P. 1
Maleszka Andrzej - Magiczne Drzewo

Maleszka Andrzej - Magiczne Drzewo

|Views: 370|Likes:

More info:

Published by: Aleksandra Adryańska Sendłak on May 04, 2012
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as DOC, PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

05/21/2015

pdf

text

original

ANDRZEJ MALESZKA: Magiczne drzewo: ANDRZEJ MALESZKA Magiczne drzewo CZERWONE KRZESŁO • :i- . ..

fin ILUSTRACJE IGOR MORSKI MORSKI STUDIO GRAFICZNE ¦¦¦iss WYDAWNICTWO ZNAK KRAKÓW 2009 Projekt okładki Andrzej Maleszka Paweł Panczakiewicz/ART.DESIGN Fotografia na okładce Maciej Mańkowski Fotografia autora na stronie 4 okładki Archiwum autora Ilustracje na stronach 103,174,192 oraz pierwsza wyklejka Andrzej Maleszka Opieka redakcyjna Maria Makuch Adiustacja Urszula Horecka Anastazja Oleśkiewicz Korekta Barbara Gąsiorowska Projekt typograficzny PARASTUDIO Łamanie Irena Jagocha Copyright © by Andrzej Maleszka Copyright for the illustrations © by Morski Studio Graficzne Sp. z o.o. 2009 ISBN 978-83-240-1165-0 Książki z dobrej strony: www.znak.com pi Sieczny Instytut Wydawniczy 30.105 DZiał SPrZ6daZy: tCl- (°12) 61 99 -ail: czyte.nicy@znak.com.pi Wdwutysięcznym roku nad Doliną Warty przeszła straszliwa burza. Trwała bez przerwy przez trzy dni i trzy noce. Przerażone zwierzęta kryły się w najgłębszych norach. Małe dzieci chowały głowy pod poduszki, by nie słyszeć nieustającego huku grzmotów. W wielu domach zgasło światło, a dachy porwała wichura. Trzeciego dnia piorun uderzył w olbrzymi stary dąb rosnący na wzgórzu. Drzewo pękło i runęło na ziemię. Zadrżały domy w całej dolinie, a burza natychmiast ustała. Nie był to zwyczajny dąb. Było to Magiczne Drzewo. Miało w sobie ogromną, cudowną moc. Lecz wtedy nikt o tym nie wiedział. Ludzie zawieźli je do tartaku i pocięli na deski. Z drewna zrobiono setki różnych przedmiotów, a w każdym przedmiocie została cząstka magicznej mocy. W zwyczajnych rzeczach ukryła się siła, jakiej nie znał dotąd świat. Wysłano je do sklepów i od tego dnia na całym świecie zaczęły się niesamowite zdarzenia. CZERWONE KRZESŁO Dokładnie o północy Kuki otworzył oczy i zaraz je zamknął, bo okno rozświetliła błyskawica. Po sekundzie zahuczał grzmot i dom zadrżał. Kuki naciągnął kołdrę na głowę, bo nienawidził burzy. Od razu sobie wyobrażał, jak dom rozlatuje się na kawałki. Albo jak się pali. Albo że wszystkich porywają upiorne dzieciojady, które przylatują w czasie burzy. Miał dużą wyobraźnię.

- Filip, śpisz...? - szepnął Kuki. - Filip! Nikt nie odpowiedział. Chłopiec powoli wypełzł spod kołdry i spojrzał na łóżko brata. Było puste. Filipa nie było. Kuki wyskoczył z łóżka i podbiegł do lampy. Nacisnął włącznik, ale światło się nie zapaliło. Nie było brata i nie było światła! Ostrożnie otworzył drzwi i wyszedł na ciemny korytarz. Cisza. Słychać tylko kapanie. Plum... Kap... Z sufitu sączyła się strużka wody. - Co się dzieje? Tośka! Otworzył drzwi z napisem: Kto wejdzie bez pukania, to trup, i krzyknął: 9 - Tosia! Obudź się! Ale siostry także nie było. Łóżko stało puste, a kołdra leżała na podłodze. Kuki popędził do pokoju rodziców. - Tato! Lecz w ciemnej sypialni nikogo nie było. Tylko potrącona drzwiami wiolonczela wydała długi jęczący dźwięk. Gdzie oni wszyscy się podziali? Był zupełnie sam, w środku burzy, nie było światła, a na zegarze wybiła północ. To naprawdę nie jest mało dla dziewięcioletniego człowieka. - Czuję, że będą kłopoty - wyszeptał Kuki. A woda wciąż kapała z sufitu. Plum... kap... plum... kap... Ponury rytm, który przerażał go najbardziej. - Muszę zachować spokój. Nie mogę się denerwować. Muszę znaleźć jakieś rozwiązanie... Tato mówi, że zawsze można znaleźć rozwiązanie i... Błyskawica znów rozjaśniła mrok mieszkania, a jej białe światło odbiło się w kałuży na podłodze. Chłopcu zdawało się, że to nie woda, tylko straszliwa trucizna. Jedna kropla wystarczy, żeby spalić jego bose stopy. - Trzeba kogoś zawołać - wyszeptał. - Muszę znaleźć pomoc... Ruszył do drzwi, ale był pewien, że nie może wyjść z domu bez broni. Chciał pobiec po świetlny miecz, który dostał od taty, ale zrezygnował. Wiedział, że to dziecinna zabawka, która go przed niczym nie obroni. Chwycił metalowy flet, na którym grała jego siostra. Flet był niebezpieczną bronią, bo miał sterczące klawisze i był ciężki. Kuki ruszył w stronę drzwi. Już miał nacisnąć klamkę, kiedy usłyszał cichy trzask. Po drugiej stronie drzwi ktoś włożył klucz do zamka i niezmiernie powoli go obracał. Kuki zastygł. - Porwali wszystkich, a teraz wrócili po mnie! -pomyślał z rozpaczą. - Chcą zabrać ostatniego z rodziny Rossów... Zasuwka zamka zgrzytnęła i przesunęła się. Klamka powoli opadła, a potem drzwi z cichutkim trzeszczeniem zaczęły się otwierać. Kuki resztkami sił odskoczył i ukrył się za płaszczami na wieszaku. W mroku widział, jak skrada się 10 11 jakaś postać w hełmie i zbliża do niego. Nie mógł czekać. Musiał zaatakować pierwszy. Wyskoczył zza płaszczy i z całych sił walnął przeciwnika metalowym fletem. Usłyszał dziki wrzask: - Ała! A potem: - Kuki, ty kretynie! Co robisz? Jego dwunastoletni brat Filip zdjął kask rowerowy i rozcierał głowę. Do mieszkania wbiegła mama w mokrej pelerynie, z latarką w ręku. - Co się stało?

- Kuki chciał mnie ukatrupić. Mama podbiegła do Kukiego. - Króliczku, obudziłeś się? Mówiłam, że ktoś musi z nim zostać! - Mama przytuliła chłopca. Nie bój się. Już wróciliśmy... Do korytarza weszli tato i Tosia. Byli kompletnie przemoczeni. Tato niósł deski i kawałki folii. Filip zawołał do siostry: - Tośka! Kuki rozwalił ci flet! - Co? Dziewczynka chwyciła flet, który był wygięty i miał pęknięty ustnik. - Dlaczego go zepsuliście!? - Nie my! On! - Spokój - powiedział tato. - Zdejmijcie mokre rzeczy i chodźcie na ciepłą herbatę. Wszyscy. Mama objęła Kukiego i poszli razem do kuchni. Na kuchennym stole paliły się świece, a mama nalewała parującą herbatę do kubków. Burza już się skończyła. Kuki siedział owinięty kołdrą i ziewał. Filip przykładał lód do sińca na głowie, a Tośka próbowała naprawić flet. - Wichura rozbiła okno na strychu - mówił tato - i woda lała się do domu. Musieliśmy wejść na dach, żeby to zreperować. Inaczej byśmy spali w akwarium. - W dodatku prąd wysiadł! - zawołał Filip. -Było ciemno jak w trumnie. - Dlaczego poszliście beze mnie? - oburzył się Kuki. - Ja też chciałbym wejść na dach. - Jesteś za mały na taką akcję - powiedział Filip. - Pioruny tak waliły, że w każdej chwili mogliśmy być trafieni. Trzymałem tatę, żeby wichura go nie porwała. Ty byś umarł ze strachu. - Nieprawda! - Prawda. Było tak niebezpiecznie, że tato kazał mi włożyć kask. 12 13 - Przez twój kask mam rozwalony flet - mruknęła Tosia. - Wolałabyś, żeby walnął mnie w głowę? - Wolałabym, żeby cię walnął czymś innym. Po wakacjach mam egzamin. Jak ja będę ćwiczyć? Kuki zerknął na siostrę, która smętnie oglądała zniszczony instrument. Tośka, tak jak Filip, chodziła do szkoły muzycznej. Miała jedenaście lat, ale wszyscy już mówili, że ma prawdziwy talent. Tak jak rodzice, którzy byli muzykami w orkiestrze. Filip też nieźle grał na skrzypcach, ale nie miał cierpliwości do ćwiczeń, bo interesowało go dużo innych rzeczy, na przykład piłka i gry RPG. - Przepraszam - powiedział Kuki do siostry. -Nie chciałem go zepsuć. - Dobra. - Tośka przytuliła brata. - Nie złoszczę się już. To nie twoja wina. - Walnąłem go, bo myślałem, że jest dziecio-jadem. - Bo jestem - zaśmiał się upiornie Filip. - Jak zaśniesz, to odgryzę ci łapę, którą na mnie podniosłeś. Tylko ją umyj, bo brudojadem nie jestem. 14 Poszli spać dopiero o pierwszej w nocy. Mama przyszła jeszcze powiedzieć im dobranoc. Kiedy pochyliła się nad łóżkiem Kukiego, ten szepnął. - Mamo... - Co, króliczku? - Wiesz, ja się obudziłem, bo miałem głupi sen. - Nie myśl o tym. - Ale chcę ci to powiedzieć. Śniło mi się, że ty i tato już nas nie chcecie. Że oddaliście mnie, Filipa i Tosię komuś obcemu i odeszliście. - To głupi sen i zapomnij o nim. Ani ja, ani tato nigdy was nie zostawimy. Dobranoc. Dwa tygodnie później w fabryce mebli Hoga zrobiono krzesło. Wykonano je z dębowego drewna i pomalowano na czerwony kolor. Był to jedyny egzemplarz, który miał jechać na targi

Mówiłem. Przyciągnął stół pod żyrandol. . Jest skąpa jak Szkot . Tak się starałam..wrzasnął Kuki. . na którym stało mnóstwo talerzy i filiżanek. zostawiając za sobą kremowe ślady. zdawało mu się. I wtedy żyrandol urwał się. więc weszli na drabinę razem.. Krem prysnął na ściany. . a za nią rodzice.Ciocia nie pożyczy. Filip i Kuki wisieli na lampie. że jest ciepłe i lekko się porusza. .. Tylko od niej możemy pożyczyć pieniądze..To skacz! .Co wyście zrobili.Przestań. której nikt nie lubił.Chcieliśmy wkręcić żarówkę. Tego dnia miała odwiedzić ich ciotka Maryla. Mama usiadła na kanapie. Kuki pobiegł do korytarza.Nic ci się nie stało? . .Dobrze ci tak.powiedział tato. a na środku duży tort.krzyknęła Tosia. . Mama poprosiła Filipa.. zwany Kluchą.Nie utrzymam się .To jest moja siostra! Nie była u nas od pięciu lat. Filip skoczył pierwszy i nic mu się nie stało.Nie mam już siły.Skacz! .To wytrzymaj jeszcze chwilę! Filip rzucił się w stronę okrągłego stołu. .Co? Kto to wymyślił? .To czemu na widok cioci więdną kwiatki? -zapytał Filip.krzyczał. . . żeby nie zapraszać tej piranii . że będzie musiała kupić dzieciom jakiś prezent. . Szybko! Mama i tato podbiegli do Kukiego. że niczego nie potrafię. .Słuchajcie. . Kuki został na lampie.Zabiję się. Kuki chciał koniecznie pomóc. kretyni!? . I kupić flet Tośce.Nigdy! . Na szczęście tort osłabił upadek. Gdy czerwone krzesło ruszało w podróż. Skacz! 16 17 -Nie! .Przynieś wiadro i mop..mebli do Gdańska. Wtedy sądził. Ona wcale nie jest taka zła.Chyba nie.. wkładał krzesło do ciężarówki. ..Ty nie masz mózgu!. W domu było wielkie sprzątanie. Idź się przebrać. Na przykład trzy cukierki. Żyrandol zatrzymał się na przewodzie i kołysał centymetr nad głową Kukiego. I oczywiście nie wygląda! Ona znowu powie. .Boli mnie tyłek. że chcemy ją prosić o pożyczkę? Musimy spłacić długi. Ale to nie było złudzenie. . . żeby wkręcił żarówkę do lampy. Połamię nogi! Będę miał wstrząs mózgu.powiedział Filip. żeby ten dom wyglądał jak normalny dom. a Kuki spadł na stół. . . Kiedy gruby kierowca. filiżanki pofrunęły. Nie pozwalam tak mówić o Maryli! Poza tym zapomnieliście. . . zbierając z podłogi potłuczone filiżanki.Porusz rękoma. Wpadła Tosia. że to złudzenie. Nie boli cię nic? . Zdążyli się jeszcze chwycić żyrandola i dyndali. mając do podłogi jakieś dwa metry.Tato. Bez18 radnie patrzyła na potłuczone naczynia i tort roz-paćkany na dywanie.Bo się bała. I wtedy drabina się złamała. a dzbanek z sokiem pękł na sto kawałków.

. kiedy usłyszał dziwny dźwięk. . . Filip i Kuki stali za ladą cukierni. .Z galaretką. Minęła dłuższa chwila.. Sprzedawczyni pakowała ciastka do kartonika.Ja chcę lody . Ona nigdy się nie spóźnia! Tośka! Idziecie kupić nowy tort. I znów . przeskakując z nogi 20 21 na nogę.Co jest. Zatańczyło na niej.Poproszę tort beżowy i dwanaście ciastek -powiedziała Tosia.łomot.Boże! Za godzinę tu będzie. Chlusnęła woda i przedmiot zatonął.Jesteś za mały.. Nagle rzucił się naprzód. Krzesło wymierzyło mu kopniaka i wskoczyło na barierę mostu. I pożyczcie od pani Szmit kilka filiżanek. jakby chciał się rozejrzeć. . Obrócił się i nadsłuchiwał. odrzucając Kluchę. Mebel się poruszał! Obracał się powoli. . . .Ej. Czerwone krzesło stało teraz na chodniku nieruchomo jak każdy normalny mebel. Ale po chwili czerwone krzesło wynurzyło się i popłynęło. Wtedy krzesło skoczyło do rzeki. żeby je pochwycić. które fruwały jak oszalałe nad słodyczami.Co się stało? .Szlag by to trafił. Wyszli z cukierni. TRZASK! Drzwi otworzyły się z hukiem. który poleciał na trawnik. Kierowca patrzył na nie obłędnym wzrokiem. . który wrzasnął i zamknął oczy. Mama zerwała się. Albo nie.Rozbiła się cysterna z klejem. z kremem toffi. I jakieś ciastka. . przelatując nad kierowcą. Właśnie próbują ich odkleić. . kto tam jest? Kierowca niepewnie wyciągnął rękę w stronę klamki.Wypadek . żeby zadzwonić do szefa...Czemu my teraz nie mamy na nic forsy? -spytał Kuki.powiedział Kuki. żeby złapać je za nogę. . We wnętrzu coś drapało i stukało w drzwi. Potem krzesło zaczęło się pochylać. Ruszyli bulwarem biegnącym wzdłuż rzeki.. Oszołomiony... W otwartych drzwiach stało czerwone krzesło.Nie mamy forsy. Sznur aut ciągnął się aż do zakrętu. Chcę wiedzieć.Mówię ci. powoli wstał i spojrzał na samochód.Których ciastek? . Klucha wychylił się z szoferki. dźwigając paczkę z tortem i karton ciastek. Powiedzcie mi! Bo rzucę ten tort na ziemię. Droga była zakorkowana. Lecz zanim jej dotknął. Masa samochodów się przykleiła i kilku ludzi. Tu macie pieniądze. Szybko! Ciężarówka firmy Hoga zatrzymała się na moście.Jak będziecie dla niej tacy okropni. W tej chwili zegar wybił godzinę czwartą. .. Tośka. . to na pewno nam nie pomoże. .19 . .. żeby to zrozumieć. Maryla uwielbia słodycze.krzyknął policjant kierujący ruchem.? ŚWIST!!! Krzesło skoczyło jak tygrys..Jedną gałkę. oganiając się od os. Klucha niepewnie wyciągnął rękę. jakby w ciężarówce zamiast mebli jechał tygrys. zanim odważył się je otworzyć. że nie mamy kasy. Coś stukało w jego samochodzie. Klucha wyciągnął telefon.Co tam się dzieje? Klucha wysiadł i podbiegł do tylnych drzwi samochodu. niesione prądem. 23 .Nieprawda.

Czerwone „niewiadomoco" zbliżało się. Chłopiec wychylił się przez barierkę i patrzył uważnie. Kuki położył się na mostku i wyciągnął rękę. Filip parsknął śmiechem.Ja je zabiorę do domu . kiedy coś zauważył. coś czerwonego i błyszczącego. Ponad wodę wystawała tylko mała część. Rzeką płynął dziwny przedmiot. I dopisał numer telefonu mamy. Jest obrzydliwa . a Kuki usiadł na kamiennym mostku.Zgłupiałeś? Po co? . . . muszą znaleźć inną pracę. zatrzymał się czarny mercedes M-Klasse. .Ciotka jest bogata. Kuki przypomniał sobie. omal nie wpadając do rzeki. . .Czemu mi nie powiedzieliście? . Wychylił się jeszcze mocniej. Musimy być dla niej mili. jakby przeszedł go lekki prąd. jak to zrobić. Za nim wyszła Tośka.powiedziała Tośka. Napisał na nim wielkimi literami „Supermuzycy szukają pracy". Wracamy. Myślał. . . Na każdej ulicy! Chciał pobiec na drugą stronę mostu.Skąd masz to krzesło? Obrócił się. Czerwony lakier lśnił w słońcu. rozumiesz? Zatrzymali się przy zielonym domu stojącym nad brzegiem rzeki. Filip i Tośka weszli do budynku. Już myślał. Poczuł coś dziwnego.Rodzice są bezrobotni?! -Tak.. . Pójdziemy do pani Szmit pożyczyć filiżanki.Tylko jej tego nie mów. tylko zwykłe krzesło. Z zielonego domu wybiegł Filip. To nie był żaden skarb.Pożyczą pieniądze od ciotki Maryli . Mówię poważnie... .Skąd je masz? .Zostaw tego śmiecia. Wysiadła z niego wysoka chuda kobieta. przed kamienicą numer siedem.stwierdził ponuro Kuki. to musimy zbierać różne rzeczy.Wyłowiłem. Na ulicy Weneckiej. w której grali rodzice -powiedział Filip.Ona nic nam nie da. Ale potem ożyła i pożarła pół Nowego Jorku. . Mimo ciepłego dnia była ubrana w długi płaszcz. . Jej oczy zasłaniały ciemne okulary i nie było widać. Miała czerwone buty na wysokim obcasie i czarny parasol. że mu ucieknie. Na szczęście most był niski i do wody było niedaleko. Złapał krzesło i ruszył w stronę ulicy Weneckiej.Oni nie mają teraz pracy. .Zaczekaj tu.Ale ty jesteś dziecinny! Kuki nie odpowiedział. że powinien jakoś pomóc rodzicom. rozumiesz? Kuki spojrzał na niego wystraszony. a reszta kryła się pod powierzchnią. bo ciotka zaraz przyjdzie. który wyglądał jak wojskowy mundur zapięty po samą szyję.. . Chwycił kawałek cegły leżący na chodniku i wbiegł na most.. Czerwony przedmiot co chwila znikał pod wodą i znów się wynurzał. .powiedział stanowczo Kuki.I co teraz będzie? . Kuki wytarł siedzisko rękawem bluzy i usiadł. Nagle zerwał się. czy jest zła. . Był rozczarowany.A jak nie znajdą? . jak w jednym filmie chłopak wyłowił kufer z mumią. Kuki złapał go i z trudem wyciągnął z wody.Zamknęli orkiestrę.Mogę to napisać wszędzie. . gdzie był ich dom. Ale wyglądało jak nowe. . kiedy ten nagle zatrzymał się i podpłynął wprost do jego ręki.Mama nie chciała cię martwić. ale wciąż nie mógł dosięgnąć przedmiotu. Miała złotą 24 25 koronę.No. choć zupełnie nie wiedział.Jak teraz jesteśmy biedni.

.ponura czy tylko smutna. .Bo wolałam je zbierać..Udawałam. Nadbiegli Filip. z której w kilku miejscach odpadał tynk. . Spojrzała surowo na Tosię. Kuki szepnął do Filipa. A wiesz czemu? Żeby dawali mi na nie pieniądze.Spojrzała surowo na Kukiego . Mama spiorunowała tatę wzrokiem. .Czemu go zniszczyłaś? . Zamki w drzwiach mercedesa zablokowały się.Na flecie gra najlepiej w szkole. Ciotka ruszyła w stronę domu.Jak byłaś mała.Bądźcie dla niej mili i zachowujcie się normalnie . . Siadajcie. . Usiedli przy okrągłym stole. która rosła i szybko zbliżała się do ich domu. ciociu? .. Dopiero teraz ją zauważyli.powiedziała Tosia.spytała kobieta.To ja go zepsułem . Ciotka siedziała w fotelu i oglądała pogięty flet. to lubiłaś słodycze. . . a z dachu wysunął się metalowy kot na sprężynie.Czemu ciocia ich nie wydała? . Jednak na pewno nie wyglądała na osobę wesołą.Weźcie ciastka i idźcie do pokoju. .westchnęła ciotka i nacisnęła guzik w kluczyku od samochodu. Spojrzała niechętnie na kamienicę. Przecież cioci będzie przykro.To już tak z wami źle. .szeptała mama. siostrzyczko? . mrucząc coś pod nosem.Wyciągnąłem je z wody. Tośka i Kuki dźwigający krzesło. Do dziś je trzymam.spytała mama. ciociu . jak na niebie pojawiła się ogromna ciemna chmura. a ściany były wymalowane kolorowym graffiti. . Chwycili je wspólnie z Filipem i wbiegli do kamienicy.Ciotka wskazała parasolem czerwone krzesło. Mama zerknęła speszona. A ja te pieniądze chowałam do słoika.To odstrasza ptaki.Cioci nie będzie przykro. wydając miauczące dźwięki. Nie widzieli. na którym przysiadł zmęczony Kuki. Inaczej te głupie zwierzaki paskudzą na samochód. . Kuki siedział na znalezionym czerwonym krześle. żeby przyleciało tysiąc ptaków i każdy zrobił kupę na jej auto. wchodząc z tortem beżowym.Chyba tak .A ty oszczędzasz pieniądze? . . że musicie zbierać śmieci.Trzeba szanować rzeczy. Zaczął podskakiwać. nakładając w kuchni ciastka na półmisek.Nie nauczyli was. .przyznał się Kuki.spytał zdziwiony Kuki.zawołała mama.Chciałbym. . 26 27 . . .Co takiego? . Filip i Kuki kiwnęli tylko głowami.Cicho! Chodź.zapytał zdumiony Kuki. . . Dobrze grasz? . bo jest robotem -powiedział Kuki. .Walczyłem z dzieciojadem.Dzień dobry.I nie róbcie takich okropnych min. Dzieci starały się odsunąć jak najdalej od ciotki. -Nie.Lubisz tort beżowy...Tato mówi. Było to wielkie stado ptaków. . 28 . . że ciocia to robot do robienia pieniędzy.powiedziała Tosia. Tośka pobiegła za nią.Co to jest? . 29 . Kuki wstał z krzesła. Rodzeństwo stanęło jak wryte.Tośka jest świetna .Co to jest. Ja zaraz przyjdę. . że trzeba mówić dzień dobry? .

. że wcale nie chcesz tego statku. . Kuki i Tośka zerwali się i pobiegli na korytarz.. na statek do sklejania. .mamy pewne problemy finansowe. 33 .. Ona chyba chce.Łał! To jest lotniskowiec! Właśnie taki chciałem! Skąd to się wzięło? .? Ciotka obróciła się.No... prawda? Zapadła cisza. Ale nie mogę uzbierać. . Stanął przed ciotką i niepewnie powiedział. czego chcą. ale.Nie wierzę .Macie jakieś zwierzę? Filip. .zaczęła nieśmiało mama . .. po co mnie zaprosiłaś. Marylo. .Straciliśmy pracę w orkiestrze. a na wycieraczce stał wielki karton ze zdjęciem okrętu. .Dziękuję bardzo.. Kuki podbiegł do pudła. . Chcesz pożyczyć pieniądze..Tosia popchnęła Kukiego w stronę drzwi.Nie.krzyknęła ciotka.. Ciotka obejrzała się.. bo i tak je zmarnujecie.Ja ci niczego nie kupowałam! . .Tato. Drzwi na klatkę schodową były otwarte. .Chcesz jeszcze kawy? .mruknął Filip. Wstała ze złością i podeszła do okna. Kuki poczuł.Nie mam pojęcia. . .Skąd ciocia wiedziała. .To ma być złośliwość? Sugerujesz.Za co? Kuki spojrzał na nią zdziwiony.spytała mama... 32 . .szepnęła Tosia. siostrzyczko.Tak. jak.Czemu? . . Potrzebujemy trochę gotówki.Może wszystkim coś kupiła? . ciociu.Co? Jaki prezent? Kuki pokazał karton z okrętem. Nic więcej tam nie było. . Ciotka przerwała jej. Muszą same zdobywać to.Bardzo chcę! Lotniskowiec.A może soku. . Wiem dobrze. Rodzina patrzyła na nią zdumiona.. Kuki pochylił się do taty..Widzisz. że dzieci w ogóle nie powinny dostawać prezentów. . Jednocześnie z korytarza dobiegł jakiś hałas. żebyś jej nie dziękował. że właśnie taki chcę? . ..Wy zawsze macie problemy. ..Wam nie można pożyczać pieniędzy.Dziękuję ci. . bo stale je przepuszczam.To znaczy.No idź! Kuki wziął karton i pobiegł do pokoju. 30 31 .Nie przerywaj mi! Ciotka podeszła do mamy.Nie wysilaj się.. .. że czerwone krzesło zadrżało.Chyba ciotka kupiła ci go w prezencie . Ale na wszelki wypadek zajrzał za drzwi. że powinnam kupować prezenty twoim dzieciom? Ja uważam. Oczywiście oddamy ci. .Idź jej podziękować.. Zdumiony Kuki spojrzał na mamę. Ciotka przerwała mamie. . Mam jej oddać ten lotniskowiec? . za prezent. która się uśmiechnęła.. Tato wstał. model jeden do dwustu.Wybacz.

że kupicie porządne mieszkanie. .. Mama chciała za nią pobiec.Króliczku. .. . zmieniając go w pierzastego potwora.A zresztą rób. Po chwili mercedes ruszył z piskiem opon. . W końcu z trudem otworzyła drzwi i wskoczyła do samochodu. poczekaj.Przecież ty nie umiesz pływać . Ciotka zeszła po schodach.Pamiętaj. Siedzieli w milczeniu na kanapie. Ja bez was nie wytrzymałabym nawet jednego dnia.Oszalały czy co? 34 35 Ciotka rzuciła się w stronę auta. Białe pociski spadały na ciotkę ze wszystkich stron..Jak długo trwa taki rejs? .My mamy grać na statku!? .. .Orkiestra na statku Queen Victoria.spytał Filip.Ciotka zerwała się z fotela. rozumiesz? Od razu bym z tego statku wyskoczyła i do was przypłynęła.Już ja sobie z nimi poradzę! Przynajmniej nauczą się trochę dyscypliny. . Szukają muzyków do orkiestry. śniło mi się. brudząc płaszcz i parasol.Mam dla was propozycję. 37 .spytała mama.A co? To jakiś wstyd? .Pamiętasz.. co chcesz. . potykając się na wysokich obcasach.I nie oddacie nas do ciotki? .powiedziała stanowczo mama.krzyknęła mama. że to robota nie dla mnie. próbując oczyścić okno. że ja ci już nie pomogę! . . Otworzyła drzwi na ulicę i gwałtownie się zatrzymała. Rodzeństwo spojrzało na nią przerażone.Na pewno tego nie zrobimy! . Chmura ptaków poleciała za nim. Bogaci ludzie pływają nim na Karaiby. ale tato ją zatrzymał.Co to za praca? . . Wreszcie Tosia cicho spytała. Tato położył rękę na jego ramieniu. Wy nigdzie nie wyjedziecie. .Nie wyjedziemy. Przecież mamy dzieci. próbując rozgonić ptaki. . . Przez rok zarobicie tyle. . . Wyglądały jak olbrzymia wrzeszcząca chmura.Chwyciła ze złością płaszcz i ruszyła do drzwi.. Oczywiście będziesz przysyłać pieniądze na ich utrzymanie.powiedziała ciotka. . Ciotka zmierzyła dzieci wzrokiem.zaperzyła się ciotka. Rodzice też byli zaskoczeni.powiedziała Tosia.Dzieci zabiorę do mojego domu . . prawda? .Nigdy mnie nie słuchasz! .Rok..Co!? Dzieci spojrzały zdumione na ciotkę. Krzyczała i tłukła parasolką. przysięgam! Kuki usiadł obok mamy. .Mamy wyjechać na rok!? . Rodzina nie widziała tego zdumiewającego zdarzenia. . . Nad jej samochodem fruwały setki ptaków. . .Mamo. dziko skrzecząc. Jest świetna praca dla muzyków. Wycieraczki rozpaczliwie zapiszczały. .Nigdy i nikomu was nie oddamy. od którego zrobiło im się lodowato. które kłębiły się wokół jej głowy.Na co? Aż zmądrzejecie? To się chyba nie doczekam! Trzasnęła drzwiami. .Maryla. -To niemożliwe. że nas zostawiliście. Inne ptaki obsiadły mercedesa. Sama widzisz.Mamy zostawić dzieci na cały rok?! Nie .Queen Victoria to najbardziej luksusowy statek świata. Zarobicie porządne pieniądze i świat zwiedzicie za darmo.No właśnie.

. stojące obok łóżka Kukiego. Na środku rynku stał wielki namiot z napisem: „Jarmark Augustino". Już się nie martwili.Nie chcę już grać! TRZASK. Ale nie przejmowali się. zanim skończyli budować wielki lotniskowiec. Czy ktoś ma na niego ochotę? .A skąd ma pan mój numer? .upierał się Filip. a potem 38 39 ruszyło do drzwi. pchane jakąś niezwykłą siłą. Tosia. zapominając zamknąć okno w kuchni.Seksnonagilion! Mama oburzyła się: . Filip spojrzał na tatę i nagle. Stare volvo pędziło pustą o rannej porze ulicą Wenecką w stronę Starego Miasta. Poczuli się dobrze i bezpiecznie. Zanim zdążyli coś powiedzieć.spytała mama. zadzwonił telefon.Bilion! . Rankiem rodzice zapakowali instrumenty. Skleimy go! Zapadł zmrok.Trylion! W końcu Filip krzyknął: . zawisając metr nad podłogą.Sto tysiaków! . .Milion.. Na jezdni siedział mały kundelek. . wyfrunęło przez okno. przestań mówić takie słowa. co to za praca i ile będą płacić. Unosiły się balony z reklamami.Ale kto mówi? . unosząc się kilka metrów ponad jezdnią. Kuki zrobił to samo. Psiak nawet nie spojrzał na auto. żeby pojechać na Stary Rynek. Głos w słuchawce powiedział: . Wybiegli z domu w pośpiechu. . Tosia objęła mamę. Zawirowały i wyfrunęły. Potem mama z Filipem upiekli mnóstwo zapiekanek (Filip był zapiekankowym ekspertem) i do późnego wieczora grali w karty.Kocham cię. Nad ulicą frunęło czerwone krzesło. Aż nagle.Otwieraj to pudło. A potem łagodnie wylądowało na dachu volvo.Max Rozmus. .spytał Kuki.A mój lotniskowiec? .Ale pamiętajcie: nikt już nie mówi o ciotce i statkach. Powoli obróciło się.Tysiak! . .Słuchaj. że pojadą z nimi. Dogoniło samochód i leciało tuż nad nim. co to za praca. Macie być rano. -Tak! . jasne? . Czerwone krzesło weszło do kuchni i zatrzymało się przy otwartym oknie. Odebrała mama. Filip i Kuki uparli się. na których sprzedawcy właśnie rozkładali towary. drgnęło. . gdzie odbywał się Jarmark Augustino. mamo.Filip. .Pirania nie pożarła tortu. Grała muzyka i było dużo ludzi. Chcieli koniecznie zobaczyć. Kiedy wyszli. więc tato zwolnił i ostrożnie go wyminął. Kuki siedział na czerwonym krześle i bez przerwy przegrywał. Pełno tu było kolorowych straganów. Otworzyło się okno. Rodzeństwo siedziało przygniecione wielkim pudłem z wiolonczelą. Przeciąg porwał wszystkie karty do gry. I rozłączył się. Samochód wjechał na rynek. Wymyślali coraz to większe sumy: . Poruszało się jak dziwny robot. Gapił się w górę. czerwone krzesło. nie wiadomo czemu. Jego nogi nie zginały się. Unosiło się tylko i opadało. Później uniosło się. Jest robota dla muzyków! Przyjdźcie na Jarmark Augustino. aż w końcu zawołał: .spytał tato. roześmiali się. z wielką szybkością. Zgadywali.Z mostu .Naprawdę jest taka liczba .odpowiedział tajemniczy głos.

Ja go tam nie włożyłem! . jak co rano.Odczep się . . . . . Było tu pełno dziwnych przebierańców.Po co je zabrałeś? . . jeśli ktoś był nieposłuszny. Jedni wyglądali jak wielkie puszki coca-coli. nie handluje. Max Rozmus był szefem Jarmarku Augustino. czyli buty ze sprężynami. miażdżąc oprawki. o co tu chodzi.No. . to dobrym człowiekiem.Zaczekajcie tu . kto chciał handlować na jarmarku. .Poczekaj.Czemu? . A jeśli czymś na pewno nie był. Jego nogi były zaczepione o bagażnik.Piotrek. żeby zebrać haracz.To ja. W końcu się uspokoił. . że możesz tu stać. Zaczął po nich skakać. . . I mocno kopać.Mogło spaść i spowodować wypadek! . 40 41 . Będziecie komóry. Kto nie płaci. Max był ogolony na łyso. . który handlował okularami przeciwsłonecznymi.Jesteście puszki czy komóry? -Co? . Musieli biec za nim naprawdę szybko. złodziejem i łobuzem..To wynocha stąd. sadząc wielkie susy na sprężynowych butach. Mama z tatą przepychali się przez tłum ludzi na rynku. . rozumiesz?! . że samo przyleciało! .Muszę znaleźć tego Rozmusa. zobaczymy. Zatrzymali się obok straganów ze słodyczami. robiąc na jumperach trzymetrowe kroki. .Max kopnął stragan i okulary posypały się na ulicę. inni byli przebrani za paczki chipsów. my jesteśmy muzykami!.Na dachu volva stało czerwone krzesło.powiedziała mama. Zatrzymał się obok chudego chłopaka. . .Pan do mnie dzwonił .Pewnie Filip.. To pozwalało mu szybko biegać. wracajmy do domu! . .Ubierajcie się w to.Ale proszę pana. Za nimi biegli Tosia i Filip z wiolonczelą. Każdy.Dobra.Za co? . Za nimi stał wygolony na łyso mężczyzna w dziwnych butach na sprężynach. .Za to.zawołał tato.szepnęła mama.krzyknął Kuki. musiał mu płacić. Albo rozbitą głowę. a na nogach miał jumpery.Zostawcie już to krzesło . -A kto!? .Wczoraj płaciłem. .Bierzcie instrumenty! Musimy znaleźć tego Maksa.Trzymajcie się blisko. Teraz już rozumiesz. Chodźcie ze mną. .. żeby powyciągać ze sterty odłamków kilka ocalałych oprawek.. . Dalej olbrzymi pieczony kurczak grał na gitarze.Bo ja tu rządzę.zawołał Filip. Właśnie.To jakiś wariat . Wysiedli z auta. Weszli do namiotu. O co chodzi? 42 43 Rodzina obejrzała się. -zaprotestowała mama. Były jaskrawożółte i miały napis „Dzwoń za darmo aż do śmierci". Zrozpaczony chudzielec ukląkł. Zapłaciłeś? .zawołał oburzony brat. bo się zgubimy.Tato zaparkował samochód.Kuki! . Kuki dźwigał czerwone krzesło.Może powiesz. Ruszył dalej. .powiedziała mama. Max zdjął z wieszaka dwa kostiumy wyglądające jak gigantyczne telefony komórkowe. ale przede wszystkim był oszustem. wyruszył na obchód. nie zapłacę więcej. Inaczej miał kłopoty.Ej.. mały.. Na przykład rozbitą szybę w samochodzie.Ja na pewno go nie brałem! . . .Podobno jest praca dla. Mężczyzna popędził do namiotu.powiedziała nieśmiało mama.

. wysuwał głowę z żółtej słuchawki i robił miny do dzieci. Udawali wyjące psy.No dobra. po stówie. Jesteśmy muzykami.Chcę trzy pizze wszystko mające! . a dziewczyny niech uciekają.. Mama starała się ukryć jak najgłębiej w kostiumie. Zaraz pójdą. Kuki siedział na czerwonym 44 45 krześle i udawał. Na widok grających telefonów zaczęli się wydzierać. Ze sklepu wyszli trzej faceci z puszkami piwa w ręku. Idźcie rozrabiać gdzie indziej! I wtedy stała się rzecz niezwykła. Jednak chuligani nie mieli ochoty nigdzie iść. jeśli mi zapłacą. . Jeden z nich walił puszką o latarnię.powiedział tato... jasne? Zapłacę wam wieczorem.O to chodzi..zawołała Tośka. Przebieracie się za telefony i będziecie grać.. Ja też będę komórą . Czemu on nam to dał? . grając klaksonową melodyjkę. Max wyszedł. To jest promocja. która przeleciała obok głowy mamy. Chuligani nagle zamilkli. Kuki obrócił się w ich stronę i zawołał.Proszę pana. to wam nie wybaczę.szepnęła Tośka. Filip i Tośka podbiegli do brata.. Mama spojrzała na tatę.Cii.. .powiedział drwiąco Filip. Może jestem czarodziejem? Mam władzę absolutną! . Filip szepnął: .My zostaniemy z tatą . Tośka zawołała: .Tośka. to my się z nimi bijemy. W środku była pachnąca pizza. Pędzili jak szaleńcy. Dwa wielkie telefony stanęły na środku rynku i zagrały sonatę Mozarta. 46 47 Filip spojrzał na siostrę oszołomiony... . Zanim zdążyły coś powiedzieć. . z ubranym w czerwony kombinezon roznosicielem pizzy. Wrzeszczeli coraz głośniej.Tato.Nie wiem..westchnęła mama. . A potem jednocześnie rzucili się do ucieczki.. Największy. wytatuowany na ramionach. jakby co. Musimy wreszcie zarobić jakieś pieniądze.Nie przeszkadzajcie. Mogę udawać telefon. . a nie jakimiś pajacami.zawołał Kuki. Nagle rozległ się jakiś hałas.Może to jakaś promocja? Kuki otworzył karton. Zza zakrętu wyjechał skuter. bo się bała. rzucił każdemu karton z napisem: „Pizza Rivoli". Nie prowokujcie ich. . Kuki patrzał za nimi kompletnie osłupiały.Ja zostanę. Po kilku sekundach zniknęli za rogiem ulicy. Zahamował tuż przed dziećmi. że dyryguje. zagłuszając muzykę.zawołało rodzeństwo. . Zawrócił skuter i odjechał. . . . my nie mamy forsy! Roznosiciel pizzy uśmiechnął się szeroko.Ale jak komuś o tym powiecie.Weź dzieciaki i idźcie do domu . Filip i Tośka usiedli na krawędzi sceny i wybijali rytm na deskach. . Tato odwrotnie.To wyczaruj trzy pizze.. on się wygłupiał. I już nie powrócili. . Rozległ się klakson z melodyjką. . Zastygli w bezruchu i patrzyli na Kukiego jak zahipnotyzowani. Jak ty to zrobiłeś? . rzucił puszkę. że zobaczy ją ktoś znajomy. Jego ulubiona pepperoni! .Kuki.Możemy to zjeść? . Może.Chyba tak.Ja też mogę się bić . . Wynosimy się stąd.To jakaś paranoja.

krzyknęła przerażona Tośka.. Niebo przecięła błyskawica i wszystko zniknęło w oślepiającym blasku. Tosia zastanowiła się. Nie mogli uwierzyć w to.Jak chcesz.zawołał tato.To jasne. przechodnie uskakiwali na boki.A dzieci przez rok mogą mieszkać u ciebie. Gołębie siedzące na chodniku zerwały się przestraszone. że będą mieszkać u cioci . . czego ja chcę? . że tam jesteś! Powiedziałam.Wiesz.Ostatni raz wam proponuję. Oddychali głęboko. ale ojciec odepchnął go.Ustąp mi miejsca! Filip zerwał się. że mogą u ciebie zostać . . Pędził jak szalony. .Jesteście wrednymi egoistami. na rynek wjechał czarny mercedes. . jakby zmęczeni długim biegiem. Wyczarowałabym daleką podróż.Pizze były pyszne. Dobrze wiem. . . Zanim dzieci zdążyły coś powiedzieć. Myślicie tylko o sobie . Z samochodu wyskoczyła ciotka. teraz nie mogę rozmawiać .Ciotka Maryla! . żebyście się wreszcie zmienili! Żebyście wzięli pracę. gdybyście naprawdę mogli czarować? .Maryla.Musimy wreszcie zarobić porządne pieniądze! . . Taki do sklejania . Mama zeszła ze sceny i stanęła przed ciotką. żebyście wzięli pracę na tym statku! Lepszej nigdy nie dostaniecie. że już nigdy ci nie pomogę.Co byście zrobili. Huk grzmotu przetoczył się nad rynkiem i zerwała się wichura.powiedziała. .odpowiedział Kuki. który zawsze najszybciej zjadał obiad.Mamo! .Oczywiście! . .powiedziała mama. usiadł okrakiem na czerwonym krześle i rzucał ostatnie kawałki gołębiom. . odrywając palcami gorące ciasto. . .Weźmiemy tę pracę.Nie chowaj się.spytał.Nie będziemy się nimi stale zajmować! . . siostrzyczko. .szepnął Kuki.Ja wyczarowałbym największy statek. Otworzyła torebkę i wyciągnęła folder ze 48 49 zdjęciem statku i złotym napisem Queen Victoria.To wspaniały pomysł: grać w orkiestrze na statku! Rodzeństwo patrzyło zdumione na rodziców. Ale nie mogę patrzeć. . a ciotka usiadła na czerwonym krześle.krzyknęła mama. Zaczęła nim wymachiwać. . Filip..Nauczą się dyscypliny! . I wtedy stało się coś strasznego.Ciotka wyprostowała się na czerwonym krześle. Rozległ się grzmot.Ja bym chciała podróżować do różnych krajów. Wystraszony Kuki chwycił tatę za rękę. .Ja rozkazałbym tak: „Niech rodzice dostaną superpracę i zarabiają dużo forsy!". . Jej głos brzmiał dziwnie obco.powiedział Filip. Z rodzicami działo się coś niezwykłego. Zerwali z siebie żółte kostiumy i rzucili je na ulicę.Chcę. . którą wam proponuję. Podeszła prosto do sceny. jak robisz takie głupie rzeczy! Obróciła się do Filipa. ale ciotka zawołała: . Chłopiec spojrzał na niego zdumiony. A ja zajmę się dziećmi.Zgadzamy się . . Nawet nie spojrzała na dzieci. to. rozsiadając się wygodnie na czerwonym krześle.Oczywiście.szepnęła mama. co słyszą.A przy okazji możemy świat zwiedzać za darmo! . . i przestali biedować! Tego chcę.dodał tato. Niebo nad ulicą rozświetliła błyskawica. Mama usiłowała ukryć twarz w kostiumie. TRZASK. . . Samochód zatrzymał się z piskiem opon obok sceny.roześmiał się tato. Tosia i Kuki usiedli na ławce i jedli.

Tosia. że ma go dosyć.Ale musicie się pospieszyć z załatwieniem dokumentów. Rodzeństwo kryło się za nim. Kuki tulił się do siostry. która zawsze się uśmiechała i nazywała go ukochanym króliczkiem.Pakują się. Widzisz. Przez chwilę dzieciom się wydawało.Nieprawda! Nie będzie nam dobrze! Kuki chwycił mamę za rękę. Mama wyjmowała sukienki z szafy i w pośpiechu układała je w walizce.Nie zostawią nas! Tato usłyszał ich. . Kiedy Kuki powiedział.. Szli cicho.Tak! .Oni nigdzie nie wyjadą.powiedziała. . 52 53 . .U cioci będzie wam dobrze. jego i wszystkich dzieci.No. co zrobić. . że się pakujemy. Burza jeszcze się wzmogła. Jutro ciocia was zabierze.. Ta sama mama. jakby bali się zbudzić straszną bestię..Mówiłaś. Z drugiej strony nadbiegł Max. Nie mogli zrozumieć.Przestań histeryzować. Ruszył do przedpokoju. że nigdzie nie wyjedziesz!. co się dzieje.. na palcach.Tato! Przysięgłeś. .Spakujcie swoje rzeczy. Zejdź mi z drogi! Tato ze złością odsunął syna i wybiegł z pokoju. ale zaraz odwróciła głowę. . że znów jest ich dawną dobrą mamą. co do was mówię!? . potem znów wszystko było dobrze. Wtedy dzieci schroniły się w swoim pokoju.Co robią? . Filip i Kuki siedzieli w ciemnym pokoju. Była już noc. Krzyczał: . że nie wytrzymasz bez nas nawet przez dzień. Nie wierzę! . . . To czemu teraz chcesz wyjechać? Czy my zrobiliśmy coś złego? Mama spojrzała niepewnie na chłopca... W tej samej chwili niebo rozdarła kolejna błyskawica i zaczął padać deszcz.. co jest? Znudziło się wam? Nie zapłacę wam ani grosza! Pochylił się nad czerwonym krzesłem. Nie spodziewałam się takiej rozsądnej decyzji . Ciotka wsiadła do samochodu i ruszyła za nimi. Ściana deszczu przesłaniała dom na ulicy Weneckiej.. Ty nie możesz nas zostawić! Mama ze złością zatrzasnęła szafę i zawołała: . Kuki i Tosia poszli za nim. Jeśli się kłócili. a niebo przecinały błyskawice.szepnęła Tosia.Sprawdzę. A teraz wszystko się zmieniło.Ciotka patrzała na rodziców równie zdumiona jak dzieci.. Na ulicy zostało czerwone krzesło. to najwyżej kilka chwil.krzyknął tato. Ich rodzice nigdy tacy nie byli.Musimy się spieszyć! 50 51 Tato i mama obrócili się i popędzili jak szaleni w stronę parkingu. Filip ostrożnie zajrzał do salonu.. ojciec kazał mu się wynosić z pokoju. Spojrzał niechętnie na dzieci.Nie mam teraz czasu.Mamo. Nie wiedziały. co robią. jakby zmienili się w innych ludzi.. skuleni obok siebie na łóżku. Zarobimy porządne pieniądze i świat zwiedzimy za darmo. Nie chcieli wcale z nimi rozmawiać.Ej.Tato.. . . Spojrzała na dzieci.. Mama odsunęła się od nich i powiedziała ze złością: . Tylko czemu? Filip wstał z łóżka. To byli najfajniejsi rodzice świata. Nie odbierzecie nam takiej szansy. Woda w rzece wezbrała i groźnie huczała pod mostem. A mama krzyczała. Filip zdecydowanie ruszył w jego stronę. . Tato i mama zachowywali się. Słyszycie. Przerażone dzieci pobiegły za rodzicami. . Ale trwało to krótko. Podniósł je.. bo statek odpływa w niedzielę. . że nie pojedzie do ciotki. Tosia powiedziała błagalnie: .

nie zwracając uwagi 54 55 na zrozpaczone dzieci. przełykając łzy: . kiedy ciotka dotknęła klamki. Były to niebieskie lampy. Miała kilkanaście pięter. czy jego łzy. . ale dziwnie niemiły.bieli i czerni. . I odeszli. i Kuki nie wiedział. ściekając strugami po szybie. Na pokład prowadził ozdobny pomost.Przepraszam.Nie róbcie kłopotów. a ciotka nie włączyła radia. Odezwała się do nich pierwszy raz.Bądźcie posłuszni . Dzieci patrzyły na to oszołomione. i rodzeństwo weszło za nią do wnętrza. a ściany były ze szkła i metalu. Po drugie . Oficer zatrzymał rodzeństwo. Auto wtoczyło się na kamienny podjazd. Dogonili rodziców. Wyrastała z wody jak olbrzymi biały zamek. Drzwi domu otworzyły się same. Nie było kwiatów. Oni zostają. Filip i Tosia pobiegli za nim. . to musicie przestrzegać regulaminu . W ogrodzie drzewa przycięto w równe kanciaste kształty. niż spali. Dom otaczał wysoki płot. Chwyciła Kukiego za rękę i pociągnęła do wyjścia. który sprawdzał karty wstępu i witał każdego pasażera. Dzieci klęczały na tylnym siedzeniu mercedesa i patrzyły na statek. Zaczął padać deszcz. Ciotka bez słowa uruchomiła silnik i samochód ruszył.powiedział tato. Każda rzecz ma tu swoje miejsce i chcę.. Tosia i Kuki mieli podkrążone oczy. restauracje. Był już zmrok. wielka stalowa brama zaczęła się odsuwać. nawet nie spojrzawszy na dzieci. . Był to wielki dom.Chodźcie już! Najlepsze są krótkie pożegnania. Każdy chciał zobaczyć ten niezwykły statek i szczęściarzy. . Oficer ukłonił się i wskazał im drogę na pokład. Wszystko wydawało się w nim smutne i za duże. kiedy przyjechali do domu ciotki. od kiedy pożegnali rodziców. którzy popłyną w cudowną podróż do ciepłych krain. na którym łopotała flaga ze złotą koroną. a brama zamknęła się zaraz z hukiem. Reszta rodzeństwa poszła za nią ze zwieszonymi głowami. Mama i tato nieśli wielkie walizy. Za nimi szła ciotka Maryla. na którym były zamontowa58 ne kamery. 56 Do dzieci podbiegła ciotka. Rodzice pokazali złote karty wstępu. bardzo nowoczesny.Jeżeli mamy żyć w zgodzie. przemknął pod ramieniem oficera i popędził za rodzicami na pokład.dodała mama. piszczały wycieraczki. Jechali w kompletnym milczeniu. Szczęśliwi i roześmiani patrzyli z zachwytem na statek. które szły za nimi. Pomachajcie ostatni raz i jedziemy. Jeszcze chwila i nie będzie jej widać. . W gdańskim porcie tłoczyło się mnóstwo gapiów. czy oni z państwem płyną? Ojciec powiedział obojętnie: . Ciotka klasnęła i natychmiast zapaliło się światło. W burtach były okna tysięcy kajut. Kiedy samochód podjechał. bo ostatniej nocy więcej płakali. Tosia zapytała. na których były baseny. Wszystko było tylko w dwóch kolorach .. Stał na nim oficer w złotej czapce. . Mama i tato weszli na statek. Podłoga była wyłożona zimnym czarnym kamieniem. Tylko Filip starał się trzymać i dodawać otuchy rodzeństwu.Po pierwsze porządek. które oświetlały przestrzeń wielkiego holu. Wtedy Kuki rzucił się naprzód. czy to deszcz zamazuje obraz. sklepy i kina.Nie. a statek wieńczył potężny maszt.Nie pożegnacie się z nami!? . Rodzeństwo nigdy tu nie było. Queen Victoria płynęła już daleko od brzegu. Deszcz wciąż padał.powiedziała ciotka.Queen Victoria była jednym z największych statków pasażerskich świata.Mamo! Rodzice obrócili się niechętnie. żeby właśnie tam się znajdowała.

to musicie podać trzy powody.W moim domu zatrudniam wyłącznie głuchoniemych.To nie byli prawdziwi rodzice. Pokój dzieci był wielki.Wasz pokój jest na piętrze. . a chłopiec zdecydowanie powtórzył: .. Nasi prawdziwi rodzice nigdy by nas nie zostawili. że jest bardzo młoda.Ona nie umie mówić? . ale Filip ją uprzedził. .zawołała Tośka. Zanieście rzeczy. to zostaną tu już na zawsze. . że nie będą podsłuchiwać ani robić hałasu. jeszcze trzysta sześćdziesiąt cztery dni .mruknęła ciotka.To nie byli nasi prawdziwi rodzice..Zgłupiałeś? Przecież oni płyną na statku.Kuki ma rację.My tu zwariujemy! .Nie jesteśmy głodni . Ściany niknęły w mroku. Ruda w odpowiedzi wykonała jakieś skomplikowane ruchy rękoma. Powiedzcie jej dzień dobry.Nie. a na podłodze leżał gruby czarny dywan. . . Stały tu trzy łóżka.To jest Marcelina . Kiedy po nim szli. . Tu mogą być jakieś kamery albo podsłuch. Tosia spojrzała na brata zdumiona.Obróciła się do oszołomionych tym wszystkim dzieci. Rodzeństwu zdawało się. a potem zejdźcie na kolację. żeby w moim domu nie było krzyków ani hałasu. Tylko lampy były niebieskie. Chcę.Jak chcecie. Kiedy się obróciła.Filip. Zaczął Filip. . .powiedziała zrozpaczona. .powiedział ze złością Filip. . Tosia wyciągnęła kalendarz i przekreśliła dzisiejszą datę. 59 W czasie tej przemowy ciotka prowadziła dzieci przez wielki hol.I co z tego? . na końcu korytarza. nie . sącząc ponure światło.Gotuje tu i utrzymuje porządek. żeby przestał bredzić. rozumiesz? Wtedy wstał Kuki i powiedział: .Uciekniemy stąd..powiedziała ciotka. że idą w gęstym kurzu. zobaczyli. . dlaczego ta rzecz jest wam potrzebna. Jeśli chcecie coś dostać. Plecaki leżały nie-rozpakowane.Odbiło wam? . miała najwyżej dwadzieścia lat i rude włosy.Dzięki Bogu. Stała tu kobieta.Co tydzień przypływają do jakiegoś portu. Przynajmniej mam pewność. za kolczastymi krzakami ostrokrzewu. Wszystko było idealnie czyste i w jednym z dwóch kolorów: czarnym albo białym.Dokąd? . Po trzecie cisza.oszczędność. Zrobili naradę w jego najdalszej części. nogi zapadały im się w miękką powierzchnię i Tosi się zdawało. Tośka chciała powiedzieć. jak wszystko w tym domu. .. Wychodzimy oknem. Szybko! Wyskoczyli na dach garażu i stamtąd do ogrodu.Bo zmienił ich czar. która czyściła poręcz czarną szmatką. . . . .Do rodziców. ale nie tutaj. Inaczej jej nie dostaniecie.To rodzice oddali nas do tej wrednej ciotki! Oni nas już nie chcą. . że jeśli włożą rzeczy do szafy.Tak? To dlaczego nas oddali do ciotki? .spytała zdziwiona Tosia. Ale tu nie było kurzu. . jak w strasznych horrorach. Musimy to omówić. metalowa szafa. . Na końcu były szerokie schody. Dzieci mruknęły: . 60 61 .Dzień dobry.

spytała. Nagle ruda podeszła do Kukiego. Ruda podała im grzanki. Na tarasie stała ciotka. bo inaczej rodzice nigdy do nas nie wrócą. . -Tych wszystkich różdżek. Musimy odkryć. . co ciotka miała na twarzy? .No właśnie. ser i parówki..Nie chcę parówek. Trzymała w ręku nóż i jabłko. Ledwo ją poznali. Spojrzeli na Marcelinę. . że to czar. Po kąpieli pod dziwnym prysznicem. To musi być jakaś nieznana wielka siła. aż zaczną wrzeszczeć głosem zaczarowanych dzieci.Jestem pewien. żeby nie mieć zmarszczek..powiedziała Tośka. Rodzice po prostu chcieli wyjechać i zarobić pieniądze. . 62 63 . .A czemu ta siła przyczepiła się akurat do nas? . .Pewnie.Obaj zwariowaliście.Nieprawda! . On zmusza rodziców. -Nie.spytała. Odsunął talerz.Takich jak w filmach nie ma .Nie wiem. . .A może to ciotka jest czarownicą? Porwała nas. Robi krem z dzieci.Jak? Przecież ona nie słyszy. I też jestem pewny. zeszli na śniadanie. który był zrobiony z czarnego kamienia.Chyba mamy iść do domu. pomyślała. Dzieci spojrzały na nią zdumione. Ruda uśmiechnęła się.szepnęła Tośka. Marcelina przywitała ich paroma gestami języka migowego. w którym woda leciała ze wszystkich stron. Kuki szepnął: . Albo dotknąć jakiegoś przedmiotu. . Ja długo myślałem.zawołał Kuki. Chcę płatki. . . latających mioteł i innych takich. Ciotki nie było. Słońce zajrzało do pokoju i Tosia. Kiedy weszli do pokoju. . która obudziła się pierwsza. Ciche kroki. I na wszelki wypadek zabarykadowali drzwi stołem. Do rana nikt ich nie udusił ani nie pożarł.Czego ona chce? .mruknęła Tosia. Kuki spojrzał niespokojnie na nóż i schował się za Filipa. która przyglądała im się niepewnie. Wstali i ruszyli do budynku. . .To była kremowa maseczka . co to jest. Jestem pewny! Spojrzeli na siebie. Ruda szła za nimi.zawołała Tosia. Mogliśmy niechcący wypowiedzieć zaklęcie. .To czemu udajesz? . ..Widzieliście. czemu to się stało. Usiedli za stołem.Jakie chcesz płatki? .powiedział Filip.Poproś ją . jakby czekał. . Kuki patrzył na kiełbaski podejrzliwe. I zostaniemy tu na zawsze.krzyknęła Tośka. żeby robili złe rzeczy. żeby wyglądać młodo. .Kobiety się tym smarują.Ciotka jest wredna. że pokój wygląda teraz dużo sympatyczniej.. Zza krzewów wyszła głuchoniema Marcelina. . Nóż błyszczał w księżycowym świetle.Przeginacie . ale nie jest dzieciojadem.Na pewno nie jesteście głodni? . . Spojrzała na dzieci i zaczęła machać rękami. przyglądając im się uważnie. a teraz udusi i pożre. Kuki zerwał się z trawy.Ty umiesz mówić!? .To idźcie już spać.Posłuchajcie.. że to magia. i to jest cała magia.Nie ma żadnych czarów! .Skąd wiesz? W tej chwili rozległ się szelest. bo twarz miała wysmarowaną jakąś niebieską maścią. .

. że wszystko straci i znów będzie biedna. .Pochyliła się do dzieci. rozumiesz. . jak w szafie pancernej.Ale teraz ja za niego płacę . Marcelina zatrzasnęła lodówkę.To chodźcie. W sobotę są tańsze rozmowy. żeby się nie dowiedziała. Ale Tosia nie była strachliwą dziewczyną. Marcelina szybko nacisnęła kilka klawiszy i drzwi się otworzyły. Weszła ciotka. -To jest mój telefon! I chcę teraz zadzwonić do mojej mamy! Niech ciocia odda mój telefon! Ciotka podeszła powoli do Tosi. ale chyba chciałaby mieć. .. więc udaję niemowę. . ..odpowiedziała ciotka. . Tośka zawołała oburzona. smarkulo? Nigdy! I wtedy Tośka zaczęła krzyczeć na całe gardło. Ale ja odkryłam kod. Kobieta powtórzyła przez zaciśnięte zęby: .Tu są różne płatki.Czemu ta lodówka ma zamek? .Raczej nie.Żeby przerobić je na krem? . co nie gadają.Ja chcę zadzwonić do mamy! .Bo wasza ciotka bierze do pracy tylko takich. . Jogurty schowały pod blatem. Tylko trzeba uważać. I że to . Wyłączyła go i wrzuciła do swojej torebki. Patrzyła prosto w oczy ciotce. że śni jej się. że rodzice odeszli i że nie mieszka w swoim domu.Posłuchaj. Ma obsesję..Nie wiem.Będziesz go dostawać. jeśli się go używa oszczędnie. która poczuła. a nie leje jak wodę! Ciotka chwyciła telefon Tosi. Uwaga! Na schodach usłyszeli stukanie obcasów.. . a dzieci uciekły z powrotem do stołu. W moim domu się nie krzyczy. Pilnuje. kiedy będzie ci potrzebny.Nie.Powiedz.Zadzwonisz jutro. Była wściekła. . Niosła w ręku butelkę szamponu z napisem „Dior". -Tojest mój telefon! 66 67 . . . Ona nie ma swoich dzieci. I dlatego że miała już wszystkiego dosyć.Czemu ona robi takie głupie rzeczy? Przecież jest bogata. -Co? . Spojrzała groźnie na rodzeństwo i spytała: . sama nie mogę nic brać.. żeby nie być sama.Które z was myło głowę? Tośka powiedziała spokojnie: -Ja. Filip patrzył na to zdziwiony. . A tu macie jogurty. Wystarczy na rok. że większość dzieci uciekłaby pod stół.Nie zdradzicie mnie? 64 65 Tośka i pozostali szybko odpowiedzieli: -Nie! Marcelina jakoś od razu wzbudziła ich zaufanie. Tego.Czy ciocia jest czarownicą i dusi dzieci? Marcelina się roześmiała.Zużyłaś cztery porcje! To jest drogi szampon. Na drzwiach był zamek szyfrowy. który leżał na stole. Podbiegła do wielkiej lodówki. żebym nie marnowała jedzenia. Miała taką minę. Wydziela mi wszystko. Kiedyś powiedziała.Nigdy więcej tu nie krzycz. że trafiła na silną przeciwniczkę. . Tośka zerwała się..Bo wasza ciotka jest skąpa. Marcelina wyciągnęła z lodówki kilka kartoników. Krzyczała. Kuki podszedł bliżej do Marceliny i spytał szeptem: . żeby nie dać się pokonać...

Między workami śmieci biegał szczur. Już miał wskoczyć do pojemnika.zawołała zrozpaczona Tośka. Przysięgli. Filip wrócił do siostry. więc domy szybko się zbliżały. -Obróciła się do braci: . kiedy ktoś chwycił go za kołnierz.powiedziała niepewnie Tosia.Po co ci krzesło? . .Jaką pizzę lubicie? Ej! Co się stało? Kuki patrzył na Marcelinę bez słowa. Kukiemu kazali zostać. mały. ale nie zasługujecie na takie przyjemności. Tam niczego nie ma. Czerwonego krzesła nigdzie nie było. że ty czarujesz? . Żadnych krzeseł. 68 69 . Ona umiała się wydzierać najdłużej przez dwadzieścia sekund. że chcę pizzę.Jest w śmieciarce.Już wiem! Wiem! . na jarmarku! . . Uciekaj. że go nie będzie! .To była magia!!! . jak się nie brzydzisz. W końcu umilkła i zmęczona. Pracownicy wrzucali czarne worki do pojemnika.Pamiętacie!? Ja wtedy powiedziałem. że na pewno po niego wrócą. 70 71 . Filip podjechał do nich.Co robimy? .Przepraszam. Ale ona spojrzała tylko na zegarek. Ta powiedziała spokojnie: .Nie ja.spytała Tosia. Ciotka podniosła rękę i Kuki się wystraszył. bo jakąś chorobę złapiesz. KRZESŁO!!! Tośka i Filip pędzili na rowerach tak szybko jak nigdy dotąd w życiu.wszystko jest niesprawiedliwe. oni żartowali. Chwycił klapę i otworzył ją z trudem. Wyleciało kłębowisko much i buchnął straszliwy smród. Wreszcie wpadli na rynek i zatrzymali się przed sceną.Co!? . .Brawo! Wrzeszczałaś przez minutę. widzieliście krzesło? Takie czerwone.Jesteś super! Jeszcze nikt jej się tak nie postawił. .Podbiegł do rodzeństwa. Chwyciła torebkę i ruszyła do drzwi. Tośka krzyczała i nic nie mogło jej powstrzymać. choć powoli brakowało jej tchu. ciężko dysząc.Nie świruj.Ktoś je zabrał i nigdy go nie znajdziemy! Obok sceny stała śmieciarka. prawie nie odpoczywając. Marcelina podbiegła do Tosi i uściskała ją. że od szybkości zależy.Muszę je znaleźć.To była promocja . Będziecie tu siedzieć do wieczora! Zatrzasnęła drzwi. Nagle zerwał się z krzesła i zawołał. Możesz je wyjąć. Strasznie go to rozzłościło. i zaraz ją dostaliśmy! Tam. Jesteś lepsza od swojej matki. . na szczęście droga prowadziła w dół. czy odzyskają rodziców. . . Filip spojrzał na wypełniony cuchnącą zawartością wielki kontener. jak robotnicy się śmieją.Chciałam was zabrać do Rivoli na pizzę. patrzyła wyzywająco na ciotkę. Nie martwcie się. . Ciotka mieszkała daleko od miasta.Wiedziałam. . Słyszał. ale kiedy Filip powiedział. bo był za mały na taką wyprawę.To znaczy. . Przejechali dziesięć kilometrów. Najstarszy z robotników odciągnął go. A Tośka nie przestawała krzyczeć. że chce siostrę uderzyć. . Chłopca przeszły ciarki na myśl. to zgodził się zostać. ja wam zrobię pizzę. że ma tam wejść. ciężko dysząc ze zmęczenia.Wiem!!! .

ale czerwonego krzesła nigdzie nie było.. .Albo spalić! . Metalowe klatki zaczęły się trząść.Jakie krzesło? 72 73 .Bo jak nie. odsłaniając czerwone krzesło! . a skrzynie zaczęły się przewracać. . Ciotka obejrzała się. Filip jechał powoli. A teraz zjeżdżaj. Filip ruszył w stronę ratusza.krzyknął Filip. Ja je kupię . Ale spod nich wystawała czerwona drewniana noga. bo oberwiesz. ale najpierw muszę je wypróbować. Trzeba pytać dzieciaków. . Klatka była pełna kartonów ze słodyczami.Chcesz je wypróbować? -Tak. W środku było coś czerwonego.Jak ci się podoba. . Wyjął pęk kluczy i otworzył klatkę. . uważnie się rozglądając.mruknął Max. to się zde.Musimy dokładnie wszystko przeszukać. . . Pięć stów. Festyn jeszcze się nie rozpoczął. Filip chwycił krzesło. „Jeżeli Kuki się myli i to jest zwykłe krzesło. ale wciąż trzymał go za kołnierz. . .Ale on drogo kosztuje. Max spojrzał na krzesło w klatce. to dostaniesz lanie. z eleganckiej restauracji Rivoli wyszedł ktoś. ja sprawdzę rynek. jakby siadał na bombie atomowej. Ale jak nie masz forsy.No i co. Obrócił się gwałtownie. pomyślał... a potem zachwiał się cały namiot. Ktoś musiał zabrać to krzesło. .Co to jest.Proszę pana. Drzwi klatki były zamknięte na kłódkę. Postawił chłopca na ziemi.Dobrze. królu? Wygodny tron? Kupujesz go? -Tak.Mam! Ja naprawdę zapłacę.krzyknął Filip. . jak ktoś chwyta go za ramiona i unosi do góry. Ono jest nasze. udając powagę. to możesz je kupić. Przerwał. Kartony się posypały.roześmiał się Max.Rozdzielimy się. . . . kiedy coś usłyszał. Stragany na rynku stały puste.To czerwone. Na szczęście metalowa siatka była zardzewiała i popękana. bo podłoga w namiocie zadrżała. Dzieciak zaczynał go bawić. Stały tu też wielkie głośniki i reflektory. stukając obcasami. . szef jarmarku. w których były przechowywane cenniejsze towary. Lampy zawieszone na łańcuchach kołysały się jak wisielcy. Wysunął je powoli z klatki.No to jazda. Jedna z nich chwiała się.Ja chciałem zabrać nasze krzesło. Kiedy mijał ratusz. prawie tak wielki jak cyrkowy. służył za magazyn różnych towarów sprzedawanych na jarmarku.A masz kasę? . Spotkamy się za godzinę pod pizzerią Rivoli. Przedmiot poruszył się. Mogły je wziąć do zabawy i gdzieś rzucić. Filip skoncentrował się i powiedział głośno i wyraźnie: . . W głębi namiotu stał rząd metalowych klatek. Rozejrzał się po swojej kryjówce.Ja też.. Filip na wszelki wypadek odłożył rower i schował się do wielkiego namiotu. Kierownik spytał.krzyknął. Usiadł na krześle tak ostrożnie. Mogę je zabrać? . Przeszukaj tamte ulice...Chcę mieć pięć stów. . Filip podbiegł do niej... Ciotka! Chłopak błyskawicznie wjechał między stragany.Jest! . Nagle poczuł..Chciałeś coś ukraść? . Namiot.. . Filip zaczął ją szarpać z całej siły i siatka oderwała się w kilku miejscach. to chyba oberwę". proszę pana. Filip już chciał wyjść. cichy szelest. Trzymał go Max Rozmus... do diabła? Max rozglądał się niespokojnie. Max parsknął śmiechem.spytał Filip..Ty mały gnojku .

. Możesz to zrobić? Sprawdzimy. Ale te pieniądze faktycznie tu były. . Ale wtedy krzesło wystrzeliło w górę jak szalona winda.Oddaj mi je. a Max powlókł go do wyjścia. 76 77 Poderwał się. Przez chwilę wyrywali sobie krzesło.Wszystko. W pierwszym odruchu chciał wrócić i walczyć. .Ja zapłaciłem! . .zawołał oburzony Filip... Ale to poderwało się nagle w górę i zawisło na wysokości kilku metrów. ale nie mógł nic zdziałać. że to nic nie da. .Aaaa! . na szczęście kilka metrów od niego.Max odepchnął Filipa. zasłaniając głowę dłońmi.Zjeżdżaj. które łapie uciekający balonik. . Wreszcie pobiegł po drabinę. . Max skakał.Max obrócił się i zniknął w namiocie. bo naprawdę oberwiesz! . Max Rozmus klęczał obok krzesła. Zobaczył.Naprawdę wszystko możesz zrobić.Myślisz. któremu monety spadały prosto na głowę. a potem poszybowała w jego stronę. Po chwili beczka spadła z hukiem na ziemię.Co się dzieje? W tej chwili wielka beczka stojąca pośrodku namiotu zaczęła unosić się w górę. Ale uznał. . Nie był facetem.? . który wierzy w bajki. Wszystko! Filip wziął czerwone krzesło i ruszył do wyjścia. ale wiadomo już. 74 75 Przewrócił się. Max odsłonił płachtę w wejściu i wyrzucił chłopca z namiotu. Mężczyzna oprzytomniał. Musi im pomóc. tłukł pięściami i próbował ugryźć Maksa.. . .Jak to zrobiłeś? Filip roześmiał się. jak dziecko. Może ciotka jest wredna.. Znowu spróbował usiąść. próbując je schwytać. .wrzasnął mężczyzna. W końcu mężczyzna złapał chłopca za kaptur i jednym szarpnięciem poderwał go do góry. że jestem durniem? Takiej rzeczy się nie sprzedaje. że nie jest czarownicą. Filip zerwał się. ale krzesło znów się odsunęło i Max potoczył się po betonowej posadzce..Do diabła.Normalnie. to znaczy wszystkie pieniądze świata..Ma pan swoje pieniądze. Beczka zawisła na wysokości kilku metrów. . Musi sprowadzić kogoś na pomoc.Ty draniu! Chcesz się ze mną bawić? To zobaczymy! Skoczył w stronę krzesła.. ... Filip wstał z krzesła. . Na przykład ciotkę.Zjeżdżaj stąd! . Filip upadł na chodnik. Max zerwał się i popędził za nim. Wskoczył na rower i ruszył w jej stronę.szepnął. Ale krzesło nagle odskoczyło i Max upadł na podłogę. Chciałem mieć pieniądze i je dostałem! To krzesło może zrobić wszystko.Czekaj.. . Chłopak wyrywał się. Zatrzymała się dokładnie nad głową Maksa i przechyliła.Pan mi je sprzedał! . . Max wpatrywał się z przerażeniem w lewitujący przedmiot. wpatrując się w stos monet. Posypała się z niej lawina monet. Chciał usiąść. że pod ratuszem czeka na niego Tośka. Rozgarnął dłońmi stos monet.! Dogonił go i chwycił krzesło. Filip wypuścił krzesło. łomocząc o łysą czaszkę. Stos pieniędzy niemal go przysypał.

Schowali się.. Nie zwracał uwagi na gapiów. W ogrodzie stali Tosia i Filip. .Bawimy się w chowanego.. patrząc na nią niepewnie. Ciotka podbiegła do Marceliny. Martwię się o nich.Skąd wiesz. Stanęło bez ruchu i czekało. co wam się podoba!? . co do ciebie mówię! Ciotka usiadła na schodach. . że. Była naprawdę zdenerwowana. Oczywiście. Ciotka zerwała się i spojrzała na Marcelinę. s. .Każ im tu przyjść! Natychmiast! Kuki odparł z uśmiechem: . Nawet nie słyszysz.Gdzie są Tosia i Filip!? . i odleciało. Przysięgam. więc jechali powoli.. .Gdzie oni są? .Niech się pani nie martwi. Ale najpierw muszę ich znaleźć. . Ciotka ze złością ściągnęła płaszcz i rzuciła go na fotel. szukam! I pobiegł na piętro. Filip podniósł głowę i krzyknął: . ..Że ja jestem podobna do waszej nieporadnej matki.Marcelina milczała. Zakręciło i wylądowało na szosie.krzyknęła. co do ciebie mówię!? Kuki uśmiechnął się najbardziej niewinnym ze swoich uśmiechów i powiedział: . Oni potrafią się świetnie chować! Czasem nie można ich znaleźć przez cały dzień! Kuki odwrócił się i zawołał: ..Dobrze...Chyba o coś pytałam!? Dzieci milczały. . rozumiesz?. gdzie widać było czerwoną plamkę lecącego krzesła. Zaraz.Cały czas mnie oszukiwałaś? Ty kłamczucho! Wszyscy mnie okłamujecie! W tej chwili z ogrodu dobiegł jakiś hałas.Miałaś ich pilnować! Boję się.Filip. . I dobra. Tośka i Filip jechali szosą prowadzącą do domu ciotki.Nie rozumiesz. Kuki się jej przyglądał i zdawało mu się. tylko od razu zaczęła się wściekać.Gdzie byliście? Filip i Tosia nie odpowiedzieli. Ciotka rzuciła się do drzwi. kiedy ta się czymś martwi. Choćbym miał cię szukać przez całe życie. W tej samej chwili wielki namiot zakołysał się i przewrócił z hukiem. Marcelina i Kuki stali przy drugim oknie. Ciotka wyglądała nerwowo przez okno. Oni zaraz wrócą. Marcelina usiadła obok ciotki. kochana ciociu. wyrywając w nim olbrzymią dziurę.Znajdę cię. . Ciotka zaczęła sapać ze złości. że przypomina trochę jego mamę. a Filipa i Tosi wciąż nie było w domu. Nasza mama jest ładna. Max wypełzł spod zwałów brezentu.krzyknęła ciotka.. i szeptał: . której możecie skakać po głowie? Tośka spojrzała na nią wrogo. Droga powrotna była trudna..Ciotka patrzyła groźnie na Kukiego.Myślicie.Ty umiesz mówić!? . Była godzina piąta. że coś im się stało. . Oni się schowali. tuż przed rodzeństwem. który zaczął się szybko przesuwać. że możecie tu robić.Ciocia nie jest podobna do mamy. ty nic nie rozumiesz. że będę cię miał! 78 . wspinała się wciąż pod górę. żeby zobaczyć przewrócony namiot. ..To twoja wina . którzy nadbiegli. Rowery leżały na trawie.Tośka! Patrz! Dokładnie ponad nimi frunęło czerwone krzesło.TRZASK! Przebiło brezentowy dach namiotu.. Mężczyzna wpatrywał się w niebo. . . Nagle na asfalt padł jakiś cień. Nagle powiedziała: 80 81 . a ja ich szukam.Co takiego? .. . .Wróciła przed chwilą do domu i nie zdjęła nawet płaszcza.

Od dzisiaj nie macie prawa wychodzić za bramę.Przyjdź do nas. .Chcę.powiedziała cicho. z plecakiem na ramionach i dość ponurą miną. co to znaczy? Że rodzice zaraz do nas wrócą. .A ty chodź ze mną.. Piłka śmignęła ponad drzewami i rozległ się huk rozbitej szyby.przeraził się Kuki.Chyba nie .On ma rację . . . . Chodź zobaczyć.Chciałam się pożegnać z wami. jakby jej przybyło lat. Nie udawaj.Chcę. a potem przez okno do swojego pokoju.zawołał Filip.Ono może zrobić wszystko! .. Będą lecieć tysiąc kilometrów i rozwalą się przy lądowaniu! . . jak ta magia działa.. Po drodze krzyknęła do Marceliny: . Zdumiony Kuki zobaczył. które kopnęło ją natychmiast z powrotem do niego. Była zgarbiona. . Musimy dokładnie sprawdzić. że nie słyszysz! Marcelina pomachała rodzeństwu i poszła za ciotką. I radzę wam nie łamać tego zakazu. Rzeczywiście.Ciotka nas zabije . Jak ciotka pójdzie do pracy. gdzie świerki tworzyły mały lasek. Zaraz zobaczysz coś lepszego. . Kuki patrzył na to zafascynowany. składając się z powrotem w całą szybę.A jeżeli rodzicom coś się stanie? To krzesło wystrzeli ich jak rakiety. Ktoś szedł korytarzem. Piłka poleciała wysoko. Wreszcie Tośka powiedziała: .To może być niebezpieczne. że Tosia nie powinna tego mówić. Filip cicho zawołał. Gałęzie świerków poruszyły się. jak to działa.Kuki pomyślał. Filip usiadł na krześle i zaczął mówić uroczystym głosem. żeby nasi rodzice zaraz. Chłopiec odbił. Ale było za późno.szepnął Kuki. .Tak.. to zrobimy próby.Dobrze .roześmiała się Tosia. Do pokoju zajrzała Marcelina. Zamilkli. 84 85 .Wyjeżdżasz? Marcelina wzruszyła ramionami. . . . Usiadła na krześle i powiedziała. Czerwone krzesło postawili na środku dywanu. Odłamki szkła natychmiast uniosły się z trawy i pofrunęły do okna. . tak się zafascynowali niezwykłym przedmiotem. Kuki mu przerwał.. Usłyszeli pukanie. . .. Ciotka poszła do domu. rozumiesz?! Weszli po drabinie na taras. . 82 83 Filip rzucił piłkę w stronę krzesła...powiedziała Tosia.Poczekajmy do jutra. Za chwilę ich tutaj ściągniemy. a Kuki podbiegł do Filipa. Ciotka zacisnęła wargi. -A wiesz.Ono jest niesamowite. Krzesło podskoczyło i kopnęło ją przewrotką.Poczekaj. Kuki stanął na straży przy drzwiach. żeby ta szyba była znowu cała. więc Filip szybko zakrył krzesło kocem i usiadł na nim. Przecież my w ogóle nie wiemy. jak wychodzi spod nich czerwone krzesło. Poszli na sam koniec ogrodu. że nie pomyśleli o niebezpieczeństwach.Znaleźliście je? . jak najlepszy z brazylijskich piłkarzy. .Poczekaj! Podbiegł do brata.

W końcu kołdra zsunęła się na podłogę i zmarznięty chłopiec się obudził. Nie chciał czekać z próbą do rana. Rozejrzał się trochę nieprzytomnie. Strasznie się wściekła. że udawałam niemowę. Tak jak lubi się własne zwierzątko. że to on pierwszy je znalazł? Był tylko niespokojny. rodzice przynosili mu ciepłe mleko i to go uspokajało. Kuki był pewny. robiąc jakieś obliczenia. czy „to coś" nadal działa. Wiał silny wiatr. Ale kiedy naprawdę stanęli przed czymś niepojętym.. że przyleci do niego szklanka mleka.O rany! .. Uniosły się i pofrunęły jak papierowe motyle. Może dlatego. a pogoda była tak samo niespokojna jak jego sny. ja chciałem mleko w szklance. że wasza ciotka nie jest taka zła. A gdy już położyli się do łóżek.No to chciałbym. Ze środka wysunął się elegancki czarny portfel. Krzesło odbijało srebrzyste światło.. Trzymajcie się. Zatrzepotały i przyleciały prosto do rąk patrzącej na to ze zdumieniem Marceliny..Ciii! Zrozum. Wszystko poszło bardzo szybko. Wieczorem długo nie mogli zasnąć. Tuż obok nich istniała jakaś niezwykła siła. patrząc na niego wielkimi smutnymi oczami. Za to. każde z nich stało się jakby trochę doroślejsze. Że nie mogą zrobić nic głupiego ani dziecinnego. ale nic nie przyfrunęło. Przykro mi. jakich nie mógł zrobić nikt inny. .. . Zerwał się z krzesła. Dzwonek na jej szyi zadzwonił jak na alarm. a nie w krowie. bez jednej łaty. która siedziała przy laptopie. Wtedy Filip zapytał: . Ostrożnie usiadł.Jak wyście to zrobili? Filip uśmiechnął się tajemniczo. to mieli niespokojne sny. Nie dała mi nawet wypłaty.. Kuki wstał.Wasza ciotka wyrzuciła mnie z pracy. o trochę mleka . a Kuki po prostu je polubił. Krowa cicho zaryczała. który dźwięczał przy każdym ruchu głowy... że muszą być bardzo ostrożni.Nic ci nie zapłaciła? -Nic. Po prostu lubił ten przedmiot.Ci! Bo ciotka się obudzi! Krowa pokręciła głową. ale musisz zniknąć! . tarcza księżyca pojawiała się i znikała. . otworzył po cichu drzwi i zbiegł po schodach.. Rodzeństwo myślało o czerwonym krześle jako o źródle niesamowitych możliwości. przewracając się na łóżku z boku na bok. Drzewa za oknem chwiały się. że stojąca na biurku torebka przewróciła się. nie pytali. .. Należała do nich i mogli robić rzeczy. Na samym środku salonu w plamie księżycowego światła stała krowa. Kuki coś mruczał. . To był po prostu film. przesłaniana chmurami. Miała na szyi dzwonek.. poczuli dziwny lęk. Kiedy był mały i budził się w nocy. Uśmiechnęła się do nich i ruszyła do drzwi. Podszedł do krzesła i lekko je pogłaskał.. I wtedy ją zobaczył. a mimo to czuli niepokój. żebyś dostała swoje pieniądze. Zamiast tego usłyszał za drzwiami jakiś dziwny dźwięk. Pstryk! Portfel sam się otworzył i z jego wnętrza wypełzło kilka banknotów. Była duża i biała jak śnieg.. Zbliżała się północ. I pamiętajcie. .wyszeptał. czy to możliwe. Szelesty i dzwonienie. . Ciotka.Mamy swoje sposoby. Wiedzieli. 86 87 Kiedy w końcu zasnęli. A wam się udało znaleźć tę strasznie ważną rzecz? -Tak.To super. Od chwili gdy znaleźli czerwone krzesło. nawet nie zauważyła.jęknął Kuki. ogarnął ich niepokój. jak najlepiej przetestować magiczny przedmiot. . Stała na perskim dywanie. Kiedy w kinie oglądali latające miotły i gadające lwy. Nie miał żadnego planu. Najpierw kłócili się. której działania nie potrafili zrozumieć.Proszę. Ale nikomu o tym nie mów.

Kuki zaniósł garnek do lodówki.Nie rób tego. No i miała rogi.Nie! . i do garnka pociekła struga mleka.Chyba zwariowałaś! Ja nie umiem doić krów. Co się ze mną dzieje? Mam halucynacje! Wszystko przez te dzieciaki. Odejdź! Muszę cię anihilować. Chyba że wcześniej obudzą się Filip albo Tośka i odwołają ten czar. Filip otworzył oczy. Nie zauważyła Kukiego.. a wtedy krowa dostojnie przeszła na środek salonu. Kobieta wrzasnęła i odskoczyła.Poszedłem po mleko. chyba że odciągnąłby krowę. . Kuki wykorzystał ten moment. Kuki rozejrzał się nerwowo. Wiedział. żeby odwołać czar.Odsuń się. Tym razem dużo głośniej. spoglądając na chłopca z wyraźnym wyrzutem. zanim zdążą cokolwiek zrobić. bo mleko wyglądało i pachniało inaczej niż to z kartonika. Ciotka stała bez ruchu. jak doi się krowę..jęknęła. . w którym pokazywano. Od tego są maszyny sterowane komputerowo i. . Kobieta opadła na fotel. Krowa zniknęła.Chciał wrócić do sypialni.. ale ona była bardzo duża. Ciotka zabierze im krzesło. Już dobrze. Najpierw nic nie leciało.To mnie nie budź . . a nie ciotkę! .. Wielkie zwierzę natychmiast rozpłynęło się w księżycowym świetle. .. Zaczekaj. Oglądał kiedyś film.. Spróbował robić dokładnie to samo. Ja mieszkam w mieście. Pobiegł do kuchni i wyjął z szafki mały garnek. wyjęła jakąś butelkę i wypiła z niej kilka łyków..Przepraszam. 88 89 Krowa spojrzała na niego smutno i machnęła ogonem. Zresztą teraz ludzie was nie doją. przewracając kryształowy wazon stojący na podłodze.. Naprawdę muszę to zrobić! Przykro mi. szkło wyleciało jej z rąk i rozbiło się na posadzce.. ustępując mu drogi. Usiadł na krześle i szepnął: . co mówi. Nigdy jeszcze krowy nie dotykałem.. W tym momencie ciotka odsłoniła oczy i zobaczyła pusty salon. Popędził z powrotem do pokoju. Nie mógł teraz wejść na schody. Zatrzymał się gwałtownie.. Chłopiec popędził na piętro. że ciotka zaraz się obudzi. Krowa potrząsnęła głową i zrobiła krok w jej stronę. Podbiegła do szafki. A potem polizała ciotkę różowym językiem po twarzy. Mam na myśli krowę. kretynie? . Kiedy chciała odstawić ją na półkę. Zatrzymał się przerażony. Zasłoniła oczy. bo biała krowa podniosła właśnie ogon i na marmurową podłogę poleciał krowi placek. jakby rozumiała.? Chyba nie chcesz.. . Naprawdę zdawało mi się. Krowa zaryczała ponownie. Kiedy wbiegł do sypialni. ale po kilku próbach połapał się.Ja zwariowałam. Przykucnął i podsunął garnek pod napęczniałe wymiona.mruknął Filip i i obrócił się do ściany. . . .Zaczynam mieć jakieś zwidy. że widzę tu krowę. tak przerażona. bo ciotka nas zabije! Podszedł ostrożnie do zwierzęcia. Po dziesięciu minutach mleko przestało lecieć. Po namyśle zamienił go na większy. jakby patrzyła na upiora...szepnął błagalnie Kuki . na czym to polega. żebym cię wydoił? Ku jego zaskoczeniu krowa pokiwała łbem. Ale w tym momencie krowa ruszyła naprzód i zablokowała mu drogę. Na środku salonu stała ciotka i z obłędem w oczach wpatrywała się w białą krowę. który schował się zaraz za filarem.dodał szybko.O co ci chodzi. Był trochę zaskoczony.Ciii.. Ciotka spojrzała nerwowo w górę. . 90 91 Kuki chwycił czerwone krzesło i po cichu wybiegł na schody.. Tymczasem krowa znów zaryczała. A przecież jej nie było.Co ty robisz. A wtedy wszystko się wyda. ale musisz przestać istnieć. .

jęknął Kuki. .powiedziała Tosia. . W drzwiach obróciła się jeszcze. a potem szybko je zamknęła i przekręciła klucz w zamku. Po nocnym spotkaniu z widmem krowy wyglądała na bardzo zmęczoną. Tuż przed lądowaniem wyhamował i łagodnie opadł na trawę. Postawiły je na trawniku przed domem. . Tośka przyniosła wysoką szklankę i nalała do niej mleka.A ty nie możesz? . Filip usiadł na krześle i powiedział: . .Pierwsza próba! Niech ta szklanka bezpiecznie tu przyleci..Nie możemy czekać. A wy pamiętajcie. Nie próbując sprzątać rozbitego szkła. że rodzice też się nie stłuką -szepnęła Tośka. sprawdzając. pobiegła do sypialni. Czekali długo.Próba trzy nieudana . czy biały upiór znów się nie pojawił. Ciotka zerkała na nich nieufnie. jak długo będą do nich lecieć rodzice i czy nie roztrzaskają się. dzieci popędziły do pokoju po czerwone krzesło. Spojrzeli po sobie niepewnie.Cicho! Niech mój brat Kuki przyleci do mnie w całości. żeby przyleciała tu walizka mamy. żeby złapać szklankę. . Następnego ranka. . Nie wiemy.Próba numer dwa . W ogóle nic się nie zdarzyło. ale nic nie przyleciało.Jesteś lżejszy! Jak walniesz o ścianę. Wyglądał jak balon. .Jadę do miasta. Starało się zachowywać bardzo grzecznie. To krzesło może przestać działać. . Ostatni test. . to dom się nie rozleci. Kuki z ulgą wyszedł ze swej kryjówki. żeby nie wzbudzać podejrzeń.Uważam.jakby bojąc się. Wziął czerwone krzesło i poszedł spać. .stwierdził ponuro Filip. . Owinęli Kukiego w kołdrę. .Żyjesz? . . bo waliza mamy była bardzo ciężka. W ten sposób chcieli sprawdzić. Kuki. że musimy zaryzykować .Bardzo śmieszne. Szklanka uniosła się i pofrunęła w stronę Filipa. Rodzeństwo w milczeniu przyglądało jej się z okna. lądując z dużej wysokości. 94 . zaraz po śniadaniu. 92 93 ..Pierwsza próba udana.powiedział lekko drżącym głosem. związując ją sznurkiem. . ciotka włożyła płaszcz i poszła do samochodu. . . ale nie miała się do czego przyczepić.Chodź.Co robimy? .Aaa! Jak pocisk wystrzelony z katapulty Kuki przeleciał łukiem nad ogrodem i spadł prosto do nóg Filipa.Mam nadzieję. Próba numer dwa udana.To prawda.A jak rodzicom coś się stanie? . Patrzyli niespokojnie w niebo.Czuję.Chyba tak. Włóżcie kaski! Włożyli kaski rowerowe. Wyobrażali już sobie. że ktoś ją zobaczy w takim stanie.Chcę. Kuki szedł obok. Ale szklanka przyleciała bezpiecznie do rąk Filipa i nie wylała się z niej ani kropla płynu. że nie macie prawa wyjść za bramę.. Mają mi pokazywać kandydatki na nową kucharkę.. jak startuje tysiąc kilometrów stąd i leci jak bojowa rakieta. czy to nie jest jednorazówka. Kiedy samochód ciotki odjechał.powiedział Filip. że będą kłopoty .OK. gdyby czar przestał działać. .

.Niech. Był najstarszy.. . a poza tym to on niechcący wywołał całe nieszczęście.Filip! Wyłącz ten deszcz! . czy rodzice za nimi nie stoją. Kuki zaczął wołać: . .Może wyczerpała mu się bateria? . Muszę najpierw coś sprawdzić!.Nie znamy się na helikopterach. Nie możemy ściągnąć rodziców. . Filip siedział na krześle wyprostowany i bardzo skupiony.Już wiem .Ono wciąż działa! Tośka wciągnęła kaptur. Filip i Kuki wpatrywali się w drzwi domu... Przez chwilę zastanawiali się. . Tosia. Wyglądało to niesamowicie.No to. .szepnął Kuki.. bo są za daleko.Działa! . Filip zaczął mówić uroczyście: .Tylko gadaj dokładnie! . . Więc teraz musi je naprawić. Tosia podbiegła do brata.szepnął Kuki.. że to on powinien wypowiedzieć najważniejsze życzenie. . potem następne i nic się nie zdarzyło.To znaczy. ale Tośka nie chciała się zgodzić.To co zrobimy? . Tosia i Kuki pobiegli za nim.Chcę.Musimy do nich pojechać! Musimy stanąć przed rodzicami i patrzeć im w oczy! Tylko wtedy uda się zdjąć z nich zaklęcie! Sprawdzili w Internecie.Żeby nasi rodzice bezpiecznie do nas wrócili. Wyczarowali bilety na lot do Kopenhagi i wyruszyli na lotnisko. Deszcz się urywał. Filip pomyślał chwilę i zawołał. . . Nie możemy ryzykować katastrofy. Kuki nie wytrzymał i pobiegł otworzyć drzwi. zaczynamy! Rodzeństwo skupiło się wokół Filipa. . Nikogo tam nie było..To nasza ostatnia szansa. Straszliwa ulewa zalała ogród ciotki. co trzeba. ..krzyczał Kuki.krzyknął Filip. Przebiegli może sto metrów i nagle znaleźli się w słońcu. 98 99 . O cokolwiek. oglądając krzesło.Dlaczego tam nie pada? . bo wiedzieli. Jak ekran podzielony na dwie połowy. .Mamo! Jesteście tu? Tato? Nikt nie odpowiedział. czy nie wyczarować helikoptera. . Obok domu ciotki lał deszcz. . I natychmiast zaczął padać deszcz. bo potem płyną na Karaiby. żeby rodzice. Nie brali jedzenia.Zdążymy! Spakowali do plecaków tylko najważniejsze rzeczy. jakby ktoś go zmazał gumką. Filip wybiegł za bramę. Poproś o coś.Filip! Musimy sprawdzić.Nasi rodzice! 96 97 . że zawsze mogą wyczarować pieniądze i kupić.To nie jest komóra! Ono nie ma żadnej baterii. że zostały nam dwadzieścia cztery godziny. rozumiecie? Działa tylko w zasięgu wzroku. .. a za narożnikiem świeciło słońce. Niech wejdą przez te drzwi i niech będą tacy jak dawniej. Uważali. Tam ich nie znajdziemy. że statek Queen Victo-ria przypływa w niedzielę do portu w Kopenhadze. czy ono jeszcze działa.Ten czar nie działa na odległość. Jeszcze chwila i rodzice stamtąd wyjdą! Ale chwila minęła.Zaraz. pada deszcz. żeby sprawdzić. . Polecimy normalnym samolotem.

Natychmiast się odwrócili. a jak ktoś będzie się czepiał. co mówię? Do samochodu! Wtedy rodzeństwo wybuchło śmiechem.Tam jest ciotka! 100 Rzucili się do ucieczki. Z przeciwka jechał czarny samochód.Niech ciotka będzie mniejsza od nas! Natychmiast zerwała się straszliwa wichura. Ciotka zauważyła ich i ruszyła z piskiem opon.Tam! Filip skręcił w wąską uliczkę. . Nagle usłyszeli wołanie: . . Wiatr uniósł piach i zrywał liście.Pogryzie nas! Ciotka podeszła do nich i wrzasnęła: .Na pewno zmieniła się w małego trolla.Ale numer! . Dzieci pędziły najszybciej.Słuchajcie.Nie słyszysz. ..zawołała groźnie siedmioletnia ciotka . Rodzeństwo stanęło za nim.. Podeszli do auta. Ciotki nigdzie nie było. Tosia ruszyła.. Rodzeństwo szło za nią ostrożnie. Ciotka wyskoczyła z samochodu.Już wiem! .Wsiadajcie do samochodu. Rodzeństwo. Nagle Filip zatrzymał się. Wiatr uderzył w ciotkę i odepchnął ją. . żeby kierować samochodem. Uważajcie. które zasłoniło oczy przed zawieruchą. .szepnął Filip.Może jest taka mała jak bakteria. Zaczęła wirować jak karuzela i krzyczeć na całe gardło. Była to twarz siedmioletniej dziewczynki! . że dzieci chcą same lecieć samolotem? .To zmienimy ktosia w karalucha! Biegli na przystanek autobusowy. że tam łatwiej się ukryją. jak z okna samochodu wychyla się twarz w ciemnych okularach. Mercedes ciotki nadjechał i zahamował kilka metrów od dzieci. Trafili na drogę bez wyjścia! Filip błyskawicznie usiadł na krześle. Szybko! . Drzwi zatrzasnęły się i wiatr ucichł. teraz powoli opuściło ręce i zaczęło się rozglądać.To w psa! . tak? Ruszyła w stronę rodzeństwa.Nie! . . . dźwigając krzesło i plecaki.Zmień ją w karalucha. żeby jej nie podeptać. Filip powiedział z przekornym uśmiechem: .Gdzie ona się podziała? . jak to możliwe. .spytał szeptem Filip.. które fruwały wraz z ciotką w szalonym tańcu. ale plecaki i krzesło im ciążyły. patrząc uważnie pod nogi.Dokąd się wybieracie? Chcieliście uciec. aż w końcu wirująca ciotka wpadła do samochodu. zdawało mu się.spytał Kuki.szepnął Kuki. wiatr odpychał ją.zawołał Filip. Niestety. . Mała spojrzała na niego wrogo i zawołała piskliwym głosem: . .krzyknęła Tosia. smarkacze! 102 Ale nie był to głos ciotki. Kobieta zaczęła krzyczeć na całe gardło.. . Zobaczyli.. Kuki szepnął do Filipa: .Powiedziałam wam .. .wsiadajcie do samochodu i jedziemy do domu! .Wsiadajcie do samochodu! Porozmawiamy sobie w domu! Wsiadajcie. na końcu ulicę blokowała brama zamknięta na kłódkę.Bo ją ktoś wykończy offem. ale to już! 101 .Ciocia jest chyba za mała. jak po polu minowym. Dziewczynka była wciąż ubrana w czarny płaszcz i wielkie okulary i wyglądała komicznie.

.Ona ma rację! Jedziemy w złą stronę . Nie bardzo wiedziała.Skąd ciocia to wie? . Udali.Dobrze .Samolot do Kopenhagi odlatuje o dwunastej pięć.No to cześć. Rodzeństwo podbiegło do tablicy.Pojadę z wami.. .powiedział Filip.Nie to nie . Ocierała łzy. Nie bardzo wiedzieli. śmiesznie maleńka. I wtedy się zaczęło. Ciotka wyszła z samochodu. smarkaczu? Dzieci nie odpowiedziały. co dalej robić. .Sprawdziłam wszystko w Internecie. Musimy ją odczarować albo zabrać.Będziesz głodna.. Patrzyły na zmniejszoną ciotkę. .Musimy już lecieć! Pa! Pokiwał wrzeszczącej ze strachu dziewczynce. jakby zobaczyła upiora.krzyknął Filip.dodał Kuki. Mała ciotka trzymała się w pewnej odległości od nich i spoglądała wrogo. On jedzie w przeciwnym kierunku. . Spojrzała niepewnie na dziewczynkę.Nigdzie z wami nie pójdę! 105 . ciociu.A poza tym tam jest rozkład jazdy. która jeszcze niedawno była wysoką groźną kobietą. . Zdążymy. A potem w lusterko. -Chodźcie.powiedział zdecydowanie Filip. Tosia zatrzymała się.Na przykład jakaś wstrętna ciotka .Co ty mówisz. skręcając się ze śmiechu. jak się do niej zwracać.Chodź z nami. Filip usiadł na krześle i spokojnie powiedział: . .Poczekajcie.Bo jestem od was starsza i mądrzejsza . Mała ciotka podbiegła do nich. Tosia obróciła się i podeszła do małej ciotki. .Zwariowałaś? .Jeszcze pół godziny.. . .odezwała się ciotka. i patrzyła za odchodzącymi. Ale jak będę znów duża.Chcę.spytał Kuki. ale musimy być na lotnisku najpóźniej o jedenastej. . Autobus zahamował tak gwałtownie. . . Albo ktoś może cię porwać. Rodzeństwo stanęło na tylnej platformie. .O której odlatuje samolot? . Rodzeństwo ruszyło za nim. na której wyświetlano trasę. Przecież faktycznie: nie mogą takiej maludy zostawić samej. Chwycił krzesło i poszedł w stronę przystanku autobusowego. Obrócili się. ciociu! . . Darła się.Nie musimy.Musimy wysiąść! .burknęła siedmiolatka. żeby ten autobus jechał prosto na lotnisko.Nie możemy jej tak zostawić. Ona jest za mała.Tosia spojrzała na kartkę..zawołała Tosia. Spojrzała na swoje malutkie ręce z pomalowanymi na czerwono 104 paznokciami.powiedziała przez zaciśnięte zęby.Odczepcie się ode mnie! . Nagle rozległo się stukanie obcasów. Ciotka w końcu się zaniepokoiła. . . że odchodzą. mimo butów na wysokim obcasie. .Bo ten autobus nie jedzie na lotnisko. .Dlaczego? . I zaczęła wrzeszczeć. że kilku pasażerów przewróciło się 106 . .Raczej nie zdążycie . Dziewczynka odpowiedziała ze złością: . to was spiorę! Czerwony autobus linii numer siedem był zatłoczony. . .Po co? .

107 na podłogę.Pijany! . Max. Autobus pędził przez rynek. Gad otwierał szeroko paszczę. leżący na dachu autobusu. jak ląduje obok niego ogromny krokodyl. Na scenie stał Max na swoich sprężynowych butach. bo kogoś zabijemy! -krzyczała Tosia. Autobus siłą rozpędu wjechał jeszcze na schody prowadzące na lotnisko i wreszcie się zatrzymał. Nagle z przerażeniem zobaczył.Zwariował! Przy kolejnym podskoku Filip zleciał z czerwonego krzesła na podłogę. która wpadła przez okno. Ale autobus. Samochody jadące z naprzeciwka uciekały na chodnik lub. . z wyjątkiem kelnera. i wrzuciła ją za koszulę kobiety siedzącej na krześle. który umykał z tacą pełną szklanek.Co ten kierowca robi? . Pojazd skakał jak oszalały na nierównym trawniku.Co się dzieje? Czy on zwariował? Dokąd on jedzie? Rodzeństwo spojrzało na siebie z satysfakcją. W końcu skoczył szczupakiem przez bar. która histerycznie krzyczała i nie dawała się zepchnąć. Pasażerowie zaczęli wrzeszczeć.zawołała przerażona Tośka. Autobus wyjechał na szeroką ulicę.krzyczała Tosia. Wielkie akwaria pękały jedno po drugim i setki litrów wody wylewały się wraz z krokodylami i piraniami. . Na szczęście wszyscy ludzie zdołali uciec. A potem zawrócił z piskiem opon i ruszył w przeciwnym kierunku. wpadały do sklepów. histerycznie krzycząc. . Autobus wjechał w środek ulicznej kawiarni. . . rozpaczliwie odrywał kąsające go ryby. prosto w stronę hali odlotów. zamiast skręcić. wpadając do pojemnika z lodami. próbując ściągnąć z magicznego krzesła wrzeszczącą kobietę.Filip! Zatrzymaj ten autobus! . Obrócił się i zobaczył pędzący wprost na niego autobus. rozbijając wystawy. Tłum widzów przed sceną rozbiegł się we wszystkie strony. zrywając reklamy i ścinając znaki drogowe. . pojechał prosto! Uderzył w barierkę.Filip. . a jakaś gruba kobieta upadła na nie. Autobus stratował wiklinowe stoliki i wjechał na rynek. szczerząc upiorne zębiska. Ulica skręcała w prawo. Gdy pojazd uderzył w scenę. Max wykonał rozpaczliwy skok i znalazł się na jego dachu.Odwołaj ten czar! Filip z Kukim próbowali właśnie to zrobić. 108 109 . roztrzaskał ją i popędził prosto przez park. Filip zaparł się z całych sił. Pędził ze straszliwą prędkością. -Jedzie prosto! Kazałeś mu jechać prosto! . Zdumieni pasażerowie wołali: . to nikt nie wyjdzie z tego żywy! Zrozpaczona Tośka złapała za ogon piranię. ale na „ich krześle" wciąż siedziała kobieta. Jechał pod prąd.Niech ten autobus się zatrzyma! Pisk hamulców.krzyczał przerażony Filip. Jeśli uderzą w budynek. tratując klomby i kosze na śmieci. i nie wyglądał na zadowolonego. Ta zerwała się z jeszcze większym wrzaskiem. Filip natychmiast usiadł na krześle i zawołał.Niech pani wstanie! W tym momencie autobus wjechał do oceana-rium. I w tym momencie stało się coś niesamowitego. jadąc dokładnie po linii prostej. Oszalały autobus minął park i wjechał w wąską ulicę prowadzącą do rynku. Autobus rozgniótł scenę i popędził w stronę dmuchanej bramy z napisem: „Wielka atrakcja! Wystawa krokodyli i piranii".Co on robi? . na której końcu był Port Lotniczy. zatrzymaj go.

spytała Tośka. Zostali tylko Tosia. ale nie potrafiła tego zrobić. .Przykro mi.To ma być jakiś żart? . Spośród rodzeństwa tylko ona podróżowała wcześniej samolotem. Zanim doszli do lady. Wskazała ladę. . Filip szybko usiadł na krześle i zawołał: . smarkaczu? W odpowiedzi Filip usiadł na krześle i coś wyszeptał. Brzmiało to mniej więcej tak: . Żeby komuś nie wygadała. Ciotka spojrzała na niego z wściekłością i wyrzuciła z siebie potok dziwnych słów. Mężczyzna patrzył jak zahipnotyzowany na dzieci i czerwone krzesło.Z naszą ciocią. .Co ja zrobiłem?.Ja wiem . . nad którą świecił się napis: „Lot 007. Gdzieś daleko zaczęły wyć syreny policyjnych samochodów.mruknęła ciotka. . . . żeby ciotka mówiła tylko w języku madagaskarskim.Zwiewamy stąd. Nagle z kabiny wyszedł blady jak trup kierowca.Nie. ciociu.Dzień dobry. Odbił się na swoich sprężynowych butach i pognał za nimi.. Natychmiast wszystkie szkody się naprawiły. Nie zauważyli Maksa. Tośka chwyciła krzesło. Filip. chwiejąc się i szepcząc: .Dzień dobry. Kuki i mała ciotka. A potem wszyscy jednocześnie rzucili się z krzykiem do drzwi. .Następna osoba! Podeszli do lady.Niech naprawi się wszystko. co zniszczyliśmy. Urzędniczka zerknęła na małą dziewczynkę w ciemnych okularach. Zaczynały się właśnie wakacje i setki pasażerów z walizami i rozkrzyczanymi dziećmi kłębiły się w hali odlotów. Na końcu krokodyl otworzył paszczę i puścił but Maksa.. Urzędniczka za ladą zawołała: .Sami sobie poradzimy . . Filip powiedział: 112 113 . Filip i Kuki rozglądali się trochę zagubieni. Urzędniczka zajrzała do dokumentu. . To dziecko ma czterdzieści lat!? . co ja zrobiłem. który wciąż siedział na dachu pojazdu. Szedł. Boże.Tutaj. żeby mówić w swoim języku. Tutaj kolejka nie była na szczęście zbyt długa.powiedziała Tosia.Nie rozumiem. kiedy poleciała ze szkolną orkiestrą do Pragi. Otworzyli je siłą i uciekli. Na lotnisku kotłował się wielki tłum podróżnych.. W końcu zamilkła i tylko patrzyła na Filipa z wściekłością. Na szczęście budynek lotniska stał na wzgórzu i całe miasto było w zasięgu wzroku. . Wszędzie stały długie kolejki. Pokaż paszport. To jest tam.Co ty robisz!? .spytał niepewnie Kuki. Wyskoczyli z autobusu i pobiegli na lotnisko.Mami taka! Manary! Miota! Mikasika! Very aho mikasika! Kalifaty fanalana amin! Widać było. . ale na razie muszę cię pozbawić głosu.Rozkazałem.Gdzie ona jest? . co się stało. .Najpierw musimy iść do odprawy. . że czyni rozpaczliwe próby. Potem poderwał się i skoczył na chodnik.Ale nie powiem wam.. ciociu. Kopenhaga".Przez chwilę w autobusie nikt z pasażerów się nie odzywał. Pobiegli we wskazane miejsce.Dokąd mamy iść? . Kobieta spojrzała na nich zdziwiona.Co takiego. Z kim lecicie? .

Za nimi skoczyła Tośka. jak potrafił: . że jeśli krzesło zginie.Proszę pokazać bilety. wpadło do czarnej rury i pojechało w dół. Oszołomiona urzędniczka oddała jej paszport. Dzieci nie widziały.krzyknął Kuki. Wszystko odbywało się automatycznie. Rodzeństwo bez namysłu wskoczyło do rury i zjechało za krzesłem.Co pani robi!? . Za braćmi pędziły Tosia i ciotka. Byli na to przygotowani. . . proszę pani . i trochę przesadziła. Jeśli do niego wjedzie.Tam. gdy Filip miał je złapać.odpowiedział szybko Filip. to do końca życia zostanie siedmiolatką mówiącą w języku mada-gaskarskim. żeby na koniec dotrzeć do właściwego samolotu. Będzie lecieć w luku bagażowym.Nie zgadzamy się! Niech pani je odda! . ale potem i ona skoczyła.Ależ ono jest za duże do kabiny. Krzesło dojechało do otworu przesłoniętego pasami plastiku. Przeskakiwali przez pędzące taśmociągi. .Tak. Bagaże sunęły i krążyły w niesamowitym tańcu.Nasza ciocia zrobiła sobie operację plastyczną. to go nie odzyskają. Poleci nie wiadomo gdzie. żeby młodziej wyglądać.Muszę je zważyć. akurat w chwili. . . Znalazły się w niezwykłym świecie. To krzesło też. 114 115 Urzędniczka nakleiła je na plecaki i na krzesło. . . Ciotka zawahała się.Jak to co? . 116 Filip i Kuki biegli po pędzącym taśmociągu. No. Nacisnęła guzik.spytał nieufnie Filip. Urzędniczka zerwała się z krzykiem.Po co? . Potykali się. która bała się. . Odchyliło je. Postawcie bagaż na wagę.zawołała ciotka. postaw je! Filip niepewnie postawił czerwone krzesło na wadze. Dzieci pojechały wraz z walizami krętą zjeżdżalnią i spadły na jeden z pasów transmisyjnych. zrzucając walizy i przewracając się na pasy transmisyjne. Popędzili w stronę drzwi. Biegnący za nimi ochroniarze byli zbyt wielcy. . Rodzeństwo rzuciło się w pogoń.Nie mogę cofnąć taśmociągu. . żeby wcisnąć się do otworu.... przeskakując walizy i torby. gdzie jest ich krzesło. Walizki spadały na nie z wylotów wielu rur i były kierowane w różne strony. W końcu Filip je zobaczył.zdziwiła się urzędniczka. pas transmisyjny ruszył i krzesło odjechało razem z bagażami. które wlokły ich w przeciwnym kierunku. gdzie bagaże wpadały i znikały. Ciotka popędziła za nimi. Krzesło było już kilka metrów od samolotu. Kuki zatrzymał się i krzyknął najgłośniej. 117 Czerwony przedmiot zmierzał już w stronę luku bagażowego w samolocie. przewracali i znów podnosili. Czerwone krzesło zmierzało w stronę czarnej dziury. . .Ochrona! Dwaj pracownicy ochrony lotniska popędzili do niej. Zaczął piszczeć alarm. Podali nowiutkie bilety. Z drukarki wysunęły się białe karteczki. a potem mała ciotka.Niech pani odda nasze krzesło! . Ej! Co wy robicie!? Filip i Kuki wskoczyli na pas transmisyjny.Very aho mikasika! .Wróć do nas! Wracaj! . potykając się na wysokich obcasach i wykrzykując dziwnie brzmiące słowa. Hala była ogromna i ciemna. Pas transmisyjny z bagażami przesuwał się błyskawicznie.Dobrze. Wokół nich był labirynt pędzących w różnych kierunkach taśmociągów.

Mała ciotka zawahała się. W tym momencie otworzyły się drzwi hali i wbiegł oddział ochroniarzy.Możemy zaczarować kierowcę taksówki i kazać mu jechać do Kopenhagi . .Niech pan zaśnie. a potem też zamilkła. ale w końcu także wybiegła. Filip siedział już na krześle i zawołał: 119 . wydzierając im czerwone krzesło z rąk. .Niech ciocia tak nie krzyczy. Za to mała ciotka wyrzuciła z siebie potok słów w języku madagaskarskim. który na szczęście był po drugiej stronie ulicy.Panguh Uh! Po chwili wahania Filip zdjął z niej zaklęcie i ciotka znów mogła mówić w zrozumiałym dla nich języku. otoczyli je. . Naprzeciwko dzieci siedział komendant w czarnym mundurze. zawirowało i poleciało z wielką prędkością. Przestępstwo. Na pięć minut! Komendant zerwał się.wymyślił Filip.powiedziała Tosia. .No to co zrobimy? . . ale było za późno. Zanim rodzeństwo zdążyło cokolwiek zrobić. Dalej jakiś technik badał krzesło za pomocą urządzenia wydającego ciche piski. .Jak długo jedzie pociąg do Kopenhagi? . który obwąchiwał uważnie magiczny przedmiot. Filip ostrożnie wstał i zaczął się skradać w stronę krzesła. 118 Tosia. .krzyknęła ciotka.Raczej nie. Filip.O co jej chodzi? .westchnął komendant. ale zaraz opadł z powrotem na fotel. Ukryli się między samochodami na podziemnym parkingu pod lotniskiem i zrobili naradę.wrzasnęła.komendant spojrzał groźnie na dzieci. To jest zwykły mebel. Miał też psa. lądując po chwili obok Kukiego. Zaczął chrapać.To będzie porwanie. .Mam w telefonie rozkład jazdy! Zerwali się i popędzili w stronę dworca kolejowego. Odjeżdża za dziesięć minut. . Wsadzą nas do więzienia. Przecież już rozumiemy. .Mami taka! Mitandrina! Komendant obrócił się. . Żadne z nich nie zauważyło człowieka w butach na sprężynach.Panguh! .Rano będziemy na miejscu. Uniosło się ponad taśmociąg. .Pociąg! .Ostatni raz pytam . Technik postawił krzesło obok komendanta i wyszedł razem z psem. że od czasu kiedy zaczęli tę wyprawę. który właśnie wyszedł z . .Dziwne dzieci . . . . Ziewnął i jego głowa powoli osunęła się na biurko. . Mała ciotka krzyknęła: . to bez przerwy gdzieś biegną.spytała Tosia.Skąd ciocia to wie? .Wtedy czerwone krzesło poderwało się jak wierny pies. .Zwiewamy! Filip chwycił krzesło i popędził do drzwi. Tośka i Kuki pobiegli za nim. Kuki i mała ciotka siedzieli z ponurymi minami na posterunku ochrony lotniska.Możecie jechać pociągiem! Rozumiecie mnie czy nie!? Kuki zasłonił uszy.Chyba muszę wezwać psychologa.Czemu to zrobiliście? I gdzie są wasi rodzice? Rodzeństwo milczało. Odwrócił się i podniósł słuchawkę telefonu.Samolotem raczej nie polecimy . Kuki pomyślał.Nic tu nie ma.

My możemy wszystko zrobić. Jeśli mamy żyć w zgodzie.Spokojnie. . . kanapek i butelek.Jak wy to robicie? . pokazując na zegar. Uważnie lustrował wzrokiem pasażerów. ale nie powiedziała dziękuję. Filip usiadł naprzeciwko małej ciotki. co chcemy. Siedmiolatka przyjęła podarunek. Wzięła pomarańczę i sok jabłkowy i podała je ciotce. . -Teraz będziemy musieli stale jej pilnować! Ciotka spojrzała tryumfalnie.zawołała ze złością ciotka. Była głodna i chciało jej się pić.Wyczarowałem prowiant i kilka gier. to musisz przestrzegać regulaminu . musisz nas słuchać . Korytarzem ostatniego wagonu szedł Max.parkingu. Tymczasem w następnym wagonie Filip postawił na fotelu kosz pełen pomarańczy. Zaglądał do każdego przedziału.Po co jej to zdradziłeś?! .Jeżeli nie będziesz nas słuchać.Nigdy nie będę was słuchać! . słodyczy.spytała. Krzesło. że odleciały 120 121 jakimś samolotem. . 124 . żeby spytać.Nie.spytał zdziwiony Kuki. . To dla ciebie.Ale jak? Musicie wypowiedzieć jakieś specjalne słowa? .Po drugie.zawołała Tośka. z kim jadą. . Ciotka sapnęła ze złości i założyła ciemne okulary. . Konduktorka chciała pobiec za nim. Mała ciocia patrzyła na nich zazdrośnie. . czy rodzeństwo nie zamieniło się w kogoś innego. wyskakujące po naciśnięciu guzika.Co jak robimy? . . nie wolno ci dotykać krzesła. Kuki spojrzał na nią dumnie i powiedział: .dodał Kuki. tuż obok drzwi.powiedział Filip stanowczym głosem.No. On także wsiadł do pociągu. bo nie był pewny. . . Tośka zerknęła na nią. ale zawiadowca zaczął gwałtownie machać ręką. . Jeszcze my! Kobieta spojrzała zdziwiona na czwórkę dzieci z czerwonym krzesłem. Ruszyła w ich stronę. Drzwi z sykiem się zamknęły i pociąg ruszył. Max bezskutecznie szukał dzieci na całym lotnisku i już chciał zrezygnować. Konduktorka spojrzała na zegar i sięgnęła po gwizdek. które nie mieściło się na półce. postawili na korytarzu.Masz. które wbiegły na peron i wzajemnie sobie pomagając. to nigdy cioci nie odczarujemy. Po prostu siadamy na krześle. ciotuniu. która patrzyła na niego wrogo. więc zagwizdała i wskoczyła do ostatniego wagonu. Kuki z zachwytem oglądał dziwne urządzenia: lampki ukryte w oparciach foteli i małe półeczki na na122 poje.Niech pani zaczeka.Co założyłeś? . kiedy na peronie pojawił się dziwny mężczyzna w podartym płaszczu i butach na sprężynach.Ciociu. te czary. Zajęli cały przedział pierwszej klasy. mówimy. . i wszystko dostajemy. Założyłem simlocka. Na pierwszym peronie stał srebrzysty pociąg EuroCity do Kopenhagi. wdrapały się do wagonu. Na widok biegnących krzyknął z radości i popędził za nimi.I tak mnie nie upilnujecie! Ale Filip roześmiał się i powiedział: . Tylko dla nas! 123 Rodzeństwo rzuciło się do otwierania torebek i napojów. . pewny.Po pierwsze.

. ale w tym momencie zerwała się ciotka.Nie zdążyłem kupić. .Konduktorka spojrzała zdziwiona na dziewczynkę. proszę pani.Przyjrzała się uważnie dzieciom. Rodzeństwo nieświadome zagrożenia grało w monopol. Kuki zerknął na planszę.Nie ma siedmiu. wyrywając się Tośce.Tak . . Max przecisnął się z trudem. .Ona zmyśla. Ma czterdzieści. Podbiegła do kobiety i chwyciła ją za rękę. .Ciociu. . Rozkazałem.Oni kłamią.powiedział Kuki. Konduktorka patrzyła niepewnie na wyrywającą się dziewczynkę. . Obrócił się gwałtownie. Był już kilka kroków od niego. smarkaczu! Kuki też się rozłościł.Co takiego? . . To znaczy.Nie mam biletu . pomylił się.powiedział Filip.Źle zrobiłeś . . Stało za nim dwoje konduktorów. ale obserwowała ją z zaciekawieniem.Jedziecie sami? . .krzyczała ciotka. kiedy usłyszał: . ciociu. siedź cicho.Znam się! .Blokadę. żeby ona sama nie mogła się odczarować.W takim razie proszę ze mną.Jedziemy do nich. . Z sykiem otworzyły się drzwi w przejściu między wagonami.Proszę pokazać bilet. Max spojrzał na krzesło i wściekły ruszył za konduktorem.Dzień dobry. . .Jestem dyrektorką banku od dwudziestu lat i wiem.Kupuję hotel za dwieście . nie mów tak! Ona ma siedem lat.A gdzie są wasi rodzice? . 126 W tej chwili otworzyły się drzwi i zajrzała konduktorka. Ostrożnie wyjrzał. Filip pochylił się i szepnął: . bo nikt cię tu nie lubi! Tośka pociągnęła go za rękę. Konduktorka chciała coś powiedzieć. .Nie znasz się.To są porywacze i oszuści! Ratuj mnie! Tośa chwyciła ciotkę i pociągnęła ją na siedzenie. W ogóle jest trochę dziwna i nerwowa. . bo zamienimy cię w pająka. Ja jej nie lubię i wy jej nie lubicie.Wy się nią opiekujecie? 127 . Konduktorka miała już dosyć tego przedstawienia. To dziecko ma bujną wyobraźnię. kładąc na planszy garść plastikowych monet.. co się opłaca. Zobaczył czerwone krzesło stojące na drugim końcu korytarza! Zaczął się skradać. bo jumpery utrudniały mu chodzenie w wąskim przejściu. Ciotka zrobiła wściekłą minę i rzuciła w niego skórką pomarańczy. Tylko my możemy to zrobić.zawołała ciotka. że nikt jej tu nie lubi.Rozumiem. .Trzeba było kupić elektrownię. .powiedział Max. Zasłoniła jej usta.zaperzyła się siedmiolatka. . Faktycznie. . . .Nie mam portfela.Słuchaj. Ale oczywiście nie miał zamiaru się przyznać. ciociu! My z tobą nie gramy. wołając: . A ty nie kłóć się ze mną. Przyglądali mu się podejrzliwie.To ja się nimi opiekuję . . Może go pan kupić teraz. Oni mnie porwali! Niech mnie pani ratuje. Obrócił się do dziewczynki i powiedział lekceważąco: . Siedmioletnia ciotka nie brała 125 udziału w grze.Kuki.

.Pokażcie mi bilety.Zaraz pokażę bilety.Pani. Filip widział.Chcę tam usiąść. Nie zdążyła mu się dokładnie przyjrzeć. To krzyczeli pasażerowie.Filip. Ruszył w stronę krzesła.Czuję. Zmniejszyliśmy ją. Czapki spadły konduktorom z głów.Filip. I kłopoty nadeszły bardzo szybko.Uciekliście z domu. Czar już działał i Filip zaczął mówić głosem robota: . 130 W tej chwili w wagonie zaczęła się panika. odwołaj to. Ciotka wrzasnęła: . ale kobieta patrzyła na niego przerażona.Ma dzieciak fantazję! Konduktorka rozsiadła się wygodniej na krześle. jamniki. Natychmiast za wszystkich stron pociągu odpowiedziało mu głośne szczekanie. jak w wojsku.krzyknęła Tosia. A wiecie czemu? Bo ojciec nie chciał mi kupić psa.Niech pani tego nie mówi!!! Konduktorka spojrzała zdziwiona: . Nie mamy biletów. . . Ale było za późno. Wreszcie Tosia oprzytomniała. On cię zmieni w tarantulę! Do przedziału zajrzał drugi konduktor. Konduktorzy w panice wybiegli na korytarz. .Czyje są te psy? . . Tym razem był to malutki labrador. żebyś powiedział mi prawdę. . Konduktorka zastawiła mu drogę i. Wskakiwały na kolana i głowy ludzi. jakby nagle ktoś otworzył wszystkie okna. chłopcze. że będą kłopoty . buldogi. Był małym szczeniakiem rasy bokser. .A ja chcę. sama usiadła na czerwonym krześle.Nie pozwól mu siadać na krześle.. drapały i bawiły się w najlepsze.Co tu się dzieje? Konduktorka wzruszyła ramionami. Schowałam 129 się na strychu i krzyczałam: „Ja chcę psa.Ja też kiedyś zwiałam z domu. .szepnął Kuki.odpowiedział spokojnie Filip. merdając ogonami i liżąc ich po nosach.Uwaga! Mówię całą prawdę. Koniec prawdy. Wszystkie szczekały.Dlaczego? W tej chwili rozległo się ciche piszczenie. Filip wstał. husky i wesołe kundelki pojawiały się nie wiadomo skąd.". Przez korytarz przeleciała wichura. Ma chyba czterdzieści lat. bo drugi kłopot wyszedł z kieszeni jej munduru. Filip padł wyczerpany na siedzenie. Konduktorka zerwała się. o co tu chodzi. Pierwszy kłopot wysunął głowę z torby konduktorki. skakały. nawet bombę atomową. że sytuacja robi się niebezpieczna. Kuki krzyknął przerażony: . Dzieci patrzyły na to zafascynowane.Dzieciaki jadą bez biletów. . który zaszczekał piskliwym głosikiem. Konduktorka zagradzała mu drogę do krzesła. Wyglądał bardzo miło. To krzesło może wyczarować wszystko. Ma pani swoje sto psów . jednocześnie Filip poderwał się i stanął na baczność. ku przerażeniu dzieci. Kłębiła się tu masa psiaków dużych i małych. jakby był jadowitą kobrą.. a potem wybuchli śmiechem. co? Dzieci milczały.. To jest nasza ciotka. . . Chcę sto psów. Tylko muszę usiąść na tym krześle. Dalmatyń-czyki. kiedy z walizek i toreb z laptopami zaczęły wychodzić psy. nic nie mów! . . 128 . Konduktorzy patrzyli na niego w osłupieniu.

wrzasnął Max. ale miała niewygodne buty.krzyknęła Tośka. Krzesło popędziło za nimi.Jak my się stąd wydostaniemy? Tymczasem Max. . podrywając się i biegnąc dalej. Daleko. Nigdy nie dojdziemy do żadnej miejscowości! To jest jakiś koniec świata! Mała ciotka. krzyknęła: . Nagle zatrzymał się. Tosia obróciła się do rodzeństwa i spytała niepewnie: . jakby było ich przewodnikiem.Zwiewamy stąd! . Krzesło szło przed dziećmi. Przed nimi rozpościerało się wielkie pustkowie. Pasażerowie miotali się po korytarzach lub zamykali w przedziałach. w których mieszkały pewnie polne myszy albo króliki. Dalej był las. głośno szczekając i chwytając zębami klamkę.Ja już nie mogę.Filip pochylił się do Tośki i spytał szeptem: . Filip. Spod nóg uciekały im maleńkie jaszczurki. . na piasku. no i czuła się zbyt dorosła. więc co jakiś czas obcasy wpadały do mysich nor i ciotka wywracała się. ratując od upadku. porośnięte suchą trawą i żółtymi kwiatami. Kuki złapał ją za rękę.Niech ten pociąg się zatrzyma! Zapiszczały hamulce i pociąg stanął w pustym polu. Max biegł przez pustkowie. Dzieci szły przez wzgórza porośnięte srebrzystą trawą. Skakali ogromnymi susami. słysząc hamowanie pociągu. . Było bardzo gorąco.Wynoś się. ale nadbiegł wielki doberman i zaczął groźnie warczeć. wynocha! .Może naprawdę wyczarujemy jakąś terenówkę? .Nikt cioci nie pyta o zdanie! . Tosia i Kuki skoczyli za nim. Wtedy Max kopnął z całych sił 132 133 w okno. Nie było widać żadnego domu ani drogi. Mężczyzna uciekł do toalety. który opadał stromo w kierunku lasu. Szyba rozbiła się z trzaskiem. rzucił się do okna. Na końcu kuśtykała mała ciotka. że nie zdejmie butów na wysokich obcasach. Miała buty na wysokim obcasie i dosyć krótkie nogi. Dzieci szły teraz przez zielone łąki. Mała ciotka spoglądała ze złością na rozbawione rodzeństwo. sadząc wielkie kroki w swoich sprężynowych butach.Czemu wy jesteście tacy głupi? Wyczarujcie samochód i będziemy sobie wygodnie jechać. Kuki i Tośka zaczęli biec. Wędrowali już przez godzinę i byli zmęczeni. Śmiali się przy tym i krzyczeli. Pociąg ruszył i wkrótce znikł za zakrętem. Dotarli do piaszczystego stoku. Chętnie by też pobiegła. Było już późne popołudnie i słońce stawało się coraz bardziej czerwone.Dalej! Skacz. Nigdzie nie widział dzieci. a mężczyzna wyskoczył z pędzącego pociągu. Pociąg zaczął się rozpędzać. Ziemia podziurawiona była norami. Zobaczył dzieci i krzesło na nasypie i chciał za nimi wyskoczyć. Panika narastała. zatrzaskując drzwi. Dzieci zostały same. Uparła się. Jeszcze z daleka było słychać szczekanie psów.Jednak czaru nie dało się już odwołać. staczając się z nasypu. Doberman wyszczerzył kły i zaczął się do niego zbliżać. a cienie drzew coraz dłuższe.Poczekajcie na mnie! -1 zaczęła niezgrabnie złazić stromym zboczem. najbardziej zmęczona z nich wszystkich. Wreszcie Kuki zatrzymał się i usiadł na kamieniu. Były coraz bardziej zmęczone. Więc zawołała tylko: . na których rosły potężne topole. lądując na piasku. Sto psów rozbiegło się po całym pociągu i były poza zasięgiem wzroku. 134 135 . Pies rzucił się na nie. Filip natychmiast otworzył drzwi i wyskoczył na nasyp. Ruszył w tę stronę. Filip usiadł na krześle i krzyknął: . . zobaczył ślady stóp. Tylko mała ciotka nie mogła się zdecydować. wstrętna donosicielko! Wreszcie ciotka skoczyła. robiąc jakieś niesamowite salta i skoki.

. . . Zza lasu coś się zbliżało.Chcemy. Zanosiło się na kłótnię. Może być superjeep.Nie umiemy kierować. żeby był duży i miał mocny silnik.Może ono wyczarowało dinozaura! . Jechał sam. bez kierowcy. Był to traktor. Taki jak w Gwiezdnych wojnach*. . Nie był to bolid ani pojazd z Gwiezdnych wojen. 138 We wnętrzu były dziesiątki urządzeń. że aż bolały uszy.Opanujcie się! . -powiedział Filip..Naprawdę umiałabyś prowadzić samochód? . i.. .szepnął Kuki. Schowali się w rowie. . hucząc ogromnym silnikiem.Poczekajcie.. Koła miał wyższe od dorosłego człowieka.Przestań się do mnie tak odzywać. .Dwieście koni! I turbo! .Pewnie. . 136 137 .szepnął przerażony Kuki.zawołała Tośka..Daj nam taki pojazd! Filip szepnął do Kukiego: .. Narastający groźny huk. wyglądające zupełnie inaczej niż w zwykłym samochodzie.krzyknął Kuki. Ziemia drżała.Co to może być? . Siedmioletnia ciocia schowała się za Tosię.zaperzyła się siedmiolatka.odpowiedział Kuki.zaprotestowała ciotka.Ja umiem . smarkaczu! . I wtedy zza drzew wyłonił się ich pojazd. Ogromny jak dom. Kuki i Filip usiedli na krześle razem. Ale jaki! Chyba największy traktor na świecie. . ..I za mały rozumek! . . Filip wspiął się na nie i z trudem otworzył drzwi.Magiczne jeżdżą. Zaczął Filip. wystawiając tylko głowy.. które niepewnie do niego podeszły. Zbliżał się jak wielki smok... ..Pojazd kosmiczny.Na pewno dostaniemy superterenowe porsche.Albo czołg.Mam prawo jazdy od dwudziestu lat lat! . . .I żeby miał muzyczny supersprzęcior. . .Nie umiem prowadzić czołgu! . . Przez chwilę nic się nie działo.Dinozaur też jest terenowy i ma napęd na cztery łapy.Mogłabym być twoją matką..Trzysta! I napęd na cztery koła. . bo nie mogli ustalić. .I srebrna rura wydechowa. Coś wielkiego.To nie jest diler samochodowy.uspokoiła ich Tosia.. Wreszcie usłyszeli dziwny dźwięk.dodał Filip. Zatrzymał się tuż obok dzieci. . świecąc potężnymi reflektorami. Ziemia drżała coraz mocniej. .Jeszcze lakier metalik.Jesteś głupi. Bracia zerwali się z krzesła. .. jakieś gałki i drążki. Do kabiny prowadziły cztery stopnie. . . Bolidy nie jeżdżą po piachu..Ale ciocia ma za krótkie nóżki . -1 GPS! A potem bracia powiedzieli jednocześnie. a huk był tak głośny. Obróciła się do małej ciotki. .zawołała ciotka. kto ma wyczarować superauto.Chcemy dostać pojazd terenowy.zawołał Kuki.Żeby była klima..Ciocia będzie umiała tym kierować? . .Albo bolid Formuły Jeden . . Były maleńkie wobec jego ogromu. .

Tonął jednak coraz bardziej.powiedział Kuki.Możemy się tu utopić..trzeba zawrócić! Ale było już za późno. ale na szczęście było mocno przyczepione. ciociu! . który wydobył traktor z bagna i ciągnął go . który powodował.Czuję. Resztkami sił zaczepił ją o rurę bagażnika. Filip zacisnął powieki. .Jeszcze czego! Krzesło przywiązali na dachu. Wytrzymywał w wodzie minutę bez oddychania.. tylko błoto. Filip już tego nie czuł. . . cuchnęło zgnilizną i zdechłymi rybami. Ciężki pojazd zaczął się zapadać w bagno.krzyczał Filip.krzyczała przerażona ciotka. licząc. . podciągnął się na rękach i wyskoczył na dach. że ma tylko tyle czasu. 140 141 to zginę!". kiedy nic nie widzę!? . Wreszcie cały pojazd został wessany w błotną czeluść. „Jeśli za chwilę nie odetchnę. że dzięki prędkości przejadą przez trzęsawisko.Utoniemy! .Zamknijcie okna. Wielki traktor sunął przez bezdroża równie łatwo jak samochód po autostradzie.Jak mam uważać. a traktor szarpał się. . Filip odkrył przycisk turbo. Spojrzał w górę. Ale w tej samej chwili pojaśniało . .Zasłońcie usta i zamknijcie oczy! Jednym szarpnięciem otworzył okno w dachu. .W lewo! Skręć.To mnie powiększcie. szybko! . i wreszcie odetchnął. Nic nie widziała. . Lepiej zawróćmy. Silnik jęczał.Uratuj nas. próbując wydobyć się z bagna. Nagle spadła mu do rąk lina zakończona hakiem.zawołał Kuki..zawołała Tosia .. . bo ciotka była za niska i ledwo wystawała znad kierownicy. .szepnął Kuki.krzyczało rodzeństwo.lina wyciągnęła traktor na powierzchnię. że będą kłopoty . . 139 .Mogłaś urosnąć! . Gazuj! Traktor zawarczał silnikiem i zaczął grzęznąć w błocie. ale jednocześnie zanurzał się coraz bardziej w bagiennej toni. błoto wpłynęło mu do ust i zaczął się dusić.Chyba tak. a potem okna zaczęły znikać w zielonej mazi. Podskakiwało na każdym wyboju. Nie zatrzymuj się. Wewnątrz kabiny dzieci przytuliły się do siebie. Natychmiast wlało się do wnętrza cuchnące błoto. . . że pojazd gwałtownie przyspieszał. . Błotna maź okleiła szyby.To jest bagno . więc wiedział. Wciągnie nas. w którym roiło się od czarnych pijawek.powiedziała ciotka. Dawaj turbo! Przyspieszyli.. bo walniesz w kamień! Uważaj. Traktor zataczał się i robił koła.Jedź. Filip zerwał się. Z braku powietrza zaczynał tracić przytomność. .Jak? Przecież to nie jest woda. Przez otwory wentylacyjne zaczęła sączyć się woda i wpływały jakieś czarne stworzenia podobne do małych węży. Silnik wył i wielki traktor wciąż posuwał się do przodu. Obrzydliwy muł okleił go całego. Traktor opadał coraz głębiej. więc musieli jej mówić. Na końcu liny był wielki czerwony balon. Wymacał siedzenie krzesła i usiadł.Nie panikuj! Przejedziemy z rozpędu. szarpnęło traktorem i pojazd zaczął unosić się w górę. Kopnięciem zatrzasnął klapę i po omacku zaczął szukać krzesła.krzyknął. . Chłopak wypluł błoto. pomyślał rozpaczliwie. Tośka podniosła szyby. Kiedy to mówił.Ona ma rację . wyciągnij nas stąd. Koła. Lina się naprężyła.Musimy wybić szybę i wypłynąć . Było niemal zupełnie ciemno. Wjechali z prędkością rajdowego auta na łąkę. Jechali jak pijani. gdzie skakały setki żab i błyszczały kałuże zielonej wody. dokąd ma jechać.

Trzeba to sprawdzić.Udało się! Tośka i Kuki otworzyli okno w dachu i Filip wskoczył do środka..Nie ma sprawy . żeby sprawdzić! . . to nie będę widział śladów. . Traktor zaczął kręcić się w kółko. Zatrzymaj się. Max biegł leśną drogą po śladach traktora. . żeby sprawdzić. . Filip złapał kierownicę i starał się prowadzić traktor w miarę prosto.Nie ma go! Zgubiliśmy krzesło! Pędzili przez las.teraz w stronę suchego brzegu. Sprężynowe buty pozwalały mu biec naprawdę szybko. zakaszlał kilka razy i pojazd się zatrzymał. . Była tam. . Na złość ciotce nacisnął turbo i pojazd popędził przez las. rozglądając się na wszystkie strony. że te cwane dzieciaki wyczarowały jakiś pojazd. .Musi leżeć gdzieś blisko. Zwieją mi. Czerwonego krzesła nigdzie nie było widać.. Puściła kierownicę i skakała po kabinie.wołała Tosia. .spytała ciotka. .Mówiłam wam. silnik ryknął i powoli wyjechał na suchą drogę. Oddychał ciężko. .powiedział Filip.. Podbiegł bliżej. Wtedy lina sama się odczepiła i balon odfrunął. . Traktor zaczął się wspinać. Spojrzał w niebo.krzyknął Kuki. Tosia lubiła zwierzęta. wielka pijawka. . Zajrzał na dach i krzyknął z przerażenia.".Ciociu! Co jest? Trzymaj kierownicę! . Było w pułapce.Trzymajcie ją! Wreszcie Tosia oderwała oślizgłego wampira i wyrzuciła go za okno. „Jak zapadnie zmrok. I wtedy zobaczył między konarami drzewa coś czerwonego. Domyślił się. Krzesła nie było! .Co się znów stało? Mała ciotka spojrzała na wskaźniki.Wyczaruję stację benzynową.Przestań nam rozkazywać . Wielki traktor z trudem mieścił się pomiędzy drzewami. Wjechali na wąską leśną drogę. . Odczepcie to! Tosia spojrzała na stopę ciotki. . .Znajdziemy je! . Miotało się i szarpało.krzyczała ciotka. ale nie chroniły przed zmęczeniem.. ale ta napęczniała krwią maszkara wyglądała ohydnie. Wreszcie koła złapały przyczepność. Tosia próbowała ją uspokoić. . jakby naprawdę była siedmioletnią dziewczynką. Max uśmiechnął się szeroko.Ała! . ale nie umiało samo się odczepić. Ciotka szarpała się i wierzgała nogą.Walnęliśmy w gałąź. Otworzył drzwi. przyssana do pięty. W końcu Tośka złapała śliskie stworzenie i zaczęła ciągnąć. .Co to było? . Po jakiejś godzinie jazdy wyrosło przed nimi wysokie wzgórze. rozpaczliwie machając nogą. .Byłeś niesamowity! 142 W tej chwili ciotka zaczęła wrzeszczeć. Na gałęzi wisiało czerwone krzesło. pomyślał z rozpaczą.wołał zdyszany Filip.Żyjesz?. .Zdejmijcie to ze mnie. Nagle silnik zakrztusił się. Rozległ się jakiś trzask.Skończyło się paliwo.Chyba tak.Ale wy nigdy nie słuchacie! Przez was przez całe życie będę smarkulą! 144 145 . jak wysoko jest słońce. Ciocia płakała.Musiało zahaczyć o gałęzie .

Usiadł w błocie i zaczął rozpaczliwie łkać. Biegł za drogocennym klejnotem. Większy niż wszystkie diamenty świata. Obróciła się i poszła drogą na zachód.Teraz mogę zrobić wszystko .Rozparł się wygodnie. Ogromny. Znieruchomiało. ale nie ruszyła za nim. .Rany. co zechcę! . szukając wszędzie krzesła.. Mocno złapał oparcie i szybko usiadł na czerwonym krześle.. rzucając oślepiające błyski. Już wiem! . Jedna prowadziła na południe. ale wkrótce zaczął się zapadać. Kuki. .. .Nieprawda! Tamtędy! .. Odbijając się od drzew jak kula bilardowa. Największy i najdroższy diament na ziemi. Krzesło zakołysało się rozpaczliwie. Nie było widać śladów traktora. Krzesło było teraz uwięzione jak pies na łańcuchu. i odczep się od nas! Chodźcie! 149 Poszli drogą na południe. Powoli zanurzył się w bagnie.Wyprostował się. . .Zgubili cię.Stój! Stój!!! Kamień nabrał wielkiej prędkości.Tędy jechaliśmy .Niech ciocia przestanie się wreszcie wymądrzać! Mamy tego dosyć. gdzie było uwiązane krzesło. Przez chwilę było jeszcze widać.Nie potrafisz się urwać. i uderzył w trzymający je naprężony pas. Max podszedł ostrożnie. Naprężyło swoją smycz. Filip i mała ciotka pędzili leśną drogą. Daj mi go! Nie minęła sekunda.A czego ja chcę?. Diament był wielki jak ciężarówka i cudownie okrągły. Poderwało się zaraz. . przeleciał kilka metrów i wpadł do mokradła.szepnął . Pas przerwał się. . Tym razem mi nie uciekniesz! Wyciągnął z płaszcza skórzany pas. Poczuł dziwny dreszcz. Dotarł do miejsca. Złapał oparcie wiszącego krzesła i zawiązał na nim supeł. Podszedł ostrożnie bliżej.. Max nie zwracał na krzesło uwagi.wszystko. Zatrzymał się.krzyknęła ciotka. . jak błyszczy pod warstwą błota. ale ten był na to przygotowany. Szedł na sprężynowych butach przez grząską łąkę jak upiorny bo148 cian. Pieniędzy? Co ja tu zrobię z workami pieniędzy?.Chcę dostać diament. Filip się wściekł. a druga na zachód. Diament toczył się dalej. To wszystko twoja wina! Idź. jakby był małym dzieckiem. kamień toczył się coraz szybciej w jego stronę. ale nie zdołało jej zerwać. kiedy na szczycie wzgórza coś zaczęło błyszczeć. Tośka. aż wreszcie całkiem zatonął. Max odskoczył w bok. gdzie chcesz. wisienko. Natychmiast zaczepił klamrę o niską gałąź. moje malutkie. Diament dotarł do bagnistej łąki. Max pędził za nim. Coś wielkiego. Max zerwał się. wprost w oślepiające zachodzące słońce. wierzgając i ciągnąc Maksa. by wyłowić diament. Dobiegli do rozwidlenia dróg. . Wiedział. pokazując drogę na południe. Huczał jak lawina śniegu spadająca z gór. Potem szarpnął i krzesło spadło na drogę.. cudowny diament zaczął toczyć się w jego stronę..powiedziała Tosia. jak wisielec. Mała ciotka patrzyła na odchodzące rodzeństwo ze złością. pokazując drogę na zachód. Migocząc w słońcu. a uwolnione krzesło natychmiast uniosło się w górę i odfrunęło. Ma być wielki i bez skazy.. A czerwone krzesło przeleciało wysoko nad jego głową i zniknęło za lasem. Ale gigant! 146 147 Popędził w stronę drogocennego kamienia. Max dobiegł do bagna. że nie ma ludzkiej siły. Rozglądali się niepewnie. jakąś niezwykłą siłę. jaka płynęła z tego przedmiotu. .. Olbrzymi diament minął go i potoczył się w dół.

Na początek chcę. co z nimi zrobię. czy nie czai się gdzieś tyranozaur o twarzy ciotki.Albo wyczaruje działo laserowe i nas anihiluje! . Na środku drogi stało czerwone krzesło.Albo zamieni się w dinozaura! Rozejrzeli się niepewnie. Filip i Kuki biegli drogą z drugiej strony wzgórza.. Leciało tuż nad trawą jak ważka. Ruszyła energicznie krętą drogą. . . więc nie mogła się powstrzymać i zawołała: .Ale może zrobić inne czary.Tak.Uważaj! Filip wciągnął ją między gałęzie w ostatniej chwili.Przecież założyłeś simlocka. Mogło poleźć nie wiadomo gdzie! Filip spojrzał na rodzeństwo. sprawdzając. Ale na pewno wymyślę coś strasznego. bo czterdziestoletnia dyrektorka banku nie powinna mówić takich rzeczy.. Zdyszany Filip zatrzymał się. a właściwie pełzli w jej stronę.Trzeba ją szybko znaleźć. Zawołał do Tosi: .. rzucając łagodny. 152 . bo mi się nudzi! .Albo zamieni się w dzieciojada i nas pożre -szepnął. I żółty parasol wyrósł z trawy. . jak wielki grzyb. to.. a jak ciotka znajdzie to krzesło? . Wreszcie usiadła na czerwonym krześle.Mogą być.Może się nad wami zlituję i wyczaruję wam tylko świńskie ogony. a na nim siedziała dziewczynka w czarnym płaszczu. bo ciotka usłyszała szelest i rozglądała się czujnie. Czekało. I poczuła się jak prawdziwa królowa na tronie. . ale krzesło podskoczyło i pofrunęło.Przyjdźcie tu wreszcie. które zjadają krowie placki! Rodzeństwo skuliło się w swojej kryjówce. Nie może zamienić się w dorosłą. . prowadzącą na wzgórze.Bardzo dobrze.Za późno! . Wylądowało na szczycie zielonego pagórka i już nie uciekało. . Ale ta nie patrzyła w ich stronę. że to dobra droga? . Kiedy to powiedziała.Jak was zobaczę. Ale to krzesło umie chodzić.. . zrobiło jej się trochę głupio.Tosia pokazała ręką na wzgórze widoczne między drzewami. Żądam wygodnych butów! I natychmiast na jej stopach pojawiły się czerwone sandałki z miękkiej skóry. Tośka. A jak przyjdą. kryjąc się przed wzrokiem ciotki.szepnęła.Uśmiechnęła się złowieszczo. Mała uniosła stopy i mruknęła: . bo. żółty cień na dziewczynkę i krzesło. Rozłożył się. . Boso od razu poczuła się dużo przyjemniej. Może nas zamienić w karaluchy albo psią kupę! Kuki spojrzał na brata przerażony. Teraz chcę parasol od słońca. . zatrzymała się i zdjęła buty na wysokim obcasie. Minęła pierwszy zakręt i wtedy zobaczyła je.Słuchajcie..Znalazłam je.Jesteś pewna. Pobiegła w jego stronę. Tosia wychyliła się zza krzaków. Wygodnie rozparła się na krześle i powiedziała głośno: . zupełnie jakby na nią czekało. Przerażone rodzeństwo skoczyło do rowu. Ale ponieważ coraz bardziej stawała się małą dziewczynką. 150 151 Na szczycie stało krzesło. „Smarkacze" właśnie szli. Mała ciotka podchodziła powoli i ostrożnie. bojąc sieje spłoszyć. . To ja je znalazłam! .Kiedy zasłoniły ją krzaki. . to wyczaruję wam wieczny smród! Albo zmienię was w robaki.. A teraz poczekam na tych smarkaczy.Jeszcze nie wiem.zawołała.. . .

Tosia wciągnęła brata za krzaki. rozglądając się niespokojnie dookoła.. Ale najbardziej doskwierała jej samotność. Chcą mi zabrać krzesło! .Sytuacja jest skrajnie niebezpieczna! Dziewczynka na wzgórzu objęła mocno oparcie krzesła. Nie zdawała sobie z tego sprawy. Były tam owoce. Potem spróbowała kawy. Było stąd widać całą okolicę. I kawę! TRZASK! Na trawie obok krzesła pojawił się krąg. Ale ciotka już o nich nie myślała. Także dzieci ukryte za krzakami. że wisi sto metrów nad ziemią jak mała chmurka.szepnęła Tośka.mruknął Filip.Jestem głodny! . Dziewczynka spojrzała na ciemniejące niebo i nagle poczuła lęk. Przyjdźcie tu. co dalej robić.krzyknęła tak.szepnęła Tośka. co mam! A wy musicie głodować! Kuki wysunął głowę zza gałęzi i wdychał zapachy płynące ze wzgórza. A także parująca pizza i filiżanka kawy cappuccino. ale posłusznie położył się za osłoną z krzaków bzu. Szczególnie gdy zapada zmrok. . Prawdę mówiąc.Nie ukryjecie się przede mną! Nikt jej nie odpowiedział. . . . Słońce powoli zachodziło. pizzę. Teraz! Rozkazuję! FRU! Krzesło gwałtownie poleciało w górę.krzyknęła. Trawiaste koło zaczęło wirować. Filip zatrzymał się.Nie zgadzam się. ale im bliżej szczytu. a małe dzieci nie lubią gorzkiej kawy.Poczekajmy do wieczora.powiedział zazdrośnie. Nie lubią też być same. Po chwili darń 154 zamieniła się w obrus i talerze pełne jedzenia. ale cappuccino jej nie smakowało.szepnął Filip.. Frunęło w stronę chmur wraz z ciotką.A duże głodne! . chwytając brata za rękę. Zupełna cisza! . ale coraz bardziej przeistaczała się w małe dziecko. Chciało jej się spać. . Ona w końcu zaśnie.Chowaj się! . Tosia. Kurczowo trzymała się oparcia i szeptała: .Wiem. . . I owoce. . Małe dzieci szybko robią się śpiące. Została im jeszcze do pokonania 153 połowa wysokości wzgórza. jakby wycięty nożem. Jakby co. . Ciotka zjadła mały kawałek pizzy. Nie tak wysoko! Ratunku! Krzesło wzleciało na wysokość kilkuset metrów.Nie możemy iść razem. Ciotka. unosząc się w górę. . tym osłon było mniej. ciasta.wyszeptała.Bo zmieni cię w widelec! . Było tu niewiele kryjówek.Dobrze! . ziewała.No to co zrobimy? .Aaa! To nie był dobry pomysł.Pepperoni. że tam jesteście! . tylko dla mnie! Chcę lody. a ciotka pozostała w powietrzu! Otworzyła oczy i zobaczyła.. . aż ta zaczęła wrzeszczeć. ser i inne rzeczy. Niech to krzesło wyląduje na ziemi! I krzesło natychmiast poleciało w dół. żeby usłyszało ją rodzeństwo. to mnie ratujcie. nic wam nie zrobię! 155 Ale nikt jej nie odpowiedział.. bo jak wszystkich zamieni w robaki. poleciało samo. to będziemy jeść krowie placki do końca życia. to nie wiedziała.Wyczarowała zapiekanki i pizzę.Zobaczcie. . Wtedy wyprostowała się na krześle i zawołała: . Filip i Kuki niezmiernie powoli czołgali się w jej stronę.Na pewno gdzieś się czają.. Niestety. Nie idź! . Czuła.Schowaj się! . mimo że mogła wszystko wyczarować. .Nie chcę być sama przez całą noc. . Zamknęła oczy. Mała ciotka spojrzała na niego dumnie i zawołała: . gdzie oni są! Chcę ich widzieć. Korzystali z każdej osłony. Ale pachnie! .Ja mam lęk wysokości. . siedząca okrakiem na krześle.. Grzanki z serem. Stół bez nóg unosił się w powietrzu. . -Wyczaruję różne rzeczy.Ostrożnie. że jej wrogowie są blisko. Pójdę sam..Chcę zobaczyć.

Chcę koło ratunkowe! Natychmiast z nieba spadło koło ratunkowe. sam zaczynał się topić.Wyczaruj koło ratunkowe . leciały jak kosmiczne statki w stronę jeziora. Tośka usiadła na krześle i krzyknęła: . 158 Rodzeństwo pobiegło na wysoki brzeg jeziora. a nad nimi muślinowe firanki zwane moskitierą.Ona nie umie pływać! Nie mogli jej uratować żadnym czarem. Właśnie lądowało na wzgórzu. ciociu? . Na jej szczęście było tam jezioro. Rozpaliły też ognisko.A po co tam leciałaś. Bardzo dużo! Wtedy zza ich głów wyleciały setki pomarańczowych kół. .Aaa! Ciotka poleciała w dół jak zestrzelony samolot.No dobra. Kuki krzyknął: . Rozległo się głośne CHLUP i ciotka wpadła do wody. Dzieci założyły obóz nad brzegiem jeziora. Nad brzegiem jeziora stał piękny biały namiot. -Niech ją wróble rozdziobią! .Chcę dużo kół ratunkowych. bo czerwone krzesło było daleko.Coś ty zrobił!? . Zobaczyli. tworząc wokół Filipa i ciotki wielką pomarańczową wyspę. Tosia podeszła do braci. które zabezpieczały przed owadami. Był duży i miał dwie sypialnie.Ona jest przeziębiona.Filip. marszcząc się trochę. Wtedy doleciało do niego pierwsze koło ratunkowe. jak ciotka rozpaczliwie walczy o życie.krzyknęła przerażona Tosia. Tosia nalała na łyżeczkę syrop pini i podała go cioci. Tosia i Kuki patrzyli przerażeni.powiedział Kuki. Unosząca się w chmurach ciotka krzyczała rozpaczliwie: . .Ratunku! Na pomoc! Nie chcę być tutaj! Ja mam lęk wysokości! Chcę wrócić na ziemię! Rodzeństwo parsknęło śmiechem. Wisiały w nich hamaki.Ściągnijcie mnie! Błagam! . Dziewczynka posłusznie wypiła. Wrzeszcząc ze strachu.zawołała Tosia . malując w powietrzu ogniste znaki. 1 Płaszcz ciotki rozłożył się jak kostium Super. Unosiła się jak balonik. .zawołał Kuki. że zaraz spadnie.Ono jeździ trzysta na godzinę. Filip dobiegł pierwszy i natychmiast usiadł na krześle. Nie dawał rady.Spóźnimy się! . 156 Rodzeństwo popędziło do niego. natychmiast zdarł z siebie bluzę i popędził do jeziora. Filip płynął do niej. . Tysiące! Filip właśnie dopłynął do małej 159 ciotki i złapał ją za ramię.Zaczęła wrzeszczeć ze strachu.Możemy wyczarować ferrari . trochę ubrań i jedzenia. .Przecież jutro musimy być w Kopenhadze -zawołał Filip. . które wirując. Była pewna. więc Tosia zawołała: .słyszysz? . przy którym suszyły się rzeczy ciotki i Filipa. nie wygłupiaj się! Każ jej wrócić . Ale nie spadała. . Wyczarowały namiot. Zaczął holować topiącą się dziewczynkę w stronę brzegu.powiedział Filip.| mana. jaki widuje się czasem w filmach o Afryce. A potem następne i następne. który zdobył kiedyś mistrzostwo klasy w pływaniu. . bo ciotka co chwila zanurzała się pod wodą i była niewidoczna. ale niestety wylądowało dość daleko od ciotki.Ratunku! Ja chcę wrócić na ziemię. Filip. Kaszlała. Tosia okryła ją śpiworem i wyszła bez słowa z namiotu. leciała w dół i po chwili zniknęła za wzgórzem. jak na środku ciotka miota się i rzuca w wodzie. Mała ciotka leżała w hamaku owinięta śpiworem. Było ich naprawdę dużo. ale był jeszcze daleko. . którzy bawili się płonącymi gałęziami. Spadaj! . Rozkazuję! Ale rozkazy już nie działały.Lepiej ją tam zostawić . Trzeba tu zostać do rana.

162 . Na drugie miałam Wiktoria. skąd biegnie muzyka. To było niesamowite uczucie. . ale komplement sprawił mu przyjemność. Czujesz jakąś zmianę? ... Zaczęła grać. Chcę! Tośka usiadła na krześle i powiedziała coś szeptem. . . Przysięgam. . Owinięta w śpiwór ciotka wyszła z namiotu i stanęła nieśmiało obok rodzeństwa. ja już go nigdy nie ukradnę. to mówili do mnie „Wiki".Pamiętacie? Jak byliśmy mali.Ja.Chcesz? Ciotka zerwała się.Lepiej się czujesz. . . . . że dokładnie wie. Potem obróciła się do ciotki: .powiedziała dziewczynka. Upiekli na kolację ziemniaki w ognisku i kilka zapiekanek. Wiki.Jak chcesz.powiedziała Tośka. bez czarnego płaszcza i butów na obcasie wyglądała jak zwykła siedmioletnia dziewczynka.. żeby ciotka znowu czegoś nie wyczarowała. 160 161 . .Mhm.Siedź. Potem popędził na brzeg. 163 przymocowana do drzewa zardzewiałym łańcuchem. Były trochę przypalone.Czy ja mogę siedzieć z wami? .Nieźle jak na pierwszy raz . . ale i tak bardzo im smakowały. Możecie tak do mnie mówić? . Ty świetnie pływasz.ale musisz dużo ćwiczyć..Tak.Wcale nie.. . to mama nam grała tę piosenkę przed snem. Kuki powiedział: . . . Dziękuję. W końcu Tosia mruknęła: .pochwaliła ją Tosia . cio.Nie bójcie się .Wiem. a ja nie. Filip wzruszył ramionami. Zawsze jej zazdrościłam.. Mężczyzna szarpnął go z całych sił i oderwał. Moja mama gra dobrze.Jak cię nazywali. Nie odpowiedział..powiedziała Tosia.Spróbuj.. W tej chwili Wiki przestała grać.Jak byłam mała. ciociu? . że mnie wyciągnąłeś. Więc mówili do mnie „Wiki". skąd dochodziła muzyka. Muzyka niosła się nad ciemną taflą jeziora.. Tośka podała jej flet. Bracia milczeli. Filip na wszelki wypadek odsunął krzesło.Wiesz co? Jakoś głupio mówić do ciebie „ciociu" . .Nie wiem. Po drugiej stronie jeziora stał Max i nadsłuchiwał. Była tam stara łódka.Nienawidziłam tego imienia. Bo ona umiała grać.OK. . Usiedli przy ognisku. Tosia ze zdziwieniem sobie przypomniała. to zrobię czar i będziesz umiała grać .spytała niepewnie. Melodia na początku trochę jej się myliła. Wiki. kiedy byłaś mała? . ale potem zabrzmiała naprawdę dobrze. ale im jakoś nie chciało się spać.Już. Kiedy go dotknęła.spytał Filip.. chociaż. Wiki powiedziała zazdrośnie: . a Tosia wyczarowała nowy flet i zaczęła grać.Usłyszeli kaszel.Wiki? Dlaczego? Przecież ciocia ma na imię Maryla. że ta mała dziewczynka jest siostrą jej mamy. Patrzyli na ciotkę niechętnie. ze zdumieniem poczuła.Dobrze grasz. blisko siebie. Ciotka niepewnie wzięła instrument. prawdę mówiąc. co należy robić. Zapadł zmierzch. próbując wyczuć. Wskoczył do łodzi i powiosłował w kierunku.

. co tylko zechcę.krzyknął mężczyzna. A potem zobaczył czerwone krzesło. jakie Wiki nosiła w sobie od zawsze. a potem zaczęła wydobywać dźwięki coraz pewniej i głośniej. Ruszyła dalej. kierując się tam. W końcu Filip wstał i powiedział zdecydowanie: .. . Chciał obudzić Filipa. co rodzice teraz robią . Max przepłynął na drugą stronę jeziora i teraz wiosłował wzdłuż brzegu. Na zawsze! Z namiotu wybiegli Tosia i Filip. Najpierw grała po cichutku. Odsunęła brezentową płachtę w wejściu i wybiegła. Max przybił do brzegu i wyskoczył z łodzi. Tosia nie zdawała sobie nawet sprawy. Obok ogniska stało czerwone krzesło. Ale księżyc ukrył się za chmurami i Max widział tylko ciemną ścianę lasu. Max siedział na znieruchomiałym krześle. A może naprawdę będziecie złote?. Kuki skradał się za nią. Przycisnął je mocno do ziemi i wrzasnął: . ale postanowił. ale czekał. zadzwoniły metalowe kółka przy masztach. żebyście byli ze złota . skąd dochodził dźwięk. Tylko mała Wiki nie mogła zasnąć. Filip. Narzucił sieć na krzesło. Dlatego kusiło ją. . Wiki nie chciała ukraść krzesła ani zrobić żadnych złych czarów.Teraz mogę z wami zrobić. Teraz był już jego panem.szepnęła Tosia. jak niezwykłą rzecz zrobiła swoim czarem. żeby wziąć flet. jak Wiki idzie w stronę ogniska. że niesprawiedliwie ją podejrzewał.Myślicie. Tośka i Kuki spali już w hamakach. że to senny koszmar. Muzyka niosła się daleko po jeziorze. Ale nie zdążył. Kuki otworzył oczy i zobaczył. Wyprostował się i nadsłuchiwał. Pełzł w stronę czerwonego krzesła jak wąż. bo już wiedział. Dziewczynka obejrzała się. moje złote dzieciaki.Chyba nie.Ciekawe. ciężko dysząc. Zamilkli na chwilę i spoważnieli. Miał ochotę przeprosić ją za głupie podejrzenia. Zdawało im się. Max.Chciałbym. wypatrując dzieci. jak Wiki gra. Starał się poruszać bardzo cicho. narzucił bluzę i wysunął głowę z namiotu. Z przerażeniem wpatrywali się w Maksa siedzącego na czerwonym krześle. Mężczyzna roześmiał się. zebrał wszystkie siły i skoczył. Gra na jakimś instrumencie to było wielkie marzenie. że ten złośliwy przedmiot znowu mu umknie.. Bał się. szukając obozowiska dzieci. Dziewczynka w księżycowym świetle wyglądała jak leśny faun..Chodźmy spać. że martwią się o nas? . Podniosła flet i zaczęła grać. Szybko wyskoczył z hamaka. Może ono także spało? Kiedy był od niego o krok. Po chwili ujrzał nikły płomień ogniska i namiot. ale tym razem krzesło stało nieruchomo. który płynął wciąż wzdłuż brzegu. usłyszał głos fletu. . Nagle usłyszał plusk wody. Miał w ręku starą sieć. nieśmiało. co mała ciotka kombinuje.Stój bez ruchu! Przedmiot wykonał rozkaz i zastygł. Filip chwycił za rękę Tośkę i chciał się cofnąć poza zasięg wzroku Maksa. Kiedy wychodziła z namiotu. nad brzegiem. Po prostu chciała grać. Wiki minęła je i poszła nad jezioro. A potem zaczął szybko wiosłować. Tymczasem Kuki ukryty w zaroślach słuchał. Było mu trochę głupio. wyjść z namiotu i wypróbować nową umiejętność. ale Max usiadł na nim okrakiem. które zaczęło się miotać i wyrywać. Jutro musimy wyruszyć wcześnie rano. Ostrożnie wyskoczyła z hamaka i wyjęła instrument z futerału. Bez słowa poszli do namiotu.. którą 166 znalazł w łodzi. że najpierw sprawdzi. ledwo widoczną na tle granatowego nieba.. aż skończy grać. A potem roześmiał się głośno. Kilkaset kroków od obozowiska zatrzymała się i usiadła na kamieniu. 164 165 Kuki szybko przebiegł przez krąg światła od ogniska i zaczął się skradać w stronę Wiki. ale chłopiec zdążył się ukryć za kępą jałowców.

bo sztabki łatwiej się szmugluje. Stuknął ręką w głowę Filipa. co się stanie. skąd dobiegał dźwięk fletu. ale w końcu czego mógł się obawiać ze strony małych dzieci? . wyszedł i zatrzasnął ją za sobą. Nie chciał oddalać się zbytnio od krzesła. Rozglądał się czujnie. Max usłyszał dźwięk rozpryskiwanej wody i zerwał się. bo mężczyzna zrobił kilka kroków w jego stronę.Gdzie wy jesteście? Czekam na was! Kuki i Wiki stali ukryci w trzcinach.Przyleć tutaj. jak działa ten dziwny przedmiot. . Krzesło przecież umiało latać! Szepnął błagalnie: . ich ciała lśniły złocistym blaskiem. a ty musisz dojść do krzesła i wyczarować jakąś pomoc. Widzieli straszliwą przemianę rodzeństwa w martwe złote figury. bo były najeżone małymi ostrymi kolcami. który sterczał w masywnym zamku i zabrał go ze sobą.. Mężczyzna wstał... Masz jakiś pomysł? . i wolał go nie ruszać. . Czerwone krzesło nawet nie drgnęło. Max wydał przecież rozkaz.. Wiki pobiegła przez trzciny w stronę lasu. Zmienili się w złote figury o przerażonych twarzach! Zachwycony Max podbiegł do nich. Proszę! Nic. .. Ukląkł obok ogrodzenia i usiłował wsunąć rękę między pręty. Pobiegł wzdłuż brzegu jeziora.Pewnie.167 Światło księżyca na ułamek sekundy przygasło. Chociaż chyba was przetopię. Max zamieni ich w kawałki zimnego złota. Po drodze spojrzał na swoje złote rodzeństwo i zadrżał. już nigdy nie będzie mógł biegać. Musimy się rozdzielić.Chodź do mnie.Chyba tak. 169 pchnął wąską bramę w ogrodzeniu. . ale zatrzymał go dźwięk fletu. Max tymczasem skradał się do kępy zarośli. Z lasu znów napłynął dźwięk fletu. . Domyślał się. co robić. Filip i Tośka krzyknęli. „Chce odciąć jej drogę ucieczki". Przekręcił klucz. Wiki grała niedaleko. Kukiemu wydawało się.Prawdziwe złoto.A gdzie są pozostali? Przecież było ich czworo. Krzesło nie poruszyło się. żeby ich ocalić. ale nie mógł zacisnąć dłoni na kolczastych prętach. Śpią? Gwałtownie odsłonił płachtę namiotu i wszedł do wnętrza. Wiedział. Natychmiast wrócił do czerwonego krzesła i usiadł na nim. Kuki wychylił się. w lesie. Ja spróbuję go odciągnąć. że gdy to się stanie. 170 Został mu już tylko jeden sposób. pomyślał w panice Kuki. Miejsca było niewiele i kolce raniły mu skórę. .Tylko uważaj. Kuki spróbował się wspiąć na ogrodzenie. Ale na razie nie mógł pomóc Wiki. .Rozejrzał się. że to jakiś podstęp.. . Po namyśle usiadł i cicho coś powiedział.Wiki.szepnął Kuki. Byli przerażeni i nie wiedzieli. po pas w wodzie.. Zastygli bez ruchu. Ale Max nie ruszył w tę stronę. Z mchu wokół krzesła zaczęły się wysuwać ostre metalowe pręty najeżone kolcami. Ale dzieci tu nie było. że cokolwiek zrobią. Najlepsza próba! Jesteście naprawdę piękni. Najbardziej 168 przerażała go myśl. . Kiedy księżyc znowu się wyłonił. aby stało bez ruchu. ale ich głos urwał się nagle. co zrobić.. że ma niewiele czasu. Otoczyły krzesło i Maksa. to i tak skończy się to katastrofą.. żeby lepiej zobaczyć. Na szczęście to więzienie nie miało dachu i Kuki na to właśnie liczył. Zastanawiał się. Nie można było nawet dotknąć prętów.. Kuki się skulił. Max obrócił się i nadsłuchiwał. ale nie chciał go też zabierać. wciąż nie wiedział. Krzesło otaczał stalowy płot. więc ruszył w stronę krzesła. Prawdę mówiąc.

Psa? Lepiej coś większego! .powiedział Kuki i wyszeptał jakieś słowa. . a z niego wydobywał się dźwięk nagranego fletu. Mężczyzna biegł dalej.Coś ty! Złapał tylko mój telefon komórkowy. Wtedy usłyszał: . Mężczyzna nie był w stanie się poruszyć ani wydobyć głosu. . .krzyknęła Wiki.Ratunku! Zabierzcie go. podnosił się i dalej uciekał. Nawet nie zauważył. coś większego. Bałem się. czując na karku oddech dzikiej bestii.zawołała Wiki.Myślisz.Wracaj! Do nogi! 173 Odpowiedziało mu krótkie ryknięcie. Padał.pochwalił go Kuki. przez kolczaste krzaki i rowy.. I położył się wygodnie obok namiotu. że wróciłaś. które z jakichś głupich powodów grały na flecie.Pilnuj nas do rana.Szybko! Wiki przycisnęła dłoń do krzesła i krzyknęła: .Dobry kotek . jak mruczą szczęśliwe koty. Nie oglądał się. Nie było tu żadnego dziecka. Mimo że był dość chudy.Ja to zrobię. wpatrując się w ciemność. żeby zrobić czar? .Niech ten płot zniknie! Poczuła. Z mroku wyszedł lew i zbliżył się do dzieci. . Max rzucił się do ucieczki. . . nie bacząc na przeszkody. Ramię miał już skaleczone w wielu miejscach. żeby nas bronił! . Z lasu wyłonił się wielki lew i szedł w jego stronę. Muzyka dochodziła zza krzaków jeżyn.Coś ty wyczarował? . otwierając paszczę z olbrzymimi zębami. Na trawie leżał telefon komórkowy. Wyczarowałem lwa niezjadającego .Wiki podciągnęła rękaw i włożyła dłoń między pręty.. jak krzesło drgnęło pod jej ręką. . Lew zamruczał cichutko.powiedział Kuki i zawołał w ciemność: . Pędził przez cierniste krzaki jeżyn.Wyczaruj psa. że cię złapał! 171 .. zanim jeszcze całkiem zniknęły.No. że od dawna nie słychać już ryku lwa. i usiadł na krześle.spytała zaniepokojona Wiki.Nie. który wędrował przez afrykański busz. . Był olbrzymi. . . większy niż jakikolwiek drapieżnik.Waruj! Lew posłusznie usiadł na trawie. Podszedł i podrapał drapieżnika po szyi.Nie wiem. Ryknął tak. Zręcznie ominęła ostre kolce i dotknęła krzesła. że to wystarczy. . a kolce sięgały zbyt daleko. Rękę miała szczuplejszą i dłuższą niż Kuki. Kuki nie mógł dalej wsunąć ręki. Za nim stała Wiki.Był coraz bliżej źródła dźwięku. pręty stały zbyt ciasno. Kroki Maksa było słychać coraz bliżej. które trochę wystraszone cofnęły się kilka kroków. . rozpaczliwie machając rękoma. Za to głos wydobył lew.Dobrze. Lew w odpowiedzi zaryczał jeszcze straszliwiej. Przeszedł po cichu kilka ostatnich kroków i skoczył między kolczaste gałęzie. Po sekundzie rozległ się straszliwy ryk. Max znieruchomiał ze zgrozy.. Maks biegł przez las w stronę obozowiska. że z drzew pospadały liście. Złapał pazurami płaszcz Maksa i rozdarł go. Obejrzał się.. nie myślał i nie miał żadnej nadziei.. . 172 . Kuki przeskoczył je. .Czy on na pewno go nie pożre? . Usłyszeli trzask gałęzi. To tam musiały być ukryte te dzieciaki. a stalowe pręty natychmiast schowały się w ziemi. Pędził jak szaleniec. Odsuń się. a potem ziewnął.

Po prostu złote figury zaczęły najpierw poruszać palcami.szepnęła Wiki. kiedy Filip pochwalił młodszego brata.jęknęła Wiki. co zrobią.Co robić? .Nie chcę zastrzyku . jakbyś go zabił . Ale wzruszył tylko ramionami i powiedział obojętnie: . Nie żądała superpojazdu ani ferrari. Chłopiec odetchnął z ulgą.powiedział Kuki. potem dłońmi i stopami. Miała gorączkę i kaszlała coraz mocniej. Kuki zastanowił się. że Wiki była bardzo chora.Ale Wiki jest chora.To tak.Ale co potem z nim zrobimy? . . co pozwoli im wydostać się z tego pustkowia. ale nic nie działało. To była prościzna. . . Było im żal tego dużego kota. a pojawiały się prawdziwe ręce. Choroba była ukryta gdzieś głęboko i nie podlegała magii. gdzie jest lekarz.zawołała Tosia. to było pewne.Musimy dostać się do jakiegoś szpitala. Gdzieś. .A jak dostanie zapalenia płuc? Od tego można umrzeć! .Dzięki.spytał niepewnie Filip. żeby „to coś" było niebieskie.. Musimy ją jakoś wyleczyć. które jeszcze niedawno były jego rodzeństwem.Każemy mu zniknąć . ale wkrótce i on znikł. Tym razem czaru dokonała Tosia. A na końcu dodała: . Zastanowili się przez chwilę. nogi i twarze. No to co? Możemy chyba iść spać? Rankiem kazali lwu zniknąć. W końcu powiedział po prostu: .Bądź ostrożny! .Zwariowałeś? . Wyczarujemy tego doktora .Wiem.No dobrze. .Może pojedziemy bez niej? .Chcę. Tosia wstała. żebyśmy byli mordercami? Nie możemy tego zrobić. mimo że była przykryta stosem koców. Byłeś fantastyczny. Kuki podszedł teraz do dwóch złotych figur. . Po chwili zostało tylko trochę złotego pyłu na włosach. Nie mieli pojęcia. Wiki miała dreszcze i trzęsła się z zimna. -Chcesz.Nie ma sprawy. v 176 . Kuki. Spojrzeli na dziewczynkę. Po prostu poprosiła o „cokolwiek". Problem polegał na tym. co robić dalej. żebyście byli tacy jak przed godziną.Wyczarujemy jej dom. Zostało im osiem godzin. Z każdym ruchem złoto znikało.Poczuli się bezpiecznie. która leżała skulona pod kocami. Był to pierwszy przypadek w dziejach. Usiadł na krześle. . . spoglądając na nich z lekkim wyrzutem. .Tylko proszę. Przed Kukim znów stali prawdziwi Tośka i Filip. . na Karaiby. .Chcesz ją tu zostawić samą? Ona ma siedem lat! . Niebieski był jej ulubionym kolorem. a w końcu 175 zawirowały w dziwnym tańcu. I stado lwów do pilnowania. ale przecież nie mogli wędrować z lwem. Po prostu musieli zdążyć. . Rozpuścił się powoli w porannej mgle. Była bardzo blada i co jakiś czas kaszlała suchym męczącym kaszlem. Próbowali wyleczyć ją magicznym sposobem. Potem odbyli naradę.zawołała Tośka.. O czwartej Queen Victoria odpływała na drugą stronę oceanu. Nie było żadnych piorunów i błysków. Nie mogli jej zostawić.To może wyczarujmy lekarza? . On ją zbada i da jej tabletki albo zastrzyk. co powiedzieć. Kuki poczuł się niezwykle dumny. jeśli się spóźnią.powiedziała Tosia. żeby dotrzeć do portu w Kopenhadze. jakby chciały strząsnąć z siebie ciężki pancerz złotego kruszcu. Tym razem czar był cichy i spokojny.wymyślił Kuki. Filip podszedł do brata i powiedział: .

Koń nerwowo podrzucał głowę i uderzał kopytami.zawołał Filip. Tosia owinęła chorą ciotkę śpiworem i pomogła jej wsiąść na kucyka. Ruszył w stronę kucyka.Albo się spłoszy i będzie gnał jak wściekły. bo się boisz. .I tak to zrobi. a potem stratuje albo pogryzie. Jak mnie przydepnie. . Wtedy Kuki powiedział: .Nie podchodź od tyłu .Gadasz tak. otrząsnęły się z wody i pogalopowały wprost do dzieci. -Nie. . Tylko Kuki stał bez ruchu. żeby sprawa była jasna. .zawołał Filip. co tym razem dostaną.Właź! No dalej! . Pojadę. jakby chciał jak najszybciej ruszyć w drogę. Kuki spojrzał na nią. Wiki zakaszlała ponownie.. . Kucyk obrócił głowę i spojrzał na chłopca dużymi łagodnymi oczami. Nie cierpię koni i nigdy na niego nie wsiądę.Wiki jest chora! Nie rozumiesz. ale w końcu wdrapał się na siodło. Tafla jeziora się poruszyła i wynurzyły się z niej cztery konie.Bo naprawdę cię kopnie.Przestań kombinować. Były niebieskie! Jak dżinsy Filipa albo jak oczy Tosi. a potem nabije mnie na ostrą gałąź albo zrzuci mnie do przepaści. Poruszała się dużo zgrabniej.Czego się boisz? . . Ja się boję koni i koniec. . . I co z tego? Każdy ma prawo się czegoś bać. to będę miał stopę jak naleśnik. . co ofiaruje im krzesło. Zabrzmiało to jak oskarżenie. milutki konik..krzyknął Filip. .I tak wiem. .178 Byli ciekawi. Nawet chora ciotka uniosła głowę znad poduszki. . to zostanę upiorem i będę was straszył do końca życia. Po chwili usłyszeli szum wody. A potem poklepała swojego niebieskiego wierzchowca po szyi i wskoczyła na siodło. jakby zapraszając go do wsiadania. na . 181 nie umiał jeździć konno. . Miały czarno-złote uzdy i siodła. Ale utrzymał się w siodle i pogalopował do lasu. . że musimy jechać z nią do lekarza? Siadaj.Łał. że zaraz mnie zrzucisz. Klepnął niebieskiego rumaka po szyi i ten nagle ruszył.Jazda .mruknął ponuro Kuki. 179 . Kuc. Błękitne wierzchowce wybiegły na brzeg. 180 Ciotka zakaszlała. A potem ukląkł na przednich nogach. A kopyta jak młot pneumatyczny. przypominało otwieranie urodzinowych prezentów. One są cudne! . Ale jak zginę. albo.Chcę. Tosia pojechała za bratem. Nie wsiądę.Kuki! To jest malutki. Zawsze mogła być cudowna niespodzianka albo wielkie rozczarowanie. Filip omal nie spadł. a dwa były małymi kucykami o długiej grzywie i mocnych grubych nogach.zawołała Tosia. Filip od razu spróbował wsiąść na największego konia. Tylko ma zęby jak rekin. Czekanie na to.To mały kucyk! Nic ci nie zrobi. Kuki stał bez ruchu. jakby szedł na wyrywanie zęba.Tylko mnie zrzuci. Dwa konie były duże.zawołała Tośka.Dobra. Boję się. Kucyk wstał. Wdrapał się na siodło. . bo kiedyś chodziła na lekcje jazdy konnej. a potem zawołał z wściekłością: .Dobrze.Jasne. bo prawdę mówiąc.Dzięki . . Nie było to wcale łatwe. .

czyli unosić się i opadać w rytm jazdy. jak chłopiec odchodzi. Uśmiechnęła się do Wiki..Spodobała ci się twoja bestia? . . a potem coraz szybciej. . Powiemy.powiedział Kuki. śliczny koniku! Proszę! Wtedy kucyk wreszcie ruszył. Od razu będzie sensacja. . leniwy mule! Kucyk podniósł głowę i spojrzał na chłopca jakby z wyrzutem. ty dręczycielu Kukiego. Kiedy Filip próbował skręcić na południe.A krzesło? .Tylko pamiętajcie . bo była w kiepskim stanie. Weszli do miasteczka i rozglądali się za kimś.powiedziała Tosia.Niech Wiki na nim siada. . Dzieci były obolałe od nieustannego podskakiwania w siodle i miały poobcierane uda. Natomiast Wiki wyglądała bardzo źle. nie chciałem tego powiedzieć. Wystarczy. Jeszcze raz. Przecież takich koni nie ma.. która miała włosy zaplecione w warkocze. Kuki najpierw ściskał szyję kucyka z całych sił i krzyczał przy każdym podskoku. Jechała bez słowa. .Przepraszam. że jazda sprawia mu przyjemność.powiedział Filip.zachrypiała Wiki . Nikt nie będzie im przeszkadzać. . zupełnie bez ruchu. Po godzinie galopowania przez las wyjechali wreszcie na drogę. Nie chcę go anihilować. . Ruszaj. Fajny kucyk. Za kilka dni wszystko będzie dobrze.którym siedziała Wiki. 182 183 .Ej! Nie przesadzaj! Nie tak szybko! Ja nie jestem kowbojem! Wolniej. co mówisz. że będą kłopoty . . to pomyśli. a po chwili zobaczyli niewielkie miasteczko z kolorowymi domami.Będą pytać. które pogalopowały w stronę lasu. . Przecież chodzące krzesło wywołałoby jeszcze większą sensację niż niebieskie konie. ale potem jakoś zapomniał o strachu. . . Mogło pójść samo. A jak ktoś je znajdzie.ja nie chcę żadnych zastrzyków.Zobaczcie! Przecież to jest szpital.Tu jest dużo miejsca i trawy. Zbadała zaraz Wiki. Zdjęli siodła i wypuścili konie. Najpierw powoli. nie dawały się zawrócić i uporczywie jechały na zachód.Możemy je wypuścić . czemu je nosimy. Najlepiej radziła sobie Tosia.To silna angina. Nagle Filip zawołał: .. Przyjęła ich miła lekarka.Bo są niebieskie. Na skraju miasta stał duży budynek z czerwonych cegieł. Ubieraj się.Nie chcę. Tylko uważaj. oparta o szyję kucyka. ale Filip nie wypuszczał go z rąk. i od tej chwili błękitne stado pędziło razem. że odkrył nowy gatunek. która potrafiła anglezować. Tylko kucyk Kukiego stał w miejscu.Jest OK. Kucyk Kukiego czekał najdłużej i patrzył ze smutkiem. Jedź. Dam jej antybiotyk i lekarstwo na ból gardła. . aż dogonił pozostałe konie. . bo się spocisz! Stój! Kuc galopował przez las.Wiśta! Wio! No jedź. Widocznie błękitne konie dobrze wiedziały. Wyprostował się i ze zdziwieniem poczuł. . ciociu. kogo mogliby spytać o lekarza.Dlaczego? . że ją nieśliśmy.Czuję. Filip dźwigał krzesło. Na ceglanym budynku stojącym tuż przed nimi wisiała tabliczka z napisem: „Szpital Dziecięcy". jak mała dziewczynka. żeby one zniknęły . Niebieskie konie same kierowały wędrówką. .Musimy tu zostawić konie . Jazda na koniach nie była wcale łatwa.. Lekarka odłożyła stetoskop.mruknął Kuki i zawołał: . Tośka i Kuki pomagali iść chorej ciotce. zarżał i pocwałował za rodzeństwem. Nawet dobrze się jeździ.Oddychaj! Głębiej.spytała Tosia. dokąd jechać.

186 . .Zatrzymam ją w szpitalu.Ona ma siedem lat! .Albo zostawimy tu Wiki.Lew?! 187 .I co z tego. .Gdzie ona może być? . Powie im o krześle i o tym.Słucham? .Niech pani nam da to lekarstwo i my już pójdziemy. Zabieramy Wiki i zwiewamy stąd.Mamy dwie możliwości . . że to krzesło jest niebezpieczne? Nikt nie pozwoli. żeby zabrać krzesło. Śpi. Oni wyjechali. Rano przybiegł człowiek.. i weźmiemy ją ze sobą. to może wygadać.Zaczną nas ścigać. .zawołała Tosia. albo poczekamy. że jest zmutowaną ciotką. .Wszystko. Na szczęście lekarkę zawołano do jakiegoś pacjenta i wyszła. że goni go lew! Rodzeństwo zerwało się. która posłała rodzeństwu bezradne spojrzenie. Był w skrajnej histerii.zawołał Kuki..Tak.Wiki jest chora.Jeśli ją zabierzemy. . Dziś mamy same niezwykłe przypadki.Nie . .Co robimy? . Nie chcę.Właściwie tak. aż dostanie lekarstwo. że rodzice zostawili was bez opieki. wróciła lekarka..Tak. . . . Musiałam mu dać mocne leki na uspokojenie. .spytał Filip. .A dlaczego nie przyszliście z rodzicami? . który mówił. Zadzwońcie do rodziców. żeby się męczyła! Zanim coś wymyślili.To wasza siostra? . . Czy wy nie rozumiecie.Oni. A jak telewizja o tym nagada. terroryści.Ona nie może teraz nigdzie iść . Filip zerwał się. Lekarka wzięła za rękę Wiki. Będą nas ścigać policja. żeby po nią przyjechali.Co? . żeby nie robiło problemów. i wyszły z gabinetu. może bardziej zachorować.Skąd wiesz? . . .skłamał Filip. . . 184 185 .W grudniu skończę czterdzieści. Nie można mu było wytłumaczyć. że powie? .To trochę dziwne.Ile masz lat? .Nie odbierają telefonu . Uciekał całą noc.Może znów jej zmienimy język? . . żebyśmy mieli takie coś. . Wszyscy. . to każdy będzie chciał je mieć.Dostała lekarstwo i poszła spać. Będą je chcieli zamknąć w kasie pancernej.szepnął Kuki.No to wszystko jasne. .powiedziała Tosia. Szybko. Wybiegli na korytarz.Jeśli ją zostawimy.Przecież ona jest mała i w dodatku ma gorączkę. Rodzeństwo spojrzało na siebie przerażone.Wiki nic nie powie . Filip wstał. . Dodzwoniliście się do rodziców? . . Lekarka przyglądała im się podejrzliwie. że u nas nie ma lwów. bandyci.zaprotestował Kuki.zawołała Tosia.On tu jest!? .odpowiedziała lekarka.

Wcale nie. Tośka zaczęła ciągnąć łóżko w stronę drzwi.Nie. . . z całych sił trzymając się oparcia. Nagle otworzyły się drzwi na końcu korytarza i zobaczyli Maksa. Pędził. to nas wezmą za psycholi i też aresztują. . Tylko dziwny pojazd dzieci mknął szybko. Filip zatrzasnął drzwi. Kiedy wyjechali na autostradę.Co wy robicie? .Lepiej wyczarować karetkę pogotowia.Szybko! Wskoczyli na łóżko. ale na pewno łamali wszelkie przepisy. Pędził i krzyczał coś niezrozumiałego. Młody chłopak jadący ulicą na szybkim motocyklu zahamował i patrzył zdumiony na łóżko. TRZASK! Łóżko wystrzeliło do przodu jak rakieta. że dzieci musiały schować się pod kołdrę. Mieli szczęście.To jest głupie! . sadząc wielkie susy. Chłopak błyskawicznie go przekręcił. potężny silnik ryknął i motocykl popędził drogą. jakby byli duchami. Na szczęście była sama. Na szczęście miało kółka. Pobiegli korytarzem. .. Łóżkiem nie można było kierować .Wsiadajcie . a my dojedziemy na czas.zawołała Tosia. W tej chwili drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich Max. Tosia postawiła na środku krzesło i błyskawicznie na nim usiadła. Sunął po cichu. a potem jednym uderzeniem zrzucił go z pojazdu. .krzyknęła. Samochody włączyły światła przeciwmgielne i trąbiąc ostrzegawczo. słońce schowało się za mgłą. Mam świetny pomysł. Patrzył na nich półprzytomnym wzrokiem. Nikt się nie zgodzi.Kierunek: port w Kopenhadze.zaprotestował Filip.Szybko! Przebiegli błyskawicznie pusty korytarz. gdzie leżała Wiki. .spytał Tośkę zdyszany Kuki. nagle się zatrzymał. Spała. który prowadził je z niesłychaną precyzją. . przytulone do siebie. Po chwili usłyszeli szarpanie klamki i krzyki: „Otwierajcie!". W końcu znaleźli pokój.Nie rozumiesz.Co chcesz zrobić? . . Przerobimy je na wyścigówkę.Zostawcie to łóżko! Pobiegła za nimi. Nikogo tam nie było. . Ulicą biegł wysoki łysy mężczyzna. Wiki będzie mogła spokojnie chorować. Ludzie jeździli w wannach i nikt ich nie aresztował.Nie budźcie jej .Jak będziemy jechać kretyńskim łóżkiem. Rodzeństwo w ostatniej chwili uciekło do ogrodu.Policja. Ale 190 po chwili zobaczył coś jeszcze bardziej zdumiewającego. więc było to łatwe. Jechało tak szybko. Jazda! I wtedy się zaczęło. jechały powoli w mlecznym oparze.Zwariowałaś? . . . . Z gabinetu wyjrzała lekarka. Kuki wyjrzał na korytarz. bo w zamku tkwił klucz.Pojedziemy tym łóżkiem. jak duch. Łóżko jechało z coraz większą prędkością. . które wyprzedziło go z prędkością błyskawicy. zaglądając do sal. . że jak będziemy jechać samochodem. żeby dzieci same prowadziły karetkę. która przesłoniła drogę. Zanim ten wstał. Nie miało prędkościomierza.Bierzemy lekarstwa. Ale Max ją wyprzedził. Max siedział już na siodełku. Kiedy dobiegł do gapiącego się motocyklisty. Dzieci leżały pod kołdrą. Kiedyś był konkurs głupich pojazdów.Chyba tam. Po prostu miało jakiegoś autopilota. Rodzeństwo popędziło do wyjścia. żeby wiatr nie zrzucił ich na drogę. pchając łóżko w stronę wyjścia. Krzyknęła: . Na ramionach miał podarty płaszcz. I łóżko! .krzyknęła Tośka. to na sto procent nas złapią? 188 189 -Kto? . .ono samo sobą kierowało.

Kierując się wewnętrznym radarem, omijał wszelkie przeszkody. Równie szybko pędził czarny motocykl. Otulony mgłą gnał jak niewidzialny straceniec. 191 Lecz łóżko jechało jeszcze szybciej. Innym kierowcom zdawało się dziwną fatamorganą, która na moment pojawiała się obok nich i natychmiast rozpływała we mgle. Pędzili tak przez trzy godziny. Kołysanie pojazdu i ciemność pod kołdrą uśpiły podróżników. Najpierw usnęli Wiki i Kuki, a potem także Filip i Tosia. Nawet nie zauważyli, jak przebyli prawie tysiąc kilometrów. Obudziła ich dopiero nagła cisza i bezruch. Łóżko zatrzymało się. Pierwsza spod kołdry wysunęła głowę zaspana Tosia. Mrugając oczami, rozejrzała się trochę nieprzytomnie. Mgła opadła i świeciło znów słońce. Przed nimi było morze. Szeroki bulwar z kawiarniami i sklepami ciągnął się wzdłuż wybrzeża. Spod kołdry wychyliły się rozczochrane głowy Filipa i Kukiego, a potem małej Wiki. - Gdzie my jesteśmy? To jest ta Kopenhaga? - Poczekajcie. - Tosia wyszła z łóżka i podbiegła do dziewczyny, która siedziała na ławce. - Do you speak English? - spytała trochę niepewnie Tosia. 193 Dziewczyna uśmiechnęła się. - Yes, I do... Can I helpyou? Tosia skupiła się. - Is it Copenhagen? - Copenhagen? Yes. Ifs absolutely tnie Copenhagen! - Dziewczyna ze śmiechem wskazała na posążek syreny siedzącej na kamieniu sterczącym z morza. Tośka popędziła do rodzeństwa, krzycząc: - Udało się! Jesteśmy w Kopenhadze! Wędrowali kamiennym nabrzeżem portu, obok wielkich statków wyładowanych kontenerami. Jednak nigdzie nie było Queen Victorii. - Może już odpłynęła? - Ej. Czego szukacie, trolle? Obrócili się. W oknie holownika stał marynarz w granatowym mundurze. Uśmiechał się do nich. - Zgubiliście się? - Pan mówi po polsku? - No, trochę... Moja żona jest z Polski. A czego szukacie? - Takiego wielkiego statku pasażerskiego. Nazywa się Queen Yictoria. - Nie ma go jeszcze. Spóźni się, bo na morzu była mgła. Przypłynie o czwartej i zostanie tylko przez dwie godziny. - Dzięki! - Zaczekajcie - zatrzymał ich marynarz. - Statki pasażerskie przybijają do nabrzeża Langelinie. To jest tam, gdzie latarnia morska. Widzicie? - Tak. Dziękujemy. Mieli jeszcze cztery godziny do przybycia rodziców. Wyczarowali trochę pieniędzy i weszli do małego baru. Tosia i Wiki zamówiły smażoną rybę i frytki, Kuki miał alergię na ryby, więc poprosił o naleśniki, a Filip postanowił zjeść wędzoną ośmiornicę. Wyglądała obrzydliwie, ale Filip udawał, że mu smakuje. Siedzieli, spoglądając od czasu do czasu na zegar. Byli zdenerwowani. Wiedzieli, że gdzieś niedaleko są ich rodzice i z każdą chwilą zbliżają się do nich. Tęsknili za nimi i bardzo chcieli ich zobaczyć, ale z drugiej strony dobrze wiedzieli, że to nie są „prawdziwi" rodzice. Wciąż pamiętali, jak wyrzucili ich i nie chcieli się nawet z nimi pożegnać. Wiedzieli, że najpierw muszą zdjąć z rodziców to straszliwe 194 195

zaklęcie. Wyleczyć ich ze złości i obojętności i nie byli wcale pewni, czy to się uda. Czy rodzice będą tacy jak dawniej? Czy znowu będą ich kochać? Czy w ogóle można kogoś zmusić do miłości, nawet za pomocą magii? Byli coraz bardziej niespokojni. - A jak się nie uda? - spytał cicho Kuki. - Może oni nie będą już nigdy chcieli z nami mieszkać. Ciągle będą gdzieś wyjeżdżać i nigdy do nas nie wrócą? - Przestań gadać takie rzeczy - krzyknął Filip. - Ale... - Zamknij się, słyszysz? - Słuchajcie, nie możemy tak siedzieć i się kłócić - powiedziała Tosia. - Mamy cztery godziny. Chodźmy gdzieś. - Dokąd? - Nie wiem... - W Danii jest takie miasteczko z klocków lego. Możemy tam iść - powiedział Kuki. - Legoland jest daleko. Trzeba jechać pociągiem. - Skąd wiesz? Filip pokazał reklamówkę leżącą na stole. - Ale możemy iść do Tivoli. - Co to jest? - Park rozrywki, coś takiego jak Disneyland. Obrócił ulotkę na drugą stronę, gdzie było widać park z karuzelami i kolejkami. - Idziemy? - A jak spóźnimy się do portu? - zaniepokoił się Kuki. - To jest blisko. A my mamy dużo czasu. Park rozrywki Tivoli był ogromny. Kiedy przekroczyli kolorową bramę, znaleźli się wśród wielkiego tłumu dzieci i dorosłych. Dookoła wirowały karuzele, pędziły roller-coastery, a elektryczne samochody ścigały się po krętych torach. Zewsząd dobiegały śmiechy i krzyki. Szybko kupili karnety, które pozwalały korzystać ze wszystkich atrakcji przez cały dzień. Najpierw poszli do Wesołego Zakątka, gdzie stała największa karuzela na świecie, zwana Kosmicznym Biegaczem. Gondole z fotelami były wciągane na słup wysoki jak wieżowiec, a potem zaczynały wirować z niesamowitą prędkością. Czasem obracały się do góry 196 197 nogami albo gwałtownie spadały w dół. Wyglądało to niesamowicie. - To jest super. Idziemy! - krzyknął Filip. - Nie możemy iść wszyscy - zatrzymała ich Tosia. - Dlaczego? - Bo ktoś musi pilnować krzesła. - No to my jedziemy pierwsi, a potem Kuki i ciotka - zdecydował Filip. - Dlaczego wy macie być pierwsi? - rozzłościł się Kuki. - Bo jesteśmy starsi. - To ja jestem najstarsza - zaprotestowała ciotka. - Ale najmniejsza. Chodź, Tosia. - Pilnujcie krzesła! Kuki i Wiki z zazdrością patrzyli, jak Filip i Tosia zajmują miejsca w fotelach, a potem wjeżdżają na szczyt wieży. Po chwili wieża zaczęła się obracać. Chyba żadna karuzela na świecie nie wirowała z taką prędkością. Krzesełka jednocześnie obracały się wokół osi i pasażerowie wisieli do góry nogami albo spadali i znów się unosili. Wszyscy krzyczeli. - Będą jeździć pół godziny, a my musimy się nudzić - mruknął Kuki. - Wcale nie mam ochoty tym jeździć - powiedziała Wiki. - Ja właściwie też. Nie lubię, jak mi się kręci w głowie.

- Tam jest fajna zjeżdżalnia. Wiki wskazała na wielką zjeżdżalnię z falami. - Chodźmy tam! - A krzesło? Co zrobimy z krzesłem? - Już wiem - powiedziała Wiki. - Możesz zaczarować, żeby było niewidzialne. Wtedy nikt go nie znajdzie. - A jak myje znajdziemy? - Ale ty jesteś głupi. Przecież my będziemy wiedzieć, gdzie ono stoi. Zapamiętamy miejsce. Kuki chwilę się wahał. Spojrzał jeszcze raz na rodzeństwo wirujące na Kosmicznym Biegaczu. - Dobra. Usiadł na krześle i powiedział: - Bądź niewidzialne. Krzesło natychmiast zniknęło. Przechodzący ludzie ze zdziwieniem spoglądali na chłopca, który 198 199 siedział zawieszony w powietrzu. Kuki zerwał się i złapał oparcie niewidzialnego krzesła. - Gdzie je schowamy? - Za kioskiem z pamiątkami. Pobiegli za żółtą budkę, w której sprzedawano bilety i pamiątki. Postawili niewidzialne krzesło z tyłu kiosku. - Musimy tylko zapamiętać, że na tej budce jest napisane „Tivoli" i że jest żółta - powiedziała Wiki. Kuki szepnął do niewidzianego krzesła: - Tylko nigdzie nie odchodź, rozumiesz? I pobiegł z Wiki na zjeżdżalnię. Nazywała się Tajfun, była długa na sto metrów i pofalowana jak prawdziwy ocean. Zjeżdżało się w nadmuchiwanych kołach, które podskakiwały i szybko sunęły w dół. Na końcu lądowało się w wodzie. Wiki krzyczała i śmiała się jak szalona. Kuki był trochę zdziwiony, bo nigdy nie widział, żeby ciocia się śmiała. Zjechali osiem razy, a potem poszli ścigać się na gokartach. W czasie pierwszych trzech wyścigów ciotka była szybsza. Czwarty Kuki wygrał i nie chciał już ryzykować przegranej, więc pobiegli na roller-coaster. Wózki najpierw wjechały na szczyt metalowej konstrukcji, żeby gwałtownie stoczyć się w dół i jeździć z szaloną prędkością. Kuki i ciotka wrzeszczeli. A w najbardziej niebezpiecznym momencie Wiki chwyciła Kukiego za rękę i trzymała go z całych sił. Tymczasem Filip i Tosia zeszli właśnie z Kosmicznego Biegacza. Byli zupełnie wykończeni. Od wirowania i wiszenia do góry nogami kręciło im się w głowie. Podeszli do ławki, przy której mieli czekać Kuki i ciotka. Nikogo tu nie było. - Gdzie oni są? - krzyknął Filip. - Może poszli kupić coś do picia? - A krzesło? - Nie wiem... - Szukamy ich? - Nie. Musimy tu czekać, bo się pogubimy. Tymczasem Kuki kompletnie zapomniał, że rodzeństwo na niego czeka. Odkryli z Wiki nową atrakcję o nazwie Zwariowany Kangur. Na wielkiej gumowej arenie ludzie skakali, odbijając się na wysokość dwóch pięter. Można było lądować 200 na nogi albo na siedzeniu, jak kto chciał. Kuki i mała ciotka odbijali się jak zwariowane piłki, trzymając się za ręce. Śmiali się tak, że prawie nie mogli oddychać.

Bo to jest moja wina! Wiki usiadła obok chłopca.Ja chyba zwariowałem.Przeze mnie rodzice do nas nie wrócą. . .. że pamiętam.. i przylepił go do ławki gumą do żucia. Zamknął starannie drzwi i ruszył w stronę stołówki.Wiki! Ich tu jest pełno! Te przeklęte budki stoją wszędzie! Jak my poznamy naszą? .Nienawidzę tej głupiej pracy..Musimy wracać! Popędzili alejką między karuzelami. . ... Kuki i Wiki krzyknęli jednocześnie.Jak? Przecież nigdzie go nie ma. .Zaraz będzie czwarta. Tymczasem w żółtej kasie stojącej na końcu Ti-voli siwy sprzedawca wywiesił kartkę z napisem: 202 203 „PRZERWA OBIADOWA". Potem rozejrzał się zdziwiony. . Nic przed nim nie stało. .Nie martw się. . i dobrze. Jeszcze możemy je znaleźć.Pewnie..Chodź! Tymczasem Kuki i Wiki. Filip wstał z ławki.Pamiętasz.. .Ała! Chwycił się za kolano i zaczął je rozcierać. . krzycząc: ..Co to za diabelstwo? . . żeby wyczuć niewidzialne krzesło. Nagle potknął się. 204 .. Przewody rozjarzyły się i pękły. . W końcu Kuki usiadł na trawie i ukrył twarz w dłoniach. Na czym ja siedzę?.Szkoda. Nigdy! Filip mnie zabije. Najlepiej. że od roboty w tym lunaparku kiedyś zwariuję. Nigdy go nie znajdziemy. że nie miał odwagi się poruszyć..Gdzie teraz idziemy? Zanim Kuki odpowiedział.Filip i Tosia byli coraz bardziej niespokojni.. machając rękoma w powietrzu... wyszli właśnie ze Zwariowanego Kangura. Siedział na powietrzu! . Niewidzialnym krześle! .Czwarta! .. .. Zatrzymał się na czymś. Filip napisał na bilecie: „Kuki! Jak wrócicie.Zwariowałem czy co?.Ale tam też jest. Nic pod nim nie było.A jeżeli oni tu wrócą? .. Nie upadł na ziemię.Widzę go. Jest tam! . Żółty kiosk. że siedzi na krześle.jęczał.szepnął przerażony mężczyzna. Nigdzie go nie było. Jedynie uniósł się nieco i zerknął w dół. zdyszani i rozbawieni. Miał wrażenie. żeby wyłączyli prąd i to przeklęte wesołe miasteczko wreszcie przestało działać! W tej sekundzie po drutach trakcji elektrycznej przeleciała iskra. na którym było napisane „Tivoli".. . Musimy ich znaleźć! . ale zaraz znów się potknął i przewrócił. .Wiedziałem. czego nie było widać. To moja wina. Okrążali każdy kiosk. Chciał iść dalej. Przy każdej stała żółta budka z napisem „Tivoli".szepnął wystraszony. usłyszeli bicie zegara. gdzie schowaliśmy krzesło? . że nie wyczarowaliśmy telefonów komórkowych dla każdego. Tak się przeraził.Musimy sprawdzić wszystkie. Byli na skrzyżowaniu dwóch alejek. Był kompletnie załamany. Dalej były następne.. to czekajcie".

.Człowieku. co się dzieje? Idź ratować klientów! Dyrektor popędził w stronę samochodów straży pożarnej.krzyknął Filip.. .Po co!? . .Tosia wskazała na plac. a potem zaczęli krzyczeć w panice. . Kasjer. . przedzierając się przez tłum uciekających w panice ludzi.Panie dyrektorze!.Ty kretynie! . Popędzili do nich. 205 . biegł.Zobaczcie! Na wybiegu z pingwinami jeden z ptaków wisiał w powietrzu. a wszystkie karuzele. .krzyczał Filip.Niech pan zobaczy! Dyrektor obrócił się. .zawołał kasjer.Musieli zrobić jakiś głupi czar i.Tam jest krzesło! Na pewno! .Niech pan dotknie.Zmieniłem je w niewidzialne. co z nim zrobiłeś! . który nieopatrznie wywołał całe zamieszanie. Wyciągnęła rękę i wyczuła oparcie krzesła. Ludzie najpierw zamilkli.Jak mamy znaleźć coś. potrącany przez biegnących ludzi.I natychmiast zgasły lampy w całym parku rozrywki. jakby stał na czymś niewidzialnym. Musimy znaleźć to krzesło. Tosia i Filip zatrzymali się.Jak to nie wiecie? Kuki. roller-coastery i elektryczne samochody stanęły w miejscu.Ja wejdę! Znam się na zwierzętach. . Szczególnie ci. gdzie stali Kuki i Wiki. .. Kuki stanął kilka kroków dalej i nie miał odwagi podejść do rodzeństwa. zanim statek odpłynie. Słynne Tivoli przestało działać.Nigdy go nie znajdziemy! . mów. daj mi święty spokój. krzyczącego coś do telefonu komórkowego.Tam są! . Najgłośniej wrzeszczeli nieszczęśnicy wiszący głowami w dół na Kosmicznym Biegaczu. Żeby nikt go nie ukradł i teraz nie możemy go znaleźć ... Tośka przeskoczyła niewysokie ogrodzenie i ruszyła w stronę „wiszącego w powietrzu" 206 207 pingwina. czego nie widać? Bezradnie usiedli na ławce. W końcu rzucił niewidzialny przedmiot najdalej. Tośka i reszta dzieci biegły alejką.To nie my! . .Zostaw go. Zatrzymał się obok człowieka w czarnej marynarce..Nie wiemy. Nie widzisz. niech pan tylko dotknie! To jakieś diabelstwo.Co? Czego chcesz? Kasjer wysunął puste ręce. Muzyka przestała grać i zapadła kompletna cisza. co zostali uwięzieni w karuzelach i diabelskich młynach. z niewidzialnym krzesłem w rękach. Tymczasem w wesołym miasteczku narastała panika.. Siwowłosy kasjer. . stał bez ruchu.wołała Tosia.To oni! . Nagle Wiki krzyknęła: . Słychać było syreny straży pożarnej. obok małego zoo. .krzyknął chłopak. . To c o ś jest niewidzialne. .Jest! . Nie ruszał się i nie spadał.Co wyście zrobili? . jak potrafił. trzymając w rękach niewidzialne krzesło. .powiedział Kuki. . Obsługa próbowała naprawić awarię i uwolnić ludzi uwięzionych w karuzelach. które właśnie wjechały do parku. patrząc ze strachem na brata. . . i uciekł.Żeby.Gdzie jest krzesło? .

Wielka.Idziemy! . Czarno-białe ptaki wyglądały jak stado groźnych ochroniarzy w mundurach. Statek z ich rodzicami oddalał się. Złaź. Była sto metrów od brzegu i oddalała się w stronę pełnego morza. Pingwin się nie poruszył. na sam koniec mola. Rozległ się dziwny dźwięk i promień światła zaczął wirować. 208 209 I wtedy ją zobaczyli.A jak ono nas wystrzeli zbyt mocno i wylądujemy na Księżycu jako zamarznięte mumie? -szepnął Kuki. aż jakaś siła wyrzuci ich w górę albo porwie ich tajfun i pofruną ponad morzem. Filip usiadł na niewidzialnym krześle. . .. Pingwiny ruszyły za nią. Aż nagle w latarni morskiej zapalił się reflektor. Przy kamiennym nabrzeżu portu Langelinie cumowało kilka statków pasażerskich. Filip ze złością kopnął żelazną barierkę..A co możemy teraz zrobić? . . machając skrzydłami. W plastikowej misce leżały ryby. Otaczały ją. Ustawił krzesło i usiadł.. bo na zegarze wybiła właśnie godzina szósta. . Wyszeptał kilka słów i prąd zaczął znów płynąć. Był on . Spróbujcie! Filip niechętnie wstał. Trzeba odwołać ten czar. jednak nie robiły jej nic złego. majestatyczna Queen Victoria właśnie odpłynęła. .Po prostu powiedzcie. Dobiegli do latarni morskiej. Tosia pobiegła i wyjęła małego śledzia. która powoli zmieniła się w krzesło. Widać było jeszcze pasażerów w oknach i słychać orkiestrę grającą na pokładzie.powiedział Filip i popędzili do wyjścia. Dziewczynka rzuciła mu rybę..Tosia. chwyciła krzesło i popędziła do płotu. Rodzeństwo było coraz bardziej niespokojne. Milczeli. Jednocześnie pod chłopcem pojawiła się smuga czerwonego koloru. . . Tosia podała Filipowi krzesło i szybko przeskoczyła ogrodzenie.Spóźniliśmy się! . . Tośka rozejrzała się. które ktoś przyniósł ptakom na kolację.Nie. zbliżały się coraz bardziej do dziewczynki. Przeistoczył się w długi na setki metrów most. Silny snop światła uderzył prosto w statek. Dzieci biegły. Ptak otworzył dziób i pochylił się w stronę ręki Tosi. Nagle zatrzymał się.To już naprawdę koniec. Lecimy wszyscy! Filip wyprostował się i wpatrując się w statek. że chcecie być na tym statku. Zróbcie coś! . a dźwięk orkiestry cichł. Jednak nie miał ochoty zejść.. . Zapaliły się lampy.Mogę sam polecieć . mój mały.Ej.. Kołysząc się i wydając piskliwe dźwięki.Tylko spokojnie. powiedział: .Ptak na niewidzialnym krześle spojrzał z zaciekawieniem na dziewczynkę. Zastygł jak lód lub szkło. przeciskając się między turystami i straganami sprzedawców pamiątek. Ta cofnęła się i pingwin zeskoczył z niewidzialnego krzesła. Mały. zagłuszany krzykiem mew latających nad wodą. .powiedział Filip. Obiadek! Pomachała rybą. a karuzele zaczęły znowu krążyć.Witaj w świecie widzialnych . lecz nigdzie nie było widać Queen Victorii. Bezradnie usiadła na kamiennym nabrzeżu.szepnęła zrozpaczona Tośka. Dlaczego nie zrobicie jakiegoś czaru? Przecież ten statek jeszcze widać. Co gorsza.. ale nic takiego się nie zdarzyło.Czekaj. Chcemy tam być! Teraz! Czekali.. inne pingwiny zaczęły okrążać Tosię.Chcemy wejść na ten statek. Ja chcę tylko zabrać moje krzesło i zaraz idę. Wiki podeszła do rodzeństwa.

Pod nimi huczało morze. Most był wygięty w łuk i teraz schodzili już w dół. zachwiał się.. Most był wąziutki jak poręcz schodów i śliski jak lodowy sopel. ale szła naprzód. Szedł bardzo powoli. Szła po omacku. Wiki zacisnęła powieki i ruszyła.szepnęła. Podcięła nogi Filipa. rosnąc wraz z oddalaniem się Queen Victorii.Idźcie szybko! Nie patrzcie w dół . Wszyscy zaczęli zjeżdżać w dół szklistego łuku. Na środku.Czuję. że będą kłopoty! Na końcu weszła na most mała Wiki. Poniżej kłębiło się morze. A potem wszedł na most. Filip wszedł pierwszy na świetlny most. Most unosił się nad jego tylnym pokładem jak szklana trampolina. Filip wysunął stopę i ostrożnie dotknął przeźroczystej jak szkło powierzchni. bo most był wąski jak ludzka dłoń i nie miał poręczy. że nie reagowały na nic. . . Proszę! .. I zastygła w bezruchu.Nie mogę. Chwycił dłoń Wiki. . Na najwyższym pokładzie Queen Victorii mieściła się włoska restauracja. że zaraz runą do morza. szepczący: . Uderzył mocniej. że idą po kruchym lodzie albo po cieniutkim szkle.Zamknij oczy i chodź. Przed nimi wyrastał wielki statek. Nagle powiał wiatr i most się zakołysał. Było to trudne. 210 211 . Za Filipem szła Tosia. Max patrzył oniemiały na dzieci idące po smudze światła. Próbowały trzymać się mostu. Kuki zrobił krok w jej stronę. Nie było poręczy. ale nie zwróciły na to uwagi. Szli w milczeniu w stronę statku. balansując nim jak cyrkowiec idący na linie. Zaczęła zsuwać się po gładkiej powierzchni. Chłopiec trzymał przed sobą czerwone krzesło. Były tak przerażone..Nie chcę. Filip. prowadzona przez Kukiego jak ślepiec przez przewodnika. Dzieci poczuły drżenie. Most kołysał się coraz mocniej i Kuki razem z trzymającą go za rękę Wiki również się wywrócili. Była to śmiertelnie niebezpieczna jazda. rozpaczliwie próbując złapać równowagę. gdzie zaczynał się most. więc bały się. ale ostra krawędź przecinała skórę. . bo lśniąca powierzchnia była śliska jak lód.Nie chcę iść dalej. więc musiały jechać bez trzymanki. Dzieci zjeżdżały coraz szybciej. idący z krzesłem. Cała się trzęsła ze strachu. Nad ich głowami fruwały krzyczące przeraźliwie mewy. .. .Daj mi rękę. Stała bez ruchu. Most był zawieszony w powietrzu i kołysał się lekko na wietrze.Chodźcie! . Idź powoli. Podążająca za nim Tosia poślizgnęła się i upadła. .Nie bój się. Zatrzymał się gwałtownie. . Kuki wyciągnął rękę i zawołał: . wydając brzęczący dźwięk. Do portu wjechał czarny motocykl. potem Kuki. który także się przewrócił. Wiki spojrzała pod nogi.zawołał Filip. szklany most zadrżał niebezpiecznie.krzyknął Filip. ale zadrżał. które zaraz pęknie jak 212 choinkowa bombka. Nienawidziła tego mostu. Zdawało im się. bo miała lęk wysokości. No daj! Wiki nie zareagowała. .Pociągnął ją za rękę.wygięty w łuk i sięgał od nabrzeża do statku. tam gdzie łuk mostu wznosił się najwyżej. Most się nie załamał.Idziemy. Zacisnęła powieki i dygotała ze strachu. który zadrżał pod jego ciężarem.Szybko! Wspięli się krętymi schodami na szczyt latarni. . Rzucił motocykl i wspiął się na latarnię.

.. Jesteśmy.skłamała szybko Tosia. Wokół tonęły odłamki świetlnego mostu. Stał za nimi chłopak w czerwonym mundurze ze złotymi guzikami. mrużąc oczy od słońca.spytał Kuki. Kto chce wystartować!? Chłopak w mundurze zostawił ich i gdzieś poszedł. . Wysunęła się Tosia.Nie możemy łazić całą bandą .To chodźcie ze mną. . Statek odpływał. . żeby wpadł do wody.Ja też chcę szukać rodziców! . Queen Victoria miała pięć pokładów widokowych. W której kajucie mieszkacie? Jakoś nie mogę sobie was przypomnieć.Filip chwycił krzesło i pobiegł w stronę metalowych schodków.. kolejna fala uniosła go i wtedy zobaczył oddalający się statek. Tutaj turyści opalali się na wygodnych leżakach lub oglądali morze przez wielkie lunety.spytał szeptem Kuki. .Ratunku! Ratujcie mnie! Ale nikt go nie usłyszał..Rozkazałem.spytał szef kuchni. kiedy nagle usłyszeli głośne uderzenie w sufit. . Jednocześnie podnieśli głowy i spojrzeli w górę. Krzyknął: . a potem dwa kolejne. . że teraz grają. . .Skąd wiesz.powtórzył.? . gdzie sterczały wentylatory i anteny.Dla dzieciaków z pierwszego pokładu robimy dziś zawody.Szybko! .Przepraszam. Dziewczyna ubrana w strój różowej ośmiornicy krzyczała do mikrofonu: . uśmiechając się do dzieci.zaprotestował Kuki..Kucharze szykowali właśnie wykwintne spaghetti alla putanesca. Mężczyzna rozpaczliwie machał rękoma. ale nie zobaczył niczego poza stadem mew fruwających wokół komina. a ja z Tośką poszukam rodziców. . 216 217 . od którego podskoczyły wszystkie talerze. .Zaprowadzę was. Dzieci spojrzały na siebie niepewnie.zadecydował Filip. Zaczynamy nowy wyścig żab.Najmłodszy z kucharzy odłożył nóż.Nie wiem. Wielka fala opadła.Mam nadzieję. . Kuki i mała Wiki. . . odsłaniając głowę Maksa. musieli za nim iść.. . Będzie fajna zabawa.. . wypatrując rodziców między opalającymi się turystami i zaglądając do kajut przez okrągłe okienka. Nie mieli wyjścia.A co zrobiłeś z tym mostem? ..Nieee. Rodzice wam nie powiedzieli? . Sprawdzę.Zwiewamy stąd? . . Kiwnął ręką. .Tak.Usłyszymy muzykę. wprowadził ich do wielkiej sali.Gdzie mogą być rodzice? Tutaj jest tysiąc kajut. .. Po chwili rozległo się drugie uderzenie.Co to było? .. Wzruszył ramionami i wrócił do kuchni. . w której grupa dzieciaków udawała żaby. otarł ręce i wyszedł po schodkach 214 215 na najwyższy pokład. Wy jesteście z pierwszego pokładu? Obrócili się. . Chłopak ruszył w stronę szerokich drzwi na końcu korytarza i gadał jak najęty. że nikt za nami nie szedł. Dzieci weszły na pokład numer jeden.Kuki i Wiki zostaną tu z krzesłem. Rozejrzał się. a Max rozpaczliwie próbował go dogonić.Łał! Ale zabawa. Zanim zdążyli odpowiedzieć.. Wtedy zza czerwonego komina Queen Victorii wychyliła się głowa Filipa..Jesteście z pierwszego pokładu? .

Śmiała się i bawiła. . Będziesz okropna. . Dzieci były zdumione. że mówicie po madagaskar-sku . Już wiem. . Na końcu szerokie schody prowadziły do ogromnego holu pełnego sklepów i kawiarni. Jak ich znajdziemy. Zziajane dzieci pobiegły do bufetu po napoje i słodycze. Zrobimy wycieczkę dookoła świata. że statek wygląda w środku jak wielki supermarket. rzucała piłkami do celu i zjadała ciastko z kremem bez pomocy rąk.A jak nas spytają. Tylko tym razem nie róbcie żadnych numerów. Był coraz bardziej zdenerwowany.. bo myślał wciąż o rodzicach.pytała przerażona Wiki.Pokazał ręką w stronę korytarza.Słucham? . . .Czemu? . Czy ja mogę popłynąć z wami? -spytała Wiki. Usiedli na ławce. Będziesz dorosła i nikt nie będzie chciał z tobą płynąć.powiedziała Tosia. Za to mała Wiki bawiła się doskonale. Za ladą siedział marynarz w zielonym mundurze. skąd się tu wzięliśmy? . Wiał wiatr i Wiki próbowała zapleść sobie warkoczyki. Nie miały pojęcia. żeby włosy nie wpadały jej do oczu. Podeszła do nich różowa ośmiornica.I co z tego? Nasi rodzice na pewno każą. dowód osobisty i pracę. . Kuki robił to niechętnie.A wy nie chcecie się bawić? Chodźcie do nas. Kuki wzruszył ramionami. Możecie tam pojechać windą. . 218 219 . toby cię szukali. Po prostu udawajcie.. Kuki i Wiki wzięli już udział w kilku zabawach.. Zresztą sama chciałaś być znów dorosła. Skakała na wyścigi w workach. między bawiące się dzieci. Prowadząca imprezę dziewczyna zarządziła przerwę.. . Spojrzał z uśmiechem na dzieci.powiedziała Tosia.Jak odczarujemy rodziców.Nie możesz.. Tosia i Filip biegli długim korytarzem. Bo tak naprawdę cień dorosłej ciotki już zniknął i Wiki stała się prawdziwym dzieckiem. jakby była naprawdę siedmioletnią dziewczynką.powiedział Kuki. Są muzykami w orkiestrze? -Tak! . żebyś była jak dawniej.Ross. . Będziesz taka jak ona. Dziewczynka przestała zaplatać warkocze i spojrzała na niego ze strachem. Wybiegli. Jakbyś znikła. . Kuki i Wiki zabrali krzesło i wymknęli się na pokład. Pociągnęła ich na środek sali. . Daleko w dole szumiało ogromne błękitne morze. . i siedźcie spokojnie. to po was wrócimy.. gdzie były drzwi do wielu wind. Albo wyczarujemy sobie własny statek i ja będę kapitanem. Tosia zobaczyła napis „INFO" na środku holu.To udawajcie.I jak ja będę wyglądać? . widzisz tamtą panią.Masz dom.A co? Już zapomniałaś.Szukamy państwa Ross .O siódmej będą grać w kawiarni Dolce Vita. Kuki i Wiki rozglądali się niepewnie po sali. to popłyniemy razem z nimi tym statkiem. .A czy ja. . że jesteście pasażerami. Zbiegły schodami i zaczęły się przeciskać między pasażerami.Coś ty? Przecież ty za godzinę będziesz znowu wstrętną ciotką.Ale już nie chcę być! Nie chcę! 220 221 . O.Nie wrzeszcz.Wiesz co? .. Dwunasty pokład.Przecież ja mogę zostać taka jak teraz. .

Dziewczynka siedziała oparta o barierkę i miała twarz ukrytą w dłoniach. Powiedz. Miała 222 223 okulary przeciwsłoneczne. . starając się znaleźć miejsce.Słyszysz? Tam są nasi rodzice. Krzesło runęło w dół i wpadło do morza. .krzyknął Filip.. Nigdy! Chwyciła krzesło i podbiegła z nim do relingu. Zostań tu. ty wstrętna histeryczko! Dalej! Wiki patrzyła na okropną kobietę z przerażeniem. Spojrzała na rodzeństwo i cicho szepnęła: . Chciał być blisko nich. zerwał się i pobiegł do wyjścia. To moja mama gra. Kobieta krzyczała do małej: . Kuki nie słuchał jej.Dlaczego!? . Kuki tego wszystkiego nie zauważał. Kelnerzy krążyli po sali z tacami.. .Jesteś wstrętna! . Nagle usłyszał: . Muzyka orkiestry! . . . Tosia i Kuki popędzili za nim. Wtedy dziewczynka usiadła na pokładzie i zaczęła płakać.Co z nim zrobiłaś? Mów! Powoli podniosła głowę. powiedz im. że nie ruszysz krzesła. popchnął je i wtedy zobaczył rodziców. która ciągnęła za rękę wyrywające się dziecko. Mama ubrana była w czarną sukienkę. Spojrzała na morze huczące w dole i szepnęła do czerwonego krzesła: .krzyknął z rozpaczą Kuki. . jak odpływa. Filip pociągnął brata do kryjówki. że nie powinni go zobaczyć. Grali jakąś powolną smutną melodię.Ja muszę ich zobaczyć. Wiki patrzyła. . że Wiki patrzy za nim w jakiś dziwny sposób.Wrzuciłam je do morza. jest coraz mniejsze i mniejsze.. ale nie mógł się powstrzymać.Wstrętna oszustka! . W końcu zobaczył szklane drzwi z napisem „Dolce Vita". Nie zauważył.Po co tu przylazłeś? . na którym została Wiki.Kuki! Stój! Za sztucznymi palmami siedzieli ukryci Filip i Tosia. Wbiegli na pokład. Wiedział.Nie będę taka. zanim nie zostanie zdjęty czar. a ludzie tańczyli. Błagam cię. żeby mnie nie zmieniali..Chodź. Wiki nie odpowiedziała. Rozumiesz? Żadnych czarów! Kuki popędził schodami na górny pokład. oddala się od statku.. Jestem pewny! Kuki zerwał się. Siedzieli z innymi muzykami na wysokiej scenie.Nie chciałam. rozbryzgując wodę. żeby nie.Chciałem zobaczyć rodziców.szepnął.Zostawiłeś krzesło!? . Po chwili czerwonego krzesła nie było już widać. Gdzieś z daleka zaczęła dobiegać muzyka.Co? .. Kuki szedł przez labirynt korytarzy.Wiki spojrzała na chudą pasażerkę w czarnej sukni.Gdzie jest krzesło!? .Nie chcę być taka.Nienawidzę cię! A potem rzuciła je za burtę. Dziewczynka otarła łzy i szepnęła: . .Wyrzuciłam je. . Obrócił głowę. Obok stał tato w czarnej marynarce. .. Inni pasażerowie siedzieli na miękkich fotelach i sączyli napoje. Szedł jak zahipnotyzowany w stronę rodziców. skąd dobiegała muzyka. być dorosła.Ciotka go pilnuje! Filip popatrzał na niego zaniepokojony. .. Ale przysięgnij.

. która szła do niego i krzyczała: . uratuj mnie. Wiki opuściła dłonie. Mężczyzna złapał krzesło. . ale wypluł wodę. Wiki zerwała się. Zbliżała się z ogromną prędkością. Filip i Kuki siedzieli skuleni w kącie pokładu.Dziękuję. Przysięgam! Tylko mnie ratuj! Błagam! Uratuj mnie! I wtedy nadeszła wielka fala. Zachłysnął się wodą i zanurzył. i krzyczał: . Wysoka jak dom. olbrzymia fala tsunami pędziła w jego stronę. Max ściskał w dłoni oparcie czerwonego krzesła i patrzył na dziewczynkę. ale fale wciąż go odpychały. .Do rodziców. Kuki i Filip poszli za nią. Na falach unosiło się krzesło! Mężczyzna zaczął rozpaczliwie płynąć w jego stronę. Nie miał już sił. Potem morze uspokoiło się.szepnęła błagalnie Wiki.. stało się ciche i łagodne. Nie będę kradł! Nie zrobię już nigdy nic złego.szepnęła Wiki. .Chodźcie. Max z całych sił objął czerwone krzesło i zawołał z rozpaczą: . jak morze na horyzoncie unosi się i pędzi w jej stronę.Dokąd? .Ja chcę je z powrotem.Skąd masz to krzesło!? Max rozejrzał się nieprzytomnie.krzyknął Filip. hucząc straszliwie...Uratuj mnie. z twarzą wtuloną w dłonie. . Oddam im to krzesło. . Mała Wiki została sama. . Wielkie fale przelewały się nad nim i tracił powoli siły. Na pokładzie stało czerwone krzesło.Wiem. Zaczynał tonąć. Nadciągała wielka fala tsunami. co zrobić.. I wtedy coś zobaczył... gdzie grała orkiestra.zawołała Wiki i popędziła z krzesłem na schody.spytał Kuki. Przetarł oczy. Kiedy fala uniosła go. Ruszyła w stronę pokładu.Sr Max rozpaczliwie próbował doścignąć Queen Vicotrię. Płakała cicho. Tosia. . na statku. Dziewczynka obróciła się. wpijając dłonie w oparcie krzesła.. który zakołysał się. Zobaczyła.Przecież oni są. ale to zupełnie nic już zrobić nie mogli.Skąd je masz?! Oddaj mi je! 226 Max nie odpowiedział.Daj mi je! Proszę. Chcę być tam. Nie wiedzieli. daleko od nich. Była olbrzymia. . Wiki siedziała osobno. Ale nikogo innego nie mamy. to ujrzał daleko na morzu czerwony punkt. . Resztkami sił zbliżył się do krzesła i spróbował je złapać.. A na nim siedział ociekający wodą Max. Masa wody zalała najwyższy pokład i po chwili spłynęła. Oddam im je. Huk..Zwariowałaś? . Uniosła Maksa i porwała go wraz z krzesłem.. Po prostu nic. Otarł wodę z twarzy i spojrzał na Wiki. Fala zalała mu usta. Wiki zasłoniła głowę i zamknęła oczy. .Oddaj mi je . Większa niż statek Queen Vic-toria. . A potem powoli wyciągnął rękę i podał jej magiczny przedmiot. Fala uderzyła w statek..Uratuj mnie! Proszę cię. I wtedy 224 225 jakaś litościwa fala uniosła go i położyła na siedzeniu. I wtedy usłyszała dziwny dźwięk. . jakby nadlatywała kometa albo wielka lawina.. . Błagam cię! Nie będę już oszukiwał. Powoli wstał z czerwonego krzesła i je zasłonił. Wreszcie Tośka podniosła się.

Czy wyście oszaleli! Kto za to zapłaci? Dzieci patrzyły z rozpaczą na rozzłoszczonych rodziców.Mamo. Patrzyła oszołomiona.! Mama obróciła głowę i zobaczyła dzieci. Mama zaczęła krzyczeć: .Co? ... . 229 . Rodzice nie dostrzegali ich.Mama obróciła się i zawołała: . Nie miały już żadnej nadziei.Chcę. Twarz wykrzywiała mu złość. że tu jesteśmy? . Żeby do nas wrócili! Żeby nas kochali i już nigdy nas nie zostawili. ale Kuki nie czekał. Mama powoli odłożyła wiolonczelę.Max spoglądał na nią. Przecież nie miały dokąd iść. jakby nagle obudzili się ze snu. żeby nasi rodzice byli tacy jak dawniej.Nie widzicie. a oni biegli do siebie. Cały czas z nami płynęli. Wtedy rodzeństwo pobiegło w ich stronę..Co wy tu robicie!? . czy ty się nie cieszysz.Odejdźcie stąd! I też powróciła do grania. który stał przy drzwiach. I czuł się wspaniale. Tato przestał grać. Wreszcie Tosia zawołała: . . że jesteśmy zajęci? Zostawcie nas w spokoju. i nic nie mogło ich powstrzymać.. zbiegli ze sceny i pędzili do swoich dzieci.Tośka! Filip! Kuki! Przez pokład pędziła Wiki. potem zerwała się i podbiegła do nich. Ludzie rozstępowali się. Dzieci stały bez ruchu. Tato krzyknął ze złością: 230 . Szef sali. Tosia chciała o coś spytać. a ludzie przestali tańczyć.Mamo.Mamo! . bez celu. Pierwszy raz w życiu coś komuś dał.! Muzycy z orkiestry spoglądali na nich ze zdziwieniem. Przeskakując po kilka stopni. opuścił skrzypce i podszedł do dzieci. Chcę. Mama spojrzała jeszcze raz na dzieci i syknęła: .zapytała rozpaczliwie Tosia. Za nią pobiegł tato. Jednak czar trwał nadal. Szły powoli.Przyjechaliśmy do was. Patrzyli na nie. ruszył w ich stronę. ale nie czuł żalu.. .A z czego mam się cieszyć? Z kłopotów? Stracimy przez was pracę! .Mamo. Idźcie gdzieś! Ojciec podniósł skrzypce i znów zaczął grać. Podbiegła i bez słowa postawiła je przed zdumionym rodzeństwem. Zdjęła przeciwsłoneczne okulary. Natychmiast usiadł na krześle i spojrzał na rodziców. nawet morze 231 zastygło w bezruchu. że ich widok coś zmieni. I wtedy usłyszeli wołanie: . na której grała orkiestra. Ojciec wypuścił z rąk skrzypce i obrócił głowę. Czekały. Rodzeństwo patrzyło oszołomione na rodziców. Mama pierwsza ruszyła w ich stronę. Wszyscy na pokładzie znieruchomieli w niemym oczekiwaniu.Czy wy zawsze musicie wszystko popsuć? Tu było tak pięknie. W końcu dzieci odwróciły się i ruszyły do wyjścia. Tak spokojnie! A wy wszystko zepsuliście! .. Ze straszliwego snu.. . Tosia i Kuki szli powoli w stronę sceny.Piotr! Zobacz! Oni tu są! Widoczne schowali się na statku.. Zapadła zupełna cisza. Gdzieś w głębi duszy łudziły się. Skoncentrował na nich wzrok z jakąś niezwykłą siłą i zaczął mówić: . Filip. .krzyknęła. I wtedy wszystko umilkło. W rękach trzymała czerwone krzesło. Spojrzeli oboje na swe dzieci. Orkiestra przestała grać.

.Jesteśmy w domu dopiero od miesiąca! . którzy skaczą z burty do ciepłego oceanu. . w której wyświetlały się fotografie. -A wy musicie chodzić do szkoły. które stało obok łóżka. bo wierzyli. Kuki.Tak. . życzę ci wszystkiego dobrego. Tato złapał za ramiona Filipa i przytulił go. Dobranoc. .. . . Rodzeństwo wyskoczyło z łóżek i podbiegło do Wiki. Dobranoc. żeby sąsiedzi niczego nie zauważyli. I wielki sztorm. Rodzice zdecydowali. i wyłączyła ją. Tosia oparła się o jego ramię i chwyciła dłoń mamy.Nie musimy! .. Kuki każdego wieczora ją wyciągał i oglądał zdjęcia z podróży.Ciocia ma dziś urodziny? . 232 Wielkie żółwie na Galapagos i miniaturowe hipopotamy w Togo. Mama pocałowała każde z dzieci i zgasiła światło. że już nie kołysze ich morze. Inni też je oglądali. Spoglądała z wyrzutem.Kuki. .. Bez przerwy.Oglądałeś to sto razy. Czterdzieste! To znaczy ósme. Spojrzeli na czerwone krzesło.Dobranoc. ale przecież możemy razem gdzieś pojechać albo polecieć.Możemy wyczarować. I stali tak razem.poprosił Kuki. i. . że zło minęło i już nigdy nie powróci.W każdym razie dziś nie wyruszamy w żadną podróż. siostrzyczko. że można zrobić jeden czar na tydzień i tylko taki.A ja chcę. Śpijcie już.Mamo.A ja mam dziś urodziny! . Idź już spać.No właśnie. która się uśmiecha. ..powiedziała mama. Mama usiadła obok niej i powiedziała uroczyście: . która objęła go z całych sił. Wielkie miasta z wielkimi wieżowcami i maleńkie wyspy z jednym maleńkim domem.. co było złe. Na łóżku pod oknem leżała mała Wiki.Bo nikt nie powinien się o nim dowiedzieć. . Nikt i nigdy. . .zawołał Kuki..Przepraszam cię. więc kładźcie się spać . .. Obrazy przypływały i znikały. kiedy znów popłyniemy gdzieś daleko? . Tośka.zawołała Wiki. i żeby.Kochana Wiki.Zapomniałeś. że mam teraz czworo dzieci. żeby jak najdłużej było tak cudownie nudno i spokojnie . . że ono też się trochę nudzi.No pewnie.Ciii. .powiedziała Tosia.zawołał Kuki. że nie możemy mówić o tym głośno. Od kiedy powrócili do domu. Filip i tato. która całuje nos delfina.tato zasłonił mu usta i zerknął na otwarte okno. I żeby spełniło się twoje największe marzenie. Nie jest łatwo powrócić z niezwykłej podróży dookoła świata do zwykłego domu. prawda? .Obejrzę to do końca . Mama wyciągnęła z rąk syna srebrną ramkę.Właściwie dlaczego nie możemy? .. Nudzimy się już od miesiąca! -zawołał Filip.. i zapomnieli o wszystkim. Wciąż nie mogę się przyzwyczaić. Filip. I Tosia. Teraz chcę być z wami. Chmury złotych motyli na Haiti i latające ryby na Orinoko. Mama. . że będziesz z nami. . Wyglądało.powiedziała stanowczo mama.Kuki chwycił rękę mamy. Bo wciąż nie mogli się przyzwyczaić.Tak. To nudno tak ciągle siedzieć w jednym miejscu. we własnym domu. . tak jakby chciała mieć ich oboje jak najbliżej. . 233 . Że każdego ranka budzą się w tym samym miejscu. .A ja? Zawsze o mnie zapominasz! Mama obróciła się.Nie wiem.. wtuleni w siebie. choć to trochę niebezpieczne. -Wszyscy zapomnieliście! . Mama podbiegła do niej. żeby szkoła.

Było daleko. pod domem..zawołała z balkonu Wiki. .powiedział tato i objął mamę.Nie martw się . że ulica się oddala. Mama chwyciła Kukiego za rękę. .Co się znowu dzieje? . HUK! Jakby kamienny potwór postawił stopę na dachu. że to nie jest zwykły mebel! Rozejrzała się niespokojnie. a kilka rzeczy wyfrunęło przez okno. Budynek się przechylił.To znaczy jakie? . Drżał jak samolot przed startem. Łóżka stanęły sztorcem. . .Ale już się nie boję.krzyknęły dzieci. . Ciągle zapominała.. Zadrżały wszystkie przedmioty i na podłogę spadł wazon z kwiatami.. 236 Dom zakołysał się znów. Bo latanie jest milsze niż pływanie.. wyżej i wyżej.Chciałam polecieć znowu w podróż... Turlali się po podłodze. ciężki kamień.Ono wypadło! . ale wśród poprzewracanych mebli nie było go widać.Odwołajcie ten czar! .Siedzisz na krześle. a lampa zawirowała jak karuzela i zgasła. Krzesło leżało na trawniku. .No tak.Nie wiem. .Jakie ty miałaś marzenie? Powiedz! .Ja. że będą kłop.krzyknęła mama.Może to jest trzęsienie ziemi? Tato podbiegł do Wiki. . Modele statków spłynęły z półek. .MAMO! UWAŻAJ! ..Co? Dlaczego? . jakby ktoś wyrwał ząb olbrzymowi. 234 235 . . .. Mama zerwała się z czerwonego krzesła. Popędzili do niej. Gdzieś w głębi domu rozległ się dziwny dźwięk.Tato! My lecimy. łagodnie się kołysząc. Zaczęli szukać czerwonego krzesła.Co to jest? . . . próbując się czegoś złapać. bo..Czuję. a dom wciąż się unosił. Dom oderwał się od fundamentów i unosił się w górę! .zawołał Filip.Co? Przecież ty się bałaś latać! . Dom podskoczył. Dom zachwiał się... . ale w tej samej chwili dom zakołysał się i wszyscy przewrócili się na dywan. Za nim pobiegli inni. Jakby ktoś przesuwał ogromny.szepnęła mama. . Tylko dom łagodnie się kołysał. HUK. Szybko! Chcieli wybiec.spytała niepewnie mama. .Jak myje odzyskamy? . Lecimy! Dom leciał lekko i bez hałasu. Ja miałam takie samo jak wy..Schowajcie się. -Wiki! Skup się! Jakie miałaś marzenie?! -krzyknęła Tosia..No. .. . Spojrzeli w dół i zobaczyli.Tato! Wtedy rozległo się straszliwe chrupnięcie. posypał się tynk z sufitu. a potem zapadła kompletna cisza. 237 Tato wybiegł na balkon. poza ich zasięgiem..Polecieć? .Nic się nie stanie. TRZASK.

Jakoś sobie poradzimy. .szepnęła Tosia.No. dokąd lecieć. . Kościuszki 37. rozumiesz!? . ale tylko jedna gwiazda poruszała się powoli. to żadne z nich nie mogło już zobaczyć. prawda tato? . 238 Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Dąbrowskiego 16. jak wrócimy na ziemię . .Przecież chcieliście polecieć w podróż! Wy też tego chcieliście..Tak. jakby zastanawiało się. to już koniec .powiedział Kuki. .Nie krzyczcie na nią.. 2009. Choć stali na balkonie. . Miasto zostało daleko pod nimi. Wydanie 1. 30-105 Kraków.spytała Tosia. .Będziemy tak lecieć do końca świata. Druk: Drukarnia Colonel.Nie złośćcie się na mnie .szepnęła Wiki.Ale chcieliśmy potem wrócić! Podróże są dobre.Wszystko będzie dobrze. . ul. . a oni lecieli jak stero-wiec albo dziwny pojazd kosmiczny.. Na ciemnym niebie iskrzyły się setki gwiazd. jak czerwone krzesło powoli wstaje z trawy i unosi się w górę. ul. . Mama zapaliła świece. a wiatr popychał dom w stronę morza. jeżeli można wrócić. a Filip latarkę i z ziemi dom wyglądał jak jeszcze jedna gwiazda. Czerwone krzesło poleciało prosto w jej stronę. Światła miasta powoli zostawały za nimi. Zawisa w powietrzu i obraca się.Lepiej powiedz. Na pewno. Jakby czegoś szukało. Za oknem przelatywały ptaki i obłoki.Mama przytuliła Wiki. Kraków.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->