ANDRZEJ MALESZKA: Magiczne drzewo: ANDRZEJ MALESZKA Magiczne drzewo CZERWONE KRZESŁO • :i- . ..

fin ILUSTRACJE IGOR MORSKI MORSKI STUDIO GRAFICZNE ¦¦¦iss WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2009 Projekt okładki Andrzej Maleszka Paweł Panczakiewicz/ART.DESIGN Fotografia na okładce Maciej Mańkowski Fotografia autora na stronie 4 okładki Archiwum autora Ilustracje na stronach 103,174,192 oraz pierwsza wyklejka Andrzej Maleszka Opieka redakcyjna Maria Makuch Adiustacja Urszula Horecka Anastazja Oleśkiewicz Korekta Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny PARASTUDIO Łamanie Irena Jagocha Copyright © by Andrzej Maleszka Copyright for the illustrations © by Morski Studio Graficzne Sp. z o.o. 2009 ISBN 978-83-240-1165-0 Książki z dobrej strony: www.znak.com pi Sieczny Instytut Wydawniczy 30.105 DZiał SPrZ6daZy: tCl- (°12) 61 99 -ail: czyte.nicy@znak.com.pi Wdwutysięcznym roku nad Doliną Warty przeszła straszliwa burza. Trwała bez przerwy przez trzy dni i trzy noce. Przerażone zwierzęta kryły się w najgłębszych norach. Małe dzieci chowały głowy pod poduszki, by nie słyszeć nieustającego huku grzmotów. W wielu domach zgasło światło, a dachy porwała wichura. Trzeciego dnia piorun uderzył w olbrzymi stary dąb rosnący na wzgórzu. Drzewo pękło i runęło na ziemię. Zadrżały domy w całej dolinie, a burza natychmiast ustała. Nie był to zwyczajny dąb. Było to Magiczne Drzewo. Miało w sobie ogromną, cudowną moc. Lecz wtedy nikt o tym nie wiedział. Ludzie zawieźli je do tartaku i pocięli na deski. Z drewna zrobiono setki różnych przedmiotów, a w każdym przedmiocie została cząstka magicznej mocy. W zwyczajnych rzeczach ukryła się siła, jakiej nie znał dotąd świat. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły się niesamowite zdarzenia. CZERWONE KRZESŁO Dokładnie o północy Kuki otworzył oczy i zaraz je zamknął, bo okno rozświetliła błyskawica. Po sekundzie zahuczał grzmot i dom zadrżał. Kuki naciągnął kołdrę na głowę, bo nienawidził burzy. Od razu sobie wyobrażał, jak dom rozlatuje się na kawałki. Albo jak się pali. Albo że wszystkich porywają upiorne dzieciojady, które przylatują w czasie burzy. Miał dużą wyobraźnię.

- Filip, śpisz...? - szepnął Kuki. - Filip! Nikt nie odpowiedział. Chłopiec powoli wypełzł spod kołdry i spojrzał na łóżko brata. Było puste. Filipa nie było. Kuki wyskoczył z łóżka i podbiegł do lampy. Nacisnął włącznik, ale światło się nie zapaliło. Nie było brata i nie było światła! Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł na ciemny korytarz. Cisza. Słychać tylko kapanie. Plum... Kap... Z sufitu sączyła się strużka wody. - Co się dzieje? Tośka! Otworzył drzwi z napisem: Kto wejdzie bez pukania, to trup, i krzyknął: 9 - Tosia! Obudź się! Ale siostry także nie było. Łóżko stało puste, a kołdra leżała na podłodze. Kuki popędził do pokoju rodziców. - Tato! Lecz w ciemnej sypialni nikogo nie było. Tylko potrącona drzwiami wiolonczela wydała długi jęczący dźwięk. Gdzie oni wszyscy się podziali? Był zupełnie sam, w środku burzy, nie było światła, a na zegarze wybiła północ. To naprawdę nie jest mało dla dziewięcioletniego człowieka. - Czuję, że będą kłopoty - wyszeptał Kuki. A woda wciąż kapała z sufitu. Plum... kap... plum... kap... Ponury rytm, który przerażał go najbardziej. - Muszę zachować spokój. Nie mogę się denerwować. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie... Tato mówi, że zawsze można znaleźć rozwiązanie i... Błyskawica znów rozjaśniła mrok mieszkania, a jej białe światło odbiło się w kałuży na podłodze. Chłopcu zdawało się, że to nie woda, tylko straszliwa trucizna. Jedna kropla wystarczy, żeby spalić jego bose stopy. - Trzeba kogoś zawołać - wyszeptał. - Muszę znaleźć pomoc... Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował. Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni. Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi. Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał. Kuki zastygł. - Porwali wszystkich, a teraz wrócili po mnie! -pomyślał z rozpaczą. - Chcą zabrać ostatniego z rodziny Rossów... Zasuwka zamka zgrzytnęła i przesunęła się. Klamka powoli opadła, a potem drzwi z cichutkim trzeszczeniem zaczęły się otwierać. Kuki resztkami sił odskoczył i ukrył się za płaszczami na wieszaku. W mroku widział, jak skrada się 10 11 jakaś postać w hełmie i zbliża do niego. Nie mógł czekać. Musiał zaatakować pierwszy. Wyskoczył zza płaszczy i z całych sił walnął przeciwnika metalowym fletem. Usłyszał dziki wrzask: - Ała! A potem: - Kuki, ty kretynie! Co robisz? Jego dwunastoletni brat Filip zdjął kask rowerowy i rozcierał głowę. Do mieszkania wbiegła mama w mokrej pelerynie, z latarką w ręku. - Co się stało?

- Kuki chciał mnie ukatrupić. Mama podbiegła do Kukiego. - Króliczku, obudziłeś się? Mówiłam, że ktoś musi z nim zostać! - Mama przytuliła chłopca. Nie bój się. Już wróciliśmy... Do korytarza weszli tato i Tosia. Byli kompletnie przemoczeni. Tato niósł deski i kawałki folii. Filip zawołał do siostry: - Tośka! Kuki rozwalił ci flet! - Co? Dziewczynka chwyciła flet, który był wygięty i miał pęknięty ustnik. - Dlaczego go zepsuliście!? - Nie my! On! - Spokój - powiedział tato. - Zdejmijcie mokre rzeczy i chodźcie na ciepłą herbatę. Wszyscy. Mama objęła Kukiego i poszli razem do kuchni. Na kuchennym stole paliły się świece, a mama nalewała parującą herbatę do kubków. Burza już się skończyła. Kuki siedział owinięty kołdrą i ziewał. Filip przykładał lód do sińca na głowie, a Tośka próbowała naprawić flet. - Wichura rozbiła okno na strychu - mówił tato - i woda lała się do domu. Musieliśmy wejść na dach, żeby to zreperować. Inaczej byśmy spali w akwarium. - W dodatku prąd wysiadł! - zawołał Filip. -Było ciemno jak w trumnie. - Dlaczego poszliście beze mnie? - oburzył się Kuki. - Ja też chciałbym wejść na dach. - Jesteś za mały na taką akcję - powiedział Filip. - Pioruny tak waliły, że w każdej chwili mogliśmy być trafieni. Trzymałem tatę, żeby wichura go nie porwała. Ty byś umarł ze strachu. - Nieprawda! - Prawda. Było tak niebezpiecznie, że tato kazał mi włożyć kask. 12 13 - Przez twój kask mam rozwalony flet - mruknęła Tosia. - Wolałabyś, żeby walnął mnie w głowę? - Wolałabym, żeby cię walnął czymś innym. Po wakacjach mam egzamin. Jak ja będę ćwiczyć? Kuki zerknął na siostrę, która smętnie oglądała zniszczony instrument. Tośka, tak jak Filip, chodziła do szkoły muzycznej. Miała jedenaście lat, ale wszyscy już mówili, że ma prawdziwy talent. Tak jak rodzice, którzy byli muzykami w orkiestrze. Filip też nieźle grał na skrzypcach, ale nie miał cierpliwości do ćwiczeń, bo interesowało go dużo innych rzeczy, na przykład piłka i gry RPG. - Przepraszam - powiedział Kuki do siostry. -Nie chciałem go zepsuć. - Dobra. - Tośka przytuliła brata. - Nie złoszczę się już. To nie twoja wina. - Walnąłem go, bo myślałem, że jest dziecio-jadem. - Bo jestem - zaśmiał się upiornie Filip. - Jak zaśniesz, to odgryzę ci łapę, którą na mnie podniosłeś. Tylko ją umyj, bo brudojadem nie jestem. 14 Poszli spać dopiero o pierwszej w nocy. Mama przyszła jeszcze powiedzieć im dobranoc. Kiedy pochyliła się nad łóżkiem Kukiego, ten szepnął. - Mamo... - Co, króliczku? - Wiesz, ja się obudziłem, bo miałem głupi sen. - Nie myśl o tym. - Ale chcę ci to powiedzieć. Śniło mi się, że ty i tato już nas nie chcecie. Że oddaliście mnie, Filipa i Tosię komuś obcemu i odeszliście. - To głupi sen i zapomnij o nim. Ani ja, ani tato nigdy was nie zostawimy. Dobranoc. Dwa tygodnie później w fabryce mebli Hoga zrobiono krzesło. Wykonano je z dębowego drewna i pomalowano na czerwony kolor. Był to jedyny egzemplarz, który miał jechać na targi

I wtedy żyrandol urwał się. Gdy czerwone krzesło ruszało w podróż.Nie utrzymam się . .To czemu na widok cioci więdną kwiatki? -zapytał Filip. Kiedy gruby kierowca. Krem prysnął na ściany. że to złudzenie. . W domu było wielkie sprzątanie. kretyni!? . .powiedział tato. Mama poprosiła Filipa. że niczego nie potrafię. I wtedy drabina się złamała.wrzasnął Kuki. Nie boli cię nic? .To skacz! . a na środku duży tort.Co? Kto to wymyślił? .mebli do Gdańska.Co wyście zrobili. I oczywiście nie wygląda! Ona znowu powie. Kuki został na lampie.. . . . .powiedział Filip.Mówiłem. zwany Kluchą. Ona wcale nie jest taka zła. . mając do podłogi jakieś dwa metry. Tego dnia miała odwiedzić ich ciotka Maryla. żeby wkręcił żarówkę do lampy.. . Bez18 radnie patrzyła na potłuczone naczynia i tort roz-paćkany na dywanie.. a dzbanek z sokiem pękł na sto kawałków.Nie mam już siły. . . .Ciocia nie pożyczy.To wytrzymaj jeszcze chwilę! Filip rzucił się w stronę okrągłego stołu. że jest ciepłe i lekko się porusza. .krzyczał.. żeby nie zapraszać tej piranii . Zdążyli się jeszcze chwycić żyrandola i dyndali. że będzie musiała kupić dzieciom jakiś prezent. Na przykład trzy cukierki.Chyba nie. .. I kupić flet Tośce. .Słuchajcie.Zabiję się..Nigdy! . Żyrandol zatrzymał się na przewodzie i kołysał centymetr nad głową Kukiego.Boli mnie tyłek.Bo się bała. Kuki chciał koniecznie pomóc.Skacz! .Tato. żeby ten dom wyglądał jak normalny dom.. Przyciągnął stół pod żyrandol. Nie pozwalam tak mówić o Maryli! Poza tym zapomnieliście.Ty nie masz mózgu!. .krzyknęła Tosia. a Kuki spadł na stół. że chcemy ją prosić o pożyczkę? Musimy spłacić długi. . . a za nią rodzice.Przestań. Szybko! Mama i tato podbiegli do Kukiego. na którym stało mnóstwo talerzy i filiżanek. Jest skąpa jak Szkot .Nic ci się nie stało? . Wtedy sądził. Wpadła Tosia. zbierając z podłogi potłuczone filiżanki.Dobrze ci tak. Mama usiadła na kanapie.Chcieliśmy wkręcić żarówkę.Przynieś wiadro i mop. Idź się przebrać. Tylko od niej możemy pożyczyć pieniądze. Filip i Kuki wisieli na lampie. Kuki pobiegł do korytarza. Na szczęście tort osłabił upadek.To jest moja siostra! Nie była u nas od pięciu lat.Porusz rękoma. Filip skoczył pierwszy i nic mu się nie stało.. której nikt nie lubił. więc weszli na drabinę razem. filiżanki pofrunęły. Skacz! 16 17 -Nie! . Tak się starałam. zostawiając za sobą kremowe ślady. wkładał krzesło do ciężarówki. Połamię nogi! Będę miał wstrząs mózgu. . zdawało mu się. . Ale to nie było złudzenie.

jakby chciał się rozejrzeć. . .Co jest. Tu macie pieniądze. powoli wstał i spojrzał na samochód. We wnętrzu coś drapało i stukało w drzwi. Obrócił się i nadsłuchiwał.Poproszę tort beżowy i dwanaście ciastek -powiedziała Tosia.łomot.Ej. Mama zerwała się. Tośka.Jak będziecie dla niej tacy okropni. Minęła dłuższa chwila.. który wrzasnął i zamknął oczy. Masa samochodów się przykleiła i kilku ludzi.Wypadek .Rozbiła się cysterna z klejem. Chcę wiedzieć.. Maryla uwielbia słodycze. Ale po chwili czerwone krzesło wynurzyło się i popłynęło. I znów .Z galaretką. 23 . Krzesło wymierzyło mu kopniaka i wskoczyło na barierę mostu.krzyknął policjant kierujący ruchem. .Nieprawda. Sprzedawczyni pakowała ciastka do kartonika. . Chlusnęła woda i przedmiot zatonął.? ŚWIST!!! Krzesło skoczyło jak tygrys. Mebel się poruszał! Obracał się powoli. Ona nigdy się nie spóźnia! Tośka! Idziecie kupić nowy tort.Co tam się dzieje? Klucha wysiadł i podbiegł do tylnych drzwi samochodu. Szybko! Ciężarówka firmy Hoga zatrzymała się na moście. kto tam jest? Kierowca niepewnie wyciągnął rękę w stronę klamki... jakby w ciężarówce zamiast mebli jechał tygrys. . żeby to zrozumieć. Ruszyli bulwarem biegnącym wzdłuż rzeki. z kremem toffi. Klucha wychylił się z szoferki. żeby złapać je za nogę.Jesteś za mały. oganiając się od os. Wyszli z cukierni. . W tej chwili zegar wybił godzinę czwartą. . . Lecz zanim jej dotknął. .Szlag by to trafił.Nie mamy forsy.Mówię ci. kiedy usłyszał dziwny dźwięk. Czerwone krzesło stało teraz na chodniku nieruchomo jak każdy normalny mebel.Ja chcę lody . Wtedy krzesło skoczyło do rzeki. .powiedział Kuki. które fruwały jak oszalałe nad słodyczami. . dźwigając paczkę z tortem i karton ciastek. Nagle rzucił się naprzód. I jakieś ciastka..Co się stało? . Klucha wyciągnął telefon.Boże! Za godzinę tu będzie.Czemu my teraz nie mamy na nic forsy? -spytał Kuki.Jedną gałkę. . Klucha niepewnie wyciągnął rękę.. Albo nie. . W otwartych drzwiach stało czerwone krzesło.Których ciastek? . przeskakując z nogi 20 21 na nogę.. żeby zadzwonić do szefa.. I pożyczcie od pani Szmit kilka filiżanek. Potem krzesło zaczęło się pochylać. który poleciał na trawnik. . żeby je pochwycić. to na pewno nam nie pomoże. Oszołomiony. Właśnie próbują ich odkleić.. Powiedzcie mi! Bo rzucę ten tort na ziemię. . Filip i Kuki stali za ladą cukierni. TRZASK! Drzwi otworzyły się z hukiem. . Kierowca patrzył na nie obłędnym wzrokiem. Droga była zakorkowana. zanim odważył się je otworzyć. Coś stukało w jego samochodzie. przelatując nad kierowcą. że nie mamy kasy. Sznur aut ciągnął się aż do zakrętu. niesione prądem.19 .. Zatańczyło na niej. odrzucając Kluchę.

Rzeką płynął dziwny przedmiot. Kuki wytarł siedzisko rękawem bluzy i usiadł.Oni nie mają teraz pracy. to musimy zbierać różne rzeczy. ...Jak teraz jesteśmy biedni.. Ponad wodę wystawała tylko mała część. Na szczęście most był niski i do wody było niedaleko. Jest obrzydliwa . coś czerwonego i błyszczącego. Za nim wyszła Tośka. . Kuki złapał go i z trudem wyciągnął z wody.Zaczekaj tu.Zgłupiałeś? Po co? . Z zielonego domu wybiegł Filip. gdzie był ich dom. Jej oczy zasłaniały ciemne okulary i nie było widać. że powinien jakoś pomóc rodzicom. Chwycił kawałek cegły leżący na chodniku i wbiegł na most. . To nie był żaden skarb. a reszta kryła się pod powierzchnią.Skąd masz to krzesło? Obrócił się.powiedziała Tośka.Wyłowiłem. że mu ucieknie.Pożyczą pieniądze od ciotki Maryli . Myślał. ale wciąż nie mógł dosięgnąć przedmiotu. . Był rozczarowany. jak w jednym filmie chłopak wyłowił kufer z mumią. jakby przeszedł go lekki prąd. Chłopiec wychylił się przez barierkę i patrzył uważnie.Mogę to napisać wszędzie.. Musimy być dla niej mili. Filip parsknął śmiechem. Ale wyglądało jak nowe.Rodzice są bezrobotni?! -Tak.No. Mimo ciepłego dnia była ubrana w długi płaszcz.Ale ty jesteś dziecinny! Kuki nie odpowiedział. Wychylił się jeszcze mocniej. Ale potem ożyła i pożarła pół Nowego Jorku.Ja je zabiorę do domu . .I co teraz będzie? . a Kuki usiadł na kamiennym mostku.powiedział stanowczo Kuki.stwierdził ponuro Kuki.Tylko jej tego nie mów. Poczuł coś dziwnego. . .Mama nie chciała cię martwić. . w której grali rodzice -powiedział Filip. Nagle zerwał się. rozumiesz? Zatrzymali się przy zielonym domu stojącym nad brzegiem rzeki. jak to zrobić.Skąd je masz? . Wracamy. Na każdej ulicy! Chciał pobiec na drugą stronę mostu. I dopisał numer telefonu mamy. Kuki przypomniał sobie. Czerwony lakier lśnił w słońcu. . Już myślał.Ciotka jest bogata. tylko zwykłe krzesło. który wyglądał jak wojskowy mundur zapięty po samą szyję. Napisał na nim wielkimi literami „Supermuzycy szukają pracy". kiedy coś zauważył. czy jest zła. choć zupełnie nie wiedział. Czerwone „niewiadomoco" zbliżało się. .. Czerwony przedmiot co chwila znikał pod wodą i znów się wynurzał. Mówię poważnie. Filip i Tośka weszli do budynku. . Pójdziemy do pani Szmit pożyczyć filiżanki. kiedy ten nagle zatrzymał się i podpłynął wprost do jego ręki. muszą znaleźć inną pracę. Złapał krzesło i ruszył w stronę ulicy Weneckiej. Na ulicy Weneckiej. zatrzymał się czarny mercedes M-Klasse. Miała złotą 24 25 koronę. .Ona nic nam nie da.Zostaw tego śmiecia. Miała czerwone buty na wysokim obcasie i czarny parasol. bo ciotka zaraz przyjdzie. przed kamienicą numer siedem. rozumiesz? Kuki spojrzał na niego wystraszony. Wysiadła z niego wysoka chuda kobieta. . . .A jak nie znajdą? . omal nie wpadając do rzeki. . Kuki położył się na mostku i wyciągnął rękę.Czemu mi nie powiedzieliście? .Zamknęli orkiestrę. .

że musicie zbierać śmieci. Inaczej te głupie zwierzaki paskudzą na samochód. . Dzieci starały się odsunąć jak najdalej od ciotki. Mama zerknęła speszona.Cicho! Chodź.To odstrasza ptaki. Jednak na pewno nie wyglądała na osobę wesołą. Było to wielkie stado ptaków.Czemu ciocia ich nie wydała? . z której w kilku miejscach odpadał tynk. ciociu .zawołała mama. . . że trzeba mówić dzień dobry? . wydając miauczące dźwięki.spytała mama. Dopiero teraz ją zauważyli.Co to jest? . . Dobrze grasz? . Kuki wstał z krzesła.szeptała mama. . . . Filip i Kuki kiwnęli tylko głowami.spytała kobieta.Bo wolałam je zbierać. Chwycili je wspólnie z Filipem i wbiegli do kamienicy. nakładając w kuchni ciastka na półmisek. Nadbiegli Filip. . to lubiłaś słodycze. -Nie.Chyba tak .. ciociu? . siostrzyczko? . Ja zaraz przyjdę... bo jest robotem -powiedział Kuki.zapytał zdumiony Kuki. .Tato mówi.Dzień dobry. .przyznał się Kuki.ponura czy tylko smutna.Cioci nie będzie przykro. Spojrzała niechętnie na kamienicę.Spojrzała surowo na Kukiego .spytał zdziwiony Kuki. A ja te pieniądze chowałam do słoika. Zamki w drzwiach mercedesa zablokowały się. żeby przyleciało tysiąc ptaków i każdy zrobił kupę na jej auto. . Ciotka siedziała w fotelu i oglądała pogięty flet. Przecież cioci będzie przykro. Tośka i Kuki dźwigający krzesło. na którym przysiadł zmęczony Kuki. Ciotka ruszyła w stronę domu. 28 .Wyciągnąłem je z wody. wchodząc z tortem beżowym. Usiedli przy okrągłym stole.Co to jest.To już tak z wami źle. 26 27 .Ciotka wskazała parasolem czerwone krzesło.Weźcie ciastka i idźcie do pokoju. Kuki siedział na znalezionym czerwonym krześle.Na flecie gra najlepiej w szkole.Udawałam. . . Nie widzieli. .Czemu go zniszczyłaś? .Tośka jest świetna . że ciocia to robot do robienia pieniędzy.Jak byłaś mała. Do dziś je trzymam. Mama spiorunowała tatę wzrokiem.A ty oszczędzasz pieniądze? .Nie nauczyli was. a z dachu wysunął się metalowy kot na sprężynie. . .I nie róbcie takich okropnych min. A wiesz czemu? Żeby dawali mi na nie pieniądze.To ja go zepsułem . Rodzeństwo stanęło jak wryte. Kuki szepnął do Filipa.powiedziała Tosia.Trzeba szanować rzeczy.powiedziała Tosia. . Spojrzała surowo na Tosię. .Chciałbym. która rosła i szybko zbliżała się do ich domu.Walczyłem z dzieciojadem. . . . 29 .Co takiego? . .westchnęła ciotka i nacisnęła guzik w kluczyku od samochodu. mrucząc coś pod nosem. Tośka pobiegła za nią. Zaczął podskakiwać.. . a ściany były wymalowane kolorowym graffiti.Bądźcie dla niej mili i zachowujcie się normalnie .Lubisz tort beżowy. Siadajcie. jak na niebie pojawiła się ogromna ciemna chmura.

ciociu. .Wy zawsze macie problemy. prawda? Zapadła cisza. że czerwone krzesło zadrżało. Potrzebujemy trochę gotówki.Chcesz jeszcze kawy? . model jeden do dwustu.. . ... po co mnie zaprosiłaś. Ale nie mogę uzbierać.Dziękuję bardzo. Wstała ze złością i podeszła do okna.zaczęła nieśmiało mama .A może soku. .. . Kuki i Tośka zerwali się i pobiegli na korytarz.Tato. .. żebyś jej nie dziękował. Oczywiście oddamy ci.Macie jakieś zwierzę? Filip. Nic więcej tam nie było.Tak.spytała mama. Muszą same zdobywać to.Skąd ciocia wiedziała. na statek do sklejania. ... . .To ma być złośliwość? Sugerujesz.. .Straciliśmy pracę w orkiestrze. Ciotka obejrzała się.. .Nie przerywaj mi! Ciotka podeszła do mamy. .mamy pewne problemy finansowe. Stanął przed ciotką i niepewnie powiedział.Co? Jaki prezent? Kuki pokazał karton z okrętem.Bardzo chcę! Lotniskowiec.Wam nie można pożyczać pieniędzy..Może wszystkim coś kupiła? . Ona chyba chce.Za co? Kuki spojrzał na nią zdziwiony. .... Ciotka przerwała jej. Wiem dobrze..To znaczy.Łał! To jest lotniskowiec! Właśnie taki chciałem! Skąd to się wzięło? . a na wycieraczce stał wielki karton ze zdjęciem okrętu. . .Nie wysilaj się.krzyknęła ciotka.Ja ci niczego nie kupowałam! .Czemu? . czego chcą.. Chcesz pożyczyć pieniądze.. Drzwi na klatkę schodową były otwarte. . Kuki pochylił się do taty. 32 .Idź jej podziękować. .Wybacz.Nie wierzę .. Jednocześnie z korytarza dobiegł jakiś hałas.No. że właśnie taki chcę? . jak.Tosia popchnęła Kukiego w stronę drzwi.Nie.? Ciotka obróciła się. Zdumiony Kuki spojrzał na mamę. za prezent. że powinnam kupować prezenty twoim dzieciom? Ja uważam. że wcale nie chcesz tego statku.Chyba ciotka kupiła ci go w prezencie . 33 . Rodzina patrzyła na nią zdumiona. Kuki podbiegł do pudła.Widzisz.Nie mam pojęcia. . że dzieci w ogóle nie powinny dostawać prezentów.szepnęła Tosia. Marylo. .. Ciotka przerwała mamie.No idź! Kuki wziął karton i pobiegł do pokoju. Mam jej oddać ten lotniskowiec? . Ale na wszelki wypadek zajrzał za drzwi. Tato wstał. 30 31 .. bo stale je przepuszczam. Kuki poczuł. . .Dziękuję ci. siostrzyczko. . ale. bo i tak je zmarnujecie. .mruknął Filip. . która się uśmiechnęła. .

.Nigdy i nikomu was nie oddamy. że ja ci już nie pomogę! . Mama chciała za nią pobiec. że to robota nie dla mnie. Rodzice też byli zaskoczeni. Ciotka zeszła po schodach. poczekaj. .Rok. Ciotka zmierzyła dzieci wzrokiem. .. dziko skrzecząc.Nigdy mnie nie słuchasz! . Wyglądały jak olbrzymia wrzeszcząca chmura.Oszalały czy co? 34 35 Ciotka rzuciła się w stronę auta. Bogaci ludzie pływają nim na Karaiby.Już ja sobie z nimi poradzę! Przynajmniej nauczą się trochę dyscypliny. rozumiesz? Od razu bym z tego statku wyskoczyła i do was przypłynęła. -To niemożliwe.Mamy wyjechać na rok!? . że nas zostawiliście.Orkiestra na statku Queen Victoria.Chwyciła ze złością płaszcz i ruszyła do drzwi. . Wreszcie Tosia cicho spytała.Mam dla was propozycję.No właśnie. ..Co!? Dzieci spojrzały zdumione na ciotkę. Siedzieli w milczeniu na kanapie. Krzyczała i tłukła parasolką.Dzieci zabiorę do mojego domu .powiedziała ciotka. 37 . przysięgam! Kuki usiadł obok mamy. .. Ja bez was nie wytrzymałabym nawet jednego dnia.Na co? Aż zmądrzejecie? To się chyba nie doczekam! Trzasnęła drzwiami. . Otworzyła drzwi na ulicę i gwałtownie się zatrzymała. . W końcu z trudem otworzyła drzwi i wskoczyła do samochodu.spytał Filip. ale tato ją zatrzymał. Rodzeństwo spojrzało na nią przerażone. brudząc płaszcz i parasol. .Jak długo trwa taki rejs? . . że kupicie porządne mieszkanie. .zaperzyła się ciotka.Co to za praca? . . . Zarobicie porządne pieniądze i świat zwiedzicie za darmo.powiedziała Tosia. Po chwili mercedes ruszył z piskiem opon.Ciotka zerwała się z fotela.Mamy zostawić dzieci na cały rok?! Nie . zmieniając go w pierzastego potwora. . Inne ptaki obsiadły mercedesa. Rodzina nie widziała tego zdumiewającego zdarzenia.Na pewno tego nie zrobimy! . Jest świetna praca dla muzyków.Pamiętaj. . Białe pociski spadały na ciotkę ze wszystkich stron. co chcesz. które kłębiły się wokół jej głowy. próbując rozgonić ptaki. .My mamy grać na statku!? .krzyknęła mama..Mamo. Przez rok zarobicie tyle. Tato położył rękę na jego ramieniu.Maryla. Przecież mamy dzieci. Sama widzisz. śniło mi się. Wy nigdzie nie wyjedziecie. .Queen Victoria to najbardziej luksusowy statek świata. potykając się na wysokich obcasach.Nie wyjedziemy. . .A zresztą rób. Chmura ptaków poleciała za nim. . Oczywiście będziesz przysyłać pieniądze na ich utrzymanie. Wycieraczki rozpaczliwie zapiszczały. .spytała mama. Nad jej samochodem fruwały setki ptaków..A co? To jakiś wstyd? ..Przecież ty nie umiesz pływać . .Króliczku. . od którego zrobiło im się lodowato. .Pamiętasz. próbując oczyścić okno.powiedziała stanowczo mama.I nie oddacie nas do ciotki? . prawda? . Szukają muzyków do orkiestry.

Poczuli się dobrze i bezpiecznie. Potem mama z Filipem upiekli mnóstwo zapiekanek (Filip był zapiekankowym ekspertem) i do późnego wieczora grali w karty. zawisając metr nad podłogą. Pełno tu było kolorowych straganów. Zgadywali.. . że pojadą z nimi. Kiedy wyszli. gdzie odbywał się Jarmark Augustino. Psiak nawet nie spojrzał na auto. roześmiali się.odpowiedział tajemniczy głos. . Czerwone krzesło weszło do kuchni i zatrzymało się przy otwartym oknie. unosząc się kilka metrów ponad jezdnią. A potem łagodnie wylądowało na dachu volvo. Stare volvo pędziło pustą o rannej porze ulicą Wenecką w stronę Starego Miasta. Chcieli koniecznie zobaczyć.A mój lotniskowiec? . Tosia objęła mamę.Ale pamiętajcie: nikt już nie mówi o ciotce i statkach.Trylion! W końcu Filip krzyknął: . Poruszało się jak dziwny robot. jasne? .Naprawdę jest taka liczba . stojące obok łóżka Kukiego.Filip. Odebrała mama. Na środku rynku stał wielki namiot z napisem: „Jarmark Augustino". Jego nogi nie zginały się. Powoli obróciło się. Później uniosło się. Rodzeństwo siedziało przygniecione wielkim pudłem z wiolonczelą. więc tato zwolnił i ostrożnie go wyminął. Skleimy go! Zapadł zmrok. co to za praca i ile będą płacić. -Tak! . Jest robota dla muzyków! Przyjdźcie na Jarmark Augustino. Grała muzyka i było dużo ludzi. pchane jakąś niezwykłą siłą.upierał się Filip.Słuchaj.Kocham cię.Otwieraj to pudło. Samochód wjechał na rynek. Tosia. Zawirowały i wyfrunęły. przestań mówić takie słowa. wyfrunęło przez okno. .Max Rozmus. Ale nie przejmowali się. zadzwonił telefon. czerwone krzesło. I rozłączył się. . nie wiadomo czemu. Macie być rano.Milion.spytał tato.spytał Kuki. Już się nie martwili. Gapił się w górę. mamo. Wymyślali coraz to większe sumy: . co to za praca. Unosiło się tylko i opadało.Bilion! . . Dogoniło samochód i leciało tuż nad nim. Na jezdni siedział mały kundelek. . . Kuki zrobił to samo. Aż nagle. Zanim zdążyli coś powiedzieć. drgnęło.A skąd ma pan mój numer? . Kuki siedział na czerwonym krześle i bez przerwy przegrywał.Ale kto mówi? .Z mostu . Przeciąg porwał wszystkie karty do gry. . Czy ktoś ma na niego ochotę? .Nie chcę już grać! TRZASK. Otworzyło się okno. aż w końcu zawołał: . Głos w słuchawce powiedział: . Unosiły się balony z reklamami. na których sprzedawcy właśnie rozkładali towary. Wybiegli z domu w pośpiechu. żeby pojechać na Stary Rynek.Seksnonagilion! Mama oburzyła się: . Filip spojrzał na tatę i nagle.Sto tysiaków! . Nad ulicą frunęło czerwone krzesło.Tysiak! . a potem 38 39 ruszyło do drzwi. zanim skończyli budować wielki lotniskowiec. z wielką szybkością. zapominając zamknąć okno w kuchni. Rankiem rodzice zapakowali instrumenty. Filip i Kuki uparli się.spytała mama.Pirania nie pożarła tortu.

.Mogło spaść i spowodować wypadek! .To wynocha stąd.zawołał Filip. a na nogach miał jumpery.Ja go tam nie włożyłem! .Ja na pewno go nie brałem! . Zatrzymał się obok chudego chłopaka. Za nimi stał wygolony na łyso mężczyzna w dziwnych butach na sprężynach.Max kopnął stragan i okulary posypały się na ulicę. inni byli przebrani za paczki chipsów.To ja. rozumiesz?! . .Na dachu volva stało czerwone krzesło. Kuki dźwigał czerwone krzesło.Za to.powiedziała mama. zobaczymy.Pewnie Filip. to dobrym człowiekiem. żeby zebrać haracz. .Za co? . Właśnie. jak co rano.Trzymajcie się blisko. -A kto!? . Za nimi biegli Tosia i Filip z wiolonczelą. Weszli do namiotu. A jeśli czymś na pewno nie był. ale przede wszystkim był oszustem. . .Ubierajcie się w to.Po co je zabrałeś? . -zaprotestowała mama. złodziejem i łobuzem. Max Rozmus był szefem Jarmarku Augustino. Było tu pełno dziwnych przebierańców.Bo ja tu rządzę. kto chciał handlować na jarmarku.Tato zaparkował samochód. .Odczep się .Podobno jest praca dla. my jesteśmy muzykami!.. nie zapłacę więcej.Wczoraj płaciłem. musiał mu płacić. Były jaskrawożółte i miały napis „Dzwoń za darmo aż do śmierci". .Bierzcie instrumenty! Musimy znaleźć tego Maksa.Dobra. .Pan do mnie dzwonił .. sadząc wielkie susy na sprężynowych butach.. Musieli biec za nim naprawdę szybko.Może powiesz. żeby powyciągać ze sterty odłamków kilka ocalałych oprawek. . Teraz już rozumiesz. . .Zaczekajcie tu .Zostawcie już to krzesło . że samo przyleciało! .powiedziała nieśmiało mama. O co chodzi? 42 43 Rodzina obejrzała się. Każdy.Czemu? . .krzyknął Kuki. o co tu chodzi. Zapłaciłeś? . . Mama z tatą przepychali się przez tłum ludzi na rynku.. czyli buty ze sprężynami. Zatrzymali się obok straganów ze słodyczami.Kuki! . I mocno kopać. .. Kto nie płaci. Inaczej miał kłopoty. jeśli ktoś był nieposłuszny. Na przykład rozbitą szybę w samochodzie.Piotrek. .zawołał oburzony brat. mały.Ale proszę pana. miażdżąc oprawki. . .szepnęła mama. nie handluje. . Max zdjął z wieszaka dwa kostiumy wyglądające jak gigantyczne telefony komórkowe. . Albo rozbitą głowę. który handlował okularami przeciwsłonecznymi. . Ruszył dalej. Wysiedli z auta. . Zrozpaczony chudzielec ukląkł.To jakiś wariat .Muszę znaleźć tego Rozmusa. Jedni wyglądali jak wielkie puszki coca-coli.No. To pozwalało mu szybko biegać. bo się zgubimy. robiąc na jumperach trzymetrowe kroki. wracajmy do domu! . Jego nogi były zaczepione o bagażnik. że możesz tu stać.Ej. wyruszył na obchód. Zaczął po nich skakać. .Poczekaj. Dalej olbrzymi pieczony kurczak grał na gitarze. . W końcu się uspokoił. Będziecie komóry. Chodźcie ze mną. Max był ogolony na łyso.zawołał tato.powiedziała mama.Jesteście puszki czy komóry? -Co? . . 40 41 . Mężczyzna popędził do namiotu.

Może to jakaś promocja? Kuki otworzył karton. Ze sklepu wyszli trzej faceci z puszkami piwa w ręku.Kuki. z ubranym w czerwony kombinezon roznosicielem pizzy. jeśli mi zapłacą. grając klaksonową melodyjkę.. Dwa wielkie telefony stanęły na środku rynku i zagrały sonatę Mozarta. . Jeden z nich walił puszką o latarnię. Tato odwrotnie.To jakaś paranoja. która przeleciała obok głowy mamy. . Udawali wyjące psy. Zaraz pójdą. jasne? Zapłacę wam wieczorem. Nagle rozległ się jakiś hałas.powiedział drwiąco Filip. Max wyszedł.zawołała Tośka. Filip i Tośka usiedli na krawędzi sceny i wybijali rytm na deskach. Największy.. . Jednak chuligani nie mieli ochoty nigdzie iść. wysuwał głowę z żółtej słuchawki i robił miny do dzieci. to wam nie wybaczę. 46 47 Filip spojrzał na siostrę oszołomiony.Ja też mogę się bić . Nie prowokujcie ich. Kuki obrócił się w ich stronę i zawołał.Ale jak komuś o tym powiecie. zagłuszając muzykę.. to my się z nimi bijemy. Filip szepnął: .Chyba tak.To wyczaruj trzy pizze.Weź dzieciaki i idźcie do domu . Kuki patrzał za nimi kompletnie osłupiały. To jest promocja. Wrzeszczeli coraz głośniej.. A potem jednocześnie rzucili się do ucieczki.Tośka. że dyryguje. my nie mamy forsy! Roznosiciel pizzy uśmiechnął się szeroko. Czemu on nam to dał? . Mama starała się ukryć jak najgłębiej w kostiumie.westchnęła mama. Jego ulubiona pepperoni! .powiedział tato.. Filip i Tośka podbiegli do brata. Zza zakrętu wyjechał skuter. Zanim zdążyły coś powiedzieć.No dobra. Może. wytatuowany na ramionach. a nie jakimiś pajacami. Tośka zawołała: . rzucił każdemu karton z napisem: „Pizza Rivoli". Rozległ się klakson z melodyjką. po stówie. I już nie powrócili. Ja też będę komórą .szepnęła Tośka.. .My zostaniemy z tatą .Tato. . .. bo się bała. Mogę udawać telefon. Zawrócił skuter i odjechał. . Chuligani nagle zamilkli. . Musimy wreszcie zarobić jakieś pieniądze. jakby co. Po kilku sekundach zniknęli za rogiem ulicy. Na widok grających telefonów zaczęli się wydzierać. Pędzili jak szaleńcy.O to chodzi. a dziewczyny niech uciekają.. Kuki siedział na czerwonym 44 45 krześle i udawał. Mama spojrzała na tatę.Możemy to zjeść? . że zobaczy ją ktoś znajomy.. . Jesteśmy muzykami. Może jestem czarodziejem? Mam władzę absolutną! . Zastygli w bezruchu i patrzyli na Kukiego jak zahipnotyzowani. . ..Proszę pana. Przebieracie się za telefony i będziecie grać.Cii. W środku była pachnąca pizza.Ja zostanę. . .. . Jak ty to zrobiłeś? . Idźcie rozrabiać gdzie indziej! I wtedy stała się rzecz niezwykła. rzucił puszkę.zawołał Kuki.Chcę trzy pizze wszystko mające! . Wynosimy się stąd. Zahamował tuż przed dziećmi...zawołało rodzeństwo.Nie wiem. . on się wygłupiał.Nie przeszkadzajcie.

Nauczą się dyscypliny! . Taki do sklejania . że mogą u ciebie zostać . . Zanim dzieci zdążyły coś powiedzieć. Niebo nad ulicą rozświetliła błyskawica. gdybyście naprawdę mogli czarować? .Ostatni raz wam proponuję. Zaczęła nim wymachiwać. jak robisz takie głupie rzeczy! Obróciła się do Filipa.Zgadzamy się . .A przy okazji możemy świat zwiedzać za darmo! .Oczywiście. Tosia zastanowiła się. TRZASK.odpowiedział Kuki. Chłopiec spojrzał na niego zdumiony. .Ja bym chciała podróżować do różnych krajów.powiedziała. .To wspaniały pomysł: grać w orkiestrze na statku! Rodzeństwo patrzyło zdumione na rodziców. że już nigdy ci nie pomogę.Ciotka Maryla! . czego ja chcę? . Mama zeszła ze sceny i stanęła przed ciotką. Jej głos brzmiał dziwnie obco. . .Nie będziemy się nimi stale zajmować! . Podeszła prosto do sceny.Jak chcesz. że będą mieszkać u cioci . Dobrze wiem.. siostrzyczko. . Wystraszony Kuki chwycił tatę za rękę. który zawsze najszybciej zjadał obiad.Ustąp mi miejsca! Filip zerwał się. .powiedział Filip. Gołębie siedzące na chodniku zerwały się przestraszone. . Wyczarowałabym daleką podróż.krzyknęła przerażona Tośka. jakby zmęczeni długim biegiem. .zawołał tato. Samochód zatrzymał się z piskiem opon obok sceny.Nie chowaj się. na rynek wjechał czarny mercedes.Maryla.Pizze były pyszne. . to. Niebo przecięła błyskawica i wszystko zniknęło w oślepiającym blasku.spytał. Myślicie tylko o sobie . Oddychali głęboko. teraz nie mogę rozmawiać . Filip. przechodnie uskakiwali na boki. Pędził jak szalony. . .szepnął Kuki. a ciotka usiadła na czerwonym krześle.Oczywiście! .Weźmiemy tę pracę. . rozsiadając się wygodnie na czerwonym krześle.To jasne. Nawet nie spojrzała na dzieci. Tosia i Kuki usiedli na ławce i jedli.A dzieci przez rok mogą mieszkać u ciebie.Co byście zrobili.Ciotka wyprostowała się na czerwonym krześle. A ja zajmę się dziećmi.Chcę. . Otworzyła torebkę i wyciągnęła folder ze 48 49 zdjęciem statku i złotym napisem Queen Victoria.Ja rozkazałbym tak: „Niech rodzice dostaną superpracę i zarabiają dużo forsy!". . . Z rodzicami działo się coś niezwykłego. Huk grzmotu przetoczył się nad rynkiem i zerwała się wichura. Ale nie mogę patrzeć. i przestali biedować! Tego chcę. .Ja wyczarowałbym największy statek. ale ojciec odepchnął go. ale ciotka zawołała: .powiedziała mama.szepnęła mama. I wtedy stało się coś strasznego. Zerwali z siebie żółte kostiumy i rzucili je na ulicę.Wiesz.dodał tato. .. usiadł okrakiem na czerwonym krześle i rzucał ostatnie kawałki gołębiom. . Rozległ się grzmot. .Jesteście wrednymi egoistami. którą wam proponuję. Z samochodu wyskoczyła ciotka.Musimy wreszcie zarobić porządne pieniądze! .Mamo! . .krzyknęła mama. żebyście wzięli pracę na tym statku! Lepszej nigdy nie dostaniecie.roześmiał się tato. że tam jesteś! Powiedziałam. odrywając palcami gorące ciasto. Nie mogli uwierzyć w to. co słyszą. żebyście się wreszcie zmienili! Żebyście wzięli pracę. Mama usiłowała ukryć twarz w kostiumie. .

Nie mam teraz czasu. Ciotka wsiadła do samochodu i ruszyła za nimi. .Ale musicie się pospieszyć z załatwieniem dokumentów. Filip i Kuki siedzieli w ciemnym pokoju...Nie zostawią nas! Tato usłyszał ich.Musimy się spieszyć! 50 51 Tato i mama obrócili się i popędzili jak szaleni w stronę parkingu. . Na ulicy zostało czerwone krzesło. że ma go dosyć. Była już noc.No. Zarobimy porządne pieniądze i świat zwiedzimy za darmo. Tylko czemu? Filip wstał z łóżka.. Woda w rzece wezbrała i groźnie huczała pod mostem. To byli najfajniejsi rodzice świata. Ale trwało to krótko. co robią. jakby zmienili się w innych ludzi. W tej samej chwili niebo rozdarła kolejna błyskawica i zaczął padać deszcz.. że nigdzie nie wyjedziesz!. 52 53 .. co jest? Znudziło się wam? Nie zapłacę wam ani grosza! Pochylił się nad czerwonym krzesłem. Szli cicho.Przestań histeryzować. Ich rodzice nigdy tacy nie byli. Podniósł je. Przerażone dzieci pobiegły za rodzicami. Jutro ciocia was zabierze. ale zaraz odwróciła głowę. Kuki i Tosia poszli za nim.. że nie wytrzymasz bez nas nawet przez dzień. że nie pojedzie do ciotki. A mama krzyczała. Przez chwilę dzieciom się wydawało. Nie mogli zrozumieć.Tato! Przysięgłeś.Mówiłaś. Zejdź mi z drogi! Tato ze złością odsunął syna i wybiegł z pokoju.krzyknął tato. Nie spodziewałam się takiej rozsądnej decyzji . . ojciec kazał mu się wynosić z pokoju.Mamo. A teraz wszystko się zmieniło. która zawsze się uśmiechała i nazywała go ukochanym króliczkiem. . Filip ostrożnie zajrzał do salonu. że się pakujemy.. Ruszył do przedpokoju. Tosia powiedziała błagalnie: . Tato i mama zachowywali się. Mama odsunęła się od nich i powiedziała ze złością: . Tosia. . Nie wiedziały. Burza jeszcze się wzmogła. .powiedziała. Wtedy dzieci schroniły się w swoim pokoju. Kuki tulił się do siostry.U cioci będzie wam dobrze.Co robią? .. . To czemu teraz chcesz wyjechać? Czy my zrobiliśmy coś złego? Mama spojrzała niepewnie na chłopca. .szepnęła Tosia. . to najwyżej kilka chwil. Nie odbierzecie nam takiej szansy.. Słyszycie. jego i wszystkich dzieci. Jeśli się kłócili..Nieprawda! Nie będzie nam dobrze! Kuki chwycił mamę za rękę.. Nie wierzę! ..Tak! .. na palcach. Filip zdecydowanie ruszył w jego stronę.Sprawdzę.Spakujcie swoje rzeczy. Rodzeństwo kryło się za nim. jakby bali się zbudzić straszną bestię. co zrobić. skuleni obok siebie na łóżku. Z drugiej strony nadbiegł Max.Oni nigdzie nie wyjadą. że znów jest ich dawną dobrą mamą. Ta sama mama. potem znów wszystko było dobrze. Widzisz. .Ciotka patrzała na rodziców równie zdumiona jak dzieci.Pakują się. Krzyczał: . co do was mówię!? . Mama wyjmowała sukienki z szafy i w pośpiechu układała je w walizce. Ty nie możesz nas zostawić! Mama ze złością zatrzasnęła szafę i zawołała: .Ej.Tato. . Nie chcieli wcale z nimi rozmawiać. Kiedy Kuki powiedział. . Spojrzał niechętnie na dzieci.. bo statek odpływa w niedzielę. Ściana deszczu przesłaniała dom na ulicy Weneckiej. a niebo przecinały błyskawice. Spojrzała na dzieci. . co się dzieje.

Zaczął padać deszcz. a statek wieńczył potężny maszt. .Chodźcie już! Najlepsze są krótkie pożegnania.Mamo! Rodzice obrócili się niechętnie.bieli i czerni. Auto wtoczyło się na kamienny podjazd.. Nie było kwiatów. to musicie przestrzegać regulaminu .Nie róbcie kłopotów. restauracje. a ciotka nie włączyła radia. . wielka stalowa brama zaczęła się odsuwać. Rodzice pokazali złote karty wstępu. którzy popłyną w cudowną podróż do ciepłych krain. na którym łopotała flaga ze złotą koroną. . Deszcz wciąż padał. Mama i tato nieśli wielkie walizy. Oni zostają. niż spali. Każdy chciał zobaczyć ten niezwykły statek i szczęściarzy. Dogonili rodziców. Tosia i Kuki mieli podkrążone oczy. Pomachajcie ostatni raz i jedziemy. i Kuki nie wiedział. Reszta rodzeństwa poszła za nią ze zwieszonymi głowami. Każda rzecz ma tu swoje miejsce i chcę. Chwyciła Kukiego za rękę i pociągnęła do wyjścia. od kiedy pożegnali rodziców.Po pierwsze porządek. na którym były zamontowa58 ne kamery. czy oni z państwem płyną? Ojciec powiedział obojętnie: . przełykając łzy: .Queen Victoria była jednym z największych statków pasażerskich świata.powiedziała ciotka.Nie pożegnacie się z nami!? . Drzwi domu otworzyły się same. Po drugie . Dzieci klęczały na tylnym siedzeniu mercedesa i patrzyły na statek. Tosia zapytała. .Bądźcie posłuszni . Stał na nim oficer w złotej czapce. kiedy ciotka dotknęła klamki. Wszystko wydawało się w nim smutne i za duże. Jechali w kompletnym milczeniu. Rodzeństwo nigdy tu nie było. piszczały wycieraczki. nawet nie spojrzawszy na dzieci. Jeszcze chwila i nie będzie jej widać. I odeszli. Dom otaczał wysoki płot. bardzo nowoczesny. czy to deszcz zamazuje obraz.Jeżeli mamy żyć w zgodzie. sklepy i kina. Filip i Tosia pobiegli za nim.dodała mama. na których były baseny. Szczęśliwi i roześmiani patrzyli z zachwytem na statek. . Kiedy samochód podjechał. Tylko Filip starał się trzymać i dodawać otuchy rodzeństwu. czy jego łzy. bo ostatniej nocy więcej płakali. Był już zmrok. Ciotka klasnęła i natychmiast zapaliło się światło. . które oświetlały przestrzeń wielkiego holu. Oficer ukłonił się i wskazał im drogę na pokład. Był to wielki dom.. Oficer zatrzymał rodzeństwo. Ciotka bez słowa uruchomiła silnik i samochód ruszył. W burtach były okna tysięcy kajut. Były to niebieskie lampy. Wyrastała z wody jak olbrzymi biały zamek. W ogrodzie drzewa przycięto w równe kanciaste kształty. W gdańskim porcie tłoczyło się mnóstwo gapiów. kiedy przyjechali do domu ciotki. który sprawdzał karty wstępu i witał każdego pasażera. Wtedy Kuki rzucił się naprzód. 56 Do dzieci podbiegła ciotka. ale dziwnie niemiły. i rodzeństwo weszło za nią do wnętrza. Mama i tato weszli na statek. Miała kilkanaście pięter. żeby właśnie tam się znajdowała. Odezwała się do nich pierwszy raz.Przepraszam. a ściany były ze szkła i metalu. Podłoga była wyłożona zimnym czarnym kamieniem. Za nimi szła ciotka Maryla. Na pokład prowadził ozdobny pomost.Nie. przemknął pod ramieniem oficera i popędził za rodzicami na pokład. Wszystko było tylko w dwóch kolorach . nie zwracając uwagi 54 55 na zrozpaczone dzieci. . a brama zamknęła się zaraz z hukiem. ściekając strugami po szybie. które szły za nimi. Dzieci patrzyły na to oszołomione. Queen Victoria płynęła już daleko od brzegu.powiedział tato.

Nasi prawdziwi rodzice nigdy by nas nie zostawili.Dzień dobry. jak w strasznych horrorach. .powiedziała ciotka. .. żeby przestał bredzić. Wszystko było idealnie czyste i w jednym z dwóch kolorów: czarnym albo białym.Bo zmienił ich czar. . sącząc ponure światło. Zaczął Filip.Nie jesteśmy głodni . Zanieście rzeczy. nie .zawołała Tośka. . Stały tu trzy łóżka. Stała tu kobieta. Inaczej jej nie dostaniecie. miała najwyżej dwadzieścia lat i rude włosy.Obróciła się do oszołomionych tym wszystkim dzieci. że idą w gęstym kurzu. nogi zapadały im się w miękką powierzchnię i Tosi się zdawało. że jest bardzo młoda. metalowa szafa. . Tośka chciała powiedzieć. rozumiesz? Wtedy wstał Kuki i powiedział: . Kiedy po nim szli. to musicie podać trzy powody. . Plecaki leżały nie-rozpakowane. Tosia spojrzała na brata zdumiona. .oszczędność. Musimy to omówić. Ale tu nie było kurzu. .My tu zwariujemy! .I co z tego? . Tylko lampy były niebieskie. .Jak chcecie.To rodzice oddali nas do tej wrednej ciotki! Oni nas już nie chcą.W moim domu zatrudniam wyłącznie głuchoniemych.powiedziała zrozpaczona. zobaczyli. Ściany niknęły w mroku. .To jest Marcelina . . na końcu korytarza. Rodzeństwu zdawało się.Tak? To dlaczego nas oddali do ciotki? .Zgłupiałeś? Przecież oni płyną na statku. . dlaczego ta rzecz jest wam potrzebna. żeby w moim domu nie było krzyków ani hałasu. jeszcze trzysta sześćdziesiąt cztery dni .. jak wszystko w tym domu. Przynajmniej mam pewność.Ona nie umie mówić? . ale Filip ją uprzedził. Dzieci mruknęły: .Dokąd? . Kiedy się obróciła. Na końcu były szerokie schody. Jeśli chcecie coś dostać. ale nie tutaj. . że nie będą podsłuchiwać ani robić hałasu.Do rodziców. Szybko! Wyskoczyli na dach garażu i stamtąd do ogrodu. a na podłodze leżał gruby czarny dywan. a chłopiec zdecydowanie powtórzył: . . za kolczastymi krzakami ostrokrzewu.. Wychodzimy oknem.mruknęła ciotka. Tu mogą być jakieś kamery albo podsłuch. .Gotuje tu i utrzymuje porządek. że jeśli włożą rzeczy do szafy. . . Zrobili naradę w jego najdalszej części. 60 61 .Nie.spytała zdziwiona Tosia.To nie byli nasi prawdziwi rodzice. Chcę.Filip. która czyściła poręcz czarną szmatką.. to zostaną tu już na zawsze.Wasz pokój jest na piętrze. a potem zejdźcie na kolację. Powiedzcie jej dzień dobry.Odbiło wam? .Co tydzień przypływają do jakiegoś portu.Dzięki Bogu. Ruda w odpowiedzi wykonała jakieś skomplikowane ruchy rękoma. Po trzecie cisza.Uciekniemy stąd.powiedział ze złością Filip. . 59 W czasie tej przemowy ciotka prowadziła dzieci przez wielki hol. Tosia wyciągnęła kalendarz i przekreśliła dzisiejszą datę.Kuki ma rację. Pokój dzieci był wielki.To nie byli prawdziwi rodzice. .

Nieprawda! .Obaj zwariowaliście. . Jestem pewny! Spojrzeli na siebie.Widzieliście. . która obudziła się pierwsza.spytała. że to czar. Spojrzała na dzieci i zaczęła machać rękami. .Nie ma żadnych czarów! . . . -Tych wszystkich różdżek.Jestem pewien.Na pewno nie jesteście głodni? .Przeginacie .A może to ciotka jest czarownicą? Porwała nas. . że to magia. Do rana nikt ich nie udusił ani nie pożarł. Po kąpieli pod dziwnym prysznicem. . co to jest. . zeszli na śniadanie.powiedział Filip. ale nie jest dzieciojadem.No właśnie. Chcę płatki. Wstali i ruszyli do budynku. Usiedli za stołem. że pokój wygląda teraz dużo sympatyczniej. .zawołał Kuki. Ledwo ją poznali. .Nie chcę parówek. To musi być jakaś nieznana wielka siła.Pewnie. co ciotka miała na twarzy? . .Jak? Przecież ona nie słyszy. Na tarasie stała ciotka.To była kremowa maseczka . . żeby wyglądać młodo. jakby czekał. Nóż błyszczał w księżycowym świetle. I też jestem pewny. Kuki szepnął: . . . Zza krzewów wyszła głuchoniema Marcelina. który był zrobiony z czarnego kamienia. . Trzymała w ręku nóż i jabłko.krzyknęła Tośka. ser i parówki. latających mioteł i innych takich. Ciche kroki. . Ruda szła za nimi. On zmusza rodziców.Posłuchajcie. Dzieci spojrzały na nią zdumione. Mogliśmy niechcący wypowiedzieć zaklęcie. Spojrzeli na Marcelinę.Nie wiem. 62 63 . i to jest cała magia. .Poproś ją .Ty umiesz mówić!? .To czemu udajesz? . Ja długo myślałem. Kiedy weszli do pokoju. . .zawołała Tosia. Odsunął talerz. żeby nie mieć zmarszczek. w którym woda leciała ze wszystkich stron. I na wszelki wypadek zabarykadowali drzwi stołem.szepnęła Tośka. Słońce zajrzało do pokoju i Tosia. Nagle ruda podeszła do Kukiego. Ruda uśmiechnęła się. aż zaczną wrzeszczeć głosem zaczarowanych dzieci.Skąd wiesz? W tej chwili rozległ się szelest. czemu to się stało. Ciotki nie było. Rodzice po prostu chcieli wyjechać i zarobić pieniądze.Czego ona chce? . pomyślała. . Robi krem z dzieci. -Nie. która przyglądała im się niepewnie. I zostaniemy tu na zawsze. żeby robili złe rzeczy. Kuki spojrzał niespokojnie na nóż i schował się za Filipa. Ruda podała im grzanki.Jakie chcesz płatki? .A czemu ta siła przyczepiła się akurat do nas? .spytała.. Musimy odkryć..Chyba mamy iść do domu.powiedziała Tośka.Ciotka jest wredna.To idźcie już spać.mruknęła Tosia.. Albo dotknąć jakiegoś przedmiotu. Kuki patrzył na kiełbaski podejrzliwe. przyglądając im się uważnie. bo twarz miała wysmarowaną jakąś niebieską maścią.Kobiety się tym smarują. Marcelina przywitała ich paroma gestami języka migowego. .. bo inaczej rodzice nigdy do nas nie wrócą. a teraz udusi i pożre.Takich jak w filmach nie ma . Kuki zerwał się z trawy..

Nie.Nigdy więcej tu nie krzycz. Ona nie ma swoich dzieci. . Jogurty schowały pod blatem. Marcelina zatrzasnęła lodówkę.Nie wiem. Patrzyła prosto w oczy ciotce. kiedy będzie ci potrzebny. Tośka zerwała się. -Co? . Ma obsesję.Bo wasza ciotka bierze do pracy tylko takich. Była wściekła. żeby się nie dowiedziała. żebym nie marnowała jedzenia. Wyłączyła go i wrzuciła do swojej torebki..Czy ciocia jest czarownicą i dusi dzieci? Marcelina się roześmiała.Czemu ta lodówka ma zamek? .Powiedz.Które z was myło głowę? Tośka powiedziała spokojnie: -Ja... Weszła ciotka. . żeby nie być sama.Raczej nie.Pochyliła się do dzieci. żeby nie dać się pokonać. że trafiła na silną przeciwniczkę. I że to . .Nie zdradzicie mnie? 64 65 Tośka i pozostali szybko odpowiedzieli: -Nie! Marcelina jakoś od razu wzbudziła ich zaufanie. Wydziela mi wszystko. Tośka zawołała oburzona.Żeby przerobić je na krem? . Niosła w ręku butelkę szamponu z napisem „Dior". a dzieci uciekły z powrotem do stołu.Posłuchaj.Tu są różne płatki. smarkulo? Nigdy! I wtedy Tośka zaczęła krzyczeć na całe gardło. jeśli się go używa oszczędnie..Ale teraz ja za niego płacę . Kuki podszedł bliżej do Marceliny i spytał szeptem: . Ale Tosia nie była strachliwą dziewczyną. Filip patrzył na to zdziwiony. rozumiesz. Uwaga! Na schodach usłyszeli stukanie obcasów. że wszystko straci i znów będzie biedna. -Tojest mój telefon! 66 67 . .. ..Bo wasza ciotka jest skąpa.Zadzwonisz jutro.Czemu ona robi takie głupie rzeczy? Przecież jest bogata. że rodzice odeszli i że nie mieszka w swoim domu. Spojrzała groźnie na rodzeństwo i spytała: . W moim domu się nie krzyczy. a nie leje jak wodę! Ciotka chwyciła telefon Tosi. więc udaję niemowę. Kiedyś powiedziała. . . I dlatego że miała już wszystkiego dosyć. że śni jej się.Zużyłaś cztery porcje! To jest drogi szampon. Marcelina wyciągnęła z lodówki kilka kartoników..Będziesz go dostawać. Wystarczy na rok.Ja chcę zadzwonić do mamy! . . W sobotę są tańsze rozmowy. Krzyczała. . ale chyba chciałaby mieć. Tylko trzeba uważać. . sama nie mogę nic brać. że większość dzieci uciekłaby pod stół. Na drzwiach był zamek szyfrowy. co nie gadają. Tego. który leżał na stole. -To jest mój telefon! I chcę teraz zadzwonić do mojej mamy! Niech ciocia odda mój telefon! Ciotka podeszła powoli do Tosi. . Kobieta powtórzyła przez zaciśnięte zęby: . Marcelina szybko nacisnęła kilka klawiszy i drzwi się otworzyły.To chodźcie.odpowiedziała ciotka.. Ale ja odkryłam kod.. . Pilnuje. A tu macie jogurty. jak w szafie pancernej. Miała taką minę. Podbiegła do wielkiej lodówki. która poczuła. .

Brawo! Wrzeszczałaś przez minutę. bo był za mały na taką wyprawę.Jest w śmieciarce.To była magia!!! . . KRZESŁO!!! Tośka i Filip pędzili na rowerach tak szybko jak nigdy dotąd w życiu. . mały. prawie nie odpoczywając. 68 69 .To znaczy. Wyleciało kłębowisko much i buchnął straszliwy smród. że ma tam wejść. że chcę pizzę. bo jakąś chorobę złapiesz. . . Słyszał.Chciałam was zabrać do Rivoli na pizzę.Wiem!!! .Pamiętacie!? Ja wtedy powiedziałem.Już wiem! Wiem! . choć powoli brakowało jej tchu. Ciotka podniosła rękę i Kuki się wystraszył. ciężko dysząc ze zmęczenia. Nie martwcie się. kiedy ktoś chwycił go za kołnierz.wszystko jest niesprawiedliwe. Tośka krzyczała i nic nie mogło jej powstrzymać.Nie ja. Możesz je wyjąć. Nagle zerwał się z krzesła i zawołał.Co!? .Po co ci krzesło? . Filip spojrzał na wypełniony cuchnącą zawartością wielki kontener. Przysięgli. Przejechali dziesięć kilometrów. . że na pewno po niego wrócą. że chce siostrę uderzyć. Ciotka mieszkała daleko od miasta. Filip wrócił do siostry. ale nie zasługujecie na takie przyjemności. Filip podjechał do nich. że od szybkości zależy.spytała Tosia. ja wam zrobię pizzę. to zgodził się zostać. Pracownicy wrzucali czarne worki do pojemnika. oni żartowali. -Obróciła się do braci: . widzieliście krzesło? Takie czerwone. że go nie będzie! . więc domy szybko się zbliżały.Podbiegł do rodzeństwa.zawołała zrozpaczona Tośka. Między workami śmieci biegał szczur. Chwycił klapę i otworzył ją z trudem. Ale ona spojrzała tylko na zegarek. .Jesteś super! Jeszcze nikt jej się tak nie postawił. Tam niczego nie ma.powiedziała niepewnie Tosia. . Uciekaj. Ta powiedziała spokojnie: . Strasznie go to rozzłościło. . W końcu umilkła i zmęczona. Chłopca przeszły ciarki na myśl.Nie świruj. na jarmarku! .To była promocja . . Będziecie tu siedzieć do wieczora! Zatrzasnęła drzwi. patrzyła wyzywająco na ciotkę. jak robotnicy się śmieją.Co robimy? . ciężko dysząc.Wiedziałam.Jaką pizzę lubicie? Ej! Co się stało? Kuki patrzył na Marcelinę bez słowa. jak się nie brzydzisz. Marcelina podbiegła do Tosi i uściskała ją. Chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi. Kukiemu kazali zostać. .Ktoś je zabrał i nigdy go nie znajdziemy! Obok sceny stała śmieciarka.Przepraszam. . Wreszcie wpadli na rynek i zatrzymali się przed sceną. Ona umiała się wydzierać najdłużej przez dwadzieścia sekund. Czerwonego krzesła nigdzie nie było. że ty czarujesz? . ale kiedy Filip powiedział. Najstarszy z robotników odciągnął go. czy odzyskają rodziców. i zaraz ją dostaliśmy! Tam. Już miał wskoczyć do pojemnika. Jesteś lepsza od swojej matki. 70 71 . na szczęście droga prowadziła w dół. Żadnych krzeseł.Muszę je znaleźć. A Tośka nie przestawała krzyczeć.

udając powagę. Ja je kupię . to się zde. . Ktoś musiał zabrać to krzesło. ale czerwonego krzesła nigdzie nie było. Postawił chłopca na ziemi. to możesz je kupić. Klatka była pełna kartonów ze słodyczami. Filip zaczął ją szarpać z całej siły i siatka oderwała się w kilku miejscach.Ja też. Spotkamy się za godzinę pod pizzerią Rivoli. Pięć stów. bo podłoga w namiocie zadrżała. . Kartony się posypały.To czerwone. Obrócił się gwałtownie.Dobrze. Mogę je zabrać? . w których były przechowywane cenniejsze towary. odsłaniając czerwone krzesło! . Max parsknął śmiechem. W głębi namiotu stał rząd metalowych klatek.Mam! Ja naprawdę zapłacę.Chciałeś coś ukraść? .mruknął Max. . Filip już chciał wyjść. Ciotka! Chłopak błyskawicznie wjechał między stragany. . królu? Wygodny tron? Kupujesz go? -Tak. . jakby siadał na bombie atomowej.. Stragany na rynku stały puste.No i co. Namiot.. do diabła? Max rozglądał się niespokojnie.. ja sprawdzę rynek. szef jarmarku. Filip na wszelki wypadek odłożył rower i schował się do wielkiego namiotu. a skrzynie zaczęły się przewracać.. . Kierownik spytał. pomyślał. prawie tak wielki jak cyrkowy. .No to jazda. Filip ruszył w stronę ratusza.Rozdzielimy się.Bo jak nie. . Trzymał go Max Rozmus.roześmiał się Max. W środku było coś czerwonego. Ono jest nasze. Filip chwycił krzesło. Trzeba pytać dzieciaków.Proszę pana. Wysunął je powoli z klatki.Musimy dokładnie wszystko przeszukać.Chcesz je wypróbować? -Tak. uważnie się rozglądając.Ja chciałem zabrać nasze krzesło. stukając obcasami.krzyknął Filip.spytał Filip.Chcę mieć pięć stów. Wyjął pęk kluczy i otworzył klatkę. Stały tu też wielkie głośniki i reflektory. Ale spod nich wystawała czerwona drewniana noga.A masz kasę? .Jak ci się podoba.Albo spalić! . a potem zachwiał się cały namiot. to chyba oberwę".krzyknął Filip.. ..Ty mały gnojku . Festyn jeszcze się nie rozpoczął..Jest! .. Ciotka obejrzała się. Przedmiot poruszył się.. Metalowe klatki zaczęły się trząść. . Max spojrzał na krzesło w klatce. służył za magazyn różnych towarów sprzedawanych na jarmarku.. Kiedy mijał ratusz. . cichy szelest. . Filip jechał powoli. Mogły je wziąć do zabawy i gdzieś rzucić. Ale jak nie masz forsy. Przerwał. Drzwi klatki były zamknięte na kłódkę. . . Lampy zawieszone na łańcuchach kołysały się jak wisielcy. Usiadł na krześle tak ostrożnie.. Jedna z nich chwiała się.Ale on drogo kosztuje. kiedy coś usłyszał.krzyknął. . . to dostaniesz lanie. proszę pana. Nagle poczuł.Co to jest. z eleganckiej restauracji Rivoli wyszedł ktoś. bo oberwiesz. Filip skoncentrował się i powiedział głośno i wyraźnie: . jak ktoś chwyta go za ramiona i unosi do góry. A teraz zjeżdżaj. Przeszukaj tamte ulice. ale najpierw muszę je wypróbować. ale wciąż trzymał go za kołnierz. Filip podbiegł do niej. Rozejrzał się po swojej kryjówce. Dzieciak zaczynał go bawić.Jakie krzesło? 72 73 . „Jeżeli Kuki się myli i to jest zwykłe krzesło. . Na szczęście metalowa siatka była zardzewiała i popękana. ...

Myślisz. Max odsłonił płachtę w wejściu i wyrzucił chłopca z namiotu. Filip wstał z krzesła... ale wiadomo już. któremu monety spadały prosto na głowę. a potem poszybowała w jego stronę. . Max wpatrywał się z przerażeniem w lewitujący przedmiot.Naprawdę wszystko możesz zrobić. Przez chwilę wyrywali sobie krzesło. jak dziecko. Chłopak wyrywał się. W końcu mężczyzna złapał chłopca za kaptur i jednym szarpnięciem poderwał go do góry. Ale wtedy krzesło wystrzeliło w górę jak szalona winda. . Nie był facetem. Rozgarnął dłońmi stos monet. Ale te pieniądze faktycznie tu były. tłukł pięściami i próbował ugryźć Maksa. to znaczy wszystkie pieniądze świata. Filip wypuścił krzesło.Jak to zrobiłeś? Filip roześmiał się. bo naprawdę oberwiesz! . Posypała się z niej lawina monet. Filip upadł na chodnik.szepnął.. Na przykład ciotkę. . .zawołał oburzony Filip. Mężczyzna oprzytomniał.Max odepchnął Filipa.Ty draniu! Chcesz się ze mną bawić? To zobaczymy! Skoczył w stronę krzesła. Beczka zawisła na wysokości kilku metrów. . ale krzesło znów się odsunęło i Max potoczył się po betonowej posadzce. .Normalnie. Max skakał. Chciałem mieć pieniądze i je dostałem! To krzesło może zrobić wszystko.Ma pan swoje pieniądze. .Czekaj. próbując je schwytać. . 76 77 Poderwał się. W pierwszym odruchu chciał wrócić i walczyć. że jestem durniem? Takiej rzeczy się nie sprzedaje. a Max powlókł go do wyjścia.. Ale to poderwało się nagle w górę i zawisło na wysokości kilku metrów. Zatrzymała się dokładnie nad głową Maksa i przechyliła.Zjeżdżaj stąd! .! Dogonił go i chwycił krzesło. . Chciał usiąść. Znowu spróbował usiąść.? . Możesz to zrobić? Sprawdzimy. Stos pieniędzy niemal go przysypał.... Max zerwał się i popędził za nim.. Wskoczył na rower i ruszył w jej stronę. Filip zerwał się. że nie jest czarownicą. Może ciotka jest wredna. że pod ratuszem czeka na niego Tośka. Wszystko! Filip wziął czerwone krzesło i ruszył do wyjścia.. 74 75 Przewrócił się.. Wreszcie pobiegł po drabinę. który wierzy w bajki.Aaaa! . Max Rozmus klęczał obok krzesła. ale nie mógł nic zdziałać. Po chwili beczka spadła z hukiem na ziemię. . zasłaniając głowę dłońmi.Max obrócił się i zniknął w namiocie.Oddaj mi je. Ale krzesło nagle odskoczyło i Max upadł na podłogę. że to nic nie da. Musi sprowadzić kogoś na pomoc. . . Musi im pomóc.Do diabła. Ale uznał. na szczęście kilka metrów od niego.wrzasnął mężczyzna..Wszystko. .Zjeżdżaj. .Ja zapłaciłem! .Co się dzieje? W tej chwili wielka beczka stojąca pośrodku namiotu zaczęła unosić się w górę. które łapie uciekający balonik. wpatrując się w stos monet. łomocząc o łysą czaszkę. . Zobaczył.Pan mi je sprzedał! .

gdzie widać było czerwoną plamkę lecącego krzesła. Stanęło bez ruchu i czekało.Gdzie są Tosia i Filip!? .... Filip podniósł głowę i krzyknął: .Skąd wiesz.Tośka! Patrz! Dokładnie ponad nimi frunęło czerwone krzesło.. W tej samej chwili wielki namiot zakołysał się i przewrócił z hukiem. kochana ciociu. której możecie skakać po głowie? Tośka spojrzała na nią wrogo. kiedy ta się czymś martwi.Gdzie byliście? Filip i Tosia nie odpowiedzieli. Nagle powiedziała: 80 81 . Zaraz... żeby zobaczyć przewrócony namiot.Marcelina milczała.Ty umiesz mówić!? . .Filip. wyrywając w nim olbrzymią dziurę. co do ciebie mówię!? Kuki uśmiechnął się najbardziej niewinnym ze swoich uśmiechów i powiedział: . patrząc na nią niepewnie. że przypomina trochę jego mamę. że będę cię miał! 78 . . Nawet nie słyszysz. Martwię się o nich.. więc jechali powoli.Co takiego? . . Oni potrafią się świetnie chować! Czasem nie można ich znaleźć przez cały dzień! Kuki odwrócił się i zawołał: . szukam! I pobiegł na piętro. Ale najpierw muszę ich znaleźć. Droga powrotna była trudna.krzyknęła ciotka. Oczywiście. Nie zwracał uwagi na gapiów. którzy nadbiegli..Dobrze. co do ciebie mówię! Ciotka usiadła na schodach.. Ciotka podbiegła do Marceliny. .Miałaś ich pilnować! Boję się. Była naprawdę zdenerwowana. Ciotka rzuciła się do drzwi. Ciotka wyglądała nerwowo przez okno.Że ja jestem podobna do waszej nieporadnej matki. . .Cały czas mnie oszukiwałaś? Ty kłamczucho! Wszyscy mnie okłamujecie! W tej chwili z ogrodu dobiegł jakiś hałas.Bawimy się w chowanego. Ciotka zaczęła sapać ze złości. tylko od razu zaczęła się wściekać. . Oni się schowali. . że coś im się stało. że.Wróciła przed chwilą do domu i nie zdjęła nawet płaszcza. Przysięgam.. Była godzina piąta. co wam się podoba!? .Chyba o coś pytałam!? Dzieci milczały. Oni zaraz wrócą. s.Niech się pani nie martwi. rozumiesz?. Mężczyzna wpatrywał się w niebo. Marcelina i Kuki stali przy drugim oknie. Kuki się jej przyglądał i zdawało mu się. I dobra. Zakręciło i wylądowało na szosie. który zaczął się szybko przesuwać. Ciotka ze złością ściągnęła płaszcz i rzuciła go na fotel. że możecie tu robić.Schowali się.Gdzie oni są? .Każ im tu przyjść! Natychmiast! Kuki odparł z uśmiechem: . ..To twoja wina .Nie rozumiesz. Max wypełzł spod zwałów brezentu. . wspinała się wciąż pod górę. i szeptał: . . i odleciało. a Filipa i Tosi wciąż nie było w domu. .Myślicie. tuż przed rodzeństwem. .Znajdę cię.. Ciotka zerwała się i spojrzała na Marcelinę. .krzyknęła. . Nasza mama jest ładna.TRZASK! Przebiło brezentowy dach namiotu.Ciotka patrzyła groźnie na Kukiego. Rowery leżały na trawie. ty nic nie rozumiesz. W ogrodzie stali Tosia i Filip. Tośka i Filip jechali szosą prowadzącą do domu ciotki. Choćbym miał cię szukać przez całe życie. a ja ich szukam. Nagle na asfalt padł jakiś cień.Ciocia nie jest podobna do mamy. Marcelina usiadła obok ciotki.

.Kuki pomyślał. . Zamilkli.przeraził się Kuki.zawołał Filip.A jeżeli rodzicom coś się stanie? To krzesło wystrzeli ich jak rakiety. że nie słyszysz! Marcelina pomachała rodzeństwu i poszła za ciotką..Poczekaj! Podbiegł do brata.Przyjdź do nas. . Usłyszeli pukanie.Chyba nie . Ktoś szedł korytarzem. jak to działa... Zaraz zobaczysz coś lepszego.powiedziała Tosia. tak się zafascynowali niezwykłym przedmiotem. które kopnęło ją natychmiast z powrotem do niego.Wyjeżdżasz? Marcelina wzruszyła ramionami. .powiedziała cicho. . że nie pomyśleli o niebezpieczeństwach. Była zgarbiona. jak wychodzi spod nich czerwone krzesło.roześmiała się Tosia.Znaleźliście je? . . Krzesło podskoczyło i kopnęło ją przewrotką.Poczekaj. . Musimy dokładnie sprawdzić. I radzę wam nie łamać tego zakazu.Chcę. Odłamki szkła natychmiast uniosły się z trawy i pofrunęły do okna. Rzeczywiście. Zdumiony Kuki zobaczył. Jak ciotka pójdzie do pracy. gdzie świerki tworzyły mały lasek. . Wreszcie Tośka powiedziała: . Chłopiec odbił. Czerwone krzesło postawili na środku dywanu. Kuki mu przerwał. składając się z powrotem w całą szybę. .Ono jest niesamowite. -A wiesz. 84 85 . co to znaczy? Że rodzice zaraz do nas wrócą. . Po drodze krzyknęła do Marceliny: . Ale było za późno. jakby jej przybyło lat. żeby nasi rodzice zaraz. więc Filip szybko zakrył krzesło kocem i usiadł na nim. a Kuki podbiegł do Filipa. 82 83 Filip rzucił piłkę w stronę krzesła.A ty chodź ze mną.To może być niebezpieczne. Piłka poleciała wysoko.Ono może zrobić wszystko! .Ciotka nas zabije . Ciotka poszła do domu. ..On ma rację .Chciałam się pożegnać z wami. . Ciotka zacisnęła wargi. rozumiesz?! Weszli po drabinie na taras. Piłka śmignęła ponad drzewami i rozległ się huk rozbitej szyby. z plecakiem na ramionach i dość ponurą miną. Będą lecieć tysiąc kilometrów i rozwalą się przy lądowaniu! .Chcę.. jak ta magia działa. . a potem przez okno do swojego pokoju. Za chwilę ich tutaj ściągniemy.. to zrobimy próby.Od dzisiaj nie macie prawa wychodzić za bramę. Przecież my w ogóle nie wiemy. Kuki patrzył na to zafascynowany. Kuki stanął na straży przy drzwiach. .Poczekajmy do jutra.szepnął Kuki. Usiadła na krześle i powiedziała. . Chodź zobaczyć. . Gałęzie świerków poruszyły się. . jak najlepszy z brazylijskich piłkarzy. Do pokoju zajrzała Marcelina. że Tosia nie powinna tego mówić..Tak. Nie udawaj. Filip cicho zawołał. Filip usiadł na krześle i zaczął mówić uroczystym głosem. Poszli na sam koniec ogrodu.. żeby ta szyba była znowu cała.Dobrze .

Krowa cicho zaryczała.. przewracając się na łóżku z boku na bok. Tuż obok nich istniała jakaś niezwykła siła. Trzymajcie się. jakich nie mógł zrobić nikt inny. a mimo to czuli niepokój. to mieli niespokojne sny. Ale nikomu o tym nie mów. Uniosły się i pofrunęły jak papierowe motyle.Ciii! Zrozum. Za to.. o trochę mleka . który dźwięczał przy każdym ruchu głowy. otworzył po cichu drzwi i zbiegł po schodach. Najpierw kłócili się. której działania nie potrafili zrozumieć. Należała do nich i mogli robić rzeczy. bez jednej łaty. żebyś dostała swoje pieniądze. czy to możliwe.Nic ci nie zapłaciła? -Nic. Ciotka. Podszedł do krzesła i lekko je pogłaskał.Proszę... Rodzeństwo myślało o czerwonym krześle jako o źródle niesamowitych możliwości. rodzice przynosili mu ciepłe mleko i to go uspokajało. Zbliżała się północ.. ogarnął ich niepokój. a pogoda była tak samo niespokojna jak jego sny. Miała na szyi dzwonek. że muszą być bardzo ostrożni. poczuli dziwny lęk. Kiedy w kinie oglądali latające miotły i gadające lwy. Wszystko poszło bardzo szybko. Krzesło odbijało srebrzyste światło. Uśmiechnęła się do nich i ruszyła do drzwi. Po prostu lubił ten przedmiot. Nie dała mi nawet wypłaty.To super. robiąc jakieś obliczenia. A gdy już położyli się do łóżek.. przesłaniana chmurami.Mamy swoje sposoby. Pstryk! Portfel sam się otworzył i z jego wnętrza wypełzło kilka banknotów. Strasznie się wściekła.Wasza ciotka wyrzuciła mnie z pracy.. nawet nie zauważyła. a nie w krowie. Była duża i biała jak śnieg. . A wam się udało znaleźć tę strasznie ważną rzecz? -Tak. Zatrzepotały i przyleciały prosto do rąk patrzącej na to ze zdumieniem Marceliny. Od chwili gdy znaleźli czerwone krzesło. Ostrożnie usiadł. Wiał silny wiatr. Nie miał żadnego planu.. Ze środka wysunął się elegancki czarny portfel.Ci! Bo ciotka się obudzi! Krowa pokręciła głową. 86 87 Kiedy w końcu zasnęli..wyszeptał. że stojąca na biurku torebka przewróciła się. czy „to coś" nadal działa. Tak jak lubi się własne zwierzątko. Że nie mogą zrobić nic głupiego ani dziecinnego. która siedziała przy laptopie. I wtedy ją zobaczył.Jak wyście to zrobili? Filip uśmiechnął się tajemniczo. Wieczorem długo nie mogli zasnąć. Przykro mi. każde z nich stało się jakby trochę doroślejsze. .. . Wtedy Filip zapytał: . że wasza ciotka nie jest taka zła. Dzwonek na jej szyi zadzwonił jak na alarm. . Zerwał się z krzesła. patrząc na niego wielkimi smutnymi oczami. Na samym środku salonu w plamie księżycowego światła stała krowa. W końcu kołdra zsunęła się na podłogę i zmarznięty chłopiec się obudził.O rany! . To był po prostu film.jęknął Kuki. Nie chciał czekać z próbą do rana. .. Kuki coś mruczał. . Rozejrzał się trochę nieprzytomnie. ja chciałem mleko w szklance. tarcza księżyca pojawiała się i znikała. jak najlepiej przetestować magiczny przedmiot.No to chciałbym. ale nic nie przyfrunęło. że to on pierwszy je znalazł? Był tylko niespokojny. że udawałam niemowę.. że przyleci do niego szklanka mleka. I pamiętajcie.. Wiedzieli. Kuki był pewny. Stała na perskim dywanie. Drzewa za oknem chwiały się. Szelesty i dzwonienie. Kiedy był mały i budził się w nocy. nie pytali. . Może dlatego. Ale kiedy naprawdę stanęli przed czymś niepojętym. Zamiast tego usłyszał za drzwiami jakiś dziwny dźwięk. . ale musisz zniknąć! . a Kuki po prostu je polubił. Kuki wstał.

Popędził z powrotem do pokoju.. Kuki zaniósł garnek do lodówki. Zresztą teraz ludzie was nie doją.To mnie nie budź . . Usiadł na krześle i szepnął: .Co ty robisz. Nigdy jeszcze krowy nie dotykałem. przewracając kryształowy wazon stojący na podłodze. . Nie mógł teraz wejść na schody. . Kobieta opadła na fotel. Przykucnął i podsunął garnek pod napęczniałe wymiona. Mam na myśli krowę. wyjęła jakąś butelkę i wypiła z niej kilka łyków. Najpierw nic nie leciało.. Tym razem dużo głośniej.. ustępując mu drogi.Chciał wrócić do sypialni.Nie! . w którym pokazywano. . żebym cię wydoił? Ku jego zaskoczeniu krowa pokiwała łbem. Ale w tym momencie krowa ruszyła naprzód i zablokowała mu drogę..O co ci chodzi. bo biała krowa podniosła właśnie ogon i na marmurową podłogę poleciał krowi placek.Zaczynam mieć jakieś zwidy. Chłopiec popędził na piętro. jakby patrzyła na upiora. 90 91 Kuki chwycił czerwone krzesło i po cichu wybiegł na schody. Tymczasem krowa znów zaryczała.Ciii. na czym to polega. że widzę tu krowę. Spróbował robić dokładnie to samo. Filip otworzył oczy. tak przerażona.. . Oglądał kiedyś film. kretynie? . . Kiedy chciała odstawić ją na półkę. Ja mieszkam w mieście. Krowa potrząsnęła głową i zrobiła krok w jej stronę. . Krowa zaryczała ponownie. że ciotka zaraz się obudzi. a wtedy krowa dostojnie przeszła na środek salonu. A wtedy wszystko się wyda. a nie ciotkę! .. . Wiedział. jak doi się krowę. Zaczekaj. ale musisz przestać istnieć. Był trochę zaskoczony. Kuki wykorzystał ten moment. ale po kilku próbach połapał się. szkło wyleciało jej z rąk i rozbiło się na posadzce.. żeby odwołać czar. Nie zauważyła Kukiego.dodał szybko.. 88 89 Krowa spojrzała na niego smutno i machnęła ogonem. zanim zdążą cokolwiek zrobić.. .? Chyba nie chcesz. Chyba że wcześniej obudzą się Filip albo Tośka i odwołają ten czar.Chyba zwariowałaś! Ja nie umiem doić krów.Odsuń się. Podbiegła do szafki. Zatrzymał się przerażony. Naprawdę zdawało mi się. Ciotka zabierze im krzesło. Pobiegł do kuchni i wyjął z szafki mały garnek. Od tego są maszyny sterowane komputerowo i. bo ciotka nas zabije! Podszedł ostrożnie do zwierzęcia. ale ona była bardzo duża. Zasłoniła oczy..Przepraszam. i do garnka pociekła struga mleka. chyba że odciągnąłby krowę. jakby rozumiała... Na środku salonu stała ciotka i z obłędem w oczach wpatrywała się w białą krowę... który schował się zaraz za filarem. Po namyśle zamienił go na większy. Odejdź! Muszę cię anihilować. No i miała rogi.jęknęła. Krowa zniknęła. Kobieta wrzasnęła i odskoczyła. Kuki rozejrzał się nerwowo. Kiedy wbiegł do sypialni. bo mleko wyglądało i pachniało inaczej niż to z kartonika.. Naprawdę muszę to zrobić! Przykro mi. W tym momencie ciotka odsłoniła oczy i zobaczyła pusty salon.. Zatrzymał się gwałtownie. . Ciotka spojrzała nerwowo w górę.mruknął Filip i i obrócił się do ściany.Nie rób tego. spoglądając na chłopca z wyraźnym wyrzutem. Po dziesięciu minutach mleko przestało lecieć. A przecież jej nie było. Ciotka stała bez ruchu. Wielkie zwierzę natychmiast rozpłynęło się w księżycowym świetle. Już dobrze. co mówi.szepnął błagalnie Kuki . A potem polizała ciotkę różowym językiem po twarzy.Poszedłem po mleko. Co się ze mną dzieje? Mam halucynacje! Wszystko przez te dzieciaki.Ja zwariowałam. .

jak startuje tysiąc kilometrów stąd i leci jak bojowa rakieta. żeby przyleciała tu walizka mamy.A ty nie możesz? . że nie macie prawa wyjść za bramę. zaraz po śniadaniu.Jesteś lżejszy! Jak walniesz o ścianę. . Po nocnym spotkaniu z widmem krowy wyglądała na bardzo zmęczoną. Włóżcie kaski! Włożyli kaski rowerowe. sprawdzając. Tośka przyniosła wysoką szklankę i nalała do niej mleka. .. Ciotka zerkała na nich nieufnie. Kiedy samochód ciotki odjechał. lądując z dużej wysokości. że ktoś ją zobaczy w takim stanie.Żyjesz? . Nie próbując sprzątać rozbitego szkła. Następnego ranka. Szklanka uniosła się i pofrunęła w stronę Filipa. Nie wiemy.powiedziała Tosia. dzieci popędziły do pokoju po czerwone krzesło.Chodź. gdyby czar przestał działać.stwierdził ponuro Filip.Co robimy? . Tuż przed lądowaniem wyhamował i łagodnie opadł na trawę.. Rodzeństwo w milczeniu przyglądało jej się z okna.. że rodzice też się nie stłuką -szepnęła Tośka.OK.Pierwsza próba! Niech ta szklanka bezpiecznie tu przyleci. Kuki szedł obok.A jak rodzicom coś się stanie? . Mają mi pokazywać kandydatki na nową kucharkę. 92 93 .To prawda.Próba numer dwa . ciotka włożyła płaszcz i poszła do samochodu.Aaa! Jak pocisk wystrzelony z katapulty Kuki przeleciał łukiem nad ogrodem i spadł prosto do nóg Filipa.Próba trzy nieudana . Spojrzeli po sobie niepewnie. . czy to nie jest jednorazówka. . . Czekali długo. Filip usiadł na krześle i powiedział: . . W ogóle nic się nie zdarzyło. Próba numer dwa udana. . Wyobrażali już sobie.Nie możemy czekać. ale nic nie przyleciało. . .Czuję..jakby bojąc się. że musimy zaryzykować .Jadę do miasta. . . Wyglądał jak balon.Mam nadzieję. A wy pamiętajcie. 94 . Patrzyli niespokojnie w niebo. . Ostatni test. .powiedział lekko drżącym głosem. że będą kłopoty . żeby złapać szklankę. związując ją sznurkiem. żeby nie wzbudzać podejrzeń.Pierwsza próba udana. W ten sposób chcieli sprawdzić. to dom się nie rozleci.jęknął Kuki. czy biały upiór znów się nie pojawił.Uważam. jak długo będą do nich lecieć rodzice i czy nie roztrzaskają się. Wziął czerwone krzesło i poszedł spać.Cicho! Niech mój brat Kuki przyleci do mnie w całości. . . Postawiły je na trawniku przed domem.powiedział Filip. Ale szklanka przyleciała bezpiecznie do rąk Filipa i nie wylała się z niej ani kropla płynu.Chyba tak.Chcę. Starało się zachowywać bardzo grzecznie. a potem szybko je zamknęła i przekręciła klucz w zamku. .Bardzo śmieszne. Owinęli Kukiego w kołdrę. Kuki z ulgą wyszedł ze swej kryjówki. W drzwiach obróciła się jeszcze. bo waliza mamy była bardzo ciężka. To krzesło może przestać działać. . ale nie miała się do czego przyczepić. pobiegła do sypialni. Kuki.

Żeby nasi rodzice bezpiecznie do nas wrócili. Nie możemy ściągnąć rodziców. co trzeba. Wyglądało to niesamowicie.. że statek Queen Victo-ria przypływa w niedzielę do portu w Kopenhadze.. bo wiedzieli. . .. Filip siedział na krześle wyprostowany i bardzo skupiony. . Kuki nie wytrzymał i pobiegł otworzyć drzwi. Straszliwa ulewa zalała ogród ciotki. Wyczarowali bilety na lot do Kopenhagi i wyruszyli na lotnisko. Tosia. zaczynamy! Rodzeństwo skupiło się wokół Filipa. czy nie wyczarować helikoptera. .Musimy do nich pojechać! Musimy stanąć przed rodzicami i patrzeć im w oczy! Tylko wtedy uda się zdjąć z nich zaklęcie! Sprawdzili w Internecie. czy rodzice za nimi nie stoją. bo potem płyną na Karaiby. a za narożnikiem świeciło słońce. . że zawsze mogą wyczarować pieniądze i kupić. Filip wybiegł za bramę. Filip zaczął mówić uroczyście: . Tosia podbiegła do brata.No to. Więc teraz musi je naprawić.. .To nasza ostatnia szansa. Nie możemy ryzykować katastrofy. I natychmiast zaczął padać deszcz. że zostały nam dwadzieścia cztery godziny. . Obok domu ciotki lał deszcz.Ten czar nie działa na odległość.Nasi rodzice! 96 97 . a poza tym to on niechcący wywołał całe nieszczęście.To znaczy.Mamo! Jesteście tu? Tato? Nikt nie odpowiedział.Zdążymy! Spakowali do plecaków tylko najważniejsze rzeczy.Chcę. jakby ktoś go zmazał gumką. Filip pomyślał chwilę i zawołał. Poproś o coś. Kuki zaczął wołać: . . .szepnął Kuki. Przebiegli może sto metrów i nagle znaleźli się w słońcu.Dlaczego tam nie pada? ... O cokolwiek. . . .krzyczał Kuki. Był najstarszy. bo są za daleko. potem następne i nic się nie zdarzyło.. ale Tośka nie chciała się zgodzić.Tylko gadaj dokładnie! .Filip! Musimy sprawdzić. Jak ekran podzielony na dwie połowy. . Filip i Kuki wpatrywali się w drzwi domu. 98 99 . Muszę najpierw coś sprawdzić!. . Uważali. Nie brali jedzenia. Polecimy normalnym samolotem. . Deszcz się urywał.szepnął Kuki.Filip! Wyłącz ten deszcz! . że to on powinien wypowiedzieć najważniejsze życzenie. żeby sprawdzić. rozumiecie? Działa tylko w zasięgu wzroku.To co zrobimy? .To nie jest komóra! Ono nie ma żadnej baterii. . Tosia i Kuki pobiegli za nim. Nikogo tam nie było... pada deszcz.krzyknął Filip. Tam ich nie znajdziemy. Jeszcze chwila i rodzice stamtąd wyjdą! Ale chwila minęła. Przez chwilę zastanawiali się.Działa! . oglądając krzesło. Niech wejdą przez te drzwi i niech będą tacy jak dawniej.Nie znamy się na helikopterach. żeby rodzice.Już wiem .Ono wciąż działa! Tośka wciągnęła kaptur.Niech.Zaraz. czy ono jeszcze działa.Może wyczerpała mu się bateria? .

.. Nagle Filip zatrzymał się. Wiatr uniósł piach i zrywał liście. Rodzeństwo szło za nią ostrożnie.Słuchajcie. a jak ktoś będzie się czepiał. Rodzeństwo. Niestety.Gdzie ona się podziała? .spytał Kuki.To zmienimy ktosia w karalucha! Biegli na przystanek autobusowy.Zmień ją w karalucha. Kuki szepnął do Filipa: . . na końcu ulicę blokowała brama zamknięta na kłódkę. smarkacze! 102 Ale nie był to głos ciotki.Tam jest ciotka! 100 Rzucili się do ucieczki.Już wiem! .Powiedziałam wam .spytał szeptem Filip. Wiatr uderzył w ciotkę i odepchnął ją. Dzieci pędziły najszybciej..zawołał Filip. . Ciotka wyskoczyła z samochodu. żeby jej nie podeptać..Może jest taka mała jak bakteria. . .szepnął Filip. Uważajcie.Dokąd się wybieracie? Chcieliście uciec. że tam łatwiej się ukryją. Zaczęła wirować jak karuzela i krzyczeć na całe gardło. ale to już! 101 . Filip powiedział z przekornym uśmiechem: . Mercedes ciotki nadjechał i zahamował kilka metrów od dzieci. . Zobaczyli. Natychmiast się odwrócili. Nagle usłyszeli wołanie: . Ciotki nigdzie nie było. Mała spojrzała na niego wrogo i zawołała piskliwym głosem: . żeby kierować samochodem. teraz powoli opuściło ręce i zaczęło się rozglądać. Była to twarz siedmioletniej dziewczynki! .Ciocia jest chyba za mała.Niech ciotka będzie mniejsza od nas! Natychmiast zerwała się straszliwa wichura. Dziewczynka była wciąż ubrana w czarny płaszcz i wielkie okulary i wyglądała komicznie. dźwigając krzesło i plecaki. aż w końcu wirująca ciotka wpadła do samochodu.szepnął Kuki. Ciotka zauważyła ich i ruszyła z piskiem opon. Tosia ruszyła. jak to możliwe. Z przeciwka jechał czarny samochód. Trafili na drogę bez wyjścia! Filip błyskawicznie usiadł na krześle. Kobieta zaczęła krzyczeć na całe gardło.Tam! Filip skręcił w wąską uliczkę. tak? Ruszyła w stronę rodzeństwa.krzyknęła Tosia. co mówię? Do samochodu! Wtedy rodzeństwo wybuchło śmiechem. że dzieci chcą same lecieć samolotem? . jak po polu minowym.Pogryzie nas! Ciotka podeszła do nich i wrzasnęła: .zawołała groźnie siedmioletnia ciotka . .Ale numer! . zdawało mu się.Bo ją ktoś wykończy offem. które zasłoniło oczy przed zawieruchą. .Wsiadajcie do samochodu.Wsiadajcie do samochodu! Porozmawiamy sobie w domu! Wsiadajcie. Rodzeństwo stanęło za nim. . które fruwały wraz z ciotką w szalonym tańcu. . .. Podeszli do auta.Na pewno zmieniła się w małego trolla.wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu! .. . jak z okna samochodu wychyla się twarz w ciemnych okularach.To w psa! . Drzwi zatrzasnęły się i wiatr ucichł. Szybko! . patrząc uważnie pod nogi.Nie! ..Nie słyszysz.. ale plecaki i krzesło im ciążyły. wiatr odpychał ją.

. Spojrzała na swoje malutkie ręce z pomalowanymi na czerwono 104 paznokciami.Odczepcie się ode mnie! . . Rodzeństwo podbiegło do tablicy. .powiedziała przez zaciśnięte zęby. Ciotka w końcu się zaniepokoiła. ale musimy być na lotnisku najpóźniej o jedenastej. że odchodzą. jakby zobaczyła upiora.Musimy wysiąść! .Musimy już lecieć! Pa! Pokiwał wrzeszczącej ze strachu dziewczynce. ciociu. Udali.. skręcając się ze śmiechu. . ciociu! . Zdążymy. Spojrzała niepewnie na dziewczynkę. Obrócili się. . Ciotka wyszła z samochodu.. Patrzyły na zmniejszoną ciotkę.Nie możemy jej tak zostawić. . Filip usiadł na krześle i spokojnie powiedział: . . .Chcę. że kilku pasażerów przewróciło się 106 .Jeszcze pół godziny.Samolot do Kopenhagi odlatuje o dwunastej pięć. . . Autobus zahamował tak gwałtownie.Raczej nie zdążycie . Nie bardzo wiedzieli.Nigdzie z wami nie pójdę! 105 . Dziewczynka odpowiedziała ze złością: . Ale jak będę znów duża. żeby ten autobus jechał prosto na lotnisko.burknęła siedmiolatka..No to cześć. Mała ciotka podbiegła do nich. Rodzeństwo ruszyło za nim. . Tosia zatrzymała się.odezwała się ciotka. na której wyświetlano trasę. Musimy ją odczarować albo zabrać.Tosia spojrzała na kartkę. mimo butów na wysokim obcasie. .spytał Kuki. Nie bardzo wiedziała.Dlaczego? . to was spiorę! Czerwony autobus linii numer siedem był zatłoczony. jak się do niej zwracać. i patrzyła za odchodzącymi. -Chodźcie. Przecież faktycznie: nie mogą takiej maludy zostawić samej. .O której odlatuje samolot? . . .Na przykład jakaś wstrętna ciotka . . Rodzeństwo stanęło na tylnej platformie.zawołała Tosia.Nie to nie . Chwycił krzesło i poszedł w stronę przystanku autobusowego. . smarkaczu? Dzieci nie odpowiedziały.powiedział zdecydowanie Filip. Tosia obróciła się i podeszła do małej ciotki. . Albo ktoś może cię porwać.Pojadę z wami. .Ona ma rację! Jedziemy w złą stronę .Nie musimy.Chodź z nami. I zaczęła wrzeszczeć.Co ty mówisz.Dobrze . Nagle rozległo się stukanie obcasów.Sprawdziłam wszystko w Internecie. .Poczekajcie. A potem w lusterko. Ona jest za mała. śmiesznie maleńka.Bo jestem od was starsza i mądrzejsza .. I wtedy się zaczęło..Skąd ciocia to wie? .Będziesz głodna. .powiedział Filip. Mała ciotka trzymała się w pewnej odległości od nich i spoglądała wrogo.Po co? .dodał Kuki.Bo ten autobus nie jedzie na lotnisko.Zwariowałaś? . On jedzie w przeciwnym kierunku.A poza tym tam jest rozkład jazdy. Ocierała łzy. Darła się.krzyknął Filip. co dalej robić. która jeszcze niedawno była wysoką groźną kobietą.

. jak ląduje obok niego ogromny krokodyl. -Jedzie prosto! Kazałeś mu jechać prosto! .Odwołaj ten czar! Filip z Kukim próbowali właśnie to zrobić. Autobus wjechał w środek ulicznej kawiarni. Autobus wyjechał na szeroką ulicę. Ulica skręcała w prawo. leżący na dachu autobusu. Zdumieni pasażerowie wołali: . Gdy pojazd uderzył w scenę. Autobus pędził przez rynek. na której końcu był Port Lotniczy. A potem zawrócił z piskiem opon i ruszył w przeciwnym kierunku. pojechał prosto! Uderzył w barierkę. I w tym momencie stało się coś niesamowitego. histerycznie krzycząc. i wrzuciła ją za koszulę kobiety siedzącej na krześle. jadąc dokładnie po linii prostej. Pasażerowie zaczęli wrzeszczeć. ale na „ich krześle" wciąż siedziała kobieta. . to nikt nie wyjdzie z tego żywy! Zrozpaczona Tośka złapała za ogon piranię. zamiast skręcić. Gad otwierał szeroko paszczę. Max wykonał rozpaczliwy skok i znalazł się na jego dachu. Tłum widzów przed sceną rozbiegł się we wszystkie strony. rozpaczliwie odrywał kąsające go ryby. który umykał z tacą pełną szklanek.zawołała przerażona Tośka.Co on robi? . Autobus siłą rozpędu wjechał jeszcze na schody prowadzące na lotnisko i wreszcie się zatrzymał. Wielkie akwaria pękały jedno po drugim i setki litrów wody wylewały się wraz z krokodylami i piraniami. .Filip! Zatrzymaj ten autobus! . z wyjątkiem kelnera. zatrzymaj go. wpadały do sklepów.Filip. Pędził ze straszliwą prędkością.Co ten kierowca robi? . tratując klomby i kosze na śmieci. i nie wyglądał na zadowolonego. Jechał pod prąd. wpadając do pojemnika z lodami. . rozbijając wystawy. Autobus stratował wiklinowe stoliki i wjechał na rynek. Max. roztrzaskał ją i popędził prosto przez park. .107 na podłogę. Obrócił się i zobaczył pędzący wprost na niego autobus. W końcu skoczył szczupakiem przez bar. Na scenie stał Max na swoich sprężynowych butach.Niech ten autobus się zatrzyma! Pisk hamulców. Pojazd skakał jak oszalały na nierównym trawniku. szczerząc upiorne zębiska. Autobus rozgniótł scenę i popędził w stronę dmuchanej bramy z napisem: „Wielka atrakcja! Wystawa krokodyli i piranii". prosto w stronę hali odlotów. bo kogoś zabijemy! -krzyczała Tosia. zrywając reklamy i ścinając znaki drogowe.Niech pani wstanie! W tym momencie autobus wjechał do oceana-rium. Filip zaparł się z całych sił. Oszalały autobus minął park i wjechał w wąską ulicę prowadzącą do rynku. Samochody jadące z naprzeciwka uciekały na chodnik lub. która histerycznie krzyczała i nie dawała się zepchnąć. Jeśli uderzą w budynek.krzyczał przerażony Filip. Ta zerwała się z jeszcze większym wrzaskiem.Co się dzieje? Czy on zwariował? Dokąd on jedzie? Rodzeństwo spojrzało na siebie z satysfakcją.Zwariował! Przy kolejnym podskoku Filip zleciał z czerwonego krzesła na podłogę. próbując ściągnąć z magicznego krzesła wrzeszczącą kobietę.Pijany! . która wpadła przez okno.krzyczała Tosia. Ale autobus. 108 109 . . Filip natychmiast usiadł na krześle i zawołał. a jakaś gruba kobieta upadła na nie. Na szczęście wszyscy ludzie zdołali uciec. . Nagle z przerażeniem zobaczył.

Dzień dobry. Szedł.Co takiego. Kobieta spojrzała na nich zdziwiona.Dzień dobry. ale na razie muszę cię pozbawić głosu.Najpierw musimy iść do odprawy.spytał niepewnie Kuki. . Tutaj kolejka nie była na szczęście zbyt długa. Urzędniczka zerknęła na małą dziewczynkę w ciemnych okularach. W końcu zamilkła i tylko patrzyła na Filipa z wściekłością. Potem poderwał się i skoczył na chodnik. co zniszczyliśmy. Filip. Zaczynały się właśnie wakacje i setki pasażerów z walizami i rozkrzyczanymi dziećmi kłębiły się w hali odlotów.spytała Tośka. Wyskoczyli z autobusu i pobiegli na lotnisko.Co ja zrobiłem?.Nie. . ciociu. Wskazała ladę. Otworzyli je siłą i uciekli. Spośród rodzeństwa tylko ona podróżowała wcześniej samolotem.Sami sobie poradzimy . co się stało. To dziecko ma czterdzieści lat!? . Pokaż paszport. Brzmiało to mniej więcej tak: . nad którą świecił się napis: „Lot 007.mruknęła ciotka. Boże. . Wszędzie stały długie kolejki.To ma być jakiś żart? . Nagle z kabiny wyszedł blady jak trup kierowca. Urzędniczka za ladą zawołała: .Rozkazałem. Urzędniczka zajrzała do dokumentu. Tośka chwyciła krzesło..Gdzie ona jest? .Dokąd mamy iść? .Następna osoba! Podeszli do lady. A potem wszyscy jednocześnie rzucili się z krzykiem do drzwi. Zostali tylko Tosia. Filip i Kuki rozglądali się trochę zagubieni. Odbił się na swoich sprężynowych butach i pognał za nimi. . . Kuki i mała ciotka. ale nie potrafiła tego zrobić. Pobiegli we wskazane miejsce. ciociu.Ale nie powiem wam. Ciotka spojrzała na niego z wściekłością i wyrzuciła z siebie potok dziwnych słów. .. Na końcu krokodyl otworzył paszczę i puścił but Maksa..Nie rozumiem. Filip powiedział: 112 113 . Żeby komuś nie wygadała.. .Przez chwilę w autobusie nikt z pasażerów się nie odzywał.Z naszą ciocią. .Co ty robisz!? .Mami taka! Manary! Miota! Mikasika! Very aho mikasika! Kalifaty fanalana amin! Widać było. Zanim doszli do lady. żeby mówić w swoim języku. który wciąż siedział na dachu pojazdu. Na lotnisku kotłował się wielki tłum podróżnych. . Nie zauważyli Maksa. żeby ciotka mówiła tylko w języku madagaskarskim. .Niech naprawi się wszystko. Kopenhaga". . chwiejąc się i szepcząc: . . co ja zrobiłem. Na szczęście budynek lotniska stał na wzgórzu i całe miasto było w zasięgu wzroku. . Natychmiast wszystkie szkody się naprawiły. To jest tam. Mężczyzna patrzył jak zahipnotyzowany na dzieci i czerwone krzesło. Gdzieś daleko zaczęły wyć syreny policyjnych samochodów.powiedziała Tosia.Przykro mi. Z kim lecicie? . smarkaczu? W odpowiedzi Filip usiadł na krześle i coś wyszeptał.Ja wiem .Zwiewamy stąd. że czyni rozpaczliwe próby. . Filip szybko usiadł na krześle i zawołał: . kiedy poleciała ze szkolną orkiestrą do Pragi.Tutaj.

. Za braćmi pędziły Tosia i ciotka. Biegnący za nimi ochroniarze byli zbyt wielcy. . Zaczął piszczeć alarm. że jeśli krzesło zginie.. pas transmisyjny ruszył i krzesło odjechało razem z bagażami.Jak to co? . Nacisnęła guzik. 114 115 Urzędniczka nakleiła je na plecaki i na krzesło.Dobrze. gdy Filip miał je złapać. No. Urzędniczka zerwała się z krzykiem. a potem mała ciotka. Jeśli do niego wjedzie. Za nimi skoczyła Tośka.Ochrona! Dwaj pracownicy ochrony lotniska popędzili do niej. Oszołomiona urzędniczka oddała jej paszport. Ciotka popędziła za nimi.Wróć do nas! Wracaj! . Przeskakiwali przez pędzące taśmociągi.zdziwiła się urzędniczka.Nie mogę cofnąć taśmociągu. Odchyliło je. Ej! Co wy robicie!? Filip i Kuki wskoczyli na pas transmisyjny. Podali nowiutkie bilety.. Wokół nich był labirynt pędzących w różnych kierunkach taśmociągów. . Pas transmisyjny z bagażami przesuwał się błyskawicznie.spytał nieufnie Filip. przeskakując walizy i torby.Nasza ciocia zrobiła sobie operację plastyczną. zrzucając walizy i przewracając się na pasy transmisyjne. Znalazły się w niezwykłym świecie. . 117 Czerwony przedmiot zmierzał już w stronę luku bagażowego w samolocie. . . . ale potem i ona skoczyła.Niech pani odda nasze krzesło! . Rodzeństwo bez namysłu wskoczyło do rury i zjechało za krzesłem. 116 Filip i Kuki biegli po pędzącym taśmociągu. . żeby młodziej wyglądać. W końcu Filip je zobaczył. Poleci nie wiadomo gdzie. Będzie lecieć w luku bagażowym.Tam. Byli na to przygotowani.Ależ ono jest za duże do kabiny. Walizki spadały na nie z wylotów wielu rur i były kierowane w różne strony. Bagaże sunęły i krążyły w niesamowitym tańcu. to go nie odzyskają.Proszę pokazać bilety. Popędzili w stronę drzwi.Nie zgadzamy się! Niech pani je odda! .Tak.krzyknął Kuki. akurat w chwili. . Wszystko odbywało się automatycznie..zawołała ciotka. Potykali się. Z drukarki wysunęły się białe karteczki. Krzesło dojechało do otworu przesłoniętego pasami plastiku. To krzesło też. . Postawcie bagaż na wagę.Po co? . Ciotka zawahała się. potykając się na wysokich obcasach i wykrzykując dziwnie brzmiące słowa. które wlokły ich w przeciwnym kierunku.Co pani robi!? . . która bała się. i trochę przesadziła. proszę pani . żeby wcisnąć się do otworu. Rodzeństwo rzuciło się w pogoń. Kuki zatrzymał się i krzyknął najgłośniej. wpadło do czarnej rury i pojechało w dół. . żeby na koniec dotrzeć do właściwego samolotu. Dzieci pojechały wraz z walizami krętą zjeżdżalnią i spadły na jeden z pasów transmisyjnych. to do końca życia zostanie siedmiolatką mówiącą w języku mada-gaskarskim. Czerwone krzesło zmierzało w stronę czarnej dziury. przewracali i znów podnosili.Very aho mikasika! .Muszę je zważyć. gdzie bagaże wpadały i znikały. Hala była ogromna i ciemna. Krzesło było już kilka metrów od samolotu. jak potrafił: . gdzie jest ich krzesło. postaw je! Filip niepewnie postawił czerwone krzesło na wadze.odpowiedział szybko Filip. Dzieci nie widziały.

To jest zwykły mebel. Przecież już rozumiemy. .Możecie jechać pociągiem! Rozumiecie mnie czy nie!? Kuki zasłonił uszy.Pociąg! . a potem też zamilkła. .Samolotem raczej nie polecimy . .Możemy zaczarować kierowcę taksówki i kazać mu jechać do Kopenhagi .Rano będziemy na miejscu. Tośka i Kuki pobiegli za nim.Niech ciocia tak nie krzyczy. ale było za późno. ale zaraz opadł z powrotem na fotel. . Przestępstwo. Filip. Wsadzą nas do więzienia.wrzasnęła. który właśnie wyszedł z .wymyślił Filip. Filip ostrożnie wstał i zaczął się skradać w stronę krzesła. Kuki i mała ciotka siedzieli z ponurymi minami na posterunku ochrony lotniska. .Dziwne dzieci . Uniosło się ponad taśmociąg.komendant spojrzał groźnie na dzieci. Miał też psa.Zwiewamy! Filip chwycił krzesło i popędził do drzwi. Ziewnął i jego głowa powoli osunęła się na biurko. . Mała ciotka zawahała się. .O co jej chodzi? . Odjeżdża za dziesięć minut. . Kuki pomyślał.Mami taka! Mitandrina! Komendant obrócił się. że od czasu kiedy zaczęli tę wyprawę.Ostatni raz pytam . który na szczęście był po drugiej stronie ulicy. Zanim rodzeństwo zdążyło cokolwiek zrobić. Odwrócił się i podniósł słuchawkę telefonu.Panguh! . Zaczął chrapać.Mam w telefonie rozkład jazdy! Zerwali się i popędzili w stronę dworca kolejowego. W tym momencie otworzyły się drzwi hali i wbiegł oddział ochroniarzy. .Nic tu nie ma. . otoczyli je. Filip siedział już na krześle i zawołał: 119 . .Raczej nie. . Żadne z nich nie zauważyło człowieka w butach na sprężynach.Czemu to zrobiliście? I gdzie są wasi rodzice? Rodzeństwo milczało. który obwąchiwał uważnie magiczny przedmiot. .Wtedy czerwone krzesło poderwało się jak wierny pies.Niech pan zaśnie. Dalej jakiś technik badał krzesło za pomocą urządzenia wydającego ciche piski.Chyba muszę wezwać psychologa.To będzie porwanie. . Na pięć minut! Komendant zerwał się. wydzierając im czerwone krzesło z rąk. .No to co zrobimy? . 118 Tosia. ale w końcu także wybiegła. Mała ciotka krzyknęła: . .Panguh Uh! Po chwili wahania Filip zdjął z niej zaklęcie i ciotka znów mogła mówić w zrozumiałym dla nich języku. lądując po chwili obok Kukiego. Ukryli się między samochodami na podziemnym parkingu pod lotniskiem i zrobili naradę. . to bez przerwy gdzieś biegną.spytała Tosia. Technik postawił krzesło obok komendanta i wyszedł razem z psem.powiedziała Tosia.Skąd ciocia to wie? .Jak długo jedzie pociąg do Kopenhagi? . zawirowało i poleciało z wielką prędkością.krzyknęła ciotka. .westchnął komendant. Naprzeciwko dzieci siedział komendant w czarnym mundurze. Za to mała ciotka wyrzuciła z siebie potok słów w języku madagaskarskim.

Masz. . to musisz przestrzegać regulaminu . . . kiedy na peronie pojawił się dziwny mężczyzna w podartym płaszczu i butach na sprężynach. nie wolno ci dotykać krzesła. Na pierwszym peronie stał srebrzysty pociąg EuroCity do Kopenhagi. więc zagwizdała i wskoczyła do ostatniego wagonu. Zaglądał do każdego przedziału. Kuki spojrzał na nią dumnie i powiedział: . Zajęli cały przedział pierwszej klasy. czy rodzeństwo nie zamieniło się w kogoś innego. ale nie powiedziała dziękuję. Po prostu siadamy na krześle. Ruszyła w ich stronę. .powiedział Filip stanowczym głosem. Była głodna i chciało jej się pić. -Teraz będziemy musieli stale jej pilnować! Ciotka spojrzała tryumfalnie. wdrapały się do wagonu. pewny. musisz nas słuchać . bo nie był pewny. że odleciały 120 121 jakimś samolotem. pokazując na zegar. Filip usiadł naprzeciwko małej ciotki. Drzwi z sykiem się zamknęły i pociąg ruszył. Kuki z zachwytem oglądał dziwne urządzenia: lampki ukryte w oparciach foteli i małe półeczki na na122 poje. które nie mieściło się na półce. kanapek i butelek.My możemy wszystko zrobić.Nie. Założyłem simlocka. Wzięła pomarańczę i sok jabłkowy i podała je ciotce.Ciociu.Co założyłeś? . Korytarzem ostatniego wagonu szedł Max. Tymczasem w następnym wagonie Filip postawił na fotelu kosz pełen pomarańczy. które wbiegły na peron i wzajemnie sobie pomagając.Nigdy nie będę was słuchać! . Krzesło. żeby spytać. Jeszcze my! Kobieta spojrzała zdziwiona na czwórkę dzieci z czerwonym krzesłem.Jak wy to robicie? . 124 .zawołała ze złością ciotka.zawołała Tośka. Uważnie lustrował wzrokiem pasażerów.spytał zdziwiony Kuki. to nigdy cioci nie odczarujemy. . Ciotka sapnęła ze złości i założyła ciemne okulary. . . Konduktorka chciała pobiec za nim.Po drugie.spytała.Co jak robimy? . ciotuniu.Jeżeli nie będziesz nas słuchać. postawili na korytarzu. . Mała ciocia patrzyła na nich zazdrośnie. która patrzyła na niego wrogo.I tak mnie nie upilnujecie! Ale Filip roześmiał się i powiedział: . To dla ciebie. wyskakujące po naciśnięciu guzika. . Tylko dla nas! 123 Rodzeństwo rzuciło się do otwierania torebek i napojów. i wszystko dostajemy.Po pierwsze. Na widok biegnących krzyknął z radości i popędził za nimi. . z kim jadą. Max bezskutecznie szukał dzieci na całym lotnisku i już chciał zrezygnować. co chcemy.Wyczarowałem prowiant i kilka gier.Niech pani zaczeka. Siedmiolatka przyjęła podarunek. mówimy. te czary. tuż obok drzwi. Jeśli mamy żyć w zgodzie.dodał Kuki.parkingu.Ale jak? Musicie wypowiedzieć jakieś specjalne słowa? .Spokojnie. .Po co jej to zdradziłeś?! . On także wsiadł do pociągu.No. ale zawiadowca zaczął gwałtownie machać ręką. Konduktorka spojrzała na zegar i sięgnęła po gwizdek. . Tośka zerknęła na nią. . . słodyczy.

To są porywacze i oszuści! Ratuj mnie! Tośa chwyciła ciotkę i pociągnęła ją na siedzenie. Podbiegła do kobiety i chwyciła ją za rękę.Źle zrobiłeś .Nie mam biletu . ciociu. Oni mnie porwali! Niech mnie pani ratuje. co się opłaca. .Ona zmyśla.A gdzie są wasi rodzice? .Jedziemy do nich. bo zamienimy cię w pająka. bo jumpery utrudniały mu chodzenie w wąskim przejściu. . Przyglądali mu się podejrzliwie.Nie mam portfela. że nikt jej tu nie lubi. siedź cicho.To ja się nimi opiekuję .Nie zdążyłem kupić.W takim razie proszę ze mną. Ale oczywiście nie miał zamiaru się przyznać.Wy się nią opiekujecie? 127 . . Ostrożnie wyjrzał. .Kuki. . Ja jej nie lubię i wy jej nie lubicie. Konduktorka chciała coś powiedzieć. To dziecko ma bujną wyobraźnię. Ciotka zrobiła wściekłą minę i rzuciła w niego skórką pomarańczy. . .Nie ma siedmiu. .Kupuję hotel za dwieście . Obrócił się do dziewczynki i powiedział lekceważąco: . . . wołając: . nie mów tak! Ona ma siedem lat. żeby ona sama nie mogła się odczarować.Konduktorka spojrzała zdziwiona na dziewczynkę.Ciociu. Siedmioletnia ciotka nie brała 125 udziału w grze.zawołała ciotka. . . Zobaczył czerwone krzesło stojące na drugim końcu korytarza! Zaczął się skradać. pomylił się. Ma czterdzieści.Przyjrzała się uważnie dzieciom. Konduktorka patrzyła niepewnie na wyrywającą się dziewczynkę. Stało za nim dwoje konduktorów. .Proszę pokazać bilet. .Trzeba było kupić elektrownię. .Tak . Filip pochylił się i szepnął: . ale w tym momencie zerwała się ciotka. Z sykiem otworzyły się drzwi w przejściu między wagonami..Słuchaj. wyrywając się Tośce. smarkaczu! Kuki też się rozłościł.Znam się! . Tylko my możemy to zrobić.powiedział Filip.Dzień dobry. 126 W tej chwili otworzyły się drzwi i zajrzała konduktorka. Może go pan kupić teraz. . .krzyczała ciotka. . Max przecisnął się z trudem. Max spojrzał na krzesło i wściekły ruszył za konduktorem.Oni kłamią.Co takiego? .Nie znasz się. W ogóle jest trochę dziwna i nerwowa. Kuki zerknął na planszę.Jestem dyrektorką banku od dwudziestu lat i wiem. kiedy usłyszał: . . bo nikt cię tu nie lubi! Tośka pociągnęła go za rękę.powiedział Kuki. A ty nie kłóć się ze mną.Blokadę.Rozumiem. kładąc na planszy garść plastikowych monet. Był już kilka kroków od niego. proszę pani. Konduktorka miała już dosyć tego przedstawienia. . .powiedział Max. . Faktycznie. ale obserwowała ją z zaciekawieniem. Rozkazałem. Obrócił się gwałtownie.zaperzyła się siedmiolatka. Zasłoniła jej usta.Jedziecie sami? . To znaczy. ciociu! My z tobą nie gramy. Rodzeństwo nieświadome zagrożenia grało w monopol.

.odpowiedział spokojnie Filip. Tym razem był to malutki labrador. . Nie zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć.Zaraz pokażę bilety. I kłopoty nadeszły bardzo szybko. Wszystkie szczekały. a potem wybuchli śmiechem.". Chcę sto psów.Czuję. Wyglądał bardzo miło. Przez korytarz przeleciała wichura. Filip padł wyczerpany na siedzenie. Konduktorka zerwała się. Konduktorka zagradzała mu drogę do krzesła. Zmniejszyliśmy ją. chłopcze.szepnął Kuki. który zaszczekał piskliwym głosikiem.Chcę tam usiąść.Pani. co? Dzieci milczały. Ale było za późno. To krzesło może wyczarować wszystko. Ma pani swoje sto psów .Ja też kiedyś zwiałam z domu. Konduktorzy patrzyli na niego w osłupieniu. . Tylko muszę usiąść na tym krześle.Co tu się dzieje? Konduktorka wzruszyła ramionami. . buldogi. . Konduktorzy w panice wybiegli na korytarz. jakby nagle ktoś otworzył wszystkie okna. Koniec prawdy. . jakby był jadowitą kobrą.Filip. Dzieci patrzyły na to zafascynowane. To jest nasza ciotka. husky i wesołe kundelki pojawiały się nie wiadomo skąd. Wskakiwały na kolana i głowy ludzi. Nie mamy biletów. Pierwszy kłopot wysunął głowę z torby konduktorki. Natychmiast za wszystkich stron pociągu odpowiedziało mu głośne szczekanie.Czyje są te psy? .krzyknęła Tosia. że sytuacja robi się niebezpieczna. sama usiadła na czerwonym krześle. Był małym szczeniakiem rasy bokser.Pokażcie mi bilety. skakały. jamniki.Nie pozwól mu siadać na krześle.A ja chcę. Kuki krzyknął przerażony: . 128 . jak w wojsku. . Dalmatyń-czyki. że będą kłopoty .Niech pani tego nie mówi!!! Konduktorka spojrzała zdziwiona: . Czar już działał i Filip zaczął mówić głosem robota: . . On cię zmieni w tarantulę! Do przedziału zajrzał drugi konduktor. żebyś powiedział mi prawdę. Ciotka wrzasnęła: . Ruszył w stronę krzesła. Ma chyba czterdzieści lat.Dzieciaki jadą bez biletów. Czapki spadły konduktorom z głów. Schowałam 129 się na strychu i krzyczałam: „Ja chcę psa. Konduktorka zastawiła mu drogę i. o co tu chodzi. drapały i bawiły się w najlepsze. odwołaj to. kiedy z walizek i toreb z laptopami zaczęły wychodzić psy. Kłębiła się tu masa psiaków dużych i małych. bo drugi kłopot wyszedł z kieszeni jej munduru.Ma dzieciak fantazję! Konduktorka rozsiadła się wygodniej na krześle. ku przerażeniu dzieci.. Wreszcie Tosia oprzytomniała. nic nie mów! . .Filip.Dlaczego? W tej chwili rozległo się ciche piszczenie. A wiecie czemu? Bo ojciec nie chciał mi kupić psa. ale kobieta patrzyła na niego przerażona. . To krzyczeli pasażerowie. .. nawet bombę atomową.Uciekliście z domu.Uwaga! Mówię całą prawdę.. Filip wstał. 130 W tej chwili w wagonie zaczęła się panika. jednocześnie Filip poderwał się i stanął na baczność. merdając ogonami i liżąc ich po nosach. . Filip widział.

wrzasnął Max. Mężczyzna uciekł do toalety. ratując od upadku.Wynoś się. Filip usiadł na krześle i krzyknął: . Wreszcie Kuki zatrzymał się i usiadł na kamieniu.Poczekajcie na mnie! -1 zaczęła niezgrabnie złazić stromym zboczem.Filip pochylił się do Tośki i spytał szeptem: . Pies rzucił się na nie. Przed nimi rozpościerało się wielkie pustkowie. Chętnie by też pobiegła. jakby było ich przewodnikiem. na piasku. a cienie drzew coraz dłuższe. Jeszcze z daleka było słychać szczekanie psów. Szyba rozbiła się z trzaskiem. Mała ciotka spoglądała ze złością na rozbawione rodzeństwo. staczając się z nasypu. no i czuła się zbyt dorosła. słysząc hamowanie pociągu. Kuki złapał ją za rękę. Uparła się. że nie zdejmie butów na wysokich obcasach. a mężczyzna wyskoczył z pędzącego pociągu.Ja już nie mogę. krzyknęła: . ale miała niewygodne buty.Nikt cioci nie pyta o zdanie! . głośno szczekając i chwytając zębami klamkę. robiąc jakieś niesamowite salta i skoki. Śmiali się przy tym i krzyczeli. Filip. Daleko.Zwiewamy stąd! . Było już późne popołudnie i słońce stawało się coraz bardziej czerwone.krzyknęła Tośka. rzucił się do okna. ale nadbiegł wielki doberman i zaczął groźnie warczeć. więc co jakiś czas obcasy wpadały do mysich nor i ciotka wywracała się. w których mieszkały pewnie polne myszy albo króliki. wstrętna donosicielko! Wreszcie ciotka skoczyła. Dzieci zostały same. zatrzaskując drzwi.Czemu wy jesteście tacy głupi? Wyczarujcie samochód i będziemy sobie wygodnie jechać. Krzesło szło przed dziećmi. Pociąg ruszył i wkrótce znikł za zakrętem. 134 135 . Były coraz bardziej zmęczone. Na końcu kuśtykała mała ciotka. Dzieci szły przez wzgórza porośnięte srebrzystą trawą. Filip natychmiast otworzył drzwi i wyskoczył na nasyp. .Niech ten pociąg się zatrzyma! Zapiszczały hamulce i pociąg stanął w pustym polu. Krzesło popędziło za nimi. Wędrowali już przez godzinę i byli zmęczeni.Jednak czaru nie dało się już odwołać. podrywając się i biegnąc dalej. porośnięte suchą trawą i żółtymi kwiatami. . Zobaczył dzieci i krzesło na nasypie i chciał za nimi wyskoczyć. Ruszył w tę stronę. Dotarli do piaszczystego stoku. Tylko mała ciotka nie mogła się zdecydować. Wtedy Max kopnął z całych sił 132 133 w okno. Spod nóg uciekały im maleńkie jaszczurki. Nie było widać żadnego domu ani drogi. wynocha! . Było bardzo gorąco. sadząc wielkie kroki w swoich sprężynowych butach. Pociąg zaczął się rozpędzać. Ziemia podziurawiona była norami.Może naprawdę wyczarujemy jakąś terenówkę? . najbardziej zmęczona z nich wszystkich. który opadał stromo w kierunku lasu. Panika narastała. Skakali ogromnymi susami. . Więc zawołała tylko: . Max biegł przez pustkowie. Miała buty na wysokim obcasie i dosyć krótkie nogi. Tosia obróciła się do rodzeństwa i spytała niepewnie: . Dalej był las. Sto psów rozbiegło się po całym pociągu i były poza zasięgiem wzroku. . Nigdzie nie widział dzieci. Nigdy nie dojdziemy do żadnej miejscowości! To jest jakiś koniec świata! Mała ciotka. Tosia i Kuki skoczyli za nim.Dalej! Skacz. na których rosły potężne topole. zobaczył ślady stóp. Pasażerowie miotali się po korytarzach lub zamykali w przedziałach. Kuki i Tośka zaczęli biec. Doberman wyszczerzył kły i zaczął się do niego zbliżać. Dzieci szły teraz przez zielone łąki. lądując na piasku. Nagle zatrzymał się.Jak my się stąd wydostaniemy? Tymczasem Max.

Ogromny jak dom. . .I żeby miał muzyczny supersprzęcior. -powiedział Filip.Ciocia będzie umiała tym kierować? . . . 138 We wnętrzu były dziesiątki urządzeń..Opanujcie się! . Ziemia drżała coraz mocniej. . Wreszcie usłyszeli dziwny dźwięk..Poczekajcie. 136 137 .Magiczne jeżdżą. Kuki i Filip usiedli na krześle razem. Schowali się w rowie. .Może ono wyczarowało dinozaura! . smarkaczu! . I wtedy zza drzew wyłonił się ich pojazd. .zawołała ciotka.I srebrna rura wydechowa. -1 GPS! A potem bracia powiedzieli jednocześnie.Chcemy. .. bez kierowcy.Ale ciocia ma za krótkie nóżki . Ale jaki! Chyba największy traktor na świecie.krzyknął Kuki. Koła miał wyższe od dorosłego człowieka.szepnął Kuki..Trzysta! I napęd na cztery koła.. .odpowiedział Kuki. Był to traktor. które niepewnie do niego podeszły.. Do kabiny prowadziły cztery stopnie. a huk był tak głośny.. wystawiając tylko głowy. . Nie był to bolid ani pojazd z Gwiezdnych wojen. Bolidy nie jeżdżą po piachu. jakieś gałki i drążki. .Mam prawo jazdy od dwudziestu lat lat! . Może być superjeep.Albo czołg. Zza lasu coś się zbliżało. Taki jak w Gwiezdnych wojnach*. . świecąc potężnymi reflektorami.Pojazd kosmiczny. .Pewnie. kto ma wyczarować superauto. .zaperzyła się siedmiolatka. Ziemia drżała.. . ..Mogłabym być twoją matką. bo nie mogli ustalić. Narastający groźny huk. Obróciła się do małej ciotki. Zaczął Filip. Jechał sam.Jesteś głupi.Dinozaur też jest terenowy i ma napęd na cztery łapy. Zatrzymał się tuż obok dzieci. .Nie umiemy kierować. . Siedmioletnia ciocia schowała się za Tosię. Zanosiło się na kłótnię.Nie umiem prowadzić czołgu! .dodał Filip. Bracia zerwali się z krzesła...Na pewno dostaniemy superterenowe porsche.To nie jest diler samochodowy.Co to może być? . Coś wielkiego.szepnął przerażony Kuki.Chcemy dostać pojazd terenowy.Żeby była klima.I za mały rozumek! ....zawołał Kuki. Filip wspiął się na nie i z trudem otworzył drzwi. wyglądające zupełnie inaczej niż w zwykłym samochodzie. .uspokoiła ich Tosia.Dwieście koni! I turbo! . .Daj nam taki pojazd! Filip szepnął do Kukiego: . Przez chwilę nic się nie działo. . i.Przestań się do mnie tak odzywać. Zbliżał się jak wielki smok. żeby był duży i miał mocny silnik. ..zaprotestowała ciotka.Ja umiem . hucząc ogromnym silnikiem. .Jeszcze lakier metalik. . . .zawołała Tośka. Były maleńkie wobec jego ogromu. .Albo bolid Formuły Jeden .Naprawdę umiałabyś prowadzić samochód? . . że aż bolały uszy.

trzeba zawrócić! Ale było już za późno. w którym roiło się od czarnych pijawek. . . Chłopak wypluł błoto. Lepiej zawróćmy. .W lewo! Skręć. . dokąd ma jechać. bo walniesz w kamień! Uważaj. że będą kłopoty . Nic nie widziała. . błoto wpłynęło mu do ust i zaczął się dusić. Filip już tego nie czuł. a traktor szarpał się. Wjechali z prędkością rajdowego auta na łąkę. Jechali jak pijani. cuchnęło zgnilizną i zdechłymi rybami. Koła. Przez otwory wentylacyjne zaczęła sączyć się woda i wpływały jakieś czarne stworzenia podobne do małych węży. Nie zatrzymuj się. .Nie panikuj! Przejedziemy z rozpędu. Tośka podniosła szyby. Natychmiast wlało się do wnętrza cuchnące błoto. Wymacał siedzenie krzesła i usiadł. kiedy nic nie widzę!? .krzyknął.zawołał Kuki. tylko błoto.Ona ma rację . Wewnątrz kabiny dzieci przytuliły się do siebie. 140 141 to zginę!". ale na szczęście było mocno przyczepione.szepnął Kuki.. Spojrzał w górę. podciągnął się na rękach i wyskoczył na dach. Obrzydliwy muł okleił go całego. . licząc.Czuję. Resztkami sił zaczepił ją o rurę bagażnika. Kiedy to mówił.To mnie powiększcie.krzyczał Filip. więc wiedział. .Mogłaś urosnąć! . Wielki traktor sunął przez bezdroża równie łatwo jak samochód po autostradzie.To jest bagno .Zasłońcie usta i zamknijcie oczy! Jednym szarpnięciem otworzył okno w dachu.. Na końcu liny był wielki czerwony balon.zawołała Tosia . gdzie skakały setki żab i błyszczały kałuże zielonej wody. ciociu! . wyciągnij nas stąd. Dawaj turbo! Przyspieszyli. .Musimy wybić szybę i wypłynąć . że ma tylko tyle czasu. . Ciężki pojazd zaczął się zapadać w bagno. Podskakiwało na każdym wyboju. 139 . Traktor opadał coraz głębiej. Filip odkrył przycisk turbo.krzyczało rodzeństwo. Było niemal zupełnie ciemno. i wreszcie odetchnął. szarpnęło traktorem i pojazd zaczął unosić się w górę.lina wyciągnęła traktor na powierzchnię.Utoniemy! . Lina się naprężyła. „Jeśli za chwilę nie odetchnę. Wreszcie cały pojazd został wessany w błotną czeluść. . Filip zacisnął powieki. Wciągnie nas.Uratuj nas. Silnik jęczał.Jeszcze czego! Krzesło przywiązali na dachu. że pojazd gwałtownie przyspieszał.powiedziała ciotka. Błotna maź okleiła szyby. Gazuj! Traktor zawarczał silnikiem i zaczął grzęznąć w błocie.Chyba tak. próbując wydobyć się z bagna.Jedź. . a potem okna zaczęły znikać w zielonej mazi.Jak? Przecież to nie jest woda. ... pomyślał rozpaczliwie.. bo ciotka była za niska i ledwo wystawała znad kierownicy. więc musieli jej mówić. Kopnięciem zatrzasnął klapę i po omacku zaczął szukać krzesła.powiedział Kuki. Wytrzymywał w wodzie minutę bez oddychania.Możemy się tu utopić.krzyczała przerażona ciotka. Tonął jednak coraz bardziej. Traktor zataczał się i robił koła. Nagle spadła mu do rąk lina zakończona hakiem. Silnik wył i wielki traktor wciąż posuwał się do przodu. . Ale w tej samej chwili pojaśniało . który wydobył traktor z bagna i ciągnął go .Jak mam uważać. Z braku powietrza zaczynał tracić przytomność. . Filip zerwał się. że dzięki prędkości przejadą przez trzęsawisko. . ale jednocześnie zanurzał się coraz bardziej w bagiennej toni. który powodował. szybko! .Zamknijcie okna.

Czerwonego krzesła nigdzie nie było widać.Trzymajcie ją! Wreszcie Tosia oderwała oślizgłego wampira i wyrzuciła go za okno. pomyślał z rozpaczą. Zajrzał na dach i krzyknął z przerażenia.Nie ma go! Zgubiliśmy krzesło! Pędzili przez las. „Jak zapadnie zmrok.. że te cwane dzieciaki wyczarowały jakiś pojazd. . ale nie chroniły przed zmęczeniem. żeby sprawdzić.Chyba tak. Max uśmiechnął się szeroko. przyssana do pięty. . rozpaczliwie machając nogą.Ciociu! Co jest? Trzymaj kierownicę! . Traktor zaczął się wspinać. Oddychał ciężko. Zwieją mi. .krzyczała ciotka. . wielka pijawka. Było w pułapce.Skończyło się paliwo. .Ała! . jak wysoko jest słońce. Ciocia płakała. . zakaszlał kilka razy i pojazd się zatrzymał. Zatrzymaj się. I wtedy zobaczył między konarami drzewa coś czerwonego. Wjechali na wąską leśną drogę.wołał zdyszany Filip. W końcu Tośka złapała śliskie stworzenie i zaczęła ciągnąć.Zdejmijcie to ze mnie. Tosia lubiła zwierzęta. . .".krzyknął Kuki. Spojrzał w niebo. rozglądając się na wszystkie strony. . ale nie umiało samo się odczepić. . Wielki traktor z trudem mieścił się pomiędzy drzewami.Ale wy nigdy nie słuchacie! Przez was przez całe życie będę smarkulą! 144 145 . Wtedy lina sama się odczepiła i balon odfrunął.Walnęliśmy w gałąź. żeby sprawdzić! . Była tam. Ciotka szarpała się i wierzgała nogą. .Przestań nam rozkazywać . .teraz w stronę suchego brzegu. Miotało się i szarpało. Odczepcie to! Tosia spojrzała na stopę ciotki. jakby naprawdę była siedmioletnią dziewczynką.Musiało zahaczyć o gałęzie .Byłeś niesamowity! 142 W tej chwili ciotka zaczęła wrzeszczeć..spytała ciotka. Filip złapał kierownicę i starał się prowadzić traktor w miarę prosto. Max biegł leśną drogą po śladach traktora.wołała Tosia. to nie będę widział śladów.Nie ma sprawy . . Sprężynowe buty pozwalały mu biec naprawdę szybko... . Domyślił się.Mówiłam wam. Nagle silnik zakrztusił się.Co się znów stało? Mała ciotka spojrzała na wskaźniki. Na gałęzi wisiało czerwone krzesło. Puściła kierownicę i skakała po kabinie.Udało się! Tośka i Kuki otworzyli okno w dachu i Filip wskoczył do środka. . .Wyczaruję stację benzynową. ale ta napęczniała krwią maszkara wyglądała ohydnie. Otworzył drzwi. Po jakiejś godzinie jazdy wyrosło przed nimi wysokie wzgórze.Co to było? . Krzesła nie było! . Tosia próbowała ją uspokoić. Traktor zaczął kręcić się w kółko. . Podbiegł bliżej. silnik ryknął i powoli wyjechał na suchą drogę. Na złość ciotce nacisnął turbo i pojazd popędził przez las.powiedział Filip. . Rozległ się jakiś trzask.Trzeba to sprawdzić. .Żyjesz?.Znajdziemy je! . Wreszcie koła złapały przyczepność.Musi leżeć gdzieś blisko.

Już wiem! .Nie potrafisz się urwać. To wszystko twoja wina! Idź. a druga na zachód.A czego ja chcę?. Największy i najdroższy diament na ziemi. Krzesło było teraz uwięzione jak pies na łańcuchu.. kiedy na szczycie wzgórza coś zaczęło błyszczeć. jak błyszczy pod warstwą błota.szepnął .Stój! Stój!!! Kamień nabrał wielkiej prędkości.Rany. Biegł za drogocennym klejnotem. pokazując drogę na południe. Tośka. Złapał oparcie wiszącego krzesła i zawiązał na nim supeł. wierzgając i ciągnąc Maksa. . Ma być wielki i bez skazy. jak wisielec. gdzie było uwiązane krzesło.wszystko. . Natychmiast zaczepił klamrę o niską gałąź. jakby był małym dzieckiem. Dobiegli do rozwidlenia dróg. Max odskoczył w bok. by wyłowić diament.. Max pędził za nim. Max podszedł ostrożnie. Dotarł do miejsca. Poczuł dziwny dreszcz. ale ten był na to przygotowany. Mocno złapał oparcie i szybko usiadł na czerwonym krześle. przeleciał kilka metrów i wpadł do mokradła. że nie ma ludzkiej siły. Migocząc w słońcu. Pas przerwał się. Większy niż wszystkie diamenty świata. a uwolnione krzesło natychmiast uniosło się w górę i odfrunęło. Max zerwał się. A czerwone krzesło przeleciało wysoko nad jego głową i zniknęło za lasem. Huczał jak lawina śniegu spadająca z gór.Rozparł się wygodnie. Ogromny. .. Diament dotarł do bagnistej łąki.powiedziała Tosia. .Teraz mogę zrobić wszystko . ale nie ruszyła za nim. Zatrzymał się. Krzesło zakołysało się rozpaczliwie. Jedna prowadziła na południe. wisienko. Max dobiegł do bagna. Powoli zanurzył się w bagnie. Ale gigant! 146 147 Popędził w stronę drogocennego kamienia. rzucając oślepiające błyski. Filip się wściekł. Pieniędzy? Co ja tu zrobię z workami pieniędzy?. i odczep się od nas! Chodźcie! 149 Poszli drogą na południe. wprost w oślepiające zachodzące słońce. Naprężyło swoją smycz. Olbrzymi diament minął go i potoczył się w dół.. . Daj mi go! Nie minęła sekunda.krzyknęła ciotka.Zgubili cię. pokazując drogę na zachód. Diament był wielki jak ciężarówka i cudownie okrągły. Potem szarpnął i krzesło spadło na drogę. Wiedział. Rozglądali się niepewnie.. jaka płynęła z tego przedmiotu. . Podszedł ostrożnie bliżej. Nie było widać śladów traktora.Niech ciocia przestanie się wreszcie wymądrzać! Mamy tego dosyć. . Filip i mała ciotka pędzili leśną drogą.Wyprostował się.. aż wreszcie całkiem zatonął. Coś wielkiego. moje malutkie. szukając wszędzie krzesła. .. Przez chwilę było jeszcze widać. Mała ciotka patrzyła na odchodzące rodzeństwo ze złością. gdzie chcesz. kamień toczył się coraz szybciej w jego stronę. i uderzył w trzymający je naprężony pas.Chcę dostać diament. .Tędy jechaliśmy .. cudowny diament zaczął toczyć się w jego stronę. Szedł na sprężynowych butach przez grząską łąkę jak upiorny bo148 cian. Usiadł w błocie i zaczął rozpaczliwie łkać. co zechcę! .Nieprawda! Tamtędy! . ale nie zdołało jej zerwać. Diament toczył się dalej.. Obróciła się i poszła drogą na zachód. Poderwało się zaraz. Max nie zwracał na krzesło uwagi. Odbijając się od drzew jak kula bilardowa. ale wkrótce zaczął się zapadać. Kuki. Tym razem mi nie uciekniesz! Wyciągnął z płaszcza skórzany pas. . Znieruchomiało. jakąś niezwykłą siłę.

Wreszcie usiadła na czerwonym krześle.zawołała. Zawołał do Tosi: . Ale to krzesło umie chodzić.Trzeba ją szybko znaleźć. Czekało.Na początek chcę. że to dobra droga? . Rozłożył się. .Przyjdźcie tu wreszcie. Mała uniosła stopy i mruknęła: . rzucając łagodny. bo. Tośka. więc nie mogła się powstrzymać i zawołała: .. zupełnie jakby na nią czekało. Ale na pewno wymyślę coś strasznego. 152 . . Na środku drogi stało czerwone krzesło. A jak przyjdą. 150 151 Na szczycie stało krzesło. Ale ta nie patrzyła w ich stronę. Tosia wychyliła się zza krzaków. bo mi się nudzi! . Ale ponieważ coraz bardziej stawała się małą dziewczynką. Żądam wygodnych butów! I natychmiast na jej stopach pojawiły się czerwone sandałki z miękkiej skóry.Ale może zrobić inne czary. . Mała ciotka podchodziła powoli i ostrożnie. prowadzącą na wzgórze. Leciało tuż nad trawą jak ważka. Minęła pierwszy zakręt i wtedy zobaczyła je. Mogło poleźć nie wiadomo gdzie! Filip spojrzał na rodzeństwo.Kiedy zasłoniły ją krzaki. co z nimi zrobię.Tak. Wylądowało na szczycie zielonego pagórka i już nie uciekało. Wygodnie rozparła się na krześle i powiedziała głośno: . Zdyszany Filip zatrzymał się.Bardzo dobrze.. Pobiegła w jego stronę. .Albo wyczaruje działo laserowe i nas anihiluje! . Filip i Kuki biegli drogą z drugiej strony wzgórza. ... a na nim siedziała dziewczynka w czarnym płaszczu. I poczuła się jak prawdziwa królowa na tronie. jak wielki grzyb. . sprawdzając. Przerażone rodzeństwo skoczyło do rowu.Jeszcze nie wiem. .Albo zamieni się w dzieciojada i nas pożre -szepnął. które zjadają krowie placki! Rodzeństwo skuliło się w swojej kryjówce. . . kryjąc się przed wzrokiem ciotki. . .Słuchajcie.. żółty cień na dziewczynkę i krzesło. „Smarkacze" właśnie szli. to wyczaruję wam wieczny smród! Albo zmienię was w robaki.szepnęła.Tosia pokazała ręką na wzgórze widoczne między drzewami.Jesteś pewna. I żółty parasol wyrósł z trawy.. bo ciotka usłyszała szelest i rozglądała się czujnie.Za późno! . bo czterdziestoletnia dyrektorka banku nie powinna mówić takich rzeczy. .Uśmiechnęła się złowieszczo. A teraz poczekam na tych smarkaczy. to.Uważaj! Filip wciągnął ją między gałęzie w ostatniej chwili. Teraz chcę parasol od słońca. zrobiło jej się trochę głupio. Ruszyła energicznie krętą drogą.Znalazłam je. ale krzesło podskoczyło i pofrunęło. bojąc sieje spłoszyć.Albo zamieni się w dinozaura! Rozejrzeli się niepewnie.Jak was zobaczę. To ja je znalazłam! . Kiedy to powiedziała. a właściwie pełzli w jej stronę. Boso od razu poczuła się dużo przyjemniej.Mogą być.Przecież założyłeś simlocka. . a jak ciotka znajdzie to krzesło? .Może się nad wami zlituję i wyczaruję wam tylko świńskie ogony. czy nie czai się gdzieś tyranozaur o twarzy ciotki.. Może nas zamienić w karaluchy albo psią kupę! Kuki spojrzał na brata przerażony.. zatrzymała się i zdjęła buty na wysokim obcasie. Nie może zamienić się w dorosłą.

No to co zrobimy? . Stół bez nóg unosił się w powietrzu.szepnęła Tośka. A także parująca pizza i filiżanka kawy cappuccino. Dziewczynka spojrzała na ciemniejące niebo i nagle poczuła lęk. to będziemy jeść krowie placki do końca życia.Chcę zobaczyć. żeby usłyszało ją rodzeństwo. Wtedy wyprostowała się na krześle i zawołała: . . Było stąd widać całą okolicę. . Ciotka. Prawdę mówiąc. nic wam nie zrobię! 155 Ale nikt jej nie odpowiedział.Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna! Dziewczynka na wzgórzu objęła mocno oparcie krzesła. Niestety. Było tu niewiele kryjówek.Zobaczcie.. Zamknęła oczy. Ale pachnie! . co mam! A wy musicie głodować! Kuki wysunął głowę zza gałęzi i wdychał zapachy płynące ze wzgórza. ale cappuccino jej nie smakowało. to nie wiedziała.. aż ta zaczęła wrzeszczeć. Jakby co. ale posłusznie położył się za osłoną z krzaków bzu. ziewała. Nie zdawała sobie z tego sprawy.Jestem głodny! . Korzystali z każdej osłony.. Były tam owoce.szepnęła Tośka. Chcą mi zabrać krzesło! . Chciało jej się spać. a ciotka pozostała w powietrzu! Otworzyła oczy i zobaczyła. Ona w końcu zaśnie. rozglądając się niespokojnie dookoła. Nie tak wysoko! Ratunku! Krzesło wzleciało na wysokość kilkuset metrów. .Nie ukryjecie się przede mną! Nikt jej nie odpowiedział.Pepperoni. I kawę! TRZASK! Na trawie obok krzesła pojawił się krąg. Szczególnie gdy zapada zmrok. -Wyczaruję różne rzeczy.Ostrożnie.Nie możemy iść razem. .mruknął Filip.Ja mam lęk wysokości. Słońce powoli zachodziło. . Mała ciotka spojrzała na niego dumnie i zawołała: . gdzie oni są! Chcę ich widzieć. że jej wrogowie są blisko. . . Także dzieci ukryte za krzakami.Nie chcę być sama przez całą noc.Dobrze! . unosząc się w górę. Teraz! Rozkazuję! FRU! Krzesło gwałtownie poleciało w górę. poleciało samo.Schowaj się! . co dalej robić. Małe dzieci szybko robią się śpiące.A duże głodne! . .powiedział zazdrośnie. Ale ciotka już o nich nie myślała. Grzanki z serem. .Aaa! To nie był dobry pomysł. pizzę. I owoce..Wiem. Została im jeszcze do pokonania 153 połowa wysokości wzgórza. Nie lubią też być same. siedząca okrakiem na krześle. Zupełna cisza! .Wyczarowała zapiekanki i pizzę. Ale najbardziej doskwierała jej samotność. Trawiaste koło zaczęło wirować. . Potem spróbowała kawy. Czuła. ser i inne rzeczy. bo jak wszystkich zamieni w robaki. a małe dzieci nie lubią gorzkiej kawy. mimo że mogła wszystko wyczarować. Filip i Kuki niezmiernie powoli czołgali się w jej stronę. ciasta.Na pewno gdzieś się czają. . Pójdę sam.krzyknęła tak.Nie zgadzam się. . Tosia. ale im bliżej szczytu. to mnie ratujcie. . ale coraz bardziej przeistaczała się w małe dziecko.Poczekajmy do wieczora. Kurczowo trzymała się oparcia i szeptała: .wyszeptała. . tylko dla mnie! Chcę lody..krzyknęła. . Po chwili darń 154 zamieniła się w obrus i talerze pełne jedzenia.Tosia wciągnęła brata za krzaki.Chowaj się! .Bo zmieni cię w widelec! .. Frunęło w stronę chmur wraz z ciotką. Niech to krzesło wyląduje na ziemi! I krzesło natychmiast poleciało w dół.. Przyjdźcie tu. Nie idź! . że wisi sto metrów nad ziemią jak mała chmurka.szepnął Filip. Ciotka zjadła mały kawałek pizzy. jakby wycięty nożem. tym osłon było mniej. chwytając brata za rękę. . Filip zatrzymał się. że tam jesteście! .

Był duży i miał dwie sypialnie.słyszysz? . Kaszlała. Tosia podeszła do braci. którzy bawili się płonącymi gałęziami. .| mana. sam zaczynał się topić. jak ciotka rozpaczliwie walczy o życie. Bardzo dużo! Wtedy zza ich głów wyleciały setki pomarańczowych kół. Tysiące! Filip właśnie dopłynął do małej 159 ciotki i złapał ją za ramię. Filip płynął do niej. trochę ubrań i jedzenia.No dobra. Wtedy doleciało do niego pierwsze koło ratunkowe.Spóźnimy się! . Unosząca się w chmurach ciotka krzyczała rozpaczliwie: . które zabezpieczały przed owadami.Chcę koło ratunkowe! Natychmiast z nieba spadło koło ratunkowe. A potem następne i następne. ciociu? . Trzeba tu zostać do rana. Ale nie spadała. więc Tosia zawołała: . Wrzeszcząc ze strachu. leciała w dół i po chwili zniknęła za wzgórzem. które wirując. Spadaj! . tworząc wokół Filipa i ciotki wielką pomarańczową wyspę. -Niech ją wróble rozdziobią! . Tosia okryła ją śpiworem i wyszła bez słowa z namiotu.Ona jest przeziębiona. Rozpaliły też ognisko. natychmiast zdarł z siebie bluzę i popędził do jeziora. .Chcę dużo kół ratunkowych. Na jej szczęście było tam jezioro.zawołała Tosia . jaki widuje się czasem w filmach o Afryce. Tosia i Kuki patrzyli przerażeni. Wyczarowały namiot.powiedział Kuki. bo czerwone krzesło było daleko. ale niestety wylądowało dość daleko od ciotki. Tośka usiadła na krześle i krzyknęła: . ale był jeszcze daleko. . 158 Rodzeństwo pobiegło na wysoki brzeg jeziora. Rozległo się głośne CHLUP i ciotka wpadła do wody.powiedział Filip.Ratunku! Ja chcę wrócić na ziemię. malując w powietrzu ogniste znaki. że zaraz spadnie. a nad nimi muślinowe firanki zwane moskitierą.zawołał Kuki. przy którym suszyły się rzeczy ciotki i Filipa. nie wygłupiaj się! Każ jej wrócić . Była pewna. marszcząc się trochę. który zdobył kiedyś mistrzostwo klasy w pływaniu. leciały jak kosmiczne statki w stronę jeziora. Unosiła się jak balonik. Rozkazuję! Ale rozkazy już nie działały. Zobaczyli. Dzieci założyły obóz nad brzegiem jeziora. Filip. 156 Rodzeństwo popędziło do niego.Aaa! Ciotka poleciała w dół jak zestrzelony samolot.Wyczaruj koło ratunkowe .Ratunku! Na pomoc! Nie chcę być tutaj! Ja mam lęk wysokości! Chcę wrócić na ziemię! Rodzeństwo parsknęło śmiechem. jak na środku ciotka miota się i rzuca w wodzie. Dziewczynka posłusznie wypiła. bo ciotka co chwila zanurzała się pod wodą i była niewidoczna. . Nie dawał rady. Było ich naprawdę dużo.Lepiej ją tam zostawić .krzyknęła przerażona Tosia. 1 Płaszcz ciotki rozłożył się jak kostium Super. . Zaczął holować topiącą się dziewczynkę w stronę brzegu. . .Ona nie umie pływać! Nie mogli jej uratować żadnym czarem. Nad brzegiem jeziora stał piękny biały namiot.Ściągnijcie mnie! Błagam! . . Kuki krzyknął: . .A po co tam leciałaś.Możemy wyczarować ferrari . Tosia nalała na łyżeczkę syrop pini i podała go cioci.Przecież jutro musimy być w Kopenhadze -zawołał Filip.Ono jeździ trzysta na godzinę. Właśnie lądowało na wzgórzu.Filip. Mała ciotka leżała w hamaku owinięta śpiworem. Filip dobiegł pierwszy i natychmiast usiadł na krześle.Coś ty zrobił!? .Zaczęła wrzeszczeć ze strachu. Wisiały w nich hamaki.

Wiki. a ja nie. Ciotka niepewnie wzięła instrument. Wiki powiedziała zazdrośnie: . W tej chwili Wiki przestała grać. Zaczęła grać..Lepiej się czujesz.powiedziała Tośka.Spróbuj.. Więc mówili do mnie „Wiki". Zawsze jej zazdrościłam. .Jak chcesz.Pamiętacie? Jak byliśmy mali. Moja mama gra dobrze..Nienawidziłam tego imienia. blisko siebie. Mężczyzna szarpnął go z całych sił i oderwał. Bracia milczeli. to mówili do mnie „Wiki". Wskoczył do łodzi i powiosłował w kierunku. ale potem zabrzmiała naprawdę dobrze. Tosia ze zdziwieniem sobie przypomniała.Ja. Chcę! Tośka usiadła na krześle i powiedziała coś szeptem. Patrzyli na ciotkę niechętnie. ale im jakoś nie chciało się spać. Tośka podała jej flet.Wiem. Zapadł zmierzch.Siedź. . ze zdumieniem poczuła. prawdę mówiąc. że mnie wyciągnąłeś. Możecie tak do mnie mówić? . co należy robić. .Nie wiem.pochwaliła ją Tosia . .Jak byłam mała. Wiki..spytał Filip. że dokładnie wie. . 160 161 .Jak cię nazywali. Po drugiej stronie jeziora stał Max i nadsłuchiwał. Filip wzruszył ramionami. Muzyka niosła się nad ciemną taflą jeziora. Upiekli na kolację ziemniaki w ognisku i kilka zapiekanek. żeby ciotka znowu czegoś nie wyczarowała.Już. Była tam stara łódka. ale komplement sprawił mu przyjemność. Melodia na początku trochę jej się myliła.Dobrze grasz. ja już go nigdy nie ukradnę. .spytała niepewnie. że ta mała dziewczynka jest siostrą jej mamy. Kuki powiedział: .. .Nie bójcie się . Filip na wszelki wypadek odsunął krzesło. Potem obróciła się do ciotki: .Wiesz co? Jakoś głupio mówić do ciebie „ciociu" . Owinięta w śpiwór ciotka wyszła z namiotu i stanęła nieśmiało obok rodzeństwa.. .powiedziała dziewczynka. To było niesamowite uczucie. . .Wiki? Dlaczego? Przecież ciocia ma na imię Maryla.powiedziała Tosia. Przysięgam.Tak. . . kiedy byłaś mała? . ale i tak bardzo im smakowały. Czujesz jakąś zmianę? . . chociaż. skąd dochodziła muzyka. Na drugie miałam Wiktoria. Bo ona umiała grać. próbując wyczuć. Były trochę przypalone.. cio. Dziękuję.Chcesz? Ciotka zerwała się.. to zrobię czar i będziesz umiała grać . Ty świetnie pływasz. 163 przymocowana do drzewa zardzewiałym łańcuchem. skąd biegnie muzyka. . ciociu? . . 162 . Usiedli przy ognisku.Mhm. to mama nam grała tę piosenkę przed snem. Potem popędził na brzeg. Kiedy go dotknęła.. Nie odpowiedział. bez czarnego płaszcza i butów na obcasie wyglądała jak zwykła siedmioletnia dziewczynka.Nieźle jak na pierwszy raz .ale musisz dużo ćwiczyć.Wcale nie. W końcu Tosia mruknęła: .Czy ja mogę siedzieć z wami? .. a Tosia wyczarowała nowy flet i zaczęła grać.Usłyszeli kaszel.OK.

Tylko mała Wiki nie mogła zasnąć. Tośka i Kuki spali już w hamakach. Dziewczynka w księżycowym świetle wyglądała jak leśny faun. ale chłopiec zdążył się ukryć za kępą jałowców. Ale nie zdążył. Ale księżyc ukrył się za chmurami i Max widział tylko ciemną ścianę lasu.szepnęła Tosia. Wiki minęła je i poszła nad jezioro. Narzucił sieć na krzesło. Kuki skradał się za nią. jak Wiki gra. Szybko wyskoczył z hamaka. Podniosła flet i zaczęła grać. szukając obozowiska dzieci. A potem zobaczył czerwone krzesło. Mężczyzna roześmiał się. Tosia nie zdawała sobie nawet sprawy. A może naprawdę będziecie złote?. że niesprawiedliwie ją podejrzewał. kierując się tam. które zaczęło się miotać i wyrywać. co rodzice teraz robią .. który płynął wciąż wzdłuż brzegu. Zdawało im się. jak Wiki idzie w stronę ogniska. Filip chwycił za rękę Tośkę i chciał się cofnąć poza zasięg wzroku Maksa. narzucił bluzę i wysunął głowę z namiotu.Ciekawe. jak niezwykłą rzecz zrobiła swoim czarem. Nagle usłyszał plusk wody. żeby wziąć flet. Odsunęła brezentową płachtę w wejściu i wybiegła. że martwią się o nas? . ale Max usiadł na nim okrakiem. Kuki otworzył oczy i zobaczył. Było mu trochę głupio. Ostrożnie wyskoczyła z hamaka i wyjęła instrument z futerału. ale postanowił.Chodźmy spać. Ruszyła dalej. jakie Wiki nosiła w sobie od zawsze.Chciałbym. skąd dochodził dźwięk. bo już wiedział. A potem zaczął szybko wiosłować. Kiedy wychodziła z namiotu. Miał ochotę przeprosić ją za głupie podejrzenia. Max przepłynął na drugą stronę jeziora i teraz wiosłował wzdłuż brzegu.. co tylko zechcę. Filip. wyjść z namiotu i wypróbować nową umiejętność. Gra na jakimś instrumencie to było wielkie marzenie. że ten złośliwy przedmiot znowu mu umknie..krzyknął mężczyzna. Na zawsze! Z namiotu wybiegli Tosia i Filip. Tymczasem Kuki ukryty w zaroślach słuchał. Max przybił do brzegu i wyskoczył z łodzi. Jutro musimy wyruszyć wcześnie rano. Kilkaset kroków od obozowiska zatrzymała się i usiadła na kamieniu. Najpierw grała po cichutku. zadzwoniły metalowe kółka przy masztach. ledwo widoczną na tle granatowego nieba. co mała ciotka kombinuje. Przycisnął je mocno do ziemi i wrzasnął: . Starał się poruszać bardzo cicho. Dlatego kusiło ją. W końcu Filip wstał i powiedział zdecydowanie: . Wiki nie chciała ukraść krzesła ani zrobić żadnych złych czarów.. . A potem roześmiał się głośno. że to senny koszmar. ciężko dysząc. Miał w ręku starą sieć. że najpierw sprawdzi. zebrał wszystkie siły i skoczył. . Teraz był już jego panem. ale czekał. . Muzyka niosła się daleko po jeziorze. .Stój bez ruchu! Przedmiot wykonał rozkaz i zastygł. Max. Po chwili ujrzał nikły płomień ogniska i namiot. Obok ogniska stało czerwone krzesło.Myślicie.Teraz mogę z wami zrobić. Może ono także spało? Kiedy był od niego o krok. nad brzegiem. Chciał obudzić Filipa. nieśmiało. którą 166 znalazł w łodzi.Chyba nie. 164 165 Kuki szybko przebiegł przez krąg światła od ogniska i zaczął się skradać w stronę Wiki. Po prostu chciała grać. ale tym razem krzesło stało nieruchomo. wypatrując dzieci. Bez słowa poszli do namiotu. usłyszał głos fletu. Z przerażeniem wpatrywali się w Maksa siedzącego na czerwonym krześle. Dziewczynka obejrzała się. a potem zaczęła wydobywać dźwięki coraz pewniej i głośniej. żebyście byli ze złota . Max siedział na znieruchomiałym krześle. Pełzł w stronę czerwonego krzesła jak wąż. Zamilkli na chwilę i spoważnieli. Bał się. Wyprostował się i nadsłuchiwał.. moje złote dzieciaki. aż skończy grać.

167 Światło księżyca na ułamek sekundy przygasło. Max tymczasem skradał się do kępy zarośli. ale nie mógł zacisnąć dłoni na kolczastych prętach. Byli przerażeni i nie wiedzieli..Chyba tak. Na szczęście to więzienie nie miało dachu i Kuki na to właśnie liczył. Natychmiast wrócił do czerwonego krzesła i usiadł na nim.Rozejrzał się. Chociaż chyba was przetopię.. Krzesło otaczał stalowy płot. po pas w wodzie. Max wydał przecież rozkaz. wciąż nie wiedział. Max usłyszał dźwięk rozpryskiwanej wody i zerwał się. 170 Został mu już tylko jeden sposób. co się stanie. ale zatrzymał go dźwięk fletu. . Zastygli bez ruchu. Kuki spróbował się wspiąć na ogrodzenie. Rozglądał się czujnie. który sterczał w masywnym zamku i zabrał go ze sobą. . . a ty musisz dojść do krzesła i wyczarować jakąś pomoc. że cokolwiek zrobią. Nie można było nawet dotknąć prętów. . Masz jakiś pomysł? . ale nie chciał go też zabierać. 169 pchnął wąską bramę w ogrodzeniu. Proszę! Nic. . Wiedział. że ma niewiele czasu. Krzesło przecież umiało latać! Szepnął błagalnie: . Ukląkł obok ogrodzenia i usiłował wsunąć rękę między pręty. skąd dobiegał dźwięk fletu. żeby lepiej zobaczyć. Zastanawiał się. Domyślał się. Nie chciał oddalać się zbytnio od krzesła.Przyleć tutaj. co zrobić.. Musimy się rozdzielić. aby stało bez ruchu.. wyszedł i zatrzasnął ją za sobą. Wiki grała niedaleko.. Prawdę mówiąc. Max obrócił się i nadsłuchiwał.Chodź do mnie. Ja spróbuję go odciągnąć. jak działa ten dziwny przedmiot. Kuki się skulił. to i tak skończy się to katastrofą. Pobiegł wzdłuż brzegu jeziora. Max zamieni ich w kawałki zimnego złota. Z lasu znów napłynął dźwięk fletu. Miejsca było niewiele i kolce raniły mu skórę. ale ich głos urwał się nagle. więc ruszył w stronę krzesła. ich ciała lśniły złocistym blaskiem.. Filip i Tośka krzyknęli. Krzesło nie poruszyło się. „Chce odciąć jej drogę ucieczki".A gdzie są pozostali? Przecież było ich czworo. Najlepsza próba! Jesteście naprawdę piękni.Pewnie. Mężczyzna wstał.Tylko uważaj. Po namyśle usiadł i cicho coś powiedział..Wiki. Śpią? Gwałtownie odsłonił płachtę namiotu i wszedł do wnętrza. Najbardziej 168 przerażała go myśl. Ale na razie nie mógł pomóc Wiki. Ale dzieci tu nie było. że gdy to się stanie. żeby ich ocalić. i wolał go nie ruszać. Kuki wychylił się. Po drodze spojrzał na swoje złote rodzeństwo i zadrżał. Wiki pobiegła przez trzciny w stronę lasu. Kukiemu wydawało się. . Zmienili się w złote figury o przerażonych twarzach! Zachwycony Max podbiegł do nich.Gdzie wy jesteście? Czekam na was! Kuki i Wiki stali ukryci w trzcinach.Prawdziwe złoto. bo sztabki łatwiej się szmugluje. Stuknął ręką w głowę Filipa. . Przekręcił klucz. Czerwone krzesło nawet nie drgnęło... bo były najeżone małymi ostrymi kolcami.. . ale w końcu czego mógł się obawiać ze strony małych dzieci? . co robić. pomyślał w panice Kuki. Z mchu wokół krzesła zaczęły się wysuwać ostre metalowe pręty najeżone kolcami. Widzieli straszliwą przemianę rodzeństwa w martwe złote figury. Kiedy księżyc znowu się wyłonił. Ale Max nie ruszył w tę stronę.szepnął Kuki. że to jakiś podstęp. w lesie. Otoczyły krzesło i Maksa. już nigdy nie będzie mógł biegać. . bo mężczyzna zrobił kilka kroków w jego stronę.

Za nim stała Wiki. że cię złapał! 171 .Niech ten płot zniknie! Poczuła. . . Kuki nie mógł dalej wsunąć ręki.. czując na karku oddech dzikiej bestii. Kroki Maksa było słychać coraz bliżej. Mężczyzna biegł dalej.Wyczaruj psa. Zręcznie ominęła ostre kolce i dotknęła krzesła.Wiki podciągnęła rękaw i włożyła dłoń między pręty. . żeby nas bronił! . otwierając paszczę z olbrzymimi zębami.spytała zaniepokojona Wiki. Bałem się. jak krzesło drgnęło pod jej ręką. Nie było tu żadnego dziecka. a kolce sięgały zbyt daleko. które trochę wystraszone cofnęły się kilka kroków. .Coś ty! Złapał tylko mój telefon komórkowy. większy niż jakikolwiek drapieżnik. jak mruczą szczęśliwe koty. . Nawet nie zauważył. .Dobrze.powiedział Kuki i wyszeptał jakieś słowa.Dobry kotek . Max rzucił się do ucieczki.. coś większego. . Muzyka dochodziła zza krzaków jeżyn. żeby zrobić czar? . a potem ziewnął. . Ryknął tak. .Psa? Lepiej coś większego! . Wtedy usłyszał: . Ramię miał już skaleczone w wielu miejscach. Mimo że był dość chudy. że od dawna nie słychać już ryku lwa. Max znieruchomiał ze zgrozy.zawołała Wiki. a stalowe pręty natychmiast schowały się w ziemi. Z lasu wyłonił się wielki lew i szedł w jego stronę. Za to głos wydobył lew.Wracaj! Do nogi! 173 Odpowiedziało mu krótkie ryknięcie. . zanim jeszcze całkiem zniknęły. . podnosił się i dalej uciekał. że to wystarczy. . Obejrzał się.Myślisz.Był coraz bliżej źródła dźwięku. Lew zamruczał cichutko. Lew w odpowiedzi zaryczał jeszcze straszliwiej. że z drzew pospadały liście.. który wędrował przez afrykański busz. Pędził przez cierniste krzaki jeżyn.Szybko! Wiki przycisnęła dłoń do krzesła i krzyknęła: . Rękę miała szczuplejszą i dłuższą niż Kuki. a z niego wydobywał się dźwięk nagranego fletu. 172 . To tam musiały być ukryte te dzieciaki.Ja to zrobię.Czy on na pewno go nie pożre? . przez kolczaste krzaki i rowy..Pilnuj nas do rana. Złapał pazurami płaszcz Maksa i rozdarł go..pochwalił go Kuki. Wyczarowałem lwa niezjadającego . pręty stały zbyt ciasno. wpatrując się w ciemność. rozpaczliwie machając rękoma. i usiadł na krześle. Na trawie leżał telefon komórkowy.Nie.powiedział Kuki i zawołał w ciemność: . Przeszedł po cichu kilka ostatnich kroków i skoczył między kolczaste gałęzie. Po sekundzie rozległ się straszliwy ryk.Waruj! Lew posłusznie usiadł na trawie. . Był olbrzymi. . Usłyszeli trzask gałęzi. Pędził jak szaleniec. Padał.krzyknęła Wiki. że wróciłaś. Kuki przeskoczył je. nie myślał i nie miał żadnej nadziei.Ratunku! Zabierzcie go. które z jakichś głupich powodów grały na flecie. Odsuń się. Z mroku wyszedł lew i zbliżył się do dzieci. Podszedł i podrapał drapieżnika po szyi.Nie wiem. nie bacząc na przeszkody. I położył się wygodnie obok namiotu. Nie oglądał się. Maks biegł przez las w stronę obozowiska.No.Coś ty wyczarował? .. Mężczyzna nie był w stanie się poruszyć ani wydobyć głosu.

żebyśmy byli mordercami? Nie możemy tego zrobić. Z każdym ruchem złoto znikało. To była prościzna. . -Chcesz.Wiem.To może wyczarujmy lekarza? . co robić dalej. która leżała skulona pod kocami.Chcę. Wyczarujemy tego doktora . Przed Kukim znów stali prawdziwi Tośka i Filip. Próbowali wyleczyć ją magicznym sposobem. Nie mieli pojęcia.A jak dostanie zapalenia płuc? Od tego można umrzeć! . Gdzieś. Zostało im osiem godzin. . co powiedzieć. .spytał niepewnie Filip.Każemy mu zniknąć . na Karaiby. Po prostu poprosiła o „cokolwiek". żeby dotrzeć do portu w Kopenhadze.Może pojedziemy bez niej? . . żebyście byli tacy jak przed godziną. gdzie jest lekarz. a w końcu 175 zawirowały w dziwnym tańcu. . ale wkrótce i on znikł. Było im żal tego dużego kota. Niebieski był jej ulubionym kolorem.Bądź ostrożny! . potem dłońmi i stopami. Nie mogli jej zostawić.zawołała Tośka. kiedy Filip pochwalił młodszego brata. nogi i twarze. W końcu powiedział po prostu: . Tym razem czaru dokonała Tosia.Musimy dostać się do jakiegoś szpitala.Co robić? . Wiki miała dreszcze i trzęsła się z zimna.Dzięki. Potem odbyli naradę. jakbyś go zabił .wymyślił Kuki.No dobrze. ale przecież nie mogli wędrować z lwem. Kuki podszedł teraz do dwóch złotych figur. Tym razem czar był cichy i spokojny. jakby chciały strząsnąć z siebie ciężki pancerz złotego kruszcu. Nie było żadnych piorunów i błysków. v 176 . I stado lwów do pilnowania.powiedziała Tosia.Wyczarujemy jej dom. . mimo że była przykryta stosem koców. .Ale co potem z nim zrobimy? .jęknęła Wiki.Tylko proszę. Choroba była ukryta gdzieś głęboko i nie podlegała magii.zawołała Tosia. Spojrzeli na dziewczynkę. O czwartej Queen Victoria odpływała na drugą stronę oceanu. jeśli się spóźnią. . On ją zbada i da jej tabletki albo zastrzyk.To tak. że Wiki była bardzo chora. Po prostu musieli zdążyć. żeby „to coś" było niebieskie. Tosia wstała. Zastanowili się przez chwilę.. No to co? Możemy chyba iść spać? Rankiem kazali lwu zniknąć.szepnęła Wiki. . Rozpuścił się powoli w porannej mgle. Chłopiec odetchnął z ulgą. .Nie chcę zastrzyku . Kuki poczuł się niezwykle dumny. spoglądając na nich z lekkim wyrzutem. co pozwoli im wydostać się z tego pustkowia. Po prostu złote figury zaczęły najpierw poruszać palcami.. Usiadł na krześle. . Kuki. Miała gorączkę i kaszlała coraz mocniej. Był to pierwszy przypadek w dziejach. ale nic nie działało. Ale wzruszył tylko ramionami i powiedział obojętnie: . Po chwili zostało tylko trochę złotego pyłu na włosach. A na końcu dodała: . Kuki zastanowił się. a pojawiały się prawdziwe ręce.Ale Wiki jest chora.Nie ma sprawy.powiedział Kuki. Musimy ją jakoś wyleczyć. co zrobią.Zwariowałeś? . Byłeś fantastyczny. to było pewne. Nie żądała superpojazdu ani ferrari. Filip podszedł do brata i powiedział: . które jeszcze niedawno były jego rodzeństwem. Była bardzo blada i co jakiś czas kaszlała suchym męczącym kaszlem. .Chcesz ją tu zostawić samą? Ona ma siedem lat! . Problem polegał na tym.Poczuli się bezpiecznie.

Tafla jeziora się poruszyła i wynurzyły się z niej cztery konie. 181 nie umiał jeździć konno. Filip omal nie spadł. że musimy jechać z nią do lekarza? Siadaj. A potem ukląkł na przednich nogach. Miały czarno-złote uzdy i siodła. Nawet chora ciotka uniosła głowę znad poduszki. Były niebieskie! Jak dżinsy Filipa albo jak oczy Tosi.178 Byli ciekawi. . .Gadasz tak. Dwa konie były duże.. Klepnął niebieskiego rumaka po szyi i ten nagle ruszył. jakby szedł na wyrywanie zęba. że zaraz mnie zrzucisz.Nie podchodź od tyłu . .. Tosia pojechała za bratem. Kuki stał bez ruchu. 180 Ciotka zakaszlała. One są cudne! . .zawołała Tosia. a dwa były małymi kucykami o długiej grzywie i mocnych grubych nogach. 179 . a potem stratuje albo pogryzie. Po chwili usłyszeli szum wody.Właź! No dalej! .krzyknął Filip. Tosia owinęła chorą ciotkę śpiworem i pomogła jej wsiąść na kucyka. Tylko ma zęby jak rekin. a potem nabije mnie na ostrą gałąź albo zrzuci mnie do przepaści. . jakby zapraszając go do wsiadania. Boję się. . Nie było to wcale łatwe. -Nie. co tym razem dostaną. Pojadę. .I tak wiem.Dobrze. przypominało otwieranie urodzinowych prezentów. Wiki zakaszlała ponownie. Ja się boję koni i koniec. I co z tego? Każdy ma prawo się czegoś bać. Nie cierpię koni i nigdy na niego nie wsiądę. żeby sprawa była jasna. to będę miał stopę jak naleśnik. otrząsnęły się z wody i pogalopowały wprost do dzieci. . A kopyta jak młot pneumatyczny. Jak mnie przydepnie. .Dzięki . .Łał. ale w końcu wdrapał się na siodło. A potem poklepała swojego niebieskiego wierzchowca po szyi i wskoczyła na siodło. Kuc.Chcę. a potem zawołał z wściekłością: . Poruszała się dużo zgrabniej.zawołała Tośka. . Filip od razu spróbował wsiąść na największego konia. bo się boisz. bo kiedyś chodziła na lekcje jazdy konnej.Przestań kombinować.I tak to zrobi.To mały kucyk! Nic ci nie zrobi. co ofiaruje im krzesło. jakby chciał jak najszybciej ruszyć w drogę. Zawsze mogła być cudowna niespodzianka albo wielkie rozczarowanie. Kuki spojrzał na nią. milutki konik. Nie wsiądę. .zawołał Filip.Jazda .Bo naprawdę cię kopnie.Albo się spłoszy i będzie gnał jak wściekły.Dobra. . Czekanie na to. Wdrapał się na siodło. Ale jak zginę. Ale utrzymał się w siodle i pogalopował do lasu. . Zabrzmiało to jak oskarżenie. Błękitne wierzchowce wybiegły na brzeg.Czego się boisz? . Kucyk wstał. to zostanę upiorem i będę was straszył do końca życia. na . Wtedy Kuki powiedział: .zawołał Filip.Kuki! To jest malutki. albo.Wiki jest chora! Nie rozumiesz.Tylko mnie zrzuci. .Jasne.mruknął ponuro Kuki. . bo prawdę mówiąc. Ruszył w stronę kucyka. Tylko Kuki stał bez ruchu. . Koń nerwowo podrzucał głowę i uderzał kopytami. Kucyk obrócił głowę i spojrzał na chłopca dużymi łagodnymi oczami.

Dam jej antybiotyk i lekarstwo na ból gardła. . Weszli do miasteczka i rozglądali się za kimś.Nie chcę. Mogło pójść samo. kogo mogliby spytać o lekarza. Przyjęła ich miła lekarka..Czuję.mruknął Kuki i zawołał: . Jechała bez słowa. . dokąd jechać. to pomyśli. która potrafiła anglezować. Najlepiej radziła sobie Tosia. . Niebieskie konie same kierowały wędrówką. a potem coraz szybciej.Ej! Nie przesadzaj! Nie tak szybko! Ja nie jestem kowbojem! Wolniej. że będą kłopoty . Nie chcę go anihilować.Jest OK. nie dawały się zawrócić i uporczywie jechały na zachód. czemu je nosimy. Uśmiechnęła się do Wiki. Jedź. Na ceglanym budynku stojącym tuż przed nimi wisiała tabliczka z napisem: „Szpital Dziecięcy".Będą pytać. zarżał i pocwałował za rodzeństwem. Ruszaj. Widocznie błękitne konie dobrze wiedziały. śliczny koniku! Proszę! Wtedy kucyk wreszcie ruszył. jak mała dziewczynka.powiedział Filip. .. . Zbadała zaraz Wiki. oparta o szyję kucyka. Ubieraj się. Tylko kucyk Kukiego stał w miejscu. . która miała włosy zaplecione w warkocze.Wiśta! Wio! No jedź. . Kiedy Filip próbował skręcić na południe.To silna angina. Jeszcze raz.Zobaczcie! Przecież to jest szpital. żeby one zniknęły .Tu jest dużo miejsca i trawy.zachrypiała Wiki . Przecież takich koni nie ma. Najpierw powoli. Lekarka odłożyła stetoskop. Od razu będzie sensacja. Kuki najpierw ściskał szyję kucyka z całych sił i krzyczał przy każdym podskoku.Oddychaj! Głębiej. . czyli unosić się i opadać w rytm jazdy. ciociu. Jazda na koniach nie była wcale łatwa. A jak ktoś je znajdzie. Kucyk Kukiego czekał najdłużej i patrzył ze smutkiem. Zdjęli siodła i wypuścili konie.Niech Wiki na nim siada. Po godzinie galopowania przez las wyjechali wreszcie na drogę.ja nie chcę żadnych zastrzyków. że ją nieśliśmy. Natomiast Wiki wyglądała bardzo źle. bo się spocisz! Stój! Kuc galopował przez las. Fajny kucyk. Powiemy. i od tej chwili błękitne stado pędziło razem. .A krzesło? .Tylko pamiętajcie .. leniwy mule! Kucyk podniósł głowę i spojrzał na chłopca jakby z wyrzutem.powiedział Kuki. co mówisz. Przecież chodzące krzesło wywołałoby jeszcze większą sensację niż niebieskie konie.Możemy je wypuścić . Filip dźwigał krzesło. Tośka i Kuki pomagali iść chorej ciotce. ale Filip nie wypuszczał go z rąk. że jazda sprawia mu przyjemność. Nawet dobrze się jeździ. zupełnie bez ruchu.którym siedziała Wiki. nie chciałem tego powiedzieć. Wyprostował się i ze zdziwieniem poczuł.Musimy tu zostawić konie . że odkrył nowy gatunek.spytała Tosia. Na skraju miasta stał duży budynek z czerwonych cegieł. Za kilka dni wszystko będzie dobrze. Dzieci były obolałe od nieustannego podskakiwania w siodle i miały poobcierane uda.Bo są niebieskie. .Przepraszam. 182 183 . .Dlaczego? . . które pogalopowały w stronę lasu. Tylko uważaj.powiedziała Tosia.. ale potem jakoś zapomniał o strachu. Nagle Filip zawołał: . Wystarczy. jak chłopiec odchodzi. ty dręczycielu Kukiego. bo była w kiepskim stanie. . aż dogonił pozostałe konie.Spodobała ci się twoja bestia? . . . Nikt nie będzie im przeszkadzać. a po chwili zobaczyli niewielkie miasteczko z kolorowymi domami.

No to wszystko jasne. Musiałam mu dać mocne leki na uspokojenie. że to krzesło jest niebezpieczne? Nikt nie pozwoli. że powie? . A jak telewizja o tym nagada. 186 .Lew?! 187 . . Na szczęście lekarkę zawołano do jakiegoś pacjenta i wyszła. . . .. może bardziej zachorować. Lekarka przyglądała im się podejrzliwie.Niech pani nam da to lekarstwo i my już pójdziemy..Nie . . to każdy będzie chciał je mieć.Ona ma siedem lat! . i weźmiemy ją ze sobą. żeby się męczyła! Zanim coś wymyślili. która posłała rodzeństwu bezradne spojrzenie. Był w skrajnej histerii. . Filip zerwał się. .I co z tego. który mówił. i wyszły z gabinetu.Dostała lekarstwo i poszła spać. .skłamał Filip.powiedziała Tosia.Oni. .Wiki jest chora. wróciła lekarka. albo poczekamy.Jeśli ją zabierzemy. żebyśmy mieli takie coś.Wszystko. aż dostanie lekarstwo.W grudniu skończę czterdzieści. . żeby po nią przyjechali.Tak.Tak. Nie można mu było wytłumaczyć.Co robimy? . Wybiegli na korytarz. że jest zmutowaną ciotką.zawołała Tosia.Mamy dwie możliwości . Rano przybiegł człowiek. Oni wyjechali.Ile masz lat? .zaprotestował Kuki. Filip wstał. Rodzeństwo spojrzało na siebie przerażone. .Albo zostawimy tu Wiki. że u nas nie ma lwów. Będą nas ścigać policja.To wasza siostra? . żeby nie robiło problemów. Będą je chcieli zamknąć w kasie pancernej. to może wygadać.zawołała Tosia.Słucham? . Czy wy nie rozumiecie. Dziś mamy same niezwykłe przypadki.Może znów jej zmienimy język? . .odpowiedziała lekarka. że goni go lew! Rodzeństwo zerwało się.Ona nie może teraz nigdzie iść . .Skąd wiesz? .zawołał Kuki. . że rodzice zostawili was bez opieki. . Lekarka wzięła za rękę Wiki.Właściwie tak. żeby zabrać krzesło..spytał Filip. . . Zabieramy Wiki i zwiewamy stąd.Przecież ona jest mała i w dodatku ma gorączkę. Uciekał całą noc.Zatrzymam ją w szpitalu.Co? . .On tu jest!? .Wiki nic nie powie . . terroryści. . bandyci.Jeśli ją zostawimy. Zadzwońcie do rodziców.szepnął Kuki. .Zaczną nas ścigać. Powie im o krześle i o tym.Nie odbierają telefonu .To trochę dziwne. Szybko. . Nie chcę. . Śpi. Wszyscy. Dodzwoniliście się do rodziców? .A dlaczego nie przyszliście z rodzicami? . 184 185 .Gdzie ona może być? .

. że dzieci musiały schować się pod kołdrę. Rodzeństwo w ostatniej chwili uciekło do ogrodu. Tośka zaczęła ciągnąć łóżko w stronę drzwi. a my dojedziemy na czas. Mam świetny pomysł. Kiedy dobiegł do gapiącego się motocyklisty. Max siedział już na siodełku. . jechały powoli w mlecznym oparze. Rodzeństwo popędziło do wyjścia.Nie rozumiesz. Zanim ten wstał.Zostawcie to łóżko! Pobiegła za nimi. Z gabinetu wyjrzała lekarka. Na ramionach miał podarty płaszcz. . . I łóżko! . żeby dzieci same prowadziły karetkę. z całych sił trzymając się oparcia. Wiki będzie mogła spokojnie chorować.spytał Tośkę zdyszany Kuki. Pędził. Łóżko jechało z coraz większą prędkością. . jak duch. Jazda! I wtedy się zaczęło. Nikt się nie zgodzi.Pojedziemy tym łóżkiem.zaprotestował Filip. .Szybko! Przebiegli błyskawicznie pusty korytarz. który prowadził je z niesłychaną precyzją. Młody chłopak jadący ulicą na szybkim motocyklu zahamował i patrzył zdumiony na łóżko. Dzieci leżały pod kołdrą. . Tylko dziwny pojazd dzieci mknął szybko. Nagle otworzyły się drzwi na końcu korytarza i zobaczyli Maksa. słońce schowało się za mgłą. które wyprzedziło go z prędkością błyskawicy. . Patrzył na nich półprzytomnym wzrokiem. Tosia postawiła na środku krzesło i błyskawicznie na nim usiadła. Przerobimy je na wyścigówkę. Ale 190 po chwili zobaczył coś jeszcze bardziej zdumiewającego.krzyknęła. zaglądając do sal.ono samo sobą kierowało.Bierzemy lekarstwa. przytulone do siebie. potężny silnik ryknął i motocykl popędził drogą.To jest głupie! . która przesłoniła drogę. Łóżkiem nie można było kierować . W końcu znaleźli pokój. Ludzie jeździli w wannach i nikt ich nie aresztował. . Nie miało prędkościomierza. Sunął po cichu. więc było to łatwe. to nas wezmą za psycholi i też aresztują. Filip zatrzasnął drzwi. żeby wiatr nie zrzucił ich na drogę. Na szczęście miało kółka. że jak będziemy jechać samochodem. Kiedyś był konkurs głupich pojazdów. Ulicą biegł wysoki łysy mężczyzna. .. TRZASK! Łóżko wystrzeliło do przodu jak rakieta. Nikogo tam nie było. Pobiegli korytarzem.Nie. Na szczęście była sama. sadząc wielkie susy. Kiedy wyjechali na autostradę. ale na pewno łamali wszelkie przepisy. Samochody włączyły światła przeciwmgielne i trąbiąc ostrzegawczo.Jak będziemy jechać kretyńskim łóżkiem. a potem jednym uderzeniem zrzucił go z pojazdu. nagle się zatrzymał. Chłopak błyskawicznie go przekręcił. Ale Max ją wyprzedził. jakby byli duchami. Mieli szczęście. Krzyknęła: . Pędził i krzyczał coś niezrozumiałego. to na sto procent nas złapią? 188 189 -Kto? .Co chcesz zrobić? . Jechało tak szybko. . bo w zamku tkwił klucz.zawołała Tosia.Lepiej wyczarować karetkę pogotowia.Wsiadajcie . . gdzie leżała Wiki.Zwariowałaś? .Wcale nie.krzyknęła Tośka. Po chwili usłyszeli szarpanie klamki i krzyki: „Otwierajcie!".Kierunek: port w Kopenhadze. Po prostu miało jakiegoś autopilota.Nie budźcie jej .Policja. . Kuki wyjrzał na korytarz.Co wy robicie? . W tej chwili drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich Max.Szybko! Wskoczyli na łóżko. .Chyba tam. . pchając łóżko w stronę wyjścia. Spała.

Kierując się wewnętrznym radarem, omijał wszelkie przeszkody. Równie szybko pędził czarny motocykl. Otulony mgłą gnał jak niewidzialny straceniec. 191 Lecz łóżko jechało jeszcze szybciej. Innym kierowcom zdawało się dziwną fatamorganą, która na moment pojawiała się obok nich i natychmiast rozpływała we mgle. Pędzili tak przez trzy godziny. Kołysanie pojazdu i ciemność pod kołdrą uśpiły podróżników. Najpierw usnęli Wiki i Kuki, a potem także Filip i Tosia. Nawet nie zauważyli, jak przebyli prawie tysiąc kilometrów. Obudziła ich dopiero nagła cisza i bezruch. Łóżko zatrzymało się. Pierwsza spod kołdry wysunęła głowę zaspana Tosia. Mrugając oczami, rozejrzała się trochę nieprzytomnie. Mgła opadła i świeciło znów słońce. Przed nimi było morze. Szeroki bulwar z kawiarniami i sklepami ciągnął się wzdłuż wybrzeża. Spod kołdry wychyliły się rozczochrane głowy Filipa i Kukiego, a potem małej Wiki. - Gdzie my jesteśmy? To jest ta Kopenhaga? - Poczekajcie. - Tosia wyszła z łóżka i podbiegła do dziewczyny, która siedziała na ławce. - Do you speak English? - spytała trochę niepewnie Tosia. 193 Dziewczyna uśmiechnęła się. - Yes, I do... Can I helpyou? Tosia skupiła się. - Is it Copenhagen? - Copenhagen? Yes. Ifs absolutely tnie Copenhagen! - Dziewczyna ze śmiechem wskazała na posążek syreny siedzącej na kamieniu sterczącym z morza. Tośka popędziła do rodzeństwa, krzycząc: - Udało się! Jesteśmy w Kopenhadze! Wędrowali kamiennym nabrzeżem portu, obok wielkich statków wyładowanych kontenerami. Jednak nigdzie nie było Queen Victorii. - Może już odpłynęła? - Ej. Czego szukacie, trolle? Obrócili się. W oknie holownika stał marynarz w granatowym mundurze. Uśmiechał się do nich. - Zgubiliście się? - Pan mówi po polsku? - No, trochę... Moja żona jest z Polski. A czego szukacie? - Takiego wielkiego statku pasażerskiego. Nazywa się Queen Yictoria. - Nie ma go jeszcze. Spóźni się, bo na morzu była mgła. Przypłynie o czwartej i zostanie tylko przez dwie godziny. - Dzięki! - Zaczekajcie - zatrzymał ich marynarz. - Statki pasażerskie przybijają do nabrzeża Langelinie. To jest tam, gdzie latarnia morska. Widzicie? - Tak. Dziękujemy. Mieli jeszcze cztery godziny do przybycia rodziców. Wyczarowali trochę pieniędzy i weszli do małego baru. Tosia i Wiki zamówiły smażoną rybę i frytki, Kuki miał alergię na ryby, więc poprosił o naleśniki, a Filip postanowił zjeść wędzoną ośmiornicę. Wyglądała obrzydliwie, ale Filip udawał, że mu smakuje. Siedzieli, spoglądając od czasu do czasu na zegar. Byli zdenerwowani. Wiedzieli, że gdzieś niedaleko są ich rodzice i z każdą chwilą zbliżają się do nich. Tęsknili za nimi i bardzo chcieli ich zobaczyć, ale z drugiej strony dobrze wiedzieli, że to nie są „prawdziwi" rodzice. Wciąż pamiętali, jak wyrzucili ich i nie chcieli się nawet z nimi pożegnać. Wiedzieli, że najpierw muszą zdjąć z rodziców to straszliwe 194 195

zaklęcie. Wyleczyć ich ze złości i obojętności i nie byli wcale pewni, czy to się uda. Czy rodzice będą tacy jak dawniej? Czy znowu będą ich kochać? Czy w ogóle można kogoś zmusić do miłości, nawet za pomocą magii? Byli coraz bardziej niespokojni. - A jak się nie uda? - spytał cicho Kuki. - Może oni nie będą już nigdy chcieli z nami mieszkać. Ciągle będą gdzieś wyjeżdżać i nigdy do nas nie wrócą? - Przestań gadać takie rzeczy - krzyknął Filip. - Ale... - Zamknij się, słyszysz? - Słuchajcie, nie możemy tak siedzieć i się kłócić - powiedziała Tosia. - Mamy cztery godziny. Chodźmy gdzieś. - Dokąd? - Nie wiem... - W Danii jest takie miasteczko z klocków lego. Możemy tam iść - powiedział Kuki. - Legoland jest daleko. Trzeba jechać pociągiem. - Skąd wiesz? Filip pokazał reklamówkę leżącą na stole. - Ale możemy iść do Tivoli. - Co to jest? - Park rozrywki, coś takiego jak Disneyland. Obrócił ulotkę na drugą stronę, gdzie było widać park z karuzelami i kolejkami. - Idziemy? - A jak spóźnimy się do portu? - zaniepokoił się Kuki. - To jest blisko. A my mamy dużo czasu. Park rozrywki Tivoli był ogromny. Kiedy przekroczyli kolorową bramę, znaleźli się wśród wielkiego tłumu dzieci i dorosłych. Dookoła wirowały karuzele, pędziły roller-coastery, a elektryczne samochody ścigały się po krętych torach. Zewsząd dobiegały śmiechy i krzyki. Szybko kupili karnety, które pozwalały korzystać ze wszystkich atrakcji przez cały dzień. Najpierw poszli do Wesołego Zakątka, gdzie stała największa karuzela na świecie, zwana Kosmicznym Biegaczem. Gondole z fotelami były wciągane na słup wysoki jak wieżowiec, a potem zaczynały wirować z niesamowitą prędkością. Czasem obracały się do góry 196 197 nogami albo gwałtownie spadały w dół. Wyglądało to niesamowicie. - To jest super. Idziemy! - krzyknął Filip. - Nie możemy iść wszyscy - zatrzymała ich Tosia. - Dlaczego? - Bo ktoś musi pilnować krzesła. - No to my jedziemy pierwsi, a potem Kuki i ciotka - zdecydował Filip. - Dlaczego wy macie być pierwsi? - rozzłościł się Kuki. - Bo jesteśmy starsi. - To ja jestem najstarsza - zaprotestowała ciotka. - Ale najmniejsza. Chodź, Tosia. - Pilnujcie krzesła! Kuki i Wiki z zazdrością patrzyli, jak Filip i Tosia zajmują miejsca w fotelach, a potem wjeżdżają na szczyt wieży. Po chwili wieża zaczęła się obracać. Chyba żadna karuzela na świecie nie wirowała z taką prędkością. Krzesełka jednocześnie obracały się wokół osi i pasażerowie wisieli do góry nogami albo spadali i znów się unosili. Wszyscy krzyczeli. - Będą jeździć pół godziny, a my musimy się nudzić - mruknął Kuki. - Wcale nie mam ochoty tym jeździć - powiedziała Wiki. - Ja właściwie też. Nie lubię, jak mi się kręci w głowie.

- Tam jest fajna zjeżdżalnia. Wiki wskazała na wielką zjeżdżalnię z falami. - Chodźmy tam! - A krzesło? Co zrobimy z krzesłem? - Już wiem - powiedziała Wiki. - Możesz zaczarować, żeby było niewidzialne. Wtedy nikt go nie znajdzie. - A jak myje znajdziemy? - Ale ty jesteś głupi. Przecież my będziemy wiedzieć, gdzie ono stoi. Zapamiętamy miejsce. Kuki chwilę się wahał. Spojrzał jeszcze raz na rodzeństwo wirujące na Kosmicznym Biegaczu. - Dobra. Usiadł na krześle i powiedział: - Bądź niewidzialne. Krzesło natychmiast zniknęło. Przechodzący ludzie ze zdziwieniem spoglądali na chłopca, który 198 199 siedział zawieszony w powietrzu. Kuki zerwał się i złapał oparcie niewidzialnego krzesła. - Gdzie je schowamy? - Za kioskiem z pamiątkami. Pobiegli za żółtą budkę, w której sprzedawano bilety i pamiątki. Postawili niewidzialne krzesło z tyłu kiosku. - Musimy tylko zapamiętać, że na tej budce jest napisane „Tivoli" i że jest żółta - powiedziała Wiki. Kuki szepnął do niewidzianego krzesła: - Tylko nigdzie nie odchodź, rozumiesz? I pobiegł z Wiki na zjeżdżalnię. Nazywała się Tajfun, była długa na sto metrów i pofalowana jak prawdziwy ocean. Zjeżdżało się w nadmuchiwanych kołach, które podskakiwały i szybko sunęły w dół. Na końcu lądowało się w wodzie. Wiki krzyczała i śmiała się jak szalona. Kuki był trochę zdziwiony, bo nigdy nie widział, żeby ciocia się śmiała. Zjechali osiem razy, a potem poszli ścigać się na gokartach. W czasie pierwszych trzech wyścigów ciotka była szybsza. Czwarty Kuki wygrał i nie chciał już ryzykować przegranej, więc pobiegli na roller-coaster. Wózki najpierw wjechały na szczyt metalowej konstrukcji, żeby gwałtownie stoczyć się w dół i jeździć z szaloną prędkością. Kuki i ciotka wrzeszczeli. A w najbardziej niebezpiecznym momencie Wiki chwyciła Kukiego za rękę i trzymała go z całych sił. Tymczasem Filip i Tosia zeszli właśnie z Kosmicznego Biegacza. Byli zupełnie wykończeni. Od wirowania i wiszenia do góry nogami kręciło im się w głowie. Podeszli do ławki, przy której mieli czekać Kuki i ciotka. Nikogo tu nie było. - Gdzie oni są? - krzyknął Filip. - Może poszli kupić coś do picia? - A krzesło? - Nie wiem... - Szukamy ich? - Nie. Musimy tu czekać, bo się pogubimy. Tymczasem Kuki kompletnie zapomniał, że rodzeństwo na niego czeka. Odkryli z Wiki nową atrakcję o nazwie Zwariowany Kangur. Na wielkiej gumowej arenie ludzie skakali, odbijając się na wysokość dwóch pięter. Można było lądować 200 na nogi albo na siedzeniu, jak kto chciał. Kuki i mała ciotka odbijali się jak zwariowane piłki, trzymając się za ręce. Śmiali się tak, że prawie nie mogli oddychać.

Niewidzialnym krześle! . W końcu Kuki usiadł na trawie i ukrył twarz w dłoniach.. Filip wstał z ławki. że nie wyczarowaliśmy telefonów komórkowych dla każdego. Kuki i Wiki krzyknęli jednocześnie. .Czwarta! . Żółty kiosk.. krzycząc: . Przewody rozjarzyły się i pękły.szepnął przerażony mężczyzna. .. że od roboty w tym lunaparku kiedyś zwariuję.Nienawidzę tej głupiej pracy..Gdzie teraz idziemy? Zanim Kuki odpowiedział.Wiedziałem. Dalej były następne. Filip napisał na bilecie: „Kuki! Jak wrócicie.. .. Byli na skrzyżowaniu dwóch alejek. Najlepiej. ale zaraz znów się potknął i przewrócił. Zatrzymał się na czymś. machając rękoma w powietrzu. Jedynie uniósł się nieco i zerknął w dół..Musimy sprawdzić wszystkie. Nigdy! Filip mnie zabije.. Nigdy go nie znajdziemy. Nic pod nim nie było. to czekajcie". ..szepnął wystraszony. . i przylepił go do ławki gumą do żucia. czego nie było widać. Jeszcze możemy je znaleźć. . Chciał iść dalej. .. .Ała! Chwycił się za kolano i zaczął je rozcierać. Nie upadł na ziemię. Nagle potknął się.Ale tam też jest..Chodź! Tymczasem Kuki i Wiki..Zaraz będzie czwarta. wyszli właśnie ze Zwariowanego Kangura. gdzie schowaliśmy krzesło? . . Zamknął starannie drzwi i ruszył w stronę stołówki.. żeby wyłączyli prąd i to przeklęte wesołe miasteczko wreszcie przestało działać! W tej sekundzie po drutach trakcji elektrycznej przeleciała iskra.. Okrążali każdy kiosk. Tak się przeraził. i dobrze.Zwariowałem czy co?. Bo to jest moja wina! Wiki usiadła obok chłopca. Musimy ich znaleźć! . 204 . że siedzi na krześle. .Przeze mnie rodzice do nas nie wrócą.Widzę go. Przy każdej stała żółta budka z napisem „Tivoli".. zdyszani i rozbawieni. Jest tam! .Ja chyba zwariowałem.Musimy wracać! Popędzili alejką między karuzelami. .Szkoda. . Potem rozejrzał się zdziwiony.Wiki! Ich tu jest pełno! Te przeklęte budki stoją wszędzie! Jak my poznamy naszą? ..Pamiętasz. .Filip i Tosia byli coraz bardziej niespokojni.jęczał. Nigdzie go nie było. usłyszeli bicie zegara. Nic przed nim nie stało. Siedział na powietrzu! . że nie miał odwagi się poruszyć. Tymczasem w żółtej kasie stojącej na końcu Ti-voli siwy sprzedawca wywiesił kartkę z napisem: 202 203 „PRZERWA OBIADOWA".Nie martw się. . Na czym ja siedzę?.A jeżeli oni tu wrócą? . Był kompletnie załamany. . że pamiętam.Pewnie...Jak? Przecież nigdzie go nie ma. na którym było napisane „Tivoli". To moja wina.Co to za diabelstwo? . żeby wyczuć niewidzialne krzesło. Miał wrażenie.

Tośka przeskoczyła niewysokie ogrodzenie i ruszyła w stronę „wiszącego w powietrzu" 206 207 pingwina. Ludzie najpierw zamilkli. obok małego zoo. . To c o ś jest niewidzialne. niech pan tylko dotknie! To jakieś diabelstwo. co zostali uwięzieni w karuzelach i diabelskich młynach.. jakby stał na czymś niewidzialnym.krzyknął chłopak. Muzyka przestała grać i zapadła kompletna cisza.To oni! . Popędzili do nich. Najgłośniej wrzeszczeli nieszczęśnicy wiszący głowami w dół na Kosmicznym Biegaczu. Musimy znaleźć to krzesło.Co? Czego chcesz? Kasjer wysunął puste ręce.Zostaw go.Jak to nie wiecie? Kuki.Ty kretynie! ..Ja wejdę! Znam się na zwierzętach.Tam jest krzesło! Na pewno! . Tosia i Filip zatrzymali się. a wszystkie karuzele. Siwowłosy kasjer..Tosia wskazała na plac. stał bez ruchu. co z nim zrobiłeś! . Obsługa próbowała naprawić awarię i uwolnić ludzi uwięzionych w karuzelach. gdzie stali Kuki i Wiki. patrząc ze strachem na brata. . krzyczącego coś do telefonu komórkowego. Szczególnie ci. Słynne Tivoli przestało działać. . jak potrafił. co się dzieje? Idź ratować klientów! Dyrektor popędził w stronę samochodów straży pożarnej.Po co!? . daj mi święty spokój.wołała Tosia. .Gdzie jest krzesło? .zawołał kasjer. .To nie my! . . Nie widzisz. które właśnie wjechały do parku. . Żeby nikt go nie ukradł i teraz nie możemy go znaleźć .powiedział Kuki. . . . potrącany przez biegnących ludzi. mów.Tam są! .Niech pan dotknie.Żeby..Co wyście zrobili? .Niech pan zobaczy! Dyrektor obrócił się. .Człowieku. Nagle Wiki krzyknęła: .Jest! .Nie wiemy. W końcu rzucił niewidzialny przedmiot najdalej. biegł. Kasjer. który nieopatrznie wywołał całe zamieszanie. trzymając w rękach niewidzialne krzesło. . .Panie dyrektorze!. . Nie ruszał się i nie spadał.Nigdy go nie znajdziemy! . .. przedzierając się przez tłum uciekających w panice ludzi. Wyciągnęła rękę i wyczuła oparcie krzesła.Zobaczcie! Na wybiegu z pingwinami jeden z ptaków wisiał w powietrzu.I natychmiast zgasły lampy w całym parku rozrywki.krzyczał Filip. i uciekł. . zanim statek odpłynie. Tośka i reszta dzieci biegły alejką. Zatrzymał się obok człowieka w czarnej marynarce.Musieli zrobić jakiś głupi czar i.Zmieniłem je w niewidzialne. a potem zaczęli krzyczeć w panice.Jak mamy znaleźć coś. roller-coastery i elektryczne samochody stanęły w miejscu. . Tymczasem w wesołym miasteczku narastała panika. . 205 . Kuki stanął kilka kroków dalej i nie miał odwagi podejść do rodzeństwa. czego nie widać? Bezradnie usiedli na ławce.krzyknął Filip.. Słychać było syreny straży pożarnej. z niewidzialnym krzesłem w rękach.

W plastikowej misce leżały ryby. lecz nigdzie nie było widać Queen Victorii. Złaź. przeciskając się między turystami i straganami sprzedawców pamiątek. Filip ze złością kopnął żelazną barierkę. Czarno-białe ptaki wyglądały jak stado groźnych ochroniarzy w mundurach. Był on . . . Zróbcie coś! . Spróbujcie! Filip niechętnie wstał.Chcemy wejść na ten statek. Dlaczego nie zrobicie jakiegoś czaru? Przecież ten statek jeszcze widać. a dźwięk orkiestry cichł.powiedział Filip i popędzili do wyjścia. chwyciła krzesło i popędziła do płotu.. Zapaliły się lampy. Co gorsza. . Ja chcę tylko zabrać moje krzesło i zaraz idę. 208 209 I wtedy ją zobaczyli. bo na zegarze wybiła właśnie godzina szósta. a karuzele zaczęły znowu krążyć. powiedział: . Widać było jeszcze pasażerów w oknach i słychać orkiestrę grającą na pokładzie..Mogę sam polecieć . Otaczały ją. .Nie.Idziemy! . Nagle zatrzymał się.Po prostu powiedzcie. Bezradnie usiadła na kamiennym nabrzeżu. zbliżały się coraz bardziej do dziewczynki. że chcecie być na tym statku. Chcemy tam być! Teraz! Czekali. które ktoś przyniósł ptakom na kolację. .. Lecimy wszyscy! Filip wyprostował się i wpatrując się w statek. Silny snop światła uderzył prosto w statek. Dzieci biegły. Mały. Trzeba odwołać ten czar. . Wielka.szepnęła zrozpaczona Tośka. Dziewczynka rzuciła mu rybę. mój mały.. Tośka rozejrzała się. Przeistoczył się w długi na setki metrów most. Dobiegli do latarni morskiej.. Jednak nie miał ochoty zejść. Kołysząc się i wydając piskliwe dźwięki. Zastygł jak lód lub szkło. Filip usiadł na niewidzialnym krześle.Spóźniliśmy się! . na sam koniec mola. aż jakaś siła wyrzuci ich w górę albo porwie ich tajfun i pofruną ponad morzem. Wiki podeszła do rodzeństwa. Milczeli. która powoli zmieniła się w krzesło.Tosia. Pingwiny ruszyły za nią.A co możemy teraz zrobić? . Wyszeptał kilka słów i prąd zaczął znów płynąć.Czekaj. ale nic takiego się nie zdarzyło. Statek z ich rodzicami oddalał się. Przy kamiennym nabrzeżu portu Langelinie cumowało kilka statków pasażerskich. .powiedział Filip. Ustawił krzesło i usiadł. zagłuszany krzykiem mew latających nad wodą. jednak nie robiły jej nic złego. Rodzeństwo było coraz bardziej niespokojne.. Tosia podała Filipowi krzesło i szybko przeskoczyła ogrodzenie. . Jednocześnie pod chłopcem pojawiła się smuga czerwonego koloru.To już naprawdę koniec..Tylko spokojnie. majestatyczna Queen Victoria właśnie odpłynęła.Ej.A jak ono nas wystrzeli zbyt mocno i wylądujemy na Księżycu jako zamarznięte mumie? -szepnął Kuki. inne pingwiny zaczęły okrążać Tosię. . Tosia pobiegła i wyjęła małego śledzia. machając skrzydłami. . Pingwin się nie poruszył. Rozległ się dziwny dźwięk i promień światła zaczął wirować. Aż nagle w latarni morskiej zapalił się reflektor. Ta cofnęła się i pingwin zeskoczył z niewidzialnego krzesła. Ptak otworzył dziób i pochylił się w stronę ręki Tosi.Ptak na niewidzialnym krześle spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynkę. Była sto metrów od brzegu i oddalała się w stronę pełnego morza.. Obiadek! Pomachała rybą.Witaj w świecie widzialnych .

Most był wąziutki jak poręcz schodów i śliski jak lodowy sopel. . Max patrzył oniemiały na dzieci idące po smudze światła. ale szła naprzód. Wiki spojrzała pod nogi.. Szła po omacku. Na środku. Proszę! . Dzieci poczuły drżenie.Chodźcie! .Nie chcę. które zaraz pęknie jak 212 choinkowa bombka.Zamknij oczy i chodź.krzyknął Filip. Idź powoli. balansując nim jak cyrkowiec idący na linie. Kuki zrobił krok w jej stronę.. . Pod nimi huczało morze. . . że będą kłopoty! Na końcu weszła na most mała Wiki. Zaczęła zsuwać się po gładkiej powierzchni. Za Filipem szła Tosia.Nie chcę iść dalej. Filip wszedł pierwszy na świetlny most. Zatrzymał się gwałtownie.wygięty w łuk i sięgał od nabrzeża do statku.Czuję. . Wszyscy zaczęli zjeżdżać w dół szklistego łuku. . Most kołysał się coraz mocniej i Kuki razem z trzymającą go za rękę Wiki również się wywrócili. Szli w milczeniu w stronę statku. który także się przewrócił. rosnąc wraz z oddalaniem się Queen Victorii. potem Kuki. Most był wygięty w łuk i teraz schodzili już w dół. Most unosił się nad jego tylnym pokładem jak szklana trampolina. No daj! Wiki nie zareagowała. gdzie zaczynał się most. . ale nie zwróciły na to uwagi. . bo lśniąca powierzchnia była śliska jak lód. 210 211 . Nad ich głowami fruwały krzyczące przeraźliwie mewy. bo miała lęk wysokości. Uderzył mocniej. Zdawało im się.Idziemy. Most był zawieszony w powietrzu i kołysał się lekko na wietrze. Nienawidziła tego mostu. że idą po kruchym lodzie albo po cieniutkim szkle. . Rzucił motocykl i wspiął się na latarnię. który zadrżał pod jego ciężarem. Filip wysunął stopę i ostrożnie dotknął przeźroczystej jak szkło powierzchni. Filip.. szepczący: . Zacisnęła powieki i dygotała ze strachu.Szybko! Wspięli się krętymi schodami na szczyt latarni.szepnęła. więc bały się. I zastygła w bezruchu. szklany most zadrżał niebezpiecznie. tam gdzie łuk mostu wznosił się najwyżej.Idźcie szybko! Nie patrzcie w dół . Na najwyższym pokładzie Queen Victorii mieściła się włoska restauracja. Chwycił dłoń Wiki.Nie bój się. . Były tak przerażone. Most się nie załamał. wydając brzęczący dźwięk. rozpaczliwie próbując złapać równowagę. ale ostra krawędź przecinała skórę. że zaraz runą do morza. A potem wszedł na most. Poniżej kłębiło się morze. Próbowały trzymać się mostu. Wiki zacisnęła powieki i ruszyła. prowadzona przez Kukiego jak ślepiec przez przewodnika. ale zadrżał. Dzieci zjeżdżały coraz szybciej.Pociągnął ją za rękę. Do portu wjechał czarny motocykl. Chłopiec trzymał przed sobą czerwone krzesło. Było to trudne. Cała się trzęsła ze strachu.Daj mi rękę. Stała bez ruchu. Nie było poręczy. Była to śmiertelnie niebezpieczna jazda. Podcięła nogi Filipa. Podążająca za nim Tosia poślizgnęła się i upadła. bo most był wąski jak ludzka dłoń i nie miał poręczy. więc musiały jechać bez trzymanki. idący z krzesłem.Nie mogę.zawołał Filip. Szedł bardzo powoli.. zachwiał się. że nie reagowały na nic. Nagle powiał wiatr i most się zakołysał. Kuki wyciągnął rękę i zawołał: . Przed nimi wyrastał wielki statek.

. Wy jesteście z pierwszego pokładu? Obrócili się.Zwiewamy stąd? ..Tak. . W której kajucie mieszkacie? Jakoś nie mogę sobie was przypomnieć.A co zrobiłeś z tym mostem? . ..Mam nadzieję.Skąd wiesz. .Jesteście z pierwszego pokładu? . w której grupa dzieciaków udawała żaby. Kiwnął ręką. Rozejrzał się... Nie mieli wyjścia.Nie możemy łazić całą bandą . . Jesteśmy..spytał szef kuchni. Stał za nimi chłopak w czerwonym mundurze ze złotymi guzikami.powtórzył. wypatrując rodziców między opalającymi się turystami i zaglądając do kajut przez okrągłe okienka. . żeby wpadł do wody. musieli za nim iść..Nieee. Statek odpływał.Kuki i Wiki zostaną tu z krzesłem. odsłaniając głowę Maksa.. . Wysunęła się Tosia. a ja z Tośką poszukam rodziców.Łał! Ale zabawa. wprowadził ich do wielkiej sali.. 216 217 . Kto chce wystartować!? Chłopak w mundurze zostawił ich i gdzieś poszedł. Wzruszył ramionami i wrócił do kuchni.Ja też chcę szukać rodziców! . Kuki i mała Wiki. gdzie sterczały wentylatory i anteny.Ratunku! Ratujcie mnie! Ale nikt go nie usłyszał. Dzieci spojrzały na siebie niepewnie. Dziewczyna ubrana w strój różowej ośmiornicy krzyczała do mikrofonu: . . .zadecydował Filip. Queen Victoria miała pięć pokładów widokowych. Zanim zdążyli odpowiedzieć. kolejna fala uniosła go i wtedy zobaczył oddalający się statek. mrużąc oczy od słońca. a Max rozpaczliwie próbował go dogonić. . Wielka fala opadła. . Krzyknął: . . Mężczyzna rozpaczliwie machał rękoma. . Jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli w górę. Rodzice wam nie powiedzieli? .Najmłodszy z kucharzy odłożył nóż.Co to było? . od którego podskoczyły wszystkie talerze. ale nie zobaczył niczego poza stadem mew fruwających wokół komina.Gdzie mogą być rodzice? Tutaj jest tysiąc kajut. Będzie fajna zabawa.To chodźcie ze mną.. że nikt za nami nie szedł. Wtedy zza czerwonego komina Queen Victorii wychyliła się głowa Filipa. Tutaj turyści opalali się na wygodnych leżakach lub oglądali morze przez wielkie lunety. otarł ręce i wyszedł po schodkach 214 215 na najwyższy pokład.skłamała szybko Tosia. Po chwili rozległo się drugie uderzenie.spytał szeptem Kuki.Kucharze szykowali właśnie wykwintne spaghetti alla putanesca.Szybko! . Sprawdzę.Usłyszymy muzykę.? .. . że teraz grają. .zaprotestował Kuki. uśmiechając się do dzieci. Dzieci weszły na pokład numer jeden. .Zaprowadzę was.Filip chwycił krzesło i pobiegł w stronę metalowych schodków...Rozkazałem. kiedy nagle usłyszeli głośne uderzenie w sufit.Przepraszam.Nie wiem.spytał Kuki. . . Chłopak ruszył w stronę szerokich drzwi na końcu korytarza i gadał jak najęty. a potem dwa kolejne.Dla dzieciaków z pierwszego pokładu robimy dziś zawody. Wokół tonęły odłamki świetlnego mostu. . . Zaczynamy nowy wyścig żab.

toby cię szukali..Nie możesz. Usiedli na ławce.powiedziała Tosia. między bawiące się dzieci. żebyś była jak dawniej. Są muzykami w orkiestrze? -Tak! . Kuki i Wiki rozglądali się niepewnie po sali. Za ladą siedział marynarz w zielonym mundurze.A wy nie chcecie się bawić? Chodźcie do nas.A jak nas spytają. Śmiała się i bawiła. . Kuki i Wiki wzięli już udział w kilku zabawach. Skakała na wyścigi w workach. .. że statek wygląda w środku jak wielki supermarket. Kuki wzruszył ramionami. Kuki robił to niechętnie. . Wybiegli. Podeszła do nich różowa ośmiornica. 218 219 . Tosia zobaczyła napis „INFO" na środku holu.A co? Już zapomniałaś.Ale już nie chcę być! Nie chcę! 220 221 . Możecie tam pojechać windą. . Spojrzał z uśmiechem na dzieci. Na końcu szerokie schody prowadziły do ogromnego holu pełnego sklepów i kawiarni. to popłyniemy razem z nimi tym statkiem. żeby włosy nie wpadały jej do oczu. . Kuki i Wiki zabrali krzesło i wymknęli się na pokład. .I co z tego? Nasi rodzice na pewno każą. Za to mała Wiki bawiła się doskonale. rzucała piłkami do celu i zjadała ciastko z kremem bez pomocy rąk.. Albo wyczarujemy sobie własny statek i ja będę kapitanem.Słucham? . Dziewczynka przestała zaplatać warkocze i spojrzała na niego ze strachem. .To udawajcie.I jak ja będę wyglądać? . bo myślał wciąż o rodzicach. .Masz dom. Pociągnęła ich na środek sali. Tylko tym razem nie róbcie żadnych numerów.. . Zziajane dzieci pobiegły do bufetu po napoje i słodycze. Czy ja mogę popłynąć z wami? -spytała Wiki. . Po prostu udawajcie. i siedźcie spokojnie. . Jak ich znajdziemy. Dwunasty pokład.A czy ja. Tosia i Filip biegli długim korytarzem. Był coraz bardziej zdenerwowany. Jakbyś znikła. Będziesz dorosła i nikt nie będzie chciał z tobą płynąć.. .Coś ty? Przecież ty za godzinę będziesz znowu wstrętną ciotką. to po was wrócimy.pytała przerażona Wiki. że mówicie po madagaskar-sku . gdzie były drzwi do wielu wind. Będziesz taka jak ona. skąd się tu wzięliśmy? .. .Czemu? . Już wiem.Ross.Nie wrzeszcz.Pokazał ręką w stronę korytarza. widzisz tamtą panią. dowód osobisty i pracę.powiedział Kuki.Szukamy państwa Ross . Zrobimy wycieczkę dookoła świata.Jak odczarujemy rodziców. O. Dzieci były zdumione.Wiesz co? .Przecież ja mogę zostać taka jak teraz. że jesteście pasażerami.O siódmej będą grać w kawiarni Dolce Vita. . Daleko w dole szumiało ogromne błękitne morze.powiedziała Tosia. Nie miały pojęcia. Będziesz okropna. Wiał wiatr i Wiki próbowała zapleść sobie warkoczyki. Zresztą sama chciałaś być znów dorosła. Prowadząca imprezę dziewczyna zarządziła przerwę. . Zbiegły schodami i zaczęły się przeciskać między pasażerami. Bo tak naprawdę cień dorosłej ciotki już zniknął i Wiki stała się prawdziwym dzieckiem. jakby była naprawdę siedmioletnią dziewczynką..

Dziewczynka siedziała oparta o barierkę i miała twarz ukrytą w dłoniach. popchnął je i wtedy zobaczył rodziców.Wstrętna oszustka! . Kuki szedł przez labirynt korytarzy. Chciał być blisko nich. żeby nie. Wiedział. .Chodź. Wiki nie odpowiedziała. Nagle usłyszał: .Wyrzuciłam je.Nie będę taka. Gdzieś z daleka zaczęła dobiegać muzyka. Miała 222 223 okulary przeciwsłoneczne. Jestem pewny! Kuki zerwał się. Siedzieli z innymi muzykami na wysokiej scenie.. Rozumiesz? Żadnych czarów! Kuki popędził schodami na górny pokład. Mama ubrana była w czarną sukienkę. jak odpływa. skąd dobiegała muzyka. Muzyka orkiestry! . Kuki tego wszystkiego nie zauważał. Tosia i Kuki popędzili za nim. Kuki nie słuchał jej. Grali jakąś powolną smutną melodię. oddala się od statku.Ja muszę ich zobaczyć..Kuki! Stój! Za sztucznymi palmami siedzieli ukryci Filip i Tosia. że nie ruszysz krzesła. ale nie mógł się powstrzymać. Dziewczynka otarła łzy i szepnęła: .. Filip pociągnął brata do kryjówki..Co? . Nigdy! Chwyciła krzesło i podbiegła z nim do relingu.Wrzuciłam je do morza. Obok stał tato w czarnej marynarce. W końcu zobaczył szklane drzwi z napisem „Dolce Vita". .Nie chcę być taka. . Zostań tu. . Obrócił głowę. . Po chwili czerwonego krzesła nie było już widać.krzyknął z rozpaczą Kuki. starając się znaleźć miejsce.Nienawidzę cię! A potem rzuciła je za burtę. .szepnął. . .. powiedz im. że nie powinni go zobaczyć. być dorosła.Dlaczego!? . Wbiegli na pokład. zanim nie zostanie zdjęty czar. Inni pasażerowie siedzieli na miękkich fotelach i sączyli napoje.Co z nim zrobiłaś? Mów! Powoli podniosła głowę. Powiedz. Nie zauważył. a ludzie tańczyli. żeby mnie nie zmieniali. Kelnerzy krążyli po sali z tacami.. Spojrzała na rodzeństwo i cicho szepnęła: . Szedł jak zahipnotyzowany w stronę rodziców. Wiki patrzyła. . która ciągnęła za rękę wyrywające się dziecko. To moja mama gra.Wiki spojrzała na chudą pasażerkę w czarnej sukni..Gdzie jest krzesło!? .Jesteś wstrętna! . jest coraz mniejsze i mniejsze.. .Nie chciałam.Chciałem zobaczyć rodziców. .Zostawiłeś krzesło!? .Po co tu przylazłeś? . rozbryzgując wodę.Ciotka go pilnuje! Filip popatrzał na niego zaniepokojony. Kobieta krzyczała do małej: . Błagam cię. ty wstrętna histeryczko! Dalej! Wiki patrzyła na okropną kobietę z przerażeniem. Spojrzała na morze huczące w dole i szepnęła do czerwonego krzesła: . na którym została Wiki. że Wiki patrzy za nim w jakiś dziwny sposób. Krzesło runęło w dół i wpadło do morza. Wtedy dziewczynka usiadła na pokładzie i zaczęła płakać. Ale przysięgnij. zerwał się i pobiegł do wyjścia.Słyszysz? Tam są nasi rodzice.krzyknął Filip.

. i krzyczał: . ale wypluł wodę. Huk.zawołała Wiki i popędziła z krzesłem na schody.. . daleko od nich. . Przysięgam! Tylko mnie ratuj! Błagam! Uratuj mnie! I wtedy nadeszła wielka fala.szepnęła błagalnie Wiki. Wiki opuściła dłonie. Tosia. co zrobić. I wtedy 224 225 jakaś litościwa fala uniosła go i położyła na siedzeniu. Wielkie fale przelewały się nad nim i tracił powoli siły. hucząc straszliwie. Kuki i Filip poszli za nią.Skąd je masz?! Oddaj mi je! 226 Max nie odpowiedział. Zbliżała się z ogromną prędkością.Dokąd? . Nie będę kradł! Nie zrobię już nigdy nic złego. Zaczynał tonąć. który zakołysał się.Uratuj mnie.Zwariowałaś? . Na falach unosiło się krzesło! Mężczyzna zaczął rozpaczliwie płynąć w jego stronę.krzyknął Filip.. olbrzymia fala tsunami pędziła w jego stronę.. Oddam im to krzesło. Nie miał już sił.. Oddam im je. Masa wody zalała najwyższy pokład i po chwili spłynęła. . Przetarł oczy. . Zobaczyła. I wtedy usłyszała dziwny dźwięk..Ja chcę je z powrotem. Otarł wodę z twarzy i spojrzał na Wiki. Dziewczynka obróciła się. . I wtedy coś zobaczył. Filip i Kuki siedzieli skuleni w kącie pokładu..Przecież oni są. Mężczyzna złapał krzesło. . Nadciągała wielka fala tsunami. Płakała cicho. . Uniosła Maksa i porwała go wraz z krzesłem.Chodźcie. Ruszyła w stronę pokładu. A potem powoli wyciągnął rękę i podał jej magiczny przedmiot.Skąd masz to krzesło!? Max rozejrzał się nieprzytomnie. Max ściskał w dłoni oparcie czerwonego krzesła i patrzył na dziewczynkę. Większa niż statek Queen Vic-toria. Nie wiedzieli. Wiki zerwała się. Wiki zasłoniła głowę i zamknęła oczy. uratuj mnie.Daj mi je! Proszę.. . Mała Wiki została sama. ..szepnęła Wiki. Ale nikogo innego nie mamy. wpijając dłonie w oparcie krzesła. z twarzą wtuloną w dłonie. .Sr Max rozpaczliwie próbował doścignąć Queen Vicotrię. to ujrzał daleko na morzu czerwony punkt. Na pokładzie stało czerwone krzesło. Potem morze uspokoiło się. Zachłysnął się wodą i zanurzył.Wiem.. .spytał Kuki. Fala uderzyła w statek. Błagam cię! Nie będę już oszukiwał. która szła do niego i krzyczała: . Resztkami sił zbliżył się do krzesła i spróbował je złapać. . Po prostu nic. Chcę być tam. na statku.Uratuj mnie! Proszę cię. .Dziękuję. jakby nadlatywała kometa albo wielka lawina.Do rodziców.. Była olbrzymia. Powoli wstał z czerwonego krzesła i je zasłonił. ale fale wciąż go odpychały.. jak morze na horyzoncie unosi się i pędzi w jej stronę. gdzie grała orkiestra. Wreszcie Tośka podniosła się. A na nim siedział ociekający wodą Max. Fala zalała mu usta. Kiedy fala uniosła go. ale to zupełnie nic już zrobić nie mogli. Max z całych sił objął czerwone krzesło i zawołał z rozpaczą: . .Oddaj mi je . stało się ciche i łagodne. Wysoka jak dom. Wiki siedziała osobno.

Wtedy rodzeństwo pobiegło w ich stronę. Zdjęła przeciwsłoneczne okulary. I wtedy usłyszeli wołanie: . ale Kuki nie czekał. Skoncentrował na nich wzrok z jakąś niezwykłą siłą i zaczął mówić: . . Tato przestał grać. Tosia i Kuki szli powoli w stronę sceny. Wszyscy na pokładzie znieruchomieli w niemym oczekiwaniu.. i nic nie mogło ich powstrzymać. Mama spojrzała jeszcze raz na dzieci i syknęła: . nawet morze 231 zastygło w bezruchu. który stał przy drzwiach. Ojciec wypuścił z rąk skrzypce i obrócił głowę. Tosia chciała o coś spytać. zbiegli ze sceny i pędzili do swoich dzieci. że jesteśmy zajęci? Zostawcie nas w spokoju.Mamo. ..Przyjechaliśmy do was. ruszył w ich stronę. Szef sali. Mama pierwsza ruszyła w ich stronę. . ale nie czuł żalu.. Rodzeństwo patrzyło oszołomione na rodziców. Wreszcie Tosia zawołała: . Patrzyli na nie. Pierwszy raz w życiu coś komuś dał.Max spoglądał na nią.Mamo.Co? .Piotr! Zobacz! Oni tu są! Widoczne schowali się na statku. Mama powoli odłożyła wiolonczelę.. Nie miały już żadnej nadziei. Cały czas z nami płynęli. Filip.Mamo! . Mama zaczęła krzyczeć: . . Spojrzeli oboje na swe dzieci. Chcę.. Tak spokojnie! A wy wszystko zepsuliście! .Mama obróciła się i zawołała: .. Przeskakując po kilka stopni.zapytała rozpaczliwie Tosia.A z czego mam się cieszyć? Z kłopotów? Stracimy przez was pracę! . Czekały. Przecież nie miały dokąd iść. opuścił skrzypce i podszedł do dzieci.Odejdźcie stąd! I też powróciła do grania.Czy wy zawsze musicie wszystko popsuć? Tu było tak pięknie. że ich widok coś zmieni. Twarz wykrzywiała mu złość. W rękach trzymała czerwone krzesło. potem zerwała się i podbiegła do nich. Zapadła zupełna cisza. 229 . Za nią pobiegł tato.krzyknęła.Nie widzicie. Idźcie gdzieś! Ojciec podniósł skrzypce i znów zaczął grać. Patrzyła oszołomiona.Chcę. bez celu.! Mama obróciła głowę i zobaczyła dzieci. że tu jesteśmy? . Podbiegła i bez słowa postawiła je przed zdumionym rodzeństwem.Co wy tu robicie!? .! Muzycy z orkiestry spoglądali na nich ze zdziwieniem. W końcu dzieci odwróciły się i ruszyły do wyjścia. Gdzieś w głębi duszy łudziły się. Orkiestra przestała grać. . czy ty się nie cieszysz. Natychmiast usiadł na krześle i spojrzał na rodziców. Ze straszliwego snu. I czuł się wspaniale. Dzieci stały bez ruchu. Jednak czar trwał nadal. Szły powoli. żeby nasi rodzice byli tacy jak dawniej. a oni biegli do siebie. I wtedy wszystko umilkło. Rodzice nie dostrzegali ich.. Żeby do nas wrócili! Żeby nas kochali i już nigdy nas nie zostawili. jakby nagle obudzili się ze snu.Tośka! Filip! Kuki! Przez pokład pędziła Wiki. Ludzie rozstępowali się.. na której grała orkiestra.Czy wyście oszaleli! Kto za to zapłaci? Dzieci patrzyły z rozpaczą na rozzłoszczonych rodziców. a ludzie przestali tańczyć. Tato krzyknął ze złością: 230 .Mamo.

. I stali tak razem. i wyłączyła ją. że można zrobić jeden czar na tydzień i tylko taki. Teraz chcę być z wami.No właśnie. . . że nie możemy mówić o tym głośno. która całuje nos delfina.Tak.W każdym razie dziś nie wyruszamy w żadną podróż. Dobranoc. Że każdego ranka budzą się w tym samym miejscu. . że ono też się trochę nudzi. Tośka. I żeby spełniło się twoje największe marzenie. Inni też je oglądali.Zapomniałeś. Wielkie miasta z wielkimi wieżowcami i maleńkie wyspy z jednym maleńkim domem. Od kiedy powrócili do domu. Mama wyciągnęła z rąk syna srebrną ramkę. . . choć to trochę niebezpieczne. siostrzyczko. To nudno tak ciągle siedzieć w jednym miejscu. Rodzice zdecydowali. 232 Wielkie żółwie na Galapagos i miniaturowe hipopotamy w Togo.Bo nikt nie powinien się o nim dowiedzieć.Przepraszam cię.Ciii. Filip i tato. Nudzimy się już od miesiąca! -zawołał Filip..zawołał Kuki. kiedy znów popłyniemy gdzieś daleko? .. Dobranoc. żeby szkoła. ale przecież możemy razem gdzieś pojechać albo polecieć. . . w której wyświetlały się fotografie. Bez przerwy. Spoglądała z wyrzutem. i żeby. . .Mamo. więc kładźcie się spać .zawołał Kuki. ..Kuki chwycił rękę mamy.Dobranoc. żeby jak najdłużej było tak cudownie nudno i spokojnie . która się uśmiecha. bo wierzyli.powiedziała stanowczo mama..zawołała Wiki.Kochana Wiki. którzy skaczą z burty do ciepłego oceanu. . .Obejrzę to do końca . we własnym domu. i.powiedziała mama. Na łóżku pod oknem leżała mała Wiki. I wielki sztorm. . Tosia oparła się o jego ramię i chwyciła dłoń mamy... co było złe. Tato złapał za ramiona Filipa i przytulił go.. -A wy musicie chodzić do szkoły. Mama podbiegła do niej.No pewnie. Mama usiadła obok niej i powiedziała uroczyście: . Śpijcie już.Kuki. Wyglądało. życzę ci wszystkiego dobrego. . -Wszyscy zapomnieliście! .powiedziała Tosia. Spojrzeli na czerwone krzesło. . 233 . . . . Kuki każdego wieczora ją wyciągał i oglądał zdjęcia z podróży. . Mama.Ciocia ma dziś urodziny? . Wciąż nie mogę się przyzwyczaić. żeby sąsiedzi niczego nie zauważyli. Idź już spać. tak jakby chciała mieć ich oboje jak najbliżej. która objęła go z całych sił. Mama pocałowała każde z dzieci i zgasiła światło.A ja chcę. prawda? . Nie jest łatwo powrócić z niezwykłej podróży dookoła świata do zwykłego domu. które stało obok łóżka. Bo wciąż nie mogli się przyzwyczaić.Nie musimy! .Tak.tato zasłonił mu usta i zerknął na otwarte okno. że będziesz z nami.Jesteśmy w domu dopiero od miesiąca! .. wtuleni w siebie. że mam teraz czworo dzieci. że już nie kołysze ich morze.Oglądałeś to sto razy.. Obrazy przypływały i znikały. . Czterdzieste! To znaczy ósme. I Tosia. Nikt i nigdy.Nie wiem. Rodzeństwo wyskoczyło z łóżek i podbiegło do Wiki.Właściwie dlaczego nie możemy? .Możemy wyczarować. i zapomnieli o wszystkim. że zło minęło i już nigdy nie powróci. Chmury złotych motyli na Haiti i latające ryby na Orinoko. Kuki.A ja mam dziś urodziny! . Filip.A ja? Zawsze o mnie zapominasz! Mama obróciła się.poprosił Kuki.

Dom oderwał się od fundamentów i unosił się w górę! . łagodnie się kołysząc. że ulica się oddala..MAMO! UWAŻAJ! .Tato! My lecimy. Popędzili do niej.. .Ja.Może to jest trzęsienie ziemi? Tato podbiegł do Wiki. .Jakie ty miałaś marzenie? Powiedz! . a kilka rzeczy wyfrunęło przez okno.. Krzesło leżało na trawniku. -Wiki! Skup się! Jakie miałaś marzenie?! -krzyknęła Tosia. a potem zapadła kompletna cisza. Lecimy! Dom leciał lekko i bez hałasu. ciężki kamień. . . Zadrżały wszystkie przedmioty i na podłogę spadł wazon z kwiatami..Tato! Wtedy rozległo się straszliwe chrupnięcie. HUK! Jakby kamienny potwór postawił stopę na dachu..Nic się nie stanie. Szybko! Chcieli wybiec. pod domem. . .Co? Przecież ty się bałaś latać! .Co się znowu dzieje? .krzyknęła mama. bo. a dom wciąż się unosił. .Jak myje odzyskamy? . ale wśród poprzewracanych mebli nie było go widać.. .szepnęła mama. Było daleko..No.Schowajcie się. .Co? Dlaczego? .. Modele statków spłynęły z półek.. Spojrzeli w dół i zobaczyli. .To znaczy jakie? . Za nim pobiegli inni.Polecieć? .krzyknęły dzieci. .Ale już się nie boję. Dom podskoczył. . posypał się tynk z sufitu. a lampa zawirowała jak karuzela i zgasła. .. ale w tej samej chwili dom zakołysał się i wszyscy przewrócili się na dywan. .Nie wiem.. próbując się czegoś złapać.Co to jest? .zawołał Filip. . . że to nie jest zwykły mebel! Rozejrzała się niespokojnie. Mama chwyciła Kukiego za rękę. HUK. Bo latanie jest milsze niż pływanie. Łóżka stanęły sztorcem.. TRZASK. . Jakby ktoś przesuwał ogromny.powiedział tato i objął mamę. 237 Tato wybiegł na balkon. Mama zerwała się z czerwonego krzesła. jakby ktoś wyrwał ząb olbrzymowi. Ciągle zapominała. Turlali się po podłodze. wyżej i wyżej. Gdzieś w głębi domu rozległ się dziwny dźwięk.Odwołajcie ten czar! . Drżał jak samolot przed startem.Siedzisz na krześle. poza ich zasięgiem. Dom zachwiał się. Ja miałam takie samo jak wy.Ono wypadło! ... że będą kłop. .Chciałam polecieć znowu w podróż. Zaczęli szukać czerwonego krzesła.No tak.zawołała z balkonu Wiki. Tylko dom łagodnie się kołysał. Budynek się przechylił.Czuję.Nie martw się .. 236 Dom zakołysał się znów.spytała niepewnie mama. 234 235 .

rozumiesz!? . jeżeli można wrócić. .szepnęła Tosia. Choć stali na balkonie. Kościuszki 37.Przecież chcieliście polecieć w podróż! Wy też tego chcieliście. Jakoś sobie poradzimy. to żadne z nich nie mogło już zobaczyć. Zawisa w powietrzu i obraca się.szepnęła Wiki. a wiatr popychał dom w stronę morza. jak czerwone krzesło powoli wstaje z trawy i unosi się w górę.spytała Tosia.Będziemy tak lecieć do końca świata.Lepiej powiedz.Wszystko będzie dobrze.powiedział Kuki. Kraków. ul.. Miasto zostało daleko pod nimi. dokąd lecieć. Druk: Drukarnia Colonel. . . 30-105 Kraków. Dąbrowskiego 16. . to już koniec . 2009.Nie złośćcie się na mnie . . ..Mama przytuliła Wiki. .Nie krzyczcie na nią. Za oknem przelatywały ptaki i obłoki. a oni lecieli jak stero-wiec albo dziwny pojazd kosmiczny. jakby zastanawiało się. . ul.Ale chcieliśmy potem wrócić! Podróże są dobre. 238 Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Na pewno. ale tylko jedna gwiazda poruszała się powoli. Na ciemnym niebie iskrzyły się setki gwiazd. jak wrócimy na ziemię . Mama zapaliła świece.No. Wydanie 1. prawda tato? . Jakby czegoś szukało.Tak. a Filip latarkę i z ziemi dom wyglądał jak jeszcze jedna gwiazda.. Czerwone krzesło poleciało prosto w jej stronę. . Światła miasta powoli zostawały za nimi.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful