MARIA KRUGER Karolcia Siedmioróg Ilustrowała Halina Bielińska LEKTURA DLA KLASY II SZKOŁY PODSTAWOWEJ Wydawnictwo Siedmioróg ul.

Świątnicka 7,52-018 Wrocław Księgarnia wysyłkowa Wydawnictwa Siedmioróg WWW.SiEDMIOROG.PL Wrocław 2002 Dzień dobry! Zaczyna się opowiadanie o przygodach dziewczynki, która miała na imię Karolcia, i o przygodach chłopca, imieniem Piotr. To, co im się przydarzyło, może się właściwie przydarzyć każdemu. Każdemu, kto... Sami zresztą się o tym przekonacie. Ale najpierw musicie poznać Karolcię. ! NOWINAKiedy zaczyna się to opowiadanie, Karolcia ma osiem lat i osiem miesięcy. Jak wygląda Karolcia? Nie jest bardzo duża, nie. Mama trochę się tym martwi, bo mamy zawsze chcą, żeby dzieci były wysokie i żeby wszyscy kręcili z podziwu głowami, mówiąc: Naprawdę? Osiem lat? A wygląda na dziesięć! A Karolcia wygląda akurat na tyle, ile ma — ale na pewno jeszcze urośnie. Urosną też jeszcze na pewno i Karolcine włosy jasne, związane w kitkę. Taka kitka związana ładną wstążką zupełnie porządnie wygląda, zwłaszcza że grzywka, która spada na Karolcine czoło, jest równiutko przycięta. Wiecie więc już, jak Karolcia jest uczesana — teraz jeszcze powiemy, że ma okrągłą buzię i trochę wystającą bródkę. A oczy ma takie kocie •— duże, okrągłe i zielonkawe. Tak wygląda Karolcia. Poza tym należy dodać, że Karolcia jest jedynaczką, to znaczy, że nie ma ani brata, ani siostry. Ma tylko mamusię i tatusia, i ciotkę Agatę, która jest grubiutka i zawsze się tym martwi, że wszyscy w domu za mało jedzą. Można też jeszcze powiedzieć, że Karolcia za parę dni otrzyma świadectwo szkolne, w którym będzie napisane, że przechodzi do klasy trzeciej. W tej chwili, kiedy spotkaliśmy Karolcię biegnącą do domu, ona sama jeszcze nic nie wiedziała o rzeczach niezwykłych, które się jej przytrafią. Ale to bardzo często tak bywa — nie wiemy, co nas czeka nawet w najbliższej przyszłości. Wszystko zaczęło się od tego, że tatuś przyszedł na obiad z nowiną o przeprowadzce. Oczywiście jest to nowina nie byle jaka — /miana mieszkania. Cała rodzina miała się przeprowadzić do pięknego mieszkania w nowym domu. Miało to być mieszkanie nie tylko ładniejsze, ale i większe, i z balkonem. Wszyscy bardzo ucieszyli się tą nowiną i od razu zostało ustalone, że przeprowadzka odbędzie się za tydzień i że trzeba już zabierać się do pakowania rzeczy. Poza tym mama i tatuś postanowili, że natychmiast po obiedzie pojadą obejrzeć to nowe mieszkanie, a Karolcia z nimi nie pojedzie, ponieważ ma dużo lekcji do odrobienia. Oczywiście nie było to najprzyjemniejsze — bo Karolcia wolałaby zobaczyć to mieszkanie z balkonem zamiast uczyć się tabliczki mnożenia, ale trudno. Karolcia już się nieraz przekonała, że nie zawsze robi się same przyjemne rzeczy. To wszystko wydarzyło się tego dnia, kiedy spotkaliśmy Karolcię. A potem, już w następnych dniach, było tylko pakowanie i pakowanie. Wszyscy byli ogromnie zajęci i przejęci przeprowadzką. Karolcia również była zajęta — musiała przecież w jednej ze skrzyń przywiezionych z takiego biura, które załatwia przeprowadzki, ułożyć swoje książki i zabawki. Tatuś co prawda trochę się skrzywił, gdy zobaczył, że Karolcia wkłada do skrzyni starannie zawiniętą w chusteczkę Ewelinkę, tę najbardziej biedną z lalek — zupełnie prawie wyłysiała, ale Karolcia spojrzała na tatusia tak błagalnie, że dał spokój wszelkim wymówkom. Zwłaszcza że mama powiedziała: „Niech zabierze tę biedną Ewelinkę. Jest do niej bardzo przywiązana".

I w ten sposób nadszedł dzień przeprowadzki na nowe mieszkanie. Teraz trzeba by tylko jeszcze powiedzieć coś o tym właśnie mieszkaniu. Otóż mieściło się ono w nowych — i jak tatuś zapewniał — niezwykle ładnych blokach mieszkalnych przy ulicy Kwiatowej. Dom ma numer dwadzieścia. A mieszkanie siedem. I mieszkanie jest na pierwszym piętrze. Z balkonem. Tak, to zapowiadało się zupełnie dobrze. Tak dobrze, że Karolcia już nie mogła doczekać się dnia przeprowadzki. I nawet w kalendarzu na tej kartce, która oznaczała ten ważny dzień, narysowała czerwony kwiatek. Jakoż dzień ten w końcu nadszedł. I okazał się dniem nie tylko tak ważnym, jak to Karolcia przypuszczała, ale jeszcze ważniejszym. Naprawdę zupełnie niezwykłym. . .».- , -*~ , .,,,, ,,M\ ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE Właściwie wszystko zaczęło się zupełnie zwyczajnie. Tak jak zawsze w dniu przeprowadzki. To znaczy, że tego dnia wszyscy wstali o wiele wcześniej niż zwykle, śniadanie zjadło się szybko i nikt nie pilnował Karolci, żeby wypiła mleko, a potem zaraz przyszli mężczyźni w niebieskich kombinezonach i zaczęli wynosić skrzynie z książkami i innymi rzeczami oraz meble. Wtedy najpierw okazało się, że ściana w tym miejscu, gdzie stała szafa z książkami, jest o wiele jaśniejsza niż reszta ściany, potem okazało się, że za starym koszem, w którym były różne niepotrzebne ścinki materiałów i nie noszone suknie mamy, myszki zrobiły sobie małe, śmieszne, szare gniazdko, teraz zresztą zupełnie puste, i że wreszcie w szparze podłogi, gdzie stał dawniej kredens, niebieszczy się niebieski, podłużny jak fasolka koralik. Zupełnie nie było wiadomo, skąd się tam wziął, gdyż ani Karol-cia, ani mama, ani ciotka Agata nigdy nie miały takich koralików. Karolcia chciała koniecznie ten koralik wydłubać ze szpary, bo wydał się jej bardzo ładny, ale zaraz o tym zapomniała, bo jak to zawsze przy przeprowadzce — na nic nie ma czasu: wszyscy się śpieszą /upełnie nie wiadomo dlaczego, są zdenerwowani i wołają: „Karol-ciu, nie przeszkadzaj!" Przypomniała sobie o tym koraliku dopiero wtedy, kiedy okazało się, że ma pojechać do nowego mieszkania taksówką razem z ciotką Agatą i że ta taksówka już czeka przed domem. Nie zważając więc na pełne oburzenia okrzyki ciotki Agaty, zawróciła z podwórka i wpadła do zupełnie już pustego pokoju, w którym podłoga pokryta była podartymi papierami, słomą od pakowania szkła i kurzem. Rozejrzała się niespokojnie, ale zaraz odetchnęła z ulgą — koralik niebieszczył się w pełnej kurzu szparze podłogi. Po prostu można by powiedzieć, że jaśniał jakimś przedziwnie pięknym blaskiem. Wydał się teraz Karolci jeszcze ładniejszy niż przedtem. Przyklękła i szybko, przy pomocy jakiejś drzazgi, która leżała w pobliżu, wydobyła koralik ze szpary. — Karolciu! — rozległ się rozpaczliwy, rozdzierający okrzyk ciotki Agaty. — Idę! Już idę! — odpowiedziała Karolcia i zbiegła ze schodów. Koralik mocno ściskała w dłoni, bo bała się go zgubić. I mimo że ciotka Agata bardzo gniewała się o to, jak powiedziała, „bieganie nie wiadomo po co" — Karolcia była ogromnie szczęśliwa. W zaciśniętej dłoni czuła podłużny, twardy kształt koralika. — Na litość boską! Prędzej! — wołała tymczasem ciotka. — Musimy zaraz jechać na Kwiatową. Proszę pana — zwróciła się do szofera taksówki — niech pan nas zawiezie na Kwiatową numer dwadzieścia! Tylko możliwie szybko! Szofer taksówki odwrócił się, mrugnął porozumiewawczo do Karolci, sprawdził, czy drzwiczki są dobrze zamknięte, i oświadczył pogodnie: — No, to jedziemy! Ba! Dobrze to powiedzieć: jedziemy! Ale jechać, jak się okazuje, jest o wiele trudniej. Zupełnie jakby wszystkie taksówki i autobusy, i samochody ciężarowe, i tramwaje, i trolejbusy umówiły się, że akurat spotkają się na jezdni o tej godzinie! Taki był tłok wszelkich pojazdów. — Cóż za korek! — narzekał kierowca. — Ani rusz nie można się przepchnąć! Teraz taka pora, że najwięcej jeżdżą! Ba, żeby to tak moja taksoweczka mogła pofrunąć, tobyśmy dopiero szybko zajechali na Kwiatową, co, córeczko? I odwrócił się do Karolci. — Pewnie że to byłoby dobrze — grzecznie przytaknęła Karolcia — ja też bym chciała, żeby mogła fruwać! ,„, W tejże chwili Karolcia uczuła jakby lekkie szarpnięcie i ze

W /clumieniem zauważyła, że taksówka powoli zaczęła unosić się ponad ulicą, ponad stłoczonymi autami i sunącymi po szynach tramwajami, przeskoczyła nawet lekko nad dachami domów. Karolcia spojrzała na ciotkę Agatę — co też ciotka Agata o tym myśli? Ale ciotka drzemała i kiwała się miękko i rozkosznie w takt lekkich podskoków fruwającej taksówki. Wobec tego Karolcia zwróciła się do kierowcy: — Proszę pana! Ale kierowca tylko obejrzał się, uśmiechnął porozumiewawczo i mruknął: — Dobra jest! Właśnie zgrabnie ominął wieżę ratuszową i skręcił ponad dachem jakiegoś wysokiego domu. — Ależ to jest ten wielki dom towarowy — zdziwiła się Karolcia. Kierowca zgodnie skinął głową i zapytał uprzejmie: — Czy masz ochotę tu wstąpić? Jeśli chcesz, możemy zatrzymać się na chwilę. — Och! Ooooooczywiście... — wyjąkała Karolcia — ale czy to będzie możliwe? QL 11 — Naturalnie, zupełnie możliwe — zapewnił kierowca. Karolcia spojrzała niespokojnie na ciotkę, która właśnie obudziła się. — Zdaje się, że macie ochotę zawadzić o dom towarowy? — zauważyła pogodnie. Po czym dodała ochoczo: — Ja też chętnie tu zajrzę! Chciałabym kupić sobie kapelusz! Wobec tego zatrzymamy się na wysokości trzeciego piętra. To będzie najwygodniej — zdecydował kierowca. — Będę panu niezmiernie wdzięczna — odpowiedziała grzecznie ciotka Agata — właśnie marzę o kapeluszu z fiołkami! Ledwie to powiedziała, taksówka zawisła na wysokości trzeciego piętra i zgrabnie wjechała do wnętrza przez otwarte, wielkie okno. Nikogo to jakoś nie zdziwiło. — Podjechałem tak, aby było wygodniej — kierowca był bardzo z siebie zadowolony. — Poczekam tu. — Chciałabym tylko zobaczyć pokoik dla lalki — wyjaśniła Karolcia, gdy tymczasem ciotka Agata wylądowała już przy ladzie z kapeluszami i przymierzała wszystkie po kolei. Pokoiki dla lalek — w dziale zabawek — były niezwykle piękne. Zwłaszcza jeden z różowymi mebelkami był po prostu prześliczny! — Czy chcesz coś kupić? — spytała jedna ze sprzedających. — Kup ten różowy pokoik dla lalek. Widzisz? Ma elektryczne oświetlenie. A przy pokoiku jest łazienka. Kup ten pokoik. Albo może wolisz tę lalkę? Patrz, jakie ma wspaniałe włosy. Można je nie tylko czesać, ale i myć. Przyjemnie byłoby mieć lalkę, której można umyć głowę, prawda? — Prawda — szepnęła zachwycona Karolcia. A* — No, więc kup sobie coś z tych zabawek. — Kiedy nie mam pieniędzy — wyznała z zawstydzeniem Karolcia. — Och — sprzedająca machnęła ręką i uśmiechnęła się dziwnie — pieniądze wcale nie są potrzebne. Wystarczy, jeśli mi po prostu dasz ten niebieski koralik, który dziś znalazłaś... y, 12 Karolcia dopiero teraz przypomniała sobie o koraliku. Skąd ta pani wie o nim?... Pełna zdumienia sięgnęła do kieszeni, gdzie go wsunęła, gdy w tej chwili podbiegł do niej kierowca taksówki. Ku wielkiemu zdziwieniu Karolci krzyknął srogo do sprzedającej: — Co, chciałabyś zdobyć koralik, prawda? Ale to ci się nie uda! O nie! Ja cię znam! A potem chwycił mocno Karolcię za rękę i pociągnął za sobą. — Musimy zaraz stąd odjechać! Oj, Karolciu — pokiwał głową — jak można być tak lekkomyślną! Miałem wrażenie, że gotowa jesteś oddać swój niebieski koralik Filomenie. — Filomenie? — zdumiała się Karolcia. — Kto to jest? — Jak to, nie wiesz? — kierowca zdenerwował się ogromnie.

— Nie wiesz, że to jest najbardziej chytra z czarownic? Znam ją, moja droga! Ja też, kiedy byłem małym chłopaczkiem, miałem... niebieski koralik. I też taka sama Filomena, kropka w kropkę podobna, chciała mi go zabrać... Uciekajmy! — krzyknął naraz. Biegł leraz szybko, ciągnąc Karolcię za sobą. Po drodze zawadzili o dział kapeluszy damskich, przy którym ciotka Agata z rozmarzonym wyrazem twarzy przymierzała właśnie trochę śmieszny kapelusik z fiołkami. — Nie mamy ani chwili do stracenia! — powiedział do ciotki kierowca i nie czekając, co na to odpowie, chwycił ją za rękę. Motor taksówki warczał niecierpliwie, gdy wszyscy troje znaleźli się już w jej wnętrzu. — Ruszamy do domu! — zawołał kierowca. — Uciekajmy! Hilomena nas goni! — To jest czarownica, ciociu! — wyjaśniła spiesznie Karolcia. Rzeczywiście! Od strony lady z zabawkami biegła z rozwianym włosem Filomena. Dopiero teraz Karolcia zauważyła, że ma bardzo długi, spiczasty nos, trochę podobny do bocianiego dzioba. Wyciągała w stronę Karolci szponiaste ręce i coś wołała. Ale nie wiadomo co, gdyż w domu towarowym jak zawsze panował ogromny hałas i nie można było dosłyszeć niczyjego głosu. Na szczęście Filomena biegła na próżno, gdyż taksówka już szybowała znów ponad ulicami. Karol13 cia koniecznie chciała dowiedzieć się od kierowcy czegoś więcej o tej Filomenie i o koraliku, ale niestety przeszkodziła jej w tym ciotka Agata. Zachwycona swoim kapelusikiem z fiołkami przeglądała się ciągle w lusterku i żądała, aby Karolcia i kierowca podziwiali jej elegancję, zwłaszcza przypięte do kapelusika kwiatki. — Ależ one są świeże i pachną! — zauważyła ze zdumieniem Karolcia. Ciotka Agata nie traktowała jednak tego faktu jako czegoś nadzwyczajnego, tylko po prostu uśmiechała się i nuciła jakąś piosenkę. Naraz taksówka silnie szarpnęła. — Co się stało? — zdziwiła się Karolcia. — Przyjechaliśmy już na miejsce — powiedział kierowca — oto ulica Kwiatowa numer dwadzieścia, tak jak panie sobie życzyły. Należy się dziewięć złotych i dwadzieścia groszy. ,. WlM ( t., 14 Ciotka Agata zaraz zaczęła szperać w swojej dużej torbie i szukać diobnych, a kiedy już zapłaciła, szybko wygramoliła się z taksówki. — Prędzej, prędzej, Karolciu! Mama i tatuś już na pewno czekają na nas! Karolcia chciała jeszcze koniecznie porozmawiać z kierowcą, ale gdzie tam! Ciotka Agata schwyciła co prędzej Karolcię za rękę i pociągnęła ją w stronę nowego domu. Karolcia zdążyła tylko jeszcze odwrócić głowę w stronę taksówkarza. Uśmiechnął się do niej i kiwnął głową na pożegnanie, po czym odjechał. — Musimy poszukać teraz tego naszego mieszkania — mruczała tymczasem ciotka — zaraz, zaraz, mieszkania siedem, to chyba będzie tu! O, jest nawet dzwonek. — I ciotka Agata energicznie nacisnęła guziczek. Po krótkiej chwili w otwartych drzwiach ukazała się mama. — O, jesteście nareszcie! Cóżeście tak długo jechały? Karolcia już miała zamiar opowiedzieć coś niecoś o niezwykłej jeździe i wytłumaczyć jakoś tę wizytę w domu towarowym, gdy ciotka Agata jak gdyby nigdy nic powiedziała: — Jak to: długo? Taksówka jechała jak szalona. — Ale cóż to, Agatko? Masz jakiś nowy kapelusz? — zdziwiła się mama. — A te kwiatki przy nim? Przecież to żywe fiołki, tylko /e już zwiędły. — Nie mam pojęcia, skąd ten kapelusz wziął się na mojej głowie — wyznała z ogromnym zdumieniem ciotka. \ .. -V , ! TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU •y/U Na nowym mieszkaniu jest zupełnie przyjemnie. Można by nawet powiedzieć, że bardzo przyjemnie. Przede wszystkim jest większe od dawnego i ma, jak już było powiedziane, duże okno i balkon, które wychodzą na ulicę, i dwa okna, które wychodzą na podwórze — to znaczy na ładne, rozległe trawniki, na których są

klomby z kwiatkami i przy których stoją ławeczki. A przez to okno i przez balkon, który wychodzi na ulicę, można widzieć wszystko, co się na niej dzieje. Nie jest to taka najbardziej ruchliwa ulica, ale w każdym razie jest zawsze na niej sporo przechodniów, a poza tym przejeżdża autobus, przystanek zaś znajduje się prawie pod samym balkonem. Więc jak z tego widać — mieszkanie to posiada sporo zalet, zwłaszcza jeśli się doda, że ma również piękną łazienkę, w której Karolcia starannie i często myje ręce. Gdyż nie ma nic przyjemniejszego nad robienie piany z mydła i spłukiwanie jej. Mówiąc o zaletach mieszkania, nie wolno też pominąć tak ważnej rzeczy jak sąsiedztwo. Otóż zarówno w domu, w którym mieszka Karolcia, jak i w sąsiednich, przylegających blokach nie brak jest dzieci. Naturalnie że nie o wszystkich będziemy tu mówić, ale tylko o tych, z którymi Karolcia zawarła znajomość. Chyba więc zaczniemy od najbliższych sąsiadów. Takich najbliższych to jest troje. Z tej trójki przede wszystkim należy wymienić Piotra. Piotr mieszka na drugim piętrze, tuż nad Karolcia. Mimo że jest chłopcem, i to o pół roku starszym od Karolci, i przeszedł już nawet do czwartej klasy — bardzo się z Karolcia zaprzyjaźnił. Aby coś jeszcze więcej było o nim wiadomo — powiemy, że jest od Karolci wyższy, ma 16 jasne włosy, interesuje się geografią oraz bardzo lubi czytać. Drugim takim sąsiadem, z któ-lyin Karolcia zawarła przyjaźń, )csl Leszek. Leszek mieszka na drugim piętrze, po przeciwnej stronie klatki schodowej, i ma bardzo miłą siostrzyczkę. Sio-Ktr/yczka nazywa się Jania i jeszcze nawet nie chodzi do /koły; dopiero po wakacjach i)i,-dzie chodziła do pierwszej l l.isy. Tak więc się składa, że \\ najbliższym sąsiedztwie mie-/kają chłopcy. Dziewczynki, którymi Karolcia też trochę się pi/yjaźni i bawi — mieszkają w sąsiednich blokach; tam równie/ mieszkają chłopcy, ale tacy niezbyt sympatyczni. A jeśli chodzi o dziewczynki, to jedna L nich nazywa się Dorota, ma czarne warkocze i jest trochę Blarsza od Karolci, a druga nazywa się Agasia, ma włosy zwią-.nic na czubku głowy w koński • >"<>n i ma akurat tyle lat, ile ma i.arolcia. Obydwie bardzo lubią i.iwać przed wystawą wielkiego l lepu z zabawkami po przeciw-iii1) stronie ulicy i opowiadać, co k lora chciałaby mieć. Zdaje się, że należałoby też wspomnieć i o pewnych sąsiaKmolcia 17 dach, takich dalszych. Są to dwaj chłopcy. Karolcia nie lubi ich, ponieważ ją przezywają. Ale najgorsze jest to, że naprawdę, ale to naprawdę napadają na inne dzieci. Ci chłopcy to są dwaj bracia — jeden nazywa się Waldek, a drugi Robert. To byłoby wszystko o sąsiadach. Teraz należałoby jeszcze dodać, że od kilku dni ktoś jeszcze przybył do rodziny Karolci — jest to nieduży kotek, szary z białą mordką i różowym nosem, bardzo wąsaty i zawsze chętny do zabawy. Kotek nazywa się Gracja. Tak go nazwała ciotka Agata, zaznaczając przy tym, że jest to właściwie kotka, która na pewno ciągle będzie miała kocięta. Ale na razie przepowiednie ciotki Agaty nie sprawdzają się. Gracja jest jeszcze przecież sama kocim dzieckiem. Gracja lubi o zmroku przebiegać w dzikich susach przez wszystkie pokoje, a w dzień chętnie siedzi na oknie lub balkonie i stamtąd obserwuje biegającego po podwórzu, nieco krzykliwego, psa pani dozorczyni. Pies jest nieduży, bardzo gruby, ma wesoło zakręcony ogonek i nazywa się Nero. Jeśli Nero jest już zbyt hałaśliwy, Gracja podnosi się, wygina grzbiet i otwierając szeroko różowy pyszczek prycha i mówi coś w rodzaju: „Hiii", co zresztą również przypomina syk węża. W tej chwili to jednak nie jest najważniejsze. Najważniejszy był pewien deszczowy dzień — jeden z takich dni, kiedy na świecie jest bardzo nieprzyjemnie. Niebo było szare i tak było ciemno, że rano, mimo że to lato, zapalono światło. Deszcz padał drobniutki, ale na ulicy robiły się już spore kałuże. — Nie ma bułek — zauważyła zaraz z samego rana krzątająca się w kuchni ciotka Agata. — Ale nie wiem, czy można posłać Karolcię, bo deszcz pada. Żeby znów bardzo nie zmokła. Mama i tatuś szykowali się do wyjścia i jak zawsze śpieszyli się. — Oczywiście, że Karolcia może pójść po bułki! — zawołała z łazienki mama. —

to ty!. W końcu wyglądał j Juk spora bańka mydlana.. Patrz uważnie! • ^ 4? 20 Teraz zaczęły się dziać rzeczy dziwne. Dziś. cóż to jest jeszcze na dnie kieszeni? Jest to coś małego. Pozwól. — Przed Filomeną? — zdziwiła się Karolcia. — Umyję go — postanawia naraz Karolcia. Karolcia rezygnuje L oględzin wystaw. A może nawet kilkadziesiąt. Tyle |li! byłem nieruchomy. Jak to się si. jak już było powiedziane.. Karolcia trochę niechętnie słucha tego polecenia. szeroko otwierając oczy. więc przynoszenie bułek jest obowiązkiem Karolci. że zapomniała o nim? Zaraz. nareszcie zdecydowałaś się mnie poznać — gderał gło19 •Itf sik. Jesteś taki maleńki. Ponieważ jest brzydko na świecie i wszyscy w domu śpieszą się do pracy. to ci przeszkadza — głosik śmiał się cichutko i srebrzyście — na to znajdzie się zaraz rada. Skąd znam to imię?.. Drobne monety pobrzękują w kieszeni płaszczyka.. Karolcia wyjmuje je. wyraźnie jednak już udobruchany. Wtedy zaczął podskakiwać na dłoni Kiirolci. która mnie goniła.ikby lekkie oburzenie — czy doprawdy nie poznajesz mnie? Sama pi/ecież wyciągnęłaś mnie z tej wstrętnej szpary. jak to przyjemnie — odzywa się naraz jakiś cienki.. Zaraz. ładne bułeczki przyniosłaś — chwali ciotka Agata — a resztę masz? Nie zgubiłaś? — Oczywiście. — Doskonale. Karolcia obejrzała się niespokojnie.. zaraz.Tylko niech włoży ten stary płaszczyk.Proszę — zgodziła się zdumiona Karolcia. — Ach. — Jestem ci bardzo wdzięczny. że mnie wydobyłaś z tej szpary w podłodze pod ciemną szafą. jak to było.. I mocno mydli rę-i c a na środku prawej dłoni trzyma koralik. Schowałem się tam wtedy przed Filomeną. jak to dobrze trochę tak się rozciągnąć i poruszać. — No. — Czy do mnie to mówisz? — spytała Karolcia i zaraz dodała: l w ogóle nie wiem.. co trudno jest wydobyć. — Lepiej słuchaj uważnie. coś. zaraz! O! Już jest! Przecież to błękitny koralik!!! — Karolciu! — woła tymczasem mama — myj ręce i siadaj tło śniadania! — Już idę — odpowiada Karolcia i wpada do łazienki. a za to coraz bardziej przezroczysty. ale nuty głosik — jak przyjemnie! Od wieków chyba nie kąpałem się!. więc nie może pójść. Koralik zaczął rosnąć l powiększać się. a bańki rosną a rosną. .ilo. Zaraz. więc nie będzie można zatrzymać się po drodze z piekarni przed wystawą tego sklepu. bo muszę z tobą pomówić.. . .Och. przy czym jednocześnie stawał się coraz mniej błękitny. gdyż wsunęło się za pod-N/cwkę. że nie zgubiłam! — oburza się Karolcia. ale w łazience nie było niko»«>• — Można mnie jeszcze raz namydlić tym pachnącym mydłem odezwał się głosik.. że podskoczę jeszcze ze dwa razy. kto jesteś i dlaczego cię nie widzę! — Oczywiście.. — Tak — zaczęła Karolcia niepewnie — ale jakoś trudno rozmawiać z tobą i tak dziwnie. — Ojej — głosik był teraz zniecierpliwiony. Na dlwartej dłoni trzyma teraz jaśniejący błękitem koralik..ś i mama nie mają czasu. gdzie są najładniejsze zabawki w całym mieście. gdzie zresztą przeleżałem chyba kilka lat. lutu.. I zaraz sobie przypomniała: — Aha! Czekaj! Filomeną. — Ach.. Coraz więcej robi się mydlanej piany. Był teraz rozmarzony i poufały. Niebieski koraliczku! — szepnęła ze zdumieniem Karolcia. Filomeną. że do ciebie mówię — w głosie czuło się teraz l. — Ach. 18 ('lotka Agata narzeka ciągle na reumatyzm. Ale trudno.. szybko wraca do domu i wręcza ciotce Agacie llulkę z pieczywem.

tak na próbę.. — Dobrze. czy już umyłaś wreszcie ręce? — Mama dość gwałtownie otworzyła drzwi łazienki. zdarza mi lo bardzo rzadko. że niby tak grzecznie wszystko zjadła.'! '*' .»• -vf? • ł). jestem gotów spełnić twoje wszystkie życzenia. i> ii-rn głodna. pożywną zupę — ucieszyła się ciotka. Uiu. A ja. Karolciu. widząc pusty talerz. gdyż nie mogę być tak długo bańką mydlaną.Mieniąca się błękitnie bańka mydlana. Wycierała teraz starannie koralik.." i i. — Umyłam — powiedziała Karolcia. — Ach.. gdzie przeleżę znowu dziesiątki Ul.. który zdołał jeszcze szepnąć: — Błagam cię. a potem znów przysiadła na dłoni Karolci. . że zjadłam Mańkę i że będę wskutek tego silna i zdrowa. Ciotka Agata denerwuje się. że trzeba jechać aż na i\ nt-k w taki deszcz!. więc to była twoja sprawka! — ucieszyła się Karol-• ni.Nie wiem. — Słuchaj iiwa/. bez żadnego wykrzywiania się. Ale chcę. żebyś pamiętała o jednej niezmiernie ważnej rzeczy. mamo. Na przy-lość muszę jakoś inaczej urządzać się z tym jedzeniem".. Proszę zjeść owsiankę.. że nasza Karolcia nareszcie polubiła tę pyszną. który jaśniał przedziwnym błękitem. V < t u"' ". ale gdy pomyślę. 21 — Karolciu! — głos mamy był coraz bardziej zniecierpliwiony. nie upuść mnie na podłogę. że wszystko stygnie. „Jutro już jednak zjem owsiankę — postanawia ze skruchą Ka-i"li ia — ale czy mogę używać pomocy koralika do takich mało i. — O Boże! — szepnęła Karolcia. A tu ciotka w dodatku jeszcze zaczyna chwalić Karolcię wobec i n usia i mamy.i/nych rzeczy?. za chwilę znów stanę się k i H :i likiem. Mama krzątała się jeszcze i ubierała. To tatuś wys/edł do biura.. f i 1 f «tl J fi % co BYŁO DALEJ . . zdaje się.Nie wiem.JKarolciu! — głosik był zniecierpliwiony. ściskając mocno w dłoni błękitny koralik. który trzyma mnie w swej dłoni. bo potoczę się do jakiejś ciemnej dziury.. — Karolciu! Karolciu! — rozległ się nagle z pokoju głos Imamy.Spełnić moje wszystkie życzenia? — zdziwiła się niezmierne Karolcia. zjedz wreszcie śniadanie.nie. . ho.." Tymczasem w przedpokoju trzasnęły drzwi wejściowe. a po drugie.. Chciałam kupić kurę. — Mama! Mama mnie woMieniąca się bańka mydlana z cichym westchnieniem zmieniła się ifiowu w błękitny koralik.. — Oj. — No to proszę cię. po pierwsze. oszukałam poczciwą ciocię. podskoczyła wesoło i nawet nie dwa razy. czy jestem zupełnie w porządku — myśli wobec ' o Karolcia — bo przecież ciotka Agata jest pewna. Błagam cię.. Potem.. czy dziś jeszcze coś dobrego dostanę — biadała. . — Karolciu. która przedtem była kora-fin. — Co ty tam robisz tyle czasu w łazience! Skończ z tym {Chlupaniem się. zaraz zjem — zgodziła się Karolcia. „Ciotka Agata naprawdę jest bardzo dobra i troszczy się o nas — .. — Idę! Idę! — odkrzyknęła Karolcia. a ciotka Aga-iii miała właśnie zamiar pójść po zakupy. tylko co najmniej i:.Teraz muszę ci powiedzieć coś bardzo ważnego — głosik bi/miał uroczyście. Ol ó/. Niech owsianka w jednej chwili zniknie z talerza! — Ho. szybko w myśli wypowiedziała życzenie. — Słuchaj. i jak ci się podobała historia z taksówką?. przecież mówię wyraźnie: mogę spełnić każde życzenie fflłowieka. — Jak to? Nie rozumiem. wytrzyj mnie teraz do sucha i schowaj dobrze.

odpychając lekko Karolcię. proszę II. iiów Karolcia.. kto pani jest! — powiedziała ze 'liimieniem mama. I naraz zauważy-11 /e jest wyższa od mamy. r *i 23 — Co z nią teraz zrobimy? Trzeba będzie chodzić od mieszkania do mieszkania i pytać. — Czy prędko wrócisz. — Chętnie ci pomogę. 1 1 łeba na obrusie. Pani na pewno przyszła do kogoś innego. dziobiąc z zadowoleniem okruchy ...ic/ona. » o teraz będzie? Tymczasem marna denerwowała się: b\ — Ja pani nie znam! — powtarzała. mamo? 'ylko jestem zaczarowana. — Poczekaj. n ciotka Agata. mamo? — spytała Karolcia. Lecz zanim to niebaczne zdanie zostało wypowiedziane do końca. Życzenie . mamo — powtórzyła. Drzwi za ciotką Agatą zamknęły się. r — Jak to. której pani szuka. Karolciu!. Spieszyła się jak zawsze.IMI. ale nie wiem. W tej chwili w kuchni rozległo się donośne gdakanie — piękna i --Kosz przechadzała się po stole. czyja kura. już nie ma tej kury? — dziwiła się tymczasem ciotka.. — Wyf leciała z powrotem czy co? k No. Karolcia w tej chwili spojrzała w wiszące naprzeciwko lustro i |n/. I od razu • hciala poprosić koralik. Mama tymczasem ujęła ją lekko pod rękę i wyprowadzając ilu sieni. Ale jesteś jeszcze na to za mała. — Chciałabym. gdzie się podział. kiedy to ja! — powtórzyła Karolcia. — Ależ czego pani sobie życzy?! — krzyknęła przestraszona ni. i że iwet rna na głowie kapelusz. ubraną zupełnie dorośle..ima. — Karolciu — powtórzyła mama — gdzie jesteś? — Przecież tu jestem.. — Ach. że dzieje się z nią coś ri/iwnego. i ta kura też była zaczarowana!. niech tylko znajdę koralik! — O Boże — jęknęła mama — ja się bardzo śpieszę. ale ja pani nie znam! — Mamo. '/i js f H. aby ci pomagać we wszystkim! — powiedziała z zapałem Karolcia również 24 t ulując mamę w policzek.ekonała się. — Czy nie poznajesz mnie. to ja idę po sprawunki. niech już lepiej ta kura zniknie" — pomyślała wobec tego Karolcia.. • .. mamo. Ą. On pani pomoże •naleźć tę osobę. tobyś mogła mnie wyręczyć. — Przepraszam. że jest wysoką osobą. ściskając w ręce koralik. która znów zajrzała do kuchni. Też kłopot. przyjrzyj mi się! — wołała . .. — Pani pewnie iika naszych sąsiadów? Moja córeczka zaraz panią zaprowadzi do nich. — Muszę po wyjściu ze szpitala (mama pracowała w szpitalu) iść jeszcze załatwić parę spraw. objaśniła: — Na parterze jest dozorca. „Ojej." . co ja teraz zrobię! — Karolcia była najzupełniej zroz-p. Mama również ubierała się do wyjścia. — Pani się omyliła! — Kiedy ja jestem Karolcia.Żywa kura! A sio! — krzyknęła z niepomiernym zdumie-. — Ojej. Karolcia poczuła. że nie wie. jej zostało oczywiście natych05 miast spełnione. . chciałabym jak najprędzej być dorosła. żeby nie musiała jeździć po tę i ił i 1 1 1 1. — Przepraszam. — Skąd się tu wzięła?! Widać przyfrunęła przez • •l no od sąsiadów. że też ludzie nie pilnują swego drobiu! Mama wcale nie była zachwycona. i dy naraz z przerażeniem spostrzegła. Gdybyś była starsza. muszę już wyjść do pracy.. Trzeba coś kupić na obiad. mamo — powiedziała Karolcia i chciała ów przytulić się do mamy.|n >itiyślała Karolcia. żeby znów mogła stać się małą Karolcia. nie wiem — westchnęła mama. — I mama przytuliła Karolcię do siebie i pocałowała — Mamusiu. — To mówiąc otworzyła drzwi.

ale zaraz przypomniała sobie. Aha. — Ja ci i •< i każę. Dorota jak zawsze oszukiwała. które zamknęła za nią mama. . A tymczasem Dorota 1 Agasia grały dalej. ale jak to zrobić? Przecież < . Przystanęła i nie wiedziała. — Dzień dobry! — ukłoniły się grzecznie Karolci. . przeszkadzały jej w tym wysokie obcasy. Warto by wrócić do domu i poprosić o cośkolwiek do jedzenia. Po drodze wpadła na jakiegoś chłopca.'ł . Zama< hała do niej ręką. Ale jak go odnaleźć! A jeśli się nie znajdzie? Strach pomyśleć. W dodatku była bardzo głodna. Tak. Nie zjadła przecież owsianki. którzy |.. Drzwi są . i zaczęła pokazywać. kiedy będzie robiła porządki! Co począć? Ale swoją drogą to śmieszne. tak się martwi — pomyślała Karolcia. jak skakała Dorota. a potem nie było czasu na zjedzenie czegoś innego. Dorota i Agasia bawiły się w klasy. Wobec tego Karolcia zsunęła się po poręczy. 27 iii — Zaraz wracam. proszę pani? — oburzyła się I >orota. . że się jest jej córeczką. co to będzie!" To wszystko wydało się Karolci tak smutne. Mama pyta teraz dzieci na podwórku.i /yglądają się jej ze zdumieniem. I tak i". jeśli nie znajdę koralika? A jeśli upadł na podłogę? Mama już za nic na świecie nie wpuści mnie do mieszkania! A koralik albo wpadnie znów do jakiejś szpary. a spódnica plątała się naokoło nóg. — Ale co będzie. Nie. Agasiu! — krzyknęła. Dziewczynki — teraz mama zwróciła się do Doroty i Agasi — czy nie widziałyście Karolci? Nie wiem. to powiedz. Na podwórzu pełno było dzieci. Naraz usłyszała głos mamy: — Karolciu! Karolciu! — Zaraz idę — odpowiedziała Karolcia i przestała skakać. Leszku. l w tej chwili Karolcia uniosła dwoma rękami spódnicę. • l lojrzała do góry i zobaczyła mamę. albo po prostu ciotka Agata wymiecie go. . — Jeśli ją zobaczysz. tego już było za dużo! Karolcia nie wytrzymała. że rozpłakała się rzewnie. aby jej mc przeszkadzała. — Naturalnie. że wołam moją córeczkę. że jest dorosła. że nie trafiłaś — powtórzyła Karolcia.' Xi y 1 m GDZIE JEST KORALIK? „Muszę zaraz z powrotem stać się małą dziewczynką — myślała zrozpaczona Karolcia stojąc pod drzwiami. la przejęta tym skakaniem na jednej nodze. że nawet nie zauważyI1 /e gromadzi się wokoło coraz więcej dzieci i dorosłych. 26 — Nie daj się oszukiwać. Przystanął ogromnie zdumiony i powiedział grzecznie: — Przepraszam panią! — Co ty. co się z nią dzieje! „Biedna mama. — Dorota Wcale nie trafiła do nieba! Sama widziałam! — Ja nie trafiłam do nieba? Ja. Karolcia. — Muszę koniecznie jak najszybciej odnaleźć koralik i znów stad się małą dziewczynką. Leszek! — chciała powiedzieć Karolcia. wyglądającą przez okno. — Dzień dobry! — odpowiedziała Karolcia. Był to Leszek. że mama mnie nie poznała!" »««n Naraz na podwórku ktoś zawołał: ? l. Łzy spływały jej po policzkach i szlochała głośno. 1 — Karolciu! Karolciu! Chodź do nas! — Idę! — odpowiedziała ochoczo Karolcia zapominając 0 swoim zmartwieniu i chciała zbiec szybko ze schodów. a teraz idzie Leszek i mama też go wypytuje. dusząc się ze śmiechu. żeby zaraz wracała do domu. więc po prostu poszła już spokojnie dalej. mamo! * " < Ale mama okropnie się tylko zdenerwowała. Niestety. co robić.(Ą i/. jak skakałaś. Ale co to? Mama wychodzi z domu? Lepiej będzie schować się teraz do sąsiedniej sieni — i tak już nic nie pomoże tłumaczenie.mama nie wpuści do domu obcej osoby.j — Proszę pani! Przecież pani słyszy. czy nie widziały gdzie Karolci.

I — Ja zaraz cioci wszystko wytłumaczę. ciociu. a dopiero co włożyłaś czysty fartuszek. — Zaraz.Ale na to pytanie Karolcia nie dała na razie żadnej odpowiedzi. Naraz krzyknęła radośnie: I1 — Jest! Jest! [l — Boże święty. zaraz dam ci coś do jedzenia. że nieznajoma klęczy i szuka czegoś f na podłodze — zupełnie zaniemówiła. Ale będę czekać na nią na górze. Ciotka tymczasem już krzątała się w kuchni. że się nazywa Karolcia. ciociu! — zapewniała Karolcia. Ciotka Agata stanęła jak wryta. tak — ucieszyła się Karolcia.. przecież ja jestem Karolcia! — Karolcia? — zdziwiła się ciotka Agata. co ci przychodzi do tej główki — roztkliwiła si? 29 ciotka Agata. Nie chcę być dorosła. która wepchnęła się do mieszkania? Opowiadała. Czyżby sobie poszła? — Poszła już.. aby natychmiast pójść do łazienki. l kiedy dokonała się ta przemiana. i dużo chleba z masłem. przecież rj pobrudzisz. Ale wiesz co? Mówiła. przy drzwiach. aby wydobyć klucze.zamknięte. ••tylko szybko chwyciła błękitniejący tuż pod ścianą koralik. Ale co się stało z tą panią. — Byłabyś mnie zgubiła — szepnął z wyrzutem koralik. stanęła. Na szczęście ciotka w tej chwili znalazła już klucz i otworzyła 28 di/wi. — Zaraz.. Ale naraz spostrzegłszy. — Bo to chyba pomylona panienka. ale pewnie zaraz nadejdzie ciotka Agata. a co znów się stało? — zdumiała się teraz ciot-llku. — Ach. — A co byś zjadła? Może ugotować ci jajeczko? — O. że l jestem jej ciotką. Wtedy Karolcia. Tu na pewno musiał upaść błękitny l koralik. — Dwa jajka i dużo mleka. l — Proszę pani! Co to ma znaczyć! Kto pani jest?! — krzyczała l pr/crażona tym wtargnięciem ciotka Agata. l — A pani jest może córką tej mojej cioteczno-stryjecznej sio-• slry.. a co za Karolcia? Bo nie mogę sobie przypomnieć. Wcale l mi się to nie podoba!. — To umyj ręce i zaraz siadaj do stołu. — Karolcia? Co ty robisz na podłodze? Wstań". prawda. zaraz. || Rozglądała się nadal po podłodze. o ile na to pozwalały jej wysokie obcasy. ciociu Agato? — Przepraszam. tylko rzuciła się jak l niosła najszybciej w stronę łazienki. bo ja jestem bardzo głodna! — wyjąkała Karolcia. i znalazła się w przed-s pokoju. l Ale Karolcia nie odpowiedziała ani słowa. I potem dodała: — I bardzo się cieszę. że jestem mała. — To dobrze — ucieszyła się ciotka. Karolcia zaczerwieniła się i nic nie odpowiedziała. r r — O. która miała dziesięcioro dzieci? — zaczęła się dopytywać l ciotka. że jestem jej ciotką czy coś takiego. ale nie wiem. — Ciociu. Karolcia obejrzała uważnie koralik i ponieważ zdawało się jej. . moja pani? Najpierw mówi pani. a potem szuka czegoś w obcym mieszkaniu. zaraz przyjdzie ciotka Agata — ucieszyła się Karolcia — może wtedy uda mi się wejść do domu. Rzeczywiście. — jęknęła z rozpaczą . Ja już muszę pójść do szpitala. zaraz. Zasapana trochę. Ale czemu uczesz? — Bo. Jakaś dziwna osoba. szybko trzeba go znaleźć. — Bardzo cię przepraszam — szepnęła Karolcia — to było naprawdę niechcący. To tu pod drzwiami stała wtedy. — Dziecinko. ty mnie poznajesz. dała potężnego susa. wkrótce nadeszła ciotka. To była okazja. gdy Karolcia podeszła do niej. namydliła go ostrożnie i obmyła wodą. że się znów zabrudził. nie mówiąc już nic więcej. Po chwili jednak odzyskała l głos: l — Czego tu pani szuka. kto pani jest — powiedziała ciotka ku rozpaczy Karolci. chcę znów być małą dziewczynką! — szepnęła. I w tejże chwili na podłodze w przedpokoju siedziała Karolcia. — Prawda. Szybko. dziecko.1 Karolcia — zaraz.

Uważam. że małe światło będzie się długo paliło — skwapliwie przytaknęła ciotka — dopóki nie zaśniesz. jaka byłam zrozpaczona. — Nie. — Niech ciocia go nie przyszywa! . nie. ciotka Agata posłała łóżko i zaczęła namawiać Karolcię do położenia się. mama i ciotka Agata opowiadały o tej dziwnej nieznajomej. jeszcze nie jestem śpiąca. różową. — Mam masę roboty. że jedzenie jest najlepszym środkiem na wszystkie choroby i na zmęczenie. dziękuję — broni się Karolcia. co ci powiem. guziczek od twojej bluzeczki. A teraz zmierz temperaturę. — Jakaś nienormalna osoba — denerwowała się jeszcze mama bałam się. Muszę teraz dobrze cię schować. położę się. I przy tym można będzie nosić ją na szyi. na mnie nie zrobiła wrażenia takiej groźnej — broniła i n >tka Agata — a nawet wiesz. Cóż ty znowu masz tutaj? Aha. Agatko. że czuje się zupełnie dobrze. — A może ci usmażyć omlecik? i — Nie. że to jakaś daleka nasza krew-ii i — W każdym razie na przyszłość nie należy nie wiadomo kogo wpuszczać do mieszkania — zakończył rozmowę tatuś. żeby nie zrobiła krzywdy Karolci! — E. Byłam przekonana. W końcu Karolcia zgodziła się — bo przypomniała sobie. i nawet na wszystkie kłopoty. Szybko dokończyła mycia rąk i pobiegła do kuchni. < . Tylko czy można zasnąć. że to guziczek! — upierała się ciotka Agata. I zaproponował mamie. żeby mu się dobrze przyjrzeć jeszcze raz. żeby nikt nie zauważył. to jest. Karolcia wyglądała nie-\\ y raźnie. ciociu. zaraz ci go przyszyję. »<•* ł s. Ale temperatury żadnej nie było.iczy. — Ja dziś chętnie zostanę w domu — oświadczyła ciotka. że jednak jesteś jakaś rozpalona. ta różowa nitka będzie doskonała. To ". co może z tego wyniknąć. obracając w . że należałoby jej zmierzyć temperaturę? Ciotka Agata była tego samego zdania. Zaledwie zatrzasnęły się drzwi za mamą i tatusiern. pod sukienką. bo zdaje mi się. — A pokaż rękę. — Oczywiście. Może to początki odry? Nic więc nie pomogły zapewnienia Karolci. Tak. że jest jakaś niewyraźna.'>uiw. kochany mój koraliczku.. kiedy się leży w łóżku. — To rzekłszy Karolcia wytarła go starannie i zawinęła w chusteczkę do nosa. — Nie śpisz. Aniu (bo mama ma na mnę Ania) — otóż chwilami wydawała mi się nawet podobna trochę MD naszej Karolci. Może najlepiej na jedwabną. ciociu.t _• -\ 32 — A mnie się zdaje. Karolciu? — zajrzała naraz przez drzwi ciotka Agata. — A może byś coś zjadła? Bo ciotka Agata zawsze uważa. Jest taka w maminym koszyczku z przyborami do szycia. ciociu. które wydarzyły się tego dnia.Wyobraź sobie. jeśli się ma takie kłopoty z koralikiem? — Będę ostrożniej wypowiadała swoje życzenia — postanawia Karolcia — bo nie wiem. Bo dopiero zacznie się dopytywanie: A co to? A po co to? Karolcia wydobyła z chusteczki koralik i położyła go na dłoni. zdaje się. j ttr > Przy obiedzie wszyscy w domu — oprócz Karolci — rozma-• i iii o niezwykłych historiach. — Nie.. I chyba trzeba będzie nawlec go na jakąś bardzo mocną nitkę. — A Karolcia pójdzie wcześniej spać — zadecydowała mama. że prze-« icż musi pomyśleć o całej masie niezmiernie ważnych rzeczy wiązanych z błękitnym koralikiem — a jak wiadomo. że trudno ją zerwać. że może pójdą do kina. nie. Powiedziała więc: — Dobrze. Ale to tak. Ale małe światło będzie się długo paliło. tylko przyniosę okulary. Mama kiedyś mówiła. Może się zaziębiła?! Czy nie id/Jsz. — Kiedy to nie jest guziczek! — krzyknęła z przerażeniem Karolcia. o rzeczach 31 poważnych zawsze najlepiej myśli się wtedy.

palcach koralik. przybywało ich coraz więcej. Była to jakaś pani w kapeluszu i y. — Pójdę otworzyć — powiedziała ciotka. tylko ja o tym zapomniałam? Ach! Jakie pyszne ciastka! Spróbuj! — Wcale nie spróbuję! — wrzasnęła niezupełnie grzecznie Karolcia. ale to nic nie szkodzi. — Co prawda ja państwa jeszcze nie znam. Tace z ciastkami napływały dalej. Nawet dość ładny. który właściwie nikomu i na nic nie jest potrzebny. — Karolciu — zawołała ze zdumieniem ciotka Agata — czyżby ktoś przysłał nam tyle ciastek? A może to są dziś moje imieniny. — Czy pani czegoś szuka? — spytała ciotka Agata. przyznam ci się. Nawet nie jedno. Ledwie ciotka wypowiedziała te słowa — okulary cicho przyfrunęły z sąsiedniego pokoju i usadowiły się na jej nosie. „Co to będzie — myślała z trwogą Karolcia — jeśli on sam nie zje tych ciastek". •« &vws< : *ł 34 l Wtem znów ktoś zadzwonił. ba.. Listonosz jadł ciastka bardzo szybko i co chwila jak kot oblizywał swoje długie i sumiaste wąsy. mamy dziś pyszne ciastka. że nawet więcej. . Rzeczywiście! Miałaś rację! To wcale nie jest guziczek. patrzcie — zdziwiła się ciotka Agata — a przecież je mam! Że też ich nie zauważyłam! Niech no ja się teraz przyjrzę. — Właściwie szkoda. — /gubiłam drobiazg. parasolem. że nie ma dziś u nas gości". ten mój koralik. — Że też ja nigdy nie pamiętam 0 tych moich okularach! I zawsze je gdzieś zostawię.. niech państwo pozwolą — zapraszała gościnnie ciotka.. Czy pani czasem go nie widziała? Taki nieduży niebieski koralik. Mogłabym zjeść całą tacę ciastek. Tylko co komu po jednym koraliku? Ale słuchaj. — Nie. na krześle. — Może pani spróbuje? Zdaje się. choć to był już wieczór — c/y nie przeszkadzam? — Skądże znowu — odpowiedziała ciotka Agata. oczywiście nieopatrznie pomyślała o tych gościach. to znaczy tak — zaczęła plątać się nieznajoma. tobym zaraz zobaczyła. — Przyszliśmy z wizytą — powiedzieli i od razu zabrali się do jedzenia. a może byś coś zjadła? Nie? E. No i odwiedziłem. a na pewno /jadłabyś tak na przykład. ciociu. skacząc między tacami pełnymi ciastek. Co gorsza. że dziś są moje imieniny. bo ciągle sama też jadła te ciastka.. przy czym 0 mało co-nie udławiła się. Karolciu. — Dziękuję — kiwnęła głową pani w kapeluszu i z parasolem. ciastko z kremem. Karolcia ** "(t « Y* j Wtem jak na zamówienie ktoś zadzwonił. — Dzień dobry — powiedziała. dzwonił listonosz. nie — zaprzeczyła gwałtownie Karolcia — ale oddaj mi już. — Zarazi Zaraz — ciotka obracała dalej koralik w palcach 1 mówiła teraz z rozmarzeniem — bo ja.. No tak. powiedzmy. Ale było już za późno. Co? — Nie. ale ciastek nie ubywało. — No. Jak się okazało. — Ach! Nie mów tego ciociu! — chciała krzyknąć Karolcia. że pan przyszedł. na półce z książkami. co to jest. Przyznam ci się. — Dobry wieczór — powiedział — przechodziłem akurat w pobliżu i tak sobie pomyślałem — dlaczego nie miałbym państwa odwiedzić. Żebym je miała MU nosie. nawet na oknie stały tace pełne ciastek z kremem. „Kiedyś przecież skończą się te ciastka — myślała Karolcia. — Proszę bardzo — zapraszała gościnnie ciotka Agata — dobrze. no co?! No. ale jednocześnie rozglądała się po pokoju. 1 niby to jadła ciastka. powiedz tak naprawdę. tylko tak mówisz. Wokoło — na stoliku. Ale za chwilę znów rozległ się dzwonek i weszli jacyś państwo z oficyny z trojgiem dzieci. i już są.. tylko jakiś koralik. Karolcia zdrętwiała. bardzo dziękuję! Zerwała się szybko z łóżka i błyskawicznie pochwyciła porzucony przez ciotkę na stoliku koralik. Ale zaraz poprawiła się: — To znaczy. co U) jest właściwie. — Proszę. chętnie bym zjadła ciastko z kremem.

przy oknie. ależ tak.. W pokoju paliła się niewielka lampka z abażurem — zwana przez Karolcię małym światłem. I postanawia. to co ja będę dziś robiła przez cały dzień w domu? — westchnęła Karolcia. Karolcia kiwa ze zrozumieniem głową. że musimy jeszcze poczekać. O. było już bardzo późno. Karolciu? Nie boli cię głowa? — dopytywała się troskliwie. — No trudno. — To mój koralik — zasyczała Filomena (bowiem już nie ulegało wątpliwości. Karolciu — powiedziała mama — za tydzień wyjedziemy na wieś. która zbudziła się po chwili. mocnej nitce na Karolcinej szyi. który Karolcia na chwilę położyła na swojej kołdrze. bo ją odepchnęli.— Czy to ten? — spytała ciotka oblizując się i wzięła do ręki koralik. — No co. To Piotr.(> 4 . a w fotelu przy łóżku drzemała ciotka Agata. — Wczoraj wyglądałaś mi tak. aby ciastka. jakby coś ci dolegało. Widzisz przecież. No. a ciotka Agata o wszystkim zapomniała. — No. Tak. zupełnie nowy. A mama jest pierwsza w kolejce i wsiada spokojnie i wygodnie. Na przystanku autobusowym stoi już tłum ludzi z parasolami. — Tylko nie przewróćcie całego mieszkania do góry nogami.. I wyciągając szponiaste palce powiedziała groźnie: — Oddaj mi natychmiast! Ale zanim zdołała go odebrać — Karolcia wypowiedziała w myśli życzenie. mama nie wsiadła. A koralik jest zawieszony na jedwabnej. znów padał deszcz. Zostało ono zresztą błyskawicznie spełnione. — Chodź! Zobaczymy. Rzeczywiście. ten z góry.1 r a. Właśnie nadjeżdża autobus i wszyscy ogromnie się pchają. i moknie. Karolciu! Już pora. piękny. A teraz już zaczyna się 37 pchać cały tłum ludzi. mrucząc: — Ależ miałam śmieszny sen: śniły mi się ciastka z kremem. Było ich bardzo dużo. — Ale jestem naprawdę zupełnie zdrowa — zapewniała Karolcia. czy mama wsiadła! — woła Karolcia tło Piotra i pociąga go w stronę okna. I stoi teraz biedul-ka. wystarczy przecież dotknąć koralika i wyszeptać życzenie. — A czy będę mogła zejść na podwórze? — Tylko wtedy. a mama mówi „do widzenia" — i szybko zbiega ze schodów. aż dostanę urlop. że możecie — zgodziła się od razu mama. Może poczytasz albo może kto przyjdzie do ciebie pobawić się? Ale ja już muszę się śpieszyć. przyszedł zapytać. goście i Filomena zniknęli jak najszybciej z jej pokoju. naturalnie. No. spiczasty nos! Tak! Nie ulega najmniejszej wątpliwości! To jest Filomena! I Karolcia błyskawicznie w ostatniej chwili zdołała wyrwać koralik z ręki ciotki Agaty. Krople ściekały po szybach. którzy nadbiegli. t. bo już późno. Nie lubię w czasie deszczu moknąć na przystanku. — Naturalnie. nie. <7l)'t\ . Karolcia widzi to doskonale. 1 36 — E. Żeby tylko autobus nie był zbyt zatłoczony. że poprosi koralik o pusty autobus dla mamy. nie przewrócimy — zapewniają wobec tego Piotr i Karolcia. zajmij się czymś. czerwony autobus. ale . Ale Karolcia uśmiecha się — mama na pewno zaraz wsiądzie. I oto w tejże samej chwili na przystanek zajeżdża pusty. że jest mokro na świecie. że to ona była). że jest ona niezmiernie podobna do tej sprzedającej z działu zabawek w domu towarowym. Wtem słychać dzwonek przy drzwiach. jakaś staruszka usiłuje wsiąść. ma taki sam długi. ale już śpij. Tatuś dawno poszedł do pracy. Zwłaszcza kiedy ciotka Agata wyjdzie po zakupy.. I Karolcia dopiero teraz spostrzegła. a mama szykowała się właśnie do wyjścia. kiedy przestanie padać. AUTOBUS I INNE RZECZY Kiedy nazajutrz Karolcia obudziła się. — Tak! To ten! — wrzasnęła radośnie nieznajoma. {'{' ii". czy mogą dziś bawić się razem.. I sadowi się na najlepszym miejscu. Ale wiesz.

różne rzeczy. — O globus mógłbym się /ałożyć. jakim sposobem znalazłaś się tam na dole i wróciłaś. żeby wymyślić coś niezmiernie trudnego. — Tak? No. — Tylko. globus! Globus był największym skarbem Piotra i tak za byle co. co się tak namyślasz — niecierpliwiła się Karolcia... Przecież to niemożliwe. — Jak przegrasz. — Wychodzę na chwilę do miasta — powiedziała. Najwyraźniej widziałem. że Icraz może założyć się o nie wiem co. aż się przewrócił. — Bądźcie przez ten czas grzeczni i nie otwierajcie nikomu drzwi. coś. czy potrafiłabyś. — A dlaczego nie miałabym fruwać? — oburzyła się Karolcia. nie chciałby go oddać. a Karolcia znów podskoczyła i uniosła się w powietrze. ku niepomiernemu zdumieniu Piotra. że fruwasz. na przykład. — Rozłożyłaś tego drągala jak należy — powiedział z uznaniem.wstrętne.{•» 39 A Piotr? Warto było zobaczyć jego zdumiony minę! A potem zaczął wołać: . W tejże chwili okno otworzyło się i Karolcia. — Ojej. Myślisz. nie wmówisz przecież we mnie. Karolcia powtórzyła: 38 l — Nie wierzysz? Mogę zrobić. — Ja też chciałabym być na dole i dać mu porządną nauczkę! — krzyknęła z zapałem. Ledwie zamknęły się drzwi za ciotką Agatą. po czym szybko zaczęła uciekać. — E. dasz mi swój globus. Tu Piotr zatrzymał się na chwilę. — Jak to? E.. gdybym tak w tej chwili był na dole! — odgraża się Piotr. A przecież człowiek nie może fruwać. czy potrafiłabyś. — Mogę robić. ja tego nie mogę zrozumieć. jeśli zechcę. uniosła się w powietrze. lekkomyślnie. że obiecywała sobie ostrożnie wypowiadać życzenia. — E. że wszystko potrafię — zawołała uniesiona pychą Karolcia. a następnie spłynęła na ulicę i znalazła się na przystanku autobusowym obok tego wstrętnego chłopaka.. że chyba to wszystko to tylko sen.. Potem przetarł szybko oczy rękami — bo mu się zdawało. — Oj! Dałbym mu nauczkę. Teraz wszyscy na ulicy ze zdumieniem patrzyli. lecz niebacznie Karolcia. niewidzialna! — Niewidzialna? — Karolcia wzruszyła ramionami. — No.. śmieszna jesteś z tymi przechwałkami. A Piotr tymczasem namyślał się. Musiało mi się to po prostu śnić! — Wcale ci się nie śniło.. — Ratunku! — darł się dryblas. trzymając się za nos.. — Globus — powtórzył ze zgrozą. Nie wierzysz? W tej chwili weszła do pokoju ciotka Agata. gdybyś na przykład potrafiła. że ci uwie-r/ę? — szydził Piotr. aby za chwilę znaleźć się w pokoju. Piotr stał przy oknie z ustami otwartymi ze zdumienia. Tylko wiszący na jej szyi koralik jaśniał jak błękitny kwiatek unoszący się w powietrzu. Korciło ją ogromnie. zaraz. co mi tam znaczek z Australii — Karolcia uważała. na przykład. Ba. jak mała dziewczynka. nie pamiętając już zupełnie o tym. Ja mam klucze. duże chłopaczysko odpychają. co tylko mi się spodoba. podskoczyła do góry i trzasnęła dryblasa piąstką w nos. które miał spełnić koralik. że naprawdę fruwałaś. — Mów prędzej. uczesana w kitkę. — Przecież to drobnostka dla mnie.. co właściwie byłoby niemożliwe do zrobienia. to zaraz zobaczysz! I w jednej chwili Karolcia stała się przezroczy sta jak szkło. — Taka jesteś ważna? A na pewno nie potrafisz stać się. Stał ze zmarszczonym czołem i powtarzał: — No. żeby zadziwić Piotra. — Ee tam — mruknął powątpiewająco Piotr — tak wiadasz! — Co? Ja opowiadam? Może chcesz się założyć? — Pewnie. że mogę się założyć! Nawet o mój znaczek z Australii. powiedziałam. czy potrafiłabyś. — Taaaak?! — zdenerwował się teraz z kolei Piotr. -t w om/. Zaraz mogę to zrobić.

— Przysięgłabym. dziękujemy. że tu coś leży na podłodze — mruknęła i hucznie spojrzała na posadzkę.— E. — Cóż więc chcesz. ciociu. (M — Uwaga! Może zaraz staniesz się niewidzialny! Czy już jesteś niewidzialny? Bo już powinieneś być. kiedy ja jeszcze jestem niewidzialna? — zdumiała się Karolcia. — Ale ja ciebie na pewno widzę — zapewniał Piotr. — Dobrze.. — Słucham. Tak! Teraz wreszcie Piotr uwierzył w jej niewidzialność. gdzie jesteś! — Atu! — zawołała Karolcia. gdyby się w porę nie usunął. — Aha! — cieszyła się teraz Karolcia. tak jakby Karolcia tam wcale nie stała. tak się przestraszył. że mogę. ale przestańcie się chować i zaraz pi/yjdźcie do kuchni. nawet o mało co nic przewróciła się przez wysuniętą Karolciną nogę. — A tu jestem! — Karolcia dotknęła ręki Piotra. potrącając po drodze niewidzialnego Piotra. — Czy jeszcze mam coś zrobić? — zabrzmiał uprzejmy głosik Karolci. że jestem niewidzialna? — Wcale nie wierzę! Uwierzę dopiero wtedy. — Przestań — krzyknął — cóż to za niemądre żarty! Powiedz lepiej. Byłaby właściwie wpadła na niego. zagapiony. — Wygrałam od ciebie globus. ciotka Agata ruszyła w stronę okna. — Pomyśl.. to znaczy. wahający się. — Jakże mogę cię gonić. że schowaliście się za tapczanem. błagam cię! Zrób to — prosił Piotr.. — Oczywiście! Proszę bardzo! W tej chwili krzesło uniosło się jakby samo do góry. gdzie się schowałaś? — Wierzysz więc. Deszcz już przestał pa(lilĆ. Potem ciotka Agata zawołała jeszcze: — Wiem na pewno. towarzyszyło temu jednak lekkie postękiwanie niewidzialnej Karolci. Karolciu. To mówiąc. aby dotknąć jej ramienia. Karolciu — zawołał naraz Piotr — a czy ja też mógłbym być niewidzialny? — Ty niewidzialny? — głos Karolci był teraz niepewny. to rzeczywiście mogłaby być pyszna zabawa. ty się tylko tak schowałaś! — Wcale się nie schowałam — odezwał się tuż obok głos Ka-rolci i Piotr poczuł. a ja jeszcze ciebie widzę! M — Ja ciebie też teraz widzę! — powiedział Piotr. W tej chwili otworzyły się drzwi i do pokoju weszła ciotka Agata. bo ruszyła dalej. Aż podskoczył. — Ale już lepiej wyjdźcie z tej kryjówki i umyjcie ręce przed (t-clzeniem a ja tymczasem otworzę tu okno.../ . mimo że ciebie nie widać? Karolcia roześmiała się. to czy na przykład potrafiłabyś podnieść do góry krzesło. Tak. gdyż było to krzesło naprawdę ciężkie. — Goń mnie! .... — Tak. — Karolciu! — zawołała. I wyszła z pokoju. gdybyśmy tak oboje byli niewidzialni. to sobie zabierzecie kanapki z szynką. Ale czy się uda? Czy życzenie będzie ważne i wobec Piotra? 4-) Należy jednak spróbować. •. kiedy nie wiem. + 40 — Ach. — Jak to: mnie widzisz. ciociu — odpowiedziała Karolcia — czy możesz mnie i Piotrowi dać coś do zjedzenia? — Oczywiście. że go ktoś ciągnie za sweter. — Powiedz. jak stanie się coś bardzo dziwnego. gdzie jesteś. stając na progu.. Nic jednak tam widać nie dostrzegła. Ba. Ale już pr/estańcie z tym chowaniem się. Stał z otwartymi ustami. — Sama nie wiem. wygrałam! — Dosyć tego! — wołał teraz Piotr. Szła prosto na K uroicie. żeby się stało? — Jeśli naprawdę jesteś niewidzialna. I wyciągnął rękę. jak moglibyśmy we dwójkę pysznie się bawić. to jest nie.

Ciotka Agata czeka na nas z drugim śniadaniem. — Najlepiej będzie. Podbiegł do kałuży i za43 raz zaczął ochlapywać dzieciarnię. — Ale możemy się przecież przekonać. czy nie. Deszcz przestał nareszcie padać i tylko gdzieniegdzie pozostały spore kałuże. ktoś idzie! . pani Kowalska. a potem s/ybko zimną wodą przemyła sobie oczy. W przedpokoju rozległ się jakby tupot małych stóp i dało się słyszeć trzaśniecie drzwi.41 — Hura! — zawołał wtedy Piotr. I teraz też — patrzcie tylko. że jej kot idzie za nią po schodach. I nawet o mało by cię nie rozdeptała! — Prawda — szepnęła Karolcia — ale dlaczego ja widzę ciebie. Piotr miauknął wobec tego cichutko. jednak.« Rzeczywiście z góry schodziła sąsiadka. Bułki z masłem i szynką leżały na talerzykach. kiedy naraz z sąsiedniego bloku wypadł Waldek. aż usiadła ze zdumienia. tak że stracił równowagę. pchnął tak Agasię. I nikt tego Waldka nie żałował.. Zwłasz-c/a młodsze dzieci lubią chlapać się w nich i puszczać papierowe łódeczki.' U' V$V ' l l . że twoja ciotka była najpewniejsza. l m u . — Kto mnie pchnął?! — ryknął rozzłoszczony Waldek. tylko . chociaż stali tuż przy niej. że wpadła do kałuży! Za Agasią wepchnął do wody Janie. — Dzień dobry! — odpowiedziała niepewnie pani Kowalska i mzejrzała się wokoło. Pani Kowalska znów się obejrzała. niewidzialny Piotr popchnął go z całej siły. — Musimy spróbować. — Dzień dobry! — powiedzieli Piotr i Karolcia grzecznie. że już zrobiłam kanapki — mruknęła. — Uwaga. To będzie najpewniejszy dowód. obydwoje jesteśmy na dobre niewidzialni — szepnął radośnie Piotr. a ty widzisz mnie? — Bo prawdopodobnie niewidzialni ludzie widzą siebie nawzajem — powiedział Piotr. lepiej jeszcze się upewnić — zabrzmiał szept Ka-rolci. że powinna zabrać z balkonu suszące się tam ście-icczki. Kiedy wróciła do kuchni. który każdego bil i nikomu nie dał przejść spokojnie. A Piotra i Karolci wcale a wcale nie widziała. kici". I obejrzał się — ale nikogo za sobą nie zobaczył. jeśli zejdziemy na podwórze — zaproponował Piotr. — Sen mnie zmorzył czy co? Zdawało mi się. — Ależ oczywiście. — To dobry pomysł — przytaknęła szczęśliwa właścicielka niebieskiego koralika. czy jesteśmy niewidzialni. kiedy duży Waldek klapnął naraz w sam środek błota jak żaba! To Piotr. Ale za chwilę znów rymsnął w błoto — to niewidzialna Karolcia chwyciła go za nogę. podskakując z zachwytu. że ukryliśmy się gdzieś.1 itf ''> Ą ^ A r n * t HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY! Ciotka Agata nalała mleko do kubeczków. Bardzo to śmiesznie wyglądało. Przecież sama się przekonałaś. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie — była to nareszcie prawdziwa okazja. żeby dać porządną nauczkę temu Waldkowi. Pobiegli więc szybko w stronę Waldka. Więc i teraz Agasia i dwoje jeszcze młodszych dzieci przykucnęło nad rriałym jeziorkiem i zabierało się do budowy tamy. A kałuże — wiadomo — wspaniała rzecz. A wszyscy naokoło stali i aż się trzymali za boki ze śmiechu. — No widzisz. — Tylko przedtem musimy zajrzeć do kuchni. Zadowoleni zbiegli co prędzej na podwórze. a potem zaczęła wołać: „kici. — Prawda — ucieszyła się Karolcia.4 s" . — Poczekaj. Bo widać myślała. jak się zdaje. kiedy naraz przypomniała sobie. czy nas kto zobaczy. wtedy gdyśmy stali tuż prawie obok niej. — Hura! Jednak jesteśmy niewidzialni! — Czy jesteś tego pewien? — spytała Karolcia.

Idę się troszkę pobawić z Piotrem. . A pani Kozłowska strasznie się cieszy. Hm! Roboty znalazłoby się dosyć. ale zaraz przestaje rozmawiać z panią Kozłowska.wszyscy mówili. Będą spokojne. to z Waldkiem byłoby załatwione! A co dalej robić?!. i« | — Jak to: nie ma! — wrzasnął Piotr. który akurat wybiegł na podwórze. Piotr! Nie ma się czym przejmować.. 45 — Dlaczego? — zdziwiła się Karolcia. / < „ Karolcia spojrzała na niego dumnie. — Jesteśmy zamknięci! — zawołał rozpaczliwie Piotr. gdy już list był napisany... Do mieszkania Piotra było łatwiej się dostać. — — Ojej. — Zapominasz zupełnie o. a dziś — jakbym piórko niosła. usta otwor/. Chodź. Oto idzie na przykład miła pani Kozłowska z drugiego bloku i dźwiga ciężki kosz ze sprawunkami. jakbym miała znów ze dwadzieścia lat. co by zrobić wobec tego? Słuchaj! Już wiem! Napiszemy listy ty do ciotki Agaty. właśnie. Wreszcie Piotr zaproponował: — Wiesz co? Chodźmy do tego wielkiego domu towarowego. a 44 A Dorota też stanęła.. Tak. Tak mi siły wróciły! Pewnie po tych ziółkach. to samo będzie i z moją mamą. gdzie się podziałem! Zaraz. które piję". Naraz Karolcia roześmiała się. że to Karolcia pędzi na hulajnodze pozostawionej przy ławeczce przez Dorotę. a my też bodziemy w porządku! Drzwi w mieszkaniu Karolci były zamknięte.. sama się przekonasz. że mnie nie ma na podwórzu? — Ha. zaczął wołać: — Patrz. . jeśli ciocia zobaczy przez okno. Wszystko przepadło! . Piotr był bliski łez. Naprawdę! I wtedy to wyglądało tak.^ . Ale list udało im się wsunąć przez szparę. to może do ciebie wróci. nawet hulajnoga od ciebie ucieka! A znów jedna dziewczynka zaśmiała się: — Jak ją grzecznie poprosisz.. Nie martw się o mnie. za-i. różowej nitce — błękitny koralik! . Czy przez to. Ale w końcu znudziła się ta zabawa Karolci i zaczęli się z Piotrem namyślać. Za to zdarzyła się i. pani Kozłowska ma sama nieść to wszystko na górę? — Niemożliwe — mówi szeptem Piotr do Karolci i zaraz podbiega do pani Kozłowskiej.. hulajnoga zawróciła i zaczęła pędzić w stronę Doroty! To dopiero było! Dorota najpierw stała. jakby na zawołanie.i/. że dobrze mu tak za to. I w tej chwili.. że taki dla wszystkich jest niedobry! No. ludzie: hulajnoga sama jedzie po chodniku między trawnikami! Oczywiście łatwo się można domyślić. drzwi były zamknięte.. nagle m/.legło się trzaśniecie drzwi i zgrzyt klucza w zamku..„. — Wiem doskonale. jeśli mama zabrała klucz. Twoja kochająca Karolcia. jakby w kamień zamieniona. Ujmuje za pałąk kosza i niesie. bo naraz Leszek. Piotr i Karolcia spojrzeli na siebie.ii aż będzie się okropnie martwiła. Wczoraj to ten kosz taki wydawał mi się ciężki.yła i nie wie. tym! I Karolcia ujęła w swoje dwa niewidzialne palce wiszący na jedwabnej. Aż oczy przeciera — bo patrzcie. — Ale co będzie. — Kiedy ich nie można w ogóle otworzyć. Kochana ciociu Agato. Bo oto. prawdopodobnie do dentystki. — Rety! p . proszę pani. Dorota. co się tam dzieje. jakby ją hulajnoga rzeczywiście goniła. co powiedzieć. że kosz taki lekki. Sąsiadka nadziwić się temu nie może. Piotr zawsze jej pomaga zanieść kosz na górę. „. Tam się trochę pobawimy! — Świetnie — zgodziła się Karolcia. — Przecież możemy wyjść i sami zatrzasnąć drzwi. a ja do mojej mamy. Naturalnie że /. a potem zaczęła uciekać. i nawet tak mówi do jakiejś sąsiadki: „Tak się dobrze dzisiaj czuję. jakby oczom nie wierzyła. tylko gapi się na drugi koniec podwórka i napatrzyć się nie może. To mama wyszła. a mama zabrała klucz.+^.im zupełnie inna historia. że mama będzie tam co najmniej dwie godziny. że jest w tej chwili niewidzialny. co by teraz zrobić.

Trzeba więc było koniecznie natychmiast zawrócić. na co się naraża. Albo też od razu znaleźć się w sklepie?! Jak wolisz? — Lepiej wyfrunąć przez okno — zdecydował Piotr — a potem żebyśmy od razu byli w sklepie. J> — Oczywiście — oświadczyły zgodnie gawrony. tylko pamiętaj. gdzie była urządzona kawiarnia. Już zdawało się. że nawet nie wie. — On sobie może coś złego zrobić. że leci samotnie. Piotr zorientował się. który był widoczny z daleka. Karolciu. — Jak cudownie tak płynąć w powietrzu! — zachwycała się Karolcia. że nie należy używać go zbyt lekkomyślnie. Parę uderzeń mocnymi dziobami i oto sukienka już się odczepiła. zaczepioną brzegiem sukienki o jakąś antenę telewizyjną. aby wyrazić odpowiednie życzenie. Wylądowali na tarasie. Nie było to wcale łatwe! Wiatr znosił Piotra ciągle w bok i ani rusz nie mógł skierować się w stronę wzywającej pomocy Karolci. ale ponieważ bali się. Karolcia zdenerwowała się tym ogromnie. — Tciaz możemy go zostawić i pofruniemy dalej. więc schwycili się za ręce. To było naprawdę strasznie śmieszne! Można było zapukać w szybę albo niespodziewanie powiedzieć coś do kogoś. że nad ulicami rozpościera się jak gdyby sieć z drutów. — Co chciałyście przez to powiedzieć? — zawołała Karolcia. — Bo dam ci w skórę. Istna pajęczyna. ale gawrony już odleciały. Uf — Czy wy nas widzicie? — zdziwiła się Karolcia. — Musimy uważać. Przysiadali dla zabawy na chwilę na dachach lub na balkonach i unosząc się znowu w powietrze gonili się naokoło wszystkich kominów fabrycznych. Natychmiast też okno otworzyło się i Karolcia razem z Piotrem wyfrunęli. gdy nagle i zupełnie nieoczekiwanie zjawiła się pomoc ze strony dwóch sympatycznych gawronów. — Widać został sam w domu i taki z niego głuptas. — Niech tak będzie — kiwnęła głową Karolcia i znowu ujęła w palce niebieski koralik. że zna się na takich rzeczach.. — Zaraz mu damy nauczkę — zdecydował Piotr. — To przewody elektryczne linii tramwajowych i trolejbusowych — objaśnił Piotr z niejakim zadowoleniem. który mógł ich łatwo rozdzielić. — Ach! Jakież mam pragnienie — oświadczyła Karolcia na widok osób pijących przez . Unosili się teraz lekko nad ulicą. . — Patrz! Możemy zaglądać do okien wszystkich domów. które widząc całą historię. W pewnej zaś chwili. tak bowiem stali się zwiewni. — Jak wyjdziemy stąd? Czy dałoby się — tu zawahał się — czy dałoby się wyfrunąć przez okno? — Czemu nie? Naturalnie że możemy. zupełnie niespodziewanie.— To co zrobimy? — zapytał teraz Piotr zachwyconym szeptem. kiedy mijali pewną wysoką kamienicę. Wspólnymi siłami ściągnęli malca z okna. — Nie strasz dziecka! Nie pozwolę ci. Znów więc lekko płynęli nad miastem. aby ratować przyjaciółkę. Spojrzeli w dół i zobaczyli z ogromnym zdumieniem. — Kiedy ja tylko tak! Na postrach! — uspokoił ją Piotr. on na pewno wyleci! — denerwowała się. /c naprawdę mógł wypaść. Chwycili się znów za ręce i teraz już frunęli prosto do domu towarowego. gdyż od czasu do czasu wiał dość silny wiatr. -^ . jeśli nie posłuchasz — groził dalej Piotr. Zatrzymali się więc teraz przy tym oknie i wpłynęli do mieszkania. W mieszkaniu mi irzecim piętrze jakiś malec wyglądał przez okno i tak się wychylał. > i — A przecież my jesteśmy niewidzialni! — Ale jesteście niewidzialni tylko dla ludzi! Wiemy poza tym. żeby o nie nie zawadzić. że lada podmuch wiatru może ich rozdzielić. że sprawa jest zupełnie beznadziejna. pośpieszyły na ratunek. a Piotr powiedział mo/liwie grubym głosem: — Nie wolno włazić na okno! Rozumiesz? — Ro. rozumiem — odpowiedział malec rozglądając się niepewnie wokoło.. Tak właśnie 46 zdarzyło się. abyś miał go zbić! — izeptem broniła malucha Karolcia. że masz niebieski koralik. Bo w ten sposób będzie okropnie śmiesznie. Było to jednak niebezpieczne. Obejrzał się — gdzie jest Karolcia? Co się z nią stało? Dopiero po chwili spostrzegł ją. a ją wiatr szczęśliwie zaniósł w stronę Piotra.

— Aaaaach! Aaaaach! — zdenerwowała się sprzedająca. — Zaraz zobaczysz. które włożył sobie na ręce. Toteż po ich spożyciu można już było śmiało ruszyć na wielką wyprawę do wnętrza domu towarowego. 50 — Ale jak ją postraszymy? — spytała Karolcia. — Idziemy! — zakomenderował Piotr. — Ja też — przyznał się Piotr. Tu. — Co ty. — Mnie się zdaje.łapiemy szybko po porcji lodów. bo naprawdę nie wiem. Tylko rób to samo co ja! — I Piotr szybko schwycił z półki parę męskich butów. — Nie mogę przecież prosić o takie nie najważniejsze rzeczy. mimo że ludzie stali spokojnie. że ta pani. — Wiesz? Postraszymy ją trochę. Chodźmy do zabawek! — Ojej. bo niegrzecznie rzucała na ladę pudełka z butami i nikomu nie chciała podać innej pary. — Nie zamienia się! — niegrzecznie odpowiadała na jej prośby sprzedająca. jeśli jakieś buty były za ciasne albo za luźne. To poważna sprawa. mniej będzie kłopotu — zdecydowała Karolcia. Jeszcze się pogniewa. że nie jest uprzejma — zgodził się Piotr. umieszczonych w bufecie-lodówce. i przyglądali się. że pieniądze położymy na bufecie. jaka ty jesteś dziecinna. może się potem poprawi. który był zarazem lodówką. — Służę ci — powiedział elegancko Piotr — mam właśnie jeszcze trochę pieniędzy z moich oszczędności i mogę cię zaprosić! — Ale wiesz? — rozmyśliła się Karolcia. bo jeśli jesteśmy niewidzialni. to nas mogą niechcący zadusić — rozsądnie zauważył Piotr — co wobec tego zrobimy? Może poprosisz. która sprzedaje. — Ach! A tymczasem zobaczymy. kiedy jesteśmy niewidzialni? Czy myślisz.słomiane rurki wodę sodową oraz oranżadę z wysokich kieliszków. Właśnie kiedy Piotr z Karolcia podeszli do stoiska. Karolcia zaraz też chwyciła jakąś parę czerwonych sandałków i ku szalonemu zdumieniu i przerażeniu ekspedientki — dwie pary butów samodzielnie pomaszerowały wzdłuż lady. — Właściwie to wolałabym lody! Owocowe i śmietankowe. żebyśmy od razu znaleźli się w dziale zabawek. bo wszyscy patrzyli teraz z zaciekawieniem. czerpiąc je z dużych termosów. Lody były wspaniałe i pokrzepiające. — Wobec tego zrobimy tak: /. Ach! Były i lody pistacjowe! — No to co zrobimy? — zastanawiał się tymczasem Piotr. nie jest bardzo uprzejma — zauważyła Karolcia. Chodź. Ruchome schody zapchane były ludźmi i wcale nie łatwo było na nie się dostać. które szykuje panienka. jakie te lody są. Czy są owocowe albo śmietankowe? A może będą pistacjowe? Zbliżyli się do dużego bufetu. jakaś pani z małą dziewczynką na próżno prosiła o zamianę za ciasnych butów. 4 — Karolem łt' LEPSZE l GORSZE POMYSŁY W domu towarowym panował oczywiście jak zawsze ogromny tłok. Transakcja udała się jak najlepiej. co byłoby lepsze. sprzedająca widać była w niezbyt dobrym humorze. które kupiła dla swojej córeczki. jak panienka w białym fartuszku nakłada porcje lodów. — Wobec tego może zajmiemy miejsce przy stoliku? w i« < wi w? 48 — No dobrze — Karolcia przysiadła na jednym z kolorowych krzesełek — ale jak zamówimy lody. — Co to znaczy? Nikt na to nie odpowiedział. a zapłacimy w ten sposób. wiesz co? Lepiej już zostańmy niewidzialni. że musimy znów stać się widzialni? — Trzeba się nad tym zastanowić. najpierw obejrzymy sobie jeszcze inne działy. której ten pomysł wydał się zupełnie niezły. — Nie możemy się wcisnąć. — Pewnie. Zatrzymali się więc na chwilę na następnym piętrze przy stoisku z butami. — E. . — Dobra' — zgodził się Piotr. Piotrek? — oburzyła się Karolcia. co będzie dalej.

A tymczasem męskie buty i czerwone sandałki tańczyły teraz przytupując wesoło. ogromnych lalek. żywe dziewczynki. —Teraz jazda do działu zabawek. — Poczekaj chwileczkę — poprosiła Karolcia. aby sprzedająca była grzeczna dla kupujących! To dopiero było! Sprzedająca zaczerwieniła się jak burak i rzuciła się w stronę butków. że teraz sprzedająca już nie mogła się złościć i musiała być bardzo grzeczna. zamykane oczy i Karolcia wiedziała. patrz na tego chłopaka. — A to dziwne wydarzenie — kiwali głowami ludzie. A tymczasem Piotr zaproponował: . — Tylko obejrzę te chusteczki. I wskazał na wysokiego chłopca w poplamionym swetrze. który wpychał ukradkiem do kieszeni piękny jedwabny szalik. Jednym szybkim ruchem Piotr wyciągnął z jego kieszeni skradziony szalik. — To złodziejaszek! — szepnął Piotr. musieli więc przejść wzdłuż wielu jeszcze innych stoisk z różnymi rzeczami. Oczywiście. kiedy będę miała pieniądze. żeby się nie powtórzyła historia /c spacerującymi butami.— To reklama! — zawołał ktoś. Właściwie to Karolcia tak naprawdę.aczęła śmiać się razem ze wszystkimi i ta niegrzeczna sprzedawczyni. jakby lalka sama chodziła albo unosiła się w powietrzu. które mi się podobają? O. Tylko ludzie stojący przy ladzie powtórzyli: „Tak. te niebieskie z kwiatkowym szlaczkiem. Naraz buty przystanęły. Nawet na pewno kupię. ale to naprawdę. co zrobię! Odechce mu się na przyszłość kradzieży! I szybko podskoczył w stronę złodziejaszka. Było na co patrzeć! Ka-rolcia miała ogromną ochotę wziąć chociaż na chwilę do rąk którąś ze wspaniałych. ••) 52 W dziale zabawek przystanęli zagapieni. które powiedziały głośno i wyraźnie: — Żądamy. lak. Chciałabym. Złodziejaszek schwycił się za kieszeń i przytrzymał koniec szalika. żeby ją tak trochę wziąć na ręce. Ale ten już nie czekał na dalszy ciąg swojej dziwnej przygody. Ale przecież chodziło tylko o to. Tak. — Już wiem. ale one tymczasem już zwinnie wróciły na swoje miejsce na półce. wcale nie chciała mieć takiej lalki na /awsze — od razu wiedziała. Wiesz. to powiedzą: ma-ma. że zaczęli do taktu przyśpiewywać. że w końcu nawet /. — Złodziej! Złodziej! — zakrzyknęły na ten widok sprzedające i rzuciły się w stronę chłopaka. Stały rzędem na półce. kupić chociaż sześć dla mojej mamusi na imieniny. że to dobry pomysł reklamy i że to było mówione przez głośnik. I tak się wszyscy rozbawili. tak — ale jak to urządzić. że lalka sama zeszła z półki. Teraz wszyscy patrzyli na chłopaka. Bała się. Stoisko z zabawkami było na samym końcu. Zmykał tylko ile sił w nogach. a trochę stłamszony szalik spoczął jakby ułożony na ladzie. Tymczasem zaś Piotr i Karolcia powędrowali dalej. Ale to już nic nie pomogło. który niczego się nie spodziewał. — Ale zrobimy coś jeszcze bardziej dziwnego — powiedział na to po cichu do Karolci Piotr. którego drugi koniec jakaś niewidzialna ręka ciągnęła do góry. A inni znów mówili. który usiłował wepchnąć do kieszeni szalik. — E. i tak się wszyscy z tego tańca śmiali. to będzie /upełnie wyglądało. — Ale my jesteśmy niewidzialni! — szepnął z zadowoleniem Piotr. ubrane ślicznie — zupełnie jak małe. — A co zrobimy? Przecież on jest bardzo duży! — westchnęła Karolcia. — Ale patrz tylko. — A mnie się podobają te w kratę — kupiłbym takie dla mojego tatusia. że jeśli się je przechyli do tyłu. Czerwone sandałki też się zatrzymały i wszyscy ze zdumieniem usłyszeli dwa dziecinne głosy. kiedy już dosyć uzbieram — powiedział Piotr stanowczo. „Hop są! są! Hop! są są!" Tak się to wszystkim spodobało. żeby pani była grzeczna dla kupujących". żeby zaraz nie zrobiło się całe przedstawienie i żeby wszyscy nie stanęli w podziwie. Są prześliczne. którzy to widzieli. to były zdjęcia do filmu — mówili inni. Miały prawdziwe włosy do mycia. — Trzeba będzie też mu zrobić figla i dać nauczkę. że to jest za droga lalka. Bo przecież jeśli niewidzialna Karolcia ją stamtąd weźmie. Przy jednym z nich zatrzymali się na chwilę — były tam piękne szale. rękawiczki i chusteczki — takie do noszenia na głowie i takie do nosa. racja — prosimy.

— Ojej! Jaka ty jesteś! — mruknął Piotr. jeśli pani tak koniecznie chce — zgodziła się dla świętego spokoju sprzedająca. Ludzie stojący przy stoiskach stawali w podziwie. która sama chodzi! — zażądała natychmiast jakaś pani. Była to zresztą bardzo duża lalka i Karolcia postawiła ją na ziemi. że to nie są lalki chodzące — tłumaczyła ekspedientka. widzicie. że wcale nie mieli zamiaru uciekać z lalką. jakby ją tam ktoś postawił. zagapieni na maszerującą lalkę. Oddajmy ją. Przystanęła. Nie minęła chwila. uczesaną w koński ogon. Tylko powiedz którą. — I mnie. a potem wzięła za rączkę jak małe dziecko i zaczęła ostrożnie prowadzić. — A komu? — Jak to komu? — ekspedientce. — No. i mnie — rozległy się głosy. — Kiedy nie mam innych.. że tak biegnie! Trzeba zawo-\ać dyrektora! Dyrektora! — Ojej — szepnęła teraz Karolcia do Piotra — dyrektora chcą wołać. która przedtem chciała koniecznie dostać chodzącą lalkę. — zaczęła niepewnie Karolcia. obróciła się w stronę goniących i powiedziała głosem. 54 — Tak? A dlaczego tamta lalka chodzi? To proszę mi ją zaraz zapakować! — Mogę zapakować. — Proszę nam dać inną. już stał na ladzie i sięgał do półki. Tymczasem Piotr i Karolcia ujęli teraz lalkę za obie rączki i szybko pomaszerowali korytarzem. którą chcesz? — spytał. Karol-ciu! — I zanim Karolcia zdążyła odpowiedzieć. — Mamo! Ona ucieka! — wrzasnęła naraz ta dziewczynka. Naturalnie. też pokrzykująca nie wiadomo dlaczego: — Stać! Stać! Za tą mamą wreszcie biegła na końcu sprzedająca. — Zaczekaj! — wrzeszczała goniąca ją dziewczynka. Zupełnie to wyglądało tak. — Kiedy to nie są chodzące lalki — wyjąkała zdumiona sprzedawczyni — ja nic o tym nie wiem! — O. która właśnie przyszła razem ze swoją mamą. — Nie nudź. Lalka stała co prawda. — Proszę zaraz sprzedać te lalki! A jedna dziewczynka. koniecznie! Zaraz mi ją kup.. Zaraz potem postawię ją na tym samym miejscu. Chcę wrócić na półkę. — Kiedy. No. tylko ogromnie się im ta zabawa spodobała. Zatrzymajmy się! Ku zdumieniu wszystkich maszerująca lalka zatrzymała się nagle. A potem wyrwała się matce i pobiegła za niewidzialnymi Piotrem i Karolcia. I wróciła. bo na pewno jej nie zepsujesz! Poza tym przecież nie chcesz jej zabrać.. Za dziewczynką znów biegła jej mama. nie chce sprzedawać takich pięknych lalek — zaczęli się irytować kupujący. kiedy lalka znalazła się w ramionach Karolci. Wśród kupujących rozległ się okrzyk zachwytu: — Lalka. I zaraz wszyscy ustawili się w kolejce. czemu się namyślasz. Widząc tę niespodziewaną pogoń.— Chcesz? To wdrapię się na tę półkę i zdejmę ci którąś lalkę.. Wołała: — Proszę pani! Proszę pani! Niech się pani uspokoi! Ojej! Co tu się dzieje! Ta lalka chyba jest popsuta. puścili się pędem. Lalka niesiona przez nich galopowała teraz poprzez całe piętro domu towarowego. nic się nie bój — uspokoił ją Piotr. wołała: — Ja chcę koniecznie mieć taką lalkę. — E. przecież od razu mówiłam. — To już najlepiej tę w spódniczce czerwonej. — Tylko wiesz co? Już mi się znudziło to bieganie z lalką. ale o chodzeniu nie było mowy. Karolciu! Przecież lalce nic się nie stanie. która sama chodzi! Pewnie bardzo droga! — Proszę mi zaraz dać taką lalkę. To znaczy . Tylko czekaj. może być z tego okropna awantura. — Widać zepsuta! — orzekła ta pani z córeczką. przedtem jeszcze zrobimy jeden kawał. Sprzedająca mrucząc pod nosem „nic nie rozumiem" zdjęła z półki jedną z lalek i spróbowała postawić ją na ladzie. mamo. który dziwnie był podobny do głosu Piotra: — Znudziło mi się chodzić. tylko potrzymać — więc nie będzie to nic złego.

s0f Ln j* 57 . ale jak? Już wiem! — I Piotr niewiele myśląc przechylił się za płotek i chwycił jakąś przechodzącą panią za płaszcz. — Co ty. gdy zechcą. że ciągnął mnie z całej siły za płaszcz! . — Przepadam za zaczarowanymi kotami. — Musimy wysiąść — westchnął Piotr — nic z tego nie będzie. a Piotr i Ka-rolcia wsiedli do małego samochodziku. i stale sprawdzała. Czerwone jabłka na drzewie też były z czegoś zrobione. f "i CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU Otworzyli więc skrzypiące drzwiczki zielonego płotka. Pod oknami zrobiony był ogródek z papierowych kwiatów i rosło drzewo. )•> "f . stać się niewidzialne. a zielona trawa była świeża i pełna stokrotek. czy pr/ypadkiem nitka się nie przerwała i koralik nie zginął. Teraz 55 wszyscy zaczęli pytać o cenę takich chodzących lalek. l. żeby to był prawdziwy. . że to wszystko jest nieprawdziwe — powiedział Piotr. Teraz więc spełniły się ich marzenia. czarny kot wstał i przeciągnął się.. powiedz sama. on ci chyba nic złego nie zrobi — szepnął Piotr.— Wcale się nie boję — odpowiedziała Karolcia z oburzeniem. — Ale ten jest zaczarowany — przypomniał z zachwytem Piotr. pomalowanego na zielono i brązowo. to znaczy jeszcze od owego czasu. aby go nie zgubić podczas tych wszystkich przygód. Patrz.. bo naprawdę to był drewniany. który otaczał domek Baby Jagi. Nie dadzą nam spokoju. \ /. bo teraz wszyscy biegli za pędzącym samochodzikiem. <. i. patrząc w stronę Piotra. gdzie się podział. natychmiast poczuli /apach żywych kwiatów rosnących przed domkiem. złodzieje! Ktoś chciał ze mnie ściągnąć płaszcz! r. — Gdyby to było tak naprawdę! Pomyśl tylko! No. ale taki najprawdziwszy domek z prawdziwą Babą Jagą i prawdziwym kotem. żeby to był prawdziwy domek! — Pewnie że bym chciała. jaki jest miły i jakie ma aksamitne futerko. — Ale gdzie jest ten złodziej?! — pytali wszyscy. — Chodźmy wobec tego do domku Baby Jagi — zaproponowała Karolcia — tam będziemy mogli spokojnie się pobawić. — Reklama! Reklama! — wołali kupujący i chcieli koniecznie wsadzić tam swoje dzieci.4. Ciągle bała się. tak jak to zwykły czynić wszystkie zaprzyjaźnione koty na świecie. a na dachu siedziała drewniana sowa i obok niej uszyty z gałganków czarny kot. że znów jesteśmy widzialni? Trzeba by się jakoś o tym przekonać. wiem tylko. kiedy przychodzili do domu towarowego jako zwyczajne dzieci. — Tylko wiesz co? Przecież on nas widzi! Inaczej nie łasiłby się do ciebie. czybyś nie chciała. Może z papierowej pomalowanej m\ czerwono masy. Pani podniosła krzyk: vj — Ratunku. No i naturalnie znów zaczęły dziać się straszne awantury. Ale koralik był i natychmiast spełnił życzenie Karolci. Piotr zasiadł przy kierownicy. Czy to ma znaczyć. Były tam małe okienka z firaneczkami i zielone drzwi. — Świetna myśl — pochwalił Piotr. Piotrek! Przecież ja bardzo lubię koty! . *»* »n* /''J i .e wszystkim prawdziwym! — zakrzyknęła z zapałem Karolcia. — Nie wiem. które mogą. a potem mrucząc przyjaźnie zeskoczył na ziemię i zaczął się ocierać o nogi Karolci. — Nie wiem — odpowiedziała pani. które było zwykłą dekoracją z dykty \ papieru. Od dawna już mieli ochotę nim się przejechać — od dawna. — Tym lepiej — kiwnęła główką Karolcia. — Szkoda. a nie takie.. — Nie bój się go.Piotr i Karolcia postawili ją na jej dawnym miejscu.w'. Puchacz na dachu poruszał się niespokojnie i łypnął jednym żółtym okiem. — Jedziemy naokoło — powiedział i ruszyli. Domek Baby Jagi był małym domkiem zbudowanym z pierników — ale tak na niby. ściskając niebacznie w ręku błękitny koralik. Ledwie zamknęli za sobą skrzypiącą furtkę.

— I zaraz wszyscy zaczęli się śmiać i zrobiło się ogromnie wesoło.' ' *. . kiedy z domku wyszli Piotr i Karolcia i zaczęli rozdawać piernikowe serduszka w czekoladzie. Mamusie natychmiast uważały. czy im starczy na kupno roweru lub chociaż hulajnogi dla synka. Pewna dosyć duża dziewczynka zdjęła z warkocza różową kokardę i podarowała ją małej dziewczynce. widać. A w domku było przepięknie! Wszystko było tam prawdziwe — i małe mebelki. — Oczywiście. — I wydało im się to bardzo przyjemne. że sprawy dzieci są niezmiernie ważne i właściwie najważniejsze ze wszystkiego. i piec z trzaskającym wesoło ogniem. Wszyscy podziwiali piernikowy domek. aby mógł lepiej zobaczyć. Zachwyt wzrósł z chwilą. Tymczasem kot wyginając grzbiet miauknął kilka razy uprzejmie. Były przepyszne. Jeśli przypadkiem zjadł kawałek piernika ktoś z dorosłych. że sprawunkiem. Nie zastanawiali się więc dalej nad tą sprawą. jest kupienie lalki dla córeczki. Na szczęście mamusia zajadała właśnie kawałek piernika.. który jak najszybciej trzeba załatwić. którym ją poczęstowała jakaś inna mamusia. — Widać to jest tak — ucieszyli się — że dla zwykłych ludzi to jesteśmy niewidzialni. która płakała z powodu zgubienia własnej kokardy. ciągnął i zniknął — powiedział ktoś — pewnie zaczepiła się pani o płotek. Ale przecież nikt nie może zjeść zbyt dużo serduszek czekoladowych. 58 — Czy lubicie pierniki? — spytała Baba Jaga. a widzieć nas mogą tylko ci z zaczarowanego świata. Ponieważ przedtem była drewniana. z podniesionym do góry ogonem. co kto myśli. #"i Ws^te. — To świetnie! Tymczasem wokół domku Baby Jagi stały zagapione dzieci. Po chwili te zielone drzwi otworzyły się i wyszła do ogródka Baba Jaga. kwitnące wokół kwiaty i mądrego kota. które tu przychodzą — powiedziała wtedy Baba Jaga. kiedy jesteśmy niewidzialni? — Ach. którym rozdzielała piernikowe serduszka. mogę doskonale na tę chwilę zrobić was znów widzialnymi — i dotknęła ich palcem — teraz już was wszyscy będą widzieli. Kto zje takie serduszko. odzyskacie waszą niewidzialność. świeżo upieczone pierniczki. jeśli się nie /je wszystkich? — Możecie rozdawać je dzieciom.— Eee. Stali również nie mniej zagapieni ich rodzice. Sami zresztą zobaczycie. że jest jednak dalej niewidzialny. — Lubię serduszka w czekoladzie — przyznała się Karolcia. i poduszki na łóżka. wiedziała. która. od razu staje się lepszy. — Bo pani rozumie. jak wygląda domek Baby Jagi. aby stanęły przed nimi. nie było mowy o żadnych sprzeczkach i popychaniu. natychmiast zaczynał rozumieć. który mruczał jakąś kocią piosenkę. czy dalej jest drewniana.„ 59 — Czy potem znów możemy być niewidzialni? — zaniepokoił się Piotr. swoją własną mamusię. a paniusia poszła sobie dalej. gdy tylko będziecie chcieli. — Aha! — przypomniała sobie Baba Jaga — chciałam wam jeszcze powiedzieć. — Spróbujcie — częstowała. musimy wrócić niedługo do domu. W każdym razie w tej chwili wcale nie wyglądała groźnie i w dodatku z poczciwym uśmiechem zapraszała ich do środka domku.. że zaczęły się dziać rzeczy niezwykłe. — Ale czy możemy to zrobić. A nawet jeden starszy chłopak pożyczył swoją czystą chustkę do nosa pewnemu malcowi i wziął go na rękę. chłopcy prosili dziewczynki. a tatusiowie szybko przeliczali pieniądze. że te pierniki też nie są takie zupełnie zwyczajne. Wszyscy chcieli być dla wszystkich bardzo dobrzy. a potem. czy też dzięki czarom jest prawdziwa. i wobec tego 60 wcale się nie zdziwiła. Piotr był już zupełnie pewien. — A to świetnie! — I natychmiast zaczęła wyjmować z pieca pyszne. tylko zamachała do niej wesoło chusteczką. nikt się nie pchał. Naraz ku swojemu ogromnemu zdumieniu Karolcia zobaczyła w tłumie stojących. No i Karolcia również. powędrował do drzwi chatki. Rzeczywiście. A może Baba Jaga się obrazi. Wszyscy ustępowali sobie miejsca. kiedy zobaczyła Karolcię w domku Baby Jagi. więc w pierwszej chwili zupełnie nie było wiadomo. — Serduszka w czekoladzie? — ucieszyła się Baba Jaga.

że właściwie nikt go nie mógł zauważyć. — Czego pani sobie życzył — spytała wobec tego Karolcia. — Ha! — wrzasnęła teraz Filomena — i tak ci go odbiorę! — Nie. że ktoś mógłby go rozdeptać. przenigdy mi go nie odbierzesz! — zawołała bohatersko Karolcia. I znów naturalnie zgromadził się tłum ludzi — wszyscy przyglądali się ze zdumieniem Filomenie. ciągnąc Karolcię za rękę. moja mała. a po drugie. — Widać ma jakiś atak! To może być . gdy najniespodziewaniej na świecie jakaś przechodząca pani niechcący zaczepiła nową. prawie w ostatniej chwili zdołała go pochwycić Karolcia. tocząc się po podłodze. Ratujmy się! — Karolcia już sama nie wiedziała. tuż przy koraliczku.Czego pani się pcha! — oburzali się ludzie. — Prędzej. — Daj mi zamiast pierników ten swój niebieski koralik — szepnęła syczącym głosem — daj mi go zaraz! . Chwila była bardzo dramatyczna! Bo oto szponiasta ręka Filomeny była tuż. ale niestety! Błękitny koralik nie był przecież niewidzialny. chce nam zabrać koralik. gdy naraz. i wyciągnęła rękę. wiszącej na Karolcinej szyi. — Dziękuję — odpowiedzała pani w dziwacznym kapeluszu — nie chcę twoich pierników. jedwabnej nitce. mamusiu — zawołała Karolcia — tylko rozdam wszystkie pierniczki! W tej chwili podeszła do zielonej furteczki jakaś pani w dziwacznym kapeluszu z piórami. — Ta pani zachorowała! — odezwały się głosy. M. błyszczące oczy. — Proszę bardzo! To są pyszne serduszka w czekoladzie — powiedziała uprzejmie Karolcia. — Prędzej! Przemykali się w tłumie. którym wyłożona była podłoga w domu towarowym. takim. że schwyci go Filomena. niebieska iskierka migocąca w powietrzu. aby podnieść toczący się koralik. Filomena niestety usłyszała ten dźwięk. Nieznajoma podniosła głowę przybraną dziwacznym kapeluszem i dopiero teraz Karolcia zobaczyła spiczasty nos i małe. Całe szczęście. Trzepotała się niby ryba w sieci i już się zdawało. nurkowali między kupującymi. 62 Bo nikt przecież nie widział walczącego z Filomeną Piotra. Wyplątała się więc nad podziw zręcznie z firanki i skoczyła jak pantera w stronę koralika. — Musimy znów stać się niewidzialni! Zrób to natychmiast — wołał Piotr — a potem uciekniemy! Rzeczywiście natychmiast odzyskali niewidzialność. Był tak niewielki. — Czy pani oszalała? Co to za wychowanie! — Precz! Z drogi! — ryczała rozzłoszczona Filomena. ale Filomena widziała go doskonale. Koralik. któremu groziło podwójne niebezpieczeństwo — po pierwsze. że goniąc poprzez całe piętro. dźwięczał jak gdyby naj śliczniej szy i najdelikatniejszy dzwoneczek. — . a Filomena pędziła za nimi. — Piotr! Ratujmy się! Piotr chwycił szybko Karolcię za rękę i zaczęli uciekać. co począć. 61 Filomena rzuciła się też gwałtownie w pogoń za koralikiem i Karol-cią. która w przekrzywionym kapeluszu. Ale tu spotkała się z niewidzialnym Piotrem i niewidzialną Karolcia. jakich już nikt nie nosi. Nie darmo miała duże i jakby trochę kosmate uszy. kołysząc się na różowej. '••' — Co się stało? — spytał podbiegając Piotr. tylko jaśniał swym ślicznym błękitem. chudą rękę w stronę koralika. wyjąc dziko. Za to daj mi co innego. i x — Nie dam mojego koralika! — krzyknęła wtedy Karolcia. Piotr i Karolcia wpadli do działu firanek. wymachując parasolem. — To Filomena! Poznałam ją. prędzej! — szeptał teraz Piotr. Błękitny koralik wyglądał jak mała. Wtedy to Filomena zaplątała się w jedną z nich i runęła jak długa na podłogę.< l wyciągnęła swą szponiastą. którzy również rzucili się na ziemię. dopiero co kupioną łyżką durszlakową o różową nitkę na szyi niewidzialnej Karolci. rzucała się na podłodze.— Zaraz idę. a koralik potoczył się po gładkim linoleum. aby nie mogła gonić dalej Karolci. przytrzymał ją z całej siły. Piotr tymczasem usiłował obezwładnić Filomenę: gdy ta leżała wyciągnięta na chodniku. Nitka pękła. że koralik jest ocalony.

tak. Aha! Pamiętajcie! Serduszka w czekoladzie nie tracą swojej mocy nawet i w prawdziwym świecie. I włożył Filomenie pod pachę termometr. Zanim Piotr cokolwiek zrozumiał. Wyobraźcie sobie. — Prawda! — przestraszyła się trochę Karolcia. Nie bój się! Nie zginie tam! Kieszeń jest niezmiernie głęboka! ' — To co z nami będzie? — krzyknął Piotr. — Ale jestem pewna. gdyby tak zaczęła żądać od koralika spełniania różnych złych rzeczy! No. że musicie wracać do domu. że mnie nie ma w domu. jeśli nie będziesz miała koralika przy sobie. ale. I naraz zdziwił się. Ja też znów stanę się drewniana. — Zmykajmy do domu. jak późno? — Oj. że już jest bardzo późno — przypomniał sobie Piotr. bo o siebie to się nie boję — dodał Piotr rycersko. Sami zresztą o tym się przekonacie. To byłoby niegrzecznie tak wyjść bez pożegnania. — Wiem. że cię zgniotą w tym tłoku. tylko jeszcze będzie załatwiała na przykład jakieś sprawunki — to co? Tymczasem moja mama będzie się ogromnie niepokoiła. — Wcale nie jestem lekkomyślna! Przecież musiałam ratować koralik! Musisz mi przyznać.. co by to było. że zmierzymy temperaturę. mogłaby zrobić dużo złego na świecie. że musiałam ratować! j . tylko kot jeszcze parę razy zamruczał przyjaźnie. — A co z nim zrobiłaś? — Po prostu wsunęłam do kieszeni w mamy płaszczu. co z nim zrobić. która dalej krzyczała: — Łapcie ich. Przecież nie możesz poprosić. dopóki nie odzyskasz koralika. Tymczasem Karolcia zdołała już na szczęście podnieść koralik. Potem wróciła do Piotra i powiedziała: — Już schowałam koraliczek. to żegnajcie! Mieli teraz pełne kieszenie serduszek. ojej. abyśmy znów stali się widzialni. że nic jej nie jest. Jesteś ogromnie lekkomyślna. I strzeż się Filomeny. że moja mamusia nie zgubi koraliczka i gdy tylko wrócimy do domu. że jedziemy! Tylko jak? O tej porze wszystkie autobusy są bardzo przepełnione! Ludzie wracają na obiad do domu! Boję się. Ale jeśli jeszcze kiedy zajrzycie do mnie. nic więcej — obiecywał lekarz. Gdyby dostała w swoje ręce błękitny koralik. musiałaś. Karolciu. Baba Jaga była znów drewniana. zanim wskoczył na dach domku. 63 Trzymała go teraz w zaciśniętej ręce i nie wiedziała. zdaje się. — O mnie się nie bój! Jakoś damy sobie radę! Tylko jeszcze musimy pożegnać się z Babą Jagą i z czarnym kotem. Lekarz w białym fartuchu i dwaj sanitariusze zajęli się Filomeną. kiedy pogotowie nadjechało. aby go nie zgubić.. i potem będzie awantura. łapcie! Muszę odebrać niebieski koralik! — Zdaje się. ale. pomyśl tylko! Przecież musimy wobec tego pozostać niewidzialni tak długo. no to co z tego? — Jak to: co? Karolciu. a jeśli twoja mama tak od razu nie wróci do domu. Baba Jaga skończyła tymczasem rozdawanie pierników w czekoladzie. Bądźcie zdrowi. Oczywiście że z termometrem nie wolno podskakiwać. to zaraz sięgnę do jej kieszeni. — Pewnie.niebezpieczne! Wezwijcie pogotowie! Nie minęła chwila.. — Zachowałam tylko jeszcze kilka dla was — powiedziała. że pani ma gorączkę — powiedział grzecznie doktor — pani pozwoli. prawda! Okropnie późno! To chyba jedziemy do domu. żeby tam . Karolciu! To niedobra kobieta. Karolcia podbiegła do mamy i szybko wsunęła rękę do kieszeni jej płaszcza. — Tak. widzisz. — Damy pani zastrzyk na uspokojenie. wyjmę go i znów będziemy widzialni.^j 'tf> 64 — No musiałaś. Jest teraz zupełnie bezpieczny. Karolciu?! Twoja mama też tu jest. Przy stoisku z guzikami! Rzeczywiście! Mama Karolci stała tam i kupowała guziki do Karolcinej sukienki. chętnie was /obaczę. — Widzisz. że jesteśmy niewidzialni. — Jak to: co? — No przecież jesteśmy jeszcze ciągle niewidzialni! — No wiem. więc siedziała teraz zła okropnie i kłóciła się z doktorem.

żeby Ciocia koniecznie spróbowała. i w dodatku niewidzialna będę robić? — westchnęła Karolcia. Gdyby tylko zechciała zjeść! Czekaj. — Dobrze. Strach pomyśleć — wtedy musieliby już do końca życia zostać niewidzialni. I w tej chwili — ledwie przełknęła pierwszy kęs. — I taka jestem okropnie głodna. kiedy będziesz wycho66 dził. bo ciotka Agata może się rozgniewać i wcale do drzwi nie podejść. y. aby mu otworzyć. Tylko nie trzaskaj głośno drzwiami. Ale całe szczęście. Ale pomimo to. że mama jeszcze nie wróciła do domu! — A jeśli przypadkiem koralik wypadnie twojej mamie z kieszeni? — powtarza Piotr. na której znajdowała się kartka z nagryzmolonymi w pośpiechu słowami: Dla kochanej Cioci Agaty od Karolci. — I zaraz wrócę. to jakiś urwis dzwoni! Ale to nic nie szkodzi! — I nucąc wesoło. przeczytała list.też znieruchomieć i udawać gałganianego. — Pierniczki były świetne. mrucząc gniewnie na głupie dowcipy chuliganów. Nie ulegało wątpliwości — to dzwonił Piotr. wyjmując z kieszeni chusteczkę albo rękawiczki. — Ja tymczasem polecę i zobaczę. gdy się jest niewidzialnym. to się naradzimy. tylko zachichotała. co paczuszka zawiera.ł/i„ > K . Karolcia rzuciła się pędem do przedpokoju. Wreszcie podeszła po coś do kredensu i zobaczyła paczuszkę. Pomrukując teraz z zadowolenia. — Wiesz? To byłoby dobre. ale ciotka Agata nie dała się wyprzedzić. Czekoladowe serduszka wyglądały niezmiernie apetycznie. — Chodźmy! — zakomenderował Piotr. Trochę jeszcze gniewna. może jakoś uda się coś zjeść. a w dodatku pachniały tak. — Ach. którzy dzwonią i uciekają. Była widać trochę zagniewana. W tej chwili rozległ się dźwięk dzwonka.* ** * ( t „r i -r* '/A — Karola a "n . ale nie jest to takie prawdziwe jedzenie. — Przepyszne — orzekła — ach. że nikt nie mógł się temu zapachowi oprzeć i koniecznie musiał zaraz ugryźć chociaż mały kawałek. Jak na złość ciotka krzątała się przy kuchence gazowej. że się to jakoś udało. — Wracaj szybko. bo mruczała coś pod nosem i mocno. Ale naprawdę sama też tym się trochę martwiła. zjadła pierniczek do końca. Bo co by było. gdzie akurat zapiekała makaron z szynką. Po chwili na kredensie w kuchni leżała zgrabnie zawinięta paczuszka. musisz mi zaraz sama otworzyć. nie gniewała się tym razem. — Naprawdę najwyższy czas na nas. — A gdyby tak ciotka Agata zjadła kawałek serduszka w czekoladzie. że nikogo nie zobaczyła. Tak też zrobiła i ciotka Agata. W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY ł -y Wcale nie jest tak łatwo. otworzyła drzwi. mama wyrzuciła niechcący koralik. Ale najgorsze było to. to też jeszcze nie było najgorsze. już od razu poweselała. to może by się nie gniewała na ciebie? — wpadł na pomysł Piotr. . ciotka Agata wróciła do kuchni. udało się szybko wsunąć do mieszkania. Tylko pamiętaj. co u mnie w domu słychać — przypomniał sobie Piotr. o nie! Chyżo przebiegła przedpokój i szeroko otworzyła drzwi. gdyby tak na przykład. A potem wszystko będzie na mnie. ale widać była ciekawa. ale przyjdź jak najszybciej! Bo co ja tu sama. nie martw się naprzód — uspokajała go Karolcia. bo ciotka znów się zdenerwuje. z hałasem przesuwała garnki. i wreszcie Karolcia i Piotr znaleźli się w domu. bo ostatecznie zawsze można było zadzwonić i gdy ciotka Agata. jakie to dobre. za którymi stał niewidzialny Piotr. •>. — Oj. spróbuję jakoś jej podsunąć. bo otworzyła ją szybko. jak zadzwonię. przyjechać do domu w zatłoczonym autobusie. Że drzwi były zamknięte. — Ja też! — przyznał się Piotr. ta Karolcia! To złote dziecko! Że tez pomyślała o tej swojej starej ciotce.

— Muszę poczekać. Można na przykład nie odrabiać lekcji! — I można bawić się w domu towarowym — pocieszająco powiedziała Karolcia — ale strasznie mi żal mamy. to była mama z rękami pełnymi paczek. To była na pewno mama! Tak. — E. Na szczęście mama była w drugim pokoju i opowiadała o czymś ciotce. Długo szukała. że nic nie ma w środku. Bo co powie na to. że już na zawsze będziemy niewidzialni — westchnął Piotr. wreszcie odwróciła się do Piotra — nie ma w tej kieszeni! Pewnie się pomyliła! To jest ta druga kieszeń! Ale w drugiej kieszeni też nie było błękitnego koralika! — Mama zgubiła koralik! — jęknęła Karolcia. że ma niewidzialną córeczkę. zupełnie jakby siedziało w nim jakieś zwierzątko. — Co się dzieje u ciebie w domu?! — Na szczęście mama i tatuś jeszcze nie wrócili. żeby mamie pokazać. — Teraz już się to palto nie rusza.'•.{ 69 NIESŁYCHANE WYDARZENIE W DOMU TOWAROWYM! UDANE POMYSŁY REKLAMOWE! . A ciotka Agata coś pierze w łazience. W pewnej chwili wróciła po coś do przedpokoju i ku swojemu 68 szalonemu zdziwieniu spostrzegła. że dziś w domu towarowym działy się niezwykłe rzeczy. Chodźmy więc śmiało do kuchni! Ciotka Agata oczywiście dziwiła się potem bardzo. bo mama miała kupić wszystko po drodze. — Czy jesteś zupełnie pewna. ale nie zawsze. — Ma to swoje dobre strony. Kładła zakupy na stole i zdejmowała rękawiczki. że nie chcę teraz sięgać do kieszeni! Wreszcie mama zdjęła płaszcz i powiesiła na wieszaku w przedpokoju. a tatuś odważnie chwycił palto i podniósł je do góry. że płaszcz. kiedy wszedł do mieszkania. — Ach! Ach! — krzyknęła mama — coś siedzi w moim płaszczu! Może to szczur?! Bo mama bardzo się bała szczurów i myszy. Chyba będzie płakała. — Ale. ale. dlaczego jest tak małp mleka w dzbanku i skąd się wzięły na stole dwie brudne szklanki po mleku. ale zaraz powinna przyjść — uspokoiła mamę ciotka — pewnie bawi się na podwórku. Kochane dziecko! — Wolałabym. — Karolcia jest w domu? — Jeszcze nie ma. aż mama zdejmie płaszcz — szepnęła Karolcia do Piotra. "t* ' / . Nikt nie słyszał. żeby już była w domu — mama nie była zbyt zachwycona nieobecnością Karolci. — Co teraz będzie?!!! — zdenerwował się Piotr. w której na pierwszej stronie.67 — No i co? — spytała Karolcia Piotra. — Załatwiłam masę sprawunków — powiedziała mama. bliscy płaczu. a potem krzyczała ze strachu. kiedy znów zadźwięczał dzwonek przy drzwiach. Karolcia podskoczyła czym prędzej i zanurzyła rękę w głębokiej kieszeni. bo właśnie do pokoju weszli tatuś i mamusia. szukali koralika i nigdzie nie mogli go znaleźć. a znów Karolcia i Piotr przez ten czas. że niedługo przyjdę. jak się jej zdawało. a w dodatku porusza się dziwacznie. Siedziała na stołku kuchennym rozmyślając nad tym. ale nic w domu nie było. Zostawiłem kartkę. — Przeszukajmy te kieszenie jeszcze raz — zaproponował Piotr. który przed chwilą. żeby się nie martwili. — Zdaje się. u nas jest masa jedzenia. powiesiła na wieszaku. bo mama rozmawiała wtedy z ciotką Agatą. — Coś ci się przy widziało! — powiedział i pocałował mamusię na pocieszenie. Potrząsnął nim przy tym. I tatuś podał mamie gazetę. że wszystkie szklanki umyła już rano. kiedy przecież była najpewniejsza pod słońcem. Ale zaraz musieli odsunąć się od palta. że nie ma?! Szukajmy jeszcze raz. — A moja mama też będzie się ogromnie martwiła — Piotr załamał ręce — no. widać ten szczur uciekł — powiedziała mama. — Rozumiesz. byłbym zapomniał! Przeczytaj koniecznie dzisiejsze popołudniowe gazety! Piszą o tym. ogromnymi literami było wydrukowane: ' " . leży na łóżku. Chciałem coś zjeść. to co zrobimy? — Nie wiem — szepnęła z rezygnacją Karolcia i rozpłakała się na dobre. — Co się tu dzieje? — zapytał naraz tatuś.

— Ależ oczywiście. Tymczasem mamusia zaczęła czegoś gwałtownie szukać w torebce. BO CO BĘDZIE DALEJ?. że to Karolcia porwała błyskawicznie z ręki mamy błękitny koralik. co się z nim stało.. ^um*-/ . /niknął on nagle z ręki mamusi jak zdmuchnięty.W kieszeni palta?!!!!! — Karolcia gwałtownie chwyciła rękę Piotra i teraz zamienili się oboje w słuch. czekaj — powiedziała do tatusia — chcę ci jeszcze coś pokazać! Wyobraź sobie. — Są już! Pewnie głodni! Piotrze.eby była w domu! A Karolcia! Domyśliliście się chyba. że zjadła zaczarowane serduszko w czekoladzie? Zaraz sam się przekonasz. gdzie jest Karolcia?. że późno wracamy — zaniepokoił się Piotr. Po jakąś kobietę przyjechało pogotowie. . że jest to jakiś drogocenny kamyczek. ale ludzie byli niesłychanie podnieceni i opowiadali o jakiejś maszerującej lalce.. że to ona. — Kochane dzieci! — wołała. — Najwyższy czas. Potem ściskając koralik w dłoni pociągnęła za sobą Piotra do przedpokoju. następnie otworzyła po cichu drzwi i wreszcie przystanęła w sieni.. Oczywiście. ale nie jest pewne.. Przecież jego mama nie jadła piernikowych serc w czekoladzie. No i Piotr przekonał się. Potem z portmonetki wyjęła zawinięty w kawałeczek papieru. Nazajutrz. /. Nie wiem. Ale ma taki dziwny blask.. Chyba już czas. Ta mała była tak podobna do naszej Karolci. — No. w tej chwili. czy zostaniesz u nas na obiedzie? Karolciu. a może zupełnie /. — Dobrze. — A jak już mowa o Karolci — powiedział na to tatuś — czemu jej jeszcze nie ma? — Kochane dziecko — odpowiedziała na to ciotka Agata — wyszła pobawić się z dziećmi. zaraz umyję rączki — zgodził się skarb. — Wcale nie będzie się gniewała! Zapomniałeś. pod balkonem rozległo się umówione gwizdnięcie. myj rączki. aby była już w domu. błękitny koralik. że zaraz siadamy — uspokajała tatusia ciotka Agata — a Karolcię natychmiast zawołam. że na próżno otwiera drzwi. «j4. że był to przedziwny błękitny kamyczek. Co prawda nie byłam sama przy tym. KTÓRA SAMA CHODZI! UCIECZKA SAMOCHODZIKA! — A wiesz? Rzeczywiście coś tam takiego było. I zaraz tak oczywiście się stało. — Czekaj. — Musiał mi upaść na podłogę. Zdaje mi się. To Piotr daje znać. jestem strasznie głodny! Ale niepokoję się. Ale zdaje się nic poważnego. nie mam pojęcia. że dopiero potem uprzytomniłam sobie.. — . A Piotr tylko zwiesił głowę. — Mniejsza o to.. Więc jestem spokojna! — Ale ja nie jestem spokojny! — zdenerwował się tatuś.. kiedy Karolcia kończyła śniadanie.wyczajne szkiełko. — Boże. Tam natychmiast wyszeptała życzenie — aby ona i Piotr znów stali się widzialni. — Ale może będzie się gniewała. I mama sięgnęła do torebki. Nie był wcale pewien. — Ciociu. czy . czy mogę zejść na podwórze? — pyta wobec tego jak najgrzeczniej Karolcia. Co prawda ciotka Agata po zjedzeniu wczoraj piernikowego. że powinniśmy siadać do obiadu. że w pierwszej chwili pomyślałam.. Napisała do mnie karteczkę. Aniu -— powiedział tatuś — na pewno nie był to żaden klejnot. Nie miała po prostu innego wyjścia. Naprawdę! Bo ledwie zadzwonili. i nawet zamachałam do niej ręką. czyli Karolcia. ale mówię ci. że czeka na Karcicie na dole. aby zapłacić za bilet w autobusie. co teraz będzie! — westchnęła Karolcia.. i naraz znalazłam coś ślicznego. Siadajmy lepiej do obiadu.. jak go przyjmą w domu.. Zanim jednak tatuś zdołał przyjrzeć się dziwnemu koralikowi. że rozdawała je dziewczynka w dornu Baby Jagi.. mój skarbie. że to niemożliwe.* UWAGA. teraz możemy zadzwonić — westchnęła Karolcia — tym razem biedna ciotka Agata nie będzie się denerwować. Ale Piotr nie chciał zostać na obiedzie. że przecież Karolcia została w domu. — Sięgnęłam do kieszeni. czy to ma jakąś wartość. gdzież on się podział?. I jeszcze coś: zupełnie przypadkiem jadłam pyszne pierniczki! Wyobraź sobie. skąd wyjęła portmonetkę. że znalazłam coś dziwacznego w kieszeni palta.. abym była spokojna.LALKA. 70 ale być może. otworzyła im ciotka Agata promieniejąca radością.. zaczarowanego serduszka jest ciągle niezmiernie dobra.

że jest w najlepszym pod słońcem humorze. Karolcia kręci głową — nie. — Oczywiście.. zupełnie inny! Koraliczku. który nie ma żadnych zmartwień ani ważnych spraw na głowie. bo zgadza się. — Ciociu.-I aż mu oczy błyszczą.. Taki jakiś jaśniejszy. tylko przedtem powiem Piotrowi.'w — No nie. to doskonała myśl! — Tak. a Karolcia wsuwa do kieszeni głęboko. Ale jest. . W dodatku — tak. tak. żeby starczyło dla nas dwojga. pójdziemy do ogrodu — oświadcza z zapałem Karolcia — i proszę. niebieskiej sukienki jest dużą przyjemnością. Hm.. jesteś niezmiernie. takiej propozycji nie należy lekceważyć. Ciotka Agata zawiązuje Karolciną kitkę też nową. ciociu. — Zaraz się ubiorę. nie zgubiła. naszykuj coś do zjedzenia. żeby włożyła nową.. Bo właśnie chodzi o ten koralik. o tu. 72 Teraz jednak należy włożyć nową sukienkę. gdy tymczasem Karolcia.. — Co to może być? Słuchaj! A może to nie ten koralik? Może inny? Może go zamieniła Filomena? — Piotr aż podskoczył. przeokropnie dobra! — woła wobec tego Karolcia. Znaczy to również. odezwij się! I Karolcia wyjęła koralik z pudełka. żeby na mnie czekał. na poduszce z różowej waty. — Może masz rację. jest jeszcze jakby bledszy! Jemu coś jest! Ja ci mówię! A może . znaczy to.. Trzyma koralik na otwartej dłoni i przygląda mu się. — Tylko uważaj. że śniadanie zawinięte zgrabnie w papier będzie najświetniejsze pod słońcem. Karolcia wydobyła z głębi kieszeni maleńkie pudełeczko od proszków. Kiedy ciotka Agata mówi „rybeńko". patrz. Ale to się zaraz okaże. — Co ty mówisz? — zmartwił się Piotr. Zawinę wszystko w ładną. Włożenie nowej. i nawet proponuje Karolci. On taki blady. Ale Karolcia nie jest tym uspokojona. zgrabną paczuszkę. Piotr oczywiście czeka na podwórzu. a Karolcia wybiega na balkon i woła do Piotra: — Czekaj na mnie! Ja zaraz przyjdę! Powiem ci coś bardzo ważnego! — Dobra! — woła Piotr. — Patrz. żebyś jej nie rozdarła — upomina łagodnie ciotka Agata — a może chciałabyś wziąć dla siebie i Piotra drugie śniadanie? Gdzie się wybieracie? Może macie ochotę pójść do ogrodu? Tak. Ciocia zgadza się. niebieską wstążką. żeby tu wyrosło drzewko. niebieska sukienka ma duże kieszenie. „. przykryty drugim kawałkiem niby kołderką. pogodnie kiwając głową. Ach! Co tu mówić! Sprawa jest poważna. Jest wesoły i wygląda na człowieka. „U W tejże chwili wyrasta przed nimi smukłe.to potrwa długo? A może czas minie i ciotka znów zacznie zrzędzić? Ale na razie ciotka jest jeszcze pod wpływem czekoladowego serduszka. 73 itr — A może wtedy. — Poproś o coś! Jak się spełni — to ten sam. — No widzisz? Ten sam! — woła triumfalnie Piotr. Tak się robi zawsze we wszystkich bajkach. Tylko o co go poprosić? — Wszystko jedno! No choćby o to.. niebieski koralik. — Daj spokój — mówi na to poważnie Karolcia — stała się rzecz straszna! Mam ogromne zmartwienie! — Coooo! Zgubiłaś go? — pyta w najwyższym przerażeniu Piotr. i takie. młode drzewko. i wydobywa z szafy sukienkę. < Ale koralik leżał blady i milczący na rozwartej dłoni Karolci. — Najlepiej będzie sprawdzić! — zdecydował po męsku Piotr. Jakby zbladł. Jak by to powiedzieć. z których nic na pewno nie wypadnie. rybeńko — przytakuje ciotka Agata — już biegnę..« — No i co dziś będziemy robić?! — pyta z ciekawością. przed nami! — Dobrze — zgadza się Karolcia i wymawia życzenie. to jest niezmiernie ważne — nowa.^i )r. kiedy spałaś? — Myślisz.. zniecierpliwiony.. Kiedy je otworzyła. że mogła wpaść przez okno? Ojej! może masz rację. żeby Karolcia natychmiast po wypiciu mleka zeszła na podwórze. . Karolciu. leżał błękitny koralik. głęboko. przecież nie miała okazji. niebieską sukienkę.

że w tej chwili nikt nie przechodzi alejką. — No pewnie! Chciałam na przykład mieć nową lalkę!. to tu spędzało lato. — Wiesz? Takie głupstwa! t. I jeśli nie było o nim mowy od razu na początku tej całej historii z koralikiem.się! — Właśnie. że będziemy w ogrodzie. ale widać promyk słońca. że rzeczywiście jest dużo bledszy — powiedział Piotr po chwili. kiedy jestem wilgotny. a jak będziemy chcieli. błękitny jak blada niezapominajka lub wiosenne niebo.'. że któreś z dzieci nie mogło wyjechać podczas wakacji na wieś. Gdy usiedli i zobaczyli.on jest chory. że tylko w takim wypadku — zgodził się Piotr. który zaproponowała ciotka Agata. ja. że tracę kolor. — A widzisz — westchnęła smutnie Karolcia — biedactwo! Strasznie mi go żal! — Nie wiem. ale miał mnóstwo zalet. Karolciu — rozległ się szept. możemy potem pojeździć na karuzeli albo pohuśtać . że kiedy stanę się bezbarwny. że na siatce otaczającej ogród wisi 75 jakieś ogłoszenie i że stoi przy nim gromadka dzieci i dorosłych. nie będę mógł spełniać życzeń. który padł w tej chwili na jej dłoń. — Oczywiście.. — Chyba że o coś niezmiernie ważnego. tylko leżał nieruchomy. gdyż koralik nie odzywał się już więcej. gdzie można było jeździć na rowerze lub hulajnodze. że nawet nie zauważyli. czy naprawdę jest już taki blady. nie mówiąc o dwóch wielkich piaskownicach dla maluchów. Jeśli tak się zdarzyło. — Świetnie! Tam rzeczywiście możemy porozmawiać. były wreszcie cztery huśtawki. jedna karuzela i dwie zjeżdżalnie. koraliczku? — zdumiała się i ucieszyła zarazem Karolcia. że dzieci z całej dzielnicy inogły tu w ciepłe dni spędzać czas na powietrzu i doskonale się bawić. Piotr? — odezwała się wreszcie Karolcia. — Dobrze. — Nie płacz. Mogę mówić tylko wtedy. — Tylko że tyle jest spraw niezmiernie ważnych. aby mówić o ogrodzie. weszli do ogrodu i od razu poszli w stronę alejki.. to samo chciałam powiedzieć — przytakuje Karolcia — a śniadanie mam dla nas dwojga. niech jeszcze raz zobaczę. — chciała jeszcze spytać o coś Karolcia. którymi chodzili wielcy wodzowie Mohikanów i Siu-ksów. Piotr poprosił: — Pozwól. I zapomniałem ci jeszcze powiedzieć o ważnej rzeczy — słuchaj! Każde życzenie. Ale takiego naj-najważ-niejszego. co ci powiem? Że ze zmartwienia nawet nie mam apetytu! Do tego ogrodu. Były tam krzewy. że sprawa koralika była niezwykła i niespodziewana i już nie było czasu na omawianie innych spraw. były place. jeden kołobieg. Nie był to bardzo duży ogród.. wysuszył do reszty kroplę jej łzy. żeby nie ten nasz ogród!" Taki to był ogród. A teraz już właśnie pora. które spełniam. jak ta. nie otarta w porę łza kapnęła na koraliczek. że rozpłakała się. ale wiesz. Po prostu. bo tam powędrowali Piotr i Karolcia. to po prostu dlatego.. — Koraliczku.. czy będziemy mogli jeszcze o coś go poprosić! — Piotr był załamany. że jedna. biedaczek?! Sama myśl o tym tak ją przejęła i wzruszyła. było bardzo niedaleko. — Ja. nie zważając na nic. Tam zawsze było najmniej dzieci i tam można było najspokojniej pomówić o tak poważnej sprawie. Pamiętaj więc. — Musimy koniecznie o tym porozmawiać. Piotr i Karolcia tak byli zamyśleni i przejęci sprawą blednięcia koralika. — Słyszałem — Piotr był też w tej chwili poważny i zmartwiony. — Kto to mówi? Czy to ty. — Wcale nie żadne głupstwa! A poza tym koralik jest mój. . — Koraliczku — szepnęła tkliwie i nie spostrzegła nawet. co by to było. w których mogli mieszkać Indianie.. tylko gdzie możemy lak spokojnie pogadać? — Najlepiej w ogrodzie — decyduje Karolcia — zresztą powiedziałam ciotce Agacie. — Popatrz! — Zdaje mi się. • 74 — Słyszałeś. Przede wszystkim najważniejsze było to. Matki wzdychały wtedy i mówiły: „Nie wiem. gdzie stała kamienna ławeczka. osłabia mnie tak. zapomniałem ci o tym powiedzieć. Właściwie znajdował się prawie po drugiej stronie ulicy Kwiatowej. były wąskie ścieżki.

ale przecież nie możemy ciągle być niewidzialni. — Jak to? Jak to: się martwią? — wyjąkał zdumiony Piotr. o co chodzi! . Jakby był senny albo bardzo zmartwiony. że może nawet nie tak bardzo. — Co opowiadasz takie głupstwa. — Wszyscy na całej ulicy tym się martwią. ciotka Agata bardzo by się gniewała. to prosiłabym o coś o wiele ważniejszego. Leszek był rozgoryczony. Ale jakiś był dziwny — wcale się nie wygłupiał ani nie /aczepiał po swojemu wszystkich. to już będziesz wiedział. że dla bardzo ważnej rzeczy to moglibyśmy. ale Karolcia rozmawiała akurat z Janią.<« 76 — Jak myślisz — dodał po chwili — czy od takiej niewidzial-ności to on bardzo blednie? — Nie jestem pewna. O tej lalce to tak powiedziałam. — Aha! Racja. o co chodzi! Ostatni raz dziś. zastali już tam Leszka i Janie. Będziemy uważać.. jeślibym ją od razu zabrudziła. ja tylko mówię. tu się bawimy. Gdy wyszli na placyk z huśtawkami. — Jak to nie wiem. — To wobec tego chodźmy na huśtawki! *' < •* — Świetnie! Tylko nie podbijaj zanadto! < / / — Ojej. — No pewnie. — Nic nie wiem. że można. — Dopóki nie stanie się coś nadzwyczajnego. to lalka nie jest najważniejszą rzeczą. tak jak to on potrafi. Bo lalkę zawsze można kupić! No nie? — Można — Karolcia z westchnieniem schowała pudełko z koralikiem do kieszeni — pewnie. Toteż ja wcale nie o takich rzeczach tak naprawdę myślę.— No twój. co? — Martwię się. i»i * ku . Leszek? Huśtamy się? — spytał wesoło Piotr. — No pewnie. — Tylko mi smutno. Ale skąd ty wiesz. lepiej mów od razu. że nawet jeśli idzie o ciebie. co? — No pewnie. a ja z Karolcia po drugiej — zobaczycie. tylko że wtedy mogłoby mi wyskoczyć z kieszeni moje pudełeczko z koralikiem. myślę. tylko stał /agapiony. twój — westchnął Piotr — ale przecież ja dla siebie nic nie chcę. Bo i bawić się mogłeś. — Jak to: o co chodzi? Jak ogród jutro zamkną. boisz się? — Właśnie że wcale się nie boję. a ten się pyta. bez namysłu.*•> \ > »*. nie zapomniałem — zaprzeczył gwałtownie Piotr. bracie! — Co mam się gniewać — wzruszył ramionami Leszek. to i tak będzie sobie używał. czym się martwię? — zdzi77 wił się Piotr. — No! Jania! — komenderował dalej Piotr — siadaj po jednej stronie z Leszkiem. bracie. to co? Tu było pysznie! Jeszcze lepiej niż na wsi nawet. prawda? A teraz. Za nimi przywlókł się Waldek. i do domu blisko. I mama się o nas nie martwiła! A tak to co? — Jak to: co?! Nic nie rozumiem — otworzył oczy Piotr. coś ty taki dzisiaj dziwny! Gniewasz się czy co? No gadaj. a potem zaraz przyszły Dorota i Agasia. — Ale gdyby to było potrzebne do czegoś niezmiernie. A ty się nie martwisz.. — Hm! Z tą niewidzialnością to była pyszna zabawa! — mruknął z uznaniem Piotr i aż się uśmiechnął do wspomnień poprzedniego dnia. — Huśtamy się — kiwnął głową Leszek. — No co. jak się dziś wyhuśtamy za wszystkie czasy! Leszek. — Ale na razie o nic nie będziemy prosić — postanowił Piotr. że już tu nie będziemy więcej przychodzić. Bo wszystkim żal.'ł»u •> . wiesz co? Chodźmy na zjeżdżalnię! — Nie mogę — przypomniała sobie Karolcia — mam dziś na sobie nową sukienkę. Ale jak kto nie wyjeżdża przez cale lato. nieprzytomny jesteś czy co?! Czytać zapomniałeś? — Nie. Ale jakoś tak bez zapału. czym się martwisz — oburzył się Leszek. Ale jeślibym się namyśliła. o czym mówisz! — Ojej. o co chodzi. a potem zwiesił głowę i przysiadł z boku. ale to niezmiernie ważnego — to chyba moglibyśmy. jak kto wyjedzie na wakacje. Czyżby Leszek w jakikolwiek sposób dowiedział się czegoś o koraliku? Piotr spojrzał na Karolcię.

Za chłopcami biegła Karolcia. że ma kaszel. ale będzie można wstąpić na dobry obiadek — wtrącił jakiś grubas. — Takie różne rzeczy. Tu znów stała gromadka ludzi. W każdym z nich siedzi co najmniej jeden urzędnik. — Słyszałam o tym od mojej ciotki. — Leszek. a poza tym trzeba. że mamy zaczęły pochlipywać. to znaczy od jutra. na której przysiadł. — To co na to poradzimy? — spytała jakaś pani z małym dzieckiem w wózeczku. Jania. który nazywa się podaniem. po 79 co się idzie do Prezydenta. a dziewczynki to już nawet głośno płakać. — Co to znaczy? — Co to znaczy. — Mój chłopak chciałby cały dzień bawić się w Indian. Na placu tym zbudowana będzie wielka restauracja. ale też im było niewesoło. co się stało? Dlaczego mówisz. to znaczy od kiedy? — spytała Karol-cia. — Tak. że już od jutra moje dzieciaki nie będą miały gdzie się bawić! — Hę. -Nigdy taki nie był. dzieci kochane! Tylko przez dzisiejszy dzień ten ogród . że mu piasek niby wpadł do oka. nie wiadomo. że ostatni raz? — Chodź. — Od piętnastego lipca. to co? — Jak to: co? — oburzył się ktoś. chwycił Piotra za rękę i pociągnął aż do wyjścia. żeby do takiego zapisanego papieru.— Jak to: ostatni raz? — zdumiała się Karolcia. moja pani. która sprząta niektóre z tych pokoi. co mu się stało. Podpisano: Prezydent Miasta. — Od piętnastego. która odprowadzała do ogrodu swojego małego wnuczka. zeskoczył z huśtawki. 78 Od dnia 15 lipca ogród zostanie zamknięty. A czy można bawić się dobrze w Indian w mieszkaniu? — Nie można. Bo co tu zrobić. a chudy pan w okularach chustkę z kieszeni wydobył i coś tam mruczał. — A gdzie jest ten Prezydent? — Pewnie w Ratuszu — powiedziała jakaś staruszka. że bardzo trudno jest dostać się do Prezydenta. — Jak to: co? Trzeba by do Prezydenta pójść i powiedzieć mu o tym! — odpowiedziało kilka osób. to sam zobaczysz — powiedział na to Leszek. Wszyscy oni po kolei pytają. — Czytajcie! — powiedział dramatycznie Leszek. — To co by było? Toby Prezydent je przeczytał? — Aha! Zaraz przeczytał! A przedtem jeszcze jest sekretarz albo sekretarka. ale czy nas wpuszczą do Ratusza? — spytał jaki ś chudy pan w okularach. Albo nawet każą pisać to na dużym arkuszu papieru. które dzieci krzywdzi! — I gdzie teraz pójdą te nasze dzieciaki? — oburzył się jakiś tatuś. Ale kobiety zakrzyczały go. — Nie wiecie od kiedy? — oburzyła się jakaś mamusia. skądże! — odpowiedzieli wszyscy. były jeszcze załączniki.i\. co to znaczy? — przedrzeźniał Leszek. hę. mówcie zaraz. i w ogóle może akurat być jakieś posiedzenie i Prezydent w ogóle może nie mieć czasu! — Tak. — No dobrze — wtrącił teraz Piotr — jakby już ktoś napisał takie podanie bez błędu za pomocą słownika ortograficznego. A może niejedna! I woźni też są. Wreszcie któraś mama powiedziała: — Pobawcie się jeszcze. — A co to są załączniki? — zainteresowała się Karolcia. żeby ten ogród zachować? W końcu tak się smutnie wszystkim zrobiło. tak — wszyscy teraz stali zasmuceni i kiwali głowami. Chłopcy trzymali się jako tako. — Co to za zarządzenie. którzy czytali przybite do drewnianej tablicy ogłoszenie. ale często jest ich dwóch albo trzech. ciasnym podwórku! — wołała któraś. ciągnąc za sobą Janie. — Słyszałem. — Bez kleksów i bez błędów. — Moje dzieci też będą musiały przez cały sierpień biegać po brudnym. które się załącza do tego podania — wyjaśniała dalej grubiutka paniusia z dzieckiem. — Podobno trzeba przejść przez sto siedemnaście pokoi! — poufnie szeptała pewna grubiutka paniusia z dzieckiem na ręku. — Tak. Staruszek z wnuczkiem udawał. i. bo inaczej nie przyjmują — wtrącił chudy pan w okularach. która trzymała za rękę dwoje dzieci. To znaczy.

. — Dziesiąta — powtórzyli Piotr i Karolcia.. że koralik mógłby. pomyśl tylko!.. jaka ty jesteś dziecinna! Nie mówię przecież. . czy akurat to będzie . chciałem powiedzieć dziećmi. *tt}Ad < — Ale co mamy postanowić? > •f * •v" * — Jak to: co? No z tym ogrodem. — Ale przecież w tym nam pomoże koralik! No. No. — Dziesiąta!. Koralik pomoże nam dostać się do Prezydenta. to o co będziemy prosić koralik? — zapytała Karolcia. żeby na przykład zamiast restauracji znów był ogród. że tylko Prezydent Miasta może pomoc. chociaż tak naprawdę to niewiele rozumiała. Karolciu! Mnie się zdaje. — Nie wiadomo. — No. — Skądże znowu! — zaprotestował Piotr. — A która to już? — ktoś spytał. że nie myślę o żadnych głupstwach! — To dobrze — kiwnął głową Piotr. Ale po chwili Piotr chwycił Karolcię za rękę i szepnął: — Musimy zaraz naradzić się i coś postanowić. ale musimy! — To poprośmy o to koralik. — Myślisz. trzeba z nim przedtem o tym porozmawiać. — Czy zaraz mamy stać się niewidzialni? — spytała. żeby tę restaurację budowali sobie gdzie indziej! — Masz świetne pomysły — zachwyciła się Karolcia. bo to byłoby na nic. '*' (> .jest wasz.. No chyba. musimy to jakoś wymyślić... — Może on by porozmawiał? — Karolciu. i o tym pisaniu podania czy jak tam. proś — powiedział z goryczą Piotr.. i tak w kółko.'/ Zegar na pobliskiej wieży wybił właśnie jakąś godzinę. Ale daję ci słowo. i o tym sekretarzu czy sekretarce. — Rzeczywiście — wzdycha Karolcia — masz rację! To co zrobimy? — Co? Pójdziemy do Prezydenta Miasta i wytłumaczymy mu. — zawahała się Karolcia. nie rób takiej zdziwionej miny. — Coś ty! Piotrek! — oburzyła się Karolcia. Czy ty rozumiesz. co możemy zrobić. żeby koralik coś takiego zrobił. żeby był jeszcze taki choć troszkę niebieściutki. że tylko my możemy z nim o tym porozmawiać. co ty? — denerwuje się Piotr. ile jeszcze razy można go prosić. — Tak. — Ale pomyślmy. . — Dziesięć naliczyłam — odpowiedziała mama niemowlffia — to znaczy dziesiąta. — Karolcia jest bardzo zadowolona z tego pomysłu. to proszę cię. — Nie wiem. rozumiesz? — Rozumiem — zgodnie przytaknęła Karolcia. bo wiadomo. — Ojej. a słyszałeś przecież o tych stu siedemnastu pokojach i o tych urzędnikach. Bo mogliby przecież taki ogród znów zniszczyć i znów postawić restaurację.. bo sam widziałeś. Ale żeby je wydał. — Ależ ja nie potrafię! — Ja też nie. tobym może o coś poprosiła.Karolcia 81 — Ojej! No mówili. l A'"" CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY Stali zasmuceni tak jak wszyscy. że ten ogród to najważniejsza rzecz teraz — bo to dla wszystkich dzieci. — Wcale nic dla siebie nie chcę. Karolciu. że my jesteśmy jedynymi ludźmi — to znaczy. — Jakże koralik będzie rozmawiał. jaka ty jesteś dziecinna. mówili. Przecież ja wiem.. że on może jeden jedyny wydać takie zarządzenie.. — To kto ma rozmawiać? — Boże. — Jeśli chcesz tylko coś zupełnie dziecinnego dla siebie. Ale już po chwili znów zaczyna się martwić: — Ale jak my to zrobimy?! — Ba. jaki jest blady. które mogą coś pomóc w tej sprawie? — Kiedy wszyscy mówili.

którą trzymał w ręku. że mnie ktoś zaczepił! — I zaniepokojony zaczął się oglądać wokoło. kto miał zamiar dostać się do gmachu. Myślę. że sprawa jest ważna. to każę was zamknąć w areszcie! — wrzasnął w odpowiedzi strażnik. — To chodźmy zaraz — zgodziła się Karolcia. — Interes do Prezydenta! A to dobre! — Dobre. że nic nie załatwisz. jeśli będziemy niewidzialni?! — Ale możemy być niewidzialni tylko po to. — Idę do pana Prezydenta Miasta w niezmiernie ważnej sprawie — oświadczył Piotr zadzierając głowę do góry dla dodania sobie wzrostu i ważności. A cóż dopiero tych stu siedemnastu urzędników? I podanie w dodatku! Oczywiście. — Boję się. już zupełnie niewidzialni. żeby wejść do niego. łobuzie! & . zaraz zobaczysz! — i ruszył śmiało naprzód. to ci zaraz przyłożę! — Proszę mnie natychmiast wpuścić! — powiedział teraz z mocą Piotr — ja muszę wejść i załatwić niezmiernie ważną sprawę. gdzie stał wielki Ratusz. — Jakoś mi się zdawało. — I jak już załatwię.. bo Piotr ani rusz nie mógł wytrzymać. to panu będzie wstyd. — A ja ci mówię. Poruszył groźnie wąsiska-mi i ryknął: — Zjeżdżaj mi stąd. że nie wiem. — Jeśli jednak nie można — musimy go o coś poprosić. niedobre. już ci mówiłem. A Piotr łaps! — chwycił . ale nie dawał za wygraną. czy on wtedy uwierzy. a słychać — drwił strażnik — ale dosyć już żartów! Bo jak się zdenerwuję. smarkaczu. jasne było. Ale strażnik natychmiast go zatrzymał. cha.>$• — Nie jestem żadnym łobuzem — oburzył stfyiPiptij też była oburzona i wołała ile sił: '-JC-iU' ' — To nieprawda. jaki on jest zły! — Ja bym przeszedł. pojechali najzwyczajniej pod słońcem autobusem na Stary Rynek. cha. pókim dobry. czy to będzie dobrze. a ty dokąd? Zmykaj stąd. że trzeba będzie uciec się do pomocy koralika. -— Poczekaj. żebyśmy znów byli niewidzialni?! — spytała Karolcia. Przy ogromnej bramie czuwał strażnik miejski w paradnym. pókiś cały! Patrzcie go! Interes ma do Prezydenta Miasta! — A mam! — tupnął nogą Piotr.!. Wobec tego Karolcia wyjęła szybko z kieszeni pudełeczko z koralikiem. — Ja się bardzo boję tego strażnika — wyznała Karolcia — za nic na świecie nie przejdę obok niego. że załatwię — powtórzył Piotr. cha. żebyś tak bardzo szybko nie bladł! Gdy po chwili. że pan mnie nie chciał wpuścić. — Koraliczku kochany — szepnęła Karolcia — ty rozumiesz. bardzo chciało im się śmiać. cha. — Hej. nie chcąc już nadużywać sił koralika. Spróbujemy najpierw o własnych siłach. żeby nie pociągnąć za połę jego paradnego munduru. Na swoim posłaniu z watki błękitniał jak niezabudka. co było można. cha! — śmiał się strażnik. mijali wartownika. 82 Oczywiście. zmiataj. Spójrz tylko. zdaje mi się. — A ja mówię. — Rety! Co to? — zdenerwował się wartownik. pętaku! — wrzasnął strażnik i paradną halabardą. Bo jak przekonamy Prezydenta. ale mam interes! — Oooo! Patrzcie! Nie widać. że strażnik za nic na świecie nie wpuści ich do pana Prezydenta Miasta. Dla wszelkiej pewności stał teraz trochę dalej od strażnika. aby załatwić to bez jego pomocy — powiedział Piotr. — Ale zrobiliśmy wszystko. starodawnym stroju i spoglądał niezmiernie srogo na każdego. że tym razem.potrzebne. zamierzył się na Piotra. — Ja chwalipięta? Ja bym nie przeszedł? — zaperzył się Piotr. I proszę cię. 83 i —Dosyć tego gadania. — Hm. że nie ma innej rady. nieprawda! Piotr nie jest łobuzem! Proszę nas wpuścić w ważnej sprawie! — Jeśli się stąd zaraz nie wyniesiecie.*. wcale się nie boję! — Ale ty jesteś chwalipięta! Na pewno byś nie przeszedł. że jesteśmy prawdziwi — Piotr zmarszczył brwi i zastanawiał się — ale rzeczywiście. Ale strażnik wcale się tym nie przejął. — Czy chcesz.. że musimy koniecznie jak najprędzej dostać się do Ratusza. cha. — Cha. Tak. mały.

Nie dlatego. Toteż tłumaczył się przed Karolcia: — Rozumiesz. Oczy wybałuszył. — Ach. Zupełnie pusty. — Ciekaw jestem. l . drzwiczki otwierają się i zamykają — co to ma znaczyć? Ale Piotr i Karolcia nie słuchali już dłużej jego rozważań — musieli przecież koniecznie dostać się do samego Prezydenta Miasta... nic innego — mruknął kierowca. — Kto do licha rusza wóz pana Prezydenta? — wrzasnął. Trzaśniecie drzwiczek — i oto Karolcia siedzi już na skórzanych. Kierowca przetarł oczy i spojrzał jeszcze raz. J — To może o każdej porze dnia jeździ innym — zastanawiał się Piotr — albo może jacyś goście do niego przyjechali. — Tam gdzie jest kluczyk? — zapytał znów głos. O rety — czy mi się to śni. . co robić dalej. Nie. Czekaj! Zaraz spróbujemy! Wsiadaj! Auto było puste i pokusa była zbyt wielka. Głos brzmiał trochę dziecinnie. Naraz auto poderwało się i motor okropnie zawarczał. czerwonych poduszkach. na przykład z innych miast. Czekaj. 2 — Pewnie Prezydent. na którym rzędem stały piękne auta. Ja ci zaraz powiem. Motor warczał. ach! — krzyknęła przestraszona Karolcia. że przecież mają iść w niezmiernie ważnej sprawie do samego Prezydenta Miasta. że ten wartownik wcale a wcale tego się nie spodziewał. niech tylko uda mi się zastopować. Piotr na szczęście szybko ujął kierownicę i skręcił w bok. — Niech pan lepiej powie. że to przez niego stracili tyle czasu. tylko dlatego. — Zwariowałem. — Co to jest? — mruknął. Tak. a Piotr majstruje przy złocisto-czerwonej kierownicy. ale kierowca nie zastanawiał się wcale nad tym. że w takich nowych modelach jest trochę inaczej. że mu wyrwał z ręki — najgorsze było to. ale zaraz przypomniał sobie. bo byliby wpadli na ścianę. — Nic się nie bój — uspokoił ją Piotr — znam się trochę na lym! Nic się nie stało! — Ale naprawdę to był też przestraszony i nie wiedział.. Piotr odczuwał nawet poważną skruchę. — Motor warczy. przecież nie mogłem wiedzieć. usta otworzył i przez chwilę nie mógł słowa przemówić. a wóz podskakiwał dziwnie. co to jest z tym motorem. ciekaw jestem — zastanawia się Piotr — po co tu jest ten kluczyk? Zaraz zobaczymy.strażnika za halabardę i naprawdę zupełnie niechcący wyrwał mu ją z ręki. "{i • — Ale wszystkimi nie może jeździć! 1 r. Tymczasem na podwórze wypadł rozgniewany kierowca czerwonego wozu. obejrzymy je trochę. Diabelska maszyna! Nie wiem. że tu. jakie to są marki. tylko prędko odpowiedział: — Przecież trzeba wyłączyć motor. Ale najwięcej podobało mu się jedno bardzo duże i długie auto. jakby halabarda sama teraz ruszyła na wartownika. tak. tacy ważni. Wiesz. — W dodatku jest ono bardzo łatwe do prowadzenia. żeby znów był taki okropnie silny. że wyglądało to tak. Piotr znał się na tym doskonale. To niewidzialni Piotr i Karolcia szybko wysiedli z samochodu. Rozumiesz. wzrok go nie mylił — w aucie nikogo nie było. Ale piękne auta. polakierowane na czerwono i czarno. — Kto tymi autami jeździ? — spytała Karolcia. Karolciu? Tu się włącza bieg. Czerwony samochód był pusty. — No pewnie. Powędrowali więc dalej przez ogromne podwórze. czy co? Z kim ja rozmawiam?! — Biedny kierowca już zupełnie nie wiedział. Ale to jeszcze nic. Nie można powiedzieć. 85 " — Kiedy ja już wolę wysiąść — powiedziała Karolcia — naprawdę wolę wysiąść! — Poczekaj. co się z nim dzieje. Drzwiczki otworzyły się z trzaskiem i z trzaskiem zamknęły. Naraz auto zatrzymało się. Teraz się dopiero na dobre przestraszył. tu naciska starter. Ale zaraz skamieniał ze zdumienia. jak się zatrzymuje — zapytał naraz nie wiadomo skąd jakiś głos. Bardzo to było śmieszne i Piotr miał ochotę jesz-c/e trochę strachu mu napędzić..

Był nieduży i wydawał się bardzo łagodny i przyjazny. Wcale go się nie bała. — Skąd wiesz? — zdziwiła się Karolcia. przeciągał się z przyjemnością. l właśnie w tej chwili. ogromnej bramie czuwały dwa zupełnie nieduże kamienne lwy. * 88 — Dziękuję — lew kiwnął łbem. a potem podrapawszy się dokładnie w lewe ucho. i biegnąc narażali się na to. gładkich prętach żelaznego ogrodzenia. mała. Ale mimo to. Nic się nie bój. — Wszystko stracone! Nie dostaniemy się teraz! — Karolcia /ałamała z rozpaczą ręce. Brama była zamknięta. — No to hop! I obydwa lwy natychmiast lekko i zgrabnie przeskoczyły przez ogrodzenie. szpary między prętami okazały się zbyt wąskie. — Owszem. Piotr oświadczył ze skruchą: — Trochę czasu straciliśmy niepotrzebnie. wsiadaj na mojego brata. — Ogromnie nie lubię powtarzać dwa razy tego. a w głębi widać było marmurowe schody i drzewka w drewnianych kubłach. Wreszcie stanęli przed głównym wejściem. Gdy merdał uprzejmie ogonem.»/ . Odsłoniła zapłakane oczy i z niepomiernym zdumieniem zobaczyła. Tak dawno się nie drapałem. — Oczywiście. — Po prostu chyba najlepiej będzie. — Jesteśmy jak najbardziej zaczarowane i wobec tego możecie na nas liczyć. że macie niebieski koralik. trochę szorstkiego i wilgotnego. Wskazówki na ratuszowym zegarze posuwały się powoli naprzód. >. Możecie dla pewności trzymać się grzywy. wykutą w kształcie liścia żelazną klamkę. tak jak to robią na powitanie psy — ten drugi. Zupełnie zapomnieli o tym. że zaczarowane — odpowiedziały zgodnie lwy. — Może jeszcze jakoś nam się uda — próbował pocieszyć ją Piotr. Przy żelaznej. który czuwał po drugiej stronie bramy. wejście główne jest z drugiej strony. że przechodnie wpadali na nich albo potrącali.. co już raz powiedziałem — mruknął lew. już gotowi? — Gotowi — odpowiedzieli zgodnie Piotr i Karolcia. — Czy pomożecie nam się dostać do samego Prezydenta Miasta? — To właśnie miałem przede wszystkim na myśli — odpowiedział uprzejmie lew. tu jest napis i strzałka — wskazał Piotr. ale i zmęczona tym wszystkim. Wiemy o was wszystko i wiemy. nie spadniesz. — O. A ty. — Czy mówisz to poważnie? — Piotr pełen był jeszcze niedowierzania. że był szczupły. nie dając za wygraną. że są ciągle jeszcze niewidzialni. Oparła się o jednego z kamiennych lwów czuwających przy bramie i ocierała łzy spływające po jej niewidzialnej twarzyczce. — Chodźmy jak najprędzej. Nawet Karolcia nie mogła się tam /mieścić. przeciągnął się raz jeszcze i zachęcił Piotra: — No. Była już nie tylko zmartwiona. Ale i to się nie udawało. usiłując jednocześnie przecisnąć się między żelaznymi prętami ogrodzenia. Naraz poczuła na ręce dotknięcie czegoś ciepłego. Przysiadły potem na strzyżonym trawniku i rozejrzały się. że mu ścierpły łapy.KAMIENNE LWY! Kiedy już ochłonęli po przygodzie z autem. wsiadaj na mnie. czy wy jesteście zaczarowane? — spytał z zachwytem Piotr. bardzo proszę. — Chyba że pozwolisz. jeśli nie tracąc czasu wsiądziecie nam na grzbiety i pojedziemy do Prezydenta. No co. gdy zdyszani jeszcze od pośpiechu mieli zamiar nacisnąć wielką. . aby m jeszcze podrapał się trochę w ucho. . próbował teraz wspiąć się po śliskich. mrucząc: — Och! Ależ ścierpły mi łapy! — No pewnie — powiedział na to pierwszy lew — tyle czasu leżeć bez ruchu! — Czy. że to kamienny lew przestał być kamienny i że to on polizał ją po ręce. jeśli tylko masz ochotę. nie dasz rady! — zaszlochała Karolcia. W pobliżu umieszczona była biała tabliczka z napisem: . Chodźmy. — Nie dasz rady! Ach. który się skarżył. — Tędy nie przejdziemy! Ale spróbujemy jeszcze innej drogi — 87 i Piotr. wąsaty strażnik przekręcił w zamku ze zgrzytem ogromny klucz..

— Wiemy wszystko. — Ratunku! Jakieś zwierzęta biegają po korytrzu! — Jakie zwierzęta? — zaczęli zaraz dopytywać się urzędnicy. — Trzeba sprawdzić! n I rzuciła się w pogoń. Była to grubiutka pani w okularach. który znajdował się w pobliżu. że mi się nie zdawało — tłumaczyła się zdenerwowana urzędniczka. A może mi się zwiduje? A może to mi się śni? Uszczypnął się najpierw w rękę. kamienne zwierzęta. Ale cicho! Zdaje mi się. to nie deptać — mruknęły trochę niezadowolone — miałyśmy ogromną ochotę pobiegać./(H? 89 I pobiegły szeroką. a za nią urzędnicy z innych pokoi. czy nie sen. 44^ . Potem podparł się pod boki i zaczął głośno rozważać: — Ejże! Czy to mi się zdaje. Potem chwycił tacę i pobiegł w drugą stronę. — Zdawało się pani — śmiali się teraz wszyscy z grubiutkiej urzędniczki w okularach. jak je zamykali — przypomniała sobie naraz Karolcła. czy nie zdaje? Ale chyba jako żywo nigdy tu nie było w hallu kamiennych lwów. i znieruchomiały. jednak nie znaleźli żadnych zwierząt oprócz dwóch kamiennych lwów. I prawdopodobnie nic by się było nie stało po drodze nadzwyczajnego. — To chyba te kamienne lwy tu biegały — powiedział ktoś na to i zaraz wszyscy zaczęli się śmiać. którzy wybiegli z sąsiednich pokoi. żeby znaleźć Prezydenta? — zaniepokoił się Piotr. na której stało bardzo dużo szklanek z herbatą. — Ale jak dostaniemy się do środka. To była oczywiście okazja. że jesteśmy z kamienia. Może to psy! Albo może ogromne koty —f denerwowała się urzędniczka. — Czy wiecie też o niebieskim koraliku? — Cóż za niemądre pytanie — parsknął z kolei drugi lew. nie moglibyśmy ruszyć się sprzed bramy. Ale trudno! «•« . aby kamienne lwy mogły biegać po korytarzach Ratusza. a potem. gdyż właśnie nadchodził jakiś woźny z tacą. czy to jest sen. Biegali po wszystkich piętrach i wszystkich korytarzach. gdyby nie to. widać. i wolną ręką podrapał się po łysinie. jeden z nich dotknął tylko drzwi łapą i zaraz same otworzyły się szeroko. wyłożonym czerwonym chodnikiem. Przysiadły więc na czerwonym dywanie. że akurat w tej chwili uchyliły się drzwi jednego z pokoi i na korytarz wyjrzała jakaś urzędniczka. ale już zupełnie cicho. najzwyczajniej w świecie. — A my? — zdenerwowali się Piotr i Karolcia. dotknął jednego z kamiennych lwów. — Tyle tu jest korytarzy i tyle pokoi. — Nie deptać.„Nie deptać trawników". że jesteśmy zaczarowane i że wszystko wiemy — zniecierpliwił się pierwszy lew (był to ten. żeby się jeszcze bar90 dziej upewnić. Korytarze były bardzo długie i wszyscy zadyszeli się porządnie. gdzie teraz trzeba iść. że aż postawił tacę na okrągłym stole. wysypaną żwirem aleją do marmurowych schodów. Po prostu. rozległo się ciche stąpanie lwich łap. — A czy wiecie. który polizał Karolcię po ręku). — Ratunku! — krzyknęła przeraźliwie. że ktoś idzie! Musimy znów udawać. Toteż po chwili. po których wchodziło się do Ratusza. żeby kogoś sprowadzić. pod jakąś palmą. — Przecież jesteście niewidzialni! — Prawda! A wy nie umiecie być niewidzialne? — Właśnie że nie — mruknęły lwy. — Kiedy przysięgnę na nie wiem co. Tak się zdziwił ich widokiem. żeby jak najszybciej opuścić hali. ten. bo przecież nikt nie przypuszczał. Ale lwy wcale się tym nie przejmowały. Tymczasem woźny zatrzymał się i popatrzył przez chwilę na przycupnięte. kiedy kryształowe drzwi są zamknięte! Sama słyszałam. które spoczywały przed jakimiś drzwiami. chociaż przez chwilę. z lekkim tylko skrzypnięciem. — Powiedziałyśmy wam przecież. — Nie jestem pewna. po prawdziwej trawie. . któremu ścierpły łapy — już ci to mówiłem: przecież gdybyście nie byli posiadaczami błękitnego koralika. w długim korytarzu.

— Przecież to jest po prostu pusta zbroja rycerska. — Musimy znów skamienieć — jęknął z rozpaczą drugi lew — przestańże się już drapać! Ale niestety już było za późno. lwy wpadły na jeszcze jeden korytarz i zatrzymały się przed drzwiami zasłoniętymi czerwoną portierą. Ale oczywiście. proszę pani? Nie jest zupełnie pewne. szybko. y. Była to wycieczka szkolna. Były to drzwi na samym końcu korytarza i już dalej nie można było uciekać. . — Tylko czy aby w dobrym kierunku biegniemy? — Chyba tak. Można by powiedzieć.Wreszcie wszyscy wrócili do swoich pokoi i znów zaległa cisza. które unosząc ich na grzbiecie w paru wspaniałych susach przesadziły całą salę i wpadły na ten sam korytarz. — No. ten lew się drapie. nie zważając na okrzyki spotykanych po drodze ludzi. a jeden pan usiłował nawet z parasolem w ręku dogonić uciekające lwy. są strzałki — ucieszyły ssie lwy — niewątpliwie tędy należy się udać.' .. proszę pani. kto mógłby wyglądać na Prezydenta Miasta. i przeczytała na tabliczce: Muzeum miejskie otwarte jest co dzień od godziny 10 rano. Ani Piotr. spójrzcie. / I z godnością ruszyły przed siebie. Piotr i Karolcia rozejrzeli się. A jeszcze inne zapytało: — Czy lwy mają pchły. >»d"«ł i > t" '9 'O /f.. że mu się to nie udało. tylko muzeum. co odpowiedziała na to pytanie pani nauczycielka i co się dalej działo w muzeum. — Teraz już chyba spokojnie dojdziemy do Prezydenta — westchnęły lwy wstając i przeciągając się. niech się rozejrzę. Spójrz! Karolcia odwróciła się w tę stronę. Ktoś inny krzyczał: — Gdzie jest telefon? Ktoś jeszcze proponował. — Widać strzałki pokazywały drogę do muzeum. błyszczącym biurkiem. — Czyżbyśmy źle trafili? — dopytywał się tymczasem jeden z lwów. Wreszcie. ani Karolcia nie słyszeli już tego. O rety! Przecież to wcale nie jest żaden gabinet Prezydenta. znaleźli się przed wielkimi. — Coś ty? — zdenerwował się Piotr. podwójnymi drzwiami. pokryty czerwonym chodnikiem. Ja się na tym znam doskonale. które otworzyły się przy lekkim pchnięciu lwiej łapy. Tylko że ty jeszcze jesteś za mała. zmyliwszy pogoń. — Jesteśmy w sali rycerskiej. Nie słyszały już lwy. 91 — Rzeczywiście. patrzcie. — Ale zanim Piotr zdołał mu odpowiedzieć. żeby na tym się znać. że zaniemówiła ze zdumienia. Za drzwiami ukazała się ogromna sala pełna różnych obrazów i oszklonych szaf. Wobec tego jeden z lwów nacisnął klamkę i drzwi otworzyły się gościnnie i szeroko. I jeden z lwów pozostał z łapą podniesioną do ucha. on się drapie! — zawołało tymczasem któreś dziecko. dzieci — zaczęła objaśniać nauczycielka i zaraz przerwała. Wreszcie w rogu sali dostrzegli jakąś wysoką postać w żelaznej zbroi. Ktoś wołał „ratunku". ale nigdzie nie było widać kogokolwiek.&w »**** < . gdy tymczasem do sali muzeum miejskiego weszła gromadka dzieci z jakąś panią. aby wezwać straż pożarną albo może pogotowie. Biegły potem dalej. drapiąc się tylną łapą za uchem. '. które na pewno wskazują drogę do samego Prezydenta — Piotr był niezmiernie dumny ze swego odkrycia. — Może to jest sam pan Prezydent Miasta? — szepnęła Karolcia. rozległ się jakiś gwar za drzwiami. to gdzie jest wobec tego sam Prezydent? — Zaraz. — Proszę wejść! — powiedział ktoś siedzący za dużym. gdzie wskazywał Piotr. jak najszybciej przed siebie. tu są poprzybijane strzałki. dzięki strzałkom. Wkrótce też. 92 — Oooo.

nie jest mi pani teraz potrzebna — przerwał jej pan. Spiczasty jej nos wydłużył się i zaczerwienił niczym bociani dziób. wpatrzona w migocący błękitny koralik. — Nie umkniecie mi! Muszę odzyskać błękitny koralik! — Nie odbierzesz przenigdy w świecie błękitnego koralika — odpowiedziały bohaterskie lwy. ale kłamstwo szlachetne. — Nie wiem. którą czytał. — Ha! — wrzasnęła na ten widok groźnie Filomena.. — Gdzie jest niebieski koralik? Mówcie w tej chwili. a w ręku zamiast parasola trzymała ołówek. — 95 Co pani się stało. że gdzieś w pobliżu musi się znajdować niewidzialna Karolcia. spoglądając przy tym zezem. czy nie dostrzeże błękitniejącego koralika. był samym Prezydentem Miasta! — Proszę teraz mi nie przeszkadzać. — Ha! — wrzasnęła. Naraz do pokoju wszedł jakiś starszy. zadyszana. że na pewno Piotr i Karolcia są w pobliżu. zanim zauważyła jego wejście Filomena. panie Prezydencie. — Czy myślisz. Piotr i Karolcia trzymali się ich kosmatych grzyw. Wyciągnęła więc swój długi. że jest w pobliżu i niebieski koralik! I wobec tego Filomena jednym susem przeskoczyła przez biurko i rzuciła się w stronę lwów. gdyż Filomena i tak w to nie wierzyła i nie wątpiła ani przez chwilę. O ucieczce nie mogło być mowy. Chciałam właśnie. że są skamieniałe. kto to jest. i natychmiast skamieniały. Spojrzała też ze złością w . — Nic nie wiemy o niebieskim koraliku — oświadczyły zgodnie lwy. bo muszę pomyśleć o bardzo ważnych sprawach. Rozglądała się tylko bacznie. — Dobrze. skamieniejecie już na zawsze! I już nigdy nie będziecie mogły biegać! Uganiała się teraz za lwami naokoło biurka. panie Prezydencie — odpowiedziała na to Filomena i ukłoniła się tak nisko. Bo tylko dzięki mocy niebieskiego koralika mogły ożyć kamienne lwy. które zaraz zaczęły udawać. Ryknęły co prawda najgroźniej. Na szczęście lwy spostrzegły go wcześniej. — Mam cię! — Uciekajmy! — szepnęła przerażona Karolcia.. błękitnym światełkiem i wskazywał nieomylnie. mimo że był schowany w pudełeczku i razem z pudełeczkiem ukryty w kieszeni Karolcinej sukienki. że to może jest sam Prezydent Miasta? — spytała szeptem Karolcia. Być może. A tymczasem Filomena nie wiadomo skąd zdobyła parasol i z parasolem w ręce nacierała teraz na biedne lwy. ale niełatwo było to zrobić. i wcale nie było widać. 94 tak jak wtedy w domu towarowym. Filomena spostrzegła lwy. Atakowała zaciekle i w pewnej chwili tak mocno trzasnęła parasolem jednego z nich. Nos miała teraz o wiele mniej spiczasty. który. bardzo miły pan. — Ratunku! To Filomena! — jęknął cicho Piotr. Było to zresztą kłamstwo. — Co tu się dzieje? — zapytał ze zdziwieniem starszy pan. — Uciekajmy! Ale już było za późno. że nosem prawie że dotknęła czerwonego dywanu. Lwy umykały w szalonym pędzie. Niestety! Koralik. że aż mu rozkrwawiła nos. — Ha! — krzyczała przy tym. gdzie znajduje się Karolcia.PANIE PREZYDENCIE MIASTA! Ten ktoś siedzący za biurkiem zasłonięty był zupełnie gazetą. z parasolem w ręce. jak się okazało. A jeśli jest w pobliżu Karolcia — to znaczy. dziobiasty nos i węszyła nim po całym pokoju. panno Filomeno? Czemu biega pani naokoło mojego biurka? Czy tak powinna się zachowywać sekretarka? Filomena zatrzymała się w pędzie i od razu stała się grzeczna i potulna. i od razu domyśliła się. — Dziękuję pani. był widoczny! Świecił słabiutkim. mające na celu ocalenie Karolci i koralika. — Uciekajmy! Dobrze było powiedzieć: uciekajmy! — ale dokąd? Przecież za drzwiami na pewno byli jeszcze ci ludzie. aby ją przestraszyć. a Filomena biegała za nimi. kiedy na jedwabnej nitce zwisał z Karolcinej szyi. jak tylko potrafiły. Spytała słodko: — Słucham. W rezultacie na nic się nie przydało. — Kiedy zdobędę błękitny koralik. — Nie boimy się twego parasola! — Zobaczymy! — odgrażała się Filomena. którzy ich przed chwilą gonili. W tej chwili czytająca osoba za biurkiem poruszyła się i odłożyła gazetę.

krzyknął przeraźliwie: — Aj! Aj! To boli! — Ojej! Bardzo pana. czy można szczypać samego Prezydenta Miasta — wyznał z wahaniem głos.f >. Jednocześnie rozległ się szept: — Piotrek! Sam wiesz. «.A • WSHW y** m >j. Ledwie to jednak zrobił.— Strasznie nie lubię. panie Prezydencie Miasta. Nie są groźne i są. gdzie w półmroku gabinetu migotał błękitny.. — Tak. — I w ogóle kto ośmielił się tu wejść? Kto tu jest? .q i — To my.. potem jedna zapałka wydobyła się sama z pudełka i potarła o nie. •*•{ . i pogroziła pięścią skamieniałym lwom. -— Zdaje mi się. — Kiedy to się panu wcale nie śni. może się pan sam o tym przekonać. proszę pana! — A czy moglibyście mnie uszczypnąć. ale zarazem i jakby z zachwytem. — Czyje lwy? r — Nasze — powtórzył głosik.tę stronę. w istocie sam was o to prosiłem — wyznał ze skruchą Prezydent — tak! Zdaje mi się. trzasnąwszy lekko drzwiami. wyszła.•» 96 — Niewidzialni?! — zdumiał się Prezydent. że wreszcie wam uwierzę. co ma o tym myśleć. — Można! — oświadczył mężnie pan Prezydent i wyciągnął rękę.. — Nic nie rozumiem.. bardzo niechętnie. że to nie jest sen? — Nnnie. — Pan nas nie widzi. proszę pana Prezydenta Miasta. że nie wolno bawić się zapałkami! 7 — Karolcia 97 — Nie bądź dziecinna — zabrzmiała również szeptem odpowiedź. żebym był pewien. . — Tak. panie Prezydencie. Aż wreszcie. jak pan widzi. — Co: naprawdę? — Naprawdę jesteśmy niewidzialni. Chce pan? — Proszę bardzo — zgodził się tym razem uprzejmie Prezydent. . że tu chodzi o niezmiernie ważną rzecz. że przedtem nie było tu nigdy żadnych lwów!!!!! — Oczywiście.. powędrowała w powietrzu w stronę papierosa. — A to co? — powiedział ze zdumieniem na głos.»s«. — Co za: nasze? — zniecierpliwił się Prezydent Miasta.} -~. że nie lubię rozmawiać z kimś. Prezydent Miasta odwrócił się teraz w stronę swojego biurka. — Nie rozumiem. gdy naraz z ogromnym zdziwieniem zauważył przycupnięte pod ścianą dwa kamienne lwy. — Ale.k'4 n i h'"->rit — Co za: my? . który akurat właśnie zamierzał zapalić papierosa.. — pan Prezydent Miasta wydmuchnął dym przez nos i widać było. a ja nie mogę się obudzić — mruknął Prezydent. — Wiesz. Ale słuchajcie! Czy wy ciągle musicie być niewidzialni? Czy. że sam nie wie. tak. — Niewidzialni? — powtórzył jeszcze raz z niedowierzaniem. to znaczy nie wiemy. ku ogromnemu zdumieniu samego pana Prezydenta Miasta.. — Uwaga! Raz! Dwa! Trzy! — zakomenderował głos. n .. W tejże chwili. przepraszamy! — powiedzieli ciągle niewidzialni Piotr i Karolcia. zmt — To my! Karolcia i Piotr! Z Kwiatowej! Pan Prezydent Miasta rozejrzał się trochę niespokojnie. że nie było ich tu przedtem — wyjaśnił bardzo uprzejmie jakiś cienki głosik — bo to są nasze lwy. Gdy już się zapaliła. kogo nie widzę! Bardzo nie lubię! Jeszcze Prezydent Miasta nie skończył tych słów. bo my jesteśmy niewidzialni — wyjaśniał dalej głosik. . pudełko z zapałkami uniosło się z biurka do góry. ale to przecież pan sam kazał!. co to za sztuczki. upragniony koralik. kiedy mi się śnią takie dziwne rzeczy. Jesteśmy jak najbardziej niewidzialni. przy czym zdecydowanym ruchem odwinął rękaw marynarki i koszuli. nieduże. Zresztą. czy nie mógłbym was zobaczyć? Chociaż na chwilę? Przyznam się. kiedy zobaczył przed sobą Piotra i Karolcię. — Ależ to nie są żadne sztuczki — zapewnił natychmiast cienki głosik — to naprawdę..

«ds. przecież one wcale nie są tak wciąż kamienne! Tylko proszę się ich nie bać..«% jr — Aha! Piotr i Karolcia. Ale.L "4 '' t. •". a Piotr szurgnął z szacunkiem nogami. jak tylko potrafiła. tak. — To jak wy się nazywacie? . znane już serduszka czekoladowe. o której mi opowiadaliście.. Chociaż. 4. — Chętnie bym to zrobił. Proszę mi wierzyć. Nie zdążyłem zjeść śniadania. jak wiecie. VV« x 5' -ł i* RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE — Przepyszne! — oświadczył pan Prezydent Miasta. Czy zje pan je razem z nami? I wyciągnęła natychmiast z kieszeni paczkę ze śniadaniem. .. — Piotr i Karolcia. czy czasem nie są głodne? — przypomniał sobie nieco trwożnie Prezydent Miasta. wcale nie są głodne i w ogóle raczej odzwyczaiły się od jedzenia. — No właśnie! Oczywiście.— Więc.. Lwy oczywiście ochoczo skorzystały z tego zaproszenia i przeciągały się prostując zdrętwiałe łapy. Już. zapewne — grzecznie przyznał im rację Prezydent — ja tylko tak wspomniałem. proszę pana Prezydenta — kiwnęła główką Karolcia 98 l i ukłoniła się najgrzeczniej. — Co ty mówisz? — znów się zdziwił pan Prezydent Miasta. toby nas dogoniła Filomena. że jest niezmiernie ważna! — krzyknął z zapałem Piotr. są nadzwyczaj dzielne. . są zupełnie przyjemne. rzeczywiście — zgodził się Prezydent trochę niepewnie. bo przecież inaczej nie moglibyśmy się dostać do pana w niezmiernie ważnej sprawie — wyjaśnił Piotr. . być może. ale jest dobrą sekretarką. tak. muszę przyznać. panie Prezydencie — ucieszyła się Karolcia — czy mogę pana poczęstować? Ciotka Agata przygotowała dla nas pyszne śniadanie.«>. — I mimo że nie są przecież takie duże jak prawdziwe lwy.. że brama była zamknięta. — To są naprawdę wyjątkowo łagodne lwy — zapewniała gorąco Karolcia. — Tak. dobrze — zgodził się pan Prezydent Miasta — a przez ten czas opowiecie mi. bo właśnie zdaje mi się. ktoś mi o tym wspominał. jak wiadomo. . MfS I. Ale jak to zrobić? — Niech pan zaraz pojedzie z nami do naszego ogrodu! — zaproponowała Karolcia. Bo czym może się odżywiać taki mały. 2>n. AJH Ł. — Nic nie rozumiem! Na kamiennych lwach? — Oczywiście. „? . Skończył właśnie jeść czekoladowe serduszko i wyglądał na niezmiernie zadowolonego. one nie zrobią nic złego — uspokajał Prezydenta Piotr. . — Hm! — zastanowił się Prezydent.. — Aaaa. gdybyśmy byli widzialni. — Jest raczej czarownicą — sprostował Piotr. — No. s. — A dlatego musieliśmy przyjechać na lwach. — A co do tej sprawy. 99 Ale lwy zaraz gwałtownie zaprzeczyły — nie. — Tak. aby znów przestały być kamienne. po coście tu właściwie przyszli. gdy tymczasem Karolcia poprosiła lwy. to sądzę. kamienny lew? — Tak. że wasza sprawa też wydaje mi się niezmiernie ważna. Na lwach! — uczciwie wyznał Piotr. więc to wy byliście przed chwilą niewidzialni? — zdumiał się ogromnie. — A cóż znowu chcecie od Filomeny? Filomena nie jest co prawda najsympatyczniejsza. — Ach. że jestem głodny. — Jak pan widzi. Ale czego właściwie ode mnie chcecie? — I po coście tu przyszli? — Właściwie przyjechaliśmy. — A w dodatku. że powinienem sam to jakoś zbadać.. ale dlaczego byliście niewidzialni? — No. — I pilnej! — dodała Karolcia. dobrze. czeka na mnie cała masa obowiązków niezmiernie ważnych. Były tam również. — Być może. No. zdaje mi się.

że przedtem muszę podpisać trzysta siedemdziesiąt sześć bardzo ważnych dokumentów. aby skakać z takiej wysokości.. — Ale już wiem. Co robić? — Co robić? — powtórzył smutnie Prezydent. Ale niestety! Okno znajdowało się na pierwszym piętrze i nie było mowy. aby stąd wyjść! — krzyknęli Piotr i Karolcia. panie Prezydencie! — Uciec?! — zawołał z zachwytem Prezydent. wszystkich wyrzuca za drzwi! — Ale pan przecież wcale nie musi się pytać jej o pozwolenie. — Tak. — Prawda! — zmartwił się Piotr. — Zrobimy tak: otworzymy drzwi.. — To byłoby cudowne! Ale czy to się uda?! — Czemu ma się nie udać? Musimy tylko pomyśleć. którzy przychodzą do mnie z różnymi sprawami. że ona tylko wobec was jest taka niedobra. — Ale jaki plan? — denerwowali się Karolcia i Prezydent. Przecież i tak muszę poprosić koraliczek. jak tylko da się najszybciej. bo po co ma wpadać. aby pan Prezydent Miasta mógł stąd spokojnie uciec. już wiem! Pan musi stąd uciec. Nie warto się nawet nad tym zastanawiać. żeby się przekonać. — To co wobec tego zrobimy? Aha. żeby tak na zawsze. — Już wiem! — zawołał naraz Prezydent. chociaż wcale a wcale nie wiedział. to niemożliwe — smutnie pokręcił głową Prezydent — a co będzie. sprawa nie była łatwa. — Więc stanie się tak. aby mogła wiedzieć. — Jak to: nie muszę! Jeśli będę chciał wyjść.. jak najszybciej na korytarz. wyjdzie pan przez okno! Tu chyba nie jest bardzo wysoko? I zaraz podbiegł do okna. — Czy nie mógłbym stać się niewidzialnym tak jak wy? Tak chociaż na trochę? Bo oczywiście. wsiądziemy na nasze lwy i wypadniemy szybko. A ja tak nie lubię podpisywać dokumentów. a tymczasem. Nie pozwala mi przyjmować tych ludzi. Na pewno rzuci się w pogoń za nami! My naturalnie będziemy uciekać.— Niech pan zaraz z nami jedzie. ale tak na trochę! Boże! Zawsze o tym marzyłem! Ach! Karolciu. ale to jak najszybciej wymknie się przez otwarte drzwi. Filomena mogła nie dopuścić do tego. to ona zaraz powie. Ale Karolcia zaraz zaprotestowała i przypomniała Piotrowi. że Karolci i Piotrowi było go niezmiernie żal. — Ale czy mi się uda stąd wyjść? Moja sekretarka na to się nie zgodzi! — Filomena? — Tak jest! Filomena! Nie myślcie. — Ba! — westchnął smutnie Prezydent.. korzystając z tego. Na mnie też ciągle krzyczy i na nic mi nie pozwala. Już mam plan. Tak. żebyśmy my — to znaczy Piotr i ja — znów stali się .. jeśli mnie ktoś spotka biegnącego przez korytarz? 5 l 102 — Hm! To prawda — zastanowił się Piotr. — E. — A gdyby jej też dać czekoladowe serduszko — zaproponował naraz Piotr — może by się zmieniła? — To jest myśl — ucieszył się Prezydent. dokąd ma zamiar się udać.. — Wcale nie wpadnie! — bronił swojego planu Piotr. nie mówię. że może pan być na trochę niewidzialny. Był tak zmartwiony. Teraz Piotr z Karolcią odbyli błyskawiczną naradę — czy można tak ryzykować? Czy można znów prosić koralik o przysługę? Przecież na pewno znów zblednie. 101 aby Prezydent Miasta wydalił się ze swego gabinetu bez jej wiedzy.. nie mogę w to uwierzyć! Bo wtedy byłoby łatwiej uciec. a tymczasem pan Prezydent Miasta. że Filomena będzie zajęta pościgiem za nami. Ona pewno pana wtedy nie zauważy. — zmartwił się Prezydent. że przecież w domu towarowym Filomena połknęła co najmniej pół tuzina serduszek i wcale a wcale to jej nie pomogło. A oczywiście nie było mowy o tym. szybko. a przez ten czas wpadnie tu Filomena.. jak to zrobić! Już wiem — Piotr aż podskoczył z zachwytu — Karolciu! Musimy tak zrobić. Ale nie ma innego wyjścia. — Wcale nie wpadnie. jakie jest naprawdę działanie czekoladowych serduszek. Wspaniały plan! Wszystko się uda! Ręczę za to.

na co mam zawsze szaloną ochotę. ale po solennym zapewnieniu Karolci i Piotra uwierzył im w końcu i Piotr mógł wreszcie. a czego nie wypada mi robić. — Już jest południe! — krzyknął Prezydent. bo trzeba było jak najszybciej wydostać się z gabinetu.. że będziemy niewidzialni. A tymczasem przez uchylone drzwi wymknęły się obydwa lwy. a po drugie. przemaszerował w niej przez całą salę.. niewidzialni! Oczywiście. — Niewidzialni. ale nie było na to czasu. wobec przypomnień. I zanim się spostrzegli. — Za nic na świecie — zaprotestowały zgodnie obydwa zwierzęta — jesteśmy . bardzo chętnie — mruknęły teraz zgodnie obydwa lwy. na którym muszę być. — A więc jestem naprawdę niewidzialny — szepnął wtedy w upojeniu Prezydent. bo przecież inaczej stąd się nie wydostaniemy. mimo błagań Karolci i Piotra. ku wielkiemu zdziwieniu zwiedzających. — Ba. policzywszy uderzenia. — Czasem. Była zupełnie przekonana. że to naprawdę wiatr. ba! Po drodze musieli się co chwila zatrzymywać.. a wraz z nimi niewidzialni Karolcia i Prezydent Miasta. przeciągając się — zupełnie już zdrętwiały nam łapy. odetchnęli wszyscy. bo nos miała znów niezmiernie wydłużony i patrzała zezem. że w tym dywanie są pchły! — Cóż znowu! — zaprotestował słabo Prezydent Miasta. kiedy jeszcze byłem małym chłopcem. grubiutkiego pana Wiceprezydenta Miasta. ponieważ jestem Prezydentem Miasta. To się będzie i tak liczyło za jedno życzenie. . wyobrażałem sobie. że czas ucieka. ale lwy? Przecież lwy są widzialne. a muszą też stąd się wydostać. żeby i pan stał się niewidzialny. — Ach! Jestem taki wzruszony — wyznał Prezydent. Co prawda Prezydent Miasta wcale nie chciał wierzyć. ale jak pojedziemy? — zastanowił się naraz. zgodził się jechać na Kwiatową. aby szybko pozbierać wszystkie papierki. kiedy wy będziecie stąd wychodzić. — Spełniło się marzenie mojego życia! Kiedy Piotr dogonił ich na korytarzu. że zamachał jednym papierkiem przed jej nosem. że to podmuch wiatru. żeby Filomena zagapiła się i nie zauważyła. Filomena nawet się nie domyśliła. gdyż Prezydent chciał się koniecznie nacieszyć swoją niewidzialnością. otworzyć drzwi i przejść do drugiego pokoju. A? /. gdzie Prezydent przywdział zbroję i dusząc się ze śmiechu. Musimy więc ułożyć plan ucieczki. że naprawdę jest niewidzialny. • >a* 103 — Ale przecież my będziemy niewidzialni — zauważyła Ka-rolcia. a potem zręcznie zjechał po poręczy. Ale Piotr był nieustraszony. Ach! Tymczasem zegar na wieży ratuszowej wybił godzinę dwunastą. Zrobimy tak: ja zrobię coś takiego. W końcu jednak. Skoczył szybko i niby wiatr zdmuchnął z biurka wszystkie papiery na nim leżące. — Oj. Nie mógł też się powstrzymać.niewidzialni. i rzuciła się na ziemię. A jeśli będę prosiła o to dla nas. Ale już nie było czasu na dalsze rozmowy na ten temat. szybko wbiegł po marmurowych schodach na pierwsze piętro. Ale. Musiało mu więc wystarczyć to. że zdarzy się coś takiego w moim życiu. że tym razem jest to sprawka jej dwojga przeciwników. I zdarzyło się teraz. — Już wiem! Wsiądę na jednego z lwów.^j 104 — Wybaczcie — powiedział — ale muszę koniecznie zrobić coś takiego. Mogli teraz swobodnie pojechać na Kwiatową. zdaje się nam. z tysiącznymi ostrożnościami. Byłby w ten sposób przewrócił swojego zastępcę. Widocznie knuła coś niedobrego. a ona była najpewniejsza. który nazywano sekretariatem i w którym za dużym biurkiem siedziała zamyślona Filomena. Musieli też zatrzymać się przy sali muzealnej. Co prawda Prezydent miał szaloną ochotę spłatać jakiegoś figla Filomenie. T-U. — Wobec tego nie mamy czasu do stracenia — zdecydował Piotr. — Karolciu! Musimy znów stać się niewidzialni! I pan Prezydent Miasta też. aby nie ślizgać się po wyfroterowanej posadzce w hallu Ratusza. to już od razu poproszę. — Za dwie godziny odbędzie się ogromnie ważne posiedzenie rady miejskiej.

Nie było bowiem nawet mowy o pozostawieniu lwów przy bramie.K t. dobrze to powiedzieć. bez kierowcy. gdy naraz ktoś na ulicy przystanął i zawołał: — Patrzcie na to czerwone auto! Jedzie bez kierowcy! A w aucie jadą dwa małe lwy! Teraz już wszyscy patrzyli na czerwony wóz. — Zatrzymać auto! Zatrzymać! — zaczęli teraz wołać niektórzy. — Chyba znów musimy być widzialni! — powiedziała Karol-cia. — Wcale nie chcemy dostać się do Ogrodu Zoologicznego. Ale Piotr przeciwstawił się temu. w którym odbywała się tymczasem błyskawiczna narada: co robić. Chyba żebym sam poprowadził auto! To był doskonały pomysł. . Zresztą my sami też musimy pokonać jakieś trudności. kiedy jestem niewidzialny! Przecież szofer nie będzie chciał jechać z niewidzialnym Prezydentem. '. ale wykonać znacznie trudniej! Przede wszystkim na skrzyżowaniach ulic i przy krawężnikach gromadziły się tłumy przechodniów: wszyscy koniecznie chcieli zobaczyć auto. Należało tylko szybko dostać się do 105 r w czerwonego auta samego Prezydenta. nie poprosiliśmy o przeniesiene do ogrodu — dodała Karolcia. — Szkoda. abyśmy od razu znaleźli się w ogrodzie? — zaproponował Prezydent.przecież zupełnie małe lwy i nie udźwigniemy takiego ciężaru! — I nogi będą się panu wlokły po ziemi — poparła lwy Karol-cia. które jedzie samo. to jazda! Motor zawarczał i zanim ktokolwiek się zorientował. szybko! Nie ma ani chwili do stracenia. Jedźmy dalej! Ba. Zgrabnie wymijali autobusy i tramwaje.rt. — Jedźmy wobec tego autem. — Musimy się jakoś przebić — postanowił Piotr. — Prezydent zasiadł przy kierownicy. że od razu. — Nie — powiedział po zastanowieniu Piotr — nie możemy jeszcze tego żądać od koraliczka. korzystając z tego. aby schwytać lwy. 107 Musiał teraz bardzo uważać — prowadzenie auta w tych warunkach wcale nie było łatwe.« j. A inni znów domagali się..^'. — No. . a po drugie. — A czy wasz koraliczek nie mógłby zrobić tego.''.». — Nie możemy znów całej roboty zwalać na koralik. gdy naraz na jednym skrzyżowaniu policjant dał znak. chcieli też na własne oczy obejrzeć jadące autem lwy. — Szybko. Piotr obok niego. I tak jest już bardzo blady. .f STOP! ZATRZYMAĆ WÓZ! Prezydent prowadził samochód doskonale. f M. — Ale też szkoda byłoby nie być niewidzialnym chociaż raz w życiu — westchnął Prezydent. aby zatrzymać auto. Prezydent poparł go: — Postaramy się umknąć — powiedział przez zaciśnięte zęby. . Koniecznie chciały zobaczyć ogród i zjeżdżalnię oraz przejechać się na karuzeli. — Jeszcze się rzucą na kogo! — Uciekajmy! — błagały lwy. Ale czy można zatrzymać auto. >?cv< •*>. a Karolcia z lwami z tyłu. Ale Prezydent dawał sobie doskonale radę na wszystkich skrzyżowaniach ulic. Jakże jednak pojadę autem. w którym nie ma nikogo przy kierownicy? Wobec tego policjant z otwartymi ze zdumienia ustami patrzał tylko za oddalającym się . zamiast niewidzialności. — Trzeba je oddać do Ogrodu Zoologicznego! — krzyczeli. „ u. okrążali place i właśnie mieli przejechać jeden z pięciu mostów miejskich. F l V »\ • r f f/. że kierowca poszedł do bufetu napić się wody sodowej. czerwone auto wyjechało z podwórza.

że rozbawione lwy nie zdążyły się ukryć. Jeden z nich biegał właśnie beztrosko po zielonej trawie z zerwanym kwiatkiem w pysku. i zaczęły dla rozprostowania łap biegać najpierw w kółko. — No dobrze — zgodził się Prezydent — pobiegajcie przez chwilę. że trzeba jechać przed siebie. ale niedługo! Lwy. że są kamienne. Po chwili jednak zeskoczył ze swego stanowiska i zaalarmował wszystkie posterunki: — Uwaga! Czerwone auto pędzi samo przez miasto! Nikogo nie ma przy kierownicy. które im porządnie zdrętwiały od tego ciągłego udawania. 108 — Bardzo chętnie! — odpowiedzieli wszyscy. — To właśnie ta autostrada — zawołał Prezydent. żeby wszystko wyglądało jak najbardziej groźnie.. a potem gonić się w ósemki. który znów odzyskał dobry humor. Filomena i strażnicy już dopadli biednych lwów. gdyby nie to. To jest autostrada naokoło miasta. — Tylko jak to zrobimy7 . Alarm oczywiście poskutkował. jakiś wóz pędził z tak niezwykłą szybkością. a w aucie siedzą dwa lwy i okropnie ryczą! Lwy co prawda wcale nie ryczały. że nadjeżdżało jakieś auto.niA nn j<>. Co prawda lwy broniły się bohatersko. Czyżby pogoń wpadła na ich trop? W istocie. . z którego natychmiast wyskoczyła Filo-mena ze swoim ogromnym parasolem. i znaleźli się na gładkiej. gdy tymczasem niewidzialna trójka w aucie zastanawiała się. a strażnicy przywieźli z sobą ogromną siatkę z niezmiernie grubych sznurów i właśnie w tę siatkę lwy 109 schwytali. że zaledwie zdążyli ukryć w pobliskich zaroślach czerwone auto.. *t>»<:o -. aby auto zatrzymało się na chwilę. uszczęśliwione swobodą. — Sam nawet dokonywałem jej uroczystego otwarcia. gdy nadjechał pościg. szerokiej szosie. — Bardzo chętnie. ale niezbyt długo. ale policjant powiedział tak. Natychmiast w całym mieście zaczęły wyć syreny. a drugi przewrócił się na grzbiet i machał wesoło łapami. — Jedziemy dalej — zdecydowali Piotr i Karolcia. — Mnie się zdaje. że na szosie rozległy się naraz głośne sygnały samochodowe. żeby mogły pobiegać trochę po trawie i rozprostować łapy. a potem musimy skręcić w lewo — radził Piotr. które zatrzymało się na skraju autostrady. jeśli złapią nas na skrzyżowaniu ulic. do ogrodu. — Trzeba je ratować! — krzyknęła Karolcia. gdzie był mały ruch i prawie wcale nie było posterunków policyjnych. Zaczęła się walka — ale była to walka nierówna. Lwy nawet zaproponowały. Najgorsze jednak było to.wozem.-w. a za nią kilku strażników miejskich. ale były to przecież zupełnie małe lwy. — Czy chcecie pojeździć trochę naokoło miasta? . — Chyba jest jakaś ulica. bo przecież jeszcze musimy zdążyć na Kwiatową. wyskoczyły z auta. • >. Potem załadowali je na wóz i wśród okrzyków Filomeny: „Do Zoo! Trzeba je zawieźć do Zoo!" — odjechali szybko w kierunku Ogrodu Zoologicznego. — Ale co będzie. Bardzo mu się podobała ta wyprawa i wcale nie miał ochoty zatrzymywać się. Był po prostu w rozpaczy. Nie ulegało najmniejszej wątpliwości. kiedy staniemy w szeregu zatrzymanych pojazdów? — Czy musimy jechać przez skrzyżowania ulic? — spytał Piotr. Karolcia i oba lwy. Było to ogromne auto. Rada była może i dobra. która się nie krzyżuje? — Oczywiście — przypomniał sobie Prezydent. Jeszcze parę ulic. Zaledwie cała trójka — to znaczy Piotr. gdy tylko odjechali. to znaczy Piotr. Karolcia i Prezydent — zdążyła nadbiec z pomocą. a przez głośniki ktoś mówił grubym głosem: — Uwaga! Uwaga! Czerwone auto przebiega ulice miasta i zagraża bezpieczeństwu mieszkańców! A w aucie pełno jest okropnie drapieżnych lwów! Uwaga! Zatrzymać wóz! — Co teraz zrobimy? — spytał Prezydent. jak teraz najbezpieczniej będzie dojechać na Kwiatową. — Musimy ocalić lwy! — To nie ulega wątpliwości! — zgodził się Prezydent.

A zaś cała trójka — Prezydent. — A teraz jazda! — zakomenderował Piotr. Tak bowiem zostało postanowione.v 4'l *"• *"**' <* '<»"" '»-*< *' "/»!«' f' j/*i . tylko rozglądali się pilnie. jak podskakiwała. "\*'-«}l i X . Trzeba było przede wszystkim zastanowić się nad tym. przez które wchodzili tylko pracownicy Zoo. Mijali klatki z małpkami i rodziną niedźwiedzi. — Trochę już zapomniałem biegać — tłumaczył się z zawstydzeniem. — Za rok?! — krzyknęła Karolcia. który był ogromnie zadyszany. że ma ogromną ochotę przejechać się na wielbłądzie. Ale Prezydent w żadnym wypadku nie mógł za nimi nadążyć. że musiałbym wystosować pismo do dyrekcji Ogrodu Zoologicznego. gdzie umieszczono ich przyjaciół. W tym wypadku sprawa może się przewlec i nie wiem. Siedziały już właśnie w wielkiej klatce. — Pojedziemy tam na wielbłądach! Proszę wsiadać na pierwszego. — Jeszcze jak niedobra! — mruknęła Karolcia Nie było jednak czasu na zastanawianie się nad charakterem Filomeny. Nie darmo byli niewidzialni. żeby kiedyś dosiąść takiego rumaka pustyni! — Na pewno pan potrafi — dodali mu odwagi Piotr i Karolcia i pomogli wgramolić się na grzbiet zwierzęcia. — Już wiem! — krzyknął naraz Piotr. Sami umieścili się na drugim wielbłądzie. żeby trochę zażyły swobody. na których nie było widać jeźdźców. — Przez całe życie o tym marzyłem. Ale widać 111 było od razu. dobiegły ich piskliwe okrzyki Filomeny: — Trzeba te lwy zaraz zamknąć w klatce! Są ogromnie niebezpieczne! Uważajcie! I widać było. nie zważali na wrzaski w ptaszarni. gdzie też mogą być ich lwy. Karolcia i Piotr — i tak przecież wejdzie bez żadnego trudu. czy prędzej jak za rok zdołamy je uwolnić! Był bardzo tym zmartwiony. •». a my z Karolcia pojedziemy na tym drugim! — Nie wiem. co by wskazywało na to. Udało się im doskonale. zauważyli podejrzany ruch. czy nie zauważą czegoś. Szli teraz jeszcze pustymi alejkami. ze aby nie zwracać uwagi. — Biegnijmy tam — zakomenderował Piotr i puścili się pędem. wymachując parasolem. że to taka niedobra czarownica. jak wiadomo. — To niemożliwe! — Musimy je uwolnić natychmiast — zdecydował Piotr — siadajmy do auta i jedźmy! Panie Prezydencie. gdyż tłum zwiedzających przybywał zazwyczaj dopiero po południu. Całe szczęście. Obok przechodziły właśnie dwa wielbłądy. Nos znów miała wydłużony i mocno zaczerwieniony na czubku. — Czy nie możemy iść nieco wolniej? — A przez ten czas zamkną na zawsze nasze lwy! — denerwował się Piotr.« U^H^. w której mieszkały foki. ci. Jednocześnie jednak żal mu się zrobiło Prezydenta. że personel Zoo był w tej chwili zajęty oglądaniem dziwnej odmiany małych lwów przywiezionych przez Filome-nę! Nikt więc nie zwrócił uwagi na galopujące wielbłądy. które zresztą okazało się łagodne i cierpliwe. jak uratować i wyzwolić lwy. Były zrozpaczone i widocznie straciły . czy potrafię — wyjąkał Prezydent. — Co wobec tego zrobimy? — zapytał Prezydent. i zastanawiali się. proszę siadać przy kierownicy! — Ale dokąd mamy pojechać? i.P' j f DZIWNE ZWIEŻĘ Czerwone auto cicho zatrzymało się przed bocznym wejściem do Ogrodu Zoologicznego. » /> **f«4 — Do Zoo — odpowiedział Piotr. < łl t tl > n v *>* l . które dozorca puścił luzem.Zdaje się. panie Prezydencie.'^' tf ' '" ' j * "t t . wóz Prezydenta stanie skromnie przy tym wejściu. byli niewidzialni. I dodał z westchnieniem: — Nigdy nie lubiłem tej Filomeny. ale nie wiedziałem. Wreszcie na końcu ogrodu w pobliżu sadzawki. Gdy zatrzymali się w pobliżu zbiegowiska.

— Ja postaram się jakoś odciągnąć ich uwagę. kim jest naprawdę Filomena. małpki zaatakowały Filomenę. W dodatku do ryku słoni przyłączyły swój głos foki. Nie zajmował się już małymi lewkami dziwnej rasy. Ryk słoni zaniepokoił wszystkich pracowników Zoo. Musimy przede wszystkim postarać się o to. W ten sposób Filomena została sama jedna przy klatce. kapucynki. Wepchnięcie jej teraz do pustej klatki było dziełem jednej chwili. ni zowąd na wybiegu dla słoni wszystkie słonie ustawiły się rzędem. czy teraz one nie ściągną na siebie uwagi dozorców.. że nic nie widziała. Dwie z nich zeskoczyły z drzewa wprost na śmieszny kapelusz Filomeny i wsunęły go jej tak mocno na oczy.nadzieję na uwolnienie. że żaden pomysł tu nie pomoże! — Poczekaj. a potem. Zgodny chór słoni zagłuszył zupełnie w tej chwili okrzyki Filomeny. — Mam doskonały pomysł.. siedzą na pobliskim drzewie i przyglądają się jej z zainteresowaniem. to jednak był zupełnie widzialny dla zwierząt. Nie ulegało wątpi i8 — Karolcia 113 ii wości. — Zaraz to zrobimy! — oświadczył beztrosko Piotr. Kapucynki. bardzo śmiesznie kwiczą. że wiedziały. 772 — No dobrze. Karolcia pobiegła do słoni i namówiła je. — Zobaczysz. Po zamknięciu klatki Filomena zdołała wreszcie ściągnąć kapelusz i gdy . Ale na szczęście lwy i foki dostarczały im jeszcze dosyć zajęcia. wolno było pozostawać na swobodzie. co robić. iż wcale nie zauważyła... Dyrektor teraz zupełnie nie wiedział. Korzystając więc z tego. najpierw posłuchaj mojego planu. — Biegnijcie zaraz. które. Czar bowiem niebieskiego koralika miał tę właściwość. nie bójcie się! Przecież jesteśmy niewidzialni! Uciekajcie jak najprędzej! Wobec tego lwy razem z samym Prezydentem pobiegły w stronę bocznego wyjścia. po pierwsze. uczepiona jej prętów. — Tylko jazda do roboty! Po małej chwili zaczęły rzeczywiście dziać się w Zoo najzupełniej dziwne rzeczy. zaczęła jak szalona fikać koziołki w wodzie. aby zachowywały się w ten sposób. jak wiadomo. wysłuchawszy dalszego ciągu planu Piotra. kim jest Filomena. Każdy się z łatwością domyślił. Korzystając z tego kapucynki szybko otworzyły klatkę. Z dyrektorem na czele pobiegli natychmiast w tamtą stronę.-• n. i że natychmiast postanowiły dopomóc lwom oraz Karolci i Piotrowi. a my was dogonimy — rozkazał Piotr. a Karolcia i Piotr zajęli się Filomena. skakały z gałęzi na gałąź. że dyrektor Zoo i dozorcy pobiegli do słoni i fok. jak najszybciej. — E. zachwycone tym pomysłem. podniosły trąby do góry i zaczęły po swojemu trąbić. Bowiem ni stąd. a tymczasem ty i pan Prezydent uwolnijcie lwy. „A może słonie i foki niebezpiecznie zachorowały?" — pomyślał i zaraz kazał wezwać lekarza zwierząt. Tego tylko było trzeba! Lewki szybko i zwinnie wymknęły się z niej. Usiłowała dosięgnąć lwów parasolem i wrzeszczała jakieś niemądre słowa.. że Piotr zaczął się obawiać. że to była zmowa. że zgromadzeni przy klatce nowych lwów dozorcy. I oczywiście słonie doskonale wiedziały. aby dłużej utrzymać uwagę dyrektora i dozorców. które doskonale znają się na czarodziejskich historiach. a po drugie. że małe małpki. nigdy nic podobnego w życiu nie widzieli. są bardzo mądre. spróbuję — zgodziła się po chwili Karolcia. — Trzeba za wszelką cenę otworzyć klatkę — szepnęła Karolcia. a nawet i sam pan dyrektor Zoo. by ten cały tłum ludzi oddalił się od klatki. że chociaż ktoś był niewidzialny dla ludzi. A była tym tak zajęta. którym. Stało się to niemal błyskawicznie. Tak dziwne. «. — Damy sobie radę. — A co będzie z wami? — martwiły się lwy. boję się.. Jedna z nich. ze względu na ich poprawne zachowanie. razem z Prezydentem do auta. miotającej się i rozzłoszczonej jak stado najgorszych tygrysów. przywiezionymi przez zwariowaną paniusię z parasolem. piszcząc z uciechy tak przeraźliwie. że to się uda! — zawołał Piotr z otuchą.

zrobiłem błąd. V i NARESZCIE W OGRODZIE! — To tu! — radośnie zawołała Karolcia. panie Prezydencie — powiedziała Karolcia z łagodną perswazją. — Zabraniam. że. która była zawieszona na klatce. męcząc się z kluczem. co mi pan zawraca głowę — gadał dalej urzędnik.. gdy właśnie jacyś dwaj urzędnicy ogromnym kluczem mieli zamiar zamknąć bramę ogrodu. U < ' ! n "J •. aby wyłamać kraty. „„ — Uciekajmy teraz! — zawołała Karolcia. który zostawiłem na klatce z Filomeną. że w tym napisie. Ale nie zdążył dokończyć. M . proszę pana. t j. — Nie ma rady.. a włosy miała rozczochrane i zjeżone.. — Oto nadeszła chwila. chwileczkę — zatrzymał go Piotr — zdaje mi się. żegnani okrzykami kapucynek. Klucz za nic w świecie nie chciał się przekręcić w dziurce. zawyła dziko: — Ha! Nie ujdziecie mej pomście! — i rzuciła się. 4 e \ l . ale i ten pomysł był jak najzupełniej chybiony. Ciągle nie odwracał głowy i wcale nie wiedział. że jest uwięziona. panie.W Ot. ^KJ > <n >r> 114 — Uciekajmy! — powtórzył Piotr. gdy czerwone auto zatrzymało się przed bramą ogrodu. z kim rozmawia. zaraz — zaczął się zastanawiać Prezydent — zdaje mi się jednak. Podbiegł do urzędnika z kluczem i powiedział bardzo grubym głosem: — Zabraniam panu zamykać ogród. Próbowała zresztą rozgryźć żelazne pręty.. gdyż był w tej chwili niezmiernie zajęty. — Zaraz. dosiedli znów wielbłądów i błyskawicznie znaleźli się przy bramie. gdzie czekał na nich niewidzialny Prezydent z lwami. 775 — Zdaje mi się. — Nie ma rady.1 1 VJ>? < r *• f * 0/i'*fA"i0o i/ aur • » . to jedźmy! — zawołał na ich widok Prezydent i nacisnął starter. — Uciekajmy! — wrzasnął wobec tego Piotr i czerwony wóz błyskawicznie ruszył z miejsca. — Spróbujemy! — I szybko wyskoczył z auta. A przecież nie usłuchają niewidzialnego człowieka! — Kto wie? — zastanowił się Prezydent. które tym razem przezornie ukryte były w bagażniku.•« ń j. — Cóż znowu się stało? — zaniepokoił się Prezydent. Karolciu — oświadczył Piotr. kiedy pan musi użyć swojej powagi i zabronić im zamknięcia bramy. — No.spostrzegła. że coś jest nie w porządku. Ale jeszcze przedtem na białej deseczce. gdyż znów przeraźliwie zawyły syreny. Skakała więc tylko ze złości aż po sam wierzch klatki i rozczapierzała swe szponia-ste palce — wyglądała jak bardzo dziwny stwór. Jak się pisze „zwierzę". bo mam prawo — zdenerwował się Prezydent. Przybyli w ostatniej chwili. nie odwracając głowy. przekreślił napisane tam słowo „lwy" i napisał znalezioną w kieszeni czerwoną kredką: dziwne zwieżę Potem. Nos jej się przy tym znów ogromnie wydłużył. — E. „ż" czy „rz"? — Zaraz. Jednak to się jej nie udało. A potem wskoczyła na zawieszoną w klatce suchą gałąź i zaczepiła się o nią nogami. musisz nas teraz odczarować. — Szkoda! — żałośnie westchnął Prezydent. — A jakim prawem pan mi zabrania? — powiedział na to urzędnik. Dopiero kiedy .

panie Prezydencie Miasta — ukłonił się grzecznie urzędnik i zaraz sobie poszedł. — A to co? — wszyscy się trochę przestraszyli. to znaczy. Karolciu? — Myślimy. tylko o rzecz poważną. Jania nawet miała ochotę rozpłakać się. żeby ogrodu nie zamknęli! Widzicie? Naprawdę chcą zamknąć! Co to będzie? Gdzie się będziemy bawić! Wymyślcie coś. co? — Więc stajemy się znów widzialni — uroczyście powtórzyła Karolcia — zrób to. jeśli mam jakoś uratować ten wasz ogród. To chodźmy do ogrodu. — Bardzo mi przyjemnie — odpowiedział na to pan Prezydent Miasta i podał mu rękę. że jesteście! Pomóżcie nam coś wymyślić. — Nie bójcie się! — zawołali do dzieci. to nie! Nic takiego się nie zdarzyło. ale to nie jest sposób załatwiania sprawy — szepnął do Piotra zatroskany Prezydent. rozległ się żałosny ryk. — Naturalnie! — zachęcała Karolcia. To jest właśnie pan Prezydent. To dopiero była zabawa! Jeździło się na karuzeli i na kołobiegu! Huśtawki fruwały w górę. — To są takie niezupełnie prawdziwe lwy. — Już znaleźliśmy — odpowiedzieli na to z dumą Piotr i Karolcia. — Zapomnieliśmy o naszych lwach! — zawołali i pobiegli co prędzej otworzyć bagażnik. znajdźcie na to radę. W tej sprawie wydam odpowiednie zarządzenie na piśmie. aby ogród pozostał otwarty. są zupełnie nieduże. żeby było jakoś poważnie i elegancko. a to jest jego czerwony samochód. kochany koraliczku. — A co mam teraz dalej zrobić? — spytał Piotra Prezydent. jak tu fajnie. że zawsze wie. że jednak będziemy 117 musieli teraz zrezygnować z niewidzialności. — Trochę szkoda. I w tej chwili. ale musimy! — Ale pan Prezydent ma rację — poparł Prezydenta Piotr. że chyba trzeba zrezygnować — przyznali z westchnieniem. jak się zachować. zdawało się. z którego wydobyli obydwa. że powinien pan obejrzeć ten ogród dokładniej — 118 doradził Piotr. — I na poparcie swoich słów oraz wyrażenia wdzięczności lwom za ich wierność Karolcia po kolei pocałowała obydwa w rozczochrane łby. za nią Dorota. mówisz? — zastanowił się Prezydent. jakie są miłe! I jak widzicie. że sięgną nieba! Na zjeżdżalni był ruch bez przerwy. To cała banda dzieciaków z podwórza witała ich w ten sposób. za . — Hm. która zawsze była dość odważna.odwrócił się i nikogo przy sobie nie zobaczył. — Niech pan tylko zobaczy. chciałem powiedzieć: przyjemnie. zdziwił się porządnie. że się przedstawię i podziękuję w imieniu wszystkich dzieci z naszych bloków — powiedział na to uroczyście Leszek. Same się przekonacie. właśnie! Bardzo ładnie to powiedziałeś — Prezydent kiwał przytakująco głową. — Fajnie. „•M— Myślę. to może warto obejrzeć. o ogród dla dzieci z całej naszej dzielnicy. — Właśnie. kiedy właśnie Piotr i Karolcia z wszelkimi honorami prowadzili samego Prezydenta do ogrodu. ale bez awantur! O. A potem odwrócił się do tego urzędnika od klucza i zwrócił mu łagodnie uwagę: — Proszę. trochę pogniecione. Teraz już wszyscy wyruszyli do ogrodu. Wszyscy stali porządnie w kolejce! Karolcia stała za Agatą. — Zdaje mi się. — Pan pozwoli. Bo Leszek to jest taki. Ale Piotr i Karolcia od razu wiedzieli. — Ha! Trudno! Stajemy się znów widzialni. I w tejże chwili usłyszeli dziki okrzyk radości. żeby sprawę ująć w swe ręce. — I teraz już nie chodzi o naszą przyjemność. co to za głosy. Jak myślicie? Co. — Tak jest. co to. 'u 119 r r — Czy można je pogłaskać? — zaryzykowała Dorota. — Sam pan Prezydent Miasta przyjechał. — Są naprawdę niezwykle łagodne i niezmiernie do nas przywiązane. ale za to uszczęśliwione lwy. — Karolcia! Piotrek! Jak to dobrze. — Hm.

Zaczęły od tego. — Nie! Niech i to auto tu zostanie. że jest możliwe — odpowiedziała po namyśle. odprowadziły go do auta. V. Racja! Niech zostaną lwami na karuzeli. A oni odpowiedzieli mu skinieniem podniesionych rąk. żeby tam nie wiem co. Karołciu? — spytał. i posadził go przy kierownicy. Ale należało mu się to! Tak wszyscy w ogrodzie uchwalili. . że istnieją takie rzeczy jak obiad. I Prezydent od razu się na to zgodził. moi złoci! Sam pan Prezydent Miasta! Nie chciał opuścić żadnej kolejki! Tak mu się to podobało. — No to żegnajcie i bawcie się dobrze! — i Prezydent już. rpt '-: ' Ł 'r. I że wolałyby dostać jakąś inną posadę. to znaczy zupełnie niezwkłe i zupełnie zaczarowane. za Leszkiem sam pan Prezydent Miasta! Tak jest! Tak jest. — Co sądzisz o tym. bardziej wesołą — właśnie na przykład w ogrodzie. uniósł jeszcze raz kapelusz i uśmiechnął się serdecznie. wytłumaczyć radnym. już miał nacisnąć starter. I wskoczył do przejeżdżającego właśnie autobusu. więc stał na stopniu i odwróciwszy się w stronę Karolci i Piotra.V* t. żeby jeździły nim dzieci i żeby się wesoło przy tym bawiły.«. gdy naraz ktoś przy nich powiedział: — Czas na obiad. bo pobiegły wszystkie za czerwonym samochodem. Piotrem i samym Prezydentem Miasta.s* ^ '. NIE BLEDNIJ.. który stał się naraz zupełnie mały. A restaurację można zbudować trochę dalej! Prawda? — Prawda! — zgodzili się wszyscy. — Czy nie mogłybyśmy zostać teraz lwami drewnianymi na karuzeli? — spytały Prezydenta. razem z lwami. Tak im się podobała. — Nie — powiedział. — Żegnajcie! — powtórzył pan Prezydent Miasta. żeby uroczyście raz na zawsze załatwić sprawę waszego ogrodu — powiedział na pożegnanie. że to jest możliwe? — Myślę. jak są w tej chwili. że się jada obiady. Czy myślisz. W takim ogrodzie. A że autobus był bardzo przepełniony. Stali tak. żeby zostały trochę niezwykłe i t r o c h ę zaczarowane.v. jeździł nawet trochę częściej niż wszyscy. że postanowiły stamtąd już nie schodzić. To się dopiero wyjeżdżą. — To dobrze — ucieszył się pan Prezydent Miasta. że był honorowym gościem. nie mogę! Muszę jeszcze ciągle być tym Prezydentem Miasta. że już nie mają ochoty być kamiennymi lwami i sterczeć przed Ratuszem. — Niech wobec tego na pamiątkę tej całej historii i naszych wspólnych przygód zostaną tu te trochę zaczarowane lwy i trochę zaczarowany samochód. że ten ogród to niezmiernie ważna rzecz. — Ty. że niektóre rzeczy przestaną być takie. Ale właściwie dzieci już nie było. Chcę. zapatrzeni w znikający w oddali autobus. który mieszkał w sąsiednich blokach. a obok usadowił Janie. kiedy naraz wyskoczył ze swego czerwonego auta. A na karuzeli ile się wyjeździł! Ze względu na to. i kierowany przez chłopczyka z sąsiedniego bloku. 120 — Muszę być tam. Przeprowadziły zresztą poważną i zasadniczą rozmowę na ten temat z Karolcia. Ale najwięcej podobała im się karuzela. Piotr i wszystkie dzieci. A potem spojrzał na zegarek i zaraz sobie przypomniał. KORALICZKU! * ti. Wśród tych wszystkich przygód zapomnieli zupełnie o tym. A lwy? Też we wszystkim brały udział. dzieci! — Na obiad? Na obiad? — powtórzyli. że już jest okropnie późno i że zaraz zacznie się posiedzenie rady miejskiej. — Muszę. ja i Piotr wiemy. Bo bardzo dziwne im się wydało. kiedy Karolcia. To mówiąc ujął pod pachy pewnego małego chłopaczka. za wszystkie czasy! — Sam bym tu chętnie przyjął jakąś posadę — powiedział kiwając głową — ale cóż. Tylko Karolcia i Piotr zostali przed bramą. Ale chciałbym.Dorotą Leszek. Żegnajcie! Ukłonił się elegancko kapeluszem. gdzie są różne zabawy dla dzieci. jechał teraz szybko aleją ogrodu. r.

która stała obok nich — biegnijcie szybko. — powiedziała Karolcia. ale zaraz poprawiła się — to znaczy. — I poszła szybko do łazienki. dzieci.— No. ale już ciotka Agata puka do łazienki... — Myj zaraz ręce! — zawołała swoim zwyczajem do Karolci. — No. Gdzie ty byłaś. — No to biegnijcie szybko do domu! Już naprawdę jest późno! Mama Karolci też się niepokoi.. Ale nie otrzymała już odpowiedzi od Piotra. Nie jest jeszcze zupełnie przezroczysty. to wszystko. — Nikomu nic o tym wszystkim nie mów — syknął jeszcze Piotr do Karolci najciszej. jeszcze się trochę niebieszczy — ale na ile tam tej niebieskości wystarczy? Może najwyżej na dwa życzenia? A może tylko na jedno bardzo ważne. Karolciu? — W Zoo. Otwiera je ostrożnie. co było. i duże. to działo się naprawdę?. bo już wcale nie wiedziała. — Dobrze! Idziemy — zgodził się niechętnie Piotr. Tymczasem w domu ciotka Agata już czekała na wszystkich z obiadem i nawet sama nakryła do stołu. tylko że mama wcale a wcale nie wiedziała. Dokładniej powiedziawszy — czarne. Koraliczek jest blady. w ręku trzymał gazetę. dzieci? — Tak! — szepnęli Piotr i Karolcia. — Wyobrażam sobie. nie blednij! — prosi go cichutko Karolcia. jł Naraz Karolcia przystanęła. — Nie. — Czyżby. byłam w ogrodzie. czas do domu — powtórzyła mama Piotra. — Co wy tam znów się naradzacie. a może było to 723 dzieło Filomeny? A koraliczek? Prawda. nie — pokręciła głową Karolcia. prawda. Na prawej było zadrapanie. jak to było naprawdę. aby uniknąć dalszych wypytywań. — Tylko słuchaj. którą wesoło wymachiwał. jak wygląda koraliczek w tej chwili?! Karolcia teraz szybko wyciera ręce i wyjmuje z kieszeni pudełeczko z koraliczkiem.. co tu robisz? Na pewno ciotka Agata już czeka na nas z obiadem.. Lwy na ulicach naszego miasta! W Zoo dzieją się dziwne rzeczy! Czy słonie zachorowały?! Nieznane zwierzę w klatce lwów!" To chyba dosyć niezwykłych rzeczy.. dzieci? O co chodzi? — Ee. I poza tym była to święta... Tyle godzin nie pokazywałaś się. — Dziś w popołudniowej gazecie jest coś. — Przyjdź! — zapraszał tatuś. Bo rzeczywiście było. Czy lwy. gdyż w tej chwili spotkali tatusia. — Koraliczku. czy to wszystko. chociaż zazwyczaj należało to do obowiązków Karolci. -«^*** łM-uj t< !i' 722 — No.. O koralicz-ku kochany! Trzeba teraz prawdzie spojrzeć prosto w oczy. zobaczcie tylko tytuły: „Ogród dla dzieci będzie od jutra otwarty na zawsze! Sam Prezydent Miasta odwiedza ogród przy ulicy Kwiatowej. co ma o tym wszystkim myśleć. jakie masz czarne.. Ręce były rzeczywiście porządnie brudne. o jakie to bieganie naprawdę chodziło. najbardzej tajemnicza tajemnica. co się stało?! Zmęczyłaś się? — zaniepokoił się Piotr. Ale co wam jest? Takie macie buzie rozpalone! Piotr.. A Karolcia nawet zbladła z wrażenia. Po prostu w ogrodzie.. t Ujął Karolcię za rękę i pędem pobiegli w stronę ich bloków.. wyglądasz na bardzo zmęczonego! A Karol-cia tak samo! Co wyście dziś w tym ogrodzie robili? Pewno za dużo było biegania! Co? — Może troszkę za dużo — przyznał Piotr. A Piotr? Może przyjdziesz do nas? — Dziękuję. Nie wiadomo skąd — może to niechcący zrobił który z lwów. a było tego biegania. Szedł spiesznie do domu. i wołał do nich: — Karolciu. A Piotr powiedział po cichu: — Już sam nie wiem. co was na pewno zainteresuje! — A co takiego? — zaniepokoili się.. jak mógł. Piotr? Za kogo mnie masz? — szepnęła oburzona podobnym podejrzeniem Karolcia. patrząc na Karolcię. nic takiego — wykrętnie mruknął Piotr. przyjdę po obiedzie — ukłonił się Piotr. .. — Co ty..

— Patrz. — Nie. Tak. Wszyscy już siedzą przy stole i czekają na Karolcię.. Och! Wstrętna. — Może chciałabym mieć na przykład taką lalkę z domu towarowego. Trzeba jednak koniecznie pogadać z Piotrem. Karolcia od razu przestaje myśleć o tym. że musiałaby raz jeszcze spotkać się z Filomeną. zamkniętą w klatce. A na talerzu stygnie zupa. jaką zupę wolałaby od jarzynowej.. dreszcz ją przeszedł. No bo jakże 725 Karolcia mogła powiedzieć: „Proszę o kompot" — kiedy akurat w tej chwili lekkomyślnie sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej kora-liczek? A potem nie mogła w pomieszaniu do tej kieszeni trafić. chyba nie — uspokoił mamę tatuś. ja już będę jadła ten kompot. — Muszę się dobrze przedtem namyślić. moje dziecko.. Chyba że już jej tam nie będzie. — Na pewno nie ma temperatury. A właściwie najlepiej byłoby przed powzięciem tak ważnego postanowienia porozumieć się z Piotrem. Może na przykład wymienią Filomenę na ślicznego niedźwiadka? Albo na żyrafę? — Jedz. — Ona jednak chyba jest chora. — E. Sprawa jest bardzo poważna. — Aha! — przytaknął tatuś. A o tym dziwnym zwierzęciu czytałaś? Trzeba będzie w najbliższą niedzielę pójść do Zoo.. słyszałam już na mieście. dopóki tam będzie przebywać Filomeną. Bo może by na przykład poprosić koraliczek.— Karolciu! Proszę siadać do stołu. Karolciu! Co ci jest? Czy nie masz apetytu? — zdziwiła się mama. tf . że nie można było. li/ . ciotka Agata jest już trochę. że zdążyła schować koralik do kieszeni. że teraz musi być bardzo. i że podobno działy się tam różne rzeczy. kiedy kto spóźnia się do stołu. tej popołudniowej. Po prostu szaleli obydwoje z Piotrem w ogrodzie. ludzie mówili. I czy można było trzymając koralik w ręku prosić o kompot? Chyba jasne. raz nie chcesz.. zobaczyć tego zwierzaka. Może ma gorączkę. — postanawia. Karolciu! — woła znów mama. Bo jedno niebaczne życzenie.. wprost okropnie ostrożna. toby się nie dziwiła. Ba. najzupełniej przezroczysty. — Karolciu! Zupa stygnie! Oho. I zaraz postanowiła. że ma bardzo czerwoną buzię. no. nawet taką niby unieszkodliwioną. jeśli przypadkiem będzie wtedy trzymała koralik w ręku.f i n >. Ojej. ciociu! Idę. aby w ogrodzie zawsze były przedstawienia cyrkowe za darmo dla wszystkich dzieci? Albo 724 żeby mieć własne. tak. Nie mam pojęcia. jakie będzie mógł spełnić koralik. Podobno czasem wymienia się różne zwierzęta z zagranicą. — Piszą o tym w gazecie. nie jestem chora! — protestuje gwałtownie Karolcia. Prawda. Ty przecież lubisz chodzić do Zoo? — Nnnie. — Nie chcesz kompotu? Kompotu z wiśni? Twojego ulubionego kompotu? — nie może się nadziwić mama. ale tylko troszeczkę zagniewana. — Jedz. co się z tobą dzieje. — A właśnie. bo to już pewnie będzie jedyne i ostatnie życzenie. albo może.. — Idę już. — Ja.. — Nic nie rozumiem — dziwi się mama — raz chcesz.. — Zaraz idę! — woła Karolcia i postanawia. czego bym chciała. zanim stanie się zupełnie. i już przepadnie jedyna i ostatnia okazja spełnienia jakiegoś życzenia naprawdę wspaniałego. . ale to bardzo. wszyscy już zjedli i czekamy tylko na ciebie! Czy prosisz o kompot? Karolcia kręci przecząco głową. Karolciu? Pójdziemy. żeby mama wiedziała. Ale grunt.. Kiedy pomyślała. — A może ona jest chora? Zdaje mi się. już teraz nie bardzo lubię — wyjąkała Karolcia. trzeba się mieć na baczności. że za nic na świecie nie pójdzie do Zoo... małe auto? Trzeba koniecznie pomówić o tym z Piotrem. Bo nie lubi. że podobno był dziś w ogrodzie sam Prezydent Miasta i że nie pozwolił na zamknięcie. znienawidzona zupa jarzynowa! Gdyby tak zamiast jarzynowej była na talerzu na przykład zupa.

I wiesz. nie powinnam postępować lekkomyślnie. jak to: nad czym? Piotr! Ty chyba jeszcze śpisz?! A koralik? — wyszeptała Karolcia. jest — westchnęła ze smutkiem właścicielka błękitnego koralika — jest zupełnie bledziutki. Tylko rozumiesz. i jakby nie istniała jeszcze możliwość rzeczy niezwykłych. a poza tym. — Nic się nie stało — odpowiedziała Karolcia — ale może się stać. w czyje ręce potem się dostanie! — Wobec tego musisz dobrze się namyślić i wypowiedzieć jakieś życzenie. Zejdź zaraz na podwórze. Trzeba się poważnie zastanowić.. dobra.<. bo pędem zbiegł ze schodów. oczywiście. zaraz lecę. co się wydarzyło im wczoraj. Musimy się naradzić. — No pewnie — zgodził się Piotr. No. błękitnym koralikiem. kiedy tylko można było wyrwać się na podwórze. wesołym. czego mi żal? Że on przez takie moje jedno życzenie już przestanie być widocznym. o którą prosi . że nie możesz! Ale powiedz. zaraz się poprawiła: — No. ja się okropnie boję.•" V . że to byłaby szkoda. biedaczek. czy on napraw de już jest taki blady?! — Jest. ale widząc pełne oburzenia i pogardy spojrzenie Piotra. — Pewnie. — A teraz chodzi mi o to. które byłoby bardzo potrzebne i ważne. że tak naprawdę to zdaje się. ( ŻEGNAJ. że nie można było inaczej — zgodziła się Karolcia. 727 — Pewnie. że z powodu tego jednego jeszcze życzenia. I zaraz by się to spełniło! — Ach! Nawet nie mów takich rzeczy! — zdenerwowała się Karolcia. tak jak na przykład powiedziała ciotka Agata z tymi ciastkami. Ale zaraz rano. bo po małej chwili już był na podwórzu wyraźnie zaniepokojony — No i co? — zapytał zdyszany.. A ten Piotr znów swoje: — A nad czym? — Jak to: nad czym. Gdybyś tak na przykład powiedziała nieostrożnie: „Chciałabym wiedzieć. | -j t& . że niebiesko-ści koralika starczy na jedno tylko życzenie. M . ^ * •*. — A czy on już zrobił się zupełnie przezroczysty? — zaniepokoił się Piotr. — Jak to: co? Musimy się naradzić. Karolcia zapukała do drzwi na drugim piętrze i oświadczyła stanowczo: — Muszę koniecznie jak najprędzej z tobą pomówić. — Aha! No. — Myślałam co prawda o pewnej przepięknej lalce — zaczęła niepewnie Karolcia. W tym momencie Piotr wreszcie odzyskał przytomność i ożywił się. że jeśli tak się zdarzy. Jeszcze tylko wyżłopię mleko. To nie jest rzecz. I widać żłopnął szybko. j r >.'»• . jakie mogę powiedzieć koralikowi. — Trzeba przyznać. co zrobimy z koralikiem.. Ale nie można było inaczej. ze wczoraj prosiliśmy go o masę rzeczy. gdzie jest moja szczotka do butów". — Ale sam teraz rozumiesz. — Oczywiście. że nie wiadomo. to co? To zmarnuję życzenie i już o nic więcej nie będę mogła poprosić. — Bo co się stało? — spytał Piotr najspokojniej w świecie. że nie myślałam o tym poważnie.. zupełnie jakby nie pamiętał o tym. a stanie się niewidzialny. — Duże czy małe? — Może nawet i na takie trochę większe. KORALIKU! Z Piotrem jednak można było pogadać dopiero nazajutrz.K t & Ot f4*Vi % >'* 3 « * >•:.*«» . Po prostu po obiedzie jego mama zabrała go do jakiejś ciotki na imieniny i mowy nie było o zobaczeniu się z nim. że będę trzymała akurat koralik w ręku i powiem byle co.t/ a v-s« ł \ \ ' \ 'b« * <ł<1«*.

mój drogi. Co ty na to? — To może ja poproszę o te buty? — zaofiarowała się Karolcia. która mieszkała w sąsiednim bloku. Ja bym tak chciał tu stać na podwórku i patrzeć. — No pewnie. Piotr? — Pewnie. Taki ma reumatyzm. — Jestem szczęśliwa! — wołała do wszystkich. który tu mieszka. jakby się cieszyła. że jedne są bardziej ważne. już! I Karolcia po raz ostatni położyła na dłoni koralik i szeptem wypowiedziała życzenie. co? — Kiedy książki można kupić — nieśmiało zauważyła Karolcia. jak się ma pieniądze. Co. Każdy ma jakieś marzenia. A rower jest ważniejszy niż lalka. Ja wiem. gdyby tak nagle wyzdrowiała. Przede wszystkim więc jak wicher śmignął koło nich Leszek na nowiuteńkim rowerze. że tak niby nic dla siebie nie prosiłaś?. Daję ci słowo! Tylko co by tu wymyślić? — Ojej! Też masz zmartwienie! A czy wiesz. śliczną skakankę. co by tu się działo.się koralik. że można. moja droga. ta z trzeciego piętra. co się dzieje! — zawołał Piotr. które mieszkają nie w naszym bloku. Agasia marzy o skakance. A oni nie mają. gdyby tak spełniło się życzenie każdego człowieka. Piotr. można. n — A nie będziesz żałowała. — Słuchaj. Naturalnie. że Leszek. Więc już mówię życzenie — uwaga! — Strasznie mi serce bije w tej chwili — przyznał się Piotr. Też ważna rzecz. Tak. co? — Ach! — westchnęła z zachwytem Karolcia — toby było 9 — Karolcia 729 * w wspaniale. tak. Czy nie wiesz o tym. że bolą ją nogi i ręce.. przestań. zbiegła ze schodów zupełnie zdrowa. to potrzebne są buty na zimę. ale już ostatnia! •'* — No to co! Właśnie niech ta ostatnia taka będzie. — Jest — powiedziała bez wielkiego przekonania Karolcia. Albo dorośli. Agasia. — Im są potrzebne buty. tak jakby jeszcze chciała go choć na trochę zatrzymać! Zaraz jednak zaczęły się w całym domu dziać tak dziwne i nieoczekiwane rzeczy. którym są potrzebne o wiele ważniejsze rzeczy niż lalki? ^ 128 — Wiem — przyznała pokornie Karolcia — toteż dlatego chcę z tobą się naradzić. Ja właściwie nawet tak bardzo nie chcę tej lalki. Ale czekaj! Dlaczego tak by nie miało być? Pritóeż to tylko od nas zależy. szło z powagą dziesięć . l * — Hm! Jedna. a drugie mniej. — A ty co byś chciał. że musi być coś poważniejszego. a pani Leśniewska. A Dorota marzy. przecież to nic nie szkodzi spróbować. Piotrek? — spytała naraz Karolcia. — Aha! — Widzisz! A znów Agasia. od razu zaczęła skakać przez nową. o wrotkach. Ciągle jęczy. chciałby mieć na przykład rower? A nie może mieć. bo jego rodziców nie stać na kupno roweru. że mnie nie? Ale uwaga. Albo o jeszcze czym innym. było na co patrzeć. Weź taką panią Leśniewską z trzeciego. Pomyśl. Każdego dziecka i każdego dorosłego. — Patrz. być może. tylko nie śmiej się ze mnie. A potem zacisnęła mocno pięść. — Ja? — Piotr zastanowił się przez chwilę i zaraz potem powiedział: — Ty. Mogę się bez niej obejść. sama chyba przyznasz. Czy tylko koralik zechce to zrobić? Tak masowo! Dla wszystkich?! — Rzeczywiście — zasępiła się Karolcia. to ci powiem. że jest okropnie dużo ludzi. Pewnie. ale jeszcze innym potrzebne są na przykład książki. Więc zaraz spróbuję. Ciotka Agata przemknęła przez podwórze przystrojona w nowy kapelusz z kwiatami. moja droga.. — A myślisz. — Właśnie! A takim jednym dzieciom. Ale zaraz rozpogodziła się. że to byłoby najlepsze. Też mają swoje zmartwienia. tylko w sąsiednim. Toby było. Ona na pewno chciałaby być zdrowa. Jedna prośba do koraliczka. — Naprawdę? <b -' — No pewnie. która wybiegła z sieni. a trzy inne miała jeszcze przewieszone przez szyję. — Nic mnie już nie boli! Za panią Pieniążkową. jakby nigdy w świecie nie chorowała na reumatyzm. — Ojej. — Można. że zupełnie przestała wtedy myśleć o koraliku.

które zawsze chciała mieć. ubrany w piękny frak i kłaniał się wszystkim wokoło. — Czy można płakać z radości? — spytała wreszcie Piotra. że można — odpowiedział też takim trochę dziwnym głosem. Podeszli • zaraz do Piotra i z serdecznym uśmiechem wyciągnęli do niego ręce na powitanie. — Mieszka tu na trzecim piętrze. co tam jest napisane? Aha. — Teraz rozumiem! — zawołała Karolcia — to było twoje skryte marzenie! — Tak — wyznał Piotr ze skruchą. Pan Grzybek był urzędnikiem na poczcie i nikt nie słyszał o tym. wołając. że grupka mieszkańców przyniosła drabinę i przystawiła ją do ściany domu. Zaraz. — A ja. Ledwie jednak zdążył to powiedzieć. a mama Karolci przybiegła zdyszana. żeby być najsławniejszym skrzypkiem na świecie — szepnął Piotr do Karolci. — Cicho! Zaraz zobaczymy — mruknął Piotr.białych kotów.. a Waldek przemknął obok trzymając pod pachą nowiuteńką piłkę do siatkówki. aby miał być najznakomitszym skrzypkiem na świecie. Ależ tak. że wszystkie dzieci w szpitalu wyzdrowiały. Wreszcie doszło do tego. A pan Grzybek zszedł z trzeciego piętra. Ale już więcej nic nie mówiła. zawieszają nową. Ale nie było czasu na dalsze wyjaśnienia. I już nie mogła więcej mówić. co było jej największym marzeniem. zawsze chciała 130 mieć co najmniej tyle białych kocurów. Zadowolona jesteś? — No pewnie! — powiedziała Karolcia. — Co oni będą robić? — zdziwiła się Karolcia. Oto Sokole Oko. ze skrzypcami w ręku. na której była tabliczka z napisem: Ulica Kwiatowa. jak wszyscy wiedzieli. Przed oknem dozorczyni wyrosły kwitnące grusze. — Witaj. że wszyscy umilkli zasłuchani.v«< »>/ M. że ci przedstawię najdzielniejszych wojowników ze szczepu Delawarów. — zaczęła Karolcia. tylko poczuła. blady i wzruszony. Karolciu? Tu teraz mieszkają ludzie szczęśliwi. dziwnie wyglądające postacie. że spływa po twarzyczce jakaś gorąca 133 . gdyż już po chwili zajechał na podwórze wóz radiowy i auta z dziennikarzami. którzy też nadjechali ze swoim wozem. Z każdego mieszkania dobiegał śmiech i radosne okrzyki.. — Nie wiem. Płocha Sarenko — ukłonił się uprzejmie Wielki Wódz Sokole Oko i podał Karolci rękę. — Widzisz? Zdejmują starą tabliczkę. Pod numerem siedemnastym mieszkał. — Witaj. Wszyscy wyglądali przez okna i opowiadali sąsiadom o swoim szczęściu. a w rękach trzymali tomahawki. bo na podwórzu przy blokach działy się coraz to dziwniejsze rzeczy i coraz było radośniej 132 i weselej. 131 wiedzieli. jak wyznała. że aż miała ochotę rozpłakać się. mieszkania siedemnaście. Mama Piotra biegła z całą ogromną paką książek. bo było jej tak dziwnie. Widzisz? Widzisz. tak ładnie. Tylko że tego dnia nic nikogo nie dziwiło! Byli to ludzie o skórze barwy miedzi i czarnych włosach. pan Grzybek. — Prosimy zrobić miejsce! Będziemy zaraz nakręcać film z mistrzem Grzybkiem — wołali tymczasem filmowcy. Naraz z jednego z mieszkań rozległy się dźwięki skrzypiec — ktoś grał bardzo ładnie. — Widzisz? Pewnie marzył właśnie o tym. — Witajcie w moim wigwamie — odpowiedział na to najzwyczajniej w świecie Piotr i zaraz zwrócił się do Karolci: — Pozwól. w których mieli wspaniałe pióra. — Zdaje mi się. co się stało. gdyż. ale niezmiernie szczęśliwa. a tatuś Karolci zajechał najniespo-dziewaniej w świecie na nowym skuterze. Nie trwało to jednak długo. już widzę: „Szczęśliwy Zaułek". dzielny nasz przyjacielu — powiedzieli u-przejmie. kiedy zjawiły się na podwórzu nowe. ale mam takie jakby ściśnięte gardło. Co prawda grał czasem wieczorami cichutko i nieśmiało. Ale żeby był artystą? Nikt nie przypuszczał. — Przyjechaliśmy robić wywiad z najsłynniejszym skrzypkiem na świecie — poi. wspaniały.

.... A może te przygody czekają na kogoś z was? Trzeba tylko umieć znaleźć błękitny koralik................. ale już go tam nie było.......... ale już nic nie znaleźli. czy to koralik....... 26 O CIOCIU AGATO!........ czy może Karolcina łza? A potem przezroczysta kropla stoczyła się z ręki na trawę..... 101 STOP' ZATRZYMAĆ WÓZ'..... że jeszcze go kiedyś odnajdą.... 94 RZECZY CHYBA JESZCZE DZIWNIEJSZE.. — Koraliczku! — szepnęła Karolcia.... aby ją otrzeć................. 72 CZERWONY SAMOCHÓD PO RAZ PIERWSZY.....................127 .................. KORALIKU! ...... 7 ZACZĘŁO SIĘ ZWYCZAJNIE.. już nie błękitniał... 111 NARESZCIE W OGRODZIE!........................................... 57 W DOMU DZIEJĄ SIĘ DZIWNE RZECZY. KORALICZKU! ... A również może tak się zdarzyć..................... 87 PANIE PREZYDENCIE MIASTA!....................... 23 GDZIE JEST KORALIK?...... 81 KAMIENNE LWY!.....................r w kropla........... I nie było wiadomo............ I zaraz obydwoje z Piotrem przyklękli......... „' Mb " SPIS TREŚCI DZIEŃ DOBRY!.. 5 NOWINA........................... A może znajdzie go ktoś inny.. 66 UWAGA........ 43 LEPSZE I GORSZE POMYSŁY ............ Błyszczała tam tylko teraz mała kropelka rosy................. 117 NIE BLEDNIJ. 122 ZEGNAJ.......... aby go poszukać....................... 31 AUTOBUS I INNE RZECZY................. 50 CO SIĘ DZIAŁO DALEJ W PIERNIKOWYM DOMKU.... 16 CO BYŁO DALEJ..... Otworzyła więc dłoń...„ .. Może które z was? Nigdy nic nie wiadomo i wszystko jest możliwe....... 36 HURA! NIEWIDZIALNI! HURA! LATAMY!.......... Być może.................... że przecież trzymała przed chwilą błękitny koralik.................. Podniosła rękę. że koralik na nowo jaśniejący swą błękitną barwą wróci do Karolci i Piotra i że znów spotkają ich niezwykłe przygody... 107 DZIWNE ZWIEZĘ....... 9 TROCHĘ O SĄSIADACH I O DESZCZOWYM DNIU. i w tej chwili przypomniała sobie............ BO CO BĘDZIE DALEJ?.........................