ANDRZEJ MALESZKA: Magiczne drzewo: ANDRZEJ MALESZKA Magiczne drzewo CZERWONE KRZESŁO • :i- . ..

fin ILUSTRACJE IGOR MORSKI MORSKI STUDIO GRAFICZNE ¦¦¦iss WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2009 Projekt okładki Andrzej Maleszka Paweł Panczakiewicz/ART.DESIGN Fotografia na okładce Maciej Mańkowski Fotografia autora na stronie 4 okładki Archiwum autora Ilustracje na stronach 103,174,192 oraz pierwsza wyklejka Andrzej Maleszka Opieka redakcyjna Maria Makuch Adiustacja Urszula Horecka Anastazja Oleśkiewicz Korekta Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny PARASTUDIO Łamanie Irena Jagocha Copyright © by Andrzej Maleszka Copyright for the illustrations © by Morski Studio Graficzne Sp. z o.o. 2009 ISBN 978-83-240-1165-0 Książki z dobrej strony: www.znak.com pi Sieczny Instytut Wydawniczy 30.105 DZiał SPrZ6daZy: tCl- (°12) 61 99 -ail: czyte.nicy@znak.com.pi Wdwutysięcznym roku nad Doliną Warty przeszła straszliwa burza. Trwała bez przerwy przez trzy dni i trzy noce. Przerażone zwierzęta kryły się w najgłębszych norach. Małe dzieci chowały głowy pod poduszki, by nie słyszeć nieustającego huku grzmotów. W wielu domach zgasło światło, a dachy porwała wichura. Trzeciego dnia piorun uderzył w olbrzymi stary dąb rosnący na wzgórzu. Drzewo pękło i runęło na ziemię. Zadrżały domy w całej dolinie, a burza natychmiast ustała. Nie był to zwyczajny dąb. Było to Magiczne Drzewo. Miało w sobie ogromną, cudowną moc. Lecz wtedy nikt o tym nie wiedział. Ludzie zawieźli je do tartaku i pocięli na deski. Z drewna zrobiono setki różnych przedmiotów, a w każdym przedmiocie została cząstka magicznej mocy. W zwyczajnych rzeczach ukryła się siła, jakiej nie znał dotąd świat. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły się niesamowite zdarzenia. CZERWONE KRZESŁO Dokładnie o północy Kuki otworzył oczy i zaraz je zamknął, bo okno rozświetliła błyskawica. Po sekundzie zahuczał grzmot i dom zadrżał. Kuki naciągnął kołdrę na głowę, bo nienawidził burzy. Od razu sobie wyobrażał, jak dom rozlatuje się na kawałki. Albo jak się pali. Albo że wszystkich porywają upiorne dzieciojady, które przylatują w czasie burzy. Miał dużą wyobraźnię.

- Filip, śpisz...? - szepnął Kuki. - Filip! Nikt nie odpowiedział. Chłopiec powoli wypełzł spod kołdry i spojrzał na łóżko brata. Było puste. Filipa nie było. Kuki wyskoczył z łóżka i podbiegł do lampy. Nacisnął włącznik, ale światło się nie zapaliło. Nie było brata i nie było światła! Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł na ciemny korytarz. Cisza. Słychać tylko kapanie. Plum... Kap... Z sufitu sączyła się strużka wody. - Co się dzieje? Tośka! Otworzył drzwi z napisem: Kto wejdzie bez pukania, to trup, i krzyknął: 9 - Tosia! Obudź się! Ale siostry także nie było. Łóżko stało puste, a kołdra leżała na podłodze. Kuki popędził do pokoju rodziców. - Tato! Lecz w ciemnej sypialni nikogo nie było. Tylko potrącona drzwiami wiolonczela wydała długi jęczący dźwięk. Gdzie oni wszyscy się podziali? Był zupełnie sam, w środku burzy, nie było światła, a na zegarze wybiła północ. To naprawdę nie jest mało dla dziewięcioletniego człowieka. - Czuję, że będą kłopoty - wyszeptał Kuki. A woda wciąż kapała z sufitu. Plum... kap... plum... kap... Ponury rytm, który przerażał go najbardziej. - Muszę zachować spokój. Nie mogę się denerwować. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie... Tato mówi, że zawsze można znaleźć rozwiązanie i... Błyskawica znów rozjaśniła mrok mieszkania, a jej białe światło odbiło się w kałuży na podłodze. Chłopcu zdawało się, że to nie woda, tylko straszliwa trucizna. Jedna kropla wystarczy, żeby spalić jego bose stopy. - Trzeba kogoś zawołać - wyszeptał. - Muszę znaleźć pomoc... Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował. Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni. Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi. Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał. Kuki zastygł. - Porwali wszystkich, a teraz wrócili po mnie! -pomyślał z rozpaczą. - Chcą zabrać ostatniego z rodziny Rossów... Zasuwka zamka zgrzytnęła i przesunęła się. Klamka powoli opadła, a potem drzwi z cichutkim trzeszczeniem zaczęły się otwierać. Kuki resztkami sił odskoczył i ukrył się za płaszczami na wieszaku. W mroku widział, jak skrada się 10 11 jakaś postać w hełmie i zbliża do niego. Nie mógł czekać. Musiał zaatakować pierwszy. Wyskoczył zza płaszczy i z całych sił walnął przeciwnika metalowym fletem. Usłyszał dziki wrzask: - Ała! A potem: - Kuki, ty kretynie! Co robisz? Jego dwunastoletni brat Filip zdjął kask rowerowy i rozcierał głowę. Do mieszkania wbiegła mama w mokrej pelerynie, z latarką w ręku. - Co się stało?

- Kuki chciał mnie ukatrupić. Mama podbiegła do Kukiego. - Króliczku, obudziłeś się? Mówiłam, że ktoś musi z nim zostać! - Mama przytuliła chłopca. Nie bój się. Już wróciliśmy... Do korytarza weszli tato i Tosia. Byli kompletnie przemoczeni. Tato niósł deski i kawałki folii. Filip zawołał do siostry: - Tośka! Kuki rozwalił ci flet! - Co? Dziewczynka chwyciła flet, który był wygięty i miał pęknięty ustnik. - Dlaczego go zepsuliście!? - Nie my! On! - Spokój - powiedział tato. - Zdejmijcie mokre rzeczy i chodźcie na ciepłą herbatę. Wszyscy. Mama objęła Kukiego i poszli razem do kuchni. Na kuchennym stole paliły się świece, a mama nalewała parującą herbatę do kubków. Burza już się skończyła. Kuki siedział owinięty kołdrą i ziewał. Filip przykładał lód do sińca na głowie, a Tośka próbowała naprawić flet. - Wichura rozbiła okno na strychu - mówił tato - i woda lała się do domu. Musieliśmy wejść na dach, żeby to zreperować. Inaczej byśmy spali w akwarium. - W dodatku prąd wysiadł! - zawołał Filip. -Było ciemno jak w trumnie. - Dlaczego poszliście beze mnie? - oburzył się Kuki. - Ja też chciałbym wejść na dach. - Jesteś za mały na taką akcję - powiedział Filip. - Pioruny tak waliły, że w każdej chwili mogliśmy być trafieni. Trzymałem tatę, żeby wichura go nie porwała. Ty byś umarł ze strachu. - Nieprawda! - Prawda. Było tak niebezpiecznie, że tato kazał mi włożyć kask. 12 13 - Przez twój kask mam rozwalony flet - mruknęła Tosia. - Wolałabyś, żeby walnął mnie w głowę? - Wolałabym, żeby cię walnął czymś innym. Po wakacjach mam egzamin. Jak ja będę ćwiczyć? Kuki zerknął na siostrę, która smętnie oglądała zniszczony instrument. Tośka, tak jak Filip, chodziła do szkoły muzycznej. Miała jedenaście lat, ale wszyscy już mówili, że ma prawdziwy talent. Tak jak rodzice, którzy byli muzykami w orkiestrze. Filip też nieźle grał na skrzypcach, ale nie miał cierpliwości do ćwiczeń, bo interesowało go dużo innych rzeczy, na przykład piłka i gry RPG. - Przepraszam - powiedział Kuki do siostry. -Nie chciałem go zepsuć. - Dobra. - Tośka przytuliła brata. - Nie złoszczę się już. To nie twoja wina. - Walnąłem go, bo myślałem, że jest dziecio-jadem. - Bo jestem - zaśmiał się upiornie Filip. - Jak zaśniesz, to odgryzę ci łapę, którą na mnie podniosłeś. Tylko ją umyj, bo brudojadem nie jestem. 14 Poszli spać dopiero o pierwszej w nocy. Mama przyszła jeszcze powiedzieć im dobranoc. Kiedy pochyliła się nad łóżkiem Kukiego, ten szepnął. - Mamo... - Co, króliczku? - Wiesz, ja się obudziłem, bo miałem głupi sen. - Nie myśl o tym. - Ale chcę ci to powiedzieć. Śniło mi się, że ty i tato już nas nie chcecie. Że oddaliście mnie, Filipa i Tosię komuś obcemu i odeszliście. - To głupi sen i zapomnij o nim. Ani ja, ani tato nigdy was nie zostawimy. Dobranoc. Dwa tygodnie później w fabryce mebli Hoga zrobiono krzesło. Wykonano je z dębowego drewna i pomalowano na czerwony kolor. Był to jedyny egzemplarz, który miał jechać na targi

Mama poprosiła Filipa. .krzyknęła Tosia. kretyni!? .To jest moja siostra! Nie była u nas od pięciu lat. . . Kuki chciał koniecznie pomóc. Ona wcale nie jest taka zła. Przyciągnął stół pod żyrandol.Chyba nie.Tato. .Nigdy! . I oczywiście nie wygląda! Ona znowu powie. I wtedy drabina się złamała. .Ty nie masz mózgu!.Skacz! . . zbierając z podłogi potłuczone filiżanki... Kuki pobiegł do korytarza.Zabiję się. a na środku duży tort. więc weszli na drabinę razem.Słuchajcie. że to złudzenie. a Kuki spadł na stół.Boli mnie tyłek.Nic ci się nie stało? . że chcemy ją prosić o pożyczkę? Musimy spłacić długi. . a dzbanek z sokiem pękł na sto kawałków... . Nie pozwalam tak mówić o Maryli! Poza tym zapomnieliście. Nie boli cię nic? .wrzasnął Kuki.To wytrzymaj jeszcze chwilę! Filip rzucił się w stronę okrągłego stołu. Ale to nie było złudzenie.. zdawało mu się. Wtedy sądził. Filip skoczył pierwszy i nic mu się nie stało. . żeby nie zapraszać tej piranii . Tak się starałam. na którym stało mnóstwo talerzy i filiżanek. zostawiając za sobą kremowe ślady. Szybko! Mama i tato podbiegli do Kukiego. Idź się przebrać. W domu było wielkie sprzątanie. że jest ciepłe i lekko się porusza.mebli do Gdańska. że niczego nie potrafię. Wpadła Tosia.Co wyście zrobili. . Skacz! 16 17 -Nie! . . Kuki został na lampie. Na szczęście tort osłabił upadek. żeby ten dom wyglądał jak normalny dom. Gdy czerwone krzesło ruszało w podróż. Mama usiadła na kanapie. . Krem prysnął na ściany. wkładał krzesło do ciężarówki. Tylko od niej możemy pożyczyć pieniądze. .. a za nią rodzice.Nie utrzymam się . Zdążyli się jeszcze chwycić żyrandola i dyndali. Filip i Kuki wisieli na lampie.krzyczał. Połamię nogi! Będę miał wstrząs mózgu.Mówiłem. . Na przykład trzy cukierki.Przynieś wiadro i mop. . I kupić flet Tośce. Żyrandol zatrzymał się na przewodzie i kołysał centymetr nad głową Kukiego.. .Przestań.powiedział Filip. żeby wkręcił żarówkę do lampy. Kiedy gruby kierowca. że będzie musiała kupić dzieciom jakiś prezent.. filiżanki pofrunęły.To skacz! . mając do podłogi jakieś dwa metry.Nie mam już siły. .Co? Kto to wymyślił? .Porusz rękoma.Bo się bała. . zwany Kluchą.To czemu na widok cioci więdną kwiatki? -zapytał Filip.Dobrze ci tak. Jest skąpa jak Szkot . .powiedział tato. której nikt nie lubił.Chcieliśmy wkręcić żarówkę. Bez18 radnie patrzyła na potłuczone naczynia i tort roz-paćkany na dywanie. .Ciocia nie pożyczy. Tego dnia miała odwiedzić ich ciotka Maryla. I wtedy żyrandol urwał się.

.Mówię ci. z kremem toffi.Których ciastek? . żeby złapać je za nogę..Z galaretką. . I pożyczcie od pani Szmit kilka filiżanek. Chlusnęła woda i przedmiot zatonął. I jakieś ciastka.Jedną gałkę. . odrzucając Kluchę.Wypadek ..Jak będziecie dla niej tacy okropni.Ja chcę lody .Co się stało? . powoli wstał i spojrzał na samochód. Wtedy krzesło skoczyło do rzeki. Chcę wiedzieć. Krzesło wymierzyło mu kopniaka i wskoczyło na barierę mostu.Nie mamy forsy. Tośka. Lecz zanim jej dotknął. .Szlag by to trafił. W tej chwili zegar wybił godzinę czwartą. Ruszyli bulwarem biegnącym wzdłuż rzeki. Albo nie. Wyszli z cukierni. .Czemu my teraz nie mamy na nic forsy? -spytał Kuki.? ŚWIST!!! Krzesło skoczyło jak tygrys.Nieprawda. . Mebel się poruszał! Obracał się powoli. żeby to zrozumieć. 23 . Ale po chwili czerwone krzesło wynurzyło się i popłynęło.powiedział Kuki. Klucha wychylił się z szoferki.Ej.Jesteś za mały. kto tam jest? Kierowca niepewnie wyciągnął rękę w stronę klamki. dźwigając paczkę z tortem i karton ciastek. zanim odważył się je otworzyć. który wrzasnął i zamknął oczy. Czerwone krzesło stało teraz na chodniku nieruchomo jak każdy normalny mebel. Powiedzcie mi! Bo rzucę ten tort na ziemię. TRZASK! Drzwi otworzyły się z hukiem. Maryla uwielbia słodycze. Minęła dłuższa chwila. Obrócił się i nadsłuchiwał.. Droga była zakorkowana. jakby chciał się rozejrzeć. .Rozbiła się cysterna z klejem. Mama zerwała się. który poleciał na trawnik. Sprzedawczyni pakowała ciastka do kartonika. żeby zadzwonić do szefa. .. kiedy usłyszał dziwny dźwięk. jakby w ciężarówce zamiast mebli jechał tygrys. . . Oszołomiony. Ona nigdy się nie spóźnia! Tośka! Idziecie kupić nowy tort. . Masa samochodów się przykleiła i kilku ludzi. żeby je pochwycić.. to na pewno nam nie pomoże. . Coś stukało w jego samochodzie. Szybko! Ciężarówka firmy Hoga zatrzymała się na moście. Potem krzesło zaczęło się pochylać.19 . We wnętrzu coś drapało i stukało w drzwi. Tu macie pieniądze. . . niesione prądem. Kierowca patrzył na nie obłędnym wzrokiem. które fruwały jak oszalałe nad słodyczami..Co jest.łomot. Zatańczyło na niej.. . Klucha wyciągnął telefon. I znów . Klucha niepewnie wyciągnął rękę.krzyknął policjant kierujący ruchem. przeskakując z nogi 20 21 na nogę. .Poproszę tort beżowy i dwanaście ciastek -powiedziała Tosia. że nie mamy kasy. Filip i Kuki stali za ladą cukierni. W otwartych drzwiach stało czerwone krzesło..Boże! Za godzinę tu będzie. Właśnie próbują ich odkleić. oganiając się od os.Co tam się dzieje? Klucha wysiadł i podbiegł do tylnych drzwi samochodu. Sznur aut ciągnął się aż do zakrętu. przelatując nad kierowcą. Nagle rzucił się naprzód.. .

Mimo ciepłego dnia była ubrana w długi płaszcz. Na szczęście most był niski i do wody było niedaleko. Chłopiec wychylił się przez barierkę i patrzył uważnie. jak w jednym filmie chłopak wyłowił kufer z mumią. który wyglądał jak wojskowy mundur zapięty po samą szyję. Nagle zerwał się. Wracamy. To nie był żaden skarb.Skąd masz to krzesło? Obrócił się. Kuki położył się na mostku i wyciągnął rękę. Czerwony przedmiot co chwila znikał pod wodą i znów się wynurzał. kiedy ten nagle zatrzymał się i podpłynął wprost do jego ręki. w której grali rodzice -powiedział Filip. rozumiesz? Kuki spojrzał na niego wystraszony.Jak teraz jesteśmy biedni.powiedział stanowczo Kuki. muszą znaleźć inną pracę. Filip parsknął śmiechem. tylko zwykłe krzesło.. Filip i Tośka weszli do budynku. . gdzie był ich dom.Oni nie mają teraz pracy. Ponad wodę wystawała tylko mała część. . Ale wyglądało jak nowe. . Z zielonego domu wybiegł Filip. kiedy coś zauważył. Kuki przypomniał sobie.Zostaw tego śmiecia. Miała złotą 24 25 koronę. choć zupełnie nie wiedział. bo ciotka zaraz przyjdzie. Jej oczy zasłaniały ciemne okulary i nie było widać. . . Musimy być dla niej mili. Chwycił kawałek cegły leżący na chodniku i wbiegł na most.Ona nic nam nie da. . że mu ucieknie. . to musimy zbierać różne rzeczy. coś czerwonego i błyszczącego.powiedziała Tośka. omal nie wpadając do rzeki. zatrzymał się czarny mercedes M-Klasse. I dopisał numer telefonu mamy.Ale ty jesteś dziecinny! Kuki nie odpowiedział. rozumiesz? Zatrzymali się przy zielonym domu stojącym nad brzegiem rzeki. Poczuł coś dziwnego. . Jest obrzydliwa ..Mama nie chciała cię martwić.Czemu mi nie powiedzieliście? .Pożyczą pieniądze od ciotki Maryli .I co teraz będzie? . czy jest zła. Wychylił się jeszcze mocniej. Napisał na nim wielkimi literami „Supermuzycy szukają pracy". a reszta kryła się pod powierzchnią. Pójdziemy do pani Szmit pożyczyć filiżanki. Kuki złapał go i z trudem wyciągnął z wody. jak to zrobić. Za nim wyszła Tośka. Na ulicy Weneckiej. . Już myślał. że powinien jakoś pomóc rodzicom.Rodzice są bezrobotni?! -Tak. . .Ja je zabiorę do domu .No. . .. a Kuki usiadł na kamiennym mostku. Rzeką płynął dziwny przedmiot. . .Zaczekaj tu.Zgłupiałeś? Po co? . . Kuki wytarł siedzisko rękawem bluzy i usiadł.Mogę to napisać wszędzie.Wyłowiłem. przed kamienicą numer siedem.Ciotka jest bogata.stwierdził ponuro Kuki. Mówię poważnie. ale wciąż nie mógł dosięgnąć przedmiotu.A jak nie znajdą? .Tylko jej tego nie mów. Czerwone „niewiadomoco" zbliżało się. Był rozczarowany. Miała czerwone buty na wysokim obcasie i czarny parasol.. Złapał krzesło i ruszył w stronę ulicy Weneckiej.. Myślał. Ale potem ożyła i pożarła pół Nowego Jorku. Czerwony lakier lśnił w słońcu.Skąd je masz? . . jakby przeszedł go lekki prąd. Wysiadła z niego wysoka chuda kobieta. Na każdej ulicy! Chciał pobiec na drugą stronę mostu.Zamknęli orkiestrę.

Spojrzała surowo na Tosię. Kuki siedział na znalezionym czerwonym krześle. ciociu . Nie widzieli.spytała mama. siostrzyczko? .Tośka jest świetna .To ja go zepsułem . Spojrzała niechętnie na kamienicę.Spojrzała surowo na Kukiego .A ty oszczędzasz pieniądze? .Lubisz tort beżowy.Tato mówi. wchodząc z tortem beżowym. . . Dzieci starały się odsunąć jak najdalej od ciotki.westchnęła ciotka i nacisnęła guzik w kluczyku od samochodu. Tośka pobiegła za nią. Mama spiorunowała tatę wzrokiem. Filip i Kuki kiwnęli tylko głowami. .Dzień dobry. . Siadajcie.Co to jest? .Cicho! Chodź.Jak byłaś mała. .Walczyłem z dzieciojadem. . ciociu? . Rodzeństwo stanęło jak wryte. .Bądźcie dla niej mili i zachowujcie się normalnie .. . . .zawołała mama. Ciotka ruszyła w stronę domu.Chciałbym. nakładając w kuchni ciastka na półmisek. . że trzeba mówić dzień dobry? . Dobrze grasz? .Bo wolałam je zbierać. 29 . .Udawałam. mrucząc coś pod nosem.powiedziała Tosia. . z której w kilku miejscach odpadał tynk. a ściany były wymalowane kolorowym graffiti.przyznał się Kuki. 26 27 .Trzeba szanować rzeczy. Chwycili je wspólnie z Filipem i wbiegli do kamienicy.Ciotka wskazała parasolem czerwone krzesło. Przecież cioci będzie przykro... Mama zerknęła speszona.Nie nauczyli was. Kuki wstał z krzesła. . Zamki w drzwiach mercedesa zablokowały się. Tośka i Kuki dźwigający krzesło.Co takiego? .Weźcie ciastka i idźcie do pokoju.Wyciągnąłem je z wody. Zaczął podskakiwać. . -Nie. a z dachu wysunął się metalowy kot na sprężynie. że musicie zbierać śmieci.Chyba tak . .Czemu ciocia ich nie wydała? .szeptała mama.Cioci nie będzie przykro. .zapytał zdumiony Kuki. . 28 .spytała kobieta. wydając miauczące dźwięki. Było to wielkie stado ptaków. Ja zaraz przyjdę. . która rosła i szybko zbliżała się do ich domu. Dopiero teraz ją zauważyli. . Do dziś je trzymam. bo jest robotem -powiedział Kuki. A wiesz czemu? Żeby dawali mi na nie pieniądze.I nie róbcie takich okropnych min. jak na niebie pojawiła się ogromna ciemna chmura. że ciocia to robot do robienia pieniędzy. Kuki szepnął do Filipa. to lubiłaś słodycze. .To już tak z wami źle. na którym przysiadł zmęczony Kuki.powiedziała Tosia.Czemu go zniszczyłaś? .spytał zdziwiony Kuki. Usiedli przy okrągłym stole.Co to jest. Ciotka siedziała w fotelu i oglądała pogięty flet. Jednak na pewno nie wyglądała na osobę wesołą.To odstrasza ptaki.Na flecie gra najlepiej w szkole.ponura czy tylko smutna. Inaczej te głupie zwierzaki paskudzą na samochód. żeby przyleciało tysiąc ptaków i każdy zrobił kupę na jej auto. . A ja te pieniądze chowałam do słoika.. Nadbiegli Filip. .

.Nie wysilaj się.. .Chcesz jeszcze kawy? . Potrzebujemy trochę gotówki.. Wstała ze złością i podeszła do okna. że właśnie taki chcę? . prawda? Zapadła cisza. siostrzyczko. .. Oczywiście oddamy ci. po co mnie zaprosiłaś.Straciliśmy pracę w orkiestrze. za prezent.. 33 .Tosia popchnęła Kukiego w stronę drzwi. Jednocześnie z korytarza dobiegł jakiś hałas.? Ciotka obróciła się. Ale na wszelki wypadek zajrzał za drzwi. Marylo. że wcale nie chcesz tego statku. ..Za co? Kuki spojrzał na nią zdziwiony.Nie.Ja ci niczego nie kupowałam! .. . ciociu. 30 31 .Nie przerywaj mi! Ciotka podeszła do mamy. czego chcą.mamy pewne problemy finansowe.krzyknęła ciotka.. Tato wstał.Łał! To jest lotniskowiec! Właśnie taki chciałem! Skąd to się wzięło? . że powinnam kupować prezenty twoim dzieciom? Ja uważam. Ciotka obejrzała się.To ma być złośliwość? Sugerujesz..Macie jakieś zwierzę? Filip.Wybacz.szepnęła Tosia. bo i tak je zmarnujecie. Kuki pochylił się do taty.Dziękuję bardzo. Ale nie mogę uzbierać. Rodzina patrzyła na nią zdumiona.Chyba ciotka kupiła ci go w prezencie . . . Zdumiony Kuki spojrzał na mamę. . . .. że dzieci w ogóle nie powinny dostawać prezentów. . .Wy zawsze macie problemy. .Widzisz.Bardzo chcę! Lotniskowiec.... .. .. . Kuki podbiegł do pudła. Drzwi na klatkę schodową były otwarte. . Stanął przed ciotką i niepewnie powiedział.. Chcesz pożyczyć pieniądze. Kuki poczuł. . Mam jej oddać ten lotniskowiec? .A może soku. . Nic więcej tam nie było. . Ciotka przerwała mamie. która się uśmiechnęła. bo stale je przepuszczam.No.spytała mama.Może wszystkim coś kupiła? .Nie wierzę . ale.Tak. jak...mruknął Filip.Idź jej podziękować. a na wycieraczce stał wielki karton ze zdjęciem okrętu.Co? Jaki prezent? Kuki pokazał karton z okrętem. żebyś jej nie dziękował. Kuki i Tośka zerwali się i pobiegli na korytarz. .Skąd ciocia wiedziała. model jeden do dwustu. Wiem dobrze.Nie mam pojęcia. .To znaczy. . że czerwone krzesło zadrżało. na statek do sklejania.zaczęła nieśmiało mama .. Muszą same zdobywać to.Tato. . Ona chyba chce.Czemu? . . Ciotka przerwała jej.Wam nie można pożyczać pieniędzy. 32 .No idź! Kuki wziął karton i pobiegł do pokoju..Dziękuję ci.

Co to za praca? .. dziko skrzecząc.Króliczku. Tato położył rękę na jego ramieniu. poczekaj. . Ciotka zeszła po schodach. Bogaci ludzie pływają nim na Karaiby.Ciotka zerwała się z fotela. Siedzieli w milczeniu na kanapie. Wy nigdzie nie wyjedziecie.A zresztą rób. co chcesz. że kupicie porządne mieszkanie. . zmieniając go w pierzastego potwora. rozumiesz? Od razu bym z tego statku wyskoczyła i do was przypłynęła..Mam dla was propozycję. .Jak długo trwa taki rejs? .. . .spytał Filip.. Otworzyła drzwi na ulicę i gwałtownie się zatrzymała.A co? To jakiś wstyd? .Maryla. Szukają muzyków do orkiestry.Na co? Aż zmądrzejecie? To się chyba nie doczekam! Trzasnęła drzwiami.spytała mama. Białe pociski spadały na ciotkę ze wszystkich stron.Nie wyjedziemy. -To niemożliwe. Oczywiście będziesz przysyłać pieniądze na ich utrzymanie.Orkiestra na statku Queen Victoria. Sama widzisz.I nie oddacie nas do ciotki? .Co!? Dzieci spojrzały zdumione na ciotkę. . .Pamiętaj.Przecież ty nie umiesz pływać .Dzieci zabiorę do mojego domu . .Queen Victoria to najbardziej luksusowy statek świata. . . Chmura ptaków poleciała za nim.. W końcu z trudem otworzyła drzwi i wskoczyła do samochodu. że to robota nie dla mnie.Już ja sobie z nimi poradzę! Przynajmniej nauczą się trochę dyscypliny. Wyglądały jak olbrzymia wrzeszcząca chmura. które kłębiły się wokół jej głowy.My mamy grać na statku!? . .powiedziała ciotka. Wycieraczki rozpaczliwie zapiszczały. .Nigdy i nikomu was nie oddamy. że ja ci już nie pomogę! . Przecież mamy dzieci.zaperzyła się ciotka. . Rodzina nie widziała tego zdumiewającego zdarzenia.powiedziała stanowczo mama. . brudząc płaszcz i parasol. od którego zrobiło im się lodowato. Rodzeństwo spojrzało na nią przerażone.Oszalały czy co? 34 35 Ciotka rzuciła się w stronę auta. .Rok. . 37 .Mamy zostawić dzieci na cały rok?! Nie .powiedziała Tosia. Wreszcie Tosia cicho spytała.Mamo. . Przez rok zarobicie tyle. .. Rodzice też byli zaskoczeni. Po chwili mercedes ruszył z piskiem opon.. Mama chciała za nią pobiec. prawda? .Nigdy mnie nie słuchasz! . próbując oczyścić okno.No właśnie. . próbując rozgonić ptaki.Mamy wyjechać na rok!? . Jest świetna praca dla muzyków. .Pamiętasz. Nad jej samochodem fruwały setki ptaków. Zarobicie porządne pieniądze i świat zwiedzicie za darmo. . potykając się na wysokich obcasach. Krzyczała i tłukła parasolką. Ciotka zmierzyła dzieci wzrokiem. .Chwyciła ze złością płaszcz i ruszyła do drzwi. przysięgam! Kuki usiadł obok mamy. że nas zostawiliście. Ja bez was nie wytrzymałabym nawet jednego dnia. .krzyknęła mama. Inne ptaki obsiadły mercedesa.Na pewno tego nie zrobimy! . śniło mi się. ale tato ją zatrzymał.

jasne? .Kocham cię. Aż nagle.spytał Kuki. Już się nie martwili. zapominając zamknąć okno w kuchni. Rodzeństwo siedziało przygniecione wielkim pudłem z wiolonczelą.Sto tysiaków! . Zanim zdążyli coś powiedzieć. przestań mówić takie słowa. .Seksnonagilion! Mama oburzyła się: .upierał się Filip. Na środku rynku stał wielki namiot z napisem: „Jarmark Augustino". z wielką szybkością.Słuchaj. I rozłączył się. Kuki siedział na czerwonym krześle i bez przerwy przegrywał. stojące obok łóżka Kukiego.A skąd ma pan mój numer? .Naprawdę jest taka liczba .Max Rozmus. Poczuli się dobrze i bezpiecznie. Kuki zrobił to samo.Tysiak! . czerwone krzesło. . . Tosia. Zawirowały i wyfrunęły. co to za praca. Na jezdni siedział mały kundelek. Unosiło się tylko i opadało.Filip. zawisając metr nad podłogą. co to za praca i ile będą płacić.Bilion! . żeby pojechać na Stary Rynek. -Tak! . Czerwone krzesło weszło do kuchni i zatrzymało się przy otwartym oknie.Otwieraj to pudło. Poruszało się jak dziwny robot.Pirania nie pożarła tortu. unosząc się kilka metrów ponad jezdnią. Jest robota dla muzyków! Przyjdźcie na Jarmark Augustino. Kiedy wyszli. aż w końcu zawołał: . zanim skończyli budować wielki lotniskowiec. Filip i Kuki uparli się. na których sprzedawcy właśnie rozkładali towary. zadzwonił telefon. Psiak nawet nie spojrzał na auto. Macie być rano.Ale pamiętajcie: nikt już nie mówi o ciotce i statkach. a potem 38 39 ruszyło do drzwi. drgnęło. pchane jakąś niezwykłą siłą. Jego nogi nie zginały się. A potem łagodnie wylądowało na dachu volvo. Otworzyło się okno. Wymyślali coraz to większe sumy: . Nad ulicą frunęło czerwone krzesło. nie wiadomo czemu. Dogoniło samochód i leciało tuż nad nim. mamo.Milion.. Pełno tu było kolorowych straganów. . Rankiem rodzice zapakowali instrumenty. . Ale nie przejmowali się. Czy ktoś ma na niego ochotę? . wyfrunęło przez okno. Później uniosło się. Gapił się w górę. Zgadywali. . Odebrała mama.A mój lotniskowiec? . Chcieli koniecznie zobaczyć. Powoli obróciło się. gdzie odbywał się Jarmark Augustino.odpowiedział tajemniczy głos. Przeciąg porwał wszystkie karty do gry. Skleimy go! Zapadł zmrok. . Samochód wjechał na rynek. więc tato zwolnił i ostrożnie go wyminął.spytała mama.spytał tato.Nie chcę już grać! TRZASK. Potem mama z Filipem upiekli mnóstwo zapiekanek (Filip był zapiekankowym ekspertem) i do późnego wieczora grali w karty. Grała muzyka i było dużo ludzi.Trylion! W końcu Filip krzyknął: . Tosia objęła mamę. roześmiali się. Wybiegli z domu w pośpiechu. Filip spojrzał na tatę i nagle. Unosiły się balony z reklamami. Głos w słuchawce powiedział: .Z mostu . że pojadą z nimi. Stare volvo pędziło pustą o rannej porze ulicą Wenecką w stronę Starego Miasta.Ale kto mówi? . .

krzyknął Kuki. .Ubierajcie się w to.. czyli buty ze sprężynami.To jakiś wariat . że samo przyleciało! ..Za co? . Za nimi stał wygolony na łyso mężczyzna w dziwnych butach na sprężynach. my jesteśmy muzykami!. musiał mu płacić. . Zatrzymał się obok chudego chłopaka. . ale przede wszystkim był oszustem.No.Trzymajcie się blisko. .zawołał oburzony brat. Max Rozmus był szefem Jarmarku Augustino. . Jego nogi były zaczepione o bagażnik.Za to. 40 41 . Inaczej miał kłopoty. O co chodzi? 42 43 Rodzina obejrzała się.Ja go tam nie włożyłem! .Może powiesz. Zrozpaczony chudzielec ukląkł. .Zaczekajcie tu .To ja. .Podobno jest praca dla. .zawołał Filip. złodziejem i łobuzem.Dobra. że możesz tu stać.Piotrek. .Pewnie Filip.powiedziała mama. o co tu chodzi. Wysiedli z auta. Na przykład rozbitą szybę w samochodzie. nie zapłacę więcej.powiedziała nieśmiało mama. rozumiesz?! . . A jeśli czymś na pewno nie był. . .Muszę znaleźć tego Rozmusa. To pozwalało mu szybko biegać.Odczep się .. .Bo ja tu rządzę. inni byli przebrani za paczki chipsów. Było tu pełno dziwnych przebierańców. jak co rano.. Max zdjął z wieszaka dwa kostiumy wyglądające jak gigantyczne telefony komórkowe. żeby zebrać haracz. jeśli ktoś był nieposłuszny. mały.Zostawcie już to krzesło . Właśnie. Będziecie komóry. Zatrzymali się obok straganów ze słodyczami. robiąc na jumperach trzymetrowe kroki. -A kto!? .Bierzcie instrumenty! Musimy znaleźć tego Maksa. Za nimi biegli Tosia i Filip z wiolonczelą. .Pan do mnie dzwonił . to dobrym człowiekiem.To wynocha stąd. miażdżąc oprawki. Musieli biec za nim naprawdę szybko. Albo rozbitą głowę. . sadząc wielkie susy na sprężynowych butach. Były jaskrawożółte i miały napis „Dzwoń za darmo aż do śmierci". Weszli do namiotu. kto chciał handlować na jarmarku. wracajmy do domu! .Ale proszę pana.Jesteście puszki czy komóry? -Co? . . który handlował okularami przeciwsłonecznymi.szepnęła mama.Ej. Kto nie płaci.Poczekaj. . Mężczyzna popędził do namiotu.Kuki! .Ja na pewno go nie brałem! .zawołał tato. Teraz już rozumiesz. .Po co je zabrałeś? . Max był ogolony na łyso.Tato zaparkował samochód. Zapłaciłeś? . I mocno kopać. Ruszył dalej. Zaczął po nich skakać. W końcu się uspokoił..Wczoraj płaciłem..Czemu? .Na dachu volva stało czerwone krzesło. . Kuki dźwigał czerwone krzesło. Mama z tatą przepychali się przez tłum ludzi na rynku. Każdy. . Chodźcie ze mną. -zaprotestowała mama. wyruszył na obchód. Dalej olbrzymi pieczony kurczak grał na gitarze.Max kopnął stragan i okulary posypały się na ulicę. bo się zgubimy. zobaczymy.powiedziała mama. . a na nogach miał jumpery.Mogło spaść i spowodować wypadek! . . żeby powyciągać ze sterty odłamków kilka ocalałych oprawek. . nie handluje. Jedni wyglądali jak wielkie puszki coca-coli.

Zastygli w bezruchu i patrzyli na Kukiego jak zahipnotyzowani. . Czemu on nam to dał? . Jeden z nich walił puszką o latarnię. . z ubranym w czerwony kombinezon roznosicielem pizzy...To jakaś paranoja. on się wygłupiał. .szepnęła Tośka.. . jakby co. Na widok grających telefonów zaczęli się wydzierać. Przebieracie się za telefony i będziecie grać. ... że zobaczy ją ktoś znajomy. Filip szepnął: .Cii. Zanim zdążyły coś powiedzieć. zagłuszając muzykę.To wyczaruj trzy pizze.zawołało rodzeństwo. że dyryguje.Ja zostanę. Tośka zawołała: .Kuki. Ze sklepu wyszli trzej faceci z puszkami piwa w ręku. Musimy wreszcie zarobić jakieś pieniądze.zawołał Kuki. wysuwał głowę z żółtej słuchawki i robił miny do dzieci.Nie wiem.Ja też mogę się bić . Największy. Max wyszedł. Zza zakrętu wyjechał skuter. Dwa wielkie telefony stanęły na środku rynku i zagrały sonatę Mozarta.zawołała Tośka.Chyba tak. .Weź dzieciaki i idźcie do domu . Może. to wam nie wybaczę. Tato odwrotnie.. . Jego ulubiona pepperoni! . Wrzeszczeli coraz głośniej.Chcę trzy pizze wszystko mające! . I już nie powrócili. To jest promocja. Nagle rozległ się jakiś hałas.My zostaniemy z tatą . . Po kilku sekundach zniknęli za rogiem ulicy. która przeleciała obok głowy mamy.Możemy to zjeść? .Tośka. . A potem jednocześnie rzucili się do ucieczki. Rozległ się klakson z melodyjką. . Mama spojrzała na tatę. a nie jakimiś pajacami. Zawrócił skuter i odjechał. Jesteśmy muzykami. to my się z nimi bijemy. Udawali wyjące psy. Zahamował tuż przed dziećmi.. Kuki obrócił się w ich stronę i zawołał. W środku była pachnąca pizza.. Zaraz pójdą. rzucił każdemu karton z napisem: „Pizza Rivoli". Mogę udawać telefon. Chuligani nagle zamilkli.powiedział drwiąco Filip. Może jestem czarodziejem? Mam władzę absolutną! . Filip i Tośka usiedli na krawędzi sceny i wybijali rytm na deskach.. Ja też będę komórą . Jednak chuligani nie mieli ochoty nigdzie iść. . jasne? Zapłacę wam wieczorem. Kuki siedział na czerwonym 44 45 krześle i udawał.powiedział tato.westchnęła mama. . Pędzili jak szaleńcy. Filip i Tośka podbiegli do brata.. .O to chodzi.Proszę pana.. Idźcie rozrabiać gdzie indziej! I wtedy stała się rzecz niezwykła. Wynosimy się stąd.Tato... jeśli mi zapłacą. bo się bała. grając klaksonową melodyjkę. . Kuki patrzał za nimi kompletnie osłupiały. Nie prowokujcie ich.No dobra. Jak ty to zrobiłeś? . . a dziewczyny niech uciekają. rzucił puszkę.Nie przeszkadzajcie. Mama starała się ukryć jak najgłębiej w kostiumie. wytatuowany na ramionach. po stówie.Może to jakaś promocja? Kuki otworzył karton.Ale jak komuś o tym powiecie. my nie mamy forsy! Roznosiciel pizzy uśmiechnął się szeroko. 46 47 Filip spojrzał na siostrę oszołomiony.

powiedział Filip. Oddychali głęboko.Chcę. Wyczarowałabym daleką podróż. Zanim dzieci zdążyły coś powiedzieć. .. na rynek wjechał czarny mercedes.Jak chcesz.zawołał tato. który zawsze najszybciej zjadał obiad. Samochód zatrzymał się z piskiem opon obok sceny.Ustąp mi miejsca! Filip zerwał się.Nie będziemy się nimi stale zajmować! . Mama zeszła ze sceny i stanęła przed ciotką.Wiesz.Ciotka wyprostowała się na czerwonym krześle. .powiedziała mama. . Ale nie mogę patrzeć. . odrywając palcami gorące ciasto. .szepnęła mama.krzyknęła przerażona Tośka. . .Jesteście wrednymi egoistami. Wystraszony Kuki chwycił tatę za rękę. gdybyście naprawdę mogli czarować? . Niebo przecięła błyskawica i wszystko zniknęło w oślepiającym blasku.szepnął Kuki. Zerwali z siebie żółte kostiumy i rzucili je na ulicę.spytał. I wtedy stało się coś strasznego. że mogą u ciebie zostać . Nie mogli uwierzyć w to. . . Pędził jak szalony.Ja rozkazałbym tak: „Niech rodzice dostaną superpracę i zarabiają dużo forsy!". Taki do sklejania . .To wspaniały pomysł: grać w orkiestrze na statku! Rodzeństwo patrzyło zdumione na rodziców. jak robisz takie głupie rzeczy! Obróciła się do Filipa. .Zgadzamy się .krzyknęła mama. że będą mieszkać u cioci .Ostatni raz wam proponuję.Musimy wreszcie zarobić porządne pieniądze! .To jasne. teraz nie mogę rozmawiać .odpowiedział Kuki. . siostrzyczko. ale ojciec odepchnął go..Co byście zrobili.Weźmiemy tę pracę.A przy okazji możemy świat zwiedzać za darmo! . Jej głos brzmiał dziwnie obco. Otworzyła torebkę i wyciągnęła folder ze 48 49 zdjęciem statku i złotym napisem Queen Victoria. . ale ciotka zawołała: . . Gołębie siedzące na chodniku zerwały się przestraszone. . . Podeszła prosto do sceny. co słyszą.A dzieci przez rok mogą mieszkać u ciebie.dodał tato. Chłopiec spojrzał na niego zdumiony.Nie chowaj się. to. Myślicie tylko o sobie .Oczywiście.Nauczą się dyscypliny! . . .Ciotka Maryla! .Ja wyczarowałbym największy statek. . Z samochodu wyskoczyła ciotka. Zaczęła nim wymachiwać. żebyście się wreszcie zmienili! Żebyście wzięli pracę. Tosia i Kuki usiedli na ławce i jedli. TRZASK. Nawet nie spojrzała na dzieci. .Mamo! .Oczywiście! . Niebo nad ulicą rozświetliła błyskawica. żebyście wzięli pracę na tym statku! Lepszej nigdy nie dostaniecie. przechodnie uskakiwali na boki. i przestali biedować! Tego chcę. . A ja zajmę się dziećmi. Huk grzmotu przetoczył się nad rynkiem i zerwała się wichura. że tam jesteś! Powiedziałam. że już nigdy ci nie pomogę.Pizze były pyszne. Rozległ się grzmot. Filip. Dobrze wiem. Z rodzicami działo się coś niezwykłego. czego ja chcę? .Maryla. którą wam proponuję. Tosia zastanowiła się.powiedziała. . jakby zmęczeni długim biegiem. usiadł okrakiem na czerwonym krześle i rzucał ostatnie kawałki gołębiom. a ciotka usiadła na czerwonym krześle. Mama usiłowała ukryć twarz w kostiumie. .Ja bym chciała podróżować do różnych krajów. rozsiadając się wygodnie na czerwonym krześle.roześmiał się tato.

52 53 .powiedziała.. .Sprawdzę. Przerażone dzieci pobiegły za rodzicami. potem znów wszystko było dobrze. . .Ej. To czemu teraz chcesz wyjechać? Czy my zrobiliśmy coś złego? Mama spojrzała niepewnie na chłopca.. Kuki tulił się do siostry.Nie mam teraz czasu. Rodzeństwo kryło się za nim. Kiedy Kuki powiedział. Tosia powiedziała błagalnie: . Woda w rzece wezbrała i groźnie huczała pod mostem.No.. Tylko czemu? Filip wstał z łóżka. że znów jest ich dawną dobrą mamą. Mama odsunęła się od nich i powiedziała ze złością: . . . na palcach.Tato! Przysięgłeś. jakby bali się zbudzić straszną bestię.Tak! . że nigdzie nie wyjedziesz!. to najwyżej kilka chwil. W tej samej chwili niebo rozdarła kolejna błyskawica i zaczął padać deszcz.Ciotka patrzała na rodziców równie zdumiona jak dzieci.. co jest? Znudziło się wam? Nie zapłacę wam ani grosza! Pochylił się nad czerwonym krzesłem. Tato i mama zachowywali się. Ale trwało to krótko. ale zaraz odwróciła głowę.Spakujcie swoje rzeczy.. . bo statek odpływa w niedzielę. Ściana deszczu przesłaniała dom na ulicy Weneckiej. Filip i Kuki siedzieli w ciemnym pokoju. Nie odbierzecie nam takiej szansy. .. Kuki i Tosia poszli za nim.. Spojrzała na dzieci. Tosia.Mówiłaś.Przestań histeryzować.Nie zostawią nas! Tato usłyszał ich. Podniósł je. . Filip zdecydowanie ruszył w jego stronę..Ale musicie się pospieszyć z załatwieniem dokumentów. skuleni obok siebie na łóżku. Ich rodzice nigdy tacy nie byli. A teraz wszystko się zmieniło. a niebo przecinały błyskawice..Co robią? . Była już noc. Z drugiej strony nadbiegł Max. Ruszył do przedpokoju. . Wtedy dzieci schroniły się w swoim pokoju.Mamo. Nie wiedziały. co do was mówię!? . że ma go dosyć. Słyszycie. To byli najfajniejsi rodzice świata. jego i wszystkich dzieci. Filip ostrożnie zajrzał do salonu. Widzisz. jakby zmienili się w innych ludzi. co się dzieje. Nie wierzę! . ..Oni nigdzie nie wyjadą.Musimy się spieszyć! 50 51 Tato i mama obrócili się i popędzili jak szaleni w stronę parkingu. co zrobić. co robią.Nieprawda! Nie będzie nam dobrze! Kuki chwycił mamę za rękę. Ciotka wsiadła do samochodu i ruszyła za nimi.Pakują się. Spojrzał niechętnie na dzieci. Ty nie możesz nas zostawić! Mama ze złością zatrzasnęła szafę i zawołała: . Nie chcieli wcale z nimi rozmawiać.szepnęła Tosia. Nie spodziewałam się takiej rozsądnej decyzji ..krzyknął tato. Przez chwilę dzieciom się wydawało.. że nie wytrzymasz bez nas nawet przez dzień. Mama wyjmowała sukienki z szafy i w pośpiechu układała je w walizce. Jutro ciocia was zabierze. Jeśli się kłócili.. Na ulicy zostało czerwone krzesło. Ta sama mama. Szli cicho. Burza jeszcze się wzmogła.. że się pakujemy. . ojciec kazał mu się wynosić z pokoju. Krzyczał: . która zawsze się uśmiechała i nazywała go ukochanym króliczkiem. .U cioci będzie wam dobrze. Nie mogli zrozumieć.Tato. Zarobimy porządne pieniądze i świat zwiedzimy za darmo. . że nie pojedzie do ciotki. Zejdź mi z drogi! Tato ze złością odsunął syna i wybiegł z pokoju. A mama krzyczała.

Dzieci patrzyły na to oszołomione. 56 Do dzieci podbiegła ciotka.Chodźcie już! Najlepsze są krótkie pożegnania. Każdy chciał zobaczyć ten niezwykły statek i szczęściarzy. Szczęśliwi i roześmiani patrzyli z zachwytem na statek.dodała mama. na których były baseny. przemknął pod ramieniem oficera i popędził za rodzicami na pokład. Był to wielki dom. . Ciotka klasnęła i natychmiast zapaliło się światło. . a brama zamknęła się zaraz z hukiem.bieli i czerni. Stał na nim oficer w złotej czapce. Miała kilkanaście pięter. które oświetlały przestrzeń wielkiego holu. na którym były zamontowa58 ne kamery. Auto wtoczyło się na kamienny podjazd. W ogrodzie drzewa przycięto w równe kanciaste kształty. Mama i tato nieśli wielkie walizy. bardzo nowoczesny. Dom otaczał wysoki płot. i Kuki nie wiedział.powiedziała ciotka.Mamo! Rodzice obrócili się niechętnie. na którym łopotała flaga ze złotą koroną. kiedy ciotka dotknęła klamki. to musicie przestrzegać regulaminu . Oni zostają. Oficer zatrzymał rodzeństwo. Pomachajcie ostatni raz i jedziemy. piszczały wycieraczki. W gdańskim porcie tłoczyło się mnóstwo gapiów. Jeszcze chwila i nie będzie jej widać. I odeszli. przełykając łzy: . czy jego łzy. Po drugie . Podłoga była wyłożona zimnym czarnym kamieniem. kiedy przyjechali do domu ciotki. bo ostatniej nocy więcej płakali. . Były to niebieskie lampy.Po pierwsze porządek. Dogonili rodziców. nie zwracając uwagi 54 55 na zrozpaczone dzieci. sklepy i kina.Bądźcie posłuszni . a ściany były ze szkła i metalu. Każda rzecz ma tu swoje miejsce i chcę.. Oficer ukłonił się i wskazał im drogę na pokład. Chwyciła Kukiego za rękę i pociągnęła do wyjścia. ale dziwnie niemiły. . który sprawdzał karty wstępu i witał każdego pasażera. Wyrastała z wody jak olbrzymi biały zamek. Drzwi domu otworzyły się same. Rodzice pokazali złote karty wstępu.Jeżeli mamy żyć w zgodzie. Deszcz wciąż padał. ściekając strugami po szybie. Wszystko wydawało się w nim smutne i za duże. . Mama i tato weszli na statek. a statek wieńczył potężny maszt. od kiedy pożegnali rodziców. . czy oni z państwem płyną? Ojciec powiedział obojętnie: . Filip i Tosia pobiegli za nim. Wtedy Kuki rzucił się naprzód. Tosia zapytała.. i rodzeństwo weszło za nią do wnętrza. Tosia i Kuki mieli podkrążone oczy. Zaczął padać deszcz. Kiedy samochód podjechał. W burtach były okna tysięcy kajut. Queen Victoria płynęła już daleko od brzegu. nawet nie spojrzawszy na dzieci. Rodzeństwo nigdy tu nie było. Dzieci klęczały na tylnym siedzeniu mercedesa i patrzyły na statek.Queen Victoria była jednym z największych statków pasażerskich świata.Nie. Na pokład prowadził ozdobny pomost. Ciotka bez słowa uruchomiła silnik i samochód ruszył. Reszta rodzeństwa poszła za nią ze zwieszonymi głowami.Nie pożegnacie się z nami!? . restauracje. którzy popłyną w cudowną podróż do ciepłych krain. Był już zmrok. a ciotka nie włączyła radia. żeby właśnie tam się znajdowała. Tylko Filip starał się trzymać i dodawać otuchy rodzeństwu.Nie róbcie kłopotów. wielka stalowa brama zaczęła się odsuwać. Wszystko było tylko w dwóch kolorach .powiedział tato. Jechali w kompletnym milczeniu. które szły za nimi. Odezwała się do nich pierwszy raz. . Nie było kwiatów. niż spali.Przepraszam. Za nimi szła ciotka Maryla. czy to deszcz zamazuje obraz.

My tu zwariujemy! . Rodzeństwu zdawało się. to zostaną tu już na zawsze. jeszcze trzysta sześćdziesiąt cztery dni .Odbiło wam? .To rodzice oddali nas do tej wrednej ciotki! Oni nas już nie chcą. ale Filip ją uprzedził. Przynajmniej mam pewność. . 59 W czasie tej przemowy ciotka prowadziła dzieci przez wielki hol. . Na końcu były szerokie schody. . Tosia spojrzała na brata zdumiona. a chłopiec zdecydowanie powtórzył: . Chcę. nogi zapadały im się w miękką powierzchnię i Tosi się zdawało.. Tosia wyciągnęła kalendarz i przekreśliła dzisiejszą datę. a potem zejdźcie na kolację. .Tak? To dlaczego nas oddali do ciotki? ..Dokąd? . . . a na podłodze leżał gruby czarny dywan. Inaczej jej nie dostaniecie.To jest Marcelina .Do rodziców. za kolczastymi krzakami ostrokrzewu. że idą w gęstym kurzu. Stały tu trzy łóżka. metalowa szafa. sącząc ponure światło. Szybko! Wyskoczyli na dach garażu i stamtąd do ogrodu.Gotuje tu i utrzymuje porządek.powiedziała ciotka. .. .Dzień dobry. . Dzieci mruknęły: .. Nasi prawdziwi rodzice nigdy by nas nie zostawili. Ściany niknęły w mroku. żeby w moim domu nie było krzyków ani hałasu. 60 61 .mruknęła ciotka.I co z tego? .zawołała Tośka. Zaczął Filip. .Bo zmienił ich czar. jak wszystko w tym domu. Po trzecie cisza.spytała zdziwiona Tosia. zobaczyli.powiedziała zrozpaczona.Kuki ma rację. Wychodzimy oknem. że nie będą podsłuchiwać ani robić hałasu. Musimy to omówić. Tośka chciała powiedzieć. Wszystko było idealnie czyste i w jednym z dwóch kolorów: czarnym albo białym. Ale tu nie było kurzu. jak w strasznych horrorach.To nie byli nasi prawdziwi rodzice. dlaczego ta rzecz jest wam potrzebna.To nie byli prawdziwi rodzice. Jeśli chcecie coś dostać. Zanieście rzeczy.Obróciła się do oszołomionych tym wszystkim dzieci. Plecaki leżały nie-rozpakowane.Wasz pokój jest na piętrze. Zrobili naradę w jego najdalszej części. miała najwyżej dwadzieścia lat i rude włosy. że jest bardzo młoda. . Stała tu kobieta. to musicie podać trzy powody.Zgłupiałeś? Przecież oni płyną na statku. .Nie jesteśmy głodni .Uciekniemy stąd. . Tu mogą być jakieś kamery albo podsłuch.Dzięki Bogu. Kiedy po nim szli. Pokój dzieci był wielki.powiedział ze złością Filip. żeby przestał bredzić. że jeśli włożą rzeczy do szafy. na końcu korytarza. rozumiesz? Wtedy wstał Kuki i powiedział: .Jak chcecie. Kiedy się obróciła. . .Nie. . która czyściła poręcz czarną szmatką. Tylko lampy były niebieskie.Co tydzień przypływają do jakiegoś portu.Ona nie umie mówić? . .W moim domu zatrudniam wyłącznie głuchoniemych. ale nie tutaj. . nie .Filip.oszczędność. . Powiedzcie jej dzień dobry. Ruda w odpowiedzi wykonała jakieś skomplikowane ruchy rękoma.

.spytała. zeszli na śniadanie.zawołał Kuki. a teraz udusi i pożre. Usiedli za stołem. który był zrobiony z czarnego kamienia. I na wszelki wypadek zabarykadowali drzwi stołem.To idźcie już spać. . . Ja długo myślałem. Robi krem z dzieci. Jestem pewny! Spojrzeli na siebie.Chyba mamy iść do domu. To musi być jakaś nieznana wielka siła. która obudziła się pierwsza.Przeginacie .Ciotka jest wredna. żeby wyglądać młodo.Skąd wiesz? W tej chwili rozległ się szelest. . bo inaczej rodzice nigdy do nas nie wrócą. . . bo twarz miała wysmarowaną jakąś niebieską maścią. .spytała.krzyknęła Tośka. .powiedział Filip. Spojrzała na dzieci i zaczęła machać rękami. Zza krzewów wyszła głuchoniema Marcelina. Kuki spojrzał niespokojnie na nóż i schował się za Filipa.Nie chcę parówek. jakby czekał.No właśnie.Czego ona chce? . Kuki zerwał się z trawy. Ruda uśmiechnęła się. żeby nie mieć zmarszczek. On zmusza rodziców.. że to czar.. która przyglądała im się niepewnie. .zawołała Tosia.Obaj zwariowaliście.Pewnie. że pokój wygląda teraz dużo sympatyczniej. Mogliśmy niechcący wypowiedzieć zaklęcie. Odsunął talerz. I też jestem pewny.Jak? Przecież ona nie słyszy. .Na pewno nie jesteście głodni? . ale nie jest dzieciojadem. Wstali i ruszyli do budynku. . Nagle ruda podeszła do Kukiego.Jakie chcesz płatki? . .Jestem pewien.Nieprawda! . latających mioteł i innych takich. . Nóż błyszczał w księżycowym świetle. pomyślała.. . Ruda podała im grzanki. Kuki szepnął: . w którym woda leciała ze wszystkich stron. Ciche kroki. I zostaniemy tu na zawsze. Musimy odkryć. Słońce zajrzało do pokoju i Tosia. przyglądając im się uważnie.. co ciotka miała na twarzy? .Widzieliście. ser i parówki.Kobiety się tym smarują. Po kąpieli pod dziwnym prysznicem. Chcę płatki. 62 63 .A może to ciotka jest czarownicą? Porwała nas. Na tarasie stała ciotka.To była kremowa maseczka . Albo dotknąć jakiegoś przedmiotu.A czemu ta siła przyczepiła się akurat do nas? . aż zaczną wrzeszczeć głosem zaczarowanych dzieci. Kuki patrzył na kiełbaski podejrzliwe. żeby robili złe rzeczy. Rodzice po prostu chcieli wyjechać i zarobić pieniądze. -Nie. -Tych wszystkich różdżek. Trzymała w ręku nóż i jabłko. co to jest. . Dzieci spojrzały na nią zdumione.Takich jak w filmach nie ma . Ledwo ją poznali. . .Nie wiem.Poproś ją .Posłuchajcie.. Marcelina przywitała ich paroma gestami języka migowego. .Ty umiesz mówić!? .Nie ma żadnych czarów! . . Ciotki nie było.To czemu udajesz? . Ruda szła za nimi.szepnęła Tośka.mruknęła Tosia. Do rana nikt ich nie udusił ani nie pożarł. Kiedy weszli do pokoju. że to magia. czemu to się stało. i to jest cała magia. .powiedziała Tośka. Spojrzeli na Marcelinę. .

Podbiegła do wielkiej lodówki. Wystarczy na rok. . Tylko trzeba uważać. . żeby nie dać się pokonać. Krzyczała. Marcelina wyciągnęła z lodówki kilka kartoników.Zużyłaś cztery porcje! To jest drogi szampon. Marcelina szybko nacisnęła kilka klawiszy i drzwi się otworzyły. który leżał na stole.. smarkulo? Nigdy! I wtedy Tośka zaczęła krzyczeć na całe gardło.Ja chcę zadzwonić do mamy! . W sobotę są tańsze rozmowy. Patrzyła prosto w oczy ciotce. a dzieci uciekły z powrotem do stołu.Będziesz go dostawać.Czy ciocia jest czarownicą i dusi dzieci? Marcelina się roześmiała. sama nie mogę nic brać.Nigdy więcej tu nie krzycz.. że rodzice odeszli i że nie mieszka w swoim domu.. Kobieta powtórzyła przez zaciśnięte zęby: . -Tojest mój telefon! 66 67 . Kuki podszedł bliżej do Marceliny i spytał szeptem: . Tego. .. Spojrzała groźnie na rodzeństwo i spytała: . . .Bo wasza ciotka jest skąpa. ale chyba chciałaby mieć. Wyłączyła go i wrzuciła do swojej torebki.Nie. A tu macie jogurty.odpowiedziała ciotka. Ona nie ma swoich dzieci. Uwaga! Na schodach usłyszeli stukanie obcasów. Jogurty schowały pod blatem.. Ma obsesję. I dlatego że miała już wszystkiego dosyć. . Tośka zerwała się. Weszła ciotka. że trafiła na silną przeciwniczkę.Tu są różne płatki.Żeby przerobić je na krem? . a nie leje jak wodę! Ciotka chwyciła telefon Tosi. żeby się nie dowiedziała.Które z was myło głowę? Tośka powiedziała spokojnie: -Ja. Wydziela mi wszystko..Pochyliła się do dzieci.To chodźcie. .Posłuchaj.Raczej nie. Miała taką minę. więc udaję niemowę. W moim domu się nie krzyczy.Czemu ona robi takie głupie rzeczy? Przecież jest bogata.. Niosła w ręku butelkę szamponu z napisem „Dior". która poczuła. jak w szafie pancernej.. Była wściekła. Ale ja odkryłam kod.Bo wasza ciotka bierze do pracy tylko takich. że śni jej się. .Nie wiem. Filip patrzył na to zdziwiony. . kiedy będzie ci potrzebny. że wszystko straci i znów będzie biedna. co nie gadają. żebym nie marnowała jedzenia..Powiedz.Czemu ta lodówka ma zamek? .Zadzwonisz jutro. . . jeśli się go używa oszczędnie. Pilnuje. -To jest mój telefon! I chcę teraz zadzwonić do mojej mamy! Niech ciocia odda mój telefon! Ciotka podeszła powoli do Tosi. Ale Tosia nie była strachliwą dziewczyną.Nie zdradzicie mnie? 64 65 Tośka i pozostali szybko odpowiedzieli: -Nie! Marcelina jakoś od razu wzbudziła ich zaufanie. Tośka zawołała oburzona. że większość dzieci uciekłaby pod stół. . I że to . rozumiesz. Kiedyś powiedziała. żeby nie być sama. -Co? .Ale teraz ja za niego płacę . . Marcelina zatrzasnęła lodówkę. Na drzwiach był zamek szyfrowy.

wszystko jest niesprawiedliwe. że chcę pizzę.Wiem!!! . bo był za mały na taką wyprawę. .Nie świruj. że od szybkości zależy.spytała Tosia. Możesz je wyjąć. .To znaczy. ale kiedy Filip powiedział.Co robimy? . i zaraz ją dostaliśmy! Tam. .Jest w śmieciarce. Wyleciało kłębowisko much i buchnął straszliwy smród. W końcu umilkła i zmęczona. że na pewno po niego wrócą. A Tośka nie przestawała krzyczeć. że go nie będzie! . Nie martwcie się. na szczęście droga prowadziła w dół. mały. choć powoli brakowało jej tchu. Marcelina podbiegła do Tosi i uściskała ją. Przysięgli.To była magia!!! . Wreszcie wpadli na rynek i zatrzymali się przed sceną. . ja wam zrobię pizzę. Tam niczego nie ma. KRZESŁO!!! Tośka i Filip pędzili na rowerach tak szybko jak nigdy dotąd w życiu. prawie nie odpoczywając. Między workami śmieci biegał szczur. Tośka krzyczała i nic nie mogło jej powstrzymać.Już wiem! Wiem! .Jaką pizzę lubicie? Ej! Co się stało? Kuki patrzył na Marcelinę bez słowa. .Muszę je znaleźć. Przejechali dziesięć kilometrów. jak się nie brzydzisz. Filip podjechał do nich. 70 71 .Podbiegł do rodzeństwa. Już miał wskoczyć do pojemnika. kiedy ktoś chwycił go za kołnierz. Będziecie tu siedzieć do wieczora! Zatrzasnęła drzwi. Ona umiała się wydzierać najdłużej przez dwadzieścia sekund. więc domy szybko się zbliżały. że ty czarujesz? .Co!? . jak robotnicy się śmieją. . Strasznie go to rozzłościło.zawołała zrozpaczona Tośka. Ta powiedziała spokojnie: . Kukiemu kazali zostać. Filip spojrzał na wypełniony cuchnącą zawartością wielki kontener. . Chwycił klapę i otworzył ją z trudem.Przepraszam. że chce siostrę uderzyć. Pracownicy wrzucali czarne worki do pojemnika. na jarmarku! .Chciałam was zabrać do Rivoli na pizzę. .Nie ja. -Obróciła się do braci: . .Ktoś je zabrał i nigdy go nie znajdziemy! Obok sceny stała śmieciarka.Wiedziałam. że ma tam wejść.To była promocja . patrzyła wyzywająco na ciotkę.powiedziała niepewnie Tosia. ciężko dysząc. ciężko dysząc ze zmęczenia. Filip wrócił do siostry. Ciotka mieszkała daleko od miasta. 68 69 . Najstarszy z robotników odciągnął go. Chłopca przeszły ciarki na myśl. Jesteś lepsza od swojej matki. Chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi.Jesteś super! Jeszcze nikt jej się tak nie postawił. . czy odzyskają rodziców. ale nie zasługujecie na takie przyjemności. Czerwonego krzesła nigdzie nie było. oni żartowali. . widzieliście krzesło? Takie czerwone.Pamiętacie!? Ja wtedy powiedziałem. Żadnych krzeseł. Ale ona spojrzała tylko na zegarek.Brawo! Wrzeszczałaś przez minutę. bo jakąś chorobę złapiesz. to zgodził się zostać. Ciotka podniosła rękę i Kuki się wystraszył. Słyszał.Po co ci krzesło? . Nagle zerwał się z krzesła i zawołał. Uciekaj.

Filip ruszył w stronę ratusza.No i co. Filip chwycił krzesło. szef jarmarku..Rozdzielimy się. Metalowe klatki zaczęły się trząść. królu? Wygodny tron? Kupujesz go? -Tak. do diabła? Max rozglądał się niespokojnie. . Ale jak nie masz forsy.Co to jest. odsłaniając czerwone krzesło! . Filip podbiegł do niej. Klatka była pełna kartonów ze słodyczami. . bo podłoga w namiocie zadrżała. Trzeba pytać dzieciaków. Przedmiot poruszył się.Chcę mieć pięć stów. ja sprawdzę rynek. . Przerwał. to dostaniesz lanie.Proszę pana.Jakie krzesło? 72 73 .Jak ci się podoba. Nagle poczuł.roześmiał się Max. a skrzynie zaczęły się przewracać. proszę pana. Max parsknął śmiechem. .krzyknął. Filip jechał powoli. Jedna z nich chwiała się. bo oberwiesz. A teraz zjeżdżaj.Musimy dokładnie wszystko przeszukać. stukając obcasami.Bo jak nie.Ty mały gnojku . Przeszukaj tamte ulice. . W głębi namiotu stał rząd metalowych klatek.Jest! ..A masz kasę? . Usiadł na krześle tak ostrożnie. .Ale on drogo kosztuje.spytał Filip. jakby siadał na bombie atomowej.. Ciotka! Chłopak błyskawicznie wjechał między stragany. Mogły je wziąć do zabawy i gdzieś rzucić. Rozejrzał się po swojej kryjówce. Filip skoncentrował się i powiedział głośno i wyraźnie: .krzyknął Filip. Kiedy mijał ratusz.Chciałeś coś ukraść? . Ale spod nich wystawała czerwona drewniana noga. W środku było coś czerwonego.Chcesz je wypróbować? -Tak. . „Jeżeli Kuki się myli i to jest zwykłe krzesło. Drzwi klatki były zamknięte na kłódkę. Ja je kupię . . Mogę je zabrać? . Trzymał go Max Rozmus. .mruknął Max. Ciotka obejrzała się. uważnie się rozglądając. Ono jest nasze.. . Kartony się posypały. pomyślał. Wysunął je powoli z klatki. .Albo spalić! . udając powagę. Lampy zawieszone na łańcuchach kołysały się jak wisielcy. Filip zaczął ją szarpać z całej siły i siatka oderwała się w kilku miejscach. to możesz je kupić. Filip na wszelki wypadek odłożył rower i schował się do wielkiego namiotu. Pięć stów. Wyjął pęk kluczy i otworzył klatkę. cichy szelest. ale wciąż trzymał go za kołnierz. .krzyknął Filip.. z eleganckiej restauracji Rivoli wyszedł ktoś.... . . a potem zachwiał się cały namiot.Ja też.To czerwone. Dzieciak zaczynał go bawić. jak ktoś chwyta go za ramiona i unosi do góry..Ja chciałem zabrać nasze krzesło. Ktoś musiał zabrać to krzesło.. służył za magazyn różnych towarów sprzedawanych na jarmarku... . Obrócił się gwałtownie.No to jazda.. . Spotkamy się za godzinę pod pizzerią Rivoli. ale czerwonego krzesła nigdzie nie było.Mam! Ja naprawdę zapłacę. Postawił chłopca na ziemi. ale najpierw muszę je wypróbować. Filip już chciał wyjść. prawie tak wielki jak cyrkowy. Namiot. w których były przechowywane cenniejsze towary. . Max spojrzał na krzesło w klatce. Stragany na rynku stały puste. to chyba oberwę".Dobrze. Kierownik spytał. Stały tu też wielkie głośniki i reflektory. . to się zde. Festyn jeszcze się nie rozpoczął. kiedy coś usłyszał. Na szczęście metalowa siatka była zardzewiała i popękana.

że pod ratuszem czeka na niego Tośka. W pierwszym odruchu chciał wrócić i walczyć. W końcu mężczyzna złapał chłopca za kaptur i jednym szarpnięciem poderwał go do góry. Wszystko! Filip wziął czerwone krzesło i ruszył do wyjścia. 74 75 Przewrócił się. że to nic nie da.Pan mi je sprzedał! .wrzasnął mężczyzna.Normalnie. który wierzy w bajki.Jak to zrobiłeś? Filip roześmiał się. Zatrzymała się dokładnie nad głową Maksa i przechyliła. Max zerwał się i popędził za nim.. . 76 77 Poderwał się.Co się dzieje? W tej chwili wielka beczka stojąca pośrodku namiotu zaczęła unosić się w górę.Aaaa! . . Stos pieniędzy niemal go przysypał. Nie był facetem. na szczęście kilka metrów od niego. Po chwili beczka spadła z hukiem na ziemię. jak dziecko.Zjeżdżaj stąd! . Max Rozmus klęczał obok krzesła.szepnął..Myślisz.Zjeżdżaj. Filip wstał z krzesła. . Posypała się z niej lawina monet. Musi sprowadzić kogoś na pomoc. Ale uznał. bo naprawdę oberwiesz! . Filip upadł na chodnik. Przez chwilę wyrywali sobie krzesło. Na przykład ciotkę. ale nie mógł nic zdziałać. Max odsłonił płachtę w wejściu i wyrzucił chłopca z namiotu. Chciałem mieć pieniądze i je dostałem! To krzesło może zrobić wszystko.Naprawdę wszystko możesz zrobić... wpatrując się w stos monet.Do diabła.Max odepchnął Filipa. Chciał usiąść.! Dogonił go i chwycił krzesło. . tłukł pięściami i próbował ugryźć Maksa. . Ale to poderwało się nagle w górę i zawisło na wysokości kilku metrów. .Max obrócił się i zniknął w namiocie. Znowu spróbował usiąść. Filip wypuścił krzesło. któremu monety spadały prosto na głowę.. Wreszcie pobiegł po drabinę. . Ale wtedy krzesło wystrzeliło w górę jak szalona winda.Ty draniu! Chcesz się ze mną bawić? To zobaczymy! Skoczył w stronę krzesła. Max wpatrywał się z przerażeniem w lewitujący przedmiot. to znaczy wszystkie pieniądze świata. Możesz to zrobić? Sprawdzimy. Ale te pieniądze faktycznie tu były. Musi im pomóc.Wszystko.Czekaj. ale wiadomo już. Max skakał. Wskoczył na rower i ruszył w jej stronę. Zobaczył. zasłaniając głowę dłońmi.zawołał oburzony Filip.. . próbując je schwytać. . Beczka zawisła na wysokości kilku metrów.. Rozgarnął dłońmi stos monet.. a potem poszybowała w jego stronę.. Mężczyzna oprzytomniał. że nie jest czarownicą.Ma pan swoje pieniądze.Oddaj mi je.. . Chłopak wyrywał się. a Max powlókł go do wyjścia.. . łomocząc o łysą czaszkę. . ale krzesło znów się odsunęło i Max potoczył się po betonowej posadzce. Filip zerwał się. . .Ja zapłaciłem! . które łapie uciekający balonik. . Może ciotka jest wredna.? . Ale krzesło nagle odskoczyło i Max upadł na podłogę. że jestem durniem? Takiej rzeczy się nie sprzedaje.

.Co takiego? . więc jechali powoli.Cały czas mnie oszukiwałaś? Ty kłamczucho! Wszyscy mnie okłamujecie! W tej chwili z ogrodu dobiegł jakiś hałas. co wam się podoba!? . Droga powrotna była trudna. Max wypełzł spod zwałów brezentu. co do ciebie mówię!? Kuki uśmiechnął się najbardziej niewinnym ze swoich uśmiechów i powiedział: . .. Oczywiście. Rowery leżały na trawie. że będę cię miał! 78 .krzyknęła ciotka.krzyknęła. Oni się schowali. że możecie tu robić. Ale najpierw muszę ich znaleźć. że. szukam! I pobiegł na piętro.To twoja wina . .Nie rozumiesz. Przysięgam. Nagle na asfalt padł jakiś cień. Ciotka rzuciła się do drzwi. W tej samej chwili wielki namiot zakołysał się i przewrócił z hukiem. Martwię się o nich. Nie zwracał uwagi na gapiów. I dobra. . i szeptał: .. Ciotka zerwała się i spojrzała na Marcelinę. Tośka i Filip jechali szosą prowadzącą do domu ciotki. Kuki się jej przyglądał i zdawało mu się. . . . . . a ja ich szukam.Gdzie byliście? Filip i Tosia nie odpowiedzieli. Filip podniósł głowę i krzyknął: . rozumiesz?. patrząc na nią niepewnie. Ciotka zaczęła sapać ze złości.TRZASK! Przebiło brezentowy dach namiotu. kochana ciociu.. wspinała się wciąż pod górę.Tośka! Patrz! Dokładnie ponad nimi frunęło czerwone krzesło.Niech się pani nie martwi..Miałaś ich pilnować! Boję się. Oni zaraz wrócą..Ciocia nie jest podobna do mamy.Dobrze..Ty umiesz mówić!? . Ciotka podbiegła do Marceliny.Że ja jestem podobna do waszej nieporadnej matki.. żeby zobaczyć przewrócony namiot.Znajdę cię.Każ im tu przyjść! Natychmiast! Kuki odparł z uśmiechem: . Była naprawdę zdenerwowana.. że coś im się stało.Skąd wiesz. Zakręciło i wylądowało na szosie. że przypomina trochę jego mamę.Bawimy się w chowanego.Gdzie oni są? . Nagle powiedziała: 80 81 .. który zaczął się szybko przesuwać. . . Mężczyzna wpatrywał się w niebo. którzy nadbiegli. . kiedy ta się czymś martwi. Marcelina i Kuki stali przy drugim oknie. Była godzina piąta. Ciotka wyglądała nerwowo przez okno.Ciotka patrzyła groźnie na Kukiego.Filip.. . tuż przed rodzeństwem.Schowali się. co do ciebie mówię! Ciotka usiadła na schodach.Marcelina milczała.. .Wróciła przed chwilą do domu i nie zdjęła nawet płaszcza.Chyba o coś pytałam!? Dzieci milczały. Marcelina usiadła obok ciotki. Nawet nie słyszysz. Ciotka ze złością ściągnęła płaszcz i rzuciła go na fotel. wyrywając w nim olbrzymią dziurę. ty nic nie rozumiesz. i odleciało. s.. której możecie skakać po głowie? Tośka spojrzała na nią wrogo. gdzie widać było czerwoną plamkę lecącego krzesła. W ogrodzie stali Tosia i Filip.Myślicie. Zaraz. Stanęło bez ruchu i czekało. Choćbym miał cię szukać przez całe życie. a Filipa i Tosi wciąż nie było w domu. tylko od razu zaczęła się wściekać. Nasza mama jest ładna. Oni potrafią się świetnie chować! Czasem nie można ich znaleźć przez cały dzień! Kuki odwrócił się i zawołał: . .Gdzie są Tosia i Filip!? .

Ciotka poszła do domu. że Tosia nie powinna tego mówić. . . Piłka poleciała wysoko. . Piłka śmignęła ponad drzewami i rozległ się huk rozbitej szyby.To może być niebezpieczne. . Nie udawaj.Od dzisiaj nie macie prawa wychodzić za bramę.. a potem przez okno do swojego pokoju. jak ta magia działa. .Tak. . to zrobimy próby. . Kuki patrzył na to zafascynowany. Usłyszeli pukanie. żeby ta szyba była znowu cała..Poczekaj. Rzeczywiście.Dobrze . jakby jej przybyło lat. co to znaczy? Że rodzice zaraz do nas wrócą.On ma rację . Chłopiec odbił.Chcę. Usiadła na krześle i powiedziała. I radzę wam nie łamać tego zakazu. .. .Ono jest niesamowite. Odłamki szkła natychmiast uniosły się z trawy i pofrunęły do okna. więc Filip szybko zakrył krzesło kocem i usiadł na nim. . .Chyba nie .powiedziała cicho.. że nie pomyśleli o niebezpieczeństwach. Ktoś szedł korytarzem. Wreszcie Tośka powiedziała: .Ono może zrobić wszystko! .Przyjdź do nas. . Filip usiadł na krześle i zaczął mówić uroczystym głosem. Będą lecieć tysiąc kilometrów i rozwalą się przy lądowaniu! . Zaraz zobaczysz coś lepszego. tak się zafascynowali niezwykłym przedmiotem.A jeżeli rodzicom coś się stanie? To krzesło wystrzeli ich jak rakiety.przeraził się Kuki. Do pokoju zajrzała Marcelina.powiedziała Tosia.szepnął Kuki. Zdumiony Kuki zobaczył.roześmiała się Tosia. 84 85 . Za chwilę ich tutaj ściągniemy.Znaleźliście je? . które kopnęło ją natychmiast z powrotem do niego. Chodź zobaczyć. Krzesło podskoczyło i kopnęło ją przewrotką. żeby nasi rodzice zaraz. Kuki stanął na straży przy drzwiach.. Przecież my w ogóle nie wiemy. Filip cicho zawołał.. -A wiesz. Gałęzie świerków poruszyły się. jak to działa. z plecakiem na ramionach i dość ponurą miną. . jak wychodzi spod nich czerwone krzesło. . . składając się z powrotem w całą szybę.Poczekajmy do jutra.. Była zgarbiona. Ciotka zacisnęła wargi.Ciotka nas zabije . 82 83 Filip rzucił piłkę w stronę krzesła.A ty chodź ze mną.Chciałam się pożegnać z wami.Wyjeżdżasz? Marcelina wzruszyła ramionami. Zamilkli. Czerwone krzesło postawili na środku dywanu. gdzie świerki tworzyły mały lasek.Kuki pomyślał. Kuki mu przerwał. Musimy dokładnie sprawdzić. Ale było za późno. jak najlepszy z brazylijskich piłkarzy. . Jak ciotka pójdzie do pracy.Poczekaj! Podbiegł do brata. a Kuki podbiegł do Filipa. Poszli na sam koniec ogrodu. .Chcę..zawołał Filip. Po drodze krzyknęła do Marceliny: . rozumiesz?! Weszli po drabinie na taras. że nie słyszysz! Marcelina pomachała rodzeństwu i poszła za ciotką.

Ci! Bo ciotka się obudzi! Krowa pokręciła głową. Trzymajcie się.. a mimo to czuli niepokój.wyszeptał.To super. rodzice przynosili mu ciepłe mleko i to go uspokajało.Jak wyście to zrobili? Filip uśmiechnął się tajemniczo. Za to.Wasza ciotka wyrzuciła mnie z pracy. Wiał silny wiatr. . że muszą być bardzo ostrożni. Że nie mogą zrobić nic głupiego ani dziecinnego. . Rodzeństwo myślało o czerwonym krześle jako o źródle niesamowitych możliwości.Nic ci nie zapłaciła? -Nic. Wszystko poszło bardzo szybko. a nie w krowie. jak najlepiej przetestować magiczny przedmiot. jakich nie mógł zrobić nikt inny. Ale nikomu o tym nie mów. . który dźwięczał przy każdym ruchu głowy. każde z nich stało się jakby trochę doroślejsze. ale musisz zniknąć! . Krowa cicho zaryczała. żebyś dostała swoje pieniądze. . . Wtedy Filip zapytał: .Mamy swoje sposoby. Przykro mi. Tuż obok nich istniała jakaś niezwykła siła. Nie chciał czekać z próbą do rana. I pamiętajcie. Kuki coś mruczał. że stojąca na biurku torebka przewróciła się.. . że udawałam niemowę. czy „to coś" nadal działa. Ostrożnie usiadł... Ze środka wysunął się elegancki czarny portfel. Stała na perskim dywanie. ja chciałem mleko w szklance. Zerwał się z krzesła. tarcza księżyca pojawiała się i znikała.O rany! . Szelesty i dzwonienie. Wieczorem długo nie mogli zasnąć. a Kuki po prostu je polubił.. Na samym środku salonu w plamie księżycowego światła stała krowa. Kuki wstał. Ale kiedy naprawdę stanęli przed czymś niepojętym. Uniosły się i pofrunęły jak papierowe motyle. patrząc na niego wielkimi smutnymi oczami. Może dlatego. której działania nie potrafili zrozumieć.jęknął Kuki. Zatrzepotały i przyleciały prosto do rąk patrzącej na to ze zdumieniem Marceliny.. o trochę mleka . że przyleci do niego szklanka mleka. która siedziała przy laptopie. Zamiast tego usłyszał za drzwiami jakiś dziwny dźwięk. Najpierw kłócili się. Po prostu lubił ten przedmiot. W końcu kołdra zsunęła się na podłogę i zmarznięty chłopiec się obudził. przesłaniana chmurami.No to chciałbym.. Dzwonek na jej szyi zadzwonił jak na alarm. Ciotka. Rozejrzał się trochę nieprzytomnie. że to on pierwszy je znalazł? Był tylko niespokojny. Krzesło odbijało srebrzyste światło.. 86 87 Kiedy w końcu zasnęli. Strasznie się wściekła. Należała do nich i mogli robić rzeczy. Nie dała mi nawet wypłaty. Była duża i biała jak śnieg. Nie miał żadnego planu. Wiedzieli. to mieli niespokojne sny. Podszedł do krzesła i lekko je pogłaskał. Tak jak lubi się własne zwierzątko. I wtedy ją zobaczył. Pstryk! Portfel sam się otworzył i z jego wnętrza wypełzło kilka banknotów. nie pytali. Kiedy był mały i budził się w nocy.. czy to możliwe. A gdy już położyli się do łóżek. ale nic nie przyfrunęło. Miała na szyi dzwonek.. otworzył po cichu drzwi i zbiegł po schodach.Proszę. Od chwili gdy znaleźli czerwone krzesło. .. Zbliżała się północ. Uśmiechnęła się do nich i ruszyła do drzwi. robiąc jakieś obliczenia..Ciii! Zrozum.. że wasza ciotka nie jest taka zła. . bez jednej łaty. ogarnął ich niepokój. przewracając się na łóżku z boku na bok. To był po prostu film. a pogoda była tak samo niespokojna jak jego sny. A wam się udało znaleźć tę strasznie ważną rzecz? -Tak. Kiedy w kinie oglądali latające miotły i gadające lwy. nawet nie zauważyła. Kuki był pewny. poczuli dziwny lęk. Drzewa za oknem chwiały się.

Odsuń się. Krowa zaryczała ponownie. No i miała rogi. żeby odwołać czar. Najpierw nic nie leciało.Przepraszam. jakby patrzyła na upiora.Ciii.Zaczynam mieć jakieś zwidy. . Kiedy wbiegł do sypialni. a nie ciotkę! . . a wtedy krowa dostojnie przeszła na środek salonu.? Chyba nie chcesz. tak przerażona.Nie! .. żebym cię wydoił? Ku jego zaskoczeniu krowa pokiwała łbem. Tym razem dużo głośniej.To mnie nie budź . A przecież jej nie było. Zasłoniła oczy.. .Nie rób tego. bo ciotka nas zabije! Podszedł ostrożnie do zwierzęcia. Zaczekaj. . Naprawdę zdawało mi się.Poszedłem po mleko.Ja zwariowałam. Ja mieszkam w mieście. który schował się zaraz za filarem. kretynie? .. Krowa zniknęła. Ale w tym momencie krowa ruszyła naprzód i zablokowała mu drogę.. Był trochę zaskoczony. co mówi.. 88 89 Krowa spojrzała na niego smutno i machnęła ogonem. chyba że odciągnąłby krowę.O co ci chodzi. Nie zauważyła Kukiego. Nie mógł teraz wejść na schody. Zresztą teraz ludzie was nie doją. w którym pokazywano.Co ty robisz. Ciotka stała bez ruchu.. zanim zdążą cokolwiek zrobić. Spróbował robić dokładnie to samo. Podbiegła do szafki.dodał szybko. Co się ze mną dzieje? Mam halucynacje! Wszystko przez te dzieciaki. . że ciotka zaraz się obudzi. przewracając kryształowy wazon stojący na podłodze. . ustępując mu drogi. Odejdź! Muszę cię anihilować. ale ona była bardzo duża. Usiadł na krześle i szepnął: .. Pobiegł do kuchni i wyjął z szafki mały garnek. Filip otworzył oczy.Chyba zwariowałaś! Ja nie umiem doić krów. Zatrzymał się gwałtownie. spoglądając na chłopca z wyraźnym wyrzutem. jak doi się krowę. Mam na myśli krowę. 90 91 Kuki chwycił czerwone krzesło i po cichu wybiegł na schody. . Oglądał kiedyś film. Od tego są maszyny sterowane komputerowo i. Kuki zaniósł garnek do lodówki. Naprawdę muszę to zrobić! Przykro mi. Tymczasem krowa znów zaryczała. . bo mleko wyglądało i pachniało inaczej niż to z kartonika. Ciotka zabierze im krzesło. Wiedział. Kuki wykorzystał ten moment. jakby rozumiała.. szkło wyleciało jej z rąk i rozbiło się na posadzce.jęknęła. ale musisz przestać istnieć. Po dziesięciu minutach mleko przestało lecieć. na czym to polega. Kiedy chciała odstawić ją na półkę. że widzę tu krowę. Popędził z powrotem do pokoju. Już dobrze.. Ciotka spojrzała nerwowo w górę. Kobieta opadła na fotel.. Wielkie zwierzę natychmiast rozpłynęło się w księżycowym świetle. . W tym momencie ciotka odsłoniła oczy i zobaczyła pusty salon... . Na środku salonu stała ciotka i z obłędem w oczach wpatrywała się w białą krowę. wyjęła jakąś butelkę i wypiła z niej kilka łyków.mruknął Filip i i obrócił się do ściany. i do garnka pociekła struga mleka... Zatrzymał się przerażony.. bo biała krowa podniosła właśnie ogon i na marmurową podłogę poleciał krowi placek. . Kobieta wrzasnęła i odskoczyła. Kuki rozejrzał się nerwowo. A potem polizała ciotkę różowym językiem po twarzy.. Przykucnął i podsunął garnek pod napęczniałe wymiona. ale po kilku próbach połapał się. A wtedy wszystko się wyda.szepnął błagalnie Kuki . Krowa potrząsnęła głową i zrobiła krok w jej stronę.Chciał wrócić do sypialni. Po namyśle zamienił go na większy. Chłopiec popędził na piętro. Chyba że wcześniej obudzą się Filip albo Tośka i odwołają ten czar. Nigdy jeszcze krowy nie dotykałem.

Nie wiemy. ale nie miała się do czego przyczepić.stwierdził ponuro Filip. Kiedy samochód ciotki odjechał. Wyobrażali już sobie. .Żyjesz? . Wziął czerwone krzesło i poszedł spać. Szklanka uniosła się i pofrunęła w stronę Filipa. żeby złapać szklankę.. że nie macie prawa wyjść za bramę. Czekali długo.Chcę. . Tośka przyniosła wysoką szklankę i nalała do niej mleka.powiedział Filip. jak długo będą do nich lecieć rodzice i czy nie roztrzaskają się. Nie próbując sprzątać rozbitego szkła.Pierwsza próba! Niech ta szklanka bezpiecznie tu przyleci.Próba numer dwa . gdyby czar przestał działać. Kuki szedł obok. to dom się nie rozleci. pobiegła do sypialni. 92 93 . .To prawda.OK. .Aaa! Jak pocisk wystrzelony z katapulty Kuki przeleciał łukiem nad ogrodem i spadł prosto do nóg Filipa. Mają mi pokazywać kandydatki na nową kucharkę. lądując z dużej wysokości.Cicho! Niech mój brat Kuki przyleci do mnie w całości.Chyba tak. Kuki. Postawiły je na trawniku przed domem. . że rodzice też się nie stłuką -szepnęła Tośka. że musimy zaryzykować . . żeby nie wzbudzać podejrzeń. zaraz po śniadaniu.. . .. Rodzeństwo w milczeniu przyglądało jej się z okna. żeby przyleciała tu walizka mamy.Bardzo śmieszne. Starało się zachowywać bardzo grzecznie. Filip usiadł na krześle i powiedział: . .jęknął Kuki.A jak rodzicom coś się stanie? .Chodź.Pierwsza próba udana. W ten sposób chcieli sprawdzić. ale nic nie przyleciało. Tuż przed lądowaniem wyhamował i łagodnie opadł na trawę. Włóżcie kaski! Włożyli kaski rowerowe. Ale szklanka przyleciała bezpiecznie do rąk Filipa i nie wylała się z niej ani kropla płynu. Ostatni test. związując ją sznurkiem. Po nocnym spotkaniu z widmem krowy wyglądała na bardzo zmęczoną. bo waliza mamy była bardzo ciężka.Jadę do miasta. . . . czy to nie jest jednorazówka.Mam nadzieję.Uważam. . Ciotka zerkała na nich nieufnie.powiedziała Tosia.jakby bojąc się. Próba numer dwa udana.Próba trzy nieudana ..Jesteś lżejszy! Jak walniesz o ścianę. Wyglądał jak balon. W ogóle nic się nie zdarzyło. sprawdzając.Nie możemy czekać. Patrzyli niespokojnie w niebo. Następnego ranka. Owinęli Kukiego w kołdrę. że ktoś ją zobaczy w takim stanie. To krzesło może przestać działać. a potem szybko je zamknęła i przekręciła klucz w zamku. Spojrzeli po sobie niepewnie. 94 .Co robimy? . .powiedział lekko drżącym głosem. . . że będą kłopoty . W drzwiach obróciła się jeszcze. dzieci popędziły do pokoju po czerwone krzesło. czy biały upiór znów się nie pojawił.Czuję. Kuki z ulgą wyszedł ze swej kryjówki. ciotka włożyła płaszcz i poszła do samochodu. jak startuje tysiąc kilometrów stąd i leci jak bojowa rakieta. A wy pamiętajcie.A ty nie możesz? . .

Nikogo tam nie było.Filip! Musimy sprawdzić. Nie możemy ryzykować katastrofy. .. Niech wejdą przez te drzwi i niech będą tacy jak dawniej. .To nie jest komóra! Ono nie ma żadnej baterii. O cokolwiek. . 98 99 . Filip zaczął mówić uroczyście: .. Wyczarowali bilety na lot do Kopenhagi i wyruszyli na lotnisko. że zostały nam dwadzieścia cztery godziny. . oglądając krzesło. Deszcz się urywał.Filip! Wyłącz ten deszcz! .. żeby rodzice. .Ten czar nie działa na odległość. . Muszę najpierw coś sprawdzić!.Żeby nasi rodzice bezpiecznie do nas wrócili.Tylko gadaj dokładnie! .Niech. bo wiedzieli. Poproś o coś. Obok domu ciotki lał deszcz. Jak ekran podzielony na dwie połowy. jakby ktoś go zmazał gumką. Wyglądało to niesamowicie. Filip pomyślał chwilę i zawołał..Dlaczego tam nie pada? . . bo są za daleko.Może wyczerpała mu się bateria? . Więc teraz musi je naprawić.Mamo! Jesteście tu? Tato? Nikt nie odpowiedział.krzyczał Kuki. Filip siedział na krześle wyprostowany i bardzo skupiony.Zaraz. czy ono jeszcze działa. . Kuki nie wytrzymał i pobiegł otworzyć drzwi. Uważali. Kuki zaczął wołać: ... . . że statek Queen Victo-ria przypływa w niedzielę do portu w Kopenhadze.To nasza ostatnia szansa. .szepnął Kuki. Przez chwilę zastanawiali się. Tosia. zaczynamy! Rodzeństwo skupiło się wokół Filipa. I natychmiast zaczął padać deszcz. .Zdążymy! Spakowali do plecaków tylko najważniejsze rzeczy. Tosia i Kuki pobiegli za nim.. Tosia podbiegła do brata. Nie możemy ściągnąć rodziców. że to on powinien wypowiedzieć najważniejsze życzenie. Tam ich nie znajdziemy. a poza tym to on niechcący wywołał całe nieszczęście.Chcę.To co zrobimy? .No to. Przebiegli może sto metrów i nagle znaleźli się w słońcu. bo potem płyną na Karaiby.Działa! .Już wiem . Filip i Kuki wpatrywali się w drzwi domu. rozumiecie? Działa tylko w zasięgu wzroku. a za narożnikiem świeciło słońce. Nie brali jedzenia.Musimy do nich pojechać! Musimy stanąć przed rodzicami i patrzeć im w oczy! Tylko wtedy uda się zdjąć z nich zaklęcie! Sprawdzili w Internecie. czy nie wyczarować helikoptera. żeby sprawdzić. Filip wybiegł za bramę. Był najstarszy.krzyknął Filip.. czy rodzice za nimi nie stoją. Jeszcze chwila i rodzice stamtąd wyjdą! Ale chwila minęła. Straszliwa ulewa zalała ogród ciotki. Polecimy normalnym samolotem. . ale Tośka nie chciała się zgodzić. co trzeba.Nasi rodzice! 96 97 .Nie znamy się na helikopterach.szepnął Kuki. potem następne i nic się nie zdarzyło. . . pada deszcz..Ono wciąż działa! Tośka wciągnęła kaptur. . że zawsze mogą wyczarować pieniądze i kupić.To znaczy.

. Niestety. żeby kierować samochodem. Ciotki nigdzie nie było.Nie słyszysz. Szybko! . teraz powoli opuściło ręce i zaczęło się rozglądać. co mówię? Do samochodu! Wtedy rodzeństwo wybuchło śmiechem. zdawało mu się.Tam jest ciotka! 100 Rzucili się do ucieczki. Uważajcie.. Ciotka zauważyła ich i ruszyła z piskiem opon..To w psa! . Rodzeństwo stanęło za nim. . .Niech ciotka będzie mniejsza od nas! Natychmiast zerwała się straszliwa wichura. a jak ktoś będzie się czepiał. ale to już! 101 .krzyknęła Tosia. że dzieci chcą same lecieć samolotem? .Bo ją ktoś wykończy offem.Ciocia jest chyba za mała. . które zasłoniło oczy przed zawieruchą. Rodzeństwo. Ciotka wyskoczyła z samochodu. Zaczęła wirować jak karuzela i krzyczeć na całe gardło. jak po polu minowym. Mała spojrzała na niego wrogo i zawołała piskliwym głosem: . Zobaczyli.Dokąd się wybieracie? Chcieliście uciec. Kobieta zaczęła krzyczeć na całe gardło.spytał szeptem Filip. Drzwi zatrzasnęły się i wiatr ucichł. .. Trafili na drogę bez wyjścia! Filip błyskawicznie usiadł na krześle.spytał Kuki.szepnął Kuki. . że tam łatwiej się ukryją. Podeszli do auta. Dzieci pędziły najszybciej. dźwigając krzesło i plecaki.Wsiadajcie do samochodu.Gdzie ona się podziała? . żeby jej nie podeptać..To zmienimy ktosia w karalucha! Biegli na przystanek autobusowy.Ale numer! . Wiatr uniósł piach i zrywał liście. Kuki szepnął do Filipa: . Dziewczynka była wciąż ubrana w czarny płaszcz i wielkie okulary i wyglądała komicznie. . .Wsiadajcie do samochodu! Porozmawiamy sobie w domu! Wsiadajcie.zawołała groźnie siedmioletnia ciotka .Nie! .Powiedziałam wam .Już wiem! . Filip powiedział z przekornym uśmiechem: . . Mercedes ciotki nadjechał i zahamował kilka metrów od dzieci. Nagle usłyszeli wołanie: . jak z okna samochodu wychyla się twarz w ciemnych okularach.Pogryzie nas! Ciotka podeszła do nich i wrzasnęła: . tak? Ruszyła w stronę rodzeństwa. aż w końcu wirująca ciotka wpadła do samochodu. Tosia ruszyła. ale plecaki i krzesło im ciążyły.Może jest taka mała jak bakteria.wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu! . Z przeciwka jechał czarny samochód. Nagle Filip zatrzymał się. Natychmiast się odwrócili. Była to twarz siedmioletniej dziewczynki! . Rodzeństwo szło za nią ostrożnie. . Wiatr uderzył w ciotkę i odepchnął ją. jak to możliwe.Na pewno zmieniła się w małego trolla. . patrząc uważnie pod nogi.. wiatr odpychał ją. na końcu ulicę blokowała brama zamknięta na kłódkę..zawołał Filip. smarkacze! 102 Ale nie był to głos ciotki. . .szepnął Filip.Zmień ją w karalucha. które fruwały wraz z ciotką w szalonym tańcu.Słuchajcie.Tam! Filip skręcił w wąską uliczkę.

Skąd ciocia to wie? . I wtedy się zaczęło. Rodzeństwo stanęło na tylnej platformie. skręcając się ze śmiechu. to was spiorę! Czerwony autobus linii numer siedem był zatłoczony. ciociu! . .Dlaczego? . ale musimy być na lotnisku najpóźniej o jedenastej.Bo ten autobus nie jedzie na lotnisko.A poza tym tam jest rozkład jazdy. . że odchodzą. Tosia obróciła się i podeszła do małej ciotki.O której odlatuje samolot? . żeby ten autobus jechał prosto na lotnisko. Dziewczynka odpowiedziała ze złością: ..Nie możemy jej tak zostawić. jakby zobaczyła upiora.Pojadę z wami. co dalej robić.Odczepcie się ode mnie! . .krzyknął Filip.Nie to nie . Nie bardzo wiedzieli.Tosia spojrzała na kartkę.Będziesz głodna.Zwariowałaś? . mimo butów na wysokim obcasie.Raczej nie zdążycie .odezwała się ciotka.Co ty mówisz. .Chcę.dodał Kuki. . Chwycił krzesło i poszedł w stronę przystanku autobusowego. . . .powiedział zdecydowanie Filip.Sprawdziłam wszystko w Internecie.Jeszcze pół godziny.Dobrze .burknęła siedmiolatka.Nie musimy. Patrzyły na zmniejszoną ciotkę. Nagle rozległo się stukanie obcasów. Ocierała łzy.Poczekajcie. . A potem w lusterko.Musimy już lecieć! Pa! Pokiwał wrzeszczącej ze strachu dziewczynce.No to cześć. Nie bardzo wiedziała. . . .. . . ciociu. że kilku pasażerów przewróciło się 106 .Chodź z nami.Po co? . która jeszcze niedawno była wysoką groźną kobietą. I zaczęła wrzeszczeć. . . Rodzeństwo ruszyło za nim. . Ciotka wyszła z samochodu.. Obrócili się..Na przykład jakaś wstrętna ciotka . . Autobus zahamował tak gwałtownie. i patrzyła za odchodzącymi. Ale jak będę znów duża.Musimy wysiąść! . On jedzie w przeciwnym kierunku. Darła się.Samolot do Kopenhagi odlatuje o dwunastej pięć. jak się do niej zwracać. Spojrzała na swoje malutkie ręce z pomalowanymi na czerwono 104 paznokciami. Ona jest za mała. smarkaczu? Dzieci nie odpowiedziały. Przecież faktycznie: nie mogą takiej maludy zostawić samej. Udali. Rodzeństwo podbiegło do tablicy. Spojrzała niepewnie na dziewczynkę.spytał Kuki. Albo ktoś może cię porwać. Ciotka w końcu się zaniepokoiła. śmiesznie maleńka. Zdążymy. Filip usiadł na krześle i spokojnie powiedział: . -Chodźcie.zawołała Tosia. Mała ciotka podbiegła do nich.powiedziała przez zaciśnięte zęby. Mała ciotka trzymała się w pewnej odległości od nich i spoglądała wrogo. na której wyświetlano trasę. . Tosia zatrzymała się..powiedział Filip. .Bo jestem od was starsza i mądrzejsza . Musimy ją odczarować albo zabrać. .Nigdzie z wami nie pójdę! 105 .Ona ma rację! Jedziemy w złą stronę .

jak ląduje obok niego ogromny krokodyl. bo kogoś zabijemy! -krzyczała Tosia. Obrócił się i zobaczył pędzący wprost na niego autobus.krzyczała Tosia. Autobus stratował wiklinowe stoliki i wjechał na rynek. prosto w stronę hali odlotów. A potem zawrócił z piskiem opon i ruszył w przeciwnym kierunku. Gad otwierał szeroko paszczę.zawołała przerażona Tośka.Filip! Zatrzymaj ten autobus! . rozpaczliwie odrywał kąsające go ryby. próbując ściągnąć z magicznego krzesła wrzeszczącą kobietę. Na szczęście wszyscy ludzie zdołali uciec.Niech ten autobus się zatrzyma! Pisk hamulców. Ulica skręcała w prawo. Zdumieni pasażerowie wołali: . który umykał z tacą pełną szklanek. -Jedzie prosto! Kazałeś mu jechać prosto! . Jechał pod prąd. Autobus pędził przez rynek. zrywając reklamy i ścinając znaki drogowe. Autobus siłą rozpędu wjechał jeszcze na schody prowadzące na lotnisko i wreszcie się zatrzymał. . Autobus wjechał w środek ulicznej kawiarni. leżący na dachu autobusu.Niech pani wstanie! W tym momencie autobus wjechał do oceana-rium. a jakaś gruba kobieta upadła na nie. szczerząc upiorne zębiska. Pasażerowie zaczęli wrzeszczeć. Jeśli uderzą w budynek. . Na scenie stał Max na swoich sprężynowych butach. rozbijając wystawy. która wpadła przez okno. histerycznie krzycząc.Co się dzieje? Czy on zwariował? Dokąd on jedzie? Rodzeństwo spojrzało na siebie z satysfakcją. Max wykonał rozpaczliwy skok i znalazł się na jego dachu. Autobus wyjechał na szeroką ulicę. zatrzymaj go. Gdy pojazd uderzył w scenę.krzyczał przerażony Filip. to nikt nie wyjdzie z tego żywy! Zrozpaczona Tośka złapała za ogon piranię. roztrzaskał ją i popędził prosto przez park. wpadały do sklepów. Ta zerwała się z jeszcze większym wrzaskiem. . i nie wyglądał na zadowolonego.Filip. która histerycznie krzyczała i nie dawała się zepchnąć. Max.107 na podłogę. i wrzuciła ją za koszulę kobiety siedzącej na krześle. Filip natychmiast usiadł na krześle i zawołał. zamiast skręcić.Odwołaj ten czar! Filip z Kukim próbowali właśnie to zrobić. Tłum widzów przed sceną rozbiegł się we wszystkie strony. 108 109 . Pojazd skakał jak oszalały na nierównym trawniku. Nagle z przerażeniem zobaczył.Co ten kierowca robi? . Ale autobus. Oszalały autobus minął park i wjechał w wąską ulicę prowadzącą do rynku. W końcu skoczył szczupakiem przez bar. . Samochody jadące z naprzeciwka uciekały na chodnik lub.Pijany! . . Pędził ze straszliwą prędkością. na której końcu był Port Lotniczy. .Co on robi? . wpadając do pojemnika z lodami.Zwariował! Przy kolejnym podskoku Filip zleciał z czerwonego krzesła na podłogę. jadąc dokładnie po linii prostej. . Filip zaparł się z całych sił. Wielkie akwaria pękały jedno po drugim i setki litrów wody wylewały się wraz z krokodylami i piraniami. pojechał prosto! Uderzył w barierkę. z wyjątkiem kelnera. I w tym momencie stało się coś niesamowitego. ale na „ich krześle" wciąż siedziała kobieta. Autobus rozgniótł scenę i popędził w stronę dmuchanej bramy z napisem: „Wielka atrakcja! Wystawa krokodyli i piranii". tratując klomby i kosze na śmieci.

mruknęła ciotka.spytała Tośka.Mami taka! Manary! Miota! Mikasika! Very aho mikasika! Kalifaty fanalana amin! Widać było. Natychmiast wszystkie szkody się naprawiły. Kobieta spojrzała na nich zdziwiona.. Kopenhaga". żeby ciotka mówiła tylko w języku madagaskarskim.Dzień dobry.Co takiego.Co ja zrobiłem?. nad którą świecił się napis: „Lot 007. . Tutaj kolejka nie była na szczęście zbyt długa.Przez chwilę w autobusie nikt z pasażerów się nie odzywał. Brzmiało to mniej więcej tak: . Zanim doszli do lady.Co ty robisz!? . Z kim lecicie? . co ja zrobiłem.Sami sobie poradzimy . . Urzędniczka zajrzała do dokumentu. że czyni rozpaczliwe próby. .. . Szedł. Na szczęście budynek lotniska stał na wzgórzu i całe miasto było w zasięgu wzroku.Ja wiem . Urzędniczka za ladą zawołała: .. ale nie potrafiła tego zrobić. Filip powiedział: 112 113 . Mężczyzna patrzył jak zahipnotyzowany na dzieci i czerwone krzesło. Urzędniczka zerknęła na małą dziewczynkę w ciemnych okularach. smarkaczu? W odpowiedzi Filip usiadł na krześle i coś wyszeptał. Nie zauważyli Maksa. . Otworzyli je siłą i uciekli.. Filip i Kuki rozglądali się trochę zagubieni.Tutaj. Na końcu krokodyl otworzył paszczę i puścił but Maksa. co zniszczyliśmy. Pobiegli we wskazane miejsce. Kuki i mała ciotka. Wszędzie stały długie kolejki. Wyskoczyli z autobusu i pobiegli na lotnisko. Pokaż paszport. chwiejąc się i szepcząc: . który wciąż siedział na dachu pojazdu. Odbił się na swoich sprężynowych butach i pognał za nimi. Zostali tylko Tosia. Filip. co się stało. Zaczynały się właśnie wakacje i setki pasażerów z walizami i rozkrzyczanymi dziećmi kłębiły się w hali odlotów. To jest tam. .Rozkazałem.Dokąd mamy iść? . ale na razie muszę cię pozbawić głosu. .Zwiewamy stąd.Następna osoba! Podeszli do lady. .Najpierw musimy iść do odprawy. .Ale nie powiem wam. ciociu.spytał niepewnie Kuki. . Nagle z kabiny wyszedł blady jak trup kierowca. Ciotka spojrzała na niego z wściekłością i wyrzuciła z siebie potok dziwnych słów. Spośród rodzeństwa tylko ona podróżowała wcześniej samolotem.Gdzie ona jest? .Niech naprawi się wszystko. Tośka chwyciła krzesło. Wskazała ladę.To ma być jakiś żart? . . W końcu zamilkła i tylko patrzyła na Filipa z wściekłością. Filip szybko usiadł na krześle i zawołał: . .Dzień dobry. żeby mówić w swoim języku.Nie rozumiem. . Boże. Potem poderwał się i skoczył na chodnik. kiedy poleciała ze szkolną orkiestrą do Pragi. ciociu.Nie.Z naszą ciocią. Gdzieś daleko zaczęły wyć syreny policyjnych samochodów. To dziecko ma czterdzieści lat!? . Na lotnisku kotłował się wielki tłum podróżnych. Żeby komuś nie wygadała. .powiedziała Tosia.Przykro mi. A potem wszyscy jednocześnie rzucili się z krzykiem do drzwi.

Podali nowiutkie bilety. Krzesło dojechało do otworu przesłoniętego pasami plastiku. Biegnący za nimi ochroniarze byli zbyt wielcy. postaw je! Filip niepewnie postawił czerwone krzesło na wadze. . W końcu Filip je zobaczył. wpadło do czarnej rury i pojechało w dół. Wokół nich był labirynt pędzących w różnych kierunkach taśmociągów. . Wszystko odbywało się automatycznie.zawołała ciotka. proszę pani . Rodzeństwo rzuciło się w pogoń. . Za braćmi pędziły Tosia i ciotka. żeby wcisnąć się do otworu. Potykali się. i trochę przesadziła. Ciotka zawahała się. .. Krzesło było już kilka metrów od samolotu. żeby na koniec dotrzeć do właściwego samolotu. Kuki zatrzymał się i krzyknął najgłośniej. Zaczął piszczeć alarm. Ciotka popędziła za nimi. . Walizki spadały na nie z wylotów wielu rur i były kierowane w różne strony..Ochrona! Dwaj pracownicy ochrony lotniska popędzili do niej.. Poleci nie wiadomo gdzie.krzyknął Kuki.Proszę pokazać bilety. pas transmisyjny ruszył i krzesło odjechało razem z bagażami.Po co? . Czerwone krzesło zmierzało w stronę czarnej dziury. Nacisnęła guzik.Ależ ono jest za duże do kabiny. potykając się na wysokich obcasach i wykrzykując dziwnie brzmiące słowa. 117 Czerwony przedmiot zmierzał już w stronę luku bagażowego w samolocie. Rodzeństwo bez namysłu wskoczyło do rury i zjechało za krzesłem. zrzucając walizy i przewracając się na pasy transmisyjne. Bagaże sunęły i krążyły w niesamowitym tańcu. Znalazły się w niezwykłym świecie.zdziwiła się urzędniczka.spytał nieufnie Filip. Z drukarki wysunęły się białe karteczki. że jeśli krzesło zginie.Jak to co? . przewracali i znów podnosili. gdy Filip miał je złapać. to go nie odzyskają. Będzie lecieć w luku bagażowym. ale potem i ona skoczyła. żeby młodziej wyglądać. No. Przeskakiwali przez pędzące taśmociągi. to do końca życia zostanie siedmiolatką mówiącą w języku mada-gaskarskim.Nasza ciocia zrobiła sobie operację plastyczną. . 114 115 Urzędniczka nakleiła je na plecaki i na krzesło. Urzędniczka zerwała się z krzykiem. .Nie zgadzamy się! Niech pani je odda! .Nie mogę cofnąć taśmociągu. . Jeśli do niego wjedzie. która bała się.Very aho mikasika! . akurat w chwili. Byli na to przygotowani. które wlokły ich w przeciwnym kierunku.Tam.Niech pani odda nasze krzesło! . .Dobrze.Co pani robi!? . a potem mała ciotka. . jak potrafił: . To krzesło też. Odchyliło je. gdzie jest ich krzesło. . Postawcie bagaż na wagę. Pas transmisyjny z bagażami przesuwał się błyskawicznie.Wróć do nas! Wracaj! .Tak. . Za nimi skoczyła Tośka. Ej! Co wy robicie!? Filip i Kuki wskoczyli na pas transmisyjny. gdzie bagaże wpadały i znikały. Dzieci nie widziały.odpowiedział szybko Filip. przeskakując walizy i torby. Popędzili w stronę drzwi. 116 Filip i Kuki biegli po pędzącym taśmociągu. Oszołomiona urzędniczka oddała jej paszport. Hala była ogromna i ciemna.Muszę je zważyć. Dzieci pojechały wraz z walizami krętą zjeżdżalnią i spadły na jeden z pasów transmisyjnych.

to bez przerwy gdzieś biegną.O co jej chodzi? .Zwiewamy! Filip chwycił krzesło i popędził do drzwi. który obwąchiwał uważnie magiczny przedmiot.Jak długo jedzie pociąg do Kopenhagi? . Tośka i Kuki pobiegli za nim. Filip. Odwrócił się i podniósł słuchawkę telefonu. ale było za późno.spytała Tosia. . Zanim rodzeństwo zdążyło cokolwiek zrobić.Niech ciocia tak nie krzyczy. Miał też psa.Samolotem raczej nie polecimy .Pociąg! . .Raczej nie.westchnął komendant. który właśnie wyszedł z . Dalej jakiś technik badał krzesło za pomocą urządzenia wydającego ciche piski. .Wtedy czerwone krzesło poderwało się jak wierny pies. Przecież już rozumiemy. ale zaraz opadł z powrotem na fotel.Dziwne dzieci .No to co zrobimy? . Za to mała ciotka wyrzuciła z siebie potok słów w języku madagaskarskim.wrzasnęła.Panguh Uh! Po chwili wahania Filip zdjął z niej zaklęcie i ciotka znów mogła mówić w zrozumiałym dla nich języku.Panguh! . który na szczęście był po drugiej stronie ulicy. Odjeżdża za dziesięć minut.Możecie jechać pociągiem! Rozumiecie mnie czy nie!? Kuki zasłonił uszy.Nic tu nie ma. . Mała ciotka krzyknęła: . ale w końcu także wybiegła. lądując po chwili obok Kukiego. . Technik postawił krzesło obok komendanta i wyszedł razem z psem.Chyba muszę wezwać psychologa. Filip ostrożnie wstał i zaczął się skradać w stronę krzesła. . Na pięć minut! Komendant zerwał się. .powiedziała Tosia. To jest zwykły mebel. . Żadne z nich nie zauważyło człowieka w butach na sprężynach. Mała ciotka zawahała się. Ziewnął i jego głowa powoli osunęła się na biurko.komendant spojrzał groźnie na dzieci. Uniosło się ponad taśmociąg.Mami taka! Mitandrina! Komendant obrócił się. a potem też zamilkła. W tym momencie otworzyły się drzwi hali i wbiegł oddział ochroniarzy. .Mam w telefonie rozkład jazdy! Zerwali się i popędzili w stronę dworca kolejowego. Naprzeciwko dzieci siedział komendant w czarnym mundurze. otoczyli je. .krzyknęła ciotka. . Ukryli się między samochodami na podziemnym parkingu pod lotniskiem i zrobili naradę. . wydzierając im czerwone krzesło z rąk.Skąd ciocia to wie? . Wsadzą nas do więzienia. Kuki pomyślał.Rano będziemy na miejscu.wymyślił Filip. .Ostatni raz pytam . zawirowało i poleciało z wielką prędkością. Przestępstwo. Kuki i mała ciotka siedzieli z ponurymi minami na posterunku ochrony lotniska. . . . Filip siedział już na krześle i zawołał: 119 . . że od czasu kiedy zaczęli tę wyprawę.To będzie porwanie.Czemu to zrobiliście? I gdzie są wasi rodzice? Rodzeństwo milczało. 118 Tosia.Możemy zaczarować kierowcę taksówki i kazać mu jechać do Kopenhagi . Zaczął chrapać. .Niech pan zaśnie.

.Po co jej to zdradziłeś?! .I tak mnie nie upilnujecie! Ale Filip roześmiał się i powiedział: . Tośka zerknęła na nią.Po pierwsze. Jeśli mamy żyć w zgodzie. Korytarzem ostatniego wagonu szedł Max. z kim jadą. Siedmiolatka przyjęła podarunek.Wyczarowałem prowiant i kilka gier. Zaglądał do każdego przedziału. . Na widok biegnących krzyknął z radości i popędził za nimi. Założyłem simlocka. postawili na korytarzu.dodał Kuki. pewny. czy rodzeństwo nie zamieniło się w kogoś innego. co chcemy. Na pierwszym peronie stał srebrzysty pociąg EuroCity do Kopenhagi. Konduktorka chciała pobiec za nim. to nigdy cioci nie odczarujemy. Mała ciocia patrzyła na nich zazdrośnie. .zawołała Tośka. pokazując na zegar. mówimy. więc zagwizdała i wskoczyła do ostatniego wagonu.Co założyłeś? . On także wsiadł do pociągu.Po drugie. wyskakujące po naciśnięciu guzika.spytał zdziwiony Kuki. Była głodna i chciało jej się pić. tuż obok drzwi. To dla ciebie. Krzesło. kanapek i butelek. ale zawiadowca zaczął gwałtownie machać ręką. . . to musisz przestrzegać regulaminu .Ale jak? Musicie wypowiedzieć jakieś specjalne słowa? . kiedy na peronie pojawił się dziwny mężczyzna w podartym płaszczu i butach na sprężynach. . żeby spytać.No. która patrzyła na niego wrogo. te czary. .zawołała ze złością ciotka. 124 .Ciociu. Uważnie lustrował wzrokiem pasażerów. ciotuniu.Niech pani zaczeka. Zajęli cały przedział pierwszej klasy.spytała.Masz. słodyczy.Jak wy to robicie? . nie wolno ci dotykać krzesła. . Drzwi z sykiem się zamknęły i pociąg ruszył.Nigdy nie będę was słuchać! . wdrapały się do wagonu. . . które nie mieściło się na półce. i wszystko dostajemy. Ciotka sapnęła ze złości i założyła ciemne okulary. które wbiegły na peron i wzajemnie sobie pomagając.Jeżeli nie będziesz nas słuchać. . Ruszyła w ich stronę. Jeszcze my! Kobieta spojrzała zdziwiona na czwórkę dzieci z czerwonym krzesłem. . Wzięła pomarańczę i sok jabłkowy i podała je ciotce. że odleciały 120 121 jakimś samolotem. bo nie był pewny. Po prostu siadamy na krześle. Kuki spojrzał na nią dumnie i powiedział: . musisz nas słuchać .My możemy wszystko zrobić.Spokojnie.powiedział Filip stanowczym głosem. -Teraz będziemy musieli stale jej pilnować! Ciotka spojrzała tryumfalnie.Nie. ale nie powiedziała dziękuję. . . Max bezskutecznie szukał dzieci na całym lotnisku i już chciał zrezygnować. Filip usiadł naprzeciwko małej ciotki. Kuki z zachwytem oglądał dziwne urządzenia: lampki ukryte w oparciach foteli i małe półeczki na na122 poje.parkingu. Konduktorka spojrzała na zegar i sięgnęła po gwizdek.Co jak robimy? . Tylko dla nas! 123 Rodzeństwo rzuciło się do otwierania torebek i napojów. Tymczasem w następnym wagonie Filip postawił na fotelu kosz pełen pomarańczy.

Tylko my możemy to zrobić. . smarkaczu! Kuki też się rozłościł.Nie zdążyłem kupić.Nie znasz się. .Słuchaj.Ona zmyśla. kładąc na planszy garść plastikowych monet.powiedział Filip. . Kuki zerknął na planszę. proszę pani.Ciociu. że nikt jej tu nie lubi.Znam się! . Faktycznie. Ale oczywiście nie miał zamiaru się przyznać. ciociu! My z tobą nie gramy.Oni kłamią. .Jedziecie sami? .Nie mam portfela. Konduktorka chciała coś powiedzieć. siedź cicho. Konduktorka patrzyła niepewnie na wyrywającą się dziewczynkę. Konduktorka miała już dosyć tego przedstawienia. .To są porywacze i oszuści! Ratuj mnie! Tośa chwyciła ciotkę i pociągnęła ją na siedzenie. Zasłoniła jej usta. Max spojrzał na krzesło i wściekły ruszył za konduktorem.Trzeba było kupić elektrownię. . Ja jej nie lubię i wy jej nie lubicie. kiedy usłyszał: . Obrócił się do dziewczynki i powiedział lekceważąco: . Stało za nim dwoje konduktorów. Rozkazałem. .Wy się nią opiekujecie? 127 . Przyglądali mu się podejrzliwie. . Max przecisnął się z trudem. Siedmioletnia ciotka nie brała 125 udziału w grze. Podbiegła do kobiety i chwyciła ją za rękę. Obrócił się gwałtownie. Może go pan kupić teraz. ciociu. . . 126 W tej chwili otworzyły się drzwi i zajrzała konduktorka. Ciotka zrobiła wściekłą minę i rzuciła w niego skórką pomarańczy. . Ostrożnie wyjrzał. wyrywając się Tośce. Zobaczył czerwone krzesło stojące na drugim końcu korytarza! Zaczął się skradać. wołając: . żeby ona sama nie mogła się odczarować.Jedziemy do nich. bo zamienimy cię w pająka. To znaczy.W takim razie proszę ze mną. pomylił się. . .Tak . bo nikt cię tu nie lubi! Tośka pociągnęła go za rękę. Filip pochylił się i szepnął: . .krzyczała ciotka.Co takiego? . Rodzeństwo nieświadome zagrożenia grało w monopol.Nie ma siedmiu.Przyjrzała się uważnie dzieciom.Konduktorka spojrzała zdziwiona na dziewczynkę. nie mów tak! Ona ma siedem lat. Ma czterdzieści.A gdzie są wasi rodzice? . . Z sykiem otworzyły się drzwi w przejściu między wagonami. .Kuki. .Jestem dyrektorką banku od dwudziestu lat i wiem.zaperzyła się siedmiolatka. ale obserwowała ją z zaciekawieniem. Oni mnie porwali! Niech mnie pani ratuje. .Źle zrobiłeś .Blokadę. W ogóle jest trochę dziwna i nerwowa.. bo jumpery utrudniały mu chodzenie w wąskim przejściu.powiedział Max. .Rozumiem.Kupuję hotel za dwieście . .Nie mam biletu . co się opłaca. .Proszę pokazać bilet. .Dzień dobry.zawołała ciotka.To ja się nimi opiekuję . Był już kilka kroków od niego. ale w tym momencie zerwała się ciotka. To dziecko ma bujną wyobraźnię. A ty nie kłóć się ze mną.powiedział Kuki.

Kłębiła się tu masa psiaków dużych i małych. . drapały i bawiły się w najlepsze. I kłopoty nadeszły bardzo szybko. chłopcze.Zaraz pokażę bilety. Pierwszy kłopot wysunął głowę z torby konduktorki. jamniki. To krzesło może wyczarować wszystko. .krzyknęła Tosia. Czar już działał i Filip zaczął mówić głosem robota: . co? Dzieci milczały. To krzyczeli pasażerowie. Zmniejszyliśmy ją. ku przerażeniu dzieci.. Koniec prawdy. Wszystkie szczekały.Ma dzieciak fantazję! Konduktorka rozsiadła się wygodniej na krześle.Uwaga! Mówię całą prawdę. Ruszył w stronę krzesła. buldogi. .Nie pozwól mu siadać na krześle. Tym razem był to malutki labrador. a potem wybuchli śmiechem.Filip.Ja też kiedyś zwiałam z domu. kiedy z walizek i toreb z laptopami zaczęły wychodzić psy. Wskakiwały na kolana i głowy ludzi. Schowałam 129 się na strychu i krzyczałam: „Ja chcę psa. Kuki krzyknął przerażony: . Konduktorzy w panice wybiegli na korytarz.Dzieciaki jadą bez biletów. . . żebyś powiedział mi prawdę.Filip. merdając ogonami i liżąc ich po nosach. nic nie mów! . że będą kłopoty . jak w wojsku.Niech pani tego nie mówi!!! Konduktorka spojrzała zdziwiona: .. . jednocześnie Filip poderwał się i stanął na baczność. Natychmiast za wszystkich stron pociągu odpowiedziało mu głośne szczekanie. . Przez korytarz przeleciała wichura.Co tu się dzieje? Konduktorka wzruszyła ramionami. To jest nasza ciotka. skakały. . sama usiadła na czerwonym krześle. odwołaj to. . Wyglądał bardzo miło. Chcę sto psów.szepnął Kuki. A wiecie czemu? Bo ojciec nie chciał mi kupić psa.. . Konduktorka zastawiła mu drogę i. nawet bombę atomową. .Czyje są te psy? . Dalmatyń-czyki. jakby był jadowitą kobrą. że sytuacja robi się niebezpieczna. Ale było za późno. Filip widział. . bo drugi kłopot wyszedł z kieszeni jej munduru. 128 . Tylko muszę usiąść na tym krześle. Ciotka wrzasnęła: . 130 W tej chwili w wagonie zaczęła się panika. Nie zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć. Wreszcie Tosia oprzytomniała. Konduktorzy patrzyli na niego w osłupieniu. Dzieci patrzyły na to zafascynowane. ale kobieta patrzyła na niego przerażona. Był małym szczeniakiem rasy bokser. husky i wesołe kundelki pojawiały się nie wiadomo skąd.Chcę tam usiąść.Uciekliście z domu. Ma pani swoje sto psów .Pokażcie mi bilety. Nie mamy biletów. Filip padł wyczerpany na siedzenie.odpowiedział spokojnie Filip. Konduktorka zagradzała mu drogę do krzesła.".Pani. Filip wstał. On cię zmieni w tarantulę! Do przedziału zajrzał drugi konduktor. jakby nagle ktoś otworzył wszystkie okna. Czapki spadły konduktorom z głów.Czuję. Konduktorka zerwała się. który zaszczekał piskliwym głosikiem.Dlaczego? W tej chwili rozległo się ciche piszczenie.A ja chcę. o co tu chodzi. Ma chyba czterdzieści lat.

Skakali ogromnymi susami.krzyknęła Tośka.Czemu wy jesteście tacy głupi? Wyczarujcie samochód i będziemy sobie wygodnie jechać. Dzieci szły przez wzgórza porośnięte srebrzystą trawą.Niech ten pociąg się zatrzyma! Zapiszczały hamulce i pociąg stanął w pustym polu. a cienie drzew coraz dłuższe. Szyba rozbiła się z trzaskiem. no i czuła się zbyt dorosła. ale miała niewygodne buty.Poczekajcie na mnie! -1 zaczęła niezgrabnie złazić stromym zboczem.Ja już nie mogę. Wędrowali już przez godzinę i byli zmęczeni. Ziemia podziurawiona była norami. Daleko.Zwiewamy stąd! .Filip pochylił się do Tośki i spytał szeptem: . . ratując od upadku. Krzesło popędziło za nimi.wrzasnął Max. Pociąg ruszył i wkrótce znikł za zakrętem.Nikt cioci nie pyta o zdanie! .Dalej! Skacz. Mała ciotka spoglądała ze złością na rozbawione rodzeństwo. Tosia i Kuki skoczyli za nim. Było bardzo gorąco. Chętnie by też pobiegła. lądując na piasku. zatrzaskując drzwi. który opadał stromo w kierunku lasu. Nagle zatrzymał się. podrywając się i biegnąc dalej. Spod nóg uciekały im maleńkie jaszczurki. Nigdzie nie widział dzieci. Pasażerowie miotali się po korytarzach lub zamykali w przedziałach. Dzieci zostały same. więc co jakiś czas obcasy wpadały do mysich nor i ciotka wywracała się. Filip. Pociąg zaczął się rozpędzać. Dalej był las. Było już późne popołudnie i słońce stawało się coraz bardziej czerwone. Tosia obróciła się do rodzeństwa i spytała niepewnie: . Doberman wyszczerzył kły i zaczął się do niego zbliżać. ale nadbiegł wielki doberman i zaczął groźnie warczeć. Krzesło szło przed dziećmi. staczając się z nasypu. Jeszcze z daleka było słychać szczekanie psów. . najbardziej zmęczona z nich wszystkich. Wreszcie Kuki zatrzymał się i usiadł na kamieniu. rzucił się do okna. Na końcu kuśtykała mała ciotka. Filip natychmiast otworzył drzwi i wyskoczył na nasyp. Zobaczył dzieci i krzesło na nasypie i chciał za nimi wyskoczyć.Jak my się stąd wydostaniemy? Tymczasem Max. Mężczyzna uciekł do toalety. Kuki i Tośka zaczęli biec. Miała buty na wysokim obcasie i dosyć krótkie nogi. sadząc wielkie kroki w swoich sprężynowych butach. wynocha! . Ruszył w tę stronę.Może naprawdę wyczarujemy jakąś terenówkę? . porośnięte suchą trawą i żółtymi kwiatami.Jednak czaru nie dało się już odwołać. słysząc hamowanie pociągu. robiąc jakieś niesamowite salta i skoki. wstrętna donosicielko! Wreszcie ciotka skoczyła. głośno szczekając i chwytając zębami klamkę. Dotarli do piaszczystego stoku. Uparła się. Wtedy Max kopnął z całych sił 132 133 w okno. Więc zawołała tylko: . na których rosły potężne topole. Kuki złapał ją za rękę. . Panika narastała. Max biegł przez pustkowie. Śmiali się przy tym i krzyczeli. 134 135 .Wynoś się. Filip usiadł na krześle i krzyknął: . Nigdy nie dojdziemy do żadnej miejscowości! To jest jakiś koniec świata! Mała ciotka. a mężczyzna wyskoczył z pędzącego pociągu. że nie zdejmie butów na wysokich obcasach. na piasku. Sto psów rozbiegło się po całym pociągu i były poza zasięgiem wzroku. . Tylko mała ciotka nie mogła się zdecydować. zobaczył ślady stóp. Przed nimi rozpościerało się wielkie pustkowie. Dzieci szły teraz przez zielone łąki. w których mieszkały pewnie polne myszy albo króliki. Nie było widać żadnego domu ani drogi. Były coraz bardziej zmęczone. krzyknęła: . jakby było ich przewodnikiem. Pies rzucił się na nie.

Naprawdę umiałabyś prowadzić samochód? . Jechał sam.Jesteś głupi.Ale ciocia ma za krótkie nóżki . .uspokoiła ich Tosia..Nie umiem prowadzić czołgu! . .zawołała ciotka. Był to traktor. . -powiedział Filip. Przez chwilę nic się nie działo. Schowali się w rowie.zawołała Tośka.I za mały rozumek! .Ja umiem . Narastający groźny huk. Ziemia drżała coraz mocniej... Bolidy nie jeżdżą po piachu. .. .Pewnie. kto ma wyczarować superauto. .Co to może być? . ..Chcemy. . . . bo nie mogli ustalić... .Może ono wyczarowało dinozaura! . Do kabiny prowadziły cztery stopnie.Żeby była klima.Trzysta! I napęd na cztery koła. . jakieś gałki i drążki.. Zza lasu coś się zbliżało. Coś wielkiego. Były maleńkie wobec jego ogromu. .odpowiedział Kuki. wystawiając tylko głowy. .Ciocia będzie umiała tym kierować? . 138 We wnętrzu były dziesiątki urządzeń.szepnął przerażony Kuki.Mogłabym być twoją matką.Przestań się do mnie tak odzywać.Chcemy dostać pojazd terenowy.Mam prawo jazdy od dwudziestu lat lat! ..Nie umiemy kierować. które niepewnie do niego podeszły. . Bracia zerwali się z krzesła. . hucząc ogromnym silnikiem. . smarkaczu! .To nie jest diler samochodowy.Magiczne jeżdżą. wyglądające zupełnie inaczej niż w zwykłym samochodzie.Dinozaur też jest terenowy i ma napęd na cztery łapy.Dwieście koni! I turbo! . Ale jaki! Chyba największy traktor na świecie. I wtedy zza drzew wyłonił się ich pojazd.zaprotestowała ciotka. Zanosiło się na kłótnię. . Taki jak w Gwiezdnych wojnach*. . Kuki i Filip usiedli na krześle razem. -1 GPS! A potem bracia powiedzieli jednocześnie. . Zatrzymał się tuż obok dzieci. Filip wspiął się na nie i z trudem otworzył drzwi. Koła miał wyższe od dorosłego człowieka. a huk był tak głośny. że aż bolały uszy. Ogromny jak dom.Jeszcze lakier metalik...Na pewno dostaniemy superterenowe porsche.Albo bolid Formuły Jeden . . i.. . żeby był duży i miał mocny silnik.Poczekajcie. Zbliżał się jak wielki smok. Może być superjeep.zawołał Kuki. 136 137 . Zaczął Filip.I żeby miał muzyczny supersprzęcior.krzyknął Kuki.. Obróciła się do małej ciotki.Albo czołg.dodał Filip. Siedmioletnia ciocia schowała się za Tosię. świecąc potężnymi reflektorami.I srebrna rura wydechowa. ..szepnął Kuki.Opanujcie się! . .zaperzyła się siedmiolatka. . .Daj nam taki pojazd! Filip szepnął do Kukiego: . . . Wreszcie usłyszeli dziwny dźwięk.Pojazd kosmiczny. bez kierowcy. Ziemia drżała. Nie był to bolid ani pojazd z Gwiezdnych wojen..

krzyczało rodzeństwo. bo walniesz w kamień! Uważaj. Traktor zataczał się i robił koła. Silnik wył i wielki traktor wciąż posuwał się do przodu. kiedy nic nie widzę!? .Ona ma rację . Natychmiast wlało się do wnętrza cuchnące błoto. podciągnął się na rękach i wyskoczył na dach. . Wciągnie nas. Lepiej zawróćmy.To jest bagno .Jak? Przecież to nie jest woda.lina wyciągnęła traktor na powierzchnię. więc musieli jej mówić. . że będą kłopoty . Wytrzymywał w wodzie minutę bez oddychania. Wymacał siedzenie krzesła i usiadł. gdzie skakały setki żab i błyszczały kałuże zielonej wody. . szarpnęło traktorem i pojazd zaczął unosić się w górę.zawołał Kuki. . Na końcu liny był wielki czerwony balon. Lina się naprężyła.Jedź. Filip odkrył przycisk turbo.Musimy wybić szybę i wypłynąć . Koła. . Wreszcie cały pojazd został wessany w błotną czeluść.. Tonął jednak coraz bardziej. że pojazd gwałtownie przyspieszał. Traktor opadał coraz głębiej.Mogłaś urosnąć! . w którym roiło się od czarnych pijawek.trzeba zawrócić! Ale było już za późno.. . . ale na szczęście było mocno przyczepione.Uratuj nas. Filip już tego nie czuł. .Jeszcze czego! Krzesło przywiązali na dachu. .krzyknął. błoto wpłynęło mu do ust i zaczął się dusić.W lewo! Skręć. Błotna maź okleiła szyby. Tośka podniosła szyby. Było niemal zupełnie ciemno.Utoniemy! . Nic nie widziała. dokąd ma jechać.Zamknijcie okna. Dawaj turbo! Przyspieszyli. . . .. więc wiedział. Spojrzał w górę. Silnik jęczał. ciociu! . Resztkami sił zaczepił ją o rurę bagażnika. Jechali jak pijani. Przez otwory wentylacyjne zaczęła sączyć się woda i wpływały jakieś czarne stworzenia podobne do małych węży. „Jeśli za chwilę nie odetchnę. licząc. że ma tylko tyle czasu. Ale w tej samej chwili pojaśniało . Podskakiwało na każdym wyboju. Wewnątrz kabiny dzieci przytuliły się do siebie.powiedział Kuki. Filip zacisnął powieki.Nie panikuj! Przejedziemy z rozpędu.krzyczał Filip. 139 . i wreszcie odetchnął. że dzięki prędkości przejadą przez trzęsawisko. Filip zerwał się.Chyba tak.Czuję. który powodował. Obrzydliwy muł okleił go całego.. a potem okna zaczęły znikać w zielonej mazi. Nie zatrzymuj się. Nagle spadła mu do rąk lina zakończona hakiem. bo ciotka była za niska i ledwo wystawała znad kierownicy. pomyślał rozpaczliwie. cuchnęło zgnilizną i zdechłymi rybami.To mnie powiększcie. . .Zasłońcie usta i zamknijcie oczy! Jednym szarpnięciem otworzył okno w dachu.powiedziała ciotka. . Wjechali z prędkością rajdowego auta na łąkę. ale jednocześnie zanurzał się coraz bardziej w bagiennej toni. próbując wydobyć się z bagna. Ciężki pojazd zaczął się zapadać w bagno. .zawołała Tosia . Gazuj! Traktor zawarczał silnikiem i zaczął grzęznąć w błocie. szybko! . 140 141 to zginę!". a traktor szarpał się. Chłopak wypluł błoto. wyciągnij nas stąd. tylko błoto.Jak mam uważać. Z braku powietrza zaczynał tracić przytomność.krzyczała przerażona ciotka. Kiedy to mówił. który wydobył traktor z bagna i ciągnął go .Możemy się tu utopić.szepnął Kuki. Wielki traktor sunął przez bezdroża równie łatwo jak samochód po autostradzie. Kopnięciem zatrzasnął klapę i po omacku zaczął szukać krzesła..

wielka pijawka. . . Oddychał ciężko. Ciocia płakała. .Skończyło się paliwo.Wyczaruję stację benzynową. . .Ciociu! Co jest? Trzymaj kierownicę! .Byłeś niesamowity! 142 W tej chwili ciotka zaczęła wrzeszczeć. Zajrzał na dach i krzyknął z przerażenia. . silnik ryknął i powoli wyjechał na suchą drogę. „Jak zapadnie zmrok. Wtedy lina sama się odczepiła i balon odfrunął. pomyślał z rozpaczą. . Czerwonego krzesła nigdzie nie było widać. ale nie chroniły przed zmęczeniem. W końcu Tośka złapała śliskie stworzenie i zaczęła ciągnąć. . że te cwane dzieciaki wyczarowały jakiś pojazd.. . Ciotka szarpała się i wierzgała nogą. Po jakiejś godzinie jazdy wyrosło przed nimi wysokie wzgórze.krzyczała ciotka. .Znajdziemy je! . Podbiegł bliżej.Co się znów stało? Mała ciotka spojrzała na wskaźniki. Spojrzał w niebo. Miotało się i szarpało. żeby sprawdzić! . Puściła kierownicę i skakała po kabinie.".Ale wy nigdy nie słuchacie! Przez was przez całe życie będę smarkulą! 144 145 . Domyślił się. Było w pułapce. ale nie umiało samo się odczepić. . Wjechali na wąską leśną drogę. Na złość ciotce nacisnął turbo i pojazd popędził przez las. Odczepcie to! Tosia spojrzała na stopę ciotki. Zwieją mi. Otworzył drzwi. Max uśmiechnął się szeroko. żeby sprawdzić. . jak wysoko jest słońce. Traktor zaczął kręcić się w kółko. Była tam.Nie ma go! Zgubiliśmy krzesło! Pędzili przez las.Walnęliśmy w gałąź. zakaszlał kilka razy i pojazd się zatrzymał. Zatrzymaj się.Trzeba to sprawdzić.Chyba tak. Filip złapał kierownicę i starał się prowadzić traktor w miarę prosto.Mówiłam wam.wołał zdyszany Filip. Rozległ się jakiś trzask.Musi leżeć gdzieś blisko.Trzymajcie ją! Wreszcie Tosia oderwała oślizgłego wampira i wyrzuciła go za okno.. . Nagle silnik zakrztusił się.Co to było? . . Sprężynowe buty pozwalały mu biec naprawdę szybko.Zdejmijcie to ze mnie. .wołała Tosia. Tosia próbowała ją uspokoić.Przestań nam rozkazywać .spytała ciotka. I wtedy zobaczył między konarami drzewa coś czerwonego.Ała! . jakby naprawdę była siedmioletnią dziewczynką.Musiało zahaczyć o gałęzie . .Udało się! Tośka i Kuki otworzyli okno w dachu i Filip wskoczył do środka. Na gałęzi wisiało czerwone krzesło. Wielki traktor z trudem mieścił się pomiędzy drzewami.. .krzyknął Kuki. Traktor zaczął się wspinać. Wreszcie koła złapały przyczepność. rozglądając się na wszystkie strony..powiedział Filip. to nie będę widział śladów. . Krzesła nie było! .teraz w stronę suchego brzegu. Max biegł leśną drogą po śladach traktora.Nie ma sprawy .Żyjesz?. ale ta napęczniała krwią maszkara wyglądała ohydnie. . rozpaczliwie machając nogą. przyssana do pięty. Tosia lubiła zwierzęta.

jak błyszczy pod warstwą błota.Zgubili cię. że nie ma ludzkiej siły. by wyłowić diament. kamień toczył się coraz szybciej w jego stronę.Nieprawda! Tamtędy! . Podszedł ostrożnie bliżej. gdzie chcesz. Dobiegli do rozwidlenia dróg. Pieniędzy? Co ja tu zrobię z workami pieniędzy?. Krzesło było teraz uwięzione jak pies na łańcuchu. Biegł za drogocennym klejnotem. Szedł na sprężynowych butach przez grząską łąkę jak upiorny bo148 cian. Migocząc w słońcu. Potem szarpnął i krzesło spadło na drogę. Diament był wielki jak ciężarówka i cudownie okrągły. To wszystko twoja wina! Idź. Coś wielkiego. Natychmiast zaczepił klamrę o niską gałąź. ale nie ruszyła za nim. Znieruchomiało.. Poczuł dziwny dreszcz. Pas przerwał się. ale nie zdołało jej zerwać. Max nie zwracał na krzesło uwagi. . Max podszedł ostrożnie. Odbijając się od drzew jak kula bilardowa. Ale gigant! 146 147 Popędził w stronę drogocennego kamienia. Diament dotarł do bagnistej łąki. . .wszystko. i uderzył w trzymający je naprężony pas. . pokazując drogę na południe. Filip i mała ciotka pędzili leśną drogą. szukając wszędzie krzesła. Tośka. ale wkrótce zaczął się zapadać. Nie było widać śladów traktora. Obróciła się i poszła drogą na zachód. . Max pędził za nim.Stój! Stój!!! Kamień nabrał wielkiej prędkości. . gdzie było uwiązane krzesło.Nie potrafisz się urwać. Filip się wściekł. i odczep się od nas! Chodźcie! 149 Poszli drogą na południe. pokazując drogę na zachód. wisienko. rzucając oślepiające błyski.. jak wisielec. .powiedziała Tosia.. Już wiem! . Większy niż wszystkie diamenty świata.A czego ja chcę?.Tędy jechaliśmy .Teraz mogę zrobić wszystko .. . przeleciał kilka metrów i wpadł do mokradła. Krzesło zakołysało się rozpaczliwie. a druga na zachód. Dotarł do miejsca. wprost w oślepiające zachodzące słońce. Daj mi go! Nie minęła sekunda.Chcę dostać diament. Ogromny. Największy i najdroższy diament na ziemi. Naprężyło swoją smycz.Rany.Wyprostował się. Zatrzymał się. Usiadł w błocie i zaczął rozpaczliwie łkać.krzyknęła ciotka. a uwolnione krzesło natychmiast uniosło się w górę i odfrunęło. co zechcę! . wierzgając i ciągnąc Maksa. ale ten był na to przygotowany. Huczał jak lawina śniegu spadająca z gór.. aż wreszcie całkiem zatonął. A czerwone krzesło przeleciało wysoko nad jego głową i zniknęło za lasem. Rozglądali się niepewnie. Olbrzymi diament minął go i potoczył się w dół. Max dobiegł do bagna. Złapał oparcie wiszącego krzesła i zawiązał na nim supeł. jakąś niezwykłą siłę. .szepnął . Diament toczył się dalej. kiedy na szczycie wzgórza coś zaczęło błyszczeć. Mocno złapał oparcie i szybko usiadł na czerwonym krześle. Tym razem mi nie uciekniesz! Wyciągnął z płaszcza skórzany pas. Jedna prowadziła na południe. Max zerwał się..Rozparł się wygodnie. Przez chwilę było jeszcze widać. jaka płynęła z tego przedmiotu. Max odskoczył w bok. Kuki...Niech ciocia przestanie się wreszcie wymądrzać! Mamy tego dosyć. moje malutkie. Mała ciotka patrzyła na odchodzące rodzeństwo ze złością. Poderwało się zaraz. cudowny diament zaczął toczyć się w jego stronę.. Powoli zanurzył się w bagnie. jakby był małym dzieckiem. Ma być wielki i bez skazy. Wiedział. .

Czekało. żółty cień na dziewczynkę i krzesło.Kiedy zasłoniły ją krzaki.Trzeba ją szybko znaleźć. . 152 . Mogło poleźć nie wiadomo gdzie! Filip spojrzał na rodzeństwo. zatrzymała się i zdjęła buty na wysokim obcasie. Nie może zamienić się w dorosłą. Ale ta nie patrzyła w ich stronę. A teraz poczekam na tych smarkaczy. Pobiegła w jego stronę.Bardzo dobrze.Albo zamieni się w dinozaura! Rozejrzeli się niepewnie.zawołała. Zdyszany Filip zatrzymał się. . . Ruszyła energicznie krętą drogą. . I żółty parasol wyrósł z trawy. bo ciotka usłyszała szelest i rozglądała się czujnie. co z nimi zrobię.Znalazłam je. sprawdzając. prowadzącą na wzgórze.Albo zamieni się w dzieciojada i nas pożre -szepnął.Mogą być.szepnęła.. 150 151 Na szczycie stało krzesło. a właściwie pełzli w jej stronę.. Boso od razu poczuła się dużo przyjemniej. które zjadają krowie placki! Rodzeństwo skuliło się w swojej kryjówce.. Ale to krzesło umie chodzić. . Wygodnie rozparła się na krześle i powiedziała głośno: . rzucając łagodny. .Przecież założyłeś simlocka. Mała uniosła stopy i mruknęła: .Przyjdźcie tu wreszcie. ale krzesło podskoczyło i pofrunęło. Rozłożył się. .Uważaj! Filip wciągnął ją między gałęzie w ostatniej chwili. . Na środku drogi stało czerwone krzesło. Filip i Kuki biegli drogą z drugiej strony wzgórza. Teraz chcę parasol od słońca. Leciało tuż nad trawą jak ważka. więc nie mogła się powstrzymać i zawołała: .Jak was zobaczę. bo mi się nudzi! .Albo wyczaruje działo laserowe i nas anihiluje! . że to dobra droga? . Ale ponieważ coraz bardziej stawała się małą dziewczynką.Słuchajcie.. a jak ciotka znajdzie to krzesło? .. „Smarkacze" właśnie szli. zupełnie jakby na nią czekało.Jeszcze nie wiem. . to.. bo. Tośka. Kiedy to powiedziała. Mała ciotka podchodziła powoli i ostrożnie. zrobiło jej się trochę głupio. Zawołał do Tosi: . . Przerażone rodzeństwo skoczyło do rowu. czy nie czai się gdzieś tyranozaur o twarzy ciotki.. .Uśmiechnęła się złowieszczo.Na początek chcę. Ale na pewno wymyślę coś strasznego.Może się nad wami zlituję i wyczaruję wam tylko świńskie ogony. Minęła pierwszy zakręt i wtedy zobaczyła je.Jesteś pewna. bo czterdziestoletnia dyrektorka banku nie powinna mówić takich rzeczy.Tosia pokazała ręką na wzgórze widoczne między drzewami.Ale może zrobić inne czary. A jak przyjdą. a na nim siedziała dziewczynka w czarnym płaszczu. . .. Tosia wychyliła się zza krzaków. to wyczaruję wam wieczny smród! Albo zmienię was w robaki. Żądam wygodnych butów! I natychmiast na jej stopach pojawiły się czerwone sandałki z miękkiej skóry. jak wielki grzyb. Wreszcie usiadła na czerwonym krześle. Wylądowało na szczycie zielonego pagórka i już nie uciekało. bojąc sieje spłoszyć. To ja je znalazłam! . kryjąc się przed wzrokiem ciotki. Może nas zamienić w karaluchy albo psią kupę! Kuki spojrzał na brata przerażony. I poczuła się jak prawdziwa królowa na tronie.Za późno! .Tak.

-Wyczaruję różne rzeczy.Nie zgadzam się. Teraz! Rozkazuję! FRU! Krzesło gwałtownie poleciało w górę. I owoce. Po chwili darń 154 zamieniła się w obrus i talerze pełne jedzenia.Poczekajmy do wieczora.Chowaj się! . Mała ciotka spojrzała na niego dumnie i zawołała: . . I kawę! TRZASK! Na trawie obok krzesła pojawił się krąg. . . .Ja mam lęk wysokości. a ciotka pozostała w powietrzu! Otworzyła oczy i zobaczyła. Wtedy wyprostowała się na krześle i zawołała: . Nie lubią też być same. Było tu niewiele kryjówek. Niestety. ale posłusznie położył się za osłoną z krzaków bzu. że wisi sto metrów nad ziemią jak mała chmurka. . poleciało samo. Było stąd widać całą okolicę. Ona w końcu zaśnie. Nie idź! . .Dobrze! ... A także parująca pizza i filiżanka kawy cappuccino. . Także dzieci ukryte za krzakami. Kurczowo trzymała się oparcia i szeptała: .krzyknęła tak. .Nie ukryjecie się przede mną! Nikt jej nie odpowiedział. Zamknęła oczy. Prawdę mówiąc.Tosia wciągnęła brata za krzaki.szepnął Filip. .Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna! Dziewczynka na wzgórzu objęła mocno oparcie krzesła.Chcę zobaczyć. Stół bez nóg unosił się w powietrzu. a małe dzieci nie lubią gorzkiej kawy. .. Ciotka zjadła mały kawałek pizzy. Korzystali z każdej osłony.. Przyjdźcie tu. siedząca okrakiem na krześle.Schowaj się! . nic wam nie zrobię! 155 Ale nikt jej nie odpowiedział. .Wiem.Bo zmieni cię w widelec! . Małe dzieci szybko robią się śpiące. .A duże głodne! .Wyczarowała zapiekanki i pizzę.Jestem głodny! . jakby wycięty nożem. Tosia.szepnęła Tośka. że tam jesteście! . Została im jeszcze do pokonania 153 połowa wysokości wzgórza. ciasta. Dziewczynka spojrzała na ciemniejące niebo i nagle poczuła lęk.mruknął Filip. Potem spróbowała kawy. chwytając brata za rękę. Ale ciotka już o nich nie myślała. Grzanki z serem.. Chciało jej się spać. ale im bliżej szczytu. unosząc się w górę. Ciotka. Chcą mi zabrać krzesło! .wyszeptała.Zobaczcie. pizzę. to mnie ratujcie. tym osłon było mniej.Nie możemy iść razem. ziewała.No to co zrobimy? . Były tam owoce. Czuła. tylko dla mnie! Chcę lody. ser i inne rzeczy. Słońce powoli zachodziło. gdzie oni są! Chcę ich widzieć.powiedział zazdrośnie. Nie tak wysoko! Ratunku! Krzesło wzleciało na wysokość kilkuset metrów. Trawiaste koło zaczęło wirować. aż ta zaczęła wrzeszczeć. że jej wrogowie są blisko. Filip i Kuki niezmiernie powoli czołgali się w jej stronę. co dalej robić. . Ale pachnie! .Aaa! To nie był dobry pomysł.. ale cappuccino jej nie smakowało.Ostrożnie.krzyknęła. . Niech to krzesło wyląduje na ziemi! I krzesło natychmiast poleciało w dół. ale coraz bardziej przeistaczała się w małe dziecko. . Filip zatrzymał się. Zupełna cisza! . Frunęło w stronę chmur wraz z ciotką. . rozglądając się niespokojnie dookoła.Pepperoni. to będziemy jeść krowie placki do końca życia. mimo że mogła wszystko wyczarować. bo jak wszystkich zamieni w robaki. co mam! A wy musicie głodować! Kuki wysunął głowę zza gałęzi i wdychał zapachy płynące ze wzgórza.Nie chcę być sama przez całą noc. Ale najbardziej doskwierała jej samotność.. Szczególnie gdy zapada zmrok. Pójdę sam. to nie wiedziała. Jakby co.szepnęła Tośka. Nie zdawała sobie z tego sprawy. żeby usłyszało ją rodzeństwo.Na pewno gdzieś się czają.

Chcę koło ratunkowe! Natychmiast z nieba spadło koło ratunkowe.Zaczęła wrzeszczeć ze strachu. Nie dawał rady. jaki widuje się czasem w filmach o Afryce. Był duży i miał dwie sypialnie. Zaczął holować topiącą się dziewczynkę w stronę brzegu. który zdobył kiedyś mistrzostwo klasy w pływaniu. Bardzo dużo! Wtedy zza ich głów wyleciały setki pomarańczowych kół.Lepiej ją tam zostawić .Przecież jutro musimy być w Kopenhadze -zawołał Filip. . . . Zobaczyli. Dziewczynka posłusznie wypiła.Ona jest przeziębiona.Filip. Tośka usiadła na krześle i krzyknęła: . którzy bawili się płonącymi gałęziami. ciociu? . leciały jak kosmiczne statki w stronę jeziora. Rozkazuję! Ale rozkazy już nie działały. Na jej szczęście było tam jezioro. 1 Płaszcz ciotki rozłożył się jak kostium Super.Spóźnimy się! .Ono jeździ trzysta na godzinę. bo czerwone krzesło było daleko. Było ich naprawdę dużo.powiedział Filip. . Mała ciotka leżała w hamaku owinięta śpiworem. Trzeba tu zostać do rana. . Tosia i Kuki patrzyli przerażeni. a nad nimi muślinowe firanki zwane moskitierą. Spadaj! . . które wirując. -Niech ją wróble rozdziobią! . natychmiast zdarł z siebie bluzę i popędził do jeziora. ale niestety wylądowało dość daleko od ciotki.Coś ty zrobił!? . Tosia okryła ją śpiworem i wyszła bez słowa z namiotu. leciała w dół i po chwili zniknęła za wzgórzem. Filip dobiegł pierwszy i natychmiast usiadł na krześle. które zabezpieczały przed owadami. ale był jeszcze daleko. Ale nie spadała. Tosia podeszła do braci. sam zaczynał się topić. jak ciotka rozpaczliwie walczy o życie. Rozległo się głośne CHLUP i ciotka wpadła do wody. Kuki krzyknął: .słyszysz? . Kaszlała. Właśnie lądowało na wzgórzu. 156 Rodzeństwo popędziło do niego. że zaraz spadnie. . przy którym suszyły się rzeczy ciotki i Filipa. Nad brzegiem jeziora stał piękny biały namiot. Filip. Tosia nalała na łyżeczkę syrop pini i podała go cioci.| mana. Tysiące! Filip właśnie dopłynął do małej 159 ciotki i złapał ją za ramię.zawołał Kuki.Ona nie umie pływać! Nie mogli jej uratować żadnym czarem.Możemy wyczarować ferrari . Była pewna. malując w powietrzu ogniste znaki.Chcę dużo kół ratunkowych. marszcząc się trochę.A po co tam leciałaś. Rozpaliły też ognisko. Wyczarowały namiot. Wtedy doleciało do niego pierwsze koło ratunkowe. Unosząca się w chmurach ciotka krzyczała rozpaczliwie: . Wisiały w nich hamaki.Ściągnijcie mnie! Błagam! .krzyknęła przerażona Tosia. jak na środku ciotka miota się i rzuca w wodzie. trochę ubrań i jedzenia.powiedział Kuki.Wyczaruj koło ratunkowe . więc Tosia zawołała: . Filip płynął do niej.Ratunku! Ja chcę wrócić na ziemię. nie wygłupiaj się! Każ jej wrócić . Unosiła się jak balonik. A potem następne i następne. tworząc wokół Filipa i ciotki wielką pomarańczową wyspę.No dobra. . Wrzeszcząc ze strachu.Ratunku! Na pomoc! Nie chcę być tutaj! Ja mam lęk wysokości! Chcę wrócić na ziemię! Rodzeństwo parsknęło śmiechem. . 158 Rodzeństwo pobiegło na wysoki brzeg jeziora.Aaa! Ciotka poleciała w dół jak zestrzelony samolot. Dzieci założyły obóz nad brzegiem jeziora. bo ciotka co chwila zanurzała się pod wodą i była niewidoczna.zawołała Tosia .

Czujesz jakąś zmianę? . W końcu Tosia mruknęła: . próbując wyczuć. .Nie wiem. Wiki.Wiki? Dlaczego? Przecież ciocia ma na imię Maryla. W tej chwili Wiki przestała grać. . bez czarnego płaszcza i butów na obcasie wyglądała jak zwykła siedmioletnia dziewczynka. Tosia ze zdziwieniem sobie przypomniała.Chcesz? Ciotka zerwała się.Spróbuj.Jak chcesz. Owinięta w śpiwór ciotka wyszła z namiotu i stanęła nieśmiało obok rodzeństwa.Siedź. to mama nam grała tę piosenkę przed snem. Filip na wszelki wypadek odsunął krzesło. a ja nie.. to mówili do mnie „Wiki". . Możecie tak do mnie mówić? . Ty świetnie pływasz. Bo ona umiała grać.Jak byłam mała. Usiedli przy ognisku.Nienawidziłam tego imienia.Usłyszeli kaszel. Chcę! Tośka usiadła na krześle i powiedziała coś szeptem.Wiem. ..Wcale nie. 163 przymocowana do drzewa zardzewiałym łańcuchem.powiedziała Tośka. ciociu? .Jak cię nazywali. Wiki powiedziała zazdrośnie: . . . blisko siebie. . co należy robić.Już.OK..powiedziała Tosia.. To było niesamowite uczucie.Lepiej się czujesz. Na drugie miałam Wiktoria. 160 161 . ... skąd biegnie muzyka. że mnie wyciągnąłeś.Tak.spytał Filip. ale i tak bardzo im smakowały. Melodia na początku trochę jej się myliła.Nieźle jak na pierwszy raz . że ta mała dziewczynka jest siostrą jej mamy. Ciotka niepewnie wzięła instrument. Mężczyzna szarpnął go z całych sił i oderwał. Przysięgam. chociaż. .. .Pamiętacie? Jak byliśmy mali. Zawsze jej zazdrościłam. Dziękuję. Wiki. żeby ciotka znowu czegoś nie wyczarowała. Po drugiej stronie jeziora stał Max i nadsłuchiwał. Upiekli na kolację ziemniaki w ognisku i kilka zapiekanek. Muzyka niosła się nad ciemną taflą jeziora. Potem popędził na brzeg. 162 .powiedziała dziewczynka. Potem obróciła się do ciotki: . .Nie bójcie się .Mhm. ale komplement sprawił mu przyjemność. Wskoczył do łodzi i powiosłował w kierunku. to zrobię czar i będziesz umiała grać .. Filip wzruszył ramionami. Były trochę przypalone.. . . ze zdumieniem poczuła.pochwaliła ją Tosia . kiedy byłaś mała? . że dokładnie wie. Zaczęła grać.Dobrze grasz. . skąd dochodziła muzyka. Więc mówili do mnie „Wiki". Kiedy go dotknęła. Kuki powiedział: . .spytała niepewnie. Moja mama gra dobrze. ale potem zabrzmiała naprawdę dobrze.ale musisz dużo ćwiczyć. a Tosia wyczarowała nowy flet i zaczęła grać. prawdę mówiąc. Tośka podała jej flet.Wiesz co? Jakoś głupio mówić do ciebie „ciociu" .Czy ja mogę siedzieć z wami? .Ja. Była tam stara łódka. Zapadł zmierzch.. cio. Patrzyli na ciotkę niechętnie. Nie odpowiedział. ja już go nigdy nie ukradnę. ale im jakoś nie chciało się spać. Bracia milczeli.

. Było mu trochę głupio. ale postanowił. Ruszyła dalej.krzyknął mężczyzna.. Ale nie zdążył. Dlatego kusiło ją. Zamilkli na chwilę i spoważnieli.Teraz mogę z wami zrobić. narzucił bluzę i wysunął głowę z namiotu.. Najpierw grała po cichutku. Tymczasem Kuki ukryty w zaroślach słuchał. 164 165 Kuki szybko przebiegł przez krąg światła od ogniska i zaczął się skradać w stronę Wiki. Wiki nie chciała ukraść krzesła ani zrobić żadnych złych czarów. wyjść z namiotu i wypróbować nową umiejętność. ledwo widoczną na tle granatowego nieba. Dziewczynka w księżycowym świetle wyglądała jak leśny faun. Dziewczynka obejrzała się.Ciekawe. Max siedział na znieruchomiałym krześle. Szybko wyskoczył z hamaka. Podniosła flet i zaczęła grać. szukając obozowiska dzieci. Max przybił do brzegu i wyskoczył z łodzi. Ale księżyc ukrył się za chmurami i Max widział tylko ciemną ścianę lasu. zebrał wszystkie siły i skoczył. Kiedy wychodziła z namiotu. Bez słowa poszli do namiotu. A może naprawdę będziecie złote?. . co rodzice teraz robią . Na zawsze! Z namiotu wybiegli Tosia i Filip. że to senny koszmar. którą 166 znalazł w łodzi. . Kilkaset kroków od obozowiska zatrzymała się i usiadła na kamieniu.Chodźmy spać. że najpierw sprawdzi. ale czekał. Miał ochotę przeprosić ją za głupie podejrzenia. Mężczyzna roześmiał się. Nagle usłyszał plusk wody. aż skończy grać.Chciałbym. A potem zobaczył czerwone krzesło. Jutro musimy wyruszyć wcześnie rano. moje złote dzieciaki. Wiki minęła je i poszła nad jezioro. co tylko zechcę. Max. Kuki skradał się za nią. Chciał obudzić Filipa. . jakie Wiki nosiła w sobie od zawsze. że ten złośliwy przedmiot znowu mu umknie. ale chłopiec zdążył się ukryć za kępą jałowców.Chyba nie. nieśmiało. Może ono także spało? Kiedy był od niego o krok. Zdawało im się. A potem roześmiał się głośno. Tylko mała Wiki nie mogła zasnąć. Teraz był już jego panem. jak niezwykłą rzecz zrobiła swoim czarem. które zaczęło się miotać i wyrywać. ciężko dysząc. Starał się poruszać bardzo cicho.Stój bez ruchu! Przedmiot wykonał rozkaz i zastygł.. bo już wiedział. Max przepłynął na drugą stronę jeziora i teraz wiosłował wzdłuż brzegu. a potem zaczęła wydobywać dźwięki coraz pewniej i głośniej. Filip. Miał w ręku starą sieć. Odsunęła brezentową płachtę w wejściu i wybiegła. Bał się. Muzyka niosła się daleko po jeziorze. Kuki otworzył oczy i zobaczył. nad brzegiem. Po prostu chciała grać. że niesprawiedliwie ją podejrzewał. Wyprostował się i nadsłuchiwał. jak Wiki gra. W końcu Filip wstał i powiedział zdecydowanie: . Gra na jakimś instrumencie to było wielkie marzenie. skąd dochodził dźwięk. zadzwoniły metalowe kółka przy masztach. Ostrożnie wyskoczyła z hamaka i wyjęła instrument z futerału.Myślicie. ale Max usiadł na nim okrakiem. co mała ciotka kombinuje. Po chwili ujrzał nikły płomień ogniska i namiot. A potem zaczął szybko wiosłować.. Pełzł w stronę czerwonego krzesła jak wąż. Tosia nie zdawała sobie nawet sprawy. kierując się tam. który płynął wciąż wzdłuż brzegu. Obok ogniska stało czerwone krzesło. usłyszał głos fletu. ale tym razem krzesło stało nieruchomo. Filip chwycił za rękę Tośkę i chciał się cofnąć poza zasięg wzroku Maksa. Tośka i Kuki spali już w hamakach. żebyście byli ze złota .szepnęła Tosia. Narzucił sieć na krzesło. . wypatrując dzieci. jak Wiki idzie w stronę ogniska. Przycisnął je mocno do ziemi i wrzasnął: . Z przerażeniem wpatrywali się w Maksa siedzącego na czerwonym krześle. żeby wziąć flet. że martwią się o nas? .

Śpią? Gwałtownie odsłonił płachtę namiotu i wszedł do wnętrza. wyszedł i zatrzasnął ją za sobą. jak działa ten dziwny przedmiot. Max usłyszał dźwięk rozpryskiwanej wody i zerwał się. że gdy to się stanie.Pewnie. a ty musisz dojść do krzesła i wyczarować jakąś pomoc. . co się stanie. Czerwone krzesło nawet nie drgnęło. Nie można było nawet dotknąć prętów. Najlepsza próba! Jesteście naprawdę piękni. co zrobić. .Gdzie wy jesteście? Czekam na was! Kuki i Wiki stali ukryci w trzcinach.. Ale na razie nie mógł pomóc Wiki. Przekręcił klucz. który sterczał w masywnym zamku i zabrał go ze sobą. Nie chciał oddalać się zbytnio od krzesła.. ale w końcu czego mógł się obawiać ze strony małych dzieci? . Na szczęście to więzienie nie miało dachu i Kuki na to właśnie liczył. ale ich głos urwał się nagle. .Przyleć tutaj. ich ciała lśniły złocistym blaskiem. Max obrócił się i nadsłuchiwał.szepnął Kuki. .Chyba tak. Kukiemu wydawało się.. ale nie chciał go też zabierać. . Z mchu wokół krzesła zaczęły się wysuwać ostre metalowe pręty najeżone kolcami. . i wolał go nie ruszać. bo były najeżone małymi ostrymi kolcami. to i tak skończy się to katastrofą. żeby ich ocalić. Krzesło otaczał stalowy płot. Zastygli bez ruchu..A gdzie są pozostali? Przecież było ich czworo. Kuki spróbował się wspiąć na ogrodzenie. Otoczyły krzesło i Maksa. Max tymczasem skradał się do kępy zarośli. wciąż nie wiedział. że cokolwiek zrobią. już nigdy nie będzie mógł biegać. Pobiegł wzdłuż brzegu jeziora. Domyślał się.167 Światło księżyca na ułamek sekundy przygasło. Zastanawiał się. Musimy się rozdzielić. Z lasu znów napłynął dźwięk fletu. Proszę! Nic. bo mężczyzna zrobił kilka kroków w jego stronę. bo sztabki łatwiej się szmugluje. Chociaż chyba was przetopię. żeby lepiej zobaczyć. co robić. . Ale Max nie ruszył w tę stronę.. 169 pchnął wąską bramę w ogrodzeniu. Max zamieni ich w kawałki zimnego złota. Stuknął ręką w głowę Filipa. Kiedy księżyc znowu się wyłonił. Wiki pobiegła przez trzciny w stronę lasu. . Kuki się skulił. w lesie. . Ale dzieci tu nie było. Prawdę mówiąc. Mężczyzna wstał. pomyślał w panice Kuki..Rozejrzał się. aby stało bez ruchu. że ma niewiele czasu. Natychmiast wrócił do czerwonego krzesła i usiadł na nim. Max wydał przecież rozkaz. Wiki grała niedaleko.. Ja spróbuję go odciągnąć.. Rozglądał się czujnie. Byli przerażeni i nie wiedzieli. Wiedział. Zmienili się w złote figury o przerażonych twarzach! Zachwycony Max podbiegł do nich. Filip i Tośka krzyknęli. Najbardziej 168 przerażała go myśl. Kuki wychylił się.Tylko uważaj. Po namyśle usiadł i cicho coś powiedział.Prawdziwe złoto. ale nie mógł zacisnąć dłoni na kolczastych prętach.Wiki. Po drodze spojrzał na swoje złote rodzeństwo i zadrżał. Krzesło przecież umiało latać! Szepnął błagalnie: .Chodź do mnie. ale zatrzymał go dźwięk fletu. Widzieli straszliwą przemianę rodzeństwa w martwe złote figury. Miejsca było niewiele i kolce raniły mu skórę. po pas w wodzie. „Chce odciąć jej drogę ucieczki". 170 Został mu już tylko jeden sposób.. Ukląkł obok ogrodzenia i usiłował wsunąć rękę między pręty. skąd dobiegał dźwięk fletu. Krzesło nie poruszyło się. Masz jakiś pomysł? . że to jakiś podstęp. więc ruszył w stronę krzesła..

.powiedział Kuki i wyszeptał jakieś słowa. że to wystarczy. Przeszedł po cichu kilka ostatnich kroków i skoczył między kolczaste gałęzie. .Coś ty! Złapał tylko mój telefon komórkowy. pręty stały zbyt ciasno.No. Z mroku wyszedł lew i zbliżył się do dzieci. większy niż jakikolwiek drapieżnik. Ramię miał już skaleczone w wielu miejscach. Pędził przez cierniste krzaki jeżyn. żeby zrobić czar? . że cię złapał! 171 .Dobry kotek . Ryknął tak. Nie oglądał się. coś większego..Ratunku! Zabierzcie go. Za to głos wydobył lew. .pochwalił go Kuki. .powiedział Kuki i zawołał w ciemność: .Był coraz bliżej źródła dźwięku.Nie wiem.Pilnuj nas do rana. który wędrował przez afrykański busz. Złapał pazurami płaszcz Maksa i rozdarł go. że od dawna nie słychać już ryku lwa. . Odsuń się. Kuki nie mógł dalej wsunąć ręki. . Muzyka dochodziła zza krzaków jeżyn. . . Mężczyzna biegł dalej. To tam musiały być ukryte te dzieciaki. I położył się wygodnie obok namiotu. czując na karku oddech dzikiej bestii. Wtedy usłyszał: . i usiadł na krześle. że wróciłaś.Myślisz. Mimo że był dość chudy..Wyczaruj psa. Nawet nie zauważył.Niech ten płot zniknie! Poczuła.. Obejrzał się.Wiki podciągnęła rękaw i włożyła dłoń między pręty.Waruj! Lew posłusznie usiadł na trawie. otwierając paszczę z olbrzymimi zębami. które trochę wystraszone cofnęły się kilka kroków. które z jakichś głupich powodów grały na flecie. Kuki przeskoczył je. rozpaczliwie machając rękoma.. Nie było tu żadnego dziecka. wpatrując się w ciemność. 172 .zawołała Wiki. nie bacząc na przeszkody. . żeby nas bronił! .Czy on na pewno go nie pożre? .Dobrze. Lew zamruczał cichutko. . a stalowe pręty natychmiast schowały się w ziemi. Zręcznie ominęła ostre kolce i dotknęła krzesła. Wyczarowałem lwa niezjadającego . . Rękę miała szczuplejszą i dłuższą niż Kuki. a z niego wydobywał się dźwięk nagranego fletu. . Na trawie leżał telefon komórkowy. .spytała zaniepokojona Wiki. Mężczyzna nie był w stanie się poruszyć ani wydobyć głosu. Bałem się. Lew w odpowiedzi zaryczał jeszcze straszliwiej. Max znieruchomiał ze zgrozy. zanim jeszcze całkiem zniknęły.krzyknęła Wiki. jak mruczą szczęśliwe koty. Podszedł i podrapał drapieżnika po szyi. . Usłyszeli trzask gałęzi. Pędził jak szaleniec. a kolce sięgały zbyt daleko.Szybko! Wiki przycisnęła dłoń do krzesła i krzyknęła: . przez kolczaste krzaki i rowy. Był olbrzymi. Z lasu wyłonił się wielki lew i szedł w jego stronę. Za nim stała Wiki..Ja to zrobię. podnosił się i dalej uciekał.Wracaj! Do nogi! 173 Odpowiedziało mu krótkie ryknięcie.Nie. Padał. a potem ziewnął. Max rzucił się do ucieczki. . Kroki Maksa było słychać coraz bliżej.Coś ty wyczarował? . że z drzew pospadały liście. nie myślał i nie miał żadnej nadziei.Psa? Lepiej coś większego! . Maks biegł przez las w stronę obozowiska. Po sekundzie rozległ się straszliwy ryk. jak krzesło drgnęło pod jej ręką.

Kuki poczuł się niezwykle dumny. Tym razem czar był cichy i spokojny. Z każdym ruchem złoto znikało. która leżała skulona pod kocami. żeby dotrzeć do portu w Kopenhadze.No dobrze. Byłeś fantastyczny.A jak dostanie zapalenia płuc? Od tego można umrzeć! . Filip podszedł do brata i powiedział: . . Po prostu złote figury zaczęły najpierw poruszać palcami.To może wyczarujmy lekarza? . . On ją zbada i da jej tabletki albo zastrzyk.Chcę.Dzięki. mimo że była przykryta stosem koców. v 176 . Kuki zastanowił się. co zrobią. żeby „to coś" było niebieskie. Przed Kukim znów stali prawdziwi Tośka i Filip. Ale wzruszył tylko ramionami i powiedział obojętnie: . Kuki podszedł teraz do dwóch złotych figur. ale wkrótce i on znikł.Ale Wiki jest chora. Potem odbyli naradę.Nie ma sprawy. nogi i twarze. A na końcu dodała: . ale przecież nie mogli wędrować z lwem. Problem polegał na tym. Wyczarujemy tego doktora . Próbowali wyleczyć ją magicznym sposobem. jeśli się spóźnią. spoglądając na nich z lekkim wyrzutem.Wyczarujemy jej dom.To tak. Tym razem czaru dokonała Tosia.Co robić? .jęknęła Wiki. Było im żal tego dużego kota. To była prościzna. Po chwili zostało tylko trochę złotego pyłu na włosach.Nie chcę zastrzyku . Wiki miała dreszcze i trzęsła się z zimna. I stado lwów do pilnowania. gdzie jest lekarz. Musimy ją jakoś wyleczyć.Zwariowałeś? . . . W końcu powiedział po prostu: . No to co? Możemy chyba iść spać? Rankiem kazali lwu zniknąć. potem dłońmi i stopami. O czwartej Queen Victoria odpływała na drugą stronę oceanu.Może pojedziemy bez niej? . .Każemy mu zniknąć . jakbyś go zabił . Nie było żadnych piorunów i błysków. Był to pierwszy przypadek w dziejach.spytał niepewnie Filip. Zostało im osiem godzin. Nie mogli jej zostawić. . Spojrzeli na dziewczynkę. które jeszcze niedawno były jego rodzeństwem. . Usiadł na krześle..powiedziała Tosia. jakby chciały strząsnąć z siebie ciężki pancerz złotego kruszcu.Chcesz ją tu zostawić samą? Ona ma siedem lat! . na Karaiby. żebyście byli tacy jak przed godziną. co robić dalej. Po prostu poprosiła o „cokolwiek".Poczuli się bezpiecznie. . kiedy Filip pochwalił młodszego brata. -Chcesz. .Musimy dostać się do jakiegoś szpitala. Rozpuścił się powoli w porannej mgle. Nie mieli pojęcia. . Nie żądała superpojazdu ani ferrari. . Tosia wstała. że Wiki była bardzo chora. co pozwoli im wydostać się z tego pustkowia. co powiedzieć. Choroba była ukryta gdzieś głęboko i nie podlegała magii. Miała gorączkę i kaszlała coraz mocniej.zawołała Tośka.powiedział Kuki. Zastanowili się przez chwilę.szepnęła Wiki. Gdzieś. Była bardzo blada i co jakiś czas kaszlała suchym męczącym kaszlem. to było pewne..Tylko proszę. Po prostu musieli zdążyć.Ale co potem z nim zrobimy? . a w końcu 175 zawirowały w dziwnym tańcu. .zawołała Tosia.Bądź ostrożny! . Niebieski był jej ulubionym kolorem. Kuki. Chłopiec odetchnął z ulgą.wymyślił Kuki. a pojawiały się prawdziwe ręce. ale nic nie działało. żebyśmy byli mordercami? Nie możemy tego zrobić.Wiem.

Koń nerwowo podrzucał głowę i uderzał kopytami.To mały kucyk! Nic ci nie zrobi. co tym razem dostaną. Tosia pojechała za bratem.zawołał Filip. a potem nabije mnie na ostrą gałąź albo zrzuci mnie do przepaści. Filip omal nie spadł. Nie cierpię koni i nigdy na niego nie wsiądę. Ale utrzymał się w siodle i pogalopował do lasu.krzyknął Filip.Chcę. One są cudne! .Tylko mnie zrzuci.Dobrze.Dobra. żeby sprawa była jasna. bo prawdę mówiąc. . . to zostanę upiorem i będę was straszył do końca życia. Pojadę.Jazda . Dwa konie były duże. a dwa były małymi kucykami o długiej grzywie i mocnych grubych nogach.Bo naprawdę cię kopnie.178 Byli ciekawi. a potem stratuje albo pogryzie. albo. 181 nie umiał jeździć konno. Tosia owinęła chorą ciotkę śpiworem i pomogła jej wsiąść na kucyka. Były niebieskie! Jak dżinsy Filipa albo jak oczy Tosi. .Wiki jest chora! Nie rozumiesz. .I tak wiem. . że zaraz mnie zrzucisz. A potem ukląkł na przednich nogach. Wiki zakaszlała ponownie.zawołała Tośka.Jasne. Filip od razu spróbował wsiąść na największego konia. Ruszył w stronę kucyka.. Kuki stał bez ruchu. Zawsze mogła być cudowna niespodzianka albo wielkie rozczarowanie.Łał. to będę miał stopę jak naleśnik. . Boję się. Ale jak zginę. Klepnął niebieskiego rumaka po szyi i ten nagle ruszył.Kuki! To jest malutki.Przestań kombinować.I tak to zrobi. przypominało otwieranie urodzinowych prezentów. . . Czekanie na to. milutki konik. co ofiaruje im krzesło. . Nie było to wcale łatwe.Albo się spłoszy i będzie gnał jak wściekły. że musimy jechać z nią do lekarza? Siadaj. otrząsnęły się z wody i pogalopowały wprost do dzieci. Tylko Kuki stał bez ruchu.Nie podchodź od tyłu ..Właź! No dalej! .Czego się boisz? . Ja się boję koni i koniec. . Nawet chora ciotka uniosła głowę znad poduszki. I co z tego? Każdy ma prawo się czegoś bać. Kuc. 180 Ciotka zakaszlała. bo się boisz. -Nie. Tafla jeziora się poruszyła i wynurzyły się z niej cztery konie.Gadasz tak. Jak mnie przydepnie.mruknął ponuro Kuki.zawołał Filip. . . ale w końcu wdrapał się na siodło. jakby zapraszając go do wsiadania. A potem poklepała swojego niebieskiego wierzchowca po szyi i wskoczyła na siodło. na . a potem zawołał z wściekłością: . . . A kopyta jak młot pneumatyczny. Poruszała się dużo zgrabniej. Miały czarno-złote uzdy i siodła. Kucyk wstał.Dzięki . Nie wsiądę. Wdrapał się na siodło. . . Wtedy Kuki powiedział: . Po chwili usłyszeli szum wody. Zabrzmiało to jak oskarżenie. Błękitne wierzchowce wybiegły na brzeg.zawołała Tosia. bo kiedyś chodziła na lekcje jazdy konnej. jakby szedł na wyrywanie zęba. 179 . Kucyk obrócił głowę i spojrzał na chłopca dużymi łagodnymi oczami. jakby chciał jak najszybciej ruszyć w drogę. Tylko ma zęby jak rekin. . Kuki spojrzał na nią.

czyli unosić się i opadać w rytm jazdy. Widocznie błękitne konie dobrze wiedziały. .Tu jest dużo miejsca i trawy. Zbadała zaraz Wiki. . zupełnie bez ruchu. Natomiast Wiki wyglądała bardzo źle. zarżał i pocwałował za rodzeństwem. Uśmiechnęła się do Wiki. Na skraju miasta stał duży budynek z czerwonych cegieł. Przyjęła ich miła lekarka. Tylko kucyk Kukiego stał w miejscu. jak chłopiec odchodzi. Najlepiej radziła sobie Tosia. żeby one zniknęły ..Bo są niebieskie. .powiedziała Tosia. Mogło pójść samo. . Przecież takich koni nie ma. że będą kłopoty . Kucyk Kukiego czekał najdłużej i patrzył ze smutkiem. kogo mogliby spytać o lekarza. Wystarczy.Ej! Nie przesadzaj! Nie tak szybko! Ja nie jestem kowbojem! Wolniej. to pomyśli. nie dawały się zawrócić i uporczywie jechały na zachód. a potem coraz szybciej.A krzesło? . Po godzinie galopowania przez las wyjechali wreszcie na drogę. Ruszaj. co mówisz. . Nawet dobrze się jeździ. Niebieskie konie same kierowały wędrówką. Wyprostował się i ze zdziwieniem poczuł. . ale Filip nie wypuszczał go z rąk.Wiśta! Wio! No jedź.Nie chcę. jak mała dziewczynka..ja nie chcę żadnych zastrzyków. Jechała bez słowa.Będą pytać. Nie chcę go anihilować. .Zobaczcie! Przecież to jest szpital. czemu je nosimy.Możemy je wypuścić . które pogalopowały w stronę lasu. .spytała Tosia. Przecież chodzące krzesło wywołałoby jeszcze większą sensację niż niebieskie konie. leniwy mule! Kucyk podniósł głowę i spojrzał na chłopca jakby z wyrzutem.powiedział Filip.. Jedź. Tylko uważaj.którym siedziała Wiki. 182 183 . Jeszcze raz. Kuki najpierw ściskał szyję kucyka z całych sił i krzyczał przy każdym podskoku. i od tej chwili błękitne stado pędziło razem. że jazda sprawia mu przyjemność. nie chciałem tego powiedzieć.mruknął Kuki i zawołał: . .Tylko pamiętajcie .Musimy tu zostawić konie .Oddychaj! Głębiej.. Ubieraj się.powiedział Kuki. ciociu. dokąd jechać. bo była w kiepskim stanie. oparta o szyję kucyka.Dlaczego? . ale potem jakoś zapomniał o strachu. aż dogonił pozostałe konie. . Weszli do miasteczka i rozglądali się za kimś. bo się spocisz! Stój! Kuc galopował przez las. Dzieci były obolałe od nieustannego podskakiwania w siodle i miały poobcierane uda. Dam jej antybiotyk i lekarstwo na ból gardła. Od razu będzie sensacja. . która miała włosy zaplecione w warkocze.Niech Wiki na nim siada.Jest OK. Nagle Filip zawołał: . a po chwili zobaczyli niewielkie miasteczko z kolorowymi domami. Zdjęli siodła i wypuścili konie. Najpierw powoli. Fajny kucyk. śliczny koniku! Proszę! Wtedy kucyk wreszcie ruszył. że ją nieśliśmy. Za kilka dni wszystko będzie dobrze.Spodobała ci się twoja bestia? . że odkrył nowy gatunek. Lekarka odłożyła stetoskop. Powiemy. Na ceglanym budynku stojącym tuż przed nimi wisiała tabliczka z napisem: „Szpital Dziecięcy". która potrafiła anglezować. A jak ktoś je znajdzie. . . ty dręczycielu Kukiego. Nikt nie będzie im przeszkadzać. . . Filip dźwigał krzesło.zachrypiała Wiki .Czuję. Jazda na koniach nie była wcale łatwa. Kiedy Filip próbował skręcić na południe.Przepraszam. Tośka i Kuki pomagali iść chorej ciotce.To silna angina.

i weźmiemy ją ze sobą.Lew?! 187 . Zabieramy Wiki i zwiewamy stąd. może bardziej zachorować. że rodzice zostawili was bez opieki. Lekarka wzięła za rękę Wiki. Uciekał całą noc.Słucham? . . żeby się męczyła! Zanim coś wymyślili. żeby po nią przyjechali. bandyci. terroryści.Albo zostawimy tu Wiki.I co z tego. . wróciła lekarka. .Przecież ona jest mała i w dodatku ma gorączkę.Ona nie może teraz nigdzie iść .Jeśli ją zabierzemy.Wiki nic nie powie . ..No to wszystko jasne.Skąd wiesz? . że goni go lew! Rodzeństwo zerwało się. . żebyśmy mieli takie coś.Ona ma siedem lat! . .W grudniu skończę czterdzieści. 184 185 . Musiałam mu dać mocne leki na uspokojenie. . . .Niech pani nam da to lekarstwo i my już pójdziemy. . że u nas nie ma lwów.zawołała Tosia. i wyszły z gabinetu. Filip wstał.Dostała lekarstwo i poszła spać. który mówił. żeby nie robiło problemów.szepnął Kuki. albo poczekamy.Zaczną nas ścigać. Dodzwoniliście się do rodziców? . . . . to może wygadać. . Rodzeństwo spojrzało na siebie przerażone. .To wasza siostra? . Zadzwońcie do rodziców.Może znów jej zmienimy język? .spytał Filip. Śpi. Lekarka przyglądała im się podejrzliwie. Na szczęście lekarkę zawołano do jakiegoś pacjenta i wyszła. . Szybko..Tak. że jest zmutowaną ciotką. aż dostanie lekarstwo. żeby zabrać krzesło.powiedziała Tosia.To trochę dziwne.Zatrzymam ją w szpitalu. Wszyscy.Nie odbierają telefonu . 186 . która posłała rodzeństwu bezradne spojrzenie. Będą je chcieli zamknąć w kasie pancernej. Oni wyjechali.Właściwie tak. Nie chcę.Mamy dwie możliwości . .skłamał Filip.Nie . Rano przybiegł człowiek. .On tu jest!? . .Co robimy? . to każdy będzie chciał je mieć. Powie im o krześle i o tym. A jak telewizja o tym nagada. . Czy wy nie rozumiecie.Wszystko. Będą nas ścigać policja.A dlaczego nie przyszliście z rodzicami? .Ile masz lat? . że to krzesło jest niebezpieczne? Nikt nie pozwoli.zawołał Kuki. Wybiegli na korytarz. Filip zerwał się. Dziś mamy same niezwykłe przypadki. .Wiki jest chora. . Nie można mu było wytłumaczyć. że powie? ..zawołała Tosia.Jeśli ją zostawimy.Co? .Tak.zaprotestował Kuki. .Gdzie ona może być? .odpowiedziała lekarka.Oni. Był w skrajnej histerii.

Spała. Wiki będzie mogła spokojnie chorować. potężny silnik ryknął i motocykl popędził drogą. Z gabinetu wyjrzała lekarka. Po prostu miało jakiegoś autopilota. .spytał Tośkę zdyszany Kuki. . Chłopak błyskawicznie go przekręcił.To jest głupie! . .zaprotestował Filip. Samochody włączyły światła przeciwmgielne i trąbiąc ostrzegawczo.Jak będziemy jechać kretyńskim łóżkiem. z całych sił trzymając się oparcia. że jak będziemy jechać samochodem. Patrzył na nich półprzytomnym wzrokiem. . Pędził. Ale 190 po chwili zobaczył coś jeszcze bardziej zdumiewającego. . Tośka zaczęła ciągnąć łóżko w stronę drzwi.Pojedziemy tym łóżkiem. a my dojedziemy na czas. żeby dzieci same prowadziły karetkę. pchając łóżko w stronę wyjścia.krzyknęła. . Ale Max ją wyprzedził.Zwariowałaś? . Max siedział już na siodełku.Wsiadajcie . . Ludzie jeździli w wannach i nikt ich nie aresztował. Nagle otworzyły się drzwi na końcu korytarza i zobaczyli Maksa. Łóżko jechało z coraz większą prędkością. to nas wezmą za psycholi i też aresztują.ono samo sobą kierowało. Mieli szczęście.Co chcesz zrobić? .Wcale nie. który prowadził je z niesłychaną precyzją. która przesłoniła drogę. W tej chwili drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich Max. . . Łóżkiem nie można było kierować .Lepiej wyczarować karetkę pogotowia. Jechało tak szybko. jakby byli duchami. Na szczęście miało kółka.. sadząc wielkie susy. przytulone do siebie. ale na pewno łamali wszelkie przepisy. bo w zamku tkwił klucz. Filip zatrzasnął drzwi. . jak duch. więc było to łatwe. Zanim ten wstał.Szybko! Wskoczyli na łóżko. Pobiegli korytarzem. to na sto procent nas złapią? 188 189 -Kto? . Rodzeństwo popędziło do wyjścia.Policja.Nie budźcie jej . nagle się zatrzymał. żeby wiatr nie zrzucił ich na drogę. Nie miało prędkościomierza. . jechały powoli w mlecznym oparze. Sunął po cichu. Pędził i krzyczał coś niezrozumiałego.Co wy robicie? .krzyknęła Tośka. W końcu znaleźli pokój. Młody chłopak jadący ulicą na szybkim motocyklu zahamował i patrzył zdumiony na łóżko. TRZASK! Łóżko wystrzeliło do przodu jak rakieta. . zaglądając do sal. gdzie leżała Wiki. że dzieci musiały schować się pod kołdrę. Mam świetny pomysł.Nie. Ulicą biegł wysoki łysy mężczyzna.Nie rozumiesz.Kierunek: port w Kopenhadze.Szybko! Przebiegli błyskawicznie pusty korytarz. Nikt się nie zgodzi. Kiedyś był konkurs głupich pojazdów. Kiedy wyjechali na autostradę. Tosia postawiła na środku krzesło i błyskawicznie na nim usiadła. Tylko dziwny pojazd dzieci mknął szybko. Nikogo tam nie było. Przerobimy je na wyścigówkę. Jazda! I wtedy się zaczęło. . .Zostawcie to łóżko! Pobiegła za nimi. . Krzyknęła: . a potem jednym uderzeniem zrzucił go z pojazdu. Rodzeństwo w ostatniej chwili uciekło do ogrodu.Chyba tam. Kiedy dobiegł do gapiącego się motocyklisty. Na szczęście była sama. Dzieci leżały pod kołdrą. słońce schowało się za mgłą. które wyprzedziło go z prędkością błyskawicy. Na ramionach miał podarty płaszcz. Kuki wyjrzał na korytarz.Bierzemy lekarstwa. Po chwili usłyszeli szarpanie klamki i krzyki: „Otwierajcie!".zawołała Tosia. I łóżko! .

Kierując się wewnętrznym radarem, omijał wszelkie przeszkody. Równie szybko pędził czarny motocykl. Otulony mgłą gnał jak niewidzialny straceniec. 191 Lecz łóżko jechało jeszcze szybciej. Innym kierowcom zdawało się dziwną fatamorganą, która na moment pojawiała się obok nich i natychmiast rozpływała we mgle. Pędzili tak przez trzy godziny. Kołysanie pojazdu i ciemność pod kołdrą uśpiły podróżników. Najpierw usnęli Wiki i Kuki, a potem także Filip i Tosia. Nawet nie zauważyli, jak przebyli prawie tysiąc kilometrów. Obudziła ich dopiero nagła cisza i bezruch. Łóżko zatrzymało się. Pierwsza spod kołdry wysunęła głowę zaspana Tosia. Mrugając oczami, rozejrzała się trochę nieprzytomnie. Mgła opadła i świeciło znów słońce. Przed nimi było morze. Szeroki bulwar z kawiarniami i sklepami ciągnął się wzdłuż wybrzeża. Spod kołdry wychyliły się rozczochrane głowy Filipa i Kukiego, a potem małej Wiki. - Gdzie my jesteśmy? To jest ta Kopenhaga? - Poczekajcie. - Tosia wyszła z łóżka i podbiegła do dziewczyny, która siedziała na ławce. - Do you speak English? - spytała trochę niepewnie Tosia. 193 Dziewczyna uśmiechnęła się. - Yes, I do... Can I helpyou? Tosia skupiła się. - Is it Copenhagen? - Copenhagen? Yes. Ifs absolutely tnie Copenhagen! - Dziewczyna ze śmiechem wskazała na posążek syreny siedzącej na kamieniu sterczącym z morza. Tośka popędziła do rodzeństwa, krzycząc: - Udało się! Jesteśmy w Kopenhadze! Wędrowali kamiennym nabrzeżem portu, obok wielkich statków wyładowanych kontenerami. Jednak nigdzie nie było Queen Victorii. - Może już odpłynęła? - Ej. Czego szukacie, trolle? Obrócili się. W oknie holownika stał marynarz w granatowym mundurze. Uśmiechał się do nich. - Zgubiliście się? - Pan mówi po polsku? - No, trochę... Moja żona jest z Polski. A czego szukacie? - Takiego wielkiego statku pasażerskiego. Nazywa się Queen Yictoria. - Nie ma go jeszcze. Spóźni się, bo na morzu była mgła. Przypłynie o czwartej i zostanie tylko przez dwie godziny. - Dzięki! - Zaczekajcie - zatrzymał ich marynarz. - Statki pasażerskie przybijają do nabrzeża Langelinie. To jest tam, gdzie latarnia morska. Widzicie? - Tak. Dziękujemy. Mieli jeszcze cztery godziny do przybycia rodziców. Wyczarowali trochę pieniędzy i weszli do małego baru. Tosia i Wiki zamówiły smażoną rybę i frytki, Kuki miał alergię na ryby, więc poprosił o naleśniki, a Filip postanowił zjeść wędzoną ośmiornicę. Wyglądała obrzydliwie, ale Filip udawał, że mu smakuje. Siedzieli, spoglądając od czasu do czasu na zegar. Byli zdenerwowani. Wiedzieli, że gdzieś niedaleko są ich rodzice i z każdą chwilą zbliżają się do nich. Tęsknili za nimi i bardzo chcieli ich zobaczyć, ale z drugiej strony dobrze wiedzieli, że to nie są „prawdziwi" rodzice. Wciąż pamiętali, jak wyrzucili ich i nie chcieli się nawet z nimi pożegnać. Wiedzieli, że najpierw muszą zdjąć z rodziców to straszliwe 194 195

zaklęcie. Wyleczyć ich ze złości i obojętności i nie byli wcale pewni, czy to się uda. Czy rodzice będą tacy jak dawniej? Czy znowu będą ich kochać? Czy w ogóle można kogoś zmusić do miłości, nawet za pomocą magii? Byli coraz bardziej niespokojni. - A jak się nie uda? - spytał cicho Kuki. - Może oni nie będą już nigdy chcieli z nami mieszkać. Ciągle będą gdzieś wyjeżdżać i nigdy do nas nie wrócą? - Przestań gadać takie rzeczy - krzyknął Filip. - Ale... - Zamknij się, słyszysz? - Słuchajcie, nie możemy tak siedzieć i się kłócić - powiedziała Tosia. - Mamy cztery godziny. Chodźmy gdzieś. - Dokąd? - Nie wiem... - W Danii jest takie miasteczko z klocków lego. Możemy tam iść - powiedział Kuki. - Legoland jest daleko. Trzeba jechać pociągiem. - Skąd wiesz? Filip pokazał reklamówkę leżącą na stole. - Ale możemy iść do Tivoli. - Co to jest? - Park rozrywki, coś takiego jak Disneyland. Obrócił ulotkę na drugą stronę, gdzie było widać park z karuzelami i kolejkami. - Idziemy? - A jak spóźnimy się do portu? - zaniepokoił się Kuki. - To jest blisko. A my mamy dużo czasu. Park rozrywki Tivoli był ogromny. Kiedy przekroczyli kolorową bramę, znaleźli się wśród wielkiego tłumu dzieci i dorosłych. Dookoła wirowały karuzele, pędziły roller-coastery, a elektryczne samochody ścigały się po krętych torach. Zewsząd dobiegały śmiechy i krzyki. Szybko kupili karnety, które pozwalały korzystać ze wszystkich atrakcji przez cały dzień. Najpierw poszli do Wesołego Zakątka, gdzie stała największa karuzela na świecie, zwana Kosmicznym Biegaczem. Gondole z fotelami były wciągane na słup wysoki jak wieżowiec, a potem zaczynały wirować z niesamowitą prędkością. Czasem obracały się do góry 196 197 nogami albo gwałtownie spadały w dół. Wyglądało to niesamowicie. - To jest super. Idziemy! - krzyknął Filip. - Nie możemy iść wszyscy - zatrzymała ich Tosia. - Dlaczego? - Bo ktoś musi pilnować krzesła. - No to my jedziemy pierwsi, a potem Kuki i ciotka - zdecydował Filip. - Dlaczego wy macie być pierwsi? - rozzłościł się Kuki. - Bo jesteśmy starsi. - To ja jestem najstarsza - zaprotestowała ciotka. - Ale najmniejsza. Chodź, Tosia. - Pilnujcie krzesła! Kuki i Wiki z zazdrością patrzyli, jak Filip i Tosia zajmują miejsca w fotelach, a potem wjeżdżają na szczyt wieży. Po chwili wieża zaczęła się obracać. Chyba żadna karuzela na świecie nie wirowała z taką prędkością. Krzesełka jednocześnie obracały się wokół osi i pasażerowie wisieli do góry nogami albo spadali i znów się unosili. Wszyscy krzyczeli. - Będą jeździć pół godziny, a my musimy się nudzić - mruknął Kuki. - Wcale nie mam ochoty tym jeździć - powiedziała Wiki. - Ja właściwie też. Nie lubię, jak mi się kręci w głowie.

- Tam jest fajna zjeżdżalnia. Wiki wskazała na wielką zjeżdżalnię z falami. - Chodźmy tam! - A krzesło? Co zrobimy z krzesłem? - Już wiem - powiedziała Wiki. - Możesz zaczarować, żeby było niewidzialne. Wtedy nikt go nie znajdzie. - A jak myje znajdziemy? - Ale ty jesteś głupi. Przecież my będziemy wiedzieć, gdzie ono stoi. Zapamiętamy miejsce. Kuki chwilę się wahał. Spojrzał jeszcze raz na rodzeństwo wirujące na Kosmicznym Biegaczu. - Dobra. Usiadł na krześle i powiedział: - Bądź niewidzialne. Krzesło natychmiast zniknęło. Przechodzący ludzie ze zdziwieniem spoglądali na chłopca, który 198 199 siedział zawieszony w powietrzu. Kuki zerwał się i złapał oparcie niewidzialnego krzesła. - Gdzie je schowamy? - Za kioskiem z pamiątkami. Pobiegli za żółtą budkę, w której sprzedawano bilety i pamiątki. Postawili niewidzialne krzesło z tyłu kiosku. - Musimy tylko zapamiętać, że na tej budce jest napisane „Tivoli" i że jest żółta - powiedziała Wiki. Kuki szepnął do niewidzianego krzesła: - Tylko nigdzie nie odchodź, rozumiesz? I pobiegł z Wiki na zjeżdżalnię. Nazywała się Tajfun, była długa na sto metrów i pofalowana jak prawdziwy ocean. Zjeżdżało się w nadmuchiwanych kołach, które podskakiwały i szybko sunęły w dół. Na końcu lądowało się w wodzie. Wiki krzyczała i śmiała się jak szalona. Kuki był trochę zdziwiony, bo nigdy nie widział, żeby ciocia się śmiała. Zjechali osiem razy, a potem poszli ścigać się na gokartach. W czasie pierwszych trzech wyścigów ciotka była szybsza. Czwarty Kuki wygrał i nie chciał już ryzykować przegranej, więc pobiegli na roller-coaster. Wózki najpierw wjechały na szczyt metalowej konstrukcji, żeby gwałtownie stoczyć się w dół i jeździć z szaloną prędkością. Kuki i ciotka wrzeszczeli. A w najbardziej niebezpiecznym momencie Wiki chwyciła Kukiego za rękę i trzymała go z całych sił. Tymczasem Filip i Tosia zeszli właśnie z Kosmicznego Biegacza. Byli zupełnie wykończeni. Od wirowania i wiszenia do góry nogami kręciło im się w głowie. Podeszli do ławki, przy której mieli czekać Kuki i ciotka. Nikogo tu nie było. - Gdzie oni są? - krzyknął Filip. - Może poszli kupić coś do picia? - A krzesło? - Nie wiem... - Szukamy ich? - Nie. Musimy tu czekać, bo się pogubimy. Tymczasem Kuki kompletnie zapomniał, że rodzeństwo na niego czeka. Odkryli z Wiki nową atrakcję o nazwie Zwariowany Kangur. Na wielkiej gumowej arenie ludzie skakali, odbijając się na wysokość dwóch pięter. Można było lądować 200 na nogi albo na siedzeniu, jak kto chciał. Kuki i mała ciotka odbijali się jak zwariowane piłki, trzymając się za ręce. Śmiali się tak, że prawie nie mogli oddychać.

Jak? Przecież nigdzie go nie ma.. Kuki i Wiki krzyknęli jednocześnie.Ja chyba zwariowałem.Przeze mnie rodzice do nas nie wrócą.Szkoda. . .Wiki! Ich tu jest pełno! Te przeklęte budki stoją wszędzie! Jak my poznamy naszą? . . . Na czym ja siedzę?. . W końcu Kuki usiadł na trawie i ukrył twarz w dłoniach.szepnął wystraszony. . usłyszeli bicie zegara..Ała! Chwycił się za kolano i zaczął je rozcierać... Nigdy! Filip mnie zabije..Musimy wracać! Popędzili alejką między karuzelami. . że siedzi na krześle..A jeżeli oni tu wrócą? .szepnął przerażony mężczyzna.Nienawidzę tej głupiej pracy. . Niewidzialnym krześle! . Potem rozejrzał się zdziwiony. zdyszani i rozbawieni. . Musimy ich znaleźć! .. Bo to jest moja wina! Wiki usiadła obok chłopca.Filip i Tosia byli coraz bardziej niespokojni.. . Miał wrażenie. Przy każdej stała żółta budka z napisem „Tivoli". na którym było napisane „Tivoli". .Wiedziałem. Siedział na powietrzu! .Zwariowałem czy co?. żeby wyczuć niewidzialne krzesło. Okrążali każdy kiosk.jęczał. żeby wyłączyli prąd i to przeklęte wesołe miasteczko wreszcie przestało działać! W tej sekundzie po drutach trakcji elektrycznej przeleciała iskra.. Jeszcze możemy je znaleźć. Najlepiej. że od roboty w tym lunaparku kiedyś zwariuję. Tak się przeraził.. Filip napisał na bilecie: „Kuki! Jak wrócicie.. . . Nagle potknął się.Zaraz będzie czwarta. machając rękoma w powietrzu. Nigdy go nie znajdziemy.Czwarta! . i przylepił go do ławki gumą do żucia.. Tymczasem w żółtej kasie stojącej na końcu Ti-voli siwy sprzedawca wywiesił kartkę z napisem: 202 203 „PRZERWA OBIADOWA". Zatrzymał się na czymś. wyszli właśnie ze Zwariowanego Kangura..Pewnie. i dobrze. Nie upadł na ziemię.. Nic przed nim nie stało. krzycząc: .Co to za diabelstwo? . że nie wyczarowaliśmy telefonów komórkowych dla każdego.Chodź! Tymczasem Kuki i Wiki. .. Chciał iść dalej. Filip wstał z ławki. ale zaraz znów się potknął i przewrócił. Dalej były następne. że pamiętam. że nie miał odwagi się poruszyć. Nigdzie go nie było. Żółty kiosk.. to czekajcie". . Jedynie uniósł się nieco i zerknął w dół.Gdzie teraz idziemy? Zanim Kuki odpowiedział. 204 .Pamiętasz. Był kompletnie załamany. Przewody rozjarzyły się i pękły. Jest tam! ..Musimy sprawdzić wszystkie.. To moja wina.Ale tam też jest. czego nie było widać. Nic pod nim nie było. Zamknął starannie drzwi i ruszył w stronę stołówki.Nie martw się.Widzę go. Byli na skrzyżowaniu dwóch alejek. gdzie schowaliśmy krzesło? .

Tośka przeskoczyła niewysokie ogrodzenie i ruszyła w stronę „wiszącego w powietrzu" 206 207 pingwina. Słynne Tivoli przestało działać.Niech pan dotknie.Co wyście zrobili? . mów.Tam są! . przedzierając się przez tłum uciekających w panice ludzi. Kasjer.To oni! . gdzie stali Kuki i Wiki.Gdzie jest krzesło? . Słychać było syreny straży pożarnej. a wszystkie karuzele. 205 . co z nim zrobiłeś! . . Żeby nikt go nie ukradł i teraz nie możemy go znaleźć . To c o ś jest niewidzialne. który nieopatrznie wywołał całe zamieszanie.Nigdy go nie znajdziemy! . . krzyczącego coś do telefonu komórkowego. Ludzie najpierw zamilkli.. . biegł. patrząc ze strachem na brata. jakby stał na czymś niewidzialnym. .Zostaw go. obok małego zoo.I natychmiast zgasły lampy w całym parku rozrywki. niech pan tylko dotknie! To jakieś diabelstwo.krzyczał Filip. i uciekł. daj mi święty spokój. Tymczasem w wesołym miasteczku narastała panika.To nie my! . . potrącany przez biegnących ludzi.. Popędzili do nich. czego nie widać? Bezradnie usiedli na ławce. . . zanim statek odpłynie.Ja wejdę! Znam się na zwierzętach.zawołał kasjer. Szczególnie ci. Obsługa próbowała naprawić awarię i uwolnić ludzi uwięzionych w karuzelach. Najgłośniej wrzeszczeli nieszczęśnicy wiszący głowami w dół na Kosmicznym Biegaczu.Żeby. Siwowłosy kasjer.. co się dzieje? Idź ratować klientów! Dyrektor popędził w stronę samochodów straży pożarnej. .Jak to nie wiecie? Kuki. roller-coastery i elektryczne samochody stanęły w miejscu.Co? Czego chcesz? Kasjer wysunął puste ręce. Muzyka przestała grać i zapadła kompletna cisza.Niech pan zobaczy! Dyrektor obrócił się. Kuki stanął kilka kroków dalej i nie miał odwagi podejść do rodzeństwa. a potem zaczęli krzyczeć w panice. z niewidzialnym krzesłem w rękach. . Nagle Wiki krzyknęła: . . Tosia i Filip zatrzymali się. . co zostali uwięzieni w karuzelach i diabelskich młynach. Wyciągnęła rękę i wyczuła oparcie krzesła.Jak mamy znaleźć coś.Tosia wskazała na plac.. .Zmieniłem je w niewidzialne. Zatrzymał się obok człowieka w czarnej marynarce.wołała Tosia. . trzymając w rękach niewidzialne krzesło. które właśnie wjechały do parku. W końcu rzucił niewidzialny przedmiot najdalej.Musieli zrobić jakiś głupi czar i. .Jest! .krzyknął Filip.Zobaczcie! Na wybiegu z pingwinami jeden z ptaków wisiał w powietrzu. stał bez ruchu. Nie widzisz. .powiedział Kuki.Po co!? ..Ty kretynie! .. Tośka i reszta dzieci biegły alejką. . .Panie dyrektorze!. jak potrafił.krzyknął chłopak.Tam jest krzesło! Na pewno! .Człowieku. Musimy znaleźć to krzesło. Nie ruszał się i nie spadał. .Nie wiemy.

Wyszeptał kilka słów i prąd zaczął znów płynąć. Filip ze złością kopnął żelazną barierkę. Filip usiadł na niewidzialnym krześle.Ptak na niewidzialnym krześle spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynkę. Tosia pobiegła i wyjęła małego śledzia. na sam koniec mola... Jednocześnie pod chłopcem pojawiła się smuga czerwonego koloru. Co gorsza. Tosia podała Filipowi krzesło i szybko przeskoczyła ogrodzenie.A jak ono nas wystrzeli zbyt mocno i wylądujemy na Księżycu jako zamarznięte mumie? -szepnął Kuki. Mały. Przeistoczył się w długi na setki metrów most.Idziemy! .Czekaj. . . jednak nie robiły jej nic złego. Trzeba odwołać ten czar.Po prostu powiedzcie. Dobiegli do latarni morskiej.Chcemy wejść na ten statek. . Była sto metrów od brzegu i oddalała się w stronę pełnego morza.. machając skrzydłami. Zróbcie coś! . Dzieci biegły. Czarno-białe ptaki wyglądały jak stado groźnych ochroniarzy w mundurach.powiedział Filip. . ale nic takiego się nie zdarzyło.powiedział Filip i popędzili do wyjścia. aż jakaś siła wyrzuci ich w górę albo porwie ich tajfun i pofruną ponad morzem.Ej. 208 209 I wtedy ją zobaczyli. Wiki podeszła do rodzeństwa. Przy kamiennym nabrzeżu portu Langelinie cumowało kilka statków pasażerskich. W plastikowej misce leżały ryby.Nie. inne pingwiny zaczęły okrążać Tosię. . . Dziewczynka rzuciła mu rybę. Milczeli. Obiadek! Pomachała rybą.Mogę sam polecieć . .To już naprawdę koniec. zbliżały się coraz bardziej do dziewczynki. Bezradnie usiadła na kamiennym nabrzeżu. Zastygł jak lód lub szkło. Widać było jeszcze pasażerów w oknach i słychać orkiestrę grającą na pokładzie. chwyciła krzesło i popędziła do płotu.A co możemy teraz zrobić? . . Ptak otworzył dziób i pochylił się w stronę ręki Tosi. Ustawił krzesło i usiadł. Rodzeństwo było coraz bardziej niespokojne. lecz nigdzie nie było widać Queen Victorii. Złaź.Tosia. Aż nagle w latarni morskiej zapalił się reflektor. a dźwięk orkiestry cichł. Chcemy tam być! Teraz! Czekali. Rozległ się dziwny dźwięk i promień światła zaczął wirować. Silny snop światła uderzył prosto w statek. . mój mały.. Był on . przeciskając się między turystami i straganami sprzedawców pamiątek. . zagłuszany krzykiem mew latających nad wodą. powiedział: . Spróbujcie! Filip niechętnie wstał. Statek z ich rodzicami oddalał się. a karuzele zaczęły znowu krążyć. Otaczały ją. Wielka. które ktoś przyniósł ptakom na kolację. Ta cofnęła się i pingwin zeskoczył z niewidzialnego krzesła. Lecimy wszyscy! Filip wyprostował się i wpatrując się w statek. majestatyczna Queen Victoria właśnie odpłynęła. Pingwiny ruszyły za nią. Zapaliły się lampy..Spóźniliśmy się! . Kołysząc się i wydając piskliwe dźwięki.Tylko spokojnie... Jednak nie miał ochoty zejść. Pingwin się nie poruszył. Dlaczego nie zrobicie jakiegoś czaru? Przecież ten statek jeszcze widać.Witaj w świecie widzialnych . Ja chcę tylko zabrać moje krzesło i zaraz idę. że chcecie być na tym statku. bo na zegarze wybiła właśnie godzina szósta. Tośka rozejrzała się..szepnęła zrozpaczona Tośka. Nagle zatrzymał się. która powoli zmieniła się w krzesło.

Nie chcę iść dalej. prowadzona przez Kukiego jak ślepiec przez przewodnika.Idziemy. który także się przewrócił. Chwycił dłoń Wiki. który zadrżał pod jego ciężarem. bo lśniąca powierzchnia była śliska jak lód. Próbowały trzymać się mostu. Było to trudne. Zatrzymał się gwałtownie. Dzieci zjeżdżały coraz szybciej. potem Kuki.Zamknij oczy i chodź. szepczący: . Zacisnęła powieki i dygotała ze strachu. ale nie zwróciły na to uwagi. Podcięła nogi Filipa.Daj mi rękę. . Idź powoli. Szedł bardzo powoli. bo miała lęk wysokości. Szli w milczeniu w stronę statku. że nie reagowały na nic. Proszę! . No daj! Wiki nie zareagowała. Wszyscy zaczęli zjeżdżać w dół szklistego łuku. bo most był wąski jak ludzka dłoń i nie miał poręczy. które zaraz pęknie jak 212 choinkowa bombka.Czuję. Na środku.Nie chcę. Filip wysunął stopę i ostrożnie dotknął przeźroczystej jak szkło powierzchni. Nie było poręczy. 210 211 . Szła po omacku. Pod nimi huczało morze. Chłopiec trzymał przed sobą czerwone krzesło.. Most kołysał się coraz mocniej i Kuki razem z trzymającą go za rękę Wiki również się wywrócili. Kuki wyciągnął rękę i zawołał: . ale szła naprzód. Cała się trzęsła ze strachu.Nie mogę. tam gdzie łuk mostu wznosił się najwyżej. . Dzieci poczuły drżenie. Most się nie załamał. że będą kłopoty! Na końcu weszła na most mała Wiki.krzyknął Filip.Nie bój się. Była to śmiertelnie niebezpieczna jazda.. . że zaraz runą do morza. ale zadrżał. Zaczęła zsuwać się po gładkiej powierzchni. Uderzył mocniej. Rzucił motocykl i wspiął się na latarnię.wygięty w łuk i sięgał od nabrzeża do statku. Most był wąziutki jak poręcz schodów i śliski jak lodowy sopel. .szepnęła. I zastygła w bezruchu. Na najwyższym pokładzie Queen Victorii mieściła się włoska restauracja. Max patrzył oniemiały na dzieci idące po smudze światła. Za Filipem szła Tosia. . Były tak przerażone. Nienawidziła tego mostu. rosnąc wraz z oddalaniem się Queen Victorii.Szybko! Wspięli się krętymi schodami na szczyt latarni. balansując nim jak cyrkowiec idący na linie. . Podążająca za nim Tosia poślizgnęła się i upadła. . Stała bez ruchu. idący z krzesłem. Most unosił się nad jego tylnym pokładem jak szklana trampolina.Idźcie szybko! Nie patrzcie w dół . więc bały się. Filip. gdzie zaczynał się most. że idą po kruchym lodzie albo po cieniutkim szkle. Nagle powiał wiatr i most się zakołysał. Kuki zrobił krok w jej stronę. Do portu wjechał czarny motocykl. Nad ich głowami fruwały krzyczące przeraźliwie mewy. Most był zawieszony w powietrzu i kołysał się lekko na wietrze. więc musiały jechać bez trzymanki. zachwiał się. . Wiki spojrzała pod nogi. szklany most zadrżał niebezpiecznie. Przed nimi wyrastał wielki statek.Pociągnął ją za rękę. Zdawało im się. Wiki zacisnęła powieki i ruszyła. Poniżej kłębiło się morze. A potem wszedł na most.zawołał Filip. . ale ostra krawędź przecinała skórę.. Most był wygięty w łuk i teraz schodzili już w dół.Chodźcie! . . Filip wszedł pierwszy na świetlny most. rozpaczliwie próbując złapać równowagę.. wydając brzęczący dźwięk.

Przepraszam. Tutaj turyści opalali się na wygodnych leżakach lub oglądali morze przez wielkie lunety.. Queen Victoria miała pięć pokładów widokowych. żeby wpadł do wody. że teraz grają. Wy jesteście z pierwszego pokładu? Obrócili się. Po chwili rozległo się drugie uderzenie. Wtedy zza czerwonego komina Queen Victorii wychyliła się głowa Filipa. .Tak. kolejna fala uniosła go i wtedy zobaczył oddalający się statek.Zaprowadzę was.Szybko! . wypatrując rodziców między opalającymi się turystami i zaglądając do kajut przez okrągłe okienka. Kuki i mała Wiki. Rodzice wam nie powiedzieli? . W której kajucie mieszkacie? Jakoś nie mogę sobie was przypomnieć.skłamała szybko Tosia.Ja też chcę szukać rodziców! . .Jesteście z pierwszego pokładu? . Chłopak ruszył w stronę szerokich drzwi na końcu korytarza i gadał jak najęty.Usłyszymy muzykę. Nie mieli wyjścia. Kiwnął ręką. . . Krzyknął: .? .Nieee.Co to było? .Gdzie mogą być rodzice? Tutaj jest tysiąc kajut. Zaczynamy nowy wyścig żab.To chodźcie ze mną. Dzieci weszły na pokład numer jeden. Zanim zdążyli odpowiedzieć.Skąd wiesz. w której grupa dzieciaków udawała żaby. Sprawdzę.spytał szeptem Kuki. Wokół tonęły odłamki świetlnego mostu. od którego podskoczyły wszystkie talerze. .Nie wiem. .Dla dzieciaków z pierwszego pokładu robimy dziś zawody.Filip chwycił krzesło i pobiegł w stronę metalowych schodków. mrużąc oczy od słońca.Najmłodszy z kucharzy odłożył nóż.spytał Kuki.Mam nadzieję. uśmiechając się do dzieci. Jesteśmy. Jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli w górę. musieli za nim iść. . .. . a ja z Tośką poszukam rodziców.. odsłaniając głowę Maksa..Nie możemy łazić całą bandą . Dziewczyna ubrana w strój różowej ośmiornicy krzyczała do mikrofonu: .. . że nikt za nami nie szedł. . . ale nie zobaczył niczego poza stadem mew fruwających wokół komina.. Wzruszył ramionami i wrócił do kuchni. Wysunęła się Tosia. Dzieci spojrzały na siebie niepewnie. wprowadził ich do wielkiej sali.Zwiewamy stąd? ... .Kuki i Wiki zostaną tu z krzesłem. a potem dwa kolejne.powtórzył.zaprotestował Kuki.zadecydował Filip.spytał szef kuchni. kiedy nagle usłyszeli głośne uderzenie w sufit.Ratunku! Ratujcie mnie! Ale nikt go nie usłyszał. Będzie fajna zabawa. Rozejrzał się. Kto chce wystartować!? Chłopak w mundurze zostawił ich i gdzieś poszedł. otarł ręce i wyszedł po schodkach 214 215 na najwyższy pokład. . ... .Rozkazałem. . Stał za nimi chłopak w czerwonym mundurze ze złotymi guzikami.Kucharze szykowali właśnie wykwintne spaghetti alla putanesca. Mężczyzna rozpaczliwie machał rękoma.. . 216 217 . Wielka fala opadła. .Łał! Ale zabawa. Statek odpływał.. gdzie sterczały wentylatory i anteny. a Max rozpaczliwie próbował go dogonić.A co zrobiłeś z tym mostem? . .

. Wiał wiatr i Wiki próbowała zapleść sobie warkoczyki. Będziesz dorosła i nikt nie będzie chciał z tobą płynąć. O.Nie możesz. Nie miały pojęcia.Jak odczarujemy rodziców.Ale już nie chcę być! Nie chcę! 220 221 . Podeszła do nich różowa ośmiornica. między bawiące się dzieci.Słucham? . Kuki i Wiki rozglądali się niepewnie po sali. Za to mała Wiki bawiła się doskonale. gdzie były drzwi do wielu wind. że jesteście pasażerami. bo myślał wciąż o rodzicach.I jak ja będę wyglądać? . Tosia i Filip biegli długim korytarzem. Tylko tym razem nie róbcie żadnych numerów. . . ..powiedział Kuki. jakby była naprawdę siedmioletnią dziewczynką.Wiesz co? . . . skąd się tu wzięliśmy? . Są muzykami w orkiestrze? -Tak! . to popłyniemy razem z nimi tym statkiem. .Nie wrzeszcz. i siedźcie spokojnie. Kuki i Wiki wzięli już udział w kilku zabawach. Dzieci były zdumione. Czy ja mogę popłynąć z wami? -spytała Wiki. rzucała piłkami do celu i zjadała ciastko z kremem bez pomocy rąk.Coś ty? Przecież ty za godzinę będziesz znowu wstrętną ciotką.A czy ja. Prowadząca imprezę dziewczyna zarządziła przerwę. Dziewczynka przestała zaplatać warkocze i spojrzała na niego ze strachem. . Pociągnęła ich na środek sali. Na końcu szerokie schody prowadziły do ogromnego holu pełnego sklepów i kawiarni.pytała przerażona Wiki. . Za ladą siedział marynarz w zielonym mundurze. Tosia zobaczyła napis „INFO" na środku holu..O siódmej będą grać w kawiarni Dolce Vita.powiedziała Tosia.To udawajcie... . Jak ich znajdziemy. Po prostu udawajcie. to po was wrócimy. Będziesz taka jak ona. Bo tak naprawdę cień dorosłej ciotki już zniknął i Wiki stała się prawdziwym dzieckiem. Dwunasty pokład. że mówicie po madagaskar-sku ... Śmiała się i bawiła. Był coraz bardziej zdenerwowany. Jakbyś znikła.Ross.I co z tego? Nasi rodzice na pewno każą. żebyś była jak dawniej. Kuki i Wiki zabrali krzesło i wymknęli się na pokład. Spojrzał z uśmiechem na dzieci.A jak nas spytają. .A wy nie chcecie się bawić? Chodźcie do nas.A co? Już zapomniałaś. dowód osobisty i pracę.Przecież ja mogę zostać taka jak teraz. Usiedli na ławce. żeby włosy nie wpadały jej do oczu.Masz dom.Pokazał ręką w stronę korytarza. Zziajane dzieci pobiegły do bufetu po napoje i słodycze.Czemu? . . Możecie tam pojechać windą. Zresztą sama chciałaś być znów dorosła. Będziesz okropna. . Zrobimy wycieczkę dookoła świata. Zbiegły schodami i zaczęły się przeciskać między pasażerami. . Już wiem. Albo wyczarujemy sobie własny statek i ja będę kapitanem. Kuki wzruszył ramionami.Szukamy państwa Ross .powiedziała Tosia. . Kuki robił to niechętnie. Wybiegli. . widzisz tamtą panią. toby cię szukali. 218 219 . Skakała na wyścigi w workach. że statek wygląda w środku jak wielki supermarket. Daleko w dole szumiało ogromne błękitne morze.

Zostań tu. Wiki patrzyła. . . Kelnerzy krążyli po sali z tacami.. Wiedział. Kuki szedł przez labirynt korytarzy.Wstrętna oszustka! . Krzesło runęło w dół i wpadło do morza. Powiedz.Zostawiłeś krzesło!? . Tosia i Kuki popędzili za nim.Nienawidzę cię! A potem rzuciła je za burtę. Błagam cię. jak odpływa..Jesteś wstrętna! .Chciałem zobaczyć rodziców. że nie ruszysz krzesła.Co? . .Gdzie jest krzesło!? . . Wiki nie odpowiedziała. . Szedł jak zahipnotyzowany w stronę rodziców. Obok stał tato w czarnej marynarce. Nagle usłyszał: . Ale przysięgnij. ale nie mógł się powstrzymać. Mama ubrana była w czarną sukienkę. Rozumiesz? Żadnych czarów! Kuki popędził schodami na górny pokład. .Dlaczego!? .Wiki spojrzała na chudą pasażerkę w czarnej sukni.Nie chciałam.krzyknął z rozpaczą Kuki. Grali jakąś powolną smutną melodię. na którym została Wiki. zanim nie zostanie zdjęty czar. oddala się od statku. Kuki tego wszystkiego nie zauważał. Muzyka orkiestry! .Co z nim zrobiłaś? Mów! Powoli podniosła głowę.. ty wstrętna histeryczko! Dalej! Wiki patrzyła na okropną kobietę z przerażeniem.Chodź. Wbiegli na pokład. . Gdzieś z daleka zaczęła dobiegać muzyka. Siedzieli z innymi muzykami na wysokiej scenie.Ja muszę ich zobaczyć. Spojrzała na morze huczące w dole i szepnęła do czerwonego krzesła: . Miała 222 223 okulary przeciwsłoneczne. powiedz im. być dorosła. popchnął je i wtedy zobaczył rodziców.Po co tu przylazłeś? .Nie będę taka. że Wiki patrzy za nim w jakiś dziwny sposób.. skąd dobiegała muzyka. Filip pociągnął brata do kryjówki. że nie powinni go zobaczyć. Nie zauważył. starając się znaleźć miejsce. Wtedy dziewczynka usiadła na pokładzie i zaczęła płakać. Chciał być blisko nich. rozbryzgując wodę.Wyrzuciłam je.. która ciągnęła za rękę wyrywające się dziecko. Inni pasażerowie siedzieli na miękkich fotelach i sączyli napoje.Wrzuciłam je do morza. zerwał się i pobiegł do wyjścia. Dziewczynka siedziała oparta o barierkę i miała twarz ukrytą w dłoniach. Obrócił głowę.Nie chcę być taka.. Dziewczynka otarła łzy i szepnęła: . Po chwili czerwonego krzesła nie było już widać. żeby nie.Słyszysz? Tam są nasi rodzice. żeby mnie nie zmieniali. .Ciotka go pilnuje! Filip popatrzał na niego zaniepokojony. Kuki nie słuchał jej. Nigdy! Chwyciła krzesło i podbiegła z nim do relingu. Spojrzała na rodzeństwo i cicho szepnęła: .szepnął. jest coraz mniejsze i mniejsze.Kuki! Stój! Za sztucznymi palmami siedzieli ukryci Filip i Tosia. Jestem pewny! Kuki zerwał się. Kobieta krzyczała do małej: . W końcu zobaczył szklane drzwi z napisem „Dolce Vita". ..krzyknął Filip.. . To moja mama gra. . a ludzie tańczyli.

A potem powoli wyciągnął rękę i podał jej magiczny przedmiot.Daj mi je! Proszę... hucząc straszliwie. Kuki i Filip poszli za nią.Chodźcie. gdzie grała orkiestra. ale to zupełnie nic już zrobić nie mogli.. Przetarł oczy. Nadciągała wielka fala tsunami. jak morze na horyzoncie unosi się i pędzi w jej stronę. . i krzyczał: . . uratuj mnie. I wtedy usłyszała dziwny dźwięk.. Otarł wodę z twarzy i spojrzał na Wiki. Max ściskał w dłoni oparcie czerwonego krzesła i patrzył na dziewczynkę. A na nim siedział ociekający wodą Max. Nie wiedzieli. Oddam im je. Po prostu nic.. Wiki opuściła dłonie. Nie będę kradł! Nie zrobię już nigdy nic złego. . Zbliżała się z ogromną prędkością. . Wiki zasłoniła głowę i zamknęła oczy.Dokąd? .Ja chcę je z powrotem..Sr Max rozpaczliwie próbował doścignąć Queen Vicotrię.. . jakby nadlatywała kometa albo wielka lawina. Nie miał już sił.Oddaj mi je .Uratuj mnie! Proszę cię. która szła do niego i krzyczała: . ale fale wciąż go odpychały. Ruszyła w stronę pokładu.Zwariowałaś? . Resztkami sił zbliżył się do krzesła i spróbował je złapać. Huk. Była olbrzymia. Większa niż statek Queen Vic-toria. ale wypluł wodę. Dziewczynka obróciła się. Przysięgam! Tylko mnie ratuj! Błagam! Uratuj mnie! I wtedy nadeszła wielka fala. . Fala zalała mu usta.zawołała Wiki i popędziła z krzesłem na schody. Wiki siedziała osobno.spytał Kuki. Max z całych sił objął czerwone krzesło i zawołał z rozpaczą: . który zakołysał się.Skąd masz to krzesło!? Max rozejrzał się nieprzytomnie. Wielkie fale przelewały się nad nim i tracił powoli siły. .szepnęła Wiki. . . . na statku.. Wysoka jak dom. Zaczynał tonąć. Chcę być tam. . Kiedy fala uniosła go. Filip i Kuki siedzieli skuleni w kącie pokładu.Skąd je masz?! Oddaj mi je! 226 Max nie odpowiedział... Na pokładzie stało czerwone krzesło. Tosia. wpijając dłonie w oparcie krzesła.Dziękuję.Przecież oni są. Potem morze uspokoiło się. Błagam cię! Nie będę już oszukiwał... . Wreszcie Tośka podniosła się. Na falach unosiło się krzesło! Mężczyzna zaczął rozpaczliwie płynąć w jego stronę. olbrzymia fala tsunami pędziła w jego stronę. Zobaczyła. I wtedy 224 225 jakaś litościwa fala uniosła go i położyła na siedzeniu. Powoli wstał z czerwonego krzesła i je zasłonił. . Uniosła Maksa i porwała go wraz z krzesłem. co zrobić. z twarzą wtuloną w dłonie. Masa wody zalała najwyższy pokład i po chwili spłynęła. I wtedy coś zobaczył. Płakała cicho. Oddam im to krzesło. Zachłysnął się wodą i zanurzył. Mała Wiki została sama.Wiem.Do rodziców. stało się ciche i łagodne. Wiki zerwała się. . Mężczyzna złapał krzesło.Uratuj mnie. Fala uderzyła w statek. to ujrzał daleko na morzu czerwony punkt.krzyknął Filip.szepnęła błagalnie Wiki. daleko od nich. Ale nikogo innego nie mamy.

. Szef sali. Tosia i Kuki szli powoli w stronę sceny. Filip.. . Przecież nie miały dokąd iść. Za nią pobiegł tato.Nie widzicie. Ojciec wypuścił z rąk skrzypce i obrócił głowę. Rodzice nie dostrzegali ich.Mama obróciła się i zawołała: . Mama zaczęła krzyczeć: . Nie miały już żadnej nadziei. Gdzieś w głębi duszy łudziły się. Skoncentrował na nich wzrok z jakąś niezwykłą siłą i zaczął mówić: . potem zerwała się i podbiegła do nich.Piotr! Zobacz! Oni tu są! Widoczne schowali się na statku. Orkiestra przestała grać. Natychmiast usiadł na krześle i spojrzał na rodziców. Tato przestał grać. Tak spokojnie! A wy wszystko zepsuliście! . Ze straszliwego snu. żeby nasi rodzice byli tacy jak dawniej. że tu jesteśmy? .. W rękach trzymała czerwone krzesło. Ludzie rozstępowali się. ale Kuki nie czekał. Idźcie gdzieś! Ojciec podniósł skrzypce i znów zaczął grać. czy ty się nie cieszysz.Mamo. Jednak czar trwał nadal..Mamo. Wreszcie Tosia zawołała: .zapytała rozpaczliwie Tosia. Patrzyli na nie. zbiegli ze sceny i pędzili do swoich dzieci. I czuł się wspaniale. Mama powoli odłożyła wiolonczelę. Czekały.Co? . opuścił skrzypce i podszedł do dzieci. Mama pierwsza ruszyła w ich stronę.Mamo! . a oni biegli do siebie. Podbiegła i bez słowa postawiła je przed zdumionym rodzeństwem. Mama spojrzała jeszcze raz na dzieci i syknęła: . na której grała orkiestra.. i nic nie mogło ich powstrzymać. . Patrzyła oszołomiona. który stał przy drzwiach.A z czego mam się cieszyć? Z kłopotów? Stracimy przez was pracę! . Rodzeństwo patrzyło oszołomione na rodziców.! Mama obróciła głowę i zobaczyła dzieci. Twarz wykrzywiała mu złość.Max spoglądał na nią..Co wy tu robicie!? .Czy wyście oszaleli! Kto za to zapłaci? Dzieci patrzyły z rozpaczą na rozzłoszczonych rodziców. Zapadła zupełna cisza. Cały czas z nami płynęli. a ludzie przestali tańczyć.Czy wy zawsze musicie wszystko popsuć? Tu było tak pięknie.krzyknęła.! Muzycy z orkiestry spoglądali na nich ze zdziwieniem. bez celu.Przyjechaliśmy do was. Tosia chciała o coś spytać. ruszył w ich stronę. Zdjęła przeciwsłoneczne okulary. jakby nagle obudzili się ze snu. Wtedy rodzeństwo pobiegło w ich stronę.Odejdźcie stąd! I też powróciła do grania. Chcę.. .Tośka! Filip! Kuki! Przez pokład pędziła Wiki. że ich widok coś zmieni. nawet morze 231 zastygło w bezruchu. Wszyscy na pokładzie znieruchomieli w niemym oczekiwaniu. I wtedy wszystko umilkło.. I wtedy usłyszeli wołanie: . Dzieci stały bez ruchu. Szły powoli. Tato krzyknął ze złością: 230 . że jesteśmy zajęci? Zostawcie nas w spokoju.Mamo. .Chcę. Przeskakując po kilka stopni. 229 . . W końcu dzieci odwróciły się i ruszyły do wyjścia. Spojrzeli oboje na swe dzieci. Pierwszy raz w życiu coś komuś dał. ale nie czuł żalu. Żeby do nas wrócili! Żeby nas kochali i już nigdy nas nie zostawili.

I stali tak razem. . Obrazy przypływały i znikały. co było złe.Ciocia ma dziś urodziny? . Teraz chcę być z wami.powiedziała stanowczo mama.Nie wiem. która się uśmiecha... które stało obok łóżka. Od kiedy powrócili do domu.zawołał Kuki. Filip i tato. . 233 . żeby jak najdłużej było tak cudownie nudno i spokojnie . . choć to trochę niebezpieczne.Tak. Mama wyciągnęła z rąk syna srebrną ramkę. I żeby spełniło się twoje największe marzenie.No właśnie. która objęła go z całych sił.A ja mam dziś urodziny! . że można zrobić jeden czar na tydzień i tylko taki. żeby szkoła. Spoglądała z wyrzutem. . że będziesz z nami. Bo wciąż nie mogli się przyzwyczaić.A ja? Zawsze o mnie zapominasz! Mama obróciła się. prawda? . Wyglądało. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić. że zło minęło i już nigdy nie powróci..No pewnie.. Nikt i nigdy. Mama. -Wszyscy zapomnieliście! .Bo nikt nie powinien się o nim dowiedzieć. Że każdego ranka budzą się w tym samym miejscu.powiedziała mama. .. . we własnym domu. że nie możemy mówić o tym głośno.Kuki chwycił rękę mamy. . którzy skaczą z burty do ciepłego oceanu.Obejrzę to do końca . Spojrzeli na czerwone krzesło. Chmury złotych motyli na Haiti i latające ryby na Orinoko. że już nie kołysze ich morze. . wtuleni w siebie. I wielki sztorm. że mam teraz czworo dzieci. Dobranoc. Rodzeństwo wyskoczyło z łóżek i podbiegło do Wiki. Tato złapał za ramiona Filipa i przytulił go. . Bez przerwy.. . . . . Filip. Dobranoc.poprosił Kuki.Możemy wyczarować. . Inni też je oglądali. życzę ci wszystkiego dobrego. i zapomnieli o wszystkim. 232 Wielkie żółwie na Galapagos i miniaturowe hipopotamy w Togo. Tośka.Mamo. że ono też się trochę nudzi. .Nie musimy! .Jesteśmy w domu dopiero od miesiąca! .Przepraszam cię. Kuki. Na łóżku pod oknem leżała mała Wiki.. Czterdzieste! To znaczy ósme. . żeby sąsiedzi niczego nie zauważyli.powiedziała Tosia.A ja chcę. Nie jest łatwo powrócić z niezwykłej podróży dookoła świata do zwykłego domu.Właściwie dlaczego nie możemy? . tak jakby chciała mieć ich oboje jak najbliżej. i. -A wy musicie chodzić do szkoły.Dobranoc.. w której wyświetlały się fotografie.zawołała Wiki.zawołał Kuki.Kuki. kiedy znów popłyniemy gdzieś daleko? . która całuje nos delfina. ale przecież możemy razem gdzieś pojechać albo polecieć. Mama usiadła obok niej i powiedziała uroczyście: .Ciii. . więc kładźcie się spać . i żeby. Idź już spać. Nudzimy się już od miesiąca! -zawołał Filip.tato zasłonił mu usta i zerknął na otwarte okno.Tak. . To nudno tak ciągle siedzieć w jednym miejscu.W każdym razie dziś nie wyruszamy w żadną podróż.. siostrzyczko.Zapomniałeś.Oglądałeś to sto razy. Mama pocałowała każde z dzieci i zgasiła światło. Tosia oparła się o jego ramię i chwyciła dłoń mamy. bo wierzyli.. . Śpijcie już. Kuki każdego wieczora ją wyciągał i oglądał zdjęcia z podróży.Kochana Wiki. Mama podbiegła do niej. Rodzice zdecydowali. . i wyłączyła ją. I Tosia. Wielkie miasta z wielkimi wieżowcami i maleńkie wyspy z jednym maleńkim domem.

Siedzisz na krześle.spytała niepewnie mama. Spojrzeli w dół i zobaczyli. Zadrżały wszystkie przedmioty i na podłogę spadł wazon z kwiatami. Drżał jak samolot przed startem. posypał się tynk z sufitu. . Za nim pobiegli inni. a dom wciąż się unosił.krzyknęły dzieci.Ale już się nie boję.Jakie ty miałaś marzenie? Powiedz! .Nic się nie stanie.Ja.Schowajcie się. Szybko! Chcieli wybiec. pod domem.zawołał Filip. 237 Tato wybiegł na balkon. .Czuję.. . ale w tej samej chwili dom zakołysał się i wszyscy przewrócili się na dywan. ciężki kamień. .. Łóżka stanęły sztorcem...Jak myje odzyskamy? . ale wśród poprzewracanych mebli nie było go widać. Ja miałam takie samo jak wy. . ..Co się znowu dzieje? . Gdzieś w głębi domu rozległ się dziwny dźwięk.Polecieć? .. ... a lampa zawirowała jak karuzela i zgasła. Mama zerwała się z czerwonego krzesła. Dom oderwał się od fundamentów i unosił się w górę! . Bo latanie jest milsze niż pływanie. -Wiki! Skup się! Jakie miałaś marzenie?! -krzyknęła Tosia.zawołała z balkonu Wiki. TRZASK.MAMO! UWAŻAJ! . że będą kłop..Może to jest trzęsienie ziemi? Tato podbiegł do Wiki. 236 Dom zakołysał się znów. .Ono wypadło! . Jakby ktoś przesuwał ogromny. łagodnie się kołysząc.Odwołajcie ten czar! . 234 235 . bo. Dom zachwiał się.No tak.krzyknęła mama. próbując się czegoś złapać. . jakby ktoś wyrwał ząb olbrzymowi. Lecimy! Dom leciał lekko i bez hałasu.. że ulica się oddala.Co? Przecież ty się bałaś latać! . a kilka rzeczy wyfrunęło przez okno.To znaczy jakie? . . Zaczęli szukać czerwonego krzesła.szepnęła mama.Chciałam polecieć znowu w podróż. . a potem zapadła kompletna cisza. ..Nie martw się . Budynek się przechylił.Tato! My lecimy. Tylko dom łagodnie się kołysał. wyżej i wyżej.. Dom podskoczył. Turlali się po podłodze.No. .. Popędzili do niej.Co to jest? . HUK. Mama chwyciła Kukiego za rękę.powiedział tato i objął mamę.Tato! Wtedy rozległo się straszliwe chrupnięcie. HUK! Jakby kamienny potwór postawił stopę na dachu.Co? Dlaczego? . Było daleko. Ciągle zapominała. . . Krzesło leżało na trawniku. .. że to nie jest zwykły mebel! Rozejrzała się niespokojnie. . . Modele statków spłynęły z półek. poza ich zasięgiem..Nie wiem.

. jak wrócimy na ziemię . .. Druk: Drukarnia Colonel. to żadne z nich nie mogło już zobaczyć. Choć stali na balkonie. Kościuszki 37. . .Lepiej powiedz. .Ale chcieliśmy potem wrócić! Podróże są dobre. Dąbrowskiego 16. prawda tato? . Światła miasta powoli zostawały za nimi. jak czerwone krzesło powoli wstaje z trawy i unosi się w górę. a oni lecieli jak stero-wiec albo dziwny pojazd kosmiczny. Mama zapaliła świece. a wiatr popychał dom w stronę morza. Za oknem przelatywały ptaki i obłoki.Tak.powiedział Kuki. 30-105 Kraków. .Nie krzyczcie na nią. Jakby czegoś szukało. rozumiesz!? . 238 Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. jeżeli można wrócić. Na ciemnym niebie iskrzyły się setki gwiazd. Kraków.Przecież chcieliście polecieć w podróż! Wy też tego chcieliście. .No. 2009. Wydanie 1. ul. to już koniec . dokąd lecieć.Wszystko będzie dobrze. Jakoś sobie poradzimy.szepnęła Wiki.Nie złośćcie się na mnie . jakby zastanawiało się. Zawisa w powietrzu i obraca się. . ale tylko jedna gwiazda poruszała się powoli. Na pewno.spytała Tosia.Będziemy tak lecieć do końca świata. . a Filip latarkę i z ziemi dom wyglądał jak jeszcze jedna gwiazda.Mama przytuliła Wiki.. Czerwone krzesło poleciało prosto w jej stronę. Miasto zostało daleko pod nimi.szepnęła Tosia. ul..