ANDRZEJ MALESZKA: Magiczne drzewo: ANDRZEJ MALESZKA Magiczne drzewo CZERWONE KRZESŁO • :i- . ..

fin ILUSTRACJE IGOR MORSKI MORSKI STUDIO GRAFICZNE ¦¦¦iss WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2009 Projekt okładki Andrzej Maleszka Paweł Panczakiewicz/ART.DESIGN Fotografia na okładce Maciej Mańkowski Fotografia autora na stronie 4 okładki Archiwum autora Ilustracje na stronach 103,174,192 oraz pierwsza wyklejka Andrzej Maleszka Opieka redakcyjna Maria Makuch Adiustacja Urszula Horecka Anastazja Oleśkiewicz Korekta Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny PARASTUDIO Łamanie Irena Jagocha Copyright © by Andrzej Maleszka Copyright for the illustrations © by Morski Studio Graficzne Sp. z o.o. 2009 ISBN 978-83-240-1165-0 Książki z dobrej strony: www.znak.com pi Sieczny Instytut Wydawniczy 30.105 DZiał SPrZ6daZy: tCl- (°12) 61 99 -ail: czyte.nicy@znak.com.pi Wdwutysięcznym roku nad Doliną Warty przeszła straszliwa burza. Trwała bez przerwy przez trzy dni i trzy noce. Przerażone zwierzęta kryły się w najgłębszych norach. Małe dzieci chowały głowy pod poduszki, by nie słyszeć nieustającego huku grzmotów. W wielu domach zgasło światło, a dachy porwała wichura. Trzeciego dnia piorun uderzył w olbrzymi stary dąb rosnący na wzgórzu. Drzewo pękło i runęło na ziemię. Zadrżały domy w całej dolinie, a burza natychmiast ustała. Nie był to zwyczajny dąb. Było to Magiczne Drzewo. Miało w sobie ogromną, cudowną moc. Lecz wtedy nikt o tym nie wiedział. Ludzie zawieźli je do tartaku i pocięli na deski. Z drewna zrobiono setki różnych przedmiotów, a w każdym przedmiocie została cząstka magicznej mocy. W zwyczajnych rzeczach ukryła się siła, jakiej nie znał dotąd świat. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły się niesamowite zdarzenia. CZERWONE KRZESŁO Dokładnie o północy Kuki otworzył oczy i zaraz je zamknął, bo okno rozświetliła błyskawica. Po sekundzie zahuczał grzmot i dom zadrżał. Kuki naciągnął kołdrę na głowę, bo nienawidził burzy. Od razu sobie wyobrażał, jak dom rozlatuje się na kawałki. Albo jak się pali. Albo że wszystkich porywają upiorne dzieciojady, które przylatują w czasie burzy. Miał dużą wyobraźnię.

- Filip, śpisz...? - szepnął Kuki. - Filip! Nikt nie odpowiedział. Chłopiec powoli wypełzł spod kołdry i spojrzał na łóżko brata. Było puste. Filipa nie było. Kuki wyskoczył z łóżka i podbiegł do lampy. Nacisnął włącznik, ale światło się nie zapaliło. Nie było brata i nie było światła! Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł na ciemny korytarz. Cisza. Słychać tylko kapanie. Plum... Kap... Z sufitu sączyła się strużka wody. - Co się dzieje? Tośka! Otworzył drzwi z napisem: Kto wejdzie bez pukania, to trup, i krzyknął: 9 - Tosia! Obudź się! Ale siostry także nie było. Łóżko stało puste, a kołdra leżała na podłodze. Kuki popędził do pokoju rodziców. - Tato! Lecz w ciemnej sypialni nikogo nie było. Tylko potrącona drzwiami wiolonczela wydała długi jęczący dźwięk. Gdzie oni wszyscy się podziali? Był zupełnie sam, w środku burzy, nie było światła, a na zegarze wybiła północ. To naprawdę nie jest mało dla dziewięcioletniego człowieka. - Czuję, że będą kłopoty - wyszeptał Kuki. A woda wciąż kapała z sufitu. Plum... kap... plum... kap... Ponury rytm, który przerażał go najbardziej. - Muszę zachować spokój. Nie mogę się denerwować. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie... Tato mówi, że zawsze można znaleźć rozwiązanie i... Błyskawica znów rozjaśniła mrok mieszkania, a jej białe światło odbiło się w kałuży na podłodze. Chłopcu zdawało się, że to nie woda, tylko straszliwa trucizna. Jedna kropla wystarczy, żeby spalić jego bose stopy. - Trzeba kogoś zawołać - wyszeptał. - Muszę znaleźć pomoc... Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował. Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni. Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi. Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał. Kuki zastygł. - Porwali wszystkich, a teraz wrócili po mnie! -pomyślał z rozpaczą. - Chcą zabrać ostatniego z rodziny Rossów... Zasuwka zamka zgrzytnęła i przesunęła się. Klamka powoli opadła, a potem drzwi z cichutkim trzeszczeniem zaczęły się otwierać. Kuki resztkami sił odskoczył i ukrył się za płaszczami na wieszaku. W mroku widział, jak skrada się 10 11 jakaś postać w hełmie i zbliża do niego. Nie mógł czekać. Musiał zaatakować pierwszy. Wyskoczył zza płaszczy i z całych sił walnął przeciwnika metalowym fletem. Usłyszał dziki wrzask: - Ała! A potem: - Kuki, ty kretynie! Co robisz? Jego dwunastoletni brat Filip zdjął kask rowerowy i rozcierał głowę. Do mieszkania wbiegła mama w mokrej pelerynie, z latarką w ręku. - Co się stało?

- Kuki chciał mnie ukatrupić. Mama podbiegła do Kukiego. - Króliczku, obudziłeś się? Mówiłam, że ktoś musi z nim zostać! - Mama przytuliła chłopca. Nie bój się. Już wróciliśmy... Do korytarza weszli tato i Tosia. Byli kompletnie przemoczeni. Tato niósł deski i kawałki folii. Filip zawołał do siostry: - Tośka! Kuki rozwalił ci flet! - Co? Dziewczynka chwyciła flet, który był wygięty i miał pęknięty ustnik. - Dlaczego go zepsuliście!? - Nie my! On! - Spokój - powiedział tato. - Zdejmijcie mokre rzeczy i chodźcie na ciepłą herbatę. Wszyscy. Mama objęła Kukiego i poszli razem do kuchni. Na kuchennym stole paliły się świece, a mama nalewała parującą herbatę do kubków. Burza już się skończyła. Kuki siedział owinięty kołdrą i ziewał. Filip przykładał lód do sińca na głowie, a Tośka próbowała naprawić flet. - Wichura rozbiła okno na strychu - mówił tato - i woda lała się do domu. Musieliśmy wejść na dach, żeby to zreperować. Inaczej byśmy spali w akwarium. - W dodatku prąd wysiadł! - zawołał Filip. -Było ciemno jak w trumnie. - Dlaczego poszliście beze mnie? - oburzył się Kuki. - Ja też chciałbym wejść na dach. - Jesteś za mały na taką akcję - powiedział Filip. - Pioruny tak waliły, że w każdej chwili mogliśmy być trafieni. Trzymałem tatę, żeby wichura go nie porwała. Ty byś umarł ze strachu. - Nieprawda! - Prawda. Było tak niebezpiecznie, że tato kazał mi włożyć kask. 12 13 - Przez twój kask mam rozwalony flet - mruknęła Tosia. - Wolałabyś, żeby walnął mnie w głowę? - Wolałabym, żeby cię walnął czymś innym. Po wakacjach mam egzamin. Jak ja będę ćwiczyć? Kuki zerknął na siostrę, która smętnie oglądała zniszczony instrument. Tośka, tak jak Filip, chodziła do szkoły muzycznej. Miała jedenaście lat, ale wszyscy już mówili, że ma prawdziwy talent. Tak jak rodzice, którzy byli muzykami w orkiestrze. Filip też nieźle grał na skrzypcach, ale nie miał cierpliwości do ćwiczeń, bo interesowało go dużo innych rzeczy, na przykład piłka i gry RPG. - Przepraszam - powiedział Kuki do siostry. -Nie chciałem go zepsuć. - Dobra. - Tośka przytuliła brata. - Nie złoszczę się już. To nie twoja wina. - Walnąłem go, bo myślałem, że jest dziecio-jadem. - Bo jestem - zaśmiał się upiornie Filip. - Jak zaśniesz, to odgryzę ci łapę, którą na mnie podniosłeś. Tylko ją umyj, bo brudojadem nie jestem. 14 Poszli spać dopiero o pierwszej w nocy. Mama przyszła jeszcze powiedzieć im dobranoc. Kiedy pochyliła się nad łóżkiem Kukiego, ten szepnął. - Mamo... - Co, króliczku? - Wiesz, ja się obudziłem, bo miałem głupi sen. - Nie myśl o tym. - Ale chcę ci to powiedzieć. Śniło mi się, że ty i tato już nas nie chcecie. Że oddaliście mnie, Filipa i Tosię komuś obcemu i odeszliście. - To głupi sen i zapomnij o nim. Ani ja, ani tato nigdy was nie zostawimy. Dobranoc. Dwa tygodnie później w fabryce mebli Hoga zrobiono krzesło. Wykonano je z dębowego drewna i pomalowano na czerwony kolor. Był to jedyny egzemplarz, który miał jechać na targi

zdawało mu się.krzyknęła Tosia.krzyczał. Ale to nie było złudzenie. . .Dobrze ci tak. że chcemy ją prosić o pożyczkę? Musimy spłacić długi. Filip i Kuki wisieli na lampie.. Tego dnia miała odwiedzić ich ciotka Maryla. Wpadła Tosia. Kiedy gruby kierowca. . I kupić flet Tośce. . .Nie mam już siły.Chcieliśmy wkręcić żarówkę.. Szybko! Mama i tato podbiegli do Kukiego. .powiedział Filip. ..Tato. wkładał krzesło do ciężarówki. .Mówiłem. .To jest moja siostra! Nie była u nas od pięciu lat... . Jest skąpa jak Szkot . że będzie musiała kupić dzieciom jakiś prezent.Przestań.Przynieś wiadro i mop. że jest ciepłe i lekko się porusza. której nikt nie lubił.Bo się bała. a Kuki spadł na stół. Kuki chciał koniecznie pomóc. Gdy czerwone krzesło ruszało w podróż. a za nią rodzice. Nie pozwalam tak mówić o Maryli! Poza tym zapomnieliście. Żyrandol zatrzymał się na przewodzie i kołysał centymetr nad głową Kukiego.powiedział tato.Boli mnie tyłek. . więc weszli na drabinę razem. mając do podłogi jakieś dwa metry. zbierając z podłogi potłuczone filiżanki. Tak się starałam. Ona wcale nie jest taka zła. kretyni!? . I wtedy drabina się złamała. Połamię nogi! Będę miał wstrząs mózgu. zostawiając za sobą kremowe ślady. Filip skoczył pierwszy i nic mu się nie stało. .wrzasnął Kuki.Zabiję się.Co wyście zrobili. . a dzbanek z sokiem pękł na sto kawałków. Wtedy sądził..mebli do Gdańska.To czemu na widok cioci więdną kwiatki? -zapytał Filip. Bez18 radnie patrzyła na potłuczone naczynia i tort roz-paćkany na dywanie.To wytrzymaj jeszcze chwilę! Filip rzucił się w stronę okrągłego stołu. Kuki pobiegł do korytarza.Słuchajcie.. Kuki został na lampie. I wtedy żyrandol urwał się. żeby nie zapraszać tej piranii .Chyba nie.Co? Kto to wymyślił? . Mama usiadła na kanapie.Ty nie masz mózgu!. . .Skacz! .Nic ci się nie stało? . Krem prysnął na ściany. Tylko od niej możemy pożyczyć pieniądze. I oczywiście nie wygląda! Ona znowu powie. że niczego nie potrafię. Nie boli cię nic? .Nie utrzymam się . .. .Ciocia nie pożyczy. że to złudzenie.Nigdy! . W domu było wielkie sprzątanie. . . Mama poprosiła Filipa. żeby wkręcił żarówkę do lampy. a na środku duży tort. zwany Kluchą. Zdążyli się jeszcze chwycić żyrandola i dyndali.To skacz! . na którym stało mnóstwo talerzy i filiżanek. Na przykład trzy cukierki. Skacz! 16 17 -Nie! . żeby ten dom wyglądał jak normalny dom. filiżanki pofrunęły. .Porusz rękoma. Na szczęście tort osłabił upadek. Idź się przebrać. Przyciągnął stół pod żyrandol.

. Droga była zakorkowana. . . 23 .? ŚWIST!!! Krzesło skoczyło jak tygrys..Poproszę tort beżowy i dwanaście ciastek -powiedziała Tosia. . powoli wstał i spojrzał na samochód. W otwartych drzwiach stało czerwone krzesło. Maryla uwielbia słodycze.19 . żeby zadzwonić do szefa. Ale po chwili czerwone krzesło wynurzyło się i popłynęło. odrzucając Kluchę. .. Klucha wyciągnął telefon.Jedną gałkę. przelatując nad kierowcą. .powiedział Kuki. I jakieś ciastka. Klucha wychylił się z szoferki. żeby złapać je za nogę. Właśnie próbują ich odkleić. kto tam jest? Kierowca niepewnie wyciągnął rękę w stronę klamki. Obrócił się i nadsłuchiwał. . kiedy usłyszał dziwny dźwięk. .Jak będziecie dla niej tacy okropni.łomot. I pożyczcie od pani Szmit kilka filiżanek.. Krzesło wymierzyło mu kopniaka i wskoczyło na barierę mostu. które fruwały jak oszalałe nad słodyczami.Czemu my teraz nie mamy na nic forsy? -spytał Kuki.Mówię ci. .. Wtedy krzesło skoczyło do rzeki. Lecz zanim jej dotknął.Z galaretką. Tośka. Czerwone krzesło stało teraz na chodniku nieruchomo jak każdy normalny mebel. Sprzedawczyni pakowała ciastka do kartonika. . z kremem toffi. Mama zerwała się. Oszołomiony. Kierowca patrzył na nie obłędnym wzrokiem. W tej chwili zegar wybił godzinę czwartą.Rozbiła się cysterna z klejem. .. który wrzasnął i zamknął oczy. Masa samochodów się przykleiła i kilku ludzi. Powiedzcie mi! Bo rzucę ten tort na ziemię. niesione prądem. żeby je pochwycić. to na pewno nam nie pomoże. który poleciał na trawnik.Nie mamy forsy.. I znów . Potem krzesło zaczęło się pochylać. . jakby chciał się rozejrzeć. Filip i Kuki stali za ladą cukierni. Klucha niepewnie wyciągnął rękę. oganiając się od os. TRZASK! Drzwi otworzyły się z hukiem. Minęła dłuższa chwila. Sznur aut ciągnął się aż do zakrętu. . Zatańczyło na niej. Szybko! Ciężarówka firmy Hoga zatrzymała się na moście. Wyszli z cukierni.Co się stało? .krzyknął policjant kierujący ruchem. Coś stukało w jego samochodzie.Ej. Mebel się poruszał! Obracał się powoli. przeskakując z nogi 20 21 na nogę. Ona nigdy się nie spóźnia! Tośka! Idziecie kupić nowy tort.. że nie mamy kasy. Chcę wiedzieć. . ..Szlag by to trafił.Ja chcę lody . Tu macie pieniądze.Co jest. dźwigając paczkę z tortem i karton ciastek. Albo nie.Których ciastek? . Ruszyli bulwarem biegnącym wzdłuż rzeki.Wypadek . Nagle rzucił się naprzód..Nieprawda. . żeby to zrozumieć.Jesteś za mały.Boże! Za godzinę tu będzie.. zanim odważył się je otworzyć. We wnętrzu coś drapało i stukało w drzwi.Co tam się dzieje? Klucha wysiadł i podbiegł do tylnych drzwi samochodu. jakby w ciężarówce zamiast mebli jechał tygrys. Chlusnęła woda i przedmiot zatonął.

Myślał.. Czerwony lakier lśnił w słońcu.Zaczekaj tu. Jest obrzydliwa .No. gdzie był ich dom. . .Skąd je masz? . zatrzymał się czarny mercedes M-Klasse.powiedział stanowczo Kuki.Tylko jej tego nie mów. choć zupełnie nie wiedział. To nie był żaden skarb. . tylko zwykłe krzesło. . Napisał na nim wielkimi literami „Supermuzycy szukają pracy". jakby przeszedł go lekki prąd. w której grali rodzice -powiedział Filip. .Pożyczą pieniądze od ciotki Maryli . I dopisał numer telefonu mamy. Za nim wyszła Tośka. ale wciąż nie mógł dosięgnąć przedmiotu. omal nie wpadając do rzeki. Złapał krzesło i ruszył w stronę ulicy Weneckiej.Mogę to napisać wszędzie.Ona nic nam nie da.I co teraz będzie? . . czy jest zła. Mimo ciepłego dnia była ubrana w długi płaszcz.Jak teraz jesteśmy biedni. Rzeką płynął dziwny przedmiot.Zostaw tego śmiecia.Zamknęli orkiestrę. rozumiesz? Zatrzymali się przy zielonym domu stojącym nad brzegiem rzeki. a reszta kryła się pod powierzchnią. Ale wyglądało jak nowe. coś czerwonego i błyszczącego. który wyglądał jak wojskowy mundur zapięty po samą szyję. Miała złotą 24 25 koronę.stwierdził ponuro Kuki. to musimy zbierać różne rzeczy. Z zielonego domu wybiegł Filip. . Chwycił kawałek cegły leżący na chodniku i wbiegł na most. Wysiadła z niego wysoka chuda kobieta. Kuki położył się na mostku i wyciągnął rękę. że powinien jakoś pomóc rodzicom. Jej oczy zasłaniały ciemne okulary i nie było widać. bo ciotka zaraz przyjdzie. Miała czerwone buty na wysokim obcasie i czarny parasol. . Mówię poważnie. Był rozczarowany. Filip parsknął śmiechem. Kuki przypomniał sobie. . Czerwony przedmiot co chwila znikał pod wodą i znów się wynurzał. Ponad wodę wystawała tylko mała część. jak w jednym filmie chłopak wyłowił kufer z mumią.Rodzice są bezrobotni?! -Tak. Filip i Tośka weszli do budynku.Ale ty jesteś dziecinny! Kuki nie odpowiedział.. Poczuł coś dziwnego.. Już myślał. Wychylił się jeszcze mocniej.Skąd masz to krzesło? Obrócił się. Ale potem ożyła i pożarła pół Nowego Jorku. . Na każdej ulicy! Chciał pobiec na drugą stronę mostu. Na szczęście most był niski i do wody było niedaleko. kiedy coś zauważył.. Na ulicy Weneckiej. Czerwone „niewiadomoco" zbliżało się. rozumiesz? Kuki spojrzał na niego wystraszony. kiedy ten nagle zatrzymał się i podpłynął wprost do jego ręki.Mama nie chciała cię martwić. jak to zrobić. .Wyłowiłem. Musimy być dla niej mili.Ciotka jest bogata. przed kamienicą numer siedem.Oni nie mają teraz pracy. . Kuki złapał go i z trudem wyciągnął z wody. Chłopiec wychylił się przez barierkę i patrzył uważnie. że mu ucieknie. a Kuki usiadł na kamiennym mostku.A jak nie znajdą? . .. . Pójdziemy do pani Szmit pożyczyć filiżanki. . .Zgłupiałeś? Po co? . Wracamy.Ja je zabiorę do domu .powiedziała Tośka. . Nagle zerwał się. muszą znaleźć inną pracę. Kuki wytarł siedzisko rękawem bluzy i usiadł.Czemu mi nie powiedzieliście? .

bo jest robotem -powiedział Kuki.zawołała mama. Nadbiegli Filip.To ja go zepsułem .powiedziała Tosia.Wyciągnąłem je z wody. Do dziś je trzymam. . że ciocia to robot do robienia pieniędzy.Chyba tak .Czemu go zniszczyłaś? . a ściany były wymalowane kolorowym graffiti. to lubiłaś słodycze. Ciotka ruszyła w stronę domu. z której w kilku miejscach odpadał tynk. A wiesz czemu? Żeby dawali mi na nie pieniądze.powiedziała Tosia. A ja te pieniądze chowałam do słoika. 26 27 . ciociu . Zamki w drzwiach mercedesa zablokowały się. żeby przyleciało tysiąc ptaków i każdy zrobił kupę na jej auto.szeptała mama.Ciotka wskazała parasolem czerwone krzesło.Jak byłaś mała.przyznał się Kuki. Zaczął podskakiwać. .Udawałam. Przecież cioci będzie przykro. Kuki wstał z krzesła.spytała mama. Kuki siedział na znalezionym czerwonym krześle.Trzeba szanować rzeczy. Spojrzała niechętnie na kamienicę. . . . . że musicie zbierać śmieci.. Filip i Kuki kiwnęli tylko głowami.westchnęła ciotka i nacisnęła guzik w kluczyku od samochodu. Mama zerknęła speszona. . . siostrzyczko? . . Dzieci starały się odsunąć jak najdalej od ciotki. Tośka pobiegła za nią. jak na niebie pojawiła się ogromna ciemna chmura..To odstrasza ptaki. . Inaczej te głupie zwierzaki paskudzą na samochód. wydając miauczące dźwięki.Na flecie gra najlepiej w szkole.. Kuki szepnął do Filipa.spytała kobieta. .ponura czy tylko smutna. .Spojrzała surowo na Kukiego . Chwycili je wspólnie z Filipem i wbiegli do kamienicy. a z dachu wysunął się metalowy kot na sprężynie. . . Nie widzieli.Co to jest? . Tośka i Kuki dźwigający krzesło. Usiedli przy okrągłym stole. . Dopiero teraz ją zauważyli. Było to wielkie stado ptaków. .Bo wolałam je zbierać. Dobrze grasz? . Spojrzała surowo na Tosię. Ja zaraz przyjdę. Jednak na pewno nie wyglądała na osobę wesołą. .Czemu ciocia ich nie wydała? . Ciotka siedziała w fotelu i oglądała pogięty flet. .Co to jest. mrucząc coś pod nosem. Rodzeństwo stanęło jak wryte. -Nie. 28 .Tato mówi.. . .Chciałbym.Weźcie ciastka i idźcie do pokoju.Co takiego? . że trzeba mówić dzień dobry? .Cicho! Chodź.Walczyłem z dzieciojadem.Nie nauczyli was. . na którym przysiadł zmęczony Kuki. wchodząc z tortem beżowym.spytał zdziwiony Kuki.Cioci nie będzie przykro. Mama spiorunowała tatę wzrokiem. nakładając w kuchni ciastka na półmisek.To już tak z wami źle. . która rosła i szybko zbliżała się do ich domu.Lubisz tort beżowy.Dzień dobry. Siadajcie. ciociu? .I nie róbcie takich okropnych min.A ty oszczędzasz pieniądze? .Bądźcie dla niej mili i zachowujcie się normalnie . . 29 .Tośka jest świetna .zapytał zdumiony Kuki.

bo stale je przepuszczam.Ja ci niczego nie kupowałam! . . czego chcą. Ale nie mogę uzbierać. .krzyknęła ciotka. 30 31 .Tato.Łał! To jest lotniskowiec! Właśnie taki chciałem! Skąd to się wzięło? .Co? Jaki prezent? Kuki pokazał karton z okrętem. za prezent.Chcesz jeszcze kawy? ..Wam nie można pożyczać pieniędzy. Marylo. Jednocześnie z korytarza dobiegł jakiś hałas.. po co mnie zaprosiłaś.Macie jakieś zwierzę? Filip. na statek do sklejania. . że czerwone krzesło zadrżało. .. Zdumiony Kuki spojrzał na mamę.Za co? Kuki spojrzał na nią zdziwiony.Może wszystkim coś kupiła? .Nie wierzę . 33 . że wcale nie chcesz tego statku. Muszą same zdobywać to. Drzwi na klatkę schodową były otwarte.Idź jej podziękować.. . 32 .Dziękuję ci. . że właśnie taki chcę? . Ale na wszelki wypadek zajrzał za drzwi. .Nie przerywaj mi! Ciotka podeszła do mamy.. Kuki i Tośka zerwali się i pobiegli na korytarz. ciociu..Tak. .Chyba ciotka kupiła ci go w prezencie .A może soku.. Ciotka przerwała jej.No.. ..Skąd ciocia wiedziała. żebyś jej nie dziękował. .. Chcesz pożyczyć pieniądze.. .mruknął Filip. ale. Oczywiście oddamy ci.? Ciotka obróciła się. Wstała ze złością i podeszła do okna. że dzieci w ogóle nie powinny dostawać prezentów. model jeden do dwustu. Ciotka przerwała mamie. że powinnam kupować prezenty twoim dzieciom? Ja uważam. .mamy pewne problemy finansowe. Kuki poczuł.Tosia popchnęła Kukiego w stronę drzwi.To znaczy. .Nie mam pojęcia. Ona chyba chce.To ma być złośliwość? Sugerujesz.szepnęła Tosia. ..Wybacz. siostrzyczko.No idź! Kuki wziął karton i pobiegł do pokoju. Kuki podbiegł do pudła.Bardzo chcę! Lotniskowiec. Wiem dobrze. .. która się uśmiechnęła. . . a na wycieraczce stał wielki karton ze zdjęciem okrętu.zaczęła nieśmiało mama . .Nie. . Ciotka obejrzała się. Stanął przed ciotką i niepewnie powiedział.Straciliśmy pracę w orkiestrze. Tato wstał. . Potrzebujemy trochę gotówki.Czemu? .. Rodzina patrzyła na nią zdumiona.. Mam jej oddać ten lotniskowiec? . .spytała mama..Dziękuję bardzo. jak.Wy zawsze macie problemy. bo i tak je zmarnujecie. prawda? Zapadła cisza.. Nic więcej tam nie było. .. Kuki pochylił się do taty.Widzisz. . . .Nie wysilaj się..

Chwyciła ze złością płaszcz i ruszyła do drzwi.No właśnie. Wyglądały jak olbrzymia wrzeszcząca chmura.. Siedzieli w milczeniu na kanapie.Jak długo trwa taki rejs? . Jest świetna praca dla muzyków. że ja ci już nie pomogę! .spytała mama. Szukają muzyków do orkiestry..Mam dla was propozycję..Dzieci zabiorę do mojego domu .Rok. ale tato ją zatrzymał. Zarobicie porządne pieniądze i świat zwiedzicie za darmo. -To niemożliwe.Na pewno tego nie zrobimy! .Mamy zostawić dzieci na cały rok?! Nie . Rodzeństwo spojrzało na nią przerażone. prawda? .Pamiętaj. . Wycieraczki rozpaczliwie zapiszczały. . . . próbując oczyścić okno. Mama chciała za nią pobiec. . Bogaci ludzie pływają nim na Karaiby.powiedziała stanowczo mama. Białe pociski spadały na ciotkę ze wszystkich stron.Co!? Dzieci spojrzały zdumione na ciotkę. Ja bez was nie wytrzymałabym nawet jednego dnia.Na co? Aż zmądrzejecie? To się chyba nie doczekam! Trzasnęła drzwiami. Ciotka zmierzyła dzieci wzrokiem. od którego zrobiło im się lodowato.zaperzyła się ciotka. Wy nigdzie nie wyjedziecie. Rodzina nie widziała tego zdumiewającego zdarzenia. Wreszcie Tosia cicho spytała. .Przecież ty nie umiesz pływać . . potykając się na wysokich obcasach. Krzyczała i tłukła parasolką. rozumiesz? Od razu bym z tego statku wyskoczyła i do was przypłynęła. Inne ptaki obsiadły mercedesa.Króliczku. że kupicie porządne mieszkanie. .. śniło mi się. .. brudząc płaszcz i parasol. że to robota nie dla mnie. Chmura ptaków poleciała za nim. że nas zostawiliście.I nie oddacie nas do ciotki? . Nad jej samochodem fruwały setki ptaków.Oszalały czy co? 34 35 Ciotka rzuciła się w stronę auta. W końcu z trudem otworzyła drzwi i wskoczyła do samochodu. Oczywiście będziesz przysyłać pieniądze na ich utrzymanie. . . .Mamy wyjechać na rok!? . co chcesz. . próbując rozgonić ptaki. . .Mamo.. .Ciotka zerwała się z fotela.Nigdy i nikomu was nie oddamy. poczekaj. Sama widzisz.Orkiestra na statku Queen Victoria. dziko skrzecząc. zmieniając go w pierzastego potwora.A zresztą rób. Przez rok zarobicie tyle. Ciotka zeszła po schodach. Otworzyła drzwi na ulicę i gwałtownie się zatrzymała. które kłębiły się wokół jej głowy. . . . Tato położył rękę na jego ramieniu. Po chwili mercedes ruszył z piskiem opon. przysięgam! Kuki usiadł obok mamy.Nigdy mnie nie słuchasz! . 37 . . . Rodzice też byli zaskoczeni. .Co to za praca? . .Już ja sobie z nimi poradzę! Przynajmniej nauczą się trochę dyscypliny.powiedziała ciotka.Nie wyjedziemy..krzyknęła mama. Przecież mamy dzieci.My mamy grać na statku!? .Maryla.Pamiętasz.powiedziała Tosia.Queen Victoria to najbardziej luksusowy statek świata.A co? To jakiś wstyd? .spytał Filip.

Słuchaj. Na jezdni siedział mały kundelek.Bilion! . Otworzyło się okno. stojące obok łóżka Kukiego. Macie być rano. Wymyślali coraz to większe sumy: .A mój lotniskowiec? . Stare volvo pędziło pustą o rannej porze ulicą Wenecką w stronę Starego Miasta. Później uniosło się. drgnęło. na których sprzedawcy właśnie rozkładali towary. Głos w słuchawce powiedział: . Potem mama z Filipem upiekli mnóstwo zapiekanek (Filip był zapiekankowym ekspertem) i do późnego wieczora grali w karty.Ale pamiętajcie: nikt już nie mówi o ciotce i statkach. Pełno tu było kolorowych straganów. Poczuli się dobrze i bezpiecznie. Czy ktoś ma na niego ochotę? .A skąd ma pan mój numer? . zadzwonił telefon. pchane jakąś niezwykłą siłą. Filip i Kuki uparli się.Filip. nie wiadomo czemu. mamo.Sto tysiaków! . Gapił się w górę. Aż nagle. Kiedy wyszli. Rankiem rodzice zapakowali instrumenty. Kuki siedział na czerwonym krześle i bez przerwy przegrywał.odpowiedział tajemniczy głos. co to za praca i ile będą płacić. I rozłączył się.Ale kto mówi? . Poruszało się jak dziwny robot. Zgadywali. Powoli obróciło się. Filip spojrzał na tatę i nagle. Unosiły się balony z reklamami. Ale nie przejmowali się.. Samochód wjechał na rynek. Tosia objęła mamę. więc tato zwolnił i ostrożnie go wyminął. żeby pojechać na Stary Rynek. przestań mówić takie słowa. Odebrała mama. aż w końcu zawołał: . Już się nie martwili. Czerwone krzesło weszło do kuchni i zatrzymało się przy otwartym oknie. Kuki zrobił to samo. Nad ulicą frunęło czerwone krzesło. .spytała mama. A potem łagodnie wylądowało na dachu volvo. . .Otwieraj to pudło. . . zanim skończyli budować wielki lotniskowiec.Pirania nie pożarła tortu. Zanim zdążyli coś powiedzieć.spytał tato. Przeciąg porwał wszystkie karty do gry. Rodzeństwo siedziało przygniecione wielkim pudłem z wiolonczelą. . co to za praca. a potem 38 39 ruszyło do drzwi. zapominając zamknąć okno w kuchni. Unosiło się tylko i opadało.Tysiak! .spytał Kuki. że pojadą z nimi. z wielką szybkością. jasne? . . czerwone krzesło. Skleimy go! Zapadł zmrok. roześmiali się.Max Rozmus. Zawirowały i wyfrunęły.Naprawdę jest taka liczba .Milion. unosząc się kilka metrów ponad jezdnią. zawisając metr nad podłogą.Kocham cię.Z mostu . Jego nogi nie zginały się.upierał się Filip. Tosia. Jest robota dla muzyków! Przyjdźcie na Jarmark Augustino.Trylion! W końcu Filip krzyknął: . Dogoniło samochód i leciało tuż nad nim.Seksnonagilion! Mama oburzyła się: . Wybiegli z domu w pośpiechu. Psiak nawet nie spojrzał na auto. wyfrunęło przez okno. gdzie odbywał się Jarmark Augustino. -Tak! . . Grała muzyka i było dużo ludzi. Chcieli koniecznie zobaczyć. Na środku rynku stał wielki namiot z napisem: „Jarmark Augustino".Nie chcę już grać! TRZASK.

Na przykład rozbitą szybę w samochodzie.powiedziała nieśmiało mama.Max kopnął stragan i okulary posypały się na ulicę.. Weszli do namiotu.Ja na pewno go nie brałem! . o co tu chodzi. . .. złodziejem i łobuzem. .Zaczekajcie tu .Na dachu volva stało czerwone krzesło. Jedni wyglądali jak wielkie puszki coca-coli. że samo przyleciało! . To pozwalało mu szybko biegać. A jeśli czymś na pewno nie był.krzyknął Kuki.To ja. który handlował okularami przeciwsłonecznymi. .Za co? .powiedziała mama. . Zrozpaczony chudzielec ukląkł. mały. Były jaskrawożółte i miały napis „Dzwoń za darmo aż do śmierci". I mocno kopać. . Inaczej miał kłopoty. Max był ogolony na łyso. -zaprotestowała mama.Pewnie Filip. . Było tu pełno dziwnych przebierańców.Ubierajcie się w to.szepnęła mama. O co chodzi? 42 43 Rodzina obejrzała się.Tato zaparkował samochód.powiedziała mama. . . że możesz tu stać. W końcu się uspokoił. -A kto!? . Zaczął po nich skakać. kto chciał handlować na jarmarku.Zostawcie już to krzesło .Ale proszę pana. 40 41 . Każdy. Wysiedli z auta.zawołał Filip.Odczep się . czyli buty ze sprężynami. Kto nie płaci.Poczekaj. . Chodźcie ze mną..Piotrek.Muszę znaleźć tego Rozmusa. . rozumiesz?! .Ej.Bierzcie instrumenty! Musimy znaleźć tego Maksa. .Czemu? . robiąc na jumperach trzymetrowe kroki. bo się zgubimy.To wynocha stąd. zobaczymy. Zatrzymali się obok straganów ze słodyczami. Mężczyzna popędził do namiotu.Po co je zabrałeś? . Max zdjął z wieszaka dwa kostiumy wyglądające jak gigantyczne telefony komórkowe. miażdżąc oprawki. żeby powyciągać ze sterty odłamków kilka ocalałych oprawek. . jak co rano. . . wyruszył na obchód.Trzymajcie się blisko. . żeby zebrać haracz.Może powiesz.Podobno jest praca dla. Zatrzymał się obok chudego chłopaka.Dobra. Za nimi stał wygolony na łyso mężczyzna w dziwnych butach na sprężynach.Kuki! .Za to. Teraz już rozumiesz. nie zapłacę więcej. . . nie handluje. Właśnie. Dalej olbrzymi pieczony kurczak grał na gitarze. ..Mogło spaść i spowodować wypadek! .Ja go tam nie włożyłem! .zawołał oburzony brat. wracajmy do domu! .Bo ja tu rządzę. Będziecie komóry. Za nimi biegli Tosia i Filip z wiolonczelą.. Kuki dźwigał czerwone krzesło.zawołał tato. Jego nogi były zaczepione o bagażnik. a na nogach miał jumpery. jeśli ktoś był nieposłuszny. Musieli biec za nim naprawdę szybko. musiał mu płacić. Ruszył dalej.Wczoraj płaciłem. inni byli przebrani za paczki chipsów. . to dobrym człowiekiem. . . .No. sadząc wielkie susy na sprężynowych butach.Jesteście puszki czy komóry? -Co? . Zapłaciłeś? . ale przede wszystkim był oszustem.Pan do mnie dzwonił . my jesteśmy muzykami!.. Mama z tatą przepychali się przez tłum ludzi na rynku. Max Rozmus był szefem Jarmarku Augustino.To jakiś wariat . Albo rozbitą głowę.

Tośka. Jesteśmy muzykami. Zawrócił skuter i odjechał. on się wygłupiał.My zostaniemy z tatą .. Wrzeszczeli coraz głośniej. . . Mama starała się ukryć jak najgłębiej w kostiumie. Zahamował tuż przed dziećmi.Chcę trzy pizze wszystko mające! . Filip szepnął: . a nie jakimiś pajacami. Jak ty to zrobiłeś? . grając klaksonową melodyjkę. jasne? Zapłacę wam wieczorem. Zastygli w bezruchu i patrzyli na Kukiego jak zahipnotyzowani. W środku była pachnąca pizza.Ja też mogę się bić . my nie mamy forsy! Roznosiciel pizzy uśmiechnął się szeroko. Największy.. Nagle rozległ się jakiś hałas. Może..zawołał Kuki. ..Możemy to zjeść? .To jakaś paranoja. Czemu on nam to dał? . . to my się z nimi bijemy. . Chuligani nagle zamilkli. A potem jednocześnie rzucili się do ucieczki. Może jestem czarodziejem? Mam władzę absolutną! . . rzucił każdemu karton z napisem: „Pizza Rivoli". Udawali wyjące psy. rzucił puszkę. jeśli mi zapłacą. Jego ulubiona pepperoni! . Jeden z nich walił puszką o latarnię.Proszę pana. Pędzili jak szaleńcy....Weź dzieciaki i idźcie do domu . Nie prowokujcie ich.westchnęła mama. . Kuki patrzał za nimi kompletnie osłupiały.Ja zostanę.Kuki.No dobra.O to chodzi.zawołała Tośka. Na widok grających telefonów zaczęli się wydzierać. Rozległ się klakson z melodyjką. wysuwał głowę z żółtej słuchawki i robił miny do dzieci. Max wyszedł. Musimy wreszcie zarobić jakieś pieniądze.Ale jak komuś o tym powiecie. . to wam nie wybaczę. Filip i Tośka podbiegli do brata.. po stówie. wytatuowany na ramionach. . Filip i Tośka usiedli na krawędzi sceny i wybijali rytm na deskach.Może to jakaś promocja? Kuki otworzył karton.Nie wiem.. 46 47 Filip spojrzał na siostrę oszołomiony. Tato odwrotnie. .. zagłuszając muzykę..powiedział tato. Zza zakrętu wyjechał skuter. I już nie powrócili. Dwa wielkie telefony stanęły na środku rynku i zagrały sonatę Mozarta. Idźcie rozrabiać gdzie indziej! I wtedy stała się rzecz niezwykła.Chyba tak. że dyryguje. z ubranym w czerwony kombinezon roznosicielem pizzy. jakby co.szepnęła Tośka. Kuki obrócił się w ich stronę i zawołał. Ja też będę komórą . . Kuki siedział na czerwonym 44 45 krześle i udawał.Cii. . To jest promocja. Mogę udawać telefon.. Zaraz pójdą. . Po kilku sekundach zniknęli za rogiem ulicy. Zanim zdążyły coś powiedzieć.To wyczaruj trzy pizze. Jednak chuligani nie mieli ochoty nigdzie iść. że zobaczy ją ktoś znajomy. Przebieracie się za telefony i będziecie grać. . Wynosimy się stąd.Tato. Mama spojrzała na tatę. Tośka zawołała: .. a dziewczyny niech uciekają.powiedział drwiąco Filip. . Ze sklepu wyszli trzej faceci z puszkami piwa w ręku. bo się bała. która przeleciała obok głowy mamy.Nie przeszkadzajcie.zawołało rodzeństwo.

Podeszła prosto do sceny.Zgadzamy się . Zanim dzieci zdążyły coś powiedzieć. żebyście wzięli pracę na tym statku! Lepszej nigdy nie dostaniecie. ale ciotka zawołała: . który zawsze najszybciej zjadał obiad. Z rodzicami działo się coś niezwykłego. Tosia i Kuki usiedli na ławce i jedli.spytał.. Zaczęła nim wymachiwać. Wystraszony Kuki chwycił tatę za rękę.Ustąp mi miejsca! Filip zerwał się. teraz nie mogę rozmawiać . .Pizze były pyszne. Zerwali z siebie żółte kostiumy i rzucili je na ulicę. że tam jesteś! Powiedziałam.Maryla. Pędził jak szalony. . .Ja rozkazałbym tak: „Niech rodzice dostaną superpracę i zarabiają dużo forsy!". . którą wam proponuję. . . Mama usiłowała ukryć twarz w kostiumie. . że będą mieszkać u cioci .Jesteście wrednymi egoistami. Wyczarowałabym daleką podróż.To jasne. . Nawet nie spojrzała na dzieci. . Otworzyła torebkę i wyciągnęła folder ze 48 49 zdjęciem statku i złotym napisem Queen Victoria. Gołębie siedzące na chodniku zerwały się przestraszone.Nauczą się dyscypliny! . żebyście się wreszcie zmienili! Żebyście wzięli pracę. . .zawołał tato.Chcę. i przestali biedować! Tego chcę.Co byście zrobili.powiedział Filip. A ja zajmę się dziećmi. jakby zmęczeni długim biegiem.roześmiał się tato. Mama zeszła ze sceny i stanęła przed ciotką.Weźmiemy tę pracę. to. gdybyście naprawdę mogli czarować? .A przy okazji możemy świat zwiedzać za darmo! .Jak chcesz.Wiesz. .Nie będziemy się nimi stale zajmować! . na rynek wjechał czarny mercedes.powiedziała. Nie mogli uwierzyć w to. usiadł okrakiem na czerwonym krześle i rzucał ostatnie kawałki gołębiom.Oczywiście! . Z samochodu wyskoczyła ciotka.To wspaniały pomysł: grać w orkiestrze na statku! Rodzeństwo patrzyło zdumione na rodziców. siostrzyczko.Musimy wreszcie zarobić porządne pieniądze! .Oczywiście.Ciotka Maryla! . a ciotka usiadła na czerwonym krześle. . . .A dzieci przez rok mogą mieszkać u ciebie. Ale nie mogę patrzeć. Myślicie tylko o sobie .Ciotka wyprostowała się na czerwonym krześle.szepnął Kuki. . Jej głos brzmiał dziwnie obco. Oddychali głęboko. Filip.krzyknęła mama. ale ojciec odepchnął go.Nie chowaj się.. że mogą u ciebie zostać . TRZASK. czego ja chcę? . Rozległ się grzmot. Tosia zastanowiła się. .Mamo! . Dobrze wiem. że już nigdy ci nie pomogę. .Ja bym chciała podróżować do różnych krajów. co słyszą. Niebo nad ulicą rozświetliła błyskawica. .krzyknęła przerażona Tośka. Huk grzmotu przetoczył się nad rynkiem i zerwała się wichura. jak robisz takie głupie rzeczy! Obróciła się do Filipa. Taki do sklejania .powiedziała mama.Ostatni raz wam proponuję. Niebo przecięła błyskawica i wszystko zniknęło w oślepiającym blasku.dodał tato.szepnęła mama. I wtedy stało się coś strasznego. odrywając palcami gorące ciasto. przechodnie uskakiwali na boki. .Ja wyczarowałbym największy statek. rozsiadając się wygodnie na czerwonym krześle. . Chłopiec spojrzał na niego zdumiony. Samochód zatrzymał się z piskiem opon obok sceny.odpowiedział Kuki. . .

. . Kiedy Kuki powiedział. Rodzeństwo kryło się za nim. . jakby bali się zbudzić straszną bestię. Filip zdecydowanie ruszył w jego stronę. .No. . To czemu teraz chcesz wyjechać? Czy my zrobiliśmy coś złego? Mama spojrzała niepewnie na chłopca. Filip ostrożnie zajrzał do salonu. A teraz wszystko się zmieniło. Jutro ciocia was zabierze. Tosia.Ciotka patrzała na rodziców równie zdumiona jak dzieci. na palcach. . co jest? Znudziło się wam? Nie zapłacę wam ani grosza! Pochylił się nad czerwonym krzesłem.Mamo. . Zarobimy porządne pieniądze i świat zwiedzimy za darmo.Przestań histeryzować. Z drugiej strony nadbiegł Max.Co robią? .. że znów jest ich dawną dobrą mamą.Tato! Przysięgłeś.. Tosia powiedziała błagalnie: . Ty nie możesz nas zostawić! Mama ze złością zatrzasnęła szafę i zawołała: . Ta sama mama. ale zaraz odwróciła głowę. Ruszył do przedpokoju. Nie wierzę! .Spakujcie swoje rzeczy. skuleni obok siebie na łóżku. Ale trwało to krótko. Była już noc. Przez chwilę dzieciom się wydawało. Ich rodzice nigdy tacy nie byli. A mama krzyczała..Mówiłaś. która zawsze się uśmiechała i nazywała go ukochanym króliczkiem.. Kuki tulił się do siostry.Oni nigdzie nie wyjadą. Nie spodziewałam się takiej rozsądnej decyzji . Nie wiedziały.powiedziała.Nieprawda! Nie będzie nam dobrze! Kuki chwycił mamę za rękę. Mama wyjmowała sukienki z szafy i w pośpiechu układała je w walizce. Krzyczał: . co zrobić.. Podniósł je. . co się dzieje.. Ciotka wsiadła do samochodu i ruszyła za nimi.U cioci będzie wam dobrze.. Spojrzał niechętnie na dzieci. Szli cicho. Przerażone dzieci pobiegły za rodzicami.Sprawdzę. Ściana deszczu przesłaniała dom na ulicy Weneckiej.. Nie mogli zrozumieć. ojciec kazał mu się wynosić z pokoju. To byli najfajniejsi rodzice świata...Ej.Nie zostawią nas! Tato usłyszał ich. Wtedy dzieci schroniły się w swoim pokoju.. że ma go dosyć. jego i wszystkich dzieci. co robią. potem znów wszystko było dobrze. Kuki i Tosia poszli za nim.Tato. bo statek odpływa w niedzielę. że nie wytrzymasz bez nas nawet przez dzień. Filip i Kuki siedzieli w ciemnym pokoju. Mama odsunęła się od nich i powiedziała ze złością: . . Słyszycie. . Nie chcieli wcale z nimi rozmawiać. Jeśli się kłócili. . . że nie pojedzie do ciotki.Nie mam teraz czasu. co do was mówię!? . Zejdź mi z drogi! Tato ze złością odsunął syna i wybiegł z pokoju. . to najwyżej kilka chwil. a niebo przecinały błyskawice. Spojrzała na dzieci. Burza jeszcze się wzmogła. Na ulicy zostało czerwone krzesło. jakby zmienili się w innych ludzi..Tak! . 52 53 ..szepnęła Tosia. Widzisz.Ale musicie się pospieszyć z załatwieniem dokumentów. że nigdzie nie wyjedziesz!. Woda w rzece wezbrała i groźnie huczała pod mostem.Pakują się. Nie odbierzecie nam takiej szansy.krzyknął tato. że się pakujemy. Tylko czemu? Filip wstał z łóżka.Musimy się spieszyć! 50 51 Tato i mama obrócili się i popędzili jak szaleni w stronę parkingu. . Tato i mama zachowywali się. W tej samej chwili niebo rozdarła kolejna błyskawica i zaczął padać deszcz.

Oni zostają. Ciotka klasnęła i natychmiast zapaliło się światło. Ciotka bez słowa uruchomiła silnik i samochód ruszył. piszczały wycieraczki. Tosia i Kuki mieli podkrążone oczy. Filip i Tosia pobiegli za nim.. Rodzeństwo nigdy tu nie było. Wyrastała z wody jak olbrzymi biały zamek. i rodzeństwo weszło za nią do wnętrza. I odeszli. którzy popłyną w cudowną podróż do ciepłych krain. Dogonili rodziców. Pomachajcie ostatni raz i jedziemy. W burtach były okna tysięcy kajut.powiedziała ciotka. bardzo nowoczesny. na którym były zamontowa58 ne kamery. żeby właśnie tam się znajdowała. Wtedy Kuki rzucił się naprzód. przełykając łzy: . Deszcz wciąż padał. nie zwracając uwagi 54 55 na zrozpaczone dzieci. sklepy i kina. na których były baseny. które oświetlały przestrzeń wielkiego holu. i Kuki nie wiedział. Zaczął padać deszcz. Reszta rodzeństwa poszła za nią ze zwieszonymi głowami.dodała mama. Tosia zapytała. Stał na nim oficer w złotej czapce. Drzwi domu otworzyły się same. Tylko Filip starał się trzymać i dodawać otuchy rodzeństwu. czy to deszcz zamazuje obraz.. Rodzice pokazali złote karty wstępu. .Nie. . a brama zamknęła się zaraz z hukiem. Oficer ukłonił się i wskazał im drogę na pokład. Każdy chciał zobaczyć ten niezwykły statek i szczęściarzy. Kiedy samochód podjechał. W gdańskim porcie tłoczyło się mnóstwo gapiów. to musicie przestrzegać regulaminu . Oficer zatrzymał rodzeństwo.Po pierwsze porządek. ściekając strugami po szybie. W ogrodzie drzewa przycięto w równe kanciaste kształty. kiedy przyjechali do domu ciotki. Za nimi szła ciotka Maryla. który sprawdzał karty wstępu i witał każdego pasażera. Auto wtoczyło się na kamienny podjazd. Mama i tato weszli na statek. czy oni z państwem płyną? Ojciec powiedział obojętnie: . Mama i tato nieśli wielkie walizy.Queen Victoria była jednym z największych statków pasażerskich świata. restauracje. Każda rzecz ma tu swoje miejsce i chcę. Wszystko wydawało się w nim smutne i za duże. Podłoga była wyłożona zimnym czarnym kamieniem. Jechali w kompletnym milczeniu. . Odezwała się do nich pierwszy raz. . Był to wielki dom. a ciotka nie włączyła radia. Był już zmrok. Miała kilkanaście pięter.powiedział tato. nawet nie spojrzawszy na dzieci. 56 Do dzieci podbiegła ciotka. Nie było kwiatów. Jeszcze chwila i nie będzie jej widać. Dzieci patrzyły na to oszołomione.Nie pożegnacie się z nami!? . czy jego łzy. Szczęśliwi i roześmiani patrzyli z zachwytem na statek. Po drugie . Wszystko było tylko w dwóch kolorach . Dom otaczał wysoki płot.Przepraszam. a ściany były ze szkła i metalu.bieli i czerni. Queen Victoria płynęła już daleko od brzegu. wielka stalowa brama zaczęła się odsuwać. niż spali. a statek wieńczył potężny maszt. Chwyciła Kukiego za rękę i pociągnęła do wyjścia. ale dziwnie niemiły. przemknął pod ramieniem oficera i popędził za rodzicami na pokład. Dzieci klęczały na tylnym siedzeniu mercedesa i patrzyły na statek. . . które szły za nimi. od kiedy pożegnali rodziców. bo ostatniej nocy więcej płakali.Chodźcie już! Najlepsze są krótkie pożegnania. kiedy ciotka dotknęła klamki.Nie róbcie kłopotów.Bądźcie posłuszni .Jeżeli mamy żyć w zgodzie.Mamo! Rodzice obrócili się niechętnie. na którym łopotała flaga ze złotą koroną. Na pokład prowadził ozdobny pomost. . Były to niebieskie lampy.

Stały tu trzy łóżka. Ściany niknęły w mroku. jeszcze trzysta sześćdziesiąt cztery dni . jak w strasznych horrorach.powiedziała zrozpaczona. to zostaną tu już na zawsze. Tylko lampy były niebieskie. ale Filip ją uprzedził. .powiedział ze złością Filip. żeby w moim domu nie było krzyków ani hałasu. Pokój dzieci był wielki. jak wszystko w tym domu. że nie będą podsłuchiwać ani robić hałasu.. Kiedy się obróciła. Rodzeństwu zdawało się. za kolczastymi krzakami ostrokrzewu. Przynajmniej mam pewność. .Do rodziców.W moim domu zatrudniam wyłącznie głuchoniemych. Wszystko było idealnie czyste i w jednym z dwóch kolorów: czarnym albo białym.Gotuje tu i utrzymuje porządek. . że idą w gęstym kurzu.Kuki ma rację. . . Wychodzimy oknem. Tośka chciała powiedzieć. .To nie byli prawdziwi rodzice.Obróciła się do oszołomionych tym wszystkim dzieci.Co tydzień przypływają do jakiegoś portu. Zaczął Filip. nie .mruknęła ciotka.To jest Marcelina .. 60 61 . Musimy to omówić. że jest bardzo młoda. Tosia spojrzała na brata zdumiona.Ona nie umie mówić? .I co z tego? .Dzień dobry. Tu mogą być jakieś kamery albo podsłuch. Jeśli chcecie coś dostać. . .Odbiło wam? . dlaczego ta rzecz jest wam potrzebna. . . Tosia wyciągnęła kalendarz i przekreśliła dzisiejszą datę. metalowa szafa. . sącząc ponure światło.Tak? To dlaczego nas oddali do ciotki? . Kiedy po nim szli. . że jeśli włożą rzeczy do szafy.Jak chcecie. Ruda w odpowiedzi wykonała jakieś skomplikowane ruchy rękoma.Uciekniemy stąd.My tu zwariujemy! . Inaczej jej nie dostaniecie. Plecaki leżały nie-rozpakowane.Bo zmienił ich czar. nogi zapadały im się w miękką powierzchnię i Tosi się zdawało. a potem zejdźcie na kolację.zawołała Tośka.Dzięki Bogu.Wasz pokój jest na piętrze. Szybko! Wyskoczyli na dach garażu i stamtąd do ogrodu. .To nie byli nasi prawdziwi rodzice. Chcę. miała najwyżej dwadzieścia lat i rude włosy. Nasi prawdziwi rodzice nigdy by nas nie zostawili.Zgłupiałeś? Przecież oni płyną na statku.spytała zdziwiona Tosia. na końcu korytarza. żeby przestał bredzić. Na końcu były szerokie schody. . . ale nie tutaj.. Po trzecie cisza.Filip. Stała tu kobieta. Ale tu nie było kurzu. to musicie podać trzy powody.Nie. . Zanieście rzeczy. Zrobili naradę w jego najdalszej części. rozumiesz? Wtedy wstał Kuki i powiedział: . 59 W czasie tej przemowy ciotka prowadziła dzieci przez wielki hol. a na podłodze leżał gruby czarny dywan. .Dokąd? .To rodzice oddali nas do tej wrednej ciotki! Oni nas już nie chcą..Nie jesteśmy głodni . . a chłopiec zdecydowanie powtórzył: . .powiedziała ciotka. która czyściła poręcz czarną szmatką. zobaczyli. Dzieci mruknęły: .oszczędność. Powiedzcie jej dzień dobry.

.mruknęła Tosia.Jakie chcesz płatki? . że pokój wygląda teraz dużo sympatyczniej. . Usiedli za stołem. ser i parówki.Kobiety się tym smarują. Jestem pewny! Spojrzeli na siebie. -Tych wszystkich różdżek.Ty umiesz mówić!? . Albo dotknąć jakiegoś przedmiotu. Ledwo ją poznali. że to czar. Na tarasie stała ciotka. w którym woda leciała ze wszystkich stron. Chcę płatki. żeby nie mieć zmarszczek.Poproś ją .. Kuki spojrzał niespokojnie na nóż i schował się za Filipa. . .Nieprawda! .A czemu ta siła przyczepiła się akurat do nas? . . Ciche kroki.Skąd wiesz? W tej chwili rozległ się szelest. Spojrzeli na Marcelinę. a teraz udusi i pożre. ale nie jest dzieciojadem. Słońce zajrzało do pokoju i Tosia. Ja długo myślałem.Jestem pewien. latających mioteł i innych takich. Robi krem z dzieci. I zostaniemy tu na zawsze. bo twarz miała wysmarowaną jakąś niebieską maścią.Widzieliście. żeby wyglądać młodo.Czego ona chce? . żeby robili złe rzeczy. zeszli na śniadanie. .No właśnie. Kuki zerwał się z trawy. I też jestem pewny. . Zza krzewów wyszła głuchoniema Marcelina. I na wszelki wypadek zabarykadowali drzwi stołem. Nagle ruda podeszła do Kukiego. . Marcelina przywitała ich paroma gestami języka migowego. Ruda szła za nimi. . która przyglądała im się niepewnie. . -Nie. To musi być jakaś nieznana wielka siła.To była kremowa maseczka .A może to ciotka jest czarownicą? Porwała nas. 62 63 .spytała.powiedział Filip. Trzymała w ręku nóż i jabłko.Przeginacie . Nóż błyszczał w księżycowym świetle. jakby czekał. Ciotki nie było. bo inaczej rodzice nigdy do nas nie wrócą. że to magia.Na pewno nie jesteście głodni? . . Po kąpieli pod dziwnym prysznicem. co ciotka miała na twarzy? . aż zaczną wrzeszczeć głosem zaczarowanych dzieci.spytała. Rodzice po prostu chcieli wyjechać i zarobić pieniądze.Takich jak w filmach nie ma .Nie ma żadnych czarów! .Jak? Przecież ona nie słyszy. Odsunął talerz. Do rana nikt ich nie udusił ani nie pożarł.Pewnie. . Kuki szepnął: .zawołał Kuki. czemu to się stało. Spojrzała na dzieci i zaczęła machać rękami.To idźcie już spać. Dzieci spojrzały na nią zdumione. .Chyba mamy iść do domu. Mogliśmy niechcący wypowiedzieć zaklęcie. pomyślała. . Ruda uśmiechnęła się. On zmusza rodziców. Musimy odkryć. .Obaj zwariowaliście. . Kuki patrzył na kiełbaski podejrzliwe. Wstali i ruszyli do budynku.powiedziała Tośka.To czemu udajesz? .. który był zrobiony z czarnego kamienia. co to jest. przyglądając im się uważnie.Ciotka jest wredna. . ..Nie wiem. i to jest cała magia. która obudziła się pierwsza.. Kiedy weszli do pokoju.. .zawołała Tosia. .Nie chcę parówek. .Posłuchajcie.krzyknęła Tośka.szepnęła Tośka. Ruda podała im grzanki.

Tu są różne płatki. A tu macie jogurty.Bo wasza ciotka jest skąpa. Pilnuje. Tego. Miała taką minę.Raczej nie. Marcelina szybko nacisnęła kilka klawiszy i drzwi się otworzyły. jeśli się go używa oszczędnie. co nie gadają. Tośka zawołała oburzona. żeby się nie dowiedziała. -To jest mój telefon! I chcę teraz zadzwonić do mojej mamy! Niech ciocia odda mój telefon! Ciotka podeszła powoli do Tosi. . -Co? . żeby nie być sama.Zadzwonisz jutro. który leżał na stole. Tylko trzeba uważać. Ma obsesję. jak w szafie pancernej. Wyłączyła go i wrzuciła do swojej torebki.Czemu ta lodówka ma zamek? .Posłuchaj. Weszła ciotka. ..Które z was myło głowę? Tośka powiedziała spokojnie: -Ja. . Ona nie ma swoich dzieci.To chodźcie. Ale ja odkryłam kod. Tośka zerwała się. I że to .Powiedz. a nie leje jak wodę! Ciotka chwyciła telefon Tosi. .Czemu ona robi takie głupie rzeczy? Przecież jest bogata.Pochyliła się do dzieci. Jogurty schowały pod blatem.Ale teraz ja za niego płacę . Podbiegła do wielkiej lodówki. Patrzyła prosto w oczy ciotce. .. że wszystko straci i znów będzie biedna. żebym nie marnowała jedzenia.Nigdy więcej tu nie krzycz.. -Tojest mój telefon! 66 67 . . że rodzice odeszli i że nie mieszka w swoim domu.. Marcelina wyciągnęła z lodówki kilka kartoników. sama nie mogę nic brać. że śni jej się. Kuki podszedł bliżej do Marceliny i spytał szeptem: . rozumiesz. . Niosła w ręku butelkę szamponu z napisem „Dior". W sobotę są tańsze rozmowy. Marcelina zatrzasnęła lodówkę. że większość dzieci uciekłaby pod stół. która poczuła..Bo wasza ciotka bierze do pracy tylko takich.odpowiedziała ciotka.Będziesz go dostawać.Żeby przerobić je na krem? . .. Krzyczała. Ale Tosia nie była strachliwą dziewczyną. I dlatego że miała już wszystkiego dosyć.Nie. ale chyba chciałaby mieć. Kobieta powtórzyła przez zaciśnięte zęby: .Czy ciocia jest czarownicą i dusi dzieci? Marcelina się roześmiała. .. a dzieci uciekły z powrotem do stołu. Wystarczy na rok.Nie wiem. Spojrzała groźnie na rodzeństwo i spytała: . . więc udaję niemowę.. smarkulo? Nigdy! I wtedy Tośka zaczęła krzyczeć na całe gardło. Wydziela mi wszystko. Na drzwiach był zamek szyfrowy.Nie zdradzicie mnie? 64 65 Tośka i pozostali szybko odpowiedzieli: -Nie! Marcelina jakoś od razu wzbudziła ich zaufanie. kiedy będzie ci potrzebny. . Kiedyś powiedziała.Ja chcę zadzwonić do mamy! . żeby nie dać się pokonać. że trafiła na silną przeciwniczkę.Zużyłaś cztery porcje! To jest drogi szampon. W moim domu się nie krzyczy. Uwaga! Na schodach usłyszeli stukanie obcasów.. . . Była wściekła. Filip patrzył na to zdziwiony.

Chwycił klapę i otworzył ją z trudem. .spytała Tosia. oni żartowali.Nie świruj. Wyleciało kłębowisko much i buchnął straszliwy smród. Marcelina podbiegła do Tosi i uściskała ją.Wiem!!! . 68 69 .Chciałam was zabrać do Rivoli na pizzę. Tośka krzyczała i nic nie mogło jej powstrzymać. . że chcę pizzę. ciężko dysząc ze zmęczenia.Wiedziałam. że chce siostrę uderzyć. Między workami śmieci biegał szczur.powiedziała niepewnie Tosia.To była promocja .Brawo! Wrzeszczałaś przez minutę.Co!? . .Ktoś je zabrał i nigdy go nie znajdziemy! Obok sceny stała śmieciarka. Chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi. ja wam zrobię pizzę. Będziecie tu siedzieć do wieczora! Zatrzasnęła drzwi.zawołała zrozpaczona Tośka. . -Obróciła się do braci: .Jest w śmieciarce.Po co ci krzesło? . Ona umiała się wydzierać najdłużej przez dwadzieścia sekund. Wreszcie wpadli na rynek i zatrzymali się przed sceną. Jesteś lepsza od swojej matki. że ty czarujesz? . Filip spojrzał na wypełniony cuchnącą zawartością wielki kontener. Filip podjechał do nich.wszystko jest niesprawiedliwe. KRZESŁO!!! Tośka i Filip pędzili na rowerach tak szybko jak nigdy dotąd w życiu. Już miał wskoczyć do pojemnika. ale nie zasługujecie na takie przyjemności. i zaraz ją dostaliśmy! Tam.Muszę je znaleźć. prawie nie odpoczywając. Ciotka mieszkała daleko od miasta. Nagle zerwał się z krzesła i zawołał. Kukiemu kazali zostać. choć powoli brakowało jej tchu. Chłopca przeszły ciarki na myśl. Najstarszy z robotników odciągnął go. Ale ona spojrzała tylko na zegarek.Podbiegł do rodzeństwa. patrzyła wyzywająco na ciotkę. że od szybkości zależy. jak robotnicy się śmieją.Jaką pizzę lubicie? Ej! Co się stało? Kuki patrzył na Marcelinę bez słowa. . mały. 70 71 . ale kiedy Filip powiedział. . . na szczęście droga prowadziła w dół.To była magia!!! . Uciekaj. A Tośka nie przestawała krzyczeć. Czerwonego krzesła nigdzie nie było.Co robimy? . bo był za mały na taką wyprawę. Nie martwcie się. . bo jakąś chorobę złapiesz. że go nie będzie! .Nie ja. Przejechali dziesięć kilometrów.Jesteś super! Jeszcze nikt jej się tak nie postawił. . Filip wrócił do siostry. Ta powiedziała spokojnie: . że na pewno po niego wrócą. Przysięgli. . że ma tam wejść. Strasznie go to rozzłościło. Żadnych krzeseł.Pamiętacie!? Ja wtedy powiedziałem. ciężko dysząc.To znaczy. to zgodził się zostać. Słyszał.Przepraszam. czy odzyskają rodziców. .Już wiem! Wiem! . widzieliście krzesło? Takie czerwone. W końcu umilkła i zmęczona. Ciotka podniosła rękę i Kuki się wystraszył. jak się nie brzydzisz. Pracownicy wrzucali czarne worki do pojemnika. Możesz je wyjąć. na jarmarku! . Tam niczego nie ma. kiedy ktoś chwycił go za kołnierz. więc domy szybko się zbliżały.

Mogły je wziąć do zabawy i gdzieś rzucić. . Festyn jeszcze się nie rozpoczął. .Jakie krzesło? 72 73 . . . .krzyknął Filip. to możesz je kupić. Filip chwycił krzesło.Musimy dokładnie wszystko przeszukać. W środku było coś czerwonego. ale najpierw muszę je wypróbować. . Na szczęście metalowa siatka była zardzewiała i popękana. A teraz zjeżdżaj.Dobrze. Drzwi klatki były zamknięte na kłódkę.. ja sprawdzę rynek. uważnie się rozglądając.. bo podłoga w namiocie zadrżała.Ale on drogo kosztuje.. proszę pana.krzyknął. a skrzynie zaczęły się przewracać. Namiot..spytał Filip. Wyjął pęk kluczy i otworzył klatkę. Trzeba pytać dzieciaków. szef jarmarku.Chcę mieć pięć stów.Ty mały gnojku . Wysunął je powoli z klatki.. cichy szelest. prawie tak wielki jak cyrkowy. .No to jazda. Rozejrzał się po swojej kryjówce. Trzymał go Max Rozmus. pomyślał.Co to jest. Przeszukaj tamte ulice.Chcesz je wypróbować? -Tak. Przerwał. a potem zachwiał się cały namiot. Ciotka! Chłopak błyskawicznie wjechał między stragany. do diabła? Max rozglądał się niespokojnie. odsłaniając czerwone krzesło! . Stragany na rynku stały puste.. Ono jest nasze. .mruknął Max. Kiedy mijał ratusz. Filip skoncentrował się i powiedział głośno i wyraźnie: .Ja chciałem zabrać nasze krzesło. Usiadł na krześle tak ostrożnie. Ja je kupię . Ale jak nie masz forsy.. to dostaniesz lanie.Ja też. Filip już chciał wyjść. Spotkamy się za godzinę pod pizzerią Rivoli.No i co. to chyba oberwę". królu? Wygodny tron? Kupujesz go? -Tak.Rozdzielimy się. . Ktoś musiał zabrać to krzesło.. . udając powagę. Kierownik spytał. Kartony się posypały.. Przedmiot poruszył się. .Mam! Ja naprawdę zapłacę. z eleganckiej restauracji Rivoli wyszedł ktoś.Albo spalić! . bo oberwiesz. jak ktoś chwyta go za ramiona i unosi do góry.A masz kasę? ..Chciałeś coś ukraść? .. ale czerwonego krzesła nigdzie nie było. .Jak ci się podoba. Pięć stów. .. stukając obcasami. kiedy coś usłyszał. . . Max spojrzał na krzesło w klatce. Max parsknął śmiechem.roześmiał się Max.Jest! . . Jedna z nich chwiała się. Postawił chłopca na ziemi. ale wciąż trzymał go za kołnierz.. . to się zde. Metalowe klatki zaczęły się trząść.To czerwone.Bo jak nie. Filip ruszył w stronę ratusza.Proszę pana. Mogę je zabrać? . służył za magazyn różnych towarów sprzedawanych na jarmarku. jakby siadał na bombie atomowej. Filip na wszelki wypadek odłożył rower i schował się do wielkiego namiotu. Filip zaczął ją szarpać z całej siły i siatka oderwała się w kilku miejscach. Nagle poczuł. Ciotka obejrzała się. w których były przechowywane cenniejsze towary. Obrócił się gwałtownie. W głębi namiotu stał rząd metalowych klatek. „Jeżeli Kuki się myli i to jest zwykłe krzesło. Klatka była pełna kartonów ze słodyczami. Dzieciak zaczynał go bawić. Filip jechał powoli. Stały tu też wielkie głośniki i reflektory. Ale spod nich wystawała czerwona drewniana noga. Filip podbiegł do niej. . Lampy zawieszone na łańcuchach kołysały się jak wisielcy.krzyknął Filip.

.Czekaj. . . że jestem durniem? Takiej rzeczy się nie sprzedaje.. .Do diabła. W końcu mężczyzna złapał chłopca za kaptur i jednym szarpnięciem poderwał go do góry. Nie był facetem.Ma pan swoje pieniądze. . W pierwszym odruchu chciał wrócić i walczyć. jak dziecko. Na przykład ciotkę.Wszystko. Przez chwilę wyrywali sobie krzesło.Naprawdę wszystko możesz zrobić.Oddaj mi je. Chciał usiąść.. Ale krzesło nagle odskoczyło i Max upadł na podłogę. 76 77 Poderwał się. . .Normalnie. Chciałem mieć pieniądze i je dostałem! To krzesło może zrobić wszystko. Wszystko! Filip wziął czerwone krzesło i ruszył do wyjścia. . Posypała się z niej lawina monet. Musi sprowadzić kogoś na pomoc.. Max wpatrywał się z przerażeniem w lewitujący przedmiot.Ja zapłaciłem! .. a potem poszybowała w jego stronę. wpatrując się w stos monet. ale nie mógł nic zdziałać.Jak to zrobiłeś? Filip roześmiał się.. ale wiadomo już. Po chwili beczka spadła z hukiem na ziemię. że nie jest czarownicą. Ale te pieniądze faktycznie tu były..Aaaa! .Zjeżdżaj stąd! . bo naprawdę oberwiesz! . Max zerwał się i popędził za nim. łomocząc o łysą czaszkę..Myślisz.Co się dzieje? W tej chwili wielka beczka stojąca pośrodku namiotu zaczęła unosić się w górę. . Musi im pomóc.wrzasnął mężczyzna. .! Dogonił go i chwycił krzesło. Chłopak wyrywał się. że pod ratuszem czeka na niego Tośka. Filip zerwał się. Ale wtedy krzesło wystrzeliło w górę jak szalona winda. Max Rozmus klęczał obok krzesła. to znaczy wszystkie pieniądze świata.. . Wskoczył na rower i ruszył w jej stronę.. Beczka zawisła na wysokości kilku metrów. .. Filip wypuścił krzesło. Może ciotka jest wredna. a Max powlókł go do wyjścia. Filip upadł na chodnik.. Znowu spróbował usiąść. . próbując je schwytać. Zobaczył. .szepnął.zawołał oburzony Filip. który wierzy w bajki.Ty draniu! Chcesz się ze mną bawić? To zobaczymy! Skoczył w stronę krzesła. Mężczyzna oprzytomniał.? .Max obrócił się i zniknął w namiocie. Zatrzymała się dokładnie nad głową Maksa i przechyliła. Max odsłonił płachtę w wejściu i wyrzucił chłopca z namiotu. Stos pieniędzy niemal go przysypał. któremu monety spadały prosto na głowę. że to nic nie da. Ale uznał. zasłaniając głowę dłońmi. Filip wstał z krzesła.Max odepchnął Filipa.Pan mi je sprzedał! . Max skakał. Ale to poderwało się nagle w górę i zawisło na wysokości kilku metrów. ale krzesło znów się odsunęło i Max potoczył się po betonowej posadzce. Rozgarnął dłońmi stos monet. tłukł pięściami i próbował ugryźć Maksa. Możesz to zrobić? Sprawdzimy. które łapie uciekający balonik. . Wreszcie pobiegł po drabinę. 74 75 Przewrócił się.Zjeżdżaj. na szczęście kilka metrów od niego.

Schowali się.Gdzie byliście? Filip i Tosia nie odpowiedzieli. wspinała się wciąż pod górę..krzyknęła. kochana ciociu. Ale najpierw muszę ich znaleźć. patrząc na nią niepewnie.Marcelina milczała. Kuki się jej przyglądał i zdawało mu się.. rozumiesz?. Choćbym miał cię szukać przez całe życie. tylko od razu zaczęła się wściekać. Nasza mama jest ładna.Gdzie są Tosia i Filip!? . Filip podniósł głowę i krzyknął: .Skąd wiesz. Martwię się o nich.Bawimy się w chowanego. . której możecie skakać po głowie? Tośka spojrzała na nią wrogo. a ja ich szukam. Zaraz. ty nic nie rozumiesz. Zakręciło i wylądowało na szosie. Ciotka podbiegła do Marceliny.Cały czas mnie oszukiwałaś? Ty kłamczucho! Wszyscy mnie okłamujecie! W tej chwili z ogrodu dobiegł jakiś hałas. Droga powrotna była trudna. że przypomina trochę jego mamę. Marcelina usiadła obok ciotki. . .krzyknęła ciotka. więc jechali powoli.Ty umiesz mówić!? . Mężczyzna wpatrywał się w niebo. .Tośka! Patrz! Dokładnie ponad nimi frunęło czerwone krzesło. że możecie tu robić. którzy nadbiegli.Ciocia nie jest podobna do mamy. . który zaczął się szybko przesuwać. Była naprawdę zdenerwowana.. . szukam! I pobiegł na piętro.. gdzie widać było czerwoną plamkę lecącego krzesła.Dobrze. Marcelina i Kuki stali przy drugim oknie. Max wypełzł spod zwałów brezentu.Każ im tu przyjść! Natychmiast! Kuki odparł z uśmiechem: . co wam się podoba!? .Niech się pani nie martwi.Miałaś ich pilnować! Boję się. . .Myślicie. s. Ciotka rzuciła się do drzwi.Znajdę cię... . . tuż przed rodzeństwem. Tośka i Filip jechali szosą prowadzącą do domu ciotki.. Ciotka ze złością ściągnęła płaszcz i rzuciła go na fotel. Oni potrafią się świetnie chować! Czasem nie można ich znaleźć przez cały dzień! Kuki odwrócił się i zawołał: . Nagle na asfalt padł jakiś cień.Że ja jestem podobna do waszej nieporadnej matki. a Filipa i Tosi wciąż nie było w domu.Chyba o coś pytałam!? Dzieci milczały. że będę cię miał! 78 . Rowery leżały na trawie. Nawet nie słyszysz.. I dobra.TRZASK! Przebiło brezentowy dach namiotu. . . Nagle powiedziała: 80 81 . Ciotka wyglądała nerwowo przez okno. żeby zobaczyć przewrócony namiot. co do ciebie mówię!? Kuki uśmiechnął się najbardziej niewinnym ze swoich uśmiechów i powiedział: . że. Ciotka zerwała się i spojrzała na Marcelinę. Przysięgam. Oni zaraz wrócą..To twoja wina . wyrywając w nim olbrzymią dziurę. . że coś im się stało. Nie zwracał uwagi na gapiów. .Filip. Stanęło bez ruchu i czekało. Była godzina piąta. i odleciało. W ogrodzie stali Tosia i Filip. W tej samej chwili wielki namiot zakołysał się i przewrócił z hukiem.Ciotka patrzyła groźnie na Kukiego..Gdzie oni są? .Co takiego? . Oczywiście. kiedy ta się czymś martwi. Oni się schowali. . i szeptał: .Wróciła przed chwilą do domu i nie zdjęła nawet płaszcza.Nie rozumiesz.. Ciotka zaczęła sapać ze złości. co do ciebie mówię! Ciotka usiadła na schodach..

roześmiała się Tosia.Poczekaj. Przecież my w ogóle nie wiemy.powiedziała Tosia. Poszli na sam koniec ogrodu.Poczekajmy do jutra.To może być niebezpieczne. Za chwilę ich tutaj ściągniemy. 84 85 . . . a Kuki podbiegł do Filipa. Chłopiec odbił. . . Usiadła na krześle i powiedziała. Gałęzie świerków poruszyły się.Przyjdź do nas. Filip cicho zawołał. Ktoś szedł korytarzem. Zaraz zobaczysz coś lepszego.Znaleźliście je? . . Jak ciotka pójdzie do pracy. Wreszcie Tośka powiedziała: . a potem przez okno do swojego pokoju. Do pokoju zajrzała Marcelina. że nie pomyśleli o niebezpieczeństwach. jak najlepszy z brazylijskich piłkarzy.A jeżeli rodzicom coś się stanie? To krzesło wystrzeli ich jak rakiety. Musimy dokładnie sprawdzić. . Kuki mu przerwał.. żeby ta szyba była znowu cała.A ty chodź ze mną. Piłka śmignęła ponad drzewami i rozległ się huk rozbitej szyby. z plecakiem na ramionach i dość ponurą miną.. . . Rzeczywiście. Kuki patrzył na to zafascynowany. . jak ta magia działa. więc Filip szybko zakrył krzesło kocem i usiadł na nim.. rozumiesz?! Weszli po drabinie na taras. co to znaczy? Że rodzice zaraz do nas wrócą. Usłyszeli pukanie.. tak się zafascynowali niezwykłym przedmiotem. Ciotka zacisnęła wargi. . . jak to działa.Od dzisiaj nie macie prawa wychodzić za bramę. Po drodze krzyknęła do Marceliny: .szepnął Kuki. Nie udawaj.Tak. Filip usiadł na krześle i zaczął mówić uroczystym głosem.Ono może zrobić wszystko! . Będą lecieć tysiąc kilometrów i rozwalą się przy lądowaniu! . Zamilkli. Ciotka poszła do domu.przeraził się Kuki. że Tosia nie powinna tego mówić. żeby nasi rodzice zaraz.Chyba nie . jak wychodzi spod nich czerwone krzesło. Ale było za późno. . Kuki stanął na straży przy drzwiach. .Ciotka nas zabije .. .powiedziała cicho. gdzie świerki tworzyły mały lasek.Chciałam się pożegnać z wami.. że nie słyszysz! Marcelina pomachała rodzeństwu i poszła za ciotką. które kopnęło ją natychmiast z powrotem do niego. . Krzesło podskoczyło i kopnęło ją przewrotką.. Zdumiony Kuki zobaczył.Chcę.Ono jest niesamowite. . Odłamki szkła natychmiast uniosły się z trawy i pofrunęły do okna.Poczekaj! Podbiegł do brata.. . składając się z powrotem w całą szybę. Była zgarbiona. 82 83 Filip rzucił piłkę w stronę krzesła.zawołał Filip.Wyjeżdżasz? Marcelina wzruszyła ramionami. to zrobimy próby. I radzę wam nie łamać tego zakazu. Chodź zobaczyć.On ma rację . -A wiesz. Piłka poleciała wysoko.Chcę.Kuki pomyślał. Czerwone krzesło postawili na środku dywanu.Dobrze . jakby jej przybyło lat.

Pstryk! Portfel sam się otworzył i z jego wnętrza wypełzło kilka banknotów. ale nic nie przyfrunęło.... patrząc na niego wielkimi smutnymi oczami. bez jednej łaty. W końcu kołdra zsunęła się na podłogę i zmarznięty chłopiec się obudził. Kiedy był mały i budził się w nocy. który dźwięczał przy każdym ruchu głowy. Kiedy w kinie oglądali latające miotły i gadające lwy. Ostrożnie usiadł. Kuki coś mruczał. czy „to coś" nadal działa. robiąc jakieś obliczenia. a nie w krowie. tarcza księżyca pojawiała się i znikała. Przykro mi. a mimo to czuli niepokój. że to on pierwszy je znalazł? Był tylko niespokojny. Może dlatego. Wszystko poszło bardzo szybko. . że przyleci do niego szklanka mleka. Tak jak lubi się własne zwierzątko. Nie chciał czekać z próbą do rana. jakich nie mógł zrobić nikt inny. poczuli dziwny lęk..wyszeptał. Zerwał się z krzesła. to mieli niespokojne sny. Miała na szyi dzwonek. Uśmiechnęła się do nich i ruszyła do drzwi. Kuki wstał. Rozejrzał się trochę nieprzytomnie. Zamiast tego usłyszał za drzwiami jakiś dziwny dźwięk. A wam się udało znaleźć tę strasznie ważną rzecz? -Tak. a pogoda była tak samo niespokojna jak jego sny. . że stojąca na biurku torebka przewróciła się. Szelesty i dzwonienie.. Krowa cicho zaryczała. Trzymajcie się.Jak wyście to zrobili? Filip uśmiechnął się tajemniczo. .. .Mamy swoje sposoby. Krzesło odbijało srebrzyste światło. przesłaniana chmurami. Drzewa za oknem chwiały się. Nie miał żadnego planu. . Że nie mogą zrobić nic głupiego ani dziecinnego. Najpierw kłócili się. Po prostu lubił ten przedmiot.. Wieczorem długo nie mogli zasnąć. że udawałam niemowę. Kuki był pewny. której działania nie potrafili zrozumieć.. ale musisz zniknąć! . Stała na perskim dywanie. jak najlepiej przetestować magiczny przedmiot. każde z nich stało się jakby trochę doroślejsze. I pamiętajcie. przewracając się na łóżku z boku na bok. Rodzeństwo myślało o czerwonym krześle jako o źródle niesamowitych możliwości.. Nie dała mi nawet wypłaty.. . Ciotka.Proszę.. Za to. Wiał silny wiatr. . Od chwili gdy znaleźli czerwone krzesło. ogarnął ich niepokój. że wasza ciotka nie jest taka zła.To super. Należała do nich i mogli robić rzeczy. Tuż obok nich istniała jakaś niezwykła siła. Na samym środku salonu w plamie księżycowego światła stała krowa. Zatrzepotały i przyleciały prosto do rąk patrzącej na to ze zdumieniem Marceliny. Podszedł do krzesła i lekko je pogłaskał.jęknął Kuki. . ja chciałem mleko w szklance. Ze środka wysunął się elegancki czarny portfel.Ci! Bo ciotka się obudzi! Krowa pokręciła głową..Wasza ciotka wyrzuciła mnie z pracy.Nic ci nie zapłaciła? -Nic. nie pytali.. Zbliżała się północ.Ciii! Zrozum. Ale kiedy naprawdę stanęli przed czymś niepojętym.O rany! . o trochę mleka . nawet nie zauważyła. że muszą być bardzo ostrożni. żebyś dostała swoje pieniądze. Uniosły się i pofrunęły jak papierowe motyle.No to chciałbym. otworzył po cichu drzwi i zbiegł po schodach. Wtedy Filip zapytał: . Ale nikomu o tym nie mów. To był po prostu film. a Kuki po prostu je polubił. Dzwonek na jej szyi zadzwonił jak na alarm. rodzice przynosili mu ciepłe mleko i to go uspokajało. Strasznie się wściekła. czy to możliwe. 86 87 Kiedy w końcu zasnęli. A gdy już położyli się do łóżek. Była duża i biała jak śnieg. Wiedzieli. która siedziała przy laptopie. I wtedy ją zobaczył.

.? Chyba nie chcesz. Po dziesięciu minutach mleko przestało lecieć. Nie zauważyła Kukiego. Tym razem dużo głośniej. Wiedział. tak przerażona..Nie! . Chłopiec popędził na piętro. bo mleko wyglądało i pachniało inaczej niż to z kartonika. No i miała rogi. Mam na myśli krowę. kretynie? . Najpierw nic nie leciało. Kuki zaniósł garnek do lodówki. ale musisz przestać istnieć. wyjęła jakąś butelkę i wypiła z niej kilka łyków. Pobiegł do kuchni i wyjął z szafki mały garnek. Wielkie zwierzę natychmiast rozpłynęło się w księżycowym świetle. i do garnka pociekła struga mleka.Poszedłem po mleko. Już dobrze. Naprawdę muszę to zrobić! Przykro mi. szkło wyleciało jej z rąk i rozbiło się na posadzce. Zatrzymał się przerażony. ustępując mu drogi. Kiedy wbiegł do sypialni.O co ci chodzi. ale ona była bardzo duża. . W tym momencie ciotka odsłoniła oczy i zobaczyła pusty salon.Ja zwariowałam. Na środku salonu stała ciotka i z obłędem w oczach wpatrywała się w białą krowę. Kuki wykorzystał ten moment. co mówi... Tymczasem krowa znów zaryczała. . Oglądał kiedyś film. że ciotka zaraz się obudzi.jęknęła. Przykucnął i podsunął garnek pod napęczniałe wymiona. . Po namyśle zamienił go na większy. A potem polizała ciotkę różowym językiem po twarzy. Zaczekaj. Kobieta wrzasnęła i odskoczyła. Krowa zaryczała ponownie. Podbiegła do szafki. w którym pokazywano. Chyba że wcześniej obudzą się Filip albo Tośka i odwołają ten czar. jakby rozumiała. Zatrzymał się gwałtownie.. Co się ze mną dzieje? Mam halucynacje! Wszystko przez te dzieciaki.Ciii. Nie mógł teraz wejść na schody... chyba że odciągnąłby krowę. . Ja mieszkam w mieście. Odejdź! Muszę cię anihilować.mruknął Filip i i obrócił się do ściany. Ale w tym momencie krowa ruszyła naprzód i zablokowała mu drogę. .. żeby odwołać czar. 90 91 Kuki chwycił czerwone krzesło i po cichu wybiegł na schody.. Naprawdę zdawało mi się. Zresztą teraz ludzie was nie doją. żebym cię wydoił? Ku jego zaskoczeniu krowa pokiwała łbem.Nie rób tego.. . .Co ty robisz. a nie ciotkę! . Zasłoniła oczy. który schował się zaraz za filarem. Ciotka stała bez ruchu. Usiadł na krześle i szepnął: .Przepraszam. Spróbował robić dokładnie to samo. Ciotka zabierze im krzesło.Chyba zwariowałaś! Ja nie umiem doić krów.Odsuń się. bo biała krowa podniosła właśnie ogon i na marmurową podłogę poleciał krowi placek.szepnął błagalnie Kuki . Filip otworzył oczy.. jak doi się krowę.Chciał wrócić do sypialni. . Kobieta opadła na fotel. A wtedy wszystko się wyda.dodał szybko. Był trochę zaskoczony. zanim zdążą cokolwiek zrobić.. Krowa zniknęła. spoglądając na chłopca z wyraźnym wyrzutem... .. a wtedy krowa dostojnie przeszła na środek salonu. Kuki rozejrzał się nerwowo. A przecież jej nie było. na czym to polega. Nigdy jeszcze krowy nie dotykałem. . przewracając kryształowy wazon stojący na podłodze. że widzę tu krowę. 88 89 Krowa spojrzała na niego smutno i machnęła ogonem.Zaczynam mieć jakieś zwidy. bo ciotka nas zabije! Podszedł ostrożnie do zwierzęcia. Kiedy chciała odstawić ją na półkę. Od tego są maszyny sterowane komputerowo i. jakby patrzyła na upiora. Ciotka spojrzała nerwowo w górę.. ale po kilku próbach połapał się. .To mnie nie budź . Popędził z powrotem do pokoju. Krowa potrząsnęła głową i zrobiła krok w jej stronę.

Mam nadzieję.Pierwsza próba! Niech ta szklanka bezpiecznie tu przyleci. Kuki. Filip usiadł na krześle i powiedział: . A wy pamiętajcie. Owinęli Kukiego w kołdrę. .OK. Nie wiemy. żeby nie wzbudzać podejrzeń.Cicho! Niech mój brat Kuki przyleci do mnie w całości. dzieci popędziły do pokoju po czerwone krzesło.Aaa! Jak pocisk wystrzelony z katapulty Kuki przeleciał łukiem nad ogrodem i spadł prosto do nóg Filipa. że rodzice też się nie stłuką -szepnęła Tośka.Nie możemy czekać. czy to nie jest jednorazówka. związując ją sznurkiem. jak długo będą do nich lecieć rodzice i czy nie roztrzaskają się. . ale nic nie przyleciało. Wziął czerwone krzesło i poszedł spać. że będą kłopoty .To prawda. Starało się zachowywać bardzo grzecznie. to dom się nie rozleci. Tośka przyniosła wysoką szklankę i nalała do niej mleka.. Mają mi pokazywać kandydatki na nową kucharkę. Próba numer dwa udana. . .Próba numer dwa . .Jadę do miasta.powiedziała Tosia.Co robimy? . Nie próbując sprzątać rozbitego szkła.Uważam. Tuż przed lądowaniem wyhamował i łagodnie opadł na trawę.. Postawiły je na trawniku przed domem. że ktoś ją zobaczy w takim stanie. żeby złapać szklankę.Żyjesz? . Kuki szedł obok.powiedział lekko drżącym głosem. . . W ten sposób chcieli sprawdzić. To krzesło może przestać działać. że musimy zaryzykować . Szklanka uniosła się i pofrunęła w stronę Filipa.A jak rodzicom coś się stanie? .. bo waliza mamy była bardzo ciężka. Włóżcie kaski! Włożyli kaski rowerowe. Kuki z ulgą wyszedł ze swej kryjówki. Ale szklanka przyleciała bezpiecznie do rąk Filipa i nie wylała się z niej ani kropla płynu. . żeby przyleciała tu walizka mamy. Po nocnym spotkaniu z widmem krowy wyglądała na bardzo zmęczoną. Rodzeństwo w milczeniu przyglądało jej się z okna. że nie macie prawa wyjść za bramę. ale nie miała się do czego przyczepić. pobiegła do sypialni. W ogóle nic się nie zdarzyło.jakby bojąc się. . Wyobrażali już sobie. . .Jesteś lżejszy! Jak walniesz o ścianę. W drzwiach obróciła się jeszcze. lądując z dużej wysokości. . sprawdzając.Czuję.Próba trzy nieudana . Czekali długo. . Następnego ranka. . Patrzyli niespokojnie w niebo. Kiedy samochód ciotki odjechał. 94 .Pierwsza próba udana.Chyba tak. . Wyglądał jak balon.stwierdził ponuro Filip.powiedział Filip.jęknął Kuki.. ciotka włożyła płaszcz i poszła do samochodu. Ostatni test. . zaraz po śniadaniu. gdyby czar przestał działać.Chcę.Bardzo śmieszne. a potem szybko je zamknęła i przekręciła klucz w zamku. 92 93 . czy biały upiór znów się nie pojawił. Spojrzeli po sobie niepewnie. . Ciotka zerkała na nich nieufnie.Chodź. jak startuje tysiąc kilometrów stąd i leci jak bojowa rakieta.A ty nie możesz? .

Nie możemy ściągnąć rodziców. Straszliwa ulewa zalała ogród ciotki.No to.Zdążymy! Spakowali do plecaków tylko najważniejsze rzeczy. czy rodzice za nimi nie stoją. Filip siedział na krześle wyprostowany i bardzo skupiony.. Jeszcze chwila i rodzice stamtąd wyjdą! Ale chwila minęła. . . Filip pomyślał chwilę i zawołał. . że statek Queen Victo-ria przypływa w niedzielę do portu w Kopenhadze.Filip! Wyłącz ten deszcz! . bo potem płyną na Karaiby. . O cokolwiek. .Ono wciąż działa! Tośka wciągnęła kaptur. Jak ekran podzielony na dwie połowy.Filip! Musimy sprawdzić. żeby rodzice. Kuki zaczął wołać: .. rozumiecie? Działa tylko w zasięgu wzroku.Tylko gadaj dokładnie! . bo są za daleko. . Uważali.Działa! .Dlaczego tam nie pada? . ale Tośka nie chciała się zgodzić. Tosia i Kuki pobiegli za nim..szepnął Kuki. 98 99 . Więc teraz musi je naprawić.Mamo! Jesteście tu? Tato? Nikt nie odpowiedział... Filip zaczął mówić uroczyście: .Ten czar nie działa na odległość. że to on powinien wypowiedzieć najważniejsze życzenie.Musimy do nich pojechać! Musimy stanąć przed rodzicami i patrzeć im w oczy! Tylko wtedy uda się zdjąć z nich zaklęcie! Sprawdzili w Internecie. Nikogo tam nie było. Wyglądało to niesamowicie. .To co zrobimy? . Nie brali jedzenia. Przez chwilę zastanawiali się. . . Obok domu ciotki lał deszcz. zaczynamy! Rodzeństwo skupiło się wokół Filipa. żeby sprawdzić. Polecimy normalnym samolotem. .Niech..Może wyczerpała mu się bateria? . . . czy nie wyczarować helikoptera.. Deszcz się urywał. Wyczarowali bilety na lot do Kopenhagi i wyruszyli na lotnisko. Filip wybiegł za bramę. . Muszę najpierw coś sprawdzić!.Zaraz.Żeby nasi rodzice bezpiecznie do nas wrócili. co trzeba. Tosia. że zostały nam dwadzieścia cztery godziny.szepnął Kuki. a za narożnikiem świeciło słońce. Niech wejdą przez te drzwi i niech będą tacy jak dawniej. oglądając krzesło. I natychmiast zaczął padać deszcz. jakby ktoś go zmazał gumką. Kuki nie wytrzymał i pobiegł otworzyć drzwi. Nie możemy ryzykować katastrofy.krzyczał Kuki.To nie jest komóra! Ono nie ma żadnej baterii..krzyknął Filip.To znaczy. Tosia podbiegła do brata..Chcę.Nasi rodzice! 96 97 . Poproś o coś. potem następne i nic się nie zdarzyło. Filip i Kuki wpatrywali się w drzwi domu. czy ono jeszcze działa. pada deszcz.Już wiem .To nasza ostatnia szansa. . . Tam ich nie znajdziemy. Był najstarszy. bo wiedzieli. . Przebiegli może sto metrów i nagle znaleźli się w słońcu. a poza tym to on niechcący wywołał całe nieszczęście. że zawsze mogą wyczarować pieniądze i kupić.Nie znamy się na helikopterach.

.Na pewno zmieniła się w małego trolla. . Natychmiast się odwrócili. Ciotki nigdzie nie było. Dzieci pędziły najszybciej. Ciotka zauważyła ich i ruszyła z piskiem opon.Powiedziałam wam . Kobieta zaczęła krzyczeć na całe gardło. Tosia ruszyła.Już wiem! . . ale to już! 101 .Wsiadajcie do samochodu.Dokąd się wybieracie? Chcieliście uciec. . że tam łatwiej się ukryją.To w psa! .Niech ciotka będzie mniejsza od nas! Natychmiast zerwała się straszliwa wichura. .wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu! . jak z okna samochodu wychyla się twarz w ciemnych okularach.To zmienimy ktosia w karalucha! Biegli na przystanek autobusowy..szepnął Filip. . żeby jej nie podeptać. Nagle usłyszeli wołanie: .spytał szeptem Filip. aż w końcu wirująca ciotka wpadła do samochodu. które zasłoniło oczy przed zawieruchą.. dźwigając krzesło i plecaki.Tam jest ciotka! 100 Rzucili się do ucieczki. ale plecaki i krzesło im ciążyły. które fruwały wraz z ciotką w szalonym tańcu. Szybko! .Nie słyszysz. co mówię? Do samochodu! Wtedy rodzeństwo wybuchło śmiechem. Kuki szepnął do Filipa: .Ale numer! . . żeby kierować samochodem.Może jest taka mała jak bakteria.zawołała groźnie siedmioletnia ciotka . Dziewczynka była wciąż ubrana w czarny płaszcz i wielkie okulary i wyglądała komicznie. Rodzeństwo stanęło za nim.Nie! .Gdzie ona się podziała? .. . zdawało mu się.Pogryzie nas! Ciotka podeszła do nich i wrzasnęła: . Trafili na drogę bez wyjścia! Filip błyskawicznie usiadł na krześle. Ciotka wyskoczyła z samochodu.. Z przeciwka jechał czarny samochód.. Rodzeństwo. smarkacze! 102 Ale nie był to głos ciotki.Słuchajcie. na końcu ulicę blokowała brama zamknięta na kłódkę. Mała spojrzała na niego wrogo i zawołała piskliwym głosem: .. że dzieci chcą same lecieć samolotem? .Bo ją ktoś wykończy offem.krzyknęła Tosia. Drzwi zatrzasnęły się i wiatr ucichł. Mercedes ciotki nadjechał i zahamował kilka metrów od dzieci. wiatr odpychał ją. .szepnął Kuki. tak? Ruszyła w stronę rodzeństwa.Ciocia jest chyba za mała. a jak ktoś będzie się czepiał. Podeszli do auta. teraz powoli opuściło ręce i zaczęło się rozglądać. Niestety. Zaczęła wirować jak karuzela i krzyczeć na całe gardło. Wiatr uderzył w ciotkę i odepchnął ją.zawołał Filip. Była to twarz siedmioletniej dziewczynki! . jak to możliwe. . Filip powiedział z przekornym uśmiechem: . .spytał Kuki.Wsiadajcie do samochodu! Porozmawiamy sobie w domu! Wsiadajcie. Zobaczyli.Zmień ją w karalucha. . Uważajcie. Wiatr uniósł piach i zrywał liście. patrząc uważnie pod nogi. . jak po polu minowym.Tam! Filip skręcił w wąską uliczkę. Rodzeństwo szło za nią ostrożnie. Nagle Filip zatrzymał się.

Chwycił krzesło i poszedł w stronę przystanku autobusowego. i patrzyła za odchodzącymi. która jeszcze niedawno była wysoką groźną kobietą. Mała ciotka podbiegła do nich. Spojrzała na swoje malutkie ręce z pomalowanymi na czerwono 104 paznokciami. na której wyświetlano trasę. ciociu. mimo butów na wysokim obcasie. Ciotka w końcu się zaniepokoiła.Nie możemy jej tak zostawić.Odczepcie się ode mnie! .spytał Kuki. .Zwariowałaś? . że kilku pasażerów przewróciło się 106 . .Na przykład jakaś wstrętna ciotka . A potem w lusterko. że odchodzą.Dlaczego? .Ona ma rację! Jedziemy w złą stronę .Tosia spojrzała na kartkę.powiedział zdecydowanie Filip. .Nie to nie . I wtedy się zaczęło. śmiesznie maleńka. -Chodźcie. .krzyknął Filip. Filip usiadł na krześle i spokojnie powiedział: . Spojrzała niepewnie na dziewczynkę. Tosia obróciła się i podeszła do małej ciotki. Darła się. . jakby zobaczyła upiora.zawołała Tosia.powiedziała przez zaciśnięte zęby. Autobus zahamował tak gwałtownie. Udali. Obrócili się. Zdążymy.No to cześć. .Pojadę z wami.Chodź z nami. . . . Ale jak będę znów duża. Dziewczynka odpowiedziała ze złością: .odezwała się ciotka. Rodzeństwo ruszyło za nim. Mała ciotka trzymała się w pewnej odległości od nich i spoglądała wrogo. Ciotka wyszła z samochodu. ale musimy być na lotnisku najpóźniej o jedenastej. On jedzie w przeciwnym kierunku.Nie musimy. Rodzeństwo podbiegło do tablicy.Po co? . skręcając się ze śmiechu..Musimy wysiąść! .Jeszcze pół godziny.Dobrze . Nie bardzo wiedziała. jak się do niej zwracać. Albo ktoś może cię porwać. Tosia zatrzymała się.burknęła siedmiolatka. Przecież faktycznie: nie mogą takiej maludy zostawić samej.Musimy już lecieć! Pa! Pokiwał wrzeszczącej ze strachu dziewczynce. Patrzyły na zmniejszoną ciotkę. .Bo jestem od was starsza i mądrzejsza . .. . .. Nie bardzo wiedzieli. smarkaczu? Dzieci nie odpowiedziały.Poczekajcie. .Będziesz głodna. . .Sprawdziłam wszystko w Internecie.Co ty mówisz. I zaczęła wrzeszczeć. .Raczej nie zdążycie . ciociu! .powiedział Filip. .Skąd ciocia to wie? . Musimy ją odczarować albo zabrać.Samolot do Kopenhagi odlatuje o dwunastej pięć.Nigdzie z wami nie pójdę! 105 . Rodzeństwo stanęło na tylnej platformie. . .dodał Kuki.Chcę. żeby ten autobus jechał prosto na lotnisko. co dalej robić. .. Nagle rozległo się stukanie obcasów.. Ocierała łzy.O której odlatuje samolot? . Ona jest za mała.Bo ten autobus nie jedzie na lotnisko. to was spiorę! Czerwony autobus linii numer siedem był zatłoczony.A poza tym tam jest rozkład jazdy.

która wpadła przez okno. histerycznie krzycząc. bo kogoś zabijemy! -krzyczała Tosia. ale na „ich krześle" wciąż siedziała kobieta.Co się dzieje? Czy on zwariował? Dokąd on jedzie? Rodzeństwo spojrzało na siebie z satysfakcją. Pasażerowie zaczęli wrzeszczeć. -Jedzie prosto! Kazałeś mu jechać prosto! . Tłum widzów przed sceną rozbiegł się we wszystkie strony. Autobus wjechał w środek ulicznej kawiarni. roztrzaskał ją i popędził prosto przez park. Autobus rozgniótł scenę i popędził w stronę dmuchanej bramy z napisem: „Wielka atrakcja! Wystawa krokodyli i piranii". Pędził ze straszliwą prędkością. Gad otwierał szeroko paszczę.Odwołaj ten czar! Filip z Kukim próbowali właśnie to zrobić.Niech pani wstanie! W tym momencie autobus wjechał do oceana-rium. Jechał pod prąd. pojechał prosto! Uderzył w barierkę.krzyczała Tosia. . rozbijając wystawy. Autobus stratował wiklinowe stoliki i wjechał na rynek. . Max. Autobus wyjechał na szeroką ulicę. Autobus pędził przez rynek. Wielkie akwaria pękały jedno po drugim i setki litrów wody wylewały się wraz z krokodylami i piraniami. Zdumieni pasażerowie wołali: . Pojazd skakał jak oszalały na nierównym trawniku. . Autobus siłą rozpędu wjechał jeszcze na schody prowadzące na lotnisko i wreszcie się zatrzymał. tratując klomby i kosze na śmieci. Max wykonał rozpaczliwy skok i znalazł się na jego dachu. wpadając do pojemnika z lodami. Jeśli uderzą w budynek. rozpaczliwie odrywał kąsające go ryby. W końcu skoczył szczupakiem przez bar. Nagle z przerażeniem zobaczył. która histerycznie krzyczała i nie dawała się zepchnąć. . wpadały do sklepów. Samochody jadące z naprzeciwka uciekały na chodnik lub. Na szczęście wszyscy ludzie zdołali uciec. . 108 109 . Na scenie stał Max na swoich sprężynowych butach. zamiast skręcić. Gdy pojazd uderzył w scenę. . Obrócił się i zobaczył pędzący wprost na niego autobus. Filip natychmiast usiadł na krześle i zawołał.107 na podłogę.Pijany! . który umykał z tacą pełną szklanek. z wyjątkiem kelnera. prosto w stronę hali odlotów.krzyczał przerażony Filip. jak ląduje obok niego ogromny krokodyl.Filip! Zatrzymaj ten autobus! . próbując ściągnąć z magicznego krzesła wrzeszczącą kobietę.Filip.Co on robi? . zrywając reklamy i ścinając znaki drogowe.Co ten kierowca robi? . Ale autobus. szczerząc upiorne zębiska. I w tym momencie stało się coś niesamowitego. Ta zerwała się z jeszcze większym wrzaskiem. leżący na dachu autobusu.zawołała przerażona Tośka. i wrzuciła ją za koszulę kobiety siedzącej na krześle. Ulica skręcała w prawo. jadąc dokładnie po linii prostej. . zatrzymaj go.Zwariował! Przy kolejnym podskoku Filip zleciał z czerwonego krzesła na podłogę. na której końcu był Port Lotniczy. A potem zawrócił z piskiem opon i ruszył w przeciwnym kierunku. a jakaś gruba kobieta upadła na nie. Oszalały autobus minął park i wjechał w wąską ulicę prowadzącą do rynku. to nikt nie wyjdzie z tego żywy! Zrozpaczona Tośka złapała za ogon piranię. i nie wyglądał na zadowolonego. Filip zaparł się z całych sił.Niech ten autobus się zatrzyma! Pisk hamulców.

Otworzyli je siłą i uciekli. ciociu.Z naszą ciocią. Spośród rodzeństwa tylko ona podróżowała wcześniej samolotem. Szedł. Tośka chwyciła krzesło. . Filip i Kuki rozglądali się trochę zagubieni. Pobiegli we wskazane miejsce.. Zostali tylko Tosia.Przykro mi. Mężczyzna patrzył jak zahipnotyzowany na dzieci i czerwone krzesło. . Tutaj kolejka nie była na szczęście zbyt długa.Następna osoba! Podeszli do lady. .spytał niepewnie Kuki. kiedy poleciała ze szkolną orkiestrą do Pragi.Sami sobie poradzimy . Potem poderwał się i skoczył na chodnik. Zanim doszli do lady.Ale nie powiem wam. Gdzieś daleko zaczęły wyć syreny policyjnych samochodów.. Natychmiast wszystkie szkody się naprawiły.powiedziała Tosia. Na końcu krokodyl otworzył paszczę i puścił but Maksa. żeby ciotka mówiła tylko w języku madagaskarskim. . ciociu.Dzień dobry. . Filip.spytała Tośka. Kuki i mała ciotka. . Nie zauważyli Maksa.Ja wiem . Filip powiedział: 112 113 . ale nie potrafiła tego zrobić.Co ja zrobiłem?. A potem wszyscy jednocześnie rzucili się z krzykiem do drzwi. który wciąż siedział na dachu pojazdu. co się stało.Niech naprawi się wszystko. . nad którą świecił się napis: „Lot 007. żeby mówić w swoim języku. W końcu zamilkła i tylko patrzyła na Filipa z wściekłością. Na szczęście budynek lotniska stał na wzgórzu i całe miasto było w zasięgu wzroku.Nie. Kopenhaga". . Pokaż paszport. Wszędzie stały długie kolejki. Filip szybko usiadł na krześle i zawołał: .Rozkazałem.Co takiego. Urzędniczka zajrzała do dokumentu. ale na razie muszę cię pozbawić głosu. Wskazała ladę. .Mami taka! Manary! Miota! Mikasika! Very aho mikasika! Kalifaty fanalana amin! Widać było. Wyskoczyli z autobusu i pobiegli na lotnisko.Co ty robisz!? . co zniszczyliśmy. chwiejąc się i szepcząc: . .Dzień dobry.mruknęła ciotka. Nagle z kabiny wyszedł blady jak trup kierowca.Tutaj.Przez chwilę w autobusie nikt z pasażerów się nie odzywał. że czyni rozpaczliwe próby. Urzędniczka zerknęła na małą dziewczynkę w ciemnych okularach.Gdzie ona jest? . To jest tam. Odbił się na swoich sprężynowych butach i pognał za nimi. . Zaczynały się właśnie wakacje i setki pasażerów z walizami i rozkrzyczanymi dziećmi kłębiły się w hali odlotów. . Na lotnisku kotłował się wielki tłum podróżnych. . Kobieta spojrzała na nich zdziwiona. Urzędniczka za ladą zawołała: . smarkaczu? W odpowiedzi Filip usiadł na krześle i coś wyszeptał. To dziecko ma czterdzieści lat!? .. Boże. co ja zrobiłem.Nie rozumiem. .To ma być jakiś żart? . Żeby komuś nie wygadała.Dokąd mamy iść? . Brzmiało to mniej więcej tak: . Ciotka spojrzała na niego z wściekłością i wyrzuciła z siebie potok dziwnych słów.Najpierw musimy iść do odprawy..Zwiewamy stąd. Z kim lecicie? .

Muszę je zważyć. Oszołomiona urzędniczka oddała jej paszport. Odchyliło je. Ciotka zawahała się.Nie zgadzamy się! Niech pani je odda! . To krzesło też. Wokół nich był labirynt pędzących w różnych kierunkach taśmociągów. i trochę przesadziła. Biegnący za nimi ochroniarze byli zbyt wielcy. że jeśli krzesło zginie.Nie mogę cofnąć taśmociągu. No.Dobrze.zawołała ciotka. Hala była ogromna i ciemna. to go nie odzyskają.krzyknął Kuki.. Bagaże sunęły i krążyły w niesamowitym tańcu. akurat w chwili.odpowiedział szybko Filip. Pas transmisyjny z bagażami przesuwał się błyskawicznie. Kuki zatrzymał się i krzyknął najgłośniej. Krzesło było już kilka metrów od samolotu.Ochrona! Dwaj pracownicy ochrony lotniska popędzili do niej. Zaczął piszczeć alarm.. . Za nimi skoczyła Tośka. Rodzeństwo bez namysłu wskoczyło do rury i zjechało za krzesłem.Jak to co? . żeby na koniec dotrzeć do właściwego samolotu. żeby wcisnąć się do otworu. 114 115 Urzędniczka nakleiła je na plecaki i na krzesło. Podali nowiutkie bilety. . Nacisnęła guzik.Tam. . . Będzie lecieć w luku bagażowym.Po co? . . . Za braćmi pędziły Tosia i ciotka. żeby młodziej wyglądać. Czerwone krzesło zmierzało w stronę czarnej dziury. pas transmisyjny ruszył i krzesło odjechało razem z bagażami. przeskakując walizy i torby.Ależ ono jest za duże do kabiny. potykając się na wysokich obcasach i wykrzykując dziwnie brzmiące słowa. Znalazły się w niezwykłym świecie. Urzędniczka zerwała się z krzykiem. Ciotka popędziła za nimi. to do końca życia zostanie siedmiolatką mówiącą w języku mada-gaskarskim.spytał nieufnie Filip. 117 Czerwony przedmiot zmierzał już w stronę luku bagażowego w samolocie. gdy Filip miał je złapać. przewracali i znów podnosili. postaw je! Filip niepewnie postawił czerwone krzesło na wadze. 116 Filip i Kuki biegli po pędzącym taśmociągu. proszę pani . .Wróć do nas! Wracaj! . jak potrafił: . a potem mała ciotka. Walizki spadały na nie z wylotów wielu rur i były kierowane w różne strony. wpadło do czarnej rury i pojechało w dół. . Potykali się. Rodzeństwo rzuciło się w pogoń. gdzie bagaże wpadały i znikały. Przeskakiwali przez pędzące taśmociągi.zdziwiła się urzędniczka. . Dzieci pojechały wraz z walizami krętą zjeżdżalnią i spadły na jeden z pasów transmisyjnych. .Co pani robi!? . . Popędzili w stronę drzwi. Ej! Co wy robicie!? Filip i Kuki wskoczyli na pas transmisyjny. Byli na to przygotowani. ale potem i ona skoczyła. która bała się. W końcu Filip je zobaczył.. zrzucając walizy i przewracając się na pasy transmisyjne.Proszę pokazać bilety. .Nasza ciocia zrobiła sobie operację plastyczną. które wlokły ich w przeciwnym kierunku. Dzieci nie widziały. Poleci nie wiadomo gdzie. Z drukarki wysunęły się białe karteczki. Wszystko odbywało się automatycznie. Postawcie bagaż na wagę. gdzie jest ich krzesło.Niech pani odda nasze krzesło! .Very aho mikasika! . Krzesło dojechało do otworu przesłoniętego pasami plastiku.Tak. Jeśli do niego wjedzie.

Mała ciotka krzyknęła: .To będzie porwanie. . Przecież już rozumiemy. . Uniosło się ponad taśmociąg. W tym momencie otworzyły się drzwi hali i wbiegł oddział ochroniarzy. . to bez przerwy gdzieś biegną. 118 Tosia.Skąd ciocia to wie? . Mała ciotka zawahała się. Filip.wymyślił Filip.Niech ciocia tak nie krzyczy.O co jej chodzi? .Panguh! . .Chyba muszę wezwać psychologa. . ale było za późno. Technik postawił krzesło obok komendanta i wyszedł razem z psem. Kuki pomyślał. To jest zwykły mebel.Pociąg! .Panguh Uh! Po chwili wahania Filip zdjął z niej zaklęcie i ciotka znów mogła mówić w zrozumiałym dla nich języku.Ostatni raz pytam . zawirowało i poleciało z wielką prędkością.Zwiewamy! Filip chwycił krzesło i popędził do drzwi. ale zaraz opadł z powrotem na fotel. który na szczęście był po drugiej stronie ulicy. .wrzasnęła. który właśnie wyszedł z .Mam w telefonie rozkład jazdy! Zerwali się i popędzili w stronę dworca kolejowego. . a potem też zamilkła.Wtedy czerwone krzesło poderwało się jak wierny pies.Rano będziemy na miejscu. wydzierając im czerwone krzesło z rąk.komendant spojrzał groźnie na dzieci. Ukryli się między samochodami na podziemnym parkingu pod lotniskiem i zrobili naradę. . . . Wsadzą nas do więzienia. .powiedziała Tosia.No to co zrobimy? . Filip ostrożnie wstał i zaczął się skradać w stronę krzesła. Ziewnął i jego głowa powoli osunęła się na biurko. Za to mała ciotka wyrzuciła z siebie potok słów w języku madagaskarskim.spytała Tosia. . Żadne z nich nie zauważyło człowieka w butach na sprężynach.Mami taka! Mitandrina! Komendant obrócił się. .Nic tu nie ma. Filip siedział już na krześle i zawołał: 119 . który obwąchiwał uważnie magiczny przedmiot. . Zanim rodzeństwo zdążyło cokolwiek zrobić. Przestępstwo. otoczyli je. Odjeżdża za dziesięć minut. ale w końcu także wybiegła. Miał też psa.Samolotem raczej nie polecimy .Możecie jechać pociągiem! Rozumiecie mnie czy nie!? Kuki zasłonił uszy. . Naprzeciwko dzieci siedział komendant w czarnym mundurze.Niech pan zaśnie.Jak długo jedzie pociąg do Kopenhagi? .westchnął komendant. Tośka i Kuki pobiegli za nim. Zaczął chrapać. Odwrócił się i podniósł słuchawkę telefonu.Raczej nie. . Na pięć minut! Komendant zerwał się. Dalej jakiś technik badał krzesło za pomocą urządzenia wydającego ciche piski.Dziwne dzieci . lądując po chwili obok Kukiego. .Czemu to zrobiliście? I gdzie są wasi rodzice? Rodzeństwo milczało. że od czasu kiedy zaczęli tę wyprawę.krzyknęła ciotka.Możemy zaczarować kierowcę taksówki i kazać mu jechać do Kopenhagi . . Kuki i mała ciotka siedzieli z ponurymi minami na posterunku ochrony lotniska.

Ciociu. co chcemy.zawołała ze złością ciotka. to musisz przestrzegać regulaminu . tuż obok drzwi. ale zawiadowca zaczął gwałtownie machać ręką. wdrapały się do wagonu. Założyłem simlocka. Mała ciocia patrzyła na nich zazdrośnie. Uważnie lustrował wzrokiem pasażerów. te czary. i wszystko dostajemy. słodyczy.dodał Kuki.No. które nie mieściło się na półce. pokazując na zegar. z kim jadą. Konduktorka spojrzała na zegar i sięgnęła po gwizdek. Konduktorka chciała pobiec za nim. Kuki z zachwytem oglądał dziwne urządzenia: lampki ukryte w oparciach foteli i małe półeczki na na122 poje. . Kuki spojrzał na nią dumnie i powiedział: .My możemy wszystko zrobić. Filip usiadł naprzeciwko małej ciotki. postawili na korytarzu.zawołała Tośka.Masz. która patrzyła na niego wrogo.Po co jej to zdradziłeś?! . pewny. wyskakujące po naciśnięciu guzika. On także wsiadł do pociągu. Ruszyła w ich stronę. .Niech pani zaczeka. Drzwi z sykiem się zamknęły i pociąg ruszył. które wbiegły na peron i wzajemnie sobie pomagając.spytał zdziwiony Kuki. Na pierwszym peronie stał srebrzysty pociąg EuroCity do Kopenhagi. Tylko dla nas! 123 Rodzeństwo rzuciło się do otwierania torebek i napojów. Była głodna i chciało jej się pić.Nigdy nie będę was słuchać! . . -Teraz będziemy musieli stale jej pilnować! Ciotka spojrzała tryumfalnie.Co jak robimy? . to nigdy cioci nie odczarujemy. . kiedy na peronie pojawił się dziwny mężczyzna w podartym płaszczu i butach na sprężynach. .Nie. kanapek i butelek. Korytarzem ostatniego wagonu szedł Max. . Ciotka sapnęła ze złości i założyła ciemne okulary. czy rodzeństwo nie zamieniło się w kogoś innego. .Spokojnie.Po drugie. Na widok biegnących krzyknął z radości i popędził za nimi. ciotuniu. Po prostu siadamy na krześle. . .powiedział Filip stanowczym głosem. mówimy. . Zajęli cały przedział pierwszej klasy. Zaglądał do każdego przedziału. Tymczasem w następnym wagonie Filip postawił na fotelu kosz pełen pomarańczy. że odleciały 120 121 jakimś samolotem. To dla ciebie. Tośka zerknęła na nią. Krzesło.Po pierwsze. nie wolno ci dotykać krzesła. 124 . ale nie powiedziała dziękuję. .Wyczarowałem prowiant i kilka gier. więc zagwizdała i wskoczyła do ostatniego wagonu.spytała. .parkingu. bo nie był pewny.Jak wy to robicie? .Co założyłeś? .I tak mnie nie upilnujecie! Ale Filip roześmiał się i powiedział: . Wzięła pomarańczę i sok jabłkowy i podała je ciotce.Ale jak? Musicie wypowiedzieć jakieś specjalne słowa? . Jeszcze my! Kobieta spojrzała zdziwiona na czwórkę dzieci z czerwonym krzesłem. . Max bezskutecznie szukał dzieci na całym lotnisku i już chciał zrezygnować. żeby spytać. . Siedmiolatka przyjęła podarunek. Jeśli mamy żyć w zgodzie.Jeżeli nie będziesz nas słuchać. musisz nas słuchać .

Kupuję hotel za dwieście .powiedział Kuki.A gdzie są wasi rodzice? .Znam się! . siedź cicho. proszę pani. Ja jej nie lubię i wy jej nie lubicie. żeby ona sama nie mogła się odczarować. . Tylko my możemy to zrobić. Rodzeństwo nieświadome zagrożenia grało w monopol. Z sykiem otworzyły się drzwi w przejściu między wagonami.Oni kłamią. nie mów tak! Ona ma siedem lat.Nie ma siedmiu. A ty nie kłóć się ze mną. W ogóle jest trochę dziwna i nerwowa. Kuki zerknął na planszę.zaperzyła się siedmiolatka. . To dziecko ma bujną wyobraźnię. ciociu! My z tobą nie gramy. . .Źle zrobiłeś . pomylił się. Faktycznie.Jedziemy do nich.Nie mam portfela. Ma czterdzieści. .Słuchaj. smarkaczu! Kuki też się rozłościł.Nie znasz się. bo zamienimy cię w pająka. Konduktorka patrzyła niepewnie na wyrywającą się dziewczynkę.W takim razie proszę ze mną. . ale obserwowała ją z zaciekawieniem.Nie mam biletu . ale w tym momencie zerwała się ciotka.powiedział Max. bo jumpery utrudniały mu chodzenie w wąskim przejściu. Zasłoniła jej usta. . Siedmioletnia ciotka nie brała 125 udziału w grze.Kuki.Nie zdążyłem kupić. Konduktorka chciała coś powiedzieć. . Filip pochylił się i szepnął: .Konduktorka spojrzała zdziwiona na dziewczynkę. co się opłaca. . Obrócił się gwałtownie. Stało za nim dwoje konduktorów.Ciociu. że nikt jej tu nie lubi. Ale oczywiście nie miał zamiaru się przyznać.krzyczała ciotka. bo nikt cię tu nie lubi! Tośka pociągnęła go za rękę.powiedział Filip. 126 W tej chwili otworzyły się drzwi i zajrzała konduktorka.. Może go pan kupić teraz.Tak . Konduktorka miała już dosyć tego przedstawienia. .To są porywacze i oszuści! Ratuj mnie! Tośa chwyciła ciotkę i pociągnęła ją na siedzenie. . To znaczy.Jestem dyrektorką banku od dwudziestu lat i wiem.Przyjrzała się uważnie dzieciom.Trzeba było kupić elektrownię. .zawołała ciotka. . . wołając: . . Zobaczył czerwone krzesło stojące na drugim końcu korytarza! Zaczął się skradać.Wy się nią opiekujecie? 127 . . Obrócił się do dziewczynki i powiedział lekceważąco: . . Ostrożnie wyjrzał. . .Ona zmyśla. wyrywając się Tośce. Podbiegła do kobiety i chwyciła ją za rękę.Blokadę. . Ciotka zrobiła wściekłą minę i rzuciła w niego skórką pomarańczy. Oni mnie porwali! Niech mnie pani ratuje. Max przecisnął się z trudem.Co takiego? .Rozumiem. . Rozkazałem. Przyglądali mu się podejrzliwie. Max spojrzał na krzesło i wściekły ruszył za konduktorem.Dzień dobry.Jedziecie sami? . kładąc na planszy garść plastikowych monet. . kiedy usłyszał: .Proszę pokazać bilet. ciociu.To ja się nimi opiekuję . Był już kilka kroków od niego.

. I kłopoty nadeszły bardzo szybko. Konduktorzy patrzyli na niego w osłupieniu. Koniec prawdy. Ale było za późno. nic nie mów! . nawet bombę atomową. To jest nasza ciotka. jamniki.Czyje są te psy? . jak w wojsku.A ja chcę. co? Dzieci milczały. . Ma pani swoje sto psów . Dalmatyń-czyki. Wreszcie Tosia oprzytomniała. jakby nagle ktoś otworzył wszystkie okna.Ma dzieciak fantazję! Konduktorka rozsiadła się wygodniej na krześle. . Konduktorka zerwała się. Filip padł wyczerpany na siedzenie. Konduktorka zastawiła mu drogę i. . Przez korytarz przeleciała wichura.Co tu się dzieje? Konduktorka wzruszyła ramionami. jednocześnie Filip poderwał się i stanął na baczność. ale kobieta patrzyła na niego przerażona.odpowiedział spokojnie Filip. sama usiadła na czerwonym krześle.Niech pani tego nie mówi!!! Konduktorka spojrzała zdziwiona: . drapały i bawiły się w najlepsze. bo drugi kłopot wyszedł z kieszeni jej munduru. odwołaj to. jakby był jadowitą kobrą. Tylko muszę usiąść na tym krześle. który zaszczekał piskliwym głosikiem. a potem wybuchli śmiechem.Pani. To krzesło może wyczarować wszystko. merdając ogonami i liżąc ich po nosach. Tym razem był to malutki labrador. On cię zmieni w tarantulę! Do przedziału zajrzał drugi konduktor. . Kuki krzyknął przerażony: ..Uciekliście z domu. Był małym szczeniakiem rasy bokser. Czar już działał i Filip zaczął mówić głosem robota: . Chcę sto psów.Nie pozwól mu siadać na krześle. Kłębiła się tu masa psiaków dużych i małych. A wiecie czemu? Bo ojciec nie chciał mi kupić psa. o co tu chodzi.Filip.. .Uwaga! Mówię całą prawdę.Czuję. Wszystkie szczekały. Zmniejszyliśmy ją. że będą kłopoty . Filip wstał. Filip widział.. buldogi. Nie mamy biletów. Pierwszy kłopot wysunął głowę z torby konduktorki. kiedy z walizek i toreb z laptopami zaczęły wychodzić psy. Ciotka wrzasnęła: .". husky i wesołe kundelki pojawiały się nie wiadomo skąd. ku przerażeniu dzieci.Dlaczego? W tej chwili rozległo się ciche piszczenie.Ja też kiedyś zwiałam z domu. Czapki spadły konduktorom z głów. Konduktorka zagradzała mu drogę do krzesła.szepnął Kuki. 130 W tej chwili w wagonie zaczęła się panika. .krzyknęła Tosia. To krzyczeli pasażerowie. . Schowałam 129 się na strychu i krzyczałam: „Ja chcę psa. . skakały.Chcę tam usiąść. chłopcze.Pokażcie mi bilety. Natychmiast za wszystkich stron pociągu odpowiedziało mu głośne szczekanie. żebyś powiedział mi prawdę. 128 .Dzieciaki jadą bez biletów. że sytuacja robi się niebezpieczna. . Dzieci patrzyły na to zafascynowane. Wskakiwały na kolana i głowy ludzi. Ruszył w stronę krzesła.Filip. Ma chyba czterdzieści lat. Wyglądał bardzo miło. Konduktorzy w panice wybiegli na korytarz. Nie zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć.Zaraz pokażę bilety. . .

Tosia obróciła się do rodzeństwa i spytała niepewnie: . . Na końcu kuśtykała mała ciotka. Tosia i Kuki skoczyli za nim. Pies rzucił się na nie. ale nadbiegł wielki doberman i zaczął groźnie warczeć. . Pociąg ruszył i wkrótce znikł za zakrętem.Nikt cioci nie pyta o zdanie! . Szyba rozbiła się z trzaskiem. Wędrowali już przez godzinę i byli zmęczeni. ratując od upadku. .Zwiewamy stąd! . Mała ciotka spoglądała ze złością na rozbawione rodzeństwo. w których mieszkały pewnie polne myszy albo króliki. Nagle zatrzymał się. zatrzaskując drzwi.Niech ten pociąg się zatrzyma! Zapiszczały hamulce i pociąg stanął w pustym polu. Tylko mała ciotka nie mogła się zdecydować. sadząc wielkie kroki w swoich sprężynowych butach. rzucił się do okna. Filip usiadł na krześle i krzyknął: . najbardziej zmęczona z nich wszystkich. Krzesło szło przed dziećmi. Więc zawołała tylko: . 134 135 . Było bardzo gorąco. Były coraz bardziej zmęczone. że nie zdejmie butów na wysokich obcasach. krzyknęła: . Dalej był las. Miała buty na wysokim obcasie i dosyć krótkie nogi. a mężczyzna wyskoczył z pędzącego pociągu. robiąc jakieś niesamowite salta i skoki.Dalej! Skacz. Nigdzie nie widział dzieci. Uparła się. Wreszcie Kuki zatrzymał się i usiadł na kamieniu. Filip natychmiast otworzył drzwi i wyskoczył na nasyp. Wtedy Max kopnął z całych sił 132 133 w okno. Pasażerowie miotali się po korytarzach lub zamykali w przedziałach. słysząc hamowanie pociągu. Kuki złapał ją za rękę. Dzieci szły teraz przez zielone łąki. na piasku. Pociąg zaczął się rozpędzać.Wynoś się.Czemu wy jesteście tacy głupi? Wyczarujcie samochód i będziemy sobie wygodnie jechać. Było już późne popołudnie i słońce stawało się coraz bardziej czerwone. Ziemia podziurawiona była norami. ale miała niewygodne buty.Poczekajcie na mnie! -1 zaczęła niezgrabnie złazić stromym zboczem. zobaczył ślady stóp. lądując na piasku.Ja już nie mogę. Dotarli do piaszczystego stoku. . na których rosły potężne topole. porośnięte suchą trawą i żółtymi kwiatami. Jeszcze z daleka było słychać szczekanie psów. Zobaczył dzieci i krzesło na nasypie i chciał za nimi wyskoczyć.Filip pochylił się do Tośki i spytał szeptem: . a cienie drzew coraz dłuższe. Daleko. podrywając się i biegnąc dalej. Filip. Mężczyzna uciekł do toalety.krzyknęła Tośka. Skakali ogromnymi susami. Krzesło popędziło za nimi. więc co jakiś czas obcasy wpadały do mysich nor i ciotka wywracała się.Jednak czaru nie dało się już odwołać. Kuki i Tośka zaczęli biec.wrzasnął Max. staczając się z nasypu. Chętnie by też pobiegła. Przed nimi rozpościerało się wielkie pustkowie. Panika narastała. jakby było ich przewodnikiem. Dzieci zostały same. Ruszył w tę stronę. Śmiali się przy tym i krzyczeli. Sto psów rozbiegło się po całym pociągu i były poza zasięgiem wzroku. no i czuła się zbyt dorosła. Spod nóg uciekały im maleńkie jaszczurki. głośno szczekając i chwytając zębami klamkę. Nie było widać żadnego domu ani drogi.Może naprawdę wyczarujemy jakąś terenówkę? . Doberman wyszczerzył kły i zaczął się do niego zbliżać. Nigdy nie dojdziemy do żadnej miejscowości! To jest jakiś koniec świata! Mała ciotka. Dzieci szły przez wzgórza porośnięte srebrzystą trawą.Jak my się stąd wydostaniemy? Tymczasem Max. Max biegł przez pustkowie. wynocha! . który opadał stromo w kierunku lasu. wstrętna donosicielko! Wreszcie ciotka skoczyła.

.zawołała Tośka. ..Pewnie. Zbliżał się jak wielki smok..I srebrna rura wydechowa. kto ma wyczarować superauto.Co to może być? . wyglądające zupełnie inaczej niż w zwykłym samochodzie. . ... .Nie umiem prowadzić czołgu! . .Żeby była klima. -1 GPS! A potem bracia powiedzieli jednocześnie. które niepewnie do niego podeszły. Coś wielkiego.szepnął przerażony Kuki..Przestań się do mnie tak odzywać. i. . smarkaczu! . Narastający groźny huk...Mogłabym być twoją matką.Jesteś głupi.Dwieście koni! I turbo! .Na pewno dostaniemy superterenowe porsche. a huk był tak głośny.Albo czołg. Filip wspiął się na nie i z trudem otworzył drzwi.Jeszcze lakier metalik. . Były maleńkie wobec jego ogromu.Mam prawo jazdy od dwudziestu lat lat! . Ziemia drżała. .zawołała ciotka. Zanosiło się na kłótnię.Ciocia będzie umiała tym kierować? .. bo nie mogli ustalić.To nie jest diler samochodowy.I za mały rozumek! . Bracia zerwali się z krzesła. . jakieś gałki i drążki. . . Nie był to bolid ani pojazd z Gwiezdnych wojen. . Taki jak w Gwiezdnych wojnach*. . Ale jaki! Chyba największy traktor na świecie.Ja umiem . Ziemia drżała coraz mocniej. Zaczął Filip. Zza lasu coś się zbliżało. . Jechał sam.. Obróciła się do małej ciotki.odpowiedział Kuki. . żeby był duży i miał mocny silnik..uspokoiła ich Tosia. bez kierowcy.Opanujcie się! . Do kabiny prowadziły cztery stopnie.Chcemy. Kuki i Filip usiedli na krześle razem. Był to traktor. . 138 We wnętrzu były dziesiątki urządzeń. .zaperzyła się siedmiolatka. . Wreszcie usłyszeli dziwny dźwięk. Może być superjeep. .Nie umiemy kierować.dodał Filip..Może ono wyczarowało dinozaura! . . .zaprotestowała ciotka.Trzysta! I napęd na cztery koła.Daj nam taki pojazd! Filip szepnął do Kukiego: .Naprawdę umiałabyś prowadzić samochód? . Ogromny jak dom. . Koła miał wyższe od dorosłego człowieka. Bolidy nie jeżdżą po piachu. że aż bolały uszy.Albo bolid Formuły Jeden .Poczekajcie. . .. Siedmioletnia ciocia schowała się za Tosię. wystawiając tylko głowy. Zatrzymał się tuż obok dzieci. I wtedy zza drzew wyłonił się ich pojazd.krzyknął Kuki.szepnął Kuki. .I żeby miał muzyczny supersprzęcior. . hucząc ogromnym silnikiem.Chcemy dostać pojazd terenowy. Schowali się w rowie. -powiedział Filip. 136 137 . . Przez chwilę nic się nie działo. ..Ale ciocia ma za krótkie nóżki .Dinozaur też jest terenowy i ma napęd na cztery łapy.Pojazd kosmiczny.zawołał Kuki.Magiczne jeżdżą. świecąc potężnymi reflektorami..

Kiedy to mówił. Kopnięciem zatrzasnął klapę i po omacku zaczął szukać krzesła. błoto wpłynęło mu do ust i zaczął się dusić. . pomyślał rozpaczliwie..krzyczała przerażona ciotka. 140 141 to zginę!". Na końcu liny był wielki czerwony balon. Koła.krzyczał Filip.krzyknął. Filip zacisnął powieki. . szarpnęło traktorem i pojazd zaczął unosić się w górę. Resztkami sił zaczepił ją o rurę bagażnika. . Dawaj turbo! Przyspieszyli.Chyba tak. Nagle spadła mu do rąk lina zakończona hakiem. Obrzydliwy muł okleił go całego. . . Wielki traktor sunął przez bezdroża równie łatwo jak samochód po autostradzie. bo ciotka była za niska i ledwo wystawała znad kierownicy. więc wiedział.Zamknijcie okna.Jeszcze czego! Krzesło przywiązali na dachu.powiedział Kuki.Mogłaś urosnąć! . .Zasłońcie usta i zamknijcie oczy! Jednym szarpnięciem otworzył okno w dachu. więc musieli jej mówić. licząc. tylko błoto. że ma tylko tyle czasu. Było niemal zupełnie ciemno. Chłopak wypluł błoto. w którym roiło się od czarnych pijawek. podciągnął się na rękach i wyskoczył na dach..Jedź.Jak? Przecież to nie jest woda. Błotna maź okleiła szyby. Filip odkrył przycisk turbo.Możemy się tu utopić. Filip już tego nie czuł. Z braku powietrza zaczynał tracić przytomność. Lina się naprężyła.. który powodował. . .W lewo! Skręć. Tośka podniosła szyby. . 139 . Nic nie widziała.Jak mam uważać. . Filip zerwał się. Wjechali z prędkością rajdowego auta na łąkę.. próbując wydobyć się z bagna.. Traktor opadał coraz głębiej. Ciężki pojazd zaczął się zapadać w bagno.trzeba zawrócić! Ale było już za późno. kiedy nic nie widzę!? . który wydobył traktor z bagna i ciągnął go . Traktor zataczał się i robił koła.Czuję. i wreszcie odetchnął. że dzięki prędkości przejadą przez trzęsawisko.zawołała Tosia . Tonął jednak coraz bardziej. że będą kłopoty . a potem okna zaczęły znikać w zielonej mazi. ciociu! .Musimy wybić szybę i wypłynąć . „Jeśli za chwilę nie odetchnę.zawołał Kuki. ale na szczęście było mocno przyczepione. Wreszcie cały pojazd został wessany w błotną czeluść. Gazuj! Traktor zawarczał silnikiem i zaczął grzęznąć w błocie. Jechali jak pijani. że pojazd gwałtownie przyspieszał. . gdzie skakały setki żab i błyszczały kałuże zielonej wody. a traktor szarpał się.Nie panikuj! Przejedziemy z rozpędu. ale jednocześnie zanurzał się coraz bardziej w bagiennej toni.To mnie powiększcie. .powiedziała ciotka. cuchnęło zgnilizną i zdechłymi rybami. Podskakiwało na każdym wyboju. . Przez otwory wentylacyjne zaczęła sączyć się woda i wpływały jakieś czarne stworzenia podobne do małych węży. Wytrzymywał w wodzie minutę bez oddychania.Utoniemy! .Uratuj nas. . Silnik jęczał. dokąd ma jechać. Wewnątrz kabiny dzieci przytuliły się do siebie. . Nie zatrzymuj się. bo walniesz w kamień! Uważaj.To jest bagno . Natychmiast wlało się do wnętrza cuchnące błoto. Silnik wył i wielki traktor wciąż posuwał się do przodu.lina wyciągnęła traktor na powierzchnię. Lepiej zawróćmy.Ona ma rację . wyciągnij nas stąd. Spojrzał w górę.szepnął Kuki. Wciągnie nas.krzyczało rodzeństwo. . Wymacał siedzenie krzesła i usiadł. Ale w tej samej chwili pojaśniało . szybko! .

Nie ma go! Zgubiliśmy krzesło! Pędzili przez las. Zajrzał na dach i krzyknął z przerażenia. żeby sprawdzić. ale nie umiało samo się odczepić. . rozpaczliwie machając nogą.wołał zdyszany Filip. .Ciociu! Co jest? Trzymaj kierownicę! . Puściła kierownicę i skakała po kabinie.Ale wy nigdy nie słuchacie! Przez was przez całe życie będę smarkulą! 144 145 . Ciocia płakała. Otworzył drzwi. Spojrzał w niebo. Domyślił się.Zdejmijcie to ze mnie.Skończyło się paliwo. . . Wjechali na wąską leśną drogę. żeby sprawdzić! . Po jakiejś godzinie jazdy wyrosło przed nimi wysokie wzgórze. przyssana do pięty. . Czerwonego krzesła nigdzie nie było widać. I wtedy zobaczył między konarami drzewa coś czerwonego. . Rozległ się jakiś trzask.krzyknął Kuki.Co się znów stało? Mała ciotka spojrzała na wskaźniki. zakaszlał kilka razy i pojazd się zatrzymał.. Traktor zaczął się wspinać. . W końcu Tośka złapała śliskie stworzenie i zaczęła ciągnąć. .Chyba tak.Ała! . Sprężynowe buty pozwalały mu biec naprawdę szybko.Co to było? . Odczepcie to! Tosia spojrzała na stopę ciotki. Miotało się i szarpało. Na gałęzi wisiało czerwone krzesło. Wtedy lina sama się odczepiła i balon odfrunął. Tosia lubiła zwierzęta.".Musiało zahaczyć o gałęzie . rozglądając się na wszystkie strony.. ale nie chroniły przed zmęczeniem.Trzeba to sprawdzić.Przestań nam rozkazywać . .teraz w stronę suchego brzegu. jakby naprawdę była siedmioletnią dziewczynką. Ciotka szarpała się i wierzgała nogą. Zatrzymaj się.Musi leżeć gdzieś blisko. Traktor zaczął kręcić się w kółko..Znajdziemy je! . to nie będę widział śladów. .powiedział Filip. że te cwane dzieciaki wyczarowały jakiś pojazd. ale ta napęczniała krwią maszkara wyglądała ohydnie. Na złość ciotce nacisnął turbo i pojazd popędził przez las. Oddychał ciężko. .krzyczała ciotka. wielka pijawka. . Nagle silnik zakrztusił się. Max biegł leśną drogą po śladach traktora. Zwieją mi. Tosia próbowała ją uspokoić. Max uśmiechnął się szeroko. „Jak zapadnie zmrok.Udało się! Tośka i Kuki otworzyli okno w dachu i Filip wskoczył do środka.Byłeś niesamowity! 142 W tej chwili ciotka zaczęła wrzeszczeć. .wołała Tosia. Wielki traktor z trudem mieścił się pomiędzy drzewami. Była tam. .Mówiłam wam.Żyjesz?. .Wyczaruję stację benzynową. Filip złapał kierownicę i starał się prowadzić traktor w miarę prosto. jak wysoko jest słońce. Podbiegł bliżej.spytała ciotka.Walnęliśmy w gałąź. Wreszcie koła złapały przyczepność.Nie ma sprawy . . pomyślał z rozpaczą. . .Trzymajcie ją! Wreszcie Tosia oderwała oślizgłego wampira i wyrzuciła go za okno. Krzesła nie było! . Było w pułapce. . silnik ryknął i powoli wyjechał na suchą drogę..

A czego ja chcę?. Naprężyło swoją smycz. i odczep się od nas! Chodźcie! 149 Poszli drogą na południe.szepnął . . moje malutkie. . a druga na zachód. Dobiegli do rozwidlenia dróg. Mocno złapał oparcie i szybko usiadł na czerwonym krześle. Szedł na sprężynowych butach przez grząską łąkę jak upiorny bo148 cian. Podszedł ostrożnie bliżej.. A czerwone krzesło przeleciało wysoko nad jego głową i zniknęło za lasem. Olbrzymi diament minął go i potoczył się w dół.krzyknęła ciotka. pokazując drogę na południe. . Wiedział..Tędy jechaliśmy . ale ten był na to przygotowany.Wyprostował się. a uwolnione krzesło natychmiast uniosło się w górę i odfrunęło. Max odskoczył w bok. kiedy na szczycie wzgórza coś zaczęło błyszczeć. Nie było widać śladów traktora.Rozparł się wygodnie. Diament toczył się dalej. Mała ciotka patrzyła na odchodzące rodzeństwo ze złością. by wyłowić diament.Chcę dostać diament. wprost w oślepiające zachodzące słońce. Potem szarpnął i krzesło spadło na drogę. Kuki. rzucając oślepiające błyski. Poderwało się zaraz.powiedziała Tosia. Krzesło zakołysało się rozpaczliwie. . Migocząc w słońcu. Coś wielkiego. Krzesło było teraz uwięzione jak pies na łańcuchu.Zgubili cię.. jak błyszczy pod warstwą błota. . Rozglądali się niepewnie. Diament był wielki jak ciężarówka i cudownie okrągły. szukając wszędzie krzesła. Zatrzymał się. Już wiem! . gdzie chcesz. Ogromny. Tym razem mi nie uciekniesz! Wyciągnął z płaszcza skórzany pas. jak wisielec. Filip się wściekł. . Przez chwilę było jeszcze widać. Tośka. Złapał oparcie wiszącego krzesła i zawiązał na nim supeł. Filip i mała ciotka pędzili leśną drogą. jakąś niezwykłą siłę. przeleciał kilka metrów i wpadł do mokradła. Największy i najdroższy diament na ziemi. Większy niż wszystkie diamenty świata. kamień toczył się coraz szybciej w jego stronę.Stój! Stój!!! Kamień nabrał wielkiej prędkości. . . Biegł za drogocennym klejnotem. wierzgając i ciągnąc Maksa. Pas przerwał się. Obróciła się i poszła drogą na zachód. Max nie zwracał na krzesło uwagi. co zechcę! .wszystko.Nieprawda! Tamtędy! . Usiadł w błocie i zaczął rozpaczliwie łkać. gdzie było uwiązane krzesło. że nie ma ludzkiej siły... jakby był małym dzieckiem. Max zerwał się. Odbijając się od drzew jak kula bilardowa. Dotarł do miejsca. Znieruchomiało. Jedna prowadziła na południe. aż wreszcie całkiem zatonął. wisienko.. Pieniędzy? Co ja tu zrobię z workami pieniędzy?.Niech ciocia przestanie się wreszcie wymądrzać! Mamy tego dosyć. . Max podszedł ostrożnie. To wszystko twoja wina! Idź. Ma być wielki i bez skazy. Diament dotarł do bagnistej łąki. ale nie zdołało jej zerwać.Teraz mogę zrobić wszystko ... Poczuł dziwny dreszcz. pokazując drogę na zachód. Ale gigant! 146 147 Popędził w stronę drogocennego kamienia. jaka płynęła z tego przedmiotu. Natychmiast zaczepił klamrę o niską gałąź. Daj mi go! Nie minęła sekunda.Rany. i uderzył w trzymający je naprężony pas. Max pędził za nim. Powoli zanurzył się w bagnie.. . Max dobiegł do bagna. Huczał jak lawina śniegu spadająca z gór.Nie potrafisz się urwać. cudowny diament zaczął toczyć się w jego stronę. ale wkrótce zaczął się zapadać. ale nie ruszyła za nim.

Trzeba ją szybko znaleźć. Mała ciotka podchodziła powoli i ostrożnie. . A jak przyjdą. ale krzesło podskoczyło i pofrunęło. prowadzącą na wzgórze. Może nas zamienić w karaluchy albo psią kupę! Kuki spojrzał na brata przerażony. 152 .Bardzo dobrze..zawołała. Kiedy to powiedziała. A teraz poczekam na tych smarkaczy.Może się nad wami zlituję i wyczaruję wam tylko świńskie ogony. . żółty cień na dziewczynkę i krzesło. a jak ciotka znajdzie to krzesło? . .. bo czterdziestoletnia dyrektorka banku nie powinna mówić takich rzeczy. . bo ciotka usłyszała szelest i rozglądała się czujnie. a właściwie pełzli w jej stronę. Rozłożył się.Jesteś pewna.Ale może zrobić inne czary. Mogło poleźć nie wiadomo gdzie! Filip spojrzał na rodzeństwo. Zawołał do Tosi: . I poczuła się jak prawdziwa królowa na tronie. I żółty parasol wyrósł z trawy. . .Kiedy zasłoniły ją krzaki. . to wyczaruję wam wieczny smród! Albo zmienię was w robaki. Wygodnie rozparła się na krześle i powiedziała głośno: . Na środku drogi stało czerwone krzesło. Filip i Kuki biegli drogą z drugiej strony wzgórza. bo.. Nie może zamienić się w dorosłą.. „Smarkacze" właśnie szli.Albo zamieni się w dzieciojada i nas pożre -szepnął. bojąc sieje spłoszyć.Jeszcze nie wiem. czy nie czai się gdzieś tyranozaur o twarzy ciotki. To ja je znalazłam! .Uśmiechnęła się złowieszczo.Za późno! . Wreszcie usiadła na czerwonym krześle. Ale ponieważ coraz bardziej stawała się małą dziewczynką. kryjąc się przed wzrokiem ciotki.Jak was zobaczę.Przyjdźcie tu wreszcie. . Mała uniosła stopy i mruknęła: . bo mi się nudzi! . Zdyszany Filip zatrzymał się. zupełnie jakby na nią czekało. Przerażone rodzeństwo skoczyło do rowu. .Albo zamieni się w dinozaura! Rozejrzeli się niepewnie.Tosia pokazała ręką na wzgórze widoczne między drzewami.. Ale ta nie patrzyła w ich stronę. .. co z nimi zrobię.Mogą być. że to dobra droga? . Żądam wygodnych butów! I natychmiast na jej stopach pojawiły się czerwone sandałki z miękkiej skóry.Na początek chcę. rzucając łagodny.Słuchajcie. Boso od razu poczuła się dużo przyjemniej.. Tosia wychyliła się zza krzaków. Tośka. zrobiło jej się trochę głupio.. Minęła pierwszy zakręt i wtedy zobaczyła je. Ale to krzesło umie chodzić.Przecież założyłeś simlocka.Uważaj! Filip wciągnął ją między gałęzie w ostatniej chwili. to. zatrzymała się i zdjęła buty na wysokim obcasie. Czekało.Albo wyczaruje działo laserowe i nas anihiluje! .Tak. . Pobiegła w jego stronę. . więc nie mogła się powstrzymać i zawołała: . Teraz chcę parasol od słońca. 150 151 Na szczycie stało krzesło. .Znalazłam je. Ruszyła energicznie krętą drogą. jak wielki grzyb. Leciało tuż nad trawą jak ważka. sprawdzając. Ale na pewno wymyślę coś strasznego.szepnęła. Wylądowało na szczycie zielonego pagórka i już nie uciekało. a na nim siedziała dziewczynka w czarnym płaszczu. które zjadają krowie placki! Rodzeństwo skuliło się w swojej kryjówce.

bo jak wszystkich zamieni w robaki. Chcą mi zabrać krzesło! .szepnęła Tośka. a małe dzieci nie lubią gorzkiej kawy. . -Wyczaruję różne rzeczy. Ciotka. że wisi sto metrów nad ziemią jak mała chmurka. ale coraz bardziej przeistaczała się w małe dziecko. Niech to krzesło wyląduje na ziemi! I krzesło natychmiast poleciało w dół.Jestem głodny! ..Nie możemy iść razem..Ostrożnie. Grzanki z serem. .Ja mam lęk wysokości. Potem spróbowała kawy. mimo że mogła wszystko wyczarować. Niestety.Aaa! To nie był dobry pomysł.Na pewno gdzieś się czają. Nie lubią też być same. Mała ciotka spojrzała na niego dumnie i zawołała: .Wyczarowała zapiekanki i pizzę. Dziewczynka spojrzała na ciemniejące niebo i nagle poczuła lęk. Pójdę sam. Było stąd widać całą okolicę. pizzę. Nie idź! . A także parująca pizza i filiżanka kawy cappuccino.szepnęła Tośka.Tosia wciągnęła brata za krzaki. ale posłusznie położył się za osłoną z krzaków bzu. Zupełna cisza! .Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna! Dziewczynka na wzgórzu objęła mocno oparcie krzesła. . ser i inne rzeczy. .. Ale ciotka już o nich nie myślała. . jakby wycięty nożem. ..wyszeptała.. gdzie oni są! Chcę ich widzieć. aż ta zaczęła wrzeszczeć.Zobaczcie. Trawiaste koło zaczęło wirować. co dalej robić.Nie zgadzam się. co mam! A wy musicie głodować! Kuki wysunął głowę zza gałęzi i wdychał zapachy płynące ze wzgórza. ale im bliżej szczytu..mruknął Filip. Filip i Kuki niezmiernie powoli czołgali się w jej stronę. Małe dzieci szybko robią się śpiące.Pepperoni. Nie zdawała sobie z tego sprawy. Prawdę mówiąc. Słońce powoli zachodziło. nic wam nie zrobię! 155 Ale nikt jej nie odpowiedział. Także dzieci ukryte za krzakami. . poleciało samo. Chciało jej się spać. I owoce. a ciotka pozostała w powietrzu! Otworzyła oczy i zobaczyła.Schowaj się! . Ona w końcu zaśnie. że jej wrogowie są blisko. to będziemy jeść krowie placki do końca życia. Nie tak wysoko! Ratunku! Krzesło wzleciało na wysokość kilkuset metrów. to mnie ratujcie. . Czuła. . że tam jesteście! .Nie chcę być sama przez całą noc. Po chwili darń 154 zamieniła się w obrus i talerze pełne jedzenia. ciasta.No to co zrobimy? . Były tam owoce. Została im jeszcze do pokonania 153 połowa wysokości wzgórza. tym osłon było mniej. Korzystali z każdej osłony.Bo zmieni cię w widelec! . . Wtedy wyprostowała się na krześle i zawołała: . Było tu niewiele kryjówek.powiedział zazdrośnie. unosząc się w górę. chwytając brata za rękę. ale cappuccino jej nie smakowało. Ciotka zjadła mały kawałek pizzy.krzyknęła.Chcę zobaczyć. rozglądając się niespokojnie dookoła.. Tosia. to nie wiedziała. Frunęło w stronę chmur wraz z ciotką. żeby usłyszało ją rodzeństwo. Ale pachnie! .krzyknęła tak.A duże głodne! .Poczekajmy do wieczora. Kurczowo trzymała się oparcia i szeptała: . siedząca okrakiem na krześle.Chowaj się! . .szepnął Filip. . . I kawę! TRZASK! Na trawie obok krzesła pojawił się krąg. Ale najbardziej doskwierała jej samotność. . ziewała.Nie ukryjecie się przede mną! Nikt jej nie odpowiedział.Wiem. Teraz! Rozkazuję! FRU! Krzesło gwałtownie poleciało w górę. . Szczególnie gdy zapada zmrok. Stół bez nóg unosił się w powietrzu. Filip zatrzymał się. tylko dla mnie! Chcę lody. Zamknęła oczy.Dobrze! . Jakby co. . Przyjdźcie tu.

Możemy wyczarować ferrari .Spóźnimy się! . leciała w dół i po chwili zniknęła za wzgórzem. Wyczarowały namiot. Filip płynął do niej. przy którym suszyły się rzeczy ciotki i Filipa.Ratunku! Ja chcę wrócić na ziemię. . sam zaczynał się topić. które wirując. Spadaj! .Ona jest przeziębiona.No dobra. Tosia nalała na łyżeczkę syrop pini i podała go cioci.zawołał Kuki.Ściągnijcie mnie! Błagam! . Rozległo się głośne CHLUP i ciotka wpadła do wody. Tosia podeszła do braci. że zaraz spadnie. Tysiące! Filip właśnie dopłynął do małej 159 ciotki i złapał ją za ramię. Wtedy doleciało do niego pierwsze koło ratunkowe. Unosząca się w chmurach ciotka krzyczała rozpaczliwie: . Kuki krzyknął: .Ono jeździ trzysta na godzinę.słyszysz? . Zobaczyli. Tosia i Kuki patrzyli przerażeni. jaki widuje się czasem w filmach o Afryce. jak ciotka rozpaczliwie walczy o życie.Filip.Lepiej ją tam zostawić . . .Zaczęła wrzeszczeć ze strachu. tworząc wokół Filipa i ciotki wielką pomarańczową wyspę. . Tosia okryła ją śpiworem i wyszła bez słowa z namiotu. natychmiast zdarł z siebie bluzę i popędził do jeziora. Bardzo dużo! Wtedy zza ich głów wyleciały setki pomarańczowych kół. trochę ubrań i jedzenia.Przecież jutro musimy być w Kopenhadze -zawołał Filip. Zaczął holować topiącą się dziewczynkę w stronę brzegu. nie wygłupiaj się! Każ jej wrócić . A potem następne i następne.Ratunku! Na pomoc! Nie chcę być tutaj! Ja mam lęk wysokości! Chcę wrócić na ziemię! Rodzeństwo parsknęło śmiechem. Właśnie lądowało na wzgórzu. . Dzieci założyły obóz nad brzegiem jeziora. bo czerwone krzesło było daleko. Ale nie spadała.Coś ty zrobił!? . Trzeba tu zostać do rana.A po co tam leciałaś. 158 Rodzeństwo pobiegło na wysoki brzeg jeziora. Wrzeszcząc ze strachu.zawołała Tosia .Ona nie umie pływać! Nie mogli jej uratować żadnym czarem. które zabezpieczały przed owadami. więc Tosia zawołała: . którzy bawili się płonącymi gałęziami. Filip. 1 Płaszcz ciotki rozłożył się jak kostium Super. . Wisiały w nich hamaki.powiedział Kuki. marszcząc się trochę. Tośka usiadła na krześle i krzyknęła: . . Mała ciotka leżała w hamaku owinięta śpiworem.Chcę dużo kół ratunkowych. Nad brzegiem jeziora stał piękny biały namiot. Rozpaliły też ognisko. który zdobył kiedyś mistrzostwo klasy w pływaniu. Unosiła się jak balonik. Była pewna.krzyknęła przerażona Tosia. 156 Rodzeństwo popędziło do niego. leciały jak kosmiczne statki w stronę jeziora.| mana. .Chcę koło ratunkowe! Natychmiast z nieba spadło koło ratunkowe. Filip dobiegł pierwszy i natychmiast usiadł na krześle. Kaszlała.Aaa! Ciotka poleciała w dół jak zestrzelony samolot. Dziewczynka posłusznie wypiła. a nad nimi muślinowe firanki zwane moskitierą. malując w powietrzu ogniste znaki. jak na środku ciotka miota się i rzuca w wodzie. Na jej szczęście było tam jezioro. Nie dawał rady. . Był duży i miał dwie sypialnie. ale był jeszcze daleko. ciociu? . ale niestety wylądowało dość daleko od ciotki. -Niech ją wróble rozdziobią! .Wyczaruj koło ratunkowe . bo ciotka co chwila zanurzała się pod wodą i była niewidoczna.powiedział Filip. Było ich naprawdę dużo. Rozkazuję! Ale rozkazy już nie działały.

Usłyszeli kaszel. a ja nie.Ja. ze zdumieniem poczuła. Były trochę przypalone.Wcale nie. blisko siebie.. Wiki. że dokładnie wie..Nie wiem. Wskoczył do łodzi i powiosłował w kierunku.Wiki? Dlaczego? Przecież ciocia ma na imię Maryla.. Zaczęła grać. Wiki.Wiesz co? Jakoś głupio mówić do ciebie „ciociu" . 162 . Patrzyli na ciotkę niechętnie. To było niesamowite uczucie. ale komplement sprawił mu przyjemność. Była tam stara łódka. W tej chwili Wiki przestała grać. . Dziękuję.spytała niepewnie. to mama nam grała tę piosenkę przed snem.Jak chcesz. Nie odpowiedział. Zawsze jej zazdrościłam. Kiedy go dotknęła.Jak byłam mała. ale i tak bardzo im smakowały. Czujesz jakąś zmianę? . Tośka podała jej flet. ja już go nigdy nie ukradnę. W końcu Tosia mruknęła: . Potem popędził na brzeg. . Usiedli przy ognisku.ale musisz dużo ćwiczyć.spytał Filip.powiedziała Tosia.Siedź. Moja mama gra dobrze. Upiekli na kolację ziemniaki w ognisku i kilka zapiekanek. Potem obróciła się do ciotki: .powiedziała Tośka.Nienawidziłam tego imienia. Możecie tak do mnie mówić? .powiedziała dziewczynka. Na drugie miałam Wiktoria. co należy robić. . Przysięgam. że mnie wyciągnąłeś. Melodia na początku trochę jej się myliła. .pochwaliła ją Tosia . Wiki powiedziała zazdrośnie: . . to mówili do mnie „Wiki". prawdę mówiąc. .Czy ja mogę siedzieć z wami? . ale im jakoś nie chciało się spać.Wiem. że ta mała dziewczynka jest siostrą jej mamy. Po drugiej stronie jeziora stał Max i nadsłuchiwał. Tosia ze zdziwieniem sobie przypomniała. Owinięta w śpiwór ciotka wyszła z namiotu i stanęła nieśmiało obok rodzeństwa. .Jak cię nazywali. . Bo ona umiała grać. 163 przymocowana do drzewa zardzewiałym łańcuchem. ciociu? . . to zrobię czar i będziesz umiała grać .. Filip na wszelki wypadek odsunął krzesło. Kuki powiedział: . Zapadł zmierzch. żeby ciotka znowu czegoś nie wyczarowała..Pamiętacie? Jak byliśmy mali. ale potem zabrzmiała naprawdę dobrze. Chcę! Tośka usiadła na krześle i powiedziała coś szeptem. . Ciotka niepewnie wzięła instrument.Spróbuj.OK.Już.Mhm. skąd biegnie muzyka. bez czarnego płaszcza i butów na obcasie wyglądała jak zwykła siedmioletnia dziewczynka. próbując wyczuć.. cio. a Tosia wyczarowała nowy flet i zaczęła grać..Lepiej się czujesz.Nieźle jak na pierwszy raz . kiedy byłaś mała? . . skąd dochodziła muzyka. .. . Bracia milczeli. . Więc mówili do mnie „Wiki". . 160 161 .Dobrze grasz.Nie bójcie się .. Muzyka niosła się nad ciemną taflą jeziora.Tak. chociaż..Chcesz? Ciotka zerwała się. Ty świetnie pływasz. Mężczyzna szarpnął go z całych sił i oderwał. Filip wzruszył ramionami.

A potem zobaczył czerwone krzesło. Dlatego kusiło ją. Ale nie zdążył. Odsunęła brezentową płachtę w wejściu i wybiegła. Po prostu chciała grać. jak Wiki gra.Chyba nie. ledwo widoczną na tle granatowego nieba.. Muzyka niosła się daleko po jeziorze. Tosia nie zdawała sobie nawet sprawy. ale czekał. nad brzegiem. Bez słowa poszli do namiotu. Wiki minęła je i poszła nad jezioro. bo już wiedział. . ale postanowił. ale tym razem krzesło stało nieruchomo. że najpierw sprawdzi. zadzwoniły metalowe kółka przy masztach.. wypatrując dzieci. co rodzice teraz robią . wyjść z namiotu i wypróbować nową umiejętność. Max przybił do brzegu i wyskoczył z łodzi. Max siedział na znieruchomiałym krześle. Z przerażeniem wpatrywali się w Maksa siedzącego na czerwonym krześle. Ale księżyc ukrył się za chmurami i Max widział tylko ciemną ścianę lasu. Teraz był już jego panem. szukając obozowiska dzieci. Mężczyzna roześmiał się. że to senny koszmar. a potem zaczęła wydobywać dźwięki coraz pewniej i głośniej. jak Wiki idzie w stronę ogniska. ciężko dysząc. jak niezwykłą rzecz zrobiła swoim czarem. Filip. Miał w ręku starą sieć. A potem zaczął szybko wiosłować. Wiki nie chciała ukraść krzesła ani zrobić żadnych złych czarów. Było mu trochę głupio. Filip chwycił za rękę Tośkę i chciał się cofnąć poza zasięg wzroku Maksa. moje złote dzieciaki. Nagle usłyszał plusk wody. . usłyszał głos fletu. żeby wziąć flet. Max przepłynął na drugą stronę jeziora i teraz wiosłował wzdłuż brzegu. Podniosła flet i zaczęła grać. . co tylko zechcę. kierując się tam. Kiedy wychodziła z namiotu. Chciał obudzić Filipa. które zaczęło się miotać i wyrywać.krzyknął mężczyzna. skąd dochodził dźwięk.szepnęła Tosia. zebrał wszystkie siły i skoczył. jakie Wiki nosiła w sobie od zawsze. Tymczasem Kuki ukryty w zaroślach słuchał. W końcu Filip wstał i powiedział zdecydowanie: . Na zawsze! Z namiotu wybiegli Tosia i Filip. Kuki skradał się za nią..Ciekawe. że niesprawiedliwie ją podejrzewał. aż skończy grać. Kilkaset kroków od obozowiska zatrzymała się i usiadła na kamieniu. że martwią się o nas? . Jutro musimy wyruszyć wcześnie rano. ale Max usiadł na nim okrakiem. Miał ochotę przeprosić ją za głupie podejrzenia. Dziewczynka w księżycowym świetle wyglądała jak leśny faun. nieśmiało. Przycisnął je mocno do ziemi i wrzasnął: . którą 166 znalazł w łodzi. narzucił bluzę i wysunął głowę z namiotu.Chodźmy spać. Po chwili ujrzał nikły płomień ogniska i namiot. Zamilkli na chwilę i spoważnieli. co mała ciotka kombinuje. Starał się poruszać bardzo cicho. Bał się. Tylko mała Wiki nie mogła zasnąć. Narzucił sieć na krzesło. Może ono także spało? Kiedy był od niego o krok.Myślicie. Wyprostował się i nadsłuchiwał.. Szybko wyskoczył z hamaka.Teraz mogę z wami zrobić. 164 165 Kuki szybko przebiegł przez krąg światła od ogniska i zaczął się skradać w stronę Wiki.Stój bez ruchu! Przedmiot wykonał rozkaz i zastygł. . Ruszyła dalej. Gra na jakimś instrumencie to było wielkie marzenie. Max.Chciałbym. ale chłopiec zdążył się ukryć za kępą jałowców. A potem roześmiał się głośno. Najpierw grała po cichutku. żebyście byli ze złota . Ostrożnie wyskoczyła z hamaka i wyjęła instrument z futerału. Dziewczynka obejrzała się. Pełzł w stronę czerwonego krzesła jak wąż.. Kuki otworzył oczy i zobaczył. który płynął wciąż wzdłuż brzegu. że ten złośliwy przedmiot znowu mu umknie. A może naprawdę będziecie złote?. Tośka i Kuki spali już w hamakach. Obok ogniska stało czerwone krzesło. Zdawało im się.

Zmienili się w złote figury o przerażonych twarzach! Zachwycony Max podbiegł do nich. Z mchu wokół krzesła zaczęły się wysuwać ostre metalowe pręty najeżone kolcami. Krzesło nie poruszyło się.Przyleć tutaj. Po drodze spojrzał na swoje złote rodzeństwo i zadrżał. Ale dzieci tu nie było. jak działa ten dziwny przedmiot. żeby ich ocalić.Rozejrzał się. bo były najeżone małymi ostrymi kolcami.szepnął Kuki.. . Najlepsza próba! Jesteście naprawdę piękni. co się stanie. Byli przerażeni i nie wiedzieli. Z lasu znów napłynął dźwięk fletu. że cokolwiek zrobią. Stuknął ręką w głowę Filipa. Max zamieni ich w kawałki zimnego złota. ale zatrzymał go dźwięk fletu. 170 Został mu już tylko jeden sposób. Musimy się rozdzielić. pomyślał w panice Kuki.. Wiki grała niedaleko. że ma niewiele czasu. Ale Max nie ruszył w tę stronę. ale w końcu czego mógł się obawiać ze strony małych dzieci? .Tylko uważaj. wciąż nie wiedział. ale nie chciał go też zabierać.Wiki.. Kuki spróbował się wspiąć na ogrodzenie. Mężczyzna wstał. aby stało bez ruchu.Chodź do mnie. bo sztabki łatwiej się szmugluje. „Chce odciąć jej drogę ucieczki".. Nie chciał oddalać się zbytnio od krzesła. Max obrócił się i nadsłuchiwał.Prawdziwe złoto. Kuki wychylił się. Przekręcił klucz. . że gdy to się stanie.Gdzie wy jesteście? Czekam na was! Kuki i Wiki stali ukryci w trzcinach. Krzesło przecież umiało latać! Szepnął błagalnie: . . skąd dobiegał dźwięk fletu. Zastygli bez ruchu. Zastanawiał się. żeby lepiej zobaczyć. Chociaż chyba was przetopię. Max usłyszał dźwięk rozpryskiwanej wody i zerwał się. .. Ale na razie nie mógł pomóc Wiki. Proszę! Nic. . co robić. Widzieli straszliwą przemianę rodzeństwa w martwe złote figury. Najbardziej 168 przerażała go myśl. Prawdę mówiąc.. Max tymczasem skradał się do kępy zarośli. Masz jakiś pomysł? . po pas w wodzie. Wiki pobiegła przez trzciny w stronę lasu.. 169 pchnął wąską bramę w ogrodzeniu. Pobiegł wzdłuż brzegu jeziora. wyszedł i zatrzasnął ją za sobą. Na szczęście to więzienie nie miało dachu i Kuki na to właśnie liczył. Max wydał przecież rozkaz. Filip i Tośka krzyknęli. Miejsca było niewiele i kolce raniły mu skórę. Kukiemu wydawało się.A gdzie są pozostali? Przecież było ich czworo. Nie można było nawet dotknąć prętów. że to jakiś podstęp. więc ruszył w stronę krzesła.167 Światło księżyca na ułamek sekundy przygasło. . w lesie. który sterczał w masywnym zamku i zabrał go ze sobą. ale ich głos urwał się nagle. Wiedział. i wolał go nie ruszać. Otoczyły krzesło i Maksa.. Natychmiast wrócił do czerwonego krzesła i usiadł na nim.Pewnie. Ukląkł obok ogrodzenia i usiłował wsunąć rękę między pręty. Śpią? Gwałtownie odsłonił płachtę namiotu i wszedł do wnętrza. ich ciała lśniły złocistym blaskiem. Kiedy księżyc znowu się wyłonił. ale nie mógł zacisnąć dłoni na kolczastych prętach. Czerwone krzesło nawet nie drgnęło. . Kuki się skulił. Domyślał się. Ja spróbuję go odciągnąć. Rozglądał się czujnie.. to i tak skończy się to katastrofą.Chyba tak. . Krzesło otaczał stalowy płot. .. a ty musisz dojść do krzesła i wyczarować jakąś pomoc. Po namyśle usiadł i cicho coś powiedział. bo mężczyzna zrobił kilka kroków w jego stronę. co zrobić. już nigdy nie będzie mógł biegać.

. i usiadł na krześle. .Wracaj! Do nogi! 173 Odpowiedziało mu krótkie ryknięcie. Z lasu wyłonił się wielki lew i szedł w jego stronę.Nie wiem. że cię złapał! 171 . większy niż jakikolwiek drapieżnik. rozpaczliwie machając rękoma.Wiki podciągnęła rękaw i włożyła dłoń między pręty. a kolce sięgały zbyt daleko. nie myślał i nie miał żadnej nadziei. pręty stały zbyt ciasno.Nie. że od dawna nie słychać już ryku lwa. . jak mruczą szczęśliwe koty.. Złapał pazurami płaszcz Maksa i rozdarł go. czując na karku oddech dzikiej bestii.. Padał.Niech ten płot zniknie! Poczuła.Szybko! Wiki przycisnęła dłoń do krzesła i krzyknęła: . nie bacząc na przeszkody.Wyczaruj psa. Kuki nie mógł dalej wsunąć ręki. Nie było tu żadnego dziecka. Pędził przez cierniste krzaki jeżyn. żeby nas bronił! . To tam musiały być ukryte te dzieciaki.Dobrze. Pędził jak szaleniec. żeby zrobić czar? . Zręcznie ominęła ostre kolce i dotknęła krzesła. Kroki Maksa było słychać coraz bliżej. zanim jeszcze całkiem zniknęły.Waruj! Lew posłusznie usiadł na trawie. Wyczarowałem lwa niezjadającego . Nie oglądał się.Czy on na pewno go nie pożre? .zawołała Wiki. I położył się wygodnie obok namiotu. a z niego wydobywał się dźwięk nagranego fletu. . Podszedł i podrapał drapieżnika po szyi. Maks biegł przez las w stronę obozowiska. Przeszedł po cichu kilka ostatnich kroków i skoczył między kolczaste gałęzie. Rękę miała szczuplejszą i dłuższą niż Kuki.. . Muzyka dochodziła zza krzaków jeżyn. . przez kolczaste krzaki i rowy.krzyknęła Wiki. Za to głos wydobył lew. że to wystarczy. . Kuki przeskoczył je.Ratunku! Zabierzcie go. Odsuń się. wpatrując się w ciemność. Za nim stała Wiki. Ryknął tak. a potem ziewnął. . Mężczyzna biegł dalej. Mimo że był dość chudy.pochwalił go Kuki.Coś ty wyczarował? .Psa? Lepiej coś większego! .. . że wróciłaś.Ja to zrobię.Pilnuj nas do rana.Był coraz bliżej źródła dźwięku. podnosił się i dalej uciekał. jak krzesło drgnęło pod jej ręką.powiedział Kuki i wyszeptał jakieś słowa. . Max rzucił się do ucieczki. Ramię miał już skaleczone w wielu miejscach. Obejrzał się. które trochę wystraszone cofnęły się kilka kroków. Po sekundzie rozległ się straszliwy ryk. otwierając paszczę z olbrzymimi zębami. Nawet nie zauważył. Usłyszeli trzask gałęzi. Max znieruchomiał ze zgrozy. Był olbrzymi. który wędrował przez afrykański busz.Dobry kotek . Wtedy usłyszał: . Z mroku wyszedł lew i zbliżył się do dzieci. . Mężczyzna nie był w stanie się poruszyć ani wydobyć głosu.. a stalowe pręty natychmiast schowały się w ziemi. .spytała zaniepokojona Wiki. .powiedział Kuki i zawołał w ciemność: . które z jakichś głupich powodów grały na flecie. Lew w odpowiedzi zaryczał jeszcze straszliwiej.. Na trawie leżał telefon komórkowy. Lew zamruczał cichutko.Myślisz. coś większego. Bałem się.No. . 172 . że z drzew pospadały liście.Coś ty! Złapał tylko mój telefon komórkowy.

. Po prostu złote figury zaczęły najpierw poruszać palcami.. A na końcu dodała: . Nie było żadnych piorunów i błysków. która leżała skulona pod kocami. . . a w końcu 175 zawirowały w dziwnym tańcu. Spojrzeli na dziewczynkę. Filip podszedł do brata i powiedział: . . Po chwili zostało tylko trochę złotego pyłu na włosach. . Tym razem czaru dokonała Tosia.Chcesz ją tu zostawić samą? Ona ma siedem lat! . .Ale co potem z nim zrobimy? . co pozwoli im wydostać się z tego pustkowia.Zwariowałeś? .powiedziała Tosia. Z każdym ruchem złoto znikało. W końcu powiedział po prostu: . I stado lwów do pilnowania. Zostało im osiem godzin. Po prostu poprosiła o „cokolwiek". spoglądając na nich z lekkim wyrzutem. Gdzieś. Rozpuścił się powoli w porannej mgle. Potem odbyli naradę. Byłeś fantastyczny.powiedział Kuki. jakbyś go zabił . . jakby chciały strząsnąć z siebie ciężki pancerz złotego kruszcu. v 176 .Dzięki.. Był to pierwszy przypadek w dziejach. Wyczarujemy tego doktora . co zrobią. żeby „to coś" było niebieskie.Nie ma sprawy.Tylko proszę. Kuki zastanowił się.spytał niepewnie Filip. Musimy ją jakoś wyleczyć.Co robić? . potem dłońmi i stopami. że Wiki była bardzo chora. gdzie jest lekarz.zawołała Tośka. Kuki. Przed Kukim znów stali prawdziwi Tośka i Filip.To tak. na Karaiby. Tym razem czar był cichy i spokojny.Ale Wiki jest chora. ale wkrótce i on znikł. Problem polegał na tym. Niebieski był jej ulubionym kolorem.Musimy dostać się do jakiegoś szpitala. nogi i twarze. Wiki miała dreszcze i trzęsła się z zimna. Próbowali wyleczyć ją magicznym sposobem. to było pewne. -Chcesz. żeby dotrzeć do portu w Kopenhadze. No to co? Możemy chyba iść spać? Rankiem kazali lwu zniknąć. . jeśli się spóźnią.jęknęła Wiki. Choroba była ukryta gdzieś głęboko i nie podlegała magii. . Kuki podszedł teraz do dwóch złotych figur. co robić dalej.Poczuli się bezpiecznie. Nie mogli jej zostawić.wymyślił Kuki.Wyczarujemy jej dom.Bądź ostrożny! . co powiedzieć.A jak dostanie zapalenia płuc? Od tego można umrzeć! . Nie żądała superpojazdu ani ferrari. mimo że była przykryta stosem koców. . które jeszcze niedawno były jego rodzeństwem. ale nic nie działało. Miała gorączkę i kaszlała coraz mocniej.Nie chcę zastrzyku . O czwartej Queen Victoria odpływała na drugą stronę oceanu. Tosia wstała. Chłopiec odetchnął z ulgą.zawołała Tosia. Nie mieli pojęcia.To może wyczarujmy lekarza? . Było im żal tego dużego kota. . Była bardzo blada i co jakiś czas kaszlała suchym męczącym kaszlem. . a pojawiały się prawdziwe ręce. Zastanowili się przez chwilę.Chcę.Wiem. To była prościzna. Po prostu musieli zdążyć. On ją zbada i da jej tabletki albo zastrzyk. żebyście byli tacy jak przed godziną. Ale wzruszył tylko ramionami i powiedział obojętnie: . Kuki poczuł się niezwykle dumny. ale przecież nie mogli wędrować z lwem. żebyśmy byli mordercami? Nie możemy tego zrobić.No dobrze. Usiadł na krześle.Każemy mu zniknąć . kiedy Filip pochwalił młodszego brata.szepnęła Wiki.Może pojedziemy bez niej? .

. Były niebieskie! Jak dżinsy Filipa albo jak oczy Tosi. milutki konik. albo. Kucyk obrócił głowę i spojrzał na chłopca dużymi łagodnymi oczami. Zabrzmiało to jak oskarżenie.zawołał Filip. Wtedy Kuki powiedział: . . Tylko Kuki stał bez ruchu. Wiki zakaszlała ponownie. Kuc. Pojadę.Bo naprawdę cię kopnie. Nie wsiądę. . a dwa były małymi kucykami o długiej grzywie i mocnych grubych nogach. . jakby szedł na wyrywanie zęba. otrząsnęły się z wody i pogalopowały wprost do dzieci. to będę miał stopę jak naleśnik. ..Wiki jest chora! Nie rozumiesz. jakby chciał jak najszybciej ruszyć w drogę. -Nie.zawołał Filip. . żeby sprawa była jasna. bo się boisz. 179 . Filip od razu spróbował wsiąść na największego konia.To mały kucyk! Nic ci nie zrobi. . przypominało otwieranie urodzinowych prezentów.Jasne. Czekanie na to. Tosia owinęła chorą ciotkę śpiworem i pomogła jej wsiąść na kucyka. . Tafla jeziora się poruszyła i wynurzyły się z niej cztery konie. Jak mnie przydepnie. bo prawdę mówiąc. Po chwili usłyszeli szum wody.Albo się spłoszy i będzie gnał jak wściekły. Tosia pojechała za bratem. ale w końcu wdrapał się na siodło. . Ruszył w stronę kucyka. Wdrapał się na siodło.Tylko mnie zrzuci. na . Kuki spojrzał na nią. co ofiaruje im krzesło. Tylko ma zęby jak rekin.mruknął ponuro Kuki.Dzięki . . . Dwa konie były duże..Jazda .Dobrze. Kuki stał bez ruchu. że musimy jechać z nią do lekarza? Siadaj. A potem ukląkł na przednich nogach. .Dobra. . Boję się. Klepnął niebieskiego rumaka po szyi i ten nagle ruszył. .Gadasz tak.Łał.Przestań kombinować. Kucyk wstał. A kopyta jak młot pneumatyczny. I co z tego? Każdy ma prawo się czegoś bać. to zostanę upiorem i będę was straszył do końca życia. bo kiedyś chodziła na lekcje jazdy konnej. Ale jak zginę. a potem zawołał z wściekłością: . . Nawet chora ciotka uniosła głowę znad poduszki. .I tak wiem. 181 nie umiał jeździć konno. Koń nerwowo podrzucał głowę i uderzał kopytami.krzyknął Filip.zawołała Tosia. Poruszała się dużo zgrabniej. że zaraz mnie zrzucisz. One są cudne! . 180 Ciotka zakaszlała.Chcę. Nie było to wcale łatwe.Kuki! To jest malutki.zawołała Tośka.Właź! No dalej! .Czego się boisz? . Miały czarno-złote uzdy i siodła. Zawsze mogła być cudowna niespodzianka albo wielkie rozczarowanie. jakby zapraszając go do wsiadania. a potem stratuje albo pogryzie. A potem poklepała swojego niebieskiego wierzchowca po szyi i wskoczyła na siodło. a potem nabije mnie na ostrą gałąź albo zrzuci mnie do przepaści. Błękitne wierzchowce wybiegły na brzeg. Ale utrzymał się w siodle i pogalopował do lasu. Filip omal nie spadł. Nie cierpię koni i nigdy na niego nie wsiądę.I tak to zrobi.178 Byli ciekawi. . Ja się boję koni i koniec. co tym razem dostaną.Nie podchodź od tyłu .

kogo mogliby spytać o lekarza. Natomiast Wiki wyglądała bardzo źle. Nie chcę go anihilować. Widocznie błękitne konie dobrze wiedziały. . Nikt nie będzie im przeszkadzać. Na skraju miasta stał duży budynek z czerwonych cegieł.którym siedziała Wiki.. jak mała dziewczynka.Tu jest dużo miejsca i trawy. Powiemy. Przecież takich koni nie ma.Spodobała ci się twoja bestia? . a po chwili zobaczyli niewielkie miasteczko z kolorowymi domami. Tośka i Kuki pomagali iść chorej ciotce.Dlaczego? . 182 183 . zarżał i pocwałował za rodzeństwem.. .Bo są niebieskie. Tylko uważaj. nie chciałem tego powiedzieć. Niebieskie konie same kierowały wędrówką.Czuję. czemu je nosimy. . Wystarczy. Za kilka dni wszystko będzie dobrze. .Będą pytać. Kiedy Filip próbował skręcić na południe. Przecież chodzące krzesło wywołałoby jeszcze większą sensację niż niebieskie konie.powiedziała Tosia.spytała Tosia. Ubieraj się. Fajny kucyk.Wiśta! Wio! No jedź. Najlepiej radziła sobie Tosia. Zdjęli siodła i wypuścili konie. Nawet dobrze się jeździ. .Musimy tu zostawić konie . Tylko kucyk Kukiego stał w miejscu. ciociu. że jazda sprawia mu przyjemność. która miała włosy zaplecione w warkocze.To silna angina.Ej! Nie przesadzaj! Nie tak szybko! Ja nie jestem kowbojem! Wolniej. które pogalopowały w stronę lasu. czyli unosić się i opadać w rytm jazdy.powiedział Kuki. Przyjęła ich miła lekarka.Możemy je wypuścić . Kucyk Kukiego czekał najdłużej i patrzył ze smutkiem. Dzieci były obolałe od nieustannego podskakiwania w siodle i miały poobcierane uda. zupełnie bez ruchu. Najpierw powoli. to pomyśli.Jest OK. Po godzinie galopowania przez las wyjechali wreszcie na drogę. . Na ceglanym budynku stojącym tuż przed nimi wisiała tabliczka z napisem: „Szpital Dziecięcy". bo się spocisz! Stój! Kuc galopował przez las. Kuki najpierw ściskał szyję kucyka z całych sił i krzyczał przy każdym podskoku. Jechała bez słowa. . Mogło pójść samo. Jeszcze raz. A jak ktoś je znajdzie. co mówisz. bo była w kiepskim stanie. ale potem jakoś zapomniał o strachu. Nagle Filip zawołał: . nie dawały się zawrócić i uporczywie jechały na zachód. Wyprostował się i ze zdziwieniem poczuł. żeby one zniknęły . . . Od razu będzie sensacja. Filip dźwigał krzesło..Nie chcę. . aż dogonił pozostałe konie. śliczny koniku! Proszę! Wtedy kucyk wreszcie ruszył.Oddychaj! Głębiej.Tylko pamiętajcie . Dam jej antybiotyk i lekarstwo na ból gardła. Lekarka odłożyła stetoskop.Zobaczcie! Przecież to jest szpital. że odkrył nowy gatunek.Niech Wiki na nim siada. leniwy mule! Kucyk podniósł głowę i spojrzał na chłopca jakby z wyrzutem.Przepraszam.. . i od tej chwili błękitne stado pędziło razem. ty dręczycielu Kukiego. Jedź. że będą kłopoty . Uśmiechnęła się do Wiki. . Zbadała zaraz Wiki. a potem coraz szybciej.A krzesło? . . Jazda na koniach nie była wcale łatwa. jak chłopiec odchodzi.zachrypiała Wiki . . że ją nieśliśmy.mruknął Kuki i zawołał: .powiedział Filip. .ja nie chcę żadnych zastrzyków. oparta o szyję kucyka. Weszli do miasteczka i rozglądali się za kimś. która potrafiła anglezować. ale Filip nie wypuszczał go z rąk. Ruszaj. dokąd jechać.

184 185 . Lekarka przyglądała im się podejrzliwie.Zaczną nas ścigać. to może wygadać.Nie .Niech pani nam da to lekarstwo i my już pójdziemy. .Jeśli ją zabierzemy.odpowiedziała lekarka. Dodzwoniliście się do rodziców? . Musiałam mu dać mocne leki na uspokojenie.zawołał Kuki.Lew?! 187 .szepnął Kuki.Wiki nic nie powie . Zabieramy Wiki i zwiewamy stąd. .Wiki jest chora. Wszyscy. .skłamał Filip.. . .Przecież ona jest mała i w dodatku ma gorączkę. Dziś mamy same niezwykłe przypadki. Rano przybiegł człowiek. .W grudniu skończę czterdzieści. . to każdy będzie chciał je mieć. . żeby nie robiło problemów. Lekarka wzięła za rękę Wiki. żeby zabrać krzesło. . Czy wy nie rozumiecie. że to krzesło jest niebezpieczne? Nikt nie pozwoli. . . żeby się męczyła! Zanim coś wymyślili. Nie można mu było wytłumaczyć. że u nas nie ma lwów. że rodzice zostawili was bez opieki.Gdzie ona może być? . Wybiegli na korytarz. może bardziej zachorować. która posłała rodzeństwu bezradne spojrzenie.zaprotestował Kuki. który mówił.zawołała Tosia.Jeśli ją zostawimy.Albo zostawimy tu Wiki. .Nie odbierają telefonu . aż dostanie lekarstwo. . . .Oni. . że goni go lew! Rodzeństwo zerwało się. terroryści. A jak telewizja o tym nagada.Zatrzymam ją w szpitalu. 186 .zawołała Tosia.Wszystko.Tak.Tak. .spytał Filip.Ona ma siedem lat! . Będą je chcieli zamknąć w kasie pancernej.powiedziała Tosia.On tu jest!? . Filip zerwał się. . że jest zmutowaną ciotką.I co z tego.No to wszystko jasne. bandyci.Mamy dwie możliwości . albo poczekamy.Właściwie tak. . i wyszły z gabinetu. że powie? .Dostała lekarstwo i poszła spać. żeby po nią przyjechali.Co robimy? .To wasza siostra? . Śpi. żebyśmy mieli takie coś. Na szczęście lekarkę zawołano do jakiegoś pacjenta i wyszła. Nie chcę.Słucham? . Uciekał całą noc.A dlaczego nie przyszliście z rodzicami? . wróciła lekarka. Powie im o krześle i o tym. Oni wyjechali.Ona nie może teraz nigdzie iść . Zadzwońcie do rodziców. Filip wstał. .. Rodzeństwo spojrzało na siebie przerażone..Ile masz lat? . Będą nas ścigać policja. Był w skrajnej histerii. Szybko.Może znów jej zmienimy język? . . i weźmiemy ją ze sobą. .To trochę dziwne.Co? . .Skąd wiesz? .

który prowadził je z niesłychaną precyzją. Rodzeństwo w ostatniej chwili uciekło do ogrodu. . że dzieci musiały schować się pod kołdrę.Co chcesz zrobić? . Tylko dziwny pojazd dzieci mknął szybko. jak duch. bo w zamku tkwił klucz.Zwariowałaś? . to nas wezmą za psycholi i też aresztują. Jazda! I wtedy się zaczęło. Rodzeństwo popędziło do wyjścia. . Na szczęście była sama. Chłopak błyskawicznie go przekręcił.Wcale nie.Chyba tam.Pojedziemy tym łóżkiem.Zostawcie to łóżko! Pobiegła za nimi. . Mieli szczęście.krzyknęła. Pędził i krzyczał coś niezrozumiałego. Nagle otworzyły się drzwi na końcu korytarza i zobaczyli Maksa. Na szczęście miało kółka.spytał Tośkę zdyszany Kuki. Zanim ten wstał. pchając łóżko w stronę wyjścia. . .To jest głupie! . więc było to łatwe. a potem jednym uderzeniem zrzucił go z pojazdu. Kiedy dobiegł do gapiącego się motocyklisty. Pobiegli korytarzem. Łóżko jechało z coraz większą prędkością.Kierunek: port w Kopenhadze.krzyknęła Tośka. Spała. żeby dzieci same prowadziły karetkę. Po prostu miało jakiegoś autopilota. Jechało tak szybko.Szybko! Wskoczyli na łóżko.Lepiej wyczarować karetkę pogotowia. W tej chwili drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich Max. Dzieci leżały pod kołdrą.Nie rozumiesz. które wyprzedziło go z prędkością błyskawicy. zaglądając do sal. I łóżko! . . Max siedział już na siodełku. przytulone do siebie. Wiki będzie mogła spokojnie chorować. Tośka zaczęła ciągnąć łóżko w stronę drzwi. . . sadząc wielkie susy. Nie miało prędkościomierza. Mam świetny pomysł. Tosia postawiła na środku krzesło i błyskawicznie na nim usiadła. Kiedyś był konkurs głupich pojazdów. jakby byli duchami. Filip zatrzasnął drzwi. Kiedy wyjechali na autostradę. nagle się zatrzymał.zaprotestował Filip.. potężny silnik ryknął i motocykl popędził drogą. Nikogo tam nie było. Sunął po cichu.Bierzemy lekarstwa. Pędził. Ludzie jeździli w wannach i nikt ich nie aresztował. Na ramionach miał podarty płaszcz. Patrzył na nich półprzytomnym wzrokiem. . TRZASK! Łóżko wystrzeliło do przodu jak rakieta. Po chwili usłyszeli szarpanie klamki i krzyki: „Otwierajcie!". Kuki wyjrzał na korytarz. że jak będziemy jechać samochodem. słońce schowało się za mgłą.Jak będziemy jechać kretyńskim łóżkiem.ono samo sobą kierowało.Wsiadajcie . W końcu znaleźli pokój.Co wy robicie? . z całych sił trzymając się oparcia. . jechały powoli w mlecznym oparze. Krzyknęła: . Łóżkiem nie można było kierować . to na sto procent nas złapią? 188 189 -Kto? . . Ale 190 po chwili zobaczył coś jeszcze bardziej zdumiewającego. Przerobimy je na wyścigówkę. Samochody włączyły światła przeciwmgielne i trąbiąc ostrzegawczo.Nie budźcie jej .zawołała Tosia. Z gabinetu wyjrzała lekarka. . a my dojedziemy na czas.Szybko! Przebiegli błyskawicznie pusty korytarz. Nikt się nie zgodzi. Ale Max ją wyprzedził. ale na pewno łamali wszelkie przepisy. . . gdzie leżała Wiki. która przesłoniła drogę. Młody chłopak jadący ulicą na szybkim motocyklu zahamował i patrzył zdumiony na łóżko. . Ulicą biegł wysoki łysy mężczyzna.Nie.Policja. żeby wiatr nie zrzucił ich na drogę.

Kierując się wewnętrznym radarem, omijał wszelkie przeszkody. Równie szybko pędził czarny motocykl. Otulony mgłą gnał jak niewidzialny straceniec. 191 Lecz łóżko jechało jeszcze szybciej. Innym kierowcom zdawało się dziwną fatamorganą, która na moment pojawiała się obok nich i natychmiast rozpływała we mgle. Pędzili tak przez trzy godziny. Kołysanie pojazdu i ciemność pod kołdrą uśpiły podróżników. Najpierw usnęli Wiki i Kuki, a potem także Filip i Tosia. Nawet nie zauważyli, jak przebyli prawie tysiąc kilometrów. Obudziła ich dopiero nagła cisza i bezruch. Łóżko zatrzymało się. Pierwsza spod kołdry wysunęła głowę zaspana Tosia. Mrugając oczami, rozejrzała się trochę nieprzytomnie. Mgła opadła i świeciło znów słońce. Przed nimi było morze. Szeroki bulwar z kawiarniami i sklepami ciągnął się wzdłuż wybrzeża. Spod kołdry wychyliły się rozczochrane głowy Filipa i Kukiego, a potem małej Wiki. - Gdzie my jesteśmy? To jest ta Kopenhaga? - Poczekajcie. - Tosia wyszła z łóżka i podbiegła do dziewczyny, która siedziała na ławce. - Do you speak English? - spytała trochę niepewnie Tosia. 193 Dziewczyna uśmiechnęła się. - Yes, I do... Can I helpyou? Tosia skupiła się. - Is it Copenhagen? - Copenhagen? Yes. Ifs absolutely tnie Copenhagen! - Dziewczyna ze śmiechem wskazała na posążek syreny siedzącej na kamieniu sterczącym z morza. Tośka popędziła do rodzeństwa, krzycząc: - Udało się! Jesteśmy w Kopenhadze! Wędrowali kamiennym nabrzeżem portu, obok wielkich statków wyładowanych kontenerami. Jednak nigdzie nie było Queen Victorii. - Może już odpłynęła? - Ej. Czego szukacie, trolle? Obrócili się. W oknie holownika stał marynarz w granatowym mundurze. Uśmiechał się do nich. - Zgubiliście się? - Pan mówi po polsku? - No, trochę... Moja żona jest z Polski. A czego szukacie? - Takiego wielkiego statku pasażerskiego. Nazywa się Queen Yictoria. - Nie ma go jeszcze. Spóźni się, bo na morzu była mgła. Przypłynie o czwartej i zostanie tylko przez dwie godziny. - Dzięki! - Zaczekajcie - zatrzymał ich marynarz. - Statki pasażerskie przybijają do nabrzeża Langelinie. To jest tam, gdzie latarnia morska. Widzicie? - Tak. Dziękujemy. Mieli jeszcze cztery godziny do przybycia rodziców. Wyczarowali trochę pieniędzy i weszli do małego baru. Tosia i Wiki zamówiły smażoną rybę i frytki, Kuki miał alergię na ryby, więc poprosił o naleśniki, a Filip postanowił zjeść wędzoną ośmiornicę. Wyglądała obrzydliwie, ale Filip udawał, że mu smakuje. Siedzieli, spoglądając od czasu do czasu na zegar. Byli zdenerwowani. Wiedzieli, że gdzieś niedaleko są ich rodzice i z każdą chwilą zbliżają się do nich. Tęsknili za nimi i bardzo chcieli ich zobaczyć, ale z drugiej strony dobrze wiedzieli, że to nie są „prawdziwi" rodzice. Wciąż pamiętali, jak wyrzucili ich i nie chcieli się nawet z nimi pożegnać. Wiedzieli, że najpierw muszą zdjąć z rodziców to straszliwe 194 195

zaklęcie. Wyleczyć ich ze złości i obojętności i nie byli wcale pewni, czy to się uda. Czy rodzice będą tacy jak dawniej? Czy znowu będą ich kochać? Czy w ogóle można kogoś zmusić do miłości, nawet za pomocą magii? Byli coraz bardziej niespokojni. - A jak się nie uda? - spytał cicho Kuki. - Może oni nie będą już nigdy chcieli z nami mieszkać. Ciągle będą gdzieś wyjeżdżać i nigdy do nas nie wrócą? - Przestań gadać takie rzeczy - krzyknął Filip. - Ale... - Zamknij się, słyszysz? - Słuchajcie, nie możemy tak siedzieć i się kłócić - powiedziała Tosia. - Mamy cztery godziny. Chodźmy gdzieś. - Dokąd? - Nie wiem... - W Danii jest takie miasteczko z klocków lego. Możemy tam iść - powiedział Kuki. - Legoland jest daleko. Trzeba jechać pociągiem. - Skąd wiesz? Filip pokazał reklamówkę leżącą na stole. - Ale możemy iść do Tivoli. - Co to jest? - Park rozrywki, coś takiego jak Disneyland. Obrócił ulotkę na drugą stronę, gdzie było widać park z karuzelami i kolejkami. - Idziemy? - A jak spóźnimy się do portu? - zaniepokoił się Kuki. - To jest blisko. A my mamy dużo czasu. Park rozrywki Tivoli był ogromny. Kiedy przekroczyli kolorową bramę, znaleźli się wśród wielkiego tłumu dzieci i dorosłych. Dookoła wirowały karuzele, pędziły roller-coastery, a elektryczne samochody ścigały się po krętych torach. Zewsząd dobiegały śmiechy i krzyki. Szybko kupili karnety, które pozwalały korzystać ze wszystkich atrakcji przez cały dzień. Najpierw poszli do Wesołego Zakątka, gdzie stała największa karuzela na świecie, zwana Kosmicznym Biegaczem. Gondole z fotelami były wciągane na słup wysoki jak wieżowiec, a potem zaczynały wirować z niesamowitą prędkością. Czasem obracały się do góry 196 197 nogami albo gwałtownie spadały w dół. Wyglądało to niesamowicie. - To jest super. Idziemy! - krzyknął Filip. - Nie możemy iść wszyscy - zatrzymała ich Tosia. - Dlaczego? - Bo ktoś musi pilnować krzesła. - No to my jedziemy pierwsi, a potem Kuki i ciotka - zdecydował Filip. - Dlaczego wy macie być pierwsi? - rozzłościł się Kuki. - Bo jesteśmy starsi. - To ja jestem najstarsza - zaprotestowała ciotka. - Ale najmniejsza. Chodź, Tosia. - Pilnujcie krzesła! Kuki i Wiki z zazdrością patrzyli, jak Filip i Tosia zajmują miejsca w fotelach, a potem wjeżdżają na szczyt wieży. Po chwili wieża zaczęła się obracać. Chyba żadna karuzela na świecie nie wirowała z taką prędkością. Krzesełka jednocześnie obracały się wokół osi i pasażerowie wisieli do góry nogami albo spadali i znów się unosili. Wszyscy krzyczeli. - Będą jeździć pół godziny, a my musimy się nudzić - mruknął Kuki. - Wcale nie mam ochoty tym jeździć - powiedziała Wiki. - Ja właściwie też. Nie lubię, jak mi się kręci w głowie.

- Tam jest fajna zjeżdżalnia. Wiki wskazała na wielką zjeżdżalnię z falami. - Chodźmy tam! - A krzesło? Co zrobimy z krzesłem? - Już wiem - powiedziała Wiki. - Możesz zaczarować, żeby było niewidzialne. Wtedy nikt go nie znajdzie. - A jak myje znajdziemy? - Ale ty jesteś głupi. Przecież my będziemy wiedzieć, gdzie ono stoi. Zapamiętamy miejsce. Kuki chwilę się wahał. Spojrzał jeszcze raz na rodzeństwo wirujące na Kosmicznym Biegaczu. - Dobra. Usiadł na krześle i powiedział: - Bądź niewidzialne. Krzesło natychmiast zniknęło. Przechodzący ludzie ze zdziwieniem spoglądali na chłopca, który 198 199 siedział zawieszony w powietrzu. Kuki zerwał się i złapał oparcie niewidzialnego krzesła. - Gdzie je schowamy? - Za kioskiem z pamiątkami. Pobiegli za żółtą budkę, w której sprzedawano bilety i pamiątki. Postawili niewidzialne krzesło z tyłu kiosku. - Musimy tylko zapamiętać, że na tej budce jest napisane „Tivoli" i że jest żółta - powiedziała Wiki. Kuki szepnął do niewidzianego krzesła: - Tylko nigdzie nie odchodź, rozumiesz? I pobiegł z Wiki na zjeżdżalnię. Nazywała się Tajfun, była długa na sto metrów i pofalowana jak prawdziwy ocean. Zjeżdżało się w nadmuchiwanych kołach, które podskakiwały i szybko sunęły w dół. Na końcu lądowało się w wodzie. Wiki krzyczała i śmiała się jak szalona. Kuki był trochę zdziwiony, bo nigdy nie widział, żeby ciocia się śmiała. Zjechali osiem razy, a potem poszli ścigać się na gokartach. W czasie pierwszych trzech wyścigów ciotka była szybsza. Czwarty Kuki wygrał i nie chciał już ryzykować przegranej, więc pobiegli na roller-coaster. Wózki najpierw wjechały na szczyt metalowej konstrukcji, żeby gwałtownie stoczyć się w dół i jeździć z szaloną prędkością. Kuki i ciotka wrzeszczeli. A w najbardziej niebezpiecznym momencie Wiki chwyciła Kukiego za rękę i trzymała go z całych sił. Tymczasem Filip i Tosia zeszli właśnie z Kosmicznego Biegacza. Byli zupełnie wykończeni. Od wirowania i wiszenia do góry nogami kręciło im się w głowie. Podeszli do ławki, przy której mieli czekać Kuki i ciotka. Nikogo tu nie było. - Gdzie oni są? - krzyknął Filip. - Może poszli kupić coś do picia? - A krzesło? - Nie wiem... - Szukamy ich? - Nie. Musimy tu czekać, bo się pogubimy. Tymczasem Kuki kompletnie zapomniał, że rodzeństwo na niego czeka. Odkryli z Wiki nową atrakcję o nazwie Zwariowany Kangur. Na wielkiej gumowej arenie ludzie skakali, odbijając się na wysokość dwóch pięter. Można było lądować 200 na nogi albo na siedzeniu, jak kto chciał. Kuki i mała ciotka odbijali się jak zwariowane piłki, trzymając się za ręce. Śmiali się tak, że prawie nie mogli oddychać.

Nie martw się. . Kuki i Wiki krzyknęli jednocześnie. ..Co to za diabelstwo? . to czekajcie".Wiedziałem. Przy każdej stała żółta budka z napisem „Tivoli".Wiki! Ich tu jest pełno! Te przeklęte budki stoją wszędzie! Jak my poznamy naszą? . Potem rozejrzał się zdziwiony. .Szkoda. Najlepiej. że siedzi na krześle. Nigdy! Filip mnie zabije.Filip i Tosia byli coraz bardziej niespokojni. i dobrze. 204 .. Zamknął starannie drzwi i ruszył w stronę stołówki. na którym było napisane „Tivoli". Dalej były następne. Na czym ja siedzę?. . czego nie było widać..Pewnie. Jest tam! . . .Pamiętasz. .Czwarta! . Nigdy go nie znajdziemy. Chciał iść dalej. machając rękoma w powietrzu. zdyszani i rozbawieni.. Bo to jest moja wina! Wiki usiadła obok chłopca.Przeze mnie rodzice do nas nie wrócą..Ale tam też jest. wyszli właśnie ze Zwariowanego Kangura. Tak się przeraził. .jęczał. gdzie schowaliśmy krzesło? . W końcu Kuki usiadł na trawie i ukrył twarz w dłoniach. Byli na skrzyżowaniu dwóch alejek. .szepnął wystraszony. że pamiętam. Filip napisał na bilecie: „Kuki! Jak wrócicie.. . . Jeszcze możemy je znaleźć. To moja wina. .Ała! Chwycił się za kolano i zaczął je rozcierać.Chodź! Tymczasem Kuki i Wiki.Zaraz będzie czwarta. krzycząc: . Nagle potknął się. żeby wyczuć niewidzialne krzesło.Widzę go. Musimy ich znaleźć! . . Niewidzialnym krześle! ..Zwariowałem czy co?.. że od roboty w tym lunaparku kiedyś zwariuję. Siedział na powietrzu! .. Był kompletnie załamany.Nienawidzę tej głupiej pracy.Musimy sprawdzić wszystkie. . Nic pod nim nie było. Tymczasem w żółtej kasie stojącej na końcu Ti-voli siwy sprzedawca wywiesił kartkę z napisem: 202 203 „PRZERWA OBIADOWA".. żeby wyłączyli prąd i to przeklęte wesołe miasteczko wreszcie przestało działać! W tej sekundzie po drutach trakcji elektrycznej przeleciała iskra. że nie wyczarowaliśmy telefonów komórkowych dla każdego.Gdzie teraz idziemy? Zanim Kuki odpowiedział. Miał wrażenie.Musimy wracać! Popędzili alejką między karuzelami... Nigdzie go nie było. Nic przed nim nie stało..Ja chyba zwariowałem. i przylepił go do ławki gumą do żucia.A jeżeli oni tu wrócą? . Przewody rozjarzyły się i pękły. usłyszeli bicie zegara. Żółty kiosk. ale zaraz znów się potknął i przewrócił. Nie upadł na ziemię. Okrążali każdy kiosk.Jak? Przecież nigdzie go nie ma.... Filip wstał z ławki. Zatrzymał się na czymś. Jedynie uniósł się nieco i zerknął w dół...szepnął przerażony mężczyzna. że nie miał odwagi się poruszyć. .

.Zmieniłem je w niewidzialne. który nieopatrznie wywołał całe zamieszanie.Jak to nie wiecie? Kuki.zawołał kasjer.Po co!? .To nie my! .. krzyczącego coś do telefonu komórkowego.Tam jest krzesło! Na pewno! . roller-coastery i elektryczne samochody stanęły w miejscu.Żeby.Zostaw go. . . Wyciągnęła rękę i wyczuła oparcie krzesła. . Nagle Wiki krzyknęła: . Musimy znaleźć to krzesło. daj mi święty spokój. To c o ś jest niewidzialne.krzyknął chłopak. Ludzie najpierw zamilkli. Nie ruszał się i nie spadał. . Najgłośniej wrzeszczeli nieszczęśnicy wiszący głowami w dół na Kosmicznym Biegaczu.krzyczał Filip...Ja wejdę! Znam się na zwierzętach.Tam są! . gdzie stali Kuki i Wiki. stał bez ruchu.Musieli zrobić jakiś głupi czar i. trzymając w rękach niewidzialne krzesło. a potem zaczęli krzyczeć w panice. . potrącany przez biegnących ludzi. . Nie widzisz. biegł. . Żeby nikt go nie ukradł i teraz nie możemy go znaleźć . Siwowłosy kasjer. Popędzili do nich.Tosia wskazała na plac. . przedzierając się przez tłum uciekających w panice ludzi. Zatrzymał się obok człowieka w czarnej marynarce. .Gdzie jest krzesło? . patrząc ze strachem na brata. jak potrafił. . co zostali uwięzieni w karuzelach i diabelskich młynach.powiedział Kuki.Panie dyrektorze!. . 205 . niech pan tylko dotknie! To jakieś diabelstwo. Muzyka przestała grać i zapadła kompletna cisza. Szczególnie ci.Człowieku.Niech pan zobaczy! Dyrektor obrócił się. czego nie widać? Bezradnie usiedli na ławce. i uciekł. zanim statek odpłynie.Jak mamy znaleźć coś.Niech pan dotknie.Zobaczcie! Na wybiegu z pingwinami jeden z ptaków wisiał w powietrzu. . co z nim zrobiłeś! . . Słynne Tivoli przestało działać. Tośka i reszta dzieci biegły alejką. Kuki stanął kilka kroków dalej i nie miał odwagi podejść do rodzeństwa. mów.Co wyście zrobili? . z niewidzialnym krzesłem w rękach.. W końcu rzucił niewidzialny przedmiot najdalej. Kasjer. Tymczasem w wesołym miasteczku narastała panika. Obsługa próbowała naprawić awarię i uwolnić ludzi uwięzionych w karuzelach.Jest! .Nigdy go nie znajdziemy! .Ty kretynie! . a wszystkie karuzele. .I natychmiast zgasły lampy w całym parku rozrywki. obok małego zoo.krzyknął Filip.. Tośka przeskoczyła niewysokie ogrodzenie i ruszyła w stronę „wiszącego w powietrzu" 206 207 pingwina. .. jakby stał na czymś niewidzialnym.Co? Czego chcesz? Kasjer wysunął puste ręce.Nie wiemy. co się dzieje? Idź ratować klientów! Dyrektor popędził w stronę samochodów straży pożarnej. .To oni! . które właśnie wjechały do parku. Tosia i Filip zatrzymali się.wołała Tosia. . Słychać było syreny straży pożarnej.

Bezradnie usiadła na kamiennym nabrzeżu. Jednocześnie pod chłopcem pojawiła się smuga czerwonego koloru..Po prostu powiedzcie. Tosia podała Filipowi krzesło i szybko przeskoczyła ogrodzenie..Witaj w świecie widzialnych .Tosia. . a karuzele zaczęły znowu krążyć.Ej.Tylko spokojnie. Filip ze złością kopnął żelazną barierkę. Wiki podeszła do rodzeństwa. powiedział: .powiedział Filip. Rozległ się dziwny dźwięk i promień światła zaczął wirować. przeciskając się między turystami i straganami sprzedawców pamiątek. która powoli zmieniła się w krzesło. .powiedział Filip i popędzili do wyjścia. Dzieci biegły. Dziewczynka rzuciła mu rybę. Jednak nie miał ochoty zejść. zbliżały się coraz bardziej do dziewczynki..Ptak na niewidzialnym krześle spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynkę. że chcecie być na tym statku. Filip usiadł na niewidzialnym krześle.A co możemy teraz zrobić? .Czekaj. aż jakaś siła wyrzuci ich w górę albo porwie ich tajfun i pofruną ponad morzem.Mogę sam polecieć . . .szepnęła zrozpaczona Tośka. Wyszeptał kilka słów i prąd zaczął znów płynąć. Ptak otworzył dziób i pochylił się w stronę ręki Tosi. machając skrzydłami. chwyciła krzesło i popędziła do płotu. jednak nie robiły jej nic złego.Spóźniliśmy się! . Zapaliły się lampy. Milczeli. bo na zegarze wybiła właśnie godzina szósta. Spróbujcie! Filip niechętnie wstał. Wielka.. Tosia pobiegła i wyjęła małego śledzia. zagłuszany krzykiem mew latających nad wodą.. Otaczały ją. Silny snop światła uderzył prosto w statek. które ktoś przyniósł ptakom na kolację. Dobiegli do latarni morskiej. Czarno-białe ptaki wyglądały jak stado groźnych ochroniarzy w mundurach.To już naprawdę koniec. Mały. ale nic takiego się nie zdarzyło. Ustawił krzesło i usiadł. Chcemy tam być! Teraz! Czekali. Co gorsza..Nie. Był on . Trzeba odwołać ten czar. Kołysząc się i wydając piskliwe dźwięki. a dźwięk orkiestry cichł. Była sto metrów od brzegu i oddalała się w stronę pełnego morza. Rodzeństwo było coraz bardziej niespokojne. Lecimy wszyscy! Filip wyprostował się i wpatrując się w statek. mój mały. Zróbcie coś! . Nagle zatrzymał się. Złaź. . Widać było jeszcze pasażerów w oknach i słychać orkiestrę grającą na pokładzie. . Ta cofnęła się i pingwin zeskoczył z niewidzialnego krzesła. Pingwin się nie poruszył.. majestatyczna Queen Victoria właśnie odpłynęła. Aż nagle w latarni morskiej zapalił się reflektor. Przeistoczył się w długi na setki metrów most. 208 209 I wtedy ją zobaczyli. lecz nigdzie nie było widać Queen Victorii.Idziemy! . .A jak ono nas wystrzeli zbyt mocno i wylądujemy na Księżycu jako zamarznięte mumie? -szepnął Kuki. Przy kamiennym nabrzeżu portu Langelinie cumowało kilka statków pasażerskich. .. . Ja chcę tylko zabrać moje krzesło i zaraz idę. Zastygł jak lód lub szkło. na sam koniec mola. Obiadek! Pomachała rybą. W plastikowej misce leżały ryby. Statek z ich rodzicami oddalał się. Dlaczego nie zrobicie jakiegoś czaru? Przecież ten statek jeszcze widać. Pingwiny ruszyły za nią.Chcemy wejść na ten statek. inne pingwiny zaczęły okrążać Tosię. Tośka rozejrzała się. .

Idź powoli. bo lśniąca powierzchnia była śliska jak lód. Do portu wjechał czarny motocykl. Chłopiec trzymał przed sobą czerwone krzesło. Nienawidziła tego mostu. No daj! Wiki nie zareagowała.Szybko! Wspięli się krętymi schodami na szczyt latarni. prowadzona przez Kukiego jak ślepiec przez przewodnika.Czuję. . Most kołysał się coraz mocniej i Kuki razem z trzymającą go za rękę Wiki również się wywrócili. Były tak przerażone. . Filip wysunął stopę i ostrożnie dotknął przeźroczystej jak szkło powierzchni. Przed nimi wyrastał wielki statek. Było to trudne. .Nie chcę. Kuki zrobił krok w jej stronę. Poniżej kłębiło się morze. Podcięła nogi Filipa. Wszyscy zaczęli zjeżdżać w dół szklistego łuku. Nagle powiał wiatr i most się zakołysał.. Most był wygięty w łuk i teraz schodzili już w dół.Zamknij oczy i chodź. Most unosił się nad jego tylnym pokładem jak szklana trampolina. Wiki zacisnęła powieki i ruszyła. Próbowały trzymać się mostu. Szedł bardzo powoli. Nad ich głowami fruwały krzyczące przeraźliwie mewy. więc musiały jechać bez trzymanki. szklany most zadrżał niebezpiecznie. A potem wszedł na most. Nie było poręczy..krzyknął Filip. Pod nimi huczało morze. rozpaczliwie próbując złapać równowagę.Nie bój się. Szli w milczeniu w stronę statku. . tam gdzie łuk mostu wznosił się najwyżej. Max patrzył oniemiały na dzieci idące po smudze światła. . Zaczęła zsuwać się po gładkiej powierzchni. gdzie zaczynał się most. . Filip wszedł pierwszy na świetlny most. Most był zawieszony w powietrzu i kołysał się lekko na wietrze. balansując nim jak cyrkowiec idący na linie. I zastygła w bezruchu.Chodźcie! . ale ostra krawędź przecinała skórę. . ale szła naprzód. idący z krzesłem. Cała się trzęsła ze strachu. że idą po kruchym lodzie albo po cieniutkim szkle. Rzucił motocykl i wspiął się na latarnię. Uderzył mocniej. zachwiał się. . który także się przewrócił.wygięty w łuk i sięgał od nabrzeża do statku.. ale zadrżał. Zatrzymał się gwałtownie. Chwycił dłoń Wiki.. potem Kuki. Zacisnęła powieki i dygotała ze strachu.Idziemy. Most się nie załamał. który zadrżał pod jego ciężarem. ale nie zwróciły na to uwagi. że będą kłopoty! Na końcu weszła na most mała Wiki. rosnąc wraz z oddalaniem się Queen Victorii.Idźcie szybko! Nie patrzcie w dół .Daj mi rękę. . Zdawało im się. Wiki spojrzała pod nogi.szepnęła. Stała bez ruchu. Podążająca za nim Tosia poślizgnęła się i upadła. Na środku. Szła po omacku. Kuki wyciągnął rękę i zawołał: . Była to śmiertelnie niebezpieczna jazda. Dzieci zjeżdżały coraz szybciej. 210 211 . Most był wąziutki jak poręcz schodów i śliski jak lodowy sopel. Proszę! .Pociągnął ją za rękę. szepczący: . że nie reagowały na nic.Nie chcę iść dalej. Za Filipem szła Tosia. że zaraz runą do morza. wydając brzęczący dźwięk.Nie mogę. bo miała lęk wysokości. . bo most był wąski jak ludzka dłoń i nie miał poręczy. Dzieci poczuły drżenie. które zaraz pęknie jak 212 choinkowa bombka. Filip. więc bały się.zawołał Filip. Na najwyższym pokładzie Queen Victorii mieściła się włoska restauracja.

Filip chwycił krzesło i pobiegł w stronę metalowych schodków.Kucharze szykowali właśnie wykwintne spaghetti alla putanesca. Mężczyzna rozpaczliwie machał rękoma. Chłopak ruszył w stronę szerokich drzwi na końcu korytarza i gadał jak najęty.. Wy jesteście z pierwszego pokładu? Obrócili się. .A co zrobiłeś z tym mostem? . Krzyknął: . .spytał szef kuchni.? ..Ratunku! Ratujcie mnie! Ale nikt go nie usłyszał.. Dzieci spojrzały na siebie niepewnie. . Kuki i mała Wiki.Co to było? .. .Mam nadzieję. Tutaj turyści opalali się na wygodnych leżakach lub oglądali morze przez wielkie lunety. . . Dziewczyna ubrana w strój różowej ośmiornicy krzyczała do mikrofonu: .. 216 217 .Zaprowadzę was.. mrużąc oczy od słońca.Ja też chcę szukać rodziców! .Nie wiem. Rozejrzał się. Kiwnął ręką. . od którego podskoczyły wszystkie talerze. .Dla dzieciaków z pierwszego pokładu robimy dziś zawody.Zwiewamy stąd? . Sprawdzę..zadecydował Filip. . a ja z Tośką poszukam rodziców. Zaczynamy nowy wyścig żab.. Nie mieli wyjścia. musieli za nim iść. Stał za nimi chłopak w czerwonym mundurze ze złotymi guzikami.Przepraszam. odsłaniając głowę Maksa. Wzruszył ramionami i wrócił do kuchni. Jesteśmy. W której kajucie mieszkacie? Jakoś nie mogę sobie was przypomnieć.Usłyszymy muzykę.powtórzył. .Nie możemy łazić całą bandą . Kto chce wystartować!? Chłopak w mundurze zostawił ich i gdzieś poszedł. Wtedy zza czerwonego komina Queen Victorii wychyliła się głowa Filipa. otarł ręce i wyszedł po schodkach 214 215 na najwyższy pokład. . Wysunęła się Tosia. a potem dwa kolejne.spytał szeptem Kuki. Statek odpływał. . a Max rozpaczliwie próbował go dogonić. że nikt za nami nie szedł. gdzie sterczały wentylatory i anteny.. .. ale nie zobaczył niczego poza stadem mew fruwających wokół komina. . Będzie fajna zabawa.Jesteście z pierwszego pokładu? .Nieee. .Gdzie mogą być rodzice? Tutaj jest tysiąc kajut. kiedy nagle usłyszeli głośne uderzenie w sufit.Kuki i Wiki zostaną tu z krzesłem. Wokół tonęły odłamki świetlnego mostu. w której grupa dzieciaków udawała żaby. Po chwili rozległo się drugie uderzenie.zaprotestował Kuki. . Dzieci weszły na pokład numer jeden.Rozkazałem. żeby wpadł do wody. uśmiechając się do dzieci.. kolejna fala uniosła go i wtedy zobaczył oddalający się statek. Jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli w górę. .Tak.Najmłodszy z kucharzy odłożył nóż.To chodźcie ze mną.skłamała szybko Tosia.. . Queen Victoria miała pięć pokładów widokowych. wprowadził ich do wielkiej sali.Łał! Ale zabawa.spytał Kuki. Rodzice wam nie powiedzieli? . wypatrując rodziców między opalającymi się turystami i zaglądając do kajut przez okrągłe okienka. że teraz grają. Wielka fala opadła. . Zanim zdążyli odpowiedzieć. .Skąd wiesz.Szybko! .

Przecież ja mogę zostać taka jak teraz. .Wiesz co? . .Pokazał ręką w stronę korytarza. . Był coraz bardziej zdenerwowany.powiedziała Tosia. . Dzieci były zdumione. Na końcu szerokie schody prowadziły do ogromnego holu pełnego sklepów i kawiarni. Kuki wzruszył ramionami. Za ladą siedział marynarz w zielonym mundurze. Dziewczynka przestała zaplatać warkocze i spojrzała na niego ze strachem.O siódmej będą grać w kawiarni Dolce Vita. . Śmiała się i bawiła. .To udawajcie. toby cię szukali. . widzisz tamtą panią. . skąd się tu wzięliśmy? .. Dwunasty pokład. między bawiące się dzieci. Jakbyś znikła. 218 219 . Kuki i Wiki zabrali krzesło i wymknęli się na pokład.powiedział Kuki.Nie wrzeszcz. Zziajane dzieci pobiegły do bufetu po napoje i słodycze. Kuki i Wiki rozglądali się niepewnie po sali. Już wiem. . to popłyniemy razem z nimi tym statkiem. Będziesz okropna.Jak odczarujemy rodziców.. Kuki robił to niechętnie.. Kuki i Wiki wzięli już udział w kilku zabawach.A jak nas spytają. Tylko tym razem nie róbcie żadnych numerów. żebyś była jak dawniej. Czy ja mogę popłynąć z wami? -spytała Wiki. Będziesz taka jak ona.powiedziała Tosia. . .Słucham? . Zresztą sama chciałaś być znów dorosła.Nie możesz. Zrobimy wycieczkę dookoła świata. Prowadząca imprezę dziewczyna zarządziła przerwę..A czy ja. Spojrzał z uśmiechem na dzieci. żeby włosy nie wpadały jej do oczu. . Są muzykami w orkiestrze? -Tak! . Albo wyczarujemy sobie własny statek i ja będę kapitanem...A co? Już zapomniałaś.I jak ja będę wyglądać? . Będziesz dorosła i nikt nie będzie chciał z tobą płynąć. gdzie były drzwi do wielu wind. jakby była naprawdę siedmioletnią dziewczynką.Ale już nie chcę być! Nie chcę! 220 221 .Czemu? . dowód osobisty i pracę. Za to mała Wiki bawiła się doskonale. że mówicie po madagaskar-sku .Masz dom. Wiał wiatr i Wiki próbowała zapleść sobie warkoczyki. Skakała na wyścigi w workach. Pociągnęła ich na środek sali. że statek wygląda w środku jak wielki supermarket.Coś ty? Przecież ty za godzinę będziesz znowu wstrętną ciotką. Możecie tam pojechać windą. Zbiegły schodami i zaczęły się przeciskać między pasażerami. i siedźcie spokojnie. Usiedli na ławce. to po was wrócimy.Ross. . Podeszła do nich różowa ośmiornica. O. że jesteście pasażerami. Jak ich znajdziemy. . Bo tak naprawdę cień dorosłej ciotki już zniknął i Wiki stała się prawdziwym dzieckiem. Daleko w dole szumiało ogromne błękitne morze..Szukamy państwa Ross .A wy nie chcecie się bawić? Chodźcie do nas. .I co z tego? Nasi rodzice na pewno każą.pytała przerażona Wiki. Nie miały pojęcia. Tosia i Filip biegli długim korytarzem. rzucała piłkami do celu i zjadała ciastko z kremem bez pomocy rąk. Po prostu udawajcie. bo myślał wciąż o rodzicach. Tosia zobaczyła napis „INFO" na środku holu. Wybiegli.

Wiki spojrzała na chudą pasażerkę w czarnej sukni. . . Kuki tego wszystkiego nie zauważał.Ciotka go pilnuje! Filip popatrzał na niego zaniepokojony.. Dziewczynka siedziała oparta o barierkę i miała twarz ukrytą w dłoniach. . Wiedział. rozbryzgując wodę. popchnął je i wtedy zobaczył rodziców.Chodź. Krzesło runęło w dół i wpadło do morza. starając się znaleźć miejsce. .. Kuki nie słuchał jej. . zerwał się i pobiegł do wyjścia.Ja muszę ich zobaczyć. Dziewczynka otarła łzy i szepnęła: .Jesteś wstrętna! . Nie zauważył. Spojrzała na rodzeństwo i cicho szepnęła: .szepnął. że Wiki patrzy za nim w jakiś dziwny sposób. Powiedz. Szedł jak zahipnotyzowany w stronę rodziców. żeby nie. Kelnerzy krążyli po sali z tacami. .Po co tu przylazłeś? . Wtedy dziewczynka usiadła na pokładzie i zaczęła płakać. że nie powinni go zobaczyć. Siedzieli z innymi muzykami na wysokiej scenie.. skąd dobiegała muzyka. Obok stał tato w czarnej marynarce. . Rozumiesz? Żadnych czarów! Kuki popędził schodami na górny pokład.Chciałem zobaczyć rodziców. Wiki nie odpowiedziała. Gdzieś z daleka zaczęła dobiegać muzyka. Mama ubrana była w czarną sukienkę. na którym została Wiki. Inni pasażerowie siedzieli na miękkich fotelach i sączyli napoje.Nie chcę być taka. Obrócił głowę.. Chciał być blisko nich. Nigdy! Chwyciła krzesło i podbiegła z nim do relingu.Dlaczego!? . . oddala się od statku. W końcu zobaczył szklane drzwi z napisem „Dolce Vita". powiedz im. żeby mnie nie zmieniali. Grali jakąś powolną smutną melodię. a ludzie tańczyli. To moja mama gra.Gdzie jest krzesło!? . Kuki szedł przez labirynt korytarzy. ty wstrętna histeryczko! Dalej! Wiki patrzyła na okropną kobietę z przerażeniem. Tosia i Kuki popędzili za nim. jak odpływa. ale nie mógł się powstrzymać.Nienawidzę cię! A potem rzuciła je za burtę. która ciągnęła za rękę wyrywające się dziecko. Błagam cię. Miała 222 223 okulary przeciwsłoneczne. Zostań tu. Po chwili czerwonego krzesła nie było już widać. Filip pociągnął brata do kryjówki..Nie będę taka.Wstrętna oszustka! .Słyszysz? Tam są nasi rodzice.Wrzuciłam je do morza. .Co? . Wiki patrzyła. . Muzyka orkiestry! . że nie ruszysz krzesła.Wyrzuciłam je. Wbiegli na pokład.. być dorosła.Zostawiłeś krzesło!? .krzyknął Filip. Ale przysięgnij.Co z nim zrobiłaś? Mów! Powoli podniosła głowę.Kuki! Stój! Za sztucznymi palmami siedzieli ukryci Filip i Tosia. jest coraz mniejsze i mniejsze..krzyknął z rozpaczą Kuki. Kobieta krzyczała do małej: .. zanim nie zostanie zdjęty czar. Nagle usłyszał: . . Jestem pewny! Kuki zerwał się.Nie chciałam. Spojrzała na morze huczące w dole i szepnęła do czerwonego krzesła: .

Wiki opuściła dłonie. Wreszcie Tośka podniosła się. . . Huk. Nie wiedzieli. Masa wody zalała najwyższy pokład i po chwili spłynęła.. Zobaczyła. . uratuj mnie.. .. . Dziewczynka obróciła się. ale to zupełnie nic już zrobić nie mogli. Max z całych sił objął czerwone krzesło i zawołał z rozpaczą: .Zwariowałaś? .szepnęła Wiki. . Przetarł oczy. olbrzymia fala tsunami pędziła w jego stronę. Nie miał już sił.Dokąd? . Ale nikogo innego nie mamy. . Mężczyzna złapał krzesło.szepnęła błagalnie Wiki. i krzyczał: . hucząc straszliwie. Wielkie fale przelewały się nad nim i tracił powoli siły.Chodźcie. na statku. .. I wtedy coś zobaczył. Zbliżała się z ogromną prędkością..Skąd je masz?! Oddaj mi je! 226 Max nie odpowiedział. . z twarzą wtuloną w dłonie. wpijając dłonie w oparcie krzesła.Daj mi je! Proszę. Mała Wiki została sama.. gdzie grała orkiestra. Tosia. stało się ciche i łagodne.spytał Kuki.Sr Max rozpaczliwie próbował doścignąć Queen Vicotrię. Wiki siedziała osobno. Większa niż statek Queen Vic-toria.Uratuj mnie! Proszę cię. Uniosła Maksa i porwała go wraz z krzesłem. Potem morze uspokoiło się. Przysięgam! Tylko mnie ratuj! Błagam! Uratuj mnie! I wtedy nadeszła wielka fala. Wysoka jak dom. Nadciągała wielka fala tsunami. I wtedy 224 225 jakaś litościwa fala uniosła go i położyła na siedzeniu.. Zachłysnął się wodą i zanurzył.Do rodziców. Kuki i Filip poszli za nią. Fala zalała mu usta.. Na falach unosiło się krzesło! Mężczyzna zaczął rozpaczliwie płynąć w jego stronę. Była olbrzymia.Skąd masz to krzesło!? Max rozejrzał się nieprzytomnie. Oddam im to krzesło.Wiem. Oddam im je. .Oddaj mi je .Uratuj mnie. Max ściskał w dłoni oparcie czerwonego krzesła i patrzył na dziewczynkę. . jakby nadlatywała kometa albo wielka lawina. która szła do niego i krzyczała: . co zrobić.. Po prostu nic. Wiki zerwała się. Resztkami sił zbliżył się do krzesła i spróbował je złapać.Przecież oni są. Płakała cicho.Ja chcę je z powrotem. Filip i Kuki siedzieli skuleni w kącie pokładu.. jak morze na horyzoncie unosi się i pędzi w jej stronę. Błagam cię! Nie będę już oszukiwał. Wiki zasłoniła głowę i zamknęła oczy.Dziękuję. ale fale wciąż go odpychały.krzyknął Filip. . który zakołysał się.zawołała Wiki i popędziła z krzesłem na schody. I wtedy usłyszała dziwny dźwięk.. . Ruszyła w stronę pokładu. Na pokładzie stało czerwone krzesło. A potem powoli wyciągnął rękę i podał jej magiczny przedmiot. ale wypluł wodę. Fala uderzyła w statek. A na nim siedział ociekający wodą Max. to ujrzał daleko na morzu czerwony punkt. . Kiedy fala uniosła go. Chcę być tam. Zaczynał tonąć. Powoli wstał z czerwonego krzesła i je zasłonił.. Otarł wodę z twarzy i spojrzał na Wiki. daleko od nich. Nie będę kradł! Nie zrobię już nigdy nic złego.

jakby nagle obudzili się ze snu. . Tak spokojnie! A wy wszystko zepsuliście! . Szef sali. Przecież nie miały dokąd iść. że ich widok coś zmieni. Filip. Tato przestał grać.Co? .. Idźcie gdzieś! Ojciec podniósł skrzypce i znów zaczął grać. Dzieci stały bez ruchu.Mamo. W końcu dzieci odwróciły się i ruszyły do wyjścia. Tosia i Kuki szli powoli w stronę sceny. ale nie czuł żalu.! Muzycy z orkiestry spoglądali na nich ze zdziwieniem. nawet morze 231 zastygło w bezruchu. opuścił skrzypce i podszedł do dzieci. ruszył w ich stronę.Mama obróciła się i zawołała: . Przeskakując po kilka stopni. Orkiestra przestała grać.Tośka! Filip! Kuki! Przez pokład pędziła Wiki. żeby nasi rodzice byli tacy jak dawniej. że tu jesteśmy? . potem zerwała się i podbiegła do nich. Żeby do nas wrócili! Żeby nas kochali i już nigdy nas nie zostawili.. bez celu. .! Mama obróciła głowę i zobaczyła dzieci.. Mama powoli odłożyła wiolonczelę. I wtedy usłyszeli wołanie: .Przyjechaliśmy do was. I wtedy wszystko umilkło. Zdjęła przeciwsłoneczne okulary.Czy wy zawsze musicie wszystko popsuć? Tu było tak pięknie.Max spoglądał na nią.zapytała rozpaczliwie Tosia..Piotr! Zobacz! Oni tu są! Widoczne schowali się na statku. Podbiegła i bez słowa postawiła je przed zdumionym rodzeństwem. Mama zaczęła krzyczeć: . Skoncentrował na nich wzrok z jakąś niezwykłą siłą i zaczął mówić: . . Mama pierwsza ruszyła w ich stronę.Mamo. Pierwszy raz w życiu coś komuś dał. że jesteśmy zajęci? Zostawcie nas w spokoju. Spojrzeli oboje na swe dzieci. Natychmiast usiadł na krześle i spojrzał na rodziców. . na której grała orkiestra. a ludzie przestali tańczyć. Ze straszliwego snu. Nie miały już żadnej nadziei. W rękach trzymała czerwone krzesło. Wtedy rodzeństwo pobiegło w ich stronę. Gdzieś w głębi duszy łudziły się..Chcę. Wreszcie Tosia zawołała: . który stał przy drzwiach. . Zapadła zupełna cisza. czy ty się nie cieszysz. Tato krzyknął ze złością: 230 . a oni biegli do siebie. i nic nie mogło ich powstrzymać. Szły powoli. Wszyscy na pokładzie znieruchomieli w niemym oczekiwaniu. Tosia chciała o coś spytać.Mamo! . Ludzie rozstępowali się. 229 . Twarz wykrzywiała mu złość.Odejdźcie stąd! I też powróciła do grania.Co wy tu robicie!? . Chcę. Rodzeństwo patrzyło oszołomione na rodziców. Mama spojrzała jeszcze raz na dzieci i syknęła: . Cały czas z nami płynęli.krzyknęła. ale Kuki nie czekał.A z czego mam się cieszyć? Z kłopotów? Stracimy przez was pracę! . Rodzice nie dostrzegali ich.. Ojciec wypuścił z rąk skrzypce i obrócił głowę..Nie widzicie.. Za nią pobiegł tato.Czy wyście oszaleli! Kto za to zapłaci? Dzieci patrzyły z rozpaczą na rozzłoszczonych rodziców. I czuł się wspaniale. Jednak czar trwał nadal.Mamo. Czekały. zbiegli ze sceny i pędzili do swoich dzieci. Patrzyli na nie. Patrzyła oszołomiona.

Wielkie miasta z wielkimi wieżowcami i maleńkie wyspy z jednym maleńkim domem.zawołał Kuki.powiedziała Tosia. . ale przecież możemy razem gdzieś pojechać albo polecieć.Kuki chwycił rękę mamy. bo wierzyli. siostrzyczko. że zło minęło i już nigdy nie powróci.Możemy wyczarować. I żeby spełniło się twoje największe marzenie. . . . .poprosił Kuki. Tato złapał za ramiona Filipa i przytulił go. co było złe. . Rodzice zdecydowali..Obejrzę to do końca .Ciii.Nie musimy! . Bo wciąż nie mogli się przyzwyczaić.Oglądałeś to sto razy. Nie jest łatwo powrócić z niezwykłej podróży dookoła świata do zwykłego domu.. i.Mamo. I wielki sztorm. i zapomnieli o wszystkim.powiedziała stanowczo mama. żeby jak najdłużej było tak cudownie nudno i spokojnie . Mama wyciągnęła z rąk syna srebrną ramkę. Idź już spać. Teraz chcę być z wami.A ja mam dziś urodziny! . Chmury złotych motyli na Haiti i latające ryby na Orinoko. choć to trochę niebezpieczne.Tak. żeby sąsiedzi niczego nie zauważyli.zawołał Kuki. Filip i tato. Dobranoc. Tosia oparła się o jego ramię i chwyciła dłoń mamy. Bez przerwy.Ciocia ma dziś urodziny? . . które stało obok łóżka. która objęła go z całych sił.Kuki. życzę ci wszystkiego dobrego. .Zapomniałeś.No pewnie.Dobranoc.. że ono też się trochę nudzi. która się uśmiecha. -A wy musicie chodzić do szkoły. Obrazy przypływały i znikały. że można zrobić jeden czar na tydzień i tylko taki. Rodzeństwo wyskoczyło z łóżek i podbiegło do Wiki.. która całuje nos delfina. -Wszyscy zapomnieliście! . Wyglądało.No właśnie. Czterdzieste! To znaczy ósme. Mama podbiegła do niej.. Mama pocałowała każde z dzieci i zgasiła światło. . Wciąż nie mogę się przyzwyczaić..W każdym razie dziś nie wyruszamy w żadną podróż. w której wyświetlały się fotografie. Dobranoc. .A ja chcę. I stali tak razem. . Tośka. i wyłączyła ją. .. tak jakby chciała mieć ich oboje jak najbliżej. . kiedy znów popłyniemy gdzieś daleko? . I Tosia..Bo nikt nie powinien się o nim dowiedzieć. . że nie możemy mówić o tym głośno. Spojrzeli na czerwone krzesło.powiedziała mama.Jesteśmy w domu dopiero od miesiąca! .. Mama usiadła obok niej i powiedziała uroczyście: . Kuki każdego wieczora ją wyciągał i oglądał zdjęcia z podróży. że już nie kołysze ich morze. Nikt i nigdy.Właściwie dlaczego nie możemy? .Tak.Przepraszam cię. i żeby.zawołała Wiki.Nie wiem. Na łóżku pod oknem leżała mała Wiki.A ja? Zawsze o mnie zapominasz! Mama obróciła się.. Śpijcie już. . Spoglądała z wyrzutem. Kuki. 232 Wielkie żółwie na Galapagos i miniaturowe hipopotamy w Togo. Nudzimy się już od miesiąca! -zawołał Filip. . we własnym domu. wtuleni w siebie. którzy skaczą z burty do ciepłego oceanu. żeby szkoła. Mama.Kochana Wiki. . Filip.tato zasłonił mu usta i zerknął na otwarte okno. Od kiedy powrócili do domu. . Że każdego ranka budzą się w tym samym miejscu. że będziesz z nami. . To nudno tak ciągle siedzieć w jednym miejscu. więc kładźcie się spać . 233 . Inni też je oglądali. prawda? . że mam teraz czworo dzieci. .

Łóżka stanęły sztorcem. 237 Tato wybiegł na balkon.Jak myje odzyskamy? . Bo latanie jest milsze niż pływanie.Schowajcie się.. próbując się czegoś złapać.krzyknęły dzieci.. .powiedział tato i objął mamę. .MAMO! UWAŻAJ! . pod domem. Za nim pobiegli inni. a kilka rzeczy wyfrunęło przez okno.No. a potem zapadła kompletna cisza.krzyknęła mama.Siedzisz na krześle. a dom wciąż się unosił.Co to jest? .. . Było daleko. Budynek się przechylił. . a lampa zawirowała jak karuzela i zgasła. Popędzili do niej. Zaczęli szukać czerwonego krzesła. poza ich zasięgiem.. .To znaczy jakie? . ciężki kamień.Co? Przecież ty się bałaś latać! . ..szepnęła mama. jakby ktoś wyrwał ząb olbrzymowi. 234 235 . . .Może to jest trzęsienie ziemi? Tato podbiegł do Wiki. HUK..Nie wiem.Ono wypadło! . Modele statków spłynęły z półek. . TRZASK. Ciągle zapominała.Polecieć? . wyżej i wyżej. Jakby ktoś przesuwał ogromny. że ulica się oddala. Dom zachwiał się. Ja miałam takie samo jak wy.Czuję..Co? Dlaczego? .Ale już się nie boję. 236 Dom zakołysał się znów. . .Nie martw się . Lecimy! Dom leciał lekko i bez hałasu. Turlali się po podłodze..zawołała z balkonu Wiki..Ja. . posypał się tynk z sufitu.spytała niepewnie mama.zawołał Filip. HUK! Jakby kamienny potwór postawił stopę na dachu. . Drżał jak samolot przed startem. że to nie jest zwykły mebel! Rozejrzała się niespokojnie. .Chciałam polecieć znowu w podróż.Co się znowu dzieje? . Tylko dom łagodnie się kołysał. . bo. ale w tej samej chwili dom zakołysał się i wszyscy przewrócili się na dywan.. Dom podskoczył.. Zadrżały wszystkie przedmioty i na podłogę spadł wazon z kwiatami. że będą kłop. Szybko! Chcieli wybiec. -Wiki! Skup się! Jakie miałaś marzenie?! -krzyknęła Tosia. Krzesło leżało na trawniku....Odwołajcie ten czar! . . Mama zerwała się z czerwonego krzesła.Tato! Wtedy rozległo się straszliwe chrupnięcie. Mama chwyciła Kukiego za rękę. . łagodnie się kołysząc. Gdzieś w głębi domu rozległ się dziwny dźwięk.Nic się nie stanie. Spojrzeli w dół i zobaczyli.Jakie ty miałaś marzenie? Powiedz! .No tak.Tato! My lecimy.. ale wśród poprzewracanych mebli nie było go widać. Dom oderwał się od fundamentów i unosił się w górę! . .

238 Społeczny Instytut Wydawniczy Znak.Ale chcieliśmy potem wrócić! Podróże są dobre.Lepiej powiedz. . jeżeli można wrócić. Wydanie 1. a Filip latarkę i z ziemi dom wyglądał jak jeszcze jedna gwiazda. Światła miasta powoli zostawały za nimi. Miasto zostało daleko pod nimi. ale tylko jedna gwiazda poruszała się powoli.. . Kraków.szepnęła Wiki. to już koniec . a oni lecieli jak stero-wiec albo dziwny pojazd kosmiczny. Na pewno. Zawisa w powietrzu i obraca się. Na ciemnym niebie iskrzyły się setki gwiazd. . Za oknem przelatywały ptaki i obłoki. Dąbrowskiego 16.Tak.Przecież chcieliście polecieć w podróż! Wy też tego chcieliście. 2009. Jakby czegoś szukało. . . Czerwone krzesło poleciało prosto w jej stronę.. jak wrócimy na ziemię .Nie złośćcie się na mnie .Wszystko będzie dobrze.spytała Tosia.powiedział Kuki. dokąd lecieć. 30-105 Kraków. . to żadne z nich nie mogło już zobaczyć. ul. jakby zastanawiało się. rozumiesz!? .szepnęła Tosia. Mama zapaliła świece.No. jak czerwone krzesło powoli wstaje z trawy i unosi się w górę. Druk: Drukarnia Colonel.Będziemy tak lecieć do końca świata.. Jakoś sobie poradzimy. prawda tato? . a wiatr popychał dom w stronę morza.Mama przytuliła Wiki. Choć stali na balkonie. Kościuszki 37. ul. .Nie krzyczcie na nią. . .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful