Część pierwsza l - To co teraz, ha?

Bytem ja, to znaczy Alex, i trzech moich kumpli, to znaczy Pete, Georgie i Jołop, a Jołop to znaczy po nastojaszczy Jołop, i siedzieliśmy w Barze Krowa zastanawiając się, co zrobić z tak pięknie rozpoczętym, a wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy. W Barze Krowa dawali mleko z czymś, to była taka melina, a może wy już nie pamiętacie o braciszkowie moi, co to były za meliny, bo wszystko się teraz tak bystro zmienia i wszyscy raz dwa zabywają, gazet się też wiele nie czyta. Wiec w tym pabie sprzedawali mleko z dodatkiem czegoś jeszcze. Na spirtne nie mieli pozwolenia, ale jeszcze nie wyszedł ukaz, re nielzia robić tych nowych sztuczek, co je dobawiali do regularnego mleczka, więc mogłeś sobie w nim kazać na przykład welocet albo syntemesk, albo drenkrom, albo jeszcze jeden czy drugi taki maraset, że miałeś od niego rozkoszne, ujutne piętnaście minut sam na sam podziwiając Pana Boga i Wsiech Jego Aniołów i Świętych w lewym bucie i do lego błyski wybuchy na cały mózg, no po prostu horror szoł! Albo mogłeś pić mleko z żyletami w środku, tak się u nas mówiło, że się człowiek od niego naostrzy i jest gotów na niemnożko tego brudnego, co to dwadzieścia w jedno, i jak raz to piliśmy tego wieczora, od którego zacznę opowieść. W karmanach mieliśmy spore dziengi, więc jeśli chodzi o zachwat szmalcu, to nie było potrzeby flekować żadnego dziada w ciemnej uliczce i patrzeć, jak on się maże we krwi, kiedy my liczymy urobek i dzielimy na czterech, ani też robić ultra kuku jakiejś starej siwej babuli w sklepie, a potem się udalać z rechotem i z bebechami jej kasy. Ale, jak to mówią, sama forsa nie daje szczęścia. Wszyscy czterej byliśmy jak z żurnała wycięci, to znaczy według tamtej mody, czarne bardzo obcisłe rajtki z tak zwanym auszpikiem czyli odlewką dopasowaną w kroku, pod rajtkami, jako osłona i zarazem jako taki wzór, który było widać w odpowiednim świetle, u mnie w kształcie pająka, Pete miał grabę (to znaczy rękę), Georgie bardzo elegancki kwiat, a ten bidny stary Jolop miał na odlewce taki bardzo na huzia ryj (to znaczy mordę) pajaca, bo on w ogóle nie oczeń chwytał i był niewątpliwie z nas czterech najgłupszy. Następnie mieli my wcięte pidżaki bez klap, tylko te ogromne wypchane ramiona (po naszemu: plecza), taka jak gdyby zgrywa, że ktoś może po nastojaszczy mieć takie szerokie bary. No i oprócz tego, braciszku mieliśmy te nie sawsiem białe halsztuki, co wyglądały jak piure z kartoszki z takim jakby deseniem od widelca. Kudły mieliśmy nie za długie i buty w sam raz takie do kopania. - To co teraz, ha? Przy barze siedziały w kupie trzy dziule, ale nas było czterech i mieliśmy tę pryncypialność, że jeden za wsiech, wsie za jednego. Te trzy psiczki teź były jak z żurnała, miały peruki na baszkach, fioletową, zieloną i pomarańczową, a każda w cenie, no, ja bym powiedział, przynajmniej trzy albo czterotygodniowy zarobek takiej dziuszki, no i makijaż pod kolor (to znaczy tęcza wokół oczu i usto rozmalowane bardzo szeroko). Dalej miały czarne, długie, zupełnie proste kiece, a na nich przy grudkach wpięte srebrnego koloru znaczki, na których były imiona bojków: Joe, Mike i tak dalej. A to miało znaczyć, że niby z tymi malczykami się przedziobały, zanim im stuknęło czternaście lat. Krugom łypały na nas i już mi sie prawie zachciało bałaknać (normalnie kącikiem ust), żeby zrobić we trzech niemnożko
1

seksu, a bidnego starego Jołopa spławić, bo do tego wystarczy kupić mu pół litra białego, tyle że z syntemeskiem i szlus, ale to by było nie fer. Bo Jołop był wyjątkowo nieatrakcyjny no i taki, jak się nazywał, ale w walce to był brudas po prostu horror szoł! i bardzo zręczny w butach. - To co teraz, ha? Ten członio, co siedział koło mnie, bo tam było długie wygodne siedzenie z pluszu wzdłuż całych trzech ścian, to był już nieźle w trakcie, oczy miał szklane i tylko z niego bulgotały takie słowa w rodzaju: - Arystotele morele że mu cieczka rododendron to już farfoklem prima bulba. - Rzeczywiście był daleko w tym kraju, no wprost na orbicie, i ja wiedziałem, jak to jest, bo też próbowałem tego jak każdy, ale na ten raz jakoś mi sie podumało, że to tchórza robota, braciszkowie moi. Głotnąłeś sobie tego mleka i leżysz, i dostajesz takiej prydumki. ze wszystko co cię otacza, już jakby przeszło. To znaczy wszystko widzisz dookoła o kej, bardzo wyraźnie, stoliki, lampy, stereo, dziobki i małyszów, ale wszystko jak gdyby już było i nie jest. I jesteś jakby zahipno na swój but albo pazur, co popadnie, i równocześnie jakby cię kto wziął za kark i trząchał niby koszkę. Tak cię trzęsie i trzęsie, aż niczewo nie zostanie. Już straciłeś imię, płyć i samego siebie i masz to w rzopie, i czekasz, kiedy ci się ten but czy pazur zacznie robić zółty, a potem jeszcze bardziej żółty i jeszcze. Potem światła zaczynają się wzrywać jak bombatomba i ten but czy pazur, czy ociupinka błocku na brzegu nogawki, co by nie było, zmienia się w ogromne ogromne miejsce, większe od całego świata, i jak raz masz się znaleźć ryło w ryło z Panem Bogiem, kiedy to się nagle urywa. Znów jesteś tu i taki więcej mizglący, buźka ci się wykrzywia do bu-hu-huu. Więc to jest fajne, ale tchórzliwe. Nic po to nas wywalili na świat, żebyśmy się obszczali z Bogiem. Takie sztuczki to mogą z człowieka wypruć całą ikrę i wszystko co dobre. - To co teraz, ha? Stereo było wkluczone i zdawało się, że głos tej syngierki lata po całym barze, do sufitu i apiać w dół od ściany do ściany. To Berti Laski chrypiała taki bardzo starychowski kawałek pod tytułem: Opalasz mi farbę. Jedna z trzech fifek przy barze ciągle wypaczała brzuch i wciągała go w rytmie tej tak zwanej muzyki. Czułem, jak te żylety w mleku zaczynają mnie rypać i teraz już byłem gotów na niemnożko tego co to dwadzieścia w jedno. Wiec dałem skowyt: - Aut aut aut raus! - jak psiuk i łomot tego członia, co siedział koło mnie i był tak daleko i coś bulgotał, w słuch czyli w ucho, horror szoł! ale on daże nie poczuł i wciąż posuwał swoje: - Telefonczyk mu tward że laz jak bulbetle go bang tara bum. - Ale jeszcze poczuje, kiedy ocknie się i stamtąd wróci. - Raus a dokąd? - spytał Georgie. - A tak byle się przejść - powiedziałem - i luknąć, co się hapnie i okaże, o braciszkowie moi. Więc wytoczyli my się w te wielką zimową noc i paszli po Marghanita Road, i skręcamy w Boothby Avenue i widzimy jak raz to, co nam było nużno, mały figiel na otwarcie wieczoru. Szedł sobie taki trzęsący się stary drewniak w typie jakby psora, w oczkach na klufie i z ryjem odkrytym na zimny wozduch nocny. Miał knigi pod pachą i zafajdany parasol i wyszedł zza rogu od Publo Bibloteki, z której wtedy już mało kto korzystał. W ogóle po zmroku nigdy się nie trafiało dużo tych burżujów starego typu, no bo wciąż za mało policji a my, równe malczyki, w mieście i pod bokiem, tak że ten chryk w typie psora był sam jeden na pustej ulicy. Wiec my podchodzimy do niego bardzo grzecznie i ja mówię: - Przepraszam, braciszku.
2

On się na to niemnożko spuknął, widząc, że my czterej podchodzimy tak spokojnie i grzecznie i z uśmiechem, ale powiada: -Tak? O co chodzi? - takim bardzo gromkim, profesorskim głosem, jakby chciał nam pokazać, że nie ma pietra. A ja do niego: - Widzę, że masz książki pod pachą, braciszku. To zaiste rzadka przyjemność w naszych czasach spotkać kogoś, kto jeszcze czyta, braciszku. - O! - powiedział, cały się trzęsąc. - Ach tak? O! naturalnie! - I tak patrzył po kolei na wszystkich czterech, znajdując się jakby w samym środeczku kwadratu z samych ułybek i uprzejmości. - No właśnie - odrzekłem. - I byłbym niezmiernie ciekaw, braciszku, czy byłbyś tak dobry pokazać mi, jakie to mianowicie książki masz pod pachą. Nic na świecie nie sprawia mi tyle radości co dobra i czysta książka, braciszku. - Czysta - powtórzył. - Czysta, e? - I na to Pete grabnął mu te trzy książki i bystro je rozdał. Ponieważ nas było trzech, potoczyliśmy każdy po jednej, prócz Jołopa. Moja nosiła tytuł Podstawy krystalografii, więc otwarłem ją i powiadam: Znakomite, po prostu świetne! - i przewracam kartki. I nagle mówię jakby zaszokowanym głosem: - A cóż to takiego? Co to za ohydne słowo, rumienię się, kiedy na to patrzę. Zawiodłem się na tobie, bracie, słowo daję. - Ależ to - wykrztusił - to... to... - No - odezwał się Georgie - to już jest według mnie zupełne świństwo. Tu jest takie słowo, które się zaczyna na p, i drugie na ch. - Miał knigę pod tytułem Cuda i tajemnice płatka śniegu. - O! - wkluczył się stary bidny Jołop, zaglądając przez ramię do książki, którą trzymał Pete, i jak zwykle przesolił. - Tu jest napisane, co on z nią zrobił, i jest obrazek i w ogóle. - No powiedział - ty to jesteś naprawdę stary i obleśny ptak sracz. - Stary człowiek, bracie, i żeby w twoim wieku - powiedziałem i zaczynam drzeć tę moją knigę, a tamci swoje, przy czym Pete i Jołop urządzają zawody w przeciąganiu Systemu romboedralnego. Stary psor na to podnosi wrzask: - Ależ to nie moje książki, to dobro publiczne, ależ to czysta złośliwość i wandalizm! - albo coś w tym rodzaju. I próbuje nam odebrać te książki, co było po prostu, no, wzruszające. - Oj, zasłużyłeś sobie, bracie powiadam - na małą nauczkę. -Ta książka o kryształach była bardzo solidnie oprawiona i trudna do podarcia w kawałki, bo naprawdę stara i z czasów, kiedy rzeczy się robiło na trwałe, ale jakoś mi się udało powyrywać kartki i kidać je garściami jak płatki śniegu, tylko duże, na tego chryka, co ciągle darł mordę, a potem tamci zrobili to samo, a Jołop tylko ich obtańcowywał jak błazen, bo też i był. - Proszę cię bardzo - zawołał Pete. - Na, masz tu swojego dorsza z kornfleku, ty brudny czytaczu świństw i paskudztwa. - Ty stary, obleśny chryku, ty! - powiedziałem. I zaczęliśmy dopiero z nim igrać. Pete go trzymał za graby, a Georgie zahaczył i rozpachnął japę, i wtedy Jolop wyjął mu protezy, górną i dolną szczękę. Rzucił je na chodnik, a ja normalnie pod but, chociaż okazały się kurwa twarde, z jakiegoś nowego plajstyku. Drewniak wziął się coś gulgotać, ułch yłch ołch, więc Georgie puścił to jego rozdziawione japsko i tylko razik mu przysunął tą swoją piąchą w pierścionkach, to ten stary chryk normalnie stęknął i od razu krew, coś pięknego, braciszkowie moi, po prostu horror szoł! Więc już tylko zwlekliśmy z niego łachy, aż do majki i długich gaci (bardzo starychowskich, Jołop zdychał ze śmiechu), po czym Pete kopnął go fajnie w brzucho i puściliśmy go. Polazł tak jakby kuśtykając, bo to nie był prawdziwy mocny kop, i robiąc: - O! o! o! - i nie wiedząc dokąd i co jest co, a myśmy się dali w chichot, a potem poszperali my w jego
3

jakby chciał dokazać wobec pustej ulicy. aż im się stare żylaste grabki zatrzęsły na szklanach i mydliny zaczęły chlapać na stół.karmanach. to było wtedy modne. braciszkowie moi. .wygłaszał tym strasznie wysokim głosem.Daj coś pożywnego tym biednym. o braciszkowie moi. o braciszkowie. Więc my ładujemy się jako ci dobrzy malysze.Dziękuję. z takimi słowami jak: Mój najdroższy najdroższy.I sypnąłem całą kieszeń monalizy na stół i tamci trzej też. .Wrócimy tu za minutkę. a z drugiej kupić sobie zawczasu alibi.Będę myślała o tobie. i skończyliśmy z tym belfrowatym chrykiem. więc ustroiliśmy z tą jego drobną parszywą monalizą normalnie razbros. uśmiechając się do wszystkich na dobry wieczór w kościółku. że czekają.I te stare pudernice wciąż powtarzały: . Jołop zaprzestał tańców z parasolem i oczywiście musiał wziąć się do czytania w glos jednego listu. co robić i co bałaknąć. A ja powiadam: . No więc przeszli my za róg na Attlee Avenue i ten sklepik ze słodyczami i tabakiem był jeszcze otwarty. żeby każda z tych śmierdzących starych fif zostawiła w barze swój adres. iczekamy na obra. a niektórzy jeszcze lubili w tym psiuk limonu.Aż się człowiek czuje charoszy. w spokoju! .W sztanach tego chryka znalazło się tylko ciut ciut szmalu (to znaczy forsy). żeby z jednej strony spuścić niemnożko szmalcu i przez to mieć lepszą motywację do zachwatu w jakimś tam sklepie.Kończymy z tym. A stary bidny Jołop widać że niezupełnie poniał. Teraz pierwsza rzecz to uskutecznić małe filantro. Nie ruszaliśmy ich prawie od trzech miesięcy i cała 4 .A my tylko kaliami błysk błysk błysk w uśmiechu. ale dużośmy nie znaleźli. Potem żeśmy potrzaskali parasol i z ciuchami też zrobili razrez i rzucili je na dmuch wiatru. A następnie powiedzieliśm: . Wsio taki dano im po butli Yank General. choć te stare pomarszczone chryczki wpadły od razu w dygot. ale nic nie bałaknął. o braciszkowie moi. Kilka starych listów. chłopcy! . i mam nadzieję. więc poszliśmy do Księcia Nowego Jorku na Amis Avenue i w tym cichym zakątku naturalnie siedziały ze trzy albo cztery stare babule i ciągnęły tę swoją czarną z mydlinami na koszt AZ (czyli Akcji Zasiłków). chłopcy! . chłopcy. cośmy już mieli przy sobie. czyli rum z wiśniakiem. żeśmy nic wielkiego znów nie zdziałali. na wynos i do tego zakazałem im jeszcze po tuzinie czarnej z mydlinami z dostawą do domu na drugi dzień. precelki. . i stare cieknące pióro. Za ostatek szmalu wykupiliśmy. i kółko z kluczami. Dla każdej dużego szkota i coś na wynos. Jedna wydusiła z siebie: . chłopcy . że nie zapomnisz włożyć coś ciepłego. . . co wrednego się teraz hapnie.ale widać było. Ja wiem. niektóre datowane aż gdzieś w latach 1960-tych. siadamy i na dzwonek. kiedy ty się znajdziesz daleko stąd. najwyżej trzy golce.a myśmy wyszli bez jednego centa w karmanach. Żylety w mleku z dobawką już cięły jak trza i w ogóle horror szoł. ile ich tylko mieli w pabie. zakazaliśmy każdy po weteranie. . Dobra powiedziałem. .I zaśmiał się bardzo gromko: ho ho ho! udając. ale to był tylko początek wieczoru i ja cię prze pieprzę praszał ani twoich za to nie będę. bo to była kurza kasza w porównaniu z tym kasabubu.My jesteśmy biedne staruszki. . nie? . Jak podszedł.Moje kochanie! . cały w nerwach i trąc sobie szufle o brudny fartuch. to był styl kanadyjski.i: . to jest taki koniak. .Dziękujemy wam. jeśli będziesz wychodził nocą.powiada Pete. Więc te ciężko spuknięte stare chryczki zaraz dostały każda jeden podwójny złotogniak i same już nie wiedziały. że wyciera sobie tym rzopsko. że potrafi czytać. wszystkie te paje z mięsem. bo się cykał żebyśmy go znów nie nazywali durak i cudowne dziecko bez baszki. starym babulkom. i to też dla tych babulek. i tym podobny szajs.prosi jedna z mordą całą jak mapa od tej tysiącletniej starości. . serki na krakersach. chrupki i batony czekoladowe. .Zostawcie nas. tymczasem Jołop nas obtańcowywal z tym zafajdanym parasolem.Niech was Bóg pobłogosławi.

Te stare babule jeszcze siedziały przy czarnej z mydlinami przy szkotach. ale nie powinno się nigdy na to wyglądać! Po halsztuku jakby mu ktoś deptał.Ale co był gromadny i ciężki. I widząc ją tak rozłożoną z grodziskami na wierzchu pomyślałem sobie. dziewuszki. jak nie były już potrzebne. No przebranie jak drut. tak że dały się zwijać. cośmy je im zafundowali. jak odrobione! twarze historycznych osobistości (jak się kupowało. Pete miał Elvisa Presleya. jak u mużyka.Jak to ładnie z waszej strony. i oczywiście tak właśnie było. no i poszliśmy sobie. bo się nam po nastojaszczy chciało pić. to była sawsiem nowa sztuczka. a to był też kawał ciała horror szoł. więc obskoczyłem bystro ten kontuar i grabnąłem ją.No. no nie? Byliśmy tu przez cały czas. to był. to podawali nazwiska) i mój był Disraeli. żeby z niego zetrzeć to błoto. ta stara drużka. stała jakby zamrożona za ladą.A one znów: . płasko wycięta dziobka szczerząca zęby do klientów i wywieszająca do nich grudziska dla reklamy jakiejś tam nowej marki rakotworów. i schować w bucie: no i weszliśmy we trzech. że może by tak? ale nieh to zostanie na potem. z jakiegoś bardzo fajnego plajstyku. Naciągnęli my swoje maski. chłopcy.dzielnica była taka więcej spokojna. maskę miał rozdartą i ryło usmotruchane w brudzie z podłogi. od razu lu na starego. choć tak prawdę powiedziawszy to nie było czego się bać. Czego my byśmy nie zrobili dla naszego Jołopa. dla żartu. 5 . chłopcy! . i co tylko chciały te stare pudernice. zakazaliśmy piwsko z rum bumem. teraz to już był inny. gdzie miał telefon i nawierno też swoją fest naoliwioną armatę i w niej sześć wrednych pestek. i tak z lekka a niemnożko buta. chłopcy. Tymczasem mama Slouse. jego zakonna fifa.A te bystro się połapały i mówią: . to wtedy już musiałem jej zrobić po nastojaszczy stuk odważnikiem. i jak się rozdarła za milicją! No.powtarzał w kółko Jołop. prawda? . tylko paczki ryjków prysnęły na wszystkie strony i ruchnęła wielka. Georgie króla Henryka VIII. cała pachnąca i z grudziskami wypiętymi jak banie i bujać się! Położyłem jej grabę na ryju. braciszkowie.Tak jest. Widać było. włosy i w ogóle. Byliśmy z powrotem pod Księciem Nowego Jorku w try miga i według mego zegarka to nie trwało więcej niż dycha minut. ten skurwysyn . Tośmy ją rozciągnęli na podłodze i ustroili razrez darcie kiecek. że tak powiem. co się wtoczyła za firankę w głąb sklepu. Więc Jołop obskoczył ten kontuar bystro jak ptak. więc wzieli my go w boczną uliczkę i doprowadzili co nieco do porządku. . o braciszkowie moi. a ten Slouse to była taka gromadna kucza jakby galaretki z portwajnu i z miejsca się kapnął i bryzg na zaplecze. Wobec tego wygarnęliśmy kase i urobek tej nocy pokazał się całkiem horror szoł.Myśmy wcale stąd nie wychodzili. że narobi morderczego wrzasku. Panie Boże wam błogosław . plując w halsztuki.i piją. więc my do nich: . Nie spuściłyśmy was ani na chwile z oka. Nie ponrawił mi się jego wygląd: był brudny i taki zmiętoszony. a ta damulka suka jak mnie kąchnie całą gębą. Potem było widno już tylko jakby wielką kulę. i wzięliśmy każdy po kilka paczek co najlepszych rakotworów. i tu się już pokazała czerwień. a byli to stary Jołop i Slouse. Potem mówię do tych babuszek: . niech Bóg was błogosławi. wredziocha. więc uzbrojone szpiki i patrole mało się tam pokazywały w tych czasach. I ledwo żeśmy postawili nogę w sklepie. naprawdę wundcr bar.i my na dzwonek i kelnera. Potem dało się słyszeć sapanie i charkot i wierzganie za tą firanką i łubudu przewracające się graty i twojamać i wreszcie szkło brzdęk brzdęk zgrzyt. żeby nie wrzasnęła śmierć i pogrom na cztery wiatry niebieskie. Pete został na dworze za czasowego. a stary bidny Jołop wziął poetę nazwiskiem Pebe Shelley. to ja wrzasnąłem zamiast niej. a bardziej na północnym brzegu. co się z kimś haratał. w zmaganiach na śmierć i życie. jak da się jej szansę. żeby przestała jęczeć. to co sobie każemy? . a potem doprawić łomem do odkrywania skrzynek.

tacy mili.Więc kazałem Jołopowi. a ten wciąż sobie śpiewał. jak wszyscy. 2 Kiedy wyszliśmy z Księcia Nowego Jorku. To świadczy. No to wzięliśmy go i przyłożyli fest parę łomotów. co takie stare próchno ma do powiedzenia o życiu i o świecie. ja już i tak nie chcę żyć w takim cuchnącym świecie. . zanim się pojawił jakiś znak życia ze strony polucyjniaków. Stał tak jakby rozpłaszczony na ścianie i jego łachy to było jedno wielkie plugastwo. Ryczał na całe gardło i wymachiwał grabami. co wyrykiwał świńskie pieśni swych ojców i przy tym odbijało mu się bbe bbe. całkiem jcszcze różowych pod tym wielkim hełmem.Ten świat jest śmierdzący. Ale jeszcze łypnęli na nas wrednie i z pogróżką. wrócę do ciebie. Jak raz to. Zapylałem: . jak wy w tej chwili. załatwcie mnie. I jeden pyta: . Wszystko łatwe jak całuj mnie w rzopsko. Ta pieśń była o taka: Owszem. . Chyba z pół godziny minęło. i nie ma już prawa ani porządku.Nie żeby to było aż takie ważne. tylko mu nie w porę wychodziło to hyp hyp z kiszek. .powiadam niewinnie.Wypełniamy swoje obowiązki. więc ten stary chryk mu jakby wygrażal pięściami 6 . wymięte i rozmemłane i całe w błocku i w łajnie i w paskudztwie. tacy uczynni! Byli tu przez cały czas. . Jak ty już nie będziesz żyła. przestał wyć i zaczął wrzeszczeć: .odrzekłem. Dwie osoby w szpitalu. bełkoczącego rzęcha czyli też ochlapusa.O! A co w nim tak cuchnie? Krzyknął: . i rzeczywiście co do słów to radził sobie zupełnie horror szoł. w jakim by nie był wieku. jakby coś latało w nim po orbicie. A gdzie wyście dzisiaj byli? .Wy coś może wiecie o tym. że tylko tak się to odbywa i co za czasy. żeby młodzi tak traktowali starych. zanim się zmyli. moi mali braciszkowie.powiedział ten drugi gliniarczyk . chłopcy . że macie zbyt podejrzliwy charakter.Kradzież i pobicie. i to też weszło raptem dwóch bardzo młodych szpików.Ten wasz wredny ton mi się nie podoba . żeby się trochę wstrzymał. jakby taka świńska orkiestra w tych jego śmierdzących. żeby się stąd ruszyli na krok. Ale kiedy Jołop mu kilka razy przyłożył piąchą w to brudne żłopackie ryło. ale jeszcze noc była młoda.A co się stało? . czego nigdy nie mogłem znieść.My? . . co się stało dziś wieczór w sklepie u Slouse'a? . moja mila. wy tchórzliwe skurwięta.Mam gdzieś wasze insynuacje. Tak naprawdę to nie ma z czym walczyć.No.Oni byli tu przez cały wieczór. to jednak byłem ciut rozczarowany.zaczęły wykrzykiwać te stare babulki. Ale jeżeli o mnie chodzi. zgniłych bebechach. w świetle padającym z długiej witryny głównego baru zobaczyliśmy starego. No. jak mużyk cały upaćkany i schlany i bekający zatacza się. bo czasem ciekawiło mnie. .Panie Boże ich błogosław! Nie ma na całym świecie lepszych niż oni chłopców. albo jak gdyby jakiś wyjątkowy chamajda wtrącał się i hałasował. jak ten tutaj. Nikt nie widział. ale zwłaszcza kiedy to był po nastojaszczy drewniak. Po prostu ścierpieć ja nie mógł widoku. jazda. Kiedy już byli przy wyjściu zrobiliśmy mi taki mały koncert na wardze: biribiri bibibi. bo pozwala.My się tylko pytamy .

nie pieśń i nie rzygowiny. w bitwie moje męstwo Dało ci pokój i zwycięstwo. darła się na cały glos. tylko jej te cienkie białe giczki migały w mroku. brzytew. a jeśli mnie zabijecie.Co to w ogole za taki świat? Ludzie na Księżycu i ludzie krążą wokół Ziemi. klórą teraz już potrafiłem operować i migać artystycznie i wręcz horror szoł. wszyscy po kolei.i wrzeszczał: . ale on ciągle śpiewał. wy tchórzliwe i brudne chuliganięta. tworząc jakby małe armie do wielkiej nocnej wojny.No. niezależnie od swego jołopstwa. sam Billyboy dzierżył ją za jedną grabulę. wiec wzięliśmy go pod but. bo właśnie się gotowali. kiedy myśmy ich przyłypali. to będzie jak trza. o braciszkowie moi.O! o! o! . że mdliło mnie na sam widok tej tłustej a obszczerzonej mordy. że nawet nie poczuję bólu.To my ryknęli ze śmiechu. W tych czasach. którą sobie zgarnęli.To już nie jest świat dla starego człowieka i datego ja się was wcale nie boję. to będzie nóż. nie starszej niż dziesięć lat. To było paskudne i szmucyk. a co do mnie. fajną i po prostu morderczą brzytwą. Nosił takie dość horror szoł cepki czyli łańcuch. jak już zaznaczyłem. a nie zwraca się już uwagi na ziemskie prawo i porządek. Było nas czterech na ich sześciu. i on wreszcie powiedział: . skąd ją wzięli. jeśli masz w ogóle dzbuki. bo ja wolę już nie żyć . Więc róbcie sobie najgorsze. nawet kiedy był odziany w swoje najlepsze ciuchy. to posługiwałem się starą. Czasem gangi się wiązały ze sobą. jak do samochodu. ale ciuchy jeszcze miała na sobie. To się go podcięło. i znów zaczął śpiewać: Ojczyzno. żeby wykonać coś na młodej a płaksiwej dziuszce. jak siejczas. ciągle robiąc to: . jest przecież takich ile chcąc. i zaczęło się jakby takie bardzo spokojne kapowanie jedni na drugich. Pewnie byli jak raz na etapie świńskiego słowa i gotując się do następnego czyli niemnożko ultra kuku. co to się na nim w kółko i w kółko smaży. owinięty dwa razy w pasie i odwinął go i zaczął ślicznie machać po głazach czyli oczach. gangi łączyły się zwykle po czterech czy pięciu. . Więc myśmy władowali mu po nastojaszczy łomot. ty wałachu z galarety odlany. Pete i Żorżyk mieli ostre jak trza noże. uśmiechając się całą gębą. a potem obszczerzaliśmy tylko zęby nie odzywając się. No i poszliśmy w swoją stronę. jak te muszki koło lampy. to ten zatłuszczony śmierdzący cap Billyboy we własnej żałobie. cepki. Jak się masz. A ten Billyboy to było coś takiego. wy pętaki. Billyboy i jego pięciu kumpelków nawinęli nam się przy miejskiej elektrowni. co potraficie. kogo ja widzę.A ja powiedziałem ułybając się bardzo szeroko i po przyjacielsku: . popłynęła mu z brudnego starego ryja. ty! . od razu puścili te małą psiczkę z jej bu-hu-hu. Jak tylko nas zobaczyli z daleka. ale przeważnie łuczsze było krążyć w niedużej liczbie. no i wtedy już krew czyli jucha. To będzie po nastojaszczy. jak mnie będziecie bić. to jeszcze lepiej.I zrobił nam koncert na wardze: prrr biribiri bibibi! tak jak my tym młodym gliniarzom. I tak żeśmy się zrażali po ciemku. a sześciu to już górna granica. tylko że stary bidny Jołop. i zaraz uciekła. aż ruchnął ciężko na płask i rzygnęło z niego całym kubłem wymiocin z piwska.I zaczęło się. stary 7 . Billyboy i jego kumple przekrócili to czym akurat byli zajęci. bo czterech to była w gablocie udobna liczba. a jego przychwost Leo za drugą. ty glu glu butlo najtańsza zjełczałego oleju po frytkach? No to chodź i weź po dzbukach. bo jestem taki zalany. i wsiegda czuć od niego było ten smród bardzo zjełczałego oleju. a nie jakaś tam piącha i but. bo tam. Przyłypali nas w tej samej chwili. był wart ich trzech co do zaciekłości i w brudnej robocie.

. Tuż za rogiem była alejka. przez ciuchy jednego z kumpli Billyboya. nie bój się! . żeby mógł naprawdę zrobić komuś wredziochę.w lewo dwa trzy. jak zwykle. że mało sobie serca nie wypruł. tylko pchał się na mnie jak brudny i tłusty niedźwiedź. tego ja chciałem dostać! no i tańczę wokół niego z brzytwą niby jakiś golarz na statku podczas wielkiego sztormu i próbuję dopaść go na parę odlicznych cięć w to paskudne oleiste ryło. i w oknach wszystkich żyliszcz migotało jakby niebieskie pląsające światło. co nigdy jeszcze nie widział tych rzeczy. kto tylko zechciał.Ech. i wciąż tylko dżgał tym nożem i dźgał. że jesteśmy na Priestly Place. no i bardzo się zdenerwował i zaczął tak machać i wrzeszczeć. i wreszcie powiada: . z przodu. więc już kej o kej. Na pewno takie samo życie jak tu.ty capie śmierdzący! Utnę ci te dzbuki jak nic. Ta płaksiwa dziulka dała im znać. ale jeszcze raz wziął fest but w czaszkę i był aut aut i aut. I udało mi się chlasnąć tą brzytwą z góry na dół. oślepiony przez cepki Jołopa i czołgał się w kółko i wył jak zwierzę. Z naszej czwórki Jołop. A teraz ten tłusty śmierdziel Billyboy. Na pewno ti wi. Jakbyśmy leżeli u stóp dwóch ogromnych gór. ale stary bidny Jołop tylko się na mnie tak serio wytrzeszczył i apiać zadarł oczy na gwiazdy i Księżyc. czyli każdy na świecie oglądał jedno i to samo.przelatują na wschód. Jakiś tam wielki sławny szutniak albo czarny syngier się wygłupia i wszystko to jest odbite w przestrzeni od sputników ti wi. pusta i na obie strony otwarta. tak na wygląd wyszedł najgorzej. więc tam odsapnęliśmy. co go obsiedli. no bardzo bardzo zręcznie. a światowy program błękitniał z obu stron. Tylko bidny stary Jołop wciąż łypał na gwiazdy i planety i Księżyc z gębą tak rozdziawioną jak rybionek. że to gliniarze pędzą z armatami wytkniętymi przez okna z wozów i gotowi do strzału. a my poszliśmy w swoją stronę. z wolna i zdyszani. Potem usłyszeli my syreny i już było wiadomo.I pobiegli. . a przeważnie to wpychle w średnim wieku ze średnich klas. ale widać było. A na razie noc jest młoda. jak te wyjące poli mili cyjniaki . Odczekaliśmy dysząc i słyszeliśmy. tylko że był ciut za wolny i ciężki w ruchach. bo rzuciła 8 .Tamci na to ryknęli śmiechem. którym pilno się włączyć. No i poszli my sobie alejką. Dzisiaj był tak zwany program światowy. Dla nas wszystko dalej szło horror szoł i już wkrótce przychwost Billyboya walał się nam pod nogami. każdej strony jego tłustej. o braciszkowie. .Ja cię rychło dostanę. Co też może być tam w górze na takich dingsach? Szturgnąłem go fest pod żebro i mówię: . że ktoś daje nożem. Nie myśl o tym. Billyboy miał nóż. bo alarmowa budka stali niedaleko za elektrownią. oczywiście. potem coraz wolniej i w końcu normalnie. taki długi sprężynowiec.zawołałem . właśnie wschodził i gwiazdy też migały ostro jak noże.Ciekawe. odtańczyłem ja przed nim walczyka . i drugi bierze. na północ ku rzece. w prawo dwa trzy .i ciachnąłem go w lewy i w prawy policzek.Księżyc z ludźmi. więc skręcili my z alejki w lewo i okazało się. ty głupi skurwlu. aż przestał uważać i dał wejście poczciwemu Jołopowi z jego cepkami jak wąż: w-h-h-hiiiisz-sz! tak że Jołop go zacepił po samych patrzalkach i ten drug Billyboya spłynął potykając się na oślep i wyjąc. braciszki. co tam na nich jest. więc ruszmy się wreszcie. to były bloki mieszkalne. oleistej mordy jedna w świetle zimowych gwiazd. z. że on nawet nie poczuł. najpierw prędko dysząc. to znaczy miał całe ryło we krwi i ciuchy upaprane i razrez ale poza nim wszyscy zachowaliśmy spokój i zdrowie. ciemna. Ciekła ta jucha jak czerwone płachty. I z prawdziwą satysfakcją. braciszkowie moi. Teraz był nam potrzebny wóz. tak że dwie firanki krwi spłynęły jakby w te samej chwili. świńskiej. nawet nie zadrasnąwszy ciała pod odzieżą i ten drug Billyboya nagle znalazł się w walce otwarły niby strączek grochu. tylko przychwost Leo został charcząc na ziemi. z gołym brzuchem i z jajami na wierzchu.

Wylazłem z wozu i kazałem kumplom ściszyć ten uśmiech i zachować powagę. co to czuje się w kiszkach.I odeszła. Nie było wielkiego ruchu. jakiś starożytny poeta z górną wargą jak małpa i z fają wetkniętą w obwisły ryj. Poigraliśmy sobie ciut po tak zwanym Centrum. i widzieliśmy nazwę na furtce: DOMCIU. że to się nada. odkryłem tę malutką furtkę i podszedłem do drzwi od frontu. oświetlonym parą upstrzonych przez muchy reflektorów. Musi pan niestety iść do kogoś innego. potem odciąganie zasuwy.powiedziałem . może na cal. a drzwi były zakryte na łańcuch. a i to tylko na zgiełk albo razrez. ale znalazł się jeden Durango 95 i pomyślałem. że leci jak wykle taki western. a moi trzej kumple wysiedli z auta i przemknęli się do mnie horror szoł po cichutku. można było wyczytać. albo trochę tego ryps wyps ryps wyps po ciemku. potem ja 9 . tak że zobaczyłem oko patrzące na mnie. jakby stracił przytomność. braciszkowie moi. jak to na huzia produkował w tych czasach nasz Gosfilm. ale tak niemnożko i od niechcenia. jak lordowie pykając sobie z rakotworów. Georgie miał na kółku tak zwany wsiotwieracz i władowaliśmy się: Jołop i Pete na zadnie. że teraz leży na szosie nieprzytomny i rzęzi. Idąc dalej na siewier doszli my do parszywego starego Filmodromu. Z afisza na froncie. i znów pajechali.dać mu łyk wody? To jest coś w rodzaju omdlenia. i wznieśli okrzyk na ich cześć. Pod kinem zaparkowane wozy nie były znów takie wunder bar. Wreszcie dotarli my do takiego osiedla i zaraz za nim była jakby mała osobna dacza z kawałkiem ogrodu. wciągając maski. ale wyszliśmy na spacer i mój przyjaciel nagle zasłabł z takimi objawami.Bardzo mi przykro.. a ci trzej chichrali się jak z uma szedłszy. taki wiejski mrok. i nikt nas nie przyłypał.Proszę zaczekać. co za ponura nazwa. a potem daliśmy obojgu wycisk. Potem na but i cofnęliśmy się klasycznie.Kto tam? . i raz przejechałem po czymś dużym i z warczący zębatą paszczą nagle w reflektorach. bo już prawie nikt tam nie zaglądał oprócz takich malczyków jak ja i kumple. . a potem zapadła cisza i rozległ się głos tego mudaka: . A później szosą na zachód. z tym fajnym ciepłym wibro i pomrukiem. który się łuszczył i sypał. kochanie? .powiedziała ta fifa.Bardzo panią przepraszam.O co chodzi. więc wciskałem girę normalnie w dechę prawie że na wylot i Durango 95 siorbał drogę jak makaron. goniąc zygzakiem koszki i te pe. Księżyc już wzeszedł na balszoj i ten domek widno było dokładnie jak w dzień. Zapukałem delikatnie i nikt się nie zjawił. strasząc drewniaków i babulki na przejściach. Tak wygląda. więc odezwałem się bardzo wytwornym głosem jak prawdziwy dżentelmen: . . To dopiero podnieca.Głos był jakiejś fifki. tylko żeby się popłakali. a ja wkluczylem stacyjkę i dałem zapłon i warknęło nawet zupelnie horror szoł. Wkrótce były już tylko zimowe drzewa i mrok. to jest coś! do śmiechu i do łomotu w ultra gwałt. . potem skrzyknęło i glamznęło pod nami i stary Jołop na zadku mało sobie łba nie odrechotał: ho ho ho! A potem przyuważyliśmy jakiegoś małysza z dziuszką pod drzewem na lib lib i przystanęli my. to normalnie wizyta z zaskoczenia. gdzie aniołowie są po stronie szeryfa z Usa. co rąbie z sześciostrzałowca do koniokradów z piekła rodem na padbor. kiedy odpuściłem gaz i po hamulcach. jest mi tak przykro.nam się w głazy ta wielka figura z brązu..U nas nie ma telefonu .To czy byłaby pani tak dobra . przeważnie stare zafajdane gabloty. Czy byłaby pani tak dobra pozwolić mi skorzystać ze swego telefonu i zadzwonić na pogotowie? . więc zapukałem ciut mocniej i na ten raz usłyszałem kroki.Z wnętrza tego malutkiego żyliszcza wciąż było słychać klak klak klakot-iklak klak i klak klak klak-klak czyjejś maszyny do pisania. Co teraz było nam potrzebne. . tak na ucho sądząc dość młodej dziulki. że państwa niepokoję. potem drzwi się troszeczkę uchyliły. Fifka się zawahała i powiada: .

tylko że ten tutaj był pisarz.naciąg naciąg swoją i wystarczyło już tylko wsunąć grabę i odhaczyć łańcuch. .Tu zmieniłem głos na taki więcej niekulturny. Potem z kuchni przyszli Georgie i Pete. a Jołop stał przy mnie z rozdziawionym ryjem czekał na rozkaz. przeciw temu wznoszę miecz mego pióra. . bracie.A głos mu się tylko trząsł i grabki też. gdzie się paliło światło. istocie. a ten w rogowych pinglach mówi trzęsąc się: . jak powinna. . I wpadliśmy z rykiem we czterech. próba narzucenia. i ten członio pisarz jakby oszalał i rzucił się na mnie. praw i warunków odpowiednich dla mechanicznego stworu. Więc powiedziałem: . aby się w końcowym okrążeniu rozpływał soczyście u brodatych warg Boga. Kto w ogóle słyszał o mechanicznej pomarańczy? . w typie tego. jakby mnie chciał rozszarpać. którą ja wciąż darłem razrez! razrez! A tymczasem dziulka. Z rechotem wbiegliśmy do pokoju. co to jest? . ale to było takie ho ho ho zdławione od żarcia i było widno kęsy tego. że wprost ryczał jak zwierzę. co jedli. łup łup.I przeczytałem kusoczek takim bardzo uniesionym głosem jak na kazaniu: . Georgie z zimnym udkiem czegoś tam w łapie i z połową buły przykrytej bryłą masła w drugiej. . polało się i splamiło ten czysty.Spojrzałem na pierwszą stronę i tam był tytuł: MECHANICZNA POMARAŃCZA.powiadam. . . Co to jest takiego? Czego tu chcecie? Wynoście się. podskakując i wykrzykując brudne słowa.Na to Jołop dał koncert na wardze i ja się też musiałem roześmiać. Jeśli trwogę masz w sercu.Co to ma znaczyć? Kim jesteście? Jak śmiecie wchodzić do mojego domu bez pozwolenia? . prześliczny dywan i strzępy książki. jakby dzieło jego życia poszło na marne i bu-hu-huu tą wykrzywioną w prostokąt bardzo krwawą buźką. nie czytacz.zapytałem.To właśnie chciałbym usłyszeć. nie sprawiało to wcale kłopotu. oto cię zaklinam. z lewej piąchy i znów prawą. a na stole maszyna do pisania i wszędzie porozkidane mnóstwo bumagi. i była to fajna młoda rzeżucha z takimi grudkami. To był sygnał dla starego Jolopa i on wszedł do akcji z ułybką na ryju i robiąc uch uch i a! a! a! w drygające ryło tego mudaka.. jakby z jednej wielkiej wytwórni. a Pete z butlą piwa z pieniącym się łbem i z potężną grudą czegoś w rodzaju ciasta ze śliwkami.Więc bidny stary Jołop w masce jako Pebe Shelley tak się obśmiał.A to. ten jej zakonnik czyli ślubny. Więc powiadam: . wino czerwone z kranu z beczki wszędzie jednakowe. . . zanim was wyrzucę. bo świńskie i szmucyk. i faktycznie był to fajniutki mały domek.Co za głupi tytuł. też dosyć młody w oczkach w rogowej oprawie. cośmy z nim kilka godzin temu poigrali. W każdym razie rzekł: . przy czym Jołop grał jak zwykle szutniaka. Zrobili ho ho ho widząc jak stary Jolop obtańcowuje pisarza i daje z piachy. co on już wystukał. co to piszom książki. czyli ze znów taki w typie inteligenta od książek. muszę przyznać.Potem Georgie i Pete poszli zajrzeć do kuchni.Bo ja zawsze miałem szaconek dla tych. tak że nasz ukochany stary czerwony kumpel. jakby do taktu Jołopowi przy tej jego robocie.Nie lękaj się. która też rośnie i zdolna jest do słodyczy. szczerząc te żółte zagryzione kafle i z pazurami. tak że nie domknęła z powrotem drzwi. chociaż w maskach. powiadam. stała jak przymarznięta do kominka i zaczęła wreszcie tak z lekka niemnożko pokrzykiwać. więc powiedziałem: 10 . . że horror szoł! i z nią był ten członio. Potem zacząłem drzeć te kartki na kawałeczki i razbros po podłodze. biorąc ze stołu plik maszynopisu. aż się ten mudak pisarz rozpłakał. jego wierna i kochająca zakonnica.. skoro myśmy byli ci nocni nieznajomi. po tym jak udało mi się zmiękczyć tę psiochę swym dżentelmeńskim głosem. i ta psiczka się tam jakby kuliła w sobie. obaj coś żwykając na całego. ale był też jeden stosik porządnie ułożony. zbądż się jej co rychlej. jakby to. To mi się nie spodobało.Próba narzucenia człowiekowi.Piszesz tę książkę.To jest książka .

która ciągle ach ach achała w takim bardzo horror szoł rytmie na cztery. Jołop i ja żeśmy dzierżyli tego zafajdanego członia. Ale przeżyją. i z hamulca. że strzałka paliwa jakby oklapła. I: . a Jołop znów uraczył nas wielkim rechotem: . żeby wszystko widział i nie mógł się wyrwać. .. aż chlupnie.Potem ruszyliśmy na stację. A już zapychając słyszałem okrzyki bólu i ten krwawy mudak pisarz. fotele. jak te nasze he he he strzałki. wykręcił jej grabki do tyłu. co spojrzały na mnie tymi różowymi ślipkami. póki wieczór nie umarł. a stary Jołop go furt obtańcowywał i w drżączkę wprawiał ozdóbki na gzymsie kominka (aż je zmiotłem i już się nie mogły trząść. wyciem i charkotem. bo już prawie na okrainie. robiąc mu cały ryj na fioletowo i ociekająco. bo papieru było dość na tym pojebowisku. a potem r-r-raz go pych i po-o-szedł! Musieliśmy bystro uskoczyć. i dopchnęliśmy go we czterech na brzeg tej śmierdęgi niby syrop zmieszany z fekałem ludzkim. rycząc jak psych najbrudniejsze ze słów. lampę.Won z tym żarciem. bo stacja kolejki migała sino łysk aut lysk aut zaraz tam niedaleko. co sam wydumał. a Jołop (to typowe dla tego Jołopa) odlał się i zgasił ogień w kominku i chciał nasrać na dywan. a ci bez przerwy ho ho ho! i faktycznie to się okazały bardzo horror szoł i fajne grudki. co go trzymali Pete i Georgie. żeby ta paskuda nam nie chlupnęła na ciuch. braciszkowie. którego rogowe pingle były już potrzask trzask. ale ja powiedziałem stop. widzimy. żeby jej zapchnąć. złachani w krwi i ledwie wydający jakieś odgłosy. Jołop odezwałem się. żeby Georgie wziął kierownicę. braciszkowie moi) w igraszkach z tym autorem Mechanicznej pomarańczy. 3 Tak i dojechali my nazad do miasta. mało się im nie wyrwał. i poczłapali do pisarza. żeby ujechać ten jeden przystanek do Centrum. tylko nie ze wszystkim. jakie znam.Już dobra. stary towarzyszu! . Złapcie tego mudaka.Więc cisnęli tę tłustą piszczę na stół. Ten członio i jego psiocha byli tak jakby nieobecni. bo sam czułem się niemnożko wymięty. .Teraz ta druga rzecz. 11 . tylko mamlał jakieś rozlazłe słowa. czy w tym naszym nastrojeniu na wred i zabój pichnąć go fest i w te zagwiaździochę. co jeszcze było do rozwalenia. .Chu chu chu chu. a maszyna kaszle khe khe khe. No i nie zmartwienie. o braciszkowie. -. i ruszyliśmy z powrotem do miasta.Więc on złapał się z tyłu za dziuszkę. . to przyszła kolej na Jołopa i on sobie posunął jak bydlak z chrapaniem. . Jak już byłem fertyk. To my się raz dwa zdecydo na to drugie i wysiedliśmy. między fruwające bumagi. maszynę. Potem zmiana. Wcale wam nie pozwoliłem jeść. na co ta jego maska Pebe Shelley wcale nie zwracała uwagi. a Żorżyk i Pietia robili swoje. ale jeszcze się trzymały. co właściwie się już nawet nie rzucał.dałem skowyt. czy zostawić wóz do zgarnięcia polucyjniakom. i na dobawkę jeszcze inne. Wsiedliśmy do wozu i pozwoliłem. o nie.Żegnaj mi. przy tak zwanym Kanale Przemysłowym. no to rozwaliliśmy. a nas rozsadzała jakby nienawiść. jak ściągałem rajtki i szykowałem się. a ja trzymałem. Potem się zrobiło tak raczej cicho. rozjeżdżając po drodze jakieś dziwne i piszczące paskudztwa.zawołał Georgie. Rozchodziło się tylko o to.Aut aut aut aut! raus! . panie Boże dopomóż. ale on tylko spl-lluw-sz-sz i potem glolp! i paszol do dna i fajnie. jak w tym kraju mołoczni z dobawką. jak nazywali środeczek miasta. tymczasem ja obdzierałem z niej to tamto i owo. niby jakiś bardzo szczególny rodzaj soczystego owocu.

tylko Jołop. a nie siedzieć tu na dużej sali. z miejsca rypnął jedno z tych swoich chamstw. nie więcej niż półtora taktu. a wykonywał Tyłko raz na dwa dni) i w tej jakby picredyszce. o czym wsie bałakali. zanim wpadła następna. mużyki i fifki też (ale żadnych burżujów) śmiali się i bałakali przy barze. żgnął go w stopę swoim wielkim. co rosną. i w dzień chodziło się do szkoły. ubłoconym buciorem. Ale stary Jołop. bo tu zawsze jakieś malczyki ustroją sobie z nim.bardzo krasiwa i z wielkim ustem w ułybce. choć nie było takich pod ręką. po niemnożku wydzierając sobie dość fajnie flaki z siedzeń. i dokazywały przeważnie nastole (po naszemu nastolami nazywało się seksolatki). Aby zająć się na te trzy minuty jazdy. w krótkim małczaniu. chociaż nie za ostro. o braciszkowie moi. w ogóle nic nie słyszał. co przedtem cały czas bulgotał. a potem apiać w dół. a potem się wtarabanił stary ekspres torpedo i my do niego. jak mi każdy jeden maleńki włosek na ciele staje dęba i dreszcze po mnie polazły do góry jak powolne małe jaszczurki. i spluci po tym wieczorze. Wysiedliśmy w Centrum i wolno suniemy znów do Baru Krowa. niemnożko ubawu. z mnóstwem zębów. któraś z tych fifek . jakiś wielki ptak wleciał do tej mołoczni i poczułem. czerwone że horror szoł. chyba w latach już lak nieźle trzydziestych . stary Jołop dokazywał przy automatach. bo w starej Krowie zawsze mają utajonych gdzieś fest łamignatów.Zapłacili my grzecznie za bilety i czekali jak dżentelmeni spokojnie na peronie. A potem płyta na stereo dźwiękła i zgasła (był to Johnny Żiwago. braciszkowie. ale byliśmy już tak więcej zrypani i wymiętoszeni.nagle dała się w śpiew. bo już był ponad ciałem. i śmiechały się i niczewo nie troszczyły się o zło świata. aż pokazał w gardle dyndałki. że przyszli z prób w studio ti wi. którzy dadzą radę każdej rozróbce! Mimo to Jołop wcisnął się koło tego członia i wydając ten swój szutniacki wrzask. a słowa są: Może tak i lepiej. ogromne usta. wciąż zasuwał to samo: . Po fryzjerce i luźnych ciuchach (przeważnie wielkie swetry jakby ze sznurka) dało się poznać. jakby za przykład czegoś tam. a Jołop wziął i przyłańcuszył w okno. o braciszkowie moi. po czym wywrzask i w rechot. a co i raz wszyscy uaaaa w rozziew i tylne plomby do kiężyca. że szkło bryzg i odmigotało w ten zimowy wozduch. W każdym razie aż mną zatrzęsło.Musiał to już być jego trzeci albo czwarty kurs tego wieczora. gwiazd i do latami. To ten kawałek z opery Friedricha Gitterfenstera Das Bettzeug. na ten raz trąbkę z warg. to już faktycznie powinien wziąć osobny pokoik na tyłach. tylko że na wygląd cały uszargany i zanadto śmierdzący od potu. jak tylko usłyszał ten kusoczek śpiewu niby kęs czerwonego od żaru mięsa chlaśnięty na talerz. powygłupialiśmy się z tak zwaną tapicerką. będąc na cyku. takie to już było szutniackie zwierzę. bo jeszcze byliśmy malczykami. a w Krowie okazało się jeszcze gorzej zatłoczone niż przedtem. Ale ten członio. Jak mu się chciało spędzić tyle czasu na haju. . gdzie ona to pieje z poderżniętym już gardłem. Wokół nas tankowały i doiły.Łobu za ułkamartwej że nie droszło hej hoglatonicznie pogoda z wietrzą. na białym i syntemesku albo czymś tam. Ale ten członio. bo się upuściło niemnożko tej energii. ten ruski kocur. ciągle ta zgrywa i radocha. bo miał w karmanach pełno drobnej monalizy i w razie czego był gotów rozdać te czekoladki biednym i głodującym. ale było też nieco takich więcej drewniaków. po czym sobacze wycie. i to było jakby na chwilę. bo miał ten nieludzko blady wygląd jakby nie człowiek a rzecz i jakby ryło miał po nastojaszczy wyrżnięte z kawałka kredy. po czym dwoma paluchami podwójny sztos w górę. i to też była jedna rzecz u starego Jołopa wsiegda dla mnie przeciwna. co ona śpiewa. To ja się poczułem cały w gorączce i jakby mnie rozpalona krew 12 . a wyglądał prawie że pusty. Bo poznałem. zaraz za rogiem. Ich dziule miały te ożywione bardzo ryje i szerokie.

i z tym członiem na trypie. co siedział przy Jołopie i teraz już gromko posuwał swoje: . ten nie uważał. tam już paru malczykom ryje się tak obluzowały. ultroptymalutka! . Stereo było znowu wkluczone i grało coś bardzo rzygotliwego na elektroniczną gitarę. . azali jednym z żywych na tym świecie pragniesz pozostać.powiada Georgie.Jołop musi .Jaja . po ciemniacku. gdzie czyje miejsce.Za to. Nie zaczynajmy.Ty skurwlu. japsko mu się otwarło i siedział ocierając sobie blut grabą z ryła. Jołop się zdziwił. jak mu się spodoba? Akurat. w oszołomieniu łypiąc to jak mu cieknie czerwone. . Odbałaknąłem mu: . jakby mu się widziało.Uważaj . tak że spojrzałem: .Nóż i podaj czas . . o ty braciszku mój.Ojej. u mnie to tyle co luknąć! .Co to za mowa o miejscu. . na brzytew. Ale ta fifa chichrała się teraz ha ha ha przy barze ze swoimi drużkami. . nawet nie zauważyła brudnej wulgarni Jołopa. co zrobiłem. Pete się wmieszał: . Powiem to jeden raz i kropka. a nie będziesz mnie bez powodu szturgał i to czysta prawda i recht. przy gladając się temu i marszcząc. że krew to dla innych mużyków.Iskrzy bliż się.A na to Georgie ostrym tonem. nie? Kumple się nie mają tak chować. . Pierwsze słyszę o uczeniu się.Bacznie uważaj. .spytał jak to on. że mu się zdaje. Luknijcie. jej czerwone usta były w ruchu i kafle błyskały. . kiedy tylko zechcesz.nauczyć się. Musimy się trzymać jeden za drugiego.Jak tego nie lubisz. że może mi dawać rozkazy albo w ryło.zachłysnęła.O kej. że rechoczą z nas. Tak po nastojaszczy to mnie Jołop oskorbił. na słych i na widok tej wulgarni Jołopa i mówię: . zaglucony tasztuk i przytykał go sobie zbierając tę spływającą czerwień.odwarkłem. a na tamto nie masz życzenia. jak się zachowywać publicznie. Teraz Jołop się odezwał. sięgnąłem przez niego i piąchnąłem Jołopa w usto. a kto widział. Mówię ci to z całym szacunkiem. o Jołopie mój.W takim razie ja nie lubię. Całkiem jakby wyśpiewywał tę krew. ale jakbyś mnie tak dołożył. Jołop na to łypnął na mnie zęborożno złym okiem i gada: . a czerwone mu już trochę mniej ciekło: . co zrobić. Mogę się z tobą zejść na cepie.I utopił ryło w stakanie z mlekiem. to byś mi za to odpowiadał. Powiedziałem: . to znów na mnie.rzekł jadowicie Jołop .Co za prawo naturalne on ma. mój mały braciszku.powiadam. małysze! Jesteśmy kumple. a tylko nie dla niego. o! Nie miałeś prawa tak robić. Alex. Ty brudny zapluty nieokrzesany skurwlu. jak było możebne przy tym stereo miotającym się po ścianach i suficie. to wiesz.Jołop nie może być przez całe życie wciąż jak mały rybionek.Zaraz . 13 . na nóż. gdzie jest jego miejsce. I nie jestem już twój braciszek i nie mam życzenia Wyjął z karmana wielki. że nie będę na to pozwalał. to nie powinieneś dać Jołopowi tej lufy.Georgie siedział między mną a tym hadkim Jołopem.powiedziałem tak cicho.Czego mi to za co zrobiłeś? . . że jesteś skurwlem bez wychowania i bezjednej malejszej kroszki pojęcia.wielkie ci jajka śmajka. że to zrobiłeś. kiedy tamta dziula śpiewała muzykę. Mało kto zakapował.odrzekłem .Jak już ma być po prawdzie. Recht? . ciągle zdziwiony. . Więcej nie powiem. Pete odezwał się: . jajco! to mu powiem! Jeszcze mogę mu cepkami oczy wypuścić. przestańcie już wy dwaj. żeby nadrobić swoje wychamienie się.Powiedziałem: . . one nie była słuszna.I łypnąłem ostro na Żorżyka. jakby się nabijali.Dla Jołopa to czysty zysk .

kiwnęli tamci dwaj.mam nadzieję. że recht recht recht. recht? . Lepiej już nie gadać. że Jołop nagle tak umno zabałakał. nawet baszką nie kiwnął. Więc rozeszli my się. bez jednej nitki ciuchów na tych swoich odliczno mięśniatych cielskach. ale ktoś musi dowodzić.Owszem . Ale oczywiście malczyki pożywające w 18A. 14 .Musi być jeden wożaty. to co. ale nawet nie nużno było naciskać elektro knopki. o braciszkowie. to była dość długa noc. Mnie w środku wezbrał jeszcze gorszy razdraz. .Ty poniał.Recht. panimajesz. Więc ja na to: . Recht? . Wprost niewynosimo chciało mi się w ten wieczór muzyki.Da się zrobić.Czułem. recht. ale z powściągiem. jak się było spodziewać. . po szutniacku. że jest za głupi nawet żeby się fest oskorbić. było to żyliszcze w Bloku Municypalnym 18A.Po mojemu to czas iść na chatę. .No i . o braciszkowie moi.Żaden nie odkazał ani słowa. w powadze i godności trudu przy warsztacie i maszynie. chociaż jucha mu już nie ciekła. z ubawu tej nocy. chociaż jak podchodziłem. o co był ten stuk w usto. i świńskie teksty w balonikach wyłażących tym gołoguzym (to znaczy nagim) członiom i rzeżuchom z dostojnych ust. natyrlik. więc przyszło mi się człapać pieszkom dziesięć pięter pod górę. że zawtra żadna psiocha tu nie będzie śpiewać . Jołop osuszył sobie resztkę juchy.Byłem zaskoczony i daże memnożko spuknięty. No i tak wyszło. a mnie się czkało brrr-l-hep? od tej zimnej koli. Mnie zawsze odbija. rzeczywiście była to nielicha krzepa.Recht recht. na granicy największego kimona i podniosą ten pasiasty szlaban. Jołop. jakby kumple Billyboya czekali koło bloku.powiada .A tera bojki najlepiej do kojki. Brzytew do grdyk miałem pod ręką na wypadek.I dał to swoje wielkie ho ho ho ho ho. i jęczał.dowodzę wami od dawna. czy nie. Recht? Recht? . jaczejek czy gangów.Ciągle sobie przy tym obcieral usto. dopisując im kudły i stojące chojaki. . . a pod latarniami też widne były gdzieniegdzie smugi krwi jak rozpiska. Chciałem się nią tak jakby nażreć do syta. Więc mówię: . co i raz bywało w borbie.Wsio taki w tym samym miejscu i prawie w tym samym czasie. upiększyli i na dobawkę ukrasili ten wielki malunek padchadziaszczym kulkowcem i mazakiem. co ją wydoiłem. cały bardzo fajnie pokrajany w razrez. zawtra w tym samym czasie i miejscu? . bo widać tej nocy ktoś tak horror szoł tutaj łomotnął. jak to Jołop. żeby sprawdzić. Dyscyplina być musi. to w rynsztoku walał się jeden malczyk i wył.Byłem naisto porażony. . Jołop dobawił: . Do głównego wejścia dotarłem bez kłopotu.Ja się może niemnożko spóźnię . co rosną. .Ja .Jak dla malczyków. aż metalowe drzwi się zupełnie wgięly. może mnie ta dziulka pod Krową tak ruszyła. same dobrze rozwinięte mużyki i psiczki. No i fajno fajn. jak rośnie we mnie w środku razdraz. To on się odezwał. Kląłem i sapałem wdrapując się. między Kingsley Avenue i Wilsonsway. kiedy dziuszka śpiewa. a po wierzchu spokój. czy to działa. Może wszystkie są trochę ustawszy.powiedziałem . .mówi Jołop. Jołop to niepłocho przydumał . W holu na ścianach fajno stare malowidło w stylu municypalnym. Recht? . .Wszyscy tak jakby kiwnęli.powiada Jołop. Muzyka. ale starałem się to ukryć mówiąc spokojnie: . albo w ogóle która bądź z innych band. Poszedłem do liftu. czyli że suniemy na chatę. zanim ostemplują mi paszport. o braciszkowie moi! No i do środka. Ja pożywałem na chacie ze starzykami.powiada Georgie. Wyglądało na to.Jakbyimy się nie spotkali w dzień.To idziem do nory i w kimono . a jakieś wpychle przeszkadza. Uświadczyłem też zaraz przy 18A rzucone truski jakiejś dziobki! widocznie zdarte z niej nasiliło w gorącej chwili. . Tamci dwaj kiwnęli. o braciszkowie. umęczony gorzej na cielsku niż na mózgłowiu. Wszyscy jesteśmy kumple.

jak oni to nazywali. ani syntemesku. i moja szafa z płytami. Jowiszową. ozwłócząc się po drodze z ciuchów. Więc tej nocy leżał mi przede wszystkim nowy koncert skrzypcowy tego Amerykańca. i bardzo zwartego.zaczęło się. gdzie był troskliwie rozpołożony. Tak błogo mi byto. oczy mając zamknięte. walali się po ziemi skrzycząc o litość.żeby mnie tam przepuścić. Georgia. Ojczyk i maciocha w swojej sypialni obok nauczyli się już nie stukać w ścianę o ten. pękłem i zbryzgałem się wrzeszcząc aaaaaaach z tej rozkoszy. Och. zwidywałem takie lube widoki. więc puściłem J. jak robaki jak gdyby platynowe.bracia . zawsze wyda mi się takie okrutnie złe. zanim przekroczę granicę. leżąc na łóżku z zaciśniętymi gałami i z łapami pod baszką. zasłuchany w zalew krasiwych dźwięków. młodzi i wapniaki. Chłopaki z Alpha. S. Ho ho ho. Tak słuchając jej z zaciśniętymi głazami. i flagi i proporczyki na ścianach jak pamiątki mego żywota w poprawczakach od jedenastego roku życia. i znów były nowe widoki innych mord. Przyuczyłem ich. hałas. co za ucieleśnione wspanialstwo i przewspaniałość. kiedy ta muzyka. a ja rechotałem całą gębą i wkręcałem im w ryła swój but. braciszkowie. udałem się do swojego pokoiku (czyli komnatki). Bacha Koncert brandenburski na same średnie i niskie smyczki. aby sobie oczyścić stare japsko chlipadłem (czyli jęzorem). Teraz wolą pigułki na sen. przyparte do muru. więc wysmyknąłem go z miejsca. Och. a na stole maty mi położyła niemnożki przekąs. pychota mojego życia. a było to całe w jednej części. a tam u drzwi kotły toczą mi się po kiszkach i znów znikły chrupnięte jak grom z cukru. że ma być jeszcze jedna płyta. Teraz to już najniewinniejsze mleko. ani drenkromu. wszystkie aż świecące się i z wypukłą nazwą albo numerem: Południe 4. Odkluczyłem drzwi numer 10-8 własnym kluczykiem i w środku nasze mini żyliszcze pokazało się cichutkie. I te psiczki obdzierane i krzyczące. ot. Geoffreya Plautusa. stare mleczko. a te inne struny jak jedwabna klatka wokół mojego łóżka. skrzypce solo wzbiły się ponad inne smyczki. wziąłem też owocowego paja ze spiżarni. A potem ten ptak niby z najwątlej uprzędzionych metali nieba. Później kazałem sobie fajnego Mozarta. to ja. Tu było moje wyrko i tereo. który wykonuje Odysseus Choerilos z orkiestni filharmonii w Macon. żeby zamknąć w nich tę błogość lepszą niż jaki bądź God czy Gospod po syntemesku. Później umyłem zęby i pocmokawszy. niebo w uszach. No i . niebo i błogość. braciszkowie. podłodze. Jednak piłem to i żarłem aż charcząc. 15 . I tak doślizgała się ta przewoschodno krasiwa muzyka do swego żarzącego się końca. tak że wyciągnięty na łóżku i słuchając muzyki byłem jakby otoczony i splątany w sieciach orkiestry. jaka to dla mnie radość ta nocna muzyka. Leżałem całkiem nagi do sufitu. wspięła się na sam szczyt swojej najwyższej wieży. a w nim ani żylet. wiedząc. Małe głośniki mojego stereo były rozmieszczone po całym pokoju. i chciałem coś starychowskiego a mocnego. braciszkowie moi. a za moją głową trąbki trojako srebromieniące się. Może już je zażyli. Puzony mi pod łóżkiem kruszyły czerwone złoto. z grabami pod głową na poduszce. na suficie. parę kusoczków gąbczastej puszkowiny z jednym czy drugim buterbrotem i stakanczyk zimnego starego mleka. żeby je rozkwaszać i miażdżyć. usto rozdziawione z rozkoszy. ciążenie już czepucha i tyle. W tych przywidzeniach mużyki i psiochy. Szkoła Poprawcza Metro Sekcja Niebieskich. a ja nic tylko zapycham w nie jak maczugą i rzeczywiście. wkluczylem na stereo i czekam. w gęste ciągnące się toffi złota i srebra. bardziej głodny niż mi się z początku zdawało. Potem flet i obój wkręciły się. odrywałem z niego całe grudy i pchałem sobie w to żarłoczne usto. albo jak srebrzyste wino płynące w kosmolocie. a potem sobie przydumałem. ojczyk i macica znajdowali się w krainie snu. kakoj cud wsiech cudów. ścianach. Och.

że łuczsze pobarłożę sobie jeszcze ciut w łóżku.Ten mudak ma na ciuchach sam fekał i brud! i tak było faktycznie. a co mnie fest siepnął tym batem. w tej daczy. kiedy się dał w rechot na mój widok. Bo muszę już iść. synu. to może wdepnę do starej rzygoły i popatrzę. może się nawet popluskam w kąpiółce.Już po ósmej. A dopiero na polanczu. synu. to spróbuję się przespać i na popołudnie będę git. To ja odkrzyknąłem: . Słyszałem.I faktycznie było to prawo dla wsiech. zrobię tosta i posłucham co w radio albo żurnał poczytam. że jestem abratno w kraju snów i naisto zaraz mi się fajnie zakimało i miałem taki dziwny i jakby całkiem nastojaszczy drzym. że mało sobie łba nie odrechotał. A potem wezwał starego Jołopa z batem. i trzaskał z bicza. co to znaczy. braciszkowie moi.To zostawię ci śniadanie w piecyku. o braciszkowie moi. nie z rybionkiem i nie chory. Żebyś się znów nie spóźnił. Udawałem. to jakby dzwonek elektro dryn dryn dryn dryndał oczeń gromko.Baszka mnie ciut pobolewa. co ją nazwali DOMCIU. że warto było im obojgu dać jeszcze gorszy łomot i rozdziargać ich na strzępy po ich własnej posadzce. .Usłyszałem jej tak jakby wzdych i rzekła: . Ale uciekałem tak jakby w kółko i Jołop tuż za mną a obśmiewał się. i bałakał o dyscyplinie i posłuszeństwie. potem się ładnie i nie śpiesząc ubiorę. co się kitlasi w tym przybytku nikudysznej do niczewo nie sposobnej nauki. S. tak z czasik albo dwa. że Georgie ma te gwiazdki na pleczach i jest normalnie generał. dzwonek do naszych drzwi. i salutować jak w wojsku. co było widać. gdzie pracolił.Ale ja udawałem. Było w nim coś o mechanicznej pomarańczy. Słuchając J. i zaraz maciocha zawołała. jak mi się będzie chciało. zobaczyłem apiać ten tytuł na bumadze. że musi iść i rabotać. ładując na półki zupę i fasolę w puszkach i tym podobny szajs. sam na samo gwałt i adzinoko. Tak i obudziłem się wniezapno. synku. Bacha zacząłem lepiej niż dotąd kapować. braciszkowie! i chodu. proszę was. . W tym przywidzeniu on zrobił się jakby dużo starszy i uch jaki twardziel i ostrzak. i patrzalki mi się normalnie kleiły od tego śpiku. Na to ja dałem krzyk: . jak mój tatata zrzędzi i tłucze się i wreszcie wybywa do tej farbiarni. ale teraz już tak po nastojaszczy z szacunkiem. Jak nie będziesz mi jej zawracać.I słuchając go z jeszcze inną rozkoszą niż przedtem. jak to nazywali. a ja stałem w szeregu jak wszyscy mówiąc: ta jes! s! i: nie! s! a potem uwidzialem wyraźnie. wzięła kapotę zza drzwi i apiać wzdychnęła. . no i przydumało mi się. i jak wszystkie malczyki pod jego rządami mają skakać i już. a potem włożyła buty. a Jołop był dużo starszy i siwy i nie dostawało mu paru zębów. Więc usłyszałem jak wstawia brzdęk talerz do gazowego piecyka. owszem. kto nie rybionek. a serce mi bach bach bach. że nie ma nikogo w 16 .To ja wychodzę. Podumałem. że nie pójdę dzisiaj do szkoły. 4 Na zawtra obudziłem się o ósmej zero zero. z którą uskuteczniłem razrez tej nocy. pokazując na mnie: .Nic bijcie mnie. i raz. i natyrlik faktycznie dzwonek brrrrr darł się. jak zacząłem róść duży i krzepki: . i powiedziała: . to pomyślałem. już jakby dawno temu. w którym przyśnił mi się mój drug Georgie. a potem mój drug Georgie rzekł. Moja mać pracoliła w jednym Gosmarkecie. i od dzwonka też ból jakby mnie dziargał. chłonąc brązową wspaniałość tego starożytnego niemieckiego mistrza. a że wciąż czułem się zrypany i wymięty i skuty i spluty.

I usiadł na tym starychowskim bujaku mojego facia i wziął się bujać. żem się nad tobą napocił. . Gruba czarna krecha. ale ciągle bujając się. Przyznanie się do klapy za każdego z was. Uroków Słonecznych Plaż Jugosławii. . a na mnie brwi zmarszczywszy wciąż się spodełbił i błysk błysk.Tej mowy o miłych cyjniakach to mi nie wstawiaj . że ostatniej nocy trafiło się całkiem sporo dość różnorodnego 17 . a potem usłyszałem głos wołający przez te drzwi: . . . w zbrudłachanym deszczowcu. Deltoid (jak można się tak nazywać). A potem mówię: .powiedział .Spotkałem twoją matkę. ze starą zeszmaconą szlapą na baszce. proszę pana? . .Może czaszkę starego czaju. Alex. żebyś uważał. Jak ci już nie żal tego ohydnego siebie. ale to brrrrr nie ustawało.A. no tak . że do popołudnia mi raczej powinno ulżyć. tak jakby głotnąwszy ją na dwa kęsy. . R. . a wszędzie na tym podomie były wzory w takie jakby gromadne miasta. to znaczy proszę pana. Wspomniano również paru z twoich przyjaciół. Padło twoje nazwisko. proszę pana? . że ciebie gdzieś boli. kraty. powiem ci w zaufaniu. to już będzie rzeszotka. tak? . braciszku. Alex.powiada P.To takie powiedzenie.odrzekłem. Deltoid . co leżała na stole: krasiwa i uśmiejnie patrząca młoda psiczka z grudkami wywieszonymi na cześć. Potem przyuważył ogłoszenie w gazecie.Mili cyjniaki nic nie maja na mnie.siadaj. ale krugom bujając się.No to . mój tak zwany Porehabilitacyjny Doradca. Kiedy mu odkluczyłem. uczesałem bujny swój przepych i już byłem gotów dla P. Że policja cię ostatnimi czasy nie zwinęła. co kończy w tej pokratkowanej dziurze. nasz Alex . bo za następnym razem. że coś miało się stać? Zrobiłeś coś takiego. no tak. głosem takim więcej zbolałym. co? Siadaj .No już dość tego. Wiadomość doszła do mnie ta droga co zawsze. o braciszkowie moi. zapytał: . a ja u niego za gościa. o braciszkowie moi. bardzo ustawszy.rzekł P.Od razu poznałem głos. Deltoid.odpowiedziałem. . przeciążony robotą grzdyl mający setki takich na rozkładzie. Po czym. Spodziewam się. o czym bardzo dobrze wiesz.ja mam dla ciebie też takie powiedzonko. no całkiem po duracku. bardzo bystro i chytro.odrzekł. R. .rzeki na to P. Coś mówiła. owszem powiada.Czemu zawdzięczam tę niezwykłą przyjemność? Czy coś się stało. bardzo niemile pokrajany. to nie znaczy. Deltoid. to przynajmniej na mnie miej wzgląd.Czasu nie mam. mój chłopcze. Wygląda na to. że się wylegujesz. . za każdego nie zresocjalizowanego. proszę pana .To znaczy herbaty. R. R. Potem giry wsadziłem w takie bardzo udobne puchate tufle.Stało się? .mówię swoim wytwornym głosem. . o czym ci doskonale wiadomo. Jeden z przyjaciół pewnego Tłuścioszka został o późnej godzinie zabrany przez pogotowie z okolic elektrowni i odwieziony do szpitala. . że nie wdałeś się w jakieś łajdactwo. mój malutki.Wieczór to niezła pora.powiada. no tak. jakby po to przyszedł.A dlaczego pomyślałeś w ten sposób.Nic zrobiłem nic złego. w bardzo fajny a długi podom jakby z jedwabiu. proszę pana .Mam dotkliwy ból głowy.zapytałem. Więc nastawiłem czajnik. siadaj! . Deltoida. braciszku. Krzyknąłem recht rccht recht. wtarabanił się wymięty z wyglądu. co się nie należało.A już do wieczora na pewno. . łypiąc na mnie jakby przyczajony. To był P. może nie? Poszły nieco w ruch majchry i łańcuchy od rowerów i tym podobne. R. I bujał się. . no tak. i wstawszy z łóżka przyodziałem się. Zeszłej nocy było trochę harataniny. Dlatego nie jesteś w szkole. i cała moja fatyga na nic.odkazał. proszę pana .domu.Nie mam czasu . jakby wszystek czas na świecie był jego. wyłaź z wyra! wiem.jakby to była jego chata.

Wszystko to doceniam. Och. no tak.proszę pana. to zła nie ścierpi. a z piecyka dostałem śniadanie. na taką. co? . o braciszkowie. od tego ja się mogę tylko ześmiać. bo jestem łasy na słodkie. .Tylko uważaj. i to stare ryps wyps ryps wyps. a te siebie to wszystkie postwarzał stary God czy Gospod i w tym jego pychota i radość. ale wciąż bujając się buju buju: Co was opętało? Badamy ten problem i badamy już prawie od stulecia. jaka może być przyczyna zła. Ale co ja robię. bo lubię robić. to się obszczerzalem do siebie z tych rzeczy. Deltoid i jego kumple łamią nad nimi głowę. braciszkowie. jako jedyny człowiek w całym tym poharatanym i chorym społeczeństwie. co P. braciszkowie moi. no właśnie. My więcej wiemy. w ten uśmiechający się poranek zimowy.odpowiedziałem szczerze i z głębi serca. . jak dzielne małe każde sobie zrażają się przeciw tym gromadnym maszynom? To ja wam całkiem poważnie mówię. i jak to piłkarze 18 . udowodnić to niczego nie może nikt i nikomu. R.brutalstwa. którym zawsze byłem dla ciebie. mózg też nie najgorszy.Jak dla zdrowia to trochę za długo. Według moich obliczeń już czas na ciebie. niż ci się wydaje. W gazecie było jak zwykle o ultra kuku i napadach na banki i strajkach. a ja robiłem sobie ten imbryczek mocnego czaju. tak. i to samo na odwrót.To jest mowa jak trza. A w dodatku zło to coś w samym sobie. to nie jest o tym. o braciszkowie moi.jak ostrzega mnie życzliwie P. obgryzanie sobie paznokci u nóg. . będę się starał. Czy to jakiś diabeł w ciebie wstępuje? . mój chłopcze. Nad przyczyną dobroci nie główkują. panowie.Tak. I na przyszłość będę się starał. że lubią. . Ale to. gdyby w nim każdy jeden tak wyprawiał po nocy jak ja. więc czemu na odwrót? Jeżeli wpychle są dobre to dlatego. . który jeszcze chce cię uratować przed tobą samym. jako ten dobry przyjaciel. no pewnie że nie można prowadzić kraju. Alex. jak zwykle. R. Ale kiedy on uszedł. I dlatego cię ostrzegam. Delloid. co wyciąga ku mnie swe śnieżnobiałe jak ta lilia ramiona. ale zrobiłem se tosta i mlaszcząc pożarłem to jajko z tostem i dżemem. czytając gazetę. to powiem: Racja.Już od dawna nie wpadłem w graby polucyjniakom. znaczy że ci wszyscy z rządu i sądu i ze szkół nie mogą pozwalać na zło.I jeszcze powiedział głosem bardzo cierpiącym. no. i to wszystko. ja robię zło. Jasno jak lazurowy błękit najgłębszego lata. niby cały ten zachwat i łomot i krajanie brzytwą. no i wreszcie . Masz tutaj niezły dom i kochających rodziców. . co je dla mnie naszykowała moja bidna stara maciocha. w samym gromadnym zwierzyńcu dla bydląt nie z tej ziemi. Może pan na mnie liczyć. żeby więcej nikt mnie nie złapał. Czy wyrażam się dość jasno? .Nikt na mnie nic nie ma. znaczy się przyszłość. Aleja cię ostrzegam. Alex.I to mnie martwi . doję sobie ten bardzo krzepki czaj z mlekiem i do tego łycha za łychą cukru.westchnął P. Więc teraz. .odpowiedziałem.I posłałem mu najładniejszy zębaty uśmiech. Deltoid . żeby dojść. Tyle co jajko sadzone. zanim jakiś majcher dogoni mnie albo jucha wybryzga swój końcowy chór w poskręcanym metalu i rozpryśniętym szkle na autostradzie. to robię. proszę pana . No i dobra. doceniasz. już mimo tych moich młodziutkich latek braciszkowie. Ale co jest niesobą. a jak mnie złapią. proszę pana .Jak tafla niezmąconego jeziora . A tak się złożyło. sam na samo gwałt i adzinoko. w tobie czy we mnie. A czy nasza historia najnowsza. R. Więc jeśli mnie chapną i dostanę trzy miechy tu a potem sześć tam. mój malutki. i nie posunęliśmy się o krok. . że ja właśnie wolę na odwrót.jakby skrzywił się i zaszydził. a ja wcale im tych przyjemności bym nie odbierał. tylko że niestety ja nie cierpię być zamknięty w klatce. bo by pozwalali być sobą.za następnym razem. żebyś przestał pchać swój przystojny młody ryj w błoto. no. to tym gorzej dla mnie. mój malutki. .odrzekłem .

no. co go niepłocho znałem. i że to świat dorosłych jest temu winien przez te swoje wojny i bomby i absurdalność. obszczerzając kafle jak z uma szedłszy) jakiegoś tam bardzo umnego łysonia. ale najlepsza rzecz. iż To Szatan Hula Po tym Padole Łez i tak jakby się chytro zakrada w te młodziutkie niewinne ciała. bardzo fajniutki kwartecik smyczkowy. Nazywał się głupio MELODIA. ale dzień to był dla drewniaków i wsiegda w dzień szalało się jakby więcej szpików i poli mili cyjniaków. że nie będą grać w najbliższą sobotę jak nie połuczą za to więcej szmalu. to kiedy jakiś drewniak w psiej obroży napisał że jako sługa Boży i po głębokim przemyśleniu on uważa. I że dalsze loty kosmiczne i stereo ti wi z jeszcze większymi ekranami. Przeczytałem go i sobie uważnie. samo dno zimy) i tak sobie jakby grzebiące w nowych płytach z popem (Johnny Burnaway. Pod wpływem Wielkiej Muzyki. że się nami ciągle interesują. Chyba on wie. że przynajmniej mam czas (no i dziengi. i już odziawszy się (moje dzienne łachy były takie normalnie studenckie. co gada. Wchodzę i nie było poza mną klientów. skoro z niego ten zawodowy kapłon i bogusław? Czyli że do nas. Na Vremya Upokoyat Vas Ed Cum Id Molotov i 19 . o braciszkowie moi. Ten rozumniak pieprzył normalnie o braku rodzicielskiej dyscypliny. Noc to była moja i kumpli. ciemnosine kaloty i sweter z bukwą A jak Alex) pomyślałem. braciszkowie. ta Współczesna Młodzież. syf że mi w jaja! Mnie. siorb siorb i do tego chrup chrup kawałki czarnego tostu zanurzone w dżem ehem i jajko śmajko. lepsiejsza. jaka ona byłaby. ale zawsze miło wiedzieć. a stare burżuje zapierały się w środku i chłeptały ten idiocki program światowy w ti wi. o braciszkowie. wkluczywszy radio. i Wielkiej Poezji ta Współczesna Młodzież normalnie uspokoi się i będzie taka więcej Kulturalna. Tylko ażem się obśmiał od przydumki. i żeby mi te mużyki i psiochy tylko wyły w mojej ha ha ha władzy. jak w jednym takim artykule o Współczesnej Młodzieży kiedyś pisało. bo w karmanach było u mnie dość tego kasabubu) zajrzeć do butiku z płytami po to stereo Dziewiątej Beethovena (znaczy się tej z chórami). niebywała okazja tylko przez jeden tydzień. i w ogóle nastolów. o niedoborze uczycieli takich fest horror szoł. tylko dwie młode dziulki obciągające loda na patyku (a było to. Wsiadłem na rogu w basa i pojechałem do Centrum. młodych i niewinnych malczyków. co by obłomotali tym krwawym łapserdakom ich niewinne rzopiątka. jak on to nazywał. o braciszkowie moi. tylko żeby ją pobudzać do Wrażliwości Artystycznej w Rozmaitych Dziedzinach Sztuki. pisało tam. bo ci odgrażają się. zauważcie. Dzień bardzo się różnił od nocy. że tylko łomot tym piorunem i grzmotem. o braciszkowie moi. na płycie Masterstroke w nagraniu Esh Sham Symphony pod batutą El Muhaiwira. że strach wszystkich paraliżuje. i darmowe paczki mydlanych płatków za etykiety od zup w puszkach. Ani dnia. No i wyczołgałem się. stamtąd cof się pieszo na Taylor Place i już byłem w butiku. o braciszkowie moi. No i git galant. Szła muzyka. A jak sobie opluskałem niemnożko ryja i graby. Wszystko to hojdy bojdy i do śmiechu. Stash Kroh. ale poza tym bardzo horror szoł i nowe nagrania mieli tam w try miga. aż by zaczęli bu-hu-hu o litość. że poczułem się jak sam God Gospod. jaką dali w tej starej gazecie. nie można mieć o nic pretensji. co ją sobie przyrzekłem i zakazałem już dawno temu. wziąłem się dostawać z szafy łachy na dzień. Claudiusa Birdmana. The Mixers. te wredne malczyki byki. aż się obśmiałem. więc ukłoniłem się w klasycznym stylu. Recht recht recht. który zaszczycałem dając mu łaskawie zarobić. żeby nie było czegoś o Współczesnej Młodzieży. Aha! Kulturalna. żłopiąc ten stary czaj filiżana za taską za czaszką.doprowadzają do tego. I był wielki gromadny artykuł o Współczesnej Młodzieży (znaczy się o mnie. Jak już dałem parę razy hyp hyp napchawszy ten mój niewinny żołąd. muzyka zawsze tak naostrzyła.

Może przegramy na próbę? Ale ja chciałem to już mieć w domu na moim stereo i posłuszać sam na samo gwałt i adzinoko. i po wypchanych grudkach i jakie usto miały. . co było po prostu. że basem nie pojadą. . Nu ładno.zagajam . . chociaż nie siostry. gdzie stary Andy (on też wsiegda grzeczny. Powiedziały mi. błyszczącym. czemu nie.I zaprowadziłem je za najbliższy róg do Pasta Parlour i dałem im napchać w te niewinne twarzyczki spaghetti i kiełbasek. już napalony jak sam czort. Wybierzcie lokal.Im się na to dolna warga tak jakby obciągnęła. Już przyszło. a jedna z tych małych psiczek odzywa się: . że mają) się za całkiem dorosłe psiochy.I obie się zachichrały. braciszki. kazałem sobie tylko skromnie płat zimnej szynki i aż warczącą grudę paprykarza. że wabią się Marty i Sonietta. jak trza. w kołys i w biodro. i ptysiów. Marty i Sonietta. i włosy tego samego koloru: tak jakby wykraszone na słomkowo.Aha . już to ona może powiedzieć. taki adzinok? . i banana splitów i gorącej czekolady. żeby zabulić. Tu one się już poczuły oczeń wyrafino.I łapskami tak jakby u wielkiego dyrygenta wybijając takt poszedł mi to przyturlać. Andy wrócił się w try miga pomachiwując wielkim. to taki pop chłam nastolowaty. Przyszedłem w siebie. no. . Te obie znów rozchichrały się i jedna mówi: . .Więc ja odkazałem: . no to dałem im do humoru. . Hilton. Spadamy. całkiem z uma szedłszy imiona i sam szczyt mody w ich dziecięcym wieku. .Jak wyszli my na zimną ulicę. o nie. czego pan szuka! Mam dobre wiadomości. które one kupują. . z Alexem w roli profesora. wykonałem do nich tymi świeżo na biało wyszorowanymi kaflami i mówię: . . po tym rzucaniu biodrem na widok Oddanego Wam Autora Tych Słów. Posłuchacie trąb anielskich i puzonów diabelskich. A ja przekróciłem to mówiąc: .chyba wiem. im się zwidziało.powiada . jak to w tym wieku.Nawierno macie takie małe.Boska Siedemnastka? Luke Sterne? Goglarz Gogol? . całe w rozczerwieni.Bo te małe psiczki bałakały znów po swojemu. . Te małe psiczki były do siebie bardzo podobne. kazawszy sobie ranek wolny od rzygoły. . jak te kręciołki na zielonią trawkę. siostrzyczki. mało nie padłem z tej udręki w rozkosz. Dziś daję sobie dzień i na balszoj. Il Ristorante Granturco i tym podobne. Te dwie psiczki miały najwyżej po dziesięć lat i tak samo jak ja. brat? Kto taki wielik. Od razu było widno.Fajno fajn. a niby nie może. albo ich brak. Miały całkiem identiko przydumki. Żadnej tam rzygoły na to polancze. nawet bardzo dobre.Da da. A mnie wtedy jak strzeli przydumka. a ja na nie łypnąłem dość chłodno.Ty szczo dostał. o braciszkowie moi. białym kitlem Dziewiątej.A druga wstawia: . na którym. no to wtedy ja bałaknąłem: .I tak niby że się ukłoniłem. Już czas fest pokręcić.i posłuchacie.A co wy macie w domku. tylko taryfą. spodełbił się naburmuszoną jakby od piorunów mordą sam Ludwik Van. Bristol.Proszę . wzruszające. i zgarnąłem 20 . a w środku się tak śmiechałem że po prostu horror szot. . aż dychnąć nie mogłem prawie przez dziesięć sekund. o braciszkowie. ciupcie! uciułane portablo. na czym grać te swoje puchate szczebioty? -Bo przyuważyłem. Wygrzebałem dziengi. ale przeszkolenie i owszem. o braciszkowie moi. zawsze uczynny.powiedział Andy. mimo że łysy i bardzo a bardzo chudoszczawy). aż mało się nie porzygałem na sam widok. . i zaczęły balakać tonem wielkich dam o takich rzeczach jak Ritz. po nastojaszczy drewniak na balszoj.cały ten szajs).Wujek nakarmi was. Czujcie się zaproszone. od dziś będą już po nastojaszczy dorosłe. nawierno. ale my jesteśmy głodne. Podszedłem grzecznie i kaflami cały w uśmiech do kontuaru. bo ja.Wujek was zaprowadzi. ale my byśmy zjadły. że płyty.Pójdziecie z wujkiem . Dwie małe psiczki zaczęły się chichrać. Ojej.Ojej.

to te dwie dycholatki już wcale nie były wielkie damy i wyrafino. a ja leżałem rozwalony. to trza się inaczej pouczyć. że stary wujek Alex bez nitki gołoguzy stoi z dmuchawą jak rękojeść i psiuk ze strzykawki. Żadnych zabaw z siedzeniami. żeby się dać w radochę. że jestem z nimi w tej komnacie. A wyglądały jak po wielkim zrażaniu się. ciągle przy tym Frojda Frojda Frojda Frojda na całego w grzmocie i wrzasku. Po czym wyjąłem cudowną Dziewiątą z jej koszulki. i że chcą do domu i że jestem ta wściekła bestia. One siadły na moim wyrku (jeszcze nie posłanym) i buju buju nóżętami. jak we mnie skoczyły w środku te stare tygrysy i rzuciłem się na te dwie psiczki. aż chodzące po całym wyrku i po mnie. no a te nieustraszone małe psiczki nic tylko chichrały się i w szept szept. bo sami se możecie lekko rozgadnąć. No i zanim ten ich wzruszający pop chłam przekręciło się po dwa razy (to były dwie płytki: Miodowy nosek. Taryfiarz.Ukoiłem jego idiockie obawy i pajechali my pod Blok Municypalny 18A. Co się tam po nastojaszczy wyczyniało tego popołudnia. były wprost niesłychane i gromadne i nadzwyczaj wymagające. Dopiero co kazałem dać świeżą tapicerkę. Dycholatki były w try miga rozdziane i mało się nie ześmialy. Teraz już nie widziało im się. to ja normalnie rozpachnąłem skarbczyk w mojej komnacie i dałem tym dycholatkom po takim horror szoł szkocie. i Noc po dniu po nocy wystękiwane do rzygania przez dwóch obezjajców. No i właśnie nauczyły się. śpiewał Ike Yard. i wtaszczyłcm je na górę pod numer 10-8. nazwisk już nic pamiętam). no i faktycznie były. co były sam szczyt mody w tej grupie młodziaków. i potem ładuje sobie dziab w grabę. i zaraz poczułem.Więc dałem im pozbierać swoje barachlo i spłynąć. jak się nie idzie do szkoły. 21 . zrypany i spluty. i one były wcale nie od tego. i nie z uciechy krzycząc przyszło im się zdać na czudackie i dzikie żądze Aleksandra Ogromniastego. stary wąsaty próchniak w uszarganym łachu. mówi do mnie: . jaka to przewoschodna iskra z nieba. jakby w ślicznych i tiu tiu i drogich złotych pucharkach. bo im się to wystawiało jak frajda frojda i szutka nie z tej ziemi. o braciszkowie moi. Trudno. i ciupciały mnie tymi piąsteczkami. obie były jak to zwyczajnie takie małe psiczki prawie że u szczytu histerii. że powinny się mną zająć polucyjniaki i cały ten szajs. a te cały czas wsio tylko zdyszane i rozchichrane. No i podrałowały w dół po schodach.i: . A teraz krzyczały i robiły o! o! o! wciągając na siebie ciuszki. Jak ostatnia część szła po raz drugi z całym tym gromem i krzykiem że Frojda Frojda Frojda. Tylko że obie dziuszki były już oczeń oczeń na cyku i nie mogły za wiele czuć. takie to było. to ja wam nie muszę opisywać.Podłe zwierzę i bestia! Wstrętna ohyda! . Jakby się pociągało jakiś napachniony słodki napoik dla dzieci. a chuci te. braciszki. tylko że z niezłą dobawką sody takiej co w igły i szpilki. a ja odpłynąłem w kimono. braciszki. hormonu kiciora z dżungli. a potem chciało im się pić. całe obite i spuchnięte na ryju.i różne takie kopnięte słówka. tego co warczy. tak że Ludwik Van też był nagi. Więc kręciłem dla nich ten szajs i zachęcałem do picia. i zrobiły to. Tak jakby się obudziły od tego. a potem ludzki głos wszedł i mówił im wsiem. a potem ta przekrasna błoga melodia cała o Radości. a ja puściłem te ich wzruszające płyciątka przez moje stereo. brudny i goły na tym wyrku.Wierzchowe! . co im się robi w te małe osóbki. No i krótko powiedziawszy dojechali my. Ale one robiły och och och i pokrzykiwały: . Ta mała Sonietta krzyczała: . basowe struny jakby mi gadały spod łóżka z resztą orkiestry. i puściłem igłę w syk na końcową część.Tylko bez prucia.Ale przeleśne! . że to figle.gablotę ze stojanki przy Centrum. jęcząc. niby taki rozdziany wracz. No i rozległo się. . braciszkowie. przez Dziewiątą i dziab na dodatek. co jest sama rozkosz.

I lak mi się przywidziało. że w snach to idzie na odwrót. a inni chłopcy cię biją. jak jedno prowadzi do drugiego. że to nie było rozumne. o mój zaprawdę ojcze! . że ja chyba też miałem jakiś sen. maćku! A mogę tego dostać? . recht? Na łachy ani też na ubaw. Wytańczyłem ja do łazienki i dałem se bardzo skory prysk na całego.zagaiłem.Zbądź 22 . czyli że ojczyk albo maciocha. Włożyłem podom i wyjrzałem do nich. przysiadłem na kusoczek paju.No no? . . jak leżysz na ulicy. że ja się faktycznie naprostowałem. I tu przypomniałem sobie mój drzym.Tak? .Przepraszam. z którymi się zadawałeś. że ja się tym zajmuję. . żeby ciut zarabotać. Ojczyk zagaił: . . Ale mówiono mi. czując się brudny i klejaszczy. W try miga pajmiosz. siedzący przy swoim wymęczonym żarciu po całym dniu pracolenia on w tej farbami a ona w magazynie. jak wszystko liczy się na tym niecharoszym świecie. co go miałem dziś rano. Wyglądali jak ci chłopcy. Pieczalne drewniaki. więc ktoś je musiał wykluczyć. a co moja to moja. .żwyknąłem z pełnej gęby .Teraz mię zainteresował. . ale wypadało to skazać. uczesany. Po czym już świecący się. oboje teraz dawszy się odliczno słyszeć w bywalni (to znaczy stołowej) i sądząc po tym brzęk brzęk talerzy i siorb siorb czaju ze stakanów. ale nie mogłem go tak naisto wspomnieć.rzekłem. Zrazu widać. Recht recht recht. Możesz się z tego śmiać.O pieniądze nigdy nie proszę. Moje stereo już nie zasuwało że Radość i że Uścisk Uścisk Wam Miliony. co? No to czego się rozpytywać? Facio od razu grzeczniulko bubeł w kubeł. a maciocha dała się w taki ustawszy jakby śmieszek. albo tak mówili. .Nie martw się o twego syna jednorodzonego i dziedzica. co to synu jedyny owocu mego żywota i te pe. a stary Jołop się obśmiewa bez zębów i siepie batem.Odpuściłem se ten dzionek i już mi git. synu . jakby mówiąc. ale właściwie gdzie ty chodzisz wieczorami do pracy? . że tak śni o mnie. który ona rozmroz i potem odgrzała nie wyglądał zbyt apetycznie.5 A faktycznie tak wyszło. .różnie.Tylko tak się czasami martwię. .To było jak żywe . . jak się hapnie. . że mój ojczyk dowierza. Zeszłej nocy przyśniłeś mi się i bardzo mi się ten sen nie podobał. że niech uważa co jest jego brocha.O? . . .Bo w tym czasie oni dowierzali.Cześ cześ cześ . przebrany za kochającego jedynaka.Ześmiałem się z tego w środku. ale mimo wszystko coś w tych snach jest. Bidne chryki. nikagda.I pogłaziwszy mu tak szmucyk prosto w ślepia. Facio łypnął na mnie tak jakby podejrzliwie i nie za oczeń mu coś ponrawiwszy się.To był taki jak gdyby paj w mrożonce. zanim cię skierowano ostatni raz do szkoły poprawczej.Mniam niam. ze dowierza.powiedział facio. . jak Georgie wydaje te generalskie rozkazy. że zbudziłem się późno (koło siódmej trzydzieści na moim zegarku) i pokazało się.powiada. . a potem do nory i w ciuch na wieczór. synu. wyszczotko i git galant z kiciorem.Widziałem. ale milczał. Czasem mi się coś przyśni. tak pomagam i w ogóle. bo już wiedział że morda i ani gu gu.Ooch . Teraz mogę iść na wieczór popracolić. Tu i tam.zapytałem przestawszy żwykać tego klejącego się paja.Nie żebym się chciał wtrącać. . albo stara się dowierzać w to.

Dziękuję. jak już mówiłem. po naszym fresku municypalnym i jak to Jołop dawał ten swój rechot . Ale więc jesteśmy w kupie i gotowi połuczyć.powiadam . będzie tego przystawania do Jołopa. ciągle jeszcze stojąc wyżej od nich. Nie zbudzili mnie jak przykazałem. . . na trzecim schodku.Prze pieprzę praszam . synu .Ano ja że recht! . że cię bolało . jak Georgie i Pete dali mi stary cześ prywiet.łuuu hu hu hu! zatrudniając się tym. .No dobra. takie sobie ciut małych zgrywoszutek i tym podobne. z całym tym szajsem wypisanym z ich ust przez niegrzecznych malczyków. i trąbnął: On jest.To przykre.i puścił się w kilka niełowkich piruetów. .I wszyscy się z lekka obśmiali. . Ale obrócił się. a ciebie może to czy tamto oskorbiło. faćku . mojego post kurwatora.Na tu. -To już było na huzia i na odwrót. . recht? . Ten sarkazm. gołoguzych mużyków i psioch z powagą u kół napędowych przemysłu. Deltoida. Tak to rychtyk i było. nie przystaje do was.I zgarnął te nieuczciwie nabyte golce do karmanu w sztanach. oba w błysk błysk ukazując po drużeski kafle. Oni przyszli mnie spotkać. no to wpadli my do twojej katedry. . A nawet więcej. . R.Z nowego układu? .I tak jakby założywszy graby oparłem się udobno do słuchania o potrzaskaną poręcz.Może za dużo nadużywasz tej baszki. Możeście wy ustroili za moimi plecami jakiś drobny a cichy bałach.wstawia Żorżyk. o drużkowie wy moi. Ci młodzi chuliganie i tym podobne. po czym wygrzebałem wsie dziengi z karmanów i dźwięknąlem je na zaświniony od sosów obrus.My tam czekamy i doimy se mleczko na brzytwach.odpowiedział. braciszku. .Ale my teraz niedużo wychodzimy. A na pewno już ból ci przeszedł? A na pewno ci nie lepiej wleźć abratno do wyrka? . .A ty . co wróży ten twój gromadny koński rozdziaw na ryju? . nie? No więc Jołop. . jeśli mi to wolno tak nazwać. duże i na balszoj. Ale dziękuję ci. Bo stanąłem z japą szeroko rozpachniętą jakby mi ziewak w rozdziaw zaskoczył. cały krugom w kochających ułybkach. To jedna rzecz z nowego układu.Nu pagadi .powiedziałem ostrożno.Baszka mnie ciut poboliwała i musiałem przekimać.leżałeś całkiem bezradny we krwi i nie mogłeś się bronić.snuje mój ojczyk . Jołop miał wieli gruby śryk z czarnej farby tłuszczowej i gwazdrał nim brudne słowa.niewiele tego. Może starczy na jeszcze jednego szkota dla ciebie i maćki gdzieś w miłym zaciszu. co ta stara noc nam przyniesie. Jako wasz kumpel i wożaty chyba mam recht wiedzieć.Co za mowa o nowym układzie? Tu nawierno był jakiś gromadny bałach i kwacz za moimi uśpionymi plecami. . kiedy tak się zrobiło na ulicy. Boimy się za dużo wychodzić. to się nieco zdziwiłem. Jutro przyniosę jej za to jakąś butelczynę.mówi Pete.powiada Georgie. Na to w try miga włączył się Georgie: . tak? . więc apiać się w sobie po cichu z lekka obszczerzyłem.odkazałem.Lepiej zróbmy z tym na glanc porządek.Już martwiliśmy się . Czekali koło pogryzmolonego na gęsto municypalnego malowidła nagiej godności trudu. bo mać zmywała jak raz posudę w kuchni. . On wżdy poradziech sobie zdoli albowiem. tych moich niby to drugów. . co? Na to rozkazywanie i dyscyplinę i te pe. Niech ja więcej usłyszę. 23 .Bo Jołop miał uścisko rozpachnięte w taki jakby z uma szedłszy bez głosu rechot.Jak gdyby przejąłem to: tak? od P. ura! . . Tyle co zarabotałem przeszłej nocy. Aż dziwne. A ja wybyłem. . on przybywszy.ja mu na to. tak niby że oczeń troskliwie. Pietia. Jak znalazłem się po schodach na dole budynku. co jest grane.się trwóg.

mój drużku. i Jołop z batem a bezumny jak szczerzący się buldog. Tak to jest recht. Georgie od czasu w czas doskakując szuch szuch z tym 24 . tak mi właśnie skazał Will Angliczanin.ale też był dość prędki w nożu i ostrze mu szt z rukojatki. Git git git. szukając wejścia.Niech ja jeszcze posłyszę. Wszystko to malutkie piwko i tyle tego.I wyślepiał się tak na mnie czelno i na całego.Jak sam chcesz . Teraz gadaj.. lód .Jołop się na to roz ho ho ho. . ułybając się jak z uma szedłszy. mówiąc i ułybając się: .Właśnie chciałem zapropo żeby do naszej Krowy.Recht. i już! . Mam prawo na własne życie. co za błysk cię naszedł. . . czemu nie. a rozumniak to chwyta się tego jakby natchnienia i co Bóg ześle. bo my już nad tobą mamy przewagę.powiedziałem. mój Georgie bojku. Akurat przejeżdżało auto i miało wkluczone radio.No to Georgie i niżej podpisany wzięli my się za te ciche kocie podchody. Tak? No to skąd ci przyszła wniezapno ta chuć. . to se ją zgarniasz.mówię wciąż nie ruszając się.Aha . Szlajamy się w kółko.to duże duże duże kasabubu czyli dziengi.powiada Georgie . Dziś w nocy .odkazał mi Georgie . . mój drużku.wstawiłem .mówił dalej a wciąż z tymi zimnymi ślepiami we mnie. co nużno? Jak ci nużno auto. małyszku. Georgie za generała i mówi. Georgie. cwany i chytry w tej utybce . Chodzi o to.Tak od kiedy niekiedy .czasem to ty dumasz i bałakasz jak drobny rybionek. Wiedź nas do mołoczni.najpierw damy se mleka z dobawką i co ty na to? Żebyśmy się naostrzyli. .Fajno fajn i git. Bałaknąłem takim jakby grubym a niskim głosem: . Jak ci potrzebna monaliza. Georgiutek.Zostaw ich. Więc mój drzym się sprawdził. ułybając się na balszoj.No dalej . recht? Wszystko to mi się. . Po prostu horror szoł.powiada Georgie . Tylko jak wykitrali my się na ulicę. że dumać to dla bezumnych. Bo jak raz przyszła mi z pomocą przednia muzyczka. aby zdziałać się tym gromadnym i nadzianym kapitalistą? . . ale w środku już po nastojaszczy razdraz.wypuszczam się sam na samo gwałt i adzinoko. .rzekł Pete .Nie. .A na co ci się nada .Wyskazałeś jak raz to.E . to ja raz i uświadczyłem. jak to wielkolepno nazywasz? Czy ci brak jakiej bądź rzeczy z tego. Georgie wmieszał się: .Och . Alex . i już był jeden na drugiego. A nie że ty cały czas mówisz.to pażałusta.Duże duże duże kasabubu leży i czeka. komu tu przychodzą pomysły. Na ten przykład w ostatni szabas.Bez urazy. co robić a czego nie. ale cały czas pracując główką. braciszki.i wyrwałem swoją brzytew do grdyk. wcale nie ponrawiło. jak ostatniej nocy. ale Pete bałaknął i położył fest grabę na starym Jołopie: . .ja na to.zrobimy taki zachwat po mużycku na kawał chłopa. Sporo się ode mnie naumiałeś. co będziemy robić a czego nie. Jakie on miał pomysły? . żadne recht! . co jaki bądź malczyk się nie pokusi grabnąć. . Georgie powiedział: He? .I wykonałem ten jakby głęboki ukłon.ale chcieliśmy tak coś więcej demokratycznie. Ale ja pogrywalem z czuciem a ostrożno. Stary Jołop włączył się: .Odkąd to się zadajesz i ugadzasz z Willem Angliczaninem? . A tymczasem Will Angliczanin w Kafe Pod Bychem jest gotów upłynnić wszystko. zrywasz je sobie z drzewa. a styl znając jeden drugiego ciut aż za horror szoł. a ty najbardziej. Błyskotki.powiada Georgie. co myślałem .powiada Georgie . bardzo oslrożno. w zachwat po sklepach i te pe.Uraza czy nie uraza. żeby zarabotać po tej marnej grabuli szmalcu na ryło. cały na luzie. Inicjatywa się budzi w tych co umieją czekać. A my dorastamy. braciszki.i chap się za cepki w pasie. i doleciał mnie może z takt albo dwa Ludwika Van (była to ostatnia część Koncertu skrzypcowego) i od razu wiedziałem co robić. to tu ni pry czom. . Tylko bez urazy.

chłopcy . ale juchy szło za mnogo żeby to wypić. A cały czas wpychle przechodzili i widzieli to wszystko. Te pudernice stare.Daże ani słowa nie bałaknąłem. Ja znów bałaknąłem: . blok i ciach . żeby chronić ryło i patrzałki. No słucham. I wydostałem osobiście czysty tasztuk z karmana. nie ich brocha i codzienny widok.i poczułem jak brzytwa wchodzi jak trza i w sam raz głęboko w mięcho w nadgarstku starego Jołopa i uronił te cepki jak wąż i uwrzasnął się jak mały rybionek. w której Georgie miał nóż i . no nie? Stary Jołop na to dał: Aaaaaaarhgh! . to teraz my z tobą załatwimy tę rzecz. Jołop umarł jeszcze przed urodzeniem.jakby już nie mogły tego przekrócić. to ja poszedłem w ten sam styl co z Georgiem.no.niby jakieś gromadne a bezumne zwierzę i wyśmignął te cepki z pasa fest horror szoł i tak skoro. więc one się jeszcze głośniej rozdarły z tym swoim: . nie po ryju i nie po oczach.Recht recht recht . i tak zrobiłem. mimo że nie powtórzyliśmy tego filantro. no i ten bidny stary Jołop został się niemnożko zaskoczony.o braciszkowie moi . a on wył i jęczał. że ma sporo tego kasabubu w karmanach.góra. że aż na podziw. tak? Wsio po dawnemu i zabywamy o wszystkim. Właśnie. To dla mnie teraz był padchadziaszczy styl żeby iść nisko jak gdyby w żabim podrygu. żeby stary Jołop dostał małpiego umu. ale nikt się nie wkluk. No muszę powiedzieć.Ja nic nie mówiłem . Tylko stary Jołop ciągle wypadał jak gdyby ciut 25 . braciszkowie.To co sobie damy. barany. No . cośmy im ustroili przeszłej nocy filantro. żeby nie odwijał tych cepków z pasa i Jołop się posłuszał . to już teraz będzie wiadomo. więc zrobiło mu się tak bul bul bul bąbel i bluzgała ta jucha bardzo fajnie.i: Wy jesteście najlepsi chłopcy na świecie. bo Pete poradził Jołopowi. i jucha zatrzymała się.Bo nie chlasnąłem go po głównych żyłach. . Georgie. tak jak skazałem. . żeby ukoić dwóch rannych żołnierzy w cichym zakątku.łyskającym majchrem. bo był przywykłszy do prostego ryj w ryj siach siach siach. kto tu jest ich pan i wożaty. tylko po grabie.Recht. stawiając na jeden ruch . chłopaki . stary Jołop się wyfarbuje na śmierć. Więc już teraz wiedzą. znów tam były i nic tylko wstawiały: -Dziękujemy wam.i kupił im czarną z mydlinami i wyglądało. bo ja swoje dałem ojczykowi) i utrzeć w tasztuki zamoczone w kuwszynie z wodą. A potem jak on dał się w auuu auu auu jak psiuk.powiada Pete. i owinąłem nim grabę bidnego. . o braciszkowie moi.No to jesteśmy. pod Księciem Nowego Jorku. Tyle że go połaskotałem moją brzytwą po palcach i już stał wybałuszywszy się na to malutkie ciur ciur juchy wyczerwieniające mu się w blasku latarni. . Słuchaj.Umiera się tylko raz.Niechaj was Bóg wszystkich pobłogosławi i zachowa w zdrowiu. dziewuszki? . Po czym próbował sobie wypić cały blut z tego nadgarstka i równocześnie krzyczeć. Niedługo to zajęło. tyle co duży złotogniak dla każdego (za ich własne dziengi. Aż odliczyłem sobie raz dwa trzy i dałem normalnie ciach ciach ciach brzytwą. co było.Niemożliwe odkazałem. Jołop. A ten krasny krasny sok zaraz sam się zatrzyma. Więc mignąłem brzytwą po jego lewej girze w tym oczeń obcisłym rajtku i chlasnąłem tak na dłoń ciucha i puściłem niemnożko blutu psiuk psiuk. że mnie fest użasno siepnął po grzbiecie i dziargnęło mnie wprost z uma szedłszy. pomyślałem sobie. starego. ale nie mógł mnie sięgnąć. Ale Pete zagaił: . i teraz już sam zacząłem. umierającego Jołopa. ale nie za długo.Niech was Bóg błogosławi. o drużkowie moi.powiadam.i: -My nigdy byśmy na was nie powiedziały . apiać tam gdzieżeśmy byli. Pete? .i: .dał na to Georgie.upuścił. W końcu zagaiłem: . Upuścił ten nóż dźwięk dźwiąk na twardy zimowy chodnik. ale i kazał mi ten ból sprężyć się bystro i na całego i załatwić się ze starym Jołopem. chłopcy . recht? .

. co. .Już ja poniał .Dobre stare dziewuszki. Wracamy za dziesięć minut jeszcze coś wam dokupić. jakby z dwóch stron pilnowały wejścia od frontu. a te stare babuszki wciąż posuwały swoje: . Słuchaj.Jesteś ten duży krzepki mużyk . . Bardzo dobrze. chłopcy.Wiecie co. A no cóż. ale co tam dzieje się. owdowiałe.Mogłem mu przyłańcuszyć fest po tych patrzałkach . i to żelazna.E tam .A jakżeśmy wychodzili. . a w nich pożywały stare wpychle.I powiodłem moich trzech drużków na swe nieszczęście. co ma na myśli.powiada Georgie . Nie jesteśmy jakieś tam drobne rybionki.tak jak my wszyscy.Ten co ma na przedzie dwie lampy.Nic nie powiemy. chłopcy. co przez cały swój prawiczy żywot nie poczuły.To jest git przydumka i ją trzeba wykonać. i do tego jakby przytuszone światło w jednej z izbuszek na dole. .to już nie tej nocy. horror szoł i starożytne domki. tuż za Blokiem Municypalnym Victoria. a potem się dochodziło do takich żyliszcz jakby staromiejskiego typu w dzielnicy zwanej Stare Miasto.Złoto i srebro i różne takie biżuty. to te stare babuszki skazały: . 6 Tuż na wschód za Księciem Nowego Jorku rozpołożyły się biurowce i ta stara. Gdzie żyje ta starożytna próchniaczka. Byliście tu cały ten czas. ale z jakimś obcym malczykiem.gadał znów Jołop. za co na rynku można od turystów zgarnąć nieliche kasabubu: jak obrazy i klejnoty i różne takie starożytne gówna jeszcze sprzed ery plastiku. Will Angliczanin tak jakby nam o tym powiedział. po nastojaszczy dobry wożaty zawsze wie.Bo to był widzisz ten dom . Georgie bojku? Cóż tedy na oku miałeś azaliż? . I dostawało tu. . żeby mużyk jej dotknął. znaczy się pabiedy jakiejś. chłopaki. Spadamy nie mieszkając. . może by już nie dzisiaj. ja bym dostał tego wielkiego skurwla.A no ta Sadyba czy Siedziba. Georgie. złachana bibloteka i za nią ten gromadny blok mieszkalny zwany Victoria od wiktorii. Stare Miasto. co się nazywało Sadyba. tylko że jakiś mudak wlazł mi w drogę. .Wiedziałem. Więc podeszli my grzecznie i po cichu do tego żyliszcza.odrzekł Georgie. . to co miałeś na oku? .Jaka głupia nazwa? . W oknie była rzeszotka. czy co. czy jakaś podobna głupota. . . co.Dziękujemy wam. no i głuche stare damy z kotami.porażony i daże bałaknął: .A ja im na to: . I zdarzały się tu po nastojaszczy fajne. Ja się znów odezwałem.powiadam. o braciszkowie moi.Poniał git i odliczno. 26 .No Georgie bojku. ja bym mu przyłańcuszył. różne tam chudoszczawe i szczekające pułkowniki z laskami w ręku i psiochy stare. więc my zaszli w taki fajny kawałek ciemnej uliczki. a drogie barachlo. co tam proischodzi. o braciszkowie. kiedy ustąpić i pokazać się tak jakby wielkoduszny dla swoich podwłasnych. żeby luknąć w akoszko.Na przykład? . jest prawda. tych starychowskich rupów.odkazałem.odkazałem . . i przed nim sterczały kuliste lampy na żelaznych badylach. było nam i tak jawnie widno. Całkiem jakby się nie ze mną zrażał. co ma koty i cale to kurewsko stare. . Na którym jest taka głupia nazwa. jakby w mamrze (czyli więźniu) a nie w domu.

na podziw ozdobnych zegarów.Więc on jakby drygnął pleczami. Oprócz tego było widno w komnacie na ścianach mnóstwo starych obrazów i przedpotopowych.No trudno.Po czym światło zapaliło się w holu i posłyszałem. . braciszki. kto tu z nas wożaty i od błysku. gromadnego kiciora. czego wcale nie mam ochoty kupić. nim Georgie zacznie nam dyktować. jak gdyby ta psiocha i wsie jej koszki w słuch na to brr brrrr i zastanawiały się.Znam te wasze parszywe sztuczki.Potem odczekali my znów po ciemku i ja szepnąłem: . Georgie niech będzie gotów pokazać się za takiego. I krzyknęła. to się dało powiedzieć.Ino luknąć . .I odmigałem precz moich drużków po cichutku. błagam panią.ona znów . Jazda mi stąd.Kiwnęli po ciemku recht recht recht. proszę pomóc! Mój przyjaciel tak ciężko się rozchorował.Pierwsza rzecz . że ona pod każdą pachą ma tłustego.Proszę się wynosić . też widno. jakby za coś łajać te swoje kiciorki. .A ja: . od tego życia sam na samo gwałt i wciąż adzinoko. Ja się wespnę Jołopowi na plecza. Jazda stąd. a potem stawiała te spodki w niz na podłodze. takim pilnym i cierpiącym głosem: .Proszę panią. Po czym nakłoniłem się do szpary na listy i wołam takim jakby wytwornym głosem: . jak wejść. .A na to Pete: . jak prygają na stół i rozdziawiwszy się wydają z siebie mrrr mrrrmrrr.Wynocha. Nie ma sprawy. . .Jak Georgie to usłyszał. braciszki. w kudłach już bardzo siwa i z mordą całkiem pokreśloną. . powiedziałam. że tam w dole kłębi się mnóstwo kotów i koszek dających jej miauk i miauk. że ta stara psiocha. jakie grube ma to głosisko: . Potem jęk o wodę albo żeby dźwięknąć po doktora. . Pójdę bardzo grzecznie i powiem. jakby otwarła. Bo tu będziemy aż do rana stać i przepychać się. z flachy mlecznej rozlewała to stare mleko w spodki. albo strzelam. . Recht? . 27 . Odkryję w górze akoszko i włażę. że jeden mój kumpel tak jakby przymglał na ulicy. więc było poznać.to ja do Żorżyka i bez obciachu sunę prosto do drzwi. I jak ta zgrzybiała babulka im odkazuje. tylko sam zakrzyczawszy: .Wy dwaj. że jest podejrzliwa. . Więc mówię do niej: . gromadne i spasłe bydlaki.Och.Tak normalnie im dokazywałem.Za to da się połuczyć horror szoł jakie kasabubu.Nie martw się. to muszę zwrócić się z moim cierpiącym przyjacielem do kogo innego. To ja ciut jakby natarczywiej na dzwonek. . Spojrzałem w górę i widzę nad wejściem suwane okno i że rychlej będzie wspiąć się normalnie po ramionach i wleźć tamtędy. żebym otworzyła drzwi. po dwóch stronach drzwi. . Z powrotem do drzwi. A ja mówię po dżentelmeńsku.No. co wypadały oczeń stare i kosztowne. o mało nie zachichrał. jak ta stara babula człap człap tymi nogami w człapakach do drzwi frontowych i tak mi się zwidziało. o braciszkowie moi. na pewno znajdzie się dla ciebie gdzie indziej dobry samarytanin. nie? .wyszeptałem . Był tam wcisk do dzwonka.Wynocha stąd . Dawaj! . I ładować się aby nie za szumno. bardzo bym prosił.powiadam.Recht. Do tej starszej pani chyba nie można mi pretensji. aż mnie poraziło. to już mi wepchniecie. i też jakby wazonów i ozdóbek.Jak wejść? . skoro pani nam nie chce pomóc. Daże uwidzieli my kilku ich.odryknęła. mój przyjacielu.Może nie otworzyć. A tam przymknę tę starą picz i wam otworzę. i to raz dwa raz. Mojemu przyjacielowi właśnie coś dziwnego stało się na ulicy.A działo się. A ja do Jołopa i Pieti: . nie wiem dlaczego. . Will Angliczanin pali się do tego.albo koty na was wypuszczę. . Potem jakby czuło się nasłuchiwanie. czyniąc żabi pysk. Georgie wyszeptał: .to spróbować normalnie od frontu. ja go wpych i słyszę brrr brrrrrr w głębi.Że jest niemnożko z uma szedłszy. .A na to Georgie: .Teraz to polegało na mnie. A skądże. to była cudowna po nastojaszczy niewinność. błagam o pomoc.Próba. jak po nocy kręci się tylu łobuzóz i urwipołci. Czy mogę zadzwonić po doktora.

zakryte. Z dołu szedł jakby przytuszony głos tej starej psiochy: . . i sypnąć złota i srebra po wyczekujących mnie drużkach. że jestem wart ich trzech i jeszcze ponadto. a potem zgarnę ile w grabach się zmieści barachła. czarne. a to wyłazi. o braciszkowie moi.I tak jakbym się przyszczurzyl i zamrugał w oślep do tej komnaty i starej psiochy. Tyle się tu marnuje. braciszkowie. a w powietrzu nisko unosiły się kłaki kociego futra i były te opasłe bydlaki różnego kształtu i barwy. widno z podziwu. to zdziałam ultra kuku sam dla tej chryczki starożytnej i jej kiciorów. szarobure i marmurkowate. ale sięgnąłem brzytwą i trach delikatnie szkło jej kościaną rukojatką. gołoguzy i obwisły na krzyżu. do izbytku satysfakcji. co mi się wyda poleżne i walczyka! do tych drzwiąt od frontu i rozpachnąć je. nade drzwiami! będzie o co nogi zahaczyć. ty stara i smrodliwa raszplo. inaczej niż w blokach. ale może te kiciory i koszki mają dla każdego po jednej sypialni? i pożywają se tak na śmietance i rybich łbach jak te królowe udzielne i kniazie.Całkiem horror szoł to wyrobione w kamieniu. nieprawdaż? Należy to przyznać. że tak powiem. o! dzięki ci. I kolano w górę. drobną figurkę. pomyślałem. Jakby trza. Tak i zszedłem ja z wolna po cichu. tak martwa była ulica. jakie to starożytne porno w lanszaftach: że dziuszki długo i prostowłose w kołnierzu wysokim i jakby wiocha. że cała ze srebra. światowy programie w tej ocipiałej ti wi! a tym bardziej. I raz dwa jakby w kąpiółkę. I przyuważył ja schody idące w niz do holu i błysnęło mi. żeby pokazać tym kapryśnym i nie oczeń spolegliwym. w niej drzewa i konie. pięknie i gładziutko. ta stara psiocha. Nasz krótki bałach przez szparę do listów nie dał nam. gdzie ona mlekiem obkarmiała te swoje koty i koszki. że to kamieniarstwo nade drzwiami fajnie mi uchwyci but. nic. Drzwi uczyniły kwiiiiiiiiik i oto zakurzony korytarz z innymi drzwiami. w którym się znalazłem. bo zmuszona będę 28 . Jołop u nas był za mocnego i normalnie wydźwignęli mnie Pete i Georgie na jego krzepkie i po mużycku gromadne plecza. a była to młoda i chuda dziuszka. Że wszystko to zrobię sam na samo gwałt i adzinoko. dooobrze! . braciszkowie. rude i w każdym wieku. Więc ja grabę w rozpęk i jak pichnąłem. W niżu drużkowie moi tylko sapali. co świeciła w blasku od komnaty. stała na jednej nodze z wyciągniętymi rękoma i widno. Już u Jołopa na pleczach zobaczyłem. a chwost im się wołnuje i jakby się czochrały u spodu drzwi.Hej hej hej. rypnęla na mnie wściekle niby chłop i odezwała się: .ale widać musiała bałakać do tych miauczących z bokowca maaaaaa że chciałyby jeszcze mleka. białe. i już! Okno było. i bałaknęli wsie kiwnąwszy mi po ciemku recht recht i recht. A cały ten czas. jak się spodziewałem. Woniało tam aż pleśniawie od tych koszek i od kocich ryb i murchłego żyliszcza w starym brudactwie. co się znaczy istne wożactwo. dostałem się. I dawaj obijać się ja po ciemku.Jak tu wszedłeś? Nie zbliżaj się. tak dolna połowa śmignęła w górę. I już byłem na dole i widziałem światło w tej komnacie z frontu. Więc przyjrzeli mi się. ty płazie. i takie po nastojaszczy śliniące się. że wpychle czują nocny lęk z niedostatku policji nocnej. Na wielkiej drewnianej skrzyni w ciemnym holu zobaczyłem fajniutką. i jakiś grzdyl świętojebliwy. o! zaiste nie dał. To wreszcie spotkaliśmy się.Tak tak tak. Na paluszkach i znów pod te drzwięta. a gdzie szparka pod nimi przeświecała. więc ją zgarnąłem sam dla własnego siebie. dziwując się po schodach w niz. Pełno tu było kotów i koszek snujących się tam i nazad po dywanie. znaczy się wszystkie te komnaty i tylko jedna stara picz i jej kici kici. czyli że i figlu miglu ze sobą kociątka i dorosłe kiciory. tym nikudysznym kumplom. tylko łóżka i komody i gromadne ciężkie fotele i stosy pudeł i książek. ty zasmarkany łobuzie. Ich pani. I z nią już w oświetlony pokój i zagaiwszy: . A niech wiedzą. Oraz jak ta wielka i opasła szkacina to włazi. A ja po męsku szagom marsz ku drzwiom pokoju. o. stare i bardzo złe. rozdziawione. A moje owieczki z dołu gapią się.

No. oj. niektóre znów miały zgryz do koleżków i aby im przyłożyć khaaa po kociemu i dać ze starego pazura i ptf ptf i grrrr! i khaaaaark. a babuszka na to: Uch ty ropuchu. nie zaprzestając tego: .Nieładnie. stary torbiszonie! . jakby się starała dźwignąć. wcale nie śpiesząc się.Oż ty brudny. i w skrzyk: . tylko stękła i znowu swoje: .wszystko do tych kociątek: i jakby się posłuszały tej starej chryczki. no. Wstałem ja z tych rozjarganych kotów. nie baczyłem tych spodków z mlekiem na podłodze i w jeden. powyrywać mu te pazury z łap i brać go. pożałujesz. To ja do niego ze słowami: . jakby sobie wystawić.i zaniosłem się tą małą jakby srebrną figurką i raz ją normalnie w łeb i dopiero się tak bardzo horror szoł i fajnie przymknęła.Ty nędzna. bo skrzyknęła: .Huzia na niego. bić go. no. jak na mnie leciał. jak jej pożyłkowana i kropczata morda robi się purch purch purowa w miejscu. i znów ona straciwszy równowagę i chciała się oprzeć na stół. ze ma w żylastej łapie zafajdaną laskę. że coś jakby z futra i zębów i pazurów okręciło mi nogę. ze ślepymi oczyma i w gromadnym a fiu iiu halsztuku. niby ja.Teraz już i koszki wzięły się spuknięte biegać i prygać. a ja w to mięchem klnę i próbuję otrząchnąć w jednej łapie z tą srebrną figurką i do tego chcę przestąpić to fifsko na podłodze i grabnąć Ludwika Van tak cudnie sępiącego się jakby w kamieniu.i widno było. jak fest upite. i podniosła go na mnie z pogróżką. starając się udzierżać.Tylko że tak szagając na prałom i tylko on w głazach. braciszkowie.Uaaaaaa! . bardzo to wszystko uśmiejne. A ta stara z podłogi jak sięgnie przez kotłujące się i drące kociska i chaps mnie za giczoł. ty mała pluskwo z rynsztoka. a ta stara bzdręga mnie piąchami po ryju. i po drodze przyuważylem na takim jakby kredensiku coś malutkiego a ślicznego.Uaaaaa! . a bywszy już trochę z równowagi. a ta wyłożywszy się na podłodze. koci popłoch i tyle. i co ja słyszę w oddaleniu. . owszem. gdzie ja przykarbowalcm jej ze starego giczoła.i dziarg mnie po mordzie. pędzący na sygnale i zrazu mi błysnęło. i bryzg to białe na całość i krugom. a nie na Pokornego Sługę i Autora Tych Słów.A do licha. w mleko chlups i w rozwrzeszczane koty. to musiałem nadepnąć na chwost jakiemuś z tych zrażających się ze skrzykiem kociątek. że trafiło na kogo innego.cię uderzyć. że ta kocia bzdręga już truła w telefon do gliniarzy. jadowitego gnojka! . -. z grabą łapczywie wyciśniętą. a w niej 29 . będziesz mi się włamywał do prawdziwych ludzi! . co się nazywa popiersie (czyli biuścisko) niby że kamienne z długimi włosami. na ten raz wykonałem po nastojaszczy bach trach i lubudu. chcę się pozbierać i zagajam: . Obśmiałem się z tego po prostu horror szoł widząc. ty smarkaczu. a ta fifa zgrzybiała jak chytro doskoczy z tylu i oczeń bystro na swój wiek i trach! trach! mnie po baszce tym swoim kusztyczkiem laski. bo już oba my na podłodze.Uups powiadam. To ja błysk dając kaflami podszedłem do niej. To ja w skrzyk: . parę ich dorwało mnie i wzięły się dziargać jak z uma szedłszy. i wziąłem je łomotać. jak nie stary wóz policyjny. mógł się spodziewać że uświadczy na własne dwoje oczu. z podłogi. nic więcej. cale to szamrajstwo. . Aż i ja z uma wyszedłem. . i straciłem niemnożko równowagi. bo usłyszałem gromkie jaauuuuu i stwierdziłem. kij. Aż ruchnąłem na graby i kolana. kiedy ja myślałem. to przyłożyłem jej malutkiego. nie waż się tknąć moich kociątek! .A mnie się nie ponrawiła ta zabawa w trach trach no i grabnąłem za czubek tej lagi. Jak odstępowałem po tym kopie. ale pięknota i całe moje. a tu obrus pojechał i z nim ten dzban mleka i flacha zachybotnęły się. ta bzdręga i tylko faflami dryga i stęka. że woła na te swoje miauczydła i mruczydła.na mnie. taki jakby łeb i plecza samego Ludwika Van. co tylko malczyk rozkochany w muzyce. A ja się podniosłem i leży ta wredna stara pizga zajadła. fajnego kopa w ryło i jej się to czegoś nie spodobało. I bryzg w następny aż po brzegi spodek mleka śmietankowego i znów mało nie pofrunęło mnie. nieładnie! A ta znów trach trach trach i powiada: .

ale oddycha . posłyszawszy ten użasny wyj glinowozu. Nie widziałem ich. Aż zawyłem i w kółko. Łapcie ich.i wciąż ten gromki miauk i miauk. no i wrypali mnie lup łup na tył wozu. W tym czasie gnali my pod sygnałem na komisariat (znaczy się uczastek) poli mili. Wreszcie odkryłem i kogo ja widzę na dworze. że już ledwie ich widno. Wszystko to ich sprawa. ledwie zadzwoniłem. A ten z byczym karkiem nie prowadzący tak mi 30 . łachmyto.Nie lubię ja żebyś mi robił to. skurwiel ponury. a Jołop mi wstawia: . rzuciłem się do frontowych drzwi: no i po nastojaszczy uszarpalem się. . . że już mogę ciut po niemnożku odkryć te powieki i przez cieknące łzy dojrzeć coś jakby miasto.Więc ja mu na to: .Jestem zupełnie ślepy.A skąd wiesz.To dopiero przyjemność .podejrzliwość już zakipiała.Ci apiać na to w rechot i jeden z tych obok zafajdanych łapsów mało mi ucha nie ukręcił. w progu. Posłyszałem też głos jednego szpiku jakby z tej komnaty. braciszki. oczeń boleśnie. kiedy mnie wrzucali.I dobiegło mnie. mój stary braciszku. ja wklinowany między dwóch gliniarzy i co raz przypadkiem biorąc to stuk.A ty zostaniesz się ich przywitać hu hu hu i dopiero ujrzałem. Byliście tu przez cały czas. jak zacuchły te skurwle i zaraz ich dotyk.Raus! . ci szajsowaci zdrajcy? Jeden z tych braciszków moich. żeś mi tak zrobił. a światła jakby najeżdżały wciąż jedno na drugie. ale słyszałem i prawie że poczułem. To nie było recht. bo uciekną. że niby o pomoc.dałem krzyk do Jołopa. aż dotarło do mnie.Jest ciężko pobita. bo już dawno siedzą se ujutno pod Księciem Nowego Jorku i ładują te czarną z mydlinami oraz podwójne szkoty w chętne gardziołka tych starych śmierdzących fif i te wykrzykują: . Ja też wyłem i jakby zatoczywszy się i łbem trach! o ścianę w holu. że nic z tego nie wyjdzie.Teraz wszyscy już porechotali się ze mnie na całego. jak się nazywam.To ja krzyknąłem: . jak dorwali mnie ostro i za grabę. to czeka nas z tobą przyjemny wieczór. co zagajał do mnie tak jakby w przekąs: . żeby was Bóg skarał i wykrwawił. ty brudny skurwlu ty.A żeby was Bóg miłosierny ukatrupił. Przymusili mnie. tak mi przyłańcuszył po ślepiach. Nie spuściłyśmy z was ani na chwilę z oka. oczywiście. co? . co ja wyszedłszy.Dziękujemy wam. wy cuchnące bękarty niedomyte.odezwał się jakiś inny gliniarz. a ja wciąż posuwałem o tych niby to drużkach moich. gdzie te kociska: .No co. Jestem niewinny. chłopcy. A gdzie reszta? Gdzie moi drużkowie. . . Glina! . jak udalają się jego ciężkie buciory z tym jego hu hu hu w ciemność i najwyżej po siedmiu sekundach usłyszałem. że on ma cepki w grabie i zamachnął się i one whiiisz! jak wąż i z lekka zacepił mnie artystycznie po samych powiekach. kiedy wpadło gliniarstwo. do wozu. jak nie starego Jołopa! a tamci dwaj niby moi drużkowie tak spruwają. wykręcili. Alex bojku. I przez te bolesne patrzałki widziałem już koło siebie dwóch szpików rechoczących i z przodu szafiora z chudą szyją i przy nim drugiego wybladka z grubą. . bez kroszki tej wrażliwości. starając się dojrzeć coś w tym do wycia okropnym bólu. mowa. no i wywlekli mnie. tyle co je zdążyłem przymknąć. Boże was pobłogosław. co by odkluk odkluk te wszystkie rygle i zamki i łańcuchy i wszelkie zabezpieczenia.Uważaj. Więc ja do nich: . Aż pokazało się. żeby tak was Bóg pomordował. Więc teraz. chłopaki. raz dwa i żestoko. mowa .śmiechnął się czyjś glos i dostałem jakby na odlew grabą w tych pierścionkach albo czymś podobnym w samego ryja. drużku. co zrobiłeś. . ale zamglone i rozpłynięte w biegu. to łomot od tych śmiejaszczych byków. I macałem tak w przejściu w holu jakby na oślep. ty gnojny śmierdzący byku? Żeby cię Bóg siepnął do piekła. . z głazami zaciśniętymi fest i sok je zalewał. wy brudne skurwle! . jak zajeżdża glinowóz w tym wrednie opadającym wyciu syreny jak bezumno i dziko węszący zwierz.Jołop na to: .Nasz malutki Alex i cały dla nas.

. To są istne skurwysyny. . Już sławnym chłopięciem stał się nasz Alex.Wszystko to ich wina .karetka pogotowia.krzyknąłem. o braciszkowie moi. w to biedne.będziesz miał cały wieczór na opowiadanie. Mnie wcale nie poczęstowali. jak jeden ryczy po żłopacku: Owszem.Każdy zna małego Alexa i jego drużków. jakich to czynów bohaterskich dopuścili się ci młodzieńcy i jak sprowadzili na złą drogę małego Alexa. wszystko jakby z tych klatek obok przez rzeszotki.Niewątpliwie po tę starszą panią. Zgarnijcie ich. jaki to on duży duży duży! i zobaczył mnie i zrobił: .Nie powiem ani jednego słowa jedynego. .Te skurwle nawierno siedzą i trąbią pod Księciem Nowego Jorku. . póki nie ujrzę tu mego adwokata. 7 Zawlekli mnie do cyrkułu jasnego aż oślepia.Czy to wasze skurwle jadą ich zgarnąć? .Wszedł jakiś wysoki bonziak z gwiazdkami na pleczach. .dałem skowyt i zamrugałem tymi bolesnymi głazami. No i zaczęło się. jakby ktoś brał horror szoł po nastojaszczy łomot i wizgał uujjjj głosem uchlanej starej psiochy. Georgie i Jołop i Pete. żeby pokazać. żebym się przejrzał: i naisto już nie byłem ten przystojniak Wasz Młody Gawędziarz i wygląd mój budził trwogę: usto spuchnięte i głazki do imentu czerwone i kluf też obtłuczony jak bulwa. To tamci. że nie będą ze mną pogrywać fer te zafajdane podłe niemyte skurwle. a nie mużyka. Ale i gliniarze pokrzykiwali na nich. . Poryczeli się wprost horror szoł zobaczywszy. na stole gromadny imbryk. żeby się zamknąć i daże było słyszno.To po tych skurwli? .To była .posunął: .Hm.Tu rozdało się wycie drugiej.To nie ja .No cóż . a nie moi drużkowie. .Zły sen zakochanego i tyle. . Jak ty już nie będziesz żyła. że słychać. zbolałe usto. Jedno co połuczyłem od nich. to stare i zafajdane lustro. W celach część zakluczonych robiła zgiełk to pizgając mięchem.Znów rozległ się rechot i znów połuczyłem niemnożko łup. żeby ich tak Bóg skarał. jak mnie to nie wkusno i jeden powiada: . . tylko w przeciwną stronę. jakby policyjnej syreny i minęli nasz wóz. Ze mną było w tej stróżówce czterech łapsów i wsie na balszoj gromko trąbili sobie czaj. po twoją ofiarę. A potem zajechali my pod ten zafajdany uczastek i pomogli mi wysiąść. kopiąc i szarpiąc.odkazał mi z byczą szyją . braciszkowie moi. a ci siorb siorb i bekają na sto dwa z tych wielkich brudnych kubasów.zagabnąłem. .mówi ten karczasty . ty makabryczny i wredny łajdaku. wrócę do ciebie. to niewinne biedactwo. moja mila. wybielonego. to wyśpiewując i wydało mi się. wy śmierdziele i niech was szlag trafi. Ja skazałem: . Znam się 31 . i co stopień to ładując mi lup łup w górę po schodkach i już wiedziałem. w którym to aż zatykała woń jakby zmieszane w jedno rzygowiny i sracz i z mordy cuch od piwska i dezynfekalia.

.Gdyby pan miał chęć mu przyłożyć po mordzie . 32 . no tak . jak pytałem się apiać dychnąć w okrutnym bólu. To inni zdradziecko wciągnęli mnie. I na to wszedł zobaczyć się ze mną P. aby się z nimi fest obśmiać. A ten wziął prygać w kółko i wrzeszczeć na zabój. proszę pana.A ci dali mnie odrywki ze starych gazet i kazali. . Deltoid. oj. . No. to ja mam tę sprawę z głowy.Bardzo proszę za mną przemówić. co? Toczka w toczkę jak przewidywałem. będę jutro w tym sądzie. żeby wziąć i zarzygać podłogę.A ci się normalnie dali w rechot oczeń gromko na balszoj i ten gwiaździsty ober gliniarz powiada: . no tak. Nie był za dobrze ogolony jak na gliniarza i miał pod pachami takie plamska od wyschniętego potu. żebym wytarł. szwyrgając mnie jeden drugiemu jak tę krwawą.Aż dach się unosi od jego śpiewu.Ja winowat. a potem wyrzygnąć tego paja klejaszczego się.Chyba muszę jutro pokazać się w sądzie. co było nie fer.Miał taki dżentelmeński głos i bałakał jakby oczeń ustawszy i kiwnął jakby po drużeski na jednego tłustego i gromadnego szpika. R. nim wieczór się zaczął. zaczniemy od pokazania mu. pobity i bardzo ustawszy człowiek. sierżancie.powtórzył . ja mu fajnie przyładowałem horror szoł kopa jak raz w piszczel. Cześć i dobry wieczór wszystkim.to proszę się nie krępować. . I wyślepił się na mnie tak całkiem zimno.zaszydził ten bonziak. Dla pana to chyba znów ciężkie rozczarowanie. że mnie tak załatwił. Ale potem flekowali mnie już kolejno. . braciszki. proszę pana. . Cześć. I patrzę. do cyjniaków. aż nareszcie przyszło mi się rzygnąć na tę podłogę i daże skazałem na to jak z uma szedłszy: . to zajechało jakby woskowiną z niemytych uszu. jak ten chłopak wygląda? Coś wydaje mi się że nie za bardzo.zagaił ten najważniejszy jak święty baranek. bo miał biuro w tym nastojaszczym budynku. to w brzuch i przy tym z buta. jakbym ja teraz już był rzecz. a reszta miłych cyjniaków o mało se łbów nie odrechotala za wyjątkiem tego najważniejszego. to w ryj. Deltoid. .Ależ recht i rychtyk. i zaczął od słów: . Aż musiałem się oprzeć o wybieloną ścianę i ta bielizna cały ciuch mi usmotruchala. bo nie jestem taki doszczętnie zły.Przemówię . .No i sprawa z głowy.włączył się najważniejszy . . Alex. R. że ma stare po nastojaszczy wielgachne brzucho i podszedł nie śpiesząc się i poczułem cuch wydudloncgo czaju z mlekiem. mój chłopcze. aby uważał.Nie bój się nic. My go przytrzymamy. wy skurwiołki. no i tak. no to uniosłem prawy giczoł i zanim krzyknęli. .To nie ja zrobiłem. jak rozdziawił się do mnie i obszczerzył w tym oczeń chytrym a wymęczonym uśmiechu. tak że nielzia! Ja winowat winowat i winowat. i na ostatku przymusili mnie.Bo stawiał czynny opór zatrzymującej go legalnie policji.No cóż. że mam uładzić do czysta trocinami. Proszę proszę. A potem zagaiwszy no po prostu jak serdeczni moi przyjaciele kazali siad na zad i że wreszcie sobie grzecznie porozmawiamy. z piąchy mi ładując to w jaja. o braciszkowie moi. . .No i stało się. i podprowadzili. co wciąż ustawszy i jakby znudzony obszczerzal się i tyle. co zjadłem. R. inspektorze. gwałt się gwałtem odciska . i jak się przybliżył. No i proszę proszę.na prawie. że my też się znamy na prawie i że jednak nie tylko w tym rzecz. zeszmaconą piłkę.odezwałem się tak ciut płaksiwie. więc się udzierżałem. chłopaki. . braciszku. a nie zakrwawiony. z wyglądu bardzo ustawszy i zbrudłachany.Po czym zwrócił się do miłych cyjniaków: Cześć.Rozśpiewał się jak makolągwa . I zwinął to parszywe czerwone grabsko w kułak i dogitarzyl mi w sam żołądek. I ten gruby dziarmaga zdjął kurtkę i było widno. . Ale tego bym nie zniósł.rzekł chłodno P. a ten tłusty dziarmaga odwraca się do swoich kumpli.P. . Deltoid.

i zaczęli się tak wzruszająco łomotać. co ma obowiązek społeczny ratować i wychowywać nas. użasna trwohyda. to bardzo szlachetnie z pana strony.Już dobrze. gdzie było już pewnie z dziesięciu albo dwunastu zakluczonych. A ja wziąłem swój zakrwawiony tasztuk i tarłem. zapadłem w oczeń ustawszy i wymęczony i obolały sen. wy gnojne łachmytki. jeden z klufem do imentu wyżartym i gębą rozdziawioną jak wielka czarna dziura. zapluty pysk wierzchem dłoni. jak chrapał.skazałem . i ocierałem. A ja leżąc na tym zacuchłym barłogu. aż do tej nocy u starej bogatej psiochy z jej miau miau kiciorami. R. Więc odprowadzili mnie na kopach i z piąchy i na twojamaci do tych klatek i zakluk zakluk w celi. w tym wielu pijanych. że po tej drugiej. Było wśród nich po nastojaszczy unter bydło. ten mili stenograf robił takie wrażenie. wy zacuchłe szajsowate bydlaki? Jak ostatni raz byłem w poprawczaku? A to horror szołe pażałusta. bardzo cichy i spuknięly członio. bardzo panu dziękuję. . No tak. obaj napalili się na mnie i jeden mi prygnął na grzbiet i przyszło mi się z nim fest poharatać i tak śmierdział jakby denaturką i tanią perfumą. co je miałem podpisać. .zwrócił się do mnie . Tak czy siak zwaliłem go w niz (nie był znów taki ciężki) i ruchnąwszy na jakiegoś tłuściocha. W tym innym. w trzech kopiach. Było także dwóch jakby dupodajnych.Po czym P. A jak przekopałem się przez to wszystko. horror szol. napluł. synu. rozwalony. a po mordzie jednemu z nich stary blut kap kap i kap.już można odprowadzić do ślubnych apartamentów z wszelkimi udogodnieniami i z wodą bieżącą. wy parchate kundle. nieszczęsny mudak. W celi były daże i prycze. obaj napaleni na moją płyć. . to ja cieszę się. I ten ważniak mu skazał tak więcej miłosiernie: . lepszego świata. Nie idę się więcej czołgać na brzuchu. żłopaka. po prawdzie to sawsiem nie w typie gliniarza. i wciąż tarłem sobie oplute lico. tylko już nie miałem czym. W porządku .I posunąłem im wszystko jak leci. o co nigdy bym nie posądził takiego jak on. Ale nie był to właściwie sen. co jakby cały fekał se normalnie dawał w kaloty. I postarał się ja. o braciszkowie moi. powtarzając: . A potem drugi z łapami do mnie i ci dwaj zaczęli się szarpać z charkotem. Bierzta. że im przeszła zadyma i już całkiem spoko usiadłszy zagapili się w przestrzeń. tym jesteście. i ryps wyps tam i nazad. Postąpił się bliżej i napluł. co kimał na podłodze. aż paru gliniarzy wpadło i pałami dało im obu taki łomot. i łomot. żeby nasz miody przystojniaczek mógł to podpisać. żeby moi tak zwani drużkowie tkwili w tym aż po szyję. Od czego chcecie zacząć. ogromnie panu jestem wdzięczny. W ryja mi napluł tak fest. tylko przedtem ściśnij sobie nos klamerkami do bielizny. o 33 . Deltoid wyszedł ani słowem się już nie odzywając. o. teraz idź napij się czaju i przestukaj cały ten brud i plugastwo. tylko jakby przeprowadzka do innego. ale zapełnione. a glut mu z ryja cały czas wyciekał i jeden. potem wytarł se ten mokry. a zwłaszcza przy tych gliniarzach. wszystko se bierzta. R Deltoid uczynił coś. A polucyjniaki wzięli się za to długie zeznanie. Wszystko im posunąłem. I tak wzięli się rozrabiać. lepsiejszym świecie. i stary zachwat. a ten mili stenograf. to ja podumałem sobie: a niech was piekło i szlag trafi.wy zafajdane skurwysynki. Wdrapawszy się po jednej na sam wierzch (a spiętrzone były po cztery) znalazłem starego chryka. wszystko. niegrzecznych małyszów na takich po nastojaszczy horror szoł małyszów.Na to P. że o mato się znów nie porzygałem. A ciebie . nawierno pizgnięty tam na górę przez łapsów. jeden chrapiący na podłodze. na całego. a jeżeli wy wszyscy jesteście po stronie dobra. bazgrał tej rozpiski stronę za stroną za stroną za.Dziękuję panu. czemu nie. i ultra kuku. obaj zbudzili się i w skrzyk. jakby mu było trochę słabo.No i fajno .tym ustawszym głosem do dwóch gliniarzy z tych zaiste najtwardszych zabierzcie go. o braciszkowie moi.

i przy tym jakby najgłówniejszym biurku siedział ten ważny gliniarz i wgapiał się we mnie bardzo serio i przygważdżał mnie zimnym wzrokiem. jakby wiedziały. więcej go nie połuczą od tej starej bzdręgi.No to wykarabkałem się zesztywniały i obolały i tak naprawdę jeszcze nie ocknięty. To już koniec i aut. no i usłyszałem Dziewiątą. ażebyś starł ten głupawy uśmiech ze swego ryja.Jak mi Bóg miły. aż iskrzyła się we mnie. Stał pode mną gliniarz. jak mnie zbudzili dwie minuty później albo dziesięć. Co się połuczyło w tym jasnym środku nocy? Odpowiedział: . Bojku. Ale melodia się zgadzała.Co takiego? . synu. No no. . ze słowami ciut pomieszanymi. co tylko można. i zmuszono. w halsztuku i z rozwianymi dziko wło sami. Nie wystarczy ci. . roztaczający silną woń sera i cebuli. mordujący świat. I nagle. kwiatami na biurkach. jej ostatnią część. A potem się wydźwignął jak słońce sam Ludwik Van z mordą jakby z pioruna i grzmotu. I weszliśmy jakby do bardzo eleganckiej stróżówki z maszynami do pisania.A melodia Ody do radości z Dziewiątej wyśpiewuje gdzieś we mnie naisto wunder bar i horror szoł. Budź się. A następnie posłuchasz.Proszę proszę. A policjant: . właścicielka tych kotów i koszek przeniosła się do lepszego świata w jednym ze szpitali miejskich. już wiedziałem. spodziewam się. jakby na wiele wiele mil i jeszcze mil w głąb i szturgał mnie długim kijem zaopatrzonym w kolec i mówił: . wyszturgał mnie z brudnej. Ta stara chryczka. więc powiem coś ci. albo dwadzieścia godzin albo dni. abym przez wiele godzin wyznawał swe zbrodnie i w końcu wepchnięto mnie pomiędzy psychów i śmierdzących zboczeńców w tej zafajdanej celi? Masz dla mnie jakieś nowe męczarnie. co wiedziałem. że wziąć masz kop W ryja i w śmierdzący zad. i był jakby kozioł z mordą jak u człowieka. synu. zanim jeszcze zdążył powiedzieć. Mamy dla ciebie. znalazłem się jakby na wielkim polu. aby dalej po korytarzach. ty przystojniaczku. Przywidziały mi się te wszystkie koszki. gdzie najrozmaitsze kwiaty i drzewa. a przez cały czas ta stara melodia Piękna Boża skro. Ty żarlaczu. bo to jest we śnie: Z pręta. 34 .ześmiałem się. że twoje własne tortury doprowadzą cię do szaleństwa. Widać ją ciut za mocno stuknąłem. a ten szpik.braciszkowie moi.Sam je sobie zadasz .Daję ci dokładnie dziesięć sekund na to.stwierdził jak najpoważniej. naprawdę wspaniałe wiadomości. żeby im dać mleka i figę. albo lat.Budź się. bo zegarek mi odebrali. radości. . Więc ja do niego: . Co jest. Czeka cię dopiero prawdziwy kłopot. grający na takim flecie. i noża są twe radości. Popełniłem wszystko. braciszku. to byłby szczyt wszystkiego. swojej paniusi.Złaź i dowiesz się. który wbił w moje wciąż senne ryło.Dlaczego? Kto? Gdzie? Co takiego? . Z ogniem w sercu. że wypada się tak pomieszać. jak miauczą. chrapiącej klatki. A dopiero mam piętnaście lat. że pobito mnie prawie na śmierć i opluto. A ja na to: . ty skurwlu? .

A tak. co już mi zupełnie dawało w rechot.To co teraz. bo przypominał mi się ten chryk. tak i skończył się zdradziecki Georgie. ha? Nie żeby to było wychowawcze. O tych drużkach tylko jeden raz usłyszałem. Po czym stary i kurewsko cięty chryk sędzioła z niższego sądu jak wziął i obsmarował od najgorszych waszego Brata i Piszącego Te Słowa. między tych smrodliwych zwyrodnialców i przystupników. o braciszkowie moi. nie żyje. figury i tym podobne. I znów do tego zacuchłego kicia. że Georgie nie żyje. aż ten bogaty i złomotany mudak wściekł się jak z uma szedłszy i na nich z ważącą po nastojaszczy sztabą żelazną.R. Po prostu martwy jak psi fekał na drodze. co mi jeszcze wpierw łajnem i brudnymi kalumniami przyłożyli P. o nie! siedzieć dwa lata w tej gnojni piekielnej i jakby w zwierzyńcu dla szkaciny ludzkiej. a potem Georgie wziął się razrez do poduszek i zasłon. I takiej siły nadzwyczajnej dostał przez ten razdraz. że jedyna latorośl i syn piersią jej wykarmiony rozczarował wszystkich ach jak horror szoł i do takiego stopnia. i ława przysięgłych. ubrany w szczyt mody więziennej. i znów ten bałach na mnie od samych najgorszych i z trąbami uroczysto w zadęciu. Deltoid i polucyjniaki. jak to mój ojczyk w szoku obtłukiwał i juszył sobie grabki na tym poniekąd oszukanym Bogu w Niebiesiech i jak maciocha usta w prostokąt rozdziawiała do tego ouuuu ouuuu ouuuu w matczynej rozpaczy. o braciszkowie i jedyni drużkowie moi. czyli w brudny jednoczęściowy łach w kolorze jak fekał. a Georgie potknął się o dywan i jak wziął tą żelazną sztabą z rozmachu łup i bryzg po starym czerepie. co wyszedł z Publo Bibloteki w zimową noc i jak ustroili my z nim łomot i Czysty Wandalizm. że Jołop i Pete ledwie mu zdołali ubryknąć w akoszko. jak faty i maty przyszli na widzenie i skazali mi. z naszytym na grudzi tuż powyżej cyk cyk cykacza numerem i tak samo na plecach. A potem się odbył wyższy sąd ostateczny i nastojaszczy sędzioła. a te ciurmaki łamignaty nic tylko ładują z buta i z piąchy i krugom te przystupniki. ha? Podejmuję w tym miejscu i dopiero zaczyna się po nastojaszczy płaksiwa i jakby tragiczna część tej opowieści. zbrodniarze. więc czy idę czy przydę. zawsze jestem 6655321 i już: a nie wasz malutki stary drużoczek Alex. kiedy moi drużkowie jeszcze nie zdradzili mine i tak jakby szczęśliwy byłem i swobodny. a stary Jołop wziął się łup cup za jakieś bardzo drogie ukraszenia. I dzień w dzień rabotać na warsztacie przy proizwodztwie pudełek na spiczki. niby dla zdrowia i czasami wieczorem jakiś starożytny chryk w typie psora z dokładem o żuczkach albo Drodze Mlecznej lub o Cudach i Tajemnicach Płatka Śniegu. a żeby ich Bóg pokarał. . A ten stary ubijca wykręcił się. że taki przyjebny malczyszka: jak niżej podpisany. a potem: winien! i maciocha w bu-hu-huuuu! jak mi rąbnęli: czternaście lat! o braciszkowie moi. że w Obronie Koniecznej i git 35 . No i uszły co do dzionyszka dwa lata. jak się znalazłem na kopach i szczęk brzdęk w tej Wupie 84 F. no i na podwórko i szagom marsz w kółko i w kółko i w kółko.Część druga 1 To co teraz. nieraz to całkiem zboczone i śliniące się od stóp do głów. Nie ochotno wam będzie słuszać ten szajsowaty i użasny razkaz. Powiódł mój Żorżyk tych dwóch do chaty jakiegoś oczeń bogatego członia i dali mu fest kop i łomot na podłodze. w tej Wupie (czyli Więzieniu Państwowym) numer 84 F.

większość! . przecież to on! . któryś tam pryzner czy inszy jakby w tylnych rzędach dał koncert na wardze . Bacha i G. i potaszczyli go. ale mnie dość lubiał. jak te stare Żydłaki robili jeden drugiemu łomot i ultra kuku. to nie podśmiechujki! .ale co za różnica? Fest mu przydziarmażyli. do tego muzyka leci z kaplicowego stereo. tak tak. . Uch. braciszkowie moi! to było po nastojaszczy horror szoł. wrzeszczą w nieznośnej i wiecznej męczarni. jak mnie chapnęło gliniarstwo. co to za miejsce. skoro mamy całkiem pewne dowody. chudziutkiego i drobnego pryznera. wiem ja coś o tym. Moja robota była przygrywać na stereo. Więc jak na Żorżyka przyszła czapa. jak wsie zakluczone siad na rzop i zasłuchali się w Słowo Boże. .odpytał trzeci raz nasz więzienny bogusław. całkiem na padbor. chyba że posłuchacie Słowa Bożego i pojmiecie.F. to wszystko już widziało się fajno fajn i przednio. ciemniejsze niż więzienie. chociaż w rok i dłużej po tym.powiada kapłon .A teraz . gromadny bych i chamajda z mordą aż aż czerwoną. po czym doili to 36 . właz i wyłaz po takich zakładach. a na tym co: figa! może nie? Jesteście banda zadziobanych idiotów i tyle .To co teraz. co za kary czekają zatwardziałego grzesznika na tamtym świecie. ta durna chuć. Grabneli jednego bidaka. że czytam z tej wielkiej knigi. jak ten.i te ciurmaki od razu hej ho! i pędzą. przyjaciele moi. nie żeby po nastojaszczy z nieumycia się. niewzruszone świadectwo i pewność. za niedługo mi się udało. ryj pełen gorącego łajna. Händla. a ja się rozczytywałem.To nie ja. aby żyć za frajer: czy to warto. o bracia. a ja czytam. jeżeli to będziecie dalsze poczytywać. miałem te wizje i pokazano mi. jak piali hymniszcza. Ta podnieta kradzieży. braciszkowie. S. i trach na lewo i prawo. wiem. I jak sami uświadczycie. że taki młodziak i ostatnio tą knigą tak interesujący się. ta woń jakby kurzu zjełczała. macie to jak w banku. starego chryka. tak jakby Wyrok od Samego Losu. trzęsącego się. chociaż mało sobie łba nie odwrzeszczał.galant. Ustroiło się jakby za część mojego wychowania znaczy się na przyszłość.Ano teraz już będziecie właz i wyłaz. nos im zatyka smród.I dźwignął wielką knigę i przewarkotał kartki. no wiecie. ale dla większości was to dłużej właz niż wyłaz. A był z niego wielki. we flakach aż do kwiku wierci się jakby kula ognista! A tak tak. puszczać te zafajdane muzyki świętojebliwe przed i po i w trakcie również. ale jak! tam gdzie wydał im się szum: i łup łup. że piekło istnieje! Ja to wiem. a ten krugom skrzyczał: .żeby tak opchnąć pierworódzlwo za miskę wyslygłej owsianki. żeby się co najrychlej wydostać z tego smrodliwego zwierzyńca. skóra gnije i płatami obłazi. . W tym punkcie. ha? Byłem jak raz w Kaplicy Blokowej. Zakluczali mnie i że niby mam słuchać tej świętojebliwej muzyki J. mimo że taki młodziak. śliniąc te paluchy spluwsz spluwsz. gwałtu i przemocy. Znachodziłem się w tyle Blokowej Kaplicy (było ich cztery w tej Wupie 84 F) tam.posłuchajcie Słowa Pańskiego. tłusta i beznadziejna. Więc było to dla mnie oczeń ważne.To co teraz. w tych więziennych ciuchach koloru łajna. szlag by was trafił. wy łotry. . ha? . o braciszkowie moi. a potem wywlekli z kaplicy. Aż uwidziało mi się. że może i ja tak cuchnę skoro już zrobił się ze mnie nastojaszczy pryzner. gorzej palące niż jaki bądź ludzki ogień. gdzie klawisze (znaczy się ciurmaki) czuwali stojąc przy wintowkach i z nabuchanymi sino w ryj mordzielami na pogotowiu i widziałem.nie ma co się obszczerzać. powiadam. gdzie duszyczki takich zatwardziałych grzeszników i kryminalistów jak wy .jak wy.Prrrrrp! . . nie od istnego brudu czy fekału. ale taki własny zaprzały śmiard co to od przystupników. bo niedziela rano i kapłon więzienny truł normalnie Słowo Boże. i tylko ten cuch brudacki od nich zajeżdża.

że coś w tym jest. i łuczsze jak dotąd upatrzyłem. jeszcze w tym ciuchu bogusławskim. 6655321.Ja płytę. już gotową miałem na stereo i puściłem tę łatwiuchną muzykę organową z jej grouuu ouuu ouuuuuu i zeki się wkluczyli w śpiew. coś okropnego: Jesteśmy świeżą i słabą herbatką. a ja wykluczyłem stereo. temu leci z rąk. myślałem. Tej niedzieli z rana kapłon wziął i wyczytał z knigi o takim. . oczy zakluczywszy. Lecz jak zamieszać. tak jakby miętosząc mnie tym wielkim. pykając rakotwora. przez Niżej Podpisanego. to mocy przybywa.A krugom jechała od niego ta po mużycku zawiesista woń szkota i paszoł do swojej dyżurki jeszcze se chlapnąć.jewrejskie wino i dawaj na tapczan jak leci z żonami. skurwle. co tylko by się obszczerzali. jak obecni wzięli się za te małe uświnione Śpiewniczki więźnia. stojąc przy tym naszym stereo w kaplicy i patrząc. o braciszkowie moi. gnojku! . że mnie wciąga ta jakby religia: i właśnie z tym wiązałem pewne nadzieje. mój chłopcze. uwidziało się.No. I zagaił w te słowa: . To ja podumałem.Wreszcie było z tym aut i kapłon zakluczyl: . jak batem siepnąć: . amen . Chleb anielski jadamy rzadko. a nawet rządzę tym jako dowódca. po prostu horror szoł. że tylko nastojaszczy durak budowałby na tym piachu i że taki chleborak to musiał lepszych mieć sąsiadów i drużków jechidnych. jak ten szajs ludzki człapiąc wygruża się i robi jaaaurrr i beeeeaa jak zwierzęta. czyli w taki szczyt mody rzymskiej. co jeszcze się został. a bogustaw ich popędzał. Rozważ to sobie. że tak budować to głupiego robota. ze służankami.Och. Ale jednego dnia kapłon zagaja do mnie. Kiedy się ostatni wyczołgał z grabami obwisłymi jak u goryla i potoczywszy fajnie gromko łup w tył czaszki od jednego ciurmaka. Co za ferajna. wiadomo. a żaden mu nie bałaknie.To recht. w koronkach i cało na biało. Co też dzisiaj nowego? Bo ten kapłon. Więc nie sawsiem zmarnował się ten mój pobyt w kazionnej Wupie 84 F i sam naczalnik bardzo się obradował. do cholery.Jak zwykle dzięki ci. ferajna! I na zakończenie odśpiewamy hymn 435 ze śpiewniczka. ma się rozumieć. więcej tego jakby kaznodziejstwa i wzniosłego bałachu niż łomotu i starego ryps wyps. śpiewać! . podlazł do mnie ten kapłon. Sprawiedliwość jest nierychliwa. zastanów ty się. 7749222 . ubrany jakby w togę. czekaj ty. Robili z tych durackich słów istny wyj i bek.i wszystko poszurgało do drzwi przy takim fajnym kawałku II symfonii Adriana Schweigselbera. ci znów liżą i przewracają ćlp ćlp stroniczki. Na stereo leciały fajne kawałki Bacha i wtedy mnie. a nie załapał się na to słowo. Tej knigi ostatnia część już nie oczeń była mnie paniatna.a do tego ciurmaki: . i pokazuje mi zafajdanymi paluchami cha ci w de! że niby ja tu mam przywileje. I dał skowyt nasz kapłon: . że jakby dom budował na piachu i zaczęło lać. jak pomagam dawać łomot i przybijać na krzyż. mój mały 6655321. i dom poszedł w cholerę. 920537. chciał się zostać za oczeń ważnego świętojebliwca w tym ich świecie Religii Penitencjarnej i do tego było mu nużne oczeń horror szoł dobre świadectwo od 37 . a wściekłe ciurmaki powrzaskują: Nie gadać tam. nad męką Boską. potężnym łapskiem: .i: Łeb ci rozwalę. jak usłyszał. i grom z nieba łubudu. Widzę cię. braciszkowie. Rozdał się stuk i bach i szt szt. i deszcz. wybranym.Niechaj was Trójca Przenajświętsza ma w opiece i uczyni dobrymi. Więc ja przeczytałem dokładnie o tym biczowaniu i cierniowej koronie i tak zwanym krzyżu i całe to ichnie gówno. no jak dziewuszka. To mnie trzymało. .Głośniej. co słyszał.

co za mroczne spiski knują się u pryznerów. przy murze południowym. pykając ze swego rakotwora i mózgoląc. Tylko tak dalej. . że więcej człowieka nie posadzą.Te nowe.na to kapłon . że nigdy więcej? . tak jest. polecił na ten zabieg. Tak to i wygląda. co sam wie. że to pozwala szybko wyjść i zapewnia gwarancję. Na razie oczywiście w stadium eksperymentu. A bogusław podał wiadomość do góry i zarobił pochwałę od Naczalnika za Społeczne Podejście i Czujne Ucho. że przybył nielegalny transport kokainy i będzie ją rozprowadzać jakaś cela na 5 kondygnacji. .Owszem. ale bez tego.Pogadamy o tym kiedy indziej.powiedział. to nie jest już ludzkie.bo tak mianował Naczalnika. Bacha preludium na chór Wachet auf i 38 . Dobroć to kwestia wyboru. Wiec rzekł: .A gdzie to słyszałeś? Kto ci takich rzeczy naopowiadał? . czy technika Ludovycka rzeczywiście może kogoś uczynić dobrym? Albowiem dobroć.Owszem .Postarałem się.proszę księdza. Więc na ten raz odkazałem i to nie była prawda: . musi dosłyszeć.Myślę . proszę księdza. więc łaził i kiedy niekiedy zakapował Naczalnikowi. 6655321. Może ksiądz by mnie. że uzyskasz bez większego trudu przedterminowe zwolnienie. nieprawdaż? . jak on główkuje. co ja też wiedziałem i doniosłem.Jeszcze się nie wprowadza . że ci się rozchodzi o technikę Ludovycka. a brwi mu się tylko nasępialy. bierze się z ludzkiego wnętrza. że ośmieliłbym się zasugerować? Widać było.O .nie w naszym więzieniu. to widzieliśmy. . a tego szajsu dużo połuczał ode mnie. Wiele nam pomagasz i sądzę. że już następny oddział zakluczonych starabania się brzdęg brzdeg po żelaznych schodach na swój kawałek religii. proszę księdza. na przykład jak do naszej celi doszło po rurach kanalizacyjnych puk puk puk-i-puk-i-puk puk-i-puk że duży Harriman ma się wyłamać. . jak się nazywa.odkazał .Wszak staram się regularnie? .powiada. W czasie żarcia miał stuknąć klawisza i wypsnąć się przeodziawszy w jego ciuch.zapytałem. 6655321. się nie obeszło.A wsio przydumałem w lot bałakawszy. A znów ktoś na warsztacie złapie kawalątko gazety i wszystko to jest w niej detalicznie opisane. . proszę księdza. a co z tą nową sztuczką. co krążą pogłoski? Że ta nowa jakby kuracja. . nieprawdaż? . .Do tych z wierchuszki ja zawsze odzywałem się moim grzecznym i dżentelmeńskim głosem. A potem jak na stołówce miało się ustroić wielkie rzucanie tą szajsowatą piszczą. S. doszło po rurach. a o co ja zagabnąłem. proszę księdza . Kiedy człowiek nie może wybierać. . . Sam nie ma do tego przekonania. Jak była gimnastyka na wybiegu. Więc poszłem do naszego stereo i puściłem J. jak i przedtem dużo tych opowiastek. Ja to przekaże Samemu .powiadam .Tylko wiem. a bogusław był wsio taki wdzięczny i mówił: . . ile mi opowiedzieć z tego. ale dało się słyszeć. proszę księdza.Ale . że wykazujesz się szczerą chęcią poprawy. takie więcej białe budynki. .powiadam.Fajno fajno fajn. A na razie bierz się za program dowolny. Chodzi o to. żeby coś po nastojaszczy.Naczalnika. 6655321.odkazałem. Muszę przyznać.Jeszcze długo by ubijał ten szajs. proszę księdza.Ale już się wprowadza u nas. A wciąż chował się bardzo czujnie. a nie wątpię. . Sporo było tak tylko wydumane.Te rzeczy krążą.że tak na ogół biorąc to i owszem. nagle cały w czujność.Nie wiem. proszę księdza . 6655321. jak się na mnie z góry wyślepił. Nareszcie zagaił: .Przypuśćmy. kiedy je stawiali. że podzielam jego wątpliwości. Bardzo proste. Więc ja mu na to: . po której zaraz się wychodzi z więzienia i z gwarancją.Domyślam się. że dwaj strażnicy rozmawiają i człowiek nie da rady. ale też i bardzo drastyczne.

o braciszkowie. Nawet jakby kratami pytał się trząchać i darł mordę: . Na swojej pryczy Zophar. Otóż musicie wiedzieć. Odrabotałem swoje przy stereo i bałaknął mi tylko dzięk dzięk i odwiedli mnie apiać do celi na 6 kondygnacji. że potrafi wyleczyć syfa i trynia i różne upławy. z brudem na 39 . co jest. Był to stary pyskaty grzdyl i od razu wziął się wywrzaskiwać. ale to już niedługo. bo z niego był taki wredny i zjadliwy poprzeczniak a nie więzień. I nie uwierzycie. że mam jutro to siupsko i czy on by czegoś nie skombinował? . jak chodzi o technikę Ludovycka. co go wpuści. No tak. synku. specjalista od przemocy seksualnej i te pe. . . Tego ranka były u nas cztery porcje tej religii więziennej. gdzie miałem ja swoje cuchnące i tłoczne żyliszcze. ha? Na to miejsce żeście się włączyli. w naszej kałuży. jak się zobowiązał. I był też Wielki Żyd. różne tam skargi. co by to nie było. tyle co bałaknął: . bardzo chudoszczawy i śniady. a znów Doktor udawał. to przyjdzie mu się na podłodze kiblować. braciszkowie) nawet za melona pierdolców i za dziesięć. że w niedzielę od święta. że nie zboczeni.Cały czas ta po nastojaszczy kryminalna starożytna grypsera. co powiem. jak mnie wpuszczał.No i faktycznie oto moi drużkowie nowego typu. jak wrzucili między nas tego mudaka.I znajdujemy się z powrotem. wstyd i hańba po prostu zafajdana. tak po nastojaszczy moje wydobywanie się z młyna. wyciągnięty w kojce na wznak jak truposz. nie lepiej. i każdy na swojej pryczy kopcił normalnie rakotwora. niby że gulasz z kluch i śmierdzącego mięsochłapu.Ja domagam się moich dziobanych praw. bandziorów i zboczeńców szłop szłop jak przegrane jakieś małpoludy obszczekiwane i pędzone batem przez ciurmaków. jeszcze chwała Bogu. I był Murko bez jednego oka. tak jest! Na co jeden z czasowych zawrócił i powiedział mu. Była to sawsiem brudna przeciwna i użasna ferajna i nie miałem ja przyjemności co by obszczać się z nimi. no. przegłotnęło się jakoś tę rzygotliwą piszczę. Teraz jakby do nikogo posuwał o taki razkaz: . to przemoc kurewska. spotniawszy i ciasno. Ten ciurmak nie był akurat najgorszy i nie przyładował mi daże w łeb ani kopa. usunąć im czego nie chciały mieć. jak zawsze truł i truł tym głosem jakby rakowatym. Jajasio był na balszoj zły i cięty i żylasty. o braciszkowie moi. poszłem do Indora i mówię. ustroić taki do imentu parszywy bandycki światek. I za chwilę więzienny kapłon już pyta ich: . ze nie było gdzie nóg porządnie wyciągnąć. a popadło w nią sześciu i wsie na kupie.To co teraz. a tylko zastrzykiwał wodę: no i tak uśmiercił dwie dziuszki zamiast. Przecież to wy się staracie. jak może i na wspólnej pryczy z kimś.I będzie dobawil ten klawisz . ani my się połapali. tu jest przepełnione. żeby sobie radził. że nikomu się nie chciało słuszać. bo jak nie. Tak przedstawiały się w tych czasach wszystkie cele we wszystkich mamrach. ale bogusław już nie odezwał się do mnie. to co ja robię. że ta cela była ustrojona dla trzech. wy łajdaki.gorzej. sam kryminał i przystupniki na sto dwa. że tej niedzieli wpichnięto nam jeszce jednego zeka. bardzo prędki mużyk i pocący się. co jak raz obdzierał sobie paznokcia u nóg po kusoczku.władowała się cuchnąca kucza tych brudnych skurwli. A prócz nich Jajasio i Doktor.A że w tym czasie nie szło dostać kluka (co by to nie znaczyło. braciszkowie. 2 No i od wpuszczenia tego nowego zaczęło się. jak i wy w nastojaszczy moment.

mózgu i samo plugastwo w myślach.Wytrzymaj aby do rana . nie. żeby mu przydziarmażyć. bracia. smród i fekał.A na 40 . po czym zaraz światła pogasły i ja oświadczyłem. że ci w mojej celi zbudzili się i dawaj mieszać. A Doktor się odezwał: . Uczyniłeś z niej brud. zagaił sepleniąc jak następuje: . jakby wszystkim zakluczonym we wszystkich klatkach przywidziało się. Nie dawaj dla tego karypla. Wiec przysrał się do mnie. Niemożebnie się chełpił i do każdego z nas wziął się przydzierać z tym szyderstwem na ryju i gromko a z pyszna.Już co to. . Wielki Żyd. ale niegrzecznie. Dopiero uwidzieli my swoje czerwone gęby i rozlatane piąchy.wiec on dał się w ten stary skowyt. że jeszcze tego dnia się zaczęły kłopoty.No jazda.A ten mu na to: . Że on jedyny w całej wupie jest horror szoł po nastojaszczy przystupnik i że wykonał to i tamto. to zobaczyłem ten jego przeciwny ryj cały we krwi cieknącej z pyska. Archijajcu? .Czy osobistego apartamentu z łazienką i telewizją życzy sobie Wasza Wysokość? Oczywiście! z rana to się załatwi. żeby mi jakiś ohydny prześmiardły woniejący zboczeniec i przystupnik na płyć rzucał się. skoro Dyrekcja Więzienia pozwala. I tej samej nocy zbudziłem się i patrzę.Zostaw go. aby dzielił celę z sześcioma i spał na podłodze. że ani nocy dłużej nie spędzę w tej celi. wszystko to nawierno zaczął Wasz Pokorny i Piszący Te Słowa. a skrzyku co niemiara i twojamaci. wymachując pałami. czyż nie taaak. więc nie ouudpouuwiada ci już awantuuura. że byłem najmłodszy.Po czym udalili się z poważnym ostrzeżeniem dla wsiech. że nikt go nie kocha. Wtedy zapalili te światła i ciurmaki wlecieli w koszulach. No i potem co się stało.Ależ panowie. i zabił rrraz i dziesięciu gliniarzy jedną ręką i cały ten szajs. a najpierw jeszcze powiedziałem temu ohydnemu przystupnikowi: . to kładź ty swój dziobany czerep na tej słomianej poduchnie i żeby nam więcej nikt nie podskoczył. po co nam tu awantura. że idzie na gromadny wyłom. a ten w mordę dziobaty zek juchą krasno i przekrasno farbował z pyska od mojej rozcapierzonej graby. Ale nie zaimponował tym nikomu. drużku.odrzekli.czyli przymknij się. Ale wiedziałem. ty parchu! . bierz tę moją prycz. Na to już Wielki Żyd rozmachnął się. Dopiero poczułem się z uma szedłszy. tylko ta malutka czerwona lampka w przejściu na zewnątrz. wiadomo. nieprawdaż? . i truje mi jakiś brud miłosny i głach głach głaska mnie! To ja się dopiero wściekłem i łomot! choć nie za bardzo horror szoł było widno. I powiadam. że jako ten najmłodszy to ja mam kimać na podłodze. tak się nie robi. sztanach i czapkach. . że nikt inny. Mnie ona już obrzydła. ty zimny łobuzie! . aż ja wykonałem ten gest.Ale tu reszta się wkluczyła. Więc postarał się jechidno po swojemu zażyć Doktora i tak się odezwał: . jak ci pasuje.Hałt pysk i bubeł w kubeł. a ten ohydny zek już leży ze mną na pryczy co była dolna z trzech pięter i wąziutka. Ale ten nowy przystupnik się po nastojaszczy dopraszał i krugom pokazywał. że przesiedzę ostatek nocy. jak wybuchła już po nastojaszczy zadyma i światła się zapaliły. To ja wniosłem skargę i wsie ciurmaki oświadczyli. cała kondygnacja się rozbudziła od zgiełku i już słychać na balszoj krzyk i walenie blaszanymi kubkami o ściany. gdzie mu przyłożyłem z rozcapierzonej graby.Euuuu. że i tak czy siak. o braciaż wy moi. Ale wsie postawili się za mną i krzyknęli: .tym głosem z najwyższych sfer towarzyskich. żeś położył na niej tę płyć swoją szajsowatą. o braciszkowie moi. i starał się wcisnąć. . . bo wyszedłem daże nie draśnięty. a potem. A jak na razie. jeszcze spocony od tej drobnej harataniny w ciemnościach. jak uważa się za gromadnego i wielkiego flimona i że to ubliża jego nadzwyczajnej godności. nie on. braciszki. Zrozumiano i recht recht recht? . kiedy ja śpię i daże bronić się nie mogę. uś. tylko ten cuchnący skurwysyn. łup lup i w półmroku trochę na dziko.

. to można zająć się edukacją. też nie byłeś całkiem do tyłu. a w końcu go podciąłem i ruchnął bach bach łubudu na podłogę.No no. poczułem. . ale to. Alex. Ale jak wylazłem z kojki i pichnąłem go bosą nogą. to rozbolały mnie w tym elektrycznym świetle. ile wlazło. i na to Ludwik Van G.Niewątpliwie byt to atak serca. Po czym dawaj bliżej do mordy i uwrzasnął mi się gromko w same ucho. F.Niech mu się przyśni. aby go było widno w tym czerwonym światełku z przejścia. to już tylko wydawał o! o! o! Nie był to za mogutny członio. widział się całkiem głuchy i ślepy i mający już dość tego świata. jak to w przyszłości będzie może lepszym chłopakiem. mimo że bez sznurowadeł. jak ta stara czerwień płynie krwawo w pur pur purowym świetle. bo rano zawsze się powoli rozbudzał. F. który się od niedawna wśród nas pojawił. a wyjątkiem był Murko. ale tak po czudacku i jakby z lekka. To dałem mu jeszcze raz po nastojaszczy horror szoł fajnego kopa w czaszkę i on zrobił ooochch-ch i tak jakby odchrapał się w głęboki sen. ale przemawiał kulturalnie. Ja w dętych bywszy instrumentach.i szczurzył się. inni też.W porządku. Na co Wielki Żyd wyseplenił: .Skoro już nie można spać. no już.Mimo że specjalizował się Jajasio w napaściach seksualnych. o braciszkowie moi. chłopaki. ale zobaczywszy. to jakby na biało niby różowawym fagocie z ciała i wyrastającym z mojej płyci. tak. Rzekł na to Jajasio: . to musiałem się ześmiać ha ha ha bardzo głośno. jak następuje: . bo tak jakby mnie łaskotało. podczas gdy Wielki Żyd stojącego udzierżał przy kratach. a ja łomotałem tego flimona prawie po ciemku. . i Doktor powiedział: . jak mu przyszło dać chytrze co nieco z 41 . a dyrygent jakby skrzyżowany z Ludwika Van i G. co je wkluczyli w całej wupie. akurat pośrodku brzucha i jak w niego dmuchałem. to że byłem w jakiejś oczeń gromadnej orkiestrze.Doprawdy nie powinniście go aż tak dekować. niech ja go dostanę.Łap i łyp i łup. jak leży na podłodze. że mi jakby podchodzi do góry po staremu w kiszkach ta radocha i odezwałem się: . na czym grałem.No i wleźliśmy apiać na swoje kojki.Po czym rozejrzał się po nas wszystkich i rzekł: . to jest fer. Przypomniała mi się ubiegła noc i zaśmiałem się ciut kusoczek. który spał jak kawał martwego mięcha. na balszoj krwawy i pobity i ciągle aut aut i aut.I stanęli tak w kółko. Po czym luknąłem w dół i uwidziałem tego nowego zeka. bardzo słaby w tym. i wydaje mi się. że po prawdzie nikt nie podniósł głosu.Zostawcie go dla mnie.I dopiero zaczęło się po nastojaszczy. Oczywiście ten gromki szum to faktycznie był więzienny budzik z tym brrrrr brrrrr brrrrr. . Więc nowy tylko się obszczerzył: . doktorku. już bardzo ustawszy. Ten nowy z początku ciut nicmnożko pokrzykiwał. zły i cięty i żylasty. że ta lekcja będzie wystarczająca . ale jak Murko wziął i piąchnął go w usto. z cicha i tak jakby starannie. aby dojrzeć tego powalonego i zdziarganego członia na podłodze. . Co mi się przyśniło zaś. To było doprawdy nieroztropne. Tak czy siak. Naszemu przyjacielowi. Händla. Załatwiaj go.powiedział Doktor.Bardzo niefortunnie się stało . o braciszkowie moi. i zbudziłem się cały spotniawszy. ty małe fizdejko! . Zimowy poranek i oczy moje sawsiem klejaszcze od tego śpiku. liczącej się na setki i setki. Z piąchy mu dawałem. . i tańcowałem z buta. sądzę. przyda się lekcja. pokazał się razdraz i całkiem z uma szedłszy. jak pytał się oddać łup za łup. poczułem jakby sztywny chłód i podszedłem do pryczy Doktora i potrząsłem go. .to włączył się Jajasio.Tak. Ale na ten raz wyprygnął z kojki dość rychło. a jak je rozwarłem. że to właśnie nadrabiał przez ten oczeń huczny głos i chełpliwość.

Zdrajcy . Wynieśli to martwe cielsko. którego zakrwawiony trup leżał jak worek na podłodze. a później Sam Naczalnik. Wreszcie cała ta banda zatrzymała się przy naszej klatce i Główny Ciurmak odkluczył.Za przeproszeniem. może nie? . legnąca się w centrum kary przestępczość. i było słychać jak Naczalnik.i: . a Murko był jak najbardziej gotów przysięgać. dwa lata w tył. To on wciąż ładował mu w usto. po nastojaszczy edukowanym głosem: . złożona z istnych przystupników i do tego zdradzieckich).Doktor na to powiada: . aby ukatrupić tego nikudysznego zboczeńca. Przezierał jakby na wylot nas. Ten ostatni kop to był bardzo bardzo niecharoszy. a potem w całej wupie wsie zostali się zamknięci aż do rozporządzenia i nie wydawano żadnej piszczy. Po czym tak się wyraził: . i posuwał tym krasiwym. czego to ja nie zrobiłem. kiedy moi tak zwani drużkowie wydali mnie w żestokie łapska polucyjniaków.A potem Wielki Żyd obrócił się do mnie i wyraził: . braciszkowie. ale nie ma dwóch zdań. wygadując jak z uma szedłszy. truje coś w rodzaju: .Nikt się nie wyprze tego.albo: . braciszkowie moi. sprzeciwiam się stanowczo temu. że to Niżej Podpisany dopuścił się tego najgorszego brudnego łomotu i okrucieństwa.wymówiłem. .Zdrajcy i zakłamańce . już ci moi drużkowie z celi aż się rozlegało. Bardzo to był czudacki dzień.A kto zaczął. bidnych zeków. Więc ja przez to wszystko poczułem się już oczeń razdraz i powiadam: . Zabić w nich zbrodniczy odruch i tyle.Nie wszystko chwytałem.Zamknij się! . który tu najważniejszy: taki bardzo wysoki z niebieskimi oczyma i w ciuchu naprawdę horror szoł. a potem dało się słyszeć że abratno szli. od czasu do czasu wydając krzyk: . o braciszkowie.I zwrócił na mnie surowe błękitne oczy. Więc ja śmiało się odezwałem. i jak gdyby strachem zaśmierdziało poza celą i zobaczyli my.piąchy. i ta reszta. że mu trochę przyłożył. . o braciszkowie moi. że to ty.Cóż na to poradzić. Już niebawem cala pojemność naszych więzień może się okazać potrzebna dla więźniów politycznych. więc powiadam: . najlepiej da się załatwić na bazie czysto leczniczej. taki oczeń tłusty pocący się blondyn. Dla nich kara nie odgrywa roli. daże i kubka gorącego czaju. jak przedtem.Alex. Z tak zwanej kary oni czerpią satysfakcję. w najpiękniejszym garniturze. z rozmachem i . na ile ja to widzę. .Zawrzyj ten loch! .i tym podobne. Zaraz było widać. co? Ja włączyłem się dopiero pod koniec. proszę ja szanownego pana.bo już mi się zrobiło wsio widno. Zaczynają się pomiędzy sobą mordować. jak ta odrażająca gromadka (znaczy się ja.powiedziałbym lekkomyślnością młodego wieku zadałeś mu gnadensztosa. Stłoczyć razem przestępców i co z tego wynika? Kwintesencja zbrodni. ale w końcu nie do mnie się zwracał. No i Jajasio wziął i zbudził Murka. tak zeznawali. I wielka szkoda. ekscelencjo? . Jak się pokazały ciurmaki. absolutny szczyt mody. . . co pan powiedział.Wskazałem na Jajasia i mówię: . chłopcze. Doszli jakby do końca tej kondygnacji.Czas obudzić tego smrodliwego wybladka. jaki widziałem w życiu. Już na nic uczciwego w tym świecie nie można liczyć.To była twoja przydumka.Pospolitych przestępców. to widać. Pełne wdrożenie w przeciągu jednego roku.Murko zachrapał tak więcej gromko. Tylko siedzieli my i czasowi (znaczy się ciurmaki) tak jakby szagali tam i nazad po kondygnacjach. kiedy ten Wielki Żyd dzierżał go stać przy rzeszotce. Potem koło jedenastej rano jakby zesztywniało wszystko i podniecenie. .jak dobiegł ich aby tylko szept z jakiejś celi. Nie jestem pospolitym przestępcą i nie jestem odrażający. . już wolniej. jak Naczalnik i Główny Ciurmak jeszcze z kilkoma ważnymi na wygląd bonziakami szagają co rychlej.Ale dopraszam się . Może inni są tu 42 .Rząd nie może już dłużej polegać na przestarzałych teoriach penitencjarnych. aby mu dać że tak powiem nauczkę. . braciszkowie. ciebie za bardzo poniosło.

To się sprawdza.Ależ naturalnie. możecie być spokojni.Więc nie bądź .Zawrzyj no ten brudny loch. ty gnojku.Zawrzyj ten pieprzony loch. Otóż te nowomodne. żeby oczeń uprzedzająco i z całym szacunkiem: . dobrze .Dobrze.Na to Główny Ciurmak zrobił się aż purpurowy na mordzie i wrzasnął: .Nic na to nie odpowiedziałem. Bynajmniej. wobec tego Główny Ciurmak znów ryknął: . że będziesz mógł opuścić areszt po upływie nieco ponad dwóch tygodni.To chyba wszystko.Och. ty! Nie wiesz. Za dwa tygodnie z kawałkiem wyjdziesz z powrotem w ten wielki i wolny świat. zuchwały.jak to mówią .komicznie to nazwali . jaki miałbyś odsiedzieć. ty gnojku! . dobra . proszę pana! Bardzo panu dziękuję. tuż za fotelem Naczalnika.A na to Główny Ciurmak. . tak. Te jego nie patyczkujące się słowa. Stwierdza on. rozbestwionych łobuzów.W porządku . ale nie ja. Hm? Więc ja odkazałem. Jutro zaprowadzą cię do tego Brodzkiego. . starając się. chociaż powiem ci w zaufaniu. to go w ogóle nie poznacie. Brodzki jutro się nim zajmie. resocjalizacji. o braciszkowie moi. mogutny i czerwony bych. Podpisujesz? . na poddanie się tak zwanej . nie ma wam oddać? Ale według tej nowej koncepcji tak ma nie być. już nie jako numer. Jak cię ktoś bije. Jak ten młody.że ta perspektywa ci się podoba? .Tak jest. co stał. A tu jest formularz do podpisania. naprawdę. że oko za oko. jak nie ryknie: .proszę pana. kiedy pan Naczelnik cię pyta! .odrzekłem . Myślę . że mnie to nie odpowiada. Bo nowa koncepcja jest taka. że to wszystko jest nadzwyczaj niesprawiedliwe. . zły i niebezpieczny. 3 Jeszcze tego wieczora powlokły mnie grzecznie i jak należy te żestokie łup łup ciurmaki na widzenie się z Naczalnikiem w jego świętym i przenajświętszym ze świętych przybytku czyli dyżurce. jak mogłem. przeogromne dzięki. kto to był dzisiaj rano. Starałem się tu. 6655321.powiada jakby spluty i ustawszy Naczalnik.powiedział ten ważniak.Więc odpowiedziałem: . Jestem za to wszystkim państwu niezmiernie wdzięczny. . to mu oddasz. nie? W takim razie dlaczego państwo.tu się z lekka uczmychnął . to był jakby początek mojej wolności. . . do kogo się odzywasz? .rzekł Naczalnik.Odpowiadaj.I nie czekawszy kiedy powiem. że zgadzasz się na zamianę reszty wyroku. że będziemy złe przemieniać w dobre.Chyba nie wiesz. po mojemu dość humorystyczne pomysły w końcu przeszły i prykaz to jest prykaz. świnio szajsowata.To był we własnej osobie Minister Spraw Wewnętrznych .odrażający. 6655321? . Przewiduje się. 43 . groźny i zwyrodniały zbir się przeobrazi.Dobra. Jest młody. a wy bądźcie przy tym i przyglądajcie się. Naczalnik przyjrzał mi się tak oczeń ustawszy i zagaił: .Więc ty.To nie nagroda. .tak jakby wzdychnął Naczalnik. I wielkie. . A mnie się zdaje. tak dotkliwie bite przez was. co. że nie.Kuracji Resocjalizacyjnej. będziesz poddany. Wcale a wcale mi nie odpowiada! Ja uważam. sam rzekł: . Po czym zwrócił się do Naczalnika i rzekł: Możecie go użyć do przetarcia drogi.całkiem nowa miotła.Więc dali mi atramentowy pisak i machnąłem nim krasiwo i płynnie swe nazwisko. że podpisuję .

Och. Przemówił do mnie: .I wziął się piać hymn świętojebliwy takim po nastojaszczy gromkim i postawionym głosem. aż mi było przeciwnie. Na to drzwi się otworzyły i weszli ciurmaki. O to się modlę. tylko się po cichu obśmiałem w środku. Prze kopa i szturgali mnie do nowego białego 44 . I przemaszerowali mnie przez kaplicę do małej stróżówki bogusława i wpichnęli do środka. to w łeb. 6655321. ale pokiwałem. Mówię ci to z pełną świadomością. najpodlejszego i najbardziej pokornego ze sług Bożych. że obciągnął na balszoj tego łyskacza. Może to być okropne. jakże chciałbym w to . o braciszkowie moi.A. Mam nadzieję.I do ciurmaków: . Tam siedział nasz kapłon przy biurku. . co się z tobą niebawem stanie.o Boże. to ty.A w środku po prostu horror szoł mało się nie ześmiałem. to uświadomiłem sobie właśnie ze smutkiem. żeby mnie doszturgać z powrotem do mojej śmierdzącej klatki. mój mały 6655321. a po drodze jeden z ciurmaków co i raz mnie stukał jak nie w kręgosłup. Mam nadzieję. gdzie nie dosięgnie cię potęga modlitwy. bo zrazu widno. Przechodzisz bowiem w rejony. Już nigdy ci się nie zechce dokonać aktu przemocy ani też w jakikolwiek sposób zakłócić Spokoju Państwowego. jakkolwiek paradoksalnie to może zabrzmieć. nie myśl o mnie źle w głębi serca i nie myśl. siadaj. to żebyś nie miał wątpliwości. że przyłożyłem ręki do tego.Zamieszane są tu bardzo trudne kwestie natury etycznej . Czy jasno się wyrażam? . .6655321.Jeszcze ksiądz Kapelan chciałby z nim pogadać. 6655321. ale nic nie da. i apiać wydostał flachę z szafki w biurku i zaczął sobie nalewać wielkiego fest horror szoł głębszego do stakana. A on wtedy zagaił tak sieriozno: . w pewnym sensie faktycznie wybrałeś dobro. . jakie to będzie fajne. Chlapnął se go i powiada: .Poczekalibyście za drzwiami. że tak.Bynajmniej się jasno nie wyrażał. że głos mój za słaby jest naprzeciw krzyku pewnych dość potężnych czynników w administracji. wybierając to. A on dalej posuwa: . O. mały 6655321. chciałbym w to uwierzyć. braciszki. jak zawsze. Ale nie przeprowadziłem się za daleko. kiedy porzucasz miejsce.Mają z ciebie zrobić dobrego chłopca. w pewnym sensie. o braciszkowie moi. panie Naczelniku. że w umyśle swoim co do tego masz zupełną jasność. .Więc wyprowadzono mnie i dawaj korytarzem do Kaplicy Blokowej. o braciszkowie moi. ale tak nudno i jakby do rozziewu. Wiem. .Na to Główny Ciurmak się odezwał: . Chciałbym w to uwierzyć. że będzie mnie to kosztowało wiele bezsennych nocy. A skoro już mowa o modlitwie. również i o to. to bym nawet zaprotestował. że do ciebie to wszystko dociera. że ja z tym nic nie miałem wspólnego. Ale teraz chciałbym ci tylko jedno powiedzieć: jeśli kiedykolwiek w przyszłości obejrzysz się poza siebie na te obecne chwile i przypomnisz sobie mnie. gromko i wyraźnie zajeżdżając tak fajnie po mużycku wonią drogich rakotworów i szkota. dopomóż nam wszystkim! . proszę księdza. No i tak nazajutrz od rana przyszło mi się powiedzieć cześ cześ starej wupie i poczułem się ciut pieczalno. że pozbawiony będziesz możliwości etycznego wyboru. któremu narzuca się dobro? Głębokie to i trudne pytania.Być dobrym to wcale nie musi być fajne.Kto wie. błagam. być dobrym. że modlić się za ciebie nie będzie już miało większego sensu.pociągnął dalej. .I popłakał się. Gdyby to coś dało. Ale ja nie oczeń zważałem na to jego bu-hu-huuu. do którego już byłeś przywykłszy. a ten stary bogusław nic tylko dalej wyśpiewywał to swoje hymniszcze.Jedno co chcę. A jednak. tak brudnego i zatłuszczoncgo. a może tak będzie najlepiej? Niezbadane są ścieżki Boskie. Również i o karierę moją się rozchodzi. Aż mi straszno! straszno o tym pomyśleć. chłopcze. Czego chce Bóg? Czy Bóg woli od ferworu dobroć z wyboru? A może człowiek wybierający zło jest w jakiś sposób lepszy od takiego. nie? Tak i zrobili. Więc ja mu odkazałem: . .

Może troszkę niedożywiony. pokazując w niej pełno białych kafli.Raz dziab w ramię po każdym posiłku. Pokażemy ci trochę filmów i tyle. I dali mi też fajny ciepły podom i niepłoche tufle. braciszki. nieprawdaż? . .Musimy upewnić się. znów taki będzie. a jeden z tych wrednych ciurmaków. o braciszkowie moi.doktor Branom i jestem asystentem doktora Brodzkiego.rzekł doktor Branom i w tym czasie jego zimne steto wędrowało mi w dół po całych plecach . . okazał się w białej lejbie.I wyjął z prawego karmana steto. Załóż tę górę od piżamy.powiadam . co mnie przywiedli. Na pewno pomoże. . jesteś! . że jesteś całkiem zdrów. To był jadowity skurwysyńczyk jak rzadko i niech tylko się uda.że tak jakbym chodził do kina? . co mi zrobicie? .co było po duracku.To będą takie specjalne filmy . Na koniec połuczyłem ja fajną czaszkę horror szoł nastojaszczej kawy i do tego niemnożko starych gazet i żurnałów. proszę pana. I odkazał tamtemu: . tak od razu mi się jakby ponrawił. ażebym zdrucił te użasne łachy i ciuchy więzienne i dali mnie oczeń przekrasną dwuczęściową piżamę.chyba całkiem zdrowy i sprawny z ciebie chłopiec.zagaił . Po każdym posiłku . no sam szczyt mody łóżkowej. To na pewno przez ten pokarm więzienny.A właściwie.powiada ten doktor Branom. że Kapelanowi włazi bez wazeliny i udaje ciekawość do Biblii.Witaminy.oświadczył. A wonie podchodziły takie więcej szpitalne i członio. . że mnie odebrał. Tu będziemy się dopiero czuli jak w niebie. Powiedzieli mi. Zrobię ci. nie przewidujemy żadnych kłopotów. rutynowo krótkie i ogólne badanie. . panie doktorze. . zapytałem: .powtórzyłem. jeśli pozwolisz. Ja leżałem na łóżku czując się po nastojaszczy jak w 45 .Niech pan dobrze uważa na tego żulika. nieprawdaż? .Coś w tym rodzaju . gdzie dawali nam te ciut gimnastyki na wybiegu. też jakby szpitalnik.powiada i prostuje się.Och.Och . musimy. i zaprowadzili mnie do bardzo fajnej białej czystej sypialki z firankami i z lampą przy łóżku.odkazał ułybając się oczeń horror szoł i po drużeski. co człowieka dreszcz od niego przechodzi. Tak czy siak zaraz przekazał mnie drugiemu i też w białej katanie. że naisto szczęśliwy ze mnie młody malczyk palczyk.dostaniesz zastrzyk w ramię. jak on się tym zatrudniał i robił mi to. gładka zieleń.Aha. ale nie wypadało durno. to nic. bo taki był fajny.I jak się uśmiechnął głazami i jeszcze tą szeroką czerwoną gębą. któremu ciurmaki mnie przekazali. Wszak będziemy przyjaciółmi. że mnie słuch myli.Filmów? . . jeszcze mu bałaknął: .Więc położywszy się ja bez góry od piżamy. siadając na brzegu łóżka . . i skazawszy: . Aż obśmiałem się horror szoł w środku i podumałem. Alex bojku. tamto i owo.Nazywam się .Nawet bardzo specjalne. i wsio dla Waszego Pokornego Sługi Niżej Podpisanego.budynku tuż za podwórkiem. żebym nie latał boso. ale nam się przewoschodno trafiło i wunder bar.Ale ten nowy członio miał po prawdzie nieliche głazki błękitne i w nich mówiąc taki jakby uśmiech.I wyszedł. i dopiero wszedł ten pierwszy członio w białym. Pierwszy seans będziesz miał dzisiaj po południu. a kojka stałą tylko jedna. Gmach był zupełnie nowy i miał ten świeży zimny jakby klejowy zapaszek. sami rozumiecie. nieprawdaż? No tak. mały 6655321 już bywszy. No tak . ten co mnie pokwitował.Znaczy się . żebym je sobie przejrzał popijając.właściwie to bardzo proste. i niuchałem jak trza niuch niuch przez mój oczeń wrażliwy ryj czyli też kluf.Więc poczułem gromadną wdzięczność dla tego sympatycznego doktora Branoma i zapytałem: . . Prawie wydawało mi się. Stałem ja w tym okropnym gromadnym pustym holu i łapałem te nowiutkie wonie. . Pokwitował. . jak był nade mną pochylony . a ten również był fajny. i podumał ja: No.

mordą zwrócony do ekranu. okazałem się ciut miękki w nogach. co mi dali: Sport na Świecie. z fotelem na kółkach. te stare witaminy. Na ten raz już dam po nastojaszczy baczenie. kto wie. braciszku? Nawierno dam radę osobiście poszagać tam. jedną ścianę pokrywał srebrzysty ekran. Chyba z niedożywienia. fotel jakby dentystyczny i mnóstwo odchodzących od niego drutów. Po czym wyciągnąłem się na tej kojce i zakluczywszy głazy podumałem sobie. I powiedział: . a potem pśśśk i wcisnęła te witaminki. a nuż. że ktoś czuje się taki szczęśliwy. ale nie zwróciła uwagi. po których ma się zrobić ze mnie już po nastojaszczy charoszy malczyk. który przywiódł mnie do tej małej sypialki zaraz po przybyciu tu. 4 To miejsce. dokąd mnie zawiózł. jak przynieśli mi na tacy obiad. Kręcimy (to był filmowy żurnał) i Gola. i wszędzie poutykane głośniki stereo. i jeszcze mi pomagał inny łapiduch w białym kitlu. co? i mlask mlask do niej chlipadłem. Oni dają mi tak jakby drugi raz szansę. to członio. Więc jakby żyć nie umierać. jakby taka męska siostrzyczka. za jakieś pół godziny. a na dobawkę lody i fajny. że taka niewinność. a do tego piure z kartoszki i jarzynki. braciszki. A on mi na to: . że w dzień Alex. gorący kubas czaju. 46 . już za stary do tej starej rzygoły. gdybym się dał znów grabnąć. no. A potem już niczewo nie odbierałem prócz tego. jak cię zawiozę.Co jest grane. Po czym zjawił się flimon w białym płaszczu. i przyszło mi się na niego ciut nie przeczołgać z wózka na kółkach.To miło widzieć. Po czym. aby nie grabnęli mnie. jakby konsoleta pełna zegarków i strzałek.Aha. jak doktor Branom już zaznaczył. przez to szajsowate żarcie więzienne. może się zaczepi o jakąś fajną i lekką robotę. że pod otworami do projekcji jest na całość jakby matowe szkło i widać za nim jakby ruszające się cienie ludzkie i słychać jakby kaszlu kaszlu. a w nim jedna spiczka. . Potem zauważyłem. a potem sobie zgarnie. Ale przy prawej ścianie było takie ustrojstwo.I faktycznie. . A ten. Tylko mi władowała igłę w lewe ramię. A ja na to: . żeby miał skąd rzucać. kiedy już leżałem ciut przysnąwszy na łóżku. Aż obśmiałem się po prostu horror szoł z nich wszystkich. jak oni sobie zadadzą tyle fatygi pokazując mi te filmy. gdzie należy. a na środku. no fajna po nastojaszczy młoda świerzopa z takimi fajnymi grudkami (jakich nie widziałem przez dwa lata) i niosła na tacy strzykawkę. kiedy jestem ubiwszy i w ogóle. Był daże i smoczek do zakurzenia i pudełko.niebie i poczytywałem niektóre z żurnałów. o braciszkowie. jakie dotąd widziałem. No i wyszła klik klik na tych nóżkach wysokich na obcasie. co go przyniósł. nie przypominało żadnego kina. a w ścianie naprzeciwko były te dziury kwadratowe do rzutnika. to by nie było fer. braciszkowie. i mało sobie czaszki nie odrechotałem. pomyślałem. a najpierwsza robótka to będzie dostać znów starego Jołopa i Pietiu. Owszem. jeśli dotąd nie zgarnęli ich polucyjniaki. Co do tego nie ma wątpliwości. taki jakby nowy gang na życie nocne. jak zlazłem z kojki. jak fajnie będzie znaleźć się apiać na wolności.A gruda żarcia to była na tacy po nastojaszczy przewoschodna i wkusna z wyglądu: parę kusoczków jakby gorącego rozbefu. weszła pielęgniarka. Ten widok udziwił mnie po niemnożku i mówię do niego: . Ale ten zastrzyk z witamin po jedzeniu apiać mnie postawi na nogi.Lepiej będzie.

że mi przywiązują graby pasami do poręczy i także giczoły mam na beton umocowane do podnóżka. jak te wszyslkie unter flimony w białym zesztywnieli. No i zobaczyłem ja tego doktora Brodzkicgo. cały w ułybkach. o braciszkowie moi. I okazało się. i było mi kącikiem widno.chcę patrzeć na ekran. To spróbowałem się uśmiać i powiadam: . I pokazał się stary.Na to drugi w białym płaszczu (była ich razem trójka. abym go wyoglądał. a potem bliżej.A to po co? . co chcieli. jakby coś powkluczano. Towarzyszył mu doktor Branom. to niejedno za ten czas wytrzymam. Potem nałożyli mi taką jakby myckę na łeb i widziałem. w przekonaniu. Jakbyś zgadł. A potem światła zgasły i został się Wasz Pokorny i Opowiadający To Wszystko Przyjaciel. A potem na ekranie pokazał się obraz. że idzie od niej mnogo drutów. . Film tak jakby oczeń charoszy i profesjonalny. Wolałbym się fajnie i spoko cichutko przekimać w kojce. że tak wam zależy. bardzo stary chryk idący ulicą i nagle wyskoczyli na niego dwaj małysze odziani w to. aż mi ciąg ciąg i podciągnęło górne powieki. sam jeden po ciemku. ani zamknąć oczu. jakby chciał mnie podeprzeć na duchu. w mroku nocy i przy palących się latarniach.To nigdy nie wiadomo. Czułem się zupełnie oklapnąwszy. Tylko ulica. co widuje się u kogoś w ciemnym zaułku.Na co jeden z tych w białym zarechotał i odezwał się: . aby cicho sza i tak przyjebnie sam na samo gwałt adzinoko. abym głowę miał unieruchomioną i musiał patrzeć na ekran. Pokaz się zacznie. Zaufaj nam. Dojrzałem. a wydawał z siebie oczeń subtylną i leciutką woń sali operacyjnej. jak w tych dajmy na to świńskich obrazkach. Ale ja powiadam . że od nich też biegną druty. dzikiej i pełnej dysonansów. Aż tu jeden w białej katanie przywiązuje mi łeb do takiego jakby zagłówka. żebym oglądał filmy. Widziało mi się to ciut jakby z uma szedłszy.odezwał się doktor Brodzki z tym przydechem. lecącej z głośników. . siedziała normalnie przy konsolecie u tych zegarków i gliglała różnymi kręciołkami) obśmiał się tak ciut niemnożko i powiada: . i do brzucha przyssali mi taką jakby ssawkę i drugą do starego cykacza. . Nie byłem w nastroju. braciszki.Ale to musi być po nastojaszczy horror szoł ten film.Wszystko gotowe? . Był to malutki chujowinka. na klufie jak ta kartoszka miał bardzo grube oczki. A ten flimon mówi. przyjacielu. zaczął się pokaz filmowy od bardzo gromkiej muzyki. że po to. że ci się spodoba. że wchodzi jakiś oczeń gromadny ważniak. Tak po prawdzie.Tak jest. Skoro za dwa tygodnie mam znów być ten młody i swobodny malczyk. no i rozłegł się taki buczący szum. to nie bardzo ciągnęło mnie w to popołudnie do kina. cały w strachu sam na sam i adzinoko. przyjacielu. Jedno co mi się nie ponrawiło. Mam nadzieję. . że już nie mogłem zamknąć ani przyszczurzyć oczu. bardzo zatłuszczony. pośpiewując sobie cały czas jakąś pop szajsowatą piosneczkę. A potem. Muzyka cały czas dudniąca bardzo ponuro. jedna z nich dziuszka.spytałem. ale bez tytułu i czołówki. właśnie horror szoł. i będę te filmy oglądał. jak tylko przybędzie tu doktor Brodzki. to jak mi założyli takie jakby klipsy na czole.Dobrze powiada ten od kołowania na wózku to ja cię zostawiam. Potem rozdał się hałas drzwi otwieranych i zrazu było poznać. kudełki mu się kręciły jak u baranka pokręcone kudłato na całej czaszce. że sprawiło to przekluczenie się z więziennego żarcia na to nowe pożywne i jeszcze ten zastrzyk z witamin. Oj. nie wiadomo. I usłyszałem głosy wykrzykujące: ta jest! ta jest! ta jest! najpierw z odległości. przestawszy na chwile zapiewać.jaki jestem słabosilny. żadnych tam chlups chlaps i migania. że szoł i że horror. mogła to być jaka bądź ulica w jakim bądź mieście. że odziany jest w garnitur po nastojaszczy horror szoł i absolutny szczyt mody. . o braciszkowie moi. skórę napinające. Tak będzie lepiej. co było jak raz 47 . ale dałem im wszystko robić. nic mogący się ani poruszyć. jak bym się nie starał. ani w ogóle nic. Przywiedli mnie tu.

tylko normalnie halsztuk) i wzięli się z nim figlować. Przyglądałem się temu i zaczęło do mnie mocno docierać. co miała sklepik. że mogę się porzygać. na ten raz po prostu ludzka morda. daże zmachany oddech i sapanie tych dających wycisk małyszów. I apiać ten zadowolony głos doktora Brodzkiego: . i słuszać tych obłąkanych wrzasków. braciszkowie moi. A jak przyszło się do tego. A potem zbliżenie na baszkę tego ciężko złomotanego chryka. Więc te płomienie ogarnęły ją z hukiem i widać. pokładając się od gromkiego rechotu i te malczyki rozpirzyli jej cały sklepik i podpalają go. jak banda małyszów przyszła ją skopać. Ciut spotniawszy od tego bólu w kiszkach i pić mi się chciało niewynosimo i w czaszce pulsowało mi buch buch buch. jakie mi tu dają. później chlaszcze w dół płat policzka i wreszcie pru pru prut po całości. Ten wszedł prosto na młodziutką dziulkę. i zrobiło mnie się niewynosimo. Teraz już wiedziałem. że wpychle po nastojaszczy dają sobie to robić na filmie i gdyby to nakręcał ktoś z Tych Dobrych albo Firma Państwowa. żeby im pozwolili zdejmować te filmy bez interwencji w to. że mój żołąd jeszcze się nie sawsiem przestawił na pożywne jadło i witaminy. widząc. potem drugi i trzeci i jeszcze następny. Jakby cały obolawszy poczułem. i jakbym nie wyślepial się na ten film. Przerobili go sawsiem na budyń.Świetnie. jak barwy nastojaszczego świata dopiero się widzą prawdziwe. a ona w głośnikach wrzeszczy gromko i wprost użasno. jucha ciekła z niej krasno i przekrasno. tego chryka. świetnie. To było prawdziwe. co przypisałem niedożywieniu i temu. z nim różne parszywe sztuczki. obdarłszy go do imentu z łachów i na zakończenie z buta w te gołą płyć (walającą się czerwono i krwawo w szajsowatym błocku rynsztoka) i precz odbiegli raz dwa raz. a czerwona krew bryzga na obiektyw. co krugom dobywały się z tego ryja. to mnie zaczęło mdlić. Widać jak ta bidna stara próchniaczka chce się wyczołgać z ognia. choć jak dobrze pomyśleć. skrzycząc i wrzeszcząc. ale nie może się ruszyć. że jej gęba w męczarniach jakby o coś błagała przez ten ogień i wreszcie ginie w ogniu. żeby umknąć się temu filmowi spod lufy. świetnie! Następny filmik był o starej babuli. Ale próbowałem o tym zapomnieć i skupić się. a ta dziulka na ścieżce dźwiękowej krzyczy jak z uma szedłszy. Słychać było każdy jego wrzask i jęk. jak brzytew mu najpierw oko wyrzyna. jak najpierw jeden malczyk robi jej nasilno to stare tam i nazad. że wcale się nie czuję za dobrze. o braciszkowie moi. całkiem pobladłszy ludzki pysk i jak trzymają go fest i robią. przysuwając łup łup lup z piąchy. ale co za różnica? Do gardła mi podchodziło a rzygnąć nie mogłem. co się wyprawia. jaki mogło wydać głosiszcze ludzkie. że szósty czy siódmy już malczyk obszczerza się w rechot i dawaj pchać jej w międzynoże. na puszczonym od razu kolejnym filmie. to wierojatno by mnie tak nie mdliło. a przy tym leci muzyka przejmująca taka i tragiczna. i słychać najstraszliwsze. Bo aż do izbytku prawdziwe. ale już nie ten obfity fular. Wiedziałem.szczytem mody (sztany po dawnemu obciśnięte. że to się nie może dziać naprawdę. I dawaj w następny kawałek. bo te małysze kopiąc potrzaskali jej nogę. chyba nie wyobrażacie sobie. co się wyrabia. to niemożebne sobie wyobrazić. że mnie zemdli. To komiczne. Tak i musiałem widzieć. Więc nawierno był to na balszoj sprytny montaż albo trik czy jak się ta sztuczka nazywa. tak sztywno uwiązanemu na tym krześle. usłyszałem od konsolety glos doktora Brodzkiego: Reakcja dwanaście i pięć dziesiątych? A to całkiem całkiem obiecujące. Jak ten kawałek się skończył. całkiem po nastojaszczy. bardzo prawdziwe. Tylko że nie mogłem zawrzeć oczu i nawet jak starałem się przewracać głazami. albo i nie porzygać. to i tak nie mogłem wykręcić gałek na tyle. więc uwrzasnąłem się: 48 . kiedy je zobaczysz na filmie. udręczone i dręczące wrzaski.

Możecie sobie wyobrazić. Co mogłem. . ty! .Dobrze. krugom wyśpiewywał pop jakiś tam psijebny. z czaszką dudniącą jak wielka i gromadna maszyna do wytwarzania bólu. przyjacielu? ..Zatrzymać ten film! Błagam. Nic się nie bój. a jak ty uważasz? . i wtedy przynieśli mi fajną czaszkę gorącego czaju z nienajgorszą dobawką starego mleka i cukru (to znaczy sacharu) i dopiero. przymuszony. jakby nie miał z tym nic wspólnego i był tylko. jak ja. Proszę następny film. więc zamknąłem.można go położyć do łóżka. że gotów jestem wyrzygać każdy kusoczek piszczy. jak również towarzyszący im akompaniament.ale on tylko się obśmiał i rzekł: .I głośno zaśmiali się on i cała reszta. a potem się precz wykaczkał. jak zobaczyłem już ostatni kawałek i doktor Brodzki odezwał się tym bardzo znudzonym i ziewającym głosem: . no i wkrótce zacząłem się czuć tak jakbym stosunkowo rychło mógł poczuć że już wkrótce mógłbym zacząć się czuć może odrobinkę lepiej.I poklepawszy mnie normalnie po ramieniu zaznaczył: . Nie chce mi się opisywać. a nie zabywajcie że była jeszcze ta dziulka przy knopkach gliglająca i wpatrzona w zegarki. Więc położyli mnie do łóżka i wciąż czułem się chory i obolawszy ale nie śpiący. o braciszkowie. W każdym razie oswobodzili moją płyć nieszczęsną z fotela i odpuściwszy skórę nad głazami.i rozśpiewał się jeszcze głośniej. tak że znów mogłem je otworzyć i zamknąć. jak żołnierzowi jednemu ścięli głowę szablą i ta baszka toczyła się. że ten użas i koszmar 49 . Była wojna 1939/45 i przybijali sołdatów ćwiekami do drzew i fajczyli pod nimi ogniska i jajka im obrzynali.Skończyć? Ty mówisz skończyć? Ależ myśmy dopiero zaczęli. a ten członio.W porządku .A bo co. aż warknąłem: . przywiązanemu do fotela i z głazami na siłę szeroko wybałuszonymi. Błagam.To tylko wyobraźnia. a doktor Branom za nim. dajcie mi jakieś naczynie. Więc uwrzasnąłem się: . to tylko drzeć się na całego.Przymknij się.rzekł doktor Brodzki . A potem kazano mi oglądać najobrzydliwszy film o japońskich torturach. od czasu jak połuczyłem grudź do posmoktania. przyszedłem do świadomości. o braciszkowie moi. co mnie popychał. pochlipawszy to. Teraz już sawsiem użasno bolał mnie brzuch i głowa i chciało się pić. a ciało tego żołnierza biegało i to jest fakt. braciszkowie. .I znalazłem się ja przy wkluczonych światłach. bluzgając juchą z szyi jak fontanna i wreszcie upadło. jej usto i ślepia wyglądały jak żywe. Branom. proszę z tym skończyć! Dłużej nie poradzę. jaki przełknąłem w życiu. a przez cały czas było słychać oczeń oczeń huczny śmiech tych Japońców.i obszczerzyl się całą gębą. A ten doktor Brodzki odkrzyknął: . Dajcie mi się porzygać. doktora Brodzkiego i Branoma. . aby jakieś wpychle choćby i pomyślały o kręceniu filmów z tego.Jak na pierwszy dzień to chyba wystarczy. co to była za potworna ulga. żeby temu zrobić wykluk! wykluk i wykluk! i to jakby ciut przygłuszało ten zgiełk ultra gwałtu figlów i ubawu. ale z taką ułybką bardzo sympatyczną i po drużeski. Całkiem obiecujący początek! .Będę rzygał. a nawet pokazano. co mnie przymuszali teraz oglądać. i reszty biało ubranych. Bo widziało mi się niemożebne. dobrze. to były nawierno brudniejsze i gorzej zafajdane niż jakiego bądź ubijcy i przystupnika w całej wupie. jakie tam jeszcze okropności kazali mi jakby przymusiwszy oglądać tego popołudnia Cale te jakby mózgłowia ich. z bólu tętniącego w czaszce i prawie że mnie odnieśli do starego wózka na kółkach i apiać do tej małej sypialki. .Może to miał być żart. bo z ciemności dobiegł mnie jakby rechot. a wszystko to szło na mnie jakby z ekranu.l rozdał się na to głos Brodzkiego: . pysk miałem w środku całkiem uschły i jakby szajsowaty i zdawało mnie się. .

przyczepione do mego ciała. połapać. Dlaczego mnie tak zemdliło. ale co prawda to prawda.powiedziałem . to zawsze było mi po prostu horror szoł. czy jutro nie odkazać się od przywiązywania w fotelu i może dać się ze wszystkimi po nastojaszczy w łomot. . a ja próbowałem się w tym. bo należą mi się te prawa. To ja na to: Znaczy się. co się powinno dziać z każdym normalnie zdrowym organizmem ludzkim w obliczu tego.Dokąd udasz się po zwolnieniu? 50 .och .to było zbyt okropne. to według moich obliczeń chyba już zacząłeś z powrotem czuć się lepiej. . . Twój organizm się tego uczy. na brzegu mojego łóżka i odezwał się: . . Tego się właśnie uczysz. odpoczywasz. tak ostrożne. Taki ułybawszy się stary flimon. Raczej na odwrót. .i co takiego . tak mi robicie. że czułem się całkiem horror szoł i nawet już nabrałem chęci na żarcie. płocho i bardzo bardzo chory. Ale musimy cię twardo potraktować. co wyprawia potęga zła i jak przejawia się zasada niszczycielskiej destrukcji. o. Nie rozumiem. Poklepał mnie po nodze i wyszedł. abym się poczuł niedobrze. abyś stał się zdrów i normalny.dzisiaj po południu dlatego. gawędzisz sobie z przyjacielem: na pewno czujesz się po prostu znakomicie.odkazałem tak ciut czujno. I tak mnie zagabnął: . braciszkowie. . cały sympatyczny i przyjacielski. dlaczego i jak to . że te kable i różne tam barachło.Zjawiska życia. takim bardzo górnym świętojebliwym głosem. Po prostu wracasz do zdrowia.uśmiechnął się doktor Branom. Kiedy jesteśmy zdrowi.Słucham . Jutro czekają cię oczywiście dwa posiedzenia. Znaczy się jak robiłem to.nie! panie doktorze . że (jak on to nazwał) jest Oficerem Zwolnieniowym. abym się poczuł niedobrze. Nie poniał ja.ja nie rozumiem. że okropne .powiedziałem. któż potrafi do końca zrozumieć te cuda? Doktor Brodzki.i niczewo nie panimaju. że już ci się polepsza. kiedy zjawił się znów inny członio.odkazał mi doktor Branom. Jutro będziesz o tej porze jeszcze zdrowszy.Czułeś się tak niedobrze . czy nie tak? Więc jakby wsłuchałem się ja w samego siebie i poszperałem sobie w głowie i w ciele.Życie to jest coś nadzwyczajnego . konstrukcja organizmu ludzkiego.Nie życzę sobie odkazałem . albo się przyglądałem.zapytał.Doktor Brodzki jest zadowolony z ciebie. może to właśnie od nich czułem się tak niedobrze i że wszystko to jest po nastojaszczy kant i zwyczajna sztuczka. Robimy z tobą tak.że muszę się patrzeć na .minęły i już ich nie ma. Robicie ze mną tak.. że niby jak zabolawszy poczuł się łuczsze to jego własna broszka.Nie rozumiem tego . a miał przy sobie papierków i bumażek i jeszcze papierków. Przysiadł.Gwałt i przemoc to jest okropna rzecz. . Po czym wszedł doktor Branom.A teraz czujesz się chory? . to wspaniały człowiek. ..Wiadomo. . ku czemu on zmierza z tymi obliczeniami. rano i po południu. .Chyba mi zadajecie coś takiego. i zagabnął . jak masz się wyleczyć. Czy tak? . jak mogłem.wyłożył mi . Dotąd nigdy mnie od tego nie mdliło. Widziało mi się. Jeszcze główkowałem nad tym i zastanawiałem się. a nie tam czyjeś obliczanie się. to w obliczu zjawisk odrażających trwoga nas ogarnia i mdłości. Z tobą dzieje się obecnie to. więc pod wieczór będziesz chyba ciut wymęczony. który zaznaczył. Pijesz herbatę.wystękałem . Miałeś bardzo dodatnie reakcje. że mam znów odsiedzieć .No.I aż się zmarszczyłem na czole zadumawszy. cały sympatyczny i uśmiechnięty.Ale . Więc nie rozumiem. ciągle z tą po drużeski ułybką na mordzie.

że już rychło będzie ze mnie fajny malczyk. to poczułem niezły apetyt i nic tylko bym chrupał chrum chrum tego pieczonego kurczaka. I także samo dziwne. . no nie? Jak sobie normalnie wejdę drzwiami i powiem: No proszę. . abym dobrze usłyszał.Nie chciałbyś mi na odchodnym dołożyć w ryja? . że z tym się nie śpieszy. Więc ja grabsko w piąch i łomot w ten ryj.I dosunął tę swoją mordę bliziutko. Więc powiedziałem flimonowi. nie do pojęcia. I to właśnie było ze mną. Bo drzym czyli koszmar senny to właściwie nie co innego. to kiedy poszedłem spać. no w ogóle.Ależ to krasiwo zabrzmiało! to słowo zwolniony. i skręcało mnie przez kilka minut.To będzie dla nich miła niespodzianka. Po czym zaraz przeszło i jak mi przynieśli kolację.powiedział. apiać zrobiło mi się tak niedobrze.A czy twoi rodzice wiedzą. co je oglądałem po południu. że był to jeden z tych filmowych kawałków. jak on przy wyjściu mało sobie głowy nie odrechotał.powiedziałem . no. ale teraz już ostrożniutko i cała robota sam na samo gwalt i adzinoko.A kiedy twoi rodzice cię ostatni raz odwiedzili? .Po prawdzie ja się nad czymś takim jeszcze nie zastanawiałem i dopiero teraz mi zaświtało. .znów zachichrał . i wydałem taki glos: . Dni odwiedzin były na trochę zawieszone. jak będę zagrywał po ichniemu i nie puszczę się w żadne szarpanie i zrażanie się. o braciszkowie. Więc on że recht recht rccht i wziął się ku wyjściu. swobodny. że tylko wtedy. Najpierw jakiś nieduży urlop I jak tylko wyjdę. ani chu chu nie poniawszy.Aha . A teraz kwestia zatrudnienia. Więc prawie miesiąc nie miałem widzenia. niezgadzanie się i tym podobnież. .I pokazał mi długi długi spis.Będzie z miesiąc .Na to ja zmarszczyłem się. aby trochę odczekał i że później o tym porozmawiamy. całkiem jak po południu.Ee? . ciągle obszczerzający się. Jeżeli masz gdzie mieszkać. . Do moich ef i em. gdzie mógłbym się nająć i pracolić. czy robisz postępy. żeby też ich ukarać. że ten stary flimon tak się u mnie dopraszał w mordę. bo i co zrobił? a pochichrał się i powiada: . To było kurewskie zagranie do niewinnych. Wziął się ten koszmar z takiego kawałka sfilmowanego. że łupnąłem grabą w sam wozduch. że poczułem się tak niedobrze. coś ukraść i zaopatrzyć te stare karmany w kasabubu. ale on się tak bystro uchylił. tylko jakby film pod własną czaszką.około. o braciszkowie moi.Do starzyków moich w kochanym bloku.? .odkazał ten Zwolnieniowy . Ale dziwne było.Do twoich . że jesteś przeniesiony i niedługo masz być zwolniony? . obszczerzywszy się tłusto na całe usto.No odpowiedział tylko aby się przekonać.Nie chciałbyś mi . znów jako człowiek wolny! Taak. Ale tu pokazał się wdrug oczeń po czudacku. i domyślacie się. z wyjątkiem. cały o malczykach z rechotem 51 .Och. Nie będę więcej polegał na tak zwanych kumplach. więc wytłumaczyłem się: . i tagda poniał ja. co? . to będzie po nastojaszczy horror szoł. po prostu koszmar.Widno sawsiem nie kapował po nastolacku. aż łeb mi się umarszczyl.Aha . I dobawiłem: .margnął ten członio. bo jakiś zek przeszmuglował do więźnia przez druty niemnożko prochu. co mi go pokazali już pod koniec jakby wieczornego seansu.No dobrze . wrócę do domu. Okrutnie to było dziwne. i powiadam: . I natychmiast po tym. Więc mu normalnie odbałaknąłem: .to na razie wystarczy. krzyk.Mnie wydało się niemożebne. wzrywającego się. . ale pomyślałem.na odchodnym dołożyć w ryja? .Nie . A co jeszcze dziwniejsze.odkazałem. wróciłem. Przyśnił mi się taki drzym. że jakbyście w niego sami wszedłszy stali się jego częścią.Dlaczego? . . od swojej dziobki. .

widać. Dopiero uwrzasnął się ja z 52 . żeby się napić. tylko na podkładzie muzycznym. mam dosyć! . całe stakany i dzbany i całe kubły tej krwi. jak oni wyświetlali wciąż na ekranie te wredne kawałki ultra gwałtu. wybladki żeż wy śmierdzące . a ciało i graby i nogi przymocowane do fotela. żebym nie uciekł. do rzygania. ale już bałem się łóżka i snu. dosyć. Po czym jakby rwać się musiałem abratno do zbudzenia i to przez moją krew. braciszkowie. i wsie malczyki obśmiały się ze mnie gromko na balszoj raz i prze i rozgromko. wylazłem z kojki cały roztrzęsiony. co ma ten sklep. i jak wlekli to fest nieprzerywno im dawali łomot. wy dziobane skurwle.Pierwszorzędnie! . Co gorsza. Ooooch. Co kazali mi siejczas oglądać.darł się doktor Brodzki. A potem. w swojej własnej czerwonej czerwonej krwi ciuch mając razrez do imentu i oczeń horror szoł. co normalnie chłopaki w szkole tak lubią rysować. . po czym oficerowie. drzwi zakluczone! I obróciwszy się dopiero zauważyłem kraty w oknach. I apiać ta stara wojna 1939/45 i film cały w purchle i spęk i podrapany. a oficerowie prykaz prykaz i te porażające nagie truposze po rynsztokach. poniał ja. Ja też się dawałem w ten ubaw. . aby przejść korytarzem do starego klo. i naprawdę wysilałem się rano i wieczór.Zatrzymajcie to. że skręcony przez Niemców. Wlekli też cały tłum i mnóstwo wrzeszczących. nic takiego. nic tylko pył i dziury od bomb i rozwalone budynki.i pytałem się ja wyłamać z krzesła i było niemożebne. Zaczęło się od germańskich orłów i od flagi tych Nazi jakby z krzyżem połamanym. nie było znów takie. bo nie wytrzymam! . ja wniezapno poczuł się jakby mnie sparaliżowało i nic tylko rzygnąć na całość. Dalej pokazało się. A tu.wyłem i wciąż wyłem.Tak było następnego dnia. co to za muzyka podłożona trzaska i grzmoci po tej ścieżce dźwiękowej i był to Ludwik Van z finału Piątej Symfonii. 6 . nic tylko jakby klatki z gołych żeber i nogi jak białe patyki. proszę was. bracia. że nie ma już dla mnie ucieczki. trzech albo czterech bojków normalnie robi w sklepie zachwat i zgarnia do karmanów kasabubu.To nie fer. Tymczasem u mnie du du du i jakby łupanie w głowie i mdłość. braciszkowie. ażeby zagrywać po ichniemu i siedzieć jak po nastojaszczy horror szoł ułybajuszczy się malczyk do współpracy na tym krześle tortur. jak bierze łomot i ciut jej upuszczają żeby pociekł ten czerwony czerwony sok.krzyczałem. ale żadnego dźwięku. jak ta borba i zadyma i łomot były u szczytu. aż tu znalazłem się w łóżku w tej sypialce. a na boczku trochę bawią się ze starą. jak ludzi strzelają bach bach i bach pod ścianami. krzyczącej we krwi. Niezadługo pokazało się.Świetnie ci to idzie. Chciało mnie się zwymiotować. sięgnąwszy po ten jakby urynał w małej szafce przy wyrku.Dosyć. przez juchę własną. byki pyszne i w mordzie nadęte szli po ulicach. i ta drewniaczka wrzeszczy. jakby mnie trzymało w nim przyklejaszczy.wykonujących ultra gwałt i ryps wyps na takiej młodej dziuszce. żeby dawniej pokazało się użasne. . Jednak po chwili jak padłem ba bach w kimono. cały w rechot i jakby wożaty w gangu. Aż nagle połapałem się. a odziany w sam wierch mody nastolowatej. i ta niewynosimo drapiąca suchość w pysku. Jeszcze jeden i koniec. bałem się powrócić do mojej własnej uśpionej czaszki. I tak. wszystko dużo gorsze jak wczoraj. dosyć! . tak już więcej nic mi się nie przyśniło. . że po prawdzie wcale nie chce mi się haftować. ślepia wybałuszone mając i tak spięte w powiekach abym wszystko widział.

dopiero teraz uświadomić sobie.Dajcie mu karafkę wody z lodu.rzekł doktor Branom.noo.odezwał się doktor Brodzki . A co ty o tym sądzisz. . co? Gwałt i grabież. już nie wyglądający tak po drużeski.Skojarzenie.O co chodzi z tym grzechem? .znów ich pod mur i rozstrzał później stara flaga tych Nazi no i KONIEC. . dobrze . Ale jak światła się zapaliły. że nie jesteś pozbawiony gustu.Nie ma na to rady . dość! To śmiertelny grzech. . Pisał ten Beethoven muzykę i nic więcej.Osobliwa . to barachło w mojej baszce i płyci.Słusznie .zagaił apiać do mnie . choć już mały kusoczek łuczsze. . kiedy patrzę na te wasze brudne filmy.przemówił doktor Brodzki. Ten specyfik Ludovycka możemy ci wprowadzać w dowolny sposób. jakby niecierpliwy i już nie ciekaw reszty. A naprawdę co powoduje. Ale zastrzyk podskórny się najlepiej sprawdza. jak mi przestaniecie pokazywać te filmy. Jest mi niedobrze.Cieszę się.odrzekłem. a grabież jest aspektem gwałtu.Więc pomagierzy wzięli się do roboty i za chwilę łykałem już kubły i kubły tej wachy. że teraz właśnie zgłosiłeś swe zastrzerzenia .Więc do ciebie muzyka przemawia. To tylko do mierzenia reakcji. Wszystko.Że tak używacie Ludwika Van. . Co w takim razie? I tagda poniał ja.objaśnił doktor Branom.Odwiązać go . Na przykład doustnie. No no. .odkazał mi doktor Brodzki. to że dobrze wzmaga emocje.Że mnie rwie? . Więc żeby nie było niejasności. Ale po większej części rdzenie lub zapożyczenia rosyjskie.Dobrze. Zdaje się. Proszę. czując się jak w niebie. co się dzieje? Powiedz mi. Ale szajsowata brudna kurewska sztuczka.Tak od razu nie zatrzymali.ta mowa plemienna.rozkazał doktor Brodzki.wrzasnąłem .Pić .Stać! . Może tu pojawia się element kary. Tylko chory na tę przemoc i gwałt. On nikogo nie skrzywdził. Branom? .Ani słowa.Szczątki rymującego się slangu .odparłem. . Więcej mi tego nie zrobicie.Tu po nastojaszczy zemdliło mnie i raz dwa musieli przynieść taką miskę jak nerka. o braciszkowie.uma szedłszy: . nie odkazałem i wciąż niedobrze się czułem. bo zostało jeszcze parę minut . Propaganda. .rzekł doktor Brodzki. . Naczelnik powinien się ucieszyć.Muzyka .uciął Brodzki. Infiltracja subliminalna. co za idiocki durak ze mnie.No więc .o God Gospod. . Ale po prawdzie chyba nie od filmów tak mi się robi.Każdy to zabija. że czujesz się tak niedobrze? .Wyglądasz mi na dość inteligentnego młodzieńca. że od tych zastrzyków co dziab w grabę. co się do ciebie podłącza.jak myślisz.Żebym się czuł niedobrze. wy skurwle.rzekł doktor Brodzki jakby ułybajac się . oczywiście.Dość. Nie ma nic wspólnego z tym.Że tak . to stali przede mną Brodzki i doktor Branom też i doktor Brodzki się mnie zapytał. . Ale był to straszliwy dzień. teraz to jasne. .Ta szajsowata chujnia. Najstarsza metoda wychowawcza świata. jak mówi poeta uwięziony. co wiem o niej. .ryknąłem. . A doktor Brodzki powiedział: . . dobrze. abyś nie 53 . . co my z tobą robimy? . Ale wyczuwam. to zbrodnia.jęknąłem . . one są dla zboczeńców. Otóż . Branom? .Coś niecoś z blatu przestępczego. jak sądzisz.Aaa . Ja się na niej wcale nie rozumiem. . co ukochał. .to nie po kablach.jak ludzie złomotani oblewają się krwią . że nie będę tego czuł. ot co jest. aż mnie skręcało. jakby się zadumawszy. braciszkowie. Wiesz coś o jej pochodzeniu. co wy robicie! . Wsio taki zdradziecki podstęp i tyle. . wy zafajdane hadkie i odrażające wy skurwysyńce. .

i rzekł: . i ubijstwo pokazuje się złe złe i gorzej jak złe. będziesz musiał nam to pozostawić. bo każde wpychle na ziemi ma prawo do życia i do szczęścia i bez tego żeby mu dawać łomot i uch buch i nożem go.I podniosłem tak świętojebliwie patrzałki na sufit. Dostałem od panów lekcje. dopiero wtedy Aja na to: . że udało się mnie wyleczyć. Dużo pozostało do zrobienia. . ładując mi przy tym łup i stuk z mordami obszczerzonymi na balszoj tuż przy mojej. nic tylko stuk łomot z piąchy z buta i ta czerwo czerwona jucha lejąca się z ryja z płyci z bebechu i bryzg bryzg w obiektyw.Już nie trzeba tego dalej ciągnąć. Nie wszystko poniał ja z tego bałachu. Już za niecałe dwa tygodnie będziesz człowiekiem wolnym. po czym ta fifa pielęgniarka rzekła: . ale tak wrednie. Wiele się doprawdy nauczyłem.albo coś podobnego. że naprawdę poczułem jak mnie dziargnęła.i drugą strzykawką dziab i psiuk mnie w łapsko. ty! . bez naszej pomocy i bez środków leczniczych. Wsio taki wy jesteście szmucyk złe i wredne skurwle i ja nigdy wam tego nie przebaczę. o braciszkowie. Dzień w dzień to samo. Teraz już widzę.próbował z nim walczyć. Z tym porównawszy niczym byłoby odsiedzieć całe czternaście lat w Państwowej Wupie. . Codziennie.rzekłem. och. Niech już będzie.choćby akt miłosny . co słuszne.Oto herezja tych czasów rozumu . panie doktorze. Po czym doktor Brodzki powiedział: . zacząłem ciut niemnożko z innego tonu. Ale pociesz się. ciut mało nie mizglący. czego dotąd nie byłem świadom. Świat jest nierozłącznie jeden i życie też jedno. jak słyszę takie cudo cudo jak Ludwik Van i G. Przeważnie malczyki obszczcrzonc w uśmiech i w rechot. co niesłuszne.Nie jesteś jeszcze wyleczony. .Wy brudne wybladki . że strzykawka poleciała dźwięk brzdęk na podłogę. Ale obaj weteryniarze tylko potrząchnęli baszkami tak jakby ze smutkiem i doktor Brodzki powiedział: . co zrobią. ty pętaku. więc odkazałem: . jak to ja. No i zrobili: w try miga wezwali czterech czy pięciu takich po nastojaszczy wielkich unter łamignatów na biało i ci mnie fest przydzierżali na wyrku.Nie! co to.i raz ją po łapie. Ty sam dokonałeś wyboru. Dopiero kiedy twój organizm będzie należycie i gwałtownie reagować na gwałt. Jak gdyby od początku świata do końca świata. O nie. mój chłopcze. Żeby mi szło na wymiot.Ty zły niegrzeczny diable.Widzę i zgadzam się. chłopcze.Nie mam zgryzu o ultra gwałt i cały ten szajs. skazałem ja: . Udowodniliście mi. I złachanego znów powieźli mnie. Ale jak czwartego dnia po tym bałachu z doktorami Brodzkim i Branomem zjawiła się fifka z igłą. I poklepał mnie w pleczo. Chwała Bogu.choćby i muzyka.widzę że to jest niesłuszne. nie. Bo to jest przeciw społeczeństwu i niesłuszne. jak zwykle. że całe to zrażanie się i ultra gwałt. albo ci Nazi okrutne 54 . To nic nie da. panie doktorze.Ściśle rozgraniczyć to zawsze trudno.Na co doktor Brodzki wziął i obśmial się długo i hucznie. Niedługo będzie po wszystkim. Handel czy inni. szły filmy jakby takie same.proszę państwa . jak na węża jadowitego. Najsłodsze i najbardziej rozkoszne czynności też zawierają w sobie pewną dozę gwałtu . O braciszkowie i przyjaciele moi. ubrane w co najmodniejszy ciuch po seksolacku. to jakby wiek cały. albo roześmiawszy się Japonce hi hi hi przy torturach.A poterm dodawszy: . Aby luknąć i przekonać się. to nie! . Musisz ponieść to ryzyko. Obaj się jakby na oko zadumali. . bardzo wiele.Chytrze. . . F. Ale z muzyką to nie fer. oż wy w mordę dziobate. pokazawszy w rozbłysk wsie swoje białe kafle. I tak sobie z nami nie poradzisz. w ten dziob jego mać kinoteatr cholerny. ale robię to. i łomot.Kiedy. ja . Niecałe dwa tygodnie.

może miałbym jeszcze ostatnią szansę. że się uszarpawszy dostałem zastrzyk i normalnie odwieźli mnie tam jak zawsze. mówili. małysze. Apiać ten stary ultra gwałt i kuku. kiedy przyjdzie ta fifa ze strzykawką. tak że raz na zawsze i nawsiegda będzie mi niedobrze. co drugi dzień golił mnie tłusty łysoń jeszcze do śniadania i w łóżku.zaganiając do takich komór. .Tak. Ale na ten raz nie miałem na kogo zdrucić.To dzisiaj. jak gdyby zbiorowa odmiana tego samego. żebym stracił przytomność. co mi tu pokazują. Ale te skurwle wybladki w białych lejbach od razu do mnie z tasztukami i obierać te łzy. co mi przedtem od baszki szły i od całej płyci. ten szajs Ludovycka był jak taka szczepionka i teraz już miałem go we krwi. I każdego dnia to uczucie jakbyś zaraz miał zdechnąć tak rwie na wymiot i łeb i zęby rozbolawszy i chce się pić użas! użas! i coraz gorzej. powieki miałem podciągnięte a giry i wszystko przymocowane do fotela. rzecz jasna. Wlazł nareszcie jakiś pomagier w białym i powiada: . bo jak zwykle. Już nawierno idzie do końca. . aż do izby tortur na horror. braciszkowie. Idziesz i w ogóle. dziulki czy rybionków .Ale . przygadując: . te wpychle co się im rozłupuje baszki.mówię . niby takie błogosławione ciur ciur i srebrzyste kropelki rosy. . czuł się ja nie tylko strasznie.Bo naisto byłem porażony. Aż usto mi się zrobiło w prostokąt i bu hu huuu.odkazał mi jakby ułybając się. No jazda. Straszny to był dzień i użasny. jak zobaczę byle co w ultra gwałt i kuku. które oglądam? Tylko że natyrlik. Aż jednego ranka spróbowałem tych skurwli zażyć łup łup łupawszy łbem o ścianę. tygrysku. o braciszkowie i jedyni drużkowie moi.kopacze i rozwalacze. zjadłszy na kolację tłusty i gęsty barani gulasz i paja owocowego i lody. o braciszkowie.gdzie ten kurwa mój zastrzyk poranny? . i dostałem takiej przydumki: Kur kur kur kurwa. Brzytwy mi nie pozwolono. ale co zdziałałem. . to już nie było. o bracia moi. damy ci się przespacerować. Co w takoj raz może mi to sprawiać. Ale na ten raz. i te szare jakby inostranne ulice pełne czołgów i mundurów i jak zmiatają trrach ra rach ogniem z wintowek i tłum ludzi wali się. abym się czuł na wymiot i pić i cały w bólach.czy to mużyk. . te jakby osobiste figle na złość i razdraz. tylko że kazali mi patrzeć. Odtąd już sobie radzisz sam. czy psiocha. gdzie wszyscy oni wykitują od gazu trującego. niby tak im zależało. żebym nie przepuścił ani jednej sztuczki z tego. bojku. Aż jednego ranka zbudziwszy się i głotnąwszy na zawtrak jajka i tosta z dżemem i oczcń gorący czaj z mlekiem podumałem ja: Chyba to już niedługo.Więc musiałem założyć podom i tufle i przejść korytarzem w kinoteatr. że mi tak robi.Spacerować? .I znów miałem to wszystko wyraźnie przed oczyma. nie patrz taki zdziwiony. Ale będziesz nadal przypięty i zmuszony do przyglądania się. Leżałem tej nocy sam na wyrku. Już nie będą cię taszczyć na wózku. I czekał i czekał ja. no cio tak płaku płaku! . to że dotarło do mnie że i to jest gwałt jakby identiko z gwałtem na filmach i tyle. co musiałem widzieć. te psiochy rozdzierane w tam i nazad ociekające krwią i z wrzaskiem o litość. a dwa 55 .W to samo miejsce odbałaknął. no i łzy mi ciut zamazały to. tych Szkopów. A później te łagry i Żydzi. Wycierpiał ja do szczytu i dużo więcej się nie da. przyjacielu. bracia. jak nie filmy.pytam. Już nie ładujecie mi w bolesną grabę tego szajsu rzygotliwego? .A dokąd? . Znów przyszło mi się bu-hu-huuu i ci doskoczyli raz dwa obcierać mi te łzy. gdybym się stąd zaraz wydostał? Ale nie miałem broni.Niu niu.Na amen i raz na zawsze.Koniec z tym . ze mną. aby strzykać we mnie ten szajs Ludovycka i co. . ale tych drutów i kabli. Przejdziesz się do kina. a ona nie przyszła. bo i zdumiony. jak szturgają zapłakanych i błagających o litość Żydów . tak.

umieram.Po czym odkluk odkluk i powiało słodko zapowiedzią mojej wolności. Ale i tak pozostałem bystry w ataku. co 56 .Jeżeli coś kombinujesz. prędko. że lepiej wziąć po mordzie niż dać. jakby z góry widząc go jak się wali sieknąwszy i aut aut aut i poczuwszy jak ta radocha mi buch i do góry w kiszkach. przyczaiwszy się za drzwiami. . I zamachnął się ja z obu piach.skazali mi wdrug nieożydno . tak mi niedobrze.I przypodniósł mnie za przód piżamy pod szyją. A to były wsio taki dwa tygodnie i właśnie mi powiedzieli. aut aut aut i raus. że ciut nie tyle minęło. koleżko. o braciszkowie. Gdyby ten mużyk dłużej został. Pazury na grabach mi obcięli i tak spiłowali króciutko. w podomie już a nie w białym kitlu. to właśnie w ten moment rzuciła mi się mdłość do gardła. A później ten flimon w białym.I zrobili ten stary kciuk. chłopczyno. No chodź.To powiedział . jakby pokazując na wolność. w sam środek ryła. Błagam. Tylko marzę o tym.A ja wszystko co mogłem zrobić. boli mnie tak niewynosimo w boku. 7 Nie dowierzałem.Jutro .Zdarłem se gardło na sucho i chrypło. Wydawało się. . . całkiem oklapłego i lejącego się. żebym nawet nie mógł zadrapać. umieram . ty pętaku ze śmietnika wyjęty. Och. Doktora doktora. co mi przynosił żarcie i niby doprowadzał mnie na te codzienne męczarnie. Wreszcie usłyszałem kroki na korytarzu i jakby mamrotanie i rozpoznałem głos tego w białym kitlu. to leżeć i szlochać bu hu huuu. chociaż osłabili mnie.Och. poniał odliczno. bracia. można powiedzieć. . to ja z kolegami zapewnimy ci nieustanny kop i łomot przez całą noc. Chrup chrup zrobił klucz w zamku.I otrzepawszy sobie łapy szt szt jedna o drugą wyszedł.Na pomoc. bo tak do mnie bałaknął: . usłyszałem brzęk brzęk jego kluczy. I on wyburczal: . no i wziąłem się łomotać w nie fest horror szoł piąchą po nastojaszczy i wykrzykiwać: .obszczerzył się jadowicie. Na pomoc. aż uchnęło. jak mi powiedzieli. malutki nasz drużku. to przed koszmarnym a niesłusznym poczuciem.Ty gnojku. .Ty bydlaku . na pomoc. zanim się ktoś pokazał. gdy pchnął je na roścież i zaskoczony rozglądnął się za mną w świetle z korytarza. to kto wie! a nuż bym nadstawił drugi policzek. Daj mi w mordę.To znów lekcja. Ledwie się dokarabkałem potykając do łóżka z tym argh argh argh i ten członio.jęknąłem. To powstał ja z. no nie? Człowiek. bo umrę. . i zamachnąwszy się prawą dogitarzył mi z piąchy. wyrka i do drzwi. wyleź z tego wyrka i przyłóż mi. naprawdę chcę. bracia. och.wychodzisz stąd. Taak. A ja przed czym o braciszkowie uciekać raz dwa musiałem w sen. Już widziałem go. uczy się całe życie. jak Boga kocham. .Co jest? O co się rozchodzi? Co tam w środku znów kombinujesz za łajdactwo? .łamignaty w białych płaszczach stały i uważały. doktora. że jestem prawie od zawsze w tym zafajdanym lochu i że prawie zawsze już tam będę. czy jestem grzeczny malczyk i nie gwałtowny. Oooooch. Och.burknął ten flimon i ku mojej radości. ale tak fest i na całość.Zapalenie wypicrdka . . . co ja wymyśliłem. przysięgam. żebyś to zrobił. na wolności.za wyciągnięcie mnie z łóżka. jakby fala buchnęła i taki strach poczułem okropny. aby mu fest przyłożyć w kark i w ten moment. . że jakbym za chwilę zdechł. Chyba to zapalenie wyrostka. . i był ze mnie najwyżej cień tego co za dawnych czasów. .

W drugi krąg światła wstąpił duży gromadny bych. no. pełnosprawny i nieźle odżywiony. czy na bok jak żaluzje albo firanki. a doktor Brodzki też stojąc wygłaszał do zebranych taki dokład jakby belferski. obłudne zacieranie rączek. Co ja mówię: nie zmienił się? Ależ tak. jak tylko życzylibyście sobie spotkać w majowy poranek. staruch i tyle. których nie miał. jak widać. Wpoiło mu inne jeszcze nałogi. śmierdęga! Fu. Ten drewniak powiada: 57 . braciszku.Za co mi to robisz? W życiu nie zrobiłem ci nie złego. którego władze jakieś dwa lata temu skazały na bezowocną karę i który po dwóch latach się wcale nie zmienił. Był sam Naczalnik Wupy i ten świętojebliwy kapłon (co go nazywali bogusław) i Najgłówniejszy Ciurmak i ten ważniak elegant. w porównaniu z tym niebezpiecznym łotrzykiem. Więzienie mu wpoiło ten fałszywy uśmieszek. co jej używałem w dawnych. Ryja miał jakby z sadła i wąsisko. i takie pasemka włosów przylepione do prawie łysej baszki. wziął dorzucił: . Pokażemy więc fakty. Ciut odurzony tym całym gadaniem próbowałem sobie ułożyć w mózgu. ale ten pomagier w białym tylko się jakby obszczerzył i nic nie odezwał. A gdzie tam. Byli też doktor Brodzki i doktor Branom. do kina w piżamie i tuflach i w podomie na wierzchu. że wszystko to niby o mnie. jeden z nich wprost na Cierpiącego i Pokornego Autora Tych Słów. Jakaż to zmiana. jak to się odziewają doktorzy tak ważni. proszę państwa. I zagabnąl mnie tak oczeń jechidno: . a wszystko świeżutkie i ślicznie uprane. odprasowane. Ażem się na to umarszczył ze zdziwienia. aż mnie zabolało jak diabli i łzy mi pociekły.mi przydziarmażył i krugom nosił mi tace z piszczą i jakby doprowadzał na te codzienne męki. Doktor Branom stal sobie i tyle. że by chcieli ubrać się w sam wierch mody. A tam skąd rozdawało się kaszlu kaszlu i jakby ruszały się cienie ludzkie. Proszę się uważnie przyglądać. Jutro wypuścimy go bez obawy z powrotem na świat. rajtki z odlewką i pidżak. jak to zwykle.i obszczerzył się jechidno w gromkim uśmiechu. chłopca tak wzorowego. nie wiem. Na mój widok powiedział: . Przed ekranem powiesili zasłony i nie było matowego szkła naprzeciwko pod otworami do projekcji. Potem światła zgasły i z otworów projekcyjnych zaświeciły jakby dwa punktowce. Połuczyłem daże moją brzytew ulubioną do grdyk. o braciszkowie. Reszty nie znałem. może czterdzieści a może pięćdziesiąt. że tego ranka znów pójdę. Przybył tu wprost po przespanej nocy i dobrym śniadaniu. naprawdę wspaniały. gdzie ujrzałem nawet znajome lica. Posłyszałem chichot i jak z widzów paru tak horror szoł po nastojaszczy obśmiało się ho ho ho. Teraz pokażemy już państwu sam obiekt. Ale dość tych słów. chytry i usłużny grymas lizusa. Jest on.Ej. i pogłębiło już dawniej praktykowane. proszę państwa. a potem za lewe ucho i zakręcił. i mój but w sam raz horror szoł do kopania. ale od ciebie jedzie. Głośniej przemawia język faktów. Ty się nigdy nie myjesz? . jakby gałką na radiu. ubierając się. którego w życiu nie widziałem. Lat może trzydzieści. Mnie kluf i obie stopy i ucho rozbolały jak z uma szedłszy i tak odezwałem się: . życzliwego i skłonnego do uczynności. onże Minister Spraw Wewnętrznych czy Niewdzięcznych. Doprowadził mnie nawet grzecznie w to samo miejsce. To dzień twego zwolnienia . ale tam się nużo zmieniło. czyje do góry podsunęli. teraz pokazała się w głąb widownia z krzesłami.Ale czeka cię jeszcze jeden dzień. tak że po chwili oba światła zlały się w jedną kałużę. Spodziewałem się. nie będący pod wpływem żadnych środków farmakologicznych ani hipnozy. ty. tylko w garnitur oderżnięci tak szczytowo.I jakby zatańczywszy nadepnął mi na lewą. Podlazł do mnie i światło razem z nim. Tego ranka mi oddali starą koszulę i bieliznę i wszystek ciuch z tamtej nocy. ale nie w białych fartuchach. wyczyszczone. szczęśliwych czasach do figlów i do zrażania się. na prawą nogę i prztyka w kluf paznokciami.Aha.

. aby przechwycić. Ich nieszczerość rzuca się w oczy. ulega przymusowi dobra przez to.Wetknij se te zafajdane kubany.I ciągle macawszy się po karmanach znalazłem jedynie tę moją kosę do grdyk. to zacznij. co mnie oskorbił. Doktor Brodzki zwrócił się do widowni: . 58 . Więc mówię cały już mizglący i płaksiwie: . Bu hu huuu. .Tagda poniał ja. . To nasz kapłon więzienny.znów zakręcił o mało nie naderwawszy za bolące ucho . i z mety za tym obrazkiem już natyrlik dawaj ta mdłość i suchość i boleści. a światła zapaliły się na mnie.I ten francowaty członio jakby ukłonił się i precz wytańczył jak aktor. ale obawiam się że nie mam. jak ten grzdyl. A ja ciągnę.Bo ja czniam na takich. Ale ja zobaczywszy go na podłodze już poczułem ten ogarniający mnie koszmar.a tego nie lubisz? . ty chamski łbie z robakami. byle powstrzymać te już już idące bóle i mdłości: . Proszę to wziąć. że ulega przymusowi zła.zahurgotało niskie a bogato ustawione głosiszcze.A tak .I braciszkowie moi. I zrobiłem to: i przeżył po nastojaszczy zaskoczenie. . obiekt musi błyskawicznie przestawić swój odruch na jego diametralne przeciwieństwo.Coś muszę dla pana zrobić. co się przydziera do mnie i dosadza i krzywdzi. daj mi. . kiedy tak wykopyrtnął się bach trach i łubudu. o braciszkowie. jak państwo widzicie. A jak ci się nie podoba. więc dobyłem ją i wręczam temu dziarmadze i mówię do niego: Proszę to wziąć.. tylko zaszuraj.Uaa uaa. a cała ta parszywa widownia ryknęła śmiechem. no.i apiać mi buciorem dup! w prawą stopę. I nie jest również istotą zdolną do moralnego wyboru.W kwestii wyboru . ledwie moja graba sięgnęła do wewnętrznej kieszeni po brzytew. co czuję do tego dziobanego mudaka. . wierzcie mi albo całujta mnie w rzopsko.I łup mnie po łapsku i brzytew upadła na podłogę. Nie zażyjesz mnie. to aż nadto wystarczy. . że zdechnę. kiedy wkluczył się doktor Brodzki: . że nie ściągnę jeszcze bólów i mdłości.Dałbym ci papierosa. Może buty oczyścić? Proszę. Więc ja znowu: . zafajdanych buciorów. .I znów tym zrogowaciałym grubym pazurem prztyk prztyk i prztyk w mój obolawszy kluf: i wzerwał się oczeń gromki śmiech jak gdyby radości z tych ciemnych miejsc.i tak! . szczurzącego się w blasku i z buźką w prostokąt do bu-hu-hu. jak tylko fest go złapię grabami za kostki no i pizgnę skurwla na podłogę. nie znalazłem.masz tu jeszcze! . więc pomacawszy się w karmanach. . i zobaczyłem. bracie. Ażeby mu zapobiec. Czy są pytania? .A ten mi z gruba odkazał. ty mały skurwiołku. Nie jest już złoczyńcą. żebym coś dla ciebie zrobił. że muszę w try miga wysmyknąć brzytew. że muszę rychło co rychlej zmienić to. już całkiem w rozpaczy. więc dałem mu rękę. Nestety. jak oczyma duszy ujrzałem. A ten skurwel wziął i nie za mocno kopnął mnie w usto.Proszę. No to uwidziało mi się.A ten dalej posuwa: . On w istocie nie ma wyboru. o braciszkowie. wyje o litość i czerwo czerwona jucha cieknie mu z ryja. aby się wystawić jak najprzyjebniej temu flimonowi.Dobrze. To się popłacz. upadłem na kolana i na kilometr wywiesiłem to czerwone chlipadło i już mało nie wylizawszy ja mu tych brudnych. czy nie mam rakotworów albo monalizy i nic. błagam.i prztyk prztyk mnie w nocha .Nasz obiekt. prawda? Instynkt samozachowawczy i lęk przed cierpieniem fizycznym zmuszają go do tych groteskowych poniżeń. Intencja zadania gwałtu natychmiast łączy się z przemożnymi doznaniami fizycznego dyskomfortu. już klękam i będę je lizał. zanim ta koszmarna mdłość na ubijstwo buchnie i przemieni uciechę walki w poczucie. Taki mały prezencik. Właśnie chciał mi przyładować fest i po nastojaszczy w ryja. paradoksalnie. aby prędzej się pozbierał i on się podniósł. .

Gdyby teraz lał deszcz i ziemia była jakby szajsowata. i tak przemówił: . Dokonałeś wyboru i wszystko to jest konsekwencją twego wyboru. Teraz obejrzymy sobie w działaniu pewien styl miłości.Pozwól mi .A ja! ja! ja! A co ze inną? Co ja tutaj mam do roboly? Czy jestem za jakieś zwierzę albo psa? . chłopcze. o braciszkowie moi.Jak również . Więc ja głośniej uwrzasnąłem się. że ta mdłość jakby się cofa.To ich ruszyło i zaczęli pyskować po nastojaszczy gromko i pizgać we mnie słowami. . Cokolwiek z tego wyniknie.I to wykrzykując. Po czym doktor Brodzki wkluczył się z ułybką na całej mordzie: .Mam być jak ta mechaniczna pomarańcza? .Chciałbym w to wierzyć! . My się zajmujemy tylko eliminacją przestępstw. z lekka bokiem się podawszy.walką z koszmarnym przeludnieniem więzień. o braciszkowie. sam to wybrałeś.wciął się ten wysoki elegancki Minister . Więc uwrzasnął się ja: . że poruszono tu zagadnienie miłości.. posłałbym ci wszystek mój ciuch pod stopami. krasna ty i przekrasna. co sprawiło. najprześliczniejsza młoda dziuszka. jak gdyby ten jakby milicjant kurwa co kapował zza rogu i teraz dawaj łaps i za frak.Nie masz się co uskarżać. który uważano za wymarły już od średniowiecza. Nastąpiło mnóstwo bałachu i spierania się. a ja tylko stałem.znów dałem 59 .O najpiękniejsza. To ich czegoś przymknęło na kilka minut.Po czym światła przygasły i znów się zapaliły punktowe reflektory. I podeszła do mnie z tym światłem. Nogi jak sam God Gospod aż w Niebiosach i tak szła. że muszę w try miga przydumać.Cieszę się. jak tu o niej pomyśleć inaczej.odezwał się ktoś. braciszkowie. Grudziątka miała takie po nastojaszczy horror szoł i jakby sawsiem widoczne. takie jakby niewinne. a szyję miał całą jak ukręconą z kabli doprowadzających siłę od głowy do ciała. Jakbym tu miał róży kwiat. krugom na skrzyku: . a tu raz i jak mnie strzeli ta mdłość. jaką raz w życiu może spodziewalibyście się. panowie. że użyłem tych słów. to że ruchnąłbym ją zaraz tu na podłogę i normalnie ryps wyps ryps wyps ją dziko w międzynoże i po nastojaszczy. że ci tylko stękało w kiszkach. A jak do tego zajechało mnie tym wunder bar zapaszkiem jej perfum i zachciało mi się tej przydumki że uch i rujka stójka mi pod górę w kiszkach. że niby Doskonała Miłość Usuwa Bojaźń i cały ten szajs i kochajmysie. żeby ten brud i fekał nie tknął twych nóżek. . daj mi rzucić jakby to moje serce do twych stóp i żebyś je podeptała. czułem. a pomimo to liczko miała słodziutkie w ułybce i młodziutkie. to już wiedziałem. tak się jej z plecza obs obs obsuwała ta jubka. braciszkowie.Nie wiem. . jeden skierowany na Waszego Udręczonego Nieszczęśnika i Opowiadającego To Przyjaciela. aż u wrzasnąłem się: . . jakby sawsiem zapomniany przez tych na nic niepomnych bladych synów. jak Naczalnik wbija mu spojrzenie jakby znaczące.Brawo . . A na to więzienny kapłon wykrzyknął: . jakby w takim krążku światłości Boskiej i z nią cały ten szajs i zagwiaździocha. Wreszcie jeden bardzo chudoszczawy i stary chryk w typie profesora dźwignął się.Nas tu nie interesują motywacje ani wyższa etyka. bym ci go dał. co błysnęło mi w łebku.To subtelności . uświadczyć. i pierwsze. jak furczy w po wietrzu słowo Miłość i jak sam bogusław drze się nie gorzej od innych.tak jakby uśmiechnął się doktor Brodzki. . zanim cała boleść i suchość i okrutna mdłość pierdykną mnie tak horror szoł i po nastojaszczy. że nie zajdzie tak wysoko w dziedzinie Religii Penitencjarnej jak się spodziewał. Potem znowu rozpętała się gromka kłótnia i słyszałem.I dało się widzieć. w drugi zaś wkolysala się falą czy wężem. co jakby nieproszone tak mi przyszły do głowy.

. z małą sumką w ręku zawierającą te parę rzeczy osobistych i z paroma golcami w karmanie.że to się sprawdza. .To co teraz. tak śpieszyli się wszyscy.właśnie taki! gotów nadstawić drugiego policzka! raczej da się ukrzyżować niżby sam kogoś ukrzyżował i do głębi serca się wstrząśnie na myśl choćby o zabiciu muchy. o braciszkowie moi. tak po brudacku i obleśnie ślinili się do tej dziuszki.Resocjalizacja! zakrzyknął. ubrany w moje dawniejsze ciuchy sprzed dwóch lat w tym szarym blasku poranka. żeby mnie wyszturgać na wolność. jak się łamię i czołgam wobec ultra gwałtu i całe to upudlenie i niełowki szajs.powiedział jakby wzdychnął kapłon więzienny . .O tak . ha? Zjeść może gdzieś jakiś zawtrak. o braciszkowie. .sprawdza się. ale odepchnąłem te mdłość pomyślawszy. pobrzękuje nimi i zastanawiam się: . nic tego dnia rano nie zjadłszy. A on: . zbudzili mnie i każą wstawać jazda wynocha i damoj w dom.To co teraz.się w skrzyk .Tu wpadło mi nareszcie to właściwe i padchadziaszcze słowo i zrazu poczuł się ja łuczsze. zdjęcia. bo ta dziobka ukłoniła się widowni z uśmiechem i jakby wytańcowała precz i ciut oklasków i światła się zapaliły. mnie zrazu podumawszy o zabijaniu muchy poczuło się niemnożko mdłości.I rzeczywiście.Pozwól mi być twym do śmierci wiernym rycerzem! . bo jak to powiedział. .cię ubóstwiać i być dla ciebie jakby za pomagiera i zastupnika na tym złym i jakże okrutnym świecie. następnego ranka. ha? Takie pytanie zadawałem sobie. pomyślałem. które zafajdana Władza podarowała mi w szczodrości swojej. .Najważniejsze . Część trzecia l . co mi je krugom cykali błysk błysk błysk no i te pokazy.Istna radość u Aniołów Bożych. ojni tu już nie chcą dłużej oglądać Piszącego Te Słowa nigdy za nic nikagda. No i stoję tak wczesnym rankiem z paroma golcami monalizy w lewym karmanie. Reszta poprzedniego dnia była dopiero męcząca.i apiać buch na te stare kolana.odezwał się gromko Minister Spraw Niewdzięcznych . ale na każdym kroku były takie 60 . jakby to znów była taka zgrywa. Z tych drewniaków na widowni to niektórym ślepia o mało nie wylazły. te wywiady kręcone na taśmę dla dziennika ti wi. Tylko czaju stakanczyk mi się udało głotnąć.Będzie z niego dobry chrześcijanin! . jak tę muchę karmi się kusoczkami cukru i dba się o nią jakby o czyjegoś tiu tiu dziobanego zwierzaka i cały ten szajs. Ta Wupa znajdowała się w bardzo ponurej dzielnicy. stojąc przed tym biatym budynkiem jakby przylepionym do starej Wupy.wykrzyknął doktor Brodzki . w pokłon i tak jakby szurgając. Nareszcie ruchnąłem w łóżko i od razu. Za moment poczułem się durno i po szutniacku. o braciszkowie moi. tak mi się wydało. Niechaj nas Bóg ma w opiece. ażebym miał za co wstąpić na nową drogę życia. jak wymówiłem: . bracia.

jak to spodziewa się że teraz przyjdzie fajna przewoschodna i wolna od zbrodni epoka w której nie będziemy się już bać tchórzliwych napaści ze strony młodych zwyrodnialców i chuliganów. i zboczeńców. A na drugiej stronie gazety było zamazane zdjęcie kogoś jakby dobrze znajomego i pokazało się. ażeby to zjeść i wypić. że wzrósł eksport i taka horror szoł polityka zagraniczna i świadczenia społeczne poprawiły się na balszoj i cały ten szajs. wyleczony ze zbrodniczych skłonności przez dwa ubiegłe tygodnie i już wzorowy. że to nikt inny tylko ja ja ja. Kiedy ja się tym zajmowałem. o braciszkowie. nie. dobry obywatel i cały ten szajs. które widno mają być za kilka tygodni. Bardzo się jeden z drugim chwalbisz nadymał w tym bałachu. ha? To nie co innego teraz.wydał mi się znajomy . że oto jest pierwszy absolwent (znaczy się wypustnik) z utworzonego dopiero co Państwowego Instytutu Resocjalizacji Osobników Kryminalnych. i podzwonił w mojej sprawie do różnych tam. aby dotychczasowy Rząd apiać znalazł się u koryta w zbliżających się Powszechnych Wyborach Narodowych. pokręcony i brudny typ zwyrodnialca w grubych pinglach w stalowej oprawce z drutu. to jeszcze nie dla 61 . bo na pierwszej stronie żadnych nowin poza tym. ale to przez te flesze krugom błysk błysk i pyk pyk pyk. I apiać foto jakiegoś mużyka . Wygląd miałem oczeń ponury i spuknięty. o braciszkowie. o które się mogę starać. w izbuszce mojej małej ujutnej i posłucham sobie jakiejś muzyki co najfajniejszej i od razu przy tym pogłówkuję.Spraw Niewdzięcznych czy też Wewnętrznych. że i te ciut światła zaćmiwszy. że on się przechwalił. Podawała im taka usmotruchana bogini na krzywych łapach. Oficer Zwolnieniowy dał mi dzień wcześniej długą lisię zajęć. To zaciekawiło tak więcej niemnożko Niżej Podpisanego. czego ten Rząd nie zrobił. więc trafiłem do jednej. . chap i wołk wołk wołk i drą się o jeszcze. I zaraz się wyciągnę na moim wyrku. o braciszkowie. karzełek (znaczy się karypel) sprzedający poranne gazety. że niby wsie wpychle i każden musi postarać się. z jedną żarówką na suficie tak upstrzoną przez muchy. za to z wielkimi grudziskami. Zafajdana to była śmierdęga. to tym. tylko do domu i radosna niespodzianka dla facia i macioszki: ich jedyny syn i spadkobierca powraca na łono rodziny. Więc kupiłem żurnał z tą myślą. wszedł jakiś malutki członio. i włamywaczy i cały ten szajs.a to był ten Minister . że należy się przygotowić do skoku z powrotem w normalne życie zobaczywszy. a w niej mnogo porannych rabitnyków siorbiących czaj i żwykających te aż strach popatrzeć kiełbaski i pajdy chleba. braciszkowie. za ostatni rok czy tak około. przez to że policja jest lepiej opłacana i że ostrzej bierze się za chuliganów (czyli równych malczyków) i zboczeńców i włamywaczy i cały ten szajs. Ale czym Rząd się najbardziej chełpił. tak że przynajmniej ciut pokrył te ślady od rozchlapanego czaju i nacharkane spluwki obrzydliwe tych brudnych zwierzaków łażących do tej kafejki.To co teraz. co teraz będę robił w życiu. i niektórzy z tych ciamkających próbowali ją chapnąć za coś wydając hu hu hu! a ona he he he! aż mi się zbierało na wymiot. przestrzegający prawa. Ten żurnał to była jakby szmata rządowa. łachy zaś miał w kolorze starego psującego się budyniu porzeczkowego. A pod moim foto napisano. co się dzieje na świecie. ale żeby tak zaraz pracolić jak rabotny króliczek. Obok znalazłem nad i ponad zwyczaj pochwalny artykuł o Technice Ludovycka i jaki ten Rząd jest mądry i znów cały ten szajs. Coś mi wyglądało. Aż wydałem: aaaaargh! i pizgnąłem ten żurnał o podłogę. jak według nich na ulicach za ostatnie sześć miesięcy zrobiło się dużo bezpieczniej dla milujacych-pokój-szwendających-się-po-nocy zwyczajnych ludków.dla rabitnyków (to znaczy robolów) małe kafejki. Ale poprosiłem o tosta dżem i czaj bardzo grzecznie tym wytwornym głosem i usiadłem w ciemnym kąciku. o braciszkowie. jak te wilki żarłoczne.

gdzie już Blok Municypalny 18A jest niedaleko. bracia.Trochę to nas oszołomiło. kiedy ujrzałem. i grabki mi się zatrzęsły i wciąż dygotały. Należało zawiadomić nas. braciszki. jak ten mudak w latach na oko prawie identiko jak moi ef i em stara 62 . co? żeby znów im życie zamienić w piekło. No wyjęzycz się. . mój chłopcze. czego tu chciałeś. lat może trzydzieści albo czterdzieści. to mogą zadzwonić i dowiedzieć się w mojej Wupie.Ty . jakby gotów mi przyładować z tej gromadnej byczej włochatej piąchy i faktycznie wbić mi ryja do środka.przemówił ten Joe. Och.Dlaczego się nie odzywa? Co tu się dzieje? . koleżko? Skąd masz klucz? Za drzwi. o braciszkowie moi. A potem wyjaśnisz. kiedy wyjąłem z karmana swój kluczyk. Lokator.i wierzcie mi albo całujta mnie w rzopsko. synu. to jak wszystko było odczyszczone. . . a ten obcy siedział przez cały czas i spodełbił się na mnie. zrozpaczonym rodzicom. słucham. tylko te gołoguze mużyki i psiochy od nagiej Godności Trudu. och och och! Och ty zły niedobry chlopcze. chojaków albo innych narządów. . żeby tyle wstydu nam przynieść! . że serce mi waliło buch buch buch z podniecenia. Uważaliśmy. duży i tęgi bych w samej koszuli i szelkach. że kabina w środku zupełnie czysta. numer 10-8 jak zawsze. Uwierzycie mi. bracie? Co tu robisz i jak długo zamierzasz? Nie spodobał mi się twój ton. Krugom taka cisza. i spokojnie sobie pomózgolić na wyrku przy dźwiękach muzyki przewybornej. odkluczyłem go przekręciwszy i rozpachnąłem. że gazeta przychodzi dopiero. Więc ja do niego: . tak? Ale po moim trupie.I znów poleciała: .dobawil. że przez ten razdraz już mi się zaczęło zbierać na wymiot. Ale zebrałem się w sobie i wbiłem fest klucz do zamka. I wjechałem na dziesiąte piętro i patrzę. gdyby nie to. owszem. że dała się w bu hu huuu. że jak chcą.Więc uciekłeś z więzienia. że się pojawisz.powiadam. że jeszcze upłynie co najmniej pięć albo sześć lat. Co mnie poraziło. umarszczony.To jest Joe . żadnych tam słów plugawych w balonikach z ust Godnych Pracowników i żadnych jaj.mnie. a to byli faty i maty jedzący śniadanie. zanim cię wypuszczą. że nie czytali gazety. Co zrobiłeś i jak serce złamałeś twoim biednym. to nikogo.Może byś mi odpowiedział co nieco.On tu mieszka. jak u siebie. a oprócz nich jakiś trzeci członio. bo już dla nich jestem bardziej syn niż lokator. co by im dorysowali małysze z brudnej wyobraźni. Ten obcy właśnie pierwszy się odezwał i tak do mnie powiada: . a wyrzekł to całkiem ponuro . którego w życiu nie widziałem. Prawie bym się w głos obśmiał.A to kto jest? . bo jeszcze była zima i wczesny ranek. znów poraziło mnie. Zaskoczyła mnie też działająca winda. Boże Boże Boże. . Aż macica się odezwała: . Wiem o tobie wszystko. jak tatata wyjdzie już do roboty. Więc ja zacząłem wyjaśniać.odkazała maty. Po wciśnięciu elektro knopki lift zjechał mi z pomrukiem i jak wsiadłem. żebym ci ryja nie wcisnął. Co nie znaczy .A ty co za jeden. ale to raz dwa. Uważaj. co my zrobimy? Zaraz przyjdzie policja. siorbał czaj z mlekiem i żwy żwy żwykał sobie tostu i jajko śmajko. teraz przypomniałem sobie. Najpierw małe spoko i pieredyszka. Aż ojczyk mój się odezwał: . Ef i em siedzieli jak skamieniawszy i widno. a jak wszedłem do blokowej sieni. Ten mużyk był w typie robola. taki brzydziuga. No to w basa do Centrum i stamtąd w innego basa do Kingsley Avenue. jakim to przed chwilą wyrzekłeś. jak powiem.Oj.aby nam nie było bardzo przyjemnie znów cię zobaczyć i to już na wolności. No i wróciłeś. Wyjdź i najpierw zapukaj. i wszedłem i widzę trzy pary zaskoczonych i ciut nie przelękłych ślepi wpatrzonych we mnie. teraz siedział rozdziawiwszy się na mnie i ani słowa nie wykrztusił.

synu. synu. myśleliśmy. żeby je karmił. serce mi upadło aż na dywan. synu.A ja powiedziałem: . prawda. Takie jest prawo. Bo te nowe przepisy.No i wtedy. Żadnych flag i proporczyków na ścianach i ten mudak na ich miejsce pozawieszał zdjęcia bokserów. No. 63 . Moje stereo znikło i szafa z płytami też. bo jesteście dla mnie jak rodzony ojciec i matka.Pytaj się czy można. moi drodzy ef i em. o braciszkowie. że co byśmy nie zrobili w przyszłości. policja. Joe? No bo widzisz. aby mnie zatrzymać. Musiałem usiąść. zanim odczytano jej testament.Trochę był zawstydzony. wierzcie mi braciszkowie albo całujta mnie w rzopsko. Co wy w tej sytuacji.Więc to tak. a on był ciut za powolny.Zawrzyj no ten brudny tłusty loch.rzekł jakby pieczalno mój starzyk .powiadam. . .Ja muszę troszczyć się o was oboje. że to w ogóle już nie moja izbuszka. . chyba rozumiesz? tak po prostu wziąć i wyrzucić.się jakby po synowsku opiekuńczym ramieniem otoczyć moją zapłakaną maciochę.Trzeba wszystko to rozważyć. to się dało widzieć po ryju. maciocha się trochę trzęsła. czego jeszcze brakuje.zostały się bez opieki. więc przyszło się im wynająć kogoś.i już brało mi się na mdłości. Nie żyje. wiesz.na co ja bystro mu się odgryzłem: . . A mój tato na to: .I prygnąłem do tego pokoju. aby się wyniósł. Więc tylko się ułybnąłem i przytaknąłem jakby ze słowami: . rekompensata dla ofiar. gdzie trzymałem spirtne i do ćpania maraset. ubrania i w ogóle.Ale koty .A ci tylko patrzyli jak te ponuraki.wrzasnąłem. Joe pracuje tu na kontrakcie. ty . że ty jeszcze długo posiedzisz i ten pokój będzie stał bez użytku. okrutnie się użaliwszy nad sobą.Wsio widno. Ale ty nigdy się za bardzo nie troszczyłeś o prawo. Przywykli wy mieć trochę spoko i przywykli brać ekstra te ciut kasabubu. w końcu facio mój się odezwał: . proponujecie? .Przecież ona umarła. Więc postarawszy się dla zdrowia umiar zachować i uśmiech przemówiłem: . to jest mój pokój. I o mało sam bym załamawszy się nie padł zalany łzami. Bo widzisz. jakby drużyna usadziła się grzeczniutko rączki założywszy i srebrna przed nimi tarcza. ale odpowiedział mi ojczyk: .A gdzie moje własne osobiste barachło. Było mi już okrutnie ciężko nie pochorować się okropnie. . . . synu. ty skur wy bladku? . Nie możemy go. Tak świnia robi. synu. Joe zapłacił już za następny miesiąc. nie da się zaprzeczyć. ale baszka mnie rozbolała użasno i w pysku tak mi zaschło. To znaczy.Wszystko to zabrała. Jak rozpachnąłem drzwi. a jedno zbiorowe. A wasz synek to był straszny kłopot i nic poza tym. lico miała do imentu w krechy i mokre od łez. . i mój skarbczyk zakluczony. . a ten Joe się odezwał: .Coś tu wyprawiało się parszywie i po brudacku .Bo widzisz. jeszcze dwa lata i myśmy się z nirn umówili. A później zobaczyłem. co z nim ustroiłeś. teraz nie możemy żądać. że musiałem bystro po ciąg z flaszki mleka na stole i ten Joe się odezwał: . ma robotę. Więc policja sprzedała na opłacenie tej opieki wszystkie twoje rzeczy. I tu jest mój dom.Tak . Tak to bywa.No dobrze.Wychowanie. zanim usiądziesz. bo zobaczyłem. ty niewychowany mały świntuchu . to daję ci całe pięć długich minut na wypieprzenie całego twego barachła zafajdanego won z mojego pokoju. nieprawda.Tak zwróciłem się do tego Joe. tak jakby rozpłakałem się. Joe? A ten Joe na to: . o braciszkowie moi. i dwie czyste aż błyszczące strzykawki.

Nikt już nie chce mnie i nie kocha. Już idę . jak naprawdę pocierpisz. Niech się nauczy. ten łysy i bardzo chudoszczawy.A czego czterdziesty. Skoczyłem w bas do Centrum i cofnąłem się na Taylor Place i oto mój butik z nagraniami. co nigdy dla was nie był jak prawdziwy syn? Teraz się pobeczał. odziany w ten dawniejszy ciuch nocny. tylko skrzyk i wrzask nastolatek (czyli małolatów i małolatek) osłuchujących jakieś nowe pop chłam piosneczki koszmarne i do tego tańczących. A wy miejcie to na sumieniu. W tej starej kochanej Wupie. który zaszczycałem dając mu łaskawie zarobić. A ten sprzedawczyk zapytuje mnie: . uczynny. bo dzień suka zimowy. . A ja do drzwi potykając się i wyszedłem. Czułem jak mnie ogarnia razdraz i musiałem się tego wystrzegać. jakich posiadał.Ty innym kazałeś cierpieć . a potem zwracam się do niego: . . aby raczył mnie zauważyć.W porządku . u którego dawniej kupowałem tak mnogo płyt. Więc ja przystąpiłem i czekam. zwany MELODIA. więc ułybnąłem się 64 . jak siedzieliśmy tu wieczorami w rodzinnym kółku przy tym stole i aż strach było tego słuchać.i nie zobaczycie mnie więcej.powiedziałem .odezwał się ojczyk. o braciszkowie. nie wiem. ludzie się wytrzeszczali na niego jak szedłem i do tego trzęsło mnie. a sprzedawczyk sam prawie że nastolatek trzaskał kostkami u rąk i obśmiewał się jak z uma szedłszy. A tam śladu nie zostało po Andym.odrzekł mi Joe.Chciałbym usłyszeć na płycie Mozarta Nr 40. abym jeszcze pocierpiał. i chciałem tylko jak najdalej być od wszystkiego i żebym już o niczym w ogóle nie potrzebował myśleć. Cierpiałem ja i cierpiałem i cierpiałem i wszyscy pragną. Pewnie! pewnie! .Nie traktuj tego w ten sposób . o braciszkowie. A nie rym cym cymfonia? On szuka bim bam bonii. chłopczyna z kudłami na całych ślepkach symfonia. a maciocha robiła tylko bu hu huuu! z mordą wykrzywioną i hadką na wygląd. . . . . ale wszystko to lipa i udawanie. jak sprawy się przedstawiają. Nieraz to mnie omal że nie zemdliło.powiedziałem .Sprawiedliwie będzie. 2 Szagałem ja braciszkowie ulicą.zrobił jeden z tańczących małolatów.Teraz wiem. Poszukam sobie własnej drogi. a ten Joe znowu ją objął. żebym ja odszedł i powierzył was czułej trosce tego smarkatego potwora. braciszkowie. ale przyszło. malutki drewniak. .Czy to byłoby sprawiedliwe i fer. poklepywał i robił w kółko no no no całkiem po duracku. porzuciwszy ich na pastwę tej okrutnej winy. jak źle postępował i że taki zepsuty chłopiec jak on nie zasłużył sobie na tak dobrą mamusię i tatusia. dziękuję.znowu w więzieniu.Dlaczego mi to akurat przyszło do łba.Symfonii.Chciałbym znaleźć się . spodziewałem się że będzie tam stary Andy. i z wyglądu był ten co zawsze i jak wszedłem. jakby donikąd. A niech idzie i wynajmie sobie gdzieś pokój. przyjacielu? Więc odparłem: . Dowiedziałem się o wszystkim.odezwałem się wstając i wciąż cały jakby zapłakany. To znaczy Symfonia G-moll Numer Czterdziesty. coś ty wyprawiał.Uuu .

tak i nie mogący być po nastojaszczy z brązu ani z kamienia. To widzenie wdrug rzuciło się w srebro i zaraz kolory. ażebym przy każdej muzyce. wszystko jak brąz oczeń świecące. A wszystko dlatego. brodate i z wielkimi ogromnymi skrzydłami pomachującymi jakby na wietrze. braciszkowie moi. jakby zaraz mnie chciały zgnieść i usłyszałem swój głos: .Ale nie zwracałem uwagi na nic i polazłem potykając się. że coś zaczyna się dziać. Wiedziałem ja. Te gromadne figury jakby najeżdżały na mnie coraz bliżej i bliżej aż tak blisko. Wlazłem ja do malutkiego pudełka. że mój czas jeszcze nie nadszedł ale mam dalej próbować i wszystko się jakby obszczerzyło i w rechot i zawaliło się i ciepłe ogromne światło osunęło się jakby w ziąb i byłem apiać tu gdzie przedtem. Ta gromada posągów to God Gospod i Wsie Aniołowie Jego i Święci. na stole puste szkło i chciało mi się płakać i czułem. Ten strzępek srebra zaczął rosnąć i rosnąć i rosnąć i był taki jaśniejący. Wypadłem z butiku przy gromkim rechocie tych nastolątek i jak sprzedawczyk wykrzykiwał za mną: . bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. ognisty. że wsio mnie odeszło . o braciszkowie. Najbardziej mi zapadł ten potworny film o Nazich z finałem Piątej Symfonii Beethovena. Miałem ślepka jakby wlepione w taki malu malutki na podłodze kusoczek sreberka z paczki rakotworów. zupełnie jakbym oglądał albo chciał popelnić gwałt. nazwisko. Lokal był prawie że pusiy. żeby nie dopadły mnie bóle i mdłości tylko że na śmierć zabyłem o czymś. Mianowicie że ci kurwa weteryniarze tak urządzili. dostawał tych bólów i mdłości. to ja coś ci tam puszczę. przyjacielu. Jakbym słyszał siebie wydającego takie czudackie odgłosy i słowa w rodzaju: . mózg. I to właśnie. ale cała ta mołocznia Pod Krową i cała ulica to był on i całe miasto. a wszystko w bardzo jasnym blasku z dołu i z wierchu tak samo. W tej sumce z rzeczami osobistymi. że już nie tylko ta przegródka. tylko nie wiedziałem jak.Ej ej ej! . tylko Praską . Wygląd miał też dziwny. to poczułem.liiiii. która daje mi się wołnować.do tego szczyla. i do całego tłumu fikających i drących się małolatów. braciszkowie. A tu się zrobił koszmar z cudownego Mozarta. że na wsio jedyna odpowiedź to śmierć. bo ukrasili go w czerwone ryczące krówska. gdzie ja się słaniałem.I poczułem. ale od razu mi się zrobiło bardzo niedobrze jak 65 .ten z wychudłym i ledwo co wygolonym ryjem od razu wiedział.widno złapał tego Mozarta. i jakby morze napływało na wszystko. czego mi teraz nużno.Wejdź do tej kabinki. byle co mu z półki wpadło pod rękę . .Mały drogumarły ty jałowiało gni tych nie wróżnyciuch i cały ten szajs. bracia. co chcesz kupić. gdzie można przesłuchać nagrania. że w tych filmach z ultra kuku była podłożona muzyka. miałem swoją brzytew do grdyk.i zrobiło mi się tak horror szoł jak w niebie. A ten członio powiada: . ale nie Mozarta Czterdziestą. co przejął interes po Andym. a ten mi nastawia płytę. przez jezdnię i za róg do starej mołoczni Pod Krową. co też powinienem pamiętać i teraz już chciało mi się normalnie zdechnąć. to należy zrobić! sprawa stała się dla mnie jasna. Potem rozdał się hałas jakby się kruszyło i obruszało i God Gospod i Jego Aniołowie i Święci jakby zatrząchali nade mną głowami.ciuch i płyć. co kiedykolwiek było zrobione albo i pomyślane. Zrobił się tak przeogromny. w ogóle wszystko . aż oczy musiałem przyszczurzyć. i tam usiadłszy na pluszowym krześle dopiero siorb i siorb. jakich nikt i nigdy jeszcze nie widział. a za barem stał jakiś nieznajomy.Duże białe i coś . bo jeszcze rano. Zaniosłem to duże mleko z dobawką do jednego z małych boksów naokoło. A potem cały świat i całe w ogóle wszystko. bo nie za horror szoł zamiatało się tam.i na to poczułbym się już po nastojaszczy razdraz i miałbym się pilnować. każdy odgrodzony własna zasłonką. Jak wszystko już wysączyłem. jakby chcieli powiedzieć. Ale jak zakazałem: . i tłum figur zobaczył ja bardzo bardzo bardzo daleko i jakby je ktoś posuwał bliżej bliżej bliżej. a oczy ich czyli głazy ruchome i znaczy się żywi. prawie jak ślepy. prawda.

o braciszkowie moi. no tak. Ale znalazłem tylko. i ten Minister Wewnętrzny Niewdzięczny i w ogóle wszyscy oni. Knigi razrez i razbros. Mnóstwo ich albo sterczało przy stoiskach z gazetami po całej sali. wszystkie o krystalografii. jak się rąbie siedemdziesiąt razy po siedem i jak mnóstwo tych Żydów przeklina i grzmoci jeden drugiego. Sztuczne zęby tak horror szoł chrupały pod butem. Więc odstawiłem ją i wydostałem tę gromadną knigę.powiadam. synu? Masz jakiś kłopot? . Życie mi dało w kość. Mam cię. Pomyślałem. . około lat sześciu. wreszcie tknęło mnie i trochę wzdrygnęło jak przypomniałem sobie że po to. wyczytując ze smutkiem.Jesteś na to za młody. Właśnie to niósł wtedy z bibloteki. i dzieliło się na dwie części: jedna do pożyczania książek i druga do czytania. synu. po co przyszedłem. około drugiej. Coś mi to przypomniało. To jest bardzo starychowskie miejsce i wątpię. ot co. Znów nie gwałtu chciałem. i doktor Branom. ty świnio. ale wydawało się już bardzo dawno) i pokusztykałem do krzesła ją poczytać. wrzeszcząc jak z uma szedłszy do wsiech próchniaków krugom pod ścianami przy gazetach i do tych. jak Boga kocham. ale czegoś. żeby tak po tytule mi pasowała. jak nie żyję i jak wszyscy tego będą żałować. Przedstawiłem sobie. ażebym tak łagodnie zapadł w sen i żeby to był koniec Niżej Podpisanego i dla wszystkich koniec wszelkich kłopotów. Czytający obok mnie próchniak zaszumiał: . Ale ten stary mudak już się zerwał.Cśśś . albo siedzieli przy stołach przeglądając te żurnały lub tylko udając. do tej Publo Bibloteki za rogiem. tak zwaną Biblię. co nowego. Jaki co ma kształt.nie podnosząc oczu znad jakiegoś tam durackiego żurnała.tym razem podnosząc oczy i coś dla nas obu zaskoczyło. a paru to nawet gromko chrapało. i podszedłem do półki z różnymi tam encyklo i te pe.Jak sztuczny cyc.Chcę skończyć ze sobą . Już mi się zrobiło widno. na Boga. No i ten zafajdany Rząd przechwalający się. A on tak po nastojaszczy i gromko: .Aha . aby znaleźć bezbolesny sposób na wyciągnięcie kopyt. Z początku już nie pamiętawszy. że lepiej pryskać stąd gdzie rak w trawie piszczy. podumawszy sobie czy mi nie ulży jak wtedy co ją czytałem w starej Wupie (nie takiej znów starej. A ten pierwszy mudak powiada: . i też się poczułem niedobrze. to ją wyciągnąłem i jak zajrzałem. .Ten czytacz żurnału znów zasyczał: Cśśś . jakaś o medycynie. w życiu nie zapomnę. . co wiecie. I paszoł ja po Marghanita Road i skręciwszy w Boothby Avenue.Co się stało.Już mam dosyć. co uwidziałem ja na tym wielkim zegarze w Centrum i znaczy się. pomyślałem sobie. ef i em i ten szajso francowaty Joe ten doskakiewicz i również doktor Brodzki. Może jakbym zaszedł. co za jeden. Od chuja było tych knig. o braciszkowie. co 66 . Przecież ty wszystko masz przed sobą. czy tam zajrzałem od czasu jak był ze mnie oczeń oczeń malutki malczyk. siąkając i bekając i pod nosem do siebie mamrocząc i przewracając kartki. ale żadnej. Więc myk ja na ten ziąb i było już po południu.Ja nigdy nie zapominam kształtu. to nic. niektórzy spali. .odkazałem gorzko. ty młody zbrodniarzu. Więc o mało się nie popłakałem i jeden taki bardzo stary i złachmaniony mudak z naprzeciwka zapytał: . tylko rysunki albo zdjęcia jakichś odrażających ran i chorób. aż o mało bym się nie porzygał. potem znowu za róg i tam już mieści się Publo Biblotcka.Krystalografia.pomyślałem że zadaję nią ś-ś-siach po samym sobie i ścieka czerwo czerwona krew moja własna. że to stare mleczko z dobawką dało mi być dłużej na trypie niż myślałem. to znalazłbym w jakiejś knidze najlepszy sposób na bezbolesne załatwienie się. Owszem. Jego zdarte łachy. pełna gazet i żurnałów ilustrowanych i tego jakby smrodu niemytego starych drewniaków ich próchna ich woni tego fetorku ciał w nędzy i zgrzybiałości. . w którym były tylko narysowane jakby takie gromadne sztuczki geometryczne.

. takie rzadkie.Nie wypuszczać go! My go nauczymy co znaczy ukarany. a nasz kryształowy pogromszczyk był ciągle najpierwszy. To starość dorwała się do młodości. Bardzo panów przepraszam. Ale ten od krystalografii wrzasnął: . ale kilku tych starych grzdyli. Coś miał jeszcze na tej płyci. o mało nie zabił biednego Jacka. aby żywy nie uszedł. a mnie jakby zemdliło od woni tej starości zaśmiardłej i chorób wszelakich. co? .przemówił jeden stary typ jakby żołnierza. ale ja pozwalałem. ten zbrodniarz. Pognali mnie kopniakami do domu. Już muszę iść. że dałbym jednego prztyka i wszyscy by się przewrócili.I zacząłem się wycofywać z tej meliny z uma szedłszych próchniaków. Przyuważyłem. czy już nie wyprygnąć i dawaj na całego.Tu pomiędzy nami. taki młodszy.Takich się powinno wytępić. nigdzie nie do odkupienia. I teraz już całe morze śmierdzących i śliniących się brudnych próchniaków usiłowało jakby dobrać się do mnie tymi wątłymi grabkami i starymi.Ale nawet nie zwrócili uwagi.Ale to było przeszło dwa lata temu. Teraz już te chryki się strasznie usapały i czułem. Jak to hałaśliwe robactwo.Dobrze. . braciszkowie.Dobrze! dobrze! . stratować go. i krzyknął: .Ukarany. złapało się za mnie tymi trzęsącymi starymi grabkami.Zatłuc go.Biedny stary Jack. Ze starej apteki. ot co. więc ja pytałem się wyrwać i uciec.odpowiedziałem. To właśnie on z kolegami pobili mnie i skopali i zmasakrowali. to on. . w takim razie dzwonię na policję. proszę mnie ratować od tych starych wariatów. . . fakt że i tak odbywa się gwałt wprawił mnie w takie nastrojenie że ten atak mój wygląda jakby zza rogu i tylko patrzy. co poniszczył książki o krystalografii. braciszkowie. ładując mi szturg i szturg nieprzerywno. że ten biblotekarz się wcale nie pali do udziału w drace i do wybawiania mnie od furii szału i z pazurów tego próchniactwa: wziął i umknął do swojej dyżurki czy gdzie tam był telefon. nie był znów obdarty całkiem do naga. tego mordercę. Dostałem nauczkę. jak wiecie. gołego i bez przytomności. A potem inne chryki przykusztykały od gazet.jest moje zdjęcie. a nie myślałem.ryczał.Co tu się dzieje? Przestać mi natychmiast! Tu jest czytelnia. . Ukarany. Można się wykończyć setką aspiryn. o co chodzi. tak po dziewięćdziesiąt lat każdy. bo już lepiej dostawać taki wycisk niż poczuć się do wymiotu i ten okropny ból. Mamy go w ręku. zgiełcząc i dysząc na mnie. zionącej od tych na wpół zdechłych mudaków. Tylko popatrzcie się o tam . już nigdy. co mnie dzierżały. Krzyknąłem: . Ten od krystalografii dobrał się już do mnie i zaczął mi ładować w ryja takie drobne i słabiutkie szturganka. żeby mnie trzymały te 67 . . Aspiryna! no właśnie.Mamy go . Obdarli mnie do naga i wyrwali mi zęby. A niektórzy z nich powtarzali: . Więc ja uwrzasnąłem się.Tak tak tak jest. wybić mu zęby! .Był w tym jakiś wariacki ton i odgłos. Moja krew i jęki śmieszyły ich. W tym czasie zostałem ukarany. Łapcie go. . były mocniejsze niż się spodziewałem. Bo dla nich to chyba wczoraj.To ta świnia jadowita. A ja bałem się zrobić absolutnie cokolwiek.kimali nad żurnałami przy stołach. proszę dzwonić. . powiadasz? . że mógłbym w życiu coś takiego uczynić: . jakby ten chryk był po nastojaszczy z uma szedłszy.Była to niezupełnie prawda. Aż pojawił się biblotekarz. . taki weteran. aby też od siebie dołożyć Niżej Podpisanemu. właśnie ten bydlak! .skrzyczał. .I wierzcie mi albo to drugie.To jest wzorowy okaz tych bestialskich i tchórzliwych młodziaków! . Więc on powiedział: . tę świnię młodocianą.Każdy ma prawo do własnych poglądów.w gazetach . bardzo cierpliwie. jakby to się wczoraj hapnęło. zrogowaciałymi pazurkami. rozumie się. ale z drugiej strony.i cały ten szajs: i już było mi jasne.i tak dalej. Wykrzykiwali takie rzeczy jak: . . ale te starychowskie łapska. o braciszkowie.

co nie było trudne. Ale ci starzy mściciele nic tylko za mną. kto to. że nie wolno urządzać rozruchów i naruszać Państwowego Spokoju. Siekli tych francowalych staruchów takimi małymi pejczykami siuch i siuch i siuch. który tak horror szoł zapamiętałem: . żeby dorwać się do Waszego Przyjaciela i Niżej Podpisanego. a potem się obrócili. Po czym ktoś podciął mi nogi. i nie widziałem za dobrze.Wreszcie dostałem raz tak po nastojaszczy boleśnie w kluf że powiedziałem sobie o kurwa kurwa! i roztworzyłem oczy i targnąłem. braciszkowie. Jołop. Więc to faktycznie stary szmałojowaty Billyboy. morderca. o braciszkowie. . obecnie zaś gliniarz w mundurze i szłomie i z batem do utrzymywania porządku. jak starychowskie zdyszane głosy dają mi po twojamaci takimi słowami jak: . . przy czym pokrzykiwali: . że przyjechało gliniarstwo. Po czym na drugiego łypnąłem i co do tej mordy.rzekłem. .No już. zabić go i tyle. Jak leci? . 3 Byłem tak jakby zamroczony.Dobrze już. . z zamkniętymi głazami. że na pewno ich kiedyś widziałem. Więc jakby zdrętwiały i coraz gorzej drętwiejący apiać i baczniej przyjrzał ja się temu no no no proszącemu. A ten drugi to. łubudu! leżę na podłodze i oni mnie kopią. Tego co mnie podnosił i mówił: . . . obśmiewając się jak z uma szedłszy. Kogo ja widzę. . Nie mogłem tego przeskoczyć.A co.To być nie może. . Nie bierze się takich malczyków do gliniarstwa. wy. spokój! . chuligan. nie było wątpliwości.obszczerzył się Billyboy. spokój. i spojrzeli na mnie.Widzisz na własne ślipka . niespodzianka? .No i zagonili tych sapiących i zadyszanych i mało nie konających mścicieli przedpotopowych z powrotem do czytelni.Chu chu chu. znosiłem te wątłe poszturgiwania w lico i słyszałem.Jesteście za młodzi . Przecież to mały Alex. Zajęcie w sam raz dla dwóch takich. ty świnio. łobuz.Na i na. chociaż lico i glos były mi doskonale znane. obszczerzonej i głupawej.upierałem się.zgrzybiałe grabki. co doszli do wieku zatrudnienia.i stary Jołop dał się w rechot. 68 . wiem usłyszałem już młode głosy w krzyku: . aby się im wyrwać.No no no no no no no proszę. a te szpony zwierzęce aż się im trzęsły. ale tamci dwaj tak wyglądali od pleców. o mój drużku.Dużo za młodzi.Niemożliwe . macie. Nie wierzę.i wiedziałem. Wyrwało mi się: . chłopcze.wkluczył się stary policjant Jołop. i lu przedarłem się z krzykiem do takiej sieni przed czytelnią.prawie przy frontowych drzwiach Publo Biblo to wcale nie znalem. Policja. Tyle czasu nie widu. wy niegrzeczne chłopaki. mój prastary wróg. dało się poznać. tylko wydał mi się bardzo młody jak na milicyjniaka. jaka to dla nich uciecha i radocha. dobrze. dysząc jakby już mieli powyzdychać. ale musiałem tych szpików już na pewno gdzieś spotkać.Nie. braciszkowie. . rozumie się. Starszy powiedział: .Ty smarkaty bydlaku. niegdyś mój drug i także samo wróg tego zatłuszczonego capa Billyboya. To was nauczy. mundur i hełm (znaczy się szłom) nie pozwalały dobrze zobaczyć.Żadnych zachwostek i bez cudów. .Byłem jak odurzony.Byli . dobrze . wy łotrzyki niedobre.

mój drużku. braciszku? . To ustroił taki jeden chryk. Poszturgali mnie i wpichnęli na tył glinowozu. . Ale prawo każe nam coś z tym zrobić. Nie był już po prawdzie taki tłusty. . ażeby wpychle w mieście za dużo widzieli z naszych karalnych skrótów. Wyleczono mnie.Nu pagadi . Znowu te jego sztuczki. że sam nie przeczytasz. po 69 . oczywiście.Ale trochę się jednak pamięta kiwał raz po raz głową Billyboy.Ciągle taki z ciebie jołop. . . gdzie wszystko zimowe nagie i bezlistne. . Mówi że to doskonały sposób.Szef nam czytał. próbując opanować rosnący we wnętrzu strach: .Masz recht. braciszkowie. A ty przecie od nas byłeś najmłodszy. co mnie dalsze a nieprzerywno dzierżał. ich nie możesz pamiętać. co stało się z Petem? I żałosna to sprawa z Żorżykiem . że po tak długim czasie . .Przecież to oni rzucili się na mnie. Mała przejażdżka na wieś. . Pete . . Ty zwłaszcza nie możesz. .odkazał mi Jołop. młody mój drużku. z którym obaj raz pofiglowaliśmy za dawnych czasów. Rex. . .Jak to? .odbałaknąłem ciut zło i jechidno.Już tak horror szoł tych czasów nie pamiętam. Nie warto wpuszczać się w karauł i cala tę rutynę. .I złapali mnie w taki fest uchwyt i poniekąd wywlekli z Publo Bibloleki. co go nie umiałem przeskoczyć.Wciąż nie mogę uwierzyć . .Pete. choć ty. odezwał się do młodszego niż on gliniarczyka. Nie jesteście po ich stronie i nie możecie. aż cała ta jucha czerwo czerwona puściła się kap kap kap.stwierdziłem z goryczą. .Tak ze mną nie idzie rozmawiać. że wyjeżdżamy z miasta. mamy obowiązek utrzymać w karbach.powiada Jołop. za to poniosłem karę.A stary Pietia. i tego już nie chwyciłem: . my je znamy na pamięć. Przed budynkiem czekał glinowóz i za szafiora był ten co go wołali Rex.Jakbym sobie przypominał to imię.Małych a niegrzecznych malczyków. Odezwałem się.powtórzyłem. . Czego narobiłem w przeszłości.odkazałem. Rzucił się na bezbronnych starców i oni działali w obronie własnej. ten poli mili cyjniak Billyboy. ale jakże bezludno i pięknie. To nie jest horror szoł. Jołop.A dokąd my jedziemy? Billyboy odwrócił się z przedniego siedzenia i odkazał mi: . rozmazując tę juchę łapskiem. i teraz po tak długim czasie próbował się na mnie ciut i po niemnożku odegrać. przynajmniej nie zawsze.odkazał mi Jołop tak oczeń miło i jakby z ubolewaniem. . . .Czytali nam o tym .I jak mi przydziarmażył w kluf. No i właśnie jesteśmy. I znów się odwrócił do przodu.spytałem nie wierząc własnym uszom. . wiecznie to samo.Tu przyuważyłem. Chłopcy to chłopcy i tyle.Czytali .Byli za młodzi. .Nikagda i ani krzty zaufania .Jeszcze nie ciemno.ciągnę.naprawdę nie mogłem. Po czym Billyboy. ach tak.Tu będzie w sam raz . Było i już nie jest. Zawsze mi przychodziło z wami sam na samo gwałt i adzinoko. .Chyba większy będzie pożytek. Mów do mnie panie konstablu. .Co za kwacz? Po prostu nie chwytam. a ja nie mogłem się pozbyć wpieczatlenia. Teraz już byli my na okrainach miasta.zgodził się Jołop. Bo ulice po różnemu utrzymywać należy w czystości. Wobec tego pytam się ich: . jak z nim pójdziemy na skrót. A poza tym nie mów na mnie Jołop.Och nieee . takich prędkich w miganiu brzytwą. wtenczas.powiedział Billyboy. Opowiadano mi. że faktycznie to żart i że Jołop siejczas że i tak zdejmie szłom ze łba i zrobi chu chu chu chu. Dawne czasy to umarłe i przeszłe czasy. Ale nie zrobił.

zwłaszcza po ciemku. a nuż ktoś mi tutaj pomoże? Otworzył ja furtkę i jakby ślizgnąwszy się po ścieżce. Szedłem ja przez mrok i nie w stronę miasta. i dojrzałem nazwę połyskującą na furtce. Nikt się nie zjawił. 4 Do domciu. że od rana już nic nie jadłem. a i wtedy niewiele. Po jakimś czasie dopiero mnie rozbolało. ludzkiej ani zwierzęcej. nie uważasz? . o braciszkowie. i furkot jakiejś maszyny rolniczej w oddaleniu. odezwał się: . Nigdzie żywej duszy. Alex bojku . tylko tam. bujny mój przepych zamienił się w mokry szajsowaty i rozczochrany kołtun przylepiony do czaszki. ani domu. a żołądek mi cały czas burczał grrrr przez to.Wyskakuj. a kilka zębów kiwało się luzem. co tam Billyboy i Jołop robią Niżej Podpisanemu. i dopiero dało się słyszeć. więc postukałem troszkę dłużej i mocniej. do domciu tęskniłem. o braciszkowie moi. Taka sobie wersja skrócona.I dali mi na pożegnanie każdy jeszcze po razie w mordę i wykopyrtnąłem się i tak już zostałem na trawie. braciszkowie. Wreszcie Billyboy albo Jołop. a potem deszcz rozpadał się.prostu wiocha i tylko łyse drzewa i kiedy niekiedy gdzieś jakiś ćwierk. obolały i bardzo spragniony.odezwał się Billyboy. Skoro już napisano DOMCIU. Mój były drug i mój były wróg machali na pożegnanie. a deszcz zamieniał się w lód. Żeby dojrzeć. Alex . Więcej nie mogłem. Szafior doczytał stronę do końca i schował książkę.Nic wielkiego. 70 . tak że rozdziawiałem co chwila pysk na zimny deszcz. gdzie by świeciło się. I na całej płyci byłem obity. a Jołop dał normalnie swój szutniacki rechot. zapukałem cicho i błagalnie do drzwi. Dokąd ja mam iśćf nie mający domu i w karmanach ledwie parę kopiejek? Popłakawszy sobie bu hu hu huuu wstałem jakoś i poszagałem.rozkazał Jołop. Był ziąb ale ja nie czułem zimna. co wydała mi się znajoma. więc moje łachy to już był nie szczyt mody. I znalazłem się jakby we wsi. Cały ociekałem tym lodowatym deszczem. a całkiem na końcu wsi taka malutka dacza. cały ryj miałem na pewno w siniakach i krwiakach. jak to normalnie w środku zimy. w każdym razie tak jakby sapanie i du du du łomot na tle furkoczących maszyn rolniczych i ćwir ćwir ćwirkania w gołych (czyli łysych) gałęziach. A ci otrzepali łapska i założyli z powrotem szłomy na łeb i kurtki. do domciu. . Zmrok robił się już zupełny. zapalił i odjechali do miasta. i faktycznie do DOMCIU trafiłem. Tam było napisane DOMCIU. Oni zasuwali a ten szafior tylko siedział za kółkiem. tam znów jakaś pijalnia. Żadnych ludzi nie było widać. sawsiem sam na samo gwałt i adzinoko. że to by było na tyle. W samochodzie pokazywał się pod lampką dymek oddechu i ten tam gliniarczyk spokojniutko przewracał sobie kartki. Tylko my we czterech. Nie zwracał uwagi. jak ich doruszyłem jęzorem czyli chlipadłem. ale może wsie (niby że wszystkie) wsie mają ten sam wygląd. A co mi robili. drużku. mniejsza o to. skąd było słychać ten szum jakby maszyny rolniczej. bo je zdjęli.Myślę.Zobaczymy się znów przy okazji. taki lodowaty. a następnie wsiedli do samochodu. miał wkluczone światełko. A ja leżałem podziargany i zeszmacony. nie umiem powiedzieć. Tu domki stały. A ci przez cały czas pracowali nade mną. . palił ryjka i czytał se małą książeczkę. bo wyglądały pieczalno i raczej wzruszająco. .

bo teraz potrzebuję pomocy i życzliwości.stęknąłem . a on już naszykował w kuchni stół. kim jesteś . że siejczas konieczna mi jest pomoc i życzliwość: i przymusili mnie. Patrzyłem ja na tego czlonia i on patrzył się na mnie. Boże ci dopomóż. On zaś mnie natyrlik nie mógł zapamiętać. kominek i parę krzeseł i jakoś dało się widzieć. dobrze . .Proszę się częstować . Więc potykając się wszedłem i nie było żadne udawactwo dla sfingu. że wkrótce poczuję się lepiej.Wejdź . . pięćdziesiąt i miał pingle na klufie. Aż dziwne. . choć obolały i gdzie nie doruszyć tam bolesny. że to mi utkwiło. naprawdę zeszmacony byłem i wykończony. o mało bym się popłakał.I obejrzał ze współczuciem mój łeb i ryj.Kolejna ofiara .Policja .a ja ci przyniosę łyskacza z gorącą wodą.Tak? o co chodzi? . Na stole pisząca maszynka i mnóstwo jakby skotłowanej bumagi no i przypomniałem sobie. że jestem bardzo zgłodniawszy i po jajecznicy przyszło mi się pożerać jedną po drugiej pajdy chleba z masłem i dżemem truskawkowym z gromadnego dużego słoja. . No tak: MECHANICZNA POMARAŃCZA.kimkolwiek jesteś. łomot i figle. Było po prostu wunder bar tak siedzieć w ciepełku. wygrzane przy ogniu.Och . tak ze trzydzieści.No już dobrze. Och.Usiądź przy ogniu . W każdym razie poszedłem i wziąłem tę gorącą kąpiel. O jej jej. Ale nie mogę się zdradzić. On był nieduży w średnim wieku. wejdź i niech ci się przyjrzę. że ten członio to pisarz. Czy nie twoje zdjęcie było dziś rano w gazetach? Czy nieszczęsna ofiara tej okrutnej nowej techniki to właśnie ty? Bo jeżeli tak. Te okrutne dziobane wybladki w tym zafajdanym białym domu tak mi zrobili. Przyniosę ci tego łyskacza.Dużo lepiej mi . i bulelka PRIMA SAUCE i za moment podał wielkolepną jajko śmajkownicę z kusocz-kami szynki. Potem drzwi się uchyliły i głos męski zapytał: . o braciszkowie. tak życzliwie.proszę mi pomóc. a także bardzo stare znoszone tufle. Teraz były tu ciut nie same książki. . . Policjanci pobili mnie i porzucili na drodze. Tagda otworzyły się drzwi na roścież i zobaczyłem w środku jakby ciepły blask i płomienie po trzask trzaskujące. błagam pana o coś do picia i czy mógłbym się zagrzać przy ogniu.Ofiara nowoczesności. żebym ja sam fundował innym pomoc i życzliwość.poklepując mnie serdecznie po pleczu. I poczułem się. gdzie jestem i dlaczego DOMCIU na tej furtce pokazało mi się takie znajome. Rozejrzałem się po tej udobnej małej izbuszce. Ten poczciwy chryk objął mnie za plecza i wciągnął do pokoju z tym ogniem i natyrlik od razu wiedział ja. że fifa tu żadna nie mieszka. .zaprosił ten członio .zagaił . w sam raz gdzie trzeba. przyjacielu. . biedna ofiaro. Napuszczę ci wannę. gromadny bochen chleba.powiedziałem.I poszedł. bo mi powiedział: .Czy i jak zdołam się odwdzięczyć? . I powiedział: . .Chyba wiem. taki był dobry. . A później wszystko mi opowiesz przy dobrej gorącej kolacji. kiedy ty będziesz się kąpał. I chyba wypatrzył mi w głazach te stare łzy.powiedział i tak jakby wzdychnął. żebym umarł. Zszedłem na dół i patrzę. .wyjaśniłem.Teraz weź gorącą kąpiel. czterdzieści. a na nim widelce i noże i fajny. bo w tamte dni beztroskie ja i moi tak zwani drużkowie zawsze wykonywaliśmy co większe draki.że ktoś zaszagał do drzwi. i okazało się. jeżeli ktokolwiek zechce je przyjąć. jeść. w takim razie zesłała cię tu 71 . braciszkowie. a on przyniósł dla mnie piżamę i na wierzch podom. a potem opatrzył mi te rany na pysku. a to było naprawdę horror szoł jako przebranie.zagaił ten członio powracając. O braciszkowie moi. do tego rozpękające się kiełbaski no i wielkie gromadne kubasy gorącego i słodkiego czaju z mlekiem. którą przygotuję.powiedział.A jeżeli tak i się nie mylę. a później muszę ci trochę opatrzyć te rany. i zachwat w maskach. . Wręczył mi ten gorący i ożywczy stakan do wypicia i od razu poczułem się lepiej. i teraz już dokładnie go sobie przypomniałem.Ta koszmarna policja. ktoś cię naprawdę pobił. to trafiłeś.

No i wsadzono. No i wyraźnie to widać: cała ta kwestia uwarunkowań ubocznych. tak zwaną technikę Ludovycka.Policja lubi przywlekać ofiary swe na okrainy tej wsi. . No bo musiał. Nic złego nie miałem na myśli. Skazany jesteś na postępowanie według stereotypu.To samo powiedział kapłon . żebym się włamał do domu jednej starej psiochy. Najpierw torturowany w więzieniu. . braciszkowie. kopcąc jego rakotwora z korkowym filtrem. tu się znalazłeś. starając się mnie wyrzucić.powiedział i ryj mu pojaśniał jak słońce w ognistej chwale poranka. Więc wszystko mu opowiedziałem . tylko męczarni. .Ale ich podstawowy grzech to sama intencja.odrzekłem pokornie . Kiedy skończyłem.Ani słowa nie zdołałem wtrącić. .No no no. wciąż. Nie czytałem jej. mów dalej.Niedużo jest do powiedzenia . a łokcie u swetra miał całe w dżemie truskawkowym z talerzyka. . Ale to naprawdę opatrznościowe. mój biedny biedny chłopcze. bracia. ale słyszałem. słowo daję. staremu sercu. to nie tytuł do chwały dla jakiegokolwiek bądź rządu! chyba dla takiego. chociaż i tak byłem gotów wyjść po dobrej woli. ale ukarano cię całkiem po drakońsku. Moi tak zwani przyjaciele namówili mnie. proszę pana. potem wyrzucony z niego. . Ja powiedziałem: .powiedział. Chyba da się z ciebie.wyjaśnił. 72 .zakrzyknął. .szanowny panie.literatura i sztuka . nachylając się do mnie pożądliwie. do więzienia.wszystko teraz musi być nie przyjemności źródłem. skoro to chrześcijanin? No przemówił. to znaczy damy.Ooo . Słuchał aż mu się uszy trzęsły. Muzyka i stosunek płciowy .wsio .To znaczy ksiądz kapelan więzienny. wycierając ten sam talerz co dziesięć minut temu . . .Chętnie to pozmywam. biedaku . zrobić użytek.Opatrzność. . . . aby wypróbować na mnie tę nową sztuczkę. wstał od stołu.odrzekłem.wciąłem się.Teraz mi opowiedz o sobie.A potem wybrał mnie ten Minister Spraw Niewdzięcznych czy też Wewnętrznych. będący też ofiarą innego rodzaju. raz po raz kiwając i robiąc hm hm hm zbierał ze stołu talerze i całe to barachło. Przerobili cię na coś innego niż istota ludzka. .Słyszałem coś o Mechanicznej pomarańczy. Odrzekłem: .Opowiedz mi o tym . mój biedaku. Szczerze ci współczuję. a tłuszcz na talerzach zastygał stygł i zastygł. chociaż japsko miałem rozpachnięte i gotowe odpowiadać na jego pytania. aż para zaczęła pyrkać.wobec tego jutro zaprosimy tu parę osób na spotkanie z tobą.Ty sobie odpocznij. Więc oskarżono mnie o spowodowanie jej śmierci.braciszkowie moi. proszę pana. A może słyszałeś o mnie? Musiałem bardzo uważać. jakby taka maszynka zdolna wyłącznie do czynienia dobra. . jakby w zamyśleniu wycierając talerz. jaki akceptuje zbiorowość. proszę pana .Tak jest.Nie ty pierwszy się tu pojawiasz w takim stanie .Oni zawsze chapną za dużo . aby dalej mogła cię torturować policja. tak powiedział? Oczywiście.Odebrano ci możność wyboru. który ja odsunąłem na bok. patrzałki świeciły i usto przyotwierało. . a raczej zmusili.wszyściutko . nosił do zlewu. Niestety ona tak w kość dała swemu poczciwemu. Człowiek niezdolny wybierać to już nie człowiek. Mógłbyś przyczynić się do wyrzucenia na zbity pysk tego bezczelnego Rządu. . co pyszni się stosowaniem przymusu i represji. jak sądzę.Mówiąc to krugom wycierał ten sam talerz. Zmieniać porządnego młodzieńca w jakiś nakręcany mechanizm. Nie jesteś wolny od grzechu. że ty. a jak. ~ . . Zdarzył się taki chłopięcy i głupi wybryk. że umarła.odkazał i tak odkręcił kran.Aha.

tak jakby na kręgosłupie. Wydała mi się napisana jakby w takim bezumnym stylu. . . umarła. jak to u mnie zawsze. Biedna moja biedna dziewczynka. ściskał w nich ścierkę . którą bardzo dobrze zapamiętałem. gdzie ciągle się unosi jej wonne wspomnienie. bo czułem. Nie przeżyła szoku. ale zaraz wróciło i poczułem się ujutno. aż mi się znowu przypomniało i ciut jakby zemdliło. więc polazłem do sąsiedniego pokoju. ciepło. . Ofiara nowoczesności.spytałem.Zobaczyłem to wszystko wyraźnie. abym pozostał tu. żadnego tam drzymu.Proszę pana. w sąsiednim pokoju. . God Gospod. i tam na ścianie zobaczyłem tę żonę. gdzie jestem. czy jakiś podobny szajs. pomyślałem. Nie podobał mi się cały ten szum i bełkot. i odstawił go. on też jest Alex.zrobił. . ale ona by sobie życzyła. już zaczęło mi się zbierać na wymiot i baszka mnie rozbolała. aż mnie zawoła na zawtrak. jego zakonnicę. . Alexander tak po nastojaszczy nie z uma 73 . . pan wyciera wciąż ten sam talerz. żebym tylko mógł pisać. co działo się tej odległej nocy. Alexander uważał. jak mi odchodzi z ryja cała czerwo czerwona krew. bo tam było wszędzie ogrzane) i tak się nie mogłem połapać. Biedny mój biedny chłopcze.wyjaśnił . czy ten F. że my wszyscy jakby rośniemy na takim drzewie życia (on to nazwał) i w sadzie życia.te zajęcia domowe. takie duże foto w powiększeniu. aby nadal tu mieszkać. to chyba to. Biedna moja dziewczynka. a jesteśmy dlatego. bezpiecznie. .Przygotowałem ci pokój gościnny. o czym to jest. a mnie zapewniała spokój. W mojej sypialce nic więcej nie było jak to wyrko i krzesło i lampa. Dopiero po chwili wspomniało mi się. Wszystko to robiła moja żona. ty i on i ja i całujta mnie w rzopsko. który ten God czy Gospod niby posadził. napisane było nazwisko F. to musiało być dla ciebie straszne. morda mi zupełnie pobladła i on musiał to widzieć. co z tą jego zakonną. Musiałem się bardzo przełamać. I zdaje się ten F.Bo naisto chciałem się dowiedzieć. jak on to naścibolił. to jakby w naturze rośli tak jakby owoce. Zgadzam się z panem co do tego chwalenia się. i zastanowiłem się.Pańska żona? .Och . Ten rząd to chyba się głównie przechwala. Została brutalnie zgwałcona i pobita.rzekł takim bardzo gromkim i rozgoryczonym głosem. On to widział.Więc powiedziałem: . Alexander. więc ruszyłem po cichu boso na poszukiwanie tej Mechanicznej pomarańczy. jak się nazywa ten opiekuńczy i jakby macierzyński członio. Tak tak tak. czekając. jakby pierwszy raz w życiu ujrzał ten talerz. Stało się to w tym domu grabki mu się trzęsły. krugom ach! i och! i podobny szajs. braciszkowie. a na zawtra było jasno i wziął przymrozek. ale jakby coś z niej wynikało. że temu Godu czy Gospodu chce się pić i właśnie nami ugaszać swe pragnienie miłości. ale nie marznąc. 5 Tej nocy spało mi się naprawdę horror szoł. o braciszkowie. który był jego. o braciszkowie. Ale było też kilka półek z książkami no i tak jak myślałem znalazła się ta Mechaniczna pomarańcza i z boku.Czy odeszła od pana? .Jeszcze mi nie za dobrze idą .Tak. i samego siebie przy tej robocie. że obecnie wszystkie wpychle (znaczy się ludzie) przerabiani są na maszyny i że tak naprawdę wszyscy oni. Ale kiedy się tak wylegiwałem. tak samo jak ona. w której musi być jego nazwisko.tam. odeszła . I pokartkowawszy w niej (stojąc w jego piżamie i boso. i z dołu dochodził bardzo krasiwy zapach jakby śniadanka smażącego się. przyszedł mi ten błysk że powinienem wiedzieć.Rozumiesz.

. .jesteś żywym świadectwem tych szatańskich pomysłów. 74 . .Ktoś z nas musi walczyć.Zdawało mi się.powitał mnie. Ja pracuję od wielu godzin. .A co pan będzie miał z tego? To znaczy oprócz monalizy. a ona mi odkazała.Nie.Tyle długich słów.dzisiaj rano. . pomyślałem. teraz nie o to chodzi .nic.Ty .Znów przyjrzał mi się uważnie nad parującym jajkiem. jakie ci wyrządzili. zwyczajni ludzie muszą dowiedzieć się i zrozumieć. wyławiając ugotowane jajka i spod gryla wyciągnąwszy czarnego tosta. czy on widzi.w innych krajach.Dzwoniłem do różnych osób. braciszkowie. radosnym i lib lib kochającym i cały ten szajs. biedna ofiaro? Czy teraz już sam Rząd będzie rozstrzygał.spytałem. bracia.odkazał i siedli my przyjemnie po drużeski do stołu przy tym trach trach trach jajek i chrum chrup-chrup chrup tostów z czarnego chlebka. . co mówię.Dlaczego? . Bo nadajesz się jako broń.odkazał. co wypłacą za ten. a czaj z mlekiem ogromnym stał obok w tych porannych dużych wielkich kubasach. .Troszkę się uspokoił. Ludzie. i to mordercza. biedaku. a wdrug przekręciło mu się od śmierci jego zakonnicy? Ale zawołał mnie z dołu głosem całkiem normalnego mudaka. To wdrażanie prowadzących do ubezwłasnowolnienia i wymózgłowienia technik asocjacyjnych. . jak będziemy tu mieli pełny system rządów totalitarnych. Tylko dzwoniłem do różnych ludzi. kiedy ty spałeś. Ani się obejrzymy. zgrzytając kaflami. .szedłszy. .Czy chcą. Ty go podpiszesz. . nagle czujny jak ten bystry zwierzak.Nie nie.Wszystko to już widzieliśmy .Skąd ci przyszło do głowy.spytał.spytałem.Pisze pan jakąś nową książkę? . od zlewu do spiżarki. ale do jajka nie wrócił. . Spytałem: .odkazałem . ciągłe z tym błyskiem obłędu . jak pan mówi. jaką rolę odegrałem w jego życiu? Podjął: Ta rekrutacja młodocianych. czy mogę zadzwonić po doktora. w walce o to żeby obecny zły i nikczemny Rząd nie obronił się w nadchodzących wyborach. jeśli wolno spytać.A nic . Rząd najbardziej ze wszystkiego chełpi się tym. że w domu nic ma telefonu.Wstał od jedzenia i zaczął chodzić tam i nazad po kuchni.Już prawie dziesiąta. co jest zbrodnią a co nie jest.O ho ho. I tak sobie wpieprzając powiedział: . jak podlazłem do drzwi wstawiać tę starą gadkę i z prośbą.ciągnął . jajcząc sobie i chrupiąc tosta. Łypnął na mnie tak bardzo uważnie. kto by nie podzielał opinii Rządu? . takie wyliczenie krzywd. przeciw temu Rządowi? Chwycił się za brzeg stołu i odkazał mi.A co ja mam do tego? . . wygłaszając na całe gardło: .oznajmił . artykuł? To znaczy dlaczego jest pan taki napalony.wyrwało mi się. jak w ubiegłych miesiącach poradził sobie z przestępczością. Bronić wielkich tradycji naszej wolności. . co ty. zatrzymawszy w ręku łyżeczkę z jajkiem. że nie mam telefonu? . . że pan nie ma telefonu . i ten wariacki błysk w oku.nic . które miał szmucyk i oczeń szajsowate od rakotworów: . Ukaże się z twoim litość budzącym zdjęciem jutro albo pojutrze. a ja znów zastanowiłem się. więc Pokorny Sługa Wasz i Niżej Tu Podpisany wziął i zszedł na dół.I zastanowiłem się. ale od razu stał się znów cały miły i przyjacielski i też łyżeczkował to jajko śmajko. które twoja sprawa mogłaby zainteresować. co też on zapamiętał z początku tej odległej nocy. Ten klin od wąskiego końca wbijany i coraz szerszy.Ale długo spałeś . żeby ich synowie tym się stali. brutalnych zbirów do policji. Napisałem artykuł . kiedy wygarniałem to jajko i przez moment nie uważałem. i wypruwał życie i kiszki i wolę każdemu. .

proszę pana. biedna ofiaro współczesnego świata . grubych. Potem władowali się do pokoju tu gdzie ogień prygał na kominku i kniga i artykuł o moich cierpieniach i zrobili ooooo! na mój widok. prędki w ruchach i roztaczający woń perfum.Doskonale .A on przyjrzał mi się na to bardzo uważnie i zagabnął: . 75 . mój chłopcze.Jedz sobie. No i trzeci z nich D. I to jajko moje tak samo zjedz. że jak czytałem.Więc on poszedł do kuchni zmywać po zawtraku. i dziabnął nim kilka razy w ścianę.P. B. Alex podał mi ich nazwiska. w ciężkiej oprawce. da Silva. Gotowi są sprzedać wolność za spokojniejsze życie. co powiedziałem.to właśnie oni. jakby to nie przydumało mu się do łba i w ogóle co za porównanie z Wolnością i całym tym szajsem! i wyglądał na zaskoczonego tym.rozumie się . tego bałachu. jaki jestem? Czy będę mógł znowu słuchać Symfonii z chórami żeby mnie przy tym nie rwało do wymiotu? Czy będę mógł prowadzić normalne życie? Co ze mną będzie. .powiadam tak się mówi po nastolacku. Co najwyżej . Kiedy wielki F. to taka bardzo długa i płaksiwa kobyła. co napisałem.dobrze . u drzwi się rozdało ding dong ding dong.może podziałać. jakby to było samolubne. kulturalny i głos miał dżentelmena. . bo własnych planów nie miałem. Gdziekolwiek ujrzę nikczemność.Dobrze .i było jak na balszoj oczewidno. Zjedz to śniadanie i chodź. Tradycja wolności jest wszystkim. bardzo stary i z brodą jakby udziuganą w jajku. Po czym rzekł oczeń spoko i po drużeski: Najedz się. o braciszkowie. Wsie malczyki używają. Poszedł ich wpuścić i w przedpokoju zrobił się szum i takie huhuhu gadu gadu i cześ cześ co za pogoda i co słychać. Pierwszy Z. . to aż mi się robiło po nastojaszczy żal tego bidnego malczyka jak opowiada co wycierpiał i jak to Rząd go własnej woli pozbawił i jak wszyscy powinni zrobić z tym szlus żeby taki niecharoszy i podły Rząd już nikagda bolsze nimi nie rządził: i rozumie się w końcu dotarło do mnie.Przekrasne i horror szoł.powiadam. A ja zapytałem: . Dlatego trzeba im dostarczać bodźca! bodźca! . to co napisał. Wszyscy mi się tak horror szoł przyjrzawszy i chyba nie posiadali się z radości. No cóż. proszę pana? Przyjrzał mi się. Dolin tak zagaił: . biedaku. Drugi był Coś Tam Coś Tam Rubinstein. że ty jesteś żywym świadectwem. braciszkowie moi. Była ich trójka i F. że dostaje świra. Był to malutki. że ja chciałbym też coś dla siebie.Co? . o braciszkowie. Już otwieram. i pizgnął nim o podłogę. Na pewno coś da się wymyślić. przecież mówię.Nie jestem po niczyjej stronie. bardzo wysoki.co? Ten chłopak to znakomity chwyt . że ten bidny a cierpiący malczyszka to nikt inny tylko Wasz Pokorny N. .No .krzyknął i pokazał się wycierając łapy . a ja zostałem się w tym pożyczonym ciuchu nocnym i tuflach czekając. o braciszkowie. A potem rzekł: Och. Jeden był Z. .jak gdyby dotąd nie słuchał. Dolin i ciągle chr chr chr i kasłu kasłu nie wyjmując peta z mordy i rzęziło w tym członiu i kopcił obsypując się z przodu popiołem i grabkami strzepując go sobie z łachów jakby nie cierpiawszy i w nerwach. Wielkolepno iżeś panie mój to napisawszy. ty nieszczęsna ofiaro.Tu złapał widelec. tam staram się ją wytępić. Alexander zatrudniał się w kuchni z posudą. a skądże. okrągły i tłusty członio w pinglach.gdyby tak miał wygląd jeszcze gorszy i tak na żywego trupa. . . Zwyczajnym ludziom nie zależy na niej. taki wytworny.Och . Nazwy stronnictw i partii są niczym. przeczytasz sobie. aby zrobili ze mną to co mają zrobić. bo to zaraz pójdzie w Tygodniowej Fanfarze pod twoim nazwiskiem. jedz.A co ja będę z tego miał? Czy wyleczą mnie z tego. Czego się nie robi dla sprawy. aż cały się pogiął. co widzą.

Chodzi głównie o spotkania publiczne. Mamy cię. Gdy to wszystko już dobiegnie końca. To byli zupełnie inni ludzie. Na dwoje bym go rozłupał i rozpruł.zrobił Z. Postawi się na zrujnowane życie.Wszystko to już minęło. Tak na kogoś mówili. Alexander.O nie. zlinczowany przez gromadę staruchów i mało nie zabity przez gliniarzy! co ze mną będzie? . jak będziemy cię pokazywali na wiecach. Poszedłem do drzwi.Ale to się nie może zdarzyć.I zaczął mnie głaskać po lewej grabie jak duraka. obszczerzając się jak z uma szedłszy. Paniatno? . B. da Silva tak odpowiedział: .Och.Co ma to tego Jołop? Co pan wie o Jołopie? I wyrwało mi się: . a w głazach jak z uma szedłszy. Znaczy się. Z tym wiąże się oczywiście prasa. ale muszę sam troszczyć się o własne życie i koniec. co tylko nazywa się że drużkowie. nie. Dolin powiedział: . A na razie zajmiemy się tobą. . . Dolin kasłu kasłu. Ale ten Z. Alexandra.wymówił F. Głupie to są jakieś zwyczajne przystupniki. drużkowie? Przecz to za pomyśluch gwoli bratu swemu się wam telepie? Tu nagie wchlupotał się F. jak pragnę Boga mego jedynego. chłopcze.Jołop.Bo już było mi po nastojaszczy pilno wydostać się stąd. żebyście mnie robili w konia. Jołop. o braciszkowie moi.Jezu Chryste . chciałem powiedzieć.zrobiłbym to. tak . ani jołop dla was. wyrzucony z domu przez własnych rodziców i tego ich nadętego brudasa lokatora. wy głupie skurwle. Trzeba mi na to uważać.tak . że Partia ci okaże wdzięczność.już .Co mnie traktujecie jak rzecz do użycia! Nie jestem durak. .Nikt jeszcze nie powiedział. .rzekł jakby z namysłem F. Aż wykrzyknąłem: . . czym byłem? Tego chcę! i to właśnie chcę wiedzieć! Chrr chrr . . a po nastojaszczy to zdrajcy! Czy to potraficie zrobić? Czy ktoś może mnie przywrócić do tego. Na pewno musieliśmy się gdzieś spotkać. . . . Torturowany w więzieniu. wszystkim panom tu jestem bardzo wdzięczny.Ja tylko zabiorę ciuchy .gdyby to ja bym go rozdarł.No już . Alexander pokazując te zafajdane kafle. i nie wypuścimy tak łatwo.Ja chcę tylko jednego wrzasnąłem . . .Tu włączył się Rubinstein: . . .powiedział D.Nie ponrawił mi się ten wyraz w ślepiach F.Męczennik dla wielkiej sprawy Wolności powiedział.Co tu jest grane. Tylko musisz poczekać.I zadumał się tak jakby zmarszczywszy brew.E? . jak ten rodzaj głosu mi w coś trafia. B. a ja nie jestem ani jakiś tam zwyczajny. Musimy pomóc temu biedakowi.żebym znów był normalny i zdrów jak za dawnych czasów! i miał ciut niemnożko ubawu z prawdziwymi kumplami. Na pewno. da Silva głaszcząc go po klatce jak pieska się uspakaja. . bardzo białych na tle ciemnego lica. 76 . dziwne.bałaknąłem już koło schodów .I pokazał wszystkie trzydzieści i coś tam kafli. braciszkowie. Ogromnie to nam pomoże. żeby iść na górę po swoje ciuchy i zmywać się stąd.Prawie zdawało mi się . jaką z tego ja będę miał korzyść. przez co wygląd miał ciut po niemnożku jak inostraniec. . więc siepnąłem: . panie Boże dopomóż.Jołop . a nie z takimi. Musimy rozpalić w nich serca. Mnie zaś D.Nie spodobał mi się ten żywy trup.Przekonasz się. Alexander: . Tego wymaga od nas Przyszłość i Nasza Sprawa.spytałem.Dziwne. przyjacielu. oj. spotka cię mała i bardzo korzystna niespodzianka. Więc ja na to: . Pójdziesz z nami.Masz odegrać swą rolę i o tym pamiętaj. . Bo w razie .to znaczy ubranie i pójdę sobie sam na samo gwałt i adzinoko.

No i zostawili mnie. braciszkowie.i jak w całym przeogromnym świecie niet ani jednego człowieka. Piżama w szufladzie.Hę? . Malu malu malutkie. aż mu się czubek rakotwora wetknięty w mordę rozżarzył czerwono jak małe palenisko. co przyszło mi się znieść ostatnio. Czy aby nie . któremu by można zaufać. Mamy coś do zrobienia. dwie sypialki. . Poszli zająć się swoimi sprawami. . że zapłaciłem za wszystko. Przestało mi się podobać to jakby spojrzenie w głazach F. To błysnęło mi już. po nastojaszczy gromko.? . B.Znalazłem się na górze w try miga i byłem ubrany w niecałe dwie sekundy. sam na samo gwałt i adzinoko cicho i spoko. a D. Pokażemy się znów trochę później. braciszkowie.wkluczył się Rubinstein.Jak sobie chcecie. czy nie ty . da Silva prowadził do miasta i pod blok w pobliżu mojego bloku czyli rodzinnego żyliszcza. jedna bywalnia (czyli stoło żyło roboło co by nie było) i w niej stół calutki w knigach i bumagach i atrament i butle i tym podobny szajs. Dolin i zakaszlał. Tak po prostu leżałem skopawszy but ze stóp i rozluźniwszy halsztuk.oznajmił D.Było .Więc ubieraj się i ruszamy.Aż chuć i poczucie gwałtu mnie ogarnęło i poczułem się zaraz niedobrze.Jołop jołop jołop .Wszystko to. da Silva. którzy nazywali się moimi kumplami. da Silva i pokazał wsie trzydzieści zębów jak nie więcej. co mi się przytrafiły . 77 . i do żyliszcza takiego jak wszystkie żyliszcza we wszystkich blokach tego miasta. wysiadamy. jakie ma być teraz moje życie. A następnie z tymi trzema na dwór i w gablo. Aleksander. braciszkowie. szczególnie w pierwszej części. Rubinstein siedział mi po jednej stronie.Zapłaciłem ja na to. Tylko bierzmy się do tego i kończyć. Nie można dopuścić.wciąż mamrotał z cicha F. żeby to dalej poszło. Bo macie mnie w ręku.Wszystko będzie dobrze. Nie tylko za siebie. a ja leżałem na wyrku. . Jedzenie znajdziesz w tej szafce. .powiedział Z. . aby mnie apiać złapać za łapsko. .różnych ludzi.spytałem nie sawsiem zrozumiawszy. i jak raz ona wytargała mnie z tej troszeczki snu. . . po drugiej Z. bardzo huczny i gwałtowny utwór. Dolin chrr kasłu kasłu. A później dostrzegłem ten jakby szał czy obłęd w ślepiach F. że pora walczyć.Chodź.W porządku . na górę. Po czym zadrzemałem.odkaszlał się Z. Alexandra. co mam na myśli. do imentu oszołomiony i bez pojęcia. co to pewnie polityka i cały ten szajs. co się przebudziło w udręczonej pamięci naszego przyjaciela F. A połóż się.? Chciałem powiedzieć. którą znałem horror szoł i prawie na pamięć. braciszkowie. Dolin chrr kaslu kasłu . Zbudziłem się usłyszawszy muzykę za ścianą. . . God Gospod sam najlepiej wie.No to weszliśmy i w holu na ścianie znowu nabazgrane coś z tej Godności Trudu. i winda. . Była to symfonia.Tu będzie twój dom . ale na myśl o walce już zechciało mi się upaść i rzygnąć. B. to było prze u żasne i kropne. . .Zostawiamy cię tu. ale i za tych skur wy bladych synów. co nazywa się Otto Skadelig. o braciszkowie. A na razie znajdź sobie jakieś zajęcie.Tu się wprowadzasz.Wiesz chyba.I bystro podszedł.Czym albo kim był ten Jołop? .Bo teraz chciałem już tylko wydostać się z tego DOMCIU.Aha . no to stałem i tyle. Widziałeś. chłopcze . ale jej nie słyszałem od lat. niespokojny duchu. . .jeszcze jedno. jakich spotkałem w rzygole i Wupie i różności.odezwał się Rubinstein tym starym głosem. . . Odpoczywaj.Trochę się położę skazałem.zgodził się D.Rozgość się. zobaczysz. mianowicie Symfonia Nr 3 tego duńskiego flimona. . .W porządku . chłopcze. I we łbie leciały mi różne obrazki . Alexandra. B. . Alexandra i mogłem tylko powiedzieć: .

aż mi się film urwał. żeby się zabić. i ciężko się łomotnąłem o chodnik. Podszedłem i wyjrzałem pionowo w dół na samochody i basy i przechodniów. do drzwi wyjściowych. czołgałem się z łóżka i sam do siebie och och och i zaraz łubudu du du w ścianę z wrzaskiem: . Ale pogruchotałem se grzbiet nadgarstki i giczoły i strach powiedzieć. Oeh. I uwrzasnął się ja do świata: . co muszę zrobić i co chciałem zrobić. Bo zobaczył ja słowo ŚMIERĆ na okładce takiej broszurki. braciszkowie. to w ostatniej chwili poniał ja. To błysnęło mi w jednej miliono milionowej części tej chwili. o braciszkowie. a potem Jołop i Billyboy przebrani za gliniarzy. 6 Wyskoczyłem ja. aby przestali. przestać.Tak się obijałem po całym żyliszczu w tym bólu i mdłościach. zamknąłem oczy i poczułem na ryju zimny wiatr i skoczyłem. Jakby mi ktoś podskazał. powstrzymali mnie. skrzyczeć i wrzeszcząc. Chyba nie z takiej wysokości skoczyłem. Boże. 78 . że mam skończyć z tym wyskoczywszy. Waliłem w ten mur aż kostki zrobiły mi się całe z krwi czerwo czerwonej i skóry w strzępach. to bym nie mógł napisać tego. chociaż oni ŚMIERĆ zapowiadali tylko RZĄDOWI. a w mur piąchami łup łup i łubudu du! ale nic a nic z tego nie wynikło. spoko i spać nawsiegda i na zawsze. starając się jakoś odgrodzić od muzyki i stękając aż jakby z głębi kiszek. ale puzony i kotły też się przedzierały zupełnie gromko. muzyka huczała mi z lewej. A potem ja. Posłuszałem jej tak ze dwie sekundy ciekawie i z radością. to nie. stało na roścież. gdzie się położyłem.A tam grało i jakby coraz głośniej.Żegnaj. tak bardzo kochający się w muzyce. to znaczy skończyć ze sobą.Przestać. o braciszkowie. co ja mam robić? . jak bolało. prysnąć raz i nawsiegda z tego parszywego i wrednego świata. w której porzucałem świat i niebo i gapiące się nade mną pyski. aż sieknęło mi głęboko w kiszkach. żegnaj. Okno w pokoju. a potem jak mnie chwyci ten początek bólu i mdłości. Wziąłem się znów ryczeć i wrzeszczeć. ten mosiądz i bębny i smyczki na kilometr wysokie. A jak mi się urywał film. zlituj się nade mną! . że na tym ohydnym i przeohydnym świecie ani jeden człowiek nie jest po mojej stronie i że te muzykę za ściana. jakby naumyślnie torturowali mnie. A muzyka huczy coraz to głośniej i głośniej. że muszę od niej uciec. ale muzyka nie ucichła. i niech ci God Gospod przebaczy to zmarnowane życie! . a te od zewnątrz zakluczone i nielzia wydostać się.co akurat leciała.zawyłem do samego siebie i bu hu hu. Jakby zrządzeniem losu druga broszurka miała na okładce akoszko i napis: Otwórz okno na świeże powietrze. Może chwilę zaboleć i już. co napisałem. wyciągnąć kopyta. Przecież jakbym się zabił. to wypadłem z tej malutkiej sypialki. aż te próchniaki w Publo Biblotece. wyłączyć! . też ustroili ci moi niby to nowi przyjaciele i że jak raz tego było im nużno dla tej ich okropnej chełpliwej i samolubnej polityki. ale żebym wykorkował. Aż wepchnąłem sobie małe palce tak po nastojaszczy w głąb uszu. Aż dostałem prydumki. Świeżą myśl i nowy styl życia.Och. a zdumione i porażone mordy wybałuszały się na mnie z góry. . Muzyka wciąż bluzgała na wylot przez mur.Wylazłem na parapet. a potem na kupie knig i bumagi i tym podobnego szajsu na tym stole w bywalni zobaczyłem.

Za wielki bałach w usto dla malutkiej psiczki. ale za minutkę czy dwie znów mi się wydało jak gdyby pewne. To kres ich rządów na zawsze i raz na zawsze. więc musiał to być jakiś razkaz o tym starym ryps wyps tam i nazad. co się go aplikuje.A jakbym zdechł. to jej próbowałem powiedzieć. tylko aby wyzdrowieć i uciec. co im wyprygnątem z akoszka! czyli D. co te sukinsyny będą wyprawiać z innymi nieszczęsnymi przystupnikami. Te środki odkażające. Bardzo powoli wróciło mi wreszcie. da Silva i Coś Tam Coś Tam Rubinstein i Z. chełpliwym łajdakom i już nie mają szans na przejście w wyborach. że leżę w osobnym pokoiku. pełnej kasłu kasłu zdychających wokół próchniaków. Więc bałaknąłem: Jak leci. Głowę miałem całą w bandażu i jakieś kawałki czegoś tam poprzylepiane do mordy. jakby to były kwiatki jakieś i żeby prosto wyrosły. . bólu ani czucia. Wspaniale się przysłużyłeś sprawie Wolności. Więc rzuciłem to i obecnie wygłaszam kazania.zagaił jeden z nich. w prawą zaś grabę u samego plecza kapała czerwo czerwona krew z odwróconego słoika. że jakiś razkaz. małaż ty moja siostrzyczko? Pójdź tedy a uczyń w łożu z drużkiem twym przyjebne pokładanko. w ogóle nic. bo prawie od razu apiać jakby przysnąłem. synu.ludzie pałają z oburzenia. to byłoby jeszcze łuczsze dla was.No i gdzie wróciłem do życia z długiej czarnej i czarno czarniutkiej pustki. jak nie w szpitalu? w bieli i w tym szpitalnym zapachu.Ooo! więc odzyskaliśmy świadomość. a co. Dolin we własnej osobie. Miałem wtedy coś jakby dyfteryt. chodzę i mówię to ludziom. ukochany mój synku w Jot Cha. o braciszkowie.Ale słowa mi nie wyszły tak horror szoł. graby też obandażowane i jakby z patykami rozpołożonymi wzdłuż palców. zdradzieckie wy po przyjaźni łgarze i w kant naciągacze. Starałem się odpowiedzieć: . ale widno. i stwierdziłem wymacawszy chlipadłem że niektórych zębów już nie ma. jakbym usto miał zesztywniale. może nie. bo mnóstwo w niej rozmów i dyszała przy tym uch uch uch. Potem znów się obudziłem i kogo ja widzę przy moim łóżeczku jak nie tych trzech. B. gdzie trzymali mnie jako drobnego rybionka. Wyszła i zostawszy ja sam na samo gwałt i adzinoko dopiero zobaczyłem. Przy łóżku siedziała pielęgniarka zaczytawszy się w knidze bardzo niewyraźnie drukowanej. ale nie mogłem się rozejrzeć ani dosłyszeć który .Ale wyszło mi tylko yy y.i dychał na mnie tym zaprzałym a smrodliwym łyskaczem i znów się wywnętrzał: Ale dłużej bym nie został. jak ona. Dziuszka była po nastojaszczy horror szoł. taki jakby kwaskowaty i ckliwy i czysty.snuł ten głos . aż kniga jej poleciała na podłogę. żeby ci się prędzej odechciało chorować. klatki jakby z drutu. która mogła trwać milion lat. o nie! Nie mógłbym przyłożyć ręki do tego. a nie na takiej dłuuugiej sali. i przemówiła: . kim jestem. a moje bidne stare nożyska całe wyciągnięte i na całość bandaże. A z nimi jakby na pewno był ten stary kapłon z Wupy i zagajał: Och. Następnie jeden z trójki wyciągnął do mnie jakby plik wycinków z gazet i dojrzałem strach 79 .Przyjacielu . polityczne skur wy bladki wy syny. w try miga. Nic jednak nie czułem. że ta psiczka wróciła i przywiodła ze sobą kilku w białych płaszczach i ci oglądali mnie umarszczywszy się i robili hm hm hm do Niżej Podpisanego. Ale ta pielęgniarka zerwała się.mały nasz przyjacielu . to powinny mieć jakiś horror szoł zapach jak smażona cebulka albo kwiaty. o braciszkowie. a pod jej oczeń wysztywnionym fartuchem widać było takie grudki że horror szoł. . Zadałeś cios śmiertelny tym ohydnym. synu mój . które wam ładują w szpitalach. . ale wyszło mi tylko yczenie jakieś yy! y! i nic więcej. cały owinięty byłem w coś białego i w cielsku nie odczuwałem nic a nic. A siejczas tak jakbym nie mógł za długo utrzymać tej przytomności. usto miała ba ba bardzo czerwone i rzęsy takie długie ponad głazkami.

ale wyszło znów y! y! y! Wsio taki ci trzej politycy się wynieśli.Naprawdę straszne.Nie można go tak denerwować. .Pisali o tobie w gazetach. A potem znów się obudziłem i patrzę. Teraz już mogłem dużo lepiej mówić i odezwałem się: . Jak to Rząd cię popchnął do targnięcia się na własne życie. Miał trochę kłopotów z policją i załatwili go. więc powiedział. a tu moi ef i em przyszli w odwiedziny do chorutkiego synka i moja em wyprawia takie bu-hu-huuu że wprost horror szoł. Więc na jego miejsce do pracy już musieli przyjąć kogo innego. Próbowałem powiedzieć: .A policja mu się kazała rozejść. czy drzym. I gdzie się podziewa ten biedny chłopak? . . sam na samo gwałt i adzinoko jeżdżąc sobie tam i nazad po świecie i rozjeżdżając wpychli. . Jednym okiem wyczytałem nagłówki tak jakby trzęsące się w łapie u trzymającego. o braciszkowie moi. I my w pewnym sensie też byliśmy winni. synu. nie wiadomo. Bo stał na rogu.Co azaliż twe poczynia Joe nowe syniszcze? Zdrów i dobrze ma się i dostatnio. że nasilno przewracam je na ziemie i gwałt! i gwałt! a wszyscy stoją dookoła i klaszczą w łapska i radują się jak z uma szedłszy.Mój tatata odpowiedział tak jakby zawstydziwszy się: . . Przydumało mi się na przykład. że cała moja płyć (to znaczy cielsko) jakby opróżnia się z czegoś w rodzaju brudnej wachy i na to miejsce wpływa czysta.Ouuuuu . i co jest grane? może wam się zdaje.Och. . W końcu twój dom.No no no no proszę. synu. . Więc bałaknąłem: . Nie powinniście go wyprowadzać z równowagi.Pojechał z powrotem do swej rodzinnej miejscowości.powiadam. tylko że apiać ku ziemi. 80 . w rodzaju CHŁOPIEC OFIARĄ KRYMINALNEJ REFORMY albo RZĄD W ROLI ZABÓJCY i do tego foto jakby znajomego drewniaka z podpisem AUT AUT AUT i był to chyba Minister Spraw Niewdzięcznych i Wewnętrznych. A maciocha wciąż robiła do tego bu hu huuu i wyglądała tak ohydnie jak całuj mnie w rzopsko. na pewno fotografów. że robię im to stare ryps wyps tam i nazad. czy jawa. że ma przechodzić. A teraz proszę stąd wyjść.i nie odczuwając bólu ani mdłości.powiada ef. że ma prawo jak każdy. co krzyczą.Umieram! . .Bardzo niefortunnie się stało.No i teraz . synu. umówił się tam z dziewczyną i czekał na nią.Aut aut aut! .A mój tatata: .odrzekłem . jak mnie taszczą na noszach i tu nieożydno przypomniałem sobie te pykające światła. I ja też udaliłem się. Po czym ta dziuszka pielęgniarka orzekła: . Zaiste dziw mnie ogarnia. wtedy oni się rzucili na niego i okropnie go zbili.Pojechał do domuuuu. wierę a modlę. .Naprawdę? . synu.potaknął ef. Śniły mi się też rozmaite psiczki.Patrzył swego nosa i nikomu nie wadził .zabuhuhuczała mać.Naprawdę? Taki porządny człowiek i w ogóle.budzące foto samego siebie. Że cię bardzo skrzywdzono. Ouuuuuuu. .powiadam. że . żebym do was się znów sprowadził i żeby wszystko było po staremu. Alex Alex.To straszne . A oni do niego. Maciocha zaś na to: . . synu.chcecie. to jednak twój dom. całego we krwi. aby się wylizać. że jesteście tu mile widziani? . Też powtarzał się przekrasny i po nastojaszczy horror szoł drzym jak siedzę w ukradzionej gablocie jakiegoś flimona. w tę czarność rozjaśnianą tylko dziwnymi snami. .Tak .

albo dam ci powód. pielęgniarka.Wszystko będzie.Przemyślę to sobie bardzo starannie. co myślisz o tych obrazkach. .zabałakali obaj .I dalsze odwracali te kartki. . Jakież to miawszy pomyślunki na mózgłowiu świeże a nierozumniech? .Tak. co się nazywa paw.odrzekłem.Dobrze dobrze . leżałem i myślałem co nieco o różnych rzeczach.powiedzieli obaj i kartka się przewróciła.dobrze dobrze dobrze.Około tygodnia . Na ładny mi świat smrodliwy i zafajdany. .odrzekła .Och.byłeś cały połamany i potłuczony i doznałeś poważnego wstrząsu i straciłeś niemało krwi. Kiedy poszli sobie.Byłoby niepłocho .Gniazdo ptasie . zamknij że się . żebyś sobie na to popatrzył i powiedział nam. . synu . Bo ci przykopię w zęby. czy o coś tam i popatrzyłbym. Na pierwszej stronie było zdjęcie jakby gniazda pełnego jaj ptaszęcych. pysznie tak i chełpliwie.odpowiedziała. . Jeden zagaił: Chcemy.Jak dawno tu jestem? . ogon miał krugom rozpostarty we wszystkich kolorach.I co ze mną robili? .Co jest grane.Ouuuu . . synu . . to ją spytałem: . .zapytał drugi. . A co się tak pyszni.Tak nie mówi się do matki. .Rozpirzgnąłbym.powiedziałem.kto rządzi. Jakbym po to.No cóż . Zacisnąłem powieki jak gdyby z bólu i skazałem: .I co byś z tym zrobił? . Złapałbym to wszystko i pierdyknął o ścianę albo skałę. . aby gorzej.Aha . . no.Słucham? .odezwał się jeden z doktorków.Ale czy ktoś . . a kiedy wróciła ta dziuszka. jak wrzeszczy gwałtu rety! aż by posiniał. .powiedziałem .W porządku. jakby świeża krew czerwo czerwona popłynęła mi nagle po wszystkich żyłach.Już idźcie.W końcu ona cię wydała na świat. . jak zechcesz.Musicie się zdecydować . .. Było nad czym się zastanowić.wydziargnać mu z ogona te wszystkie pióra i posłuszać. .Proszę cię. Musieli z tym wszystkim zrobić porządek. .Co tylko zechcesz.Ouuuuu .I .. Ale w parę dni potem zjawiło się dwóch takich doktorków. żebyś naprawdę miała czego wyć i lamentować. synu rzekł mój tatata.odpowiedział tatata.Och . Zgoda? . wielki gromadny ptak. młodych i słodziutko ułybniętych.to na pewno ci wyjdzie na dobre. Ale dużo by trzeba zmienić.Dobrze .Słucham? . nieprawda? . jakby pod czaszką przesuwały mi się najróżniejsze obrazki. Bardzo fajne. i przynieśli jakby książkę z obrazkami. .Więc obaj się jakby zakłopotawszy obśmiali z tego i usiedli po dwóch stronach wyrka i rozpachnęli tę książkę. tak jakby wygładzić mi prześcieradła.skazał tatata.nie ustawała mać.rzekł ef.zawyła macica. .robił coś z moją baszką? To znaczy chciałem zapytać. .Dobrze. synu. Pomyślę o tym powrocie. czy nie majdrowali mi tam coś wewnątrz mózgu? . . jak to się horror szoł tak fajnie rozbryzga. .odrzekłem . Na tym obrazku był taki.powiedziała . Były 81 .Zastanowię się .rzekł jeden z doktorków. .o braciszkowie moi to powiedziawszy zaraz się poczułem ciut łuczsze.powiadam .zagabnąłem .spytałem. musiał coś tak robić.z jajami. Tylko wyzdrowiej. synu .powiadam. moi mali drużkowie? .powiedziałem .Cokolwiek by robili . . . aby mi było lepiej.

na rękę.Już niedługo.Głęboka hipnopedia . do którego należę. co to za ludzie. Dobrze dobrze dobrze! więc ja powiadam: .wkluczył się bystro ten Minister Spraw Nie i We Wnętrznych. Byłoby im to na rękę. Chyba orientujesz się.odrzekłem .rzeki jeden z nich.Poczekaj .warkłem na niego jak psiuk. Alexander.A kimże są twoi wrogowie? . Wiesz chyba. Tak.z wyjątkiem wrogów. I mało nie zatrąbili wielkiej fanfary ku czci tego ogromnego ważniaka. No to czekałem i czułem się. O drugiej trzydzieści po południu zwalili się chyba wszyscy fotografowie i ci z gazet. Doprowadziliśmy cię do porządku. ale są tacy.odkazywali.Więcej szacunku. Były takie obrazki. tak jest.Przykuty do tego wyrka i ty gadasz mi że wyleczony? Uch ty. a te z gazet fagasy nic tylko skrybu skrybu i pisu pisu. na którym ten stary gołoguzy brat i swat naszego kapłona taszczy swój krzyż pod górę: i ja powiedziałem.Tak zupełnie chyba nikt nie poniał. synu? . co mają notesy i ołówki no i cały ten szajs. co ryczał i domagał się twojej krwi.spytałem. ale ktoś odezwał się ostro: . .A więc .powiadam. odziany w sam szczyt mody i tak wytwo ho ho hornie przemawiający.Niby co takiego? .Ja dla każdego jestem przyjacielem . przyjaciół. tak . dobrze! . czerepizdą nakryty! .Wielkie ci jajka śmajka wżdyć i twoim tak samo. że wtedy udałoby się im zwalić odpowiedzialność za to wszystko na Rząd. którzy chcieli jej i chcą w dalszym ciągu.powiadam . I był też obrazek. . o stary mój drużku? . to ja powiedziałem. bo z głowy bandaże już miałem zdjęte i kudły mi z powrotem odrastały. tak jest. wpieprzając te jajka śmajka i kusoczki tostu i żłopiąc gromadne wielkie kubasy czaju z mlekiem. . Cóż jest aliści grane. . gdybyś nie żył.Są pewni ludzie. A ja powiadam: . nieprawdaż.tam obrazki takich bardzo horror szoł fajnistych dziobek i psiczek. tylko Minister Spraw Niewdzięcznych i Wewnętrznych. żeby ci wpakować nóż w serce. .Kogo? .A zobaczysz. braciszkowie moi. . . Nigdy w życiu nie chcieliśmy twej krzywdy. abyś nas uważał za przyjaciół. Tak jest. 82 .Jaja . zobaczysz .ja i Rząd. nieprawdaż? Masz najlepszą opiekę lekarską.Dobrze. bo myślą. aż któregoś dnia powiedziano mi. albo jakieś podobne słowo. Ale już nie będzie ci zagrażał. że warto by im zasunąć to stare ryps wyps tam i nazad: i do tego fest ultra kuku. chętnie bym się przyłączył. że flimon jakiś dostaje but w samego ryja i krugom niczewo tylko ta czerwo czerwona jucha krasna i ja na to. jak on zafundował mi grabę. pragnący cię wykorzystać. chcemy. chłopcze! mówisz do Ministra. . Jest pewien osobnik . . . tak. który przyjechał zobaczyć się z Niżej Podpisanym. No i zobaczyłem. jak oni mi wygładzali pościel i czesali mój bujny przepych.spytał Minister.to mój wróg. No i wkroczył. kto mnie skrzywdzi . co bałaknąłem. że będę miał bardzo bardzo bardzo wyjątkowego gościa.Każdy. Oszalał z pragnienia. Błysk błysk i trrrach poszły w ruch kamery na to. że pasowałby mi ten młotek i gwoździe. . i oczywiście był to nie kto inny.niejaki F. Chyba jesteś już wyleczony.wkluczył się drugi. autor literatury wywrotowej.Czy mógłbyś nam to powiedzieć.ciągnął Mini od Nie i We Wnętrz .rzekł Minister od Nie i We Wnętrz . że owszem.Wyleczony? . wykorzystać w celach politycznych. coraz lepiej.No no no i proszę.posuwał. Rozmawiamy sobie na stopie przyjacielskiej. o kogo chodzi. Wzięliśmy go pod klucz. mój chłopcze? . .

powiedziałem.Znaczy się .nie będziesz miał żadnych kłopotów. co za wspanialstwo i niam niam niam.Dobry z ciebie chłopiec powiedział ten wielki członio.Mozart? Beethoven? Schönberg? A może Carl Orff? .bałaknąłem . Po czym zostawili mnie już samego z tą przecudowną Dziewiątą Ludwika Van.To co teraz. to znaczy Len.A miał być jak drużek . . a Bycho zwał się Bycho z powodu że miał to gromadne grube szyjsko i takie na balszoj gromkie głosiszcze. zostawszy. co to.i ułybnąłem się nie pomyślawszy. kak raz budź to wielki jakiś gromadny byk ryczał boouuuuu. 7 . I cóż oni wnieśli. . słuszając tej przewoschodnej muzyki. powiedział mi: Proszę się tu podpisać.Grzeczny i dobry chłopczyk.ja na to. no proszę.Uśmiech! . A to było stereo. . Tylko jeden członio. . . co zrobić z tak pięknie rozpoczętym. .rzekłem.dla twojego. . nie wiedząc.Dobry. a ktoś zawołał: . cicho i spoko wygrużać. Jak zaczęło się Scherzo to już widziałem tak dokładnie samego siebie. A przede mną jeszcze była ta część powolna i ta wunder bar ostatnia śpiewająca. Rick i Bycho. robiąc moją brzytwą do gdryk ciach ciach po całej mordzie wrzeszczącemu światu. jak biegnę i biegnę jakby na oczeń leciutkich i tajemniczych nogach. .rzekł Mini. o braciszkowie moi. a wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy. mały prezencik.Uchyliłem powiek na tyle. o braciszkowie moi. Bo nam pomagasz. . I poszła Dziewiąta.zapytał jakiś pinglarz w oczkach na klufie i w rękach trzymawszy mnóstwo ślicznych.powiedział Mini Wnętrz i poklepawszy mnie w pleczo też się wyniósł. Wbił sobie do głowy. co podpisuje i nawet się tym nie interesując. . a ja leżałem z zamkniętymi oczyma.Kiedy stąd wyjdziesz . i trzech moich kumpli. Wasz Pokorny a Piszący Te Słowa.Przyjaciołom zawsze się pomaga. Postawili mi je przy wyrku i otworzyli i jakiś fagas wetknął jego przewód do gniazdka w ścianie.Był mi jak matka rodzona! taki on był. . Och.Dziewiąta .Niezrównana Dziewiąta.rzekłem. nieprawdaż? . że go skrzywdziłeś. co cię 83 . jak nie wielkie błyszczące pudło i od razu wiedziałem. jak z uma szedłszy.Bo dowiedział się. żeby podpisać. O wszystko się zatroszczymy. Będziesz miał dobrą pracę i wysokie zarobki. o braciszkowie. błyszczących koszulek pełnych muzyki.A pomagam? . . A teraz. Siedzieli my w Barze Krowa zastanawiając się. ha? Byłem ja.i złapał mnie za grabę.Co ma być? . . . . że jesteś odpowiedzialny za śmierć kogoś bliskiego mu i drogiego. Więc zamknięto go dla jego własnego dobra.To miłe .że mu ktoś powiedział. Jak również dodał . Przynajmniej .Był niebezpieczny. Byłem wyleczony jak trza.poprawił się Mini oczeń bystro pomyślał i uwierzył w to.To zaiste miłe z waszej strony. Tamci się zaczęli grzecznie.Był o tym przekonany . dobry chłopiec ..truł dalej Minister . . i zaraz błysk błysk i trzask błysk trrrach porobili zdjęcia mnie i Ministrowi od Nie i We Wnętrz jacy z nas przyjaciele. . że go skrzywdziłeś. i jeszcze taki siaki maraset. Wszędzie krugom jakieś wpychle już dobrze na haju od tego co plus welocet i syntemesk i drenkrom.

84 . Ale na starych nożyskach wciąż to samo: te buty po nastojaszczy horror szoł wielkie i gromadne w sam raz żeby mordę wkopać do środka. . no gdzie. Niech się stary Len obszcza ze swoim Bogiem. ha? Byłem jakby najstarszy w naszej czwórce i wsie patrzyli na mnie jak na wożatego. posunęli by my w to. żeby se dać starą brzytwą po głowie. niby że taki gromadny w sobie i że ten głos gromki wydobywa się z niego.Gropsze pychnie tu pad fallikniego i roba czmuch we prąg zabiczupełni prze trupajcach! .A tak normalnie luknąć. a że patrole mili poli cyjne dużo się tam nie udzielały. we trzech. Gdzie ten duch? że wsie za jednego i jeden za wsiech. więc powiedziałem: .i przez cały ten szajs przebijał się jakiś dysko pop na stereo i to był Ned Achimota śpiewający: Ten dzień. co się hapnie na tym ogromnym świecie .To co teraz. Wszyscy byliśmy jak z żurnała wycięci. i dalej bulgotał swoje: Przeto jak cnototo pod prę gdzież na kłamaszcie i po popkormaku? . co tak bulgotał na cyku. i przez ten szumny bałach i bełkot tych.No. kiedy wkroczy na wojenną ścieżkę. ale dostawałem nieraz takiej przydumki. Więc odwróciłem się do jakiegoś członia.Nagle poczułem się oczeń oczeń ustawszy i równocześnie pełen jakby takiej łaskotliwej energii. i Bycho wciąż powtarzał: . bałaknąlem ja do naszego Bycha: . I. czy aby nie przechwycić.Raus a dokąd? .A Len tylko powtarzał: . czułem się po nastojaszczy znudzony i jakoś tak beznadziejnie. braciszkowie. Ale pomysły. fajno fajn. tak się u nas mówiło. krótkie. ten dzień! Przy barze siedziały trzy dziule oderżnięte w sam wierch mody nastolowatej. gdzie idzie zobaczyć Pana Boga i Wsiech Jego Aniołów i Świętych w lewym buciorze i do tego rozbłyski prysk i bryzg na całe mózgłowie. Staremu Lenowi nic zależy.Aut aut aut aut raus. co to dwadzieścia w jedno. ciągnącej się u ścian krugom po całej mołoczni. znaczy się. długie nie uczesane włosy wykraszone na biało i sztuczny cyc wysterczony na metr albo więcej.dawaj po Marghanita Road. i uch uch jakie obcisłe spódniczki. z takim jakby szalikiem wetkniętym pod szyją. i piąchnąłem go tak oczeń bystro ech ech ech w brzucho. w bardzo szerokie sztany i bardzo luźne czarne połyskliwe skórzane jakby kubraki na rozpiętą koszule.Więc my raz i wytoczyli się w tę wielką zimową noc. więc natrafiwszy my na starego chryka. a wszystko śmiejaszcze i dudlące. że ja byłem ten sławny i miałem swoje zdjęcia i artykuły o mnie w żurnałach i cały ten szajs. Bychu bojku! wolnoć.zapytał Rick z mordą jak u żaby. tak że baszka była ciut nie sawsiem łysa i tylko z włosami po bokach. a pod nimi wsio białe i aż pieniące się. znaczy się. . . niby w tym Centralnym Archiwum Narodowym jako spec od muzyki przy gramopłytach i za to całkiem horror szoł kasabubu połuczałem co tydzień do karmana i jeszcze na boczku mnogo mnogo fajniutkich płyt dla samiutkiego siebie za bezdurno. I był tagda sam szczyt mody. członia.wynosił poza ten niecharoszy nastojaszczy świat do takiego kraju. co już w trakcie na orbicie.Ej.odparłem. a to czustwo nieraz mnie zaskakiwało w tych dniach. co jak raz wracał z kiosku wyszedłszy po gazetę. do tego. . że Bychowi już łazi po czaszce. Ale w rzeczy samej. to znaczy według tamtej mody oderżnięci. to szły zawsze od Niżej Podpisanego: no i w dodatku liczyło się. ale znacie już ten cały razkaz. z tym ich: . co siedział koło mnie na tej długiej pluszowej ławie. oj. A doiliśmy stare mleczko z żyletami w środku. Ale on daże nie poczuł.Jaja że ci śmaja. bojku? . A do tego miałem też najlepszą robotę z naszej czwórki. Tego wieczora w mołoczni Pod Krową był cały tłum normalnie mużyków i psioch i dziuszek i małyszów. o braciszkowie. żeby się naostrzyć i być gotów na niemnożko tego brudnego. o braciszkowie moi.

a potem dali mu odpełznąć damoj. jak mówiłem o nich na początku. Oto co jest.Po Szkocie dla nas i toże dla tych starych babuszek. Bierze się i tyle. . Tak i tu Bycho wziął mu ładować uch uch uch.Nie.Nie wiem.Ech. To jest. dziewuszki? . żeby mi odebrać ten kusoczek bumagi. tam gdzie mieszkał. A na to Bycho: .Może by tak czegoś stakanczyk niam niam na rozgrzewkę. że mam gorączkę. po prostu bierze. więc znów musiałem warknąć na nich i grabnąłem to zdjęcie. co jest. żeby odstał natychmiast.margnął.Ale widząc.warknąłem i bystro mu grabnąwszy.powiadam. że schowam to całe kasabubu dla siebie. wzruszyłem pleczami no i też wygarnąłem swoje dziengi z karmanu w sztanach. . do diabła . .No no no . chłopie. . jakby łapczywej chuci.powiedział. małe. jesteście najlepsi na świecie. na coś wydobytego przeze mnie z karmana razem z dziengami. tak jest. rozpachnąwszy usto.wyczekując.Bo niedaleko mieliśmy do Księcia Nowego Jorku. które szwyrgnąłem na stół. Tamci dwaj kiwnęli że tak tak tak! ale wszyscy łypiąc na mnie.powiedział kelner. niby taka zgrywa. . dla mnie piwko.Dobry wieczór.powiada Rick. służę! . A ja czegoś odkazałem: . stary drużku. kiedy od nas usłyszą: To co sobie każemy.Na to bym nie poleciał .Kto by pomyślał. Ale nie potrafiłbym wytłumaczyć. czy będzie zgoda. że ma parę kafli w mordzie nie tak za bardzo horror szoł. i zaczęły to swoje: .Ech. .W tych czasach już coraz to częściej wydawałem tylko rozkazy i z boku się przyglądałem. aż ruchnął. chłopcy! . W tym ujutnym zakątku wysiadywały stare psiochy czyli pudernice. Tutaj Len się wciął: . skąd się tam wzięło. . chyba ty wiesz najlepiej. .Dziengi na stół. bilon i papierki. jak te babulki palą się.zagaił Bycho. braciszku? Co naszło starego Alexa? . chłopcy. drużkowie! . ale ostatnio taki się zrobiłem płoch i niecharosz. .Dobrze już.i zaczyna mi przykładać graby do czaszki. . tak jakby ułybawszy się do wsiech. którą wyciąłem ze starego żurnała. zobaczyłem.Dla wszystkich obecnych po szkocie. Dostałem takiej przydumki. dość że była to fotografia. dobrze. do diabła! Same niech kupią.I jak dał się gromko w śmiejaszczy rechot.jeśli chuć po temu czując i łakniesz.Ach . . i podarłem je na drobniutkie strzępki i rzuciłem na 85 . . o mój Alexie? . trąc sobie łapska o szajsowaty fartuch. a tamci dwaj go podcięli.Nie wiedziałem. A bo ja wiem.Zarobione? Tego się nie zarabia. drużku . że mi się odniechciało wyrzucać moje ciężko zarobione kasabubu. . żeby sobie chlapnąć spirtnego za bezdurno.Bycho dał na dzwonek i wszedł kelner. i pizgnąłem to brzdęk chrzęst na stół. Bycho powiedział: . ot tak.Zarobione? . niech was Bóg błogosławi. . No i zrobiło się takie ciut jakby ho ho ho w tym szamotaniu się. jak oni je wykonują. Ale ja na niego warknąłem jak psiuk.Oddaj mi to . braciszkowie.bałaknąłem trza pomyśleć. co nawierno pamiętacie. wygarniając brzdęk brzdęk i truru ru swój stosik monałizy. chłopcy.Tyś zaiste powiedział. tak jakby skowytającemu sobie cichutko. . wszystko zmieszane. no nie? A ja na to: . bardzo tłusty rybionek. czyli babulki. . Więc ja też kiwnąłem i poszliśmy. Ale Bycho zagapił się. całkiem gołoguzy i płyć miał w takich jakby fałdkach. jak gdybym na coś zbierał. Ten niemowlak robił gu gu gu i przy tym całe mleko jakby mu wyciekało z ryja i łypał do góry.Co jest. pokazująca malutkiego rybionka. i kopali go cha cha śmiejaszczy leżącego.

podłogę jak niemnożko śniegu. Po czym zjawił się łyskacz i te stare babulki rozdarły się: - Na zdrowie, chłopcy! Panie Boże was pobłogosław, chłopcy! Nie ma na całym świecie lepszych niż wy, chłopcy! - i cały ten szajs. A jedna, do imentu w bruzdach i zmarszczkach, a zębów to już wcale nie mająca w tej uschniętej mordzie, zagaiła: - Nie drzyj pieniędzy, synu. Jeżeli ci nie są potrzebne, to daj takim, którzy ich potrzebują! - co było z jej strony bezumno zuchwałe i odważne. Ale Rick odpowiedział. - Pieniądze to wżdyć nie były, o babuszko. Jeno zdjęcie, a na nim taki śliczniutki bejbuś ciutki kochaniutki niemowlutki. Odparłem: - Po prostu mam tego po gardło i ustawszy, oto, co jestem. Bejbusie to wy jesteście, łobuzerka. Rechotać i obszczerzać się, i podśmiechujki, to wszystko, co potraficie! i po tchórzowsku dawać ludziom wielki łomot, jak nie mogą wam oddać. Wkluczył się Bycho: - No proszę, a wsiegda zdawało nam się, że od tego ty akurat jesteś największy król i pierwszy uczyciel, stary drużku! No nie. Z tobą jest właśnie ten kłopot. Gapił się ja na ten ohydny stakan piwa, stojący przede mną jak chuj na stole, i w środku czułem się tak rzygotliwie, że w końcu zrobiłem: - Aaaaach! - i chlusnąłem cały ten spieniony, śmierdzący szajs na podłogę. A jedna ze starych psioch powiedziała: - Kto traci, ten się nie bogaci. - Posłuchajcie wy mnie, drużkowie. Widzicie. Tej nocy jestem czegoś nie w humorze. Sam nie wiem, jak i dlaczego, ale to fakt. Idźcie sobie tej nocy wy trzej własną drogą. Ja się wyłączam. Na zawtra spotkamy się w tym samym czasie i miejscu: mam nadzieje, że już będę się czuł dużo lepiej. - Och - powiedział Bycho - jakże mi przykro. - Ale w głazach mu było widno takie jakby światełko, że na tę noc on przejmie wożactwo. Oj, ta władza władza, każdy jej pragnie. Możemy odłożyć do jutra - powiedział Bycho - cożeśmy poczęli w umyśle swym. Czyli ten skok na sklepy przy Gagarin Street. Pyszny horror szoł zachwat leży i czeka, drużku, tylko brać i połuczać. - Nie - odparłem. - Niczego nie odkładajcie. Walcie i już! tyle że w swoim własnym stylu. No - powiedziałem - to ja spadam. - I podniosłem się z krzesła. - A dokąd? - zapytał Rick. - Tego nie wiem - odrzekłem. - Pobyć sam ze sobą i tyle: i rozebrać się w tym i owym. Zrazu było widno, że te stare babuszki dostają naprawdę zagwozdki, czemu ja tak odchodzę i do tego jakby posępny, a nie ten bystry i śmiejaszczy malczyk palczyk, co go pamiętacie. Ale ja skazałem: - Ach, do diabla, do diabla - i wygruziłem się na ulicę sam na samo gwałt i adzinoko. Było ciemno i zrywał się wiatr ostry jak nóż, i niedużo wpychli się szwendało po mieście. Owszem, te patrolujące glinowozy z brutalnymi polucyjniakami w środku jakby krążące i od czasu do czasu, gdzieś na rogu, widziało się paru bardzo młodziutkich gliniarczyków, jak tupią na ten kurewski ziąb i wypuszczają parujący oddech w zimowe powietrze, o braciszkowie. Chyba już po nastojaszczy mnóstwo tego starego ultra gwałtu i złodziejstwa wymierało, jako że milicyjniaki zrobiły się tak brutalne z każdym, kogo złapali, chociaż z drugiej strony to była już taka jakby wojna między wrednymi nastolami a gliniarzami, którzy stali się bystrzejsi z majchrem i brzytwą, i pałą i nawet ze spluwą. Ale co się wtedy
86

działo ze mną, to że jakby niezbyt mnie już obchodziło. Jakby się zalęgło we mnie coś na miękko i nie mogłem zrozumieć: dlaczego? Sam nie wiedziałem, czego chcę. Nawet i muzyka, której lubiłem słuchać w moim malu malutkim żyliszczu, była taka, z której mógłbym się dawniej ześmiać, o braciszkowie. Słuchałem więcej takich jakby maciupkich pieśni romantycznych, co to je nazywają Lieder, sam głos i fortepian, niczewo bolsze, takie bardzo ciche i jakby tęskne, inne niż w czasach, kiedy były to wsiegda gromadne wielkie orkiestry i ja leżałem w łóżku pośrodku skrzypiec i puzonów i kotłów. Coś działo się we mnie i zastanawiałem się, czy to jakby taka choroba, czy to, co wtedy ustroili ze mną, mącąc mi w głowie i kto wie, czy nie robiąc mnie po nastojaszczy z uma szedłszym. Więc tak rozmyślając ze schyloną baszką i z grabami wbitymi w karmany kalotów szatałem się ja po mieście, o braciszkowie, i wreszcie poczułem się bardzo ustawszy i że jest mi bardzo potrzebna duża, fajna czaszka starego czaju z mlekiem. O tym czaju dumając ujrzałem nagle jakby swój malunek, że siedzę przed wielkim ogniem w kominku, na fotelu, dojąc ten czaj, a co było zabawne i oczeń oczeń czudackie, to że jakby przemieniłem się w bardzo starego człowieka, lat może siedemdziesiąt: bo widziałem swe włosy, całkiem siwe, i miałem też wąsy, identiko siwiutkie. Widziałem samego siebie jako starego chryka, siedzącego przy ogniu, a potem znikł ten jak gdyby obraz. Ale było to bardzo dziwne. Doszedłem do jednej z tych kafejek i czajnych, braciszkowie, i przez długie długie akoszko widziałem, że pełno w niej ludzi sawsiem nudnych i tępych, jakby całkiem zwyczajnych, mających te bardzo cierpliwe mordy bez wyrazu i nie chcących nikomu szkodzić, jak siedzą i balakają se tak po cichu i dudlą te swoje nieszkodliwe, poprawne czaj i kawę. Władowałem się do środka i dawaj do kontuaru, i wziąłem fajny gorący czaj z dobawką jak się patrzy mleka i przeszedłem do któregoś ze stolików i usiadłem, żeby to wypić. A przy tym stoliku siedziała już dwójka młodych, pili coś i kurzyli se rakotwory z filtrem i gadu gadu, i śmiali się do siebie po cichu, ale ja nie zważałem na nich i dojąc, tak jakby we śnie, główkowałem, co to się we mnie zmienia i co ze mną będzie. W końcu przyuważyłem, że ta dziuszka przy moim stoliku z tym członiem to jest po nastojaszczy git i horror szoł, nie w tym rodzaju, co żeby obalić i normalnie ryps wyps ryps wyps, tylko że ciało na balszoj i lico też i ryj uśmiechnięty i włosy jasne przejasne i cały ten szajs. Po czym ten jej członio, w kapeluszu i mordą siedzący w drugą stronę, odwrócił się, żeby luknąć na gromadny zegar, co tam wisiał na ścianie, i dopiero poznałem jego i on mnie poznał. A to był Pete, jeden z mojej ferajny w czasach, kiedy byli w niej Żorżyk i Jołop, on i ja. Pete we własnej osobie i tylko jakby dużo starszy, chociaż nie mógł teraz mieć więcej niż te dziewiętnaście z kawałkiem, i miał ciut wąsa na ryju i regularny garnitur (czyli starychowski ciuch na dzionyszek) i kapelusz. To ja zagabnąłem: - No no no, drużku, jak leci? Tyle tyle czasu nie widu. - Odpowiedział: - Mały Alex, nieprawdaż? - Nikt inny - powiadam. - Dawno dawno dawno, jak przeminąwszy i umarły te piękne dni. No i siejczas bidny Żorżyk, podobnież, spoczywa w piachu, ze starego Jołopa zrobił się rozbestwiony poli mili cyjniak, tu wszelako tyś jest i jam tu jest. I jakoweż to nowiny rzekniesz mi, stary drużku? - Ale on dziwnie mówi, prawda? - odezwała się ta dziuszka, jakby zachichotawszy. - To mój stary przyjaciel - zagaił Pete do tej fifki. - Nazywa się Alex. Chciałbym ci posuwa znów do mnie - przedstawić: to moja żona. Na to już mi szczęka opadła. Żona? - tak jakby wytchnąłem. - Żona żona żona? Nie! to
87

niemożliwe. Nazbyt młodyś ty do małżeńskiego stanu, mój stary drużku. Nie nie niemożebne. Ta dziuszka, niby że zakonnica Pieti (nie nie to niemożliwe) znów zachichrała i mówi do niego: - Czy ty również się posługiwałeś takim językiem? - No - powiada Pete jakby z ułybką. - Niedługo mi stuknie dwudziestka. Aż nadto wystarczy, żeby się pobrać, i zrobiliśmy to już dwa miesiące temu. A ty byłeś bardzo młodziutki, tylko nad wiek rozwinięty, pamiętasz. - Nie - ciągle mnie zatykało. - Tego nie mogę przeskoczyć, stary drużku. Pietia żonaty. No no no. - Mamy takie nieduże mieszkanko - powiedział Pete. - Bo zarabiam jak dotąd raczej niewiele w Państwowych Ubezpieczeniach Morskich, ale jestem pewien, że będzie lepiej. A moja Georgina - Jak się nazywa? powtórz - zagabnąłem, usto krugom rozdziawiając jak z uma szedłszy. Żona Pieti (żona, o braciszkowie) znowu jakby zachichotała. - Georgina - powtórzył Pete. - Georgina też pracuje. Pisze na maszynie, no wiesz. Jakoś wiążemy ten koniec z końcem. - Naisto ani rusz nie mogłem, o bracia, głazów od niego oderwać. Był z niego już całkiem dorosły drewniak i głos miał dorosły i w ogóle. - Musisz powiada Pete nas kiedyś odwiedzić. Wyglądasz jeszcze - pociągnął - bardzo młodo... mimo tych strasznych przejść. Tak tak tak, wiemy o tym wszystko... czytaliśmy. No... ale w gruncie rzeczy ty naprawdę jesteś bardzo młody. - Osiemnaście - mówię. - Właśnie skończyłem. - Ach tak, osiemnaście? - zdziwił się Pete. - Już tyle masz. No no no. Kto by pomyślał. Ale - powiada - czas już na nas. I spojrzał na tę swoją Georginę tak jakby z miłością, i ścisnął jej grabulę dwiema rękami, a ona jakby mu zwróciła lib lib to spojrzenie, o braciszkowie. - No tak - obrócił się znów do mnie. Idziemy na party do Grega. - Co za Grega? - spytałem. - Ach tak, oczywiście - odkazał Pete przecież ty nie możesz znać Grega. To już nie twoje czasy. Greg pojawił się, jak ciebie nie było. On urządza takie małe party. Przeważnie to wino i gry słowne. Ale bardzo miłe, bardzo przyjemne, no wiesz. Całkiem nieszkodliwe, rozumiesz mnie. - Tak - powiedziałem. - Nieszkodliwe. Da da, ja poniał wsio po nastojaszczy. - Ta fifka Georgina znów rozchichotała się z moich słów. No i poszagało tych dwoje do swoich zło woniaszczych gier słownych u tego Grega, kto by to nie był. Zostałem sam na samo gwałt i adzinoko nad swoją herbatką z mlekiem, co już ostygła, jakby myśląc i zastanawiając się. Może jak raz o to chodzi, myślałem. Może robię się już za stary, braciszkowie, na ten rodzaj życia, jaki prowadzę. Właśnie mi stuknęła osiemnastka. To już nie młody wiek. Mając osiemnaście lat Wolfgang Amadeusz pisał koncerty i symfonie, opery i oratoria i cały ten szajs, nie, co za szajs! tę boską muzykę. No i ten stary Felix Em z uwerturą do Snu nocy letniej. I jeszcze inni. A ten niby francuski poeta, do którego słów pisał stary Ben Britt, co wszystko najłuczsze stworzył do piętnastego roku życia, o braciszkowie moi! Artur miał na imię. Więc osiemnaście to nie taki znów młody wiek. Ale co ja mam zrobić? Łażąc po tych mrok ziąb chujnia zimowych ulicach, wyszedłszy z czajni i kafejki, wciąż i krugom widziałem te jakby przywidzenia, jakby takie komiksy w żurnałach. Oto idzie Wasz Uniżony Gawędziarz Alex do domciu na fajny i gorący talerz obiadu i oto jego fifka, cała w ułybkach, wita go i pozdrawia lib lib kochająca. Ale nie oczeń horror szoł widziałem ją, bracia, nie umiawszy se przydumać, co to za jedna. Ale przyszedł mi wdrug i wniezapno ten potężny
88

błysk w mózg. że jakbym wszedł do izbuszki drugiej za tym pokojem, w klórym pali się ogień na kominku i mój obiad gorący czeka na stole, to bym znalazł to, czego naprawdę chciałem, i teraz wszystko mi się powiązało: ten z gazety wycięty obrazek i to spotkanie ze starym Petem. Bo w tej drugiej komnacie na wyrku leżał i gulgotał sobie gu gu gu mój syn. Tak tak tak, braciszkowie, mój syn. I poczułem ja w sobie to wielkie gromadne puste miejsce, głęboko w mojej płyci, aż się udziwiłem samemu sobie. Teraz już wiedziałem, o braciszkowie, co się dzieje. To się dzieje, że normalnie dorastam. Da da da, no właśnie. Młodość przemija, nie ma rady. Ale młodość to tylko jakby się było takim, no, częściowo jakby zwierzakiem. Nie, właściwie nie tyle zwierzakiem, co zabawką, wiecie, te małe igruszki, co się sprzedają na ulicach, takie drobne człowieczki, zrobione z blachy i ze sprężyną w środku, a na wierzchu knopka do nakręcania: i nakręcasz go drrr drrr drrr i on rusza, tak jakby szedł, o braciszkowie moi. I tak idzie, ale po linii prostej i buch wpada na coś, buch, buch i nie może na to nic poradzić. Być młody to być jakby taką maszynką. Mój syn, mój syn. Jakbym miał syna. wytłumaczyłbym mu to wszystko, kiedy będzie już dostatecznie stary, żeby tak coś z tego zrozumieć. I zaraz poniał ja, że on i tak nie zrozumie albo w ogóle nie będzie chciał rozumieć i zrobi wszystko to samo, co ja, może nawet ukatrupi jakąś tam bidną starą chryczkę w gromadzie jej miauczących kotów i koszek, a ja go wsio takie nie zdołam powstrzymać. I on tak samo nie zdoła powstrzymać swojego syna, braciszkowie moi. I tak będzie się kręcić aż do skończenia świata, w kółko i w kółko i w kółko, jak gdyby kolosalny iakiś wielki gromadny człowiek, jakby sam God Gospod (macie in mołocznia Pod Krową) wciąż obracał i obracał i obracał śmierdzącą brudną pomarańczę w swoich ogromnych łapskach. Ale pierwsza rzecz, o braciszkowie, trza to załatwić i znaleźć tę albo inną dziuszkę, co by została matką tego syna. Zaraz jutro, główkowałem dalej, trza się do tego zabrać. To jest coś jakby nowego do zdziałania. Trza się wziąć za to. Tak jakbym zaczynał nowy rozdział. Więc teraz właśnie tak się stanie, o braciszkowie, jak w tej opowieści już dobijam do końca. Wszędzie byliście ze swoim drużkiem, z małym Alexem, cierpiąc razem z nim i oglądając najbrudniejszych skurwych synów i wybladków, jakich stary Pan Bóg i Gospod kiedykolwiek stworzył, a wszyscy dawaj na waszego starego drużka Alexa. A wszystko to nie dla czego innego, a tylko dlatego, że byłem młody. Ale teraz, jak kończę tę opowieść, o braciszkowie, nie jestem już młody, o nie, już nie jestem. Alex, rzec by można, dorasta, o tak. Ale gdzie teraz się udam, o braciszkowie moi, to już sam na samo gwałt i adzinoko, wy ze mną nie pójdziecie. Jutro będzie całe jak te kwiaty pachnące i Ziemia woniaszcza obracająca się i gwiazdy i stary Księżyc tam w górze i Alex, wasz stary przyjaciel, sam na samo gwałt i adzinoko rozglądający się poniekąd za towarzyszką życia. I cały ten szajs. Okropny brudny i cuchnący świat, po prawdzie, o braciszkowie moi. No to szczęśliwej drogi od waszego małego drużka. A dla wsiech pozostałych w tym razkazie szumny i dogłębny koncert na wardze: prrr brrr. I całujta mnie w rzopsko. Ale wy, o braciszkowie moi, wspomnijcie czasem i podówczas małego Alexa, co był. Amen. I cały ten szajs.

Słowniczek
89

Gwiazdka oznacza wyrazy. jeśli nie zmienia to w istolny sposób znaczenia tematu. kaznodzieja bogusławski: kapłański bojek: chłopak bombatomba: bomba atomowa itp. pod którym dane słowo już figuruje. bonziak: ważny urzędnik borba: walka bubeł w kubeł: przymknąć się bu hu hu: płacz bukwa: litera bumaga: papier bych: (1) osiłek (2) wykidajło bystro: prędko bywalnia: living room bzdręga: pstrąg cepki: łańcuch zwłaszcza od roweru chamajda: agresywny i wielki cham charoszy: dobry chleborak: nieborak z trudem zarabiający na chleb chlipadlo: język chojak: prącie chować się: zachowywać się chryczka: starucha 90 . na balszoj: na sto dwa bałach: gadanina bałaknąć: powiedzieć *barachło: rzecz. Nie uwzględnia się form zdrobniałych. a z istniejącego żargonu tylko mniej znane. które są łatwo zrozumiałe przez kontekst i brzmienie. które zachowują rosyjski akcent na ostatniej sylabie. niepowtarzalny akoszko: okno *apiać: znów aut: (1) załatwiony (2) wyłączony (3) na zewnątrz *balszoj: wielki.Nie obejmuje tych neologizmów. które na trzeciej od końca. *adzinok: jedyny. rupiecie bas: autobus baszka: głowa bezumny: głupi biblo: biblioteka biżut: klejnot blut: krew bogusław: duchowny. zgrubiałych i z przedrostkiem. abratno: z powrotem adzinoko: samotnie. a krzyżyk te.

języczek itp. drużoczek: przyjaciel +drużeski: przyjacielski drużka: przyjaciółka drzym: sen. drażnić doskakiewicz: ktoś próbujący wskoczyć na nie swoje miejsce dowierzać: wierzyć drenkrom: jakiś narkotyk drewniak: starzec.chryk: starzec chuć: ochota chudoszczawy: chudy *chujnia: ohyda. klapa chwalbisz: (1) samochwał (2) chwalca ciurmak: strażnik więzienny cyjniak: policjant cykacz: serce cyrkuł: komisariat czajna: herbaciarnia czasik: godzinka czasowy: strażnik czaszka: (ł) głowa (2) filiżanka *czepucha: głupstwo członio: facet czudacki: dziwaczny czustwo: uczucie da: tak dacza: willa dalsze: dalej *damoj: do domu *dawaj! jazda. drużek. dyżurka: (1) kancelaria (2) gabinet dziab: zastrzyk 91 . bzdura. dorosły drug. nuże daże: nawet dezynfekalia: śmierdzące środki dezynfekcyjne dmuchawa: prącie dobawiać: dodawać dobawka: dodatek dogitarzyć: uderzyć dokazać: udowodnić dokład: odczyt dosadzać: dokuczać. marzenie senne *durak: dureń dwadzieścia w jedno: zapewne tyle co palców u rąk i nóg bijącego i kopiącego dycholatka: dziewczynka 10-letnia dyndałki: migdałki.

uciecha fryzjerka: uczesanie gablo: samochód osobowy giczka: nóżka *git galant: świetnie. frojda. faćku: tatuś fafle: coś obwisłego. faćko. dziengi: pieniądze dziobać się: spółkować dziobka: dziewczyna dzionyszek: dzionek dziula. dziulka. grudź: pierś halsztuk: krawat hapnąć się: zdarzyć się hojdy bojdy: bzdury horror szoł: strasznie świetne identiko: taki sam idiocki: głupi 92 . dziuszka: dziewczyna *dżem ehem: dżem ef: ojciec em: matka encyklo: leksykon itp. w porządku gliniarczyk: młody policjant gliniarstwo: policja glinowóz: samochód policyjny głaz: oko głotnąć: łyknąć gnojnia: (1) więzienie (2) gnojówka *God Gospod: Bóg golec: jednostka monetarna gołoguzy: nagi grabnąć: chwycić gramopłyta: płyta gramofonowa gromadny: ogromny gromki: głośny gruda: bryła grudki: piersi. wargi.dziarmaga: zbir itd. uszy itd. facio. frajda frojda: radość. faty: ojciec fekaf: ekskrementy fer: uczciwie fertyk: (1) gotów (2) orgazm fifa: kobieta fifka: dziewczyna filantro: jałmużna itd.

kocur: erotycznie nastawiony chłopak lub śpiewak kojka: łóżko kornflek: płatki zbożowe koszka: kot krasiwy: piękny krasny: (1) czerwony (2) piękny kroszka: odrobina *krugom: (1) ciągle (2) w kółko kucza: kupa kulkowiec: pióro kulkowe kurwator: kurator kurza kasza: drobiazg nie wart zachodu kusoczek: kawałek 93 . gałka itp. jaki kaloty: spodnie kapłon: duchowny. kapelan karabkać się: gramolić się karauł: (I) straż (2) komisariat *karman: kieszeń kartoszka: ziemniak karypel: mały kurdupel kasabubu: pieniądze kazionny: państwowy kicior: wielki kot. płaszcz itd.igruszka: zabawka inostraniec: cudzoziemiec inostranny: cudzoziemski izbuszka: pokoik izbytek. koperta. klejaszczy: lepki kluf: dziób. przewrotny jubka: sukienka kaczkać się: chybotać się idąc jak kaczka *kafe: kawiarnia kafle: zęby kak raz budź to: całkiem jakby *kakoj: co za. z kiciorem: jak się patrzy kidać: rzucać kitel: okładka. nos kniga: książka kochajmysie: ckliwe frazesy komnata: pokój knopka: guzik. kapłan. jadowity. do izbytku: w nadmiarze jajczyć: jeść jajko japsko: usta jechidny: złośliwy.

maciocha: matka maćka.kuwszyn: dzbanek kwacz: brednia. *niecharosz: niedobry 94 . gadanie lib lib: czulić się itp. lift: winda limonek: cytrusowy owoc podobny do małej cytrynki loch: dziura lód: brylanty luknąć: spojrzeć ładno. nu ładno: no dobrze łuczsze: lepiej łyskacz: whisky macica. po nastojaszczy: rzeczywiście nastole: nastolatki nastolowaty. mięsochłap: podłe mięso w formie ochłapów mili: policja mizglić: jękliwie skomleć i mazać się młyn: więzienie mogutny: potężny mołocznia: bar mleczny monaliza: pieniądze mózgłowie: głowa jako siedziba mózgu mózgolić: mozolnie lub usilnie myśleć *mudak: facet murchły: zmurszały mużycki: męski *mużyk: mężczyzna nakłonić się: nachylić się nasilno: gwałtem nastojaszczy: (1) prawdziwy (2) niniejszy. naturalnie nawierno: pewnie ni pry czom: nic nie ma do rzeczy *niczewo: nic niecharoszy. nastolski: w stylu nastolatków nastrojenie: nastrój natyrlik: oczywiście. maćku: mamusia majka: podkoszulek malczyk: chłopiec malejszy: najmniejszy małczanie: milczenie malysz: chłopak maraset: narkotyk maty: matka międzynoże: pachwina itd.

zestaw. przedmieście oskorbić: obrazić. panimaju: rozumiem *paszli: poszli. *paszoł: poszedł patrzałki: oczy +pażałusta: proszę piać: śpiewać 95 .*nielzia: nie wolno niełowki: niezgrabny niemnożko: trochę nieożydno: niespodziewanie niepłocho: nieźle nieprzerywno: nieustannie niesoba: ktoś nie będący sobą lub nie istniejący niet: nie ma niewynosimo: nie do wytrzymania *nikagda: nigdy nikudyszny: do niczego niezdatny niz. zapiekanka itp. dotknąć ostrzak: ktoś ostry z charakteru i zachowania pabieda: zwycięstwo *padbor: wybór. w niz: w dół nużno: trzeba obezjajec: eunuch obradować się: ucieszyć się obszczać się: obcować obszczerzać się: pokazywać zęby w uśmiechu ochotno: chętnie oczeń: bardzo oczewidno: oczywiste oczki: okulary oderżnięty: modnie wystrojony odkazać: (1) odpowiedzieć (2) odmówić odkluczyć: (1) otworzyć z klucza (2) odłączyć *odkluk: otwierać z klucza odkrywać: otwierać odliczny: świetny odmigać: gestami skłonić do oddalenia się ojczyk: ojciec okraina: skraj. +pajechali: jazda! *pajmiosz: zrozumiesz paniatny: zrozumiały panimajesz: rozumiesz. na padbor: wyborowy padchadziaszczy: odpowiedni *pagadi: poczekaj paj: pasztecik.

płocho: źle płyciowy: (1) cielesny (2) płciowy płyć: ciało podom: szlafrok podskazać: podpowiedzieć podumać: pomyśleć podwłasny: podwładny pogłazić: wpatrzyć się polancze: popołudnie poleżny: pożyteczny poli mili cyjniaki: policja polucyjniak: policjant połuczyć: dostać poniać: zrozumieć ponrawić się: podobać się poprzeczniak: robiący na przekór porażony: zdumiony i zaskoczony portablo: gramofon lub inne urządzenie przenośne post: następujący po czymś posuda: naczynia i zastawa pożywać: mieszkać pracolić: pracować *prałom. na prałom: na przełaj prawiczy: dziewiczy proischodzić: odbywać się. przydumka: myśl prygać: skakać *prykaz: rozkaz pryncypialność: zasada prysk: prysznic *prywiet: pozdrowienie 96 . żakiet pieczalny: żałosny pieredyszka: przerwa.piąchnąć: uderzyć pięścią pichnąć: pchnąć *pidżak: marynarka. odpoczynek *pieszkom: pieszo pingle: okulary piszcza: jedzenie pizga: taka co się rzuca i robi zgiełk pizgnąć: rzucić plajstyk: sztuczne tworzywo pleczo: ramię płoch: zły. dziać się proizwodztwo: produkcja próchniaczka: starucha. próchniak: starzec prydumka.

przerwać przeleśny: uroczy przewoschodny: wspaniały przychwost: adiutant przydumać: wymyślić przydziarmażyć: uderzyć przydzierać się: czepiać się przyjebny: (1) miły (2) podlizujacy się przyłańcuszyć: uderzyć łańcuchem przyłypać: dostrzec przystawać: (1) czepiać się (2) pasować przystupnik: przestępca przytuszony: przyćmiony psiczka: dziewczyna psijebny: (1) chutliwy (2) patrz: przyjebny psiocha: kobieta psiuk: (1) szczeniak (2) psiuknięcie psych: wariat publo: publiczny pudernica: stary babsztyl puszkowina: mięso z puszki pychota: (1) duma (2) przepych itd. gniew.pryzner: więzień przeciwny: wstrętny przekrasny: piękny przekrócić: położyć kres. rozrzucać *razdraz: irytacja. rozpołożyć: umieścić rozumniak: mądrala. rozdrażniony *razkaz: opowiadanie *razrez: ciach. pociąć recht: (1) słusznie (2) prawo rozczerwień: jaskrawa i natrętna czerwień rozdawać się: rozlegać się rozdziargać: pokrajać i rozszarpać rozgadnąć: domyślić się rozjargany: wściekle rozjazgotany *rozmroz: rozmrozić rozpachnąć: szeroko otworzyć rozpiska: (1) podpis (2) kwit (3) malowidło itp. uczony 97 . intelektualista. pocięcie i podarcie. pytać się: usiłować rabitnyk: robotnik rabotać: pracować rabotny: pracowity rakotwór: papieros *razbros: rozrzucanie.

jego rwie: wymiotuje rybionek: dziecko rychtyk: właśnie ryjek: papieros ryps wyps: kopulacja rzeszotka: krata rzeżucha: kobieta rzop. młodzież sfing: udawanie *siejczas: teraz skazać: powiedzieć skory: szybki skrzyczeć. rzopka. rzopsko: zadek rzygoła: szkoła s! odgłos wyrażający szacunek: sir! sudar! sachar: cukier *sawsiem: zupełnie seksolatki: seksowne nastolatki. przestarzały starzykowie: rodzice steto: stetoskop stojanka: postój stróżówka: biuro stuk: uderzenie sumka: torba syngier: śpiewak. (2) zażywać rozrywki ruchnąć: runąć rujka stójka: erekcja rukojatka: (1) rękojeść (2) erekcja rum bum: rum rwać. skrzyknąć: przeraźliwie i skrzekliwie wrzeszczeć skurwięta: młodzi skurwysynkowie słuszać: (1) słuchać (2) być posłuszny służanka: służąca smoczek: papieros snuć: przeciągać wypowiedź soda: woda sodowa spiczka: zapałka spirtne: alkohol spodełbić się: patrzeć spode łba spruwać: uciekać spuknąć się: przestraszyć się *stakan: szklanka starychowski: stary. syngierka: śpiewaczka syntemesk: jakiś narkotyk szabas: sobota 98 . rzopiątko.rozwlekać się: (1) rozbierać się.

spacerować szczo: co szczurzyć się: mrużyć oczy szkacina: bydło szkot: szkocka whisky szłapa: czapka. komik szwyrgać. nakrycie głowy szłom: hełm szmałojowaty: tłusty jakby od szmalcu i łoju szmucyk: brudne szpik: policjant. nie wiadomo co szutniacki: błazeński szutniak: figlarz. upaprać ujutny: przytulny ukaz: rozporządzenie. tajniak sztany: spodnie sztuczka: rzecz. błazen. szwyrgnąć: rzucić śmajko: jajko śmiejaszczy: roześmiany śmierdęga: cuchnąca sadzawka itp.*szafior: kierowca szagać: kroczyć *szagom marsz: krokiem szajsowaty: gówniany szatać się: łazić. ustawa ukrasić: (1) upiększyć (2) pomalować 99 . śryk: (1) drąg (2) pisak świerzopa: świeża dziewucha *tagda: wtedy tam i nazad: kopulacja taryfiarz: taksówkarz taska: filiżanka tasztuk: chustka do nosa tatata: ojciec toczka: kropka truski: majtki trwohyda: coś budzącego trwogę i wstręt tufle: obuwie twojamać: przekleństwa i wyzwiska ubijca: zabójca ubijstwo: zabójstwo uczastek: komisariat uczyciel: nauczyciel udalać się: oddalać się udobny: wygodny udziugać: zanurzyć.

wkusno: smacznie wlaz i wylaz: kopulacja wniezapno: nagle wołk wołk: żreć jak wilk wołnować się: (1) falować (2) wzruszać się wonieć: śmierdzieć. a wdrug: czyżby welocet: jakiś narkotyk wibro: wibracja widno: widać *wielik: wielki wielkolepno: wspaniale wierojatno: prawdopodobnie wierzchowy: szczytowy *winowat: przepraszam wintowka: karabin wkluczać: włączać.ultra gwałt. wkluk: włączyć się itp. wulgarnia: chamstwo i wulgarność wunder bar: nadzwyczajne wupa: więzienie 100 . z uma szedłszy: wariat itp. ułybać się: uśmiechać się ułybka: uśmiech um: rozum. umny: mądry unter: niższy stopniem upudlenie: upodlenie z aluzją do pudla i do zamknięcia w pudle utstawszy: zmęczony utstroić: urządzić ustrojstwo: urządzenie uwidzieć: zobaczyć uwrzasnąć się: wydać krzyk przerażenia itp. wsio taki: w każdym razie a jednak wsiotwieracz: wytrych itp. użas: groza użasno: strasznie wacha: woda wdrug: nagle. ultra kuku: ciężkie uszkodzenie ciała itp. woniaszczy: śmierdzący wozduch: powietrze wożactwo: dowództwo wożaty: przywódca wpieczatlenie: wrażenie wpychle: (1) człowiek (2) ludzie wred: chętne wyrządzanie szkody i krzywd wredziocha: (1) szkoda (2) wredna baba *wsiegda: zawsze wsio: (1) wszystko (2) ciągle.

żwyknąć: (1) żuć (2) mówić z pełnymi ustami żyliszcze: mieszkanie Wszystkich i każdego z czytelników tłumacz prosi o konkretne uwagi i propozycje dotyczące 101 . *wykluk: wyłączone itd. zwidzieć: oglądać w przywidzeniu żestoki: okrutny żłopacki: pijacki *żurnał: czasopismo żwykać. wypowiedzieć wziąć się: zacząć wzrywać się: wybuchać yczeć: wydawać nieartykułowany odgłos zbliżony do przeciągłego y itp. zabywać: zapominać zacepić: uderzyć łańcuchem *zachwat: (1) rabunek (2) zdobycz zachwostka: haczyk. ukryty mechanizm albo przeszkoda zadyma: bójka. *zakluk: zamknięty itp. zakonnik: mąż zanieść się: zamachnąć się zapierać się: zamykać się od środka zarabotać: zarobić zastupnik: obrońca zawtra: jutro zawtrak: śniadanie zbrudłachany: brudny i zużyty zbryzgać się: ejakulować zek: więzień zęborożno: jakby grożąc zębami i rogami zgrywoszutka: żart i nabieranie ziewak: gęba ziornąć: spojrzeć złotogniak: koniak itp. wyskazać: wyrazić. zakonnica: żona.wybladek: skurwysyn wykluczyć: wyłączyć. awantura zaglucony: zasmarkany zagwiazdziocha: woda z odbijającymi się gwiazdami itp. znachodzić się: znajdować się zrazu: od razu zrażać się: walczyć zwidywać. zahipno: w transie zakazać: zamówić zakłuczyć: zamknąć na klucz.

z której poczęła się Mechaniczna pomarańcza? Nic na to nie wskazuje. Karin Boye i wielu innych. 2 Anthony Burgess nazywa się właściwie John Anthony Burgess (czytaj 'bˆ:rdƒes) Wilson. stylu i wyrażeń stosowanych w tej wersji. Później ożenił się z oberżystką. Więc jakby science fictian w tej specyficznej i nadzwyczaj ważkiej odmianie zwanej dystopia: na krytyce politycznej i społecznej zbudowany. może niechcący. Tylko nieliczne realia wskazują. posępny. Nasuwa się raczej odwrotna refleksja: oby ten niby-Londyn. też w 102 . Z takich dołów i frustracji wyrastał w pół irlandzkim katolicyzmie młody John Wilson. jakie stworzyli nie tylko George Orwell. Proszę je przesyłać na adres: Robert Stiller Aleja Wojska Polskiego 38 m. Jak tu sobie wyobrazić. Kolejne w szeregu imponujących dzieł. 9 01-554 Warszawa Kilka sprężyn z nakręcanej pomarańczy l Dzieje się to w przyszłości nieokreślonej i w mieście też nie całkiem określonym. Ayn Rand. z nazwy nie wymieniony. Urodził się 25 lutego 1917 w Manchesterze. W szybkim upływie czasu niejeden szczegół już dziś sprawia wrażenie wczorajsze. Jednak niedaleka to przyszłość i pod niektórymi względami łatwo kojarząca się z dniem dzisiejszym. Zaraz po ukończeniu. Raz wróciwszy po nocy zastał dziecko ledwie dychające w zimnym mieszkaniu. nie dających się dziś przewidzieć anachronizmów. jak technika życia codziennego napłodzi nam dziesięć i sto razy więcej pozornych.języka. zmarłych na szalejącą podówczas grypę hiszpankę. przy zwłokach siostry i matki. Ale czy podobnie straci na aktualności problematyka. Wszystko to maleje przy świeżych. wkrótce nie odcisnął się zbyt wyraźnie na niby-Moskwie i niby-Pernambuco. A teraz Anthony Burgess. a nie z kaset i tym bardziej nie z dysków czy płyt kompaktowych? Że pisarz używa klekocącej maszyny zamiast elektrycznej lub komputera? Wystarczy moment i już realia rzeczywiste przeskoczyły futurologię w sprawach jak najbardziej powszednich! Obawiam się jednak. że to Anglia i poniekąd Londyn. Jego dzieciństwo było tragicznie przyziemne: ojciec pił i przygrywał na pianinie po kinach i knajpach. że wiele zachowa tu aktualność długo po tym. raz wreszcie nie przygnębiających niespodziankach w życiu politycznym. że młody i z pewnością nie archaiczny meloman słucha muzyki z płyt. Aldous Huxley. do katastrofizmu skłonny rodzaj utopii. bo i Zamiatin.

Zębate mury). przeważnie na Gibraltarze. i skończyło się na kontrakcie. pracownikiem Ministerstwa Oświaty i wykładowcą literatury angielskiej na uniwersytecie w Birmingham. Mnóstwo 103 . studiów anglistycznych i po jadowicie opisanych absurdach obozu rekruckiego dostał się do wojskowych służb rozrywkowych i edukacyjnych: tak odsłużył do 1946 pięć lat. że woli być uważany za muzyka piszącego powieści niż na odwrót. To nie wszystko. Symfonia napoleońska) posłużyła za model w najdrobniejszych szczegółach Eroica Beethovena. Szykował się bowiem raczej do kariery muzycznej. Jako wykładowca języka i literatury szkolił przyszłych nauczycieli angielskiego w stolicach malajskich sułtanatów Perak i Kelantan. a po krótkim powrocie do Anglii znowuż w sułtanacie Brunei na Kalimantanie. I stąd wziął się jego debiut powieściowy: Trylogia malajska w trzech tomach. rozpity i chory. Był w różnych okresach i szkołach nauczycielem angielskiego.Manchesterze. autobiograficzna zaś powieść The Pianoplayers (1986. Do dzisiaj gra zwłaszcza jazz na fortepianie i skomponował nawet niecałe trzy symfonie i dużo mniejszych utworów. a co najmniej do krajów śródziemnomorskich. Łoża na Wschodzie). Na razie. jak najściślej muzycznych. czyli w Kuala Kangsar i Kota Baru. Niżej podpisany i muzyka) omawia szczegółowo te aspekty własnego życia i przemyśleń. szukając jakiejś dogodniejszej posady. o którym zapomniał. Kawaler srebrnej róży) Richarda Straussa i tworząc nowe libretto do opery Oberon Old and New (1985. ma strukturę jakby muzyczną. jednak zawsze już tęskniący i rwący się do tropików. Wróg w pościeli) i Beds in the East (1959. Ale wbrew jego własnym aspiracjom to i tak niewątpliwie marginesy. Choćby dla fikcyjnej biografii Bonapartego Napoleon Symphony (1974. Kierujmy się ku temu. Czas na tygrysa). Trwało to od roku 1954 do 1959 i wreszcie musiał wrócić do kraju zniechęcony. co poważniejsze. co więcej. Pierwszy tytuł dotyczy również miejscowego piwa marki Tiger. w miasteczku o tej samej nazwie. Parał się też literaturą operową. po pijanemu napisał podanie. U schyłku długiego dnia). Ale to już w późniejszych latach. w formie cokolwiek zbeletryzowanej. Zbiór wspomnień i esejów This Man and Music (1982. Klezmerzy) osnuta na własnym dzieciństwie i postaci ojca przekazuje wiele podobnych treści. Oberon stary i nowy) Carla Marii von Webera. Napisał o tym swoją pierwszą powieść A Vision of Battlements (1965. prawie niechcący trafił na Malaje. Kilkakrotnie przebywał też jako profesor wizytujący i raz jako pisarz rezydent w Stanach Zjednoczonych. będącym jego stolicą. relacjonując po swojemu libretto The Cavalier of the Rose (1982. najpierw osobnych. Toteż wśród jego dzieł literackich nie tylko Mechaniczna pomarańcza poświeca tyle uwagi muzyce i jej przeżywaniu. której wydanie opóźnił o 16 lat. dalej z opartego na malajskim powiedzonku w tytule The Enemy in the Blanket (1958. Później trylogia ta zaczęła się ukazywać już łącznie jako The Long Day Wanes (1965. Stwierdza prowokacyjnie. 3 Tak zwana The Malayan Trilogy składa się z Time for a Tiger (1956. a ostatni to cytat z Szekspira. Jak się okazało.

tylko w 24 lata później na marskość wątroby. Burmese Days (1934. Wciąż ożywiająca się półgębkiem legenda. jaki przez wiele lat łączyła z dość rozwiązłym trybem życia: z czego nadzwyczaj szczery w tych sprawach Burgess nie czyni sekretu. co nie przeszkadzało jej w eksperymentach z egzotycznymi kochankami i z kim popadło. a w życiu Burgessa (trudno się powstrzymać od tej refleksji) potworną i histeryczną zawalidrogą. Umarła jednak nie dlatego. skutek alkoholizmu. lecz nie brakowało pretensji: a gdy niebawem tak samo na gorąco Burgess opisał swe doświadczenia z Brunei w satyrycznej powieści Devil of a State (1961. to manifestacjami wstrętu do egzotycznych krajów. Daleko mniej ważki. A w Malezji ciągle zatruwała mu życie jak nie histerią i pijaństwem. Birmańskie czasy) Orwella i poniekąd The Heart of the Matter (1948. Cóż z tego. wprost albo w przełożeniu. inna zaś wczesna powieść The Worm and the Ring (1961. są niemalże dokumentem czasu i kraju. przenosząc materiał i szczegóły niemal dosłownie ze swych bieżących doświadczeń. Trudno by znaleźć drugą powieść tak wielostronnie i nieraz perfidnie naświetlającą jakże złożone i niejednoznaczne zjawiska dekolonizacji kraju azjatyckiego. że w kontekście malajskim zapijaczony porucznik Nabby Adams pobrzmiewa jako Nabi Adam: czyli pierwszy Człowiek jako Prorok? skoro i tak pierwowzorem był znany autorowi porucznik Delaney. jego żona w Londynie została w nocy napadnięta w celach rabunkowych i pobita do nieprzytomności przez czterech amerykańskich dezerterów. a z którym da się porównać (co sam Burgess trafnie zauważył) tylko francuska powieść Henri Fauconniera Malaisie (1930. Nie tylko to znajdziemy.doświadczeń autobiograficznych. Czarny wybryk) Evelyna Waugh. problematykę i przekręcone imiona z tradycji czy wręcz archetypów literackich: tak właśnie A Vision of Battlements jest zamaskowaną repliką Eneidy Vergiliusa. lokalnych i literackich krzyżuje się w tych powieściach. domaga się sprostowania. gdy Burgess jeszcze służył na Gibraltarze. jakoby gwałt i śmierć w Mechanicznej pomarańczy były odbiciem dotyczącego jej wydarzenia na Malajach. I nie zmienia tego również fakt. że jakaś postać lub incydent są przekształcone. Pisał ją na żywo. przezwany Naraka od malajskiej nazwy Piekła.) to szarada na tle mitologii nordyckiej. opisane w bezlitosnej Trylogii malajskiej. Malajska przygoda). poroniła i długo chorowała. że Burgess lubi czerpać struktury akcji. Oskarżyciel co prawda przegrał i więcej podobnych nie było. mimo wszelkich zastrzeżeń dość wiernie i niemal ekshibicjonistycznie odwołując się do jego życiorysu. Wśród nich własna żona. W kwietniu 1944 roku. Jak i mnóstwo innych postaci. ludzi. Smok i pierścień. Nie obeszło się zresztą bez procesu o zniesławienie. jak zwykle u Burgessa. asekuracyjnie przenieść do Afryki Wschodniej. Diabeł nie państewko). wydana już po polsku w moim przekładzie. Sedno 104 . Llewela (zwana Lynne) Isherwood Jones była efektowną Walijką o jasnych włosach i błękitnych oczach. kultury i języka. którego nic w piśmiennictwie naszych czasów nie zastąpi. wydawca kazał mu ten kraj. zarazem dość poczytne i kwaśno przyjęte. Jej trzy prędko następujące po sobie części. nie całkiem dosłowne lub syntetyczne? i że niektóre z innych jego powieści opierają się wyłącznie na fantazji? Większości to nie dotyczy. który Burgessowi wytoczył pewien biały adwokat z Malajów. Cóż z tego. Jest bezcenna jako nie liczący się z niczym dokument z pierwszej ręki. utwór ten stanął jednak w szeregu takich jak Black Mischief (1912.

sprawy) Grahama Greene, choć nie dorównuje ani żadnemu z nich, ani własnej Trylogii malajskiej Burgessa. Ta mimo wszystko najściślej realistyczna i demaskatorska powieść z elementami egzotyki, wiwisekcji psychologicznej, sensacji, czarnego humoru i satyry politycznej da się tutaj przywołać w jeszcze jednej funkcji. Bo wyliczenie to, przy zmieniających się proporcjach, może ujść za sumaryczny opis całej prozy Burgessa. Występek i grzech jako mechanizm ludzkiej działalności to u niego problem kluczowy, główny, żeby nie powiedzieć: obsesyjny. Nie obeszło się przy tym bez jego irlandzkiego katolicyzmu w ciągłej i osobiście nieraz dotkliwej konfrontacji z wątpliwym protestantyzmem kościoła anglikańskiego. Dość powiedzieć, że na Malajach skłaniał się już Burgess do konwersji na islam: aż oblała go kubłem zimnej wody jakaś kolejna, typowo muzułmańska manifestacja organicznej sprzeczności między utrwaloną w praktyce islamu tradycją działań i ocen, publicznych i jednostkowych, a powszechnie uznanym systemem wartości ludzkich. 4 Zachybotała się makabrycznie biografia i wynikło z tego w szybkim następstwie pięć dalszych powieści. Tych do 1961 roku. Zaraz po swym powrocie z tropików zaburzenia psychiczne, jakim coraz dotkliwiej zaczął ulegać Burgess, doprowadziły go do pobytu na obserwacji w londyńskim szpitalu i wreszcie do diagnozy: rak mózgu. Dano mu pół roku życia. W tej sytuacji ostatecznej zaczął na gwałt pisać, głównie po to, aby wdowie zostawić trochę pieniędzy. Jak to było z chorobą, można się względnie szczegółowo dowiedzieć z powieści The Doctor Is Sick (1960, Pan doktor jest chory). Coś z tej desperacji, pośpiechu, nie liczący się z niczym cynizm i naturalna skłonność do wiwisekcji pomogły ukształtować w tym krytycznym okresie specyfikę pisarską Burgessa. Odtąd i z późniejszych utworów niejeden, choć nie po kolei, wraca do podobnej genezy i efektów: aż bezwstydnie szczerego i drastycznego ulepku z motywów autobiograficznych, nieraz udziwnionego jeszcze na pokaz. Do tych należą One Hand Clapping (1961, Klaskać jedną dłonią) i mniej osobiste The Right to an Answer (1961, Prawo do odpowiedzi), Beard's Roman Women (1977, Babiarz Beard w Rzymie) i The Pianoplayers (1986, Klezmerzy), gdzie narrator przystroił się w postać i światopogląd kurtyzany w podeszłym wieku. Jednak to nie Anthony Burgess wtedy umarł, lecz jego żona w pijackim rozpadzie umysłowym i fizycznym. A wlokło się to w coraz gorszej udręce i obrzydliwości jeszcze do 1968 roku. Zaraz po jej śmierci zawarł drugie, szczęśliwe i trwałe małżeństwo z włoską hrabianką; dużo młodsza od niego Liliana (rzadko nazywana inaczej niż Liana) Macellari wniosła w ten układ również swe kompetencje zawodowe jako lingwistka. Odtąd i twórczość Burgessa, nie tracąc na ostrości, wyklarowała się intelektualnie. Tymczasem prawdziwą i światową karierę zrobiła A Clockwork Orange (1962,
105

Nakręcana pomarańcza). 5 Ta przerażająca dystopia czyni chwilami wrażenie prawie rozhisteryzowane. Nie bardzo wiadomo: czy ganić jej plakatowe uproszczenia? czy zachwycać się ich konstrukcja? Burgess ją sam kiedyś określił jako "zbyt dydaktyczną, zbyt ekshibicjonistyczną językowo". U mnie w pierwszej lekturze tak się pomieszały podziw i sprzeciw, że z jednej strony porwałem się od razu na karkołomny trud przełożenia dwóch pierwszych rozdziałów, a z drugiej napisałem i ogłosiłem w „Literaturze na Świecie" pamflet na nią zatytułowany: Horrorshow! czyli bój się Pan jeża. Skąd ów tytuł? Jest anegdota o poniewieranym przez długie lata drobnym urzędniku, który wreszcie odchodząc postanowił się zemścić na znienawidzonym szefie. Wybrawszy odpowiedni moment narobił mu na biurko, po czym nawtykał w to zapałek i zostawił kartkę z napisem: Bój się Pan jeża! Za podobne straszenie uznałem wówczas tę powieść. W kolejnych czytaniach i w trudzie przekładu stopniowo złagodziłem i wreszcie zmieniłem sąd o Nakręcanej pomarańczy na jej korzyść. A co pozostało z wątpliwości, to przytoczę z grubsza według tamtego artykułu. Kiedy skóra nam cierpnie przy wyczynach 15-letniego Alexa i jego młodocianych zwyrodnialców, otrząsnąwszy się nieco zadajemy sobie pytanie: Czy to jest nowe? i jak dalece realne? Otóż do stałego repertuaru science fiction zaliczają się opisy terroru) i zdziczenia obyczajów, następujące zwykle po kataklizmie atomowym lub nadwyrężeniu ludzkości przez inwazję międzyplanetarną. Mógłbym tu przytoczyć (ale nie chcę przeciążać omówienia dokumentacją) dziesiątki nazwisk i tytułów, powieści i opowiadań, często wcześniejszych, opartych jota w jotę na podobnych założeniach, sytuacjach i postaciach oraz efektach, jakimi tu straszy czytelników Burgess prezentując im swego Alexa i miasto, nie mogące sobie poradzić z bandami mordujących i gwałcących wyrostków. Pełno tegoż schematu w westernach. Nowością (choć nie całkowitą) i zasługą Burgessa jest wyprowadzenie tej inwazji potworów z wewnątrz. Z ludzkiego wnętrza i ze społecznego. A czy do zasług tej fikcji należy też jej realność? Że degenerująca się na wiele sposobów młodzież i przestępczość nieletnich zaliczają się do najgroźniejszych koszmarów naszej epoki: to wiadomo. A czy aż tak demoniczna eskalacja zjawiska? Pojedynczy przypadek, jakkolwiek potworny może być dla ofiar i świadków, tej skali jeszcze nie stwarza. Może ona wyniknąć dopiero z głębszego uszkodzenia mechanizmów i norm społecznych. Bo jak wiadomo, człowiek broniący swego życia i podstawowych dóbr (choćby ze względu na bardziej dotkliwe zagrożenie i silniejsze wydzielanie adrenaliny) rozporządza taką samą, a zwykle większą sprawnością niż napastnik powodowany motywacją nie aż tak istotną: jak zabawa czy pusta złośliwość. I jak wiadomo, w społeczności choć trochę zintegrowanej ta zdolność samoobrony kolosalnie wzrasta. Również i z fizjologicznego punktu widzenia na przykład siła mięśni jest tą cechą, która się późno rozwija i długo trwa, dzięki czemu (statystycznie rzecz biorąc) nawet dosyć silny piętnastolatek nie ma wielkich szans w starciu z przeciętnym mężczyzną w wieku średnim albo i podeszłym.
106

Nie wdając się w szczegółowe obliczanie innych czynników modyfikujących, takich jak stopień agresywności, zaskoczenie, brzytwa w ręku zwyrodniałego smarkacza lub większa zdolność przewidywania u dorosłych, jedno można stwierdzić na pewno: opisane przez Burgessa rządy nocnego terroru piętnastolatków, wobec których bezradne jest całe społeczeństwo dorosłych wraz z policją, to całkowita fikcja. Chyba żeby aparat państwowy nie istniał: ale wtedy, jak wiemy, społeczeństwo samorzutnie tworzy własne instytucje obronne i już po chwili walka staje się w najgorszym razie równorzędna. Potwierdzają to niezliczone przykłady choćby i z najnowszej historii: szeryfowie na Dzikim Zachodzie, samoobrona w kibucach izraelskich i wyrosła na jej gruncie Hagana, prywatna policja w Ameryce itd. Pełna makabra zaczyna się wówczas, gdy aparat państwowy i jego siły policyjne biorą stronę młodocianych lub innych bandytów i ułatwiają im działanie lub zapewniają bezkarność, prześladują natomiast broniących się. Co poznaliśmy wprawdzie na własnej skórze z długoletniej, ponurej praktyki komunizmu, jego jurysdykcji, milicji, teorii społecznej oraz ich trwających dotąd reliktów. Co u Burgessa jednak nie zachodzi. Toteż nie opisy terroru i sadystycznych ekscesów stanowią istotę jego fikcji, lecz to, co się w nich uzewnętrznia: korzenie etyki osobistej i społecznej, warunkującej ten chorobliwy system wartości, zachowań i współzależności. Jeden z triumfów książki polega na tym, że nie to jest w niej najokropniejsze, co jej bohaterowie wyczyniają, ale to, co się przy tym dzieje w ich pozornie tylko ludzkiej, w ich niedoludzkiej albo: nie daj Boże! ludzkiej świadomości. Czym się usprawiedliwiają. Co myślą. Ale wizja Nakręcanej pomarańczy ma też swe źródła w świadomości zbiorowej i faktograficzne. Niewątpliwy substrat stanowią tu wyobrażenia czytelników londyńskiej prasy brukowej w rodzaju „Sun" czy „World News" i podobnej, specjalizującej się w możliwie zawiesistych opisach morderstw, grabieży, gwałtów i ekscesów płciowych. Na ten podkład autor nałożył jeszcze następujące substancje: 1. Autentycznych bitników czy hipisów z ich szokującym wyglądem i zachowaniem oraz kojarzone z nimi, po części rzeczywiste i obserwowane na co dzień, a częściowo przesadzone i z gazet czerpane wiadomości o ich pasożytniczym trybie życia, narkotykach, seksie oraz aktach wandalizmu i chuligaństwa. 2. Stereotyp amerykański, jeszcze jaskrawszy zarówno w rzeczywistości, jak i w wyobraźni, wzbogacony później o dodatkową grozę sprawy Masona i jemu podobnych, czego oczywiście nie było w momencie pierwszego wydania książki, ale co się nawarstwiło na jej późniejszy odbiór. 3. Podobnie nawarstwiona pamięć studenckich rozruchów we Francji, które w świadomości londyńczyków odbiły się głównie jako dziejące się tuż pod bokiem zagrożenie ładu życiowego przez rozbestwioną młodzież. 4. Shocking jako taki. Wartości rozrywkowe nie są tu zarzutem. Ale pytanie, czy i z nich samych nie wynikło coś pozbawionego innej motywacji. 6
107

które zamieszczał w kolejnych tomach antologii Spectrum (swojej i Roberta Conquesta) Kingsley Amis. intelekt. Miód dla niedźwiedzi) i Tremor of Intent (1966. Gdzie na tej skali mieści się A Clockwork Orange? Jeszcze raz chwała jej i Burgessowi. tylko na odwrót: do saloniku literackiego Céline ma wstęp. gdzie obowiązkowe czytanie książek wynika z noblesse oblige. aby nie wypierając się expressis verbis tej ani tamtej literatury. Znamy je z twórczości autorów takich jak Céline i z całych kierunków literackich. Albo szum wokół słabej powieści Nevila Shute i osnutego na niej filmu On the Beach (po polsku Ostatni brzeg). z których uczyniono niemalże historiozoficzny traktat antynuklearny o naszych czasach. rzecz jasna. literatura poważna rusza (pod osłony swej powagi i swych wyznawców) do akcji pasożytniczej i plagiatorskiej. zresztą w tych sprawach wystarczy odesłać do znakomitych i ważnych teoretycznie wstępów.. korzystać w pełni z warsztatu i dystrybucji obu. przy czym błyskotliwe bogactwo tej drugiej 108 . Snobizm włada niepodzielnie w tych enklawach społecznych. Więc tym bardziej w ocenie takich utworów jak A Clockwork Orange brakuje mu wstępnego systemu odniesień. Klaskać jedną dłonią) fabuła opiera się na prekognicji. krytyk literacki. poważnej ani rozrywkowej. Problem nieco podobny. Wówczas pojawiają się takie fenomeny środowiskowe jak nagły snobizm na trzeciorzędnego autora science fiction nazwiskiem. Już w One Hand Clapping (1961. Dreszcz premedytacji).. jak i angielski highbrow na ogół nie splamią się gruntowniejszą znajomością literatury rozrywkowej i poważnym jej traktowaniem. Znalazł on bowiem sposób na to. Fenomen się powtarza. Substancja i wnioski z jego twórczości wstępu nie mają. z racji swego zawodu najmniej wiedzący o literaturze.Zarówno szanujący się czytelnik polski. który wulgarnym językiem podkreśla odpychającą rzeczywistość" itd. Ta niby „subliteratura" odkrywa coś i osiąga wysoką sprawność. dajmy na to. kiedy ta wtórność nie przemilczana zostanie. jak hiszpański a niezłymi nazwiskami reprezentowany tremendyzm. Kurt Vonnegut przy równocześnie trwającym kręceniu nosem na kilkudziesięciu takich samych i w tymże gatunku. Albo rozmamłany i nic rozumnego nie mówiący Nova Express Williama Burroughsa. Dobrze jeszcze. niemniej przeto grafomański. W tajemnicze rejony umysłu i w pobliże futurologii zapuszczają się mimochodem dwie awantury o tematyce sowieckiej: Honey for the Bears (1963. otwarte oczy i rzeczywiste poczucie wartości. lecz określona jako nobilitacja. ale tylko jako nazwisko. niekiedy wręcz mistrzostwo w prezentowaniu swych odkryć. szwedzki epos kosmonautyczny Aniara Harry Martinsona. Łączy je organicznie w każdym niemal utworze i spełnia warunki obydwu bez taryfy ulgowej. Snobizm zastępuje w nich gust. Typowym przedstawicielem tych enklaw jest. rozkosznie zdefiniowany przez Angela del Río jako „styl. a często bez porównania lepszych! i nieprzyjmowaniu do wiadomości w ogóle istnienia tych twórców. Również założenie odstręczających treści i adekwatnej do nich stylistyki nie jest nowe. jakim byłaby znajomość literatury sensacyjnej. Nieraz bardzo ważnych! I później dopiero mainstream czyli tzw. zaopatrzonych we własne nazwy i programy. Albo przerobiony na słynne widowisko baletowe. Do formuł science fiction i dystopii sięgnął w czterech powieściach i zatrącił o nie jeszcze w wielu innych.

wykoncypowanej na modłę strukturalizmu Lévi-Straussa: opartej na syndromie zagadek i kazirodztwa jak w micie Edypa i w podobnych tradycjach algonkińskich. nasączając jego twórczość całą i bez wyjątku. Nic jak słońce) posługuje się konwencją równoległego wszechświata. dla mnie tylko pretensjonalny i odstręczający: oparty na epatowaniu odgłosami chrapania. 7 Według A Clockwork Orange Stanley Kubrick nakręcił w 1972 roku głośny film. aktualności oraz źródłach społecznych i historycznych książki Orwella. Powieść o życiu miłosnym Szekspira Nothing Like the Sun (1964. Dalszy ciąg to kontrapunktowa względem Orwella powieść o beznadziejnej walce szarego człowieka przeciw państwu w Anglii zdominowanej przez Arabów. czyli dwa główne atrybuty ludzkie: walka i tworzenie). Venus) to współczesny wariant znanej od Williama z Malmesbury w XII wieku po Prospera Mérimée legendy o zaślubinach z posągiem bogini. Nie da się oddzielić od science fiction u Burgessa ten rodzaj barokowej fantastyki i przepływa w jej coraz to inne formy. Wigilia przed św. pierdzenia i klozetu. bujnie ilustrowany własną twórczością poetycką. chętnie wymienia 4-tomowy cykl o zmyślonym poecie nazwiskiem Enderby. I tak właśnie do obsesji dziergana siatka przypadkowych. Zamierzony przez kogoś film o Edypie pod nazwą Mother Fucker (czyli Matkojebca. Jej pierwszą połowę stanowi przepyszny esej o zaletach. Już niedaleka przyszłość raczej nie potwierdziła tych prognoz i refleksji: mimo to rzecz jest frapująca jako przestroga i wizja alternatywna oraz jako ćwiczenie intelektualne. Za to krytyka. Kiepska science fiction z pretensjami do czegoś więcej i niestety nic więcej. który ją 109 . Tej podstawowej opozycji zaś sekunduje druga: male/female. której na palec włożono pierścień. Natomiast The End of the World News (1982. Tego poziomu nie osiąga (wydana w 1978 roku) nawiązująca do I984 Orwella książka zatytułowana 1985. lecz zarazem to inicjały bohatera: Miles Faber (po łacinie żołnierz i rzemieślnik. wedle którego nakręcono fantastyczny film Son of the Beast from Outer Space (Syn bestii z kosmosu). cytowane we fragmentach jako kontrapunkt do satyrycznej relacji o nadchodzącej zagładzie. Ziemia ginie w zderzeniu z przybłąkaną planetą Lynx i z całej literatury powszechnej ratują się. symbolicznych czy jakichkolwiek odniesień jest fabułą tej powieści.sensacji umieszcza ją w rzędzie najlepszych dzieł Burgessa. przywożąc tam dzieła Szekspira. Jałowe nasienie) znów łączy jedne z większych w dorobku Burgessa walorów intelektualnych i literackich z rozrywkowymi: nakaz i kult homoseksualizmu zwalcza tu przeludnienie i prowadzi do kolejnej rewolucji. do którego trafia szekspirolog i zapętla bieg czasu. Równocześnie z A Clockwork Orange wydane The Wanting Seed (1962. słabościach. Jest wreszcie M F czyli M/F (1971. Na koniec ta czwórka najłatwiej się klasyfikująca jako przynależna do science fiction. W panu Enderby) szkic poematu o minotaurze. na uchodzącej w przestrzeń rakiecie. islam i dezintegrację stosunków międzyludzkich. zawiera on w swej pierwszej części Inside Mr Enderby (1963. ogłaszany z początku pod pseudonimem Joseph Kell. The Eve of Saint Venus (1964. obie formy autor uznaje za poprawne) z zawiłym kluczem już w tytule. normalnie i po angielsku w pisowni łącznej) dostarczył bodźca. Koniec wiadomości ze świata) to zupełny niewypał. tylko dwa utwory: opowieść o Freudzie wydobywanym z Austrii hitlerowskiej i musical o Trockim w New Yorku. prawie nieomylna w wybieraniu tego co najgorsze.

Hasło tytułowe Burgess usłyszał w 1945 roku z ust 80-letniego cockneya mówiącego. Walka o ogień). że ktoś jest „lewy jak nakręcana pomarańcza". nie decydująca o swym ruchu zabawka. chociaż kilka razy wspomniany w tekście. Wbrew jego życzeniu film pociągnął za sobą także wydania książki skrócone o jej ostatni rozdział z części trzeciej. Tamtejszym półanalfabetom zaś wyraz ten z reguły myli się z orange i tak bywa pisany. Również i dlatego. co poważnie narusza myślową i artystyczną konstrukcję utworu. Kiedy chuligani brytyjscy zaczęli się wzorować na filmie. Bo nie zachodzi tu nawet przypadek w rodzaju tego. Wystarczy ją przeczytać lub umieć po angielsku. Tytuł A Clockwork Orange oznacza w istocie nakręcanego człowieka. Nie dość. kruchy i miękki. Pogodziłem się z tym głównie z przyczyn handlowych. Okaleczenie to przeniosło się również do najpopularniejszego na świecie wydania w Penguin Books. U nas jakiś ignorant wymyślił tę „mechaniczną" i na razie tak musi zostać. 110 . Burgess uczestniczył w nim tytko w roli konsultanta. że dla powieści Conrada The Shadow-Line trzeba zachować tytuł Smuga cienia. ale w przyszłości każę zmienić tytuł we wszystkich wydaniach na poprawny. że z wydań najczęściej spotykanych wypada wraz z ostatnim rozdziałem najdobitniejsza z autorskich wykładni tytułu. że tłumaczy się to Nakręcana pomarańcza. Okrutnie spłyca on i wulgaryzuje książkę. że ciemniacka jak zwykle krytyka nie potrafiła tego zauważyć. Tu cień uzasadnienia dla polskiego tytułu. Burgess nieźle zna język malajski. Tak nakręcanego jak najprostszy mechanizm sprężynowy i jak bezmyślna. lecz efektownie brzmiący i po polsku już idiomatyczny. na której dość luźno został oparty. co sprawił. Też umiem po malajsku i od razu miałem to skojarzenie. reżyser nie skorzystał z okazji do zarobienia na tym skandalu i wycofał film z eksploatacji. Ale zbyt optymistycznie spodziewał się Burgess. Bo człowiek jak ona organicznie wyrosły. Burgess wytłumaczył to wszystko w jednym z przypisków do swojej książki Joysprick i gdzie indziej. ma ten żywy kolor i słodycz: a nakręcać go (czyli manipulować) to zamieniać go w coś mechanicznego. Ogłaszał też prace językoznawcze. 8 Sam tytuł A Clockwork Orange.tym bardziej rozsławił. 9 Burgess kocha się w językach i uczenie się obcych należy do jego namiętności. ale nawet zaprojektował języki prehistoryczne do filmu Quest of Fire (1981. że krytyka. lub jedno i drugie! aby wiedzieć. że opanował malajski i wiele innych. masakrując i gwałcąc. Na żądanie autora w moim przekładzie rozdział ten został przywrócony. W desperacji. wymaga dodatkowych objaśnień. Płynnie mówi sześcioma. błędnie przełożony. choćby dzięki skojarzeniu z orangutanem. nie przeoczy tej gry słów i tego dowcipu. w którym do podstawowych słów należy orang: człowiek.

jaki budzą w pisarzach czy to żywe. Tymczasem u Burgessa rzuca się w oczy jakby coś niemal odwrotnego. On zaś niezbyt manifestuje swe pogardliwe sądy o literatach angielskich i mnóstwie innych fenomenów ojczystych. Uważa natomiast. O nich też powydawał osobne książki itp. oraz kolorowej. coraz niżej się staczającego nauczyciela angielskiego. kwitując je stwierdzeniem. Lawrence. Wydał trzy książki wprowadzające w tajniki jego twórczości: najogólniejszy wstęp Here Comes Everybody (1965 i poprawione 1982. jak to uczynił krytyk Geoffrey Gibson. głupiego Gurkha z tejże i szeregu podobnych osóbek. języków i niektórych pisarzy prawie wszystkiego. skretyniałego w dypsomanii porucznika policji. że jest coarse and unattractive: ordynarny i nieatrakcyjny. Czego Burgess nie cierpi? Wydawałoby się.Do zastrzeżeń przejdę gdzie indziej. Już Trylogia malajska utkana jest kompozycyjnie z drobnych brudów i kompromitacji z lekka hamletyzujących nieudaczników. że o nich pisze. Książki o New Yorku i o łóżku. H. tytuł wymaga zawiłych objaśnień) oraz analityczne wprowadzenie do języka i neologizmów Joysprick (1973. która bierze go sobie za pomiotło. że miał już dwa procesy o zniesławienie i na więcej nie ma ochoty. W definicji tej mieści się też Mechaniczna pomarańcza oraz wszystkie jej sprawy i postacie. Prawie całe jego pisarstwo to wciąż jakiś Enderby i galeria krzywych luster. białej żony. Przekłady paru dramatów i antologie. 10 W tym ogromnym wachlarzu spraw i postaci można by się spodziewać tyluż okazji do entuzjazmu. że „pisarz brytyjski. Hemingway i D. abstrakcyjne czy przedmiotowe obiekty ich pisarskiego zainteresowania. we Włoszech i przez jakiś czas również na Malcie. Jeden epicki poemat i jeden zbiór wierszy. Nie lubi jej i mieszka w paru domach na przemian: w księstwie Monaco. Krótsze Finnegans Wake) dla uczących się czytać i rozumieć tego pisarza. Kilka książek dla dzieci. Około 1968 roku wyjechał na dobre z Anglii. Można by tak dalej wyliczać. Seriale telewizyjne. Zarys dziejów literatury angielskiej i przewodnik po współczesnej powieści dla studentów. wyczuwa się pewien masochizm. Pasjonuje go Joyce. 111 . Z innych frapują go zwłaszcza Shakespeare. która go porzuca dla wulgarnego romansu z malajskim kacykiem i playboyem. obowiązany jest wydostać się z Brytanii i sprawdzać angielszczyznę na tle innych jeżyków". Także i w dalszym ciągu swej twórczości Burgess najwyraźniej nie cierpi większości swych bohaterów i w tym. To nie tylko efekt życiowych doświadczeń. jeśli może. tytuł znów nie tak od razu przetłumaczalny) i wreszcie przemyślny skrót A Shorter Finnegans Wake (1966. To również wrodzone predyspozycje. że prócz muzyki. Co najwyżej na parę miesięcy w roku przyjeżdża jako hotelowy gość i w Anglii też go raczej nie lubią: mówi się o nim.

jaki Burgess ma do jego indywidualnie projektowanego multi-języka. wiarygodną i ogromną konstrukcję na wszystkich polach równocześnie: od gospodarki przez obyczajowość po charakter narodowy i socjologię. A sukcesywne przyswajanie go sobie i coraz dokładniejsze rozumienie ma stopniowo redukować tę obcość. to najwyżej para autorów science fiction: Samuel Delany w Babel-17 i Robert Heinlein (wyborny i głęboko myślący pisarz. Ta intencja została podważona już w pierwszym wydaniu amerykańskim z 1963 roku. że czytając nie mógł się powstrzymać od układania słowniczka. Języka tego angielski czytelnik z początku w znacznej mierze też nie rozumie. a przede wszystkim mnóstwo zapożyczeń głównie rosyjskich. na którego Lem wybrzydza się. który tu „przedrukował. 112 . a poza nim sprostać by jej mógł jeśli nie Joyce. skąd na Księżycu wzięła się taka hybryda. Językowa inwencja Burgessa wyraziła się tu z rozmachem. Na efemeryczny język młodych zwyrodnialców w A Clockwork Orange składają się zwłaszcza elementy gwar młodzieżowych i przestępczych. Więc przynajmniej część jego niekompetencji nie obciąża Burgessa. żeby podkreślić obcość i niezrozumiatość formacji kulturowej. któremu on sam nigdzie nie dorównał. stworzył precyzyjną. panosząc się od prehistorii aż do futurologii. mimo że sporo ignoranckiej bylejakości tkwi w samym słownictwie i nie ma usprawiedliwienia. Jaka przyświecała temu intencja? Najpierw utrudnianie czytelnikowi odbioru. Obie jednak ukazały się w 1966 roku. nieodłącznego zwłaszcza od Finnegans Wake. choć nie jest on bynajmniej autoryzowany i opiera się po części na zgadywaniu". jak może i jak nie może w Fantastyce i futurologii) w potężnej rozmiarami i koncepcyjnie powieści The Moon Is a Harsh Mistress. Przede wszystkim zaś powieści A Clockwork Orange nie napisał zwykłą angielszczyzną. całkiem jak dla jaskiniowców w późniejszej Walce o ogień. Stworzył dla tej powieści osobny język. są zatem wtórne względem A Clockwork Orange. ubarwione niekiedy zgrywą na styl po ignorancku niby to biblijny. Ale zwłaszcza Heinlein w Księżyc to sroga kochanka. społecznej i historycznej. Otóż mówi się tam językiem zmieszanym głównie z angielskiego i rosyjskiego z domieszką paru innych aż po chiński włącznie: ale zbędne byłoby objaśniać. Zestawienie to ma sens nie tylko w aspekcie językowym: w świecie Burgessa troglodyta wcale nie wymarł i zajmuje poczesne miejsce. systemie odniesień literackich. Także i do wielu innych języków. których uczy się albo które wymyśla.11 Że jest za to rozmiłowany w języku. jak również odwrócić uwagę od dziejących się okropności przez jej częściowe zaprzątniecie trudnościami języka. nie snobistycznym. wytwarzać w miejsce abominacji coś na kształt empatii w stosunku do Alexa oraz instynktownego odczuwania formujących go wpływów. gdzie Stanley Edgar Hyman informuje. zaopatrzonym w niemądre posłowie. Znakomita koncepcja i dosyć mizerne wykonanie tego języka idą tu ręka w rękę. biorąc za temat powstanie zbrojne na Księżycu i jego uniezależnienie się od eksploatującej go Ziemi. świadczy nie tylko Joyce i jego osobisty aktywny stosunek. To dla przypomnienia o właściwym.

pokrewna wymyślaniu sztucznych języków: od tak dyletanckich jak Volapük lub Esperanto i 40 prób jego ulepszenia po tak profesjonalne jak Latino Sine Flexione wybitnego matematyka Giuseppe Peano lub Novial znakomitego językoznawcy Otto Jespersena i pozostałe 2 lysiące sztucznych języków międzynarodowych. ze to: hi hi! jeszcze jeden mój ekscentryczny wygłup. Może kogoś zafrapować po prostu aspekt językoznawczy i próba lingwistycznej futurologii. Tylko coś przerażająco realnego: język nie tyle fikcyjny. którego odpowiednikiem Polacy będą rzeczywiście mówić około roku 2100 lub o wiele wcześniej. oparty na założeniu. Już nie zabawa literacka. iż powstanie sytuacja odwrotna i że polszczyzna futurologiczna przekształci się raczej w kierunku angielskiego. że . W przeliczeniu na hasła w oryginale jest około 300 neologizmów. gdyby utrzymała się tu przewaga kulturalna Rosji Sowieckiej. ile ten. 113 . Sowietyzacja świata i tej jego części chyba już nie nastąpi. jak u Burgessa. wydawało się raczej pewne. że ja sam zdążę tego jeszcze po części dożyć. Ale będzie też wydana wersja A: drugi i zupełnie inny przekład A Clockwork Orange. tak i w przekładzie tekst wersji R nasycony jest neologizmami do tego stopnia. 13 Dowiedziawszy się z zapowiedzi w prasie i wywiadów radiowych. że robię dwa osobne przekłady tej powieści w dwóch różnych wersjach. niech się cieszy albo zżyma: jeden z celów został osiągnięty.niestety! .większość z nich się potwierdzi. A raczej dwa języki. Bo u nas wyłania się z tego zjawisko dużo poważniejsze. wynik tej gry pozostaje wciąż nierozstrzygnięty. że nieświadomie im ulegają i nadal je forsują ci sami. Ze względu na całkiem inną skalę eksperymentu językowego polski słowniczek zawiera ich ponad 1000 i to jeszcze nie komplet. Tak czy owak nic tu nie zależy od deklaracji! zwłaszcza bez kultury osobistej i rzetelności.12 Dla przekładu polskiego stworzyłem własny język na podobnej zasadzie. Kto się dopatrzy w tym dwoistym tłumaczeniu tylko wyrafinowanej gry literackiej. Nie wyciągajmy jednak zbyt pochopnych wniosków. Może nawet kto wie? . Więc jakkolwiek szanse wersji A bardzo wzrosły. aby każdy czytelnik podzielał moje poglądy i przewidywania w całej rozciągłości. którzy najzajadlej deklarują się przeciw sowietyzacji oraz wszystkiemu.tak rychło. że będzie na odwrót. Gdy kończyłem przekład w wersji R i niniejsze studium. W pół roku później historia świata stanęła na głowie i wydaje się tak samo pewne. Takim nie mam nic do powiedzenia. że pojawia się ich do kilkudziesięciu na każdej stronie. Kogo zafrapuje nie tylko to. Ale rozpoczęte procesy w kulturze i języku nie dadzą się z dnia na dzień zatrzymać ani odwrócić: tym bardziej. Ostrzegam jednak. lecz i uświadomienie procesów już realnie przekształcających język polski oraz tych. Jak w oryginale. niektórzy od razu wiedzieli. Nie spodziewam się. Ten język i posługujący się nim przekład nazwałem: wersja R. stylistycznego i translatorskiego eksperymentu. że czeka nas ten wariant rzeczywistości. co rosyjskie. Do zupełnie innej klasy rozmówców kieruję rozpoczynające się tu wywody i refleksje.

że każdy w ogóle przekład (a po stokroć taki jak ten) wymaga stworzenia pewnej rzeczywistości stylistycznej. dr Monika Adamczyk. bodajże jedyną w tym języku oprócz mojego przekładu. Nawiązał on ze mną kontakt już przedtem. że drugi przekład pozwoli to sprawdzić. aby nie przestał on istnieć (wraz ze swą literaturą i kulturą) w toku nieuniknionej ewolucji. 14 Tak się składa. Jak u niej. o tym. lecz harmonijnie zrosły ku obopólnej korzyści. co z polszczyzną da się zrobić i po co. Zasada. Jego wyobrażenia o tym. rzec by 114 .które go tak czy inaczej zmienią w obcy nam i oby nie wymierający język naszych prawnuków: ten zyska więcej przyjemności umysłowej i sięgnie głębiej. co pod względem politycznym. Po angielsku mówię nie bez obcych naleciałości. kulturowym i lingwistycznym wynika z naszej lokalizacji na mapie. słynna z nieszczęsnego przekładu Kubusia Puchatka pod imieniem Fredzi Phi-Phi doc. jest aż do absurdu mechaniczna. etyka i historia są nieodłączne od języka. Wszystkie inne zaś próby tłumaczenia budzą tylko politowanie. lecz na instynkt i na słuch. którymi władam najlepiej. nie klecąc sztuczności. socjologia. Dla kogo te uświadomienia i refleksje staną się podnietą do walki o nasz język nie po to. Młody anglista wyszedł bowiem z lubelskiej szkoły akademickiej i tam wpojono mu nierozumienie spraw elementarnych. Nie domyśla się powagi zagadnienia i jego chyba światowej unikalności. tak i tu zabrakło uświadomienia. On po prostu nie ma pojęcia o języku polskim i jego specyfice aktualnej czy historycznej. Ze znanych mi najlepszy jest niemiecki. zanim opublikował w nrze 2(28) kwartalnika „Akcenty" z 1987 roku własną próbę przekładu jednego z rozdziałów Mechanicznej pomarańczy. którym ośmieszyła się na cały kraj profesorka jego. gdzie polityka. aby wstrzymać (co byłoby szkodliwe i nierealne) jego rozwój. aby dobra polszczyzna teraźniejsza i przyszła nie zagryzły się wzajemnie. temu w kategoriach ogólnych nie muszę nic więcej objaśniać. że on radzi załatwić stylizację polską anglicyzmami zamiast rusycyzmów. Lecz to nie jego wina. Mogę więc projektować organiczny stop żywej polszczyzny z jednym i drugim nie mechanicznie. temu dłoń ściskam. Po rosyjsku mówię (wprawdzie dopiero po tygodniu lub dwóch pobytu) nie do odróżnienia od tubylca. A kto sięgnie jeszcze głębiej w rejony. choć w pisaniu zdarzają mi się sztuczności. Ostrzegają przed tym zresztą wszystkie znane mi przekłady A Clockwork Orange. Jest w tym oczywiście pewien sens i mam nadzieję. były najzwyczajniej wyssane z palca. lecz nie sięgnął po nic poważniejszego i nie zdobył się na choćby elementarne zastanowienie się nad fonetyką i grafią rosyjskiego. lecz po to. Burgess pisał mi. Z całkiem innych przyczyn wszedł na tę fałszywą drogę młody anglista Cezary Michoński. o to. Nie to jednak miał Burgess na myśli. Inaczej bym się na ten eksperyment nic porwał. w którym Walter Brumm w najłatwiejszej warstwie gładko wykorzystał do neologizmów słowotwórstwo niemieckie. którą przyjął. za to piszę dość naturalnie (aż po tłumaczenie na angielski poezji Leśmiana i Gałczyńskiego włącznie). że języki angielski i rosyjski należą do tych. podobne do tego.

peet. zwłaszcza że podszedł on do sprawy zarówno rzetelnie. drink. dochodząc do szeregu trafnych wniosków. Typowo polską! to jedyny rys charakterystyczny. aby w języku. Jakieś nieporadne lipy i blad zastąpiły w niej rot i krowy: to wszystko! Wpisać zamiast nich usta i krew. drive na korzyść niby rosyjskich bolshy. And there were devotchkas ripped and creeching against walls and I plunging like a shlaga into them.. tłumacz powinien w język polski nawtykać zniekształconych wyrazów angielskich. Ograniczę się do rusycyzmów. Pod tym względem jest zaprzeczeniem swej uniwersyteckiej mentorki. Michoński uznał. rich. moodge. and I was smecking all over my rot and grinding my boot in their litsos. który pozostał bądź co bądź angielskim. word. leg. A wszelką istotną problematykę wyparło zastanawianie się. ani nawet nie pojawił się żaden problem artystyczny. eemya. sing czy tyng? Oto skutki translatoryki lubelskiej. dream. noga. Jest więc mało prawdopodobne. name. hear. otóż i najbanalniejszy tekst polski bez śladu Burgessa i jego specyfiki. nozh. buy. z eksperymentu wynikła tylko pedantyczna i zupełnie jałowa układanka. itty. to zagadnienie przekładu artystycznego w ogóle nie zaczęło istnieć. 15 Ale jak to robi sam Burgess? Wybieram prawie na oślep coś z końca 3 rozdziału I części: There were vecks and ptitsas. jeśli w ogóle czymś nacechowany stylistycznie. man. body. joy. kupet. Warto się dokładniej rozpatrzyć w lingwistycznej analizie i ocenie tego eksperymentu. thiswise i daywise. knife. o nijakiej składni. thing. czy thing przepoczwarzyć na fyng. Nie chciałbym tu urazić młodego anglisty. go. Tak w tym wypadku. bugatty. Natomiast jeśli nie stworzono żadnej stylistyki lub nie używa się jej w sposób i w celach artystycznych. Może nie jego wina.można: własnego dialektu. jak i samokrytycznie. że skoro Burgess wtyka w język angielski zniekształcone wyrazy słowiańskie.. to sztucznością martwego żargonu wstępniaków i telewizji. neck. W swojej pracy magisterskiej z 1988 roku Cezary Michoński zanalizował drobiazgowo dwie moje fragmentaryczne wersje przekładu A Clockwork Orange i jedną własną. sex. propozycja nie ma cech utworu literackiego. Faktycznie ani rozwiązany nie został. I to w tych samych miejscach! jak gdyby to rozwiązywało którykolwiek z tysiąca problemów przekładu artystycznego. drunk. że błędny ognik zwabił go na trzęsawiska. uległy wyparciu wyrazy tak podstawowe i do tego wrośnięte w idiomatykę jak big. mimo i wbrew narzuconej mu fałszywej metodzie. A następnie artystycznego posługiwania się nim jak każdym idiolektem czy odmianą języka.. plott. Z tych aż 12 sztucznych rusycyzmów do mniej oczywistych należą vecks and ptitsas (czyli w zwykłym slangu fellows and chicks) będące skrótem od czelowiek i kalką etymologiczną przez kurczaka do ptica. sprawdzająca się w takiej praktyce. 115 . both young and starry.. lying there on my bed with glazzies tight shut and rookers behind my gulliver. see. gdzie kwitnie uniwersytecka teoria przekładu. Pierwsza wątpliwość: podstawowy zasób leksykalny to najbardziej stabilna część języka. Na pewno nie przypadkiem daje się wyczuć tu i ówdzie wpływ orwellowskiego Newspeak: oto na trzech kolejnych stronicach przysłówki publicwise.

I czy ze słuchania na przykład radia lub TV przesączały się do żywej mowy te rusycyzmy? czy z owej subliminal penetration: bliżej nie określonej techniki propagandowej. lecz nie efemeryczną. pyahnitsa. szeroko rozpowszechnioną i społecznie utrwaloną już normę językową. Ale w tekście zdarza się obok skrótu yarbles również dłuższa i całkiem 116 . który nie prezentuje niczyjego języka. Oznaczony specjalną gwiazdką (że nierosyjskiego pochodzenia) w słowniczku wyraz yarbles utrwalił czarno na białym niechlujstwo tych metod. Całkiem jakby nasz autor nie wiedział. rozbudowana idiomatyka i koegzystencja rusycyzmów ze słownictwem rdzennie angielskim. cepi i wybrał na chybił trafił akurat to słowo. Bo w jednym ani w drugim trybie na pewno nie wsączano by i nie odbierano jawnych pomyłek. Parokrotnie sugeruje się to w dialogach. groodies albo zoobies (piersi i zęby) mogłyby się zjawić co najwyżej w roli efemeryzmów. Jest w tym pewna niekonsekwencja. radosty. o której wspomina jeden z psychiatrów. Bo znalazłszy pod push słowo tolczok nie domyślił się. wyszperanej po słownikach lub uzyskanej od kiepskich doradców. uzy. a za pomocą której groźny słowiański Wschód subliminalnie czyli podprogowo wsącza w świadomość młodych Anglików elementy swego języka? To zapytanie samo dyskwalifikuje problem. Te wyrazy i garść ekspresywnych w rodzaju choodessny (wonderful). Dlaczego na przykład oozy to łańcuch od roweru. Tak samo papierem czuć z daleka czasowniki.pol. więc ktoś je musiał zaimprowizować w oparciu o slangowe angielskie apples i znalazł jabłoko: a później widać zgubił odpowiednią karteczkę. Do tego trzeba było po ignorancku kartkować słownik nie znanego sobie języka. sneety. a podstawowym słowem oznaczającym bicie i masakrowanie jest tolchock? Bo w słowniku angielsko-rosyjskim ktoś znalazł pod chains różne odpowiedniki jak okowy. których odpowiednika naturalnie (jak i w przypadku sharries czyli zadka) nie udało się znaleźć w słynnych z przyzwoitości słownikach angielsko-rosyjskich. lecz stwarza własny i wyłącznie na swój użytek. Bo ekwiwalent buttocks musiał sam sobie ukręcić z niewinnych słów oznaczających kule. dajmy na to. a nie byli rozumiani przez postronnych: stąd choćby gwara ochweśnicka i żargon klezmerski. Ale więcej poszlak świadczyłoby. viddy i yeckate. Równocześnie jednak wiadomo. że właśnie język angielski charakteryzuje się w zakresie efemeryzmów całkiem wyjątkową przelotowością.ani też bezokoliczników. slovo. Są to bowiem jaja. że Burgess traktuje styl swego narratora jako nie jedyną wprawdzie. interessovatted i nachinatted. Wspomniane tu reguły mogą co prawda nie stosować się do środowiskowych gwar hermetycznych. sharries tyłek. czyli sztucznych wyrazów równie szybko zjawiających się w użyciu jak znikających. Natomiast uderzające bywają niezręczności i komiczne nieporozumienia w tej niby to ruszczyźnie. W krajach mówiących po angielsku zjawia się i znika co roku łącznie olbrzymia liczba około 5 tysięcy efemeryzmów! I nie ma to nic wspólnego. veshch. które nie oznacza łańcucha. Przemawia za tym choćby jej bogactwo. ze stylem Joyce'a. służących do tego. jakie to niewinne szturchnięcie. głównie w funkcji ozdobników stylistycznych wzmagających ekspresję wypowiedzi lub realizujących przelotną modę. że "w rozwoju zwłaszcza potocznej angielszczyzny dominuje monosylabizacja i że już trójsylabowy temat jest dla jego rodaków prawie nie do wymówienia i karykaturalny przez samą długość. aby członkowie pewnych grup legitymowali się pomiędzy sobą jako swoi. slooshy. shiyah. w których końcówkę bezokolicznika wzięto za część tematu z wynikami tak groteskowymi jak govoreeting.

Smacznego.jednoznaczna forma yarblockos. więc ucięto mu początek i oto biedny Alex. czy dufna i nie sprawdzająca pewność. i wszelkie 117 . po walijsku. Mond. Co tam się nie wyprawia! Mogła jeszcze być wątpliwym dowcipem stschigreshnevaikache (jak zapewnia: in French transliteration! też lipa) jak gdyby pochodna od kapuśniaku z kaszą gryczaną.. a co trzeci nie wiąże się ani rusz z praindoeuropejskim. wymyśla na prawo i lewo od bracznych. Ale choroszo teraz wymawiane khoroshcho i nazwisko Struve źle odczytane jako Strube. ograniczę się do księżyca. znów najskwapliwiej popisuje się Burgess rosyjskim. mundus i monde (w różnych znaczeniach) wywodzą się przecież opisowo z indoeuropejskiego pierwiastka me. W artykule Firetalk Burgess opisał.. czyli jak najlegalniej ślubnych. 16 Dając do zrozumienia lub wyraźnie informując tu i gdzie indziej. zaimek ich z przymiotnikiem smugłych „transkrybowane" jako ish smuglish oraz bolszoj ogoń jako balshiyiy agon tudzież „objaśnienie" do wiersza. o ćwierć wieku późniejszej książce: w powieści Any Old Iron (1989. hebrajsku i po wszelakiemu. Gdyby się tak zetknął z kimś znającym żywy język rosyjski! jakże by mu pasował zwykły mudak! i jak pięknie by to wyglądało w transkrypcji: moodack. Pojawia się na przykład i nie przypadkiem. którego jakby zamierzchłą rekonstrukcję sobie założył. jak go nabrano. że uczył się rosyjskiego i że ma o nim pojęcie. A tymczasem słownik wręczył mu pod bastard straszne wyzwisko: wniebracznyj czyli nieślubny. skąd i białość. dopuszcza się Burgess całkowitej mistyfikacji.. Wreszcie to wciąż powtarzane wyzwisko: bratchny! co miało znaczyć: bastard! czyli po prostu skurwysyn. Tak czy siak wynika mu jaskiniowy odgłos: huuun! z malajskiego bulan i różnych europejskich moon itp. miejscowość (z naciskiem: że to po polsku) nazwana Żyto (czyli Roggen na wschód od Odry: chyba szło mu o Żytno) i takoż miejscowości Ziemniak i Kapusta. od słowa po zdanie lub frazes. wystarczy! oto pełna nieznajomość nawet i rudymentów języka. I dopiero tu się kompletnie demaskuje. nieświadom. Nie wystarczył już Burgessowi stary son of a bitch w żadnej z licznych pisowni. że w wietrożogie (czyli: ogorzałe od wiatru) znaczy: z twarzami w czarnych sadzach od ogniska.. Epatując niezliczonymi błyskotkami wtrąceń obcojęzycznych. Jak tu jaskiniowcy mogli nazywać księżyc? Burgess fantazjuje na temat jego krągłości i szuka jej odbicia w nazwach zaczerpniętych na oślep z 26 języków. Względnie najdosłowniej zaś służył księżycowi pierwiastek leuk: coś jasnego. W tych popisach ignorancji nie oszczędził również polszczyzny. że wszystkie są prawie o 100 tysięcy lat późniejsze. Ale mimo wszystko z rosyjska. niemiecku. maan jak też miesiąc. bo kilkakrotnie. lecz tylko znudziłby się laik. Aby się nie wdawać w detale i pryncypia. na których absurdalność rykiem śmiechu może odpowiedzieć lingwista. Jej może najbardziej szokujące przykłady znajdziemy w innej. od liter cyrylickich po gramatykę i słowotwórstwo. Oczywiście żaden słownik mu nie podsunął sukinsyna i temu podobnych.. że od nazwiska Szwernik można urobić formę żeńską Marya Shvernika i od wyrazu gospoża nie istniejący męski gospoż. Ale niestety: wszelkie moon. A że słowo było jednak za długie. który znaczył: mierzyć! bo mierzono nim czas.. jak to projektował na bazie ścisłej lingwistyki ów język jaskiniowców do filmu Walka o ogień. Byle stare żelastwo). ignorując fakt.

Niestety miał rację. Ale nikt ze specjalistów nie traktuje go serio: i nic dziwnego. Owszem: rozmaici tłumacze (jako że sytuacja obiektywna domagała się tego) podchwycili z miejsca mój wynalazek i zaczęli go powszechnie stosować nie tylko w przekładach kryminałów. Owszem: zakwękał w paru zdaniach jeden czy drugi (wtedy jak i dziś nikomu nie znany) recenzent. stało się obszerne i drobiazgowe studium. lecz i nowszej klasyki zwłaszcza amerykańskiej. 17 Więc jaki ma być po naszemu ten język? Zacznę od wspomnień. Badacz ten podkreślił wagę sprawy i nowatorstwo rozwiązania. W sukcesywnie poprawianych wydaniach cieszył się niejaką popularnością jego wstęp do językoznawstwa Language Made Plain (1964 i 1975. jakie memu przekładowi poświęcili docent Tadeusz Skulina w nrze 4/XXXVIII „Języka Polskiego" z 1958 roku. Ale najcenniejszym sygnałem powagi zagadnienia i tego.. nie domyślając się. zresztą zapożyczenie z tegoż wyrazu germańskiego co king i ksiądz. jak i skąd (tylko nie z litewskiego! o którym lada student by wiedział: że jest głównym i najważniejszym źródłem dociekań praindoeuropejskich) i co tylko popadnie: z niewiarygodną wręcz ignorancją lingwistyczną włączając do swych rozważań nawet i polski księżyc. Burgess jednak zgarniał na oślep. gdybym się był posunął o krok dalej? Wątpliwe. że nowatorstwo polega tu głównie na słownictwie. Zlękli się. Trzydzieści lat temu zapoczątkowałem w literaturze polskiej nowy styl tłumaczenia. a jeżeli. nie kwitując niczym swego długu i nie powiedziawszy mi nawet dziękuję. w niewielkim stopniu na idiomatyce i prawie nie tyka składni. Czy wygrałbym 30 lat temu walkę o druk tej książki. jeśli unicestwi w moim przekładzie to. co w nim odkrywcze i najcenniejsze. to ryzykując dalszym ciągiem swej kariery pisarskiej). wprowadzając do kryminału Petera Cheyneya Kat czeka niecierpliwie (Warszawa 1958 Iskry) w dialogach elementy mowy potocznej i substandartu jako odpowiednik angielskiego slangu i kolokwializmów. że ją doceniono. Takie to i językoznawstwo. I tak musiałem wziąć ze sobą świadka (był to mój niezawodny przyjaciel Staszek Werner) i zagrozić wydawnictwu sądem. Wydał go pod prawdziwym nazwiskiem jako John Burgess Wilson. A skąd mu się ubrdało. Po czym zmuszono mnie w tych samych Iskrach do rezygnacji z następnego przekładu z góry stawiając mi ultimatum: żadnych eksperymentów! A nastąpiło to już po ukazaniu się rozprawki docenta Skuliny i w momencie gdy racja moja w sprawie Cheyneya została triumfalnie i definitywnie udowodniona 118 . Język prosto wyłożony). że to przezwisko: mały książę! w przeciwieństwie do wielkiego księcia: czyli słońca.światła na niebie. że księżyc po czesku to komar? tego już nie sposób się domyślić. Był to jednak mój i w ogóle pierwszy krok do formuł translatorskich dotąd nieznanych i zabronionych. aż po łacińskie luna i słowiańskie łuna (też w różnych znaczeniach). Owszem: rozpętała się krótkotrwała walka na ostre w redakcji (była to bodajże czwarta moja książka i nie mogłem jeszcze narzucać swych warunków ani postawić ultimatum. dokonał szczegółowej analizy wprowadzonego przeze mnie języka i stwierdził. Eksperyment mój okazał się produktywny i zwrócił na siebie uwagę.

Co najwyżej trzecia jeszcze możliwość widnieje na horyzoncie: gdyby się okazało. gdy słownictwo jego prawie niczym się nie wyróżnia. wyrażeń i połączeń wyrazowych. przede wszystkim z angielskiego i niemieckiego. Oto na czym koncentruje się moja uwaga w tłumaczeniu Mechanicznej pomarańczy. bo najskryciej. mówi sama za siebie. tu i ówdzie czeskie. jego mistrzostwo. co zwykle niezbyt sobie uświadamia dyletant. odciskają się wpływy obce i zjawiska rozkładające język. Mówiąc tylko pół żartem: a nuż czeka mnie jeszcze wersja 119 . przebiegający poza świadomością narodową i wbrew tej świadomości. ale mutatis mutandis również i wersji A. belfer. żydowskie lub ukraińskie. Następnie rekcja oraz idiomatyka (wprawdzie nieodłączne: rekcja od składni. Trochę zapożyczeń pochodzi z innych języków. w znacznej mierze uporządkowana w słowniczku. Jej struktura ogólna i zespół szczegółowych konstrukcji są przecież decydujące w każdym języku. Tu również najdotkliwiej. Ten proces najzupełniej spontaniczny. Wreszcie semantyka z pragmatyką językową. Nie tyle w użyciu słów ile w ich łączeniu kryje się istota określonego języka. że już od wieków nic tak bardzo nie kształtowało języka polskiego jak niemiecki. Mimo to nie jest najważniejsza.Dla mnie te kłopoty należą do historii. nie musiałby stwarzać w języku nowych mechanizmów: po prostu nawiązałby do gotowych. którymi najtrudniej operować. którymi wciąż pozwala im się w zalążku niszczyć niepojęte dla nich wartości? 18 Więc jaki ma być ten język? Leksyka jego. że Polska wejdzie w orbitę zjednoczonych Niemiec i włączy się po dobrosąsiedzku w ich potężny zarówno ekonomicznie. Ale rozglądam się wokół: ilu z takich dysponentów kultury ma do dzisiaj w ręku bat i tępy nóż. które decydują o literackiej formie dzieła nawet i wówczas. Więc o słownictwie nie ma co rozprawiać. lecz wielu. i tak czy owak przenikające do polszczyzny obce słownictwo musi wywodzić się przede wszystkim z dwóch źródeł: angielskiego z amerykańskim i rosyjskiego. w ogóle ktoś nieporadnie mówiący albo piszący. co dzieje się w języku na szczeblu pojedynczych zdań. banał i przeciętność lub nieudolność. Jeden wpływ drugiego nie wyeliminuje. A co jest? Przede wszystkim składnia. będzie ona ulegać wpływom nie jednej kultury lub języka. Jest bowiem raczej pewne. słowotwórstwo i funkcjonalne zróżnicowanie języka według dialektów i stylów należą do tych elementów. Naturalnie ona się najbardziej rzuca w oczy. Że odrębność jego prowokuje na pierwszy rzut oka? Dobrze: prócz ewidentnych rusycyzmów sięgam też po zapożyczenia ze środowiskowych gwar lub żargonów i wprowadzam obfitość naśladujących je neologizmów i neosemantyzmów: to znaczy innowacji słowotwórczych i znaczeniowych. krytyk. jak i kulturalnie organizm. idiomatyka od leksyki) najdobitniej konkretyzują to. Ta formuła dotyczy nie tylko wersji R przekładu. rozwój polszczyzny może pójść i w trzecim kierunku: tym łatwiej. że jakkolwiek potoczy się historia i tym samym ewolucja polszczyzny. uległ na kilkadziesiąt lat zawieszeniu tylko czy spowolnieniu i gdyby się w nowych okolicznościach ożywił.

Nie: który wpływ obcy wyeliminuje ten drugi? Tylko: czy angielszczyzna wywrze decydujący wpływ z dużo mniejszym. już silnie zrusyfikowaną. chwiejność w enklitycznych zaimkach osobowych: to niektóre z wielu przejawów rusyfikującej się składni. dość na to jednego pokolenia czy dwóch.. Warto podkreślić. czy na odwrót. elementy jej nie są bynajmniej fikcją. zwykły czas przeszły typu rosyjskiego w użyciu ekspresywnym. Kto chce. Moja składnia w Mechanicznej pomarańczy wersji R pokazuje głównie strukturę języka mówionego. bo na etapie współistnienia i walki nie manifestowanej. ażeby składnia polska najpierw przemieszała się z dość bliską jej składnią rosyjską. przez radio i w życiu publicznym. Więc i dla polszczyzny byłby to zapewne łączny wpływ obu. redagując je lub zabierając głos w telewizji. Więc głównie składnia i rekcja (czyli zasady gramatycznego łączenia wyrazów) ulegną wyraźnej anglicyzacji lub rusyfikacji: z czasem. rozległy półanalfabetyzm 3. tym łatwiej. Tak i w początkowej alternatywie. separacja od mowy pisanej już dziś rozwijają się w skali przerażającej. polonistów.. niechaj poszuka innych. że nie wymaga on separacji od form pisanych lub inaczej upowszechnianych: po prostu ludzie. wydając książki. prymitywizacja 2. częstokroć nawet pod hasłem walki o kulturę języka! Niemałe są w tej mierze (i kwitną w blasku doktoratów i profesur) zasługi nawet sfer akademickich. Ale czy jest to nie do pomyślenia? Wszystkie trzy warunki: 1. że język stanie się w swej decydującej strukturze angielskim albo rosyjskim. językoznawców. Kiedy uświadomić to sobie. a następnie pozbyła się konstrukcji mniej rosyjskich. O rusyfikację zaś bez porównania łatwiej: wystarczy niewielkie przesunięcie w nawykach i preferencjach językowych. Ten proces narasta lawinowo: i jeśli na tej drodze czeka nas rusyfikacja polszczyzny. Już kilkadziesiąt lat temu wstrząsnął mną przekład Baśni z 1001 nocy Krzysztofa Radziwiłła i Janiny Zeltzer (Warszawa 1960 Nasza Księgarnia) z konsekwentnie rosyjskim umieszczaniem się po czasowniku! a dialogi w rodzaju: Mi? Ci! są już normalne wśród ludzi z maturą. Czynią to coraz bezkarniej i powszechniej. używają coraz mniej poprawnego języka (który wypiera swoista mowa awansu) pisząc w gazetach i tygodnikach. wahający się też na granicy nowych form złożonego czasu przeszłego. z którymi zresztą (mimo tak znacznej bliskości obu języków) niezbyt się potrafi uporać. Lecz tym bardziej rozstrzygającej. O to pierwsze trudniej. Proces ten zachodzi już dziś. nawet nie sięgając do zjawisk takich jak typowy prezenter TV w 120 . Uwarunkowane składniowo rytm i kadencja zdań. wywodzący się z nizin społecznych (lub adaptujący się do nich) i awansujący życiowo bez awansu kulturalnego.N perypetii Alexa? Jednak i niemiecki ulega potężnie kształtującym wpływom angielskiego. ze względu na fundamentalnie odmienną strukturę języków angielskiego i polskiego: ten proces musiałby trwać wiele pokoleń i przejść stadia częściowego analfabetyzmu lub ogromnej prymitywizacji stylu kolokwialnego. lecz i tak widocznym udziałem rosyjskiego. kto wie? może do tego stopnia. rzecz jasna. choć niekonsekwentnie. dochodzącej aż do zrywania kontaktu z językiem pisanym. że choć ja urobiłem to w całość. chwiejna pozycja zaimka zwrotnego się. A zmieniłyby się głównie proporcje. imiesłów uprzedni we frekwencji nasilającej się i funkcji przymiotnikowej. Co i tak jest faktem.

Tam chodzi głównie o humor. wolno postawić mi zarzut: czy nie nazbyt optymistycznie zaprojektowałem ten zwyrodniały język przyszłości? Bo nawet mój Alex czy inni rynsztokowcy pod pewnymi względami nie posuwają się w degeneracji swej fantastycznej polszczyzny do takich skrajności: już dziś przecież najzupełniej rzeczywistych. Gdy 121 . skuteczniejszej metody na szerzenie chorób wenerycznych niż krycie się z nimi lub udawanie. Jeszcze się nie ukazał mój przekład. jak wiadomo. Tu koszmar i na ponuro! Wiech ściśle umiejscowił swe przedwojenne opowieści w dołach społecznych. anakolut i wiele innych konstrukcji nie mieszczących się w paradygmatach. Mam nadzieję. że ich nie ma. Zasadniczych różnic więcej tu wprawdzie niż podobieństw. Fragmentarycznie. że taki będzie jego praktyczny efekt? Nie ten wywołuje chorobę. które z pewnością sto razy będzie mi zadane: czy ja popieram taką ewolucję polszczyzny? czy mój przekład ma ją lansować? czy nie obawiam się. tu prawie nieobecny. w ich rzeczywistości językowej i drobnych tarapatach życiowych: wymiar i tło Mechanicznej pomarańczy są całkiem inne. Nie ma. które ja tu przedstawiam. Nie jest mi sympatyczniejsza ta polszczyzna niż ten bydlaczek Alex! i jako tłumacz nie bardziej utożsamiam się z tym językiem niż z postacią Alexa. tylko z dobrej znajomości polszczyzny i że wiem.in. aby zmniejszyć oba te zagrożenia. Zmierza to ku drażliwemu pytaniu. Ekwiwokacja znaczeń. lecz po polsku obca lub niepoprawna. a już mi zwracano uwagę (przy lekturze jego próbek i fragmentów). kto ją wykrył. łatwo (lub dzięki kontekstowi) zrozumiała. Kalka z idiomu rosyjskiego. Wiedząc już. że ta gwara warszawska. 19 Dla specyfiki tego stylu mówionego charakterystyczne są m. które w polskim wyrazie (jeśli bez nacisku ideologicznego) nie mieszają się. co i jak się w jej wnętrznościach porusza. lecz w odpowiedniku rosyjskim i owszem. zakłócenia sformalizowanej w pisanym języku składni. Czy mój projekt języka nie ma prekursorów? Jednak posiada ich. Aż do szczegółów włącznie. zainteresowany odbiorca sam znajdzie niezliczone przykłady rusycyzmów nie uwzględnionych w słowniczku. Ale łączy je ignorowanie norm językowych i konsekwentne stosowanie norm własnych oraz fakt. łatwo przechodzące w strumień mowy nie całkiem powiązanej. Takich szczegółów znajdą się setki i setki. czego szukać. a może tysiące. że wydobycie ich obu na bezlitosne światło przyczyni się do tego. I to nie w rynsztoku. Ale na szczytach. Najważniejszy to Wiech. ale przesunięty z lekka w znaczenie (choć i po polsku możliwe) bardziej typowe dla równobrzmiącego z nim wyrazu rosyjskiego. Więc ta fikcja językowa nie jest aż tak fikcyjna. jest reliktem oddalonej wówczas o jedno lub dwa pokolenia epoki. że to nie fikcja: bo tak się już mówi! choć u mnie większość tej mowy naprawdę wynikła nie z podsłuchiwania i zapisu. Może to być zwykły polski wyraz. którą Wiech utrwala i przetwarza.audycjach kulturalnych. Więc jej model i wariant futurologiczny mają wysoki stopień prawdopodobieństwa. gdy zagrożenie polszczyzny przez wpływ języka rosyjskiego przybrało formy i rozmiary zbliżone do dzisiejszych i do tych konsekwencji na niedaleką przyszłość. Raz już potwierdziła się w laboratorium przeszłości i stąd jej odbicie u Wiecha.

okresu przemian strukturalnych. Wydaje się to prawie niemożliwe: a przecież konstrukcje przyimkowe (charakterystyczne dla tego drugiego typu) szerzą się obok i zamiast deklinacyjnych nawet i w poprawnej polszczyżnie: w języku bułgarskim zaś i macedońskim dawno już przeważyły nad fleksją. albo jedno i drugie. mimo że charakterystyczne dla języków nieindoeuropejskich i tak obcych nam jak indiańskie lub eskimoskie. Co prawda w Anglii po normańskim podboju w 1066 roku przeobrażenie takie dokonało się błyskawicznie i w ciągu paru pokoleń język staroangielski. co utrwala istniejące formy języka i hamuje przeobrażenia. Dotyczy to m. To samo dzieje się w tym przekładzie i w formach jego zapisu.rozbicie takie pojawia się już na poziomie słowotwórczym. U nas jednak nie mogłoby się to dokonać tak szybko ze względu na powszechność pisma i druku. na przykład młodzieżowych i przestępczych. Jak uprzednio już podkreśliłem. jakby ich przyrodzone bogactwo. Za to w wersji A najważniejsze są formacje przejściowe zmierzające ku analityczności. albo drastycznie. ponieważ jest to mocna strona języków słowiańskich.in. Zjawisko to musiałoby się szczególnie nasilić w razie przyśpieszenia zmian prowadzących do składniowej anglicyzacji polskiego. mówiony. zginął wyparty przez średnioangielski o strukturze mało różniącej się od dzisiejszego. pojawia się i we francuskim. Szkoła i redaktor tym bardziej. który aktualnie trwa w języku polskim. dochodzi nieraz do struktur podobnych jak w językach inkorporujących raczej niż fleksyjnych. Jednak alienacja pewnych grup społecznych. proces ten (przeciwnie niż w przypadku rusyfikacji) musiałby przebiegać bardzo powoli. z drugiej strony zaś istotne elementy różniące język żywy i mówiony od pisanego. a na gruncie zawodowym powszechność 122 . osiągnąć może na przestrzeni kilku pokoleń. Chociaż i tu (śpieszę dodać) nie posuwam się w nich dalej niż do punktu. Za to jak najobficiej korzystają z nich twórcy i mistrzowie polszczyzny: od Norwida po Białoszewskiego i stu innych. Z analogicznych swobód korzystać musi (nie dla fanaberii ani dla popisania się) każdy autentyczny twórca języka. równie (albo i bardziej) fleksyjny jak polski. dla integralności języka mające wymiar kataklizmu. Tak ma być. Norwid usiłował ratować pełny język i stwarzać możliwości zapisywania go: edytorom do dziś trudno się z tym uporać. jak i w momentach dezorganizacji języka i rozpadu jego prawidłowości. Czy tak będzie i w polskim? Wszystkie te nieposłuszne odstępstwa od (zubożonej przecież) regularności językowej to z jednej strony przejawy zachodzącej lub szykującej się ewolucji. Dlatego (jak już podkreśliłem) nieodzownym warunkiem byłoby tu stadium daleko posuniętej niepiśmienności. Polonistyka uniwersytecka woli je tępić niż badać. W mojej wersji R przekładu Mechanicznej pomarańczy najważniejsze są efekty wydobywane ze składni i słowotwórstwa. nie liczący się z regułami pisanego. Ewolucja ku wersji R musi aktywizować język w tym kierunku wspólnym dla polskiego i rosyjskiego. właściwa im hermetyczność ekskluzywnego żargonu i język potoczny. Toteż warto zauważyć jego (choć marginesową) obecność tak w mowie potocznej. Białoszewski startował z linii bardzo wysuniętych i realizować mógł pełną swobodę w kształtowaniu samego języka i form jego zapisu. Zjawisko to. a więc jego przesuwania się od typu fleksyjnego ku analitycznemu i pozycyjnemu. jaki to przeobrażenie.

snobującej się na styl amerykański. Wszystko to są wyrazy nieodmienne. Ale są: i to najważniejsze. porno i spoko. a potem wpływ na formowanie języka. że po pijaku i na oślep. jak i angielski są u nas językami bliżej i szerzej nieznanymi. od rozmaitych form czasownika po rzeczownik. zmyśleń i pełnej fantastyki. kiedy i tak w sam łeb. Już dziś stało się możliwe coś w tym rodzaju: No i Bibi chap za ten but lila róż i w Zizi. I tu również nie brak już realnych pierwowzorów: od częściej ośmieszanej niż rejestrowanej i badanej gwary Polaków amerykańskich po samorzutną twórczość językową młodzieży w kraju. łatwo dające się użyć (podobnie jak po angielsku) w funkcji różnych części mowy. Starając się zarówno w wersji A jak R uniknąć dowolności. że choćby tu przytoczone są nie dźwiękonaśladowcze. gdzie koncentrują się zjawiska decydujące o zasadniczych przeobrażeniach języka. Zakładam jednak. tylko znaczące. jakiego możemy się jeszcze doczekać. W polskim ostatnio rozwinęły się tak samo nieodmienne przymiotniki. hop i czmychu. to wzrośnie najpierw jej prawdziwa znajomość. Mimo to rosyjski dociera na co dzień i nasącza młodych Polaków nawet bez udziału ich świadomości. lecz wywierającymi ogromny wpływ na poziomie (przynajmniej obecnie) i w formach dość prymitywnych. należą nie od wczoraj choćby wykrzykniki ekspresywne. rozumianych piosenek) dla większości pozostaje niemal chińszczyzną. mogą ten proces zaskakująco przyśpieszyć. Znajomość języków rosyjskiego i angielskiego jest u nas. A do myślenia daje fakt. już zalęgających się i z wolna szerzących w dzisiejszej polszczyźnie. podobnie mizerna i prawie żadna. Opowiadanko to jest oczywiście nieco sztuczne. no i ta Zizi bach i lulu. Ciekawostka: w języku sundajskim (choć nie w innych indonezyjskich) rozwinęły się one w osobną część mowy: to dla uświadomienia. Tacy modlą się do angielszczyzny.komputerów i uproszczonego systemu porozumiewania się z nimi. to fakt. przy czym warto podkreślić. przysłówek i przymiotnik. a Jodłowski określał jako czasowniki niefleksyjne osobowe: na przykład lu. Na pozór są to marginesy języka. że marginesowe zjawiska w języku nie muszą takimi pozostać. Mimo całkiem różnej motywacji tak rosyjski. brzydkie i niekulturalne: nie sposób jednak uważać go za niezrozumiałe. żeby się jej nauczyć. że w sumie to się z grubsza wyrównuje. jakby nigdy nic. 123 . że gdyby angielszczyzna miała się u Polaków naprawdę zakorzenić. przede wszystkim zaś (wbrew powtarzanej dotąd regule) jak najbardziej łączliwe w związkach składniowych. zwykle skrócone przez odrzucenie sufiksu i kończące się często na o: takie jak bordo. Z biegiem czasu jedno i drugie może się trochę zmienić: ale co jest istotne. piąte przez dziesiąte. nie polskie lub nie mieszczące się w regułach pewnego stylu. Nie posuwam się aż tak daleko. lecz nie starcza im napędu i mózgu. Rosyjskiego nie chcą znać. angielskiego zaś nie potrafią. angielski zaś. co z tego. ze względu na swoją szczególną trudność i na przeważający prymityw jego amatorów oraz dostępnych im źródeł (głównie przez nagrania źle artykułowanych i mętnie. w skali społecznej. że ich obfitość i udział rosną w języku ekspresywnym. poprzestaję skromnie na języku tak zanglicyzowanym. potocznym i nie pisanym: czyli tam. W subkulturze. choć tak łapczywie wychwytywany. Do typowych dla angielszczyzny formacji analitycznych. które Klemensiewicz nazywał czasownikami wykrzyknikowymi.

To jako przykre memento dla wątpiących. że dobry neologizm odnajduje się często. którą ja tu zaprojektowałem dla równieśników Alexa. szczególnie w wersji A. 20 Zatrważająca realność tego przyszłościowego modelu potwierdzała się wielokrotnie już w trakcie wymyślania go. czeka nas szok: bo składa się ono w całości z wyrazów prawie lub wcale nieodmiennych i ma strukturę tak analityczną. Tym bardziej nie zabraknie (jak zwykle) prywatnych lub z premedytacją sterowanych obelg i oszczerstw. że jest to nie fantazja. którzy widząc ten model bliskiej przyszłości rzucą się na mnie z krzykiem. Napisał więc lub uzbierał sporo książek zwłaszcza erudycyjnych i beletrystyki o wielu wątkach. Taka jest i będzie rzeczywistość. Wśród nich wiele dotyczących muzyki. A przede wszystkim swoje bodaj czy nie drugie arcydzieło. szlifował i układał w całość projekty i zasoby z całego życia. Man of Nazareth (1979. w innym czasie lub dialekcie języka. Lecz podkreślam. głupców i ślepców. przymiotników i nawet zwrotów idiomatycznych bez jakiegokolwiek morfemu. jakby gromadził. jakby to już w ogóle nie był język fleksyjny: lecz konstrukcja pełna rzeczowników. Przymierzył się do 124 . Niektóre instytucje i nazwiska mógłbym z góry wymienić. Trudno! na wojnie jak na wojnie.Jeśli to sobie uświadomić. a czego wielu nie zrozumie i nie będzie miało gdzie sprawdzić. 21 W późniejszych i ostatnich książkach Burgessa znać coraz większy rozrzut i jakby gorączkowe dążenie do wielkiej skali. decydowałem wedle subiektywnego domysłu: co wie lub domyśli się każdy. że to moja ohyda i moja wina. że to nastąpi. tylko projekcja zjawisk już dziś istniejących w naszym języku. jakoś tam analogiczne do wcześniejszego o ćwierćwiecze szykowania się na śmierć od raka mózgu. czasowników. co wymaga umieszczenia w słowniczku. Nie tylko dlatego. nie za dwieście! i to w stopniu daleko jaskrawszym niż jedna czy druga wersja tej mowy. już istniejący. Gdy sprawdzałem na ludziach. Ale gdyby się decydujące czynniki tak ułożyły: to polszczyzna może być już głęboko i bezpowrotnie zrusyfikowana za 30 lat albo zanglicyzowana za 50 lat. rzecz jasna. że wymyślony przeze mnie barbaryzm już funkcjonuje w gwarach któregoś regionu lub środowiska. Omówione wyżej derywaty i konstrukcje analityczne wprowadzam obficiej. Także z autentycznymi wyrazami zdarzały się wątpliwości: czy wszyscy pamiętają. Ale nie zabraknie. Człowiek z Nazaretu) to własny i nadzwyczaj przemyślny żywot Jezusa. w praktyce nie różniąca się od angielskiej. czy język polski mógłby się pozbyć swej przeważającej do dziś struktury i całkowicie przeobrazić się w język formalnie zbliżony do angielskiego. okazywało się raz po raz. niż istnieją. Nie twierdzę. że gablota i maraset znaczą samochód i narkotyk? Co z nich wprowadzać do słowniczka.

erudycyjnych. że tworzył to rzekome dzieło swego życia przez 10 lat i uzbierał w nim całe setki konceptów. że nastąpi jeszcze tylko jej druga część i to będzie koniec jego twórczości. Ponieważ w światku literackim już się nosi Burgessa. Nie pomoże śmiała i wyssana z palca koncepcja. gdzie 81-letni pedał literat Kcnneth Marshal Toomey i papież Don Carlo Campanati to mają być (jak wiemy skądinąd) William Somerset Maugham i Jan XXII. od „Titanica" przez kolejne wojny. furorę zrobiło jego rozmiarami ogromne i zajadle reklamowane powieścidło Earthly Powers (1980. W pierwszym tomisku swej ciekawej autobiografii Little Wilson and Big God (1987. że naraża się na piekło lub na niezadowolenie proboszcza. Królestwo złych) o rzymskiej Palestynie tych czasów. Nie pomoże mu smutny fakt. miejscowości. krajów i co widoczniejszych postaci tego stulecia oraz tysiące i tysiące bystrych.niego już o dwa lata wcześniej. pisząc we współpracy z innymi autorami scenariusz telewizyjnego serialu Jesus of Nazareth i następnie filmu. gdyby i tu nie wysunął pazurów. Ziemskie potęgi). złośliwych. który zrealizował Franco Zeffirelli. Więc w tej niby rzeczywistości z klocków po części fantasmagorycznych kotłują się walijscy mieszańcy z krwią rosyjską i trójka z Manchesteru z żydowską. Te były piękne operatorsko i ortodoksyjne: czyli zdawkowe w treści. że wielkość nie mdła i nie uznająca kompromisu automatycznie zmierza ku szczytom deprawacji lub uświęcenia. Chodzi tu o układ górnych czcionek w maszynie do pisania. Wciąż nic istotnego nie wynika z tego gigantycznego koronkarstwa i jest to jakby sytuacja Bobra i Bankiera w Wyprawie na żmirłacza Lewisa Carrolla. Ewangelia ma cały legion modernizacji. Nie pomoże efekciarskie założenie dwóch prawie nadludzkich protagonistów. Ten rodzaj klęski. Mały Wilson i duży Bóg) zapowiedział. znaleziony przez hitlerowców w lochach Monte Cassino i kolejno wykradany od NRD po Ermitaż i z powrotem. w tym z wielu słowników. Czy wypnie się na te zapowiedzi? Tak coś wygląda. W hołdzie dla Qwert Yuiop). uwag. Jednakże w tych granicach nie znam nic bardziej wyzywającego: gdyż w najzupełniej ortodoksyjnych sytuacjach Burgess ujawnia bez anachronizmu ich szczegółowe i ludzkie implikacje. po angielsku odrobinę inny niż po polsku. Już po niej wypuścił Any Old lron (1989. w setkach szczegółów demaskująca wiele spraw i ludzi. 125 . gier słownych itp. dowcipnych spostrzeżeń. a w tym plącze się niedordzewiały Excalibur. Przewijają się najsłynniejsze katastrofy naszych czasów. Jest to ogromny wybór artykułów i zwłaszcza recenzji. powiedzonek. Lektura nierówna i rozkoszna. Jego powieść nie zawiera w istocie prowokacji ani bluźnierslwa czy choćby odstępstwa od chrześcijańskiej tradycji: dobry katolik może czytać ją bez poczucia. Ale Burgess nie byłby sobą. Czyżby własna i w podobny sposób nieudana Ada po Nabokovie mu zamajaczyła w ambicji? Nie wykluczone: już nieraz jakby pozazdrościł innym i próbował napisać to samo po swojemu! a korci go zwłaszcza Nabokov i kolejne okazje do replik na jego wynalazki formalne. spraw. Dalej podsumował swą publicystykę. Ale wśród nich ta jedna zaskakuje odkrywczością z pozycji powściągliwie sceptycznych bez prowokacji. zatytułowany Homage to Qwert Yuiop (1986. której dla zarobku i z temperamentu zwykł poświęcać wiele czasu i wysiłku. Niepotrzebnie zdublował jej tło i po części temat w historycznej powieści The Kingdom of the Wicked (1985. a również samego siebie. Byle stare żelastwo) i to chyba najgorsza z jego w końcu nie tak wielu kompromitacji.

niedouczony i bez matury? Burgess żadnego z tych grzechów nie popełni.w mieczu zaś arturiańskim symboliczny problem: czy pogaństwo zwycięży? To już zwykła inflacja. że w dorobku jego nie ma i nie będzie powieści lepszej niż A Clockwork Orange i może jeszcze Man of Nazareth. bywa nierówna i nie układa się w jakiś specyficznie ważny i odrębny sposób widzenia świata. Wszystko na sprzedaż za fałszywy grosz. ale na pewno żadna z tych. gdy autor zmierza do czegoś innego. że to dlatego większa część jego prozy powieściowej nie daje pełnej satysfakcji. co sprawia. Ale czyż to jednoznaczny feler? Ja bym powiedział: tylko wówczas. inteligentny jak brzytwa. a choćby i nic już Burgess nie zdążył wystrzelić ze swej eksplozywnej maszynerii twórczej. 23 126 . że pewien rodzaj głębi i uniwersalnych perspektyw tą metodą rzeczywiście trudniej osiągnąć. obskurant i snob. bez końca przeobrażająca się formalnie. nadzwyczaj pomysłowa i błyskotliwa w szczegółach. jak i w tym. marnotrawstwo i poniewieranie tematów. mistrz języka i literackiego rzemiosła. bez gustu. Wydaje się. I tak samo wszystkim czegoś w nim brak. tej niepewności. Jego proza. a żadna nie wtargnie do wielkiej literatury z wyjątkiem tych co najwyżej dwóch. A co w takim razie? I dlaczego Anthony Burgess. Nie stereotyp więc i nie reklama prowadzą ten przegląd z powrotem w kierunku A Clockwork Orange. Mimo to wolno już u schyłku jego drogi twórczej powiedzieć. Bez wyjątku. Ta odcina się liczbą 20 książek na tle 30 powieści. co wielu oburza i złości. Czyżby jednak okaleczał Burgessa zbyt sterylizujący dystans ironicznego umysłu bez tego światłocienia. co nie tylko zmiękcza ostrość konturów. tak błyskotliwy i fantastycznie pomysłowy (trzeba wciąż powtarzać te określenia) w swych nieustannych erupcjach twórczych. na ogół erudycyjna raczej niż głębsza. którymi by wtargnął instynkt i żywioł twórczy nie kontrolowany przez świadomość? Ta demoniczna siła. W różnych kontekstach o większości już napomknąłem. Może to raczej nadmiar świadomości profesjonalnej bez tych szczelin. Nie zaryzykowałbym jednak opinii. Ale wartość jej. ogromny jego dorobek można już z dużym prawdopodobieństwem podsumować. 22 To czy tamto. jednak nie może przełamać tego kręgu ambiwalencji? Otacza go podziw i respekt. że nie wychodzi poza chwyt epizodycznego montażu. Zarówno w osiągnięciach. więcej czy mniej. wzbudza jednak mieszane uczucia od irytacji po niedosyt: i trafnie zwracano uwagę. jest kamieniem obrazy i częściej prowokuje do czepiania się niż skłania do sympatii: że kostycznej moralistyki jego dzieł nie humanizują nawet ciągłe igraszki językowe i wszechobecny niby humor: a właściwie jadowite szyderstwo. Formuła o schorzeniu epizodycznym tego nie tłumaczy. do których analogie niełatwo znaleźć. że geniuszem okazuje się Thomas Mann: pisarz tak często rozwlekły i pretensjonalny. które sam przeznaczył na swe chefs-d'oeuvre. lecz i zapewnia synaptyczne przejścia do struktur bardziej wieloznacznych? Nie dotyczy to jego eseistyki. może kilka innych nie okaże się efemerydami.

abym ją wydał w podziemiu. że Mechanicznej pomarańczy ma u nas nie być! i to wystarczyło. sam tekst natomiast zdjęto bez uzasadnienia. Ale z rozmaitych absurdów ten wydaje się najbardziej prawdopodobny. bodajże Zenon Kliszko. Ufff. lecz jej tytułu: podobno ktoś z Biura Politycznego. Ukazał się jedynie mój towarzyszący im pamflet Horrorshow! czyli bój się Pan jeża. Mimo to cenzura przez 15 lat prowadziła z nią wojnę obsesyjną w swej zajadłości. że sprawa jest za poważna. że to nie Hamlet wpadł przypadkiem pod topór tego Alexa z koleżkami. ważna i do tego niezwykle 127 . co za szczęście. obejrzawszy na zamkniętym pokazie film Kubricka. w Rosję ani w Związek Radziecki. Wreszcie w 1989 roku opublikował Mechaniczną pomarańczę miesięcznik „Fantastyka" w postaci wkładki. w socjalizm.. sygnalizując na wpół iluzoryczny byt książki po polsku. uważając. jak również w nikogo z ich sprzymierzeńców. wzdrygnął się z obrzydzenia i krzyknął. Jednak w momencie. Alfa przejęła sprawę i znów ją położyła. Fama głosi. Jest więcej niż oczywiste. by ją pogrążyć w zamian za ograniczony i tylko środowiskowy efekt publikacji w drugim obiegu. autorów i działaczy kulturalnych. Ale jeszcze w roku 1986 mogłoby to utrącić wszelkie inne szanse publikacji utworu w jakiejkolwiek formie i tego nie chciałem. Beztrosko zlekceważył tę książkę Państwowy Instytut Wydawniczy. dopuszczonego do najwyższej władzy w Państwie. Kto mógł wtedy przypuszczać. czujnie i zapobiegliwie. gdy strażnik się zagapił. Ta broszurka trafiła do niektórych bibliotek i również do bibliografii. Guzdrał się rok ze wstępnymi formalnościami Czytelnik. Po czym z tej wersji. wyżarła mi notatki zawierające nazwiska i adresy malajskich przyjaciół. Pierwsze dwa rozdziały w moim przekładzie miały się ukazać w nrze 2(34) miesięcznika „Literatura na Świecie" z 1974 roku. Warto policzyć: ileż to niedołęstwa lub niszczycielskiej złośliwości musi w Polsce ominąć na swej drodze do czytelników atrakcyjna. Nota bene z równocześnie wysłanej do samego siebie przesyłki z malajskimi książkami ta sama poczta. Ucięło to skutecznie moją dalszą działalność na tym polu. przesyłka wróciła i już na polskiej poczcie została skonfiskowana jako druk nielegalny. gdy na pobojowisku naszej ukatrupionej prasy literackiej wyręczający ją „Przegląd Techniczny" zaproponował mi druk.. że powieść ta nie zawiera żadnych treści godzących na którymkolwiek etapie historycznym w Polskę ani w jej ustrój. Dla prestiżu i zysku chciało swą działalność wydawniczą rozpocząć od tej książki Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich: zgodziłem się i znów jego władze doprowadziły tylko do skandalu i kolejnej zwłoki. Czy tak było? Nie wiem na pewno. Znalazłszy się akurat w Kuala Lumpur wysłałem jeden egzemplarz Burgessowi. że czasy tak szybko złagodnieją? a potem staną na głowie? Ale i tak cenzurę wyręczała dobra wola i cnota naszych wydawców. Legenda o książce i jej przekładzie nadal krążyła i mnożyły się propozycje.Osobny i dość upiorny akapit do dziejów Mechanicznej pomarańczy dorzuciły jej perypetie w Polsce. Rządzie i Partii. Z niezliczonymi błędami. zanim wyguzdrano się z prawdziwą książką. wydostałem z „Literatury na Świecie" już złamane odbitki i powieliłem je w kilkunastu egzemplarzach. nieznani sprawcy przedrukowali jeszcze po złodziejsku dwa wydania pirackie. Ponieważ trudno go złapać między podróżami a którąś z rezydencji. że owa krucjata przeciwko Mechanicznej pomarańczy dotyczyła nie książki. odkrywcza. I tak samo w osiem lat później.

nie nadrobiła braku formuły artystycznej i wynikł z tego ani naturalizm. Eliotem i cytuje z Ziemi jałowej sanskryckie: Datta. tylko jakiś fałszywy zlepek obojga. którą skomponowali Bono i The Edge obficie sięgając do Beethovena. Czy doczekamy się tego spektaklu? To się okaże. Wystawiła go w Londynie na przełomie 1990 roku słynna Royal Shakespeare Company szukając wyjścia z nękającego ją kryzysu tyleż artystycznego. moralnym. Dayadhvam. Tamten kiwa obojętnie głową i mówi: Wiem. Damyata. Niezupeウnie o to szウo w Mechanicznej pomarazy albo nie tylko. Krytyka i publiczność stwierdziły to samo: że sceniczna brutalność okazuje się umowna.dochodowa książka. co i finansowego: ale bez powodzenia. Nie rozumiejący kretyn porucznik tłumaczy to na język urdu swemu Gurkhowi. Shantih shanlih siiantih. Co kto powie. który chciał w roli śpiewających łotrzyków obsadzić znany z ekscesów zespół estradowy Lady Punk.S. To jest to. Wtem złajdaczonemu nauczycielowi odbija się T. Po drodze zaś napisałem jeszcze według Mechanicznej pomarańczy libretto musicalu i wygasły rozmowy z teatrem Studio. Niemiecki tygodnik „Stern" arcytrafnie podsumował problem Alexa i jemu podobnych w określeniu: die Spie?bürger mit langem Haar. Chciałoby się ją przytoczyć w całości. ani balet muzyczny. społecznym i politycznym. W międzyczasie sam Burgess napisał dramat muzyczny według swej powieści. niż Gershon Legman w broszurze The Fake Revolt (1967. każdy z nich zna dwa języki i nie ma żadnego języka znanego wszystkim trzem. Ze względu na rozmiar 32 stron nie byłoby to nawet niemożliwe. Robert Stiller 128 . Jednak poj鹹ie dウugowウosych filistr ukazuje rzecz chyba w najwaソniejszej perspektywie. co powiedział grom. 24 Do tych przygód Mechanicznej pomarańczy chętnie dodałbym sporo cytatów i cudzych refleksji. Nikt zaś nie trafił celniej w istotę problemu we wszystkich jego aspektach. mdła i nijaka wobec tej z życia i z filmu. Że muzyka. Niech nam pomoże ta scena z Trylogii malajskiej: Upijają się we trzech. Lipna rewolta). A na razie popatrzmy na sprawę z dalszej perspektywy. to drugi tłumaczy trzeciemu.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful