MARIA KRUGER Karolcia Siedmioróg Ilustrowała Halina Bielińska LEKTURA DLA KLASY II SZKOŁY PODSTAWOWEJ Wydawnictwo Siedmioróg ul.

Świątnicka 7,52-018 Wrocław Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg WWW.SiEDMIOROG.PL Wrocław 2002 Dzień dobry! Zaczyna się opowiadanie o przygodach dziewczynki, która miała na imię Karolcia, i o przygodach chłopca, imieniem Piotr. To, co im się przydarzyło, może się właściwie przydarzyć każdemu. Każdemu, kto... Sami zresztą się o tym przekonacie. Ale najpierw musicie poznać Karolcię. ! NOWINAKiedy zaczyna się to opowiadanie, Karolcia ma osiem lat i osiem miesięcy. Jak wygląda Karolcia? Nie jest bardzo duża, nie. Mama trochę się tym martwi, bo mamy zawsze chcą, żeby dzieci były wysokie i żeby wszyscy kręcili z podziwu głowami, mówiąc: Naprawdę? Osiem lat? A wygląda na dziesięć! A Karolcia wygląda akurat na tyle, ile ma — ale na pewno jeszcze urośnie. Urosną też jeszcze na pewno i Karolcine włosy jasne, związane w kitkę. Taka kitka związana ładną wstążką zupełnie porządnie wygląda, zwłaszcza że grzywka, która spada na Karolcine czoło, jest równiutko przycięta. Wiecie więc już, jak Karolcia jest uczesana — teraz jeszcze powiemy, że ma okrągłą buzię i trochę wystającą bródkę. A oczy ma takie kocie •— duże, okrągłe i zielonkawe. Tak wygląda Karolcia. Poza tym należy dodać, że Karolcia jest jedynaczką, to znaczy, że nie ma ani brata, ani siostry. Ma tylko mamusię i tatusia, i ciotkę Agatę, która jest grubiutka i zawsze się tym martwi, że wszyscy w domu za mało jedzą. Można też jeszcze powiedzieć, że Karolcia za parę dni otrzyma świadectwo szkolne, w którym będzie napisane, że przechodzi do klasy trzeciej. W tej chwili, kiedy spotkaliśmy Karolcię biegnącą do domu, ona sama jeszcze nic nie wiedziała o rzeczach niezwykłych, które się jej przytrafią. Ale to bardzo często tak bywa — nie wiemy, co nas czeka nawet w najbliższej przyszłości. Wszystko zaczęło się od tego, że tatuś przyszedł na obiad z nowiną o przeprowadzce. Oczywiście jest to nowina nie byle jaka — /miana mieszkania. Cała rodzina miała się przeprowadzić do pięknego mieszkania w nowym domu. Miało to być mieszkanie nie tylko ładniejsze, ale i większe, i z balkonem. Wszyscy bardzo ucieszyli się tą nowiną i od razu zostało ustalone, że przeprowadzka odbędzie się za tydzień i że trzeba już zabierać się do pakowania rzeczy. Poza tym mama i tatuś postanowili, że natychmiast po obiedzie pojadą obejrzeć to nowe mieszkanie, a Karolcia z nimi nie pojedzie, ponieważ ma dużo lekcji do odrobienia. Oczywiście nie było to najprzyjemniejsze — bo Karolcia wolałaby zobaczyć to mieszkanie z balkonem zamiast uczyć się tabliczki mnożenia, ale trudno. Karolcia już się nieraz przekonała, że nie zawsze robi się same przyjemne rzeczy. To wszystko wydarzyło się tego dnia, kiedy spotkaliśmy Karolcię. A potem, już w następnych dniach, było tylko pakowanie i pakowanie. Wszyscy byli ogromnie zajęci i przejęci przeprowadzką. Karolcia również była zajęta — musiała przecież w jednej ze skrzyń przywiezionych z takiego biura, które załatwia przeprowadzki, ułożyć swoje książki i zabawki. Tatuś co prawda trochę się skrzywił, gdy zobaczył, że Karolcia wkłada do skrzyni starannie zawiniętą w chusteczkę Ewelinkę, tę najbardziej biedną z lalek — zupełnie prawie wyłysiała, ale Karolcia spojrzała na tatusia tak błagalnie, że dał spokój wszelkim wymówkom. Zwłaszcza że mama powiedziała: „Niech zabierze tę biedną Ewelinkę. Jest do niej bardzo przywiązana".

I w ten sposób nadszedł dzień przeprowadzki na nowe mieszkanie. Teraz trzeba by tylko jeszcze powiedzieć coś o tym właśnie mieszkaniu. Otóż mieściło się ono w nowych — i jak tatuś zapewniał — niezwykle ładnych blokach mieszkalnych przy ulicy Kwiatowej. Dom ma numer dwadzieścia. A mieszkanie siedem. I mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Z balkonem. Tak, to zapowiadało się zupełnie dobrze. Tak dobrze, że Karolcia już nie mogła doczekać się dnia przeprowadzki. I nawet w kalendarzu na tej kartce, która oznaczała ten ważny dzień, narysowała czerwony kwiatek. Jakoż dzień ten w końcu nadszedł. I okazał się dniem nie tylko tak ważnym, jak to Karolcia przypuszczała, ale jeszcze ważniejszym. Naprawdę zupełnie niezwykłym. . .».- , -*~ , .,,,, ,,M\ ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE Właściwie wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Tak jak zawsze w dniu przeprowadzki. To znaczy, że tego dnia wszyscy wstali o wiele wcześniej niż zwykle, śniadanie zjadło się szybko i nikt nie pilnował Karolci, żeby wypiła mleko, a potem zaraz przyszli mężczyźni w niebieskich kombinezonach i zaczęli wynosić skrzynie z książkami i innymi rzeczami oraz meble. Wtedy najpierw okazało się, że ściana w tym miejscu, gdzie stała szafa z książkami, jest o wiele jaśniejsza niż reszta ściany, potem okazało się, że za starym koszem, w którym były różne niepotrzebne ścinki materiałów i nie noszone suknie mamy, myszki zrobiły sobie małe, śmieszne, szare gniazdko, teraz zresztą zupełnie puste, i że wreszcie w szparze podłogi, gdzie stał dawniej kredens, niebieszczy się niebieski, podłużny jak fasolka koralik. Zupełnie nie było wiadomo, skąd się tam wziął, gdyż ani Karol-cia, ani mama, ani ciotka Agata nigdy nie miały takich koralików. Karolcia chciała koniecznie ten koralik wydłubać ze szpary, bo wydał się jej bardzo ładny, ale zaraz o tym zapomniała, bo jak to zawsze przy przeprowadzce — na nic nie ma czasu: wszyscy się śpieszą /upełnie nie wiadomo dlaczego, są zdenerwowani i wołają: „Karol-ciu, nie przeszkadzaj!" Przypomniała sobie o tym koraliku dopiero wtedy, kiedy okazało się, że ma pojechać do nowego mieszkania taksówką razem z ciotką Agatą i że ta taksówka już czeka przed domem. Nie zważając więc na pełne oburzenia okrzyki ciotki Agaty, zawróciła z podwórka i wpadła do zupełnie już pustego pokoju, w którym podłoga pokryta była podartymi papierami, słomą od pakowania szkła i kurzem. Rozejrzała się niespokojnie, ale zaraz odetchnęła z ulgą — koralik niebieszczył się w pełnej kurzu szparze podłogi. Po prostu można by powiedzieć, że jaśniał jakimś przedziwnie pięknym blaskiem. Wydał się teraz Karolci jeszcze ładniejszy niż przedtem. Przyklękła i szybko, przy pomocy jakiejś drzazgi, która leżała w pobliżu, wydobyła koralik ze szpary. — Karolciu! — rozległ się rozpaczliwy, rozdzierający okrzyk ciotki Agaty. — Idę! Już idę! — odpowiedziała Karolcia i zbiegła ze schodów. Koralik mocno ściskała w dłoni, bo bała się go zgubić. I mimo że ciotka Agata bardzo gniewała się o to, jak powiedziała, „bieganie nie wiadomo po co" — Karolcia była ogromnie szczęśliwa. W zaciśniętej dłoni czuła podłużny, twardy kształt koralika. — Na litość boską! Prędzej! — wołała tymczasem ciotka. — Musimy zaraz jechać na Kwiatową. Proszę pana — zwróciła się do szofera taksówki — niech pan nas zawiezie na Kwiatową numer dwadzieścia! Tylko możliwie szybko! Szofer taksówki odwrócił się, mrugnął porozumiewawczo do Karolci, sprawdził, czy drzwiczki są dobrze zamknięte, i oświadczył pogodnie: — No, to jedziemy! Ba! Dobrze to powiedzieć: jedziemy! Ale jechać, jak się okazuje, jest o wiele trudniej. Zupełnie jakby wszystkie taksówki i autobusy, i samochody ciężarowe, i tramwaje, i trolejbusy umówiły się, że akurat spotkają się na jezdni o tej godzinie! Taki był tłok wszelkich pojazdów. — Cóż za korek! — narzekał kierowca. — Ani rusz nie można się przepchnąć! Teraz taka pora, że najwięcej jeżdżą! Ba, żeby to tak moja taksoweczka mogła pofrunąć, tobyśmy dopiero szybko zajechali na Kwiatową, co, córeczko? I odwrócił się do Karolci. — Pewnie że to byłoby dobrze — grzecznie przytaknęła Karolcia — ja też bym chciała, żeby mogła fruwać! ,„, W tejże chwili Karolcia uczuła jakby lekkie szarpnięcie i ze

W /clumieniem zauważyła, że taksówka powoli zaczęła unosić się ponad ulicą, ponad stłoczonymi autami i sunącymi po szynach tramwajami, przeskoczyła nawet lekko nad dachami domów. Karolcia spojrzała na ciotkę Agatę — co też ciotka Agata o tym myśli? Ale ciotka drzemała i kiwała się miękko i rozkosznie w takt lekkich podskoków fruwającej taksówki. Wobec tego Karolcia zwróciła się do kierowcy: — Proszę pana! Ale kierowca tylko obejrzał się, uśmiechnął porozumiewawczo i mruknął: — Dobra jest! Właśnie zgrabnie ominął wieżę ratuszową i skręcił ponad dachem jakiegoś wysokiego domu. — Ależ to jest ten wielki dom towarowy — zdziwiła się Karolcia. Kierowca zgodnie skinął głową i zapytał uprzejmie: — Czy masz ochotę tu wstąpić? Jeśli chcesz, możemy zatrzymać się na chwilę. — Och! Ooooooczywiście... — wyjąkała Karolcia — ale czy to będzie możliwe? QL 11 — Naturalnie, zupełnie możliwe — zapewnił kierowca. Karolcia spojrzała niespokojnie na ciotkę, która właśnie obudziła się. — Zdaje się, że macie ochotę zawadzić o dom towarowy? — zauważyła pogodnie. Po czym dodała ochoczo: — Ja też chętnie tu zajrzę! Chciałabym kupić sobie kapelusz! Wobec tego zatrzymamy się na wysokości trzeciego piętra. To będzie najwygodniej — zdecydował kierowca. — Będę panu niezmiernie wdzięczna — odpowiedziała grzecznie ciotka Agata — właśnie marzę o kapeluszu z fiołkami! Ledwie to powiedziała, taksówka zawisła na wysokości trzeciego piętra i zgrabnie wjechała do wnętrza przez otwarte, wielkie okno. Nikogo to jakoś nie zdziwiło. — Podjechałem tak, aby było wygodniej — kierowca był bardzo z siebie zadowolony. — Poczekam tu. — Chciałabym tylko zobaczyć pokoik dla lalki — wyjaśniła Karolcia, gdy tymczasem ciotka Agata wylądowała już przy ladzie z kapeluszami i przymierzała wszystkie po kolei. Pokoiki dla lalek — w dziale zabawek — były niezwykle piękne. Zwłaszcza jeden z różowymi mebelkami był po prostu prześliczny! — Czy chcesz coś kupić? — spytała jedna ze sprzedających. — Kup ten różowy pokoik dla lalek. Widzisz? Ma elektryczne oświetlenie. A przy pokoiku jest łazienka. Kup ten pokoik. Albo może wolisz tę lalkę? Patrz, jakie ma wspaniałe włosy. Można je nie tylko czesać, ale i myć. Przyjemnie byłoby mieć lalkę, której można umyć głowę, prawda? — Prawda — szepnęła zachwycona Karolcia. A* — No, więc kup sobie coś z tych zabawek. — Kiedy nie mam pieniędzy — wyznała z zawstydzeniem Karolcia. — Och — sprzedająca machnęła ręką i uśmiechnęła się dziwnie — pieniądze wcale nie są potrzebne. Wystarczy, jeśli mi po prostu dasz ten niebieski koralik, który dziś znalazłaś... y, 12 Karolcia dopiero teraz przypomniała sobie o koraliku. Skąd ta pani wie o nim?... Pełna zdumienia sięgnęła do kieszeni, gdzie go wsunęła, gdy w tej chwili podbiegł do niej kierowca taksówki. Ku wielkiemu zdziwieniu Karolci krzyknął srogo do sprzedającej: — Co, chciałabyś zdobyć koralik, prawda? Ale to ci się nie uda! O nie! Ja cię znam! A potem chwycił mocno Karolcię za rękę i pociągnął za sobą. — Musimy zaraz stąd odjechać! Oj, Karolciu — pokiwał głową — jak można być tak lekkomyślną! Miałem wrażenie, że gotowa jesteś oddać swój niebieski koralik Filomenie. — Filomenie? — zdumiała się Karolcia. — Kto to jest? — Jak to, nie wiesz? — kierowca zdenerwował się ogromnie.

— Nie wiesz, że to jest najbardziej chytra z czarownic? Znam ją, moja droga! Ja też, kiedy byłem małym chłopaczkiem, miałem... niebieski koralik. I też taka sama Filomena, kropka w kropkę podobna, chciała mi go zabrać... Uciekajmy! — krzyknął naraz. Biegł leraz szybko, ciągnąc Karolcię za sobą. Po drodze zawadzili o dział kapeluszy damskich, przy którym ciotka Agata z rozmarzonym wyrazem twarzy przymierzała właśnie trochę śmieszny kapelusik z fiołkami. — Nie mamy ani chwili do stracenia! — powiedział do ciotki kierowca i nie czekając, co na to odpowie, chwycił ją za rękę. Motor taksówki warczał niecierpliwie, gdy wszyscy troje znaleźli się już w jej wnętrzu. — Ruszamy do domu! — zawołał kierowca. — Uciekajmy! Hilomena nas goni! — To jest czarownica, ciociu! — wyjaśniła spiesznie Karolcia. Rzeczywiście! Od strony lady z zabawkami biegła z rozwianym włosem Filomena. Dopiero teraz Karolcia zauważyła, że ma bardzo długi, spiczasty nos, trochę podobny do bocianiego dzioba. Wyciągała w stronę Karolci szponiaste ręce i coś wołała. Ale nie wiadomo co, gdyż w domu towarowym jak zawsze panował ogromny hałas i nie można było dosłyszeć niczyjego głosu. Na szczęście Filomena biegła na próżno, gdyż taksówka już szybowała znów ponad ulicami. Karol13 cia koniecznie chciała dowiedzieć się od kierowcy czegoś więcej o tej Filomenie i o koraliku, ale niestety przeszkodziła jej w tym ciotka Agata. Zachwycona swoim kapelusikiem z fiołkami przeglądała się ciągle w lusterku i żądała, aby Karolcia i kierowca podziwiali jej elegancję, zwłaszcza przypięte do kapelusika kwiatki. — Ależ one są świeże i pachną! — zauważyła ze zdumieniem Karolcia. Ciotka Agata nie traktowała jednak tego faktu jako czegoś nadzwyczajnego, tylko po prostu uśmiechała się i nuciła jakąś piosenkę. Naraz taksówka silnie szarpnęła. — Co się stało? — zdziwiła się Karolcia. — Przyjechaliśmy już na miejsce — powiedział kierowca — oto ulica Kwiatowa numer dwadzieścia, tak jak panie sobie życzyły. Należy się dziewięć złotych i dwadzieścia groszy. ,. WlM ( t., 14 Ciotka Agata zaraz zaczęła szperać w swojej dużej torbie i szukać diobnych, a kiedy już zapłaciła, szybko wygramoliła się z taksówki. — Prędzej, prędzej, Karolciu! Mama i tatuś już na pewno czekają na nas! Karolcia chciała jeszcze koniecznie porozmawiać z kierowcą, ale gdzie tam! Ciotka Agata schwyciła co prędzej Karolcię za rękę i pociągnęła ją w stronę nowego domu. Karolcia zdążyła tylko jeszcze odwrócić głowę w stronę taksówkarza. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową na pożegnanie, po czym odjechał. — Musimy poszukać teraz tego naszego mieszkania — mruczała tymczasem ciotka — zaraz, zaraz, mieszkania siedem, to chyba będzie tu! O, jest nawet dzwonek. — I ciotka Agata energicznie nacisnęła guziczek. Po krótkiej chwili w otwartych drzwiach ukazała się mama. — O, jesteście nareszcie! Cóżeście tak długo jechały? Karolcia już miała zamiar opowiedzieć coś niecoś o niezwykłej jeździe i wytłumaczyć jakoś tę wizytę w domu towarowym, gdy ciotka Agata jak gdyby nigdy nic powiedziała: — Jak to: długo? Taksówka jechała jak szalona. — Ale cóż to, Agatko? Masz jakiś nowy kapelusz? — zdziwiła się mama. — A te kwiatki przy nim? Przecież to żywe fiołki, tylko /e już zwiędły. — Nie mam pojęcia, skąd ten kapelusz wziął się na mojej głowie — wyznała z ogromnym zdumieniem ciotka. \ .. -V , ! TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU •y/U Na nowym mieszkaniu jest zupełnie przyjemnie. Można by nawet powiedzieć, że bardzo przyjemnie. Przede wszystkim jest większe od dawnego i ma, jak już było powiedziane, duże okno i balkon, które wychodzą na ulicę, i dwa okna, które wychodzą na podwórze — to znaczy na ładne, rozległe trawniki, na których są

klomby z kwiatkami i przy których stoją ławeczki. A przez to okno i przez balkon, który wychodzi na ulicę, można widzieć wszystko, co się na niej dzieje. Nie jest to taka najbardziej ruchliwa ulica, ale w każdym razie jest zawsze na niej sporo przechodniów, a poza tym przejeżdża autobus, przystanek zaś znajduje się prawie pod samym balkonem. Więc jak z tego widać — mieszkanie to posiada sporo zalet, zwłaszcza jeśli się doda, że ma również piękną łazienkę, w której Karolcia starannie i często myje ręce. Gdyż nie ma nic przyjemniejszego nad robienie piany z mydła i spłukiwanie jej. Mówiąc o zaletach mieszkania, nie wolno też pominąć tak ważnej rzeczy jak sąsiedztwo. Otóż zarówno w domu, w którym mieszka Karolcia, jak i w sąsiednich, przylegających blokach nie brak jest dzieci. Naturalnie że nie o wszystkich będziemy tu mówić, ale tylko o tych, z którymi Karolcia zawarła znajomość. Chyba więc zaczniemy od najbliższych sąsiadów. Takich najbliższych to jest troje. Z tej trójki przede wszystkim należy wymienić Piotra. Piotr mieszka na drugim piętrze, tuż nad Karolcia. Mimo że jest chłopcem, i to o pół roku starszym od Karolci, i przeszedł już nawet do czwartej klasy — bardzo się z Karolcia zaprzyjaźnił. Aby coś jeszcze więcej było o nim wiadomo — powiemy, że jest od Karolci wyższy, ma 16 jasne włosy, interesuje się geografią oraz bardzo lubi czytać. Drugim takim sąsiadem, z któ-lyin Karolcia zawarła przyjaźń, )csl Leszek. Leszek mieszka na drugim piętrze, po przeciwnej stronie klatki schodowej, i ma bardzo miłą siostrzyczkę. Sio-Ktr/yczka nazywa się Jania i jeszcze nawet nie chodzi do /koły; dopiero po wakacjach i)i,-dzie chodziła do pierwszej l l.isy. Tak więc się składa, że \\ najbliższym sąsiedztwie mie-/kają chłopcy. Dziewczynki, którymi Karolcia też trochę się pi/yjaźni i bawi — mieszkają w sąsiednich blokach; tam równie/ mieszkają chłopcy, ale tacy niezbyt sympatyczni. A jeśli chodzi o dziewczynki, to jedna L nich nazywa się Dorota, ma czarne warkocze i jest trochę Blarsza od Karolci, a druga nazywa się Agasia, ma włosy zwią-.nic na czubku głowy w koński • >"<>n i ma akurat tyle lat, ile ma i.arolcia. Obydwie bardzo lubią i.iwać przed wystawą wielkiego l lepu z zabawkami po przeciw-iii1) stronie ulicy i opowiadać, co k lora chciałaby mieć. Zdaje się, że należałoby też wspomnieć i o pewnych sąsiaKmolcia 17 dach, takich dalszych. Są to dwaj chłopcy. Karolcia nie lubi ich, ponieważ ją przezywają. Ale najgorsze jest to, że naprawdę, ale to naprawdę napadają na inne dzieci. Ci chłopcy to są dwaj bracia — jeden nazywa się Waldek, a drugi Robert. To byłoby wszystko o sąsiadach. Teraz należałoby jeszcze dodać, że od kilku dni ktoś jeszcze przybył do rodziny Karolci — jest to nieduży kotek, szary z białą mordką i różowym nosem, bardzo wąsaty i zawsze chętny do zabawy. Kotek nazywa się Gracja. Tak go nazwała ciotka Agata, zaznaczając przy tym, że jest to właściwie kotka, która na pewno ciągle będzie miała kocięta. Ale na razie przepowiednie ciotki Agaty nie sprawdzają się. Gracja jest jeszcze przecież sama kocim dzieckiem. Gracja lubi o zmroku przebiegać w dzikich susach przez wszystkie pokoje, a w dzień chętnie siedzi na oknie lub balkonie i stamtąd obserwuje biegającego po podwórzu, nieco krzykliwego, psa pani dozorczyni. Pies jest nieduży, bardzo gruby, ma wesoło zakręcony ogonek i nazywa się Nero. Jeśli Nero jest już zbyt hałaśliwy, Gracja podnosi się, wygina grzbiet i otwierając szeroko różowy pyszczek prycha i mówi coś w rodzaju: „Hiii", co zresztą również przypomina syk węża. W tej chwili to jednak nie jest najważniejsze. Najważniejszy był pewien deszczowy dzień — jeden z takich dni, kiedy na świecie jest bardzo nieprzyjemnie. Niebo było szare i tak było ciemno, że rano, mimo że to lato, zapalono światło. Deszcz padał drobniutki, ale na ulicy robiły się już spore kałuże. — Nie ma bułek — zauważyła zaraz z samego rana krzątająca się w kuchni ciotka Agata. — Ale nie wiem, czy można posłać Karolcię, bo deszcz pada. Żeby znów bardzo nie zmokła. Mama i tatuś szykowali się do wyjścia i jak zawsze śpieszyli się. — Oczywiście, że Karolcia może pójść po bułki! — zawołała z łazienki mama. —

Schowałem się tam wtedy przed Filomeną. ale w łazience nie było niko»«>• — Można mnie jeszcze raz namydlić tym pachnącym mydłem odezwał się głosik. co trudno jest wydobyć.Proszę — zgodziła się zdumiona Karolcia. — Doskonale.. zaraz.. więc nie może pójść. cóż to jest jeszcze na dnie kieszeni? Jest to coś małego. zaraz! O! Już jest! Przecież to błękitny koralik!!! — Karolciu! — woła tymczasem mama — myj ręce i siadaj tło śniadania! — Już idę — odpowiada Karolcia i wpada do łazienki. — Ach... — Jestem ci bardzo wdzięczny. Karolcia wyjmuje je. że podskoczę jeszcze ze dwa razy. to ci przeszkadza — głosik śmiał się cichutko i srebrzyście — na to znajdzie się zaraz rada. Wtedy zaczął podskakiwać na dłoni Kiirolci. 18 ('lotka Agata narzeka ciągle na reumatyzm. gdzie są najładniejsze zabawki w całym mieście. I mocno mydli rę-i c a na środku prawej dłoni trzyma koralik. I zaraz sobie przypomniała: — Aha! Czekaj! Filomeną. — Ach. Jak to się si..ilo. że do ciebie mówię — w głosie czuło się teraz l.. szybko wraca do domu i wręcza ciotce Agacie llulkę z pieczywem. Na dlwartej dłoni trzyma teraz jaśniejący błękitem koralik. że zapomniała o nim? Zaraz. — No. więc przynoszenie bułek jest obowiązkiem Karolci. ale nuty głosik — jak przyjemnie! Od wieków chyba nie kąpałem się!. Był teraz rozmarzony i poufały. Drobne monety pobrzękują w kieszeni płaszczyka. Zaraz. — Przed Filomeną? — zdziwiła się Karolcia. to ty!. Zaraz. . wyraźnie jednak już udobruchany. Ponieważ jest brzydko na świecie i wszyscy w domu śpieszą się do pracy.. coś. lutu. szeroko otwierając oczy. a bańki rosną a rosną. Karolcia trochę niechętnie słucha tego polecenia. Niebieski koraliczku! — szepnęła ze zdumieniem Karolcia. — Umyję go — postanawia naraz Karolcia. jak to było. że nie zgubiłam! — oburza się Karolcia. Filomeną. — Lepiej słuchaj uważnie. ładne bułeczki przyniosłaś — chwali ciotka Agata — a resztę masz? Nie zgubiłaś? — Oczywiście...... Karolcia obejrzała się niespokojnie. . Jesteś taki maleńki.Tylko niech włoży ten stary płaszczyk.. Patrz uważnie! • ^ 4? 20 Teraz zaczęły się dziać rzeczy dziwne. gdzie zresztą przeleżałem chyba kilka lat.. Skąd znam to imię?. Ale trudno. gdyż wsunęło się za pod-N/cwkę. A może nawet kilkadziesiąt. — Tak — zaczęła Karolcia niepewnie — ale jakoś trudno rozmawiać z tobą i tak dziwnie. która mnie goniła. . Karolcia rezygnuje L oględzin wystaw. — Czy do mnie to mówisz? — spytała Karolcia i zaraz dodała: l w ogóle nie wiem. więc nie będzie można zatrzymać się po drodze z piekarni przed wystawą tego sklepu. bo muszę z tobą pomówić. jak już było powiedziane. Tyle |li! byłem nieruchomy. że mnie wydobyłaś z tej szpary w podłodze pod ciemną szafą. Koralik zaczął rosnąć l powiększać się.Och. Dziś. Coraz więcej robi się mydlanej piany. W końcu wyglądał j Juk spora bańka mydlana. — Ach. jak to przyjemnie — odzywa się naraz jakiś cienki. kto jesteś i dlaczego cię nie widzę! — Oczywiście.ś i mama nie mają czasu. przy czym jednocześnie stawał się coraz mniej błękitny.ikby lekkie oburzenie — czy doprawdy nie poznajesz mnie? Sama pi/ecież wyciągnęłaś mnie z tej wstrętnej szpary.. jak to dobrze trochę tak się rozciągnąć i poruszać. Pozwól. a za to coraz bardziej przezroczysty. — Ojej — głosik był teraz zniecierpliwiony. nareszcie zdecydowałaś się mnie poznać — gderał gło19 •Itf sik.

Nie wiem. za chwilę znów stanę się k i H :i likiem. — Słuchaj iiwa/.. — Ach. — No to proszę cię. . a potem znów przysiadła na dłoni Karolci. Na przy-lość muszę jakoś inaczej urządzać się z tym jedzeniem".. Ciotka Agata denerwuje się. bo potoczę się do jakiejś ciemnej dziury. A ja.. gdyż nie mogę być tak długo bańką mydlaną. Niech owsianka w jednej chwili zniknie z talerza! — Ho. „Ciotka Agata naprawdę jest bardzo dobra i troszczy się o nas — .Nie wiem. Ol ó/. i jak ci się podobała historia z taksówką?.. Potem.. przecież mówię wyraźnie: mogę spełnić każde życzenie fflłowieka. który jaśniał przedziwnym błękitem.i/nych rzeczy?.. widząc pusty talerz. Proszę zjeść owsiankę. oszukałam poczciwą ciocię. zaraz zjem — zgodziła się Karolcia. ho. a po drugie. żebyś pamiętała o jednej niezmiernie ważnej rzeczy. Chciałam kupić kurę. — Słuchaj. f i 1 f «tl J fi % co BYŁO DALEJ . czy dziś jeszcze coś dobrego dostanę — biadała. podskoczyła wesoło i nawet nie dwa razy. gdzie przeleżę znowu dziesiątki Ul." Tymczasem w przedpokoju trzasnęły drzwi wejściowe.. po pierwsze... — Umyłam — powiedziała Karolcia. nie upuść mnie na podłogę. — O Boże! — szepnęła Karolcia.Teraz muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego — głosik bi/miał uroczyście. — Co ty tam robisz tyle czasu w łazience! Skończ z tym {Chlupaniem się.'! '*' . Karolciu.JKarolciu! — głosik był zniecierpliwiony." i i. „Jutro już jednak zjem owsiankę — postanawia ze skruchą Ka-i"li ia — ale czy mogę używać pomocy koralika do takich mało i. i> ii-rn głodna. Ale chcę. że niby tak grzecznie wszystko zjadła. a ciotka Aga-iii miała właśnie zamiar pójść po zakupy.. tak na próbę. — Oj. Błagam cię. Wycierała teraz starannie koralik.. jestem gotów spełnić twoje wszystkie życzenia. że wszystko stygnie. ściskając mocno w dłoni błękitny koralik. To tatuś wys/edł do biura. pożywną zupę — ucieszyła się ciotka. szybko w myśli wypowiedziała życzenie. — Idę! Idę! — odkrzyknęła Karolcia. który trzyma mnie w swej dłoni. Uiu. A tu ciotka w dodatku jeszcze zaczyna chwalić Karolcię wobec i n usia i mamy. . zdaje się. bez żadnego wykrzywiania się. .. która przedtem była kora-fin. 21 — Karolciu! — głos mamy był coraz bardziej zniecierpliwiony. że zjadłam Mańkę i że będę wskutek tego silna i zdrowa. . mamo. czy już umyłaś wreszcie ręce? — Mama dość gwałtownie otworzyła drzwi łazienki. ale gdy pomyślę. więc to była twoja sprawka! — ucieszyła się Karol-• ni. — Karolciu! Karolciu! — rozległ się nagle z pokoju głos Imamy. który zdołał jeszcze szepnąć: — Błagam cię.»• -vf? • ł). — Jak to? Nie rozumiem. — Dobrze. że nasza Karolcia nareszcie polubiła tę pyszną..Mieniąca się błękitnie bańka mydlana.Spełnić moje wszystkie życzenia? — zdziwiła się niezmierne Karolcia. — Karolciu. zdarza mi lo bardzo rzadko.nie. tylko co najmniej i:. wytrzyj mnie teraz do sucha i schowaj dobrze. czy jestem zupełnie w porządku — myśli wobec ' o Karolcia — bo przecież ciotka Agata jest pewna. V < t u"' ". zjedz wreszcie śniadanie. — Mama! Mama mnie woMieniąca się bańka mydlana z cichym westchnieniem zmieniła się ifiowu w błękitny koralik. że trzeba jechać aż na i\ nt-k w taki deszcz!.. Mama krzątała się jeszcze i ubierała.

.. mamo — powiedziała Karolcia i chciała ów przytulić się do mamy. — Chętnie ci pomogę. już nie ma tej kury? — dziwiła się tymczasem ciotka. Lecz zanim to niebaczne zdanie zostało wypowiedziane do końca. która znów zajrzała do kuchni. mamo. Karolciu!. nie wiem — westchnęła mama. — Ależ czego pani sobie życzy?! — krzyknęła przestraszona ni. Ale jesteś jeszcze na to za mała. Karolcia poczuła. — Przepraszam. co ja teraz zrobię! — Karolcia była najzupełniej zroz-p. kiedy to ja! — powtórzyła Karolcia.ekonała się..Żywa kura! A sio! — krzyknęła z niepomiernym zdumie-. żeby nie musiała jeździć po tę i ił i 1 1 1 1. i ta kura też była zaczarowana!. gdzie się podział. której pani szuka." .. — Muszę po wyjściu ze szpitala (mama pracowała w szpitalu) iść jeszcze załatwić parę spraw. — Czy nie poznajesz mnie.. niech już lepiej ta kura zniknie" — pomyślała wobec tego Karolcia. Spieszyła się jak zawsze. 1 1 łeba na obrusie. n ciotka Agata. r — Jak to. On pani pomoże •naleźć tę osobę. W tej chwili w kuchni rozległo się donośne gdakanie — piękna i --Kosz przechadzała się po stole.. — Skąd się tu wzięła?! Widać przyfrunęła przez • •l no od sąsiadów. • . mamo? 'ylko jestem zaczarowana. '/i js f H. że nie wie.ic/ona. Ą. Gdybyś była starsza. żeby znów mogła stać się małą Karolcia. — Ach. dziobiąc z zadowoleniem okruchy . iiów Karolcia. Życzenie . kto pani jest! — powiedziała ze 'liimieniem mama. r *i 23 — Co z nią teraz zrobimy? Trzeba będzie chodzić od mieszkania do mieszkania i pytać. i dy naraz z przerażeniem spostrzegła. — Ojej. Mama tymczasem ujęła ją lekko pod rękę i wyprowadzając ilu sieni. czyja kura. odpychając lekko Karolcię. — Chciałabym. że jest wysoką osobą.. że też ludzie nie pilnują swego drobiu! Mama wcale nie była zachwycona. Mama również ubierała się do wyjścia. muszę już wyjść do pracy.. I naraz zauważy-11 /e jest wyższa od mamy. — I mama przytuliła Karolcię do siebie i pocałowała — Mamusiu.|n >itiyślała Karolcia. — To mówiąc otworzyła drzwi.ima. Też kłopot. chciałabym jak najprędzej być dorosła. Pani na pewno przyszła do kogoś innego. że dzieje się z nią coś ri/iwnego. przyjrzyj mi się! — wołała . mamo? — spytała Karolcia. niech tylko znajdę koralik! — O Boże — jęknęła mama — ja się bardzo śpieszę.IMI. Drzwi za ciotką Agatą zamknęły się. — Przepraszam. „Ojej... to ja idę po sprawunki. — Czy prędko wrócisz. proszę II. jej zostało oczywiście natych05 miast spełnione. aby ci pomagać we wszystkim! — powiedziała z zapałem Karolcia również 24 t ulując mamę w policzek. mamo — powtórzyła. Karolcia w tej chwili spojrzała w wiszące naprzeciwko lustro i |n/. . ale nie wiem. ściskając w ręce koralik. Trzeba coś kupić na obiad. » o teraz będzie? Tymczasem marna denerwowała się: b\ — Ja pani nie znam! — powtarzała. I od razu • hciala poprosić koralik. — Pani się omyliła! — Kiedy ja jestem Karolcia. — Pani pewnie iika naszych sąsiadów? Moja córeczka zaraz panią zaprowadzi do nich. — Poczekaj. objaśniła: — Na parterze jest dozorca. — Wyf leciała z powrotem czy co? k No. ale ja pani nie znam! — Mamo. ubraną zupełnie dorośle. tobyś mogła mnie wyręczyć. i że iwet rna na głowie kapelusz. . — Karolciu — powtórzyła mama — gdzie jesteś? — Przecież tu jestem.

. mamo! * " < Ale mama okropnie się tylko zdenerwowała. Dziewczynki — teraz mama zwróciła się do Doroty i Agasi — czy nie widziałyście Karolci? Nie wiem. jeśli nie znajdę koralika? A jeśli upadł na podłogę? Mama już za nic na świecie nie wpuści mnie do mieszkania! A koralik albo wpadnie znów do jakiejś szpary.' Xi y 1 m GDZIE JEST KORALIK? „Muszę zaraz z powrotem stać się małą dziewczynką — myślała zrozpaczona Karolcia stojąc pod drzwiami. — Naturalnie. że się jest jej córeczką. Łzy spływały jej po policzkach i szlochała głośno. — Dzień dobry! — ukłoniły się grzecznie Karolci.j — Proszę pani! Przecież pani słyszy. co się z nią dzieje! „Biedna mama.i /yglądają się jej ze zdumieniem. — Ale co będzie. że mama mnie nie poznała!" »««n Naraz na podwórku ktoś zawołał: ? l. tego już było za dużo! Karolcia nie wytrzymała. — Dorota Wcale nie trafiła do nieba! Sama widziałam! — Ja nie trafiłam do nieba? Ja. jak skakałaś. które zamknęła za nią mama. 26 — Nie daj się oszukiwać. Drzwi są . Niestety. Warto by wrócić do domu i poprosić o cośkolwiek do jedzenia. Nie zjadła przecież owsianki. Tak. proszę pani? — oburzyła się I >orota. Po drodze wpadła na jakiegoś chłopca. • l lojrzała do góry i zobaczyła mamę.(Ą i/. l w tej chwili Karolcia uniosła dwoma rękami spódnicę. albo po prostu ciotka Agata wymiecie go. więc po prostu poszła już spokojnie dalej. to powiedz. ale zaraz przypomniała sobie. Przystanęła i nie wiedziała. jak skakała Dorota. — Jeśli ją zobaczysz. że wołam moją córeczkę. . a spódnica plątała się naokoło nóg. Na podwórzu pełno było dzieci. żeby zaraz wracała do domu. a potem nie było czasu na zjedzenie czegoś innego. Był to Leszek. Aha. czy nie widziały gdzie Karolci. co to będzie!" To wszystko wydało się Karolci tak smutne. la przejęta tym skakaniem na jednej nodze. którzy |. że rozpłakała się rzewnie. Naraz usłyszała głos mamy: — Karolciu! Karolciu! — Zaraz idę — odpowiedziała Karolcia i przestała skakać. wyglądającą przez okno. 27 iii — Zaraz wracam. a teraz idzie Leszek i mama też go wypytuje.mama nie wpuści do domu obcej osoby. przeszkadzały jej w tym wysokie obcasy. — Muszę koniecznie jak najszybciej odnaleźć koralik i znów stad się małą dziewczynką. kiedy będzie robiła porządki! Co począć? Ale swoją drogą to śmieszne. W dodatku była bardzo głodna. ale jak to zrobić? Przecież < . 1 — Karolciu! Karolciu! Chodź do nas! — Idę! — odpowiedziała ochoczo Karolcia zapominając 0 swoim zmartwieniu i chciała zbiec szybko ze schodów. co robić.. Karolcia. Zama< hała do niej ręką. że nie trafiłaś — powtórzyła Karolcia. dusząc się ze śmiechu. — Dzień dobry! — odpowiedziała Karolcia. Mama pyta teraz dzieci na podwórku. że jest dorosła. — Ja ci i •< i każę. Leszku. . Agasiu! — krzyknęła. Ale jak go odnaleźć! A jeśli się nie znajdzie? Strach pomyśleć. że nawet nie zauważyI1 /e gromadzi się wokoło coraz więcej dzieci i dorosłych. aby jej mc przeszkadzała. . i zaczęła pokazywać. A tymczasem Dorota 1 Agasia grały dalej. tak się martwi — pomyślała Karolcia. Przystanął ogromnie zdumiony i powiedział grzecznie: — Przepraszam panią! — Co ty. Dorota i Agasia bawiły się w klasy. Nie. Wobec tego Karolcia zsunęła się po poręczy. Dorota jak zawsze oszukiwała.'ł . I tak i". Leszek! — chciała powiedzieć Karolcia. Ale co to? Mama wychodzi z domu? Lepiej będzie schować się teraz do sąsiedniej sieni — i tak już nic nie pomoże tłumaczenie.

przecież rj pobrudzisz. wkrótce nadeszła ciotka. — Dwa jajka i dużo mleka. zaraz. Po chwili jednak odzyskała l głos: l — Czego tu pani szuka. r r — O. I w tejże chwili na podłodze w przedpokoju siedziała Karolcia. aby natychmiast pójść do łazienki. a co za Karolcia? Bo nie mogę sobie przypomnieć. która wepchnęła się do mieszkania? Opowiadała. a dopiero co włożyłaś czysty fartuszek. że się znów zabrudził. Nie chcę być dorosła. kto pani jest — powiedziała ciotka ku rozpaczy Karolci. — Zaraz. a potem szuka czegoś w obcym mieszkaniu. że nieznajoma klęczy i szuka czegoś f na podłodze — zupełnie zaniemówiła. chcę znów być małą dziewczynką! — szepnęła.. — Bo to chyba pomylona panienka. ciociu Agato? — Przepraszam. Ciotka tymczasem już krzątała się w kuchni. To tu pod drzwiami stała wtedy. — To umyj ręce i zaraz siadaj do stołu. przecież ja jestem Karolcia! — Karolcia? — zdziwiła się ciotka Agata. Wtedy Karolcia. dziecko. że l jestem jej ciotką. Ale naraz spostrzegłszy. że jestem jej ciotką czy coś takiego. — jęknęła z rozpaczą . zaraz.zamknięte. ciociu! — zapewniała Karolcia. — Ciociu. — Bardzo cię przepraszam — szepnęła Karolcia — to było naprawdę niechcący.Ale na to pytanie Karolcia nie dała na razie żadnej odpowiedzi. Zasapana trochę. || Rozglądała się nadal po podłodze. Karolcia zaczerwieniła się i nic nie odpowiedziała.. l — Proszę pani! Co to ma znaczyć! Kto pani jest?! — krzyczała l pr/crażona tym wtargnięciem ciotka Agata. zaraz dam ci coś do jedzenia. — To dobrze — ucieszyła się ciotka.1 Karolcia — zaraz. To była okazja. . co ci przychodzi do tej główki — roztkliwiła si? 29 ciotka Agata. ale nie wiem. — Karolcia? Co ty robisz na podłodze? Wstań". — Ach. dała potężnego susa. i dużo chleba z masłem. a co znów się stało? — zdumiała się teraz ciot-llku. szybko trzeba go znaleźć. I — Ja zaraz cioci wszystko wytłumaczę. bo ja jestem bardzo głodna! — wyjąkała Karolcia. Naraz krzyknęła radośnie: I1 — Jest! Jest! [l — Boże święty. Wcale l mi się to nie podoba!. Ale co się stało z tą panią. tylko rzuciła się jak l niosła najszybciej w stronę łazienki. — Zaraz. Ale będę czekać na nią na górze. Ale czemu uczesz? — Bo. — Byłabyś mnie zgubiła — szepnął z wyrzutem koralik. aby wydobyć klucze. — Dziecinko. Ja już muszę pójść do szpitala. Ciotka Agata stanęła jak wryta. ty mnie poznajesz. Rzeczywiście. Na szczęście ciotka w tej chwili znalazła już klucz i otworzyła 28 di/wi. l Ale Karolcia nie odpowiedziała ani słowa. ••tylko szybko chwyciła błękitniejący tuż pod ścianą koralik. nie mówiąc już nic więcej. która miała dziesięcioro dzieci? — zaczęła się dopytywać l ciotka. namydliła go ostrożnie i obmyła wodą. Ale wiesz co? Mówiła. Czyżby sobie poszła? — Poszła już. o ile na to pozwalały jej wysokie obcasy.. I potem dodała: — I bardzo się cieszę. że się nazywa Karolcia. zaraz przyjdzie ciotka Agata — ucieszyła się Karolcia — może wtedy uda mi się wejść do domu. tak — ucieszyła się Karolcia. — Prawda. Szybko. że jestem mała.. — A co byś zjadła? Może ugotować ci jajeczko? — O. moja pani? Najpierw mówi pani. stanęła. ale pewnie zaraz nadejdzie ciotka Agata. przy drzwiach. ciociu. gdy Karolcia podeszła do niej. prawda. l — A pani jest może córką tej mojej cioteczno-stryjecznej sio-• slry. Tu na pewno musiał upaść błękitny l koralik. l kiedy dokonała się ta przemiana. Karolcia obejrzała uważnie koralik i ponieważ zdawało się jej. Jakaś dziwna osoba. i znalazła się w przed-s pokoju.

ciociu. j ttr > Przy obiedzie wszyscy w domu — oprócz Karolci — rozma-• i iii o niezwykłych historiach. że może pójdą do kina. różową. guziczek od twojej bluzeczki. I przy tym można będzie nosić ją na szyi. »<•* ł s. W końcu Karolcia zgodziła się — bo przypomniała sobie.. — A może byś coś zjadła? Bo ciotka Agata zawsze uważa. które wydarzyły się tego dnia. Zaledwie zatrzasnęły się drzwi za mamą i tatusiern. Ale temperatury żadnej nie było. Mama kiedyś mówiła.t _• -\ 32 — A mnie się zdaje. bo zdaje mi się.iczy. — Nie. Jest taka w maminym koszyczku z przyborami do szycia. zaraz ci go przyszyję. kiedy się leży w łóżku. — Ja dziś chętnie zostanę w domu — oświadczyła ciotka. ciotka Agata posłała łóżko i zaczęła namawiać Karolcię do położenia się. — A może ci usmażyć omlecik? i — Nie. — Kiedy to nie jest guziczek! — krzyknęła z przerażeniem Karolcia. Tylko czy można zasnąć. że jedzenie jest najlepszym środkiem na wszystkie choroby i na zmęczenie.. obracając w . Może się zaziębiła?! Czy nie id/Jsz. A teraz zmierz temperaturę. że jest jakaś niewyraźna. tylko przyniosę okulary. — Jakaś nienormalna osoba — denerwowała się jeszcze mama bałam się. o rzeczach 31 poważnych zawsze najlepiej myśli się wtedy. że to jakaś daleka nasza krew-ii i — W każdym razie na przyszłość nie należy nie wiadomo kogo wpuszczać do mieszkania — zakończył rozmowę tatuś. kochany mój koraliczku. i nawet na wszystkie kłopoty. nie. Aniu (bo mama ma na mnę Ania) — otóż chwilami wydawała mi się nawet podobna trochę MD naszej Karolci. położę się. Karolcia wyglądała nie-\\ y raźnie. żeby mu się dobrze przyjrzeć jeszcze raz. Tak. — To rzekłszy Karolcia wytarła go starannie i zawinęła w chusteczkę do nosa. Może najlepiej na jedwabną. Uważam. jeśli się ma takie kłopoty z koralikiem? — Będę ostrożniej wypowiadała swoje życzenia — postanawia Karolcia — bo nie wiem. Muszę teraz dobrze cię schować. < . Bo dopiero zacznie się dopytywanie: A co to? A po co to? Karolcia wydobyła z chusteczki koralik i położyła go na dłoni.'>uiw.Wyobraź sobie. Ale małe światło będzie się długo paliło. Cóż ty znowu masz tutaj? Aha. to jest. jeszcze nie jestem śpiąca. To ". co może z tego wyniknąć. Karolciu? — zajrzała naraz przez drzwi ciotka Agata. co ci powiem. żeby nie zrobiła krzywdy Karolci! — E. — Niech ciocia go nie przyszywa! . Powiedziała więc: — Dobrze. nie. dziękuję — broni się Karolcia. Agatko. że prze-« icż musi pomyśleć o całej masie niezmiernie ważnych rzeczy wiązanych z błękitnym koralikiem — a jak wiadomo. ta różowa nitka będzie doskonała. — A Karolcia pójdzie wcześniej spać — zadecydowała mama. jaka byłam zrozpaczona. że małe światło będzie się długo paliło — skwapliwie przytaknęła ciotka — dopóki nie zaśniesz. zdaje się. — Nie. że to guziczek! — upierała się ciotka Agata. Byłam przekonana. że należałoby jej zmierzyć temperaturę? Ciotka Agata była tego samego zdania. Może to początki odry? Nic więc nie pomogły zapewnienia Karolci. I zaproponował mamie. na mnie nie zrobiła wrażenia takiej groźnej — broniła i n >tka Agata — a nawet wiesz. — Nie śpisz. — A pokaż rękę. ciociu. że jednak jesteś jakaś rozpalona. Ale to tak. żeby nikt nie zauważył. że trudno ją zerwać. Szybko dokończyła mycia rąk i pobiegła do kuchni. I chyba trzeba będzie nawlec go na jakąś bardzo mocną nitkę. mama i ciotka Agata opowiadały o tej dziwnej nieznajomej. ciociu. pod sukienką. — Oczywiście. że czuje się zupełnie dobrze. — Mam masę roboty.

Nawet dość ładny. Czy pani czasem go nie widziała? Taki nieduży niebieski koralik. Nawet nie jedno. Karolcia zdrętwiała. że nie ma dziś u nas gości". ale ciastek nie ubywało. powiedzmy. •« &vws< : *ł 34 l Wtem znów ktoś zadzwonił.. że nawet więcej. Co gorsza. Ledwie ciotka wypowiedziała te słowa — okulary cicho przyfrunęły z sąsiedniego pokoju i usadowiły się na jej nosie. Żebym je miała MU nosie.palcach koralik. „Co to będzie — myślała z trwogą Karolcia — jeśli on sam nie zje tych ciastek". Karolcia ** "(t « Y* j Wtem jak na zamówienie ktoś zadzwonił. przy czym 0 mało co-nie udławiła się. — Przyszliśmy z wizytą — powiedzieli i od razu zabrali się do jedzenia. Jak się okazało. Ale za chwilę znów rozległ się dzwonek i weszli jacyś państwo z oficyny z trojgiem dzieci. No tak. patrzcie — zdziwiła się ciotka Agata — a przecież je mam! Że też ich nie zauważyłam! Niech no ja się teraz przyjrzę.. ba. — Dobry wieczór — powiedział — przechodziłem akurat w pobliżu i tak sobie pomyślałem — dlaczego nie miałbym państwa odwiedzić. na półce z książkami. Przyznam ci się. powiedz tak naprawdę. na krześle. Rzeczywiście! Miałaś rację! To wcale nie jest guziczek. Mogłabym zjeść całą tacę ciastek. nie — zaprzeczyła gwałtownie Karolcia — ale oddaj mi już. — Zarazi Zaraz — ciotka obracała dalej koralik w palcach 1 mówiła teraz z rozmarzeniem — bo ja. — Karolciu — zawołała ze zdumieniem ciotka Agata — czyżby ktoś przysłał nam tyle ciastek? A może to są dziś moje imieniny. skacząc między tacami pełnymi ciastek. — Może pani spróbuje? Zdaje się. mamy dziś pyszne ciastka. Ale zaraz poprawiła się: — To znaczy. „Kiedyś przecież skończą się te ciastka — myślała Karolcia. to znaczy tak — zaczęła plątać się nieznajoma. chętnie bym zjadła ciastko z kremem. — Ach! Nie mów tego ciociu! — chciała krzyknąć Karolcia. — Pójdę otworzyć — powiedziała ciotka.. bardzo dziękuję! Zerwała się szybko z łóżka i błyskawicznie pochwyciła porzucony przez ciotkę na stoliku koralik. tylko jakiś koralik. przyznam ci się. — Czy pani czegoś szuka? — spytała ciotka Agata. — /gubiłam drobiazg. — No. że pan przyszedł. dzwonił listonosz. tylko tak mówisz. ale jednocześnie rozglądała się po pokoju. choć to był już wieczór — c/y nie przeszkadzam? — Skądże znowu — odpowiedziała ciotka Agata. a na pewno /jadłabyś tak na przykład.. 1 niby to jadła ciastka. — Że też ja nigdy nie pamiętam 0 tych moich okularach! I zawsze je gdzieś zostawię. — Dziękuję — kiwnęła głową pani w kapeluszu i z parasolem. Tace z ciastkami napływały dalej. Ale było już za późno. Listonosz jadł ciastka bardzo szybko i co chwila jak kot oblizywał swoje długie i sumiaste wąsy. co to jest. tobym zaraz zobaczyła. i już są. tylko ja o tym zapomniałam? Ach! Jakie pyszne ciastka! Spróbuj! — Wcale nie spróbuję! — wrzasnęła niezupełnie grzecznie Karolcia. . ten mój koralik. że dziś są moje imieniny.. Co? — Nie. — Proszę bardzo — zapraszała gościnnie ciotka Agata — dobrze. — Nie. ale to nic nie szkodzi. a może byś coś zjadła? Nie? E. Była to jakaś pani w kapeluszu i y. — Co prawda ja państwa jeszcze nie znam. ciociu. — Dzień dobry — powiedziała. Tylko co komu po jednym koraliku? Ale słuchaj. parasolem. — Proszę. który właściwie nikomu i na nic nie jest potrzebny.. co U) jest właściwie. Karolciu. ciastko z kremem. — Właściwie szkoda. niech państwo pozwolą — zapraszała gościnnie ciotka. Wokoło — na stoliku. oczywiście nieopatrznie pomyślała o tych gościach. nawet na oknie stały tace pełne ciastek z kremem. przybywało ich coraz więcej. No i odwiedziłem. bo ciągle sama też jadła te ciastka. no co?! No.

Karolcia kiwa ze zrozumieniem głową. a mama mówi „do widzenia" — i szybko zbiega ze schodów. Rzeczywiście. A mama jest pierwsza w kolejce i wsiada spokojnie i wygodnie. ale już śpij. <7l)'t\ . przyszedł zapytać. — Naturalnie. że poprosi koralik o pusty autobus dla mamy. nie przewrócimy — zapewniają wobec tego Piotr i Karolcia. Karolcia widzi to doskonale. W pokoju paliła się niewielka lampka z abażurem — zwana przez Karolcię małym światłem. Widzisz przecież. Na przystanku autobusowym stoi już tłum ludzi z parasolami. AUTOBUS I INNE RZECZY Kiedy nazajutrz Karolcia obudziła się. że możecie — zgodziła się od razu mama. piękny. A koralik jest zawieszony na jedwabnej. — Chodź! Zobaczymy. a w fotelu przy łóżku drzemała ciotka Agata. Nie lubię w czasie deszczu moknąć na przystanku. naturalnie. wystarczy przecież dotknąć koralika i wyszeptać życzenie. zupełnie nowy. ma taki sam długi. czerwony autobus. znów padał deszcz. goście i Filomena zniknęli jak najszybciej z jej pokoju. który Karolcia na chwilę położyła na swojej kołdrze. A teraz już zaczyna się 37 pchać cały tłum ludzi.. a ciotka Agata o wszystkim zapomniała. bo ją odepchnęli. to co ja będę dziś robiła przez cały dzień w domu? — westchnęła Karolcia. która zbudziła się po chwili. — No trudno. kiedy przestanie padać. Żeby tylko autobus nie był zbyt zatłoczony..— Czy to ten? — spytała ciotka oblizując się i wzięła do ręki koralik. I Karolcia dopiero teraz spostrzegła. było już bardzo późno. {'{' ii". Krople ściekały po szybach. Ale wiesz.1 r a. Zostało ono zresztą błyskawicznie spełnione. mama nie wsiadła. Zwłaszcza kiedy ciotka Agata wyjdzie po zakupy. że jest mokro na świecie. t. aż dostanę urlop. Właśnie nadjeżdża autobus i wszyscy ogromnie się pchają. No. przy oknie. Tak. I wyciągając szponiaste palce powiedziała groźnie: — Oddaj mi natychmiast! Ale zanim zdołała go odebrać — Karolcia wypowiedziała w myśli życzenie. mocnej nitce na Karolcinej szyi. — Wczoraj wyglądałaś mi tak. I oto w tejże samej chwili na przystanek zajeżdża pusty. że jest ona niezmiernie podobna do tej sprzedającej z działu zabawek w domu towarowym. że musimy jeszcze poczekać. spiczasty nos! Tak! Nie ulega najmniejszej wątpliwości! To jest Filomena! I Karolcia błyskawicznie w ostatniej chwili zdołała wyrwać koralik z ręki ciotki Agaty. nie. I stoi teraz biedul-ka. Tatuś dawno poszedł do pracy. — No. Wtem słychać dzwonek przy drzwiach. Było ich bardzo dużo. i moknie. którzy nadbiegli. — To mój koralik — zasyczała Filomena (bowiem już nie ulegało wątpliwości. mrucząc: — Ależ miałam śmieszny sen: śniły mi się ciastka z kremem. — No co. — Tylko nie przewróćcie całego mieszkania do góry nogami. że to ona była).. czy mogą dziś bawić się razem.. ale . czy mama wsiadła! — woła Karolcia tło Piotra i pociąga go w stronę okna. To Piotr. — Ale jestem naprawdę zupełnie zdrowa — zapewniała Karolcia. O. jakaś staruszka usiłuje wsiąść. Karolciu — powiedziała mama — za tydzień wyjedziemy na wieś. a mama szykowała się właśnie do wyjścia.(> 4 . Karolciu? Nie boli cię głowa? — dopytywała się troskliwie. bo już późno. No. aby ciastka. ten z góry. I postanawia. Karolciu! Już pora. jakby coś ci dolegało. I sadowi się na najlepszym miejscu. 1 36 — E. Może poczytasz albo może kto przyjdzie do ciebie pobawić się? Ale ja już muszę się śpieszyć. ależ tak. Ale Karolcia uśmiecha się — mama na pewno zaraz wsiądzie. — A czy będę mogła zejść na podwórze? — Tylko wtedy. — Tak! To ten! — wrzasnęła radośnie nieznajoma. zajmij się czymś.

podskoczyła do góry i trzasnęła dryblasa piąstką w nos. Stał ze zmarszczonym czołem i powtarzał: — No. — Rozłożyłaś tego drągala jak należy — powiedział z uznaniem. czy potrafiłabyś.. A Piotr tymczasem namyślał się. — Przecież to drobnostka dla mnie. — E. — No. niewidzialna! — Niewidzialna? — Karolcia wzruszyła ramionami. Musiało mi się to po prostu śnić! — Wcale ci się nie śniło. Korciło ją ogromnie. — Wychodzę na chwilę do miasta — powiedziała. po czym szybko zaczęła uciekać.wstrętne. W tejże chwili okno otworzyło się i Karolcia. — A dlaczego nie miałabym fruwać? — oburzyła się Karolcia. różne rzeczy. żeby wymyślić coś niezmiernie trudnego. Piotr stał przy oknie z ustami otwartymi ze zdumienia. trzymając się za nos. które miał spełnić koralik.. Zaraz mogę to zrobić. — Tak? No. zaraz. — Globus — powtórzył ze zgrozą. nie pamiętając już zupełnie o tym. na przykład. że ci uwie-r/ę? — szydził Piotr. to zaraz zobaczysz! I w jednej chwili Karolcia stała się przezroczy sta jak szkło. jakim sposobem znalazłaś się tam na dole i wróciłaś. globus! Globus był największym skarbem Piotra i tak za byle co.. dasz mi swój globus.{•» 39 A Piotr? Warto było zobaczyć jego zdumiony minę! A potem zaczął wołać: . A przecież człowiek nie może fruwać. -t w om/.. Karolcia powtórzyła: 38 l — Nie wierzysz? Mogę zrobić. Ledwie zamknęły się drzwi za ciotką Agatą. co właściwie byłoby niemożliwe do zrobienia. — Jak przegrasz. aby za chwilę znaleźć się w pokoju. ja tego nie mogę zrozumieć. duże chłopaczysko odpychają. że obiecywała sobie ostrożnie wypowiadać życzenia. aż się przewrócił. — O globus mógłbym się /ałożyć. czy potrafiłabyś.. że wszystko potrafię — zawołała uniesiona pychą Karolcia. — Taaaak?! — zdenerwował się teraz z kolei Piotr.. Myślisz. nie wmówisz przecież we mnie. Potem przetarł szybko oczy rękami — bo mu się zdawało.. Ba. — Tylko. Przecież to niemożliwe. ku niepomiernemu zdumieniu Piotra. — Mogę robić. nie chciałby go oddać. że chyba to wszystko to tylko sen. jak mała dziewczynka. — Ee tam — mruknął powątpiewająco Piotr — tak wiadasz! — Co? Ja opowiadam? Może chcesz się założyć? — Pewnie. uczesana w kitkę. — Jak to? E. — Taka jesteś ważna? A na pewno nie potrafisz stać się. gdybym tak w tej chwili był na dole! — odgraża się Piotr. co tylko mi się spodoba. co mi tam znaczek z Australii — Karolcia uważała. powiedziałam. jeśli zechcę. żeby zadziwić Piotra. Tylko wiszący na jej szyi koralik jaśniał jak błękitny kwiatek unoszący się w powietrzu. śmieszna jesteś z tymi przechwałkami. na przykład. — E. — Ojej. że Icraz może założyć się o nie wiem co. uniosła się w powietrze.. — Bądźcie przez ten czas grzeczni i nie otwierajcie nikomu drzwi. lecz niebacznie Karolcia. — Oj! Dałbym mu nauczkę. że mogę się założyć! Nawet o mój znaczek z Australii. coś. czy potrafiłabyś. Ja mam klucze. Nie wierzysz? W tej chwili weszła do pokoju ciotka Agata.. a następnie spłynęła na ulicę i znalazła się na przystanku autobusowym obok tego wstrętnego chłopaka. — Ratunku! — darł się dryblas. że fruwasz. Tu Piotr zatrzymał się na chwilę. a Karolcia znów podskoczyła i uniosła się w powietrze. lekkomyślnie. — Mów prędzej. co się tak namyślasz — niecierpliwiła się Karolcia. — Ja też chciałabym być na dole i dać mu porządną nauczkę! — krzyknęła z zapałem. Najwyraźniej widziałem. gdybyś na przykład potrafiła. Teraz wszyscy na ulicy ze zdumieniem patrzyli. że naprawdę fruwałaś.

— Oczywiście! Proszę bardzo! W tej chwili krzesło uniosło się jakby samo do góry. — Słucham. tak się przestraszył. gdyby się w porę nie usunął. żeby się stało? — Jeśli naprawdę jesteś niewidzialna. Karolciu. ciociu — odpowiedziała Karolcia — czy możesz mnie i Piotrowi dać coś do zjedzenia? — Oczywiście. Nic jednak tam widać nie dostrzegła. to sobie zabierzecie kanapki z szynką. że go ktoś ciągnie za sweter. Ale już pr/estańcie z tym chowaniem się. gdzie jesteś! — Atu! — zawołała Karolcia. — Sama nie wiem.. jak moglibyśmy we dwójkę pysznie się bawić. •. to czy na przykład potrafiłabyś podnieść do góry krzesło. kiedy nie wiem.. że tu coś leży na podłodze — mruknęła i hucznie spojrzała na posadzkę.. Szła prosto na K uroicie. — Goń mnie! . — Pomyśl. aby dotknąć jej ramienia. Ba. mimo że ciebie nie widać? Karolcia roześmiała się. + 40 — Ach. — Cóż więc chcesz. jak stanie się coś bardzo dziwnego. gdzie się schowałaś? — Wierzysz więc. Tak! Teraz wreszcie Piotr uwierzył w jej niewidzialność. gdybyśmy tak oboje byli niewidzialni. gdyż było to krzesło naprawdę ciężkie. I wyszła z pokoju. to znaczy. Aż podskoczył. towarzyszyło temu jednak lekkie postękiwanie niewidzialnej Karolci. W tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju weszła ciotka Agata.. — Czy jeszcze mam coś zrobić? — zabrzmiał uprzejmy głosik Karolci. dziękujemy. że jestem niewidzialna? — Wcale nie wierzę! Uwierzę dopiero wtedy./ . to jest nie. — Wygrałam od ciebie globus. Deszcz już przestał pa(lilĆ. — Jakże mogę cię gonić. bo ruszyła dalej. Byłaby właściwie wpadła na niego. ciociu.. Tak. (M — Uwaga! Może zaraz staniesz się niewidzialny! Czy już jesteś niewidzialny? Bo już powinieneś być. gdzie jesteś. że schowaliście się za tapczanem. — Przestań — krzyknął — cóż to za niemądre żarty! Powiedz lepiej. Potem ciotka Agata zawołała jeszcze: — Wiem na pewno. że mogę. — Powiedz.. — Ale już lepiej wyjdźcie z tej kryjówki i umyjcie ręce przed (t-clzeniem a ja tymczasem otworzę tu okno. potrącając po drodze niewidzialnego Piotra. kiedy ja jeszcze jestem niewidzialna? — zdumiała się Karolcia. nawet o mało co nic przewróciła się przez wysuniętą Karolciną nogę. — Dobrze. stając na progu. I wyciągnął rękę. wygrałam! — Dosyć tego! — wołał teraz Piotr. to rzeczywiście mogłaby być pyszna zabawa. tak jakby Karolcia tam wcale nie stała. — A tu jestem! — Karolcia dotknęła ręki Piotra. — Ale ja ciebie na pewno widzę — zapewniał Piotr. — Tak. błagam cię! Zrób to — prosił Piotr. — Jak to: mnie widzisz. Ale czy się uda? Czy życzenie będzie ważne i wobec Piotra? 4-) Należy jednak spróbować. ale przestańcie się chować i zaraz pi/yjdźcie do kuchni. ciotka Agata ruszyła w stronę okna. — Przysięgłabym. — Aha! — cieszyła się teraz Karolcia. wahający się. ty się tylko tak schowałaś! — Wcale się nie schowałam — odezwał się tuż obok głos Ka-rolci i Piotr poczuł.. Karolciu — zawołał naraz Piotr — a czy ja też mógłbym być niewidzialny? — Ty niewidzialny? — głos Karolci był teraz niepewny.. Stał z otwartymi ustami.— E. To mówiąc. a ja jeszcze ciebie widzę! M — Ja ciebie też teraz widzę! — powiedział Piotr.. — Karolciu! — zawołała. zagapiony.

Piotr miauknął wobec tego cichutko. tak że stracił równowagę.4 s" . ktoś idzie! .. Ale za chwilę znów rymsnął w błoto — to niewidzialna Karolcia chwyciła go za nogę. kiedy naraz z sąsiedniego bloku wypadł Waldek. Bardzo to śmiesznie wyglądało. czy jesteśmy niewidzialni. — Hura! Jednak jesteśmy niewidzialni! — Czy jesteś tego pewien? — spytała Karolcia. Bo widać myślała. W przedpokoju rozległ się jakby tupot małych stóp i dało się słyszeć trzaśniecie drzwi. jeśli zejdziemy na podwórze — zaproponował Piotr. Pani Kowalska znów się obejrzała. — Sen mnie zmorzył czy co? Zdawało mi się. a ty widzisz mnie? — Bo prawdopodobnie niewidzialni ludzie widzą siebie nawzajem — powiedział Piotr. — Musimy spróbować.1 itf ''> Ą ^ A r n * t HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY! Ciotka Agata nalała mleko do kubeczków. — Prawda — ucieszyła się Karolcia. — Ależ oczywiście. wtedy gdyśmy stali tuż prawie obok niej. Zwłasz-c/a młodsze dzieci lubią chlapać się w nich i puszczać papierowe łódeczki. — Dzień dobry! — odpowiedziała niepewnie pani Kowalska i mzejrzała się wokoło. który każdego bil i nikomu nie dał przejść spokojnie. — No widzisz. Ciotka Agata czeka na nas z drugim śniadaniem. a potem s/ybko zimną wodą przemyła sobie oczy.41 — Hura! — zawołał wtedy Piotr. pchnął tak Agasię. że twoja ciotka była najpewniejsza. że już zrobiłam kanapki — mruknęła. Bułki z masłem i szynką leżały na talerzykach. tylko . lepiej jeszcze się upewnić — zabrzmiał szept Ka-rolci. jednak. chociaż stali tuż przy niej. — Kto mnie pchnął?! — ryknął rozzłoszczony Waldek. że powinna zabrać z balkonu suszące się tam ście-icczki. że ukryliśmy się gdzieś. pani Kowalska. I nikt tego Waldka nie żałował.' U' V$V ' l l . aż usiadła ze zdumienia. czy nas kto zobaczy. To będzie najpewniejszy dowód. A kałuże — wiadomo — wspaniała rzecz. obydwoje jesteśmy na dobre niewidzialni — szepnął radośnie Piotr. a potem zaczęła wołać: „kici. A Piotra i Karolci wcale a wcale nie widziała. — Dzień dobry! — powiedzieli Piotr i Karolcia grzecznie. Kiedy wróciła do kuchni. — Ale możemy się przecież przekonać. kiedy duży Waldek klapnął naraz w sam środek błota jak żaba! To Piotr. l m u . że jej kot idzie za nią po schodach. I obejrzał się — ale nikogo za sobą nie zobaczył. jak się zdaje. Przecież sama się przekonałaś.« Rzeczywiście z góry schodziła sąsiadka. Podbiegł do kałuży i za43 raz zaczął ochlapywać dzieciarnię. kiedy naraz przypomniała sobie. niewidzialny Piotr popchnął go z całej siły. kici". A wszyscy naokoło stali i aż się trzymali za boki ze śmiechu. Więc i teraz Agasia i dwoje jeszcze młodszych dzieci przykucnęło nad rriałym jeziorkiem i zabierało się do budowy tamy. — Uwaga. czy nie. — Tylko przedtem musimy zajrzeć do kuchni. żeby dać porządną nauczkę temu Waldkowi. — To dobry pomysł — przytaknęła szczęśliwa właścicielka niebieskiego koralika. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie — była to nareszcie prawdziwa okazja. że wpadła do kałuży! Za Agasią wepchnął do wody Janie. Pobiegli więc szybko w stronę Waldka. I teraz też — patrzcie tylko. podskakując z zachwytu. I nawet o mało by cię nie rozdeptała! — Prawda — szepnęła Karolcia — ale dlaczego ja widzę ciebie. Zadowoleni zbiegli co prędzej na podwórze. Deszcz przestał nareszcie padać i tylko gdzieniegdzie pozostały spore kałuże. — Poczekaj. — Najlepiej będzie.

zaczął wołać: — Patrz. — Kiedy ich nie można w ogóle otworzyć. a my też bodziemy w porządku! Drzwi w mieszkaniu Karolci były zamknięte. Będą spokojne.i/. jakbym miała znów ze dwadzieścia lat. „. różowej nitce — błękitny koralik! . Do mieszkania Piotra było łatwiej się dostać. Tak. nawet hulajnoga od ciebie ucieka! A znów jedna dziewczynka zaśmiała się: — Jak ją grzecznie poprosisz. — Ale co będzie. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie. to samo będzie i z moją mamą. Wszystko przepadło! . Ale list udało im się wsunąć przez szparę. że kosz taki lekki. — — Ojej.yła i nie wie. za-i. bo naraz Leszek. gdy już list był napisany. sama się przekonasz. — Przecież możemy wyjść i sami zatrzasnąć drzwi. tylko gapi się na drugi koniec podwórka i napatrzyć się nie może. że dobrze mu tak za to. ludzie: hulajnoga sama jedzie po chodniku między trawnikami! Oczywiście łatwo się można domyślić. Idę się troszkę pobawić z Piotrem. Aż oczy przeciera — bo patrzcie. i nawet tak mówi do jakiejś sąsiadki: „Tak się dobrze dzisiaj czuję. co by zrobić wobec tego? Słuchaj! Już wiem! Napiszemy listy ty do ciotki Agaty. tym! I Karolcia ujęła w swoje dwa niewidzialne palce wiszący na jedwabnej. co powiedzieć.. co się tam dzieje. Piotr! Nie ma się czym przejmować. które piję". że mama będzie tam co najmniej dwie godziny. Oto idzie na przykład miła pani Kozłowska z drugiego bloku i dźwiga ciężki kosz ze sprawunkami.+^. jakby w kamień zamieniona. jakby oczom nie wierzyła. a mama zabrała klucz. . że jest w tej chwili niewidzialny. Ale w końcu znudziła się ta zabawa Karolci i zaczęli się z Piotrem namyślać.. ale zaraz przestaje rozmawiać z panią Kozłowska. a dziś — jakbym piórko niosła. Wczoraj to ten kosz taki wydawał mi się ciężki. — Wiem doskonale. Nie martw się o mnie. Chodź... to z Waldkiem byłoby załatwione! A co dalej robić?!.im zupełnie inna historia. / < „ Karolcia spojrzała na niego dumnie. Piotr był bliski łez. że mnie nie ma na podwórzu? — Ha. jakby ją hulajnoga rzeczywiście goniła.legło się trzaśniecie drzwi i zgrzyt klucza w zamku. Piotr zawsze jej pomaga zanieść kosz na górę. drzwi były zamknięte. pani Kozłowska ma sama nieść to wszystko na górę? — Niemożliwe — mówi szeptem Piotr do Karolci i zaraz podbiega do pani Kozłowskiej.. że to Karolcia pędzi na hulajnodze pozostawionej przy ławeczce przez Dorotę. — Rety! p . Czy przez to. jakby na zawołanie. 45 — Dlaczego? — zdziwiła się Karolcia. to może do ciebie wróci. właśnie. — Jesteśmy zamknięci! — zawołał rozpaczliwie Piotr. hulajnoga zawróciła i zaczęła pędzić w stronę Doroty! To dopiero było! Dorota najpierw stała. Tam się trochę pobawimy! — Świetnie — zgodziła się Karolcia. prawdopodobnie do dentystki. Ujmuje za pałąk kosza i niesie. nagle m/. Naprawdę! I wtedy to wyglądało tak. Naraz Karolcia roześmiała się. . i« | — Jak to: nie ma! — wrzasnął Piotr.. Twoja kochająca Karolcia.ii aż będzie się okropnie martwiła. a potem zaczęła uciekać. Tak mi siły wróciły! Pewnie po tych ziółkach. usta otwor/. gdzie się podziałem! Zaraz.wszyscy mówili. A pani Kozłowska strasznie się cieszy. Kochana ciociu Agato. że taki dla wszystkich jest niedobry! No.„. Hm! Roboty znalazłoby się dosyć.. a 44 A Dorota też stanęła. jeśli ciocia zobaczy przez okno. Naturalnie że /. To mama wyszła. Dorota.. I w tej chwili. a ja do mojej mamy.. Za to zdarzyła się i. Sąsiadka nadziwić się temu nie może. Wreszcie Piotr zaproponował: — Wiesz co? Chodźmy do tego wielkiego domu towarowego. co by teraz zrobić. proszę pani. jeśli mama zabrała klucz. Bo oto.. — Zapominasz zupełnie o.^ . który akurat wybiegł na podwórze.

Karolcia zdenerwowała się tym ogromnie. więc schwycili się za ręce. a Piotr powiedział mo/liwie grubym głosem: — Nie wolno włazić na okno! Rozumiesz? — Ro. kiedy mijali pewną wysoką kamienicę. W mieszkaniu mi irzecim piętrze jakiś malec wyglądał przez okno i tak się wychylał. tylko pamiętaj. — Jak wyjdziemy stąd? Czy dałoby się — tu zawahał się — czy dałoby się wyfrunąć przez okno? — Czemu nie? Naturalnie że możemy. — Jak cudownie tak płynąć w powietrzu! — zachwycała się Karolcia. który mógł ich łatwo rozdzielić. Spojrzeli w dół i zobaczyli z ogromnym zdumieniem. ale ponieważ bali się. Trzeba więc było koniecznie natychmiast zawrócić. a ją wiatr szczęśliwie zaniósł w stronę Piotra. Chwycili się znów za ręce i teraz już frunęli prosto do domu towarowego. abyś miał go zbić! — izeptem broniła malucha Karolcia. że masz niebieski koralik. że leci samotnie. To było naprawdę strasznie śmieszne! Można było zapukać w szybę albo niespodziewanie powiedzieć coś do kogoś.. Natychmiast też okno otworzyło się i Karolcia razem z Piotrem wyfrunęli. Wylądowali na tarasie. jeśli nie posłuchasz — groził dalej Piotr. Zatrzymali się więc teraz przy tym oknie i wpłynęli do mieszkania. — Zaraz mu damy nauczkę — zdecydował Piotr. Już zdawało się. — On sobie może coś złego zrobić. Istna pajęczyna. — Ach! Jakież mam pragnienie — oświadczyła Karolcia na widok osób pijących przez . Karolciu. że nad ulicami rozpościera się jak gdyby sieć z drutów. Obejrzał się — gdzie jest Karolcia? Co się z nią stało? Dopiero po chwili spostrzegł ją. — Widać został sam w domu i taki z niego głuptas. — Co chciałyście przez to powiedzieć? — zawołała Karolcia. on na pewno wyleci! — denerwowała się. Unosili się teraz lekko nad ulicą. — To przewody elektryczne linii tramwajowych i trolejbusowych — objaśnił Piotr z niejakim zadowoleniem. Znów więc lekko płynęli nad miastem. — Nie strasz dziecka! Nie pozwolę ci. Uf — Czy wy nas widzicie? — zdziwiła się Karolcia. że zna się na takich rzeczach. . Przysiadali dla zabawy na chwilę na dachach lub na balkonach i unosząc się znowu w powietrze gonili się naokoło wszystkich kominów fabrycznych. Piotr zorientował się. Było to jednak niebezpieczne. żeby o nie nie zawadzić. że nawet nie wie. na co się naraża. Tak właśnie 46 zdarzyło się. Bo w ten sposób będzie okropnie śmiesznie. które widząc całą historię. że nie należy używać go zbyt lekkomyślnie. — Niech tak będzie — kiwnęła głową Karolcia i znowu ujęła w palce niebieski koralik. zaczepioną brzegiem sukienki o jakąś antenę telewizyjną. Albo też od razu znaleźć się w sklepie?! Jak wolisz? — Lepiej wyfrunąć przez okno — zdecydował Piotr — a potem żebyśmy od razu byli w sklepie. — Patrz! Możemy zaglądać do okien wszystkich domów. Parę uderzeń mocnymi dziobami i oto sukienka już się odczepiła. pośpieszyły na ratunek. że lada podmuch wiatru może ich rozdzielić. -^ . J> — Oczywiście — oświadczyły zgodnie gawrony. tak bowiem stali się zwiewni. — Bo dam ci w skórę. — Kiedy ja tylko tak! Na postrach! — uspokoił ją Piotr. gdy nagle i zupełnie nieoczekiwanie zjawiła się pomoc ze strony dwóch sympatycznych gawronów. — Musimy uważać. > i — A przecież my jesteśmy niewidzialni! — Ale jesteście niewidzialni tylko dla ludzi! Wiemy poza tym. /c naprawdę mógł wypaść. ale gawrony już odleciały. który był widoczny z daleka. aby wyrazić odpowiednie życzenie. gdzie była urządzona kawiarnia. aby ratować przyjaciółkę. Wspólnymi siłami ściągnęli malca z okna. Nie było to wcale łatwe! Wiatr znosił Piotra ciągle w bok i ani rusz nie mógł skierować się w stronę wzywającej pomocy Karolci. rozumiem — odpowiedział malec rozglądając się niepewnie wokoło. gdyż od czasu do czasu wiał dość silny wiatr. zupełnie niespodziewanie. — Tciaz możemy go zostawić i pofruniemy dalej..— To co zrobimy? — zapytał teraz Piotr zachwyconym szeptem. że sprawa jest zupełnie beznadziejna. W pewnej zaś chwili.

— Pewnie. — Idziemy! — zakomenderował Piotr. — Dobra' — zgodził się Piotr. . kiedy jesteśmy niewidzialni? Czy myślisz. — Aaaaach! Aaaaach! — zdenerwowała się sprzedająca. mimo że ludzie stali spokojnie. bo niegrzecznie rzucała na ladę pudełka z butami i nikomu nie chciała podać innej pary. Chodź. — Nie możemy się wcisnąć. bo naprawdę nie wiem.słomiane rurki wodę sodową oraz oranżadę z wysokich kieliszków. — Wiesz? Postraszymy ją trochę. Czy są owocowe albo śmietankowe? A może będą pistacjowe? Zbliżyli się do dużego bufetu. mniej będzie kłopotu — zdecydowała Karolcia. Ach! Były i lody pistacjowe! — No to co zrobimy? — zastanawiał się tymczasem Piotr. wiesz co? Lepiej już zostańmy niewidzialni. Zatrzymali się więc na chwilę na następnym piętrze przy stoisku z butami. Ruchome schody zapchane były ludźmi i wcale nie łatwo było na nie się dostać. 50 — Ale jak ją postraszymy? — spytała Karolcia. — Wobec tego zrobimy tak: /. który był zarazem lodówką. Toteż po ich spożyciu można już było śmiało ruszyć na wielką wyprawę do wnętrza domu towarowego. że pieniądze położymy na bufecie. To poważna sprawa. Tu. jaka ty jesteś dziecinna. czerpiąc je z dużych termosów. najpierw obejrzymy sobie jeszcze inne działy. — Zaraz zobaczysz. — E. Lody były wspaniałe i pokrzepiające. że ta pani. — Ja też — przyznał się Piotr. żebyśmy od razu znaleźli się w dziale zabawek. Właśnie kiedy Piotr z Karolcia podeszli do stoiska. — Służę ci — powiedział elegancko Piotr — mam właśnie jeszcze trochę pieniędzy z moich oszczędności i mogę cię zaprosić! — Ale wiesz? — rozmyśliła się Karolcia. Chodźmy do zabawek! — Ojej. Karolcia zaraz też chwyciła jakąś parę czerwonych sandałków i ku szalonemu zdumieniu i przerażeniu ekspedientki — dwie pary butów samodzielnie pomaszerowały wzdłuż lady. jakaś pani z małą dziewczynką na próżno prosiła o zamianę za ciasnych butów. nie jest bardzo uprzejma — zauważyła Karolcia. Tylko rób to samo co ja! — I Piotr szybko schwycił z półki parę męskich butów. jakie te lody są. Transakcja udała się jak najlepiej. — Ach! A tymczasem zobaczymy. umieszczonych w bufecie-lodówce. co byłoby lepsze. które kupiła dla swojej córeczki. że musimy znów stać się widzialni? — Trzeba się nad tym zastanowić. bo jeśli jesteśmy niewidzialni. — Co to znaczy? Nikt na to nie odpowiedział. — Mnie się zdaje. sprzedająca widać była w niezbyt dobrym humorze. że nie jest uprzejma — zgodził się Piotr. 4 — Karolem łt' LEPSZE l GORSZE POMYSŁY W domu towarowym panował oczywiście jak zawsze ogromny tłok. które szykuje panienka. jeśli jakieś buty były za ciasne albo za luźne. a zapłacimy w ten sposób. Piotrek? — oburzyła się Karolcia. — Wobec tego może zajmiemy miejsce przy stoliku? w i« < wi w? 48 — No dobrze — Karolcia przysiadła na jednym z kolorowych krzesełek — ale jak zamówimy lody. co będzie dalej. które włożył sobie na ręce. i przyglądali się. której ten pomysł wydał się zupełnie niezły. bo wszyscy patrzyli teraz z zaciekawieniem. — Nie zamienia się! — niegrzecznie odpowiadała na jej prośby sprzedająca. Jeszcze się pogniewa. — Właściwie to wolałabym lody! Owocowe i śmietankowe. — Co ty. — Nie mogę przecież prosić o takie nie najważniejsze rzeczy.łapiemy szybko po porcji lodów. to nas mogą niechcący zadusić — rozsądnie zauważył Piotr — co wobec tego zrobimy? Może poprosisz. która sprzedaje. jak panienka w białym fartuszku nakłada porcje lodów. może się potem poprawi.

— Trzeba będzie też mu zrobić figla i dać nauczkę. że zaczęli do taktu przyśpiewywać. Chciałabym. I wskazał na wysokiego chłopca w poplamionym swetrze. że to dobry pomysł reklamy i że to było mówione przez głośnik. Miały prawdziwe włosy do mycia. że jeśli się je przechyli do tyłu. — A co zrobimy? Przecież on jest bardzo duży! — westchnęła Karolcia. Wiesz. Jednym szybkim ruchem Piotr wyciągnął z jego kieszeni skradziony szalik. który wpychał ukradkiem do kieszeni piękny jedwabny szalik.aczęła śmiać się razem ze wszystkimi i ta niegrzeczna sprzedawczyni. Zmykał tylko ile sił w nogach. „Hop są! są! Hop! są są!" Tak się to wszystkim spodobało. ubrane ślicznie — zupełnie jak małe. kiedy już dosyć uzbieram — powiedział Piotr stanowczo. — Poczekaj chwileczkę — poprosiła Karolcia. Tylko ludzie stojący przy ladzie powtórzyli: „Tak. wcale nie chciała mieć takiej lalki na /awsze — od razu wiedziała. Bała się. żeby pani była grzeczna dla kupujących". lak. Tak. ale one tymczasem już zwinnie wróciły na swoje miejsce na półce. musieli więc przejść wzdłuż wielu jeszcze innych stoisk z różnymi rzeczami. Złodziejaszek schwycił się za kieszeń i przytrzymał koniec szalika. że lalka sama zeszła z półki. — A to dziwne wydarzenie — kiwali głowami ludzie. to były zdjęcia do filmu — mówili inni. I tak się wszyscy rozbawili. jakby lalka sama chodziła albo unosiła się w powietrzu. Oczywiście. Teraz wszyscy patrzyli na chłopaka. Stoisko z zabawkami było na samym końcu. kiedy będę miała pieniądze. ogromnych lalek. że teraz sprzedająca już nie mogła się złościć i musiała być bardzo grzeczna. Ale przecież chodziło tylko o to. rękawiczki i chusteczki — takie do noszenia na głowie i takie do nosa. i tak się wszyscy z tego tańca śmiali. patrz na tego chłopaka. racja — prosimy. — Już wiem. to będzie /upełnie wyglądało. ••) 52 W dziale zabawek przystanęli zagapieni. aby sprzedająca była grzeczna dla kupujących! To dopiero było! Sprzedająca zaczerwieniła się jak burak i rzuciła się w stronę butków.— To reklama! — zawołał ktoś. Przy jednym z nich zatrzymali się na chwilę — były tam piękne szale. a trochę stłamszony szalik spoczął jakby ułożony na ladzie. — Tylko obejrzę te chusteczki. te niebieskie z kwiatkowym szlaczkiem. —Teraz jazda do działu zabawek. A tymczasem męskie buty i czerwone sandałki tańczyły teraz przytupując wesoło. które mi się podobają? O. — Ale patrz tylko. to powiedzą: ma-ma. żeby się nie powtórzyła historia /c spacerującymi butami. — Ale my jesteśmy niewidzialni! — szepnął z zadowoleniem Piotr. kupić chociaż sześć dla mojej mamusi na imieniny. tak — ale jak to urządzić. A inni znów mówili. Nawet na pewno kupię. które powiedziały głośno i wyraźnie: — Żądamy. — To złodziejaszek! — szepnął Piotr. że to jest za droga lalka. Są prześliczne. — E. — Złodziej! Złodziej! — zakrzyknęły na ten widok sprzedające i rzuciły się w stronę chłopaka. który niczego się nie spodziewał. którzy to widzieli. Stały rzędem na półce. co zrobię! Odechce mu się na przyszłość kradzieży! I szybko podskoczył w stronę złodziejaszka. Naraz buty przystanęły. A tymczasem Piotr zaproponował: . Czerwone sandałki też się zatrzymały i wszyscy ze zdumieniem usłyszeli dwa dziecinne głosy. Ale to już nic nie pomogło. ale to naprawdę. Tymczasem zaś Piotr i Karolcia powędrowali dalej. zamykane oczy i Karolcia wiedziała. żeby zaraz nie zrobiło się całe przedstawienie i żeby wszyscy nie stanęli w podziwie. — A mnie się podobają te w kratę — kupiłbym takie dla mojego tatusia. żeby ją tak trochę wziąć na ręce. Właściwie to Karolcia tak naprawdę. którego drugi koniec jakaś niewidzialna ręka ciągnęła do góry. — Ale zrobimy coś jeszcze bardziej dziwnego — powiedział na to po cichu do Karolci Piotr. Było na co patrzeć! Ka-rolcia miała ogromną ochotę wziąć chociaż na chwilę do rąk którąś ze wspaniałych. Bo przecież jeśli niewidzialna Karolcia ją stamtąd weźmie. że w końcu nawet /. żywe dziewczynki. który usiłował wepchnąć do kieszeni szalik. Ale ten już nie czekał na dalszy ciąg swojej dziwnej przygody.

która przedtem chciała koniecznie dostać chodzącą lalkę. Tylko powiedz którą. i mnie — rozległy się głosy. — Nie nudź. że tak biegnie! Trzeba zawo-\ać dyrektora! Dyrektora! — Ojej — szepnęła teraz Karolcia do Piotra — dyrektora chcą wołać. I wróciła. — Ojej! Jaka ty jesteś! — mruknął Piotr. Nie minęła chwila. która sama chodzi! Pewnie bardzo droga! — Proszę mi zaraz dać taką lalkę. Zupełnie to wyglądało tak. — Tylko wiesz co? Już mi się znudziło to bieganie z lalką. Zaraz potem postawię ją na tym samym miejscu.. — Kiedy nie mam innych. — I mnie.— Chcesz? To wdrapię się na tę półkę i zdejmę ci którąś lalkę. Karol-ciu! — I zanim Karolcia zdążyła odpowiedzieć. zagapieni na maszerującą lalkę. która właśnie przyszła razem ze swoją mamą. przedtem jeszcze zrobimy jeden kawał. ale o chodzeniu nie było mowy. koniecznie! Zaraz mi ją kup. — No. — E. przecież od razu mówiłam. Chcę wrócić na półkę. — Mamo! Ona ucieka! — wrzasnęła naraz ta dziewczynka. już stał na ladzie i sięgał do półki. Wśród kupujących rozległ się okrzyk zachwytu: — Lalka. że to nie są lalki chodzące — tłumaczyła ekspedientka. Widząc tę niespodziewaną pogoń. czemu się namyślasz. a potem wzięła za rączkę jak małe dziecko i zaczęła ostrożnie prowadzić. — To już najlepiej tę w spódniczce czerwonej. uczesaną w koński ogon.. bo na pewno jej nie zepsujesz! Poza tym przecież nie chcesz jej zabrać. — Widać zepsuta! — orzekła ta pani z córeczką. puścili się pędem. — Zaczekaj! — wrzeszczała goniąca ją dziewczynka. wołała: — Ja chcę koniecznie mieć taką lalkę. — Proszę nam dać inną. Oddajmy ją. że wcale nie mieli zamiaru uciekać z lalką. Ludzie stojący przy stoiskach stawali w podziwie.. który dziwnie był podobny do głosu Piotra: — Znudziło mi się chodzić. No.. Wołała: — Proszę pani! Proszę pani! Niech się pani uspokoi! Ojej! Co tu się dzieje! Ta lalka chyba jest popsuta. Przystanęła. mamo. Była to zresztą bardzo duża lalka i Karolcia postawiła ją na ziemi. nie chce sprzedawać takich pięknych lalek — zaczęli się irytować kupujący. Karolciu! Przecież lalce nic się nie stanie. — Kiedy to nie są chodzące lalki — wyjąkała zdumiona sprzedawczyni — ja nic o tym nie wiem! — O. tylko ogromnie się im ta zabawa spodobała. To znaczy . nic się nie bój — uspokoił ją Piotr. Zatrzymajmy się! Ku zdumieniu wszystkich maszerująca lalka zatrzymała się nagle. Naturalnie. Lalka niesiona przez nich galopowała teraz poprzez całe piętro domu towarowego. A potem wyrwała się matce i pobiegła za niewidzialnymi Piotrem i Karolcia. Tymczasem Piotr i Karolcia ujęli teraz lalkę za obie rączki i szybko pomaszerowali korytarzem. Lalka stała co prawda. widzicie. Tylko czekaj. — Kiedy. którą chcesz? — spytał. I zaraz wszyscy ustawili się w kolejce. — Proszę zaraz sprzedać te lalki! A jedna dziewczynka. może być z tego okropna awantura. Za dziewczynką znów biegła jej mama. kiedy lalka znalazła się w ramionach Karolci. też pokrzykująca nie wiadomo dlaczego: — Stać! Stać! Za tą mamą wreszcie biegła na końcu sprzedająca. tylko potrzymać — więc nie będzie to nic złego. 54 — Tak? A dlaczego tamta lalka chodzi? To proszę mi ją zaraz zapakować! — Mogę zapakować. która sama chodzi! — zażądała natychmiast jakaś pani. jeśli pani tak koniecznie chce — zgodziła się dla świętego spokoju sprzedająca. jakby ją tam ktoś postawił. Sprzedająca mrucząc pod nosem „nic nie rozumiem" zdjęła z półki jedną z lalek i spróbowała postawić ją na ladzie. obróciła się w stronę goniących i powiedziała głosem. — A komu? — Jak to komu? — ekspedientce. — zaczęła niepewnie Karolcia.

— Nie bój się go. \ /. Teraz więc spełniły się ich marzenia. — Musimy wysiąść — westchnął Piotr — nic z tego nie będzie. stać się niewidzialne. a na dachu siedziała drewniana sowa i obok niej uszyty z gałganków czarny kot. które mogą. Domek Baby Jagi był małym domkiem zbudowanym z pierników — ale tak na niby. bo teraz wszyscy biegli za pędzącym samochodzikiem. a Piotr i Ka-rolcia wsiedli do małego samochodziku.. czy pr/ypadkiem nitka się nie przerwała i koralik nie zginął. No i naturalnie znów zaczęły dziać się straszne awantury.s0f Ln j* 57 . — Szkoda. l. — Nie wiem. gdy zechcą. i stale sprawdzała. Ale koralik był i natychmiast spełnił życzenie Karolci. Piotr zasiadł przy kierownicy. Czerwone jabłka na drzewie też były z czegoś zrobione. — Tylko wiesz co? Przecież on nas widzi! Inaczej nie łasiłby się do ciebie. aby go nie zgubić podczas tych wszystkich przygód. że to wszystko jest nieprawdziwe — powiedział Piotr. a potem mrucząc przyjaźnie zeskoczył na ziemię i zaczął się ocierać o nogi Karolci. — Jedziemy naokoło — powiedział i ruszyli. f "i CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU Otworzyli więc skrzypiące drzwiczki zielonego płotka. . Ciągle bała się. kiedy przychodzili do domu towarowego jako zwyczajne dzieci. i. — Chodźmy wobec tego do domku Baby Jagi — zaproponowała Karolcia — tam będziemy mogli spokojnie się pobawić. że znów jesteśmy widzialni? Trzeba by się jakoś o tym przekonać. Pod oknami zrobiony był ogródek z papierowych kwiatów i rosło drzewo. gdzie się podział. że ciągnął mnie z całej siły za płaszcz! . żeby to był prawdziwy domek! — Pewnie że bym chciała. — Nie wiem — odpowiedziała pani.— Wcale się nie boję — odpowiedziała Karolcia z oburzeniem. — Ale gdzie jest ten złodziej?! — pytali wszyscy. )•> "f . który otaczał domek Baby Jagi. które było zwykłą dekoracją z dykty \ papieru. złodzieje! Ktoś chciał ze mnie ściągnąć płaszcz! r. Pani podniosła krzyk: vj — Ratunku. — Ale ten jest zaczarowany — przypomniał z zachwytem Piotr. — Gdyby to było tak naprawdę! Pomyśl tylko! No. wiem tylko. — Przepadam za zaczarowanymi kotami. — Reklama! Reklama! — wołali kupujący i chcieli koniecznie wsadzić tam swoje dzieci.4. czybyś nie chciała. <. a nie takie. jaki jest miły i jakie ma aksamitne futerko. żeby to był prawdziwy. powiedz sama.Piotr i Karolcia postawili ją na jej dawnym miejscu. Teraz 55 wszyscy zaczęli pytać o cenę takich chodzących lalek. Patrz. Może z papierowej pomalowanej m\ czerwono masy. tak jak to zwykły czynić wszystkie zaprzyjaźnione koty na świecie. — Co ty. to znaczy jeszcze od owego czasu.w'. Puchacz na dachu poruszał się niespokojnie i łypnął jednym żółtym okiem. Piotrek! Przecież ja bardzo lubię koty! .e wszystkim prawdziwym! — zakrzyknęła z zapałem Karolcia. czarny kot wstał i przeciągnął się. a zielona trawa była świeża i pełna stokrotek.. ale taki najprawdziwszy domek z prawdziwą Babą Jagą i prawdziwym kotem. ale jak? Już wiem! — I Piotr niewiele myśląc przechylił się za płotek i chwycił jakąś przechodzącą panią za płaszcz. Ledwie zamknęli za sobą skrzypiącą furtkę. — Tym lepiej — kiwnęła główką Karolcia. Były tam małe okienka z firaneczkami i zielone drzwi.. *»* »n* /''J i . — Świetna myśl — pochwalił Piotr. bo naprawdę to był drewniany. Czy to ma znaczyć. on ci chyba nic złego nie zrobi — szepnął Piotr. ściskając niebacznie w ręku błękitny koralik. natychmiast poczuli /apach żywych kwiatów rosnących przed domkiem. pomalowanego na zielono i brązowo. patrząc w stronę Piotra. Nie dadzą nam spokoju. Od dawna już mieli ochotę nim się przejechać — od dawna.

Naraz ku swojemu ogromnemu zdumieniu Karolcia zobaczyła w tłumie stojących. — Oczywiście. Sami zresztą zobaczycie. — Widać to jest tak — ucieszyli się — że dla zwykłych ludzi to jesteśmy niewidzialni. Kto zje takie serduszko. — Bo pani rozumie. jeśli się nie /je wszystkich? — Możecie rozdawać je dzieciom. mogę doskonale na tę chwilę zrobić was znów widzialnymi — i dotknęła ich palcem — teraz już was wszyscy będą widzieli. ciągnął i zniknął — powiedział ktoś — pewnie zaczepiła się pani o płotek. a potem. natychmiast zaczynał rozumieć. czy im starczy na kupno roweru lub chociaż hulajnogi dla synka. które tu przychodzą — powiedziała wtedy Baba Jaga. chłopcy prosili dziewczynki. — Serduszka w czekoladzie? — ucieszyła się Baba Jaga. Wszyscy chcieli być dla wszystkich bardzo dobrzy. — I wydało im się to bardzo przyjemne. 58 — Czy lubicie pierniki? — spytała Baba Jaga. jest kupienie lalki dla córeczki. Na szczęście mamusia zajadała właśnie kawałek piernika. — Ale czy możemy to zrobić. a tatusiowie szybko przeliczali pieniądze. Piotr był już zupełnie pewien. Tymczasem kot wyginając grzbiet miauknął kilka razy uprzejmie. który mruczał jakąś kocią piosenkę.„ 59 — Czy potem znów możemy być niewidzialni? — zaniepokoił się Piotr. że sprawunkiem. więc w pierwszej chwili zupełnie nie było wiadomo.. aby stanęły przed nimi. od razu staje się lepszy. tylko zamachała do niej wesoło chusteczką. swoją własną mamusię. Ponieważ przedtem była drewniana. kiedy z domku wyszli Piotr i Karolcia i zaczęli rozdawać piernikowe serduszka w czekoladzie. — Lubię serduszka w czekoladzie — przyznała się Karolcia. która płakała z powodu zgubienia własnej kokardy. Ale przecież nikt nie może zjeść zbyt dużo serduszek czekoladowych. gdy tylko będziecie chcieli. — To świetnie! Tymczasem wokół domku Baby Jagi stały zagapione dzieci. Mamusie natychmiast uważały.— Eee. nie było mowy o żadnych sprzeczkach i popychaniu. — I zaraz wszyscy zaczęli się śmiać i zrobiło się ogromnie wesoło. z podniesionym do góry ogonem. Pewna dosyć duża dziewczynka zdjęła z warkocza różową kokardę i podarowała ją małej dziewczynce. kiedy zobaczyła Karolcię w domku Baby Jagi. wiedziała. Nie zastanawiali się więc dalej nad tą sprawą. co kto myśli. a widzieć nas mogą tylko ci z zaczarowanego świata. że sprawy dzieci są niezmiernie ważne i właściwie najważniejsze ze wszystkiego. Jeśli przypadkiem zjadł kawałek piernika ktoś z dorosłych. kiedy jesteśmy niewidzialni? — Ach. jak wygląda domek Baby Jagi. Wszyscy podziwiali piernikowy domek. a paniusia poszła sobie dalej. — A to świetnie! — I natychmiast zaczęła wyjmować z pieca pyszne. musimy wrócić niedługo do domu. nikt się nie pchał. #"i Ws^te. czy dalej jest drewniana. którym rozdzielała piernikowe serduszka. który jak najszybciej trzeba załatwić. — Spróbujcie — częstowała. A nawet jeden starszy chłopak pożyczył swoją czystą chustkę do nosa pewnemu malcowi i wziął go na rękę. powędrował do drzwi chatki. Stali również nie mniej zagapieni ich rodzice. — Aha! — przypomniała sobie Baba Jaga — chciałam wam jeszcze powiedzieć. że te pierniki też nie są takie zupełnie zwyczajne. Były przepyszne. i piec z trzaskającym wesoło ogniem. kwitnące wokół kwiaty i mądrego kota. świeżo upieczone pierniczki. . aby mógł lepiej zobaczyć. A może Baba Jaga się obrazi. że zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. Rzeczywiście. że jest jednak dalej niewidzialny. Zachwyt wzrósł z chwilą. Wszyscy ustępowali sobie miejsca. która. i poduszki na łóżka. No i Karolcia również. Po chwili te zielone drzwi otworzyły się i wyszła do ogródka Baba Jaga.' ' *. odzyskacie waszą niewidzialność. A w domku było przepięknie! Wszystko było tam prawdziwe — i małe mebelki. czy też dzięki czarom jest prawdziwa. i wobec tego 60 wcale się nie zdziwiła.. którym ją poczęstowała jakaś inna mamusia. W każdym razie w tej chwili wcale nie wyglądała groźnie i w dodatku z poczciwym uśmiechem zapraszała ich do środka domku. widać.

jedwabnej nitce. Wyplątała się więc nad podziw zręcznie z firanki i skoczyła jak pantera w stronę koralika. gdy najniespodziewaniej na świecie jakaś przechodząca pani niechcący zaczepiła nową. chce nam zabrać koralik. Wtedy to Filomena zaplątała się w jedną z nich i runęła jak długa na podłogę. Piotr i Karolcia wpadli do działu firanek. jakich już nikt nie nosi. że właściwie nikt go nie mógł zauważyć. — Dziękuję — odpowiedzała pani w dziwacznym kapeluszu — nie chcę twoich pierników. — Proszę bardzo! To są pyszne serduszka w czekoladzie — powiedziała uprzejmie Karolcia.< l wyciągnęła swą szponiastą. Ale tu spotkała się z niewidzialnym Piotrem i niewidzialną Karolcia. przytrzymał ją z całej siły. wiszącej na Karolcinej szyi. Chwila była bardzo dramatyczna! Bo oto szponiasta ręka Filomeny była tuż. '••' — Co się stało? — spytał podbiegając Piotr. przenigdy mi go nie odbierzesz! — zawołała bohatersko Karolcia. — Piotr! Ratujmy się! Piotr chwycił szybko Karolcię za rękę i zaczęli uciekać.Czego pani się pcha! — oburzali się ludzie. a koralik potoczył się po gładkim linoleum. Trzepotała się niby ryba w sieci i już się zdawało. M. a po drugie. wyjąc dziko. którzy również rzucili się na ziemię. mamusiu — zawołała Karolcia — tylko rozdam wszystkie pierniczki! W tej chwili podeszła do zielonej furteczki jakaś pani w dziwacznym kapeluszu z piórami. ciągnąc Karolcię za rękę. dopiero co kupioną łyżką durszlakową o różową nitkę na szyi niewidzialnej Karolci. niebieska iskierka migocąca w powietrzu. — Ta pani zachorowała! — odezwały się głosy. takim. ale Filomena widziała go doskonale. — Prędzej. która w przekrzywionym kapeluszu. tocząc się po podłodze. Był tak niewielki. że schwyci go Filomena. prędzej! — szeptał teraz Piotr. któremu groziło podwójne niebezpieczeństwo — po pierwsze. ale niestety! Błękitny koralik nie był przecież niewidzialny. Ratujmy się! — Karolcia już sama nie wiedziała. Błękitny koralik wyglądał jak mała. a Filomena pędziła za nimi. chudą rękę w stronę koralika. Nie darmo miała duże i jakby trochę kosmate uszy. gdy naraz. aby nie mogła gonić dalej Karolci. — To Filomena! Poznałam ją. tylko jaśniał swym ślicznym błękitem. Koralik. nurkowali między kupującymi. że koralik jest ocalony. błyszczące oczy.— Zaraz idę. — Prędzej! Przemykali się w tłumie. Piotr tymczasem usiłował obezwładnić Filomenę: gdy ta leżała wyciągnięta na chodniku. Całe szczęście. moja mała. co począć. 61 Filomena rzuciła się też gwałtownie w pogoń za koralikiem i Karol-cią. tuż przy koraliczku. — Widać ma jakiś atak! To może być . Za to daj mi co innego. — Czy pani oszalała? Co to za wychowanie! — Precz! Z drogi! — ryczała rozzłoszczona Filomena. że ktoś mógłby go rozdeptać. i wyciągnęła rękę. dźwięczał jak gdyby naj śliczniej szy i najdelikatniejszy dzwoneczek. — Musimy znów stać się niewidzialni! Zrób to natychmiast — wołał Piotr — a potem uciekniemy! Rzeczywiście natychmiast odzyskali niewidzialność. wymachując parasolem. Nitka pękła. rzucała się na podłodze. I znów naturalnie zgromadził się tłum ludzi — wszyscy przyglądali się ze zdumieniem Filomenie. — . prawie w ostatniej chwili zdołała go pochwycić Karolcia. — Daj mi zamiast pierników ten swój niebieski koralik — szepnęła syczącym głosem — daj mi go zaraz! . aby podnieść toczący się koralik. — Ha! — wrzasnęła teraz Filomena — i tak ci go odbiorę! — Nie. Filomena niestety usłyszała ten dźwięk. 62 Bo nikt przecież nie widział walczącego z Filomeną Piotra. kołysząc się na różowej. którym wyłożona była podłoga w domu towarowym. Nieznajoma podniosła głowę przybraną dziwacznym kapeluszem i dopiero teraz Karolcia zobaczyła spiczasty nos i małe. że goniąc poprzez całe piętro. i x — Nie dam mojego koralika! — krzyknęła wtedy Karolcia. — Czego pani sobie życzył — spytała wobec tego Karolcia.

Jesteś ogromnie lekkomyślna. że mnie nie ma w domu. — Prawda! — przestraszyła się trochę Karolcia. — O mnie się nie bój! Jakoś damy sobie radę! Tylko jeszcze musimy pożegnać się z Babą Jagą i z czarnym kotem. ale. — Jak to: co? — No przecież jesteśmy jeszcze ciągle niewidzialni! — No wiem. Potem wróciła do Piotra i powiedziała: — Już schowałam koraliczek. — Ale jestem pewna. która dalej krzyczała: — Łapcie ich. Przecież nie możesz poprosić. — Wcale nie jestem lekkomyślna! Przecież musiałam ratować koralik! Musisz mi przyznać. co by to było. żeby tam . bo o siebie to się nie boję — dodał Piotr rycersko. że jedziemy! Tylko jak? O tej porze wszystkie autobusy są bardzo przepełnione! Ludzie wracają na obiad do domu! Boję się. że cię zgniotą w tym tłoku. Ja też znów stanę się drewniana.. Karolciu?! Twoja mama też tu jest. Lekarz w białym fartuchu i dwaj sanitariusze zajęli się Filomeną.^j 'tf> 64 — No musiałaś. tylko kot jeszcze parę razy zamruczał przyjaźnie. że już jest bardzo późno — przypomniał sobie Piotr. abyśmy znów stali się widzialni. że moja mamusia nie zgubi koraliczka i gdy tylko wrócimy do domu. to żegnajcie! Mieli teraz pełne kieszenie serduszek. tak. Baba Jaga skończyła tymczasem rozdawanie pierników w czekoladzie. Gdyby dostała w swoje ręce błękitny koralik. aby go nie zgubić. co z nim zrobić. — Wiem. i potem będzie awantura. że nic jej nie jest. że pani ma gorączkę — powiedział grzecznie doktor — pani pozwoli. ojej. widzisz.niebezpieczne! Wezwijcie pogotowie! Nie minęła chwila. że musiałam ratować! j . że zmierzymy temperaturę. Bądźcie zdrowi. Karolciu! To niedobra kobieta. Tymczasem Karolcia zdołała już na szczęście podnieść koralik. — A co z nim zrobiłaś? — Po prostu wsunęłam do kieszeni w mamy płaszczu. dopóki nie odzyskasz koralika. Nie bój się! Nie zginie tam! Kieszeń jest niezmiernie głęboka! ' — To co z nami będzie? — krzyknął Piotr. zdaje się. I naraz zdziwił się. Sami zresztą o tym się przekonacie. To byłoby niegrzecznie tak wyjść bez pożegnania. Baba Jaga była znów drewniana. — Pewnie. chętnie was /obaczę. Aha! Pamiętajcie! Serduszka w czekoladzie nie tracą swojej mocy nawet i w prawdziwym świecie. gdyby tak zaczęła żądać od koralika spełniania różnych złych rzeczy! No. Zanim Piotr cokolwiek zrozumiał. nic więcej — obiecywał lekarz. I włożył Filomenie pod pachę termometr.. — Damy pani zastrzyk na uspokojenie. no to co z tego? — Jak to: co? Karolciu. — Tak. Przy stoisku z guzikami! Rzeczywiście! Mama Karolci stała tam i kupowała guziki do Karolcinej sukienki. wyjmę go i znów będziemy widzialni. to zaraz sięgnę do jej kieszeni. Jest teraz zupełnie bezpieczny. musiałaś. łapcie! Muszę odebrać niebieski koralik! — Zdaje się. Ale jeśli jeszcze kiedy zajrzycie do mnie. pomyśl tylko! Przecież musimy wobec tego pozostać niewidzialni tak długo. — Zmykajmy do domu. mogłaby zrobić dużo złego na świecie. Oczywiście że z termometrem nie wolno podskakiwać. że jesteśmy niewidzialni. tylko jeszcze będzie załatwiała na przykład jakieś sprawunki — to co? Tymczasem moja mama będzie się ogromnie niepokoiła.. — Zachowałam tylko jeszcze kilka dla was — powiedziała. Wyobraźcie sobie. więc siedziała teraz zła okropnie i kłóciła się z doktorem. Karolcia podbiegła do mamy i szybko wsunęła rękę do kieszeni jej płaszcza. I strzeż się Filomeny. ale. prawda! Okropnie późno! To chyba jedziemy do domu. jeśli nie będziesz miała koralika przy sobie. zanim wskoczył na dach domku. jak późno? — Oj. Karolciu. a jeśli twoja mama tak od razu nie wróci do domu. 63 Trzymała go teraz w zaciśniętej ręce i nie wiedziała. — Widzisz. że musicie wracać do domu. kiedy pogotowie nadjechało.

ale przyjdź jak najszybciej! Bo co ja tu sama. tylko zachichotała. W tej chwili rozległ się dźwięk dzwonka. gdyby tak na przykład. spróbuję jakoś jej podsunąć. musisz mi zaraz sama otworzyć. już od razu poweselała. ta Karolcia! To złote dziecko! Że tez pomyślała o tej swojej starej ciotce. y. — A gdyby tak ciotka Agata zjadła kawałek serduszka w czekoladzie. gdy się jest niewidzialnym. — Naprawdę najwyższy czas na nas. — I taka jestem okropnie głodna. Pomrukując teraz z zadowolenia. ale widać była ciekawa. — Wracaj szybko. Ale najgorsze było to. Gdyby tylko zechciała zjeść! Czekaj. . — Dobrze. którzy dzwonią i uciekają. Ale całe szczęście. że się to jakoś udało. Nie ulegało wątpliwości — to dzwonił Piotr. kiedy będziesz wycho66 dził. ciotka Agata wróciła do kuchni. mrucząc gniewnie na głupie dowcipy chuliganów. — Oj. — Przepyszne — orzekła — ach. •>. i wreszcie Karolcia i Piotr znaleźli się w domu.ł/i„ > K . ale nie jest to takie prawdziwe jedzenie. bo mruczała coś pod nosem i mocno. I w tej chwili — ledwie przełknęła pierwszy kęs. — Ja też! — przyznał się Piotr. Po chwili na kredensie w kuchni leżała zgrabnie zawinięta paczuszka. — I zaraz wrócę. bo ciotka znów się zdenerwuje. Wreszcie podeszła po coś do kredensu i zobaczyła paczuszkę. że nikt nie mógł się temu zapachowi oprzeć i koniecznie musiał zaraz ugryźć chociaż mały kawałek. bo ostatecznie zawsze można było zadzwonić i gdy ciotka Agata. gdzie akurat zapiekała makaron z szynką. Ale pomimo to. jakie to dobre. Jak na złość ciotka krzątała się przy kuchence gazowej. — Pierniczki były świetne. Że drzwi były zamknięte. nie martw się naprzód — uspokajała go Karolcia. mama wyrzuciła niechcący koralik. Ale naprawdę sama też tym się trochę martwiła.też znieruchomieć i udawać gałganianego. przeczytała list. — Ja tymczasem polecę i zobaczę. to może by się nie gniewała na ciebie? — wpadł na pomysł Piotr. na której znajdowała się kartka z nagryzmolonymi w pośpiechu słowami: Dla kochanej Cioci Agaty od Karolci. że nikogo nie zobaczyła. nie gniewała się tym razem. zjadła pierniczek do końca. bo otworzyła ją szybko. Czekoladowe serduszka wyglądały niezmiernie apetycznie. A potem wszystko będzie na mnie. W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY ł -y Wcale nie jest tak łatwo. — Ach.* ** * ( t „r i -r* '/A — Karola a "n . Bo co by było. może jakoś uda się coś zjeść. wyjmując z kieszeni chusteczkę albo rękawiczki. i w dodatku niewidzialna będę robić? — westchnęła Karolcia. — Wiesz? To byłoby dobre. przyjechać do domu w zatłoczonym autobusie. ale ciotka Agata nie dała się wyprzedzić. Tak też zrobiła i ciotka Agata. Strach pomyśleć — wtedy musieliby już do końca życia zostać niewidzialni. jak zadzwonię. co paczuszka zawiera. Tylko nie trzaskaj głośno drzwiami. to jakiś urwis dzwoni! Ale to nic nie szkodzi! — I nucąc wesoło. — Chodźmy! — zakomenderował Piotr. bo ciotka Agata może się rozgniewać i wcale do drzwi nie podejść. a w dodatku pachniały tak. z hałasem przesuwała garnki. co u mnie w domu słychać — przypomniał sobie Piotr. Trochę jeszcze gniewna. otworzyła drzwi. za którymi stał niewidzialny Piotr. żeby Ciocia koniecznie spróbowała. to też jeszcze nie było najgorsze. to się naradzimy. Była widać trochę zagniewana. Tylko pamiętaj. Karolcia rzuciła się pędem do przedpokoju. o nie! Chyżo przebiegła przedpokój i szeroko otworzyła drzwi. aby mu otworzyć. udało się szybko wsunąć do mieszkania. że mama jeszcze nie wróciła do domu! — A jeśli przypadkiem koralik wypadnie twojej mamie z kieszeni? — powtarza Piotr.

'•. że nie chcę teraz sięgać do kieszeni! Wreszcie mama zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. Nikt nie słyszał. — Czy jesteś zupełnie pewna. — Teraz już się to palto nie rusza. a tatuś odważnie chwycił palto i podniósł je do góry. — Przeszukajmy te kieszenie jeszcze raz — zaproponował Piotr. powiesiła na wieszaku. zupełnie jakby siedziało w nim jakieś zwierzątko. a w dodatku porusza się dziwacznie. kiedy wszedł do mieszkania. Ale zaraz musieli odsunąć się od palta. że dziś w domu towarowym działy się niezwykłe rzeczy. bliscy płaczu. żeby już była w domu — mama nie była zbyt zachwycona nieobecnością Karolci. że nie ma?! Szukajmy jeszcze raz. A ciotka Agata coś pierze w łazience. kiedy przecież była najpewniejsza pod słońcem. — A moja mama też będzie się ogromnie martwiła — Piotr załamał ręce — no. a potem krzyczała ze strachu. widać ten szczur uciekł — powiedziała mama. żeby mamie pokazać. dlaczego jest tak małp mleka w dzbanku i skąd się wzięły na stole dwie brudne szklanki po mleku. — Co się dzieje u ciebie w domu?! — Na szczęście mama i tatuś jeszcze nie wrócili. Długo szukała. — Załatwiłam masę sprawunków — powiedziała mama. w której na pierwszej stronie. Bo co powie na to. — Muszę poczekać. że płaszcz. leży na łóżku. że nic nie ma w środku. wreszcie odwróciła się do Piotra — nie ma w tej kieszeni! Pewnie się pomyliła! To jest ta druga kieszeń! Ale w drugiej kieszeni też nie było błękitnego koralika! — Mama zgubiła koralik! — jęknęła Karolcia. bo mama miała kupić wszystko po drodze. — Coś ci się przy widziało! — powiedział i pocałował mamusię na pocieszenie. kiedy znów zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. — Rozumiesz. ogromnymi literami było wydrukowane: ' " . "t* ' / . To była na pewno mama! Tak. bo właśnie do pokoju weszli tatuś i mamusia. jak się jej zdawało. — Karolcia jest w domu? — Jeszcze nie ma. — Zdaje się. byłbym zapomniał! Przeczytaj koniecznie dzisiejsze popołudniowe gazety! Piszą o tym. Kochane dziecko! — Wolałabym. Można na przykład nie odrabiać lekcji! — I można bawić się w domu towarowym — pocieszająco powiedziała Karolcia — ale strasznie mi żal mamy. — Co się tu dzieje? — zapytał naraz tatuś. ale nic w domu nie było. ale zaraz powinna przyjść — uspokoiła mamę ciotka — pewnie bawi się na podwórku. Chciałem coś zjeść. Chodźmy więc śmiało do kuchni! Ciotka Agata oczywiście dziwiła się potem bardzo. — Ma to swoje dobre strony. Na szczęście mama była w drugim pokoju i opowiadała o czymś ciotce.{ 69 NIESŁYCHANE WYDARZENIE W DOMU TOWAROWYM! UDANE POMYSŁY REKLAMOWE! . u nas jest masa jedzenia.67 — No i co? — spytała Karolcia Piotra. ale. Potrząsnął nim przy tym. ale nie zawsze. — E. żeby się nie martwili. aż mama zdejmie płaszcz — szepnęła Karolcia do Piotra. szukali koralika i nigdzie nie mogli go znaleźć. — Ale. — Ach! Ach! — krzyknęła mama — coś siedzi w moim płaszczu! Może to szczur?! Bo mama bardzo się bała szczurów i myszy. Siedziała na stołku kuchennym rozmyślając nad tym. W pewnej chwili wróciła po coś do przedpokoju i ku swojemu 68 szalonemu zdziwieniu spostrzegła. Kładła zakupy na stole i zdejmowała rękawiczki. to co zrobimy? — Nie wiem — szepnęła z rezygnacją Karolcia i rozpłakała się na dobre. który przed chwilą. a znów Karolcia i Piotr przez ten czas. że niedługo przyjdę. że wszystkie szklanki umyła już rano. Chyba będzie płakała. I tatuś podał mamie gazetę. Karolcia podskoczyła czym prędzej i zanurzyła rękę w głębokiej kieszeni. bo mama rozmawiała wtedy z ciotką Agatą. że już na zawsze będziemy niewidzialni — westchnął Piotr. — Co teraz będzie?!!! — zdenerwował się Piotr. Zostawiłem kartkę. to była mama z rękami pełnymi paczek. że ma niewidzialną córeczkę.

. że w pierwszej chwili pomyślałam. że czeka na Karcicie na dole.wyczajne szkiełko. Chyba już czas. Więc jestem spokojna! — Ale ja nie jestem spokojny! — zdenerwował się tatuś.eby była w domu! A Karolcia! Domyśliliście się chyba. w tej chwili. Ale ma taki dziwny blask.. I jeszcze coś: zupełnie przypadkiem jadłam pyszne pierniczki! Wyobraź sobie. skąd wyjęła portmonetkę.. i naraz znalazłam coś ślicznego. Ale zdaje się nic poważnego. — No. otworzyła im ciotka Agata promieniejąca radością. czyli Karolcia. czekaj — powiedziała do tatusia — chcę ci jeszcze coś pokazać! Wyobraź sobie. że powinniśmy siadać do obiadu.. Po jakąś kobietę przyjechało pogotowie. — Są już! Pewnie głodni! Piotrze. Aniu -— powiedział tatuś — na pewno nie był to żaden klejnot.. . Zanim jednak tatuś zdołał przyjrzeć się dziwnemu koralikowi. że znalazłam coś dziwacznego w kieszeni palta. ale ludzie byli niesłychanie podnieceni i opowiadali o jakiejś maszerującej lalce.. gdzież on się podział?. że to Karolcia porwała błyskawicznie z ręki mamy błękitny koralik. /. No i Piotr przekonał się. a może zupełnie /. nie mam pojęcia. Potem ściskając koralik w dłoni pociągnęła za sobą Piotra do przedpokoju. Nie wiem. że to ona. — . zaczarowanego serduszka jest ciągle niezmiernie dobra. jestem strasznie głodny! Ale niepokoję się. — Czekaj. Nie był wcale pewien. mój skarbie. — Ciociu. — Boże. A Piotr tylko zwiesił głowę. jak go przyjmą w domu. — Sięgnęłam do kieszeni. Napisała do mnie karteczkę... aby była już w domu. gdzie jest Karolcia?. czy to ma jakąś wartość.. że zjadła zaczarowane serduszko w czekoladzie? Zaraz sam się przekonasz. Przecież jego mama nie jadła piernikowych serc w czekoladzie. ale mówię ci. — Najwyższy czas. że jest to jakiś drogocenny kamyczek. Nazajutrz. zaraz umyję rączki — zgodził się skarb. To Piotr daje znać. BO CO BĘDZIE DALEJ?. że to niemożliwe. aby zapłacić za bilet w autobusie. — Kochane dzieci! — wołała. błękitny koralik. abym była spokojna. myj rączki. ale nie jest pewne. co się z nim stało.W kieszeni palta?!!!!! — Karolcia gwałtownie chwyciła rękę Piotra i teraz zamienili się oboje w słuch. że był to przedziwny błękitny kamyczek.. 70 ale być może. że zaraz siadamy — uspokajała tatusia ciotka Agata — a Karolcię natychmiast zawołam. że późno wracamy — zaniepokoił się Piotr. Potem z portmonetki wyjęła zawinięty w kawałeczek papieru. kiedy Karolcia kończyła śniadanie. — A jak już mowa o Karolci — powiedział na to tatuś — czemu jej jeszcze nie ma? — Kochane dziecko — odpowiedziała na to ciotka Agata — wyszła pobawić się z dziećmi.LALKA... Co prawda nie byłam sama przy tym.. że na próżno otwiera drzwi. — Ależ oczywiście. Zdaje mi się.. KTÓRA SAMA CHODZI! UCIECZKA SAMOCHODZIKA! — A wiesz? Rzeczywiście coś tam takiego było. że przecież Karolcia została w domu. /niknął on nagle z ręki mamusi jak zdmuchnięty. Naprawdę! Bo ledwie zadzwonili. Tam natychmiast wyszeptała życzenie — aby ona i Piotr znów stali się widzialni. Siadajmy lepiej do obiadu. Co prawda ciotka Agata po zjedzeniu wczoraj piernikowego. pod balkonem rozległo się umówione gwizdnięcie. i nawet zamachałam do niej ręką. Oczywiście. — Dobrze. I mama sięgnęła do torebki. «j4. ^um*-/ . — Musiał mi upaść na podłogę. że dopiero potem uprzytomniłam sobie. Ta mała była tak podobna do naszej Karolci. — Ale może będzie się gniewała. następnie otworzyła po cichu drzwi i wreszcie przystanęła w sieni. teraz możemy zadzwonić — westchnęła Karolcia — tym razem biedna ciotka Agata nie będzie się denerwować. czy mogę zejść na podwórze? — pyta wobec tego jak najgrzeczniej Karolcia. Tymczasem mamusia zaczęła czegoś gwałtownie szukać w torebce. czy zostaniesz u nas na obiedzie? Karolciu.* UWAGA. że rozdawała je dziewczynka w dornu Baby Jagi. Nie miała po prostu innego wyjścia. I zaraz tak oczywiście się stało. co teraz będzie! — westchnęła Karolcia. Ale Piotr nie chciał zostać na obiedzie.. — Mniejsza o to. czy . — Wcale nie będzie się gniewała! Zapomniałeś.

zniecierpliwiony. Włożenie nowej. nie zgubiła. to doskonała myśl! — Tak. Hm. Tylko o co go poprosić? — Wszystko jedno! No choćby o to. to jest niezmiernie ważne — nowa. On taki blady. — Poproś o coś! Jak się spełni — to ten sam.. przed nami! — Dobrze — zgadza się Karolcia i wymawia życzenie. — Oczywiście.^i )r. głęboko. — Ciociu. i takie. — Daj spokój — mówi na to poważnie Karolcia — stała się rzecz straszna! Mam ogromne zmartwienie! — Coooo! Zgubiłaś go? — pyta w najwyższym przerażeniu Piotr. niebieskiej sukienki jest dużą przyjemnością. jesteś niezmiernie. pogodnie kiwając głową. Taki jakiś jaśniejszy. o tu. Ale jest. zgrabną paczuszkę. Zawinę wszystko w ładną. tylko przedtem powiem Piotrowi. — Tylko uważaj. Ach! Co tu mówić! Sprawa jest poważna. przeokropnie dobra! — woła wobec tego Karolcia. kiedy spałaś? — Myślisz. niebieski koralik. . tak. patrz. niebieską sukienkę. takiej propozycji nie należy lekceważyć. zupełnie inny! Koraliczku. że śniadanie zawinięte zgrabnie w papier będzie najświetniejsze pod słońcem. żeby włożyła nową. < Ale koralik leżał blady i milczący na rozwartej dłoni Karolci. leżał błękitny koralik. Ale Karolcia nie jest tym uspokojona. naszykuj coś do zjedzenia. Bo właśnie chodzi o ten koralik. bo zgadza się. W dodatku — tak.. „U W tejże chwili wyrasta przed nimi smukłe. przykryty drugim kawałkiem niby kołderką. że jest w najlepszym pod słońcem humorze. i nawet proponuje Karolci. — Może masz rację. żebyś jej nie rozdarła — upomina łagodnie ciotka Agata — a może chciałabyś wziąć dla siebie i Piotra drugie śniadanie? Gdzie się wybieracie? Może macie ochotę pójść do ogrodu? Tak. niebieska sukienka ma duże kieszenie. z których nic na pewno nie wypadnie. Trzyma koralik na otwartej dłoni i przygląda mu się. 73 itr — A może wtedy. żeby Karolcia natychmiast po wypiciu mleka zeszła na podwórze. — Zaraz się ubiorę. „. który nie ma żadnych zmartwień ani ważnych spraw na głowie. że mogła wpaść przez okno? Ojej! może masz rację.. — Najlepiej będzie sprawdzić! — zdecydował po męsku Piotr. — No widzisz? Ten sam! — woła triumfalnie Piotr. Jak by to powiedzieć.. Kiedy je otworzyła. ciociu.. — Co ty mówisz? — zmartwił się Piotr. odezwij się! I Karolcia wyjęła koralik z pudełka.. Jakby zbladł.to potrwa długo? A może czas minie i ciotka znów zacznie zrzędzić? Ale na razie ciotka jest jeszcze pod wpływem czekoladowego serduszka. — Patrz... . Ale to się zaraz okaże. Karolcia kręci głową — nie.. żeby starczyło dla nas dwojga. żeby tu wyrosło drzewko. — Co to może być? Słuchaj! A może to nie ten koralik? Może inny? Może go zamieniła Filomena? — Piotr aż podskoczył. Znaczy to również. a Karolcia wsuwa do kieszeni głęboko. Karolcia wydobyła z głębi kieszeni maleńkie pudełeczko od proszków. 72 Teraz jednak należy włożyć nową sukienkę. i wydobywa z szafy sukienkę.'w — No nie. przecież nie miała okazji. jest jeszcze jakby bledszy! Jemu coś jest! Ja ci mówię! A może . młode drzewko. gdy tymczasem Karolcia. a Karolcia wybiega na balkon i woła do Piotra: — Czekaj na mnie! Ja zaraz przyjdę! Powiem ci coś bardzo ważnego! — Dobra! — woła Piotr. znaczy to.« — No i co dziś będziemy robić?! — pyta z ciekawością. Tak się robi zawsze we wszystkich bajkach. niebieską wstążką. na poduszce z różowej waty. rybeńko — przytakuje ciotka Agata — już biegnę. Kiedy ciotka Agata mówi „rybeńko". Jest wesoły i wygląda na człowieka. Ciotka Agata zawiązuje Karolciną kitkę też nową.-I aż mu oczy błyszczą. Karolciu. Ciocia zgadza się. Piotr oczywiście czeka na podwórzu. pójdziemy do ogrodu — oświadcza z zapałem Karolcia — i proszę. żeby na mnie czekał..

. Gdy usiedli i zobaczyli. że jedna. weszli do ogrodu i od razu poszli w stronę alejki. bo tam powędrowali Piotr i Karolcia. że w tej chwili nikt nie przechodzi alejką. że będziemy w ogrodzie.. że rozpłakała się. że nawet nie zauważyli. którymi chodzili wielcy wodzowie Mohikanów i Siu-ksów. to tu spędzało lato. były wreszcie cztery huśtawki. w których mogli mieszkać Indianie.. jedna karuzela i dwie zjeżdżalnie. było bardzo niedaleko. koraliczku? — zdumiała się i ucieszyła zarazem Karolcia. Ale takiego naj-najważ-niejszego. I zapomniałem ci jeszcze powiedzieć o ważnej rzeczy — słuchaj! Każde życzenie. — No pewnie! Chciałam na przykład mieć nową lalkę!. zapomniałem ci o tym powiedzieć. możemy potem pojeździć na karuzeli albo pohuśtać . Jeśli tak się zdarzyło. niech jeszcze raz zobaczę. że któreś z dzieci nie mogło wyjechać podczas wakacji na wieś.. Właściwie znajdował się prawie po drugiej stronie ulicy Kwiatowej. — Koraliczku. tylko leżał nieruchomy. A teraz już właśnie pora.. — Słyszałem — Piotr był też w tej chwili poważny i zmartwiony. które spełniam. że sprawa koralika była niezwykła i niespodziewana i już nie było czasu na omawianie innych spraw. co ci powiem? Że ze zmartwienia nawet nie mam apetytu! Do tego ogrodu. — Popatrz! — Zdaje mi się. — Dobrze. — chciała jeszcze spytać o coś Karolcia. Piotr i Karolcia tak byli zamyśleni i przejęci sprawą blednięcia koralika. tylko gdzie możemy lak spokojnie pogadać? — Najlepiej w ogrodzie — decyduje Karolcia — zresztą powiedziałam ciotce Agacie. Po prostu. który padł w tej chwili na jej dłoń. I jeśli nie było o nim mowy od razu na początku tej całej historii z koralikiem.on jest chory. — Tylko że tyle jest spraw niezmiernie ważnych. Mogę mówić tylko wtedy. Piotr? — odezwała się wreszcie Karolcia. — Chyba że o coś niezmiernie ważnego. aby mówić o ogrodzie. — Wcale nie żadne głupstwa! A poza tym koralik jest mój. czy naprawdę jest już taki blady. to samo chciałam powiedzieć — przytakuje Karolcia — a śniadanie mam dla nas dwojga. Przede wszystkim najważniejsze było to. gdzie można było jeździć na rowerze lub hulajnodze. — Ja. nie otarta w porę łza kapnęła na koraliczek. osłabia mnie tak. Były tam krzewy.. — Koraliczku — szepnęła tkliwie i nie spostrzegła nawet. to po prostu dlatego. co by to było. Matki wzdychały wtedy i mówiły: „Nie wiem. gdyż koralik nie odzywał się już więcej. • 74 — Słyszałeś. błękitny jak blada niezapominajka lub wiosenne niebo. jak ta. czy będziemy mogli jeszcze o coś go poprosić! — Piotr był załamany.'. — Nie płacz. Karolciu — rozległ się szept. były place. że rzeczywiście jest dużo bledszy — powiedział Piotr po chwili. żeby nie ten nasz ogród!" Taki to był ogród. nie będę mógł spełniać życzeń. ale widać promyk słońca. wysuszył do reszty kroplę jej łzy. Nie był to bardzo duży ogród. . Pamiętaj więc. — Wiesz? Takie głupstwa! t. jeden kołobieg. że kiedy stanę się bezbarwny. były wąskie ścieżki. biedaczek?! Sama myśl o tym tak ją przejęła i wzruszyła. że tylko w takim wypadku — zgodził się Piotr. gdzie stała kamienna ławeczka. Piotr poprosił: — Pozwól. który zaproponowała ciotka Agata. że na siatce otaczającej ogród wisi 75 jakieś ogłoszenie i że stoi przy nim gromadka dzieci i dorosłych. — Świetnie! Tam rzeczywiście możemy porozmawiać. że dzieci z całej dzielnicy inogły tu w ciepłe dni spędzać czas na powietrzu i doskonale się bawić. — A widzisz — westchnęła smutnie Karolcia — biedactwo! Strasznie mi go żal! — Nie wiem. kiedy jestem wilgotny.się! — Właśnie. nie zważając na nic. że tracę kolor. — Oczywiście. ale miał mnóstwo zalet. ale wiesz. — Kto to mówi? Czy to ty. Tam zawsze było najmniej dzieci i tam można było najspokojniej pomówić o tak poważnej sprawie. nie mówiąc o dwóch wielkich piaskownicach dla maluchów. ja. a jak będziemy chcieli. — Musimy koniecznie o tym porozmawiać.

— Wszyscy na całej ulicy tym się martwią. Bo wszystkim żal. Czyżby Leszek w jakikolwiek sposób dowiedział się czegoś o koraliku? Piotr spojrzał na Karolcię. tylko że wtedy mogłoby mi wyskoczyć z kieszeni moje pudełeczko z koralikiem. wiesz co? Chodźmy na zjeżdżalnię! — Nie mogę — przypomniała sobie Karolcia — mam dziś na sobie nową sukienkę. — Jak to? Jak to: się martwią? — wyjąkał zdumiony Piotr. o co chodzi. zastali już tam Leszka i Janie. I mama się o nas nie martwiła! A tak to co? — Jak to: co?! Nic nie rozumiem — otworzył oczy Piotr. Ale jak kto nie wyjeżdża przez cale lato. Leszek? Huśtamy się? — spytał wesoło Piotr. i»i * ku . — Aha! Racja. Bo lalkę zawsze można kupić! No nie? — Można — Karolcia z westchnieniem schowała pudełko z koralikiem do kieszeni — pewnie.— No twój. ale przecież nie możemy ciągle być niewidzialni. Toteż ja wcale nie o takich rzeczach tak naprawdę myślę. a potem zaraz przyszły Dorota i Agasia. to i tak będzie sobie używał. czym się martwisz — oburzył się Leszek. jeślibym ją od razu zabrudziła. bez namysłu. boisz się? — Właśnie że wcale się nie boję. Ale jakiś był dziwny — wcale się nie wygłupiał ani nie /aczepiał po swojemu wszystkich. ale to niezmiernie ważnego — to chyba moglibyśmy. że dla bardzo ważnej rzeczy to moglibyśmy. że można. że może nawet nie tak bardzo. bracie. że nawet jeśli idzie o ciebie.'ł»u •> . czym się martwię? — zdzi77 wił się Piotr.*•> \ > »*. twój — westchnął Piotr — ale przecież ja dla siebie nic nie chcę. — No pewnie. ale Karolcia rozmawiała akurat z Janią. nie zapomniałem — zaprzeczył gwałtownie Piotr.. jak się dziś wyhuśtamy za wszystkie czasy! Leszek. to lalka nie jest najważniejszą rzeczą. o co chodzi! .. — Dopóki nie stanie się coś nadzwyczajnego. to już będziesz wiedział. — No co. ciotka Agata bardzo by się gniewała. O tej lalce to tak powiedziałam. Ale skąd ty wiesz. — To wobec tego chodźmy na huśtawki! *' < •* — Świetnie! Tylko nie podbijaj zanadto! < / / — Ojej. prawda? A teraz. — Ale na razie o nic nie będziemy prosić — postanowił Piotr. tak jak to on potrafi. Za nimi przywlókł się Waldek. — No! Jania! — komenderował dalej Piotr — siadaj po jednej stronie z Leszkiem. co? — No pewnie. Bo i bawić się mogłeś. bracie! — Co mam się gniewać — wzruszył ramionami Leszek. lepiej mów od razu. — Huśtamy się — kiwnął głową Leszek. tylko stał /agapiony. to co? Tu było pysznie! Jeszcze lepiej niż na wsi nawet.<« 76 — Jak myślisz — dodał po chwili — czy od takiej niewidzial-ności to on bardzo blednie? — Nie jestem pewna. myślę. — Jak to nie wiem. — Jak to: o co chodzi? Jak ogród jutro zamkną. Jakby był senny albo bardzo zmartwiony. co? — Martwię się. Leszek był rozgoryczony. jak kto wyjedzie na wakacje. — Nic nie wiem. ja tylko mówię. nieprzytomny jesteś czy co?! Czytać zapomniałeś? — Nie. a potem zwiesił głowę i przysiadł z boku. o co chodzi! Ostatni raz dziś. to prosiłabym o coś o wiele ważniejszego. o czym mówisz! — Ojej. — Co opowiadasz takie głupstwa. A ty się nie martwisz. Ale jeślibym się namyśliła. coś ty taki dzisiaj dziwny! Gniewasz się czy co? No gadaj. — Ale gdyby to było potrzebne do czegoś niezmiernie. Ale jakoś tak bez zapału. — No pewnie. a ja z Karolcia po drugiej — zobaczycie. że już tu nie będziemy więcej przychodzić. i do domu blisko. Gdy wyszli na placyk z huśtawkami. tu się bawimy. — Hm! Z tą niewidzialnością to była pyszna zabawa! — mruknął z uznaniem Piotr i aż się uśmiechnął do wspomnień poprzedniego dnia. Będziemy uważać. a ten się pyta. — Tylko mi smutno.

i. że bardzo trudno jest dostać się do Prezydenta. — Słyszałem. — Od piętnastego lipca. ciasnym podwórku! — wołała któraś. hę. a dziewczynki to już nawet głośno płakać. i w ogóle może akurat być jakieś posiedzenie i Prezydent w ogóle może nie mieć czasu! — Tak. które dzieci krzywdzi! — I gdzie teraz pójdą te nasze dzieciaki? — oburzył się jakiś tatuś. A może niejedna! I woźni też są. którzy czytali przybite do drewnianej tablicy ogłoszenie. — A co to są załączniki? — zainteresowała się Karolcia. moja pani. która trzymała za rękę dwoje dzieci. Ale kobiety zakrzyczały go. na której przysiadł. a poza tym trzeba. 78 Od dnia 15 lipca ogród zostanie zamknięty. — Leszek. że mamy zaczęły pochlipywać. były jeszcze załączniki. Podpisano: Prezydent Miasta. która odprowadzała do ogrodu swojego małego wnuczka. — Słyszałam o tym od mojej ciotki.i\. który nazywa się podaniem. — Bez kleksów i bez błędów. — To co by było? Toby Prezydent je przeczytał? — Aha! Zaraz przeczytał! A przedtem jeszcze jest sekretarz albo sekretarka. zeskoczył z huśtawki. Staruszek z wnuczkiem udawał. to znaczy od jutra. Jania. — Takie różne rzeczy. — To co na to poradzimy? — spytała jakaś pani z małym dzieckiem w wózeczku. które się załącza do tego podania — wyjaśniała dalej grubiutka paniusia z dzieckiem. — No dobrze — wtrącił teraz Piotr — jakby już ktoś napisał takie podanie bez błędu za pomocą słownika ortograficznego. że mu piasek niby wpadł do oka. Bo co tu zrobić. ale często jest ich dwóch albo trzech. — Podobno trzeba przejść przez sto siedemnaście pokoi! — poufnie szeptała pewna grubiutka paniusia z dzieckiem na ręku. która sprząta niektóre z tych pokoi. — A gdzie jest ten Prezydent? — Pewnie w Ratuszu — powiedziała jakaś staruszka. — Jak to: co? Trzeba by do Prezydenta pójść i powiedzieć mu o tym! — odpowiedziało kilka osób. Za chłopcami biegła Karolcia.— Jak to: ostatni raz? — zdumiała się Karolcia. — Mój chłopak chciałby cały dzień bawić się w Indian. co mu się stało. — Co to znaczy? — Co to znaczy. — Tak. że ma kaszel. -Nigdy taki nie był. — Moje dzieci też będą musiały przez cały sierpień biegać po brudnym. dzieci kochane! Tylko przez dzisiejszy dzień ten ogród . skądże! — odpowiedzieli wszyscy. żeby do takiego zapisanego papieru. — Nie wiecie od kiedy? — oburzyła się jakaś mamusia. żeby ten ogród zachować? W końcu tak się smutnie wszystkim zrobiło. to znaczy od kiedy? — spytała Karol-cia. Tu znów stała gromadka ludzi. — Od piętnastego. chwycił Piotra za rękę i pociągnął aż do wyjścia. to sam zobaczysz — powiedział na to Leszek. Na placu tym zbudowana będzie wielka restauracja. Wszyscy oni po kolei pytają. nie wiadomo. co to znaczy? — przedrzeźniał Leszek. mówcie zaraz. — Czytajcie! — powiedział dramatycznie Leszek. ciągnąc za sobą Janie. Albo nawet każą pisać to na dużym arkuszu papieru. Wreszcie któraś mama powiedziała: — Pobawcie się jeszcze. tak — wszyscy teraz stali zasmuceni i kiwali głowami. To znaczy. co się stało? Dlaczego mówisz. A czy można bawić się dobrze w Indian w mieszkaniu? — Nie można. a chudy pan w okularach chustkę z kieszeni wydobył i coś tam mruczał. — Co to za zarządzenie. że ostatni raz? — Chodź. ale będzie można wstąpić na dobry obiadek — wtrącił jakiś grubas. ale czy nas wpuszczą do Ratusza? — spytał jaki ś chudy pan w okularach. W każdym z nich siedzi co najmniej jeden urzędnik. że już od jutra moje dzieciaki nie będą miały gdzie się bawić! — Hę. to co? — Jak to: co? — oburzył się ktoś. bo inaczej nie przyjmują — wtrącił chudy pan w okularach. — Tak. Chłopcy trzymali się jako tako. po 79 co się idzie do Prezydenta. ale też im było niewesoło.

Bo mogliby przecież taki ogród znów zniszczyć i znów postawić restaurację. musimy to jakoś wymyślić. Koralik pomoże nam dostać się do Prezydenta. — Dziesięć naliczyłam — odpowiedziała mama niemowlffia — to znaczy dziesiąta. Ale daję ci słowo. Karolciu! Mnie się zdaje. że ten ogród to najważniejsza rzecz teraz — bo to dla wszystkich dzieci. żeby koralik coś takiego zrobił. ale musimy! — To poprośmy o to koralik.'/ Zegar na pobliskiej wieży wybił właśnie jakąś godzinę.. Przecież ja wiem. — Nie wiadomo. Ale żeby je wydał. chociaż tak naprawdę to niewiele rozumiała. bo to byłoby na nic. rozumiesz? — Rozumiem — zgodnie przytaknęła Karolcia. Karolciu. . co ty? — denerwuje się Piotr. Ale po chwili Piotr chwycił Karolcię za rękę i szepnął: — Musimy zaraz naradzić się i coś postanowić. jaki jest blady. Czy ty rozumiesz. to o co będziemy prosić koralik? — zapytała Karolcia. nie rób takiej zdziwionej miny. a słyszałeś przecież o tych stu siedemnastu pokojach i o tych urzędnikach. jaka ty jesteś dziecinna. i tak w kółko. l A'"" CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY Stali zasmuceni tak jak wszyscy. jaka ty jesteś dziecinna! Nie mówię przecież. trzeba z nim przedtem o tym porozmawiać. żeby tę restaurację budowali sobie gdzie indziej! — Masz świetne pomysły — zachwyciła się Karolcia. mówili. które mogą coś pomóc w tej sprawie? — Kiedy wszyscy mówili. — Karolcia jest bardzo zadowolona z tego pomysłu. No chyba. czy akurat to będzie .Karolcia 81 — Ojej! No mówili. że tylko Prezydent Miasta może pomoc. Ale już po chwili znów zaczyna się martwić: — Ale jak my to zrobimy?! — Ba. — Nie wiem. '*' (> .. — Czy zaraz mamy stać się niewidzialni? — spytała. tobym może o coś poprosiła. — Może on by porozmawiał? — Karolciu. — Skądże znowu! — zaprotestował Piotr. . że tylko my możemy z nim o tym porozmawiać. — Jakże koralik będzie rozmawiał. że nie myślę o żadnych głupstwach! — To dobrze — kiwnął głową Piotr. — Ale pomyślmy. proś — powiedział z goryczą Piotr... No. — Tak. *tt}Ad < — Ale co mamy postanowić? > •f * •v" * — Jak to: co? No z tym ogrodem. — Wcale nic dla siebie nie chcę. — Dziesiąta — powtórzyli Piotr i Karolcia.. żeby był jeszcze taki choć troszkę niebieściutki. że on może jeden jedyny wydać takie zarządzenie. że koralik mógłby. i o tym sekretarzu czy sekretarce.. pomyśl tylko!. że my jesteśmy jedynymi ludźmi — to znaczy. — Dziesiąta!. — Rzeczywiście — wzdycha Karolcia — masz rację! To co zrobimy? — Co? Pójdziemy do Prezydenta Miasta i wytłumaczymy mu..jest wasz. i o tym pisaniu podania czy jak tam. — Jeśli chcesz tylko coś zupełnie dziecinnego dla siebie.. — Myślisz. — Coś ty! Piotrek! — oburzyła się Karolcia. — zawahała się Karolcia. co możemy zrobić. bo sam widziałeś. chciałem powiedzieć dziećmi. — No. to proszę cię. żeby na przykład zamiast restauracji znów był ogród. — A która to już? — ktoś spytał. — To kto ma rozmawiać? — Boże. ile jeszcze razy można go prosić.. bo wiadomo. — Ależ ja nie potrafię! — Ja też nie. — Ojej. — Ale przecież w tym nam pomoże koralik! No..

— A ja ci mówię. Ale strażnik natychmiast go zatrzymał. zdaje mi się. pókim dobry. smarkaczu. a ty dokąd? Zmykaj stąd. czy to będzie dobrze. jasne było. Bo jak przekonamy Prezydenta. 83 i —Dosyć tego gadania. Myślę. — Ja chwalipięta? Ja bym nie przeszedł? — zaperzył się Piotr. Spróbujemy najpierw o własnych siłach. już zupełnie niewidzialni. jaki on jest zły! — Ja bym przeszedł. nie chcąc już nadużywać sił koralika. — Hej. mijali wartownika. kto miał zamiar dostać się do gmachu. łobuzie! & . żeby wejść do niego. że musimy koniecznie jak najprędzej dostać się do Ratusza. wcale się nie boję! — Ale ty jesteś chwalipięta! Na pewno byś nie przeszedł. co było można. Ale strażnik wcale się tym nie przejął. 82 Oczywiście. pókiś cały! Patrzcie go! Interes ma do Prezydenta Miasta! — A mam! — tupnął nogą Piotr. zamierzył się na Piotra. że tym razem. aby załatwić to bez jego pomocy — powiedział Piotr.*. niedobre. czy on wtedy uwierzy. — Idę do pana Prezydenta Miasta w niezmiernie ważnej sprawie — oświadczył Piotr zadzierając głowę do góry dla dodania sobie wzrostu i ważności. — Ja się bardzo boję tego strażnika — wyznała Karolcia — za nic na świecie nie przejdę obok niego. że załatwię — powtórzył Piotr. — Cha. — Jakoś mi się zdawało.>$• — Nie jestem żadnym łobuzem — oburzył stfyiPiptij też była oburzona i wołała ile sił: '-JC-iU' ' — To nieprawda. to ci zaraz przyłożę! — Proszę mnie natychmiast wpuścić! — powiedział teraz z mocą Piotr — ja muszę wejść i załatwić niezmiernie ważną sprawę. I proszę cię. że strażnik za nic na świecie nie wpuści ich do pana Prezydenta Miasta. że sprawa jest ważna. że trzeba będzie uciec się do pomocy koralika. starodawnym stroju i spoglądał niezmiernie srogo na każdego. że nie wiem. pojechali najzwyczajniej pod słońcem autobusem na Stary Rynek. Tak. żebyśmy znów byli niewidzialni?! — spytała Karolcia. to każę was zamknąć w areszcie! — wrzasnął w odpowiedzi strażnik. — To chodźmy zaraz — zgodziła się Karolcia. żeby nie pociągnąć za połę jego paradnego munduru. bardzo chciało im się śmiać. — Koraliczku kochany — szepnęła Karolcia — ty rozumiesz. nieprawda! Piotr nie jest łobuzem! Proszę nas wpuścić w ważnej sprawie! — Jeśli się stąd zaraz nie wyniesiecie. A cóż dopiero tych stu siedemnastu urzędników? I podanie w dodatku! Oczywiście. — A ja mówię.!. ale mam interes! — Oooo! Patrzcie! Nie widać. że nic nie załatwisz. że mnie ktoś zaczepił! — I zaniepokojony zaczął się oglądać wokoło. -— Poczekaj. zaraz zobaczysz! — i ruszył śmiało naprzód. Poruszył groźnie wąsiska-mi i ryknął: — Zjeżdżaj mi stąd. Przy ogromnej bramie czuwał strażnik miejski w paradnym. cha. — I jak już załatwię. cha! — śmiał się strażnik. to panu będzie wstyd. — Interes do Prezydenta! A to dobre! — Dobre. A Piotr łaps! — chwycił . cha. jeśli będziemy niewidzialni?! — Ale możemy być niewidzialni tylko po to. mały. — Ale zrobiliśmy wszystko. ale nie dawał za wygraną. pętaku! — wrzasnął strażnik i paradną halabardą. bo Piotr ani rusz nie mógł wytrzymać. — Jeśli jednak nie można — musimy go o coś poprosić. Na swoim posłaniu z watki błękitniał jak niezabudka.potrzebne. którą trzymał w ręku. że nie ma innej rady. gdzie stał wielki Ratusz. — Hm. — Rety! Co to? — zdenerwował się wartownik. już ci mówiłem. — Czy chcesz. zmiataj. Wobec tego Karolcia wyjęła szybko z kieszeni pudełeczko z koralikiem. że jesteśmy prawdziwi — Piotr zmarszczył brwi i zastanawiał się — ale rzeczywiście. Spójrz tylko. że pan mnie nie chciał wpuścić. Dla wszelkiej pewności stał teraz trochę dalej od strażnika. cha.. a słychać — drwił strażnik — ale dosyć już żartów! Bo jak się zdenerwuję. cha. żebyś tak bardzo szybko nie bladł! Gdy po chwili.. cha. — Boję się.

Diabelska maszyna! Nie wiem. 2 — Pewnie Prezydent. — W dodatku jest ono bardzo łatwe do prowadzenia. wzrok go nie mylił — w aucie nikogo nie było. — Ciekaw jestem. Naraz auto poderwało się i motor okropnie zawarczał. żeby znów był taki okropnie silny. Drzwiczki otworzyły się z trzaskiem i z trzaskiem zamknęły. — Tam gdzie jest kluczyk? — zapytał znów głos. — Niech pan lepiej powie. a wóz podskakiwał dziwnie. l . co się z nim dzieje. na przykład z innych miast. Powędrowali więc dalej przez ogromne podwórze. — Kto tymi autami jeździ? — spytała Karolcia. czy co? Z kim ja rozmawiam?! — Biedny kierowca już zupełnie nie wiedział. tak. Nie dlatego. a Piotr majstruje przy złocisto-czerwonej kierownicy. nic innego — mruknął kierowca. tu naciska starter. Piotr odczuwał nawet poważną skruchę. . Tak. — Ach. Rozumiesz. Ale zaraz skamieniał ze zdumienia. czerwonych poduszkach. na którym rzędem stały piękne auta. Czerwony samochód był pusty. Oczy wybałuszył. obejrzymy je trochę. bo byliby wpadli na ścianę. przecież nie mogłem wiedzieć. Ale piękne auta. — Zwariowałem. Czekaj. że wyglądało to tak. ale kierowca nie zastanawiał się wcale nad tym. J — To może o każdej porze dnia jeździ innym — zastanawiał się Piotr — albo może jacyś goście do niego przyjechali. usta otworzył i przez chwilę nie mógł słowa przemówić. — Co to jest? — mruknął. ciekaw jestem — zastanawia się Piotr — po co tu jest ten kluczyk? Zaraz zobaczymy. Piotr znał się na tym doskonale. co robić dalej. polakierowane na czerwono i czarno. Ale najwięcej podobało mu się jedno bardzo duże i długie auto. "{i • — Ale wszystkimi nie może jeździć! 1 r. ale zaraz przypomniał sobie. — Motor warczy. jak się zatrzymuje — zapytał naraz nie wiadomo skąd jakiś głos. To niewidzialni Piotr i Karolcia szybko wysiedli z samochodu. drzwiczki otwierają się i zamykają — co to ma znaczyć? Ale Piotr i Karolcia nie słuchali już dłużej jego rozważań — musieli przecież koniecznie dostać się do samego Prezydenta Miasta. ach! — krzyknęła przestraszona Karolcia. tylko dlatego. że ten wartownik wcale a wcale tego się nie spodziewał. — No pewnie. Nie można powiedzieć. Piotr na szczęście szybko ujął kierownicę i skręcił w bok. Bardzo to było śmieszne i Piotr miał ochotę jesz-c/e trochę strachu mu napędzić. Ja ci zaraz powiem. Toteż tłumaczył się przed Karolcia: — Rozumiesz. Nie.. Ale to jeszcze nic.. niech tylko uda mi się zastopować. — Nic się nie bój — uspokoił ją Piotr — znam się trochę na lym! Nic się nie stało! — Ale naprawdę to był też przestraszony i nie wiedział. że to przez niego stracili tyle czasu. Czekaj! Zaraz spróbujemy! Wsiadaj! Auto było puste i pokusa była zbyt wielka.strażnika za halabardę i naprawdę zupełnie niechcący wyrwał mu ją z ręki. że tu. co to jest z tym motorem. Trzaśniecie drzwiczek — i oto Karolcia siedzi już na skórzanych. Kierowca przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. że mu wyrwał z ręki — najgorsze było to. Karolciu? Tu się włącza bieg. Teraz się dopiero na dobre przestraszył. Naraz auto zatrzymało się. że w takich nowych modelach jest trochę inaczej. Głos brzmiał trochę dziecinnie. jakby halabarda sama teraz ruszyła na wartownika. Tymczasem na podwórze wypadł rozgniewany kierowca czerwonego wozu. Wiesz.. O rety — czy mi się to śni. tylko prędko odpowiedział: — Przecież trzeba wyłączyć motor. Motor warczał. tacy ważni. — Kto do licha rusza wóz pana Prezydenta? — wrzasnął.. że przecież mają iść w niezmiernie ważnej sprawie do samego Prezydenta Miasta. 85 " — Kiedy ja już wolę wysiąść — powiedziała Karolcia — naprawdę wolę wysiąść! — Poczekaj. Zupełnie pusty. jakie to są marki.

że był szczupły. aby m jeszcze podrapał się trochę w ucho. — No to hop! I obydwa lwy natychmiast lekko i zgrabnie przeskoczyły przez ogrodzenie. — Oczywiście.. tak jak to robią na powitanie psy — ten drugi. — Może jeszcze jakoś nam się uda — próbował pocieszyć ją Piotr. że macie niebieski koralik. wsiadaj na mojego brata. że mu ścierpły łapy. nie dając za wygraną. Przy żelaznej. Zupełnie zapomnieli o tym. Przysiadły potem na strzyżonym trawniku i rozejrzały się. — Owszem. — Nie dasz rady! Ach. Naraz poczuła na ręce dotknięcie czegoś ciepłego. czy wy jesteście zaczarowane? — spytał z zachwytem Piotr. . usiłując jednocześnie przecisnąć się między żelaznymi prętami ogrodzenia.»/ . No co. Tak dawno się nie drapałem. Gdy merdał uprzejmie ogonem. przeciągał się z przyjemnością. l właśnie w tej chwili. że przechodnie wpadali na nich albo potrącali. — Chodźmy jak najprędzej. Odsłoniła zapłakane oczy i z niepomiernym zdumieniem zobaczyła. szpary między prętami okazały się zbyt wąskie. — Po prostu chyba najlepiej będzie. ogromnej bramie czuwały dwa zupełnie nieduże kamienne lwy. Ale mimo to. Była już nie tylko zmartwiona. już gotowi? — Gotowi — odpowiedzieli zgodnie Piotr i Karolcia. trochę szorstkiego i wilgotnego. Był nieduży i wydawał się bardzo łagodny i przyjazny. Piotr oświadczył ze skruchą: — Trochę czasu straciliśmy niepotrzebnie. Ale i to się nie udawało. * 88 — Dziękuję — lew kiwnął łbem. . — Czy mówisz to poważnie? — Piotr pełen był jeszcze niedowierzania. Nawet Karolcia nie mogła się tam /mieścić. Oparła się o jednego z kamiennych lwów czuwających przy bramie i ocierała łzy spływające po jej niewidzialnej twarzyczce. — Jesteśmy jak najbardziej zaczarowane i wobec tego możecie na nas liczyć. bardzo proszę. wykutą w kształcie liścia żelazną klamkę. Wcale go się nie bała. co już raz powiedziałem — mruknął lew. wejście główne jest z drugiej strony. który się skarżył. — Chyba że pozwolisz. wąsaty strażnik przekręcił w zamku ze zgrzytem ogromny klucz. mała. — Tędy nie przejdziemy! Ale spróbujemy jeszcze innej drogi — 87 i Piotr. Chodźmy. Wreszcie stanęli przed głównym wejściem. >. jeśli nie tracąc czasu wsiądziecie nam na grzbiety i pojedziemy do Prezydenta. nie spadniesz. Wskazówki na ratuszowym zegarze posuwały się powoli naprzód. jeśli tylko masz ochotę.. a w głębi widać było marmurowe schody i drzewka w drewnianych kubłach. W pobliżu umieszczona była biała tabliczka z napisem: . ale i zmęczona tym wszystkim. mrucząc: — Och! Ależ ścierpły mi łapy! — No pewnie — powiedział na to pierwszy lew — tyle czasu leżeć bez ruchu! — Czy. przeciągnął się raz jeszcze i zachęcił Piotra: — No. Brama była zamknięta. że to kamienny lew przestał być kamienny i że to on polizał ją po ręce. Możecie dla pewności trzymać się grzywy. a potem podrapawszy się dokładnie w lewe ucho. gładkich prętach żelaznego ogrodzenia. Wiemy o was wszystko i wiemy. tu jest napis i strzałka — wskazał Piotr. — Wszystko stracone! Nie dostaniemy się teraz! — Karolcia /ałamała z rozpaczą ręce. wsiadaj na mnie. — O.KAMIENNE LWY! Kiedy już ochłonęli po przygodzie z autem. próbował teraz wspiąć się po śliskich. — Ogromnie nie lubię powtarzać dwa razy tego. że są ciągle jeszcze niewidzialni. nie dasz rady! — zaszlochała Karolcia. — Skąd wiesz? — zdziwiła się Karolcia. i biegnąc narażali się na to. gdy zdyszani jeszcze od pośpiechu mieli zamiar nacisnąć wielką. że zaczarowane — odpowiedziały zgodnie lwy. — Czy pomożecie nam się dostać do samego Prezydenta Miasta? — To właśnie miałem przede wszystkim na myśli — odpowiedział uprzejmie lew. Nic się nie bój. który czuwał po drugiej stronie bramy. A ty.

— Tyle tu jest korytarzy i tyle pokoi. po których wchodziło się do Ratusza. i wolną ręką podrapał się po łysinie. czy to jest sen. wyłożonym czerwonym chodnikiem. Tak się zdziwił ich widokiem. czy nie sen. bo przecież nikt nie przypuszczał. widać. To była oczywiście okazja. A może mi się zwiduje? A może to mi się śni? Uszczypnął się najpierw w rękę. ten. na której stało bardzo dużo szklanek z herbatą. Może to psy! Albo może ogromne koty —f denerwowała się urzędniczka. że jesteśmy zaczarowane i że wszystko wiemy — zniecierpliwił się pierwszy lew (był to ten. Ale lwy wcale się tym nie przejmowały. z lekkim tylko skrzypnięciem. Ale trudno! «•« . . czy nie zdaje? Ale chyba jako żywo nigdy tu nie było w hallu kamiennych lwów. gdzie teraz trzeba iść. gdyż właśnie nadchodził jakiś woźny z tacą. — Wiemy wszystko. kiedy kryształowe drzwi są zamknięte! Sama słyszałam. — Ale jak dostaniemy się do środka. a potem. żeby znaleźć Prezydenta? — zaniepokoił się Piotr. że akurat w tej chwili uchyliły się drzwi jednego z pokoi i na korytarz wyjrzała jakaś urzędniczka. Potem chwycił tacę i pobiegł w drugą stronę. żeby się jeszcze bar90 dziej upewnić. — A czy wiecie. żeby jak najszybciej opuścić hali. — Nie deptać. Przysiadły więc na czerwonym dywanie. Ale cicho! Zdaje mi się. nie moglibyśmy ruszyć się sprzed bramy. który znajdował się w pobliżu. Po prostu. jednak nie znaleźli żadnych zwierząt oprócz dwóch kamiennych lwów. po prawdziwej trawie. Korytarze były bardzo długie i wszyscy zadyszeli się porządnie. że mi się nie zdawało — tłumaczyła się zdenerwowana urzędniczka. — Ratunku! — krzyknęła przeraźliwie. a za nią urzędnicy z innych pokoi. — A my? — zdenerwowali się Piotr i Karolcia. jak je zamykali — przypomniała sobie naraz Karolcła. i znieruchomiały. któremu ścierpły łapy — już ci to mówiłem: przecież gdybyście nie byli posiadaczami błękitnego koralika. — Przecież jesteście niewidzialni! — Prawda! A wy nie umiecie być niewidzialne? — Właśnie że nie — mruknęły lwy. który polizał Karolcię po ręku). że jesteśmy z kamienia. najzwyczajniej w świecie./(H? 89 I pobiegły szeroką. ale już zupełnie cicho. że ktoś idzie! Musimy znów udawać. które spoczywały przed jakimiś drzwiami. Potem podparł się pod boki i zaczął głośno rozważać: — Ejże! Czy to mi się zdaje. Toteż po chwili. pod jakąś palmą. aby kamienne lwy mogły biegać po korytarzach Ratusza. w długim korytarzu. którzy wybiegli z sąsiednich pokoi.„Nie deptać trawników". kamienne zwierzęta. że aż postawił tacę na okrągłym stole. — Zdawało się pani — śmiali się teraz wszyscy z grubiutkiej urzędniczki w okularach. jeden z nich dotknął tylko drzwi łapą i zaraz same otworzyły się szeroko. Biegali po wszystkich piętrach i wszystkich korytarzach. — Powiedziałyśmy wam przecież. dotknął jednego z kamiennych lwów. — Nie jestem pewna. — Czy wiecie też o niebieskim koraliku? — Cóż za niemądre pytanie — parsknął z kolei drugi lew. to nie deptać — mruknęły trochę niezadowolone — miałyśmy ogromną ochotę pobiegać. żeby kogoś sprowadzić. Tymczasem woźny zatrzymał się i popatrzył przez chwilę na przycupnięte. — Ratunku! Jakieś zwierzęta biegają po korytrzu! — Jakie zwierzęta? — zaczęli zaraz dopytywać się urzędnicy. rozległo się ciche stąpanie lwich łap. Była to grubiutka pani w okularach. wysypaną żwirem aleją do marmurowych schodów. chociaż przez chwilę. 44^ . gdyby nie to. I prawdopodobnie nic by się było nie stało po drodze nadzwyczajnego. — To chyba te kamienne lwy tu biegały — powiedział ktoś na to i zaraz wszyscy zaczęli się śmiać. — Kiedy przysięgnę na nie wiem co. — Trzeba sprawdzić! n I rzuciła się w pogoń.

— Czyżbyśmy źle trafili? — dopytywał się tymczasem jeden z lwów. — Ale zanim Piotr zdołał mu odpowiedzieć. — Widać strzałki pokazywały drogę do muzeum. Tylko że ty jeszcze jesteś za mała. żeby na tym się znać. Wreszcie. Wkrótce też. — Może to jest sam pan Prezydent Miasta? — szepnęła Karolcia. gdy tymczasem do sali muzeum miejskiego weszła gromadka dzieci z jakąś panią. y. Ale oczywiście. lwy wpadły na jeszcze jeden korytarz i zatrzymały się przed drzwiami zasłoniętymi czerwoną portierą. O rety! Przecież to wcale nie jest żaden gabinet Prezydenta. ten lew się drapie. proszę pani? Nie jest zupełnie pewne. Były to drzwi na samym końcu korytarza i już dalej nie można było uciekać. spójrzcie. — Proszę wejść! — powiedział ktoś siedzący za dużym. Piotr i Karolcia rozejrzeli się. gdzie wskazywał Piotr. znaleźli się przed wielkimi. Ja się na tym znam doskonale. zmyliwszy pogoń. niech się rozejrzę. tu są poprzybijane strzałki. że zaniemówiła ze zdumienia. kto mógłby wyglądać na Prezydenta Miasta. '.&w »**** < . >»d"«ł i > t" '9 'O /f. — Coś ty? — zdenerwował się Piotr. błyszczącym biurkiem. szybko. i przeczytała na tabliczce: Muzeum miejskie otwarte jest co dzień od godziny 10 rano. dzięki strzałkom. Ktoś wołał „ratunku". aby wezwać straż pożarną albo może pogotowie. — Tylko czy aby w dobrym kierunku biegniemy? — Chyba tak. dzieci — zaczęła objaśniać nauczycielka i zaraz przerwała. Za drzwiami ukazała się ogromna sala pełna różnych obrazów i oszklonych szaf. — Musimy znów skamienieć — jęknął z rozpaczą drugi lew — przestańże się już drapać! Ale niestety już było za późno. rozległ się jakiś gwar za drzwiami. to gdzie jest wobec tego sam Prezydent? — Zaraz. drapiąc się tylną łapą za uchem. Można by powiedzieć. pokryty czerwonym chodnikiem. ale nigdzie nie było widać kogokolwiek. podwójnymi drzwiami. I jeden z lwów pozostał z łapą podniesioną do ucha. że mu się to nie udało.. Nie słyszały już lwy.. które unosząc ich na grzbiecie w paru wspaniałych susach przesadziły całą salę i wpadły na ten sam korytarz. nie zważając na okrzyki spotykanych po drodze ludzi. — Jesteśmy w sali rycerskiej. Ani Piotr. Wobec tego jeden z lwów nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się gościnnie i szeroko. jak najszybciej przed siebie. — No. a jeden pan usiłował nawet z parasolem w ręku dogonić uciekające lwy. A jeszcze inne zapytało: — Czy lwy mają pchły. są strzałki — ucieszyły ssie lwy — niewątpliwie tędy należy się udać. Biegły potem dalej. Ktoś inny krzyczał: — Gdzie jest telefon? Ktoś jeszcze proponował. / I z godnością ruszyły przed siebie. tylko muzeum.Wreszcie wszyscy wrócili do swoich pokoi i znów zaległa cisza. co odpowiedziała na to pytanie pani nauczycielka i co się dalej działo w muzeum.' . 91 — Rzeczywiście. on się drapie! — zawołało tymczasem któreś dziecko. 92 — Oooo. Spójrz! Karolcia odwróciła się w tę stronę. patrzcie. Wreszcie w rogu sali dostrzegli jakąś wysoką postać w żelaznej zbroi. proszę pani. które na pewno wskazują drogę do samego Prezydenta — Piotr był niezmiernie dumny ze swego odkrycia. — Teraz już chyba spokojnie dojdziemy do Prezydenta — westchnęły lwy wstając i przeciągając się. — Przecież to jest po prostu pusta zbroja rycerska. ani Karolcia nie słyszeli już tego. Była to wycieczka szkolna. które otworzyły się przy lekkim pchnięciu lwiej łapy. .

— Ratunku! To Filomena! — jęknął cicho Piotr. panno Filomeno? Czemu biega pani naokoło mojego biurka? Czy tak powinna się zachowywać sekretarka? Filomena zatrzymała się w pędzie i od razu stała się grzeczna i potulna. Nos miała teraz o wiele mniej spiczasty. a w ręku zamiast parasola trzymała ołówek. aby ją przestraszyć. A tymczasem Filomena nie wiadomo skąd zdobyła parasol i z parasolem w ręce nacierała teraz na biedne lwy. — Ha! — wrzasnęła na ten widok groźnie Filomena. że to może jest sam Prezydent Miasta? — spytała szeptem Karolcia. — Nic nie wiemy o niebieskim koraliku — oświadczyły zgodnie lwy. mimo że był schowany w pudełeczku i razem z pudełeczkiem ukryty w kieszeni Karolcinej sukienki. bo muszę pomyśleć o bardzo ważnych sprawach. — Nie umkniecie mi! Muszę odzyskać błękitny koralik! — Nie odbierzesz przenigdy w świecie błękitnego koralika — odpowiedziały bohaterskie lwy. i od razu domyśliła się. którą czytał. kiedy na jedwabnej nitce zwisał z Karolcinej szyi. z parasolem w ręce. — 95 Co pani się stało. że aż mu rozkrwawiła nos.. bardzo miły pan. W rezultacie na nic się nie przydało. ale kłamstwo szlachetne. — Dziękuję pani. Rozglądała się tylko bacznie. wpatrzona w migocący błękitny koralik. i wcale nie było widać. Ryknęły co prawda najgroźniej. Atakowała zaciekle i w pewnej chwili tak mocno trzasnęła parasolem jednego z nich. skamieniejecie już na zawsze! I już nigdy nie będziecie mogły biegać! Uganiała się teraz za lwami naokoło biurka. — Gdzie jest niebieski koralik? Mówcie w tej chwili. a Filomena biegała za nimi. był samym Prezydentem Miasta! — Proszę teraz mi nie przeszkadzać. Wyciągnęła więc swój długi. — Kiedy zdobędę błękitny koralik. Naraz do pokoju wszedł jakiś starszy. — Ha! — krzyczała przy tym. Na szczęście lwy spostrzegły go wcześniej. gdzie znajduje się Karolcia. panie Prezydencie — odpowiedziała na to Filomena i ukłoniła się tak nisko. — Uciekajmy! Ale już było za późno. Niestety! Koralik. Być może. — Dobrze. O ucieczce nie mogło być mowy. gdyż Filomena i tak w to nie wierzyła i nie wątpiła ani przez chwilę. Spytała słodko: — Słucham. błękitnym światełkiem i wskazywał nieomylnie. jak się okazało. Spojrzała też ze złością w . że są skamieniałe. spoglądając przy tym zezem. Lwy umykały w szalonym pędzie. które zaraz zaczęły udawać. W tej chwili czytająca osoba za biurkiem poruszyła się i odłożyła gazetę. czy nie dostrzeże błękitniejącego koralika. że jest w pobliżu i niebieski koralik! I wobec tego Filomena jednym susem przeskoczyła przez biurko i rzuciła się w stronę lwów. który. — Co tu się dzieje? — zapytał ze zdziwieniem starszy pan. dziobiasty nos i węszyła nim po całym pokoju. Było to zresztą kłamstwo. Bo tylko dzięki mocy niebieskiego koralika mogły ożyć kamienne lwy. panie Prezydencie. — Nie boimy się twego parasola! — Zobaczymy! — odgrażała się Filomena. Piotr i Karolcia trzymali się ich kosmatych grzyw. — Ha! — wrzasnęła. ale niełatwo było to zrobić. zadyszana. Chciałam właśnie. — Mam cię! — Uciekajmy! — szepnęła przerażona Karolcia. i natychmiast skamieniały. był widoczny! Świecił słabiutkim. jak tylko potrafiły. którzy ich przed chwilą gonili. kto to jest. że gdzieś w pobliżu musi się znajdować niewidzialna Karolcia. Spiczasty jej nos wydłużył się i zaczerwienił niczym bociani dziób. — Nie wiem.PANIE PREZYDENCIE MIASTA! Ten ktoś siedzący za biurkiem zasłonięty był zupełnie gazetą.. mające na celu ocalenie Karolci i koralika. A jeśli jest w pobliżu Karolcia — to znaczy. Filomena spostrzegła lwy. że na pewno Piotr i Karolcia są w pobliżu. — Czy myślisz. 94 tak jak wtedy w domu towarowym. że nosem prawie że dotknęła czerwonego dywanu. zanim zauważyła jego wejście Filomena. — Uciekajmy! Dobrze było powiedzieć: uciekajmy! — ale dokąd? Przecież za drzwiami na pewno byli jeszcze ci ludzie. nie jest mi pani teraz potrzebna — przerwał jej pan.

krzyknął przeraźliwie: — Aj! Aj! To boli! — Ojej! Bardzo pana. Aż wreszcie. Nie są groźne i są. — Czyje lwy? r — Nasze — powtórzył głosik. żebym był pewien. tak.»s«. przy czym zdecydowanym ruchem odwinął rękaw marynarki i koszuli. ale zarazem i jakby z zachwytem.. — Nie rozumiem. — Uwaga! Raz! Dwa! Trzy! — zakomenderował głos. bo my jesteśmy niewidzialni — wyjaśniał dalej głosik. — Można! — oświadczył mężnie pan Prezydent i wyciągnął rękę. że wreszcie wam uwierzę. •*•{ .} -~. — Ależ to nie są żadne sztuczki — zapewnił natychmiast cienki głosik — to naprawdę. proszę pana Prezydenta Miasta.— Strasznie nie lubię. pudełko z zapałkami uniosło się z biurka do góry. panie Prezydencie Miasta. n ..A • WSHW y** m >j. — I w ogóle kto ośmielił się tu wejść? Kto tu jest? . zmt — To my! Karolcia i Piotr! Z Kwiatowej! Pan Prezydent Miasta rozejrzał się trochę niespokojnie. ku ogromnemu zdumieniu samego pana Prezydenta Miasta. czy można szczypać samego Prezydenta Miasta — wyznał z wahaniem głos.f >. kiedy mi się śnią takie dziwne rzeczy. — Ale.tę stronę. — A to co? — powiedział ze zdumieniem na głos. powędrowała w powietrzu w stronę papierosa. — Tak. gdzie w półmroku gabinetu migotał błękitny. Prezydent Miasta odwrócił się teraz w stronę swojego biurka. a ja nie mogę się obudzić — mruknął Prezydent. Gdy już się zapaliła. panie Prezydencie.. — Niewidzialni? — powtórzył jeszcze raz z niedowierzaniem. że nie było ich tu przedtem — wyjaśnił bardzo uprzejmie jakiś cienki głosik — bo to są nasze lwy. to znaczy nie wiemy. — Kiedy to się panu wcale nie śni.. kiedy zobaczył przed sobą Piotra i Karolcię. że to nie jest sen? — Nnnie. że przedtem nie było tu nigdy żadnych lwów!!!!! — Oczywiście. wyszła. — Pan nas nie widzi. — Wiesz. W tejże chwili. — Tak. . — pan Prezydent Miasta wydmuchnął dym przez nos i widać było. Jednocześnie rozległ się szept: — Piotrek! Sam wiesz. trzasnąwszy lekko drzwiami.. Zresztą. może się pan sam o tym przekonać. nieduże.. .. potem jedna zapałka wydobyła się sama z pudełka i potarła o nie. który akurat właśnie zamierzał zapalić papierosa. — Nic nie rozumiem. że tu chodzi o niezmiernie ważną rzecz. . Chce pan? — Proszę bardzo — zgodził się tym razem uprzejmie Prezydent. że nie wolno bawić się zapałkami! 7 — Karolcia 97 — Nie bądź dziecinna — zabrzmiała również szeptem odpowiedź. «. czy nie mógłbym was zobaczyć? Chociaż na chwilę? Przyznam się. Ale słuchajcie! Czy wy ciągle musicie być niewidzialni? Czy. — Co za: nasze? — zniecierpliwił się Prezydent Miasta. przepraszamy! — powiedzieli ciągle niewidzialni Piotr i Karolcia. Jesteśmy jak najbardziej niewidzialni. i pogroziła pięścią skamieniałym lwom. co ma o tym myśleć. upragniony koralik. w istocie sam was o to prosiłem — wyznał ze skruchą Prezydent — tak! Zdaje mi się. jak pan widzi. -— Zdaje mi się. ale to przecież pan sam kazał!.•» 96 — Niewidzialni?! — zdumiał się Prezydent. co to za sztuczki. Ledwie to jednak zrobił.q i — To my... że nie lubię rozmawiać z kimś. że sam nie wie. proszę pana! — A czy moglibyście mnie uszczypnąć. kogo nie widzę! Bardzo nie lubię! Jeszcze Prezydent Miasta nie skończył tych słów. — Co: naprawdę? — Naprawdę jesteśmy niewidzialni. gdy naraz z ogromnym zdziwieniem zauważył przycupnięte pod ścianą dwa kamienne lwy. bardzo niechętnie.k'4 n i h'"->rit — Co za: my? .

VV« x 5' -ł i* RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE — Przepyszne! — oświadczył pan Prezydent Miasta. Nie zdążyłem zjeść śniadania. Czy zje pan je razem z nami? I wyciągnęła natychmiast z kieszeni paczkę ze śniadaniem. czeka na mnie cała masa obowiązków niezmiernie ważnych. . dobrze — zgodził się pan Prezydent Miasta — a przez ten czas opowiecie mi. że jest niezmiernie ważna! — krzyknął z zapałem Piotr. że brama była zamknięta. proszę pana Prezydenta — kiwnęła główką Karolcia 98 l i ukłoniła się najgrzeczniej. 4. że wasza sprawa też wydaje mi się niezmiernie ważna. — A w dodatku.. jak wiecie. że powinienem sam to jakoś zbadać. o której mi opowiadaliście. bo właśnie zdaje mi się. Ale jak to zrobić? — Niech pan zaraz pojedzie z nami do naszego ogrodu! — zaproponowała Karolcia. Na lwach! — uczciwie wyznał Piotr. że jestem głodny. dobrze. tak. Były tam również. 99 Ale lwy zaraz gwałtownie zaprzeczyły — nie. Lwy oczywiście ochoczo skorzystały z tego zaproszenia i przeciągały się prostując zdrętwiałe łapy.. — Chętnie bym to zrobił. więc to wy byliście przed chwilą niewidzialni? — zdumiał się ogromnie.. wcale nie są głodne i w ogóle raczej odzwyczaiły się od jedzenia. zapewne — grzecznie przyznał im rację Prezydent — ja tylko tak wspomniałem. rzeczywiście — zgodził się Prezydent trochę niepewnie. muszę przyznać. No. czy czasem nie są głodne? — przypomniał sobie nieco trwożnie Prezydent Miasta. s. Bo czym może się odżywiać taki mały. gdybyśmy byli widzialni. Już. jak wiadomo. są zupełnie przyjemne. •".«>. Skończył właśnie jeść czekoladowe serduszko i wyglądał na niezmiernie zadowolonego. — Tak. to sądzę. toby nas dogoniła Filomena. — Nic nie rozumiem! Na kamiennych lwach? — Oczywiście. one nie zrobią nic złego — uspokajał Prezydenta Piotr. Ale. — No właśnie! Oczywiście. — Ach. ktoś mi o tym wspominał. — Jak pan widzi. — A co do tej sprawy..«ds. panie Prezydencie — ucieszyła się Karolcia — czy mogę pana poczęstować? Ciotka Agata przygotowała dla nas pyszne śniadanie. znane już serduszka czekoladowe. — Aaaa. — Piotr i Karolcia. „? . . są nadzwyczaj dzielne. — Co ty mówisz? — znów się zdziwił pan Prezydent Miasta. — A dlatego musieliśmy przyjechać na lwach. MfS I. . ale dlaczego byliście niewidzialni? — No. — A cóż znowu chcecie od Filomeny? Filomena nie jest co prawda najsympatyczniejsza. — Być może. zdaje mi się. — To jak wy się nazywacie? . — Jest raczej czarownicą — sprostował Piotr. przecież one wcale nie są tak wciąż kamienne! Tylko proszę się ich nie bać. być może. ale jest dobrą sekretarką. po coście tu właściwie przyszli. — Tak.. a Piotr szurgnął z szacunkiem nogami. Proszę mi wierzyć. Ale czego właściwie ode mnie chcecie? — I po coście tu przyszli? — Właściwie przyjechaliśmy. — Hm! — zastanowił się Prezydent. — I pilnej! — dodała Karolcia. — I mimo że nie są przecież takie duże jak prawdziwe lwy. 2>n. jak tylko potrafiła. tak. gdy tymczasem Karolcia poprosiła lwy. kamienny lew? — Tak.. AJH Ł. aby znów przestały być kamienne.. — No. .L "4 '' t. Chociaż. .«% jr — Aha! Piotr i Karolcia. — To są naprawdę wyjątkowo łagodne lwy — zapewniała gorąco Karolcia. bo przecież inaczej nie moglibyśmy się dostać do pana w niezmiernie ważnej sprawie — wyjaśnił Piotr.— Więc.

Przecież i tak muszę poprosić koraliczek. korzystając z tego. — Czy nie mógłbym stać się niewidzialnym tak jak wy? Tak chociaż na trochę? Bo oczywiście. aby stąd wyjść! — krzyknęli Piotr i Karolcia. Teraz Piotr z Karolcią odbyli błyskawiczną naradę — czy można tak ryzykować? Czy można znów prosić koralik o przysługę? Przecież na pewno znów zblednie. żeby się przekonać. Filomena mogła nie dopuścić do tego.. jak najszybciej na korytarz. nie mówię.. — To byłoby cudowne! Ale czy to się uda?! — Czemu ma się nie udać? Musimy tylko pomyśleć. sprawa nie była łatwa. bo po co ma wpadać. — Prawda! — zmartwił się Piotr. aby skakać z takiej wysokości. Ale nie ma innego wyjścia. jakie jest naprawdę działanie czekoladowych serduszek. że przedtem muszę podpisać trzysta siedemdziesiąt sześć bardzo ważnych dokumentów. — Jak to: nie muszę! Jeśli będę chciał wyjść. jak tylko da się najszybciej. a przez ten czas wpadnie tu Filomena.. Na mnie też ciągle krzyczy i na nic mi nie pozwala. ale tak na trochę! Boże! Zawsze o tym marzyłem! Ach! Karolciu. jeśli mnie ktoś spotka biegnącego przez korytarz? 5 l 102 — Hm! To prawda — zastanowił się Piotr. dokąd ma zamiar się udać.. Na pewno rzuci się w pogoń za nami! My naturalnie będziemy uciekać. Już mam plan. jak to zrobić! Już wiem — Piotr aż podskoczył z zachwytu — Karolciu! Musimy tak zrobić. — Ale czy mi się uda stąd wyjść? Moja sekretarka na to się nie zgodzi! — Filomena? — Tak jest! Filomena! Nie myślcie.. aby pan Prezydent Miasta mógł stąd spokojnie uciec. Ale niestety! Okno znajdowało się na pierwszym piętrze i nie było mowy.— Niech pan zaraz z nami jedzie. że ona tylko wobec was jest taka niedobra. ale to jak najszybciej wymknie się przez otwarte drzwi. — Ba! — westchnął smutnie Prezydent. Nie warto się nawet nad tym zastanawiać. — To co wobec tego zrobimy? Aha. aby mogła wiedzieć. A oczywiście nie było mowy o tym. że Karolci i Piotrowi było go niezmiernie żal. nie mogę w to uwierzyć! Bo wtedy byłoby łatwiej uciec. chociaż wcale a wcale nie wiedział. Był tak zmartwiony. już wiem! Pan musi stąd uciec. wszystkich wyrzuca za drzwi! — Ale pan przecież wcale nie musi się pytać jej o pozwolenie. Ona pewno pana wtedy nie zauważy. — Więc stanie się tak. Co robić? — Co robić? — powtórzył smutnie Prezydent. a tymczasem pan Prezydent Miasta. — Ale jaki plan? — denerwowali się Karolcia i Prezydent. Ale Karolcia zaraz zaprotestowała i przypomniała Piotrowi. żeby tak na zawsze. wsiądziemy na nasze lwy i wypadniemy szybko. szybko. Wspaniały plan! Wszystko się uda! Ręczę za to.. — Tak. — Zrobimy tak: otworzymy drzwi. — Wcale nie wpadnie! — bronił swojego planu Piotr. to niemożliwe — smutnie pokręcił głową Prezydent — a co będzie. to ona zaraz powie. — Wcale nie wpadnie. którzy przychodzą do mnie z różnymi sprawami. Tak. że przecież w domu towarowym Filomena połknęła co najmniej pół tuzina serduszek i wcale a wcale to jej nie pomogło. że może pan być na trochę niewidzialny. wyjdzie pan przez okno! Tu chyba nie jest bardzo wysoko? I zaraz podbiegł do okna. — zmartwił się Prezydent.. że Filomena będzie zajęta pościgiem za nami. a tymczasem. — Już wiem! — zawołał naraz Prezydent. — A gdyby jej też dać czekoladowe serduszko — zaproponował naraz Piotr — może by się zmieniła? — To jest myśl — ucieszył się Prezydent. 101 aby Prezydent Miasta wydalił się ze swego gabinetu bez jej wiedzy. A ja tak nie lubię podpisywać dokumentów. żebyśmy my — to znaczy Piotr i ja — znów stali się . panie Prezydencie! — Uciec?! — zawołał z zachwytem Prezydent. — Ale już wiem. — E.. Nie pozwala mi przyjmować tych ludzi.

W końcu jednak. policzywszy uderzenia. bo nos miała znów niezmiernie wydłużony i patrzała zezem. Musimy więc ułożyć plan ucieczki. Co prawda Prezydent miał szaloną ochotę spłatać jakiegoś figla Filomenie. to już od razu poproszę. szybko wbiegł po marmurowych schodach na pierwsze piętro. wobec przypomnień. a muszą też stąd się wydostać. że tym razem jest to sprawka jej dwojga przeciwników. że czas ucieka. T-U. a wraz z nimi niewidzialni Karolcia i Prezydent Miasta. aby szybko pozbierać wszystkie papierki. a czego nie wypada mi robić. żeby i pan stał się niewidzialny. że naprawdę jest niewidzialny. a ona była najpewniejsza. że zamachał jednym papierkiem przed jej nosem. Mogli teraz swobodnie pojechać na Kwiatową. — Spełniło się marzenie mojego życia! Kiedy Piotr dogonił ich na korytarzu. że będziemy niewidzialni. na którym muszę być. a potem zręcznie zjechał po poręczy. ale nie było na to czasu. otworzyć drzwi i przejść do drugiego pokoju. bo trzeba było jak najszybciej wydostać się z gabinetu. Nie mógł też się powstrzymać. . bardzo chętnie — mruknęły teraz zgodnie obydwa lwy. że to naprawdę wiatr... Musieli też zatrzymać się przy sali muzealnej.niewidzialni. a po drugie. i rzuciła się na ziemię. ale po solennym zapewnieniu Karolci i Piotra uwierzył im w końcu i Piotr mógł wreszcie. że zdarzy się coś takiego w moim życiu. I zdarzyło się teraz. — Za nic na świecie — zaprotestowały zgodnie obydwa zwierzęta — jesteśmy . przemaszerował w niej przez całą salę. ba! Po drodze musieli się co chwila zatrzymywać. Widocznie knuła coś niedobrego. że to podmuch wiatru. Zrobimy tak: ja zrobię coś takiego. A? /. mimo błagań Karolci i Piotra. żeby Filomena zagapiła się i nie zauważyła.^j 104 — Wybaczcie — powiedział — ale muszę koniecznie zrobić coś takiego. z tysiącznymi ostrożnościami. Filomena nawet się nie domyśliła. I zanim się spostrzegli. aby nie ślizgać się po wyfroterowanej posadzce w hallu Ratusza. — Wobec tego nie mamy czasu do stracenia — zdecydował Piotr. — A więc jestem naprawdę niewidzialny — szepnął wtedy w upojeniu Prezydent. — Ba. To się będzie i tak liczyło za jedno życzenie. zgodził się jechać na Kwiatową. — Karolciu! Musimy znów stać się niewidzialni! I pan Prezydent Miasta też. gdyż Prezydent chciał się koniecznie nacieszyć swoją niewidzialnością. Ale Piotr był nieustraszony. przeciągając się — zupełnie już zdrętwiały nam łapy. wyobrażałem sobie. Byłby w ten sposób przewrócił swojego zastępcę. Ale. — Czasem. • >a* 103 — Ale przecież my będziemy niewidzialni — zauważyła Ka-rolcia. bo przecież inaczej stąd się nie wydostaniemy. — Już wiem! Wsiądę na jednego z lwów. — Już jest południe! — krzyknął Prezydent. Ach! Tymczasem zegar na wieży ratuszowej wybił godzinę dwunastą. zdaje się nam. Co prawda Prezydent Miasta wcale nie chciał wierzyć. — Za dwie godziny odbędzie się ogromnie ważne posiedzenie rady miejskiej. kiedy wy będziecie stąd wychodzić. A jeśli będę prosiła o to dla nas. na co mam zawsze szaloną ochotę. — Niewidzialni. Ale już nie było czasu na dalsze rozmowy na ten temat. ale lwy? Przecież lwy są widzialne. odetchnęli wszyscy. niewidzialni! Oczywiście. gdzie Prezydent przywdział zbroję i dusząc się ze śmiechu. ku wielkiemu zdziwieniu zwiedzających.. — Ach! Jestem taki wzruszony — wyznał Prezydent. który nazywano sekretariatem i w którym za dużym biurkiem siedziała zamyślona Filomena. kiedy jeszcze byłem małym chłopcem. — Oj. grubiutkiego pana Wiceprezydenta Miasta. Była zupełnie przekonana. Skoczył szybko i niby wiatr zdmuchnął z biurka wszystkie papiery na nim leżące. ale jak pojedziemy? — zastanowił się naraz. Musiało mu więc wystarczyć to. ponieważ jestem Prezydentem Miasta. że w tym dywanie są pchły! — Cóż znowu! — zaprotestował słabo Prezydent Miasta. A tymczasem przez uchylone drzwi wymknęły się obydwa lwy.

że od razu. okrążali place i właśnie mieli przejechać jeden z pięciu mostów miejskich. — Szybko. — Musimy się jakoś przebić — postanowił Piotr. Chyba żebym sam poprowadził auto! To był doskonały pomysł. gdy naraz na jednym skrzyżowaniu policjant dał znak. gdy naraz ktoś na ulicy przystanął i zawołał: — Patrzcie na to czerwone auto! Jedzie bez kierowcy! A w aucie jadą dwa małe lwy! Teraz już wszyscy patrzyli na czerwony wóz. Piotr obok niego. . . kiedy jestem niewidzialny! Przecież szofer nie będzie chciał jechać z niewidzialnym Prezydentem. Jedźmy dalej! Ba. aby zatrzymać auto. Koniecznie chciały zobaczyć ogród i zjeżdżalnię oraz przejechać się na karuzeli.« j.K t. zamiast niewidzialności. korzystając z tego. które jedzie samo.przecież zupełnie małe lwy i nie udźwigniemy takiego ciężaru! — I nogi będą się panu wlokły po ziemi — poparła lwy Karol-cia. — Nie — powiedział po zastanowieniu Piotr — nie możemy jeszcze tego żądać od koraliczka. . F l V »\ • r f f/. — Jeszcze się rzucą na kogo! — Uciekajmy! — błagały lwy. a Karolcia z lwami z tyłu. aby schwytać lwy. — Chyba znów musimy być widzialni! — powiedziała Karol-cia. — Ale też szkoda byłoby nie być niewidzialnym chociaż raz w życiu — westchnął Prezydent. szybko! Nie ma ani chwili do stracenia. czerwone auto wyjechało z podwórza. >?cv< •*>. bez kierowcy. — Nie możemy znów całej roboty zwalać na koralik. Ale Piotr przeciwstawił się temu. — A czy wasz koraliczek nie mógłby zrobić tego. „ u.». a po drugie. Jakże jednak pojadę autem. to jazda! Motor zawarczał i zanim ktokolwiek się zorientował. nie poprosiliśmy o przeniesiene do ogrodu — dodała Karolcia. Ale czy można zatrzymać auto. — Jedźmy wobec tego autem.^'. w którym nie ma nikogo przy kierownicy? Wobec tego policjant z otwartymi ze zdumienia ustami patrzał tylko za oddalającym się . — No.f STOP! ZATRZYMAĆ WÓZ! Prezydent prowadził samochód doskonale. f M. — Wcale nie chcemy dostać się do Ogrodu Zoologicznego. A inni znów domagali się. że kierowca poszedł do bufetu napić się wody sodowej. 107 Musiał teraz bardzo uważać — prowadzenie auta w tych warunkach wcale nie było łatwe. ale wykonać znacznie trudniej! Przede wszystkim na skrzyżowaniach ulic i przy krawężnikach gromadziły się tłumy przechodniów: wszyscy koniecznie chcieli zobaczyć auto. chcieli też na własne oczy obejrzeć jadące autem lwy. dobrze to powiedzieć. Zresztą my sami też musimy pokonać jakieś trudności. — Zatrzymać auto! Zatrzymać! — zaczęli teraz wołać niektórzy. I tak jest już bardzo blady.. . Prezydent poparł go: — Postaramy się umknąć — powiedział przez zaciśnięte zęby.rt. w którym odbywała się tymczasem błyskawiczna narada: co robić. Należało tylko szybko dostać się do 105 r w czerwonego auta samego Prezydenta. Zgrabnie wymijali autobusy i tramwaje.''. — Szkoda. Ale Prezydent dawał sobie doskonale radę na wszystkich skrzyżowaniach ulic. — Trzeba je oddać do Ogrodu Zoologicznego! — krzyczeli. Nie było bowiem nawet mowy o pozostawieniu lwów przy bramie. abyśmy od razu znaleźli się w ogrodzie? — zaproponował Prezydent. — Prezydent zasiadł przy kierownicy. '.

— Ale co będzie. kiedy staniemy w szeregu zatrzymanych pojazdów? — Czy musimy jechać przez skrzyżowania ulic? — spytał Piotr. ale niezbyt długo. a drugi przewrócił się na grzbiet i machał wesoło łapami. gdy nadjechał pościg. a przez głośniki ktoś mówił grubym głosem: — Uwaga! Uwaga! Czerwone auto przebiega ulice miasta i zagraża bezpieczeństwu mieszkańców! A w aucie pełno jest okropnie drapieżnych lwów! Uwaga! Zatrzymać wóz! — Co teraz zrobimy? — spytał Prezydent. Lwy nawet zaproponowały. Karolcia i oba lwy. a za nią kilku strażników miejskich. do ogrodu. które zatrzymało się na skraju autostrady. Alarm oczywiście poskutkował. — Bardzo chętnie.. Było to ogromne auto. — To właśnie ta autostrada — zawołał Prezydent. Co prawda lwy broniły się bohatersko. — Czy chcecie pojeździć trochę naokoło miasta? . Po chwili jednak zeskoczył ze swego stanowiska i zaalarmował wszystkie posterunki: — Uwaga! Czerwone auto pędzi samo przez miasto! Nikogo nie ma przy kierownicy. Potem załadowali je na wóz i wśród okrzyków Filomeny: „Do Zoo! Trzeba je zawieźć do Zoo!" — odjechali szybko w kierunku Ogrodu Zoologicznego. która się nie krzyżuje? — Oczywiście — przypomniał sobie Prezydent. Rada była może i dobra. — Trzeba je ratować! — krzyknęła Karolcia. — Tylko jak to zrobimy7 . — Jedziemy dalej — zdecydowali Piotr i Karolcia. a potem musimy skręcić w lewo — radził Piotr. że są kamienne. a w aucie siedzą dwa lwy i okropnie ryczą! Lwy co prawda wcale nie ryczały. szerokiej szosie. Filomena i strażnicy już dopadli biednych lwów. które im porządnie zdrętwiały od tego ciągłego udawania. jakiś wóz pędził z tak niezwykłą szybkością. jeśli złapią nas na skrzyżowaniu ulic. Karolcia i Prezydent — zdążyła nadbiec z pomocą. gdyby nie to. ale były to przecież zupełnie małe lwy. uszczęśliwione swobodą. — No dobrze — zgodził się Prezydent — pobiegajcie przez chwilę.wozem. bo przecież jeszcze musimy zdążyć na Kwiatową. Zaledwie cała trójka — to znaczy Piotr. a potem gonić się w ósemki. i zaczęły dla rozprostowania łap biegać najpierw w kółko. że trzeba jechać przed siebie. a strażnicy przywieźli z sobą ogromną siatkę z niezmiernie grubych sznurów i właśnie w tę siatkę lwy 109 schwytali. aby auto zatrzymało się na chwilę. — Chyba jest jakaś ulica. — Sam nawet dokonywałem jej uroczystego otwarcia. *t>»<:o -. Jeden z nich biegał właśnie beztrosko po zielonej trawie z zerwanym kwiatkiem w pysku. żeby wszystko wyglądało jak najbardziej groźnie. . który znów odzyskał dobry humor. ale policjant powiedział tak. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości. Bardzo mu się podobała ta wyprawa i wcale nie miał ochoty zatrzymywać się. ale niedługo! Lwy. 108 — Bardzo chętnie! — odpowiedzieli wszyscy. — Musimy ocalić lwy! — To nie ulega wątpliwości! — zgodził się Prezydent. Jeszcze parę ulic. — Mnie się zdaje.-w. żeby mogły pobiegać trochę po trawie i rozprostować łapy. • >. i znaleźli się na gładkiej. wyskoczyły z auta. gdy tylko odjechali. że rozbawione lwy nie zdążyły się ukryć. że na szosie rozległy się naraz głośne sygnały samochodowe. Najgorsze jednak było to. Był po prostu w rozpaczy. Czyżby pogoń wpadła na ich trop? W istocie. gdy tymczasem niewidzialna trójka w aucie zastanawiała się. To jest autostrada naokoło miasta. że nadjeżdżało jakieś auto. z którego natychmiast wyskoczyła Filo-mena ze swoim ogromnym parasolem.. że zaledwie zdążyli ukryć w pobliskich zaroślach czerwone auto. Natychmiast w całym mieście zaczęły wyć syreny. Zaczęła się walka — ale była to walka nierówna.niA nn j<>. gdzie był mały ruch i prawie wcale nie było posterunków policyjnych. to znaczy Piotr. jak teraz najbezpieczniej będzie dojechać na Kwiatową.

że ma ogromną ochotę przejechać się na wielbłądzie. Całe szczęście. Tak bowiem zostało postanowione. byli niewidzialni.Zdaje się. co by wskazywało na to. — Czy nie możemy iść nieco wolniej? — A przez ten czas zamkną na zawsze nasze lwy! — denerwował się Piotr. żeby kiedyś dosiąść takiego rumaka pustyni! — Na pewno pan potrafi — dodali mu odwagi Piotr i Karolcia i pomogli wgramolić się na grzbiet zwierzęcia. » /> **f«4 — Do Zoo — odpowiedział Piotr. w której mieszkały foki. — Trochę już zapomniałem biegać — tłumaczył się z zawstydzeniem. wymachując parasolem. i zastanawiali się. czy potrafię — wyjąkał Prezydent. Sami umieścili się na drugim wielbłądzie. Były zrozpaczone i widocznie straciły . które zresztą okazało się łagodne i cierpliwe. gdyż tłum zwiedzających przybywał zazwyczaj dopiero po południu. Siedziały już właśnie w wielkiej klatce. •». — Jeszcze jak niedobra! — mruknęła Karolcia Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad charakterem Filomeny. "\*'-«}l i X . że to taka niedobra czarownica. I dodał z westchnieniem: — Nigdy nie lubiłem tej Filomeny. proszę siadać przy kierownicy! — Ale dokąd mamy pojechać? i. — Pojedziemy tam na wielbłądach! Proszę wsiadać na pierwszego. które dozorca puścił luzem.'^' tf ' '" ' j * "t t .v 4'l *"• *"**' <* '<»"" '»-*< *' "/»!«' f' j/*i . Udało się im doskonale. Szli teraz jeszcze pustymi alejkami. A zaś cała trójka — Prezydent. Ale widać 111 było od razu. Jednocześnie jednak żal mu się zrobiło Prezydenta. jak wiadomo. tylko rozglądali się pilnie. Nie darmo byli niewidzialni. a my z Karolcia pojedziemy na tym drugim! — Nie wiem.P' j f DZIWNE ZWIEŻĘ Czerwone auto cicho zatrzymało się przed bocznym wejściem do Ogrodu Zoologicznego. nie zważali na wrzaski w ptaszarni.« U^H^. Ale Prezydent w żadnym wypadku nie mógł za nimi nadążyć. — Co wobec tego zrobimy? — zapytał Prezydent. na których nie było widać jeźdźców. Karolcia i Piotr — i tak przecież wejdzie bez żadnego trudu. — Biegnijmy tam — zakomenderował Piotr i puścili się pędem. Trzeba było przede wszystkim zastanowić się nad tym. — Przez całe życie o tym marzyłem. — Już wiem! — krzyknął naraz Piotr. wóz Prezydenta stanie skromnie przy tym wejściu. Mijali klatki z małpkami i rodziną niedźwiedzi. jak podskakiwała. przez które wchodzili tylko pracownicy Zoo. gdzie umieszczono ich przyjaciół. żeby trochę zażyły swobody. ci. ze aby nie zwracać uwagi. że personel Zoo był w tej chwili zajęty oglądaniem dziwnej odmiany małych lwów przywiezionych przez Filome-nę! Nikt więc nie zwrócił uwagi na galopujące wielbłądy. ale nie wiedziałem. jak uratować i wyzwolić lwy. Nos znów miała wydłużony i mocno zaczerwieniony na czubku. — A teraz jazda! — zakomenderował Piotr. panie Prezydencie. który był ogromnie zadyszany. W tym wypadku sprawa może się przewlec i nie wiem. czy nie zauważą czegoś. < łl t tl > n v *>* l . Obok przechodziły właśnie dwa wielbłądy. dobiegły ich piskliwe okrzyki Filomeny: — Trzeba te lwy zaraz zamknąć w klatce! Są ogromnie niebezpieczne! Uważajcie! I widać było. czy prędzej jak za rok zdołamy je uwolnić! Był bardzo tym zmartwiony. gdzie też mogą być ich lwy. Wreszcie na końcu ogrodu w pobliżu sadzawki. — Za rok?! — krzyknęła Karolcia. — To niemożliwe! — Musimy je uwolnić natychmiast — zdecydował Piotr — siadajmy do auta i jedźmy! Panie Prezydencie. Gdy zatrzymali się w pobliżu zbiegowiska. zauważyli podejrzany ruch. że musiałbym wystosować pismo do dyrekcji Ogrodu Zoologicznego.

Korzystając z tego kapucynki szybko otworzyły klatkę. «.. którym. Dwie z nich zeskoczyły z drzewa wprost na śmieszny kapelusz Filomeny i wsunęły go jej tak mocno na oczy. bardzo śmiesznie kwiczą. a nawet i sam pan dyrektor Zoo. zachwycone tym pomysłem. razem z Prezydentem do auta. a Karolcia i Piotr zajęli się Filomena. kim jest naprawdę Filomena. ni zowąd na wybiegu dla słoni wszystkie słonie ustawiły się rzędem. Zgodny chór słoni zagłuszył zupełnie w tej chwili okrzyki Filomeny. Z dyrektorem na czele pobiegli natychmiast w tamtą stronę. — Zaraz to zrobimy! — oświadczył beztrosko Piotr. Karolcia pobiegła do słoni i namówiła je. boję się.. to jednak był zupełnie widzialny dla zwierząt. nie bójcie się! Przecież jesteśmy niewidzialni! Uciekajcie jak najprędzej! Wobec tego lwy razem z samym Prezydentem pobiegły w stronę bocznego wyjścia. „A może słonie i foki niebezpiecznie zachorowały?" — pomyślał i zaraz kazał wezwać lekarza zwierząt. kim jest Filomena. — Biegnijcie zaraz. po pierwsze. — Damy sobie radę. miotającej się i rozzłoszczonej jak stado najgorszych tygrysów. aby dłużej utrzymać uwagę dyrektora i dozorców. małpki zaatakowały Filomenę. piszcząc z uciechy tak przeraźliwie.. Nie zajmował się już małymi lewkami dziwnej rasy.-• n.nadzieję na uwolnienie. Dyrektor teraz zupełnie nie wiedział. jak wiadomo. nigdy nic podobnego w życiu nie widzieli. a tymczasem ty i pan Prezydent uwolnijcie lwy. W ten sposób Filomena została sama jedna przy klatce. Korzystając więc z tego. uczepiona jej prętów. zaczęła jak szalona fikać koziołki w wodzie.. — Mam doskonały pomysł. Tak dziwne. co robić. że Piotr zaczął się obawiać. Każdy się z łatwością domyślił. — E. — Tylko jazda do roboty! Po małej chwili zaczęły rzeczywiście dziać się w Zoo najzupełniej dziwne rzeczy. Czar bowiem niebieskiego koralika miał tę właściwość. że żaden pomysł tu nie pomoże! — Poczekaj. podniosły trąby do góry i zaczęły po swojemu trąbić. jak najszybciej. są bardzo mądre. a my was dogonimy — rozkazał Piotr. że nic nie widziała.. że dyrektor Zoo i dozorcy pobiegli do słoni i fok. ze względu na ich poprawne zachowanie. Po zamknięciu klatki Filomena zdołała wreszcie ściągnąć kapelusz i gdy . Wepchnięcie jej teraz do pustej klatki było dziełem jednej chwili. I oczywiście słonie doskonale wiedziały. wolno było pozostawać na swobodzie. Ale na szczęście lwy i foki dostarczały im jeszcze dosyć zajęcia. Usiłowała dosięgnąć lwów parasolem i wrzeszczała jakieś niemądre słowa. Nie ulegało wątpi i8 — Karolcia 113 ii wości. Kapucynki. że wiedziały. że małe małpki. W dodatku do ryku słoni przyłączyły swój głos foki. — A co będzie z wami? — martwiły się lwy. że to była zmowa. Bowiem ni stąd. a potem. czy teraz one nie ściągną na siebie uwagi dozorców. 772 — No dobrze. że zgromadzeni przy klatce nowych lwów dozorcy. — Ja postaram się jakoś odciągnąć ich uwagę. iż wcale nie zauważyła. A była tym tak zajęta. skakały z gałęzi na gałąź.. aby zachowywały się w ten sposób. wysłuchawszy dalszego ciągu planu Piotra. najpierw posłuchaj mojego planu. przywiezionymi przez zwariowaną paniusię z parasolem. siedzą na pobliskim drzewie i przyglądają się jej z zainteresowaniem. które. Ryk słoni zaniepokoił wszystkich pracowników Zoo. kapucynki. spróbuję — zgodziła się po chwili Karolcia. Tego tylko było trzeba! Lewki szybko i zwinnie wymknęły się z niej. Musimy przede wszystkim postarać się o to. Jedna z nich. — Trzeba za wszelką cenę otworzyć klatkę — szepnęła Karolcia. i że natychmiast postanowiły dopomóc lwom oraz Karolci i Piotrowi. że to się uda! — zawołał Piotr z otuchą. by ten cały tłum ludzi oddalił się od klatki. — Zobaczysz. że chociaż ktoś był niewidzialny dla ludzi. które doskonale znają się na czarodziejskich historiach. a po drugie. Stało się to niemal błyskawicznie.

— Nie ma rady. — A jakim prawem pan mi zabrania? — powiedział na to urzędnik. t j. żegnani okrzykami kapucynek. „ż" czy „rz"? — Zaraz. Jednak to się jej nie udało. z kim rozmawia. kiedy pan musi użyć swojej powagi i zabronić im zamknięcia bramy. 775 — Zdaje mi się. to jedźmy! — zawołał na ich widok Prezydent i nacisnął starter. „„ — Uciekajmy teraz! — zawołała Karolcia. gdyż znów przeraźliwie zawyły syreny. Przybyli w ostatniej chwili. dosiedli znów wielbłądów i błyskawicznie znaleźli się przy bramie.. Jak się pisze „zwierzę". gdy czerwone auto zatrzymało się przed bramą ogrodu.W Ot. panie Prezydencie — powiedziała Karolcia z łagodną perswazją. zaraz — zaczął się zastanawiać Prezydent — zdaje mi się jednak. a włosy miała rozczochrane i zjeżone. Podbiegł do urzędnika z kluczem i powiedział bardzo grubym głosem: — Zabraniam panu zamykać ogród. że w tym napisie. gdyż był w tej chwili niezmiernie zajęty. męcząc się z kluczem. proszę pana. — Spróbujemy! — I szybko wyskoczył z auta. ^KJ > <n >r> 114 — Uciekajmy! — powtórzył Piotr. A przecież nie usłuchają niewidzialnego człowieka! — Kto wie? — zastanowił się Prezydent. Karolciu — oświadczył Piotr.. gdzie czekał na nich niewidzialny Prezydent z lwami. Skakała więc tylko ze złości aż po sam wierzch klatki i rozczapierzała swe szponia-ste palce — wyglądała jak bardzo dziwny stwór. A potem wskoczyła na zawieszoną w klatce suchą gałąź i zaczepiła się o nią nogami. — E. nie odwracając głowy. aby wyłamać kraty. — Zaraz. chwileczkę — zatrzymał go Piotr — zdaje mi się. gdy właśnie jacyś dwaj urzędnicy ogromnym kluczem mieli zamiar zamknąć bramę ogrodu. M . — Cóż znowu się stało? — zaniepokoił się Prezydent. V i NARESZCIE W OGRODZIE! — To tu! — radośnie zawołała Karolcia. Ale nie zdążył dokończyć. Ale jeszcze przedtem na białej deseczce.spostrzegła. — Nie ma rady. Dopiero kiedy .1 1 VJ>? < r *• f * 0/i'*fA"i0o i/ aur • » . który zostawiłem na klatce z Filomeną. panie. U < ' ! n "J •. zrobiłem błąd. że jest uwięziona. musisz nas teraz odczarować. przekreślił napisane tam słowo „lwy" i napisał znalezioną w kieszeni czerwoną kredką: dziwne zwieżę Potem.. Ciągle nie odwracał głowy i wcale nie wiedział. — Oto nadeszła chwila. ale i ten pomysł był jak najzupełniej chybiony. że coś jest nie w porządku. — Uciekajmy! — wrzasnął wobec tego Piotr i czerwony wóz błyskawicznie ruszył z miejsca. bo mam prawo — zdenerwował się Prezydent. — No. która była zawieszona na klatce. co mi pan zawraca głowę — gadał dalej urzędnik.•« ń j.. Nos jej się przy tym znów ogromnie wydłużył. Próbowała zresztą rozgryźć żelazne pręty. które tym razem przezornie ukryte były w bagażniku. — Szkoda! — żałośnie westchnął Prezydent. Klucz za nic w świecie nie chciał się przekręcić w dziurce. że. 4 e \ l . zawyła dziko: — Ha! Nie ujdziecie mej pomście! — i rzuciła się. — Zabraniam.

rozległ się żałosny ryk. a to jest jego czerwony samochód. — A co mam teraz dalej zrobić? — spytał Piotra Prezydent. żeby sprawę ująć w swe ręce. — Trochę szkoda. jakie są miłe! I jak widzicie. za nią Dorota. Ale Piotr i Karolcia od razu wiedzieli. — To są takie niezupełnie prawdziwe lwy. aby ogród pozostał otwarty. co to za głosy. ale za to uszczęśliwione lwy. — Są naprawdę niezwykle łagodne i niezmiernie do nas przywiązane. znajdźcie na to radę. że zawsze wie. Jak myślicie? Co. — Niech pan tylko zobaczy. to nie! Nic takiego się nie zdarzyło. A potem odwrócił się do tego urzędnika od klucza i zwrócił mu łagodnie uwagę: — Proszę. chciałem powiedzieć: przyjemnie. — A to co? — wszyscy się trochę przestraszyli. „•M— Myślę. jak tu fajnie. Karolciu? — Myślimy. Wszyscy stali porządnie w kolejce! Karolcia stała za Agatą. która zawsze była dość odważna. że sięgną nieba! Na zjeżdżalni był ruch bez przerwy. To dopiero była zabawa! Jeździło się na karuzeli i na kołobiegu! Huśtawki fruwały w górę. co to. Teraz już wszyscy wyruszyli do ogrodu. że jesteście! Pomóżcie nam coś wymyślić. — Zdaje mi się. I w tej chwili. zdziwił się porządnie. o ogród dla dzieci z całej naszej dzielnicy. panie Prezydencie Miasta — ukłonił się grzecznie urzędnik i zaraz sobie poszedł. zdawało się. jeśli mam jakoś uratować ten wasz ogród. z którego wydobyli obydwa. To jest właśnie pan Prezydent. że chyba trzeba zrezygnować — przyznali z westchnieniem. żeby ogrodu nie zamknęli! Widzicie? Naprawdę chcą zamknąć! Co to będzie? Gdzie się będziemy bawić! Wymyślcie coś. — Nie bójcie się! — zawołali do dzieci. — Ha! Trudno! Stajemy się znów widzialni. 'u 119 r r — Czy można je pogłaskać? — zaryzykowała Dorota. są zupełnie nieduże. — Sam pan Prezydent Miasta przyjechał. — Tak jest. — Pan pozwoli. — Właśnie. I w tejże chwili usłyszeli dziki okrzyk radości. — I na poparcie swoich słów oraz wyrażenia wdzięczności lwom za ich wierność Karolcia po kolei pocałowała obydwa w rozczochrane łby. kiedy właśnie Piotr i Karolcia z wszelkimi honorami prowadzili samego Prezydenta do ogrodu. że się przedstawię i podziękuję w imieniu wszystkich dzieci z naszych bloków — powiedział na to uroczyście Leszek. tylko o rzecz poważną. to może warto obejrzeć. co? — Więc stajemy się znów widzialni — uroczyście powtórzyła Karolcia — zrób to. — Hm. — Już znaleźliśmy — odpowiedzieli na to z dumą Piotr i Karolcia. trochę pogniecione. że jednak będziemy 117 musieli teraz zrezygnować z niewidzialności. ale musimy! — Ale pan Prezydent ma rację — poparł Prezydenta Piotr. ale to nie jest sposób załatwiania sprawy — szepnął do Piotra zatroskany Prezydent. Jania nawet miała ochotę rozpłakać się. — Naturalnie! — zachęcała Karolcia. Bo Leszek to jest taki. ale bez awantur! O. że powinien pan obejrzeć ten ogród dokładniej — 118 doradził Piotr. To cała banda dzieciaków z podwórza witała ich w ten sposób. — Fajnie. właśnie! Bardzo ładnie to powiedziałeś — Prezydent kiwał przytakująco głową. To chodźmy do ogrodu. Same się przekonacie. to znaczy. — Hm. — Bardzo mi przyjemnie — odpowiedział na to pan Prezydent Miasta i podał mu rękę. — Karolcia! Piotrek! Jak to dobrze. mówisz? — zastanowił się Prezydent.odwrócił się i nikogo przy sobie nie zobaczył. W tej sprawie wydam odpowiednie zarządzenie na piśmie. — I teraz już nie chodzi o naszą przyjemność. za . kochany koraliczku. żeby było jakoś poważnie i elegancko. — Zapomnieliśmy o naszych lwach! — zawołali i pobiegli co prędzej otworzyć bagażnik. jak się zachować.

— To dobrze — ucieszył się pan Prezydent Miasta. żeby jeździły nim dzieci i żeby się wesoło przy tym bawiły. — Żegnajcie! — powtórzył pan Prezydent Miasta. Ale chciałbym. że już nie mają ochoty być kamiennymi lwami i sterczeć przed Ratuszem. jak są w tej chwili. Żegnajcie! Ukłonił się elegancko kapeluszem. Chcę. — No to żegnajcie i bawcie się dobrze! — i Prezydent już. Ale należało mu się to! Tak wszyscy w ogrodzie uchwalili. który stał się naraz zupełnie mały. zapatrzeni w znikający w oddali autobus. . r.V* t. — Nie! Niech i to auto tu zostanie. A oni odpowiedzieli mu skinieniem podniesionych rąk. Piotr i wszystkie dzieci. To się dopiero wyjeżdżą. Stali tak. za Leszkiem sam pan Prezydent Miasta! Tak jest! Tak jest. I Prezydent od razu się na to zgodził. — Co sądzisz o tym. Ale właściwie dzieci już nie było. że już jest okropnie późno i że zaraz zacznie się posiedzenie rady miejskiej. że postanowiły stamtąd już nie schodzić. a obok usadowił Janie. żeby tam nie wiem co. który mieszkał w sąsiednich blokach. że istnieją takie rzeczy jak obiad. Wśród tych wszystkich przygód zapomnieli zupełnie o tym. — Czy nie mogłybyśmy zostać teraz lwami drewnianymi na karuzeli? — spytały Prezydenta. 120 — Muszę być tam. gdy naraz ktoś przy nich powiedział: — Czas na obiad. Przeprowadziły zresztą poważną i zasadniczą rozmowę na ten temat z Karolcia. A na karuzeli ile się wyjeździł! Ze względu na to. że jest możliwe — odpowiedziała po namyśle. Tak im się podobała. i posadził go przy kierownicy. że był honorowym gościem. Czy myślisz. A potem spojrzał na zegarek i zaraz sobie przypomniał. rpt '-: ' Ł 'r. NIE BLEDNIJ. dzieci! — Na obiad? Na obiad? — powtórzyli. Tylko Karolcia i Piotr zostali przed bramą. jeździł nawet trochę częściej niż wszyscy. jechał teraz szybko aleją ogrodu.«. że się jada obiady. bo pobiegły wszystkie za czerwonym samochodem. moi złoci! Sam pan Prezydent Miasta! Nie chciał opuścić żadnej kolejki! Tak mu się to podobało. To mówiąc ujął pod pachy pewnego małego chłopaczka. nie mogę! Muszę jeszcze ciągle być tym Prezydentem Miasta. kiedy Karolcia. Karołciu? — spytał. że ten ogród to niezmiernie ważna rzecz. Piotrem i samym Prezydentem Miasta. — Ty. wytłumaczyć radnym. za wszystkie czasy! — Sam bym tu chętnie przyjął jakąś posadę — powiedział kiwając głową — ale cóż.v. Bo bardzo dziwne im się wydało. żeby uroczyście raz na zawsze załatwić sprawę waszego ogrodu — powiedział na pożegnanie. — Nie — powiedział. odprowadziły go do auta. Ale najwięcej podobała im się karuzela. bardziej wesołą — właśnie na przykład w ogrodzie. i kierowany przez chłopczyka z sąsiedniego bloku. I że wolałyby dostać jakąś inną posadę. więc stał na stopniu i odwróciwszy się w stronę Karolci i Piotra. ja i Piotr wiemy.Dorotą Leszek. Zaczęły od tego.s* ^ '. uniósł jeszcze raz kapelusz i uśmiechnął się serdecznie. że niektóre rzeczy przestaną być takie. — Niech wobec tego na pamiątkę tej całej historii i naszych wspólnych przygód zostaną tu te trochę zaczarowane lwy i trochę zaczarowany samochód. że to jest możliwe? — Myślę. gdzie są różne zabawy dla dzieci. to znaczy zupełnie niezwkłe i zupełnie zaczarowane.. A lwy? Też we wszystkim brały udział. razem z lwami. KORALICZKU! * ti. A restaurację można zbudować trochę dalej! Prawda? — Prawda! — zgodzili się wszyscy. Racja! Niech zostaną lwami na karuzeli. żeby zostały trochę niezwykłe i t r o c h ę zaczarowane. A że autobus był bardzo przepełniony. V. W takim ogrodzie. kiedy naraz wyskoczył ze swego czerwonego auta. — Muszę. już miał nacisnąć starter. I wskoczył do przejeżdżającego właśnie autobusu.

A Piotr powiedział po cichu: — Już sam nie wiem.. co tu robisz? Na pewno ciotka Agata już czeka na nas z obiadem. w ręku trzymał gazetę. A Karolcia nawet zbladła z wrażenia. Po prostu w ogrodzie. co was na pewno zainteresuje! — A co takiego? — zaniepokoili się.. byłam w ogrodzie. A Piotr? Może przyjdziesz do nas? — Dziękuję. — Myj zaraz ręce! — zawołała swoim zwyczajem do Karolci. — Tylko słuchaj. gdyż w tej chwili spotkali tatusia. bo już wcale nie wiedziała. Lwy na ulicach naszego miasta! W Zoo dzieją się dziwne rzeczy! Czy słonie zachorowały?! Nieznane zwierzę w klatce lwów!" To chyba dosyć niezwykłych rzeczy. Piotr? Za kogo mnie masz? — szepnęła oburzona podobnym podejrzeniem Karolcia. jak to było naprawdę. Koraliczek jest blady.. jakie masz czarne. o jakie to bieganie naprawdę chodziło. zobaczcie tylko tytuły: „Ogród dla dzieci będzie od jutra otwarty na zawsze! Sam Prezydent Miasta odwiedza ogród przy ulicy Kwiatowej. — I poszła szybko do łazienki. -«^*** łM-uj t< !i' 722 — No.. — Wyobrażam sobie. jł Naraz Karolcia przystanęła. Ale co wam jest? Takie macie buzie rozpalone! Piotr.. jak mógł. I poza tym była to święta. Nie wiadomo skąd — może to niechcący zrobił który z lwów. Otwiera je ostrożnie. to działo się naprawdę?. aby uniknąć dalszych wypytywań.. — No to biegnijcie szybko do domu! Już naprawdę jest późno! Mama Karolci też się niepokoi. i wołał do nich: — Karolciu. — Koraliczku. Szedł spiesznie do domu. co się stało?! Zmęczyłaś się? — zaniepokoił się Piotr. — Nikomu nic o tym wszystkim nie mów — syknął jeszcze Piotr do Karolci najciszej. — Dobrze! Idziemy — zgodził się niechętnie Piotr.. — Przyjdź! — zapraszał tatuś. — Dziś w popołudniowej gazecie jest coś. tylko że mama wcale a wcale nie wiedziała. Gdzie ty byłaś. nic takiego — wykrętnie mruknął Piotr. chociaż zazwyczaj należało to do obowiązków Karolci. Na prawej było zadrapanie. którą wesoło wymachiwał.. czy to wszystko. — Czyżby.. i duże. nie blednij! — prosi go cichutko Karolcia. czas do domu — powtórzyła mama Piotra. Czy lwy. — powiedziała Karolcia. Tymczasem w domu ciotka Agata już czekała na wszystkich z obiadem i nawet sama nakryła do stołu. dzieci... Ręce były rzeczywiście porządnie brudne. prawda. jak wygląda koraliczek w tej chwili?! Karolcia teraz szybko wyciera ręce i wyjmuje z kieszeni pudełeczko z koraliczkiem. Karolciu? — W Zoo. — Co ty. patrząc na Karolcię..— No. — Co wy tam znów się naradzacie.. Dokładniej powiedziawszy — czarne.. wyglądasz na bardzo zmęczonego! A Karol-cia tak samo! Co wyście dziś w tym ogrodzie robili? Pewno za dużo było biegania! Co? — Może troszkę za dużo — przyznał Piotr. co było. przyjdę po obiedzie — ukłonił się Piotr. ale zaraz poprawiła się — to znaczy. — Nie. Tyle godzin nie pokazywałaś się. co ma o tym wszystkim myśleć. a może było to 723 dzieło Filomeny? A koraliczek? Prawda. dzieci? — Tak! — szepnęli Piotr i Karolcia. która stała obok nich — biegnijcie szybko. t Ujął Karolcię za rękę i pędem pobiegli w stronę ich bloków. ale już ciotka Agata puka do łazienki. Ale nie otrzymała już odpowiedzi od Piotra. to wszystko. nie — pokręciła głową Karolcia. dzieci? O co chodzi? — Ee.. O koralicz-ku kochany! Trzeba teraz prawdzie spojrzeć prosto w oczy. Bo rzeczywiście było.. a było tego biegania. najbardzej tajemnicza tajemnica. . — No. jeszcze się trochę niebieszczy — ale na ile tam tej niebieskości wystarczy? Może najwyżej na dwa życzenia? A może tylko na jedno bardzo ważne. Nie jest jeszcze zupełnie przezroczysty.

wprost okropnie ostrożna. Och! Wstrętna. Karolciu? Pójdziemy. już teraz nie bardzo lubię — wyjąkała Karolcia. — Patrz. Ba. Ty przecież lubisz chodzić do Zoo? — Nnnie. — Na pewno nie ma temperatury. że zdążyła schować koralik do kieszeni. — Nie chcesz kompotu? Kompotu z wiśni? Twojego ulubionego kompotu? — nie może się nadziwić mama. ciotka Agata jest już trochę. że za nic na świecie nie pójdzie do Zoo. znienawidzona zupa jarzynowa! Gdyby tak zamiast jarzynowej była na talerzu na przykład zupa.. — Karolciu! Zupa stygnie! Oho.. ja już będę jadła ten kompot. ludzie mówili.— Karolciu! Proszę siadać do stołu. — Nie. kiedy kto spóźnia się do stołu. I zaraz postanowiła. że teraz musi być bardzo. czego bym chciała. A właściwie najlepiej byłoby przed powzięciem tak ważnego postanowienia porozumieć się z Piotrem. — Jedz. małe auto? Trzeba koniecznie pomówić o tym z Piotrem. — Aha! — przytaknął tatuś. Ale grunt. co się z tobą dzieje.. Kiedy pomyślała. chyba nie — uspokoił mamę tatuś. — Zaraz idę! — woła Karolcia i postanawia.. jakie będzie mógł spełnić koralik. I czy można było trzymając koralik w ręku prosić o kompot? Chyba jasne. najzupełniej przezroczysty. A na talerzu stygnie zupa. Po prostu szaleli obydwoje z Piotrem w ogrodzie. bo to już pewnie będzie jedyne i ostatnie życzenie.. i że podobno działy się tam różne rzeczy. Może ma gorączkę. ciociu! Idę. ale tylko troszeczkę zagniewana. aby w ogrodzie zawsze były przedstawienia cyrkowe za darmo dla wszystkich dzieci? Albo 724 żeby mieć własne. zanim stanie się zupełnie. Podobno czasem wymienia się różne zwierzęta z zagranicą. . że musiałaby raz jeszcze spotkać się z Filomeną. Tak. — Ja. Może na przykład wymienią Filomenę na ślicznego niedźwiadka? Albo na żyrafę? — Jedz. Karolciu! Co ci jest? Czy nie masz apetytu? — zdziwiła się mama. Bo może by na przykład poprosić koraliczek. — Piszą o tym w gazecie. że nie można było... Bo jedno niebaczne życzenie. — Muszę się dobrze przedtem namyślić. Karolcia od razu przestaje myśleć o tym. — Nic nie rozumiem — dziwi się mama — raz chcesz. i już przepadnie jedyna i ostatnia okazja spełnienia jakiegoś życzenia naprawdę wspaniałego. ale to bardzo. słyszałam już na mieście. Nie mam pojęcia. jeśli przypadkiem będzie wtedy trzymała koralik w ręku. No bo jakże 725 Karolcia mogła powiedzieć: „Proszę o kompot" — kiedy akurat w tej chwili lekkomyślnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej kora-liczek? A potem nie mogła w pomieszaniu do tej kieszeni trafić. Sprawa jest bardzo poważna.. — Ona jednak chyba jest chora. tf . nawet taką niby unieszkodliwioną. — A właśnie. Wszyscy już siedzą przy stole i czekają na Karolcię. wszyscy już zjedli i czekamy tylko na ciebie! Czy prosisz o kompot? Karolcia kręci przecząco głową. li/ . jaką zupę wolałaby od jarzynowej. zamkniętą w klatce. — Idę już. dopóki tam będzie przebywać Filomeną. albo może.. Karolciu! — woła znów mama. — postanawia. — E.f i n >.. tak. Trzeba jednak koniecznie pogadać z Piotrem. raz nie chcesz. — A może ona jest chora? Zdaje mi się. zobaczyć tego zwierzaka. żeby mama wiedziała. że podobno był dziś w ogrodzie sam Prezydent Miasta i że nie pozwolił na zamknięcie. że ma bardzo czerwoną buzię. no. moje dziecko. A o tym dziwnym zwierzęciu czytałaś? Trzeba będzie w najbliższą niedzielę pójść do Zoo. Bo nie lubi. — Może chciałabym mieć na przykład taką lalkę z domu towarowego.. Prawda. tej popołudniowej. Chyba że już jej tam nie będzie. dreszcz ją przeszedł.. toby się nie dziwiła. Ojej. trzeba się mieć na baczności. nie jestem chora! — protestuje gwałtownie Karolcia.

— Pewnie. — Bo co się stało? — spytał Piotr najspokojniej w świecie. jak to: nad czym? Piotr! Ty chyba jeszcze śpisz?! A koralik? — wyszeptała Karolcia. No. które byłoby bardzo potrzebne i ważne. j r >. To nie jest rzecz. — Aha! No. i jakby nie istniała jeszcze możliwość rzeczy niezwykłych. gdzie jest moja szczotka do butów". — Trzeba przyznać. bo pędem zbiegł ze schodów. M . że nie można było inaczej — zgodziła się Karolcia. że to byłaby szkoda. — Myślałam co prawda o pewnej przepięknej lalce — zaczęła niepewnie Karolcia. — No pewnie — zgodził się Piotr. | -j t& . W tym momencie Piotr wreszcie odzyskał przytomność i ożywił się. Ale zaraz rano. KORALIKU! Z Piotrem jednak można było pogadać dopiero nazajutrz. czy on napraw de już jest taki blady?! — Jest. — A czy on już zrobił się zupełnie przezroczysty? — zaniepokoił się Piotr. 727 — Pewnie.•" V . Jeszcze tylko wyżłopię mleko. ale widząc pełne oburzenia i pogardy spojrzenie Piotra. Ale nie można było inaczej. Zejdź zaraz na podwórze. ja się okropnie boję. o którą prosi . I widać żłopnął szybko.t/ a v-s« ł \ \ ' \ 'b« * <ł<1«*. błękitnym koralikiem. że nie możesz! Ale powiedz. zaraz lecę.*«» . czego mi żal? Że on przez takie moje jedno życzenie już przestanie być widocznym. — Duże czy małe? — Może nawet i na takie trochę większe. ^ * •*. że nie myślałam o tym poważnie.<.. Karolcia zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo: — Muszę koniecznie jak najprędzej z tobą pomówić. — Ale sam teraz rozumiesz. dobra. zupełnie jakby nie pamiętał o tym. I zaraz by się to spełniło! — Ach! Nawet nie mów takich rzeczy! — zdenerwowała się Karolcia. tak jak na przykład powiedziała ciotka Agata z tymi ciastkami. bo po małej chwili już był na podwórzu wyraźnie zaniepokojony — No i co? — zapytał zdyszany. — Oczywiście. zaraz się poprawiła: — No. w czyje ręce potem się dostanie! — Wobec tego musisz dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie. jakie mogę powiedzieć koralikowi. ( ŻEGNAJ.'»• . że nie wiadomo. to co? To zmarnuję życzenie i już o nic więcej nie będę mogła poprosić. Tylko rozumiesz. że tak naprawdę to zdaje się. co zrobimy z koralikiem. że niebiesko-ści koralika starczy na jedno tylko życzenie. wesołym. co się wydarzyło im wczoraj. — A teraz chodzi mi o to. jest — westchnęła ze smutkiem właścicielka błękitnego koralika — jest zupełnie bledziutki. A ten Piotr znów swoje: — A nad czym? — Jak to: nad czym. oczywiście. — Nic się nie stało — odpowiedziała Karolcia — ale może się stać. kiedy tylko można było wyrwać się na podwórze. Musimy się naradzić.. I wiesz. ze wczoraj prosiliśmy go o masę rzeczy. Gdybyś tak na przykład powiedziała nieostrożnie: „Chciałabym wiedzieć. Trzeba się poważnie zastanowić. nie powinnam postępować lekkomyślnie.. a poza tym. a stanie się niewidzialny. że będę trzymała akurat koralik w ręku i powiem byle co. — Jak to: co? Musimy się naradzić. Po prostu po obiedzie jego mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny i mowy nie było o zobaczeniu się z nim. że jeśli tak się zdarzy. że z powodu tego jednego jeszcze życzenia..K t & Ot f4*Vi % >'* 3 « * >•:. biedaczek.

Toby było. Jedna prośba do koraliczka. Pomyśl. a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. być może. który tu mieszka. Ale zaraz rozpogodziła się. Albo o jeszcze czym innym. — Można. Piotrek? — spytała naraz Karolcia. przestań. Agasia marzy o skakance. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. — A ty co byś chciał. Też ważna rzecz. A rower jest ważniejszy niż lalka. o wrotkach. — Aha! — Widzisz! A znów Agasia. a drugie mniej. że bolą ją nogi i ręce. że tak niby nic dla siebie nie prosiłaś?. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami. — Patrz. A oni nie mają. mój drogi. gdyby tak nagle wyzdrowiała. że jedne są bardziej ważne. Piotr. tylko nie śmiej się ze mnie. jak się ma pieniądze. Tak. Piotr? — Pewnie. ta z trzeciego piętra. — Nic mnie już nie boli! Za panią Pieniążkową. Ja właściwie nawet tak bardzo nie chcę tej lalki. Każdy ma jakieś marzenia. Też mają swoje zmartwienia. A Dorota marzy. chciałby mieć na przykład rower? A nie może mieć. które mieszkają nie w naszym bloku. Czy nie wiesz o tym. — Ja? — Piotr zastanowił się przez chwilę i zaraz potem powiedział: — Ty. — No pewnie. bo jego rodziców nie stać na kupno roweru. co się dzieje! — zawołał Piotr. Każdego dziecka i każdego dorosłego. można. że Leszek. co? — Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było 9 — Karolcia 729 * w wspaniale. co by tu się działo. — Słuchaj. Co. jakby się cieszyła.. która wybiegła z sieni.. Pewnie. — Ojej. sama chyba przyznasz. co? — Kiedy książki można kupić — nieśmiało zauważyła Karolcia. szło z powagą dziesięć . — Im są potrzebne buty. było na co patrzeć. że można. moja droga. Naturalnie. a pani Leśniewska. Taki ma reumatyzm. Więc już mówię życzenie — uwaga! — Strasznie mi serce bije w tej chwili — przyznał się Piotr. Ciągle jęczy. tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać! Zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy. — Jestem szczęśliwa! — wołała do wszystkich. tak. tylko w sąsiednim. Agasia. Albo dorośli. ale już ostatnia! •'* — No to co! Właśnie niech ta ostatnia taka będzie. — Właśnie! A takim jednym dzieciom. Ona na pewno chciałaby być zdrowa. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć. przecież to nic nie szkodzi spróbować. którym są potrzebne o wiele ważniejsze rzeczy niż lalki? ^ 128 — Wiem — przyznała pokornie Karolcia — toteż dlatego chcę z tobą się naradzić.się koralik. Daję ci słowo! Tylko co by tu wymyślić? — Ojej! Też masz zmartwienie! A czy wiesz. Co ty na to? — To może ja poproszę o te buty? — zaofiarowała się Karolcia. jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. — A myślisz. że to byłoby najlepsze. n — A nie będziesz żałowała. moja droga. od razu zaczęła skakać przez nową. — Jest — powiedziała bez wielkiego przekonania Karolcia. zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa. to potrzebne są buty na zimę. śliczną skakankę. która mieszkała w sąsiednim bloku. Mogę się bez niej obejść. że musi być coś poważniejszego. gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka. Ale czekaj! Dlaczego tak by nie miało być? Pritóeż to tylko od nas zależy. Weź taką panią Leśniewską z trzeciego. że jest okropnie dużo ludzi. — Naprawdę? <b -' — No pewnie. ale jeszcze innym potrzebne są na przykład książki. Ja wiem. to ci powiem. A potem zacisnęła mocno pięść. że mnie nie? Ale uwaga. już! I Karolcia po raz ostatni położyła na dłoni koralik i szeptem wypowiedziała życzenie. Czy tylko koralik zechce to zrobić? Tak masowo! Dla wszystkich?! — Rzeczywiście — zasępiła się Karolcia. l * — Hm! Jedna. Więc zaraz spróbuję. że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku.

mieszkania siedemnaście. które zawsze chciała mieć. Ale żeby był artystą? Nikt nie przypuszczał. bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej 132 i weselej. co tam jest napisane? Aha. — Widzisz? Pewnie marzył właśnie o tym. Ale nie było czasu na dalsze wyjaśnienia. że spływa po twarzyczce jakaś gorąca 133 . a w rękach trzymali tomahawki. już widzę: „Szczęśliwy Zaułek". Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze. Podeszli • zaraz do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie. ale niezmiernie szczęśliwa. tak ładnie. że ci przedstawię najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów..białych kotów. zawsze chciała 130 mieć co najmniej tyle białych kocurów. Ale już więcej nic nie mówiła. a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. Karolciu? Tu teraz mieszkają ludzie szczęśliwi. — A ja. Ledwie jednak zdążył to powiedzieć. A pan Grzybek zszedł z trzeciego piętra. Ależ tak. tylko poczuła. — Widzisz? Zdejmują starą tabliczkę. Pan Grzybek był urzędnikiem na poczcie i nikt nie słyszał o tym. Wreszcie doszło do tego. Oto Sokole Oko. Naraz z jednego z mieszkań rozległy się dźwięki skrzypiec — ktoś grał bardzo ładnie. Pod numerem siedemnastym mieszkał. żeby być najsławniejszym skrzypkiem na świecie — szepnął Piotr do Karolci. że można — odpowiedział też takim trochę dziwnym głosem. jak wszyscy wiedzieli. Zadowolona jesteś? — No pewnie! — powiedziała Karolcia. — zaczęła Karolcia. — Prosimy zrobić miejsce! Będziemy zaraz nakręcać film z mistrzem Grzybkiem — wołali tymczasem filmowcy. — Przyjechaliśmy robić wywiad z najsłynniejszym skrzypkiem na świecie — poi. Tylko że tego dnia nic nikogo nie dziwiło! Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach. Płocha Sarenko — ukłonił się uprzejmie Wielki Wódz Sokole Oko i podał Karolci rękę. co było jej największym marzeniem. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu. — Cicho! Zaraz zobaczymy — mruknął Piotr. Widzisz? Widzisz. Zaraz. — Witaj. — Teraz rozumiem! — zawołała Karolcia — to było twoje skryte marzenie! — Tak — wyznał Piotr ze skruchą. Nie trwało to jednak długo. dzielny nasz przyjacielu — powiedzieli u-przejmie. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek. — Mieszka tu na trzecim piętrze. — Czy można płakać z radości? — spytała wreszcie Piotra. wspaniały. że wszyscy umilkli zasłuchani. ze skrzypcami w ręku. I już nie mogła więcej mówić. zawieszają nową.. wołając. że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu. Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki. — Co oni będą robić? — zdziwiła się Karolcia. pan Grzybek. kiedy zjawiły się na podwórzu nowe. a mama Karolci przybiegła zdyszana. gdyż. którzy też nadjechali ze swoim wozem. dziwnie wyglądające postacie. ubrany w piękny frak i kłaniał się wszystkim wokoło. — Witajcie w moim wigwamie — odpowiedział na to najzwyczajniej w świecie Piotr i zaraz zwrócił się do Karolci: — Pozwól. bo było jej tak dziwnie. że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały. — Zdaje mi się. blady i wzruszony. w których mieli wspaniałe pióra. na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa. jak wyznała. 131 wiedzieli. — Nie wiem. — Witaj. Co prawda grał czasem wieczorami cichutko i nieśmiało. że aż miała ochotę rozpłakać się. aby miał być najznakomitszym skrzypkiem na świecie.v«< »>/ M. a tatuś Karolci zajechał najniespo-dziewaniej w świecie na nowym skuterze. gdyż już po chwili zajechał na podwórze wóz radiowy i auta z dziennikarzami. co się stało. ale mam takie jakby ściśnięte gardło.

........................................ Być może................... aby go poszukać... A może znajdzie go ktoś inny.................. 57 W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY...... I nie było wiadomo................................ 26 O CIOCIU AGATO!............ „' Mb " SPIS TREŚCI DZIEŃ DOBRY!. 81 KAMIENNE LWY!.......... BO CO BĘDZIE DALEJ?............... Może które z was? Nigdy nic nie wiadomo i wszystko jest możliwe........ 23 GDZIE JEST KORALIK?. 117 NIE BLEDNIJ. Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy..... 16 CO BYŁO DALEJ............... 7 ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE...............r w kropla.... 36 HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY!.......... 5 NOWINA......... I zaraz obydwoje z Piotrem przyklękli................. 111 NARESZCIE W OGRODZIE!............................ A może te przygody czekają na kogoś z was? Trzeba tylko umieć znaleźć błękitny koralik... 72 CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY...... 50 CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU....................... 101 STOP' ZATRZYMAĆ WÓZ'................. KORALIKU! .. ale już nic nie znaleźli.. czy może Karolcina łza? A potem przezroczysta kropla stoczyła się z ręki na trawę............ ale już go tam nie było........... — Koraliczku! — szepnęła Karolcia....... 66 UWAGA.. że jeszcze go kiedyś odnajdą.. 87 PANIE PREZYDENCIE MIASTA!.......................... aby ją otrzeć... że koralik na nowo jaśniejący swą błękitną barwą wróci do Karolci i Piotra i że znów spotkają ich niezwykłe przygody... Podniosła rękę... 122 ZEGNAJ.... już nie błękitniał.................. że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik......... A również może tak się zdarzyć...... Otworzyła więc dłoń......... 9 TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU............. i w tej chwili przypomniała sobie....... czy to koralik.. 31 AUTOBUS I INNE RZECZY.... 94 RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE.„ ......................... 107 DZIWNE ZWIEZĘ..... KORALICZKU! ...127 ....................... 43 LEPSZE I GORSZE POMYSŁY .

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful