P. 1
Maria Kruger - Karolcia

Maria Kruger - Karolcia

|Views: 2,927|Likes:
Wydawca: xelv_pl

More info:

Published by: xelv_pl on May 20, 2012
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

11/11/2012

pdf

text

original

MARIA KRUGER Karolcia Siedmioróg Ilustrowała Halina Bielińska LEKTURA DLA KLASY II SZKOŁY PODSTAWOWEJ Wydawnictwo Siedmioróg ul.

Świątnicka 7,52-018 Wrocław Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg WWW.SiEDMIOROG.PL Wrocław 2002 Dzień dobry! Zaczyna się opowiadanie o przygodach dziewczynki, która miała na imię Karolcia, i o przygodach chłopca, imieniem Piotr. To, co im się przydarzyło, może się właściwie przydarzyć każdemu. Każdemu, kto... Sami zresztą się o tym przekonacie. Ale najpierw musicie poznać Karolcię. ! NOWINAKiedy zaczyna się to opowiadanie, Karolcia ma osiem lat i osiem miesięcy. Jak wygląda Karolcia? Nie jest bardzo duża, nie. Mama trochę się tym martwi, bo mamy zawsze chcą, żeby dzieci były wysokie i żeby wszyscy kręcili z podziwu głowami, mówiąc: Naprawdę? Osiem lat? A wygląda na dziesięć! A Karolcia wygląda akurat na tyle, ile ma — ale na pewno jeszcze urośnie. Urosną też jeszcze na pewno i Karolcine włosy jasne, związane w kitkę. Taka kitka związana ładną wstążką zupełnie porządnie wygląda, zwłaszcza że grzywka, która spada na Karolcine czoło, jest równiutko przycięta. Wiecie więc już, jak Karolcia jest uczesana — teraz jeszcze powiemy, że ma okrągłą buzię i trochę wystającą bródkę. A oczy ma takie kocie •— duże, okrągłe i zielonkawe. Tak wygląda Karolcia. Poza tym należy dodać, że Karolcia jest jedynaczką, to znaczy, że nie ma ani brata, ani siostry. Ma tylko mamusię i tatusia, i ciotkę Agatę, która jest grubiutka i zawsze się tym martwi, że wszyscy w domu za mało jedzą. Można też jeszcze powiedzieć, że Karolcia za parę dni otrzyma świadectwo szkolne, w którym będzie napisane, że przechodzi do klasy trzeciej. W tej chwili, kiedy spotkaliśmy Karolcię biegnącą do domu, ona sama jeszcze nic nie wiedziała o rzeczach niezwykłych, które się jej przytrafią. Ale to bardzo często tak bywa — nie wiemy, co nas czeka nawet w najbliższej przyszłości. Wszystko zaczęło się od tego, że tatuś przyszedł na obiad z nowiną o przeprowadzce. Oczywiście jest to nowina nie byle jaka — /miana mieszkania. Cała rodzina miała się przeprowadzić do pięknego mieszkania w nowym domu. Miało to być mieszkanie nie tylko ładniejsze, ale i większe, i z balkonem. Wszyscy bardzo ucieszyli się tą nowiną i od razu zostało ustalone, że przeprowadzka odbędzie się za tydzień i że trzeba już zabierać się do pakowania rzeczy. Poza tym mama i tatuś postanowili, że natychmiast po obiedzie pojadą obejrzeć to nowe mieszkanie, a Karolcia z nimi nie pojedzie, ponieważ ma dużo lekcji do odrobienia. Oczywiście nie było to najprzyjemniejsze — bo Karolcia wolałaby zobaczyć to mieszkanie z balkonem zamiast uczyć się tabliczki mnożenia, ale trudno. Karolcia już się nieraz przekonała, że nie zawsze robi się same przyjemne rzeczy. To wszystko wydarzyło się tego dnia, kiedy spotkaliśmy Karolcię. A potem, już w następnych dniach, było tylko pakowanie i pakowanie. Wszyscy byli ogromnie zajęci i przejęci przeprowadzką. Karolcia również była zajęta — musiała przecież w jednej ze skrzyń przywiezionych z takiego biura, które załatwia przeprowadzki, ułożyć swoje książki i zabawki. Tatuś co prawda trochę się skrzywił, gdy zobaczył, że Karolcia wkłada do skrzyni starannie zawiniętą w chusteczkę Ewelinkę, tę najbardziej biedną z lalek — zupełnie prawie wyłysiała, ale Karolcia spojrzała na tatusia tak błagalnie, że dał spokój wszelkim wymówkom. Zwłaszcza że mama powiedziała: „Niech zabierze tę biedną Ewelinkę. Jest do niej bardzo przywiązana".

I w ten sposób nadszedł dzień przeprowadzki na nowe mieszkanie. Teraz trzeba by tylko jeszcze powiedzieć coś o tym właśnie mieszkaniu. Otóż mieściło się ono w nowych — i jak tatuś zapewniał — niezwykle ładnych blokach mieszkalnych przy ulicy Kwiatowej. Dom ma numer dwadzieścia. A mieszkanie siedem. I mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Z balkonem. Tak, to zapowiadało się zupełnie dobrze. Tak dobrze, że Karolcia już nie mogła doczekać się dnia przeprowadzki. I nawet w kalendarzu na tej kartce, która oznaczała ten ważny dzień, narysowała czerwony kwiatek. Jakoż dzień ten w końcu nadszedł. I okazał się dniem nie tylko tak ważnym, jak to Karolcia przypuszczała, ale jeszcze ważniejszym. Naprawdę zupełnie niezwykłym. . .».- , -*~ , .,,,, ,,M\ ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE Właściwie wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Tak jak zawsze w dniu przeprowadzki. To znaczy, że tego dnia wszyscy wstali o wiele wcześniej niż zwykle, śniadanie zjadło się szybko i nikt nie pilnował Karolci, żeby wypiła mleko, a potem zaraz przyszli mężczyźni w niebieskich kombinezonach i zaczęli wynosić skrzynie z książkami i innymi rzeczami oraz meble. Wtedy najpierw okazało się, że ściana w tym miejscu, gdzie stała szafa z książkami, jest o wiele jaśniejsza niż reszta ściany, potem okazało się, że za starym koszem, w którym były różne niepotrzebne ścinki materiałów i nie noszone suknie mamy, myszki zrobiły sobie małe, śmieszne, szare gniazdko, teraz zresztą zupełnie puste, i że wreszcie w szparze podłogi, gdzie stał dawniej kredens, niebieszczy się niebieski, podłużny jak fasolka koralik. Zupełnie nie było wiadomo, skąd się tam wziął, gdyż ani Karol-cia, ani mama, ani ciotka Agata nigdy nie miały takich koralików. Karolcia chciała koniecznie ten koralik wydłubać ze szpary, bo wydał się jej bardzo ładny, ale zaraz o tym zapomniała, bo jak to zawsze przy przeprowadzce — na nic nie ma czasu: wszyscy się śpieszą /upełnie nie wiadomo dlaczego, są zdenerwowani i wołają: „Karol-ciu, nie przeszkadzaj!" Przypomniała sobie o tym koraliku dopiero wtedy, kiedy okazało się, że ma pojechać do nowego mieszkania taksówką razem z ciotką Agatą i że ta taksówka już czeka przed domem. Nie zważając więc na pełne oburzenia okrzyki ciotki Agaty, zawróciła z podwórka i wpadła do zupełnie już pustego pokoju, w którym podłoga pokryta była podartymi papierami, słomą od pakowania szkła i kurzem. Rozejrzała się niespokojnie, ale zaraz odetchnęła z ulgą — koralik niebieszczył się w pełnej kurzu szparze podłogi. Po prostu można by powiedzieć, że jaśniał jakimś przedziwnie pięknym blaskiem. Wydał się teraz Karolci jeszcze ładniejszy niż przedtem. Przyklękła i szybko, przy pomocy jakiejś drzazgi, która leżała w pobliżu, wydobyła koralik ze szpary. — Karolciu! — rozległ się rozpaczliwy, rozdzierający okrzyk ciotki Agaty. — Idę! Już idę! — odpowiedziała Karolcia i zbiegła ze schodów. Koralik mocno ściskała w dłoni, bo bała się go zgubić. I mimo że ciotka Agata bardzo gniewała się o to, jak powiedziała, „bieganie nie wiadomo po co" — Karolcia była ogromnie szczęśliwa. W zaciśniętej dłoni czuła podłużny, twardy kształt koralika. — Na litość boską! Prędzej! — wołała tymczasem ciotka. — Musimy zaraz jechać na Kwiatową. Proszę pana — zwróciła się do szofera taksówki — niech pan nas zawiezie na Kwiatową numer dwadzieścia! Tylko możliwie szybko! Szofer taksówki odwrócił się, mrugnął porozumiewawczo do Karolci, sprawdził, czy drzwiczki są dobrze zamknięte, i oświadczył pogodnie: — No, to jedziemy! Ba! Dobrze to powiedzieć: jedziemy! Ale jechać, jak się okazuje, jest o wiele trudniej. Zupełnie jakby wszystkie taksówki i autobusy, i samochody ciężarowe, i tramwaje, i trolejbusy umówiły się, że akurat spotkają się na jezdni o tej godzinie! Taki był tłok wszelkich pojazdów. — Cóż za korek! — narzekał kierowca. — Ani rusz nie można się przepchnąć! Teraz taka pora, że najwięcej jeżdżą! Ba, żeby to tak moja taksoweczka mogła pofrunąć, tobyśmy dopiero szybko zajechali na Kwiatową, co, córeczko? I odwrócił się do Karolci. — Pewnie że to byłoby dobrze — grzecznie przytaknęła Karolcia — ja też bym chciała, żeby mogła fruwać! ,„, W tejże chwili Karolcia uczuła jakby lekkie szarpnięcie i ze

W /clumieniem zauważyła, że taksówka powoli zaczęła unosić się ponad ulicą, ponad stłoczonymi autami i sunącymi po szynach tramwajami, przeskoczyła nawet lekko nad dachami domów. Karolcia spojrzała na ciotkę Agatę — co też ciotka Agata o tym myśli? Ale ciotka drzemała i kiwała się miękko i rozkosznie w takt lekkich podskoków fruwającej taksówki. Wobec tego Karolcia zwróciła się do kierowcy: — Proszę pana! Ale kierowca tylko obejrzał się, uśmiechnął porozumiewawczo i mruknął: — Dobra jest! Właśnie zgrabnie ominął wieżę ratuszową i skręcił ponad dachem jakiegoś wysokiego domu. — Ależ to jest ten wielki dom towarowy — zdziwiła się Karolcia. Kierowca zgodnie skinął głową i zapytał uprzejmie: — Czy masz ochotę tu wstąpić? Jeśli chcesz, możemy zatrzymać się na chwilę. — Och! Ooooooczywiście... — wyjąkała Karolcia — ale czy to będzie możliwe? QL 11 — Naturalnie, zupełnie możliwe — zapewnił kierowca. Karolcia spojrzała niespokojnie na ciotkę, która właśnie obudziła się. — Zdaje się, że macie ochotę zawadzić o dom towarowy? — zauważyła pogodnie. Po czym dodała ochoczo: — Ja też chętnie tu zajrzę! Chciałabym kupić sobie kapelusz! Wobec tego zatrzymamy się na wysokości trzeciego piętra. To będzie najwygodniej — zdecydował kierowca. — Będę panu niezmiernie wdzięczna — odpowiedziała grzecznie ciotka Agata — właśnie marzę o kapeluszu z fiołkami! Ledwie to powiedziała, taksówka zawisła na wysokości trzeciego piętra i zgrabnie wjechała do wnętrza przez otwarte, wielkie okno. Nikogo to jakoś nie zdziwiło. — Podjechałem tak, aby było wygodniej — kierowca był bardzo z siebie zadowolony. — Poczekam tu. — Chciałabym tylko zobaczyć pokoik dla lalki — wyjaśniła Karolcia, gdy tymczasem ciotka Agata wylądowała już przy ladzie z kapeluszami i przymierzała wszystkie po kolei. Pokoiki dla lalek — w dziale zabawek — były niezwykle piękne. Zwłaszcza jeden z różowymi mebelkami był po prostu prześliczny! — Czy chcesz coś kupić? — spytała jedna ze sprzedających. — Kup ten różowy pokoik dla lalek. Widzisz? Ma elektryczne oświetlenie. A przy pokoiku jest łazienka. Kup ten pokoik. Albo może wolisz tę lalkę? Patrz, jakie ma wspaniałe włosy. Można je nie tylko czesać, ale i myć. Przyjemnie byłoby mieć lalkę, której można umyć głowę, prawda? — Prawda — szepnęła zachwycona Karolcia. A* — No, więc kup sobie coś z tych zabawek. — Kiedy nie mam pieniędzy — wyznała z zawstydzeniem Karolcia. — Och — sprzedająca machnęła ręką i uśmiechnęła się dziwnie — pieniądze wcale nie są potrzebne. Wystarczy, jeśli mi po prostu dasz ten niebieski koralik, który dziś znalazłaś... y, 12 Karolcia dopiero teraz przypomniała sobie o koraliku. Skąd ta pani wie o nim?... Pełna zdumienia sięgnęła do kieszeni, gdzie go wsunęła, gdy w tej chwili podbiegł do niej kierowca taksówki. Ku wielkiemu zdziwieniu Karolci krzyknął srogo do sprzedającej: — Co, chciałabyś zdobyć koralik, prawda? Ale to ci się nie uda! O nie! Ja cię znam! A potem chwycił mocno Karolcię za rękę i pociągnął za sobą. — Musimy zaraz stąd odjechać! Oj, Karolciu — pokiwał głową — jak można być tak lekkomyślną! Miałem wrażenie, że gotowa jesteś oddać swój niebieski koralik Filomenie. — Filomenie? — zdumiała się Karolcia. — Kto to jest? — Jak to, nie wiesz? — kierowca zdenerwował się ogromnie.

— Nie wiesz, że to jest najbardziej chytra z czarownic? Znam ją, moja droga! Ja też, kiedy byłem małym chłopaczkiem, miałem... niebieski koralik. I też taka sama Filomena, kropka w kropkę podobna, chciała mi go zabrać... Uciekajmy! — krzyknął naraz. Biegł leraz szybko, ciągnąc Karolcię za sobą. Po drodze zawadzili o dział kapeluszy damskich, przy którym ciotka Agata z rozmarzonym wyrazem twarzy przymierzała właśnie trochę śmieszny kapelusik z fiołkami. — Nie mamy ani chwili do stracenia! — powiedział do ciotki kierowca i nie czekając, co na to odpowie, chwycił ją za rękę. Motor taksówki warczał niecierpliwie, gdy wszyscy troje znaleźli się już w jej wnętrzu. — Ruszamy do domu! — zawołał kierowca. — Uciekajmy! Hilomena nas goni! — To jest czarownica, ciociu! — wyjaśniła spiesznie Karolcia. Rzeczywiście! Od strony lady z zabawkami biegła z rozwianym włosem Filomena. Dopiero teraz Karolcia zauważyła, że ma bardzo długi, spiczasty nos, trochę podobny do bocianiego dzioba. Wyciągała w stronę Karolci szponiaste ręce i coś wołała. Ale nie wiadomo co, gdyż w domu towarowym jak zawsze panował ogromny hałas i nie można było dosłyszeć niczyjego głosu. Na szczęście Filomena biegła na próżno, gdyż taksówka już szybowała znów ponad ulicami. Karol13 cia koniecznie chciała dowiedzieć się od kierowcy czegoś więcej o tej Filomenie i o koraliku, ale niestety przeszkodziła jej w tym ciotka Agata. Zachwycona swoim kapelusikiem z fiołkami przeglądała się ciągle w lusterku i żądała, aby Karolcia i kierowca podziwiali jej elegancję, zwłaszcza przypięte do kapelusika kwiatki. — Ależ one są świeże i pachną! — zauważyła ze zdumieniem Karolcia. Ciotka Agata nie traktowała jednak tego faktu jako czegoś nadzwyczajnego, tylko po prostu uśmiechała się i nuciła jakąś piosenkę. Naraz taksówka silnie szarpnęła. — Co się stało? — zdziwiła się Karolcia. — Przyjechaliśmy już na miejsce — powiedział kierowca — oto ulica Kwiatowa numer dwadzieścia, tak jak panie sobie życzyły. Należy się dziewięć złotych i dwadzieścia groszy. ,. WlM ( t., 14 Ciotka Agata zaraz zaczęła szperać w swojej dużej torbie i szukać diobnych, a kiedy już zapłaciła, szybko wygramoliła się z taksówki. — Prędzej, prędzej, Karolciu! Mama i tatuś już na pewno czekają na nas! Karolcia chciała jeszcze koniecznie porozmawiać z kierowcą, ale gdzie tam! Ciotka Agata schwyciła co prędzej Karolcię za rękę i pociągnęła ją w stronę nowego domu. Karolcia zdążyła tylko jeszcze odwrócić głowę w stronę taksówkarza. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową na pożegnanie, po czym odjechał. — Musimy poszukać teraz tego naszego mieszkania — mruczała tymczasem ciotka — zaraz, zaraz, mieszkania siedem, to chyba będzie tu! O, jest nawet dzwonek. — I ciotka Agata energicznie nacisnęła guziczek. Po krótkiej chwili w otwartych drzwiach ukazała się mama. — O, jesteście nareszcie! Cóżeście tak długo jechały? Karolcia już miała zamiar opowiedzieć coś niecoś o niezwykłej jeździe i wytłumaczyć jakoś tę wizytę w domu towarowym, gdy ciotka Agata jak gdyby nigdy nic powiedziała: — Jak to: długo? Taksówka jechała jak szalona. — Ale cóż to, Agatko? Masz jakiś nowy kapelusz? — zdziwiła się mama. — A te kwiatki przy nim? Przecież to żywe fiołki, tylko /e już zwiędły. — Nie mam pojęcia, skąd ten kapelusz wziął się na mojej głowie — wyznała z ogromnym zdumieniem ciotka. \ .. -V , ! TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU •y/U Na nowym mieszkaniu jest zupełnie przyjemnie. Można by nawet powiedzieć, że bardzo przyjemnie. Przede wszystkim jest większe od dawnego i ma, jak już było powiedziane, duże okno i balkon, które wychodzą na ulicę, i dwa okna, które wychodzą na podwórze — to znaczy na ładne, rozległe trawniki, na których są

klomby z kwiatkami i przy których stoją ławeczki. A przez to okno i przez balkon, który wychodzi na ulicę, można widzieć wszystko, co się na niej dzieje. Nie jest to taka najbardziej ruchliwa ulica, ale w każdym razie jest zawsze na niej sporo przechodniów, a poza tym przejeżdża autobus, przystanek zaś znajduje się prawie pod samym balkonem. Więc jak z tego widać — mieszkanie to posiada sporo zalet, zwłaszcza jeśli się doda, że ma również piękną łazienkę, w której Karolcia starannie i często myje ręce. Gdyż nie ma nic przyjemniejszego nad robienie piany z mydła i spłukiwanie jej. Mówiąc o zaletach mieszkania, nie wolno też pominąć tak ważnej rzeczy jak sąsiedztwo. Otóż zarówno w domu, w którym mieszka Karolcia, jak i w sąsiednich, przylegających blokach nie brak jest dzieci. Naturalnie że nie o wszystkich będziemy tu mówić, ale tylko o tych, z którymi Karolcia zawarła znajomość. Chyba więc zaczniemy od najbliższych sąsiadów. Takich najbliższych to jest troje. Z tej trójki przede wszystkim należy wymienić Piotra. Piotr mieszka na drugim piętrze, tuż nad Karolcia. Mimo że jest chłopcem, i to o pół roku starszym od Karolci, i przeszedł już nawet do czwartej klasy — bardzo się z Karolcia zaprzyjaźnił. Aby coś jeszcze więcej było o nim wiadomo — powiemy, że jest od Karolci wyższy, ma 16 jasne włosy, interesuje się geografią oraz bardzo lubi czytać. Drugim takim sąsiadem, z któ-lyin Karolcia zawarła przyjaźń, )csl Leszek. Leszek mieszka na drugim piętrze, po przeciwnej stronie klatki schodowej, i ma bardzo miłą siostrzyczkę. Sio-Ktr/yczka nazywa się Jania i jeszcze nawet nie chodzi do /koły; dopiero po wakacjach i)i,-dzie chodziła do pierwszej l l.isy. Tak więc się składa, że \\ najbliższym sąsiedztwie mie-/kają chłopcy. Dziewczynki, którymi Karolcia też trochę się pi/yjaźni i bawi — mieszkają w sąsiednich blokach; tam równie/ mieszkają chłopcy, ale tacy niezbyt sympatyczni. A jeśli chodzi o dziewczynki, to jedna L nich nazywa się Dorota, ma czarne warkocze i jest trochę Blarsza od Karolci, a druga nazywa się Agasia, ma włosy zwią-.nic na czubku głowy w koński • >"<>n i ma akurat tyle lat, ile ma i.arolcia. Obydwie bardzo lubią i.iwać przed wystawą wielkiego l lepu z zabawkami po przeciw-iii1) stronie ulicy i opowiadać, co k lora chciałaby mieć. Zdaje się, że należałoby też wspomnieć i o pewnych sąsiaKmolcia 17 dach, takich dalszych. Są to dwaj chłopcy. Karolcia nie lubi ich, ponieważ ją przezywają. Ale najgorsze jest to, że naprawdę, ale to naprawdę napadają na inne dzieci. Ci chłopcy to są dwaj bracia — jeden nazywa się Waldek, a drugi Robert. To byłoby wszystko o sąsiadach. Teraz należałoby jeszcze dodać, że od kilku dni ktoś jeszcze przybył do rodziny Karolci — jest to nieduży kotek, szary z białą mordką i różowym nosem, bardzo wąsaty i zawsze chętny do zabawy. Kotek nazywa się Gracja. Tak go nazwała ciotka Agata, zaznaczając przy tym, że jest to właściwie kotka, która na pewno ciągle będzie miała kocięta. Ale na razie przepowiednie ciotki Agaty nie sprawdzają się. Gracja jest jeszcze przecież sama kocim dzieckiem. Gracja lubi o zmroku przebiegać w dzikich susach przez wszystkie pokoje, a w dzień chętnie siedzi na oknie lub balkonie i stamtąd obserwuje biegającego po podwórzu, nieco krzykliwego, psa pani dozorczyni. Pies jest nieduży, bardzo gruby, ma wesoło zakręcony ogonek i nazywa się Nero. Jeśli Nero jest już zbyt hałaśliwy, Gracja podnosi się, wygina grzbiet i otwierając szeroko różowy pyszczek prycha i mówi coś w rodzaju: „Hiii", co zresztą również przypomina syk węża. W tej chwili to jednak nie jest najważniejsze. Najważniejszy był pewien deszczowy dzień — jeden z takich dni, kiedy na świecie jest bardzo nieprzyjemnie. Niebo było szare i tak było ciemno, że rano, mimo że to lato, zapalono światło. Deszcz padał drobniutki, ale na ulicy robiły się już spore kałuże. — Nie ma bułek — zauważyła zaraz z samego rana krzątająca się w kuchni ciotka Agata. — Ale nie wiem, czy można posłać Karolcię, bo deszcz pada. Żeby znów bardzo nie zmokła. Mama i tatuś szykowali się do wyjścia i jak zawsze śpieszyli się. — Oczywiście, że Karolcia może pójść po bułki! — zawołała z łazienki mama. —

Karolcia trochę niechętnie słucha tego polecenia. Zaraz. Jesteś taki maleńki. nareszcie zdecydowałaś się mnie poznać — gderał gło19 •Itf sik. Drobne monety pobrzękują w kieszeni płaszczyka. I zaraz sobie przypomniała: — Aha! Czekaj! Filomeną. że mnie wydobyłaś z tej szpary w podłodze pod ciemną szafą. więc przynoszenie bułek jest obowiązkiem Karolci. więc nie będzie można zatrzymać się po drodze z piekarni przed wystawą tego sklepu. Ponieważ jest brzydko na świecie i wszyscy w domu śpieszą się do pracy.Tylko niech włoży ten stary płaszczyk. bo muszę z tobą pomówić. Jak to się si. że podskoczę jeszcze ze dwa razy. . ale nuty głosik — jak przyjemnie! Od wieków chyba nie kąpałem się!. Na dlwartej dłoni trzyma teraz jaśniejący błękitem koralik. Wtedy zaczął podskakiwać na dłoni Kiirolci. Patrz uważnie! • ^ 4? 20 Teraz zaczęły się dziać rzeczy dziwne.Och. — Ach. gdzie zresztą przeleżałem chyba kilka lat. która mnie goniła. 18 ('lotka Agata narzeka ciągle na reumatyzm. co trudno jest wydobyć. że nie zgubiłam! — oburza się Karolcia. jak to przyjemnie — odzywa się naraz jakiś cienki. — Ach.ikby lekkie oburzenie — czy doprawdy nie poznajesz mnie? Sama pi/ecież wyciągnęłaś mnie z tej wstrętnej szpary. lutu.. Karolcia obejrzała się niespokojnie. a bańki rosną a rosną.. Karolcia wyjmuje je. — Ach. — Lepiej słuchaj uważnie. W końcu wyglądał j Juk spora bańka mydlana.. że zapomniała o nim? Zaraz. że do ciebie mówię — w głosie czuło się teraz l. Filomeną. Schowałem się tam wtedy przed Filomeną. szybko wraca do domu i wręcza ciotce Agacie llulkę z pieczywem. więc nie może pójść. — Umyję go — postanawia naraz Karolcia. jak to dobrze trochę tak się rozciągnąć i poruszać.. — Ojej — głosik był teraz zniecierpliwiony. I mocno mydli rę-i c a na środku prawej dłoni trzyma koralik. wyraźnie jednak już udobruchany.ilo.. — No... Był teraz rozmarzony i poufały. — Doskonale. — Tak — zaczęła Karolcia niepewnie — ale jakoś trudno rozmawiać z tobą i tak dziwnie... gdzie są najładniejsze zabawki w całym mieście. cóż to jest jeszcze na dnie kieszeni? Jest to coś małego. Ale trudno. jak to było. przy czym jednocześnie stawał się coraz mniej błękitny. Zaraz... kto jesteś i dlaczego cię nie widzę! — Oczywiście. szeroko otwierając oczy.. — Przed Filomeną? — zdziwiła się Karolcia. Karolcia rezygnuje L oględzin wystaw. Niebieski koraliczku! — szepnęła ze zdumieniem Karolcia. Skąd znam to imię?. ale w łazience nie było niko»«>• — Można mnie jeszcze raz namydlić tym pachnącym mydłem odezwał się głosik. ładne bułeczki przyniosłaś — chwali ciotka Agata — a resztę masz? Nie zgubiłaś? — Oczywiście. . — Jestem ci bardzo wdzięczny. Dziś.. Tyle |li! byłem nieruchomy.Proszę — zgodziła się zdumiona Karolcia. to ty!. zaraz! O! Już jest! Przecież to błękitny koralik!!! — Karolciu! — woła tymczasem mama — myj ręce i siadaj tło śniadania! — Już idę — odpowiada Karolcia i wpada do łazienki. jak już było powiedziane. . gdyż wsunęło się za pod-N/cwkę. a za to coraz bardziej przezroczysty. A może nawet kilkadziesiąt. Pozwól. Coraz więcej robi się mydlanej piany.. — Czy do mnie to mówisz? — spytała Karolcia i zaraz dodała: l w ogóle nie wiem. to ci przeszkadza — głosik śmiał się cichutko i srebrzyście — na to znajdzie się zaraz rada. zaraz. Koralik zaczął rosnąć l powiększać się. coś.ś i mama nie mają czasu..

który jaśniał przedziwnym błękitem. że zjadłam Mańkę i że będę wskutek tego silna i zdrowa. Na przy-lość muszę jakoś inaczej urządzać się z tym jedzeniem". a potem znów przysiadła na dłoni Karolci. nie upuść mnie na podłogę." Tymczasem w przedpokoju trzasnęły drzwi wejściowe.. ale gdy pomyślę. — Karolciu! Karolciu! — rozległ się nagle z pokoju głos Imamy. podskoczyła wesoło i nawet nie dwa razy. i jak ci się podobała historia z taksówką?. Ale chcę. gdyż nie mogę być tak długo bańką mydlaną. f i 1 f «tl J fi % co BYŁO DALEJ . Proszę zjeść owsiankę. że wszystko stygnie. żebyś pamiętała o jednej niezmiernie ważnej rzeczy. „Jutro już jednak zjem owsiankę — postanawia ze skruchą Ka-i"li ia — ale czy mogę używać pomocy koralika do takich mało i. — No to proszę cię.. bo potoczę się do jakiejś ciemnej dziury. pożywną zupę — ucieszyła się ciotka. która przedtem była kora-fin.. A tu ciotka w dodatku jeszcze zaczyna chwalić Karolcię wobec i n usia i mamy..Nie wiem. zaraz zjem — zgodziła się Karolcia. . — Co ty tam robisz tyle czasu w łazience! Skończ z tym {Chlupaniem się. zjedz wreszcie śniadanie. To tatuś wys/edł do biura. — Słuchaj iiwa/.. że trzeba jechać aż na i\ nt-k w taki deszcz!... wytrzyj mnie teraz do sucha i schowaj dobrze. gdzie przeleżę znowu dziesiątki Ul. Chciałam kupić kurę. po pierwsze. mamo. . a ciotka Aga-iii miała właśnie zamiar pójść po zakupy. — O Boże! — szepnęła Karolcia. ściskając mocno w dłoni błękitny koralik. Błagam cię. — Karolciu. czy już umyłaś wreszcie ręce? — Mama dość gwałtownie otworzyła drzwi łazienki. Niech owsianka w jednej chwili zniknie z talerza! — Ho. czy jestem zupełnie w porządku — myśli wobec ' o Karolcia — bo przecież ciotka Agata jest pewna..Nie wiem. że niby tak grzecznie wszystko zjadła. szybko w myśli wypowiedziała życzenie.. — Oj.Mieniąca się błękitnie bańka mydlana.. oszukałam poczciwą ciocię. — Idę! Idę! — odkrzyknęła Karolcia.Teraz muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego — głosik bi/miał uroczyście. — Dobrze.nie. — Mama! Mama mnie woMieniąca się bańka mydlana z cichym westchnieniem zmieniła się ifiowu w błękitny koralik. tylko co najmniej i:.i/nych rzeczy?. Karolciu.'! '*' . — Jak to? Nie rozumiem. jestem gotów spełnić twoje wszystkie życzenia. . za chwilę znów stanę się k i H :i likiem. więc to była twoja sprawka! — ucieszyła się Karol-• ni. — Słuchaj. . Potem. który zdołał jeszcze szepnąć: — Błagam cię. czy dziś jeszcze coś dobrego dostanę — biadała. — Umyłam — powiedziała Karolcia.Spełnić moje wszystkie życzenia? — zdziwiła się niezmierne Karolcia. bez żadnego wykrzywiania się. 21 — Karolciu! — głos mamy był coraz bardziej zniecierpliwiony. który trzyma mnie w swej dłoni." i i. Mama krzątała się jeszcze i ubierała. widząc pusty talerz. tak na próbę. Wycierała teraz starannie koralik. Uiu.... że nasza Karolcia nareszcie polubiła tę pyszną. zdarza mi lo bardzo rzadko. A ja.»• -vf? • ł). V < t u"' ". przecież mówię wyraźnie: mogę spełnić każde życzenie fflłowieka. zdaje się. „Ciotka Agata naprawdę jest bardzo dobra i troszczy się o nas — . i> ii-rn głodna. ho. — Ach. Ciotka Agata denerwuje się. Ol ó/.JKarolciu! — głosik był zniecierpliwiony.. a po drugie.

że też ludzie nie pilnują swego drobiu! Mama wcale nie była zachwycona." .. — Ojej. — Ależ czego pani sobie życzy?! — krzyknęła przestraszona ni. — Czy nie poznajesz mnie.. niech już lepiej ta kura zniknie" — pomyślała wobec tego Karolcia. — Pani pewnie iika naszych sąsiadów? Moja córeczka zaraz panią zaprowadzi do nich. Karolcia w tej chwili spojrzała w wiszące naprzeciwko lustro i |n/. 1 1 łeba na obrusie. odpychając lekko Karolcię. „Ojej. . I naraz zauważy-11 /e jest wyższa od mamy. co ja teraz zrobię! — Karolcia była najzupełniej zroz-p. Życzenie . że nie wie. której pani szuka.. muszę już wyjść do pracy. » o teraz będzie? Tymczasem marna denerwowała się: b\ — Ja pani nie znam! — powtarzała. W tej chwili w kuchni rozległo się donośne gdakanie — piękna i --Kosz przechadzała się po stole. — To mówiąc otworzyła drzwi. gdzie się podział. . dziobiąc z zadowoleniem okruchy . — Muszę po wyjściu ze szpitala (mama pracowała w szpitalu) iść jeszcze załatwić parę spraw. ściskając w ręce koralik.. nie wiem — westchnęła mama. • . ubraną zupełnie dorośle. niech tylko znajdę koralik! — O Boże — jęknęła mama — ja się bardzo śpieszę. kto pani jest! — powiedziała ze 'liimieniem mama. — Przepraszam. ale ja pani nie znam! — Mamo. Drzwi za ciotką Agatą zamknęły się. Spieszyła się jak zawsze. — Przepraszam. że dzieje się z nią coś ri/iwnego. Mama również ubierała się do wyjścia.Żywa kura! A sio! — krzyknęła z niepomiernym zdumie-. żeby znów mogła stać się małą Karolcia. — Ach. mamo? 'ylko jestem zaczarowana. — Skąd się tu wzięła?! Widać przyfrunęła przez • •l no od sąsiadów. I od razu • hciala poprosić koralik. Trzeba coś kupić na obiad. iiów Karolcia.IMI. i że iwet rna na głowie kapelusz.. Lecz zanim to niebaczne zdanie zostało wypowiedziane do końca. czyja kura. '/i js f H. On pani pomoże •naleźć tę osobę. przyjrzyj mi się! — wołała . to ja idę po sprawunki. kiedy to ja! — powtórzyła Karolcia. Karolciu!.. — Karolciu — powtórzyła mama — gdzie jesteś? — Przecież tu jestem. która znów zajrzała do kuchni.ic/ona. jej zostało oczywiście natych05 miast spełnione. mamo? — spytała Karolcia. objaśniła: — Na parterze jest dozorca.ekonała się. ale nie wiem. r — Jak to. aby ci pomagać we wszystkim! — powiedziała z zapałem Karolcia również 24 t ulując mamę w policzek. — Poczekaj.|n >itiyślała Karolcia. i ta kura też była zaczarowana!. żeby nie musiała jeździć po tę i ił i 1 1 1 1.. n ciotka Agata. r *i 23 — Co z nią teraz zrobimy? Trzeba będzie chodzić od mieszkania do mieszkania i pytać. mamo — powiedziała Karolcia i chciała ów przytulić się do mamy. mamo — powtórzyła. chciałabym jak najprędzej być dorosła. tobyś mogła mnie wyręczyć. Ale jesteś jeszcze na to za mała. — Chciałabym... — Chętnie ci pomogę. — Wyf leciała z powrotem czy co? k No.ima. i dy naraz z przerażeniem spostrzegła. — Pani się omyliła! — Kiedy ja jestem Karolcia. Mama tymczasem ujęła ją lekko pod rękę i wyprowadzając ilu sieni.. że jest wysoką osobą. Też kłopot. Pani na pewno przyszła do kogoś innego. — I mama przytuliła Karolcię do siebie i pocałowała — Mamusiu. Karolcia poczuła. Ą. proszę II. mamo. Gdybyś była starsza. już nie ma tej kury? — dziwiła się tymczasem ciotka. — Czy prędko wrócisz.

że nie trafiłaś — powtórzyła Karolcia.j — Proszę pani! Przecież pani słyszy. Leszek! — chciała powiedzieć Karolcia. Drzwi są . albo po prostu ciotka Agata wymiecie go. — Naturalnie. ale zaraz przypomniała sobie. la przejęta tym skakaniem na jednej nodze. 27 iii — Zaraz wracam.'ł . Nie. . — Ale co będzie. A tymczasem Dorota 1 Agasia grały dalej. l w tej chwili Karolcia uniosła dwoma rękami spódnicę. że mama mnie nie poznała!" »««n Naraz na podwórku ktoś zawołał: ? l. aby jej mc przeszkadzała. Zama< hała do niej ręką. 26 — Nie daj się oszukiwać. Tak.' Xi y 1 m GDZIE JEST KORALIK? „Muszę zaraz z powrotem stać się małą dziewczynką — myślała zrozpaczona Karolcia stojąc pod drzwiami.i /yglądają się jej ze zdumieniem. Przystanął ogromnie zdumiony i powiedział grzecznie: — Przepraszam panią! — Co ty. Leszku. . — Ja ci i •< i każę. Nie zjadła przecież owsianki. że nawet nie zauważyI1 /e gromadzi się wokoło coraz więcej dzieci i dorosłych. Był to Leszek. Naraz usłyszała głos mamy: — Karolciu! Karolciu! — Zaraz idę — odpowiedziała Karolcia i przestała skakać. jak skakała Dorota. i zaczęła pokazywać. Dorota jak zawsze oszukiwała. Ale jak go odnaleźć! A jeśli się nie znajdzie? Strach pomyśleć. tak się martwi — pomyślała Karolcia. a spódnica plątała się naokoło nóg. Mama pyta teraz dzieci na podwórku. — Muszę koniecznie jak najszybciej odnaleźć koralik i znów stad się małą dziewczynką. jeśli nie znajdę koralika? A jeśli upadł na podłogę? Mama już za nic na świecie nie wpuści mnie do mieszkania! A koralik albo wpadnie znów do jakiejś szpary. tego już było za dużo! Karolcia nie wytrzymała. Agasiu! — krzyknęła. Aha.(Ą i/. że wołam moją córeczkę. jak skakałaś. — Dorota Wcale nie trafiła do nieba! Sama widziałam! — Ja nie trafiłam do nieba? Ja. — Dzień dobry! — odpowiedziała Karolcia. Po drodze wpadła na jakiegoś chłopca. co robić. Na podwórzu pełno było dzieci. co to będzie!" To wszystko wydało się Karolci tak smutne. żeby zaraz wracała do domu. . czy nie widziały gdzie Karolci. kiedy będzie robiła porządki! Co począć? Ale swoją drogą to śmieszne. 1 — Karolciu! Karolciu! Chodź do nas! — Idę! — odpowiedziała ochoczo Karolcia zapominając 0 swoim zmartwieniu i chciała zbiec szybko ze schodów. Łzy spływały jej po policzkach i szlochała głośno. że jest dorosła.. Przystanęła i nie wiedziała. że się jest jej córeczką. • l lojrzała do góry i zobaczyła mamę. Karolcia.mama nie wpuści do domu obcej osoby. przeszkadzały jej w tym wysokie obcasy. I tak i". a teraz idzie Leszek i mama też go wypytuje. a potem nie było czasu na zjedzenie czegoś innego. ale jak to zrobić? Przecież < . które zamknęła za nią mama. . Wobec tego Karolcia zsunęła się po poręczy. W dodatku była bardzo głodna. — Dzień dobry! — ukłoniły się grzecznie Karolci. dusząc się ze śmiechu. Niestety. wyglądającą przez okno. Dorota i Agasia bawiły się w klasy. to powiedz. że rozpłakała się rzewnie. proszę pani? — oburzyła się I >orota. — Jeśli ją zobaczysz. mamo! * " < Ale mama okropnie się tylko zdenerwowała. więc po prostu poszła już spokojnie dalej. co się z nią dzieje! „Biedna mama. Warto by wrócić do domu i poprosić o cośkolwiek do jedzenia. którzy |. Ale co to? Mama wychodzi z domu? Lepiej będzie schować się teraz do sąsiedniej sieni — i tak już nic nie pomoże tłumaczenie. Dziewczynki — teraz mama zwróciła się do Doroty i Agasi — czy nie widziałyście Karolci? Nie wiem.

Ale wiesz co? Mówiła. aby wydobyć klucze. r r — O. i znalazła się w przed-s pokoju. tylko rzuciła się jak l niosła najszybciej w stronę łazienki. Ale będę czekać na nią na górze. || Rozglądała się nadal po podłodze. dała potężnego susa. stanęła. że się znów zabrudził. zaraz dam ci coś do jedzenia. wkrótce nadeszła ciotka.zamknięte.1 Karolcia — zaraz. która wepchnęła się do mieszkania? Opowiadała. Ciotka Agata stanęła jak wryta. I potem dodała: — I bardzo się cieszę. Wtedy Karolcia. nie mówiąc już nic więcej. która miała dziesięcioro dzieci? — zaczęła się dopytywać l ciotka. chcę znów być małą dziewczynką! — szepnęła. — jęknęła z rozpaczą . a co znów się stało? — zdumiała się teraz ciot-llku. bo ja jestem bardzo głodna! — wyjąkała Karolcia. że nieznajoma klęczy i szuka czegoś f na podłodze — zupełnie zaniemówiła. ty mnie poznajesz. kto pani jest — powiedziała ciotka ku rozpaczy Karolci. Nie chcę być dorosła. I — Ja zaraz cioci wszystko wytłumaczę. — Karolcia? Co ty robisz na podłodze? Wstań". co ci przychodzi do tej główki — roztkliwiła si? 29 ciotka Agata. przecież ja jestem Karolcia! — Karolcia? — zdziwiła się ciotka Agata. Wcale l mi się to nie podoba!. tak — ucieszyła się Karolcia. Ale naraz spostrzegłszy. l kiedy dokonała się ta przemiana. ale pewnie zaraz nadejdzie ciotka Agata. ale nie wiem. — A co byś zjadła? Może ugotować ci jajeczko? — O.Ale na to pytanie Karolcia nie dała na razie żadnej odpowiedzi. — Byłabyś mnie zgubiła — szepnął z wyrzutem koralik. l — Proszę pani! Co to ma znaczyć! Kto pani jest?! — krzyczała l pr/crażona tym wtargnięciem ciotka Agata. Zasapana trochę. Karolcia obejrzała uważnie koralik i ponieważ zdawało się jej. Ciotka tymczasem już krzątała się w kuchni. dziecko. Szybko. Ja już muszę pójść do szpitala. przecież rj pobrudzisz. Ale co się stało z tą panią. I w tejże chwili na podłodze w przedpokoju siedziała Karolcia. prawda. że jestem mała. że jestem jej ciotką czy coś takiego. Naraz krzyknęła radośnie: I1 — Jest! Jest! [l — Boże święty. — Bardzo cię przepraszam — szepnęła Karolcia — to było naprawdę niechcący. — Ach. że l jestem jej ciotką. namydliła go ostrożnie i obmyła wodą. przy drzwiach. Rzeczywiście. — Dwa jajka i dużo mleka. To była okazja. ••tylko szybko chwyciła błękitniejący tuż pod ścianą koralik. Na szczęście ciotka w tej chwili znalazła już klucz i otworzyła 28 di/wi.. gdy Karolcia podeszła do niej. To tu pod drzwiami stała wtedy. . że się nazywa Karolcia. ciociu Agato? — Przepraszam. o ile na to pozwalały jej wysokie obcasy. Po chwili jednak odzyskała l głos: l — Czego tu pani szuka. a dopiero co włożyłaś czysty fartuszek. a potem szuka czegoś w obcym mieszkaniu.. Tu na pewno musiał upaść błękitny l koralik. a co za Karolcia? Bo nie mogę sobie przypomnieć. — Bo to chyba pomylona panienka. zaraz. — Dziecinko. — Zaraz. Jakaś dziwna osoba. l Ale Karolcia nie odpowiedziała ani słowa. i dużo chleba z masłem. — To dobrze — ucieszyła się ciotka. Czyżby sobie poszła? — Poszła już. — Prawda. Karolcia zaczerwieniła się i nic nie odpowiedziała.. — Ciociu. szybko trzeba go znaleźć. zaraz przyjdzie ciotka Agata — ucieszyła się Karolcia — może wtedy uda mi się wejść do domu. ciociu! — zapewniała Karolcia.. moja pani? Najpierw mówi pani. l — A pani jest może córką tej mojej cioteczno-stryjecznej sio-• slry. Ale czemu uczesz? — Bo. ciociu. — Zaraz. zaraz. aby natychmiast pójść do łazienki. — To umyj ręce i zaraz siadaj do stołu.

Może najlepiej na jedwabną. < . że jest jakaś niewyraźna. że jedzenie jest najlepszym środkiem na wszystkie choroby i na zmęczenie. — A może ci usmażyć omlecik? i — Nie. jaka byłam zrozpaczona. — A pokaż rękę. żeby mu się dobrze przyjrzeć jeszcze raz. kiedy się leży w łóżku. — Kiedy to nie jest guziczek! — krzyknęła z przerażeniem Karolcia. dziękuję — broni się Karolcia. Ale to tak. Ale temperatury żadnej nie było. A teraz zmierz temperaturę. Powiedziała więc: — Dobrze. ciociu. — Oczywiście. — A może byś coś zjadła? Bo ciotka Agata zawsze uważa. — Niech ciocia go nie przyszywa! . ta różowa nitka będzie doskonała. pod sukienką. bo zdaje mi się. że prze-« icż musi pomyśleć o całej masie niezmiernie ważnych rzeczy wiązanych z błękitnym koralikiem — a jak wiadomo. nie. Tylko czy można zasnąć. To ". mama i ciotka Agata opowiadały o tej dziwnej nieznajomej. zaraz ci go przyszyję. że może pójdą do kina. że to guziczek! — upierała się ciotka Agata. Agatko. — Nie. że trudno ją zerwać. o rzeczach 31 poważnych zawsze najlepiej myśli się wtedy. jeśli się ma takie kłopoty z koralikiem? — Będę ostrożniej wypowiadała swoje życzenia — postanawia Karolcia — bo nie wiem. co ci powiem. Szybko dokończyła mycia rąk i pobiegła do kuchni. żeby nikt nie zauważył. tylko przyniosę okulary.'>uiw. jeszcze nie jestem śpiąca. — A Karolcia pójdzie wcześniej spać — zadecydowała mama. ciociu. I przy tym można będzie nosić ją na szyi.. — Jakaś nienormalna osoba — denerwowała się jeszcze mama bałam się. Jest taka w maminym koszyczku z przyborami do szycia. Aniu (bo mama ma na mnę Ania) — otóż chwilami wydawała mi się nawet podobna trochę MD naszej Karolci. że czuje się zupełnie dobrze. W końcu Karolcia zgodziła się — bo przypomniała sobie.. j ttr > Przy obiedzie wszyscy w domu — oprócz Karolci — rozma-• i iii o niezwykłych historiach. Bo dopiero zacznie się dopytywanie: A co to? A po co to? Karolcia wydobyła z chusteczki koralik i położyła go na dłoni. guziczek od twojej bluzeczki. żeby nie zrobiła krzywdy Karolci! — E. Karolciu? — zajrzała naraz przez drzwi ciotka Agata. kochany mój koraliczku. — Mam masę roboty. Ale małe światło będzie się długo paliło. »<•* ł s. to jest.Wyobraź sobie.iczy. że to jakaś daleka nasza krew-ii i — W każdym razie na przyszłość nie należy nie wiadomo kogo wpuszczać do mieszkania — zakończył rozmowę tatuś. I chyba trzeba będzie nawlec go na jakąś bardzo mocną nitkę. Byłam przekonana. obracając w . ciotka Agata posłała łóżko i zaczęła namawiać Karolcię do położenia się. Może się zaziębiła?! Czy nie id/Jsz. nie. że małe światło będzie się długo paliło — skwapliwie przytaknęła ciotka — dopóki nie zaśniesz. Karolcia wyglądała nie-\\ y raźnie. Mama kiedyś mówiła. zdaje się. położę się. — To rzekłszy Karolcia wytarła go starannie i zawinęła w chusteczkę do nosa. że należałoby jej zmierzyć temperaturę? Ciotka Agata była tego samego zdania. — Nie śpisz. — Ja dziś chętnie zostanę w domu — oświadczyła ciotka. Może to początki odry? Nic więc nie pomogły zapewnienia Karolci. Tak. Muszę teraz dobrze cię schować. — Nie. ciociu. i nawet na wszystkie kłopoty. które wydarzyły się tego dnia.t _• -\ 32 — A mnie się zdaje. Zaledwie zatrzasnęły się drzwi za mamą i tatusiern. że jednak jesteś jakaś rozpalona. na mnie nie zrobiła wrażenia takiej groźnej — broniła i n >tka Agata — a nawet wiesz. Uważam. Cóż ty znowu masz tutaj? Aha. I zaproponował mamie. różową. co może z tego wyniknąć.

bardzo dziękuję! Zerwała się szybko z łóżka i błyskawicznie pochwyciła porzucony przez ciotkę na stoliku koralik. na półce z książkami. Ale zaraz poprawiła się: — To znaczy. chętnie bym zjadła ciastko z kremem. tylko jakiś koralik. tylko ja o tym zapomniałam? Ach! Jakie pyszne ciastka! Spróbuj! — Wcale nie spróbuję! — wrzasnęła niezupełnie grzecznie Karolcia. skacząc między tacami pełnymi ciastek. — No. Ale za chwilę znów rozległ się dzwonek i weszli jacyś państwo z oficyny z trojgiem dzieci. że dziś są moje imieniny. dzwonił listonosz. co to jest. że nawet więcej. Przyznam ci się. mamy dziś pyszne ciastka. Listonosz jadł ciastka bardzo szybko i co chwila jak kot oblizywał swoje długie i sumiaste wąsy. który właściwie nikomu i na nic nie jest potrzebny. no co?! No. — Proszę bardzo — zapraszała gościnnie ciotka Agata — dobrze. — Czy pani czegoś szuka? — spytała ciotka Agata. ciociu. — Proszę. Jak się okazało. choć to był już wieczór — c/y nie przeszkadzam? — Skądże znowu — odpowiedziała ciotka Agata. Była to jakaś pani w kapeluszu i y. •« &vws< : *ł 34 l Wtem znów ktoś zadzwonił. niech państwo pozwolą — zapraszała gościnnie ciotka. — Zarazi Zaraz — ciotka obracała dalej koralik w palcach 1 mówiła teraz z rozmarzeniem — bo ja. — Ach! Nie mów tego ciociu! — chciała krzyknąć Karolcia. Nawet dość ładny. Tylko co komu po jednym koraliku? Ale słuchaj. co U) jest właściwie. że pan przyszedł. Czy pani czasem go nie widziała? Taki nieduży niebieski koralik. nie — zaprzeczyła gwałtownie Karolcia — ale oddaj mi już. Co? — Nie. Co gorsza. . ale to nic nie szkodzi. ale ciastek nie ubywało.. Wokoło — na stoliku. ciastko z kremem. Nawet nie jedno. Ale było już za późno.. i już są. Karolcia zdrętwiała.palcach koralik.. to znaczy tak — zaczęła plątać się nieznajoma. „Kiedyś przecież skończą się te ciastka — myślała Karolcia. „Co to będzie — myślała z trwogą Karolcia — jeśli on sam nie zje tych ciastek". a może byś coś zjadła? Nie? E. parasolem. — Nie.. przy czym 0 mało co-nie udławiła się. — Dzień dobry — powiedziała. a na pewno /jadłabyś tak na przykład. — /gubiłam drobiazg. — Dobry wieczór — powiedział — przechodziłem akurat w pobliżu i tak sobie pomyślałem — dlaczego nie miałbym państwa odwiedzić. ten mój koralik. ba. No i odwiedziłem. nawet na oknie stały tace pełne ciastek z kremem. No tak. Karolcia ** "(t « Y* j Wtem jak na zamówienie ktoś zadzwonił. — Karolciu — zawołała ze zdumieniem ciotka Agata — czyżby ktoś przysłał nam tyle ciastek? A może to są dziś moje imieniny.. 1 niby to jadła ciastka. — Co prawda ja państwa jeszcze nie znam. powiedzmy. Tace z ciastkami napływały dalej.. bo ciągle sama też jadła te ciastka. — Właściwie szkoda. Mogłabym zjeść całą tacę ciastek. patrzcie — zdziwiła się ciotka Agata — a przecież je mam! Że też ich nie zauważyłam! Niech no ja się teraz przyjrzę. — Że też ja nigdy nie pamiętam 0 tych moich okularach! I zawsze je gdzieś zostawię. na krześle. tobym zaraz zobaczyła. — Dziękuję — kiwnęła głową pani w kapeluszu i z parasolem. przybywało ich coraz więcej. — Pójdę otworzyć — powiedziała ciotka. — Przyszliśmy z wizytą — powiedzieli i od razu zabrali się do jedzenia. Karolciu. — Może pani spróbuje? Zdaje się. tylko tak mówisz. Żebym je miała MU nosie. Rzeczywiście! Miałaś rację! To wcale nie jest guziczek. przyznam ci się. ale jednocześnie rozglądała się po pokoju. Ledwie ciotka wypowiedziała te słowa — okulary cicho przyfrunęły z sąsiedniego pokoju i usadowiły się na jej nosie. że nie ma dziś u nas gości". powiedz tak naprawdę. oczywiście nieopatrznie pomyślała o tych gościach.

Właśnie nadjeżdża autobus i wszyscy ogromnie się pchają. Może poczytasz albo może kto przyjdzie do ciebie pobawić się? Ale ja już muszę się śpieszyć. Karolciu? Nie boli cię głowa? — dopytywała się troskliwie. A teraz już zaczyna się 37 pchać cały tłum ludzi. — Tylko nie przewróćcie całego mieszkania do góry nogami. — No co.— Czy to ten? — spytała ciotka oblizując się i wzięła do ręki koralik. — Chodź! Zobaczymy. Zostało ono zresztą błyskawicznie spełnione. a mama szykowała się właśnie do wyjścia. że możecie — zgodziła się od razu mama. I oto w tejże samej chwili na przystanek zajeżdża pusty. No. A koralik jest zawieszony na jedwabnej. I wyciągając szponiaste palce powiedziała groźnie: — Oddaj mi natychmiast! Ale zanim zdołała go odebrać — Karolcia wypowiedziała w myśli życzenie. — No trudno. ale . jakby coś ci dolegało. bo ją odepchnęli.(> 4 . t. ale już śpij. mocnej nitce na Karolcinej szyi. Na przystanku autobusowym stoi już tłum ludzi z parasolami. kiedy przestanie padać. nie. — No. znów padał deszcz. O. spiczasty nos! Tak! Nie ulega najmniejszej wątpliwości! To jest Filomena! I Karolcia błyskawicznie w ostatniej chwili zdołała wyrwać koralik z ręki ciotki Agaty. którzy nadbiegli. jakaś staruszka usiłuje wsiąść. No. było już bardzo późno. Karolcia kiwa ze zrozumieniem głową. I postanawia. goście i Filomena zniknęli jak najszybciej z jej pokoju.. Rzeczywiście. — A czy będę mogła zejść na podwórze? — Tylko wtedy. ależ tak. i moknie. to co ja będę dziś robiła przez cały dzień w domu? — westchnęła Karolcia. ten z góry. Wtem słychać dzwonek przy drzwiach. {'{' ii". przy oknie. piękny. — Naturalnie. Tatuś dawno poszedł do pracy. I sadowi się na najlepszym miejscu. aby ciastka. Zwłaszcza kiedy ciotka Agata wyjdzie po zakupy. że musimy jeszcze poczekać. Widzisz przecież. Karolcia widzi to doskonale. 1 36 — E. że jest mokro na świecie. mama nie wsiadła. To Piotr. że jest ona niezmiernie podobna do tej sprzedającej z działu zabawek w domu towarowym. Ale wiesz. I Karolcia dopiero teraz spostrzegła. zajmij się czymś. — Ale jestem naprawdę zupełnie zdrowa — zapewniała Karolcia.. bo już późno. A mama jest pierwsza w kolejce i wsiada spokojnie i wygodnie. — Tak! To ten! — wrzasnęła radośnie nieznajoma. zupełnie nowy. czy mogą dziś bawić się razem. czy mama wsiadła! — woła Karolcia tło Piotra i pociąga go w stronę okna. która zbudziła się po chwili. W pokoju paliła się niewielka lampka z abażurem — zwana przez Karolcię małym światłem.1 r a. że to ona była). który Karolcia na chwilę położyła na swojej kołdrze. mrucząc: — Ależ miałam śmieszny sen: śniły mi się ciastka z kremem. wystarczy przecież dotknąć koralika i wyszeptać życzenie. Karolciu — powiedziała mama — za tydzień wyjedziemy na wieś. Było ich bardzo dużo. a w fotelu przy łóżku drzemała ciotka Agata. a mama mówi „do widzenia" — i szybko zbiega ze schodów. — To mój koralik — zasyczała Filomena (bowiem już nie ulegało wątpliwości. naturalnie. <7l)'t\ . Krople ściekały po szybach. że poprosi koralik o pusty autobus dla mamy. przyszedł zapytać. czerwony autobus. AUTOBUS I INNE RZECZY Kiedy nazajutrz Karolcia obudziła się. Ale Karolcia uśmiecha się — mama na pewno zaraz wsiądzie. — Wczoraj wyglądałaś mi tak. Nie lubię w czasie deszczu moknąć na przystanku. a ciotka Agata o wszystkim zapomniała. ma taki sam długi. Żeby tylko autobus nie był zbyt zatłoczony. nie przewrócimy — zapewniają wobec tego Piotr i Karolcia.. Tak. I stoi teraz biedul-ka. Karolciu! Już pora. aż dostanę urlop..

Nie wierzysz? W tej chwili weszła do pokoju ciotka Agata. czy potrafiłabyś. dasz mi swój globus. czy potrafiłabyś. Ledwie zamknęły się drzwi za ciotką Agatą. lekkomyślnie. — Tak? No. które miał spełnić koralik. — Przecież to drobnostka dla mnie. Piotr stał przy oknie z ustami otwartymi ze zdumienia. Najwyraźniej widziałem.. jakim sposobem znalazłaś się tam na dole i wróciłaś. Karolcia powtórzyła: 38 l — Nie wierzysz? Mogę zrobić. gdybyś na przykład potrafiła. nie wmówisz przecież we mnie. Tylko wiszący na jej szyi koralik jaśniał jak błękitny kwiatek unoszący się w powietrzu. duże chłopaczysko odpychają. co właściwie byłoby niemożliwe do zrobienia. czy potrafiłabyś. — Jak to? E.. co mi tam znaczek z Australii — Karolcia uważała. po czym szybko zaczęła uciekać. — Wychodzę na chwilę do miasta — powiedziała. ja tego nie mogę zrozumieć. — Ojej. Tu Piotr zatrzymał się na chwilę. jeśli zechcę. że fruwasz. a następnie spłynęła na ulicę i znalazła się na przystanku autobusowym obok tego wstrętnego chłopaka. że naprawdę fruwałaś. trzymając się za nos. — Ee tam — mruknął powątpiewająco Piotr — tak wiadasz! — Co? Ja opowiadam? Może chcesz się założyć? — Pewnie. — A dlaczego nie miałabym fruwać? — oburzyła się Karolcia. — Ja też chciałabym być na dole i dać mu porządną nauczkę! — krzyknęła z zapałem. Ba. — Tylko. -t w om/.. uczesana w kitkę. co się tak namyślasz — niecierpliwiła się Karolcia.. że chyba to wszystko to tylko sen. W tejże chwili okno otworzyło się i Karolcia. Myślisz. Przecież to niemożliwe. że ci uwie-r/ę? — szydził Piotr. że obiecywała sobie ostrożnie wypowiadać życzenia. Teraz wszyscy na ulicy ze zdumieniem patrzyli. uniosła się w powietrze. Korciło ją ogromnie.. niewidzialna! — Niewidzialna? — Karolcia wzruszyła ramionami. nie chciałby go oddać. — Globus — powtórzył ze zgrozą. różne rzeczy. — Oj! Dałbym mu nauczkę. Zaraz mogę to zrobić. coś. powiedziałam. żeby wymyślić coś niezmiernie trudnego.wstrętne. co tylko mi się spodoba.. — Mów prędzej. śmieszna jesteś z tymi przechwałkami. lecz niebacznie Karolcia.{•» 39 A Piotr? Warto było zobaczyć jego zdumiony minę! A potem zaczął wołać: . Stał ze zmarszczonym czołem i powtarzał: — No. — Taaaak?! — zdenerwował się teraz z kolei Piotr. zaraz. na przykład. globus! Globus był największym skarbem Piotra i tak za byle co. a Karolcia znów podskoczyła i uniosła się w powietrze. Ja mam klucze. A Piotr tymczasem namyślał się. aby za chwilę znaleźć się w pokoju. — Rozłożyłaś tego drągala jak należy — powiedział z uznaniem.. — Ratunku! — darł się dryblas. na przykład. żeby zadziwić Piotra. że Icraz może założyć się o nie wiem co. — No. — E. gdybym tak w tej chwili był na dole! — odgraża się Piotr.. podskoczyła do góry i trzasnęła dryblasa piąstką w nos. — Mogę robić. jak mała dziewczynka. to zaraz zobaczysz! I w jednej chwili Karolcia stała się przezroczy sta jak szkło. aż się przewrócił. — Jak przegrasz. — E. ku niepomiernemu zdumieniu Piotra.. nie pamiętając już zupełnie o tym. — Bądźcie przez ten czas grzeczni i nie otwierajcie nikomu drzwi. Musiało mi się to po prostu śnić! — Wcale ci się nie śniło. Potem przetarł szybko oczy rękami — bo mu się zdawało. — Taka jesteś ważna? A na pewno nie potrafisz stać się. A przecież człowiek nie może fruwać. że mogę się założyć! Nawet o mój znaczek z Australii. — O globus mógłbym się /ałożyć. że wszystko potrafię — zawołała uniesiona pychą Karolcia.

Nic jednak tam widać nie dostrzegła. Karolciu — zawołał naraz Piotr — a czy ja też mógłbym być niewidzialny? — Ty niewidzialny? — głos Karolci był teraz niepewny. to znaczy. to sobie zabierzecie kanapki z szynką. a ja jeszcze ciebie widzę! M — Ja ciebie też teraz widzę! — powiedział Piotr. Potem ciotka Agata zawołała jeszcze: — Wiem na pewno. To mówiąc. ciociu — odpowiedziała Karolcia — czy możesz mnie i Piotrowi dać coś do zjedzenia? — Oczywiście. Tak! Teraz wreszcie Piotr uwierzył w jej niewidzialność. że mogę. że schowaliście się za tapczanem. + 40 — Ach. — Aha! — cieszyła się teraz Karolcia.. gdyby się w porę nie usunął. kiedy ja jeszcze jestem niewidzialna? — zdumiała się Karolcia. towarzyszyło temu jednak lekkie postękiwanie niewidzialnej Karolci. jak stanie się coś bardzo dziwnego. Ba. — Przysięgłabym. W tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju weszła ciotka Agata. Ale już pr/estańcie z tym chowaniem się... tak jakby Karolcia tam wcale nie stała. Szła prosto na K uroicie. — Słucham. aby dotknąć jej ramienia. (M — Uwaga! Może zaraz staniesz się niewidzialny! Czy już jesteś niewidzialny? Bo już powinieneś być./ . — A tu jestem! — Karolcia dotknęła ręki Piotra. — Oczywiście! Proszę bardzo! W tej chwili krzesło uniosło się jakby samo do góry. że tu coś leży na podłodze — mruknęła i hucznie spojrzała na posadzkę.. że go ktoś ciągnie za sweter. — Jakże mogę cię gonić. nawet o mało co nic przewróciła się przez wysuniętą Karolciną nogę. mimo że ciebie nie widać? Karolcia roześmiała się. kiedy nie wiem. — Czy jeszcze mam coś zrobić? — zabrzmiał uprzejmy głosik Karolci. tak się przestraszył. Byłaby właściwie wpadła na niego. ciotka Agata ruszyła w stronę okna. żeby się stało? — Jeśli naprawdę jesteś niewidzialna. to rzeczywiście mogłaby być pyszna zabawa. — Jak to: mnie widzisz... zagapiony. Stał z otwartymi ustami.. gdzie się schowałaś? — Wierzysz więc. •. gdybyśmy tak oboje byli niewidzialni. — Przestań — krzyknął — cóż to za niemądre żarty! Powiedz lepiej. wygrałam! — Dosyć tego! — wołał teraz Piotr. — Karolciu! — zawołała.— E. I wyciągnął rękę. ale przestańcie się chować i zaraz pi/yjdźcie do kuchni. — Goń mnie! . — Ale ja ciebie na pewno widzę — zapewniał Piotr. to czy na przykład potrafiłabyś podnieść do góry krzesło. Karolciu. gdzie jesteś. to jest nie. Aż podskoczył. — Powiedz. gdzie jesteś! — Atu! — zawołała Karolcia. — Sama nie wiem. ty się tylko tak schowałaś! — Wcale się nie schowałam — odezwał się tuż obok głos Ka-rolci i Piotr poczuł. — Wygrałam od ciebie globus. — Dobrze. stając na progu. że jestem niewidzialna? — Wcale nie wierzę! Uwierzę dopiero wtedy. potrącając po drodze niewidzialnego Piotra. Ale czy się uda? Czy życzenie będzie ważne i wobec Piotra? 4-) Należy jednak spróbować. błagam cię! Zrób to — prosił Piotr. — Pomyśl.. Tak. — Ale już lepiej wyjdźcie z tej kryjówki i umyjcie ręce przed (t-clzeniem a ja tymczasem otworzę tu okno. — Cóż więc chcesz. dziękujemy. bo ruszyła dalej. — Tak. gdyż było to krzesło naprawdę ciężkie. jak moglibyśmy we dwójkę pysznie się bawić.. Deszcz już przestał pa(lilĆ. wahający się. I wyszła z pokoju. ciociu.

kiedy duży Waldek klapnął naraz w sam środek błota jak żaba! To Piotr. czy nas kto zobaczy. — No widzisz. — Najlepiej będzie. — Dzień dobry! — odpowiedziała niepewnie pani Kowalska i mzejrzała się wokoło. tylko . kici". — Hura! Jednak jesteśmy niewidzialni! — Czy jesteś tego pewien? — spytała Karolcia. a potem s/ybko zimną wodą przemyła sobie oczy. że jej kot idzie za nią po schodach. niewidzialny Piotr popchnął go z całej siły. kiedy naraz z sąsiedniego bloku wypadł Waldek. aż usiadła ze zdumienia. — Dzień dobry! — powiedzieli Piotr i Karolcia grzecznie. — Sen mnie zmorzył czy co? Zdawało mi się. obydwoje jesteśmy na dobre niewidzialni — szepnął radośnie Piotr. lepiej jeszcze się upewnić — zabrzmiał szept Ka-rolci. Zadowoleni zbiegli co prędzej na podwórze. — Kto mnie pchnął?! — ryknął rozzłoszczony Waldek.« Rzeczywiście z góry schodziła sąsiadka. pchnął tak Agasię. wtedy gdyśmy stali tuż prawie obok niej. A Piotra i Karolci wcale a wcale nie widziała. Przecież sama się przekonałaś. — Prawda — ucieszyła się Karolcia. Piotr miauknął wobec tego cichutko. pani Kowalska. chociaż stali tuż przy niej. Zwłasz-c/a młodsze dzieci lubią chlapać się w nich i puszczać papierowe łódeczki. I nikt tego Waldka nie żałował. I nawet o mało by cię nie rozdeptała! — Prawda — szepnęła Karolcia — ale dlaczego ja widzę ciebie. że twoja ciotka była najpewniejsza. Ciotka Agata czeka na nas z drugim śniadaniem. To będzie najpewniejszy dowód. jednak. a potem zaczęła wołać: „kici. I teraz też — patrzcie tylko. — Tylko przedtem musimy zajrzeć do kuchni. Bo widać myślała. Kiedy wróciła do kuchni. czy jesteśmy niewidzialni. I obejrzał się — ale nikogo za sobą nie zobaczył. A kałuże — wiadomo — wspaniała rzecz. że wpadła do kałuży! Za Agasią wepchnął do wody Janie. Bardzo to śmiesznie wyglądało. Więc i teraz Agasia i dwoje jeszcze młodszych dzieci przykucnęło nad rriałym jeziorkiem i zabierało się do budowy tamy. a ty widzisz mnie? — Bo prawdopodobnie niewidzialni ludzie widzą siebie nawzajem — powiedział Piotr. żeby dać porządną nauczkę temu Waldkowi. Podbiegł do kałuży i za43 raz zaczął ochlapywać dzieciarnię.41 — Hura! — zawołał wtedy Piotr.1 itf ''> Ą ^ A r n * t HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY! Ciotka Agata nalała mleko do kubeczków. że już zrobiłam kanapki — mruknęła.. który każdego bil i nikomu nie dał przejść spokojnie. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie — była to nareszcie prawdziwa okazja. — Poczekaj. Deszcz przestał nareszcie padać i tylko gdzieniegdzie pozostały spore kałuże. — To dobry pomysł — przytaknęła szczęśliwa właścicielka niebieskiego koralika. — Ależ oczywiście. ktoś idzie! . czy nie. A wszyscy naokoło stali i aż się trzymali za boki ze śmiechu. — Uwaga. W przedpokoju rozległ się jakby tupot małych stóp i dało się słyszeć trzaśniecie drzwi. Ale za chwilę znów rymsnął w błoto — to niewidzialna Karolcia chwyciła go za nogę. jeśli zejdziemy na podwórze — zaproponował Piotr. że powinna zabrać z balkonu suszące się tam ście-icczki. kiedy naraz przypomniała sobie. — Ale możemy się przecież przekonać. podskakując z zachwytu. l m u .4 s" .' U' V$V ' l l . tak że stracił równowagę. Bułki z masłem i szynką leżały na talerzykach. Pobiegli więc szybko w stronę Waldka. — Musimy spróbować. że ukryliśmy się gdzieś. jak się zdaje. Pani Kowalska znów się obejrzała.

. Za to zdarzyła się i. Nie martw się o mnie.. — Rety! p . Będą spokojne.„. — Przecież możemy wyjść i sami zatrzasnąć drzwi. że mama będzie tam co najmniej dwie godziny.+^. usta otwor/.. tylko gapi się na drugi koniec podwórka i napatrzyć się nie może. że jest w tej chwili niewidzialny. a 44 A Dorota też stanęła. Do mieszkania Piotra było łatwiej się dostać. że to Karolcia pędzi na hulajnodze pozostawionej przy ławeczce przez Dorotę. co powiedzieć. — Zapominasz zupełnie o.. i« | — Jak to: nie ma! — wrzasnął Piotr. Tam się trochę pobawimy! — Świetnie — zgodziła się Karolcia. który akurat wybiegł na podwórze. a dziś — jakbym piórko niosła. Ale list udało im się wsunąć przez szparę. różowej nitce — błękitny koralik! . pani Kozłowska ma sama nieść to wszystko na górę? — Niemożliwe — mówi szeptem Piotr do Karolci i zaraz podbiega do pani Kozłowskiej. Piotr był bliski łez. gdzie się podziałem! Zaraz.. bo naraz Leszek. jakbym miała znów ze dwadzieścia lat. Piotr zawsze jej pomaga zanieść kosz na górę. że taki dla wszystkich jest niedobry! No.. Wreszcie Piotr zaproponował: — Wiesz co? Chodźmy do tego wielkiego domu towarowego.. a potem zaczęła uciekać. Dorota. Sąsiadka nadziwić się temu nie może. za-i. które piję". proszę pani. Oto idzie na przykład miła pani Kozłowska z drugiego bloku i dźwiga ciężki kosz ze sprawunkami. — Jesteśmy zamknięci! — zawołał rozpaczliwie Piotr. to z Waldkiem byłoby załatwione! A co dalej robić?!..legło się trzaśniecie drzwi i zgrzyt klucza w zamku.ii aż będzie się okropnie martwiła. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie. — Kiedy ich nie można w ogóle otworzyć. co się tam dzieje. Tak. że dobrze mu tak za to. nagle m/. ludzie: hulajnoga sama jedzie po chodniku między trawnikami! Oczywiście łatwo się można domyślić.. Chodź. co by zrobić wobec tego? Słuchaj! Już wiem! Napiszemy listy ty do ciotki Agaty. Bo oto. gdy już list był napisany. / < „ Karolcia spojrzała na niego dumnie. drzwi były zamknięte. to samo będzie i z moją mamą. Idę się troszkę pobawić z Piotrem.yła i nie wie. prawdopodobnie do dentystki.i/. „. Ujmuje za pałąk kosza i niesie. jakby oczom nie wierzyła. Naturalnie że /. zaczął wołać: — Patrz. a my też bodziemy w porządku! Drzwi w mieszkaniu Karolci były zamknięte. Kochana ciociu Agato. tym! I Karolcia ujęła w swoje dwa niewidzialne palce wiszący na jedwabnej. Piotr! Nie ma się czym przejmować..^ .wszyscy mówili. . Ale w końcu znudziła się ta zabawa Karolci i zaczęli się z Piotrem namyślać. nawet hulajnoga od ciebie ucieka! A znów jedna dziewczynka zaśmiała się: — Jak ją grzecznie poprosisz. A pani Kozłowska strasznie się cieszy. — Wiem doskonale. hulajnoga zawróciła i zaczęła pędzić w stronę Doroty! To dopiero było! Dorota najpierw stała. To mama wyszła. 45 — Dlaczego? — zdziwiła się Karolcia.im zupełnie inna historia. jakby w kamień zamieniona. sama się przekonasz. a mama zabrała klucz. Naraz Karolcia roześmiała się. że kosz taki lekki. jakby ją hulajnoga rzeczywiście goniła. Hm! Roboty znalazłoby się dosyć. Wczoraj to ten kosz taki wydawał mi się ciężki. co by teraz zrobić. Aż oczy przeciera — bo patrzcie. Wszystko przepadło! . właśnie. Naprawdę! I wtedy to wyglądało tak. ale zaraz przestaje rozmawiać z panią Kozłowska. jeśli mama zabrała klucz. i nawet tak mówi do jakiejś sąsiadki: „Tak się dobrze dzisiaj czuję. Czy przez to. Tak mi siły wróciły! Pewnie po tych ziółkach. jeśli ciocia zobaczy przez okno. że mnie nie ma na podwórzu? — Ha. I w tej chwili. Twoja kochająca Karolcia. — Ale co będzie. a ja do mojej mamy. to może do ciebie wróci. — — Ojej.. jakby na zawołanie.

— Tciaz możemy go zostawić i pofruniemy dalej. Karolcia zdenerwowała się tym ogromnie. Uf — Czy wy nas widzicie? — zdziwiła się Karolcia. Obejrzał się — gdzie jest Karolcia? Co się z nią stało? Dopiero po chwili spostrzegł ją. kiedy mijali pewną wysoką kamienicę. który był widoczny z daleka.. — On sobie może coś złego zrobić. gdzie była urządzona kawiarnia. — To przewody elektryczne linii tramwajowych i trolejbusowych — objaśnił Piotr z niejakim zadowoleniem. Nie było to wcale łatwe! Wiatr znosił Piotra ciągle w bok i ani rusz nie mógł skierować się w stronę wzywającej pomocy Karolci. który mógł ich łatwo rozdzielić. — Musimy uważać. Wylądowali na tarasie. Unosili się teraz lekko nad ulicą. on na pewno wyleci! — denerwowała się. że nie należy używać go zbyt lekkomyślnie. abyś miał go zbić! — izeptem broniła malucha Karolcia. W pewnej zaś chwili. Znów więc lekko płynęli nad miastem. Bo w ten sposób będzie okropnie śmiesznie. że nawet nie wie. — Zaraz mu damy nauczkę — zdecydował Piotr. że leci samotnie.. — Nie strasz dziecka! Nie pozwolę ci. Parę uderzeń mocnymi dziobami i oto sukienka już się odczepiła. /c naprawdę mógł wypaść. -^ . Istna pajęczyna. Zatrzymali się więc teraz przy tym oknie i wpłynęli do mieszkania. > i — A przecież my jesteśmy niewidzialni! — Ale jesteście niewidzialni tylko dla ludzi! Wiemy poza tym. Piotr zorientował się. aby wyrazić odpowiednie życzenie. W mieszkaniu mi irzecim piętrze jakiś malec wyglądał przez okno i tak się wychylał. . Tak właśnie 46 zdarzyło się. — Widać został sam w domu i taki z niego głuptas. — Jak cudownie tak płynąć w powietrzu! — zachwycała się Karolcia. Przysiadali dla zabawy na chwilę na dachach lub na balkonach i unosząc się znowu w powietrze gonili się naokoło wszystkich kominów fabrycznych. żeby o nie nie zawadzić. Trzeba więc było koniecznie natychmiast zawrócić. — Niech tak będzie — kiwnęła głową Karolcia i znowu ujęła w palce niebieski koralik. że lada podmuch wiatru może ich rozdzielić. tak bowiem stali się zwiewni.— To co zrobimy? — zapytał teraz Piotr zachwyconym szeptem. że zna się na takich rzeczach. To było naprawdę strasznie śmieszne! Można było zapukać w szybę albo niespodziewanie powiedzieć coś do kogoś. że masz niebieski koralik. — Bo dam ci w skórę. Było to jednak niebezpieczne. a ją wiatr szczęśliwie zaniósł w stronę Piotra. rozumiem — odpowiedział malec rozglądając się niepewnie wokoło. Karolciu. Wspólnymi siłami ściągnęli malca z okna. pośpieszyły na ratunek. ale ponieważ bali się. J> — Oczywiście — oświadczyły zgodnie gawrony. że sprawa jest zupełnie beznadziejna. gdyż od czasu do czasu wiał dość silny wiatr. Chwycili się znów za ręce i teraz już frunęli prosto do domu towarowego. gdy nagle i zupełnie nieoczekiwanie zjawiła się pomoc ze strony dwóch sympatycznych gawronów. tylko pamiętaj. — Co chciałyście przez to powiedzieć? — zawołała Karolcia. — Kiedy ja tylko tak! Na postrach! — uspokoił ją Piotr. że nad ulicami rozpościera się jak gdyby sieć z drutów. na co się naraża. jeśli nie posłuchasz — groził dalej Piotr. które widząc całą historię. więc schwycili się za ręce. Spojrzeli w dół i zobaczyli z ogromnym zdumieniem. zaczepioną brzegiem sukienki o jakąś antenę telewizyjną. aby ratować przyjaciółkę. ale gawrony już odleciały. Natychmiast też okno otworzyło się i Karolcia razem z Piotrem wyfrunęli. — Ach! Jakież mam pragnienie — oświadczyła Karolcia na widok osób pijących przez . — Jak wyjdziemy stąd? Czy dałoby się — tu zawahał się — czy dałoby się wyfrunąć przez okno? — Czemu nie? Naturalnie że możemy. Już zdawało się. zupełnie niespodziewanie. a Piotr powiedział mo/liwie grubym głosem: — Nie wolno włazić na okno! Rozumiesz? — Ro. — Patrz! Możemy zaglądać do okien wszystkich domów. Albo też od razu znaleźć się w sklepie?! Jak wolisz? — Lepiej wyfrunąć przez okno — zdecydował Piotr — a potem żebyśmy od razu byli w sklepie.

że ta pani. — Co ty. które włożył sobie na ręce. — Co to znaczy? Nikt na to nie odpowiedział. że musimy znów stać się widzialni? — Trzeba się nad tym zastanowić. że pieniądze położymy na bufecie. — E. które kupiła dla swojej córeczki. 50 — Ale jak ją postraszymy? — spytała Karolcia. — Idziemy! — zakomenderował Piotr. to nas mogą niechcący zadusić — rozsądnie zauważył Piotr — co wobec tego zrobimy? Może poprosisz. — Pewnie. sprzedająca widać była w niezbyt dobrym humorze. 4 — Karolem łt' LEPSZE l GORSZE POMYSŁY W domu towarowym panował oczywiście jak zawsze ogromny tłok. jak panienka w białym fartuszku nakłada porcje lodów. który był zarazem lodówką. — Wobec tego zrobimy tak: /. Czy są owocowe albo śmietankowe? A może będą pistacjowe? Zbliżyli się do dużego bufetu. umieszczonych w bufecie-lodówce. co będzie dalej. — Nie możemy się wcisnąć. — Zaraz zobaczysz. — Nie zamienia się! — niegrzecznie odpowiadała na jej prośby sprzedająca. czerpiąc je z dużych termosów. które szykuje panienka. Chodź. — Mnie się zdaje. — Dobra' — zgodził się Piotr. jakaś pani z małą dziewczynką na próżno prosiła o zamianę za ciasnych butów. — Wiesz? Postraszymy ją trochę. jeśli jakieś buty były za ciasne albo za luźne. wiesz co? Lepiej już zostańmy niewidzialni. Ruchome schody zapchane były ludźmi i wcale nie łatwo było na nie się dostać. Ach! Były i lody pistacjowe! — No to co zrobimy? — zastanawiał się tymczasem Piotr. Zatrzymali się więc na chwilę na następnym piętrze przy stoisku z butami. nie jest bardzo uprzejma — zauważyła Karolcia. bo naprawdę nie wiem. mimo że ludzie stali spokojnie. Chodźmy do zabawek! — Ojej. — Ja też — przyznał się Piotr. Jeszcze się pogniewa. może się potem poprawi. — Aaaaach! Aaaaach! — zdenerwowała się sprzedająca. . Piotrek? — oburzyła się Karolcia. Karolcia zaraz też chwyciła jakąś parę czerwonych sandałków i ku szalonemu zdumieniu i przerażeniu ekspedientki — dwie pary butów samodzielnie pomaszerowały wzdłuż lady. — Ach! A tymczasem zobaczymy. Tylko rób to samo co ja! — I Piotr szybko schwycił z półki parę męskich butów. najpierw obejrzymy sobie jeszcze inne działy. co byłoby lepsze.słomiane rurki wodę sodową oraz oranżadę z wysokich kieliszków. kiedy jesteśmy niewidzialni? Czy myślisz. To poważna sprawa. Lody były wspaniałe i pokrzepiające. której ten pomysł wydał się zupełnie niezły. bo niegrzecznie rzucała na ladę pudełka z butami i nikomu nie chciała podać innej pary. Transakcja udała się jak najlepiej. — Służę ci — powiedział elegancko Piotr — mam właśnie jeszcze trochę pieniędzy z moich oszczędności i mogę cię zaprosić! — Ale wiesz? — rozmyśliła się Karolcia. Tu. żebyśmy od razu znaleźli się w dziale zabawek. Toteż po ich spożyciu można już było śmiało ruszyć na wielką wyprawę do wnętrza domu towarowego. — Nie mogę przecież prosić o takie nie najważniejsze rzeczy.łapiemy szybko po porcji lodów. mniej będzie kłopotu — zdecydowała Karolcia. — Właściwie to wolałabym lody! Owocowe i śmietankowe. a zapłacimy w ten sposób. Właśnie kiedy Piotr z Karolcia podeszli do stoiska. jakie te lody są. jaka ty jesteś dziecinna. że nie jest uprzejma — zgodził się Piotr. — Wobec tego może zajmiemy miejsce przy stoliku? w i« < wi w? 48 — No dobrze — Karolcia przysiadła na jednym z kolorowych krzesełek — ale jak zamówimy lody. która sprzedaje. bo wszyscy patrzyli teraz z zaciekawieniem. i przyglądali się. bo jeśli jesteśmy niewidzialni.

to powiedzą: ma-ma. Oczywiście. Było na co patrzeć! Ka-rolcia miała ogromną ochotę wziąć chociaż na chwilę do rąk którąś ze wspaniałych. że jeśli się je przechyli do tyłu. — Tylko obejrzę te chusteczki. Stały rzędem na półce. Chciałabym. a trochę stłamszony szalik spoczął jakby ułożony na ladzie. I wskazał na wysokiego chłopca w poplamionym swetrze. Naraz buty przystanęły.aczęła śmiać się razem ze wszystkimi i ta niegrzeczna sprzedawczyni. Stoisko z zabawkami było na samym końcu. Ale ten już nie czekał na dalszy ciąg swojej dziwnej przygody. to będzie /upełnie wyglądało. Czerwone sandałki też się zatrzymały i wszyscy ze zdumieniem usłyszeli dwa dziecinne głosy. — Trzeba będzie też mu zrobić figla i dać nauczkę. Bo przecież jeśli niewidzialna Karolcia ją stamtąd weźmie. Miały prawdziwe włosy do mycia. Tak. — Ale patrz tylko. A inni znów mówili. — A to dziwne wydarzenie — kiwali głowami ludzie. Są prześliczne. kupić chociaż sześć dla mojej mamusi na imieniny. Zmykał tylko ile sił w nogach. którzy to widzieli. i tak się wszyscy z tego tańca śmiali. — Złodziej! Złodziej! — zakrzyknęły na ten widok sprzedające i rzuciły się w stronę chłopaka. żeby ją tak trochę wziąć na ręce. aby sprzedająca była grzeczna dla kupujących! To dopiero było! Sprzedająca zaczerwieniła się jak burak i rzuciła się w stronę butków. Właściwie to Karolcia tak naprawdę. Bała się. Ale przecież chodziło tylko o to. — A mnie się podobają te w kratę — kupiłbym takie dla mojego tatusia. że lalka sama zeszła z półki. tak — ale jak to urządzić. że w końcu nawet /. — Ale zrobimy coś jeszcze bardziej dziwnego — powiedział na to po cichu do Karolci Piotr. zamykane oczy i Karolcia wiedziała. żeby pani była grzeczna dla kupujących". I tak się wszyscy rozbawili. te niebieskie z kwiatkowym szlaczkiem. żywe dziewczynki.— To reklama! — zawołał ktoś. rękawiczki i chusteczki — takie do noszenia na głowie i takie do nosa. to były zdjęcia do filmu — mówili inni. żeby zaraz nie zrobiło się całe przedstawienie i żeby wszyscy nie stanęli w podziwie. że to jest za droga lalka. — Poczekaj chwileczkę — poprosiła Karolcia. co zrobię! Odechce mu się na przyszłość kradzieży! I szybko podskoczył w stronę złodziejaszka. wcale nie chciała mieć takiej lalki na /awsze — od razu wiedziała. jakby lalka sama chodziła albo unosiła się w powietrzu. musieli więc przejść wzdłuż wielu jeszcze innych stoisk z różnymi rzeczami. który wpychał ukradkiem do kieszeni piękny jedwabny szalik. A tymczasem męskie buty i czerwone sandałki tańczyły teraz przytupując wesoło. który niczego się nie spodziewał. że teraz sprzedająca już nie mogła się złościć i musiała być bardzo grzeczna. Tylko ludzie stojący przy ladzie powtórzyli: „Tak. Przy jednym z nich zatrzymali się na chwilę — były tam piękne szale. ale to naprawdę. Tymczasem zaś Piotr i Karolcia powędrowali dalej. że to dobry pomysł reklamy i że to było mówione przez głośnik. kiedy już dosyć uzbieram — powiedział Piotr stanowczo. racja — prosimy. Złodziejaszek schwycił się za kieszeń i przytrzymał koniec szalika. które mi się podobają? O. A tymczasem Piotr zaproponował: . — Już wiem. — To złodziejaszek! — szepnął Piotr. żeby się nie powtórzyła historia /c spacerującymi butami. Wiesz. który usiłował wepchnąć do kieszeni szalik. ••) 52 W dziale zabawek przystanęli zagapieni. ale one tymczasem już zwinnie wróciły na swoje miejsce na półce. że zaczęli do taktu przyśpiewywać. które powiedziały głośno i wyraźnie: — Żądamy. — E. Jednym szybkim ruchem Piotr wyciągnął z jego kieszeni skradziony szalik. „Hop są! są! Hop! są są!" Tak się to wszystkim spodobało. lak. Teraz wszyscy patrzyli na chłopaka. Nawet na pewno kupię. Ale to już nic nie pomogło. — Ale my jesteśmy niewidzialni! — szepnął z zadowoleniem Piotr. kiedy będę miała pieniądze. patrz na tego chłopaka. ubrane ślicznie — zupełnie jak małe. —Teraz jazda do działu zabawek. ogromnych lalek. którego drugi koniec jakaś niewidzialna ręka ciągnęła do góry. — A co zrobimy? Przecież on jest bardzo duży! — westchnęła Karolcia.

wołała: — Ja chcę koniecznie mieć taką lalkę. Zatrzymajmy się! Ku zdumieniu wszystkich maszerująca lalka zatrzymała się nagle. nie chce sprzedawać takich pięknych lalek — zaczęli się irytować kupujący. — A komu? — Jak to komu? — ekspedientce. przecież od razu mówiłam. kiedy lalka znalazła się w ramionach Karolci. I wróciła. zagapieni na maszerującą lalkę. która przedtem chciała koniecznie dostać chodzącą lalkę. koniecznie! Zaraz mi ją kup. — Widać zepsuta! — orzekła ta pani z córeczką. — No. już stał na ladzie i sięgał do półki. obróciła się w stronę goniących i powiedziała głosem. a potem wzięła za rączkę jak małe dziecko i zaczęła ostrożnie prowadzić.. Chcę wrócić na półkę. może być z tego okropna awantura.. czemu się namyślasz. Karolciu! Przecież lalce nic się nie stanie. uczesaną w koński ogon. Tymczasem Piotr i Karolcia ujęli teraz lalkę za obie rączki i szybko pomaszerowali korytarzem. Ludzie stojący przy stoiskach stawali w podziwie. Przystanęła. — To już najlepiej tę w spódniczce czerwonej. Za dziewczynką znów biegła jej mama. — Kiedy to nie są chodzące lalki — wyjąkała zdumiona sprzedawczyni — ja nic o tym nie wiem! — O. Tylko czekaj. 54 — Tak? A dlaczego tamta lalka chodzi? To proszę mi ją zaraz zapakować! — Mogę zapakować. jakby ją tam ktoś postawił. nic się nie bój — uspokoił ją Piotr. Widząc tę niespodziewaną pogoń. ale o chodzeniu nie było mowy. widzicie. Wśród kupujących rozległ się okrzyk zachwytu: — Lalka. A potem wyrwała się matce i pobiegła za niewidzialnymi Piotrem i Karolcia. która właśnie przyszła razem ze swoją mamą. przedtem jeszcze zrobimy jeden kawał. tylko ogromnie się im ta zabawa spodobała. Lalka niesiona przez nich galopowała teraz poprzez całe piętro domu towarowego. Karol-ciu! — I zanim Karolcia zdążyła odpowiedzieć. bo na pewno jej nie zepsujesz! Poza tym przecież nie chcesz jej zabrać. Tylko powiedz którą. — Mamo! Ona ucieka! — wrzasnęła naraz ta dziewczynka. jeśli pani tak koniecznie chce — zgodziła się dla świętego spokoju sprzedająca. Oddajmy ją..— Chcesz? To wdrapię się na tę półkę i zdejmę ci którąś lalkę. że tak biegnie! Trzeba zawo-\ać dyrektora! Dyrektora! — Ojej — szepnęła teraz Karolcia do Piotra — dyrektora chcą wołać. — Ojej! Jaka ty jesteś! — mruknął Piotr. I zaraz wszyscy ustawili się w kolejce.. Zupełnie to wyglądało tak. — Zaczekaj! — wrzeszczała goniąca ją dziewczynka. — Kiedy nie mam innych. — I mnie. Nie minęła chwila. Była to zresztą bardzo duża lalka i Karolcia postawiła ją na ziemi. który dziwnie był podobny do głosu Piotra: — Znudziło mi się chodzić. — zaczęła niepewnie Karolcia. która sama chodzi! — zażądała natychmiast jakaś pani. Naturalnie. i mnie — rozległy się głosy. — Tylko wiesz co? Już mi się znudziło to bieganie z lalką. mamo. To znaczy . — Proszę zaraz sprzedać te lalki! A jedna dziewczynka. — Proszę nam dać inną. — Nie nudź. puścili się pędem. że to nie są lalki chodzące — tłumaczyła ekspedientka. też pokrzykująca nie wiadomo dlaczego: — Stać! Stać! Za tą mamą wreszcie biegła na końcu sprzedająca. — Kiedy. Wołała: — Proszę pani! Proszę pani! Niech się pani uspokoi! Ojej! Co tu się dzieje! Ta lalka chyba jest popsuta. że wcale nie mieli zamiaru uciekać z lalką. którą chcesz? — spytał. Lalka stała co prawda. Zaraz potem postawię ją na tym samym miejscu. tylko potrzymać — więc nie będzie to nic złego. No. która sama chodzi! Pewnie bardzo droga! — Proszę mi zaraz dać taką lalkę. Sprzedająca mrucząc pod nosem „nic nie rozumiem" zdjęła z półki jedną z lalek i spróbowała postawić ją na ladzie. — E.

Nie dadzą nam spokoju. — Jedziemy naokoło — powiedział i ruszyli. które mogą. — Nie wiem — odpowiedziała pani. Czy to ma znaczyć. <. natychmiast poczuli /apach żywych kwiatów rosnących przed domkiem. czarny kot wstał i przeciągnął się. czybyś nie chciała. Pani podniosła krzyk: vj — Ratunku. to znaczy jeszcze od owego czasu. — Szkoda. — Tym lepiej — kiwnęła główką Karolcia. Puchacz na dachu poruszał się niespokojnie i łypnął jednym żółtym okiem.s0f Ln j* 57 . jaki jest miły i jakie ma aksamitne futerko. ale jak? Już wiem! — I Piotr niewiele myśląc przechylił się za płotek i chwycił jakąś przechodzącą panią za płaszcz. żeby to był prawdziwy. No i naturalnie znów zaczęły dziać się straszne awantury. )•> "f . a potem mrucząc przyjaźnie zeskoczył na ziemię i zaczął się ocierać o nogi Karolci. *»* »n* /''J i . Teraz 55 wszyscy zaczęli pytać o cenę takich chodzących lalek. Może z papierowej pomalowanej m\ czerwono masy. tak jak to zwykły czynić wszystkie zaprzyjaźnione koty na świecie.e wszystkim prawdziwym! — zakrzyknęła z zapałem Karolcia.Piotr i Karolcia postawili ją na jej dawnym miejscu. — Reklama! Reklama! — wołali kupujący i chcieli koniecznie wsadzić tam swoje dzieci. — Przepadam za zaczarowanymi kotami. Ciągle bała się. kiedy przychodzili do domu towarowego jako zwyczajne dzieci.. aby go nie zgubić podczas tych wszystkich przygód. że znów jesteśmy widzialni? Trzeba by się jakoś o tym przekonać. ściskając niebacznie w ręku błękitny koralik. które było zwykłą dekoracją z dykty \ papieru. — Chodźmy wobec tego do domku Baby Jagi — zaproponowała Karolcia — tam będziemy mogli spokojnie się pobawić. — Świetna myśl — pochwalił Piotr. Czerwone jabłka na drzewie też były z czegoś zrobione. l. f "i CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU Otworzyli więc skrzypiące drzwiczki zielonego płotka. wiem tylko. a Piotr i Ka-rolcia wsiedli do małego samochodziku. który otaczał domek Baby Jagi. — Gdyby to było tak naprawdę! Pomyśl tylko! No. i stale sprawdzała. — Tylko wiesz co? Przecież on nas widzi! Inaczej nie łasiłby się do ciebie.— Wcale się nie boję — odpowiedziała Karolcia z oburzeniem. żeby to był prawdziwy domek! — Pewnie że bym chciała. Były tam małe okienka z firaneczkami i zielone drzwi. a zielona trawa była świeża i pełna stokrotek.. pomalowanego na zielono i brązowo. . \ /. Piotrek! Przecież ja bardzo lubię koty! . — Ale ten jest zaczarowany — przypomniał z zachwytem Piotr. że to wszystko jest nieprawdziwe — powiedział Piotr. powiedz sama. gdzie się podział. Ale koralik był i natychmiast spełnił życzenie Karolci. — Ale gdzie jest ten złodziej?! — pytali wszyscy. złodzieje! Ktoś chciał ze mnie ściągnąć płaszcz! r. — Musimy wysiąść — westchnął Piotr — nic z tego nie będzie. czy pr/ypadkiem nitka się nie przerwała i koralik nie zginął. on ci chyba nic złego nie zrobi — szepnął Piotr. Domek Baby Jagi był małym domkiem zbudowanym z pierników — ale tak na niby. że ciągnął mnie z całej siły za płaszcz! . ale taki najprawdziwszy domek z prawdziwą Babą Jagą i prawdziwym kotem. bo teraz wszyscy biegli za pędzącym samochodzikiem. i. gdy zechcą. stać się niewidzialne. a nie takie.w'. — Nie bój się go. Patrz. patrząc w stronę Piotra. a na dachu siedziała drewniana sowa i obok niej uszyty z gałganków czarny kot. bo naprawdę to był drewniany. Pod oknami zrobiony był ogródek z papierowych kwiatów i rosło drzewo.. Piotr zasiadł przy kierownicy.4. — Co ty. Od dawna już mieli ochotę nim się przejechać — od dawna. — Nie wiem. Ledwie zamknęli za sobą skrzypiącą furtkę. Teraz więc spełniły się ich marzenia.

— Widać to jest tak — ucieszyli się — że dla zwykłych ludzi to jesteśmy niewidzialni. Wszyscy chcieli być dla wszystkich bardzo dobrzy. aby stanęły przed nimi. natychmiast zaczynał rozumieć. Stali również nie mniej zagapieni ich rodzice. W każdym razie w tej chwili wcale nie wyglądała groźnie i w dodatku z poczciwym uśmiechem zapraszała ich do środka domku. — Aha! — przypomniała sobie Baba Jaga — chciałam wam jeszcze powiedzieć. mogę doskonale na tę chwilę zrobić was znów widzialnymi — i dotknęła ich palcem — teraz już was wszyscy będą widzieli. — Lubię serduszka w czekoladzie — przyznała się Karolcia. czy też dzięki czarom jest prawdziwa. że zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. 58 — Czy lubicie pierniki? — spytała Baba Jaga. która płakała z powodu zgubienia własnej kokardy. które tu przychodzą — powiedziała wtedy Baba Jaga. z podniesionym do góry ogonem. wiedziała. od razu staje się lepszy. który jak najszybciej trzeba załatwić. nie było mowy o żadnych sprzeczkach i popychaniu. powędrował do drzwi chatki. świeżo upieczone pierniczki. że sprawunkiem. Tymczasem kot wyginając grzbiet miauknął kilka razy uprzejmie. odzyskacie waszą niewidzialność. ciągnął i zniknął — powiedział ktoś — pewnie zaczepiła się pani o płotek. A może Baba Jaga się obrazi. Piotr był już zupełnie pewien. kiedy jesteśmy niewidzialni? — Ach. gdy tylko będziecie chcieli. jeśli się nie /je wszystkich? — Możecie rozdawać je dzieciom. i wobec tego 60 wcale się nie zdziwiła. Kto zje takie serduszko. Mamusie natychmiast uważały. tylko zamachała do niej wesoło chusteczką. A nawet jeden starszy chłopak pożyczył swoją czystą chustkę do nosa pewnemu malcowi i wziął go na rękę. — I wydało im się to bardzo przyjemne. jest kupienie lalki dla córeczki... Jeśli przypadkiem zjadł kawałek piernika ktoś z dorosłych. Zachwyt wzrósł z chwilą. a potem.— Eee. musimy wrócić niedługo do domu. Ale przecież nikt nie może zjeść zbyt dużo serduszek czekoladowych. więc w pierwszej chwili zupełnie nie było wiadomo. — Serduszka w czekoladzie? — ucieszyła się Baba Jaga. a paniusia poszła sobie dalej.' ' *. Sami zresztą zobaczycie. a widzieć nas mogą tylko ci z zaczarowanego świata. co kto myśli. — Ale czy możemy to zrobić. Naraz ku swojemu ogromnemu zdumieniu Karolcia zobaczyła w tłumie stojących. swoją własną mamusię. No i Karolcia również. który mruczał jakąś kocią piosenkę. — To świetnie! Tymczasem wokół domku Baby Jagi stały zagapione dzieci. czy dalej jest drewniana. którym rozdzielała piernikowe serduszka. — Oczywiście. aby mógł lepiej zobaczyć. — I zaraz wszyscy zaczęli się śmiać i zrobiło się ogromnie wesoło. jak wygląda domek Baby Jagi.„ 59 — Czy potem znów możemy być niewidzialni? — zaniepokoił się Piotr. — A to świetnie! — I natychmiast zaczęła wyjmować z pieca pyszne. nikt się nie pchał. kwitnące wokół kwiaty i mądrego kota. Wszyscy podziwiali piernikowy domek. . że te pierniki też nie są takie zupełnie zwyczajne. czy im starczy na kupno roweru lub chociaż hulajnogi dla synka. Po chwili te zielone drzwi otworzyły się i wyszła do ogródka Baba Jaga. — Spróbujcie — częstowała. Wszyscy ustępowali sobie miejsca. i piec z trzaskającym wesoło ogniem. i poduszki na łóżka. #"i Ws^te. Ponieważ przedtem była drewniana. Rzeczywiście. kiedy z domku wyszli Piotr i Karolcia i zaczęli rozdawać piernikowe serduszka w czekoladzie. którym ją poczęstowała jakaś inna mamusia. że jest jednak dalej niewidzialny. Nie zastanawiali się więc dalej nad tą sprawą. — Bo pani rozumie. że sprawy dzieci są niezmiernie ważne i właściwie najważniejsze ze wszystkiego. a tatusiowie szybko przeliczali pieniądze. A w domku było przepięknie! Wszystko było tam prawdziwe — i małe mebelki. Na szczęście mamusia zajadała właśnie kawałek piernika. widać. która. kiedy zobaczyła Karolcię w domku Baby Jagi. Pewna dosyć duża dziewczynka zdjęła z warkocza różową kokardę i podarowała ją małej dziewczynce. chłopcy prosili dziewczynki. Były przepyszne.

niebieska iskierka migocąca w powietrzu. mamusiu — zawołała Karolcia — tylko rozdam wszystkie pierniczki! W tej chwili podeszła do zielonej furteczki jakaś pani w dziwacznym kapeluszu z piórami. która w przekrzywionym kapeluszu. rzucała się na podłodze. I znów naturalnie zgromadził się tłum ludzi — wszyscy przyglądali się ze zdumieniem Filomenie. chce nam zabrać koralik.< l wyciągnęła swą szponiastą. i x — Nie dam mojego koralika! — krzyknęła wtedy Karolcia. że schwyci go Filomena. któremu groziło podwójne niebezpieczeństwo — po pierwsze. gdy naraz. tuż przy koraliczku. że goniąc poprzez całe piętro. — To Filomena! Poznałam ją.Czego pani się pcha! — oburzali się ludzie. — . — Piotr! Ratujmy się! Piotr chwycił szybko Karolcię za rękę i zaczęli uciekać. aby nie mogła gonić dalej Karolci. tocząc się po podłodze. że ktoś mógłby go rozdeptać. błyszczące oczy. — Ha! — wrzasnęła teraz Filomena — i tak ci go odbiorę! — Nie. co począć. a koralik potoczył się po gładkim linoleum. Piotr tymczasem usiłował obezwładnić Filomenę: gdy ta leżała wyciągnięta na chodniku. prędzej! — szeptał teraz Piotr. — Czy pani oszalała? Co to za wychowanie! — Precz! Z drogi! — ryczała rozzłoszczona Filomena. Ratujmy się! — Karolcia już sama nie wiedziała. Za to daj mi co innego. nurkowali między kupującymi. a Filomena pędziła za nimi. '••' — Co się stało? — spytał podbiegając Piotr. Wyplątała się więc nad podziw zręcznie z firanki i skoczyła jak pantera w stronę koralika. ale Filomena widziała go doskonale. którym wyłożona była podłoga w domu towarowym. — Widać ma jakiś atak! To może być . tylko jaśniał swym ślicznym błękitem. ale niestety! Błękitny koralik nie był przecież niewidzialny. ciągnąc Karolcię za rękę. Błękitny koralik wyglądał jak mała. przenigdy mi go nie odbierzesz! — zawołała bohatersko Karolcia. — Prędzej! Przemykali się w tłumie. 61 Filomena rzuciła się też gwałtownie w pogoń za koralikiem i Karol-cią. dźwięczał jak gdyby naj śliczniej szy i najdelikatniejszy dzwoneczek. przytrzymał ją z całej siły. dopiero co kupioną łyżką durszlakową o różową nitkę na szyi niewidzialnej Karolci. — Prędzej. Nieznajoma podniosła głowę przybraną dziwacznym kapeluszem i dopiero teraz Karolcia zobaczyła spiczasty nos i małe. chudą rękę w stronę koralika. Całe szczęście. wiszącej na Karolcinej szyi. Chwila była bardzo dramatyczna! Bo oto szponiasta ręka Filomeny była tuż. że właściwie nikt go nie mógł zauważyć. takim. Koralik. że koralik jest ocalony. Trzepotała się niby ryba w sieci i już się zdawało. prawie w ostatniej chwili zdołała go pochwycić Karolcia. Piotr i Karolcia wpadli do działu firanek. gdy najniespodziewaniej na świecie jakaś przechodząca pani niechcący zaczepiła nową. wymachując parasolem. — Musimy znów stać się niewidzialni! Zrób to natychmiast — wołał Piotr — a potem uciekniemy! Rzeczywiście natychmiast odzyskali niewidzialność. — Daj mi zamiast pierników ten swój niebieski koralik — szepnęła syczącym głosem — daj mi go zaraz! . aby podnieść toczący się koralik. Ale tu spotkała się z niewidzialnym Piotrem i niewidzialną Karolcia.— Zaraz idę. jedwabnej nitce. kołysząc się na różowej. a po drugie. Nitka pękła. Nie darmo miała duże i jakby trochę kosmate uszy. — Dziękuję — odpowiedzała pani w dziwacznym kapeluszu — nie chcę twoich pierników. jakich już nikt nie nosi. Filomena niestety usłyszała ten dźwięk. — Proszę bardzo! To są pyszne serduszka w czekoladzie — powiedziała uprzejmie Karolcia. — Czego pani sobie życzył — spytała wobec tego Karolcia. Był tak niewielki. i wyciągnęła rękę. — Ta pani zachorowała! — odezwały się głosy. 62 Bo nikt przecież nie widział walczącego z Filomeną Piotra. moja mała. wyjąc dziko. Wtedy to Filomena zaplątała się w jedną z nich i runęła jak długa na podłogę. którzy również rzucili się na ziemię. M.

— O mnie się nie bój! Jakoś damy sobie radę! Tylko jeszcze musimy pożegnać się z Babą Jagą i z czarnym kotem. Baba Jaga była znów drewniana. ale. tak. ojej. gdyby tak zaczęła żądać od koralika spełniania różnych złych rzeczy! No. Przecież nie możesz poprosić. co by to było. I włożył Filomenie pod pachę termometr. tylko kot jeszcze parę razy zamruczał przyjaźnie. — Zachowałam tylko jeszcze kilka dla was — powiedziała. że musiałam ratować! j . — A co z nim zrobiłaś? — Po prostu wsunęłam do kieszeni w mamy płaszczu. I naraz zdziwił się. łapcie! Muszę odebrać niebieski koralik! — Zdaje się. Baba Jaga skończyła tymczasem rozdawanie pierników w czekoladzie. — Tak. Oczywiście że z termometrem nie wolno podskakiwać. że zmierzymy temperaturę. chętnie was /obaczę. Potem wróciła do Piotra i powiedziała: — Już schowałam koraliczek. co z nim zrobić. Przy stoisku z guzikami! Rzeczywiście! Mama Karolci stała tam i kupowała guziki do Karolcinej sukienki. — Pewnie.. że jesteśmy niewidzialni. Jest teraz zupełnie bezpieczny.^j 'tf> 64 — No musiałaś. — Wcale nie jestem lekkomyślna! Przecież musiałam ratować koralik! Musisz mi przyznać. — Damy pani zastrzyk na uspokojenie. Karolciu! To niedobra kobieta. musiałaś. prawda! Okropnie późno! To chyba jedziemy do domu. dopóki nie odzyskasz koralika. widzisz. Bądźcie zdrowi. Wyobraźcie sobie.. jeśli nie będziesz miała koralika przy sobie. aby go nie zgubić. która dalej krzyczała: — Łapcie ich. Aha! Pamiętajcie! Serduszka w czekoladzie nie tracą swojej mocy nawet i w prawdziwym świecie. wyjmę go i znów będziemy widzialni. żeby tam . że moja mamusia nie zgubi koraliczka i gdy tylko wrócimy do domu. no to co z tego? — Jak to: co? Karolciu.niebezpieczne! Wezwijcie pogotowie! Nie minęła chwila. że pani ma gorączkę — powiedział grzecznie doktor — pani pozwoli. a jeśli twoja mama tak od razu nie wróci do domu. że cię zgniotą w tym tłoku. tylko jeszcze będzie załatwiała na przykład jakieś sprawunki — to co? Tymczasem moja mama będzie się ogromnie niepokoiła. że musicie wracać do domu. Zanim Piotr cokolwiek zrozumiał. bo o siebie to się nie boję — dodał Piotr rycersko. i potem będzie awantura. Karolciu. Jesteś ogromnie lekkomyślna.. — Prawda! — przestraszyła się trochę Karolcia. Gdyby dostała w swoje ręce błękitny koralik. Sami zresztą o tym się przekonacie. mogłaby zrobić dużo złego na świecie. że jedziemy! Tylko jak? O tej porze wszystkie autobusy są bardzo przepełnione! Ludzie wracają na obiad do domu! Boję się. Nie bój się! Nie zginie tam! Kieszeń jest niezmiernie głęboka! ' — To co z nami będzie? — krzyknął Piotr. abyśmy znów stali się widzialni. ale. 63 Trzymała go teraz w zaciśniętej ręce i nie wiedziała. jak późno? — Oj. I strzeż się Filomeny. że nic jej nie jest. Ale jeśli jeszcze kiedy zajrzycie do mnie. więc siedziała teraz zła okropnie i kłóciła się z doktorem. to zaraz sięgnę do jej kieszeni. że już jest bardzo późno — przypomniał sobie Piotr. To byłoby niegrzecznie tak wyjść bez pożegnania. zanim wskoczył na dach domku. Ja też znów stanę się drewniana. — Jak to: co? — No przecież jesteśmy jeszcze ciągle niewidzialni! — No wiem. — Ale jestem pewna. zdaje się. pomyśl tylko! Przecież musimy wobec tego pozostać niewidzialni tak długo. Tymczasem Karolcia zdołała już na szczęście podnieść koralik. że mnie nie ma w domu. — Zmykajmy do domu. nic więcej — obiecywał lekarz. kiedy pogotowie nadjechało. — Wiem. Karolciu?! Twoja mama też tu jest. to żegnajcie! Mieli teraz pełne kieszenie serduszek. Karolcia podbiegła do mamy i szybko wsunęła rękę do kieszeni jej płaszcza. — Widzisz. Lekarz w białym fartuchu i dwaj sanitariusze zajęli się Filomeną.

Jak na złość ciotka krzątała się przy kuchence gazowej. — Chodźmy! — zakomenderował Piotr. bo otworzyła ją szybko. Ale najgorsze było to. Ale pomimo to. aby mu otworzyć. Czekoladowe serduszka wyglądały niezmiernie apetycznie. i w dodatku niewidzialna będę robić? — westchnęła Karolcia. gdyby tak na przykład. Pomrukując teraz z zadowolenia. co u mnie w domu słychać — przypomniał sobie Piotr. Bo co by było. że się to jakoś udało. — Wiesz? To byłoby dobre.* ** * ( t „r i -r* '/A — Karola a "n . to się naradzimy. ale ciotka Agata nie dała się wyprzedzić. jak zadzwonię. że nikogo nie zobaczyła. bo ostatecznie zawsze można było zadzwonić i gdy ciotka Agata. — Pierniczki były świetne. Tylko nie trzaskaj głośno drzwiami. to może by się nie gniewała na ciebie? — wpadł na pomysł Piotr. W tej chwili rozległ się dźwięk dzwonka. ciotka Agata wróciła do kuchni. a w dodatku pachniały tak. — Ach. — Wracaj szybko. Ale naprawdę sama też tym się trochę martwiła. ale widać była ciekawa.też znieruchomieć i udawać gałganianego. — Naprawdę najwyższy czas na nas. Karolcia rzuciła się pędem do przedpokoju. przyjechać do domu w zatłoczonym autobusie. już od razu poweselała. — Oj. bo ciotka Agata może się rozgniewać i wcale do drzwi nie podejść. — Ja też! — przyznał się Piotr. ale nie jest to takie prawdziwe jedzenie. Ale całe szczęście. mrucząc gniewnie na głupie dowcipy chuliganów. że nikt nie mógł się temu zapachowi oprzeć i koniecznie musiał zaraz ugryźć chociaż mały kawałek. wyjmując z kieszeni chusteczkę albo rękawiczki. spróbuję jakoś jej podsunąć. co paczuszka zawiera. to też jeszcze nie było najgorsze. y. Gdyby tylko zechciała zjeść! Czekaj. i wreszcie Karolcia i Piotr znaleźli się w domu.ł/i„ > K . — Dobrze. gdy się jest niewidzialnym. zjadła pierniczek do końca. . Nie ulegało wątpliwości — to dzwonił Piotr. — Przepyszne — orzekła — ach. Po chwili na kredensie w kuchni leżała zgrabnie zawinięta paczuszka. Strach pomyśleć — wtedy musieliby już do końca życia zostać niewidzialni. ale przyjdź jak najszybciej! Bo co ja tu sama. o nie! Chyżo przebiegła przedpokój i szeroko otworzyła drzwi. ta Karolcia! To złote dziecko! Że tez pomyślała o tej swojej starej ciotce. Trochę jeszcze gniewna. Że drzwi były zamknięte. kiedy będziesz wycho66 dził. mama wyrzuciła niechcący koralik. Tylko pamiętaj. może jakoś uda się coś zjeść. otworzyła drzwi. W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY ł -y Wcale nie jest tak łatwo. nie gniewała się tym razem. gdzie akurat zapiekała makaron z szynką. udało się szybko wsunąć do mieszkania. I w tej chwili — ledwie przełknęła pierwszy kęs. bo mruczała coś pod nosem i mocno. za którymi stał niewidzialny Piotr. — I zaraz wrócę. Była widać trochę zagniewana. przeczytała list. jakie to dobre. nie martw się naprzód — uspokajała go Karolcia. że mama jeszcze nie wróciła do domu! — A jeśli przypadkiem koralik wypadnie twojej mamie z kieszeni? — powtarza Piotr. — Ja tymczasem polecę i zobaczę. tylko zachichotała. — A gdyby tak ciotka Agata zjadła kawałek serduszka w czekoladzie. Tak też zrobiła i ciotka Agata. A potem wszystko będzie na mnie. bo ciotka znów się zdenerwuje. to jakiś urwis dzwoni! Ale to nic nie szkodzi! — I nucąc wesoło. — I taka jestem okropnie głodna. Wreszcie podeszła po coś do kredensu i zobaczyła paczuszkę. z hałasem przesuwała garnki. na której znajdowała się kartka z nagryzmolonymi w pośpiechu słowami: Dla kochanej Cioci Agaty od Karolci. •>. musisz mi zaraz sama otworzyć. którzy dzwonią i uciekają. żeby Ciocia koniecznie spróbowała.

a w dodatku porusza się dziwacznie. — Co teraz będzie?!!! — zdenerwował się Piotr. byłbym zapomniał! Przeczytaj koniecznie dzisiejsze popołudniowe gazety! Piszą o tym. że niedługo przyjdę. — Przeszukajmy te kieszenie jeszcze raz — zaproponował Piotr. — E. bo mama rozmawiała wtedy z ciotką Agatą. ale.{ 69 NIESŁYCHANE WYDARZENIE W DOMU TOWAROWYM! UDANE POMYSŁY REKLAMOWE! . żeby już była w domu — mama nie była zbyt zachwycona nieobecnością Karolci.67 — No i co? — spytała Karolcia Piotra. dlaczego jest tak małp mleka w dzbanku i skąd się wzięły na stole dwie brudne szklanki po mleku. który przed chwilą. ale nie zawsze. że wszystkie szklanki umyła już rano. "t* ' / . — Teraz już się to palto nie rusza. kiedy wszedł do mieszkania. to była mama z rękami pełnymi paczek. że płaszcz. jak się jej zdawało. że ma niewidzialną córeczkę. że już na zawsze będziemy niewidzialni — westchnął Piotr. kiedy znów zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. To była na pewno mama! Tak. ale zaraz powinna przyjść — uspokoiła mamę ciotka — pewnie bawi się na podwórku. Siedziała na stołku kuchennym rozmyślając nad tym. że dziś w domu towarowym działy się niezwykłe rzeczy. ogromnymi literami było wydrukowane: ' " . a potem krzyczała ze strachu. żeby mamie pokazać. szukali koralika i nigdzie nie mogli go znaleźć. — Zdaje się. widać ten szczur uciekł — powiedziała mama. leży na łóżku. żeby się nie martwili. — Czy jesteś zupełnie pewna. — Co się dzieje u ciebie w domu?! — Na szczęście mama i tatuś jeszcze nie wrócili. Nikt nie słyszał. Kładła zakupy na stole i zdejmowała rękawiczki. ale nic w domu nie było. I tatuś podał mamie gazetę. — Ale. u nas jest masa jedzenia. — A moja mama też będzie się ogromnie martwiła — Piotr załamał ręce — no. Ale zaraz musieli odsunąć się od palta. powiesiła na wieszaku. — Ach! Ach! — krzyknęła mama — coś siedzi w moim płaszczu! Może to szczur?! Bo mama bardzo się bała szczurów i myszy. a tatuś odważnie chwycił palto i podniósł je do góry. Długo szukała. Na szczęście mama była w drugim pokoju i opowiadała o czymś ciotce. Bo co powie na to. że nie ma?! Szukajmy jeszcze raz. bo mama miała kupić wszystko po drodze. Potrząsnął nim przy tym. aż mama zdejmie płaszcz — szepnęła Karolcia do Piotra. Można na przykład nie odrabiać lekcji! — I można bawić się w domu towarowym — pocieszająco powiedziała Karolcia — ale strasznie mi żal mamy. Zostawiłem kartkę. że nie chcę teraz sięgać do kieszeni! Wreszcie mama zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. Chyba będzie płakała. — Załatwiłam masę sprawunków — powiedziała mama. Chodźmy więc śmiało do kuchni! Ciotka Agata oczywiście dziwiła się potem bardzo. — Rozumiesz. — Ma to swoje dobre strony. Kochane dziecko! — Wolałabym. wreszcie odwróciła się do Piotra — nie ma w tej kieszeni! Pewnie się pomyliła! To jest ta druga kieszeń! Ale w drugiej kieszeni też nie było błękitnego koralika! — Mama zgubiła koralik! — jęknęła Karolcia. Karolcia podskoczyła czym prędzej i zanurzyła rękę w głębokiej kieszeni. — Karolcia jest w domu? — Jeszcze nie ma. to co zrobimy? — Nie wiem — szepnęła z rezygnacją Karolcia i rozpłakała się na dobre. bliscy płaczu. kiedy przecież była najpewniejsza pod słońcem. W pewnej chwili wróciła po coś do przedpokoju i ku swojemu 68 szalonemu zdziwieniu spostrzegła. że nic nie ma w środku. — Coś ci się przy widziało! — powiedział i pocałował mamusię na pocieszenie.'•. w której na pierwszej stronie. — Co się tu dzieje? — zapytał naraz tatuś. a znów Karolcia i Piotr przez ten czas. bo właśnie do pokoju weszli tatuś i mamusia. zupełnie jakby siedziało w nim jakieś zwierzątko. Chciałem coś zjeść. — Muszę poczekać. A ciotka Agata coś pierze w łazience.

— Są już! Pewnie głodni! Piotrze. i nawet zamachałam do niej ręką. Co prawda ciotka Agata po zjedzeniu wczoraj piernikowego. że w pierwszej chwili pomyślałam. zaczarowanego serduszka jest ciągle niezmiernie dobra. Przecież jego mama nie jadła piernikowych serc w czekoladzie.LALKA. Ale zdaje się nic poważnego. Po jakąś kobietę przyjechało pogotowie.. A Piotr tylko zwiesił głowę.. I jeszcze coś: zupełnie przypadkiem jadłam pyszne pierniczki! Wyobraź sobie. że rozdawała je dziewczynka w dornu Baby Jagi. ale mówię ci. w tej chwili.. Chyba już czas. Potem z portmonetki wyjęła zawinięty w kawałeczek papieru. jak go przyjmą w domu. — Musiał mi upaść na podłogę. i naraz znalazłam coś ślicznego. Oczywiście. czy zostaniesz u nas na obiedzie? Karolciu. Co prawda nie byłam sama przy tym. czekaj — powiedziała do tatusia — chcę ci jeszcze coś pokazać! Wyobraź sobie. To Piotr daje znać. . Tam natychmiast wyszeptała życzenie — aby ona i Piotr znów stali się widzialni. że jest to jakiś drogocenny kamyczek. aby zapłacić za bilet w autobusie. że przecież Karolcia została w domu.wyczajne szkiełko. że znalazłam coś dziwacznego w kieszeni palta. ale ludzie byli niesłychanie podnieceni i opowiadali o jakiejś maszerującej lalce. następnie otworzyła po cichu drzwi i wreszcie przystanęła w sieni. — Kochane dzieci! — wołała. Nie miała po prostu innego wyjścia. — . co teraz będzie! — westchnęła Karolcia.. aby była już w domu.. — Czekaj. że był to przedziwny błękitny kamyczek. myj rączki. — Dobrze. mój skarbie... otworzyła im ciotka Agata promieniejąca radością. KTÓRA SAMA CHODZI! UCIECZKA SAMOCHODZIKA! — A wiesz? Rzeczywiście coś tam takiego było. czyli Karolcia. — Ależ oczywiście. gdzież on się podział?. Ale ma taki dziwny blask.* UWAGA.. czy . skąd wyjęła portmonetkę. I zaraz tak oczywiście się stało. Aniu -— powiedział tatuś — na pewno nie był to żaden klejnot. «j4. — No. Zanim jednak tatuś zdołał przyjrzeć się dziwnemu koralikowi. BO CO BĘDZIE DALEJ?. — Boże. Nie był wcale pewien. 70 ale być może. a może zupełnie /. ale nie jest pewne. że to Karolcia porwała błyskawicznie z ręki mamy błękitny koralik. że czeka na Karcicie na dole. Ta mała była tak podobna do naszej Karolci. jestem strasznie głodny! Ale niepokoję się. że to ona.. błękitny koralik.. że to niemożliwe. Potem ściskając koralik w dłoni pociągnęła za sobą Piotra do przedpokoju. zaraz umyję rączki — zgodził się skarb. teraz możemy zadzwonić — westchnęła Karolcia — tym razem biedna ciotka Agata nie będzie się denerwować. Napisała do mnie karteczkę. że na próżno otwiera drzwi. — Najwyższy czas.. czy to ma jakąś wartość. — Sięgnęłam do kieszeni. ^um*-/ . że zaraz siadamy — uspokajała tatusia ciotka Agata — a Karolcię natychmiast zawołam. — A jak już mowa o Karolci — powiedział na to tatuś — czemu jej jeszcze nie ma? — Kochane dziecko — odpowiedziała na to ciotka Agata — wyszła pobawić się z dziećmi. czy mogę zejść na podwórze? — pyta wobec tego jak najgrzeczniej Karolcia. — Wcale nie będzie się gniewała! Zapomniałeś. Siadajmy lepiej do obiadu. że późno wracamy — zaniepokoił się Piotr.eby była w domu! A Karolcia! Domyśliliście się chyba. pod balkonem rozległo się umówione gwizdnięcie. Tymczasem mamusia zaczęła czegoś gwałtownie szukać w torebce. Ale Piotr nie chciał zostać na obiedzie. Nazajutrz.. że dopiero potem uprzytomniłam sobie.W kieszeni palta?!!!!! — Karolcia gwałtownie chwyciła rękę Piotra i teraz zamienili się oboje w słuch. Zdaje mi się. że powinniśmy siadać do obiadu. gdzie jest Karolcia?. abym była spokojna. — Mniejsza o to.. że zjadła zaczarowane serduszko w czekoladzie? Zaraz sam się przekonasz. Naprawdę! Bo ledwie zadzwonili. nie mam pojęcia. — Ale może będzie się gniewała. co się z nim stało.. No i Piotr przekonał się. /. kiedy Karolcia kończyła śniadanie.. /niknął on nagle z ręki mamusi jak zdmuchnięty. I mama sięgnęła do torebki. — Ciociu. Nie wiem. Więc jestem spokojna! — Ale ja nie jestem spokojny! — zdenerwował się tatuś.

Ciocia zgadza się. i wydobywa z szafy sukienkę. W dodatku — tak.-I aż mu oczy błyszczą. kiedy spałaś? — Myślisz. „. ciociu. Ale Karolcia nie jest tym uspokojona. a Karolcia wybiega na balkon i woła do Piotra: — Czekaj na mnie! Ja zaraz przyjdę! Powiem ci coś bardzo ważnego! — Dobra! — woła Piotr. Jakby zbladł. Ach! Co tu mówić! Sprawa jest poważna. zgrabną paczuszkę. Zawinę wszystko w ładną. przed nami! — Dobrze — zgadza się Karolcia i wymawia życzenie. Jest wesoły i wygląda na człowieka.. zupełnie inny! Koraliczku. 73 itr — A może wtedy.. i takie.'w — No nie. Karolcia wydobyła z głębi kieszeni maleńkie pudełeczko od proszków. a Karolcia wsuwa do kieszeni głęboko. niebieskiej sukienki jest dużą przyjemnością.. Karolcia kręci głową — nie. Tak się robi zawsze we wszystkich bajkach. żeby starczyło dla nas dwojga. nie zgubiła. Karolciu. — Może masz rację. rybeńko — przytakuje ciotka Agata — już biegnę. o tu. to jest niezmiernie ważne — nowa. — Ciociu. — Najlepiej będzie sprawdzić! — zdecydował po męsku Piotr. że śniadanie zawinięte zgrabnie w papier będzie najświetniejsze pod słońcem.. pójdziemy do ogrodu — oświadcza z zapałem Karolcia — i proszę. Trzyma koralik na otwartej dłoni i przygląda mu się. — Daj spokój — mówi na to poważnie Karolcia — stała się rzecz straszna! Mam ogromne zmartwienie! — Coooo! Zgubiłaś go? — pyta w najwyższym przerażeniu Piotr. — Tylko uważaj. przecież nie miała okazji. że mogła wpaść przez okno? Ojej! może masz rację. żeby włożyła nową. jesteś niezmiernie. żeby na mnie czekał. Kiedy je otworzyła. — Patrz. Kiedy ciotka Agata mówi „rybeńko"..^i )r. — Zaraz się ubiorę. Bo właśnie chodzi o ten koralik. Jak by to powiedzieć. bo zgadza się.. przykryty drugim kawałkiem niby kołderką. głęboko. On taki blady. Ale to się zaraz okaże. .. < Ale koralik leżał blady i milczący na rozwartej dłoni Karolci. — Co to może być? Słuchaj! A może to nie ten koralik? Może inny? Może go zamieniła Filomena? — Piotr aż podskoczył. niebieska sukienka ma duże kieszenie. znaczy to. tylko przedtem powiem Piotrowi.. który nie ma żadnych zmartwień ani ważnych spraw na głowie. tak. Piotr oczywiście czeka na podwórzu. odezwij się! I Karolcia wyjęła koralik z pudełka. Włożenie nowej. „U W tejże chwili wyrasta przed nimi smukłe. 72 Teraz jednak należy włożyć nową sukienkę.. pogodnie kiwając głową. — Poproś o coś! Jak się spełni — to ten sam. . żebyś jej nie rozdarła — upomina łagodnie ciotka Agata — a może chciałabyś wziąć dla siebie i Piotra drugie śniadanie? Gdzie się wybieracie? Może macie ochotę pójść do ogrodu? Tak. naszykuj coś do zjedzenia. żeby Karolcia natychmiast po wypiciu mleka zeszła na podwórze. przeokropnie dobra! — woła wobec tego Karolcia. takiej propozycji nie należy lekceważyć. zniecierpliwiony.. Hm. to doskonała myśl! — Tak. na poduszce z różowej waty. młode drzewko. leżał błękitny koralik. jest jeszcze jakby bledszy! Jemu coś jest! Ja ci mówię! A może . Tylko o co go poprosić? — Wszystko jedno! No choćby o to. niebieską sukienkę. — Co ty mówisz? — zmartwił się Piotr. żeby tu wyrosło drzewko. Znaczy to również. Ciotka Agata zawiązuje Karolciną kitkę też nową. — No widzisz? Ten sam! — woła triumfalnie Piotr. że jest w najlepszym pod słońcem humorze. z których nic na pewno nie wypadnie. i nawet proponuje Karolci. patrz. — Oczywiście. Taki jakiś jaśniejszy. niebieską wstążką.to potrwa długo? A może czas minie i ciotka znów zacznie zrzędzić? Ale na razie ciotka jest jeszcze pod wpływem czekoladowego serduszka. Ale jest. niebieski koralik.« — No i co dziś będziemy robić?! — pyta z ciekawością. gdy tymczasem Karolcia.

zapomniałem ci o tym powiedzieć. — Chyba że o coś niezmiernie ważnego.. — Wcale nie żadne głupstwa! A poza tym koralik jest mój. — Słyszałem — Piotr był też w tej chwili poważny i zmartwiony. żeby nie ten nasz ogród!" Taki to był ogród. błękitny jak blada niezapominajka lub wiosenne niebo. nie mówiąc o dwóch wielkich piaskownicach dla maluchów. Były tam krzewy. Mogę mówić tylko wtedy. weszli do ogrodu i od razu poszli w stronę alejki.. — A widzisz — westchnęła smutnie Karolcia — biedactwo! Strasznie mi go żal! — Nie wiem.. Piotr? — odezwała się wreszcie Karolcia. Karolciu — rozległ się szept. że któreś z dzieci nie mogło wyjechać podczas wakacji na wieś. którymi chodzili wielcy wodzowie Mohikanów i Siu-ksów.się! — Właśnie. — Koraliczku. ja. że tylko w takim wypadku — zgodził się Piotr. że rzeczywiście jest dużo bledszy — powiedział Piotr po chwili. to tu spędzało lato. I jeśli nie było o nim mowy od razu na początku tej całej historii z koralikiem. Nie był to bardzo duży ogród. — Koraliczku — szepnęła tkliwie i nie spostrzegła nawet. że nawet nie zauważyli. były place. — Popatrz! — Zdaje mi się. — Tylko że tyle jest spraw niezmiernie ważnych. — Dobrze. że na siatce otaczającej ogród wisi 75 jakieś ogłoszenie i że stoi przy nim gromadka dzieci i dorosłych. — Ja. że będziemy w ogrodzie. bo tam powędrowali Piotr i Karolcia. Przede wszystkim najważniejsze było to. — Świetnie! Tam rzeczywiście możemy porozmawiać. czy naprawdę jest już taki blady. I zapomniałem ci jeszcze powiedzieć o ważnej rzeczy — słuchaj! Każde życzenie. były wąskie ścieżki. biedaczek?! Sama myśl o tym tak ją przejęła i wzruszyła. kiedy jestem wilgotny. Piotr poprosił: — Pozwól. — Musimy koniecznie o tym porozmawiać. — No pewnie! Chciałam na przykład mieć nową lalkę!. było bardzo niedaleko. tylko gdzie możemy lak spokojnie pogadać? — Najlepiej w ogrodzie — decyduje Karolcia — zresztą powiedziałam ciotce Agacie. to samo chciałam powiedzieć — przytakuje Karolcia — a śniadanie mam dla nas dwojga. niech jeszcze raz zobaczę. osłabia mnie tak. ale widać promyk słońca. koraliczku? — zdumiała się i ucieszyła zarazem Karolcia. Ale takiego naj-najważ-niejszego.on jest chory. jedna karuzela i dwie zjeżdżalnie. że rozpłakała się. Jeśli tak się zdarzyło. co by to było. tylko leżał nieruchomy. że jedna. że sprawa koralika była niezwykła i niespodziewana i już nie było czasu na omawianie innych spraw. ale miał mnóstwo zalet. Gdy usiedli i zobaczyli. gdzie można było jeździć na rowerze lub hulajnodze. nie będę mógł spełniać życzeń. co ci powiem? Że ze zmartwienia nawet nie mam apetytu! Do tego ogrodu. — chciała jeszcze spytać o coś Karolcia. że kiedy stanę się bezbarwny. Właściwie znajdował się prawie po drugiej stronie ulicy Kwiatowej. — Nie płacz. — Wiesz? Takie głupstwa! t. które spełniam. nie otarta w porę łza kapnęła na koraliczek. że w tej chwili nikt nie przechodzi alejką. Po prostu. aby mówić o ogrodzie. jak ta. jeden kołobieg. — Kto to mówi? Czy to ty. • 74 — Słyszałeś. to po prostu dlatego. — Oczywiście. gdyż koralik nie odzywał się już więcej... który padł w tej chwili na jej dłoń.. ale wiesz. A teraz już właśnie pora. nie zważając na nic. że tracę kolor. Tam zawsze było najmniej dzieci i tam można było najspokojniej pomówić o tak poważnej sprawie. a jak będziemy chcieli. Matki wzdychały wtedy i mówiły: „Nie wiem. Pamiętaj więc. były wreszcie cztery huśtawki. który zaproponowała ciotka Agata.'. w których mogli mieszkać Indianie. gdzie stała kamienna ławeczka. wysuszył do reszty kroplę jej łzy. . czy będziemy mogli jeszcze o coś go poprosić! — Piotr był załamany. Piotr i Karolcia tak byli zamyśleni i przejęci sprawą blednięcia koralika. że dzieci z całej dzielnicy inogły tu w ciepłe dni spędzać czas na powietrzu i doskonale się bawić. możemy potem pojeździć na karuzeli albo pohuśtać .

— Jak to: o co chodzi? Jak ogród jutro zamkną. bracie. — Jak to nie wiem. — No co. o co chodzi! . Ale jakoś tak bez zapału.'ł»u •> . to lalka nie jest najważniejszą rzeczą.— No twój. zastali już tam Leszka i Janie. że można. Ale jak kto nie wyjeżdża przez cale lato. — Co opowiadasz takie głupstwa. jak się dziś wyhuśtamy za wszystkie czasy! Leszek. że już tu nie będziemy więcej przychodzić. Leszek? Huśtamy się? — spytał wesoło Piotr. tylko że wtedy mogłoby mi wyskoczyć z kieszeni moje pudełeczko z koralikiem. — To wobec tego chodźmy na huśtawki! *' < •* — Świetnie! Tylko nie podbijaj zanadto! < / / — Ojej. Jakby był senny albo bardzo zmartwiony. — No pewnie. — Huśtamy się — kiwnął głową Leszek. że nawet jeśli idzie o ciebie. tylko stał /agapiony. I mama się o nas nie martwiła! A tak to co? — Jak to: co?! Nic nie rozumiem — otworzył oczy Piotr. Ale skąd ty wiesz. O tej lalce to tak powiedziałam. bez namysłu. i»i * ku . ale to niezmiernie ważnego — to chyba moglibyśmy. Bo wszystkim żal. A ty się nie martwisz.. o co chodzi! Ostatni raz dziś. — Hm! Z tą niewidzialnością to była pyszna zabawa! — mruknął z uznaniem Piotr i aż się uśmiechnął do wspomnień poprzedniego dnia. to już będziesz wiedział. Bo lalkę zawsze można kupić! No nie? — Można — Karolcia z westchnieniem schowała pudełko z koralikiem do kieszeni — pewnie. czym się martwisz — oburzył się Leszek. Leszek był rozgoryczony. Toteż ja wcale nie o takich rzeczach tak naprawdę myślę. — No pewnie. o co chodzi. — Tylko mi smutno. że dla bardzo ważnej rzeczy to moglibyśmy. tak jak to on potrafi. że może nawet nie tak bardzo. — Wszyscy na całej ulicy tym się martwią. ale przecież nie możemy ciągle być niewidzialni.<« 76 — Jak myślisz — dodał po chwili — czy od takiej niewidzial-ności to on bardzo blednie? — Nie jestem pewna. wiesz co? Chodźmy na zjeżdżalnię! — Nie mogę — przypomniała sobie Karolcia — mam dziś na sobie nową sukienkę. i do domu blisko. — Ale gdyby to było potrzebne do czegoś niezmiernie. Gdy wyszli na placyk z huśtawkami. Bo i bawić się mogłeś. boisz się? — Właśnie że wcale się nie boję. Czyżby Leszek w jakikolwiek sposób dowiedział się czegoś o koraliku? Piotr spojrzał na Karolcię. a ja z Karolcia po drugiej — zobaczycie. a potem zaraz przyszły Dorota i Agasia. prawda? A teraz. — No! Jania! — komenderował dalej Piotr — siadaj po jednej stronie z Leszkiem. to i tak będzie sobie używał. — Jak to? Jak to: się martwią? — wyjąkał zdumiony Piotr. a ten się pyta. to prosiłabym o coś o wiele ważniejszego. jeślibym ją od razu zabrudziła. co? — Martwię się. Za nimi przywlókł się Waldek. tu się bawimy. ja tylko mówię. myślę. Ale jakiś był dziwny — wcale się nie wygłupiał ani nie /aczepiał po swojemu wszystkich. — Ale na razie o nic nie będziemy prosić — postanowił Piotr. — Nic nie wiem. czym się martwię? — zdzi77 wił się Piotr. Będziemy uważać. — Dopóki nie stanie się coś nadzwyczajnego.. Ale jeślibym się namyśliła. a potem zwiesił głowę i przysiadł z boku. ale Karolcia rozmawiała akurat z Janią. o czym mówisz! — Ojej. — Aha! Racja. ciotka Agata bardzo by się gniewała. coś ty taki dzisiaj dziwny! Gniewasz się czy co? No gadaj. nie zapomniałem — zaprzeczył gwałtownie Piotr. nieprzytomny jesteś czy co?! Czytać zapomniałeś? — Nie.*•> \ > »*. twój — westchnął Piotr — ale przecież ja dla siebie nic nie chcę. to co? Tu było pysznie! Jeszcze lepiej niż na wsi nawet. jak kto wyjedzie na wakacje. co? — No pewnie. lepiej mów od razu. bracie! — Co mam się gniewać — wzruszył ramionami Leszek.

Jania. ale też im było niewesoło. i. którzy czytali przybite do drewnianej tablicy ogłoszenie. — Leszek. to znaczy od kiedy? — spytała Karol-cia. Staruszek z wnuczkiem udawał. ale często jest ich dwóch albo trzech. Podpisano: Prezydent Miasta. 78 Od dnia 15 lipca ogród zostanie zamknięty. co się stało? Dlaczego mówisz. To znaczy. żeby do takiego zapisanego papieru. ciasnym podwórku! — wołała któraś. — Mój chłopak chciałby cały dzień bawić się w Indian. hę. — Takie różne rzeczy. — Od piętnastego lipca. — No dobrze — wtrącił teraz Piotr — jakby już ktoś napisał takie podanie bez błędu za pomocą słownika ortograficznego. tak — wszyscy teraz stali zasmuceni i kiwali głowami. — Słyszałam o tym od mojej ciotki. — Tak. że mu piasek niby wpadł do oka. — A co to są załączniki? — zainteresowała się Karolcia. -Nigdy taki nie był. Wreszcie któraś mama powiedziała: — Pobawcie się jeszcze.— Jak to: ostatni raz? — zdumiała się Karolcia.i\. — Co to za zarządzenie. Tu znów stała gromadka ludzi. — A gdzie jest ten Prezydent? — Pewnie w Ratuszu — powiedziała jakaś staruszka. zeskoczył z huśtawki. A czy można bawić się dobrze w Indian w mieszkaniu? — Nie można. Na placu tym zbudowana będzie wielka restauracja. — Bez kleksów i bez błędów. który nazywa się podaniem. że ostatni raz? — Chodź. — Tak. która odprowadzała do ogrodu swojego małego wnuczka. — Jak to: co? Trzeba by do Prezydenta pójść i powiedzieć mu o tym! — odpowiedziało kilka osób. że ma kaszel. były jeszcze załączniki. moja pani. że bardzo trudno jest dostać się do Prezydenta. które się załącza do tego podania — wyjaśniała dalej grubiutka paniusia z dzieckiem. ale będzie można wstąpić na dobry obiadek — wtrącił jakiś grubas. to sam zobaczysz — powiedział na to Leszek. — Nie wiecie od kiedy? — oburzyła się jakaś mamusia. to znaczy od jutra. Ale kobiety zakrzyczały go. na której przysiadł. ciągnąc za sobą Janie. że już od jutra moje dzieciaki nie będą miały gdzie się bawić! — Hę. — To co by było? Toby Prezydent je przeczytał? — Aha! Zaraz przeczytał! A przedtem jeszcze jest sekretarz albo sekretarka. — Podobno trzeba przejść przez sto siedemnaście pokoi! — poufnie szeptała pewna grubiutka paniusia z dzieckiem na ręku. i w ogóle może akurat być jakieś posiedzenie i Prezydent w ogóle może nie mieć czasu! — Tak. a chudy pan w okularach chustkę z kieszeni wydobył i coś tam mruczał. — Słyszałem. — Czytajcie! — powiedział dramatycznie Leszek. a poza tym trzeba. Chłopcy trzymali się jako tako. — Moje dzieci też będą musiały przez cały sierpień biegać po brudnym. która trzymała za rękę dwoje dzieci. że mamy zaczęły pochlipywać. A może niejedna! I woźni też są. Bo co tu zrobić. co mu się stało. skądże! — odpowiedzieli wszyscy. Za chłopcami biegła Karolcia. Wszyscy oni po kolei pytają. mówcie zaraz. ale czy nas wpuszczą do Ratusza? — spytał jaki ś chudy pan w okularach. po 79 co się idzie do Prezydenta. a dziewczynki to już nawet głośno płakać. — To co na to poradzimy? — spytała jakaś pani z małym dzieckiem w wózeczku. które dzieci krzywdzi! — I gdzie teraz pójdą te nasze dzieciaki? — oburzył się jakiś tatuś. W każdym z nich siedzi co najmniej jeden urzędnik. — Od piętnastego. żeby ten ogród zachować? W końcu tak się smutnie wszystkim zrobiło. chwycił Piotra za rękę i pociągnął aż do wyjścia. co to znaczy? — przedrzeźniał Leszek. która sprząta niektóre z tych pokoi. Albo nawet każą pisać to na dużym arkuszu papieru. — Co to znaczy? — Co to znaczy. to co? — Jak to: co? — oburzył się ktoś. bo inaczej nie przyjmują — wtrącił chudy pan w okularach. dzieci kochane! Tylko przez dzisiejszy dzień ten ogród . nie wiadomo.

. *tt}Ad < — Ale co mamy postanowić? > •f * •v" * — Jak to: co? No z tym ogrodem. to proszę cię. żeby na przykład zamiast restauracji znów był ogród. Ale już po chwili znów zaczyna się martwić: — Ale jak my to zrobimy?! — Ba. i o tym sekretarzu czy sekretarce. rozumiesz? — Rozumiem — zgodnie przytaknęła Karolcia. Ale żeby je wydał. — Dziesięć naliczyłam — odpowiedziała mama niemowlffia — to znaczy dziesiąta. mówili. ale musimy! — To poprośmy o to koralik. — A która to już? — ktoś spytał. żeby tę restaurację budowali sobie gdzie indziej! — Masz świetne pomysły — zachwyciła się Karolcia. że koralik mógłby.'/ Zegar na pobliskiej wieży wybił właśnie jakąś godzinę. . Karolciu! Mnie się zdaje. czy akurat to będzie .. — Ale pomyślmy. to o co będziemy prosić koralik? — zapytała Karolcia. — Jeśli chcesz tylko coś zupełnie dziecinnego dla siebie. Bo mogliby przecież taki ogród znów zniszczyć i znów postawić restaurację. że ten ogród to najważniejsza rzecz teraz — bo to dla wszystkich dzieci. — Ależ ja nie potrafię! — Ja też nie. bo wiadomo. — Dziesiąta — powtórzyli Piotr i Karolcia.jest wasz. — Skądże znowu! — zaprotestował Piotr. — Ojej. l A'"" CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY Stali zasmuceni tak jak wszyscy. pomyśl tylko!.. Przecież ja wiem.. Karolciu. — No. ile jeszcze razy można go prosić... co ty? — denerwuje się Piotr. żeby był jeszcze taki choć troszkę niebieściutki. — zawahała się Karolcia. jaka ty jesteś dziecinna! Nie mówię przecież. . że nie myślę o żadnych głupstwach! — To dobrze — kiwnął głową Piotr. bo to byłoby na nic. które mogą coś pomóc w tej sprawie? — Kiedy wszyscy mówili. że on może jeden jedyny wydać takie zarządzenie. — Rzeczywiście — wzdycha Karolcia — masz rację! To co zrobimy? — Co? Pójdziemy do Prezydenta Miasta i wytłumaczymy mu. — Dziesiąta!.Karolcia 81 — Ojej! No mówili. musimy to jakoś wymyślić. bo sam widziałeś. trzeba z nim przedtem o tym porozmawiać. — Myślisz. że tylko my możemy z nim o tym porozmawiać. — Nie wiem. i tak w kółko. chociaż tak naprawdę to niewiele rozumiała. '*' (> . No. że my jesteśmy jedynymi ludźmi — to znaczy. — Coś ty! Piotrek! — oburzyła się Karolcia. chciałem powiedzieć dziećmi. Czy ty rozumiesz. a słyszałeś przecież o tych stu siedemnastu pokojach i o tych urzędnikach. — To kto ma rozmawiać? — Boże. że tylko Prezydent Miasta może pomoc. żeby koralik coś takiego zrobił. co możemy zrobić. — Czy zaraz mamy stać się niewidzialni? — spytała. Ale daję ci słowo. Ale po chwili Piotr chwycił Karolcię za rękę i szepnął: — Musimy zaraz naradzić się i coś postanowić. proś — powiedział z goryczą Piotr. Koralik pomoże nam dostać się do Prezydenta. — Jakże koralik będzie rozmawiał.. tobym może o coś poprosiła. — Nie wiadomo. — Może on by porozmawiał? — Karolciu. No chyba. jaki jest blady. — Ale przecież w tym nam pomoże koralik! No. — Karolcia jest bardzo zadowolona z tego pomysłu. nie rób takiej zdziwionej miny.... i o tym pisaniu podania czy jak tam. jaka ty jesteś dziecinna. — Wcale nic dla siebie nie chcę. — Tak.

żeby wejść do niego. że strażnik za nic na świecie nie wpuści ich do pana Prezydenta Miasta. zaraz zobaczysz! — i ruszył śmiało naprzód. żebyśmy znów byli niewidzialni?! — spytała Karolcia. że załatwię — powtórzył Piotr. a słychać — drwił strażnik — ale dosyć już żartów! Bo jak się zdenerwuję. — Rety! Co to? — zdenerwował się wartownik. a ty dokąd? Zmykaj stąd.>$• — Nie jestem żadnym łobuzem — oburzył stfyiPiptij też była oburzona i wołała ile sił: '-JC-iU' ' — To nieprawda. żebyś tak bardzo szybko nie bladł! Gdy po chwili. że musimy koniecznie jak najprędzej dostać się do Ratusza. cha. — A ja mówię. Ale strażnik wcale się tym nie przejął. Przy ogromnej bramie czuwał strażnik miejski w paradnym. — Czy chcesz. cha! — śmiał się strażnik. smarkaczu. mały. że pan mnie nie chciał wpuścić. — Boję się. że nie wiem. — Cha. Tak. I proszę cię. A Piotr łaps! — chwycił . łobuzie! & . jeśli będziemy niewidzialni?! — Ale możemy być niewidzialni tylko po to. żeby nie pociągnąć za połę jego paradnego munduru. cha. czy to będzie dobrze. mijali wartownika. nie chcąc już nadużywać sił koralika. to ci zaraz przyłożę! — Proszę mnie natychmiast wpuścić! — powiedział teraz z mocą Piotr — ja muszę wejść i załatwić niezmiernie ważną sprawę. że nic nie załatwisz. ale nie dawał za wygraną. aby załatwić to bez jego pomocy — powiedział Piotr. A cóż dopiero tych stu siedemnastu urzędników? I podanie w dodatku! Oczywiście. wcale się nie boję! — Ale ty jesteś chwalipięta! Na pewno byś nie przeszedł. czy on wtedy uwierzy. bo Piotr ani rusz nie mógł wytrzymać. cha. Dla wszelkiej pewności stał teraz trochę dalej od strażnika.. co było można. nieprawda! Piotr nie jest łobuzem! Proszę nas wpuścić w ważnej sprawie! — Jeśli się stąd zaraz nie wyniesiecie. jasne było.!. Na swoim posłaniu z watki błękitniał jak niezabudka.. — Ja chwalipięta? Ja bym nie przeszedł? — zaperzył się Piotr. Myślę. zamierzył się na Piotra. kto miał zamiar dostać się do gmachu. — Ja się bardzo boję tego strażnika — wyznała Karolcia — za nic na świecie nie przejdę obok niego. 83 i —Dosyć tego gadania. że mnie ktoś zaczepił! — I zaniepokojony zaczął się oglądać wokoło. pókim dobry. bardzo chciało im się śmiać. Spójrz tylko. niedobre. że jesteśmy prawdziwi — Piotr zmarszczył brwi i zastanawiał się — ale rzeczywiście. — A ja ci mówię. -— Poczekaj. — Ale zrobiliśmy wszystko. gdzie stał wielki Ratusz. — Idę do pana Prezydenta Miasta w niezmiernie ważnej sprawie — oświadczył Piotr zadzierając głowę do góry dla dodania sobie wzrostu i ważności. Ale strażnik natychmiast go zatrzymał.potrzebne. którą trzymał w ręku. że trzeba będzie uciec się do pomocy koralika. 82 Oczywiście. — Koraliczku kochany — szepnęła Karolcia — ty rozumiesz. już ci mówiłem. pętaku! — wrzasnął strażnik i paradną halabardą. to każę was zamknąć w areszcie! — wrzasnął w odpowiedzi strażnik. Wobec tego Karolcia wyjęła szybko z kieszeni pudełeczko z koralikiem. — To chodźmy zaraz — zgodziła się Karolcia. — Hej. już zupełnie niewidzialni. Bo jak przekonamy Prezydenta. — Jakoś mi się zdawało. cha. — Interes do Prezydenta! A to dobre! — Dobre. pojechali najzwyczajniej pod słońcem autobusem na Stary Rynek.*. starodawnym stroju i spoglądał niezmiernie srogo na każdego. ale mam interes! — Oooo! Patrzcie! Nie widać. zmiataj. jaki on jest zły! — Ja bym przeszedł. że tym razem. — Hm. — I jak już załatwię. — Jeśli jednak nie można — musimy go o coś poprosić. że sprawa jest ważna. Spróbujemy najpierw o własnych siłach. to panu będzie wstyd. że nie ma innej rady. Poruszył groźnie wąsiska-mi i ryknął: — Zjeżdżaj mi stąd. cha. zdaje mi się. pókiś cały! Patrzcie go! Interes ma do Prezydenta Miasta! — A mam! — tupnął nogą Piotr.

— Kto tymi autami jeździ? — spytała Karolcia. Drzwiczki otworzyły się z trzaskiem i z trzaskiem zamknęły. — Ciekaw jestem.. Czerwony samochód był pusty. że przecież mają iść w niezmiernie ważnej sprawie do samego Prezydenta Miasta. a Piotr majstruje przy złocisto-czerwonej kierownicy. ale zaraz przypomniał sobie. że ten wartownik wcale a wcale tego się nie spodziewał. drzwiczki otwierają się i zamykają — co to ma znaczyć? Ale Piotr i Karolcia nie słuchali już dłużej jego rozważań — musieli przecież koniecznie dostać się do samego Prezydenta Miasta. Wiesz. jakby halabarda sama teraz ruszyła na wartownika. Nie dlatego. a wóz podskakiwał dziwnie. obejrzymy je trochę. tylko prędko odpowiedział: — Przecież trzeba wyłączyć motor.. Teraz się dopiero na dobre przestraszył. — Co to jest? — mruknął. ciekaw jestem — zastanawia się Piotr — po co tu jest ten kluczyk? Zaraz zobaczymy. Zupełnie pusty. Oczy wybałuszył. ach! — krzyknęła przestraszona Karolcia. Tak. Trzaśniecie drzwiczek — i oto Karolcia siedzi już na skórzanych. że wyglądało to tak. l . Głos brzmiał trochę dziecinnie. tacy ważni.. usta otworzył i przez chwilę nie mógł słowa przemówić. czerwonych poduszkach. czy co? Z kim ja rozmawiam?! — Biedny kierowca już zupełnie nie wiedział. Tymczasem na podwórze wypadł rozgniewany kierowca czerwonego wozu. co się z nim dzieje. że w takich nowych modelach jest trochę inaczej. Toteż tłumaczył się przed Karolcia: — Rozumiesz. Kierowca przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. wzrok go nie mylił — w aucie nikogo nie było. 2 — Pewnie Prezydent. Czekaj. na którym rzędem stały piękne auta. Ale zaraz skamieniał ze zdumienia. niech tylko uda mi się zastopować. Bardzo to było śmieszne i Piotr miał ochotę jesz-c/e trochę strachu mu napędzić. co robić dalej. Karolciu? Tu się włącza bieg. Ale to jeszcze nic. — W dodatku jest ono bardzo łatwe do prowadzenia. jak się zatrzymuje — zapytał naraz nie wiadomo skąd jakiś głos. — Tam gdzie jest kluczyk? — zapytał znów głos. Piotr odczuwał nawet poważną skruchę. nic innego — mruknął kierowca. że to przez niego stracili tyle czasu. Diabelska maszyna! Nie wiem. Motor warczał. Ale piękne auta.strażnika za halabardę i naprawdę zupełnie niechcący wyrwał mu ją z ręki. . Ja ci zaraz powiem. Naraz auto zatrzymało się. Naraz auto poderwało się i motor okropnie zawarczał. 85 " — Kiedy ja już wolę wysiąść — powiedziała Karolcia — naprawdę wolę wysiąść! — Poczekaj. żeby znów był taki okropnie silny. — Kto do licha rusza wóz pana Prezydenta? — wrzasnął. jakie to są marki. przecież nie mogłem wiedzieć. Nie można powiedzieć. ale kierowca nie zastanawiał się wcale nad tym. — No pewnie. "{i • — Ale wszystkimi nie może jeździć! 1 r. To niewidzialni Piotr i Karolcia szybko wysiedli z samochodu. Piotr znał się na tym doskonale. że mu wyrwał z ręki — najgorsze było to. — Ach. tu naciska starter. — Niech pan lepiej powie. Nie. — Zwariowałem. co to jest z tym motorem. Powędrowali więc dalej przez ogromne podwórze. Rozumiesz. Ale najwięcej podobało mu się jedno bardzo duże i długie auto. tak. polakierowane na czerwono i czarno. J — To może o każdej porze dnia jeździ innym — zastanawiał się Piotr — albo może jacyś goście do niego przyjechali. Czekaj! Zaraz spróbujemy! Wsiadaj! Auto było puste i pokusa była zbyt wielka. na przykład z innych miast.. tylko dlatego. — Nic się nie bój — uspokoił ją Piotr — znam się trochę na lym! Nic się nie stało! — Ale naprawdę to był też przestraszony i nie wiedział. — Motor warczy. Piotr na szczęście szybko ujął kierownicę i skręcił w bok. O rety — czy mi się to śni. że tu. bo byliby wpadli na ścianę.

że to kamienny lew przestał być kamienny i że to on polizał ją po ręce. szpary między prętami okazały się zbyt wąskie. — O. Gdy merdał uprzejmie ogonem. że przechodnie wpadali na nich albo potrącali. co już raz powiedziałem — mruknął lew. Brama była zamknięta. czy wy jesteście zaczarowane? — spytał z zachwytem Piotr. Piotr oświadczył ze skruchą: — Trochę czasu straciliśmy niepotrzebnie. jeśli nie tracąc czasu wsiądziecie nam na grzbiety i pojedziemy do Prezydenta.. przeciągał się z przyjemnością. Była już nie tylko zmartwiona. bardzo proszę. Wiemy o was wszystko i wiemy. Przysiadły potem na strzyżonym trawniku i rozejrzały się. — Czy pomożecie nam się dostać do samego Prezydenta Miasta? — To właśnie miałem przede wszystkim na myśli — odpowiedział uprzejmie lew. — Wszystko stracone! Nie dostaniemy się teraz! — Karolcia /ałamała z rozpaczą ręce. wsiadaj na mojego brata. usiłując jednocześnie przecisnąć się między żelaznymi prętami ogrodzenia. Chodźmy. l właśnie w tej chwili. wykutą w kształcie liścia żelazną klamkę. Wcale go się nie bała. A ty. — Jesteśmy jak najbardziej zaczarowane i wobec tego możecie na nas liczyć. wejście główne jest z drugiej strony. że był szczupły. aby m jeszcze podrapał się trochę w ucho. że są ciągle jeszcze niewidzialni. Był nieduży i wydawał się bardzo łagodny i przyjazny. Odsłoniła zapłakane oczy i z niepomiernym zdumieniem zobaczyła.KAMIENNE LWY! Kiedy już ochłonęli po przygodzie z autem. wsiadaj na mnie. — No to hop! I obydwa lwy natychmiast lekko i zgrabnie przeskoczyły przez ogrodzenie. nie dasz rady! — zaszlochała Karolcia. Naraz poczuła na ręce dotknięcie czegoś ciepłego. który czuwał po drugiej stronie bramy. Nic się nie bój. — Owszem.»/ . już gotowi? — Gotowi — odpowiedzieli zgodnie Piotr i Karolcia. nie spadniesz. mrucząc: — Och! Ależ ścierpły mi łapy! — No pewnie — powiedział na to pierwszy lew — tyle czasu leżeć bez ruchu! — Czy. Tak dawno się nie drapałem. — Chodźmy jak najprędzej. — Tędy nie przejdziemy! Ale spróbujemy jeszcze innej drogi — 87 i Piotr. Możecie dla pewności trzymać się grzywy. — Nie dasz rady! Ach. Wskazówki na ratuszowym zegarze posuwały się powoli naprzód. że mu ścierpły łapy. trochę szorstkiego i wilgotnego. No co. próbował teraz wspiąć się po śliskich. jeśli tylko masz ochotę. Ale i to się nie udawało. przeciągnął się raz jeszcze i zachęcił Piotra: — No. . wąsaty strażnik przekręcił w zamku ze zgrzytem ogromny klucz. a w głębi widać było marmurowe schody i drzewka w drewnianych kubłach. ogromnej bramie czuwały dwa zupełnie nieduże kamienne lwy. — Chyba że pozwolisz.. a potem podrapawszy się dokładnie w lewe ucho. ale i zmęczona tym wszystkim. Zupełnie zapomnieli o tym. gdy zdyszani jeszcze od pośpiechu mieli zamiar nacisnąć wielką. że macie niebieski koralik. i biegnąc narażali się na to. W pobliżu umieszczona była biała tabliczka z napisem: . mała. Ale mimo to. — Oczywiście. gładkich prętach żelaznego ogrodzenia. tak jak to robią na powitanie psy — ten drugi. — Skąd wiesz? — zdziwiła się Karolcia. — Może jeszcze jakoś nam się uda — próbował pocieszyć ją Piotr. . * 88 — Dziękuję — lew kiwnął łbem. Nawet Karolcia nie mogła się tam /mieścić. — Ogromnie nie lubię powtarzać dwa razy tego. — Po prostu chyba najlepiej będzie. Przy żelaznej. który się skarżył. Oparła się o jednego z kamiennych lwów czuwających przy bramie i ocierała łzy spływające po jej niewidzialnej twarzyczce. nie dając za wygraną. — Czy mówisz to poważnie? — Piotr pełen był jeszcze niedowierzania. >. Wreszcie stanęli przed głównym wejściem. że zaczarowane — odpowiedziały zgodnie lwy. tu jest napis i strzałka — wskazał Piotr.

Korytarze były bardzo długie i wszyscy zadyszeli się porządnie. . widać. Po prostu. że mi się nie zdawało — tłumaczyła się zdenerwowana urzędniczka. — Czy wiecie też o niebieskim koraliku? — Cóż za niemądre pytanie — parsknął z kolei drugi lew. Potem chwycił tacę i pobiegł w drugą stronę. — Powiedziałyśmy wam przecież. chociaż przez chwilę. po których wchodziło się do Ratusza. kiedy kryształowe drzwi są zamknięte! Sama słyszałam. Była to grubiutka pani w okularach. Przysiadły więc na czerwonym dywanie. — To chyba te kamienne lwy tu biegały — powiedział ktoś na to i zaraz wszyscy zaczęli się śmiać. wyłożonym czerwonym chodnikiem. nie moglibyśmy ruszyć się sprzed bramy. Toteż po chwili. które spoczywały przed jakimiś drzwiami. a potem. Ale lwy wcale się tym nie przejmowały. którzy wybiegli z sąsiednich pokoi. — Kiedy przysięgnę na nie wiem co. — A my? — zdenerwowali się Piotr i Karolcia. I prawdopodobnie nic by się było nie stało po drodze nadzwyczajnego. że jesteśmy z kamienia. — Wiemy wszystko.„Nie deptać trawników". najzwyczajniej w świecie. kamienne zwierzęta. Potem podparł się pod boki i zaczął głośno rozważać: — Ejże! Czy to mi się zdaje. jednak nie znaleźli żadnych zwierząt oprócz dwóch kamiennych lwów. gdzie teraz trzeba iść. — Nie jestem pewna. Tak się zdziwił ich widokiem. żeby kogoś sprowadzić. gdyż właśnie nadchodził jakiś woźny z tacą. — Ratunku! Jakieś zwierzęta biegają po korytrzu! — Jakie zwierzęta? — zaczęli zaraz dopytywać się urzędnicy. pod jakąś palmą. czy nie sen. rozległo się ciche stąpanie lwich łap. że ktoś idzie! Musimy znów udawać. jak je zamykali — przypomniała sobie naraz Karolcła. Ale trudno! «•« . — Ale jak dostaniemy się do środka. To była oczywiście okazja. — A czy wiecie. — Zdawało się pani — śmiali się teraz wszyscy z grubiutkiej urzędniczki w okularach. w długim korytarzu. Może to psy! Albo może ogromne koty —f denerwowała się urzędniczka. — Tyle tu jest korytarzy i tyle pokoi. któremu ścierpły łapy — już ci to mówiłem: przecież gdybyście nie byli posiadaczami błękitnego koralika. z lekkim tylko skrzypnięciem. że aż postawił tacę na okrągłym stole. który polizał Karolcię po ręku). żeby jak najszybciej opuścić hali. ten. jeden z nich dotknął tylko drzwi łapą i zaraz same otworzyły się szeroko./(H? 89 I pobiegły szeroką. — Ratunku! — krzyknęła przeraźliwie. a za nią urzędnicy z innych pokoi. dotknął jednego z kamiennych lwów. — Nie deptać. 44^ . Ale cicho! Zdaje mi się. wysypaną żwirem aleją do marmurowych schodów. Tymczasem woźny zatrzymał się i popatrzył przez chwilę na przycupnięte. ale już zupełnie cicho. gdyby nie to. aby kamienne lwy mogły biegać po korytarzach Ratusza. po prawdziwej trawie. — Trzeba sprawdzić! n I rzuciła się w pogoń. żeby znaleźć Prezydenta? — zaniepokoił się Piotr. że akurat w tej chwili uchyliły się drzwi jednego z pokoi i na korytarz wyjrzała jakaś urzędniczka. A może mi się zwiduje? A może to mi się śni? Uszczypnął się najpierw w rękę. czy nie zdaje? Ale chyba jako żywo nigdy tu nie było w hallu kamiennych lwów. Biegali po wszystkich piętrach i wszystkich korytarzach. na której stało bardzo dużo szklanek z herbatą. i wolną ręką podrapał się po łysinie. i znieruchomiały. bo przecież nikt nie przypuszczał. — Przecież jesteście niewidzialni! — Prawda! A wy nie umiecie być niewidzialne? — Właśnie że nie — mruknęły lwy. czy to jest sen. który znajdował się w pobliżu. że jesteśmy zaczarowane i że wszystko wiemy — zniecierpliwił się pierwszy lew (był to ten. to nie deptać — mruknęły trochę niezadowolone — miałyśmy ogromną ochotę pobiegać. żeby się jeszcze bar90 dziej upewnić.

proszę pani? Nie jest zupełnie pewne. Były to drzwi na samym końcu korytarza i już dalej nie można było uciekać. są strzałki — ucieszyły ssie lwy — niewątpliwie tędy należy się udać. Ale oczywiście. rozległ się jakiś gwar za drzwiami..Wreszcie wszyscy wrócili do swoich pokoi i znów zaległa cisza. Ani Piotr.' . Tylko że ty jeszcze jesteś za mała. pokryty czerwonym chodnikiem. Nie słyszały już lwy. . gdzie wskazywał Piotr. Wobec tego jeden z lwów nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się gościnnie i szeroko. gdy tymczasem do sali muzeum miejskiego weszła gromadka dzieci z jakąś panią. Ja się na tym znam doskonale. żeby na tym się znać. ale nigdzie nie było widać kogokolwiek. tylko muzeum. — Jesteśmy w sali rycerskiej. Wkrótce też. — Tylko czy aby w dobrym kierunku biegniemy? — Chyba tak. podwójnymi drzwiami. 92 — Oooo. dzieci — zaczęła objaśniać nauczycielka i zaraz przerwała. on się drapie! — zawołało tymczasem któreś dziecko. jak najszybciej przed siebie. — Musimy znów skamienieć — jęknął z rozpaczą drugi lew — przestańże się już drapać! Ale niestety już było za późno. zmyliwszy pogoń. dzięki strzałkom. niech się rozejrzę. / I z godnością ruszyły przed siebie. ten lew się drapie.. błyszczącym biurkiem. Spójrz! Karolcia odwróciła się w tę stronę. Ktoś wołał „ratunku". znaleźli się przed wielkimi. O rety! Przecież to wcale nie jest żaden gabinet Prezydenta. Można by powiedzieć. kto mógłby wyglądać na Prezydenta Miasta. Biegły potem dalej. Była to wycieczka szkolna. że zaniemówiła ze zdumienia. Ktoś inny krzyczał: — Gdzie jest telefon? Ktoś jeszcze proponował. — Proszę wejść! — powiedział ktoś siedzący za dużym. Piotr i Karolcia rozejrzeli się. I jeden z lwów pozostał z łapą podniesioną do ucha. 91 — Rzeczywiście. proszę pani. — Coś ty? — zdenerwował się Piotr. Wreszcie. które otworzyły się przy lekkim pchnięciu lwiej łapy. — Widać strzałki pokazywały drogę do muzeum. że mu się to nie udało. '. — No. — Ale zanim Piotr zdołał mu odpowiedzieć. — Może to jest sam pan Prezydent Miasta? — szepnęła Karolcia. ani Karolcia nie słyszeli już tego. Za drzwiami ukazała się ogromna sala pełna różnych obrazów i oszklonych szaf. a jeden pan usiłował nawet z parasolem w ręku dogonić uciekające lwy. — Teraz już chyba spokojnie dojdziemy do Prezydenta — westchnęły lwy wstając i przeciągając się. aby wezwać straż pożarną albo może pogotowie. — Przecież to jest po prostu pusta zbroja rycerska. >»d"«ł i > t" '9 'O /f. szybko. A jeszcze inne zapytało: — Czy lwy mają pchły. nie zważając na okrzyki spotykanych po drodze ludzi. y. — Czyżbyśmy źle trafili? — dopytywał się tymczasem jeden z lwów. tu są poprzybijane strzałki. spójrzcie. które na pewno wskazują drogę do samego Prezydenta — Piotr był niezmiernie dumny ze swego odkrycia. drapiąc się tylną łapą za uchem. to gdzie jest wobec tego sam Prezydent? — Zaraz. i przeczytała na tabliczce: Muzeum miejskie otwarte jest co dzień od godziny 10 rano. lwy wpadły na jeszcze jeden korytarz i zatrzymały się przed drzwiami zasłoniętymi czerwoną portierą. patrzcie. Wreszcie w rogu sali dostrzegli jakąś wysoką postać w żelaznej zbroi. które unosząc ich na grzbiecie w paru wspaniałych susach przesadziły całą salę i wpadły na ten sam korytarz.&w »**** < . co odpowiedziała na to pytanie pani nauczycielka i co się dalej działo w muzeum.

a w ręku zamiast parasola trzymała ołówek. gdyż Filomena i tak w to nie wierzyła i nie wątpiła ani przez chwilę. mające na celu ocalenie Karolci i koralika. Bo tylko dzięki mocy niebieskiego koralika mogły ożyć kamienne lwy. był widoczny! Świecił słabiutkim. O ucieczce nie mogło być mowy. mimo że był schowany w pudełeczku i razem z pudełeczkiem ukryty w kieszeni Karolcinej sukienki. kiedy na jedwabnej nitce zwisał z Karolcinej szyi. nie jest mi pani teraz potrzebna — przerwał jej pan. Spytała słodko: — Słucham. Ryknęły co prawda najgroźniej. Nos miała teraz o wiele mniej spiczasty. wpatrzona w migocący błękitny koralik. — 95 Co pani się stało. czy nie dostrzeże błękitniejącego koralika. był samym Prezydentem Miasta! — Proszę teraz mi nie przeszkadzać. z parasolem w ręce. A tymczasem Filomena nie wiadomo skąd zdobyła parasol i z parasolem w ręce nacierała teraz na biedne lwy. — Nic nie wiemy o niebieskim koraliku — oświadczyły zgodnie lwy. że na pewno Piotr i Karolcia są w pobliżu. a Filomena biegała za nimi. gdzie znajduje się Karolcia. że to może jest sam Prezydent Miasta? — spytała szeptem Karolcia. — Dziękuję pani. Naraz do pokoju wszedł jakiś starszy. że są skamieniałe. — Uciekajmy! Dobrze było powiedzieć: uciekajmy! — ale dokąd? Przecież za drzwiami na pewno byli jeszcze ci ludzie. — Nie wiem. panie Prezydencie. bardzo miły pan. Niestety! Koralik.PANIE PREZYDENCIE MIASTA! Ten ktoś siedzący za biurkiem zasłonięty był zupełnie gazetą. — Kiedy zdobędę błękitny koralik. — Nie umkniecie mi! Muszę odzyskać błękitny koralik! — Nie odbierzesz przenigdy w świecie błękitnego koralika — odpowiedziały bohaterskie lwy. i natychmiast skamieniały. bo muszę pomyśleć o bardzo ważnych sprawach. Być może. dziobiasty nos i węszyła nim po całym pokoju. — Ha! — wrzasnęła. i wcale nie było widać. — Gdzie jest niebieski koralik? Mówcie w tej chwili. Filomena spostrzegła lwy. — Ha! — wrzasnęła na ten widok groźnie Filomena. A jeśli jest w pobliżu Karolcia — to znaczy. — Dobrze. Było to zresztą kłamstwo. — Ha! — krzyczała przy tym. którą czytał. Lwy umykały w szalonym pędzie. panno Filomeno? Czemu biega pani naokoło mojego biurka? Czy tak powinna się zachowywać sekretarka? Filomena zatrzymała się w pędzie i od razu stała się grzeczna i potulna.. Piotr i Karolcia trzymali się ich kosmatych grzyw. Spojrzała też ze złością w . Chciałam właśnie. W rezultacie na nic się nie przydało. Na szczęście lwy spostrzegły go wcześniej. jak się okazało. — Uciekajmy! Ale już było za późno. które zaraz zaczęły udawać. skamieniejecie już na zawsze! I już nigdy nie będziecie mogły biegać! Uganiała się teraz za lwami naokoło biurka. zanim zauważyła jego wejście Filomena. którzy ich przed chwilą gonili. że aż mu rozkrwawiła nos. że jest w pobliżu i niebieski koralik! I wobec tego Filomena jednym susem przeskoczyła przez biurko i rzuciła się w stronę lwów. że nosem prawie że dotknęła czerwonego dywanu. Atakowała zaciekle i w pewnej chwili tak mocno trzasnęła parasolem jednego z nich. — Czy myślisz. zadyszana.. — Ratunku! To Filomena! — jęknął cicho Piotr. W tej chwili czytająca osoba za biurkiem poruszyła się i odłożyła gazetę. 94 tak jak wtedy w domu towarowym. błękitnym światełkiem i wskazywał nieomylnie. jak tylko potrafiły. — Co tu się dzieje? — zapytał ze zdziwieniem starszy pan. spoglądając przy tym zezem. panie Prezydencie — odpowiedziała na to Filomena i ukłoniła się tak nisko. Wyciągnęła więc swój długi. Spiczasty jej nos wydłużył się i zaczerwienił niczym bociani dziób. — Nie boimy się twego parasola! — Zobaczymy! — odgrażała się Filomena. aby ją przestraszyć. że gdzieś w pobliżu musi się znajdować niewidzialna Karolcia. — Mam cię! — Uciekajmy! — szepnęła przerażona Karolcia. Rozglądała się tylko bacznie. kto to jest. i od razu domyśliła się. ale niełatwo było to zrobić. ale kłamstwo szlachetne. który.

czy można szczypać samego Prezydenta Miasta — wyznał z wahaniem głos. Ale słuchajcie! Czy wy ciągle musicie być niewidzialni? Czy. . ku ogromnemu zdumieniu samego pana Prezydenta Miasta. — Wiesz. krzyknął przeraźliwie: — Aj! Aj! To boli! — Ojej! Bardzo pana. -— Zdaje mi się.q i — To my. panie Prezydencie. proszę pana! — A czy moglibyście mnie uszczypnąć. . trzasnąwszy lekko drzwiami. Jednocześnie rozległ się szept: — Piotrek! Sam wiesz.. kogo nie widzę! Bardzo nie lubię! Jeszcze Prezydent Miasta nie skończył tych słów.. który akurat właśnie zamierzał zapalić papierosa. — Niewidzialni? — powtórzył jeszcze raz z niedowierzaniem. wyszła. a ja nie mogę się obudzić — mruknął Prezydent. że nie lubię rozmawiać z kimś. Zresztą. . bardzo niechętnie.tę stronę.A • WSHW y** m >j. — A to co? — powiedział ze zdumieniem na głos. — Ale. Ledwie to jednak zrobił. żebym był pewien. — Można! — oświadczył mężnie pan Prezydent i wyciągnął rękę. przepraszamy! — powiedzieli ciągle niewidzialni Piotr i Karolcia. co to za sztuczki. — Tak.— Strasznie nie lubię. «. przy czym zdecydowanym ruchem odwinął rękaw marynarki i koszuli.. — I w ogóle kto ośmielił się tu wejść? Kto tu jest? .»s«.. — Tak.. że to nie jest sen? — Nnnie. Prezydent Miasta odwrócił się teraz w stronę swojego biurka. — Uwaga! Raz! Dwa! Trzy! — zakomenderował głos. — Nic nie rozumiem. zmt — To my! Karolcia i Piotr! Z Kwiatowej! Pan Prezydent Miasta rozejrzał się trochę niespokojnie.k'4 n i h'"->rit — Co za: my? . kiedy zobaczył przed sobą Piotra i Karolcię. że wreszcie wam uwierzę. proszę pana Prezydenta Miasta. może się pan sam o tym przekonać. — Co: naprawdę? — Naprawdę jesteśmy niewidzialni. czy nie mógłbym was zobaczyć? Chociaż na chwilę? Przyznam się.} -~. tak. że nie było ich tu przedtem — wyjaśnił bardzo uprzejmie jakiś cienki głosik — bo to są nasze lwy. Aż wreszcie. to znaczy nie wiemy. gdy naraz z ogromnym zdziwieniem zauważył przycupnięte pod ścianą dwa kamienne lwy. W tejże chwili.. że sam nie wie. w istocie sam was o to prosiłem — wyznał ze skruchą Prezydent — tak! Zdaje mi się. panie Prezydencie Miasta. — Nie rozumiem. Chce pan? — Proszę bardzo — zgodził się tym razem uprzejmie Prezydent.. — Czyje lwy? r — Nasze — powtórzył głosik. n . Gdy już się zapaliła. ale zarazem i jakby z zachwytem. ale to przecież pan sam kazał!. bo my jesteśmy niewidzialni — wyjaśniał dalej głosik. co ma o tym myśleć.•» 96 — Niewidzialni?! — zdumiał się Prezydent. jak pan widzi. i pogroziła pięścią skamieniałym lwom. — Ależ to nie są żadne sztuczki — zapewnił natychmiast cienki głosik — to naprawdę. kiedy mi się śnią takie dziwne rzeczy. — Pan nas nie widzi. powędrowała w powietrzu w stronę papierosa. że nie wolno bawić się zapałkami! 7 — Karolcia 97 — Nie bądź dziecinna — zabrzmiała również szeptem odpowiedź. Jesteśmy jak najbardziej niewidzialni. że tu chodzi o niezmiernie ważną rzecz.f >.. •*•{ . potem jedna zapałka wydobyła się sama z pudełka i potarła o nie. — Co za: nasze? — zniecierpliwił się Prezydent Miasta.. upragniony koralik. — pan Prezydent Miasta wydmuchnął dym przez nos i widać było. nieduże. że przedtem nie było tu nigdy żadnych lwów!!!!! — Oczywiście. gdzie w półmroku gabinetu migotał błękitny. pudełko z zapałkami uniosło się z biurka do góry. — Kiedy to się panu wcale nie śni. Nie są groźne i są.

Ale jak to zrobić? — Niech pan zaraz pojedzie z nami do naszego ogrodu! — zaproponowała Karolcia. to sądzę. Na lwach! — uczciwie wyznał Piotr. — Hm! — zastanowił się Prezydent. — I pilnej! — dodała Karolcia. ale jest dobrą sekretarką. znane już serduszka czekoladowe. że powinienem sam to jakoś zbadać. — Piotr i Karolcia. że wasza sprawa też wydaje mi się niezmiernie ważna. Ale. tak. Proszę mi wierzyć. . czy czasem nie są głodne? — przypomniał sobie nieco trwożnie Prezydent Miasta. ktoś mi o tym wspominał. panie Prezydencie — ucieszyła się Karolcia — czy mogę pana poczęstować? Ciotka Agata przygotowała dla nas pyszne śniadanie. muszę przyznać. wcale nie są głodne i w ogóle raczej odzwyczaiły się od jedzenia. są zupełnie przyjemne. Skończył właśnie jeść czekoladowe serduszko i wyglądał na niezmiernie zadowolonego. więc to wy byliście przed chwilą niewidzialni? — zdumiał się ogromnie. o której mi opowiadaliście. — A co do tej sprawy. — A cóż znowu chcecie od Filomeny? Filomena nie jest co prawda najsympatyczniejsza. gdy tymczasem Karolcia poprosiła lwy. — No. Czy zje pan je razem z nami? I wyciągnęła natychmiast z kieszeni paczkę ze śniadaniem. dobrze. . gdybyśmy byli widzialni. — Aaaa.— Więc.. być może. że jest niezmiernie ważna! — krzyknął z zapałem Piotr. proszę pana Prezydenta — kiwnęła główką Karolcia 98 l i ukłoniła się najgrzeczniej. — Jest raczej czarownicą — sprostował Piotr. Chociaż. — A w dodatku. — No właśnie! Oczywiście. a Piotr szurgnął z szacunkiem nogami. Już. 2>n. •". zapewne — grzecznie przyznał im rację Prezydent — ja tylko tak wspomniałem.L "4 '' t. ale dlaczego byliście niewidzialni? — No. Bo czym może się odżywiać taki mały. — To są naprawdę wyjątkowo łagodne lwy — zapewniała gorąco Karolcia. jak tylko potrafiła. AJH Ł. aby znów przestały być kamienne. VV« x 5' -ł i* RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE — Przepyszne! — oświadczył pan Prezydent Miasta. czeka na mnie cała masa obowiązków niezmiernie ważnych.. .«>. — Jak pan widzi. kamienny lew? — Tak. bo właśnie zdaje mi się.. — Tak. „? . Były tam również. po coście tu właściwie przyszli. zdaje mi się. — I mimo że nie są przecież takie duże jak prawdziwe lwy. Nie zdążyłem zjeść śniadania.. . 4. one nie zrobią nic złego — uspokajał Prezydenta Piotr. jak wiecie. No. — Ach.. jak wiadomo. przecież one wcale nie są tak wciąż kamienne! Tylko proszę się ich nie bać. Lwy oczywiście ochoczo skorzystały z tego zaproszenia i przeciągały się prostując zdrętwiałe łapy. 99 Ale lwy zaraz gwałtownie zaprzeczyły — nie. — To jak wy się nazywacie? . tak.. że jestem głodny. — Tak. s.«ds. MfS I.. — Nic nie rozumiem! Na kamiennych lwach? — Oczywiście. toby nas dogoniła Filomena. — Chętnie bym to zrobił. .«% jr — Aha! Piotr i Karolcia. rzeczywiście — zgodził się Prezydent trochę niepewnie. bo przecież inaczej nie moglibyśmy się dostać do pana w niezmiernie ważnej sprawie — wyjaśnił Piotr. — A dlatego musieliśmy przyjechać na lwach. — Być może. są nadzwyczaj dzielne. dobrze — zgodził się pan Prezydent Miasta — a przez ten czas opowiecie mi. Ale czego właściwie ode mnie chcecie? — I po coście tu przyszli? — Właściwie przyjechaliśmy. — Co ty mówisz? — znów się zdziwił pan Prezydent Miasta. że brama była zamknięta.

— zmartwił się Prezydent. że przedtem muszę podpisać trzysta siedemdziesiąt sześć bardzo ważnych dokumentów. bo po co ma wpadać. Ale niestety! Okno znajdowało się na pierwszym piętrze i nie było mowy. Tak. żeby się przekonać. Ale Karolcia zaraz zaprotestowała i przypomniała Piotrowi. ale tak na trochę! Boże! Zawsze o tym marzyłem! Ach! Karolciu. 101 aby Prezydent Miasta wydalił się ze swego gabinetu bez jej wiedzy. już wiem! Pan musi stąd uciec. żeby tak na zawsze. — Więc stanie się tak. że ona tylko wobec was jest taka niedobra. a przez ten czas wpadnie tu Filomena. Wspaniały plan! Wszystko się uda! Ręczę za to. — Ale już wiem. Nie warto się nawet nad tym zastanawiać. — Już wiem! — zawołał naraz Prezydent. wsiądziemy na nasze lwy i wypadniemy szybko. ale to jak najszybciej wymknie się przez otwarte drzwi. Co robić? — Co robić? — powtórzył smutnie Prezydent. że Karolci i Piotrowi było go niezmiernie żal. którzy przychodzą do mnie z różnymi sprawami.. — Prawda! — zmartwił się Piotr. dokąd ma zamiar się udać. aby pan Prezydent Miasta mógł stąd spokojnie uciec. nie mówię. Na mnie też ciągle krzyczy i na nic mi nie pozwala. Przecież i tak muszę poprosić koraliczek. — Ale jaki plan? — denerwowali się Karolcia i Prezydent. Teraz Piotr z Karolcią odbyli błyskawiczną naradę — czy można tak ryzykować? Czy można znów prosić koralik o przysługę? Przecież na pewno znów zblednie. a tymczasem. — Jak to: nie muszę! Jeśli będę chciał wyjść. A ja tak nie lubię podpisywać dokumentów. jeśli mnie ktoś spotka biegnącego przez korytarz? 5 l 102 — Hm! To prawda — zastanowił się Piotr. szybko. to ona zaraz powie. — Wcale nie wpadnie. jak tylko da się najszybciej. — Tak. to niemożliwe — smutnie pokręcił głową Prezydent — a co będzie. — Czy nie mógłbym stać się niewidzialnym tak jak wy? Tak chociaż na trochę? Bo oczywiście.. korzystając z tego. Ale nie ma innego wyjścia. jak to zrobić! Już wiem — Piotr aż podskoczył z zachwytu — Karolciu! Musimy tak zrobić.. — A gdyby jej też dać czekoladowe serduszko — zaproponował naraz Piotr — może by się zmieniła? — To jest myśl — ucieszył się Prezydent. — To co wobec tego zrobimy? Aha. Ona pewno pana wtedy nie zauważy. wszystkich wyrzuca za drzwi! — Ale pan przecież wcale nie musi się pytać jej o pozwolenie. że przecież w domu towarowym Filomena połknęła co najmniej pół tuzina serduszek i wcale a wcale to jej nie pomogło.. panie Prezydencie! — Uciec?! — zawołał z zachwytem Prezydent. żebyśmy my — to znaczy Piotr i ja — znów stali się . a tymczasem pan Prezydent Miasta. Filomena mogła nie dopuścić do tego. aby skakać z takiej wysokości. że Filomena będzie zajęta pościgiem za nami.. aby mogła wiedzieć. Nie pozwala mi przyjmować tych ludzi... aby stąd wyjść! — krzyknęli Piotr i Karolcia. Na pewno rzuci się w pogoń za nami! My naturalnie będziemy uciekać. że może pan być na trochę niewidzialny. Był tak zmartwiony. — To byłoby cudowne! Ale czy to się uda?! — Czemu ma się nie udać? Musimy tylko pomyśleć. — Zrobimy tak: otworzymy drzwi. jak najszybciej na korytarz. wyjdzie pan przez okno! Tu chyba nie jest bardzo wysoko? I zaraz podbiegł do okna.— Niech pan zaraz z nami jedzie. chociaż wcale a wcale nie wiedział. jakie jest naprawdę działanie czekoladowych serduszek. — E. — Wcale nie wpadnie! — bronił swojego planu Piotr. — Ba! — westchnął smutnie Prezydent. A oczywiście nie było mowy o tym. Już mam plan. nie mogę w to uwierzyć! Bo wtedy byłoby łatwiej uciec. — Ale czy mi się uda stąd wyjść? Moja sekretarka na to się nie zgodzi! — Filomena? — Tak jest! Filomena! Nie myślcie.. sprawa nie była łatwa.

To się będzie i tak liczyło za jedno życzenie. ale lwy? Przecież lwy są widzialne. przemaszerował w niej przez całą salę. na co mam zawsze szaloną ochotę. gdzie Prezydent przywdział zbroję i dusząc się ze śmiechu. zdaje się nam. Zrobimy tak: ja zrobię coś takiego. — Ach! Jestem taki wzruszony — wyznał Prezydent. . a ona była najpewniejsza. — Karolciu! Musimy znów stać się niewidzialni! I pan Prezydent Miasta też. Ale już nie było czasu na dalsze rozmowy na ten temat. zgodził się jechać na Kwiatową. z tysiącznymi ostrożnościami. a wraz z nimi niewidzialni Karolcia i Prezydent Miasta. Ale. I zdarzyło się teraz. Filomena nawet się nie domyśliła. Co prawda Prezydent Miasta wcale nie chciał wierzyć. że będziemy niewidzialni. A jeśli będę prosiła o to dla nas. który nazywano sekretariatem i w którym za dużym biurkiem siedziała zamyślona Filomena. że zdarzy się coś takiego w moim życiu. wyobrażałem sobie. żeby i pan stał się niewidzialny. aby nie ślizgać się po wyfroterowanej posadzce w hallu Ratusza.. Musiało mu więc wystarczyć to. Musimy więc ułożyć plan ucieczki. Była zupełnie przekonana. — Spełniło się marzenie mojego życia! Kiedy Piotr dogonił ich na korytarzu. — A więc jestem naprawdę niewidzialny — szepnął wtedy w upojeniu Prezydent. — Za nic na świecie — zaprotestowały zgodnie obydwa zwierzęta — jesteśmy . przeciągając się — zupełnie już zdrętwiały nam łapy. Skoczył szybko i niby wiatr zdmuchnął z biurka wszystkie papiery na nim leżące..niewidzialni. policzywszy uderzenia. kiedy jeszcze byłem małym chłopcem. Widocznie knuła coś niedobrego. na którym muszę być. Musieli też zatrzymać się przy sali muzealnej.^j 104 — Wybaczcie — powiedział — ale muszę koniecznie zrobić coś takiego. że tym razem jest to sprawka jej dwojga przeciwników. A tymczasem przez uchylone drzwi wymknęły się obydwa lwy. bo przecież inaczej stąd się nie wydostaniemy. • >a* 103 — Ale przecież my będziemy niewidzialni — zauważyła Ka-rolcia. ale nie było na to czasu. Mogli teraz swobodnie pojechać na Kwiatową. I zanim się spostrzegli. kiedy wy będziecie stąd wychodzić. Co prawda Prezydent miał szaloną ochotę spłatać jakiegoś figla Filomenie. a czego nie wypada mi robić. W końcu jednak. ba! Po drodze musieli się co chwila zatrzymywać. mimo błagań Karolci i Piotra. ale jak pojedziemy? — zastanowił się naraz. — Niewidzialni. że to podmuch wiatru. ku wielkiemu zdziwieniu zwiedzających. Ach! Tymczasem zegar na wieży ratuszowej wybił godzinę dwunastą. szybko wbiegł po marmurowych schodach na pierwsze piętro. ale po solennym zapewnieniu Karolci i Piotra uwierzył im w końcu i Piotr mógł wreszcie. że to naprawdę wiatr. T-U. że naprawdę jest niewidzialny. że w tym dywanie są pchły! — Cóż znowu! — zaprotestował słabo Prezydent Miasta. to już od razu poproszę. Byłby w ten sposób przewrócił swojego zastępcę. że zamachał jednym papierkiem przed jej nosem. — Za dwie godziny odbędzie się ogromnie ważne posiedzenie rady miejskiej. i rzuciła się na ziemię. — Wobec tego nie mamy czasu do stracenia — zdecydował Piotr. ponieważ jestem Prezydentem Miasta. odetchnęli wszyscy. wobec przypomnień. aby szybko pozbierać wszystkie papierki. a potem zręcznie zjechał po poręczy. A? /. — Już wiem! Wsiądę na jednego z lwów. a po drugie. grubiutkiego pana Wiceprezydenta Miasta. Ale Piotr był nieustraszony. niewidzialni! Oczywiście. Nie mógł też się powstrzymać. bo nos miała znów niezmiernie wydłużony i patrzała zezem. otworzyć drzwi i przejść do drugiego pokoju. bo trzeba było jak najszybciej wydostać się z gabinetu. bardzo chętnie — mruknęły teraz zgodnie obydwa lwy. — Oj. a muszą też stąd się wydostać. gdyż Prezydent chciał się koniecznie nacieszyć swoją niewidzialnością. — Czasem. — Ba. że czas ucieka.. — Już jest południe! — krzyknął Prezydent. żeby Filomena zagapiła się i nie zauważyła.

że od razu. gdy naraz ktoś na ulicy przystanął i zawołał: — Patrzcie na to czerwone auto! Jedzie bez kierowcy! A w aucie jadą dwa małe lwy! Teraz już wszyscy patrzyli na czerwony wóz. w którym nie ma nikogo przy kierownicy? Wobec tego policjant z otwartymi ze zdumienia ustami patrzał tylko za oddalającym się . F l V »\ • r f f/.« j. 107 Musiał teraz bardzo uważać — prowadzenie auta w tych warunkach wcale nie było łatwe. Piotr obok niego. — Chyba znów musimy być widzialni! — powiedziała Karol-cia. Jedźmy dalej! Ba. — Zatrzymać auto! Zatrzymać! — zaczęli teraz wołać niektórzy. Nie było bowiem nawet mowy o pozostawieniu lwów przy bramie.». że kierowca poszedł do bufetu napić się wody sodowej. ale wykonać znacznie trudniej! Przede wszystkim na skrzyżowaniach ulic i przy krawężnikach gromadziły się tłumy przechodniów: wszyscy koniecznie chcieli zobaczyć auto. czerwone auto wyjechało z podwórza. gdy naraz na jednym skrzyżowaniu policjant dał znak. okrążali place i właśnie mieli przejechać jeden z pięciu mostów miejskich. aby zatrzymać auto. >?cv< •*>. I tak jest już bardzo blady. — No. . korzystając z tego. Ale Piotr przeciwstawił się temu. — Nie możemy znów całej roboty zwalać na koralik.rt. szybko! Nie ma ani chwili do stracenia. — Nie — powiedział po zastanowieniu Piotr — nie możemy jeszcze tego żądać od koraliczka. Jakże jednak pojadę autem. — A czy wasz koraliczek nie mógłby zrobić tego. — Jedźmy wobec tego autem. abyśmy od razu znaleźli się w ogrodzie? — zaproponował Prezydent. . Ale Prezydent dawał sobie doskonale radę na wszystkich skrzyżowaniach ulic. '. — Szybko. a Karolcia z lwami z tyłu. Zresztą my sami też musimy pokonać jakieś trudności. nie poprosiliśmy o przeniesiene do ogrodu — dodała Karolcia. kiedy jestem niewidzialny! Przecież szofer nie będzie chciał jechać z niewidzialnym Prezydentem. Zgrabnie wymijali autobusy i tramwaje. w którym odbywała się tymczasem błyskawiczna narada: co robić. f M. — Jeszcze się rzucą na kogo! — Uciekajmy! — błagały lwy. chcieli też na własne oczy obejrzeć jadące autem lwy. . dobrze to powiedzieć.. zamiast niewidzialności. . to jazda! Motor zawarczał i zanim ktokolwiek się zorientował.f STOP! ZATRZYMAĆ WÓZ! Prezydent prowadził samochód doskonale. „ u. A inni znów domagali się.^'. Koniecznie chciały zobaczyć ogród i zjeżdżalnię oraz przejechać się na karuzeli. Prezydent poparł go: — Postaramy się umknąć — powiedział przez zaciśnięte zęby. Ale czy można zatrzymać auto.przecież zupełnie małe lwy i nie udźwigniemy takiego ciężaru! — I nogi będą się panu wlokły po ziemi — poparła lwy Karol-cia. — Musimy się jakoś przebić — postanowił Piotr.''. bez kierowcy. — Trzeba je oddać do Ogrodu Zoologicznego! — krzyczeli. Należało tylko szybko dostać się do 105 r w czerwonego auta samego Prezydenta.K t. a po drugie. — Szkoda. które jedzie samo. — Ale też szkoda byłoby nie być niewidzialnym chociaż raz w życiu — westchnął Prezydent. Chyba żebym sam poprowadził auto! To był doskonały pomysł. aby schwytać lwy. — Wcale nie chcemy dostać się do Ogrodu Zoologicznego. — Prezydent zasiadł przy kierownicy.

— No dobrze — zgodził się Prezydent — pobiegajcie przez chwilę. jeśli złapią nas na skrzyżowaniu ulic. — Jedziemy dalej — zdecydowali Piotr i Karolcia. — Czy chcecie pojeździć trochę naokoło miasta? . *t>»<:o -. żeby wszystko wyglądało jak najbardziej groźnie. kiedy staniemy w szeregu zatrzymanych pojazdów? — Czy musimy jechać przez skrzyżowania ulic? — spytał Piotr. Czyżby pogoń wpadła na ich trop? W istocie. — Sam nawet dokonywałem jej uroczystego otwarcia. gdzie był mały ruch i prawie wcale nie było posterunków policyjnych. że rozbawione lwy nie zdążyły się ukryć. że nadjeżdżało jakieś auto. — Chyba jest jakaś ulica. jak teraz najbezpieczniej będzie dojechać na Kwiatową.wozem. a w aucie siedzą dwa lwy i okropnie ryczą! Lwy co prawda wcale nie ryczały. które zatrzymało się na skraju autostrady. ale policjant powiedział tak. bo przecież jeszcze musimy zdążyć na Kwiatową. Bardzo mu się podobała ta wyprawa i wcale nie miał ochoty zatrzymywać się. i zaczęły dla rozprostowania łap biegać najpierw w kółko. które im porządnie zdrętwiały od tego ciągłego udawania. ale niedługo! Lwy. a potem gonić się w ósemki. gdy nadjechał pościg. to znaczy Piotr. że trzeba jechać przed siebie. z którego natychmiast wyskoczyła Filo-mena ze swoim ogromnym parasolem. Potem załadowali je na wóz i wśród okrzyków Filomeny: „Do Zoo! Trzeba je zawieźć do Zoo!" — odjechali szybko w kierunku Ogrodu Zoologicznego. — Tylko jak to zrobimy7 . — Ale co będzie. Natychmiast w całym mieście zaczęły wyć syreny. a drugi przewrócił się na grzbiet i machał wesoło łapami. i znaleźli się na gładkiej. Karolcia i oba lwy. Rada była może i dobra. Zaledwie cała trójka — to znaczy Piotr. który znów odzyskał dobry humor. jakiś wóz pędził z tak niezwykłą szybkością. gdy tymczasem niewidzialna trójka w aucie zastanawiała się. ale niezbyt długo. Po chwili jednak zeskoczył ze swego stanowiska i zaalarmował wszystkie posterunki: — Uwaga! Czerwone auto pędzi samo przez miasto! Nikogo nie ma przy kierownicy. aby auto zatrzymało się na chwilę. Jeszcze parę ulic. Karolcia i Prezydent — zdążyła nadbiec z pomocą. — Musimy ocalić lwy! — To nie ulega wątpliwości! — zgodził się Prezydent. To jest autostrada naokoło miasta. 108 — Bardzo chętnie! — odpowiedzieli wszyscy. Co prawda lwy broniły się bohatersko. Lwy nawet zaproponowały.-w. gdyby nie to. Jeden z nich biegał właśnie beztrosko po zielonej trawie z zerwanym kwiatkiem w pysku.. — Bardzo chętnie. Alarm oczywiście poskutkował. Filomena i strażnicy już dopadli biednych lwów. • >. żeby mogły pobiegać trochę po trawie i rozprostować łapy. gdy tylko odjechali. — Trzeba je ratować! — krzyknęła Karolcia. wyskoczyły z auta. a za nią kilku strażników miejskich. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości. która się nie krzyżuje? — Oczywiście — przypomniał sobie Prezydent. Najgorsze jednak było to. do ogrodu..niA nn j<>. ale były to przecież zupełnie małe lwy. że na szosie rozległy się naraz głośne sygnały samochodowe. Było to ogromne auto. że zaledwie zdążyli ukryć w pobliskich zaroślach czerwone auto. szerokiej szosie. — To właśnie ta autostrada — zawołał Prezydent. . a przez głośniki ktoś mówił grubym głosem: — Uwaga! Uwaga! Czerwone auto przebiega ulice miasta i zagraża bezpieczeństwu mieszkańców! A w aucie pełno jest okropnie drapieżnych lwów! Uwaga! Zatrzymać wóz! — Co teraz zrobimy? — spytał Prezydent. Był po prostu w rozpaczy. — Mnie się zdaje. że są kamienne. uszczęśliwione swobodą. a potem musimy skręcić w lewo — radził Piotr. Zaczęła się walka — ale była to walka nierówna. a strażnicy przywieźli z sobą ogromną siatkę z niezmiernie grubych sznurów i właśnie w tę siatkę lwy 109 schwytali.

które dozorca puścił luzem. proszę siadać przy kierownicy! — Ale dokąd mamy pojechać? i. Siedziały już właśnie w wielkiej klatce. że to taka niedobra czarownica. "\*'-«}l i X . Sami umieścili się na drugim wielbłądzie. — Przez całe życie o tym marzyłem. Ale widać 111 było od razu.Zdaje się. Obok przechodziły właśnie dwa wielbłądy.'^' tf ' '" ' j * "t t . — Co wobec tego zrobimy? — zapytał Prezydent. » /> **f«4 — Do Zoo — odpowiedział Piotr. gdzie umieszczono ich przyjaciół. Trzeba było przede wszystkim zastanowić się nad tym. w której mieszkały foki. Mijali klatki z małpkami i rodziną niedźwiedzi. że musiałbym wystosować pismo do dyrekcji Ogrodu Zoologicznego. że ma ogromną ochotę przejechać się na wielbłądzie. Jednocześnie jednak żal mu się zrobiło Prezydenta. — Już wiem! — krzyknął naraz Piotr. Udało się im doskonale. że personel Zoo był w tej chwili zajęty oglądaniem dziwnej odmiany małych lwów przywiezionych przez Filome-nę! Nikt więc nie zwrócił uwagi na galopujące wielbłądy. Tak bowiem zostało postanowione. ci. jak uratować i wyzwolić lwy. który był ogromnie zadyszany. a my z Karolcia pojedziemy na tym drugim! — Nie wiem. zauważyli podejrzany ruch. żeby trochę zażyły swobody. — Za rok?! — krzyknęła Karolcia. czy prędzej jak za rok zdołamy je uwolnić! Był bardzo tym zmartwiony. — A teraz jazda! — zakomenderował Piotr. Całe szczęście.« U^H^. wymachując parasolem. W tym wypadku sprawa może się przewlec i nie wiem. Karolcia i Piotr — i tak przecież wejdzie bez żadnego trudu. jak wiadomo. — Pojedziemy tam na wielbłądach! Proszę wsiadać na pierwszego. ale nie wiedziałem. jak podskakiwała. Wreszcie na końcu ogrodu w pobliżu sadzawki. przez które wchodzili tylko pracownicy Zoo. panie Prezydencie. Szli teraz jeszcze pustymi alejkami. — Czy nie możemy iść nieco wolniej? — A przez ten czas zamkną na zawsze nasze lwy! — denerwował się Piotr. — To niemożliwe! — Musimy je uwolnić natychmiast — zdecydował Piotr — siadajmy do auta i jedźmy! Panie Prezydencie. Nos znów miała wydłużony i mocno zaczerwieniony na czubku. Nie darmo byli niewidzialni. •». I dodał z westchnieniem: — Nigdy nie lubiłem tej Filomeny. które zresztą okazało się łagodne i cierpliwe. na których nie było widać jeźdźców. Gdy zatrzymali się w pobliżu zbiegowiska. — Jeszcze jak niedobra! — mruknęła Karolcia Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad charakterem Filomeny. byli niewidzialni. — Trochę już zapomniałem biegać — tłumaczył się z zawstydzeniem. gdyż tłum zwiedzających przybywał zazwyczaj dopiero po południu. Ale Prezydent w żadnym wypadku nie mógł za nimi nadążyć. A zaś cała trójka — Prezydent. — Biegnijmy tam — zakomenderował Piotr i puścili się pędem. co by wskazywało na to.v 4'l *"• *"**' <* '<»"" '»-*< *' "/»!«' f' j/*i . czy potrafię — wyjąkał Prezydent. Były zrozpaczone i widocznie straciły . dobiegły ich piskliwe okrzyki Filomeny: — Trzeba te lwy zaraz zamknąć w klatce! Są ogromnie niebezpieczne! Uważajcie! I widać było. < łl t tl > n v *>* l . czy nie zauważą czegoś.P' j f DZIWNE ZWIEŻĘ Czerwone auto cicho zatrzymało się przed bocznym wejściem do Ogrodu Zoologicznego. i zastanawiali się. gdzie też mogą być ich lwy. wóz Prezydenta stanie skromnie przy tym wejściu. tylko rozglądali się pilnie. nie zważali na wrzaski w ptaszarni. ze aby nie zwracać uwagi. żeby kiedyś dosiąść takiego rumaka pustyni! — Na pewno pan potrafi — dodali mu odwagi Piotr i Karolcia i pomogli wgramolić się na grzbiet zwierzęcia.

że nic nie widziała. to jednak był zupełnie widzialny dla zwierząt.. Wepchnięcie jej teraz do pustej klatki było dziełem jednej chwili. które. — Ja postaram się jakoś odciągnąć ich uwagę. że małe małpki. — Mam doskonały pomysł.. — Damy sobie radę. zaczęła jak szalona fikać koziołki w wodzie. — E. Czar bowiem niebieskiego koralika miał tę właściwość. i że natychmiast postanowiły dopomóc lwom oraz Karolci i Piotrowi. czy teraz one nie ściągną na siebie uwagi dozorców. «. Z dyrektorem na czele pobiegli natychmiast w tamtą stronę. 772 — No dobrze. spróbuję — zgodziła się po chwili Karolcia. iż wcale nie zauważyła. skakały z gałęzi na gałąź.nadzieję na uwolnienie. Bowiem ni stąd. — Zobaczysz. że to była zmowa. A była tym tak zajęta. piszcząc z uciechy tak przeraźliwie. jak wiadomo. Karolcia pobiegła do słoni i namówiła je. Korzystając więc z tego. ze względu na ich poprawne zachowanie.-• n. Po zamknięciu klatki Filomena zdołała wreszcie ściągnąć kapelusz i gdy . — Tylko jazda do roboty! Po małej chwili zaczęły rzeczywiście dziać się w Zoo najzupełniej dziwne rzeczy.. że Piotr zaczął się obawiać. nie bójcie się! Przecież jesteśmy niewidzialni! Uciekajcie jak najprędzej! Wobec tego lwy razem z samym Prezydentem pobiegły w stronę bocznego wyjścia. że żaden pomysł tu nie pomoże! — Poczekaj. Każdy się z łatwością domyślił. jak najszybciej. zachwycone tym pomysłem. ni zowąd na wybiegu dla słoni wszystkie słonie ustawiły się rzędem. małpki zaatakowały Filomenę. — Trzeba za wszelką cenę otworzyć klatkę — szepnęła Karolcia.. — Biegnijcie zaraz. przywiezionymi przez zwariowaną paniusię z parasolem. które doskonale znają się na czarodziejskich historiach. nigdy nic podobnego w życiu nie widzieli. Nie zajmował się już małymi lewkami dziwnej rasy. że wiedziały. — Zaraz to zrobimy! — oświadczył beztrosko Piotr. siedzą na pobliskim drzewie i przyglądają się jej z zainteresowaniem. uczepiona jej prętów. że to się uda! — zawołał Piotr z otuchą. najpierw posłuchaj mojego planu. miotającej się i rozzłoszczonej jak stado najgorszych tygrysów. I oczywiście słonie doskonale wiedziały.. że dyrektor Zoo i dozorcy pobiegli do słoni i fok. Tak dziwne. podniosły trąby do góry i zaczęły po swojemu trąbić. W dodatku do ryku słoni przyłączyły swój głos foki. wolno było pozostawać na swobodzie. Stało się to niemal błyskawicznie. „A może słonie i foki niebezpiecznie zachorowały?" — pomyślał i zaraz kazał wezwać lekarza zwierząt. Zgodny chór słoni zagłuszył zupełnie w tej chwili okrzyki Filomeny. aby zachowywały się w ten sposób. są bardzo mądre. Ale na szczęście lwy i foki dostarczały im jeszcze dosyć zajęcia. kim jest naprawdę Filomena. aby dłużej utrzymać uwagę dyrektora i dozorców. Usiłowała dosięgnąć lwów parasolem i wrzeszczała jakieś niemądre słowa. Ryk słoni zaniepokoił wszystkich pracowników Zoo. Jedna z nich. a tymczasem ty i pan Prezydent uwolnijcie lwy. wysłuchawszy dalszego ciągu planu Piotra. co robić.. kim jest Filomena. którym. po pierwsze. Korzystając z tego kapucynki szybko otworzyły klatkę. W ten sposób Filomena została sama jedna przy klatce. by ten cały tłum ludzi oddalił się od klatki. Dwie z nich zeskoczyły z drzewa wprost na śmieszny kapelusz Filomeny i wsunęły go jej tak mocno na oczy. razem z Prezydentem do auta. bardzo śmiesznie kwiczą. Dyrektor teraz zupełnie nie wiedział. boję się. a potem. że chociaż ktoś był niewidzialny dla ludzi. że zgromadzeni przy klatce nowych lwów dozorcy. kapucynki. Tego tylko było trzeba! Lewki szybko i zwinnie wymknęły się z niej. a nawet i sam pan dyrektor Zoo. Kapucynki. Nie ulegało wątpi i8 — Karolcia 113 ii wości. a my was dogonimy — rozkazał Piotr. a Karolcia i Piotr zajęli się Filomena. Musimy przede wszystkim postarać się o to. — A co będzie z wami? — martwiły się lwy. a po drugie.

Podbiegł do urzędnika z kluczem i powiedział bardzo grubym głosem: — Zabraniam panu zamykać ogród. Przybyli w ostatniej chwili. Skakała więc tylko ze złości aż po sam wierzch klatki i rozczapierzała swe szponia-ste palce — wyglądała jak bardzo dziwny stwór. 775 — Zdaje mi się. — Nie ma rady.. Jak się pisze „zwierzę". Karolciu — oświadczył Piotr. gdyż znów przeraźliwie zawyły syreny. — E. U < ' ! n "J •. — Szkoda! — żałośnie westchnął Prezydent. — Zabraniam. Ale nie zdążył dokończyć. panie Prezydencie — powiedziała Karolcia z łagodną perswazją.•« ń j. A potem wskoczyła na zawieszoną w klatce suchą gałąź i zaczepiła się o nią nogami. proszę pana. że w tym napisie. Ciągle nie odwracał głowy i wcale nie wiedział.W Ot. A przecież nie usłuchają niewidzialnego człowieka! — Kto wie? — zastanowił się Prezydent. że jest uwięziona. — A jakim prawem pan mi zabrania? — powiedział na to urzędnik. — No. która była zawieszona na klatce. Próbowała zresztą rozgryźć żelazne pręty. t j. 4 e \ l . Jednak to się jej nie udało. Ale jeszcze przedtem na białej deseczce. aby wyłamać kraty. Nos jej się przy tym znów ogromnie wydłużył. kiedy pan musi użyć swojej powagi i zabronić im zamknięcia bramy.1 1 VJ>? < r *• f * 0/i'*fA"i0o i/ aur • » . ale i ten pomysł był jak najzupełniej chybiony. nie odwracając głowy. Dopiero kiedy . z kim rozmawia. zrobiłem błąd. to jedźmy! — zawołał na ich widok Prezydent i nacisnął starter. — Uciekajmy! — wrzasnął wobec tego Piotr i czerwony wóz błyskawicznie ruszył z miejsca. — Spróbujemy! — I szybko wyskoczył z auta. żegnani okrzykami kapucynek. gdyż był w tej chwili niezmiernie zajęty. co mi pan zawraca głowę — gadał dalej urzędnik. V i NARESZCIE W OGRODZIE! — To tu! — radośnie zawołała Karolcia.spostrzegła. „ż" czy „rz"? — Zaraz. że coś jest nie w porządku. Klucz za nic w świecie nie chciał się przekręcić w dziurce. — Nie ma rady. musisz nas teraz odczarować.. zawyła dziko: — Ha! Nie ujdziecie mej pomście! — i rzuciła się. gdy czerwone auto zatrzymało się przed bramą ogrodu. M . męcząc się z kluczem. gdzie czekał na nich niewidzialny Prezydent z lwami. który zostawiłem na klatce z Filomeną. chwileczkę — zatrzymał go Piotr — zdaje mi się. — Oto nadeszła chwila. dosiedli znów wielbłądów i błyskawicznie znaleźli się przy bramie. a włosy miała rozczochrane i zjeżone. które tym razem przezornie ukryte były w bagażniku. — Zaraz. przekreślił napisane tam słowo „lwy" i napisał znalezioną w kieszeni czerwoną kredką: dziwne zwieżę Potem. bo mam prawo — zdenerwował się Prezydent.. — Cóż znowu się stało? — zaniepokoił się Prezydent. zaraz — zaczął się zastanawiać Prezydent — zdaje mi się jednak. „„ — Uciekajmy teraz! — zawołała Karolcia. panie. gdy właśnie jacyś dwaj urzędnicy ogromnym kluczem mieli zamiar zamknąć bramę ogrodu. ^KJ > <n >r> 114 — Uciekajmy! — powtórzył Piotr. że..

— A to co? — wszyscy się trochę przestraszyli. jak się zachować. I w tej chwili. Teraz już wszyscy wyruszyli do ogrodu. — A co mam teraz dalej zrobić? — spytał Piotra Prezydent. tylko o rzecz poważną. — Zdaje mi się. — To są takie niezupełnie prawdziwe lwy. że powinien pan obejrzeć ten ogród dokładniej — 118 doradził Piotr. że jesteście! Pomóżcie nam coś wymyślić. kiedy właśnie Piotr i Karolcia z wszelkimi honorami prowadzili samego Prezydenta do ogrodu. zdawało się. — Sam pan Prezydent Miasta przyjechał. że się przedstawię i podziękuję w imieniu wszystkich dzieci z naszych bloków — powiedział na to uroczyście Leszek. mówisz? — zastanowił się Prezydent. z którego wydobyli obydwa. — Nie bójcie się! — zawołali do dzieci. — Już znaleźliśmy — odpowiedzieli na to z dumą Piotr i Karolcia. To dopiero była zabawa! Jeździło się na karuzeli i na kołobiegu! Huśtawki fruwały w górę. — Tak jest. o ogród dla dzieci z całej naszej dzielnicy. — Fajnie. co to za głosy. To cała banda dzieciaków z podwórza witała ich w ten sposób. — Ha! Trudno! Stajemy się znów widzialni. jakie są miłe! I jak widzicie. I w tejże chwili usłyszeli dziki okrzyk radości. — Bardzo mi przyjemnie — odpowiedział na to pan Prezydent Miasta i podał mu rękę.odwrócił się i nikogo przy sobie nie zobaczył. — Hm. „•M— Myślę. panie Prezydencie Miasta — ukłonił się grzecznie urzędnik i zaraz sobie poszedł. ale za to uszczęśliwione lwy. za . To chodźmy do ogrodu. która zawsze była dość odważna. zdziwił się porządnie. za nią Dorota. Wszyscy stali porządnie w kolejce! Karolcia stała za Agatą. to znaczy. W tej sprawie wydam odpowiednie zarządzenie na piśmie. a to jest jego czerwony samochód. rozległ się żałosny ryk. — Są naprawdę niezwykle łagodne i niezmiernie do nas przywiązane. — Właśnie. aby ogród pozostał otwarty. ale musimy! — Ale pan Prezydent ma rację — poparł Prezydenta Piotr. są zupełnie nieduże. — I teraz już nie chodzi o naszą przyjemność. trochę pogniecione. żeby było jakoś poważnie i elegancko. ale bez awantur! O. Same się przekonacie. że sięgną nieba! Na zjeżdżalni był ruch bez przerwy. — Naturalnie! — zachęcała Karolcia. że chyba trzeba zrezygnować — przyznali z westchnieniem. to może warto obejrzeć. 'u 119 r r — Czy można je pogłaskać? — zaryzykowała Dorota. kochany koraliczku. Jak myślicie? Co. Ale Piotr i Karolcia od razu wiedzieli. właśnie! Bardzo ładnie to powiedziałeś — Prezydent kiwał przytakująco głową. Karolciu? — Myślimy. chciałem powiedzieć: przyjemnie. — Trochę szkoda. A potem odwrócił się do tego urzędnika od klucza i zwrócił mu łagodnie uwagę: — Proszę. — Hm. żeby ogrodu nie zamknęli! Widzicie? Naprawdę chcą zamknąć! Co to będzie? Gdzie się będziemy bawić! Wymyślcie coś. jeśli mam jakoś uratować ten wasz ogród. — Zapomnieliśmy o naszych lwach! — zawołali i pobiegli co prędzej otworzyć bagażnik. Jania nawet miała ochotę rozpłakać się. co to. Bo Leszek to jest taki. — Niech pan tylko zobaczy. znajdźcie na to radę. to nie! Nic takiego się nie zdarzyło. co? — Więc stajemy się znów widzialni — uroczyście powtórzyła Karolcia — zrób to. — Karolcia! Piotrek! Jak to dobrze. ale to nie jest sposób załatwiania sprawy — szepnął do Piotra zatroskany Prezydent. żeby sprawę ująć w swe ręce. jak tu fajnie. To jest właśnie pan Prezydent. że jednak będziemy 117 musieli teraz zrezygnować z niewidzialności. — I na poparcie swoich słów oraz wyrażenia wdzięczności lwom za ich wierność Karolcia po kolei pocałowała obydwa w rozczochrane łby. — Pan pozwoli. że zawsze wie.

że to jest możliwe? — Myślę. — Czy nie mogłybyśmy zostać teraz lwami drewnianymi na karuzeli? — spytały Prezydenta. Tylko Karolcia i Piotr zostali przed bramą. kiedy Karolcia. — Co sądzisz o tym.Dorotą Leszek. a obok usadowił Janie. że jest możliwe — odpowiedziała po namyśle. że istnieją takie rzeczy jak obiad.«. żeby uroczyście raz na zawsze załatwić sprawę waszego ogrodu — powiedział na pożegnanie. że już nie mają ochoty być kamiennymi lwami i sterczeć przed Ratuszem. Ale chciałbym.v. — Nie! Niech i to auto tu zostanie. NIE BLEDNIJ.V* t. wytłumaczyć radnym.. — Nie — powiedział. Ale należało mu się to! Tak wszyscy w ogrodzie uchwalili. że postanowiły stamtąd już nie schodzić. Karołciu? — spytał. — Żegnajcie! — powtórzył pan Prezydent Miasta. za Leszkiem sam pan Prezydent Miasta! Tak jest! Tak jest. moi złoci! Sam pan Prezydent Miasta! Nie chciał opuścić żadnej kolejki! Tak mu się to podobało. . że był honorowym gościem. nie mogę! Muszę jeszcze ciągle być tym Prezydentem Miasta. który stał się naraz zupełnie mały. To mówiąc ujął pod pachy pewnego małego chłopaczka. — Niech wobec tego na pamiątkę tej całej historii i naszych wspólnych przygód zostaną tu te trochę zaczarowane lwy i trochę zaczarowany samochód. dzieci! — Na obiad? Na obiad? — powtórzyli. gdzie są różne zabawy dla dzieci. że ten ogród to niezmiernie ważna rzecz. i posadził go przy kierownicy. że się jada obiady. 120 — Muszę być tam. razem z lwami. bo pobiegły wszystkie za czerwonym samochodem. — To dobrze — ucieszył się pan Prezydent Miasta. Żegnajcie! Ukłonił się elegancko kapeluszem. To się dopiero wyjeżdżą. więc stał na stopniu i odwróciwszy się w stronę Karolci i Piotra. Bo bardzo dziwne im się wydało. Ale właściwie dzieci już nie było. że już jest okropnie późno i że zaraz zacznie się posiedzenie rady miejskiej. I Prezydent od razu się na to zgodził. — Muszę. I że wolałyby dostać jakąś inną posadę. Czy myślisz. Zaczęły od tego. r. A na karuzeli ile się wyjeździł! Ze względu na to. żeby tam nie wiem co. który mieszkał w sąsiednich blokach. za wszystkie czasy! — Sam bym tu chętnie przyjął jakąś posadę — powiedział kiwając głową — ale cóż. jeździł nawet trochę częściej niż wszyscy. A lwy? Też we wszystkim brały udział. Piotrem i samym Prezydentem Miasta. Ale najwięcej podobała im się karuzela. i kierowany przez chłopczyka z sąsiedniego bloku. to znaczy zupełnie niezwkłe i zupełnie zaczarowane. A że autobus był bardzo przepełniony. odprowadziły go do auta. uniósł jeszcze raz kapelusz i uśmiechnął się serdecznie. Wśród tych wszystkich przygód zapomnieli zupełnie o tym. zapatrzeni w znikający w oddali autobus. KORALICZKU! * ti. gdy naraz ktoś przy nich powiedział: — Czas na obiad. Tak im się podobała. A restaurację można zbudować trochę dalej! Prawda? — Prawda! — zgodzili się wszyscy. rpt '-: ' Ł 'r. Stali tak. Piotr i wszystkie dzieci.s* ^ '. V. A potem spojrzał na zegarek i zaraz sobie przypomniał. kiedy naraz wyskoczył ze swego czerwonego auta. A oni odpowiedzieli mu skinieniem podniesionych rąk. jak są w tej chwili. Chcę. ja i Piotr wiemy. I wskoczył do przejeżdżającego właśnie autobusu. już miał nacisnąć starter. Przeprowadziły zresztą poważną i zasadniczą rozmowę na ten temat z Karolcia. Racja! Niech zostaną lwami na karuzeli. W takim ogrodzie. że niektóre rzeczy przestaną być takie. — No to żegnajcie i bawcie się dobrze! — i Prezydent już. jechał teraz szybko aleją ogrodu. żeby zostały trochę niezwykłe i t r o c h ę zaczarowane. — Ty. bardziej wesołą — właśnie na przykład w ogrodzie. żeby jeździły nim dzieci i żeby się wesoło przy tym bawiły.

Gdzie ty byłaś.. -«^*** łM-uj t< !i' 722 — No. I poza tym była to święta. najbardzej tajemnicza tajemnica.— No. patrząc na Karolcię. — powiedziała Karolcia. ale już ciotka Agata puka do łazienki. Karolciu? — W Zoo. Otwiera je ostrożnie. czy to wszystko. — Myj zaraz ręce! — zawołała swoim zwyczajem do Karolci. Koraliczek jest blady. Tymczasem w domu ciotka Agata już czekała na wszystkich z obiadem i nawet sama nakryła do stołu. nic takiego — wykrętnie mruknął Piotr. — No to biegnijcie szybko do domu! Już naprawdę jest późno! Mama Karolci też się niepokoi. jakie masz czarne. Czy lwy.. a może było to 723 dzieło Filomeny? A koraliczek? Prawda. to działo się naprawdę?.. — Dobrze! Idziemy — zgodził się niechętnie Piotr. Piotr? Za kogo mnie masz? — szepnęła oburzona podobnym podejrzeniem Karolcia. — No. gdyż w tej chwili spotkali tatusia. — Dziś w popołudniowej gazecie jest coś. chociaż zazwyczaj należało to do obowiązków Karolci.... — Wyobrażam sobie. dzieci? — Tak! — szepnęli Piotr i Karolcia. — Tylko słuchaj. — I poszła szybko do łazienki. wyglądasz na bardzo zmęczonego! A Karol-cia tak samo! Co wyście dziś w tym ogrodzie robili? Pewno za dużo było biegania! Co? — Może troszkę za dużo — przyznał Piotr. co tu robisz? Na pewno ciotka Agata już czeka na nas z obiadem. i duże. jeszcze się trochę niebieszczy — ale na ile tam tej niebieskości wystarczy? Może najwyżej na dwa życzenia? A może tylko na jedno bardzo ważne.. Nie wiadomo skąd — może to niechcący zrobił który z lwów.. tylko że mama wcale a wcale nie wiedziała. nie — pokręciła głową Karolcia. dzieci. Po prostu w ogrodzie. to wszystko. — Koraliczku. co było.. Lwy na ulicach naszego miasta! W Zoo dzieją się dziwne rzeczy! Czy słonie zachorowały?! Nieznane zwierzę w klatce lwów!" To chyba dosyć niezwykłych rzeczy. jak to było naprawdę. Ale co wam jest? Takie macie buzie rozpalone! Piotr. bo już wcale nie wiedziała. Bo rzeczywiście było. Dokładniej powiedziawszy — czarne. O koralicz-ku kochany! Trzeba teraz prawdzie spojrzeć prosto w oczy. jł Naraz Karolcia przystanęła. A Piotr powiedział po cichu: — Już sam nie wiem. nie blednij! — prosi go cichutko Karolcia. Na prawej było zadrapanie. i wołał do nich: — Karolciu. Tyle godzin nie pokazywałaś się. — Przyjdź! — zapraszał tatuś. a było tego biegania. aby uniknąć dalszych wypytywań. którą wesoło wymachiwał. prawda. — Nikomu nic o tym wszystkim nie mów — syknął jeszcze Piotr do Karolci najciszej. ale zaraz poprawiła się — to znaczy. czas do domu — powtórzyła mama Piotra. o jakie to bieganie naprawdę chodziło. Szedł spiesznie do domu.. . w ręku trzymał gazetę. która stała obok nich — biegnijcie szybko. dzieci? O co chodzi? — Ee. — Czyżby. t Ujął Karolcię za rękę i pędem pobiegli w stronę ich bloków. Ale nie otrzymała już odpowiedzi od Piotra. jak wygląda koraliczek w tej chwili?! Karolcia teraz szybko wyciera ręce i wyjmuje z kieszeni pudełeczko z koraliczkiem. — Co wy tam znów się naradzacie.. Nie jest jeszcze zupełnie przezroczysty. co ma o tym wszystkim myśleć. co was na pewno zainteresuje! — A co takiego? — zaniepokoili się. co się stało?! Zmęczyłaś się? — zaniepokoił się Piotr.. zobaczcie tylko tytuły: „Ogród dla dzieci będzie od jutra otwarty na zawsze! Sam Prezydent Miasta odwiedza ogród przy ulicy Kwiatowej... — Nie.. jak mógł. A Piotr? Może przyjdziesz do nas? — Dziękuję. A Karolcia nawet zbladła z wrażenia. — Co ty. Ręce były rzeczywiście porządnie brudne. przyjdę po obiedzie — ukłonił się Piotr. byłam w ogrodzie..

f i n >. Ale grunt. jakie będzie mógł spełnić koralik. Ojej. tak. — Może chciałabym mieć na przykład taką lalkę z domu towarowego. chyba nie — uspokoił mamę tatuś.. Może na przykład wymienią Filomenę na ślicznego niedźwiadka? Albo na żyrafę? — Jedz. Po prostu szaleli obydwoje z Piotrem w ogrodzie. jeśli przypadkiem będzie wtedy trzymała koralik w ręku. Karolciu! — woła znów mama.. Chyba że już jej tam nie będzie. i że podobno działy się tam różne rzeczy. tej popołudniowej. zobaczyć tego zwierzaka.. zanim stanie się zupełnie. — Ja. Bo jedno niebaczne życzenie. — A może ona jest chora? Zdaje mi się. — Nic nie rozumiem — dziwi się mama — raz chcesz. nie jestem chora! — protestuje gwałtownie Karolcia. — Ona jednak chyba jest chora. Podobno czasem wymienia się różne zwierzęta z zagranicą. raz nie chcesz. Karolcia od razu przestaje myśleć o tym. Bo nie lubi. ludzie mówili. aby w ogrodzie zawsze były przedstawienia cyrkowe za darmo dla wszystkich dzieci? Albo 724 żeby mieć własne.. moje dziecko. ciotka Agata jest już trochę. I zaraz postanowiła. najzupełniej przezroczysty. — Zaraz idę! — woła Karolcia i postanawia. dreszcz ją przeszedł. dopóki tam będzie przebywać Filomeną. — Karolciu! Zupa stygnie! Oho. Ty przecież lubisz chodzić do Zoo? — Nnnie.. ale tylko troszeczkę zagniewana. że podobno był dziś w ogrodzie sam Prezydent Miasta i że nie pozwolił na zamknięcie. — Nie chcesz kompotu? Kompotu z wiśni? Twojego ulubionego kompotu? — nie może się nadziwić mama. A na talerzu stygnie zupa. A właściwie najlepiej byłoby przed powzięciem tak ważnego postanowienia porozumieć się z Piotrem. Nie mam pojęcia. ale to bardzo. że teraz musi być bardzo. — Idę już. słyszałam już na mieście. — Na pewno nie ma temperatury. — A właśnie. Trzeba jednak koniecznie pogadać z Piotrem. ja już będę jadła ten kompot. tf . Ba. — Jedz. Karolciu? Pójdziemy.. Prawda. małe auto? Trzeba koniecznie pomówić o tym z Piotrem. A o tym dziwnym zwierzęciu czytałaś? Trzeba będzie w najbliższą niedzielę pójść do Zoo.. Sprawa jest bardzo poważna. . już teraz nie bardzo lubię — wyjąkała Karolcia. że ma bardzo czerwoną buzię. Może ma gorączkę. — E. że zdążyła schować koralik do kieszeni... że musiałaby raz jeszcze spotkać się z Filomeną. bo to już pewnie będzie jedyne i ostatnie życzenie. czego bym chciała. wszyscy już zjedli i czekamy tylko na ciebie! Czy prosisz o kompot? Karolcia kręci przecząco głową. Tak. ciociu! Idę. li/ . trzeba się mieć na baczności. zamkniętą w klatce. — postanawia. znienawidzona zupa jarzynowa! Gdyby tak zamiast jarzynowej była na talerzu na przykład zupa.. Bo może by na przykład poprosić koraliczek. że za nic na świecie nie pójdzie do Zoo. no.. co się z tobą dzieje. że nie można było. Wszyscy już siedzą przy stole i czekają na Karolcię. żeby mama wiedziała. wprost okropnie ostrożna.. jaką zupę wolałaby od jarzynowej. — Piszą o tym w gazecie. Kiedy pomyślała. i już przepadnie jedyna i ostatnia okazja spełnienia jakiegoś życzenia naprawdę wspaniałego. albo może. — Aha! — przytaknął tatuś. kiedy kto spóźnia się do stołu. I czy można było trzymając koralik w ręku prosić o kompot? Chyba jasne. nawet taką niby unieszkodliwioną. — Patrz. No bo jakże 725 Karolcia mogła powiedzieć: „Proszę o kompot" — kiedy akurat w tej chwili lekkomyślnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej kora-liczek? A potem nie mogła w pomieszaniu do tej kieszeni trafić. Karolciu! Co ci jest? Czy nie masz apetytu? — zdziwiła się mama.— Karolciu! Proszę siadać do stołu. — Muszę się dobrze przedtem namyślić. — Nie. toby się nie dziwiła. Och! Wstrętna.

— Ale sam teraz rozumiesz.. które byłoby bardzo potrzebne i ważne. — A teraz chodzi mi o to. I wiesz. — Aha! No. ja się okropnie boję. że to byłaby szkoda.t/ a v-s« ł \ \ ' \ 'b« * <ł<1«*. w czyje ręce potem się dostanie! — Wobec tego musisz dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie. M . zupełnie jakby nie pamiętał o tym. o którą prosi . nie powinnam postępować lekkomyślnie. kiedy tylko można było wyrwać się na podwórze. czego mi żal? Że on przez takie moje jedno życzenie już przestanie być widocznym. oczywiście. — Pewnie. co się wydarzyło im wczoraj.<. a poza tym.. A ten Piotr znów swoje: — A nad czym? — Jak to: nad czym. W tym momencie Piotr wreszcie odzyskał przytomność i ożywił się. to co? To zmarnuję życzenie i już o nic więcej nie będę mogła poprosić. I widać żłopnął szybko. ( ŻEGNAJ. 727 — Pewnie. I zaraz by się to spełniło! — Ach! Nawet nie mów takich rzeczy! — zdenerwowała się Karolcia. co zrobimy z koralikiem. ale widząc pełne oburzenia i pogardy spojrzenie Piotra.•" V . Po prostu po obiedzie jego mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny i mowy nie było o zobaczeniu się z nim. Musimy się naradzić. jak to: nad czym? Piotr! Ty chyba jeszcze śpisz?! A koralik? — wyszeptała Karolcia. biedaczek. ze wczoraj prosiliśmy go o masę rzeczy. Karolcia zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo: — Muszę koniecznie jak najprędzej z tobą pomówić. — Duże czy małe? — Może nawet i na takie trochę większe. błękitnym koralikiem. że nie można było inaczej — zgodziła się Karolcia. To nie jest rzecz.'»• . że niebiesko-ści koralika starczy na jedno tylko życzenie. tak jak na przykład powiedziała ciotka Agata z tymi ciastkami. Trzeba się poważnie zastanowić. czy on napraw de już jest taki blady?! — Jest. — Myślałam co prawda o pewnej przepięknej lalce — zaczęła niepewnie Karolcia. | -j t& . zaraz się poprawiła: — No. — Oczywiście.. że nie możesz! Ale powiedz. Zejdź zaraz na podwórze. Tylko rozumiesz.. j r >. — Trzeba przyznać. wesołym. bo pędem zbiegł ze schodów. bo po małej chwili już był na podwórzu wyraźnie zaniepokojony — No i co? — zapytał zdyszany. — Jak to: co? Musimy się naradzić. — No pewnie — zgodził się Piotr. że jeśli tak się zdarzy. że nie myślałam o tym poważnie. — Nic się nie stało — odpowiedziała Karolcia — ale może się stać. a stanie się niewidzialny. — A czy on już zrobił się zupełnie przezroczysty? — zaniepokoił się Piotr. Ale nie można było inaczej. — Bo co się stało? — spytał Piotr najspokojniej w świecie. gdzie jest moja szczotka do butów". dobra. Jeszcze tylko wyżłopię mleko. zaraz lecę. że tak naprawdę to zdaje się. ^ * •*.K t & Ot f4*Vi % >'* 3 « * >•:. Gdybyś tak na przykład powiedziała nieostrożnie: „Chciałabym wiedzieć. No. KORALIKU! Z Piotrem jednak można było pogadać dopiero nazajutrz. że będę trzymała akurat koralik w ręku i powiem byle co. Ale zaraz rano. że z powodu tego jednego jeszcze życzenia. jakie mogę powiedzieć koralikowi. jest — westchnęła ze smutkiem właścicielka błękitnego koralika — jest zupełnie bledziutki. i jakby nie istniała jeszcze możliwość rzeczy niezwykłych.*«» . że nie wiadomo.

Toby było. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. co? — Kiedy książki można kupić — nieśmiało zauważyła Karolcia. że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku. sama chyba przyznasz. Pewnie. A potem zacisnęła mocno pięść. przestań. ale jeszcze innym potrzebne są na przykład książki. Piotr? — Pewnie. która mieszkała w sąsiednim bloku. którym są potrzebne o wiele ważniejsze rzeczy niż lalki? ^ 128 — Wiem — przyznała pokornie Karolcia — toteż dlatego chcę z tobą się naradzić. śliczną skakankę. moja droga. Albo dorośli. że jedne są bardziej ważne. n — A nie będziesz żałowała. Agasia marzy o skakance. Ona na pewno chciałaby być zdrowa. zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa. mój drogi. że mnie nie? Ale uwaga. — No pewnie. — Słuchaj. — A myślisz.. — Naprawdę? <b -' — No pewnie. Taki ma reumatyzm.się koralik. która wybiegła z sieni. Jedna prośba do koraliczka. A oni nie mają. — Nic mnie już nie boli! Za panią Pieniążkową. było na co patrzeć. które mieszkają nie w naszym bloku. Tak. moja droga. że jest okropnie dużo ludzi. tylko w sąsiednim. — Ja? — Piotr zastanowił się przez chwilę i zaraz potem powiedział: — Ty. Pomyśl. — Można. Więc zaraz spróbuję. przecież to nic nie szkodzi spróbować. co się dzieje! — zawołał Piotr. szło z powagą dziesięć . Czy nie wiesz o tym. — Aha! — Widzisz! A znów Agasia. Daję ci słowo! Tylko co by tu wymyślić? — Ojej! Też masz zmartwienie! A czy wiesz. gdyby tak nagle wyzdrowiała. — Właśnie! A takim jednym dzieciom. Też mają swoje zmartwienia. a drugie mniej. ale już ostatnia! •'* — No to co! Właśnie niech ta ostatnia taka będzie. od razu zaczęła skakać przez nową. — Patrz. — Jestem szczęśliwa! — wołała do wszystkich.. co? — Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było 9 — Karolcia 729 * w wspaniale. że można. który tu mieszka. Co ty na to? — To może ja poproszę o te buty? — zaofiarowała się Karolcia. tak. Ja wiem. Każdy ma jakieś marzenia. a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. jak się ma pieniądze. — Jest — powiedziała bez wielkiego przekonania Karolcia. A Dorota marzy. Piotrek? — spytała naraz Karolcia. to ci powiem. Albo o jeszcze czym innym. to potrzebne są buty na zimę. A rower jest ważniejszy niż lalka. Piotr. tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać! Zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy. że musi być coś poważniejszego. Agasia. tylko nie śmiej się ze mnie. jakby się cieszyła. że bolą ją nogi i ręce. a pani Leśniewska. ta z trzeciego piętra. o wrotkach. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami. — Im są potrzebne buty. Ja właściwie nawet tak bardzo nie chcę tej lalki. że to byłoby najlepsze. chciałby mieć na przykład rower? A nie może mieć. Mogę się bez niej obejść. Naturalnie. jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. Weź taką panią Leśniewską z trzeciego. już! I Karolcia po raz ostatni położyła na dłoni koralik i szeptem wypowiedziała życzenie. można. gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka. Co. Ale czekaj! Dlaczego tak by nie miało być? Pritóeż to tylko od nas zależy. Też ważna rzecz. bo jego rodziców nie stać na kupno roweru. Czy tylko koralik zechce to zrobić? Tak masowo! Dla wszystkich?! — Rzeczywiście — zasępiła się Karolcia. Więc już mówię życzenie — uwaga! — Strasznie mi serce bije w tej chwili — przyznał się Piotr. — Ojej. Ale zaraz rozpogodziła się. że tak niby nic dla siebie nie prosiłaś?. być może. — A ty co byś chciał. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć. co by tu się działo. że Leszek. Każdego dziecka i każdego dorosłego. l * — Hm! Jedna. Ciągle jęczy.

I już nie mogła więcej mówić. że wszyscy umilkli zasłuchani. a mama Karolci przybiegła zdyszana. — Teraz rozumiem! — zawołała Karolcia — to było twoje skryte marzenie! — Tak — wyznał Piotr ze skruchą. Płocha Sarenko — ukłonił się uprzejmie Wielki Wódz Sokole Oko i podał Karolci rękę. aby miał być najznakomitszym skrzypkiem na świecie. że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały. Pan Grzybek był urzędnikiem na poczcie i nikt nie słyszał o tym. co było jej największym marzeniem. co tam jest napisane? Aha. — Widzisz? Zdejmują starą tabliczkę. co się stało. kiedy zjawiły się na podwórzu nowe. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu. Ledwie jednak zdążył to powiedzieć. Widzisz? Widzisz. Naraz z jednego z mieszkań rozległy się dźwięki skrzypiec — ktoś grał bardzo ładnie. ubrany w piękny frak i kłaniał się wszystkim wokoło. Podeszli • zaraz do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie. Ale nie było czasu na dalsze wyjaśnienia. mieszkania siedemnaście. którzy też nadjechali ze swoim wozem. bo było jej tak dziwnie. — zaczęła Karolcia. Wreszcie doszło do tego. Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze. już widzę: „Szczęśliwy Zaułek". — Witajcie w moim wigwamie — odpowiedział na to najzwyczajniej w świecie Piotr i zaraz zwrócił się do Karolci: — Pozwól. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek. Nie trwało to jednak długo. a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. — Mieszka tu na trzecim piętrze. żeby być najsławniejszym skrzypkiem na świecie — szepnął Piotr do Karolci. ale niezmiernie szczęśliwa. Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki. — Zdaje mi się. zawsze chciała 130 mieć co najmniej tyle białych kocurów. a w rękach trzymali tomahawki.. Karolciu? Tu teraz mieszkają ludzie szczęśliwi. — Prosimy zrobić miejsce! Będziemy zaraz nakręcać film z mistrzem Grzybkiem — wołali tymczasem filmowcy. jak wszyscy wiedzieli. że spływa po twarzyczce jakaś gorąca 133 . które zawsze chciała mieć. — Przyjechaliśmy robić wywiad z najsłynniejszym skrzypkiem na świecie — poi. bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej 132 i weselej. dziwnie wyglądające postacie. zawieszają nową. na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa. — Cicho! Zaraz zobaczymy — mruknął Piotr. Zaraz. Oto Sokole Oko. że można — odpowiedział też takim trochę dziwnym głosem.v«< »>/ M. dzielny nasz przyjacielu — powiedzieli u-przejmie. gdyż. — Witaj. Tylko że tego dnia nic nikogo nie dziwiło! Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach. Ależ tak. Co prawda grał czasem wieczorami cichutko i nieśmiało. 131 wiedzieli. pan Grzybek.białych kotów. — Co oni będą robić? — zdziwiła się Karolcia. ale mam takie jakby ściśnięte gardło. — Witaj. że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu. — Czy można płakać z radości? — spytała wreszcie Piotra. tak ładnie. A pan Grzybek zszedł z trzeciego piętra. wołając. że aż miała ochotę rozpłakać się. że ci przedstawię najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów. Ale już więcej nic nie mówiła. — Widzisz? Pewnie marzył właśnie o tym. wspaniały. tylko poczuła. w których mieli wspaniałe pióra. ze skrzypcami w ręku. a tatuś Karolci zajechał najniespo-dziewaniej w świecie na nowym skuterze. gdyż już po chwili zajechał na podwórze wóz radiowy i auta z dziennikarzami. — Nie wiem. — A ja. Pod numerem siedemnastym mieszkał. blady i wzruszony. Ale żeby był artystą? Nikt nie przypuszczał. Zadowolona jesteś? — No pewnie! — powiedziała Karolcia. jak wyznała..

............................... Otworzyła więc dłoń......................... 43 LEPSZE I GORSZE POMYSŁY . 23 GDZIE JEST KORALIK?. już nie błękitniał............. 94 RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE........... BO CO BĘDZIE DALEJ?... — Koraliczku! — szepnęła Karolcia........ 50 CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU................. KORALICZKU! ................... 111 NARESZCIE W OGRODZIE!........ aby go poszukać......................... 87 PANIE PREZYDENCIE MIASTA!........ 7 ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE....... „' Mb " SPIS TREŚCI DZIEŃ DOBRY!....... 122 ZEGNAJ......... 31 AUTOBUS I INNE RZECZY..... 36 HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY!. 16 CO BYŁO DALEJ..... 5 NOWINA................r w kropla.. 9 TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU............... ale już go tam nie było............127 ...... Być może............................................................... że koralik na nowo jaśniejący swą błękitną barwą wróci do Karolci i Piotra i że znów spotkają ich niezwykłe przygody...... A również może tak się zdarzyć.... 107 DZIWNE ZWIEZĘ... 81 KAMIENNE LWY!. I zaraz obydwoje z Piotrem przyklękli........ KORALIKU! ......... 101 STOP' ZATRZYMAĆ WÓZ'....... że jeszcze go kiedyś odnajdą......... Może które z was? Nigdy nic nie wiadomo i wszystko jest możliwe................... czy może Karolcina łza? A potem przezroczysta kropla stoczyła się z ręki na trawę.. 26 O CIOCIU AGATO!.....„ ........ 57 W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY..................... ale już nic nie znaleźli...... I nie było wiadomo. Podniosła rękę.. że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik............................ A może te przygody czekają na kogoś z was? Trzeba tylko umieć znaleźć błękitny koralik.......... 117 NIE BLEDNIJ.......................... i w tej chwili przypomniała sobie.. 66 UWAGA.. Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy..... 72 CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY....... aby ją otrzeć.. A może znajdzie go ktoś inny. czy to koralik.........

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->