchnął ją. jak po polu minowym. Ciotka wyskoczyła z samochodu. ale plecaki i krzesło im ciążyły. żeby jej nie podeptać. Natychmiast się odwrócili. Rodzeństwo. .Wsiadajcie do samochodu. na końcu ulicę blokowała brama zamknięta na kłódkę.Ale numer! . Podeszli do auta. Ciotki nigdzie nie było. Ciotka zauważyła ich i ruszyła z piskiem opon. że tam łatwiej się ukryją. Filip powiedział z przekornym uśmiechem: . Kuki szepnął do Filipa: . Nagle Filip zatrzymał się.Może jest taka mała jak bakteria.zawołał Filip. .. zdawało mu się. jak to możliwe.To w psa! . Dzieci pędziły najszybciej. Drzwi zatrzasnęły się i wiatr ucichł. .To zmienimy ktosia w karalucha! Biegli na przystanek autobusowy.Już wiem! .. Nagle usłyszeli wołanie: .Tam jest ciotka! 100 Rzucili się do ucieczki. .. . które zasłoniło oczy przed zawieruchą. Rodzeństwo stanęło za nim.Dokąd się wybieracie? Chcieliście uciec.krzyknęła Tosia.spytał szeptem Filip. Mercedes ciotki nadjechał i zahamował kilka metrów od dzieci. Była to twarz siedmioletniej dziewczynki! . Wiatr uniósł piach i zrywał liście. dźwigając krzesło i plecaki. Tosia ruszyła. smarkacze! 102 Ale nie był to głos ciotki. a jak ktoś będzie się czepiał. aż w końcu wirująca ciotka wpadła do samochodu.szepnął Filip. jak z okna samochodu wychyla się twarz w ciemnych okularach. . Trafili na drogę bez wyjścia! Filip błyskawicznie usiadł na krześle. tak? Ruszyła w stronę rodzeństwa. teraz powoli opuściło ręce i zaczęło się rozglądać.Pogryzie nas! Ciotka podeszła do nich i wrzasnęła: .Wsiadajcie do samochodu! Porozmawiamy sobie w domu! Wsiadajcie.zawołała groźnie siedmioletnia ciotka .Powiedziałam wam . że dzieci chcą same lecieć samolotem? . . żeby kierować samochodem. Kobieta zaczęła krzyczeć na całe gardło. .

Filip usiadł na krześle i spokojnie powiedział: . i patrzyła za odchodzącymi..Odczepcie się ode mnie! . skręcając się ze śmiechu. . która jeszcze niedawno była wysoką groźną kobietą. Mała ciotka trzymała się w pewnej odległości od nich i spoglądała wrogo.. . Obrócili się.A poza tym tam jest rozkład jazdy.Na przykład jakaś wstrętna ciotka .krzyknął Filip. Albo ktoś może cię porwać. .Jeszcze pół godziny.Dlaczego? . Tosia zatrzymała się.burknęła siedmiolatka. Tosia obróciła się i podeszła do małej ciotki. Autobus zahamował tak gwałtownie. Ciotka wyszła z samochodu. to was spiorę! Czerwony autobus linii numer siedem był zatłoczony. . Patrzyły na zmniejszoną ciotkę. .Będziesz głodna. .Poczekajcie. Nie bardzo wiedzieli. .Samolot do Kopenhagi odlatuje o dwunastej pięć. On jedzie w przeciwnym kierunku.Musimy wysiąść! . Udali.Musimy już lecieć! Pa! Pokiwał wrzeszczącej ze strachu dziewczynce. Nie bardzo wiedziała. ale musimy być na lotnisku najpóźniej o jedenastej.No to cześć. .Po co? . Ocierała łzy. . ciociu! .Sprawdziłam wszystko w Internecie. Musimy ją odczarować albo zabrać. Chwycił krzesło i poszedł w stronę przystanku autobusowego. mimo butów na wysokim obcasie. Darła się.. Ona jest za mała. . . Ale jak będę znów duża. jak się do niej zwracać.Nie musimy.Nigdzie z wami nie pójdę! 105 .Pojadę z wami. Spojrzała na swoje malutkie ręce z pomalowanymi na czerwono 104 paznokciami. .. Zdążymy. Rodzeństwo ruszyło za nim.zawołała Tosia.odezwała się ciotka.Nie to nie . .Dobrze . Rodzeństwo podbiegło do tablicy.Co ty mówisz. .. że kilku pasażerów przewróciło się 106 .Skąd ciocia to wie? . Mała ciotka podbiegła do nich.O której odlatuje samolot? . I wtedy się zaczęło.powiedziała przez zaciśnięte zęby. śmiesznie maleńka. . Spojrzała niepewnie na dziewczynkę. że odchodzą.Tosia spojrzała na kartkę. co dalej robić. jakby zobaczyła upiora. Ciotka w końcu się zaniepokoiła. .powiedział zdecydowanie Filip. na której wyświetlano trasę.Bo jestem od was starsza i mądrzejsza . ciociu.Chodź z nami. żeby ten autobus jechał prosto na lotnisko. Dziewczynka odpowiedziała ze złością: . . . smarkaczu? Dzieci nie odpowiedziały.dodał Kuki.Raczej nie zdążycie . Przecież faktycznie: nie mogą takiej maludy zostawić samej. .spytał Kuki.Bo ten autobus nie jedzie na lotnisko. -Chodźcie. . Rodzeństwo stanęło na tylnej platformie.powiedział Filip.Nie możemy jej tak zostawić. A potem w lusterko.Zwariowałaś? .Chcę.Ona ma rację! Jedziemy w złą stronę . Nagle rozległo się stukanie obcasów. I zaczęła wrzeszczeć. .

Autobus wyjechał na szeroką ulicę. i nie wyglądał na zadowolonego. 108 109 . Filip zaparł się z całych sił. wpadały do sklepów. to nikt nie wyjdzie z tego żywy! Zrozpaczona Tośka złapała za ogon piranię.Pijany! . Gad otwierał szeroko paszczę. która wpadła przez okno.Co się dzieje? Czy on zwariował? Dokąd on jedzie? Rodzeństwo spojrzało na siebie z satysfakcją.Co ten kierowca robi? . leżący na dachu autobusu. Autobus rozgniótł scenę i popędził w stronę dmuchanej bramy z napisem: „Wielka atrakcja! Wystawa krokodyli i piranii". . .Niech ten autobus się zatrzyma! Pisk hamulców. Max. Na scenie stał Max na swoich sprężynowych butach. pojechał prosto! Uderzył w barierkę. Nagle z przerażeniem zobaczył. który umykał z tacą pełną szklanek. I w tym momencie stało się coś niesamowitego.zawołała przerażona Tośka. Jechał pod prąd. . Ta zerwała się z jeszcze większym wrzaskiem. prosto w stronę hali odlotów. Max wykonał rozpaczliwy skok i znalazł się na jego dachu.107 na podłogę.Filip. Autobus siłą rozpędu wjechał jeszcze na schody prowadzące na lotnisko i wreszcie się zatrzymał. Filip natychmiast usiadł na krześle i zawołał. bo kogoś zabijemy! -krzyczała Tosia. . zrywając reklamy i ścinając znaki drogowe. Ale autobus. na której końcu był Port Lotniczy. szczerząc upiorne zębiska. tratując klomby i kosze na śmieci. Pasażerowie zaczęli wrzeszczeć. Pędził ze straszliwą prędkością.krzyczał przerażony Filip. Autobus wjechał w środek ulicznej kawiarni. Jeśli uderzą w budynek. rozbijając wystawy. jadąc dokładnie po linii prostej. Samochody jadące z naprzeciwka uciekały na chodnik lub. rozpaczliwie odrywał kąsające go ryby.Niech pani wstanie! W tym momencie autobus wjechał do oceana-rium. a jakaś gruba kobieta upadła na nie. .Odwołaj ten czar! Filip z Kukim próbowali właśnie to zrobić.Co on robi? . Gdy pojazd uderzył w scenę. Autobus stratował wiklinowe stoliki i wjechał na rynek. roztrzaskał ją i popędził prosto przez park. zamiast skręcić. W końcu skoczył szczupakiem przez bar. wpadając do pojemnika z lodami. Ulica skręcała w prawo. jak ląduje obok niego ogromny krokodyl. . histerycznie krzycząc. Obrócił się i zobaczył pędzący wprost na niego autobus. która histerycznie krzyczała i nie dawała się zepchnąć. Zdumieni pasażerowie wołali: . Pojazd skakał jak oszalały na nierównym trawniku. .Zwariował! Przy kolejnym podskoku Filip zleciał z czerwonego krzesła na podłogę. zatrzymaj go. z wyjątkiem kelnera. Tłum widzów przed sceną rozbiegł się we wszystkie strony. Autobus pędził przez rynek. A potem zawrócił z piskiem opon i ruszył w przeciwnym kierunku. Wielkie akwaria pękały jedno po drugim i setki litrów wody wylewały się wraz z krokodylami i piraniami.Filip! Zatrzymaj ten autobus! . próbując ściągnąć z magicznego krzesła wrzeszczącą kobietę. Oszalały autobus minął park i wjechał w wąską ulicę prowadzącą do rynku. ale na „ich krześle" wciąż siedziała kobieta. Na szczęście wszyscy ludzie zdołali uciec. -Jedzie prosto! Kazałeś mu jechać prosto! .krzyczała Tosia. i wrzuciła ją za koszulę kobiety siedzącej na krześle.

. Potem poderwał się i skoczył na chodnik.Ale nie powiem wam. . Kopenhaga".Rozkazałem.Gdzie ona jest? .. To dziecko ma czterdzieści lat!? . . co ja zrobiłem. . Natychmiast wszystkie szkody się naprawiły.Przez chwilę w autobusie nikt z pasażerów się nie odzywał. Wszędzie stały długie kolejki. Tośka chwyciła krzesło. Kobieta spojrzała na nich zdziwiona. . nad którą świecił się napis: „Lot 007. że czyni rozpaczliwe próby.Z naszą ciocią.Zwiewamy stąd. ciociu.spytała Tośka.spytał niepewnie Kuki. .To ma być jakiś żart? . co się stało. Wyskoczyli z autobusu i pobiegli na lotnisko. . Urzędniczka za ladą zawołała: . Urzędniczka zajrzała do dokumentu.Co takiego.. Brzmiało to mniej więcej tak: .Dokąd mamy iść? . . Filip szybko usiadł na krześle i zawołał: . Wskazała ladę.Tutaj. W końcu zamilkła i tylko patrzyła na Filipa z wściekłością. Zaczynały się właśnie wakacje i setki pasażerów z walizami i rozkrzyczanymi dziećmi kłębiły się w hali odlotów. ciociu. kiedy poleciała ze szkolną orkiestrą do Pragi. Z kim lecicie? .powiedziała Tosia. Boże. To jest tam. Zanim doszli do lady. Szedł.Co ty robisz!? . ale nie potrafiła tego zrobić. żeby mówić w swoim języku.Następna osoba! Podeszli do lady. . Na końcu krokodyl otworzył paszczę i puścił but Maksa.Ja wiem . .Nie rozumiem.Dzień dobry.Najpierw musimy iść do odprawy.Dzień dobry.Sami sobie poradzimy . ale na razie muszę cię pozbawić głosu. . Ciotka spojrzała na niego z wściekłością i wyrzuciła z siebie potok dziwnych słów. Nagle z kabiny wyszedł blady jak trup kierowca. . Żeby komuś nie wygadała. Urzędniczka zerknęła na małą dziewczynkę w ciemnych okularach. Filip powiedział: 112 113 .Niech naprawi się wszystko. .Co ja zrobiłem?.Mami taka! Manary! Miota! Mikasika! Very aho mikasika! Kalifaty fanalana amin! Widać było. Odbił się na swoich sprężynowych butach i pognał za nimi. Pokaż paszport. Kuki i mała ciotka. Pobiegli we wskazane miejsce. Spośród rodzeństwa tylko ona podróżowała wcześniej samolotem. . żeby ciotka mówiła tylko w języku madagaskarskim. Mężczyzna patrzył jak zahipnotyzowany na dzieci i czerwone krzesło.Nie.Przykro mi.. Filip. który wciąż siedział na dachu pojazdu. Zostali tylko Tosia. A potem wszyscy jednocześnie rzucili się z krzykiem do drzwi. Otworzyli je siłą i uciekli. Filip i Kuki rozglądali się trochę zagubieni. smarkaczu? W odpowiedzi Filip usiadł na krześle i coś wyszeptał.mruknęła ciotka. Tutaj kolejka nie była na szczęście zbyt długa. chwiejąc się i szepcząc: . co zniszczyliśmy. Na szczęście budynek lotniska stał na wzgórzu i całe miasto było w zasięgu wzroku. . Gdzieś daleko zaczęły wyć syreny policyjnych samochodów. Na lotnisku kotłował się wielki tłum podróżnych. Nie zauważyli Maksa.

i trochę przesadziła.Proszę pokazać bilety.zdziwiła się urzędniczka. Wokół nich był labirynt pędzących w różnych kierunkach taśmociągów. to go nie odzyskają. To krzesło też. 114 115 Urzędniczka nakleiła je na plecaki i na krzesło.odpowiedział szybko Filip. Znalazły się w niezwykłym świecie.Ależ ono jest za duże do kabiny. Byli na to przygotowani.Nie mogę cofnąć taśmociągu. Przeskakiwali przez pędzące taśmociągi. Popędzili w stronę drzwi. .Ochrona! Dwaj pracownicy ochrony lotniska popędzili do niej. Rodzeństwo bez namysłu wskoczyło do rury i zjechało za krzesłem. a potem mała ciotka. No.zawołała ciotka. Walizki spadały na nie z wylotów wielu rur i były kierowane w różne strony. postaw je! Filip niepewnie postawił czerwone krzesło na wadze. . Urzędniczka zerwała się z krzykiem. Poleci nie wiadomo gdzie. Biegnący za nimi ochroniarze byli zbyt wielcy. Kuki zatrzymał się i krzyknął najgłośniej. . gdy Filip miał je złapać.Muszę je zważyć. Oszołomiona urzędniczka oddała jej paszport. Postawcie bagaż na wagę.. . Ciotka zawahała się. Potykali się.Niech pani odda nasze krzesło! . które wlokły ich w przeciwnym kierunku. zrzucając walizy i przewracając się na pasy transmisyjne. żeby młodziej wyglądać. Podali nowiutkie bilety. która bała się. jak potrafił: .. 116 Filip i Kuki biegli po pędzącym taśmociągu.spytał nieufnie Filip. gdzie jest ich krzesło. Ciotka popędziła za nimi. .Tam.krzyknął Kuki.Tak. Odchyliło je. żeby na koniec dotrzeć do właściwego samolotu. wpadło do czarnej rury i pojechało w dół. ..Nie zgadzamy się! Niech pani je odda! . Z drukarki wysunęły się białe karteczki.Dobrze. .Jak to co? . proszę pani . ale potem i ona skoczyła. . Dzieci nie widziały. W końcu Filip je zobaczył. Hala była ogromna i ciemna. Krzesło dojechało do otworu przesłoniętego pasami plastiku. Krzesło było już kilka metrów od samolotu. Zaczął piszczeć alarm. Rodzeństwo rzuciło się w pogoń. Będzie lecieć w luku bagażowym. gdzie bagaże wpadały i znikały. Za braćmi pędziły Tosia i ciotka. Za nimi skoczyła Tośka. . Wszystko odbywało się automatycznie. 117 Czerwony przedmiot zmierzał już w stronę luku bagażowego w samolocie.Co pani robi!? .Very aho mikasika! .Po co? . przeskakując walizy i torby. Czerwone krzesło zmierzało w stronę czarnej dziury.Wróć do nas! Wracaj! . .Nasza ciocia zrobiła sobie operację plastyczną. potykając się na wysokich obcasach i wykrzykując dziwnie brzmiące słowa. Pas transmisyjny z bagażami przesuwał się błyskawicznie. Dzieci pojechały wraz z walizami krętą zjeżdżalnią i spadły na jeden z pasów transmisyjnych. że jeśli krzesło zginie. akurat w chwili. pas transmisyjny ruszył i krzesło odjechało razem z bagażami. Bagaże sunęły i krążyły w niesamowitym tańcu. Ej! Co wy robicie!? Filip i Kuki wskoczyli na pas transmisyjny. Nacisnęła guzik. przewracali i znów podnosili. Jeśli do niego wjedzie. . żeby wcisnąć się do otworu. to do końca życia zostanie siedmiolatką mówiącą w języku mada-gaskarskim. .

Raczej nie. . który właśnie wyszedł z .Niech pan zaśnie. . . Miał też psa.Panguh! .Pociąg! .Ostatni raz pytam . wydzierając im czerwone krzesło z rąk.Mami taka! Mitandrina! Komendant obrócił się. ale było za późno. . Tośka i Kuki pobiegli za nim. Filip ostrożnie wstał i zaczął się skradać w stronę krzesła. . Ziewnął i jego głowa powoli osunęła się na biurko. . .powiedziała Tosia.Nic tu nie ma.Chyba muszę wezwać psychologa.Mam w telefonie rozkład jazdy! Zerwali się i popędzili w stronę dworca kolejowego. Naprzeciwko dzieci siedział komendant w czarnym mundurze.Czemu to zrobiliście? I gdzie są wasi rodzice? Rodzeństwo milczało. ale zaraz opadł z powrotem na fotel.Jak długo jedzie pociąg do Kopenhagi? . otoczyli je. Dalej jakiś technik badał krzesło za pomocą urządzenia wydającego ciche piski. Kuki i mała ciotka siedzieli z ponurymi minami na posterunku ochrony lotniska. Zanim rodzeństwo zdążyło cokolwiek zrobić. .spytała Tosia. Wsadzą nas do więzienia.krzyknęła ciotka. . Mała ciotka zawahała się.O co jej chodzi? . Ukryli się między samochodami na podziemnym parkingu pod lotniskiem i zrobili naradę. .To będzie porwanie. to bez przerwy gdzieś biegną. który obwąchiwał uważnie magiczny przedmiot. . lądując po chwili obok Kukiego.westchnął komendant.Niech ciocia tak nie krzyczy. Zaczął chrapać. Przestępstwo. Za to mała ciotka wyrzuciła z siebie potok słów w języku madagaskarskim. a potem też zamilkła. W tym momencie otworzyły się drzwi hali i wbiegł oddział ochroniarzy. Na pięć minut! Komendant zerwał się. .Samolotem raczej nie polecimy .No to co zrobimy? . który na szczęście był po drugiej stronie ulicy. Odwrócił się i podniósł słuchawkę telefonu. .Wtedy czerwone krzesło poderwało się jak wierny pies.komendant spojrzał groźnie na dzieci.Panguh Uh! Po chwili wahania Filip zdjął z niej zaklęcie i ciotka znów mogła mówić w zrozumiałym dla nich języku. Kuki pomyślał. . Mała ciotka krzyknęła: .Dziwne dzieci .Możecie jechać pociągiem! Rozumiecie mnie czy nie!? Kuki zasłonił uszy. .wymyślił Filip.Możemy zaczarować kierowcę taksówki i kazać mu jechać do Kopenhagi . Filip siedział już na krześle i zawołał: 119 .Zwiewamy! Filip chwycił krzesło i popędził do drzwi. ale w końcu także wybiegła. 118 Tosia. Odjeżdża za dziesięć minut. . . Technik postawił krzesło obok komendanta i wyszedł razem z psem. Żadne z nich nie zauważyło człowieka w butach na sprężynach. że od czasu kiedy zaczęli tę wyprawę.Rano będziemy na miejscu. Przecież już rozumiemy. zawirowało i poleciało z wielką prędkością. Filip. To jest zwykły mebel. Uniosło się ponad taśmociąg. .wrzasnęła.Skąd ciocia to wie? .

to nigdy cioci nie odczarujemy.spytała. która patrzyła na niego wrogo. ale nie powiedziała dziękuję. Ruszyła w ich stronę. .My możemy wszystko zrobić. wyskakujące po naciśnięciu guzika. Była głodna i chciało jej się pić. więc zagwizdała i wskoczyła do ostatniego wagonu. tuż obok drzwi. ciotuniu. ale zawiadowca zaczął gwałtownie machać ręką. wdrapały się do wagonu. kiedy na peronie pojawił się dziwny mężczyzna w podartym płaszczu i butach na sprężynach. z kim jadą.Co jak robimy? . Tymczasem w następnym wagonie Filip postawił na fotelu kosz pełen pomarańczy. Kuki z zachwytem oglądał dziwne urządzenia: lampki ukryte w oparciach foteli i małe półeczki na na122 poje. nie wolno ci dotykać krzesła. Krzesło. Ciotka sapnęła ze złości i założyła ciemne okulary.Jeżeli nie będziesz nas słuchać.Nie. Na widok biegnących krzyknął z radości i popędził za nimi. . Drzwi z sykiem się zamknęły i pociąg ruszył. że odleciały 120 121 jakimś samolotem. . . kanapek i butelek. . 124 . On także wsiadł do pociągu.Po pierwsze. mówimy. Założyłem simlocka.powiedział Filip stanowczym głosem. Na pierwszym peronie stał srebrzysty pociąg EuroCity do Kopenhagi. . To dla ciebie. Po prostu siadamy na krześle. czy rodzeństwo nie zamieniło się w kogoś innego. Konduktorka spojrzała na zegar i sięgnęła po gwizdek. bo nie był pewny. . . Tośka zerknęła na nią.Po co jej to zdradziłeś?! . pokazując na zegar. .Spokojnie. Jeśli mamy żyć w zgodzie. musisz nas słuchać .parkingu. Zaglądał do każdego przedziału. Kuki spojrzał na nią dumnie i powiedział: .Ciociu. .Jak wy to robicie? . pewny.Niech pani zaczeka.dodał Kuki.zawołała Tośka.zawołała ze złością ciotka. Mała ciocia patrzyła na nich zazdrośnie.Masz.spytał zdziwiony Kuki. Tylko dla nas! 123 Rodzeństwo rzuciło się do otwierania torebek i napojów. te czary. -Teraz będziemy musieli stale jej pilnować! Ciotka spojrzała tryumfalnie. słodyczy.Wyczarowałem prowiant i kilka gier. . Wzięła pomarańczę i sok jabłkowy i podała je ciotce.I tak mnie nie upilnujecie! Ale Filip roześmiał się i powiedział: . Uważnie lustrował wzrokiem pasażerów. Zajęli cały przedział pierwszej klasy. żeby spytać.Ale jak? Musicie wypowiedzieć jakieś specjalne słowa? . które nie mieściło się na półce. Siedmiolatka przyjęła podarunek. co chcemy. Filip usiadł naprzeciwko małej ciotki. . które wbiegły na peron i wzajemnie sobie pomagając. .No. Jeszcze my! Kobieta spojrzała zdziwiona na czwórkę dzieci z czerwonym krzesłem. Max bezskutecznie szukał dzieci na całym lotnisku i już chciał zrezygnować.Po drugie. Korytarzem ostatniego wagonu szedł Max. i wszystko dostajemy. to musisz przestrzegać regulaminu . .Co założyłeś? . postawili na korytarzu.Nigdy nie będę was słuchać! . Konduktorka chciała pobiec za nim.

. Filip pochylił się i szepnął: . Tylko my możemy to zrobić. pomylił się.Kuki.Ciociu.powiedział Max.Przyjrzała się uważnie dzieciom.To są porywacze i oszuści! Ratuj mnie! Tośa chwyciła ciotkę i pociągnęła ją na siedzenie. Ale oczywiście nie miał zamiaru się przyznać. . Był już kilka kroków od niego.powiedział Filip. Ja jej nie lubię i wy jej nie lubicie. .Słuchaj. A ty nie kłóć się ze mną. .Kupuję hotel za dwieście . .Blokadę. Rodzeństwo nieświadome zagrożenia grało w monopol.Trzeba było kupić elektrownię. proszę pani. że nikt jej tu nie lubi.Jedziemy do nich. Rozkazałem.Nie ma siedmiu. bo zamienimy cię w pająka. ciociu! My z tobą nie gramy. Obrócił się do dziewczynki i powiedział lekceważąco: . . Obrócił się gwałtownie.Nie mam portfela.Dzień dobry. Faktycznie. . Ostrożnie wyjrzał. Przyglądali mu się podejrzliwie.Oni kłamią. W ogóle jest trochę dziwna i nerwowa.zaperzyła się siedmiolatka.zawołała ciotka. ale w tym momencie zerwała się ciotka.Jestem dyrektorką banku od dwudziestu lat i wiem. . co się opłaca. ciociu. . To znaczy. siedź cicho. .Tak ..Znam się! .Wy się nią opiekujecie? 127 .Źle zrobiłeś . nie mów tak! Ona ma siedem lat. bo jumpery utrudniały mu chodzenie w wąskim przejściu. wołając: . Siedmioletnia ciotka nie brała 125 udziału w grze. Zobaczył czerwone krzesło stojące na drugim końcu korytarza! Zaczął się skradać. . Ciotka zrobiła wściekłą minę i rzuciła w niego skórką pomarańczy. bo nikt cię tu nie lubi! Tośka pociągnęła go za rękę. Zasłoniła jej usta. Konduktorka miała już dosyć tego przedstawienia.Konduktorka spojrzała zdziwiona na dziewczynkę.Nie mam biletu . .Co takiego? . Max przecisnął się z trudem. Ma czterdzieści. Konduktorka chciała coś powiedzieć. smarkaczu! Kuki też się rozłościł. kiedy usłyszał: .Ona zmyśla. Konduktorka patrzyła niepewnie na wyrywającą się dziewczynkę. ale obserwowała ją z zaciekawieniem. . Max spojrzał na krzesło i wściekły ruszył za konduktorem. . Z sykiem otworzyły się drzwi w przejściu między wagonami.powiedział Kuki.W takim razie proszę ze mną. . . kładąc na planszy garść plastikowych monet. Oni mnie porwali! Niech mnie pani ratuje.Jedziecie sami? . .Proszę pokazać bilet.To ja się nimi opiekuję . 126 W tej chwili otworzyły się drzwi i zajrzała konduktorka. To dziecko ma bujną wyobraźnię. Podbiegła do kobiety i chwyciła ją za rękę.Nie zdążyłem kupić. . Może go pan kupić teraz. . Stało za nim dwoje konduktorów. wyrywając się Tośce. żeby ona sama nie mogła się odczarować.A gdzie są wasi rodzice? . . .Rozumiem. . Kuki zerknął na planszę.Nie znasz się.krzyczała ciotka.

Filip padł wyczerpany na siedzenie. Czapki spadły konduktorom z głów. . żebyś powiedział mi prawdę. Tym razem był to malutki labrador. Chcę sto psów.Uciekliście z domu.. bo drugi kłopot wyszedł z kieszeni jej munduru.Ma dzieciak fantazję! Konduktorka rozsiadła się wygodniej na krześle. . .Czuję.szepnął Kuki. . Koniec prawdy.Niech pani tego nie mówi!!! Konduktorka spojrzała zdziwiona: .Uwaga! Mówię całą prawdę.Co tu się dzieje? Konduktorka wzruszyła ramionami. To krzyczeli pasażerowie. jakby był jadowitą kobrą. a potem wybuchli śmiechem. Tylko muszę usiąść na tym krześle. odwołaj to. kiedy z walizek i toreb z laptopami zaczęły wychodzić psy. . husky i wesołe kundelki pojawiały się nie wiadomo skąd. Był małym szczeniakiem rasy bokser. Natychmiast za wszystkich stron pociągu odpowiedziało mu głośne szczekanie.Pokażcie mi bilety. To krzesło może wyczarować wszystko. ale kobieta patrzyła na niego przerażona. ku przerażeniu dzieci. . Ma pani swoje sto psów .. Nie zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć.Chcę tam usiąść. Kłębiła się tu masa psiaków dużych i małych. jakby nagle ktoś otworzył wszystkie okna.A ja chcę. Konduktorka zastawiła mu drogę i. 130 W tej chwili w wagonie zaczęła się panika. Konduktorzy w panice wybiegli na korytarz. że będą kłopoty . jak w wojsku. Nie mamy biletów. buldogi. 128 . . Ma chyba czterdzieści lat. sama usiadła na czerwonym krześle. Konduktorzy patrzyli na niego w osłupieniu. chłopcze. Wreszcie Tosia oprzytomniała.odpowiedział spokojnie Filip. Pierwszy kłopot wysunął głowę z torby konduktorki.".krzyknęła Tosia. Wskakiwały na kolana i głowy ludzi. Konduktorka zerwała się. I kłopoty nadeszły bardzo szybko. merdając ogonami i liżąc ich po nosach. Filip wstał. On cię zmieni w tarantulę! Do przedziału zajrzał drugi konduktor. . ..Zaraz pokażę bilety. jednocześnie Filip poderwał się i stanął na baczność.Filip.Dzieciaki jadą bez biletów. Ale było za późno. Dalmatyń-czyki.Dlaczego? W tej chwili rozległo się ciche piszczenie. Dzieci patrzyły na to zafascynowane. To jest nasza ciotka. że sytuacja robi się niebezpieczna. Ruszył w stronę krzesła. Wszystkie szczekały. co? Dzieci milczały. . A wiecie czemu? Bo ojciec nie chciał mi kupić psa.Pani. Konduktorka zagradzała mu drogę do krzesła. jamniki. Wyglądał bardzo miło. Czar już działał i Filip zaczął mówić głosem robota: . Przez korytarz przeleciała wichura. Filip widział.Ja też kiedyś zwiałam z domu. nawet bombę atomową.Filip. . nic nie mów! .Czyje są te psy? . drapały i bawiły się w najlepsze. Ciotka wrzasnęła: . o co tu chodzi. Schowałam 129 się na strychu i krzyczałam: „Ja chcę psa. Kuki krzyknął przerażony: . skakały. Zmniejszyliśmy ją. .Nie pozwól mu siadać na krześle. który zaszczekał piskliwym głosikiem.

który opadał stromo w kierunku lasu. Tosia obróciła się do rodzeństwa i spytała niepewnie: .Ja już nie mogę. zatrzaskując drzwi. sadząc wielkie kroki w swoich sprężynowych butach. Uparła się. Ziemia podziurawiona była norami. a cienie drzew coraz dłuższe. Filip usiadł na krześle i krzyknął: . wstrętna donosicielko! Wreszcie ciotka skoczyła. na piasku. Krzesło popędziło za nimi. Dotarli do piaszczystego stoku. Tylko mała ciotka nie mogła się zdecydować.Poczekajcie na mnie! -1 zaczęła niezgrabnie złazić stromym zboczem. jakby było ich przewodnikiem. Chętnie by też pobiegła. Spod nóg uciekały im maleńkie jaszczurki. Na końcu kuśtykała mała ciotka. . Max biegł przez pustkowie.Nikt cioci nie pyta o zdanie! . więc co jakiś czas obcasy wpadały do mysich nor i ciotka wywracała się. . Filip. Skakali ogromnymi susami. porośnięte suchą trawą i żółtymi kwiatami. a mężczyzna wyskoczył z pędzącego pociągu. Pociąg ruszył i wkrótce znikł za zakrętem. najbardziej zmęczona z nich wszystkich. Panika narastała. . że nie zdejmie butów na wysokich obcasach. Dzieci szły teraz przez zielone łąki. krzyknęła: . Pociąg zaczął się rozpędzać. Nigdy nie dojdziemy do żadnej miejscowości! To jest jakiś koniec świata! Mała ciotka. ale miała niewygodne buty. robiąc jakieś niesamowite salta i skoki. Były coraz bardziej zmęczone. na których rosły potężne topole. Dalej był las.Wynoś się.Jak my się stąd wydostaniemy? Tymczasem Max. Śmiali się przy tym i krzyczeli. Wreszcie Kuki zatrzymał się i usiadł na kamieniu. Więc zawołała tylko: . w których mieszkały pewnie polne myszy albo króliki.Może naprawdę wyczarujemy jakąś terenówkę? . podrywając się i biegnąc dalej. Mała ciotka spoglądała ze złością na rozbawione rodzeństwo. Pies rzucił się na nie. lądując na piasku. Kuki złapał ją za rękę. staczając się z nasypu.Filip pochylił się do Tośki i spytał szeptem: . no i czuła się zbyt dorosła. Dzieci zostały same. Przed nimi rozpościerało się wielkie pustkowie.krzyknęła Tośka. Doberman wyszczerzył kły i zaczął się do niego zbliżać. Nie było widać żadnego domu ani drogi. zobaczył ślady stóp.Niech ten pociąg się zatrzyma! Zapiszczały hamulce i pociąg stanął w pustym polu. Dzieci szły przez wzgórza porośnięte srebrzystą trawą. Tosia i Kuki skoczyli za nim. Było bardzo gorąco.Jednak czaru nie dało się już odwołać. Nigdzie nie widział dzieci. Wtedy Max kopnął z całych sił 132 133 w okno.Dalej! Skacz. Wędrowali już przez godzinę i byli zmęczeni. Daleko. Szyba rozbiła się z trzaskiem. ale nadbiegł wielki doberman i zaczął groźnie warczeć. głośno szczekając i chwytając zębami klamkę. słysząc hamowanie pociągu. Ruszył w tę stronę. ratując od upadku. wynocha! . Nagle zatrzymał się. rzucił się do okna. Krzesło szło przed dziećmi. Sto psów rozbiegło się po całym pociągu i były poza zasięgiem wzroku. Kuki i Tośka zaczęli biec. Zobaczył dzieci i krzesło na nasypie i chciał za nimi wyskoczyć. Pasażerowie miotali się po korytarzach lub zamykali w przedziałach. 134 135 . Miała buty na wysokim obcasie i dosyć krótkie nogi. Było już późne popołudnie i słońce stawało się coraz bardziej czerwone. Filip natychmiast otworzył drzwi i wyskoczył na nasyp. Jeszcze z daleka było słychać szczekanie psów.wrzasnął Max. Mężczyzna uciekł do toalety.Czemu wy jesteście tacy głupi? Wyczarujcie samochód i będziemy sobie wygodnie jechać.Zwiewamy stąd! . .

.Dwieście koni! I turbo! . . Może być superjeep.Może ono wyczarowało dinozaura! . Zatrzymał się tuż obok dzieci.. . . . . Był to traktor.Ciocia będzie umiała tym kierować? .I srebrna rura wydechowa. . -powiedział Filip. jakieś gałki i drążki. . Bolidy nie jeżdżą po piachu..Żeby była klima. . Kuki i Filip usiedli na krześle razem..zawołał Kuki. .Albo bolid Formuły Jeden .Nie umiemy kierować. a huk był tak głośny.Ale ciocia ma za krótkie nóżki . że aż bolały uszy.krzyknął Kuki.szepnął przerażony Kuki. .zawołała ciotka. hucząc ogromnym silnikiem. . Zaczął Filip. . Obróciła się do małej ciotki. Do kabiny prowadziły cztery stopnie. Nie był to bolid ani pojazd z Gwiezdnych wojen. .. .. .. Jechał sam.I żeby miał muzyczny supersprzęcior.uspokoiła ich Tosia. I wtedy zza drzew wyłonił się ich pojazd.Chcemy dostać pojazd terenowy. . . -1 GPS! A potem bracia powiedzieli jednocześnie. Zanosiło się na kłótnię.. świecąc potężnymi reflektorami. bo nie mogli ustalić. Schowali się w rowie.I za mały rozumek! . które niepewnie do niego podeszły.. Taki jak w Gwiezdnych wojnach*. żeby był duży i miał mocny silnik.. .zawołała Tośka.zaprotestowała ciotka.odpowiedział Kuki.Jeszcze lakier metalik. Ale jaki! Chyba największy traktor na świecie. Ogromny jak dom. . . Koła miał wyższe od dorosłego człowieka. Siedmioletnia ciocia schowała się za Tosię..Chcemy. .Albo czołg. . . Wreszcie usłyszeli dziwny dźwięk.Co to może być? .Jesteś głupi. wystawiając tylko głowy.Na pewno dostaniemy superterenowe porsche.szepnął Kuki.Pojazd kosmiczny.. wyglądające zupełnie inaczej niż w zwykłym samochodzie.dodał Filip. .zaperzyła się siedmiolatka..Dinozaur też jest terenowy i ma napęd na cztery łapy. Zbliżał się jak wielki smok.Naprawdę umiałabyś prowadzić samochód? . 136 137 . Filip wspiął się na nie i z trudem otworzył drzwi.Trzysta! I napęd na cztery koła.Opanujcie się! .Poczekajcie.. smarkaczu! . Coś wielkiego. kto ma wyczarować superauto.Ja umiem . 138 We wnętrzu były dziesiątki urządzeń. bez kierowcy..Daj nam taki pojazd! Filip szepnął do Kukiego: . i.To nie jest diler samochodowy. .Mogłabym być twoją matką. Narastający groźny huk. Były maleńkie wobec jego ogromu.Mam prawo jazdy od dwudziestu lat lat! . Ziemia drżała. Ziemia drżała coraz mocniej. .. Zza lasu coś się zbliżało.Magiczne jeżdżą.Przestań się do mnie tak odzywać. Przez chwilę nic się nie działo. .Nie umiem prowadzić czołgu! . Bracia zerwali się z krzesła.Pewnie.

To mnie powiększcie. bo walniesz w kamień! Uważaj. więc musieli jej mówić. . Błotna maź okleiła szyby. Nagle spadła mu do rąk lina zakończona hakiem. Wielki traktor sunął przez bezdroża równie łatwo jak samochód po autostradzie. Filip już tego nie czuł. Nic nie widziała. tylko błoto. Natychmiast wlało się do wnętrza cuchnące błoto. .Możemy się tu utopić. Spojrzał w górę.W lewo! Skręć. Jechali jak pijani. i wreszcie odetchnął. Ciężki pojazd zaczął się zapadać w bagno. .powiedział Kuki. .Uratuj nas. Z braku powietrza zaczynał tracić przytomność. ciociu! .Jak? Przecież to nie jest woda. Koła. a traktor szarpał się. Tonął jednak coraz bardziej.krzyczało rodzeństwo. Silnik wył i wielki traktor wciąż posuwał się do przodu.. Dawaj turbo! Przyspieszyli.To jest bagno . który powodował. . który wydobył traktor z bagna i ciągnął go .trzeba zawrócić! Ale było już za późno. Chłopak wypluł błoto. . Podskakiwało na każdym wyboju. szybko! . Obrzydliwy muł okleił go całego. pomyślał rozpaczliwie. że ma tylko tyle czasu. ..Utoniemy! . Gazuj! Traktor zawarczał silnikiem i zaczął grzęznąć w błocie. . a potem okna zaczęły znikać w zielonej mazi.Chyba tak. .Zasłońcie usta i zamknijcie oczy! Jednym szarpnięciem otworzył okno w dachu.Ona ma rację . cuchnęło zgnilizną i zdechłymi rybami.. Wjechali z prędkością rajdowego auta na łąkę. . Było niemal zupełnie ciemno. . licząc.. Lepiej zawróćmy. że będą kłopoty .Mogłaś urosnąć! . Resztkami sił zaczepił ją o rurę bagażnika. 139 .powiedziała ciotka. Na końcu liny był wielki czerwony balon.Jedź.Jak mam uważać. że dzięki prędkości przejadą przez trzęsawisko. Traktor zataczał się i robił koła. kiedy nic nie widzę!? . Filip zacisnął powieki. wyciągnij nas stąd.Musimy wybić szybę i wypłynąć . gdzie skakały setki żab i błyszczały kałuże zielonej wody. Nie zatrzymuj się. Lina się naprężyła.krzyknął. Wreszcie cały pojazd został wessany w błotną czeluść. podciągnął się na rękach i wyskoczył na dach. Tośka podniosła szyby.Czuję. w którym roiło się od czarnych pijawek. „Jeśli za chwilę nie odetchnę. że pojazd gwałtownie przyspieszał.zawołała Tosia .krzyczała przerażona ciotka.lina wyciągnęła traktor na powierzchnię. Wytrzymywał w wodzie minutę bez oddychania. ale jednocześnie zanurzał się coraz bardziej w bagiennej toni. więc wiedział. Silnik jęczał. bo ciotka była za niska i ledwo wystawała znad kierownicy. .zawołał Kuki. . Traktor opadał coraz głębiej. Przez otwory wentylacyjne zaczęła sączyć się woda i wpływały jakieś czarne stworzenia podobne do małych węży. Kiedy to mówił. . dokąd ma jechać. Filip odkrył przycisk turbo.Jeszcze czego! Krzesło przywiązali na dachu. . Wewnątrz kabiny dzieci przytuliły się do siebie. Wciągnie nas.krzyczał Filip.Zamknijcie okna.szepnął Kuki. próbując wydobyć się z bagna. Ale w tej samej chwili pojaśniało . . błoto wpłynęło mu do ust i zaczął się dusić. ale na szczęście było mocno przyczepione. szarpnęło traktorem i pojazd zaczął unosić się w górę.Nie panikuj! Przejedziemy z rozpędu.. Kopnięciem zatrzasnął klapę i po omacku zaczął szukać krzesła. Filip zerwał się. Wymacał siedzenie krzesła i usiadł. 140 141 to zginę!".

Traktor zaczął się wspinać. rozglądając się na wszystkie strony.Ała! . .Wyczaruję stację benzynową. że te cwane dzieciaki wyczarowały jakiś pojazd. Odczepcie to! Tosia spojrzała na stopę ciotki. Ciotka szarpała się i wierzgała nogą.teraz w stronę suchego brzegu.powiedział Filip. . Na gałęzi wisiało czerwone krzesło.Walnęliśmy w gałąź. .wołała Tosia.. Nagle silnik zakrztusił się. Krzesła nie było! .Byłeś niesamowity! 142 W tej chwili ciotka zaczęła wrzeszczeć. Zwieją mi. Max biegł leśną drogą po śladach traktora.wołał zdyszany Filip.Co to było? .Skończyło się paliwo.Trzymajcie ją! Wreszcie Tosia oderwała oślizgłego wampira i wyrzuciła go za okno.Chyba tak.Ciociu! Co jest? Trzymaj kierownicę! . pomyślał z rozpaczą. żeby sprawdzić.Trzeba to sprawdzić. . Tosia próbowała ją uspokoić.. silnik ryknął i powoli wyjechał na suchą drogę. Tosia lubiła zwierzęta. Rozległ się jakiś trzask.Musiało zahaczyć o gałęzie . . .Udało się! Tośka i Kuki otworzyli okno w dachu i Filip wskoczył do środka. Miotało się i szarpało. ale ta napęczniała krwią maszkara wyglądała ohydnie. rozpaczliwie machając nogą. . Traktor zaczął kręcić się w kółko. to nie będę widział śladów.Musi leżeć gdzieś blisko. jakby naprawdę była siedmioletnią dziewczynką. . Domyślił się. zakaszlał kilka razy i pojazd się zatrzymał. . . Ciocia płakała. . Spojrzał w niebo.spytała ciotka.Znajdziemy je! . Zajrzał na dach i krzyknął z przerażenia. Sprężynowe buty pozwalały mu biec naprawdę szybko.Zdejmijcie to ze mnie. jak wysoko jest słońce. .. wielka pijawka. Filip złapał kierownicę i starał się prowadzić traktor w miarę prosto.krzyknął Kuki. przyssana do pięty. Wielki traktor z trudem mieścił się pomiędzy drzewami. Zatrzymaj się. ale nie umiało samo się odczepić. Na złość ciotce nacisnął turbo i pojazd popędził przez las. . „Jak zapadnie zmrok. Puściła kierownicę i skakała po kabinie. Wjechali na wąską leśną drogę. Było w pułapce.Ale wy nigdy nie słuchacie! Przez was przez całe życie będę smarkulą! 144 145 . I wtedy zobaczył między konarami drzewa coś czerwonego. Wreszcie koła złapały przyczepność.krzyczała ciotka.". Podbiegł bliżej. Wtedy lina sama się odczepiła i balon odfrunął. . żeby sprawdzić! .Nie ma go! Zgubiliśmy krzesło! Pędzili przez las. ale nie chroniły przed zmęczeniem.Nie ma sprawy ..Żyjesz?. Po jakiejś godzinie jazdy wyrosło przed nimi wysokie wzgórze. Czerwonego krzesła nigdzie nie było widać. . Max uśmiechnął się szeroko. Oddychał ciężko. Otworzył drzwi. . . .Co się znów stało? Mała ciotka spojrzała na wskaźniki. Była tam. W końcu Tośka złapała śliskie stworzenie i zaczęła ciągnąć. .Przestań nam rozkazywać .Mówiłam wam.

Jedna prowadziła na południe.. Ale gigant! 146 147 Popędził w stronę drogocennego kamienia.Tędy jechaliśmy . moje malutkie. . Największy i najdroższy diament na ziemi. Ma być wielki i bez skazy. Kuki. Naprężyło swoją smycz. Huczał jak lawina śniegu spadająca z gór.. wprost w oślepiające zachodzące słońce. Podszedł ostrożnie bliżej.Wyprostował się. jakby był małym dzieckiem. .Nieprawda! Tamtędy! . gdzie było uwiązane krzesło. Max odskoczył w bok. Tośka. ale nie ruszyła za nim.. Max podszedł ostrożnie. Ogromny. Szedł na sprężynowych butach przez grząską łąkę jak upiorny bo148 cian. Diament dotarł do bagnistej łąki. Pas przerwał się. co zechcę! .Niech ciocia przestanie się wreszcie wymądrzać! Mamy tego dosyć. Natychmiast zaczepił klamrę o niską gałąź. Diament toczył się dalej. rzucając oślepiające błyski. Poczuł dziwny dreszcz. kamień toczył się coraz szybciej w jego stronę. a druga na zachód. Poderwało się zaraz.. a uwolnione krzesło natychmiast uniosło się w górę i odfrunęło. cudowny diament zaczął toczyć się w jego stronę. jak wisielec. . Max zerwał się. gdzie chcesz. Obróciła się i poszła drogą na zachód. Rozglądali się niepewnie.szepnął . jakąś niezwykłą siłę. jaka płynęła z tego przedmiotu.Rany. Olbrzymi diament minął go i potoczył się w dół. Diament był wielki jak ciężarówka i cudownie okrągły. Mocno złapał oparcie i szybko usiadł na czerwonym krześle.Teraz mogę zrobić wszystko . Powoli zanurzył się w bagnie. To wszystko twoja wina! Idź.Nie potrafisz się urwać.wszystko... Zatrzymał się.A czego ja chcę?. Krzesło zakołysało się rozpaczliwie. przeleciał kilka metrów i wpadł do mokradła. Nie było widać śladów traktora.powiedziała Tosia. aż wreszcie całkiem zatonął. Złapał oparcie wiszącego krzesła i zawiązał na nim supeł. Krzesło było teraz uwięzione jak pies na łańcuchu. Filip i mała ciotka pędzili leśną drogą. Dobiegli do rozwidlenia dróg. szukając wszędzie krzesła. pokazując drogę na zachód. Już wiem! . Max pędził za nim.Stój! Stój!!! Kamień nabrał wielkiej prędkości. ale wkrótce zaczął się zapadać. i odczep się od nas! Chodźcie! 149 Poszli drogą na południe.. Coś wielkiego. Tym razem mi nie uciekniesz! Wyciągnął z płaszcza skórzany pas. .krzyknęła ciotka. Większy niż wszystkie diamenty świata. Max nie zwracał na krzesło uwagi. Migocząc w słońcu.. Biegł za drogocennym klejnotem. . Wiedział.. Przez chwilę było jeszcze widać. ale ten był na to przygotowany. Znieruchomiało. Daj mi go! Nie minęła sekunda. by wyłowić diament. . . . Odbijając się od drzew jak kula bilardowa. Max dobiegł do bagna. i uderzył w trzymający je naprężony pas. Filip się wściekł.Chcę dostać diament. ale nie zdołało jej zerwać. pokazując drogę na południe. wierzgając i ciągnąc Maksa. jak błyszczy pod warstwą błota. wisienko.Zgubili cię.Rozparł się wygodnie. . kiedy na szczycie wzgórza coś zaczęło błyszczeć. . A czerwone krzesło przeleciało wysoko nad jego głową i zniknęło za lasem. że nie ma ludzkiej siły. Potem szarpnął i krzesło spadło na drogę. Usiadł w błocie i zaczął rozpaczliwie łkać. Pieniędzy? Co ja tu zrobię z workami pieniędzy?. Dotarł do miejsca. Mała ciotka patrzyła na odchodzące rodzeństwo ze złością.

Przecież założyłeś simlocka. I żółty parasol wyrósł z trawy. Mogło poleźć nie wiadomo gdzie! Filip spojrzał na rodzeństwo. zupełnie jakby na nią czekało. Przerażone rodzeństwo skoczyło do rowu.Uśmiechnęła się złowieszczo. żółty cień na dziewczynkę i krzesło. Zawołał do Tosi: . to. . więc nie mogła się powstrzymać i zawołała: .Bardzo dobrze. Wygodnie rozparła się na krześle i powiedziała głośno: . bojąc sieje spłoszyć. . bo mi się nudzi! .Przyjdźcie tu wreszcie. Ruszyła energicznie krętą drogą.Słuchajcie. czy nie czai się gdzieś tyranozaur o twarzy ciotki. . Ale ponieważ coraz bardziej stawała się małą dziewczynką. Mała ciotka podchodziła powoli i ostrożnie. 152 . to wyczaruję wam wieczny smród! Albo zmienię was w robaki. że to dobra droga? . ale krzesło podskoczyło i pofrunęło.Na początek chcę. sprawdzając. Boso od razu poczuła się dużo przyjemniej. A teraz poczekam na tych smarkaczy. a na nim siedziała dziewczynka w czarnym płaszczu. Tośka.Jeszcze nie wiem. Zdyszany Filip zatrzymał się. . . a właściwie pełzli w jej stronę.Albo zamieni się w dinozaura! Rozejrzeli się niepewnie. I poczuła się jak prawdziwa królowa na tronie. Leciało tuż nad trawą jak ważka..Albo zamieni się w dzieciojada i nas pożre -szepnął. Ale ta nie patrzyła w ich stronę.Trzeba ją szybko znaleźć. . bo czterdziestoletnia dyrektorka banku nie powinna mówić takich rzeczy. Na środku drogi stało czerwone krzesło.Tak... ..szepnęła. zrobiło jej się trochę głupio. Teraz chcę parasol od słońca.. Czekało.Jak was zobaczę. zatrzymała się i zdjęła buty na wysokim obcasie. które zjadają krowie placki! Rodzeństwo skuliło się w swojej kryjówce.zawołała. a jak ciotka znajdzie to krzesło? . . 150 151 Na szczycie stało krzesło. Ale na pewno wymyślę coś strasznego. Rozłożył się.Kiedy zasłoniły ją krzaki. „Smarkacze" właśnie szli.Albo wyczaruje działo laserowe i nas anihiluje! . Minęła pierwszy zakręt i wtedy zobaczyła je. A jak przyjdą.Za późno! . Kiedy to powiedziała.Może się nad wami zlituję i wyczaruję wam tylko świńskie ogony. Żądam wygodnych butów! I natychmiast na jej stopach pojawiły się czerwone sandałki z miękkiej skóry... . . Wylądowało na szczycie zielonego pagórka i już nie uciekało.Mogą być.. .Uważaj! Filip wciągnął ją między gałęzie w ostatniej chwili. kryjąc się przed wzrokiem ciotki.Tosia pokazała ręką na wzgórze widoczne między drzewami.Znalazłam je. .Ale może zrobić inne czary. Tosia wychyliła się zza krzaków. To ja je znalazłam! . prowadzącą na wzgórze.Jesteś pewna. . jak wielki grzyb. rzucając łagodny. Nie może zamienić się w dorosłą. bo ciotka usłyszała szelest i rozglądała się czujnie. Pobiegła w jego stronę. Mała uniosła stopy i mruknęła: . Może nas zamienić w karaluchy albo psią kupę! Kuki spojrzał na brata przerażony. Ale to krzesło umie chodzić. bo. co z nimi zrobię. Filip i Kuki biegli drogą z drugiej strony wzgórza. Wreszcie usiadła na czerwonym krześle.

No to co zrobimy? .Ja mam lęk wysokości. pizzę. Małe dzieci szybko robią się śpiące. bo jak wszystkich zamieni w robaki. Grzanki z serem. Zupełna cisza! . poleciało samo.wyszeptała.Poczekajmy do wieczora. Czuła. unosząc się w górę. Teraz! Rozkazuję! FRU! Krzesło gwałtownie poleciało w górę. tylko dla mnie! Chcę lody.krzyknęła.Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna! Dziewczynka na wzgórzu objęła mocno oparcie krzesła.krzyknęła tak.. Ciotka.szepnęła Tośka. . .Aaa! To nie był dobry pomysł.Chcę zobaczyć. ale posłusznie położył się za osłoną z krzaków bzu.. aż ta zaczęła wrzeszczeć. a małe dzieci nie lubią gorzkiej kawy. a ciotka pozostała w powietrzu! Otworzyła oczy i zobaczyła. .Jestem głodny! . Chcą mi zabrać krzesło! . chwytając brata za rękę. Mała ciotka spojrzała na niego dumnie i zawołała: . I kawę! TRZASK! Na trawie obok krzesła pojawił się krąg.. ziewała. . . Także dzieci ukryte za krzakami. ale cappuccino jej nie smakowało. że jej wrogowie są blisko. Były tam owoce. -Wyczaruję różne rzeczy. Słońce powoli zachodziło. co mam! A wy musicie głodować! Kuki wysunął głowę zza gałęzi i wdychał zapachy płynące ze wzgórza.Na pewno gdzieś się czają. Stół bez nóg unosił się w powietrzu.A duże głodne! . gdzie oni są! Chcę ich widzieć. że wisi sto metrów nad ziemią jak mała chmurka. Filip i Kuki niezmiernie powoli czołgali się w jej stronę. Ciotka zjadła mały kawałek pizzy. Tosia. . Nie idź! . . Niestety.Ostrożnie. Filip zatrzymał się.szepnął Filip. to mnie ratujcie.Pepperoni. ale im bliżej szczytu. Prawdę mówiąc.. Przyjdźcie tu. Ona w końcu zaśnie. ciasta. mimo że mogła wszystko wyczarować. Chciało jej się spać. Dziewczynka spojrzała na ciemniejące niebo i nagle poczuła lęk. siedząca okrakiem na krześle.mruknął Filip.Chowaj się! . .Wyczarowała zapiekanki i pizzę. . Ale najbardziej doskwierała jej samotność. Było stąd widać całą okolicę. Nie zdawała sobie z tego sprawy. Frunęło w stronę chmur wraz z ciotką.. . co dalej robić. ale coraz bardziej przeistaczała się w małe dziecko. Nie lubią też być same. A także parująca pizza i filiżanka kawy cappuccino. Po chwili darń 154 zamieniła się w obrus i talerze pełne jedzenia.powiedział zazdrośnie. . Została im jeszcze do pokonania 153 połowa wysokości wzgórza. że tam jesteście! .Wiem. Nie tak wysoko! Ratunku! Krzesło wzleciało na wysokość kilkuset metrów. Korzystali z każdej osłony. Jakby co. Było tu niewiele kryjówek. tym osłon było mniej. żeby usłyszało ją rodzeństwo.Bo zmieni cię w widelec! ..Nie możemy iść razem.Zobaczcie. jakby wycięty nożem.. Wtedy wyprostowała się na krześle i zawołała: . Zamknęła oczy. nic wam nie zrobię! 155 Ale nikt jej nie odpowiedział. .Nie chcę być sama przez całą noc.Dobrze! . .szepnęła Tośka. Szczególnie gdy zapada zmrok. Pójdę sam. to będziemy jeść krowie placki do końca życia.Tosia wciągnęła brata za krzaki. Trawiaste koło zaczęło wirować. Ale ciotka już o nich nie myślała. .Nie zgadzam się. . Niech to krzesło wyląduje na ziemi! I krzesło natychmiast poleciało w dół.Schowaj się! .Nie ukryjecie się przede mną! Nikt jej nie odpowiedział. I owoce. ser i inne rzeczy. rozglądając się niespokojnie dookoła. . Kurczowo trzymała się oparcia i szeptała: . to nie wiedziała. Ale pachnie! . Potem spróbowała kawy.

.Ono jeździ trzysta na godzinę. . Rozpaliły też ognisko. nie wygłupiaj się! Każ jej wrócić . 156 Rodzeństwo popędziło do niego. Rozległo się głośne CHLUP i ciotka wpadła do wody. Rozkazuję! Ale rozkazy już nie działały. Tosia i Kuki patrzyli przerażeni.Spóźnimy się! .Wyczaruj koło ratunkowe . Nie dawał rady.Coś ty zrobił!? . Zaczął holować topiącą się dziewczynkę w stronę brzegu. A potem następne i następne.A po co tam leciałaś. tworząc wokół Filipa i ciotki wielką pomarańczową wyspę. jaki widuje się czasem w filmach o Afryce. więc Tosia zawołała: . Zobaczyli. Tosia podeszła do braci. Na jej szczęście było tam jezioro. jak na środku ciotka miota się i rzuca w wodzie. który zdobył kiedyś mistrzostwo klasy w pływaniu.No dobra. marszcząc się trochę.Ratunku! Na pomoc! Nie chcę być tutaj! Ja mam lęk wysokości! Chcę wrócić na ziemię! Rodzeństwo parsknęło śmiechem. Filip dobiegł pierwszy i natychmiast usiadł na krześle.krzyknęła przerażona Tosia.zawołała Tosia . Filip płynął do niej. 158 Rodzeństwo pobiegło na wysoki brzeg jeziora. że zaraz spadnie.Ściągnijcie mnie! Błagam! . które zabezpieczały przed owadami. Bardzo dużo! Wtedy zza ich głów wyleciały setki pomarańczowych kół. ciociu? .zawołał Kuki. Była pewna.Lepiej ją tam zostawić . bo czerwone krzesło było daleko. . Unosiła się jak balonik. Dziewczynka posłusznie wypiła. które wirując. Wtedy doleciało do niego pierwsze koło ratunkowe. 1 Płaszcz ciotki rozłożył się jak kostium Super. leciała w dół i po chwili zniknęła za wzgórzem. Tosia nalała na łyżeczkę syrop pini i podała go cioci.Ona jest przeziębiona. Nad brzegiem jeziora stał piękny biały namiot. Był duży i miał dwie sypialnie.powiedział Kuki. Ale nie spadała.Aaa! Ciotka poleciała w dół jak zestrzelony samolot. Było ich naprawdę dużo. Tosia okryła ją śpiworem i wyszła bez słowa z namiotu. -Niech ją wróble rozdziobią! . Trzeba tu zostać do rana.Ratunku! Ja chcę wrócić na ziemię.słyszysz? . . Mała ciotka leżała w hamaku owinięta śpiworem.| mana. przy którym suszyły się rzeczy ciotki i Filipa. Tośka usiadła na krześle i krzyknęła: . . Kaszlała. malując w powietrzu ogniste znaki. Wyczarowały namiot.Możemy wyczarować ferrari . Wisiały w nich hamaki. natychmiast zdarł z siebie bluzę i popędził do jeziora. ale niestety wylądowało dość daleko od ciotki.Ona nie umie pływać! Nie mogli jej uratować żadnym czarem. Tysiące! Filip właśnie dopłynął do małej 159 ciotki i złapał ją za ramię. a nad nimi muślinowe firanki zwane moskitierą. Filip. . Właśnie lądowało na wzgórzu. . ale był jeszcze daleko. Wrzeszcząc ze strachu. . sam zaczynał się topić. jak ciotka rozpaczliwie walczy o życie.Chcę dużo kół ratunkowych. bo ciotka co chwila zanurzała się pod wodą i była niewidoczna. Dzieci założyły obóz nad brzegiem jeziora. . trochę ubrań i jedzenia.Chcę koło ratunkowe! Natychmiast z nieba spadło koło ratunkowe. Kuki krzyknął: .Zaczęła wrzeszczeć ze strachu.powiedział Filip. leciały jak kosmiczne statki w stronę jeziora. którzy bawili się płonącymi gałęziami.Przecież jutro musimy być w Kopenhadze -zawołał Filip.Filip. Unosząca się w chmurach ciotka krzyczała rozpaczliwie: . Spadaj! .

spytał Filip. Kuki powiedział: .Jak cię nazywali.Wcale nie. Wiki powiedziała zazdrośnie: . ..Mhm. Mężczyzna szarpnął go z całych sił i oderwał. że ta mała dziewczynka jest siostrą jej mamy. Przysięgam. Usiedli przy ognisku. Wiki. .Pamiętacie? Jak byliśmy mali. prawdę mówiąc. Zaczęła grać.Ja. 163 przymocowana do drzewa zardzewiałym łańcuchem. . Ciotka niepewnie wzięła instrument. W końcu Tosia mruknęła: . że mnie wyciągnąłeś. Dziękuję.Siedź. żeby ciotka znowu czegoś nie wyczarowała.Lepiej się czujesz.ale musisz dużo ćwiczyć.powiedziała dziewczynka. Możecie tak do mnie mówić? . Wskoczył do łodzi i powiosłował w kierunku. 162 .. Chcę! Tośka usiadła na krześle i powiedziała coś szeptem.. . Patrzyli na ciotkę niechętnie. Potem obróciła się do ciotki: . Na drugie miałam Wiktoria. Potem popędził na brzeg. to mówili do mnie „Wiki".Tak.Usłyszeli kaszel. a Tosia wyczarowała nowy flet i zaczęła grać. co należy robić. .. ale komplement sprawił mu przyjemność.Nie wiem. . że dokładnie wie. Bracia milczeli.Już.. ja już go nigdy nie ukradnę. . cio. kiedy byłaś mała? . Upiekli na kolację ziemniaki w ognisku i kilka zapiekanek. ale im jakoś nie chciało się spać. . Czujesz jakąś zmianę? .. to mama nam grała tę piosenkę przed snem.Czy ja mogę siedzieć z wami? . W tej chwili Wiki przestała grać. Owinięta w śpiwór ciotka wyszła z namiotu i stanęła nieśmiało obok rodzeństwa.. . . Więc mówili do mnie „Wiki". Moja mama gra dobrze.powiedziała Tosia.Dobrze grasz.OK. skąd biegnie muzyka. . chociaż.Nienawidziłam tego imienia. to zrobię czar i będziesz umiała grać . Ty świetnie pływasz. a ja nie. blisko siebie.Wiki? Dlaczego? Przecież ciocia ma na imię Maryla. 160 161 . Nie odpowiedział. Filip wzruszył ramionami. Filip na wszelki wypadek odsunął krzesło.Wiem. . .Jak byłam mała. Bo ona umiała grać. Tośka podała jej flet.powiedziała Tośka.Nie bójcie się .Wiesz co? Jakoś głupio mówić do ciebie „ciociu" . . ciociu? .pochwaliła ją Tosia . ale potem zabrzmiała naprawdę dobrze.Nieźle jak na pierwszy raz .spytała niepewnie. bez czarnego płaszcza i butów na obcasie wyglądała jak zwykła siedmioletnia dziewczynka. Muzyka niosła się nad ciemną taflą jeziora. Zawsze jej zazdrościłam. Kiedy go dotknęła. ze zdumieniem poczuła. Były trochę przypalone. Tosia ze zdziwieniem sobie przypomniała.Spróbuj. Melodia na początku trochę jej się myliła. Zapadł zmierzch.. . Była tam stara łódka. Wiki. ale i tak bardzo im smakowały.Jak chcesz.Chcesz? Ciotka zerwała się. Po drugiej stronie jeziora stał Max i nadsłuchiwał.. skąd dochodziła muzyka.. próbując wyczuć. To było niesamowite uczucie.

że najpierw sprawdzi. Szybko wyskoczył z hamaka. zebrał wszystkie siły i skoczył. Tośka i Kuki spali już w hamakach. Po chwili ujrzał nikły płomień ogniska i namiot. Gra na jakimś instrumencie to było wielkie marzenie. nieśmiało. 164 165 Kuki szybko przebiegł przez krąg światła od ogniska i zaczął się skradać w stronę Wiki. bo już wiedział. Dziewczynka obejrzała się.. Max. Bał się.Chyba nie. Na zawsze! Z namiotu wybiegli Tosia i Filip. Dlatego kusiło ją. Wiki nie chciała ukraść krzesła ani zrobić żadnych złych czarów. Zamilkli na chwilę i spoważnieli. Podniosła flet i zaczęła grać. a potem zaczęła wydobywać dźwięki coraz pewniej i głośniej.Myślicie. Ale księżyc ukrył się za chmurami i Max widział tylko ciemną ścianę lasu. co rodzice teraz robią . Max siedział na znieruchomiałym krześle. . Max przybił do brzegu i wyskoczył z łodzi. jak Wiki gra. .. jak niezwykłą rzecz zrobiła swoim czarem. Max przepłynął na drugą stronę jeziora i teraz wiosłował wzdłuż brzegu. Kiedy wychodziła z namiotu. skąd dochodził dźwięk. Przycisnął je mocno do ziemi i wrzasnął: . moje złote dzieciaki. Ale nie zdążył. żeby wziąć flet. Filip chwycił za rękę Tośkę i chciał się cofnąć poza zasięg wzroku Maksa. ledwo widoczną na tle granatowego nieba. Tosia nie zdawała sobie nawet sprawy.krzyknął mężczyzna. wypatrując dzieci. Dziewczynka w księżycowym świetle wyglądała jak leśny faun. wyjść z namiotu i wypróbować nową umiejętność. Odsunęła brezentową płachtę w wejściu i wybiegła. Mężczyzna roześmiał się. . Miał ochotę przeprosić ją za głupie podejrzenia. Kuki skradał się za nią. A potem zaczął szybko wiosłować. Starał się poruszać bardzo cicho. kierując się tam. A może naprawdę będziecie złote?. który płynął wciąż wzdłuż brzegu. . Filip.. że martwią się o nas? . A potem zobaczył czerwone krzesło. że to senny koszmar. że ten złośliwy przedmiot znowu mu umknie. Bez słowa poszli do namiotu. aż skończy grać. co tylko zechcę. A potem roześmiał się głośno. szukając obozowiska dzieci. Teraz był już jego panem. Kuki otworzył oczy i zobaczył. Ruszyła dalej. narzucił bluzę i wysunął głowę z namiotu. ale chłopiec zdążył się ukryć za kępą jałowców. które zaczęło się miotać i wyrywać. Tylko mała Wiki nie mogła zasnąć.Ciekawe. Po prostu chciała grać. W końcu Filip wstał i powiedział zdecydowanie: . jakie Wiki nosiła w sobie od zawsze. Ostrożnie wyskoczyła z hamaka i wyjęła instrument z futerału. ale Max usiadł na nim okrakiem.Stój bez ruchu! Przedmiot wykonał rozkaz i zastygł. ale postanowił. Kilkaset kroków od obozowiska zatrzymała się i usiadła na kamieniu. Może ono także spało? Kiedy był od niego o krok.szepnęła Tosia. ale tym razem krzesło stało nieruchomo.Teraz mogę z wami zrobić. Obok ogniska stało czerwone krzesło. Było mu trochę głupio. jak Wiki idzie w stronę ogniska. co mała ciotka kombinuje. ciężko dysząc.. zadzwoniły metalowe kółka przy masztach. Wyprostował się i nadsłuchiwał. ale czekał. Narzucił sieć na krzesło. nad brzegiem. Chciał obudzić Filipa. usłyszał głos fletu.Chciałbym. że niesprawiedliwie ją podejrzewał. żebyście byli ze złota . Nagle usłyszał plusk wody.. Z przerażeniem wpatrywali się w Maksa siedzącego na czerwonym krześle. Pełzł w stronę czerwonego krzesła jak wąż. Jutro musimy wyruszyć wcześnie rano. Tymczasem Kuki ukryty w zaroślach słuchał. Najpierw grała po cichutku.Chodźmy spać. Muzyka niosła się daleko po jeziorze. którą 166 znalazł w łodzi. Miał w ręku starą sieć. Zdawało im się. Wiki minęła je i poszła nad jezioro.

ale nie mógł zacisnąć dłoni na kolczastych prętach. ale zatrzymał go dźwięk fletu. Prawdę mówiąc. Natychmiast wrócił do czerwonego krzesła i usiadł na nim. Śpią? Gwałtownie odsłonił płachtę namiotu i wszedł do wnętrza.. już nigdy nie będzie mógł biegać. Wiki grała niedaleko. że ma niewiele czasu.. 169 pchnął wąską bramę w ogrodzeniu. .Prawdziwe złoto.A gdzie są pozostali? Przecież było ich czworo. Rozglądał się czujnie. Zastanawiał się. wyszedł i zatrzasnął ją za sobą. . Krzesło przecież umiało latać! Szepnął błagalnie: . co robić. ale ich głos urwał się nagle. Miejsca było niewiele i kolce raniły mu skórę. aby stało bez ruchu. . Chociaż chyba was przetopię. Proszę! Nic. Mężczyzna wstał.Chodź do mnie. który sterczał w masywnym zamku i zabrał go ze sobą. Po drodze spojrzał na swoje złote rodzeństwo i zadrżał. ale nie chciał go też zabierać.Przyleć tutaj.. Z lasu znów napłynął dźwięk fletu. Max usłyszał dźwięk rozpryskiwanej wody i zerwał się.. Max tymczasem skradał się do kępy zarośli. . Kukiemu wydawało się. Otoczyły krzesło i Maksa. Najlepsza próba! Jesteście naprawdę piękni. Kuki spróbował się wspiąć na ogrodzenie. że cokolwiek zrobią.167 Światło księżyca na ułamek sekundy przygasło. Po namyśle usiadł i cicho coś powiedział.. Domyślał się... Przekręcił klucz. co się stanie. Kuki wychylił się. Pobiegł wzdłuż brzegu jeziora. w lesie. skąd dobiegał dźwięk fletu. Krzesło otaczał stalowy płot.Wiki. Wiedział. pomyślał w panice Kuki. Stuknął ręką w głowę Filipa..szepnął Kuki. Zmienili się w złote figury o przerażonych twarzach! Zachwycony Max podbiegł do nich. bo były najeżone małymi ostrymi kolcami. Krzesło nie poruszyło się. Ukląkł obok ogrodzenia i usiłował wsunąć rękę między pręty. Zastygli bez ruchu.Rozejrzał się. . Max wydał przecież rozkaz. . po pas w wodzie. Musimy się rozdzielić. Czerwone krzesło nawet nie drgnęło. Kiedy księżyc znowu się wyłonił. żeby ich ocalić. .Gdzie wy jesteście? Czekam na was! Kuki i Wiki stali ukryci w trzcinach. 170 Został mu już tylko jeden sposób.Pewnie.Tylko uważaj. bo mężczyzna zrobił kilka kroków w jego stronę. Kuki się skulił. Nie można było nawet dotknąć prętów. Widzieli straszliwą przemianę rodzeństwa w martwe złote figury. Nie chciał oddalać się zbytnio od krzesła. .Chyba tak. Ale Max nie ruszył w tę stronę. Max zamieni ich w kawałki zimnego złota. żeby lepiej zobaczyć.. Ale na razie nie mógł pomóc Wiki. Filip i Tośka krzyknęli. więc ruszył w stronę krzesła. bo sztabki łatwiej się szmugluje. że to jakiś podstęp. „Chce odciąć jej drogę ucieczki". . co zrobić. Wiki pobiegła przez trzciny w stronę lasu. Najbardziej 168 przerażała go myśl. i wolał go nie ruszać. Masz jakiś pomysł? . Ja spróbuję go odciągnąć. Z mchu wokół krzesła zaczęły się wysuwać ostre metalowe pręty najeżone kolcami. wciąż nie wiedział. że gdy to się stanie. a ty musisz dojść do krzesła i wyczarować jakąś pomoc. to i tak skończy się to katastrofą. Na szczęście to więzienie nie miało dachu i Kuki na to właśnie liczył. Max obrócił się i nadsłuchiwał. ich ciała lśniły złocistym blaskiem. jak działa ten dziwny przedmiot. Ale dzieci tu nie było. Byli przerażeni i nie wiedzieli. ale w końcu czego mógł się obawiać ze strony małych dzieci? ..

Z lasu wyłonił się wielki lew i szedł w jego stronę. Był olbrzymi. jak mruczą szczęśliwe koty.Coś ty! Złapał tylko mój telefon komórkowy. Lew zamruczał cichutko. . Przeszedł po cichu kilka ostatnich kroków i skoczył między kolczaste gałęzie.Dobrze.Nie wiem.Nie. Pędził przez cierniste krzaki jeżyn.. Maks biegł przez las w stronę obozowiska.Ja to zrobię. nie myślał i nie miał żadnej nadziei.Wyczaruj psa.Czy on na pewno go nie pożre? .No. Nie było tu żadnego dziecka. które z jakichś głupich powodów grały na flecie. Wtedy usłyszał: . Za to głos wydobył lew. Kuki nie mógł dalej wsunąć ręki. Bałem się. nie bacząc na przeszkody. Mimo że był dość chudy. Po sekundzie rozległ się straszliwy ryk.Był coraz bliżej źródła dźwięku. Odsuń się. .krzyknęła Wiki. który wędrował przez afrykański busz. żeby zrobić czar? . i usiadł na krześle. że to wystarczy.pochwalił go Kuki. pręty stały zbyt ciasno. Za nim stała Wiki. Mężczyzna biegł dalej. a stalowe pręty natychmiast schowały się w ziemi.Ratunku! Zabierzcie go. Pędził jak szaleniec.Wracaj! Do nogi! 173 Odpowiedziało mu krótkie ryknięcie. Ryknął tak. coś większego. I położył się wygodnie obok namiotu. Złapał pazurami płaszcz Maksa i rozdarł go. większy niż jakikolwiek drapieżnik..Waruj! Lew posłusznie usiadł na trawie.Dobry kotek . czując na karku oddech dzikiej bestii. . podnosił się i dalej uciekał. Zręcznie ominęła ostre kolce i dotknęła krzesła. . przez kolczaste krzaki i rowy. a z niego wydobywał się dźwięk nagranego fletu.. Mężczyzna nie był w stanie się poruszyć ani wydobyć głosu. To tam musiały być ukryte te dzieciaki. że z drzew pospadały liście.spytała zaniepokojona Wiki. . Na trawie leżał telefon komórkowy. . .Pilnuj nas do rana. Podszedł i podrapał drapieżnika po szyi. Nawet nie zauważył. zanim jeszcze całkiem zniknęły.zawołała Wiki. rozpaczliwie machając rękoma. Ramię miał już skaleczone w wielu miejscach.powiedział Kuki i zawołał w ciemność: . . Wyczarowałem lwa niezjadającego . .Niech ten płot zniknie! Poczuła. 172 . .Szybko! Wiki przycisnęła dłoń do krzesła i krzyknęła: .. że cię złapał! 171 . że wróciłaś..Myślisz. Muzyka dochodziła zza krzaków jeżyn. Max rzucił się do ucieczki. że od dawna nie słychać już ryku lwa. wpatrując się w ciemność. Max znieruchomiał ze zgrozy.powiedział Kuki i wyszeptał jakieś słowa. Lew w odpowiedzi zaryczał jeszcze straszliwiej. a potem ziewnął.Coś ty wyczarował? .. Usłyszeli trzask gałęzi. a kolce sięgały zbyt daleko. . Kroki Maksa było słychać coraz bliżej. jak krzesło drgnęło pod jej ręką.Wiki podciągnęła rękaw i włożyła dłoń między pręty. Padał. . które trochę wystraszone cofnęły się kilka kroków. żeby nas bronił! . . Obejrzał się. . Rękę miała szczuplejszą i dłuższą niż Kuki. Nie oglądał się.Psa? Lepiej coś większego! . Z mroku wyszedł lew i zbliżył się do dzieci. Kuki przeskoczył je. otwierając paszczę z olbrzymimi zębami.

Kuki.. Tym razem czar był cichy i spokojny. żebyśmy byli mordercami? Nie możemy tego zrobić. Gdzieś. Było im żal tego dużego kota.powiedziała Tosia. Potem odbyli naradę. że Wiki była bardzo chora. Po prostu złote figury zaczęły najpierw poruszać palcami. Musimy ją jakoś wyleczyć. O czwartej Queen Victoria odpływała na drugą stronę oceanu. ale nic nie działało.Dzięki. Choroba była ukryta gdzieś głęboko i nie podlegała magii.Bądź ostrożny! . jakbyś go zabił .powiedział Kuki. Rozpuścił się powoli w porannej mgle.Każemy mu zniknąć .Co robić? .To tak. .jęknęła Wiki. Po prostu poprosiła o „cokolwiek". Zastanowili się przez chwilę. Filip podszedł do brata i powiedział: . . On ją zbada i da jej tabletki albo zastrzyk. nogi i twarze.Wyczarujemy jej dom. co robić dalej.Wiem. potem dłońmi i stopami. Przed Kukim znów stali prawdziwi Tośka i Filip. Chłopiec odetchnął z ulgą. ale przecież nie mogli wędrować z lwem. Byłeś fantastyczny. Tym razem czaru dokonała Tosia.. Zostało im osiem godzin.To może wyczarujmy lekarza? . Kuki poczuł się niezwykle dumny. Kuki podszedł teraz do dwóch złotych figur. Spojrzeli na dziewczynkę. Był to pierwszy przypadek w dziejach. Kuki zastanowił się.Może pojedziemy bez niej? . Po prostu musieli zdążyć. ale wkrótce i on znikł. A na końcu dodała: . spoglądając na nich z lekkim wyrzutem. To była prościzna. .Nie chcę zastrzyku . . żeby dotrzeć do portu w Kopenhadze.Ale Wiki jest chora.zawołała Tosia. . . co zrobią. . Była bardzo blada i co jakiś czas kaszlała suchym męczącym kaszlem. v 176 . -Chcesz. a pojawiały się prawdziwe ręce. .szepnęła Wiki. żeby „to coś" było niebieskie. Nie było żadnych piorunów i błysków. W końcu powiedział po prostu: . mimo że była przykryta stosem koców. Wyczarujemy tego doktora . które jeszcze niedawno były jego rodzeństwem. Problem polegał na tym.Ale co potem z nim zrobimy? . jakby chciały strząsnąć z siebie ciężki pancerz złotego kruszcu. .Chcę. . Nie mogli jej zostawić. a w końcu 175 zawirowały w dziwnym tańcu.Nie ma sprawy.Musimy dostać się do jakiegoś szpitala. . Miała gorączkę i kaszlała coraz mocniej. Niebieski był jej ulubionym kolorem. I stado lwów do pilnowania. Tosia wstała. jeśli się spóźnią. gdzie jest lekarz.spytał niepewnie Filip. No to co? Możemy chyba iść spać? Rankiem kazali lwu zniknąć. żebyście byli tacy jak przed godziną.Tylko proszę. kiedy Filip pochwalił młodszego brata. Usiadł na krześle. Ale wzruszył tylko ramionami i powiedział obojętnie: .Zwariowałeś? . Z każdym ruchem złoto znikało.No dobrze.zawołała Tośka. Nie żądała superpojazdu ani ferrari. na Karaiby. Nie mieli pojęcia. . która leżała skulona pod kocami.wymyślił Kuki. Wiki miała dreszcze i trzęsła się z zimna. co powiedzieć. co pozwoli im wydostać się z tego pustkowia.Chcesz ją tu zostawić samą? Ona ma siedem lat! .A jak dostanie zapalenia płuc? Od tego można umrzeć! . Po chwili zostało tylko trochę złotego pyłu na włosach.Poczuli się bezpiecznie. to było pewne. Próbowali wyleczyć ją magicznym sposobem.

.I tak wiem. Zawsze mogła być cudowna niespodzianka albo wielkie rozczarowanie. Nawet chora ciotka uniosła głowę znad poduszki. to będę miał stopę jak naleśnik.Wiki jest chora! Nie rozumiesz. Koń nerwowo podrzucał głowę i uderzał kopytami. albo. Ale jak zginę. a potem stratuje albo pogryzie. Tylko Kuki stał bez ruchu. . . . . A potem poklepała swojego niebieskiego wierzchowca po szyi i wskoczyła na siodło.zawołała Tosia. Kucyk obrócił głowę i spojrzał na chłopca dużymi łagodnymi oczami.Czego się boisz? . Pojadę. Nie cierpię koni i nigdy na niego nie wsiądę. .zawołała Tośka. Były niebieskie! Jak dżinsy Filipa albo jak oczy Tosi. Kuki spojrzał na nią. Kuc. Filip omal nie spadł. Ruszył w stronę kucyka. co ofiaruje im krzesło.To mały kucyk! Nic ci nie zrobi. Wdrapał się na siodło. na . Filip od razu spróbował wsiąść na największego konia. A potem ukląkł na przednich nogach.Bo naprawdę cię kopnie. . Ale utrzymał się w siodle i pogalopował do lasu.Kuki! To jest malutki. .I tak to zrobi. .Jazda . .Dzięki . Wiki zakaszlała ponownie. I co z tego? Każdy ma prawo się czegoś bać. Poruszała się dużo zgrabniej. Błękitne wierzchowce wybiegły na brzeg. że zaraz mnie zrzucisz. A kopyta jak młot pneumatyczny. Zabrzmiało to jak oskarżenie.Jasne.mruknął ponuro Kuki. Wtedy Kuki powiedział: . . otrząsnęły się z wody i pogalopowały wprost do dzieci. milutki konik. .Przestań kombinować. jakby chciał jak najszybciej ruszyć w drogę. -Nie. a dwa były małymi kucykami o długiej grzywie i mocnych grubych nogach. Tosia pojechała za bratem. Dwa konie były duże. 180 Ciotka zakaszlała.zawołał Filip.. 179 .Gadasz tak. Po chwili usłyszeli szum wody. . Tylko ma zęby jak rekin.Chcę.Właź! No dalej! . bo kiedyś chodziła na lekcje jazdy konnej. Klepnął niebieskiego rumaka po szyi i ten nagle ruszył. Boję się. Czekanie na to. Jak mnie przydepnie.Dobra.Albo się spłoszy i będzie gnał jak wściekły. . że musimy jechać z nią do lekarza? Siadaj.178 Byli ciekawi.Dobrze. bo się boisz. to zostanę upiorem i będę was straszył do końca życia. Tafla jeziora się poruszyła i wynurzyły się z niej cztery konie. . ale w końcu wdrapał się na siodło. jakby zapraszając go do wsiadania. .Łał. żeby sprawa była jasna. Nie wsiądę. bo prawdę mówiąc.Tylko mnie zrzuci. a potem zawołał z wściekłością: . Ja się boję koni i koniec. Nie było to wcale łatwe. Kucyk wstał. Miały czarno-złote uzdy i siodła.Nie podchodź od tyłu . Tosia owinęła chorą ciotkę śpiworem i pomogła jej wsiąść na kucyka. 181 nie umiał jeździć konno.. a potem nabije mnie na ostrą gałąź albo zrzuci mnie do przepaści. jakby szedł na wyrywanie zęba. .krzyknął Filip. co tym razem dostaną. One są cudne! . przypominało otwieranie urodzinowych prezentów.zawołał Filip. Kuki stał bez ruchu.

Ubieraj się. 182 183 . a potem coraz szybciej. Na ceglanym budynku stojącym tuż przed nimi wisiała tabliczka z napisem: „Szpital Dziecięcy". .Musimy tu zostawić konie .Oddychaj! Głębiej.spytała Tosia.Dlaczego? . Wyprostował się i ze zdziwieniem poczuł. dokąd jechać. Tylko uważaj.Spodobała ci się twoja bestia? . Jechała bez słowa. a po chwili zobaczyli niewielkie miasteczko z kolorowymi domami. Dam jej antybiotyk i lekarstwo na ból gardła..To silna angina. czyli unosić się i opadać w rytm jazdy. Weszli do miasteczka i rozglądali się za kimś. . ale potem jakoś zapomniał o strachu. Kucyk Kukiego czekał najdłużej i patrzył ze smutkiem. Powiemy. co mówisz. Widocznie błękitne konie dobrze wiedziały. Nie chcę go anihilować. nie dawały się zawrócić i uporczywie jechały na zachód. . Uśmiechnęła się do Wiki.Będą pytać. jak mała dziewczynka. Dzieci były obolałe od nieustannego podskakiwania w siodle i miały poobcierane uda. Tośka i Kuki pomagali iść chorej ciotce. to pomyśli.Przepraszam. bo się spocisz! Stój! Kuc galopował przez las. Lekarka odłożyła stetoskop. kogo mogliby spytać o lekarza. Najpierw powoli. . która miała włosy zaplecione w warkocze. ciociu.Bo są niebieskie. Przyjęła ich miła lekarka. Zbadała zaraz Wiki.którym siedziała Wiki. .ja nie chcę żadnych zastrzyków.Niech Wiki na nim siada. Przecież takich koni nie ma.Jest OK. leniwy mule! Kucyk podniósł głowę i spojrzał na chłopca jakby z wyrzutem. Nikt nie będzie im przeszkadzać. Fajny kucyk. Zdjęli siodła i wypuścili konie.powiedziała Tosia. ty dręczycielu Kukiego. Mogło pójść samo.Nie chcę.. i od tej chwili błękitne stado pędziło razem. Kiedy Filip próbował skręcić na południe. . Przecież chodzące krzesło wywołałoby jeszcze większą sensację niż niebieskie konie. aż dogonił pozostałe konie. . Tylko kucyk Kukiego stał w miejscu. . Ruszaj. Kuki najpierw ściskał szyję kucyka z całych sił i krzyczał przy każdym podskoku.zachrypiała Wiki . że odkrył nowy gatunek. Nawet dobrze się jeździ. Najlepiej radziła sobie Tosia. że będą kłopoty .A krzesło? . Niebieskie konie same kierowały wędrówką.Możemy je wypuścić . Jeszcze raz..Ej! Nie przesadzaj! Nie tak szybko! Ja nie jestem kowbojem! Wolniej. Na skraju miasta stał duży budynek z czerwonych cegieł. Jazda na koniach nie była wcale łatwa. które pogalopowały w stronę lasu.Czuję.mruknął Kuki i zawołał: . A jak ktoś je znajdzie. Filip dźwigał krzesło. zupełnie bez ruchu. jak chłopiec odchodzi. . . . zarżał i pocwałował za rodzeństwem. która potrafiła anglezować. Wystarczy.powiedział Filip. Nagle Filip zawołał: .Tu jest dużo miejsca i trawy. że ją nieśliśmy. oparta o szyję kucyka.. Jedź. czemu je nosimy. że jazda sprawia mu przyjemność.Zobaczcie! Przecież to jest szpital.Tylko pamiętajcie . . żeby one zniknęły . . Natomiast Wiki wyglądała bardzo źle.Wiśta! Wio! No jedź. ale Filip nie wypuszczał go z rąk. nie chciałem tego powiedzieć. . . śliczny koniku! Proszę! Wtedy kucyk wreszcie ruszył.powiedział Kuki. Od razu będzie sensacja. bo była w kiepskim stanie. Za kilka dni wszystko będzie dobrze. Po godzinie galopowania przez las wyjechali wreszcie na drogę.

.To trochę dziwne.zawołała Tosia.szepnął Kuki. Będą je chcieli zamknąć w kasie pancernej. Uciekał całą noc. że goni go lew! Rodzeństwo zerwało się. Zabieramy Wiki i zwiewamy stąd. .Wiki jest chora. .Jeśli ją zostawimy.zaprotestował Kuki. . Dziś mamy same niezwykłe przypadki. . Czy wy nie rozumiecie. Wszyscy. Będą nas ścigać policja. Oni wyjechali. terroryści. Wybiegli na korytarz.Nie . . . Lekarka przyglądała im się podejrzliwie.Skąd wiesz? . . Szybko. 186 . .. . . . . wróciła lekarka.Tak.Gdzie ona może być? .Zaczną nas ścigać. to każdy będzie chciał je mieć.zawołała Tosia.Niech pani nam da to lekarstwo i my już pójdziemy.skłamał Filip.Może znów jej zmienimy język? .powiedziała Tosia. i wyszły z gabinetu.Przecież ona jest mała i w dodatku ma gorączkę. to może wygadać. . Powie im o krześle i o tym. . Dodzwoniliście się do rodziców? . Był w skrajnej histerii. że jest zmutowaną ciotką. . Nie chcę. żeby zabrać krzesło.. Musiałam mu dać mocne leki na uspokojenie.Ona ma siedem lat! . . Rano przybiegł człowiek. żebyśmy mieli takie coś.Albo zostawimy tu Wiki. 184 185 . . A jak telewizja o tym nagada. który mówił.Ona nie może teraz nigdzie iść . albo poczekamy.Ile masz lat? . . żeby się męczyła! Zanim coś wymyślili.Wiki nic nie powie . Nie można mu było wytłumaczyć. która posłała rodzeństwu bezradne spojrzenie. żeby po nią przyjechali. aż dostanie lekarstwo.Właściwie tak.Co robimy? .On tu jest!? .A dlaczego nie przyszliście z rodzicami? . że u nas nie ma lwów.Oni. że rodzice zostawili was bez opieki.W grudniu skończę czterdzieści. .Jeśli ją zabierzemy. że to krzesło jest niebezpieczne? Nikt nie pozwoli.Tak.To wasza siostra? . żeby nie robiło problemów. . Filip wstał.Zatrzymam ją w szpitalu.Słucham? . .Lew?! 187 .odpowiedziała lekarka. Filip zerwał się. Na szczęście lekarkę zawołano do jakiegoś pacjenta i wyszła. Lekarka wzięła za rękę Wiki.Mamy dwie możliwości . i weźmiemy ją ze sobą.Wszystko.Co? .I co z tego. Zadzwońcie do rodziców. Rodzeństwo spojrzało na siebie przerażone.Dostała lekarstwo i poszła spać.Nie odbierają telefonu . bandyci. Śpi. że powie? . .zawołał Kuki.spytał Filip. może bardziej zachorować. .No to wszystko jasne.

pchając łóżko w stronę wyjścia. jechały powoli w mlecznym oparze.Co wy robicie? . Rodzeństwo popędziło do wyjścia. Jechało tak szybko.zawołała Tosia. Po prostu miało jakiegoś autopilota. Przerobimy je na wyścigówkę.Nie rozumiesz.Szybko! Przebiegli błyskawicznie pusty korytarz. Na ramionach miał podarty płaszcz.Zwariowałaś? . Wiki będzie mogła spokojnie chorować. .Lepiej wyczarować karetkę pogotowia. Nikogo tam nie było. .Nie budźcie jej . Nikt się nie zgodzi. a my dojedziemy na czas. słońce schowało się za mgłą. jak duch. Na szczęście była sama. Ale 190 po chwili zobaczył coś jeszcze bardziej zdumiewającego. Po chwili usłyszeli szarpanie klamki i krzyki: „Otwierajcie!". Patrzył na nich półprzytomnym wzrokiem. Kiedy wyjechali na autostradę. Max siedział już na siodełku. jakby byli duchami. to nas wezmą za psycholi i też aresztują. .. Ludzie jeździli w wannach i nikt ich nie aresztował. . który prowadził je z niesłychaną precyzją. Jazda! I wtedy się zaczęło. potężny silnik ryknął i motocykl popędził drogą. Tośka zaczęła ciągnąć łóżko w stronę drzwi. gdzie leżała Wiki.Szybko! Wskoczyli na łóżko. . przytulone do siebie. bo w zamku tkwił klucz. Łóżkiem nie można było kierować .ono samo sobą kierowało. Mieli szczęście. Krzyknęła: .Jak będziemy jechać kretyńskim łóżkiem. Pędził i krzyczał coś niezrozumiałego.Wcale nie. Nagle otworzyły się drzwi na końcu korytarza i zobaczyli Maksa.spytał Tośkę zdyszany Kuki. Ale Max ją wyprzedził. Kiedy dobiegł do gapiącego się motocyklisty. Ulicą biegł wysoki łysy mężczyzna. Pędził. Chłopak błyskawicznie go przekręcił.Zostawcie to łóżko! Pobiegła za nimi.Policja.Nie.zaprotestował Filip. TRZASK! Łóżko wystrzeliło do przodu jak rakieta. Łóżko jechało z coraz większą prędkością. W tej chwili drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich Max. .Pojedziemy tym łóżkiem. Pobiegli korytarzem. Mam świetny pomysł. . że dzieci musiały schować się pod kołdrę.krzyknęła. Tosia postawiła na środku krzesło i błyskawicznie na nim usiadła. . Kiedyś był konkurs głupich pojazdów. . która przesłoniła drogę. które wyprzedziło go z prędkością błyskawicy.krzyknęła Tośka. Zanim ten wstał.To jest głupie! . Filip zatrzasnął drzwi. . że jak będziemy jechać samochodem. . żeby dzieci same prowadziły karetkę. Tylko dziwny pojazd dzieci mknął szybko. I łóżko! . .Chyba tam. nagle się zatrzymał. a potem jednym uderzeniem zrzucił go z pojazdu. Nie miało prędkościomierza. zaglądając do sal. Dzieci leżały pod kołdrą. to na sto procent nas złapią? 188 189 -Kto? . ale na pewno łamali wszelkie przepisy.Bierzemy lekarstwa.Wsiadajcie . żeby wiatr nie zrzucił ich na drogę. Młody chłopak jadący ulicą na szybkim motocyklu zahamował i patrzył zdumiony na łóżko. Sunął po cichu.Kierunek: port w Kopenhadze. Na szczęście miało kółka. . . Spała. .Co chcesz zrobić? . W końcu znaleźli pokój. Rodzeństwo w ostatniej chwili uciekło do ogrodu. sadząc wielkie susy. Z gabinetu wyjrzała lekarka. więc było to łatwe. z całych sił trzymając się oparcia. Kuki wyjrzał na korytarz. Samochody włączyły światła przeciwmgielne i trąbiąc ostrzegawczo.

Kierując się wewnętrznym radarem, omijał wszelkie przeszkody. Równie szybko pędził czarny motocykl. Otulony mgłą gnał jak niewidzialny straceniec. 191 Lecz łóżko jechało jeszcze szybciej. Innym kierowcom zdawało się dziwną fatamorganą, która na moment pojawiała się obok nich i natychmiast rozpływała we mgle. Pędzili tak przez trzy godziny. Kołysanie pojazdu i ciemność pod kołdrą uśpiły podróżników. Najpierw usnęli Wiki i Kuki, a potem także Filip i Tosia. Nawet nie zauważyli, jak przebyli prawie tysiąc kilometrów. Obudziła ich dopiero nagła cisza i bezruch. Łóżko zatrzymało się. Pierwsza spod kołdry wysunęła głowę zaspana Tosia. Mrugając oczami, rozejrzała się trochę nieprzytomnie. Mgła opadła i świeciło znów słońce. Przed nimi było morze. Szeroki bulwar z kawiarniami i sklepami ciągnął się wzdłuż wybrzeża. Spod kołdry wychyliły się rozczochrane głowy Filipa i Kukiego, a potem małej Wiki. - Gdzie my jesteśmy? To jest ta Kopenhaga? - Poczekajcie. - Tosia wyszła z łóżka i podbiegła do dziewczyny, która siedziała na ławce. - Do you speak English? - spytała trochę niepewnie Tosia. 193 Dziewczyna uśmiechnęła się. - Yes, I do... Can I helpyou? Tosia skupiła się. - Is it Copenhagen? - Copenhagen? Yes. Ifs absolutely tnie Copenhagen! - Dziewczyna ze śmiechem wskazała na posążek syreny siedzącej na kamieniu sterczącym z morza. Tośka popędziła do rodzeństwa, krzycząc: - Udało się! Jesteśmy w Kopenhadze! Wędrowali kamiennym nabrzeżem portu, obok wielkich statków wyładowanych kontenerami. Jednak nigdzie nie było Queen Victorii. - Może już odpłynęła? - Ej. Czego szukacie, trolle? Obrócili się. W oknie holownika stał marynarz w granatowym mundurze. Uśmiechał się do nich. - Zgubiliście się? - Pan mówi po polsku? - No, trochę... Moja żona jest z Polski. A czego szukacie? - Takiego wielkiego statku pasażerskiego. Nazywa się Queen Yictoria. - Nie ma go jeszcze. Spóźni się, bo na morzu była mgła. Przypłynie o czwartej i zostanie tylko przez dwie godziny. - Dzięki! - Zaczekajcie - zatrzymał ich marynarz. - Statki pasażerskie przybijają do nabrzeża Langelinie. To jest tam, gdzie latarnia morska. Widzicie? - Tak. Dziękujemy. Mieli jeszcze cztery godziny do przybycia rodziców. Wyczarowali trochę pieniędzy i weszli do małego baru. Tosia i Wiki zamówiły smażoną rybę i frytki, Kuki miał alergię na ryby, więc poprosił o naleśniki, a Filip postanowił zjeść wędzoną ośmiornicę. Wyglądała obrzydliwie, ale Filip udawał, że mu smakuje. Siedzieli, spoglądając od czasu do czasu na zegar. Byli zdenerwowani. Wiedzieli, że gdzieś niedaleko są ich rodzice i z każdą chwilą zbliżają się do nich. Tęsknili za nimi i bardzo chcieli ich zobaczyć, ale z drugiej strony dobrze wiedzieli, że to nie są „prawdziwi" rodzice. Wciąż pamiętali, jak wyrzucili ich i nie chcieli się nawet z nimi pożegnać. Wiedzieli, że najpierw muszą zdjąć z rodziców to straszliwe 194 195

zaklęcie. Wyleczyć ich ze złości i obojętności i nie byli wcale pewni, czy to się uda. Czy rodzice będą tacy jak dawniej? Czy znowu będą ich kochać? Czy w ogóle można kogoś zmusić do miłości, nawet za pomocą magii? Byli coraz bardziej niespokojni. - A jak się nie uda? - spytał cicho Kuki. - Może oni nie będą już nigdy chcieli z nami mieszkać. Ciągle będą gdzieś wyjeżdżać i nigdy do nas nie wrócą? - Przestań gadać takie rzeczy - krzyknął Filip. - Ale... - Zamknij się, słyszysz? - Słuchajcie, nie możemy tak siedzieć i się kłócić - powiedziała Tosia. - Mamy cztery godziny. Chodźmy gdzieś. - Dokąd? - Nie wiem... - W Danii jest takie miasteczko z klocków lego. Możemy tam iść - powiedział Kuki. - Legoland jest daleko. Trzeba jechać pociągiem. - Skąd wiesz? Filip pokazał reklamówkę leżącą na stole. - Ale możemy iść do Tivoli. - Co to jest? - Park rozrywki, coś takiego jak Disneyland. Obrócił ulotkę na drugą stronę, gdzie było widać park z karuzelami i kolejkami. - Idziemy? - A jak spóźnimy się do portu? - zaniepokoił się Kuki. - To jest blisko. A my mamy dużo czasu. Park rozrywki Tivoli był ogromny. Kiedy przekroczyli kolorową bramę, znaleźli się wśród wielkiego tłumu dzieci i dorosłych. Dookoła wirowały karuzele, pędziły roller-coastery, a elektryczne samochody ścigały się po krętych torach. Zewsząd dobiegały śmiechy i krzyki. Szybko kupili karnety, które pozwalały korzystać ze wszystkich atrakcji przez cały dzień. Najpierw poszli do Wesołego Zakątka, gdzie stała największa karuzela na świecie, zwana Kosmicznym Biegaczem. Gondole z fotelami były wciągane na słup wysoki jak wieżowiec, a potem zaczynały wirować z niesamowitą prędkością. Czasem obracały się do góry 196 197 nogami albo gwałtownie spadały w dół. Wyglądało to niesamowicie. - To jest super. Idziemy! - krzyknął Filip. - Nie możemy iść wszyscy - zatrzymała ich Tosia. - Dlaczego? - Bo ktoś musi pilnować krzesła. - No to my jedziemy pierwsi, a potem Kuki i ciotka - zdecydował Filip. - Dlaczego wy macie być pierwsi? - rozzłościł się Kuki. - Bo jesteśmy starsi. - To ja jestem najstarsza - zaprotestowała ciotka. - Ale najmniejsza. Chodź, Tosia. - Pilnujcie krzesła! Kuki i Wiki z zazdrością patrzyli, jak Filip i Tosia zajmują miejsca w fotelach, a potem wjeżdżają na szczyt wieży. Po chwili wieża zaczęła się obracać. Chyba żadna karuzela na świecie nie wirowała z taką prędkością. Krzesełka jednocześnie obracały się wokół osi i pasażerowie wisieli do góry nogami albo spadali i znów się unosili. Wszyscy krzyczeli. - Będą jeździć pół godziny, a my musimy się nudzić - mruknął Kuki. - Wcale nie mam ochoty tym jeździć - powiedziała Wiki. - Ja właściwie też. Nie lubię, jak mi się kręci w głowie.

- Tam jest fajna zjeżdżalnia. Wiki wskazała na wielką zjeżdżalnię z falami. - Chodźmy tam! - A krzesło? Co zrobimy z krzesłem? - Już wiem - powiedziała Wiki. - Możesz zaczarować, żeby było niewidzialne. Wtedy nikt go nie znajdzie. - A jak myje znajdziemy? - Ale ty jesteś głupi. Przecież my będziemy wiedzieć, gdzie ono stoi. Zapamiętamy miejsce. Kuki chwilę się wahał. Spojrzał jeszcze raz na rodzeństwo wirujące na Kosmicznym Biegaczu. - Dobra. Usiadł na krześle i powiedział: - Bądź niewidzialne. Krzesło natychmiast zniknęło. Przechodzący ludzie ze zdziwieniem spoglądali na chłopca, który 198 199 siedział zawieszony w powietrzu. Kuki zerwał się i złapał oparcie niewidzialnego krzesła. - Gdzie je schowamy? - Za kioskiem z pamiątkami. Pobiegli za żółtą budkę, w której sprzedawano bilety i pamiątki. Postawili niewidzialne krzesło z tyłu kiosku. - Musimy tylko zapamiętać, że na tej budce jest napisane „Tivoli" i że jest żółta - powiedziała Wiki. Kuki szepnął do niewidzianego krzesła: - Tylko nigdzie nie odchodź, rozumiesz? I pobiegł z Wiki na zjeżdżalnię. Nazywała się Tajfun, była długa na sto metrów i pofalowana jak prawdziwy ocean. Zjeżdżało się w nadmuchiwanych kołach, które podskakiwały i szybko sunęły w dół. Na końcu lądowało się w wodzie. Wiki krzyczała i śmiała się jak szalona. Kuki był trochę zdziwiony, bo nigdy nie widział, żeby ciocia się śmiała. Zjechali osiem razy, a potem poszli ścigać się na gokartach. W czasie pierwszych trzech wyścigów ciotka była szybsza. Czwarty Kuki wygrał i nie chciał już ryzykować przegranej, więc pobiegli na roller-coaster. Wózki najpierw wjechały na szczyt metalowej konstrukcji, żeby gwałtownie stoczyć się w dół i jeździć z szaloną prędkością. Kuki i ciotka wrzeszczeli. A w najbardziej niebezpiecznym momencie Wiki chwyciła Kukiego za rękę i trzymała go z całych sił. Tymczasem Filip i Tosia zeszli właśnie z Kosmicznego Biegacza. Byli zupełnie wykończeni. Od wirowania i wiszenia do góry nogami kręciło im się w głowie. Podeszli do ławki, przy której mieli czekać Kuki i ciotka. Nikogo tu nie było. - Gdzie oni są? - krzyknął Filip. - Może poszli kupić coś do picia? - A krzesło? - Nie wiem... - Szukamy ich? - Nie. Musimy tu czekać, bo się pogubimy. Tymczasem Kuki kompletnie zapomniał, że rodzeństwo na niego czeka. Odkryli z Wiki nową atrakcję o nazwie Zwariowany Kangur. Na wielkiej gumowej arenie ludzie skakali, odbijając się na wysokość dwóch pięter. Można było lądować 200 na nogi albo na siedzeniu, jak kto chciał. Kuki i mała ciotka odbijali się jak zwariowane piłki, trzymając się za ręce. Śmiali się tak, że prawie nie mogli oddychać.

zdyszani i rozbawieni. . Siedział na powietrzu! .Szkoda. to czekajcie". że nie wyczarowaliśmy telefonów komórkowych dla każdego.. Musimy ich znaleźć! . usłyszeli bicie zegara. gdzie schowaliśmy krzesło? . Żółty kiosk. Jedynie uniósł się nieco i zerknął w dół.jęczał. i dobrze.Czwarta! . ..szepnął wystraszony.Przeze mnie rodzice do nas nie wrócą.. Tak się przeraził. . Chciał iść dalej. Filip napisał na bilecie: „Kuki! Jak wrócicie. że pamiętam. krzycząc: .Nienawidzę tej głupiej pracy. machając rękoma w powietrzu.Wiedziałem.. Jeszcze możemy je znaleźć. Zatrzymał się na czymś. Jest tam! .Nie martw się.. 204 . Kuki i Wiki krzyknęli jednocześnie. Dalej były następne... Nigdy go nie znajdziemy... Na czym ja siedzę?. ..Zaraz będzie czwarta. . Filip wstał z ławki. Nic przed nim nie stało.. Zamknął starannie drzwi i ruszył w stronę stołówki. Najlepiej.Chodź! Tymczasem Kuki i Wiki. Niewidzialnym krześle! .. i przylepił go do ławki gumą do żucia.Jak? Przecież nigdzie go nie ma.Musimy wracać! Popędzili alejką między karuzelami. Nic pod nim nie było. że od roboty w tym lunaparku kiedyś zwariuję. Przy każdej stała żółta budka z napisem „Tivoli". . . Byli na skrzyżowaniu dwóch alejek.A jeżeli oni tu wrócą? . Był kompletnie załamany.Pewnie. Nagle potknął się.Zwariowałem czy co?. czego nie było widać. Okrążali każdy kiosk. To moja wina.Musimy sprawdzić wszystkie. .Filip i Tosia byli coraz bardziej niespokojni. Nie upadł na ziemię..Ała! Chwycił się za kolano i zaczął je rozcierać. wyszli właśnie ze Zwariowanego Kangura.Pamiętasz.szepnął przerażony mężczyzna.. ale zaraz znów się potknął i przewrócił. że siedzi na krześle. Przewody rozjarzyły się i pękły. . W końcu Kuki usiadł na trawie i ukrył twarz w dłoniach..Wiki! Ich tu jest pełno! Te przeklęte budki stoją wszędzie! Jak my poznamy naszą? .Gdzie teraz idziemy? Zanim Kuki odpowiedział. na którym było napisane „Tivoli". Nigdy! Filip mnie zabije. Miał wrażenie.Widzę go. Potem rozejrzał się zdziwiony. żeby wyczuć niewidzialne krzesło. . Tymczasem w żółtej kasie stojącej na końcu Ti-voli siwy sprzedawca wywiesił kartkę z napisem: 202 203 „PRZERWA OBIADOWA". żeby wyłączyli prąd i to przeklęte wesołe miasteczko wreszcie przestało działać! W tej sekundzie po drutach trakcji elektrycznej przeleciała iskra. . Bo to jest moja wina! Wiki usiadła obok chłopca.Ale tam też jest. że nie miał odwagi się poruszyć.Ja chyba zwariowałem. . ..Co to za diabelstwo? . . Nigdzie go nie było. ...

zanim statek odpłynie. .Człowieku.. gdzie stali Kuki i Wiki.Jak mamy znaleźć coś. Szczególnie ci. Żeby nikt go nie ukradł i teraz nie możemy go znaleźć .Ty kretynie! . .Nie wiemy. . Siwowłosy kasjer.I natychmiast zgasły lampy w całym parku rozrywki. które właśnie wjechały do parku. Nie ruszał się i nie spadał. Popędzili do nich. .Co wyście zrobili? . a potem zaczęli krzyczeć w panice. który nieopatrznie wywołał całe zamieszanie.Tosia wskazała na plac.Gdzie jest krzesło? .Zobaczcie! Na wybiegu z pingwinami jeden z ptaków wisiał w powietrzu. ..krzyknął Filip. Najgłośniej wrzeszczeli nieszczęśnicy wiszący głowami w dół na Kosmicznym Biegaczu. Kuki stanął kilka kroków dalej i nie miał odwagi podejść do rodzeństwa. 205 . Kasjer. potrącany przez biegnących ludzi. Muzyka przestała grać i zapadła kompletna cisza. jak potrafił.powiedział Kuki. . Nagle Wiki krzyknęła: .Tam jest krzesło! Na pewno! .wołała Tosia. . co z nim zrobiłeś! . trzymając w rękach niewidzialne krzesło.Panie dyrektorze!. roller-coastery i elektryczne samochody stanęły w miejscu.Niech pan zobaczy! Dyrektor obrócił się. co się dzieje? Idź ratować klientów! Dyrektor popędził w stronę samochodów straży pożarnej.Jak to nie wiecie? Kuki. Musimy znaleźć to krzesło. patrząc ze strachem na brata.Ja wejdę! Znam się na zwierzętach.Nigdy go nie znajdziemy! . W końcu rzucił niewidzialny przedmiot najdalej. Wyciągnęła rękę i wyczuła oparcie krzesła.krzyczał Filip. . .krzyknął chłopak.Zostaw go.Musieli zrobić jakiś głupi czar i.Jest! . i uciekł. . To c o ś jest niewidzialne.Żeby.. .To nie my! . mów.. Tośka przeskoczyła niewysokie ogrodzenie i ruszyła w stronę „wiszącego w powietrzu" 206 207 pingwina. co zostali uwięzieni w karuzelach i diabelskich młynach.Niech pan dotknie. Słynne Tivoli przestało działać. daj mi święty spokój.Co? Czego chcesz? Kasjer wysunął puste ręce.Zmieniłem je w niewidzialne.zawołał kasjer. z niewidzialnym krzesłem w rękach. a wszystkie karuzele.To oni! .. jakby stał na czymś niewidzialnym. Słychać było syreny straży pożarnej. niech pan tylko dotknie! To jakieś diabelstwo. biegł. . stał bez ruchu. Tymczasem w wesołym miasteczku narastała panika. Nie widzisz. czego nie widać? Bezradnie usiedli na ławce. obok małego zoo. . krzyczącego coś do telefonu komórkowego. . przedzierając się przez tłum uciekających w panice ludzi.Tam są! . Tośka i reszta dzieci biegły alejką. Ludzie najpierw zamilkli. Zatrzymał się obok człowieka w czarnej marynarce.Po co!? . Obsługa próbowała naprawić awarię i uwolnić ludzi uwięzionych w karuzelach. . . Tosia i Filip zatrzymali się. .. .

Tosia pobiegła i wyjęła małego śledzia.Tosia. Dzieci biegły. . Rozległ się dziwny dźwięk i promień światła zaczął wirować.. a dźwięk orkiestry cichł. .. Otaczały ją. Dobiegli do latarni morskiej. Jednak nie miał ochoty zejść. Pingwiny ruszyły za nią.powiedział Filip i popędzili do wyjścia. .Chcemy wejść na ten statek. machając skrzydłami. W plastikowej misce leżały ryby. Nagle zatrzymał się.powiedział Filip. Jednocześnie pod chłopcem pojawiła się smuga czerwonego koloru. na sam koniec mola. aż jakaś siła wyrzuci ich w górę albo porwie ich tajfun i pofruną ponad morzem. a karuzele zaczęły znowu krążyć. .. . Zróbcie coś! . Dlaczego nie zrobicie jakiegoś czaru? Przecież ten statek jeszcze widać.. Kołysząc się i wydając piskliwe dźwięki. chwyciła krzesło i popędziła do płotu. majestatyczna Queen Victoria właśnie odpłynęła... przeciskając się między turystami i straganami sprzedawców pamiątek. Zastygł jak lód lub szkło. Przy kamiennym nabrzeżu portu Langelinie cumowało kilka statków pasażerskich. Aż nagle w latarni morskiej zapalił się reflektor. Dziewczynka rzuciła mu rybę. Wyszeptał kilka słów i prąd zaczął znów płynąć. Filip ze złością kopnął żelazną barierkę. 208 209 I wtedy ją zobaczyli.Ptak na niewidzialnym krześle spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynkę. która powoli zmieniła się w krzesło. które ktoś przyniósł ptakom na kolację. zbliżały się coraz bardziej do dziewczynki. Spróbujcie! Filip niechętnie wstał. Wiki podeszła do rodzeństwa. bo na zegarze wybiła właśnie godzina szósta. że chcecie być na tym statku. Chcemy tam być! Teraz! Czekali.Spóźniliśmy się! . ale nic takiego się nie zdarzyło. powiedział: . inne pingwiny zaczęły okrążać Tosię. Była sto metrów od brzegu i oddalała się w stronę pełnego morza. Lecimy wszyscy! Filip wyprostował się i wpatrując się w statek. Obiadek! Pomachała rybą. . Trzeba odwołać ten czar..Tylko spokojnie. Bezradnie usiadła na kamiennym nabrzeżu. Tosia podała Filipowi krzesło i szybko przeskoczyła ogrodzenie. lecz nigdzie nie było widać Queen Victorii. Ustawił krzesło i usiadł. Widać było jeszcze pasażerów w oknach i słychać orkiestrę grającą na pokładzie. Co gorsza. Ptak otworzył dziób i pochylił się w stronę ręki Tosi. Wielka. Złaź. Rodzeństwo było coraz bardziej niespokojne.Witaj w świecie widzialnych . Statek z ich rodzicami oddalał się.Czekaj. Był on . Ta cofnęła się i pingwin zeskoczył z niewidzialnego krzesła.szepnęła zrozpaczona Tośka.Mogę sam polecieć . mój mały.A co możemy teraz zrobić? . Czarno-białe ptaki wyglądały jak stado groźnych ochroniarzy w mundurach. . zagłuszany krzykiem mew latających nad wodą. . Ja chcę tylko zabrać moje krzesło i zaraz idę. Pingwin się nie poruszył.Ej. Mały. Przeistoczył się w długi na setki metrów most.Idziemy! . .Nie.Po prostu powiedzcie. Silny snop światła uderzył prosto w statek. Milczeli.. Zapaliły się lampy. jednak nie robiły jej nic złego.A jak ono nas wystrzeli zbyt mocno i wylądujemy na Księżycu jako zamarznięte mumie? -szepnął Kuki. Filip usiadł na niewidzialnym krześle.To już naprawdę koniec. . Tośka rozejrzała się.

. . rosnąc wraz z oddalaniem się Queen Victorii. że zaraz runą do morza. Próbowały trzymać się mostu..Daj mi rękę... Most unosił się nad jego tylnym pokładem jak szklana trampolina. Nad ich głowami fruwały krzyczące przeraźliwie mewy. rozpaczliwie próbując złapać równowagę. Chłopiec trzymał przed sobą czerwone krzesło. . Zaczęła zsuwać się po gładkiej powierzchni. Były tak przerażone. że idą po kruchym lodzie albo po cieniutkim szkle. . Nienawidziła tego mostu. Rzucił motocykl i wspiął się na latarnię. zachwiał się. Most był wygięty w łuk i teraz schodzili już w dół. ale nie zwróciły na to uwagi.szepnęła. Na najwyższym pokładzie Queen Victorii mieściła się włoska restauracja. Nagle powiał wiatr i most się zakołysał. idący z krzesłem. No daj! Wiki nie zareagowała. Filip wysunął stopę i ostrożnie dotknął przeźroczystej jak szkło powierzchni. . wydając brzęczący dźwięk. które zaraz pęknie jak 212 choinkowa bombka.krzyknął Filip. bo lśniąca powierzchnia była śliska jak lód.Czuję. Wiki zacisnęła powieki i ruszyła. I zastygła w bezruchu.Idziemy. bo most był wąski jak ludzka dłoń i nie miał poręczy.wygięty w łuk i sięgał od nabrzeża do statku. szklany most zadrżał niebezpiecznie. Most był zawieszony w powietrzu i kołysał się lekko na wietrze. ale zadrżał. ale szła naprzód. Szła po omacku. prowadzona przez Kukiego jak ślepiec przez przewodnika. 210 211 .Nie chcę iść dalej. Most się nie załamał. Nie było poręczy.. Wiki spojrzała pod nogi. Most był wąziutki jak poręcz schodów i śliski jak lodowy sopel. który także się przewrócił. tam gdzie łuk mostu wznosił się najwyżej. . więc bały się. że będą kłopoty! Na końcu weszła na most mała Wiki. Poniżej kłębiło się morze.Nie mogę.Nie chcę. Most kołysał się coraz mocniej i Kuki razem z trzymającą go za rękę Wiki również się wywrócili. Proszę! . Stała bez ruchu. Filip wszedł pierwszy na świetlny most.Nie bój się. szepczący: . Była to śmiertelnie niebezpieczna jazda. więc musiały jechać bez trzymanki. Podcięła nogi Filipa. bo miała lęk wysokości. Filip. Na środku. . Było to trudne. Zatrzymał się gwałtownie. . Wszyscy zaczęli zjeżdżać w dół szklistego łuku. Cała się trzęsła ze strachu.Pociągnął ją za rękę.Idźcie szybko! Nie patrzcie w dół . ale ostra krawędź przecinała skórę.Szybko! Wspięli się krętymi schodami na szczyt latarni. balansując nim jak cyrkowiec idący na linie.Zamknij oczy i chodź. gdzie zaczynał się most. Zacisnęła powieki i dygotała ze strachu. Zdawało im się. . Uderzył mocniej. potem Kuki. że nie reagowały na nic. Podążająca za nim Tosia poślizgnęła się i upadła. Dzieci zjeżdżały coraz szybciej. Kuki wyciągnął rękę i zawołał: . Dzieci poczuły drżenie. . Pod nimi huczało morze. Przed nimi wyrastał wielki statek. Za Filipem szła Tosia. który zadrżał pod jego ciężarem. Szedł bardzo powoli.zawołał Filip. Szli w milczeniu w stronę statku. Idź powoli. Max patrzył oniemiały na dzieci idące po smudze światła. A potem wszedł na most. Kuki zrobił krok w jej stronę. Do portu wjechał czarny motocykl. Chwycił dłoń Wiki.Chodźcie! .

ale nie zobaczył niczego poza stadem mew fruwających wokół komina. .Szybko! . wypatrując rodziców między opalającymi się turystami i zaglądając do kajut przez okrągłe okienka. Dziewczyna ubrana w strój różowej ośmiornicy krzyczała do mikrofonu: ..Nie możemy łazić całą bandą . . a ja z Tośką poszukam rodziców.zadecydował Filip. Będzie fajna zabawa.spytał szeptem Kuki.powtórzył. Wokół tonęły odłamki świetlnego mostu.A co zrobiłeś z tym mostem? .Usłyszymy muzykę. Wy jesteście z pierwszego pokładu? Obrócili się.Tak. .spytał Kuki. Mężczyzna rozpaczliwie machał rękoma. .Nieee.Mam nadzieję. . . .Gdzie mogą być rodzice? Tutaj jest tysiąc kajut.Co to było? . Sprawdzę. . . a Max rozpaczliwie próbował go dogonić. a potem dwa kolejne... .Skąd wiesz. Zanim zdążyli odpowiedzieć. Rodzice wam nie powiedzieli? .skłamała szybko Tosia. kolejna fala uniosła go i wtedy zobaczył oddalający się statek. mrużąc oczy od słońca. 216 217 .Ratunku! Ratujcie mnie! Ale nikt go nie usłyszał..Kucharze szykowali właśnie wykwintne spaghetti alla putanesca. Wzruszył ramionami i wrócił do kuchni. Wysunęła się Tosia. Queen Victoria miała pięć pokładów widokowych. Jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli w górę.. wprowadził ich do wielkiej sali.Zaprowadzę was. Po chwili rozległo się drugie uderzenie. ..Dla dzieciaków z pierwszego pokładu robimy dziś zawody. . Dzieci weszły na pokład numer jeden.Najmłodszy z kucharzy odłożył nóż. Wielka fala opadła. W której kajucie mieszkacie? Jakoś nie mogę sobie was przypomnieć. Stał za nimi chłopak w czerwonym mundurze ze złotymi guzikami.. że nikt za nami nie szedł. że teraz grają. musieli za nim iść. Rozejrzał się.Łał! Ale zabawa.. Dzieci spojrzały na siebie niepewnie.? .Przepraszam.. Zaczynamy nowy wyścig żab. Nie mieli wyjścia. kiedy nagle usłyszeli głośne uderzenie w sufit.. uśmiechając się do dzieci. .Zwiewamy stąd? . Kuki i mała Wiki. Kto chce wystartować!? Chłopak w mundurze zostawił ich i gdzieś poszedł. Wtedy zza czerwonego komina Queen Victorii wychyliła się głowa Filipa.To chodźcie ze mną.Jesteście z pierwszego pokładu? . . Tutaj turyści opalali się na wygodnych leżakach lub oglądali morze przez wielkie lunety. gdzie sterczały wentylatory i anteny.zaprotestował Kuki.Rozkazałem. .Ja też chcę szukać rodziców! . Jesteśmy. od którego podskoczyły wszystkie talerze. w której grupa dzieciaków udawała żaby. odsłaniając głowę Maksa. Statek odpływał.Kuki i Wiki zostaną tu z krzesłem. Chłopak ruszył w stronę szerokich drzwi na końcu korytarza i gadał jak najęty.Nie wiem. .. Krzyknął: . otarł ręce i wyszedł po schodkach 214 215 na najwyższy pokład. . Kiwnął ręką. .Filip chwycił krzesło i pobiegł w stronę metalowych schodków. . żeby wpadł do wody. ..spytał szef kuchni.

. . Prowadząca imprezę dziewczyna zarządziła przerwę. gdzie były drzwi do wielu wind.. . . żeby włosy nie wpadały jej do oczu. 218 219 . Tosia i Filip biegli długim korytarzem.Coś ty? Przecież ty za godzinę będziesz znowu wstrętną ciotką. Dwunasty pokład. żebyś była jak dawniej. Skakała na wyścigi w workach. Śmiała się i bawiła.Ale już nie chcę być! Nie chcę! 220 221 . jakby była naprawdę siedmioletnią dziewczynką.Szukamy państwa Ross . Podeszła do nich różowa ośmiornica. Zziajane dzieci pobiegły do bufetu po napoje i słodycze. Zrobimy wycieczkę dookoła świata.Nie możesz. Za ladą siedział marynarz w zielonym mundurze. . Kuki robił to niechętnie.A czy ja. skąd się tu wzięliśmy? . i siedźcie spokojnie. Dzieci były zdumione. Będziesz okropna.Ross. Wiał wiatr i Wiki próbowała zapleść sobie warkoczyki. że jesteście pasażerami. . Kuki i Wiki wzięli już udział w kilku zabawach. . że statek wygląda w środku jak wielki supermarket. Po prostu udawajcie. Nie miały pojęcia. Był coraz bardziej zdenerwowany. między bawiące się dzieci. Wybiegli. rzucała piłkami do celu i zjadała ciastko z kremem bez pomocy rąk.. O. Daleko w dole szumiało ogromne błękitne morze. to popłyniemy razem z nimi tym statkiem.powiedziała Tosia.Pokazał ręką w stronę korytarza. . . bo myślał wciąż o rodzicach. .Słucham? . że mówicie po madagaskar-sku . Zbiegły schodami i zaczęły się przeciskać między pasażerami. Za to mała Wiki bawiła się doskonale. Tylko tym razem nie róbcie żadnych numerów. Pociągnęła ich na środek sali.Jak odczarujemy rodziców. widzisz tamtą panią. Zresztą sama chciałaś być znów dorosła. Dziewczynka przestała zaplatać warkocze i spojrzała na niego ze strachem. Kuki i Wiki zabrali krzesło i wymknęli się na pokład. Bo tak naprawdę cień dorosłej ciotki już zniknął i Wiki stała się prawdziwym dzieckiem. .powiedziała Tosia. Jakbyś znikła. toby cię szukali.Nie wrzeszcz. Będziesz dorosła i nikt nie będzie chciał z tobą płynąć.Wiesz co? . Czy ja mogę popłynąć z wami? -spytała Wiki. Tosia zobaczyła napis „INFO" na środku holu.. Usiedli na ławce..powiedział Kuki.A wy nie chcecie się bawić? Chodźcie do nas. .A jak nas spytają.O siódmej będą grać w kawiarni Dolce Vita. . Kuki wzruszył ramionami.Masz dom.Czemu? . Albo wyczarujemy sobie własny statek i ja będę kapitanem. Jak ich znajdziemy... Kuki i Wiki rozglądali się niepewnie po sali.I co z tego? Nasi rodzice na pewno każą. .To udawajcie. Możecie tam pojechać windą. to po was wrócimy. Już wiem.Przecież ja mogę zostać taka jak teraz.pytała przerażona Wiki. Będziesz taka jak ona. Spojrzał z uśmiechem na dzieci.A co? Już zapomniałaś. ..I jak ja będę wyglądać? . Na końcu szerokie schody prowadziły do ogromnego holu pełnego sklepów i kawiarni. Są muzykami w orkiestrze? -Tak! . dowód osobisty i pracę.

powiedz im. jak odpływa. . Nigdy! Chwyciła krzesło i podbiegła z nim do relingu.Co z nim zrobiłaś? Mów! Powoli podniosła głowę. która ciągnęła za rękę wyrywające się dziecko.szepnął. Muzyka orkiestry! . Dziewczynka siedziała oparta o barierkę i miała twarz ukrytą w dłoniach. .Wstrętna oszustka! . W końcu zobaczył szklane drzwi z napisem „Dolce Vita". zanim nie zostanie zdjęty czar.Nienawidzę cię! A potem rzuciła je za burtę. Gdzieś z daleka zaczęła dobiegać muzyka. . Filip pociągnął brata do kryjówki.Chodź. popchnął je i wtedy zobaczył rodziców. Błagam cię.. ty wstrętna histeryczko! Dalej! Wiki patrzyła na okropną kobietę z przerażeniem. Spojrzała na rodzeństwo i cicho szepnęła: .. . skąd dobiegała muzyka. Ale przysięgnij.. Rozumiesz? Żadnych czarów! Kuki popędził schodami na górny pokład. Spojrzała na morze huczące w dole i szepnęła do czerwonego krzesła: . że Wiki patrzy za nim w jakiś dziwny sposób. . Grali jakąś powolną smutną melodię.Jesteś wstrętna! . Kobieta krzyczała do małej: . Chciał być blisko nich. starając się znaleźć miejsce. To moja mama gra. Siedzieli z innymi muzykami na wysokiej scenie.Zostawiłeś krzesło!? .Wiki spojrzała na chudą pasażerkę w czarnej sukni. Wiki nie odpowiedziała. Mama ubrana była w czarną sukienkę. żeby nie. Nie zauważył. .Chciałem zobaczyć rodziców. Po chwili czerwonego krzesła nie było już widać.Nie będę taka. Wiki patrzyła. Powiedz. Szedł jak zahipnotyzowany w stronę rodziców.Ja muszę ich zobaczyć. Miała 222 223 okulary przeciwsłoneczne. Kuki nie słuchał jej.krzyknął Filip. .Co? . Wiedział. .Słyszysz? Tam są nasi rodzice. .Ciotka go pilnuje! Filip popatrzał na niego zaniepokojony.Wrzuciłam je do morza. Kuki szedł przez labirynt korytarzy. . być dorosła. Tosia i Kuki popędzili za nim. Wbiegli na pokład.Nie chcę być taka.. Krzesło runęło w dół i wpadło do morza. Kelnerzy krążyli po sali z tacami. Jestem pewny! Kuki zerwał się. a ludzie tańczyli. żeby mnie nie zmieniali. rozbryzgując wodę.. Nagle usłyszał: . Zostań tu.krzyknął z rozpaczą Kuki. na którym została Wiki. że nie powinni go zobaczyć.Kuki! Stój! Za sztucznymi palmami siedzieli ukryci Filip i Tosia. że nie ruszysz krzesła..Po co tu przylazłeś? . oddala się od statku. Inni pasażerowie siedzieli na miękkich fotelach i sączyli napoje. Kuki tego wszystkiego nie zauważał. Dziewczynka otarła łzy i szepnęła: .Nie chciałam. jest coraz mniejsze i mniejsze. Obrócił głowę. ale nie mógł się powstrzymać. Wtedy dziewczynka usiadła na pokładzie i zaczęła płakać. Obok stał tato w czarnej marynarce.. .Wyrzuciłam je.Dlaczego!? .Gdzie jest krzesło!? .. zerwał się i pobiegł do wyjścia.

wpijając dłonie w oparcie krzesła. jakby nadlatywała kometa albo wielka lawina. Fala zalała mu usta. Masa wody zalała najwyższy pokład i po chwili spłynęła.. co zrobić. Powoli wstał z czerwonego krzesła i je zasłonił. .. Nadciągała wielka fala tsunami. Zaczynał tonąć. uratuj mnie. . gdzie grała orkiestra.. to ujrzał daleko na morzu czerwony punkt. Nie będę kradł! Nie zrobię już nigdy nic złego.zawołała Wiki i popędziła z krzesłem na schody. Była olbrzymia. Płakała cicho. Przysięgam! Tylko mnie ratuj! Błagam! Uratuj mnie! I wtedy nadeszła wielka fala. stało się ciche i łagodne. Wreszcie Tośka podniosła się. Przetarł oczy.spytał Kuki. . Tosia. Resztkami sił zbliżył się do krzesła i spróbował je złapać. Chcę być tam.szepnęła błagalnie Wiki. Huk. Zachłysnął się wodą i zanurzył. Wiki siedziała osobno. Większa niż statek Queen Vic-toria. ... . Nie wiedzieli. . która szła do niego i krzyczała: .Oddaj mi je . Mężczyzna złapał krzesło. Uniosła Maksa i porwała go wraz z krzesłem. I wtedy usłyszała dziwny dźwięk. Wysoka jak dom. Na pokładzie stało czerwone krzesło. Ruszyła w stronę pokładu. z twarzą wtuloną w dłonie. Zobaczyła. ale fale wciąż go odpychały. Max z całych sił objął czerwone krzesło i zawołał z rozpaczą: . ..Dziękuję.Skąd je masz?! Oddaj mi je! 226 Max nie odpowiedział.. olbrzymia fala tsunami pędziła w jego stronę.. Błagam cię! Nie będę już oszukiwał. . Ale nikogo innego nie mamy. Potem morze uspokoiło się.Skąd masz to krzesło!? Max rozejrzał się nieprzytomnie. A na nim siedział ociekający wodą Max. Na falach unosiło się krzesło! Mężczyzna zaczął rozpaczliwie płynąć w jego stronę. daleko od nich.. Dziewczynka obróciła się. jak morze na horyzoncie unosi się i pędzi w jej stronę. Wielkie fale przelewały się nad nim i tracił powoli siły.Wiem.szepnęła Wiki. . .. A potem powoli wyciągnął rękę i podał jej magiczny przedmiot. Zbliżała się z ogromną prędkością. Kiedy fala uniosła go.. Wiki zerwała się.. Otarł wodę z twarzy i spojrzał na Wiki. Wiki zasłoniła głowę i zamknęła oczy.Uratuj mnie! Proszę cię. . Kuki i Filip poszli za nią. I wtedy 224 225 jakaś litościwa fala uniosła go i położyła na siedzeniu.Ja chcę je z powrotem.Przecież oni są. na statku.Sr Max rozpaczliwie próbował doścignąć Queen Vicotrię.Dokąd? . który zakołysał się.Uratuj mnie. Wiki opuściła dłonie. . Mała Wiki została sama. hucząc straszliwie. Po prostu nic.krzyknął Filip. . Oddam im to krzesło.Chodźcie. I wtedy coś zobaczył. ale to zupełnie nic już zrobić nie mogli. ale wypluł wodę. Nie miał już sił. Max ściskał w dłoni oparcie czerwonego krzesła i patrzył na dziewczynkę. Filip i Kuki siedzieli skuleni w kącie pokładu.Do rodziców.Zwariowałaś? . Oddam im je.Daj mi je! Proszę. i krzyczał: . . Fala uderzyła w statek.

Wszyscy na pokładzie znieruchomieli w niemym oczekiwaniu. Ze straszliwego snu. Zapadła zupełna cisza.. opuścił skrzypce i podszedł do dzieci. że tu jesteśmy? . I wtedy usłyszeli wołanie: . . . Mama zaczęła krzyczeć: . Przecież nie miały dokąd iść.Odejdźcie stąd! I też powróciła do grania. Mama spojrzała jeszcze raz na dzieci i syknęła: . ale nie czuł żalu.. ale Kuki nie czekał. Mama pierwsza ruszyła w ich stronę.Mama obróciła się i zawołała: .. Chcę. Czekały. na której grała orkiestra. Za nią pobiegł tato. I czuł się wspaniale. Tosia i Kuki szli powoli w stronę sceny. Dzieci stały bez ruchu.krzyknęła. Spojrzeli oboje na swe dzieci.Max spoglądał na nią.. W końcu dzieci odwróciły się i ruszyły do wyjścia. że jesteśmy zajęci? Zostawcie nas w spokoju.Mamo! . Tato krzyknął ze złością: 230 . Ludzie rozstępowali się. a ludzie przestali tańczyć. żeby nasi rodzice byli tacy jak dawniej. ruszył w ich stronę.! Mama obróciła głowę i zobaczyła dzieci. Gdzieś w głębi duszy łudziły się. 229 .Nie widzicie.! Muzycy z orkiestry spoglądali na nich ze zdziwieniem. Szef sali. czy ty się nie cieszysz. Szły powoli. bez celu. Ojciec wypuścił z rąk skrzypce i obrócił głowę. I wtedy wszystko umilkło. że ich widok coś zmieni.Chcę. a oni biegli do siebie. . . Podbiegła i bez słowa postawiła je przed zdumionym rodzeństwem. Przeskakując po kilka stopni. Pierwszy raz w życiu coś komuś dał. zbiegli ze sceny i pędzili do swoich dzieci. . Cały czas z nami płynęli. Mama powoli odłożyła wiolonczelę. Idźcie gdzieś! Ojciec podniósł skrzypce i znów zaczął grać.Przyjechaliśmy do was.Czy wy zawsze musicie wszystko popsuć? Tu było tak pięknie. W rękach trzymała czerwone krzesło.A z czego mam się cieszyć? Z kłopotów? Stracimy przez was pracę! . Skoncentrował na nich wzrok z jakąś niezwykłą siłą i zaczął mówić: . Rodzice nie dostrzegali ich. który stał przy drzwiach.. Wtedy rodzeństwo pobiegło w ich stronę. Tosia chciała o coś spytać. Rodzeństwo patrzyło oszołomione na rodziców. Patrzyli na nie.Czy wyście oszaleli! Kto za to zapłaci? Dzieci patrzyły z rozpaczą na rozzłoszczonych rodziców. Orkiestra przestała grać. Twarz wykrzywiała mu złość.Tośka! Filip! Kuki! Przez pokład pędziła Wiki. Nie miały już żadnej nadziei.. i nic nie mogło ich powstrzymać.Co? . Tato przestał grać. jakby nagle obudzili się ze snu. Jednak czar trwał nadal..Mamo.zapytała rozpaczliwie Tosia. Zdjęła przeciwsłoneczne okulary. potem zerwała się i podbiegła do nich. Tak spokojnie! A wy wszystko zepsuliście! .. Żeby do nas wrócili! Żeby nas kochali i już nigdy nas nie zostawili. Wreszcie Tosia zawołała: .Mamo. Filip.Co wy tu robicie!? .Piotr! Zobacz! Oni tu są! Widoczne schowali się na statku. Patrzyła oszołomiona. nawet morze 231 zastygło w bezruchu.Mamo. Natychmiast usiadł na krześle i spojrzał na rodziców.

Wciąż nie mogę się przyzwyczaić. .. Obrazy przypływały i znikały. że będziesz z nami. Dobranoc. Idź już spać.Zapomniałeś. żeby sąsiedzi niczego nie zauważyli.tato zasłonił mu usta i zerknął na otwarte okno. Na łóżku pod oknem leżała mała Wiki. .W każdym razie dziś nie wyruszamy w żadną podróż.. Spoglądała z wyrzutem. choć to trochę niebezpieczne.Możemy wyczarować.zawołał Kuki. która się uśmiecha. Wyglądało.powiedziała stanowczo mama.. Nudzimy się już od miesiąca! -zawołał Filip.No właśnie.powiedziała mama. Wielkie miasta z wielkimi wieżowcami i maleńkie wyspy z jednym maleńkim domem. .Ciii. Bez przerwy. Rodzeństwo wyskoczyło z łóżek i podbiegło do Wiki. I Tosia. Mama. co było złe. że zło minęło i już nigdy nie powróci. Tosia oparła się o jego ramię i chwyciła dłoń mamy. i wyłączyła ją. Kuki.Tak. Nie jest łatwo powrócić z niezwykłej podróży dookoła świata do zwykłego domu.No pewnie.Jesteśmy w domu dopiero od miesiąca! . ale przecież możemy razem gdzieś pojechać albo polecieć. wtuleni w siebie. i. . . .poprosił Kuki. która całuje nos delfina. Mama usiadła obok niej i powiedziała uroczyście: .Kuki chwycił rękę mamy. 233 .Bo nikt nie powinien się o nim dowiedzieć. życzę ci wszystkiego dobrego. Nikt i nigdy. Śpijcie już.zawołał Kuki. . Dobranoc. . że można zrobić jeden czar na tydzień i tylko taki. -A wy musicie chodzić do szkoły. . . więc kładźcie się spać .Nie musimy! .Tak. .Kochana Wiki. którzy skaczą z burty do ciepłego oceanu. . . . bo wierzyli. kiedy znów popłyniemy gdzieś daleko? . Mama podbiegła do niej. że już nie kołysze ich morze. która objęła go z całych sił. żeby jak najdłużej było tak cudownie nudno i spokojnie . Tato złapał za ramiona Filipa i przytulił go.. Tośka. I żeby spełniło się twoje największe marzenie.A ja chcę.. Teraz chcę być z wami. że nie możemy mówić o tym głośno. Inni też je oglądali..Dobranoc. Chmury złotych motyli na Haiti i latające ryby na Orinoko.Ciocia ma dziś urodziny? . Filip i tato. i zapomnieli o wszystkim. że mam teraz czworo dzieci. Mama wyciągnęła z rąk syna srebrną ramkę. . Mama pocałowała każde z dzieci i zgasiła światło. Od kiedy powrócili do domu. I stali tak razem.Właściwie dlaczego nie możemy? .Obejrzę to do końca . .Mamo.A ja? Zawsze o mnie zapominasz! Mama obróciła się.Oglądałeś to sto razy.. 232 Wielkie żółwie na Galapagos i miniaturowe hipopotamy w Togo. Czterdzieste! To znaczy ósme. . żeby szkoła. tak jakby chciała mieć ich oboje jak najbliżej... Spojrzeli na czerwone krzesło. że ono też się trochę nudzi. -Wszyscy zapomnieliście! . Kuki każdego wieczora ją wyciągał i oglądał zdjęcia z podróży..Kuki. prawda? . . . . Że każdego ranka budzą się w tym samym miejscu.Przepraszam cię.zawołała Wiki. w której wyświetlały się fotografie. Bo wciąż nie mogli się przyzwyczaić.A ja mam dziś urodziny! . siostrzyczko. Rodzice zdecydowali. i żeby. To nudno tak ciągle siedzieć w jednym miejscu. I wielki sztorm.powiedziała Tosia. Filip.Nie wiem. we własnym domu. które stało obok łóżka.

Lecimy! Dom leciał lekko i bez hałasu.. Popędzili do niej. HUK. Było daleko. 237 Tato wybiegł na balkon.Ono wypadło! .Odwołajcie ten czar! .Polecieć? . ciężki kamień. że ulica się oddala. Zaczęli szukać czerwonego krzesła.. Bo latanie jest milsze niż pływanie. . .Chciałam polecieć znowu w podróż.krzyknęła mama. Gdzieś w głębi domu rozległ się dziwny dźwięk... pod domem. .Co? Przecież ty się bałaś latać! .zawołał Filip.Tato! My lecimy. -Wiki! Skup się! Jakie miałaś marzenie?! -krzyknęła Tosia. 234 235 . Dom podskoczył.Co się znowu dzieje? . Ja miałam takie samo jak wy.To znaczy jakie? .Tato! Wtedy rozległo się straszliwe chrupnięcie.. Spojrzeli w dół i zobaczyli. . Dom zachwiał się.zawołała z balkonu Wiki. Budynek się przechylił. Drżał jak samolot przed startem. Ciągle zapominała. Mama chwyciła Kukiego za rękę. .MAMO! UWAŻAJ! . posypał się tynk z sufitu.Nie martw się . ....Czuję. Dom oderwał się od fundamentów i unosił się w górę! . Turlali się po podłodze. jakby ktoś wyrwał ząb olbrzymowi.. ale wśród poprzewracanych mebli nie było go widać.Jakie ty miałaś marzenie? Powiedz! ..Siedzisz na krześle. .Nic się nie stanie.spytała niepewnie mama. łagodnie się kołysząc. . . ale w tej samej chwili dom zakołysał się i wszyscy przewrócili się na dywan. . . bo.Może to jest trzęsienie ziemi? Tato podbiegł do Wiki. poza ich zasięgiem.Schowajcie się.. Zadrżały wszystkie przedmioty i na podłogę spadł wazon z kwiatami.krzyknęły dzieci. .powiedział tato i objął mamę.Co? Dlaczego? . TRZASK. a kilka rzeczy wyfrunęło przez okno. Mama zerwała się z czerwonego krzesła. .No.Co to jest? . Jakby ktoś przesuwał ogromny. HUK! Jakby kamienny potwór postawił stopę na dachu. że to nie jest zwykły mebel! Rozejrzała się niespokojnie.Ale już się nie boję. Krzesło leżało na trawniku.Jak myje odzyskamy? .No tak. 236 Dom zakołysał się znów.. wyżej i wyżej. Tylko dom łagodnie się kołysał. . . Za nim pobiegli inni.Ja. Szybko! Chcieli wybiec.szepnęła mama. a potem zapadła kompletna cisza. a lampa zawirowała jak karuzela i zgasła. Modele statków spłynęły z półek. próbując się czegoś złapać.. a dom wciąż się unosił. że będą kłop. Łóżka stanęły sztorcem. . .Nie wiem... .

. . 238 Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. ul. Na ciemnym niebie iskrzyły się setki gwiazd.powiedział Kuki. Dąbrowskiego 16.No. jak czerwone krzesło powoli wstaje z trawy i unosi się w górę. ale tylko jedna gwiazda poruszała się powoli. Światła miasta powoli zostawały za nimi. . Druk: Drukarnia Colonel. jakby zastanawiało się. 2009. Kościuszki 37. Wydanie 1. Jakby czegoś szukało. rozumiesz!? . dokąd lecieć. a oni lecieli jak stero-wiec albo dziwny pojazd kosmiczny. Mama zapaliła świece. . a Filip latarkę i z ziemi dom wyglądał jak jeszcze jedna gwiazda. prawda tato? .Tak.Wszystko będzie dobrze.Mama przytuliła Wiki. Miasto zostało daleko pod nimi. Jakoś sobie poradzimy.Nie złośćcie się na mnie .. . . Czerwone krzesło poleciało prosto w jej stronę. to żadne z nich nie mogło już zobaczyć.szepnęła Wiki.Przecież chcieliście polecieć w podróż! Wy też tego chcieliście.Nie krzyczcie na nią. a wiatr popychał dom w stronę morza. Na pewno.. . Choć stali na balkonie. Zawisa w powietrzu i obraca się. .szepnęła Tosia. . to już koniec .Lepiej powiedz. 30-105 Kraków.spytała Tosia.Ale chcieliśmy potem wrócić! Podróże są dobre. . jeżeli można wrócić.Będziemy tak lecieć do końca świata. Za oknem przelatywały ptaki i obłoki. Kraków. ul. jak wrócimy na ziemię .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful