MARIA KRUGER Karolcia Siedmioróg Ilustrowała Halina Bielińska LEKTURA DLA KLASY II SZKOŁY PODSTAWOWEJ Wydawnictwo Siedmioróg ul.

Świątnicka 7,52-018 Wrocław Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg WWW.SiEDMIOROG.PL Wrocław 2002 Dzień dobry! Zaczyna się opowiadanie o przygodach dziewczynki, która miała na imię Karolcia, i o przygodach chłopca, imieniem Piotr. To, co im się przydarzyło, może się właściwie przydarzyć każdemu. Każdemu, kto... Sami zresztą się o tym przekonacie. Ale najpierw musicie poznać Karolcię. ! NOWINAKiedy zaczyna się to opowiadanie, Karolcia ma osiem lat i osiem miesięcy. Jak wygląda Karolcia? Nie jest bardzo duża, nie. Mama trochę się tym martwi, bo mamy zawsze chcą, żeby dzieci były wysokie i żeby wszyscy kręcili z podziwu głowami, mówiąc: Naprawdę? Osiem lat? A wygląda na dziesięć! A Karolcia wygląda akurat na tyle, ile ma — ale na pewno jeszcze urośnie. Urosną też jeszcze na pewno i Karolcine włosy jasne, związane w kitkę. Taka kitka związana ładną wstążką zupełnie porządnie wygląda, zwłaszcza że grzywka, która spada na Karolcine czoło, jest równiutko przycięta. Wiecie więc już, jak Karolcia jest uczesana — teraz jeszcze powiemy, że ma okrągłą buzię i trochę wystającą bródkę. A oczy ma takie kocie •— duże, okrągłe i zielonkawe. Tak wygląda Karolcia. Poza tym należy dodać, że Karolcia jest jedynaczką, to znaczy, że nie ma ani brata, ani siostry. Ma tylko mamusię i tatusia, i ciotkę Agatę, która jest grubiutka i zawsze się tym martwi, że wszyscy w domu za mało jedzą. Można też jeszcze powiedzieć, że Karolcia za parę dni otrzyma świadectwo szkolne, w którym będzie napisane, że przechodzi do klasy trzeciej. W tej chwili, kiedy spotkaliśmy Karolcię biegnącą do domu, ona sama jeszcze nic nie wiedziała o rzeczach niezwykłych, które się jej przytrafią. Ale to bardzo często tak bywa — nie wiemy, co nas czeka nawet w najbliższej przyszłości. Wszystko zaczęło się od tego, że tatuś przyszedł na obiad z nowiną o przeprowadzce. Oczywiście jest to nowina nie byle jaka — /miana mieszkania. Cała rodzina miała się przeprowadzić do pięknego mieszkania w nowym domu. Miało to być mieszkanie nie tylko ładniejsze, ale i większe, i z balkonem. Wszyscy bardzo ucieszyli się tą nowiną i od razu zostało ustalone, że przeprowadzka odbędzie się za tydzień i że trzeba już zabierać się do pakowania rzeczy. Poza tym mama i tatuś postanowili, że natychmiast po obiedzie pojadą obejrzeć to nowe mieszkanie, a Karolcia z nimi nie pojedzie, ponieważ ma dużo lekcji do odrobienia. Oczywiście nie było to najprzyjemniejsze — bo Karolcia wolałaby zobaczyć to mieszkanie z balkonem zamiast uczyć się tabliczki mnożenia, ale trudno. Karolcia już się nieraz przekonała, że nie zawsze robi się same przyjemne rzeczy. To wszystko wydarzyło się tego dnia, kiedy spotkaliśmy Karolcię. A potem, już w następnych dniach, było tylko pakowanie i pakowanie. Wszyscy byli ogromnie zajęci i przejęci przeprowadzką. Karolcia również była zajęta — musiała przecież w jednej ze skrzyń przywiezionych z takiego biura, które załatwia przeprowadzki, ułożyć swoje książki i zabawki. Tatuś co prawda trochę się skrzywił, gdy zobaczył, że Karolcia wkłada do skrzyni starannie zawiniętą w chusteczkę Ewelinkę, tę najbardziej biedną z lalek — zupełnie prawie wyłysiała, ale Karolcia spojrzała na tatusia tak błagalnie, że dał spokój wszelkim wymówkom. Zwłaszcza że mama powiedziała: „Niech zabierze tę biedną Ewelinkę. Jest do niej bardzo przywiązana".

I w ten sposób nadszedł dzień przeprowadzki na nowe mieszkanie. Teraz trzeba by tylko jeszcze powiedzieć coś o tym właśnie mieszkaniu. Otóż mieściło się ono w nowych — i jak tatuś zapewniał — niezwykle ładnych blokach mieszkalnych przy ulicy Kwiatowej. Dom ma numer dwadzieścia. A mieszkanie siedem. I mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Z balkonem. Tak, to zapowiadało się zupełnie dobrze. Tak dobrze, że Karolcia już nie mogła doczekać się dnia przeprowadzki. I nawet w kalendarzu na tej kartce, która oznaczała ten ważny dzień, narysowała czerwony kwiatek. Jakoż dzień ten w końcu nadszedł. I okazał się dniem nie tylko tak ważnym, jak to Karolcia przypuszczała, ale jeszcze ważniejszym. Naprawdę zupełnie niezwykłym. . .».- , -*~ , .,,,, ,,M\ ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE Właściwie wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Tak jak zawsze w dniu przeprowadzki. To znaczy, że tego dnia wszyscy wstali o wiele wcześniej niż zwykle, śniadanie zjadło się szybko i nikt nie pilnował Karolci, żeby wypiła mleko, a potem zaraz przyszli mężczyźni w niebieskich kombinezonach i zaczęli wynosić skrzynie z książkami i innymi rzeczami oraz meble. Wtedy najpierw okazało się, że ściana w tym miejscu, gdzie stała szafa z książkami, jest o wiele jaśniejsza niż reszta ściany, potem okazało się, że za starym koszem, w którym były różne niepotrzebne ścinki materiałów i nie noszone suknie mamy, myszki zrobiły sobie małe, śmieszne, szare gniazdko, teraz zresztą zupełnie puste, i że wreszcie w szparze podłogi, gdzie stał dawniej kredens, niebieszczy się niebieski, podłużny jak fasolka koralik. Zupełnie nie było wiadomo, skąd się tam wziął, gdyż ani Karol-cia, ani mama, ani ciotka Agata nigdy nie miały takich koralików. Karolcia chciała koniecznie ten koralik wydłubać ze szpary, bo wydał się jej bardzo ładny, ale zaraz o tym zapomniała, bo jak to zawsze przy przeprowadzce — na nic nie ma czasu: wszyscy się śpieszą /upełnie nie wiadomo dlaczego, są zdenerwowani i wołają: „Karol-ciu, nie przeszkadzaj!" Przypomniała sobie o tym koraliku dopiero wtedy, kiedy okazało się, że ma pojechać do nowego mieszkania taksówką razem z ciotką Agatą i że ta taksówka już czeka przed domem. Nie zważając więc na pełne oburzenia okrzyki ciotki Agaty, zawróciła z podwórka i wpadła do zupełnie już pustego pokoju, w którym podłoga pokryta była podartymi papierami, słomą od pakowania szkła i kurzem. Rozejrzała się niespokojnie, ale zaraz odetchnęła z ulgą — koralik niebieszczył się w pełnej kurzu szparze podłogi. Po prostu można by powiedzieć, że jaśniał jakimś przedziwnie pięknym blaskiem. Wydał się teraz Karolci jeszcze ładniejszy niż przedtem. Przyklękła i szybko, przy pomocy jakiejś drzazgi, która leżała w pobliżu, wydobyła koralik ze szpary. — Karolciu! — rozległ się rozpaczliwy, rozdzierający okrzyk ciotki Agaty. — Idę! Już idę! — odpowiedziała Karolcia i zbiegła ze schodów. Koralik mocno ściskała w dłoni, bo bała się go zgubić. I mimo że ciotka Agata bardzo gniewała się o to, jak powiedziała, „bieganie nie wiadomo po co" — Karolcia była ogromnie szczęśliwa. W zaciśniętej dłoni czuła podłużny, twardy kształt koralika. — Na litość boską! Prędzej! — wołała tymczasem ciotka. — Musimy zaraz jechać na Kwiatową. Proszę pana — zwróciła się do szofera taksówki — niech pan nas zawiezie na Kwiatową numer dwadzieścia! Tylko możliwie szybko! Szofer taksówki odwrócił się, mrugnął porozumiewawczo do Karolci, sprawdził, czy drzwiczki są dobrze zamknięte, i oświadczył pogodnie: — No, to jedziemy! Ba! Dobrze to powiedzieć: jedziemy! Ale jechać, jak się okazuje, jest o wiele trudniej. Zupełnie jakby wszystkie taksówki i autobusy, i samochody ciężarowe, i tramwaje, i trolejbusy umówiły się, że akurat spotkają się na jezdni o tej godzinie! Taki był tłok wszelkich pojazdów. — Cóż za korek! — narzekał kierowca. — Ani rusz nie można się przepchnąć! Teraz taka pora, że najwięcej jeżdżą! Ba, żeby to tak moja taksoweczka mogła pofrunąć, tobyśmy dopiero szybko zajechali na Kwiatową, co, córeczko? I odwrócił się do Karolci. — Pewnie że to byłoby dobrze — grzecznie przytaknęła Karolcia — ja też bym chciała, żeby mogła fruwać! ,„, W tejże chwili Karolcia uczuła jakby lekkie szarpnięcie i ze

W /clumieniem zauważyła, że taksówka powoli zaczęła unosić się ponad ulicą, ponad stłoczonymi autami i sunącymi po szynach tramwajami, przeskoczyła nawet lekko nad dachami domów. Karolcia spojrzała na ciotkę Agatę — co też ciotka Agata o tym myśli? Ale ciotka drzemała i kiwała się miękko i rozkosznie w takt lekkich podskoków fruwającej taksówki. Wobec tego Karolcia zwróciła się do kierowcy: — Proszę pana! Ale kierowca tylko obejrzał się, uśmiechnął porozumiewawczo i mruknął: — Dobra jest! Właśnie zgrabnie ominął wieżę ratuszową i skręcił ponad dachem jakiegoś wysokiego domu. — Ależ to jest ten wielki dom towarowy — zdziwiła się Karolcia. Kierowca zgodnie skinął głową i zapytał uprzejmie: — Czy masz ochotę tu wstąpić? Jeśli chcesz, możemy zatrzymać się na chwilę. — Och! Ooooooczywiście... — wyjąkała Karolcia — ale czy to będzie możliwe? QL 11 — Naturalnie, zupełnie możliwe — zapewnił kierowca. Karolcia spojrzała niespokojnie na ciotkę, która właśnie obudziła się. — Zdaje się, że macie ochotę zawadzić o dom towarowy? — zauważyła pogodnie. Po czym dodała ochoczo: — Ja też chętnie tu zajrzę! Chciałabym kupić sobie kapelusz! Wobec tego zatrzymamy się na wysokości trzeciego piętra. To będzie najwygodniej — zdecydował kierowca. — Będę panu niezmiernie wdzięczna — odpowiedziała grzecznie ciotka Agata — właśnie marzę o kapeluszu z fiołkami! Ledwie to powiedziała, taksówka zawisła na wysokości trzeciego piętra i zgrabnie wjechała do wnętrza przez otwarte, wielkie okno. Nikogo to jakoś nie zdziwiło. — Podjechałem tak, aby było wygodniej — kierowca był bardzo z siebie zadowolony. — Poczekam tu. — Chciałabym tylko zobaczyć pokoik dla lalki — wyjaśniła Karolcia, gdy tymczasem ciotka Agata wylądowała już przy ladzie z kapeluszami i przymierzała wszystkie po kolei. Pokoiki dla lalek — w dziale zabawek — były niezwykle piękne. Zwłaszcza jeden z różowymi mebelkami był po prostu prześliczny! — Czy chcesz coś kupić? — spytała jedna ze sprzedających. — Kup ten różowy pokoik dla lalek. Widzisz? Ma elektryczne oświetlenie. A przy pokoiku jest łazienka. Kup ten pokoik. Albo może wolisz tę lalkę? Patrz, jakie ma wspaniałe włosy. Można je nie tylko czesać, ale i myć. Przyjemnie byłoby mieć lalkę, której można umyć głowę, prawda? — Prawda — szepnęła zachwycona Karolcia. A* — No, więc kup sobie coś z tych zabawek. — Kiedy nie mam pieniędzy — wyznała z zawstydzeniem Karolcia. — Och — sprzedająca machnęła ręką i uśmiechnęła się dziwnie — pieniądze wcale nie są potrzebne. Wystarczy, jeśli mi po prostu dasz ten niebieski koralik, który dziś znalazłaś... y, 12 Karolcia dopiero teraz przypomniała sobie o koraliku. Skąd ta pani wie o nim?... Pełna zdumienia sięgnęła do kieszeni, gdzie go wsunęła, gdy w tej chwili podbiegł do niej kierowca taksówki. Ku wielkiemu zdziwieniu Karolci krzyknął srogo do sprzedającej: — Co, chciałabyś zdobyć koralik, prawda? Ale to ci się nie uda! O nie! Ja cię znam! A potem chwycił mocno Karolcię za rękę i pociągnął za sobą. — Musimy zaraz stąd odjechać! Oj, Karolciu — pokiwał głową — jak można być tak lekkomyślną! Miałem wrażenie, że gotowa jesteś oddać swój niebieski koralik Filomenie. — Filomenie? — zdumiała się Karolcia. — Kto to jest? — Jak to, nie wiesz? — kierowca zdenerwował się ogromnie.

— Nie wiesz, że to jest najbardziej chytra z czarownic? Znam ją, moja droga! Ja też, kiedy byłem małym chłopaczkiem, miałem... niebieski koralik. I też taka sama Filomena, kropka w kropkę podobna, chciała mi go zabrać... Uciekajmy! — krzyknął naraz. Biegł leraz szybko, ciągnąc Karolcię za sobą. Po drodze zawadzili o dział kapeluszy damskich, przy którym ciotka Agata z rozmarzonym wyrazem twarzy przymierzała właśnie trochę śmieszny kapelusik z fiołkami. — Nie mamy ani chwili do stracenia! — powiedział do ciotki kierowca i nie czekając, co na to odpowie, chwycił ją za rękę. Motor taksówki warczał niecierpliwie, gdy wszyscy troje znaleźli się już w jej wnętrzu. — Ruszamy do domu! — zawołał kierowca. — Uciekajmy! Hilomena nas goni! — To jest czarownica, ciociu! — wyjaśniła spiesznie Karolcia. Rzeczywiście! Od strony lady z zabawkami biegła z rozwianym włosem Filomena. Dopiero teraz Karolcia zauważyła, że ma bardzo długi, spiczasty nos, trochę podobny do bocianiego dzioba. Wyciągała w stronę Karolci szponiaste ręce i coś wołała. Ale nie wiadomo co, gdyż w domu towarowym jak zawsze panował ogromny hałas i nie można było dosłyszeć niczyjego głosu. Na szczęście Filomena biegła na próżno, gdyż taksówka już szybowała znów ponad ulicami. Karol13 cia koniecznie chciała dowiedzieć się od kierowcy czegoś więcej o tej Filomenie i o koraliku, ale niestety przeszkodziła jej w tym ciotka Agata. Zachwycona swoim kapelusikiem z fiołkami przeglądała się ciągle w lusterku i żądała, aby Karolcia i kierowca podziwiali jej elegancję, zwłaszcza przypięte do kapelusika kwiatki. — Ależ one są świeże i pachną! — zauważyła ze zdumieniem Karolcia. Ciotka Agata nie traktowała jednak tego faktu jako czegoś nadzwyczajnego, tylko po prostu uśmiechała się i nuciła jakąś piosenkę. Naraz taksówka silnie szarpnęła. — Co się stało? — zdziwiła się Karolcia. — Przyjechaliśmy już na miejsce — powiedział kierowca — oto ulica Kwiatowa numer dwadzieścia, tak jak panie sobie życzyły. Należy się dziewięć złotych i dwadzieścia groszy. ,. WlM ( t., 14 Ciotka Agata zaraz zaczęła szperać w swojej dużej torbie i szukać diobnych, a kiedy już zapłaciła, szybko wygramoliła się z taksówki. — Prędzej, prędzej, Karolciu! Mama i tatuś już na pewno czekają na nas! Karolcia chciała jeszcze koniecznie porozmawiać z kierowcą, ale gdzie tam! Ciotka Agata schwyciła co prędzej Karolcię za rękę i pociągnęła ją w stronę nowego domu. Karolcia zdążyła tylko jeszcze odwrócić głowę w stronę taksówkarza. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową na pożegnanie, po czym odjechał. — Musimy poszukać teraz tego naszego mieszkania — mruczała tymczasem ciotka — zaraz, zaraz, mieszkania siedem, to chyba będzie tu! O, jest nawet dzwonek. — I ciotka Agata energicznie nacisnęła guziczek. Po krótkiej chwili w otwartych drzwiach ukazała się mama. — O, jesteście nareszcie! Cóżeście tak długo jechały? Karolcia już miała zamiar opowiedzieć coś niecoś o niezwykłej jeździe i wytłumaczyć jakoś tę wizytę w domu towarowym, gdy ciotka Agata jak gdyby nigdy nic powiedziała: — Jak to: długo? Taksówka jechała jak szalona. — Ale cóż to, Agatko? Masz jakiś nowy kapelusz? — zdziwiła się mama. — A te kwiatki przy nim? Przecież to żywe fiołki, tylko /e już zwiędły. — Nie mam pojęcia, skąd ten kapelusz wziął się na mojej głowie — wyznała z ogromnym zdumieniem ciotka. \ .. -V , ! TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU •y/U Na nowym mieszkaniu jest zupełnie przyjemnie. Można by nawet powiedzieć, że bardzo przyjemnie. Przede wszystkim jest większe od dawnego i ma, jak już było powiedziane, duże okno i balkon, które wychodzą na ulicę, i dwa okna, które wychodzą na podwórze — to znaczy na ładne, rozległe trawniki, na których są

klomby z kwiatkami i przy których stoją ławeczki. A przez to okno i przez balkon, który wychodzi na ulicę, można widzieć wszystko, co się na niej dzieje. Nie jest to taka najbardziej ruchliwa ulica, ale w każdym razie jest zawsze na niej sporo przechodniów, a poza tym przejeżdża autobus, przystanek zaś znajduje się prawie pod samym balkonem. Więc jak z tego widać — mieszkanie to posiada sporo zalet, zwłaszcza jeśli się doda, że ma również piękną łazienkę, w której Karolcia starannie i często myje ręce. Gdyż nie ma nic przyjemniejszego nad robienie piany z mydła i spłukiwanie jej. Mówiąc o zaletach mieszkania, nie wolno też pominąć tak ważnej rzeczy jak sąsiedztwo. Otóż zarówno w domu, w którym mieszka Karolcia, jak i w sąsiednich, przylegających blokach nie brak jest dzieci. Naturalnie że nie o wszystkich będziemy tu mówić, ale tylko o tych, z którymi Karolcia zawarła znajomość. Chyba więc zaczniemy od najbliższych sąsiadów. Takich najbliższych to jest troje. Z tej trójki przede wszystkim należy wymienić Piotra. Piotr mieszka na drugim piętrze, tuż nad Karolcia. Mimo że jest chłopcem, i to o pół roku starszym od Karolci, i przeszedł już nawet do czwartej klasy — bardzo się z Karolcia zaprzyjaźnił. Aby coś jeszcze więcej było o nim wiadomo — powiemy, że jest od Karolci wyższy, ma 16 jasne włosy, interesuje się geografią oraz bardzo lubi czytać. Drugim takim sąsiadem, z któ-lyin Karolcia zawarła przyjaźń, )csl Leszek. Leszek mieszka na drugim piętrze, po przeciwnej stronie klatki schodowej, i ma bardzo miłą siostrzyczkę. Sio-Ktr/yczka nazywa się Jania i jeszcze nawet nie chodzi do /koły; dopiero po wakacjach i)i,-dzie chodziła do pierwszej l l.isy. Tak więc się składa, że \\ najbliższym sąsiedztwie mie-/kają chłopcy. Dziewczynki, którymi Karolcia też trochę się pi/yjaźni i bawi — mieszkają w sąsiednich blokach; tam równie/ mieszkają chłopcy, ale tacy niezbyt sympatyczni. A jeśli chodzi o dziewczynki, to jedna L nich nazywa się Dorota, ma czarne warkocze i jest trochę Blarsza od Karolci, a druga nazywa się Agasia, ma włosy zwią-.nic na czubku głowy w koński • >"<>n i ma akurat tyle lat, ile ma i.arolcia. Obydwie bardzo lubią i.iwać przed wystawą wielkiego l lepu z zabawkami po przeciw-iii1) stronie ulicy i opowiadać, co k lora chciałaby mieć. Zdaje się, że należałoby też wspomnieć i o pewnych sąsiaKmolcia 17 dach, takich dalszych. Są to dwaj chłopcy. Karolcia nie lubi ich, ponieważ ją przezywają. Ale najgorsze jest to, że naprawdę, ale to naprawdę napadają na inne dzieci. Ci chłopcy to są dwaj bracia — jeden nazywa się Waldek, a drugi Robert. To byłoby wszystko o sąsiadach. Teraz należałoby jeszcze dodać, że od kilku dni ktoś jeszcze przybył do rodziny Karolci — jest to nieduży kotek, szary z białą mordką i różowym nosem, bardzo wąsaty i zawsze chętny do zabawy. Kotek nazywa się Gracja. Tak go nazwała ciotka Agata, zaznaczając przy tym, że jest to właściwie kotka, która na pewno ciągle będzie miała kocięta. Ale na razie przepowiednie ciotki Agaty nie sprawdzają się. Gracja jest jeszcze przecież sama kocim dzieckiem. Gracja lubi o zmroku przebiegać w dzikich susach przez wszystkie pokoje, a w dzień chętnie siedzi na oknie lub balkonie i stamtąd obserwuje biegającego po podwórzu, nieco krzykliwego, psa pani dozorczyni. Pies jest nieduży, bardzo gruby, ma wesoło zakręcony ogonek i nazywa się Nero. Jeśli Nero jest już zbyt hałaśliwy, Gracja podnosi się, wygina grzbiet i otwierając szeroko różowy pyszczek prycha i mówi coś w rodzaju: „Hiii", co zresztą również przypomina syk węża. W tej chwili to jednak nie jest najważniejsze. Najważniejszy był pewien deszczowy dzień — jeden z takich dni, kiedy na świecie jest bardzo nieprzyjemnie. Niebo było szare i tak było ciemno, że rano, mimo że to lato, zapalono światło. Deszcz padał drobniutki, ale na ulicy robiły się już spore kałuże. — Nie ma bułek — zauważyła zaraz z samego rana krzątająca się w kuchni ciotka Agata. — Ale nie wiem, czy można posłać Karolcię, bo deszcz pada. Żeby znów bardzo nie zmokła. Mama i tatuś szykowali się do wyjścia i jak zawsze śpieszyli się. — Oczywiście, że Karolcia może pójść po bułki! — zawołała z łazienki mama. —

Skąd znam to imię?. która mnie goniła. gdzie są najładniejsze zabawki w całym mieście. więc przynoszenie bułek jest obowiązkiem Karolci. W końcu wyglądał j Juk spora bańka mydlana. co trudno jest wydobyć.. a bańki rosną a rosną. Karolcia wyjmuje je. że mnie wydobyłaś z tej szpary w podłodze pod ciemną szafą. szeroko otwierając oczy. A może nawet kilkadziesiąt. to ci przeszkadza — głosik śmiał się cichutko i srebrzyście — na to znajdzie się zaraz rada. Karolcia trochę niechętnie słucha tego polecenia. — Doskonale. — Czy do mnie to mówisz? — spytała Karolcia i zaraz dodała: l w ogóle nie wiem.. Jesteś taki maleńki.. więc nie może pójść. więc nie będzie można zatrzymać się po drodze z piekarni przed wystawą tego sklepu. ale w łazience nie było niko»«>• — Można mnie jeszcze raz namydlić tym pachnącym mydłem odezwał się głosik. — Ach. gdyż wsunęło się za pod-N/cwkę..ś i mama nie mają czasu. Drobne monety pobrzękują w kieszeni płaszczyka. gdzie zresztą przeleżałem chyba kilka lat. jak to było. to ty!. 18 ('lotka Agata narzeka ciągle na reumatyzm...ikby lekkie oburzenie — czy doprawdy nie poznajesz mnie? Sama pi/ecież wyciągnęłaś mnie z tej wstrętnej szpary. Filomeną. — Przed Filomeną? — zdziwiła się Karolcia. że nie zgubiłam! — oburza się Karolcia. — Umyję go — postanawia naraz Karolcia. jak to dobrze trochę tak się rozciągnąć i poruszać. Zaraz. Zaraz. Niebieski koraliczku! — szepnęła ze zdumieniem Karolcia. . lutu. jak już było powiedziane. — No. Koralik zaczął rosnąć l powiększać się. przy czym jednocześnie stawał się coraz mniej błękitny.. . Patrz uważnie! • ^ 4? 20 Teraz zaczęły się dziać rzeczy dziwne. I mocno mydli rę-i c a na środku prawej dłoni trzyma koralik.Och. zaraz! O! Już jest! Przecież to błękitny koralik!!! — Karolciu! — woła tymczasem mama — myj ręce i siadaj tło śniadania! — Już idę — odpowiada Karolcia i wpada do łazienki.. Coraz więcej robi się mydlanej piany. że do ciebie mówię — w głosie czuło się teraz l. — Tak — zaczęła Karolcia niepewnie — ale jakoś trudno rozmawiać z tobą i tak dziwnie. że podskoczę jeszcze ze dwa razy. Dziś.. wyraźnie jednak już udobruchany. Jak to się si.Proszę — zgodziła się zdumiona Karolcia. Tyle |li! byłem nieruchomy.. Karolcia obejrzała się niespokojnie. Ponieważ jest brzydko na świecie i wszyscy w domu śpieszą się do pracy. cóż to jest jeszcze na dnie kieszeni? Jest to coś małego. Był teraz rozmarzony i poufały. — Ojej — głosik był teraz zniecierpliwiony. Ale trudno. ale nuty głosik — jak przyjemnie! Od wieków chyba nie kąpałem się!.ilo. nareszcie zdecydowałaś się mnie poznać — gderał gło19 •Itf sik. I zaraz sobie przypomniała: — Aha! Czekaj! Filomeną. coś. a za to coraz bardziej przezroczysty. . Pozwól. — Ach. Wtedy zaczął podskakiwać na dłoni Kiirolci.. Karolcia rezygnuje L oględzin wystaw.. jak to przyjemnie — odzywa się naraz jakiś cienki.Tylko niech włoży ten stary płaszczyk. Schowałem się tam wtedy przed Filomeną. — Lepiej słuchaj uważnie... — Ach. że zapomniała o nim? Zaraz. — Jestem ci bardzo wdzięczny. Na dlwartej dłoni trzyma teraz jaśniejący błękitem koralik. szybko wraca do domu i wręcza ciotce Agacie llulkę z pieczywem. zaraz. bo muszę z tobą pomówić. kto jesteś i dlaczego cię nie widzę! — Oczywiście. ładne bułeczki przyniosłaś — chwali ciotka Agata — a resztę masz? Nie zgubiłaś? — Oczywiście..

— Co ty tam robisz tyle czasu w łazience! Skończ z tym {Chlupaniem się. . — Jak to? Nie rozumiem. Ciotka Agata denerwuje się. Na przy-lość muszę jakoś inaczej urządzać się z tym jedzeniem". Karolciu. nie upuść mnie na podłogę. że zjadłam Mańkę i że będę wskutek tego silna i zdrowa." i i. Chciałam kupić kurę. gdzie przeleżę znowu dziesiątki Ul. więc to była twoja sprawka! — ucieszyła się Karol-• ni. ale gdy pomyślę. czy dziś jeszcze coś dobrego dostanę — biadała. A tu ciotka w dodatku jeszcze zaczyna chwalić Karolcię wobec i n usia i mamy. ho. który zdołał jeszcze szepnąć: — Błagam cię. — Słuchaj iiwa/. który trzyma mnie w swej dłoni. i> ii-rn głodna.Teraz muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego — głosik bi/miał uroczyście. To tatuś wys/edł do biura. że wszystko stygnie. — Karolciu! Karolciu! — rozległ się nagle z pokoju głos Imamy.Mieniąca się błękitnie bańka mydlana. f i 1 f «tl J fi % co BYŁO DALEJ . jestem gotów spełnić twoje wszystkie życzenia. 21 — Karolciu! — głos mamy był coraz bardziej zniecierpliwiony..'! '*' ... — Idę! Idę! — odkrzyknęła Karolcia. — Słuchaj. . Potem. że nasza Karolcia nareszcie polubiła tę pyszną. tak na próbę.. który jaśniał przedziwnym błękitem. oszukałam poczciwą ciocię.. a ciotka Aga-iii miała właśnie zamiar pójść po zakupy.nie. Niech owsianka w jednej chwili zniknie z talerza! — Ho." Tymczasem w przedpokoju trzasnęły drzwi wejściowe. Ale chcę. zdarza mi lo bardzo rzadko. . żebyś pamiętała o jednej niezmiernie ważnej rzeczy. Proszę zjeść owsiankę. tylko co najmniej i:. — Mama! Mama mnie woMieniąca się bańka mydlana z cichym westchnieniem zmieniła się ifiowu w błękitny koralik.. — Dobrze. zjedz wreszcie śniadanie. szybko w myśli wypowiedziała życzenie. — Oj. „Jutro już jednak zjem owsiankę — postanawia ze skruchą Ka-i"li ia — ale czy mogę używać pomocy koralika do takich mało i.Nie wiem.. i jak ci się podobała historia z taksówką?.. . A ja. Błagam cię.Spełnić moje wszystkie życzenia? — zdziwiła się niezmierne Karolcia. bez żadnego wykrzywiania się.Nie wiem. Wycierała teraz starannie koralik. zdaje się. Uiu.. podskoczyła wesoło i nawet nie dwa razy. — Umyłam — powiedziała Karolcia.. gdyż nie mogę być tak długo bańką mydlaną. mamo. zaraz zjem — zgodziła się Karolcia. — O Boże! — szepnęła Karolcia. „Ciotka Agata naprawdę jest bardzo dobra i troszczy się o nas — . czy już umyłaś wreszcie ręce? — Mama dość gwałtownie otworzyła drzwi łazienki.. po pierwsze.. przecież mówię wyraźnie: mogę spełnić każde życzenie fflłowieka.i/nych rzeczy?.»• -vf? • ł). Ol ó/. — No to proszę cię. że trzeba jechać aż na i\ nt-k w taki deszcz!. czy jestem zupełnie w porządku — myśli wobec ' o Karolcia — bo przecież ciotka Agata jest pewna. Mama krzątała się jeszcze i ubierała.. ściskając mocno w dłoni błękitny koralik. — Karolciu. wytrzyj mnie teraz do sucha i schowaj dobrze. za chwilę znów stanę się k i H :i likiem. a potem znów przysiadła na dłoni Karolci. bo potoczę się do jakiejś ciemnej dziury. pożywną zupę — ucieszyła się ciotka. że niby tak grzecznie wszystko zjadła. widząc pusty talerz. V < t u"' ". a po drugie. — Ach. która przedtem była kora-fin..JKarolciu! — głosik był zniecierpliwiony.

1 1 łeba na obrusie. że też ludzie nie pilnują swego drobiu! Mama wcale nie była zachwycona. Gdybyś była starsza. — Ależ czego pani sobie życzy?! — krzyknęła przestraszona ni.. muszę już wyjść do pracy. — Chętnie ci pomogę. — To mówiąc otworzyła drzwi. mamo — powtórzyła. n ciotka Agata.|n >itiyślała Karolcia. tobyś mogła mnie wyręczyć. że jest wysoką osobą. nie wiem — westchnęła mama. I od razu • hciala poprosić koralik. Pani na pewno przyszła do kogoś innego. — Przepraszam. i dy naraz z przerażeniem spostrzegła.Żywa kura! A sio! — krzyknęła z niepomiernym zdumie-. która znów zajrzała do kuchni.ima. Karolcia w tej chwili spojrzała w wiszące naprzeciwko lustro i |n/. — Ojej. — Ach. Też kłopot. niech już lepiej ta kura zniknie" — pomyślała wobec tego Karolcia.. ale nie wiem. Drzwi za ciotką Agatą zamknęły się." . . proszę II. dziobiąc z zadowoleniem okruchy . mamo. • . — Muszę po wyjściu ze szpitala (mama pracowała w szpitalu) iść jeszcze załatwić parę spraw. r *i 23 — Co z nią teraz zrobimy? Trzeba będzie chodzić od mieszkania do mieszkania i pytać. ubraną zupełnie dorośle. kiedy to ja! — powtórzyła Karolcia. i że iwet rna na głowie kapelusz. aby ci pomagać we wszystkim! — powiedziała z zapałem Karolcia również 24 t ulując mamę w policzek. objaśniła: — Na parterze jest dozorca. ale ja pani nie znam! — Mamo. — Poczekaj. Życzenie ..IMI. — Karolciu — powtórzyła mama — gdzie jesteś? — Przecież tu jestem. przyjrzyj mi się! — wołała .. że dzieje się z nią coś ri/iwnego. — Pani pewnie iika naszych sąsiadów? Moja córeczka zaraz panią zaprowadzi do nich. Spieszyła się jak zawsze. — Przepraszam. że nie wie. — Chciałabym.. gdzie się podział. . i ta kura też była zaczarowana!. Mama również ubierała się do wyjścia. Karolcia poczuła. niech tylko znajdę koralik! — O Boże — jęknęła mama — ja się bardzo śpieszę. Lecz zanim to niebaczne zdanie zostało wypowiedziane do końca. odpychając lekko Karolcię. » o teraz będzie? Tymczasem marna denerwowała się: b\ — Ja pani nie znam! — powtarzała. iiów Karolcia. mamo? 'ylko jestem zaczarowana.. Trzeba coś kupić na obiad.ekonała się. chciałabym jak najprędzej być dorosła. żeby znów mogła stać się małą Karolcia. — I mama przytuliła Karolcię do siebie i pocałowała — Mamusiu. — Wyf leciała z powrotem czy co? k No. co ja teraz zrobię! — Karolcia była najzupełniej zroz-p.. — Pani się omyliła! — Kiedy ja jestem Karolcia. Ą. czyja kura. mamo — powiedziała Karolcia i chciała ów przytulić się do mamy. — Skąd się tu wzięła?! Widać przyfrunęła przez • •l no od sąsiadów. Karolciu!. ściskając w ręce koralik. „Ojej. mamo? — spytała Karolcia. — Czy prędko wrócisz. żeby nie musiała jeździć po tę i ił i 1 1 1 1. której pani szuka. kto pani jest! — powiedziała ze 'liimieniem mama. jej zostało oczywiście natych05 miast spełnione. to ja idę po sprawunki. On pani pomoże •naleźć tę osobę. '/i js f H.. r — Jak to.ic/ona. W tej chwili w kuchni rozległo się donośne gdakanie — piękna i --Kosz przechadzała się po stole.. Ale jesteś jeszcze na to za mała. — Czy nie poznajesz mnie. już nie ma tej kury? — dziwiła się tymczasem ciotka. I naraz zauważy-11 /e jest wyższa od mamy.. Mama tymczasem ujęła ją lekko pod rękę i wyprowadzając ilu sieni.

Leszku. — Jeśli ją zobaczysz. — Muszę koniecznie jak najszybciej odnaleźć koralik i znów stad się małą dziewczynką. Nie zjadła przecież owsianki. że się jest jej córeczką. Wobec tego Karolcia zsunęła się po poręczy. że nawet nie zauważyI1 /e gromadzi się wokoło coraz więcej dzieci i dorosłych. Dorota jak zawsze oszukiwała. — Ale co będzie. kiedy będzie robiła porządki! Co począć? Ale swoją drogą to śmieszne. Przystanęła i nie wiedziała. ale jak to zrobić? Przecież < . które zamknęła za nią mama. jak skakała Dorota. dusząc się ze śmiechu. a spódnica plątała się naokoło nóg. wyglądającą przez okno. przeszkadzały jej w tym wysokie obcasy.'ł . aby jej mc przeszkadzała. tego już było za dużo! Karolcia nie wytrzymała. Po drodze wpadła na jakiegoś chłopca. Łzy spływały jej po policzkach i szlochała głośno. Tak. . — Dorota Wcale nie trafiła do nieba! Sama widziałam! — Ja nie trafiłam do nieba? Ja. Mama pyta teraz dzieci na podwórku. Przystanął ogromnie zdumiony i powiedział grzecznie: — Przepraszam panią! — Co ty. W dodatku była bardzo głodna. ale zaraz przypomniała sobie. Ale jak go odnaleźć! A jeśli się nie znajdzie? Strach pomyśleć. co się z nią dzieje! „Biedna mama. Leszek! — chciała powiedzieć Karolcia. l w tej chwili Karolcia uniosła dwoma rękami spódnicę. Dorota i Agasia bawiły się w klasy. to powiedz. czy nie widziały gdzie Karolci. jeśli nie znajdę koralika? A jeśli upadł na podłogę? Mama już za nic na świecie nie wpuści mnie do mieszkania! A koralik albo wpadnie znów do jakiejś szpary. a potem nie było czasu na zjedzenie czegoś innego. . że jest dorosła. co to będzie!" To wszystko wydało się Karolci tak smutne. Drzwi są . co robić.(Ą i/. Ale co to? Mama wychodzi z domu? Lepiej będzie schować się teraz do sąsiedniej sieni — i tak już nic nie pomoże tłumaczenie. la przejęta tym skakaniem na jednej nodze. 26 — Nie daj się oszukiwać. i zaczęła pokazywać. że mama mnie nie poznała!" »««n Naraz na podwórku ktoś zawołał: ? l. że rozpłakała się rzewnie. proszę pani? — oburzyła się I >orota.j — Proszę pani! Przecież pani słyszy. Aha. którzy |. Niestety. A tymczasem Dorota 1 Agasia grały dalej. . Warto by wrócić do domu i poprosić o cośkolwiek do jedzenia. — Dzień dobry! — odpowiedziała Karolcia. albo po prostu ciotka Agata wymiecie go. • l lojrzała do góry i zobaczyła mamę. — Dzień dobry! — ukłoniły się grzecznie Karolci. . a teraz idzie Leszek i mama też go wypytuje. żeby zaraz wracała do domu. Naraz usłyszała głos mamy: — Karolciu! Karolciu! — Zaraz idę — odpowiedziała Karolcia i przestała skakać. Dziewczynki — teraz mama zwróciła się do Doroty i Agasi — czy nie widziałyście Karolci? Nie wiem. Był to Leszek. Nie.i /yglądają się jej ze zdumieniem. że nie trafiłaś — powtórzyła Karolcia. 1 — Karolciu! Karolciu! Chodź do nas! — Idę! — odpowiedziała ochoczo Karolcia zapominając 0 swoim zmartwieniu i chciała zbiec szybko ze schodów.' Xi y 1 m GDZIE JEST KORALIK? „Muszę zaraz z powrotem stać się małą dziewczynką — myślała zrozpaczona Karolcia stojąc pod drzwiami. — Naturalnie. Karolcia. Na podwórzu pełno było dzieci. że wołam moją córeczkę. 27 iii — Zaraz wracam. mamo! * " < Ale mama okropnie się tylko zdenerwowała. tak się martwi — pomyślała Karolcia.. więc po prostu poszła już spokojnie dalej. Agasiu! — krzyknęła. jak skakałaś.mama nie wpuści do domu obcej osoby. Zama< hała do niej ręką. I tak i". — Ja ci i •< i każę.

która miała dziesięcioro dzieci? — zaczęła się dopytywać l ciotka. że się nazywa Karolcia. że nieznajoma klęczy i szuka czegoś f na podłodze — zupełnie zaniemówiła. że l jestem jej ciotką. Tu na pewno musiał upaść błękitny l koralik. o ile na to pozwalały jej wysokie obcasy. — A co byś zjadła? Może ugotować ci jajeczko? — O. ciociu Agato? — Przepraszam. ty mnie poznajesz. I w tejże chwili na podłodze w przedpokoju siedziała Karolcia. Zasapana trochę. — Bo to chyba pomylona panienka.. że jestem jej ciotką czy coś takiego. r r — O. Po chwili jednak odzyskała l głos: l — Czego tu pani szuka. — Ciociu. zaraz przyjdzie ciotka Agata — ucieszyła się Karolcia — może wtedy uda mi się wejść do domu. a co znów się stało? — zdumiała się teraz ciot-llku. ale nie wiem. i dużo chleba z masłem. chcę znów być małą dziewczynką! — szepnęła. — Prawda. To była okazja. bo ja jestem bardzo głodna! — wyjąkała Karolcia. — To umyj ręce i zaraz siadaj do stołu. zaraz. aby wydobyć klucze. . że jestem mała. a potem szuka czegoś w obcym mieszkaniu. namydliła go ostrożnie i obmyła wodą. ••tylko szybko chwyciła błękitniejący tuż pod ścianą koralik. Wcale l mi się to nie podoba!.Ale na to pytanie Karolcia nie dała na razie żadnej odpowiedzi. To tu pod drzwiami stała wtedy. i znalazła się w przed-s pokoju. nie mówiąc już nic więcej. l — Proszę pani! Co to ma znaczyć! Kto pani jest?! — krzyczała l pr/crażona tym wtargnięciem ciotka Agata. która wepchnęła się do mieszkania? Opowiadała. Ciotka Agata stanęła jak wryta. I potem dodała: — I bardzo się cieszę. że się znów zabrudził. — Ach. — To dobrze — ucieszyła się ciotka. co ci przychodzi do tej główki — roztkliwiła si? 29 ciotka Agata. Naraz krzyknęła radośnie: I1 — Jest! Jest! [l — Boże święty. Ale naraz spostrzegłszy. Ale będę czekać na nią na górze. — Zaraz. przecież rj pobrudzisz. tak — ucieszyła się Karolcia. moja pani? Najpierw mówi pani. — jęknęła z rozpaczą . Wtedy Karolcia. — Byłabyś mnie zgubiła — szepnął z wyrzutem koralik. prawda. szybko trzeba go znaleźć. aby natychmiast pójść do łazienki. dała potężnego susa. ale pewnie zaraz nadejdzie ciotka Agata. — Dziecinko. Karolcia obejrzała uważnie koralik i ponieważ zdawało się jej. — Karolcia? Co ty robisz na podłodze? Wstań".. wkrótce nadeszła ciotka.. zaraz dam ci coś do jedzenia. ciociu. — Bardzo cię przepraszam — szepnęła Karolcia — to było naprawdę niechcący. Ale czemu uczesz? — Bo. dziecko. I — Ja zaraz cioci wszystko wytłumaczę. l Ale Karolcia nie odpowiedziała ani słowa.. Ciotka tymczasem już krzątała się w kuchni. a co za Karolcia? Bo nie mogę sobie przypomnieć. ciociu! — zapewniała Karolcia. stanęła. Nie chcę być dorosła. przecież ja jestem Karolcia! — Karolcia? — zdziwiła się ciotka Agata. || Rozglądała się nadal po podłodze. l — A pani jest może córką tej mojej cioteczno-stryjecznej sio-• slry. Na szczęście ciotka w tej chwili znalazła już klucz i otworzyła 28 di/wi. Ja już muszę pójść do szpitala. tylko rzuciła się jak l niosła najszybciej w stronę łazienki. Ale co się stało z tą panią. Szybko. — Zaraz. kto pani jest — powiedziała ciotka ku rozpaczy Karolci. Czyżby sobie poszła? — Poszła już. l kiedy dokonała się ta przemiana. a dopiero co włożyłaś czysty fartuszek. gdy Karolcia podeszła do niej.zamknięte. przy drzwiach. — Dwa jajka i dużo mleka. Ale wiesz co? Mówiła. zaraz.1 Karolcia — zaraz. Karolcia zaczerwieniła się i nic nie odpowiedziała. Jakaś dziwna osoba. Rzeczywiście.

że trudno ją zerwać. — Jakaś nienormalna osoba — denerwowała się jeszcze mama bałam się. — A Karolcia pójdzie wcześniej spać — zadecydowała mama. — Oczywiście. — A może byś coś zjadła? Bo ciotka Agata zawsze uważa. Tak. ciociu. że należałoby jej zmierzyć temperaturę? Ciotka Agata była tego samego zdania. jeszcze nie jestem śpiąca. że to jakaś daleka nasza krew-ii i — W każdym razie na przyszłość nie należy nie wiadomo kogo wpuszczać do mieszkania — zakończył rozmowę tatuś. dziękuję — broni się Karolcia. Aniu (bo mama ma na mnę Ania) — otóż chwilami wydawała mi się nawet podobna trochę MD naszej Karolci.. W końcu Karolcia zgodziła się — bo przypomniała sobie. że czuje się zupełnie dobrze. Ale temperatury żadnej nie było. Może to początki odry? Nic więc nie pomogły zapewnienia Karolci. Może najlepiej na jedwabną. — A pokaż rękę. żeby nie zrobiła krzywdy Karolci! — E. zaraz ci go przyszyję. pod sukienką. Mama kiedyś mówiła. żeby mu się dobrze przyjrzeć jeszcze raz.iczy. zdaje się. A teraz zmierz temperaturę. że jednak jesteś jakaś rozpalona. Jest taka w maminym koszyczku z przyborami do szycia. — Nie.t _• -\ 32 — A mnie się zdaje. że jedzenie jest najlepszym środkiem na wszystkie choroby i na zmęczenie. »<•* ł s. że małe światło będzie się długo paliło — skwapliwie przytaknęła ciotka — dopóki nie zaśniesz. kochany mój koraliczku. że prze-« icż musi pomyśleć o całej masie niezmiernie ważnych rzeczy wiązanych z błękitnym koralikiem — a jak wiadomo. jaka byłam zrozpaczona. — A może ci usmażyć omlecik? i — Nie. na mnie nie zrobiła wrażenia takiej groźnej — broniła i n >tka Agata — a nawet wiesz. jeśli się ma takie kłopoty z koralikiem? — Będę ostrożniej wypowiadała swoje życzenia — postanawia Karolcia — bo nie wiem.'>uiw. że to guziczek! — upierała się ciotka Agata. Powiedziała więc: — Dobrze. To ". i nawet na wszystkie kłopoty. — Nie.. kiedy się leży w łóżku. mama i ciotka Agata opowiadały o tej dziwnej nieznajomej. o rzeczach 31 poważnych zawsze najlepiej myśli się wtedy. różową. — Niech ciocia go nie przyszywa! . nie. co może z tego wyniknąć. Uważam. I zaproponował mamie. Karolciu? — zajrzała naraz przez drzwi ciotka Agata. — Kiedy to nie jest guziczek! — krzyknęła z przerażeniem Karolcia. ciociu. Ale to tak. I przy tym można będzie nosić ją na szyi. nie. I chyba trzeba będzie nawlec go na jakąś bardzo mocną nitkę. Zaledwie zatrzasnęły się drzwi za mamą i tatusiern. Agatko. Szybko dokończyła mycia rąk i pobiegła do kuchni. guziczek od twojej bluzeczki. bo zdaje mi się. ciociu. — Nie śpisz. Ale małe światło będzie się długo paliło. Byłam przekonana. Karolcia wyglądała nie-\\ y raźnie. obracając w . które wydarzyły się tego dnia. to jest. ta różowa nitka będzie doskonała. że jest jakaś niewyraźna. co ci powiem. położę się. tylko przyniosę okulary. Cóż ty znowu masz tutaj? Aha. — Ja dziś chętnie zostanę w domu — oświadczyła ciotka.Wyobraź sobie. j ttr > Przy obiedzie wszyscy w domu — oprócz Karolci — rozma-• i iii o niezwykłych historiach. ciotka Agata posłała łóżko i zaczęła namawiać Karolcię do położenia się. Tylko czy można zasnąć. Może się zaziębiła?! Czy nie id/Jsz. Bo dopiero zacznie się dopytywanie: A co to? A po co to? Karolcia wydobyła z chusteczki koralik i położyła go na dłoni. — Mam masę roboty. żeby nikt nie zauważył. Muszę teraz dobrze cię schować. < . że może pójdą do kina. — To rzekłszy Karolcia wytarła go starannie i zawinęła w chusteczkę do nosa.

— No. ciastko z kremem. Karolciu. — Ach! Nie mów tego ciociu! — chciała krzyknąć Karolcia. ba. przybywało ich coraz więcej. •« &vws< : *ł 34 l Wtem znów ktoś zadzwonił. skacząc między tacami pełnymi ciastek. — Że też ja nigdy nie pamiętam 0 tych moich okularach! I zawsze je gdzieś zostawię. — Czy pani czegoś szuka? — spytała ciotka Agata. — Dziękuję — kiwnęła głową pani w kapeluszu i z parasolem. tobym zaraz zobaczyła. a może byś coś zjadła? Nie? E. nawet na oknie stały tace pełne ciastek z kremem. 1 niby to jadła ciastka. że nie ma dziś u nas gości".. dzwonił listonosz. Tylko co komu po jednym koraliku? Ale słuchaj. Ale za chwilę znów rozległ się dzwonek i weszli jacyś państwo z oficyny z trojgiem dzieci. Przyznam ci się. bardzo dziękuję! Zerwała się szybko z łóżka i błyskawicznie pochwyciła porzucony przez ciotkę na stoliku koralik. chętnie bym zjadła ciastko z kremem. . Karolcia ** "(t « Y* j Wtem jak na zamówienie ktoś zadzwonił. No tak. powiedzmy. — Karolciu — zawołała ze zdumieniem ciotka Agata — czyżby ktoś przysłał nam tyle ciastek? A może to są dziś moje imieniny. a na pewno /jadłabyś tak na przykład. parasolem. nie — zaprzeczyła gwałtownie Karolcia — ale oddaj mi już. Ale zaraz poprawiła się: — To znaczy. ciociu. ale to nic nie szkodzi. „Co to będzie — myślała z trwogą Karolcia — jeśli on sam nie zje tych ciastek". na półce z książkami. co U) jest właściwie. Nawet dość ładny. choć to był już wieczór — c/y nie przeszkadzam? — Skądże znowu — odpowiedziała ciotka Agata. — Proszę. ale ciastek nie ubywało. tylko tak mówisz. — Nie. — Pójdę otworzyć — powiedziała ciotka. — Właściwie szkoda.. ale jednocześnie rozglądała się po pokoju. co to jest. przy czym 0 mało co-nie udławiła się. — Co prawda ja państwa jeszcze nie znam. Ledwie ciotka wypowiedziała te słowa — okulary cicho przyfrunęły z sąsiedniego pokoju i usadowiły się na jej nosie. Co gorsza. który właściwie nikomu i na nic nie jest potrzebny. No i odwiedziłem. Żebym je miała MU nosie. Rzeczywiście! Miałaś rację! To wcale nie jest guziczek. oczywiście nieopatrznie pomyślała o tych gościach. Była to jakaś pani w kapeluszu i y. Wokoło — na stoliku. — /gubiłam drobiazg.palcach koralik. Czy pani czasem go nie widziała? Taki nieduży niebieski koralik... Co? — Nie. mamy dziś pyszne ciastka. to znaczy tak — zaczęła plątać się nieznajoma. i już są. „Kiedyś przecież skończą się te ciastka — myślała Karolcia. bo ciągle sama też jadła te ciastka. że dziś są moje imieniny. Listonosz jadł ciastka bardzo szybko i co chwila jak kot oblizywał swoje długie i sumiaste wąsy. patrzcie — zdziwiła się ciotka Agata — a przecież je mam! Że też ich nie zauważyłam! Niech no ja się teraz przyjrzę.. — Dzień dobry — powiedziała. — Proszę bardzo — zapraszała gościnnie ciotka Agata — dobrze. — Dobry wieczór — powiedział — przechodziłem akurat w pobliżu i tak sobie pomyślałem — dlaczego nie miałbym państwa odwiedzić. niech państwo pozwolą — zapraszała gościnnie ciotka. — Przyszliśmy z wizytą — powiedzieli i od razu zabrali się do jedzenia. Tace z ciastkami napływały dalej. że nawet więcej. Nawet nie jedno. Karolcia zdrętwiała. Ale było już za późno.. ten mój koralik. Mogłabym zjeść całą tacę ciastek. Jak się okazało. na krześle. przyznam ci się. że pan przyszedł. tylko ja o tym zapomniałam? Ach! Jakie pyszne ciastka! Spróbuj! — Wcale nie spróbuję! — wrzasnęła niezupełnie grzecznie Karolcia. — Zarazi Zaraz — ciotka obracała dalej koralik w palcach 1 mówiła teraz z rozmarzeniem — bo ja. no co?! No. tylko jakiś koralik. — Może pani spróbuje? Zdaje się. powiedz tak naprawdę.

Nie lubię w czasie deszczu moknąć na przystanku. No. że możecie — zgodziła się od razu mama. — No. Tatuś dawno poszedł do pracy. aby ciastka. Rzeczywiście. przyszedł zapytać. Wtem słychać dzwonek przy drzwiach. a mama szykowała się właśnie do wyjścia. mrucząc: — Ależ miałam śmieszny sen: śniły mi się ciastka z kremem. t. Krople ściekały po szybach. 1 36 — E.. wystarczy przecież dotknąć koralika i wyszeptać życzenie. To Piotr. było już bardzo późno. a w fotelu przy łóżku drzemała ciotka Agata. Karolcia kiwa ze zrozumieniem głową. Karolciu? Nie boli cię głowa? — dopytywała się troskliwie. — No co. kiedy przestanie padać. A mama jest pierwsza w kolejce i wsiada spokojnie i wygodnie. mocnej nitce na Karolcinej szyi. Na przystanku autobusowym stoi już tłum ludzi z parasolami. naturalnie. <7l)'t\ . że jest ona niezmiernie podobna do tej sprzedającej z działu zabawek w domu towarowym. goście i Filomena zniknęli jak najszybciej z jej pokoju. AUTOBUS I INNE RZECZY Kiedy nazajutrz Karolcia obudziła się. — Naturalnie. — To mój koralik — zasyczała Filomena (bowiem już nie ulegało wątpliwości. Karolciu — powiedziała mama — za tydzień wyjedziemy na wieś. jakaś staruszka usiłuje wsiąść. czy mogą dziś bawić się razem. ten z góry.. bo już późno. No. piękny. Ale wiesz. Karolcia widzi to doskonale. Tak. I stoi teraz biedul-ka.. że musimy jeszcze poczekać. czy mama wsiadła! — woła Karolcia tło Piotra i pociąga go w stronę okna. i moknie. spiczasty nos! Tak! Nie ulega najmniejszej wątpliwości! To jest Filomena! I Karolcia błyskawicznie w ostatniej chwili zdołała wyrwać koralik z ręki ciotki Agaty. — Tak! To ten! — wrzasnęła radośnie nieznajoma. A teraz już zaczyna się 37 pchać cały tłum ludzi. to co ja będę dziś robiła przez cały dzień w domu? — westchnęła Karolcia. I postanawia. a mama mówi „do widzenia" — i szybko zbiega ze schodów. Właśnie nadjeżdża autobus i wszyscy ogromnie się pchają. Zostało ono zresztą błyskawicznie spełnione. Zwłaszcza kiedy ciotka Agata wyjdzie po zakupy. Karolciu! Już pora. ale już śpij. A koralik jest zawieszony na jedwabnej.. nie. że poprosi koralik o pusty autobus dla mamy. przy oknie. Może poczytasz albo może kto przyjdzie do ciebie pobawić się? Ale ja już muszę się śpieszyć. zajmij się czymś. mama nie wsiadła. którzy nadbiegli. I wyciągając szponiaste palce powiedziała groźnie: — Oddaj mi natychmiast! Ale zanim zdołała go odebrać — Karolcia wypowiedziała w myśli życzenie. W pokoju paliła się niewielka lampka z abażurem — zwana przez Karolcię małym światłem. Ale Karolcia uśmiecha się — mama na pewno zaraz wsiądzie. — No trudno. I oto w tejże samej chwili na przystanek zajeżdża pusty. że jest mokro na świecie. I Karolcia dopiero teraz spostrzegła. zupełnie nowy. która zbudziła się po chwili. — A czy będę mogła zejść na podwórze? — Tylko wtedy. Widzisz przecież. — Chodź! Zobaczymy. ależ tak. nie przewrócimy — zapewniają wobec tego Piotr i Karolcia. czerwony autobus. — Tylko nie przewróćcie całego mieszkania do góry nogami. Żeby tylko autobus nie był zbyt zatłoczony. O. że to ona była). — Wczoraj wyglądałaś mi tak. który Karolcia na chwilę położyła na swojej kołdrze.1 r a. jakby coś ci dolegało. — Ale jestem naprawdę zupełnie zdrowa — zapewniała Karolcia. Było ich bardzo dużo. aż dostanę urlop.(> 4 . {'{' ii".— Czy to ten? — spytała ciotka oblizując się i wzięła do ręki koralik. I sadowi się na najlepszym miejscu. ale . bo ją odepchnęli. a ciotka Agata o wszystkim zapomniała. ma taki sam długi. znów padał deszcz.

że chyba to wszystko to tylko sen. Karolcia powtórzyła: 38 l — Nie wierzysz? Mogę zrobić. — Rozłożyłaś tego drągala jak należy — powiedział z uznaniem. jak mała dziewczynka. co właściwie byłoby niemożliwe do zrobienia. uniosła się w powietrze.. Myślisz. żeby wymyślić coś niezmiernie trudnego.. czy potrafiłabyś. — Ojej. — Tak? No. Stał ze zmarszczonym czołem i powtarzał: — No. a następnie spłynęła na ulicę i znalazła się na przystanku autobusowym obok tego wstrętnego chłopaka. — E. W tejże chwili okno otworzyło się i Karolcia. A Piotr tymczasem namyślał się. dasz mi swój globus. — Globus — powtórzył ze zgrozą. co tylko mi się spodoba. — Ee tam — mruknął powątpiewająco Piotr — tak wiadasz! — Co? Ja opowiadam? Może chcesz się założyć? — Pewnie. że mogę się założyć! Nawet o mój znaczek z Australii. co się tak namyślasz — niecierpliwiła się Karolcia. Ja mam klucze. lekkomyślnie. — Ja też chciałabym być na dole i dać mu porządną nauczkę! — krzyknęła z zapałem. czy potrafiłabyś. — Ratunku! — darł się dryblas. Tu Piotr zatrzymał się na chwilę. ku niepomiernemu zdumieniu Piotra. gdybym tak w tej chwili był na dole! — odgraża się Piotr. — Wychodzę na chwilę do miasta — powiedziała. — O globus mógłbym się /ałożyć. że obiecywała sobie ostrożnie wypowiadać życzenia. Korciło ją ogromnie.. — Bądźcie przez ten czas grzeczni i nie otwierajcie nikomu drzwi. aby za chwilę znaleźć się w pokoju. Nie wierzysz? W tej chwili weszła do pokoju ciotka Agata. Tylko wiszący na jej szyi koralik jaśniał jak błękitny kwiatek unoszący się w powietrzu. podskoczyła do góry i trzasnęła dryblasa piąstką w nos. Ba. Zaraz mogę to zrobić. Potem przetarł szybko oczy rękami — bo mu się zdawało. różne rzeczy. po czym szybko zaczęła uciekać. na przykład. — Jak przegrasz. lecz niebacznie Karolcia.. Piotr stał przy oknie z ustami otwartymi ze zdumienia. że Icraz może założyć się o nie wiem co. że ci uwie-r/ę? — szydził Piotr.. gdybyś na przykład potrafiła. śmieszna jesteś z tymi przechwałkami. duże chłopaczysko odpychają. że fruwasz. Teraz wszyscy na ulicy ze zdumieniem patrzyli. zaraz. — Taka jesteś ważna? A na pewno nie potrafisz stać się. Musiało mi się to po prostu śnić! — Wcale ci się nie śniło. globus! Globus był największym skarbem Piotra i tak za byle co. — E. Najwyraźniej widziałem. ja tego nie mogę zrozumieć. to zaraz zobaczysz! I w jednej chwili Karolcia stała się przezroczy sta jak szkło.. co mi tam znaczek z Australii — Karolcia uważała. powiedziałam. żeby zadziwić Piotra. Ledwie zamknęły się drzwi za ciotką Agatą. — Przecież to drobnostka dla mnie. że naprawdę fruwałaś. czy potrafiłabyś. jeśli zechcę. A przecież człowiek nie może fruwać. — Taaaak?! — zdenerwował się teraz z kolei Piotr. -t w om/. że wszystko potrafię — zawołała uniesiona pychą Karolcia. uczesana w kitkę. — Jak to? E. które miał spełnić koralik.. — Oj! Dałbym mu nauczkę. nie pamiętając już zupełnie o tym. Przecież to niemożliwe. — Mogę robić. jakim sposobem znalazłaś się tam na dole i wróciłaś.. — Tylko. a Karolcia znów podskoczyła i uniosła się w powietrze.wstrętne.. — A dlaczego nie miałabym fruwać? — oburzyła się Karolcia. trzymając się za nos. niewidzialna! — Niewidzialna? — Karolcia wzruszyła ramionami. coś. na przykład. aż się przewrócił. — No.{•» 39 A Piotr? Warto było zobaczyć jego zdumiony minę! A potem zaczął wołać: . nie wmówisz przecież we mnie. — Mów prędzej. nie chciałby go oddać.

— Aha! — cieszyła się teraz Karolcia. to sobie zabierzecie kanapki z szynką./ . że mogę. — Przysięgłabym. towarzyszyło temu jednak lekkie postękiwanie niewidzialnej Karolci. Karolciu — zawołał naraz Piotr — a czy ja też mógłbym być niewidzialny? — Ty niewidzialny? — głos Karolci był teraz niepewny. ciotka Agata ruszyła w stronę okna. Potem ciotka Agata zawołała jeszcze: — Wiem na pewno. jak moglibyśmy we dwójkę pysznie się bawić. — Tak.. — Powiedz. — Wygrałam od ciebie globus. Ale czy się uda? Czy życzenie będzie ważne i wobec Piotra? 4-) Należy jednak spróbować.. to znaczy. — Sama nie wiem. Ale już pr/estańcie z tym chowaniem się. że go ktoś ciągnie za sweter. — Karolciu! — zawołała. nawet o mało co nic przewróciła się przez wysuniętą Karolciną nogę. — Jakże mogę cię gonić. to jest nie. — Cóż więc chcesz. (M — Uwaga! Może zaraz staniesz się niewidzialny! Czy już jesteś niewidzialny? Bo już powinieneś być. dziękujemy. Byłaby właściwie wpadła na niego.. — A tu jestem! — Karolcia dotknęła ręki Piotra. I wyciągnął rękę. to rzeczywiście mogłaby być pyszna zabawa. Ba. aby dotknąć jej ramienia. — Dobrze. gdzie się schowałaś? — Wierzysz więc. gdybyśmy tak oboje byli niewidzialni. Stał z otwartymi ustami. Deszcz już przestał pa(lilĆ. Aż podskoczył. gdzie jesteś. + 40 — Ach. że schowaliście się za tapczanem. potrącając po drodze niewidzialnego Piotra.— E. bo ruszyła dalej. gdzie jesteś! — Atu! — zawołała Karolcia. ciociu. Nic jednak tam widać nie dostrzegła. mimo że ciebie nie widać? Karolcia roześmiała się. — Goń mnie! . To mówiąc. że jestem niewidzialna? — Wcale nie wierzę! Uwierzę dopiero wtedy. jak stanie się coś bardzo dziwnego. ale przestańcie się chować i zaraz pi/yjdźcie do kuchni. kiedy ja jeszcze jestem niewidzialna? — zdumiała się Karolcia. W tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju weszła ciotka Agata.. zagapiony. wahający się.. ciociu — odpowiedziała Karolcia — czy możesz mnie i Piotrowi dać coś do zjedzenia? — Oczywiście. tak jakby Karolcia tam wcale nie stała. tak się przestraszył. Tak. kiedy nie wiem. gdyby się w porę nie usunął. Karolciu. — Jak to: mnie widzisz. gdyż było to krzesło naprawdę ciężkie. to czy na przykład potrafiłabyś podnieść do góry krzesło. ty się tylko tak schowałaś! — Wcale się nie schowałam — odezwał się tuż obok głos Ka-rolci i Piotr poczuł. Tak! Teraz wreszcie Piotr uwierzył w jej niewidzialność. — Słucham.. — Ale ja ciebie na pewno widzę — zapewniał Piotr. że tu coś leży na podłodze — mruknęła i hucznie spojrzała na posadzkę. — Czy jeszcze mam coś zrobić? — zabrzmiał uprzejmy głosik Karolci.. — Pomyśl. błagam cię! Zrób to — prosił Piotr.. •. I wyszła z pokoju.. — Przestań — krzyknął — cóż to za niemądre żarty! Powiedz lepiej. żeby się stało? — Jeśli naprawdę jesteś niewidzialna. stając na progu. a ja jeszcze ciebie widzę! M — Ja ciebie też teraz widzę! — powiedział Piotr. — Oczywiście! Proszę bardzo! W tej chwili krzesło uniosło się jakby samo do góry. Szła prosto na K uroicie. — Ale już lepiej wyjdźcie z tej kryjówki i umyjcie ręce przed (t-clzeniem a ja tymczasem otworzę tu okno. wygrałam! — Dosyć tego! — wołał teraz Piotr.

Piotr miauknął wobec tego cichutko. jak się zdaje. a potem zaczęła wołać: „kici. — Prawda — ucieszyła się Karolcia. a potem s/ybko zimną wodą przemyła sobie oczy. że już zrobiłam kanapki — mruknęła.4 s" . — Uwaga. pchnął tak Agasię. żeby dać porządną nauczkę temu Waldkowi. Więc i teraz Agasia i dwoje jeszcze młodszych dzieci przykucnęło nad rriałym jeziorkiem i zabierało się do budowy tamy. I nawet o mało by cię nie rozdeptała! — Prawda — szepnęła Karolcia — ale dlaczego ja widzę ciebie. A Piotra i Karolci wcale a wcale nie widziała. jednak. Bo widać myślała. obydwoje jesteśmy na dobre niewidzialni — szepnął radośnie Piotr.« Rzeczywiście z góry schodziła sąsiadka. — Poczekaj. W przedpokoju rozległ się jakby tupot małych stóp i dało się słyszeć trzaśniecie drzwi. Pani Kowalska znów się obejrzała. — Tylko przedtem musimy zajrzeć do kuchni. tylko . Przecież sama się przekonałaś. czy nas kto zobaczy. I nikt tego Waldka nie żałował. że twoja ciotka była najpewniejsza. że jej kot idzie za nią po schodach. I obejrzał się — ale nikogo za sobą nie zobaczył. Kiedy wróciła do kuchni. kiedy naraz przypomniała sobie. Pobiegli więc szybko w stronę Waldka. ktoś idzie! . tak że stracił równowagę. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie — była to nareszcie prawdziwa okazja. — Hura! Jednak jesteśmy niewidzialni! — Czy jesteś tego pewien? — spytała Karolcia. jeśli zejdziemy na podwórze — zaproponował Piotr. — Najlepiej będzie. I teraz też — patrzcie tylko. — Musimy spróbować. kiedy duży Waldek klapnął naraz w sam środek błota jak żaba! To Piotr. Deszcz przestał nareszcie padać i tylko gdzieniegdzie pozostały spore kałuże. że powinna zabrać z balkonu suszące się tam ście-icczki. A kałuże — wiadomo — wspaniała rzecz. A wszyscy naokoło stali i aż się trzymali za boki ze śmiechu. a ty widzisz mnie? — Bo prawdopodobnie niewidzialni ludzie widzą siebie nawzajem — powiedział Piotr. l m u . że ukryliśmy się gdzieś. który każdego bil i nikomu nie dał przejść spokojnie. Bardzo to śmiesznie wyglądało. aż usiadła ze zdumienia. kici". Zadowoleni zbiegli co prędzej na podwórze.1 itf ''> Ą ^ A r n * t HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY! Ciotka Agata nalała mleko do kubeczków. Podbiegł do kałuży i za43 raz zaczął ochlapywać dzieciarnię. Bułki z masłem i szynką leżały na talerzykach. — Dzień dobry! — odpowiedziała niepewnie pani Kowalska i mzejrzała się wokoło. podskakując z zachwytu. Zwłasz-c/a młodsze dzieci lubią chlapać się w nich i puszczać papierowe łódeczki.' U' V$V ' l l . niewidzialny Piotr popchnął go z całej siły. — To dobry pomysł — przytaknęła szczęśliwa właścicielka niebieskiego koralika. czy jesteśmy niewidzialni.41 — Hura! — zawołał wtedy Piotr. — Dzień dobry! — powiedzieli Piotr i Karolcia grzecznie. kiedy naraz z sąsiedniego bloku wypadł Waldek. chociaż stali tuż przy niej. Ale za chwilę znów rymsnął w błoto — to niewidzialna Karolcia chwyciła go za nogę. Ciotka Agata czeka na nas z drugim śniadaniem. wtedy gdyśmy stali tuż prawie obok niej. że wpadła do kałuży! Za Agasią wepchnął do wody Janie. czy nie. — Ale możemy się przecież przekonać. To będzie najpewniejszy dowód. — Sen mnie zmorzył czy co? Zdawało mi się. pani Kowalska. — Kto mnie pchnął?! — ryknął rozzłoszczony Waldek. lepiej jeszcze się upewnić — zabrzmiał szept Ka-rolci. — No widzisz. — Ależ oczywiście..

który akurat wybiegł na podwórze. 45 — Dlaczego? — zdziwiła się Karolcia. to samo będzie i z moją mamą. Naprawdę! I wtedy to wyglądało tak. Kochana ciociu Agato. — Zapominasz zupełnie o.i/.ii aż będzie się okropnie martwiła. — Ale co będzie. . / < „ Karolcia spojrzała na niego dumnie. co się tam dzieje. Do mieszkania Piotra było łatwiej się dostać.. Piotr! Nie ma się czym przejmować. Aż oczy przeciera — bo patrzcie.wszyscy mówili. Hm! Roboty znalazłoby się dosyć. nawet hulajnoga od ciebie ucieka! A znów jedna dziewczynka zaśmiała się: — Jak ją grzecznie poprosisz. jakbym miała znów ze dwadzieścia lat. Nie martw się o mnie. że mnie nie ma na podwórzu? — Ha. Za to zdarzyła się i. Twoja kochająca Karolcia. „. Będą spokojne. . co by teraz zrobić. Oto idzie na przykład miła pani Kozłowska z drugiego bloku i dźwiga ciężki kosz ze sprawunkami. i« | — Jak to: nie ma! — wrzasnął Piotr. jeśli mama zabrała klucz. sama się przekonasz. Wszystko przepadło! . — — Ojej.„. ludzie: hulajnoga sama jedzie po chodniku między trawnikami! Oczywiście łatwo się można domyślić. i nawet tak mówi do jakiejś sąsiadki: „Tak się dobrze dzisiaj czuję.. jakby ją hulajnoga rzeczywiście goniła. a 44 A Dorota też stanęła.. ale zaraz przestaje rozmawiać z panią Kozłowska. prawdopodobnie do dentystki.legło się trzaśniecie drzwi i zgrzyt klucza w zamku. że taki dla wszystkich jest niedobry! No.. co powiedzieć. nagle m/. Tak mi siły wróciły! Pewnie po tych ziółkach. że kosz taki lekki. a ja do mojej mamy. tym! I Karolcia ujęła w swoje dwa niewidzialne palce wiszący na jedwabnej. to może do ciebie wróci. Chodź. tylko gapi się na drugi koniec podwórka i napatrzyć się nie może. — Wiem doskonale.im zupełnie inna historia. — Rety! p . hulajnoga zawróciła i zaczęła pędzić w stronę Doroty! To dopiero było! Dorota najpierw stała. drzwi były zamknięte. jakby oczom nie wierzyła. Piotr był bliski łez. że to Karolcia pędzi na hulajnodze pozostawionej przy ławeczce przez Dorotę. jakby w kamień zamieniona.. gdy już list był napisany. — Jesteśmy zamknięci! — zawołał rozpaczliwie Piotr. Ale list udało im się wsunąć przez szparę. a my też bodziemy w porządku! Drzwi w mieszkaniu Karolci były zamknięte. Idę się troszkę pobawić z Piotrem. Naturalnie że /.^ . za-i. Sąsiadka nadziwić się temu nie może. bo naraz Leszek.. a potem zaczęła uciekać. Ale w końcu znudziła się ta zabawa Karolci i zaczęli się z Piotrem namyślać. Wreszcie Piotr zaproponował: — Wiesz co? Chodźmy do tego wielkiego domu towarowego. co by zrobić wobec tego? Słuchaj! Już wiem! Napiszemy listy ty do ciotki Agaty. Tak. Czy przez to. że mama będzie tam co najmniej dwie godziny. jakby na zawołanie.. jeśli ciocia zobaczy przez okno. Dorota.yła i nie wie. które piję". Bo oto. usta otwor/. Tam się trochę pobawimy! — Świetnie — zgodziła się Karolcia..+^. zaczął wołać: — Patrz. To mama wyszła. A pani Kozłowska strasznie się cieszy. że jest w tej chwili niewidzialny.. to z Waldkiem byłoby załatwione! A co dalej robić?!. a mama zabrała klucz. — Przecież możemy wyjść i sami zatrzasnąć drzwi. gdzie się podziałem! Zaraz. Piotr zawsze jej pomaga zanieść kosz na górę. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie. I w tej chwili. że dobrze mu tak za to. Naraz Karolcia roześmiała się. — Kiedy ich nie można w ogóle otworzyć. pani Kozłowska ma sama nieść to wszystko na górę? — Niemożliwe — mówi szeptem Piotr do Karolci i zaraz podbiega do pani Kozłowskiej.. proszę pani. Ujmuje za pałąk kosza i niesie. a dziś — jakbym piórko niosła. właśnie. Wczoraj to ten kosz taki wydawał mi się ciężki. różowej nitce — błękitny koralik! .

Było to jednak niebezpieczne. Wylądowali na tarasie. > i — A przecież my jesteśmy niewidzialni! — Ale jesteście niewidzialni tylko dla ludzi! Wiemy poza tym. Unosili się teraz lekko nad ulicą. — Kiedy ja tylko tak! Na postrach! — uspokoił ją Piotr. więc schwycili się za ręce. a ją wiatr szczęśliwie zaniósł w stronę Piotra. aby wyrazić odpowiednie życzenie. Tak właśnie 46 zdarzyło się. gdzie była urządzona kawiarnia. Już zdawało się. -^ . abyś miał go zbić! — izeptem broniła malucha Karolcia. Chwycili się znów za ręce i teraz już frunęli prosto do domu towarowego. To było naprawdę strasznie śmieszne! Można było zapukać w szybę albo niespodziewanie powiedzieć coś do kogoś. Wspólnymi siłami ściągnęli malca z okna. W pewnej zaś chwili. — Ach! Jakież mam pragnienie — oświadczyła Karolcia na widok osób pijących przez . Znów więc lekko płynęli nad miastem.— To co zrobimy? — zapytał teraz Piotr zachwyconym szeptem.. — To przewody elektryczne linii tramwajowych i trolejbusowych — objaśnił Piotr z niejakim zadowoleniem. W mieszkaniu mi irzecim piętrze jakiś malec wyglądał przez okno i tak się wychylał. — Nie strasz dziecka! Nie pozwolę ci. Trzeba więc było koniecznie natychmiast zawrócić. że nie należy używać go zbyt lekkomyślnie. — Bo dam ci w skórę. — Zaraz mu damy nauczkę — zdecydował Piotr. ale ponieważ bali się. że masz niebieski koralik. kiedy mijali pewną wysoką kamienicę. Przysiadali dla zabawy na chwilę na dachach lub na balkonach i unosząc się znowu w powietrze gonili się naokoło wszystkich kominów fabrycznych. żeby o nie nie zawadzić. że leci samotnie. Karolciu. tylko pamiętaj. aby ratować przyjaciółkę. że sprawa jest zupełnie beznadziejna. który był widoczny z daleka. zupełnie niespodziewanie. rozumiem — odpowiedział malec rozglądając się niepewnie wokoło. zaczepioną brzegiem sukienki o jakąś antenę telewizyjną. — Widać został sam w domu i taki z niego głuptas. Istna pajęczyna. które widząc całą historię. Nie było to wcale łatwe! Wiatr znosił Piotra ciągle w bok i ani rusz nie mógł skierować się w stronę wzywającej pomocy Karolci. — Tciaz możemy go zostawić i pofruniemy dalej. — Patrz! Możemy zaglądać do okien wszystkich domów. że lada podmuch wiatru może ich rozdzielić. tak bowiem stali się zwiewni. że nawet nie wie. jeśli nie posłuchasz — groził dalej Piotr. — Co chciałyście przez to powiedzieć? — zawołała Karolcia. że zna się na takich rzeczach. Parę uderzeń mocnymi dziobami i oto sukienka już się odczepiła. Obejrzał się — gdzie jest Karolcia? Co się z nią stało? Dopiero po chwili spostrzegł ją. — Jak wyjdziemy stąd? Czy dałoby się — tu zawahał się — czy dałoby się wyfrunąć przez okno? — Czemu nie? Naturalnie że możemy.. a Piotr powiedział mo/liwie grubym głosem: — Nie wolno włazić na okno! Rozumiesz? — Ro. Uf — Czy wy nas widzicie? — zdziwiła się Karolcia. J> — Oczywiście — oświadczyły zgodnie gawrony. gdy nagle i zupełnie nieoczekiwanie zjawiła się pomoc ze strony dwóch sympatycznych gawronów. gdyż od czasu do czasu wiał dość silny wiatr. — Niech tak będzie — kiwnęła głową Karolcia i znowu ujęła w palce niebieski koralik. który mógł ich łatwo rozdzielić. on na pewno wyleci! — denerwowała się. na co się naraża. . Piotr zorientował się. Karolcia zdenerwowała się tym ogromnie. pośpieszyły na ratunek. /c naprawdę mógł wypaść. Spojrzeli w dół i zobaczyli z ogromnym zdumieniem. Zatrzymali się więc teraz przy tym oknie i wpłynęli do mieszkania. że nad ulicami rozpościera się jak gdyby sieć z drutów. — On sobie może coś złego zrobić. Natychmiast też okno otworzyło się i Karolcia razem z Piotrem wyfrunęli. Albo też od razu znaleźć się w sklepie?! Jak wolisz? — Lepiej wyfrunąć przez okno — zdecydował Piotr — a potem żebyśmy od razu byli w sklepie. — Jak cudownie tak płynąć w powietrzu! — zachwycała się Karolcia. — Musimy uważać. Bo w ten sposób będzie okropnie śmiesznie. ale gawrony już odleciały.

a zapłacimy w ten sposób. Zatrzymali się więc na chwilę na następnym piętrze przy stoisku z butami. 4 — Karolem łt' LEPSZE l GORSZE POMYSŁY W domu towarowym panował oczywiście jak zawsze ogromny tłok. Transakcja udała się jak najlepiej. — Służę ci — powiedział elegancko Piotr — mam właśnie jeszcze trochę pieniędzy z moich oszczędności i mogę cię zaprosić! — Ale wiesz? — rozmyśliła się Karolcia. — Wiesz? Postraszymy ją trochę. Lody były wspaniałe i pokrzepiające. Tu. — Zaraz zobaczysz. jaka ty jesteś dziecinna. . Czy są owocowe albo śmietankowe? A może będą pistacjowe? Zbliżyli się do dużego bufetu. jeśli jakieś buty były za ciasne albo za luźne. sprzedająca widać była w niezbyt dobrym humorze. wiesz co? Lepiej już zostańmy niewidzialni.łapiemy szybko po porcji lodów. że ta pani. Jeszcze się pogniewa. Właśnie kiedy Piotr z Karolcia podeszli do stoiska. nie jest bardzo uprzejma — zauważyła Karolcia. co będzie dalej. co byłoby lepsze. które szykuje panienka. — Nie mogę przecież prosić o takie nie najważniejsze rzeczy. Chodźmy do zabawek! — Ojej. 50 — Ale jak ją postraszymy? — spytała Karolcia. Ruchome schody zapchane były ludźmi i wcale nie łatwo było na nie się dostać.słomiane rurki wodę sodową oraz oranżadę z wysokich kieliszków. — Co ty. że pieniądze położymy na bufecie. Toteż po ich spożyciu można już było śmiało ruszyć na wielką wyprawę do wnętrza domu towarowego. — Nie możemy się wcisnąć. które włożył sobie na ręce. może się potem poprawi. które kupiła dla swojej córeczki. Karolcia zaraz też chwyciła jakąś parę czerwonych sandałków i ku szalonemu zdumieniu i przerażeniu ekspedientki — dwie pary butów samodzielnie pomaszerowały wzdłuż lady. To poważna sprawa. — Wobec tego może zajmiemy miejsce przy stoliku? w i« < wi w? 48 — No dobrze — Karolcia przysiadła na jednym z kolorowych krzesełek — ale jak zamówimy lody. — Idziemy! — zakomenderował Piotr. — Nie zamienia się! — niegrzecznie odpowiadała na jej prośby sprzedająca. — Pewnie. żebyśmy od razu znaleźli się w dziale zabawek. — Właściwie to wolałabym lody! Owocowe i śmietankowe. — Ja też — przyznał się Piotr. jakaś pani z małą dziewczynką na próżno prosiła o zamianę za ciasnych butów. bo jeśli jesteśmy niewidzialni. — Mnie się zdaje. która sprzedaje. że nie jest uprzejma — zgodził się Piotr. mimo że ludzie stali spokojnie. — Dobra' — zgodził się Piotr. — Wobec tego zrobimy tak: /. bo wszyscy patrzyli teraz z zaciekawieniem. Chodź. jakie te lody są. Tylko rób to samo co ja! — I Piotr szybko schwycił z półki parę męskich butów. jak panienka w białym fartuszku nakłada porcje lodów. — Ach! A tymczasem zobaczymy. bo naprawdę nie wiem. który był zarazem lodówką. i przyglądali się. że musimy znów stać się widzialni? — Trzeba się nad tym zastanowić. — Aaaaach! Aaaaach! — zdenerwowała się sprzedająca. bo niegrzecznie rzucała na ladę pudełka z butami i nikomu nie chciała podać innej pary. kiedy jesteśmy niewidzialni? Czy myślisz. której ten pomysł wydał się zupełnie niezły. — Co to znaczy? Nikt na to nie odpowiedział. — E. Ach! Były i lody pistacjowe! — No to co zrobimy? — zastanawiał się tymczasem Piotr. umieszczonych w bufecie-lodówce. najpierw obejrzymy sobie jeszcze inne działy. mniej będzie kłopotu — zdecydowała Karolcia. Piotrek? — oburzyła się Karolcia. czerpiąc je z dużych termosów. to nas mogą niechcący zadusić — rozsądnie zauważył Piotr — co wobec tego zrobimy? Może poprosisz.

Przy jednym z nich zatrzymali się na chwilę — były tam piękne szale. A inni znów mówili. ale one tymczasem już zwinnie wróciły na swoje miejsce na półce. — A mnie się podobają te w kratę — kupiłbym takie dla mojego tatusia. Tak. — Ale patrz tylko. Oczywiście.aczęła śmiać się razem ze wszystkimi i ta niegrzeczna sprzedawczyni.— To reklama! — zawołał ktoś. — Złodziej! Złodziej! — zakrzyknęły na ten widok sprzedające i rzuciły się w stronę chłopaka. Zmykał tylko ile sił w nogach. Ale to już nic nie pomogło. lak. ogromnych lalek. to powiedzą: ma-ma. — A to dziwne wydarzenie — kiwali głowami ludzie. A tymczasem męskie buty i czerwone sandałki tańczyły teraz przytupując wesoło. żeby się nie powtórzyła historia /c spacerującymi butami. Chciałabym. Tylko ludzie stojący przy ladzie powtórzyli: „Tak. to będzie /upełnie wyglądało. które powiedziały głośno i wyraźnie: — Żądamy. jakby lalka sama chodziła albo unosiła się w powietrzu. Stały rzędem na półce. który wpychał ukradkiem do kieszeni piękny jedwabny szalik. to były zdjęcia do filmu — mówili inni. zamykane oczy i Karolcia wiedziała. Są prześliczne. A tymczasem Piotr zaproponował: . —Teraz jazda do działu zabawek. i tak się wszyscy z tego tańca śmiali. Stoisko z zabawkami było na samym końcu. Naraz buty przystanęły. a trochę stłamszony szalik spoczął jakby ułożony na ladzie. którego drugi koniec jakaś niewidzialna ręka ciągnęła do góry. kiedy już dosyć uzbieram — powiedział Piotr stanowczo. racja — prosimy. Ale przecież chodziło tylko o to. że zaczęli do taktu przyśpiewywać. którzy to widzieli. kupić chociaż sześć dla mojej mamusi na imieniny. które mi się podobają? O. Właściwie to Karolcia tak naprawdę. — E. — Trzeba będzie też mu zrobić figla i dać nauczkę. Jednym szybkim ruchem Piotr wyciągnął z jego kieszeni skradziony szalik. Nawet na pewno kupię. Wiesz. Bo przecież jeśli niewidzialna Karolcia ją stamtąd weźmie. Czerwone sandałki też się zatrzymały i wszyscy ze zdumieniem usłyszeli dwa dziecinne głosy. Ale ten już nie czekał na dalszy ciąg swojej dziwnej przygody. że to jest za droga lalka. Złodziejaszek schwycił się za kieszeń i przytrzymał koniec szalika. żeby ją tak trochę wziąć na ręce. co zrobię! Odechce mu się na przyszłość kradzieży! I szybko podskoczył w stronę złodziejaszka. I tak się wszyscy rozbawili. że teraz sprzedająca już nie mogła się złościć i musiała być bardzo grzeczna. Było na co patrzeć! Ka-rolcia miała ogromną ochotę wziąć chociaż na chwilę do rąk którąś ze wspaniałych. że lalka sama zeszła z półki. patrz na tego chłopaka. który usiłował wepchnąć do kieszeni szalik. — Tylko obejrzę te chusteczki. Tymczasem zaś Piotr i Karolcia powędrowali dalej. ubrane ślicznie — zupełnie jak małe. Miały prawdziwe włosy do mycia. tak — ale jak to urządzić. te niebieskie z kwiatkowym szlaczkiem. żeby zaraz nie zrobiło się całe przedstawienie i żeby wszyscy nie stanęli w podziwie. kiedy będę miała pieniądze. „Hop są! są! Hop! są są!" Tak się to wszystkim spodobało. I wskazał na wysokiego chłopca w poplamionym swetrze. ••) 52 W dziale zabawek przystanęli zagapieni. że to dobry pomysł reklamy i że to było mówione przez głośnik. wcale nie chciała mieć takiej lalki na /awsze — od razu wiedziała. że w końcu nawet /. — Ale zrobimy coś jeszcze bardziej dziwnego — powiedział na to po cichu do Karolci Piotr. który niczego się nie spodziewał. aby sprzedająca była grzeczna dla kupujących! To dopiero było! Sprzedająca zaczerwieniła się jak burak i rzuciła się w stronę butków. — To złodziejaszek! — szepnął Piotr. — A co zrobimy? Przecież on jest bardzo duży! — westchnęła Karolcia. — Już wiem. Teraz wszyscy patrzyli na chłopaka. — Poczekaj chwileczkę — poprosiła Karolcia. rękawiczki i chusteczki — takie do noszenia na głowie i takie do nosa. żywe dziewczynki. że jeśli się je przechyli do tyłu. musieli więc przejść wzdłuż wielu jeszcze innych stoisk z różnymi rzeczami. żeby pani była grzeczna dla kupujących". ale to naprawdę. Bała się. — Ale my jesteśmy niewidzialni! — szepnął z zadowoleniem Piotr.

Widząc tę niespodziewaną pogoń.. kiedy lalka znalazła się w ramionach Karolci. Naturalnie. Karolciu! Przecież lalce nic się nie stanie. No. — Proszę nam dać inną. Oddajmy ją. I wróciła. koniecznie! Zaraz mi ją kup. — Mamo! Ona ucieka! — wrzasnęła naraz ta dziewczynka. że to nie są lalki chodzące — tłumaczyła ekspedientka. — No. obróciła się w stronę goniących i powiedziała głosem. a potem wzięła za rączkę jak małe dziecko i zaczęła ostrożnie prowadzić. który dziwnie był podobny do głosu Piotra: — Znudziło mi się chodzić. że tak biegnie! Trzeba zawo-\ać dyrektora! Dyrektora! — Ojej — szepnęła teraz Karolcia do Piotra — dyrektora chcą wołać. — Proszę zaraz sprzedać te lalki! A jedna dziewczynka. Była to zresztą bardzo duża lalka i Karolcia postawiła ją na ziemi. Za dziewczynką znów biegła jej mama. — Widać zepsuta! — orzekła ta pani z córeczką. wołała: — Ja chcę koniecznie mieć taką lalkę. — Kiedy to nie są chodzące lalki — wyjąkała zdumiona sprzedawczyni — ja nic o tym nie wiem! — O. ale o chodzeniu nie było mowy. — I mnie. A potem wyrwała się matce i pobiegła za niewidzialnymi Piotrem i Karolcia. — Kiedy nie mam innych... Tylko powiedz którą. Nie minęła chwila. Zaraz potem postawię ją na tym samym miejscu. może być z tego okropna awantura. — Ojej! Jaka ty jesteś! — mruknął Piotr. uczesaną w koński ogon. przedtem jeszcze zrobimy jeden kawał. I zaraz wszyscy ustawili się w kolejce. która przedtem chciała koniecznie dostać chodzącą lalkę. Sprzedająca mrucząc pod nosem „nic nie rozumiem" zdjęła z półki jedną z lalek i spróbowała postawić ją na ladzie. 54 — Tak? A dlaczego tamta lalka chodzi? To proszę mi ją zaraz zapakować! — Mogę zapakować. że wcale nie mieli zamiaru uciekać z lalką. też pokrzykująca nie wiadomo dlaczego: — Stać! Stać! Za tą mamą wreszcie biegła na końcu sprzedająca. i mnie — rozległy się głosy. — Tylko wiesz co? Już mi się znudziło to bieganie z lalką. tylko ogromnie się im ta zabawa spodobała. Przystanęła. Chcę wrócić na półkę.— Chcesz? To wdrapię się na tę półkę i zdejmę ci którąś lalkę. Lalka niesiona przez nich galopowała teraz poprzez całe piętro domu towarowego. jakby ją tam ktoś postawił. Ludzie stojący przy stoiskach stawali w podziwie. — Nie nudź. To znaczy . — A komu? — Jak to komu? — ekspedientce. bo na pewno jej nie zepsujesz! Poza tym przecież nie chcesz jej zabrać. mamo.. nic się nie bój — uspokoił ją Piotr. — E. puścili się pędem. Wołała: — Proszę pani! Proszę pani! Niech się pani uspokoi! Ojej! Co tu się dzieje! Ta lalka chyba jest popsuta. którą chcesz? — spytał. nie chce sprzedawać takich pięknych lalek — zaczęli się irytować kupujący. — Zaczekaj! — wrzeszczała goniąca ją dziewczynka. Lalka stała co prawda. widzicie. Wśród kupujących rozległ się okrzyk zachwytu: — Lalka. Zatrzymajmy się! Ku zdumieniu wszystkich maszerująca lalka zatrzymała się nagle. — To już najlepiej tę w spódniczce czerwonej. która sama chodzi! Pewnie bardzo droga! — Proszę mi zaraz dać taką lalkę. przecież od razu mówiłam. Karol-ciu! — I zanim Karolcia zdążyła odpowiedzieć. czemu się namyślasz. Tylko czekaj. która sama chodzi! — zażądała natychmiast jakaś pani. Zupełnie to wyglądało tak. która właśnie przyszła razem ze swoją mamą. — zaczęła niepewnie Karolcia. Tymczasem Piotr i Karolcia ujęli teraz lalkę za obie rączki i szybko pomaszerowali korytarzem. tylko potrzymać — więc nie będzie to nic złego. zagapieni na maszerującą lalkę. — Kiedy. jeśli pani tak koniecznie chce — zgodziła się dla świętego spokoju sprzedająca. już stał na ladzie i sięgał do półki.

kiedy przychodzili do domu towarowego jako zwyczajne dzieci. że znów jesteśmy widzialni? Trzeba by się jakoś o tym przekonać. Teraz 55 wszyscy zaczęli pytać o cenę takich chodzących lalek. Puchacz na dachu poruszał się niespokojnie i łypnął jednym żółtym okiem. wiem tylko. Czerwone jabłka na drzewie też były z czegoś zrobione. które mogą. ściskając niebacznie w ręku błękitny koralik. Piotrek! Przecież ja bardzo lubię koty! . — Ale ten jest zaczarowany — przypomniał z zachwytem Piotr. żeby to był prawdziwy.Piotr i Karolcia postawili ją na jej dawnym miejscu. jaki jest miły i jakie ma aksamitne futerko. .. ale taki najprawdziwszy domek z prawdziwą Babą Jagą i prawdziwym kotem. stać się niewidzialne. a potem mrucząc przyjaźnie zeskoczył na ziemię i zaczął się ocierać o nogi Karolci. Pod oknami zrobiony był ogródek z papierowych kwiatów i rosło drzewo. — Reklama! Reklama! — wołali kupujący i chcieli koniecznie wsadzić tam swoje dzieci. — Gdyby to było tak naprawdę! Pomyśl tylko! No.4. tak jak to zwykły czynić wszystkie zaprzyjaźnione koty na świecie. a na dachu siedziała drewniana sowa i obok niej uszyty z gałganków czarny kot. — Tym lepiej — kiwnęła główką Karolcia. — Co ty. a nie takie. f "i CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU Otworzyli więc skrzypiące drzwiczki zielonego płotka.w'. że to wszystko jest nieprawdziwe — powiedział Piotr. Ale koralik był i natychmiast spełnił życzenie Karolci. — Nie wiem — odpowiedziała pani. Teraz więc spełniły się ich marzenia. on ci chyba nic złego nie zrobi — szepnął Piotr. i stale sprawdzała. — Chodźmy wobec tego do domku Baby Jagi — zaproponowała Karolcia — tam będziemy mogli spokojnie się pobawić.e wszystkim prawdziwym! — zakrzyknęła z zapałem Karolcia. — Szkoda. — Nie bój się go. Nie dadzą nam spokoju. które było zwykłą dekoracją z dykty \ papieru. gdzie się podział.. Pani podniosła krzyk: vj — Ratunku. Były tam małe okienka z firaneczkami i zielone drzwi. czarny kot wstał i przeciągnął się. bo teraz wszyscy biegli za pędzącym samochodzikiem. Ciągle bała się. patrząc w stronę Piotra. — Nie wiem. Od dawna już mieli ochotę nim się przejechać — od dawna. a zielona trawa była świeża i pełna stokrotek. który otaczał domek Baby Jagi. i.. powiedz sama. — Musimy wysiąść — westchnął Piotr — nic z tego nie będzie. *»* »n* /''J i . Ledwie zamknęli za sobą skrzypiącą furtkę. pomalowanego na zielono i brązowo. to znaczy jeszcze od owego czasu. Może z papierowej pomalowanej m\ czerwono masy. — Przepadam za zaczarowanymi kotami. gdy zechcą. — Tylko wiesz co? Przecież on nas widzi! Inaczej nie łasiłby się do ciebie. <. \ /. czybyś nie chciała.s0f Ln j* 57 . bo naprawdę to był drewniany. — Świetna myśl — pochwalił Piotr.— Wcale się nie boję — odpowiedziała Karolcia z oburzeniem. Piotr zasiadł przy kierownicy. — Jedziemy naokoło — powiedział i ruszyli. aby go nie zgubić podczas tych wszystkich przygód. Czy to ma znaczyć. ale jak? Już wiem! — I Piotr niewiele myśląc przechylił się za płotek i chwycił jakąś przechodzącą panią za płaszcz. a Piotr i Ka-rolcia wsiedli do małego samochodziku. natychmiast poczuli /apach żywych kwiatów rosnących przed domkiem. że ciągnął mnie z całej siły za płaszcz! . Domek Baby Jagi był małym domkiem zbudowanym z pierników — ale tak na niby. No i naturalnie znów zaczęły dziać się straszne awantury. — Ale gdzie jest ten złodziej?! — pytali wszyscy. czy pr/ypadkiem nitka się nie przerwała i koralik nie zginął. żeby to był prawdziwy domek! — Pewnie że bym chciała. Patrz. l. złodzieje! Ktoś chciał ze mnie ściągnąć płaszcz! r. )•> "f .

aby stanęły przed nimi. którym rozdzielała piernikowe serduszka. A nawet jeden starszy chłopak pożyczył swoją czystą chustkę do nosa pewnemu malcowi i wziął go na rękę. i piec z trzaskającym wesoło ogniem. musimy wrócić niedługo do domu. — Bo pani rozumie. natychmiast zaczynał rozumieć. Pewna dosyć duża dziewczynka zdjęła z warkocza różową kokardę i podarowała ją małej dziewczynce. Nie zastanawiali się więc dalej nad tą sprawą. świeżo upieczone pierniczki. a potem. — Widać to jest tak — ucieszyli się — że dla zwykłych ludzi to jesteśmy niewidzialni. Jeśli przypadkiem zjadł kawałek piernika ktoś z dorosłych. Wszyscy ustępowali sobie miejsca. Sami zresztą zobaczycie. Po chwili te zielone drzwi otworzyły się i wyszła do ogródka Baba Jaga. jest kupienie lalki dla córeczki. który mruczał jakąś kocią piosenkę. — Ale czy możemy to zrobić. chłopcy prosili dziewczynki. — Oczywiście. że jest jednak dalej niewidzialny. Rzeczywiście. jeśli się nie /je wszystkich? — Możecie rozdawać je dzieciom. — I wydało im się to bardzo przyjemne. czy im starczy na kupno roweru lub chociaż hulajnogi dla synka. — Lubię serduszka w czekoladzie — przyznała się Karolcia. że sprawunkiem. że zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. Wszyscy podziwiali piernikowy domek. więc w pierwszej chwili zupełnie nie było wiadomo. Ale przecież nikt nie może zjeść zbyt dużo serduszek czekoladowych. — To świetnie! Tymczasem wokół domku Baby Jagi stały zagapione dzieci. — I zaraz wszyscy zaczęli się śmiać i zrobiło się ogromnie wesoło. kiedy jesteśmy niewidzialni? — Ach. Wszyscy chcieli być dla wszystkich bardzo dobrzy. a widzieć nas mogą tylko ci z zaczarowanego świata. kwitnące wokół kwiaty i mądrego kota. A w domku było przepięknie! Wszystko było tam prawdziwe — i małe mebelki. powędrował do drzwi chatki. Stali również nie mniej zagapieni ich rodzice. z podniesionym do góry ogonem. mogę doskonale na tę chwilę zrobić was znów widzialnymi — i dotknęła ich palcem — teraz już was wszyscy będą widzieli. i wobec tego 60 wcale się nie zdziwiła. Tymczasem kot wyginając grzbiet miauknął kilka razy uprzejmie. Ponieważ przedtem była drewniana. — Spróbujcie — częstowała. Były przepyszne.. odzyskacie waszą niewidzialność. Naraz ku swojemu ogromnemu zdumieniu Karolcia zobaczyła w tłumie stojących. od razu staje się lepszy. tylko zamachała do niej wesoło chusteczką. czy też dzięki czarom jest prawdziwa. gdy tylko będziecie chcieli. Piotr był już zupełnie pewien.„ 59 — Czy potem znów możemy być niewidzialni? — zaniepokoił się Piotr. nie było mowy o żadnych sprzeczkach i popychaniu. że sprawy dzieci są niezmiernie ważne i właściwie najważniejsze ze wszystkiego. . A może Baba Jaga się obrazi.. — A to świetnie! — I natychmiast zaczęła wyjmować z pieca pyszne. Na szczęście mamusia zajadała właśnie kawałek piernika. który jak najszybciej trzeba załatwić. Kto zje takie serduszko. jak wygląda domek Baby Jagi. W każdym razie w tej chwili wcale nie wyglądała groźnie i w dodatku z poczciwym uśmiechem zapraszała ich do środka domku. Mamusie natychmiast uważały. kiedy z domku wyszli Piotr i Karolcia i zaczęli rozdawać piernikowe serduszka w czekoladzie.' ' *. kiedy zobaczyła Karolcię w domku Baby Jagi.— Eee. widać. czy dalej jest drewniana. które tu przychodzą — powiedziała wtedy Baba Jaga. a tatusiowie szybko przeliczali pieniądze. a paniusia poszła sobie dalej. aby mógł lepiej zobaczyć. nikt się nie pchał. #"i Ws^te. — Aha! — przypomniała sobie Baba Jaga — chciałam wam jeszcze powiedzieć. swoją własną mamusię. i poduszki na łóżka. — Serduszka w czekoladzie? — ucieszyła się Baba Jaga. 58 — Czy lubicie pierniki? — spytała Baba Jaga. że te pierniki też nie są takie zupełnie zwyczajne. która. która płakała z powodu zgubienia własnej kokardy. ciągnął i zniknął — powiedział ktoś — pewnie zaczepiła się pani o płotek. wiedziała. No i Karolcia również. którym ją poczęstowała jakaś inna mamusia. co kto myśli. Zachwyt wzrósł z chwilą.

— Daj mi zamiast pierników ten swój niebieski koralik — szepnęła syczącym głosem — daj mi go zaraz! . dopiero co kupioną łyżką durszlakową o różową nitkę na szyi niewidzialnej Karolci. że koralik jest ocalony.— Zaraz idę. — Ta pani zachorowała! — odezwały się głosy. Ratujmy się! — Karolcia już sama nie wiedziała. — To Filomena! Poznałam ją. dźwięczał jak gdyby naj śliczniej szy i najdelikatniejszy dzwoneczek. 61 Filomena rzuciła się też gwałtownie w pogoń za koralikiem i Karol-cią. chce nam zabrać koralik. nurkowali między kupującymi. gdy najniespodziewaniej na świecie jakaś przechodząca pani niechcący zaczepiła nową. — Dziękuję — odpowiedzała pani w dziwacznym kapeluszu — nie chcę twoich pierników. która w przekrzywionym kapeluszu. gdy naraz. '••' — Co się stało? — spytał podbiegając Piotr. i x — Nie dam mojego koralika! — krzyknęła wtedy Karolcia. rzucała się na podłodze. a koralik potoczył się po gładkim linoleum. a po drugie. Był tak niewielki. wymachując parasolem. którzy również rzucili się na ziemię. Całe szczęście. a Filomena pędziła za nimi. że schwyci go Filomena. kołysząc się na różowej. ale Filomena widziała go doskonale. ale niestety! Błękitny koralik nie był przecież niewidzialny. tocząc się po podłodze. prędzej! — szeptał teraz Piotr. — Musimy znów stać się niewidzialni! Zrób to natychmiast — wołał Piotr — a potem uciekniemy! Rzeczywiście natychmiast odzyskali niewidzialność. że ktoś mógłby go rozdeptać. Piotr tymczasem usiłował obezwładnić Filomenę: gdy ta leżała wyciągnięta na chodniku. błyszczące oczy. Nitka pękła. tylko jaśniał swym ślicznym błękitem. Nieznajoma podniosła głowę przybraną dziwacznym kapeluszem i dopiero teraz Karolcia zobaczyła spiczasty nos i małe. przenigdy mi go nie odbierzesz! — zawołała bohatersko Karolcia. — . któremu groziło podwójne niebezpieczeństwo — po pierwsze. Nie darmo miała duże i jakby trochę kosmate uszy. niebieska iskierka migocąca w powietrzu. którym wyłożona była podłoga w domu towarowym. — Ha! — wrzasnęła teraz Filomena — i tak ci go odbiorę! — Nie. 62 Bo nikt przecież nie widział walczącego z Filomeną Piotra. Wyplątała się więc nad podziw zręcznie z firanki i skoczyła jak pantera w stronę koralika. M. — Proszę bardzo! To są pyszne serduszka w czekoladzie — powiedziała uprzejmie Karolcia. — Prędzej. prawie w ostatniej chwili zdołała go pochwycić Karolcia. — Czego pani sobie życzył — spytała wobec tego Karolcia. i wyciągnęła rękę. moja mała. Wtedy to Filomena zaplątała się w jedną z nich i runęła jak długa na podłogę. że właściwie nikt go nie mógł zauważyć. że goniąc poprzez całe piętro. aby nie mogła gonić dalej Karolci. co począć. Trzepotała się niby ryba w sieci i już się zdawało. Piotr i Karolcia wpadli do działu firanek. chudą rękę w stronę koralika. — Prędzej! Przemykali się w tłumie. Błękitny koralik wyglądał jak mała. ciągnąc Karolcię za rękę.< l wyciągnęła swą szponiastą. — Piotr! Ratujmy się! Piotr chwycił szybko Karolcię za rękę i zaczęli uciekać. jedwabnej nitce. Koralik. Ale tu spotkała się z niewidzialnym Piotrem i niewidzialną Karolcia.Czego pani się pcha! — oburzali się ludzie. mamusiu — zawołała Karolcia — tylko rozdam wszystkie pierniczki! W tej chwili podeszła do zielonej furteczki jakaś pani w dziwacznym kapeluszu z piórami. tuż przy koraliczku. — Widać ma jakiś atak! To może być . Filomena niestety usłyszała ten dźwięk. jakich już nikt nie nosi. wiszącej na Karolcinej szyi. takim. aby podnieść toczący się koralik. wyjąc dziko. przytrzymał ją z całej siły. Za to daj mi co innego. Chwila była bardzo dramatyczna! Bo oto szponiasta ręka Filomeny była tuż. — Czy pani oszalała? Co to za wychowanie! — Precz! Z drogi! — ryczała rozzłoszczona Filomena. I znów naturalnie zgromadził się tłum ludzi — wszyscy przyglądali się ze zdumieniem Filomenie.

że musiałam ratować! j . Baba Jaga skończyła tymczasem rozdawanie pierników w czekoladzie. zanim wskoczył na dach domku. że jesteśmy niewidzialni. jeśli nie będziesz miała koralika przy sobie. kiedy pogotowie nadjechało. Ale jeśli jeszcze kiedy zajrzycie do mnie. — Pewnie. wyjmę go i znów będziemy widzialni. Lekarz w białym fartuchu i dwaj sanitariusze zajęli się Filomeną.^j 'tf> 64 — No musiałaś. zdaje się. i potem będzie awantura. żeby tam . I strzeż się Filomeny. ale. Potem wróciła do Piotra i powiedziała: — Już schowałam koraliczek. że nic jej nie jest. — Damy pani zastrzyk na uspokojenie. Zanim Piotr cokolwiek zrozumiał. — Wcale nie jestem lekkomyślna! Przecież musiałam ratować koralik! Musisz mi przyznać. — Jak to: co? — No przecież jesteśmy jeszcze ciągle niewidzialni! — No wiem. pomyśl tylko! Przecież musimy wobec tego pozostać niewidzialni tak długo. Sami zresztą o tym się przekonacie. Wyobraźcie sobie. Gdyby dostała w swoje ręce błękitny koralik. To byłoby niegrzecznie tak wyjść bez pożegnania. która dalej krzyczała: — Łapcie ich. — A co z nim zrobiłaś? — Po prostu wsunęłam do kieszeni w mamy płaszczu. Przecież nie możesz poprosić. że już jest bardzo późno — przypomniał sobie Piotr. — Prawda! — przestraszyła się trochę Karolcia. że musicie wracać do domu. gdyby tak zaczęła żądać od koralika spełniania różnych złych rzeczy! No. chętnie was /obaczę. no to co z tego? — Jak to: co? Karolciu. — Widzisz. co z nim zrobić.. widzisz. bo o siebie to się nie boję — dodał Piotr rycersko. tylko kot jeszcze parę razy zamruczał przyjaźnie. łapcie! Muszę odebrać niebieski koralik! — Zdaje się. Tymczasem Karolcia zdołała już na szczęście podnieść koralik. Oczywiście że z termometrem nie wolno podskakiwać. że jedziemy! Tylko jak? O tej porze wszystkie autobusy są bardzo przepełnione! Ludzie wracają na obiad do domu! Boję się. Nie bój się! Nie zginie tam! Kieszeń jest niezmiernie głęboka! ' — To co z nami będzie? — krzyknął Piotr. — Wiem. ale. że pani ma gorączkę — powiedział grzecznie doktor — pani pozwoli. więc siedziała teraz zła okropnie i kłóciła się z doktorem.. mogłaby zrobić dużo złego na świecie. Baba Jaga była znów drewniana. jak późno? — Oj. Bądźcie zdrowi. co by to było. — Zmykajmy do domu. Karolcia podbiegła do mamy i szybko wsunęła rękę do kieszeni jej płaszcza. prawda! Okropnie późno! To chyba jedziemy do domu. Karolciu?! Twoja mama też tu jest. a jeśli twoja mama tak od razu nie wróci do domu. tylko jeszcze będzie załatwiała na przykład jakieś sprawunki — to co? Tymczasem moja mama będzie się ogromnie niepokoiła. to żegnajcie! Mieli teraz pełne kieszenie serduszek.niebezpieczne! Wezwijcie pogotowie! Nie minęła chwila. aby go nie zgubić. Jest teraz zupełnie bezpieczny. że moja mamusia nie zgubi koraliczka i gdy tylko wrócimy do domu. że cię zgniotą w tym tłoku. ojej. Aha! Pamiętajcie! Serduszka w czekoladzie nie tracą swojej mocy nawet i w prawdziwym świecie. to zaraz sięgnę do jej kieszeni. że zmierzymy temperaturę. 63 Trzymała go teraz w zaciśniętej ręce i nie wiedziała. — Ale jestem pewna. tak. że mnie nie ma w domu. I włożył Filomenie pod pachę termometr. — Tak. abyśmy znów stali się widzialni. Ja też znów stanę się drewniana. Jesteś ogromnie lekkomyślna. dopóki nie odzyskasz koralika.. I naraz zdziwił się. Przy stoisku z guzikami! Rzeczywiście! Mama Karolci stała tam i kupowała guziki do Karolcinej sukienki. Karolciu. — Zachowałam tylko jeszcze kilka dla was — powiedziała. nic więcej — obiecywał lekarz. — O mnie się nie bój! Jakoś damy sobie radę! Tylko jeszcze musimy pożegnać się z Babą Jagą i z czarnym kotem. Karolciu! To niedobra kobieta. musiałaś.

że mama jeszcze nie wróciła do domu! — A jeśli przypadkiem koralik wypadnie twojej mamie z kieszeni? — powtarza Piotr. •>. Pomrukując teraz z zadowolenia. Ale pomimo to. — Wiesz? To byłoby dobre. na której znajdowała się kartka z nagryzmolonymi w pośpiechu słowami: Dla kochanej Cioci Agaty od Karolci. co u mnie w domu słychać — przypomniał sobie Piotr. Jak na złość ciotka krzątała się przy kuchence gazowej. wyjmując z kieszeni chusteczkę albo rękawiczki. Ale całe szczęście. żeby Ciocia koniecznie spróbowała. — Chodźmy! — zakomenderował Piotr. bo ostatecznie zawsze można było zadzwonić i gdy ciotka Agata. gdyby tak na przykład. Tylko nie trzaskaj głośno drzwiami. za którymi stał niewidzialny Piotr. że się to jakoś udało. aby mu otworzyć. — Ja tymczasem polecę i zobaczę. ale widać była ciekawa. z hałasem przesuwała garnki. przeczytała list. Bo co by było. to może by się nie gniewała na ciebie? — wpadł na pomysł Piotr. ciotka Agata wróciła do kuchni. — I zaraz wrócę. bo ciotka znów się zdenerwuje. W tej chwili rozległ się dźwięk dzwonka. gdy się jest niewidzialnym. udało się szybko wsunąć do mieszkania. . — Ach. którzy dzwonią i uciekają. Tylko pamiętaj. i wreszcie Karolcia i Piotr znaleźli się w domu.* ** * ( t „r i -r* '/A — Karola a "n . kiedy będziesz wycho66 dził. ale ciotka Agata nie dała się wyprzedzić. o nie! Chyżo przebiegła przedpokój i szeroko otworzyła drzwi. zjadła pierniczek do końca. nie gniewała się tym razem. otworzyła drzwi.też znieruchomieć i udawać gałganianego. — Oj. bo ciotka Agata może się rozgniewać i wcale do drzwi nie podejść. nie martw się naprzód — uspokajała go Karolcia. to jakiś urwis dzwoni! Ale to nic nie szkodzi! — I nucąc wesoło. Tak też zrobiła i ciotka Agata. spróbuję jakoś jej podsunąć. Ale najgorsze było to. że nikt nie mógł się temu zapachowi oprzeć i koniecznie musiał zaraz ugryźć chociaż mały kawałek.ł/i„ > K . — Dobrze. W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY ł -y Wcale nie jest tak łatwo. co paczuszka zawiera. — A gdyby tak ciotka Agata zjadła kawałek serduszka w czekoladzie. i w dodatku niewidzialna będę robić? — westchnęła Karolcia. już od razu poweselała. jakie to dobre. Strach pomyśleć — wtedy musieliby już do końca życia zostać niewidzialni. a w dodatku pachniały tak. musisz mi zaraz sama otworzyć. — Pierniczki były świetne. tylko zachichotała. Ale naprawdę sama też tym się trochę martwiła. przyjechać do domu w zatłoczonym autobusie. — Przepyszne — orzekła — ach. y. gdzie akurat zapiekała makaron z szynką. A potem wszystko będzie na mnie. mama wyrzuciła niechcący koralik. — I taka jestem okropnie głodna. — Ja też! — przyznał się Piotr. może jakoś uda się coś zjeść. ale przyjdź jak najszybciej! Bo co ja tu sama. — Naprawdę najwyższy czas na nas. ale nie jest to takie prawdziwe jedzenie. I w tej chwili — ledwie przełknęła pierwszy kęs. Nie ulegało wątpliwości — to dzwonił Piotr. Że drzwi były zamknięte. Karolcia rzuciła się pędem do przedpokoju. Wreszcie podeszła po coś do kredensu i zobaczyła paczuszkę. mrucząc gniewnie na głupie dowcipy chuliganów. bo otworzyła ją szybko. ta Karolcia! To złote dziecko! Że tez pomyślała o tej swojej starej ciotce. to się naradzimy. Gdyby tylko zechciała zjeść! Czekaj. Trochę jeszcze gniewna. Po chwili na kredensie w kuchni leżała zgrabnie zawinięta paczuszka. — Wracaj szybko. jak zadzwonię. Czekoladowe serduszka wyglądały niezmiernie apetycznie. Była widać trochę zagniewana. bo mruczała coś pod nosem i mocno. to też jeszcze nie było najgorsze. że nikogo nie zobaczyła.

że ma niewidzialną córeczkę. — Zdaje się. powiesiła na wieszaku. ale. Chciałem coś zjeść. W pewnej chwili wróciła po coś do przedpokoju i ku swojemu 68 szalonemu zdziwieniu spostrzegła. — Ma to swoje dobre strony. Długo szukała. bliscy płaczu. że płaszcz. w której na pierwszej stronie. że wszystkie szklanki umyła już rano. że już na zawsze będziemy niewidzialni — westchnął Piotr. żeby już była w domu — mama nie była zbyt zachwycona nieobecnością Karolci. Chodźmy więc śmiało do kuchni! Ciotka Agata oczywiście dziwiła się potem bardzo. — E.{ 69 NIESŁYCHANE WYDARZENIE W DOMU TOWAROWYM! UDANE POMYSŁY REKLAMOWE! . byłbym zapomniał! Przeczytaj koniecznie dzisiejsze popołudniowe gazety! Piszą o tym. a w dodatku porusza się dziwacznie. A ciotka Agata coś pierze w łazience. — Ale. to była mama z rękami pełnymi paczek. ale zaraz powinna przyjść — uspokoiła mamę ciotka — pewnie bawi się na podwórku. Na szczęście mama była w drugim pokoju i opowiadała o czymś ciotce. żeby się nie martwili. zupełnie jakby siedziało w nim jakieś zwierzątko. ale nie zawsze. że niedługo przyjdę. To była na pewno mama! Tak. że nie ma?! Szukajmy jeszcze raz. Siedziała na stołku kuchennym rozmyślając nad tym. — Coś ci się przy widziało! — powiedział i pocałował mamusię na pocieszenie. a znów Karolcia i Piotr przez ten czas. Można na przykład nie odrabiać lekcji! — I można bawić się w domu towarowym — pocieszająco powiedziała Karolcia — ale strasznie mi żal mamy. dlaczego jest tak małp mleka w dzbanku i skąd się wzięły na stole dwie brudne szklanki po mleku. Ale zaraz musieli odsunąć się od palta. bo właśnie do pokoju weszli tatuś i mamusia. Zostawiłem kartkę. — Przeszukajmy te kieszenie jeszcze raz — zaproponował Piotr. u nas jest masa jedzenia. I tatuś podał mamie gazetę. — Czy jesteś zupełnie pewna. Kładła zakupy na stole i zdejmowała rękawiczki. szukali koralika i nigdzie nie mogli go znaleźć. to co zrobimy? — Nie wiem — szepnęła z rezygnacją Karolcia i rozpłakała się na dobre. Karolcia podskoczyła czym prędzej i zanurzyła rękę w głębokiej kieszeni. a potem krzyczała ze strachu. — Rozumiesz. że nie chcę teraz sięgać do kieszeni! Wreszcie mama zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. jak się jej zdawało. ogromnymi literami było wydrukowane: ' " . "t* ' / . wreszcie odwróciła się do Piotra — nie ma w tej kieszeni! Pewnie się pomyliła! To jest ta druga kieszeń! Ale w drugiej kieszeni też nie było błękitnego koralika! — Mama zgubiła koralik! — jęknęła Karolcia. kiedy wszedł do mieszkania. ale nic w domu nie było. który przed chwilą. bo mama rozmawiała wtedy z ciotką Agatą. że nic nie ma w środku. kiedy przecież była najpewniejsza pod słońcem. — Co się tu dzieje? — zapytał naraz tatuś. kiedy znów zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. widać ten szczur uciekł — powiedziała mama. leży na łóżku.67 — No i co? — spytała Karolcia Piotra. bo mama miała kupić wszystko po drodze. — A moja mama też będzie się ogromnie martwiła — Piotr załamał ręce — no. Nikt nie słyszał. Kochane dziecko! — Wolałabym. a tatuś odważnie chwycił palto i podniósł je do góry. żeby mamie pokazać. — Załatwiłam masę sprawunków — powiedziała mama. Potrząsnął nim przy tym. Chyba będzie płakała. Bo co powie na to. — Karolcia jest w domu? — Jeszcze nie ma.'•. że dziś w domu towarowym działy się niezwykłe rzeczy. — Muszę poczekać. — Ach! Ach! — krzyknęła mama — coś siedzi w moim płaszczu! Może to szczur?! Bo mama bardzo się bała szczurów i myszy. — Co teraz będzie?!!! — zdenerwował się Piotr. aż mama zdejmie płaszcz — szepnęła Karolcia do Piotra. — Teraz już się to palto nie rusza. — Co się dzieje u ciebie w domu?! — Na szczęście mama i tatuś jeszcze nie wrócili.

— Wcale nie będzie się gniewała! Zapomniałeś.. czy mogę zejść na podwórze? — pyta wobec tego jak najgrzeczniej Karolcia. czyli Karolcia. że to Karolcia porwała błyskawicznie z ręki mamy błękitny koralik.. Nie wiem. — Ależ oczywiście. mój skarbie.. — Boże. — Są już! Pewnie głodni! Piotrze. że jest to jakiś drogocenny kamyczek. . A Piotr tylko zwiesił głowę. /niknął on nagle z ręki mamusi jak zdmuchnięty. — Najwyższy czas. — . Zdaje mi się. że znalazłam coś dziwacznego w kieszeni palta. kiedy Karolcia kończyła śniadanie. No i Piotr przekonał się. i nawet zamachałam do niej ręką. Co prawda ciotka Agata po zjedzeniu wczoraj piernikowego. następnie otworzyła po cichu drzwi i wreszcie przystanęła w sieni. Potem ściskając koralik w dłoni pociągnęła za sobą Piotra do przedpokoju. gdzież on się podział?.. że późno wracamy — zaniepokoił się Piotr. że był to przedziwny błękitny kamyczek. myj rączki.. Nazajutrz. że rozdawała je dziewczynka w dornu Baby Jagi. otworzyła im ciotka Agata promieniejąca radością. gdzie jest Karolcia?. że to ona.W kieszeni palta?!!!!! — Karolcia gwałtownie chwyciła rękę Piotra i teraz zamienili się oboje w słuch.. że dopiero potem uprzytomniłam sobie. co się z nim stało. błękitny koralik. /. czy . ale nie jest pewne. a może zupełnie /. że w pierwszej chwili pomyślałam. abym była spokojna.. jestem strasznie głodny! Ale niepokoję się. Co prawda nie byłam sama przy tym. — Czekaj. — A jak już mowa o Karolci — powiedział na to tatuś — czemu jej jeszcze nie ma? — Kochane dziecko — odpowiedziała na to ciotka Agata — wyszła pobawić się z dziećmi.. I zaraz tak oczywiście się stało. Oczywiście. Napisała do mnie karteczkę.wyczajne szkiełko. Aniu -— powiedział tatuś — na pewno nie był to żaden klejnot. jak go przyjmą w domu. Naprawdę! Bo ledwie zadzwonili. aby zapłacić za bilet w autobusie. czy to ma jakąś wartość.* UWAGA. — Dobrze.eby była w domu! A Karolcia! Domyśliliście się chyba. ale ludzie byli niesłychanie podnieceni i opowiadali o jakiejś maszerującej lalce. — Musiał mi upaść na podłogę. zaraz umyję rączki — zgodził się skarb... co teraz będzie! — westchnęła Karolcia. Więc jestem spokojna! — Ale ja nie jestem spokojny! — zdenerwował się tatuś. — Sięgnęłam do kieszeni. — Kochane dzieci! — wołała. Ale Piotr nie chciał zostać na obiedzie. że to niemożliwe. Siadajmy lepiej do obiadu. I mama sięgnęła do torebki. Nie miała po prostu innego wyjścia.LALKA. — Ale może będzie się gniewała. Potem z portmonetki wyjęła zawinięty w kawałeczek papieru. 70 ale być może. Tymczasem mamusia zaczęła czegoś gwałtownie szukać w torebce. aby była już w domu. Przecież jego mama nie jadła piernikowych serc w czekoladzie.. Po jakąś kobietę przyjechało pogotowie. że powinniśmy siadać do obiadu. czekaj — powiedziała do tatusia — chcę ci jeszcze coś pokazać! Wyobraź sobie. «j4. Ale ma taki dziwny blask.. Nie był wcale pewien. i naraz znalazłam coś ślicznego. — Mniejsza o to. To Piotr daje znać. skąd wyjęła portmonetkę. ^um*-/ . Ta mała była tak podobna do naszej Karolci. że czeka na Karcicie na dole. że zjadła zaczarowane serduszko w czekoladzie? Zaraz sam się przekonasz. w tej chwili. BO CO BĘDZIE DALEJ?. nie mam pojęcia. I jeszcze coś: zupełnie przypadkiem jadłam pyszne pierniczki! Wyobraź sobie. teraz możemy zadzwonić — westchnęła Karolcia — tym razem biedna ciotka Agata nie będzie się denerwować. Chyba już czas. że na próżno otwiera drzwi. pod balkonem rozległo się umówione gwizdnięcie. Zanim jednak tatuś zdołał przyjrzeć się dziwnemu koralikowi. — No.. że zaraz siadamy — uspokajała tatusia ciotka Agata — a Karolcię natychmiast zawołam. Ale zdaje się nic poważnego. KTÓRA SAMA CHODZI! UCIECZKA SAMOCHODZIKA! — A wiesz? Rzeczywiście coś tam takiego było. że przecież Karolcia została w domu. — Ciociu. czy zostaniesz u nas na obiedzie? Karolciu. zaczarowanego serduszka jest ciągle niezmiernie dobra. Tam natychmiast wyszeptała życzenie — aby ona i Piotr znów stali się widzialni.. ale mówię ci..

Ciocia zgadza się. że mogła wpaść przez okno? Ojej! może masz rację. żeby na mnie czekał. że jest w najlepszym pod słońcem humorze.. < Ale koralik leżał blady i milczący na rozwartej dłoni Karolci. niebieski koralik. 72 Teraz jednak należy włożyć nową sukienkę. rybeńko — przytakuje ciotka Agata — już biegnę. że śniadanie zawinięte zgrabnie w papier będzie najświetniejsze pod słońcem. Zawinę wszystko w ładną.. . niebieska sukienka ma duże kieszenie. żeby starczyło dla nas dwojga. znaczy to. to doskonała myśl! — Tak. W dodatku — tak. bo zgadza się. naszykuj coś do zjedzenia.« — No i co dziś będziemy robić?! — pyta z ciekawością. Ale Karolcia nie jest tym uspokojona. i nawet proponuje Karolci. — Co ty mówisz? — zmartwił się Piotr.. z których nic na pewno nie wypadnie. zupełnie inny! Koraliczku. i wydobywa z szafy sukienkę. — Daj spokój — mówi na to poważnie Karolcia — stała się rzecz straszna! Mam ogromne zmartwienie! — Coooo! Zgubiłaś go? — pyta w najwyższym przerażeniu Piotr. i takie. — Może masz rację.. żeby Karolcia natychmiast po wypiciu mleka zeszła na podwórze. Jakby zbladł. Kiedy je otworzyła..-I aż mu oczy błyszczą. jesteś niezmiernie. jest jeszcze jakby bledszy! Jemu coś jest! Ja ci mówię! A może . On taki blady. Ale to się zaraz okaże. niebieską wstążką. „. Bo właśnie chodzi o ten koralik. Tylko o co go poprosić? — Wszystko jedno! No choćby o to. niebieskiej sukienki jest dużą przyjemnością. Włożenie nowej. Znaczy to również. głęboko. Trzyma koralik na otwartej dłoni i przygląda mu się. Karolcia wydobyła z głębi kieszeni maleńkie pudełeczko od proszków. Jest wesoły i wygląda na człowieka. przykryty drugim kawałkiem niby kołderką. niebieską sukienkę. to jest niezmiernie ważne — nowa. który nie ma żadnych zmartwień ani ważnych spraw na głowie. ciociu.^i )r. żeby włożyła nową. — Tylko uważaj.. odezwij się! I Karolcia wyjęła koralik z pudełka. Karolcia kręci głową — nie. o tu. patrz. — Ciociu. — Co to może być? Słuchaj! A może to nie ten koralik? Może inny? Może go zamieniła Filomena? — Piotr aż podskoczył. — Oczywiście. Ale jest. Ach! Co tu mówić! Sprawa jest poważna. takiej propozycji nie należy lekceważyć. Taki jakiś jaśniejszy. zniecierpliwiony.'w — No nie. — Zaraz się ubiorę. Karolciu. gdy tymczasem Karolcia.. pogodnie kiwając głową. — Najlepiej będzie sprawdzić! — zdecydował po męsku Piotr.. Tak się robi zawsze we wszystkich bajkach. Ciotka Agata zawiązuje Karolciną kitkę też nową. młode drzewko.. żeby tu wyrosło drzewko.to potrwa długo? A może czas minie i ciotka znów zacznie zrzędzić? Ale na razie ciotka jest jeszcze pod wpływem czekoladowego serduszka. zgrabną paczuszkę. tylko przedtem powiem Piotrowi. Piotr oczywiście czeka na podwórzu. a Karolcia wybiega na balkon i woła do Piotra: — Czekaj na mnie! Ja zaraz przyjdę! Powiem ci coś bardzo ważnego! — Dobra! — woła Piotr. żebyś jej nie rozdarła — upomina łagodnie ciotka Agata — a może chciałabyś wziąć dla siebie i Piotra drugie śniadanie? Gdzie się wybieracie? Może macie ochotę pójść do ogrodu? Tak. przeokropnie dobra! — woła wobec tego Karolcia. 73 itr — A może wtedy.. nie zgubiła. — Poproś o coś! Jak się spełni — to ten sam. a Karolcia wsuwa do kieszeni głęboko. leżał błękitny koralik. Kiedy ciotka Agata mówi „rybeńko". „U W tejże chwili wyrasta przed nimi smukłe. kiedy spałaś? — Myślisz. — Patrz. przed nami! — Dobrze — zgadza się Karolcia i wymawia życzenie. Jak by to powiedzieć. Hm. tak. . pójdziemy do ogrodu — oświadcza z zapałem Karolcia — i proszę. przecież nie miała okazji. — No widzisz? Ten sam! — woła triumfalnie Piotr. na poduszce z różowej waty.

Właściwie znajdował się prawie po drugiej stronie ulicy Kwiatowej.. że tylko w takim wypadku — zgodził się Piotr.. to tu spędzało lato. — Kto to mówi? Czy to ty. który zaproponowała ciotka Agata. weszli do ogrodu i od razu poszli w stronę alejki. że rzeczywiście jest dużo bledszy — powiedział Piotr po chwili. ale wiesz. osłabia mnie tak. — Chyba że o coś niezmiernie ważnego. a jak będziemy chcieli. to samo chciałam powiedzieć — przytakuje Karolcia — a śniadanie mam dla nas dwojga. A teraz już właśnie pora. — Koraliczku — szepnęła tkliwie i nie spostrzegła nawet. . Karolciu — rozległ się szept. ale widać promyk słońca. Jeśli tak się zdarzyło. Matki wzdychały wtedy i mówiły: „Nie wiem. zapomniałem ci o tym powiedzieć. że w tej chwili nikt nie przechodzi alejką. — Oczywiście.. że rozpłakała się.. — Popatrz! — Zdaje mi się. ale miał mnóstwo zalet. w których mogli mieszkać Indianie. jedna karuzela i dwie zjeżdżalnie. — Dobrze. — Nie płacz. Przede wszystkim najważniejsze było to. że sprawa koralika była niezwykła i niespodziewana i już nie było czasu na omawianie innych spraw. że będziemy w ogrodzie. to po prostu dlatego. którymi chodzili wielcy wodzowie Mohikanów i Siu-ksów. jak ta. Piotr poprosił: — Pozwól. — A widzisz — westchnęła smutnie Karolcia — biedactwo! Strasznie mi go żal! — Nie wiem. że jedna. że któreś z dzieci nie mogło wyjechać podczas wakacji na wieś.. były wreszcie cztery huśtawki. nie mówiąc o dwóch wielkich piaskownicach dla maluchów.'. Pamiętaj więc. nie otarta w porę łza kapnęła na koraliczek. gdzie stała kamienna ławeczka. — Tylko że tyle jest spraw niezmiernie ważnych. Piotr i Karolcia tak byli zamyśleni i przejęci sprawą blednięcia koralika. błękitny jak blada niezapominajka lub wiosenne niebo. Nie był to bardzo duży ogród. jeden kołobieg. było bardzo niedaleko. że nawet nie zauważyli. biedaczek?! Sama myśl o tym tak ją przejęła i wzruszyła. co by to było. — Koraliczku. tylko gdzie możemy lak spokojnie pogadać? — Najlepiej w ogrodzie — decyduje Karolcia — zresztą powiedziałam ciotce Agacie. tylko leżał nieruchomy. żeby nie ten nasz ogród!" Taki to był ogród. bo tam powędrowali Piotr i Karolcia.się! — Właśnie. czy naprawdę jest już taki blady. gdyż koralik nie odzywał się już więcej.. nie będę mógł spełniać życzeń. wysuszył do reszty kroplę jej łzy. Były tam krzewy. — Słyszałem — Piotr był też w tej chwili poważny i zmartwiony. że na siatce otaczającej ogród wisi 75 jakieś ogłoszenie i że stoi przy nim gromadka dzieci i dorosłych. • 74 — Słyszałeś. że tracę kolor. które spełniam. kiedy jestem wilgotny. niech jeszcze raz zobaczę. ja. — Musimy koniecznie o tym porozmawiać. koraliczku? — zdumiała się i ucieszyła zarazem Karolcia. I zapomniałem ci jeszcze powiedzieć o ważnej rzeczy — słuchaj! Każde życzenie. — Wiesz? Takie głupstwa! t. Mogę mówić tylko wtedy. Po prostu. co ci powiem? Że ze zmartwienia nawet nie mam apetytu! Do tego ogrodu. — chciała jeszcze spytać o coś Karolcia. były place.on jest chory. Gdy usiedli i zobaczyli. aby mówić o ogrodzie. który padł w tej chwili na jej dłoń. — No pewnie! Chciałam na przykład mieć nową lalkę!. czy będziemy mogli jeszcze o coś go poprosić! — Piotr był załamany. Ale takiego naj-najważ-niejszego. — Ja. że dzieci z całej dzielnicy inogły tu w ciepłe dni spędzać czas na powietrzu i doskonale się bawić. Piotr? — odezwała się wreszcie Karolcia. były wąskie ścieżki. Tam zawsze było najmniej dzieci i tam można było najspokojniej pomówić o tak poważnej sprawie. nie zważając na nic. gdzie można było jeździć na rowerze lub hulajnodze. — Świetnie! Tam rzeczywiście możemy porozmawiać. że kiedy stanę się bezbarwny. I jeśli nie było o nim mowy od razu na początku tej całej historii z koralikiem. — Wcale nie żadne głupstwa! A poza tym koralik jest mój. możemy potem pojeździć na karuzeli albo pohuśtać .

bracie. Ale jakiś był dziwny — wcale się nie wygłupiał ani nie /aczepiał po swojemu wszystkich. Ale skąd ty wiesz. — No co. twój — westchnął Piotr — ale przecież ja dla siebie nic nie chcę. zastali już tam Leszka i Janie. to lalka nie jest najważniejszą rzeczą. — Wszyscy na całej ulicy tym się martwią. — To wobec tego chodźmy na huśtawki! *' < •* — Świetnie! Tylko nie podbijaj zanadto! < / / — Ojej. że już tu nie będziemy więcej przychodzić. boisz się? — Właśnie że wcale się nie boję. — Jak to nie wiem.*•> \ > »*. coś ty taki dzisiaj dziwny! Gniewasz się czy co? No gadaj. — Aha! Racja. Gdy wyszli na placyk z huśtawkami. ale Karolcia rozmawiała akurat z Janią.'ł»u •> . tylko stał /agapiony. Za nimi przywlókł się Waldek.<« 76 — Jak myślisz — dodał po chwili — czy od takiej niewidzial-ności to on bardzo blednie? — Nie jestem pewna. że dla bardzo ważnej rzeczy to moglibyśmy. — Ale gdyby to było potrzebne do czegoś niezmiernie. — Hm! Z tą niewidzialnością to była pyszna zabawa! — mruknął z uznaniem Piotr i aż się uśmiechnął do wspomnień poprzedniego dnia. Leszek? Huśtamy się? — spytał wesoło Piotr. Ale jak kto nie wyjeżdża przez cale lato. ale przecież nie możemy ciągle być niewidzialni. jak się dziś wyhuśtamy za wszystkie czasy! Leszek. A ty się nie martwisz. to co? Tu było pysznie! Jeszcze lepiej niż na wsi nawet. — Dopóki nie stanie się coś nadzwyczajnego. a potem zwiesił głowę i przysiadł z boku. — Huśtamy się — kiwnął głową Leszek. Bo wszystkim żal. ciotka Agata bardzo by się gniewała. Leszek był rozgoryczony. nie zapomniałem — zaprzeczył gwałtownie Piotr.. tak jak to on potrafi. prawda? A teraz. i»i * ku . Toteż ja wcale nie o takich rzeczach tak naprawdę myślę. wiesz co? Chodźmy na zjeżdżalnię! — Nie mogę — przypomniała sobie Karolcia — mam dziś na sobie nową sukienkę. jeślibym ją od razu zabrudziła. — No pewnie. lepiej mów od razu. bracie! — Co mam się gniewać — wzruszył ramionami Leszek. Ale jeślibym się namyśliła. o czym mówisz! — Ojej. O tej lalce to tak powiedziałam. tu się bawimy. to prosiłabym o coś o wiele ważniejszego. że można. o co chodzi! Ostatni raz dziś. — No! Jania! — komenderował dalej Piotr — siadaj po jednej stronie z Leszkiem. że nawet jeśli idzie o ciebie. Jakby był senny albo bardzo zmartwiony. co? — No pewnie. co? — Martwię się. a potem zaraz przyszły Dorota i Agasia. o co chodzi.. że może nawet nie tak bardzo. Bo i bawić się mogłeś. — Tylko mi smutno.— No twój. — Co opowiadasz takie głupstwa. — Jak to: o co chodzi? Jak ogród jutro zamkną. Bo lalkę zawsze można kupić! No nie? — Można — Karolcia z westchnieniem schowała pudełko z koralikiem do kieszeni — pewnie. bez namysłu. — Ale na razie o nic nie będziemy prosić — postanowił Piotr. ale to niezmiernie ważnego — to chyba moglibyśmy. czym się martwię? — zdzi77 wił się Piotr. Będziemy uważać. jak kto wyjedzie na wakacje. — Jak to? Jak to: się martwią? — wyjąkał zdumiony Piotr. Czyżby Leszek w jakikolwiek sposób dowiedział się czegoś o koraliku? Piotr spojrzał na Karolcię. — No pewnie. to i tak będzie sobie używał. a ten się pyta. ja tylko mówię. tylko że wtedy mogłoby mi wyskoczyć z kieszeni moje pudełeczko z koralikiem. — Nic nie wiem. I mama się o nas nie martwiła! A tak to co? — Jak to: co?! Nic nie rozumiem — otworzył oczy Piotr. o co chodzi! . a ja z Karolcia po drugiej — zobaczycie. to już będziesz wiedział. nieprzytomny jesteś czy co?! Czytać zapomniałeś? — Nie. myślę. i do domu blisko. Ale jakoś tak bez zapału. czym się martwisz — oburzył się Leszek.

a chudy pan w okularach chustkę z kieszeni wydobył i coś tam mruczał. to sam zobaczysz — powiedział na to Leszek. które dzieci krzywdzi! — I gdzie teraz pójdą te nasze dzieciaki? — oburzył się jakiś tatuś. skądże! — odpowiedzieli wszyscy. i. Za chłopcami biegła Karolcia.i\. chwycił Piotra za rękę i pociągnął aż do wyjścia. moja pani. — Takie różne rzeczy. — Tak. mówcie zaraz. co mu się stało. co się stało? Dlaczego mówisz. — Jak to: co? Trzeba by do Prezydenta pójść i powiedzieć mu o tym! — odpowiedziało kilka osób. bo inaczej nie przyjmują — wtrącił chudy pan w okularach. którzy czytali przybite do drewnianej tablicy ogłoszenie. która trzymała za rękę dwoje dzieci. że ostatni raz? — Chodź. — Mój chłopak chciałby cały dzień bawić się w Indian. żeby do takiego zapisanego papieru. która sprząta niektóre z tych pokoi. po 79 co się idzie do Prezydenta. — To co by było? Toby Prezydent je przeczytał? — Aha! Zaraz przeczytał! A przedtem jeszcze jest sekretarz albo sekretarka. — A co to są załączniki? — zainteresowała się Karolcia. — Słyszałem. A może niejedna! I woźni też są. zeskoczył z huśtawki. a poza tym trzeba. a dziewczynki to już nawet głośno płakać. hę. ciasnym podwórku! — wołała któraś. — A gdzie jest ten Prezydent? — Pewnie w Ratuszu — powiedziała jakaś staruszka. Jania. — No dobrze — wtrącił teraz Piotr — jakby już ktoś napisał takie podanie bez błędu za pomocą słownika ortograficznego. Bo co tu zrobić. W każdym z nich siedzi co najmniej jeden urzędnik. ale często jest ich dwóch albo trzech. który nazywa się podaniem. że już od jutra moje dzieciaki nie będą miały gdzie się bawić! — Hę. — To co na to poradzimy? — spytała jakaś pani z małym dzieckiem w wózeczku. która odprowadzała do ogrodu swojego małego wnuczka. — Podobno trzeba przejść przez sto siedemnaście pokoi! — poufnie szeptała pewna grubiutka paniusia z dzieckiem na ręku. ale też im było niewesoło. — Nie wiecie od kiedy? — oburzyła się jakaś mamusia. Wreszcie któraś mama powiedziała: — Pobawcie się jeszcze. Chłopcy trzymali się jako tako. na której przysiadł. Ale kobiety zakrzyczały go. ciągnąc za sobą Janie. — Co to za zarządzenie. żeby ten ogród zachować? W końcu tak się smutnie wszystkim zrobiło. — Tak. — Od piętnastego lipca. które się załącza do tego podania — wyjaśniała dalej grubiutka paniusia z dzieckiem. Podpisano: Prezydent Miasta. — Od piętnastego. były jeszcze załączniki. ale będzie można wstąpić na dobry obiadek — wtrącił jakiś grubas. 78 Od dnia 15 lipca ogród zostanie zamknięty. tak — wszyscy teraz stali zasmuceni i kiwali głowami. Albo nawet każą pisać to na dużym arkuszu papieru. A czy można bawić się dobrze w Indian w mieszkaniu? — Nie można. i w ogóle może akurat być jakieś posiedzenie i Prezydent w ogóle może nie mieć czasu! — Tak. — Czytajcie! — powiedział dramatycznie Leszek. nie wiadomo. ale czy nas wpuszczą do Ratusza? — spytał jaki ś chudy pan w okularach. — Moje dzieci też będą musiały przez cały sierpień biegać po brudnym. to znaczy od kiedy? — spytała Karol-cia. To znaczy. Na placu tym zbudowana będzie wielka restauracja.— Jak to: ostatni raz? — zdumiała się Karolcia. że bardzo trudno jest dostać się do Prezydenta. -Nigdy taki nie był. dzieci kochane! Tylko przez dzisiejszy dzień ten ogród . — Bez kleksów i bez błędów. — Słyszałam o tym od mojej ciotki. że ma kaszel. Staruszek z wnuczkiem udawał. — Co to znaczy? — Co to znaczy. Tu znów stała gromadka ludzi. co to znaczy? — przedrzeźniał Leszek. — Leszek. to co? — Jak to: co? — oburzył się ktoś. Wszyscy oni po kolei pytają. to znaczy od jutra. że mamy zaczęły pochlipywać. że mu piasek niby wpadł do oka.

jaki jest blady. l A'"" CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY Stali zasmuceni tak jak wszyscy. żeby tę restaurację budowali sobie gdzie indziej! — Masz świetne pomysły — zachwyciła się Karolcia. — Tak. musimy to jakoś wymyślić.jest wasz.Karolcia 81 — Ojej! No mówili. Bo mogliby przecież taki ogród znów zniszczyć i znów postawić restaurację. że nie myślę o żadnych głupstwach! — To dobrze — kiwnął głową Piotr. chociaż tak naprawdę to niewiele rozumiała. nie rób takiej zdziwionej miny. że ten ogród to najważniejsza rzecz teraz — bo to dla wszystkich dzieci. No. i o tym pisaniu podania czy jak tam. i o tym sekretarzu czy sekretarce. Karolciu! Mnie się zdaje. żeby na przykład zamiast restauracji znów był ogród. jaka ty jesteś dziecinna. — Jakże koralik będzie rozmawiał... Ale daję ci słowo. to proszę cię. — zawahała się Karolcia. — Skądże znowu! — zaprotestował Piotr. — Ojej. trzeba z nim przedtem o tym porozmawiać. — Wcale nic dla siebie nie chcę. a słyszałeś przecież o tych stu siedemnastu pokojach i o tych urzędnikach. — Nie wiadomo. chciałem powiedzieć dziećmi. ale musimy! — To poprośmy o to koralik. żeby koralik coś takiego zrobił.. — Dziesiąta — powtórzyli Piotr i Karolcia. — A która to już? — ktoś spytał. — Czy zaraz mamy stać się niewidzialni? — spytała. — Może on by porozmawiał? — Karolciu. co możemy zrobić. tobym może o coś poprosiła.. to o co będziemy prosić koralik? — zapytała Karolcia. Ale po chwili Piotr chwycił Karolcię za rękę i szepnął: — Musimy zaraz naradzić się i coś postanowić. . — Karolcia jest bardzo zadowolona z tego pomysłu. — Nie wiem. No chyba. — Myślisz. że on może jeden jedyny wydać takie zarządzenie. proś — powiedział z goryczą Piotr. .. ile jeszcze razy można go prosić.'/ Zegar na pobliskiej wieży wybił właśnie jakąś godzinę. rozumiesz? — Rozumiem — zgodnie przytaknęła Karolcia. — Ależ ja nie potrafię! — Ja też nie. które mogą coś pomóc w tej sprawie? — Kiedy wszyscy mówili. mówili. — No.. pomyśl tylko!. — Jeśli chcesz tylko coś zupełnie dziecinnego dla siebie. jaka ty jesteś dziecinna! Nie mówię przecież. bo sam widziałeś. Karolciu. Przecież ja wiem. — Ale przecież w tym nam pomoże koralik! No. że my jesteśmy jedynymi ludźmi — to znaczy.. — Ale pomyślmy. Czy ty rozumiesz. i tak w kółko.. — Coś ty! Piotrek! — oburzyła się Karolcia. że koralik mógłby. żeby był jeszcze taki choć troszkę niebieściutki. że tylko my możemy z nim o tym porozmawiać. Koralik pomoże nam dostać się do Prezydenta. '*' (> . czy akurat to będzie . bo to byłoby na nic. Ale żeby je wydał. — To kto ma rozmawiać? — Boże. bo wiadomo. — Dziesięć naliczyłam — odpowiedziała mama niemowlffia — to znaczy dziesiąta.. — Dziesiąta!.. *tt}Ad < — Ale co mamy postanowić? > •f * •v" * — Jak to: co? No z tym ogrodem. że tylko Prezydent Miasta może pomoc. — Rzeczywiście — wzdycha Karolcia — masz rację! To co zrobimy? — Co? Pójdziemy do Prezydenta Miasta i wytłumaczymy mu. co ty? — denerwuje się Piotr. Ale już po chwili znów zaczyna się martwić: — Ale jak my to zrobimy?! — Ba.

smarkaczu. cha. żeby nie pociągnąć za połę jego paradnego munduru.potrzebne. Dla wszelkiej pewności stał teraz trochę dalej od strażnika. — Ja się bardzo boję tego strażnika — wyznała Karolcia — za nic na świecie nie przejdę obok niego. jaki on jest zły! — Ja bym przeszedł. Poruszył groźnie wąsiska-mi i ryknął: — Zjeżdżaj mi stąd. że pan mnie nie chciał wpuścić. A Piotr łaps! — chwycił . że trzeba będzie uciec się do pomocy koralika. jeśli będziemy niewidzialni?! — Ale możemy być niewidzialni tylko po to.>$• — Nie jestem żadnym łobuzem — oburzył stfyiPiptij też była oburzona i wołała ile sił: '-JC-iU' ' — To nieprawda. żebyś tak bardzo szybko nie bladł! Gdy po chwili. aby załatwić to bez jego pomocy — powiedział Piotr. Na swoim posłaniu z watki błękitniał jak niezabudka.!. ale mam interes! — Oooo! Patrzcie! Nie widać. cha. — Czy chcesz. że jesteśmy prawdziwi — Piotr zmarszczył brwi i zastanawiał się — ale rzeczywiście. Wobec tego Karolcia wyjęła szybko z kieszeni pudełeczko z koralikiem. Przy ogromnej bramie czuwał strażnik miejski w paradnym. kto miał zamiar dostać się do gmachu. Tak. pókim dobry. że sprawa jest ważna. jasne było. zaraz zobaczysz! — i ruszył śmiało naprzód. czy on wtedy uwierzy. to każę was zamknąć w areszcie! — wrzasnął w odpowiedzi strażnik. — To chodźmy zaraz — zgodziła się Karolcia. wcale się nie boję! — Ale ty jesteś chwalipięta! Na pewno byś nie przeszedł. Bo jak przekonamy Prezydenta. co było można. to ci zaraz przyłożę! — Proszę mnie natychmiast wpuścić! — powiedział teraz z mocą Piotr — ja muszę wejść i załatwić niezmiernie ważną sprawę. — Ale zrobiliśmy wszystko. A cóż dopiero tych stu siedemnastu urzędników? I podanie w dodatku! Oczywiście. łobuzie! & . Ale strażnik natychmiast go zatrzymał. -— Poczekaj.*. Ale strażnik wcale się tym nie przejął. — A ja mówię. żebyśmy znów byli niewidzialni?! — spytała Karolcia. pókiś cały! Patrzcie go! Interes ma do Prezydenta Miasta! — A mam! — tupnął nogą Piotr. że nie wiem. bo Piotr ani rusz nie mógł wytrzymać. mijali wartownika. a ty dokąd? Zmykaj stąd. już ci mówiłem. bardzo chciało im się śmiać. — Boję się. że załatwię — powtórzył Piotr. 83 i —Dosyć tego gadania. niedobre. zamierzył się na Piotra. — Idę do pana Prezydenta Miasta w niezmiernie ważnej sprawie — oświadczył Piotr zadzierając głowę do góry dla dodania sobie wzrostu i ważności. pojechali najzwyczajniej pod słońcem autobusem na Stary Rynek. — Cha. — A ja ci mówię. Myślę. mały. którą trzymał w ręku. — Jeśli jednak nie można — musimy go o coś poprosić. to panu będzie wstyd. cha. ale nie dawał za wygraną. — Interes do Prezydenta! A to dobre! — Dobre. nieprawda! Piotr nie jest łobuzem! Proszę nas wpuścić w ważnej sprawie! — Jeśli się stąd zaraz nie wyniesiecie. że nic nie załatwisz. żeby wejść do niego. że mnie ktoś zaczepił! — I zaniepokojony zaczął się oglądać wokoło. Spójrz tylko. że musimy koniecznie jak najprędzej dostać się do Ratusza. cha. pętaku! — wrzasnął strażnik i paradną halabardą. już zupełnie niewidzialni. — Hej. 82 Oczywiście. — Koraliczku kochany — szepnęła Karolcia — ty rozumiesz. — Ja chwalipięta? Ja bym nie przeszedł? — zaperzył się Piotr. — Rety! Co to? — zdenerwował się wartownik.. — Jakoś mi się zdawało. cha! — śmiał się strażnik. — Hm. I proszę cię. że nie ma innej rady.. Spróbujemy najpierw o własnych siłach. że strażnik za nic na świecie nie wpuści ich do pana Prezydenta Miasta. gdzie stał wielki Ratusz. zdaje mi się. a słychać — drwił strażnik — ale dosyć już żartów! Bo jak się zdenerwuję. cha. nie chcąc już nadużywać sił koralika. czy to będzie dobrze. zmiataj. że tym razem. starodawnym stroju i spoglądał niezmiernie srogo na każdego. — I jak już załatwię.

że mu wyrwał z ręki — najgorsze było to. ale kierowca nie zastanawiał się wcale nad tym. Teraz się dopiero na dobre przestraszył. co się z nim dzieje. To niewidzialni Piotr i Karolcia szybko wysiedli z samochodu. Diabelska maszyna! Nie wiem. tak. Nie. na którym rzędem stały piękne auta. tacy ważni. Powędrowali więc dalej przez ogromne podwórze. że wyglądało to tak. na przykład z innych miast. Czekaj! Zaraz spróbujemy! Wsiadaj! Auto było puste i pokusa była zbyt wielka. Karolciu? Tu się włącza bieg. czy co? Z kim ja rozmawiam?! — Biedny kierowca już zupełnie nie wiedział.. obejrzymy je trochę. tylko dlatego. Ale zaraz skamieniał ze zdumienia. jakby halabarda sama teraz ruszyła na wartownika.. tu naciska starter. przecież nie mogłem wiedzieć. Zupełnie pusty. — Ciekaw jestem. — W dodatku jest ono bardzo łatwe do prowadzenia. — No pewnie. Bardzo to było śmieszne i Piotr miał ochotę jesz-c/e trochę strachu mu napędzić. co robić dalej. Rozumiesz. Ale najwięcej podobało mu się jedno bardzo duże i długie auto. l . Motor warczał. że to przez niego stracili tyle czasu. czerwonych poduszkach. Naraz auto poderwało się i motor okropnie zawarczał.. Piotr znał się na tym doskonale. wzrok go nie mylił — w aucie nikogo nie było. J — To może o każdej porze dnia jeździ innym — zastanawiał się Piotr — albo może jacyś goście do niego przyjechali. — Kto do licha rusza wóz pana Prezydenta? — wrzasnął. — Motor warczy.strażnika za halabardę i naprawdę zupełnie niechcący wyrwał mu ją z ręki. Toteż tłumaczył się przed Karolcia: — Rozumiesz. Tymczasem na podwórze wypadł rozgniewany kierowca czerwonego wozu. Nie można powiedzieć. ale zaraz przypomniał sobie. tylko prędko odpowiedział: — Przecież trzeba wyłączyć motor. a Piotr majstruje przy złocisto-czerwonej kierownicy. Nie dlatego. — Ach. ciekaw jestem — zastanawia się Piotr — po co tu jest ten kluczyk? Zaraz zobaczymy. Ale piękne auta. — Tam gdzie jest kluczyk? — zapytał znów głos.. polakierowane na czerwono i czarno. — Co to jest? — mruknął. — Niech pan lepiej powie. jak się zatrzymuje — zapytał naraz nie wiadomo skąd jakiś głos. . że w takich nowych modelach jest trochę inaczej. bo byliby wpadli na ścianę. Czerwony samochód był pusty. Kierowca przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. 2 — Pewnie Prezydent. usta otworzył i przez chwilę nie mógł słowa przemówić. drzwiczki otwierają się i zamykają — co to ma znaczyć? Ale Piotr i Karolcia nie słuchali już dłużej jego rozważań — musieli przecież koniecznie dostać się do samego Prezydenta Miasta. nic innego — mruknął kierowca. Ja ci zaraz powiem. Tak. — Kto tymi autami jeździ? — spytała Karolcia. — Zwariowałem. Piotr odczuwał nawet poważną skruchę. że ten wartownik wcale a wcale tego się nie spodziewał. że tu. ach! — krzyknęła przestraszona Karolcia. Trzaśniecie drzwiczek — i oto Karolcia siedzi już na skórzanych. Oczy wybałuszył. że przecież mają iść w niezmiernie ważnej sprawie do samego Prezydenta Miasta. Czekaj. Drzwiczki otworzyły się z trzaskiem i z trzaskiem zamknęły. niech tylko uda mi się zastopować. "{i • — Ale wszystkimi nie może jeździć! 1 r. 85 " — Kiedy ja już wolę wysiąść — powiedziała Karolcia — naprawdę wolę wysiąść! — Poczekaj. co to jest z tym motorem. Głos brzmiał trochę dziecinnie. Ale to jeszcze nic. a wóz podskakiwał dziwnie. Naraz auto zatrzymało się. Wiesz. Piotr na szczęście szybko ujął kierownicę i skręcił w bok. O rety — czy mi się to śni. — Nic się nie bój — uspokoił ją Piotr — znam się trochę na lym! Nic się nie stało! — Ale naprawdę to był też przestraszony i nie wiedział. jakie to są marki. żeby znów był taki okropnie silny.

który się skarżył. Gdy merdał uprzejmie ogonem. — Skąd wiesz? — zdziwiła się Karolcia. że macie niebieski koralik. Przy żelaznej. Odsłoniła zapłakane oczy i z niepomiernym zdumieniem zobaczyła. W pobliżu umieszczona była biała tabliczka z napisem: . — Wszystko stracone! Nie dostaniemy się teraz! — Karolcia /ałamała z rozpaczą ręce. Wskazówki na ratuszowym zegarze posuwały się powoli naprzód. że był szczupły. — Oczywiście. — Nie dasz rady! Ach. Brama była zamknięta. Oparła się o jednego z kamiennych lwów czuwających przy bramie i ocierała łzy spływające po jej niewidzialnej twarzyczce. nie dając za wygraną. Ale mimo to. ale i zmęczona tym wszystkim. Wcale go się nie bała. jeśli nie tracąc czasu wsiądziecie nam na grzbiety i pojedziemy do Prezydenta.»/ . wsiadaj na mnie. że to kamienny lew przestał być kamienny i że to on polizał ją po ręce. już gotowi? — Gotowi — odpowiedzieli zgodnie Piotr i Karolcia. — Tędy nie przejdziemy! Ale spróbujemy jeszcze innej drogi — 87 i Piotr. który czuwał po drugiej stronie bramy. — Jesteśmy jak najbardziej zaczarowane i wobec tego możecie na nas liczyć. Nic się nie bój. — Czy pomożecie nam się dostać do samego Prezydenta Miasta? — To właśnie miałem przede wszystkim na myśli — odpowiedział uprzejmie lew.KAMIENNE LWY! Kiedy już ochłonęli po przygodzie z autem. Była już nie tylko zmartwiona. Wreszcie stanęli przed głównym wejściem. * 88 — Dziękuję — lew kiwnął łbem. Tak dawno się nie drapałem. wykutą w kształcie liścia żelazną klamkę. ogromnej bramie czuwały dwa zupełnie nieduże kamienne lwy. l właśnie w tej chwili. Był nieduży i wydawał się bardzo łagodny i przyjazny. Nawet Karolcia nie mogła się tam /mieścić. co już raz powiedziałem — mruknął lew. . Zupełnie zapomnieli o tym. trochę szorstkiego i wilgotnego. wejście główne jest z drugiej strony. nie dasz rady! — zaszlochała Karolcia. — No to hop! I obydwa lwy natychmiast lekko i zgrabnie przeskoczyły przez ogrodzenie. usiłując jednocześnie przecisnąć się między żelaznymi prętami ogrodzenia. Przysiadły potem na strzyżonym trawniku i rozejrzały się. Wiemy o was wszystko i wiemy. mrucząc: — Och! Ależ ścierpły mi łapy! — No pewnie — powiedział na to pierwszy lew — tyle czasu leżeć bez ruchu! — Czy. . No co. bardzo proszę. — Po prostu chyba najlepiej będzie. przeciągał się z przyjemnością.. że przechodnie wpadali na nich albo potrącali. — Może jeszcze jakoś nam się uda — próbował pocieszyć ją Piotr. Chodźmy. Możecie dla pewności trzymać się grzywy. że są ciągle jeszcze niewidzialni. nie spadniesz. a w głębi widać było marmurowe schody i drzewka w drewnianych kubłach. — Chodźmy jak najprędzej. — Czy mówisz to poważnie? — Piotr pełen był jeszcze niedowierzania. próbował teraz wspiąć się po śliskich.. gładkich prętach żelaznego ogrodzenia. — Ogromnie nie lubię powtarzać dwa razy tego. wsiadaj na mojego brata. przeciągnął się raz jeszcze i zachęcił Piotra: — No. tu jest napis i strzałka — wskazał Piotr. Ale i to się nie udawało. że mu ścierpły łapy. Piotr oświadczył ze skruchą: — Trochę czasu straciliśmy niepotrzebnie. — Chyba że pozwolisz. — O. >. mała. wąsaty strażnik przekręcił w zamku ze zgrzytem ogromny klucz. czy wy jesteście zaczarowane? — spytał z zachwytem Piotr. szpary między prętami okazały się zbyt wąskie. a potem podrapawszy się dokładnie w lewe ucho. i biegnąc narażali się na to. aby m jeszcze podrapał się trochę w ucho. A ty. że zaczarowane — odpowiedziały zgodnie lwy. tak jak to robią na powitanie psy — ten drugi. Naraz poczuła na ręce dotknięcie czegoś ciepłego. — Owszem. gdy zdyszani jeszcze od pośpiechu mieli zamiar nacisnąć wielką. jeśli tylko masz ochotę.

„Nie deptać trawników". Biegali po wszystkich piętrach i wszystkich korytarzach. w długim korytarzu. żeby jak najszybciej opuścić hali. czy nie zdaje? Ale chyba jako żywo nigdy tu nie było w hallu kamiennych lwów. — Kiedy przysięgnę na nie wiem co. ten. gdyby nie to. Była to grubiutka pani w okularach. że aż postawił tacę na okrągłym stole. widać. I prawdopodobnie nic by się było nie stało po drodze nadzwyczajnego. kiedy kryształowe drzwi są zamknięte! Sama słyszałam. nie moglibyśmy ruszyć się sprzed bramy. Przysiadły więc na czerwonym dywanie. ale już zupełnie cicho. — Nie deptać. żeby kogoś sprowadzić. który polizał Karolcię po ręku). chociaż przez chwilę. — Wiemy wszystko. żeby się jeszcze bar90 dziej upewnić. Ale lwy wcale się tym nie przejmowały. żeby znaleźć Prezydenta? — zaniepokoił się Piotr. 44^ . Tak się zdziwił ich widokiem. — Ratunku! Jakieś zwierzęta biegają po korytrzu! — Jakie zwierzęta? — zaczęli zaraz dopytywać się urzędnicy. — Powiedziałyśmy wam przecież. — To chyba te kamienne lwy tu biegały — powiedział ktoś na to i zaraz wszyscy zaczęli się śmiać. Toteż po chwili. gdyż właśnie nadchodził jakiś woźny z tacą. i znieruchomiały. na której stało bardzo dużo szklanek z herbatą. wysypaną żwirem aleją do marmurowych schodów. gdzie teraz trzeba iść. czy nie sen. — A czy wiecie. — Trzeba sprawdzić! n I rzuciła się w pogoń. dotknął jednego z kamiennych lwów. jak je zamykali — przypomniała sobie naraz Karolcła. a za nią urzędnicy z innych pokoi. kamienne zwierzęta. po prawdziwej trawie. rozległo się ciche stąpanie lwich łap. jednak nie znaleźli żadnych zwierząt oprócz dwóch kamiennych lwów./(H? 89 I pobiegły szeroką. że jesteśmy zaczarowane i że wszystko wiemy — zniecierpliwił się pierwszy lew (był to ten. czy to jest sen. że ktoś idzie! Musimy znów udawać. z lekkim tylko skrzypnięciem. najzwyczajniej w świecie. — Zdawało się pani — śmiali się teraz wszyscy z grubiutkiej urzędniczki w okularach. że mi się nie zdawało — tłumaczyła się zdenerwowana urzędniczka. Ale cicho! Zdaje mi się. którzy wybiegli z sąsiednich pokoi. A może mi się zwiduje? A może to mi się śni? Uszczypnął się najpierw w rękę. który znajdował się w pobliżu. — Nie jestem pewna. — Ratunku! — krzyknęła przeraźliwie. jeden z nich dotknął tylko drzwi łapą i zaraz same otworzyły się szeroko. — Ale jak dostaniemy się do środka. bo przecież nikt nie przypuszczał. a potem. aby kamienne lwy mogły biegać po korytarzach Ratusza. — Tyle tu jest korytarzy i tyle pokoi. pod jakąś palmą. że akurat w tej chwili uchyliły się drzwi jednego z pokoi i na korytarz wyjrzała jakaś urzędniczka. wyłożonym czerwonym chodnikiem. po których wchodziło się do Ratusza. Może to psy! Albo może ogromne koty —f denerwowała się urzędniczka. — Czy wiecie też o niebieskim koraliku? — Cóż za niemądre pytanie — parsknął z kolei drugi lew. które spoczywały przed jakimiś drzwiami. Korytarze były bardzo długie i wszyscy zadyszeli się porządnie. Potem chwycił tacę i pobiegł w drugą stronę. Ale trudno! «•« . Po prostu. . i wolną ręką podrapał się po łysinie. że jesteśmy z kamienia. — A my? — zdenerwowali się Piotr i Karolcia. To była oczywiście okazja. Potem podparł się pod boki i zaczął głośno rozważać: — Ejże! Czy to mi się zdaje. Tymczasem woźny zatrzymał się i popatrzył przez chwilę na przycupnięte. — Przecież jesteście niewidzialni! — Prawda! A wy nie umiecie być niewidzialne? — Właśnie że nie — mruknęły lwy. któremu ścierpły łapy — już ci to mówiłem: przecież gdybyście nie byli posiadaczami błękitnego koralika. to nie deptać — mruknęły trochę niezadowolone — miałyśmy ogromną ochotę pobiegać.

i przeczytała na tabliczce: Muzeum miejskie otwarte jest co dzień od godziny 10 rano. Biegły potem dalej. rozległ się jakiś gwar za drzwiami. że mu się to nie udało. nie zważając na okrzyki spotykanych po drodze ludzi. / I z godnością ruszyły przed siebie. niech się rozejrzę. gdzie wskazywał Piotr. — Coś ty? — zdenerwował się Piotr. ale nigdzie nie było widać kogokolwiek. które unosząc ich na grzbiecie w paru wspaniałych susach przesadziły całą salę i wpadły na ten sam korytarz. dzieci — zaczęła objaśniać nauczycielka i zaraz przerwała. >»d"«ł i > t" '9 'O /f. 92 — Oooo. — Musimy znów skamienieć — jęknął z rozpaczą drugi lew — przestańże się już drapać! Ale niestety już było za późno. — Przecież to jest po prostu pusta zbroja rycerska. Ktoś wołał „ratunku". szybko. patrzcie. — Widać strzałki pokazywały drogę do muzeum. proszę pani. Ja się na tym znam doskonale. Piotr i Karolcia rozejrzeli się. dzięki strzałkom. — Jesteśmy w sali rycerskiej. ten lew się drapie. proszę pani? Nie jest zupełnie pewne.. jak najszybciej przed siebie.&w »**** < . Tylko że ty jeszcze jesteś za mała. Za drzwiami ukazała się ogromna sala pełna różnych obrazów i oszklonych szaf. '. podwójnymi drzwiami. Ktoś inny krzyczał: — Gdzie jest telefon? Ktoś jeszcze proponował. żeby na tym się znać. że zaniemówiła ze zdumienia. które na pewno wskazują drogę do samego Prezydenta — Piotr był niezmiernie dumny ze swego odkrycia. .. — No. — Tylko czy aby w dobrym kierunku biegniemy? — Chyba tak. drapiąc się tylną łapą za uchem. Wreszcie w rogu sali dostrzegli jakąś wysoką postać w żelaznej zbroi.' . aby wezwać straż pożarną albo może pogotowie. — Teraz już chyba spokojnie dojdziemy do Prezydenta — westchnęły lwy wstając i przeciągając się. Ale oczywiście. gdy tymczasem do sali muzeum miejskiego weszła gromadka dzieci z jakąś panią. zmyliwszy pogoń. 91 — Rzeczywiście. lwy wpadły na jeszcze jeden korytarz i zatrzymały się przed drzwiami zasłoniętymi czerwoną portierą. A jeszcze inne zapytało: — Czy lwy mają pchły. błyszczącym biurkiem. O rety! Przecież to wcale nie jest żaden gabinet Prezydenta. tu są poprzybijane strzałki. to gdzie jest wobec tego sam Prezydent? — Zaraz. Ani Piotr. — Może to jest sam pan Prezydent Miasta? — szepnęła Karolcia. I jeden z lwów pozostał z łapą podniesioną do ucha. on się drapie! — zawołało tymczasem któreś dziecko. Była to wycieczka szkolna. Wobec tego jeden z lwów nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się gościnnie i szeroko. co odpowiedziała na to pytanie pani nauczycielka i co się dalej działo w muzeum.Wreszcie wszyscy wrócili do swoich pokoi i znów zaległa cisza. które otworzyły się przy lekkim pchnięciu lwiej łapy. spójrzcie. — Proszę wejść! — powiedział ktoś siedzący za dużym. Spójrz! Karolcia odwróciła się w tę stronę. pokryty czerwonym chodnikiem. Wkrótce też. Były to drzwi na samym końcu korytarza i już dalej nie można było uciekać. y. kto mógłby wyglądać na Prezydenta Miasta. ani Karolcia nie słyszeli już tego. Można by powiedzieć. są strzałki — ucieszyły ssie lwy — niewątpliwie tędy należy się udać. Nie słyszały już lwy. — Ale zanim Piotr zdołał mu odpowiedzieć. a jeden pan usiłował nawet z parasolem w ręku dogonić uciekające lwy. znaleźli się przed wielkimi. Wreszcie. tylko muzeum. — Czyżbyśmy źle trafili? — dopytywał się tymczasem jeden z lwów.

bo muszę pomyśleć o bardzo ważnych sprawach. Naraz do pokoju wszedł jakiś starszy. mające na celu ocalenie Karolci i koralika. że na pewno Piotr i Karolcia są w pobliżu. O ucieczce nie mogło być mowy. Spytała słodko: — Słucham. gdyż Filomena i tak w to nie wierzyła i nie wątpiła ani przez chwilę. — Mam cię! — Uciekajmy! — szepnęła przerażona Karolcia. jak się okazało. a w ręku zamiast parasola trzymała ołówek. — Kiedy zdobędę błękitny koralik. kiedy na jedwabnej nitce zwisał z Karolcinej szyi.. — Co tu się dzieje? — zapytał ze zdziwieniem starszy pan. panie Prezydencie — odpowiedziała na to Filomena i ukłoniła się tak nisko. i natychmiast skamieniały. Spiczasty jej nos wydłużył się i zaczerwienił niczym bociani dziób. — Nie boimy się twego parasola! — Zobaczymy! — odgrażała się Filomena. wpatrzona w migocący błękitny koralik. był samym Prezydentem Miasta! — Proszę teraz mi nie przeszkadzać. którzy ich przed chwilą gonili. a Filomena biegała za nimi. — Gdzie jest niebieski koralik? Mówcie w tej chwili. które zaraz zaczęły udawać. czy nie dostrzeże błękitniejącego koralika. 94 tak jak wtedy w domu towarowym. że to może jest sam Prezydent Miasta? — spytała szeptem Karolcia. — Czy myślisz. — Nic nie wiemy o niebieskim koraliku — oświadczyły zgodnie lwy. panie Prezydencie. — Dziękuję pani. Być może. Spojrzała też ze złością w . i wcale nie było widać. Na szczęście lwy spostrzegły go wcześniej. że jest w pobliżu i niebieski koralik! I wobec tego Filomena jednym susem przeskoczyła przez biurko i rzuciła się w stronę lwów. ale niełatwo było to zrobić. W tej chwili czytająca osoba za biurkiem poruszyła się i odłożyła gazetę. Rozglądała się tylko bacznie. W rezultacie na nic się nie przydało. mimo że był schowany w pudełeczku i razem z pudełeczkiem ukryty w kieszeni Karolcinej sukienki. Bo tylko dzięki mocy niebieskiego koralika mogły ożyć kamienne lwy. błękitnym światełkiem i wskazywał nieomylnie. Lwy umykały w szalonym pędzie. i od razu domyśliła się. — Uciekajmy! Ale już było za późno. Atakowała zaciekle i w pewnej chwili tak mocno trzasnęła parasolem jednego z nich. kto to jest. Wyciągnęła więc swój długi. z parasolem w ręce.. — Uciekajmy! Dobrze było powiedzieć: uciekajmy! — ale dokąd? Przecież za drzwiami na pewno byli jeszcze ci ludzie. — Ha! — krzyczała przy tym. zadyszana. że gdzieś w pobliżu musi się znajdować niewidzialna Karolcia. że nosem prawie że dotknęła czerwonego dywanu. Niestety! Koralik. gdzie znajduje się Karolcia. — Nie umkniecie mi! Muszę odzyskać błękitny koralik! — Nie odbierzesz przenigdy w świecie błękitnego koralika — odpowiedziały bohaterskie lwy. ale kłamstwo szlachetne. że są skamieniałe. — Ha! — wrzasnęła na ten widok groźnie Filomena. panno Filomeno? Czemu biega pani naokoło mojego biurka? Czy tak powinna się zachowywać sekretarka? Filomena zatrzymała się w pędzie i od razu stała się grzeczna i potulna. Było to zresztą kłamstwo. A tymczasem Filomena nie wiadomo skąd zdobyła parasol i z parasolem w ręce nacierała teraz na biedne lwy. — Dobrze. bardzo miły pan. — 95 Co pani się stało. zanim zauważyła jego wejście Filomena. nie jest mi pani teraz potrzebna — przerwał jej pan. którą czytał. Piotr i Karolcia trzymali się ich kosmatych grzyw. aby ją przestraszyć. Chciałam właśnie. Ryknęły co prawda najgroźniej. — Ha! — wrzasnęła. był widoczny! Świecił słabiutkim. dziobiasty nos i węszyła nim po całym pokoju. — Nie wiem. — Ratunku! To Filomena! — jęknął cicho Piotr. A jeśli jest w pobliżu Karolcia — to znaczy. spoglądając przy tym zezem.PANIE PREZYDENCIE MIASTA! Ten ktoś siedzący za biurkiem zasłonięty był zupełnie gazetą. że aż mu rozkrwawiła nos. jak tylko potrafiły. skamieniejecie już na zawsze! I już nigdy nie będziecie mogły biegać! Uganiała się teraz za lwami naokoło biurka. który. Filomena spostrzegła lwy. Nos miała teraz o wiele mniej spiczasty.

potem jedna zapałka wydobyła się sama z pudełka i potarła o nie.. że tu chodzi o niezmiernie ważną rzecz. Jednocześnie rozległ się szept: — Piotrek! Sam wiesz. kogo nie widzę! Bardzo nie lubię! Jeszcze Prezydent Miasta nie skończył tych słów. — A to co? — powiedział ze zdumieniem na głos. trzasnąwszy lekko drzwiami. że nie wolno bawić się zapałkami! 7 — Karolcia 97 — Nie bądź dziecinna — zabrzmiała również szeptem odpowiedź. co ma o tym myśleć.} -~.. gdy naraz z ogromnym zdziwieniem zauważył przycupnięte pod ścianą dwa kamienne lwy. pudełko z zapałkami uniosło się z biurka do góry. .. przepraszamy! — powiedzieli ciągle niewidzialni Piotr i Karolcia. jak pan widzi.f >. Jesteśmy jak najbardziej niewidzialni. W tejże chwili. — Wiesz.. bo my jesteśmy niewidzialni — wyjaśniał dalej głosik. upragniony koralik.. panie Prezydencie. gdzie w półmroku gabinetu migotał błękitny. to znaczy nie wiemy. — Co: naprawdę? — Naprawdę jesteśmy niewidzialni.•» 96 — Niewidzialni?! — zdumiał się Prezydent. — Nic nie rozumiem. •*•{ . . że nie było ich tu przedtem — wyjaśnił bardzo uprzejmie jakiś cienki głosik — bo to są nasze lwy. proszę pana Prezydenta Miasta. Chce pan? — Proszę bardzo — zgodził się tym razem uprzejmie Prezydent. kiedy mi się śnią takie dziwne rzeczy.q i — To my.. — Kiedy to się panu wcale nie śni. — Czyje lwy? r — Nasze — powtórzył głosik. . przy czym zdecydowanym ruchem odwinął rękaw marynarki i koszuli. zmt — To my! Karolcia i Piotr! Z Kwiatowej! Pan Prezydent Miasta rozejrzał się trochę niespokojnie. — I w ogóle kto ośmielił się tu wejść? Kto tu jest? . — Ale. — Ależ to nie są żadne sztuczki — zapewnił natychmiast cienki głosik — to naprawdę. — Nie rozumiem. krzyknął przeraźliwie: — Aj! Aj! To boli! — Ojej! Bardzo pana. — Niewidzialni? — powtórzył jeszcze raz z niedowierzaniem. «. tak. że przedtem nie było tu nigdy żadnych lwów!!!!! — Oczywiście. n . Ledwie to jednak zrobił. — Uwaga! Raz! Dwa! Trzy! — zakomenderował głos. Nie są groźne i są. Aż wreszcie. co to za sztuczki. ku ogromnemu zdumieniu samego pana Prezydenta Miasta. bardzo niechętnie. czy można szczypać samego Prezydenta Miasta — wyznał z wahaniem głos.»s«. żebym był pewien. — Tak. Prezydent Miasta odwrócił się teraz w stronę swojego biurka. proszę pana! — A czy moglibyście mnie uszczypnąć. — Można! — oświadczył mężnie pan Prezydent i wyciągnął rękę.. ale to przecież pan sam kazał!. że nie lubię rozmawiać z kimś. Gdy już się zapaliła. — Tak. że wreszcie wam uwierzę. i pogroziła pięścią skamieniałym lwom. że sam nie wie.. Zresztą. — Co za: nasze? — zniecierpliwił się Prezydent Miasta.tę stronę. wyszła..A • WSHW y** m >j. Ale słuchajcie! Czy wy ciągle musicie być niewidzialni? Czy. może się pan sam o tym przekonać. kiedy zobaczył przed sobą Piotra i Karolcię. który akurat właśnie zamierzał zapalić papierosa.— Strasznie nie lubię. w istocie sam was o to prosiłem — wyznał ze skruchą Prezydent — tak! Zdaje mi się. — pan Prezydent Miasta wydmuchnął dym przez nos i widać było. że to nie jest sen? — Nnnie. czy nie mógłbym was zobaczyć? Chociaż na chwilę? Przyznam się. nieduże. panie Prezydencie Miasta. -— Zdaje mi się. ale zarazem i jakby z zachwytem. — Pan nas nie widzi. a ja nie mogę się obudzić — mruknął Prezydent.k'4 n i h'"->rit — Co za: my? . powędrowała w powietrzu w stronę papierosa.

— A dlatego musieliśmy przyjechać na lwach. — Ach. Ale. dobrze.. są zupełnie przyjemne. ktoś mi o tym wspominał. po coście tu właściwie przyszli. gdybyśmy byli widzialni. — I mimo że nie są przecież takie duże jak prawdziwe lwy. — Piotr i Karolcia. Na lwach! — uczciwie wyznał Piotr.— Więc. Skończył właśnie jeść czekoladowe serduszko i wyglądał na niezmiernie zadowolonego. przecież one wcale nie są tak wciąż kamienne! Tylko proszę się ich nie bać. — Jak pan widzi. że jestem głodny. dobrze — zgodził się pan Prezydent Miasta — a przez ten czas opowiecie mi. . Ale jak to zrobić? — Niech pan zaraz pojedzie z nami do naszego ogrodu! — zaproponowała Karolcia. — No. bo właśnie zdaje mi się. •". — To są naprawdę wyjątkowo łagodne lwy — zapewniała gorąco Karolcia. — A w dodatku. tak. są nadzwyczaj dzielne. jak wiadomo. muszę przyznać... — Tak. że brama była zamknięta. — A cóż znowu chcecie od Filomeny? Filomena nie jest co prawda najsympatyczniejsza. VV« x 5' -ł i* RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE — Przepyszne! — oświadczył pan Prezydent Miasta. a Piotr szurgnął z szacunkiem nogami. że wasza sprawa też wydaje mi się niezmiernie ważna.. — A co do tej sprawy.. — I pilnej! — dodała Karolcia. o której mi opowiadaliście. Bo czym może się odżywiać taki mały. aby znów przestały być kamienne. — Być może. Już.. Proszę mi wierzyć. to sądzę. — Jest raczej czarownicą — sprostował Piotr. że powinienem sam to jakoś zbadać. — Chętnie bym to zrobił. Nie zdążyłem zjeść śniadania. zapewne — grzecznie przyznał im rację Prezydent — ja tylko tak wspomniałem. . „? . s. — Nic nie rozumiem! Na kamiennych lwach? — Oczywiście. więc to wy byliście przed chwilą niewidzialni? — zdumiał się ogromnie. proszę pana Prezydenta — kiwnęła główką Karolcia 98 l i ukłoniła się najgrzeczniej. bo przecież inaczej nie moglibyśmy się dostać do pana w niezmiernie ważnej sprawie — wyjaśnił Piotr. kamienny lew? — Tak.L "4 '' t.«>. wcale nie są głodne i w ogóle raczej odzwyczaiły się od jedzenia.. — To jak wy się nazywacie? . być może. . Lwy oczywiście ochoczo skorzystały z tego zaproszenia i przeciągały się prostując zdrętwiałe łapy. rzeczywiście — zgodził się Prezydent trochę niepewnie. czeka na mnie cała masa obowiązków niezmiernie ważnych. Chociaż. tak. zdaje mi się. gdy tymczasem Karolcia poprosiła lwy. jak tylko potrafiła. 99 Ale lwy zaraz gwałtownie zaprzeczyły — nie. 2>n. — No właśnie! Oczywiście. toby nas dogoniła Filomena. czy czasem nie są głodne? — przypomniał sobie nieco trwożnie Prezydent Miasta. znane już serduszka czekoladowe. Ale czego właściwie ode mnie chcecie? — I po coście tu przyszli? — Właściwie przyjechaliśmy. . No. — Aaaa. panie Prezydencie — ucieszyła się Karolcia — czy mogę pana poczęstować? Ciotka Agata przygotowała dla nas pyszne śniadanie. — Hm! — zastanowił się Prezydent. AJH Ł. że jest niezmiernie ważna! — krzyknął z zapałem Piotr. ale jest dobrą sekretarką. ale dlaczego byliście niewidzialni? — No.«ds. Czy zje pan je razem z nami? I wyciągnęła natychmiast z kieszeni paczkę ze śniadaniem. — Tak. — Co ty mówisz? — znów się zdziwił pan Prezydent Miasta. Były tam również.«% jr — Aha! Piotr i Karolcia. . jak wiecie. MfS I. one nie zrobią nic złego — uspokajał Prezydenta Piotr. 4.

. a tymczasem. że przedtem muszę podpisać trzysta siedemdziesiąt sześć bardzo ważnych dokumentów. Był tak zmartwiony. — Prawda! — zmartwił się Piotr. żebyśmy my — to znaczy Piotr i ja — znów stali się . ale to jak najszybciej wymknie się przez otwarte drzwi. dokąd ma zamiar się udać. Już mam plan. Przecież i tak muszę poprosić koraliczek. że przecież w domu towarowym Filomena połknęła co najmniej pół tuzina serduszek i wcale a wcale to jej nie pomogło. że może pan być na trochę niewidzialny. a przez ten czas wpadnie tu Filomena. Na mnie też ciągle krzyczy i na nic mi nie pozwala. — Ale czy mi się uda stąd wyjść? Moja sekretarka na to się nie zgodzi! — Filomena? — Tak jest! Filomena! Nie myślcie. Teraz Piotr z Karolcią odbyli błyskawiczną naradę — czy można tak ryzykować? Czy można znów prosić koralik o przysługę? Przecież na pewno znów zblednie. chociaż wcale a wcale nie wiedział. — Tak. — Zrobimy tak: otworzymy drzwi. korzystając z tego. Tak. — Czy nie mógłbym stać się niewidzialnym tak jak wy? Tak chociaż na trochę? Bo oczywiście. Filomena mogła nie dopuścić do tego. Nie pozwala mi przyjmować tych ludzi. jak to zrobić! Już wiem — Piotr aż podskoczył z zachwytu — Karolciu! Musimy tak zrobić. którzy przychodzą do mnie z różnymi sprawami. — A gdyby jej też dać czekoladowe serduszko — zaproponował naraz Piotr — może by się zmieniła? — To jest myśl — ucieszył się Prezydent. nie mówię.. — E. już wiem! Pan musi stąd uciec. jak tylko da się najszybciej. szybko. 101 aby Prezydent Miasta wydalił się ze swego gabinetu bez jej wiedzy. Ale Karolcia zaraz zaprotestowała i przypomniała Piotrowi. a tymczasem pan Prezydent Miasta. to ona zaraz powie. wyjdzie pan przez okno! Tu chyba nie jest bardzo wysoko? I zaraz podbiegł do okna.— Niech pan zaraz z nami jedzie. to niemożliwe — smutnie pokręcił głową Prezydent — a co będzie. Ale niestety! Okno znajdowało się na pierwszym piętrze i nie było mowy. bo po co ma wpadać. Na pewno rzuci się w pogoń za nami! My naturalnie będziemy uciekać. wsiądziemy na nasze lwy i wypadniemy szybko. — Ale już wiem. A ja tak nie lubię podpisywać dokumentów. Ale nie ma innego wyjścia.. Co robić? — Co robić? — powtórzył smutnie Prezydent. — To byłoby cudowne! Ale czy to się uda?! — Czemu ma się nie udać? Musimy tylko pomyśleć. że Karolci i Piotrowi było go niezmiernie żal. — zmartwił się Prezydent. — Wcale nie wpadnie. Wspaniały plan! Wszystko się uda! Ręczę za to. — Wcale nie wpadnie! — bronił swojego planu Piotr.. — To co wobec tego zrobimy? Aha. że Filomena będzie zajęta pościgiem za nami. — Więc stanie się tak. wszystkich wyrzuca za drzwi! — Ale pan przecież wcale nie musi się pytać jej o pozwolenie. nie mogę w to uwierzyć! Bo wtedy byłoby łatwiej uciec. aby mogła wiedzieć. sprawa nie była łatwa.. — Ba! — westchnął smutnie Prezydent. Nie warto się nawet nad tym zastanawiać. — Jak to: nie muszę! Jeśli będę chciał wyjść. panie Prezydencie! — Uciec?! — zawołał z zachwytem Prezydent. jak najszybciej na korytarz. aby stąd wyjść! — krzyknęli Piotr i Karolcia. żeby się przekonać. Ona pewno pana wtedy nie zauważy. ale tak na trochę! Boże! Zawsze o tym marzyłem! Ach! Karolciu.. — Ale jaki plan? — denerwowali się Karolcia i Prezydent. że ona tylko wobec was jest taka niedobra. A oczywiście nie było mowy o tym. aby skakać z takiej wysokości. żeby tak na zawsze... aby pan Prezydent Miasta mógł stąd spokojnie uciec. jakie jest naprawdę działanie czekoladowych serduszek. — Już wiem! — zawołał naraz Prezydent. jeśli mnie ktoś spotka biegnącego przez korytarz? 5 l 102 — Hm! To prawda — zastanowił się Piotr.

— Karolciu! Musimy znów stać się niewidzialni! I pan Prezydent Miasta też. To się będzie i tak liczyło za jedno życzenie. Widocznie knuła coś niedobrego. — Ach! Jestem taki wzruszony — wyznał Prezydent. Co prawda Prezydent Miasta wcale nie chciał wierzyć. Musieli też zatrzymać się przy sali muzealnej. szybko wbiegł po marmurowych schodach na pierwsze piętro. Ale. wobec przypomnień. Filomena nawet się nie domyśliła. żeby Filomena zagapiła się i nie zauważyła. Musiało mu więc wystarczyć to. Zrobimy tak: ja zrobię coś takiego. na co mam zawsze szaloną ochotę. a ona była najpewniejsza. Ale Piotr był nieustraszony. że naprawdę jest niewidzialny. ale jak pojedziemy? — zastanowił się naraz. Była zupełnie przekonana. że w tym dywanie są pchły! — Cóż znowu! — zaprotestował słabo Prezydent Miasta. żeby i pan stał się niewidzialny. Ale już nie było czasu na dalsze rozmowy na ten temat.. Mogli teraz swobodnie pojechać na Kwiatową. — Wobec tego nie mamy czasu do stracenia — zdecydował Piotr. • >a* 103 — Ale przecież my będziemy niewidzialni — zauważyła Ka-rolcia. — Za dwie godziny odbędzie się ogromnie ważne posiedzenie rady miejskiej. a wraz z nimi niewidzialni Karolcia i Prezydent Miasta. — Ba. bo nos miała znów niezmiernie wydłużony i patrzała zezem. — Za nic na świecie — zaprotestowały zgodnie obydwa zwierzęta — jesteśmy . aby nie ślizgać się po wyfroterowanej posadzce w hallu Ratusza. ponieważ jestem Prezydentem Miasta. zdaje się nam.. że zamachał jednym papierkiem przed jej nosem. a muszą też stąd się wydostać. A tymczasem przez uchylone drzwi wymknęły się obydwa lwy. ale nie było na to czasu. ale po solennym zapewnieniu Karolci i Piotra uwierzył im w końcu i Piotr mógł wreszcie.niewidzialni. — Niewidzialni. przemaszerował w niej przez całą salę. — Czasem. z tysiącznymi ostrożnościami. — Już jest południe! — krzyknął Prezydent. że tym razem jest to sprawka jej dwojga przeciwników. ba! Po drodze musieli się co chwila zatrzymywać. kiedy wy będziecie stąd wychodzić. . przeciągając się — zupełnie już zdrętwiały nam łapy. grubiutkiego pana Wiceprezydenta Miasta. — Oj. I zdarzyło się teraz. że czas ucieka.. bo trzeba było jak najszybciej wydostać się z gabinetu. odetchnęli wszyscy. Co prawda Prezydent miał szaloną ochotę spłatać jakiegoś figla Filomenie. — A więc jestem naprawdę niewidzialny — szepnął wtedy w upojeniu Prezydent. Ach! Tymczasem zegar na wieży ratuszowej wybił godzinę dwunastą. Skoczył szybko i niby wiatr zdmuchnął z biurka wszystkie papiery na nim leżące. gdzie Prezydent przywdział zbroję i dusząc się ze śmiechu. policzywszy uderzenia. T-U. A jeśli będę prosiła o to dla nas. zgodził się jechać na Kwiatową. ale lwy? Przecież lwy są widzialne. — Już wiem! Wsiądę na jednego z lwów. Nie mógł też się powstrzymać. ku wielkiemu zdziwieniu zwiedzających. W końcu jednak. a czego nie wypada mi robić. bo przecież inaczej stąd się nie wydostaniemy. gdyż Prezydent chciał się koniecznie nacieszyć swoją niewidzialnością. bardzo chętnie — mruknęły teraz zgodnie obydwa lwy. niewidzialni! Oczywiście. Byłby w ten sposób przewrócił swojego zastępcę. i rzuciła się na ziemię. a potem zręcznie zjechał po poręczy. — Spełniło się marzenie mojego życia! Kiedy Piotr dogonił ich na korytarzu. który nazywano sekretariatem i w którym za dużym biurkiem siedziała zamyślona Filomena. otworzyć drzwi i przejść do drugiego pokoju. że zdarzy się coś takiego w moim życiu. wyobrażałem sobie. na którym muszę być. mimo błagań Karolci i Piotra. to już od razu poproszę. że to naprawdę wiatr.^j 104 — Wybaczcie — powiedział — ale muszę koniecznie zrobić coś takiego. że będziemy niewidzialni. Musimy więc ułożyć plan ucieczki. kiedy jeszcze byłem małym chłopcem. aby szybko pozbierać wszystkie papierki. a po drugie. że to podmuch wiatru. I zanim się spostrzegli. A? /.

szybko! Nie ma ani chwili do stracenia. Ale czy można zatrzymać auto. a Karolcia z lwami z tyłu. — Nie — powiedział po zastanowieniu Piotr — nie możemy jeszcze tego żądać od koraliczka. bez kierowcy. Koniecznie chciały zobaczyć ogród i zjeżdżalnię oraz przejechać się na karuzeli. I tak jest już bardzo blady. to jazda! Motor zawarczał i zanim ktokolwiek się zorientował. że kierowca poszedł do bufetu napić się wody sodowej. . Prezydent poparł go: — Postaramy się umknąć — powiedział przez zaciśnięte zęby. gdy naraz na jednym skrzyżowaniu policjant dał znak.przecież zupełnie małe lwy i nie udźwigniemy takiego ciężaru! — I nogi będą się panu wlokły po ziemi — poparła lwy Karol-cia. — Nie możemy znów całej roboty zwalać na koralik. Chyba żebym sam poprowadził auto! To był doskonały pomysł. f M. które jedzie samo. aby schwytać lwy.». A inni znów domagali się. — No. korzystając z tego. — Jedźmy wobec tego autem. — Szybko. — Jeszcze się rzucą na kogo! — Uciekajmy! — błagały lwy. w którym odbywała się tymczasem błyskawiczna narada: co robić. nie poprosiliśmy o przeniesiene do ogrodu — dodała Karolcia. aby zatrzymać auto.f STOP! ZATRZYMAĆ WÓZ! Prezydent prowadził samochód doskonale. — Szkoda. a po drugie. . chcieli też na własne oczy obejrzeć jadące autem lwy. — Wcale nie chcemy dostać się do Ogrodu Zoologicznego. kiedy jestem niewidzialny! Przecież szofer nie będzie chciał jechać z niewidzialnym Prezydentem. że od razu. Ale Prezydent dawał sobie doskonale radę na wszystkich skrzyżowaniach ulic. Jakże jednak pojadę autem. „ u.^'. . >?cv< •*>. — Musimy się jakoś przebić — postanowił Piotr. Piotr obok niego. F l V »\ • r f f/. Ale Piotr przeciwstawił się temu. Zgrabnie wymijali autobusy i tramwaje.. Nie było bowiem nawet mowy o pozostawieniu lwów przy bramie. czerwone auto wyjechało z podwórza. 107 Musiał teraz bardzo uważać — prowadzenie auta w tych warunkach wcale nie było łatwe.rt. Jedźmy dalej! Ba. Należało tylko szybko dostać się do 105 r w czerwonego auta samego Prezydenta. . ale wykonać znacznie trudniej! Przede wszystkim na skrzyżowaniach ulic i przy krawężnikach gromadziły się tłumy przechodniów: wszyscy koniecznie chcieli zobaczyć auto. w którym nie ma nikogo przy kierownicy? Wobec tego policjant z otwartymi ze zdumienia ustami patrzał tylko za oddalającym się . '. okrążali place i właśnie mieli przejechać jeden z pięciu mostów miejskich. Zresztą my sami też musimy pokonać jakieś trudności. — Prezydent zasiadł przy kierownicy.K t. — Chyba znów musimy być widzialni! — powiedziała Karol-cia.« j. dobrze to powiedzieć. — A czy wasz koraliczek nie mógłby zrobić tego.''. abyśmy od razu znaleźli się w ogrodzie? — zaproponował Prezydent. — Trzeba je oddać do Ogrodu Zoologicznego! — krzyczeli. — Ale też szkoda byłoby nie być niewidzialnym chociaż raz w życiu — westchnął Prezydent. — Zatrzymać auto! Zatrzymać! — zaczęli teraz wołać niektórzy. zamiast niewidzialności. gdy naraz ktoś na ulicy przystanął i zawołał: — Patrzcie na to czerwone auto! Jedzie bez kierowcy! A w aucie jadą dwa małe lwy! Teraz już wszyscy patrzyli na czerwony wóz.

— Czy chcecie pojeździć trochę naokoło miasta? . który znów odzyskał dobry humor. to znaczy Piotr. — Jedziemy dalej — zdecydowali Piotr i Karolcia. która się nie krzyżuje? — Oczywiście — przypomniał sobie Prezydent. że zaledwie zdążyli ukryć w pobliskich zaroślach czerwone auto. ale niezbyt długo. — Musimy ocalić lwy! — To nie ulega wątpliwości! — zgodził się Prezydent. a za nią kilku strażników miejskich.wozem. do ogrodu. — Mnie się zdaje. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości. — Sam nawet dokonywałem jej uroczystego otwarcia. Karolcia i oba lwy. — Tylko jak to zrobimy7 . Karolcia i Prezydent — zdążyła nadbiec z pomocą. Filomena i strażnicy już dopadli biednych lwów. kiedy staniemy w szeregu zatrzymanych pojazdów? — Czy musimy jechać przez skrzyżowania ulic? — spytał Piotr. Rada była może i dobra. żeby wszystko wyglądało jak najbardziej groźnie. które zatrzymało się na skraju autostrady. Zaledwie cała trójka — to znaczy Piotr. jakiś wóz pędził z tak niezwykłą szybkością. — No dobrze — zgodził się Prezydent — pobiegajcie przez chwilę. Czyżby pogoń wpadła na ich trop? W istocie. ale policjant powiedział tak. Co prawda lwy broniły się bohatersko. To jest autostrada naokoło miasta. Jeden z nich biegał właśnie beztrosko po zielonej trawie z zerwanym kwiatkiem w pysku. bo przecież jeszcze musimy zdążyć na Kwiatową. Bardzo mu się podobała ta wyprawa i wcale nie miał ochoty zatrzymywać się. — Ale co będzie. 108 — Bardzo chętnie! — odpowiedzieli wszyscy. Najgorsze jednak było to. gdzie był mały ruch i prawie wcale nie było posterunków policyjnych. *t>»<:o -. że na szosie rozległy się naraz głośne sygnały samochodowe. jak teraz najbezpieczniej będzie dojechać na Kwiatową. Było to ogromne auto. a przez głośniki ktoś mówił grubym głosem: — Uwaga! Uwaga! Czerwone auto przebiega ulice miasta i zagraża bezpieczeństwu mieszkańców! A w aucie pełno jest okropnie drapieżnych lwów! Uwaga! Zatrzymać wóz! — Co teraz zrobimy? — spytał Prezydent. uszczęśliwione swobodą. że trzeba jechać przed siebie. a w aucie siedzą dwa lwy i okropnie ryczą! Lwy co prawda wcale nie ryczały. i zaczęły dla rozprostowania łap biegać najpierw w kółko. wyskoczyły z auta.. z którego natychmiast wyskoczyła Filo-mena ze swoim ogromnym parasolem. a drugi przewrócił się na grzbiet i machał wesoło łapami. gdy tylko odjechali. Alarm oczywiście poskutkował. — Trzeba je ratować! — krzyknęła Karolcia. gdy tymczasem niewidzialna trójka w aucie zastanawiała się. Potem załadowali je na wóz i wśród okrzyków Filomeny: „Do Zoo! Trzeba je zawieźć do Zoo!" — odjechali szybko w kierunku Ogrodu Zoologicznego. Natychmiast w całym mieście zaczęły wyć syreny. że są kamienne. gdy nadjechał pościg. które im porządnie zdrętwiały od tego ciągłego udawania. że rozbawione lwy nie zdążyły się ukryć. aby auto zatrzymało się na chwilę. a strażnicy przywieźli z sobą ogromną siatkę z niezmiernie grubych sznurów i właśnie w tę siatkę lwy 109 schwytali. jeśli złapią nas na skrzyżowaniu ulic.. Lwy nawet zaproponowały. szerokiej szosie. Był po prostu w rozpaczy. żeby mogły pobiegać trochę po trawie i rozprostować łapy.niA nn j<>. ale niedługo! Lwy. Zaczęła się walka — ale była to walka nierówna. a potem gonić się w ósemki. i znaleźli się na gładkiej. a potem musimy skręcić w lewo — radził Piotr. . że nadjeżdżało jakieś auto. gdyby nie to. — Chyba jest jakaś ulica. — Bardzo chętnie. • >. Po chwili jednak zeskoczył ze swego stanowiska i zaalarmował wszystkie posterunki: — Uwaga! Czerwone auto pędzi samo przez miasto! Nikogo nie ma przy kierownicy. Jeszcze parę ulic. ale były to przecież zupełnie małe lwy.-w. — To właśnie ta autostrada — zawołał Prezydent.

Były zrozpaczone i widocznie straciły . Gdy zatrzymali się w pobliżu zbiegowiska. Wreszcie na końcu ogrodu w pobliżu sadzawki. byli niewidzialni. W tym wypadku sprawa może się przewlec i nie wiem. proszę siadać przy kierownicy! — Ale dokąd mamy pojechać? i. tylko rozglądali się pilnie. — Czy nie możemy iść nieco wolniej? — A przez ten czas zamkną na zawsze nasze lwy! — denerwował się Piotr. jak wiadomo. które zresztą okazało się łagodne i cierpliwe. na których nie było widać jeźdźców. — To niemożliwe! — Musimy je uwolnić natychmiast — zdecydował Piotr — siadajmy do auta i jedźmy! Panie Prezydencie. — Biegnijmy tam — zakomenderował Piotr i puścili się pędem. I dodał z westchnieniem: — Nigdy nie lubiłem tej Filomeny. A zaś cała trójka — Prezydent. — Za rok?! — krzyknęła Karolcia.P' j f DZIWNE ZWIEŻĘ Czerwone auto cicho zatrzymało się przed bocznym wejściem do Ogrodu Zoologicznego. Mijali klatki z małpkami i rodziną niedźwiedzi. wymachując parasolem. Sami umieścili się na drugim wielbłądzie. Nie darmo byli niewidzialni. •». — Co wobec tego zrobimy? — zapytał Prezydent. Ale widać 111 było od razu. wóz Prezydenta stanie skromnie przy tym wejściu. Ale Prezydent w żadnym wypadku nie mógł za nimi nadążyć. czy potrafię — wyjąkał Prezydent. Karolcia i Piotr — i tak przecież wejdzie bez żadnego trudu. jak uratować i wyzwolić lwy. jak podskakiwała. i zastanawiali się. przez które wchodzili tylko pracownicy Zoo.'^' tf ' '" ' j * "t t . czy nie zauważą czegoś. ci. które dozorca puścił luzem. co by wskazywało na to. a my z Karolcia pojedziemy na tym drugim! — Nie wiem. który był ogromnie zadyszany.Zdaje się.v 4'l *"• *"**' <* '<»"" '»-*< *' "/»!«' f' j/*i . dobiegły ich piskliwe okrzyki Filomeny: — Trzeba te lwy zaraz zamknąć w klatce! Są ogromnie niebezpieczne! Uważajcie! I widać było. — Trochę już zapomniałem biegać — tłumaczył się z zawstydzeniem. — Pojedziemy tam na wielbłądach! Proszę wsiadać na pierwszego. ze aby nie zwracać uwagi. gdzie umieszczono ich przyjaciół. że musiałbym wystosować pismo do dyrekcji Ogrodu Zoologicznego. że ma ogromną ochotę przejechać się na wielbłądzie. Udało się im doskonale. ale nie wiedziałem. gdyż tłum zwiedzających przybywał zazwyczaj dopiero po południu.« U^H^. gdzie też mogą być ich lwy. Jednocześnie jednak żal mu się zrobiło Prezydenta. < łl t tl > n v *>* l . Obok przechodziły właśnie dwa wielbłądy. Siedziały już właśnie w wielkiej klatce. żeby trochę zażyły swobody. Trzeba było przede wszystkim zastanowić się nad tym. — A teraz jazda! — zakomenderował Piotr. — Już wiem! — krzyknął naraz Piotr. Tak bowiem zostało postanowione. że personel Zoo był w tej chwili zajęty oglądaniem dziwnej odmiany małych lwów przywiezionych przez Filome-nę! Nikt więc nie zwrócił uwagi na galopujące wielbłądy. w której mieszkały foki. — Jeszcze jak niedobra! — mruknęła Karolcia Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad charakterem Filomeny. że to taka niedobra czarownica. żeby kiedyś dosiąść takiego rumaka pustyni! — Na pewno pan potrafi — dodali mu odwagi Piotr i Karolcia i pomogli wgramolić się na grzbiet zwierzęcia. nie zważali na wrzaski w ptaszarni. Szli teraz jeszcze pustymi alejkami. — Przez całe życie o tym marzyłem. Nos znów miała wydłużony i mocno zaczerwieniony na czubku. Całe szczęście. czy prędzej jak za rok zdołamy je uwolnić! Był bardzo tym zmartwiony. » /> **f«4 — Do Zoo — odpowiedział Piotr. zauważyli podejrzany ruch. panie Prezydencie. "\*'-«}l i X .

miotającej się i rozzłoszczonej jak stado najgorszych tygrysów. że dyrektor Zoo i dozorcy pobiegli do słoni i fok. że żaden pomysł tu nie pomoże! — Poczekaj. Korzystając z tego kapucynki szybko otworzyły klatkę. które doskonale znają się na czarodziejskich historiach. ze względu na ich poprawne zachowanie. że małe małpki.. spróbuję — zgodziła się po chwili Karolcia. uczepiona jej prętów. W ten sposób Filomena została sama jedna przy klatce. Dwie z nich zeskoczyły z drzewa wprost na śmieszny kapelusz Filomeny i wsunęły go jej tak mocno na oczy. — Zobaczysz.. a potem. — Tylko jazda do roboty! Po małej chwili zaczęły rzeczywiście dziać się w Zoo najzupełniej dziwne rzeczy. po pierwsze. jak najszybciej. kim jest Filomena. bardzo śmiesznie kwiczą. razem z Prezydentem do auta. a tymczasem ty i pan Prezydent uwolnijcie lwy. siedzą na pobliskim drzewie i przyglądają się jej z zainteresowaniem. aby dłużej utrzymać uwagę dyrektora i dozorców. że to była zmowa. nie bójcie się! Przecież jesteśmy niewidzialni! Uciekajcie jak najprędzej! Wobec tego lwy razem z samym Prezydentem pobiegły w stronę bocznego wyjścia. Wepchnięcie jej teraz do pustej klatki było dziełem jednej chwili. wolno było pozostawać na swobodzie. a Karolcia i Piotr zajęli się Filomena. Ryk słoni zaniepokoił wszystkich pracowników Zoo. Czar bowiem niebieskiego koralika miał tę właściwość. Każdy się z łatwością domyślił.. Dyrektor teraz zupełnie nie wiedział. kapucynki. jak wiadomo. Po zamknięciu klatki Filomena zdołała wreszcie ściągnąć kapelusz i gdy . Karolcia pobiegła do słoni i namówiła je. — Zaraz to zrobimy! — oświadczył beztrosko Piotr. że to się uda! — zawołał Piotr z otuchą. — E. Tak dziwne. są bardzo mądre. Musimy przede wszystkim postarać się o to. podniosły trąby do góry i zaczęły po swojemu trąbić. Tego tylko było trzeba! Lewki szybko i zwinnie wymknęły się z niej. by ten cały tłum ludzi oddalił się od klatki. że nic nie widziała. — Biegnijcie zaraz. Nie ulegało wątpi i8 — Karolcia 113 ii wości. — Trzeba za wszelką cenę otworzyć klatkę — szepnęła Karolcia. boję się. małpki zaatakowały Filomenę. że Piotr zaczął się obawiać. przywiezionymi przez zwariowaną paniusię z parasolem. kim jest naprawdę Filomena. skakały z gałęzi na gałąź. którym. a my was dogonimy — rozkazał Piotr. i że natychmiast postanowiły dopomóc lwom oraz Karolci i Piotrowi. Bowiem ni stąd. a po drugie.-• n.nadzieję na uwolnienie. Jedna z nich.. które. że chociaż ktoś był niewidzialny dla ludzi. Ale na szczęście lwy i foki dostarczały im jeszcze dosyć zajęcia. a nawet i sam pan dyrektor Zoo. ni zowąd na wybiegu dla słoni wszystkie słonie ustawiły się rzędem. Zgodny chór słoni zagłuszył zupełnie w tej chwili okrzyki Filomeny.. Stało się to niemal błyskawicznie. Korzystając więc z tego. co robić. Nie zajmował się już małymi lewkami dziwnej rasy. — Mam doskonały pomysł. aby zachowywały się w ten sposób. wysłuchawszy dalszego ciągu planu Piotra. „A może słonie i foki niebezpiecznie zachorowały?" — pomyślał i zaraz kazał wezwać lekarza zwierząt. Usiłowała dosięgnąć lwów parasolem i wrzeszczała jakieś niemądre słowa. że wiedziały. czy teraz one nie ściągną na siebie uwagi dozorców. nigdy nic podobnego w życiu nie widzieli. — Ja postaram się jakoś odciągnąć ich uwagę. iż wcale nie zauważyła. 772 — No dobrze. I oczywiście słonie doskonale wiedziały. zachwycone tym pomysłem. piszcząc z uciechy tak przeraźliwie. że zgromadzeni przy klatce nowych lwów dozorcy. najpierw posłuchaj mojego planu. A była tym tak zajęta. zaczęła jak szalona fikać koziołki w wodzie. — A co będzie z wami? — martwiły się lwy. Kapucynki. W dodatku do ryku słoni przyłączyły swój głos foki.. Z dyrektorem na czele pobiegli natychmiast w tamtą stronę. to jednak był zupełnie widzialny dla zwierząt. «. — Damy sobie radę.

. t j. ale i ten pomysł był jak najzupełniej chybiony. co mi pan zawraca głowę — gadał dalej urzędnik. „„ — Uciekajmy teraz! — zawołała Karolcia. U < ' ! n "J •. Jednak to się jej nie udało. gdy czerwone auto zatrzymało się przed bramą ogrodu. gdyż był w tej chwili niezmiernie zajęty. — Nie ma rady. — Zabraniam. — Zaraz. M . że. zaraz — zaczął się zastanawiać Prezydent — zdaje mi się jednak. gdzie czekał na nich niewidzialny Prezydent z lwami. — E. Podbiegł do urzędnika z kluczem i powiedział bardzo grubym głosem: — Zabraniam panu zamykać ogród. przekreślił napisane tam słowo „lwy" i napisał znalezioną w kieszeni czerwoną kredką: dziwne zwieżę Potem. aby wyłamać kraty. gdyż znów przeraźliwie zawyły syreny. — Szkoda! — żałośnie westchnął Prezydent. która była zawieszona na klatce. — Uciekajmy! — wrzasnął wobec tego Piotr i czerwony wóz błyskawicznie ruszył z miejsca. — No. ^KJ > <n >r> 114 — Uciekajmy! — powtórzył Piotr. musisz nas teraz odczarować. bo mam prawo — zdenerwował się Prezydent. — Cóż znowu się stało? — zaniepokoił się Prezydent.1 1 VJ>? < r *• f * 0/i'*fA"i0o i/ aur • » ..W Ot. 4 e \ l . dosiedli znów wielbłądów i błyskawicznie znaleźli się przy bramie. że coś jest nie w porządku. A potem wskoczyła na zawieszoną w klatce suchą gałąź i zaczepiła się o nią nogami. Skakała więc tylko ze złości aż po sam wierzch klatki i rozczapierzała swe szponia-ste palce — wyglądała jak bardzo dziwny stwór. proszę pana. gdy właśnie jacyś dwaj urzędnicy ogromnym kluczem mieli zamiar zamknąć bramę ogrodu. Karolciu — oświadczył Piotr. Jak się pisze „zwierzę". Ale jeszcze przedtem na białej deseczce. że w tym napisie. Dopiero kiedy . panie Prezydencie — powiedziała Karolcia z łagodną perswazją. kiedy pan musi użyć swojej powagi i zabronić im zamknięcia bramy. zawyła dziko: — Ha! Nie ujdziecie mej pomście! — i rzuciła się. A przecież nie usłuchają niewidzialnego człowieka! — Kto wie? — zastanowił się Prezydent. Nos jej się przy tym znów ogromnie wydłużył. V i NARESZCIE W OGRODZIE! — To tu! — radośnie zawołała Karolcia. zrobiłem błąd. Klucz za nic w świecie nie chciał się przekręcić w dziurce. — Oto nadeszła chwila. a włosy miała rozczochrane i zjeżone. który zostawiłem na klatce z Filomeną. panie. Ciągle nie odwracał głowy i wcale nie wiedział. — Nie ma rady. z kim rozmawia. żegnani okrzykami kapucynek.. chwileczkę — zatrzymał go Piotr — zdaje mi się.spostrzegła. — Spróbujemy! — I szybko wyskoczył z auta. „ż" czy „rz"? — Zaraz. 775 — Zdaje mi się. Próbowała zresztą rozgryźć żelazne pręty.•« ń j. męcząc się z kluczem.. — A jakim prawem pan mi zabrania? — powiedział na to urzędnik. że jest uwięziona. nie odwracając głowy. Przybyli w ostatniej chwili. Ale nie zdążył dokończyć. to jedźmy! — zawołał na ich widok Prezydent i nacisnął starter. które tym razem przezornie ukryte były w bagażniku.

A potem odwrócił się do tego urzędnika od klucza i zwrócił mu łagodnie uwagę: — Proszę. — Już znaleźliśmy — odpowiedzieli na to z dumą Piotr i Karolcia. żeby ogrodu nie zamknęli! Widzicie? Naprawdę chcą zamknąć! Co to będzie? Gdzie się będziemy bawić! Wymyślcie coś. — I teraz już nie chodzi o naszą przyjemność. jak się zachować. to nie! Nic takiego się nie zdarzyło. że powinien pan obejrzeć ten ogród dokładniej — 118 doradził Piotr. mówisz? — zastanowił się Prezydent. że zawsze wie. Ale Piotr i Karolcia od razu wiedzieli. kiedy właśnie Piotr i Karolcia z wszelkimi honorami prowadzili samego Prezydenta do ogrodu. — A co mam teraz dalej zrobić? — spytał Piotra Prezydent. To jest właśnie pan Prezydent. — Nie bójcie się! — zawołali do dzieci. To chodźmy do ogrodu. znajdźcie na to radę. To dopiero była zabawa! Jeździło się na karuzeli i na kołobiegu! Huśtawki fruwały w górę. jeśli mam jakoś uratować ten wasz ogród. aby ogród pozostał otwarty. że jednak będziemy 117 musieli teraz zrezygnować z niewidzialności. Bo Leszek to jest taki. za nią Dorota. — I na poparcie swoich słów oraz wyrażenia wdzięczności lwom za ich wierność Karolcia po kolei pocałowała obydwa w rozczochrane łby. żeby sprawę ująć w swe ręce. żeby było jakoś poważnie i elegancko. — Pan pozwoli. co to za głosy. — Hm. zdawało się. — Tak jest. — Trochę szkoda. za . ale za to uszczęśliwione lwy. — Fajnie. 'u 119 r r — Czy można je pogłaskać? — zaryzykowała Dorota. że jesteście! Pomóżcie nam coś wymyślić. trochę pogniecione. — To są takie niezupełnie prawdziwe lwy. — Są naprawdę niezwykle łagodne i niezmiernie do nas przywiązane. są zupełnie nieduże. że chyba trzeba zrezygnować — przyznali z westchnieniem. chciałem powiedzieć: przyjemnie. I w tejże chwili usłyszeli dziki okrzyk radości. ale bez awantur! O. — A to co? — wszyscy się trochę przestraszyli. — Bardzo mi przyjemnie — odpowiedział na to pan Prezydent Miasta i podał mu rękę. co? — Więc stajemy się znów widzialni — uroczyście powtórzyła Karolcia — zrób to. o ogród dla dzieci z całej naszej dzielnicy.odwrócił się i nikogo przy sobie nie zobaczył. „•M— Myślę. ale musimy! — Ale pan Prezydent ma rację — poparł Prezydenta Piotr. zdziwił się porządnie. — Hm. że się przedstawię i podziękuję w imieniu wszystkich dzieci z naszych bloków — powiedział na to uroczyście Leszek. W tej sprawie wydam odpowiednie zarządzenie na piśmie. — Karolcia! Piotrek! Jak to dobrze. Jania nawet miała ochotę rozpłakać się. — Naturalnie! — zachęcała Karolcia. tylko o rzecz poważną. To cała banda dzieciaków z podwórza witała ich w ten sposób. to znaczy. — Zdaje mi się. Same się przekonacie. co to. — Zapomnieliśmy o naszych lwach! — zawołali i pobiegli co prędzej otworzyć bagażnik. to może warto obejrzeć. I w tej chwili. Karolciu? — Myślimy. — Niech pan tylko zobaczy. że sięgną nieba! Na zjeżdżalni był ruch bez przerwy. która zawsze była dość odważna. Wszyscy stali porządnie w kolejce! Karolcia stała za Agatą. — Właśnie. właśnie! Bardzo ładnie to powiedziałeś — Prezydent kiwał przytakująco głową. Jak myślicie? Co. — Sam pan Prezydent Miasta przyjechał. Teraz już wszyscy wyruszyli do ogrodu. jakie są miłe! I jak widzicie. panie Prezydencie Miasta — ukłonił się grzecznie urzędnik i zaraz sobie poszedł. ale to nie jest sposób załatwiania sprawy — szepnął do Piotra zatroskany Prezydent. z którego wydobyli obydwa. kochany koraliczku. — Ha! Trudno! Stajemy się znów widzialni. rozległ się żałosny ryk. jak tu fajnie. a to jest jego czerwony samochód.

«. żeby tam nie wiem co.Dorotą Leszek. i kierowany przez chłopczyka z sąsiedniego bloku. KORALICZKU! * ti. Ale chciałbym. i posadził go przy kierownicy. Stali tak. Ale właściwie dzieci już nie było. że niektóre rzeczy przestaną być takie. — Nie! Niech i to auto tu zostanie.v. żeby uroczyście raz na zawsze załatwić sprawę waszego ogrodu — powiedział na pożegnanie. jechał teraz szybko aleją ogrodu. więc stał na stopniu i odwróciwszy się w stronę Karolci i Piotra. odprowadziły go do auta. Racja! Niech zostaną lwami na karuzeli. 120 — Muszę być tam. Czy myślisz. — Muszę. — No to żegnajcie i bawcie się dobrze! — i Prezydent już. — Czy nie mogłybyśmy zostać teraz lwami drewnianymi na karuzeli? — spytały Prezydenta. — Niech wobec tego na pamiątkę tej całej historii i naszych wspólnych przygód zostaną tu te trochę zaczarowane lwy i trochę zaczarowany samochód. Piotr i wszystkie dzieci. Wśród tych wszystkich przygód zapomnieli zupełnie o tym. — Żegnajcie! — powtórzył pan Prezydent Miasta. Przeprowadziły zresztą poważną i zasadniczą rozmowę na ten temat z Karolcia. Zaczęły od tego. I że wolałyby dostać jakąś inną posadę. który mieszkał w sąsiednich blokach. że już jest okropnie późno i że zaraz zacznie się posiedzenie rady miejskiej. że jest możliwe — odpowiedziała po namyśle.V* t. żeby jeździły nim dzieci i żeby się wesoło przy tym bawiły. I Prezydent od razu się na to zgodził. że był honorowym gościem. kiedy naraz wyskoczył ze swego czerwonego auta. I wskoczył do przejeżdżającego właśnie autobusu. moi złoci! Sam pan Prezydent Miasta! Nie chciał opuścić żadnej kolejki! Tak mu się to podobało. Karołciu? — spytał. — Ty. r. A na karuzeli ile się wyjeździł! Ze względu na to. W takim ogrodzie.s* ^ '. Bo bardzo dziwne im się wydało. NIE BLEDNIJ. Chcę. bo pobiegły wszystkie za czerwonym samochodem. jeździł nawet trochę częściej niż wszyscy. rpt '-: ' Ł 'r. A potem spojrzał na zegarek i zaraz sobie przypomniał. że postanowiły stamtąd już nie schodzić. że się jada obiady. gdzie są różne zabawy dla dzieci. V. — To dobrze — ucieszył się pan Prezydent Miasta. A że autobus był bardzo przepełniony. za Leszkiem sam pan Prezydent Miasta! Tak jest! Tak jest. Ale najwięcej podobała im się karuzela. wytłumaczyć radnym. ja i Piotr wiemy. że to jest możliwe? — Myślę. żeby zostały trochę niezwykłe i t r o c h ę zaczarowane. uniósł jeszcze raz kapelusz i uśmiechnął się serdecznie. a obok usadowił Janie. Ale należało mu się to! Tak wszyscy w ogrodzie uchwalili. jak są w tej chwili. — Nie — powiedział. nie mogę! Muszę jeszcze ciągle być tym Prezydentem Miasta. za wszystkie czasy! — Sam bym tu chętnie przyjął jakąś posadę — powiedział kiwając głową — ale cóż. gdy naraz ktoś przy nich powiedział: — Czas na obiad. że istnieją takie rzeczy jak obiad. już miał nacisnąć starter. — Co sądzisz o tym. bardziej wesołą — właśnie na przykład w ogrodzie. To mówiąc ujął pod pachy pewnego małego chłopaczka. zapatrzeni w znikający w oddali autobus. A restaurację można zbudować trochę dalej! Prawda? — Prawda! — zgodzili się wszyscy. to znaczy zupełnie niezwkłe i zupełnie zaczarowane. który stał się naraz zupełnie mały. dzieci! — Na obiad? Na obiad? — powtórzyli. . razem z lwami. kiedy Karolcia. A oni odpowiedzieli mu skinieniem podniesionych rąk. Tak im się podobała. Piotrem i samym Prezydentem Miasta. Żegnajcie! Ukłonił się elegancko kapeluszem. To się dopiero wyjeżdżą. A lwy? Też we wszystkim brały udział. Tylko Karolcia i Piotr zostali przed bramą. że już nie mają ochoty być kamiennymi lwami i sterczeć przed Ratuszem. że ten ogród to niezmiernie ważna rzecz..

A Piotr? Może przyjdziesz do nas? — Dziękuję. — powiedziała Karolcia. co było. — Przyjdź! — zapraszał tatuś. czy to wszystko. — No to biegnijcie szybko do domu! Już naprawdę jest późno! Mama Karolci też się niepokoi. dzieci? O co chodzi? — Ee. t Ujął Karolcię za rękę i pędem pobiegli w stronę ich bloków. — Co ty.. Ale nie otrzymała już odpowiedzi od Piotra. Nie jest jeszcze zupełnie przezroczysty. Bo rzeczywiście było. nic takiego — wykrętnie mruknął Piotr. jak to było naprawdę. Ale co wam jest? Takie macie buzie rozpalone! Piotr. przyjdę po obiedzie — ukłonił się Piotr. to działo się naprawdę?. A Karolcia nawet zbladła z wrażenia. — Co wy tam znów się naradzacie. Dokładniej powiedziawszy — czarne. Tymczasem w domu ciotka Agata już czekała na wszystkich z obiadem i nawet sama nakryła do stołu. ale zaraz poprawiła się — to znaczy. gdyż w tej chwili spotkali tatusia. Tyle godzin nie pokazywałaś się. Szedł spiesznie do domu. Czy lwy. Nie wiadomo skąd — może to niechcący zrobił który z lwów. — Nie.. Koraliczek jest blady... w ręku trzymał gazetę. co się stało?! Zmęczyłaś się? — zaniepokoił się Piotr.. jakie masz czarne. prawda. Otwiera je ostrożnie. jeszcze się trochę niebieszczy — ale na ile tam tej niebieskości wystarczy? Może najwyżej na dwa życzenia? A może tylko na jedno bardzo ważne.. dzieci? — Tak! — szepnęli Piotr i Karolcia.. która stała obok nich — biegnijcie szybko. byłam w ogrodzie. — Koraliczku.. — I poszła szybko do łazienki. nie — pokręciła głową Karolcia. najbardzej tajemnicza tajemnica.... . a było tego biegania. — No. i duże. co tu robisz? Na pewno ciotka Agata już czeka na nas z obiadem. co ma o tym wszystkim myśleć. — Wyobrażam sobie. wyglądasz na bardzo zmęczonego! A Karol-cia tak samo! Co wyście dziś w tym ogrodzie robili? Pewno za dużo było biegania! Co? — Może troszkę za dużo — przyznał Piotr.. Piotr? Za kogo mnie masz? — szepnęła oburzona podobnym podejrzeniem Karolcia.— No. O koralicz-ku kochany! Trzeba teraz prawdzie spojrzeć prosto w oczy.. zobaczcie tylko tytuły: „Ogród dla dzieci będzie od jutra otwarty na zawsze! Sam Prezydent Miasta odwiedza ogród przy ulicy Kwiatowej. czas do domu — powtórzyła mama Piotra. A Piotr powiedział po cichu: — Już sam nie wiem. -«^*** łM-uj t< !i' 722 — No. — Czyżby. o jakie to bieganie naprawdę chodziło. ale już ciotka Agata puka do łazienki. a może było to 723 dzieło Filomeny? A koraliczek? Prawda. chociaż zazwyczaj należało to do obowiązków Karolci. Gdzie ty byłaś. i wołał do nich: — Karolciu. co was na pewno zainteresuje! — A co takiego? — zaniepokoili się. — Nikomu nic o tym wszystkim nie mów — syknął jeszcze Piotr do Karolci najciszej. Lwy na ulicach naszego miasta! W Zoo dzieją się dziwne rzeczy! Czy słonie zachorowały?! Nieznane zwierzę w klatce lwów!" To chyba dosyć niezwykłych rzeczy. tylko że mama wcale a wcale nie wiedziała. dzieci. jak mógł. — Tylko słuchaj. to wszystko. — Myj zaraz ręce! — zawołała swoim zwyczajem do Karolci. — Dziś w popołudniowej gazecie jest coś. jł Naraz Karolcia przystanęła. I poza tym była to święta. jak wygląda koraliczek w tej chwili?! Karolcia teraz szybko wyciera ręce i wyjmuje z kieszeni pudełeczko z koraliczkiem. Karolciu? — W Zoo. bo już wcale nie wiedziała. patrząc na Karolcię. Po prostu w ogrodzie. którą wesoło wymachiwał. aby uniknąć dalszych wypytywań. nie blednij! — prosi go cichutko Karolcia. Ręce były rzeczywiście porządnie brudne... Na prawej było zadrapanie. — Dobrze! Idziemy — zgodził się niechętnie Piotr..

wszyscy już zjedli i czekamy tylko na ciebie! Czy prosisz o kompot? Karolcia kręci przecząco głową. już teraz nie bardzo lubię — wyjąkała Karolcia. Karolcia od razu przestaje myśleć o tym. — Piszą o tym w gazecie. ale tylko troszeczkę zagniewana.. żeby mama wiedziała. słyszałam już na mieście.. — Nie chcesz kompotu? Kompotu z wiśni? Twojego ulubionego kompotu? — nie może się nadziwić mama. moje dziecko. I zaraz postanowiła. tej popołudniowej. ja już będę jadła ten kompot. ale to bardzo. że teraz musi być bardzo. ciociu! Idę. jakie będzie mógł spełnić koralik.. najzupełniej przezroczysty. tak. — Ja. raz nie chcesz. Ba. kiedy kto spóźnia się do stołu. zanim stanie się zupełnie.. I czy można było trzymając koralik w ręku prosić o kompot? Chyba jasne. No bo jakże 725 Karolcia mogła powiedzieć: „Proszę o kompot" — kiedy akurat w tej chwili lekkomyślnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej kora-liczek? A potem nie mogła w pomieszaniu do tej kieszeni trafić.. aby w ogrodzie zawsze były przedstawienia cyrkowe za darmo dla wszystkich dzieci? Albo 724 żeby mieć własne. ludzie mówili. toby się nie dziwiła. znienawidzona zupa jarzynowa! Gdyby tak zamiast jarzynowej była na talerzu na przykład zupa. wprost okropnie ostrożna. . — A może ona jest chora? Zdaje mi się. li/ . — Może chciałabym mieć na przykład taką lalkę z domu towarowego. chyba nie — uspokoił mamę tatuś. dopóki tam będzie przebywać Filomeną. Ty przecież lubisz chodzić do Zoo? — Nnnie. — Patrz.. Może ma gorączkę. Po prostu szaleli obydwoje z Piotrem w ogrodzie. Och! Wstrętna. — Jedz. nie jestem chora! — protestuje gwałtownie Karolcia. — postanawia. — Nie..— Karolciu! Proszę siadać do stołu. Podobno czasem wymienia się różne zwierzęta z zagranicą. Bo jedno niebaczne życzenie. albo może.. Wszyscy już siedzą przy stole i czekają na Karolcię. — Muszę się dobrze przedtem namyślić. Kiedy pomyślała. jaką zupę wolałaby od jarzynowej. — A właśnie. A właściwie najlepiej byłoby przed powzięciem tak ważnego postanowienia porozumieć się z Piotrem. no. trzeba się mieć na baczności. jeśli przypadkiem będzie wtedy trzymała koralik w ręku. i już przepadnie jedyna i ostatnia okazja spełnienia jakiegoś życzenia naprawdę wspaniałego.f i n >. — Idę już. Sprawa jest bardzo poważna. zamkniętą w klatce. Karolciu! — woła znów mama. Karolciu? Pójdziemy. że musiałaby raz jeszcze spotkać się z Filomeną.. że za nic na świecie nie pójdzie do Zoo. bo to już pewnie będzie jedyne i ostatnie życzenie. A na talerzu stygnie zupa.. — Zaraz idę! — woła Karolcia i postanawia. Karolciu! Co ci jest? Czy nie masz apetytu? — zdziwiła się mama. tf . nawet taką niby unieszkodliwioną. i że podobno działy się tam różne rzeczy. Może na przykład wymienią Filomenę na ślicznego niedźwiadka? Albo na żyrafę? — Jedz. — Aha! — przytaknął tatuś. Bo może by na przykład poprosić koraliczek. — Karolciu! Zupa stygnie! Oho.. Prawda. Ojej.. dreszcz ją przeszedł. — Ona jednak chyba jest chora. że zdążyła schować koralik do kieszeni. — Na pewno nie ma temperatury. — Nic nie rozumiem — dziwi się mama — raz chcesz. zobaczyć tego zwierzaka. Trzeba jednak koniecznie pogadać z Piotrem. Bo nie lubi. że ma bardzo czerwoną buzię. że podobno był dziś w ogrodzie sam Prezydent Miasta i że nie pozwolił na zamknięcie. że nie można było. czego bym chciała. małe auto? Trzeba koniecznie pomówić o tym z Piotrem. Tak. co się z tobą dzieje. Nie mam pojęcia. — E. Ale grunt. Chyba że już jej tam nie będzie. ciotka Agata jest już trochę. A o tym dziwnym zwierzęciu czytałaś? Trzeba będzie w najbliższą niedzielę pójść do Zoo.

j r >. — Trzeba przyznać. — Bo co się stało? — spytał Piotr najspokojniej w świecie. błękitnym koralikiem.. 727 — Pewnie. że nie wiadomo. Ale nie można było inaczej. w czyje ręce potem się dostanie! — Wobec tego musisz dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie. oczywiście. — Jak to: co? Musimy się naradzić.'»• . wesołym. ale widząc pełne oburzenia i pogardy spojrzenie Piotra. Po prostu po obiedzie jego mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny i mowy nie było o zobaczeniu się z nim. jak to: nad czym? Piotr! Ty chyba jeszcze śpisz?! A koralik? — wyszeptała Karolcia. ^ * •*.•" V . ja się okropnie boję. a poza tym. — A teraz chodzi mi o to. — Aha! No. że jeśli tak się zdarzy. Tylko rozumiesz. ( ŻEGNAJ. że tak naprawdę to zdaje się. KORALIKU! Z Piotrem jednak można było pogadać dopiero nazajutrz. bo pędem zbiegł ze schodów. że nie myślałam o tym poważnie. ze wczoraj prosiliśmy go o masę rzeczy. zupełnie jakby nie pamiętał o tym. o którą prosi .. — No pewnie — zgodził się Piotr. Jeszcze tylko wyżłopię mleko. W tym momencie Piotr wreszcie odzyskał przytomność i ożywił się. bo po małej chwili już był na podwórzu wyraźnie zaniepokojony — No i co? — zapytał zdyszany. Ale zaraz rano. To nie jest rzecz. — Duże czy małe? — Może nawet i na takie trochę większe. I wiesz.. A ten Piotr znów swoje: — A nad czym? — Jak to: nad czym. zaraz lecę. że nie możesz! Ale powiedz. to co? To zmarnuję życzenie i już o nic więcej nie będę mogła poprosić. Zejdź zaraz na podwórze. które byłoby bardzo potrzebne i ważne. gdzie jest moja szczotka do butów". Gdybyś tak na przykład powiedziała nieostrożnie: „Chciałabym wiedzieć. — Nic się nie stało — odpowiedziała Karolcia — ale może się stać. że nie można było inaczej — zgodziła się Karolcia. Karolcia zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo: — Muszę koniecznie jak najprędzej z tobą pomówić. tak jak na przykład powiedziała ciotka Agata z tymi ciastkami. czego mi żal? Że on przez takie moje jedno życzenie już przestanie być widocznym.t/ a v-s« ł \ \ ' \ 'b« * <ł<1«*. Trzeba się poważnie zastanowić. co się wydarzyło im wczoraj. że z powodu tego jednego jeszcze życzenia. co zrobimy z koralikiem. i jakby nie istniała jeszcze możliwość rzeczy niezwykłych. a stanie się niewidzialny. — Ale sam teraz rozumiesz. zaraz się poprawiła: — No. I widać żłopnął szybko.*«» . M . kiedy tylko można było wyrwać się na podwórze. jakie mogę powiedzieć koralikowi. | -j t& . dobra. czy on napraw de już jest taki blady?! — Jest.<. jest — westchnęła ze smutkiem właścicielka błękitnego koralika — jest zupełnie bledziutki. biedaczek. że będę trzymała akurat koralik w ręku i powiem byle co. — Myślałam co prawda o pewnej przepięknej lalce — zaczęła niepewnie Karolcia. Musimy się naradzić. — Pewnie. że niebiesko-ści koralika starczy na jedno tylko życzenie.. No. — A czy on już zrobił się zupełnie przezroczysty? — zaniepokoił się Piotr.K t & Ot f4*Vi % >'* 3 « * >•:. — Oczywiście. I zaraz by się to spełniło! — Ach! Nawet nie mów takich rzeczy! — zdenerwowała się Karolcia. że to byłaby szkoda. nie powinnam postępować lekkomyślnie.

że można. że mnie nie? Ale uwaga. A oni nie mają. że jedne są bardziej ważne. mój drogi. że tak niby nic dla siebie nie prosiłaś?. Ale czekaj! Dlaczego tak by nie miało być? Pritóeż to tylko od nas zależy. tak. Więc zaraz spróbuję. która wybiegła z sieni. jakby się cieszyła. Agasia. — A myślisz. co? — Kiedy książki można kupić — nieśmiało zauważyła Karolcia. którym są potrzebne o wiele ważniejsze rzeczy niż lalki? ^ 128 — Wiem — przyznała pokornie Karolcia — toteż dlatego chcę z tobą się naradzić. Jedna prośba do koraliczka. można. Każdego dziecka i każdego dorosłego. to potrzebne są buty na zimę. już! I Karolcia po raz ostatni położyła na dłoni koralik i szeptem wypowiedziała życzenie. — Jest — powiedziała bez wielkiego przekonania Karolcia. Toby było. — Jestem szczęśliwa! — wołała do wszystkich. Daję ci słowo! Tylko co by tu wymyślić? — Ojej! Też masz zmartwienie! A czy wiesz.. — No pewnie. Też ważna rzecz. Co ty na to? — To może ja poproszę o te buty? — zaofiarowała się Karolcia. A Dorota marzy. która mieszkała w sąsiednim bloku. Ja właściwie nawet tak bardzo nie chcę tej lalki. Piotr. Albo o jeszcze czym innym. które mieszkają nie w naszym bloku. że Leszek. od razu zaczęła skakać przez nową. Ciągle jęczy. Ale zaraz rozpogodziła się. Mogę się bez niej obejść. Weź taką panią Leśniewską z trzeciego. szło z powagą dziesięć . który tu mieszka. gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka. — Aha! — Widzisz! A znów Agasia. gdyby tak nagle wyzdrowiała. a drugie mniej. Naturalnie. zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa. Tak. a pani Leśniewska. Piotrek? — spytała naraz Karolcia. — Słuchaj. tylko nie śmiej się ze mnie. że to byłoby najlepsze. — Nic mnie już nie boli! Za panią Pieniążkową. moja droga. A potem zacisnęła mocno pięść. — Im są potrzebne buty. że bolą ją nogi i ręce. — Naprawdę? <b -' — No pewnie. — Można. o wrotkach. a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku. — Ojej. Taki ma reumatyzm. Pewnie. być może. Piotr? — Pewnie. Też mają swoje zmartwienia. — Patrz. Ja wiem. n — A nie będziesz żałowała. to ci powiem. Czy tylko koralik zechce to zrobić? Tak masowo! Dla wszystkich?! — Rzeczywiście — zasępiła się Karolcia.się koralik. — Ja? — Piotr zastanowił się przez chwilę i zaraz potem powiedział: — Ty. moja droga. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. śliczną skakankę. było na co patrzeć. tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać! Zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy.. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć. ale już ostatnia! •'* — No to co! Właśnie niech ta ostatnia taka będzie. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami. przestań. Agasia marzy o skakance. co się dzieje! — zawołał Piotr. — Właśnie! A takim jednym dzieciom. że musi być coś poważniejszego. Czy nie wiesz o tym. co by tu się działo. — A ty co byś chciał. przecież to nic nie szkodzi spróbować. tylko w sąsiednim. co? — Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było 9 — Karolcia 729 * w wspaniale. Więc już mówię życzenie — uwaga! — Strasznie mi serce bije w tej chwili — przyznał się Piotr. Co. Każdy ma jakieś marzenia. chciałby mieć na przykład rower? A nie może mieć. jak się ma pieniądze. jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. l * — Hm! Jedna. że jest okropnie dużo ludzi. Pomyśl. ale jeszcze innym potrzebne są na przykład książki. A rower jest ważniejszy niż lalka. Albo dorośli. sama chyba przyznasz. bo jego rodziców nie stać na kupno roweru. ta z trzeciego piętra. Ona na pewno chciałaby być zdrowa.

zawieszają nową. Zaraz. — Nie wiem. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu. Oto Sokole Oko. — Widzisz? Pewnie marzył właśnie o tym. — Co oni będą robić? — zdziwiła się Karolcia. — Czy można płakać z radości? — spytała wreszcie Piotra. że aż miała ochotę rozpłakać się. — Witaj. A pan Grzybek zszedł z trzeciego piętra. że spływa po twarzyczce jakaś gorąca 133 . że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu. co tam jest napisane? Aha. ubrany w piękny frak i kłaniał się wszystkim wokoło. a w rękach trzymali tomahawki. Wreszcie doszło do tego. pan Grzybek. jak wszyscy wiedzieli. gdyż. tak ładnie. ze skrzypcami w ręku.. — Mieszka tu na trzecim piętrze. Naraz z jednego z mieszkań rozległy się dźwięki skrzypiec — ktoś grał bardzo ładnie. — Witaj. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek. że można — odpowiedział też takim trochę dziwnym głosem. Karolciu? Tu teraz mieszkają ludzie szczęśliwi. — Witajcie w moim wigwamie — odpowiedział na to najzwyczajniej w świecie Piotr i zaraz zwrócił się do Karolci: — Pozwól. — Zdaje mi się. Zadowolona jesteś? — No pewnie! — powiedziała Karolcia. w których mieli wspaniałe pióra. na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa.. dzielny nasz przyjacielu — powiedzieli u-przejmie. Nie trwało to jednak długo. kiedy zjawiły się na podwórzu nowe. gdyż już po chwili zajechał na podwórze wóz radiowy i auta z dziennikarzami. Płocha Sarenko — ukłonił się uprzejmie Wielki Wódz Sokole Oko i podał Karolci rękę. a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. Pan Grzybek był urzędnikiem na poczcie i nikt nie słyszał o tym. żeby być najsławniejszym skrzypkiem na świecie — szepnął Piotr do Karolci. aby miał być najznakomitszym skrzypkiem na świecie. ale niezmiernie szczęśliwa. Ależ tak. Pod numerem siedemnastym mieszkał. zawsze chciała 130 mieć co najmniej tyle białych kocurów. Ale żeby był artystą? Nikt nie przypuszczał. — Teraz rozumiem! — zawołała Karolcia — to było twoje skryte marzenie! — Tak — wyznał Piotr ze skruchą. Co prawda grał czasem wieczorami cichutko i nieśmiało.białych kotów. — Prosimy zrobić miejsce! Będziemy zaraz nakręcać film z mistrzem Grzybkiem — wołali tymczasem filmowcy. już widzę: „Szczęśliwy Zaułek". Ale już więcej nic nie mówiła. — zaczęła Karolcia. bo było jej tak dziwnie. 131 wiedzieli. — Widzisz? Zdejmują starą tabliczkę. ale mam takie jakby ściśnięte gardło. Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki. którzy też nadjechali ze swoim wozem. dziwnie wyglądające postacie. a mama Karolci przybiegła zdyszana. że ci przedstawię najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów. jak wyznała. wspaniały. wołając. Ale nie było czasu na dalsze wyjaśnienia. — A ja. Ledwie jednak zdążył to powiedzieć. bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej 132 i weselej. — Cicho! Zaraz zobaczymy — mruknął Piotr. blady i wzruszony. że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały. a tatuś Karolci zajechał najniespo-dziewaniej w świecie na nowym skuterze. — Przyjechaliśmy robić wywiad z najsłynniejszym skrzypkiem na świecie — poi. tylko poczuła. które zawsze chciała mieć.v«< »>/ M. I już nie mogła więcej mówić. Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze. Tylko że tego dnia nic nikogo nie dziwiło! Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach. że wszyscy umilkli zasłuchani. mieszkania siedemnaście. Podeszli • zaraz do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie. co było jej największym marzeniem. co się stało. Widzisz? Widzisz.

.................. 26 O CIOCIU AGATO!....... Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy.............. 81 KAMIENNE LWY!..... Otworzyła więc dłoń. 94 RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE............ ale już nic nie znaleźli..... A może znajdzie go ktoś inny..................... aby go poszukać........... że koralik na nowo jaśniejący swą błękitną barwą wróci do Karolci i Piotra i że znów spotkają ich niezwykłe przygody................................ czy to koralik........ 5 NOWINA. BO CO BĘDZIE DALEJ?......... aby ją otrzeć....................... i w tej chwili przypomniała sobie.......127 .. 101 STOP' ZATRZYMAĆ WÓZ'... Może które z was? Nigdy nic nie wiadomo i wszystko jest możliwe. czy może Karolcina łza? A potem przezroczysta kropla stoczyła się z ręki na trawę..................... że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik........... I nie było wiadomo.. już nie błękitniał............................................ 36 HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY!.................... 117 NIE BLEDNIJ............................. 87 PANIE PREZYDENCIE MIASTA!...... KORALIKU! . 50 CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU............ 23 GDZIE JEST KORALIK?...... 107 DZIWNE ZWIEZĘ...r w kropla... — Koraliczku! — szepnęła Karolcia... 66 UWAGA.. 57 W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY. 111 NARESZCIE W OGRODZIE!. ale już go tam nie było........... A również może tak się zdarzyć. 16 CO BYŁO DALEJ................................ że jeszcze go kiedyś odnajdą....... 7 ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE................... A może te przygody czekają na kogoś z was? Trzeba tylko umieć znaleźć błękitny koralik...........„ ....... 72 CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY.................... Być może............. Podniosła rękę..... „' Mb " SPIS TREŚCI DZIEŃ DOBRY!..... KORALICZKU! .......... 122 ZEGNAJ... I zaraz obydwoje z Piotrem przyklękli...... 43 LEPSZE I GORSZE POMYSŁY .......... 9 TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU......... 31 AUTOBUS I INNE RZECZY.......

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful