MARIA KRUGER Karolcia Siedmioróg Ilustrowała Halina Bielińska LEKTURA DLA KLASY II SZKOŁY PODSTAWOWEJ Wydawnictwo Siedmioróg ul.

Świątnicka 7,52-018 Wrocław Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg WWW.SiEDMIOROG.PL Wrocław 2002 Dzień dobry! Zaczyna się opowiadanie o przygodach dziewczynki, która miała na imię Karolcia, i o przygodach chłopca, imieniem Piotr. To, co im się przydarzyło, może się właściwie przydarzyć każdemu. Każdemu, kto... Sami zresztą się o tym przekonacie. Ale najpierw musicie poznać Karolcię. ! NOWINAKiedy zaczyna się to opowiadanie, Karolcia ma osiem lat i osiem miesięcy. Jak wygląda Karolcia? Nie jest bardzo duża, nie. Mama trochę się tym martwi, bo mamy zawsze chcą, żeby dzieci były wysokie i żeby wszyscy kręcili z podziwu głowami, mówiąc: Naprawdę? Osiem lat? A wygląda na dziesięć! A Karolcia wygląda akurat na tyle, ile ma — ale na pewno jeszcze urośnie. Urosną też jeszcze na pewno i Karolcine włosy jasne, związane w kitkę. Taka kitka związana ładną wstążką zupełnie porządnie wygląda, zwłaszcza że grzywka, która spada na Karolcine czoło, jest równiutko przycięta. Wiecie więc już, jak Karolcia jest uczesana — teraz jeszcze powiemy, że ma okrągłą buzię i trochę wystającą bródkę. A oczy ma takie kocie •— duże, okrągłe i zielonkawe. Tak wygląda Karolcia. Poza tym należy dodać, że Karolcia jest jedynaczką, to znaczy, że nie ma ani brata, ani siostry. Ma tylko mamusię i tatusia, i ciotkę Agatę, która jest grubiutka i zawsze się tym martwi, że wszyscy w domu za mało jedzą. Można też jeszcze powiedzieć, że Karolcia za parę dni otrzyma świadectwo szkolne, w którym będzie napisane, że przechodzi do klasy trzeciej. W tej chwili, kiedy spotkaliśmy Karolcię biegnącą do domu, ona sama jeszcze nic nie wiedziała o rzeczach niezwykłych, które się jej przytrafią. Ale to bardzo często tak bywa — nie wiemy, co nas czeka nawet w najbliższej przyszłości. Wszystko zaczęło się od tego, że tatuś przyszedł na obiad z nowiną o przeprowadzce. Oczywiście jest to nowina nie byle jaka — /miana mieszkania. Cała rodzina miała się przeprowadzić do pięknego mieszkania w nowym domu. Miało to być mieszkanie nie tylko ładniejsze, ale i większe, i z balkonem. Wszyscy bardzo ucieszyli się tą nowiną i od razu zostało ustalone, że przeprowadzka odbędzie się za tydzień i że trzeba już zabierać się do pakowania rzeczy. Poza tym mama i tatuś postanowili, że natychmiast po obiedzie pojadą obejrzeć to nowe mieszkanie, a Karolcia z nimi nie pojedzie, ponieważ ma dużo lekcji do odrobienia. Oczywiście nie było to najprzyjemniejsze — bo Karolcia wolałaby zobaczyć to mieszkanie z balkonem zamiast uczyć się tabliczki mnożenia, ale trudno. Karolcia już się nieraz przekonała, że nie zawsze robi się same przyjemne rzeczy. To wszystko wydarzyło się tego dnia, kiedy spotkaliśmy Karolcię. A potem, już w następnych dniach, było tylko pakowanie i pakowanie. Wszyscy byli ogromnie zajęci i przejęci przeprowadzką. Karolcia również była zajęta — musiała przecież w jednej ze skrzyń przywiezionych z takiego biura, które załatwia przeprowadzki, ułożyć swoje książki i zabawki. Tatuś co prawda trochę się skrzywił, gdy zobaczył, że Karolcia wkłada do skrzyni starannie zawiniętą w chusteczkę Ewelinkę, tę najbardziej biedną z lalek — zupełnie prawie wyłysiała, ale Karolcia spojrzała na tatusia tak błagalnie, że dał spokój wszelkim wymówkom. Zwłaszcza że mama powiedziała: „Niech zabierze tę biedną Ewelinkę. Jest do niej bardzo przywiązana".

I w ten sposób nadszedł dzień przeprowadzki na nowe mieszkanie. Teraz trzeba by tylko jeszcze powiedzieć coś o tym właśnie mieszkaniu. Otóż mieściło się ono w nowych — i jak tatuś zapewniał — niezwykle ładnych blokach mieszkalnych przy ulicy Kwiatowej. Dom ma numer dwadzieścia. A mieszkanie siedem. I mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Z balkonem. Tak, to zapowiadało się zupełnie dobrze. Tak dobrze, że Karolcia już nie mogła doczekać się dnia przeprowadzki. I nawet w kalendarzu na tej kartce, która oznaczała ten ważny dzień, narysowała czerwony kwiatek. Jakoż dzień ten w końcu nadszedł. I okazał się dniem nie tylko tak ważnym, jak to Karolcia przypuszczała, ale jeszcze ważniejszym. Naprawdę zupełnie niezwykłym. . .».- , -*~ , .,,,, ,,M\ ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE Właściwie wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Tak jak zawsze w dniu przeprowadzki. To znaczy, że tego dnia wszyscy wstali o wiele wcześniej niż zwykle, śniadanie zjadło się szybko i nikt nie pilnował Karolci, żeby wypiła mleko, a potem zaraz przyszli mężczyźni w niebieskich kombinezonach i zaczęli wynosić skrzynie z książkami i innymi rzeczami oraz meble. Wtedy najpierw okazało się, że ściana w tym miejscu, gdzie stała szafa z książkami, jest o wiele jaśniejsza niż reszta ściany, potem okazało się, że za starym koszem, w którym były różne niepotrzebne ścinki materiałów i nie noszone suknie mamy, myszki zrobiły sobie małe, śmieszne, szare gniazdko, teraz zresztą zupełnie puste, i że wreszcie w szparze podłogi, gdzie stał dawniej kredens, niebieszczy się niebieski, podłużny jak fasolka koralik. Zupełnie nie było wiadomo, skąd się tam wziął, gdyż ani Karol-cia, ani mama, ani ciotka Agata nigdy nie miały takich koralików. Karolcia chciała koniecznie ten koralik wydłubać ze szpary, bo wydał się jej bardzo ładny, ale zaraz o tym zapomniała, bo jak to zawsze przy przeprowadzce — na nic nie ma czasu: wszyscy się śpieszą /upełnie nie wiadomo dlaczego, są zdenerwowani i wołają: „Karol-ciu, nie przeszkadzaj!" Przypomniała sobie o tym koraliku dopiero wtedy, kiedy okazało się, że ma pojechać do nowego mieszkania taksówką razem z ciotką Agatą i że ta taksówka już czeka przed domem. Nie zważając więc na pełne oburzenia okrzyki ciotki Agaty, zawróciła z podwórka i wpadła do zupełnie już pustego pokoju, w którym podłoga pokryta była podartymi papierami, słomą od pakowania szkła i kurzem. Rozejrzała się niespokojnie, ale zaraz odetchnęła z ulgą — koralik niebieszczył się w pełnej kurzu szparze podłogi. Po prostu można by powiedzieć, że jaśniał jakimś przedziwnie pięknym blaskiem. Wydał się teraz Karolci jeszcze ładniejszy niż przedtem. Przyklękła i szybko, przy pomocy jakiejś drzazgi, która leżała w pobliżu, wydobyła koralik ze szpary. — Karolciu! — rozległ się rozpaczliwy, rozdzierający okrzyk ciotki Agaty. — Idę! Już idę! — odpowiedziała Karolcia i zbiegła ze schodów. Koralik mocno ściskała w dłoni, bo bała się go zgubić. I mimo że ciotka Agata bardzo gniewała się o to, jak powiedziała, „bieganie nie wiadomo po co" — Karolcia była ogromnie szczęśliwa. W zaciśniętej dłoni czuła podłużny, twardy kształt koralika. — Na litość boską! Prędzej! — wołała tymczasem ciotka. — Musimy zaraz jechać na Kwiatową. Proszę pana — zwróciła się do szofera taksówki — niech pan nas zawiezie na Kwiatową numer dwadzieścia! Tylko możliwie szybko! Szofer taksówki odwrócił się, mrugnął porozumiewawczo do Karolci, sprawdził, czy drzwiczki są dobrze zamknięte, i oświadczył pogodnie: — No, to jedziemy! Ba! Dobrze to powiedzieć: jedziemy! Ale jechać, jak się okazuje, jest o wiele trudniej. Zupełnie jakby wszystkie taksówki i autobusy, i samochody ciężarowe, i tramwaje, i trolejbusy umówiły się, że akurat spotkają się na jezdni o tej godzinie! Taki był tłok wszelkich pojazdów. — Cóż za korek! — narzekał kierowca. — Ani rusz nie można się przepchnąć! Teraz taka pora, że najwięcej jeżdżą! Ba, żeby to tak moja taksoweczka mogła pofrunąć, tobyśmy dopiero szybko zajechali na Kwiatową, co, córeczko? I odwrócił się do Karolci. — Pewnie że to byłoby dobrze — grzecznie przytaknęła Karolcia — ja też bym chciała, żeby mogła fruwać! ,„, W tejże chwili Karolcia uczuła jakby lekkie szarpnięcie i ze

W /clumieniem zauważyła, że taksówka powoli zaczęła unosić się ponad ulicą, ponad stłoczonymi autami i sunącymi po szynach tramwajami, przeskoczyła nawet lekko nad dachami domów. Karolcia spojrzała na ciotkę Agatę — co też ciotka Agata o tym myśli? Ale ciotka drzemała i kiwała się miękko i rozkosznie w takt lekkich podskoków fruwającej taksówki. Wobec tego Karolcia zwróciła się do kierowcy: — Proszę pana! Ale kierowca tylko obejrzał się, uśmiechnął porozumiewawczo i mruknął: — Dobra jest! Właśnie zgrabnie ominął wieżę ratuszową i skręcił ponad dachem jakiegoś wysokiego domu. — Ależ to jest ten wielki dom towarowy — zdziwiła się Karolcia. Kierowca zgodnie skinął głową i zapytał uprzejmie: — Czy masz ochotę tu wstąpić? Jeśli chcesz, możemy zatrzymać się na chwilę. — Och! Ooooooczywiście... — wyjąkała Karolcia — ale czy to będzie możliwe? QL 11 — Naturalnie, zupełnie możliwe — zapewnił kierowca. Karolcia spojrzała niespokojnie na ciotkę, która właśnie obudziła się. — Zdaje się, że macie ochotę zawadzić o dom towarowy? — zauważyła pogodnie. Po czym dodała ochoczo: — Ja też chętnie tu zajrzę! Chciałabym kupić sobie kapelusz! Wobec tego zatrzymamy się na wysokości trzeciego piętra. To będzie najwygodniej — zdecydował kierowca. — Będę panu niezmiernie wdzięczna — odpowiedziała grzecznie ciotka Agata — właśnie marzę o kapeluszu z fiołkami! Ledwie to powiedziała, taksówka zawisła na wysokości trzeciego piętra i zgrabnie wjechała do wnętrza przez otwarte, wielkie okno. Nikogo to jakoś nie zdziwiło. — Podjechałem tak, aby było wygodniej — kierowca był bardzo z siebie zadowolony. — Poczekam tu. — Chciałabym tylko zobaczyć pokoik dla lalki — wyjaśniła Karolcia, gdy tymczasem ciotka Agata wylądowała już przy ladzie z kapeluszami i przymierzała wszystkie po kolei. Pokoiki dla lalek — w dziale zabawek — były niezwykle piękne. Zwłaszcza jeden z różowymi mebelkami był po prostu prześliczny! — Czy chcesz coś kupić? — spytała jedna ze sprzedających. — Kup ten różowy pokoik dla lalek. Widzisz? Ma elektryczne oświetlenie. A przy pokoiku jest łazienka. Kup ten pokoik. Albo może wolisz tę lalkę? Patrz, jakie ma wspaniałe włosy. Można je nie tylko czesać, ale i myć. Przyjemnie byłoby mieć lalkę, której można umyć głowę, prawda? — Prawda — szepnęła zachwycona Karolcia. A* — No, więc kup sobie coś z tych zabawek. — Kiedy nie mam pieniędzy — wyznała z zawstydzeniem Karolcia. — Och — sprzedająca machnęła ręką i uśmiechnęła się dziwnie — pieniądze wcale nie są potrzebne. Wystarczy, jeśli mi po prostu dasz ten niebieski koralik, który dziś znalazłaś... y, 12 Karolcia dopiero teraz przypomniała sobie o koraliku. Skąd ta pani wie o nim?... Pełna zdumienia sięgnęła do kieszeni, gdzie go wsunęła, gdy w tej chwili podbiegł do niej kierowca taksówki. Ku wielkiemu zdziwieniu Karolci krzyknął srogo do sprzedającej: — Co, chciałabyś zdobyć koralik, prawda? Ale to ci się nie uda! O nie! Ja cię znam! A potem chwycił mocno Karolcię za rękę i pociągnął za sobą. — Musimy zaraz stąd odjechać! Oj, Karolciu — pokiwał głową — jak można być tak lekkomyślną! Miałem wrażenie, że gotowa jesteś oddać swój niebieski koralik Filomenie. — Filomenie? — zdumiała się Karolcia. — Kto to jest? — Jak to, nie wiesz? — kierowca zdenerwował się ogromnie.

— Nie wiesz, że to jest najbardziej chytra z czarownic? Znam ją, moja droga! Ja też, kiedy byłem małym chłopaczkiem, miałem... niebieski koralik. I też taka sama Filomena, kropka w kropkę podobna, chciała mi go zabrać... Uciekajmy! — krzyknął naraz. Biegł leraz szybko, ciągnąc Karolcię za sobą. Po drodze zawadzili o dział kapeluszy damskich, przy którym ciotka Agata z rozmarzonym wyrazem twarzy przymierzała właśnie trochę śmieszny kapelusik z fiołkami. — Nie mamy ani chwili do stracenia! — powiedział do ciotki kierowca i nie czekając, co na to odpowie, chwycił ją za rękę. Motor taksówki warczał niecierpliwie, gdy wszyscy troje znaleźli się już w jej wnętrzu. — Ruszamy do domu! — zawołał kierowca. — Uciekajmy! Hilomena nas goni! — To jest czarownica, ciociu! — wyjaśniła spiesznie Karolcia. Rzeczywiście! Od strony lady z zabawkami biegła z rozwianym włosem Filomena. Dopiero teraz Karolcia zauważyła, że ma bardzo długi, spiczasty nos, trochę podobny do bocianiego dzioba. Wyciągała w stronę Karolci szponiaste ręce i coś wołała. Ale nie wiadomo co, gdyż w domu towarowym jak zawsze panował ogromny hałas i nie można było dosłyszeć niczyjego głosu. Na szczęście Filomena biegła na próżno, gdyż taksówka już szybowała znów ponad ulicami. Karol13 cia koniecznie chciała dowiedzieć się od kierowcy czegoś więcej o tej Filomenie i o koraliku, ale niestety przeszkodziła jej w tym ciotka Agata. Zachwycona swoim kapelusikiem z fiołkami przeglądała się ciągle w lusterku i żądała, aby Karolcia i kierowca podziwiali jej elegancję, zwłaszcza przypięte do kapelusika kwiatki. — Ależ one są świeże i pachną! — zauważyła ze zdumieniem Karolcia. Ciotka Agata nie traktowała jednak tego faktu jako czegoś nadzwyczajnego, tylko po prostu uśmiechała się i nuciła jakąś piosenkę. Naraz taksówka silnie szarpnęła. — Co się stało? — zdziwiła się Karolcia. — Przyjechaliśmy już na miejsce — powiedział kierowca — oto ulica Kwiatowa numer dwadzieścia, tak jak panie sobie życzyły. Należy się dziewięć złotych i dwadzieścia groszy. ,. WlM ( t., 14 Ciotka Agata zaraz zaczęła szperać w swojej dużej torbie i szukać diobnych, a kiedy już zapłaciła, szybko wygramoliła się z taksówki. — Prędzej, prędzej, Karolciu! Mama i tatuś już na pewno czekają na nas! Karolcia chciała jeszcze koniecznie porozmawiać z kierowcą, ale gdzie tam! Ciotka Agata schwyciła co prędzej Karolcię za rękę i pociągnęła ją w stronę nowego domu. Karolcia zdążyła tylko jeszcze odwrócić głowę w stronę taksówkarza. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową na pożegnanie, po czym odjechał. — Musimy poszukać teraz tego naszego mieszkania — mruczała tymczasem ciotka — zaraz, zaraz, mieszkania siedem, to chyba będzie tu! O, jest nawet dzwonek. — I ciotka Agata energicznie nacisnęła guziczek. Po krótkiej chwili w otwartych drzwiach ukazała się mama. — O, jesteście nareszcie! Cóżeście tak długo jechały? Karolcia już miała zamiar opowiedzieć coś niecoś o niezwykłej jeździe i wytłumaczyć jakoś tę wizytę w domu towarowym, gdy ciotka Agata jak gdyby nigdy nic powiedziała: — Jak to: długo? Taksówka jechała jak szalona. — Ale cóż to, Agatko? Masz jakiś nowy kapelusz? — zdziwiła się mama. — A te kwiatki przy nim? Przecież to żywe fiołki, tylko /e już zwiędły. — Nie mam pojęcia, skąd ten kapelusz wziął się na mojej głowie — wyznała z ogromnym zdumieniem ciotka. \ .. -V , ! TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU •y/U Na nowym mieszkaniu jest zupełnie przyjemnie. Można by nawet powiedzieć, że bardzo przyjemnie. Przede wszystkim jest większe od dawnego i ma, jak już było powiedziane, duże okno i balkon, które wychodzą na ulicę, i dwa okna, które wychodzą na podwórze — to znaczy na ładne, rozległe trawniki, na których są

klomby z kwiatkami i przy których stoją ławeczki. A przez to okno i przez balkon, który wychodzi na ulicę, można widzieć wszystko, co się na niej dzieje. Nie jest to taka najbardziej ruchliwa ulica, ale w każdym razie jest zawsze na niej sporo przechodniów, a poza tym przejeżdża autobus, przystanek zaś znajduje się prawie pod samym balkonem. Więc jak z tego widać — mieszkanie to posiada sporo zalet, zwłaszcza jeśli się doda, że ma również piękną łazienkę, w której Karolcia starannie i często myje ręce. Gdyż nie ma nic przyjemniejszego nad robienie piany z mydła i spłukiwanie jej. Mówiąc o zaletach mieszkania, nie wolno też pominąć tak ważnej rzeczy jak sąsiedztwo. Otóż zarówno w domu, w którym mieszka Karolcia, jak i w sąsiednich, przylegających blokach nie brak jest dzieci. Naturalnie że nie o wszystkich będziemy tu mówić, ale tylko o tych, z którymi Karolcia zawarła znajomość. Chyba więc zaczniemy od najbliższych sąsiadów. Takich najbliższych to jest troje. Z tej trójki przede wszystkim należy wymienić Piotra. Piotr mieszka na drugim piętrze, tuż nad Karolcia. Mimo że jest chłopcem, i to o pół roku starszym od Karolci, i przeszedł już nawet do czwartej klasy — bardzo się z Karolcia zaprzyjaźnił. Aby coś jeszcze więcej było o nim wiadomo — powiemy, że jest od Karolci wyższy, ma 16 jasne włosy, interesuje się geografią oraz bardzo lubi czytać. Drugim takim sąsiadem, z któ-lyin Karolcia zawarła przyjaźń, )csl Leszek. Leszek mieszka na drugim piętrze, po przeciwnej stronie klatki schodowej, i ma bardzo miłą siostrzyczkę. Sio-Ktr/yczka nazywa się Jania i jeszcze nawet nie chodzi do /koły; dopiero po wakacjach i)i,-dzie chodziła do pierwszej l l.isy. Tak więc się składa, że \\ najbliższym sąsiedztwie mie-/kają chłopcy. Dziewczynki, którymi Karolcia też trochę się pi/yjaźni i bawi — mieszkają w sąsiednich blokach; tam równie/ mieszkają chłopcy, ale tacy niezbyt sympatyczni. A jeśli chodzi o dziewczynki, to jedna L nich nazywa się Dorota, ma czarne warkocze i jest trochę Blarsza od Karolci, a druga nazywa się Agasia, ma włosy zwią-.nic na czubku głowy w koński • >"<>n i ma akurat tyle lat, ile ma i.arolcia. Obydwie bardzo lubią i.iwać przed wystawą wielkiego l lepu z zabawkami po przeciw-iii1) stronie ulicy i opowiadać, co k lora chciałaby mieć. Zdaje się, że należałoby też wspomnieć i o pewnych sąsiaKmolcia 17 dach, takich dalszych. Są to dwaj chłopcy. Karolcia nie lubi ich, ponieważ ją przezywają. Ale najgorsze jest to, że naprawdę, ale to naprawdę napadają na inne dzieci. Ci chłopcy to są dwaj bracia — jeden nazywa się Waldek, a drugi Robert. To byłoby wszystko o sąsiadach. Teraz należałoby jeszcze dodać, że od kilku dni ktoś jeszcze przybył do rodziny Karolci — jest to nieduży kotek, szary z białą mordką i różowym nosem, bardzo wąsaty i zawsze chętny do zabawy. Kotek nazywa się Gracja. Tak go nazwała ciotka Agata, zaznaczając przy tym, że jest to właściwie kotka, która na pewno ciągle będzie miała kocięta. Ale na razie przepowiednie ciotki Agaty nie sprawdzają się. Gracja jest jeszcze przecież sama kocim dzieckiem. Gracja lubi o zmroku przebiegać w dzikich susach przez wszystkie pokoje, a w dzień chętnie siedzi na oknie lub balkonie i stamtąd obserwuje biegającego po podwórzu, nieco krzykliwego, psa pani dozorczyni. Pies jest nieduży, bardzo gruby, ma wesoło zakręcony ogonek i nazywa się Nero. Jeśli Nero jest już zbyt hałaśliwy, Gracja podnosi się, wygina grzbiet i otwierając szeroko różowy pyszczek prycha i mówi coś w rodzaju: „Hiii", co zresztą również przypomina syk węża. W tej chwili to jednak nie jest najważniejsze. Najważniejszy był pewien deszczowy dzień — jeden z takich dni, kiedy na świecie jest bardzo nieprzyjemnie. Niebo było szare i tak było ciemno, że rano, mimo że to lato, zapalono światło. Deszcz padał drobniutki, ale na ulicy robiły się już spore kałuże. — Nie ma bułek — zauważyła zaraz z samego rana krzątająca się w kuchni ciotka Agata. — Ale nie wiem, czy można posłać Karolcię, bo deszcz pada. Żeby znów bardzo nie zmokła. Mama i tatuś szykowali się do wyjścia i jak zawsze śpieszyli się. — Oczywiście, że Karolcia może pójść po bułki! — zawołała z łazienki mama. —

— Jestem ci bardzo wdzięczny. że mnie wydobyłaś z tej szpary w podłodze pod ciemną szafą. — Umyję go — postanawia naraz Karolcia. A może nawet kilkadziesiąt. Niebieski koraliczku! — szepnęła ze zdumieniem Karolcia. zaraz. lutu. Jesteś taki maleńki. . — Lepiej słuchaj uważnie. — Przed Filomeną? — zdziwiła się Karolcia. to ty!. Zaraz. . Karolcia rezygnuje L oględzin wystaw.. — Ach. jak to dobrze trochę tak się rozciągnąć i poruszać. — Tak — zaczęła Karolcia niepewnie — ale jakoś trudno rozmawiać z tobą i tak dziwnie. Drobne monety pobrzękują w kieszeni płaszczyka...ś i mama nie mają czasu.. a za to coraz bardziej przezroczysty. Dziś. Filomeną.. a bańki rosną a rosną. że podskoczę jeszcze ze dwa razy. wyraźnie jednak już udobruchany. więc przynoszenie bułek jest obowiązkiem Karolci. Koralik zaczął rosnąć l powiększać się. Karolcia trochę niechętnie słucha tego polecenia. Jak to się si. Tyle |li! byłem nieruchomy.. gdzie zresztą przeleżałem chyba kilka lat. która mnie goniła. Schowałem się tam wtedy przed Filomeną. cóż to jest jeszcze na dnie kieszeni? Jest to coś małego..Och.. kto jesteś i dlaczego cię nie widzę! — Oczywiście. coś.. gdzie są najładniejsze zabawki w całym mieście. Na dlwartej dłoni trzyma teraz jaśniejący błękitem koralik. że nie zgubiłam! — oburza się Karolcia. W końcu wyglądał j Juk spora bańka mydlana. co trudno jest wydobyć. jak to przyjemnie — odzywa się naraz jakiś cienki. więc nie może pójść. Był teraz rozmarzony i poufały. — Doskonale. Karolcia wyjmuje je.ilo. — Ach. — Czy do mnie to mówisz? — spytała Karolcia i zaraz dodała: l w ogóle nie wiem.ikby lekkie oburzenie — czy doprawdy nie poznajesz mnie? Sama pi/ecież wyciągnęłaś mnie z tej wstrętnej szpary.. bo muszę z tobą pomówić. 18 ('lotka Agata narzeka ciągle na reumatyzm. Zaraz. szeroko otwierając oczy. — Ojej — głosik był teraz zniecierpliwiony. Ponieważ jest brzydko na świecie i wszyscy w domu śpieszą się do pracy. Skąd znam to imię?. ale nuty głosik — jak przyjemnie! Od wieków chyba nie kąpałem się!. Wtedy zaczął podskakiwać na dłoni Kiirolci. jak to było. ładne bułeczki przyniosłaś — chwali ciotka Agata — a resztę masz? Nie zgubiłaś? — Oczywiście.Tylko niech włoży ten stary płaszczyk. zaraz! O! Już jest! Przecież to błękitny koralik!!! — Karolciu! — woła tymczasem mama — myj ręce i siadaj tło śniadania! — Już idę — odpowiada Karolcia i wpada do łazienki.. to ci przeszkadza — głosik śmiał się cichutko i srebrzyście — na to znajdzie się zaraz rada.Proszę — zgodziła się zdumiona Karolcia. że zapomniała o nim? Zaraz. gdyż wsunęło się za pod-N/cwkę. Karolcia obejrzała się niespokojnie. I mocno mydli rę-i c a na środku prawej dłoni trzyma koralik... ale w łazience nie było niko»«>• — Można mnie jeszcze raz namydlić tym pachnącym mydłem odezwał się głosik. jak już było powiedziane. Coraz więcej robi się mydlanej piany. Ale trudno. — Ach. więc nie będzie można zatrzymać się po drodze z piekarni przed wystawą tego sklepu. I zaraz sobie przypomniała: — Aha! Czekaj! Filomeną. .. Pozwól. przy czym jednocześnie stawał się coraz mniej błękitny.. nareszcie zdecydowałaś się mnie poznać — gderał gło19 •Itf sik. szybko wraca do domu i wręcza ciotce Agacie llulkę z pieczywem. — No. że do ciebie mówię — w głosie czuło się teraz l. Patrz uważnie! • ^ 4? 20 Teraz zaczęły się dziać rzeczy dziwne.

mamo. gdyż nie mogę być tak długo bańką mydlaną. tak na próbę.. — Oj. Ol ó/.JKarolciu! — głosik był zniecierpliwiony. zaraz zjem — zgodziła się Karolcia. Na przy-lość muszę jakoś inaczej urządzać się z tym jedzeniem". zdarza mi lo bardzo rzadko..i/nych rzeczy?.. a ciotka Aga-iii miała właśnie zamiar pójść po zakupy. V < t u"' ". . ho. — No to proszę cię. i> ii-rn głodna. po pierwsze.. . jestem gotów spełnić twoje wszystkie życzenia.»• -vf? • ł). pożywną zupę — ucieszyła się ciotka. — Słuchaj. wytrzyj mnie teraz do sucha i schowaj dobrze. Potem. Karolciu. która przedtem była kora-fin..'! '*' . — O Boże! — szepnęła Karolcia. „Jutro już jednak zjem owsiankę — postanawia ze skruchą Ka-i"li ia — ale czy mogę używać pomocy koralika do takich mało i. Mama krzątała się jeszcze i ubierała. Uiu. — Dobrze. To tatuś wys/edł do biura. nie upuść mnie na podłogę. że zjadłam Mańkę i że będę wskutek tego silna i zdrowa. że nasza Karolcia nareszcie polubiła tę pyszną. przecież mówię wyraźnie: mogę spełnić każde życzenie fflłowieka. czy już umyłaś wreszcie ręce? — Mama dość gwałtownie otworzyła drzwi łazienki. Ale chcę. za chwilę znów stanę się k i H :i likiem. Niech owsianka w jednej chwili zniknie z talerza! — Ho." i i.Spełnić moje wszystkie życzenia? — zdziwiła się niezmierne Karolcia. który trzyma mnie w swej dłoni.. który zdołał jeszcze szepnąć: — Błagam cię. że niby tak grzecznie wszystko zjadła. 21 — Karolciu! — głos mamy był coraz bardziej zniecierpliwiony. a po drugie. — Karolciu.Mieniąca się błękitnie bańka mydlana. tylko co najmniej i:.. Chciałam kupić kurę.. A ja.Nie wiem. ściskając mocno w dłoni błękitny koralik. Wycierała teraz starannie koralik. — Mama! Mama mnie woMieniąca się bańka mydlana z cichym westchnieniem zmieniła się ifiowu w błękitny koralik.... f i 1 f «tl J fi % co BYŁO DALEJ . ale gdy pomyślę. widząc pusty talerz. „Ciotka Agata naprawdę jest bardzo dobra i troszczy się o nas — . bo potoczę się do jakiejś ciemnej dziury. . zdaje się. . szybko w myśli wypowiedziała życzenie. — Co ty tam robisz tyle czasu w łazience! Skończ z tym {Chlupaniem się. zjedz wreszcie śniadanie. — Jak to? Nie rozumiem. A tu ciotka w dodatku jeszcze zaczyna chwalić Karolcię wobec i n usia i mamy. czy dziś jeszcze coś dobrego dostanę — biadała. Proszę zjeść owsiankę. czy jestem zupełnie w porządku — myśli wobec ' o Karolcia — bo przecież ciotka Agata jest pewna. — Karolciu! Karolciu! — rozległ się nagle z pokoju głos Imamy. że wszystko stygnie.Teraz muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego — głosik bi/miał uroczyście. że trzeba jechać aż na i\ nt-k w taki deszcz!. — Umyłam — powiedziała Karolcia. a potem znów przysiadła na dłoni Karolci. więc to była twoja sprawka! — ucieszyła się Karol-• ni. Ciotka Agata denerwuje się. podskoczyła wesoło i nawet nie dwa razy. Błagam cię." Tymczasem w przedpokoju trzasnęły drzwi wejściowe. i jak ci się podobała historia z taksówką?.. bez żadnego wykrzywiania się. oszukałam poczciwą ciocię.nie. — Ach.. który jaśniał przedziwnym błękitem. — Słuchaj iiwa/. — Idę! Idę! — odkrzyknęła Karolcia. gdzie przeleżę znowu dziesiątki Ul.. żebyś pamiętała o jednej niezmiernie ważnej rzeczy.Nie wiem.

że dzieje się z nią coś ri/iwnego. czyja kura. — Muszę po wyjściu ze szpitala (mama pracowała w szpitalu) iść jeszcze załatwić parę spraw. i ta kura też była zaczarowana!. — I mama przytuliła Karolcię do siebie i pocałowała — Mamusiu. aby ci pomagać we wszystkim! — powiedziała z zapałem Karolcia również 24 t ulując mamę w policzek. chciałabym jak najprędzej być dorosła. objaśniła: — Na parterze jest dozorca. już nie ma tej kury? — dziwiła się tymczasem ciotka. — Czy prędko wrócisz. — Chciałabym. — Przepraszam. Spieszyła się jak zawsze. — Ach. co ja teraz zrobię! — Karolcia była najzupełniej zroz-p. mamo — powiedziała Karolcia i chciała ów przytulić się do mamy. Mama tymczasem ujęła ją lekko pod rękę i wyprowadzając ilu sieni. ubraną zupełnie dorośle.. — Karolciu — powtórzyła mama — gdzie jesteś? — Przecież tu jestem. niech tylko znajdę koralik! — O Boże — jęknęła mama — ja się bardzo śpieszę. 1 1 łeba na obrusie. Gdybyś była starsza.. kiedy to ja! — powtórzyła Karolcia. r *i 23 — Co z nią teraz zrobimy? Trzeba będzie chodzić od mieszkania do mieszkania i pytać. Życzenie ..|n >itiyślała Karolcia.IMI. gdzie się podział. która znów zajrzała do kuchni.." . że też ludzie nie pilnują swego drobiu! Mama wcale nie była zachwycona. I od razu • hciala poprosić koralik.Żywa kura! A sio! — krzyknęła z niepomiernym zdumie-. niech już lepiej ta kura zniknie" — pomyślała wobec tego Karolcia. Karolciu!. » o teraz będzie? Tymczasem marna denerwowała się: b\ — Ja pani nie znam! — powtarzała. Ą. — Pani się omyliła! — Kiedy ja jestem Karolcia..ic/ona. Pani na pewno przyszła do kogoś innego.. Lecz zanim to niebaczne zdanie zostało wypowiedziane do końca. . której pani szuka. że jest wysoką osobą. mamo. — Przepraszam. że nie wie. Trzeba coś kupić na obiad.ekonała się. Ale jesteś jeszcze na to za mała. — Pani pewnie iika naszych sąsiadów? Moja córeczka zaraz panią zaprowadzi do nich. — Wyf leciała z powrotem czy co? k No. — Czy nie poznajesz mnie. I naraz zauważy-11 /e jest wyższa od mamy. kto pani jest! — powiedziała ze 'liimieniem mama. Karolcia poczuła. — To mówiąc otworzyła drzwi. tobyś mogła mnie wyręczyć. żeby znów mogła stać się małą Karolcia. żeby nie musiała jeździć po tę i ił i 1 1 1 1. Karolcia w tej chwili spojrzała w wiszące naprzeciwko lustro i |n/.. dziobiąc z zadowoleniem okruchy . '/i js f H. i dy naraz z przerażeniem spostrzegła. n ciotka Agata. — Chętnie ci pomogę. • . Drzwi za ciotką Agatą zamknęły się. — Poczekaj. przyjrzyj mi się! — wołała . jej zostało oczywiście natych05 miast spełnione. mamo? 'ylko jestem zaczarowana. W tej chwili w kuchni rozległo się donośne gdakanie — piękna i --Kosz przechadzała się po stole. — Skąd się tu wzięła?! Widać przyfrunęła przez • •l no od sąsiadów. proszę II..ima. — Ojej.. ściskając w ręce koralik. — Ależ czego pani sobie życzy?! — krzyknęła przestraszona ni. nie wiem — westchnęła mama. Mama również ubierała się do wyjścia. to ja idę po sprawunki.. iiów Karolcia. r — Jak to. „Ojej. . ale ja pani nie znam! — Mamo. muszę już wyjść do pracy. odpychając lekko Karolcię. mamo — powtórzyła. On pani pomoże •naleźć tę osobę. mamo? — spytała Karolcia. i że iwet rna na głowie kapelusz. ale nie wiem. Też kłopot.

Aha. jak skakała Dorota. Zama< hała do niej ręką.j — Proszę pani! Przecież pani słyszy. . — Ale co będzie. Przystanął ogromnie zdumiony i powiedział grzecznie: — Przepraszam panią! — Co ty. Nie. Naraz usłyszała głos mamy: — Karolciu! Karolciu! — Zaraz idę — odpowiedziała Karolcia i przestała skakać. że rozpłakała się rzewnie. to powiedz. Ale jak go odnaleźć! A jeśli się nie znajdzie? Strach pomyśleć. więc po prostu poszła już spokojnie dalej. — Ja ci i •< i każę. że nawet nie zauważyI1 /e gromadzi się wokoło coraz więcej dzieci i dorosłych. kiedy będzie robiła porządki! Co począć? Ale swoją drogą to śmieszne. — Muszę koniecznie jak najszybciej odnaleźć koralik i znów stad się małą dziewczynką. tego już było za dużo! Karolcia nie wytrzymała. albo po prostu ciotka Agata wymiecie go. co to będzie!" To wszystko wydało się Karolci tak smutne. Karolcia. jeśli nie znajdę koralika? A jeśli upadł na podłogę? Mama już za nic na świecie nie wpuści mnie do mieszkania! A koralik albo wpadnie znów do jakiejś szpary. Niestety. Drzwi są . ale jak to zrobić? Przecież < . czy nie widziały gdzie Karolci. . Tak. Mama pyta teraz dzieci na podwórku. Łzy spływały jej po policzkach i szlochała głośno. którzy |. ale zaraz przypomniała sobie. — Dzień dobry! — ukłoniły się grzecznie Karolci. — Dzień dobry! — odpowiedziała Karolcia. Po drodze wpadła na jakiegoś chłopca. że wołam moją córeczkę. Przystanęła i nie wiedziała. przeszkadzały jej w tym wysokie obcasy. Na podwórzu pełno było dzieci. tak się martwi — pomyślała Karolcia. że nie trafiłaś — powtórzyła Karolcia. — Jeśli ją zobaczysz. la przejęta tym skakaniem na jednej nodze.'ł . Leszku.i /yglądają się jej ze zdumieniem. a spódnica plątała się naokoło nóg. że jest dorosła. Leszek! — chciała powiedzieć Karolcia. Agasiu! — krzyknęła. — Naturalnie. Ale co to? Mama wychodzi z domu? Lepiej będzie schować się teraz do sąsiedniej sieni — i tak już nic nie pomoże tłumaczenie. wyglądającą przez okno. że się jest jej córeczką. żeby zaraz wracała do domu. Dziewczynki — teraz mama zwróciła się do Doroty i Agasi — czy nie widziałyście Karolci? Nie wiem. a teraz idzie Leszek i mama też go wypytuje. 26 — Nie daj się oszukiwać. .(Ą i/. proszę pani? — oburzyła się I >orota. • l lojrzała do góry i zobaczyła mamę. Dorota i Agasia bawiły się w klasy. W dodatku była bardzo głodna. a potem nie było czasu na zjedzenie czegoś innego. Wobec tego Karolcia zsunęła się po poręczy. I tak i". Dorota jak zawsze oszukiwała. dusząc się ze śmiechu. które zamknęła za nią mama.. jak skakałaś.mama nie wpuści do domu obcej osoby. co się z nią dzieje! „Biedna mama. l w tej chwili Karolcia uniosła dwoma rękami spódnicę. aby jej mc przeszkadzała. i zaczęła pokazywać. A tymczasem Dorota 1 Agasia grały dalej. Nie zjadła przecież owsianki. co robić. mamo! * " < Ale mama okropnie się tylko zdenerwowała. 27 iii — Zaraz wracam. Warto by wrócić do domu i poprosić o cośkolwiek do jedzenia. 1 — Karolciu! Karolciu! Chodź do nas! — Idę! — odpowiedziała ochoczo Karolcia zapominając 0 swoim zmartwieniu i chciała zbiec szybko ze schodów. Był to Leszek. — Dorota Wcale nie trafiła do nieba! Sama widziałam! — Ja nie trafiłam do nieba? Ja. że mama mnie nie poznała!" »««n Naraz na podwórku ktoś zawołał: ? l. .' Xi y 1 m GDZIE JEST KORALIK? „Muszę zaraz z powrotem stać się małą dziewczynką — myślała zrozpaczona Karolcia stojąc pod drzwiami.

— A co byś zjadła? Może ugotować ci jajeczko? — O. — Bo to chyba pomylona panienka. Ciotka Agata stanęła jak wryta. że l jestem jej ciotką. || Rozglądała się nadal po podłodze. — Karolcia? Co ty robisz na podłodze? Wstań". ciociu! — zapewniała Karolcia. ••tylko szybko chwyciła błękitniejący tuż pod ścianą koralik. ty mnie poznajesz. Szybko. prawda. l Ale Karolcia nie odpowiedziała ani słowa. I — Ja zaraz cioci wszystko wytłumaczę. — jęknęła z rozpaczą . zaraz. Jakaś dziwna osoba. dziecko. Wtedy Karolcia. r r — O. Wcale l mi się to nie podoba!. l — A pani jest może córką tej mojej cioteczno-stryjecznej sio-• slry. wkrótce nadeszła ciotka. — Ach.. — Zaraz. Rzeczywiście. dała potężnego susa. Ciotka tymczasem już krzątała się w kuchni. że się znów zabrudził. Ale co się stało z tą panią. że nieznajoma klęczy i szuka czegoś f na podłodze — zupełnie zaniemówiła. l — Proszę pani! Co to ma znaczyć! Kto pani jest?! — krzyczała l pr/crażona tym wtargnięciem ciotka Agata. zaraz. kto pani jest — powiedziała ciotka ku rozpaczy Karolci. która wepchnęła się do mieszkania? Opowiadała. przy drzwiach. — Zaraz. Karolcia obejrzała uważnie koralik i ponieważ zdawało się jej. a dopiero co włożyłaś czysty fartuszek. Po chwili jednak odzyskała l głos: l — Czego tu pani szuka. która miała dziesięcioro dzieci? — zaczęła się dopytywać l ciotka. Tu na pewno musiał upaść błękitny l koralik.. — To umyj ręce i zaraz siadaj do stołu. moja pani? Najpierw mówi pani. I w tejże chwili na podłodze w przedpokoju siedziała Karolcia. przecież ja jestem Karolcia! — Karolcia? — zdziwiła się ciotka Agata. Nie chcę być dorosła. . — Dziecinko. namydliła go ostrożnie i obmyła wodą. zaraz przyjdzie ciotka Agata — ucieszyła się Karolcia — może wtedy uda mi się wejść do domu. aby wydobyć klucze. stanęła. bo ja jestem bardzo głodna! — wyjąkała Karolcia. Ale czemu uczesz? — Bo. gdy Karolcia podeszła do niej. Karolcia zaczerwieniła się i nic nie odpowiedziała. nie mówiąc już nic więcej. — Ciociu. chcę znów być małą dziewczynką! — szepnęła.1 Karolcia — zaraz. i dużo chleba z masłem. że jestem mała. To tu pod drzwiami stała wtedy. że się nazywa Karolcia. — Byłabyś mnie zgubiła — szepnął z wyrzutem koralik. Naraz krzyknęła radośnie: I1 — Jest! Jest! [l — Boże święty. To była okazja. szybko trzeba go znaleźć. przecież rj pobrudzisz.. tak — ucieszyła się Karolcia. — To dobrze — ucieszyła się ciotka. — Bardzo cię przepraszam — szepnęła Karolcia — to było naprawdę niechcący. — Dwa jajka i dużo mleka.Ale na to pytanie Karolcia nie dała na razie żadnej odpowiedzi.zamknięte. a co znów się stało? — zdumiała się teraz ciot-llku. o ile na to pozwalały jej wysokie obcasy. zaraz dam ci coś do jedzenia. l kiedy dokonała się ta przemiana. ciociu Agato? — Przepraszam. Ale naraz spostrzegłszy. Zasapana trochę. aby natychmiast pójść do łazienki. Na szczęście ciotka w tej chwili znalazła już klucz i otworzyła 28 di/wi. Ja już muszę pójść do szpitala. ale nie wiem. że jestem jej ciotką czy coś takiego. a co za Karolcia? Bo nie mogę sobie przypomnieć. Ale wiesz co? Mówiła. co ci przychodzi do tej główki — roztkliwiła si? 29 ciotka Agata. — Prawda.. a potem szuka czegoś w obcym mieszkaniu. ciociu. I potem dodała: — I bardzo się cieszę. Ale będę czekać na nią na górze. i znalazła się w przed-s pokoju. tylko rzuciła się jak l niosła najszybciej w stronę łazienki. ale pewnie zaraz nadejdzie ciotka Agata. Czyżby sobie poszła? — Poszła już.

Karolciu? — zajrzała naraz przez drzwi ciotka Agata. co może z tego wyniknąć. Szybko dokończyła mycia rąk i pobiegła do kuchni. zdaje się. Jest taka w maminym koszyczku z przyborami do szycia. położę się.. Bo dopiero zacznie się dopytywanie: A co to? A po co to? Karolcia wydobyła z chusteczki koralik i położyła go na dłoni. — Nie. tylko przyniosę okulary. że trudno ją zerwać. że może pójdą do kina. jaka byłam zrozpaczona. — To rzekłszy Karolcia wytarła go starannie i zawinęła w chusteczkę do nosa. nie. dziękuję — broni się Karolcia. Tylko czy można zasnąć. że jedzenie jest najlepszym środkiem na wszystkie choroby i na zmęczenie. mama i ciotka Agata opowiadały o tej dziwnej nieznajomej. różową. kochany mój koraliczku. że prze-« icż musi pomyśleć o całej masie niezmiernie ważnych rzeczy wiązanych z błękitnym koralikiem — a jak wiadomo.iczy. żeby nie zrobiła krzywdy Karolci! — E. — A może byś coś zjadła? Bo ciotka Agata zawsze uważa. Tak. że małe światło będzie się długo paliło — skwapliwie przytaknęła ciotka — dopóki nie zaśniesz. które wydarzyły się tego dnia. jeśli się ma takie kłopoty z koralikiem? — Będę ostrożniej wypowiadała swoje życzenia — postanawia Karolcia — bo nie wiem. że jednak jesteś jakaś rozpalona. — Oczywiście. I chyba trzeba będzie nawlec go na jakąś bardzo mocną nitkę. Ale temperatury żadnej nie było. Może najlepiej na jedwabną. o rzeczach 31 poważnych zawsze najlepiej myśli się wtedy. Może to początki odry? Nic więc nie pomogły zapewnienia Karolci. pod sukienką. ciociu. Agatko. że czuje się zupełnie dobrze. guziczek od twojej bluzeczki. że to guziczek! — upierała się ciotka Agata. To ". Karolcia wyglądała nie-\\ y raźnie. Zaledwie zatrzasnęły się drzwi za mamą i tatusiern. Ale to tak. — Niech ciocia go nie przyszywa! . to jest. Mama kiedyś mówiła. I przy tym można będzie nosić ją na szyi. — Jakaś nienormalna osoba — denerwowała się jeszcze mama bałam się. — Nie. żeby nikt nie zauważył. Cóż ty znowu masz tutaj? Aha. obracając w . — Kiedy to nie jest guziczek! — krzyknęła z przerażeniem Karolcia. że to jakaś daleka nasza krew-ii i — W każdym razie na przyszłość nie należy nie wiadomo kogo wpuszczać do mieszkania — zakończył rozmowę tatuś. I zaproponował mamie. Ale małe światło będzie się długo paliło. i nawet na wszystkie kłopoty. bo zdaje mi się. — Mam masę roboty. nie. A teraz zmierz temperaturę. Aniu (bo mama ma na mnę Ania) — otóż chwilami wydawała mi się nawet podobna trochę MD naszej Karolci. ciociu. Uważam. zaraz ci go przyszyję. — Nie śpisz. że należałoby jej zmierzyć temperaturę? Ciotka Agata była tego samego zdania. ta różowa nitka będzie doskonała. < . Byłam przekonana. Muszę teraz dobrze cię schować. — A pokaż rękę. — A Karolcia pójdzie wcześniej spać — zadecydowała mama. ciotka Agata posłała łóżko i zaczęła namawiać Karolcię do położenia się. Może się zaziębiła?! Czy nie id/Jsz. W końcu Karolcia zgodziła się — bo przypomniała sobie.. »<•* ł s. j ttr > Przy obiedzie wszyscy w domu — oprócz Karolci — rozma-• i iii o niezwykłych historiach.Wyobraź sobie.'>uiw. żeby mu się dobrze przyjrzeć jeszcze raz. jeszcze nie jestem śpiąca. Powiedziała więc: — Dobrze. że jest jakaś niewyraźna. — Ja dziś chętnie zostanę w domu — oświadczyła ciotka.t _• -\ 32 — A mnie się zdaje. — A może ci usmażyć omlecik? i — Nie. na mnie nie zrobiła wrażenia takiej groźnej — broniła i n >tka Agata — a nawet wiesz. co ci powiem. ciociu. kiedy się leży w łóżku.

— Proszę bardzo — zapraszała gościnnie ciotka Agata — dobrze. ale ciastek nie ubywało. chętnie bym zjadła ciastko z kremem. niech państwo pozwolą — zapraszała gościnnie ciotka. co U) jest właściwie. ale to nic nie szkodzi. . parasolem. ciastko z kremem. Listonosz jadł ciastka bardzo szybko i co chwila jak kot oblizywał swoje długie i sumiaste wąsy. No tak. powiedz tak naprawdę. Przyznam ci się. — Ach! Nie mów tego ciociu! — chciała krzyknąć Karolcia. •« &vws< : *ł 34 l Wtem znów ktoś zadzwonił. to znaczy tak — zaczęła plątać się nieznajoma. na półce z książkami. Jak się okazało. — Co prawda ja państwa jeszcze nie znam. Ale było już za późno. nawet na oknie stały tace pełne ciastek z kremem. bardzo dziękuję! Zerwała się szybko z łóżka i błyskawicznie pochwyciła porzucony przez ciotkę na stoliku koralik. tylko tak mówisz. — Pójdę otworzyć — powiedziała ciotka. — Przyszliśmy z wizytą — powiedzieli i od razu zabrali się do jedzenia. przy czym 0 mało co-nie udławiła się. — Może pani spróbuje? Zdaje się. — Zarazi Zaraz — ciotka obracała dalej koralik w palcach 1 mówiła teraz z rozmarzeniem — bo ja. — Karolciu — zawołała ze zdumieniem ciotka Agata — czyżby ktoś przysłał nam tyle ciastek? A może to są dziś moje imieniny. ciociu. „Kiedyś przecież skończą się te ciastka — myślała Karolcia. że pan przyszedł. Nawet nie jedno.. — Że też ja nigdy nie pamiętam 0 tych moich okularach! I zawsze je gdzieś zostawię. ale jednocześnie rozglądała się po pokoju. Mogłabym zjeść całą tacę ciastek. Tace z ciastkami napływały dalej. Karolcia ** "(t « Y* j Wtem jak na zamówienie ktoś zadzwonił. — Dobry wieczór — powiedział — przechodziłem akurat w pobliżu i tak sobie pomyślałem — dlaczego nie miałbym państwa odwiedzić. oczywiście nieopatrznie pomyślała o tych gościach. — Proszę. choć to był już wieczór — c/y nie przeszkadzam? — Skądże znowu — odpowiedziała ciotka Agata.. Ledwie ciotka wypowiedziała te słowa — okulary cicho przyfrunęły z sąsiedniego pokoju i usadowiły się na jej nosie.palcach koralik. — Dziękuję — kiwnęła głową pani w kapeluszu i z parasolem. Karolcia zdrętwiała. a może byś coś zjadła? Nie? E. a na pewno /jadłabyś tak na przykład. — Dzień dobry — powiedziała. że nawet więcej.. i już są. co to jest. — /gubiłam drobiazg. Była to jakaś pani w kapeluszu i y.. przyznam ci się. że nie ma dziś u nas gości". na krześle. „Co to będzie — myślała z trwogą Karolcia — jeśli on sam nie zje tych ciastek". Nawet dość ładny. Co? — Nie. — Właściwie szkoda. przybywało ich coraz więcej. tobym zaraz zobaczyła. 1 niby to jadła ciastka. Czy pani czasem go nie widziała? Taki nieduży niebieski koralik. no co?! No. że dziś są moje imieniny. ba. Karolciu. który właściwie nikomu i na nic nie jest potrzebny. mamy dziś pyszne ciastka. Żebym je miała MU nosie.. Ale za chwilę znów rozległ się dzwonek i weszli jacyś państwo z oficyny z trojgiem dzieci.. powiedzmy. bo ciągle sama też jadła te ciastka. Wokoło — na stoliku. nie — zaprzeczyła gwałtownie Karolcia — ale oddaj mi już. — Czy pani czegoś szuka? — spytała ciotka Agata. tylko ja o tym zapomniałam? Ach! Jakie pyszne ciastka! Spróbuj! — Wcale nie spróbuję! — wrzasnęła niezupełnie grzecznie Karolcia. — No. ten mój koralik. No i odwiedziłem. — Nie. dzwonił listonosz. patrzcie — zdziwiła się ciotka Agata — a przecież je mam! Że też ich nie zauważyłam! Niech no ja się teraz przyjrzę. skacząc między tacami pełnymi ciastek. Rzeczywiście! Miałaś rację! To wcale nie jest guziczek. Co gorsza. tylko jakiś koralik. Tylko co komu po jednym koraliku? Ale słuchaj. Ale zaraz poprawiła się: — To znaczy.

Karolciu! Już pora. AUTOBUS I INNE RZECZY Kiedy nazajutrz Karolcia obudziła się. t. aby ciastka. To Piotr. Karolciu — powiedziała mama — za tydzień wyjedziemy na wieś. znów padał deszcz. mrucząc: — Ależ miałam śmieszny sen: śniły mi się ciastka z kremem. to co ja będę dziś robiła przez cały dzień w domu? — westchnęła Karolcia. A teraz już zaczyna się 37 pchać cały tłum ludzi. — Tylko nie przewróćcie całego mieszkania do góry nogami. a w fotelu przy łóżku drzemała ciotka Agata. — To mój koralik — zasyczała Filomena (bowiem już nie ulegało wątpliwości. czerwony autobus. bo ją odepchnęli. naturalnie. że musimy jeszcze poczekać. Żeby tylko autobus nie był zbyt zatłoczony. — Tak! To ten! — wrzasnęła radośnie nieznajoma. I Karolcia dopiero teraz spostrzegła. nie przewrócimy — zapewniają wobec tego Piotr i Karolcia. jakby coś ci dolegało. I wyciągając szponiaste palce powiedziała groźnie: — Oddaj mi natychmiast! Ale zanim zdołała go odebrać — Karolcia wypowiedziała w myśli życzenie. aż dostanę urlop. I stoi teraz biedul-ka. nie..— Czy to ten? — spytała ciotka oblizując się i wzięła do ręki koralik. No. czy mogą dziś bawić się razem. ale . mocnej nitce na Karolcinej szyi. czy mama wsiadła! — woła Karolcia tło Piotra i pociąga go w stronę okna. że jest mokro na świecie. Zwłaszcza kiedy ciotka Agata wyjdzie po zakupy. A mama jest pierwsza w kolejce i wsiada spokojnie i wygodnie. było już bardzo późno. która zbudziła się po chwili. Widzisz przecież.. Właśnie nadjeżdża autobus i wszyscy ogromnie się pchają. który Karolcia na chwilę położyła na swojej kołdrze. Krople ściekały po szybach. ale już śpij. — Ale jestem naprawdę zupełnie zdrowa — zapewniała Karolcia. <7l)'t\ . Rzeczywiście.(> 4 . — Chodź! Zobaczymy. — A czy będę mogła zejść na podwórze? — Tylko wtedy. — Naturalnie. goście i Filomena zniknęli jak najszybciej z jej pokoju. Tatuś dawno poszedł do pracy. wystarczy przecież dotknąć koralika i wyszeptać życzenie. Może poczytasz albo może kto przyjdzie do ciebie pobawić się? Ale ja już muszę się śpieszyć. {'{' ii". Na przystanku autobusowym stoi już tłum ludzi z parasolami. a ciotka Agata o wszystkim zapomniała. mama nie wsiadła. że to ona była). że poprosi koralik o pusty autobus dla mamy. — No co.. I postanawia. I sadowi się na najlepszym miejscu. zajmij się czymś. piękny. ten z góry. Tak. — No trudno. ma taki sam długi. Ale wiesz. Karolciu? Nie boli cię głowa? — dopytywała się troskliwie. że jest ona niezmiernie podobna do tej sprzedającej z działu zabawek w domu towarowym. kiedy przestanie padać. przyszedł zapytać. jakaś staruszka usiłuje wsiąść.1 r a. Karolcia widzi to doskonale. Nie lubię w czasie deszczu moknąć na przystanku. a mama mówi „do widzenia" — i szybko zbiega ze schodów. Wtem słychać dzwonek przy drzwiach. No. przy oknie.. Zostało ono zresztą błyskawicznie spełnione. Karolcia kiwa ze zrozumieniem głową. którzy nadbiegli. O. W pokoju paliła się niewielka lampka z abażurem — zwana przez Karolcię małym światłem. Ale Karolcia uśmiecha się — mama na pewno zaraz wsiądzie. Było ich bardzo dużo. ależ tak. A koralik jest zawieszony na jedwabnej. I oto w tejże samej chwili na przystanek zajeżdża pusty. a mama szykowała się właśnie do wyjścia. zupełnie nowy. 1 36 — E. bo już późno. — No. — Wczoraj wyglądałaś mi tak. że możecie — zgodziła się od razu mama. spiczasty nos! Tak! Nie ulega najmniejszej wątpliwości! To jest Filomena! I Karolcia błyskawicznie w ostatniej chwili zdołała wyrwać koralik z ręki ciotki Agaty. i moknie.

że fruwasz. co właściwie byłoby niemożliwe do zrobienia. Zaraz mogę to zrobić.. że Icraz może założyć się o nie wiem co. uniosła się w powietrze. — Przecież to drobnostka dla mnie. żeby zadziwić Piotra. A Piotr tymczasem namyślał się. nie pamiętając już zupełnie o tym. ku niepomiernemu zdumieniu Piotra. A przecież człowiek nie może fruwać. coś. — A dlaczego nie miałabym fruwać? — oburzyła się Karolcia. Teraz wszyscy na ulicy ze zdumieniem patrzyli. co się tak namyślasz — niecierpliwiła się Karolcia. różne rzeczy. powiedziałam. ja tego nie mogę zrozumieć. W tejże chwili okno otworzyło się i Karolcia. jakim sposobem znalazłaś się tam na dole i wróciłaś. Tylko wiszący na jej szyi koralik jaśniał jak błękitny kwiatek unoszący się w powietrzu. — Ja też chciałabym być na dole i dać mu porządną nauczkę! — krzyknęła z zapałem. na przykład.. że wszystko potrafię — zawołała uniesiona pychą Karolcia. podskoczyła do góry i trzasnęła dryblasa piąstką w nos. — Taaaak?! — zdenerwował się teraz z kolei Piotr. nie wmówisz przecież we mnie. — E. nie chciałby go oddać. Myślisz. które miał spełnić koralik. co mi tam znaczek z Australii — Karolcia uważała. — Jak to? E. żeby wymyślić coś niezmiernie trudnego. czy potrafiłabyś. Karolcia powtórzyła: 38 l — Nie wierzysz? Mogę zrobić. — Oj! Dałbym mu nauczkę. lecz niebacznie Karolcia. — Mogę robić. że ci uwie-r/ę? — szydził Piotr. że mogę się założyć! Nawet o mój znaczek z Australii. — Wychodzę na chwilę do miasta — powiedziała. — Globus — powtórzył ze zgrozą. — Rozłożyłaś tego drągala jak należy — powiedział z uznaniem. — Ratunku! — darł się dryblas. Potem przetarł szybko oczy rękami — bo mu się zdawało. zaraz.. czy potrafiłabyś. — Taka jesteś ważna? A na pewno nie potrafisz stać się. Przecież to niemożliwe. Ja mam klucze. Musiało mi się to po prostu śnić! — Wcale ci się nie śniło. — Tylko.. jeśli zechcę. dasz mi swój globus. Ledwie zamknęły się drzwi za ciotką Agatą. aby za chwilę znaleźć się w pokoju. globus! Globus był największym skarbem Piotra i tak za byle co. Najwyraźniej widziałem. Nie wierzysz? W tej chwili weszła do pokoju ciotka Agata. — O globus mógłbym się /ałożyć. — Jak przegrasz.{•» 39 A Piotr? Warto było zobaczyć jego zdumiony minę! A potem zaczął wołać: . jak mała dziewczynka. a następnie spłynęła na ulicę i znalazła się na przystanku autobusowym obok tego wstrętnego chłopaka. — E. — Tak? No. Piotr stał przy oknie z ustami otwartymi ze zdumienia. -t w om/.. po czym szybko zaczęła uciekać.. co tylko mi się spodoba.. lekkomyślnie. Ba. że naprawdę fruwałaś. Stał ze zmarszczonym czołem i powtarzał: — No. gdybym tak w tej chwili był na dole! — odgraża się Piotr. aż się przewrócił. — No. uczesana w kitkę. na przykład.. — Bądźcie przez ten czas grzeczni i nie otwierajcie nikomu drzwi. że chyba to wszystko to tylko sen. Tu Piotr zatrzymał się na chwilę. śmieszna jesteś z tymi przechwałkami. to zaraz zobaczysz! I w jednej chwili Karolcia stała się przezroczy sta jak szkło. że obiecywała sobie ostrożnie wypowiadać życzenia. niewidzialna! — Niewidzialna? — Karolcia wzruszyła ramionami. trzymając się za nos.wstrętne. — Mów prędzej. a Karolcia znów podskoczyła i uniosła się w powietrze.. czy potrafiłabyś. duże chłopaczysko odpychają. — Ojej. Korciło ją ogromnie. — Ee tam — mruknął powątpiewająco Piotr — tak wiadasz! — Co? Ja opowiadam? Może chcesz się założyć? — Pewnie. gdybyś na przykład potrafiła.

— Dobrze. to rzeczywiście mogłaby być pyszna zabawa.. gdzie jesteś! — Atu! — zawołała Karolcia. kiedy ja jeszcze jestem niewidzialna? — zdumiała się Karolcia. To mówiąc. że schowaliście się za tapczanem. gdyż było to krzesło naprawdę ciężkie. — Słucham. towarzyszyło temu jednak lekkie postękiwanie niewidzialnej Karolci.. gdyby się w porę nie usunął.. ciotka Agata ruszyła w stronę okna. Tak! Teraz wreszcie Piotr uwierzył w jej niewidzialność. Byłaby właściwie wpadła na niego. — A tu jestem! — Karolcia dotknęła ręki Piotra. I wyszła z pokoju. ciociu. tak się przestraszył. — Jakże mogę cię gonić. — Wygrałam od ciebie globus. gdzie jesteś. + 40 — Ach. — Aha! — cieszyła się teraz Karolcia. ty się tylko tak schowałaś! — Wcale się nie schowałam — odezwał się tuż obok głos Ka-rolci i Piotr poczuł. a ja jeszcze ciebie widzę! M — Ja ciebie też teraz widzę! — powiedział Piotr. Aż podskoczył. żeby się stało? — Jeśli naprawdę jesteś niewidzialna. — Powiedz. Ale czy się uda? Czy życzenie będzie ważne i wobec Piotra? 4-) Należy jednak spróbować. że tu coś leży na podłodze — mruknęła i hucznie spojrzała na posadzkę. gdybyśmy tak oboje byli niewidzialni. bo ruszyła dalej.. aby dotknąć jej ramienia. potrącając po drodze niewidzialnego Piotra. nawet o mało co nic przewróciła się przez wysuniętą Karolciną nogę. — Jak to: mnie widzisz.. — Ale już lepiej wyjdźcie z tej kryjówki i umyjcie ręce przed (t-clzeniem a ja tymczasem otworzę tu okno. Szła prosto na K uroicie. gdzie się schowałaś? — Wierzysz więc. — Oczywiście! Proszę bardzo! W tej chwili krzesło uniosło się jakby samo do góry. Nic jednak tam widać nie dostrzegła. mimo że ciebie nie widać? Karolcia roześmiała się. — Sama nie wiem. — Przysięgłabym. (M — Uwaga! Może zaraz staniesz się niewidzialny! Czy już jesteś niewidzialny? Bo już powinieneś być. że mogę. to czy na przykład potrafiłabyś podnieść do góry krzesło. błagam cię! Zrób to — prosił Piotr. Ale już pr/estańcie z tym chowaniem się. Deszcz już przestał pa(lilĆ. Stał z otwartymi ustami. W tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju weszła ciotka Agata. że jestem niewidzialna? — Wcale nie wierzę! Uwierzę dopiero wtedy. — Czy jeszcze mam coś zrobić? — zabrzmiał uprzejmy głosik Karolci. Karolciu — zawołał naraz Piotr — a czy ja też mógłbym być niewidzialny? — Ty niewidzialny? — głos Karolci był teraz niepewny. — Goń mnie! . — Pomyśl. jak moglibyśmy we dwójkę pysznie się bawić.. — Tak. jak stanie się coś bardzo dziwnego. I wyciągnął rękę. tak jakby Karolcia tam wcale nie stała. wahający się. ale przestańcie się chować i zaraz pi/yjdźcie do kuchni. wygrałam! — Dosyć tego! — wołał teraz Piotr. Ba. ciociu — odpowiedziała Karolcia — czy możesz mnie i Piotrowi dać coś do zjedzenia? — Oczywiście. Karolciu. to znaczy.. — Cóż więc chcesz. zagapiony. — Przestań — krzyknął — cóż to za niemądre żarty! Powiedz lepiej. •. Tak.. kiedy nie wiem. to sobie zabierzecie kanapki z szynką. że go ktoś ciągnie za sweter. to jest nie. dziękujemy.. stając na progu. — Karolciu! — zawołała./ . — Ale ja ciebie na pewno widzę — zapewniał Piotr. Potem ciotka Agata zawołała jeszcze: — Wiem na pewno.— E.

obydwoje jesteśmy na dobre niewidzialni — szepnął radośnie Piotr. wtedy gdyśmy stali tuż prawie obok niej. — Tylko przedtem musimy zajrzeć do kuchni. lepiej jeszcze się upewnić — zabrzmiał szept Ka-rolci. — Hura! Jednak jesteśmy niewidzialni! — Czy jesteś tego pewien? — spytała Karolcia. I nikt tego Waldka nie żałował. I teraz też — patrzcie tylko.41 — Hura! — zawołał wtedy Piotr. że powinna zabrać z balkonu suszące się tam ście-icczki. że wpadła do kałuży! Za Agasią wepchnął do wody Janie. jednak. — Poczekaj. — Dzień dobry! — odpowiedziała niepewnie pani Kowalska i mzejrzała się wokoło. czy nas kto zobaczy. kiedy naraz przypomniała sobie. Zwłasz-c/a młodsze dzieci lubią chlapać się w nich i puszczać papierowe łódeczki. Piotr miauknął wobec tego cichutko. Ciotka Agata czeka na nas z drugim śniadaniem.' U' V$V ' l l . ktoś idzie! . pchnął tak Agasię. Pani Kowalska znów się obejrzała. I nawet o mało by cię nie rozdeptała! — Prawda — szepnęła Karolcia — ale dlaczego ja widzę ciebie. W przedpokoju rozległ się jakby tupot małych stóp i dało się słyszeć trzaśniecie drzwi. czy nie. l m u . że twoja ciotka była najpewniejsza. — Musimy spróbować. Pobiegli więc szybko w stronę Waldka. aż usiadła ze zdumienia. żeby dać porządną nauczkę temu Waldkowi.« Rzeczywiście z góry schodziła sąsiadka. A wszyscy naokoło stali i aż się trzymali za boki ze śmiechu. kiedy naraz z sąsiedniego bloku wypadł Waldek. a potem s/ybko zimną wodą przemyła sobie oczy. Deszcz przestał nareszcie padać i tylko gdzieniegdzie pozostały spore kałuże. — Najlepiej będzie.. pani Kowalska. że ukryliśmy się gdzieś. niewidzialny Piotr popchnął go z całej siły. kiedy duży Waldek klapnął naraz w sam środek błota jak żaba! To Piotr. To będzie najpewniejszy dowód. — Ależ oczywiście. kici". I obejrzał się — ale nikogo za sobą nie zobaczył. a potem zaczęła wołać: „kici. który każdego bil i nikomu nie dał przejść spokojnie. Zadowoleni zbiegli co prędzej na podwórze. A Piotra i Karolci wcale a wcale nie widziała. — No widzisz. Ale za chwilę znów rymsnął w błoto — to niewidzialna Karolcia chwyciła go za nogę. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie — była to nareszcie prawdziwa okazja. Bułki z masłem i szynką leżały na talerzykach. tak że stracił równowagę. — Ale możemy się przecież przekonać. Przecież sama się przekonałaś. — Uwaga. — Kto mnie pchnął?! — ryknął rozzłoszczony Waldek. Kiedy wróciła do kuchni. czy jesteśmy niewidzialni. że już zrobiłam kanapki — mruknęła. podskakując z zachwytu. Bo widać myślała.4 s" . jeśli zejdziemy na podwórze — zaproponował Piotr. — Dzień dobry! — powiedzieli Piotr i Karolcia grzecznie. że jej kot idzie za nią po schodach. A kałuże — wiadomo — wspaniała rzecz. tylko .1 itf ''> Ą ^ A r n * t HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY! Ciotka Agata nalała mleko do kubeczków. Więc i teraz Agasia i dwoje jeszcze młodszych dzieci przykucnęło nad rriałym jeziorkiem i zabierało się do budowy tamy. — Prawda — ucieszyła się Karolcia. Bardzo to śmiesznie wyglądało. jak się zdaje. a ty widzisz mnie? — Bo prawdopodobnie niewidzialni ludzie widzą siebie nawzajem — powiedział Piotr. — Sen mnie zmorzył czy co? Zdawało mi się. chociaż stali tuż przy niej. — To dobry pomysł — przytaknęła szczęśliwa właścicielka niebieskiego koralika. Podbiegł do kałuży i za43 raz zaczął ochlapywać dzieciarnię.

tym! I Karolcia ujęła w swoje dwa niewidzialne palce wiszący na jedwabnej. co by teraz zrobić. że to Karolcia pędzi na hulajnodze pozostawionej przy ławeczce przez Dorotę. a potem zaczęła uciekać. Dorota. jakbym miała znów ze dwadzieścia lat. że taki dla wszystkich jest niedobry! No.. Tak mi siły wróciły! Pewnie po tych ziółkach.. jakby oczom nie wierzyła.. Naraz Karolcia roześmiała się. Za to zdarzyła się i. że mama będzie tam co najmniej dwie godziny. . „.wszyscy mówili. / < „ Karolcia spojrzała na niego dumnie. — Wiem doskonale. Wszystko przepadło! . jakby na zawołanie. ale zaraz przestaje rozmawiać z panią Kozłowska. pani Kozłowska ma sama nieść to wszystko na górę? — Niemożliwe — mówi szeptem Piotr do Karolci i zaraz podbiega do pani Kozłowskiej. — Przecież możemy wyjść i sami zatrzasnąć drzwi. — Zapominasz zupełnie o.. Piotr zawsze jej pomaga zanieść kosz na górę. co się tam dzieje. Nie martw się o mnie.. właśnie. Wreszcie Piotr zaproponował: — Wiesz co? Chodźmy do tego wielkiego domu towarowego. różowej nitce — błękitny koralik! . gdy już list był napisany.. że jest w tej chwili niewidzialny. Ujmuje za pałąk kosza i niesie. A pani Kozłowska strasznie się cieszy. które piję". — Rety! p . to z Waldkiem byłoby załatwione! A co dalej robić?!. Idę się troszkę pobawić z Piotrem. i nawet tak mówi do jakiejś sąsiadki: „Tak się dobrze dzisiaj czuję. proszę pani. Naprawdę! I wtedy to wyglądało tak. co powiedzieć. Chodź. sama się przekonasz. Piotr! Nie ma się czym przejmować. a dziś — jakbym piórko niosła.im zupełnie inna historia. Wczoraj to ten kosz taki wydawał mi się ciężki. Twoja kochająca Karolcia. Bo oto.ii aż będzie się okropnie martwiła. jakby ją hulajnoga rzeczywiście goniła.+^..legło się trzaśniecie drzwi i zgrzyt klucza w zamku. Oto idzie na przykład miła pani Kozłowska z drugiego bloku i dźwiga ciężki kosz ze sprawunkami. a my też bodziemy w porządku! Drzwi w mieszkaniu Karolci były zamknięte. gdzie się podziałem! Zaraz. Tak. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie. a mama zabrała klucz. jeśli mama zabrała klucz. Hm! Roboty znalazłoby się dosyć.. bo naraz Leszek.i/. ludzie: hulajnoga sama jedzie po chodniku między trawnikami! Oczywiście łatwo się można domyślić. Sąsiadka nadziwić się temu nie może. za-i. — — Ojej.yła i nie wie. usta otwor/. Do mieszkania Piotra było łatwiej się dostać. Ale list udało im się wsunąć przez szparę. Czy przez to. Tam się trochę pobawimy! — Świetnie — zgodziła się Karolcia. Kochana ciociu Agato. że dobrze mu tak za to. to może do ciebie wróci. i« | — Jak to: nie ma! — wrzasnął Piotr. a 44 A Dorota też stanęła. . — Kiedy ich nie można w ogóle otworzyć. że kosz taki lekki. I w tej chwili. a ja do mojej mamy. zaczął wołać: — Patrz. — Jesteśmy zamknięci! — zawołał rozpaczliwie Piotr. nawet hulajnoga od ciebie ucieka! A znów jedna dziewczynka zaśmiała się: — Jak ją grzecznie poprosisz. To mama wyszła. co by zrobić wobec tego? Słuchaj! Już wiem! Napiszemy listy ty do ciotki Agaty. jakby w kamień zamieniona. — Ale co będzie. jeśli ciocia zobaczy przez okno. Piotr był bliski łez. Aż oczy przeciera — bo patrzcie.. że mnie nie ma na podwórzu? — Ha.. to samo będzie i z moją mamą. nagle m/.„. 45 — Dlaczego? — zdziwiła się Karolcia. prawdopodobnie do dentystki.^ . Ale w końcu znudziła się ta zabawa Karolci i zaczęli się z Piotrem namyślać. hulajnoga zawróciła i zaczęła pędzić w stronę Doroty! To dopiero było! Dorota najpierw stała. Będą spokojne. drzwi były zamknięte. który akurat wybiegł na podwórze. Naturalnie że /. tylko gapi się na drugi koniec podwórka i napatrzyć się nie może.

że sprawa jest zupełnie beznadziejna. jeśli nie posłuchasz — groził dalej Piotr. — Zaraz mu damy nauczkę — zdecydował Piotr. zupełnie niespodziewanie. że zna się na takich rzeczach. — Co chciałyście przez to powiedzieć? — zawołała Karolcia. że masz niebieski koralik. żeby o nie nie zawadzić. To było naprawdę strasznie śmieszne! Można było zapukać w szybę albo niespodziewanie powiedzieć coś do kogoś. Spojrzeli w dół i zobaczyli z ogromnym zdumieniem. aby ratować przyjaciółkę. Trzeba więc było koniecznie natychmiast zawrócić. Karolciu. — On sobie może coś złego zrobić. że nawet nie wie. Parę uderzeń mocnymi dziobami i oto sukienka już się odczepiła. ale gawrony już odleciały.— To co zrobimy? — zapytał teraz Piotr zachwyconym szeptem. na co się naraża. /c naprawdę mógł wypaść. — Jak cudownie tak płynąć w powietrzu! — zachwycała się Karolcia. Już zdawało się. Znów więc lekko płynęli nad miastem. Unosili się teraz lekko nad ulicą. gdy nagle i zupełnie nieoczekiwanie zjawiła się pomoc ze strony dwóch sympatycznych gawronów. Uf — Czy wy nas widzicie? — zdziwiła się Karolcia. tak bowiem stali się zwiewni. — To przewody elektryczne linii tramwajowych i trolejbusowych — objaśnił Piotr z niejakim zadowoleniem. kiedy mijali pewną wysoką kamienicę. który był widoczny z daleka. Tak właśnie 46 zdarzyło się. Natychmiast też okno otworzyło się i Karolcia razem z Piotrem wyfrunęli. Obejrzał się — gdzie jest Karolcia? Co się z nią stało? Dopiero po chwili spostrzegł ją. że nie należy używać go zbyt lekkomyślnie. — Nie strasz dziecka! Nie pozwolę ci.. — Niech tak będzie — kiwnęła głową Karolcia i znowu ujęła w palce niebieski koralik. Karolcia zdenerwowała się tym ogromnie. a Piotr powiedział mo/liwie grubym głosem: — Nie wolno włazić na okno! Rozumiesz? — Ro. — Kiedy ja tylko tak! Na postrach! — uspokoił ją Piotr. ale ponieważ bali się. tylko pamiętaj. — Musimy uważać. Wspólnymi siłami ściągnęli malca z okna. Nie było to wcale łatwe! Wiatr znosił Piotra ciągle w bok i ani rusz nie mógł skierować się w stronę wzywającej pomocy Karolci. > i — A przecież my jesteśmy niewidzialni! — Ale jesteście niewidzialni tylko dla ludzi! Wiemy poza tym. zaczepioną brzegiem sukienki o jakąś antenę telewizyjną. Wylądowali na tarasie. J> — Oczywiście — oświadczyły zgodnie gawrony. Było to jednak niebezpieczne. — Patrz! Możemy zaglądać do okien wszystkich domów. Piotr zorientował się. — Tciaz możemy go zostawić i pofruniemy dalej. -^ . — Jak wyjdziemy stąd? Czy dałoby się — tu zawahał się — czy dałoby się wyfrunąć przez okno? — Czemu nie? Naturalnie że możemy. aby wyrazić odpowiednie życzenie.. gdyż od czasu do czasu wiał dość silny wiatr. W mieszkaniu mi irzecim piętrze jakiś malec wyglądał przez okno i tak się wychylał. Istna pajęczyna. które widząc całą historię. abyś miał go zbić! — izeptem broniła malucha Karolcia. . Przysiadali dla zabawy na chwilę na dachach lub na balkonach i unosząc się znowu w powietrze gonili się naokoło wszystkich kominów fabrycznych. pośpieszyły na ratunek. Chwycili się znów za ręce i teraz już frunęli prosto do domu towarowego. Zatrzymali się więc teraz przy tym oknie i wpłynęli do mieszkania. że lada podmuch wiatru może ich rozdzielić. — Widać został sam w domu i taki z niego głuptas. a ją wiatr szczęśliwie zaniósł w stronę Piotra. że nad ulicami rozpościera się jak gdyby sieć z drutów. gdzie była urządzona kawiarnia. który mógł ich łatwo rozdzielić. Albo też od razu znaleźć się w sklepie?! Jak wolisz? — Lepiej wyfrunąć przez okno — zdecydował Piotr — a potem żebyśmy od razu byli w sklepie. więc schwycili się za ręce. on na pewno wyleci! — denerwowała się. że leci samotnie. W pewnej zaś chwili. — Ach! Jakież mam pragnienie — oświadczyła Karolcia na widok osób pijących przez . rozumiem — odpowiedział malec rozglądając się niepewnie wokoło. Bo w ten sposób będzie okropnie śmiesznie. — Bo dam ci w skórę.

że musimy znów stać się widzialni? — Trzeba się nad tym zastanowić. Ruchome schody zapchane były ludźmi i wcale nie łatwo było na nie się dostać. — Aaaaach! Aaaaach! — zdenerwowała się sprzedająca. — E. Czy są owocowe albo śmietankowe? A może będą pistacjowe? Zbliżyli się do dużego bufetu. wiesz co? Lepiej już zostańmy niewidzialni. to nas mogą niechcący zadusić — rozsądnie zauważył Piotr — co wobec tego zrobimy? Może poprosisz. . — Ach! A tymczasem zobaczymy. Zatrzymali się więc na chwilę na następnym piętrze przy stoisku z butami. — Właściwie to wolałabym lody! Owocowe i śmietankowe. Jeszcze się pogniewa. — Pewnie. — Wiesz? Postraszymy ją trochę. co byłoby lepsze. jak panienka w białym fartuszku nakłada porcje lodów. kiedy jesteśmy niewidzialni? Czy myślisz. bo niegrzecznie rzucała na ladę pudełka z butami i nikomu nie chciała podać innej pary. — Służę ci — powiedział elegancko Piotr — mam właśnie jeszcze trochę pieniędzy z moich oszczędności i mogę cię zaprosić! — Ale wiesz? — rozmyśliła się Karolcia. której ten pomysł wydał się zupełnie niezły. sprzedająca widać była w niezbyt dobrym humorze. co będzie dalej. Tylko rób to samo co ja! — I Piotr szybko schwycił z półki parę męskich butów. jeśli jakieś buty były za ciasne albo za luźne. i przyglądali się. Tu. Chodźmy do zabawek! — Ojej.łapiemy szybko po porcji lodów. Chodź. nie jest bardzo uprzejma — zauważyła Karolcia. — Mnie się zdaje. bo wszyscy patrzyli teraz z zaciekawieniem. a zapłacimy w ten sposób. — Dobra' — zgodził się Piotr. — Co to znaczy? Nikt na to nie odpowiedział. Toteż po ich spożyciu można już było śmiało ruszyć na wielką wyprawę do wnętrza domu towarowego. mniej będzie kłopotu — zdecydowała Karolcia. To poważna sprawa. bo naprawdę nie wiem. Lody były wspaniałe i pokrzepiające. — Nie możemy się wcisnąć. Piotrek? — oburzyła się Karolcia. — Zaraz zobaczysz. 4 — Karolem łt' LEPSZE l GORSZE POMYSŁY W domu towarowym panował oczywiście jak zawsze ogromny tłok. — Wobec tego może zajmiemy miejsce przy stoliku? w i« < wi w? 48 — No dobrze — Karolcia przysiadła na jednym z kolorowych krzesełek — ale jak zamówimy lody. Ach! Były i lody pistacjowe! — No to co zrobimy? — zastanawiał się tymczasem Piotr. żebyśmy od razu znaleźli się w dziale zabawek. że ta pani. jakie te lody są. która sprzedaje. — Nie zamienia się! — niegrzecznie odpowiadała na jej prośby sprzedająca. 50 — Ale jak ją postraszymy? — spytała Karolcia. bo jeśli jesteśmy niewidzialni. — Ja też — przyznał się Piotr. które szykuje panienka. jaka ty jesteś dziecinna. może się potem poprawi. że pieniądze położymy na bufecie. Karolcia zaraz też chwyciła jakąś parę czerwonych sandałków i ku szalonemu zdumieniu i przerażeniu ekspedientki — dwie pary butów samodzielnie pomaszerowały wzdłuż lady. który był zarazem lodówką. jakaś pani z małą dziewczynką na próżno prosiła o zamianę za ciasnych butów. Właśnie kiedy Piotr z Karolcia podeszli do stoiska. mimo że ludzie stali spokojnie. najpierw obejrzymy sobie jeszcze inne działy. że nie jest uprzejma — zgodził się Piotr. — Wobec tego zrobimy tak: /. czerpiąc je z dużych termosów. Transakcja udała się jak najlepiej. które włożył sobie na ręce. które kupiła dla swojej córeczki. — Co ty.słomiane rurki wodę sodową oraz oranżadę z wysokich kieliszków. umieszczonych w bufecie-lodówce. — Nie mogę przecież prosić o takie nie najważniejsze rzeczy. — Idziemy! — zakomenderował Piotr.

żeby pani była grzeczna dla kupujących". racja — prosimy.— To reklama! — zawołał ktoś. kiedy już dosyć uzbieram — powiedział Piotr stanowczo. —Teraz jazda do działu zabawek. A tymczasem męskie buty i czerwone sandałki tańczyły teraz przytupując wesoło. Ale to już nic nie pomogło. Stały rzędem na półce. te niebieskie z kwiatkowym szlaczkiem. Zmykał tylko ile sił w nogach. musieli więc przejść wzdłuż wielu jeszcze innych stoisk z różnymi rzeczami. — Złodziej! Złodziej! — zakrzyknęły na ten widok sprzedające i rzuciły się w stronę chłopaka. — To złodziejaszek! — szepnął Piotr. patrz na tego chłopaka. że to dobry pomysł reklamy i że to było mówione przez głośnik. — Ale my jesteśmy niewidzialni! — szepnął z zadowoleniem Piotr. ogromnych lalek. Naraz buty przystanęły. Czerwone sandałki też się zatrzymały i wszyscy ze zdumieniem usłyszeli dwa dziecinne głosy. że lalka sama zeszła z półki. Teraz wszyscy patrzyli na chłopaka. że zaczęli do taktu przyśpiewywać. Bo przecież jeśli niewidzialna Karolcia ją stamtąd weźmie. którego drugi koniec jakaś niewidzialna ręka ciągnęła do góry. A tymczasem Piotr zaproponował: . ••) 52 W dziale zabawek przystanęli zagapieni. Było na co patrzeć! Ka-rolcia miała ogromną ochotę wziąć chociaż na chwilę do rąk którąś ze wspaniałych. tak — ale jak to urządzić. kupić chociaż sześć dla mojej mamusi na imieniny. co zrobię! Odechce mu się na przyszłość kradzieży! I szybko podskoczył w stronę złodziejaszka. to będzie /upełnie wyglądało. Właściwie to Karolcia tak naprawdę. I tak się wszyscy rozbawili. Nawet na pewno kupię. które mi się podobają? O. ubrane ślicznie — zupełnie jak małe. — Już wiem. — Tylko obejrzę te chusteczki. zamykane oczy i Karolcia wiedziała. — A to dziwne wydarzenie — kiwali głowami ludzie. Tylko ludzie stojący przy ladzie powtórzyli: „Tak. ale one tymczasem już zwinnie wróciły na swoje miejsce na półce. żeby zaraz nie zrobiło się całe przedstawienie i żeby wszyscy nie stanęli w podziwie. a trochę stłamszony szalik spoczął jakby ułożony na ladzie. który niczego się nie spodziewał. Są prześliczne. — Ale zrobimy coś jeszcze bardziej dziwnego — powiedział na to po cichu do Karolci Piotr. kiedy będę miała pieniądze. rękawiczki i chusteczki — takie do noszenia na głowie i takie do nosa. to powiedzą: ma-ma. które powiedziały głośno i wyraźnie: — Żądamy. Tymczasem zaś Piotr i Karolcia powędrowali dalej. że w końcu nawet /. żeby się nie powtórzyła historia /c spacerującymi butami. Oczywiście. Miały prawdziwe włosy do mycia. — E. A inni znów mówili. Przy jednym z nich zatrzymali się na chwilę — były tam piękne szale. jakby lalka sama chodziła albo unosiła się w powietrzu. — Poczekaj chwileczkę — poprosiła Karolcia. — A co zrobimy? Przecież on jest bardzo duży! — westchnęła Karolcia. Tak. żeby ją tak trochę wziąć na ręce. że to jest za droga lalka. i tak się wszyscy z tego tańca śmiali. Ale przecież chodziło tylko o to. wcale nie chciała mieć takiej lalki na /awsze — od razu wiedziała. że teraz sprzedająca już nie mogła się złościć i musiała być bardzo grzeczna. aby sprzedająca była grzeczna dla kupujących! To dopiero było! Sprzedająca zaczerwieniła się jak burak i rzuciła się w stronę butków. — Trzeba będzie też mu zrobić figla i dać nauczkę. ale to naprawdę. że jeśli się je przechyli do tyłu. Chciałabym. Złodziejaszek schwycił się za kieszeń i przytrzymał koniec szalika. lak. który usiłował wepchnąć do kieszeni szalik. — Ale patrz tylko. Ale ten już nie czekał na dalszy ciąg swojej dziwnej przygody. „Hop są! są! Hop! są są!" Tak się to wszystkim spodobało. którzy to widzieli. I wskazał na wysokiego chłopca w poplamionym swetrze. żywe dziewczynki. Jednym szybkim ruchem Piotr wyciągnął z jego kieszeni skradziony szalik. Bała się. to były zdjęcia do filmu — mówili inni. — A mnie się podobają te w kratę — kupiłbym takie dla mojego tatusia. który wpychał ukradkiem do kieszeni piękny jedwabny szalik. Stoisko z zabawkami było na samym końcu.aczęła śmiać się razem ze wszystkimi i ta niegrzeczna sprzedawczyni. Wiesz.

— Proszę nam dać inną. Lalka niesiona przez nich galopowała teraz poprzez całe piętro domu towarowego. — To już najlepiej tę w spódniczce czerwonej. nie chce sprzedawać takich pięknych lalek — zaczęli się irytować kupujący. Naturalnie. — Kiedy to nie są chodzące lalki — wyjąkała zdumiona sprzedawczyni — ja nic o tym nie wiem! — O. a potem wzięła za rączkę jak małe dziecko i zaczęła ostrożnie prowadzić. może być z tego okropna awantura. I zaraz wszyscy ustawili się w kolejce. Sprzedająca mrucząc pod nosem „nic nie rozumiem" zdjęła z półki jedną z lalek i spróbowała postawić ją na ladzie.. ale o chodzeniu nie było mowy. — Widać zepsuta! — orzekła ta pani z córeczką. A potem wyrwała się matce i pobiegła za niewidzialnymi Piotrem i Karolcia. jakby ją tam ktoś postawił. — zaczęła niepewnie Karolcia.. — Proszę zaraz sprzedać te lalki! A jedna dziewczynka. już stał na ladzie i sięgał do półki. Przystanęła. też pokrzykująca nie wiadomo dlaczego: — Stać! Stać! Za tą mamą wreszcie biegła na końcu sprzedająca. Tylko czekaj. że to nie są lalki chodzące — tłumaczyła ekspedientka. że wcale nie mieli zamiaru uciekać z lalką. — Mamo! Ona ucieka! — wrzasnęła naraz ta dziewczynka.— Chcesz? To wdrapię się na tę półkę i zdejmę ci którąś lalkę. który dziwnie był podobny do głosu Piotra: — Znudziło mi się chodzić. że tak biegnie! Trzeba zawo-\ać dyrektora! Dyrektora! — Ojej — szepnęła teraz Karolcia do Piotra — dyrektora chcą wołać. Zaraz potem postawię ją na tym samym miejscu. którą chcesz? — spytał. — No. Wśród kupujących rozległ się okrzyk zachwytu: — Lalka. Ludzie stojący przy stoiskach stawali w podziwie. — Zaczekaj! — wrzeszczała goniąca ją dziewczynka. zagapieni na maszerującą lalkę. jeśli pani tak koniecznie chce — zgodziła się dla świętego spokoju sprzedająca. Tymczasem Piotr i Karolcia ujęli teraz lalkę za obie rączki i szybko pomaszerowali korytarzem. mamo. To znaczy . nic się nie bój — uspokoił ją Piotr. koniecznie! Zaraz mi ją kup. — E. która sama chodzi! Pewnie bardzo droga! — Proszę mi zaraz dać taką lalkę. Karolciu! Przecież lalce nic się nie stanie. czemu się namyślasz. 54 — Tak? A dlaczego tamta lalka chodzi? To proszę mi ją zaraz zapakować! — Mogę zapakować. która przedtem chciała koniecznie dostać chodzącą lalkę. bo na pewno jej nie zepsujesz! Poza tym przecież nie chcesz jej zabrać. która sama chodzi! — zażądała natychmiast jakaś pani. Zatrzymajmy się! Ku zdumieniu wszystkich maszerująca lalka zatrzymała się nagle. widzicie. Nie minęła chwila. I wróciła. Zupełnie to wyglądało tak. — Tylko wiesz co? Już mi się znudziło to bieganie z lalką. Karol-ciu! — I zanim Karolcia zdążyła odpowiedzieć. przedtem jeszcze zrobimy jeden kawał. — Kiedy nie mam innych.. Chcę wrócić na półkę. No. — Nie nudź. Lalka stała co prawda. Oddajmy ją. kiedy lalka znalazła się w ramionach Karolci. tylko ogromnie się im ta zabawa spodobała. Była to zresztą bardzo duża lalka i Karolcia postawiła ją na ziemi. która właśnie przyszła razem ze swoją mamą. — I mnie. — Ojej! Jaka ty jesteś! — mruknął Piotr. — A komu? — Jak to komu? — ekspedientce. tylko potrzymać — więc nie będzie to nic złego. puścili się pędem. Widząc tę niespodziewaną pogoń. obróciła się w stronę goniących i powiedziała głosem. wołała: — Ja chcę koniecznie mieć taką lalkę.. Wołała: — Proszę pani! Proszę pani! Niech się pani uspokoi! Ojej! Co tu się dzieje! Ta lalka chyba jest popsuta. uczesaną w koński ogon. Za dziewczynką znów biegła jej mama. Tylko powiedz którą. przecież od razu mówiłam. — Kiedy. i mnie — rozległy się głosy.

Nie dadzą nam spokoju. czy pr/ypadkiem nitka się nie przerwała i koralik nie zginął. gdy zechcą. Piotrek! Przecież ja bardzo lubię koty! .Piotr i Karolcia postawili ją na jej dawnym miejscu. Patrz. Teraz 55 wszyscy zaczęli pytać o cenę takich chodzących lalek. — Co ty.. Może z papierowej pomalowanej m\ czerwono masy. natychmiast poczuli /apach żywych kwiatów rosnących przed domkiem. — Nie wiem — odpowiedziała pani.e wszystkim prawdziwym! — zakrzyknęła z zapałem Karolcia. że ciągnął mnie z całej siły za płaszcz! . No i naturalnie znów zaczęły dziać się straszne awantury. bo naprawdę to był drewniany. a na dachu siedziała drewniana sowa i obok niej uszyty z gałganków czarny kot. i. które było zwykłą dekoracją z dykty \ papieru. powiedz sama. wiem tylko. tak jak to zwykły czynić wszystkie zaprzyjaźnione koty na świecie. złodzieje! Ktoś chciał ze mnie ściągnąć płaszcz! r.. — Gdyby to było tak naprawdę! Pomyśl tylko! No. kiedy przychodzili do domu towarowego jako zwyczajne dzieci. i stale sprawdzała. Ale koralik był i natychmiast spełnił życzenie Karolci. — Ale gdzie jest ten złodziej?! — pytali wszyscy. że znów jesteśmy widzialni? Trzeba by się jakoś o tym przekonać. czybyś nie chciała. — Tylko wiesz co? Przecież on nas widzi! Inaczej nie łasiłby się do ciebie. pomalowanego na zielono i brązowo. które mogą. — Nie bój się go. a zielona trawa była świeża i pełna stokrotek.— Wcale się nie boję — odpowiedziała Karolcia z oburzeniem. — Szkoda. — Przepadam za zaczarowanymi kotami. — Jedziemy naokoło — powiedział i ruszyli. a nie takie. Pani podniosła krzyk: vj — Ratunku. \ /. — Nie wiem. ściskając niebacznie w ręku błękitny koralik. Puchacz na dachu poruszał się niespokojnie i łypnął jednym żółtym okiem. Czy to ma znaczyć. a potem mrucząc przyjaźnie zeskoczył na ziemię i zaczął się ocierać o nogi Karolci. aby go nie zgubić podczas tych wszystkich przygód..s0f Ln j* 57 . Od dawna już mieli ochotę nim się przejechać — od dawna. — Musimy wysiąść — westchnął Piotr — nic z tego nie będzie. że to wszystko jest nieprawdziwe — powiedział Piotr. Były tam małe okienka z firaneczkami i zielone drzwi. on ci chyba nic złego nie zrobi — szepnął Piotr. Domek Baby Jagi był małym domkiem zbudowanym z pierników — ale tak na niby. . czarny kot wstał i przeciągnął się. Ledwie zamknęli za sobą skrzypiącą furtkę. — Tym lepiej — kiwnęła główką Karolcia.4. stać się niewidzialne. *»* »n* /''J i . patrząc w stronę Piotra. gdzie się podział. Piotr zasiadł przy kierownicy. Teraz więc spełniły się ich marzenia. Ciągle bała się. — Ale ten jest zaczarowany — przypomniał z zachwytem Piotr. — Reklama! Reklama! — wołali kupujący i chcieli koniecznie wsadzić tam swoje dzieci. — Świetna myśl — pochwalił Piotr. <.w'. bo teraz wszyscy biegli za pędzącym samochodzikiem. ale taki najprawdziwszy domek z prawdziwą Babą Jagą i prawdziwym kotem. ale jak? Już wiem! — I Piotr niewiele myśląc przechylił się za płotek i chwycił jakąś przechodzącą panią za płaszcz. to znaczy jeszcze od owego czasu. jaki jest miły i jakie ma aksamitne futerko. żeby to był prawdziwy domek! — Pewnie że bym chciała. Pod oknami zrobiony był ogródek z papierowych kwiatów i rosło drzewo. f "i CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU Otworzyli więc skrzypiące drzwiczki zielonego płotka. l. a Piotr i Ka-rolcia wsiedli do małego samochodziku. Czerwone jabłka na drzewie też były z czegoś zrobione. — Chodźmy wobec tego do domku Baby Jagi — zaproponowała Karolcia — tam będziemy mogli spokojnie się pobawić. )•> "f . żeby to był prawdziwy. który otaczał domek Baby Jagi.

powędrował do drzwi chatki. aby stanęły przed nimi. — Widać to jest tak — ucieszyli się — że dla zwykłych ludzi to jesteśmy niewidzialni. — Serduszka w czekoladzie? — ucieszyła się Baba Jaga. która. 58 — Czy lubicie pierniki? — spytała Baba Jaga. tylko zamachała do niej wesoło chusteczką. — I zaraz wszyscy zaczęli się śmiać i zrobiło się ogromnie wesoło.„ 59 — Czy potem znów możemy być niewidzialni? — zaniepokoił się Piotr. że sprawunkiem.— Eee. a paniusia poszła sobie dalej. . W każdym razie w tej chwili wcale nie wyglądała groźnie i w dodatku z poczciwym uśmiechem zapraszała ich do środka domku. — Aha! — przypomniała sobie Baba Jaga — chciałam wam jeszcze powiedzieć. czy im starczy na kupno roweru lub chociaż hulajnogi dla synka. #"i Ws^te. — I wydało im się to bardzo przyjemne. jeśli się nie /je wszystkich? — Możecie rozdawać je dzieciom. A może Baba Jaga się obrazi. No i Karolcia również. że jest jednak dalej niewidzialny. który mruczał jakąś kocią piosenkę. aby mógł lepiej zobaczyć. kiedy jesteśmy niewidzialni? — Ach. wiedziała. chłopcy prosili dziewczynki. jest kupienie lalki dla córeczki.' ' *. A w domku było przepięknie! Wszystko było tam prawdziwe — i małe mebelki. więc w pierwszej chwili zupełnie nie było wiadomo. musimy wrócić niedługo do domu. — Spróbujcie — częstowała. i wobec tego 60 wcale się nie zdziwiła. Nie zastanawiali się więc dalej nad tą sprawą. Piotr był już zupełnie pewien. że zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. kiedy z domku wyszli Piotr i Karolcia i zaczęli rozdawać piernikowe serduszka w czekoladzie. Kto zje takie serduszko. jak wygląda domek Baby Jagi. Rzeczywiście. Stali również nie mniej zagapieni ich rodzice. a widzieć nas mogą tylko ci z zaczarowanego świata. kwitnące wokół kwiaty i mądrego kota. z podniesionym do góry ogonem. Tymczasem kot wyginając grzbiet miauknął kilka razy uprzejmie. czy dalej jest drewniana. Zachwyt wzrósł z chwilą. ciągnął i zniknął — powiedział ktoś — pewnie zaczepiła się pani o płotek. Były przepyszne. i poduszki na łóżka. — Bo pani rozumie. Pewna dosyć duża dziewczynka zdjęła z warkocza różową kokardę i podarowała ją małej dziewczynce. swoją własną mamusię. kiedy zobaczyła Karolcię w domku Baby Jagi. który jak najszybciej trzeba załatwić. — Ale czy możemy to zrobić. Po chwili te zielone drzwi otworzyły się i wyszła do ogródka Baba Jaga. a tatusiowie szybko przeliczali pieniądze. co kto myśli. świeżo upieczone pierniczki. Wszyscy chcieli być dla wszystkich bardzo dobrzy. odzyskacie waszą niewidzialność. którym rozdzielała piernikowe serduszka. nikt się nie pchał. — Lubię serduszka w czekoladzie — przyznała się Karolcia. Ale przecież nikt nie może zjeść zbyt dużo serduszek czekoladowych. Wszyscy podziwiali piernikowy domek. i piec z trzaskającym wesoło ogniem. — A to świetnie! — I natychmiast zaczęła wyjmować z pieca pyszne. od razu staje się lepszy. która płakała z powodu zgubienia własnej kokardy. widać. Sami zresztą zobaczycie. Jeśli przypadkiem zjadł kawałek piernika ktoś z dorosłych. a potem. że sprawy dzieci są niezmiernie ważne i właściwie najważniejsze ze wszystkiego. czy też dzięki czarom jest prawdziwa. że te pierniki też nie są takie zupełnie zwyczajne. Naraz ku swojemu ogromnemu zdumieniu Karolcia zobaczyła w tłumie stojących. Wszyscy ustępowali sobie miejsca.. którym ją poczęstowała jakaś inna mamusia. — To świetnie! Tymczasem wokół domku Baby Jagi stały zagapione dzieci. nie było mowy o żadnych sprzeczkach i popychaniu. A nawet jeden starszy chłopak pożyczył swoją czystą chustkę do nosa pewnemu malcowi i wziął go na rękę. mogę doskonale na tę chwilę zrobić was znów widzialnymi — i dotknęła ich palcem — teraz już was wszyscy będą widzieli. Na szczęście mamusia zajadała właśnie kawałek piernika. które tu przychodzą — powiedziała wtedy Baba Jaga. Ponieważ przedtem była drewniana. — Oczywiście. gdy tylko będziecie chcieli. natychmiast zaczynał rozumieć.. Mamusie natychmiast uważały.

Filomena niestety usłyszała ten dźwięk. — Proszę bardzo! To są pyszne serduszka w czekoladzie — powiedziała uprzejmie Karolcia. — Prędzej. I znów naturalnie zgromadził się tłum ludzi — wszyscy przyglądali się ze zdumieniem Filomenie. któremu groziło podwójne niebezpieczeństwo — po pierwsze. którzy również rzucili się na ziemię. chce nam zabrać koralik. Za to daj mi co innego. mamusiu — zawołała Karolcia — tylko rozdam wszystkie pierniczki! W tej chwili podeszła do zielonej furteczki jakaś pani w dziwacznym kapeluszu z piórami. dopiero co kupioną łyżką durszlakową o różową nitkę na szyi niewidzialnej Karolci. jedwabnej nitce. Nie darmo miała duże i jakby trochę kosmate uszy. co począć. Piotr tymczasem usiłował obezwładnić Filomenę: gdy ta leżała wyciągnięta na chodniku. Koralik. że właściwie nikt go nie mógł zauważyć. — Czy pani oszalała? Co to za wychowanie! — Precz! Z drogi! — ryczała rozzłoszczona Filomena. Piotr i Karolcia wpadli do działu firanek.< l wyciągnęła swą szponiastą. niebieska iskierka migocąca w powietrzu. 62 Bo nikt przecież nie widział walczącego z Filomeną Piotra. Trzepotała się niby ryba w sieci i już się zdawało. — Piotr! Ratujmy się! Piotr chwycił szybko Karolcię za rękę i zaczęli uciekać. rzucała się na podłodze. przenigdy mi go nie odbierzesz! — zawołała bohatersko Karolcia. — . — Widać ma jakiś atak! To może być .— Zaraz idę. a Filomena pędziła za nimi. — Ha! — wrzasnęła teraz Filomena — i tak ci go odbiorę! — Nie. Nitka pękła. aby podnieść toczący się koralik. M. ale niestety! Błękitny koralik nie był przecież niewidzialny. że goniąc poprzez całe piętro. która w przekrzywionym kapeluszu. kołysząc się na różowej. wymachując parasolem. wyjąc dziko. Wtedy to Filomena zaplątała się w jedną z nich i runęła jak długa na podłogę. — To Filomena! Poznałam ją. wiszącej na Karolcinej szyi. a koralik potoczył się po gładkim linoleum. nurkowali między kupującymi. takim. prawie w ostatniej chwili zdołała go pochwycić Karolcia. ciągnąc Karolcię za rękę. jakich już nikt nie nosi. Nieznajoma podniosła głowę przybraną dziwacznym kapeluszem i dopiero teraz Karolcia zobaczyła spiczasty nos i małe. Ale tu spotkała się z niewidzialnym Piotrem i niewidzialną Karolcia.Czego pani się pcha! — oburzali się ludzie. — Czego pani sobie życzył — spytała wobec tego Karolcia. 61 Filomena rzuciła się też gwałtownie w pogoń za koralikiem i Karol-cią. — Ta pani zachorowała! — odezwały się głosy. błyszczące oczy. '••' — Co się stało? — spytał podbiegając Piotr. Całe szczęście. — Daj mi zamiast pierników ten swój niebieski koralik — szepnęła syczącym głosem — daj mi go zaraz! . i wyciągnęła rękę. gdy naraz. dźwięczał jak gdyby naj śliczniej szy i najdelikatniejszy dzwoneczek. prędzej! — szeptał teraz Piotr. tocząc się po podłodze. ale Filomena widziała go doskonale. gdy najniespodziewaniej na świecie jakaś przechodząca pani niechcący zaczepiła nową. a po drugie. i x — Nie dam mojego koralika! — krzyknęła wtedy Karolcia. chudą rękę w stronę koralika. tuż przy koraliczku. — Musimy znów stać się niewidzialni! Zrób to natychmiast — wołał Piotr — a potem uciekniemy! Rzeczywiście natychmiast odzyskali niewidzialność. że koralik jest ocalony. że ktoś mógłby go rozdeptać. Błękitny koralik wyglądał jak mała. że schwyci go Filomena. przytrzymał ją z całej siły. — Dziękuję — odpowiedzała pani w dziwacznym kapeluszu — nie chcę twoich pierników. Ratujmy się! — Karolcia już sama nie wiedziała. aby nie mogła gonić dalej Karolci. Chwila była bardzo dramatyczna! Bo oto szponiasta ręka Filomeny była tuż. — Prędzej! Przemykali się w tłumie. którym wyłożona była podłoga w domu towarowym. tylko jaśniał swym ślicznym błękitem. Był tak niewielki. moja mała. Wyplątała się więc nad podziw zręcznie z firanki i skoczyła jak pantera w stronę koralika.

bo o siebie to się nie boję — dodał Piotr rycersko. jeśli nie będziesz miała koralika przy sobie. widzisz. — Zachowałam tylko jeszcze kilka dla was — powiedziała. Potem wróciła do Piotra i powiedziała: — Już schowałam koraliczek. Baba Jaga była znów drewniana. I włożył Filomenie pod pachę termometr. I strzeż się Filomeny. Ale jeśli jeszcze kiedy zajrzycie do mnie.. że nic jej nie jest.niebezpieczne! Wezwijcie pogotowie! Nie minęła chwila. Oczywiście że z termometrem nie wolno podskakiwać. pomyśl tylko! Przecież musimy wobec tego pozostać niewidzialni tak długo. łapcie! Muszę odebrać niebieski koralik! — Zdaje się. ale. aby go nie zgubić. Zanim Piotr cokolwiek zrozumiał. że zmierzymy temperaturę. jak późno? — Oj. tylko kot jeszcze parę razy zamruczał przyjaźnie. Jest teraz zupełnie bezpieczny. — Widzisz. żeby tam . musiałaś. co z nim zrobić. — Wiem. mogłaby zrobić dużo złego na świecie. zdaje się. że już jest bardzo późno — przypomniał sobie Piotr. że pani ma gorączkę — powiedział grzecznie doktor — pani pozwoli. — O mnie się nie bój! Jakoś damy sobie radę! Tylko jeszcze musimy pożegnać się z Babą Jagą i z czarnym kotem. Wyobraźcie sobie. Sami zresztą o tym się przekonacie. że cię zgniotą w tym tłoku. Przy stoisku z guzikami! Rzeczywiście! Mama Karolci stała tam i kupowała guziki do Karolcinej sukienki.. która dalej krzyczała: — Łapcie ich. Karolciu. dopóki nie odzyskasz koralika. że musiałam ratować! j . Przecież nie możesz poprosić. — Prawda! — przestraszyła się trochę Karolcia. to żegnajcie! Mieli teraz pełne kieszenie serduszek. że jesteśmy niewidzialni. — Pewnie. — Ale jestem pewna. chętnie was /obaczę. I naraz zdziwił się. — Wcale nie jestem lekkomyślna! Przecież musiałam ratować koralik! Musisz mi przyznać. Aha! Pamiętajcie! Serduszka w czekoladzie nie tracą swojej mocy nawet i w prawdziwym świecie. a jeśli twoja mama tak od razu nie wróci do domu. ale. — Tak. Bądźcie zdrowi. kiedy pogotowie nadjechało. no to co z tego? — Jak to: co? Karolciu. — A co z nim zrobiłaś? — Po prostu wsunęłam do kieszeni w mamy płaszczu. i potem będzie awantura. to zaraz sięgnę do jej kieszeni. — Damy pani zastrzyk na uspokojenie. abyśmy znów stali się widzialni. gdyby tak zaczęła żądać od koralika spełniania różnych złych rzeczy! No.. Lekarz w białym fartuchu i dwaj sanitariusze zajęli się Filomeną. — Jak to: co? — No przecież jesteśmy jeszcze ciągle niewidzialni! — No wiem. — Zmykajmy do domu. 63 Trzymała go teraz w zaciśniętej ręce i nie wiedziała. że musicie wracać do domu. Karolciu?! Twoja mama też tu jest. To byłoby niegrzecznie tak wyjść bez pożegnania. Karolciu! To niedobra kobieta. Karolcia podbiegła do mamy i szybko wsunęła rękę do kieszeni jej płaszcza. Gdyby dostała w swoje ręce błękitny koralik. więc siedziała teraz zła okropnie i kłóciła się z doktorem. Jesteś ogromnie lekkomyślna. Tymczasem Karolcia zdołała już na szczęście podnieść koralik. Nie bój się! Nie zginie tam! Kieszeń jest niezmiernie głęboka! ' — To co z nami będzie? — krzyknął Piotr. prawda! Okropnie późno! To chyba jedziemy do domu. zanim wskoczył na dach domku. że jedziemy! Tylko jak? O tej porze wszystkie autobusy są bardzo przepełnione! Ludzie wracają na obiad do domu! Boję się. tylko jeszcze będzie załatwiała na przykład jakieś sprawunki — to co? Tymczasem moja mama będzie się ogromnie niepokoiła. Ja też znów stanę się drewniana. co by to było. Baba Jaga skończyła tymczasem rozdawanie pierników w czekoladzie. tak. wyjmę go i znów będziemy widzialni. nic więcej — obiecywał lekarz. ojej. że moja mamusia nie zgubi koraliczka i gdy tylko wrócimy do domu. że mnie nie ma w domu.^j 'tf> 64 — No musiałaś.

ale ciotka Agata nie dała się wyprzedzić. Gdyby tylko zechciała zjeść! Czekaj. aby mu otworzyć. W tej chwili rozległ się dźwięk dzwonka. gdzie akurat zapiekała makaron z szynką. — Ja też! — przyznał się Piotr. — Ach. jakie to dobre. co paczuszka zawiera. Strach pomyśleć — wtedy musieliby już do końca życia zostać niewidzialni. i wreszcie Karolcia i Piotr znaleźli się w domu. — Oj. Ale pomimo to. — Naprawdę najwyższy czas na nas. Bo co by było. Była widać trochę zagniewana. — A gdyby tak ciotka Agata zjadła kawałek serduszka w czekoladzie. W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY ł -y Wcale nie jest tak łatwo. zjadła pierniczek do końca. którzy dzwonią i uciekają. wyjmując z kieszeni chusteczkę albo rękawiczki. bo mruczała coś pod nosem i mocno. już od razu poweselała. tylko zachichotała. bo ostatecznie zawsze można było zadzwonić i gdy ciotka Agata. mrucząc gniewnie na głupie dowcipy chuliganów. Tylko nie trzaskaj głośno drzwiami. że się to jakoś udało. — Wracaj szybko. bo otworzyła ją szybko. ciotka Agata wróciła do kuchni. może jakoś uda się coś zjeść. przyjechać do domu w zatłoczonym autobusie. Nie ulegało wątpliwości — to dzwonił Piotr. A potem wszystko będzie na mnie. że nikt nie mógł się temu zapachowi oprzeć i koniecznie musiał zaraz ugryźć chociaż mały kawałek. nie gniewała się tym razem. za którymi stał niewidzialny Piotr. co u mnie w domu słychać — przypomniał sobie Piotr. przeczytała list.ł/i„ > K . nie martw się naprzód — uspokajała go Karolcia. to się naradzimy. musisz mi zaraz sama otworzyć. że mama jeszcze nie wróciła do domu! — A jeśli przypadkiem koralik wypadnie twojej mamie z kieszeni? — powtarza Piotr. y. Czekoladowe serduszka wyglądały niezmiernie apetycznie. bo ciotka Agata może się rozgniewać i wcale do drzwi nie podejść. — Wiesz? To byłoby dobre. — Pierniczki były świetne.* ** * ( t „r i -r* '/A — Karola a "n . I w tej chwili — ledwie przełknęła pierwszy kęs. — I zaraz wrócę. Pomrukując teraz z zadowolenia. — Przepyszne — orzekła — ach. mama wyrzuciła niechcący koralik. Karolcia rzuciła się pędem do przedpokoju. Tylko pamiętaj. — Ja tymczasem polecę i zobaczę. udało się szybko wsunąć do mieszkania. to może by się nie gniewała na ciebie? — wpadł na pomysł Piotr. Tak też zrobiła i ciotka Agata. Wreszcie podeszła po coś do kredensu i zobaczyła paczuszkę. i w dodatku niewidzialna będę robić? — westchnęła Karolcia. — Dobrze. Że drzwi były zamknięte. kiedy będziesz wycho66 dził. Ale najgorsze było to. to też jeszcze nie było najgorsze. — I taka jestem okropnie głodna. że nikogo nie zobaczyła. żeby Ciocia koniecznie spróbowała. Ale całe szczęście. na której znajdowała się kartka z nagryzmolonymi w pośpiechu słowami: Dla kochanej Cioci Agaty od Karolci. gdyby tak na przykład. ale przyjdź jak najszybciej! Bo co ja tu sama. Ale naprawdę sama też tym się trochę martwiła. ta Karolcia! To złote dziecko! Że tez pomyślała o tej swojej starej ciotce. z hałasem przesuwała garnki. jak zadzwonię. •>. a w dodatku pachniały tak.też znieruchomieć i udawać gałganianego. spróbuję jakoś jej podsunąć. — Chodźmy! — zakomenderował Piotr. gdy się jest niewidzialnym. Jak na złość ciotka krzątała się przy kuchence gazowej. to jakiś urwis dzwoni! Ale to nic nie szkodzi! — I nucąc wesoło. otworzyła drzwi. . ale widać była ciekawa. o nie! Chyżo przebiegła przedpokój i szeroko otworzyła drzwi. Trochę jeszcze gniewna. ale nie jest to takie prawdziwe jedzenie. Po chwili na kredensie w kuchni leżała zgrabnie zawinięta paczuszka. bo ciotka znów się zdenerwuje.

— Coś ci się przy widziało! — powiedział i pocałował mamusię na pocieszenie. Nikt nie słyszał. Długo szukała. żeby mamie pokazać. ale nic w domu nie było. w której na pierwszej stronie. że ma niewidzialną córeczkę. że nie chcę teraz sięgać do kieszeni! Wreszcie mama zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. zupełnie jakby siedziało w nim jakieś zwierzątko. ale zaraz powinna przyjść — uspokoiła mamę ciotka — pewnie bawi się na podwórku.{ 69 NIESŁYCHANE WYDARZENIE W DOMU TOWAROWYM! UDANE POMYSŁY REKLAMOWE! . Siedziała na stołku kuchennym rozmyślając nad tym. kiedy przecież była najpewniejsza pod słońcem.'•. Kochane dziecko! — Wolałabym. Potrząsnął nim przy tym. kiedy znów zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. widać ten szczur uciekł — powiedziała mama. Kładła zakupy na stole i zdejmowała rękawiczki. — Rozumiesz. dlaczego jest tak małp mleka w dzbanku i skąd się wzięły na stole dwie brudne szklanki po mleku. powiesiła na wieszaku. bo mama rozmawiała wtedy z ciotką Agatą. a znów Karolcia i Piotr przez ten czas.67 — No i co? — spytała Karolcia Piotra. że dziś w domu towarowym działy się niezwykłe rzeczy. "t* ' / . Można na przykład nie odrabiać lekcji! — I można bawić się w domu towarowym — pocieszająco powiedziała Karolcia — ale strasznie mi żal mamy. byłbym zapomniał! Przeczytaj koniecznie dzisiejsze popołudniowe gazety! Piszą o tym. ale. Zostawiłem kartkę. — Co się dzieje u ciebie w domu?! — Na szczęście mama i tatuś jeszcze nie wrócili. — Przeszukajmy te kieszenie jeszcze raz — zaproponował Piotr. Chyba będzie płakała. — Załatwiłam masę sprawunków — powiedziała mama. I tatuś podał mamie gazetę. a potem krzyczała ze strachu. bo właśnie do pokoju weszli tatuś i mamusia. a w dodatku porusza się dziwacznie. W pewnej chwili wróciła po coś do przedpokoju i ku swojemu 68 szalonemu zdziwieniu spostrzegła. że nic nie ma w środku. ale nie zawsze. żeby się nie martwili. że niedługo przyjdę. — Zdaje się. Chodźmy więc śmiało do kuchni! Ciotka Agata oczywiście dziwiła się potem bardzo. — Ale. że płaszcz. — Co teraz będzie?!!! — zdenerwował się Piotr. aż mama zdejmie płaszcz — szepnęła Karolcia do Piotra. — Co się tu dzieje? — zapytał naraz tatuś. To była na pewno mama! Tak. ogromnymi literami było wydrukowane: ' " . to była mama z rękami pełnymi paczek. bo mama miała kupić wszystko po drodze. wreszcie odwróciła się do Piotra — nie ma w tej kieszeni! Pewnie się pomyliła! To jest ta druga kieszeń! Ale w drugiej kieszeni też nie było błękitnego koralika! — Mama zgubiła koralik! — jęknęła Karolcia. który przed chwilą. to co zrobimy? — Nie wiem — szepnęła z rezygnacją Karolcia i rozpłakała się na dobre. — Muszę poczekać. — Ach! Ach! — krzyknęła mama — coś siedzi w moim płaszczu! Może to szczur?! Bo mama bardzo się bała szczurów i myszy. Karolcia podskoczyła czym prędzej i zanurzyła rękę w głębokiej kieszeni. u nas jest masa jedzenia. — Karolcia jest w domu? — Jeszcze nie ma. — Ma to swoje dobre strony. — A moja mama też będzie się ogromnie martwiła — Piotr załamał ręce — no. Na szczęście mama była w drugim pokoju i opowiadała o czymś ciotce. żeby już była w domu — mama nie była zbyt zachwycona nieobecnością Karolci. Ale zaraz musieli odsunąć się od palta. — E. — Teraz już się to palto nie rusza. a tatuś odważnie chwycił palto i podniósł je do góry. że nie ma?! Szukajmy jeszcze raz. A ciotka Agata coś pierze w łazience. leży na łóżku. bliscy płaczu. że wszystkie szklanki umyła już rano. kiedy wszedł do mieszkania. jak się jej zdawało. że już na zawsze będziemy niewidzialni — westchnął Piotr. Bo co powie na to. — Czy jesteś zupełnie pewna. szukali koralika i nigdzie nie mogli go znaleźć. Chciałem coś zjeść.

Potem z portmonetki wyjęła zawinięty w kawałeczek papieru. Tymczasem mamusia zaczęła czegoś gwałtownie szukać w torebce.. Siadajmy lepiej do obiadu.. — Są już! Pewnie głodni! Piotrze. że w pierwszej chwili pomyślałam. czy to ma jakąś wartość.. że zaraz siadamy — uspokajała tatusia ciotka Agata — a Karolcię natychmiast zawołam. i naraz znalazłam coś ślicznego. że to ona. KTÓRA SAMA CHODZI! UCIECZKA SAMOCHODZIKA! — A wiesz? Rzeczywiście coś tam takiego było. mój skarbie. Co prawda ciotka Agata po zjedzeniu wczoraj piernikowego. Aniu -— powiedział tatuś — na pewno nie był to żaden klejnot. a może zupełnie /. że powinniśmy siadać do obiadu. I mama sięgnęła do torebki.. — Ale może będzie się gniewała. Napisała do mnie karteczkę. że dopiero potem uprzytomniłam sobie. jak go przyjmą w domu. Ale ma taki dziwny blask. błękitny koralik. A Piotr tylko zwiesił głowę. że to Karolcia porwała błyskawicznie z ręki mamy błękitny koralik. BO CO BĘDZIE DALEJ?. — Sięgnęłam do kieszeni. Nie wiem.. czyli Karolcia. — . Więc jestem spokojna! — Ale ja nie jestem spokojny! — zdenerwował się tatuś. że późno wracamy — zaniepokoił się Piotr. — Czekaj.. «j4. . aby była już w domu. następnie otworzyła po cichu drzwi i wreszcie przystanęła w sieni.* UWAGA. gdzie jest Karolcia?. — Wcale nie będzie się gniewała! Zapomniałeś.. — Ależ oczywiście. ^um*-/ . Nie był wcale pewien. że czeka na Karcicie na dole. — Dobrze.. że zjadła zaczarowane serduszko w czekoladzie? Zaraz sam się przekonasz. że to niemożliwe. I zaraz tak oczywiście się stało. Chyba już czas. I jeszcze coś: zupełnie przypadkiem jadłam pyszne pierniczki! Wyobraź sobie. czekaj — powiedziała do tatusia — chcę ci jeszcze coś pokazać! Wyobraź sobie. — A jak już mowa o Karolci — powiedział na to tatuś — czemu jej jeszcze nie ma? — Kochane dziecko — odpowiedziała na to ciotka Agata — wyszła pobawić się z dziećmi.. Nie miała po prostu innego wyjścia.. abym była spokojna. w tej chwili. ale mówię ci. Co prawda nie byłam sama przy tym. Potem ściskając koralik w dłoni pociągnęła za sobą Piotra do przedpokoju. No i Piotr przekonał się. że jest to jakiś drogocenny kamyczek. Po jakąś kobietę przyjechało pogotowie. Ale Piotr nie chciał zostać na obiedzie. że znalazłam coś dziwacznego w kieszeni palta. gdzież on się podział?. co teraz będzie! — westchnęła Karolcia. że przecież Karolcia została w domu. czy zostaniesz u nas na obiedzie? Karolciu.. czy mogę zejść na podwórze? — pyta wobec tego jak najgrzeczniej Karolcia.. zaczarowanego serduszka jest ciągle niezmiernie dobra. Ale zdaje się nic poważnego. Nazajutrz. — Musiał mi upaść na podłogę. — Kochane dzieci! — wołała. 70 ale być może.LALKA.wyczajne szkiełko. pod balkonem rozległo się umówione gwizdnięcie. Oczywiście. Naprawdę! Bo ledwie zadzwonili.eby była w domu! A Karolcia! Domyśliliście się chyba. /niknął on nagle z ręki mamusi jak zdmuchnięty. skąd wyjęła portmonetkę. nie mam pojęcia. — No. Ta mała była tak podobna do naszej Karolci. kiedy Karolcia kończyła śniadanie.W kieszeni palta?!!!!! — Karolcia gwałtownie chwyciła rękę Piotra i teraz zamienili się oboje w słuch. co się z nim stało. i nawet zamachałam do niej ręką. — Mniejsza o to. czy . — Ciociu. myj rączki. Zdaje mi się. — Najwyższy czas. Zanim jednak tatuś zdołał przyjrzeć się dziwnemu koralikowi. że był to przedziwny błękitny kamyczek. że na próżno otwiera drzwi.. ale ludzie byli niesłychanie podnieceni i opowiadali o jakiejś maszerującej lalce. otworzyła im ciotka Agata promieniejąca radością... — Boże. Tam natychmiast wyszeptała życzenie — aby ona i Piotr znów stali się widzialni. że rozdawała je dziewczynka w dornu Baby Jagi. /. ale nie jest pewne. Przecież jego mama nie jadła piernikowych serc w czekoladzie. aby zapłacić za bilet w autobusie. teraz możemy zadzwonić — westchnęła Karolcia — tym razem biedna ciotka Agata nie będzie się denerwować. To Piotr daje znać. jestem strasznie głodny! Ale niepokoję się. zaraz umyję rączki — zgodził się skarb.

kiedy spałaś? — Myślisz. żeby włożyła nową. Tak się robi zawsze we wszystkich bajkach. a Karolcia wybiega na balkon i woła do Piotra: — Czekaj na mnie! Ja zaraz przyjdę! Powiem ci coś bardzo ważnego! — Dobra! — woła Piotr. — Poproś o coś! Jak się spełni — to ten sam. Ale to się zaraz okaże. — Ciociu. — Daj spokój — mówi na to poważnie Karolcia — stała się rzecz straszna! Mam ogromne zmartwienie! — Coooo! Zgubiłaś go? — pyta w najwyższym przerażeniu Piotr. — Zaraz się ubiorę. rybeńko — przytakuje ciotka Agata — już biegnę. . — Patrz. Jakby zbladł. — Co to może być? Słuchaj! A może to nie ten koralik? Może inny? Może go zamieniła Filomena? — Piotr aż podskoczył.^i )r. leżał błękitny koralik. Włożenie nowej. że jest w najlepszym pod słońcem humorze. z których nic na pewno nie wypadnie. niebieski koralik. Ciotka Agata zawiązuje Karolciną kitkę też nową. Karolciu. — Tylko uważaj. pogodnie kiwając głową. młode drzewko.. i nawet proponuje Karolci. — No widzisz? Ten sam! — woła triumfalnie Piotr. odezwij się! I Karolcia wyjęła koralik z pudełka. takiej propozycji nie należy lekceważyć. bo zgadza się. żeby Karolcia natychmiast po wypiciu mleka zeszła na podwórze. żebyś jej nie rozdarła — upomina łagodnie ciotka Agata — a może chciałabyś wziąć dla siebie i Piotra drugie śniadanie? Gdzie się wybieracie? Może macie ochotę pójść do ogrodu? Tak. Ale Karolcia nie jest tym uspokojona. o tu. Taki jakiś jaśniejszy. niebieską wstążką. przed nami! — Dobrze — zgadza się Karolcia i wymawia życzenie. to jest niezmiernie ważne — nowa.. głęboko. Trzyma koralik na otwartej dłoni i przygląda mu się. i takie. niebieskiej sukienki jest dużą przyjemnością. że śniadanie zawinięte zgrabnie w papier będzie najświetniejsze pod słońcem. tylko przedtem powiem Piotrowi. Karolcia kręci głową — nie.. gdy tymczasem Karolcia. 72 Teraz jednak należy włożyć nową sukienkę. przecież nie miała okazji. „. — Może masz rację. żeby na mnie czekał. niebieską sukienkę. a Karolcia wsuwa do kieszeni głęboko. Piotr oczywiście czeka na podwórzu. na poduszce z różowej waty. Ach! Co tu mówić! Sprawa jest poważna. Kiedy je otworzyła. jest jeszcze jakby bledszy! Jemu coś jest! Ja ci mówię! A może . Jak by to powiedzieć... że mogła wpaść przez okno? Ojej! może masz rację.'w — No nie. Tylko o co go poprosić? — Wszystko jedno! No choćby o to. który nie ma żadnych zmartwień ani ważnych spraw na głowie. żeby tu wyrosło drzewko. .. patrz. W dodatku — tak. Jest wesoły i wygląda na człowieka... i wydobywa z szafy sukienkę. < Ale koralik leżał blady i milczący na rozwartej dłoni Karolci. przeokropnie dobra! — woła wobec tego Karolcia. Ciocia zgadza się. to doskonała myśl! — Tak. niebieska sukienka ma duże kieszenie.-I aż mu oczy błyszczą. nie zgubiła. — Oczywiście. Znaczy to również. Ale jest. Karolcia wydobyła z głębi kieszeni maleńkie pudełeczko od proszków. znaczy to. ciociu. zgrabną paczuszkę. przykryty drugim kawałkiem niby kołderką. pójdziemy do ogrodu — oświadcza z zapałem Karolcia — i proszę. — Najlepiej będzie sprawdzić! — zdecydował po męsku Piotr. jesteś niezmiernie. „U W tejże chwili wyrasta przed nimi smukłe. naszykuj coś do zjedzenia..to potrwa długo? A może czas minie i ciotka znów zacznie zrzędzić? Ale na razie ciotka jest jeszcze pod wpływem czekoladowego serduszka. Hm. tak. — Co ty mówisz? — zmartwił się Piotr. żeby starczyło dla nas dwojga.« — No i co dziś będziemy robić?! — pyta z ciekawością. zniecierpliwiony. zupełnie inny! Koraliczku. Bo właśnie chodzi o ten koralik.. On taki blady. Kiedy ciotka Agata mówi „rybeńko". 73 itr — A może wtedy. Zawinę wszystko w ładną.

co by to było. — A widzisz — westchnęła smutnie Karolcia — biedactwo! Strasznie mi go żal! — Nie wiem. że rozpłakała się. nie zważając na nic. to samo chciałam powiedzieć — przytakuje Karolcia — a śniadanie mam dla nas dwojga. aby mówić o ogrodzie. że sprawa koralika była niezwykła i niespodziewana i już nie było czasu na omawianie innych spraw. biedaczek?! Sama myśl o tym tak ją przejęła i wzruszyła. były wreszcie cztery huśtawki. ale miał mnóstwo zalet. gdzie stała kamienna ławeczka. że w tej chwili nikt nie przechodzi alejką. koraliczku? — zdumiała się i ucieszyła zarazem Karolcia. — Słyszałem — Piotr był też w tej chwili poważny i zmartwiony. że nawet nie zauważyli. gdzie można było jeździć na rowerze lub hulajnodze. możemy potem pojeździć na karuzeli albo pohuśtać . Matki wzdychały wtedy i mówiły: „Nie wiem. . I zapomniałem ci jeszcze powiedzieć o ważnej rzeczy — słuchaj! Każde życzenie. który padł w tej chwili na jej dłoń. że rzeczywiście jest dużo bledszy — powiedział Piotr po chwili. które spełniam. I jeśli nie było o nim mowy od razu na początku tej całej historii z koralikiem. — No pewnie! Chciałam na przykład mieć nową lalkę!. Karolciu — rozległ się szept.. Piotr poprosił: — Pozwól. ale wiesz. były wąskie ścieżki. — Ja. Jeśli tak się zdarzyło. było bardzo niedaleko. • 74 — Słyszałeś.'. że tracę kolor.. A teraz już właśnie pora. Piotr i Karolcia tak byli zamyśleni i przejęci sprawą blednięcia koralika. jedna karuzela i dwie zjeżdżalnie.się! — Właśnie. nie otarta w porę łza kapnęła na koraliczek. ja. żeby nie ten nasz ogród!" Taki to był ogród. niech jeszcze raz zobaczę. czy będziemy mogli jeszcze o coś go poprosić! — Piotr był załamany. gdyż koralik nie odzywał się już więcej. — Dobrze. — Nie płacz.. kiedy jestem wilgotny. — Popatrz! — Zdaje mi się. Mogę mówić tylko wtedy. jeden kołobieg. to tu spędzało lato. Piotr? — odezwała się wreszcie Karolcia. — Koraliczku — szepnęła tkliwie i nie spostrzegła nawet.. — Oczywiście. nie będę mógł spełniać życzeń. to po prostu dlatego. że na siatce otaczającej ogród wisi 75 jakieś ogłoszenie i że stoi przy nim gromadka dzieci i dorosłych. Przede wszystkim najważniejsze było to. który zaproponowała ciotka Agata. — Kto to mówi? Czy to ty. w których mogli mieszkać Indianie. wysuszył do reszty kroplę jej łzy. bo tam powędrowali Piotr i Karolcia. — Wiesz? Takie głupstwa! t. — Tylko że tyle jest spraw niezmiernie ważnych. tylko leżał nieruchomy. — chciała jeszcze spytać o coś Karolcia. Pamiętaj więc. Nie był to bardzo duży ogród. tylko gdzie możemy lak spokojnie pogadać? — Najlepiej w ogrodzie — decyduje Karolcia — zresztą powiedziałam ciotce Agacie.. którymi chodzili wielcy wodzowie Mohikanów i Siu-ksów.. były place. błękitny jak blada niezapominajka lub wiosenne niebo. Były tam krzewy. co ci powiem? Że ze zmartwienia nawet nie mam apetytu! Do tego ogrodu. — Chyba że o coś niezmiernie ważnego. że jedna. weszli do ogrodu i od razu poszli w stronę alejki. ale widać promyk słońca. zapomniałem ci o tym powiedzieć. Po prostu. że dzieci z całej dzielnicy inogły tu w ciepłe dni spędzać czas na powietrzu i doskonale się bawić. Ale takiego naj-najważ-niejszego. osłabia mnie tak. że będziemy w ogrodzie. — Musimy koniecznie o tym porozmawiać. czy naprawdę jest już taki blady. — Wcale nie żadne głupstwa! A poza tym koralik jest mój. — Koraliczku. że tylko w takim wypadku — zgodził się Piotr. że któreś z dzieci nie mogło wyjechać podczas wakacji na wieś. że kiedy stanę się bezbarwny. — Świetnie! Tam rzeczywiście możemy porozmawiać. jak ta. Tam zawsze było najmniej dzieci i tam można było najspokojniej pomówić o tak poważnej sprawie. Gdy usiedli i zobaczyli. Właściwie znajdował się prawie po drugiej stronie ulicy Kwiatowej.on jest chory. nie mówiąc o dwóch wielkich piaskownicach dla maluchów. a jak będziemy chcieli.

coś ty taki dzisiaj dziwny! Gniewasz się czy co? No gadaj. Ale skąd ty wiesz. Bo lalkę zawsze można kupić! No nie? — Można — Karolcia z westchnieniem schowała pudełko z koralikiem do kieszeni — pewnie. — Nic nie wiem. — Tylko mi smutno. to co? Tu było pysznie! Jeszcze lepiej niż na wsi nawet. że może nawet nie tak bardzo. bracie. a ja z Karolcia po drugiej — zobaczycie. nie zapomniałem — zaprzeczył gwałtownie Piotr. Za nimi przywlókł się Waldek. że już tu nie będziemy więcej przychodzić. że nawet jeśli idzie o ciebie.. ale to niezmiernie ważnego — to chyba moglibyśmy. — Ale gdyby to było potrzebne do czegoś niezmiernie. — No! Jania! — komenderował dalej Piotr — siadaj po jednej stronie z Leszkiem. wiesz co? Chodźmy na zjeżdżalnię! — Nie mogę — przypomniała sobie Karolcia — mam dziś na sobie nową sukienkę. — Jak to? Jak to: się martwią? — wyjąkał zdumiony Piotr. i»i * ku . tak jak to on potrafi. o co chodzi! . jak się dziś wyhuśtamy za wszystkie czasy! Leszek. a potem zaraz przyszły Dorota i Agasia. — No co. Ale jak kto nie wyjeżdża przez cale lato. Gdy wyszli na placyk z huśtawkami. — Co opowiadasz takie głupstwa. a potem zwiesił głowę i przysiadł z boku. czym się martwię? — zdzi77 wił się Piotr. boisz się? — Właśnie że wcale się nie boję. — Jak to: o co chodzi? Jak ogród jutro zamkną. ale przecież nie możemy ciągle być niewidzialni. myślę. Bo i bawić się mogłeś. O tej lalce to tak powiedziałam. co? — No pewnie. Toteż ja wcale nie o takich rzeczach tak naprawdę myślę. o co chodzi.'ł»u •> . bez namysłu. Ale jeślibym się namyśliła. — Huśtamy się — kiwnął głową Leszek. tu się bawimy. o czym mówisz! — Ojej. ciotka Agata bardzo by się gniewała. że można. tylko stał /agapiony. — No pewnie. to lalka nie jest najważniejszą rzeczą. — Wszyscy na całej ulicy tym się martwią. to już będziesz wiedział.*•> \ > »*. o co chodzi! Ostatni raz dziś. tylko że wtedy mogłoby mi wyskoczyć z kieszeni moje pudełeczko z koralikiem. Leszek był rozgoryczony. Ale jakoś tak bez zapału. Ale jakiś był dziwny — wcale się nie wygłupiał ani nie /aczepiał po swojemu wszystkich. i do domu blisko. Bo wszystkim żal. jeślibym ją od razu zabrudziła. jak kto wyjedzie na wakacje. — Hm! Z tą niewidzialnością to była pyszna zabawa! — mruknął z uznaniem Piotr i aż się uśmiechnął do wspomnień poprzedniego dnia. lepiej mów od razu. — Dopóki nie stanie się coś nadzwyczajnego. — To wobec tego chodźmy na huśtawki! *' < •* — Świetnie! Tylko nie podbijaj zanadto! < / / — Ojej. Będziemy uważać. Leszek? Huśtamy się? — spytał wesoło Piotr.— No twój. Jakby był senny albo bardzo zmartwiony. to i tak będzie sobie używał. nieprzytomny jesteś czy co?! Czytać zapomniałeś? — Nie. — Ale na razie o nic nie będziemy prosić — postanowił Piotr. — Aha! Racja.. — Jak to nie wiem. twój — westchnął Piotr — ale przecież ja dla siebie nic nie chcę. Czyżby Leszek w jakikolwiek sposób dowiedział się czegoś o koraliku? Piotr spojrzał na Karolcię. zastali już tam Leszka i Janie. ale Karolcia rozmawiała akurat z Janią. że dla bardzo ważnej rzeczy to moglibyśmy. ja tylko mówię. I mama się o nas nie martwiła! A tak to co? — Jak to: co?! Nic nie rozumiem — otworzył oczy Piotr.<« 76 — Jak myślisz — dodał po chwili — czy od takiej niewidzial-ności to on bardzo blednie? — Nie jestem pewna. A ty się nie martwisz. czym się martwisz — oburzył się Leszek. prawda? A teraz. a ten się pyta. bracie! — Co mam się gniewać — wzruszył ramionami Leszek. — No pewnie. co? — Martwię się. to prosiłabym o coś o wiele ważniejszego.

A czy można bawić się dobrze w Indian w mieszkaniu? — Nie można. Wszyscy oni po kolei pytają. — Mój chłopak chciałby cały dzień bawić się w Indian. Staruszek z wnuczkiem udawał. — Bez kleksów i bez błędów. ale czy nas wpuszczą do Ratusza? — spytał jaki ś chudy pan w okularach. — Co to znaczy? — Co to znaczy. co się stało? Dlaczego mówisz. — Takie różne rzeczy. którzy czytali przybite do drewnianej tablicy ogłoszenie. że ostatni raz? — Chodź. że już od jutra moje dzieciaki nie będą miały gdzie się bawić! — Hę. Podpisano: Prezydent Miasta. żeby ten ogród zachować? W końcu tak się smutnie wszystkim zrobiło. A może niejedna! I woźni też są. który nazywa się podaniem. to znaczy od jutra. tak — wszyscy teraz stali zasmuceni i kiwali głowami. mówcie zaraz. że bardzo trudno jest dostać się do Prezydenta. że mamy zaczęły pochlipywać.i\. ciągnąc za sobą Janie.— Jak to: ostatni raz? — zdumiała się Karolcia. Na placu tym zbudowana będzie wielka restauracja. która sprząta niektóre z tych pokoi. ale też im było niewesoło. — No dobrze — wtrącił teraz Piotr — jakby już ktoś napisał takie podanie bez błędu za pomocą słownika ortograficznego. — Nie wiecie od kiedy? — oburzyła się jakaś mamusia. — Jak to: co? Trzeba by do Prezydenta pójść i powiedzieć mu o tym! — odpowiedziało kilka osób. Chłopcy trzymali się jako tako. Jania. która odprowadzała do ogrodu swojego małego wnuczka. — Moje dzieci też będą musiały przez cały sierpień biegać po brudnym. — Tak. — Od piętnastego. — Tak. — Co to za zarządzenie. a poza tym trzeba. że mu piasek niby wpadł do oka. to co? — Jak to: co? — oburzył się ktoś. — Podobno trzeba przejść przez sto siedemnaście pokoi! — poufnie szeptała pewna grubiutka paniusia z dzieckiem na ręku. dzieci kochane! Tylko przez dzisiejszy dzień ten ogród . Albo nawet każą pisać to na dużym arkuszu papieru. były jeszcze załączniki. która trzymała za rękę dwoje dzieci. ciasnym podwórku! — wołała któraś. — Czytajcie! — powiedział dramatycznie Leszek. które się załącza do tego podania — wyjaśniała dalej grubiutka paniusia z dzieckiem. to znaczy od kiedy? — spytała Karol-cia. nie wiadomo. Ale kobiety zakrzyczały go. bo inaczej nie przyjmują — wtrącił chudy pan w okularach. — A gdzie jest ten Prezydent? — Pewnie w Ratuszu — powiedziała jakaś staruszka. na której przysiadł. To znaczy. żeby do takiego zapisanego papieru. -Nigdy taki nie był. Wreszcie któraś mama powiedziała: — Pobawcie się jeszcze. — Słyszałam o tym od mojej ciotki. i. — Leszek. — Słyszałem. skądże! — odpowiedzieli wszyscy. które dzieci krzywdzi! — I gdzie teraz pójdą te nasze dzieciaki? — oburzył się jakiś tatuś. zeskoczył z huśtawki. ale często jest ich dwóch albo trzech. co to znaczy? — przedrzeźniał Leszek. hę. i w ogóle może akurat być jakieś posiedzenie i Prezydent w ogóle może nie mieć czasu! — Tak. Tu znów stała gromadka ludzi. że ma kaszel. a dziewczynki to już nawet głośno płakać. Za chłopcami biegła Karolcia. — A co to są załączniki? — zainteresowała się Karolcia. co mu się stało. — Od piętnastego lipca. — To co by było? Toby Prezydent je przeczytał? — Aha! Zaraz przeczytał! A przedtem jeszcze jest sekretarz albo sekretarka. po 79 co się idzie do Prezydenta. — To co na to poradzimy? — spytała jakaś pani z małym dzieckiem w wózeczku. W każdym z nich siedzi co najmniej jeden urzędnik. 78 Od dnia 15 lipca ogród zostanie zamknięty. moja pani. a chudy pan w okularach chustkę z kieszeni wydobył i coś tam mruczał. to sam zobaczysz — powiedział na to Leszek. chwycił Piotra za rękę i pociągnął aż do wyjścia. ale będzie można wstąpić na dobry obiadek — wtrącił jakiś grubas. Bo co tu zrobić.

Ale żeby je wydał.. co ty? — denerwuje się Piotr. żeby na przykład zamiast restauracji znów był ogród. pomyśl tylko!. — Czy zaraz mamy stać się niewidzialni? — spytała. czy akurat to będzie . — Ależ ja nie potrafię! — Ja też nie. — Karolcia jest bardzo zadowolona z tego pomysłu.. które mogą coś pomóc w tej sprawie? — Kiedy wszyscy mówili.jest wasz. jaka ty jesteś dziecinna! Nie mówię przecież. to o co będziemy prosić koralik? — zapytała Karolcia. — Dziesiąta!. — Może on by porozmawiał? — Karolciu. żeby tę restaurację budowali sobie gdzie indziej! — Masz świetne pomysły — zachwyciła się Karolcia. jaka ty jesteś dziecinna. — Myślisz.. to proszę cię. i o tym pisaniu podania czy jak tam. Ale już po chwili znów zaczyna się martwić: — Ale jak my to zrobimy?! — Ba. — Ojej.. — Nie wiem. — Skądże znowu! — zaprotestował Piotr. — Rzeczywiście — wzdycha Karolcia — masz rację! To co zrobimy? — Co? Pójdziemy do Prezydenta Miasta i wytłumaczymy mu. No. — Jakże koralik będzie rozmawiał.. i o tym sekretarzu czy sekretarce. — Ale pomyślmy. proś — powiedział z goryczą Piotr.. musimy to jakoś wymyślić. ile jeszcze razy można go prosić. — Dziesięć naliczyłam — odpowiedziała mama niemowlffia — to znaczy dziesiąta. No chyba.'/ Zegar na pobliskiej wieży wybił właśnie jakąś godzinę. że koralik mógłby..Karolcia 81 — Ojej! No mówili. co możemy zrobić. — Coś ty! Piotrek! — oburzyła się Karolcia. — Nie wiadomo. ale musimy! — To poprośmy o to koralik. że on może jeden jedyny wydać takie zarządzenie. chociaż tak naprawdę to niewiele rozumiała. bo sam widziałeś. *tt}Ad < — Ale co mamy postanowić? > •f * •v" * — Jak to: co? No z tym ogrodem. . rozumiesz? — Rozumiem — zgodnie przytaknęła Karolcia. — Jeśli chcesz tylko coś zupełnie dziecinnego dla siebie. l A'"" CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY Stali zasmuceni tak jak wszyscy. że nie myślę o żadnych głupstwach! — To dobrze — kiwnął głową Piotr. trzeba z nim przedtem o tym porozmawiać. — zawahała się Karolcia. — Dziesiąta — powtórzyli Piotr i Karolcia. żeby był jeszcze taki choć troszkę niebieściutki. Przecież ja wiem. nie rób takiej zdziwionej miny. tobym może o coś poprosiła.. bo wiadomo. Czy ty rozumiesz. . '*' (> . mówili. Karolciu. — No. żeby koralik coś takiego zrobił. że tylko my możemy z nim o tym porozmawiać. Ale po chwili Piotr chwycił Karolcię za rękę i szepnął: — Musimy zaraz naradzić się i coś postanowić. jaki jest blady. że tylko Prezydent Miasta może pomoc. Karolciu! Mnie się zdaje. Bo mogliby przecież taki ogród znów zniszczyć i znów postawić restaurację. — Tak. chciałem powiedzieć dziećmi. bo to byłoby na nic. Ale daję ci słowo. i tak w kółko. — Wcale nic dla siebie nie chcę. a słyszałeś przecież o tych stu siedemnastu pokojach i o tych urzędnikach... — A która to już? — ktoś spytał. że ten ogród to najważniejsza rzecz teraz — bo to dla wszystkich dzieci. — Ale przecież w tym nam pomoże koralik! No. Koralik pomoże nam dostać się do Prezydenta. — To kto ma rozmawiać? — Boże. że my jesteśmy jedynymi ludźmi — to znaczy.

cha. że tym razem. smarkaczu. — Jakoś mi się zdawało. że nie wiem. że musimy koniecznie jak najprędzej dostać się do Ratusza. pojechali najzwyczajniej pod słońcem autobusem na Stary Rynek. to ci zaraz przyłożę! — Proszę mnie natychmiast wpuścić! — powiedział teraz z mocą Piotr — ja muszę wejść i załatwić niezmiernie ważną sprawę. A Piotr łaps! — chwycił . nieprawda! Piotr nie jest łobuzem! Proszę nas wpuścić w ważnej sprawie! — Jeśli się stąd zaraz nie wyniesiecie. żeby nie pociągnąć za połę jego paradnego munduru. Myślę. I proszę cię. że trzeba będzie uciec się do pomocy koralika.. żebyś tak bardzo szybko nie bladł! Gdy po chwili. Przy ogromnej bramie czuwał strażnik miejski w paradnym. mały. że jesteśmy prawdziwi — Piotr zmarszczył brwi i zastanawiał się — ale rzeczywiście. że załatwię — powtórzył Piotr. że nic nie załatwisz. — Rety! Co to? — zdenerwował się wartownik.>$• — Nie jestem żadnym łobuzem — oburzył stfyiPiptij też była oburzona i wołała ile sił: '-JC-iU' ' — To nieprawda. zmiataj. cha! — śmiał się strażnik. co było można. 83 i —Dosyć tego gadania. — Hm. 82 Oczywiście. łobuzie! & . Dla wszelkiej pewności stał teraz trochę dalej od strażnika. Ale strażnik natychmiast go zatrzymał. Na swoim posłaniu z watki błękitniał jak niezabudka. — Interes do Prezydenta! A to dobre! — Dobre. jaki on jest zły! — Ja bym przeszedł.!. — Ja chwalipięta? Ja bym nie przeszedł? — zaperzył się Piotr. — I jak już załatwię. — Hej. żebyśmy znów byli niewidzialni?! — spytała Karolcia. czy to będzie dobrze. że nie ma innej rady. Bo jak przekonamy Prezydenta. — A ja ci mówię. Spróbujemy najpierw o własnych siłach. — Cha. bo Piotr ani rusz nie mógł wytrzymać. pókiś cały! Patrzcie go! Interes ma do Prezydenta Miasta! — A mam! — tupnął nogą Piotr. A cóż dopiero tych stu siedemnastu urzędników? I podanie w dodatku! Oczywiście. że sprawa jest ważna. czy on wtedy uwierzy. kto miał zamiar dostać się do gmachu. gdzie stał wielki Ratusz. że mnie ktoś zaczepił! — I zaniepokojony zaczął się oglądać wokoło. Wobec tego Karolcia wyjęła szybko z kieszeni pudełeczko z koralikiem. którą trzymał w ręku. -— Poczekaj. jeśli będziemy niewidzialni?! — Ale możemy być niewidzialni tylko po to. to każę was zamknąć w areszcie! — wrzasnął w odpowiedzi strażnik. — Idę do pana Prezydenta Miasta w niezmiernie ważnej sprawie — oświadczył Piotr zadzierając głowę do góry dla dodania sobie wzrostu i ważności. już ci mówiłem. ale nie dawał za wygraną. Tak. cha. bardzo chciało im się śmiać. — Ja się bardzo boję tego strażnika — wyznała Karolcia — za nic na świecie nie przejdę obok niego. — Koraliczku kochany — szepnęła Karolcia — ty rozumiesz. aby załatwić to bez jego pomocy — powiedział Piotr. a słychać — drwił strażnik — ale dosyć już żartów! Bo jak się zdenerwuję. pętaku! — wrzasnął strażnik i paradną halabardą. ale mam interes! — Oooo! Patrzcie! Nie widać. zamierzył się na Piotra. żeby wejść do niego. mijali wartownika. — To chodźmy zaraz — zgodziła się Karolcia. że pan mnie nie chciał wpuścić. pókim dobry. Spójrz tylko. już zupełnie niewidzialni. Poruszył groźnie wąsiska-mi i ryknął: — Zjeżdżaj mi stąd. cha.. starodawnym stroju i spoglądał niezmiernie srogo na każdego. Ale strażnik wcale się tym nie przejął. zaraz zobaczysz! — i ruszył śmiało naprzód. a ty dokąd? Zmykaj stąd.*. — Ale zrobiliśmy wszystko. cha. jasne było. — Jeśli jednak nie można — musimy go o coś poprosić.potrzebne. — A ja mówię. to panu będzie wstyd. zdaje mi się. — Boję się. że strażnik za nic na świecie nie wpuści ich do pana Prezydenta Miasta. cha. — Czy chcesz. wcale się nie boję! — Ale ty jesteś chwalipięta! Na pewno byś nie przeszedł. niedobre. nie chcąc już nadużywać sił koralika.

O rety — czy mi się to śni. — Kto tymi autami jeździ? — spytała Karolcia. Zupełnie pusty. że mu wyrwał z ręki — najgorsze było to. co się z nim dzieje. Karolciu? Tu się włącza bieg. a Piotr majstruje przy złocisto-czerwonej kierownicy. — Ciekaw jestem. Diabelska maszyna! Nie wiem. Głos brzmiał trochę dziecinnie. Naraz auto zatrzymało się. Kierowca przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. bo byliby wpadli na ścianę. Ja ci zaraz powiem. Nie dlatego. co to jest z tym motorem. Ale zaraz skamieniał ze zdumienia. Powędrowali więc dalej przez ogromne podwórze... że w takich nowych modelach jest trochę inaczej. — Nic się nie bój — uspokoił ją Piotr — znam się trochę na lym! Nic się nie stało! — Ale naprawdę to był też przestraszony i nie wiedział. Drzwiczki otworzyły się z trzaskiem i z trzaskiem zamknęły. obejrzymy je trochę. To niewidzialni Piotr i Karolcia szybko wysiedli z samochodu. czy co? Z kim ja rozmawiam?! — Biedny kierowca już zupełnie nie wiedział. Naraz auto poderwało się i motor okropnie zawarczał. a wóz podskakiwał dziwnie. usta otworzył i przez chwilę nie mógł słowa przemówić. — Niech pan lepiej powie. na przykład z innych miast.. jakby halabarda sama teraz ruszyła na wartownika. ale kierowca nie zastanawiał się wcale nad tym. Oczy wybałuszył. l . Nie można powiedzieć. Czerwony samochód był pusty. tak. — Kto do licha rusza wóz pana Prezydenta? — wrzasnął. J — To może o każdej porze dnia jeździ innym — zastanawiał się Piotr — albo może jacyś goście do niego przyjechali. Czekaj! Zaraz spróbujemy! Wsiadaj! Auto było puste i pokusa była zbyt wielka. tu naciska starter. że ten wartownik wcale a wcale tego się nie spodziewał. ciekaw jestem — zastanawia się Piotr — po co tu jest ten kluczyk? Zaraz zobaczymy. Piotr na szczęście szybko ujął kierownicę i skręcił w bok. tylko dlatego. niech tylko uda mi się zastopować. przecież nie mogłem wiedzieć. Rozumiesz. — Tam gdzie jest kluczyk? — zapytał znów głos. — Zwariowałem. Tak. Motor warczał. drzwiczki otwierają się i zamykają — co to ma znaczyć? Ale Piotr i Karolcia nie słuchali już dłużej jego rozważań — musieli przecież koniecznie dostać się do samego Prezydenta Miasta. polakierowane na czerwono i czarno. — Motor warczy. "{i • — Ale wszystkimi nie może jeździć! 1 r. — W dodatku jest ono bardzo łatwe do prowadzenia. ach! — krzyknęła przestraszona Karolcia. jak się zatrzymuje — zapytał naraz nie wiadomo skąd jakiś głos. nic innego — mruknął kierowca. 2 — Pewnie Prezydent. tacy ważni. Ale to jeszcze nic. Ale piękne auta. że wyglądało to tak. Czekaj. Piotr znał się na tym doskonale. że przecież mają iść w niezmiernie ważnej sprawie do samego Prezydenta Miasta. że tu. Piotr odczuwał nawet poważną skruchę.strażnika za halabardę i naprawdę zupełnie niechcący wyrwał mu ją z ręki. Ale najwięcej podobało mu się jedno bardzo duże i długie auto. Tymczasem na podwórze wypadł rozgniewany kierowca czerwonego wozu. Bardzo to było śmieszne i Piotr miał ochotę jesz-c/e trochę strachu mu napędzić. Nie. Wiesz. ale zaraz przypomniał sobie. że to przez niego stracili tyle czasu.. 85 " — Kiedy ja już wolę wysiąść — powiedziała Karolcia — naprawdę wolę wysiąść! — Poczekaj. żeby znów był taki okropnie silny. — No pewnie. tylko prędko odpowiedział: — Przecież trzeba wyłączyć motor. . na którym rzędem stały piękne auta. wzrok go nie mylił — w aucie nikogo nie było. jakie to są marki. czerwonych poduszkach. co robić dalej. Teraz się dopiero na dobre przestraszył. — Co to jest? — mruknął. Toteż tłumaczył się przed Karolcia: — Rozumiesz. Trzaśniecie drzwiczek — i oto Karolcia siedzi już na skórzanych. — Ach.

KAMIENNE LWY! Kiedy już ochłonęli po przygodzie z autem. — Skąd wiesz? — zdziwiła się Karolcia. W pobliżu umieszczona była biała tabliczka z napisem: . — Czy mówisz to poważnie? — Piotr pełen był jeszcze niedowierzania. Nawet Karolcia nie mogła się tam /mieścić. że zaczarowane — odpowiedziały zgodnie lwy. Zupełnie zapomnieli o tym. i biegnąc narażali się na to. Wcale go się nie bała.»/ . że przechodnie wpadali na nich albo potrącali. — No to hop! I obydwa lwy natychmiast lekko i zgrabnie przeskoczyły przez ogrodzenie. nie dasz rady! — zaszlochała Karolcia. mała. trochę szorstkiego i wilgotnego. ale i zmęczona tym wszystkim. nie spadniesz. że mu ścierpły łapy. tu jest napis i strzałka — wskazał Piotr. że są ciągle jeszcze niewidzialni. bardzo proszę. wsiadaj na mnie. — O. — Po prostu chyba najlepiej będzie. No co. Chodźmy. mrucząc: — Och! Ależ ścierpły mi łapy! — No pewnie — powiedział na to pierwszy lew — tyle czasu leżeć bez ruchu! — Czy. a potem podrapawszy się dokładnie w lewe ucho. gładkich prętach żelaznego ogrodzenia. Brama była zamknięta. jeśli nie tracąc czasu wsiądziecie nam na grzbiety i pojedziemy do Prezydenta. Gdy merdał uprzejmie ogonem. wykutą w kształcie liścia żelazną klamkę. że był szczupły. już gotowi? — Gotowi — odpowiedzieli zgodnie Piotr i Karolcia. a w głębi widać było marmurowe schody i drzewka w drewnianych kubłach. co już raz powiedziałem — mruknął lew. >. przeciągał się z przyjemnością. — Oczywiście. wsiadaj na mojego brata. — Jesteśmy jak najbardziej zaczarowane i wobec tego możecie na nas liczyć. — Czy pomożecie nam się dostać do samego Prezydenta Miasta? — To właśnie miałem przede wszystkim na myśli — odpowiedział uprzejmie lew. wąsaty strażnik przekręcił w zamku ze zgrzytem ogromny klucz. l właśnie w tej chwili. czy wy jesteście zaczarowane? — spytał z zachwytem Piotr. przeciągnął się raz jeszcze i zachęcił Piotra: — No. A ty. że macie niebieski koralik. — Wszystko stracone! Nie dostaniemy się teraz! — Karolcia /ałamała z rozpaczą ręce.. * 88 — Dziękuję — lew kiwnął łbem. gdy zdyszani jeszcze od pośpiechu mieli zamiar nacisnąć wielką. — Ogromnie nie lubię powtarzać dwa razy tego. Przysiadły potem na strzyżonym trawniku i rozejrzały się. — Chodźmy jak najprędzej. — Może jeszcze jakoś nam się uda — próbował pocieszyć ją Piotr. szpary między prętami okazały się zbyt wąskie. że to kamienny lew przestał być kamienny i że to on polizał ją po ręce. Był nieduży i wydawał się bardzo łagodny i przyjazny. nie dając za wygraną. który się skarżył. Naraz poczuła na ręce dotknięcie czegoś ciepłego. Była już nie tylko zmartwiona. aby m jeszcze podrapał się trochę w ucho. jeśli tylko masz ochotę. — Tędy nie przejdziemy! Ale spróbujemy jeszcze innej drogi — 87 i Piotr. Piotr oświadczył ze skruchą: — Trochę czasu straciliśmy niepotrzebnie. który czuwał po drugiej stronie bramy. Przy żelaznej. Ale mimo to. usiłując jednocześnie przecisnąć się między żelaznymi prętami ogrodzenia. Ale i to się nie udawało. Odsłoniła zapłakane oczy i z niepomiernym zdumieniem zobaczyła. wejście główne jest z drugiej strony. Możecie dla pewności trzymać się grzywy. ogromnej bramie czuwały dwa zupełnie nieduże kamienne lwy. — Nie dasz rady! Ach. — Chyba że pozwolisz. tak jak to robią na powitanie psy — ten drugi. Wreszcie stanęli przed głównym wejściem.. Wskazówki na ratuszowym zegarze posuwały się powoli naprzód. Nic się nie bój. Tak dawno się nie drapałem. . Oparła się o jednego z kamiennych lwów czuwających przy bramie i ocierała łzy spływające po jej niewidzialnej twarzyczce. — Owszem. próbował teraz wspiąć się po śliskich. . Wiemy o was wszystko i wiemy.

kiedy kryształowe drzwi są zamknięte! Sama słyszałam. pod jakąś palmą. że aż postawił tacę na okrągłym stole. żeby kogoś sprowadzić. gdzie teraz trzeba iść. na której stało bardzo dużo szklanek z herbatą. po których wchodziło się do Ratusza. dotknął jednego z kamiennych lwów. Może to psy! Albo może ogromne koty —f denerwowała się urzędniczka. a potem. Ale trudno! «•« . Przysiadły więc na czerwonym dywanie. — Ratunku! Jakieś zwierzęta biegają po korytrzu! — Jakie zwierzęta? — zaczęli zaraz dopytywać się urzędnicy. czy to jest sen. — Ale jak dostaniemy się do środka. — Wiemy wszystko. czy nie zdaje? Ale chyba jako żywo nigdy tu nie było w hallu kamiennych lwów. 44^ . żeby znaleźć Prezydenta? — zaniepokoił się Piotr. bo przecież nikt nie przypuszczał. — Czy wiecie też o niebieskim koraliku? — Cóż za niemądre pytanie — parsknął z kolei drugi lew. Po prostu. — To chyba te kamienne lwy tu biegały — powiedział ktoś na to i zaraz wszyscy zaczęli się śmiać. . Tymczasem woźny zatrzymał się i popatrzył przez chwilę na przycupnięte. — Powiedziałyśmy wam przecież. że ktoś idzie! Musimy znów udawać. w długim korytarzu. Biegali po wszystkich piętrach i wszystkich korytarzach. — Tyle tu jest korytarzy i tyle pokoi. i znieruchomiały. którzy wybiegli z sąsiednich pokoi. — Przecież jesteście niewidzialni! — Prawda! A wy nie umiecie być niewidzialne? — Właśnie że nie — mruknęły lwy. Korytarze były bardzo długie i wszyscy zadyszeli się porządnie. że akurat w tej chwili uchyliły się drzwi jednego z pokoi i na korytarz wyjrzała jakaś urzędniczka. Tak się zdziwił ich widokiem. ten. wyłożonym czerwonym chodnikiem. — Nie jestem pewna. który znajdował się w pobliżu. z lekkim tylko skrzypnięciem. jak je zamykali — przypomniała sobie naraz Karolcła.„Nie deptać trawników". aby kamienne lwy mogły biegać po korytarzach Ratusza. widać. któremu ścierpły łapy — już ci to mówiłem: przecież gdybyście nie byli posiadaczami błękitnego koralika. I prawdopodobnie nic by się było nie stało po drodze nadzwyczajnego. — Kiedy przysięgnę na nie wiem co. Ale cicho! Zdaje mi się. jeden z nich dotknął tylko drzwi łapą i zaraz same otworzyły się szeroko. ale już zupełnie cicho. — A czy wiecie. żeby jak najszybciej opuścić hali. — Ratunku! — krzyknęła przeraźliwie. — Nie deptać. Ale lwy wcale się tym nie przejmowały. gdyby nie to. które spoczywały przed jakimiś drzwiami. czy nie sen. żeby się jeszcze bar90 dziej upewnić. Potem chwycił tacę i pobiegł w drugą stronę. że mi się nie zdawało — tłumaczyła się zdenerwowana urzędniczka. To była oczywiście okazja. — Zdawało się pani — śmiali się teraz wszyscy z grubiutkiej urzędniczki w okularach. po prawdziwej trawie. Toteż po chwili. A może mi się zwiduje? A może to mi się śni? Uszczypnął się najpierw w rękę. rozległo się ciche stąpanie lwich łap. — A my? — zdenerwowali się Piotr i Karolcia. że jesteśmy z kamienia. i wolną ręką podrapał się po łysinie. gdyż właśnie nadchodził jakiś woźny z tacą. to nie deptać — mruknęły trochę niezadowolone — miałyśmy ogromną ochotę pobiegać. kamienne zwierzęta. jednak nie znaleźli żadnych zwierząt oprócz dwóch kamiennych lwów. że jesteśmy zaczarowane i że wszystko wiemy — zniecierpliwił się pierwszy lew (był to ten. a za nią urzędnicy z innych pokoi. wysypaną żwirem aleją do marmurowych schodów. Była to grubiutka pani w okularach. który polizał Karolcię po ręku). najzwyczajniej w świecie. chociaż przez chwilę./(H? 89 I pobiegły szeroką. — Trzeba sprawdzić! n I rzuciła się w pogoń. Potem podparł się pod boki i zaczął głośno rozważać: — Ejże! Czy to mi się zdaje. nie moglibyśmy ruszyć się sprzed bramy.

lwy wpadły na jeszcze jeden korytarz i zatrzymały się przed drzwiami zasłoniętymi czerwoną portierą. — Tylko czy aby w dobrym kierunku biegniemy? — Chyba tak. patrzcie. y. podwójnymi drzwiami. Były to drzwi na samym końcu korytarza i już dalej nie można było uciekać. pokryty czerwonym chodnikiem. niech się rozejrzę. Tylko że ty jeszcze jesteś za mała. Ale oczywiście. — Czyżbyśmy źle trafili? — dopytywał się tymczasem jeden z lwów. które unosząc ich na grzbiecie w paru wspaniałych susach przesadziły całą salę i wpadły na ten sam korytarz. że zaniemówiła ze zdumienia. spójrzcie. nie zważając na okrzyki spotykanych po drodze ludzi. Biegły potem dalej. — Musimy znów skamienieć — jęknął z rozpaczą drugi lew — przestańże się już drapać! Ale niestety już było za późno. . zmyliwszy pogoń. kto mógłby wyglądać na Prezydenta Miasta. dzięki strzałkom. drapiąc się tylną łapą za uchem. które otworzyły się przy lekkim pchnięciu lwiej łapy. 92 — Oooo. Wreszcie. Nie słyszały już lwy. Ani Piotr. Ktoś wołał „ratunku". Wreszcie w rogu sali dostrzegli jakąś wysoką postać w żelaznej zbroi.. >»d"«ł i > t" '9 'O /f. Można by powiedzieć. co odpowiedziała na to pytanie pani nauczycielka i co się dalej działo w muzeum. 91 — Rzeczywiście. '. błyszczącym biurkiem.' . aby wezwać straż pożarną albo może pogotowie. znaleźli się przed wielkimi. ani Karolcia nie słyszeli już tego..Wreszcie wszyscy wrócili do swoich pokoi i znów zaległa cisza. i przeczytała na tabliczce: Muzeum miejskie otwarte jest co dzień od godziny 10 rano. Spójrz! Karolcia odwróciła się w tę stronę. jak najszybciej przed siebie. / I z godnością ruszyły przed siebie. Za drzwiami ukazała się ogromna sala pełna różnych obrazów i oszklonych szaf. Ja się na tym znam doskonale. dzieci — zaczęła objaśniać nauczycielka i zaraz przerwała. — Teraz już chyba spokojnie dojdziemy do Prezydenta — westchnęły lwy wstając i przeciągając się. Ktoś inny krzyczał: — Gdzie jest telefon? Ktoś jeszcze proponował. O rety! Przecież to wcale nie jest żaden gabinet Prezydenta. — Jesteśmy w sali rycerskiej. proszę pani? Nie jest zupełnie pewne. gdzie wskazywał Piotr. on się drapie! — zawołało tymczasem któreś dziecko. proszę pani. gdy tymczasem do sali muzeum miejskiego weszła gromadka dzieci z jakąś panią. Była to wycieczka szkolna. a jeden pan usiłował nawet z parasolem w ręku dogonić uciekające lwy. A jeszcze inne zapytało: — Czy lwy mają pchły. — Proszę wejść! — powiedział ktoś siedzący za dużym. żeby na tym się znać. — Ale zanim Piotr zdołał mu odpowiedzieć. Piotr i Karolcia rozejrzeli się. ale nigdzie nie było widać kogokolwiek. rozległ się jakiś gwar za drzwiami. I jeden z lwów pozostał z łapą podniesioną do ucha. że mu się to nie udało. — Przecież to jest po prostu pusta zbroja rycerska. które na pewno wskazują drogę do samego Prezydenta — Piotr był niezmiernie dumny ze swego odkrycia. Wobec tego jeden z lwów nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się gościnnie i szeroko. są strzałki — ucieszyły ssie lwy — niewątpliwie tędy należy się udać.&w »**** < . to gdzie jest wobec tego sam Prezydent? — Zaraz. tylko muzeum. — Widać strzałki pokazywały drogę do muzeum. — Może to jest sam pan Prezydent Miasta? — szepnęła Karolcia. — Coś ty? — zdenerwował się Piotr. ten lew się drapie. szybko. tu są poprzybijane strzałki. Wkrótce też. — No.

że to może jest sam Prezydent Miasta? — spytała szeptem Karolcia. aby ją przestraszyć. błękitnym światełkiem i wskazywał nieomylnie. — 95 Co pani się stało. był widoczny! Świecił słabiutkim. — Dziękuję pani. Atakowała zaciekle i w pewnej chwili tak mocno trzasnęła parasolem jednego z nich. — Nie boimy się twego parasola! — Zobaczymy! — odgrażała się Filomena. Rozglądała się tylko bacznie. a Filomena biegała za nimi. — Uciekajmy! Ale już było za późno. panie Prezydencie — odpowiedziała na to Filomena i ukłoniła się tak nisko. i od razu domyśliła się. — Nic nie wiemy o niebieskim koraliku — oświadczyły zgodnie lwy.PANIE PREZYDENCIE MIASTA! Ten ktoś siedzący za biurkiem zasłonięty był zupełnie gazetą. — Dobrze. kiedy na jedwabnej nitce zwisał z Karolcinej szyi. — Gdzie jest niebieski koralik? Mówcie w tej chwili. zadyszana. panie Prezydencie. Być może. Lwy umykały w szalonym pędzie. wpatrzona w migocący błękitny koralik. Spojrzała też ze złością w . że aż mu rozkrwawiła nos. które zaraz zaczęły udawać. W rezultacie na nic się nie przydało. i natychmiast skamieniały. mające na celu ocalenie Karolci i koralika. że jest w pobliżu i niebieski koralik! I wobec tego Filomena jednym susem przeskoczyła przez biurko i rzuciła się w stronę lwów. — Ha! — krzyczała przy tym. gdyż Filomena i tak w to nie wierzyła i nie wątpiła ani przez chwilę. że na pewno Piotr i Karolcia są w pobliżu. — Nie wiem. zanim zauważyła jego wejście Filomena. — Czy myślisz. że gdzieś w pobliżu musi się znajdować niewidzialna Karolcia. bardzo miły pan.. — Uciekajmy! Dobrze było powiedzieć: uciekajmy! — ale dokąd? Przecież za drzwiami na pewno byli jeszcze ci ludzie. nie jest mi pani teraz potrzebna — przerwał jej pan. Wyciągnęła więc swój długi. — Nie umkniecie mi! Muszę odzyskać błękitny koralik! — Nie odbierzesz przenigdy w świecie błękitnego koralika — odpowiedziały bohaterskie lwy. Ryknęły co prawda najgroźniej. Nos miała teraz o wiele mniej spiczasty. Było to zresztą kłamstwo. którą czytał. — Kiedy zdobędę błękitny koralik. W tej chwili czytająca osoba za biurkiem poruszyła się i odłożyła gazetę. Niestety! Koralik. który. A jeśli jest w pobliżu Karolcia — to znaczy. z parasolem w ręce. — Mam cię! — Uciekajmy! — szepnęła przerażona Karolcia. ale kłamstwo szlachetne. gdzie znajduje się Karolcia. Bo tylko dzięki mocy niebieskiego koralika mogły ożyć kamienne lwy. że nosem prawie że dotknęła czerwonego dywanu. A tymczasem Filomena nie wiadomo skąd zdobyła parasol i z parasolem w ręce nacierała teraz na biedne lwy.. panno Filomeno? Czemu biega pani naokoło mojego biurka? Czy tak powinna się zachowywać sekretarka? Filomena zatrzymała się w pędzie i od razu stała się grzeczna i potulna. czy nie dostrzeże błękitniejącego koralika. dziobiasty nos i węszyła nim po całym pokoju. Spytała słodko: — Słucham. Na szczęście lwy spostrzegły go wcześniej. Piotr i Karolcia trzymali się ich kosmatych grzyw. i wcale nie było widać. O ucieczce nie mogło być mowy. Naraz do pokoju wszedł jakiś starszy. 94 tak jak wtedy w domu towarowym. był samym Prezydentem Miasta! — Proszę teraz mi nie przeszkadzać. a w ręku zamiast parasola trzymała ołówek. ale niełatwo było to zrobić. że są skamieniałe. — Ratunku! To Filomena! — jęknął cicho Piotr. skamieniejecie już na zawsze! I już nigdy nie będziecie mogły biegać! Uganiała się teraz za lwami naokoło biurka. kto to jest. jak się okazało. Filomena spostrzegła lwy. — Co tu się dzieje? — zapytał ze zdziwieniem starszy pan. Chciałam właśnie. którzy ich przed chwilą gonili. jak tylko potrafiły. spoglądając przy tym zezem. — Ha! — wrzasnęła. Spiczasty jej nos wydłużył się i zaczerwienił niczym bociani dziób. mimo że był schowany w pudełeczku i razem z pudełeczkiem ukryty w kieszeni Karolcinej sukienki. — Ha! — wrzasnęła na ten widok groźnie Filomena. bo muszę pomyśleć o bardzo ważnych sprawach.

zmt — To my! Karolcia i Piotr! Z Kwiatowej! Pan Prezydent Miasta rozejrzał się trochę niespokojnie. Zresztą. Prezydent Miasta odwrócił się teraz w stronę swojego biurka.tę stronę. że to nie jest sen? — Nnnie..q i — To my. Jednocześnie rozległ się szept: — Piotrek! Sam wiesz.. Gdy już się zapaliła. panie Prezydencie. może się pan sam o tym przekonać. że nie było ich tu przedtem — wyjaśnił bardzo uprzejmie jakiś cienki głosik — bo to są nasze lwy. tak.f >. nieduże. Nie są groźne i są. — Co: naprawdę? — Naprawdę jesteśmy niewidzialni. pudełko z zapałkami uniosło się z biurka do góry. jak pan widzi.} -~. a ja nie mogę się obudzić — mruknął Prezydent. — Pan nas nie widzi. który akurat właśnie zamierzał zapalić papierosa. bardzo niechętnie. przy czym zdecydowanym ruchem odwinął rękaw marynarki i koszuli.•» 96 — Niewidzialni?! — zdumiał się Prezydent. — Niewidzialni? — powtórzył jeszcze raz z niedowierzaniem. trzasnąwszy lekko drzwiami. co ma o tym myśleć. proszę pana Prezydenta Miasta.. kiedy mi się śnią takie dziwne rzeczy.. co to za sztuczki. — Tak. że przedtem nie było tu nigdy żadnych lwów!!!!! — Oczywiście. gdzie w półmroku gabinetu migotał błękitny. czy nie mógłbym was zobaczyć? Chociaż na chwilę? Przyznam się. Ale słuchajcie! Czy wy ciągle musicie być niewidzialni? Czy. powędrowała w powietrzu w stronę papierosa. Chce pan? — Proszę bardzo — zgodził się tym razem uprzejmie Prezydent. -— Zdaje mi się. przepraszamy! — powiedzieli ciągle niewidzialni Piotr i Karolcia. czy można szczypać samego Prezydenta Miasta — wyznał z wahaniem głos.. że tu chodzi o niezmiernie ważną rzecz. że wreszcie wam uwierzę. — Czyje lwy? r — Nasze — powtórzył głosik. Jesteśmy jak najbardziej niewidzialni. — A to co? — powiedział ze zdumieniem na głos. — I w ogóle kto ośmielił się tu wejść? Kto tu jest? . — Wiesz.— Strasznie nie lubię.. kogo nie widzę! Bardzo nie lubię! Jeszcze Prezydent Miasta nie skończył tych słów. . żebym był pewien. i pogroziła pięścią skamieniałym lwom. W tejże chwili. n . że nie wolno bawić się zapałkami! 7 — Karolcia 97 — Nie bądź dziecinna — zabrzmiała również szeptem odpowiedź. — Uwaga! Raz! Dwa! Trzy! — zakomenderował głos. panie Prezydencie Miasta. — Kiedy to się panu wcale nie śni. «. ku ogromnemu zdumieniu samego pana Prezydenta Miasta. Ledwie to jednak zrobił. że nie lubię rozmawiać z kimś. •*•{ . wyszła.»s«. upragniony koralik.. — Co za: nasze? — zniecierpliwił się Prezydent Miasta. — Nie rozumiem. — Nic nie rozumiem. — Ale. — Tak.. krzyknął przeraźliwie: — Aj! Aj! To boli! — Ojej! Bardzo pana. — Ależ to nie są żadne sztuczki — zapewnił natychmiast cienki głosik — to naprawdę. proszę pana! — A czy moglibyście mnie uszczypnąć.k'4 n i h'"->rit — Co za: my? . to znaczy nie wiemy. bo my jesteśmy niewidzialni — wyjaśniał dalej głosik. .. w istocie sam was o to prosiłem — wyznał ze skruchą Prezydent — tak! Zdaje mi się.A • WSHW y** m >j. . potem jedna zapałka wydobyła się sama z pudełka i potarła o nie. ale zarazem i jakby z zachwytem. — Można! — oświadczył mężnie pan Prezydent i wyciągnął rękę. gdy naraz z ogromnym zdziwieniem zauważył przycupnięte pod ścianą dwa kamienne lwy. Aż wreszcie. że sam nie wie. ale to przecież pan sam kazał!. kiedy zobaczył przed sobą Piotra i Karolcię. — pan Prezydent Miasta wydmuchnął dym przez nos i widać było.

że brama była zamknięta. że powinienem sam to jakoś zbadać. — Jest raczej czarownicą — sprostował Piotr. — Piotr i Karolcia. — Co ty mówisz? — znów się zdziwił pan Prezydent Miasta. — Hm! — zastanowił się Prezydent. — Ach. muszę przyznać. 99 Ale lwy zaraz gwałtownie zaprzeczyły — nie. są nadzwyczaj dzielne. — A w dodatku. Ale. Już.— Więc. — Być może.. dobrze — zgodził się pan Prezydent Miasta — a przez ten czas opowiecie mi. ktoś mi o tym wspominał. Czy zje pan je razem z nami? I wyciągnęła natychmiast z kieszeni paczkę ze śniadaniem. — A co do tej sprawy. kamienny lew? — Tak.L "4 '' t. — No właśnie! Oczywiście. dobrze. — Jak pan widzi. Nie zdążyłem zjeść śniadania. . .. tak.«% jr — Aha! Piotr i Karolcia. — Chętnie bym to zrobił. wcale nie są głodne i w ogóle raczej odzwyczaiły się od jedzenia.. panie Prezydencie — ucieszyła się Karolcia — czy mogę pana poczęstować? Ciotka Agata przygotowała dla nas pyszne śniadanie. — To jak wy się nazywacie? . przecież one wcale nie są tak wciąż kamienne! Tylko proszę się ich nie bać. rzeczywiście — zgodził się Prezydent trochę niepewnie. gdybyśmy byli widzialni. — I mimo że nie są przecież takie duże jak prawdziwe lwy. — To są naprawdę wyjątkowo łagodne lwy — zapewniała gorąco Karolcia. jak tylko potrafiła. zapewne — grzecznie przyznał im rację Prezydent — ja tylko tak wspomniałem. czeka na mnie cała masa obowiązków niezmiernie ważnych. a Piotr szurgnął z szacunkiem nogami. o której mi opowiadaliście. aby znów przestały być kamienne. No. proszę pana Prezydenta — kiwnęła główką Karolcia 98 l i ukłoniła się najgrzeczniej. — Tak. — Nic nie rozumiem! Na kamiennych lwach? — Oczywiście. — I pilnej! — dodała Karolcia. gdy tymczasem Karolcia poprosiła lwy. czy czasem nie są głodne? — przypomniał sobie nieco trwożnie Prezydent Miasta. jak wiadomo. Lwy oczywiście ochoczo skorzystały z tego zaproszenia i przeciągały się prostując zdrętwiałe łapy. tak.. one nie zrobią nic złego — uspokajał Prezydenta Piotr. Bo czym może się odżywiać taki mały. — A cóż znowu chcecie od Filomeny? Filomena nie jest co prawda najsympatyczniejsza. zdaje mi się. toby nas dogoniła Filomena.«>. s. Były tam również. ale dlaczego byliście niewidzialni? — No. bo właśnie zdaje mi się. Skończył właśnie jeść czekoladowe serduszko i wyglądał na niezmiernie zadowolonego. — A dlatego musieliśmy przyjechać na lwach. 2>n. więc to wy byliście przed chwilą niewidzialni? — zdumiał się ogromnie. Ale czego właściwie ode mnie chcecie? — I po coście tu przyszli? — Właściwie przyjechaliśmy. AJH Ł. „? . po coście tu właściwie przyszli. bo przecież inaczej nie moglibyśmy się dostać do pana w niezmiernie ważnej sprawie — wyjaśnił Piotr.«ds. że wasza sprawa też wydaje mi się niezmiernie ważna. być może. Ale jak to zrobić? — Niech pan zaraz pojedzie z nami do naszego ogrodu! — zaproponowała Karolcia. . są zupełnie przyjemne.. 4. to sądzę. •". że jest niezmiernie ważna! — krzyknął z zapałem Piotr. Chociaż. znane już serduszka czekoladowe. ale jest dobrą sekretarką. — Tak. Proszę mi wierzyć. że jestem głodny. . jak wiecie. — No.. VV« x 5' -ł i* RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE — Przepyszne! — oświadczył pan Prezydent Miasta.. . Na lwach! — uczciwie wyznał Piotr. MfS I. — Aaaa.

— Ale jaki plan? — denerwowali się Karolcia i Prezydent. chociaż wcale a wcale nie wiedział.. aby stąd wyjść! — krzyknęli Piotr i Karolcia. że przecież w domu towarowym Filomena połknęła co najmniej pół tuzina serduszek i wcale a wcale to jej nie pomogło. to ona zaraz powie. aby pan Prezydent Miasta mógł stąd spokojnie uciec. jakie jest naprawdę działanie czekoladowych serduszek. jak najszybciej na korytarz. ale to jak najszybciej wymknie się przez otwarte drzwi. aby skakać z takiej wysokości. jak to zrobić! Już wiem — Piotr aż podskoczył z zachwytu — Karolciu! Musimy tak zrobić. — Czy nie mógłbym stać się niewidzialnym tak jak wy? Tak chociaż na trochę? Bo oczywiście. że Karolci i Piotrowi było go niezmiernie żal. jeśli mnie ktoś spotka biegnącego przez korytarz? 5 l 102 — Hm! To prawda — zastanowił się Piotr. wsiądziemy na nasze lwy i wypadniemy szybko. — Tak. dokąd ma zamiar się udać. Ale nie ma innego wyjścia. — Ale czy mi się uda stąd wyjść? Moja sekretarka na to się nie zgodzi! — Filomena? — Tak jest! Filomena! Nie myślcie. — To co wobec tego zrobimy? Aha. już wiem! Pan musi stąd uciec. Nie warto się nawet nad tym zastanawiać. aby mogła wiedzieć. wszystkich wyrzuca za drzwi! — Ale pan przecież wcale nie musi się pytać jej o pozwolenie. wyjdzie pan przez okno! Tu chyba nie jest bardzo wysoko? I zaraz podbiegł do okna.. a tymczasem pan Prezydent Miasta. — Więc stanie się tak. Przecież i tak muszę poprosić koraliczek. — Wcale nie wpadnie! — bronił swojego planu Piotr. sprawa nie była łatwa. że ona tylko wobec was jest taka niedobra. 101 aby Prezydent Miasta wydalił się ze swego gabinetu bez jej wiedzy. że Filomena będzie zajęta pościgiem za nami. Wspaniały plan! Wszystko się uda! Ręczę za to.— Niech pan zaraz z nami jedzie. to niemożliwe — smutnie pokręcił głową Prezydent — a co będzie.. korzystając z tego.. Był tak zmartwiony. Tak. A oczywiście nie było mowy o tym. Filomena mogła nie dopuścić do tego. a przez ten czas wpadnie tu Filomena. Na pewno rzuci się w pogoń za nami! My naturalnie będziemy uciekać. jak tylko da się najszybciej. szybko. Ale niestety! Okno znajdowało się na pierwszym piętrze i nie było mowy. — Wcale nie wpadnie. Co robić? — Co robić? — powtórzył smutnie Prezydent. Nie pozwala mi przyjmować tych ludzi. Na mnie też ciągle krzyczy i na nic mi nie pozwala. żeby się przekonać. Ale Karolcia zaraz zaprotestowała i przypomniała Piotrowi. bo po co ma wpadać. — Zrobimy tak: otworzymy drzwi.. — zmartwił się Prezydent. żeby tak na zawsze. którzy przychodzą do mnie z różnymi sprawami. Ona pewno pana wtedy nie zauważy. żebyśmy my — to znaczy Piotr i ja — znów stali się . — A gdyby jej też dać czekoladowe serduszko — zaproponował naraz Piotr — może by się zmieniła? — To jest myśl — ucieszył się Prezydent. a tymczasem. — To byłoby cudowne! Ale czy to się uda?! — Czemu ma się nie udać? Musimy tylko pomyśleć. — Prawda! — zmartwił się Piotr.. — Ba! — westchnął smutnie Prezydent. — E. Teraz Piotr z Karolcią odbyli błyskawiczną naradę — czy można tak ryzykować? Czy można znów prosić koralik o przysługę? Przecież na pewno znów zblednie. Już mam plan. że przedtem muszę podpisać trzysta siedemdziesiąt sześć bardzo ważnych dokumentów.. A ja tak nie lubię podpisywać dokumentów. — Jak to: nie muszę! Jeśli będę chciał wyjść. nie mogę w to uwierzyć! Bo wtedy byłoby łatwiej uciec. panie Prezydencie! — Uciec?! — zawołał z zachwytem Prezydent. nie mówię. — Już wiem! — zawołał naraz Prezydent. — Ale już wiem.. że może pan być na trochę niewidzialny. ale tak na trochę! Boże! Zawsze o tym marzyłem! Ach! Karolciu.

ale lwy? Przecież lwy są widzialne. ale po solennym zapewnieniu Karolci i Piotra uwierzył im w końcu i Piotr mógł wreszcie. Była zupełnie przekonana. a czego nie wypada mi robić. Nie mógł też się powstrzymać. a muszą też stąd się wydostać. ku wielkiemu zdziwieniu zwiedzających. kiedy wy będziecie stąd wychodzić. Ale. a ona była najpewniejsza. W końcu jednak. że to podmuch wiatru. Skoczył szybko i niby wiatr zdmuchnął z biurka wszystkie papiery na nim leżące. że zamachał jednym papierkiem przed jej nosem. kiedy jeszcze byłem małym chłopcem. to już od razu poproszę. Mogli teraz swobodnie pojechać na Kwiatową. — Spełniło się marzenie mojego życia! Kiedy Piotr dogonił ich na korytarzu. gdyż Prezydent chciał się koniecznie nacieszyć swoją niewidzialnością. — Ba. bo przecież inaczej stąd się nie wydostaniemy. — Karolciu! Musimy znów stać się niewidzialni! I pan Prezydent Miasta też. — Oj. odetchnęli wszyscy. że to naprawdę wiatr. z tysiącznymi ostrożnościami. niewidzialni! Oczywiście.^j 104 — Wybaczcie — powiedział — ale muszę koniecznie zrobić coś takiego. grubiutkiego pana Wiceprezydenta Miasta. — Czasem. policzywszy uderzenia. Co prawda Prezydent Miasta wcale nie chciał wierzyć. Byłby w ten sposób przewrócił swojego zastępcę. ale nie było na to czasu. bo trzeba było jak najszybciej wydostać się z gabinetu. aby szybko pozbierać wszystkie papierki. .. że będziemy niewidzialni. na którym muszę być. — Za dwie godziny odbędzie się ogromnie ważne posiedzenie rady miejskiej. który nazywano sekretariatem i w którym za dużym biurkiem siedziała zamyślona Filomena. aby nie ślizgać się po wyfroterowanej posadzce w hallu Ratusza. ponieważ jestem Prezydentem Miasta. że naprawdę jest niewidzialny. Zrobimy tak: ja zrobię coś takiego. przeciągając się — zupełnie już zdrętwiały nam łapy. a wraz z nimi niewidzialni Karolcia i Prezydent Miasta. Ale Piotr był nieustraszony.niewidzialni. mimo błagań Karolci i Piotra. ale jak pojedziemy? — zastanowił się naraz. — Wobec tego nie mamy czasu do stracenia — zdecydował Piotr. T-U. A? /. a po drugie. i rzuciła się na ziemię. Musimy więc ułożyć plan ucieczki. bardzo chętnie — mruknęły teraz zgodnie obydwa lwy. że zdarzy się coś takiego w moim życiu. szybko wbiegł po marmurowych schodach na pierwsze piętro. To się będzie i tak liczyło za jedno życzenie. żeby Filomena zagapiła się i nie zauważyła. że w tym dywanie są pchły! — Cóż znowu! — zaprotestował słabo Prezydent Miasta. Co prawda Prezydent miał szaloną ochotę spłatać jakiegoś figla Filomenie. — Już wiem! Wsiądę na jednego z lwów. A tymczasem przez uchylone drzwi wymknęły się obydwa lwy. Musieli też zatrzymać się przy sali muzealnej. otworzyć drzwi i przejść do drugiego pokoju. gdzie Prezydent przywdział zbroję i dusząc się ze śmiechu. • >a* 103 — Ale przecież my będziemy niewidzialni — zauważyła Ka-rolcia. — A więc jestem naprawdę niewidzialny — szepnął wtedy w upojeniu Prezydent. — Za nic na świecie — zaprotestowały zgodnie obydwa zwierzęta — jesteśmy . zgodził się jechać na Kwiatową. ba! Po drodze musieli się co chwila zatrzymywać. zdaje się nam.. na co mam zawsze szaloną ochotę. — Niewidzialni. I zanim się spostrzegli. przemaszerował w niej przez całą salę. Filomena nawet się nie domyśliła. Musiało mu więc wystarczyć to. I zdarzyło się teraz. że czas ucieka. bo nos miała znów niezmiernie wydłużony i patrzała zezem. żeby i pan stał się niewidzialny. wobec przypomnień. A jeśli będę prosiła o to dla nas. Ach! Tymczasem zegar na wieży ratuszowej wybił godzinę dwunastą.. — Ach! Jestem taki wzruszony — wyznał Prezydent. Widocznie knuła coś niedobrego. Ale już nie było czasu na dalsze rozmowy na ten temat. wyobrażałem sobie. a potem zręcznie zjechał po poręczy. że tym razem jest to sprawka jej dwojga przeciwników. — Już jest południe! — krzyknął Prezydent.

. które jedzie samo. chcieli też na własne oczy obejrzeć jadące autem lwy. ale wykonać znacznie trudniej! Przede wszystkim na skrzyżowaniach ulic i przy krawężnikach gromadziły się tłumy przechodniów: wszyscy koniecznie chcieli zobaczyć auto. w którym odbywała się tymczasem błyskawiczna narada: co robić. . — Wcale nie chcemy dostać się do Ogrodu Zoologicznego. że kierowca poszedł do bufetu napić się wody sodowej. korzystając z tego. okrążali place i właśnie mieli przejechać jeden z pięciu mostów miejskich. '. zamiast niewidzialności. — Ale też szkoda byłoby nie być niewidzialnym chociaż raz w życiu — westchnął Prezydent. f M. — Nie możemy znów całej roboty zwalać na koralik. czerwone auto wyjechało z podwórza. A inni znów domagali się. w którym nie ma nikogo przy kierownicy? Wobec tego policjant z otwartymi ze zdumienia ustami patrzał tylko za oddalającym się .przecież zupełnie małe lwy i nie udźwigniemy takiego ciężaru! — I nogi będą się panu wlokły po ziemi — poparła lwy Karol-cia. — No. Prezydent poparł go: — Postaramy się umknąć — powiedział przez zaciśnięte zęby.« j. gdy naraz na jednym skrzyżowaniu policjant dał znak. Nie było bowiem nawet mowy o pozostawieniu lwów przy bramie.f STOP! ZATRZYMAĆ WÓZ! Prezydent prowadził samochód doskonale. — Jeszcze się rzucą na kogo! — Uciekajmy! — błagały lwy. bez kierowcy.K t. . dobrze to powiedzieć. >?cv< •*>. gdy naraz ktoś na ulicy przystanął i zawołał: — Patrzcie na to czerwone auto! Jedzie bez kierowcy! A w aucie jadą dwa małe lwy! Teraz już wszyscy patrzyli na czerwony wóz. — Trzeba je oddać do Ogrodu Zoologicznego! — krzyczeli. Koniecznie chciały zobaczyć ogród i zjeżdżalnię oraz przejechać się na karuzeli. Ale czy można zatrzymać auto.». — Prezydent zasiadł przy kierownicy.''. a po drugie. — Szybko. 107 Musiał teraz bardzo uważać — prowadzenie auta w tych warunkach wcale nie było łatwe. — A czy wasz koraliczek nie mógłby zrobić tego. I tak jest już bardzo blady. to jazda! Motor zawarczał i zanim ktokolwiek się zorientował. aby schwytać lwy.^'. . aby zatrzymać auto. Należało tylko szybko dostać się do 105 r w czerwonego auta samego Prezydenta. Piotr obok niego. Zgrabnie wymijali autobusy i tramwaje. — Chyba znów musimy być widzialni! — powiedziała Karol-cia. Chyba żebym sam poprowadził auto! To był doskonały pomysł. „ u. że od razu. Jakże jednak pojadę autem. nie poprosiliśmy o przeniesiene do ogrodu — dodała Karolcia. — Szkoda. — Zatrzymać auto! Zatrzymać! — zaczęli teraz wołać niektórzy. Ale Piotr przeciwstawił się temu. Jedźmy dalej! Ba. Zresztą my sami też musimy pokonać jakieś trudności. — Musimy się jakoś przebić — postanowił Piotr. abyśmy od razu znaleźli się w ogrodzie? — zaproponował Prezydent. . Ale Prezydent dawał sobie doskonale radę na wszystkich skrzyżowaniach ulic. kiedy jestem niewidzialny! Przecież szofer nie będzie chciał jechać z niewidzialnym Prezydentem. F l V »\ • r f f/. — Jedźmy wobec tego autem. a Karolcia z lwami z tyłu. szybko! Nie ma ani chwili do stracenia. — Nie — powiedział po zastanowieniu Piotr — nie możemy jeszcze tego żądać od koraliczka.rt.

to znaczy Piotr. Po chwili jednak zeskoczył ze swego stanowiska i zaalarmował wszystkie posterunki: — Uwaga! Czerwone auto pędzi samo przez miasto! Nikogo nie ma przy kierownicy. a potem gonić się w ósemki. Było to ogromne auto. a w aucie siedzą dwa lwy i okropnie ryczą! Lwy co prawda wcale nie ryczały. gdy tymczasem niewidzialna trójka w aucie zastanawiała się. jak teraz najbezpieczniej będzie dojechać na Kwiatową. ale były to przecież zupełnie małe lwy. Co prawda lwy broniły się bohatersko. kiedy staniemy w szeregu zatrzymanych pojazdów? — Czy musimy jechać przez skrzyżowania ulic? — spytał Piotr. z którego natychmiast wyskoczyła Filo-mena ze swoim ogromnym parasolem. ale niedługo! Lwy. Filomena i strażnicy już dopadli biednych lwów. i znaleźli się na gładkiej. — Sam nawet dokonywałem jej uroczystego otwarcia. który znów odzyskał dobry humor.niA nn j<>. gdzie był mały ruch i prawie wcale nie było posterunków policyjnych. Alarm oczywiście poskutkował. — Ale co będzie. Zaczęła się walka — ale była to walka nierówna. gdy tylko odjechali.. a strażnicy przywieźli z sobą ogromną siatkę z niezmiernie grubych sznurów i właśnie w tę siatkę lwy 109 schwytali. do ogrodu. — Mnie się zdaje. — Tylko jak to zrobimy7 . Jeszcze parę ulic. a za nią kilku strażników miejskich. — Trzeba je ratować! — krzyknęła Karolcia. że na szosie rozległy się naraz głośne sygnały samochodowe. Najgorsze jednak było to. Czyżby pogoń wpadła na ich trop? W istocie. Był po prostu w rozpaczy. Zaledwie cała trójka — to znaczy Piotr. • >. która się nie krzyżuje? — Oczywiście — przypomniał sobie Prezydent. że trzeba jechać przed siebie. a potem musimy skręcić w lewo — radził Piotr. żeby mogły pobiegać trochę po trawie i rozprostować łapy. bo przecież jeszcze musimy zdążyć na Kwiatową. Jeden z nich biegał właśnie beztrosko po zielonej trawie z zerwanym kwiatkiem w pysku. że zaledwie zdążyli ukryć w pobliskich zaroślach czerwone auto.. — Jedziemy dalej — zdecydowali Piotr i Karolcia. Karolcia i oba lwy. Lwy nawet zaproponowały. i zaczęły dla rozprostowania łap biegać najpierw w kółko. gdyby nie to. — No dobrze — zgodził się Prezydent — pobiegajcie przez chwilę. uszczęśliwione swobodą. które zatrzymało się na skraju autostrady. Rada była może i dobra. ale niezbyt długo. Karolcia i Prezydent — zdążyła nadbiec z pomocą.wozem. jeśli złapią nas na skrzyżowaniu ulic. a drugi przewrócił się na grzbiet i machał wesoło łapami. że rozbawione lwy nie zdążyły się ukryć. gdy nadjechał pościg. Natychmiast w całym mieście zaczęły wyć syreny. ale policjant powiedział tak. żeby wszystko wyglądało jak najbardziej groźnie. — Bardzo chętnie. — Musimy ocalić lwy! — To nie ulega wątpliwości! — zgodził się Prezydent. szerokiej szosie. 108 — Bardzo chętnie! — odpowiedzieli wszyscy. a przez głośniki ktoś mówił grubym głosem: — Uwaga! Uwaga! Czerwone auto przebiega ulice miasta i zagraża bezpieczeństwu mieszkańców! A w aucie pełno jest okropnie drapieżnych lwów! Uwaga! Zatrzymać wóz! — Co teraz zrobimy? — spytał Prezydent. Potem załadowali je na wóz i wśród okrzyków Filomeny: „Do Zoo! Trzeba je zawieźć do Zoo!" — odjechali szybko w kierunku Ogrodu Zoologicznego. To jest autostrada naokoło miasta. — To właśnie ta autostrada — zawołał Prezydent. *t>»<:o -. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości. że są kamienne. że nadjeżdżało jakieś auto. wyskoczyły z auta. — Chyba jest jakaś ulica.-w. które im porządnie zdrętwiały od tego ciągłego udawania. jakiś wóz pędził z tak niezwykłą szybkością. aby auto zatrzymało się na chwilę. — Czy chcecie pojeździć trochę naokoło miasta? . . Bardzo mu się podobała ta wyprawa i wcale nie miał ochoty zatrzymywać się.

jak uratować i wyzwolić lwy. Siedziały już właśnie w wielkiej klatce. — Za rok?! — krzyknęła Karolcia. — Trochę już zapomniałem biegać — tłumaczył się z zawstydzeniem.P' j f DZIWNE ZWIEŻĘ Czerwone auto cicho zatrzymało się przed bocznym wejściem do Ogrodu Zoologicznego. które zresztą okazało się łagodne i cierpliwe. jak wiadomo. — Przez całe życie o tym marzyłem. "\*'-«}l i X . panie Prezydencie. żeby trochę zażyły swobody. nie zważali na wrzaski w ptaszarni. Nos znów miała wydłużony i mocno zaczerwieniony na czubku. Karolcia i Piotr — i tak przecież wejdzie bez żadnego trudu.'^' tf ' '" ' j * "t t . że to taka niedobra czarownica. I dodał z westchnieniem: — Nigdy nie lubiłem tej Filomeny. dobiegły ich piskliwe okrzyki Filomeny: — Trzeba te lwy zaraz zamknąć w klatce! Są ogromnie niebezpieczne! Uważajcie! I widać było. Sami umieścili się na drugim wielbłądzie. Wreszcie na końcu ogrodu w pobliżu sadzawki. byli niewidzialni. Udało się im doskonale. Jednocześnie jednak żal mu się zrobiło Prezydenta. — Już wiem! — krzyknął naraz Piotr. Były zrozpaczone i widocznie straciły . ze aby nie zwracać uwagi. < łl t tl > n v *>* l . wymachując parasolem. — To niemożliwe! — Musimy je uwolnić natychmiast — zdecydował Piotr — siadajmy do auta i jedźmy! Panie Prezydencie. ale nie wiedziałem. czy nie zauważą czegoś. czy potrafię — wyjąkał Prezydent. wóz Prezydenta stanie skromnie przy tym wejściu. na których nie było widać jeźdźców. » /> **f«4 — Do Zoo — odpowiedział Piotr. proszę siadać przy kierownicy! — Ale dokąd mamy pojechać? i. Tak bowiem zostało postanowione. zauważyli podejrzany ruch. — Pojedziemy tam na wielbłądach! Proszę wsiadać na pierwszego. — Co wobec tego zrobimy? — zapytał Prezydent.v 4'l *"• *"**' <* '<»"" '»-*< *' "/»!«' f' j/*i . tylko rozglądali się pilnie. — A teraz jazda! — zakomenderował Piotr. Mijali klatki z małpkami i rodziną niedźwiedzi. który był ogromnie zadyszany. które dozorca puścił luzem. — Czy nie możemy iść nieco wolniej? — A przez ten czas zamkną na zawsze nasze lwy! — denerwował się Piotr. gdzie umieszczono ich przyjaciół. Szli teraz jeszcze pustymi alejkami.« U^H^. jak podskakiwała. — Jeszcze jak niedobra! — mruknęła Karolcia Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad charakterem Filomeny. czy prędzej jak za rok zdołamy je uwolnić! Był bardzo tym zmartwiony. że musiałbym wystosować pismo do dyrekcji Ogrodu Zoologicznego. Nie darmo byli niewidzialni. w której mieszkały foki. •». Obok przechodziły właśnie dwa wielbłądy. i zastanawiali się. Trzeba było przede wszystkim zastanowić się nad tym. co by wskazywało na to. gdzie też mogą być ich lwy. że personel Zoo był w tej chwili zajęty oglądaniem dziwnej odmiany małych lwów przywiezionych przez Filome-nę! Nikt więc nie zwrócił uwagi na galopujące wielbłądy. Ale widać 111 było od razu. a my z Karolcia pojedziemy na tym drugim! — Nie wiem. gdyż tłum zwiedzających przybywał zazwyczaj dopiero po południu. W tym wypadku sprawa może się przewlec i nie wiem. że ma ogromną ochotę przejechać się na wielbłądzie. przez które wchodzili tylko pracownicy Zoo. — Biegnijmy tam — zakomenderował Piotr i puścili się pędem. żeby kiedyś dosiąść takiego rumaka pustyni! — Na pewno pan potrafi — dodali mu odwagi Piotr i Karolcia i pomogli wgramolić się na grzbiet zwierzęcia. Całe szczęście. ci. Ale Prezydent w żadnym wypadku nie mógł za nimi nadążyć. Gdy zatrzymali się w pobliżu zbiegowiska.Zdaje się. A zaś cała trójka — Prezydent.

ze względu na ich poprawne zachowanie. małpki zaatakowały Filomenę. po pierwsze. Korzystając więc z tego. co robić. „A może słonie i foki niebezpiecznie zachorowały?" — pomyślał i zaraz kazał wezwać lekarza zwierząt. że małe małpki. — Ja postaram się jakoś odciągnąć ich uwagę. a my was dogonimy — rozkazał Piotr. jak wiadomo. że zgromadzeni przy klatce nowych lwów dozorcy. Tak dziwne.. zaczęła jak szalona fikać koziołki w wodzie. czy teraz one nie ściągną na siebie uwagi dozorców. zachwycone tym pomysłem. Usiłowała dosięgnąć lwów parasolem i wrzeszczała jakieś niemądre słowa. — Damy sobie radę. W ten sposób Filomena została sama jedna przy klatce. Nie zajmował się już małymi lewkami dziwnej rasy. by ten cały tłum ludzi oddalił się od klatki. — Trzeba za wszelką cenę otworzyć klatkę — szepnęła Karolcia. Dyrektor teraz zupełnie nie wiedział. — Zobaczysz. aby zachowywały się w ten sposób. podniosły trąby do góry i zaczęły po swojemu trąbić. piszcząc z uciechy tak przeraźliwie. które doskonale znają się na czarodziejskich historiach. kapucynki. — Mam doskonały pomysł.. spróbuję — zgodziła się po chwili Karolcia.. iż wcale nie zauważyła. — Tylko jazda do roboty! Po małej chwili zaczęły rzeczywiście dziać się w Zoo najzupełniej dziwne rzeczy. a Karolcia i Piotr zajęli się Filomena. jak najszybciej. że dyrektor Zoo i dozorcy pobiegli do słoni i fok. skakały z gałęzi na gałąź. kim jest naprawdę Filomena. Stało się to niemal błyskawicznie. — Biegnijcie zaraz. I oczywiście słonie doskonale wiedziały. że wiedziały. i że natychmiast postanowiły dopomóc lwom oraz Karolci i Piotrowi. że żaden pomysł tu nie pomoże! — Poczekaj. ni zowąd na wybiegu dla słoni wszystkie słonie ustawiły się rzędem. Ale na szczęście lwy i foki dostarczały im jeszcze dosyć zajęcia. najpierw posłuchaj mojego planu. siedzą na pobliskim drzewie i przyglądają się jej z zainteresowaniem. są bardzo mądre... nigdy nic podobnego w życiu nie widzieli. a nawet i sam pan dyrektor Zoo.. że to była zmowa. Musimy przede wszystkim postarać się o to. Czar bowiem niebieskiego koralika miał tę właściwość. 772 — No dobrze. Nie ulegało wątpi i8 — Karolcia 113 ii wości. boję się. a po drugie. że nic nie widziała. a tymczasem ty i pan Prezydent uwolnijcie lwy. że to się uda! — zawołał Piotr z otuchą.-• n. «. które. Z dyrektorem na czele pobiegli natychmiast w tamtą stronę. Korzystając z tego kapucynki szybko otworzyły klatkę. a potem. przywiezionymi przez zwariowaną paniusię z parasolem. Zgodny chór słoni zagłuszył zupełnie w tej chwili okrzyki Filomeny. razem z Prezydentem do auta. — A co będzie z wami? — martwiły się lwy. A była tym tak zajęta. wysłuchawszy dalszego ciągu planu Piotra. Tego tylko było trzeba! Lewki szybko i zwinnie wymknęły się z niej. Wepchnięcie jej teraz do pustej klatki było dziełem jednej chwili. wolno było pozostawać na swobodzie. nie bójcie się! Przecież jesteśmy niewidzialni! Uciekajcie jak najprędzej! Wobec tego lwy razem z samym Prezydentem pobiegły w stronę bocznego wyjścia. Karolcia pobiegła do słoni i namówiła je. Bowiem ni stąd. że Piotr zaczął się obawiać. którym. że chociaż ktoś był niewidzialny dla ludzi. Kapucynki. — E. Dwie z nich zeskoczyły z drzewa wprost na śmieszny kapelusz Filomeny i wsunęły go jej tak mocno na oczy. aby dłużej utrzymać uwagę dyrektora i dozorców. Jedna z nich. kim jest Filomena. Po zamknięciu klatki Filomena zdołała wreszcie ściągnąć kapelusz i gdy . — Zaraz to zrobimy! — oświadczył beztrosko Piotr. miotającej się i rozzłoszczonej jak stado najgorszych tygrysów. to jednak był zupełnie widzialny dla zwierząt. uczepiona jej prętów. Ryk słoni zaniepokoił wszystkich pracowników Zoo. Każdy się z łatwością domyślił. bardzo śmiesznie kwiczą.nadzieję na uwolnienie. W dodatku do ryku słoni przyłączyły swój głos foki.

gdyż znów przeraźliwie zawyły syreny. która była zawieszona na klatce...spostrzegła. Próbowała zresztą rozgryźć żelazne pręty. że jest uwięziona. — Zabraniam. — No. — Nie ma rady. 775 — Zdaje mi się. proszę pana. przekreślił napisane tam słowo „lwy" i napisał znalezioną w kieszeni czerwoną kredką: dziwne zwieżę Potem. Nos jej się przy tym znów ogromnie wydłużył. kiedy pan musi użyć swojej powagi i zabronić im zamknięcia bramy. — E. że w tym napisie. że. gdy właśnie jacyś dwaj urzędnicy ogromnym kluczem mieli zamiar zamknąć bramę ogrodu. że coś jest nie w porządku. z kim rozmawia. zawyła dziko: — Ha! Nie ujdziecie mej pomście! — i rzuciła się. które tym razem przezornie ukryte były w bagażniku. „ż" czy „rz"? — Zaraz. Podbiegł do urzędnika z kluczem i powiedział bardzo grubym głosem: — Zabraniam panu zamykać ogród.. ^KJ > <n >r> 114 — Uciekajmy! — powtórzył Piotr. chwileczkę — zatrzymał go Piotr — zdaje mi się.. musisz nas teraz odczarować. t j. zrobiłem błąd. a włosy miała rozczochrane i zjeżone. dosiedli znów wielbłądów i błyskawicznie znaleźli się przy bramie. U < ' ! n "J •. — Zaraz. A przecież nie usłuchają niewidzialnego człowieka! — Kto wie? — zastanowił się Prezydent. Skakała więc tylko ze złości aż po sam wierzch klatki i rozczapierzała swe szponia-ste palce — wyglądała jak bardzo dziwny stwór. A potem wskoczyła na zawieszoną w klatce suchą gałąź i zaczepiła się o nią nogami. Ale nie zdążył dokończyć. — Nie ma rady. V i NARESZCIE W OGRODZIE! — To tu! — radośnie zawołała Karolcia. M . Karolciu — oświadczył Piotr. 4 e \ l . bo mam prawo — zdenerwował się Prezydent. „„ — Uciekajmy teraz! — zawołała Karolcia. żegnani okrzykami kapucynek. Ciągle nie odwracał głowy i wcale nie wiedział. Klucz za nic w świecie nie chciał się przekręcić w dziurce. aby wyłamać kraty. który zostawiłem na klatce z Filomeną. gdy czerwone auto zatrzymało się przed bramą ogrodu. zaraz — zaczął się zastanawiać Prezydent — zdaje mi się jednak.1 1 VJ>? < r *• f * 0/i'*fA"i0o i/ aur • » . to jedźmy! — zawołał na ich widok Prezydent i nacisnął starter. — Szkoda! — żałośnie westchnął Prezydent. — A jakim prawem pan mi zabrania? — powiedział na to urzędnik. — Oto nadeszła chwila. panie Prezydencie — powiedziała Karolcia z łagodną perswazją. gdyż był w tej chwili niezmiernie zajęty. gdzie czekał na nich niewidzialny Prezydent z lwami. — Cóż znowu się stało? — zaniepokoił się Prezydent. — Uciekajmy! — wrzasnął wobec tego Piotr i czerwony wóz błyskawicznie ruszył z miejsca. Jednak to się jej nie udało. męcząc się z kluczem. ale i ten pomysł był jak najzupełniej chybiony. Przybyli w ostatniej chwili.W Ot. nie odwracając głowy. — Spróbujemy! — I szybko wyskoczył z auta.•« ń j. Dopiero kiedy . panie. Ale jeszcze przedtem na białej deseczce. co mi pan zawraca głowę — gadał dalej urzędnik. Jak się pisze „zwierzę".

jeśli mam jakoś uratować ten wasz ogród. to może warto obejrzeć. że chyba trzeba zrezygnować — przyznali z westchnieniem. — Trochę szkoda. a to jest jego czerwony samochód. trochę pogniecione. ale za to uszczęśliwione lwy. To jest właśnie pan Prezydent. — Już znaleźliśmy — odpowiedzieli na to z dumą Piotr i Karolcia. żeby sprawę ująć w swe ręce. kochany koraliczku. ale musimy! — Ale pan Prezydent ma rację — poparł Prezydenta Piotr. to nie! Nic takiego się nie zdarzyło. Teraz już wszyscy wyruszyli do ogrodu. że jesteście! Pomóżcie nam coś wymyślić. — Fajnie. mówisz? — zastanowił się Prezydent. że powinien pan obejrzeć ten ogród dokładniej — 118 doradził Piotr. To cała banda dzieciaków z podwórza witała ich w ten sposób. że zawsze wie. jakie są miłe! I jak widzicie. — Właśnie. Bo Leszek to jest taki. To dopiero była zabawa! Jeździło się na karuzeli i na kołobiegu! Huśtawki fruwały w górę. — Zapomnieliśmy o naszych lwach! — zawołali i pobiegli co prędzej otworzyć bagażnik. Same się przekonacie. To chodźmy do ogrodu. — Ha! Trudno! Stajemy się znów widzialni. — Są naprawdę niezwykle łagodne i niezmiernie do nas przywiązane. — Bardzo mi przyjemnie — odpowiedział na to pan Prezydent Miasta i podał mu rękę. — I teraz już nie chodzi o naszą przyjemność. że się przedstawię i podziękuję w imieniu wszystkich dzieci z naszych bloków — powiedział na to uroczyście Leszek. z którego wydobyli obydwa. właśnie! Bardzo ładnie to powiedziałeś — Prezydent kiwał przytakująco głową. — I na poparcie swoich słów oraz wyrażenia wdzięczności lwom za ich wierność Karolcia po kolei pocałowała obydwa w rozczochrane łby. są zupełnie nieduże. tylko o rzecz poważną. kiedy właśnie Piotr i Karolcia z wszelkimi honorami prowadzili samego Prezydenta do ogrodu. Ale Piotr i Karolcia od razu wiedzieli. ale bez awantur! O. żeby było jakoś poważnie i elegancko. Karolciu? — Myślimy. znajdźcie na to radę. żeby ogrodu nie zamknęli! Widzicie? Naprawdę chcą zamknąć! Co to będzie? Gdzie się będziemy bawić! Wymyślcie coś. I w tejże chwili usłyszeli dziki okrzyk radości. — Naturalnie! — zachęcała Karolcia. że jednak będziemy 117 musieli teraz zrezygnować z niewidzialności. że sięgną nieba! Na zjeżdżalni był ruch bez przerwy.odwrócił się i nikogo przy sobie nie zobaczył. zdziwił się porządnie. A potem odwrócił się do tego urzędnika od klucza i zwrócił mu łagodnie uwagę: — Proszę. — Hm. — Tak jest. „•M— Myślę. — Pan pozwoli. ale to nie jest sposób załatwiania sprawy — szepnął do Piotra zatroskany Prezydent. chciałem powiedzieć: przyjemnie. — To są takie niezupełnie prawdziwe lwy. — Karolcia! Piotrek! Jak to dobrze. — Hm. o ogród dla dzieci z całej naszej dzielnicy. rozległ się żałosny ryk. — Niech pan tylko zobaczy. za nią Dorota. to znaczy. — Zdaje mi się. jak się zachować. zdawało się. która zawsze była dość odważna. co to. I w tej chwili. — A to co? — wszyscy się trochę przestraszyli. co? — Więc stajemy się znów widzialni — uroczyście powtórzyła Karolcia — zrób to. W tej sprawie wydam odpowiednie zarządzenie na piśmie. Jak myślicie? Co. — Nie bójcie się! — zawołali do dzieci. Jania nawet miała ochotę rozpłakać się. — A co mam teraz dalej zrobić? — spytał Piotra Prezydent. aby ogród pozostał otwarty. za . 'u 119 r r — Czy można je pogłaskać? — zaryzykowała Dorota. — Sam pan Prezydent Miasta przyjechał. co to za głosy. Wszyscy stali porządnie w kolejce! Karolcia stała za Agatą. jak tu fajnie. panie Prezydencie Miasta — ukłonił się grzecznie urzędnik i zaraz sobie poszedł.

żeby jeździły nim dzieci i żeby się wesoło przy tym bawiły. 120 — Muszę być tam. Zaczęły od tego. Tylko Karolcia i Piotr zostali przed bramą. że to jest możliwe? — Myślę. wytłumaczyć radnym. Ale chciałbym. Piotr i wszystkie dzieci. — Co sądzisz o tym. żeby uroczyście raz na zawsze załatwić sprawę waszego ogrodu — powiedział na pożegnanie. bo pobiegły wszystkie za czerwonym samochodem. A restaurację można zbudować trochę dalej! Prawda? — Prawda! — zgodzili się wszyscy. Czy myślisz.Dorotą Leszek. i kierowany przez chłopczyka z sąsiedniego bloku. NIE BLEDNIJ.. I że wolałyby dostać jakąś inną posadę. — No to żegnajcie i bawcie się dobrze! — i Prezydent już. Racja! Niech zostaną lwami na karuzeli.V* t. Ale najwięcej podobała im się karuzela. Stali tak. Piotrem i samym Prezydentem Miasta. V. że był honorowym gościem.s* ^ '.v. A oni odpowiedzieli mu skinieniem podniesionych rąk. bardziej wesołą — właśnie na przykład w ogrodzie. ja i Piotr wiemy. Wśród tych wszystkich przygód zapomnieli zupełnie o tym. żeby tam nie wiem co.«. już miał nacisnąć starter. I Prezydent od razu się na to zgodził. Żegnajcie! Ukłonił się elegancko kapeluszem. Chcę. Tak im się podobała. jechał teraz szybko aleją ogrodu. A że autobus był bardzo przepełniony. że postanowiły stamtąd już nie schodzić. — Niech wobec tego na pamiątkę tej całej historii i naszych wspólnych przygód zostaną tu te trochę zaczarowane lwy i trochę zaczarowany samochód. A potem spojrzał na zegarek i zaraz sobie przypomniał. kiedy Karolcia. że już jest okropnie późno i że zaraz zacznie się posiedzenie rady miejskiej. który stał się naraz zupełnie mały. — To dobrze — ucieszył się pan Prezydent Miasta. odprowadziły go do auta. . gdzie są różne zabawy dla dzieci. że już nie mają ochoty być kamiennymi lwami i sterczeć przed Ratuszem. że niektóre rzeczy przestaną być takie. I wskoczył do przejeżdżającego właśnie autobusu. rpt '-: ' Ł 'r. A na karuzeli ile się wyjeździł! Ze względu na to. że ten ogród to niezmiernie ważna rzecz. — Muszę. Karołciu? — spytał. Przeprowadziły zresztą poważną i zasadniczą rozmowę na ten temat z Karolcia. — Ty. że istnieją takie rzeczy jak obiad. W takim ogrodzie. za Leszkiem sam pan Prezydent Miasta! Tak jest! Tak jest. razem z lwami. Bo bardzo dziwne im się wydało. — Czy nie mogłybyśmy zostać teraz lwami drewnianymi na karuzeli? — spytały Prezydenta. jeździł nawet trochę częściej niż wszyscy. To mówiąc ujął pod pachy pewnego małego chłopaczka. A lwy? Też we wszystkim brały udział. kiedy naraz wyskoczył ze swego czerwonego auta. — Nie — powiedział. r. dzieci! — Na obiad? Na obiad? — powtórzyli. że jest możliwe — odpowiedziała po namyśle. — Nie! Niech i to auto tu zostanie. jak są w tej chwili. gdy naraz ktoś przy nich powiedział: — Czas na obiad. Ale właściwie dzieci już nie było. uniósł jeszcze raz kapelusz i uśmiechnął się serdecznie. moi złoci! Sam pan Prezydent Miasta! Nie chciał opuścić żadnej kolejki! Tak mu się to podobało. — Żegnajcie! — powtórzył pan Prezydent Miasta. żeby zostały trochę niezwykłe i t r o c h ę zaczarowane. i posadził go przy kierownicy. KORALICZKU! * ti. To się dopiero wyjeżdżą. zapatrzeni w znikający w oddali autobus. więc stał na stopniu i odwróciwszy się w stronę Karolci i Piotra. za wszystkie czasy! — Sam bym tu chętnie przyjął jakąś posadę — powiedział kiwając głową — ale cóż. że się jada obiady. który mieszkał w sąsiednich blokach. nie mogę! Muszę jeszcze ciągle być tym Prezydentem Miasta. a obok usadowił Janie. to znaczy zupełnie niezwkłe i zupełnie zaczarowane. Ale należało mu się to! Tak wszyscy w ogrodzie uchwalili.

o jakie to bieganie naprawdę chodziło. najbardzej tajemnicza tajemnica. — Dobrze! Idziemy — zgodził się niechętnie Piotr. — Co ty.. czy to wszystko. wyglądasz na bardzo zmęczonego! A Karol-cia tak samo! Co wyście dziś w tym ogrodzie robili? Pewno za dużo było biegania! Co? — Może troszkę za dużo — przyznał Piotr. która stała obok nich — biegnijcie szybko. Otwiera je ostrożnie. aby uniknąć dalszych wypytywań. jeszcze się trochę niebieszczy — ale na ile tam tej niebieskości wystarczy? Może najwyżej na dwa życzenia? A może tylko na jedno bardzo ważne. jak mógł. bo już wcale nie wiedziała. ale już ciotka Agata puka do łazienki. zobaczcie tylko tytuły: „Ogród dla dzieci będzie od jutra otwarty na zawsze! Sam Prezydent Miasta odwiedza ogród przy ulicy Kwiatowej. Czy lwy. Gdzie ty byłaś. Piotr? Za kogo mnie masz? — szepnęła oburzona podobnym podejrzeniem Karolcia. Po prostu w ogrodzie.. Ale nie otrzymała już odpowiedzi od Piotra.. patrząc na Karolcię. Tyle godzin nie pokazywałaś się. . to wszystko. a było tego biegania. Tymczasem w domu ciotka Agata już czekała na wszystkich z obiadem i nawet sama nakryła do stołu. O koralicz-ku kochany! Trzeba teraz prawdzie spojrzeć prosto w oczy.. przyjdę po obiedzie — ukłonił się Piotr. czas do domu — powtórzyła mama Piotra. — Co wy tam znów się naradzacie. Ręce były rzeczywiście porządnie brudne. A Piotr powiedział po cichu: — Już sam nie wiem.. chociaż zazwyczaj należało to do obowiązków Karolci. — Myj zaraz ręce! — zawołała swoim zwyczajem do Karolci. Dokładniej powiedziawszy — czarne. dzieci. Ale co wam jest? Takie macie buzie rozpalone! Piotr. — Koraliczku. w ręku trzymał gazetę. — powiedziała Karolcia. Nie wiadomo skąd — może to niechcący zrobił który z lwów.— No. — No. dzieci? O co chodzi? — Ee. — I poszła szybko do łazienki. co było. jakie masz czarne.. a może było to 723 dzieło Filomeny? A koraliczek? Prawda.. — Czyżby. byłam w ogrodzie.. co tu robisz? Na pewno ciotka Agata już czeka na nas z obiadem. nic takiego — wykrętnie mruknął Piotr. nie blednij! — prosi go cichutko Karolcia. — Wyobrażam sobie.. jak to było naprawdę. którą wesoło wymachiwał. prawda. — Tylko słuchaj. dzieci? — Tak! — szepnęli Piotr i Karolcia. — Przyjdź! — zapraszał tatuś. Bo rzeczywiście było. i duże. -«^*** łM-uj t< !i' 722 — No. to działo się naprawdę?. gdyż w tej chwili spotkali tatusia. co się stało?! Zmęczyłaś się? — zaniepokoił się Piotr. t Ujął Karolcię za rękę i pędem pobiegli w stronę ich bloków. co was na pewno zainteresuje! — A co takiego? — zaniepokoili się. co ma o tym wszystkim myśleć. nie — pokręciła głową Karolcia.. — Nie. — Dziś w popołudniowej gazecie jest coś. A Piotr? Może przyjdziesz do nas? — Dziękuję.. jł Naraz Karolcia przystanęła.. Na prawej było zadrapanie. jak wygląda koraliczek w tej chwili?! Karolcia teraz szybko wyciera ręce i wyjmuje z kieszeni pudełeczko z koraliczkiem. — Nikomu nic o tym wszystkim nie mów — syknął jeszcze Piotr do Karolci najciszej. i wołał do nich: — Karolciu.. Nie jest jeszcze zupełnie przezroczysty. A Karolcia nawet zbladła z wrażenia. Koraliczek jest blady. Karolciu? — W Zoo. tylko że mama wcale a wcale nie wiedziała. — No to biegnijcie szybko do domu! Już naprawdę jest późno! Mama Karolci też się niepokoi. I poza tym była to święta. ale zaraz poprawiła się — to znaczy... Szedł spiesznie do domu.. Lwy na ulicach naszego miasta! W Zoo dzieją się dziwne rzeczy! Czy słonie zachorowały?! Nieznane zwierzę w klatce lwów!" To chyba dosyć niezwykłych rzeczy.

zanim stanie się zupełnie. ja już będę jadła ten kompot. kiedy kto spóźnia się do stołu. Chyba że już jej tam nie będzie.. — Może chciałabym mieć na przykład taką lalkę z domu towarowego. chyba nie — uspokoił mamę tatuś. bo to już pewnie będzie jedyne i ostatnie życzenie. — Muszę się dobrze przedtem namyślić. — Aha! — przytaknął tatuś.. Bo nie lubi.. no. — Patrz. czego bym chciała. Ojej. i że podobno działy się tam różne rzeczy. wszyscy już zjedli i czekamy tylko na ciebie! Czy prosisz o kompot? Karolcia kręci przecząco głową. że zdążyła schować koralik do kieszeni. — A właśnie. Karolciu! — woła znów mama. tf . — Zaraz idę! — woła Karolcia i postanawia. żeby mama wiedziała. No bo jakże 725 Karolcia mogła powiedzieć: „Proszę o kompot" — kiedy akurat w tej chwili lekkomyślnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej kora-liczek? A potem nie mogła w pomieszaniu do tej kieszeni trafić. — Nie chcesz kompotu? Kompotu z wiśni? Twojego ulubionego kompotu? — nie może się nadziwić mama. znienawidzona zupa jarzynowa! Gdyby tak zamiast jarzynowej była na talerzu na przykład zupa. Karolciu! Co ci jest? Czy nie masz apetytu? — zdziwiła się mama. Kiedy pomyślała. A właściwie najlepiej byłoby przed powzięciem tak ważnego postanowienia porozumieć się z Piotrem. ale tylko troszeczkę zagniewana. nawet taką niby unieszkodliwioną. zobaczyć tego zwierzaka. już teraz nie bardzo lubię — wyjąkała Karolcia. Nie mam pojęcia. Może na przykład wymienią Filomenę na ślicznego niedźwiadka? Albo na żyrafę? — Jedz. — postanawia. . — A może ona jest chora? Zdaje mi się.f i n >. Po prostu szaleli obydwoje z Piotrem w ogrodzie. że musiałaby raz jeszcze spotkać się z Filomeną. Karolcia od razu przestaje myśleć o tym. I czy można było trzymając koralik w ręku prosić o kompot? Chyba jasne. najzupełniej przezroczysty. albo może. jaką zupę wolałaby od jarzynowej. — Na pewno nie ma temperatury. raz nie chcesz. i już przepadnie jedyna i ostatnia okazja spełnienia jakiegoś życzenia naprawdę wspaniałego. Ty przecież lubisz chodzić do Zoo? — Nnnie. Ba. że za nic na świecie nie pójdzie do Zoo.. że podobno był dziś w ogrodzie sam Prezydent Miasta i że nie pozwolił na zamknięcie. Bo może by na przykład poprosić koraliczek. Tak. trzeba się mieć na baczności. ciotka Agata jest już trochę. moje dziecko. Ale grunt. ludzie mówili.. małe auto? Trzeba koniecznie pomówić o tym z Piotrem. dopóki tam będzie przebywać Filomeną. ale to bardzo. — Ja. jeśli przypadkiem będzie wtedy trzymała koralik w ręku. że teraz musi być bardzo. — Nic nie rozumiem — dziwi się mama — raz chcesz. — Idę już. — Nie. aby w ogrodzie zawsze były przedstawienia cyrkowe za darmo dla wszystkich dzieci? Albo 724 żeby mieć własne. co się z tobą dzieje.— Karolciu! Proszę siadać do stołu.. — Ona jednak chyba jest chora. słyszałam już na mieście. Prawda. — Jedz. A na talerzu stygnie zupa. że nie można było. Karolciu? Pójdziemy. nie jestem chora! — protestuje gwałtownie Karolcia.. I zaraz postanowiła. — Piszą o tym w gazecie. A o tym dziwnym zwierzęciu czytałaś? Trzeba będzie w najbliższą niedzielę pójść do Zoo.. tej popołudniowej. — Karolciu! Zupa stygnie! Oho. zamkniętą w klatce. tak.. Sprawa jest bardzo poważna. Bo jedno niebaczne życzenie. Może ma gorączkę.. Podobno czasem wymienia się różne zwierzęta z zagranicą. ciociu! Idę. wprost okropnie ostrożna. dreszcz ją przeszedł. li/ . toby się nie dziwiła. Trzeba jednak koniecznie pogadać z Piotrem. Wszyscy już siedzą przy stole i czekają na Karolcię.. — E. jakie będzie mógł spełnić koralik.. Och! Wstrętna. że ma bardzo czerwoną buzię.

I zaraz by się to spełniło! — Ach! Nawet nie mów takich rzeczy! — zdenerwowała się Karolcia. jest — westchnęła ze smutkiem właścicielka błękitnego koralika — jest zupełnie bledziutki. — Trzeba przyznać.*«» . Musimy się naradzić.'»• . — Oczywiście. 727 — Pewnie.<. gdzie jest moja szczotka do butów". ^ * •*. bo pędem zbiegł ze schodów. że nie myślałam o tym poważnie. M . że tak naprawdę to zdaje się. to co? To zmarnuję życzenie i już o nic więcej nie będę mogła poprosić. błękitnym koralikiem. ja się okropnie boję. To nie jest rzecz. — Myślałam co prawda o pewnej przepięknej lalce — zaczęła niepewnie Karolcia. co się wydarzyło im wczoraj. A ten Piotr znów swoje: — A nad czym? — Jak to: nad czym. Tylko rozumiesz. zaraz lecę. dobra. Ale nie można było inaczej. że nie wiadomo.. Zejdź zaraz na podwórze. — A czy on już zrobił się zupełnie przezroczysty? — zaniepokoił się Piotr. czy on napraw de już jest taki blady?! — Jest. a stanie się niewidzialny. — Nic się nie stało — odpowiedziała Karolcia — ale może się stać. — A teraz chodzi mi o to. kiedy tylko można było wyrwać się na podwórze. — Bo co się stało? — spytał Piotr najspokojniej w świecie. KORALIKU! Z Piotrem jednak można było pogadać dopiero nazajutrz. I wiesz. | -j t& .. że będę trzymała akurat koralik w ręku i powiem byle co. — No pewnie — zgodził się Piotr. o którą prosi . No. — Pewnie. czego mi żal? Że on przez takie moje jedno życzenie już przestanie być widocznym.•" V . Karolcia zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo: — Muszę koniecznie jak najprędzej z tobą pomówić.t/ a v-s« ł \ \ ' \ 'b« * <ł<1«*. ( ŻEGNAJ. że nie możesz! Ale powiedz. — Jak to: co? Musimy się naradzić. ze wczoraj prosiliśmy go o masę rzeczy. — Ale sam teraz rozumiesz. że z powodu tego jednego jeszcze życzenia. w czyje ręce potem się dostanie! — Wobec tego musisz dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie. jakie mogę powiedzieć koralikowi. — Duże czy małe? — Może nawet i na takie trochę większe. że niebiesko-ści koralika starczy na jedno tylko życzenie. zaraz się poprawiła: — No. i jakby nie istniała jeszcze możliwość rzeczy niezwykłych. — Aha! No. Gdybyś tak na przykład powiedziała nieostrożnie: „Chciałabym wiedzieć. Po prostu po obiedzie jego mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny i mowy nie było o zobaczeniu się z nim. ale widząc pełne oburzenia i pogardy spojrzenie Piotra. jak to: nad czym? Piotr! Ty chyba jeszcze śpisz?! A koralik? — wyszeptała Karolcia. wesołym. Jeszcze tylko wyżłopię mleko. Ale zaraz rano. a poza tym. że jeśli tak się zdarzy. oczywiście. biedaczek. zupełnie jakby nie pamiętał o tym. j r >. W tym momencie Piotr wreszcie odzyskał przytomność i ożywił się.K t & Ot f4*Vi % >'* 3 « * >•:. tak jak na przykład powiedziała ciotka Agata z tymi ciastkami. Trzeba się poważnie zastanowić.. I widać żłopnął szybko. że nie można było inaczej — zgodziła się Karolcia. nie powinnam postępować lekkomyślnie.. bo po małej chwili już był na podwórzu wyraźnie zaniepokojony — No i co? — zapytał zdyszany. co zrobimy z koralikiem. że to byłaby szkoda. które byłoby bardzo potrzebne i ważne.

Jedna prośba do koraliczka. tak. Albo o jeszcze czym innym. ta z trzeciego piętra. moja droga. Pewnie. że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku. — Słuchaj. Co ty na to? — To może ja poproszę o te buty? — zaofiarowała się Karolcia. to potrzebne są buty na zimę. A Dorota marzy. że musi być coś poważniejszego. Każdego dziecka i każdego dorosłego. że Leszek. że jest okropnie dużo ludzi.. — No pewnie. który tu mieszka. Weź taką panią Leśniewską z trzeciego. co się dzieje! — zawołał Piotr. a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. Więc zaraz spróbuję. co? — Kiedy książki można kupić — nieśmiało zauważyła Karolcia. Więc już mówię życzenie — uwaga! — Strasznie mi serce bije w tej chwili — przyznał się Piotr. a pani Leśniewska. n — A nie będziesz żałowała. A potem zacisnęła mocno pięść. Toby było. że tak niby nic dla siebie nie prosiłaś?. Albo dorośli. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. jakby się cieszyła. — Jestem szczęśliwa! — wołała do wszystkich. Tak. przestań. tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać! Zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy. Naturalnie. Taki ma reumatyzm. Piotr. Piotr? — Pewnie. było na co patrzeć. sama chyba przyznasz. że jedne są bardziej ważne. a drugie mniej. jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. — Naprawdę? <b -' — No pewnie. Pomyśl. śliczną skakankę. można. jak się ma pieniądze. o wrotkach. już! I Karolcia po raz ostatni położyła na dłoni koralik i szeptem wypowiedziała życzenie. Też ważna rzecz. mój drogi. Też mają swoje zmartwienia. Każdy ma jakieś marzenia. Agasia marzy o skakance. chciałby mieć na przykład rower? A nie może mieć. to ci powiem. Ona na pewno chciałaby być zdrowa. co? — Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było 9 — Karolcia 729 * w wspaniale. szło z powagą dziesięć . że bolą ją nogi i ręce. być może. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć. bo jego rodziców nie stać na kupno roweru. gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka. zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa. Czy nie wiesz o tym. Ale czekaj! Dlaczego tak by nie miało być? Pritóeż to tylko od nas zależy. Piotrek? — spytała naraz Karolcia. co by tu się działo.się koralik. tylko nie śmiej się ze mnie. która wybiegła z sieni. tylko w sąsiednim. Mogę się bez niej obejść. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami. — Patrz. Daję ci słowo! Tylko co by tu wymyślić? — Ojej! Też masz zmartwienie! A czy wiesz. — A ty co byś chciał. Ciągle jęczy. która mieszkała w sąsiednim bloku. — Ojej. gdyby tak nagle wyzdrowiała. które mieszkają nie w naszym bloku. że mnie nie? Ale uwaga. — Właśnie! A takim jednym dzieciom.. — Można. Czy tylko koralik zechce to zrobić? Tak masowo! Dla wszystkich?! — Rzeczywiście — zasępiła się Karolcia. przecież to nic nie szkodzi spróbować. Agasia. — Ja? — Piotr zastanowił się przez chwilę i zaraz potem powiedział: — Ty. — Im są potrzebne buty. od razu zaczęła skakać przez nową. l * — Hm! Jedna. — Jest — powiedziała bez wielkiego przekonania Karolcia. — A myślisz. ale jeszcze innym potrzebne są na przykład książki. Ja właściwie nawet tak bardzo nie chcę tej lalki. Ale zaraz rozpogodziła się. A rower jest ważniejszy niż lalka. że to byłoby najlepsze. Co. Ja wiem. A oni nie mają. moja droga. — Nic mnie już nie boli! Za panią Pieniążkową. — Aha! — Widzisz! A znów Agasia. że można. którym są potrzebne o wiele ważniejsze rzeczy niż lalki? ^ 128 — Wiem — przyznała pokornie Karolcia — toteż dlatego chcę z tobą się naradzić. ale już ostatnia! •'* — No to co! Właśnie niech ta ostatnia taka będzie.

Oto Sokole Oko. — Teraz rozumiem! — zawołała Karolcia — to było twoje skryte marzenie! — Tak — wyznał Piotr ze skruchą. Podeszli • zaraz do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie. które zawsze chciała mieć.. Ależ tak. a w rękach trzymali tomahawki. wołając. Ale już więcej nic nie mówiła. że można — odpowiedział też takim trochę dziwnym głosem. co było jej największym marzeniem. jak wyznała. bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej 132 i weselej. że aż miała ochotę rozpłakać się. że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu. Ledwie jednak zdążył to powiedzieć. aby miał być najznakomitszym skrzypkiem na świecie. Płocha Sarenko — ukłonił się uprzejmie Wielki Wódz Sokole Oko i podał Karolci rękę. — Witajcie w moim wigwamie — odpowiedział na to najzwyczajniej w świecie Piotr i zaraz zwrócił się do Karolci: — Pozwól. którzy też nadjechali ze swoim wozem. — Zdaje mi się. tylko poczuła. 131 wiedzieli. Co prawda grał czasem wieczorami cichutko i nieśmiało. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek. Ale nie było czasu na dalsze wyjaśnienia. że wszyscy umilkli zasłuchani. pan Grzybek. że spływa po twarzyczce jakaś gorąca 133 . że ci przedstawię najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów. Zadowolona jesteś? — No pewnie! — powiedziała Karolcia. — A ja.białych kotów. bo było jej tak dziwnie. jak wszyscy wiedzieli. I już nie mogła więcej mówić. ze skrzypcami w ręku. dzielny nasz przyjacielu — powiedzieli u-przejmie. — Co oni będą robić? — zdziwiła się Karolcia. ubrany w piękny frak i kłaniał się wszystkim wokoło. zawieszają nową. Ale żeby był artystą? Nikt nie przypuszczał. blady i wzruszony. tak ładnie. dziwnie wyglądające postacie. Widzisz? Widzisz. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu. — Widzisz? Zdejmują starą tabliczkę. Karolciu? Tu teraz mieszkają ludzie szczęśliwi. zawsze chciała 130 mieć co najmniej tyle białych kocurów. A pan Grzybek zszedł z trzeciego piętra. — Przyjechaliśmy robić wywiad z najsłynniejszym skrzypkiem na świecie — poi. Pod numerem siedemnastym mieszkał. co się stało. — Witaj. Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze. — Cicho! Zaraz zobaczymy — mruknął Piotr. Naraz z jednego z mieszkań rozległy się dźwięki skrzypiec — ktoś grał bardzo ładnie.v«< »>/ M. — zaczęła Karolcia. ale niezmiernie szczęśliwa. — Prosimy zrobić miejsce! Będziemy zaraz nakręcać film z mistrzem Grzybkiem — wołali tymczasem filmowcy. kiedy zjawiły się na podwórzu nowe. gdyż. w których mieli wspaniałe pióra. na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa. co tam jest napisane? Aha. — Witaj. a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały. mieszkania siedemnaście. a mama Karolci przybiegła zdyszana.. — Widzisz? Pewnie marzył właśnie o tym. Wreszcie doszło do tego. już widzę: „Szczęśliwy Zaułek". Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki. Zaraz. żeby być najsławniejszym skrzypkiem na świecie — szepnął Piotr do Karolci. Nie trwało to jednak długo. ale mam takie jakby ściśnięte gardło. Tylko że tego dnia nic nikogo nie dziwiło! Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach. — Mieszka tu na trzecim piętrze. a tatuś Karolci zajechał najniespo-dziewaniej w świecie na nowym skuterze. gdyż już po chwili zajechał na podwórze wóz radiowy i auta z dziennikarzami. wspaniały. — Czy można płakać z radości? — spytała wreszcie Piotra. — Nie wiem. Pan Grzybek był urzędnikiem na poczcie i nikt nie słyszał o tym.

.. 117 NIE BLEDNIJ. 50 CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU........ A również może tak się zdarzyć.. 122 ZEGNAJ.............................. 16 CO BYŁO DALEJ........ BO CO BĘDZIE DALEJ?............. 94 RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE............. czy to koralik. 5 NOWINA.................. i w tej chwili przypomniała sobie...... Być może......... Może które z was? Nigdy nic nie wiadomo i wszystko jest możliwe......... KORALICZKU! ......................... A może te przygody czekają na kogoś z was? Trzeba tylko umieć znaleźć błękitny koralik............ 23 GDZIE JEST KORALIK?............... I nie było wiadomo..... Podniosła rękę..... 87 PANIE PREZYDENCIE MIASTA!............ 66 UWAGA. Otworzyła więc dłoń...........................................................„ ...... A może znajdzie go ktoś inny.... — Koraliczku! — szepnęła Karolcia.... czy może Karolcina łza? A potem przezroczysta kropla stoczyła się z ręki na trawę..... „' Mb " SPIS TREŚCI DZIEŃ DOBRY!.................................................... 43 LEPSZE I GORSZE POMYSŁY ..............r w kropla.... 72 CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY.............127 . ale już nic nie znaleźli........ 7 ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE...................... 101 STOP' ZATRZYMAĆ WÓZ'......... że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik. 81 KAMIENNE LWY!....... że koralik na nowo jaśniejący swą błękitną barwą wróci do Karolci i Piotra i że znów spotkają ich niezwykłe przygody.......... KORALIKU! ....... I zaraz obydwoje z Piotrem przyklękli. już nie błękitniał.......... 36 HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY!............. ale już go tam nie było....... aby go poszukać.. że jeszcze go kiedyś odnajdą.... aby ją otrzeć.............. 31 AUTOBUS I INNE RZECZY........ 111 NARESZCIE W OGRODZIE!.......... 107 DZIWNE ZWIEZĘ............ Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy.... 9 TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU. 26 O CIOCIU AGATO!.......... 57 W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY....

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful