MARIA KRUGER Karolcia Siedmioróg Ilustrowała Halina Bielińska LEKTURA DLA KLASY II SZKOŁY PODSTAWOWEJ Wydawnictwo Siedmioróg ul.

Świątnicka 7,52-018 Wrocław Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg WWW.SiEDMIOROG.PL Wrocław 2002 Dzień dobry! Zaczyna się opowiadanie o przygodach dziewczynki, która miała na imię Karolcia, i o przygodach chłopca, imieniem Piotr. To, co im się przydarzyło, może się właściwie przydarzyć każdemu. Każdemu, kto... Sami zresztą się o tym przekonacie. Ale najpierw musicie poznać Karolcię. ! NOWINAKiedy zaczyna się to opowiadanie, Karolcia ma osiem lat i osiem miesięcy. Jak wygląda Karolcia? Nie jest bardzo duża, nie. Mama trochę się tym martwi, bo mamy zawsze chcą, żeby dzieci były wysokie i żeby wszyscy kręcili z podziwu głowami, mówiąc: Naprawdę? Osiem lat? A wygląda na dziesięć! A Karolcia wygląda akurat na tyle, ile ma — ale na pewno jeszcze urośnie. Urosną też jeszcze na pewno i Karolcine włosy jasne, związane w kitkę. Taka kitka związana ładną wstążką zupełnie porządnie wygląda, zwłaszcza że grzywka, która spada na Karolcine czoło, jest równiutko przycięta. Wiecie więc już, jak Karolcia jest uczesana — teraz jeszcze powiemy, że ma okrągłą buzię i trochę wystającą bródkę. A oczy ma takie kocie •— duże, okrągłe i zielonkawe. Tak wygląda Karolcia. Poza tym należy dodać, że Karolcia jest jedynaczką, to znaczy, że nie ma ani brata, ani siostry. Ma tylko mamusię i tatusia, i ciotkę Agatę, która jest grubiutka i zawsze się tym martwi, że wszyscy w domu za mało jedzą. Można też jeszcze powiedzieć, że Karolcia za parę dni otrzyma świadectwo szkolne, w którym będzie napisane, że przechodzi do klasy trzeciej. W tej chwili, kiedy spotkaliśmy Karolcię biegnącą do domu, ona sama jeszcze nic nie wiedziała o rzeczach niezwykłych, które się jej przytrafią. Ale to bardzo często tak bywa — nie wiemy, co nas czeka nawet w najbliższej przyszłości. Wszystko zaczęło się od tego, że tatuś przyszedł na obiad z nowiną o przeprowadzce. Oczywiście jest to nowina nie byle jaka — /miana mieszkania. Cała rodzina miała się przeprowadzić do pięknego mieszkania w nowym domu. Miało to być mieszkanie nie tylko ładniejsze, ale i większe, i z balkonem. Wszyscy bardzo ucieszyli się tą nowiną i od razu zostało ustalone, że przeprowadzka odbędzie się za tydzień i że trzeba już zabierać się do pakowania rzeczy. Poza tym mama i tatuś postanowili, że natychmiast po obiedzie pojadą obejrzeć to nowe mieszkanie, a Karolcia z nimi nie pojedzie, ponieważ ma dużo lekcji do odrobienia. Oczywiście nie było to najprzyjemniejsze — bo Karolcia wolałaby zobaczyć to mieszkanie z balkonem zamiast uczyć się tabliczki mnożenia, ale trudno. Karolcia już się nieraz przekonała, że nie zawsze robi się same przyjemne rzeczy. To wszystko wydarzyło się tego dnia, kiedy spotkaliśmy Karolcię. A potem, już w następnych dniach, było tylko pakowanie i pakowanie. Wszyscy byli ogromnie zajęci i przejęci przeprowadzką. Karolcia również była zajęta — musiała przecież w jednej ze skrzyń przywiezionych z takiego biura, które załatwia przeprowadzki, ułożyć swoje książki i zabawki. Tatuś co prawda trochę się skrzywił, gdy zobaczył, że Karolcia wkłada do skrzyni starannie zawiniętą w chusteczkę Ewelinkę, tę najbardziej biedną z lalek — zupełnie prawie wyłysiała, ale Karolcia spojrzała na tatusia tak błagalnie, że dał spokój wszelkim wymówkom. Zwłaszcza że mama powiedziała: „Niech zabierze tę biedną Ewelinkę. Jest do niej bardzo przywiązana".

I w ten sposób nadszedł dzień przeprowadzki na nowe mieszkanie. Teraz trzeba by tylko jeszcze powiedzieć coś o tym właśnie mieszkaniu. Otóż mieściło się ono w nowych — i jak tatuś zapewniał — niezwykle ładnych blokach mieszkalnych przy ulicy Kwiatowej. Dom ma numer dwadzieścia. A mieszkanie siedem. I mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Z balkonem. Tak, to zapowiadało się zupełnie dobrze. Tak dobrze, że Karolcia już nie mogła doczekać się dnia przeprowadzki. I nawet w kalendarzu na tej kartce, która oznaczała ten ważny dzień, narysowała czerwony kwiatek. Jakoż dzień ten w końcu nadszedł. I okazał się dniem nie tylko tak ważnym, jak to Karolcia przypuszczała, ale jeszcze ważniejszym. Naprawdę zupełnie niezwykłym. . .».- , -*~ , .,,,, ,,M\ ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE Właściwie wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Tak jak zawsze w dniu przeprowadzki. To znaczy, że tego dnia wszyscy wstali o wiele wcześniej niż zwykle, śniadanie zjadło się szybko i nikt nie pilnował Karolci, żeby wypiła mleko, a potem zaraz przyszli mężczyźni w niebieskich kombinezonach i zaczęli wynosić skrzynie z książkami i innymi rzeczami oraz meble. Wtedy najpierw okazało się, że ściana w tym miejscu, gdzie stała szafa z książkami, jest o wiele jaśniejsza niż reszta ściany, potem okazało się, że za starym koszem, w którym były różne niepotrzebne ścinki materiałów i nie noszone suknie mamy, myszki zrobiły sobie małe, śmieszne, szare gniazdko, teraz zresztą zupełnie puste, i że wreszcie w szparze podłogi, gdzie stał dawniej kredens, niebieszczy się niebieski, podłużny jak fasolka koralik. Zupełnie nie było wiadomo, skąd się tam wziął, gdyż ani Karol-cia, ani mama, ani ciotka Agata nigdy nie miały takich koralików. Karolcia chciała koniecznie ten koralik wydłubać ze szpary, bo wydał się jej bardzo ładny, ale zaraz o tym zapomniała, bo jak to zawsze przy przeprowadzce — na nic nie ma czasu: wszyscy się śpieszą /upełnie nie wiadomo dlaczego, są zdenerwowani i wołają: „Karol-ciu, nie przeszkadzaj!" Przypomniała sobie o tym koraliku dopiero wtedy, kiedy okazało się, że ma pojechać do nowego mieszkania taksówką razem z ciotką Agatą i że ta taksówka już czeka przed domem. Nie zważając więc na pełne oburzenia okrzyki ciotki Agaty, zawróciła z podwórka i wpadła do zupełnie już pustego pokoju, w którym podłoga pokryta była podartymi papierami, słomą od pakowania szkła i kurzem. Rozejrzała się niespokojnie, ale zaraz odetchnęła z ulgą — koralik niebieszczył się w pełnej kurzu szparze podłogi. Po prostu można by powiedzieć, że jaśniał jakimś przedziwnie pięknym blaskiem. Wydał się teraz Karolci jeszcze ładniejszy niż przedtem. Przyklękła i szybko, przy pomocy jakiejś drzazgi, która leżała w pobliżu, wydobyła koralik ze szpary. — Karolciu! — rozległ się rozpaczliwy, rozdzierający okrzyk ciotki Agaty. — Idę! Już idę! — odpowiedziała Karolcia i zbiegła ze schodów. Koralik mocno ściskała w dłoni, bo bała się go zgubić. I mimo że ciotka Agata bardzo gniewała się o to, jak powiedziała, „bieganie nie wiadomo po co" — Karolcia była ogromnie szczęśliwa. W zaciśniętej dłoni czuła podłużny, twardy kształt koralika. — Na litość boską! Prędzej! — wołała tymczasem ciotka. — Musimy zaraz jechać na Kwiatową. Proszę pana — zwróciła się do szofera taksówki — niech pan nas zawiezie na Kwiatową numer dwadzieścia! Tylko możliwie szybko! Szofer taksówki odwrócił się, mrugnął porozumiewawczo do Karolci, sprawdził, czy drzwiczki są dobrze zamknięte, i oświadczył pogodnie: — No, to jedziemy! Ba! Dobrze to powiedzieć: jedziemy! Ale jechać, jak się okazuje, jest o wiele trudniej. Zupełnie jakby wszystkie taksówki i autobusy, i samochody ciężarowe, i tramwaje, i trolejbusy umówiły się, że akurat spotkają się na jezdni o tej godzinie! Taki był tłok wszelkich pojazdów. — Cóż za korek! — narzekał kierowca. — Ani rusz nie można się przepchnąć! Teraz taka pora, że najwięcej jeżdżą! Ba, żeby to tak moja taksoweczka mogła pofrunąć, tobyśmy dopiero szybko zajechali na Kwiatową, co, córeczko? I odwrócił się do Karolci. — Pewnie że to byłoby dobrze — grzecznie przytaknęła Karolcia — ja też bym chciała, żeby mogła fruwać! ,„, W tejże chwili Karolcia uczuła jakby lekkie szarpnięcie i ze

W /clumieniem zauważyła, że taksówka powoli zaczęła unosić się ponad ulicą, ponad stłoczonymi autami i sunącymi po szynach tramwajami, przeskoczyła nawet lekko nad dachami domów. Karolcia spojrzała na ciotkę Agatę — co też ciotka Agata o tym myśli? Ale ciotka drzemała i kiwała się miękko i rozkosznie w takt lekkich podskoków fruwającej taksówki. Wobec tego Karolcia zwróciła się do kierowcy: — Proszę pana! Ale kierowca tylko obejrzał się, uśmiechnął porozumiewawczo i mruknął: — Dobra jest! Właśnie zgrabnie ominął wieżę ratuszową i skręcił ponad dachem jakiegoś wysokiego domu. — Ależ to jest ten wielki dom towarowy — zdziwiła się Karolcia. Kierowca zgodnie skinął głową i zapytał uprzejmie: — Czy masz ochotę tu wstąpić? Jeśli chcesz, możemy zatrzymać się na chwilę. — Och! Ooooooczywiście... — wyjąkała Karolcia — ale czy to będzie możliwe? QL 11 — Naturalnie, zupełnie możliwe — zapewnił kierowca. Karolcia spojrzała niespokojnie na ciotkę, która właśnie obudziła się. — Zdaje się, że macie ochotę zawadzić o dom towarowy? — zauważyła pogodnie. Po czym dodała ochoczo: — Ja też chętnie tu zajrzę! Chciałabym kupić sobie kapelusz! Wobec tego zatrzymamy się na wysokości trzeciego piętra. To będzie najwygodniej — zdecydował kierowca. — Będę panu niezmiernie wdzięczna — odpowiedziała grzecznie ciotka Agata — właśnie marzę o kapeluszu z fiołkami! Ledwie to powiedziała, taksówka zawisła na wysokości trzeciego piętra i zgrabnie wjechała do wnętrza przez otwarte, wielkie okno. Nikogo to jakoś nie zdziwiło. — Podjechałem tak, aby było wygodniej — kierowca był bardzo z siebie zadowolony. — Poczekam tu. — Chciałabym tylko zobaczyć pokoik dla lalki — wyjaśniła Karolcia, gdy tymczasem ciotka Agata wylądowała już przy ladzie z kapeluszami i przymierzała wszystkie po kolei. Pokoiki dla lalek — w dziale zabawek — były niezwykle piękne. Zwłaszcza jeden z różowymi mebelkami był po prostu prześliczny! — Czy chcesz coś kupić? — spytała jedna ze sprzedających. — Kup ten różowy pokoik dla lalek. Widzisz? Ma elektryczne oświetlenie. A przy pokoiku jest łazienka. Kup ten pokoik. Albo może wolisz tę lalkę? Patrz, jakie ma wspaniałe włosy. Można je nie tylko czesać, ale i myć. Przyjemnie byłoby mieć lalkę, której można umyć głowę, prawda? — Prawda — szepnęła zachwycona Karolcia. A* — No, więc kup sobie coś z tych zabawek. — Kiedy nie mam pieniędzy — wyznała z zawstydzeniem Karolcia. — Och — sprzedająca machnęła ręką i uśmiechnęła się dziwnie — pieniądze wcale nie są potrzebne. Wystarczy, jeśli mi po prostu dasz ten niebieski koralik, który dziś znalazłaś... y, 12 Karolcia dopiero teraz przypomniała sobie o koraliku. Skąd ta pani wie o nim?... Pełna zdumienia sięgnęła do kieszeni, gdzie go wsunęła, gdy w tej chwili podbiegł do niej kierowca taksówki. Ku wielkiemu zdziwieniu Karolci krzyknął srogo do sprzedającej: — Co, chciałabyś zdobyć koralik, prawda? Ale to ci się nie uda! O nie! Ja cię znam! A potem chwycił mocno Karolcię za rękę i pociągnął za sobą. — Musimy zaraz stąd odjechać! Oj, Karolciu — pokiwał głową — jak można być tak lekkomyślną! Miałem wrażenie, że gotowa jesteś oddać swój niebieski koralik Filomenie. — Filomenie? — zdumiała się Karolcia. — Kto to jest? — Jak to, nie wiesz? — kierowca zdenerwował się ogromnie.

— Nie wiesz, że to jest najbardziej chytra z czarownic? Znam ją, moja droga! Ja też, kiedy byłem małym chłopaczkiem, miałem... niebieski koralik. I też taka sama Filomena, kropka w kropkę podobna, chciała mi go zabrać... Uciekajmy! — krzyknął naraz. Biegł leraz szybko, ciągnąc Karolcię za sobą. Po drodze zawadzili o dział kapeluszy damskich, przy którym ciotka Agata z rozmarzonym wyrazem twarzy przymierzała właśnie trochę śmieszny kapelusik z fiołkami. — Nie mamy ani chwili do stracenia! — powiedział do ciotki kierowca i nie czekając, co na to odpowie, chwycił ją za rękę. Motor taksówki warczał niecierpliwie, gdy wszyscy troje znaleźli się już w jej wnętrzu. — Ruszamy do domu! — zawołał kierowca. — Uciekajmy! Hilomena nas goni! — To jest czarownica, ciociu! — wyjaśniła spiesznie Karolcia. Rzeczywiście! Od strony lady z zabawkami biegła z rozwianym włosem Filomena. Dopiero teraz Karolcia zauważyła, że ma bardzo długi, spiczasty nos, trochę podobny do bocianiego dzioba. Wyciągała w stronę Karolci szponiaste ręce i coś wołała. Ale nie wiadomo co, gdyż w domu towarowym jak zawsze panował ogromny hałas i nie można było dosłyszeć niczyjego głosu. Na szczęście Filomena biegła na próżno, gdyż taksówka już szybowała znów ponad ulicami. Karol13 cia koniecznie chciała dowiedzieć się od kierowcy czegoś więcej o tej Filomenie i o koraliku, ale niestety przeszkodziła jej w tym ciotka Agata. Zachwycona swoim kapelusikiem z fiołkami przeglądała się ciągle w lusterku i żądała, aby Karolcia i kierowca podziwiali jej elegancję, zwłaszcza przypięte do kapelusika kwiatki. — Ależ one są świeże i pachną! — zauważyła ze zdumieniem Karolcia. Ciotka Agata nie traktowała jednak tego faktu jako czegoś nadzwyczajnego, tylko po prostu uśmiechała się i nuciła jakąś piosenkę. Naraz taksówka silnie szarpnęła. — Co się stało? — zdziwiła się Karolcia. — Przyjechaliśmy już na miejsce — powiedział kierowca — oto ulica Kwiatowa numer dwadzieścia, tak jak panie sobie życzyły. Należy się dziewięć złotych i dwadzieścia groszy. ,. WlM ( t., 14 Ciotka Agata zaraz zaczęła szperać w swojej dużej torbie i szukać diobnych, a kiedy już zapłaciła, szybko wygramoliła się z taksówki. — Prędzej, prędzej, Karolciu! Mama i tatuś już na pewno czekają na nas! Karolcia chciała jeszcze koniecznie porozmawiać z kierowcą, ale gdzie tam! Ciotka Agata schwyciła co prędzej Karolcię za rękę i pociągnęła ją w stronę nowego domu. Karolcia zdążyła tylko jeszcze odwrócić głowę w stronę taksówkarza. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową na pożegnanie, po czym odjechał. — Musimy poszukać teraz tego naszego mieszkania — mruczała tymczasem ciotka — zaraz, zaraz, mieszkania siedem, to chyba będzie tu! O, jest nawet dzwonek. — I ciotka Agata energicznie nacisnęła guziczek. Po krótkiej chwili w otwartych drzwiach ukazała się mama. — O, jesteście nareszcie! Cóżeście tak długo jechały? Karolcia już miała zamiar opowiedzieć coś niecoś o niezwykłej jeździe i wytłumaczyć jakoś tę wizytę w domu towarowym, gdy ciotka Agata jak gdyby nigdy nic powiedziała: — Jak to: długo? Taksówka jechała jak szalona. — Ale cóż to, Agatko? Masz jakiś nowy kapelusz? — zdziwiła się mama. — A te kwiatki przy nim? Przecież to żywe fiołki, tylko /e już zwiędły. — Nie mam pojęcia, skąd ten kapelusz wziął się na mojej głowie — wyznała z ogromnym zdumieniem ciotka. \ .. -V , ! TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU •y/U Na nowym mieszkaniu jest zupełnie przyjemnie. Można by nawet powiedzieć, że bardzo przyjemnie. Przede wszystkim jest większe od dawnego i ma, jak już było powiedziane, duże okno i balkon, które wychodzą na ulicę, i dwa okna, które wychodzą na podwórze — to znaczy na ładne, rozległe trawniki, na których są

klomby z kwiatkami i przy których stoją ławeczki. A przez to okno i przez balkon, który wychodzi na ulicę, można widzieć wszystko, co się na niej dzieje. Nie jest to taka najbardziej ruchliwa ulica, ale w każdym razie jest zawsze na niej sporo przechodniów, a poza tym przejeżdża autobus, przystanek zaś znajduje się prawie pod samym balkonem. Więc jak z tego widać — mieszkanie to posiada sporo zalet, zwłaszcza jeśli się doda, że ma również piękną łazienkę, w której Karolcia starannie i często myje ręce. Gdyż nie ma nic przyjemniejszego nad robienie piany z mydła i spłukiwanie jej. Mówiąc o zaletach mieszkania, nie wolno też pominąć tak ważnej rzeczy jak sąsiedztwo. Otóż zarówno w domu, w którym mieszka Karolcia, jak i w sąsiednich, przylegających blokach nie brak jest dzieci. Naturalnie że nie o wszystkich będziemy tu mówić, ale tylko o tych, z którymi Karolcia zawarła znajomość. Chyba więc zaczniemy od najbliższych sąsiadów. Takich najbliższych to jest troje. Z tej trójki przede wszystkim należy wymienić Piotra. Piotr mieszka na drugim piętrze, tuż nad Karolcia. Mimo że jest chłopcem, i to o pół roku starszym od Karolci, i przeszedł już nawet do czwartej klasy — bardzo się z Karolcia zaprzyjaźnił. Aby coś jeszcze więcej było o nim wiadomo — powiemy, że jest od Karolci wyższy, ma 16 jasne włosy, interesuje się geografią oraz bardzo lubi czytać. Drugim takim sąsiadem, z któ-lyin Karolcia zawarła przyjaźń, )csl Leszek. Leszek mieszka na drugim piętrze, po przeciwnej stronie klatki schodowej, i ma bardzo miłą siostrzyczkę. Sio-Ktr/yczka nazywa się Jania i jeszcze nawet nie chodzi do /koły; dopiero po wakacjach i)i,-dzie chodziła do pierwszej l l.isy. Tak więc się składa, że \\ najbliższym sąsiedztwie mie-/kają chłopcy. Dziewczynki, którymi Karolcia też trochę się pi/yjaźni i bawi — mieszkają w sąsiednich blokach; tam równie/ mieszkają chłopcy, ale tacy niezbyt sympatyczni. A jeśli chodzi o dziewczynki, to jedna L nich nazywa się Dorota, ma czarne warkocze i jest trochę Blarsza od Karolci, a druga nazywa się Agasia, ma włosy zwią-.nic na czubku głowy w koński • >"<>n i ma akurat tyle lat, ile ma i.arolcia. Obydwie bardzo lubią i.iwać przed wystawą wielkiego l lepu z zabawkami po przeciw-iii1) stronie ulicy i opowiadać, co k lora chciałaby mieć. Zdaje się, że należałoby też wspomnieć i o pewnych sąsiaKmolcia 17 dach, takich dalszych. Są to dwaj chłopcy. Karolcia nie lubi ich, ponieważ ją przezywają. Ale najgorsze jest to, że naprawdę, ale to naprawdę napadają na inne dzieci. Ci chłopcy to są dwaj bracia — jeden nazywa się Waldek, a drugi Robert. To byłoby wszystko o sąsiadach. Teraz należałoby jeszcze dodać, że od kilku dni ktoś jeszcze przybył do rodziny Karolci — jest to nieduży kotek, szary z białą mordką i różowym nosem, bardzo wąsaty i zawsze chętny do zabawy. Kotek nazywa się Gracja. Tak go nazwała ciotka Agata, zaznaczając przy tym, że jest to właściwie kotka, która na pewno ciągle będzie miała kocięta. Ale na razie przepowiednie ciotki Agaty nie sprawdzają się. Gracja jest jeszcze przecież sama kocim dzieckiem. Gracja lubi o zmroku przebiegać w dzikich susach przez wszystkie pokoje, a w dzień chętnie siedzi na oknie lub balkonie i stamtąd obserwuje biegającego po podwórzu, nieco krzykliwego, psa pani dozorczyni. Pies jest nieduży, bardzo gruby, ma wesoło zakręcony ogonek i nazywa się Nero. Jeśli Nero jest już zbyt hałaśliwy, Gracja podnosi się, wygina grzbiet i otwierając szeroko różowy pyszczek prycha i mówi coś w rodzaju: „Hiii", co zresztą również przypomina syk węża. W tej chwili to jednak nie jest najważniejsze. Najważniejszy był pewien deszczowy dzień — jeden z takich dni, kiedy na świecie jest bardzo nieprzyjemnie. Niebo było szare i tak było ciemno, że rano, mimo że to lato, zapalono światło. Deszcz padał drobniutki, ale na ulicy robiły się już spore kałuże. — Nie ma bułek — zauważyła zaraz z samego rana krzątająca się w kuchni ciotka Agata. — Ale nie wiem, czy można posłać Karolcię, bo deszcz pada. Żeby znów bardzo nie zmokła. Mama i tatuś szykowali się do wyjścia i jak zawsze śpieszyli się. — Oczywiście, że Karolcia może pójść po bułki! — zawołała z łazienki mama. —

gdzie zresztą przeleżałem chyba kilka lat. Drobne monety pobrzękują w kieszeni płaszczyka.Och.. kto jesteś i dlaczego cię nie widzę! — Oczywiście.. Karolcia obejrzała się niespokojnie. Tyle |li! byłem nieruchomy. szeroko otwierając oczy. przy czym jednocześnie stawał się coraz mniej błękitny. Coraz więcej robi się mydlanej piany. — Przed Filomeną? — zdziwiła się Karolcia. — Ach.. Dziś. . — Ach. — Ach.. Na dlwartej dłoni trzyma teraz jaśniejący błękitem koralik. I zaraz sobie przypomniała: — Aha! Czekaj! Filomeną. że mnie wydobyłaś z tej szpary w podłodze pod ciemną szafą. coś. więc nie będzie można zatrzymać się po drodze z piekarni przed wystawą tego sklepu. ale w łazience nie było niko»«>• — Można mnie jeszcze raz namydlić tym pachnącym mydłem odezwał się głosik.. W końcu wyglądał j Juk spora bańka mydlana. że nie zgubiłam! — oburza się Karolcia. Karolcia rezygnuje L oględzin wystaw. Ponieważ jest brzydko na świecie i wszyscy w domu śpieszą się do pracy. bo muszę z tobą pomówić. ale nuty głosik — jak przyjemnie! Od wieków chyba nie kąpałem się!. Schowałem się tam wtedy przed Filomeną. Wtedy zaczął podskakiwać na dłoni Kiirolci. że podskoczę jeszcze ze dwa razy. zaraz.Tylko niech włoży ten stary płaszczyk. lutu. że do ciebie mówię — w głosie czuło się teraz l. Ale trudno. Filomeną. Pozwól. więc nie może pójść. a za to coraz bardziej przezroczysty. to ty!.ikby lekkie oburzenie — czy doprawdy nie poznajesz mnie? Sama pi/ecież wyciągnęłaś mnie z tej wstrętnej szpary.. Jak to się si. wyraźnie jednak już udobruchany. ładne bułeczki przyniosłaś — chwali ciotka Agata — a resztę masz? Nie zgubiłaś? — Oczywiście. Koralik zaczął rosnąć l powiększać się.ilo. 18 ('lotka Agata narzeka ciągle na reumatyzm. że zapomniała o nim? Zaraz... — No. — Czy do mnie to mówisz? — spytała Karolcia i zaraz dodała: l w ogóle nie wiem. to ci przeszkadza — głosik śmiał się cichutko i srebrzyście — na to znajdzie się zaraz rada.. a bańki rosną a rosną. Zaraz. Jesteś taki maleńki. Karolcia trochę niechętnie słucha tego polecenia. Skąd znam to imię?. I mocno mydli rę-i c a na środku prawej dłoni trzyma koralik. Był teraz rozmarzony i poufały. nareszcie zdecydowałaś się mnie poznać — gderał gło19 •Itf sik. Niebieski koraliczku! — szepnęła ze zdumieniem Karolcia. gdzie są najładniejsze zabawki w całym mieście. więc przynoszenie bułek jest obowiązkiem Karolci. — Jestem ci bardzo wdzięczny. — Tak — zaczęła Karolcia niepewnie — ale jakoś trudno rozmawiać z tobą i tak dziwnie. — Ojej — głosik był teraz zniecierpliwiony. jak już było powiedziane. co trudno jest wydobyć.. która mnie goniła. — Umyję go — postanawia naraz Karolcia. A może nawet kilkadziesiąt. Karolcia wyjmuje je. Patrz uważnie! • ^ 4? 20 Teraz zaczęły się dziać rzeczy dziwne. . — Doskonale.. — Lepiej słuchaj uważnie..ś i mama nie mają czasu.. szybko wraca do domu i wręcza ciotce Agacie llulkę z pieczywem. jak to przyjemnie — odzywa się naraz jakiś cienki... Zaraz. zaraz! O! Już jest! Przecież to błękitny koralik!!! — Karolciu! — woła tymczasem mama — myj ręce i siadaj tło śniadania! — Już idę — odpowiada Karolcia i wpada do łazienki. gdyż wsunęło się za pod-N/cwkę. jak to dobrze trochę tak się rozciągnąć i poruszać. . cóż to jest jeszcze na dnie kieszeni? Jest to coś małego. jak to było.Proszę — zgodziła się zdumiona Karolcia.

— Dobrze. ho. Potem. Chciałam kupić kurę. zjedz wreszcie śniadanie.. Ol ó/. Uiu..Nie wiem.JKarolciu! — głosik był zniecierpliwiony. czy jestem zupełnie w porządku — myśli wobec ' o Karolcia — bo przecież ciotka Agata jest pewna. że trzeba jechać aż na i\ nt-k w taki deszcz!. A ja. Wycierała teraz starannie koralik.. . Ciotka Agata denerwuje się. „Ciotka Agata naprawdę jest bardzo dobra i troszczy się o nas — . 21 — Karolciu! — głos mamy był coraz bardziej zniecierpliwiony.»• -vf? • ł). Karolciu. Niech owsianka w jednej chwili zniknie z talerza! — Ho. . ale gdy pomyślę. bez żadnego wykrzywiania się. a po drugie.'! '*' . że wszystko stygnie. że nasza Karolcia nareszcie polubiła tę pyszną. więc to była twoja sprawka! — ucieszyła się Karol-• ni. tylko co najmniej i:. ściskając mocno w dłoni błękitny koralik... — Oj. — No to proszę cię. jestem gotów spełnić twoje wszystkie życzenia. oszukałam poczciwą ciocię. a potem znów przysiadła na dłoni Karolci.Spełnić moje wszystkie życzenia? — zdziwiła się niezmierne Karolcia. — Słuchaj. nie upuść mnie na podłogę." i i. szybko w myśli wypowiedziała życzenie. czy już umyłaś wreszcie ręce? — Mama dość gwałtownie otworzyła drzwi łazienki. — Idę! Idę! — odkrzyknęła Karolcia. Proszę zjeść owsiankę." Tymczasem w przedpokoju trzasnęły drzwi wejściowe. Mama krzątała się jeszcze i ubierała. Błagam cię.. który trzyma mnie w swej dłoni. pożywną zupę — ucieszyła się ciotka. za chwilę znów stanę się k i H :i likiem. gdyż nie mogę być tak długo bańką mydlaną... — Jak to? Nie rozumiem. żebyś pamiętała o jednej niezmiernie ważnej rzeczy.Mieniąca się błękitnie bańka mydlana. zdarza mi lo bardzo rzadko. i jak ci się podobała historia z taksówką?. A tu ciotka w dodatku jeszcze zaczyna chwalić Karolcię wobec i n usia i mamy. V < t u"' ".Nie wiem. a ciotka Aga-iii miała właśnie zamiar pójść po zakupy. — Co ty tam robisz tyle czasu w łazience! Skończ z tym {Chlupaniem się. . czy dziś jeszcze coś dobrego dostanę — biadała. — Mama! Mama mnie woMieniąca się bańka mydlana z cichym westchnieniem zmieniła się ifiowu w błękitny koralik. przecież mówię wyraźnie: mogę spełnić każde życzenie fflłowieka.. która przedtem była kora-fin. . który jaśniał przedziwnym błękitem. „Jutro już jednak zjem owsiankę — postanawia ze skruchą Ka-i"li ia — ale czy mogę używać pomocy koralika do takich mało i. — Karolciu. mamo. widząc pusty talerz. bo potoczę się do jakiejś ciemnej dziury. — Umyłam — powiedziała Karolcia. — Słuchaj iiwa/.i/nych rzeczy?. f i 1 f «tl J fi % co BYŁO DALEJ .Teraz muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego — głosik bi/miał uroczyście. — Ach. zdaje się... że niby tak grzecznie wszystko zjadła. To tatuś wys/edł do biura... Na przy-lość muszę jakoś inaczej urządzać się z tym jedzeniem". tak na próbę.. podskoczyła wesoło i nawet nie dwa razy. zaraz zjem — zgodziła się Karolcia. który zdołał jeszcze szepnąć: — Błagam cię. — O Boże! — szepnęła Karolcia.nie. gdzie przeleżę znowu dziesiątki Ul. Ale chcę. i> ii-rn głodna. wytrzyj mnie teraz do sucha i schowaj dobrze. — Karolciu! Karolciu! — rozległ się nagle z pokoju głos Imamy. że zjadłam Mańkę i że będę wskutek tego silna i zdrowa. po pierwsze.

chciałabym jak najprędzej być dorosła. Ą. aby ci pomagać we wszystkim! — powiedziała z zapałem Karolcia również 24 t ulując mamę w policzek. żeby znów mogła stać się małą Karolcia. Mama również ubierała się do wyjścia. że też ludzie nie pilnują swego drobiu! Mama wcale nie była zachwycona. dziobiąc z zadowoleniem okruchy . tobyś mogła mnie wyręczyć. niech już lepiej ta kura zniknie" — pomyślała wobec tego Karolcia. objaśniła: — Na parterze jest dozorca. mamo — powiedziała Karolcia i chciała ów przytulić się do mamy.. • . — Karolciu — powtórzyła mama — gdzie jesteś? — Przecież tu jestem. i dy naraz z przerażeniem spostrzegła. — Chciałabym. Pani na pewno przyszła do kogoś innego. której pani szuka. — Skąd się tu wzięła?! Widać przyfrunęła przez • •l no od sąsiadów. mamo? — spytała Karolcia. Trzeba coś kupić na obiad. że dzieje się z nią coś ri/iwnego. Karolcia w tej chwili spojrzała w wiszące naprzeciwko lustro i |n/. . I od razu • hciala poprosić koralik.ic/ona.. przyjrzyj mi się! — wołała . „Ojej." . — Ach. — Muszę po wyjściu ze szpitala (mama pracowała w szpitalu) iść jeszcze załatwić parę spraw. gdzie się podział. — Przepraszam. — Ojej. ubraną zupełnie dorośle. On pani pomoże •naleźć tę osobę. Karolcia poczuła.. Ale jesteś jeszcze na to za mała.. — Przepraszam. n ciotka Agata. mamo? 'ylko jestem zaczarowana. proszę II. mamo. — Poczekaj. Mama tymczasem ujęła ją lekko pod rękę i wyprowadzając ilu sieni. odpychając lekko Karolcię. nie wiem — westchnęła mama.Żywa kura! A sio! — krzyknęła z niepomiernym zdumie-.. czyja kura. Karolciu!. ale ja pani nie znam! — Mamo. — Pani się omyliła! — Kiedy ja jestem Karolcia. Gdybyś była starsza. — Czy nie poznajesz mnie.. I naraz zauważy-11 /e jest wyższa od mamy. — Wyf leciała z powrotem czy co? k No. — I mama przytuliła Karolcię do siebie i pocałowała — Mamusiu. mamo — powtórzyła. — Chętnie ci pomogę.ima.. Życzenie .. r — Jak to. Drzwi za ciotką Agatą zamknęły się. — Czy prędko wrócisz. ściskając w ręce koralik. to ja idę po sprawunki.. Spieszyła się jak zawsze. Też kłopot. i że iwet rna na głowie kapelusz. ale nie wiem.IMI. że nie wie. że jest wysoką osobą. już nie ma tej kury? — dziwiła się tymczasem ciotka. — To mówiąc otworzyła drzwi. Lecz zanim to niebaczne zdanie zostało wypowiedziane do końca. r *i 23 — Co z nią teraz zrobimy? Trzeba będzie chodzić od mieszkania do mieszkania i pytać. żeby nie musiała jeździć po tę i ił i 1 1 1 1. 1 1 łeba na obrusie. kto pani jest! — powiedziała ze 'liimieniem mama. '/i js f H. która znów zajrzała do kuchni. iiów Karolcia. kiedy to ja! — powtórzyła Karolcia.|n >itiyślała Karolcia. muszę już wyjść do pracy. — Pani pewnie iika naszych sąsiadów? Moja córeczka zaraz panią zaprowadzi do nich. i ta kura też była zaczarowana!. — Ależ czego pani sobie życzy?! — krzyknęła przestraszona ni..ekonała się. W tej chwili w kuchni rozległo się donośne gdakanie — piękna i --Kosz przechadzała się po stole. . » o teraz będzie? Tymczasem marna denerwowała się: b\ — Ja pani nie znam! — powtarzała. jej zostało oczywiście natych05 miast spełnione. co ja teraz zrobię! — Karolcia była najzupełniej zroz-p. niech tylko znajdę koralik! — O Boże — jęknęła mama — ja się bardzo śpieszę.

Leszku. Leszek! — chciała powiedzieć Karolcia. Dorota jak zawsze oszukiwała. które zamknęła za nią mama. czy nie widziały gdzie Karolci. . I tak i". że jest dorosła. albo po prostu ciotka Agata wymiecie go. Dziewczynki — teraz mama zwróciła się do Doroty i Agasi — czy nie widziałyście Karolci? Nie wiem. a potem nie było czasu na zjedzenie czegoś innego.mama nie wpuści do domu obcej osoby. Tak. • l lojrzała do góry i zobaczyła mamę. a teraz idzie Leszek i mama też go wypytuje. A tymczasem Dorota 1 Agasia grały dalej. mamo! * " < Ale mama okropnie się tylko zdenerwowała. — Ale co będzie. że nawet nie zauważyI1 /e gromadzi się wokoło coraz więcej dzieci i dorosłych. . żeby zaraz wracała do domu. proszę pani? — oburzyła się I >orota. 26 — Nie daj się oszukiwać. 1 — Karolciu! Karolciu! Chodź do nas! — Idę! — odpowiedziała ochoczo Karolcia zapominając 0 swoim zmartwieniu i chciała zbiec szybko ze schodów. a spódnica plątała się naokoło nóg. że mama mnie nie poznała!" »««n Naraz na podwórku ktoś zawołał: ? l. Był to Leszek. . 27 iii — Zaraz wracam. że rozpłakała się rzewnie. — Jeśli ją zobaczysz. Wobec tego Karolcia zsunęła się po poręczy. — Naturalnie. l w tej chwili Karolcia uniosła dwoma rękami spódnicę. że wołam moją córeczkę. Nie.. aby jej mc przeszkadzała.j — Proszę pani! Przecież pani słyszy. Dorota i Agasia bawiły się w klasy. Warto by wrócić do domu i poprosić o cośkolwiek do jedzenia. tak się martwi — pomyślała Karolcia. Ale co to? Mama wychodzi z domu? Lepiej będzie schować się teraz do sąsiedniej sieni — i tak już nic nie pomoże tłumaczenie. Mama pyta teraz dzieci na podwórku. to powiedz. co robić. — Dzień dobry! — ukłoniły się grzecznie Karolci. że się jest jej córeczką. W dodatku była bardzo głodna. — Dorota Wcale nie trafiła do nieba! Sama widziałam! — Ja nie trafiłam do nieba? Ja. którzy |. jeśli nie znajdę koralika? A jeśli upadł na podłogę? Mama już za nic na świecie nie wpuści mnie do mieszkania! A koralik albo wpadnie znów do jakiejś szpary. dusząc się ze śmiechu. co to będzie!" To wszystko wydało się Karolci tak smutne. Naraz usłyszała głos mamy: — Karolciu! Karolciu! — Zaraz idę — odpowiedziała Karolcia i przestała skakać. la przejęta tym skakaniem na jednej nodze. Aha. ale zaraz przypomniała sobie. Po drodze wpadła na jakiegoś chłopca. co się z nią dzieje! „Biedna mama. Karolcia.'ł . więc po prostu poszła już spokojnie dalej. że nie trafiłaś — powtórzyła Karolcia. — Dzień dobry! — odpowiedziała Karolcia. jak skakała Dorota. jak skakałaś. wyglądającą przez okno. Agasiu! — krzyknęła.' Xi y 1 m GDZIE JEST KORALIK? „Muszę zaraz z powrotem stać się małą dziewczynką — myślała zrozpaczona Karolcia stojąc pod drzwiami. tego już było za dużo! Karolcia nie wytrzymała. Ale jak go odnaleźć! A jeśli się nie znajdzie? Strach pomyśleć. Przystanął ogromnie zdumiony i powiedział grzecznie: — Przepraszam panią! — Co ty. Łzy spływały jej po policzkach i szlochała głośno. ale jak to zrobić? Przecież < .i /yglądają się jej ze zdumieniem. przeszkadzały jej w tym wysokie obcasy. Zama< hała do niej ręką. Nie zjadła przecież owsianki. Na podwórzu pełno było dzieci. Niestety.(Ą i/. — Muszę koniecznie jak najszybciej odnaleźć koralik i znów stad się małą dziewczynką. Drzwi są . — Ja ci i •< i każę. kiedy będzie robiła porządki! Co począć? Ale swoją drogą to śmieszne. . i zaczęła pokazywać. Przystanęła i nie wiedziała.

— Dziecinko. dziecko. aby wydobyć klucze. l Ale Karolcia nie odpowiedziała ani słowa. że jestem jej ciotką czy coś takiego. || Rozglądała się nadal po podłodze. Karolcia obejrzała uważnie koralik i ponieważ zdawało się jej.Ale na to pytanie Karolcia nie dała na razie żadnej odpowiedzi. To była okazja. Naraz krzyknęła radośnie: I1 — Jest! Jest! [l — Boże święty. która wepchnęła się do mieszkania? Opowiadała.zamknięte. Szybko. l — Proszę pani! Co to ma znaczyć! Kto pani jest?! — krzyczała l pr/crażona tym wtargnięciem ciotka Agata. Ciotka Agata stanęła jak wryta. — Prawda. Wtedy Karolcia. chcę znów być małą dziewczynką! — szepnęła. gdy Karolcia podeszła do niej. ciociu Agato? — Przepraszam. — Bardzo cię przepraszam — szepnęła Karolcia — to było naprawdę niechcący. Jakaś dziwna osoba. i dużo chleba z masłem. Ja już muszę pójść do szpitala.1 Karolcia — zaraz. — A co byś zjadła? Może ugotować ci jajeczko? — O. zaraz przyjdzie ciotka Agata — ucieszyła się Karolcia — może wtedy uda mi się wejść do domu. namydliła go ostrożnie i obmyła wodą. — jęknęła z rozpaczą . tak — ucieszyła się Karolcia. a co za Karolcia? Bo nie mogę sobie przypomnieć. nie mówiąc już nic więcej. l — A pani jest może córką tej mojej cioteczno-stryjecznej sio-• slry. Ale wiesz co? Mówiła. przecież rj pobrudzisz. ale pewnie zaraz nadejdzie ciotka Agata. bo ja jestem bardzo głodna! — wyjąkała Karolcia. — Bo to chyba pomylona panienka. tylko rzuciła się jak l niosła najszybciej w stronę łazienki. zaraz. I potem dodała: — I bardzo się cieszę. Karolcia zaczerwieniła się i nic nie odpowiedziała. ale nie wiem. ciociu. — To dobrze — ucieszyła się ciotka. że się znów zabrudził. przecież ja jestem Karolcia! — Karolcia? — zdziwiła się ciotka Agata. a dopiero co włożyłaś czysty fartuszek. Ciotka tymczasem już krzątała się w kuchni. Na szczęście ciotka w tej chwili znalazła już klucz i otworzyła 28 di/wi. — Dwa jajka i dużo mleka. wkrótce nadeszła ciotka. Zasapana trochę. Ale naraz spostrzegłszy. aby natychmiast pójść do łazienki.. — Ach. Czyżby sobie poszła? — Poszła już. że się nazywa Karolcia. — To umyj ręce i zaraz siadaj do stołu. Nie chcę być dorosła. co ci przychodzi do tej główki — roztkliwiła si? 29 ciotka Agata. Ale czemu uczesz? — Bo. prawda. Ale co się stało z tą panią. — Zaraz. stanęła. kto pani jest — powiedziała ciotka ku rozpaczy Karolci.. dała potężnego susa. ciociu! — zapewniała Karolcia. Tu na pewno musiał upaść błękitny l koralik. Wcale l mi się to nie podoba!. Rzeczywiście.. Ale będę czekać na nią na górze. która miała dziesięcioro dzieci? — zaczęła się dopytywać l ciotka. — Byłabyś mnie zgubiła — szepnął z wyrzutem koralik. szybko trzeba go znaleźć. przy drzwiach. o ile na to pozwalały jej wysokie obcasy. a potem szuka czegoś w obcym mieszkaniu. że jestem mała. — Zaraz. a co znów się stało? — zdumiała się teraz ciot-llku. i znalazła się w przed-s pokoju. — Ciociu. . zaraz. l kiedy dokonała się ta przemiana. To tu pod drzwiami stała wtedy. zaraz dam ci coś do jedzenia. — Karolcia? Co ty robisz na podłodze? Wstań". moja pani? Najpierw mówi pani. ••tylko szybko chwyciła błękitniejący tuż pod ścianą koralik. Po chwili jednak odzyskała l głos: l — Czego tu pani szuka. że l jestem jej ciotką. że nieznajoma klęczy i szuka czegoś f na podłodze — zupełnie zaniemówiła. ty mnie poznajesz. r r — O. I w tejże chwili na podłodze w przedpokoju siedziała Karolcia. I — Ja zaraz cioci wszystko wytłumaczę..

dziękuję — broni się Karolcia. Powiedziała więc: — Dobrze. że należałoby jej zmierzyć temperaturę? Ciotka Agata była tego samego zdania. bo zdaje mi się. Muszę teraz dobrze cię schować. kiedy się leży w łóżku.'>uiw. j ttr > Przy obiedzie wszyscy w domu — oprócz Karolci — rozma-• i iii o niezwykłych historiach.. — Nie śpisz. — Oczywiście. Szybko dokończyła mycia rąk i pobiegła do kuchni. — Nie. co ci powiem. żeby mu się dobrze przyjrzeć jeszcze raz. nie.. Karolcia wyglądała nie-\\ y raźnie. To ". o rzeczach 31 poważnych zawsze najlepiej myśli się wtedy. zdaje się. Jest taka w maminym koszyczku z przyborami do szycia. żeby nikt nie zauważył. Byłam przekonana. W końcu Karolcia zgodziła się — bo przypomniała sobie. Może to początki odry? Nic więc nie pomogły zapewnienia Karolci. Mama kiedyś mówiła. I zaproponował mamie. Może najlepiej na jedwabną. że może pójdą do kina. na mnie nie zrobiła wrażenia takiej groźnej — broniła i n >tka Agata — a nawet wiesz. żeby nie zrobiła krzywdy Karolci! — E.iczy. I przy tym można będzie nosić ją na szyi. Zaledwie zatrzasnęły się drzwi za mamą i tatusiern. Tylko czy można zasnąć. Bo dopiero zacznie się dopytywanie: A co to? A po co to? Karolcia wydobyła z chusteczki koralik i położyła go na dłoni. ta różowa nitka będzie doskonała. że jedzenie jest najlepszym środkiem na wszystkie choroby i na zmęczenie. — Mam masę roboty. i nawet na wszystkie kłopoty. — To rzekłszy Karolcia wytarła go starannie i zawinęła w chusteczkę do nosa. nie. że jednak jesteś jakaś rozpalona. — A Karolcia pójdzie wcześniej spać — zadecydowała mama. Ale to tak. różową. < . »<•* ł s. ciociu. Agatko. że małe światło będzie się długo paliło — skwapliwie przytaknęła ciotka — dopóki nie zaśniesz. — Jakaś nienormalna osoba — denerwowała się jeszcze mama bałam się. że to jakaś daleka nasza krew-ii i — W każdym razie na przyszłość nie należy nie wiadomo kogo wpuszczać do mieszkania — zakończył rozmowę tatuś. Tak. jeśli się ma takie kłopoty z koralikiem? — Będę ostrożniej wypowiadała swoje życzenia — postanawia Karolcia — bo nie wiem. Może się zaziębiła?! Czy nie id/Jsz. to jest. tylko przyniosę okulary. — A pokaż rękę. — A może ci usmażyć omlecik? i — Nie. — Ja dziś chętnie zostanę w domu — oświadczyła ciotka. Cóż ty znowu masz tutaj? Aha. — A może byś coś zjadła? Bo ciotka Agata zawsze uważa. Karolciu? — zajrzała naraz przez drzwi ciotka Agata. jeszcze nie jestem śpiąca. mama i ciotka Agata opowiadały o tej dziwnej nieznajomej. ciotka Agata posłała łóżko i zaczęła namawiać Karolcię do położenia się. ciociu. pod sukienką. że trudno ją zerwać. co może z tego wyniknąć. że jest jakaś niewyraźna. A teraz zmierz temperaturę. że czuje się zupełnie dobrze. — Nie. Aniu (bo mama ma na mnę Ania) — otóż chwilami wydawała mi się nawet podobna trochę MD naszej Karolci.Wyobraź sobie. I chyba trzeba będzie nawlec go na jakąś bardzo mocną nitkę.t _• -\ 32 — A mnie się zdaje. — Niech ciocia go nie przyszywa! . — Kiedy to nie jest guziczek! — krzyknęła z przerażeniem Karolcia. które wydarzyły się tego dnia. Ale temperatury żadnej nie było. ciociu. że to guziczek! — upierała się ciotka Agata. obracając w . Uważam. kochany mój koraliczku. położę się. Ale małe światło będzie się długo paliło. jaka byłam zrozpaczona. guziczek od twojej bluzeczki. że prze-« icż musi pomyśleć o całej masie niezmiernie ważnych rzeczy wiązanych z błękitnym koralikiem — a jak wiadomo. zaraz ci go przyszyję.

Karolcia zdrętwiała. przyznam ci się. tylko jakiś koralik. Karolcia ** "(t « Y* j Wtem jak na zamówienie ktoś zadzwonił. Mogłabym zjeść całą tacę ciastek. — Proszę. Co? — Nie. dzwonił listonosz. ba. „Co to będzie — myślała z trwogą Karolcia — jeśli on sam nie zje tych ciastek". — /gubiłam drobiazg. „Kiedyś przecież skończą się te ciastka — myślała Karolcia. — Dzień dobry — powiedziała. że dziś są moje imieniny. Ledwie ciotka wypowiedziała te słowa — okulary cicho przyfrunęły z sąsiedniego pokoju i usadowiły się na jej nosie. że pan przyszedł. nawet na oknie stały tace pełne ciastek z kremem. Nawet nie jedno. skacząc między tacami pełnymi ciastek. Wokoło — na stoliku. — Nie. chętnie bym zjadła ciastko z kremem. parasolem. Czy pani czasem go nie widziała? Taki nieduży niebieski koralik. nie — zaprzeczyła gwałtownie Karolcia — ale oddaj mi już. . — Zarazi Zaraz — ciotka obracała dalej koralik w palcach 1 mówiła teraz z rozmarzeniem — bo ja. — Może pani spróbuje? Zdaje się. choć to był już wieczór — c/y nie przeszkadzam? — Skądże znowu — odpowiedziała ciotka Agata. Ale zaraz poprawiła się: — To znaczy. mamy dziś pyszne ciastka. ale to nic nie szkodzi.. Listonosz jadł ciastka bardzo szybko i co chwila jak kot oblizywał swoje długie i sumiaste wąsy. No i odwiedziłem. ciastko z kremem. Ale za chwilę znów rozległ się dzwonek i weszli jacyś państwo z oficyny z trojgiem dzieci. Tylko co komu po jednym koraliku? Ale słuchaj. — Dziękuję — kiwnęła głową pani w kapeluszu i z parasolem. Karolciu. co U) jest właściwie. bo ciągle sama też jadła te ciastka. Żebym je miała MU nosie.. co to jest. że nie ma dziś u nas gości". który właściwie nikomu i na nic nie jest potrzebny. tylko ja o tym zapomniałam? Ach! Jakie pyszne ciastka! Spróbuj! — Wcale nie spróbuję! — wrzasnęła niezupełnie grzecznie Karolcia. — Że też ja nigdy nie pamiętam 0 tych moich okularach! I zawsze je gdzieś zostawię. — Przyszliśmy z wizytą — powiedzieli i od razu zabrali się do jedzenia. — Właściwie szkoda. No tak. — Ach! Nie mów tego ciociu! — chciała krzyknąć Karolcia.. oczywiście nieopatrznie pomyślała o tych gościach. a na pewno /jadłabyś tak na przykład. bardzo dziękuję! Zerwała się szybko z łóżka i błyskawicznie pochwyciła porzucony przez ciotkę na stoliku koralik. przy czym 0 mało co-nie udławiła się. — Dobry wieczór — powiedział — przechodziłem akurat w pobliżu i tak sobie pomyślałem — dlaczego nie miałbym państwa odwiedzić. patrzcie — zdziwiła się ciotka Agata — a przecież je mam! Że też ich nie zauważyłam! Niech no ja się teraz przyjrzę. — Karolciu — zawołała ze zdumieniem ciotka Agata — czyżby ktoś przysłał nam tyle ciastek? A może to są dziś moje imieniny. no co?! No. — Czy pani czegoś szuka? — spytała ciotka Agata. powiedz tak naprawdę. Rzeczywiście! Miałaś rację! To wcale nie jest guziczek. Ale było już za późno. Tace z ciastkami napływały dalej... że nawet więcej. •« &vws< : *ł 34 l Wtem znów ktoś zadzwonił. tobym zaraz zobaczyła. Co gorsza. przybywało ich coraz więcej. — Co prawda ja państwa jeszcze nie znam. Jak się okazało. tylko tak mówisz. ale jednocześnie rozglądała się po pokoju. ciociu. — Proszę bardzo — zapraszała gościnnie ciotka Agata — dobrze. na krześle.. — Pójdę otworzyć — powiedziała ciotka. na półce z książkami. to znaczy tak — zaczęła plątać się nieznajoma. 1 niby to jadła ciastka. Była to jakaś pani w kapeluszu i y. Przyznam ci się. a może byś coś zjadła? Nie? E. — No. niech państwo pozwolą — zapraszała gościnnie ciotka. Nawet dość ładny. i już są.palcach koralik. ale ciastek nie ubywało. powiedzmy. ten mój koralik.

Karolcia widzi to doskonale. a mama szykowała się właśnie do wyjścia. że musimy jeszcze poczekać. Karolciu! Już pora. było już bardzo późno.1 r a. i moknie. mocnej nitce na Karolcinej szyi. mrucząc: — Ależ miałam śmieszny sen: śniły mi się ciastka z kremem. czy mama wsiadła! — woła Karolcia tło Piotra i pociąga go w stronę okna. że jest mokro na świecie. goście i Filomena zniknęli jak najszybciej z jej pokoju. — No trudno. zupełnie nowy. bo już późno.. mama nie wsiadła. I oto w tejże samej chwili na przystanek zajeżdża pusty. zajmij się czymś. Było ich bardzo dużo. ależ tak. Tatuś dawno poszedł do pracy. która zbudziła się po chwili. 1 36 — E. t. Wtem słychać dzwonek przy drzwiach. — Tylko nie przewróćcie całego mieszkania do góry nogami. Zostało ono zresztą błyskawicznie spełnione. ale . <7l)'t\ . I Karolcia dopiero teraz spostrzegła. Rzeczywiście. ten z góry. — Naturalnie. Krople ściekały po szybach. Żeby tylko autobus nie był zbyt zatłoczony. Karolciu? Nie boli cię głowa? — dopytywała się troskliwie. Karolciu — powiedziała mama — za tydzień wyjedziemy na wieś. — Wczoraj wyglądałaś mi tak. I wyciągając szponiaste palce powiedziała groźnie: — Oddaj mi natychmiast! Ale zanim zdołała go odebrać — Karolcia wypowiedziała w myśli życzenie. Właśnie nadjeżdża autobus i wszyscy ogromnie się pchają. jakby coś ci dolegało. A mama jest pierwsza w kolejce i wsiada spokojnie i wygodnie. a ciotka Agata o wszystkim zapomniała. piękny.. przy oknie. A teraz już zaczyna się 37 pchać cały tłum ludzi. ma taki sam długi. I stoi teraz biedul-ka. {'{' ii". — To mój koralik — zasyczała Filomena (bowiem już nie ulegało wątpliwości. Widzisz przecież. aż dostanę urlop. Karolcia kiwa ze zrozumieniem głową. W pokoju paliła się niewielka lampka z abażurem — zwana przez Karolcię małym światłem. — A czy będę mogła zejść na podwórze? — Tylko wtedy. I sadowi się na najlepszym miejscu. wystarczy przecież dotknąć koralika i wyszeptać życzenie. że to ona była). No. — Ale jestem naprawdę zupełnie zdrowa — zapewniała Karolcia.(> 4 . — Chodź! Zobaczymy. I postanawia. Tak. ale już śpij. że możecie — zgodziła się od razu mama. Zwłaszcza kiedy ciotka Agata wyjdzie po zakupy. przyszedł zapytać. że poprosi koralik o pusty autobus dla mamy. bo ją odepchnęli. kiedy przestanie padać. — Tak! To ten! — wrzasnęła radośnie nieznajoma.. a mama mówi „do widzenia" — i szybko zbiega ze schodów. spiczasty nos! Tak! Nie ulega najmniejszej wątpliwości! To jest Filomena! I Karolcia błyskawicznie w ostatniej chwili zdołała wyrwać koralik z ręki ciotki Agaty. To Piotr. a w fotelu przy łóżku drzemała ciotka Agata. jakaś staruszka usiłuje wsiąść. No.. naturalnie. Ale wiesz. A koralik jest zawieszony na jedwabnej. Na przystanku autobusowym stoi już tłum ludzi z parasolami. którzy nadbiegli. że jest ona niezmiernie podobna do tej sprzedającej z działu zabawek w domu towarowym. nie. nie przewrócimy — zapewniają wobec tego Piotr i Karolcia. — No. Może poczytasz albo może kto przyjdzie do ciebie pobawić się? Ale ja już muszę się śpieszyć. który Karolcia na chwilę położyła na swojej kołdrze. to co ja będę dziś robiła przez cały dzień w domu? — westchnęła Karolcia. AUTOBUS I INNE RZECZY Kiedy nazajutrz Karolcia obudziła się. Ale Karolcia uśmiecha się — mama na pewno zaraz wsiądzie. Nie lubię w czasie deszczu moknąć na przystanku. znów padał deszcz. czy mogą dziś bawić się razem. aby ciastka.— Czy to ten? — spytała ciotka oblizując się i wzięła do ręki koralik. — No co. O. czerwony autobus.

— Tak? No. Ba. że chyba to wszystko to tylko sen. Teraz wszyscy na ulicy ze zdumieniem patrzyli.. uniosła się w powietrze. — Tylko. — Ja też chciałabym być na dole i dać mu porządną nauczkę! — krzyknęła z zapałem. ku niepomiernemu zdumieniu Piotra. Nie wierzysz? W tej chwili weszła do pokoju ciotka Agata. — O globus mógłbym się /ałożyć. Ledwie zamknęły się drzwi za ciotką Agatą. coś. żeby zadziwić Piotra. — E. to zaraz zobaczysz! I w jednej chwili Karolcia stała się przezroczy sta jak szkło. a Karolcia znów podskoczyła i uniosła się w powietrze. co tylko mi się spodoba. — Taaaak?! — zdenerwował się teraz z kolei Piotr. — Taka jesteś ważna? A na pewno nie potrafisz stać się. że fruwasz.{•» 39 A Piotr? Warto było zobaczyć jego zdumiony minę! A potem zaczął wołać: . gdybym tak w tej chwili był na dole! — odgraża się Piotr. na przykład. gdybyś na przykład potrafiła. zaraz. — Rozłożyłaś tego drągala jak należy — powiedział z uznaniem. Myślisz.. — Ee tam — mruknął powątpiewająco Piotr — tak wiadasz! — Co? Ja opowiadam? Może chcesz się założyć? — Pewnie. Przecież to niemożliwe. co właściwie byłoby niemożliwe do zrobienia. — Ojej. że ci uwie-r/ę? — szydził Piotr. Stał ze zmarszczonym czołem i powtarzał: — No. Korciło ją ogromnie. które miał spełnić koralik. różne rzeczy. nie chciałby go oddać. nie wmówisz przecież we mnie. aż się przewrócił. czy potrafiłabyś. — Ratunku! — darł się dryblas. co mi tam znaczek z Australii — Karolcia uważała. A Piotr tymczasem namyślał się. żeby wymyślić coś niezmiernie trudnego. — E. co się tak namyślasz — niecierpliwiła się Karolcia. — Jak przegrasz. śmieszna jesteś z tymi przechwałkami. — Mogę robić. czy potrafiłabyś. jak mała dziewczynka.. że mogę się założyć! Nawet o mój znaczek z Australii. — A dlaczego nie miałabym fruwać? — oburzyła się Karolcia.. — No... dasz mi swój globus. — Wychodzę na chwilę do miasta — powiedziała.. Ja mam klucze.wstrętne. że obiecywała sobie ostrożnie wypowiadać życzenia. ja tego nie mogę zrozumieć. podskoczyła do góry i trzasnęła dryblasa piąstką w nos. W tejże chwili okno otworzyło się i Karolcia. — Globus — powtórzył ze zgrozą. trzymając się za nos. Musiało mi się to po prostu śnić! — Wcale ci się nie śniło.. jeśli zechcę. -t w om/. powiedziałam. że wszystko potrafię — zawołała uniesiona pychą Karolcia. duże chłopaczysko odpychają. aby za chwilę znaleźć się w pokoju. czy potrafiłabyś. — Jak to? E. niewidzialna! — Niewidzialna? — Karolcia wzruszyła ramionami. Zaraz mogę to zrobić. — Mów prędzej. — Bądźcie przez ten czas grzeczni i nie otwierajcie nikomu drzwi. — Oj! Dałbym mu nauczkę. Najwyraźniej widziałem. Piotr stał przy oknie z ustami otwartymi ze zdumienia. Tylko wiszący na jej szyi koralik jaśniał jak błękitny kwiatek unoszący się w powietrzu. — Przecież to drobnostka dla mnie. uczesana w kitkę. że naprawdę fruwałaś. na przykład. lekkomyślnie. lecz niebacznie Karolcia. a następnie spłynęła na ulicę i znalazła się na przystanku autobusowym obok tego wstrętnego chłopaka. Karolcia powtórzyła: 38 l — Nie wierzysz? Mogę zrobić. globus! Globus był największym skarbem Piotra i tak za byle co. A przecież człowiek nie może fruwać. po czym szybko zaczęła uciekać. nie pamiętając już zupełnie o tym. Potem przetarł szybko oczy rękami — bo mu się zdawało.. że Icraz może założyć się o nie wiem co. jakim sposobem znalazłaś się tam na dole i wróciłaś. Tu Piotr zatrzymał się na chwilę.

wahający się.. gdzie jesteś. kiedy ja jeszcze jestem niewidzialna? — zdumiała się Karolcia. bo ruszyła dalej.. — A tu jestem! — Karolcia dotknęła ręki Piotra.. Potem ciotka Agata zawołała jeszcze: — Wiem na pewno.. ciotka Agata ruszyła w stronę okna. to czy na przykład potrafiłabyś podnieść do góry krzesło.. gdybyśmy tak oboje byli niewidzialni. wygrałam! — Dosyć tego! — wołał teraz Piotr. że tu coś leży na podłodze — mruknęła i hucznie spojrzała na posadzkę. stając na progu. — Cóż więc chcesz. Deszcz już przestał pa(lilĆ. błagam cię! Zrób to — prosił Piotr. — Aha! — cieszyła się teraz Karolcia. ale przestańcie się chować i zaraz pi/yjdźcie do kuchni. — Dobrze. W tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju weszła ciotka Agata. gdyż było to krzesło naprawdę ciężkie. jak moglibyśmy we dwójkę pysznie się bawić.— E. to sobie zabierzecie kanapki z szynką.. Stał z otwartymi ustami. że schowaliście się za tapczanem. nawet o mało co nic przewróciła się przez wysuniętą Karolciną nogę. To mówiąc. — Pomyśl. — Ale już lepiej wyjdźcie z tej kryjówki i umyjcie ręce przed (t-clzeniem a ja tymczasem otworzę tu okno. tak się przestraszył./ . że mogę. to jest nie. potrącając po drodze niewidzialnego Piotra. aby dotknąć jej ramienia. — Przysięgłabym. żeby się stało? — Jeśli naprawdę jesteś niewidzialna. gdzie się schowałaś? — Wierzysz więc. mimo że ciebie nie widać? Karolcia roześmiała się. że go ktoś ciągnie za sweter. — Ale ja ciebie na pewno widzę — zapewniał Piotr. Tak. Ba. Byłaby właściwie wpadła na niego. Nic jednak tam widać nie dostrzegła.. gdzie jesteś! — Atu! — zawołała Karolcia. — Czy jeszcze mam coś zrobić? — zabrzmiał uprzejmy głosik Karolci. •. (M — Uwaga! Może zaraz staniesz się niewidzialny! Czy już jesteś niewidzialny? Bo już powinieneś być. — Jak to: mnie widzisz. — Oczywiście! Proszę bardzo! W tej chwili krzesło uniosło się jakby samo do góry. — Sama nie wiem. tak jakby Karolcia tam wcale nie stała. gdyby się w porę nie usunął. to znaczy.. Ale już pr/estańcie z tym chowaniem się. towarzyszyło temu jednak lekkie postękiwanie niewidzialnej Karolci. ciociu. jak stanie się coś bardzo dziwnego. to rzeczywiście mogłaby być pyszna zabawa. Karolciu. I wyciągnął rękę. zagapiony. — Wygrałam od ciebie globus. że jestem niewidzialna? — Wcale nie wierzę! Uwierzę dopiero wtedy. — Powiedz. ty się tylko tak schowałaś! — Wcale się nie schowałam — odezwał się tuż obok głos Ka-rolci i Piotr poczuł. Karolciu — zawołał naraz Piotr — a czy ja też mógłbym być niewidzialny? — Ty niewidzialny? — głos Karolci był teraz niepewny.. — Karolciu! — zawołała. — Przestań — krzyknął — cóż to za niemądre żarty! Powiedz lepiej. dziękujemy. a ja jeszcze ciebie widzę! M — Ja ciebie też teraz widzę! — powiedział Piotr. — Tak. — Jakże mogę cię gonić. kiedy nie wiem. ciociu — odpowiedziała Karolcia — czy możesz mnie i Piotrowi dać coś do zjedzenia? — Oczywiście. Ale czy się uda? Czy życzenie będzie ważne i wobec Piotra? 4-) Należy jednak spróbować. I wyszła z pokoju. Tak! Teraz wreszcie Piotr uwierzył w jej niewidzialność. Aż podskoczył. Szła prosto na K uroicie. — Goń mnie! . + 40 — Ach. — Słucham.

kiedy naraz przypomniała sobie. że jej kot idzie za nią po schodach. że twoja ciotka była najpewniejsza. Deszcz przestał nareszcie padać i tylko gdzieniegdzie pozostały spore kałuże. — Ależ oczywiście. — Poczekaj. I obejrzał się — ale nikogo za sobą nie zobaczył. czy nas kto zobaczy.. Bardzo to śmiesznie wyglądało. kiedy duży Waldek klapnął naraz w sam środek błota jak żaba! To Piotr. jeśli zejdziemy na podwórze — zaproponował Piotr. — Hura! Jednak jesteśmy niewidzialni! — Czy jesteś tego pewien? — spytała Karolcia. W przedpokoju rozległ się jakby tupot małych stóp i dało się słyszeć trzaśniecie drzwi. — Sen mnie zmorzył czy co? Zdawało mi się. — No widzisz. czy nie. Ale za chwilę znów rymsnął w błoto — to niewidzialna Karolcia chwyciła go za nogę. Zadowoleni zbiegli co prędzej na podwórze. jednak. Więc i teraz Agasia i dwoje jeszcze młodszych dzieci przykucnęło nad rriałym jeziorkiem i zabierało się do budowy tamy.' U' V$V ' l l . — Najlepiej będzie. kiedy naraz z sąsiedniego bloku wypadł Waldek. I nikt tego Waldka nie żałował. — To dobry pomysł — przytaknęła szczęśliwa właścicielka niebieskiego koralika. tylko . obydwoje jesteśmy na dobre niewidzialni — szepnął radośnie Piotr. l m u . Pani Kowalska znów się obejrzała. Pobiegli więc szybko w stronę Waldka. chociaż stali tuż przy niej. Bo widać myślała. Ciotka Agata czeka na nas z drugim śniadaniem.4 s" . To będzie najpewniejszy dowód. — Musimy spróbować. że powinna zabrać z balkonu suszące się tam ście-icczki. aż usiadła ze zdumienia. A Piotra i Karolci wcale a wcale nie widziała. Przecież sama się przekonałaś. I teraz też — patrzcie tylko. tak że stracił równowagę. — Uwaga.« Rzeczywiście z góry schodziła sąsiadka. że już zrobiłam kanapki — mruknęła. Kiedy wróciła do kuchni. jak się zdaje. — Dzień dobry! — odpowiedziała niepewnie pani Kowalska i mzejrzała się wokoło. A kałuże — wiadomo — wspaniała rzecz. Zwłasz-c/a młodsze dzieci lubią chlapać się w nich i puszczać papierowe łódeczki. A wszyscy naokoło stali i aż się trzymali za boki ze śmiechu. że wpadła do kałuży! Za Agasią wepchnął do wody Janie.41 — Hura! — zawołał wtedy Piotr. Bułki z masłem i szynką leżały na talerzykach. Piotr miauknął wobec tego cichutko. — Kto mnie pchnął?! — ryknął rozzłoszczony Waldek. ktoś idzie! . — Ale możemy się przecież przekonać. I nawet o mało by cię nie rozdeptała! — Prawda — szepnęła Karolcia — ale dlaczego ja widzę ciebie. niewidzialny Piotr popchnął go z całej siły. lepiej jeszcze się upewnić — zabrzmiał szept Ka-rolci. żeby dać porządną nauczkę temu Waldkowi. że ukryliśmy się gdzieś. a ty widzisz mnie? — Bo prawdopodobnie niewidzialni ludzie widzą siebie nawzajem — powiedział Piotr. — Prawda — ucieszyła się Karolcia. kici". a potem zaczęła wołać: „kici. a potem s/ybko zimną wodą przemyła sobie oczy. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie — była to nareszcie prawdziwa okazja.1 itf ''> Ą ^ A r n * t HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY! Ciotka Agata nalała mleko do kubeczków. czy jesteśmy niewidzialni. pani Kowalska. który każdego bil i nikomu nie dał przejść spokojnie. wtedy gdyśmy stali tuż prawie obok niej. Podbiegł do kałuży i za43 raz zaczął ochlapywać dzieciarnię. pchnął tak Agasię. podskakując z zachwytu. — Dzień dobry! — powiedzieli Piotr i Karolcia grzecznie. — Tylko przedtem musimy zajrzeć do kuchni.

— Wiem doskonale. a potem zaczęła uciekać. Piotr był bliski łez. jakby na zawołanie. co by teraz zrobić.legło się trzaśniecie drzwi i zgrzyt klucza w zamku. gdzie się podziałem! Zaraz.ii aż będzie się okropnie martwiła. bo naraz Leszek. Nie martw się o mnie.yła i nie wie. że kosz taki lekki.. to może do ciebie wróci. Aż oczy przeciera — bo patrzcie. ale zaraz przestaje rozmawiać z panią Kozłowska.. Chodź. „.. za-i.. gdy już list był napisany. Kochana ciociu Agato. Twoja kochająca Karolcia. Ale w końcu znudziła się ta zabawa Karolci i zaczęli się z Piotrem namyślać. Czy przez to. A pani Kozłowska strasznie się cieszy. to z Waldkiem byłoby załatwione! A co dalej robić?!. że mama będzie tam co najmniej dwie godziny. jeśli mama zabrała klucz. Tak. które piję". tylko gapi się na drugi koniec podwórka i napatrzyć się nie może. pani Kozłowska ma sama nieść to wszystko na górę? — Niemożliwe — mówi szeptem Piotr do Karolci i zaraz podbiega do pani Kozłowskiej. Sąsiadka nadziwić się temu nie może. 45 — Dlaczego? — zdziwiła się Karolcia. — Zapominasz zupełnie o. Będą spokojne. Oto idzie na przykład miła pani Kozłowska z drugiego bloku i dźwiga ciężki kosz ze sprawunkami. różowej nitce — błękitny koralik! .. zaczął wołać: — Patrz. drzwi były zamknięte. że taki dla wszystkich jest niedobry! No.. tym! I Karolcia ujęła w swoje dwa niewidzialne palce wiszący na jedwabnej. jakby w kamień zamieniona. a mama zabrała klucz. — Rety! p . to samo będzie i z moją mamą.„. Ale list udało im się wsunąć przez szparę. i« | — Jak to: nie ma! — wrzasnął Piotr. który akurat wybiegł na podwórze. ludzie: hulajnoga sama jedzie po chodniku między trawnikami! Oczywiście łatwo się można domyślić. co by zrobić wobec tego? Słuchaj! Już wiem! Napiszemy listy ty do ciotki Agaty. . a dziś — jakbym piórko niosła. a ja do mojej mamy. . usta otwor/.^ .. — Ale co będzie.. a 44 A Dorota też stanęła. Bo oto. i nawet tak mówi do jakiejś sąsiadki: „Tak się dobrze dzisiaj czuję.. nawet hulajnoga od ciebie ucieka! A znów jedna dziewczynka zaśmiała się: — Jak ją grzecznie poprosisz.+^. jakbym miała znów ze dwadzieścia lat. że dobrze mu tak za to. Wczoraj to ten kosz taki wydawał mi się ciężki. co powiedzieć. prawdopodobnie do dentystki. że mnie nie ma na podwórzu? — Ha. jakby oczom nie wierzyła. Hm! Roboty znalazłoby się dosyć. / < „ Karolcia spojrzała na niego dumnie. proszę pani.im zupełnie inna historia. Naturalnie że /. jeśli ciocia zobaczy przez okno. a my też bodziemy w porządku! Drzwi w mieszkaniu Karolci były zamknięte. — Przecież możemy wyjść i sami zatrzasnąć drzwi. hulajnoga zawróciła i zaczęła pędzić w stronę Doroty! To dopiero było! Dorota najpierw stała.wszyscy mówili. Dorota. że jest w tej chwili niewidzialny. Ujmuje za pałąk kosza i niesie. Idę się troszkę pobawić z Piotrem. Wszystko przepadło! . To mama wyszła.. Do mieszkania Piotra było łatwiej się dostać. że to Karolcia pędzi na hulajnodze pozostawionej przy ławeczce przez Dorotę. I w tej chwili. Naprawdę! I wtedy to wyglądało tak. nagle m/. — — Ojej. — Kiedy ich nie można w ogóle otworzyć. Wreszcie Piotr zaproponował: — Wiesz co? Chodźmy do tego wielkiego domu towarowego. Piotr! Nie ma się czym przejmować. Za to zdarzyła się i.i/. — Jesteśmy zamknięci! — zawołał rozpaczliwie Piotr. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie. Tam się trochę pobawimy! — Świetnie — zgodziła się Karolcia. Piotr zawsze jej pomaga zanieść kosz na górę. Naraz Karolcia roześmiała się. Tak mi siły wróciły! Pewnie po tych ziółkach. właśnie. co się tam dzieje. sama się przekonasz. jakby ją hulajnoga rzeczywiście goniła.

że lada podmuch wiatru może ich rozdzielić. kiedy mijali pewną wysoką kamienicę. Obejrzał się — gdzie jest Karolcia? Co się z nią stało? Dopiero po chwili spostrzegł ją. — Tciaz możemy go zostawić i pofruniemy dalej. Uf — Czy wy nas widzicie? — zdziwiła się Karolcia. żeby o nie nie zawadzić. Piotr zorientował się. Tak właśnie 46 zdarzyło się. rozumiem — odpowiedział malec rozglądając się niepewnie wokoło. zaczepioną brzegiem sukienki o jakąś antenę telewizyjną. Parę uderzeń mocnymi dziobami i oto sukienka już się odczepiła. które widząc całą historię. zupełnie niespodziewanie. tak bowiem stali się zwiewni. że leci samotnie. Było to jednak niebezpieczne. aby ratować przyjaciółkę. Karolcia zdenerwowała się tym ogromnie. pośpieszyły na ratunek. — Patrz! Możemy zaglądać do okien wszystkich domów. na co się naraża. /c naprawdę mógł wypaść. gdy nagle i zupełnie nieoczekiwanie zjawiła się pomoc ze strony dwóch sympatycznych gawronów. że nie należy używać go zbyt lekkomyślnie. — Bo dam ci w skórę. jeśli nie posłuchasz — groził dalej Piotr. który mógł ich łatwo rozdzielić. J> — Oczywiście — oświadczyły zgodnie gawrony. To było naprawdę strasznie śmieszne! Można było zapukać w szybę albo niespodziewanie powiedzieć coś do kogoś. abyś miał go zbić! — izeptem broniła malucha Karolcia. — Kiedy ja tylko tak! Na postrach! — uspokoił ją Piotr. — Co chciałyście przez to powiedzieć? — zawołała Karolcia. ale ponieważ bali się. że zna się na takich rzeczach. — Zaraz mu damy nauczkę — zdecydował Piotr.. Trzeba więc było koniecznie natychmiast zawrócić. gdzie była urządzona kawiarnia. że masz niebieski koralik. — On sobie może coś złego zrobić. ale gawrony już odleciały. tylko pamiętaj.. W pewnej zaś chwili. Nie było to wcale łatwe! Wiatr znosił Piotra ciągle w bok i ani rusz nie mógł skierować się w stronę wzywającej pomocy Karolci. — Jak cudownie tak płynąć w powietrzu! — zachwycała się Karolcia. Przysiadali dla zabawy na chwilę na dachach lub na balkonach i unosząc się znowu w powietrze gonili się naokoło wszystkich kominów fabrycznych. -^ . Chwycili się znów za ręce i teraz już frunęli prosto do domu towarowego. — Ach! Jakież mam pragnienie — oświadczyła Karolcia na widok osób pijących przez . > i — A przecież my jesteśmy niewidzialni! — Ale jesteście niewidzialni tylko dla ludzi! Wiemy poza tym. a ją wiatr szczęśliwie zaniósł w stronę Piotra. że nad ulicami rozpościera się jak gdyby sieć z drutów. Zatrzymali się więc teraz przy tym oknie i wpłynęli do mieszkania. który był widoczny z daleka. aby wyrazić odpowiednie życzenie. . — Nie strasz dziecka! Nie pozwolę ci. Wylądowali na tarasie. — Musimy uważać. a Piotr powiedział mo/liwie grubym głosem: — Nie wolno włazić na okno! Rozumiesz? — Ro. że sprawa jest zupełnie beznadziejna. Bo w ten sposób będzie okropnie śmiesznie. Istna pajęczyna. — Niech tak będzie — kiwnęła głową Karolcia i znowu ujęła w palce niebieski koralik. Karolciu. Unosili się teraz lekko nad ulicą. — To przewody elektryczne linii tramwajowych i trolejbusowych — objaśnił Piotr z niejakim zadowoleniem. — Widać został sam w domu i taki z niego głuptas. Już zdawało się. Wspólnymi siłami ściągnęli malca z okna. że nawet nie wie. W mieszkaniu mi irzecim piętrze jakiś malec wyglądał przez okno i tak się wychylał. gdyż od czasu do czasu wiał dość silny wiatr. on na pewno wyleci! — denerwowała się. Spojrzeli w dół i zobaczyli z ogromnym zdumieniem.— To co zrobimy? — zapytał teraz Piotr zachwyconym szeptem. Albo też od razu znaleźć się w sklepie?! Jak wolisz? — Lepiej wyfrunąć przez okno — zdecydował Piotr — a potem żebyśmy od razu byli w sklepie. Znów więc lekko płynęli nad miastem. więc schwycili się za ręce. — Jak wyjdziemy stąd? Czy dałoby się — tu zawahał się — czy dałoby się wyfrunąć przez okno? — Czemu nie? Naturalnie że możemy. Natychmiast też okno otworzyło się i Karolcia razem z Piotrem wyfrunęli.

które kupiła dla swojej córeczki. Właśnie kiedy Piotr z Karolcia podeszli do stoiska. mimo że ludzie stali spokojnie. — Aaaaach! Aaaaach! — zdenerwowała się sprzedająca. — Wobec tego zrobimy tak: /. 4 — Karolem łt' LEPSZE l GORSZE POMYSŁY W domu towarowym panował oczywiście jak zawsze ogromny tłok. może się potem poprawi. — Mnie się zdaje. Piotrek? — oburzyła się Karolcia. żebyśmy od razu znaleźli się w dziale zabawek.łapiemy szybko po porcji lodów. Toteż po ich spożyciu można już było śmiało ruszyć na wielką wyprawę do wnętrza domu towarowego. czerpiąc je z dużych termosów. Chodź. które szykuje panienka. — Wiesz? Postraszymy ją trochę. Karolcia zaraz też chwyciła jakąś parę czerwonych sandałków i ku szalonemu zdumieniu i przerażeniu ekspedientki — dwie pary butów samodzielnie pomaszerowały wzdłuż lady. bo niegrzecznie rzucała na ladę pudełka z butami i nikomu nie chciała podać innej pary. Zatrzymali się więc na chwilę na następnym piętrze przy stoisku z butami. który był zarazem lodówką. że musimy znów stać się widzialni? — Trzeba się nad tym zastanowić. umieszczonych w bufecie-lodówce. — Ja też — przyznał się Piotr. a zapłacimy w ten sposób. to nas mogą niechcący zadusić — rozsądnie zauważył Piotr — co wobec tego zrobimy? Może poprosisz. która sprzedaje. Lody były wspaniałe i pokrzepiające. Tylko rób to samo co ja! — I Piotr szybko schwycił z półki parę męskich butów.słomiane rurki wodę sodową oraz oranżadę z wysokich kieliszków. — Służę ci — powiedział elegancko Piotr — mam właśnie jeszcze trochę pieniędzy z moich oszczędności i mogę cię zaprosić! — Ale wiesz? — rozmyśliła się Karolcia. Jeszcze się pogniewa. — Ach! A tymczasem zobaczymy. Ach! Były i lody pistacjowe! — No to co zrobimy? — zastanawiał się tymczasem Piotr. — Dobra' — zgodził się Piotr. Chodźmy do zabawek! — Ojej. — Wobec tego może zajmiemy miejsce przy stoliku? w i« < wi w? 48 — No dobrze — Karolcia przysiadła na jednym z kolorowych krzesełek — ale jak zamówimy lody. jak panienka w białym fartuszku nakłada porcje lodów. że nie jest uprzejma — zgodził się Piotr. jakaś pani z małą dziewczynką na próżno prosiła o zamianę za ciasnych butów. jakie te lody są. Ruchome schody zapchane były ludźmi i wcale nie łatwo było na nie się dostać. — Nie możemy się wcisnąć. jeśli jakieś buty były za ciasne albo za luźne. — Nie mogę przecież prosić o takie nie najważniejsze rzeczy. — Nie zamienia się! — niegrzecznie odpowiadała na jej prośby sprzedająca. bo jeśli jesteśmy niewidzialni. . bo wszyscy patrzyli teraz z zaciekawieniem. Tu. mniej będzie kłopotu — zdecydowała Karolcia. — Właściwie to wolałabym lody! Owocowe i śmietankowe. 50 — Ale jak ją postraszymy? — spytała Karolcia. — Co ty. nie jest bardzo uprzejma — zauważyła Karolcia. wiesz co? Lepiej już zostańmy niewidzialni. jaka ty jesteś dziecinna. sprzedająca widać była w niezbyt dobrym humorze. — Zaraz zobaczysz. i przyglądali się. co byłoby lepsze. że pieniądze położymy na bufecie. — Pewnie. bo naprawdę nie wiem. której ten pomysł wydał się zupełnie niezły. — Idziemy! — zakomenderował Piotr. które włożył sobie na ręce. kiedy jesteśmy niewidzialni? Czy myślisz. Czy są owocowe albo śmietankowe? A może będą pistacjowe? Zbliżyli się do dużego bufetu. To poważna sprawa. co będzie dalej. — Co to znaczy? Nikt na to nie odpowiedział. — E. Transakcja udała się jak najlepiej. że ta pani. najpierw obejrzymy sobie jeszcze inne działy.

— Poczekaj chwileczkę — poprosiła Karolcia. żeby pani była grzeczna dla kupujących". — E. lak. ale to naprawdę. — Tylko obejrzę te chusteczki. — Trzeba będzie też mu zrobić figla i dać nauczkę. I tak się wszyscy rozbawili. Ale przecież chodziło tylko o to. które powiedziały głośno i wyraźnie: — Żądamy. A tymczasem męskie buty i czerwone sandałki tańczyły teraz przytupując wesoło. to powiedzą: ma-ma. kiedy już dosyć uzbieram — powiedział Piotr stanowczo. ubrane ślicznie — zupełnie jak małe. zamykane oczy i Karolcia wiedziała. którego drugi koniec jakaś niewidzialna ręka ciągnęła do góry. rękawiczki i chusteczki — takie do noszenia na głowie i takie do nosa. Tylko ludzie stojący przy ladzie powtórzyli: „Tak. co zrobię! Odechce mu się na przyszłość kradzieży! I szybko podskoczył w stronę złodziejaszka. że zaczęli do taktu przyśpiewywać. Nawet na pewno kupię. żeby zaraz nie zrobiło się całe przedstawienie i żeby wszyscy nie stanęli w podziwie. — A to dziwne wydarzenie — kiwali głowami ludzie. który niczego się nie spodziewał. Oczywiście. — Ale my jesteśmy niewidzialni! — szepnął z zadowoleniem Piotr.aczęła śmiać się razem ze wszystkimi i ta niegrzeczna sprzedawczyni. Ale ten już nie czekał na dalszy ciąg swojej dziwnej przygody. jakby lalka sama chodziła albo unosiła się w powietrzu. który wpychał ukradkiem do kieszeni piękny jedwabny szalik. A inni znów mówili. którzy to widzieli. ogromnych lalek. racja — prosimy. ••) 52 W dziale zabawek przystanęli zagapieni. to będzie /upełnie wyglądało. Złodziejaszek schwycił się za kieszeń i przytrzymał koniec szalika. który usiłował wepchnąć do kieszeni szalik. żeby ją tak trochę wziąć na ręce. wcale nie chciała mieć takiej lalki na /awsze — od razu wiedziała. Bo przecież jeśli niewidzialna Karolcia ją stamtąd weźmie. aby sprzedająca była grzeczna dla kupujących! To dopiero było! Sprzedająca zaczerwieniła się jak burak i rzuciła się w stronę butków. i tak się wszyscy z tego tańca śmiali. Czerwone sandałki też się zatrzymały i wszyscy ze zdumieniem usłyszeli dwa dziecinne głosy. Stoisko z zabawkami było na samym końcu. Naraz buty przystanęły. patrz na tego chłopaka. że to jest za droga lalka. — Złodziej! Złodziej! — zakrzyknęły na ten widok sprzedające i rzuciły się w stronę chłopaka. że lalka sama zeszła z półki. że to dobry pomysł reklamy i że to było mówione przez głośnik. tak — ale jak to urządzić. —Teraz jazda do działu zabawek. że teraz sprzedająca już nie mogła się złościć i musiała być bardzo grzeczna. to były zdjęcia do filmu — mówili inni. które mi się podobają? O. kiedy będę miała pieniądze.— To reklama! — zawołał ktoś. że w końcu nawet /. Zmykał tylko ile sił w nogach. Przy jednym z nich zatrzymali się na chwilę — były tam piękne szale. Wiesz. A tymczasem Piotr zaproponował: . Jednym szybkim ruchem Piotr wyciągnął z jego kieszeni skradziony szalik. Było na co patrzeć! Ka-rolcia miała ogromną ochotę wziąć chociaż na chwilę do rąk którąś ze wspaniałych. — Już wiem. — A co zrobimy? Przecież on jest bardzo duży! — westchnęła Karolcia. I wskazał na wysokiego chłopca w poplamionym swetrze. Właściwie to Karolcia tak naprawdę. „Hop są! są! Hop! są są!" Tak się to wszystkim spodobało. te niebieskie z kwiatkowym szlaczkiem. Bała się. — A mnie się podobają te w kratę — kupiłbym takie dla mojego tatusia. Tymczasem zaś Piotr i Karolcia powędrowali dalej. Ale to już nic nie pomogło. Miały prawdziwe włosy do mycia. żeby się nie powtórzyła historia /c spacerującymi butami. Są prześliczne. — Ale zrobimy coś jeszcze bardziej dziwnego — powiedział na to po cichu do Karolci Piotr. żywe dziewczynki. kupić chociaż sześć dla mojej mamusi na imieniny. Stały rzędem na półce. Teraz wszyscy patrzyli na chłopaka. — To złodziejaszek! — szepnął Piotr. Chciałabym. Tak. — Ale patrz tylko. że jeśli się je przechyli do tyłu. musieli więc przejść wzdłuż wielu jeszcze innych stoisk z różnymi rzeczami. ale one tymczasem już zwinnie wróciły na swoje miejsce na półce. a trochę stłamszony szalik spoczął jakby ułożony na ladzie.

że wcale nie mieli zamiaru uciekać z lalką. — A komu? — Jak to komu? — ekspedientce. Ludzie stojący przy stoiskach stawali w podziwie. — I mnie. No. Naturalnie. Lalka niesiona przez nich galopowała teraz poprzez całe piętro domu towarowego. bo na pewno jej nie zepsujesz! Poza tym przecież nie chcesz jej zabrać. może być z tego okropna awantura.. koniecznie! Zaraz mi ją kup. ale o chodzeniu nie było mowy. Za dziewczynką znów biegła jej mama. a potem wzięła za rączkę jak małe dziecko i zaczęła ostrożnie prowadzić. Chcę wrócić na półkę.— Chcesz? To wdrapię się na tę półkę i zdejmę ci którąś lalkę. która sama chodzi! — zażądała natychmiast jakaś pani. — E. już stał na ladzie i sięgał do półki. że tak biegnie! Trzeba zawo-\ać dyrektora! Dyrektora! — Ojej — szepnęła teraz Karolcia do Piotra — dyrektora chcą wołać.. Przystanęła. Była to zresztą bardzo duża lalka i Karolcia postawiła ją na ziemi. tylko ogromnie się im ta zabawa spodobała. Lalka stała co prawda. — Proszę zaraz sprzedać te lalki! A jedna dziewczynka. Wołała: — Proszę pani! Proszę pani! Niech się pani uspokoi! Ojej! Co tu się dzieje! Ta lalka chyba jest popsuta. — Mamo! Ona ucieka! — wrzasnęła naraz ta dziewczynka. Zupełnie to wyglądało tak. którą chcesz? — spytał. — Nie nudź. kiedy lalka znalazła się w ramionach Karolci. I zaraz wszyscy ustawili się w kolejce. — No. Wśród kupujących rozległ się okrzyk zachwytu: — Lalka.. widzicie. który dziwnie był podobny do głosu Piotra: — Znudziło mi się chodzić. — zaczęła niepewnie Karolcia. — Kiedy to nie są chodzące lalki — wyjąkała zdumiona sprzedawczyni — ja nic o tym nie wiem! — O. nie chce sprzedawać takich pięknych lalek — zaczęli się irytować kupujący. Widząc tę niespodziewaną pogoń. przecież od razu mówiłam. czemu się namyślasz. Tylko powiedz którą. I wróciła. Oddajmy ją. A potem wyrwała się matce i pobiegła za niewidzialnymi Piotrem i Karolcia. Zaraz potem postawię ją na tym samym miejscu. 54 — Tak? A dlaczego tamta lalka chodzi? To proszę mi ją zaraz zapakować! — Mogę zapakować. Karolciu! Przecież lalce nic się nie stanie. To znaczy . — Zaczekaj! — wrzeszczała goniąca ją dziewczynka. tylko potrzymać — więc nie będzie to nic złego.. Zatrzymajmy się! Ku zdumieniu wszystkich maszerująca lalka zatrzymała się nagle. Nie minęła chwila. jeśli pani tak koniecznie chce — zgodziła się dla świętego spokoju sprzedająca. Tylko czekaj. i mnie — rozległy się głosy. też pokrzykująca nie wiadomo dlaczego: — Stać! Stać! Za tą mamą wreszcie biegła na końcu sprzedająca. która właśnie przyszła razem ze swoją mamą. która przedtem chciała koniecznie dostać chodzącą lalkę. — To już najlepiej tę w spódniczce czerwonej. która sama chodzi! Pewnie bardzo droga! — Proszę mi zaraz dać taką lalkę. zagapieni na maszerującą lalkę. — Widać zepsuta! — orzekła ta pani z córeczką. — Kiedy. puścili się pędem. obróciła się w stronę goniących i powiedziała głosem. — Tylko wiesz co? Już mi się znudziło to bieganie z lalką. uczesaną w koński ogon. — Kiedy nie mam innych. przedtem jeszcze zrobimy jeden kawał. — Proszę nam dać inną. — Ojej! Jaka ty jesteś! — mruknął Piotr. Karol-ciu! — I zanim Karolcia zdążyła odpowiedzieć. nic się nie bój — uspokoił ją Piotr. Sprzedająca mrucząc pod nosem „nic nie rozumiem" zdjęła z półki jedną z lalek i spróbowała postawić ją na ladzie. jakby ją tam ktoś postawił. mamo. Tymczasem Piotr i Karolcia ujęli teraz lalkę za obie rączki i szybko pomaszerowali korytarzem. wołała: — Ja chcę koniecznie mieć taką lalkę. że to nie są lalki chodzące — tłumaczyła ekspedientka.

a Piotr i Ka-rolcia wsiedli do małego samochodziku. — Nie bój się go. Domek Baby Jagi był małym domkiem zbudowanym z pierników — ale tak na niby. żeby to był prawdziwy domek! — Pewnie że bym chciała. ale jak? Już wiem! — I Piotr niewiele myśląc przechylił się za płotek i chwycił jakąś przechodzącą panią za płaszcz. \ /.— Wcale się nie boję — odpowiedziała Karolcia z oburzeniem. czy pr/ypadkiem nitka się nie przerwała i koralik nie zginął. *»* »n* /''J i . Pani podniosła krzyk: vj — Ratunku. Może z papierowej pomalowanej m\ czerwono masy. — Nie wiem. żeby to był prawdziwy. Nie dadzą nam spokoju. — Tylko wiesz co? Przecież on nas widzi! Inaczej nie łasiłby się do ciebie. l. Od dawna już mieli ochotę nim się przejechać — od dawna. — Chodźmy wobec tego do domku Baby Jagi — zaproponowała Karolcia — tam będziemy mogli spokojnie się pobawić. który otaczał domek Baby Jagi. które mogą.. — Ale ten jest zaczarowany — przypomniał z zachwytem Piotr. kiedy przychodzili do domu towarowego jako zwyczajne dzieci. Piotr zasiadł przy kierownicy. ściskając niebacznie w ręku błękitny koralik. to znaczy jeszcze od owego czasu. złodzieje! Ktoś chciał ze mnie ściągnąć płaszcz! r. i stale sprawdzała. — Nie wiem — odpowiedziała pani.4. ale taki najprawdziwszy domek z prawdziwą Babą Jagą i prawdziwym kotem. stać się niewidzialne. Czerwone jabłka na drzewie też były z czegoś zrobione. Ciągle bała się. Teraz więc spełniły się ich marzenia. — Świetna myśl — pochwalił Piotr. No i naturalnie znów zaczęły dziać się straszne awantury. i. Ale koralik był i natychmiast spełnił życzenie Karolci. — Musimy wysiąść — westchnął Piotr — nic z tego nie będzie. — Przepadam za zaczarowanymi kotami. bo naprawdę to był drewniany. że ciągnął mnie z całej siły za płaszcz! . które było zwykłą dekoracją z dykty \ papieru. Ledwie zamknęli za sobą skrzypiącą furtkę. — Co ty. f "i CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU Otworzyli więc skrzypiące drzwiczki zielonego płotka. )•> "f . gdy zechcą.w'. natychmiast poczuli /apach żywych kwiatów rosnących przed domkiem. — Szkoda. — Ale gdzie jest ten złodziej?! — pytali wszyscy. jaki jest miły i jakie ma aksamitne futerko. powiedz sama. że to wszystko jest nieprawdziwe — powiedział Piotr. Pod oknami zrobiony był ogródek z papierowych kwiatów i rosło drzewo. patrząc w stronę Piotra. a zielona trawa była świeża i pełna stokrotek. czybyś nie chciała. czarny kot wstał i przeciągnął się. pomalowanego na zielono i brązowo. a na dachu siedziała drewniana sowa i obok niej uszyty z gałganków czarny kot. Piotrek! Przecież ja bardzo lubię koty! . — Jedziemy naokoło — powiedział i ruszyli..e wszystkim prawdziwym! — zakrzyknęła z zapałem Karolcia. a potem mrucząc przyjaźnie zeskoczył na ziemię i zaczął się ocierać o nogi Karolci. .s0f Ln j* 57 .Piotr i Karolcia postawili ją na jej dawnym miejscu. gdzie się podział. — Gdyby to było tak naprawdę! Pomyśl tylko! No. aby go nie zgubić podczas tych wszystkich przygód. — Tym lepiej — kiwnęła główką Karolcia. <.. Teraz 55 wszyscy zaczęli pytać o cenę takich chodzących lalek. — Reklama! Reklama! — wołali kupujący i chcieli koniecznie wsadzić tam swoje dzieci. bo teraz wszyscy biegli za pędzącym samochodzikiem. on ci chyba nic złego nie zrobi — szepnął Piotr. Czy to ma znaczyć. tak jak to zwykły czynić wszystkie zaprzyjaźnione koty na świecie. wiem tylko. Patrz. Były tam małe okienka z firaneczkami i zielone drzwi. że znów jesteśmy widzialni? Trzeba by się jakoś o tym przekonać. Puchacz na dachu poruszał się niespokojnie i łypnął jednym żółtym okiem. a nie takie.

którym ją poczęstowała jakaś inna mamusia. kiedy z domku wyszli Piotr i Karolcia i zaczęli rozdawać piernikowe serduszka w czekoladzie.. Zachwyt wzrósł z chwilą. Na szczęście mamusia zajadała właśnie kawałek piernika. Jeśli przypadkiem zjadł kawałek piernika ktoś z dorosłych. która. — Lubię serduszka w czekoladzie — przyznała się Karolcia. czy dalej jest drewniana. a potem. Po chwili te zielone drzwi otworzyły się i wyszła do ogródka Baba Jaga. Kto zje takie serduszko. 58 — Czy lubicie pierniki? — spytała Baba Jaga. aby mógł lepiej zobaczyć. nikt się nie pchał. #"i Ws^te. kiedy zobaczyła Karolcię w domku Baby Jagi. — To świetnie! Tymczasem wokół domku Baby Jagi stały zagapione dzieci.„ 59 — Czy potem znów możemy być niewidzialni? — zaniepokoił się Piotr. odzyskacie waszą niewidzialność. — A to świetnie! — I natychmiast zaczęła wyjmować z pieca pyszne. swoją własną mamusię. mogę doskonale na tę chwilę zrobić was znów widzialnymi — i dotknęła ich palcem — teraz już was wszyscy będą widzieli. która płakała z powodu zgubienia własnej kokardy. — Bo pani rozumie. które tu przychodzą — powiedziała wtedy Baba Jaga. jak wygląda domek Baby Jagi. Nie zastanawiali się więc dalej nad tą sprawą. a tatusiowie szybko przeliczali pieniądze. świeżo upieczone pierniczki. więc w pierwszej chwili zupełnie nie było wiadomo. A może Baba Jaga się obrazi. A nawet jeden starszy chłopak pożyczył swoją czystą chustkę do nosa pewnemu malcowi i wziął go na rękę. który mruczał jakąś kocią piosenkę. z podniesionym do góry ogonem. — I zaraz wszyscy zaczęli się śmiać i zrobiło się ogromnie wesoło.. Ale przecież nikt nie może zjeść zbyt dużo serduszek czekoladowych. Sami zresztą zobaczycie. Rzeczywiście. W każdym razie w tej chwili wcale nie wyglądała groźnie i w dodatku z poczciwym uśmiechem zapraszała ich do środka domku. widać. i piec z trzaskającym wesoło ogniem. Wszyscy podziwiali piernikowy domek. Wszyscy chcieli być dla wszystkich bardzo dobrzy. że te pierniki też nie są takie zupełnie zwyczajne. — I wydało im się to bardzo przyjemne. czy im starczy na kupno roweru lub chociaż hulajnogi dla synka. od razu staje się lepszy. . No i Karolcia również. i wobec tego 60 wcale się nie zdziwiła.— Eee. — Aha! — przypomniała sobie Baba Jaga — chciałam wam jeszcze powiedzieć. jest kupienie lalki dla córeczki. który jak najszybciej trzeba załatwić. gdy tylko będziecie chcieli. Tymczasem kot wyginając grzbiet miauknął kilka razy uprzejmie. Stali również nie mniej zagapieni ich rodzice. kiedy jesteśmy niewidzialni? — Ach. Naraz ku swojemu ogromnemu zdumieniu Karolcia zobaczyła w tłumie stojących. którym rozdzielała piernikowe serduszka. i poduszki na łóżka. Piotr był już zupełnie pewien. co kto myśli. aby stanęły przed nimi. Były przepyszne. czy też dzięki czarom jest prawdziwa. chłopcy prosili dziewczynki. tylko zamachała do niej wesoło chusteczką. — Serduszka w czekoladzie? — ucieszyła się Baba Jaga. Pewna dosyć duża dziewczynka zdjęła z warkocza różową kokardę i podarowała ją małej dziewczynce. nie było mowy o żadnych sprzeczkach i popychaniu. ciągnął i zniknął — powiedział ktoś — pewnie zaczepiła się pani o płotek. a widzieć nas mogą tylko ci z zaczarowanego świata. — Spróbujcie — częstowała.' ' *. Ponieważ przedtem była drewniana. że sprawunkiem. powędrował do drzwi chatki. że zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. a paniusia poszła sobie dalej. Wszyscy ustępowali sobie miejsca. natychmiast zaczynał rozumieć. musimy wrócić niedługo do domu. że sprawy dzieci są niezmiernie ważne i właściwie najważniejsze ze wszystkiego. kwitnące wokół kwiaty i mądrego kota. A w domku było przepięknie! Wszystko było tam prawdziwe — i małe mebelki. — Oczywiście. że jest jednak dalej niewidzialny. Mamusie natychmiast uważały. — Ale czy możemy to zrobić. wiedziała. jeśli się nie /je wszystkich? — Możecie rozdawać je dzieciom. — Widać to jest tak — ucieszyli się — że dla zwykłych ludzi to jesteśmy niewidzialni.

Nieznajoma podniosła głowę przybraną dziwacznym kapeluszem i dopiero teraz Karolcia zobaczyła spiczasty nos i małe. wymachując parasolem. 61 Filomena rzuciła się też gwałtownie w pogoń za koralikiem i Karol-cią. I znów naturalnie zgromadził się tłum ludzi — wszyscy przyglądali się ze zdumieniem Filomenie. — . kołysząc się na różowej. Trzepotała się niby ryba w sieci i już się zdawało. chce nam zabrać koralik. '••' — Co się stało? — spytał podbiegając Piotr. — Widać ma jakiś atak! To może być . Nitka pękła. która w przekrzywionym kapeluszu. Wyplątała się więc nad podziw zręcznie z firanki i skoczyła jak pantera w stronę koralika. — Proszę bardzo! To są pyszne serduszka w czekoladzie — powiedziała uprzejmie Karolcia. — Dziękuję — odpowiedzała pani w dziwacznym kapeluszu — nie chcę twoich pierników. Piotr tymczasem usiłował obezwładnić Filomenę: gdy ta leżała wyciągnięta na chodniku. wyjąc dziko. Chwila była bardzo dramatyczna! Bo oto szponiasta ręka Filomeny była tuż. Za to daj mi co innego. ale niestety! Błękitny koralik nie był przecież niewidzialny. — Daj mi zamiast pierników ten swój niebieski koralik — szepnęła syczącym głosem — daj mi go zaraz! . Ratujmy się! — Karolcia już sama nie wiedziała. dopiero co kupioną łyżką durszlakową o różową nitkę na szyi niewidzialnej Karolci. takim. chudą rękę w stronę koralika. jakich już nikt nie nosi. nurkowali między kupującymi. a po drugie. Wtedy to Filomena zaplątała się w jedną z nich i runęła jak długa na podłogę. że ktoś mógłby go rozdeptać. mamusiu — zawołała Karolcia — tylko rozdam wszystkie pierniczki! W tej chwili podeszła do zielonej furteczki jakaś pani w dziwacznym kapeluszu z piórami. ale Filomena widziała go doskonale. — Musimy znów stać się niewidzialni! Zrób to natychmiast — wołał Piotr — a potem uciekniemy! Rzeczywiście natychmiast odzyskali niewidzialność. — Czy pani oszalała? Co to za wychowanie! — Precz! Z drogi! — ryczała rozzłoszczona Filomena. Błękitny koralik wyglądał jak mała. a Filomena pędziła za nimi. — Ha! — wrzasnęła teraz Filomena — i tak ci go odbiorę! — Nie. Był tak niewielki. prędzej! — szeptał teraz Piotr. tocząc się po podłodze. tylko jaśniał swym ślicznym błękitem. ciągnąc Karolcię za rękę. Filomena niestety usłyszała ten dźwięk. aby nie mogła gonić dalej Karolci. moja mała. — To Filomena! Poznałam ją. — Prędzej! Przemykali się w tłumie. Nie darmo miała duże i jakby trochę kosmate uszy. przenigdy mi go nie odbierzesz! — zawołała bohatersko Karolcia. a koralik potoczył się po gładkim linoleum. że właściwie nikt go nie mógł zauważyć.— Zaraz idę. M. i wyciągnęła rękę. — Prędzej. któremu groziło podwójne niebezpieczeństwo — po pierwsze. prawie w ostatniej chwili zdołała go pochwycić Karolcia. i x — Nie dam mojego koralika! — krzyknęła wtedy Karolcia. gdy najniespodziewaniej na świecie jakaś przechodząca pani niechcący zaczepiła nową. którzy również rzucili się na ziemię. gdy naraz. niebieska iskierka migocąca w powietrzu. 62 Bo nikt przecież nie widział walczącego z Filomeną Piotra. którym wyłożona była podłoga w domu towarowym. — Piotr! Ratujmy się! Piotr chwycił szybko Karolcię za rękę i zaczęli uciekać. Koralik. błyszczące oczy. przytrzymał ją z całej siły. Piotr i Karolcia wpadli do działu firanek. aby podnieść toczący się koralik. jedwabnej nitce. Całe szczęście. — Czego pani sobie życzył — spytała wobec tego Karolcia.Czego pani się pcha! — oburzali się ludzie. że goniąc poprzez całe piętro. rzucała się na podłodze. że koralik jest ocalony. Ale tu spotkała się z niewidzialnym Piotrem i niewidzialną Karolcia. co począć. że schwyci go Filomena. tuż przy koraliczku.< l wyciągnęła swą szponiastą. dźwięczał jak gdyby naj śliczniej szy i najdelikatniejszy dzwoneczek. — Ta pani zachorowała! — odezwały się głosy. wiszącej na Karolcinej szyi.

że już jest bardzo późno — przypomniał sobie Piotr. Karolciu! To niedobra kobieta. Karolciu. Karolcia podbiegła do mamy i szybko wsunęła rękę do kieszeni jej płaszcza. kiedy pogotowie nadjechało. ale.^j 'tf> 64 — No musiałaś. i potem będzie awantura. nic więcej — obiecywał lekarz. no to co z tego? — Jak to: co? Karolciu.. — Wiem. — Wcale nie jestem lekkomyślna! Przecież musiałam ratować koralik! Musisz mi przyznać. tylko kot jeszcze parę razy zamruczał przyjaźnie. — A co z nim zrobiłaś? — Po prostu wsunęłam do kieszeni w mamy płaszczu. co z nim zrobić. tylko jeszcze będzie załatwiała na przykład jakieś sprawunki — to co? Tymczasem moja mama będzie się ogromnie niepokoiła. że musiałam ratować! j . więc siedziała teraz zła okropnie i kłóciła się z doktorem.. I strzeż się Filomeny. Przecież nie możesz poprosić. — O mnie się nie bój! Jakoś damy sobie radę! Tylko jeszcze musimy pożegnać się z Babą Jagą i z czarnym kotem. Lekarz w białym fartuchu i dwaj sanitariusze zajęli się Filomeną. tak. ojej. Aha! Pamiętajcie! Serduszka w czekoladzie nie tracą swojej mocy nawet i w prawdziwym świecie.. I włożył Filomenie pod pachę termometr. a jeśli twoja mama tak od razu nie wróci do domu. że musicie wracać do domu. bo o siebie to się nie boję — dodał Piotr rycersko. — Zachowałam tylko jeszcze kilka dla was — powiedziała. to żegnajcie! Mieli teraz pełne kieszenie serduszek. — Zmykajmy do domu. Bądźcie zdrowi. co by to było. że moja mamusia nie zgubi koraliczka i gdy tylko wrócimy do domu. Oczywiście że z termometrem nie wolno podskakiwać. że jesteśmy niewidzialni. to zaraz sięgnę do jej kieszeni. zanim wskoczył na dach domku. musiałaś. Baba Jaga skończyła tymczasem rozdawanie pierników w czekoladzie. która dalej krzyczała: — Łapcie ich. To byłoby niegrzecznie tak wyjść bez pożegnania. — Jak to: co? — No przecież jesteśmy jeszcze ciągle niewidzialni! — No wiem. dopóki nie odzyskasz koralika. wyjmę go i znów będziemy widzialni. — Prawda! — przestraszyła się trochę Karolcia. żeby tam . — Widzisz. że nic jej nie jest. ale. Karolciu?! Twoja mama też tu jest. Gdyby dostała w swoje ręce błękitny koralik. że zmierzymy temperaturę. zdaje się. prawda! Okropnie późno! To chyba jedziemy do domu. — Tak. Wyobraźcie sobie. Przy stoisku z guzikami! Rzeczywiście! Mama Karolci stała tam i kupowała guziki do Karolcinej sukienki. Tymczasem Karolcia zdołała już na szczęście podnieść koralik. — Damy pani zastrzyk na uspokojenie. łapcie! Muszę odebrać niebieski koralik! — Zdaje się. I naraz zdziwił się. Ale jeśli jeszcze kiedy zajrzycie do mnie. że mnie nie ma w domu.niebezpieczne! Wezwijcie pogotowie! Nie minęła chwila. Potem wróciła do Piotra i powiedziała: — Już schowałam koraliczek. chętnie was /obaczę. że jedziemy! Tylko jak? O tej porze wszystkie autobusy są bardzo przepełnione! Ludzie wracają na obiad do domu! Boję się. jak późno? — Oj. że cię zgniotą w tym tłoku. gdyby tak zaczęła żądać od koralika spełniania różnych złych rzeczy! No. pomyśl tylko! Przecież musimy wobec tego pozostać niewidzialni tak długo. Ja też znów stanę się drewniana. Sami zresztą o tym się przekonacie. jeśli nie będziesz miała koralika przy sobie. widzisz. że pani ma gorączkę — powiedział grzecznie doktor — pani pozwoli. Baba Jaga była znów drewniana. — Ale jestem pewna. Zanim Piotr cokolwiek zrozumiał. aby go nie zgubić. Jest teraz zupełnie bezpieczny. 63 Trzymała go teraz w zaciśniętej ręce i nie wiedziała. — Pewnie. mogłaby zrobić dużo złego na świecie. Nie bój się! Nie zginie tam! Kieszeń jest niezmiernie głęboka! ' — To co z nami będzie? — krzyknął Piotr. Jesteś ogromnie lekkomyślna. abyśmy znów stali się widzialni.

i wreszcie Karolcia i Piotr znaleźli się w domu. Karolcia rzuciła się pędem do przedpokoju. y. — Ja tymczasem polecę i zobaczę.ł/i„ > K . Była widać trochę zagniewana. Tylko pamiętaj. — Pierniczki były świetne. — Naprawdę najwyższy czas na nas. . Trochę jeszcze gniewna. Pomrukując teraz z zadowolenia. że mama jeszcze nie wróciła do domu! — A jeśli przypadkiem koralik wypadnie twojej mamie z kieszeni? — powtarza Piotr. ale nie jest to takie prawdziwe jedzenie. otworzyła drzwi. Po chwili na kredensie w kuchni leżała zgrabnie zawinięta paczuszka. — I zaraz wrócę. Ale całe szczęście. bo ciotka Agata może się rozgniewać i wcale do drzwi nie podejść. Strach pomyśleć — wtedy musieliby już do końca życia zostać niewidzialni. tylko zachichotała. bo ciotka znów się zdenerwuje. to może by się nie gniewała na ciebie? — wpadł na pomysł Piotr. którzy dzwonią i uciekają. gdy się jest niewidzialnym. — A gdyby tak ciotka Agata zjadła kawałek serduszka w czekoladzie. W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY ł -y Wcale nie jest tak łatwo. Tak też zrobiła i ciotka Agata. — I taka jestem okropnie głodna. mama wyrzuciła niechcący koralik. już od razu poweselała. Bo co by było. Ale najgorsze było to. bo ostatecznie zawsze można było zadzwonić i gdy ciotka Agata. Wreszcie podeszła po coś do kredensu i zobaczyła paczuszkę. kiedy będziesz wycho66 dził. — Ja też! — przyznał się Piotr.* ** * ( t „r i -r* '/A — Karola a "n . na której znajdowała się kartka z nagryzmolonymi w pośpiechu słowami: Dla kochanej Cioci Agaty od Karolci. I w tej chwili — ledwie przełknęła pierwszy kęs. że nikt nie mógł się temu zapachowi oprzeć i koniecznie musiał zaraz ugryźć chociaż mały kawałek. — Wracaj szybko. z hałasem przesuwała garnki. i w dodatku niewidzialna będę robić? — westchnęła Karolcia. jak zadzwonię. — Chodźmy! — zakomenderował Piotr. że się to jakoś udało. aby mu otworzyć. wyjmując z kieszeni chusteczkę albo rękawiczki. przeczytała list. to się naradzimy.też znieruchomieć i udawać gałganianego. mrucząc gniewnie na głupie dowcipy chuliganów. nie gniewała się tym razem. za którymi stał niewidzialny Piotr. nie martw się naprzód — uspokajała go Karolcia. o nie! Chyżo przebiegła przedpokój i szeroko otworzyła drzwi. Nie ulegało wątpliwości — to dzwonił Piotr. Czekoladowe serduszka wyglądały niezmiernie apetycznie. bo mruczała coś pod nosem i mocno. — Oj. Jak na złość ciotka krzątała się przy kuchence gazowej. — Przepyszne — orzekła — ach. jakie to dobre. Że drzwi były zamknięte. musisz mi zaraz sama otworzyć. — Dobrze. zjadła pierniczek do końca. gdzie akurat zapiekała makaron z szynką. ale widać była ciekawa. Ale naprawdę sama też tym się trochę martwiła. spróbuję jakoś jej podsunąć. ta Karolcia! To złote dziecko! Że tez pomyślała o tej swojej starej ciotce. że nikogo nie zobaczyła. — Ach. W tej chwili rozległ się dźwięk dzwonka. ale przyjdź jak najszybciej! Bo co ja tu sama. a w dodatku pachniały tak. ale ciotka Agata nie dała się wyprzedzić. żeby Ciocia koniecznie spróbowała. to też jeszcze nie było najgorsze. A potem wszystko będzie na mnie. — Wiesz? To byłoby dobre. udało się szybko wsunąć do mieszkania. ciotka Agata wróciła do kuchni. co paczuszka zawiera. •>. Tylko nie trzaskaj głośno drzwiami. to jakiś urwis dzwoni! Ale to nic nie szkodzi! — I nucąc wesoło. przyjechać do domu w zatłoczonym autobusie. bo otworzyła ją szybko. może jakoś uda się coś zjeść. co u mnie w domu słychać — przypomniał sobie Piotr. gdyby tak na przykład. Ale pomimo to. Gdyby tylko zechciała zjeść! Czekaj.

W pewnej chwili wróciła po coś do przedpokoju i ku swojemu 68 szalonemu zdziwieniu spostrzegła. — Rozumiesz. — Co teraz będzie?!!! — zdenerwował się Piotr. to była mama z rękami pełnymi paczek. aż mama zdejmie płaszcz — szepnęła Karolcia do Piotra. "t* ' / . — Przeszukajmy te kieszenie jeszcze raz — zaproponował Piotr.'•. I tatuś podał mamie gazetę. ale. — Załatwiłam masę sprawunków — powiedziała mama. żeby już była w domu — mama nie była zbyt zachwycona nieobecnością Karolci. — Co się tu dzieje? — zapytał naraz tatuś. — E. Na szczęście mama była w drugim pokoju i opowiadała o czymś ciotce. Nikt nie słyszał. — Coś ci się przy widziało! — powiedział i pocałował mamusię na pocieszenie. a tatuś odważnie chwycił palto i podniósł je do góry. leży na łóżku. — Zdaje się. kiedy znów zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. a znów Karolcia i Piotr przez ten czas. A ciotka Agata coś pierze w łazience. szukali koralika i nigdzie nie mogli go znaleźć. byłbym zapomniał! Przeczytaj koniecznie dzisiejsze popołudniowe gazety! Piszą o tym. — Muszę poczekać. Chciałem coś zjeść. to co zrobimy? — Nie wiem — szepnęła z rezygnacją Karolcia i rozpłakała się na dobre. — A moja mama też będzie się ogromnie martwiła — Piotr załamał ręce — no. bliscy płaczu.{ 69 NIESŁYCHANE WYDARZENIE W DOMU TOWAROWYM! UDANE POMYSŁY REKLAMOWE! . — Karolcia jest w domu? — Jeszcze nie ma. że ma niewidzialną córeczkę. że nie ma?! Szukajmy jeszcze raz. ogromnymi literami było wydrukowane: ' " . który przed chwilą. kiedy wszedł do mieszkania. To była na pewno mama! Tak. Można na przykład nie odrabiać lekcji! — I można bawić się w domu towarowym — pocieszająco powiedziała Karolcia — ale strasznie mi żal mamy. — Czy jesteś zupełnie pewna. bo mama rozmawiała wtedy z ciotką Agatą. — Co się dzieje u ciebie w domu?! — Na szczęście mama i tatuś jeszcze nie wrócili. wreszcie odwróciła się do Piotra — nie ma w tej kieszeni! Pewnie się pomyliła! To jest ta druga kieszeń! Ale w drugiej kieszeni też nie było błękitnego koralika! — Mama zgubiła koralik! — jęknęła Karolcia. — Ach! Ach! — krzyknęła mama — coś siedzi w moim płaszczu! Może to szczur?! Bo mama bardzo się bała szczurów i myszy. że nic nie ma w środku. jak się jej zdawało. Chyba będzie płakała. a w dodatku porusza się dziwacznie. Długo szukała. widać ten szczur uciekł — powiedziała mama. Siedziała na stołku kuchennym rozmyślając nad tym. Chodźmy więc śmiało do kuchni! Ciotka Agata oczywiście dziwiła się potem bardzo. Kładła zakupy na stole i zdejmowała rękawiczki. że płaszcz. Ale zaraz musieli odsunąć się od palta. że nie chcę teraz sięgać do kieszeni! Wreszcie mama zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. Potrząsnął nim przy tym. że wszystkie szklanki umyła już rano. Bo co powie na to. że dziś w domu towarowym działy się niezwykłe rzeczy. powiesiła na wieszaku. — Ale. bo właśnie do pokoju weszli tatuś i mamusia. ale zaraz powinna przyjść — uspokoiła mamę ciotka — pewnie bawi się na podwórku. że niedługo przyjdę. ale nie zawsze. że już na zawsze będziemy niewidzialni — westchnął Piotr. ale nic w domu nie było. — Ma to swoje dobre strony. u nas jest masa jedzenia. Zostawiłem kartkę. — Teraz już się to palto nie rusza. zupełnie jakby siedziało w nim jakieś zwierzątko. w której na pierwszej stronie. Karolcia podskoczyła czym prędzej i zanurzyła rękę w głębokiej kieszeni. a potem krzyczała ze strachu. Kochane dziecko! — Wolałabym. żeby się nie martwili.67 — No i co? — spytała Karolcia Piotra. dlaczego jest tak małp mleka w dzbanku i skąd się wzięły na stole dwie brudne szklanki po mleku. bo mama miała kupić wszystko po drodze. żeby mamie pokazać. kiedy przecież była najpewniejsza pod słońcem.

— Są już! Pewnie głodni! Piotrze. Chyba już czas. i naraz znalazłam coś ślicznego. I jeszcze coś: zupełnie przypadkiem jadłam pyszne pierniczki! Wyobraź sobie. Tam natychmiast wyszeptała życzenie — aby ona i Piotr znów stali się widzialni.. /niknął on nagle z ręki mamusi jak zdmuchnięty. KTÓRA SAMA CHODZI! UCIECZKA SAMOCHODZIKA! — A wiesz? Rzeczywiście coś tam takiego było. — Musiał mi upaść na podłogę. — Czekaj. czy mogę zejść na podwórze? — pyta wobec tego jak najgrzeczniej Karolcia. zaczarowanego serduszka jest ciągle niezmiernie dobra. że to niemożliwe. Co prawda nie byłam sama przy tym. że zaraz siadamy — uspokajała tatusia ciotka Agata — a Karolcię natychmiast zawołam. że to ona. Napisała do mnie karteczkę. następnie otworzyła po cichu drzwi i wreszcie przystanęła w sieni.. Zdaje mi się. pod balkonem rozległo się umówione gwizdnięcie. — Sięgnęłam do kieszeni. że czeka na Karcicie na dole. że dopiero potem uprzytomniłam sobie. To Piotr daje znać. że powinniśmy siadać do obiadu. — Ciociu. Co prawda ciotka Agata po zjedzeniu wczoraj piernikowego. Ta mała była tak podobna do naszej Karolci. — Boże. I zaraz tak oczywiście się stało. że późno wracamy — zaniepokoił się Piotr. ale mówię ci. Potem z portmonetki wyjęła zawinięty w kawałeczek papieru. jestem strasznie głodny! Ale niepokoję się. ale nie jest pewne... Naprawdę! Bo ledwie zadzwonili. czy .W kieszeni palta?!!!!! — Karolcia gwałtownie chwyciła rękę Piotra i teraz zamienili się oboje w słuch. Po jakąś kobietę przyjechało pogotowie.. Nazajutrz. Więc jestem spokojna! — Ale ja nie jestem spokojny! — zdenerwował się tatuś. Ale Piotr nie chciał zostać na obiedzie. jak go przyjmą w domu. Tymczasem mamusia zaczęła czegoś gwałtownie szukać w torebce.LALKA. gdzież on się podział?. 70 ale być może... że na próżno otwiera drzwi. błękitny koralik. Zanim jednak tatuś zdołał przyjrzeć się dziwnemu koralikowi... a może zupełnie /. że to Karolcia porwała błyskawicznie z ręki mamy błękitny koralik. co teraz będzie! — westchnęła Karolcia. Nie był wcale pewien. — Mniejsza o to. aby była już w domu. kiedy Karolcia kończyła śniadanie. że był to przedziwny błękitny kamyczek. abym była spokojna. — No. nie mam pojęcia. ale ludzie byli niesłychanie podnieceni i opowiadali o jakiejś maszerującej lalce. w tej chwili. Siadajmy lepiej do obiadu. że rozdawała je dziewczynka w dornu Baby Jagi.. Aniu -— powiedział tatuś — na pewno nie był to żaden klejnot. czy zostaniesz u nas na obiedzie? Karolciu. mój skarbie. że jest to jakiś drogocenny kamyczek. ^um*-/ . Oczywiście. i nawet zamachałam do niej ręką. teraz możemy zadzwonić — westchnęła Karolcia — tym razem biedna ciotka Agata nie będzie się denerwować. — Kochane dzieci! — wołała.eby była w domu! A Karolcia! Domyśliliście się chyba. że znalazłam coś dziwacznego w kieszeni palta..wyczajne szkiełko. Nie wiem. Ale zdaje się nic poważnego. — Ależ oczywiście... otworzyła im ciotka Agata promieniejąca radością. — A jak już mowa o Karolci — powiedział na to tatuś — czemu jej jeszcze nie ma? — Kochane dziecko — odpowiedziała na to ciotka Agata — wyszła pobawić się z dziećmi. — Ale może będzie się gniewała. Ale ma taki dziwny blask. . /. czy to ma jakąś wartość. «j4. gdzie jest Karolcia?. — Najwyższy czas. co się z nim stało. że zjadła zaczarowane serduszko w czekoladzie? Zaraz sam się przekonasz. Potem ściskając koralik w dłoni pociągnęła za sobą Piotra do przedpokoju. — Wcale nie będzie się gniewała! Zapomniałeś. zaraz umyję rączki — zgodził się skarb. czekaj — powiedziała do tatusia — chcę ci jeszcze coś pokazać! Wyobraź sobie. aby zapłacić za bilet w autobusie. No i Piotr przekonał się. Przecież jego mama nie jadła piernikowych serc w czekoladzie. że przecież Karolcia została w domu.. — .. — Dobrze. skąd wyjęła portmonetkę. A Piotr tylko zwiesił głowę. że w pierwszej chwili pomyślałam. czyli Karolcia. BO CO BĘDZIE DALEJ?. myj rączki. Nie miała po prostu innego wyjścia.* UWAGA. I mama sięgnęła do torebki.

tylko przedtem powiem Piotrowi. Znaczy to również. Piotr oczywiście czeka na podwórzu. pójdziemy do ogrodu — oświadcza z zapałem Karolcia — i proszę. patrz. głęboko. Kiedy je otworzyła. żeby tu wyrosło drzewko.. Tak się robi zawsze we wszystkich bajkach. gdy tymczasem Karolcia. a Karolcia wybiega na balkon i woła do Piotra: — Czekaj na mnie! Ja zaraz przyjdę! Powiem ci coś bardzo ważnego! — Dobra! — woła Piotr. Jest wesoły i wygląda na człowieka.. — Tylko uważaj. jest jeszcze jakby bledszy! Jemu coś jest! Ja ci mówię! A może . o tu.. On taki blady. 73 itr — A może wtedy. niebieska sukienka ma duże kieszenie.. żeby Karolcia natychmiast po wypiciu mleka zeszła na podwórze. — No widzisz? Ten sam! — woła triumfalnie Piotr. a Karolcia wsuwa do kieszeni głęboko. niebieski koralik. — Zaraz się ubiorę. — Może masz rację.. tak. Jakby zbladł. zgrabną paczuszkę. że śniadanie zawinięte zgrabnie w papier będzie najświetniejsze pod słońcem. żebyś jej nie rozdarła — upomina łagodnie ciotka Agata — a może chciałabyś wziąć dla siebie i Piotra drugie śniadanie? Gdzie się wybieracie? Może macie ochotę pójść do ogrodu? Tak. przeokropnie dobra! — woła wobec tego Karolcia. ciociu. i nawet proponuje Karolci. Ale Karolcia nie jest tym uspokojona. przykryty drugim kawałkiem niby kołderką. Karolciu. . znaczy to. nie zgubiła. — Patrz. Kiedy ciotka Agata mówi „rybeńko". — Co ty mówisz? — zmartwił się Piotr. z których nic na pewno nie wypadnie. — Poproś o coś! Jak się spełni — to ten sam. że mogła wpaść przez okno? Ojej! może masz rację.. i wydobywa z szafy sukienkę. przecież nie miała okazji. Hm. żeby starczyło dla nas dwojga. Bo właśnie chodzi o ten koralik. Ciocia zgadza się.^i )r. jesteś niezmiernie. żeby na mnie czekał. Tylko o co go poprosić? — Wszystko jedno! No choćby o to. — Co to może być? Słuchaj! A może to nie ten koralik? Może inny? Może go zamieniła Filomena? — Piotr aż podskoczył. Trzyma koralik na otwartej dłoni i przygląda mu się. Ale to się zaraz okaże. że jest w najlepszym pod słońcem humorze. odezwij się! I Karolcia wyjęła koralik z pudełka.'w — No nie. leżał błękitny koralik.. Włożenie nowej. — Ciociu. zupełnie inny! Koraliczku. — Najlepiej będzie sprawdzić! — zdecydował po męsku Piotr. Taki jakiś jaśniejszy. „U W tejże chwili wyrasta przed nimi smukłe. Karolcia kręci głową — nie. Karolcia wydobyła z głębi kieszeni maleńkie pudełeczko od proszków.to potrwa długo? A może czas minie i ciotka znów zacznie zrzędzić? Ale na razie ciotka jest jeszcze pod wpływem czekoladowego serduszka. niebieską sukienkę.-I aż mu oczy błyszczą. 72 Teraz jednak należy włożyć nową sukienkę. < Ale koralik leżał blady i milczący na rozwartej dłoni Karolci. Jak by to powiedzieć. to jest niezmiernie ważne — nowa.« — No i co dziś będziemy robić?! — pyta z ciekawością. Zawinę wszystko w ładną. który nie ma żadnych zmartwień ani ważnych spraw na głowie. rybeńko — przytakuje ciotka Agata — już biegnę. młode drzewko.. żeby włożyła nową. W dodatku — tak. Ach! Co tu mówić! Sprawa jest poważna. to doskonała myśl! — Tak. — Daj spokój — mówi na to poważnie Karolcia — stała się rzecz straszna! Mam ogromne zmartwienie! — Coooo! Zgubiłaś go? — pyta w najwyższym przerażeniu Piotr. — Oczywiście. takiej propozycji nie należy lekceważyć. niebieską wstążką. „. i takie... Ale jest. na poduszce z różowej waty. naszykuj coś do zjedzenia. kiedy spałaś? — Myślisz. przed nami! — Dobrze — zgadza się Karolcia i wymawia życzenie. Ciotka Agata zawiązuje Karolciną kitkę też nową. niebieskiej sukienki jest dużą przyjemnością. zniecierpliwiony. . bo zgadza się. pogodnie kiwając głową.

I zapomniałem ci jeszcze powiedzieć o ważnej rzeczy — słuchaj! Każde życzenie. — Oczywiście. Piotr? — odezwała się wreszcie Karolcia. kiedy jestem wilgotny. było bardzo niedaleko. który padł w tej chwili na jej dłoń. • 74 — Słyszałeś. Były tam krzewy. a jak będziemy chcieli. były wreszcie cztery huśtawki. błękitny jak blada niezapominajka lub wiosenne niebo. Piotr poprosił: — Pozwól.. I jeśli nie było o nim mowy od razu na początku tej całej historii z koralikiem. — Nie płacz. gdyż koralik nie odzywał się już więcej. ale wiesz. Właściwie znajdował się prawie po drugiej stronie ulicy Kwiatowej. gdzie stała kamienna ławeczka. Karolciu — rozległ się szept. — No pewnie! Chciałam na przykład mieć nową lalkę!. Po prostu. — Popatrz! — Zdaje mi się. to tu spędzało lato. osłabia mnie tak. Mogę mówić tylko wtedy. w których mogli mieszkać Indianie. — chciała jeszcze spytać o coś Karolcia. — Wcale nie żadne głupstwa! A poza tym koralik jest mój. jedna karuzela i dwie zjeżdżalnie. że dzieci z całej dzielnicy inogły tu w ciepłe dni spędzać czas na powietrzu i doskonale się bawić. Matki wzdychały wtedy i mówiły: „Nie wiem. że sprawa koralika była niezwykła i niespodziewana i już nie było czasu na omawianie innych spraw. Nie był to bardzo duży ogród.'. gdzie można było jeździć na rowerze lub hulajnodze. Ale takiego naj-najważ-niejszego. Jeśli tak się zdarzyło. niech jeszcze raz zobaczę. — Chyba że o coś niezmiernie ważnego. że któreś z dzieci nie mogło wyjechać podczas wakacji na wieś. — Koraliczku — szepnęła tkliwie i nie spostrzegła nawet. nie będę mógł spełniać życzeń. aby mówić o ogrodzie.on jest chory. biedaczek?! Sama myśl o tym tak ją przejęła i wzruszyła. A teraz już właśnie pora. że tracę kolor.. że w tej chwili nikt nie przechodzi alejką. były wąskie ścieżki. który zaproponowała ciotka Agata. ja.. wysuszył do reszty kroplę jej łzy.. — Świetnie! Tam rzeczywiście możemy porozmawiać. które spełniam. — Słyszałem — Piotr był też w tej chwili poważny i zmartwiony. jak ta. — Dobrze. były place. że rzeczywiście jest dużo bledszy — powiedział Piotr po chwili. Piotr i Karolcia tak byli zamyśleni i przejęci sprawą blednięcia koralika. że na siatce otaczającej ogród wisi 75 jakieś ogłoszenie i że stoi przy nim gromadka dzieci i dorosłych. ale widać promyk słońca. zapomniałem ci o tym powiedzieć. że nawet nie zauważyli. — A widzisz — westchnęła smutnie Karolcia — biedactwo! Strasznie mi go żal! — Nie wiem. to samo chciałam powiedzieć — przytakuje Karolcia — a śniadanie mam dla nas dwojga. że tylko w takim wypadku — zgodził się Piotr. tylko gdzie możemy lak spokojnie pogadać? — Najlepiej w ogrodzie — decyduje Karolcia — zresztą powiedziałam ciotce Agacie. czy naprawdę jest już taki blady. — Musimy koniecznie o tym porozmawiać. Gdy usiedli i zobaczyli.. — Wiesz? Takie głupstwa! t. tylko leżał nieruchomy. czy będziemy mogli jeszcze o coś go poprosić! — Piotr był załamany. Tam zawsze było najmniej dzieci i tam można było najspokojniej pomówić o tak poważnej sprawie. że jedna. że kiedy stanę się bezbarwny. nie otarta w porę łza kapnęła na koraliczek. — Kto to mówi? Czy to ty. co by to było. nie mówiąc o dwóch wielkich piaskownicach dla maluchów. — Ja. koraliczku? — zdumiała się i ucieszyła zarazem Karolcia. możemy potem pojeździć na karuzeli albo pohuśtać . ale miał mnóstwo zalet. — Koraliczku. — Tylko że tyle jest spraw niezmiernie ważnych. to po prostu dlatego. Pamiętaj więc. którymi chodzili wielcy wodzowie Mohikanów i Siu-ksów. weszli do ogrodu i od razu poszli w stronę alejki. jeden kołobieg. . nie zważając na nic. co ci powiem? Że ze zmartwienia nawet nie mam apetytu! Do tego ogrodu.. bo tam powędrowali Piotr i Karolcia. Przede wszystkim najważniejsze było to.się! — Właśnie. że będziemy w ogrodzie. żeby nie ten nasz ogród!" Taki to był ogród. że rozpłakała się.

co? — Martwię się. — No! Jania! — komenderował dalej Piotr — siadaj po jednej stronie z Leszkiem. jak się dziś wyhuśtamy za wszystkie czasy! Leszek. ale przecież nie możemy ciągle być niewidzialni. boisz się? — Właśnie że wcale się nie boję. — No co. — Nic nie wiem. czym się martwię? — zdzi77 wił się Piotr. Bo lalkę zawsze można kupić! No nie? — Można — Karolcia z westchnieniem schowała pudełko z koralikiem do kieszeni — pewnie. że może nawet nie tak bardzo. że dla bardzo ważnej rzeczy to moglibyśmy. Ale jak kto nie wyjeżdża przez cale lato. Jakby był senny albo bardzo zmartwiony. i»i * ku . ja tylko mówię. — Co opowiadasz takie głupstwa. Leszek był rozgoryczony. Toteż ja wcale nie o takich rzeczach tak naprawdę myślę. — Ale gdyby to było potrzebne do czegoś niezmiernie. myślę. a ten się pyta. — Aha! Racja. a ja z Karolcia po drugiej — zobaczycie. bracie. że już tu nie będziemy więcej przychodzić. tu się bawimy. Za nimi przywlókł się Waldek. o co chodzi! Ostatni raz dziś. tylko że wtedy mogłoby mi wyskoczyć z kieszeni moje pudełeczko z koralikiem. to i tak będzie sobie używał. — Ale na razie o nic nie będziemy prosić — postanowił Piotr. ale to niezmiernie ważnego — to chyba moglibyśmy. nieprzytomny jesteś czy co?! Czytać zapomniałeś? — Nie. prawda? A teraz. — Huśtamy się — kiwnął głową Leszek. czym się martwisz — oburzył się Leszek. a potem zaraz przyszły Dorota i Agasia. i do domu blisko. — To wobec tego chodźmy na huśtawki! *' < •* — Świetnie! Tylko nie podbijaj zanadto! < / / — Ojej. to już będziesz wiedział. — Hm! Z tą niewidzialnością to była pyszna zabawa! — mruknął z uznaniem Piotr i aż się uśmiechnął do wspomnień poprzedniego dnia. nie zapomniałem — zaprzeczył gwałtownie Piotr. lepiej mów od razu. że nawet jeśli idzie o ciebie. O tej lalce to tak powiedziałam. ciotka Agata bardzo by się gniewała.'ł»u •> .. bracie! — Co mam się gniewać — wzruszył ramionami Leszek. twój — westchnął Piotr — ale przecież ja dla siebie nic nie chcę. co? — No pewnie. bez namysłu. że można. — Tylko mi smutno. — Jak to: o co chodzi? Jak ogród jutro zamkną. Ale skąd ty wiesz.— No twój. wiesz co? Chodźmy na zjeżdżalnię! — Nie mogę — przypomniała sobie Karolcia — mam dziś na sobie nową sukienkę. I mama się o nas nie martwiła! A tak to co? — Jak to: co?! Nic nie rozumiem — otworzył oczy Piotr. Będziemy uważać. coś ty taki dzisiaj dziwny! Gniewasz się czy co? No gadaj. zastali już tam Leszka i Janie. — No pewnie. ale Karolcia rozmawiała akurat z Janią. o co chodzi! . Ale jakiś był dziwny — wcale się nie wygłupiał ani nie /aczepiał po swojemu wszystkich. jeślibym ją od razu zabrudziła. a potem zwiesił głowę i przysiadł z boku.*•> \ > »*. jak kto wyjedzie na wakacje.. — Jak to nie wiem. o co chodzi. Czyżby Leszek w jakikolwiek sposób dowiedział się czegoś o koraliku? Piotr spojrzał na Karolcię. Gdy wyszli na placyk z huśtawkami. — Wszyscy na całej ulicy tym się martwią. A ty się nie martwisz. Bo wszystkim żal. — Jak to? Jak to: się martwią? — wyjąkał zdumiony Piotr. Bo i bawić się mogłeś. tylko stał /agapiony. Leszek? Huśtamy się? — spytał wesoło Piotr. to co? Tu było pysznie! Jeszcze lepiej niż na wsi nawet. tak jak to on potrafi. Ale jeślibym się namyśliła. to prosiłabym o coś o wiele ważniejszego. — Dopóki nie stanie się coś nadzwyczajnego. Ale jakoś tak bez zapału. — No pewnie. to lalka nie jest najważniejszą rzeczą.<« 76 — Jak myślisz — dodał po chwili — czy od takiej niewidzial-ności to on bardzo blednie? — Nie jestem pewna. o czym mówisz! — Ojej.

że już od jutra moje dzieciaki nie będą miały gdzie się bawić! — Hę. — Jak to: co? Trzeba by do Prezydenta pójść i powiedzieć mu o tym! — odpowiedziało kilka osób. były jeszcze załączniki. — No dobrze — wtrącił teraz Piotr — jakby już ktoś napisał takie podanie bez błędu za pomocą słownika ortograficznego. — Od piętnastego lipca. to znaczy od kiedy? — spytała Karol-cia. która odprowadzała do ogrodu swojego małego wnuczka. Wszyscy oni po kolei pytają. A może niejedna! I woźni też są. i. — Słyszałam o tym od mojej ciotki. — Czytajcie! — powiedział dramatycznie Leszek. Wreszcie któraś mama powiedziała: — Pobawcie się jeszcze. że ostatni raz? — Chodź. W każdym z nich siedzi co najmniej jeden urzędnik. — Mój chłopak chciałby cały dzień bawić się w Indian. hę. nie wiadomo. które się załącza do tego podania — wyjaśniała dalej grubiutka paniusia z dzieckiem. — Takie różne rzeczy. — To co by było? Toby Prezydent je przeczytał? — Aha! Zaraz przeczytał! A przedtem jeszcze jest sekretarz albo sekretarka. — Tak. Bo co tu zrobić. — Co to znaczy? — Co to znaczy. Chłopcy trzymali się jako tako.— Jak to: ostatni raz? — zdumiała się Karolcia. ale będzie można wstąpić na dobry obiadek — wtrącił jakiś grubas. Ale kobiety zakrzyczały go. która trzymała za rękę dwoje dzieci. — Co to za zarządzenie. — Moje dzieci też będą musiały przez cały sierpień biegać po brudnym. — A gdzie jest ten Prezydent? — Pewnie w Ratuszu — powiedziała jakaś staruszka. że ma kaszel. co to znaczy? — przedrzeźniał Leszek. żeby do takiego zapisanego papieru. Albo nawet każą pisać to na dużym arkuszu papieru. tak — wszyscy teraz stali zasmuceni i kiwali głowami. to znaczy od jutra. Tu znów stała gromadka ludzi. skądże! — odpowiedzieli wszyscy. a chudy pan w okularach chustkę z kieszeni wydobył i coś tam mruczał. Za chłopcami biegła Karolcia. że bardzo trudno jest dostać się do Prezydenta. to co? — Jak to: co? — oburzył się ktoś. którzy czytali przybite do drewnianej tablicy ogłoszenie. moja pani. że mu piasek niby wpadł do oka. na której przysiadł. i w ogóle może akurat być jakieś posiedzenie i Prezydent w ogóle może nie mieć czasu! — Tak. a poza tym trzeba. żeby ten ogród zachować? W końcu tak się smutnie wszystkim zrobiło. — Tak. który nazywa się podaniem. Podpisano: Prezydent Miasta. — Podobno trzeba przejść przez sto siedemnaście pokoi! — poufnie szeptała pewna grubiutka paniusia z dzieckiem na ręku. — Nie wiecie od kiedy? — oburzyła się jakaś mamusia. bo inaczej nie przyjmują — wtrącił chudy pan w okularach. Staruszek z wnuczkiem udawał. że mamy zaczęły pochlipywać. po 79 co się idzie do Prezydenta. ciasnym podwórku! — wołała któraś. dzieci kochane! Tylko przez dzisiejszy dzień ten ogród . — Bez kleksów i bez błędów. co mu się stało. — A co to są załączniki? — zainteresowała się Karolcia.i\. ale często jest ich dwóch albo trzech. ciągnąc za sobą Janie. ale też im było niewesoło. A czy można bawić się dobrze w Indian w mieszkaniu? — Nie można. — Leszek. — To co na to poradzimy? — spytała jakaś pani z małym dzieckiem w wózeczku. -Nigdy taki nie był. — Słyszałem. które dzieci krzywdzi! — I gdzie teraz pójdą te nasze dzieciaki? — oburzył się jakiś tatuś. zeskoczył z huśtawki. która sprząta niektóre z tych pokoi. a dziewczynki to już nawet głośno płakać. co się stało? Dlaczego mówisz. To znaczy. 78 Od dnia 15 lipca ogród zostanie zamknięty. mówcie zaraz. ale czy nas wpuszczą do Ratusza? — spytał jaki ś chudy pan w okularach. — Od piętnastego. Na placu tym zbudowana będzie wielka restauracja. Jania. to sam zobaczysz — powiedział na to Leszek. chwycił Piotra za rękę i pociągnął aż do wyjścia.

— zawahała się Karolcia. a słyszałeś przecież o tych stu siedemnastu pokojach i o tych urzędnikach. nie rób takiej zdziwionej miny. — Karolcia jest bardzo zadowolona z tego pomysłu. jaka ty jesteś dziecinna! Nie mówię przecież.. — Skądże znowu! — zaprotestował Piotr. — Dziesiąta — powtórzyli Piotr i Karolcia. żeby tę restaurację budowali sobie gdzie indziej! — Masz świetne pomysły — zachwyciła się Karolcia. ale musimy! — To poprośmy o to koralik. — Nie wiadomo. i o tym pisaniu podania czy jak tam. rozumiesz? — Rozumiem — zgodnie przytaknęła Karolcia. Koralik pomoże nam dostać się do Prezydenta. — A która to już? — ktoś spytał. . tobym może o coś poprosiła. musimy to jakoś wymyślić.. — Ależ ja nie potrafię! — Ja też nie... Bo mogliby przecież taki ogród znów zniszczyć i znów postawić restaurację. — Ojej. to o co będziemy prosić koralik? — zapytała Karolcia. proś — powiedział z goryczą Piotr. że on może jeden jedyny wydać takie zarządzenie. chciałem powiedzieć dziećmi. l A'"" CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY Stali zasmuceni tak jak wszyscy.. — Ale pomyślmy. — Rzeczywiście — wzdycha Karolcia — masz rację! To co zrobimy? — Co? Pójdziemy do Prezydenta Miasta i wytłumaczymy mu. jaka ty jesteś dziecinna. chociaż tak naprawdę to niewiele rozumiała. Ale żeby je wydał. . i tak w kółko. pomyśl tylko!. Czy ty rozumiesz. które mogą coś pomóc w tej sprawie? — Kiedy wszyscy mówili. żeby koralik coś takiego zrobił. Karolciu! Mnie się zdaje. jaki jest blady. mówili.'/ Zegar na pobliskiej wieży wybił właśnie jakąś godzinę. — To kto ma rozmawiać? — Boże. *tt}Ad < — Ale co mamy postanowić? > •f * •v" * — Jak to: co? No z tym ogrodem. że tylko my możemy z nim o tym porozmawiać. Karolciu. że ten ogród to najważniejsza rzecz teraz — bo to dla wszystkich dzieci. — Jakże koralik będzie rozmawiał. '*' (> . że my jesteśmy jedynymi ludźmi — to znaczy. że tylko Prezydent Miasta może pomoc.jest wasz. że koralik mógłby.. — Jeśli chcesz tylko coś zupełnie dziecinnego dla siebie. — Dziesiąta!. — Wcale nic dla siebie nie chcę. bo wiadomo. No chyba. Ale po chwili Piotr chwycił Karolcię za rękę i szepnął: — Musimy zaraz naradzić się i coś postanowić. ile jeszcze razy można go prosić. — Dziesięć naliczyłam — odpowiedziała mama niemowlffia — to znaczy dziesiąta. Ale już po chwili znów zaczyna się martwić: — Ale jak my to zrobimy?! — Ba. Przecież ja wiem. trzeba z nim przedtem o tym porozmawiać. — Coś ty! Piotrek! — oburzyła się Karolcia. No.. — Może on by porozmawiał? — Karolciu. — Tak. — No. — Nie wiem. to proszę cię. żeby był jeszcze taki choć troszkę niebieściutki. żeby na przykład zamiast restauracji znów był ogród. co ty? — denerwuje się Piotr. bo to byłoby na nic. Ale daję ci słowo.... — Ale przecież w tym nam pomoże koralik! No. czy akurat to będzie . co możemy zrobić. bo sam widziałeś. — Czy zaraz mamy stać się niewidzialni? — spytała. i o tym sekretarzu czy sekretarce. że nie myślę o żadnych głupstwach! — To dobrze — kiwnął głową Piotr. — Myślisz.Karolcia 81 — Ojej! No mówili.

to panu będzie wstyd. wcale się nie boję! — Ale ty jesteś chwalipięta! Na pewno byś nie przeszedł. cha. — Jakoś mi się zdawało. zdaje mi się. nieprawda! Piotr nie jest łobuzem! Proszę nas wpuścić w ważnej sprawie! — Jeśli się stąd zaraz nie wyniesiecie. że jesteśmy prawdziwi — Piotr zmarszczył brwi i zastanawiał się — ale rzeczywiście. — Cha. gdzie stał wielki Ratusz. — A ja mówię. Myślę. Bo jak przekonamy Prezydenta.. — To chodźmy zaraz — zgodziła się Karolcia. Poruszył groźnie wąsiska-mi i ryknął: — Zjeżdżaj mi stąd. — Hm. już ci mówiłem. smarkaczu. żebyś tak bardzo szybko nie bladł! Gdy po chwili. Przy ogromnej bramie czuwał strażnik miejski w paradnym. — Boję się. — I jak już załatwię. że sprawa jest ważna. -— Poczekaj. — Idę do pana Prezydenta Miasta w niezmiernie ważnej sprawie — oświadczył Piotr zadzierając głowę do góry dla dodania sobie wzrostu i ważności. bardzo chciało im się śmiać. nie chcąc już nadużywać sił koralika. pętaku! — wrzasnął strażnik i paradną halabardą. czy on wtedy uwierzy. I proszę cię. to każę was zamknąć w areszcie! — wrzasnął w odpowiedzi strażnik. 82 Oczywiście. żeby nie pociągnąć za połę jego paradnego munduru. czy to będzie dobrze. — Koraliczku kochany — szepnęła Karolcia — ty rozumiesz. już zupełnie niewidzialni. a ty dokąd? Zmykaj stąd. że musimy koniecznie jak najprędzej dostać się do Ratusza. — Ale zrobiliśmy wszystko.*. że pan mnie nie chciał wpuścić. jasne było. jaki on jest zły! — Ja bym przeszedł. Na swoim posłaniu z watki błękitniał jak niezabudka. aby załatwić to bez jego pomocy — powiedział Piotr. — Hej. że trzeba będzie uciec się do pomocy koralika. żebyśmy znów byli niewidzialni?! — spytała Karolcia. Spójrz tylko. ale nie dawał za wygraną. — Jeśli jednak nie można — musimy go o coś poprosić. Wobec tego Karolcia wyjęła szybko z kieszeni pudełeczko z koralikiem. Ale strażnik natychmiast go zatrzymał. Dla wszelkiej pewności stał teraz trochę dalej od strażnika. — Czy chcesz. co było można. 83 i —Dosyć tego gadania. pókim dobry. zamierzył się na Piotra. jeśli będziemy niewidzialni?! — Ale możemy być niewidzialni tylko po to. bo Piotr ani rusz nie mógł wytrzymać. mały. że strażnik za nic na świecie nie wpuści ich do pana Prezydenta Miasta. pókiś cały! Patrzcie go! Interes ma do Prezydenta Miasta! — A mam! — tupnął nogą Piotr. żeby wejść do niego. którą trzymał w ręku. ale mam interes! — Oooo! Patrzcie! Nie widać.potrzebne. cha. cha. Ale strażnik wcale się tym nie przejął. kto miał zamiar dostać się do gmachu. to ci zaraz przyłożę! — Proszę mnie natychmiast wpuścić! — powiedział teraz z mocą Piotr — ja muszę wejść i załatwić niezmiernie ważną sprawę. cha. że mnie ktoś zaczepił! — I zaniepokojony zaczął się oglądać wokoło. łobuzie! & . starodawnym stroju i spoglądał niezmiernie srogo na każdego. Tak. że załatwię — powtórzył Piotr. Spróbujemy najpierw o własnych siłach. zmiataj. — Rety! Co to? — zdenerwował się wartownik. cha. A Piotr łaps! — chwycił .. że nie wiem. — A ja ci mówię. — Ja chwalipięta? Ja bym nie przeszedł? — zaperzył się Piotr. niedobre. mijali wartownika.!. że nic nie załatwisz. zaraz zobaczysz! — i ruszył śmiało naprzód. że nie ma innej rady. A cóż dopiero tych stu siedemnastu urzędników? I podanie w dodatku! Oczywiście. cha! — śmiał się strażnik. — Ja się bardzo boję tego strażnika — wyznała Karolcia — za nic na świecie nie przejdę obok niego. że tym razem. pojechali najzwyczajniej pod słońcem autobusem na Stary Rynek.>$• — Nie jestem żadnym łobuzem — oburzył stfyiPiptij też była oburzona i wołała ile sił: '-JC-iU' ' — To nieprawda. a słychać — drwił strażnik — ale dosyć już żartów! Bo jak się zdenerwuję. — Interes do Prezydenta! A to dobre! — Dobre.

tu naciska starter. czerwonych poduszkach. że to przez niego stracili tyle czasu. co się z nim dzieje. Ja ci zaraz powiem. Czekaj. ale zaraz przypomniał sobie. Naraz auto zatrzymało się. usta otworzył i przez chwilę nie mógł słowa przemówić. Tymczasem na podwórze wypadł rozgniewany kierowca czerwonego wozu. Piotr na szczęście szybko ujął kierownicę i skręcił w bok. tylko dlatego. na którym rzędem stały piękne auta. że przecież mają iść w niezmiernie ważnej sprawie do samego Prezydenta Miasta. tak. — W dodatku jest ono bardzo łatwe do prowadzenia. . Powędrowali więc dalej przez ogromne podwórze. Rozumiesz. — Kto tymi autami jeździ? — spytała Karolcia. — No pewnie. polakierowane na czerwono i czarno. Motor warczał. czy co? Z kim ja rozmawiam?! — Biedny kierowca już zupełnie nie wiedział. Wiesz.strażnika za halabardę i naprawdę zupełnie niechcący wyrwał mu ją z ręki. obejrzymy je trochę. Nie. Nie dlatego. niech tylko uda mi się zastopować. 85 " — Kiedy ja już wolę wysiąść — powiedziała Karolcia — naprawdę wolę wysiąść! — Poczekaj. a Piotr majstruje przy złocisto-czerwonej kierownicy. — Zwariowałem.. bo byliby wpadli na ścianę. żeby znów był taki okropnie silny. przecież nie mogłem wiedzieć. Oczy wybałuszył. 2 — Pewnie Prezydent. — Kto do licha rusza wóz pana Prezydenta? — wrzasnął. Czerwony samochód był pusty. J — To może o każdej porze dnia jeździ innym — zastanawiał się Piotr — albo może jacyś goście do niego przyjechali. O rety — czy mi się to śni. ach! — krzyknęła przestraszona Karolcia. Drzwiczki otworzyły się z trzaskiem i z trzaskiem zamknęły. że mu wyrwał z ręki — najgorsze było to. Ale piękne auta. Ale najwięcej podobało mu się jedno bardzo duże i długie auto.. tacy ważni. nic innego — mruknął kierowca. drzwiczki otwierają się i zamykają — co to ma znaczyć? Ale Piotr i Karolcia nie słuchali już dłużej jego rozważań — musieli przecież koniecznie dostać się do samego Prezydenta Miasta. Tak. — Ach. Piotr znał się na tym doskonale. Zupełnie pusty. jak się zatrzymuje — zapytał naraz nie wiadomo skąd jakiś głos. Karolciu? Tu się włącza bieg. ale kierowca nie zastanawiał się wcale nad tym. Trzaśniecie drzwiczek — i oto Karolcia siedzi już na skórzanych. co to jest z tym motorem. Ale zaraz skamieniał ze zdumienia. a wóz podskakiwał dziwnie. — Tam gdzie jest kluczyk? — zapytał znów głos. ciekaw jestem — zastanawia się Piotr — po co tu jest ten kluczyk? Zaraz zobaczymy. Toteż tłumaczył się przed Karolcia: — Rozumiesz. Diabelska maszyna! Nie wiem. co robić dalej. że tu. tylko prędko odpowiedział: — Przecież trzeba wyłączyć motor. Naraz auto poderwało się i motor okropnie zawarczał. Piotr odczuwał nawet poważną skruchę. Czekaj! Zaraz spróbujemy! Wsiadaj! Auto było puste i pokusa była zbyt wielka. jakie to są marki. na przykład z innych miast. Teraz się dopiero na dobre przestraszył. — Co to jest? — mruknął.. Bardzo to było śmieszne i Piotr miał ochotę jesz-c/e trochę strachu mu napędzić.. że w takich nowych modelach jest trochę inaczej. Głos brzmiał trochę dziecinnie. Kierowca przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. że ten wartownik wcale a wcale tego się nie spodziewał. — Ciekaw jestem. — Motor warczy. Nie można powiedzieć. jakby halabarda sama teraz ruszyła na wartownika. że wyglądało to tak. To niewidzialni Piotr i Karolcia szybko wysiedli z samochodu. — Niech pan lepiej powie. l . Ale to jeszcze nic. wzrok go nie mylił — w aucie nikogo nie było. — Nic się nie bój — uspokoił ją Piotr — znam się trochę na lym! Nic się nie stało! — Ale naprawdę to był też przestraszony i nie wiedział. "{i • — Ale wszystkimi nie może jeździć! 1 r.

bardzo proszę. — Po prostu chyba najlepiej będzie. aby m jeszcze podrapał się trochę w ucho. Oparła się o jednego z kamiennych lwów czuwających przy bramie i ocierała łzy spływające po jej niewidzialnej twarzyczce. — Czy pomożecie nam się dostać do samego Prezydenta Miasta? — To właśnie miałem przede wszystkim na myśli — odpowiedział uprzejmie lew. Przy żelaznej. przeciągnął się raz jeszcze i zachęcił Piotra: — No.»/ . Ale i to się nie udawało. że przechodnie wpadali na nich albo potrącali. że zaczarowane — odpowiedziały zgodnie lwy. No co. — Tędy nie przejdziemy! Ale spróbujemy jeszcze innej drogi — 87 i Piotr. Gdy merdał uprzejmie ogonem. Wskazówki na ratuszowym zegarze posuwały się powoli naprzód. że macie niebieski koralik. trochę szorstkiego i wilgotnego. Możecie dla pewności trzymać się grzywy. Chodźmy. Piotr oświadczył ze skruchą: — Trochę czasu straciliśmy niepotrzebnie. nie spadniesz. — Owszem. przeciągał się z przyjemnością. l właśnie w tej chwili. wąsaty strażnik przekręcił w zamku ze zgrzytem ogromny klucz. — Jesteśmy jak najbardziej zaczarowane i wobec tego możecie na nas liczyć. Wreszcie stanęli przed głównym wejściem. . a w głębi widać było marmurowe schody i drzewka w drewnianych kubłach. . Zupełnie zapomnieli o tym. próbował teraz wspiąć się po śliskich. — Nie dasz rady! Ach. W pobliżu umieszczona była biała tabliczka z napisem: . * 88 — Dziękuję — lew kiwnął łbem. Ale mimo to. który czuwał po drugiej stronie bramy. >. że są ciągle jeszcze niewidzialni.KAMIENNE LWY! Kiedy już ochłonęli po przygodzie z autem. — Chyba że pozwolisz. czy wy jesteście zaczarowane? — spytał z zachwytem Piotr. Nic się nie bój. a potem podrapawszy się dokładnie w lewe ucho. — Oczywiście. Naraz poczuła na ręce dotknięcie czegoś ciepłego. Przysiadły potem na strzyżonym trawniku i rozejrzały się. wsiadaj na mojego brata. — Skąd wiesz? — zdziwiła się Karolcia. nie dając za wygraną. Wiemy o was wszystko i wiemy. Nawet Karolcia nie mogła się tam /mieścić. który się skarżył. Wcale go się nie bała. mrucząc: — Och! Ależ ścierpły mi łapy! — No pewnie — powiedział na to pierwszy lew — tyle czasu leżeć bez ruchu! — Czy. usiłując jednocześnie przecisnąć się między żelaznymi prętami ogrodzenia.. — Wszystko stracone! Nie dostaniemy się teraz! — Karolcia /ałamała z rozpaczą ręce. mała. jeśli tylko masz ochotę. wsiadaj na mnie. Odsłoniła zapłakane oczy i z niepomiernym zdumieniem zobaczyła. ogromnej bramie czuwały dwa zupełnie nieduże kamienne lwy. tak jak to robią na powitanie psy — ten drugi. wejście główne jest z drugiej strony. Brama była zamknięta. — O. jeśli nie tracąc czasu wsiądziecie nam na grzbiety i pojedziemy do Prezydenta. — Chodźmy jak najprędzej. szpary między prętami okazały się zbyt wąskie. już gotowi? — Gotowi — odpowiedzieli zgodnie Piotr i Karolcia. że był szczupły. nie dasz rady! — zaszlochała Karolcia. — Może jeszcze jakoś nam się uda — próbował pocieszyć ją Piotr.. wykutą w kształcie liścia żelazną klamkę. A ty. że to kamienny lew przestał być kamienny i że to on polizał ją po ręce. co już raz powiedziałem — mruknął lew. gładkich prętach żelaznego ogrodzenia. że mu ścierpły łapy. Tak dawno się nie drapałem. — Ogromnie nie lubię powtarzać dwa razy tego. ale i zmęczona tym wszystkim. gdy zdyszani jeszcze od pośpiechu mieli zamiar nacisnąć wielką. Był nieduży i wydawał się bardzo łagodny i przyjazny. — No to hop! I obydwa lwy natychmiast lekko i zgrabnie przeskoczyły przez ogrodzenie. Była już nie tylko zmartwiona. — Czy mówisz to poważnie? — Piotr pełen był jeszcze niedowierzania. i biegnąc narażali się na to. tu jest napis i strzałka — wskazał Piotr.

że akurat w tej chwili uchyliły się drzwi jednego z pokoi i na korytarz wyjrzała jakaś urzędniczka. — Przecież jesteście niewidzialni! — Prawda! A wy nie umiecie być niewidzialne? — Właśnie że nie — mruknęły lwy. bo przecież nikt nie przypuszczał. wysypaną żwirem aleją do marmurowych schodów. Potem podparł się pod boki i zaczął głośno rozważać: — Ejże! Czy to mi się zdaje. żeby się jeszcze bar90 dziej upewnić. — Zdawało się pani — śmiali się teraz wszyscy z grubiutkiej urzędniczki w okularach. — Trzeba sprawdzić! n I rzuciła się w pogoń. który polizał Karolcię po ręku). To była oczywiście okazja. kiedy kryształowe drzwi są zamknięte! Sama słyszałam. A może mi się zwiduje? A może to mi się śni? Uszczypnął się najpierw w rękę. ten. jednak nie znaleźli żadnych zwierząt oprócz dwóch kamiennych lwów. i znieruchomiały. że jesteśmy zaczarowane i że wszystko wiemy — zniecierpliwił się pierwszy lew (był to ten. — Czy wiecie też o niebieskim koraliku? — Cóż za niemądre pytanie — parsknął z kolei drugi lew. . Ale lwy wcale się tym nie przejmowały. to nie deptać — mruknęły trochę niezadowolone — miałyśmy ogromną ochotę pobiegać. wyłożonym czerwonym chodnikiem. żeby kogoś sprowadzić. któremu ścierpły łapy — już ci to mówiłem: przecież gdybyście nie byli posiadaczami błękitnego koralika. nie moglibyśmy ruszyć się sprzed bramy. — A czy wiecie. a potem. żeby znaleźć Prezydenta? — zaniepokoił się Piotr. dotknął jednego z kamiennych lwów. widać. ale już zupełnie cicho. — Powiedziałyśmy wam przecież. kamienne zwierzęta. najzwyczajniej w świecie. że aż postawił tacę na okrągłym stole. pod jakąś palmą. — Ale jak dostaniemy się do środka. Ale trudno! «•« . — Wiemy wszystko. Korytarze były bardzo długie i wszyscy zadyszeli się porządnie. po prawdziwej trawie. jak je zamykali — przypomniała sobie naraz Karolcła. gdyby nie to. — Tyle tu jest korytarzy i tyle pokoi. Przysiadły więc na czerwonym dywanie. Biegali po wszystkich piętrach i wszystkich korytarzach. — To chyba te kamienne lwy tu biegały — powiedział ktoś na to i zaraz wszyscy zaczęli się śmiać. że ktoś idzie! Musimy znów udawać. na której stało bardzo dużo szklanek z herbatą. — Ratunku! — krzyknęła przeraźliwie. a za nią urzędnicy z innych pokoi. Toteż po chwili. — Kiedy przysięgnę na nie wiem co. czy to jest sen. — A my? — zdenerwowali się Piotr i Karolcia. chociaż przez chwilę.„Nie deptać trawników". 44^ . Po prostu. po których wchodziło się do Ratusza. którzy wybiegli z sąsiednich pokoi. czy nie zdaje? Ale chyba jako żywo nigdy tu nie było w hallu kamiennych lwów. i wolną ręką podrapał się po łysinie. Tymczasem woźny zatrzymał się i popatrzył przez chwilę na przycupnięte. które spoczywały przed jakimiś drzwiami. Może to psy! Albo może ogromne koty —f denerwowała się urzędniczka. gdyż właśnie nadchodził jakiś woźny z tacą. Potem chwycił tacę i pobiegł w drugą stronę. w długim korytarzu. że mi się nie zdawało — tłumaczyła się zdenerwowana urzędniczka. Tak się zdziwił ich widokiem. gdzie teraz trzeba iść. — Ratunku! Jakieś zwierzęta biegają po korytrzu! — Jakie zwierzęta? — zaczęli zaraz dopytywać się urzędnicy. jeden z nich dotknął tylko drzwi łapą i zaraz same otworzyły się szeroko./(H? 89 I pobiegły szeroką. — Nie jestem pewna. że jesteśmy z kamienia. rozległo się ciche stąpanie lwich łap. czy nie sen. I prawdopodobnie nic by się było nie stało po drodze nadzwyczajnego. żeby jak najszybciej opuścić hali. który znajdował się w pobliżu. Ale cicho! Zdaje mi się. — Nie deptać. Była to grubiutka pani w okularach. z lekkim tylko skrzypnięciem. aby kamienne lwy mogły biegać po korytarzach Ratusza.

Spójrz! Karolcia odwróciła się w tę stronę. A jeszcze inne zapytało: — Czy lwy mają pchły. — Widać strzałki pokazywały drogę do muzeum. Ani Piotr. y. są strzałki — ucieszyły ssie lwy — niewątpliwie tędy należy się udać. Tylko że ty jeszcze jesteś za mała. . 91 — Rzeczywiście. tu są poprzybijane strzałki.&w »**** < . I jeden z lwów pozostał z łapą podniesioną do ucha.. Wreszcie. tylko muzeum. to gdzie jest wobec tego sam Prezydent? — Zaraz. — No. '.Wreszcie wszyscy wrócili do swoich pokoi i znów zaległa cisza. — Coś ty? — zdenerwował się Piotr. żeby na tym się znać. Za drzwiami ukazała się ogromna sala pełna różnych obrazów i oszklonych szaf. a jeden pan usiłował nawet z parasolem w ręku dogonić uciekające lwy. nie zważając na okrzyki spotykanych po drodze ludzi. — Musimy znów skamienieć — jęknął z rozpaczą drugi lew — przestańże się już drapać! Ale niestety już było za późno. Wobec tego jeden z lwów nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się gościnnie i szeroko. Biegły potem dalej. >»d"«ł i > t" '9 'O /f. ten lew się drapie. rozległ się jakiś gwar za drzwiami. które otworzyły się przy lekkim pchnięciu lwiej łapy. — Proszę wejść! — powiedział ktoś siedzący za dużym. gdy tymczasem do sali muzeum miejskiego weszła gromadka dzieci z jakąś panią. — Przecież to jest po prostu pusta zbroja rycerska. Piotr i Karolcia rozejrzeli się. dzięki strzałkom. — Jesteśmy w sali rycerskiej.' . podwójnymi drzwiami. Ktoś inny krzyczał: — Gdzie jest telefon? Ktoś jeszcze proponował. — Może to jest sam pan Prezydent Miasta? — szepnęła Karolcia. aby wezwać straż pożarną albo może pogotowie. ani Karolcia nie słyszeli już tego. Była to wycieczka szkolna. które na pewno wskazują drogę do samego Prezydenta — Piotr był niezmiernie dumny ze swego odkrycia. zmyliwszy pogoń. — Tylko czy aby w dobrym kierunku biegniemy? — Chyba tak. znaleźli się przed wielkimi. lwy wpadły na jeszcze jeden korytarz i zatrzymały się przed drzwiami zasłoniętymi czerwoną portierą. / I z godnością ruszyły przed siebie. szybko. Nie słyszały już lwy. Wreszcie w rogu sali dostrzegli jakąś wysoką postać w żelaznej zbroi. że mu się to nie udało. Ja się na tym znam doskonale. Ale oczywiście. kto mógłby wyglądać na Prezydenta Miasta. jak najszybciej przed siebie. dzieci — zaczęła objaśniać nauczycielka i zaraz przerwała. 92 — Oooo. które unosząc ich na grzbiecie w paru wspaniałych susach przesadziły całą salę i wpadły na ten sam korytarz. — Teraz już chyba spokojnie dojdziemy do Prezydenta — westchnęły lwy wstając i przeciągając się. i przeczytała na tabliczce: Muzeum miejskie otwarte jest co dzień od godziny 10 rano. Można by powiedzieć. że zaniemówiła ze zdumienia. niech się rozejrzę. Były to drzwi na samym końcu korytarza i już dalej nie można było uciekać. błyszczącym biurkiem. ale nigdzie nie było widać kogokolwiek. spójrzcie. proszę pani? Nie jest zupełnie pewne.. proszę pani. — Czyżbyśmy źle trafili? — dopytywał się tymczasem jeden z lwów. drapiąc się tylną łapą za uchem. pokryty czerwonym chodnikiem. on się drapie! — zawołało tymczasem któreś dziecko. Ktoś wołał „ratunku". O rety! Przecież to wcale nie jest żaden gabinet Prezydenta. — Ale zanim Piotr zdołał mu odpowiedzieć. patrzcie. Wkrótce też. co odpowiedziała na to pytanie pani nauczycielka i co się dalej działo w muzeum. gdzie wskazywał Piotr.

że aż mu rozkrwawiła nos. był widoczny! Świecił słabiutkim. które zaraz zaczęły udawać. — Nic nie wiemy o niebieskim koraliku — oświadczyły zgodnie lwy. gdzie znajduje się Karolcia. — Gdzie jest niebieski koralik? Mówcie w tej chwili. — Nie umkniecie mi! Muszę odzyskać błękitny koralik! — Nie odbierzesz przenigdy w świecie błękitnego koralika — odpowiedziały bohaterskie lwy. — Mam cię! — Uciekajmy! — szepnęła przerażona Karolcia. — Ha! — krzyczała przy tym. Piotr i Karolcia trzymali się ich kosmatych grzyw. — Kiedy zdobędę błękitny koralik. — Nie wiem. a Filomena biegała za nimi. ale kłamstwo szlachetne. i natychmiast skamieniały. Spojrzała też ze złością w . O ucieczce nie mogło być mowy. którą czytał. że są skamieniałe. kto to jest. Lwy umykały w szalonym pędzie. 94 tak jak wtedy w domu towarowym. Naraz do pokoju wszedł jakiś starszy. z parasolem w ręce. — Uciekajmy! Dobrze było powiedzieć: uciekajmy! — ale dokąd? Przecież za drzwiami na pewno byli jeszcze ci ludzie. był samym Prezydentem Miasta! — Proszę teraz mi nie przeszkadzać. jak się okazało. Nos miała teraz o wiele mniej spiczasty. — Nie boimy się twego parasola! — Zobaczymy! — odgrażała się Filomena. mimo że był schowany w pudełeczku i razem z pudełeczkiem ukryty w kieszeni Karolcinej sukienki. i od razu domyśliła się. zanim zauważyła jego wejście Filomena. Było to zresztą kłamstwo. Bo tylko dzięki mocy niebieskiego koralika mogły ożyć kamienne lwy. A tymczasem Filomena nie wiadomo skąd zdobyła parasol i z parasolem w ręce nacierała teraz na biedne lwy. — 95 Co pani się stało. Spiczasty jej nos wydłużył się i zaczerwienił niczym bociani dziób. ale niełatwo było to zrobić. panno Filomeno? Czemu biega pani naokoło mojego biurka? Czy tak powinna się zachowywać sekretarka? Filomena zatrzymała się w pędzie i od razu stała się grzeczna i potulna. nie jest mi pani teraz potrzebna — przerwał jej pan. wpatrzona w migocący błękitny koralik.. — Czy myślisz. że to może jest sam Prezydent Miasta? — spytała szeptem Karolcia. — Ratunku! To Filomena! — jęknął cicho Piotr. — Ha! — wrzasnęła na ten widok groźnie Filomena.PANIE PREZYDENCIE MIASTA! Ten ktoś siedzący za biurkiem zasłonięty był zupełnie gazetą. Rozglądała się tylko bacznie. Niestety! Koralik. Na szczęście lwy spostrzegły go wcześniej. a w ręku zamiast parasola trzymała ołówek. kiedy na jedwabnej nitce zwisał z Karolcinej szyi. panie Prezydencie — odpowiedziała na to Filomena i ukłoniła się tak nisko. — Co tu się dzieje? — zapytał ze zdziwieniem starszy pan. Filomena spostrzegła lwy. dziobiasty nos i węszyła nim po całym pokoju. W rezultacie na nic się nie przydało. Być może. Chciałam właśnie. błękitnym światełkiem i wskazywał nieomylnie. że gdzieś w pobliżu musi się znajdować niewidzialna Karolcia. że nosem prawie że dotknęła czerwonego dywanu. że na pewno Piotr i Karolcia są w pobliżu. skamieniejecie już na zawsze! I już nigdy nie będziecie mogły biegać! Uganiała się teraz za lwami naokoło biurka. — Uciekajmy! Ale już było za późno. Atakowała zaciekle i w pewnej chwili tak mocno trzasnęła parasolem jednego z nich.. Wyciągnęła więc swój długi. — Dziękuję pani. bo muszę pomyśleć o bardzo ważnych sprawach. mające na celu ocalenie Karolci i koralika. — Dobrze. Ryknęły co prawda najgroźniej. gdyż Filomena i tak w to nie wierzyła i nie wątpiła ani przez chwilę. A jeśli jest w pobliżu Karolcia — to znaczy. zadyszana. czy nie dostrzeże błękitniejącego koralika. którzy ich przed chwilą gonili. jak tylko potrafiły. bardzo miły pan. panie Prezydencie. — Ha! — wrzasnęła. że jest w pobliżu i niebieski koralik! I wobec tego Filomena jednym susem przeskoczyła przez biurko i rzuciła się w stronę lwów. spoglądając przy tym zezem. W tej chwili czytająca osoba za biurkiem poruszyła się i odłożyła gazetę. aby ją przestraszyć. który. Spytała słodko: — Słucham. i wcale nie było widać.

kogo nie widzę! Bardzo nie lubię! Jeszcze Prezydent Miasta nie skończył tych słów. a ja nie mogę się obudzić — mruknął Prezydent. — Tak. — Kiedy to się panu wcale nie śni. co ma o tym myśleć.»s«.. Nie są groźne i są. może się pan sam o tym przekonać. że nie wolno bawić się zapałkami! 7 — Karolcia 97 — Nie bądź dziecinna — zabrzmiała również szeptem odpowiedź.. panie Prezydencie Miasta. — Nic nie rozumiem. że nie lubię rozmawiać z kimś. — Co za: nasze? — zniecierpliwił się Prezydent Miasta. ale zarazem i jakby z zachwytem.. trzasnąwszy lekko drzwiami. że przedtem nie było tu nigdy żadnych lwów!!!!! — Oczywiście.. Prezydent Miasta odwrócił się teraz w stronę swojego biurka. ale to przecież pan sam kazał!. n . zmt — To my! Karolcia i Piotr! Z Kwiatowej! Pan Prezydent Miasta rozejrzał się trochę niespokojnie. że wreszcie wam uwierzę. proszę pana! — A czy moglibyście mnie uszczypnąć. — Tak. jak pan widzi. Ledwie to jednak zrobił.. w istocie sam was o to prosiłem — wyznał ze skruchą Prezydent — tak! Zdaje mi się. — Uwaga! Raz! Dwa! Trzy! — zakomenderował głos. . potem jedna zapałka wydobyła się sama z pudełka i potarła o nie. że to nie jest sen? — Nnnie. — Pan nas nie widzi. -— Zdaje mi się..} -~. który akurat właśnie zamierzał zapalić papierosa. W tejże chwili. — Nie rozumiem. — pan Prezydent Miasta wydmuchnął dym przez nos i widać było. że tu chodzi o niezmiernie ważną rzecz. — I w ogóle kto ośmielił się tu wejść? Kto tu jest? . kiedy zobaczył przed sobą Piotra i Karolcię. gdy naraz z ogromnym zdziwieniem zauważył przycupnięte pod ścianą dwa kamienne lwy.q i — To my. «. . Aż wreszcie. proszę pana Prezydenta Miasta. żebym był pewien.A • WSHW y** m >j. przepraszamy! — powiedzieli ciągle niewidzialni Piotr i Karolcia. — Czyje lwy? r — Nasze — powtórzył głosik.k'4 n i h'"->rit — Co za: my? . kiedy mi się śnią takie dziwne rzeczy. Ale słuchajcie! Czy wy ciągle musicie być niewidzialni? Czy. powędrowała w powietrzu w stronę papierosa.f >. tak. że sam nie wie. panie Prezydencie. — Ależ to nie są żadne sztuczki — zapewnił natychmiast cienki głosik — to naprawdę. pudełko z zapałkami uniosło się z biurka do góry. — Co: naprawdę? — Naprawdę jesteśmy niewidzialni. nieduże. przy czym zdecydowanym ruchem odwinął rękaw marynarki i koszuli. . wyszła. i pogroziła pięścią skamieniałym lwom.— Strasznie nie lubię. •*•{ . — Można! — oświadczył mężnie pan Prezydent i wyciągnął rękę. — Wiesz. czy nie mógłbym was zobaczyć? Chociaż na chwilę? Przyznam się. gdzie w półmroku gabinetu migotał błękitny. Zresztą. czy można szczypać samego Prezydenta Miasta — wyznał z wahaniem głos. upragniony koralik. Gdy już się zapaliła. Chce pan? — Proszę bardzo — zgodził się tym razem uprzejmie Prezydent. — Niewidzialni? — powtórzył jeszcze raz z niedowierzaniem. bo my jesteśmy niewidzialni — wyjaśniał dalej głosik.•» 96 — Niewidzialni?! — zdumiał się Prezydent.. Jesteśmy jak najbardziej niewidzialni. — A to co? — powiedział ze zdumieniem na głos. — Ale. Jednocześnie rozległ się szept: — Piotrek! Sam wiesz. ku ogromnemu zdumieniu samego pana Prezydenta Miasta. to znaczy nie wiemy.tę stronę. bardzo niechętnie. krzyknął przeraźliwie: — Aj! Aj! To boli! — Ojej! Bardzo pana. że nie było ich tu przedtem — wyjaśnił bardzo uprzejmie jakiś cienki głosik — bo to są nasze lwy... co to za sztuczki.

tak. •". że jestem głodny. — Tak. tak. — To jak wy się nazywacie? . AJH Ł. — No. jak tylko potrafiła. . Chociaż. 2>n. — Tak. 99 Ale lwy zaraz gwałtownie zaprzeczyły — nie. przecież one wcale nie są tak wciąż kamienne! Tylko proszę się ich nie bać. zapewne — grzecznie przyznał im rację Prezydent — ja tylko tak wspomniałem. są nadzwyczaj dzielne. one nie zrobią nic złego — uspokajał Prezydenta Piotr. to sądzę. muszę przyznać. gdy tymczasem Karolcia poprosiła lwy. — I pilnej! — dodała Karolcia. aby znów przestały być kamienne. jak wiadomo. — I mimo że nie są przecież takie duże jak prawdziwe lwy. . znane już serduszka czekoladowe. — Jak pan widzi. więc to wy byliście przed chwilą niewidzialni? — zdumiał się ogromnie. — To są naprawdę wyjątkowo łagodne lwy — zapewniała gorąco Karolcia. dobrze — zgodził się pan Prezydent Miasta — a przez ten czas opowiecie mi. Na lwach! — uczciwie wyznał Piotr.. rzeczywiście — zgodził się Prezydent trochę niepewnie. — Nic nie rozumiem! Na kamiennych lwach? — Oczywiście. — A co do tej sprawy.. — Być może. — Co ty mówisz? — znów się zdziwił pan Prezydent Miasta. a Piotr szurgnął z szacunkiem nogami. zdaje mi się.— Więc. — A cóż znowu chcecie od Filomeny? Filomena nie jest co prawda najsympatyczniejsza.«ds. — Ach. Ale. czy czasem nie są głodne? — przypomniał sobie nieco trwożnie Prezydent Miasta. VV« x 5' -ł i* RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE — Przepyszne! — oświadczył pan Prezydent Miasta. że jest niezmiernie ważna! — krzyknął z zapałem Piotr. Lwy oczywiście ochoczo skorzystały z tego zaproszenia i przeciągały się prostując zdrętwiałe łapy. — A w dodatku. Bo czym może się odżywiać taki mały. ale jest dobrą sekretarką.. być może. — Aaaa. — A dlatego musieliśmy przyjechać na lwach. są zupełnie przyjemne. toby nas dogoniła Filomena. Były tam również. wcale nie są głodne i w ogóle raczej odzwyczaiły się od jedzenia. — Piotr i Karolcia. Nie zdążyłem zjeść śniadania.. o której mi opowiadaliście. bo przecież inaczej nie moglibyśmy się dostać do pana w niezmiernie ważnej sprawie — wyjaśnił Piotr.«% jr — Aha! Piotr i Karolcia. proszę pana Prezydenta — kiwnęła główką Karolcia 98 l i ukłoniła się najgrzeczniej. dobrze. — No właśnie! Oczywiście. „? . . Skończył właśnie jeść czekoladowe serduszko i wyglądał na niezmiernie zadowolonego. Czy zje pan je razem z nami? I wyciągnęła natychmiast z kieszeni paczkę ze śniadaniem. — Hm! — zastanowił się Prezydent. . s. panie Prezydencie — ucieszyła się Karolcia — czy mogę pana poczęstować? Ciotka Agata przygotowała dla nas pyszne śniadanie.. jak wiecie. że powinienem sam to jakoś zbadać. ktoś mi o tym wspominał. No. Proszę mi wierzyć. — Jest raczej czarownicą — sprostował Piotr. 4. gdybyśmy byli widzialni. .L "4 '' t. Ale czego właściwie ode mnie chcecie? — I po coście tu przyszli? — Właściwie przyjechaliśmy.. że brama była zamknięta. Już. — Chętnie bym to zrobił. że wasza sprawa też wydaje mi się niezmiernie ważna.. kamienny lew? — Tak.«>. Ale jak to zrobić? — Niech pan zaraz pojedzie z nami do naszego ogrodu! — zaproponowała Karolcia. po coście tu właściwie przyszli. czeka na mnie cała masa obowiązków niezmiernie ważnych. MfS I. bo właśnie zdaje mi się. ale dlaczego byliście niewidzialni? — No.

Nie pozwala mi przyjmować tych ludzi. szybko. Nie warto się nawet nad tym zastanawiać. Teraz Piotr z Karolcią odbyli błyskawiczną naradę — czy można tak ryzykować? Czy można znów prosić koralik o przysługę? Przecież na pewno znów zblednie. — zmartwił się Prezydent. że przecież w domu towarowym Filomena połknęła co najmniej pół tuzina serduszek i wcale a wcale to jej nie pomogło. jak to zrobić! Już wiem — Piotr aż podskoczył z zachwytu — Karolciu! Musimy tak zrobić. Ale nie ma innego wyjścia. Przecież i tak muszę poprosić koraliczek. że Karolci i Piotrowi było go niezmiernie żal. że ona tylko wobec was jest taka niedobra. Tak. sprawa nie była łatwa. ale to jak najszybciej wymknie się przez otwarte drzwi. żeby tak na zawsze. jeśli mnie ktoś spotka biegnącego przez korytarz? 5 l 102 — Hm! To prawda — zastanowił się Piotr... Wspaniały plan! Wszystko się uda! Ręczę za to. aby pan Prezydent Miasta mógł stąd spokojnie uciec. dokąd ma zamiar się udać. że Filomena będzie zajęta pościgiem za nami. Na mnie też ciągle krzyczy i na nic mi nie pozwala. żebyśmy my — to znaczy Piotr i ja — znów stali się .. ale tak na trochę! Boże! Zawsze o tym marzyłem! Ach! Karolciu. to ona zaraz powie. wszystkich wyrzuca za drzwi! — Ale pan przecież wcale nie musi się pytać jej o pozwolenie. — A gdyby jej też dać czekoladowe serduszko — zaproponował naraz Piotr — może by się zmieniła? — To jest myśl — ucieszył się Prezydent. nie mówię. A ja tak nie lubię podpisywać dokumentów. — E. — Jak to: nie muszę! Jeśli będę chciał wyjść. chociaż wcale a wcale nie wiedział. aby skakać z takiej wysokości. 101 aby Prezydent Miasta wydalił się ze swego gabinetu bez jej wiedzy. — To byłoby cudowne! Ale czy to się uda?! — Czemu ma się nie udać? Musimy tylko pomyśleć.. — Wcale nie wpadnie! — bronił swojego planu Piotr. — Ale czy mi się uda stąd wyjść? Moja sekretarka na to się nie zgodzi! — Filomena? — Tak jest! Filomena! Nie myślcie. Co robić? — Co robić? — powtórzył smutnie Prezydent. aby stąd wyjść! — krzyknęli Piotr i Karolcia. panie Prezydencie! — Uciec?! — zawołał z zachwytem Prezydent. — Czy nie mógłbym stać się niewidzialnym tak jak wy? Tak chociaż na trochę? Bo oczywiście. Na pewno rzuci się w pogoń za nami! My naturalnie będziemy uciekać. — Ale już wiem. żeby się przekonać. że może pan być na trochę niewidzialny. wsiądziemy na nasze lwy i wypadniemy szybko. już wiem! Pan musi stąd uciec. którzy przychodzą do mnie z różnymi sprawami. Filomena mogła nie dopuścić do tego. Był tak zmartwiony. bo po co ma wpadać.. że przedtem muszę podpisać trzysta siedemdziesiąt sześć bardzo ważnych dokumentów.. jak najszybciej na korytarz. — To co wobec tego zrobimy? Aha. jakie jest naprawdę działanie czekoladowych serduszek. — Wcale nie wpadnie. — Zrobimy tak: otworzymy drzwi. nie mogę w to uwierzyć! Bo wtedy byłoby łatwiej uciec.— Niech pan zaraz z nami jedzie. Ale niestety! Okno znajdowało się na pierwszym piętrze i nie było mowy. — Więc stanie się tak. a przez ten czas wpadnie tu Filomena. wyjdzie pan przez okno! Tu chyba nie jest bardzo wysoko? I zaraz podbiegł do okna. a tymczasem. — Już wiem! — zawołał naraz Prezydent. — Tak. Już mam plan. a tymczasem pan Prezydent Miasta.. korzystając z tego. A oczywiście nie było mowy o tym. to niemożliwe — smutnie pokręcił głową Prezydent — a co będzie. jak tylko da się najszybciej. Ona pewno pana wtedy nie zauważy. — Ba! — westchnął smutnie Prezydent.. Ale Karolcia zaraz zaprotestowała i przypomniała Piotrowi. — Prawda! — zmartwił się Piotr. — Ale jaki plan? — denerwowali się Karolcia i Prezydent. aby mogła wiedzieć.

niewidzialni! Oczywiście. żeby Filomena zagapiła się i nie zauważyła. ale po solennym zapewnieniu Karolci i Piotra uwierzył im w końcu i Piotr mógł wreszcie. a potem zręcznie zjechał po poręczy.. I zdarzyło się teraz. W końcu jednak. że zdarzy się coś takiego w moim życiu. T-U. a ona była najpewniejsza. Mogli teraz swobodnie pojechać na Kwiatową. Byłby w ten sposób przewrócił swojego zastępcę. A? /. — Za nic na świecie — zaprotestowały zgodnie obydwa zwierzęta — jesteśmy . bo nos miała znów niezmiernie wydłużony i patrzała zezem.niewidzialni. Ale już nie było czasu na dalsze rozmowy na ten temat. i rzuciła się na ziemię. a wraz z nimi niewidzialni Karolcia i Prezydent Miasta. wobec przypomnień. na którym muszę być. że w tym dywanie są pchły! — Cóż znowu! — zaprotestował słabo Prezydent Miasta. — Ba. przemaszerował w niej przez całą salę. • >a* 103 — Ale przecież my będziemy niewidzialni — zauważyła Ka-rolcia. — Za dwie godziny odbędzie się ogromnie ważne posiedzenie rady miejskiej. Zrobimy tak: ja zrobię coś takiego. aby szybko pozbierać wszystkie papierki. — Spełniło się marzenie mojego życia! Kiedy Piotr dogonił ich na korytarzu. Musieli też zatrzymać się przy sali muzealnej. mimo błagań Karolci i Piotra. że to naprawdę wiatr. policzywszy uderzenia. a muszą też stąd się wydostać. I zanim się spostrzegli.. Ach! Tymczasem zegar na wieży ratuszowej wybił godzinę dwunastą. Co prawda Prezydent miał szaloną ochotę spłatać jakiegoś figla Filomenie. kiedy jeszcze byłem małym chłopcem. Ale Piotr był nieustraszony. szybko wbiegł po marmurowych schodach na pierwsze piętro. — Oj. otworzyć drzwi i przejść do drugiego pokoju.^j 104 — Wybaczcie — powiedział — ale muszę koniecznie zrobić coś takiego. — Czasem. ponieważ jestem Prezydentem Miasta. . To się będzie i tak liczyło za jedno życzenie. bo przecież inaczej stąd się nie wydostaniemy. — A więc jestem naprawdę niewidzialny — szepnął wtedy w upojeniu Prezydent. — Niewidzialni. A jeśli będę prosiła o to dla nas. że będziemy niewidzialni. przeciągając się — zupełnie już zdrętwiały nam łapy. kiedy wy będziecie stąd wychodzić. ale nie było na to czasu. Nie mógł też się powstrzymać. że czas ucieka. zgodził się jechać na Kwiatową. zdaje się nam. — Wobec tego nie mamy czasu do stracenia — zdecydował Piotr. wyobrażałem sobie. Musiało mu więc wystarczyć to.. ba! Po drodze musieli się co chwila zatrzymywać. ale lwy? Przecież lwy są widzialne. Ale. że to podmuch wiatru. to już od razu poproszę. — Już wiem! Wsiądę na jednego z lwów. bardzo chętnie — mruknęły teraz zgodnie obydwa lwy. Widocznie knuła coś niedobrego. — Karolciu! Musimy znów stać się niewidzialni! I pan Prezydent Miasta też. aby nie ślizgać się po wyfroterowanej posadzce w hallu Ratusza. Była zupełnie przekonana. grubiutkiego pana Wiceprezydenta Miasta. odetchnęli wszyscy. Skoczył szybko i niby wiatr zdmuchnął z biurka wszystkie papiery na nim leżące. A tymczasem przez uchylone drzwi wymknęły się obydwa lwy. na co mam zawsze szaloną ochotę. ku wielkiemu zdziwieniu zwiedzających. że tym razem jest to sprawka jej dwojga przeciwników. gdyż Prezydent chciał się koniecznie nacieszyć swoją niewidzialnością. gdzie Prezydent przywdział zbroję i dusząc się ze śmiechu. — Ach! Jestem taki wzruszony — wyznał Prezydent. Co prawda Prezydent Miasta wcale nie chciał wierzyć. Filomena nawet się nie domyśliła. który nazywano sekretariatem i w którym za dużym biurkiem siedziała zamyślona Filomena. ale jak pojedziemy? — zastanowił się naraz. bo trzeba było jak najszybciej wydostać się z gabinetu. a czego nie wypada mi robić. z tysiącznymi ostrożnościami. a po drugie. żeby i pan stał się niewidzialny. że naprawdę jest niewidzialny. — Już jest południe! — krzyknął Prezydent. Musimy więc ułożyć plan ucieczki. że zamachał jednym papierkiem przed jej nosem.

f STOP! ZATRZYMAĆ WÓZ! Prezydent prowadził samochód doskonale. . — Ale też szkoda byłoby nie być niewidzialnym chociaż raz w życiu — westchnął Prezydent. które jedzie samo. A inni znów domagali się. chcieli też na własne oczy obejrzeć jadące autem lwy. >?cv< •*>. — Jedźmy wobec tego autem. .». Ale czy można zatrzymać auto. f M. korzystając z tego. Jakże jednak pojadę autem. czerwone auto wyjechało z podwórza. — Jeszcze się rzucą na kogo! — Uciekajmy! — błagały lwy.przecież zupełnie małe lwy i nie udźwigniemy takiego ciężaru! — I nogi będą się panu wlokły po ziemi — poparła lwy Karol-cia. '. Należało tylko szybko dostać się do 105 r w czerwonego auta samego Prezydenta. w którym nie ma nikogo przy kierownicy? Wobec tego policjant z otwartymi ze zdumienia ustami patrzał tylko za oddalającym się . nie poprosiliśmy o przeniesiene do ogrodu — dodała Karolcia. — Nie — powiedział po zastanowieniu Piotr — nie możemy jeszcze tego żądać od koraliczka. to jazda! Motor zawarczał i zanim ktokolwiek się zorientował. Zgrabnie wymijali autobusy i tramwaje. — A czy wasz koraliczek nie mógłby zrobić tego. — Nie możemy znów całej roboty zwalać na koralik. — Prezydent zasiadł przy kierownicy. . a po drugie. kiedy jestem niewidzialny! Przecież szofer nie będzie chciał jechać z niewidzialnym Prezydentem.''. Ale Prezydent dawał sobie doskonale radę na wszystkich skrzyżowaniach ulic. dobrze to powiedzieć. Prezydent poparł go: — Postaramy się umknąć — powiedział przez zaciśnięte zęby. że od razu. . że kierowca poszedł do bufetu napić się wody sodowej. aby zatrzymać auto.. Piotr obok niego. Chyba żebym sam poprowadził auto! To był doskonały pomysł.rt. — No. gdy naraz na jednym skrzyżowaniu policjant dał znak. — Szkoda. Ale Piotr przeciwstawił się temu.« j. — Trzeba je oddać do Ogrodu Zoologicznego! — krzyczeli. F l V »\ • r f f/. szybko! Nie ma ani chwili do stracenia. — Zatrzymać auto! Zatrzymać! — zaczęli teraz wołać niektórzy. a Karolcia z lwami z tyłu. bez kierowcy. — Wcale nie chcemy dostać się do Ogrodu Zoologicznego. okrążali place i właśnie mieli przejechać jeden z pięciu mostów miejskich. ale wykonać znacznie trudniej! Przede wszystkim na skrzyżowaniach ulic i przy krawężnikach gromadziły się tłumy przechodniów: wszyscy koniecznie chcieli zobaczyć auto. — Musimy się jakoś przebić — postanowił Piotr. I tak jest już bardzo blady. 107 Musiał teraz bardzo uważać — prowadzenie auta w tych warunkach wcale nie było łatwe. gdy naraz ktoś na ulicy przystanął i zawołał: — Patrzcie na to czerwone auto! Jedzie bez kierowcy! A w aucie jadą dwa małe lwy! Teraz już wszyscy patrzyli na czerwony wóz. Zresztą my sami też musimy pokonać jakieś trudności. — Chyba znów musimy być widzialni! — powiedziała Karol-cia. abyśmy od razu znaleźli się w ogrodzie? — zaproponował Prezydent. Jedźmy dalej! Ba. aby schwytać lwy. w którym odbywała się tymczasem błyskawiczna narada: co robić. Nie było bowiem nawet mowy o pozostawieniu lwów przy bramie.K t.^'. Koniecznie chciały zobaczyć ogród i zjeżdżalnię oraz przejechać się na karuzeli. zamiast niewidzialności. „ u. — Szybko.

która się nie krzyżuje? — Oczywiście — przypomniał sobie Prezydent. ale policjant powiedział tak. że rozbawione lwy nie zdążyły się ukryć. z którego natychmiast wyskoczyła Filo-mena ze swoim ogromnym parasolem. które im porządnie zdrętwiały od tego ciągłego udawania. Było to ogromne auto. gdy nadjechał pościg. gdy tylko odjechali. jeśli złapią nas na skrzyżowaniu ulic. Najgorsze jednak było to. wyskoczyły z auta. że zaledwie zdążyli ukryć w pobliskich zaroślach czerwone auto. że trzeba jechać przed siebie. bo przecież jeszcze musimy zdążyć na Kwiatową. Karolcia i Prezydent — zdążyła nadbiec z pomocą. Potem załadowali je na wóz i wśród okrzyków Filomeny: „Do Zoo! Trzeba je zawieźć do Zoo!" — odjechali szybko w kierunku Ogrodu Zoologicznego. który znów odzyskał dobry humor. że na szosie rozległy się naraz głośne sygnały samochodowe. a w aucie siedzą dwa lwy i okropnie ryczą! Lwy co prawda wcale nie ryczały. Rada była może i dobra. — To właśnie ta autostrada — zawołał Prezydent. Alarm oczywiście poskutkował. że nadjeżdżało jakieś auto. — Sam nawet dokonywałem jej uroczystego otwarcia. Czyżby pogoń wpadła na ich trop? W istocie. Był po prostu w rozpaczy. — Jedziemy dalej — zdecydowali Piotr i Karolcia. 108 — Bardzo chętnie! — odpowiedzieli wszyscy. żeby wszystko wyglądało jak najbardziej groźnie. — Musimy ocalić lwy! — To nie ulega wątpliwości! — zgodził się Prezydent.. kiedy staniemy w szeregu zatrzymanych pojazdów? — Czy musimy jechać przez skrzyżowania ulic? — spytał Piotr. to znaczy Piotr.niA nn j<>. a przez głośniki ktoś mówił grubym głosem: — Uwaga! Uwaga! Czerwone auto przebiega ulice miasta i zagraża bezpieczeństwu mieszkańców! A w aucie pełno jest okropnie drapieżnych lwów! Uwaga! Zatrzymać wóz! — Co teraz zrobimy? — spytał Prezydent. — No dobrze — zgodził się Prezydent — pobiegajcie przez chwilę. a potem gonić się w ósemki. szerokiej szosie. jak teraz najbezpieczniej będzie dojechać na Kwiatową. — Ale co będzie. a za nią kilku strażników miejskich. które zatrzymało się na skraju autostrady. a potem musimy skręcić w lewo — radził Piotr. żeby mogły pobiegać trochę po trawie i rozprostować łapy.. i zaczęły dla rozprostowania łap biegać najpierw w kółko. . aby auto zatrzymało się na chwilę. Natychmiast w całym mieście zaczęły wyć syreny.-w. że są kamienne. Po chwili jednak zeskoczył ze swego stanowiska i zaalarmował wszystkie posterunki: — Uwaga! Czerwone auto pędzi samo przez miasto! Nikogo nie ma przy kierownicy. gdy tymczasem niewidzialna trójka w aucie zastanawiała się. To jest autostrada naokoło miasta. — Trzeba je ratować! — krzyknęła Karolcia. Zaczęła się walka — ale była to walka nierówna. ale niedługo! Lwy. gdzie był mały ruch i prawie wcale nie było posterunków policyjnych. a strażnicy przywieźli z sobą ogromną siatkę z niezmiernie grubych sznurów i właśnie w tę siatkę lwy 109 schwytali. ale były to przecież zupełnie małe lwy. — Chyba jest jakaś ulica. — Mnie się zdaje. jakiś wóz pędził z tak niezwykłą szybkością. do ogrodu. — Tylko jak to zrobimy7 . Jeszcze parę ulic.wozem. a drugi przewrócił się na grzbiet i machał wesoło łapami. Jeden z nich biegał właśnie beztrosko po zielonej trawie z zerwanym kwiatkiem w pysku. *t>»<:o -. Bardzo mu się podobała ta wyprawa i wcale nie miał ochoty zatrzymywać się. uszczęśliwione swobodą. Karolcia i oba lwy. Filomena i strażnicy już dopadli biednych lwów. — Czy chcecie pojeździć trochę naokoło miasta? . Zaledwie cała trójka — to znaczy Piotr. • >. gdyby nie to. Co prawda lwy broniły się bohatersko. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości. i znaleźli się na gładkiej. ale niezbyt długo. — Bardzo chętnie. Lwy nawet zaproponowały.

które dozorca puścił luzem. które zresztą okazało się łagodne i cierpliwe. przez które wchodzili tylko pracownicy Zoo. I dodał z westchnieniem: — Nigdy nie lubiłem tej Filomeny.P' j f DZIWNE ZWIEŻĘ Czerwone auto cicho zatrzymało się przed bocznym wejściem do Ogrodu Zoologicznego. Obok przechodziły właśnie dwa wielbłądy. Siedziały już właśnie w wielkiej klatce. ze aby nie zwracać uwagi. tylko rozglądali się pilnie. jak uratować i wyzwolić lwy. Wreszcie na końcu ogrodu w pobliżu sadzawki. wymachując parasolem. — A teraz jazda! — zakomenderował Piotr. Nos znów miała wydłużony i mocno zaczerwieniony na czubku.Zdaje się. panie Prezydencie. zauważyli podejrzany ruch.« U^H^. Całe szczęście. w której mieszkały foki. Karolcia i Piotr — i tak przecież wejdzie bez żadnego trudu. — Trochę już zapomniałem biegać — tłumaczył się z zawstydzeniem. dobiegły ich piskliwe okrzyki Filomeny: — Trzeba te lwy zaraz zamknąć w klatce! Są ogromnie niebezpieczne! Uważajcie! I widać było. że personel Zoo był w tej chwili zajęty oglądaniem dziwnej odmiany małych lwów przywiezionych przez Filome-nę! Nikt więc nie zwrócił uwagi na galopujące wielbłądy. czy nie zauważą czegoś. żeby kiedyś dosiąść takiego rumaka pustyni! — Na pewno pan potrafi — dodali mu odwagi Piotr i Karolcia i pomogli wgramolić się na grzbiet zwierzęcia.'^' tf ' '" ' j * "t t . ale nie wiedziałem. gdzie umieszczono ich przyjaciół. co by wskazywało na to. — Za rok?! — krzyknęła Karolcia. gdzie też mogą być ich lwy. — Co wobec tego zrobimy? — zapytał Prezydent. Trzeba było przede wszystkim zastanowić się nad tym. Ale widać 111 było od razu. żeby trochę zażyły swobody. czy prędzej jak za rok zdołamy je uwolnić! Był bardzo tym zmartwiony. — Już wiem! — krzyknął naraz Piotr. Były zrozpaczone i widocznie straciły . Ale Prezydent w żadnym wypadku nie mógł za nimi nadążyć. Sami umieścili się na drugim wielbłądzie. wóz Prezydenta stanie skromnie przy tym wejściu. czy potrafię — wyjąkał Prezydent. że musiałbym wystosować pismo do dyrekcji Ogrodu Zoologicznego. Udało się im doskonale. W tym wypadku sprawa może się przewlec i nie wiem. — Pojedziemy tam na wielbłądach! Proszę wsiadać na pierwszego. a my z Karolcia pojedziemy na tym drugim! — Nie wiem. — Jeszcze jak niedobra! — mruknęła Karolcia Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad charakterem Filomeny. "\*'-«}l i X . ci. A zaś cała trójka — Prezydent. Tak bowiem zostało postanowione. że to taka niedobra czarownica. że ma ogromną ochotę przejechać się na wielbłądzie. proszę siadać przy kierownicy! — Ale dokąd mamy pojechać? i. •». — To niemożliwe! — Musimy je uwolnić natychmiast — zdecydował Piotr — siadajmy do auta i jedźmy! Panie Prezydencie. Mijali klatki z małpkami i rodziną niedźwiedzi. gdyż tłum zwiedzających przybywał zazwyczaj dopiero po południu. jak wiadomo. — Czy nie możemy iść nieco wolniej? — A przez ten czas zamkną na zawsze nasze lwy! — denerwował się Piotr. Nie darmo byli niewidzialni. Gdy zatrzymali się w pobliżu zbiegowiska. < łl t tl > n v *>* l . który był ogromnie zadyszany. Jednocześnie jednak żal mu się zrobiło Prezydenta. — Biegnijmy tam — zakomenderował Piotr i puścili się pędem. jak podskakiwała. i zastanawiali się. byli niewidzialni. » /> **f«4 — Do Zoo — odpowiedział Piotr.v 4'l *"• *"**' <* '<»"" '»-*< *' "/»!«' f' j/*i . — Przez całe życie o tym marzyłem. na których nie było widać jeźdźców. nie zważali na wrzaski w ptaszarni. Szli teraz jeszcze pustymi alejkami.

— Biegnijcie zaraz. którym. najpierw posłuchaj mojego planu. a tymczasem ty i pan Prezydent uwolnijcie lwy. i że natychmiast postanowiły dopomóc lwom oraz Karolci i Piotrowi. Tak dziwne. Karolcia pobiegła do słoni i namówiła je. siedzą na pobliskim drzewie i przyglądają się jej z zainteresowaniem. co robić.. podniosły trąby do góry i zaczęły po swojemu trąbić. że zgromadzeni przy klatce nowych lwów dozorcy. że małe małpki. uczepiona jej prętów. W ten sposób Filomena została sama jedna przy klatce. Każdy się z łatwością domyślił. że to była zmowa.. Tego tylko było trzeba! Lewki szybko i zwinnie wymknęły się z niej. aby dłużej utrzymać uwagę dyrektora i dozorców. Kapucynki. małpki zaatakowały Filomenę. I oczywiście słonie doskonale wiedziały. — A co będzie z wami? — martwiły się lwy. Ale na szczęście lwy i foki dostarczały im jeszcze dosyć zajęcia. Po zamknięciu klatki Filomena zdołała wreszcie ściągnąć kapelusz i gdy . kim jest naprawdę Filomena. kim jest Filomena. że wiedziały. zaczęła jak szalona fikać koziołki w wodzie.. a nawet i sam pan dyrektor Zoo. — Trzeba za wszelką cenę otworzyć klatkę — szepnęła Karolcia. Z dyrektorem na czele pobiegli natychmiast w tamtą stronę. wolno było pozostawać na swobodzie. że żaden pomysł tu nie pomoże! — Poczekaj. razem z Prezydentem do auta. a Karolcia i Piotr zajęli się Filomena. a potem. W dodatku do ryku słoni przyłączyły swój głos foki. Jedna z nich. nigdy nic podobnego w życiu nie widzieli. — Zaraz to zrobimy! — oświadczył beztrosko Piotr. wysłuchawszy dalszego ciągu planu Piotra. po pierwsze. miotającej się i rozzłoszczonej jak stado najgorszych tygrysów. a my was dogonimy — rozkazał Piotr. które. zachwycone tym pomysłem. a po drugie. iż wcale nie zauważyła. Wepchnięcie jej teraz do pustej klatki było dziełem jednej chwili. ni zowąd na wybiegu dla słoni wszystkie słonie ustawiły się rzędem. Musimy przede wszystkim postarać się o to.. to jednak był zupełnie widzialny dla zwierząt.-• n. że nic nie widziała. bardzo śmiesznie kwiczą. że to się uda! — zawołał Piotr z otuchą. że chociaż ktoś był niewidzialny dla ludzi. Korzystając więc z tego. skakały z gałęzi na gałąź. A była tym tak zajęta. boję się. „A może słonie i foki niebezpiecznie zachorowały?" — pomyślał i zaraz kazał wezwać lekarza zwierząt. jak wiadomo. ze względu na ich poprawne zachowanie. Nie zajmował się już małymi lewkami dziwnej rasy. spróbuję — zgodziła się po chwili Karolcia. Czar bowiem niebieskiego koralika miał tę właściwość. — Ja postaram się jakoś odciągnąć ich uwagę. «. aby zachowywały się w ten sposób. piszcząc z uciechy tak przeraźliwie. — Zobaczysz. — Mam doskonały pomysł. jak najszybciej.. — E. Usiłowała dosięgnąć lwów parasolem i wrzeszczała jakieś niemądre słowa. Dyrektor teraz zupełnie nie wiedział. by ten cały tłum ludzi oddalił się od klatki.. są bardzo mądre. że Piotr zaczął się obawiać. czy teraz one nie ściągną na siebie uwagi dozorców. 772 — No dobrze. — Damy sobie radę. kapucynki. Bowiem ni stąd. Ryk słoni zaniepokoił wszystkich pracowników Zoo. które doskonale znają się na czarodziejskich historiach. nie bójcie się! Przecież jesteśmy niewidzialni! Uciekajcie jak najprędzej! Wobec tego lwy razem z samym Prezydentem pobiegły w stronę bocznego wyjścia. przywiezionymi przez zwariowaną paniusię z parasolem. Dwie z nich zeskoczyły z drzewa wprost na śmieszny kapelusz Filomeny i wsunęły go jej tak mocno na oczy. Zgodny chór słoni zagłuszył zupełnie w tej chwili okrzyki Filomeny. — Tylko jazda do roboty! Po małej chwili zaczęły rzeczywiście dziać się w Zoo najzupełniej dziwne rzeczy. Stało się to niemal błyskawicznie.nadzieję na uwolnienie. że dyrektor Zoo i dozorcy pobiegli do słoni i fok. Korzystając z tego kapucynki szybko otworzyły klatkę. Nie ulegało wątpi i8 — Karolcia 113 ii wości.

Nos jej się przy tym znów ogromnie wydłużył. — Spróbujemy! — I szybko wyskoczył z auta. Ale jeszcze przedtem na białej deseczce. gdyż znów przeraźliwie zawyły syreny. Karolciu — oświadczył Piotr. zawyła dziko: — Ha! Nie ujdziecie mej pomście! — i rzuciła się. nie odwracając głowy. kiedy pan musi użyć swojej powagi i zabronić im zamknięcia bramy. która była zawieszona na klatce. panie Prezydencie — powiedziała Karolcia z łagodną perswazją.1 1 VJ>? < r *• f * 0/i'*fA"i0o i/ aur • » .. że w tym napisie. Klucz za nic w świecie nie chciał się przekręcić w dziurce. chwileczkę — zatrzymał go Piotr — zdaje mi się. Podbiegł do urzędnika z kluczem i powiedział bardzo grubym głosem: — Zabraniam panu zamykać ogród. Dopiero kiedy . — A jakim prawem pan mi zabrania? — powiedział na to urzędnik.. Jednak to się jej nie udało. „ż" czy „rz"? — Zaraz. musisz nas teraz odczarować. że coś jest nie w porządku. — Zaraz. to jedźmy! — zawołał na ich widok Prezydent i nacisnął starter. ^KJ > <n >r> 114 — Uciekajmy! — powtórzył Piotr. — Oto nadeszła chwila. dosiedli znów wielbłądów i błyskawicznie znaleźli się przy bramie. proszę pana. Przybyli w ostatniej chwili.•« ń j. — No. męcząc się z kluczem. gdy właśnie jacyś dwaj urzędnicy ogromnym kluczem mieli zamiar zamknąć bramę ogrodu. U < ' ! n "J •. Ciągle nie odwracał głowy i wcale nie wiedział. który zostawiłem na klatce z Filomeną. Skakała więc tylko ze złości aż po sam wierzch klatki i rozczapierzała swe szponia-ste palce — wyglądała jak bardzo dziwny stwór. aby wyłamać kraty. A przecież nie usłuchają niewidzialnego człowieka! — Kto wie? — zastanowił się Prezydent. bo mam prawo — zdenerwował się Prezydent. Ale nie zdążył dokończyć. gdzie czekał na nich niewidzialny Prezydent z lwami.. „„ — Uciekajmy teraz! — zawołała Karolcia. 4 e \ l . żegnani okrzykami kapucynek. — E. ale i ten pomysł był jak najzupełniej chybiony. t j. Jak się pisze „zwierzę".. — Uciekajmy! — wrzasnął wobec tego Piotr i czerwony wóz błyskawicznie ruszył z miejsca. — Szkoda! — żałośnie westchnął Prezydent. — Cóż znowu się stało? — zaniepokoił się Prezydent. zaraz — zaczął się zastanawiać Prezydent — zdaje mi się jednak. gdy czerwone auto zatrzymało się przed bramą ogrodu. 775 — Zdaje mi się. M . zrobiłem błąd. że. z kim rozmawia.W Ot. gdyż był w tej chwili niezmiernie zajęty. — Nie ma rady. A potem wskoczyła na zawieszoną w klatce suchą gałąź i zaczepiła się o nią nogami. Próbowała zresztą rozgryźć żelazne pręty.spostrzegła. — Nie ma rady. przekreślił napisane tam słowo „lwy" i napisał znalezioną w kieszeni czerwoną kredką: dziwne zwieżę Potem. co mi pan zawraca głowę — gadał dalej urzędnik. a włosy miała rozczochrane i zjeżone. V i NARESZCIE W OGRODZIE! — To tu! — radośnie zawołała Karolcia. — Zabraniam. że jest uwięziona. panie. które tym razem przezornie ukryte były w bagażniku.

Bo Leszek to jest taki. — Właśnie. zdziwił się porządnie. — Ha! Trudno! Stajemy się znów widzialni. A potem odwrócił się do tego urzędnika od klucza i zwrócił mu łagodnie uwagę: — Proszę. jak się zachować. — Są naprawdę niezwykle łagodne i niezmiernie do nas przywiązane. To cała banda dzieciaków z podwórza witała ich w ten sposób.odwrócił się i nikogo przy sobie nie zobaczył. — Bardzo mi przyjemnie — odpowiedział na to pan Prezydent Miasta i podał mu rękę. ale to nie jest sposób załatwiania sprawy — szepnął do Piotra zatroskany Prezydent. a to jest jego czerwony samochód. jeśli mam jakoś uratować ten wasz ogród. 'u 119 r r — Czy można je pogłaskać? — zaryzykowała Dorota. — To są takie niezupełnie prawdziwe lwy. o ogród dla dzieci z całej naszej dzielnicy. kiedy właśnie Piotr i Karolcia z wszelkimi honorami prowadzili samego Prezydenta do ogrodu. ale musimy! — Ale pan Prezydent ma rację — poparł Prezydenta Piotr. żeby sprawę ująć w swe ręce. ale bez awantur! O. — Tak jest. Karolciu? — Myślimy. — Zapomnieliśmy o naszych lwach! — zawołali i pobiegli co prędzej otworzyć bagażnik. W tej sprawie wydam odpowiednie zarządzenie na piśmie. która zawsze była dość odważna. zdawało się. Teraz już wszyscy wyruszyli do ogrodu. z którego wydobyli obydwa. to znaczy. — Pan pozwoli. tylko o rzecz poważną. mówisz? — zastanowił się Prezydent. że zawsze wie. — Fajnie. „•M— Myślę. — Nie bójcie się! — zawołali do dzieci. — Naturalnie! — zachęcała Karolcia. To chodźmy do ogrodu. że się przedstawię i podziękuję w imieniu wszystkich dzieci z naszych bloków — powiedział na to uroczyście Leszek. co to. że jednak będziemy 117 musieli teraz zrezygnować z niewidzialności. znajdźcie na to radę. Jania nawet miała ochotę rozpłakać się. trochę pogniecione. Ale Piotr i Karolcia od razu wiedzieli. że powinien pan obejrzeć ten ogród dokładniej — 118 doradził Piotr. I w tejże chwili usłyszeli dziki okrzyk radości. kochany koraliczku. To dopiero była zabawa! Jeździło się na karuzeli i na kołobiegu! Huśtawki fruwały w górę. — Hm. chciałem powiedzieć: przyjemnie. to może warto obejrzeć. to nie! Nic takiego się nie zdarzyło. — Trochę szkoda. że sięgną nieba! Na zjeżdżalni był ruch bez przerwy. są zupełnie nieduże. za nią Dorota. — A to co? — wszyscy się trochę przestraszyli. — Sam pan Prezydent Miasta przyjechał. co to za głosy. — Zdaje mi się. żeby ogrodu nie zamknęli! Widzicie? Naprawdę chcą zamknąć! Co to będzie? Gdzie się będziemy bawić! Wymyślcie coś. — Niech pan tylko zobaczy. że jesteście! Pomóżcie nam coś wymyślić. że chyba trzeba zrezygnować — przyznali z westchnieniem. — Hm. panie Prezydencie Miasta — ukłonił się grzecznie urzędnik i zaraz sobie poszedł. za . To jest właśnie pan Prezydent. jakie są miłe! I jak widzicie. — A co mam teraz dalej zrobić? — spytał Piotra Prezydent. rozległ się żałosny ryk. co? — Więc stajemy się znów widzialni — uroczyście powtórzyła Karolcia — zrób to. właśnie! Bardzo ładnie to powiedziałeś — Prezydent kiwał przytakująco głową. żeby było jakoś poważnie i elegancko. — Karolcia! Piotrek! Jak to dobrze. ale za to uszczęśliwione lwy. — I na poparcie swoich słów oraz wyrażenia wdzięczności lwom za ich wierność Karolcia po kolei pocałowała obydwa w rozczochrane łby. jak tu fajnie. Same się przekonacie. aby ogród pozostał otwarty. — I teraz już nie chodzi o naszą przyjemność. I w tej chwili. Jak myślicie? Co. — Już znaleźliśmy — odpowiedzieli na to z dumą Piotr i Karolcia. Wszyscy stali porządnie w kolejce! Karolcia stała za Agatą.

— Co sądzisz o tym. jak są w tej chwili. Przeprowadziły zresztą poważną i zasadniczą rozmowę na ten temat z Karolcia. Ale chciałbym. żeby jeździły nim dzieci i żeby się wesoło przy tym bawiły. — Nie! Niech i to auto tu zostanie. — No to żegnajcie i bawcie się dobrze! — i Prezydent już.. To się dopiero wyjeżdżą. Karołciu? — spytał. A restaurację można zbudować trochę dalej! Prawda? — Prawda! — zgodzili się wszyscy. I Prezydent od razu się na to zgodził.Dorotą Leszek. za wszystkie czasy! — Sam bym tu chętnie przyjął jakąś posadę — powiedział kiwając głową — ale cóż. za Leszkiem sam pan Prezydent Miasta! Tak jest! Tak jest. Piotrem i samym Prezydentem Miasta. Chcę. Ale właściwie dzieci już nie było. który mieszkał w sąsiednich blokach. że niektóre rzeczy przestaną być takie.V* t. żeby tam nie wiem co. ja i Piotr wiemy. Bo bardzo dziwne im się wydało. że już jest okropnie późno i że zaraz zacznie się posiedzenie rady miejskiej. Czy myślisz. że postanowiły stamtąd już nie schodzić. To mówiąc ujął pod pachy pewnego małego chłopaczka. że ten ogród to niezmiernie ważna rzecz. Ale należało mu się to! Tak wszyscy w ogrodzie uchwalili. Ale najwięcej podobała im się karuzela. KORALICZKU! * ti. więc stał na stopniu i odwróciwszy się w stronę Karolci i Piotra. Zaczęły od tego. Wśród tych wszystkich przygód zapomnieli zupełnie o tym. wytłumaczyć radnym. 120 — Muszę być tam. że już nie mają ochoty być kamiennymi lwami i sterczeć przed Ratuszem. A lwy? Też we wszystkim brały udział. że to jest możliwe? — Myślę. jechał teraz szybko aleją ogrodu. I że wolałyby dostać jakąś inną posadę. to znaczy zupełnie niezwkłe i zupełnie zaczarowane. że istnieją takie rzeczy jak obiad.s* ^ '. Stali tak. Tak im się podobała. — Niech wobec tego na pamiątkę tej całej historii i naszych wspólnych przygód zostaną tu te trochę zaczarowane lwy i trochę zaczarowany samochód. że był honorowym gościem. — To dobrze — ucieszył się pan Prezydent Miasta.«. W takim ogrodzie. i kierowany przez chłopczyka z sąsiedniego bloku. I wskoczył do przejeżdżającego właśnie autobusu. gdy naraz ktoś przy nich powiedział: — Czas na obiad. Tylko Karolcia i Piotr zostali przed bramą. żeby uroczyście raz na zawsze załatwić sprawę waszego ogrodu — powiedział na pożegnanie. NIE BLEDNIJ. A oni odpowiedzieli mu skinieniem podniesionych rąk.v. nie mogę! Muszę jeszcze ciągle być tym Prezydentem Miasta. jeździł nawet trochę częściej niż wszyscy. dzieci! — Na obiad? Na obiad? — powtórzyli. — Czy nie mogłybyśmy zostać teraz lwami drewnianymi na karuzeli? — spytały Prezydenta. a obok usadowił Janie. A na karuzeli ile się wyjeździł! Ze względu na to. razem z lwami. kiedy Karolcia. V. — Muszę. — Nie — powiedział. który stał się naraz zupełnie mały. bo pobiegły wszystkie za czerwonym samochodem. uniósł jeszcze raz kapelusz i uśmiechnął się serdecznie. że się jada obiady. Piotr i wszystkie dzieci. i posadził go przy kierownicy. moi złoci! Sam pan Prezydent Miasta! Nie chciał opuścić żadnej kolejki! Tak mu się to podobało. żeby zostały trochę niezwykłe i t r o c h ę zaczarowane. A że autobus był bardzo przepełniony. że jest możliwe — odpowiedziała po namyśle. — Żegnajcie! — powtórzył pan Prezydent Miasta. zapatrzeni w znikający w oddali autobus. już miał nacisnąć starter. bardziej wesołą — właśnie na przykład w ogrodzie. Racja! Niech zostaną lwami na karuzeli. odprowadziły go do auta. kiedy naraz wyskoczył ze swego czerwonego auta. — Ty. gdzie są różne zabawy dla dzieci. r. A potem spojrzał na zegarek i zaraz sobie przypomniał. Żegnajcie! Ukłonił się elegancko kapeluszem. rpt '-: ' Ł 'r. .

czas do domu — powtórzyła mama Piotra.. — Nikomu nic o tym wszystkim nie mów — syknął jeszcze Piotr do Karolci najciszej.. — Tylko słuchaj. patrząc na Karolcię. o jakie to bieganie naprawdę chodziło. Na prawej było zadrapanie. Po prostu w ogrodzie.— No. to działo się naprawdę?. -«^*** łM-uj t< !i' 722 — No. t Ujął Karolcię za rękę i pędem pobiegli w stronę ich bloków. — Myj zaraz ręce! — zawołała swoim zwyczajem do Karolci. — Czyżby. Ale nie otrzymała już odpowiedzi od Piotra. wyglądasz na bardzo zmęczonego! A Karol-cia tak samo! Co wyście dziś w tym ogrodzie robili? Pewno za dużo było biegania! Co? — Może troszkę za dużo — przyznał Piotr. i duże. — No.. — Wyobrażam sobie. — Dziś w popołudniowej gazecie jest coś. w ręku trzymał gazetę. Tyle godzin nie pokazywałaś się. która stała obok nich — biegnijcie szybko. ale już ciotka Agata puka do łazienki. czy to wszystko.. jł Naraz Karolcia przystanęła. A Piotr powiedział po cichu: — Już sam nie wiem. Nie wiadomo skąd — może to niechcący zrobił który z lwów.. Szedł spiesznie do domu.. Tymczasem w domu ciotka Agata już czekała na wszystkich z obiadem i nawet sama nakryła do stołu. A Karolcia nawet zbladła z wrażenia. którą wesoło wymachiwał. Piotr? Za kogo mnie masz? — szepnęła oburzona podobnym podejrzeniem Karolcia. — Przyjdź! — zapraszał tatuś. nie blednij! — prosi go cichutko Karolcia. Czy lwy. gdyż w tej chwili spotkali tatusia. — Nie. jak mógł. — Dobrze! Idziemy — zgodził się niechętnie Piotr. a może było to 723 dzieło Filomeny? A koraliczek? Prawda. — powiedziała Karolcia.. chociaż zazwyczaj należało to do obowiązków Karolci. Bo rzeczywiście było. Nie jest jeszcze zupełnie przezroczysty. aby uniknąć dalszych wypytywań. jeszcze się trochę niebieszczy — ale na ile tam tej niebieskości wystarczy? Może najwyżej na dwa życzenia? A może tylko na jedno bardzo ważne. Gdzie ty byłaś. jakie masz czarne. Koraliczek jest blady. .. Ale co wam jest? Takie macie buzie rozpalone! Piotr. co tu robisz? Na pewno ciotka Agata już czeka na nas z obiadem.. Dokładniej powiedziawszy — czarne.. Ręce były rzeczywiście porządnie brudne. — Co ty. bo już wcale nie wiedziała. O koralicz-ku kochany! Trzeba teraz prawdzie spojrzeć prosto w oczy. I poza tym była to święta. Karolciu? — W Zoo. tylko że mama wcale a wcale nie wiedziała. dzieci? O co chodzi? — Ee.. — Co wy tam znów się naradzacie. przyjdę po obiedzie — ukłonił się Piotr. ale zaraz poprawiła się — to znaczy. najbardzej tajemnicza tajemnica.. co was na pewno zainteresuje! — A co takiego? — zaniepokoili się. co ma o tym wszystkim myśleć. a było tego biegania.. co się stało?! Zmęczyłaś się? — zaniepokoił się Piotr. — No to biegnijcie szybko do domu! Już naprawdę jest późno! Mama Karolci też się niepokoi. i wołał do nich: — Karolciu. prawda.. zobaczcie tylko tytuły: „Ogród dla dzieci będzie od jutra otwarty na zawsze! Sam Prezydent Miasta odwiedza ogród przy ulicy Kwiatowej. to wszystko. — I poszła szybko do łazienki. Otwiera je ostrożnie. Lwy na ulicach naszego miasta! W Zoo dzieją się dziwne rzeczy! Czy słonie zachorowały?! Nieznane zwierzę w klatce lwów!" To chyba dosyć niezwykłych rzeczy. byłam w ogrodzie. nic takiego — wykrętnie mruknął Piotr. — Koraliczku. dzieci? — Tak! — szepnęli Piotr i Karolcia. jak to było naprawdę.. co było.. A Piotr? Może przyjdziesz do nas? — Dziękuję. nie — pokręciła głową Karolcia. jak wygląda koraliczek w tej chwili?! Karolcia teraz szybko wyciera ręce i wyjmuje z kieszeni pudełeczko z koraliczkiem. dzieci.

I zaraz postanowiła. — Nie chcesz kompotu? Kompotu z wiśni? Twojego ulubionego kompotu? — nie może się nadziwić mama. że zdążyła schować koralik do kieszeni. Ty przecież lubisz chodzić do Zoo? — Nnnie. Ale grunt. zanim stanie się zupełnie. li/ . A o tym dziwnym zwierzęciu czytałaś? Trzeba będzie w najbliższą niedzielę pójść do Zoo. A właściwie najlepiej byłoby przed powzięciem tak ważnego postanowienia porozumieć się z Piotrem. Kiedy pomyślała. Och! Wstrętna. — Idę już. żeby mama wiedziała. — Nic nie rozumiem — dziwi się mama — raz chcesz. Po prostu szaleli obydwoje z Piotrem w ogrodzie. no. Tak. że za nic na świecie nie pójdzie do Zoo. Bo może by na przykład poprosić koraliczek. ja już będę jadła ten kompot. Wszyscy już siedzą przy stole i czekają na Karolcię. tak. zobaczyć tego zwierzaka. i że podobno działy się tam różne rzeczy.. zamkniętą w klatce. wszyscy już zjedli i czekamy tylko na ciebie! Czy prosisz o kompot? Karolcia kręci przecząco głową.. — postanawia. słyszałam już na mieście. aby w ogrodzie zawsze były przedstawienia cyrkowe za darmo dla wszystkich dzieci? Albo 724 żeby mieć własne. — A może ona jest chora? Zdaje mi się. dopóki tam będzie przebywać Filomeną. ciociu! Idę. moje dziecko. bo to już pewnie będzie jedyne i ostatnie życzenie... toby się nie dziwiła. — Nie. — Może chciałabym mieć na przykład taką lalkę z domu towarowego.— Karolciu! Proszę siadać do stołu. dreszcz ją przeszedł. jeśli przypadkiem będzie wtedy trzymała koralik w ręku. nawet taką niby unieszkodliwioną. kiedy kto spóźnia się do stołu. — Karolciu! Zupa stygnie! Oho.. — Ona jednak chyba jest chora. Bo nie lubi. A na talerzu stygnie zupa.. Bo jedno niebaczne życzenie. Karolciu! Co ci jest? Czy nie masz apetytu? — zdziwiła się mama. Karolciu! — woła znów mama.f i n >. i już przepadnie jedyna i ostatnia okazja spełnienia jakiegoś życzenia naprawdę wspaniałego. już teraz nie bardzo lubię — wyjąkała Karolcia. Podobno czasem wymienia się różne zwierzęta z zagranicą. Sprawa jest bardzo poważna. .. trzeba się mieć na baczności. znienawidzona zupa jarzynowa! Gdyby tak zamiast jarzynowej była na talerzu na przykład zupa. Ba. że nie można było. ale to bardzo. Karolcia od razu przestaje myśleć o tym. najzupełniej przezroczysty. — Ja... Trzeba jednak koniecznie pogadać z Piotrem. że ma bardzo czerwoną buzię. jaką zupę wolałaby od jarzynowej.. Może na przykład wymienią Filomenę na ślicznego niedźwiadka? Albo na żyrafę? — Jedz. — Aha! — przytaknął tatuś.. albo może. jakie będzie mógł spełnić koralik. że teraz musi być bardzo. że podobno był dziś w ogrodzie sam Prezydent Miasta i że nie pozwolił na zamknięcie. No bo jakże 725 Karolcia mogła powiedzieć: „Proszę o kompot" — kiedy akurat w tej chwili lekkomyślnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej kora-liczek? A potem nie mogła w pomieszaniu do tej kieszeni trafić. — A właśnie. Ojej.. nie jestem chora! — protestuje gwałtownie Karolcia. — Na pewno nie ma temperatury. — Jedz. Karolciu? Pójdziemy. — E. ludzie mówili. czego bym chciała. — Piszą o tym w gazecie. że musiałaby raz jeszcze spotkać się z Filomeną. chyba nie — uspokoił mamę tatuś. wprost okropnie ostrożna. raz nie chcesz. ale tylko troszeczkę zagniewana. Może ma gorączkę. małe auto? Trzeba koniecznie pomówić o tym z Piotrem. tej popołudniowej. Prawda. co się z tobą dzieje. tf . — Muszę się dobrze przedtem namyślić. I czy można było trzymając koralik w ręku prosić o kompot? Chyba jasne. Nie mam pojęcia. ciotka Agata jest już trochę. — Zaraz idę! — woła Karolcia i postanawia. — Patrz. Chyba że już jej tam nie będzie.

Tylko rozumiesz. i jakby nie istniała jeszcze możliwość rzeczy niezwykłych. oczywiście. że nie można było inaczej — zgodziła się Karolcia. co zrobimy z koralikiem. Trzeba się poważnie zastanowić. Ale nie można było inaczej. Ale zaraz rano. jak to: nad czym? Piotr! Ty chyba jeszcze śpisz?! A koralik? — wyszeptała Karolcia.. — Aha! No. zaraz się poprawiła: — No.'»• . że nie możesz! Ale powiedz. | -j t& . co się wydarzyło im wczoraj. — Myślałam co prawda o pewnej przepięknej lalce — zaczęła niepewnie Karolcia. KORALIKU! Z Piotrem jednak można było pogadać dopiero nazajutrz. Karolcia zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo: — Muszę koniecznie jak najprędzej z tobą pomówić. że tak naprawdę to zdaje się. bo pędem zbiegł ze schodów. że z powodu tego jednego jeszcze życzenia. — A teraz chodzi mi o to..<. a stanie się niewidzialny. — Pewnie. bo po małej chwili już był na podwórzu wyraźnie zaniepokojony — No i co? — zapytał zdyszany. — No pewnie — zgodził się Piotr. o którą prosi . to co? To zmarnuję życzenie i już o nic więcej nie będę mogła poprosić. że będę trzymała akurat koralik w ręku i powiem byle co. ale widząc pełne oburzenia i pogardy spojrzenie Piotra. W tym momencie Piotr wreszcie odzyskał przytomność i ożywił się. j r >. I zaraz by się to spełniło! — Ach! Nawet nie mów takich rzeczy! — zdenerwowała się Karolcia. I widać żłopnął szybko. — Duże czy małe? — Może nawet i na takie trochę większe. ze wczoraj prosiliśmy go o masę rzeczy. że jeśli tak się zdarzy.*«» . błękitnym koralikiem. biedaczek. No. czego mi żal? Że on przez takie moje jedno życzenie już przestanie być widocznym. Gdybyś tak na przykład powiedziała nieostrożnie: „Chciałabym wiedzieć. tak jak na przykład powiedziała ciotka Agata z tymi ciastkami. — Trzeba przyznać. Zejdź zaraz na podwórze. — Nic się nie stało — odpowiedziała Karolcia — ale może się stać. dobra. w czyje ręce potem się dostanie! — Wobec tego musisz dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie. To nie jest rzecz.K t & Ot f4*Vi % >'* 3 « * >•:. jakie mogę powiedzieć koralikowi. że nie wiadomo. Musimy się naradzić. ja się okropnie boję. które byłoby bardzo potrzebne i ważne. A ten Piotr znów swoje: — A nad czym? — Jak to: nad czym. Po prostu po obiedzie jego mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny i mowy nie było o zobaczeniu się z nim. nie powinnam postępować lekkomyślnie. — A czy on już zrobił się zupełnie przezroczysty? — zaniepokoił się Piotr. jest — westchnęła ze smutkiem właścicielka błękitnego koralika — jest zupełnie bledziutki.t/ a v-s« ł \ \ ' \ 'b« * <ł<1«*. zaraz lecę. 727 — Pewnie. a poza tym. gdzie jest moja szczotka do butów". ^ * •*. Jeszcze tylko wyżłopię mleko. kiedy tylko można było wyrwać się na podwórze. — Jak to: co? Musimy się naradzić. wesołym. M . I wiesz. — Oczywiście. ( ŻEGNAJ. że niebiesko-ści koralika starczy na jedno tylko życzenie. zupełnie jakby nie pamiętał o tym. czy on napraw de już jest taki blady?! — Jest. że to byłaby szkoda. — Ale sam teraz rozumiesz.. — Bo co się stało? — spytał Piotr najspokojniej w świecie. że nie myślałam o tym poważnie.•" V ..

— Jestem szczęśliwa! — wołała do wszystkich. Piotrek? — spytała naraz Karolcia. Więc zaraz spróbuję..się koralik. że jedne są bardziej ważne. to ci powiem. — Można. że musi być coś poważniejszego. że to byłoby najlepsze. sama chyba przyznasz. — Patrz. — No pewnie. gdyby tak nagle wyzdrowiała. jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. — Im są potrzebne buty. o wrotkach. Co ty na to? — To może ja poproszę o te buty? — zaofiarowała się Karolcia. można. ale jeszcze innym potrzebne są na przykład książki. tak. Czy nie wiesz o tym. — Jest — powiedziała bez wielkiego przekonania Karolcia. które mieszkają nie w naszym bloku. jak się ma pieniądze. Albo dorośli. Ona na pewno chciałaby być zdrowa. że Leszek. Każdego dziecka i każdego dorosłego. A rower jest ważniejszy niż lalka. przecież to nic nie szkodzi spróbować. moja droga. A Dorota marzy. tylko nie śmiej się ze mnie. Mogę się bez niej obejść. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć. szło z powagą dziesięć . było na co patrzeć. Naturalnie. moja droga. być może. że mnie nie? Ale uwaga. Ja właściwie nawet tak bardzo nie chcę tej lalki. Co. Jedna prośba do koraliczka. Też mają swoje zmartwienia. Ale czekaj! Dlaczego tak by nie miało być? Pritóeż to tylko od nas zależy. Piotr. Każdy ma jakieś marzenia. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami. że można. Toby było. Weź taką panią Leśniewską z trzeciego. a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. Daję ci słowo! Tylko co by tu wymyślić? — Ojej! Też masz zmartwienie! A czy wiesz. od razu zaczęła skakać przez nową. co się dzieje! — zawołał Piotr. Albo o jeszcze czym innym. — Słuchaj. jakby się cieszyła. to potrzebne są buty na zimę. zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa. tylko w sąsiednim. ale już ostatnia! •'* — No to co! Właśnie niech ta ostatnia taka będzie. Agasia marzy o skakance. że bolą ją nogi i ręce. A potem zacisnęła mocno pięść. — Ja? — Piotr zastanowił się przez chwilę i zaraz potem powiedział: — Ty. że jest okropnie dużo ludzi. Ja wiem. Też ważna rzecz. śliczną skakankę. bo jego rodziców nie stać na kupno roweru. — A ty co byś chciał.. który tu mieszka. Ale zaraz rozpogodziła się. która mieszkała w sąsiednim bloku. a pani Leśniewska. chciałby mieć na przykład rower? A nie może mieć. co by tu się działo. — Ojej. ta z trzeciego piętra. Ciągle jęczy. co? — Kiedy książki można kupić — nieśmiało zauważyła Karolcia. już! I Karolcia po raz ostatni położyła na dłoni koralik i szeptem wypowiedziała życzenie. Pomyśl. Taki ma reumatyzm. l * — Hm! Jedna. Pewnie. mój drogi. tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać! Zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy. Piotr? — Pewnie. Agasia. — Właśnie! A takim jednym dzieciom. Tak. A oni nie mają. — Nic mnie już nie boli! Za panią Pieniążkową. że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku. którym są potrzebne o wiele ważniejsze rzeczy niż lalki? ^ 128 — Wiem — przyznała pokornie Karolcia — toteż dlatego chcę z tobą się naradzić. Więc już mówię życzenie — uwaga! — Strasznie mi serce bije w tej chwili — przyznał się Piotr. a drugie mniej. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. n — A nie będziesz żałowała. — A myślisz. co? — Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było 9 — Karolcia 729 * w wspaniale. że tak niby nic dla siebie nie prosiłaś?. gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka. — Naprawdę? <b -' — No pewnie. — Aha! — Widzisz! A znów Agasia. przestań. Czy tylko koralik zechce to zrobić? Tak masowo! Dla wszystkich?! — Rzeczywiście — zasępiła się Karolcia. która wybiegła z sieni.

kiedy zjawiły się na podwórzu nowe. że wszyscy umilkli zasłuchani. Ależ tak. Naraz z jednego z mieszkań rozległy się dźwięki skrzypiec — ktoś grał bardzo ładnie. jak wyznała. Zadowolona jesteś? — No pewnie! — powiedziała Karolcia. Wreszcie doszło do tego. — A ja. że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały. Karolciu? Tu teraz mieszkają ludzie szczęśliwi. że aż miała ochotę rozpłakać się. a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. że można — odpowiedział też takim trochę dziwnym głosem. 131 wiedzieli. mieszkania siedemnaście. — Mieszka tu na trzecim piętrze. a w rękach trzymali tomahawki. — zaczęła Karolcia. Nie trwało to jednak długo. Tylko że tego dnia nic nikogo nie dziwiło! Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach. — Witaj. że ci przedstawię najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów. Pan Grzybek był urzędnikiem na poczcie i nikt nie słyszał o tym. dzielny nasz przyjacielu — powiedzieli u-przejmie. bo było jej tak dziwnie. pan Grzybek. — Teraz rozumiem! — zawołała Karolcia — to było twoje skryte marzenie! — Tak — wyznał Piotr ze skruchą. blady i wzruszony. I już nie mogła więcej mówić. — Witajcie w moim wigwamie — odpowiedział na to najzwyczajniej w świecie Piotr i zaraz zwrócił się do Karolci: — Pozwól. Co prawda grał czasem wieczorami cichutko i nieśmiało. którzy też nadjechali ze swoim wozem. żeby być najsławniejszym skrzypkiem na świecie — szepnął Piotr do Karolci. wołając. Ale już więcej nic nie mówiła. które zawsze chciała mieć. zawsze chciała 130 mieć co najmniej tyle białych kocurów. — Widzisz? Zdejmują starą tabliczkę. — Prosimy zrobić miejsce! Będziemy zaraz nakręcać film z mistrzem Grzybkiem — wołali tymczasem filmowcy. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek. tak ładnie. co było jej największym marzeniem. Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki. że spływa po twarzyczce jakaś gorąca 133 . gdyż.v«< »>/ M. aby miał być najznakomitszym skrzypkiem na świecie. — Przyjechaliśmy robić wywiad z najsłynniejszym skrzypkiem na świecie — poi. Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze. zawieszają nową. A pan Grzybek zszedł z trzeciego piętra. Ale nie było czasu na dalsze wyjaśnienia. — Zdaje mi się. gdyż już po chwili zajechał na podwórze wóz radiowy i auta z dziennikarzami. jak wszyscy wiedzieli.. w których mieli wspaniałe pióra. ubrany w piękny frak i kłaniał się wszystkim wokoło. dziwnie wyglądające postacie. wspaniały. Zaraz. bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej 132 i weselej. — Nie wiem. ze skrzypcami w ręku. Ale żeby był artystą? Nikt nie przypuszczał. a tatuś Karolci zajechał najniespo-dziewaniej w świecie na nowym skuterze. Pod numerem siedemnastym mieszkał. na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa. co tam jest napisane? Aha. — Widzisz? Pewnie marzył właśnie o tym.. ale niezmiernie szczęśliwa. że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu. — Witaj. — Cicho! Zaraz zobaczymy — mruknął Piotr. już widzę: „Szczęśliwy Zaułek". Płocha Sarenko — ukłonił się uprzejmie Wielki Wódz Sokole Oko i podał Karolci rękę. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu. co się stało.białych kotów. — Co oni będą robić? — zdziwiła się Karolcia. — Czy można płakać z radości? — spytała wreszcie Piotra. ale mam takie jakby ściśnięte gardło. Ledwie jednak zdążył to powiedzieć. a mama Karolci przybiegła zdyszana. tylko poczuła. Widzisz? Widzisz. Oto Sokole Oko. Podeszli • zaraz do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie.

... Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy. czy może Karolcina łza? A potem przezroczysta kropla stoczyła się z ręki na trawę.. 5 NOWINA.............127 ............... I zaraz obydwoje z Piotrem przyklękli............. Podniosła rękę...... 122 ZEGNAJ.................. 72 CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY...... już nie błękitniał.... 23 GDZIE JEST KORALIK?........................... 111 NARESZCIE W OGRODZIE!... 66 UWAGA...... 107 DZIWNE ZWIEZĘ.. 43 LEPSZE I GORSZE POMYSŁY ...... I nie było wiadomo...... Może które z was? Nigdy nic nie wiadomo i wszystko jest możliwe... 36 HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY!... ale już go tam nie było.... „' Mb " SPIS TREŚCI DZIEŃ DOBRY!...... że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik....................... 101 STOP' ZATRZYMAĆ WÓZ'......... aby ją otrzeć.............. KORALIKU! .. 31 AUTOBUS I INNE RZECZY....r w kropla.... 81 KAMIENNE LWY!......... BO CO BĘDZIE DALEJ?...................... 50 CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU...... 16 CO BYŁO DALEJ... że koralik na nowo jaśniejący swą błękitną barwą wróci do Karolci i Piotra i że znów spotkają ich niezwykłe przygody. 94 RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE. 57 W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY.................. że jeszcze go kiedyś odnajdą... czy to koralik........... Otworzyła więc dłoń... A może znajdzie go ktoś inny......... 87 PANIE PREZYDENCIE MIASTA!........................„ ............................................................ A również może tak się zdarzyć. 9 TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU.................. KORALICZKU! .................... 117 NIE BLEDNIJ..................... aby go poszukać..... 7 ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE............... A może te przygody czekają na kogoś z was? Trzeba tylko umieć znaleźć błękitny koralik......................... Być może.. ale już nic nie znaleźli.............. i w tej chwili przypomniała sobie............. — Koraliczku! — szepnęła Karolcia........... 26 O CIOCIU AGATO!...

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful