MARIA KRUGER Karolcia Siedmioróg Ilustrowała Halina Bielińska LEKTURA DLA KLASY II SZKOŁY PODSTAWOWEJ Wydawnictwo Siedmioróg ul.

Świątnicka 7,52-018 Wrocław Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg WWW.SiEDMIOROG.PL Wrocław 2002 Dzień dobry! Zaczyna się opowiadanie o przygodach dziewczynki, która miała na imię Karolcia, i o przygodach chłopca, imieniem Piotr. To, co im się przydarzyło, może się właściwie przydarzyć każdemu. Każdemu, kto... Sami zresztą się o tym przekonacie. Ale najpierw musicie poznać Karolcię. ! NOWINAKiedy zaczyna się to opowiadanie, Karolcia ma osiem lat i osiem miesięcy. Jak wygląda Karolcia? Nie jest bardzo duża, nie. Mama trochę się tym martwi, bo mamy zawsze chcą, żeby dzieci były wysokie i żeby wszyscy kręcili z podziwu głowami, mówiąc: Naprawdę? Osiem lat? A wygląda na dziesięć! A Karolcia wygląda akurat na tyle, ile ma — ale na pewno jeszcze urośnie. Urosną też jeszcze na pewno i Karolcine włosy jasne, związane w kitkę. Taka kitka związana ładną wstążką zupełnie porządnie wygląda, zwłaszcza że grzywka, która spada na Karolcine czoło, jest równiutko przycięta. Wiecie więc już, jak Karolcia jest uczesana — teraz jeszcze powiemy, że ma okrągłą buzię i trochę wystającą bródkę. A oczy ma takie kocie •— duże, okrągłe i zielonkawe. Tak wygląda Karolcia. Poza tym należy dodać, że Karolcia jest jedynaczką, to znaczy, że nie ma ani brata, ani siostry. Ma tylko mamusię i tatusia, i ciotkę Agatę, która jest grubiutka i zawsze się tym martwi, że wszyscy w domu za mało jedzą. Można też jeszcze powiedzieć, że Karolcia za parę dni otrzyma świadectwo szkolne, w którym będzie napisane, że przechodzi do klasy trzeciej. W tej chwili, kiedy spotkaliśmy Karolcię biegnącą do domu, ona sama jeszcze nic nie wiedziała o rzeczach niezwykłych, które się jej przytrafią. Ale to bardzo często tak bywa — nie wiemy, co nas czeka nawet w najbliższej przyszłości. Wszystko zaczęło się od tego, że tatuś przyszedł na obiad z nowiną o przeprowadzce. Oczywiście jest to nowina nie byle jaka — /miana mieszkania. Cała rodzina miała się przeprowadzić do pięknego mieszkania w nowym domu. Miało to być mieszkanie nie tylko ładniejsze, ale i większe, i z balkonem. Wszyscy bardzo ucieszyli się tą nowiną i od razu zostało ustalone, że przeprowadzka odbędzie się za tydzień i że trzeba już zabierać się do pakowania rzeczy. Poza tym mama i tatuś postanowili, że natychmiast po obiedzie pojadą obejrzeć to nowe mieszkanie, a Karolcia z nimi nie pojedzie, ponieważ ma dużo lekcji do odrobienia. Oczywiście nie było to najprzyjemniejsze — bo Karolcia wolałaby zobaczyć to mieszkanie z balkonem zamiast uczyć się tabliczki mnożenia, ale trudno. Karolcia już się nieraz przekonała, że nie zawsze robi się same przyjemne rzeczy. To wszystko wydarzyło się tego dnia, kiedy spotkaliśmy Karolcię. A potem, już w następnych dniach, było tylko pakowanie i pakowanie. Wszyscy byli ogromnie zajęci i przejęci przeprowadzką. Karolcia również była zajęta — musiała przecież w jednej ze skrzyń przywiezionych z takiego biura, które załatwia przeprowadzki, ułożyć swoje książki i zabawki. Tatuś co prawda trochę się skrzywił, gdy zobaczył, że Karolcia wkłada do skrzyni starannie zawiniętą w chusteczkę Ewelinkę, tę najbardziej biedną z lalek — zupełnie prawie wyłysiała, ale Karolcia spojrzała na tatusia tak błagalnie, że dał spokój wszelkim wymówkom. Zwłaszcza że mama powiedziała: „Niech zabierze tę biedną Ewelinkę. Jest do niej bardzo przywiązana".

I w ten sposób nadszedł dzień przeprowadzki na nowe mieszkanie. Teraz trzeba by tylko jeszcze powiedzieć coś o tym właśnie mieszkaniu. Otóż mieściło się ono w nowych — i jak tatuś zapewniał — niezwykle ładnych blokach mieszkalnych przy ulicy Kwiatowej. Dom ma numer dwadzieścia. A mieszkanie siedem. I mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Z balkonem. Tak, to zapowiadało się zupełnie dobrze. Tak dobrze, że Karolcia już nie mogła doczekać się dnia przeprowadzki. I nawet w kalendarzu na tej kartce, która oznaczała ten ważny dzień, narysowała czerwony kwiatek. Jakoż dzień ten w końcu nadszedł. I okazał się dniem nie tylko tak ważnym, jak to Karolcia przypuszczała, ale jeszcze ważniejszym. Naprawdę zupełnie niezwykłym. . .».- , -*~ , .,,,, ,,M\ ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE Właściwie wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Tak jak zawsze w dniu przeprowadzki. To znaczy, że tego dnia wszyscy wstali o wiele wcześniej niż zwykle, śniadanie zjadło się szybko i nikt nie pilnował Karolci, żeby wypiła mleko, a potem zaraz przyszli mężczyźni w niebieskich kombinezonach i zaczęli wynosić skrzynie z książkami i innymi rzeczami oraz meble. Wtedy najpierw okazało się, że ściana w tym miejscu, gdzie stała szafa z książkami, jest o wiele jaśniejsza niż reszta ściany, potem okazało się, że za starym koszem, w którym były różne niepotrzebne ścinki materiałów i nie noszone suknie mamy, myszki zrobiły sobie małe, śmieszne, szare gniazdko, teraz zresztą zupełnie puste, i że wreszcie w szparze podłogi, gdzie stał dawniej kredens, niebieszczy się niebieski, podłużny jak fasolka koralik. Zupełnie nie było wiadomo, skąd się tam wziął, gdyż ani Karol-cia, ani mama, ani ciotka Agata nigdy nie miały takich koralików. Karolcia chciała koniecznie ten koralik wydłubać ze szpary, bo wydał się jej bardzo ładny, ale zaraz o tym zapomniała, bo jak to zawsze przy przeprowadzce — na nic nie ma czasu: wszyscy się śpieszą /upełnie nie wiadomo dlaczego, są zdenerwowani i wołają: „Karol-ciu, nie przeszkadzaj!" Przypomniała sobie o tym koraliku dopiero wtedy, kiedy okazało się, że ma pojechać do nowego mieszkania taksówką razem z ciotką Agatą i że ta taksówka już czeka przed domem. Nie zważając więc na pełne oburzenia okrzyki ciotki Agaty, zawróciła z podwórka i wpadła do zupełnie już pustego pokoju, w którym podłoga pokryta była podartymi papierami, słomą od pakowania szkła i kurzem. Rozejrzała się niespokojnie, ale zaraz odetchnęła z ulgą — koralik niebieszczył się w pełnej kurzu szparze podłogi. Po prostu można by powiedzieć, że jaśniał jakimś przedziwnie pięknym blaskiem. Wydał się teraz Karolci jeszcze ładniejszy niż przedtem. Przyklękła i szybko, przy pomocy jakiejś drzazgi, która leżała w pobliżu, wydobyła koralik ze szpary. — Karolciu! — rozległ się rozpaczliwy, rozdzierający okrzyk ciotki Agaty. — Idę! Już idę! — odpowiedziała Karolcia i zbiegła ze schodów. Koralik mocno ściskała w dłoni, bo bała się go zgubić. I mimo że ciotka Agata bardzo gniewała się o to, jak powiedziała, „bieganie nie wiadomo po co" — Karolcia była ogromnie szczęśliwa. W zaciśniętej dłoni czuła podłużny, twardy kształt koralika. — Na litość boską! Prędzej! — wołała tymczasem ciotka. — Musimy zaraz jechać na Kwiatową. Proszę pana — zwróciła się do szofera taksówki — niech pan nas zawiezie na Kwiatową numer dwadzieścia! Tylko możliwie szybko! Szofer taksówki odwrócił się, mrugnął porozumiewawczo do Karolci, sprawdził, czy drzwiczki są dobrze zamknięte, i oświadczył pogodnie: — No, to jedziemy! Ba! Dobrze to powiedzieć: jedziemy! Ale jechać, jak się okazuje, jest o wiele trudniej. Zupełnie jakby wszystkie taksówki i autobusy, i samochody ciężarowe, i tramwaje, i trolejbusy umówiły się, że akurat spotkają się na jezdni o tej godzinie! Taki był tłok wszelkich pojazdów. — Cóż za korek! — narzekał kierowca. — Ani rusz nie można się przepchnąć! Teraz taka pora, że najwięcej jeżdżą! Ba, żeby to tak moja taksoweczka mogła pofrunąć, tobyśmy dopiero szybko zajechali na Kwiatową, co, córeczko? I odwrócił się do Karolci. — Pewnie że to byłoby dobrze — grzecznie przytaknęła Karolcia — ja też bym chciała, żeby mogła fruwać! ,„, W tejże chwili Karolcia uczuła jakby lekkie szarpnięcie i ze

W /clumieniem zauważyła, że taksówka powoli zaczęła unosić się ponad ulicą, ponad stłoczonymi autami i sunącymi po szynach tramwajami, przeskoczyła nawet lekko nad dachami domów. Karolcia spojrzała na ciotkę Agatę — co też ciotka Agata o tym myśli? Ale ciotka drzemała i kiwała się miękko i rozkosznie w takt lekkich podskoków fruwającej taksówki. Wobec tego Karolcia zwróciła się do kierowcy: — Proszę pana! Ale kierowca tylko obejrzał się, uśmiechnął porozumiewawczo i mruknął: — Dobra jest! Właśnie zgrabnie ominął wieżę ratuszową i skręcił ponad dachem jakiegoś wysokiego domu. — Ależ to jest ten wielki dom towarowy — zdziwiła się Karolcia. Kierowca zgodnie skinął głową i zapytał uprzejmie: — Czy masz ochotę tu wstąpić? Jeśli chcesz, możemy zatrzymać się na chwilę. — Och! Ooooooczywiście... — wyjąkała Karolcia — ale czy to będzie możliwe? QL 11 — Naturalnie, zupełnie możliwe — zapewnił kierowca. Karolcia spojrzała niespokojnie na ciotkę, która właśnie obudziła się. — Zdaje się, że macie ochotę zawadzić o dom towarowy? — zauważyła pogodnie. Po czym dodała ochoczo: — Ja też chętnie tu zajrzę! Chciałabym kupić sobie kapelusz! Wobec tego zatrzymamy się na wysokości trzeciego piętra. To będzie najwygodniej — zdecydował kierowca. — Będę panu niezmiernie wdzięczna — odpowiedziała grzecznie ciotka Agata — właśnie marzę o kapeluszu z fiołkami! Ledwie to powiedziała, taksówka zawisła na wysokości trzeciego piętra i zgrabnie wjechała do wnętrza przez otwarte, wielkie okno. Nikogo to jakoś nie zdziwiło. — Podjechałem tak, aby było wygodniej — kierowca był bardzo z siebie zadowolony. — Poczekam tu. — Chciałabym tylko zobaczyć pokoik dla lalki — wyjaśniła Karolcia, gdy tymczasem ciotka Agata wylądowała już przy ladzie z kapeluszami i przymierzała wszystkie po kolei. Pokoiki dla lalek — w dziale zabawek — były niezwykle piękne. Zwłaszcza jeden z różowymi mebelkami był po prostu prześliczny! — Czy chcesz coś kupić? — spytała jedna ze sprzedających. — Kup ten różowy pokoik dla lalek. Widzisz? Ma elektryczne oświetlenie. A przy pokoiku jest łazienka. Kup ten pokoik. Albo może wolisz tę lalkę? Patrz, jakie ma wspaniałe włosy. Można je nie tylko czesać, ale i myć. Przyjemnie byłoby mieć lalkę, której można umyć głowę, prawda? — Prawda — szepnęła zachwycona Karolcia. A* — No, więc kup sobie coś z tych zabawek. — Kiedy nie mam pieniędzy — wyznała z zawstydzeniem Karolcia. — Och — sprzedająca machnęła ręką i uśmiechnęła się dziwnie — pieniądze wcale nie są potrzebne. Wystarczy, jeśli mi po prostu dasz ten niebieski koralik, który dziś znalazłaś... y, 12 Karolcia dopiero teraz przypomniała sobie o koraliku. Skąd ta pani wie o nim?... Pełna zdumienia sięgnęła do kieszeni, gdzie go wsunęła, gdy w tej chwili podbiegł do niej kierowca taksówki. Ku wielkiemu zdziwieniu Karolci krzyknął srogo do sprzedającej: — Co, chciałabyś zdobyć koralik, prawda? Ale to ci się nie uda! O nie! Ja cię znam! A potem chwycił mocno Karolcię za rękę i pociągnął za sobą. — Musimy zaraz stąd odjechać! Oj, Karolciu — pokiwał głową — jak można być tak lekkomyślną! Miałem wrażenie, że gotowa jesteś oddać swój niebieski koralik Filomenie. — Filomenie? — zdumiała się Karolcia. — Kto to jest? — Jak to, nie wiesz? — kierowca zdenerwował się ogromnie.

— Nie wiesz, że to jest najbardziej chytra z czarownic? Znam ją, moja droga! Ja też, kiedy byłem małym chłopaczkiem, miałem... niebieski koralik. I też taka sama Filomena, kropka w kropkę podobna, chciała mi go zabrać... Uciekajmy! — krzyknął naraz. Biegł leraz szybko, ciągnąc Karolcię za sobą. Po drodze zawadzili o dział kapeluszy damskich, przy którym ciotka Agata z rozmarzonym wyrazem twarzy przymierzała właśnie trochę śmieszny kapelusik z fiołkami. — Nie mamy ani chwili do stracenia! — powiedział do ciotki kierowca i nie czekając, co na to odpowie, chwycił ją za rękę. Motor taksówki warczał niecierpliwie, gdy wszyscy troje znaleźli się już w jej wnętrzu. — Ruszamy do domu! — zawołał kierowca. — Uciekajmy! Hilomena nas goni! — To jest czarownica, ciociu! — wyjaśniła spiesznie Karolcia. Rzeczywiście! Od strony lady z zabawkami biegła z rozwianym włosem Filomena. Dopiero teraz Karolcia zauważyła, że ma bardzo długi, spiczasty nos, trochę podobny do bocianiego dzioba. Wyciągała w stronę Karolci szponiaste ręce i coś wołała. Ale nie wiadomo co, gdyż w domu towarowym jak zawsze panował ogromny hałas i nie można było dosłyszeć niczyjego głosu. Na szczęście Filomena biegła na próżno, gdyż taksówka już szybowała znów ponad ulicami. Karol13 cia koniecznie chciała dowiedzieć się od kierowcy czegoś więcej o tej Filomenie i o koraliku, ale niestety przeszkodziła jej w tym ciotka Agata. Zachwycona swoim kapelusikiem z fiołkami przeglądała się ciągle w lusterku i żądała, aby Karolcia i kierowca podziwiali jej elegancję, zwłaszcza przypięte do kapelusika kwiatki. — Ależ one są świeże i pachną! — zauważyła ze zdumieniem Karolcia. Ciotka Agata nie traktowała jednak tego faktu jako czegoś nadzwyczajnego, tylko po prostu uśmiechała się i nuciła jakąś piosenkę. Naraz taksówka silnie szarpnęła. — Co się stało? — zdziwiła się Karolcia. — Przyjechaliśmy już na miejsce — powiedział kierowca — oto ulica Kwiatowa numer dwadzieścia, tak jak panie sobie życzyły. Należy się dziewięć złotych i dwadzieścia groszy. ,. WlM ( t., 14 Ciotka Agata zaraz zaczęła szperać w swojej dużej torbie i szukać diobnych, a kiedy już zapłaciła, szybko wygramoliła się z taksówki. — Prędzej, prędzej, Karolciu! Mama i tatuś już na pewno czekają na nas! Karolcia chciała jeszcze koniecznie porozmawiać z kierowcą, ale gdzie tam! Ciotka Agata schwyciła co prędzej Karolcię za rękę i pociągnęła ją w stronę nowego domu. Karolcia zdążyła tylko jeszcze odwrócić głowę w stronę taksówkarza. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową na pożegnanie, po czym odjechał. — Musimy poszukać teraz tego naszego mieszkania — mruczała tymczasem ciotka — zaraz, zaraz, mieszkania siedem, to chyba będzie tu! O, jest nawet dzwonek. — I ciotka Agata energicznie nacisnęła guziczek. Po krótkiej chwili w otwartych drzwiach ukazała się mama. — O, jesteście nareszcie! Cóżeście tak długo jechały? Karolcia już miała zamiar opowiedzieć coś niecoś o niezwykłej jeździe i wytłumaczyć jakoś tę wizytę w domu towarowym, gdy ciotka Agata jak gdyby nigdy nic powiedziała: — Jak to: długo? Taksówka jechała jak szalona. — Ale cóż to, Agatko? Masz jakiś nowy kapelusz? — zdziwiła się mama. — A te kwiatki przy nim? Przecież to żywe fiołki, tylko /e już zwiędły. — Nie mam pojęcia, skąd ten kapelusz wziął się na mojej głowie — wyznała z ogromnym zdumieniem ciotka. \ .. -V , ! TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU •y/U Na nowym mieszkaniu jest zupełnie przyjemnie. Można by nawet powiedzieć, że bardzo przyjemnie. Przede wszystkim jest większe od dawnego i ma, jak już było powiedziane, duże okno i balkon, które wychodzą na ulicę, i dwa okna, które wychodzą na podwórze — to znaczy na ładne, rozległe trawniki, na których są

klomby z kwiatkami i przy których stoją ławeczki. A przez to okno i przez balkon, który wychodzi na ulicę, można widzieć wszystko, co się na niej dzieje. Nie jest to taka najbardziej ruchliwa ulica, ale w każdym razie jest zawsze na niej sporo przechodniów, a poza tym przejeżdża autobus, przystanek zaś znajduje się prawie pod samym balkonem. Więc jak z tego widać — mieszkanie to posiada sporo zalet, zwłaszcza jeśli się doda, że ma również piękną łazienkę, w której Karolcia starannie i często myje ręce. Gdyż nie ma nic przyjemniejszego nad robienie piany z mydła i spłukiwanie jej. Mówiąc o zaletach mieszkania, nie wolno też pominąć tak ważnej rzeczy jak sąsiedztwo. Otóż zarówno w domu, w którym mieszka Karolcia, jak i w sąsiednich, przylegających blokach nie brak jest dzieci. Naturalnie że nie o wszystkich będziemy tu mówić, ale tylko o tych, z którymi Karolcia zawarła znajomość. Chyba więc zaczniemy od najbliższych sąsiadów. Takich najbliższych to jest troje. Z tej trójki przede wszystkim należy wymienić Piotra. Piotr mieszka na drugim piętrze, tuż nad Karolcia. Mimo że jest chłopcem, i to o pół roku starszym od Karolci, i przeszedł już nawet do czwartej klasy — bardzo się z Karolcia zaprzyjaźnił. Aby coś jeszcze więcej było o nim wiadomo — powiemy, że jest od Karolci wyższy, ma 16 jasne włosy, interesuje się geografią oraz bardzo lubi czytać. Drugim takim sąsiadem, z któ-lyin Karolcia zawarła przyjaźń, )csl Leszek. Leszek mieszka na drugim piętrze, po przeciwnej stronie klatki schodowej, i ma bardzo miłą siostrzyczkę. Sio-Ktr/yczka nazywa się Jania i jeszcze nawet nie chodzi do /koły; dopiero po wakacjach i)i,-dzie chodziła do pierwszej l l.isy. Tak więc się składa, że \\ najbliższym sąsiedztwie mie-/kają chłopcy. Dziewczynki, którymi Karolcia też trochę się pi/yjaźni i bawi — mieszkają w sąsiednich blokach; tam równie/ mieszkają chłopcy, ale tacy niezbyt sympatyczni. A jeśli chodzi o dziewczynki, to jedna L nich nazywa się Dorota, ma czarne warkocze i jest trochę Blarsza od Karolci, a druga nazywa się Agasia, ma włosy zwią-.nic na czubku głowy w koński • >"<>n i ma akurat tyle lat, ile ma i.arolcia. Obydwie bardzo lubią i.iwać przed wystawą wielkiego l lepu z zabawkami po przeciw-iii1) stronie ulicy i opowiadać, co k lora chciałaby mieć. Zdaje się, że należałoby też wspomnieć i o pewnych sąsiaKmolcia 17 dach, takich dalszych. Są to dwaj chłopcy. Karolcia nie lubi ich, ponieważ ją przezywają. Ale najgorsze jest to, że naprawdę, ale to naprawdę napadają na inne dzieci. Ci chłopcy to są dwaj bracia — jeden nazywa się Waldek, a drugi Robert. To byłoby wszystko o sąsiadach. Teraz należałoby jeszcze dodać, że od kilku dni ktoś jeszcze przybył do rodziny Karolci — jest to nieduży kotek, szary z białą mordką i różowym nosem, bardzo wąsaty i zawsze chętny do zabawy. Kotek nazywa się Gracja. Tak go nazwała ciotka Agata, zaznaczając przy tym, że jest to właściwie kotka, która na pewno ciągle będzie miała kocięta. Ale na razie przepowiednie ciotki Agaty nie sprawdzają się. Gracja jest jeszcze przecież sama kocim dzieckiem. Gracja lubi o zmroku przebiegać w dzikich susach przez wszystkie pokoje, a w dzień chętnie siedzi na oknie lub balkonie i stamtąd obserwuje biegającego po podwórzu, nieco krzykliwego, psa pani dozorczyni. Pies jest nieduży, bardzo gruby, ma wesoło zakręcony ogonek i nazywa się Nero. Jeśli Nero jest już zbyt hałaśliwy, Gracja podnosi się, wygina grzbiet i otwierając szeroko różowy pyszczek prycha i mówi coś w rodzaju: „Hiii", co zresztą również przypomina syk węża. W tej chwili to jednak nie jest najważniejsze. Najważniejszy był pewien deszczowy dzień — jeden z takich dni, kiedy na świecie jest bardzo nieprzyjemnie. Niebo było szare i tak było ciemno, że rano, mimo że to lato, zapalono światło. Deszcz padał drobniutki, ale na ulicy robiły się już spore kałuże. — Nie ma bułek — zauważyła zaraz z samego rana krzątająca się w kuchni ciotka Agata. — Ale nie wiem, czy można posłać Karolcię, bo deszcz pada. Żeby znów bardzo nie zmokła. Mama i tatuś szykowali się do wyjścia i jak zawsze śpieszyli się. — Oczywiście, że Karolcia może pójść po bułki! — zawołała z łazienki mama. —

Karolcia trochę niechętnie słucha tego polecenia.. Ponieważ jest brzydko na świecie i wszyscy w domu śpieszą się do pracy. — Czy do mnie to mówisz? — spytała Karolcia i zaraz dodała: l w ogóle nie wiem.ś i mama nie mają czasu. — Ach. Karolcia rezygnuje L oględzin wystaw. — Ojej — głosik był teraz zniecierpliwiony. a za to coraz bardziej przezroczysty.Och.. wyraźnie jednak już udobruchany.. coś. Coraz więcej robi się mydlanej piany. zaraz.ilo. — Jestem ci bardzo wdzięczny.ikby lekkie oburzenie — czy doprawdy nie poznajesz mnie? Sama pi/ecież wyciągnęłaś mnie z tej wstrętnej szpary. to ty!.Proszę — zgodziła się zdumiona Karolcia. gdzie są najładniejsze zabawki w całym mieście. — Przed Filomeną? — zdziwiła się Karolcia. że do ciebie mówię — w głosie czuło się teraz l. że podskoczę jeszcze ze dwa razy. Wtedy zaczął podskakiwać na dłoni Kiirolci. kto jesteś i dlaczego cię nie widzę! — Oczywiście. Na dlwartej dłoni trzyma teraz jaśniejący błękitem koralik. gdyż wsunęło się za pod-N/cwkę. ładne bułeczki przyniosłaś — chwali ciotka Agata — a resztę masz? Nie zgubiłaś? — Oczywiście. która mnie goniła. Karolcia wyjmuje je. — Doskonale. Schowałem się tam wtedy przed Filomeną. — Ach. Karolcia obejrzała się niespokojnie. Dziś.. bo muszę z tobą pomówić. jak to przyjemnie — odzywa się naraz jakiś cienki.. Jesteś taki maleńki. a bańki rosną a rosną. .. — Umyję go — postanawia naraz Karolcia. ale nuty głosik — jak przyjemnie! Od wieków chyba nie kąpałem się!. Tyle |li! byłem nieruchomy.. Ale trudno. że nie zgubiłam! — oburza się Karolcia. — Ach. Koralik zaczął rosnąć l powiększać się. przy czym jednocześnie stawał się coraz mniej błękitny. ale w łazience nie było niko»«>• — Można mnie jeszcze raz namydlić tym pachnącym mydłem odezwał się głosik. nareszcie zdecydowałaś się mnie poznać — gderał gło19 •Itf sik. — No. Jak to się si. więc nie może pójść. Zaraz. Filomeną. . Był teraz rozmarzony i poufały. to ci przeszkadza — głosik śmiał się cichutko i srebrzyście — na to znajdzie się zaraz rada. Pozwól. Skąd znam to imię?. zaraz! O! Już jest! Przecież to błękitny koralik!!! — Karolciu! — woła tymczasem mama — myj ręce i siadaj tło śniadania! — Już idę — odpowiada Karolcia i wpada do łazienki. lutu. jak to dobrze trochę tak się rozciągnąć i poruszać. jak to było.. . 18 ('lotka Agata narzeka ciągle na reumatyzm. więc nie będzie można zatrzymać się po drodze z piekarni przed wystawą tego sklepu. gdzie zresztą przeleżałem chyba kilka lat. że mnie wydobyłaś z tej szpary w podłodze pod ciemną szafą. — Tak — zaczęła Karolcia niepewnie — ale jakoś trudno rozmawiać z tobą i tak dziwnie. więc przynoszenie bułek jest obowiązkiem Karolci... Niebieski koraliczku! — szepnęła ze zdumieniem Karolcia. Drobne monety pobrzękują w kieszeni płaszczyka. cóż to jest jeszcze na dnie kieszeni? Jest to coś małego. jak już było powiedziane.Tylko niech włoży ten stary płaszczyk.. W końcu wyglądał j Juk spora bańka mydlana. że zapomniała o nim? Zaraz. szeroko otwierając oczy. Zaraz. szybko wraca do domu i wręcza ciotce Agacie llulkę z pieczywem. I zaraz sobie przypomniała: — Aha! Czekaj! Filomeną... I mocno mydli rę-i c a na środku prawej dłoni trzyma koralik.. co trudno jest wydobyć. Patrz uważnie! • ^ 4? 20 Teraz zaczęły się dziać rzeczy dziwne. — Lepiej słuchaj uważnie. A może nawet kilkadziesiąt..

— Karolciu! Karolciu! — rozległ się nagle z pokoju głos Imamy. czy dziś jeszcze coś dobrego dostanę — biadała. — O Boże! — szepnęła Karolcia. Karolciu. zjedz wreszcie śniadanie.»• -vf? • ł). Niech owsianka w jednej chwili zniknie z talerza! — Ho. a po drugie. Ale chcę..JKarolciu! — głosik był zniecierpliwiony. Proszę zjeść owsiankę. że zjadłam Mańkę i że będę wskutek tego silna i zdrowa.Spełnić moje wszystkie życzenia? — zdziwiła się niezmierne Karolcia. która przedtem była kora-fin. czy już umyłaś wreszcie ręce? — Mama dość gwałtownie otworzyła drzwi łazienki. V < t u"' "." Tymczasem w przedpokoju trzasnęły drzwi wejściowe. — Ach. — Umyłam — powiedziała Karolcia. ale gdy pomyślę. — Idę! Idę! — odkrzyknęła Karolcia. czy jestem zupełnie w porządku — myśli wobec ' o Karolcia — bo przecież ciotka Agata jest pewna.'! '*' . Uiu. — Karolciu. pożywną zupę — ucieszyła się ciotka.Nie wiem. Wycierała teraz starannie koralik. — Mama! Mama mnie woMieniąca się bańka mydlana z cichym westchnieniem zmieniła się ifiowu w błękitny koralik. — No to proszę cię. . — Słuchaj iiwa/.nie. f i 1 f «tl J fi % co BYŁO DALEJ . bo potoczę się do jakiejś ciemnej dziury. zaraz zjem — zgodziła się Karolcia... . wytrzyj mnie teraz do sucha i schowaj dobrze. Błagam cię..Mieniąca się błękitnie bańka mydlana. bez żadnego wykrzywiania się.. . widząc pusty talerz. — Słuchaj. za chwilę znów stanę się k i H :i likiem.Teraz muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego — głosik bi/miał uroczyście. podskoczyła wesoło i nawet nie dwa razy. przecież mówię wyraźnie: mogę spełnić każde życzenie fflłowieka. — Jak to? Nie rozumiem. zdarza mi lo bardzo rzadko. Ol ó/. To tatuś wys/edł do biura. . — Oj. ściskając mocno w dłoni błękitny koralik. że niby tak grzecznie wszystko zjadła. jestem gotów spełnić twoje wszystkie życzenia. A tu ciotka w dodatku jeszcze zaczyna chwalić Karolcię wobec i n usia i mamy... więc to była twoja sprawka! — ucieszyła się Karol-• ni. że trzeba jechać aż na i\ nt-k w taki deszcz!. „Ciotka Agata naprawdę jest bardzo dobra i troszczy się o nas — . który zdołał jeszcze szepnąć: — Błagam cię. Chciałam kupić kurę. po pierwsze. oszukałam poczciwą ciocię.i/nych rzeczy?. Na przy-lość muszę jakoś inaczej urządzać się z tym jedzeniem". A ja. „Jutro już jednak zjem owsiankę — postanawia ze skruchą Ka-i"li ia — ale czy mogę używać pomocy koralika do takich mało i. a potem znów przysiadła na dłoni Karolci. Ciotka Agata denerwuje się. ho. mamo.. zdaje się.. żebyś pamiętała o jednej niezmiernie ważnej rzeczy. nie upuść mnie na podłogę.. który jaśniał przedziwnym błękitem.. gdzie przeleżę znowu dziesiątki Ul.. że wszystko stygnie." i i. który trzyma mnie w swej dłoni. a ciotka Aga-iii miała właśnie zamiar pójść po zakupy. 21 — Karolciu! — głos mamy był coraz bardziej zniecierpliwiony. i> ii-rn głodna. — Dobrze. — Co ty tam robisz tyle czasu w łazience! Skończ z tym {Chlupaniem się. szybko w myśli wypowiedziała życzenie. i jak ci się podobała historia z taksówką?. gdyż nie mogę być tak długo bańką mydlaną.Nie wiem. Potem. tak na próbę. że nasza Karolcia nareszcie polubiła tę pyszną. Mama krzątała się jeszcze i ubierała. tylko co najmniej i:...

— Ależ czego pani sobie życzy?! — krzyknęła przestraszona ni. — I mama przytuliła Karolcię do siebie i pocałowała — Mamusiu. — Przepraszam.ima. ubraną zupełnie dorośle. że też ludzie nie pilnują swego drobiu! Mama wcale nie była zachwycona. żeby nie musiała jeździć po tę i ił i 1 1 1 1. Też kłopot.. . jej zostało oczywiście natych05 miast spełnione. I naraz zauważy-11 /e jest wyższa od mamy. Lecz zanim to niebaczne zdanie zostało wypowiedziane do końca. że dzieje się z nią coś ri/iwnego. — Karolciu — powtórzyła mama — gdzie jesteś? — Przecież tu jestem.IMI.. iiów Karolcia.|n >itiyślała Karolcia. to ja idę po sprawunki. — Chętnie ci pomogę. — Chciałabym.. — Czy prędko wrócisz. żeby znów mogła stać się małą Karolcia. która znów zajrzała do kuchni. 1 1 łeba na obrusie..ekonała się. — Pani pewnie iika naszych sąsiadów? Moja córeczka zaraz panią zaprowadzi do nich. Drzwi za ciotką Agatą zamknęły się.. — Pani się omyliła! — Kiedy ja jestem Karolcia. . której pani szuka. W tej chwili w kuchni rozległo się donośne gdakanie — piękna i --Kosz przechadzała się po stole. Ą. mamo. Mama również ubierała się do wyjścia. muszę już wyjść do pracy. że jest wysoką osobą. tobyś mogła mnie wyręczyć. — Skąd się tu wzięła?! Widać przyfrunęła przez • •l no od sąsiadów. mamo — powtórzyła. » o teraz będzie? Tymczasem marna denerwowała się: b\ — Ja pani nie znam! — powtarzała. — Poczekaj. odpychając lekko Karolcię. co ja teraz zrobię! — Karolcia była najzupełniej zroz-p. objaśniła: — Na parterze jest dozorca. • .Żywa kura! A sio! — krzyknęła z niepomiernym zdumie-. mamo? 'ylko jestem zaczarowana. r *i 23 — Co z nią teraz zrobimy? Trzeba będzie chodzić od mieszkania do mieszkania i pytać. chciałabym jak najprędzej być dorosła. i dy naraz z przerażeniem spostrzegła. kto pani jest! — powiedziała ze 'liimieniem mama. ale nie wiem. ściskając w ręce koralik. Karolcia w tej chwili spojrzała w wiszące naprzeciwko lustro i |n/.. proszę II. — Ach. — To mówiąc otworzyła drzwi. niech tylko znajdę koralik! — O Boże — jęknęła mama — ja się bardzo śpieszę. czyja kura. Karolcia poczuła." . Trzeba coś kupić na obiad. dziobiąc z zadowoleniem okruchy . już nie ma tej kury? — dziwiła się tymczasem ciotka.ic/ona. przyjrzyj mi się! — wołała . Ale jesteś jeszcze na to za mała. ale ja pani nie znam! — Mamo. '/i js f H. mamo? — spytała Karolcia. kiedy to ja! — powtórzyła Karolcia.. że nie wie.. I od razu • hciala poprosić koralik. Pani na pewno przyszła do kogoś innego. aby ci pomagać we wszystkim! — powiedziała z zapałem Karolcia również 24 t ulując mamę w policzek. i ta kura też była zaczarowana!. — Muszę po wyjściu ze szpitala (mama pracowała w szpitalu) iść jeszcze załatwić parę spraw. Mama tymczasem ujęła ją lekko pod rękę i wyprowadzając ilu sieni. Spieszyła się jak zawsze. — Ojej. Życzenie . On pani pomoże •naleźć tę osobę. gdzie się podział. Karolciu!. r — Jak to. mamo — powiedziała Karolcia i chciała ów przytulić się do mamy.. „Ojej. Gdybyś była starsza.. n ciotka Agata. niech już lepiej ta kura zniknie" — pomyślała wobec tego Karolcia. — Wyf leciała z powrotem czy co? k No. i że iwet rna na głowie kapelusz. — Czy nie poznajesz mnie. nie wiem — westchnęła mama. — Przepraszam.

które zamknęła za nią mama. więc po prostu poszła już spokojnie dalej. wyglądającą przez okno. — Dzień dobry! — odpowiedziała Karolcia. Karolcia. Naraz usłyszała głos mamy: — Karolciu! Karolciu! — Zaraz idę — odpowiedziała Karolcia i przestała skakać. że nie trafiłaś — powtórzyła Karolcia. Łzy spływały jej po policzkach i szlochała głośno. Na podwórzu pełno było dzieci. l w tej chwili Karolcia uniosła dwoma rękami spódnicę. Niestety. Agasiu! — krzyknęła. ale zaraz przypomniała sobie. dusząc się ze śmiechu. Dorota i Agasia bawiły się w klasy. I tak i". tak się martwi — pomyślała Karolcia. Tak. — Dzień dobry! — ukłoniły się grzecznie Karolci. co się z nią dzieje! „Biedna mama.mama nie wpuści do domu obcej osoby. przeszkadzały jej w tym wysokie obcasy. Ale co to? Mama wychodzi z domu? Lepiej będzie schować się teraz do sąsiedniej sieni — i tak już nic nie pomoże tłumaczenie. — Ja ci i •< i każę. że jest dorosła. aby jej mc przeszkadzała. albo po prostu ciotka Agata wymiecie go.'ł . jeśli nie znajdę koralika? A jeśli upadł na podłogę? Mama już za nic na świecie nie wpuści mnie do mieszkania! A koralik albo wpadnie znów do jakiejś szpary. .. — Naturalnie. Drzwi są . mamo! * " < Ale mama okropnie się tylko zdenerwowała. co to będzie!" To wszystko wydało się Karolci tak smutne. Dorota jak zawsze oszukiwała. Ale jak go odnaleźć! A jeśli się nie znajdzie? Strach pomyśleć. Był to Leszek. Mama pyta teraz dzieci na podwórku. a spódnica plątała się naokoło nóg. • l lojrzała do góry i zobaczyła mamę. którzy |. Warto by wrócić do domu i poprosić o cośkolwiek do jedzenia. Wobec tego Karolcia zsunęła się po poręczy. Po drodze wpadła na jakiegoś chłopca. 1 — Karolciu! Karolciu! Chodź do nas! — Idę! — odpowiedziała ochoczo Karolcia zapominając 0 swoim zmartwieniu i chciała zbiec szybko ze schodów. ale jak to zrobić? Przecież < . to powiedz. że nawet nie zauważyI1 /e gromadzi się wokoło coraz więcej dzieci i dorosłych. 26 — Nie daj się oszukiwać. — Ale co będzie. jak skakała Dorota.i /yglądają się jej ze zdumieniem. Przystanął ogromnie zdumiony i powiedział grzecznie: — Przepraszam panią! — Co ty. Aha. . — Muszę koniecznie jak najszybciej odnaleźć koralik i znów stad się małą dziewczynką. żeby zaraz wracała do domu. W dodatku była bardzo głodna. kiedy będzie robiła porządki! Co począć? Ale swoją drogą to śmieszne.(Ą i/. i zaczęła pokazywać. . a teraz idzie Leszek i mama też go wypytuje. proszę pani? — oburzyła się I >orota. Przystanęła i nie wiedziała. 27 iii — Zaraz wracam. Nie. la przejęta tym skakaniem na jednej nodze.' Xi y 1 m GDZIE JEST KORALIK? „Muszę zaraz z powrotem stać się małą dziewczynką — myślała zrozpaczona Karolcia stojąc pod drzwiami. . że mama mnie nie poznała!" »««n Naraz na podwórku ktoś zawołał: ? l. Dziewczynki — teraz mama zwróciła się do Doroty i Agasi — czy nie widziałyście Karolci? Nie wiem. Leszku.j — Proszę pani! Przecież pani słyszy. — Jeśli ją zobaczysz. jak skakałaś. A tymczasem Dorota 1 Agasia grały dalej. co robić. Zama< hała do niej ręką. Leszek! — chciała powiedzieć Karolcia. że wołam moją córeczkę. że się jest jej córeczką. Nie zjadła przecież owsianki. że rozpłakała się rzewnie. a potem nie było czasu na zjedzenie czegoś innego. — Dorota Wcale nie trafiła do nieba! Sama widziałam! — Ja nie trafiłam do nieba? Ja. tego już było za dużo! Karolcia nie wytrzymała. czy nie widziały gdzie Karolci.

Naraz krzyknęła radośnie: I1 — Jest! Jest! [l — Boże święty. Rzeczywiście. — Zaraz. — jęknęła z rozpaczą . namydliła go ostrożnie i obmyła wodą. zaraz.1 Karolcia — zaraz. Nie chcę być dorosła. Po chwili jednak odzyskała l głos: l — Czego tu pani szuka. Ale czemu uczesz? — Bo. moja pani? Najpierw mówi pani. szybko trzeba go znaleźć.. bo ja jestem bardzo głodna! — wyjąkała Karolcia. co ci przychodzi do tej główki — roztkliwiła si? 29 ciotka Agata. że się nazywa Karolcia. — Dwa jajka i dużo mleka. I potem dodała: — I bardzo się cieszę. Czyżby sobie poszła? — Poszła już. tak — ucieszyła się Karolcia. że się znów zabrudził. gdy Karolcia podeszła do niej. Na szczęście ciotka w tej chwili znalazła już klucz i otworzyła 28 di/wi. że jestem jej ciotką czy coś takiego. a co za Karolcia? Bo nie mogę sobie przypomnieć. Ale będę czekać na nią na górze. a potem szuka czegoś w obcym mieszkaniu. Karolcia zaczerwieniła się i nic nie odpowiedziała. która wepchnęła się do mieszkania? Opowiadała. — Ach. aby natychmiast pójść do łazienki. dała potężnego susa. I — Ja zaraz cioci wszystko wytłumaczę.zamknięte. To tu pod drzwiami stała wtedy. chcę znów być małą dziewczynką! — szepnęła.. — Byłabyś mnie zgubiła — szepnął z wyrzutem koralik. ty mnie poznajesz. || Rozglądała się nadal po podłodze. o ile na to pozwalały jej wysokie obcasy. kto pani jest — powiedziała ciotka ku rozpaczy Karolci. ••tylko szybko chwyciła błękitniejący tuż pod ścianą koralik.. Jakaś dziwna osoba. przecież ja jestem Karolcia! — Karolcia? — zdziwiła się ciotka Agata. wkrótce nadeszła ciotka. Szybko. prawda. i znalazła się w przed-s pokoju. l — A pani jest może córką tej mojej cioteczno-stryjecznej sio-• slry. — To umyj ręce i zaraz siadaj do stołu. przecież rj pobrudzisz. stanęła. l — Proszę pani! Co to ma znaczyć! Kto pani jest?! — krzyczała l pr/crażona tym wtargnięciem ciotka Agata. — Dziecinko. I w tejże chwili na podłodze w przedpokoju siedziała Karolcia. że nieznajoma klęczy i szuka czegoś f na podłodze — zupełnie zaniemówiła. . — Ciociu. — Bardzo cię przepraszam — szepnęła Karolcia — to było naprawdę niechcący. Karolcia obejrzała uważnie koralik i ponieważ zdawało się jej. tylko rzuciła się jak l niosła najszybciej w stronę łazienki. — A co byś zjadła? Może ugotować ci jajeczko? — O. To była okazja. aby wydobyć klucze. a co znów się stało? — zdumiała się teraz ciot-llku. Zasapana trochę. Tu na pewno musiał upaść błękitny l koralik. Wcale l mi się to nie podoba!. nie mówiąc już nic więcej.. Wtedy Karolcia. że jestem mała. Ale wiesz co? Mówiła. Ciotka Agata stanęła jak wryta. l kiedy dokonała się ta przemiana. ale nie wiem. l Ale Karolcia nie odpowiedziała ani słowa. — Bo to chyba pomylona panienka. — Karolcia? Co ty robisz na podłodze? Wstań". a dopiero co włożyłaś czysty fartuszek. Ale naraz spostrzegłszy. Ja już muszę pójść do szpitala. ale pewnie zaraz nadejdzie ciotka Agata. ciociu Agato? — Przepraszam. Ale co się stało z tą panią. — To dobrze — ucieszyła się ciotka. r r — O. Ciotka tymczasem już krzątała się w kuchni. dziecko. i dużo chleba z masłem. — Zaraz. zaraz. że l jestem jej ciotką. ciociu. ciociu! — zapewniała Karolcia. zaraz przyjdzie ciotka Agata — ucieszyła się Karolcia — może wtedy uda mi się wejść do domu.Ale na to pytanie Karolcia nie dała na razie żadnej odpowiedzi. przy drzwiach. która miała dziesięcioro dzieci? — zaczęła się dopytywać l ciotka. zaraz dam ci coś do jedzenia. — Prawda.

— Nie. zaraz ci go przyszyję. jeśli się ma takie kłopoty z koralikiem? — Będę ostrożniej wypowiadała swoje życzenia — postanawia Karolcia — bo nie wiem. zdaje się. — Jakaś nienormalna osoba — denerwowała się jeszcze mama bałam się. Muszę teraz dobrze cię schować. Agatko.'>uiw. że czuje się zupełnie dobrze. — Oczywiście. żeby mu się dobrze przyjrzeć jeszcze raz. żeby nikt nie zauważył. jeszcze nie jestem śpiąca. kiedy się leży w łóżku. Karolcia wyglądała nie-\\ y raźnie. guziczek od twojej bluzeczki.iczy. że to jakaś daleka nasza krew-ii i — W każdym razie na przyszłość nie należy nie wiadomo kogo wpuszczać do mieszkania — zakończył rozmowę tatuś. Mama kiedyś mówiła. kochany mój koraliczku. Tak. które wydarzyły się tego dnia. mama i ciotka Agata opowiadały o tej dziwnej nieznajomej. pod sukienką. Zaledwie zatrzasnęły się drzwi za mamą i tatusiern.t _• -\ 32 — A mnie się zdaje. jaka byłam zrozpaczona. nie. To ". ciociu. na mnie nie zrobiła wrażenia takiej groźnej — broniła i n >tka Agata — a nawet wiesz. Ale temperatury żadnej nie było. że prze-« icż musi pomyśleć o całej masie niezmiernie ważnych rzeczy wiązanych z błękitnym koralikiem — a jak wiadomo. to jest. o rzeczach 31 poważnych zawsze najlepiej myśli się wtedy. nie. Może to początki odry? Nic więc nie pomogły zapewnienia Karolci.Wyobraź sobie. — Ja dziś chętnie zostanę w domu — oświadczyła ciotka. Aniu (bo mama ma na mnę Ania) — otóż chwilami wydawała mi się nawet podobna trochę MD naszej Karolci. Byłam przekonana. że trudno ją zerwać. Może się zaziębiła?! Czy nie id/Jsz. Karolciu? — zajrzała naraz przez drzwi ciotka Agata. że należałoby jej zmierzyć temperaturę? Ciotka Agata była tego samego zdania. położę się. — A może ci usmażyć omlecik? i — Nie. Cóż ty znowu masz tutaj? Aha. — Kiedy to nie jest guziczek! — krzyknęła z przerażeniem Karolcia. Jest taka w maminym koszyczku z przyborami do szycia. Tylko czy można zasnąć. — A pokaż rękę. Uważam. — A Karolcia pójdzie wcześniej spać — zadecydowała mama. że jedzenie jest najlepszym środkiem na wszystkie choroby i na zmęczenie. — Nie śpisz. ciociu. że może pójdą do kina.. że jednak jesteś jakaś rozpalona. W końcu Karolcia zgodziła się — bo przypomniała sobie. — A może byś coś zjadła? Bo ciotka Agata zawsze uważa. i nawet na wszystkie kłopoty. < . ciociu. co może z tego wyniknąć. Ale to tak. Bo dopiero zacznie się dopytywanie: A co to? A po co to? Karolcia wydobyła z chusteczki koralik i położyła go na dłoni. Szybko dokończyła mycia rąk i pobiegła do kuchni. I zaproponował mamie. Powiedziała więc: — Dobrze. ta różowa nitka będzie doskonała. że małe światło będzie się długo paliło — skwapliwie przytaknęła ciotka — dopóki nie zaśniesz. — Mam masę roboty. Może najlepiej na jedwabną. co ci powiem. ciotka Agata posłała łóżko i zaczęła namawiać Karolcię do położenia się. A teraz zmierz temperaturę. tylko przyniosę okulary.. żeby nie zrobiła krzywdy Karolci! — E. »<•* ł s. bo zdaje mi się. — To rzekłszy Karolcia wytarła go starannie i zawinęła w chusteczkę do nosa. obracając w . — Niech ciocia go nie przyszywa! . j ttr > Przy obiedzie wszyscy w domu — oprócz Karolci — rozma-• i iii o niezwykłych historiach. różową. że jest jakaś niewyraźna. że to guziczek! — upierała się ciotka Agata. — Nie. I przy tym można będzie nosić ją na szyi. Ale małe światło będzie się długo paliło. I chyba trzeba będzie nawlec go na jakąś bardzo mocną nitkę. dziękuję — broni się Karolcia.

tobym zaraz zobaczyła. nawet na oknie stały tace pełne ciastek z kremem. 1 niby to jadła ciastka. — Nie. parasolem. Przyznam ci się. Ale było już za późno. bo ciągle sama też jadła te ciastka. ale ciastek nie ubywało. patrzcie — zdziwiła się ciotka Agata — a przecież je mam! Że też ich nie zauważyłam! Niech no ja się teraz przyjrzę.palcach koralik.. przyznam ci się. który właściwie nikomu i na nic nie jest potrzebny. że nawet więcej. tylko jakiś koralik. No i odwiedziłem. co U) jest właściwie. — Że też ja nigdy nie pamiętam 0 tych moich okularach! I zawsze je gdzieś zostawię. Nawet nie jedno. Ale zaraz poprawiła się: — To znaczy. ciociu. .. — Dobry wieczór — powiedział — przechodziłem akurat w pobliżu i tak sobie pomyślałem — dlaczego nie miałbym państwa odwiedzić. dzwonił listonosz. ale jednocześnie rozglądała się po pokoju. Karolcia ** "(t « Y* j Wtem jak na zamówienie ktoś zadzwonił. tylko tak mówisz. No tak. bardzo dziękuję! Zerwała się szybko z łóżka i błyskawicznie pochwyciła porzucony przez ciotkę na stoliku koralik. niech państwo pozwolą — zapraszała gościnnie ciotka. Karolcia zdrętwiała. — Proszę. na półce z książkami. — Karolciu — zawołała ze zdumieniem ciotka Agata — czyżby ktoś przysłał nam tyle ciastek? A może to są dziś moje imieniny. to znaczy tak — zaczęła plątać się nieznajoma. oczywiście nieopatrznie pomyślała o tych gościach. Była to jakaś pani w kapeluszu i y. nie — zaprzeczyła gwałtownie Karolcia — ale oddaj mi już. Tylko co komu po jednym koraliku? Ale słuchaj. choć to był już wieczór — c/y nie przeszkadzam? — Skądże znowu — odpowiedziała ciotka Agata. — Przyszliśmy z wizytą — powiedzieli i od razu zabrali się do jedzenia. Czy pani czasem go nie widziała? Taki nieduży niebieski koralik. Żebym je miała MU nosie. a może byś coś zjadła? Nie? E. „Co to będzie — myślała z trwogą Karolcia — jeśli on sam nie zje tych ciastek". Tace z ciastkami napływały dalej. Wokoło — na stoliku. a na pewno /jadłabyś tak na przykład. skacząc między tacami pełnymi ciastek. — Może pani spróbuje? Zdaje się. ten mój koralik. Ledwie ciotka wypowiedziała te słowa — okulary cicho przyfrunęły z sąsiedniego pokoju i usadowiły się na jej nosie. ciastko z kremem. — Ach! Nie mów tego ciociu! — chciała krzyknąć Karolcia. Mogłabym zjeść całą tacę ciastek. że pan przyszedł. — Czy pani czegoś szuka? — spytała ciotka Agata. ale to nic nie szkodzi. Karolciu.. — Zarazi Zaraz — ciotka obracała dalej koralik w palcach 1 mówiła teraz z rozmarzeniem — bo ja.. przybywało ich coraz więcej. — No.. — Proszę bardzo — zapraszała gościnnie ciotka Agata — dobrze.. — Właściwie szkoda. Rzeczywiście! Miałaś rację! To wcale nie jest guziczek. — /gubiłam drobiazg. •« &vws< : *ł 34 l Wtem znów ktoś zadzwonił. Ale za chwilę znów rozległ się dzwonek i weszli jacyś państwo z oficyny z trojgiem dzieci. — Pójdę otworzyć — powiedziała ciotka. przy czym 0 mało co-nie udławiła się. ba. Co gorsza. że nie ma dziś u nas gości". Jak się okazało. że dziś są moje imieniny. — Co prawda ja państwa jeszcze nie znam. powiedz tak naprawdę. — Dzień dobry — powiedziała. i już są. — Dziękuję — kiwnęła głową pani w kapeluszu i z parasolem. „Kiedyś przecież skończą się te ciastka — myślała Karolcia. Nawet dość ładny. na krześle. Co? — Nie. Listonosz jadł ciastka bardzo szybko i co chwila jak kot oblizywał swoje długie i sumiaste wąsy. no co?! No. mamy dziś pyszne ciastka. co to jest. chętnie bym zjadła ciastko z kremem. tylko ja o tym zapomniałam? Ach! Jakie pyszne ciastka! Spróbuj! — Wcale nie spróbuję! — wrzasnęła niezupełnie grzecznie Karolcia. powiedzmy.

— Tylko nie przewróćcie całego mieszkania do góry nogami.1 r a. zupełnie nowy. I oto w tejże samej chwili na przystanek zajeżdża pusty. Może poczytasz albo może kto przyjdzie do ciebie pobawić się? Ale ja już muszę się śpieszyć. a mama mówi „do widzenia" — i szybko zbiega ze schodów. a w fotelu przy łóżku drzemała ciotka Agata. Ale wiesz. — Wczoraj wyglądałaś mi tak. ten z góry. No. — Tak! To ten! — wrzasnęła radośnie nieznajoma. Karolcia widzi to doskonale. Tak. Właśnie nadjeżdża autobus i wszyscy ogromnie się pchają. A teraz już zaczyna się 37 pchać cały tłum ludzi. było już bardzo późno. wystarczy przecież dotknąć koralika i wyszeptać życzenie. że to ona była). — To mój koralik — zasyczała Filomena (bowiem już nie ulegało wątpliwości. A koralik jest zawieszony na jedwabnej. 1 36 — E. Zwłaszcza kiedy ciotka Agata wyjdzie po zakupy.. ale . Krople ściekały po szybach. Karolciu? Nie boli cię głowa? — dopytywała się troskliwie. I sadowi się na najlepszym miejscu. czy mama wsiadła! — woła Karolcia tło Piotra i pociąga go w stronę okna. a mama szykowała się właśnie do wyjścia. zajmij się czymś.. Żeby tylko autobus nie był zbyt zatłoczony. że poprosi koralik o pusty autobus dla mamy. To Piotr. — No co. AUTOBUS I INNE RZECZY Kiedy nazajutrz Karolcia obudziła się. piękny. — Chodź! Zobaczymy. {'{' ii". czerwony autobus. kiedy przestanie padać. ależ tak. Ale Karolcia uśmiecha się — mama na pewno zaraz wsiądzie. i moknie. który Karolcia na chwilę położyła na swojej kołdrze. Karolciu! Już pora. mrucząc: — Ależ miałam śmieszny sen: śniły mi się ciastka z kremem. No. Widzisz przecież. aby ciastka. nie. a ciotka Agata o wszystkim zapomniała. <7l)'t\ . Rzeczywiście. W pokoju paliła się niewielka lampka z abażurem — zwana przez Karolcię małym światłem. I postanawia. jakby coś ci dolegało. nie przewrócimy — zapewniają wobec tego Piotr i Karolcia. Na przystanku autobusowym stoi już tłum ludzi z parasolami. jakaś staruszka usiłuje wsiąść. mama nie wsiadła. — Ale jestem naprawdę zupełnie zdrowa — zapewniała Karolcia.(> 4 . że musimy jeszcze poczekać. która zbudziła się po chwili. goście i Filomena zniknęli jak najszybciej z jej pokoju.. że jest mokro na świecie. ale już śpij. bo już późno. — No. Karolciu — powiedziała mama — za tydzień wyjedziemy na wieś. że możecie — zgodziła się od razu mama. Nie lubię w czasie deszczu moknąć na przystanku. aż dostanę urlop. Karolcia kiwa ze zrozumieniem głową.— Czy to ten? — spytała ciotka oblizując się i wzięła do ręki koralik. I wyciągając szponiaste palce powiedziała groźnie: — Oddaj mi natychmiast! Ale zanim zdołała go odebrać — Karolcia wypowiedziała w myśli życzenie. — A czy będę mogła zejść na podwórze? — Tylko wtedy. — Naturalnie. to co ja będę dziś robiła przez cały dzień w domu? — westchnęła Karolcia. t. czy mogą dziś bawić się razem. — No trudno. Było ich bardzo dużo. znów padał deszcz. Wtem słychać dzwonek przy drzwiach. O. przy oknie. spiczasty nos! Tak! Nie ulega najmniejszej wątpliwości! To jest Filomena! I Karolcia błyskawicznie w ostatniej chwili zdołała wyrwać koralik z ręki ciotki Agaty. mocnej nitce na Karolcinej szyi.. I stoi teraz biedul-ka. I Karolcia dopiero teraz spostrzegła. A mama jest pierwsza w kolejce i wsiada spokojnie i wygodnie. którzy nadbiegli. Zostało ono zresztą błyskawicznie spełnione. że jest ona niezmiernie podobna do tej sprzedającej z działu zabawek w domu towarowym. Tatuś dawno poszedł do pracy. ma taki sam długi. naturalnie. przyszedł zapytać. bo ją odepchnęli.

globus! Globus był największym skarbem Piotra i tak za byle co. a Karolcia znów podskoczyła i uniosła się w powietrze. Karolcia powtórzyła: 38 l — Nie wierzysz? Mogę zrobić. — Bądźcie przez ten czas grzeczni i nie otwierajcie nikomu drzwi. gdybym tak w tej chwili był na dole! — odgraża się Piotr. — Jak przegrasz.. — Taaaak?! — zdenerwował się teraz z kolei Piotr. zaraz. Musiało mi się to po prostu śnić! — Wcale ci się nie śniło. — Mogę robić. — E. gdybyś na przykład potrafiła. Potem przetarł szybko oczy rękami — bo mu się zdawało. czy potrafiłabyś.. — Tylko. czy potrafiłabyś. na przykład. — Tak? No. duże chłopaczysko odpychają. — No. ja tego nie mogę zrozumieć. Piotr stał przy oknie z ustami otwartymi ze zdumienia. to zaraz zobaczysz! I w jednej chwili Karolcia stała się przezroczy sta jak szkło. — Ojej. które miał spełnić koralik.. nie pamiętając już zupełnie o tym. — Oj! Dałbym mu nauczkę. że mogę się założyć! Nawet o mój znaczek z Australii. a następnie spłynęła na ulicę i znalazła się na przystanku autobusowym obok tego wstrętnego chłopaka.wstrętne. nie wmówisz przecież we mnie. że chyba to wszystko to tylko sen. uczesana w kitkę. powiedziałam. że Icraz może założyć się o nie wiem co. że wszystko potrafię — zawołała uniesiona pychą Karolcia. Ba. co mi tam znaczek z Australii — Karolcia uważała. czy potrafiłabyś. że naprawdę fruwałaś. — Wychodzę na chwilę do miasta — powiedziała. aż się przewrócił. na przykład.. trzymając się za nos. lekkomyślnie. żeby zadziwić Piotra. śmieszna jesteś z tymi przechwałkami. Najwyraźniej widziałem. podskoczyła do góry i trzasnęła dryblasa piąstką w nos. — Rozłożyłaś tego drągala jak należy — powiedział z uznaniem. A Piotr tymczasem namyślał się. Tu Piotr zatrzymał się na chwilę. jakim sposobem znalazłaś się tam na dole i wróciłaś. — Ratunku! — darł się dryblas. że ci uwie-r/ę? — szydził Piotr. Ja mam klucze. — A dlaczego nie miałabym fruwać? — oburzyła się Karolcia. coś.{•» 39 A Piotr? Warto było zobaczyć jego zdumiony minę! A potem zaczął wołać: . ku niepomiernemu zdumieniu Piotra. — Taka jesteś ważna? A na pewno nie potrafisz stać się. nie chciałby go oddać. że fruwasz. — Jak to? E. Korciło ją ogromnie. aby za chwilę znaleźć się w pokoju.. jeśli zechcę. żeby wymyślić coś niezmiernie trudnego. co właściwie byłoby niemożliwe do zrobienia.. Teraz wszyscy na ulicy ze zdumieniem patrzyli. niewidzialna! — Niewidzialna? — Karolcia wzruszyła ramionami. — Ja też chciałabym być na dole i dać mu porządną nauczkę! — krzyknęła z zapałem. A przecież człowiek nie może fruwać. Zaraz mogę to zrobić. jak mała dziewczynka. dasz mi swój globus. uniosła się w powietrze. lecz niebacznie Karolcia. W tejże chwili okno otworzyło się i Karolcia. Stał ze zmarszczonym czołem i powtarzał: — No. co się tak namyślasz — niecierpliwiła się Karolcia. — E. co tylko mi się spodoba. Tylko wiszący na jej szyi koralik jaśniał jak błękitny kwiatek unoszący się w powietrzu. — Mów prędzej. — Przecież to drobnostka dla mnie. Ledwie zamknęły się drzwi za ciotką Agatą. Nie wierzysz? W tej chwili weszła do pokoju ciotka Agata. — O globus mógłbym się /ałożyć. — Globus — powtórzył ze zgrozą.. Myślisz.. -t w om/. po czym szybko zaczęła uciekać. że obiecywała sobie ostrożnie wypowiadać życzenia. Przecież to niemożliwe. różne rzeczy.. — Ee tam — mruknął powątpiewająco Piotr — tak wiadasz! — Co? Ja opowiadam? Może chcesz się założyć? — Pewnie.

. — Cóż więc chcesz. stając na progu. — Wygrałam od ciebie globus. — Aha! — cieszyła się teraz Karolcia. gdybyśmy tak oboje byli niewidzialni. — Ale już lepiej wyjdźcie z tej kryjówki i umyjcie ręce przed (t-clzeniem a ja tymczasem otworzę tu okno. ciotka Agata ruszyła w stronę okna. że go ktoś ciągnie za sweter. gdyż było to krzesło naprawdę ciężkie. — Pomyśl. — Goń mnie! . ale przestańcie się chować i zaraz pi/yjdźcie do kuchni. nawet o mało co nic przewróciła się przez wysuniętą Karolciną nogę.. — A tu jestem! — Karolcia dotknęła ręki Piotra. — Ale ja ciebie na pewno widzę — zapewniał Piotr./ . bo ruszyła dalej.. ciociu. to czy na przykład potrafiłabyś podnieść do góry krzesło. gdzie jesteś! — Atu! — zawołała Karolcia. aby dotknąć jej ramienia. — Powiedz. to znaczy. gdzie jesteś. tak jakby Karolcia tam wcale nie stała. ciociu — odpowiedziała Karolcia — czy możesz mnie i Piotrowi dać coś do zjedzenia? — Oczywiście.. to jest nie. (M — Uwaga! Może zaraz staniesz się niewidzialny! Czy już jesteś niewidzialny? Bo już powinieneś być. •... Karolciu — zawołał naraz Piotr — a czy ja też mógłbym być niewidzialny? — Ty niewidzialny? — głos Karolci był teraz niepewny. To mówiąc. — Słucham. Ale czy się uda? Czy życzenie będzie ważne i wobec Piotra? 4-) Należy jednak spróbować. jak moglibyśmy we dwójkę pysznie się bawić. gdyby się w porę nie usunął. jak stanie się coś bardzo dziwnego. Karolciu. że jestem niewidzialna? — Wcale nie wierzę! Uwierzę dopiero wtedy. Potem ciotka Agata zawołała jeszcze: — Wiem na pewno. a ja jeszcze ciebie widzę! M — Ja ciebie też teraz widzę! — powiedział Piotr. że tu coś leży na podłodze — mruknęła i hucznie spojrzała na posadzkę. dziękujemy. Deszcz już przestał pa(lilĆ. że mogę. kiedy ja jeszcze jestem niewidzialna? — zdumiała się Karolcia. Ale już pr/estańcie z tym chowaniem się. Tak! Teraz wreszcie Piotr uwierzył w jej niewidzialność. kiedy nie wiem. — Jak to: mnie widzisz. — Sama nie wiem. I wyszła z pokoju. Nic jednak tam widać nie dostrzegła. + 40 — Ach.. Stał z otwartymi ustami. to rzeczywiście mogłaby być pyszna zabawa. — Jakże mogę cię gonić. wygrałam! — Dosyć tego! — wołał teraz Piotr. błagam cię! Zrób to — prosił Piotr. tak się przestraszył. W tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju weszła ciotka Agata. mimo że ciebie nie widać? Karolcia roześmiała się.. gdzie się schowałaś? — Wierzysz więc. żeby się stało? — Jeśli naprawdę jesteś niewidzialna. — Dobrze. wahający się. towarzyszyło temu jednak lekkie postękiwanie niewidzialnej Karolci. — Przysięgłabym. Ba. I wyciągnął rękę. Tak.. że schowaliście się za tapczanem. — Przestań — krzyknął — cóż to za niemądre żarty! Powiedz lepiej. to sobie zabierzecie kanapki z szynką. — Oczywiście! Proszę bardzo! W tej chwili krzesło uniosło się jakby samo do góry. potrącając po drodze niewidzialnego Piotra. ty się tylko tak schowałaś! — Wcale się nie schowałam — odezwał się tuż obok głos Ka-rolci i Piotr poczuł. — Karolciu! — zawołała.— E. zagapiony. Aż podskoczył. Szła prosto na K uroicie. Byłaby właściwie wpadła na niego. — Tak. — Czy jeszcze mam coś zrobić? — zabrzmiał uprzejmy głosik Karolci.

tak że stracił równowagę. jednak. Bardzo to śmiesznie wyglądało. pchnął tak Agasię. — To dobry pomysł — przytaknęła szczęśliwa właścicielka niebieskiego koralika. A Piotra i Karolci wcale a wcale nie widziała. kici". kiedy naraz z sąsiedniego bloku wypadł Waldek. — Dzień dobry! — odpowiedziała niepewnie pani Kowalska i mzejrzała się wokoło. Więc i teraz Agasia i dwoje jeszcze młodszych dzieci przykucnęło nad rriałym jeziorkiem i zabierało się do budowy tamy. Pani Kowalska znów się obejrzała. Bułki z masłem i szynką leżały na talerzykach.1 itf ''> Ą ^ A r n * t HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY! Ciotka Agata nalała mleko do kubeczków. Zadowoleni zbiegli co prędzej na podwórze. Kiedy wróciła do kuchni. żeby dać porządną nauczkę temu Waldkowi. To będzie najpewniejszy dowód. Przecież sama się przekonałaś. jeśli zejdziemy na podwórze — zaproponował Piotr. wtedy gdyśmy stali tuż prawie obok niej. kiedy duży Waldek klapnął naraz w sam środek błota jak żaba! To Piotr. l m u . — Ale możemy się przecież przekonać. tylko . — Ależ oczywiście. niewidzialny Piotr popchnął go z całej siły. lepiej jeszcze się upewnić — zabrzmiał szept Ka-rolci. I nawet o mało by cię nie rozdeptała! — Prawda — szepnęła Karolcia — ale dlaczego ja widzę ciebie. — Kto mnie pchnął?! — ryknął rozzłoszczony Waldek. — Prawda — ucieszyła się Karolcia. że powinna zabrać z balkonu suszące się tam ście-icczki. Bo widać myślała. — Tylko przedtem musimy zajrzeć do kuchni. a ty widzisz mnie? — Bo prawdopodobnie niewidzialni ludzie widzą siebie nawzajem — powiedział Piotr. czy jesteśmy niewidzialni. ktoś idzie! . — Poczekaj. I nikt tego Waldka nie żałował. — Najlepiej będzie. — Sen mnie zmorzył czy co? Zdawało mi się. podskakując z zachwytu. A kałuże — wiadomo — wspaniała rzecz. I teraz też — patrzcie tylko. a potem s/ybko zimną wodą przemyła sobie oczy. pani Kowalska. kiedy naraz przypomniała sobie. że już zrobiłam kanapki — mruknęła. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie — była to nareszcie prawdziwa okazja. aż usiadła ze zdumienia. — Uwaga.4 s" . czy nie. I obejrzał się — ale nikogo za sobą nie zobaczył. Ale za chwilę znów rymsnął w błoto — to niewidzialna Karolcia chwyciła go za nogę.« Rzeczywiście z góry schodziła sąsiadka. — Dzień dobry! — powiedzieli Piotr i Karolcia grzecznie. jak się zdaje. Zwłasz-c/a młodsze dzieci lubią chlapać się w nich i puszczać papierowe łódeczki. chociaż stali tuż przy niej. Pobiegli więc szybko w stronę Waldka.. który każdego bil i nikomu nie dał przejść spokojnie. że jej kot idzie za nią po schodach. Piotr miauknął wobec tego cichutko.41 — Hura! — zawołał wtedy Piotr. W przedpokoju rozległ się jakby tupot małych stóp i dało się słyszeć trzaśniecie drzwi. a potem zaczęła wołać: „kici. że ukryliśmy się gdzieś. czy nas kto zobaczy. — Musimy spróbować.' U' V$V ' l l . obydwoje jesteśmy na dobre niewidzialni — szepnął radośnie Piotr. Deszcz przestał nareszcie padać i tylko gdzieniegdzie pozostały spore kałuże. że wpadła do kałuży! Za Agasią wepchnął do wody Janie. że twoja ciotka była najpewniejsza. Ciotka Agata czeka na nas z drugim śniadaniem. — Hura! Jednak jesteśmy niewidzialni! — Czy jesteś tego pewien? — spytała Karolcia. A wszyscy naokoło stali i aż się trzymali za boki ze śmiechu. Podbiegł do kałuży i za43 raz zaczął ochlapywać dzieciarnię. — No widzisz.

i nawet tak mówi do jakiejś sąsiadki: „Tak się dobrze dzisiaj czuję. zaczął wołać: — Patrz.. ale zaraz przestaje rozmawiać z panią Kozłowska. Ale list udało im się wsunąć przez szparę. Tak mi siły wróciły! Pewnie po tych ziółkach. proszę pani. Wczoraj to ten kosz taki wydawał mi się ciężki. Będą spokojne. że dobrze mu tak za to.. Dorota.yła i nie wie. pani Kozłowska ma sama nieść to wszystko na górę? — Niemożliwe — mówi szeptem Piotr do Karolci i zaraz podbiega do pani Kozłowskiej. a my też bodziemy w porządku! Drzwi w mieszkaniu Karolci były zamknięte. Piotr zawsze jej pomaga zanieść kosz na górę. że mama będzie tam co najmniej dwie godziny. a potem zaczęła uciekać.+^.i/... Aż oczy przeciera — bo patrzcie. to z Waldkiem byłoby załatwione! A co dalej robić?!. jakby oczom nie wierzyła.. — — Ojej. co się tam dzieje. za-i. to samo będzie i z moją mamą. jakby na zawołanie. — Zapominasz zupełnie o. właśnie. hulajnoga zawróciła i zaczęła pędzić w stronę Doroty! To dopiero było! Dorota najpierw stała. Za to zdarzyła się i. — Rety! p .. To mama wyszła. a mama zabrała klucz. jeśli ciocia zobaczy przez okno. — Jesteśmy zamknięci! — zawołał rozpaczliwie Piotr. Ale w końcu znudziła się ta zabawa Karolci i zaczęli się z Piotrem namyślać. prawdopodobnie do dentystki. to może do ciebie wróci. Kochana ciociu Agato. Piotr! Nie ma się czym przejmować.„. Tam się trochę pobawimy! — Świetnie — zgodziła się Karolcia. że kosz taki lekki. tylko gapi się na drugi koniec podwórka i napatrzyć się nie może.im zupełnie inna historia.. „. gdzie się podziałem! Zaraz. Twoja kochająca Karolcia. różowej nitce — błękitny koralik! . sama się przekonasz. ludzie: hulajnoga sama jedzie po chodniku między trawnikami! Oczywiście łatwo się można domyślić. jakby ją hulajnoga rzeczywiście goniła. Tak. który akurat wybiegł na podwórze. jeśli mama zabrała klucz. Piotr był bliski łez. 45 — Dlaczego? — zdziwiła się Karolcia. a ja do mojej mamy. że mnie nie ma na podwórzu? — Ha. że jest w tej chwili niewidzialny. co by teraz zrobić. / < „ Karolcia spojrzała na niego dumnie. jakby w kamień zamieniona. nawet hulajnoga od ciebie ucieka! A znów jedna dziewczynka zaśmiała się: — Jak ją grzecznie poprosisz. Wreszcie Piotr zaproponował: — Wiesz co? Chodźmy do tego wielkiego domu towarowego. drzwi były zamknięte. Sąsiadka nadziwić się temu nie może. Do mieszkania Piotra było łatwiej się dostać..^ . tym! I Karolcia ujęła w swoje dwa niewidzialne palce wiszący na jedwabnej. usta otwor/. a 44 A Dorota też stanęła. Naprawdę! I wtedy to wyglądało tak. — Wiem doskonale. co by zrobić wobec tego? Słuchaj! Już wiem! Napiszemy listy ty do ciotki Agaty. — Kiedy ich nie można w ogóle otworzyć. Naraz Karolcia roześmiała się. a dziś — jakbym piórko niosła. Czy przez to. Wszystko przepadło! . gdy już list był napisany. co powiedzieć.wszyscy mówili.. I w tej chwili. — Ale co będzie. Ujmuje za pałąk kosza i niesie. A pani Kozłowska strasznie się cieszy. Bo oto.. . . że taki dla wszystkich jest niedobry! No.legło się trzaśniecie drzwi i zgrzyt klucza w zamku. Chodź. i« | — Jak to: nie ma! — wrzasnął Piotr.ii aż będzie się okropnie martwiła. które piję". że to Karolcia pędzi na hulajnodze pozostawionej przy ławeczce przez Dorotę. nagle m/. — Przecież możemy wyjść i sami zatrzasnąć drzwi. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie. jakbym miała znów ze dwadzieścia lat. Hm! Roboty znalazłoby się dosyć. Naturalnie że /. Nie martw się o mnie. bo naraz Leszek. Idę się troszkę pobawić z Piotrem. Oto idzie na przykład miła pani Kozłowska z drugiego bloku i dźwiga ciężki kosz ze sprawunkami.

Już zdawało się. Spojrzeli w dół i zobaczyli z ogromnym zdumieniem. zupełnie niespodziewanie. — Zaraz mu damy nauczkę — zdecydował Piotr. ale gawrony już odleciały. — Jak cudownie tak płynąć w powietrzu! — zachwycała się Karolcia. Zatrzymali się więc teraz przy tym oknie i wpłynęli do mieszkania. — Ach! Jakież mam pragnienie — oświadczyła Karolcia na widok osób pijących przez . J> — Oczywiście — oświadczyły zgodnie gawrony.. żeby o nie nie zawadzić. że nad ulicami rozpościera się jak gdyby sieć z drutów. — Tciaz możemy go zostawić i pofruniemy dalej. że nawet nie wie. Albo też od razu znaleźć się w sklepie?! Jak wolisz? — Lepiej wyfrunąć przez okno — zdecydował Piotr — a potem żebyśmy od razu byli w sklepie. a Piotr powiedział mo/liwie grubym głosem: — Nie wolno włazić na okno! Rozumiesz? — Ro. — Kiedy ja tylko tak! Na postrach! — uspokoił ją Piotr. Karolcia zdenerwowała się tym ogromnie. zaczepioną brzegiem sukienki o jakąś antenę telewizyjną. /c naprawdę mógł wypaść. — Musimy uważać. — Widać został sam w domu i taki z niego głuptas. aby ratować przyjaciółkę. Obejrzał się — gdzie jest Karolcia? Co się z nią stało? Dopiero po chwili spostrzegł ją. Chwycili się znów za ręce i teraz już frunęli prosto do domu towarowego. Karolciu. Tak właśnie 46 zdarzyło się. gdzie była urządzona kawiarnia. jeśli nie posłuchasz — groził dalej Piotr. Wylądowali na tarasie. więc schwycili się za ręce. aby wyrazić odpowiednie życzenie. kiedy mijali pewną wysoką kamienicę. rozumiem — odpowiedział malec rozglądając się niepewnie wokoło. To było naprawdę strasznie śmieszne! Można było zapukać w szybę albo niespodziewanie powiedzieć coś do kogoś. że masz niebieski koralik. gdyż od czasu do czasu wiał dość silny wiatr. że lada podmuch wiatru może ich rozdzielić. — To przewody elektryczne linii tramwajowych i trolejbusowych — objaśnił Piotr z niejakim zadowoleniem. Trzeba więc było koniecznie natychmiast zawrócić. Było to jednak niebezpieczne.— To co zrobimy? — zapytał teraz Piotr zachwyconym szeptem. W mieszkaniu mi irzecim piętrze jakiś malec wyglądał przez okno i tak się wychylał. że leci samotnie. Uf — Czy wy nas widzicie? — zdziwiła się Karolcia. Unosili się teraz lekko nad ulicą. abyś miał go zbić! — izeptem broniła malucha Karolcia. — Patrz! Możemy zaglądać do okien wszystkich domów. on na pewno wyleci! — denerwowała się. gdy nagle i zupełnie nieoczekiwanie zjawiła się pomoc ze strony dwóch sympatycznych gawronów. W pewnej zaś chwili. Nie było to wcale łatwe! Wiatr znosił Piotra ciągle w bok i ani rusz nie mógł skierować się w stronę wzywającej pomocy Karolci. ale ponieważ bali się. pośpieszyły na ratunek. — On sobie może coś złego zrobić.. > i — A przecież my jesteśmy niewidzialni! — Ale jesteście niewidzialni tylko dla ludzi! Wiemy poza tym. — Bo dam ci w skórę. Wspólnymi siłami ściągnęli malca z okna. że sprawa jest zupełnie beznadziejna. które widząc całą historię. Bo w ten sposób będzie okropnie śmiesznie. Znów więc lekko płynęli nad miastem. Parę uderzeń mocnymi dziobami i oto sukienka już się odczepiła. na co się naraża. — Co chciałyście przez to powiedzieć? — zawołała Karolcia. — Jak wyjdziemy stąd? Czy dałoby się — tu zawahał się — czy dałoby się wyfrunąć przez okno? — Czemu nie? Naturalnie że możemy. tylko pamiętaj. Przysiadali dla zabawy na chwilę na dachach lub na balkonach i unosząc się znowu w powietrze gonili się naokoło wszystkich kominów fabrycznych. Istna pajęczyna. — Niech tak będzie — kiwnęła głową Karolcia i znowu ujęła w palce niebieski koralik. -^ . Piotr zorientował się. że zna się na takich rzeczach. tak bowiem stali się zwiewni. . że nie należy używać go zbyt lekkomyślnie. który mógł ich łatwo rozdzielić. — Nie strasz dziecka! Nie pozwolę ci. który był widoczny z daleka. Natychmiast też okno otworzyło się i Karolcia razem z Piotrem wyfrunęli. a ją wiatr szczęśliwie zaniósł w stronę Piotra.

które kupiła dla swojej córeczki. a zapłacimy w ten sposób. — Co ty. która sprzedaje. — Co to znaczy? Nikt na to nie odpowiedział. Zatrzymali się więc na chwilę na następnym piętrze przy stoisku z butami. — Aaaaach! Aaaaach! — zdenerwowała się sprzedająca. 50 — Ale jak ją postraszymy? — spytała Karolcia. co byłoby lepsze. to nas mogą niechcący zadusić — rozsądnie zauważył Piotr — co wobec tego zrobimy? Może poprosisz. mimo że ludzie stali spokojnie. jaka ty jesteś dziecinna. — Właściwie to wolałabym lody! Owocowe i śmietankowe. — Wiesz? Postraszymy ją trochę. — Mnie się zdaje. Ach! Były i lody pistacjowe! — No to co zrobimy? — zastanawiał się tymczasem Piotr. może się potem poprawi. kiedy jesteśmy niewidzialni? Czy myślisz. — E. — Ja też — przyznał się Piotr. — Nie mogę przecież prosić o takie nie najważniejsze rzeczy. Właśnie kiedy Piotr z Karolcia podeszli do stoiska. Karolcia zaraz też chwyciła jakąś parę czerwonych sandałków i ku szalonemu zdumieniu i przerażeniu ekspedientki — dwie pary butów samodzielnie pomaszerowały wzdłuż lady. żebyśmy od razu znaleźli się w dziale zabawek. jeśli jakieś buty były za ciasne albo za luźne. Lody były wspaniałe i pokrzepiające. najpierw obejrzymy sobie jeszcze inne działy. — Pewnie. sprzedająca widać była w niezbyt dobrym humorze. umieszczonych w bufecie-lodówce. Czy są owocowe albo śmietankowe? A może będą pistacjowe? Zbliżyli się do dużego bufetu. — Dobra' — zgodził się Piotr. 4 — Karolem łt' LEPSZE l GORSZE POMYSŁY W domu towarowym panował oczywiście jak zawsze ogromny tłok.łapiemy szybko po porcji lodów. które włożył sobie na ręce. że ta pani. bo jeśli jesteśmy niewidzialni. mniej będzie kłopotu — zdecydowała Karolcia. jakaś pani z małą dziewczynką na próżno prosiła o zamianę za ciasnych butów. — Wobec tego może zajmiemy miejsce przy stoliku? w i« < wi w? 48 — No dobrze — Karolcia przysiadła na jednym z kolorowych krzesełek — ale jak zamówimy lody. bo wszyscy patrzyli teraz z zaciekawieniem. czerpiąc je z dużych termosów. jak panienka w białym fartuszku nakłada porcje lodów. że musimy znów stać się widzialni? — Trzeba się nad tym zastanowić. Tu. Tylko rób to samo co ja! — I Piotr szybko schwycił z półki parę męskich butów. Ruchome schody zapchane były ludźmi i wcale nie łatwo było na nie się dostać. bo niegrzecznie rzucała na ladę pudełka z butami i nikomu nie chciała podać innej pary.słomiane rurki wodę sodową oraz oranżadę z wysokich kieliszków. Chodź. To poważna sprawa. Chodźmy do zabawek! — Ojej. — Ach! A tymczasem zobaczymy. — Wobec tego zrobimy tak: /. i przyglądali się. której ten pomysł wydał się zupełnie niezły. bo naprawdę nie wiem. wiesz co? Lepiej już zostańmy niewidzialni. — Zaraz zobaczysz. że nie jest uprzejma — zgodził się Piotr. Piotrek? — oburzyła się Karolcia. jakie te lody są. nie jest bardzo uprzejma — zauważyła Karolcia. Toteż po ich spożyciu można już było śmiało ruszyć na wielką wyprawę do wnętrza domu towarowego. . — Idziemy! — zakomenderował Piotr. Transakcja udała się jak najlepiej. które szykuje panienka. co będzie dalej. Jeszcze się pogniewa. który był zarazem lodówką. — Nie zamienia się! — niegrzecznie odpowiadała na jej prośby sprzedająca. — Nie możemy się wcisnąć. — Służę ci — powiedział elegancko Piotr — mam właśnie jeszcze trochę pieniędzy z moich oszczędności i mogę cię zaprosić! — Ale wiesz? — rozmyśliła się Karolcia. że pieniądze położymy na bufecie.

Przy jednym z nich zatrzymali się na chwilę — były tam piękne szale. to będzie /upełnie wyglądało. — A co zrobimy? Przecież on jest bardzo duży! — westchnęła Karolcia. że w końcu nawet /. patrz na tego chłopaka. Stoisko z zabawkami było na samym końcu. i tak się wszyscy z tego tańca śmiali. A tymczasem Piotr zaproponował: . które powiedziały głośno i wyraźnie: — Żądamy. Są prześliczne. którzy to widzieli. to powiedzą: ma-ma. Złodziejaszek schwycił się za kieszeń i przytrzymał koniec szalika. że teraz sprzedająca już nie mogła się złościć i musiała być bardzo grzeczna. Chciałabym. — Poczekaj chwileczkę — poprosiła Karolcia. — Już wiem. Teraz wszyscy patrzyli na chłopaka. że jeśli się je przechyli do tyłu. który wpychał ukradkiem do kieszeni piękny jedwabny szalik. Wiesz. „Hop są! są! Hop! są są!" Tak się to wszystkim spodobało. Bo przecież jeśli niewidzialna Karolcia ją stamtąd weźmie. — Trzeba będzie też mu zrobić figla i dać nauczkę. Stały rzędem na półce. Bała się. ogromnych lalek. kiedy będę miała pieniądze. Czerwone sandałki też się zatrzymały i wszyscy ze zdumieniem usłyszeli dwa dziecinne głosy. racja — prosimy. — Złodziej! Złodziej! — zakrzyknęły na ten widok sprzedające i rzuciły się w stronę chłopaka. żeby ją tak trochę wziąć na ręce. Jednym szybkim ruchem Piotr wyciągnął z jego kieszeni skradziony szalik. — A mnie się podobają te w kratę — kupiłbym takie dla mojego tatusia. — A to dziwne wydarzenie — kiwali głowami ludzie. Naraz buty przystanęły. Ale ten już nie czekał na dalszy ciąg swojej dziwnej przygody. tak — ale jak to urządzić.— To reklama! — zawołał ktoś. Ale to już nic nie pomogło. żeby się nie powtórzyła historia /c spacerującymi butami. a trochę stłamszony szalik spoczął jakby ułożony na ladzie. Właściwie to Karolcia tak naprawdę. jakby lalka sama chodziła albo unosiła się w powietrzu. kiedy już dosyć uzbieram — powiedział Piotr stanowczo. żywe dziewczynki. wcale nie chciała mieć takiej lalki na /awsze — od razu wiedziała. — To złodziejaszek! — szepnął Piotr. — Ale zrobimy coś jeszcze bardziej dziwnego — powiedział na to po cichu do Karolci Piotr. Nawet na pewno kupię. A inni znów mówili. rękawiczki i chusteczki — takie do noszenia na głowie i takie do nosa. Miały prawdziwe włosy do mycia. A tymczasem męskie buty i czerwone sandałki tańczyły teraz przytupując wesoło. — Ale my jesteśmy niewidzialni! — szepnął z zadowoleniem Piotr. Tak. Tymczasem zaś Piotr i Karolcia powędrowali dalej. Zmykał tylko ile sił w nogach. którego drugi koniec jakaś niewidzialna ręka ciągnęła do góry. który niczego się nie spodziewał. —Teraz jazda do działu zabawek. Tylko ludzie stojący przy ladzie powtórzyli: „Tak. że to jest za droga lalka. — E. te niebieskie z kwiatkowym szlaczkiem. ale to naprawdę. to były zdjęcia do filmu — mówili inni. żeby pani była grzeczna dla kupujących". że to dobry pomysł reklamy i że to było mówione przez głośnik. lak. żeby zaraz nie zrobiło się całe przedstawienie i żeby wszyscy nie stanęli w podziwie. Oczywiście. ubrane ślicznie — zupełnie jak małe. które mi się podobają? O. I wskazał na wysokiego chłopca w poplamionym swetrze. — Tylko obejrzę te chusteczki. zamykane oczy i Karolcia wiedziała. Ale przecież chodziło tylko o to. co zrobię! Odechce mu się na przyszłość kradzieży! I szybko podskoczył w stronę złodziejaszka. że zaczęli do taktu przyśpiewywać. — Ale patrz tylko. Było na co patrzeć! Ka-rolcia miała ogromną ochotę wziąć chociaż na chwilę do rąk którąś ze wspaniałych. I tak się wszyscy rozbawili. aby sprzedająca była grzeczna dla kupujących! To dopiero było! Sprzedająca zaczerwieniła się jak burak i rzuciła się w stronę butków. musieli więc przejść wzdłuż wielu jeszcze innych stoisk z różnymi rzeczami. ••) 52 W dziale zabawek przystanęli zagapieni. który usiłował wepchnąć do kieszeni szalik.aczęła śmiać się razem ze wszystkimi i ta niegrzeczna sprzedawczyni. kupić chociaż sześć dla mojej mamusi na imieniny. że lalka sama zeszła z półki. ale one tymczasem już zwinnie wróciły na swoje miejsce na półce.

— Zaczekaj! — wrzeszczała goniąca ją dziewczynka. ale o chodzeniu nie było mowy. puścili się pędem. że to nie są lalki chodzące — tłumaczyła ekspedientka. wołała: — Ja chcę koniecznie mieć taką lalkę. — Tylko wiesz co? Już mi się znudziło to bieganie z lalką. — Nie nudź. już stał na ladzie i sięgał do półki. może być z tego okropna awantura. tylko potrzymać — więc nie będzie to nic złego. jeśli pani tak koniecznie chce — zgodziła się dla świętego spokoju sprzedająca. kiedy lalka znalazła się w ramionach Karolci. Była to zresztą bardzo duża lalka i Karolcia postawiła ją na ziemi. — Kiedy to nie są chodzące lalki — wyjąkała zdumiona sprzedawczyni — ja nic o tym nie wiem! — O. Karol-ciu! — I zanim Karolcia zdążyła odpowiedzieć. bo na pewno jej nie zepsujesz! Poza tym przecież nie chcesz jej zabrać. obróciła się w stronę goniących i powiedziała głosem. Tymczasem Piotr i Karolcia ujęli teraz lalkę za obie rączki i szybko pomaszerowali korytarzem. uczesaną w koński ogon. — E. którą chcesz? — spytał. — No. Wśród kupujących rozległ się okrzyk zachwytu: — Lalka. I wróciła. No. nie chce sprzedawać takich pięknych lalek — zaczęli się irytować kupujący. — Proszę zaraz sprzedać te lalki! A jedna dziewczynka. — Kiedy. Wołała: — Proszę pani! Proszę pani! Niech się pani uspokoi! Ojej! Co tu się dzieje! Ta lalka chyba jest popsuta.. czemu się namyślasz. która właśnie przyszła razem ze swoją mamą. nic się nie bój — uspokoił ją Piotr. tylko ogromnie się im ta zabawa spodobała. 54 — Tak? A dlaczego tamta lalka chodzi? To proszę mi ją zaraz zapakować! — Mogę zapakować. że tak biegnie! Trzeba zawo-\ać dyrektora! Dyrektora! — Ojej — szepnęła teraz Karolcia do Piotra — dyrektora chcą wołać. też pokrzykująca nie wiadomo dlaczego: — Stać! Stać! Za tą mamą wreszcie biegła na końcu sprzedająca. która sama chodzi! Pewnie bardzo droga! — Proszę mi zaraz dać taką lalkę. Tylko powiedz którą. przecież od razu mówiłam. Chcę wrócić na półkę. Zatrzymajmy się! Ku zdumieniu wszystkich maszerująca lalka zatrzymała się nagle. Karolciu! Przecież lalce nic się nie stanie. Ludzie stojący przy stoiskach stawali w podziwie. Sprzedająca mrucząc pod nosem „nic nie rozumiem" zdjęła z półki jedną z lalek i spróbowała postawić ją na ladzie. i mnie — rozległy się głosy.. zagapieni na maszerującą lalkę. — I mnie. — zaczęła niepewnie Karolcia. I zaraz wszyscy ustawili się w kolejce. koniecznie! Zaraz mi ją kup. która przedtem chciała koniecznie dostać chodzącą lalkę. — Proszę nam dać inną. — Ojej! Jaka ty jesteś! — mruknął Piotr. przedtem jeszcze zrobimy jeden kawał. Naturalnie. To znaczy . mamo. — Mamo! Ona ucieka! — wrzasnęła naraz ta dziewczynka. Tylko czekaj. Zupełnie to wyglądało tak. A potem wyrwała się matce i pobiegła za niewidzialnymi Piotrem i Karolcia.— Chcesz? To wdrapię się na tę półkę i zdejmę ci którąś lalkę. a potem wzięła za rączkę jak małe dziecko i zaczęła ostrożnie prowadzić. Widząc tę niespodziewaną pogoń. która sama chodzi! — zażądała natychmiast jakaś pani. — A komu? — Jak to komu? — ekspedientce. Lalka niesiona przez nich galopowała teraz poprzez całe piętro domu towarowego. Przystanęła. jakby ją tam ktoś postawił. Nie minęła chwila. Za dziewczynką znów biegła jej mama.. Lalka stała co prawda. Oddajmy ją.. widzicie. — To już najlepiej tę w spódniczce czerwonej. który dziwnie był podobny do głosu Piotra: — Znudziło mi się chodzić. — Kiedy nie mam innych. — Widać zepsuta! — orzekła ta pani z córeczką. że wcale nie mieli zamiaru uciekać z lalką. Zaraz potem postawię ją na tym samym miejscu.

aby go nie zgubić podczas tych wszystkich przygód. — Nie bój się go. <. które było zwykłą dekoracją z dykty \ papieru. on ci chyba nic złego nie zrobi — szepnął Piotr.. Czy to ma znaczyć. gdzie się podział. pomalowanego na zielono i brązowo. Patrz. Nie dadzą nam spokoju.e wszystkim prawdziwym! — zakrzyknęła z zapałem Karolcia. . *»* »n* /''J i . \ /. l. czybyś nie chciała. że znów jesteśmy widzialni? Trzeba by się jakoś o tym przekonać. Były tam małe okienka z firaneczkami i zielone drzwi. gdy zechcą. że ciągnął mnie z całej siły za płaszcz! . Piotrek! Przecież ja bardzo lubię koty! . — Przepadam za zaczarowanymi kotami. a potem mrucząc przyjaźnie zeskoczył na ziemię i zaczął się ocierać o nogi Karolci. który otaczał domek Baby Jagi.4.. patrząc w stronę Piotra. a nie takie. a zielona trawa była świeża i pełna stokrotek. )•> "f . — Tym lepiej — kiwnęła główką Karolcia.— Wcale się nie boję — odpowiedziała Karolcia z oburzeniem. złodzieje! Ktoś chciał ze mnie ściągnąć płaszcz! r. czy pr/ypadkiem nitka się nie przerwała i koralik nie zginął. — Tylko wiesz co? Przecież on nas widzi! Inaczej nie łasiłby się do ciebie. f "i CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU Otworzyli więc skrzypiące drzwiczki zielonego płotka. to znaczy jeszcze od owego czasu. Domek Baby Jagi był małym domkiem zbudowanym z pierników — ale tak na niby. — Ale ten jest zaczarowany — przypomniał z zachwytem Piotr. ale jak? Już wiem! — I Piotr niewiele myśląc przechylił się za płotek i chwycił jakąś przechodzącą panią za płaszcz. które mogą. — Chodźmy wobec tego do domku Baby Jagi — zaproponowała Karolcia — tam będziemy mogli spokojnie się pobawić. powiedz sama. — Gdyby to było tak naprawdę! Pomyśl tylko! No. Puchacz na dachu poruszał się niespokojnie i łypnął jednym żółtym okiem. ściskając niebacznie w ręku błękitny koralik. żeby to był prawdziwy domek! — Pewnie że bym chciała. Teraz więc spełniły się ich marzenia. — Reklama! Reklama! — wołali kupujący i chcieli koniecznie wsadzić tam swoje dzieci. — Musimy wysiąść — westchnął Piotr — nic z tego nie będzie.w'. natychmiast poczuli /apach żywych kwiatów rosnących przed domkiem. — Szkoda. i stale sprawdzała. i. Pod oknami zrobiony był ogródek z papierowych kwiatów i rosło drzewo. wiem tylko. kiedy przychodzili do domu towarowego jako zwyczajne dzieci. Teraz 55 wszyscy zaczęli pytać o cenę takich chodzących lalek. stać się niewidzialne. No i naturalnie znów zaczęły dziać się straszne awantury. jaki jest miły i jakie ma aksamitne futerko.Piotr i Karolcia postawili ją na jej dawnym miejscu. bo naprawdę to był drewniany. — Ale gdzie jest ten złodziej?! — pytali wszyscy. Pani podniosła krzyk: vj — Ratunku. — Co ty. Może z papierowej pomalowanej m\ czerwono masy.s0f Ln j* 57 . a na dachu siedziała drewniana sowa i obok niej uszyty z gałganków czarny kot. ale taki najprawdziwszy domek z prawdziwą Babą Jagą i prawdziwym kotem. — Nie wiem — odpowiedziała pani. bo teraz wszyscy biegli za pędzącym samochodzikiem. Ciągle bała się. tak jak to zwykły czynić wszystkie zaprzyjaźnione koty na świecie. że to wszystko jest nieprawdziwe — powiedział Piotr. Ale koralik był i natychmiast spełnił życzenie Karolci. Od dawna już mieli ochotę nim się przejechać — od dawna. czarny kot wstał i przeciągnął się.. Piotr zasiadł przy kierownicy. — Świetna myśl — pochwalił Piotr. — Jedziemy naokoło — powiedział i ruszyli. żeby to był prawdziwy. — Nie wiem. a Piotr i Ka-rolcia wsiedli do małego samochodziku. Czerwone jabłka na drzewie też były z czegoś zrobione. Ledwie zamknęli za sobą skrzypiącą furtkę.

Wszyscy podziwiali piernikowy domek. Nie zastanawiali się więc dalej nad tą sprawą. Na szczęście mamusia zajadała właśnie kawałek piernika. natychmiast zaczynał rozumieć. a tatusiowie szybko przeliczali pieniądze. A nawet jeden starszy chłopak pożyczył swoją czystą chustkę do nosa pewnemu malcowi i wziął go na rękę. i piec z trzaskającym wesoło ogniem. jeśli się nie /je wszystkich? — Możecie rozdawać je dzieciom. chłopcy prosili dziewczynki. która płakała z powodu zgubienia własnej kokardy. czy im starczy na kupno roweru lub chociaż hulajnogi dla synka. widać. . #"i Ws^te. że jest jednak dalej niewidzialny. czy dalej jest drewniana. więc w pierwszej chwili zupełnie nie było wiadomo.' ' *. Były przepyszne. — Aha! — przypomniała sobie Baba Jaga — chciałam wam jeszcze powiedzieć. — To świetnie! Tymczasem wokół domku Baby Jagi stały zagapione dzieci. Zachwyt wzrósł z chwilą. kiedy jesteśmy niewidzialni? — Ach.. że sprawunkiem. — Bo pani rozumie. co kto myśli. swoją własną mamusię. a potem. czy też dzięki czarom jest prawdziwa. Rzeczywiście. tylko zamachała do niej wesoło chusteczką. świeżo upieczone pierniczki. Tymczasem kot wyginając grzbiet miauknął kilka razy uprzejmie. który jak najszybciej trzeba załatwić. — Serduszka w czekoladzie? — ucieszyła się Baba Jaga. że sprawy dzieci są niezmiernie ważne i właściwie najważniejsze ze wszystkiego. która. — I zaraz wszyscy zaczęli się śmiać i zrobiło się ogromnie wesoło. W każdym razie w tej chwili wcale nie wyglądała groźnie i w dodatku z poczciwym uśmiechem zapraszała ich do środka domku. — I wydało im się to bardzo przyjemne. aby stanęły przed nimi. który mruczał jakąś kocią piosenkę. Stali również nie mniej zagapieni ich rodzice. kwitnące wokół kwiaty i mądrego kota.. od razu staje się lepszy. kiedy z domku wyszli Piotr i Karolcia i zaczęli rozdawać piernikowe serduszka w czekoladzie. — Ale czy możemy to zrobić. — A to świetnie! — I natychmiast zaczęła wyjmować z pieca pyszne. No i Karolcia również. że te pierniki też nie są takie zupełnie zwyczajne. Jeśli przypadkiem zjadł kawałek piernika ktoś z dorosłych. Pewna dosyć duża dziewczynka zdjęła z warkocza różową kokardę i podarowała ją małej dziewczynce. — Lubię serduszka w czekoladzie — przyznała się Karolcia.— Eee. nikt się nie pchał. Kto zje takie serduszko. i poduszki na łóżka. aby mógł lepiej zobaczyć. i wobec tego 60 wcale się nie zdziwiła. z podniesionym do góry ogonem. a paniusia poszła sobie dalej. — Oczywiście. A może Baba Jaga się obrazi. odzyskacie waszą niewidzialność. A w domku było przepięknie! Wszystko było tam prawdziwe — i małe mebelki. wiedziała. ciągnął i zniknął — powiedział ktoś — pewnie zaczepiła się pani o płotek. Sami zresztą zobaczycie. gdy tylko będziecie chcieli. musimy wrócić niedługo do domu. — Widać to jest tak — ucieszyli się — że dla zwykłych ludzi to jesteśmy niewidzialni. że zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. powędrował do drzwi chatki. Ponieważ przedtem była drewniana. nie było mowy o żadnych sprzeczkach i popychaniu. jak wygląda domek Baby Jagi. a widzieć nas mogą tylko ci z zaczarowanego świata. Naraz ku swojemu ogromnemu zdumieniu Karolcia zobaczyła w tłumie stojących. Po chwili te zielone drzwi otworzyły się i wyszła do ogródka Baba Jaga.„ 59 — Czy potem znów możemy być niewidzialni? — zaniepokoił się Piotr. Wszyscy chcieli być dla wszystkich bardzo dobrzy. kiedy zobaczyła Karolcię w domku Baby Jagi. którym rozdzielała piernikowe serduszka. Wszyscy ustępowali sobie miejsca. jest kupienie lalki dla córeczki. — Spróbujcie — częstowała. Mamusie natychmiast uważały. Ale przecież nikt nie może zjeść zbyt dużo serduszek czekoladowych. Piotr był już zupełnie pewien. 58 — Czy lubicie pierniki? — spytała Baba Jaga. które tu przychodzą — powiedziała wtedy Baba Jaga. którym ją poczęstowała jakaś inna mamusia. mogę doskonale na tę chwilę zrobić was znów widzialnymi — i dotknęła ich palcem — teraz już was wszyscy będą widzieli.

a po drugie. — Ha! — wrzasnęła teraz Filomena — i tak ci go odbiorę! — Nie. — Czy pani oszalała? Co to za wychowanie! — Precz! Z drogi! — ryczała rozzłoszczona Filomena. ale Filomena widziała go doskonale. i x — Nie dam mojego koralika! — krzyknęła wtedy Karolcia. 62 Bo nikt przecież nie widział walczącego z Filomeną Piotra. gdy naraz. M. — . — Daj mi zamiast pierników ten swój niebieski koralik — szepnęła syczącym głosem — daj mi go zaraz! . takim. prawie w ostatniej chwili zdołała go pochwycić Karolcia. Nitka pękła. któremu groziło podwójne niebezpieczeństwo — po pierwsze. chce nam zabrać koralik. że koralik jest ocalony. tocząc się po podłodze. Nie darmo miała duże i jakby trochę kosmate uszy. Za to daj mi co innego. a koralik potoczył się po gładkim linoleum. i wyciągnęła rękę. Piotr tymczasem usiłował obezwładnić Filomenę: gdy ta leżała wyciągnięta na chodniku. Koralik. aby nie mogła gonić dalej Karolci. dźwięczał jak gdyby naj śliczniej szy i najdelikatniejszy dzwoneczek. Filomena niestety usłyszała ten dźwięk.— Zaraz idę. kołysząc się na różowej. chudą rękę w stronę koralika. Nieznajoma podniosła głowę przybraną dziwacznym kapeluszem i dopiero teraz Karolcia zobaczyła spiczasty nos i małe. Ratujmy się! — Karolcia już sama nie wiedziała. że ktoś mógłby go rozdeptać. błyszczące oczy. jakich już nikt nie nosi. — Czego pani sobie życzył — spytała wobec tego Karolcia. — Dziękuję — odpowiedzała pani w dziwacznym kapeluszu — nie chcę twoich pierników. — Piotr! Ratujmy się! Piotr chwycił szybko Karolcię za rękę i zaczęli uciekać. — Prędzej! Przemykali się w tłumie. tylko jaśniał swym ślicznym błękitem. przytrzymał ją z całej siły. nurkowali między kupującymi. a Filomena pędziła za nimi. gdy najniespodziewaniej na świecie jakaś przechodząca pani niechcący zaczepiła nową. — Musimy znów stać się niewidzialni! Zrób to natychmiast — wołał Piotr — a potem uciekniemy! Rzeczywiście natychmiast odzyskali niewidzialność. 61 Filomena rzuciła się też gwałtownie w pogoń za koralikiem i Karol-cią. — Widać ma jakiś atak! To może być . '••' — Co się stało? — spytał podbiegając Piotr. przenigdy mi go nie odbierzesz! — zawołała bohatersko Karolcia. moja mała. Trzepotała się niby ryba w sieci i już się zdawało. że goniąc poprzez całe piętro. Wyplątała się więc nad podziw zręcznie z firanki i skoczyła jak pantera w stronę koralika. I znów naturalnie zgromadził się tłum ludzi — wszyscy przyglądali się ze zdumieniem Filomenie. że schwyci go Filomena. aby podnieść toczący się koralik. co począć. wyjąc dziko. wiszącej na Karolcinej szyi. Był tak niewielki. ciągnąc Karolcię za rękę. niebieska iskierka migocąca w powietrzu. tuż przy koraliczku. Piotr i Karolcia wpadli do działu firanek.< l wyciągnęła swą szponiastą. że właściwie nikt go nie mógł zauważyć. Ale tu spotkała się z niewidzialnym Piotrem i niewidzialną Karolcia. wymachując parasolem. Całe szczęście. którzy również rzucili się na ziemię. — Prędzej. Błękitny koralik wyglądał jak mała. ale niestety! Błękitny koralik nie był przecież niewidzialny. rzucała się na podłodze. — Ta pani zachorowała! — odezwały się głosy. Wtedy to Filomena zaplątała się w jedną z nich i runęła jak długa na podłogę. — Proszę bardzo! To są pyszne serduszka w czekoladzie — powiedziała uprzejmie Karolcia.Czego pani się pcha! — oburzali się ludzie. prędzej! — szeptał teraz Piotr. Chwila była bardzo dramatyczna! Bo oto szponiasta ręka Filomeny była tuż. dopiero co kupioną łyżką durszlakową o różową nitkę na szyi niewidzialnej Karolci. która w przekrzywionym kapeluszu. — To Filomena! Poznałam ją. jedwabnej nitce. mamusiu — zawołała Karolcia — tylko rozdam wszystkie pierniczki! W tej chwili podeszła do zielonej furteczki jakaś pani w dziwacznym kapeluszu z piórami. którym wyłożona była podłoga w domu towarowym.

Baba Jaga była znów drewniana. Nie bój się! Nie zginie tam! Kieszeń jest niezmiernie głęboka! ' — To co z nami będzie? — krzyknął Piotr. Potem wróciła do Piotra i powiedziała: — Już schowałam koraliczek. jeśli nie będziesz miała koralika przy sobie. tylko jeszcze będzie załatwiała na przykład jakieś sprawunki — to co? Tymczasem moja mama będzie się ogromnie niepokoiła. abyśmy znów stali się widzialni. Baba Jaga skończyła tymczasem rozdawanie pierników w czekoladzie. że moja mamusia nie zgubi koraliczka i gdy tylko wrócimy do domu. co z nim zrobić. — Jak to: co? — No przecież jesteśmy jeszcze ciągle niewidzialni! — No wiem. ale... — Widzisz. Jest teraz zupełnie bezpieczny. bo o siebie to się nie boję — dodał Piotr rycersko. To byłoby niegrzecznie tak wyjść bez pożegnania. Karolcia podbiegła do mamy i szybko wsunęła rękę do kieszeni jej płaszcza. Karolciu! To niedobra kobieta. że mnie nie ma w domu. Ale jeśli jeszcze kiedy zajrzycie do mnie.^j 'tf> 64 — No musiałaś. Ja też znów stanę się drewniana. — A co z nim zrobiłaś? — Po prostu wsunęłam do kieszeni w mamy płaszczu.. — Pewnie. że jedziemy! Tylko jak? O tej porze wszystkie autobusy są bardzo przepełnione! Ludzie wracają na obiad do domu! Boję się. Karolciu?! Twoja mama też tu jest. Bądźcie zdrowi. Sami zresztą o tym się przekonacie. gdyby tak zaczęła żądać od koralika spełniania różnych złych rzeczy! No. tak. — Zachowałam tylko jeszcze kilka dla was — powiedziała. Karolciu. — Prawda! — przestraszyła się trochę Karolcia. Tymczasem Karolcia zdołała już na szczęście podnieść koralik.niebezpieczne! Wezwijcie pogotowie! Nie minęła chwila. nic więcej — obiecywał lekarz. — Tak. że jesteśmy niewidzialni. I naraz zdziwił się. aby go nie zgubić. widzisz. — Damy pani zastrzyk na uspokojenie. to żegnajcie! Mieli teraz pełne kieszenie serduszek. no to co z tego? — Jak to: co? Karolciu. Jesteś ogromnie lekkomyślna. żeby tam . ojej. prawda! Okropnie późno! To chyba jedziemy do domu. że cię zgniotą w tym tłoku. że nic jej nie jest. Zanim Piotr cokolwiek zrozumiał. jak późno? — Oj. a jeśli twoja mama tak od razu nie wróci do domu. łapcie! Muszę odebrać niebieski koralik! — Zdaje się. co by to było. tylko kot jeszcze parę razy zamruczał przyjaźnie. mogłaby zrobić dużo złego na świecie. — Wcale nie jestem lekkomyślna! Przecież musiałam ratować koralik! Musisz mi przyznać. to zaraz sięgnę do jej kieszeni. — Zmykajmy do domu. że zmierzymy temperaturę. Aha! Pamiętajcie! Serduszka w czekoladzie nie tracą swojej mocy nawet i w prawdziwym świecie. że już jest bardzo późno — przypomniał sobie Piotr. Oczywiście że z termometrem nie wolno podskakiwać. Lekarz w białym fartuchu i dwaj sanitariusze zajęli się Filomeną. — O mnie się nie bój! Jakoś damy sobie radę! Tylko jeszcze musimy pożegnać się z Babą Jagą i z czarnym kotem. 63 Trzymała go teraz w zaciśniętej ręce i nie wiedziała. Gdyby dostała w swoje ręce błękitny koralik. chętnie was /obaczę. Przy stoisku z guzikami! Rzeczywiście! Mama Karolci stała tam i kupowała guziki do Karolcinej sukienki. Przecież nie możesz poprosić. i potem będzie awantura. ale. wyjmę go i znów będziemy widzialni. więc siedziała teraz zła okropnie i kłóciła się z doktorem. pomyśl tylko! Przecież musimy wobec tego pozostać niewidzialni tak długo. kiedy pogotowie nadjechało. musiałaś. że musiałam ratować! j . zdaje się. I strzeż się Filomeny. która dalej krzyczała: — Łapcie ich. Wyobraźcie sobie. że pani ma gorączkę — powiedział grzecznie doktor — pani pozwoli. dopóki nie odzyskasz koralika. — Ale jestem pewna. że musicie wracać do domu. — Wiem. I włożył Filomenie pod pachę termometr. zanim wskoczył na dach domku.

Karolcia rzuciła się pędem do przedpokoju. nie gniewała się tym razem. to może by się nie gniewała na ciebie? — wpadł na pomysł Piotr. •>. kiedy będziesz wycho66 dził. żeby Ciocia koniecznie spróbowała.też znieruchomieć i udawać gałganianego. co u mnie w domu słychać — przypomniał sobie Piotr. że nikogo nie zobaczyła. Strach pomyśleć — wtedy musieliby już do końca życia zostać niewidzialni. ale widać była ciekawa. — Ach. że mama jeszcze nie wróciła do domu! — A jeśli przypadkiem koralik wypadnie twojej mamie z kieszeni? — powtarza Piotr. otworzyła drzwi. aby mu otworzyć. bo ostatecznie zawsze można było zadzwonić i gdy ciotka Agata. z hałasem przesuwała garnki. — A gdyby tak ciotka Agata zjadła kawałek serduszka w czekoladzie. W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY ł -y Wcale nie jest tak łatwo. już od razu poweselała. tylko zachichotała. i wreszcie Karolcia i Piotr znaleźli się w domu. co paczuszka zawiera. Nie ulegało wątpliwości — to dzwonił Piotr. za którymi stał niewidzialny Piotr. ale przyjdź jak najszybciej! Bo co ja tu sama. Była widać trochę zagniewana. bo ciotka znów się zdenerwuje. y. przyjechać do domu w zatłoczonym autobusie. bo ciotka Agata może się rozgniewać i wcale do drzwi nie podejść. — Pierniczki były świetne. na której znajdowała się kartka z nagryzmolonymi w pośpiechu słowami: Dla kochanej Cioci Agaty od Karolci. — I taka jestem okropnie głodna. Ale naprawdę sama też tym się trochę martwiła. Bo co by było. wyjmując z kieszeni chusteczkę albo rękawiczki.* ** * ( t „r i -r* '/A — Karola a "n . — Oj. ciotka Agata wróciła do kuchni. musisz mi zaraz sama otworzyć. Gdyby tylko zechciała zjeść! Czekaj. — Ja tymczasem polecę i zobaczę. gdyby tak na przykład. mama wyrzuciła niechcący koralik. Tylko pamiętaj. że nikt nie mógł się temu zapachowi oprzeć i koniecznie musiał zaraz ugryźć chociaż mały kawałek. Tylko nie trzaskaj głośno drzwiami. Jak na złość ciotka krzątała się przy kuchence gazowej. — Chodźmy! — zakomenderował Piotr. i w dodatku niewidzialna będę robić? — westchnęła Karolcia. jak zadzwonię. jakie to dobre. — Przepyszne — orzekła — ach. udało się szybko wsunąć do mieszkania. Wreszcie podeszła po coś do kredensu i zobaczyła paczuszkę. to się naradzimy. którzy dzwonią i uciekają. może jakoś uda się coś zjeść. — Naprawdę najwyższy czas na nas. Ale pomimo to. mrucząc gniewnie na głupie dowcipy chuliganów. A potem wszystko będzie na mnie.ł/i„ > K . — Wracaj szybko. Tak też zrobiła i ciotka Agata. Ale najgorsze było to. — Dobrze. ale ciotka Agata nie dała się wyprzedzić. zjadła pierniczek do końca. I w tej chwili — ledwie przełknęła pierwszy kęs. Trochę jeszcze gniewna. bo otworzyła ją szybko. o nie! Chyżo przebiegła przedpokój i szeroko otworzyła drzwi. to też jeszcze nie było najgorsze. . gdy się jest niewidzialnym. spróbuję jakoś jej podsunąć. Czekoladowe serduszka wyglądały niezmiernie apetycznie. nie martw się naprzód — uspokajała go Karolcia. bo mruczała coś pod nosem i mocno. W tej chwili rozległ się dźwięk dzwonka. Że drzwi były zamknięte. — Wiesz? To byłoby dobre. przeczytała list. — I zaraz wrócę. Pomrukując teraz z zadowolenia. Po chwili na kredensie w kuchni leżała zgrabnie zawinięta paczuszka. Ale całe szczęście. ale nie jest to takie prawdziwe jedzenie. gdzie akurat zapiekała makaron z szynką. — Ja też! — przyznał się Piotr. że się to jakoś udało. ta Karolcia! To złote dziecko! Że tez pomyślała o tej swojej starej ciotce. to jakiś urwis dzwoni! Ale to nic nie szkodzi! — I nucąc wesoło. a w dodatku pachniały tak.

a w dodatku porusza się dziwacznie. bliscy płaczu. — Rozumiesz. że niedługo przyjdę. Chyba będzie płakała. Zostawiłem kartkę. jak się jej zdawało. że nic nie ma w środku. a potem krzyczała ze strachu. W pewnej chwili wróciła po coś do przedpokoju i ku swojemu 68 szalonemu zdziwieniu spostrzegła. zupełnie jakby siedziało w nim jakieś zwierzątko. Można na przykład nie odrabiać lekcji! — I można bawić się w domu towarowym — pocieszająco powiedziała Karolcia — ale strasznie mi żal mamy. — Ach! Ach! — krzyknęła mama — coś siedzi w moim płaszczu! Może to szczur?! Bo mama bardzo się bała szczurów i myszy. ogromnymi literami było wydrukowane: ' " . — Co się tu dzieje? — zapytał naraz tatuś. byłbym zapomniał! Przeczytaj koniecznie dzisiejsze popołudniowe gazety! Piszą o tym. że już na zawsze będziemy niewidzialni — westchnął Piotr. — Załatwiłam masę sprawunków — powiedziała mama. Bo co powie na to. u nas jest masa jedzenia. że nie chcę teraz sięgać do kieszeni! Wreszcie mama zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. dlaczego jest tak małp mleka w dzbanku i skąd się wzięły na stole dwie brudne szklanki po mleku. — Teraz już się to palto nie rusza. "t* ' / . — Przeszukajmy te kieszenie jeszcze raz — zaproponował Piotr.{ 69 NIESŁYCHANE WYDARZENIE W DOMU TOWAROWYM! UDANE POMYSŁY REKLAMOWE! . bo mama rozmawiała wtedy z ciotką Agatą. Ale zaraz musieli odsunąć się od palta. że nie ma?! Szukajmy jeszcze raz. aż mama zdejmie płaszcz — szepnęła Karolcia do Piotra. że dziś w domu towarowym działy się niezwykłe rzeczy. — Czy jesteś zupełnie pewna. — Karolcia jest w domu? — Jeszcze nie ma. Chodźmy więc śmiało do kuchni! Ciotka Agata oczywiście dziwiła się potem bardzo. w której na pierwszej stronie. — Co się dzieje u ciebie w domu?! — Na szczęście mama i tatuś jeszcze nie wrócili. Chciałem coś zjeść. szukali koralika i nigdzie nie mogli go znaleźć. — A moja mama też będzie się ogromnie martwiła — Piotr załamał ręce — no.'•. widać ten szczur uciekł — powiedziała mama. że wszystkie szklanki umyła już rano. to była mama z rękami pełnymi paczek. powiesiła na wieszaku. żeby się nie martwili. — Zdaje się. — Coś ci się przy widziało! — powiedział i pocałował mamusię na pocieszenie. I tatuś podał mamie gazetę. ale nie zawsze. kiedy znów zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. bo mama miała kupić wszystko po drodze. ale nic w domu nie było. — E. — Co teraz będzie?!!! — zdenerwował się Piotr. — Ma to swoje dobre strony. Siedziała na stołku kuchennym rozmyślając nad tym. że ma niewidzialną córeczkę. Nikt nie słyszał. Długo szukała. Na szczęście mama była w drugim pokoju i opowiadała o czymś ciotce. Karolcia podskoczyła czym prędzej i zanurzyła rękę w głębokiej kieszeni. to co zrobimy? — Nie wiem — szepnęła z rezygnacją Karolcia i rozpłakała się na dobre. a znów Karolcia i Piotr przez ten czas. Potrząsnął nim przy tym. bo właśnie do pokoju weszli tatuś i mamusia. To była na pewno mama! Tak. — Muszę poczekać. ale zaraz powinna przyjść — uspokoiła mamę ciotka — pewnie bawi się na podwórku. który przed chwilą. ale. że płaszcz. leży na łóżku. Kładła zakupy na stole i zdejmowała rękawiczki. kiedy wszedł do mieszkania. Kochane dziecko! — Wolałabym.67 — No i co? — spytała Karolcia Piotra. żeby mamie pokazać. — Ale. żeby już była w domu — mama nie była zbyt zachwycona nieobecnością Karolci. wreszcie odwróciła się do Piotra — nie ma w tej kieszeni! Pewnie się pomyliła! To jest ta druga kieszeń! Ale w drugiej kieszeni też nie było błękitnego koralika! — Mama zgubiła koralik! — jęknęła Karolcia. kiedy przecież była najpewniejsza pod słońcem. a tatuś odważnie chwycił palto i podniósł je do góry. A ciotka Agata coś pierze w łazience.

nie mam pojęcia. BO CO BĘDZIE DALEJ?. że to ona. aby była już w domu. zaraz umyję rączki — zgodził się skarb. co się z nim stało. Ale Piotr nie chciał zostać na obiedzie. /niknął on nagle z ręki mamusi jak zdmuchnięty. że to niemożliwe. Zdaje mi się. To Piotr daje znać. gdzież on się podział?. następnie otworzyła po cichu drzwi i wreszcie przystanęła w sieni. Nie miała po prostu innego wyjścia.. — Mniejsza o to. — Wcale nie będzie się gniewała! Zapomniałeś. Ale zdaje się nic poważnego. abym była spokojna. że późno wracamy — zaniepokoił się Piotr. czy zostaniesz u nas na obiedzie? Karolciu.wyczajne szkiełko. Potem z portmonetki wyjęła zawinięty w kawałeczek papieru. — Czekaj. No i Piotr przekonał się. w tej chwili.W kieszeni palta?!!!!! — Karolcia gwałtownie chwyciła rękę Piotra i teraz zamienili się oboje w słuch. że przecież Karolcia została w domu. pod balkonem rozległo się umówione gwizdnięcie. że czeka na Karcicie na dole. Więc jestem spokojna! — Ale ja nie jestem spokojny! — zdenerwował się tatuś. ale ludzie byli niesłychanie podnieceni i opowiadali o jakiejś maszerującej lalce. mój skarbie.. że rozdawała je dziewczynka w dornu Baby Jagi. że w pierwszej chwili pomyślałam.LALKA. — Boże. Aniu -— powiedział tatuś — na pewno nie był to żaden klejnot.. że powinniśmy siadać do obiadu. Nie wiem. myj rączki.eby była w domu! A Karolcia! Domyśliliście się chyba. że był to przedziwny błękitny kamyczek. — A jak już mowa o Karolci — powiedział na to tatuś — czemu jej jeszcze nie ma? — Kochane dziecko — odpowiedziała na to ciotka Agata — wyszła pobawić się z dziećmi. że to Karolcia porwała błyskawicznie z ręki mamy błękitny koralik. Naprawdę! Bo ledwie zadzwonili. . Tymczasem mamusia zaczęła czegoś gwałtownie szukać w torebce. ^um*-/ . że zjadła zaczarowane serduszko w czekoladzie? Zaraz sam się przekonasz. że zaraz siadamy — uspokajała tatusia ciotka Agata — a Karolcię natychmiast zawołam. /.. Po jakąś kobietę przyjechało pogotowie.. — Ależ oczywiście.. czyli Karolcia. KTÓRA SAMA CHODZI! UCIECZKA SAMOCHODZIKA! — A wiesz? Rzeczywiście coś tam takiego było. — Musiał mi upaść na podłogę.. 70 ale być może. — Ciociu. że dopiero potem uprzytomniłam sobie. I jeszcze coś: zupełnie przypadkiem jadłam pyszne pierniczki! Wyobraź sobie. A Piotr tylko zwiesił głowę. Przecież jego mama nie jadła piernikowych serc w czekoladzie. teraz możemy zadzwonić — westchnęła Karolcia — tym razem biedna ciotka Agata nie będzie się denerwować. czy mogę zejść na podwórze? — pyta wobec tego jak najgrzeczniej Karolcia. skąd wyjęła portmonetkę.. Zanim jednak tatuś zdołał przyjrzeć się dziwnemu koralikowi. — Dobrze. Potem ściskając koralik w dłoni pociągnęła za sobą Piotra do przedpokoju. I mama sięgnęła do torebki. jestem strasznie głodny! Ale niepokoję się.. — . a może zupełnie /. — Kochane dzieci! — wołała. zaczarowanego serduszka jest ciągle niezmiernie dobra.* UWAGA. że jest to jakiś drogocenny kamyczek. i nawet zamachałam do niej ręką. czy to ma jakąś wartość.. — Są już! Pewnie głodni! Piotrze. Nazajutrz.. — Ale może będzie się gniewała. I zaraz tak oczywiście się stało. otworzyła im ciotka Agata promieniejąca radością. Tam natychmiast wyszeptała życzenie — aby ona i Piotr znów stali się widzialni. co teraz będzie! — westchnęła Karolcia.. Co prawda nie byłam sama przy tym. że na próżno otwiera drzwi. — Najwyższy czas. jak go przyjmą w domu. — No. czy . Nie był wcale pewien. kiedy Karolcia kończyła śniadanie.. «j4.. błękitny koralik. gdzie jest Karolcia?. ale mówię ci. — Sięgnęłam do kieszeni. Ale ma taki dziwny blask. czekaj — powiedziała do tatusia — chcę ci jeszcze coś pokazać! Wyobraź sobie. aby zapłacić za bilet w autobusie. Ta mała była tak podobna do naszej Karolci.. Oczywiście. i naraz znalazłam coś ślicznego. Siadajmy lepiej do obiadu. ale nie jest pewne. Chyba już czas. Napisała do mnie karteczkę. że znalazłam coś dziwacznego w kieszeni palta. Co prawda ciotka Agata po zjedzeniu wczoraj piernikowego.

a Karolcia wsuwa do kieszeni głęboko.. Kiedy ciotka Agata mówi „rybeńko". Hm. leżał błękitny koralik. zupełnie inny! Koraliczku. tak.^i )r.. — Najlepiej będzie sprawdzić! — zdecydował po męsku Piotr. Ale to się zaraz okaże. Zawinę wszystko w ładną.. Tak się robi zawsze we wszystkich bajkach. odezwij się! I Karolcia wyjęła koralik z pudełka. że mogła wpaść przez okno? Ojej! może masz rację. niebieską sukienkę. że jest w najlepszym pod słońcem humorze. pogodnie kiwając głową. zgrabną paczuszkę. to jest niezmiernie ważne — nowa. jest jeszcze jakby bledszy! Jemu coś jest! Ja ci mówię! A może .-I aż mu oczy błyszczą. Ale Karolcia nie jest tym uspokojona. Bo właśnie chodzi o ten koralik. niebieski koralik. Karolcia wydobyła z głębi kieszeni maleńkie pudełeczko od proszków. to doskonała myśl! — Tak. W dodatku — tak. żeby Karolcia natychmiast po wypiciu mleka zeszła na podwórze. — No widzisz? Ten sam! — woła triumfalnie Piotr. rybeńko — przytakuje ciotka Agata — już biegnę. — Zaraz się ubiorę. z których nic na pewno nie wypadnie. Tylko o co go poprosić? — Wszystko jedno! No choćby o to. Kiedy je otworzyła. młode drzewko. naszykuj coś do zjedzenia.. żeby tu wyrosło drzewko. On taki blady. Trzyma koralik na otwartej dłoni i przygląda mu się.. . — Tylko uważaj. pójdziemy do ogrodu — oświadcza z zapałem Karolcia — i proszę. Karolcia kręci głową — nie. przecież nie miała okazji. Jest wesoły i wygląda na człowieka. niebieską wstążką. 73 itr — A może wtedy. i takie. o tu.'w — No nie. i wydobywa z szafy sukienkę. Ale jest.. — Może masz rację. znaczy to. ciociu. żeby włożyła nową. nie zgubiła. < Ale koralik leżał blady i milczący na rozwartej dłoni Karolci. Ach! Co tu mówić! Sprawa jest poważna. przed nami! — Dobrze — zgadza się Karolcia i wymawia życzenie. Jakby zbladł. . — Patrz. który nie ma żadnych zmartwień ani ważnych spraw na głowie. — Ciociu..to potrwa długo? A może czas minie i ciotka znów zacznie zrzędzić? Ale na razie ciotka jest jeszcze pod wpływem czekoladowego serduszka. Ciocia zgadza się. Taki jakiś jaśniejszy.. Ciotka Agata zawiązuje Karolciną kitkę też nową. — Co ty mówisz? — zmartwił się Piotr. żeby starczyło dla nas dwojga. — Poproś o coś! Jak się spełni — to ten sam.. Znaczy to również. przykryty drugim kawałkiem niby kołderką. takiej propozycji nie należy lekceważyć. „U W tejże chwili wyrasta przed nimi smukłe. żeby na mnie czekał. Włożenie nowej. — Co to może być? Słuchaj! A może to nie ten koralik? Może inny? Może go zamieniła Filomena? — Piotr aż podskoczył. 72 Teraz jednak należy włożyć nową sukienkę. i nawet proponuje Karolci. kiedy spałaś? — Myślisz. niebieska sukienka ma duże kieszenie.. przeokropnie dobra! — woła wobec tego Karolcia. Piotr oczywiście czeka na podwórzu. zniecierpliwiony. że śniadanie zawinięte zgrabnie w papier będzie najświetniejsze pod słońcem. jesteś niezmiernie. Jak by to powiedzieć. — Oczywiście. patrz. głęboko. „. Karolciu.« — No i co dziś będziemy robić?! — pyta z ciekawością. niebieskiej sukienki jest dużą przyjemnością. bo zgadza się. tylko przedtem powiem Piotrowi. — Daj spokój — mówi na to poważnie Karolcia — stała się rzecz straszna! Mam ogromne zmartwienie! — Coooo! Zgubiłaś go? — pyta w najwyższym przerażeniu Piotr. gdy tymczasem Karolcia. żebyś jej nie rozdarła — upomina łagodnie ciotka Agata — a może chciałabyś wziąć dla siebie i Piotra drugie śniadanie? Gdzie się wybieracie? Może macie ochotę pójść do ogrodu? Tak. a Karolcia wybiega na balkon i woła do Piotra: — Czekaj na mnie! Ja zaraz przyjdę! Powiem ci coś bardzo ważnego! — Dobra! — woła Piotr. na poduszce z różowej waty.

— A widzisz — westchnęła smutnie Karolcia — biedactwo! Strasznie mi go żal! — Nie wiem. że tracę kolor. Nie był to bardzo duży ogród. Piotr i Karolcia tak byli zamyśleni i przejęci sprawą blednięcia koralika. A teraz już właśnie pora. czy naprawdę jest już taki blady. tylko leżał nieruchomy. wysuszył do reszty kroplę jej łzy.. zapomniałem ci o tym powiedzieć. — Dobrze. niech jeszcze raz zobaczę. — Świetnie! Tam rzeczywiście możemy porozmawiać. Po prostu. — Popatrz! — Zdaje mi się. weszli do ogrodu i od razu poszli w stronę alejki. jedna karuzela i dwie zjeżdżalnie. że na siatce otaczającej ogród wisi 75 jakieś ogłoszenie i że stoi przy nim gromadka dzieci i dorosłych. że będziemy w ogrodzie. że rzeczywiście jest dużo bledszy — powiedział Piotr po chwili. było bardzo niedaleko. że kiedy stanę się bezbarwny. były wąskie ścieżki. który zaproponowała ciotka Agata.. jeden kołobieg. Jeśli tak się zdarzyło. gdyż koralik nie odzywał się już więcej. — Nie płacz. — Chyba że o coś niezmiernie ważnego. — Oczywiście. — Wcale nie żadne głupstwa! A poza tym koralik jest mój. że któreś z dzieci nie mogło wyjechać podczas wakacji na wieś. osłabia mnie tak.. — No pewnie! Chciałam na przykład mieć nową lalkę!. to po prostu dlatego. w których mogli mieszkać Indianie. że tylko w takim wypadku — zgodził się Piotr. I zapomniałem ci jeszcze powiedzieć o ważnej rzeczy — słuchaj! Każde życzenie. że w tej chwili nikt nie przechodzi alejką. nie otarta w porę łza kapnęła na koraliczek.on jest chory. były wreszcie cztery huśtawki. tylko gdzie możemy lak spokojnie pogadać? — Najlepiej w ogrodzie — decyduje Karolcia — zresztą powiedziałam ciotce Agacie. — Słyszałem — Piotr był też w tej chwili poważny i zmartwiony. Piotr poprosił: — Pozwól. który padł w tej chwili na jej dłoń. I jeśli nie było o nim mowy od razu na początku tej całej historii z koralikiem. ale widać promyk słońca. — Koraliczku — szepnęła tkliwie i nie spostrzegła nawet. Były tam krzewy. którymi chodzili wielcy wodzowie Mohikanów i Siu-ksów. — Ja. nie zważając na nic. Właściwie znajdował się prawie po drugiej stronie ulicy Kwiatowej. były place.. aby mówić o ogrodzie. że nawet nie zauważyli. Tam zawsze było najmniej dzieci i tam można było najspokojniej pomówić o tak poważnej sprawie. Matki wzdychały wtedy i mówiły: „Nie wiem.'. — Koraliczku. nie będę mógł spełniać życzeń. Piotr? — odezwała się wreszcie Karolcia. to samo chciałam powiedzieć — przytakuje Karolcia — a śniadanie mam dla nas dwojga. Karolciu — rozległ się szept. błękitny jak blada niezapominajka lub wiosenne niebo. gdzie stała kamienna ławeczka. — chciała jeszcze spytać o coś Karolcia. że dzieci z całej dzielnicy inogły tu w ciepłe dni spędzać czas na powietrzu i doskonale się bawić. ja. co by to było. czy będziemy mogli jeszcze o coś go poprosić! — Piotr był załamany. że sprawa koralika była niezwykła i niespodziewana i już nie było czasu na omawianie innych spraw. biedaczek?! Sama myśl o tym tak ją przejęła i wzruszyła. że jedna. że rozpłakała się. ale wiesz. Przede wszystkim najważniejsze było to.się! — Właśnie. a jak będziemy chcieli. które spełniam. możemy potem pojeździć na karuzeli albo pohuśtać .. Pamiętaj więc. to tu spędzało lato. — Kto to mówi? Czy to ty. ale miał mnóstwo zalet. . co ci powiem? Że ze zmartwienia nawet nie mam apetytu! Do tego ogrodu. gdzie można było jeździć na rowerze lub hulajnodze. nie mówiąc o dwóch wielkich piaskownicach dla maluchów. kiedy jestem wilgotny.. Gdy usiedli i zobaczyli. — Tylko że tyle jest spraw niezmiernie ważnych. — Musimy koniecznie o tym porozmawiać. żeby nie ten nasz ogród!" Taki to był ogród. Ale takiego naj-najważ-niejszego. — Wiesz? Takie głupstwa! t. koraliczku? — zdumiała się i ucieszyła zarazem Karolcia. jak ta. Mogę mówić tylko wtedy. bo tam powędrowali Piotr i Karolcia. • 74 — Słyszałeś.

czym się martwisz — oburzył się Leszek. wiesz co? Chodźmy na zjeżdżalnię! — Nie mogę — przypomniała sobie Karolcia — mam dziś na sobie nową sukienkę. a ten się pyta. A ty się nie martwisz. lepiej mów od razu. — No co. — Jak to nie wiem. — Jak to? Jak to: się martwią? — wyjąkał zdumiony Piotr. — Dopóki nie stanie się coś nadzwyczajnego. Jakby był senny albo bardzo zmartwiony. — Tylko mi smutno. Leszek był rozgoryczony. Ale jeślibym się namyśliła..*•> \ > »*. Ale skąd ty wiesz. ale przecież nie możemy ciągle być niewidzialni. — To wobec tego chodźmy na huśtawki! *' < •* — Świetnie! Tylko nie podbijaj zanadto! < / / — Ojej. jak kto wyjedzie na wakacje.— No twój. nieprzytomny jesteś czy co?! Czytać zapomniałeś? — Nie. — Ale na razie o nic nie będziemy prosić — postanowił Piotr. to prosiłabym o coś o wiele ważniejszego. o czym mówisz! — Ojej. że już tu nie będziemy więcej przychodzić. Bo lalkę zawsze można kupić! No nie? — Można — Karolcia z westchnieniem schowała pudełko z koralikiem do kieszeni — pewnie. jak się dziś wyhuśtamy za wszystkie czasy! Leszek. to co? Tu było pysznie! Jeszcze lepiej niż na wsi nawet. że nawet jeśli idzie o ciebie. — Wszyscy na całej ulicy tym się martwią. tak jak to on potrafi. to i tak będzie sobie używał. — Co opowiadasz takie głupstwa. o co chodzi. Bo wszystkim żal. — Hm! Z tą niewidzialnością to była pyszna zabawa! — mruknął z uznaniem Piotr i aż się uśmiechnął do wspomnień poprzedniego dnia. myślę. czym się martwię? — zdzi77 wił się Piotr. i»i * ku . Czyżby Leszek w jakikolwiek sposób dowiedział się czegoś o koraliku? Piotr spojrzał na Karolcię. — Jak to: o co chodzi? Jak ogród jutro zamkną. Leszek? Huśtamy się? — spytał wesoło Piotr. tu się bawimy. o co chodzi! Ostatni raz dziś. ja tylko mówię. — Aha! Racja. Za nimi przywlókł się Waldek. ciotka Agata bardzo by się gniewała. o co chodzi! . a ja z Karolcia po drugiej — zobaczycie. — Ale gdyby to było potrzebne do czegoś niezmiernie. że może nawet nie tak bardzo. — Nic nie wiem.'ł»u •> . ale to niezmiernie ważnego — to chyba moglibyśmy. bracie! — Co mam się gniewać — wzruszył ramionami Leszek. zastali już tam Leszka i Janie. to lalka nie jest najważniejszą rzeczą. Ale jakoś tak bez zapału. ale Karolcia rozmawiała akurat z Janią. — No pewnie. boisz się? — Właśnie że wcale się nie boję. — Huśtamy się — kiwnął głową Leszek. O tej lalce to tak powiedziałam. bracie. Gdy wyszli na placyk z huśtawkami. tylko że wtedy mogłoby mi wyskoczyć z kieszeni moje pudełeczko z koralikiem. a potem zwiesił głowę i przysiadł z boku. że dla bardzo ważnej rzeczy to moglibyśmy. a potem zaraz przyszły Dorota i Agasia. że można. Ale jak kto nie wyjeżdża przez cale lato. bez namysłu.<« 76 — Jak myślisz — dodał po chwili — czy od takiej niewidzial-ności to on bardzo blednie? — Nie jestem pewna. jeślibym ją od razu zabrudziła.. co? — Martwię się. i do domu blisko. prawda? A teraz. coś ty taki dzisiaj dziwny! Gniewasz się czy co? No gadaj. Ale jakiś był dziwny — wcale się nie wygłupiał ani nie /aczepiał po swojemu wszystkich. Będziemy uważać. to już będziesz wiedział. tylko stał /agapiony. Bo i bawić się mogłeś. twój — westchnął Piotr — ale przecież ja dla siebie nic nie chcę. co? — No pewnie. I mama się o nas nie martwiła! A tak to co? — Jak to: co?! Nic nie rozumiem — otworzył oczy Piotr. — No! Jania! — komenderował dalej Piotr — siadaj po jednej stronie z Leszkiem. Toteż ja wcale nie o takich rzeczach tak naprawdę myślę. — No pewnie. nie zapomniałem — zaprzeczył gwałtownie Piotr.

hę. — Czytajcie! — powiedział dramatycznie Leszek. — To co na to poradzimy? — spytała jakaś pani z małym dzieckiem w wózeczku. — Nie wiecie od kiedy? — oburzyła się jakaś mamusia. moja pani. że mu piasek niby wpadł do oka. które się załącza do tego podania — wyjaśniała dalej grubiutka paniusia z dzieckiem. to co? — Jak to: co? — oburzył się ktoś. która odprowadzała do ogrodu swojego małego wnuczka. — Tak. żeby ten ogród zachować? W końcu tak się smutnie wszystkim zrobiło. Bo co tu zrobić. zeskoczył z huśtawki. To znaczy. -Nigdy taki nie był. która sprząta niektóre z tych pokoi. Wszyscy oni po kolei pytają. to znaczy od jutra. 78 Od dnia 15 lipca ogród zostanie zamknięty. że już od jutra moje dzieciaki nie będą miały gdzie się bawić! — Hę. — Słyszałem. co się stało? Dlaczego mówisz. a chudy pan w okularach chustkę z kieszeni wydobył i coś tam mruczał. były jeszcze załączniki. a dziewczynki to już nawet głośno płakać. ciasnym podwórku! — wołała któraś. skądże! — odpowiedzieli wszyscy. to znaczy od kiedy? — spytała Karol-cia. — Leszek. i. żeby do takiego zapisanego papieru. A czy można bawić się dobrze w Indian w mieszkaniu? — Nie można. Podpisano: Prezydent Miasta. ale czy nas wpuszczą do Ratusza? — spytał jaki ś chudy pan w okularach. A może niejedna! I woźni też są. — Podobno trzeba przejść przez sto siedemnaście pokoi! — poufnie szeptała pewna grubiutka paniusia z dzieckiem na ręku. bo inaczej nie przyjmują — wtrącił chudy pan w okularach. ale często jest ich dwóch albo trzech. które dzieci krzywdzi! — I gdzie teraz pójdą te nasze dzieciaki? — oburzył się jakiś tatuś. — Jak to: co? Trzeba by do Prezydenta pójść i powiedzieć mu o tym! — odpowiedziało kilka osób. co mu się stało. i w ogóle może akurat być jakieś posiedzenie i Prezydent w ogóle może nie mieć czasu! — Tak. że ma kaszel. — Mój chłopak chciałby cały dzień bawić się w Indian. — Tak. co to znaczy? — przedrzeźniał Leszek. że mamy zaczęły pochlipywać.— Jak to: ostatni raz? — zdumiała się Karolcia. Na placu tym zbudowana będzie wielka restauracja. — A co to są załączniki? — zainteresowała się Karolcia. Jania. że bardzo trudno jest dostać się do Prezydenta. na której przysiadł. — Słyszałam o tym od mojej ciotki. Chłopcy trzymali się jako tako. dzieci kochane! Tylko przez dzisiejszy dzień ten ogród .i\. Staruszek z wnuczkiem udawał. która trzymała za rękę dwoje dzieci. to sam zobaczysz — powiedział na to Leszek. a poza tym trzeba. którzy czytali przybite do drewnianej tablicy ogłoszenie. Albo nawet każą pisać to na dużym arkuszu papieru. — Moje dzieci też będą musiały przez cały sierpień biegać po brudnym. że ostatni raz? — Chodź. mówcie zaraz. nie wiadomo. — To co by było? Toby Prezydent je przeczytał? — Aha! Zaraz przeczytał! A przedtem jeszcze jest sekretarz albo sekretarka. — A gdzie jest ten Prezydent? — Pewnie w Ratuszu — powiedziała jakaś staruszka. Za chłopcami biegła Karolcia. — No dobrze — wtrącił teraz Piotr — jakby już ktoś napisał takie podanie bez błędu za pomocą słownika ortograficznego. chwycił Piotra za rękę i pociągnął aż do wyjścia. Wreszcie któraś mama powiedziała: — Pobawcie się jeszcze. ale będzie można wstąpić na dobry obiadek — wtrącił jakiś grubas. ale też im było niewesoło. — Bez kleksów i bez błędów. Ale kobiety zakrzyczały go. Tu znów stała gromadka ludzi. ciągnąc za sobą Janie. — Co to za zarządzenie. tak — wszyscy teraz stali zasmuceni i kiwali głowami. który nazywa się podaniem. po 79 co się idzie do Prezydenta. — Co to znaczy? — Co to znaczy. — Od piętnastego. — Takie różne rzeczy. — Od piętnastego lipca. W każdym z nich siedzi co najmniej jeden urzędnik.

to o co będziemy prosić koralik? — zapytała Karolcia. nie rób takiej zdziwionej miny. Karolciu! Mnie się zdaje. rozumiesz? — Rozumiem — zgodnie przytaknęła Karolcia. pomyśl tylko!. . Czy ty rozumiesz. proś — powiedział z goryczą Piotr. — Myślisz.'/ Zegar na pobliskiej wieży wybił właśnie jakąś godzinę. jaka ty jesteś dziecinna. — Ale pomyślmy. bo wiadomo. No. — zawahała się Karolcia. — Ojej. co ty? — denerwuje się Piotr. — Dziesiąta!. i o tym pisaniu podania czy jak tam.. że ten ogród to najważniejsza rzecz teraz — bo to dla wszystkich dzieci. ale musimy! — To poprośmy o to koralik.. l A'"" CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY Stali zasmuceni tak jak wszyscy. co możemy zrobić. Ale żeby je wydał. że on może jeden jedyny wydać takie zarządzenie. chciałem powiedzieć dziećmi. — Skądże znowu! — zaprotestował Piotr. ile jeszcze razy można go prosić. — Ale przecież w tym nam pomoże koralik! No. — Jakże koralik będzie rozmawiał. i o tym sekretarzu czy sekretarce. żeby tę restaurację budowali sobie gdzie indziej! — Masz świetne pomysły — zachwyciła się Karolcia. że koralik mógłby.. — Karolcia jest bardzo zadowolona z tego pomysłu. — Dziesiąta — powtórzyli Piotr i Karolcia. to proszę cię.. i tak w kółko. musimy to jakoś wymyślić. — Rzeczywiście — wzdycha Karolcia — masz rację! To co zrobimy? — Co? Pójdziemy do Prezydenta Miasta i wytłumaczymy mu. Ale daję ci słowo..Karolcia 81 — Ojej! No mówili. że tylko Prezydent Miasta może pomoc.. — Czy zaraz mamy stać się niewidzialni? — spytała. . które mogą coś pomóc w tej sprawie? — Kiedy wszyscy mówili. — Może on by porozmawiał? — Karolciu. — Coś ty! Piotrek! — oburzyła się Karolcia. — A która to już? — ktoś spytał. Bo mogliby przecież taki ogród znów zniszczyć i znów postawić restaurację. jaka ty jesteś dziecinna! Nie mówię przecież. — To kto ma rozmawiać? — Boże. *tt}Ad < — Ale co mamy postanowić? > •f * •v" * — Jak to: co? No z tym ogrodem. żeby na przykład zamiast restauracji znów był ogród. bo to byłoby na nic. że tylko my możemy z nim o tym porozmawiać. No chyba. bo sam widziałeś.. — Wcale nic dla siebie nie chcę. jaki jest blady. Koralik pomoże nam dostać się do Prezydenta. — Nie wiadomo. że my jesteśmy jedynymi ludźmi — to znaczy.. Ale już po chwili znów zaczyna się martwić: — Ale jak my to zrobimy?! — Ba. — Nie wiem. trzeba z nim przedtem o tym porozmawiać. — Dziesięć naliczyłam — odpowiedziała mama niemowlffia — to znaczy dziesiąta. żeby koralik coś takiego zrobił. czy akurat to będzie .jest wasz. żeby był jeszcze taki choć troszkę niebieściutki. — Tak. a słyszałeś przecież o tych stu siedemnastu pokojach i o tych urzędnikach. — Ależ ja nie potrafię! — Ja też nie.. Karolciu. Ale po chwili Piotr chwycił Karolcię za rękę i szepnął: — Musimy zaraz naradzić się i coś postanowić. — Jeśli chcesz tylko coś zupełnie dziecinnego dla siebie. że nie myślę o żadnych głupstwach! — To dobrze — kiwnął głową Piotr.. mówili. chociaż tak naprawdę to niewiele rozumiała. '*' (> . Przecież ja wiem. — No. tobym może o coś poprosiła.

że tym razem. że jesteśmy prawdziwi — Piotr zmarszczył brwi i zastanawiał się — ale rzeczywiście. jasne było. zamierzył się na Piotra. że mnie ktoś zaczepił! — I zaniepokojony zaczął się oglądać wokoło. to panu będzie wstyd. którą trzymał w ręku. Przy ogromnej bramie czuwał strażnik miejski w paradnym. gdzie stał wielki Ratusz. nie chcąc już nadużywać sił koralika. żebyś tak bardzo szybko nie bladł! Gdy po chwili. starodawnym stroju i spoglądał niezmiernie srogo na każdego. aby załatwić to bez jego pomocy — powiedział Piotr. bo Piotr ani rusz nie mógł wytrzymać. Ale strażnik natychmiast go zatrzymał. że trzeba będzie uciec się do pomocy koralika. to ci zaraz przyłożę! — Proszę mnie natychmiast wpuścić! — powiedział teraz z mocą Piotr — ja muszę wejść i załatwić niezmiernie ważną sprawę. A cóż dopiero tych stu siedemnastu urzędników? I podanie w dodatku! Oczywiście. czy to będzie dobrze. — Boję się. — Jeśli jednak nie można — musimy go o coś poprosić. ale nie dawał za wygraną. żeby nie pociągnąć za połę jego paradnego munduru. smarkaczu. — Hm. 83 i —Dosyć tego gadania. A Piotr łaps! — chwycił . czy on wtedy uwierzy. już ci mówiłem. mały. — Ale zrobiliśmy wszystko. I proszę cię. Myślę. pętaku! — wrzasnął strażnik i paradną halabardą. że strażnik za nic na świecie nie wpuści ich do pana Prezydenta Miasta. żeby wejść do niego. że nie wiem. mijali wartownika. zdaje mi się. pókim dobry. wcale się nie boję! — Ale ty jesteś chwalipięta! Na pewno byś nie przeszedł. Spróbujemy najpierw o własnych siłach. cha.>$• — Nie jestem żadnym łobuzem — oburzył stfyiPiptij też była oburzona i wołała ile sił: '-JC-iU' ' — To nieprawda. 82 Oczywiście. Bo jak przekonamy Prezydenta. jeśli będziemy niewidzialni?! — Ale możemy być niewidzialni tylko po to. — Hej. a ty dokąd? Zmykaj stąd. Na swoim posłaniu z watki błękitniał jak niezabudka. — Koraliczku kochany — szepnęła Karolcia — ty rozumiesz. — Cha. że nie ma innej rady. cha. — Ja się bardzo boję tego strażnika — wyznała Karolcia — za nic na świecie nie przejdę obok niego. — Ja chwalipięta? Ja bym nie przeszedł? — zaperzył się Piotr. — Jakoś mi się zdawało. cha. zaraz zobaczysz! — i ruszył śmiało naprzód. — A ja ci mówię. że pan mnie nie chciał wpuścić. — Czy chcesz. że musimy koniecznie jak najprędzej dostać się do Ratusza. -— Poczekaj. nieprawda! Piotr nie jest łobuzem! Proszę nas wpuścić w ważnej sprawie! — Jeśli się stąd zaraz nie wyniesiecie. to każę was zamknąć w areszcie! — wrzasnął w odpowiedzi strażnik. pojechali najzwyczajniej pod słońcem autobusem na Stary Rynek. pókiś cały! Patrzcie go! Interes ma do Prezydenta Miasta! — A mam! — tupnął nogą Piotr. niedobre. jaki on jest zły! — Ja bym przeszedł. — Rety! Co to? — zdenerwował się wartownik. — I jak już załatwię. Wobec tego Karolcia wyjęła szybko z kieszeni pudełeczko z koralikiem. — A ja mówię. kto miał zamiar dostać się do gmachu. że sprawa jest ważna. — To chodźmy zaraz — zgodziła się Karolcia. Tak. Ale strażnik wcale się tym nie przejął. Poruszył groźnie wąsiska-mi i ryknął: — Zjeżdżaj mi stąd. Dla wszelkiej pewności stał teraz trochę dalej od strażnika.. zmiataj.*.!. cha. już zupełnie niewidzialni. — Interes do Prezydenta! A to dobre! — Dobre. Spójrz tylko. łobuzie! & . a słychać — drwił strażnik — ale dosyć już żartów! Bo jak się zdenerwuję. że załatwię — powtórzył Piotr.potrzebne. żebyśmy znów byli niewidzialni?! — spytała Karolcia. — Idę do pana Prezydenta Miasta w niezmiernie ważnej sprawie — oświadczył Piotr zadzierając głowę do góry dla dodania sobie wzrostu i ważności. bardzo chciało im się śmiać.. co było można. że nic nie załatwisz. cha. cha! — śmiał się strażnik. ale mam interes! — Oooo! Patrzcie! Nie widać.

— Co to jest? — mruknął. ale zaraz przypomniał sobie. O rety — czy mi się to śni. ale kierowca nie zastanawiał się wcale nad tym. jakie to są marki. Trzaśniecie drzwiczek — i oto Karolcia siedzi już na skórzanych. polakierowane na czerwono i czarno. że wyglądało to tak. wzrok go nie mylił — w aucie nikogo nie było. Drzwiczki otworzyły się z trzaskiem i z trzaskiem zamknęły. nic innego — mruknął kierowca. Ale zaraz skamieniał ze zdumienia.. Zupełnie pusty. na przykład z innych miast. Czekaj! Zaraz spróbujemy! Wsiadaj! Auto było puste i pokusa była zbyt wielka. ciekaw jestem — zastanawia się Piotr — po co tu jest ten kluczyk? Zaraz zobaczymy... przecież nie mogłem wiedzieć. na którym rzędem stały piękne auta. co to jest z tym motorem. Nie. Oczy wybałuszył. drzwiczki otwierają się i zamykają — co to ma znaczyć? Ale Piotr i Karolcia nie słuchali już dłużej jego rozważań — musieli przecież koniecznie dostać się do samego Prezydenta Miasta. że mu wyrwał z ręki — najgorsze było to. 2 — Pewnie Prezydent. — Ciekaw jestem. że tu. Piotr na szczęście szybko ujął kierownicę i skręcił w bok. — Zwariowałem. Tymczasem na podwórze wypadł rozgniewany kierowca czerwonego wozu. Nie dlatego. Ja ci zaraz powiem. l . Naraz auto zatrzymało się. Karolciu? Tu się włącza bieg. jak się zatrzymuje — zapytał naraz nie wiadomo skąd jakiś głos. czerwonych poduszkach. czy co? Z kim ja rozmawiam?! — Biedny kierowca już zupełnie nie wiedział. że przecież mają iść w niezmiernie ważnej sprawie do samego Prezydenta Miasta. . Bardzo to było śmieszne i Piotr miał ochotę jesz-c/e trochę strachu mu napędzić.. żeby znów był taki okropnie silny. J — To może o każdej porze dnia jeździ innym — zastanawiał się Piotr — albo może jacyś goście do niego przyjechali. "{i • — Ale wszystkimi nie może jeździć! 1 r. Toteż tłumaczył się przed Karolcia: — Rozumiesz. że to przez niego stracili tyle czasu. — No pewnie. Ale najwięcej podobało mu się jedno bardzo duże i długie auto. a wóz podskakiwał dziwnie. Piotr znał się na tym doskonale. Motor warczał. — W dodatku jest ono bardzo łatwe do prowadzenia. że w takich nowych modelach jest trochę inaczej. Czekaj. Teraz się dopiero na dobre przestraszył. że ten wartownik wcale a wcale tego się nie spodziewał. Piotr odczuwał nawet poważną skruchę. bo byliby wpadli na ścianę. tu naciska starter. usta otworzył i przez chwilę nie mógł słowa przemówić. Powędrowali więc dalej przez ogromne podwórze. Naraz auto poderwało się i motor okropnie zawarczał. co się z nim dzieje. tylko prędko odpowiedział: — Przecież trzeba wyłączyć motor. Tak. Nie można powiedzieć. — Nic się nie bój — uspokoił ją Piotr — znam się trochę na lym! Nic się nie stało! — Ale naprawdę to był też przestraszony i nie wiedział. co robić dalej. — Tam gdzie jest kluczyk? — zapytał znów głos. Ale piękne auta. Ale to jeszcze nic. — Kto tymi autami jeździ? — spytała Karolcia. Głos brzmiał trochę dziecinnie. Czerwony samochód był pusty. a Piotr majstruje przy złocisto-czerwonej kierownicy. Kierowca przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. — Niech pan lepiej powie. 85 " — Kiedy ja już wolę wysiąść — powiedziała Karolcia — naprawdę wolę wysiąść! — Poczekaj. — Ach. Wiesz. tacy ważni.strażnika za halabardę i naprawdę zupełnie niechcący wyrwał mu ją z ręki. ach! — krzyknęła przestraszona Karolcia. — Kto do licha rusza wóz pana Prezydenta? — wrzasnął. Rozumiesz. — Motor warczy. tylko dlatego. jakby halabarda sama teraz ruszyła na wartownika. obejrzymy je trochę. To niewidzialni Piotr i Karolcia szybko wysiedli z samochodu. tak. Diabelska maszyna! Nie wiem. niech tylko uda mi się zastopować.

Zupełnie zapomnieli o tym. Wskazówki na ratuszowym zegarze posuwały się powoli naprzód. — Czy pomożecie nam się dostać do samego Prezydenta Miasta? — To właśnie miałem przede wszystkim na myśli — odpowiedział uprzejmie lew. że był szczupły. bardzo proszę. czy wy jesteście zaczarowane? — spytał z zachwytem Piotr. — Chodźmy jak najprędzej. Tak dawno się nie drapałem. próbował teraz wspiąć się po śliskich. — Wszystko stracone! Nie dostaniemy się teraz! — Karolcia /ałamała z rozpaczą ręce.. gdy zdyszani jeszcze od pośpiechu mieli zamiar nacisnąć wielką. Nawet Karolcia nie mogła się tam /mieścić.»/ . nie dasz rady! — zaszlochała Karolcia. . a w głębi widać było marmurowe schody i drzewka w drewnianych kubłach. który się skarżył. szpary między prętami okazały się zbyt wąskie. — Oczywiście. że przechodnie wpadali na nich albo potrącali. a potem podrapawszy się dokładnie w lewe ucho. że mu ścierpły łapy. — Chyba że pozwolisz. Wcale go się nie bała. że zaczarowane — odpowiedziały zgodnie lwy. wykutą w kształcie liścia żelazną klamkę. — Skąd wiesz? — zdziwiła się Karolcia. trochę szorstkiego i wilgotnego. i biegnąc narażali się na to. wsiadaj na mojego brata. Ale mimo to. że macie niebieski koralik. — O. Przy żelaznej. Piotr oświadczył ze skruchą: — Trochę czasu straciliśmy niepotrzebnie. Oparła się o jednego z kamiennych lwów czuwających przy bramie i ocierała łzy spływające po jej niewidzialnej twarzyczce. Chodźmy. Odsłoniła zapłakane oczy i z niepomiernym zdumieniem zobaczyła. Gdy merdał uprzejmie ogonem. ale i zmęczona tym wszystkim. — No to hop! I obydwa lwy natychmiast lekko i zgrabnie przeskoczyły przez ogrodzenie. tu jest napis i strzałka — wskazał Piotr. — Nie dasz rady! Ach. co już raz powiedziałem — mruknął lew. wąsaty strażnik przekręcił w zamku ze zgrzytem ogromny klucz. wejście główne jest z drugiej strony. Była już nie tylko zmartwiona. Możecie dla pewności trzymać się grzywy. że są ciągle jeszcze niewidzialni. Przysiadły potem na strzyżonym trawniku i rozejrzały się. No co. mrucząc: — Och! Ależ ścierpły mi łapy! — No pewnie — powiedział na to pierwszy lew — tyle czasu leżeć bez ruchu! — Czy. jeśli tylko masz ochotę. — Tędy nie przejdziemy! Ale spróbujemy jeszcze innej drogi — 87 i Piotr. Wreszcie stanęli przed głównym wejściem. już gotowi? — Gotowi — odpowiedzieli zgodnie Piotr i Karolcia. l właśnie w tej chwili. nie dając za wygraną. A ty. Był nieduży i wydawał się bardzo łagodny i przyjazny. jeśli nie tracąc czasu wsiądziecie nam na grzbiety i pojedziemy do Prezydenta.. przeciągał się z przyjemnością. Wiemy o was wszystko i wiemy. — Ogromnie nie lubię powtarzać dwa razy tego. ogromnej bramie czuwały dwa zupełnie nieduże kamienne lwy. — Czy mówisz to poważnie? — Piotr pełen był jeszcze niedowierzania.KAMIENNE LWY! Kiedy już ochłonęli po przygodzie z autem. gładkich prętach żelaznego ogrodzenia. . >. nie spadniesz. Naraz poczuła na ręce dotknięcie czegoś ciepłego. — Owszem. że to kamienny lew przestał być kamienny i że to on polizał ją po ręce. tak jak to robią na powitanie psy — ten drugi. Nic się nie bój. mała. Ale i to się nie udawało. wsiadaj na mnie. przeciągnął się raz jeszcze i zachęcił Piotra: — No. — Po prostu chyba najlepiej będzie. który czuwał po drugiej stronie bramy. aby m jeszcze podrapał się trochę w ucho. Brama była zamknięta. usiłując jednocześnie przecisnąć się między żelaznymi prętami ogrodzenia. — Może jeszcze jakoś nam się uda — próbował pocieszyć ją Piotr. — Jesteśmy jak najbardziej zaczarowane i wobec tego możecie na nas liczyć. W pobliżu umieszczona była biała tabliczka z napisem: . * 88 — Dziękuję — lew kiwnął łbem.

— Ale jak dostaniemy się do środka. a za nią urzędnicy z innych pokoi. Tak się zdziwił ich widokiem. po prawdziwej trawie./(H? 89 I pobiegły szeroką. Korytarze były bardzo długie i wszyscy zadyszeli się porządnie. jeden z nich dotknął tylko drzwi łapą i zaraz same otworzyły się szeroko. że jesteśmy z kamienia. jednak nie znaleźli żadnych zwierząt oprócz dwóch kamiennych lwów. rozległo się ciche stąpanie lwich łap. żeby kogoś sprowadzić.„Nie deptać trawników". żeby jak najszybciej opuścić hali. Ale trudno! «•« . — Ratunku! — krzyknęła przeraźliwie. aby kamienne lwy mogły biegać po korytarzach Ratusza. — Kiedy przysięgnę na nie wiem co. czy nie sen. a potem. czy nie zdaje? Ale chyba jako żywo nigdy tu nie było w hallu kamiennych lwów. kiedy kryształowe drzwi są zamknięte! Sama słyszałam. bo przecież nikt nie przypuszczał. którzy wybiegli z sąsiednich pokoi. dotknął jednego z kamiennych lwów. — Tyle tu jest korytarzy i tyle pokoi. — Przecież jesteście niewidzialni! — Prawda! A wy nie umiecie być niewidzialne? — Właśnie że nie — mruknęły lwy. ten. 44^ . — A my? — zdenerwowali się Piotr i Karolcia. widać. wyłożonym czerwonym chodnikiem. gdyby nie to. Tymczasem woźny zatrzymał się i popatrzył przez chwilę na przycupnięte. — Zdawało się pani — śmiali się teraz wszyscy z grubiutkiej urzędniczki w okularach. Toteż po chwili. że akurat w tej chwili uchyliły się drzwi jednego z pokoi i na korytarz wyjrzała jakaś urzędniczka. — Czy wiecie też o niebieskim koraliku? — Cóż za niemądre pytanie — parsknął z kolei drugi lew. któremu ścierpły łapy — już ci to mówiłem: przecież gdybyście nie byli posiadaczami błękitnego koralika. czy to jest sen. Może to psy! Albo może ogromne koty —f denerwowała się urzędniczka. że aż postawił tacę na okrągłym stole. po których wchodziło się do Ratusza. — Trzeba sprawdzić! n I rzuciła się w pogoń. najzwyczajniej w świecie. że ktoś idzie! Musimy znów udawać. gdzie teraz trzeba iść. żeby znaleźć Prezydenta? — zaniepokoił się Piotr. Po prostu. który znajdował się w pobliżu. że jesteśmy zaczarowane i że wszystko wiemy — zniecierpliwił się pierwszy lew (był to ten. A może mi się zwiduje? A może to mi się śni? Uszczypnął się najpierw w rękę. i wolną ręką podrapał się po łysinie. Potem chwycił tacę i pobiegł w drugą stronę. . — To chyba te kamienne lwy tu biegały — powiedział ktoś na to i zaraz wszyscy zaczęli się śmiać. kamienne zwierzęta. wysypaną żwirem aleją do marmurowych schodów. w długim korytarzu. i znieruchomiały. żeby się jeszcze bar90 dziej upewnić. Ale lwy wcale się tym nie przejmowały. — A czy wiecie. — Nie jestem pewna. jak je zamykali — przypomniała sobie naraz Karolcła. — Powiedziałyśmy wam przecież. które spoczywały przed jakimiś drzwiami. — Ratunku! Jakieś zwierzęta biegają po korytrzu! — Jakie zwierzęta? — zaczęli zaraz dopytywać się urzędnicy. na której stało bardzo dużo szklanek z herbatą. Ale cicho! Zdaje mi się. gdyż właśnie nadchodził jakiś woźny z tacą. że mi się nie zdawało — tłumaczyła się zdenerwowana urzędniczka. ale już zupełnie cicho. — Wiemy wszystko. pod jakąś palmą. to nie deptać — mruknęły trochę niezadowolone — miałyśmy ogromną ochotę pobiegać. Biegali po wszystkich piętrach i wszystkich korytarzach. I prawdopodobnie nic by się było nie stało po drodze nadzwyczajnego. z lekkim tylko skrzypnięciem. Była to grubiutka pani w okularach. Potem podparł się pod boki i zaczął głośno rozważać: — Ejże! Czy to mi się zdaje. nie moglibyśmy ruszyć się sprzed bramy. Przysiadły więc na czerwonym dywanie. To była oczywiście okazja. chociaż przez chwilę. — Nie deptać. który polizał Karolcię po ręku).

Biegły potem dalej. Można by powiedzieć. Wkrótce też.. Ktoś inny krzyczał: — Gdzie jest telefon? Ktoś jeszcze proponował. które otworzyły się przy lekkim pchnięciu lwiej łapy. kto mógłby wyglądać na Prezydenta Miasta. tylko muzeum. Piotr i Karolcia rozejrzeli się. Była to wycieczka szkolna. 92 — Oooo. i przeczytała na tabliczce: Muzeum miejskie otwarte jest co dzień od godziny 10 rano. które na pewno wskazują drogę do samego Prezydenta — Piotr był niezmiernie dumny ze swego odkrycia. — Proszę wejść! — powiedział ktoś siedzący za dużym. >»d"«ł i > t" '9 'O /f. Ani Piotr. Wreszcie w rogu sali dostrzegli jakąś wysoką postać w żelaznej zbroi. — Teraz już chyba spokojnie dojdziemy do Prezydenta — westchnęły lwy wstając i przeciągając się. — Przecież to jest po prostu pusta zbroja rycerska. ten lew się drapie. — Musimy znów skamienieć — jęknął z rozpaczą drugi lew — przestańże się już drapać! Ale niestety już było za późno.' .&w »**** < . nie zważając na okrzyki spotykanych po drodze ludzi. . — Coś ty? — zdenerwował się Piotr.Wreszcie wszyscy wrócili do swoich pokoi i znów zaległa cisza. pokryty czerwonym chodnikiem. I jeden z lwów pozostał z łapą podniesioną do ucha. że zaniemówiła ze zdumienia. drapiąc się tylną łapą za uchem. — Tylko czy aby w dobrym kierunku biegniemy? — Chyba tak. — Widać strzałki pokazywały drogę do muzeum. rozległ się jakiś gwar za drzwiami.. aby wezwać straż pożarną albo może pogotowie. Nie słyszały już lwy. Ktoś wołał „ratunku". gdzie wskazywał Piotr. że mu się to nie udało. a jeden pan usiłował nawet z parasolem w ręku dogonić uciekające lwy. Wreszcie. są strzałki — ucieszyły ssie lwy — niewątpliwie tędy należy się udać. proszę pani? Nie jest zupełnie pewne. — No. ani Karolcia nie słyszeli już tego. — Ale zanim Piotr zdołał mu odpowiedzieć. Tylko że ty jeszcze jesteś za mała. Ale oczywiście. A jeszcze inne zapytało: — Czy lwy mają pchły. Ja się na tym znam doskonale. ale nigdzie nie było widać kogokolwiek. / I z godnością ruszyły przed siebie. jak najszybciej przed siebie. patrzcie. dzieci — zaczęła objaśniać nauczycielka i zaraz przerwała. — Jesteśmy w sali rycerskiej. 91 — Rzeczywiście. dzięki strzałkom. on się drapie! — zawołało tymczasem któreś dziecko. spójrzcie. tu są poprzybijane strzałki. niech się rozejrzę. szybko. y. Spójrz! Karolcia odwróciła się w tę stronę. błyszczącym biurkiem. Były to drzwi na samym końcu korytarza i już dalej nie można było uciekać. gdy tymczasem do sali muzeum miejskiego weszła gromadka dzieci z jakąś panią. lwy wpadły na jeszcze jeden korytarz i zatrzymały się przed drzwiami zasłoniętymi czerwoną portierą. '. O rety! Przecież to wcale nie jest żaden gabinet Prezydenta. które unosząc ich na grzbiecie w paru wspaniałych susach przesadziły całą salę i wpadły na ten sam korytarz. proszę pani. co odpowiedziała na to pytanie pani nauczycielka i co się dalej działo w muzeum. — Może to jest sam pan Prezydent Miasta? — szepnęła Karolcia. podwójnymi drzwiami. zmyliwszy pogoń. Za drzwiami ukazała się ogromna sala pełna różnych obrazów i oszklonych szaf. znaleźli się przed wielkimi. — Czyżbyśmy źle trafili? — dopytywał się tymczasem jeden z lwów. Wobec tego jeden z lwów nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się gościnnie i szeroko. żeby na tym się znać. to gdzie jest wobec tego sam Prezydent? — Zaraz.

panno Filomeno? Czemu biega pani naokoło mojego biurka? Czy tak powinna się zachowywać sekretarka? Filomena zatrzymała się w pędzie i od razu stała się grzeczna i potulna. Było to zresztą kłamstwo. — Ratunku! To Filomena! — jęknął cicho Piotr. Bo tylko dzięki mocy niebieskiego koralika mogły ożyć kamienne lwy. — Nie umkniecie mi! Muszę odzyskać błękitny koralik! — Nie odbierzesz przenigdy w świecie błękitnego koralika — odpowiedziały bohaterskie lwy. że to może jest sam Prezydent Miasta? — spytała szeptem Karolcia. jak tylko potrafiły. i od razu domyśliła się. 94 tak jak wtedy w domu towarowym. które zaraz zaczęły udawać. — Nie wiem. Atakowała zaciekle i w pewnej chwili tak mocno trzasnęła parasolem jednego z nich. — Ha! — wrzasnęła. Ryknęły co prawda najgroźniej. Nos miała teraz o wiele mniej spiczasty. a Filomena biegała za nimi. że jest w pobliżu i niebieski koralik! I wobec tego Filomena jednym susem przeskoczyła przez biurko i rzuciła się w stronę lwów. — 95 Co pani się stało. skamieniejecie już na zawsze! I już nigdy nie będziecie mogły biegać! Uganiała się teraz za lwami naokoło biurka. — Co tu się dzieje? — zapytał ze zdziwieniem starszy pan. Niestety! Koralik. — Dobrze. panie Prezydencie — odpowiedziała na to Filomena i ukłoniła się tak nisko. i wcale nie było widać. błękitnym światełkiem i wskazywał nieomylnie. dziobiasty nos i węszyła nim po całym pokoju. bardzo miły pan. — Dziękuję pani. O ucieczce nie mogło być mowy. A tymczasem Filomena nie wiadomo skąd zdobyła parasol i z parasolem w ręce nacierała teraz na biedne lwy. który. Piotr i Karolcia trzymali się ich kosmatych grzyw. zanim zauważyła jego wejście Filomena. panie Prezydencie. którzy ich przed chwilą gonili. W tej chwili czytająca osoba za biurkiem poruszyła się i odłożyła gazetę. — Nie boimy się twego parasola! — Zobaczymy! — odgrażała się Filomena. — Ha! — krzyczała przy tym. czy nie dostrzeże błękitniejącego koralika. — Czy myślisz. jak się okazało. mające na celu ocalenie Karolci i koralika. — Ha! — wrzasnęła na ten widok groźnie Filomena. że na pewno Piotr i Karolcia są w pobliżu. kto to jest. wpatrzona w migocący błękitny koralik. — Gdzie jest niebieski koralik? Mówcie w tej chwili. gdzie znajduje się Karolcia. był samym Prezydentem Miasta! — Proszę teraz mi nie przeszkadzać. Lwy umykały w szalonym pędzie. z parasolem w ręce. ale kłamstwo szlachetne. aby ją przestraszyć. Spiczasty jej nos wydłużył się i zaczerwienił niczym bociani dziób. — Mam cię! — Uciekajmy! — szepnęła przerażona Karolcia. i natychmiast skamieniały. Wyciągnęła więc swój długi. — Uciekajmy! Ale już było za późno. W rezultacie na nic się nie przydało. kiedy na jedwabnej nitce zwisał z Karolcinej szyi. — Uciekajmy! Dobrze było powiedzieć: uciekajmy! — ale dokąd? Przecież za drzwiami na pewno byli jeszcze ci ludzie. że gdzieś w pobliżu musi się znajdować niewidzialna Karolcia. mimo że był schowany w pudełeczku i razem z pudełeczkiem ukryty w kieszeni Karolcinej sukienki. Spytała słodko: — Słucham. Na szczęście lwy spostrzegły go wcześniej. Być może. ale niełatwo było to zrobić. spoglądając przy tym zezem. Chciałam właśnie. nie jest mi pani teraz potrzebna — przerwał jej pan.PANIE PREZYDENCIE MIASTA! Ten ktoś siedzący za biurkiem zasłonięty był zupełnie gazetą. Spojrzała też ze złością w . był widoczny! Świecił słabiutkim. — Kiedy zdobędę błękitny koralik. — Nic nie wiemy o niebieskim koraliku — oświadczyły zgodnie lwy. którą czytał. a w ręku zamiast parasola trzymała ołówek. że nosem prawie że dotknęła czerwonego dywanu. Rozglądała się tylko bacznie. zadyszana. Filomena spostrzegła lwy. że są skamieniałe. A jeśli jest w pobliżu Karolcia — to znaczy.. że aż mu rozkrwawiła nos. Naraz do pokoju wszedł jakiś starszy. bo muszę pomyśleć o bardzo ważnych sprawach. gdyż Filomena i tak w to nie wierzyła i nie wątpiła ani przez chwilę..

trzasnąwszy lekko drzwiami. — Nic nie rozumiem.. to znaczy nie wiemy. że wreszcie wam uwierzę. który akurat właśnie zamierzał zapalić papierosa. że nie lubię rozmawiać z kimś. — Nie rozumiem. że tu chodzi o niezmiernie ważną rzecz. zmt — To my! Karolcia i Piotr! Z Kwiatowej! Pan Prezydent Miasta rozejrzał się trochę niespokojnie. — Tak. w istocie sam was o to prosiłem — wyznał ze skruchą Prezydent — tak! Zdaje mi się. co ma o tym myśleć. że to nie jest sen? — Nnnie. .tę stronę. ale zarazem i jakby z zachwytem. — Ale. — Wiesz. że nie było ich tu przedtem — wyjaśnił bardzo uprzejmie jakiś cienki głosik — bo to są nasze lwy. — pan Prezydent Miasta wydmuchnął dym przez nos i widać było. Ale słuchajcie! Czy wy ciągle musicie być niewidzialni? Czy. — Kiedy to się panu wcale nie śni. gdy naraz z ogromnym zdziwieniem zauważył przycupnięte pod ścianą dwa kamienne lwy. proszę pana! — A czy moglibyście mnie uszczypnąć. Chce pan? — Proszę bardzo — zgodził się tym razem uprzejmie Prezydent. — Czyje lwy? r — Nasze — powtórzył głosik. Zresztą. Gdy już się zapaliła. czy można szczypać samego Prezydenta Miasta — wyznał z wahaniem głos.»s«.f >. pudełko z zapałkami uniosło się z biurka do góry. przy czym zdecydowanym ruchem odwinął rękaw marynarki i koszuli. — A to co? — powiedział ze zdumieniem na głos.A • WSHW y** m >j. Nie są groźne i są. — Co za: nasze? — zniecierpliwił się Prezydent Miasta. n . że nie wolno bawić się zapałkami! 7 — Karolcia 97 — Nie bądź dziecinna — zabrzmiała również szeptem odpowiedź..•» 96 — Niewidzialni?! — zdumiał się Prezydent. — Ależ to nie są żadne sztuczki — zapewnił natychmiast cienki głosik — to naprawdę. panie Prezydencie Miasta. panie Prezydencie.. Aż wreszcie. Prezydent Miasta odwrócił się teraz w stronę swojego biurka. — Pan nas nie widzi. — Niewidzialni? — powtórzył jeszcze raz z niedowierzaniem. ale to przecież pan sam kazał!.. potem jedna zapałka wydobyła się sama z pudełka i potarła o nie. kiedy mi się śnią takie dziwne rzeczy. co to za sztuczki.. bardzo niechętnie. «. proszę pana Prezydenta Miasta. Ledwie to jednak zrobił. upragniony koralik.k'4 n i h'"->rit — Co za: my? . że sam nie wie. przepraszamy! — powiedzieli ciągle niewidzialni Piotr i Karolcia. kiedy zobaczył przed sobą Piotra i Karolcię. może się pan sam o tym przekonać. żebym był pewien. kogo nie widzę! Bardzo nie lubię! Jeszcze Prezydent Miasta nie skończył tych słów. że przedtem nie było tu nigdy żadnych lwów!!!!! — Oczywiście. nieduże. Jednocześnie rozległ się szept: — Piotrek! Sam wiesz.— Strasznie nie lubię. jak pan widzi. czy nie mógłbym was zobaczyć? Chociaż na chwilę? Przyznam się..q i — To my. a ja nie mogę się obudzić — mruknął Prezydent. W tejże chwili. bo my jesteśmy niewidzialni — wyjaśniał dalej głosik. — Można! — oświadczył mężnie pan Prezydent i wyciągnął rękę. powędrowała w powietrzu w stronę papierosa. krzyknął przeraźliwie: — Aj! Aj! To boli! — Ojej! Bardzo pana. Jesteśmy jak najbardziej niewidzialni. i pogroziła pięścią skamieniałym lwom. •*•{ .. . — Tak. — I w ogóle kto ośmielił się tu wejść? Kto tu jest? ..} -~. — Uwaga! Raz! Dwa! Trzy! — zakomenderował głos. gdzie w półmroku gabinetu migotał błękitny. -— Zdaje mi się. tak. wyszła. .. — Co: naprawdę? — Naprawdę jesteśmy niewidzialni. ku ogromnemu zdumieniu samego pana Prezydenta Miasta.

— A co do tej sprawy. że brama była zamknięta. kamienny lew? — Tak. — Co ty mówisz? — znów się zdziwił pan Prezydent Miasta.. — No właśnie! Oczywiście. bo właśnie zdaje mi się.. .— Więc. — Jest raczej czarownicą — sprostował Piotr. dobrze. Proszę mi wierzyć. — Piotr i Karolcia. panie Prezydencie — ucieszyła się Karolcia — czy mogę pana poczęstować? Ciotka Agata przygotowała dla nas pyszne śniadanie. 2>n. o której mi opowiadaliście. — Hm! — zastanowił się Prezydent. aby znów przestały być kamienne. proszę pana Prezydenta — kiwnęła główką Karolcia 98 l i ukłoniła się najgrzeczniej. że jest niezmiernie ważna! — krzyknął z zapałem Piotr. Chociaż. po coście tu właściwie przyszli.. ale jest dobrą sekretarką. są nadzwyczaj dzielne. one nie zrobią nic złego — uspokajał Prezydenta Piotr. . . czeka na mnie cała masa obowiązków niezmiernie ważnych. wcale nie są głodne i w ogóle raczej odzwyczaiły się od jedzenia. ktoś mi o tym wspominał. są zupełnie przyjemne. Ale czego właściwie ode mnie chcecie? — I po coście tu przyszli? — Właściwie przyjechaliśmy.. Ale jak to zrobić? — Niech pan zaraz pojedzie z nami do naszego ogrodu! — zaproponowała Karolcia. a Piotr szurgnął z szacunkiem nogami. . — Tak.«ds. VV« x 5' -ł i* RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE — Przepyszne! — oświadczył pan Prezydent Miasta. — Być może. — Aaaa. Były tam również. gdybyśmy byli widzialni. czy czasem nie są głodne? — przypomniał sobie nieco trwożnie Prezydent Miasta. Na lwach! — uczciwie wyznał Piotr. . więc to wy byliście przed chwilą niewidzialni? — zdumiał się ogromnie. s. jak wiecie. tak. AJH Ł. muszę przyznać. Już. rzeczywiście — zgodził się Prezydent trochę niepewnie. — I pilnej! — dodała Karolcia. Skończył właśnie jeść czekoladowe serduszko i wyglądał na niezmiernie zadowolonego. że powinienem sam to jakoś zbadać. Ale. „? . zdaje mi się. — A cóż znowu chcecie od Filomeny? Filomena nie jest co prawda najsympatyczniejsza. — A w dodatku. Bo czym może się odżywiać taki mały. że jestem głodny. — Jak pan widzi. zapewne — grzecznie przyznał im rację Prezydent — ja tylko tak wspomniałem. No. jak wiadomo. Czy zje pan je razem z nami? I wyciągnęła natychmiast z kieszeni paczkę ze śniadaniem. ale dlaczego byliście niewidzialni? — No. — Nic nie rozumiem! Na kamiennych lwach? — Oczywiście. Lwy oczywiście ochoczo skorzystały z tego zaproszenia i przeciągały się prostując zdrętwiałe łapy. 99 Ale lwy zaraz gwałtownie zaprzeczyły — nie. przecież one wcale nie są tak wciąż kamienne! Tylko proszę się ich nie bać. — No.«% jr — Aha! Piotr i Karolcia. że wasza sprawa też wydaje mi się niezmiernie ważna.. — Chętnie bym to zrobił.. znane już serduszka czekoladowe. — Tak. — Ach.L "4 '' t. to sądzę. — To są naprawdę wyjątkowo łagodne lwy — zapewniała gorąco Karolcia. — A dlatego musieliśmy przyjechać na lwach. — I mimo że nie są przecież takie duże jak prawdziwe lwy. być może. MfS I. — To jak wy się nazywacie? .. gdy tymczasem Karolcia poprosiła lwy. dobrze — zgodził się pan Prezydent Miasta — a przez ten czas opowiecie mi.«>. tak. •". 4. toby nas dogoniła Filomena. jak tylko potrafiła. Nie zdążyłem zjeść śniadania. bo przecież inaczej nie moglibyśmy się dostać do pana w niezmiernie ważnej sprawie — wyjaśnił Piotr.

aby pan Prezydent Miasta mógł stąd spokojnie uciec. — Czy nie mógłbym stać się niewidzialnym tak jak wy? Tak chociaż na trochę? Bo oczywiście. Wspaniały plan! Wszystko się uda! Ręczę za to. Filomena mogła nie dopuścić do tego. jak to zrobić! Już wiem — Piotr aż podskoczył z zachwytu — Karolciu! Musimy tak zrobić. że przedtem muszę podpisać trzysta siedemdziesiąt sześć bardzo ważnych dokumentów. korzystając z tego. jak tylko da się najszybciej. 101 aby Prezydent Miasta wydalił się ze swego gabinetu bez jej wiedzy. żebyśmy my — to znaczy Piotr i ja — znów stali się . — Zrobimy tak: otworzymy drzwi. już wiem! Pan musi stąd uciec. nie mogę w to uwierzyć! Bo wtedy byłoby łatwiej uciec. ale to jak najszybciej wymknie się przez otwarte drzwi. — Prawda! — zmartwił się Piotr. wsiądziemy na nasze lwy i wypadniemy szybko. nie mówię. — E. A oczywiście nie było mowy o tym. Ale nie ma innego wyjścia. że ona tylko wobec was jest taka niedobra. — Już wiem! — zawołał naraz Prezydent. którzy przychodzą do mnie z różnymi sprawami. jakie jest naprawdę działanie czekoladowych serduszek.. żeby tak na zawsze. wszystkich wyrzuca za drzwi! — Ale pan przecież wcale nie musi się pytać jej o pozwolenie.. Był tak zmartwiony.. — To co wobec tego zrobimy? Aha. — Ale już wiem. Na pewno rzuci się w pogoń za nami! My naturalnie będziemy uciekać. żeby się przekonać. Nie warto się nawet nad tym zastanawiać. a tymczasem. — To byłoby cudowne! Ale czy to się uda?! — Czemu ma się nie udać? Musimy tylko pomyśleć. Na mnie też ciągle krzyczy i na nic mi nie pozwala. jeśli mnie ktoś spotka biegnącego przez korytarz? 5 l 102 — Hm! To prawda — zastanowił się Piotr. Co robić? — Co robić? — powtórzył smutnie Prezydent. dokąd ma zamiar się udać. że przecież w domu towarowym Filomena połknęła co najmniej pół tuzina serduszek i wcale a wcale to jej nie pomogło. — Wcale nie wpadnie. Już mam plan. Ale Karolcia zaraz zaprotestowała i przypomniała Piotrowi. — Ale czy mi się uda stąd wyjść? Moja sekretarka na to się nie zgodzi! — Filomena? — Tak jest! Filomena! Nie myślcie. Tak. Ale niestety! Okno znajdowało się na pierwszym piętrze i nie było mowy. że Filomena będzie zajęta pościgiem za nami. — Jak to: nie muszę! Jeśli będę chciał wyjść. — A gdyby jej też dać czekoladowe serduszko — zaproponował naraz Piotr — może by się zmieniła? — To jest myśl — ucieszył się Prezydent. ale tak na trochę! Boże! Zawsze o tym marzyłem! Ach! Karolciu. sprawa nie była łatwa. chociaż wcale a wcale nie wiedział. to ona zaraz powie. — Tak. Teraz Piotr z Karolcią odbyli błyskawiczną naradę — czy można tak ryzykować? Czy można znów prosić koralik o przysługę? Przecież na pewno znów zblednie.. Ona pewno pana wtedy nie zauważy. A ja tak nie lubię podpisywać dokumentów. wyjdzie pan przez okno! Tu chyba nie jest bardzo wysoko? I zaraz podbiegł do okna.. szybko. aby stąd wyjść! — krzyknęli Piotr i Karolcia.— Niech pan zaraz z nami jedzie. — Wcale nie wpadnie! — bronił swojego planu Piotr. że może pan być na trochę niewidzialny. — zmartwił się Prezydent. aby skakać z takiej wysokości. że Karolci i Piotrowi było go niezmiernie żal. bo po co ma wpadać. Przecież i tak muszę poprosić koraliczek. — Więc stanie się tak.. aby mogła wiedzieć. a przez ten czas wpadnie tu Filomena. to niemożliwe — smutnie pokręcił głową Prezydent — a co będzie. jak najszybciej na korytarz. a tymczasem pan Prezydent Miasta.. — Ale jaki plan? — denerwowali się Karolcia i Prezydent. Nie pozwala mi przyjmować tych ludzi.. — Ba! — westchnął smutnie Prezydent. panie Prezydencie! — Uciec?! — zawołał z zachwytem Prezydent.

ale po solennym zapewnieniu Karolci i Piotra uwierzył im w końcu i Piotr mógł wreszcie. wobec przypomnień. ale jak pojedziemy? — zastanowił się naraz. ponieważ jestem Prezydentem Miasta. bo przecież inaczej stąd się nie wydostaniemy. Filomena nawet się nie domyśliła. Musieli też zatrzymać się przy sali muzealnej.^j 104 — Wybaczcie — powiedział — ale muszę koniecznie zrobić coś takiego. I zdarzyło się teraz. ku wielkiemu zdziwieniu zwiedzających. — Wobec tego nie mamy czasu do stracenia — zdecydował Piotr. że tym razem jest to sprawka jej dwojga przeciwników. I zanim się spostrzegli. — Za nic na świecie — zaprotestowały zgodnie obydwa zwierzęta — jesteśmy . Musimy więc ułożyć plan ucieczki. — Już jest południe! — krzyknął Prezydent. — A więc jestem naprawdę niewidzialny — szepnął wtedy w upojeniu Prezydent. na którym muszę być. przeciągając się — zupełnie już zdrętwiały nam łapy. • >a* 103 — Ale przecież my będziemy niewidzialni — zauważyła Ka-rolcia. — Ba. ale nie było na to czasu. — Czasem. mimo błagań Karolci i Piotra. To się będzie i tak liczyło za jedno życzenie. żeby i pan stał się niewidzialny. a wraz z nimi niewidzialni Karolcia i Prezydent Miasta. aby szybko pozbierać wszystkie papierki. — Karolciu! Musimy znów stać się niewidzialni! I pan Prezydent Miasta też.niewidzialni.. Ale Piotr był nieustraszony. Widocznie knuła coś niedobrego. Musiało mu więc wystarczyć to. żeby Filomena zagapiła się i nie zauważyła. Ach! Tymczasem zegar na wieży ratuszowej wybił godzinę dwunastą. to już od razu poproszę. że czas ucieka. W końcu jednak. — Za dwie godziny odbędzie się ogromnie ważne posiedzenie rady miejskiej. kiedy wy będziecie stąd wychodzić. ale lwy? Przecież lwy są widzialne. A tymczasem przez uchylone drzwi wymknęły się obydwa lwy. bo trzeba było jak najszybciej wydostać się z gabinetu. że naprawdę jest niewidzialny. aby nie ślizgać się po wyfroterowanej posadzce w hallu Ratusza. Nie mógł też się powstrzymać. Ale już nie było czasu na dalsze rozmowy na ten temat. — Ach! Jestem taki wzruszony — wyznał Prezydent. bardzo chętnie — mruknęły teraz zgodnie obydwa lwy. szybko wbiegł po marmurowych schodach na pierwsze piętro. z tysiącznymi ostrożnościami. a muszą też stąd się wydostać. Co prawda Prezydent Miasta wcale nie chciał wierzyć. a po drugie. otworzyć drzwi i przejść do drugiego pokoju. że zdarzy się coś takiego w moim życiu. bo nos miała znów niezmiernie wydłużony i patrzała zezem. zdaje się nam. przemaszerował w niej przez całą salę. kiedy jeszcze byłem małym chłopcem. a potem zręcznie zjechał po poręczy. A jeśli będę prosiła o to dla nas. odetchnęli wszyscy. — Oj. że w tym dywanie są pchły! — Cóż znowu! — zaprotestował słabo Prezydent Miasta. T-U. Byłby w ten sposób przewrócił swojego zastępcę. Skoczył szybko i niby wiatr zdmuchnął z biurka wszystkie papiery na nim leżące. Co prawda Prezydent miał szaloną ochotę spłatać jakiegoś figla Filomenie. że to naprawdę wiatr. — Niewidzialni. . ba! Po drodze musieli się co chwila zatrzymywać. że zamachał jednym papierkiem przed jej nosem. A? /. zgodził się jechać na Kwiatową.. że to podmuch wiatru. policzywszy uderzenia. gdyż Prezydent chciał się koniecznie nacieszyć swoją niewidzialnością. który nazywano sekretariatem i w którym za dużym biurkiem siedziała zamyślona Filomena. Ale. Była zupełnie przekonana. — Już wiem! Wsiądę na jednego z lwów. Zrobimy tak: ja zrobię coś takiego. gdzie Prezydent przywdział zbroję i dusząc się ze śmiechu. wyobrażałem sobie.. — Spełniło się marzenie mojego życia! Kiedy Piotr dogonił ich na korytarzu. grubiutkiego pana Wiceprezydenta Miasta. że będziemy niewidzialni. niewidzialni! Oczywiście. Mogli teraz swobodnie pojechać na Kwiatową. i rzuciła się na ziemię. a czego nie wypada mi robić. na co mam zawsze szaloną ochotę. a ona była najpewniejsza.

że kierowca poszedł do bufetu napić się wody sodowej. — Musimy się jakoś przebić — postanowił Piotr. zamiast niewidzialności. aby zatrzymać auto. Jedźmy dalej! Ba. F l V »\ • r f f/. Koniecznie chciały zobaczyć ogród i zjeżdżalnię oraz przejechać się na karuzeli. . — Zatrzymać auto! Zatrzymać! — zaczęli teraz wołać niektórzy. korzystając z tego.. Chyba żebym sam poprowadził auto! To był doskonały pomysł. gdy naraz na jednym skrzyżowaniu policjant dał znak. — Szkoda. Ale czy można zatrzymać auto. „ u. chcieli też na własne oczy obejrzeć jadące autem lwy. dobrze to powiedzieć. kiedy jestem niewidzialny! Przecież szofer nie będzie chciał jechać z niewidzialnym Prezydentem. — A czy wasz koraliczek nie mógłby zrobić tego. Należało tylko szybko dostać się do 105 r w czerwonego auta samego Prezydenta.« j. — Chyba znów musimy być widzialni! — powiedziała Karol-cia.f STOP! ZATRZYMAĆ WÓZ! Prezydent prowadził samochód doskonale. Jakże jednak pojadę autem.''. okrążali place i właśnie mieli przejechać jeden z pięciu mostów miejskich.przecież zupełnie małe lwy i nie udźwigniemy takiego ciężaru! — I nogi będą się panu wlokły po ziemi — poparła lwy Karol-cia. które jedzie samo. w którym odbywała się tymczasem błyskawiczna narada: co robić. a po drugie. Zgrabnie wymijali autobusy i tramwaje. 107 Musiał teraz bardzo uważać — prowadzenie auta w tych warunkach wcale nie było łatwe. — Wcale nie chcemy dostać się do Ogrodu Zoologicznego. — Trzeba je oddać do Ogrodu Zoologicznego! — krzyczeli. . Zresztą my sami też musimy pokonać jakieś trudności. to jazda! Motor zawarczał i zanim ktokolwiek się zorientował. — Jedźmy wobec tego autem.^'. Ale Prezydent dawał sobie doskonale radę na wszystkich skrzyżowaniach ulic. gdy naraz ktoś na ulicy przystanął i zawołał: — Patrzcie na to czerwone auto! Jedzie bez kierowcy! A w aucie jadą dwa małe lwy! Teraz już wszyscy patrzyli na czerwony wóz. f M. czerwone auto wyjechało z podwórza. — Ale też szkoda byłoby nie być niewidzialnym chociaż raz w życiu — westchnął Prezydent. — Nie możemy znów całej roboty zwalać na koralik. Piotr obok niego. Ale Piotr przeciwstawił się temu. — Szybko. — Jeszcze się rzucą na kogo! — Uciekajmy! — błagały lwy. abyśmy od razu znaleźli się w ogrodzie? — zaproponował Prezydent. '.rt. ale wykonać znacznie trudniej! Przede wszystkim na skrzyżowaniach ulic i przy krawężnikach gromadziły się tłumy przechodniów: wszyscy koniecznie chcieli zobaczyć auto. szybko! Nie ma ani chwili do stracenia.». >?cv< •*>.K t. — No. aby schwytać lwy. . — Nie — powiedział po zastanowieniu Piotr — nie możemy jeszcze tego żądać od koraliczka. A inni znów domagali się. w którym nie ma nikogo przy kierownicy? Wobec tego policjant z otwartymi ze zdumienia ustami patrzał tylko za oddalającym się . nie poprosiliśmy o przeniesiene do ogrodu — dodała Karolcia. bez kierowcy. Prezydent poparł go: — Postaramy się umknąć — powiedział przez zaciśnięte zęby. a Karolcia z lwami z tyłu. . I tak jest już bardzo blady. że od razu. — Prezydent zasiadł przy kierownicy. Nie było bowiem nawet mowy o pozostawieniu lwów przy bramie.

a potem musimy skręcić w lewo — radził Piotr. Co prawda lwy broniły się bohatersko. — Trzeba je ratować! — krzyknęła Karolcia. a potem gonić się w ósemki. Był po prostu w rozpaczy. Rada była może i dobra. z którego natychmiast wyskoczyła Filo-mena ze swoim ogromnym parasolem. — Chyba jest jakaś ulica. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości. która się nie krzyżuje? — Oczywiście — przypomniał sobie Prezydent. • >. Najgorsze jednak było to. — Mnie się zdaje. szerokiej szosie. że na szosie rozległy się naraz głośne sygnały samochodowe. — Musimy ocalić lwy! — To nie ulega wątpliwości! — zgodził się Prezydent. i znaleźli się na gładkiej. że trzeba jechać przed siebie. 108 — Bardzo chętnie! — odpowiedzieli wszyscy. aby auto zatrzymało się na chwilę. do ogrodu. Po chwili jednak zeskoczył ze swego stanowiska i zaalarmował wszystkie posterunki: — Uwaga! Czerwone auto pędzi samo przez miasto! Nikogo nie ma przy kierownicy... Alarm oczywiście poskutkował. Lwy nawet zaproponowały. że rozbawione lwy nie zdążyły się ukryć. Zaledwie cała trójka — to znaczy Piotr. — Tylko jak to zrobimy7 . Potem załadowali je na wóz i wśród okrzyków Filomeny: „Do Zoo! Trzeba je zawieźć do Zoo!" — odjechali szybko w kierunku Ogrodu Zoologicznego. gdyby nie to. które im porządnie zdrętwiały od tego ciągłego udawania. Jeden z nich biegał właśnie beztrosko po zielonej trawie z zerwanym kwiatkiem w pysku. że zaledwie zdążyli ukryć w pobliskich zaroślach czerwone auto.wozem.niA nn j<>. Natychmiast w całym mieście zaczęły wyć syreny. — No dobrze — zgodził się Prezydent — pobiegajcie przez chwilę. Filomena i strażnicy już dopadli biednych lwów. a w aucie siedzą dwa lwy i okropnie ryczą! Lwy co prawda wcale nie ryczały. . *t>»<:o -. ale były to przecież zupełnie małe lwy. gdy tymczasem niewidzialna trójka w aucie zastanawiała się. gdy nadjechał pościg. a przez głośniki ktoś mówił grubym głosem: — Uwaga! Uwaga! Czerwone auto przebiega ulice miasta i zagraża bezpieczeństwu mieszkańców! A w aucie pełno jest okropnie drapieżnych lwów! Uwaga! Zatrzymać wóz! — Co teraz zrobimy? — spytał Prezydent. Jeszcze parę ulic. że są kamienne. bo przecież jeszcze musimy zdążyć na Kwiatową. Bardzo mu się podobała ta wyprawa i wcale nie miał ochoty zatrzymywać się. Zaczęła się walka — ale była to walka nierówna. które zatrzymało się na skraju autostrady. — Czy chcecie pojeździć trochę naokoło miasta? . uszczęśliwione swobodą. — Sam nawet dokonywałem jej uroczystego otwarcia. Czyżby pogoń wpadła na ich trop? W istocie. jakiś wóz pędził z tak niezwykłą szybkością. że nadjeżdżało jakieś auto. kiedy staniemy w szeregu zatrzymanych pojazdów? — Czy musimy jechać przez skrzyżowania ulic? — spytał Piotr. — Ale co będzie. Karolcia i Prezydent — zdążyła nadbiec z pomocą. ale policjant powiedział tak. wyskoczyły z auta. a strażnicy przywieźli z sobą ogromną siatkę z niezmiernie grubych sznurów i właśnie w tę siatkę lwy 109 schwytali. a drugi przewrócił się na grzbiet i machał wesoło łapami. To jest autostrada naokoło miasta. — Jedziemy dalej — zdecydowali Piotr i Karolcia. jak teraz najbezpieczniej będzie dojechać na Kwiatową. i zaczęły dla rozprostowania łap biegać najpierw w kółko. gdy tylko odjechali. Było to ogromne auto. Karolcia i oba lwy. a za nią kilku strażników miejskich. jeśli złapią nas na skrzyżowaniu ulic. ale niezbyt długo. gdzie był mały ruch i prawie wcale nie było posterunków policyjnych. który znów odzyskał dobry humor. to znaczy Piotr. żeby mogły pobiegać trochę po trawie i rozprostować łapy. — Bardzo chętnie. — To właśnie ta autostrada — zawołał Prezydent. ale niedługo! Lwy. żeby wszystko wyglądało jak najbardziej groźnie.-w.

» /> **f«4 — Do Zoo — odpowiedział Piotr. że musiałbym wystosować pismo do dyrekcji Ogrodu Zoologicznego. W tym wypadku sprawa może się przewlec i nie wiem. Ale widać 111 było od razu. Obok przechodziły właśnie dwa wielbłądy. panie Prezydencie. czy potrafię — wyjąkał Prezydent. — Przez całe życie o tym marzyłem. jak uratować i wyzwolić lwy. Nos znów miała wydłużony i mocno zaczerwieniony na czubku. — Trochę już zapomniałem biegać — tłumaczył się z zawstydzeniem. Siedziały już właśnie w wielkiej klatce. — To niemożliwe! — Musimy je uwolnić natychmiast — zdecydował Piotr — siadajmy do auta i jedźmy! Panie Prezydencie. — Biegnijmy tam — zakomenderował Piotr i puścili się pędem.P' j f DZIWNE ZWIEŻĘ Czerwone auto cicho zatrzymało się przed bocznym wejściem do Ogrodu Zoologicznego. żeby trochę zażyły swobody.'^' tf ' '" ' j * "t t . że personel Zoo był w tej chwili zajęty oglądaniem dziwnej odmiany małych lwów przywiezionych przez Filome-nę! Nikt więc nie zwrócił uwagi na galopujące wielbłądy. jak wiadomo. ci. A zaś cała trójka — Prezydent. — A teraz jazda! — zakomenderował Piotr. ale nie wiedziałem. tylko rozglądali się pilnie. gdzie też mogą być ich lwy. proszę siadać przy kierownicy! — Ale dokąd mamy pojechać? i. co by wskazywało na to. — Pojedziemy tam na wielbłądach! Proszę wsiadać na pierwszego. — Za rok?! — krzyknęła Karolcia. — Co wobec tego zrobimy? — zapytał Prezydent. Gdy zatrzymali się w pobliżu zbiegowiska. czy nie zauważą czegoś. •». gdyż tłum zwiedzających przybywał zazwyczaj dopiero po południu. wymachując parasolem. w której mieszkały foki. żeby kiedyś dosiąść takiego rumaka pustyni! — Na pewno pan potrafi — dodali mu odwagi Piotr i Karolcia i pomogli wgramolić się na grzbiet zwierzęcia. zauważyli podejrzany ruch. Wreszcie na końcu ogrodu w pobliżu sadzawki.Zdaje się. Karolcia i Piotr — i tak przecież wejdzie bez żadnego trudu. dobiegły ich piskliwe okrzyki Filomeny: — Trzeba te lwy zaraz zamknąć w klatce! Są ogromnie niebezpieczne! Uważajcie! I widać było. Jednocześnie jednak żal mu się zrobiło Prezydenta. Udało się im doskonale. że ma ogromną ochotę przejechać się na wielbłądzie. Sami umieścili się na drugim wielbłądzie. byli niewidzialni. < łl t tl > n v *>* l . Ale Prezydent w żadnym wypadku nie mógł za nimi nadążyć. że to taka niedobra czarownica. — Jeszcze jak niedobra! — mruknęła Karolcia Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad charakterem Filomeny. Tak bowiem zostało postanowione. — Już wiem! — krzyknął naraz Piotr. Całe szczęście. który był ogromnie zadyszany. I dodał z westchnieniem: — Nigdy nie lubiłem tej Filomeny. które zresztą okazało się łagodne i cierpliwe. nie zważali na wrzaski w ptaszarni. Nie darmo byli niewidzialni. Były zrozpaczone i widocznie straciły . wóz Prezydenta stanie skromnie przy tym wejściu.v 4'l *"• *"**' <* '<»"" '»-*< *' "/»!«' f' j/*i . ze aby nie zwracać uwagi. Mijali klatki z małpkami i rodziną niedźwiedzi. — Czy nie możemy iść nieco wolniej? — A przez ten czas zamkną na zawsze nasze lwy! — denerwował się Piotr. i zastanawiali się. gdzie umieszczono ich przyjaciół. a my z Karolcia pojedziemy na tym drugim! — Nie wiem. jak podskakiwała. Trzeba było przede wszystkim zastanowić się nad tym. Szli teraz jeszcze pustymi alejkami. "\*'-«}l i X .« U^H^. czy prędzej jak za rok zdołamy je uwolnić! Był bardzo tym zmartwiony. które dozorca puścił luzem. na których nie było widać jeźdźców. przez które wchodzili tylko pracownicy Zoo.

ze względu na ich poprawne zachowanie. które doskonale znają się na czarodziejskich historiach. Karolcia pobiegła do słoni i namówiła je. — Ja postaram się jakoś odciągnąć ich uwagę. a Karolcia i Piotr zajęli się Filomena. — A co będzie z wami? — martwiły się lwy. podniosły trąby do góry i zaczęły po swojemu trąbić. że zgromadzeni przy klatce nowych lwów dozorcy. jak wiadomo. że małe małpki.. wysłuchawszy dalszego ciągu planu Piotra. małpki zaatakowały Filomenę. że wiedziały. co robić. — Mam doskonały pomysł. A była tym tak zajęta. Ale na szczęście lwy i foki dostarczały im jeszcze dosyć zajęcia. piszcząc z uciechy tak przeraźliwie.. którym. — Biegnijcie zaraz. Każdy się z łatwością domyślił. Stało się to niemal błyskawicznie. jak najszybciej. Jedna z nich.. W ten sposób Filomena została sama jedna przy klatce. że to była zmowa. Wepchnięcie jej teraz do pustej klatki było dziełem jednej chwili. by ten cały tłum ludzi oddalił się od klatki. bardzo śmiesznie kwiczą. wolno było pozostawać na swobodzie. przywiezionymi przez zwariowaną paniusię z parasolem. aby zachowywały się w ten sposób. iż wcale nie zauważyła. kim jest Filomena. Kapucynki. nie bójcie się! Przecież jesteśmy niewidzialni! Uciekajcie jak najprędzej! Wobec tego lwy razem z samym Prezydentem pobiegły w stronę bocznego wyjścia. po pierwsze. W dodatku do ryku słoni przyłączyły swój głos foki. kim jest naprawdę Filomena. miotającej się i rozzłoszczonej jak stado najgorszych tygrysów. najpierw posłuchaj mojego planu. ni zowąd na wybiegu dla słoni wszystkie słonie ustawiły się rzędem. Dyrektor teraz zupełnie nie wiedział.. czy teraz one nie ściągną na siebie uwagi dozorców. — Trzeba za wszelką cenę otworzyć klatkę — szepnęła Karolcia. Tego tylko było trzeba! Lewki szybko i zwinnie wymknęły się z niej. a potem. i że natychmiast postanowiły dopomóc lwom oraz Karolci i Piotrowi. że to się uda! — zawołał Piotr z otuchą. a nawet i sam pan dyrektor Zoo. — Damy sobie radę. I oczywiście słonie doskonale wiedziały. że Piotr zaczął się obawiać.-• n. zaczęła jak szalona fikać koziołki w wodzie. że nic nie widziała. Nie zajmował się już małymi lewkami dziwnej rasy. Musimy przede wszystkim postarać się o to. „A może słonie i foki niebezpiecznie zachorowały?" — pomyślał i zaraz kazał wezwać lekarza zwierząt. siedzą na pobliskim drzewie i przyglądają się jej z zainteresowaniem. 772 — No dobrze. nigdy nic podobnego w życiu nie widzieli. Korzystając więc z tego. razem z Prezydentem do auta. — E. a my was dogonimy — rozkazał Piotr. kapucynki. że dyrektor Zoo i dozorcy pobiegli do słoni i fok. aby dłużej utrzymać uwagę dyrektora i dozorców. «. które. Korzystając z tego kapucynki szybko otworzyły klatkę. Tak dziwne. są bardzo mądre. Z dyrektorem na czele pobiegli natychmiast w tamtą stronę. że żaden pomysł tu nie pomoże! — Poczekaj.. Po zamknięciu klatki Filomena zdołała wreszcie ściągnąć kapelusz i gdy . spróbuję — zgodziła się po chwili Karolcia. — Zaraz to zrobimy! — oświadczył beztrosko Piotr. Zgodny chór słoni zagłuszył zupełnie w tej chwili okrzyki Filomeny. to jednak był zupełnie widzialny dla zwierząt. — Tylko jazda do roboty! Po małej chwili zaczęły rzeczywiście dziać się w Zoo najzupełniej dziwne rzeczy. Nie ulegało wątpi i8 — Karolcia 113 ii wości. uczepiona jej prętów. boję się. — Zobaczysz. Czar bowiem niebieskiego koralika miał tę właściwość. Dwie z nich zeskoczyły z drzewa wprost na śmieszny kapelusz Filomeny i wsunęły go jej tak mocno na oczy. skakały z gałęzi na gałąź.nadzieję na uwolnienie. a tymczasem ty i pan Prezydent uwolnijcie lwy. że chociaż ktoś był niewidzialny dla ludzi.. Bowiem ni stąd. a po drugie. Usiłowała dosięgnąć lwów parasolem i wrzeszczała jakieś niemądre słowa. zachwycone tym pomysłem. Ryk słoni zaniepokoił wszystkich pracowników Zoo.

musisz nas teraz odczarować. proszę pana. — Zabraniam. 4 e \ l . aby wyłamać kraty. — Nie ma rady. Przybyli w ostatniej chwili. a włosy miała rozczochrane i zjeżone. zrobiłem błąd. — Cóż znowu się stało? — zaniepokoił się Prezydent. że. A potem wskoczyła na zawieszoną w klatce suchą gałąź i zaczepiła się o nią nogami. Ale nie zdążył dokończyć. dosiedli znów wielbłądów i błyskawicznie znaleźli się przy bramie. ale i ten pomysł był jak najzupełniej chybiony.. bo mam prawo — zdenerwował się Prezydent. panie Prezydencie — powiedziała Karolcia z łagodną perswazją. Dopiero kiedy . chwileczkę — zatrzymał go Piotr — zdaje mi się. Skakała więc tylko ze złości aż po sam wierzch klatki i rozczapierzała swe szponia-ste palce — wyglądała jak bardzo dziwny stwór. — Oto nadeszła chwila. że w tym napisie. gdy właśnie jacyś dwaj urzędnicy ogromnym kluczem mieli zamiar zamknąć bramę ogrodu. co mi pan zawraca głowę — gadał dalej urzędnik.W Ot. ^KJ > <n >r> 114 — Uciekajmy! — powtórzył Piotr. nie odwracając głowy.1 1 VJ>? < r *• f * 0/i'*fA"i0o i/ aur • » . — Szkoda! — żałośnie westchnął Prezydent. gdyż znów przeraźliwie zawyły syreny. żegnani okrzykami kapucynek. Nos jej się przy tym znów ogromnie wydłużył.. Ciągle nie odwracał głowy i wcale nie wiedział. — Zaraz. — Uciekajmy! — wrzasnął wobec tego Piotr i czerwony wóz błyskawicznie ruszył z miejsca. gdy czerwone auto zatrzymało się przed bramą ogrodu. V i NARESZCIE W OGRODZIE! — To tu! — radośnie zawołała Karolcia. z kim rozmawia. U < ' ! n "J •. które tym razem przezornie ukryte były w bagażniku. męcząc się z kluczem. która była zawieszona na klatce. kiedy pan musi użyć swojej powagi i zabronić im zamknięcia bramy. zaraz — zaczął się zastanawiać Prezydent — zdaje mi się jednak. — Nie ma rady.. gdzie czekał na nich niewidzialny Prezydent z lwami. przekreślił napisane tam słowo „lwy" i napisał znalezioną w kieszeni czerwoną kredką: dziwne zwieżę Potem. Jak się pisze „zwierzę". Podbiegł do urzędnika z kluczem i powiedział bardzo grubym głosem: — Zabraniam panu zamykać ogród. Próbowała zresztą rozgryźć żelazne pręty. „„ — Uciekajmy teraz! — zawołała Karolcia. panie. A przecież nie usłuchają niewidzialnego człowieka! — Kto wie? — zastanowił się Prezydent. — A jakim prawem pan mi zabrania? — powiedział na to urzędnik.spostrzegła. gdyż był w tej chwili niezmiernie zajęty. M . Klucz za nic w świecie nie chciał się przekręcić w dziurce. — E. t j.. to jedźmy! — zawołał na ich widok Prezydent i nacisnął starter. — Spróbujemy! — I szybko wyskoczył z auta. 775 — Zdaje mi się. Karolciu — oświadczył Piotr. który zostawiłem na klatce z Filomeną.•« ń j. że coś jest nie w porządku. zawyła dziko: — Ha! Nie ujdziecie mej pomście! — i rzuciła się. Jednak to się jej nie udało. Ale jeszcze przedtem na białej deseczce. że jest uwięziona. „ż" czy „rz"? — Zaraz. — No.

I w tej chwili. zdawało się. To cała banda dzieciaków z podwórza witała ich w ten sposób. — Niech pan tylko zobaczy. To dopiero była zabawa! Jeździło się na karuzeli i na kołobiegu! Huśtawki fruwały w górę. Jania nawet miała ochotę rozpłakać się. — Pan pozwoli. — Już znaleźliśmy — odpowiedzieli na to z dumą Piotr i Karolcia. — Zapomnieliśmy o naszych lwach! — zawołali i pobiegli co prędzej otworzyć bagażnik. — Zdaje mi się. — Sam pan Prezydent Miasta przyjechał. za . żeby ogrodu nie zamknęli! Widzicie? Naprawdę chcą zamknąć! Co to będzie? Gdzie się będziemy bawić! Wymyślcie coś. to może warto obejrzeć. — A to co? — wszyscy się trochę przestraszyli. — I na poparcie swoich słów oraz wyrażenia wdzięczności lwom za ich wierność Karolcia po kolei pocałowała obydwa w rozczochrane łby. panie Prezydencie Miasta — ukłonił się grzecznie urzędnik i zaraz sobie poszedł. o ogród dla dzieci z całej naszej dzielnicy. jak tu fajnie. W tej sprawie wydam odpowiednie zarządzenie na piśmie. — Ha! Trudno! Stajemy się znów widzialni. Karolciu? — Myślimy. Teraz już wszyscy wyruszyli do ogrodu. żeby sprawę ująć w swe ręce. Bo Leszek to jest taki. że chyba trzeba zrezygnować — przyznali z westchnieniem. z którego wydobyli obydwa. Same się przekonacie. Jak myślicie? Co. — Właśnie. — Naturalnie! — zachęcała Karolcia. — Są naprawdę niezwykle łagodne i niezmiernie do nas przywiązane. mówisz? — zastanowił się Prezydent. — I teraz już nie chodzi o naszą przyjemność. która zawsze była dość odważna. chciałem powiedzieć: przyjemnie. jakie są miłe! I jak widzicie. A potem odwrócił się do tego urzędnika od klucza i zwrócił mu łagodnie uwagę: — Proszę. że powinien pan obejrzeć ten ogród dokładniej — 118 doradził Piotr. — Trochę szkoda. I w tejże chwili usłyszeli dziki okrzyk radości. — Hm. aby ogród pozostał otwarty. to nie! Nic takiego się nie zdarzyło. jeśli mam jakoś uratować ten wasz ogród. kiedy właśnie Piotr i Karolcia z wszelkimi honorami prowadzili samego Prezydenta do ogrodu. kochany koraliczku. za nią Dorota. — Karolcia! Piotrek! Jak to dobrze. — Fajnie. są zupełnie nieduże. Ale Piotr i Karolcia od razu wiedzieli. co? — Więc stajemy się znów widzialni — uroczyście powtórzyła Karolcia — zrób to. — A co mam teraz dalej zrobić? — spytał Piotra Prezydent. co to. To jest właśnie pan Prezydent. trochę pogniecione. Wszyscy stali porządnie w kolejce! Karolcia stała za Agatą. że zawsze wie. — Hm. ale bez awantur! O. to znaczy. tylko o rzecz poważną. ale za to uszczęśliwione lwy.odwrócił się i nikogo przy sobie nie zobaczył. jak się zachować. — Tak jest. właśnie! Bardzo ładnie to powiedziałeś — Prezydent kiwał przytakująco głową. „•M— Myślę. ale to nie jest sposób załatwiania sprawy — szepnął do Piotra zatroskany Prezydent. a to jest jego czerwony samochód. 'u 119 r r — Czy można je pogłaskać? — zaryzykowała Dorota. — Bardzo mi przyjemnie — odpowiedział na to pan Prezydent Miasta i podał mu rękę. To chodźmy do ogrodu. że sięgną nieba! Na zjeżdżalni był ruch bez przerwy. że jednak będziemy 117 musieli teraz zrezygnować z niewidzialności. że jesteście! Pomóżcie nam coś wymyślić. ale musimy! — Ale pan Prezydent ma rację — poparł Prezydenta Piotr. znajdźcie na to radę. rozległ się żałosny ryk. — Nie bójcie się! — zawołali do dzieci. żeby było jakoś poważnie i elegancko. że się przedstawię i podziękuję w imieniu wszystkich dzieci z naszych bloków — powiedział na to uroczyście Leszek. — To są takie niezupełnie prawdziwe lwy. zdziwił się porządnie. co to za głosy.

A potem spojrzał na zegarek i zaraz sobie przypomniał. odprowadziły go do auta. kiedy Karolcia. A na karuzeli ile się wyjeździł! Ze względu na to. To mówiąc ujął pod pachy pewnego małego chłopaczka. żeby tam nie wiem co.s* ^ '. Karołciu? — spytał. KORALICZKU! * ti. i kierowany przez chłopczyka z sąsiedniego bloku.V* t. że ten ogród to niezmiernie ważna rzecz. jak są w tej chwili. żeby uroczyście raz na zawsze załatwić sprawę waszego ogrodu — powiedział na pożegnanie. — Co sądzisz o tym. I że wolałyby dostać jakąś inną posadę. zapatrzeni w znikający w oddali autobus. i posadził go przy kierownicy. Wśród tych wszystkich przygód zapomnieli zupełnie o tym. A oni odpowiedzieli mu skinieniem podniesionych rąk. Racja! Niech zostaną lwami na karuzeli. 120 — Muszę być tam. Tak im się podobała. a obok usadowił Janie. r. który mieszkał w sąsiednich blokach. Stali tak. — No to żegnajcie i bawcie się dobrze! — i Prezydent już. W takim ogrodzie. jechał teraz szybko aleją ogrodu. A że autobus był bardzo przepełniony.Dorotą Leszek. za Leszkiem sam pan Prezydent Miasta! Tak jest! Tak jest. Czy myślisz. Ale najwięcej podobała im się karuzela. V. żeby zostały trochę niezwykłe i t r o c h ę zaczarowane. Ale właściwie dzieci już nie było. — Nie — powiedział.«. wytłumaczyć radnym. Przeprowadziły zresztą poważną i zasadniczą rozmowę na ten temat z Karolcia. — Niech wobec tego na pamiątkę tej całej historii i naszych wspólnych przygód zostaną tu te trochę zaczarowane lwy i trochę zaczarowany samochód. żeby jeździły nim dzieci i żeby się wesoło przy tym bawiły. Piotrem i samym Prezydentem Miasta. I wskoczył do przejeżdżającego właśnie autobusu. A restaurację można zbudować trochę dalej! Prawda? — Prawda! — zgodzili się wszyscy. . — Nie! Niech i to auto tu zostanie. że jest możliwe — odpowiedziała po namyśle. moi złoci! Sam pan Prezydent Miasta! Nie chciał opuścić żadnej kolejki! Tak mu się to podobało. Chcę. za wszystkie czasy! — Sam bym tu chętnie przyjął jakąś posadę — powiedział kiwając głową — ale cóż. razem z lwami. Piotr i wszystkie dzieci.v. że już jest okropnie późno i że zaraz zacznie się posiedzenie rady miejskiej. Tylko Karolcia i Piotr zostali przed bramą. że istnieją takie rzeczy jak obiad. — Czy nie mogłybyśmy zostać teraz lwami drewnianymi na karuzeli? — spytały Prezydenta.. bo pobiegły wszystkie za czerwonym samochodem. Ale chciałbym. bardziej wesołą — właśnie na przykład w ogrodzie. — Żegnajcie! — powtórzył pan Prezydent Miasta. uniósł jeszcze raz kapelusz i uśmiechnął się serdecznie. Ale należało mu się to! Tak wszyscy w ogrodzie uchwalili. To się dopiero wyjeżdżą. jeździł nawet trochę częściej niż wszyscy. że niektóre rzeczy przestaną być takie. I Prezydent od razu się na to zgodził. że się jada obiady. który stał się naraz zupełnie mały. już miał nacisnąć starter. gdzie są różne zabawy dla dzieci. kiedy naraz wyskoczył ze swego czerwonego auta. że to jest możliwe? — Myślę. Żegnajcie! Ukłonił się elegancko kapeluszem. że był honorowym gościem. Zaczęły od tego. ja i Piotr wiemy. dzieci! — Na obiad? Na obiad? — powtórzyli. — Muszę. Bo bardzo dziwne im się wydało. to znaczy zupełnie niezwkłe i zupełnie zaczarowane. — To dobrze — ucieszył się pan Prezydent Miasta. rpt '-: ' Ł 'r. NIE BLEDNIJ. A lwy? Też we wszystkim brały udział. więc stał na stopniu i odwróciwszy się w stronę Karolci i Piotra. nie mogę! Muszę jeszcze ciągle być tym Prezydentem Miasta. że postanowiły stamtąd już nie schodzić. — Ty. że już nie mają ochoty być kamiennymi lwami i sterczeć przed Ratuszem. gdy naraz ktoś przy nich powiedział: — Czas na obiad.

— Czyżby. przyjdę po obiedzie — ukłonił się Piotr. bo już wcale nie wiedziała. — Co ty. Tyle godzin nie pokazywałaś się.. co się stało?! Zmęczyłaś się? — zaniepokoił się Piotr. Otwiera je ostrożnie.. Po prostu w ogrodzie. i wołał do nich: — Karolciu. która stała obok nich — biegnijcie szybko. Karolciu? — W Zoo. dzieci? O co chodzi? — Ee. jł Naraz Karolcia przystanęła. najbardzej tajemnicza tajemnica. — Nikomu nic o tym wszystkim nie mów — syknął jeszcze Piotr do Karolci najciszej. o jakie to bieganie naprawdę chodziło. jak to było naprawdę. Gdzie ty byłaś. tylko że mama wcale a wcale nie wiedziała. jakie masz czarne. Ale nie otrzymała już odpowiedzi od Piotra. Na prawej było zadrapanie. A Piotr powiedział po cichu: — Już sam nie wiem.. . Nie wiadomo skąd — może to niechcący zrobił który z lwów. — Tylko słuchaj. to działo się naprawdę?. prawda. t Ujął Karolcię za rękę i pędem pobiegli w stronę ich bloków... Ale co wam jest? Takie macie buzie rozpalone! Piotr. ale zaraz poprawiła się — to znaczy. jak wygląda koraliczek w tej chwili?! Karolcia teraz szybko wyciera ręce i wyjmuje z kieszeni pudełeczko z koraliczkiem. a było tego biegania. — I poszła szybko do łazienki. A Karolcia nawet zbladła z wrażenia. Ręce były rzeczywiście porządnie brudne. nic takiego — wykrętnie mruknął Piotr. — No to biegnijcie szybko do domu! Już naprawdę jest późno! Mama Karolci też się niepokoi. to wszystko. patrząc na Karolcię. co was na pewno zainteresuje! — A co takiego? — zaniepokoili się.. Nie jest jeszcze zupełnie przezroczysty. co było. ale już ciotka Agata puka do łazienki.. jak mógł. aby uniknąć dalszych wypytywań. czy to wszystko. Szedł spiesznie do domu. O koralicz-ku kochany! Trzeba teraz prawdzie spojrzeć prosto w oczy. a może było to 723 dzieło Filomeny? A koraliczek? Prawda.. byłam w ogrodzie. Dokładniej powiedziawszy — czarne. którą wesoło wymachiwał. zobaczcie tylko tytuły: „Ogród dla dzieci będzie od jutra otwarty na zawsze! Sam Prezydent Miasta odwiedza ogród przy ulicy Kwiatowej. — Przyjdź! — zapraszał tatuś. dzieci. i duże.— No. chociaż zazwyczaj należało to do obowiązków Karolci.. jeszcze się trochę niebieszczy — ale na ile tam tej niebieskości wystarczy? Może najwyżej na dwa życzenia? A może tylko na jedno bardzo ważne. Lwy na ulicach naszego miasta! W Zoo dzieją się dziwne rzeczy! Czy słonie zachorowały?! Nieznane zwierzę w klatce lwów!" To chyba dosyć niezwykłych rzeczy. — Dziś w popołudniowej gazecie jest coś. — powiedziała Karolcia. Koraliczek jest blady. Czy lwy. gdyż w tej chwili spotkali tatusia. Tymczasem w domu ciotka Agata już czekała na wszystkich z obiadem i nawet sama nakryła do stołu. czas do domu — powtórzyła mama Piotra.. — Nie. nie — pokręciła głową Karolcia. nie blednij! — prosi go cichutko Karolcia. A Piotr? Może przyjdziesz do nas? — Dziękuję. dzieci? — Tak! — szepnęli Piotr i Karolcia. — No.. -«^*** łM-uj t< !i' 722 — No. w ręku trzymał gazetę... co ma o tym wszystkim myśleć.. — Dobrze! Idziemy — zgodził się niechętnie Piotr. Bo rzeczywiście było. co tu robisz? Na pewno ciotka Agata już czeka na nas z obiadem. — Wyobrażam sobie. wyglądasz na bardzo zmęczonego! A Karol-cia tak samo! Co wyście dziś w tym ogrodzie robili? Pewno za dużo było biegania! Co? — Może troszkę za dużo — przyznał Piotr. I poza tym była to święta. — Co wy tam znów się naradzacie. — Koraliczku. — Myj zaraz ręce! — zawołała swoim zwyczajem do Karolci... Piotr? Za kogo mnie masz? — szepnęła oburzona podobnym podejrzeniem Karolcia.

trzeba się mieć na baczności. że nie można było. A o tym dziwnym zwierzęciu czytałaś? Trzeba będzie w najbliższą niedzielę pójść do Zoo. — A właśnie. co się z tobą dzieje.. Och! Wstrętna. no. — Nie. Karolciu! Co ci jest? Czy nie masz apetytu? — zdziwiła się mama.. że zdążyła schować koralik do kieszeni. ciociu! Idę. i już przepadnie jedyna i ostatnia okazja spełnienia jakiegoś życzenia naprawdę wspaniałego.. moje dziecko. Chyba że już jej tam nie będzie. — Ona jednak chyba jest chora. chyba nie — uspokoił mamę tatuś.. że teraz musi być bardzo. Ojej. . — Może chciałabym mieć na przykład taką lalkę z domu towarowego. No bo jakże 725 Karolcia mogła powiedzieć: „Proszę o kompot" — kiedy akurat w tej chwili lekkomyślnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej kora-liczek? A potem nie mogła w pomieszaniu do tej kieszeni trafić. słyszałam już na mieście. Tak. już teraz nie bardzo lubię — wyjąkała Karolcia. Bo nie lubi. Może ma gorączkę. Bo może by na przykład poprosić koraliczek. Ba. Bo jedno niebaczne życzenie. zanim stanie się zupełnie. albo może.. raz nie chcesz. tej popołudniowej. najzupełniej przezroczysty. li/ . I czy można było trzymając koralik w ręku prosić o kompot? Chyba jasne. Wszyscy już siedzą przy stole i czekają na Karolcię. dreszcz ją przeszedł. zobaczyć tego zwierzaka. — Muszę się dobrze przedtem namyślić. znienawidzona zupa jarzynowa! Gdyby tak zamiast jarzynowej była na talerzu na przykład zupa. że musiałaby raz jeszcze spotkać się z Filomeną. małe auto? Trzeba koniecznie pomówić o tym z Piotrem.. nawet taką niby unieszkodliwioną. nie jestem chora! — protestuje gwałtownie Karolcia. Karolcia od razu przestaje myśleć o tym. — Na pewno nie ma temperatury. tf . A na talerzu stygnie zupa.. Prawda. Ty przecież lubisz chodzić do Zoo? — Nnnie. — Karolciu! Zupa stygnie! Oho. — E. dopóki tam będzie przebywać Filomeną. żeby mama wiedziała. — postanawia. A właściwie najlepiej byłoby przed powzięciem tak ważnego postanowienia porozumieć się z Piotrem. Karolciu! — woła znów mama. że ma bardzo czerwoną buzię. że za nic na świecie nie pójdzie do Zoo. Karolciu? Pójdziemy. ale tylko troszeczkę zagniewana. ludzie mówili. Nie mam pojęcia.. bo to już pewnie będzie jedyne i ostatnie życzenie. — Zaraz idę! — woła Karolcia i postanawia. tak. — Nie chcesz kompotu? Kompotu z wiśni? Twojego ulubionego kompotu? — nie może się nadziwić mama.. Ale grunt. i że podobno działy się tam różne rzeczy. że podobno był dziś w ogrodzie sam Prezydent Miasta i że nie pozwolił na zamknięcie. ja już będę jadła ten kompot. Kiedy pomyślała. kiedy kto spóźnia się do stołu. wprost okropnie ostrożna... — Aha! — przytaknął tatuś. ale to bardzo. Może na przykład wymienią Filomenę na ślicznego niedźwiadka? Albo na żyrafę? — Jedz. jeśli przypadkiem będzie wtedy trzymała koralik w ręku. — A może ona jest chora? Zdaje mi się. jaką zupę wolałaby od jarzynowej. — Piszą o tym w gazecie. ciotka Agata jest już trochę. wszyscy już zjedli i czekamy tylko na ciebie! Czy prosisz o kompot? Karolcia kręci przecząco głową. I zaraz postanowiła. — Ja. Trzeba jednak koniecznie pogadać z Piotrem. Sprawa jest bardzo poważna. jakie będzie mógł spełnić koralik. — Patrz.— Karolciu! Proszę siadać do stołu. — Idę już. toby się nie dziwiła. zamkniętą w klatce.f i n >. Podobno czasem wymienia się różne zwierzęta z zagranicą. Po prostu szaleli obydwoje z Piotrem w ogrodzie. — Jedz. — Nic nie rozumiem — dziwi się mama — raz chcesz. czego bym chciała.. aby w ogrodzie zawsze były przedstawienia cyrkowe za darmo dla wszystkich dzieci? Albo 724 żeby mieć własne.

że to byłaby szkoda.. że będę trzymała akurat koralik w ręku i powiem byle co. — Duże czy małe? — Może nawet i na takie trochę większe. Jeszcze tylko wyżłopię mleko. bo pędem zbiegł ze schodów. dobra. Po prostu po obiedzie jego mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny i mowy nie było o zobaczeniu się z nim. No.*«» . — No pewnie — zgodził się Piotr. czy on napraw de już jest taki blady?! — Jest. M . o którą prosi . że tak naprawdę to zdaje się. to co? To zmarnuję życzenie i już o nic więcej nie będę mogła poprosić. że nie można było inaczej — zgodziła się Karolcia. kiedy tylko można było wyrwać się na podwórze. — Bo co się stało? — spytał Piotr najspokojniej w świecie. A ten Piotr znów swoje: — A nad czym? — Jak to: nad czym. Gdybyś tak na przykład powiedziała nieostrożnie: „Chciałabym wiedzieć. Ale nie można było inaczej. ale widząc pełne oburzenia i pogardy spojrzenie Piotra. — A czy on już zrobił się zupełnie przezroczysty? — zaniepokoił się Piotr. Tylko rozumiesz. wesołym.<. że niebiesko-ści koralika starczy na jedno tylko życzenie. nie powinnam postępować lekkomyślnie. zupełnie jakby nie pamiętał o tym. ja się okropnie boję. Ale zaraz rano. — Pewnie. — Trzeba przyznać. ze wczoraj prosiliśmy go o masę rzeczy... co się wydarzyło im wczoraj. i jakby nie istniała jeszcze możliwość rzeczy niezwykłych. że z powodu tego jednego jeszcze życzenia. gdzie jest moja szczotka do butów". Trzeba się poważnie zastanowić. Karolcia zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo: — Muszę koniecznie jak najprędzej z tobą pomówić. tak jak na przykład powiedziała ciotka Agata z tymi ciastkami. w czyje ręce potem się dostanie! — Wobec tego musisz dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie. że nie wiadomo. a stanie się niewidzialny. — Nic się nie stało — odpowiedziała Karolcia — ale może się stać. — Aha! No. zaraz lecę. 727 — Pewnie. I zaraz by się to spełniło! — Ach! Nawet nie mów takich rzeczy! — zdenerwowała się Karolcia. I wiesz. | -j t& . W tym momencie Piotr wreszcie odzyskał przytomność i ożywił się. biedaczek. błękitnym koralikiem. I widać żłopnął szybko. a poza tym. ^ * •*. Musimy się naradzić. — Ale sam teraz rozumiesz. — A teraz chodzi mi o to. które byłoby bardzo potrzebne i ważne. ( ŻEGNAJ. — Oczywiście. czego mi żal? Że on przez takie moje jedno życzenie już przestanie być widocznym.•" V . To nie jest rzecz. jak to: nad czym? Piotr! Ty chyba jeszcze śpisz?! A koralik? — wyszeptała Karolcia.'»• . Zejdź zaraz na podwórze. — Jak to: co? Musimy się naradzić. j r >. że nie myślałam o tym poważnie.. jakie mogę powiedzieć koralikowi. że nie możesz! Ale powiedz. — Myślałam co prawda o pewnej przepięknej lalce — zaczęła niepewnie Karolcia. co zrobimy z koralikiem. zaraz się poprawiła: — No. KORALIKU! Z Piotrem jednak można było pogadać dopiero nazajutrz. że jeśli tak się zdarzy. jest — westchnęła ze smutkiem właścicielka błękitnego koralika — jest zupełnie bledziutki. oczywiście.K t & Ot f4*Vi % >'* 3 « * >•:.t/ a v-s« ł \ \ ' \ 'b« * <ł<1«*. bo po małej chwili już był na podwórzu wyraźnie zaniepokojony — No i co? — zapytał zdyszany.

która wybiegła z sieni. że jest okropnie dużo ludzi. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć. Piotrek? — spytała naraz Karolcia. — Ojej. które mieszkają nie w naszym bloku. to ci powiem. Agasia marzy o skakance. być może. że Leszek. — A myślisz.się koralik. Albo o jeszcze czym innym. Ale zaraz rozpogodziła się. — Właśnie! A takim jednym dzieciom. jakby się cieszyła. Taki ma reumatyzm. tak. jak się ma pieniądze. — No pewnie. moja droga. co by tu się działo. Każdy ma jakieś marzenia. — Można. Jedna prośba do koraliczka. — Nic mnie już nie boli! Za panią Pieniążkową. sama chyba przyznasz. Agasia. przecież to nic nie szkodzi spróbować. już! I Karolcia po raz ostatni położyła na dłoni koralik i szeptem wypowiedziała życzenie. Ciągle jęczy. ale jeszcze innym potrzebne są na przykład książki. Co. można... Piotr. że jedne są bardziej ważne. szło z powagą dziesięć . — Im są potrzebne buty. Piotr? — Pewnie. którym są potrzebne o wiele ważniejsze rzeczy niż lalki? ^ 128 — Wiem — przyznała pokornie Karolcia — toteż dlatego chcę z tobą się naradzić. zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa. to potrzebne są buty na zimę. Też ważna rzecz. a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. — Jest — powiedziała bez wielkiego przekonania Karolcia. Każdego dziecka i każdego dorosłego. gdyby tak nagle wyzdrowiała. Daję ci słowo! Tylko co by tu wymyślić? — Ojej! Też masz zmartwienie! A czy wiesz. Mogę się bez niej obejść. Pomyśl. moja droga. a pani Leśniewska. A potem zacisnęła mocno pięść. co? — Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było 9 — Karolcia 729 * w wspaniale. przestań. — Aha! — Widzisz! A znów Agasia. — Ja? — Piotr zastanowił się przez chwilę i zaraz potem powiedział: — Ty. Ona na pewno chciałaby być zdrowa. tylko nie śmiej się ze mnie. że bolą ją nogi i ręce. A oni nie mają. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami. gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka. ale już ostatnia! •'* — No to co! Właśnie niech ta ostatnia taka będzie. o wrotkach. — Słuchaj. Więc zaraz spróbuję. l * — Hm! Jedna. że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku. że musi być coś poważniejszego. Tak. — Patrz. mój drogi. Czy tylko koralik zechce to zrobić? Tak masowo! Dla wszystkich?! — Rzeczywiście — zasępiła się Karolcia. Naturalnie. — A ty co byś chciał. Pewnie. jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. co się dzieje! — zawołał Piotr. Czy nie wiesz o tym. Albo dorośli. że mnie nie? Ale uwaga. ta z trzeciego piętra. że tak niby nic dla siebie nie prosiłaś?. n — A nie będziesz żałowała. który tu mieszka. że to byłoby najlepsze. Więc już mówię życzenie — uwaga! — Strasznie mi serce bije w tej chwili — przyznał się Piotr. Co ty na to? — To może ja poproszę o te buty? — zaofiarowała się Karolcia. A rower jest ważniejszy niż lalka. — Jestem szczęśliwa! — wołała do wszystkich. bo jego rodziców nie stać na kupno roweru. Ale czekaj! Dlaczego tak by nie miało być? Pritóeż to tylko od nas zależy. od razu zaczęła skakać przez nową. Weź taką panią Leśniewską z trzeciego. a drugie mniej. Też mają swoje zmartwienia. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. która mieszkała w sąsiednim bloku. Ja wiem. Toby było. tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać! Zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy. co? — Kiedy książki można kupić — nieśmiało zauważyła Karolcia. było na co patrzeć. że można. chciałby mieć na przykład rower? A nie może mieć. śliczną skakankę. A Dorota marzy. tylko w sąsiednim. — Naprawdę? <b -' — No pewnie. Ja właściwie nawet tak bardzo nie chcę tej lalki.

pan Grzybek. Pod numerem siedemnastym mieszkał. — Prosimy zrobić miejsce! Będziemy zaraz nakręcać film z mistrzem Grzybkiem — wołali tymczasem filmowcy. że można — odpowiedział też takim trochę dziwnym głosem. A pan Grzybek zszedł z trzeciego piętra. Widzisz? Widzisz. ze skrzypcami w ręku. że wszyscy umilkli zasłuchani. Pan Grzybek był urzędnikiem na poczcie i nikt nie słyszał o tym. — Nie wiem. wołając. I już nie mogła więcej mówić. Karolciu? Tu teraz mieszkają ludzie szczęśliwi. Tylko że tego dnia nic nikogo nie dziwiło! Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek.białych kotów. wspaniały. jak wszyscy wiedzieli. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu. co się stało. — Co oni będą robić? — zdziwiła się Karolcia. — A ja. Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze. blady i wzruszony. Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki. już widzę: „Szczęśliwy Zaułek". Zaraz. gdyż. Wreszcie doszło do tego. że ci przedstawię najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów. 131 wiedzieli. Naraz z jednego z mieszkań rozległy się dźwięki skrzypiec — ktoś grał bardzo ładnie. — Czy można płakać z radości? — spytała wreszcie Piotra. że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały.. aby miał być najznakomitszym skrzypkiem na świecie. że aż miała ochotę rozpłakać się. na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa. Nie trwało to jednak długo. którzy też nadjechali ze swoim wozem. a w rękach trzymali tomahawki. ale mam takie jakby ściśnięte gardło. — Mieszka tu na trzecim piętrze. że spływa po twarzyczce jakaś gorąca 133 . kiedy zjawiły się na podwórzu nowe.. tylko poczuła. — Widzisz? Zdejmują starą tabliczkę. a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. Ledwie jednak zdążył to powiedzieć. zawieszają nową. Ale żeby był artystą? Nikt nie przypuszczał. Ale już więcej nic nie mówiła. że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu. w których mieli wspaniałe pióra. a mama Karolci przybiegła zdyszana. — Witajcie w moim wigwamie — odpowiedział na to najzwyczajniej w świecie Piotr i zaraz zwrócił się do Karolci: — Pozwól. — Teraz rozumiem! — zawołała Karolcia — to było twoje skryte marzenie! — Tak — wyznał Piotr ze skruchą. dziwnie wyglądające postacie. dzielny nasz przyjacielu — powiedzieli u-przejmie. — Witaj. gdyż już po chwili zajechał na podwórze wóz radiowy i auta z dziennikarzami. zawsze chciała 130 mieć co najmniej tyle białych kocurów. Podeszli • zaraz do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie. a tatuś Karolci zajechał najniespo-dziewaniej w świecie na nowym skuterze. Ale nie było czasu na dalsze wyjaśnienia.v«< »>/ M. ale niezmiernie szczęśliwa. które zawsze chciała mieć. co było jej największym marzeniem. — Zdaje mi się. — Widzisz? Pewnie marzył właśnie o tym. bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej 132 i weselej. — Witaj. Oto Sokole Oko. — Cicho! Zaraz zobaczymy — mruknął Piotr. Co prawda grał czasem wieczorami cichutko i nieśmiało. — Przyjechaliśmy robić wywiad z najsłynniejszym skrzypkiem na świecie — poi. ubrany w piękny frak i kłaniał się wszystkim wokoło. Ależ tak. bo było jej tak dziwnie. jak wyznała. Płocha Sarenko — ukłonił się uprzejmie Wielki Wódz Sokole Oko i podał Karolci rękę. żeby być najsławniejszym skrzypkiem na świecie — szepnął Piotr do Karolci. tak ładnie. — zaczęła Karolcia. mieszkania siedemnaście. co tam jest napisane? Aha. Zadowolona jesteś? — No pewnie! — powiedziała Karolcia.

.......... 5 NOWINA.......... 81 KAMIENNE LWY!................... I nie było wiadomo. 94 RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE........................................ KORALICZKU! ............... — Koraliczku! — szepnęła Karolcia............. aby ją otrzeć.......... i w tej chwili przypomniała sobie......................127 ... aby go poszukać...„ ..... Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy... 111 NARESZCIE W OGRODZIE!............ A może znajdzie go ktoś inny........... że jeszcze go kiedyś odnajdą....... czy to koralik.......... 57 W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY.. ale już go tam nie było.... A również może tak się zdarzyć...................... A może te przygody czekają na kogoś z was? Trzeba tylko umieć znaleźć błękitny koralik......... że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik. KORALIKU! ............... że koralik na nowo jaśniejący swą błękitną barwą wróci do Karolci i Piotra i że znów spotkają ich niezwykłe przygody.................................. 9 TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU.............. 50 CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU..... 31 AUTOBUS I INNE RZECZY... 23 GDZIE JEST KORALIK?. 16 CO BYŁO DALEJ.......... 117 NIE BLEDNIJ............................ Otworzyła więc dłoń... 87 PANIE PREZYDENCIE MIASTA!..................... 36 HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY!.......... 66 UWAGA.. Być może..................... 43 LEPSZE I GORSZE POMYSŁY .... „' Mb " SPIS TREŚCI DZIEŃ DOBRY!...... I zaraz obydwoje z Piotrem przyklękli. 122 ZEGNAJ.... Może które z was? Nigdy nic nie wiadomo i wszystko jest możliwe.. BO CO BĘDZIE DALEJ?............... 26 O CIOCIU AGATO!............... 7 ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE.... ale już nic nie znaleźli................. już nie błękitniał........... 72 CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY................... czy może Karolcina łza? A potem przezroczysta kropla stoczyła się z ręki na trawę...... Podniosła rękę.....r w kropla...... 101 STOP' ZATRZYMAĆ WÓZ'. 107 DZIWNE ZWIEZĘ......