P. 1
Burgess Anthony - Mechaniczna Pomarańcza

Burgess Anthony - Mechaniczna Pomarańcza

|Views: 97|Likes:
Wydawca: mizuku

More info:

Published by: mizuku on Jun 03, 2012
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

06/03/2012

pdf

text

original

Część pierwsza l - To co teraz, ha?

Bytem ja, to znaczy Alex, i trzech moich kumpli, to znaczy Pete, Georgie i Jołop, a Jołop to znaczy po nastojaszczy Jołop, i siedzieliśmy w Barze Krowa zastanawiając się, co zrobić z tak pięknie rozpoczętym, a wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy. W Barze Krowa dawali mleko z czymś, to była taka melina, a może wy już nie pamiętacie o braciszkowie moi, co to były za meliny, bo wszystko się teraz tak bystro zmienia i wszyscy raz dwa zabywają, gazet się też wiele nie czyta. Wiec w tym pabie sprzedawali mleko z dodatkiem czegoś jeszcze. Na spirtne nie mieli pozwolenia, ale jeszcze nie wyszedł ukaz, re nielzia robić tych nowych sztuczek, co je dobawiali do regularnego mleczka, więc mogłeś sobie w nim kazać na przykład welocet albo syntemesk, albo drenkrom, albo jeszcze jeden czy drugi taki maraset, że miałeś od niego rozkoszne, ujutne piętnaście minut sam na sam podziwiając Pana Boga i Wsiech Jego Aniołów i Świętych w lewym bucie i do lego błyski wybuchy na cały mózg, no po prostu horror szoł! Albo mogłeś pić mleko z żyletami w środku, tak się u nas mówiło, że się człowiek od niego naostrzy i jest gotów na niemnożko tego brudnego, co to dwadzieścia w jedno, i jak raz to piliśmy tego wieczora, od którego zacznę opowieść. W karmanach mieliśmy spore dziengi, więc jeśli chodzi o zachwat szmalcu, to nie było potrzeby flekować żadnego dziada w ciemnej uliczce i patrzeć, jak on się maże we krwi, kiedy my liczymy urobek i dzielimy na czterech, ani też robić ultra kuku jakiejś starej siwej babuli w sklepie, a potem się udalać z rechotem i z bebechami jej kasy. Ale, jak to mówią, sama forsa nie daje szczęścia. Wszyscy czterej byliśmy jak z żurnała wycięci, to znaczy według tamtej mody, czarne bardzo obcisłe rajtki z tak zwanym auszpikiem czyli odlewką dopasowaną w kroku, pod rajtkami, jako osłona i zarazem jako taki wzór, który było widać w odpowiednim świetle, u mnie w kształcie pająka, Pete miał grabę (to znaczy rękę), Georgie bardzo elegancki kwiat, a ten bidny stary Jolop miał na odlewce taki bardzo na huzia ryj (to znaczy mordę) pajaca, bo on w ogóle nie oczeń chwytał i był niewątpliwie z nas czterech najgłupszy. Następnie mieli my wcięte pidżaki bez klap, tylko te ogromne wypchane ramiona (po naszemu: plecza), taka jak gdyby zgrywa, że ktoś może po nastojaszczy mieć takie szerokie bary. No i oprócz tego, braciszku mieliśmy te nie sawsiem białe halsztuki, co wyglądały jak piure z kartoszki z takim jakby deseniem od widelca. Kudły mieliśmy nie za długie i buty w sam raz takie do kopania. - To co teraz, ha? Przy barze siedziały w kupie trzy dziule, ale nas było czterech i mieliśmy tę pryncypialność, że jeden za wsiech, wsie za jednego. Te trzy psiczki teź były jak z żurnała, miały peruki na baszkach, fioletową, zieloną i pomarańczową, a każda w cenie, no, ja bym powiedział, przynajmniej trzy albo czterotygodniowy zarobek takiej dziuszki, no i makijaż pod kolor (to znaczy tęcza wokół oczu i usto rozmalowane bardzo szeroko). Dalej miały czarne, długie, zupełnie proste kiece, a na nich przy grudkach wpięte srebrnego koloru znaczki, na których były imiona bojków: Joe, Mike i tak dalej. A to miało znaczyć, że niby z tymi malczykami się przedziobały, zanim im stuknęło czternaście lat. Krugom łypały na nas i już mi sie prawie zachciało bałaknać (normalnie kącikiem ust), żeby zrobić we trzech niemnożko
1

seksu, a bidnego starego Jołopa spławić, bo do tego wystarczy kupić mu pół litra białego, tyle że z syntemeskiem i szlus, ale to by było nie fer. Bo Jołop był wyjątkowo nieatrakcyjny no i taki, jak się nazywał, ale w walce to był brudas po prostu horror szoł! i bardzo zręczny w butach. - To co teraz, ha? Ten członio, co siedział koło mnie, bo tam było długie wygodne siedzenie z pluszu wzdłuż całych trzech ścian, to był już nieźle w trakcie, oczy miał szklane i tylko z niego bulgotały takie słowa w rodzaju: - Arystotele morele że mu cieczka rododendron to już farfoklem prima bulba. - Rzeczywiście był daleko w tym kraju, no wprost na orbicie, i ja wiedziałem, jak to jest, bo też próbowałem tego jak każdy, ale na ten raz jakoś mi sie podumało, że to tchórza robota, braciszkowie moi. Głotnąłeś sobie tego mleka i leżysz, i dostajesz takiej prydumki. ze wszystko co cię otacza, już jakby przeszło. To znaczy wszystko widzisz dookoła o kej, bardzo wyraźnie, stoliki, lampy, stereo, dziobki i małyszów, ale wszystko jak gdyby już było i nie jest. I jesteś jakby zahipno na swój but albo pazur, co popadnie, i równocześnie jakby cię kto wziął za kark i trząchał niby koszkę. Tak cię trzęsie i trzęsie, aż niczewo nie zostanie. Już straciłeś imię, płyć i samego siebie i masz to w rzopie, i czekasz, kiedy ci się ten but czy pazur zacznie robić zółty, a potem jeszcze bardziej żółty i jeszcze. Potem światła zaczynają się wzrywać jak bombatomba i ten but czy pazur, czy ociupinka błocku na brzegu nogawki, co by nie było, zmienia się w ogromne ogromne miejsce, większe od całego świata, i jak raz masz się znaleźć ryło w ryło z Panem Bogiem, kiedy to się nagle urywa. Znów jesteś tu i taki więcej mizglący, buźka ci się wykrzywia do bu-hu-huu. Więc to jest fajne, ale tchórzliwe. Nic po to nas wywalili na świat, żebyśmy się obszczali z Bogiem. Takie sztuczki to mogą z człowieka wypruć całą ikrę i wszystko co dobre. - To co teraz, ha? Stereo było wkluczone i zdawało się, że głos tej syngierki lata po całym barze, do sufitu i apiać w dół od ściany do ściany. To Berti Laski chrypiała taki bardzo starychowski kawałek pod tytułem: Opalasz mi farbę. Jedna z trzech fifek przy barze ciągle wypaczała brzuch i wciągała go w rytmie tej tak zwanej muzyki. Czułem, jak te żylety w mleku zaczynają mnie rypać i teraz już byłem gotów na niemnożko tego co to dwadzieścia w jedno. Wiec dałem skowyt: - Aut aut aut raus! - jak psiuk i łomot tego członia, co siedział koło mnie i był tak daleko i coś bulgotał, w słuch czyli w ucho, horror szoł! ale on daże nie poczuł i wciąż posuwał swoje: - Telefonczyk mu tward że laz jak bulbetle go bang tara bum. - Ale jeszcze poczuje, kiedy ocknie się i stamtąd wróci. - Raus a dokąd? - spytał Georgie. - A tak byle się przejść - powiedziałem - i luknąć, co się hapnie i okaże, o braciszkowie moi. Więc wytoczyli my się w te wielką zimową noc i paszli po Marghanita Road, i skręcamy w Boothby Avenue i widzimy jak raz to, co nam było nużno, mały figiel na otwarcie wieczoru. Szedł sobie taki trzęsący się stary drewniak w typie jakby psora, w oczkach na klufie i z ryjem odkrytym na zimny wozduch nocny. Miał knigi pod pachą i zafajdany parasol i wyszedł zza rogu od Publo Bibloteki, z której wtedy już mało kto korzystał. W ogóle po zmroku nigdy się nie trafiało dużo tych burżujów starego typu, no bo wciąż za mało policji a my, równe malczyki, w mieście i pod bokiem, tak że ten chryk w typie psora był sam jeden na pustej ulicy. Wiec my podchodzimy do niego bardzo grzecznie i ja mówię: - Przepraszam, braciszku.
2

On się na to niemnożko spuknął, widząc, że my czterej podchodzimy tak spokojnie i grzecznie i z uśmiechem, ale powiada: -Tak? O co chodzi? - takim bardzo gromkim, profesorskim głosem, jakby chciał nam pokazać, że nie ma pietra. A ja do niego: - Widzę, że masz książki pod pachą, braciszku. To zaiste rzadka przyjemność w naszych czasach spotkać kogoś, kto jeszcze czyta, braciszku. - O! - powiedział, cały się trzęsąc. - Ach tak? O! naturalnie! - I tak patrzył po kolei na wszystkich czterech, znajdując się jakby w samym środeczku kwadratu z samych ułybek i uprzejmości. - No właśnie - odrzekłem. - I byłbym niezmiernie ciekaw, braciszku, czy byłbyś tak dobry pokazać mi, jakie to mianowicie książki masz pod pachą. Nic na świecie nie sprawia mi tyle radości co dobra i czysta książka, braciszku. - Czysta - powtórzył. - Czysta, e? - I na to Pete grabnął mu te trzy książki i bystro je rozdał. Ponieważ nas było trzech, potoczyliśmy każdy po jednej, prócz Jołopa. Moja nosiła tytuł Podstawy krystalografii, więc otwarłem ją i powiadam: Znakomite, po prostu świetne! - i przewracam kartki. I nagle mówię jakby zaszokowanym głosem: - A cóż to takiego? Co to za ohydne słowo, rumienię się, kiedy na to patrzę. Zawiodłem się na tobie, bracie, słowo daję. - Ależ to - wykrztusił - to... to... - No - odezwał się Georgie - to już jest według mnie zupełne świństwo. Tu jest takie słowo, które się zaczyna na p, i drugie na ch. - Miał knigę pod tytułem Cuda i tajemnice płatka śniegu. - O! - wkluczył się stary bidny Jołop, zaglądając przez ramię do książki, którą trzymał Pete, i jak zwykle przesolił. - Tu jest napisane, co on z nią zrobił, i jest obrazek i w ogóle. - No powiedział - ty to jesteś naprawdę stary i obleśny ptak sracz. - Stary człowiek, bracie, i żeby w twoim wieku - powiedziałem i zaczynam drzeć tę moją knigę, a tamci swoje, przy czym Pete i Jołop urządzają zawody w przeciąganiu Systemu romboedralnego. Stary psor na to podnosi wrzask: - Ależ to nie moje książki, to dobro publiczne, ależ to czysta złośliwość i wandalizm! - albo coś w tym rodzaju. I próbuje nam odebrać te książki, co było po prostu, no, wzruszające. - Oj, zasłużyłeś sobie, bracie powiadam - na małą nauczkę. -Ta książka o kryształach była bardzo solidnie oprawiona i trudna do podarcia w kawałki, bo naprawdę stara i z czasów, kiedy rzeczy się robiło na trwałe, ale jakoś mi się udało powyrywać kartki i kidać je garściami jak płatki śniegu, tylko duże, na tego chryka, co ciągle darł mordę, a potem tamci zrobili to samo, a Jołop tylko ich obtańcowywał jak błazen, bo też i był. - Proszę cię bardzo - zawołał Pete. - Na, masz tu swojego dorsza z kornfleku, ty brudny czytaczu świństw i paskudztwa. - Ty stary, obleśny chryku, ty! - powiedziałem. I zaczęliśmy dopiero z nim igrać. Pete go trzymał za graby, a Georgie zahaczył i rozpachnął japę, i wtedy Jolop wyjął mu protezy, górną i dolną szczękę. Rzucił je na chodnik, a ja normalnie pod but, chociaż okazały się kurwa twarde, z jakiegoś nowego plajstyku. Drewniak wziął się coś gulgotać, ułch yłch ołch, więc Georgie puścił to jego rozdziawione japsko i tylko razik mu przysunął tą swoją piąchą w pierścionkach, to ten stary chryk normalnie stęknął i od razu krew, coś pięknego, braciszkowie moi, po prostu horror szoł! Więc już tylko zwlekliśmy z niego łachy, aż do majki i długich gaci (bardzo starychowskich, Jołop zdychał ze śmiechu), po czym Pete kopnął go fajnie w brzucho i puściliśmy go. Polazł tak jakby kuśtykając, bo to nie był prawdziwy mocny kop, i robiąc: - O! o! o! - i nie wiedząc dokąd i co jest co, a myśmy się dali w chichot, a potem poszperali my w jego
3

. Za ostatek szmalu wykupiliśmy.A my tylko kaliami błysk błysk błysk w uśmiechu. że nie zapomnisz włożyć coś ciepłego. .My jesteśmy biedne staruszki. bo się cykał żebyśmy go znów nie nazywali durak i cudowne dziecko bez baszki. że wyciera sobie tym rzopsko.a myśmy wyszli bez jednego centa w karmanach. Ja wiem. kiedy ty się znajdziesz daleko stąd.Dziękuję. siadamy i na dzwonek. i to też dla tych babulek. żeby każda z tych śmierdzących starych fif zostawiła w barze swój adres. Dobra powiedziałem. choć te stare pomarszczone chryczki wpadły od razu w dygot. o braciszkowie moi. precelki.Kończymy z tym. iczekamy na obra.Niech was Bóg pobłogosławi.I te stare pudernice wciąż powtarzały: . niektóre datowane aż gdzieś w latach 1960-tych.Dziękujemy wam. Teraz pierwsza rzecz to uskutecznić małe filantro. że potrafi czytać.Moje kochanie! .Daj coś pożywnego tym biednym.ale widać było.wygłaszał tym strasznie wysokim głosem. Kilka starych listów. A następnie powiedzieliśm: . więc ustroiliśmy z tą jego drobną parszywą monalizą normalnie razbros. No więc przeszli my za róg na Attlee Avenue i ten sklepik ze słodyczami i tabakiem był jeszcze otwarty. chłopcy . ile ich tylko mieli w pabie. i stare cieknące pióro. Wsio taki dano im po butli Yank General. Dla każdej dużego szkota i coś na wynos. to było wtedy modne.Zostawcie nas. żeśmy nic wielkiego znów nie zdziałali. o braciszkowie moi. starym babulkom. . . czyli rum z wiśniakiem. uśmiechając się do wszystkich na dobry wieczór w kościółku. i kółko z kluczami. co wrednego się teraz hapnie. Jedna wydusiła z siebie: .I sypnąłem całą kieszeń monalizy na stół i tamci trzej też. ale to był tylko początek wieczoru i ja cię prze pieprzę praszał ani twoich za to nie będę.i: . najwyżej trzy golce. bo to była kurza kasza w porównaniu z tym kasabubu. A ja powiadam: . . o braciszkowie. chłopcy! .Wrócimy tu za minutkę. żeby z jednej strony spuścić niemnożko szmalcu i przez to mieć lepszą motywację do zachwatu w jakimś tam sklepie.karmanach. jakby chciał dokazać wobec pustej ulicy.Będę myślała o tobie. więc poszliśmy do Księcia Nowego Jorku na Amis Avenue i w tym cichym zakątku naturalnie siedziały ze trzy albo cztery stare babule i ciągnęły tę swoją czarną z mydlinami na koszt AZ (czyli Akcji Zasiłków). nie? . to był styl kanadyjski. wszystkie te paje z mięsem. ale nic nie bałaknął. . braciszkowie moi. i tym podobny szajs.W sztanach tego chryka znalazło się tylko ciut ciut szmalu (to znaczy forsy). Więc te ciężko spuknięte stare chryczki zaraz dostały każda jeden podwójny złotogniak i same już nie wiedziały. Potem żeśmy potrzaskali parasol i z ciuchami też zrobili razrez i rzucili je na dmuch wiatru. Nie ruszaliśmy ich prawie od trzech miesięcy i cała 4 . a niektórzy jeszcze lubili w tym psiuk limonu.prosi jedna z mordą całą jak mapa od tej tysiącletniej starości. Jołop zaprzestał tańców z parasolem i oczywiście musiał wziąć się do czytania w glos jednego listu. z takimi słowami jak: Mój najdroższy najdroższy. ale dużośmy nie znaleźli.I zaśmiał się bardzo gromko: ho ho ho! udając. serki na krakersach. chłopcy. . cośmy już mieli przy sobie. to jest taki koniak. . w spokoju! . tymczasem Jołop nas obtańcowywal z tym zafajdanym parasolem. a z drugiej kupić sobie zawczasu alibi. . Żylety w mleku z dobawką już cięły jak trza i w ogóle horror szoł. i mam nadzieję. A stary bidny Jołop widać że niezupełnie poniał. cały w nerwach i trąc sobie szufle o brudny fartuch.Aż się człowiek czuje charoszy.powiada Pete. co robić i co bałaknąć. Więc my ładujemy się jako ci dobrzy malysze. chrupki i batony czekoladowe. i skończyliśmy z tym belfrowatym chrykiem. że czekają. . . chłopcy! . zakazaliśmy każdy po weteranie. aż im się stare żylaste grabki zatrzęsły na szklanach i mydliny zaczęły chlapać na stół. jeśli będziesz wychodził nocą. Jak podszedł. na wynos i do tego zakazałem im jeszcze po tuzinie czarnej z mydlinami z dostawą do domu na drugi dzień.

gdzie miał telefon i nawierno też swoją fest naoliwioną armatę i w niej sześć wrednych pestek. jak nie były już potrzebne. braciszkowie. i tak z lekka a niemnożko buta. Te stare babule jeszcze siedziały przy czarnej z mydlinami przy szkotach. i co tylko chciały te stare pudernice. to był. jak odrobione! twarze historycznych osobistości (jak się kupowało. i jak się rozdarła za milicją! No.A te bystro się połapały i mówią: . Tymczasem mama Slouse.dzielnica była taka więcej spokojna. zakazaliśmy piwsko z rum bumem. naprawdę wundcr bar. żeby z niego zetrzeć to błoto. Widać było. chłopcy.i piją. to ja wrzasnąłem zamiast niej. Naciągnęli my swoje maski. no nie? Byliśmy tu przez cały czas. płasko wycięta dziobka szczerząca zęby do klientów i wywieszająca do nich grudziska dla reklamy jakiejś tam nowej marki rakotworów. Potem było widno już tylko jakby wielką kulę. no i poszliśmy sobie. w zmaganiach na śmierć i życie. wredziocha. z jakiegoś bardzo fajnego plajstyku. więc uzbrojone szpiki i patrole mało się tam pokazywały w tych czasach.i my na dzwonek i kelnera. więc my do nich: . tylko paczki ryjków prysnęły na wszystkie strony i ruchnęła wielka. ta stara drużka.A one znów: . Wobec tego wygarnęliśmy kase i urobek tej nocy pokazał się całkiem horror szoł. . prawda? . to co sobie każemy? . i oczywiście tak właśnie było. żeby przestała jęczeć. I ledwo żeśmy postawili nogę w sklepie. chłopcy. jak da się jej szansę. dla żartu. co się wtoczyła za firankę w głąb sklepu. Więc Jołop obskoczył ten kontuar bystro jak ptak. ale nie powinno się nigdy na to wyglądać! Po halsztuku jakby mu ktoś deptał. Panie Boże wam błogosław . a byli to stary Jołop i Slouse. a ta damulka suka jak mnie kąchnie całą gębą. i wzięliśmy każdy po kilka paczek co najlepszych rakotworów. bo się nam po nastojaszczy chciało pić. tak że dały się zwijać. a bardziej na północnym brzegu. a stary bidny Jołop wziął poetę nazwiskiem Pebe Shelley. więc wzieli my go w boczną uliczkę i doprowadzili co nieco do porządku.powtarzał w kółko Jołop.Jak to ładnie z waszej strony. Byliśmy z powrotem pod Księciem Nowego Jorku w try miga i według mego zegarka to nie trwało więcej niż dycha minut. to podawali nazwiska) i mój był Disraeli. jak u mużyka. i schować w bucie: no i weszliśmy we trzech. Potem mówię do tych babuszek: . że może by tak? ale nieh to zostanie na potem. więc obskoczyłem bystro ten kontuar i grabnąłem ją. że tak powiem. a potem doprawić łomem do odkrywania skrzynek. stała jakby zamrożona za ladą. Pete został na dworze za czasowego. Tośmy ją rozciągnęli na podłodze i ustroili razrez darcie kiecek. teraz to już był inny. to była sawsiem nowa sztuczka.Tak jest. żeby nie wrzasnęła śmierć i pogrom na cztery wiatry niebieskie.No. niech Bóg was błogosławi. i tu się już pokazała czerwień. o braciszkowie moi. 5 . maskę miał rozdartą i ryło usmotruchane w brudzie z podłogi.Myśmy wcale stąd nie wychodzili. ten skurwysyn . cośmy je im zafundowali. a to był też kawał ciała horror szoł. od razu lu na starego. Nie ponrawił mi się jego wygląd: był brudny i taki zmiętoszony. że narobi morderczego wrzasku. choć tak prawdę powiedziawszy to nie było czego się bać. co się z kimś haratał. a ten Slouse to była taka gromadna kucza jakby galaretki z portwajnu i z miejsca się kapnął i bryzg na zaplecze. cała pachnąca i z grudziskami wypiętymi jak banie i bujać się! Położyłem jej grabę na ryju. Czego my byśmy nie zrobili dla naszego Jołopa. Potem dało się słyszeć sapanie i charkot i wierzganie za tą firanką i łubudu przewracające się graty i twojamać i wreszcie szkło brzdęk brzdęk zgrzyt. Pete miał Elvisa Presleya. dziewuszki.Ale co był gromadny i ciężki. to wtedy już musiałem jej zrobić po nastojaszczy stuk odważnikiem. Nie spuściłyśmy was ani na chwile z oka. plując w halsztuki. No przebranie jak drut. I widząc ją tak rozłożoną z grodziskami na wierzchu pomyślałem sobie. jego zakonna fifa. chłopcy! . włosy i w ogóle. Georgie króla Henryka VIII.

w jakim by nie był wieku. ale jeszcze noc była młoda. żeby młodzi tak traktowali starych. bo czasem ciekawiło mnie.Wy coś może wiecie o tym.powiedział ten drugi gliniarczyk . żeby się stąd ruszyli na krok.Nie żeby to było aż takie ważne. co się stało dziś wieczór w sklepie u Slouse'a? . Dwie osoby w szpitalu. Tak naprawdę to nie ma z czym walczyć. żeby się trochę wstrzymał. A gdzie wyście dzisiaj byli? . zgniłych bebechach. Jak raz to. Zapylałem: . czego nigdy nie mogłem znieść. ja już i tak nie chcę żyć w takim cuchnącym świecie. wy tchórzliwe skurwięta. Ale jeżeli o mnie chodzi.Wypełniamy swoje obowiązki. albo jak gdyby jakiś wyjątkowy chamajda wtrącał się i hałasował. . 2 Kiedy wyszliśmy z Księcia Nowego Jorku. ale zwłaszcza kiedy to był po nastojaszczy drewniak. Ale jeszcze łypnęli na nas wrednie i z pogróżką. bo pozwala. To świadczy.Oni byli tu przez cały wieczór. . Stał tak jakby rozpłaszczony na ścianie i jego łachy to było jedno wielkie plugastwo. Ta pieśń była o taka: Owszem. . tacy mili.No. wrócę do ciebie. Ryczał na całe gardło i wymachiwał grabami.My? .odrzekłem. jakby taka świńska orkiestra w tych jego śmierdzących. Kiedy już byli przy wyjściu zrobiliśmy mi taki mały koncert na wardze: biribiri bibibi. jak wy w tej chwili.Panie Boże ich błogosław! Nie ma na całym świecie lepszych niż oni chłopców. bełkoczącego rzęcha czyli też ochlapusa. że tylko tak się to odbywa i co za czasy.zaczęły wykrzykiwać te stare babulki. moi mali braciszkowie. Chyba z pół godziny minęło. przestał wyć i zaczął wrzeszczeć: . zanim się zmyli. to jednak byłem ciut rozczarowany. więc ten stary chryk mu jakby wygrażal pięściami 6 . tylko mu nie w porę wychodziło to hyp hyp z kiszek. że macie zbyt podejrzliwy charakter. Wszystko łatwe jak całuj mnie w rzopsko.Więc kazałem Jołopowi. Po prostu ścierpieć ja nie mógł widoku. w świetle padającym z długiej witryny głównego baru zobaczyliśmy starego.My się tylko pytamy . i nie ma już prawa ani porządku. jak ten tutaj. całkiem jcszcze różowych pod tym wielkim hełmem. co wyrykiwał świńskie pieśni swych ojców i przy tym odbijało mu się bbe bbe. wymięte i rozmemłane i całe w błocku i w łajnie i w paskudztwie. jak mużyk cały upaćkany i schlany i bekający zatacza się. załatwcie mnie. i rzeczywiście co do słów to radził sobie zupełnie horror szoł.A co się stało? .Ten wasz wredny ton mi się nie podoba . chłopcy . . i to też weszło raptem dwóch bardzo młodych szpików. . jazda. I jeden pyta: . tacy uczynni! Byli tu przez cały czas. co takie stare próchno ma do powiedzenia o życiu i o świecie. a ten wciąż sobie śpiewał. moja mila.O! A co w nim tak cuchnie? Krzyknął: .Kradzież i pobicie. Ale kiedy Jołop mu kilka razy przyłożył piąchą w to brudne żłopackie ryło.Ten świat jest śmierdzący.powiadam niewinnie. Nikt nie widział. Jak ty już nie będziesz żyła. jakby coś latało w nim po orbicie.Mam gdzieś wasze insynuacje. jak wszyscy. zanim się pojawił jakiś znak życia ze strony polucyjniaków. . No. No to wzięliśmy go i przyłożyli fest parę łomotów.

o braciszkowie moi. cepki. To było paskudne i szmucyk. popłynęła mu z brudnego starego ryja. Nosił takie dość horror szoł cepki czyli łańcuch. klórą teraz już potrafiłem operować i migać artystycznie i wręcz horror szoł. A ten Billyboy to było coś takiego. a sześciu to już górna granica. a potem obszczerzaliśmy tylko zęby nie odzywając się. a jeśli mnie zabijecie. Billyboy i jego pięciu kumpelków nawinęli nam się przy miejskiej elektrowni.A ja powiedziałem ułybając się bardzo szeroko i po przyjacielsku: . i zaczęło się jakby takie bardzo spokojne kapowanie jedni na drugich. skąd ją wzięli. ty wałachu z galarety odlany. w bitwie moje męstwo Dało ci pokój i zwycięstwo. Pewnie byli jak raz na etapie świńskiego słowa i gotując się do następnego czyli niemnożko ultra kuku. Było nas czterech na ich sześciu. . ale przeważnie łuczsze było krążyć w niedużej liczbie. jak do samochodu. to posługiwałem się starą. No i poszliśmy w swoją stronę. to będzie nóż. żeby wykonać coś na młodej a płaksiwej dziuszce. jest przecież takich ile chcąc. bo czterech to była w gablocie udobna liczba. nawet kiedy był odziany w swoje najlepsze ciuchy. bo jestem taki zalany. a nie zwraca się już uwagi na ziemskie prawo i porządek. ale ciuchy jeszcze miała na sobie. i on wreszcie powiedział: . co potraficie. od razu puścili te małą psiczkę z jej bu-hu-hu. wiec wzięliśmy go pod but. fajną i po prostu morderczą brzytwą. To się go podcięło. sam Billyboy dzierżył ją za jedną grabulę. ty! . to będzie jak trza. jak siejczas. Więc róbcie sobie najgorsze. no i wtedy już krew czyli jucha. że mdliło mnie na sam widok tej tłustej a obszczerzonej mordy. niezależnie od swego jołopstwa. i zaraz uciekła. to ten zatłuszczony śmierdzący cap Billyboy we własnej żałobie. nie pieśń i nie rzygowiny. Czasem gangi się wiązały ze sobą. owinięty dwa razy w pasie i odwinął go i zaczął ślicznie machać po głazach czyli oczach. jeśli masz w ogóle dzbuki. i wsiegda czuć od niego było ten smród bardzo zjełczałego oleju. brzytew. Billyboy i jego kumple przekrócili to czym akurat byli zajęci.O! o! o! .No. tylko że stary bidny Jołop. ale on ciągle śpiewał. wszyscy po kolei. jak mnie będziecie bić.i wrzeszczał: . wy tchórzliwe i brudne chuliganięta. I tak żeśmy się zrażali po ciemku. jak te muszki koło lampy. Więc myśmy władowali mu po nastojaszczy łomot.To my ryknęli ze śmiechu. ciągle robiąc to: . co to się na nim w kółko i w kółko smaży. wy pętaki. którą sobie zgarnęli. tworząc jakby małe armie do wielkiej nocnej wojny. a jego przychwost Leo za drugą. bo właśnie się gotowali. To będzie po nastojaszczy. aż ruchnął ciężko na płask i rzygnęło z niego całym kubłem wymiocin z piwska. Jak tylko nas zobaczyli z daleka.I zaczęło się. Przyłypali nas w tej samej chwili. ty glu glu butlo najtańsza zjełczałego oleju po frytkach? No to chodź i weź po dzbukach. kogo ja widzę. był wart ich trzech co do zaciekłości i w brudnej robocie. jak już zaznaczyłem. Jak się masz. bo tam. bo ja wolę już nie żyć . darła się na cały glos. a co do mnie. kiedy myśmy ich przyłypali. W tych czasach. że nawet nie poczuję bólu. i znów zaczął śpiewać: Ojczyzno.To już nie jest świat dla starego człowieka i datego ja się was wcale nie boję.I zrobił nam koncert na wardze: prrr biribiri bibibi! tak jak my tym młodym gliniarzom. nie starszej niż dziesięć lat. stary 7 . uśmiechając się całą gębą.Co to w ogole za taki świat? Ludzie na Księżycu i ludzie krążą wokół Ziemi. to jeszcze lepiej. Pete i Żorżyk mieli ostre jak trza noże. gangi łączyły się zwykle po czterech czy pięciu. a nie jakaś tam piącha i but. tylko jej te cienkie białe giczki migały w mroku.

tak na wygląd wyszedł najgorzej.Tamci na to ryknęli śmiechem.I pobiegli. to były bloki mieszkalne. . z przodu. na północ ku rzece. i drugi bierze. każdej strony jego tłustej. i wreszcie powiada: . ale widać było.zawołałem . w prawo dwa trzy . Na pewno takie samo życie jak tu. tak że dwie firanki krwi spłynęły jakby w te samej chwili. ciemna. co go obsiedli. i wciąż tylko dżgał tym nożem i dźgał. więc ruszmy się wreszcie. no bardzo bardzo zręcznie.Ciekawe. bo rzuciła 8 . tylko pchał się na mnie jak brudny i tłusty niedźwiedź. że mało sobie serca nie wypruł. więc już kej o kej. Potem usłyszeli my syreny i już było wiadomo. ty głupi skurwlu. braciszkowie moi. oczywiście. co nigdy jeszcze nie widział tych rzeczy. więc tam odsapnęliśmy. braciszki. i w oknach wszystkich żyliszcz migotało jakby niebieskie pląsające światło. że jesteśmy na Priestly Place. tylko że był ciut za wolny i ciężki w ruchach. z wolna i zdyszani. z gołym brzuchem i z jajami na wierzchu. Co też może być tam w górze na takich dingsach? Szturgnąłem go fest pod żebro i mówię: . przez ciuchy jednego z kumpli Billyboya. więc skręcili my z alejki w lewo i okazało się. jak zwykle. I udało mi się chlasnąć tą brzytwą z góry na dół. jak te wyjące poli mili cyjniaki . to znaczy miał całe ryło we krwi i ciuchy upaprane i razrez ale poza nim wszyscy zachowaliśmy spokój i zdrowie.ty capie śmierdzący! Utnę ci te dzbuki jak nic. a my poszliśmy w swoją stronę. Odczekaliśmy dysząc i słyszeliśmy.Księżyc z ludźmi. Nie myśl o tym. bo alarmowa budka stali niedaleko za elektrownią. pusta i na obie strony otwarta. nie bój się! . kto tylko zechciał.i ciachnąłem go w lewy i w prawy policzek. Tuż za rogiem była alejka.przelatują na wschód. oleistej mordy jedna w świetle zimowych gwiazd. Dzisiaj był tak zwany program światowy. aż przestał uważać i dał wejście poczciwemu Jołopowi z jego cepkami jak wąż: w-h-h-hiiiisz-sz! tak że Jołop go zacepił po samych patrzalkach i ten drug Billyboya spłynął potykając się na oślep i wyjąc. najpierw prędko dysząc. A na razie noc jest młoda. że to gliniarze pędzą z armatami wytkniętymi przez okna z wozów i gotowi do strzału. a przeważnie to wpychle w średnim wieku ze średnich klas.w lewo dwa trzy. żeby mógł naprawdę zrobić komuś wredziochę. a światowy program błękitniał z obu stron. czyli każdy na świecie oglądał jedno i to samo. Billyboy miał nóż. potem coraz wolniej i w końcu normalnie. . z. ale stary bidny Jołop tylko się na mnie tak serio wytrzeszczył i apiać zadarł oczy na gwiazdy i Księżyc. którym pilno się włączyć. tylko przychwost Leo został charcząc na ziemi. właśnie wschodził i gwiazdy też migały ostro jak noże. o braciszkowie. że ktoś daje nożem. świńskiej.Ech. nawet nie zadrasnąwszy ciała pod odzieżą i ten drug Billyboya nagle znalazł się w walce otwarły niby strączek grochu. No i poszli my sobie alejką. I z prawdziwą satysfakcją. Ta płaksiwa dziulka dała im znać. że on nawet nie poczuł. co tam na nich jest. Ciekła ta jucha jak czerwone płachty. . tego ja chciałem dostać! no i tańczę wokół niego z brzytwą niby jakiś golarz na statku podczas wielkiego sztormu i próbuję dopaść go na parę odlicznych cięć w to paskudne oleiste ryło. Z naszej czwórki Jołop. Teraz był nam potrzebny wóz. Dla nas wszystko dalej szło horror szoł i już wkrótce przychwost Billyboya walał się nam pod nogami. Tylko bidny stary Jołop wciąż łypał na gwiazdy i planety i Księżyc z gębą tak rozdziawioną jak rybionek. no i bardzo się zdenerwował i zaczął tak machać i wrzeszczeć. oślepiony przez cepki Jołopa i czołgał się w kółko i wył jak zwierzę. taki długi sprężynowiec. A teraz ten tłusty śmierdziel Billyboy. ale jeszcze raz wziął fest but w czaszkę i był aut aut i aut. odtańczyłem ja przed nim walczyka . Jakiś tam wielki sławny szutniak albo czarny syngier się wygłupia i wszystko to jest odbite w przestrzeni od sputników ti wi. Jakbyśmy leżeli u stóp dwóch ogromnych gór. Na pewno ti wi.Ja cię rychło dostanę.

przeważnie stare zafajdane gabloty. że to się nada. kiedy odpuściłem gaz i po hamulcach. a potem daliśmy obojgu wycisk. tak że zobaczyłem oko patrzące na mnie. co za ponura nazwa. kochanie? . ale tak niemnożko i od niechcenia. strasząc drewniaków i babulki na przejściach. więc odezwałem się bardzo wytwornym głosem jak prawdziwy dżentelmen: . Wkrótce były już tylko zimowe drzewa i mrok... to normalnie wizyta z zaskoczenia.O co chodzi. braciszkowie moi. potem odciąganie zasuwy. co to czuje się w kiszkach. tak na ucho sądząc dość młodej dziulki. Fifka się zawahała i powiada: . Wylazłem z wozu i kazałem kumplom ściszyć ten uśmiech i zachować powagę. odkryłem tę malutką furtkę i podszedłem do drzwi od frontu. Z afisza na froncie. . a ja wkluczylem stacyjkę i dałem zapłon i warknęło nawet zupelnie horror szoł. Tak wygląda. jest mi tak przykro. Pod kinem zaparkowane wozy nie były znów takie wunder bar. ale znalazł się jeden Durango 95 i pomyślałem. potem skrzyknęło i glamznęło pod nami i stary Jołop na zadku mało sobie łba nie odrechotał: ho ho ho! A potem przyuważyliśmy jakiegoś małysza z dziuszką pod drzewem na lib lib i przystanęli my.Z wnętrza tego malutkiego żyliszcza wciąż było słychać klak klak klakot-iklak klak i klak klak klak-klak czyjejś maszyny do pisania. A później szosą na zachód. że leci jak wykle taki western.Bardzo mi przykro. który się łuszczył i sypał. jak to na huzia produkował w tych czasach nasz Gosfilm. Musi pan niestety iść do kogoś innego. można było wyczytać. i nikt nas nie przyłypał. to jest coś! do śmiechu i do łomotu w ultra gwałt. To dopiero podnieca. jakiś starożytny poeta z górną wargą jak małpa i z fają wetkniętą w obwisły ryj. taki wiejski mrok. jak lordowie pykając sobie z rakotworów. gdzie aniołowie są po stronie szeryfa z Usa. albo trochę tego ryps wyps ryps wyps po ciemku.Bardzo panią przepraszam. Potem na but i cofnęliśmy się klasycznie. Poigraliśmy sobie ciut po tak zwanym Centrum. i raz przejechałem po czymś dużym i z warczący zębatą paszczą nagle w reflektorach. i widzieliśmy nazwę na furtce: DOMCIU. Co teraz było nam potrzebne. jakby stracił przytomność. Zapukałem delikatnie i nikt się nie zjawił. i wznieśli okrzyk na ich cześć.I odeszła. . wciągając maski. Idąc dalej na siewier doszli my do parszywego starego Filmodromu.U nas nie ma telefonu .Głos był jakiejś fifki.powiedziała ta fifa. więc wciskałem girę normalnie w dechę prawie że na wylot i Durango 95 siorbał drogę jak makaron. Księżyc już wzeszedł na balszoj i ten domek widno było dokładnie jak w dzień. tylko żeby się popłakali. Czy byłaby pani tak dobra pozwolić mi skorzystać ze swego telefonu i zadzwonić na pogotowie? .Proszę zaczekać. . Wreszcie dotarli my do takiego osiedla i zaraz za nim była jakby mała osobna dacza z kawałkiem ogrodu. oświetlonym parą upstrzonych przez muchy reflektorów. a ci trzej chichrali się jak z uma szedłszy. a i to tylko na zgiełk albo razrez. że teraz leży na szosie nieprzytomny i rzęzi. a potem zapadła cisza i rozległ się głos tego mudaka: . może na cal.dać mu łyk wody? To jest coś w rodzaju omdlenia. a moi trzej kumple wysiedli z auta i przemknęli się do mnie horror szoł po cichutku. i znów pajechali. co rąbie z sześciostrzałowca do koniokradów z piekła rodem na padbor. . więc zapukałem ciut mocniej i na ten raz usłyszałem kroki. Nie było wielkiego ruchu. a drzwi były zakryte na łańcuch.powiedziałem . potem drzwi się troszeczkę uchyliły. bo już prawie nikt tam nie zaglądał oprócz takich malczyków jak ja i kumple. ale wyszliśmy na spacer i mój przyjaciel nagle zasłabł z takimi objawami. z tym fajnym ciepłym wibro i pomrukiem. że państwa niepokoję. goniąc zygzakiem koszki i te pe. potem ja 9 .Kto tam? .nam się w głazy ta wielka figura z brązu.To czy byłaby pani tak dobra . Georgie miał na kółku tak zwany wsiotwieracz i władowaliśmy się: Jołop i Pete na zadnie.

Potem Georgie i Pete poszli zajrzeć do kuchni. i była to fajna młoda rzeżucha z takimi grudkami.Piszesz tę książkę. wino czerwone z kranu z beczki wszędzie jednakowe. . że wprost ryczał jak zwierzę. ale był też jeden stosik porządnie ułożony. podskakując i wykrzykując brudne słowa. Zrobili ho ho ho widząc jak stary Jolop obtańcowuje pisarza i daje z piachy. Co to jest takiego? Czego tu chcecie? Wynoście się. Jeśli trwogę masz w sercu. bracie. . ten jej zakonnik czyli ślubny. w typie tego. . jakby to. Georgie z zimnym udkiem czegoś tam w łapie i z połową buły przykrytej bryłą masła w drugiej. więc powiedziałem: 10 .Bo ja zawsze miałem szaconek dla tych. nie sprawiało to wcale kłopotu. Kto w ogóle słyszał o mechanicznej pomarańczy? .A to. zanim was wyrzucę.Nie lękaj się. stała jak przymarznięta do kominka i zaczęła wreszcie tak z lekka niemnożko pokrzykiwać. Potem z kuchni przyszli Georgie i Pete. zbądż się jej co rychlej. Z rechotem wbiegliśmy do pokoju.Co za głupi tytuł.To jest książka . tak że nie domknęła z powrotem drzwi. która też rośnie i zdolna jest do słodyczy. z lewej piąchy i znów prawą. szczerząc te żółte zagryzione kafle i z pazurami. czyli ze znów taki w typie inteligenta od książek. jak powinna. ale to było takie ho ho ho zdławione od żarcia i było widno kęsy tego. muszę przyznać. obaj coś żwykając na całego. oto cię zaklinam. a Jołop stał przy mnie z rozdziawionym ryjem czekał na rozkaz. . powiadam.Na to Jołop dał koncert na wardze i ja się też musiałem roześmiać. przy czym Jołop grał jak zwykle szutniaka. co to piszom książki. i ta psiczka się tam jakby kuliła w sobie. po tym jak udało mi się zmiękczyć tę psiochę swym dżentelmeńskim głosem. Potem zacząłem drzeć te kartki na kawałeczki i razbros po podłodze. prześliczny dywan i strzępy książki.zapytałem. że horror szoł! i z nią był ten członio. a na stole maszyna do pisania i wszędzie porozkidane mnóstwo bumagi. co on już wystukał.A głos mu się tylko trząsł i grabki też. łup łup. a Pete z butlą piwa z pieniącym się łbem i z potężną grudą czegoś w rodzaju ciasta ze śliwkami.Więc bidny stary Jołop w masce jako Pebe Shelley tak się obśmiał. . cośmy z nim kilka godzin temu poigrali. i ten członio pisarz jakby oszalał i rzucił się na mnie. istocie. Więc powiedziałem: . To był sygnał dla starego Jolopa i on wszedł do akcji z ułybką na ryju i robiąc uch uch i a! a! a! w drygające ryło tego mudaka.powiadam. . To mi się nie spodobało. chociaż w maskach. też dosyć młody w oczkach w rogowej oprawie. aż się ten mudak pisarz rozpłakał. .naciąg naciąg swoją i wystarczyło już tylko wsunąć grabę i odhaczyć łańcuch.. polało się i splamiło ten czysty. Więc powiadam: . jakby dzieło jego życia poszło na marne i bu-hu-huu tą wykrzywioną w prostokąt bardzo krwawą buźką. nie czytacz. aby się w końcowym okrążeniu rozpływał soczyście u brodatych warg Boga.I przeczytałem kusoczek takim bardzo uniesionym głosem jak na kazaniu: . bo świńskie i szmucyk. jego wierna i kochająca zakonnica. próba narzucenia. I wpadliśmy z rykiem we czterech.Tu zmieniłem głos na taki więcej niekulturny. co jedli. gdzie się paliło światło. . biorąc ze stołu plik maszynopisu. jakby do taktu Jołopowi przy tej jego robocie.Próba narzucenia człowiekowi.To właśnie chciałbym usłyszeć. przeciw temu wznoszę miecz mego pióra.Co to ma znaczyć? Kim jesteście? Jak śmiecie wchodzić do mojego domu bez pozwolenia? . . jakby mnie chciał rozszarpać. i faktycznie był to fajniutki mały domek. tak że nasz ukochany stary czerwony kumpel.. praw i warunków odpowiednich dla mechanicznego stworu. co to jest? . a ten w rogowych pinglach mówi trzęsąc się: . skoro myśmy byli ci nocni nieznajomi. którą ja wciąż darłem razrez! razrez! A tymczasem dziulka. jakby z jednej wielkiej wytwórni. tylko że ten tutaj był pisarz.Spojrzałem na pierwszą stronę i tam był tytuł: MECHANICZNA POMARAŃCZA. W każdym razie rzekł: .

i ruszyliśmy z powrotem do miasta. co spojrzały na mnie tymi różowymi ślipkami. A już zapychając słyszałem okrzyki bólu i ten krwawy mudak pisarz. 11 . co sam wydumał. maszynę. żeby ujechać ten jeden przystanek do Centrum. żeby Georgie wziął kierownicę. Potem się zrobiło tak raczej cicho. Jołop odezwałem się. a Jołop (to typowe dla tego Jołopa) odlał się i zgasił ogień w kominku i chciał nasrać na dywan. rozjeżdżając po drodze jakieś dziwne i piszczące paskudztwa. i na dobawkę jeszcze inne. którego rogowe pingle były już potrzask trzask. Wsiedliśmy do wozu i pozwoliłem. braciszkowie. i dopchnęliśmy go we czterech na brzeg tej śmierdęgi niby syrop zmieszany z fekałem ludzkim. o braciszkowie.Teraz ta druga rzecz. co go trzymali Pete i Georgie. bo sam czułem się niemnożko wymięty. Jołop i ja żeśmy dzierżyli tego zafajdanego członia. a maszyna kaszle khe khe khe. . mało się im nie wyrwał.Więc on złapał się z tyłu za dziuszkę. 3 Tak i dojechali my nazad do miasta. a ja trzymałem. o nie.Żegnaj mi. a stary Jołop go furt obtańcowywał i w drżączkę wprawiał ozdóbki na gzymsie kominka (aż je zmiotłem i już się nie mogły trząść. ale on tylko spl-lluw-sz-sz i potem glolp! i paszol do dna i fajnie.Aut aut aut aut! raus! . póki wieczór nie umarł. czy zostawić wóz do zgarnięcia polucyjniakom.Chu chu chu chu. jak w tym kraju mołoczni z dobawką.dałem skowyt.Więc cisnęli tę tłustą piszczę na stół. a ci bez przerwy ho ho ho! i faktycznie to się okazały bardzo horror szoł i fajne grudki. rycząc jak psych najbrudniejsze ze słów. co jeszcze było do rozwalenia.. niby jakiś bardzo szczególny rodzaj soczystego owocu. a potem r-r-raz go pych i po-o-szedł! Musieliśmy bystro uskoczyć. co właściwie się już nawet nie rzucał. złachani w krwi i ledwie wydający jakieś odgłosy. wykręcił jej grabki do tyłu. braciszkowie moi) w igraszkach z tym autorem Mechanicznej pomarańczy. Jak już byłem fertyk. bo papieru było dość na tym pojebowisku. na co ta jego maska Pebe Shelley wcale nie zwracała uwagi. między fruwające bumagi. Potem zmiana. a Żorżyk i Pietia robili swoje. robiąc mu cały ryj na fioletowo i ociekająco. przy tak zwanym Kanale Przemysłowym. I: . jak te nasze he he he strzałki. Ten członio i jego psiocha byli tak jakby nieobecni. ale jeszcze się trzymały. i poczłapali do pisarza. a nas rozsadzała jakby nienawiść. która ciągle ach ach achała w takim bardzo horror szoł rytmie na cztery. czy w tym naszym nastrojeniu na wred i zabój pichnąć go fest i w te zagwiaździochę. Złapcie tego mudaka. bo stacja kolejki migała sino łysk aut lysk aut zaraz tam niedaleko. Ale przeżyją. ale ja powiedziałem stop.Już dobra. Wcale wam nie pozwoliłem jeść. widzimy. tylko mamlał jakieś rozlazłe słowa. jakie znam. aż chlupnie. jak nazywali środeczek miasta. to przyszła kolej na Jołopa i on sobie posunął jak bydlak z chrapaniem. .zawołał Georgie.Won z tym żarciem. lampę. jak ściągałem rajtki i szykowałem się. i z hamulca. bo już prawie na okrainie. To my się raz dwa zdecydo na to drugie i wysiedliśmy. żeby ta paskuda nam nie chlupnęła na ciuch. -. . No i nie zmartwienie. Rozchodziło się tylko o to. tylko nie ze wszystkim. . fotele. a Jołop znów uraczył nas wielkim rechotem: . wyciem i charkotem.Potem ruszyliśmy na stację. żeby jej zapchnąć. że strzałka paliwa jakby oklapła. no to rozwaliliśmy. stary towarzyszu! . panie Boże dopomóż. tymczasem ja obdzierałem z niej to tamto i owo. . żeby wszystko widział i nie mógł się wyrwać.

chyba w latach już lak nieźle trzydziestych . o czym wsie bałakali. . chociaż nie za ostro. Ale stary Jołop. tylko że na wygląd cały uszargany i zanadto śmierdzący od potu. będąc na cyku. ten ruski kocur. wciąż zasuwał to samo: . Bo poznałem. W każdym razie aż mną zatrzęsło. na ten raz trąbkę z warg. bo jeszcze byliśmy malczykami. tylko Jołop. a nie siedzieć tu na dużej sali. po czym dwoma paluchami podwójny sztos w górę. i dokazywały przeważnie nastole (po naszemu nastolami nazywało się seksolatki). na białym i syntemesku albo czymś tam. Jak mu się chciało spędzić tyle czasu na haju. i spluci po tym wieczorze. Aby zająć się na te trzy minuty jazdy. co ona śpiewa. żgnął go w stopę swoim wielkim. zanim wpadła następna. czerwone że horror szoł. niemnożko ubawu. i to też była jedna rzecz u starego Jołopa wsiegda dla mnie przeciwna.nagle dała się w śpiew. a co i raz wszyscy uaaaa w rozziew i tylne plomby do kiężyca. A potem płyta na stereo dźwiękła i zgasła (był to Johnny Żiwago. Wysiedliśmy w Centrum i wolno suniemy znów do Baru Krowa. z miejsca rypnął jedno z tych swoich chamstw. ogromne usta. a wykonywał Tyłko raz na dwa dni) i w tej jakby picredyszce. co rosną. braciszkowie. gdzie ona to pieje z poderżniętym już gardłem. po czym wywrzask i w rechot. a w Krowie okazało się jeszcze gorzej zatłoczone niż przedtem. bo tu zawsze jakieś malczyki ustroją sobie z nim. co przedtem cały czas bulgotał. a słowa są: Może tak i lepiej. Wokół nas tankowały i doiły. nie więcej niż półtora taktu. i śmiechały się i niczewo nie troszczyły się o zło świata. i to było jakby na chwilę. bo miał ten nieludzko blady wygląd jakby nie człowiek a rzecz i jakby ryło miał po nastojaszczy wyrżnięte z kawałka kredy.Musiał to już być jego trzeci albo czwarty kurs tego wieczora. To ten kawałek z opery Friedricha Gitterfenstera Das Bettzeug. któraś z tych fifek . w krótkim małczaniu. aż pokazał w gardle dyndałki. że szkło bryzg i odmigotało w ten zimowy wozduch. mużyki i fifki też (ale żadnych burżujów) śmiali się i bałakali przy barze. ubłoconym buciorem. z mnóstwem zębów. a Jołop wziął i przyłańcuszył w okno. po niemnożku wydzierając sobie dość fajnie flaki z siedzeń. to już faktycznie powinien wziąć osobny pokoik na tyłach. jakiś wielki ptak wleciał do tej mołoczni i poczułem. bo miał w karmanach pełno drobnej monalizy i w razie czego był gotów rozdać te czekoladki biednym i głodującym. Po fryzjerce i luźnych ciuchach (przeważnie wielkie swetry jakby ze sznurka) dało się poznać.bardzo krasiwa i z wielkim ustem w ułybce. ale byliśmy już tak więcej zrypani i wymiętoszeni.Zapłacili my grzecznie za bilety i czekali jak dżentelmeni spokojnie na peronie. bo już był ponad ciałem. jak mi każdy jeden maleńki włosek na ciele staje dęba i dreszcze po mnie polazły do góry jak powolne małe jaszczurki. To ja się poczułem cały w gorączce i jakby mnie rozpalona krew 12 . ale było też nieco takich więcej drewniaków. powygłupialiśmy się z tak zwaną tapicerką. Ale ten członio. Ich dziule miały te ożywione bardzo ryje i szerokie. Ale ten członio. bo się upuściło niemnożko tej energii.Łobu za ułkamartwej że nie droszło hej hoglatonicznie pogoda z wietrzą. w ogóle nic nie słyszał. że przyszli z prób w studio ti wi. po czym sobacze wycie. a potem się wtarabanił stary ekspres torpedo i my do niego. zaraz za rogiem. o braciszkowie moi. ciągle ta zgrywa i radocha. o braciszkowie moi. takie to już było szutniackie zwierzę. a wyglądał prawie że pusty. a potem apiać w dół. bo w starej Krowie zawsze mają utajonych gdzieś fest łamignatów. choć nie było takich pod ręką. którzy dadzą radę każdej rozróbce! Mimo to Jołop wcisnął się koło tego członia i wydając ten swój szutniacki wrzask. jak tylko usłyszał ten kusoczek śpiewu niby kęs czerwonego od żaru mięsa chlaśnięty na talerz. gwiazd i do latami. jakby za przykład czegoś tam. i w dzień chodziło się do szkoły. stary Jołop dokazywał przy automatach.

Jołop na to łypnął na mnie zęborożno złym okiem i gada: .I utopił ryło w stakanie z mlekiem. co zrobić. ciągle zdziwiony. że krew to dla innych mużyków.Ty skurwlu. małysze! Jesteśmy kumple. Stereo było znowu wkluczone i grało coś bardzo rzygotliwego na elektroniczną gitarę. Odbałaknąłem mu: . I nie jestem już twój braciszek i nie mam życzenia Wyjął z karmana wielki. gdzie jest jego miejsce. .A na to Georgie ostrym tonem. Recht? . Ale ta fifa chichrała się teraz ha ha ha przy barze ze swoimi drużkami. Całkiem jakby wyśpiewywał tę krew. ten nie uważał. na słych i na widok tej wulgarni Jołopa i mówię: .zachłysnęła.I łypnąłem ostro na Żorżyka.Jaja . tam już paru malczykom ryje się tak obluzowały. że nie będę na to pozwalał.Jołop nie może być przez całe życie wciąż jak mały rybionek. a na tamto nie masz życzenia. ale jakbyś mnie tak dołożył. Teraz Jołop się odezwał. w oszołomieniu łypiąc to jak mu cieknie czerwone. że to zrobiłeś. na brzytew. .Powiedziałem: .Co to za mowa o miejscu.Ojej. Mało kto zakapował. jakby się nabijali. zaglucony tasztuk i przytykał go sobie zbierając tę spływającą czerwień.Iskrzy bliż się.O kej. jej czerwone usta były w ruchu i kafle błyskały. kiedy tamta dziula śpiewała muzykę. jak mu się spodoba? Akurat. a czerwone mu już trochę mniej ciekło: . przestańcie już wy dwaj. Jołop się zdziwił. że może mi dawać rozkazy albo w ryło. Pierwsze słyszę o uczeniu się. u mnie to tyle co luknąć! . 13 . Musimy się trzymać jeden za drugiego. co siedział przy Jołopie i teraz już gromko posuwał swoje: . to byś mi za to odpowiadał.powiadam. a nie będziesz mnie bez powodu szturgał i to czysta prawda i recht. i z tym członiem na trypie.Co za prawo naturalne on ma. to znów na mnie. o! Nie miałeś prawa tak robić. Powiedziałem: . Luknijcie. że jesteś skurwlem bez wychowania i bezjednej malejszej kroszki pojęcia. a tylko nie dla niego. to nie powinieneś dać Jołopowi tej lufy. po ciemniacku. Tak po nastojaszczy to mnie Jołop oskorbił. jajco! to mu powiem! Jeszcze mogę mu cepkami oczy wypuścić. Alex.W takim razie ja nie lubię. to wiesz.odrzekłem .Jołop musi . nie? Kumple się nie mają tak chować.nauczyć się. .Jak tego nie lubisz. . Pete odezwał się: . mój mały braciszku. one nie była słuszna.Jak już ma być po prawdzie. jakby mu się widziało.powiada Georgie. o ty braciszku mój. Ty brudny zapluty nieokrzesany skurwlu. kiedy tylko zechcesz. Nie zaczynajmy. . .Nóż i podaj czas .Bacznie uważaj. Mogę się z tobą zejść na cepie. . nawet nie zauważyła brudnej wulgarni Jołopa.wielkie ci jajka śmajka. na nóż. azali jednym z żywych na tym świecie pragniesz pozostać. Pete się wmieszał: .Czego mi to za co zrobiłeś? . gdzie czyje miejsce.powiedziałem tak cicho.Georgie siedział między mną a tym hadkim Jołopem. . . o Jołopie mój. japsko mu się otwarło i siedział ocierając sobie blut grabą z ryła.odwarkłem. jak się zachowywać publicznie. Więcej nie powiem.spytał jak to on. Mówię ci to z całym szacunkiem. że rechoczą z nas. żeby nadrobić swoje wychamienie się. sięgnąłem przez niego i piąchnąłem Jołopa w usto. ultroptymalutka! .Uważaj .rzekł jadowicie Jołop .Zaraz . jak było możebne przy tym stereo miotającym się po ścianach i suficie. . a kto widział. Powiem to jeden raz i kropka. co zrobiłem.Dla Jołopa to czysty zysk . że mu się zdaje. przy gladając się temu i marszcząc.Za to. tak że spojrzałem: . .

Wprost niewynosimo chciało mi się w ten wieczór muzyki. Jołop to niepłocho przydumał .powiada Jołop. . . Ja pożywałem na chacie ze starzykami. Mnie w środku wezbrał jeszcze gorszy razdraz.Ty poniał.mówi Jołop. . Mnie zawsze odbija. Do głównego wejścia dotarłem bez kłopotu. recht. Recht? . czy to działa. Recht? Recht? . o braciszkowie moi.powiedziałem . chociaż jak podchodziłem. zanim ostemplują mi paszport. Recht? . Muzyka. o braciszkowie.No i . żeby sprawdzić. a po wierzchu spokój. ale z powściągiem. jakby kumple Billyboya czekali koło bloku. umęczony gorzej na cielsku niż na mózgłowiu.Jakbyimy się nie spotkali w dzień. bo widać tej nocy ktoś tak horror szoł tutaj łomotnął. . ale ktoś musi dowodzić.I dał to swoje wielkie ho ho ho ho ho. upiększyli i na dobawkę ukrasili ten wielki malunek padchadziaszczym kulkowcem i mazakiem. Ale oczywiście malczyki pożywające w 18A. Więc mówię: . a pod latarniami też widne były gdzieniegdzie smugi krwi jak rozpiska. i jęczał.Byłem naisto porażony. No i tak wyszło. może mnie ta dziulka pod Krową tak ruszyła.To idziem do nory i w kimono . zawtra w tym samym czasie i miejscu? . .Owszem . ale starałem się to ukryć mówiąc spokojnie: .Ja się może niemnożko spóźnię . Może wszystkie są trochę ustawszy. jak się było spodziewać. o co był ten stuk w usto. Jołop osuszył sobie resztkę juchy. 14 . .Jak dla malczyków. panimajesz.Byłem zaskoczony i daże memnożko spuknięty. że recht recht recht. po szutniacku. co ją wydoiłem. ale nawet nie nużno było naciskać elektro knopki. To on się odezwał. Lepiej już nie gadać. to była dość długa noc. że zawtra żadna psiocha tu nie będzie śpiewać .Recht recht. między Kingsley Avenue i Wilsonsway. . czyli że suniemy na chatę. o braciszkowie. Brzytew do grdyk miałem pod ręką na wypadek. w powadze i godności trudu przy warsztacie i maszynie.Żaden nie odkazał ani słowa. aż metalowe drzwi się zupełnie wgięly.powiada . Uświadczyłem też zaraz przy 18A rzucone truski jakiejś dziobki! widocznie zdarte z niej nasiliło w gorącej chwili. na granicy największego kimona i podniosą ten pasiasty szlaban. Tamci dwaj kiwnęli. dopisując im kudły i stojące chojaki. i świńskie teksty w balonikach wyłażących tym gołoguzym (to znaczy nagim) członiom i rzeżuchom z dostojnych ust. . że Jołop nagle tak umno zabałakał. nawet baszką nie kiwnął.A tera bojki najlepiej do kojki. Jołop.Ja . albo w ogóle która bądź z innych band. kiwnęli tamci dwaj. Jołop dobawił: . czy nie.Da się zrobić. Dyscyplina być musi. a jakieś wpychle przeszkadza. co rosną. Poszedłem do liftu. rzeczywiście była to nielicha krzepa. co i raz bywało w borbie.Wszyscy tak jakby kiwnęli.Musi być jeden wożaty.Ciągle sobie przy tym obcieral usto. Więc ja na to: . to w rynsztoku walał się jeden malczyk i wył. same dobrze rozwinięte mużyki i psiczki. było to żyliszcze w Bloku Municypalnym 18A.mam nadzieję. to co. Więc rozeszli my się. Wyglądało na to. .powiada Georgie. jaczejek czy gangów. o braciszkowie moi! No i do środka.Recht. natyrlik. jak rośnie we mnie w środku razdraz. Chciałem się nią tak jakby nażreć do syta. Wszyscy jesteśmy kumple. W holu na ścianach fajno stare malowidło w stylu municypalnym.Wsio taki w tym samym miejscu i prawie w tym samym czasie. .dowodzę wami od dawna. więc przyszło mi się człapać pieszkom dziesięć pięter pod górę. kiedy dziuszka śpiewa. z ubawu tej nocy. chociaż jucha mu już nie ciekła. No i fajno fajn. jak to Jołop. a mnie się czkało brrr-l-hep? od tej zimnej koli.Po mojemu to czas iść na chatę. że jest za głupi nawet żeby się fest oskorbić. recht? .Czułem. Kląłem i sapałem wdrapując się. cały bardzo fajnie pokrajany w razrez. bez jednej nitki ciuchów na tych swoich odliczno mięśniatych cielskach.

zasłuchany w zalew krasiwych dźwięków. podłodze. Odkluczyłem drzwi numer 10-8 własnym kluczykiem i w środku nasze mini żyliszcze pokazało się cichutkie. Jowiszową. Georgia. i flagi i proporczyki na ścianach jak pamiątki mego żywota w poprawczakach od jedenastego roku życia. 15 . bardziej głodny niż mi się z początku zdawało. aby sobie oczyścić stare japsko chlipadłem (czyli jęzorem). młodzi i wapniaki.zaczęło się. i moja szafa z płytami. Później umyłem zęby i pocmokawszy. a te inne struny jak jedwabna klatka wokół mojego łóżka. który wykonuje Odysseus Choerilos z orkiestni filharmonii w Macon. tak że wyciągnięty na łóżku i słuchając muzyki byłem jakby otoczony i splątany w sieciach orkiestry. walali się po ziemi skrzycząc o litość. więc wysmyknąłem go z miejsca. braciszkowie moi. w gęste ciągnące się toffi złota i srebra. usto rozdziawione z rozkoszy. jak robaki jak gdyby platynowe. wszystkie aż świecące się i z wypukłą nazwą albo numerem: Południe 4. ani drenkromu. i chciałem coś starychowskiego a mocnego. kakoj cud wsiech cudów. zanim przekroczę granicę. a potem sobie przydumałem. to ja. ani syntemesku. zawsze wyda mi się takie okrutnie złe. Ojczyk i maciocha w swojej sypialni obok nauczyli się już nie stukać w ścianę o ten. na suficie. Przyuczyłem ich. ścianach. stare mleczko. kiedy ta muzyka. Och. zwidywałem takie lube widoki. Och. leżąc na łóżku z zaciśniętymi gałami i z łapami pod baszką. żeby je rozkwaszać i miażdżyć. a w nim ani żylet. a na stole maty mi położyła niemnożki przekąs. i bardzo zwartego. hałas. braciszkowie. a było to całe w jednej części. niebo i błogość. Tak błogo mi byto. Więc tej nocy leżał mi przede wszystkim nowy koncert skrzypcowy tego Amerykańca. jaka to dla mnie radość ta nocna muzyka. braciszkowie. W tych przywidzeniach mużyki i psiochy. skrzypce solo wzbiły się ponad inne smyczki.bracia . Szkoła Poprawcza Metro Sekcja Niebieskich. więc puściłem J. Och. wspięła się na sam szczyt swojej najwyższej wieży. pękłem i zbryzgałem się wrzeszcząc aaaaaaach z tej rozkoszy. gdzie był troskliwie rozpołożony. Tak słuchając jej z zaciśniętymi głazami. a ja nic tylko zapycham w nie jak maczugą i rzeczywiście. Ho ho ho. Geoffreya Plautusa. ozwłócząc się po drodze z ciuchów. a tam u drzwi kotły toczą mi się po kiszkach i znów znikły chrupnięte jak grom z cukru. co za ucieleśnione wspanialstwo i przewspaniałość. ojczyk i macica znajdowali się w krainie snu. pychota mojego życia. ciążenie już czepucha i tyle. No i . żeby zamknąć w nich tę błogość lepszą niż jaki bądź God czy Gospod po syntemesku. Potem flet i obój wkręciły się. że ma być jeszcze jedna płyta. Tu było moje wyrko i tereo.żeby mnie tam przepuścić. Chłopaki z Alpha. udałem się do swojego pokoiku (czyli komnatki). S. oczy mając zamknięte. wiedząc. I te psiczki obdzierane i krzyczące. a ja rechotałem całą gębą i wkręcałem im w ryła swój but. przyparte do muru. jak oni to nazywali. I tak doślizgała się ta przewoschodno krasiwa muzyka do swego żarzącego się końca. Teraz wolą pigułki na sen. i znów były nowe widoki innych mord. Teraz to już najniewinniejsze mleko. Bacha Koncert brandenburski na same średnie i niskie smyczki. ot. Małe głośniki mojego stereo były rozmieszczone po całym pokoju. Jednak piłem to i żarłem aż charcząc. wkluczylem na stereo i czekam. parę kusoczków gąbczastej puszkowiny z jednym czy drugim buterbrotem i stakanczyk zimnego starego mleka. niebo w uszach. albo jak srebrzyste wino płynące w kosmolocie. Później kazałem sobie fajnego Mozarta. Leżałem całkiem nagi do sufitu. wziąłem też owocowego paja ze spiżarni. A potem ten ptak niby z najwątlej uprzędzionych metali nieba. z grabami pod głową na poduszce. odrywałem z niego całe grudy i pchałem sobie w to żarłoczne usto. Może już je zażyli. Puzony mi pod łóżkiem kruszyły czerwone złoto. a za moją głową trąbki trojako srebromieniące się.

To ja odkrzyknąłem: . Moja mać pracoliła w jednym Gosmarkecie. . dzwonek do naszych drzwi. co się kitlasi w tym przybytku nikudysznej do niczewo nie sposobnej nauki. i od dzwonka też ból jakby mnie dziargał.Już po ósmej. A dopiero na polanczu. i jak wszystkie malczyki pod jego rządami mają skakać i już. . a potem włożyła buty.I faktycznie było to prawo dla wsiech. że nie pójdę dzisiaj do szkoły. już jakby dawno temu.To ja wychodzę. braciszkowie moi. ładując na półki zupę i fasolę w puszkach i tym podobny szajs. . Było w nim coś o mechanicznej pomarańczy. nie z rybionkiem i nie chory. 4 Na zawtra obudziłem się o ósmej zero zero. a Jołop był dużo starszy i siwy i nie dostawało mu paru zębów. Słyszałem. to może wdepnę do starej rzygoły i popatrzę.Baszka mnie ciut pobolewa. może się nawet popluskam w kąpiółce.Nic bijcie mnie. i trzaskał z bicza. i raz. Jak nie będziesz mi jej zawracać. Bacha zacząłem lepiej niż dotąd kapować. Ale uciekałem tak jakby w kółko i Jołop tuż za mną a obśmiewał się. chłonąc brązową wspaniałość tego starożytnego niemieckiego mistrza. Podumałem. a co mnie fest siepnął tym batem. że musi iść i rabotać. i powiedziała: . co było widać. no i przydumało mi się. wzięła kapotę zza drzwi i apiać wzdychnęła. owszem. co ją nazwali DOMCIU. Tak i obudziłem się wniezapno. w którym przyśnił mi się mój drug Georgie. z którą uskuteczniłem razrez tej nocy. o braciszkowie moi. jak to nazywali. a ja stałem w szeregu jak wszyscy mówiąc: ta jes! s! i: nie! s! a potem uwidzialem wyraźnie. a serce mi bach bach bach. to jakby dzwonek elektro dryn dryn dryn dryndał oczeń gromko. S. jak mój tatata zrzędzi i tłucze się i wreszcie wybywa do tej farbiarni. a potem mój drug Georgie rzekł. Słuchając J. co to znaczy. ale teraz już tak po nastojaszczy z szacunkiem. w tej daczy.I słuchając go z jeszcze inną rozkoszą niż przedtem. to pomyślałem. to spróbuję się przespać i na popołudnie będę git. i natyrlik faktycznie dzwonek brrrrr darł się. tak z czasik albo dwa. pokazując na mnie: . potem się ładnie i nie śpiesząc ubiorę. że warto było im obojgu dać jeszcze gorszy łomot i rozdziargać ich na strzępy po ich własnej posadzce.To zostawię ci śniadanie w piecyku. zobaczyłem apiać ten tytuł na bumadze. że nie ma nikogo w 16 . synu. Więc usłyszałem jak wstawia brzdęk talerz do gazowego piecyka. kto nie rybionek. jak zacząłem róść duży i krzepki: . i bałakał o dyscyplinie i posłuszeństwie. a że wciąż czułem się zrypany i wymięty i skuty i spluty. Udawałem.Ale ja udawałem. proszę was. Żebyś się znów nie spóźnił. i salutować jak w wojsku. i patrzalki mi się normalnie kleiły od tego śpiku. że łuczsze pobarłożę sobie jeszcze ciut w łóżku. kiedy się dał w rechot na mój widok. braciszkowie! i chodu.Ten mudak ma na ciuchach sam fekał i brud! i tak było faktycznie. Na to ja dałem krzyk: . W tym przywidzeniu on zrobił się jakby dużo starszy i uch jaki twardziel i ostrzak. A potem wezwał starego Jołopa z batem. gdzie pracolił. jak mi się będzie chciało. synku. Bo muszę już iść. synu. że mało sobie łba nie odrechotał.Usłyszałem jej tak jakby wzdych i rzekła: . że Georgie ma te gwiazdki na pleczach i jest normalnie generał. że jestem abratno w kraju snów i naisto zaraz mi się fajnie zakimało i miałem taki dziwny i jakby całkiem nastojaszczy drzym. sam na samo gwałt i adzinoko. zrobię tosta i posłucham co w radio albo żurnał poczytam. i zaraz maciocha zawołała.

że ciebie gdzieś boli. tak jakby głotnąwszy ją na dwa kęsy.ja mam dla ciebie też takie powiedzonko. R. no tak. . .Stało się? .Tej mowy o miłych cyjniakach to mi nie wstawiaj . mój tak zwany Porehabilitacyjny Doradca. jakby wszystek czas na świecie był jego. jakby po to przyszedł. . nasz Alex . . ze starą zeszmaconą szlapą na baszce. Jeden z przyjaciół pewnego Tłuścioszka został o późnej godzinie zabrany przez pogotowie z okolic elektrowni i odwieziony do szpitala. w bardzo fajny a długi podom jakby z jedwabiu. A potem mówię: . wtarabanił się wymięty z wyglądu.Może czaszkę starego czaju. . że ostatniej nocy trafiło się całkiem sporo dość różnorodnego 17 . Krzyknąłem recht rccht recht. proszę pana . proszę pana .Nie mam czasu . R. Spodziewam się. . Że policja cię ostatnimi czasy nie zwinęła.Nic zrobiłem nic złego.powiedział .Wieczór to niezła pora. że nie wdałeś się w jakieś łajdactwo. o braciszkowie moi. co kończy w tej pokratkowanej dziurze.To takie powiedzenie. i wstawszy z łóżka przyodziałem się. że do popołudnia mi raczej powinno ulżyć.odrzekł. Deltoid. braciszku. wyłaź z wyra! wiem. Alex.Mam dotkliwy ból głowy.A już do wieczora na pewno. Po czym. proszę pana . Wiadomość doszła do mnie ta droga co zawsze.Spotkałem twoją matkę. że się wylegujesz. Wygląda na to. a wszędzie na tym podomie były wzory w takie jakby gromadne miasta. Deltoid (jak można się tak nazywać).Mili cyjniaki nic nie maja na mnie.No to .To znaczy herbaty. mój malutki. o czym ci doskonale wiadomo. co? Siadaj .odkazał. przeciążony robotą grzdyl mający setki takich na rozkładzie. to nie znaczy. żebyś uważał. R. Jak ci już nie żal tego ohydnego siebie. to przynajmniej na mnie miej wzgląd. I usiadł na tym starychowskim bujaku mojego facia i wziął się bujać. To był P. Potem przyuważył ogłoszenie w gazecie. Gruba czarna krecha. co leżała na stole: krasiwa i uśmiejnie patrząca młoda psiczka z grudkami wywieszonymi na cześć.A. mój chłopcze.Czasu nie mam. .jakby to była jego chata. kraty. Coś mówiła. no całkiem po duracku. Kiedy mu odkluczyłem. może nie? Poszły nieco w ruch majchry i łańcuchy od rowerów i tym podobne. Wspomniano również paru z twoich przyjaciół. no tak. Dlatego nie jesteś w szkole. proszę pana? . co się nie należało.zapytałem. o braciszkowie moi. to już będzie rzeszotka. głosem takim więcej zbolałym. Potem giry wsadziłem w takie bardzo udobne puchate tufle. Alex. R. proszę pana? . a na mnie brwi zmarszczywszy wciąż się spodełbił i błysk błysk. bo za następnym razem. . Więc nastawiłem czajnik. Uroków Słonecznych Plaż Jugosławii.domu.No już dość tego. I bujał się.rzeki na to P. . siadaj! . bardzo ustawszy. . i cała moja fatyga na nic. . no tak. o czym bardzo dobrze wiesz. Deltoid . powiem ci w zaufaniu. . za każdego nie zresocjalizowanego. ale krugom bujając się.rzekł P. a ja u niego za gościa.odrzekłem. żem się nad tobą napocił.mówię swoim wytwornym głosem.powiada P. ale ciągle bujając się.siadaj. to znaczy proszę pana.Czemu zawdzięczam tę niezwykłą przyjemność? Czy coś się stało. . ale to brrrrr nie ustawało.Od razu poznałem głos. tak? . zapytał: . uczesałem bujny swój przepych i już byłem gotów dla P.odpowiedziałem. Zeszłej nocy było trochę harataniny. Deltoid. że coś miało się stać? Zrobiłeś coś takiego. no tak . R. Padło twoje nazwisko. Deltoida. owszem powiada. . w zbrudłachanym deszczowcu. bardzo niemile pokrajany. a potem usłyszałem głos wołający przez te drzwi: . braciszku.A dlaczego pomyślałeś w ten sposób. łypiąc na mnie jakby przyczajony. Przyznanie się do klapy za każdego z was.powiada. bardzo bystro i chytro.

co je dla mnie naszykowała moja bidna stara maciocha. Tyle co jajko sadzone.odpowiedziałem. Deltoid . R. . No i dobra. Ale co ja robię. Czy wyrażam się dość jasno? . Ale to. i jak to piłkarze 18 . znaczy się przyszłość. mój malutki. no. to się obszczerzalem do siebie z tych rzeczy. jak zwykle.I posłałem mu najładniejszy zębaty uśmiech.za następnym razem. a te siebie to wszystkie postwarzał stary God czy Gospod i w tym jego pychota i radość. to powiem: Racja. proszę pana . I dlatego cię ostrzegam. doceniasz. . A czy nasza historia najnowsza. że lubią. R. co? . . Alex. i nie posunęliśmy się o krok. w samym gromadnym zwierzyńcu dla bydląt nie z tej ziemi. braciszkowie moi. będę się starał. to robię. ja robię zło. czytając gazetę.Jak tafla niezmąconego jeziora . to zła nie ścierpi. żeby więcej nikt mnie nie złapał. A tak się złożyło. to tym gorzej dla mnie. niż ci się wydaje. co P. a jak mnie złapią.I to mnie martwi . tak. .brutalstwa. no. no i wreszcie . i to stare ryps wyps ryps wyps. Według moich obliczeń już czas na ciebie. . jak dzielne małe każde sobie zrażają się przeciw tym gromadnym maszynom? To ja wam całkiem poważnie mówię. w ten uśmiechający się poranek zimowy. gdyby w nim każdy jeden tak wyprawiał po nocy jak ja. . a ja wcale im tych przyjemności bym nie odbierał.westchnął P. i to wszystko. mój chłopcze. mój malutki. Więc teraz.jakby skrzywił się i zaszydził. Masz tutaj niezły dom i kochających rodziców. bo lubię robić. no pewnie że nie można prowadzić kraju. panowie. proszę pana . Ale kiedy on uszedł. znaczy że ci wszyscy z rządu i sądu i ze szkół nie mogą pozwalać na zło. o braciszkowie. w tobie czy we mnie. obgryzanie sobie paznokci u nóg. to nie jest o tym.To jest mowa jak trza. no właśnie. udowodnić to niczego nie może nikt i nikomu. a z piecyka dostałem śniadanie. W gazecie było jak zwykle o ultra kuku i napadach na banki i strajkach. mózg też nie najgorszy. którym zawsze byłem dla ciebie.I jeszcze powiedział głosem bardzo cierpiącym. Ale co jest niesobą. o braciszkowie moi. niby cały ten zachwat i łomot i krajanie brzytwą.Już od dawna nie wpadłem w graby polucyjniakom. doję sobie ten bardzo krzepki czaj z mlekiem i do tego łycha za łychą cukru. bo jestem łasy na słodkie. My więcej wiemy.odpowiedziałem szczerze i z głębi serca.Tylko uważaj. zanim jakiś majcher dogoni mnie albo jucha wybryzga swój końcowy chór w poskręcanym metalu i rozpryśniętym szkle na autostradzie. A w dodatku zło to coś w samym sobie. tylko że niestety ja nie cierpię być zamknięty w klatce. na taką. Deltoid i jego kumple łamią nad nimi głowę.Wszystko to doceniam. Delloid. co wyciąga ku mnie swe śnieżnobiałe jak ta lilia ramiona. Alex. jako ten dobry przyjaciel. jako jedyny człowiek w całym tym poharatanym i chorym społeczeństwie. i to samo na odwrót. Więc jeśli mnie chapną i dostanę trzy miechy tu a potem sześć tam. a ja robiłem sobie ten imbryczek mocnego czaju. bo by pozwalali być sobą.jak ostrzega mnie życzliwie P. Aleja cię ostrzegam. od tego ja się mogę tylko ześmiać. żeby dojść.odrzekłem . który jeszcze chce cię uratować przed tobą samym.proszę pana. już mimo tych moich młodziutkich latek braciszkowie. żebyś przestał pchać swój przystojny młody ryj w błoto. jaka może być przyczyna zła. . sam na samo gwałt i adzinoko. . . braciszkowie. R. ale wciąż bujając się buju buju: Co was opętało? Badamy ten problem i badamy już prawie od stulecia. ale zrobiłem se tosta i mlaszcząc pożarłem to jajko z tostem i dżemem. Jasno jak lazurowy błękit najgłębszego lata. I na przyszłość będę się starał.Jak dla zdrowia to trochę za długo. Czy to jakiś diabeł w ciebie wstępuje? . Och.Tak. Nad przyczyną dobroci nie główkują. że ja właśnie wolę na odwrót. no tak.Nikt na mnie nic nie ma. więc czemu na odwrót? Jeżeli wpychle są dobre to dlatego. Może pan na mnie liczyć.

stamtąd cof się pieszo na Taylor Place i już byłem w butiku. o niedoborze uczycieli takich fest horror szoł. co gada. ciemnosine kaloty i sweter z bukwą A jak Alex) pomyślałem. zauważcie. I był wielki gromadny artykuł o Współczesnej Młodzieży (znaczy się o mnie. Nazywał się głupio MELODIA. ale dzień to był dla drewniaków i wsiegda w dzień szalało się jakby więcej szpików i poli mili cyjniaków. Recht recht recht. Ani dnia. i że to świat dorosłych jest temu winien przez te swoje wojny i bomby i absurdalność. braciszkowie. co by obłomotali tym krwawym łapserdakom ich niewinne rzopiątka. no. o braciszkowie moi. że przynajmniej mam czas (no i dziengi. i darmowe paczki mydlanych płatków za etykiety od zup w puszkach. bo w karmanach było u mnie dość tego kasabubu) zajrzeć do butiku z płytami po to stereo Dziewiątej Beethovena (znaczy się tej z chórami). muzyka zawsze tak naostrzyła. A jak sobie opluskałem niemnożko ryja i graby. ale zawsze miło wiedzieć. ale najlepsza rzecz. aż by zaczęli bu-hu-hu o litość. Wsiadłem na rogu w basa i pojechałem do Centrum. a stare burżuje zapierały się w środku i chłeptały ten idiocki program światowy w ti wi. lepsiejsza. Tylko ażem się obśmiał od przydumki. tylko żeby ją pobudzać do Wrażliwości Artystycznej w Rozmaitych Dziedzinach Sztuki. o braciszkowie moi. The Mixers. który zaszczycałem dając mu łaskawie zarobić. bo ci odgrażają się. że się nami ciągle interesują. Stash Kroh. jak on to nazywał. więc ukłoniłem się w klasycznym stylu. żeby nie było czegoś o Współczesnej Młodzieży. ta Współczesna Młodzież. No i wyczołgałem się. i żeby mi te mużyki i psiochy tylko wyły w mojej ha ha ha władzy. jaka ona byłaby. na płycie Masterstroke w nagraniu Esh Sham Symphony pod batutą El Muhaiwira. tylko dwie młode dziulki obciągające loda na patyku (a było to. Na Vremya Upokoyat Vas Ed Cum Id Molotov i 19 . pisało tam. jak w jednym takim artykule o Współczesnej Młodzieży kiedyś pisało. Pod wpływem Wielkiej Muzyki. Jak już dałem parę razy hyp hyp napchawszy ten mój niewinny żołąd. obszczerzając kafle jak z uma szedłszy) jakiegoś tam bardzo umnego łysonia. Szła muzyka. Przeczytałem go i sobie uważnie. Noc to była moja i kumpli. aż się obśmiałem. Dzień bardzo się różnił od nocy. że tylko łomot tym piorunem i grzmotem. Wszystko to hojdy bojdy i do śmiechu.doprowadzają do tego. żłopiąc ten stary czaj filiżana za taską za czaszką. to kiedy jakiś drewniak w psiej obroży napisał że jako sługa Boży i po głębokim przemyśleniu on uważa. siorb siorb i do tego chrup chrup kawałki czarnego tostu zanurzone w dżem ehem i jajko śmajko. nie można mieć o nic pretensji. te wredne malczyki byki. ale poza tym bardzo horror szoł i nowe nagrania mieli tam w try miga. i już odziawszy się (moje dzienne łachy były takie normalnie studenckie. syf że mi w jaja! Mnie. i w ogóle nastolów. wkluczywszy radio. Chyba on wie. o braciszkowie. Aha! Kulturalna. No i git galant. o braciszkowie moi. jaką dali w tej starej gazecie. Ten rozumniak pieprzył normalnie o braku rodzicielskiej dyscypliny. że nie będą grać w najbliższą sobotę jak nie połuczą za to więcej szmalu. o braciszkowie moi. młodych i niewinnych malczyków. co ją sobie przyrzekłem i zakazałem już dawno temu. I że dalsze loty kosmiczne i stereo ti wi z jeszcze większymi ekranami. Claudiusa Birdmana. że poczułem się jak sam God Gospod. Wchodzę i nie było poza mną klientów. samo dno zimy) i tak sobie jakby grzebiące w nowych płytach z popem (Johnny Burnaway. bardzo fajniutki kwartecik smyczkowy. co go niepłocho znałem. że strach wszystkich paraliżuje. skoro z niego ten zawodowy kapłon i bogusław? Czyli że do nas. niebywała okazja tylko przez jeden tydzień. wziąłem się dostawać z szafy łachy na dzień. i Wielkiej Poezji ta Współczesna Młodzież normalnie uspokoi się i będzie taka więcej Kulturalna. iż To Szatan Hula Po tym Padole Łez i tak jakby się chytro zakrada w te młodziutkie niewinne ciała.

. siostrzyczki. jak to w tym wieku. i banana splitów i gorącej czekolady. gdzie stary Andy (on też wsiegda grzeczny. albo ich brak.I tak niby że się ukłoniłem. że basem nie pojadą. Wybierzcie lokal. . Miały całkiem identiko przydumki.A druga wstawia: . o braciszkowie. aż mało się nie porzygałem na sam widok. które one kupują. a w środku się tak śmiechałem że po prostu horror szot. Te dwie psiczki miały najwyżej po dziesięć lat i tak samo jak ja. aż dychnąć nie mogłem prawie przez dziesięć sekund. . Tu one się już poczuły oczeń wyrafino.Da da. wykonałem do nich tymi świeżo na biało wyszorowanymi kaflami i mówię: .Wujek nakarmi was. całkiem z uma szedłszy imiona i sam szczyt mody w ich dziecięcym wieku. A ja przekróciłem to mówiąc: .Wujek was zaprowadzi.Proszę .zagajam .i posłuchacie. o nie. brat? Kto taki wielik. tylko taryfą. Il Ristorante Granturco i tym podobne. . Czujcie się zaproszone. spodełbił się naburmuszoną jakby od piorunów mordą sam Ludwik Van.chyba wiem. i zgarnąłem 20 .Nawierno macie takie małe. no. wzruszające. Ojej. a niby nie może. Już przyszło. . Żadnej tam rzygoły na to polancze. taki adzinok? . . no to wtedy ja bałaknąłem: . Dziś daję sobie dzień i na balszoj. ale my jesteśmy głodne.I zaprowadziłem je za najbliższy róg do Pasta Parlour i dałem im napchać w te niewinne twarzyczki spaghetti i kiełbasek. na którym. białym kitlem Dziewiątej. no to dałem im do humoru.Fajno fajn. Te obie znów rozchichrały się i jedna mówi: . a ja na nie łypnąłem dość chłodno.Ojej. bo ja. od dziś będą już po nastojaszczy dorosłe. że mają) się za całkiem dorosłe psiochy. .Jak wyszli my na zimną ulicę. o braciszkowie moi. Od razu było widno. na czym grać te swoje puchate szczebioty? -Bo przyuważyłem. i po wypchanych grudkach i jakie usto miały. . .Boska Siedemnastka? Luke Sterne? Goglarz Gogol? . że wabią się Marty i Sonietta. ciupcie! uciułane portablo. Posłuchacie trąb anielskich i puzonów diabelskich. zawsze uczynny. czemu nie. im się zwidziało. mimo że łysy i bardzo a bardzo chudoszczawy). Hilton. Marty i Sonietta. jak te kręciołki na zielonią trawkę.A co wy macie w domku. Nu ładno. Dwie małe psiczki zaczęły się chichrać.Aha . A mnie wtedy jak strzeli przydumka. jak trza. żeby zabulić. . to taki pop chłam nastolowaty. całe w rozczerwieni. ale my byśmy zjadły. po nastojaszczy drewniak na balszoj. Wygrzebałem dziengi. o braciszkowie moi. co było po prostu. Te małe psiczki były do siebie bardzo podobne. kazawszy sobie ranek wolny od rzygoły. braciszki. Przyszedłem w siebie. chociaż nie siostry.I łapskami tak jakby u wielkiego dyrygenta wybijając takt poszedł mi to przyturlać. Podszedłem grzecznie i kaflami cały w uśmiech do kontuaru. ale przeszkolenie i owszem. Powiedziały mi.cały ten szajs). z Alexem w roli profesora. nawierno.Ty szczo dostał.powiedział Andy. po tym rzucaniu biodrem na widok Oddanego Wam Autora Tych Słów. mało nie padłem z tej udręki w rozkosz. Andy wrócił się w try miga pomachiwując wielkim. i zaczęły balakać tonem wielkich dam o takich rzeczach jak Ritz. Spadamy. i włosy tego samego koloru: tak jakby wykraszone na słomkowo.Może przegramy na próbę? Ale ja chciałem to już mieć w domu na moim stereo i posłuszać sam na samo gwałt i adzinoko. że płyty.I obie się zachichrały. .Im się na to dolna warga tak jakby obciągnęła. a jedna z tych małych psiczek odzywa się: . już to ona może powiedzieć.Bo te małe psiczki bałakały znów po swojemu. nawet bardzo dobre. i ptysiów. . Już czas fest pokręcić. w kołys i w biodro. już napalony jak sam czort. . kazałem sobie tylko skromnie płat zimnej szynki i aż warczącą grudę paprykarza.powiada .Pójdziecie z wujkiem . Bristol. czego pan szuka! Mam dobre wiadomości. błyszczącym.Więc ja odkazałem: .

to trza się inaczej pouczyć. Żadnych zabaw z siedzeniami. a chuci te. A wyglądały jak po wielkim zrażaniu się. co jest sama rozkosz. braciszkowie. No i zanim ten ich wzruszający pop chłam przekręciło się po dwa razy (to były dwie płytki: Miodowy nosek. stary wąsaty próchniak w uszarganym łachu. Tylko że obie dziuszki były już oczeń oczeń na cyku i nie mogły za wiele czuć. Ta mała Sonietta krzyczała: . takie to było. i potem ładuje sobie dziab w grabę. o braciszkowie moi.gablotę ze stojanki przy Centrum. Jak ostatnia część szła po raz drugi z całym tym gromem i krzykiem że Frojda Frojda Frojda.Wierzchowe! . co im się robi w te małe osóbki. Więc kręciłem dla nich ten szajs i zachęcałem do picia. mówi do mnie: . tego co warczy. a ja puściłem te ich wzruszające płyciątka przez moje stereo. no a te nieustraszone małe psiczki nic tylko chichrały się i w szept szept. niby taki rozdziany wracz. tak że Ludwik Van też był nagi. przez Dziewiątą i dziab na dodatek. i zrobiły to. i one były wcale nie od tego. No i krótko powiedziawszy dojechali my. bo im się to wystawiało jak frajda frojda i szutka nie z tej ziemi. basowe struny jakby mi gadały spod łóżka z resztą orkiestry. hormonu kiciora z dżungli. jakby w ślicznych i tiu tiu i drogich złotych pucharkach. a potem chciało im się pić. One siadły na moim wyrku (jeszcze nie posłanym) i buju buju nóżętami. Tak jakby się obudziły od tego. a potem ludzki głos wszedł i mówił im wsiem. a te cały czas wsio tylko zdyszane i rozchichrane. że stary wujek Alex bez nitki gołoguzy stoi z dmuchawą jak rękojeść i psiuk ze strzykawki. No i rozległo się. to te dwie dycholatki już wcale nie były wielkie damy i wyrafino. Ale one robiły och och och i pokrzykiwały: . braciszki. Dycholatki były w try miga rozdziane i mało się nie ześmialy. i puściłem igłę w syk na końcową część. że jestem z nimi w tej komnacie. Teraz już nie widziało im się. to ja normalnie rozpachnąłem skarbczyk w mojej komnacie i dałem tym dycholatkom po takim horror szoł szkocie. i wtaszczyłcm je na górę pod numer 10-8. zrypany i spluty. że to figle. i nie z uciechy krzycząc przyszło im się zdać na czudackie i dzikie żądze Aleksandra Ogromniastego. że powinny się mną zająć polucyjniaki i cały ten szajs. jak we mnie skoczyły w środku te stare tygrysy i rzuciłem się na te dwie psiczki. Dopiero co kazałem dać świeżą tapicerkę. i ciupciały mnie tymi piąsteczkami. obie były jak to zwyczajnie takie małe psiczki prawie że u szczytu histerii. nazwisk już nic pamiętam). . aż chodzące po całym wyrku i po mnie.i: . całe obite i spuchnięte na ryju. tylko że z niezłą dobawką sody takiej co w igły i szpilki. to ja wam nie muszę opisywać.i różne takie kopnięte słówka. bo sami se możecie lekko rozgadnąć. żeby się dać w radochę. Co się tam po nastojaszczy wyczyniało tego popołudnia. jęcząc. a potem ta przekrasna błoga melodia cała o Radości.Więc dałem im pozbierać swoje barachlo i spłynąć.Ukoiłem jego idiockie obawy i pajechali my pod Blok Municypalny 18A. A teraz krzyczały i robiły o! o! o! wciągając na siebie ciuszki. jak się nie idzie do szkoły. jaka to przewoschodna iskra z nieba.Ale przeleśne! .Tylko bez prucia. a ja leżałem rozwalony. no i faktycznie były. a ja odpłynąłem w kimono. były wprost niesłychane i gromadne i nadzwyczaj wymagające. No i podrałowały w dół po schodach. Taryfiarz. 21 . No i właśnie nauczyły się. Jakby się pociągało jakiś napachniony słodki napoik dla dzieci. śpiewał Ike Yard. i zaraz poczułem. ciągle przy tym Frojda Frojda Frojda Frojda na całego w grzmocie i wrzasku. Trudno.Podłe zwierzę i bestia! Wstrętna ohyda! . Po czym wyjąłem cudowną Dziewiątą z jej koszulki. i Noc po dniu po nocy wystękiwane do rzygania przez dwóch obezjajców. brudny i goły na tym wyrku. braciszki. i że chcą do domu i że jestem ta wściekła bestia. co były sam szczyt mody w tej grupie młodziaków.

żwyknąłem z pełnej gęby .Widziałem.Tylko tak się czasami martwię. . że niech uważa co jest jego brocha. co go miałem dziś rano. a co moja to moja. że ja się tym zajmuję. Bidne chryki. uczesany. czując się brudny i klejaszczy.Ooch . jakby mówiąc. Po czym już świecący się. Tu i tam.Zbądź 22 . że ja się faktycznie naprostowałem.Odpuściłem se ten dzionek i już mi git. I tu przypomniałem sobie mój drzym.różnie. siedzący przy swoim wymęczonym żarciu po całym dniu pracolenia on w tej farbami a ona w magazynie. . albo tak mówili. że ja chyba też miałem jakiś sen.Przepraszam. ale nie mogłem go tak naisto wspomnieć. recht? Na łachy ani też na ubaw. Pieczalne drewniaki. a inni chłopcy cię biją. albo stara się dowierzać w to. bo już wiedział że morda i ani gu gu. .Nie martw się o twego syna jednorodzonego i dziedzica. Włożyłem podom i wyjrzałem do nich. . . Wyglądali jak ci chłopcy. . oboje teraz dawszy się odliczno słyszeć w bywalni (to znaczy stołowej) i sądząc po tym brzęk brzęk talerzy i siorb siorb czaju ze stakanów. zanim cię skierowano ostatni raz do szkoły poprawczej. . że w snach to idzie na odwrót. tak pomagam i w ogóle. jak Georgie wydaje te generalskie rozkazy. Zrazu widać. co? No to czego się rozpytywać? Facio od razu grzeczniulko bubeł w kubeł. więc ktoś je musiał wykluczyć. Zeszłej nocy przyśniłeś mi się i bardzo mi się ten sen nie podobał.I pogłaziwszy mu tak szmucyk prosto w ślepia. przysiadłem na kusoczek paju.Tak? .To było jak żywe .O pieniądze nigdy nie proszę. że mój ojczyk dowierza. jak jedno prowadzi do drugiego. ale wypadało to skazać. . Ale mówiono mi. Moje stereo już nie zasuwało że Radość i że Uścisk Uścisk Wam Miliony. że to nie było rozumne. jak leżysz na ulicy. przebrany za kochającego jedynaka. ale właściwie gdzie ty chodzisz wieczorami do pracy? . który ona rozmroz i potem odgrzała nie wyglądał zbyt apetycznie. że tak śni o mnie.O? . a potem do nory i w ciuch na wieczór. .5 A faktycznie tak wyszło. wyszczotko i git galant z kiciorem. . Możesz się z tego śmiać.No no? .Mniam niam. Facio łypnął na mnie tak jakby podejrzliwie i nie za oczeń mu coś ponrawiwszy się.zapytałem przestawszy żwykać tego klejącego się paja. z którymi się zadawałeś. ale milczał. Wytańczyłem ja do łazienki i dałem se bardzo skory prysk na całego. że zbudziłem się późno (koło siódmej trzydzieści na moim zegarku) i pokazało się. a maciocha dała się w taki ustawszy jakby śmieszek. jak się hapnie.To był taki jak gdyby paj w mrożonce. . jak wszystko liczy się na tym niecharoszym świecie. ale mimo wszystko coś w tych snach jest.Nie żebym się chciał wtrącać. Recht recht recht.Ześmiałem się z tego w środku. I lak mi się przywidziało. .Bo w tym czasie oni dowierzali. Czasem mi się coś przyśni. maćku! A mogę tego dostać? . .powiada. . W try miga pajmiosz. co to synu jedyny owocu mego żywota i te pe.Teraz mię zainteresował. czyli że ojczyk albo maciocha. . Ojczyk zagaił: . o mój zaprawdę ojcze! . ze dowierza. nikagda. synu .zagaiłem.powiedział facio. a stary Jołop się obśmiewa bez zębów i siepie batem. synu. Teraz mogę iść na wieczór popracolić.rzekłem.Cześ cześ cześ . żeby ciut zarabotać.

A na pewno już ból ci przeszedł? A na pewno ci nie lepiej wleźć abratno do wyrka? . Ale obrócił się.I zgarnął te nieuczciwie nabyte golce do karmanu w sztanach. mojego post kurwatora. Jako wasz kumpel i wożaty chyba mam recht wiedzieć.powiada Georgie.odkazałem. synu .Baszka mnie ciut poboliwała i musiałem przekimać. .powiadam . . recht? . takie sobie ciut małych zgrywoszutek i tym podobne. jak Georgie i Pete dali mi stary cześ prywiet. ciągle jeszcze stojąc wyżej od nich. .No dobra. . Jutro przyniosę jej za to jakąś butelczynę. bo mać zmywała jak raz posudę w kuchni.I wszyscy się z lekka obśmiali. Nie zbudzili mnie jak przykazałem.My tam czekamy i doimy se mleczko na brzytwach.To przykre. co? Na to rozkazywanie i dyscyplinę i te pe. On wżdy poradziech sobie zdoli albowiem. . Deltoida.ja mu na to.Ano ja że recht! . 23 . Boimy się za dużo wychodzić. więc apiać się w sobie po cichu z lekka obszczerzyłem. . o drużkowie wy moi.leżałeś całkiem bezradny we krwi i nie mogłeś się bronić.powiedziałem ostrożno. a ciebie może to czy tamto oskorbiło. jeśli mi to wolno tak nazwać. i trąbnął: On jest.mówi Pete.I tak jakby założywszy graby oparłem się udobno do słuchania o potrzaskaną poręcz. tak niby że oczeń troskliwie.wstawia Żorżyk.Nu pagadi .niewiele tego. . co ta stara noc nam przyniesie.Prze pieprzę praszam . Jołop miał wieli gruby śryk z czarnej farby tłuszczowej i gwazdrał nim brudne słowa. . Aż dziwne. R. . . Ten sarkazm. no to wpadli my do twojej katedry. Oni przyszli mnie spotkać.i puścił się w kilka niełowkich piruetów. oba w błysk błysk ukazując po drużeski kafle. jak już mówiłem.łuuu hu hu hu! zatrudniając się tym. nie przystaje do was. Ci młodzi chuliganie i tym podobne.A ty .Dziękuję. -To już było na huzia i na odwrót. braciszku. ura! . gołoguzych mużyków i psioch z powagą u kół napędowych przemysłu. co wróży ten twój gromadny koński rozdziaw na ryju? . z całym tym szajsem wypisanym z ich ust przez niegrzecznych malczyków. Na to w try miga włączył się Georgie: . tych moich niby to drugów. Tyle co zarabotałem przeszłej nocy.snuje mój ojczyk . A nawet więcej. cały krugom w kochających ułybkach. . po naszym fresku municypalnym i jak to Jołop dawał ten swój rechot .Co za mowa o nowym układzie? Tu nawierno był jakiś gromadny bałach i kwacz za moimi uśpionymi plecami. duże i na balszoj. co jest grane. Niech ja więcej usłyszę. . będzie tego przystawania do Jołopa. .Z nowego układu? .odpowiedział.Jak gdyby przejąłem to: tak? od P. on przybywszy. .Lepiej zróbmy z tym na glanc porządek. . kiedy tak się zrobiło na ulicy. . nie? No więc Jołop. Możeście wy ustroili za moimi plecami jakiś drobny a cichy bałach. Tak to rychtyk i było. To jedna rzecz z nowego układu. Pietia. Czekali koło pogryzmolonego na gęsto municypalnego malowidła nagiej godności trudu. tak? .się trwóg. Jak znalazłem się po schodach na dole budynku. Może starczy na jeszcze jednego szkota dla ciebie i maćki gdzieś w miłym zaciszu. to się nieco zdziwiłem. A ja wybyłem. faćku .Może za dużo nadużywasz tej baszki.Ale my teraz niedużo wychodzimy. Bo stanąłem z japą szeroko rozpachniętą jakby mi ziewak w rozdziaw zaskoczył.Na tu. po czym wygrzebałem wsie dziengi z karmanów i dźwięknąlem je na zaświniony od sosów obrus.Bo Jołop miał uścisko rozpachnięte w taki jakby z uma szedłszy bez głosu rechot. Ale więc jesteśmy w kupie i gotowi połuczyć.Już martwiliśmy się . na trzecim schodku. Ale dziękuję ci. że cię bolało .

. Georgie. a styl znając jeden drugiego ciut aż za horror szoł.Tak od kiedy niekiedy .Właśnie chciałem zapropo żeby do naszej Krowy. ułybając się na balszoj. Więc mój drzym się sprawdził. bo my już nad tobą mamy przewagę. Georgie za generała i mówi.to duże duże duże kasabubu czyli dziengi.ale też był dość prędki w nożu i ostrze mu szt z rukojatki. Bo jak raz przyszła mi z pomocą przednia muzyczka. Bałaknąłem takim jakby grubym a niskim głosem: .ja na to. a rozumniak to chwyta się tego jakby natchnienia i co Bóg ześle. aby zdziałać się tym gromadnym i nadzianym kapitalistą? . . .wstawiłem . . . żadne recht! . mój drużku. jak to wielkolepno nazywasz? Czy ci brak jakiej bądź rzeczy z tego.Recht. Alex . Na ten przykład w ostatni szabas. bardzo oslrożno.zrobimy taki zachwat po mużycku na kawał chłopa.Och .E .Duże duże duże kasabubu leży i czeka.Bez urazy. braciszki. Georgie od czasu w czas doskakując szuch szuch z tym 24 . A my dorastamy. i już! .A na co ci się nada .Wyskazałeś jak raz to. ale cały czas pracując główką. ułybając się jak z uma szedłszy.i wyrwałem swoją brzytew do grdyk.ale chcieliśmy tak coś więcej demokratycznie. co nużno? Jak ci nużno auto. mój drużku.mówię wciąż nie ruszając się.powiedziałem. Wszystko to malutkie piwko i tyle tego.powiada Georgie . Akurat przejeżdżało auto i miało wkluczone radio. Szlajamy się w kółko. co za błysk cię naszedł. jak ostatniej nocy.powiada Georgie .najpierw damy se mleka z dobawką i co ty na to? Żebyśmy się naostrzyli. Tak to jest recht. szukając wejścia. żeby zarabotać po tej marnej grabuli szmalcu na ryło.rzekł Pete . Mam prawo na własne życie.powiada Georgie . .Jak sam chcesz . . Tylko bez urazy. Georgie wmieszał się: . cały na luzie. Teraz gadaj. recht? Wszystko to mi się. że dumać to dla bezumnych. Ale ja pogrywalem z czuciem a ostrożno. co jaki bądź malczyk się nie pokusi grabnąć.Aha . braciszki.Jołop się na to roz ho ho ho. ale Pete bałaknął i położył fest grabę na starym Jołopie: .Fajno fajn i git. i Jołop z batem a bezumny jak szczerzący się buldog.odkazał mi Georgie . i doleciał mnie może z takt albo dwa Ludwika Van (była to ostatnia część Koncertu skrzypcowego) i od razu wiedziałem co robić. co myślałem . Po prostu horror szoł. czemu nie.Uraza czy nie uraza. mój Georgie bojku. komu tu przychodzą pomysły. A tymczasem Will Angliczanin w Kafe Pod Bychem jest gotów upłynnić wszystko. i już był jeden na drugiego. Wiedź nas do mołoczni. co robić a czego nie. .wypuszczam się sam na samo gwałt i adzinoko. Tak? No to skąd ci przyszła wniezapno ta chuć. Inicjatywa się budzi w tych co umieją czekać. Stary Jołop włączył się: . A nie że ty cały czas mówisz. zrywasz je sobie z drzewa. to ja raz i uświadczyłem. ale w środku już po nastojaszczy razdraz.No to Georgie i niżej podpisany wzięli my się za te ciche kocie podchody. Chodzi o to.czasem to ty dumasz i bałakasz jak drobny rybionek.to pażałusta. Dziś w nocy . Georgie powiedział: He? .No dalej . Tylko jak wykitrali my się na ulicę..Zostaw ich. Jakie on miał pomysły? . Błyskotki.mówił dalej a wciąż z tymi zimnymi ślepiami we mnie. to tu ni pry czom. cwany i chytry w tej utybce . . tak mi właśnie skazał Will Angliczanin. Git git git.powiada Georgie. . . wcale nie ponrawiło. a ty najbardziej. Georgiutek. lód . Jak ci potrzebna monaliza.I wyślepiał się tak na mnie czelno i na całego.i chap się za cepki w pasie. . . małyszku.Odkąd to się zadajesz i ugadzasz z Willem Angliczaninem? .I wykonałem ten jakby głęboki ukłon.Nie.Niech ja jeszcze posłyszę. mówiąc i ułybając się: . co będziemy robić a czego nie. Sporo się ode mnie naumiałeś. to se ją zgarniasz. w zachwat po sklepach i te pe.

i: . . więc zrobiło mu się tak bul bul bul bąbel i bluzgała ta jucha bardzo fajnie. i owinąłem nim grabę bidnego. co było. o braciszkowie moi. bo był przywykłszy do prostego ryj w ryj siach siach siach. tylko po grabie. apiać tam gdzieżeśmy byli. ale nikt się nie wkluk.Niechaj was Bóg wszystkich pobłogosławi i zachowa w zdrowiu. chłopaki . tyle co duży złotogniak dla każdego (za ich własne dziengi. to teraz my z tobą załatwimy tę rzecz.Bo nie chlasnąłem go po głównych żyłach. starego. ale nie mógł mnie sięgnąć. kto tu jest ich pan i wożaty.dał na to Georgie. Aż odliczyłem sobie raz dwa trzy i dałem normalnie ciach ciach ciach brzytwą.i: -My nigdy byśmy na was nie powiedziały . a on wył i jęczał.o braciszkowie moi . Te pudernice stare. znów tam były i nic tylko wstawiały: -Dziękujemy wam. braciszkowie. Właśnie. .powiadam. nie po ryju i nie po oczach. no i ten bidny stary Jołop został się niemnożko zaskoczony.Umiera się tylko raz.góra. mimo że nie powtórzyliśmy tego filantro.Niemożliwe odkazałem. no nie? Stary Jołop na to dał: Aaaaaaarhgh! . tak jak skazałem. ale juchy szło za mnogo żeby to wypić. .upuścił. ale nie za długo. Więc mignąłem brzytwą po jego lewej girze w tym oczeń obcisłym rajtku i chlasnąłem tak na dłoń ciucha i puściłem niemnożko blutu psiuk psiuk.i kupił im czarną z mydlinami i wyglądało. cośmy im ustroili przeszłej nocy filantro. To dla mnie teraz był padchadziaszczy styl żeby iść nisko jak gdyby w żabim podrygu. ale i kazał mi ten ból sprężyć się bystro i na całego i załatwić się ze starym Jołopem. I wydostałem osobiście czysty tasztuk z karmana. Niedługo to zajęło. to ja poszedłem w ten sam styl co z Georgiem.Niech was Bóg błogosławi.i poczułem jak brzytwa wchodzi jak trza i w sam raz głęboko w mięcho w nadgarstku starego Jołopa i uronił te cepki jak wąż i uwrzasnął się jak mały rybionek. to już teraz będzie wiadomo. barany. Po czym próbował sobie wypić cały blut z tego nadgarstka i równocześnie krzyczeć. żeby ukoić dwóch rannych żołnierzy w cichym zakątku. i jucha zatrzymała się.Recht. chłopcy . żeby nie odwijał tych cepków z pasa i Jołop się posłuszał . chłopcy . blok i ciach .łyskającym majchrem. nie ich brocha i codzienny widok. w której Georgie miał nóż i . więc one się jeszcze głośniej rozdarły z tym swoim: . Upuścił ten nóż dźwięk dźwiąk na twardy zimowy chodnik. recht? . pod Księciem Nowego Jorku. że ma sporo tego kasabubu w karmanach. tak? Wsio po dawnemu i zabywamy o wszystkim. Pete? .Daże ani słowa nie bałaknąłem. Słuchaj. A cały czas wpychle przechodzili i widzieli to wszystko. No .jakby już nie mogły tego przekrócić. umierającego Jołopa. Tyle że go połaskotałem moją brzytwą po palcach i już stał wybałuszywszy się na to malutkie ciur ciur juchy wyczerwieniające mu się w blasku latarni. W końcu zagaiłem: . o drużkowie moi.no. stary Jołop się wyfarbuje na śmierć.Ja nic nie mówiłem .powiada Pete. dziewuszki? .To co sobie damy. Jołop umarł jeszcze przed urodzeniem.niby jakieś gromadne a bezumne zwierzę i wyśmignął te cepki z pasa fest horror szoł i tak skoro. Tylko stary Jołop ciągle wypadał jak gdyby ciut 25 . A ten krasny krasny sok zaraz sam się zatrzyma. że aż na podziw.Recht recht recht . No muszę powiedzieć. i tak zrobiłem. że mnie fest użasno siepnął po grzbiecie i dziargnęło mnie wprost z uma szedłszy. . Ja znów bałaknąłem: . bo ja swoje dałem ojczykowi) i utrzeć w tasztuki zamoczone w kuwszynie z wodą. pomyślałem sobie. No słucham. Jołop.No to jesteśmy. stawiając na jeden ruch . i teraz już sam zacząłem. Więc już teraz wiedzą. Georgie.i: Wy jesteście najlepsi chłopcy na świecie. żeby stary Jołop dostał małpiego umu. żeby chronić ryło i patrzałki. Ale Pete zagaił: . bo Pete poradził Jołopowi. A potem jak on dał się w auuu auu auu jak psiuk.

Wiecie co.A no ta Sadyba czy Siedziba. co się nazywało Sadyba.powiadam.Wiedziałem. . ale co tam dzieje się. Na którym jest taka głupia nazwa. no i głuche stare damy z kotami. Bardzo dobrze. czy co. o braciszkowie. Byliście tu cały ten czas. a w nich pożywały stare wpychle. . i przed nim sterczały kuliste lampy na żelaznych badylach. Spadamy nie mieszkając. a potem się dochodziło do takich żyliszcz jakby staromiejskiego typu w dzielnicy zwanej Stare Miasto. jest prawda. za co na rynku można od turystów zgarnąć nieliche kasabubu: jak obrazy i klejnoty i różne takie starożytne gówna jeszcze sprzed ery plastiku.tak jak my wszyscy. żeby luknąć w akoszko. . . ja bym dostał tego wielkiego skurwla. znaczy się pabiedy jakiejś. 26 . tylko że jakiś mudak wlazł mi w drogę. Ja się znów odezwałem.odrzekł Georgie. co. jakby z dwóch stron pilnowały wejścia od frontu. co ma na myśli. . Wracamy za dziesięć minut jeszcze coś wam dokupić. tych starychowskich rupów. owdowiałe. .Mogłem mu przyłańcuszyć fest po tych patrzałkach . . więc my zaszli w taki fajny kawałek ciemnej uliczki.Nic nie powiemy. po nastojaszczy dobry wożaty zawsze wie. co ma koty i cale to kurewsko stare. różne tam chudoszczawe i szczekające pułkowniki z laskami w ręku i psiochy stare. co. Całkiem jakby się nie ze mną zrażał. . . a te stare babuszki wciąż posuwały swoje: . a drogie barachlo. Gdzie żyje ta starożytna próchniaczka. co przez cały swój prawiczy żywot nie poczuły.A ja im na to: .Jesteś ten duży krzepki mużyk . o braciszkowie moi.No Georgie bojku. Stare Miasto.A jakżeśmy wychodzili. żeby mużyk jej dotknął. Więc podeszli my grzecznie i po cichu do tego żyliszcza. W oknie była rzeszotka. może by już nie dzisiaj.Poniał git i odliczno. A no cóż. co tam proischodzi. Georgie bojku? Cóż tedy na oku miałeś azaliż? . chłopcy.gadał znów Jołop. chłopcy. horror szoł i starożytne domki.Ten co ma na przedzie dwie lampy. tuż za Blokiem Municypalnym Victoria. to co miałeś na oku? . . kiedy ustąpić i pokazać się tak jakby wielkoduszny dla swoich podwłasnych.E tam . Nie jesteśmy jakieś tam drobne rybionki.Złoto i srebro i różne takie biżuty.To jest git przydumka i ją trzeba wykonać. to te stare babuszki skazały: . .Dobre stare dziewuszki. . I zdarzały się tu po nastojaszczy fajne.Bo to był widzisz ten dom .Dziękujemy wam.odkazałem. ja bym mu przyłańcuszył. czy jakaś podobna głupota. złachana bibloteka i za nią ten gromadny blok mieszkalny zwany Victoria od wiktorii. Will Angliczanin tak jakby nam o tym powiedział.odkazałem . chłopaki.powiada Georgie . jakby w mamrze (czyli więźniu) a nie w domu. i to żelazna.Już ja poniał . 6 Tuż na wschód za Księciem Nowego Jorku rozpołożyły się biurowce i ta stara. było nam i tak jawnie widno.Na przykład? .Jaka głupia nazwa? .to już nie tej nocy. ale z jakimś obcym malczykiem. I dostawało tu.I powiodłem moich trzech drużków na swe nieszczęście. Georgie. Słuchaj.porażony i daże bałaknął: . . i do tego jakby przytuszone światło w jednej z izbuszek na dole.

bardzo bym prosił.Och. takim pilnym i cierpiącym głosem: . ja go wpych i słyszę brrr brrrrrr w głębi.Jak Georgie to usłyszał. .A ja: . aż mnie poraziło.Za to da się połuczyć horror szoł jakie kasabubu. .Jak wejść? . albo strzelam. . na pewno znajdzie się dla ciebie gdzie indziej dobry samarytanin. . że ona pod każdą pachą ma tłustego. proszę pomóc! Mój przyjaciel tak ciężko się rozchorował.I odmigałem precz moich drużków po cichutku.Teraz to polegało na mnie.to spróbować normalnie od frontu. i też jakby wazonów i ozdóbek. .wyszeptałem . a potem stawiała te spodki w niz na podłodze. . w kudłach już bardzo siwa i z mordą całkiem pokreśloną. mój przyjacielu. . Oprócz tego było widno w komnacie na ścianach mnóstwo starych obrazów i przedpotopowych. Po czym nakłoniłem się do szpary na listy i wołam takim jakby wytwornym głosem: .Tak normalnie im dokazywałem. . braciszki.Ino luknąć . jakby otwarła. I ładować się aby nie za szumno.odryknęła. z flachy mlecznej rozlewała to stare mleko w spodki.to ja do Żorżyka i bez obciachu sunę prosto do drzwi. Odkryję w górze akoszko i włażę. to już mi wepchniecie. To ja ciut jakby natarczywiej na dzwonek.No trudno.Może nie otworzyć.A na to Pete: .Proszę się wynosić . Mojemu przyjacielowi właśnie coś dziwnego stało się na ulicy. Georgie niech będzie gotów pokazać się za takiego. i to raz dwa raz. skoro pani nam nie chce pomóc. co wypadały oczeń stare i kosztowne.A działo się. Z powrotem do drzwi. Potem jakby czuło się nasłuchiwanie. Ja się wespnę Jołopowi na plecza. . A skądże. czego wcale nie mam ochoty kupić. czyniąc żabi pysk. Jazda mi stąd. Jazda stąd. błagam o pomoc.powiadam.albo koty na was wypuszczę. A ja do Jołopa i Pieti: . Do tej starszej pani chyba nie można mi pretensji. A ja mówię po dżentelmeńsku. powiedziałam. że jest podejrzliwa.No. to się dało powiedzieć. kto tu z nas wożaty i od błysku. gromadnego kiciora. .Nie martw się. o braciszkowie moi. . gromadne i spasłe bydlaki. .Próba. że ta stara psiocha. o mało nie zachichrał. nim Georgie zacznie nam dyktować. Czy mogę zadzwonić po doktora. że tam w dole kłębi się mnóstwo kotów i koszek dających jej miauk i miauk. błagam panią. jak ta stara babula człap człap tymi nogami w człapakach do drzwi frontowych i tak mi się zwidziało. jak gdyby ta psiocha i wsie jej koszki w słuch na to brr brrrr i zastanawiały się. I krzyknęła. że jeden mój kumpel tak jakby przymglał na ulicy. nie wiem dlaczego.Pierwsza rzecz . Recht? . A tam przymknę tę starą picz i wam otworzę. 27 . jakie grube ma to głosisko: .Wy dwaj. jak wejść. Will Angliczanin pali się do tego. Potem jęk o wodę albo żeby dźwięknąć po doktora. też widno. to była cudowna po nastojaszczy niewinność. od tego życia sam na samo gwałt i wciąż adzinoko.Proszę panią. I jak ta zgrzybiała babulka im odkazuje. jak prygają na stół i rozdziawiwszy się wydają z siebie mrrr mrrrmrrr. Dawaj! . Daże uwidzieli my kilku ich.Wynocha. .A na to Georgie: . . Nie ma sprawy. żebym otworzyła drzwi. to muszę zwrócić się z moim cierpiącym przyjacielem do kogo innego. braciszki. więc było poznać.Potem odczekali my znów po ciemku i ja szepnąłem: . jak po nocy kręci się tylu łobuzóz i urwipołci. Pójdę bardzo grzecznie i powiem. Georgie wyszeptał: .Recht.Po czym światło zapaliło się w holu i posłyszałem.Wynocha stąd .Więc on jakby drygnął pleczami.Że jest niemnożko z uma szedłszy. jakby za coś łajać te swoje kiciorki. nie? .Znam te wasze parszywe sztuczki. Spojrzałem w górę i widzę nad wejściem suwane okno i że rychlej będzie wspiąć się normalnie po ramionach i wleźć tamtędy. Był tam wcisk do dzwonka. na podziw ozdobnych zegarów.Kiwnęli po ciemku recht recht recht. .ona znów . Bo tu będziemy aż do rana stać i przepychać się. po dwóch stronach drzwi. Więc mówię do niej: . tylko sam zakrzyczawszy: .

czyli że i figlu miglu ze sobą kociątka i dorosłe kiciory. ale może te kiciory i koszki mają dla każdego po jednej sypialni? i pożywają se tak na śmietance i rybich łbach jak te królowe udzielne i kniazie. I już byłem na dole i widziałem światło w tej komnacie z frontu. gołoguzy i obwisły na krzyżu. Że wszystko to zrobię sam na samo gwałt i adzinoko.Tak tak tak. czarne. pomyślałem. ale sięgnąłem brzytwą i trach delikatnie szkło jej kościaną rukojatką. że jestem wart ich trzech i jeszcze ponadto. więc ją zgarnąłem sam dla własnego siebie. Nasz krótki bałach przez szparę do listów nie dał nam. Oraz jak ta wielka i opasła szkacina to włazi. a w powietrzu nisko unosiły się kłaki kociego futra i były te opasłe bydlaki różnego kształtu i barwy. Tak i zszedłem ja z wolna po cichu. a chwost im się wołnuje i jakby się czochrały u spodu drzwi. tak dolna połowa śmignęła w górę. o! dzięki ci. nic. do izbytku satysfakcji. i jakiś grzdyl świętojebliwy. tym nikudysznym kumplom. rypnęla na mnie wściekle niby chłop i odezwała się: . i takie po nastojaszczy śliniące się.ale widać musiała bałakać do tych miauczących z bokowca maaaaaa że chciałyby jeszcze mleka. I przyuważył ja schody idące w niz do holu i błysnęło mi. że wpychle czują nocny lęk z niedostatku policji nocnej. Na wielkiej drewnianej skrzyni w ciemnym holu zobaczyłem fajniutką. dostałem się. rude i w każdym wieku.I tak jakbym się przyszczurzyl i zamrugał w oślep do tej komnaty i starej psiochy. zakryte. drobną figurkę. A moje owieczki z dołu gapią się. co mi się wyda poleżne i walczyka! do tych drzwiąt od frontu i rozpachnąć je. Więc ja grabę w rozpęk i jak pichnąłem. I z nią już w oświetlony pokój i zagaiwszy: . i bałaknęli wsie kiwnąwszy mi po ciemku recht recht i recht. pięknie i gładziutko. braciszkowie. że cała ze srebra. ta stara psiocha. dooobrze! . a potem zgarnę ile w grabach się zmieści barachła. nieprawdaż? Należy to przyznać. Na paluszkach i znów pod te drzwięta.Całkiem horror szoł to wyrobione w kamieniu. to zdziałam ultra kuku sam dla tej chryczki starożytnej i jej kiciorów.Jak tu wszedłeś? Nie zbliżaj się. Z dołu szedł jakby przytuszony głos tej starej psiochy: . o! zaiste nie dał. że tak powiem. widno z podziwu. tak martwa była ulica. jakie to starożytne porno w lanszaftach: że dziuszki długo i prostowłose w kołnierzu wysokim i jakby wiocha. ty zasmarkany łobuzie.Hej hej hej. białe. co świeciła w blasku od komnaty. i już! Okno było. jak się spodziewałem. To wreszcie spotkaliśmy się. W niżu drużkowie moi tylko sapali. inaczej niż w blokach. rozdziawione. i sypnąć złota i srebra po wyczekujących mnie drużkach. . Tyle się tu marnuje. co się znaczy istne wożactwo. w niej drzewa i konie. Jakby trza. Ich pani. Jołop u nas był za mocnego i normalnie wydźwignęli mnie Pete i Georgie na jego krzepkie i po mużycku gromadne plecza. szarobure i marmurkowate. światowy programie w tej ocipiałej ti wi! a tym bardziej. A ja po męsku szagom marsz ku drzwiom pokoju. A cały ten czas. o. dziwując się po schodach w niz. że to kamieniarstwo nade drzwiami fajnie mi uchwyci but. bo zmuszona będę 28 . Więc przyjrzeli mi się. Pełno tu było kotów i koszek snujących się tam i nazad po dywanie. ty płazie. I dawaj obijać się ja po ciemku. żeby pokazać tym kapryśnym i nie oczeń spolegliwym. I kolano w górę. stała na jednej nodze z wyciągniętymi rękoma i widno. Woniało tam aż pleśniawie od tych koszek i od kocich ryb i murchłego żyliszcza w starym brudactwie. ty stara i smrodliwa raszplo. braciszkowie. o braciszkowie moi. nade drzwiami! będzie o co nogi zahaczyć. znaczy się wszystkie te komnaty i tylko jedna stara picz i jej kici kici. Już u Jołopa na pleczach zobaczyłem. a była to młoda i chuda dziuszka. I raz dwa jakby w kąpiółkę. stare i bardzo złe. a gdzie szparka pod nimi przeświecała. a to wyłazi. Drzwi uczyniły kwiiiiiiiiik i oto zakurzony korytarz z innymi drzwiami. gdzie ona mlekiem obkarmiała te swoje koty i koszki. tylko łóżka i komody i gromadne ciężkie fotele i stosy pudeł i książek. w którym się znalazłem. A niech wiedzą.

i dziarg mnie po mordzie. co się nazywa popiersie (czyli biuścisko) niby że kamienne z długimi włosami. To ja błysk dając kaflami podszedłem do niej. jakby się starała dźwignąć. I bryzg w następny aż po brzegi spodek mleka śmietankowego i znów mało nie pofrunęło mnie.i widno było. To ja do niego ze słowami: . nie baczyłem tych spodków z mlekiem na podłodze i w jeden. w mleko chlups i w rozwrzeszczane koty. kiedy ja myślałem. ta bzdręga i tylko faflami dryga i stęka. Wstałem ja z tych rozjarganych kotów. -. . z grabą łapczywie wyciśniętą. a nie na Pokornego Sługę i Autora Tych Słów. a ja w to mięchem klnę i próbuję otrząchnąć w jednej łapie z tą srebrną figurką i do tego chcę przestąpić to fifsko na podłodze i grabnąć Ludwika Van tak cudnie sępiącego się jakby w kamieniu. jak na mnie leciał.No.A mnie się nie ponrawiła ta zabawa w trach trach no i grabnąłem za czubek tej lagi.Teraz już i koszki wzięły się spuknięte biegać i prygać. niektóre znów miały zgryz do koleżków i aby im przyłożyć khaaa po kociemu i dać ze starego pazura i ptf ptf i grrrr! i khaaaaark. jakby sobie wystawić. co tylko malczyk rozkochany w muzyce.Uaaaaaa! . a w niej 29 . bo skrzyknęła: . na ten raz wykonałem po nastojaszczy bach trach i lubudu.Ty nędzna. będziesz mi się włamywał do prawdziwych ludzi! .Uaaaaa! . a tu obrus pojechał i z nim ten dzban mleka i flacha zachybotnęły się. gdzie ja przykarbowalcm jej ze starego giczoła. oj. chcę się pozbierać i zagajam: . to przyłożyłem jej malutkiego. mógł się spodziewać że uświadczy na własne dwoje oczu. to musiałem nadepnąć na chwost jakiemuś z tych zrażających się ze skrzykiem kociątek.Nieładnie. że coś jakby z futra i zębów i pazurów okręciło mi nogę. i co ja słyszę w oddaleniu. że trafiło na kogo innego. a ta wyłożywszy się na podłodze.Huzia na niego. taki jakby łeb i plecza samego Ludwika Van. jak jej pożyłkowana i kropczata morda robi się purch purch purowa w miejscu. i znów ona straciwszy równowagę i chciała się oprzeć na stół. stary torbiszonie! . starając się udzierżać.Tylko że tak szagając na prałom i tylko on w głazach. no. i straciłem niemnożko równowagi. owszem. Aż ruchnąłem na graby i kolana. że ta kocia bzdręga już truła w telefon do gliniarzy. że woła na te swoje miauczydła i mruczydła. cale to szamrajstwo. jadowitego gnojka! . a bywszy już trochę z równowagi. . a ta stara bzdręga mnie piąchami po ryju. a babuszka na to: Uch ty ropuchu. i podniosła go na mnie z pogróżką. no. Aż i ja z uma wyszedłem. tylko stękła i znowu swoje: . jak nie stary wóz policyjny. ze ślepymi oczyma i w gromadnym a fiu iiu halsztuku. i wziąłem je łomotać. nie zaprzestając tego: . Jak odstępowałem po tym kopie. i po drodze przyuważylem na takim jakby kredensiku coś malutkiego a ślicznego. powyrywać mu te pazury z łap i brać go. A ta stara z podłogi jak sięgnie przez kotłujące się i drące kociska i chaps mnie za giczoł. wcale nie śpiesząc się. i bryzg to białe na całość i krugom. nie waż się tknąć moich kociątek! .Oż ty brudny. To ja w skrzyk: . bić go.i zaniosłem się tą małą jakby srebrną figurką i raz ją normalnie w łeb i dopiero się tak bardzo horror szoł i fajnie przymknęła. nic więcej. bo usłyszałem gromkie jaauuuuu i stwierdziłem. A ja się podniosłem i leży ta wredna stara pizga zajadła. ze ma w żylastej łapie zafajdaną laskę. jak fest upite. ty mała pluskwo z rynsztoka. koci popłoch i tyle. ale pięknota i całe moje.A do licha. bo już oba my na podłodze. . fajnego kopa w ryło i jej się to czegoś nie spodobało. parę ich dorwało mnie i wzięły się dziargać jak z uma szedłszy.wszystko do tych kociątek: i jakby się posłuszały tej starej chryczki. i w skrzyk: . kij. nieładnie! A ta znów trach trach trach i powiada: . Obśmiałem się z tego po prostu horror szoł widząc. niby ja.Uups powiadam. pędzący na sygnale i zrazu mi błysnęło. braciszkowie.na mnie.cię uderzyć. pożałujesz. z podłogi. a ta fifa zgrzybiała jak chytro doskoczy z tylu i oczeń bystro na swój wiek i trach! trach! mnie po baszce tym swoim kusztyczkiem laski. bardzo to wszystko uśmiejne. ty smarkaczu.

To dopiero przyjemność . .I dobiegło mnie. jak dorwali mnie ostro i za grabę. mój stary braciszku. tyle co je zdążyłem przymknąć. chłopcy. wy cuchnące bękarty niedomyte. jak udalają się jego ciężkie buciory z tym jego hu hu hu w ciemność i najwyżej po siedmiu sekundach usłyszałem. Aż zawyłem i w kółko. Więc teraz. ledwie zadzwoniłem. Alex bojku. braciszki. żeby tak was Bóg pomordował.Nasz malutki Alex i cały dla nas. Ja też wyłem i jakby zatoczywszy się i łbem trach! o ścianę w holu. Glina! .dałem krzyk do Jołopa.A skąd wiesz.Uważaj. co by odkluk odkluk te wszystkie rygle i zamki i łańcuchy i wszelkie zabezpieczenia. .Ci apiać na to w rechot i jeden z tych obok zafajdanych łapsów mało mi ucha nie ukręcił.Nie lubię ja żebyś mi robił to. posłyszawszy ten użasny wyj glinowozu. jak zacuchły te skurwle i zaraz ich dotyk. A ten z byczym karkiem nie prowadzący tak mi 30 . starając się dojrzeć coś w tym do wycia okropnym bólu. Boże was pobłogosław. bo już dawno siedzą se ujutno pod Księciem Nowego Jorku i ładują te czarną z mydlinami oraz podwójne szkoty w chętne gardziołka tych starych śmierdzących fif i te wykrzykują: . żeby was Bóg skarał i wykrwawił. mowa . gdzie te kociska: .To ja krzyknąłem: . Wszystko to ich sprawa. ale słyszałem i prawie że poczułem.Teraz wszyscy już porechotali się ze mnie na całego. co ja wyszedłszy.A ty zostaniesz się ich przywitać hu hu hu i dopiero ujrzałem. kiedy wpadło gliniarstwo. że nic z tego nie wyjdzie. a światła jakby najeżdżały wciąż jedno na drugie. z głazami zaciśniętymi fest i sok je zalewał.Więc ja mu na to: . W tym czasie gnali my pod sygnałem na komisariat (znaczy się uczastek) poli mili. jak zajeżdża glinowóz w tym wrednie opadającym wyciu syreny jak bezumno i dziko węszący zwierz. chłopaki. oczywiście.Jestem zupełnie ślepy.Jołop na to: . no i wrypali mnie lup łup na tył wozu. To nie było recht. . że niby o pomoc. Łapcie ich. ja wklinowany między dwóch gliniarzy i co raz przypadkiem biorąc to stuk. A gdzie reszta? Gdzie moi drużkowie. Nie widziałem ich. no i wywlekli mnie.No co.śmiechnął się czyjś glos i dostałem jakby na odlew grabą w tych pierścionkach albo czymś podobnym w samego ryja. . rzuciłem się do frontowych drzwi: no i po nastojaszczy uszarpalem się. mowa. Posłyszałem też głos jednego szpiku jakby z tej komnaty. bez kroszki tej wrażliwości. że już mogę ciut po niemnożku odkryć te powieki i przez cieknące łzy dojrzeć coś jakby miasto. Więc ja do nich: . co? . Przymusili mnie. łachmyto. aż dotarło do mnie. tak mi przyłańcuszył po ślepiach. jak nie starego Jołopa! a tamci dwaj niby moi drużkowie tak spruwają. w progu. a ja wciąż posuwałem o tych niby to drużkach moich. raz dwa i żestoko. . ty gnojny śmierdzący byku? Żeby cię Bóg siepnął do piekła.Jest ciężko pobita. do wozu. ale oddycha . a Jołop mi wstawia: . drużku. to czeka nas z tobą przyjemny wieczór. I macałem tak w przejściu w holu jakby na oślep.odezwał się jakiś inny gliniarz. Byliście tu przez cały czas.i wciąż ten gromki miauk i miauk.Raus! . to łomot od tych śmiejaszczych byków. Jestem niewinny. Wreszcie odkryłem i kogo ja widzę na dworze. I przez te bolesne patrzałki widziałem już koło siebie dwóch szpików rechoczących i z przodu szafiora z chudą szyją i przy nim drugiego wybladka z grubą. ty brudny skurwlu ty. . bo uciekną. co zrobiłeś. wy brudne skurwle! . że on ma cepki w grabie i zamachnął się i one whiiisz! jak wąż i z lekka zacepił mnie artystycznie po samych powiekach. jak się nazywam.Dziękujemy wam. Nie spuściłyśmy z was ani na chwilę z oka. oczeń boleśnie. co zagajał do mnie tak jakby w przekąs: .podejrzliwość już zakipiała. . ci szajsowaci zdrajcy? Jeden z tych braciszków moich. żeś mi tak zrobił. ale zamglone i rozpłynięte w biegu. kiedy mnie wrzucali. skurwiel ponury.A żeby was Bóg miłosierny ukatrupił. Aż pokazało się. że już ledwie ich widno. wykręcili.

karetka pogotowia. To tamci. na stole gromadny imbryk. to niewinne biedactwo. kopiąc i szarpiąc. jak jeden ryczy po żłopacku: Owszem. to wyśpiewując i wydało mi się. . Ja skazałem: . zbolałe usto. wszystko jakby z tych klatek obok przez rzeszotki. jaki to on duży duży duży! i zobaczył mnie i zrobił: .posunął: .zagabnąłem. o braciszkowie moi.odkazał mi z byczą szyją . Już sławnym chłopięciem stał się nasz Alex. a ci siorb siorb i bekają na sto dwa z tych wielkich brudnych kubasów.będziesz miał cały wieczór na opowiadanie. Zgarnijcie ich. Znam się 31 . wy śmierdziele i niech was szlag trafi.Tu rozdało się wycie drugiej. że słychać. ty makabryczny i wredny łajdaku. moja mila. No i zaczęło się. jakby policyjnej syreny i minęli nasz wóz. . To są istne skurwysyny. wybielonego. braciszkowie moi.dałem skowyt i zamrugałem tymi bolesnymi głazami.krzyknąłem. jakby ktoś brał horror szoł po nastojaszczy łomot i wizgał uujjjj głosem uchlanej starej psiochy. A potem zajechali my pod ten zafajdany uczastek i pomogli mi wysiąść. jak mnie to nie wkusno i jeden powiada: .Niewątpliwie po tę starszą panią. Georgie i Jołop i Pete. wrócę do ciebie. i co stopień to ładując mi lup łup w górę po schodkach i już wiedziałem. . W celach część zakluczonych robiła zgiełk to pizgając mięchem.Nie powiem ani jednego słowa jedynego. Jedno co połuczyłem od nich. .Znów rozległ się rechot i znów połuczyłem niemnożko łup. w którym to aż zatykała woń jakby zmieszane w jedno rzygowiny i sracz i z mordy cuch od piwska i dezynfekalia. po twoją ofiarę. w to biedne. . jakich to czynów bohaterskich dopuścili się ci młodzieńcy i jak sprowadzili na złą drogę małego Alexa. żebym się przejrzał: i naisto już nie byłem ten przystojniak Wasz Młody Gawędziarz i wygląd mój budził trwogę: usto spuchnięte i głazki do imentu czerwone i kluf też obtłuczony jak bulwa. tylko w przeciwną stronę. Ale i gliniarze pokrzykiwali na nich.Te skurwle nawierno siedzą i trąbią pod Księciem Nowego Jorku.Zły sen zakochanego i tyle. . żeby się zamknąć i daże było słyszno. Poryczeli się wprost horror szoł zobaczywszy.To nie ja . żeby ich tak Bóg skarał. .Wszystko to ich wina .Czy to wasze skurwle jadą ich zgarnąć? .Każdy zna małego Alexa i jego drużków. . Jak ty już nie będziesz żyła. a nie mużyka. a nie moi drużkowie. to stare i zafajdane lustro. że nie będą ze mną pogrywać fer te zafajdane podłe niemyte skurwle. . Ze mną było w tej stróżówce czterech łapsów i wsie na balszoj gromko trąbili sobie czaj. Mnie wcale nie poczęstowali.mówi ten karczasty .To po tych skurwli? .Wszedł jakiś wysoki bonziak z gwiazdkami na pleczach. póki nie ujrzę tu mego adwokata. . 7 Zawlekli mnie do cyrkułu jasnego aż oślepia.To była . żeby pokazać.Hm.No cóż .

Alex.odezwałem się tak ciut płaksiwie. Cześć i dobry wieczór wszystkim. wy skurwiołki. no tak. A potem zagaiwszy no po prostu jak serdeczni moi przyjaciele kazali siad na zad i że wreszcie sobie grzecznie porozmawiamy. z wyglądu bardzo ustawszy i zbrudłachany. Aż musiałem się oprzeć o wybieloną ścianę i ta bielizna cały ciuch mi usmotruchala.zaszydził ten bonziak. jak rozdziawił się do mnie i obszczerzył w tym oczeń chytrym a wymęczonym uśmiechu. mój chłopcze. Deltoid. zaczniemy od pokazania mu. R. Cześć. co zjadłem. I ten gruby dziarmaga zdjął kurtkę i było widno. Proszę proszę. i jak się przybliżył. żeby wziąć i zarzygać podłogę. Nie był za dobrze ogolony jak na gliniarza i miał pod pachami takie plamska od wyschniętego potu.zagaił ten najważniejszy jak święty baranek. jak pytałem się apiać dychnąć w okrutnym bólu.włączył się najważniejszy . . To inni zdradziecko wciągnęli mnie.No cóż. a ten tłusty dziarmaga odwraca się do swoich kumpli. . aż nareszcie przyszło mi się rzygnąć na tę podłogę i daże skazałem na to jak z uma szedłszy: . inspektorze. .P. braciszku. No i proszę proszę. sierżancie. co było nie fer.Aż dach się unosi od jego śpiewu. . . jak ten chłopak wygląda? Coś wydaje mi się że nie za bardzo. ja mu fajnie przyładowałem horror szoł kopa jak raz w piszczel. a nie zakrwawiony. oj. .na prawie. to zajechało jakby woskowiną z niemytych uszu.No i stało się. braciszki. Ale potem flekowali mnie już kolejno. szwyrgając mnie jeden drugiemu jak tę krwawą. .To nie ja zrobiłem. . I na to wszedł zobaczyć się ze mną P.A ci się normalnie dali w rechot oczeń gromko na balszoj i ten gwiaździsty ober gliniarz powiada: . no tak . proszę pana.Chyba muszę jutro pokazać się w sądzie.Ależ recht i rychtyk.Po czym zwrócił się do miłych cyjniaków: Cześć. . I wyślepił się na mnie tak całkiem zimno. proszę pana. będę jutro w tym sądzie. że my też się znamy na prawie i że jednak nie tylko w tym rzecz. Dla pana to chyba znów ciężkie rozczarowanie. żebym wytarł.Gdyby pan miał chęć mu przyłożyć po mordzie . chłopaki. bo miał biuro w tym nastojaszczym budynku. Ale tego bym nie zniósł. gwałt się gwałtem odciska . no i tak. że mnie tak załatwił. Deltoid. . I patrzę. co wciąż ustawszy i jakby znudzony obszczerzal się i tyle. nim wieczór się zaczął. pobity i bardzo ustawszy człowiek. .No i sprawa z głowy. .Bo stawiał czynny opór zatrzymującej go legalnie policji. o braciszkowie moi. aby się z nimi fest obśmiać. z piąchy mi ładując to w jaja. aby uważał. .Ja winowat. . 32 . i na ostatku przymusili mnie. i zaczął od słów: . . co? Toczka w toczkę jak przewidywałem.A ci dali mnie odrywki ze starych gazet i kazali.powtórzył . R. R. do cyjniaków. no to uniosłem prawy giczoł i zanim krzyknęli. zeszmaconą piłkę. A ten wziął prygać w kółko i wrzeszczeć na zabój. to w brzuch i przy tym z buta.to proszę się nie krępować.Nie bój się nic. jakbym ja teraz już był rzecz. Deltoid. że ma stare po nastojaszczy wielgachne brzucho i podszedł nie śpiesząc się i poczułem cuch wydudloncgo czaju z mlekiem. No. I zwinął to parszywe czerwone grabsko w kułak i dogitarzyl mi w sam żołądek.Przemówię .Bardzo proszę za mną przemówić. tak że nielzia! Ja winowat winowat i winowat. więc się udzierżałem. a potem wyrzygnąć tego paja klejaszczego się. że mam uładzić do czysta trocinami. bo nie jestem taki doszczętnie zły. to ja mam tę sprawę z głowy. to w ryj. i podprowadzili. My go przytrzymamy.rzekł chłodno P.Miał taki dżentelmeński głos i bałakał jakby oczeń ustawszy i kiwnął jakby po drużeski na jednego tłustego i gromadnego szpika. a reszta miłych cyjniaków o mało se łbów nie odrechotala za wyjątkiem tego najważniejszego.Rozśpiewał się jak makolągwa .

i wciąż tarłem sobie oplute lico.wy zafajdane skurwysynki. bardzo cichy i spuknięly członio. zapadłem w oczeń ustawszy i wymęczony i obolały sen. o 33 . aż paru gliniarzy wpadło i pałami dało im obu taki łomot.Dziękuję panu. W celi były daże i prycze. I ten ważniak mu skazał tak więcej miłosiernie: . wy zacuchłe szajsowate bydlaki? Jak ostatni raz byłem w poprawczaku? A to horror szołe pażałusta. że o mato się znów nie porzygałem. jak chrapał. rozwalony. tym jesteście. A potem drugi z łapami do mnie i ci dwaj zaczęli się szarpać z charkotem. jeden z klufem do imentu wyżartym i gębą rozdziawioną jak wielka czarna dziura. wszystko se bierzta. i ocierałem. to bardzo szlachetnie z pana strony. W ryja mi napluł tak fest. . tylko przedtem ściśnij sobie nos klamerkami do bielizny. o. I tak wzięli się rozrabiać.I posunąłem im wszystko jak leci. wy gnojne łachmytki. niegrzecznych małyszów na takich po nastojaszczy horror szoł małyszów. Było także dwóch jakby dupodajnych. zapluty pysk wierzchem dłoni. teraz idź napij się czaju i przestukaj cały ten brud i plugastwo. .zwrócił się do mnie . żeby nasz miody przystojniaczek mógł to podpisać. gdzie było już pewnie z dziesięciu albo dwunastu zakluczonych. Wszystko im posunąłem. R Deltoid uczynił coś. napluł.Już dobrze. ale zapełnione. tylko jakby przeprowadzka do innego. że im przeszła zadyma i już całkiem spoko usiadłszy zagapili się w przestrzeń. jakby mu było trochę słabo. wszystko. A jak przekopałem się przez to wszystko. obaj zbudzili się i w skrzyk. Bierzta. obaj napalili się na mnie i jeden mi prygnął na grzbiet i przyszło mi się z nim fest poharatać i tak śmierdział jakby denaturką i tanią perfumą. synu. . co je miałem podpisać. a glut mu z ryja cały czas wyciekał i jeden. i ryps wyps tam i nazad. co jakby cały fekał se normalnie dawał w kaloty. to ja podumałem sobie: a niech was piekło i szlag trafi. a ten mili stenograf.Na to P. Deltoid wyszedł ani słowem się już nie odzywając. Postąpił się bliżej i napluł. i łomot.tym ustawszym głosem do dwóch gliniarzy z tych zaiste najtwardszych zabierzcie go. obaj napaleni na moją płyć. wy parchate kundle. czemu nie.No i fajno . Nie idę się więcej czołgać na brzuchu.już można odprowadzić do ślubnych apartamentów z wszelkimi udogodnieniami i z wodą bieżącą. lepsiejszym świecie. że po tej drugiej. Ale nie był to właściwie sen. W tym innym.Po czym P. co kimał na podłodze. użasna trwohyda. żeby moi tak zwani drużkowie tkwili w tym aż po szyję. jeden chrapiący na podłodze. na całego. Wdrapawszy się po jednej na sam wierzch (a spiętrzone były po cztery) znalazłem starego chryka. to ja cieszę się. lepszego świata. o braciszkowie moi. A ciebie . aż do tej nocy u starej bogatej psiochy z jej miau miau kiciorami. horror szol. o braciszkowie moi. A polucyjniaki wzięli się za to długie zeznanie. I postarał się ja. ogromnie panu jestem wdzięczny. potem wytarł se ten mokry. nawierno pizgnięty tam na górę przez łapsów. a po mordzie jednemu z nich stary blut kap kap i kap. w trzech kopiach. W porządku . bardzo panu dziękuję. Tak czy siak zwaliłem go w niz (nie był znów taki ciężki) i ruchnąwszy na jakiegoś tłuściocha. bazgrał tej rozpiski stronę za stroną za stroną za. Od czego chcecie zacząć. powtarzając: . tylko już nie miałem czym. o co nigdy bym nie posądził takiego jak on. i zaczęli się tak wzruszająco łomotać.skazałem . a jeżeli wy wszyscy jesteście po stronie dobra. A ja leżąc na tym zacuchłym barłogu. No tak. co ma obowiązek społeczny ratować i wychowywać nas. nieszczęsny mudak. po prawdzie to sawsiem nie w typie gliniarza. Więc odprowadzili mnie na kopach i z piąchy i na twojamaci do tych klatek i zakluk zakluk w celi. i ultra kuku. w tym wielu pijanych. R. ten mili stenograf robił takie wrażenie. a zwłaszcza przy tych gliniarzach. żłopaka. Było wśród nich po nastojaszczy unter bydło. A ja wziąłem swój zakrwawiony tasztuk i tarłem. i stary zachwat.

swojej paniusi. grający na takim flecie. ażebyś starł ten głupawy uśmiech ze swego ryja. znalazłem się jakby na wielkim polu. chrapiącej klatki. bo zegarek mi odebrali. ty przystojniaczku. . albo lat.ześmiałem się. i był jakby kozioł z mordą jak u człowieka. Stał pode mną gliniarz. A ja na to: . mordujący świat. bo to jest we śnie: Z pręta. . jej ostatnią część. więcej go nie połuczą od tej starej bzdręgi. albo dwadzieścia godzin albo dni. Czeka cię dopiero prawdziwy kłopot. Mamy dla ciebie. co wiedziałem.Budź się. Z ogniem w sercu. który wbił w moje wciąż senne ryło.Sam je sobie zadasz . braciszku. więc powiem coś ci. a ten szpik. I nagle. A policjant: . aż iskrzyła się we mnie. zanim jeszcze zdążył powiedzieć. że pobito mnie prawie na śmierć i opluto.braciszkowie moi. że twoje własne tortury doprowadzą cię do szaleństwa. radości. w halsztuku i z rozwianymi dziko wło sami. kwiatami na biurkach.No to wykarabkałem się zesztywniały i obolały i tak naprawdę jeszcze nie ocknięty. właścicielka tych kotów i koszek przeniosła się do lepszego świata w jednym ze szpitali miejskich. I weszliśmy jakby do bardzo eleganckiej stróżówki z maszynami do pisania. Co się połuczyło w tym jasnym środku nocy? Odpowiedział: .Złaź i dowiesz się. a przez cały czas ta stara melodia Piękna Boża skro. synu. abym przez wiele godzin wyznawał swe zbrodnie i w końcu wepchnięto mnie pomiędzy psychów i śmierdzących zboczeńców w tej zafajdanej celi? Masz dla mnie jakieś nowe męczarnie. jak mnie zbudzili dwie minuty później albo dziesięć. Ta stara chryczka. co tylko można.stwierdził jak najpoważniej. że wziąć masz kop W ryja i w śmierdzący zad. aby dalej po korytarzach. wyszturgał mnie z brudnej. Więc ja do niego: . no i usłyszałem Dziewiątą.Jak mi Bóg miły. Nie wystarczy ci. że wypada się tak pomieszać. gdzie najrozmaitsze kwiaty i drzewa. jak miauczą. naprawdę wspaniałe wiadomości. Przywidziały mi się te wszystkie koszki. Ale melodia się zgadzała.Proszę proszę. Ty żarlaczu. spodziewam się. 34 . jakby wiedziały. i przy tym jakby najgłówniejszym biurku siedział ten ważny gliniarz i wgapiał się we mnie bardzo serio i przygważdżał mnie zimnym wzrokiem. No no.Dlaczego? Kto? Gdzie? Co takiego? .Daję ci dokładnie dziesięć sekund na to. Budź się. synu. Bojku. A następnie posłuchasz. ze słowami ciut pomieszanymi.A melodia Ody do radości z Dziewiątej wyśpiewuje gdzieś we mnie naisto wunder bar i horror szoł. i zmuszono.Co takiego? . już wiedziałem. ty skurwlu? . . i noża są twe radości. to byłby szczyt wszystkiego. jakby na wiele wiele mil i jeszcze mil w głąb i szturgał mnie długim kijem zaopatrzonym w kolec i mówił: . Co jest. Popełniłem wszystko. żeby im dać mleka i figę. roztaczający silną woń sera i cebuli. To już koniec i aut. A dopiero mam piętnaście lat. Widać ją ciut za mocno stuknąłem. A potem się wydźwignął jak słońce sam Ludwik Van z mordą jakby z pioruna i grzmotu.

Po prostu martwy jak psi fekał na drodze.To co teraz. jak faty i maty przyszli na widzenie i skazali mi. że w Obronie Koniecznej i git 35 . co już mi zupełnie dawało w rechot. O tych drużkach tylko jeden raz usłyszałem. tak i skończył się zdradziecki Georgie. a stary Jołop wziął się łup cup za jakieś bardzo drogie ukraszenia. że jedyna latorośl i syn piersią jej wykarmiony rozczarował wszystkich ach jak horror szoł i do takiego stopnia. A tak. no i na podwórko i szagom marsz w kółko i w kółko i w kółko. że Georgie nie żyje. No i uszły co do dzionyszka dwa lata. a potem Georgie wziął się razrez do poduszek i zasłon. między tych smrodliwych zwyrodnialców i przystupników. że taki przyjebny malczyszka: jak niżej podpisany. zbrodniarze. ha? Nie żeby to było wychowawcze. a żeby ich Bóg pokarał. a Georgie potknął się o dywan i jak wziął tą żelazną sztabą z rozmachu łup i bryzg po starym czerepie. jak się znalazłem na kopach i szczęk brzdęk w tej Wupie 84 F. więc czy idę czy przydę. . Deltoid i polucyjniaki. bo przypominał mi się ten chryk. jak to mój ojczyk w szoku obtłukiwał i juszył sobie grabki na tym poniekąd oszukanym Bogu w Niebiesiech i jak maciocha usta w prostokąt rozdziawiała do tego ouuuu ouuuu ouuuu w matczynej rozpaczy. A potem się odbył wyższy sąd ostateczny i nastojaszczy sędzioła. figury i tym podobne. ha? Podejmuję w tym miejscu i dopiero zaczyna się po nastojaszczy płaksiwa i jakby tragiczna część tej opowieści. nie żyje. i znów ten bałach na mnie od samych najgorszych i z trąbami uroczysto w zadęciu. I znów do tego zacuchłego kicia. co wyszedł z Publo Bibloteki w zimową noc i jak ustroili my z nim łomot i Czysty Wandalizm. że Jołop i Pete ledwie mu zdołali ubryknąć w akoszko. a potem: winien! i maciocha w bu-hu-huuuu! jak mi rąbnęli: czternaście lat! o braciszkowie moi. o braciszkowie moi. Po czym stary i kurewsko cięty chryk sędzioła z niższego sądu jak wziął i obsmarował od najgorszych waszego Brata i Piszącego Te Słowa. co mi jeszcze wpierw łajnem i brudnymi kalumniami przyłożyli P. aż ten bogaty i złomotany mudak wściekł się jak z uma szedłszy i na nich z ważącą po nastojaszczy sztabą żelazną. A ten stary ubijca wykręcił się. i ława przysięgłych. Nie ochotno wam będzie słuszać ten szajsowaty i użasny razkaz. z naszytym na grudzi tuż powyżej cyk cyk cykacza numerem i tak samo na plecach. a te ciurmaki łamignaty nic tylko ładują z buta i z piąchy i krugom te przystupniki. w tej Wupie (czyli Więzieniu Państwowym) numer 84 F. czyli w brudny jednoczęściowy łach w kolorze jak fekał. o braciszkowie i jedyni drużkowie moi. o nie! siedzieć dwa lata w tej gnojni piekielnej i jakby w zwierzyńcu dla szkaciny ludzkiej. kiedy moi drużkowie jeszcze nie zdradzili mine i tak jakby szczęśliwy byłem i swobodny.Część druga 1 To co teraz. nieraz to całkiem zboczone i śliniące się od stóp do głów. Powiódł mój Żorżyk tych dwóch do chaty jakiegoś oczeń bogatego członia i dali mu fest kop i łomot na podłodze. ubrany w szczyt mody więziennej. zawsze jestem 6655321 i już: a nie wasz malutki stary drużoczek Alex. I dzień w dzień rabotać na warsztacie przy proizwodztwie pudełek na spiczki.R. niby dla zdrowia i czasami wieczorem jakiś starożytny chryk w typie psora z dokładem o żuczkach albo Drodze Mlecznej lub o Cudach i Tajemnicach Płatka Śniegu. I takiej siły nadzwyczajnej dostał przez ten razdraz.

i tylko ten cuch brudacki od nich zajeżdża. jak wsie zakluczone siad na rzop i zasłuchali się w Słowo Boże. braciszkowie. któryś tam pryzner czy inszy jakby w tylnych rzędach dał koncert na wardze . szlag by was trafił.Prrrrrp! . jeżeli to będziecie dalsze poczytywać.większość! . . Więc było to dla mnie oczeń ważne. wrzeszczą w nieznośnej i wiecznej męczarni. Znachodziłem się w tyle Blokowej Kaplicy (było ich cztery w tej Wupie 84 F) tam. Ta podnieta kradzieży. .powiada kapłon . ale jak! tam gdzie wydał im się szum: i łup łup.I dźwignął wielką knigę i przewarkotał kartki. żeby się co najrychlej wydostać z tego smrodliwego zwierzyńca. ale taki własny zaprzały śmiard co to od przystupników. właz i wyłaz po takich zakładach.A teraz . że piekło istnieje! Ja to wiem. a na tym co: figa! może nie? Jesteście banda zadziobanych idiotów i tyle . a ja się rozczytywałem. starego chryka.To co teraz. ciemniejsze niż więzienie. to wszystko już widziało się fajno fajn i przednio. że może i ja tak cuchnę skoro już zrobił się ze mnie nastojaszczy pryzner. Ustroiło się jakby za część mojego wychowania znaczy się na przyszłość. po czym doili to 36 . tak jakby Wyrok od Samego Losu. niewzruszone świadectwo i pewność. a ja czytam. przecież to on! . powiadam.ale co za różnica? Fest mu przydziarmażyli. za niedługo mi się udało.To co teraz. Grabneli jednego bidaka. wiem ja coś o tym. W tym punkcie. co za kary czekają zatwardziałego grzesznika na tamtym świecie.jak wy. o braciszkowie moi. w tych więziennych ciuchach koloru łajna. ale mnie dość lubiał. chyba że posłuchacie Słowa Bożego i pojmiecie. chociaż w rok i dłużej po tym. śliniąc te paluchy spluwsz spluwsz. ryj pełen gorącego łajna.To nie ja.i te ciurmaki od razu hej ho! i pędzą. puszczać te zafajdane muzyki świętojebliwe przed i po i w trakcie również. I jak sami uświadczycie. Więc jak na Żorżyka przyszła czapa. gromadny bych i chamajda z mordą aż aż czerwoną. no wiecie. chociaż mało sobie łba nie odwrzeszczał. aby żyć za frajer: czy to warto. chudziutkiego i drobnego pryznera. S. że taki młodziak i ostatnio tą knigą tak interesujący się. i potaszczyli go. gorzej palące niż jaki bądź ludzki ogień. ta woń jakby kurzu zjełczała. nie od istnego brudu czy fekału. . gdzie duszyczki takich zatwardziałych grzeszników i kryminalistów jak wy . A był z niego wielki. . macie to jak w banku.odpytał trzeci raz nasz więzienny bogusław. skoro mamy całkiem pewne dowody. nie żeby po nastojaszczy z nieumycia się.galant.posłuchajcie Słowa Pańskiego. jak ten. i trach na lewo i prawo. we flakach aż do kwiku wierci się jakby kula ognista! A tak tak. . trzęsącego się. mimo że taki młodziak. tak tak. ta durna chuć. o bracia. Aż uwidziało mi się. nos im zatyka smród. Zakluczali mnie i że niby mam słuchać tej świętojebliwej muzyki J. ha? . wiem. Uch. do tego muzyka leci z kaplicowego stereo. ha? Byłem jak raz w Kaplicy Blokowej. a potem wywlekli z kaplicy. ale dla większości was to dłużej właz niż wyłaz. jak mnie chapnęło gliniarstwo. skóra gnije i płatami obłazi. całkiem na padbor. bo niedziela rano i kapłon więzienny truł normalnie Słowo Boże.Ano teraz już będziecie właz i wyłaz. miałem te wizje i pokazano mi. jak te stare Żydłaki robili jeden drugiemu łomot i ultra kuku. gwałtu i przemocy.nie ma co się obszczerzać. co to za miejsce. jak piali hymniszcza. gdzie klawisze (znaczy się ciurmaki) czuwali stojąc przy wintowkach i z nabuchanymi sino w ryj mordzielami na pogotowiu i widziałem. tłusta i beznadziejna. Händla. przyjaciele moi. Bacha i G.żeby tak opchnąć pierworódzlwo za miskę wyslygłej owsianki. to nie podśmiechujki! . braciszkowie moi! to było po nastojaszczy horror szoł. Moja robota była przygrywać na stereo. wy łotry. że czytam z tej wielkiej knigi. a ten krugom skrzyczał: .F.

gnojku! .To recht.Ja płytę. że tak budować to głupiego robota.No. a żaden mu nie bałaknie. skurwle. 7749222 .jewrejskie wino i dawaj na tapczan jak leci z żonami. a nawet rządzę tym jako dowódca. Chleb anielski jadamy rzadko. i łuczsze jak dotąd upatrzyłem. już gotową miałem na stereo i puściłem tę łatwiuchną muzykę organową z jej grouuu ouuu ouuuuuu i zeki się wkluczyli w śpiew. myślałem. zastanów ty się. Co za ferajna. i dom poszedł w cholerę. potężnym łapskiem: . i grom z nieba łubudu.a do tego ciurmaki: . jak batem siepnąć: . Tej niedzieli z rana kapłon wziął i wyczytał z knigi o takim.Wreszcie było z tym aut i kapłon zakluczyl: .i wszystko poszurgało do drzwi przy takim fajnym kawałku II symfonii Adriana Schweigselbera. Widzę cię. nad męką Boską. że coś w tym jest. do cholery.Och. wiadomo. Lecz jak zamieszać. więcej tego jakby kaznodziejstwa i wzniosłego bałachu niż łomotu i starego ryps wyps. oczy zakluczywszy. To ja podumałem. podlazł do mnie ten kapłon. Więc ja przeczytałem dokładnie o tym biczowaniu i cierniowej koronie i tak zwanym krzyżu i całe to ichnie gówno. jeszcze w tym ciuchu bogusławskim. co tylko by się obszczerzali. ci znów liżą i przewracają ćlp ćlp stroniczki. co jeszcze się został. ma się rozumieć. i pokazuje mi zafajdanymi paluchami cha ci w de! że niby ja tu mam przywileje. Więc nie sawsiem zmarnował się ten mój pobyt w kazionnej Wupie 84 F i sam naczalnik bardzo się obradował. jak usłyszał. Robili z tych durackich słów istny wyj i bek. po prostu horror szoł. jak pomagam dawać łomot i przybijać na krzyż. o braciszkowie moi. a wściekłe ciurmaki powrzaskują: Nie gadać tam. jak obecni wzięli się za te małe uświnione Śpiewniczki więźnia. że jakby dom budował na piachu i zaczęło lać. . Tej knigi ostatnia część już nie oczeń była mnie paniatna. w koronkach i cało na biało. 920537. Sprawiedliwość jest nierychliwa. pykając rakotwora. a ja wykluczyłem stereo. że tylko nastojaszczy durak budowałby na tym piachu i że taki chleborak to musiał lepszych mieć sąsiadów i drużków jechidnych.Głośniej.A krugom jechała od niego ta po mużycku zawiesista woń szkota i paszoł do swojej dyżurki jeszcze se chlapnąć. To mnie trzymało. uwidziało się. a bogustaw ich popędzał. I zagaił w te słowa: . amen . tak jakby miętosząc mnie tym wielkim. ubrany jakby w togę. temu leci z rąk. to mocy przybywa. czekaj ty.Jak zwykle dzięki ci. Na stereo leciały fajne kawałki Bacha i wtedy mnie. Kiedy się ostatni wyczołgał z grabami obwisłymi jak u goryla i potoczywszy fajnie gromko łup w tył czaszki od jednego ciurmaka. i deszcz. śpiewać! . Rozdał się stuk i bach i szt szt. no jak dziewuszka. przez Niżej Podpisanego.i: Łeb ci rozwalę. czyli w taki szczyt mody rzymskiej. coś okropnego: Jesteśmy świeżą i słabą herbatką. ze służankami. braciszkowie. co słyszał. Ale jednego dnia kapłon zagaja do mnie. Co też dzisiaj nowego? Bo ten kapłon. wybranym. mój chłopcze. jak ten szajs ludzki człapiąc wygruża się i robi jaaaurrr i beeeeaa jak zwierzęta. 6655321. że mnie wciąga ta jakby religia: i właśnie z tym wiązałem pewne nadzieje. stojąc przy tym naszym stereo w kaplicy i patrząc.Niechaj was Trójca Przenajświętsza ma w opiece i uczyni dobrymi. I dał skowyt nasz kapłon: . mój mały 6655321. ferajna! I na zakończenie odśpiewamy hymn 435 ze śpiewniczka. a nie załapał się na to słowo. Rozważ to sobie. chciał się zostać za oczeń ważnego świętojebliwca w tym ich świecie Religii Penitencjarnej i do tego było mu nużne oczeń horror szoł dobre świadectwo od 37 . .

zapytałem. 6655321. a o co ja zagabnąłem. a bogusław był wsio taki wdzięczny i mówił: . jak i przedtem dużo tych opowiastek. . kiedy je stawiali. Więc poszłem do naszego stereo i puściłem J. nagle cały w czujność.Jeszcze długo by ubijał ten szajs.Owszem . A na razie bierz się za program dowolny. ale bez tego. że nigdy więcej? . polecił na ten zabieg.Nie wiem. co sam wie. musi dosłyszeć. się nie obeszło. 6655321.Ale . a brwi mu się tylko nasępialy. pykając ze swego rakotwora i mózgoląc. Więc ja mu na to: . żeby coś po nastojaszczy.Tylko wiem. nieprawdaż? . proszę księdza. jak się na mnie z góry wyślepił. to widzieliśmy.że tak na ogół biorąc to i owszem. S. że już następny oddział zakluczonych starabania się brzdęg brzdeg po żelaznych schodach na swój kawałek religii.Ale już się wprowadza u nas.na to kapłon . Na razie oczywiście w stadium eksperymentu. że przybył nielegalny transport kokainy i będzie ją rozprowadzać jakaś cela na 5 kondygnacji. . . proszę księdza . 6655321. że podzielam jego wątpliwości.nie w naszym więzieniu. Jak była gimnastyka na wybiegu. jak on główkuje.Do tych z wierchuszki ja zawsze odzywałem się moim grzecznym i dżentelmeńskim głosem. nieprawdaż? . doszło po rurach. Ja to przekaże Samemu . Tylko tak dalej. jak się nazywa. co ja też wiedziałem i doniosłem. . ale dało się słyszeć. proszę księdza .powiada.bo tak mianował Naczalnika. Tak to i wygląda.Fajno fajno fajn. że ci się rozchodzi o technikę Ludovycka. proszę księdza. co krążą pogłoski? Że ta nowa jakby kuracja.Pogadamy o tym kiedy indziej.powiedział.Domyślam się.Naczalnika.Owszem. Muszę przyznać. po której zaraz się wychodzi z więzienia i z gwarancją.powiadam. Kiedy człowiek nie może wybierać. proszę księdza. Sporo było tak tylko wydumane.Wszak staram się regularnie? . proszę księdza.proszę księdza. Nareszcie zagaił: . Sam nie ma do tego przekonania.Jeszcze się nie wprowadza . 6655321. takie więcej białe budynki.Te nowe. co za mroczne spiski knują się u pryznerów. Wiec rzekł: . że ośmieliłbym się zasugerować? Widać było.Postarałem się. więc łaził i kiedy niekiedy zakapował Naczalnikowi.Myślę . Bardzo proste. . Wiele nam pomagasz i sądzę. Bacha preludium na chór Wachet auf i 38 . .A gdzie to słyszałeś? Kto ci takich rzeczy naopowiadał? .odkazał . Więc na ten raz odkazałem i to nie była prawda: .Te rzeczy krążą.Przypuśćmy. A znów ktoś na warsztacie złapie kawalątko gazety i wszystko to jest w niej detalicznie opisane. a nie wątpię. że to pozwala szybko wyjść i zapewnia gwarancję.O . .powiadam . a co z tą nową sztuczką. A potem jak na stołówce miało się ustroić wielkie rzucanie tą szajsowatą piszczą. A bogusław podał wiadomość do góry i zarobił pochwałę od Naczalnika za Społeczne Podejście i Czujne Ucho. Chodzi o to. na przykład jak do naszej celi doszło po rurach kanalizacyjnych puk puk puk-i-puk-i-puk puk-i-puk że duży Harriman ma się wyłamać. to nie jest już ludzkie. . że dwaj strażnicy rozmawiają i człowiek nie da rady. ale też i bardzo drastyczne. ile mi opowiedzieć z tego. . że wykazujesz się szczerą chęcią poprawy. W czasie żarcia miał stuknąć klawisza i wypsnąć się przeodziawszy w jego ciuch.A wsio przydumałem w lot bałakawszy. że więcej człowieka nie posadzą. czy technika Ludovycka rzeczywiście może kogoś uczynić dobrym? Albowiem dobroć.odkazałem. przy murze południowym. proszę księdza. . Dobroć to kwestia wyboru. bierze się z ludzkiego wnętrza. a tego szajsu dużo połuczał ode mnie. tak jest. Może ksiądz by mnie. A wciąż chował się bardzo czujnie. . . że uzyskasz bez większego trudu przedterminowe zwolnienie.

to co ja robię. Odrabotałem swoje przy stereo i bałaknął mi tylko dzięk dzięk i odwiedli mnie apiać do celi na 6 kondygnacji. co powiem. tu jest przepełnione. braciszkowie. jak wrzucili między nas tego mudaka. Otóż musicie wiedzieć. braciszkowie) nawet za melona pierdolców i za dziesięć. I za chwilę więzienny kapłon już pyta ich: . tak po nastojaszczy moje wydobywanie się z młyna. ani my się połapali.A że w tym czasie nie szło dostać kluka (co by to nie znaczyło. że nie zboczeni. A prócz nich Jajasio i Doktor. o braciszkowie moi. z brudem na 39 . tyle co bałaknął: . jak zawsze truł i truł tym głosem jakby rakowatym. 2 No i od wpuszczenia tego nowego zaczęło się. Nawet jakby kratami pytał się trząchać i darł mordę: . specjalista od przemocy seksualnej i te pe. że ta cela była ustrojona dla trzech. niby że gulasz z kluch i śmierdzącego mięsochłapu. gdzie miałem ja swoje cuchnące i tłoczne żyliszcze. co by to nie było. sam kryminał i przystupniki na sto dwa. a popadło w nią sześciu i wsie na kupie. Była to sawsiem brudna przeciwna i użasna ferajna i nie miałem ja przyjemności co by obszczać się z nimi. co jak raz obdzierał sobie paznokcia u nóg po kusoczku. nie lepiej. o braciszkowie. tak jest! Na co jeden z czasowych zawrócił i powiedział mu.władowała się cuchnąca kucza tych brudnych skurwli. . ze nie było gdzie nóg porządnie wyciągnąć. Tego ranka były u nas cztery porcje tej religii więziennej. że tej niedzieli wpichnięto nam jeszce jednego zeka. to przemoc kurewska.gorzej. bo z niego był taki wredny i zjadliwy poprzeczniak a nie więzień.I będzie dobawil ten klawisz . w naszej kałuży. że mam jutro to siupsko i czy on by czegoś nie skombinował? . różne tam skargi. to przyjdzie mu się na podłodze kiblować. wy łajdaki. jak i wy w nastojaszczy moment.No i faktycznie oto moi drużkowie nowego typu. jak chodzi o technikę Ludovycka. Tak przedstawiały się w tych czasach wszystkie cele we wszystkich mamrach. wyciągnięty w kojce na wznak jak truposz. synku. I był Murko bez jednego oka. . a znów Doktor udawał. ustroić taki do imentu parszywy bandycki światek. poszłem do Indora i mówię. i każdy na swojej pryczy kopcił normalnie rakotwora. a tylko zastrzykiwał wodę: no i tak uśmiercił dwie dziuszki zamiast. bardzo chudoszczawy i śniady. przegłotnęło się jakoś tę rzygotliwą piszczę. Był to stary pyskaty grzdyl i od razu wziął się wywrzaskiwać. jak mnie wpuszczał. bo jak nie. spotniawszy i ciasno. bardzo prędki mużyk i pocący się.To co teraz. co go wpuści. jak się zobowiązał.Cały czas ta po nastojaszczy kryminalna starożytna grypsera. ha? Na to miejsce żeście się włączyli. I nie uwierzycie. że potrafi wyleczyć syfa i trynia i różne upławy.Ja domagam się moich dziobanych praw.I znajdujemy się z powrotem. Na swojej pryczy Zophar. że nikomu się nie chciało słuszać. co jest. wstyd i hańba po prostu zafajdana. że w niedzielę od święta. żeby sobie radził. ale to już niedługo. I był też Wielki Żyd. ale bogusław już nie odezwał się do mnie. Przecież to wy się staracie. jak może i na wspólnej pryczy z kimś. Ten ciurmak nie był akurat najgorszy i nie przyładował mi daże w łeb ani kopa. Teraz jakby do nikogo posuwał o taki razkaz: . usunąć im czego nie chciały mieć. bandziorów i zboczeńców szłop szłop jak przegrane jakieś małpoludy obszczekiwane i pędzone batem przez ciurmaków. No tak. Jajasio był na balszoj zły i cięty i żylasty. jeszcze chwała Bogu. no.

że ci w mojej celi zbudzili się i dawaj mieszać. tylko ten cuchnący skurwysyn. że nikt go nie kocha. A jak na razie. Wiec przysrał się do mnie. jak wybuchła już po nastojaszczy zadyma i światła się zapaliły.Po czym udalili się z poważnym ostrzeżeniem dla wsiech. ty zimny łobuzie! . nie. wiadomo. zagaił sepleniąc jak następuje: .czyli przymknij się. aż ja wykonałem ten gest. . a potem. więc nie ouudpouuwiada ci już awantuuura. po czym zaraz światła pogasły i ja oświadczyłem. jeszcze spocony od tej drobnej harataniny w ciemnościach. żeby mi jakiś ohydny prześmiardły woniejący zboczeniec i przystupnik na płyć rzucał się.A na 40 . Więc postarał się jechidno po swojemu zażyć Doktora i tak się odezwał: . jakby wszystkim zakluczonym we wszystkich klatkach przywidziało się. a skrzyku co niemiara i twojamaci. wymachując pałami. sztanach i czapkach. żeby mu przydziarmażyć.odrzekli. Nie dawaj dla tego karypla. że ani nocy dłużej nie spędzę w tej celi. bierz tę moją prycz. Zrozumiano i recht recht recht? . że i tak czy siak.Zostaw go. że byłem najmłodszy. czyż nie taaak. drużku. po co nam tu awantura. a ten w mordę dziobaty zek juchą krasno i przekrasno farbował z pyska od mojej rozcapierzonej graby. że przesiedzę ostatek nocy. to zobaczyłem ten jego przeciwny ryj cały we krwi cieknącej z pyska. że idzie na gromadny wyłom. Ale ten nowy przystupnik się po nastojaszczy dopraszał i krugom pokazywał.Czy osobistego apartamentu z łazienką i telewizją życzy sobie Wasza Wysokość? Oczywiście! z rana to się załatwi. o braciszkowie moi. o braciaż wy moi. Dopiero poczułem się z uma szedłszy.Już co to. Na to już Wielki Żyd rozmachnął się.Euuuu. jak uważa się za gromadnego i wielkiego flimona i że to ubliża jego nadzwyczajnej godności. uś. wszystko to nawierno zaczął Wasz Pokorny i Piszący Te Słowa. tylko ta malutka czerwona lampka w przejściu na zewnątrz. tak się nie robi. I powiadam.Ależ panowie. Archijajcu? . bracia. gdzie mu przyłożyłem z rozcapierzonej graby. Uczyniłeś z niej brud. Ale wiedziałem. że jeszcze tego dnia się zaczęły kłopoty. a najpierw jeszcze powiedziałem temu ohydnemu przystupnikowi: .A ten mu na to: . To ja wniosłem skargę i wsie ciurmaki oświadczyli. że nikt inny. Mnie ona już obrzydła. aby dzielił celę z sześcioma i spał na podłodze. Ale nie zaimponował tym nikomu. smród i fekał.Hałt pysk i bubeł w kubeł. ale niegrzecznie. nie on. ty parchu! . .mózgu i samo plugastwo w myślach. i zabił rrraz i dziesięciu gliniarzy jedną ręką i cały ten szajs. łup lup i w półmroku trochę na dziko. braciszki.wiec on dał się w ten stary skowyt.tym głosem z najwyższych sfer towarzyskich. i truje mi jakiś brud miłosny i głach głach głaska mnie! To ja się dopiero wściekłem i łomot! choć nie za bardzo horror szoł było widno. No i potem co się stało.Ale tu reszta się wkluczyła. jak ci pasuje. kiedy ja śpię i daże bronić się nie mogę. Wtedy zapalili te światła i ciurmaki wlecieli w koszulach. że jako ten najmłodszy to ja mam kimać na podłodze. I tej samej nocy zbudziłem się i patrzę. żeś położył na niej tę płyć swoją szajsowatą. to kładź ty swój dziobany czerep na tej słomianej poduchnie i żeby nam więcej nikt nie podskoczył. bo wyszedłem daże nie draśnięty. Ale wsie postawili się za mną i krzyknęli: . . Niemożebnie się chełpił i do każdego z nas wziął się przydzierać z tym szyderstwem na ryju i gromko a z pyszna. Dopiero uwidzieli my swoje czerwone gęby i rozlatane piąchy. cała kondygnacja się rozbudziła od zgiełku i już słychać na balszoj krzyk i walenie blaszanymi kubkami o ściany. i starał się wcisnąć. skoro Dyrekcja Więzienia pozwala. nieprawdaż? . Że on jedyny w całej wupie jest horror szoł po nastojaszczy przystupnik i że wykonał to i tamto. a ten ohydny zek już leży ze mną na pryczy co była dolna z trzech pięter i wąziutka.No jazda.Wytrzymaj aby do rana . A Doktor się odezwał: . Wielki Żyd. .

. F. i tańcowałem z buta. Händla. mimo że bez sznurowadeł.W porządku. o braciszkowie moi. zły i cięty i żylasty. . . Załatwiaj go. Zimowy poranek i oczy moje sawsiem klejaszcze od tego śpiku.Mimo że specjalizował się Jajasio w napaściach seksualnych. ale przemawiał kulturalnie. Ale jak wylazłem z kojki i pichnąłem go bosą nogą. Naszemu przyjacielowi. Na co Wielki Żyd wyseplenił: . ale jak Murko wziął i piąchnął go w usto. a wyjątkiem był Murko. aby dojrzeć tego powalonego i zdziarganego członia na podłodze. poczułem. na czym grałem. a dyrygent jakby skrzyżowany z Ludwika Van i G. . Co mi się przyśniło zaś.No i wleźliśmy apiać na swoje kojki. że to właśnie nadrabiał przez ten oczeń huczny głos i chełpliwość. to musiałem się ześmiać ha ha ha bardzo głośno. tak. to jest fer. chłopaki. To dałem mu jeszcze raz po nastojaszczy horror szoł fajnego kopa w czaszkę i on zrobił ooochch-ch i tak jakby odchrapał się w głęboki sen.to włączył się Jajasio. że mi jakby podchodzi do góry po staremu w kiszkach ta radocha i odezwałem się: . też nie byłeś całkiem do tyłu. to rozbolały mnie w tym elektrycznym świetle. Ale na ten raz wyprygnął z kojki dość rychło. podczas gdy Wielki Żyd stojącego udzierżał przy kratach. przyda się lekcja. który spał jak kawał martwego mięcha. to jakby na biało niby różowawym fagocie z ciała i wyrastającym z mojej płyci. i Doktor powiedział: . jak ta stara czerwień płynie krwawo w pur pur purowym świetle. już bardzo ustawszy. który się od niedawna wśród nas pojawił. ale to. jak mu przyszło dać chytrze co nieco z 41 . z cicha i tak jakby starannie. niech ja go dostanę. to można zająć się edukacją.Zostawcie go dla mnie.I stanęli tak w kółko. aby go było widno w tym czerwonym światełku z przejścia. widział się całkiem głuchy i ślepy i mający już dość tego świata. Z piąchy mu dawałem.I dopiero zaczęło się po nastojaszczy. to że byłem w jakiejś oczeń gromadnej orkiestrze. bo tak jakby mnie łaskotało. jak leży na podłodze. sądzę.Skoro już nie można spać. ile wlazło. ale tak po czudacku i jakby z lekka. .Po czym rozejrzał się po nas wszystkich i rzekł: . co je wkluczyli w całej wupie. to już tylko wydawał o! o! o! Nie był to za mogutny członio. liczącej się na setki i setki. ale zobaczywszy. . bo rano zawsze się powoli rozbudzał. Oczywiście ten gromki szum to faktycznie był więzienny budzik z tym brrrrr brrrrr brrrrr. To było doprawdy nieroztropne.i szczurzył się. jak to w przyszłości będzie może lepszym chłopakiem. . a w końcu go podciąłem i ruchnął bach bach łubudu na podłogę. inni też. F. a jak je rozwarłem.powiedział Doktor. doktorku. i wydaje mi się. Rzekł na to Jajasio: . Ten nowy z początku ciut nicmnożko pokrzykiwał. jak pytał się oddać łup za łup. Przypomniała mi się ubiegła noc i zaśmiałem się ciut kusoczek.Tak. no już. że ta lekcja będzie wystarczająca . że po prawdzie nikt nie podniósł głosu. na balszoj krwawy i pobity i ciągle aut aut i aut.Bardzo niefortunnie się stało . i na to Ludwik Van G. poczułem jakby sztywny chłód i podszedłem do pryczy Doktora i potrząsłem go.Łap i łyp i łup. bardzo słaby w tym.Niech mu się przyśni. Alex. pokazał się razdraz i całkiem z uma szedłszy. o braciszkowie moi. Po czym luknąłem w dół i uwidziałem tego nowego zeka. ty małe fizdejko! . Ja w dętych bywszy instrumentach. akurat pośrodku brzucha i jak w niego dmuchałem. Po czym dawaj bliżej do mordy i uwrzasnął mi się gromko w same ucho.No no. a ja łomotałem tego flimona prawie po ciemku. Więc nowy tylko się obszczerzył: . Tak czy siak. i zbudziłem się cały spotniawszy.Niewątpliwie byt to atak serca.Doprawdy nie powinniście go aż tak dekować. jak następuje: .

Doktor na to powiada: . Doszli jakby do końca tej kondygnacji.powiedziałbym lekkomyślnością młodego wieku zadałeś mu gnadensztosa. kiedy ten Wielki Żyd dzierżał go stać przy rzeszotce. sprzeciwiam się stanowczo temu. Przezierał jakby na wylot nas. Wynieśli to martwe cielsko.Czas obudzić tego smrodliwego wybladka.I zwrócił na mnie surowe błękitne oczy. Ten ostatni kop to był bardzo bardzo niecharoszy. Bardzo to był czudacki dzień. w najpiękniejszym garniturze. Dla nich kara nie odgrywa roli. jaki widziałem w życiu. ale w końcu nie do mnie się zwracał. . Już na nic uczciwego w tym świecie nie można liczyć. ale nie ma dwóch zdań. Nie jestem pospolitym przestępcą i nie jestem odrażający. Już niebawem cala pojemność naszych więzień może się okazać potrzebna dla więźniów politycznych. To on wciąż ładował mu w usto. Zabić w nich zbrodniczy odruch i tyle. legnąca się w centrum kary przestępczość. Po czym tak się wyraził: .Nikt się nie wyprze tego. i ta reszta. daże i kubka gorącego czaju.Alex. aby ukatrupić tego nikudysznego zboczeńca. a potem dało się słyszeć że abratno szli. .Za przeproszeniem. Jak się pokazały ciurmaki.Cóż na to poradzić.bo już mi się zrobiło wsio widno. już ci moi drużkowie z celi aż się rozlegało. aby mu dać że tak powiem nauczkę. który tu najważniejszy: taki bardzo wysoki z niebieskimi oczyma i w ciuchu naprawdę horror szoł.Zdrajcy i zakłamańce .i tym podobne. Więc ja śmiało się odezwałem. .albo: . o braciszkowie moi.Murko zachrapał tak więcej gromko. wygadując jak z uma szedłszy. jak Naczalnik i Główny Ciurmak jeszcze z kilkoma ważnymi na wygląd bonziakami szagają co rychlej. tak zeznawali. którego zakrwawiony trup leżał jak worek na podłodze. Zaraz było widać. i jak gdyby strachem zaśmierdziało poza celą i zobaczyli my. . absolutny szczyt mody. ciebie za bardzo poniosło. że mu trochę przyłożył.Rząd nie może już dłużej polegać na przestarzałych teoriach penitencjarnych. dwa lata w tył. No i Jajasio wziął i zbudził Murka.wymówiłem. Wreszcie cała ta banda zatrzymała się przy naszej klatce i Główny Ciurmak odkluczył.Zdrajcy . Pełne wdrożenie w przeciągu jednego roku. od czasu do czasu wydając krzyk: . Stłoczyć razem przestępców i co z tego wynika? Kwintesencja zbrodni. co? Ja włączyłem się dopiero pod koniec.Ale dopraszam się . najlepiej da się załatwić na bazie czysto leczniczej.Zawrzyj ten loch! . jak przedtem. . . na ile ja to widzę. .A potem Wielki Żyd obrócił się do mnie i wyraził: . a Murko był jak najbardziej gotów przysięgać. Zaczynają się pomiędzy sobą mordować. chłopcze.To była twoja przydumka. czego to ja nie zrobiłem. proszę ja szanownego pana. Z tak zwanej kary oni czerpią satysfakcję.i: . taki oczeń tłusty pocący się blondyn.Zamknij się! .Nie wszystko chwytałem. braciszkowie. bidnych zeków. z rozmachem i . Może inni są tu 42 . i było słychać jak Naczalnik. kiedy moi tak zwani drużkowie wydali mnie w żestokie łapska polucyjniaków. Potem koło jedenastej rano jakby zesztywniało wszystko i podniecenie. może nie? .jak dobiegł ich aby tylko szept z jakiejś celi. truje coś w rodzaju: . . już wolniej. braciszkowie.Wskazałem na Jajasia i mówię: . o braciszkowie. złożona z istnych przystupników i do tego zdradzieckich). a potem w całej wupie wsie zostali się zamknięci aż do rozporządzenia i nie wydawano żadnej piszczy. Więc ja przez to wszystko poczułem się już oczeń razdraz i powiadam: . braciszkowie moi. I wielka szkoda. ekscelencjo? . i posuwał tym krasiwym. Tylko siedzieli my i czasowi (znaczy się ciurmaki) tak jakby szagali tam i nazad po kondygnacjach. to widać.piąchy. że to ty. więc powiadam: . że to Niżej Podpisany dopuścił się tego najgorszego brudnego łomotu i okrucieństwa.A kto zaczął.Pospolitych przestępców. a później Sam Naczalnik. co pan powiedział. jak ta odrażająca gromadka (znaczy się ja. po nastojaszczy edukowanym głosem: .

tuż za fotelem Naczalnika. Hm? Więc ja odkazałem.jak to mówią .tak jakby wzdychnął Naczalnik.całkiem nowa miotła. Brodzki jutro się nim zajmie. Myślę . Wcale a wcale mi nie odpowiada! Ja uważam.Dobra. . groźny i zwyrodniały zbir się przeobrazi. ty gnojku! . 6655321. Te jego nie patyczkujące się słowa. . Bynajmniej. na poddanie się tak zwanej . dobrze . 3 Jeszcze tego wieczora powlokły mnie grzecznie i jak należy te żestokie łup łup ciurmaki na widzenie się z Naczalnikiem w jego świętym i przenajświętszym ze świętych przybytku czyli dyżurce. zuchwały. co stał. będziesz poddany. .komicznie to nazwali .proszę pana. jak nie ryknie: . ty! Nie wiesz.Kuracji Resocjalizacyjnej. tak.Więc nie bądź . . Przewiduje się. sam rzekł: . A mnie się zdaje.Zawrzyj ten pieprzony loch. Starałem się tu. Jak cię ktoś bije.Zawrzyj no ten brudny loch. to go w ogóle nie poznacie. Za dwa tygodnie z kawałkiem wyjdziesz z powrotem w ten wielki i wolny świat. że nie. wobec tego Główny Ciurmak znów ryknął: . Otóż te nowomodne.To chyba wszystko. Jest młody. I wielkie.Więc odpowiedziałem: .odrażający. kto to był dzisiaj rano.że ta perspektywa ci się podoba? . Jestem za to wszystkim państwu niezmiernie wdzięczny.Ależ naturalnie. To się sprawdza. nie ma wam oddać? Ale według tej nowej koncepcji tak ma nie być. mogutny i czerwony bych. naprawdę. jaki miałbyś odsiedzieć.Och. a wy bądźcie przy tym i przyglądajcie się. że to wszystko jest nadzwyczaj niesprawiedliwe. .To nie nagroda. już nie jako numer. . dobra .Nic na to nie odpowiedziałem. do kogo się odzywasz? .tu się z lekka uczmychnął . to był jakby początek mojej wolności. że podpisuję . że mnie to nie odpowiada. rozbestwionych łobuzów.Dobrze.Na to Główny Ciurmak zrobił się aż purpurowy na mordzie i wrzasnął: . Podpisujesz? . Bo nowa koncepcja jest taka. że będziesz mógł opuścić areszt po upływie nieco ponad dwóch tygodni. Stwierdza on. . Naczalnik przyjrzał mi się tak oczeń ustawszy i zagaił: . resocjalizacji. 43 .Tak jest. przeogromne dzięki. po mojemu dość humorystyczne pomysły w końcu przeszły i prykaz to jest prykaz. .W porządku .odrzekłem . że będziemy złe przemieniać w dobre. ale nie ja.powiada jakby spluty i ustawszy Naczalnik. co. 6655321? .Więc dali mi atramentowy pisak i machnąłem nim krasiwo i płynnie swe nazwisko. chociaż powiem ci w zaufaniu. kiedy pan Naczelnik cię pyta! . starając się. Jak ten młody. jak mogłem.Chyba nie wiesz. że oko za oko. Jutro zaprowadzą cię do tego Brodzkiego. proszę pana! Bardzo panu dziękuję.Odpowiadaj. możecie być spokojni. ty gnojku. o braciszkowie moi.To był we własnej osobie Minister Spraw Wewnętrznych . tak dotkliwie bite przez was. to mu oddasz. nie? W takim razie dlaczego państwo.I nie czekawszy kiedy powiem. żeby oczeń uprzedzająco i z całym szacunkiem: .rzekł Naczalnik.powiedział ten ważniak.Więc ty. A tu jest formularz do podpisania. świnio szajsowata.A na to Główny Ciurmak. zły i niebezpieczny. Po czym zwrócił się do Naczalnika i rzekł: Możecie go użyć do przetarcia drogi. że zgadzasz się na zamianę reszty wyroku.

. Tam siedział nasz kapłon przy biurku. ale tak nudno i jakby do rozziewu. jakże chciałbym w to . że do ciebie to wszystko dociera. Chciałbym w to uwierzyć. O. co się z tobą niebawem stanie. Może to być okropne. że tak. w pewnym sensie. Również i o karierę moją się rozchodzi. to żebyś nie miał wątpliwości. Przechodzisz bowiem w rejony. Już nigdy ci się nie zechce dokonać aktu przemocy ani też w jakikolwiek sposób zakłócić Spokoju Państwowego. 6655321.Więc wyprowadzono mnie i dawaj korytarzem do Kaplicy Blokowej. to w łeb.o Boże. . ale nic nie da. do którego już byłeś przywykłszy. . a ten stary bogusław nic tylko dalej wyśpiewywał to swoje hymniszcze. Gdyby to coś dało.Bynajmniej się jasno nie wyrażał. któremu narzuca się dobro? Głębokie to i trudne pytania.Zamieszane są tu bardzo trudne kwestie natury etycznej . mój mały 6655321. Ale ja nie oczeń zważałem na to jego bu-hu-huuu. panie Naczelniku. o braciszkowie moi. ale pokiwałem. że obciągnął na balszoj tego łyskacza. Czy jasno się wyrażam? . to ty. I przemaszerowali mnie przez kaplicę do małej stróżówki bogusława i wpichnęli do środka. żeby mnie doszturgać z powrotem do mojej śmierdzącej klatki. A skoro już mowa o modlitwie. proszę księdza. Na to drzwi się otworzyły i weszli ciurmaki.Być dobrym to wcale nie musi być fajne.I do ciurmaków: . Ale teraz chciałbym ci tylko jedno powiedzieć: jeśli kiedykolwiek w przyszłości obejrzysz się poza siebie na te obecne chwile i przypomnisz sobie mnie. błagam. że pozbawiony będziesz możliwości etycznego wyboru. . Mówię ci to z pełną świadomością. tylko się po cichu obśmiałem w środku. a po drodze jeden z ciurmaków co i raz mnie stukał jak nie w kręgosłup. mały 6655321. braciszki. wybierając to.Och. A on dalej posuwa: . dopomóż nam wszystkim! . najpodlejszego i najbardziej pokornego ze sług Bożych. że będzie mnie to kosztowało wiele bezsennych nocy. tak brudnego i zatłuszczoncgo. być dobrym. gromko i wyraźnie zajeżdżając tak fajnie po mużycku wonią drogich rakotworów i szkota. . że głos mój za słaby jest naprzeciw krzyku pewnych dość potężnych czynników w administracji. Wiem. siadaj. aż mi było przeciwnie. Prze kopa i szturgali mnie do nowego białego 44 . Czego chce Bóg? Czy Bóg woli od ferworu dobroć z wyboru? A może człowiek wybierający zło jest w jakiś sposób lepszy od takiego. kiedy porzucasz miejsce. Chlapnął se go i powiada: . . Przemówił do mnie: .A w środku po prostu horror szoł mało się nie ześmiałem. A on wtedy zagaił tak sieriozno: . a może tak będzie najlepiej? Niezbadane są ścieżki Boskie. nie? Tak i zrobili. No i tak nazajutrz od rana przyszło mi się powiedzieć cześ cześ starej wupie i poczułem się ciut pieczalno.6655321. Mam nadzieję. o braciszkowie moi. to uświadomiłem sobie właśnie ze smutkiem. . że ja z tym nic nie miałem wspólnego. A jednak. że przyłożyłem ręki do tego. o braciszkowie moi. to bym nawet zaprotestował.Kto wie. Więc ja mu odkazałem: . bo zrazu widno.pociągnął dalej.I wziął się piać hymn świętojebliwy takim po nastojaszczy gromkim i postawionym głosem. jakkolwiek paradoksalnie to może zabrzmieć. że modlić się za ciebie nie będzie już miało większego sensu. gdzie nie dosięgnie cię potęga modlitwy. nie myśl o mnie źle w głębi serca i nie myśl.I popłakał się.Mają z ciebie zrobić dobrego chłopca.Jeszcze ksiądz Kapelan chciałby z nim pogadać. w pewnym sensie faktycznie wybrałeś dobro. chłopcze. że w umyśle swoim co do tego masz zupełną jasność.Poczekalibyście za drzwiami. chciałbym w to uwierzyć. O to się modlę.A. Ale nie przeprowadziłem się za daleko. jak zawsze.Jedno co chcę. jakie to będzie fajne. 6655321.Na to Główny Ciurmak się odezwał: . również i o to. Aż mi straszno! straszno o tym pomyśleć. i apiać wydostał flachę z szafki w biurku i zaczął sobie nalewać wielkiego fest horror szoł głębszego do stakana. Mam nadzieję.

tamto i owo.Filmów? . .zagaił . . i wsio dla Waszego Pokornego Sługi Niżej Podpisanego. ale nam się przewoschodno trafiło i wunder bar. Alex bojku. że mnie odebrał.Niech pan dobrze uważa na tego żulika. co mnie przywiedli. I odkazał tamtemu: .odkazał ułybając się oczeń horror szoł i po drużeski. Stałem ja w tym okropnym gromadnym pustym holu i łapałem te nowiutkie wonie.Witaminy. panie doktorze. . sami rozumiecie. Zrobię ci. Pokwitował.co było po duracku. jak on się tym zatrudniał i robił mi to. Załóż tę górę od piżamy. nieprawdaż? .Aha. Może troszkę niedożywiony.Znaczy się . o braciszkowie moi.dostaniesz zastrzyk w ramię. .I wyjął z prawego karmana steto. zapytałem: . siadając na brzegu łóżka . Powiedzieli mi. jesteś! . .Och.I jak się uśmiechnął głazami i jeszcze tą szeroką czerwoną gębą. . tak od razu mi się jakby ponrawił. . nie przewidujemy żadnych kłopotów.Och . Tak czy siak zaraz przekazał mnie drugiemu i też w białej katanie. Wszak będziemy przyjaciółmi.I wyszedł.rzekł doktor Branom i w tym czasie jego zimne steto wędrowało mi w dół po całych plecach .Coś w tym rodzaju . znów taki będzie. i dopiero wszedł ten pierwszy członio w białym. To na pewno przez ten pokarm więzienny.że tak jakbym chodził do kina? . . no sam szczyt mody łóżkowej.chyba całkiem zdrowy i sprawny z ciebie chłopiec. proszę pana. że Kapelanowi włazi bez wazeliny i udaje ciekawość do Biblii.Więc poczułem gromadną wdzięczność dla tego sympatycznego doktora Branoma i zapytałem: .Ale ten nowy członio miał po prawdzie nieliche głazki błękitne i w nich mówiąc taki jakby uśmiech. . nieprawdaż? No tak. musimy. rutynowo krótkie i ogólne badanie. mały 6655321 już bywszy. . Prawie wydawało mi się. jeszcze mu bałaknął: . Na pewno pomoże.właściwie to bardzo proste. bo taki był fajny. nieprawdaż? . Pierwszy seans będziesz miał dzisiaj po południu. . gładka zieleń.Nawet bardzo specjalne. Na koniec połuczyłem ja fajną czaszkę horror szoł nastojaszczej kawy i do tego niemnożko starych gazet i żurnałów. Tu będziemy się dopiero czuli jak w niebie. żebym nie latał boso. ale nie wypadało durno. Aż obśmiałem się horror szoł w środku i podumałem. To był jadowity skurwysyńczyk jak rzadko i niech tylko się uda. A wonie podchodziły takie więcej szpitalne i członio.powiada i prostuje się. co mi zrobicie? . a jeden z tych wrednych ciurmaków.A właściwie. że naisto szczęśliwy ze mnie młody malczyk palczyk. jeśli pozwolisz.powiadam . pokazując w niej pełno białych kafli. co człowieka dreszcz od niego przechodzi. No tak . Gmach był zupełnie nowy i miał ten świeży zimny jakby klejowy zapaszek.doktor Branom i jestem asystentem doktora Brodzkiego.powtórzyłem. jak był nade mną pochylony . a ten również był fajny.powiada ten doktor Branom. i skazawszy: . i podumał ja: No. a kojka stałą tylko jedna. ten co mnie pokwitował. braciszki. I dali mi też fajny ciepły podom i niepłoche tufle. ażebym zdrucił te użasne łachy i ciuchy więzienne i dali mnie oczeń przekrasną dwuczęściową piżamę. Ja leżałem na łóżku czując się po nastojaszczy jak w 45 .budynku tuż za podwórkiem. że jesteś całkiem zdrów.Nazywam się . to nic.Więc położywszy się ja bez góry od piżamy. gdzie dawali nam te ciut gimnastyki na wybiegu. Po każdym posiłku . żebym je sobie przejrzał popijając.Raz dziab w ramię po każdym posiłku.oświadczył.To będą takie specjalne filmy . okazał się w białej lejbie. któremu ciurmaki mnie przekazali. i niuchałem jak trza niuch niuch przez mój oczeń wrażliwy ryj czyli też kluf. Pokażemy ci trochę filmów i tyle. że mnie słuch myli.Musimy upewnić się. też jakby szpitalnik. i zaprowadzili mnie do bardzo fajnej białej czystej sypialki z firankami i z lampą przy łóżku.

który przywiódł mnie do tej małej sypialki zaraz po przybyciu tu. z fotelem na kółkach. a na dobawkę lody i fajny. Ale przy prawej ścianie było takie ustrojstwo. A potem już niczewo nie odbierałem prócz tego. a nuż. Ten widok udziwił mnie po niemnożku i mówię do niego: . taki jakby nowy gang na życie nocne. Tylko mi władowała igłę w lewe ramię. a w ścianie naprzeciwko były te dziury kwadratowe do rzutnika. weszła pielęgniarka. ale nie zwróciła uwagi. Co do tego nie ma wątpliwości. jak doktor Branom już zaznaczył. o braciszkowie. Na ten raz już dam po nastojaszczy baczenie. aby nie grabnęli mnie. co mi dali: Sport na Świecie. Był daże i smoczek do zakurzenia i pudełko. jakby konsoleta pełna zegarków i strzałek. przez to szajsowate żarcie więzienne. jak przynieśli mi na tacy obiad. co go przyniósł. dokąd mnie zawiózł. Po czym. że taka niewinność. jedną ścianę pokrywał srebrzysty ekran. no fajna po nastojaszczy młoda świerzopa z takimi fajnymi grudkami (jakich nie widziałem przez dwa lata) i niosła na tacy strzykawkę. No i wyszła klik klik na tych nóżkach wysokich na obcasie. a potem sobie zgarnie. Po czym zjawił się flimon w białym płaszczu. Oni dają mi tak jakby drugi raz szansę. i jeszcze mi pomagał inny łapiduch w białym kitlu. już za stary do tej starej rzygoły. Więc jakby żyć nie umierać. a do tego piure z kartoszki i jarzynki. po których ma się zrobić ze mnie już po nastojaszczy charoszy malczyk. no. A on mi na to: . kiedy już leżałem ciut przysnąwszy na łóżku. Owszem. 46 . za jakieś pół godziny.Lepiej będzie. a w nim jedna spiczka. Ale ten zastrzyk z witamin po jedzeniu apiać mnie postawi na nogi. jak cię zawiozę. Potem zauważyłem. jak fajnie będzie znaleźć się apiać na wolności. i wszędzie poutykane głośniki stereo. że ktoś czuje się taki szczęśliwy. gorący kubas czaju. żeby miał skąd rzucać. że pod otworami do projekcji jest na całość jakby matowe szkło i widać za nim jakby ruszające się cienie ludzkie i słychać jakby kaszlu kaszlu. . Kręcimy (to był filmowy żurnał) i Gola. kto wie. to członio. .niebie i poczytywałem niektóre z żurnałów. braciszkowie.Co jest grane. A ja na to: . co? i mlask mlask do niej chlipadłem. Aż obśmiałem się po prostu horror szoł z nich wszystkich. Chyba z niedożywienia. i przyszło mi się na niego ciut nie przeczołgać z wózka na kółkach. a na środku. jeśli dotąd nie zgarnęli ich polucyjniaki. jakby taka męska siostrzyczka. braciszki. mordą zwrócony do ekranu. te stare witaminy. a potem pśśśk i wcisnęła te witaminki. jak zlazłem z kojki. 4 To miejsce. pomyślałem. nie przypominało żadnego kina. braciszku? Nawierno dam radę osobiście poszagać tam. gdybym się dał znów grabnąć.Aha. jak oni sobie zadadzą tyle fatygi pokazując mi te filmy.I faktycznie. to by nie było fer. gdzie należy. kiedy jestem ubiwszy i w ogóle. A ten. Po czym wyciągnąłem się na tej kojce i zakluczywszy głazy podumałem sobie. może się zaczepi o jakąś fajną i lekką robotę. że w dzień Alex.To miło widzieć.A gruda żarcia to była na tacy po nastojaszczy przewoschodna i wkusna z wyglądu: parę kusoczków jakby gorącego rozbefu. I powiedział: . a najpierwsza robótka to będzie dostać znów starego Jołopa i Pietiu. jakie dotąd widziałem. fotel jakby dentystyczny i mnóstwo odchodzących od niego drutów. i mało sobie czaszki nie odrechotałem. okazałem się ciut miękki w nogach.

spytałem. . Zaufaj nam. abym głowę miał unieruchomioną i musiał patrzeć na ekran. w przekonaniu. i było mi kącikiem widno.Wszystko gotowe? . cały w strachu sam na sam i adzinoko. bardzo stary chryk idący ulicą i nagle wyskoczyli na niego dwaj małysze odziani w to. Jakbyś zgadł. Skoro za dwa tygodnie mam znów być ten młody i swobodny malczyk. Towarzyszył mu doktor Branom. przestawszy na chwile zapiewać. że szoł i że horror. jakby coś powkluczano. A potem na ekranie pokazał się obraz. . jak w tych dajmy na to świńskich obrazkach. ani zamknąć oczu. pośpiewując sobie cały czas jakąś pop szajsowatą piosneczkę. ale dałem im wszystko robić. jedna z nich dziuszka. A potem. że idzie od niej mnogo drutów.Dobrze powiada ten od kołowania na wózku to ja cię zostawiam.To nigdy nie wiadomo. Tak będzie lepiej. że ci się spodoba. zaczął się pokaz filmowy od bardzo gromkiej muzyki.Na to drugi w białym płaszczu (była ich razem trójka. przyjacielu. że tak wam zależy. I okazało się. Był to malutki chujowinka.chcę patrzeć na ekran. to nie bardzo ciągnęło mnie w to popołudnie do kina. I pokazał się stary. dzikiej i pełnej dysonansów. że po to. o braciszkowie moi. że wchodzi jakiś oczeń gromadny ważniak. no i rozłegł się taki buczący szum.A to po co? . to niejedno za ten czas wytrzymam. Aż tu jeden w białej katanie przywiązuje mi łeb do takiego jakby zagłówka.odezwał się doktor Brodzki z tym przydechem. nic mogący się ani poruszyć. o braciszkowie moi. aż mi ciąg ciąg i podciągnęło górne powieki. aby cicho sza i tak przyjebnie sam na samo gwałt adzinoko. bardzo zatłuszczony. Pokaz się zacznie. jak bym się nie starał. Tylko ulica.Ale to musi być po nastojaszczy horror szoł ten film. Jedno co mi się nie ponrawiło. ani w ogóle nic. Ale ja powiadam . jak te wszyslkie unter flimony w białym zesztywnieli. cały w ułybkach. Wolałbym się fajnie i spoko cichutko przekimać w kojce. No i zobaczyłem ja tego doktora Brodzkicgo. lecącej z głośników. . ale bez tytułu i czołówki. . skórę napinające.Na co jeden z tych w białym zarechotał i odezwał się: . Muzyka cały czas dudniąca bardzo ponuro. To spróbowałem się uśmiać i powiadam: . kudełki mu się kręciły jak u baranka pokręcone kudłato na całej czaszce. Film tak jakby oczeń charoszy i profesjonalny. Mam nadzieję. mogła to być jaka bądź ulica w jakim bądź mieście. nie wiadomo. . przyjacielu. że od nich też biegną druty. Czułem się zupełnie oklapnąwszy. abym go wyoglądał. Tak po prawdzie. i do brzucha przyssali mi taką jakby ssawkę i drugą do starego cykacza. a wydawał z siebie oczeń subtylną i leciutką woń sali operacyjnej. Nie byłem w nastroju. Dojrzałem. to jak mi założyli takie jakby klipsy na czole. że mi przywiązują graby pasami do poręczy i także giczoły mam na beton umocowane do podnóżka. Widziało mi się to ciut jakby z uma szedłszy. że sprawiło to przekluczenie się z więziennego żarcia na to nowe pożywne i jeszcze ten zastrzyk z witamin. A ten flimon mówi. jakby chciał mnie podeprzeć na duchu. sam jeden po ciemku. Przywiedli mnie tu. braciszki. I usłyszałem głosy wykrzykujące: ta jest! ta jest! ta jest! najpierw z odległości.jaki jestem słabosilny. co było jak raz 47 . w mroku nocy i przy palących się latarniach. a potem bliżej. i będę te filmy oglądał. siedziała normalnie przy konsolecie u tych zegarków i gliglała różnymi kręciołkami) obśmiał się tak ciut niemnożko i powiada: . co widuje się u kogoś w ciemnym zaułku. żadnych tam chlups chlaps i migania. że już nie mogłem zamknąć ani przyszczurzyć oczu. że odziany jest w garnitur po nastojaszczy horror szoł i absolutny szczyt mody. A potem światła zgasły i został się Wasz Pokorny i Opowiadający To Wszystko Przyjaciel. co chcieli. jak tylko przybędzie tu doktor Brodzki.Tak jest. Oj. Potem rozdał się hałas drzwi otwieranych i zrazu było poznać. żebym oglądał filmy. właśnie horror szoł. Potem nałożyli mi taką jakby myckę na łeb i widziałem. na klufie jak ta kartoszka miał bardzo grube oczki.

na puszczonym od razu kolejnym filmie. świetnie! Następny filmik był o starej babuli. co miała sklepik. Więc te płomienie ogarnęły ją z hukiem i widać. że to się nie może dziać naprawdę. Widać jak ta bidna stara próchniaczka chce się wyczołgać z ognia. ale co za różnica? Do gardła mi podchodziło a rzygnąć nie mogłem.szczytem mody (sztany po dawnemu obciśnięte. że wcale się nie czuję za dobrze. kiedy je zobaczysz na filmie. to i tak nie mogłem wykręcić gałek na tyle. jak brzytew mu najpierw oko wyrzyna. później chlaszcze w dół płat policzka i wreszcie pru pru prut po całości. To komiczne. potem drugi i trzeci i jeszcze następny. i słychać najstraszliwsze. a ta dziulka na ścieżce dźwiękowej krzyczy jak z uma szedłszy. że szósty czy siódmy już malczyk obszczerza się w rechot i dawaj pchać jej w międzynoże. usłyszałem od konsolety glos doktora Brodzkiego: Reakcja dwanaście i pięć dziesiątych? A to całkiem całkiem obiecujące. skrzycząc i wrzeszcząc. ale nie może się ruszyć. to wierojatno by mnie tak nie mdliło. że mogę się porzygać. Wiedziałem. Więc nawierno był to na balszoj sprytny montaż albo trik czy jak się ta sztuczka nazywa. a czerwona krew bryzga na obiektyw. żeby umknąć się temu filmowi spod lufy. pokładając się od gromkiego rechotu i te malczyki rozpirzyli jej cały sklepik i podpalają go. Tak i musiałem widzieć. jak banda małyszów przyszła ją skopać. to mnie zaczęło mdlić. bo te małysze kopiąc potrzaskali jej nogę. to niemożebne sobie wyobrazić. albo i nie porzygać. że jej gęba w męczarniach jakby o coś błagała przez ten ogień i wreszcie ginie w ogniu. udręczone i dręczące wrzaski. daże zmachany oddech i sapanie tych dających wycisk małyszów. obdarłszy go do imentu z łachów i na zakończenie z buta w te gołą płyć (walającą się czerwono i krwawo w szajsowatym błocku rynsztoka) i precz odbiegli raz dwa raz. że mnie zemdli. I dawaj w następny kawałek. Słychać było każdy jego wrzask i jęk. żeby im pozwolili zdejmować te filmy bez interwencji w to.Świetnie. Bo aż do izbytku prawdziwe. choć jak dobrze pomyśleć. i zrobiło mnie się niewynosimo. całkiem pobladłszy ludzki pysk i jak trzymają go fest i robią. A potem zbliżenie na baszkę tego ciężko złomotanego chryka. Ale próbowałem o tym zapomnieć i skupić się. tylko normalnie halsztuk) i wzięli się z nim figlować. jaki mogło wydać głosiszcze ludzkie. a ona w głośnikach wrzeszczy gromko i wprost użasno. bardzo prawdziwe. Tylko że nie mogłem zawrzeć oczu i nawet jak starałem się przewracać głazami. więc uwrzasnąłem się: 48 . Teraz już wiedziałem. i jakbym nie wyślepial się na ten film. Jak ten kawałek się skończył. widząc. Przyglądałem się temu i zaczęło do mnie mocno docierać. i słuszać tych obłąkanych wrzasków. Przerobili go sawsiem na budyń. jakie mi tu dają. co krugom dobywały się z tego ryja. co się wyrabia. a przy tym leci muzyka przejmująca taka i tragiczna. jak barwy nastojaszczego świata dopiero się widzą prawdziwe. świetnie. o braciszkowie moi. co się wyprawia. na ten raz po prostu ludzka morda. przysuwając łup łup lup z piąchy. To było prawdziwe. że wpychle po nastojaszczy dają sobie to robić na filmie i gdyby to nakręcał ktoś z Tych Dobrych albo Firma Państwowa. co przypisałem niedożywieniu i temu. braciszkowie moi. tak sztywno uwiązanemu na tym krześle. A jak przyszło się do tego. tego chryka. że mój żołąd jeszcze się nie sawsiem przestawił na pożywne jadło i witaminy. Ten wszedł prosto na młodziutką dziulkę. chyba nie wyobrażacie sobie. jucha ciekła z niej krasno i przekrasno. całkiem po nastojaszczy. I apiać ten zadowolony głos doktora Brodzkiego: . ale już nie ten obfity fular. jak najpierw jeden malczyk robi jej nasilno to stare tam i nazad. Jakby cały obolawszy poczułem. z nim różne parszywe sztuczki. Ciut spotniawszy od tego bólu w kiszkach i pić mi się chciało niewynosimo i w czaszce pulsowało mi buch buch buch.

.I głośno zaśmiali się on i cała reszta. Nie chce mi się opisywać. a wszystko to szło na mnie jakby z ekranu. pochlipawszy to. przyjacielu? . Błagam. jaki przełknąłem w życiu. o braciszkowie moi. . ty! . od czasu jak połuczyłem grudź do posmoktania. Więc uwrzasnąłem się: . a jak ty uważasz? . a potem się precz wykaczkał. że ten użas i koszmar 49 .można go położyć do łóżka. . o braciszkowie.Może to miał być żart. aby jakieś wpychle choćby i pomyślały o kręceniu filmów z tego. jakie tam jeszcze okropności kazali mi jakby przymusiwszy oglądać tego popołudnia Cale te jakby mózgłowia ich. więc zamknąłem. jak żołnierzowi jednemu ścięli głowę szablą i ta baszka toczyła się. z czaszką dudniącą jak wielka i gromadna maszyna do wytwarzania bólu. A ten doktor Brodzki odkrzyknął: . co to była za potworna ulga. co mnie popychał. bluzgając juchą z szyi jak fontanna i wreszcie upadło. a przez cały czas było słychać oczeń oczeń huczny śmiech tych Japońców. Była wojna 1939/45 i przybijali sołdatów ćwiekami do drzew i fajczyli pod nimi ogniska i jajka im obrzynali. aż warknąłem: . jak zobaczyłem już ostatni kawałek i doktor Brodzki odezwał się tym bardzo znudzonym i ziewającym głosem: .Przymknij się. z bólu tętniącego w czaszce i prawie że mnie odnieśli do starego wózka na kółkach i apiać do tej małej sypialki. i reszty biało ubranych.. . przymuszony. dobrze.ale on tylko się obśmiał i rzekł: . jej usto i ślepia wyglądały jak żywe.Zatrzymać ten film! Błagam. a ciało tego żołnierza biegało i to jest fakt. Całkiem obiecujący początek! . Dajcie mi się porzygać.W porządku . doktora Brodzkiego i Branoma.To tylko wyobraźnia. braciszkowie. jakby nie miał z tym nic wspólnego i był tylko. a doktor Branom za nim.Skończyć? Ty mówisz skończyć? Ależ myśmy dopiero zaczęli.i obszczerzyl się całą gębą. przyszedłem do świadomości. Nic się nie bój.l rozdał się na to głos Brodzkiego: .rzekł doktor Brodzki .I poklepawszy mnie normalnie po ramieniu zaznaczył: . to tylko drzeć się na całego. proszę z tym skończyć! Dłużej nie poradzę. pysk miałem w środku całkiem uschły i jakby szajsowaty i zdawało mnie się. przywiązanemu do fotela i z głazami na siłę szeroko wybałuszonymi.i rozśpiewał się jeszcze głośniej. a nie zabywajcie że była jeszcze ta dziulka przy knopkach gliglająca i wpatrzona w zegarki. jak ja. Możecie sobie wyobrazić. bo z ciemności dobiegł mnie jakby rechot.Będę rzygał. to były nawierno brudniejsze i gorzej zafajdane niż jakiego bądź ubijcy i przystupnika w całej wupie.Dobrze. że gotów jestem wyrzygać każdy kusoczek piszczy. krugom wyśpiewywał pop jakiś tam psijebny. jak również towarzyszący im akompaniament. ale z taką ułybką bardzo sympatyczną i po drużeski. Więc położyli mnie do łóżka i wciąż czułem się chory i obolawszy ale nie śpiący. Co mogłem.A bo co. co mnie przymuszali teraz oglądać. A potem kazano mi oglądać najobrzydliwszy film o japońskich torturach. dajcie mi jakieś naczynie. i wtedy przynieśli mi fajną czaszkę gorącego czaju z nienajgorszą dobawką starego mleka i cukru (to znaczy sacharu) i dopiero. Bo widziało mi się niemożebne. a ten członio. a nawet pokazano.Jak na pierwszy dzień to chyba wystarczy. żeby temu zrobić wykluk! wykluk i wykluk! i to jakby ciut przygłuszało ten zgiełk ultra gwałtu figlów i ubawu.I znalazłem się ja przy wkluczonych światłach. Branom. Teraz już sawsiem użasno bolał mnie brzuch i głowa i chciało się pić. no i wkrótce zacząłem się czuć tak jakbym stosunkowo rychło mógł poczuć że już wkrótce mógłbym zacząć się czuć może odrobinkę lepiej. W każdym razie oswobodzili moją płyć nieszczęsną z fotela i odpuściwszy skórę nad głazami. Proszę następny film. . tak że znów mogłem je otworzyć i zamknąć.

Pijesz herbatę. Miałeś bardzo dodatnie reakcje.. a ja próbowałem się w tym. to zawsze było mi po prostu horror szoł.i niczewo nie panimaju. . tak ostrożne.I aż się zmarszczyłem na czole zadumawszy. . któż potrafi do końca zrozumieć te cuda? Doktor Brodzki.że muszę się patrzeć na . . Jeszcze główkowałem nad tym i zastanawiałem się. bo należą mi się te prawa. Z tobą dzieje się obecnie to. Więc nie rozumiem.wystękałem .dzisiaj po południu dlatego. braciszkowie. Raczej na odwrót. jak masz się wyleczyć. że okropne .Gwałt i przemoc to jest okropna rzecz. a nie tam czyjeś obliczanie się.Nie rozumiem tego . że już ci się polepsza. abym się poczuł niedobrze. Widziało mi się. . rano i po południu. czy nie tak? Więc jakby wsłuchałem się ja w samego siebie i poszperałem sobie w głowie i w ciele. cały sympatyczny i przyjacielski. Twój organizm się tego uczy.minęły i już ich nie ma. abym się poczuł niedobrze. dlaczego i jak to . . Ale musimy cię twardo potraktować. na brzegu mojego łóżka i odezwał się: . połapać. Znaczy się jak robiłem to.odkazał mi doktor Branom. że te kable i różne tam barachło. ciągle z tą po drużeski ułybką na mordzie. Jutro będziesz o tej porze jeszcze zdrowszy. Taki ułybawszy się stary flimon. Poklepał mnie po nodze i wyszedł.och .Doktor Brodzki jest zadowolony z ciebie. odpoczywasz. może to właśnie od nich czułem się tak niedobrze i że wszystko to jest po nastojaszczy kant i zwyczajna sztuczka. cały sympatyczny i uśmiechnięty.powiedziałem .to było zbyt okropne.. kiedy zjawił się znów inny członio. . . to w obliczu zjawisk odrażających trwoga nas ogarnia i mdłości.Wiadomo.uśmiechnął się doktor Branom. czy jutro nie odkazać się od przywiązywania w fotelu i może dać się ze wszystkimi po nastojaszczy w łomot. . Po czym wszedł doktor Branom. o.No.Czułeś się tak niedobrze .odkazałem tak ciut czujno. Robicie ze mną tak. abyś stał się zdrów i normalny.Życie to jest coś nadzwyczajnego . Dotąd nigdy mnie od tego nie mdliło. . albo się przyglądałem.powiedziałem. I tak mnie zagabnął: .Zjawiska życia. i zagabnął . a miał przy sobie papierków i bumażek i jeszcze papierków. ku czemu on zmierza z tymi obliczeniami. Kiedy jesteśmy zdrowi.i co takiego . Tego się właśnie uczysz. tak mi robicie. ale co prawda to prawda.Słucham . co się powinno dziać z każdym normalnie zdrowym organizmem ludzkim w obliczu tego. Nie rozumiem. przyczepione do mego ciała. Przysiadł.nie! panie doktorze .zapytał. że niby jak zabolawszy poczuł się łuczsze to jego własna broszka. . że czułem się całkiem horror szoł i nawet już nabrałem chęci na żarcie. Jutro czekają cię oczywiście dwa posiedzenia.Chyba mi zadajecie coś takiego.ja nie rozumiem. że mam znów odsiedzieć . gawędzisz sobie z przyjacielem: na pewno czujesz się po prostu znakomicie. Dlaczego mnie tak zemdliło. Czy tak? . jak mogłem.Ale . płocho i bardzo bardzo chory.wyłożył mi . takim bardzo górnym świętojebliwym głosem. Nie poniał ja. Po prostu wracasz do zdrowia. To ja na to: Znaczy się. to wspaniały człowiek. więc pod wieczór będziesz chyba ciut wymęczony.Nie życzę sobie odkazałem . konstrukcja organizmu ludzkiego. to według moich obliczeń chyba już zacząłeś z powrotem czuć się lepiej. który zaznaczył. Robimy z tobą tak.A teraz czujesz się chory? . co wyprawia potęga zła i jak przejawia się zasada niszczycielskiej destrukcji.Dokąd udasz się po zwolnieniu? 50 . że (jak on to nazwał) jest Oficerem Zwolnieniowym.

wrócę do domu. krzyk.Aha . To było kurewskie zagranie do niewinnych. . że już rychło będzie ze mnie fajny malczyk.No odpowiedział tylko aby się przekonać. Okrutnie to było dziwne. ani chu chu nie poniawszy.Do twoich . że był to jeden z tych filmowych kawałków. wróciłem. że z tym się nie śpieszy. że poczułem się tak niedobrze. aż łeb mi się umarszczyl. . o braciszkowie moi. że łupnąłem grabą w sam wozduch. Do moich ef i em.Mnie wydało się niemożebne. Więc prawie miesiąc nie miałem widzenia. cały o malczykach z rechotem 51 .Do starzyków moich w kochanym bloku.to na razie wystarczy. no nie? Jak sobie normalnie wejdę drzwiami i powiem: No proszę. to poczułem niezły apetyt i nic tylko bym chrupał chrum chrum tego pieczonego kurczaka. że jakbyście w niego sami wszedłszy stali się jego częścią. Wziął się ten koszmar z takiego kawałka sfilmowanego. jak on przy wyjściu mało sobie głowy nie odrechotał.powiedział. Ale dziwne było.odkazałem. ciągle obszczerzający się. żeby też ich ukarać. no. . Dni odwiedzin były na trochę zawieszone. nie do pojęcia. to kiedy poszedłem spać.Nie chciałbyś mi na odchodnym dołożyć w ryja? . Nie będę więcej polegał na tak zwanych kumplach. I to właśnie było ze mną. czy robisz postępy. A co jeszcze dziwniejsze. Więc mu normalnie odbałaknąłem: .Nie .Ależ to krasiwo zabrzmiało! to słowo zwolniony. i domyślacie się. Przyśnił mi się taki drzym. no w ogóle.Aha . całkiem jak po południu. aby trochę odczekał i że później o tym porozmawiamy. obszczerzywszy się tłusto na całe usto.Ee? . bo i co zrobił? a pochichrał się i powiada: . że ten stary flimon tak się u mnie dopraszał w mordę. co je oglądałem po południu. Bo drzym czyli koszmar senny to właściwie nie co innego. że jesteś przeniesiony i niedługo masz być zwolniony? .Nie chciałbyś mi . Po czym zaraz przeszło i jak mi przynieśli kolację.I dosunął tę swoją mordę bliziutko. .To będzie dla nich miła niespodzianka. A teraz kwestia zatrudnienia. i skręcało mnie przez kilka minut.I pokazał mi długi długi spis.na odchodnym dołożyć w ryja? . I dobawiłem: . i powiadam: . i wydałem taki glos: .Och.Widno sawsiem nie kapował po nastolacku.A kiedy twoi rodzice cię ostatni raz odwiedzili? . że tylko wtedy. swobodny. znów jako człowiek wolny! Taak.? . ale pomyślałem. gdzie mógłbym się nająć i pracolić. Ale tu pokazał się wdrug oczeń po czudacku. po prostu koszmar. niezgadzanie się i tym podobnież.A czy twoi rodzice wiedzą.Na to ja zmarszczyłem się. jak będę zagrywał po ichniemu i nie puszczę się w żadne szarpanie i zrażanie się. I także samo dziwne. . apiać zrobiło mi się tak niedobrze. I natychmiast po tym. tylko jakby film pod własną czaszką.margnął ten członio. ale on się tak bystro uchylił.No dobrze . Jeżeli masz gdzie mieszkać. co mi go pokazali już pod koniec jakby wieczornego seansu.znów zachichrał . . od swojej dziobki. Najpierw jakiś nieduży urlop I jak tylko wyjdę. . coś ukraść i zaopatrzyć te stare karmany w kasabubu. Więc powiedziałem flimonowi. wzrywającego się. abym dobrze usłyszał. to będzie po nastojaszczy horror szoł. ale teraz już ostrożniutko i cała robota sam na samo gwalt i adzinoko.Po prawdzie ja się nad czymś takim jeszcze nie zastanawiałem i dopiero teraz mi zaświtało.Dlaczego? .powiedziałem . z wyjątkiem.Będzie z miesiąc . . Więc on że recht recht rccht i wziął się ku wyjściu.około. o braciszkowie. i tagda poniał ja. co? . Więc ja grabsko w piąch i łomot w ten ryj.odkazał ten Zwolnieniowy . bo jakiś zek przeszmuglował do więźnia przez druty niemnożko prochu. więc wytłumaczyłem się: .

Jeszcze jeden i koniec. i jak wlekli to fest nieprzerywno im dawali łomot.Zatrzymajcie to. trzech albo czterech bojków normalnie robi w sklepie zachwat i zgarnia do karmanów kasabubu. Wlekli też cały tłum i mnóstwo wrzeszczących. bracia. żebym nie uciekł. ażeby zagrywać po ichniemu i siedzieć jak po nastojaszczy horror szoł ułybajuszczy się malczyk do współpracy na tym krześle tortur. a ciało i graby i nogi przymocowane do fotela.Świetnie ci to idzie. że nie ma już dla mnie ucieczki. I tak. po czym oficerowie. w swojej własnej czerwonej czerwonej krwi ciuch mając razrez do imentu i oczeń horror szoł. I apiać ta stara wojna 1939/45 i film cały w purchle i spęk i podrapany. byki pyszne i w mordzie nadęte szli po ulicach. aby przejść korytarzem do starego klo.wyłem i wciąż wyłem.To nie fer. tylko na podkładzie muzycznym. aż tu znalazłem się w łóżku w tej sypialce. całe stakany i dzbany i całe kubły tej krwi.Dosyć.krzyczałem. dosyć! . a na boczku trochę bawią się ze starą. bałem się powrócić do mojej własnej uśpionej czaszki. Po czym jakby rwać się musiałem abratno do zbudzenia i to przez moją krew. 6 . i wsie malczyki obśmiały się ze mnie gromko na balszoj raz i prze i rozgromko. A potem. i ta drewniaczka wrzeszczy. wybladki żeż wy śmierdzące . sięgnąwszy po ten jakby urynał w małej szafce przy wyrku. ślepia wybałuszone mając i tak spięte w powiekach abym wszystko widział. nie było znów takie. Tymczasem u mnie du du du i jakby łupanie w głowie i mdłość.darł się doktor Brodzki. ale już bałem się łóżka i snu. .Pierwszorzędnie! . cały w rechot i jakby wożaty w gangu. drzwi zakluczone! I obróciwszy się dopiero zauważyłem kraty w oknach. jak oni wyświetlali wciąż na ekranie te wredne kawałki ultra gwałtu. Dalej pokazało się. Dopiero uwrzasnął się ja z 52 . co normalnie chłopaki w szkole tak lubią rysować. do rzygania. Ja też się dawałem w ten ubaw. i ta niewynosimo drapiąca suchość w pysku. ale żadnego dźwięku. . dosyć. mam dosyć! . że po prawdzie wcale nie chce mi się haftować. braciszkowie. jak ta borba i zadyma i łomot były u szczytu.i pytałem się ja wyłamać z krzesła i było niemożebne. a oficerowie prykaz prykaz i te porażające nagie truposze po rynsztokach. jak ludzi strzelają bach bach i bach pod ścianami. żeby dawniej pokazało się użasne. Aż nagle połapałem się. Jednak po chwili jak padłem ba bach w kimono. i naprawdę wysilałem się rano i wieczór. Zaczęło się od germańskich orłów i od flagi tych Nazi jakby z krzyżem połamanym. nic tylko pył i dziury od bomb i rozwalone budynki. że skręcony przez Niemców. co ma ten sklep. widać.wykonujących ultra gwałt i ryps wyps na takiej młodej dziuszce. jakby mnie trzymało w nim przyklejaszczy. Chciało mnie się zwymiotować. poniał ja. co to za muzyka podłożona trzaska i grzmoci po tej ścieżce dźwiękowej i był to Ludwik Van z finału Piątej Symfonii. Co kazali mi siejczas oglądać. nic takiego. . A tu. wy dziobane skurwle. wszystko dużo gorsze jak wczoraj. jak bierze łomot i ciut jej upuszczają żeby pociekł ten czerwony czerwony sok. Ooooch. bo nie wytrzymam! . żeby się napić. wylazłem z kojki cały roztrzęsiony. braciszkowie. proszę was. przez juchę własną. Co gorsza. nic tylko jakby klatki z gołych żeber i nogi jak białe patyki. ja wniezapno poczuł się jakby mnie sparaliżowało i nic tylko rzygnąć na całość. tak już więcej nic mi się nie przyśniło.Tak było następnego dnia. a odziany w sam wierch mody nastolowatej. Niezadługo pokazało się. . krzyczącej we krwi.

. Ale po większej części rdzenie lub zapożyczenia rosyjskie.Odwiązać go .rzekł doktor Brodzki. On nikogo nie skrzywdził. jak mi przestaniecie pokazywać te filmy. co za idiocki durak ze mnie.odkazał mi doktor Brodzki. Zdaje się. Ale zastrzyk podskórny się najlepiej sprawdza. to barachło w mojej baszce i płyci. to że dobrze wzmaga emocje. Wszystko. Może tu pojawia się element kary. kiedy patrzę na te wasze brudne filmy.to nie po kablach.Że mnie rwie? . . Ale był to straszliwy dzień. to zbrodnia.Skojarzenie. że czujesz się tak niedobrze? .uciął Brodzki. że nie jesteś pozbawiony gustu.zagaił apiać do mnie .znów ich pod mur i rozstrzał później stara flaga tych Nazi no i KONIEC. wy skurwle. one są dla zboczeńców. dobrze. Wiesz coś o jej pochodzeniu. Więcej mi tego nie zrobicie.Tak od razu nie zatrzymali. A naprawdę co powoduje. . nie odkazałem i wciąż niedobrze się czułem. dość! To śmiertelny grzech.Żebym się czuł niedobrze.Szczątki rymującego się slangu . co wiem o niej.Muzyka . .uma szedłszy: . Tylko chory na tę przemoc i gwałt.Każdy to zabija. Infiltracja subliminalna.Dobrze. teraz to jasne.Cieszę się. Proszę. . Ja się na niej wcale nie rozumiem.rozkazał doktor Brodzki.odparłem. . co wy robicie! .Wyglądasz mi na dość inteligentnego młodzieńca. to stali przede mną Brodzki i doktor Branom też i doktor Brodzki się mnie zapytał. Na przykład doustnie. . oczywiście. choć już mały kusoczek łuczsze. jakby niecierpliwy i już nie ciekaw reszty. że nie będę tego czuł. . jak sądzisz. .Ani słowa. Ale jak światła się zapaliły. bo zostało jeszcze parę minut . Ale wyczuwam. Branom? . . o braciszkowie. Pisał ten Beethoven muzykę i nic więcej. Więc żeby nie było niejasności. No no. . .ryknąłem.rzekł doktor Brodzki jakby ułybajac się .jak ludzie złomotani oblewają się krwią . Naczelnik powinien się ucieszyć. A doktor Brodzki powiedział: .noo. Co w takim razie? I tagda poniał ja. .objaśnił doktor Branom. .No więc .Że tak używacie Ludwika Van. .Dość. wy zafajdane hadkie i odrażające wy skurwysyńce.O co chodzi z tym grzechem? . Jest mi niedobrze. że teraz właśnie zgłosiłeś swe zastrzerzenia . braciszkowie. Branom? .Pić . co się dzieje? Powiedz mi.odrzekłem.Aaa . . co? Gwałt i grabież. dopiero teraz uświadomić sobie. A co ty o tym sądzisz. Nie ma nic wspólnego z tym.Stać! . dobrze .rzekł doktor Branom. . Otóż . Ale szajsowata brudna kurewska sztuczka.Słusznie . co się do ciebie podłącza.Coś niecoś z blatu przestępczego. . jakby się zadumawszy.przemówił doktor Brodzki.Osobliwa .Więc pomagierzy wzięli się do roboty i za chwilę łykałem już kubły i kubły tej wachy. czując się jak w niebie. To tylko do mierzenia reakcji. że od tych zastrzyków co dziab w grabę.ta mowa plemienna.Nie ma na to rady .jęknąłem .o God Gospod. Propaganda. aż mnie skręcało.Że tak . a grabież jest aspektem gwałtu. co ukochał. . abyś nie 53 .Ta szajsowata chujnia.Dajcie mu karafkę wody z lodu. Wsio taki zdradziecki podstęp i tyle. ot co jest.Tu po nastojaszczy zemdliło mnie i raz dwa musieli przynieść taką miskę jak nerka. .odezwał się doktor Brodzki . Ten specyfik Ludovycka możemy ci wprowadzać w dowolny sposób. .wrzasnąłem . jak mówi poeta uwięziony.Więc do ciebie muzyka przemawia. Ale po prawdzie chyba nie od filmów tak mi się robi. Najstarsza metoda wychowawcza świata. już nie wyglądający tak po drużeski. co my z tobą robimy? .jak myślisz.

Dużo pozostało do zrobienia. jak to ja.Oto herezja tych czasów rozumu . O nie. w ten dziob jego mać kinoteatr cholerny.i drugą strzykawką dziab i psiuk mnie w łapsko. I złachanego znów powieźli mnie. i ubijstwo pokazuje się złe złe i gorzej jak złe.choćby akt miłosny . oż wy w mordę dziobate. więc odkazałem: . ubrane w co najmodniejszy ciuch po seksolacku. Codziennie. jak zwykle. szły filmy jakby takie same. o braciszkowie. Udowodniliście mi.Ty zły niegrzeczny diable.rzekłem. Już za niecałe dwa tygodnie będziesz człowiekiem wolnym. albo roześmiawszy się Japonce hi hi hi przy torturach. nic tylko stuk łomot z piąchy z buta i ta czerwo czerwona jucha lejąca się z ryja z płyci z bebechu i bryzg bryzg w obiektyw. Wiele się doprawdy nauczyłem. ale robię to. I tak sobie z nami nie poradzisz. Z tym porównawszy niczym byłoby odsiedzieć całe czternaście lat w Państwowej Wupie. Handel czy inni. To nic nie da. chłopcze. Obaj się jakby na oko zadumali. że strzykawka poleciała dźwięk brzdęk na podłogę. F. O braciszkowie i przyjaciele moi. co zrobią. . .Kiedy. Ale jak czwartego dnia po tym bałachu z doktorami Brodzkim i Branomem zjawiła się fifka z igłą. skazałem ja: . Ale obaj weteryniarze tylko potrząchnęli baszkami tak jakby ze smutkiem i doktor Brodzki powiedział: . co niesłuszne. będziesz musiał nam to pozostawić. Ty sam dokonałeś wyboru. . och.albo coś podobnego. Najsłodsze i najbardziej rozkoszne czynności też zawierają w sobie pewną dozę gwałtu . panie doktorze. Niech już będzie. panie doktorze. Przeważnie malczyki obszczcrzonc w uśmiech i w rechot. Dostałem od panów lekcje. Ale pociesz się.Nie jesteś jeszcze wyleczony. I poklepał mnie w pleczo.Wy brudne wybladki . Bo to jest przeciw społeczeństwu i niesłuszne. Chwała Bogu. Niedługo będzie po wszystkim. zacząłem ciut niemnożko z innego tonu. Po czym doktor Brodzki powiedział: . ty pętaku.Już nie trzeba tego dalej ciągnąć. Teraz już widzę. mój chłopcze. Żeby mi szło na wymiot.Ściśle rozgraniczyć to zawsze trudno. No i zrobili: w try miga wezwali czterech czy pięciu takich po nastojaszczy wielkich unter łamignatów na biało i ci mnie fest przydzierżali na wyrku.I podniosłem tak świętojebliwie patrzałki na sufit. Nie wszystko poniał ja z tego bałachu. co słuszne. i rzekł: . . . czego dotąd nie byłem świadom. Dzień w dzień to samo. ale tak wrednie. Świat jest nierozłącznie jeden i życie też jedno. dopiero wtedy Aja na to: . Ale z muzyką to nie fer. bardzo wiele. po czym ta fifa pielęgniarka rzekła: . że udało się mnie wyleczyć.Widzę i zgadzam się. ty! . ciut mało nie mizglący. albo ci Nazi okrutne 54 . Musisz ponieść to ryzyko. jak na węża jadowitego.Nie! co to.próbował z nim walczyć.widzę że to jest niesłuszne.Nie mam zgryzu o ultra gwałt i cały ten szajs. pokazawszy w rozbłysk wsie swoje białe kafle.proszę państwa . . ładując mi przy tym łup i stuk z mordami obszczerzonymi na balszoj tuż przy mojej.Na co doktor Brodzki wziął i obśmial się długo i hucznie.Chytrze. jak słyszę takie cudo cudo jak Ludwik Van i G.choćby i muzyka. Wsio taki wy jesteście szmucyk złe i wredne skurwle i ja nigdy wam tego nie przebaczę. Aby luknąć i przekonać się. Niecałe dwa tygodnie. i łomot. bez naszej pomocy i bez środków leczniczych. to jakby wiek cały. nie.i raz ją po łapie. bo każde wpychle na ziemi ma prawo do życia i do szczęścia i bez tego żeby mu dawać łomot i uch buch i nożem go. to nie! . Dopiero kiedy twój organizm będzie należycie i gwałtownie reagować na gwałt. Jak gdyby od początku świata do końca świata.A poterm dodawszy: . że całe to zrażanie się i ultra gwałt. że naprawdę poczułem jak mnie dziargnęła. ja .

mówili. abym się czuł na wymiot i pić i cały w bólach. Co w takoj raz może mi to sprawiać.kopacze i rozwalacze. no i łzy mi ciut zamazały to. gdzie wszyscy oni wykitują od gazu trującego.Koniec z tym . tygrysku. jak zobaczę byle co w ultra gwałt i kuku.gdzie ten kurwa mój zastrzyk poranny? . . Ale na ten raz. a ona nie przyszła. damy ci się przespacerować. bojku. Aż jednego ranka spróbowałem tych skurwli zażyć łup łup łupawszy łbem o ścianę. Już nie ładujecie mi w bolesną grabę tego szajsu rzygotliwego? . czuł się ja nie tylko strasznie. żebym nie przepuścił ani jednej sztuczki z tego. i te szare jakby inostranne ulice pełne czołgów i mundurów i jak zmiatają trrach ra rach ogniem z wintowek i tłum ludzi wali się. tak że raz na zawsze i nawsiegda będzie mi niedobrze.W to samo miejsce odbałaknął. bracia.Na amen i raz na zawsze. zjadłszy na kolację tłusty i gęsty barani gulasz i paja owocowego i lody.Spacerować? .zaganiając do takich komór. jak nie filmy. kiedy przyjdzie ta fifa ze strzykawką. . a dwa 55 . co musiałem widzieć. Idziesz i w ogóle. ten szajs Ludovycka był jak taka szczepionka i teraz już miałem go we krwi. które oglądam? Tylko że natyrlik. niby tak im zależało. Ale będziesz nadal przypięty i zmuszony do przyglądania się. no cio tak płaku płaku! . . bo i zdumiony. Przejdziesz się do kina. że się uszarpawszy dostałem zastrzyk i normalnie odwieźli mnie tam jak zawsze. co drugi dzień golił mnie tłusty łysoń jeszcze do śniadania i w łóżku. Już nie będą cię taszczyć na wózku. czy psiocha. te jakby osobiste figle na złość i razdraz. tak. nie patrz taki zdziwiony. No jazda. . co mi przedtem od baszki szły i od całej płyci. tylko że kazali mi patrzeć. Ale na ten raz nie miałem na kogo zdrucić. Już nawierno idzie do końca. aż do izby tortur na horror. o braciszkowie. Aż usto mi się zrobiło w prostokąt i bu hu huuu. jak gdyby zbiorowa odmiana tego samego. Znów przyszło mi się bu-hu-huuu i ci doskoczyli raz dwa obcierać mi te łzy.A dokąd? .mówię . braciszkowie.Tak. małysze.Niu niu.czy to mużyk.odkazał mi jakby ułybając się.Ale . ale co zdziałałem. dziulki czy rybionków . Wycierpiał ja do szczytu i dużo więcej się nie da. rzecz jasna. ale tych drutów i kabli.I znów miałem to wszystko wyraźnie przed oczyma. Ale te skurwle wybladki w białych lejbach od razu do mnie z tasztukami i obierać te łzy. że mi tak robi. te wpychle co się im rozłupuje baszki. Brzytwy mi nie pozwolono. żebym stracił przytomność. I czekał i czekał ja. może miałbym jeszcze ostatnią szansę. jak szturgają zapłakanych i błagających o litość Żydów . gdybym się stąd zaraz wydostał? Ale nie miałem broni. Leżałem tej nocy sam na wyrku. . przyjacielu. to już nie było. Wlazł nareszcie jakiś pomagier w białym i powiada: . A później te łagry i Żydzi.Więc musiałem założyć podom i tufle i przejść korytarzem w kinoteatr. co mi tu pokazują. niby takie błogosławione ciur ciur i srebrzyste kropelki rosy.Bo naisto byłem porażony. Aż jednego ranka zbudziwszy się i głotnąwszy na zawtrak jajka i tosta z dżemem i oczcń gorący czaj z mlekiem podumałem ja: Chyba to już niedługo. aby strzykać we mnie ten szajs Ludovycka i co. Apiać ten stary ultra gwałt i kuku. przygadując: .pytam.To dzisiaj. o bracia moi. Straszny to był dzień i użasny. tych Szkopów. ze mną. . powieki miałem podciągnięte a giry i wszystko przymocowane do fotela. I każdego dnia to uczucie jakbyś zaraz miał zdechnąć tak rwie na wymiot i łeb i zęby rozbolawszy i chce się pić użas! użas! i coraz gorzej. to że dotarło do mnie że i to jest gwałt jakby identiko z gwałtem na filmach i tyle. te psiochy rozdzierane w tam i nazad ociekające krwią i z wrzaskiem o litość. Odtąd już sobie radzisz sam. i dostałem takiej przydumki: Kur kur kur kurwa. bo jak zwykle. o braciszkowie i jedyni drużkowie moi.

Jeżeli coś kombinujesz. Ledwie się dokarabkałem potykając do łóżka z tym argh argh argh i ten członio. to właśnie w ten moment rzuciła mi się mdłość do gardła. przyczaiwszy się za drzwiami. że ciut nie tyle minęło. to leżeć i szlochać bu hu huuu. jak Boga kocham. . co ja wymyśliłem.I przypodniósł mnie za przód piżamy pod szyją. umieram . jakby pokazując na wolność. boli mnie tak niewynosimo w boku. że jestem prawie od zawsze w tym zafajdanym lochu i że prawie zawsze już tam będę. A to były wsio taki dwa tygodnie i właśnie mi powiedzieli. Chyba to zapalenie wyrostka. aż uchnęło. aby mu fest przyłożyć w kark i w ten moment. .Och.A ja wszystko co mogłem zrobić. na pomoc. .Po czym odkluk odkluk i powiało słodko zapowiedzią mojej wolności. . Wreszcie usłyszałem kroki na korytarzu i jakby mamrotanie i rozpoznałem głos tego w białym kitlu.burknął ten flimon i ku mojej radości. Pazury na grabach mi obcięli i tak spiłowali króciutko. Tylko marzę o tym.skazali mi wdrug nieożydno . to kto wie! a nuż bym nadstawił drugi policzek. . I zamachnął się ja z obu piach.Ty gnojku. naprawdę chcę. . no i wziąłem się łomotać w nie fest horror szoł piąchą po nastojaszczy i wykrzykiwać: .I otrzepawszy sobie łapy szt szt jedna o drugą wyszedł. A ja przed czym o braciszkowie uciekać raz dwa musiałem w sen.Jutro . co mi przynosił żarcie i niby doprowadzał mnie na te codzienne męczarnie. . o braciszkowie. Doktora doktora. Na pomoc. to przed koszmarnym a niesłusznym poczuciem. w podomie już a nie w białym kitlu. to ja z kolegami zapewnimy ci nieustanny kop i łomot przez całą noc.To powiedział . bo tak do mnie bałaknął: .Zapalenie wypicrdka . całkiem oklapłego i lejącego się. jak mi powiedzieli. Oooooch. poniał odliczno.jęknąłem. bracia. I on wyburczal: . aut aut aut i raus. doktora. och. gdy pchnął je na roścież i zaskoczony rozglądnął się za mną w świetle z korytarza. żebyś to zrobił. Och. czy jestem grzeczny malczyk i nie gwałtowny. Gdyby ten mużyk dłużej został. że jakbym za chwilę zdechł.Ty bydlaku . w sam środek ryła. chociaż osłabili mnie. prędko. ale tak fest i na całość.za wyciągnięcie mnie z łóżka. Daj mi w mordę.wychodzisz stąd. jakby fala buchnęła i taki strach poczułem okropny. . i zamachnąwszy się prawą dogitarzył mi z piąchy. Taak. zanim się ktoś pokazał. To powstał ja z. że lepiej wziąć po mordzie niż dać. tak mi niedobrze. bracia. Błagam.I zrobili ten stary kciuk. Ale i tak pozostałem bystry w ataku. ty pętaku ze śmietnika wyjęty. chłopczyno. wyrka i do drzwi. 7 Nie dowierzałem. Już widziałem go. uczy się całe życie. No chodź. bo umrę. koleżko. można powiedzieć. malutki nasz drużku. no nie? Człowiek. . . umieram.Na pomoc. Wydawało się.Zdarłem se gardło na sucho i chrypło. co 56 . jakby z góry widząc go jak się wali sieknąwszy i aut aut aut i poczuwszy jak ta radocha mi buch i do góry w kiszkach. na wolności.Co jest? O co się rozchodzi? Co tam w środku znów kombinujesz za łajdactwo? . Och.obszczerzył się jadowicie.łamignaty w białych płaszczach stały i uważały. usłyszałem brzęk brzęk jego kluczy. Chrup chrup zrobił klucz w zamku. A później ten flimon w białym. przysięgam.To znów lekcja. żebym nawet nie mógł zadrapać. wyleź z tego wyrka i przyłóż mi. i był ze mnie najwyżej cień tego co za dawnych czasów. . .

jakby gałką na radiu. wziął dorzucił: .mi przydziarmażył i krugom nosił mi tace z piszczą i jakby doprowadzał na te codzienne męki. obłudne zacieranie rączek. Doprowadził mnie nawet grzecznie w to samo miejsce. których nie miał. Jakaż to zmiana. że by chcieli ubrać się w sam wierch mody. Ten drewniak powiada: 57 .Ej. ale nie w białych fartuchach. jak to zwykle. a wszystko świeżutkie i ślicznie uprane. którego władze jakieś dwa lata temu skazały na bezowocną karę i który po dwóch latach się wcale nie zmienił. Na mój widok powiedział: . Posłyszałem chichot i jak z widzów paru tak horror szoł po nastojaszczy obśmiało się ho ho ho. może czterdzieści a może pięćdziesiąt. I zagabnąl mnie tak oczeń jechidno: .Aha. i takie pasemka włosów przylepione do prawie łysej baszki. A gdzie tam. ale ten pomagier w białym tylko się jakby obszczerzył i nic nie odezwał. że tego ranka znów pójdę. ale od ciebie jedzie. Był sam Naczalnik Wupy i ten świętojebliwy kapłon (co go nazywali bogusław) i Najgłówniejszy Ciurmak i ten ważniak elegant. tak że po chwili oba światła zlały się w jedną kałużę. no. Co ja mówię: nie zmienił się? Ależ tak.Ale czeka cię jeszcze jeden dzień. Lat może trzydzieści. Ty się nigdy nie myjesz? . Pokażemy więc fakty. ale tam się nużo zmieniło. że wszystko to niby o mnie. Jutro wypuścimy go bez obawy z powrotem na świat. czyje do góry podsunęli. wyczyszczone. Teraz pokażemy już państwu sam obiekt. a doktor Brodzki też stojąc wygłaszał do zebranych taki dokład jakby belferski. którego w życiu nie widziałem. w porównaniu z tym niebezpiecznym łotrzykiem. W drugi krąg światła wstąpił duży gromadny bych. na prawą nogę i prztyka w kluf paznokciami. Jest on. To dzień twego zwolnienia . Przed ekranem powiesili zasłony i nie było matowego szkła naprzeciwko pod otworami do projekcji. Proszę się uważnie przyglądać. czy na bok jak żaluzje albo firanki. życzliwego i skłonnego do uczynności. onże Minister Spraw Wewnętrznych czy Niewdzięcznych. Ryja miał jakby z sadła i wąsisko. śmierdęga! Fu. nie wiem. Więzienie mu wpoiło ten fałszywy uśmieszek.I jakby zatańczywszy nadepnął mi na lewą. Przybył tu wprost po przespanej nocy i dobrym śniadaniu. staruch i tyle. rajtki z odlewką i pidżak. nie będący pod wpływem żadnych środków farmakologicznych ani hipnozy. teraz pokazała się w głąb widownia z krzesłami. Byli też doktor Brodzki i doktor Branom. jak to się odziewają doktorzy tak ważni. Tego ranka mi oddali starą koszulę i bieliznę i wszystek ciuch z tamtej nocy. pełnosprawny i nieźle odżywiony. chytry i usłużny grymas lizusa. Ale dość tych słów. co jej używałem w dawnych. Podlazł do mnie i światło razem z nim. tylko w garnitur oderżnięci tak szczytowo. Wpoiło mu inne jeszcze nałogi.Za co mi to robisz? W życiu nie zrobiłem ci nie złego. braciszku. Mnie kluf i obie stopy i ucho rozbolały jak z uma szedłszy i tak odezwałem się: . naprawdę wspaniały. odprasowane. proszę państwa. Spodziewałem się. do kina w piżamie i tuflach i w podomie na wierzchu. chłopca tak wzorowego. Ażem się na to umarszczył ze zdziwienia. o braciszkowie. gdzie ujrzałem nawet znajome lica. Potem światła zgasły i z otworów projekcyjnych zaświeciły jakby dwa punktowce. Reszty nie znałem. a potem za lewe ucho i zakręcił. jak tylko życzylibyście sobie spotkać w majowy poranek. A tam skąd rozdawało się kaszlu kaszlu i jakby ruszały się cienie ludzkie. ubierając się.i obszczerzył się jechidno w gromkim uśmiechu. szczęśliwych czasach do figlów i do zrażania się. Ciut odurzony tym całym gadaniem próbowałem sobie ułożyć w mózgu. Połuczyłem daże moją brzytew ulubioną do grdyk. i pogłębiło już dawniej praktykowane. aż mnie zabolało jak diabli i łzy mi pociekły. proszę państwa. jeden z nich wprost na Cierpiącego i Pokornego Autora Tych Słów. Głośniej przemawia język faktów. i mój but w sam raz horror szoł do kopania. Doktor Branom stal sobie i tyle. ty. jak widać.

ulega przymusowi dobra przez to. Właśnie chciał mi przyładować fest i po nastojaszczy w ryja. Ale ja zobaczywszy go na podłodze już poczułem ten ogarniający mnie koszmar. Nie jest już złoczyńcą. I nie jest również istotą zdolną do moralnego wyboru.I braciszkowie moi. że zdechnę. . Proszę to wziąć. Więc mówię cały już mizglący i płaksiwie: . On w istocie nie ma wyboru. o braciszkowie. Nie zażyjesz mnie. Taki mały prezencik.i apiać mi buciorem dup! w prawą stopę. paradoksalnie. bracie. jak tylko fest go złapię grabami za kostki no i pizgnę skurwla na podłogę. jak oczyma duszy ujrzałem. . daj mi.I ten francowaty członio jakby ukłonił się i precz wytańczył jak aktor. ale obawiam się że nie mam.Dobrze. Doktor Brodzki zwrócił się do widowni: . Intencja zadania gwałtu natychmiast łączy się z przemożnymi doznaniami fizycznego dyskomfortu. To nasz kapłon więzienny. o braciszkowie. kiedy tak wykopyrtnął się bach trach i łubudu. A ten skurwel wziął i nie za mocno kopnął mnie w usto. to aż nadto wystarczy. A ja ciągnę. wierzcie mi albo całujta mnie w rzopsko. że muszę w try miga wysmyknąć brzytew. kiedy wkluczył się doktor Brodzki: . To się popłacz.Wetknij se te zafajdane kubany.znów zakręcił o mało nie naderwawszy za bolące ucho . Może buty oczyścić? Proszę. Ich nieszczerość rzuca się w oczy. Bu hu huuu.Bo ja czniam na takich. aby przechwycić. szczurzącego się w blasku i z buźką w prostokąt do bu-hu-hu. że nie ściągnę jeszcze bólów i mdłości.i prztyk prztyk mnie w nocha . więc dałem mu rękę.A ten dalej posuwa: . ty chamski łbie z robakami. . A jak ci się nie podoba.a tego nie lubisz? . zanim ta koszmarna mdłość na ubijstwo buchnie i przemieni uciechę walki w poczucie. upadłem na kolana i na kilometr wywiesiłem to czerwone chlipadło i już mało nie wylizawszy ja mu tych brudnych. . czy nie mam rakotworów albo monalizy i nic.I znów tym zrogowaciałym grubym pazurem prztyk prztyk i prztyk w mój obolawszy kluf: i wzerwał się oczeń gromki śmiech jak gdyby radości z tych ciemnych miejsc.Proszę. a cała ta parszywa widownia ryknęła śmiechem. . prawda? Instynkt samozachowawczy i lęk przed cierpieniem fizycznym zmuszają go do tych groteskowych poniżeń. ledwie moja graba sięgnęła do wewnętrznej kieszeni po brzytew. tylko zaszuraj. to zacznij.i tak! . już całkiem w rozpaczy. że ulega przymusowi zła. żebym coś dla ciebie zrobił.Dałbym ci papierosa.. co czuję do tego dziobanego mudaka.Coś muszę dla pana zrobić. Nestety.I ciągle macawszy się po karmanach znalazłem jedynie tę moją kosę do grdyk. Czy są pytania? . a światła zapaliły się na mnie.zahurgotało niskie a bogato ustawione głosiszcze. . .Tagda poniał ja. . . aby się wystawić jak najprzyjebniej temu flimonowi. 58 . że muszę rychło co rychlej zmienić to. błagam. Ażeby mu zapobiec. aby prędzej się pozbierał i on się podniósł. ty mały skurwiołku.Nasz obiekt.W kwestii wyboru . co się przydziera do mnie i dosadza i krzywdzi. obiekt musi błyskawicznie przestawić swój odruch na jego diametralne przeciwieństwo. wyje o litość i czerwo czerwona jucha cieknie mu z ryja. co mnie oskorbił. jak ten grzdyl.A ten mi z gruba odkazał. I zrobiłem to: i przeżył po nastojaszczy zaskoczenie. Więc ja znowu: .I łup mnie po łapsku i brzytew upadła na podłogę. no.Uaa uaa. więc dobyłem ją i wręczam temu dziarmadze i mówię do niego: Proszę to wziąć. już klękam i będę je lizał. . zafajdanych buciorów.masz tu jeszcze! . nie znalazłem.A tak . i zobaczyłem. No to uwidziało mi się. byle powstrzymać te już już idące bóle i mdłości: . więc pomacawszy się w karmanach. i z mety za tym obrazkiem już natyrlik dawaj ta mdłość i suchość i boleści. jak państwo widzicie.

to że ruchnąłbym ją zaraz tu na podłogę i normalnie ryps wyps ryps wyps ją dziko w międzynoże i po nastojaszczy. a tu raz i jak mnie strzeli ta mdłość.O najpiękniejsza.Pozwól mi . A jak do tego zajechało mnie tym wunder bar zapaszkiem jej perfum i zachciało mi się tej przydumki że uch i rujka stójka mi pod górę w kiszkach.Cieszę się. tak się jej z plecza obs obs obsuwała ta jubka. Grudziątka miała takie po nastojaszczy horror szoł i jakby sawsiem widoczne. sam to wybrałeś. Więc uwrzasnął się ja: . krugom na skrzyku: . jakby w takim krążku światłości Boskiej i z nią cały ten szajs i zagwiaździocha. o braciszkowie. braciszkowie.wciął się ten wysoki elegancki Minister . . to już wiedziałem. jaką raz w życiu może spodziewalibyście się. panowie. jak furczy w po wietrzu słowo Miłość i jak sam bogusław drze się nie gorzej od innych. że ta mdłość jakby się cofa. który uważano za wymarły już od średniowiecza. że poruszono tu zagadnienie miłości. że muszę w try miga przydumać.Chciałbym w to wierzyć! . z lekka bokiem się podawszy. co błysnęło mi w łebku. i pierwsze. Teraz obejrzymy sobie w działaniu pewien styl miłości. że nie zajdzie tak wysoko w dziedzinie Religii Penitencjarnej jak się spodziewał. żeby ten brud i fekał nie tknął twych nóżek. braciszkowie. Potem znowu rozpętała się gromka kłótnia i słyszałem. takie jakby niewinne. krasna ty i przekrasna. jak tu o niej pomyśleć inaczej. I podeszła do mnie z tym światłem. chłopcze. . jak Naczalnik wbija mu spojrzenie jakby znaczące. jakby sawsiem zapomniany przez tych na nic niepomnych bladych synów. a pomimo to liczko miała słodziutkie w ułybce i młodziutkie.tak jakby uśmiechnął się doktor Brodzki.To subtelności . a ja tylko stałem. co sprawiło.Nie masz się co uskarżać.Jak również . w drugi zaś wkolysala się falą czy wężem. że ci tylko stękało w kiszkach. Nastąpiło mnóstwo bałachu i spierania się. . że użyłem tych słów.Nie wiem. A na to więzienny kapłon wykrzyknął: .znów dałem 59 .I dało się widzieć.walką z koszmarnym przeludnieniem więzień. że niby Doskonała Miłość Usuwa Bojaźń i cały ten szajs i kochajmysie. najprześliczniejsza młoda dziuszka.odezwał się ktoś. zanim cała boleść i suchość i okrutna mdłość pierdykną mnie tak horror szoł i po nastojaszczy.. . Dokonałeś wyboru i wszystko to jest konsekwencją twego wyboru.Po czym światła przygasły i znów się zapaliły punktowe reflektory. daj mi rzucić jakby to moje serce do twych stóp i żebyś je podeptała. aż u wrzasnąłem się: .A ja! ja! ja! A co ze inną? Co ja tutaj mam do roboly? Czy jestem za jakieś zwierzę albo psa? . a szyję miał całą jak ukręconą z kabli doprowadzających siłę od głowy do ciała. posłałbym ci wszystek mój ciuch pod stopami.Mam być jak ta mechaniczna pomarańcza? . bym ci go dał.Nas tu nie interesują motywacje ani wyższa etyka. Jakbym tu miał róży kwiat. Wreszcie jeden bardzo chudoszczawy i stary chryk w typie profesora dźwignął się. Gdyby teraz lał deszcz i ziemia była jakby szajsowata. jak gdyby ten jakby milicjant kurwa co kapował zza rogu i teraz dawaj łaps i za frak. i tak przemówił: . . Po czym doktor Brodzki wkluczył się z ułybką na całej mordzie: . uświadczyć. Nogi jak sam God Gospod aż w Niebiosach i tak szła. jeden skierowany na Waszego Udręczonego Nieszczęśnika i Opowiadającego To Przyjaciela. .I to wykrzykując. Więc ja głośniej uwrzasnąłem się. My się zajmujemy tylko eliminacją przestępstw. o braciszkowie moi. Cokolwiek z tego wyniknie. co jakby nieproszone tak mi przyszły do głowy. To ich czegoś przymknęło na kilka minut.To ich ruszyło i zaczęli pyskować po nastojaszczy gromko i pizgać we mnie słowami.Brawo . czułem.

żeby mnie wyszturgać na wolność. Niechaj nas Bóg ma w opiece. zbudzili mnie i każą wstawać jazda wynocha i damoj w dom. ojni tu już nie chcą dłużej oglądać Piszącego Te Słowa nigdy za nic nikagda. . . co mi je krugom cykali błysk błysk błysk no i te pokazy. w pokłon i tak jakby szurgając. bo ta dziobka ukłoniła się widowni z uśmiechem i jakby wytańcowała precz i ciut oklasków i światła się zapaliły. o braciszkowie moi. No i stoję tak wczesnym rankiem z paroma golcami monalizy w lewym karmanie. stojąc przed tym biatym budynkiem jakby przylepionym do starej Wupy. Z tych drewniaków na widowni to niektórym ślepia o mało nie wylazły. te wywiady kręcone na taśmę dla dziennika ti wi. ale odepchnąłem te mdłość pomyślawszy. A on: . jakby to znów była taka zgrywa.odezwał się gromko Minister Spraw Niewdzięcznych . bracia. mnie zrazu podumawszy o zabijaniu muchy poczuło się niemnożko mdłości.właśnie taki! gotów nadstawić drugiego policzka! raczej da się ukrzyżować niżby sam kogoś ukrzyżował i do głębi serca się wstrząśnie na myśl choćby o zabiciu muchy.Pozwól mi być twym do śmierci wiernym rycerzem! . jak tę muchę karmi się kusoczkami cukru i dba się o nią jakby o czyjegoś tiu tiu dziobanego zwierzaka i cały ten szajs. zdjęcia. ale na każdym kroku były takie 60 .Najważniejsze . ha? Takie pytanie zadawałem sobie. Za moment poczułem się durno i po szutniacku.To co teraz. nic tego dnia rano nie zjadłszy.O tak . Ta Wupa znajdowała się w bardzo ponurej dzielnicy.cię ubóstwiać i być dla ciebie jakby za pomagiera i zastupnika na tym złym i jakże okrutnym świecie.To co teraz. jak wymówiłem: . bo jak to powiedział. następnego ranka. . pomyślałem. tak śpieszyli się wszyscy. . pobrzękuje nimi i zastanawiam się: .Resocjalizacja! zakrzyknął. o braciszkowie moi. .I rzeczywiście.się w skrzyk . . z małą sumką w ręku zawierającą te parę rzeczy osobistych i z paroma golcami w karmanie.i apiać buch na te stare kolana. Reszta poprzedniego dnia była dopiero męcząca.że to się sprawdza. ażebym miał za co wstąpić na nową drogę życia.sprawdza się. o braciszkowie. które zafajdana Władza podarowała mi w szczodrości swojej. ubrany w moje dawniejsze ciuchy sprzed dwóch lat w tym szarym blasku poranka. tak mi się wydało.wykrzyknął doktor Brodzki .Tu wpadło mi nareszcie to właściwe i padchadziaszcze słowo i zrazu poczuł się ja łuczsze. tak po brudacku i obleśnie ślinili się do tej dziuszki.powiedział jakby wzdychnął kapłon więzienny . ha? Zjeść może gdzieś jakiś zawtrak. jak się łamię i czołgam wobec ultra gwałtu i całe to upudlenie i niełowki szajs.Istna radość u Aniołów Bożych. Część trzecia l .Będzie z niego dobry chrześcijanin! . Tylko czaju stakanczyk mi się udało głotnąć. Nareszcie ruchnąłem w łóżko i od razu.

że to nikt inny tylko ja ja ja. Oficer Zwolnieniowy dał mi dzień wcześniej długą lisię zajęć. czego ten Rząd nie zrobił. braciszkowie. nie. z jedną żarówką na suficie tak upstrzoną przez muchy. wszedł jakiś malutki członio. że oto jest pierwszy absolwent (znaczy się wypustnik) z utworzonego dopiero co Państwowego Instytutu Resocjalizacji Osobników Kryminalnych. za to z wielkimi grudziskami. a w niej mnogo porannych rabitnyków siorbiących czaj i żwykających te aż strach popatrzeć kiełbaski i pajdy chleba. jak te wilki żarłoczne. I zaraz się wyciągnę na moim wyrku. Aż wydałem: aaaaargh! i pizgnąłem ten żurnał o podłogę.a to był ten Minister . i zboczeńców. dobry obywatel i cały ten szajs. więc trafiłem do jednej. że on się przechwalił. że i te ciut światła zaćmiwszy. Bardzo się jeden z drugim chwalbisz nadymał w tym bałachu. to jeszcze nie dla 61 . pokręcony i brudny typ zwyrodnialca w grubych pinglach w stalowej oprawce z drutu. co teraz będę robił w życiu. o braciszkowie.Spraw Niewdzięcznych czy też Wewnętrznych. to tym. o braciszkowie. ażeby to zjeść i wypić. że niby wsie wpychle i każden musi postarać się. Wygląd miałem oczeń ponury i spuknięty. To zaciekawiło tak więcej niemnożko Niżej Podpisanego. przestrzegający prawa. tak że przynajmniej ciut pokrył te ślady od rozchlapanego czaju i nacharkane spluwki obrzydliwe tych brudnych zwierzaków łażących do tej kafejki. Zafajdana to była śmierdęga. w izbuszce mojej małej ujutnej i posłucham sobie jakiejś muzyki co najfajniejszej i od razu przy tym pogłówkuję. chap i wołk wołk wołk i drą się o jeszcze. za ostatni rok czy tak około. i niektórzy z tych ciamkających próbowali ją chapnąć za coś wydając hu hu hu! a ona he he he! aż mi się zbierało na wymiot. o które się mogę starać. ale żeby tak zaraz pracolić jak rabotny króliczek. łachy zaś miał w kolorze starego psującego się budyniu porzeczkowego. ale to przez te flesze krugom błysk błysk i pyk pyk pyk. A pod moim foto napisano. Ten żurnał to była jakby szmata rządowa. Obok znalazłem nad i ponad zwyczaj pochwalny artykuł o Technice Ludovycka i jaki ten Rząd jest mądry i znów cały ten szajs. ha? To nie co innego teraz.wydał mi się znajomy . Ale czym Rząd się najbardziej chełpił. Podawała im taka usmotruchana bogini na krzywych łapach.To co teraz. I apiać foto jakiegoś mużyka . jak to spodziewa się że teraz przyjdzie fajna przewoschodna i wolna od zbrodni epoka w której nie będziemy się już bać tchórzliwych napaści ze strony młodych zwyrodnialców i chuliganów. karzełek (znaczy się karypel) sprzedający poranne gazety. przez to że policja jest lepiej opłacana i że ostrzej bierze się za chuliganów (czyli równych malczyków) i zboczeńców i włamywaczy i cały ten szajs. że wzrósł eksport i taka horror szoł polityka zagraniczna i świadczenia społeczne poprawiły się na balszoj i cały ten szajs. Więc kupiłem żurnał z tą myślą. A na drugiej stronie gazety było zamazane zdjęcie kogoś jakby dobrze znajomego i pokazało się.dla rabitnyków (to znaczy robolów) małe kafejki. wyleczony ze zbrodniczych skłonności przez dwa ubiegłe tygodnie i już wzorowy. Kiedy ja się tym zajmowałem. które widno mają być za kilka tygodni. bo na pierwszej stronie żadnych nowin poza tym. aby dotychczasowy Rząd apiać znalazł się u koryta w zbliżających się Powszechnych Wyborach Narodowych. Coś mi wyglądało. co się dzieje na świecie. i podzwonił w mojej sprawie do różnych tam. o braciszkowie. . i włamywaczy i cały ten szajs. tylko do domu i radosna niespodzianka dla facia i macioszki: ich jedyny syn i spadkobierca powraca na łono rodziny. że należy się przygotowić do skoku z powrotem w normalne życie zobaczywszy. Ale poprosiłem o tosta dżem i czaj bardzo grzecznie tym wytwornym głosem i usiadłem w ciemnym kąciku. o braciszkowie. jak według nich na ulicach za ostatnie sześć miesięcy zrobiło się dużo bezpieczniej dla milujacych-pokój-szwendających-się-po-nocy zwyczajnych ludków.

że serce mi waliło buch buch buch z podniecenia. No wyjęzycz się. odkluczyłem go przekręciwszy i rozpachnąłem. jak u siebie. Ten obcy właśnie pierwszy się odezwał i tak do mnie powiada: .Oj. Prawie bym się w głos obśmiał. bracia. i spokojnie sobie pomózgolić na wyrku przy dźwiękach muzyki przewybornej. to nikogo. och och och! Och ty zły niedobry chlopcze. czego tu chciałeś. że nie czytali gazety.On tu mieszka.aby nam nie było bardzo przyjemnie znów cię zobaczyć i to już na wolności.dobawil. Ef i em siedzieli jak skamieniawszy i widno. że gazeta przychodzi dopiero. braciszki. a jak wszedłem do blokowej sieni. jakim to przed chwilą wyrzekłeś. o braciszkowie moi.I znów poleciała: . umarszczony. Po wciśnięciu elektro knopki lift zjechał mi z pomrukiem i jak wsiadłem. No i wróciłeś.Więc uciekłeś z więzienia.odkazała maty. to jak wszystko było odczyszczone. Co zrobiłeś i jak serce złamałeś twoim biednym. Krugom taka cisza.To jest Joe . i wszedłem i widzę trzy pary zaskoczonych i ciut nie przelękłych ślepi wpatrzonych we mnie. numer 10-8 jak zawsze. Lokator. to mogą zadzwonić i dowiedzieć się w mojej Wupie.i wierzcie mi albo całujta mnie w rzopsko. bo jeszcze była zima i wczesny ranek. Aż ojczyk mój się odezwał: .A to kto jest? . jakby gotów mi przyładować z tej gromadnej byczej włochatej piąchy i faktycznie wbić mi ryja do środka. Co mnie poraziło. a to byli faty i maty jedzący śniadanie.powiadam. żeby tyle wstydu nam przynieść! . że się pojawisz.Trochę to nas oszołomiło. synu. żebym ci ryja nie wcisnął.Ty . Uwierzycie mi. tylko te gołoguze mużyki i psiochy od nagiej Godności Trudu. Aż macica się odezwała: . Więc ja do niego: . Wiem o tobie wszystko. Więc ja zacząłem wyjaśniać. co? żeby znów im życie zamienić w piekło. tak? Ale po moim trupie. jak tatata wyjdzie już do roboty.mnie. teraz przypomniałem sobie.Może byś mi odpowiedział co nieco. lat może trzydzieści albo czterdzieści. Należało zawiadomić nas. No to w basa do Centrum i stamtąd w innego basa do Kingsley Avenue. zrozpaczonym rodzicom. A potem wyjaśnisz. bo już dla nich jestem bardziej syn niż lokator. taki brzydziuga.Dlaczego się nie odzywa? Co tu się dzieje? . koleżko? Skąd masz klucz? Za drzwi. ale to raz dwa. Ten mużyk był w typie robola. I wjechałem na dziesiąte piętro i patrzę. gdyby nie to. Najpierw małe spoko i pieredyszka. żadnych tam słów plugawych w balonikach z ust Godnych Pracowników i żadnych jaj. co my zrobimy? Zaraz przyjdzie policja.A ty co za jeden. co by im dorysowali małysze z brudnej wyobraźni. Ale zebrałem się w sobie i wbiłem fest klucz do zamka. Zaskoczyła mnie też działająca winda. gdzie już Blok Municypalny 18A jest niedaleko. zanim cię wypuszczą. . słucham. duży i tęgi bych w samej koszuli i szelkach. że kabina w środku zupełnie czysta. . Och. . kiedy ujrzałem. że jeszcze upłynie co najmniej pięć albo sześć lat. Boże Boże Boże. Uważaliśmy. . bracie? Co tu robisz i jak długo zamierzasz? Nie spodobał mi się twój ton. jak powiem. Uważaj. a oprócz nich jakiś trzeci członio. że dała się w bu hu huuu. że jak chcą. znów poraziło mnie. jak ten mudak w latach na oko prawie identiko jak moi ef i em stara 62 . a wyrzekł to całkiem ponuro . mój chłopcze. chojaków albo innych narządów. którego w życiu nie widziałem. . a ten obcy siedział przez cały czas i spodełbił się na mnie. siorbał czaj z mlekiem i żwy żwy żwykał sobie tostu i jajko śmajko. owszem. że przez ten razdraz już mi się zaczęło zbierać na wymiot. teraz siedział rozdziawiwszy się na mnie i ani słowa nie wykrztusił. kiedy wyjąłem z karmana swój kluczyk. Co nie znaczy . Wyjdź i najpierw zapukaj.przemówił ten Joe. i grabki mi się zatrzęsły i wciąż dygotały.

Joe? A ten Joe na to: . i mój skarbczyk zakluczony.Trzeba wszystko to rozważyć. więc przyszło się im wynająć kogoś.Pytaj się czy można. proponujecie? . ale baszka mnie rozbolała użasno i w pysku tak mi zaschło. Tak świnia robi. a on był ciut za powolny. to się dało widzieć po ryju. ty skur wy bladku? .Wsio widno. Joe? No bo widzisz.Zawrzyj no ten brudny tłusty loch. ty niewychowany mały świntuchu . Takie jest prawo. to jest mój pokój. I tu jest mój dom.Bo widzisz. że ty jeszcze długo posiedzisz i ten pokój będzie stał bez użytku. w końcu facio mój się odezwał: .Coś tu wyprawiało się parszywie i po brudacku . czego jeszcze brakuje. Więc postarawszy się dla zdrowia umiar zachować i uśmiech przemówiłem: . Więc tylko się ułybnąłem i przytaknąłem jakby ze słowami: . Przywykli wy mieć trochę spoko i przywykli brać ekstra te ciut kasabubu.Wszystko to zabrała. Co wy w tej sytuacji. to daję ci całe pięć długich minut na wypieprzenie całego twego barachła zafajdanego won z mojego pokoju.Wychowanie. . I o mało sam bym załamawszy się nie padł zalany łzami. ale odpowiedział mi ojczyk: . o braciszkowie. wierzcie mi braciszkowie albo całujta mnie w rzopsko. synu. lico miała do imentu w krechy i mokre od łez.A ci tylko patrzyli jak te ponuraki. Żadnych flag i proporczyków na ścianach i ten mudak na ich miejsce pozawieszał zdjęcia bokserów. Więc policja sprzedała na opłacenie tej opieki wszystkie twoje rzeczy. aby się wyniósł. gdzie trzymałem spirtne i do ćpania maraset. ubrania i w ogóle. moi drodzy ef i em. prawda. Bo widzisz. bo zobaczyłem. Joe pracuje tu na kontrakcie. aby mnie zatrzymać. A mój tato na to: . jeszcze dwa lata i myśmy się z nirn umówili. a jedno zbiorowe.A ja powiedziałem: . Tak to bywa. Nie żyje. myśleliśmy.powiadam. .Trochę był zawstydzony. bo jesteście dla mnie jak rodzony ojciec i matka. synu.No i wtedy. nie da się zaprzeczyć.No dobrze. ma robotę. . że co byśmy nie zrobili w przyszłości. A wasz synek to był straszny kłopot i nic poza tym.Tak .rzekł jakby pieczalno mój starzyk . .zostały się bez opieki. maciocha się trochę trzęsła. . A później zobaczyłem. Bo te nowe przepisy. synu. .i już brało mi się na mdłości.Więc to tak. To znaczy. że to w ogóle już nie moja izbuszka. że musiałem bystro po ciąg z flaszki mleka na stole i ten Joe się odezwał: . zanim usiądziesz. jakby drużyna usadziła się grzeczniutko rączki założywszy i srebrna przed nimi tarcza. .wrzasnąłem. synu. No. serce mi upadło aż na dywan. Moje stereo znikło i szafa z płytami też. Ale ty nigdy się za bardzo nie troszczyłeś o prawo.na co ja bystro mu się odgryzłem: . Musiałem usiąść. co z nim ustroiłeś. policja. Było mi już okrutnie ciężko nie pochorować się okropnie. 63 . . okrutnie się użaliwszy nad sobą. Joe zapłacił już za następny miesiąc.I prygnąłem do tego pokoju. Jak rozpachnąłem drzwi.Ja muszę troszczyć się o was oboje. wiesz. tak jakby rozpłakałem się. .Tak zwróciłem się do tego Joe. o braciszkowie moi. synu. chyba rozumiesz? tak po prostu wziąć i wyrzucić. zanim odczytano jej testament.Ale koty . a ten Joe się odezwał: . nieprawda.się jakby po synowsku opiekuńczym ramieniem otoczyć moją zapłakaną maciochę. ty . Nie możemy go. rekompensata dla ofiar. żeby je karmił.A gdzie moje własne osobiste barachło.Przecież ona umarła. teraz nie możemy żądać. i dwie czyste aż błyszczące strzykawki.

ale przyszło.Dlaczego mi to akurat przyszło do łba. Cierpiałem ja i cierpiałem i cierpiałem i wszyscy pragną.A czego czterdziesty. jakby donikąd.odrzekł mi Joe.odezwał się ojczyk. a potem zwracam się do niego: . uczynny. ten łysy i bardzo chudoszczawy. . zwany MELODIA. ludzie się wytrzeszczali na niego jak szedłem i do tego trzęsło mnie. jak sprawy się przedstawiają. Niech się nauczy.Nie traktuj tego w ten sposób . A ten sprzedawczyk zapytuje mnie: . jak źle postępował i że taki zepsuty chłopiec jak on nie zasłużył sobie na tak dobrą mamusię i tatusia. .znowu w więzieniu. Nikt już nie chce mnie i nie kocha. więc ułybnąłem się 64 . który zaszczycałem dając mu łaskawie zarobić.Chciałbym znaleźć się . .Ty innym kazałeś cierpieć . Poszukam sobie własnej drogi. Więc ja przystąpiłem i czekam.Teraz wiem. jakich posiadał. chłopczyna z kudłami na całych ślepkach symfonia. przyjacielu? Więc odparłem: . braciszkowie. nie wiem. A tam śladu nie zostało po Andym.zrobił jeden z tańczących małolatów. i z wyglądu był ten co zawsze i jak wszedłem. poklepywał i robił w kółko no no no całkiem po duracku. Już idę . Nieraz to mnie omal że nie zemdliło.Uuu .W porządku . ale wszystko to lipa i udawanie. Dowiedziałem się o wszystkim. . tylko skrzyk i wrzask nastolatek (czyli małolatów i małolatek) osłuchujących jakieś nowe pop chłam piosneczki koszmarne i do tego tańczących. u którego dawniej kupowałem tak mnogo płyt. 2 Szagałem ja braciszkowie ulicą.odezwałem się wstając i wciąż cały jakby zapłakany. co nigdy dla was nie był jak prawdziwy syn? Teraz się pobeczał. A ja do drzwi potykając się i wyszedłem. . spodziewałem się że będzie tam stary Andy.powiedziałem . . Pewnie! pewnie! . W tej starej kochanej Wupie. jak naprawdę pocierpisz. jak siedzieliśmy tu wieczorami w rodzinnym kółku przy tym stole i aż strach było tego słuchać. . porzuciwszy ich na pastwę tej okrutnej winy.Sprawiedliwie będzie. żebym ja odszedł i powierzył was czułej trosce tego smarkatego potwora.Chciałbym usłyszeć na płycie Mozarta Nr 40. Skoczyłem w bas do Centrum i cofnąłem się na Taylor Place i oto mój butik z nagraniami.Symfonii. a maciocha robiła tylko bu hu huuu! z mordą wykrzywioną i hadką na wygląd. abym jeszcze pocierpiał. A nie rym cym cymfonia? On szuka bim bam bonii. aby raczył mnie zauważyć.i nie zobaczycie mnie więcej. Czułem jak mnie ogarnia razdraz i musiałem się tego wystrzegać.Czy to byłoby sprawiedliwe i fer. To znaczy Symfonia G-moll Numer Czterdziesty. i chciałem tylko jak najdalej być od wszystkiego i żebym już o niczym w ogóle nie potrzebował myśleć. coś ty wyprawiał. bo dzień suka zimowy. o braciszkowie. a sprzedawczyk sam prawie że nastolatek trzaskał kostkami u rąk i obśmiewał się jak z uma szedłszy. odziany w ten dawniejszy ciuch nocny. A wy miejcie to na sumieniu. A niech idzie i wynajmie sobie gdzieś pokój. a ten Joe znowu ją objął. dziękuję. o braciszkowie. malutki drewniak.powiedziałem .

I poczułem. ale cała ta mołocznia Pod Krową i cała ulica to był on i całe miasto. każdy odgrodzony własna zasłonką. o braciszkowie. A tu się zrobił koszmar z cudownego Mozarta. wszystko jak brąz oczeń świecące. prawda. Lokal był prawie że pusiy. to należy zrobić! sprawa stała się dla mnie jasna. bo jeszcze rano. co też powinienem pamiętać i teraz już chciało mi się normalnie zdechnąć. A ten członio powiada: . czego mi teraz nużno. W tej sumce z rzeczami osobistymi. byle co mu z półki wpadło pod rękę . bracia. że w tych filmach z ultra kuku była podłożona muzyka. nazwisko. przez jezdnię i za róg do starej mołoczni Pod Krową.Ale nie zwracałem uwagi na nic i polazłem potykając się. tak i nie mogący być po nastojaszczy z brązu ani z kamienia. Ten strzępek srebra zaczął rosnąć i rosnąć i rosnąć i był taki jaśniejący. braciszkowie moi. Te gromadne figury jakby najeżdżały na mnie coraz bliżej i bliżej aż tak blisko. bo nie za horror szoł zamiatało się tam. Miałem ślepka jakby wlepione w taki malu malutki na podłodze kusoczek sreberka z paczki rakotworów. Najbardziej mi zapadł ten potworny film o Nazich z finałem Piątej Symfonii Beethovena. Wypadłem z butiku przy gromkim rechocie tych nastolątek i jak sprzedawczyk wykrzykiwał za mną: .Ej ej ej! . to ja coś ci tam puszczę. .widno złapał tego Mozarta. Mianowicie że ci kurwa weteryniarze tak urządzili. ognisty. że coś zaczyna się dziać. w ogóle wszystko . żeby nie dopadły mnie bóle i mdłości tylko że na śmierć zabyłem o czymś. jakby chcieli powiedzieć. bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. I to właśnie. zupełnie jakbym oglądał albo chciał popelnić gwałt. gdzie ja się słaniałem. prawie jak ślepy. Ta gromada posągów to God Gospod i Wsie Aniołowie Jego i Święci. Potem rozdał się hałas jakby się kruszyło i obruszało i God Gospod i Jego Aniołowie i Święci jakby zatrząchali nade mną głowami. a ten mi nastawia płytę.Duże białe i coś .do tego szczyla. brodate i z wielkimi ogromnymi skrzydłami pomachującymi jakby na wietrze. braciszkowie. że wsio mnie odeszło .Mały drogumarły ty jałowiało gni tych nie wróżnyciuch i cały ten szajs. dostawał tych bólów i mdłości. To widzenie wdrug rzuciło się w srebro i zaraz kolory. Zaniosłem to duże mleko z dobawką do jednego z małych boksów naokoło. A potem cały świat i całe w ogóle wszystko. miałem swoją brzytew do grdyk. jakich nikt i nigdy jeszcze nie widział. co przejął interes po Andym.ten z wychudłym i ledwo co wygolonym ryjem od razu wiedział. przyjacielu. i tłum figur zobaczył ja bardzo bardzo bardzo daleko i jakby je ktoś posuwał bliżej bliżej bliżej. Wlazłem ja do malutkiego pudełka. aż oczy musiałem przyszczurzyć. Jak wszystko już wysączyłem. a wszystko w bardzo jasnym blasku z dołu i z wierchu tak samo.liiiii. że już nie tylko ta przegródka. ale od razu mi się zrobiło bardzo niedobrze jak 65 . ale nie Mozarta Czterdziestą.Wejdź do tej kabinki. jakby zaraz mnie chciały zgnieść i usłyszałem swój głos: . że mój czas jeszcze nie nadszedł ale mam dalej próbować i wszystko się jakby obszczerzyło i w rechot i zawaliło się i ciepłe ogromne światło osunęło się jakby w ziąb i byłem apiać tu gdzie przedtem. to poczułem. gdzie można przesłuchać nagrania. Jakbym słyszał siebie wydającego takie czudackie odgłosy i słowa w rodzaju: . co chcesz kupić. na stole puste szkło i chciało mi się płakać i czułem.i zrobiło mi się tak horror szoł jak w niebie.i na to poczułbym się już po nastojaszczy razdraz i miałbym się pilnować. Ale jak zakazałem: . i tam usiadłszy na pluszowym krześle dopiero siorb i siorb. tylko nie wiedziałem jak. Zrobił się tak przeogromny. że na wsio jedyna odpowiedź to śmierć. Wiedziałem ja. bo ukrasili go w czerwone ryczące krówska. mózg. A wszystko dlatego. a za barem stał jakiś nieznajomy. i jakby morze napływało na wszystko. a oczy ich czyli głazy ruchome i znaczy się żywi. tylko Praską . co kiedykolwiek było zrobione albo i pomyślane. Wygląd miał też dziwny. ażebym przy każdej muzyce. i do całego tłumu fikających i drących się małolatów.ciuch i płyć. która daje mi się wołnować.

to nic. to ją wyciągnąłem i jak zajrzałem. w życiu nie zapomnę. i doktor Branom. wrzeszcząc jak z uma szedłszy do wsiech próchniaków krugom pod ścianami przy gazetach i do tych. .Aha . ef i em i ten szajso francowaty Joe ten doskakiewicz i również doktor Brodzki. że to stare mleczko z dobawką dało mi być dłużej na trypie niż myślałem. Przedstawiłem sobie.odkazałem gorzko.Już mam dosyć. ażebym tak łagodnie zapadł w sen i żeby to był koniec Niżej Podpisanego i dla wszystkich koniec wszelkich kłopotów. to znalazłbym w jakiejś knidze najlepszy sposób na bezbolesne załatwienie się. co uwidziałem ja na tym wielkim zegarze w Centrum i znaczy się. I paszoł ja po Marghanita Road i skręciwszy w Boothby Avenue. Jego zdarte łachy.Ten czytacz żurnału znów zasyczał: Cśśś . A on tak po nastojaszczy i gromko: . o braciszkowie moi. ale wydawało się już bardzo dawno) i pokusztykałem do krzesła ją poczytać. podumawszy sobie czy mi nie ulży jak wtedy co ją czytałem w starej Wupie (nie takiej znów starej. Ale znalazłem tylko. Z początku już nie pamiętawszy. Pomyślałem. . wyczytując ze smutkiem. w którym były tylko narysowane jakby takie gromadne sztuczki geometryczne. czy tam zajrzałem od czasu jak był ze mnie oczeń oczeń malutki malczyk. jakaś o medycynie. aby znaleźć bezbolesny sposób na wyciągnięcie kopyt. i podszedłem do półki z różnymi tam encyklo i te pe. Owszem. tak zwaną Biblię. no tak. Właśnie to niósł wtedy z bibloteki.pomyślałem że zadaję nią ś-ś-siach po samym sobie i ścieka czerwo czerwona krew moja własna. wszystkie o krystalografii. ot co. synu? Masz jakiś kłopot? . co 66 . ale czegoś. i też się poczułem niedobrze. pełna gazet i żurnałów ilustrowanych i tego jakby smrodu niemytego starych drewniaków ich próchna ich woni tego fetorku ciał w nędzy i zgrzybiałości. jak się rąbie siedemdziesiąt razy po siedem i jak mnóstwo tych Żydów przeklina i grzmoci jeden drugiego. żeby tak po tytule mi pasowała. jak Boga kocham. Sztuczne zęby tak horror szoł chrupały pod butem. co nowego. ale żadnej. siąkając i bekając i pod nosem do siebie mamrocząc i przewracając kartki. do tej Publo Bibloteki za rogiem. i dzieliło się na dwie części: jedna do pożyczania książek i druga do czytania. .Jak sztuczny cyc. że lepiej pryskać stąd gdzie rak w trawie piszczy. Więc o mało się nie popłakałem i jeden taki bardzo stary i złachmaniony mudak z naprzeciwka zapytał: . Mam cię. tylko rysunki albo zdjęcia jakichś odrażających ran i chorób. około drugiej. niektórzy spali. . Więc myk ja na ten ziąb i było już po południu.Ja nigdy nie zapominam kształtu.Cśśś . o braciszkowie. Ale ten stary mudak już się zerwał. pomyślałem sobie. wreszcie tknęło mnie i trochę wzdrygnęło jak przypomniałem sobie że po to. co za jeden. Mnóstwo ich albo sterczało przy stoiskach z gazetami po całej sali. Od chuja było tych knig.Krystalografia. Więc odstawiłem ją i wydostałem tę gromadną knigę.Co się stało. jak nie żyję i jak wszyscy tego będą żałować. A ten pierwszy mudak powiada: . Jaki co ma kształt. To jest bardzo starychowskie miejsce i wątpię. Już mi się zrobiło widno. Życie mi dało w kość.powiadam. ty świnio. Czytający obok mnie próchniak zaszumiał: . a paru to nawet gromko chrapało. Znów nie gwałtu chciałem. po co przyszedłem.tym razem podnosząc oczy i coś dla nas obu zaskoczyło. . co wiecie. Coś mi to przypomniało. na Boga. aż o mało bym się nie porzygał. albo siedzieli przy stołach przeglądając te żurnały lub tylko udając. ty młody zbrodniarzu.Jesteś na to za młody. synu. i ten Minister Wewnętrzny Niewdzięczny i w ogóle wszyscy oni.Chcę skończyć ze sobą . potem znowu za róg i tam już mieści się Publo Biblotcka. około lat sześciu. Może jakbym zaszedł. Knigi razrez i razbros.nie podnosząc oczu znad jakiegoś tam durackiego żurnała. No i ten zafajdany Rząd przechwalający się. Przecież ty wszystko masz przed sobą.

tego mordercę. Aż pojawił się biblotekarz. to on. Więc ja uwrzasnąłem się.i tak dalej. .Była to niezupełnie prawda. że dałbym jednego prztyka i wszyscy by się przewrócili. już nigdy.Ale nawet nie zwrócili uwagi. i krzyknął: . ale kilku tych starych grzdyli. To właśnie on z kolegami pobili mnie i skopali i zmasakrowali. Jak to hałaśliwe robactwo. . proszę dzwonić. ten zbrodniarz. czy już nie wyprygnąć i dawaj na całego. Aspiryna! no właśnie. Ten od krystalografii dobrał się już do mnie i zaczął mi ładować w ryja takie drobne i słabiutkie szturganka.I wierzcie mi albo to drugie. właśnie ten bydlak! . Ale ten od krystalografii wrzasnął: . . Więc on powiedział: .Co tu się dzieje? Przestać mi natychmiast! Tu jest czytelnia. złapało się za mnie tymi trzęsącymi starymi grabkami. I teraz już całe morze śmierdzących i śliniących się brudnych próchniaków usiłowało jakby dobrać się do mnie tymi wątłymi grabkami i starymi. Krzyknąłem: . żeby mnie trzymały te 67 . o co chodzi. Obdarli mnie do naga i wyrwali mi zęby. To starość dorwała się do młodości. ot co. były mocniejsze niż się spodziewałem. więc ja pytałem się wyrwać i uciec. co poniszczył książki o krystalografii. jak wiecie. Teraz już te chryki się strasznie usapały i czułem. Tylko popatrzcie się o tam . gołego i bez przytomności. A potem inne chryki przykusztykały od gazet. Można się wykończyć setką aspiryn. jakby ten chryk był po nastojaszczy z uma szedłszy.Biedny stary Jack. zrogowaciałymi pazurkami. Łapcie go.przemówił jeden stary typ jakby żołnierza. stratować go. taki młodszy. takie rzadkie. Przyuważyłem. .Dobrze! dobrze! .i cały ten szajs: i już było mi jasne. zionącej od tych na wpół zdechłych mudaków. .I zacząłem się wycofywać z tej meliny z uma szedłszych próchniaków. A niektórzy z nich powtarzali: . Pognali mnie kopniakami do domu.Ukarany.Zatłuc go. tak po dziewięćdziesiąt lat każdy. a nasz kryształowy pogromszczyk był ciągle najpierwszy.Był w tym jakiś wariacki ton i odgłos. o braciszkowie.odpowiedziałem. o mało nie zabił biednego Jacka.To ta świnia jadowita. nie był znów obdarty całkiem do naga. a mnie jakby zemdliło od woni tej starości zaśmiardłej i chorób wszelakich. fakt że i tak odbywa się gwałt wprawił mnie w takie nastrojenie że ten atak mój wygląda jakby zza rogu i tylko patrzy. . bardzo cierpliwie. Ukarany. Mamy go w ręku. jakby to się wczoraj hapnęło. a nie myślałem.ryczał. . .Takich się powinno wytępić. ładując mi szturg i szturg nieprzerywno. ale z drugiej strony. . nigdzie nie do odkupienia. co mnie dzierżały. proszę mnie ratować od tych starych wariatów. Wykrzykiwali takie rzeczy jak: . braciszkowie. bo już lepiej dostawać taki wycisk niż poczuć się do wymiotu i ten okropny ból. aby też od siebie dołożyć Niżej Podpisanemu. ale ja pozwalałem.skrzyczał. braciszkowie.jest moje zdjęcie. taki weteran. . W tym czasie zostałem ukarany.To jest wzorowy okaz tych bestialskich i tchórzliwych młodziaków! . powiadasz? . rozumie się. Bardzo panów przepraszam.kimali nad żurnałami przy stołach. że mógłbym w życiu coś takiego uczynić: . Już muszę iść.Tak tak tak jest. w takim razie dzwonię na policję. . Bo dla nich to chyba wczoraj.Ale to było przeszło dwa lata temu. ale te starychowskie łapska. Coś miał jeszcze na tej płyci.Dobrze. tę świnię młodocianą.Nie wypuszczać go! My go nauczymy co znaczy ukarany. .Mamy go . aby żywy nie uszedł. że ten biblotekarz się wcale nie pali do udziału w drace i do wybawiania mnie od furii szału i z pazurów tego próchniactwa: wziął i umknął do swojej dyżurki czy gdzie tam był telefon.w gazetach . Ze starej apteki. Moja krew i jęki śmieszyły ich. wybić mu zęby! . zgiełcząc i dysząc na mnie.Każdy ma prawo do własnych poglądów. Dostałem nauczkę.Tu pomiędzy nami. A ja bałem się zrobić absolutnie cokolwiek. co? .

jaka to dla nich uciecha i radocha. że nie wolno urządzać rozruchów i naruszać Państwowego Spokoju. To was nauczy. żeby dorwać się do Waszego Przyjaciela i Niżej Podpisanego. braciszkowie.Nie. aby się im wyrwać. Tyle czasu nie widu. wy niegrzeczne chłopaki. Nie mogłem tego przeskoczyć. i spojrzeli na mnie.i stary Jołop dał się w rechot. obśmiewając się jak z uma szedłszy. o braciszkowie. Jołop. że na pewno ich kiedyś widziałem. łubudu! leżę na podłodze i oni mnie kopią. Siekli tych francowalych staruchów takimi małymi pejczykami siuch i siuch i siuch. i nie widziałem za dobrze. chłopcze. Więc jakby zdrętwiały i coraz gorzej drętwiejący apiać i baczniej przyjrzał ja się temu no no no proszącemu.zgrzybiałe grabki. niegdyś mój drug i także samo wróg tego zatłuszczonego capa Billyboya. .upierałem się.Dużo za młodzi. wy łotrzyki niedobre. co nie było trudne.Jesteście za młodzi .Ty smarkaty bydlaku.To być nie może.Widzisz na własne ślipka . braciszkowie. łobuz.No i zagonili tych sapiących i zadyszanych i mało nie konających mścicieli przedpotopowych z powrotem do czytelni. . kto to. Nie bierze się takich malczyków do gliniarstwa. . spokój. .i wiedziałem. . Wyrwało mi się: . Po czym na drugiego łypnąłem i co do tej mordy. 68 .prawie przy frontowych drzwiach Publo Biblo to wcale nie znalem. obecnie zaś gliniarz w mundurze i szłomie i z batem do utrzymywania porządku. i lu przedarłem się z krzykiem do takiej sieni przed czytelnią.Byłem jak odurzony. Ale ci starzy mściciele nic tylko za mną. tylko wydał mi się bardzo młody jak na milicyjniaka. niespodzianka? . że przyjechało gliniarstwo. o mój drużku. nie było wątpliwości. Starszy powiedział: . co doszli do wieku zatrudnienia. wiem usłyszałem już młode głosy w krzyku: . Tego co mnie podnosił i mówił: . chociaż lico i glos były mi doskonale znane. Zajęcie w sam raz dla dwóch takich. ale tamci dwaj tak wyglądali od pleców. dobrze.Dobrze już. A ten drugi to. Nie wierzę.wkluczył się stary policjant Jołop. który tak horror szoł zapamiętałem: . zabić go i tyle.Żadnych zachwostek i bez cudów. obszczerzonej i głupawej. Jak leci? .Chu chu chu. .No już. dobrze . a te szpony zwierzęce aż się im trzęsły. wy. spokój! .rzekłem. Kogo ja widzę. znosiłem te wątłe poszturgiwania w lico i słyszałem.Wreszcie dostałem raz tak po nastojaszczy boleśnie w kluf że powiedziałem sobie o kurwa kurwa! i roztworzyłem oczy i targnąłem.A co. . . macie. dało się poznać. Przecież to mały Alex.obszczerzył się Billyboy. mój prastary wróg.Niemożliwe . morderca. mundur i hełm (znaczy się szłom) nie pozwalały dobrze zobaczyć. a potem się obrócili. 3 Byłem tak jakby zamroczony. . rozumie się. . dysząc jakby już mieli powyzdychać. z zamkniętymi głazami.No no no no no no no proszę. Policja. jak starychowskie zdyszane głosy dają mi po twojamaci takimi słowami jak: . Więc to faktycznie stary szmałojowaty Billyboy. przy czym pokrzykiwali: .Byli . chuligan.Na i na. Po czym ktoś podciął mi nogi. ty świnio. ale musiałem tych szpików już na pewno gdzieś spotkać.

ale jakże bezludno i pięknie.odkazałem.Och nieee . że faktycznie to żart i że Jołop siejczas że i tak zdejmie szłom ze łba i zrobi chu chu chu chu. . próbując opanować rosnący we wnętrzu strach: .Jeszcze nie ciemno. Opowiadano mi.Masz recht. takich prędkich w miganiu brzytwą. . . Było i już nie jest. Po czym Billyboy. . Czego narobiłem w przeszłości.Przecież to oni rzucili się na mnie. . mój drużku. że sam nie przeczytasz. A ty przecie od nas byłeś najmłodszy. Zawsze mi przychodziło z wami sam na samo gwałt i adzinoko. ażeby wpychle w mieście za dużo widzieli z naszych karalnych skrótów. przynajmniej nie zawsze. . .Chyba większy będzie pożytek. . mamy obowiązek utrzymać w karbach.Czytali nam o tym . co go nie umiałem przeskoczyć. . jak z nim pójdziemy na skrót. z którym obaj raz pofiglowaliśmy za dawnych czasów. Rex. Ty zwłaszcza nie możesz. . ach tak. po 69 . Nie był już po prawdzie taki tłusty. Dawne czasy to umarłe i przeszłe czasy.powtórzyłem. za to poniosłem karę. braciszku? . . odezwał się do młodszego niż on gliniarczyka.I jak mi przydziarmażył w kluf.odkazał mi Jołop tak oczeń miło i jakby z ubolewaniem. Ale nie zrobił. .Nu pagadi . ten poli mili cyjniak Billyboy. I znów się odwrócił do przodu. wiecznie to samo.Co za kwacz? Po prostu nie chwytam. Mów do mnie panie konstablu. Nie warto wpuszczać się w karauł i cala tę rutynę.ciągnę.Już tak horror szoł tych czasów nie pamiętam. Ale prawo każe nam coś z tym zrobić. Odezwałem się. my je znamy na pamięć.Tu będzie w sam raz . Chłopcy to chłopcy i tyle.odbałaknąłem ciut zło i jechidno. Rzucił się na bezbronnych starców i oni działali w obronie własnej. .powiada Jołop.Ciągle taki z ciebie jołop.odkazał mi Jołop. co stało się z Petem? I żałosna to sprawa z Żorżykiem .Małych a niegrzecznych malczyków. A poza tym nie mów na mnie Jołop. .Pete. ich nie możesz pamiętać. To nie jest horror szoł. Wyleczono mnie. Teraz już byli my na okrainach miasta. co mnie dalsze a nieprzerywno dzierżał. Przed budynkiem czekał glinowóz i za szafiora był ten co go wołali Rex. Mówi że to doskonały sposób. .Czytali .Szef nam czytał. . . Bo ulice po różnemu utrzymywać należy w czystości.Wciąż nie mogę uwierzyć . i teraz po tak długim czasie próbował się na mnie ciut i po niemnożku odegrać. Jołop.I złapali mnie w taki fest uchwyt i poniekąd wywlekli z Publo Bibloleki. . Poszturgali mnie i wpichnęli na tył glinowozu. młody mój drużku. gdzie wszystko zimowe nagie i bezlistne. a ja nie mogłem się pozbyć wpieczatlenia. że wyjeżdżamy z miasta. braciszkowie.naprawdę nie mogłem.spytałem nie wierząc własnym uszom. Mała przejażdżka na wieś.Byli za młodzi.stwierdziłem z goryczą.Tak ze mną nie idzie rozmawiać. oczywiście.Tu przyuważyłem.Jak to? . . wtenczas.Jakbym sobie przypominał to imię. Znowu te jego sztuczki. że po tak długim czasie . Nie jesteście po ich stronie i nie możecie. .powiedział Billyboy. Wobec tego pytam się ich: . To ustroił taki jeden chryk. . No i właśnie jesteśmy.A stary Pietia. rozmazując tę juchę łapskiem.A dokąd my jedziemy? Billyboy odwrócił się z przedniego siedzenia i odkazał mi: .Nikagda i ani krzty zaufania .Ale trochę się jednak pamięta kiwał raz po raz głową Billyboy.zgodził się Jołop. . i tego już nie chwyciłem: . choć ty. aż cała ta jucha czerwo czerwona puściła się kap kap kap. Pete .

do domciu tęskniłem.odezwał się Billyboy. palił ryjka i czytał se małą książeczkę. . gdzie by świeciło się. cały ryj miałem na pewno w siniakach i krwiakach. odezwał się: . drużku. a żołądek mi cały czas burczał grrrr przez to. a nuż ktoś mi tutaj pomoże? Otworzył ja furtkę i jakby ślizgnąwszy się po ścieżce. co tam Billyboy i Jołop robią Niżej Podpisanemu. Alex bojku . Oni zasuwali a ten szafior tylko siedział za kółkiem. I znalazłem się jakby we wsi. . bujny mój przepych zamienił się w mokry szajsowaty i rozczochrany kołtun przylepiony do czaszki. a Jołop dał normalnie swój szutniacki rechot. bo je zdjęli. 4 Do domciu.prostu wiocha i tylko łyse drzewa i kiedy niekiedy gdzieś jakiś ćwierk. w każdym razie tak jakby sapanie i du du du łomot na tle furkoczących maszyn rolniczych i ćwir ćwir ćwirkania w gołych (czyli łysych) gałęziach. miał wkluczone światełko. a kilka zębów kiwało się luzem. a potem deszcz rozpadał się. a deszcz zamieniał się w lód. że to by było na tyle.rozkazał Jołop. W samochodzie pokazywał się pod lampką dymek oddechu i ten tam gliniarczyk spokojniutko przewracał sobie kartki. mniejsza o to. I na całej płyci byłem obity. A ci przez cały czas pracowali nade mną. zapukałem cicho i błagalnie do drzwi. . Tu domki stały. o braciszkowie moi. Alex . ale może wsie (niby że wszystkie) wsie mają ten sam wygląd. taki lodowaty.Myślę. więc postukałem troszkę dłużej i mocniej. sawsiem sam na samo gwałt i adzinoko. i faktycznie do DOMCIU trafiłem. Był ziąb ale ja nie czułem zimna. więc moje łachy to już był nie szczyt mody. A co mi robili. Tylko my we czterech. i dojrzałem nazwę połyskującą na furtce. skąd było słychać ten szum jakby maszyny rolniczej. A ci otrzepali łapska i założyli z powrotem szłomy na łeb i kurtki. Taka sobie wersja skrócona.Nic wielkiego. do domciu. zapalił i odjechali do miasta. Cały ociekałem tym lodowatym deszczem. A ja leżałem podziargany i zeszmacony. tak że rozdziawiałem co chwila pysk na zimny deszcz. Dokąd ja mam iśćf nie mający domu i w karmanach ledwie parę kopiejek? Popłakawszy sobie bu hu hu huuu wstałem jakoś i poszagałem. a i wtedy niewiele. ludzkiej ani zwierzęcej. Nikt się nie zjawił. a następnie wsiedli do samochodu. Skoro już napisano DOMCIU. Wreszcie Billyboy albo Jołop. zwłaszcza po ciemku. Nigdzie żywej duszy. Szedłem ja przez mrok i nie w stronę miasta. bo wyglądały pieczalno i raczej wzruszająco. Żadnych ludzi nie było widać.Wyskakuj. Zmrok robił się już zupełny. nie umiem powiedzieć. Tam było napisane DOMCIU. tylko tam. jak to normalnie w środku zimy. jak ich doruszyłem jęzorem czyli chlipadłem. Nie zwracał uwagi. Żeby dojrzeć. 70 . i furkot jakiejś maszyny rolniczej w oddaleniu. a całkiem na końcu wsi taka malutka dacza. tam znów jakaś pijalnia. nie uważasz? . Więcej nie mogłem.I dali mi na pożegnanie każdy jeszcze po razie w mordę i wykopyrtnąłem się i tak już zostałem na trawie. i dopiero dało się słyszeć. że od rana już nic nie jadłem. Mój były drug i mój były wróg machali na pożegnanie. co wydała mi się znajoma. Szafior doczytał stronę do końca i schował książkę. braciszkowie. ani domu. Po jakimś czasie dopiero mnie rozbolało. o braciszkowie.Zobaczymy się znów przy okazji. obolały i bardzo spragniony.

O braciszkowie moi. A później wszystko mi opowiesz przy dobrej gorącej kolacji.poklepując mnie serdecznie po pleczu.że ktoś zaszagał do drzwi. . Było po prostu wunder bar tak siedzieć w ciepełku. a na nim widelce i noże i fajny. gromadny bochen chleba. .Proszę się częstować . i zachwat w maskach. kiedy ty będziesz się kąpał. Tagda otworzyły się drzwi na roścież i zobaczyłem w środku jakby ciepły blask i płomienie po trzask trzaskujące. . On zaś mnie natyrlik nie mógł zapamiętać. Wręczył mi ten gorący i ożywczy stakan do wypicia i od razu poczułem się lepiej. że wkrótce poczuję się lepiej.Teraz weź gorącą kąpiel. . . którą przygotuję.proszę mi pomóc. bo w tamte dni beztroskie ja i moi tak zwani drużkowie zawsze wykonywaliśmy co większe draki. bo mi powiedział: .powiedział.powiedział i tak jakby wzdychnął. a on przyniósł dla mnie piżamę i na wierzch podom. pięćdziesiąt i miał pingle na klufie. Czy nie twoje zdjęcie było dziś rano w gazetach? Czy nieszczęsna ofiara tej okrutnej nowej techniki to właśnie ty? Bo jeżeli tak. . Na stole pisząca maszynka i mnóstwo jakby skotłowanej bumagi no i przypomniałem sobie. a on już naszykował w kuchni stół. przyjacielu. i okazało się. do tego rozpękające się kiełbaski no i wielkie gromadne kubasy gorącego i słodkiego czaju z mlekiem.Och .Wejdź . żebym umarł.zaprosił ten członio . i bulelka PRIMA SAUCE i za moment podał wielkolepną jajko śmajkownicę z kusocz-kami szynki. Boże ci dopomóż. tak życzliwie. i teraz już dokładnie go sobie przypomniałem. w sam raz gdzie trzeba.Policja .wyjaśniłem. Te okrutne dziobane wybladki w tym zafajdanym białym domu tak mi zrobili. O jej jej. Więc potykając się wszedłem i nie było żadne udawactwo dla sfingu. W każdym razie poszedłem i wziąłem tę gorącą kąpiel. a to było naprawdę horror szoł jako przebranie. I powiedział: .Ofiara nowoczesności. że to mi utkwiło.kimkolwiek jesteś. w takim razie zesłała cię tu 71 .powiedziałem. braciszkowie. Przyniosę ci tego łyskacza.No już dobrze. . a także bardzo stare znoszone tufle. że siejczas konieczna mi jest pomoc i życzliwość: i przymusili mnie.Czy i jak zdołam się odwdzięczyć? . a potem opatrzył mi te rany na pysku. biedna ofiaro.Usiądź przy ogniu . dobrze . . Zszedłem na dół i patrzę.zagaił . gdzie jestem i dlaczego DOMCIU na tej furtce pokazało mi się takie znajome. a później muszę ci trochę opatrzyć te rany.Tak? o co chodzi? .Kolejna ofiara . No tak: MECHANICZNA POMARAŃCZA. że ten członio to pisarz. łomot i figle. bo teraz potrzebuję pomocy i życzliwości. jeść. Potem drzwi się uchyliły i głos męski zapytał: . jeżeli ktokolwiek zechce je przyjąć. Ten poczciwy chryk objął mnie za plecza i wciągnął do pokoju z tym ogniem i natyrlik od razu wiedział ja. Ale nie mogę się zdradzić.A jeżeli tak i się nie mylę.I poszedł. .zagaił ten członio powracając.Chyba wiem. czterdzieści. Patrzyłem ja na tego czlonia i on patrzył się na mnie. wygrzane przy ogniu. że jestem bardzo zgłodniawszy i po jajecznicy przyszło mi się pożerać jedną po drugiej pajdy chleba z masłem i dżemem truskawkowym z gromadnego dużego słoja. kim jesteś . Och. . tak ze trzydzieści.stęknąłem . I poczułem się. że fifa tu żadna nie mieszka. Napuszczę ci wannę. choć obolały i gdzie nie doruszyć tam bolesny. wejdź i niech ci się przyjrzę. to trafiłeś. taki był dobry. ktoś cię naprawdę pobił. o mało bym się popłakał. Policjanci pobili mnie i porzucili na drodze. On był nieduży w średnim wieku. błagam pana o coś do picia i czy mógłbym się zagrzać przy ogniu. Teraz były tu ciut nie same książki. I chyba wypatrzył mi w głazach te stare łzy.I obejrzał ze współczuciem mój łeb i ryj. naprawdę zeszmacony byłem i wykończony. żebym ja sam fundował innym pomoc i życzliwość.Dużo lepiej mi .a ja ci przyniosę łyskacza z gorącą wodą. Rozejrzałem się po tej udobnej małej izbuszce. kominek i parę krzeseł i jakoś dało się widzieć. . .Ta koszmarna policja. o braciszkowie. Aż dziwne.

A potem wybrał mnie ten Minister Spraw Niewdzięcznych czy też Wewnętrznych. Szczerze ci współczuję. Najpierw torturowany w więzieniu. staremu sercu. 72 .Aha. Mógłbyś przyczynić się do wyrzucenia na zbity pysk tego bezczelnego Rządu. Nie jesteś wolny od grzechu. aby wypróbować na mnie tę nową sztuczkę. Niestety ona tak w kość dała swemu poczciwemu. No bo musiał.Ani słowa nie zdołałem wtrącić. .Teraz mi opowiedz o sobie.odkazał i tak odkręcił kran. starając się mnie wyrzucić. . słowo daję. wciąż.braciszkowie moi. . proszę pana.Policja lubi przywlekać ofiary swe na okrainy tej wsi. Słuchał aż mu się uszy trzęsły.wszyściutko . co pyszni się stosowaniem przymusu i represji. Nie czytałem jej. .wszystko teraz musi być nie przyjemności źródłem. .Oni zawsze chapną za dużo .Ale ich podstawowy grzech to sama intencja.wyjaśnił.powiedział i ryj mu pojaśniał jak słońce w ognistej chwale poranka. .powiedział. Muzyka i stosunek płciowy . jak sądzę. a raczej zmusili. . ale ukarano cię całkiem po drakońsku. Zmieniać porządnego młodzieńca w jakiś nakręcany mechanizm. mój biedaku.Słyszałem coś o Mechanicznej pomarańczy. aż para zaczęła pyrkać.Ty sobie odpocznij.wciąłem się.Chętnie to pozmywam. Ja powiedziałem: . Skazany jesteś na postępowanie według stereotypu. jakby taka maszynka zdolna wyłącznie do czynienia dobra.Odebrano ci możność wyboru. chociaż japsko miałem rozpachnięte i gotowe odpowiadać na jego pytania. ale słyszałem. proszę pana . będący też ofiarą innego rodzaju. proszę pana. . Więc wszystko mu opowiedziałem . jaki akceptuje zbiorowość. Przerobili cię na coś innego niż istota ludzka.Niedużo jest do powiedzenia . . Odrzekłem: . to nie tytuł do chwały dla jakiegokolwiek bądź rządu! chyba dla takiego.wsio . zrobić użytek. tylko męczarni. A może słyszałeś o mnie? Musiałem bardzo uważać. a łokcie u swetra miał całe w dżemie truskawkowym z talerzyka. Kiedy skończyłem. Nic złego nie miałem na myśli. ~ .Opowiedz mi o tym .Nie ty pierwszy się tu pojawiasz w takim stanie . skoro to chrześcijanin? No przemówił. biedaku .literatura i sztuka . tu się znalazłeś. wstał od stołu.Tak jest. że ty. tak powiedział? Oczywiście. kopcąc jego rakotwora z korkowym filtrem.Mówiąc to krugom wycierał ten sam talerz. nosił do zlewu.Opatrzność.odrzekłem pokornie . który ja odsunąłem na bok. do więzienia.zakrzyknął. a tłuszcz na talerzach zastygał stygł i zastygł.Ooo . . jakby w zamyśleniu wycierając talerz. żebym się włamał do domu jednej starej psiochy.No no no. raz po raz kiwając i robiąc hm hm hm zbierał ze stołu talerze i całe to barachło. braciszkowie. że umarła. to znaczy damy.szanowny panie. Moi tak zwani przyjaciele namówili mnie. Chyba da się z ciebie. Zdarzył się taki chłopięcy i głupi wybryk. potem wyrzucony z niego. bracia. tak zwaną technikę Ludovycka. .odrzekłem.wobec tego jutro zaprosimy tu parę osób na spotkanie z tobą. wycierając ten sam talerz co dziesięć minut temu . mów dalej. aby dalej mogła cię torturować policja. . No i wyraźnie to widać: cała ta kwestia uwarunkowań ubocznych. patrzałki świeciły i usto przyotwierało. . Człowiek niezdolny wybierać to już nie człowiek. mój biedny biedny chłopcze. No i wsadzono.To znaczy ksiądz kapelan więzienny. .To samo powiedział kapłon . nachylając się do mnie pożądliwie. Ale to naprawdę opatrznościowe. . . Więc oskarżono mnie o spowodowanie jej śmierci. a jak. . chociaż i tak byłem gotów wyjść po dobrej woli.

Tak tak tak. . żebym tylko mógł pisać. Ale kiedy się tak wylegiwałem. gdzie ciągle się unosi jej wonne wspomnienie. Wszystko to robiła moja żona. bo czułem.te zajęcia domowe. pomyślałem. bo tam było wszędzie ogrzane) i tak się nie mogłem połapać. Alexander uważał. pan wyciera wciąż ten sam talerz. przyszedł mi ten błysk że powinienem wiedzieć. czy jakiś podobny szajs. i zastanowiłem się. aż mnie zawoła na zawtrak. czy ten F. w której musi być jego nazwisko. czekając. I pokartkowawszy w niej (stojąc w jego piżamie i boso. co działo się tej odległej nocy. a mnie zapewniała spokój. Biedna moja dziewczynka. o braciszkowie. ale ona by sobie życzyła. i z dołu dochodził bardzo krasiwy zapach jakby śniadanka smażącego się. Biedna moja biedna dziewczynka. jak mi odchodzi z ryja cała czerwo czerwona krew.rzekł takim bardzo gromkim i rozgoryczonym głosem. ściskał w nich ścierkę . 5 Tej nocy spało mi się naprawdę horror szoł. który ten God czy Gospod niby posadził. tak samo jak ona. . bezpiecznie.Pańska żona? .zrobił. krugom ach! i och! i podobny szajs. o czym to jest. morda mi zupełnie pobladła i on musiał to widzieć.spytałem.Tak. Biedny mój biedny chłopcze. w sąsiednim pokoju. . aby nadal tu mieszkać. on też jest Alex. żadnego tam drzymu. i samego siebie przy tej robocie. jego zakonnicę. to musiało być dla ciebie straszne. Nie przeżyła szoku. jak on to naścibolił. ty i on i ja i całujta mnie w rzopsko. jak to u mnie zawsze. że temu Godu czy Gospodu chce się pić i właśnie nami ugaszać swe pragnienie miłości. . odeszła . Została brutalnie zgwałcona i pobita. Ale było też kilka półek z książkami no i tak jak myślałem znalazła się ta Mechaniczna pomarańcza i z boku.Czy odeszła od pana? . którą bardzo dobrze zapamiętałem. gdzie jestem. God Gospod. co z tą jego zakonną. że obecnie wszystkie wpychle (znaczy się ludzie) przerabiani są na maszyny i że tak naprawdę wszyscy oni. to jakby w naturze rośli tak jakby owoce. ale jakby coś z niej wynikało.Och . o braciszkowie. że my wszyscy jakby rośniemy na takim drzewie życia (on to nazwał) i w sadzie życia. abym pozostał tu. tak jakby na kręgosłupie. to chyba to. .Bo naisto chciałem się dowiedzieć. . ciepło. Wydała mi się napisana jakby w takim bezumnym stylu. aż mi się znowu przypomniało i ciut jakby zemdliło. Musiałem się bardzo przełamać. W mojej sypialce nic więcej nie było jak to wyrko i krzesło i lampa. Alexander. Stało się to w tym domu grabki mu się trzęsły.Przygotowałem ci pokój gościnny. On to widział. jakby pierwszy raz w życiu ujrzał ten talerz. jak się nazywa ten opiekuńczy i jakby macierzyński członio. Ten rząd to chyba się głównie przechwala. Ofiara nowoczesności. a na zawtra było jasno i wziął przymrozek. więc ruszyłem po cichu boso na poszukiwanie tej Mechanicznej pomarańczy.wyjaśnił . braciszkowie. a jesteśmy dlatego.Jeszcze mi nie za dobrze idą . Dopiero po chwili wspomniało mi się. więc polazłem do sąsiedniego pokoju. już zaczęło mi się zbierać na wymiot i baszka mnie rozbolała. I zdaje się ten F. . ale nie marznąc. i tam na ścianie zobaczyłem tę żonę. Nie podobał mi się cały ten szum i bełkot.tam.Więc powiedziałem: .Proszę pana. Alexander tak po nastojaszczy nie z uma 73 . napisane było nazwisko F. i odstawił go. . umarła. który był jego.Zobaczyłem to wszystko wyraźnie. takie duże foto w powiększeniu. Zgadzam się z panem co do tego chwalenia się. ale zaraz wróciło i poczułem się ujutno.Rozumiesz.

że w domu nic ma telefonu. w walce o to żeby obecny zły i nikczemny Rząd nie obronił się w nadchodzących wyborach.Wszystko to już widzieliśmy .I zastanowiłem się.Pisze pan jakąś nową książkę? . i wypruwał życie i kiszki i wolę każdemu. Łypnął na mnie tak bardzo uważnie. czy on widzi.Już prawie dziesiąta. od zlewu do spiżarki. przeciw temu Rządowi? Chwycił się za brzeg stołu i odkazał mi. ale od razu stał się znów cały miły i przyjacielski i też łyżeczkował to jajko śmajko. . biedna ofiaro? Czy teraz już sam Rząd będzie rozstrzygał. i ten wariacki błysk w oku. żeby ich synowie tym się stali. ale do jajka nie wrócił.Tyle długich słów. jak będziemy tu mieli pełny system rządów totalitarnych. braciszkowie.A co ja mam do tego? .Wstał od jedzenia i zaczął chodzić tam i nazad po kuchni.w innych krajach.ciągnął . .wyrwało mi się. I tak sobie wpieprzając powiedział: . Napisałem artykuł . kiedy wygarniałem to jajko i przez moment nie uważałem.odkazał i siedli my przyjemnie po drużeski do stołu przy tym trach trach trach jajek i chrum chrup-chrup chrup tostów z czarnego chlebka.oznajmił . Rząd najbardziej ze wszystkiego chełpi się tym.A co pan będzie miał z tego? To znaczy oprócz monalizy. a ja znów zastanowiłem się. teraz nie o to chodzi . i to mordercza.A nic . kto by nie podzielał opinii Rządu? . . jak podlazłem do drzwi wstawiać tę starą gadkę i z prośbą. nagle czujny jak ten bystry zwierzak. . . . Bo nadajesz się jako broń. . takie wyliczenie krzywd. wygłaszając na całe gardło: . radosnym i lib lib kochającym i cały ten szajs. .spytałem. jak w ubiegłych miesiącach poradził sobie z przestępczością. . Spytałem: . .szedłszy.Ktoś z nas musi walczyć.Zdawało mi się. Tylko dzwoniłem do różnych ludzi. które miał szmucyk i oczeń szajsowate od rakotworów: . . artykuł? To znaczy dlaczego jest pan taki napalony. Ani się obejrzymy.Nie. jak pan mówi. Ja pracuję od wielu godzin. wyławiając ugotowane jajka i spod gryla wyciągnąwszy czarnego tosta. a czaj z mlekiem ogromnym stał obok w tych porannych dużych wielkich kubasach. zwyczajni ludzie muszą dowiedzieć się i zrozumieć. .O ho ho.dzisiaj rano. co mówię. że nie mam telefonu? . Ty go podpiszesz. . kiedy ty spałeś.nic.nic .Dlaczego? . zatrzymawszy w ręku łyżeczkę z jajkiem.powitał mnie. co jest zbrodnią a co nie jest. .Czy chcą. To wdrażanie prowadzących do ubezwłasnowolnienia i wymózgłowienia technik asocjacyjnych.spytałem. Ukaże się z twoim litość budzącym zdjęciem jutro albo pojutrze. co ty. .Znów przyjrzał mi się uważnie nad parującym jajkiem.Skąd ci przyszło do głowy.odkazałem . co wypłacą za ten. więc Pokorny Sługa Wasz i Niżej Tu Podpisany wziął i zszedł na dół.Nie nie. Ludzie.spytał. 74 . pomyślałem.Troszkę się uspokoił. co też on zapamiętał z początku tej odległej nocy. brutalnych zbirów do policji.jesteś żywym świadectwem tych szatańskich pomysłów. . ciągłe z tym błyskiem obłędu .Ty . Bronić wielkich tradycji naszej wolności.Dzwoniłem do różnych osób. zgrzytając kaflami. które twoja sprawa mogłaby zainteresować.Ale długo spałeś . a ona mi odkazała. biedaku.odkazał. jajcząc sobie i chrupiąc tosta. jaką rolę odegrałem w jego życiu? Podjął: Ta rekrutacja młodocianych. czy mogę zadzwonić po doktora. jakie ci wyrządzili. Ten klin od wąskiego końca wbijany i coraz szerszy. jeśli wolno spytać. bracia. że pan nie ma telefonu . a wdrug przekręciło mu się od śmierci jego zakonnicy? Ale zawołał mnie z dołu głosem całkiem normalnego mudaka.

Co? . i pizgnął nim o podłogę. da Silva.Tu złapał widelec. biedaku.P. Co najwyżej . . mój chłopcze. i dziabnął nim kilka razy w ścianę. o braciszkowie. w ciężkiej oprawce. to co napisał.No . przeczytasz sobie. 75 . bardzo wysoki. grubych. to taka bardzo długa i płaksiwa kobyła. Nazwy stronnictw i partii są niczym. Jeden był Z. . bo to zaraz pójdzie w Tygodniowej Fanfarze pod twoim nazwiskiem. . Poszedł ich wpuścić i w przedpokoju zrobił się szum i takie huhuhu gadu gadu i cześ cześ co za pogoda i co słychać. Kiedy wielki F. Dlatego trzeba im dostarczać bodźca! bodźca! . u drzwi się rozdało ding dong ding dong. Zjedz to śniadanie i chodź. że ty jesteś żywym świadectwem. tego bałachu. No i trzeci z nich D. Czego się nie robi dla sprawy. B. jaki jestem? Czy będę mógł znowu słuchać Symfonii z chórami żeby mnie przy tym nie rwało do wymiotu? Czy będę mógł prowadzić normalne życie? Co ze mną będzie. Pierwszy Z. Alex podał mi ich nazwiska. braciszkowie moi. aż cały się pogiął. okrągły i tłusty członio w pinglach. biedna ofiaro współczesnego świata .Jedz sobie. .dobrze .Przekrasne i horror szoł. Była ich trójka i F. aby zrobili ze mną to co mają zrobić. a skądże.A on przyjrzał mi się na to bardzo uważnie i zagabnął: . przecież mówię. bardzo stary i z brodą jakby udziuganą w jajku. A potem rzekł: Och. Po czym rzekł oczeń spoko i po drużeski: Najedz się. jakby to było samolubne. Wszyscy mi się tak horror szoł przyjrzawszy i chyba nie posiadali się z radości. Potem władowali się do pokoju tu gdzie ogień prygał na kominku i kniga i artykuł o moich cierpieniach i zrobili ooooo! na mój widok. jedz. Już otwieram. a ja zostałem się w tym pożyczonym ciuchu nocnym i tuflach czekając. o braciszkowie. o braciszkowie. I to jajko moje tak samo zjedz. kulturalny i głos miał dżentelmena. .Doskonale . Był to malutki. że ten bidny a cierpiący malczyszka to nikt inny tylko Wasz Pokorny N. Wsie malczyki używają. Gdziekolwiek ujrzę nikczemność. Tradycja wolności jest wszystkim. Zwyczajnym ludziom nie zależy na niej. że ja chciałbym też coś dla siebie.Dobrze .rozumie się .Więc on poszedł do kuchni zmywać po zawtraku. co napisałem.może podziałać. Gotowi są sprzedać wolność za spokojniejsze życie.Och . co powiedziałem. to aż mi się robiło po nastojaszczy żal tego bidnego malczyka jak opowiada co wycierpiał i jak to Rząd go własnej woli pozbawił i jak wszyscy powinni zrobić z tym szlus żeby taki niecharoszy i podły Rząd już nikagda bolsze nimi nie rządził: i rozumie się w końcu dotarło do mnie.powiadam. . proszę pana.krzyknął i pokazał się wycierając łapy .co? Ten chłopak to znakomity chwyt .powiadam tak się mówi po nastolacku. jakby to nie przydumało mu się do łba i w ogóle co za porównanie z Wolnością i całym tym szajsem! i wyglądał na zaskoczonego tym.gdyby tak miał wygląd jeszcze gorszy i tak na żywego trupa. że jak czytałem. Na pewno coś da się wymyślić. tam staram się ją wytępić. Drugi był Coś Tam Coś Tam Rubinstein. Dolin tak zagaił: . taki wytworny. A ja zapytałem: . że dostaje świra.Nie jestem po niczyjej stronie.i było jak na balszoj oczewidno. Dolin i ciągle chr chr chr i kasłu kasłu nie wyjmując peta z mordy i rzęziło w tym członiu i kopcił obsypując się z przodu popiołem i grabkami strzepując go sobie z łachów jakby nie cierpiawszy i w nerwach.A co ja będę z tego miał? Czy wyleczą mnie z tego. . bo własnych planów nie miałem. proszę pana? Przyjrzał mi się. co widzą. ty nieszczęsna ofiaro. No cóż. Alexander zatrudniał się w kuchni z posudą.to właśnie oni. prędki w ruchach i roztaczający woń perfum.jak gdyby dotąd nie słuchał. Wielkolepno iżeś panie mój to napisawszy.

Męczennik dla wielkiej sprawy Wolności powiedział.Jołop .Nikt jeszcze nie powiedział. bardzo białych na tle ciemnego lica. a ja nie jestem ani jakiś tam zwyczajny. czym byłem? Tego chcę! i to właśnie chcę wiedzieć! Chrr chrr . a nie z takimi. Bo w razie . . Torturowany w więzieniu.bałaknąłem już koło schodów . Alexander: .Masz odegrać swą rolę i o tym pamiętaj.rzekł jakby z namysłem F. chłopcze. chciałem powiedzieć. Alexander. A na razie zajmiemy się tobą.Ja chcę tylko jednego wrzasnąłem . jak ten rodzaj głosu mi w coś trafia. żebyście mnie robili w konia. .Wszystko to już minęło. wszystkim panom tu jestem bardzo wdzięczny.Prawie zdawało mi się . tak . jak będziemy cię pokazywali na wiecach. Na pewno. B. . więc siepnąłem: . wyrzucony z domu przez własnych rodziców i tego ich nadętego brudasa lokatora. a po nastojaszczy to zdrajcy! Czy to potraficie zrobić? Czy ktoś może mnie przywrócić do tego.I zaczął mnie głaskać po lewej grabie jak duraka.E? . Postawi się na zrujnowane życie. Na pewno musieliśmy się gdzieś spotkać. jak pragnę Boga mego jedynego. o braciszkowie moi. da Silva tak odpowiedział: . Tak na kogoś mówili. spotka cię mała i bardzo korzystna niespodzianka.zrobiłbym to. Pójdziesz z nami.Co ma to tego Jołop? Co pan wie o Jołopie? I wyrwało mi się: . zlinczowany przez gromadę staruchów i mało nie zabity przez gliniarzy! co ze mną będzie? . . Tylko musisz poczekać. .Och. przyjacielu.I zadumał się tak jakby zmarszczywszy brew. Głupie to są jakieś zwyczajne przystupniki. Więc ja na to: . Poszedłem do drzwi.Bo już było mi po nastojaszczy pilno wydostać się stąd.to znaczy ubranie i pójdę sobie sam na samo gwałt i adzinoko.Co mnie traktujecie jak rzecz do użycia! Nie jestem durak. Znaczy się. Dolin kasłu kasłu. oj.Przekonasz się.Chodzi głównie o spotkania publiczne. . że Partia ci okaże wdzięczność. dziwne.żebym znów był normalny i zdrów jak za dawnych czasów! i miał ciut niemnożko ubawu z prawdziwymi kumplami. da Silva głaszcząc go po klatce jak pieska się uspakaja. Dolin powiedział: . jaką z tego ja będę miał korzyść.tak . .gdyby to ja bym go rozdarł. . Alexandra. Mnie zaś D. Mamy cię. . żeby iść na górę po swoje ciuchy i zmywać się stąd.Jołop. . ale muszę sam troszczyć się o własne życie i koniec.Ja tylko zabiorę ciuchy . Alexander pokazując te zafajdane kafle. przez co wygląd miał ciut po niemnożku jak inostraniec.Jezu Chryste . panie Boże dopomóż. Musimy pomóc temu biedakowi.zrobił Z. Na dwoje bym go rozłupał i rozpruł. . i nie wypuścimy tak łatwo. .wymówił F. braciszkowie.Ale to się nie może zdarzyć. 76 .I pokazał wszystkie trzydzieści i coś tam kafli. To byli zupełnie inni ludzie. Aż wykrzyknąłem: . Trzeba mi na to uważać. Tego wymaga od nas Przyszłość i Nasza Sprawa.O nie. nie. obszczerzając się jak z uma szedłszy. Ale ten Z. Paniatno? .No już . co tylko nazywa się że drużkowie. Gdy to wszystko już dobiegnie końca. . Musimy rozpalić w nich serca.Tu włączył się Rubinstein: .powiedział D. . Z tym wiąże się oczywiście prasa. a w głazach jak z uma szedłszy.Dziwne. wy głupie skurwle. B.Nie spodobał mi się ten żywy trup. . drużkowie? Przecz to za pomyśluch gwoli bratu swemu się wam telepie? Tu nagie wchlupotał się F. ani jołop dla was.Nie ponrawił mi się ten wyraz w ślepiach F. Jołop. Ogromnie to nam pomoże.już .spytałem.Co tu jest grane. .

Tak po prostu leżałem skopawszy but ze stóp i rozluźniwszy halsztuk. któremu by można zaufać. .Zapłaciłem ja na to. . Była to symfonia.powiedział Z.Tu się wprowadzasz. . co nazywa się Otto Skadelig. B. czy nie ty . I we łbie leciały mi różne obrazki . o braciszkowie. do imentu oszołomiony i bez pojęcia. Czy aby nie . aby mnie apiać złapać za łapsko. że pora walczyć.Jołop jołop jołop . . co to pewnie polityka i cały ten szajs. braciszkowie.? Chciałem powiedzieć.Tu będzie twój dom .No to weszliśmy i w holu na ścianie znowu nabazgrane coś z tej Godności Trudu. Rubinstein siedział mi po jednej stronie. sam na samo gwałt i adzinoko cicho i spoko.Jak sobie chcecie. God Gospod sam najlepiej wie. . . że zapłaciłem za wszystko. i winda. Jedzenie znajdziesz w tej szafce. . Odpoczywaj. zobaczysz. ale i za tych skur wy bladych synów.jeszcze jedno. . . Alexandra i mogłem tylko powiedzieć: . na górę.oznajmił D.zgodził się D. co się przebudziło w udręczonej pamięci naszego przyjaciela F. Przestało mi się podobać to jakby spojrzenie w głazach F. Bo macie mnie w ręku. a ja leżałem na wyrku. po drugiej Z. . braciszkowie.różnych ludzi. 77 . . Pokażemy się znów trochę później. jakie ma być teraz moje życie. bardzo huczny i gwałtowny utwór. Alexandra. wysiadamy. Aleksander. . Dolin chrr kaslu kasłu . To błysnęło mi już.wkluczył się Rubinstein. jakich spotkałem w rzygole i Wupie i różności. szczególnie w pierwszej części. no to stałem i tyle.odkaszlał się Z. chłopcze . Tylko bierzmy się do tego i kończyć.I bystro podszedł. . . dwie sypialki.Więc ubieraj się i ruszamy. co mi się przytrafiły .Bo teraz chciałem już tylko wydostać się z tego DOMCIU. A następnie z tymi trzema na dwór i w gablo. Piżama w szufladzie. . . co przyszło mi się znieść ostatnio. . Nie można dopuścić. Malu malu malutkie.? . po nastojaszczy gromko. Mamy coś do zrobienia. da Silva i pokazał wsie trzydzieści zębów jak nie więcej. a D. mianowicie Symfonia Nr 3 tego duńskiego flimona. braciszkowie. B.Czym albo kim był ten Jołop? . Zbudziłem się usłyszawszy muzykę za ścianą. No i zostawili mnie.i jak w całym przeogromnym świecie niet ani jednego człowieka.Aż chuć i poczucie gwałtu mnie ogarnęło i poczułem się zaraz niedobrze.Rozgość się.spytałem nie sawsiem zrozumiawszy. . którą znałem horror szoł i prawie na pamięć. Dolin i zakaszlał. Po czym zadrzemałem.odezwał się Rubinstein tym starym głosem. i jak raz ona wytargała mnie z tej troszeczki snu.Wiesz chyba. ale jej nie słyszałem od lat. i do żyliszcza takiego jak wszystkie żyliszcza we wszystkich blokach tego miasta.W porządku . da Silva prowadził do miasta i pod blok w pobliżu mojego bloku czyli rodzinnego żyliszcza. Widziałeś.Chodź. B. co mam na myśli. braciszkowie.Było .Znalazłem się na górze w try miga i byłem ubrany w niecałe dwie sekundy. . Poszli zająć się swoimi sprawami. Alexandra. to było prze u żasne i kropne.Aha . jedna bywalnia (czyli stoło żyło roboło co by nie było) i w niej stół calutki w knigach i bumagach i atrament i butle i tym podobny szajs.Wszystko będzie dobrze. aż mu się czubek rakotwora wetknięty w mordę rozżarzył czerwono jak małe palenisko. ale na myśl o walce już zechciało mi się upaść i rzygnąć. .W porządku .Zostawiamy cię tu. niespokojny duchu.Trochę się położę skazałem. żeby to dalej poszło.Hę? .Wszystko to. chłopcze. A połóż się. da Silva. którzy nazywali się moimi kumplami. Dolin chrr kasłu kasłu. Nie tylko za siebie.wciąż mamrotał z cicha F. A na razie znajdź sobie jakieś zajęcie. A później dostrzegłem ten jakby szał czy obłęd w ślepiach F.

aż mi się film urwał. Waliłem w ten mur aż kostki zrobiły mi się całe z krwi czerwo czerwonej i skóry w strzępach.Tak się obijałem po całym żyliszczu w tym bólu i mdłościach. że mam skończyć z tym wyskoczywszy. A jak mi się urywał film. a zdumione i porażone mordy wybałuszały się na mnie z góry. Aż dostałem prydumki. i ciężko się łomotnąłem o chodnik. Wziąłem się znów ryczeć i wrzeszczeć. a potem jak mnie chwyci ten początek bólu i mdłości. ale muzyka nie ucichła. ten mosiądz i bębny i smyczki na kilometr wysokie. 78 . wyciągnąć kopyta. też ustroili ci moi niby to nowi przyjaciele i że jak raz tego było im nużno dla tej ich okropnej chełpliwej i samolubnej polityki.Żegnaj. prysnąć raz i nawsiegda z tego parszywego i wrednego świata. tak bardzo kochający się w muzyce. to wypadłem z tej malutkiej sypialki. że muszę od niej uciec. Aż wepchnąłem sobie małe palce tak po nastojaszczy w głąb uszu. co muszę zrobić i co chciałem zrobić. Posłuszałem jej tak ze dwie sekundy ciekawie i z radością. żeby się zabić. Jakby zrządzeniem losu druga broszurka miała na okładce akoszko i napis: Otwórz okno na świeże powietrze.Och. jak bolało. i niech ci God Gospod przebaczy to zmarnowane życie! . że na tym ohydnym i przeohydnym świecie ani jeden człowiek nie jest po mojej stronie i że te muzykę za ściana. starając się jakoś odgrodzić od muzyki i stękając aż jakby z głębi kiszek. skrzyczeć i wrzeszcząc. Boże. chociaż oni ŚMIERĆ zapowiadali tylko RZĄDOWI. żegnaj. Bo zobaczył ja słowo ŚMIERĆ na okładce takiej broszurki. w której porzucałem świat i niebo i gapiące się nade mną pyski.Wylazłem na parapet. a te od zewnątrz zakluczone i nielzia wydostać się. o braciszkowie. wyłączyć! . co ja mam robić? . Może chwilę zaboleć i już. Ale pogruchotałem se grzbiet nadgarstki i giczoły i strach powiedzieć. co napisałem.A tam grało i jakby coraz głośniej.zawyłem do samego siebie i bu hu hu. aż sieknęło mi głęboko w kiszkach. zlituj się nade mną! . Świeżą myśl i nowy styl życia. A potem ja. a potem Jołop i Billyboy przebrani za gliniarzy. A muzyka huczy coraz to głośniej i głośniej. Jakby mi ktoś podskazał. to znaczy skończyć ze sobą. a potem na kupie knig i bumagi i tym podobnego szajsu na tym stole w bywalni zobaczyłem. to w ostatniej chwili poniał ja. to bym nie mógł napisać tego. gdzie się położyłem. Okno w pokoju. stało na roścież. powstrzymali mnie. do drzwi wyjściowych.co akurat leciała. . muzyka huczała mi z lewej. o braciszkowie. przestać. ale puzony i kotły też się przedzierały zupełnie gromko. to nie. braciszkowie. I uwrzasnął się ja do świata: . Przecież jakbym się zabił. 6 Wyskoczyłem ja. czołgałem się z łóżka i sam do siebie och och och i zaraz łubudu du du w ścianę z wrzaskiem: . a w mur piąchami łup łup i łubudu du! ale nic a nic z tego nie wynikło. Muzyka wciąż bluzgała na wylot przez mur. zamknąłem oczy i poczułem na ryju zimny wiatr i skoczyłem. aż te próchniaki w Publo Biblotece. aby przestali. To błysnęło mi w jednej miliono milionowej części tej chwili. Podszedłem i wyjrzałem pionowo w dół na samochody i basy i przechodniów. spoko i spać nawsiegda i na zawsze. jakby naumyślnie torturowali mnie.Przestać. Oeh. Chyba nie z takiej wysokości skoczyłem. ale żebym wykorkował.

co się go aplikuje.A jakbym zdechł. a pod jej oczeń wysztywnionym fartuchem widać było takie grudki że horror szoł. a nie na takiej dłuuugiej sali. w try miga. Ale ta pielęgniarka zerwała się. że jakiś razkaz. co te sukinsyny będą wyprawiać z innymi nieszczęsnymi przystupnikami. Potem znów się obudziłem i kogo ja widzę przy moim łóżeczku jak nie tych trzech.Ale słowa mi nie wyszły tak horror szoł.Ale wyszło mi tylko yy y. które wam ładują w szpitalach. o nie! Nie mógłbym przyłożyć ręki do tego.zagaił jeden z nich. że ta psiczka wróciła i przywiodła ze sobą kilku w białych płaszczach i ci oglądali mnie umarszczywszy się i robili hm hm hm do Niżej Podpisanego. a moje bidne stare nożyska całe wyciągnięte i na całość bandaże. jakby to były kwiatki jakieś i żeby prosto wyrosły.snuł ten głos .Ooo! więc odzyskaliśmy świadomość. że leżę w osobnym pokoiku. Dolin we własnej osobie. chełpliwym łajdakom i już nie mają szans na przejście w wyborach. ale widno. Głowę miałem całą w bandażu i jakieś kawałki czegoś tam poprzylepiane do mordy. jak nie w szpitalu? w bieli i w tym szpitalnym zapachu. polityczne skur wy bladki wy syny.Przyjacielu . Więc rzuciłem to i obecnie wygłaszam kazania. B. Te środki odkażające. w ogóle nic. taki jakby kwaskowaty i ckliwy i czysty. Nic jednak nie czułem.No i gdzie wróciłem do życia z długiej czarnej i czarno czarniutkiej pustki. pełnej kasłu kasłu zdychających wokół próchniaków. Za wielki bałach w usto dla malutkiej psiczki. ukochany mój synku w Jot Cha. tylko aby wyzdrowieć i uciec. to jej próbowałem powiedzieć. zdradzieckie wy po przyjaźni łgarze i w kant naciągacze. jakbym usto miał zesztywniale.mały nasz przyjacielu . bo prawie od razu apiać jakby przysnąłem. może nie. to byłoby jeszcze łuczsze dla was. Wspaniale się przysłużyłeś sprawie Wolności. ale nie mogłem się rozejrzeć ani dosłyszeć który . Bardzo powoli wróciło mi wreszcie. co im wyprygnątem z akoszka! czyli D. małaż ty moja siostrzyczko? Pójdź tedy a uczyń w łożu z drużkiem twym przyjebne pokładanko. ale za minutkę czy dwie znów mi się wydało jak gdyby pewne. o braciszkowie. żeby ci się prędzej odechciało chorować. i przemówiła: . . Miałem wtedy coś jakby dyfteryt.i dychał na mnie tym zaprzałym a smrodliwym łyskaczem i znów się wywnętrzał: Ale dłużej bym nie został. Zadałeś cios śmiertelny tym ohydnym. bo mnóstwo w niej rozmów i dyszała przy tym uch uch uch. Przy łóżku siedziała pielęgniarka zaczytawszy się w knidze bardzo niewyraźnie drukowanej. w prawą zaś grabę u samego plecza kapała czerwo czerwona krew z odwróconego słoika. o braciszkowie. graby też obandażowane i jakby z patykami rozpołożonymi wzdłuż palców. kim jestem. da Silva i Coś Tam Coś Tam Rubinstein i Z. Wyszła i zostawszy ja sam na samo gwałt i adzinoko dopiero zobaczyłem. synu mój . . . chodzę i mówię to ludziom. ale wyszło mi tylko yczenie jakieś yy! y! i nic więcej. A siejczas tak jakbym nie mógł za długo utrzymać tej przytomności. a co. więc musiał to być jakiś razkaz o tym starym ryps wyps tam i nazad. synu. jak ona. która mogła trwać milion lat. i stwierdziłem wymacawszy chlipadłem że niektórych zębów już nie ma. bólu ani czucia. klatki jakby z drutu. cały owinięty byłem w coś białego i w cielsku nie odczuwałem nic a nic. gdzie trzymali mnie jako drobnego rybionka. Następnie jeden z trójki wyciągnął do mnie jakby plik wycinków z gazet i dojrzałem strach 79 . Więc bałaknąłem: Jak leci. usto miała ba ba bardzo czerwone i rzęsy takie długie ponad głazkami. To kres ich rządów na zawsze i raz na zawsze.ludzie pałają z oburzenia. A z nimi jakby na pewno był ten stary kapłon z Wupy i zagajał: Och. aż kniga jej poleciała na podłogę. Starałem się odpowiedzieć: . to powinny mieć jakiś horror szoł zapach jak smażona cebulka albo kwiaty. Dziuszka była po nastojaszczy horror szoł.

Och. . .Pojechał do domuuuu.Nie można go tak denerwować. całego we krwi.budzące foto samego siebie.powiada ef. a tu moi ef i em przyszli w odwiedziny do chorutkiego synka i moja em wyprawia takie bu-hu-huuu że wprost horror szoł.Patrzył swego nosa i nikomu nie wadził . jak mnie taszczą na noszach i tu nieożydno przypomniałem sobie te pykające światła. synu.No no no no proszę. . że ma prawo jak każdy. czy drzym.chcecie. i co jest grane? może wam się zdaje. Próbowałem powiedzieć: . Bo stał na rogu. I my w pewnym sensie też byliśmy winni. że . Maciocha zaś na to: . . A potem znów się obudziłem i patrzę.powiadam.Mój tatata odpowiedział tak jakby zawstydziwszy się: . że cała moja płyć (to znaczy cielsko) jakby opróżnia się z czegoś w rodzaju brudnej wachy i na to miejsce wpływa czysta.To straszne . A teraz proszę stąd wyjść. na pewno fotografów. . więc powiedział. żebym do was się znów sprowadził i żeby wszystko było po staremu.Pojechał z powrotem do swej rodzinnej miejscowości.No i teraz .Naprawdę straszne. Ouuuuuuu. synu.Co azaliż twe poczynia Joe nowe syniszcze? Zdrów i dobrze ma się i dostatnio.odrzekłem . . Teraz już mogłem dużo lepiej mówić i odezwałem się: . czy jawa.powiadam. I ja też udaliłem się. aby się wylizać. że nasilno przewracam je na ziemie i gwałt! i gwałt! a wszyscy stoją dookoła i klaszczą w łapska i radują się jak z uma szedłszy. . wierę a modlę.Pisali o tobie w gazetach.i nie odczuwając bólu ani mdłości. . Przydumało mi się na przykład. Nie powinniście go wyprowadzać z równowagi. Więc na jego miejsce do pracy już musieli przyjąć kogo innego. .Aut aut aut! . że robię im to stare ryps wyps tam i nazad. sam na samo gwałt i adzinoko jeżdżąc sobie tam i nazad po świecie i rozjeżdżając wpychli.A mój tatata: . . Jak to Rząd cię popchnął do targnięcia się na własne życie. W końcu twój dom. synu. co krzyczą. wtedy oni się rzucili na niego i okropnie go zbili. tylko że apiać ku ziemi. w tę czarność rozjaśnianą tylko dziwnymi snami.potaknął ef. w rodzaju CHŁOPIEC OFIARĄ KRYMINALNEJ REFORMY albo RZĄD W ROLI ZABÓJCY i do tego foto jakby znajomego drewniaka z podpisem AUT AUT AUT i był to chyba Minister Spraw Niewdzięcznych i Wewnętrznych. synu.zabuhuhuczała mać.ale wyszło znów y! y! y! Wsio taki ci trzej politycy się wynieśli. A oni do niego. I gdzie się podziewa ten biedny chłopak? . to jednak twój dom.Bardzo niefortunnie się stało. Po czym ta dziuszka pielęgniarka orzekła: .Tak . Jednym okiem wyczytałem nagłówki tak jakby trzęsące się w łapie u trzymającego.Naprawdę? Taki porządny człowiek i w ogóle. że jesteście tu mile widziani? .Umieram! . 80 .A policja mu się kazała rozejść. Zaiste dziw mnie ogarnia. A maciocha wciąż robiła do tego bu hu huuu i wyglądała tak ohydnie jak całuj mnie w rzopsko. Też powtarzał się przekrasny i po nastojaszczy horror szoł drzym jak siedzę w ukradzionej gablocie jakiegoś flimona. że ma przechodzić.Naprawdę? . nie wiadomo. Miał trochę kłopotów z policją i załatwili go. synu. Śniły mi się też rozmaite psiczki. . Więc bałaknąłem: . o braciszkowie moi. umówił się tam z dziewczyną i czekał na nią. Alex Alex. Że cię bardzo skrzywdzono.Ouuuuu .

rzekł ef. . . synu . . no.o braciszkowie moi to powiedziawszy zaraz się poczułem ciut łuczsze. moi mali drużkowie? . . . .Aha . . Jakbym po to. leżałem i myślałem co nieco o różnych rzeczach.Słucham? . zamknij że się .powiadam. .skazał tatata. czy o coś tam i popatrzyłbym. jak zechcesz. jakby pod czaszką przesuwały mi się najróżniejsze obrazki.Cokolwiek by robili . . synu .Byłoby niepłocho .. Bardzo fajne.Ouuuuu .Musicie się zdecydować .Dobrze . Złapałbym to wszystko i pierdyknął o ścianę albo skałę.odezwał się jeden z doktorków.. .powiedzieli obaj i kartka się przewróciła.odrzekła .powiedziała .No cóż .odrzekłem. Były 81 .powiedziałem . . . wielki gromadny ptak. Jakież to miawszy pomyślunki na mózgłowiu świeże a nierozumniech? . to ją spytałem: . ogon miał krugom rozpostarty we wszystkich kolorach.Ouuuu .Ale czy ktoś .Tak. A co się tak pyszni.wydziargnać mu z ogona te wszystkie pióra i posłuszać. .Tak nie mówi się do matki.Co tylko zechcesz. pysznie tak i chełpliwie. synu.Około tygodnia . .zagabnąłem . jakby świeża krew czerwo czerwona popłynęła mi nagle po wszystkich żyłach. pielęgniarka. tak jakby wygładzić mi prześcieradła.Wszystko będzie. nieprawda? .to na pewno ci wyjdzie na dobre. aby mi było lepiej. .zawyła macica.albo dam ci powód.I co ze mną robili? .I co byś z tym zrobił? .Już idźcie.Więc obaj się jakby zakłopotawszy obśmiali z tego i usiedli po dwóch stronach wyrka i rozpachnęli tę książkę. Na ładny mi świat smrodliwy i zafajdany. . . żebyś sobie na to popatrzył i powiedział nam.rzekł jeden z doktorków. co myślisz o tych obrazkach. . synu . .z jajami.I .Słucham? . młodych i słodziutko ułybniętych.odpowiedziała. Musieli z tym wszystkim zrobić porządek.Co jest grane.I dalsze odwracali te kartki.robił coś z moją baszką? To znaczy chciałem zapytać. .odrzekłem . .W porządku.powiadam . i przynieśli jakby książkę z obrazkami. .Dobrze dobrze . Tylko wyzdrowiej. czy nie majdrowali mi tam coś wewnątrz mózgu? . co się nazywa paw. Na tym obrazku był taki.powiedziałem .Jak dawno tu jestem? .Och. Pomyślę o tym powrocie. synu rzekł mój tatata.zabałakali obaj . jak wrzeszczy gwałtu rety! aż by posiniał.zapytał drugi. .powiedziałem. Zgoda? .Dobrze.kto rządzi. Było nad czym się zastanowić. . Zacisnąłem powieki jak gdyby z bólu i skazałem: . Na pierwszej stronie było zdjęcie jakby gniazda pełnego jaj ptaszęcych.nie ustawała mać.byłeś cały połamany i potłuczony i doznałeś poważnego wstrząsu i straciłeś niemało krwi. Ale dużo by trzeba zmienić. jak to się horror szoł tak fajnie rozbryzga. . musiał coś tak robić. a kiedy wróciła ta dziuszka.dobrze dobrze dobrze.Zastanowię się . Kiedy poszli sobie.odpowiedział tatata.Rozpirzgnąłbym. Bo ci przykopię w zęby. żebyś naprawdę miała czego wyć i lamentować. .Och .Przemyślę to sobie bardzo starannie. aby gorzej. Ale w parę dni potem zjawiło się dwóch takich doktorków.W końcu ona cię wydała na świat. Jeden zagaił: Chcemy.Gniazdo ptasie .spytałem.Proszę cię.

Tak zupełnie chyba nikt nie poniał. Ale już nie będzie ci zagrażał. O drugiej trzydzieści po południu zwalili się chyba wszyscy fotografowie i ci z gazet. przyjaciół. co to za ludzie. tylko Minister Spraw Niewdzięcznych i Wewnętrznych. I mało nie zatrąbili wielkiej fanfary ku czci tego ogromnego ważniaka.Wielkie ci jajka śmajka wżdyć i twoim tak samo. że wtedy udałoby się im zwalić odpowiedzialność za to wszystko na Rząd. I był też obrazek. Były takie obrazki. chętnie bym się przyłączył. Rozmawiamy sobie na stopie przyjacielskiej. na którym ten stary gołoguzy brat i swat naszego kapłona taszczy swój krzyż pod górę: i ja powiedziałem. bo myślą. autor literatury wywrotowej. dobrze! . pragnący cię wykorzystać. Tak jest. tak jest.rzeki jeden z nich. wykorzystać w celach politycznych.wkluczył się drugi. mój chłopcze? . Błysk błysk i trrrach poszły w ruch kamery na to.Jaja . . tak .Niby co takiego? . że pasowałby mi ten młotek i gwoździe.niejaki F.rzekł Minister od Nie i We Wnętrz . zobaczysz . . tak. to ja powiedziałem. co ryczał i domagał się twojej krwi. . o kogo chodzi. a te z gazet fagasy nic tylko skrybu skrybu i pisu pisu. Chyba orientujesz się.powiadam . .spytałem. nieprawdaż? Masz najlepszą opiekę lekarską. Alexander. co mają notesy i ołówki no i cały ten szajs.Ja dla każdego jestem przyjacielem . bo z głowy bandaże już miałem zdjęte i kudły mi z powrotem odrastały.powiadam. i oczywiście był to nie kto inny. że warto by im zasunąć to stare ryps wyps tam i nazad: i do tego fest ultra kuku. jak on zafundował mi grabę.A więc . ale są tacy.Czy mógłbyś nam to powiedzieć. . .wkluczył się bystro ten Minister Spraw Nie i We Wnętrznych.Wyleczony? . . braciszkowie moi. jak oni mi wygładzali pościel i czesali mój bujny przepych. . chcemy. Wiesz chyba. do którego należę.Głęboka hipnopedia . . nieprawdaż.Już niedługo. na rękę. .tam obrazki takich bardzo horror szoł fajnistych dziobek i psiczek.A zobaczysz. ale ktoś odezwał się ostro: .warkłem na niego jak psiuk.odkazywali.Kogo? . No i zobaczyłem. .posuwał. kto mnie skrzywdzi . . Cóż jest aliści grane. coraz lepiej. Byłoby im to na rękę. czerepizdą nakryty! . A ja powiadam: . tak jest. gdybyś nie żył. No i wkroczył.ja i Rząd. że będę miał bardzo bardzo bardzo wyjątkowego gościa.A kimże są twoi wrogowie? .Przykuty do tego wyrka i ty gadasz mi że wyleczony? Uch ty.ciągnął Mini od Nie i We Wnętrz . synu? . chłopcze! mówisz do Ministra. Nigdy w życiu nie chcieliśmy twej krzywdy.Więcej szacunku. Oszalał z pragnienia.z wyjątkiem wrogów. odziany w sam szczyt mody i tak wytwo ho ho hornie przemawiający. żeby ci wpakować nóż w serce.Poczekaj . że flimon jakiś dostaje but w samego ryja i krugom niczewo tylko ta czerwo czerwona jucha krasna i ja na to.Są pewni ludzie. Doprowadziliśmy cię do porządku. że owszem. No to czekałem i czułem się. który przyjechał zobaczyć się z Niżej Podpisanym. co bałaknąłem.spytał Minister. o stary mój drużku? . albo jakieś podobne słowo.Dobrze. Dobrze dobrze dobrze! więc ja powiadam: . Wzięliśmy go pod klucz. Tak. Chyba jesteś już wyleczony. aż któregoś dnia powiedziano mi.No no no i proszę.Każdy.odrzekłem .to mój wróg. abyś nas uważał za przyjaciół. wpieprzając te jajka śmajka i kusoczki tostu i żłopiąc gromadne wielkie kubasy czaju z mlekiem. Jest pewien osobnik . którzy chcieli jej i chcą w dalszym ciągu. 82 .

Był o tym przekonany . jak z uma szedłszy. że jesteś odpowiedzialny za śmierć kogoś bliskiego mu i drogiego.i ułybnąłem się nie pomyślawszy. Postawili mi je przy wyrku i otworzyli i jakiś fagas wetknął jego przewód do gniazdka w ścianie.To miłe . i trzech moich kumpli. . .Mozart? Beethoven? Schönberg? A może Carl Orff? .powiedział Mini Wnętrz i poklepawszy mnie w pleczo też się wyniósł.powiedziałem. . A przede mną jeszcze była ta część powolna i ta wunder bar ostatnia śpiewająca. robiąc moją brzytwą do gdryk ciach ciach po całej mordzie wrzeszczącemu światu. nieprawdaż? . I poszła Dziewiąta. . . Będziesz miał dobrą pracę i wysokie zarobki. i zaraz błysk błysk i trzask błysk trrrach porobili zdjęcia mnie i Ministrowi od Nie i We Wnętrz jacy z nas przyjaciele.Był mi jak matka rodzona! taki on był. o braciszkowie. Tylko jeden członio. a wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy.dla twojego.rzekłem. co podpisuje i nawet się tym nie interesując. Przynajmniej . .Niezrównana Dziewiąta. to znaczy Len. co to.Znaczy się .Dziewiąta .To co teraz. błyszczących koszulek pełnych muzyki.A miał być jak drużek . nie wiedząc. żeby podpisać. Jak również dodał . .To zaiste miłe z waszej strony. Och. .Dobry. Jak zaczęło się Scherzo to już widziałem tak dokładnie samego siebie. o braciszkowie moi.poprawił się Mini oczeń bystro pomyślał i uwierzył w to. zostawszy. . co cię 83 . .Przyjaciołom zawsze się pomaga. jak nie wielkie błyszczące pudło i od razu wiedziałem. .Uchyliłem powiek na tyle.nie będziesz miał żadnych kłopotów. Wasz Pokorny a Piszący Te Słowa. że go skrzywdziłeś. Bo nam pomagasz.Kiedy stąd wyjdziesz . kak raz budź to wielki jakiś gromadny byk ryczał boouuuuu.Grzeczny i dobry chłopczyk.truł dalej Minister . I cóż oni wnieśli. jak biegnę i biegnę jakby na oczeń leciutkich i tajemniczych nogach. mały prezencik. no proszę.bałaknąłem . cicho i spoko wygrużać.Dobry z ciebie chłopiec powiedział ten wielki członio. a Bycho zwał się Bycho z powodu że miał to gromadne grube szyjsko i takie na balszoj gromkie głosiszcze. O wszystko się zatroszczymy. . A teraz. powiedział mi: Proszę się tu podpisać.A pomagam? .Bo dowiedział się. Byłem wyleczony jak trza. . . i jeszcze taki siaki maraset.rzekł Mini. Po czym zostawili mnie już samego z tą przecudowną Dziewiątą Ludwika Van. Więc zamknięto go dla jego własnego dobra. że go skrzywdziłeś.rzekłem. ha? Byłem ja. Wbił sobie do głowy.i złapał mnie za grabę. Tamci się zaczęli grzecznie. co zrobić z tak pięknie rozpoczętym. 7 . słuszając tej przewoschodnej muzyki.Był niebezpieczny.zapytał jakiś pinglarz w oczkach na klufie i w rękach trzymawszy mnóstwo ślicznych. . Rick i Bycho. Siedzieli my w Barze Krowa zastanawiając się. A to było stereo. Wszędzie krugom jakieś wpychle już dobrze na haju od tego co plus welocet i syntemesk i drenkrom.Co ma być? .. co za wspanialstwo i niam niam niam.że mu ktoś powiedział. . . dobry chłopiec . a ja leżałem z zamkniętymi oczyma. a ktoś zawołał: .ja na to.Uśmiech! . o braciszkowie moi.

posunęli by my w to. więc powiedziałem: . niby że taki gromadny w sobie i że ten głos gromki wydobywa się z niego. więc natrafiwszy my na starego chryka. co to dwadzieścia w jedno. do tego. ale znacie już ten cały razkaz.Raus a dokąd? . I. znaczy się. i uch uch jakie obcisłe spódniczki. o braciszkowie. bałaknąlem ja do naszego Bycha: . co tak bulgotał na cyku. w bardzo szerokie sztany i bardzo luźne czarne połyskliwe skórzane jakby kubraki na rozpiętą koszule. gdzie idzie zobaczyć Pana Boga i Wsiech Jego Aniołów i Świętych w lewym buciorze i do tego rozbłyski prysk i bryzg na całe mózgłowie. we trzech. z takim jakby szalikiem wetkniętym pod szyją. Wszyscy byliśmy jak z żurnała wycięci.Ej. Niech się stary Len obszcza ze swoim Bogiem. ciągnącej się u ścian krugom po całej mołoczni.zapytał Rick z mordą jak u żaby. długie nie uczesane włosy wykraszone na biało i sztuczny cyc wysterczony na metr albo więcej. . co się hapnie na tym ogromnym świecie . ale dostawałem nieraz takiej przydumki. Staremu Lenowi nic zależy. i piąchnąłem go tak oczeń bystro ech ech ech w brzucho.A tak normalnie luknąć. członia.i przez cały ten szajs przebijał się jakiś dysko pop na stereo i to był Ned Achimota śpiewający: Ten dzień. ha? Byłem jakby najstarszy w naszej czwórce i wsie patrzyli na mnie jak na wożatego.A Len tylko powtarzał: .No. żeby se dać starą brzytwą po głowie. .dawaj po Marghanita Road. Ale on daże nie poczuł. I był tagda sam szczyt mody. i przez ten szumny bałach i bełkot tych. Ale w rzeczy samej. braciszkowie. niby w tym Centralnym Archiwum Narodowym jako spec od muzyki przy gramopłytach i za to całkiem horror szoł kasabubu połuczałem co tydzień do karmana i jeszcze na boczku mnogo mnogo fajniutkich płyt dla samiutkiego siebie za bezdurno. tak że baszka była ciut nie sawsiem łysa i tylko z włosami po bokach.Nagle poczułem się oczeń oczeń ustawszy i równocześnie pełen jakby takiej łaskotliwej energii. żeby się naostrzyć i być gotów na niemnożko tego brudnego. znaczy się.Więc my raz i wytoczyli się w tę wielką zimową noc. Ale pomysły. Tego wieczora w mołoczni Pod Krową był cały tłum normalnie mużyków i psioch i dziuszek i małyszów. a pod nimi wsio białe i aż pieniące się. co już w trakcie na orbicie. kiedy wkroczy na wojenną ścieżkę. Bychu bojku! wolnoć. krótkie.Gropsze pychnie tu pad fallikniego i roba czmuch we prąg zabiczupełni prze trupajcach! . Gdzie ten duch? że wsie za jednego i jeden za wsiech. bojku? . o braciszkowie moi. i dalej bulgotał swoje: Przeto jak cnototo pod prę gdzież na kłamaszcie i po popkormaku? . czułem się po nastojaszczy znudzony i jakoś tak beznadziejnie. a to czustwo nieraz mnie zaskakiwało w tych dniach. co jak raz wracał z kiosku wyszedłszy po gazetę. fajno fajn. tak się u nas mówiło.odparłem. . A do tego miałem też najlepszą robotę z naszej czwórki. że ja byłem ten sławny i miałem swoje zdjęcia i artykuły o mnie w żurnałach i cały ten szajs. czy aby nie przechwycić. Ale na starych nożyskach wciąż to samo: te buty po nastojaszczy horror szoł wielkie i gromadne w sam raz żeby mordę wkopać do środka. ten dzień! Przy barze siedziały trzy dziule oderżnięte w sam wierch mody nastolowatej.Aut aut aut aut raus. to znaczy według tamtej mody oderżnięci. a wszystko śmiejaszcze i dudlące. no gdzie. i Bycho wciąż powtarzał: . z tym ich: .To co teraz. Więc odwróciłem się do jakiegoś członia. . oj.Jaja że ci śmaja. co siedział koło mnie na tej długiej pluszowej ławie. że Bychowi już łazi po czaszce. a że patrole mili poli cyjne dużo się tam nie udzielały. 84 .wynosił poza ten niecharoszy nastojaszczy świat do takiego kraju. A doiliśmy stare mleczko z żyletami w środku. to szły zawsze od Niżej Podpisanego: no i w dodatku liczyło się.

. i podarłem je na drobniutkie strzępki i rzuciłem na 85 . wygarniając brzdęk brzdęk i truru ru swój stosik monałizy. Więc ja też kiwnąłem i poszliśmy. że schowam to całe kasabubu dla siebie.jeśli chuć po temu czując i łakniesz. ot tak.W tych czasach już coraz to częściej wydawałem tylko rozkazy i z boku się przyglądałem. małe. i kopali go cha cha śmiejaszczy leżącego.margnął. jak gdybym na coś zbierał.Zarobione? . Ten niemowlak robił gu gu gu i przy tym całe mleko jakby mu wyciekało z ryja i łypał do góry.Dla wszystkich obecnych po szkocie. czy będzie zgoda. aż ruchnął. Bierze się i tyle. Oto co jest. a potem dali mu odpełznąć damoj. Tamci dwaj kiwnęli że tak tak tak! ale wszyscy łypiąc na mnie. Ale ja na niego warknąłem jak psiuk.Tyś zaiste powiedział.powiadam. .Bo niedaleko mieliśmy do Księcia Nowego Jorku. chłopcy.Ech. i zaczęły to swoje: . . jakby łapczywej chuci.Co jest. że mi się odniechciało wyrzucać moje ciężko zarobione kasabubu. chłopcy.Dziengi na stół. tam gdzie mieszkał. żeby sobie chlapnąć spirtnego za bezdurno.Nie. wzruszyłem pleczami no i też wygarnąłem swoje dziengi z karmanu w sztanach. jak te babulki palą się.Ach .wyczekując. że ma parę kafli w mordzie nie tak za bardzo horror szoł. wszystko zmieszane. . bilon i papierki. po prostu bierze. służę! . i pizgnąłem to brzdęk chrzęst na stół. .I jak dał się gromko w śmiejaszczy rechot.powiada Rick.Ech.Dobry wieczór. A na to Bycho: .Ale widząc. . . stary drużku. W tym ujutnym zakątku wysiadywały stare psiochy czyli pudernice. Ale Bycho zagapił się. czyli babulki. dziewuszki? . co nawierno pamiętacie. więc znów musiałem warknąć na nich i grabnąłem to zdjęcie. jesteście najlepsi na świecie.Zarobione? Tego się nie zarabia. tak jakby skowytającemu sobie cichutko.Dobrze już. na coś wydobytego przeze mnie z karmana razem z dziengami. całkiem gołoguzy i płyć miał w takich jakby fałdkach.Na to bym nie poleciał . skąd się tam wzięło. drużku . no nie? A ja na to: . . że mam gorączkę.Nie wiedziałem. . jak mówiłem o nich na początku.Po Szkocie dla nas i toże dla tych starych babuszek.No no no . Tak i tu Bycho wziął mu ładować uch uch uch. dość że była to fotografia. jak oni je wykonują. dla mnie piwko. . . braciszku? Co naszło starego Alexa? . do diabła . Tutaj Len się wciął: . tak jest. To jest. które szwyrgnąłem na stół.i zaczyna mi przykładać graby do czaszki. a tamci dwaj go podcięli. trąc sobie łapska o szajsowaty fartuch. żeby mi odebrać ten kusoczek bumagi.zagaił Bycho. którą wyciąłem ze starego żurnała. A ja czegoś odkazałem: .Może by tak czegoś stakanczyk niam niam na rozgrzewkę. kiedy od nas usłyszą: To co sobie każemy. o mój Alexie? . . . A bo ja wiem. . żeby odstał natychmiast. Dostałem takiej przydumki. tak jakby ułybawszy się do wsiech. bardzo tłusty rybionek. chłopcy! .bałaknąłem trza pomyśleć. chłopie. .powiedział kelner.warknąłem i bystro mu grabnąwszy. Bycho powiedział: . dobrze.powiedział.Nie wiem.Oddaj mi to . co jest. braciszkowie. zobaczyłem. No i zrobiło się takie ciut jakby ho ho ho w tym szamotaniu się. chyba ty wiesz najlepiej. do diabła! Same niech kupią. niech was Bóg błogosławi. ale ostatnio taki się zrobiłem płoch i niecharosz. drużkowie! . pokazująca malutkiego rybionka. .Kto by pomyślał. rozpachnąwszy usto. niby taka zgrywa. Ale nie potrafiłbym wytłumaczyć.Bycho dał na dzwonek i wszedł kelner.

podłogę jak niemnożko śniegu. Po czym zjawił się łyskacz i te stare babulki rozdarły się: - Na zdrowie, chłopcy! Panie Boże was pobłogosław, chłopcy! Nie ma na całym świecie lepszych niż wy, chłopcy! - i cały ten szajs. A jedna, do imentu w bruzdach i zmarszczkach, a zębów to już wcale nie mająca w tej uschniętej mordzie, zagaiła: - Nie drzyj pieniędzy, synu. Jeżeli ci nie są potrzebne, to daj takim, którzy ich potrzebują! - co było z jej strony bezumno zuchwałe i odważne. Ale Rick odpowiedział. - Pieniądze to wżdyć nie były, o babuszko. Jeno zdjęcie, a na nim taki śliczniutki bejbuś ciutki kochaniutki niemowlutki. Odparłem: - Po prostu mam tego po gardło i ustawszy, oto, co jestem. Bejbusie to wy jesteście, łobuzerka. Rechotać i obszczerzać się, i podśmiechujki, to wszystko, co potraficie! i po tchórzowsku dawać ludziom wielki łomot, jak nie mogą wam oddać. Wkluczył się Bycho: - No proszę, a wsiegda zdawało nam się, że od tego ty akurat jesteś największy król i pierwszy uczyciel, stary drużku! No nie. Z tobą jest właśnie ten kłopot. Gapił się ja na ten ohydny stakan piwa, stojący przede mną jak chuj na stole, i w środku czułem się tak rzygotliwie, że w końcu zrobiłem: - Aaaaach! - i chlusnąłem cały ten spieniony, śmierdzący szajs na podłogę. A jedna ze starych psioch powiedziała: - Kto traci, ten się nie bogaci. - Posłuchajcie wy mnie, drużkowie. Widzicie. Tej nocy jestem czegoś nie w humorze. Sam nie wiem, jak i dlaczego, ale to fakt. Idźcie sobie tej nocy wy trzej własną drogą. Ja się wyłączam. Na zawtra spotkamy się w tym samym czasie i miejscu: mam nadzieje, że już będę się czuł dużo lepiej. - Och - powiedział Bycho - jakże mi przykro. - Ale w głazach mu było widno takie jakby światełko, że na tę noc on przejmie wożactwo. Oj, ta władza władza, każdy jej pragnie. Możemy odłożyć do jutra - powiedział Bycho - cożeśmy poczęli w umyśle swym. Czyli ten skok na sklepy przy Gagarin Street. Pyszny horror szoł zachwat leży i czeka, drużku, tylko brać i połuczać. - Nie - odparłem. - Niczego nie odkładajcie. Walcie i już! tyle że w swoim własnym stylu. No - powiedziałem - to ja spadam. - I podniosłem się z krzesła. - A dokąd? - zapytał Rick. - Tego nie wiem - odrzekłem. - Pobyć sam ze sobą i tyle: i rozebrać się w tym i owym. Zrazu było widno, że te stare babuszki dostają naprawdę zagwozdki, czemu ja tak odchodzę i do tego jakby posępny, a nie ten bystry i śmiejaszczy malczyk palczyk, co go pamiętacie. Ale ja skazałem: - Ach, do diabla, do diabla - i wygruziłem się na ulicę sam na samo gwałt i adzinoko. Było ciemno i zrywał się wiatr ostry jak nóż, i niedużo wpychli się szwendało po mieście. Owszem, te patrolujące glinowozy z brutalnymi polucyjniakami w środku jakby krążące i od czasu do czasu, gdzieś na rogu, widziało się paru bardzo młodziutkich gliniarczyków, jak tupią na ten kurewski ziąb i wypuszczają parujący oddech w zimowe powietrze, o braciszkowie. Chyba już po nastojaszczy mnóstwo tego starego ultra gwałtu i złodziejstwa wymierało, jako że milicyjniaki zrobiły się tak brutalne z każdym, kogo złapali, chociaż z drugiej strony to była już taka jakby wojna między wrednymi nastolami a gliniarzami, którzy stali się bystrzejsi z majchrem i brzytwą, i pałą i nawet ze spluwą. Ale co się wtedy
86

działo ze mną, to że jakby niezbyt mnie już obchodziło. Jakby się zalęgło we mnie coś na miękko i nie mogłem zrozumieć: dlaczego? Sam nie wiedziałem, czego chcę. Nawet i muzyka, której lubiłem słuchać w moim malu malutkim żyliszczu, była taka, z której mógłbym się dawniej ześmiać, o braciszkowie. Słuchałem więcej takich jakby maciupkich pieśni romantycznych, co to je nazywają Lieder, sam głos i fortepian, niczewo bolsze, takie bardzo ciche i jakby tęskne, inne niż w czasach, kiedy były to wsiegda gromadne wielkie orkiestry i ja leżałem w łóżku pośrodku skrzypiec i puzonów i kotłów. Coś działo się we mnie i zastanawiałem się, czy to jakby taka choroba, czy to, co wtedy ustroili ze mną, mącąc mi w głowie i kto wie, czy nie robiąc mnie po nastojaszczy z uma szedłszym. Więc tak rozmyślając ze schyloną baszką i z grabami wbitymi w karmany kalotów szatałem się ja po mieście, o braciszkowie, i wreszcie poczułem się bardzo ustawszy i że jest mi bardzo potrzebna duża, fajna czaszka starego czaju z mlekiem. O tym czaju dumając ujrzałem nagle jakby swój malunek, że siedzę przed wielkim ogniem w kominku, na fotelu, dojąc ten czaj, a co było zabawne i oczeń oczeń czudackie, to że jakby przemieniłem się w bardzo starego człowieka, lat może siedemdziesiąt: bo widziałem swe włosy, całkiem siwe, i miałem też wąsy, identiko siwiutkie. Widziałem samego siebie jako starego chryka, siedzącego przy ogniu, a potem znikł ten jak gdyby obraz. Ale było to bardzo dziwne. Doszedłem do jednej z tych kafejek i czajnych, braciszkowie, i przez długie długie akoszko widziałem, że pełno w niej ludzi sawsiem nudnych i tępych, jakby całkiem zwyczajnych, mających te bardzo cierpliwe mordy bez wyrazu i nie chcących nikomu szkodzić, jak siedzą i balakają se tak po cichu i dudlą te swoje nieszkodliwe, poprawne czaj i kawę. Władowałem się do środka i dawaj do kontuaru, i wziąłem fajny gorący czaj z dobawką jak się patrzy mleka i przeszedłem do któregoś ze stolików i usiadłem, żeby to wypić. A przy tym stoliku siedziała już dwójka młodych, pili coś i kurzyli se rakotwory z filtrem i gadu gadu, i śmiali się do siebie po cichu, ale ja nie zważałem na nich i dojąc, tak jakby we śnie, główkowałem, co to się we mnie zmienia i co ze mną będzie. W końcu przyuważyłem, że ta dziuszka przy moim stoliku z tym członiem to jest po nastojaszczy git i horror szoł, nie w tym rodzaju, co żeby obalić i normalnie ryps wyps ryps wyps, tylko że ciało na balszoj i lico też i ryj uśmiechnięty i włosy jasne przejasne i cały ten szajs. Po czym ten jej członio, w kapeluszu i mordą siedzący w drugą stronę, odwrócił się, żeby luknąć na gromadny zegar, co tam wisiał na ścianie, i dopiero poznałem jego i on mnie poznał. A to był Pete, jeden z mojej ferajny w czasach, kiedy byli w niej Żorżyk i Jołop, on i ja. Pete we własnej osobie i tylko jakby dużo starszy, chociaż nie mógł teraz mieć więcej niż te dziewiętnaście z kawałkiem, i miał ciut wąsa na ryju i regularny garnitur (czyli starychowski ciuch na dzionyszek) i kapelusz. To ja zagabnąłem: - No no no, drużku, jak leci? Tyle tyle czasu nie widu. - Odpowiedział: - Mały Alex, nieprawdaż? - Nikt inny - powiadam. - Dawno dawno dawno, jak przeminąwszy i umarły te piękne dni. No i siejczas bidny Żorżyk, podobnież, spoczywa w piachu, ze starego Jołopa zrobił się rozbestwiony poli mili cyjniak, tu wszelako tyś jest i jam tu jest. I jakoweż to nowiny rzekniesz mi, stary drużku? - Ale on dziwnie mówi, prawda? - odezwała się ta dziuszka, jakby zachichotawszy. - To mój stary przyjaciel - zagaił Pete do tej fifki. - Nazywa się Alex. Chciałbym ci posuwa znów do mnie - przedstawić: to moja żona. Na to już mi szczęka opadła. Żona? - tak jakby wytchnąłem. - Żona żona żona? Nie! to
87

niemożliwe. Nazbyt młodyś ty do małżeńskiego stanu, mój stary drużku. Nie nie niemożebne. Ta dziuszka, niby że zakonnica Pieti (nie nie to niemożliwe) znów zachichrała i mówi do niego: - Czy ty również się posługiwałeś takim językiem? - No - powiada Pete jakby z ułybką. - Niedługo mi stuknie dwudziestka. Aż nadto wystarczy, żeby się pobrać, i zrobiliśmy to już dwa miesiące temu. A ty byłeś bardzo młodziutki, tylko nad wiek rozwinięty, pamiętasz. - Nie - ciągle mnie zatykało. - Tego nie mogę przeskoczyć, stary drużku. Pietia żonaty. No no no. - Mamy takie nieduże mieszkanko - powiedział Pete. - Bo zarabiam jak dotąd raczej niewiele w Państwowych Ubezpieczeniach Morskich, ale jestem pewien, że będzie lepiej. A moja Georgina - Jak się nazywa? powtórz - zagabnąłem, usto krugom rozdziawiając jak z uma szedłszy. Żona Pieti (żona, o braciszkowie) znowu jakby zachichotała. - Georgina - powtórzył Pete. - Georgina też pracuje. Pisze na maszynie, no wiesz. Jakoś wiążemy ten koniec z końcem. - Naisto ani rusz nie mogłem, o bracia, głazów od niego oderwać. Był z niego już całkiem dorosły drewniak i głos miał dorosły i w ogóle. - Musisz powiada Pete nas kiedyś odwiedzić. Wyglądasz jeszcze - pociągnął - bardzo młodo... mimo tych strasznych przejść. Tak tak tak, wiemy o tym wszystko... czytaliśmy. No... ale w gruncie rzeczy ty naprawdę jesteś bardzo młody. - Osiemnaście - mówię. - Właśnie skończyłem. - Ach tak, osiemnaście? - zdziwił się Pete. - Już tyle masz. No no no. Kto by pomyślał. Ale - powiada - czas już na nas. I spojrzał na tę swoją Georginę tak jakby z miłością, i ścisnął jej grabulę dwiema rękami, a ona jakby mu zwróciła lib lib to spojrzenie, o braciszkowie. - No tak - obrócił się znów do mnie. Idziemy na party do Grega. - Co za Grega? - spytałem. - Ach tak, oczywiście - odkazał Pete przecież ty nie możesz znać Grega. To już nie twoje czasy. Greg pojawił się, jak ciebie nie było. On urządza takie małe party. Przeważnie to wino i gry słowne. Ale bardzo miłe, bardzo przyjemne, no wiesz. Całkiem nieszkodliwe, rozumiesz mnie. - Tak - powiedziałem. - Nieszkodliwe. Da da, ja poniał wsio po nastojaszczy. - Ta fifka Georgina znów rozchichotała się z moich słów. No i poszagało tych dwoje do swoich zło woniaszczych gier słownych u tego Grega, kto by to nie był. Zostałem sam na samo gwałt i adzinoko nad swoją herbatką z mlekiem, co już ostygła, jakby myśląc i zastanawiając się. Może jak raz o to chodzi, myślałem. Może robię się już za stary, braciszkowie, na ten rodzaj życia, jaki prowadzę. Właśnie mi stuknęła osiemnastka. To już nie młody wiek. Mając osiemnaście lat Wolfgang Amadeusz pisał koncerty i symfonie, opery i oratoria i cały ten szajs, nie, co za szajs! tę boską muzykę. No i ten stary Felix Em z uwerturą do Snu nocy letniej. I jeszcze inni. A ten niby francuski poeta, do którego słów pisał stary Ben Britt, co wszystko najłuczsze stworzył do piętnastego roku życia, o braciszkowie moi! Artur miał na imię. Więc osiemnaście to nie taki znów młody wiek. Ale co ja mam zrobić? Łażąc po tych mrok ziąb chujnia zimowych ulicach, wyszedłszy z czajni i kafejki, wciąż i krugom widziałem te jakby przywidzenia, jakby takie komiksy w żurnałach. Oto idzie Wasz Uniżony Gawędziarz Alex do domciu na fajny i gorący talerz obiadu i oto jego fifka, cała w ułybkach, wita go i pozdrawia lib lib kochająca. Ale nie oczeń horror szoł widziałem ją, bracia, nie umiawszy se przydumać, co to za jedna. Ale przyszedł mi wdrug i wniezapno ten potężny
88

błysk w mózg. że jakbym wszedł do izbuszki drugiej za tym pokojem, w klórym pali się ogień na kominku i mój obiad gorący czeka na stole, to bym znalazł to, czego naprawdę chciałem, i teraz wszystko mi się powiązało: ten z gazety wycięty obrazek i to spotkanie ze starym Petem. Bo w tej drugiej komnacie na wyrku leżał i gulgotał sobie gu gu gu mój syn. Tak tak tak, braciszkowie, mój syn. I poczułem ja w sobie to wielkie gromadne puste miejsce, głęboko w mojej płyci, aż się udziwiłem samemu sobie. Teraz już wiedziałem, o braciszkowie, co się dzieje. To się dzieje, że normalnie dorastam. Da da da, no właśnie. Młodość przemija, nie ma rady. Ale młodość to tylko jakby się było takim, no, częściowo jakby zwierzakiem. Nie, właściwie nie tyle zwierzakiem, co zabawką, wiecie, te małe igruszki, co się sprzedają na ulicach, takie drobne człowieczki, zrobione z blachy i ze sprężyną w środku, a na wierzchu knopka do nakręcania: i nakręcasz go drrr drrr drrr i on rusza, tak jakby szedł, o braciszkowie moi. I tak idzie, ale po linii prostej i buch wpada na coś, buch, buch i nie może na to nic poradzić. Być młody to być jakby taką maszynką. Mój syn, mój syn. Jakbym miał syna. wytłumaczyłbym mu to wszystko, kiedy będzie już dostatecznie stary, żeby tak coś z tego zrozumieć. I zaraz poniał ja, że on i tak nie zrozumie albo w ogóle nie będzie chciał rozumieć i zrobi wszystko to samo, co ja, może nawet ukatrupi jakąś tam bidną starą chryczkę w gromadzie jej miauczących kotów i koszek, a ja go wsio takie nie zdołam powstrzymać. I on tak samo nie zdoła powstrzymać swojego syna, braciszkowie moi. I tak będzie się kręcić aż do skończenia świata, w kółko i w kółko i w kółko, jak gdyby kolosalny iakiś wielki gromadny człowiek, jakby sam God Gospod (macie in mołocznia Pod Krową) wciąż obracał i obracał i obracał śmierdzącą brudną pomarańczę w swoich ogromnych łapskach. Ale pierwsza rzecz, o braciszkowie, trza to załatwić i znaleźć tę albo inną dziuszkę, co by została matką tego syna. Zaraz jutro, główkowałem dalej, trza się do tego zabrać. To jest coś jakby nowego do zdziałania. Trza się wziąć za to. Tak jakbym zaczynał nowy rozdział. Więc teraz właśnie tak się stanie, o braciszkowie, jak w tej opowieści już dobijam do końca. Wszędzie byliście ze swoim drużkiem, z małym Alexem, cierpiąc razem z nim i oglądając najbrudniejszych skurwych synów i wybladków, jakich stary Pan Bóg i Gospod kiedykolwiek stworzył, a wszyscy dawaj na waszego starego drużka Alexa. A wszystko to nie dla czego innego, a tylko dlatego, że byłem młody. Ale teraz, jak kończę tę opowieść, o braciszkowie, nie jestem już młody, o nie, już nie jestem. Alex, rzec by można, dorasta, o tak. Ale gdzie teraz się udam, o braciszkowie moi, to już sam na samo gwałt i adzinoko, wy ze mną nie pójdziecie. Jutro będzie całe jak te kwiaty pachnące i Ziemia woniaszcza obracająca się i gwiazdy i stary Księżyc tam w górze i Alex, wasz stary przyjaciel, sam na samo gwałt i adzinoko rozglądający się poniekąd za towarzyszką życia. I cały ten szajs. Okropny brudny i cuchnący świat, po prawdzie, o braciszkowie moi. No to szczęśliwej drogi od waszego małego drużka. A dla wsiech pozostałych w tym razkazie szumny i dogłębny koncert na wardze: prrr brrr. I całujta mnie w rzopsko. Ale wy, o braciszkowie moi, wspomnijcie czasem i podówczas małego Alexa, co był. Amen. I cały ten szajs.

Słowniczek
89

pod którym dane słowo już figuruje. kaznodzieja bogusławski: kapłański bojek: chłopak bombatomba: bomba atomowa itp. na balszoj: na sto dwa bałach: gadanina bałaknąć: powiedzieć *barachło: rzecz. Nie uwzględnia się form zdrobniałych. niepowtarzalny akoszko: okno *apiać: znów aut: (1) załatwiony (2) wyłączony (3) na zewnątrz *balszoj: wielki. a krzyżyk te. rupiecie bas: autobus baszka: głowa bezumny: głupi biblo: biblioteka biżut: klejnot blut: krew bogusław: duchowny. które na trzeciej od końca. zgrubiałych i z przedrostkiem. Gwiazdka oznacza wyrazy. *adzinok: jedyny. bonziak: ważny urzędnik borba: walka bubeł w kubeł: przymknąć się bu hu hu: płacz bukwa: litera bumaga: papier bych: (1) osiłek (2) wykidajło bystro: prędko bywalnia: living room bzdręga: pstrąg cepki: łańcuch zwłaszcza od roweru chamajda: agresywny i wielki cham charoszy: dobry chleborak: nieborak z trudem zarabiający na chleb chlipadlo: język chojak: prącie chować się: zachowywać się chryczka: starucha 90 . abratno: z powrotem adzinoko: samotnie.Nie obejmuje tych neologizmów. a z istniejącego żargonu tylko mniej znane. jeśli nie zmienia to w istolny sposób znaczenia tematu. które zachowują rosyjski akcent na ostatniej sylabie. które są łatwo zrozumiałe przez kontekst i brzmienie.

nuże daże: nawet dezynfekalia: śmierdzące środki dezynfekcyjne dmuchawa: prącie dobawiać: dodawać dobawka: dodatek dogitarzyć: uderzyć dokazać: udowodnić dokład: odczyt dosadzać: dokuczać. drużek. języczek itp.chryk: starzec chuć: ochota chudoszczawy: chudy *chujnia: ohyda. drażnić doskakiewicz: ktoś próbujący wskoczyć na nie swoje miejsce dowierzać: wierzyć drenkrom: jakiś narkotyk drewniak: starzec. klapa chwalbisz: (1) samochwał (2) chwalca ciurmak: strażnik więzienny cyjniak: policjant cykacz: serce cyrkuł: komisariat czajna: herbaciarnia czasik: godzinka czasowy: strażnik czaszka: (ł) głowa (2) filiżanka *czepucha: głupstwo członio: facet czudacki: dziwaczny czustwo: uczucie da: tak dacza: willa dalsze: dalej *damoj: do domu *dawaj! jazda. marzenie senne *durak: dureń dwadzieścia w jedno: zapewne tyle co palców u rąk i nóg bijącego i kopiącego dycholatka: dziewczynka 10-letnia dyndałki: migdałki. bzdura. dorosły drug. dyżurka: (1) kancelaria (2) gabinet dziab: zastrzyk 91 . drużoczek: przyjaciel +drużeski: przyjacielski drużka: przyjaciółka drzym: sen.

w porządku gliniarczyk: młody policjant gliniarstwo: policja glinowóz: samochód policyjny głaz: oko głotnąć: łyknąć gnojnia: (1) więzienie (2) gnojówka *God Gospod: Bóg golec: jednostka monetarna gołoguzy: nagi grabnąć: chwycić gramopłyta: płyta gramofonowa gromadny: ogromny gromki: głośny gruda: bryła grudki: piersi. wargi. faćko. uszy itd.dziarmaga: zbir itd. frojda. faćku: tatuś fafle: coś obwisłego. faty: ojciec fekaf: ekskrementy fer: uczciwie fertyk: (1) gotów (2) orgazm fifa: kobieta fifka: dziewczyna filantro: jałmużna itd. grudź: pierś halsztuk: krawat hapnąć się: zdarzyć się hojdy bojdy: bzdury horror szoł: strasznie świetne identiko: taki sam idiocki: głupi 92 . frajda frojda: radość. dziulka. facio. dziuszka: dziewczyna *dżem ehem: dżem ef: ojciec em: matka encyklo: leksykon itp. dziengi: pieniądze dziobać się: spółkować dziobka: dziewczyna dzionyszek: dzionek dziula. uciecha fryzjerka: uczesanie gablo: samochód osobowy giczka: nóżka *git galant: świetnie.

klejaszczy: lepki kluf: dziób. jadowity. jaki kaloty: spodnie kapłon: duchowny. płaszcz itd. kapłan. do izbytku: w nadmiarze jajczyć: jeść jajko japsko: usta jechidny: złośliwy. kapelan karabkać się: gramolić się karauł: (I) straż (2) komisariat *karman: kieszeń kartoszka: ziemniak karypel: mały kurdupel kasabubu: pieniądze kazionny: państwowy kicior: wielki kot. nos kniga: książka kochajmysie: ckliwe frazesy komnata: pokój knopka: guzik. koperta. kocur: erotycznie nastawiony chłopak lub śpiewak kojka: łóżko kornflek: płatki zbożowe koszka: kot krasiwy: piękny krasny: (1) czerwony (2) piękny kroszka: odrobina *krugom: (1) ciągle (2) w kółko kucza: kupa kulkowiec: pióro kulkowe kurwator: kurator kurza kasza: drobiazg nie wart zachodu kusoczek: kawałek 93 . przewrotny jubka: sukienka kaczkać się: chybotać się idąc jak kaczka *kafe: kawiarnia kafle: zęby kak raz budź to: całkiem jakby *kakoj: co za. gałka itp.igruszka: zabawka inostraniec: cudzoziemiec inostranny: cudzoziemski izbuszka: pokoik izbytek. z kiciorem: jak się patrzy kidać: rzucać kitel: okładka.

nu ładno: no dobrze łuczsze: lepiej łyskacz: whisky macica.kuwszyn: dzbanek kwacz: brednia. po nastojaszczy: rzeczywiście nastole: nastolatki nastolowaty. gadanie lib lib: czulić się itp. maćku: mamusia majka: podkoszulek malczyk: chłopiec malejszy: najmniejszy małczanie: milczenie malysz: chłopak maraset: narkotyk maty: matka międzynoże: pachwina itd. lift: winda limonek: cytrusowy owoc podobny do małej cytrynki loch: dziura lód: brylanty luknąć: spojrzeć ładno. naturalnie nawierno: pewnie ni pry czom: nic nie ma do rzeczy *niczewo: nic niecharoszy. *niecharosz: niedobry 94 . mięsochłap: podłe mięso w formie ochłapów mili: policja mizglić: jękliwie skomleć i mazać się młyn: więzienie mogutny: potężny mołocznia: bar mleczny monaliza: pieniądze mózgłowie: głowa jako siedziba mózgu mózgolić: mozolnie lub usilnie myśleć *mudak: facet murchły: zmurszały mużycki: męski *mużyk: mężczyzna nakłonić się: nachylić się nasilno: gwałtem nastojaszczy: (1) prawdziwy (2) niniejszy. nastolski: w stylu nastolatków nastrojenie: nastrój natyrlik: oczywiście. maciocha: matka maćka.

+pajechali: jazda! *pajmiosz: zrozumiesz paniatny: zrozumiały panimajesz: rozumiesz. na padbor: wyborowy padchadziaszczy: odpowiedni *pagadi: poczekaj paj: pasztecik. w niz: w dół nużno: trzeba obezjajec: eunuch obradować się: ucieszyć się obszczać się: obcować obszczerzać się: pokazywać zęby w uśmiechu ochotno: chętnie oczeń: bardzo oczewidno: oczywiste oczki: okulary oderżnięty: modnie wystrojony odkazać: (1) odpowiedzieć (2) odmówić odkluczyć: (1) otworzyć z klucza (2) odłączyć *odkluk: otwierać z klucza odkrywać: otwierać odliczny: świetny odmigać: gestami skłonić do oddalenia się ojczyk: ojciec okraina: skraj. panimaju: rozumiem *paszli: poszli.*nielzia: nie wolno niełowki: niezgrabny niemnożko: trochę nieożydno: niespodziewanie niepłocho: nieźle nieprzerywno: nieustannie niesoba: ktoś nie będący sobą lub nie istniejący niet: nie ma niewynosimo: nie do wytrzymania *nikagda: nigdy nikudyszny: do niczego niezdatny niz. zestaw. przedmieście oskorbić: obrazić. *paszoł: poszedł patrzałki: oczy +pażałusta: proszę piać: śpiewać 95 . dotknąć ostrzak: ktoś ostry z charakteru i zachowania pabieda: zwycięstwo *padbor: wybór. zapiekanka itp.

próchniak: starzec prydumka.piąchnąć: uderzyć pięścią pichnąć: pchnąć *pidżak: marynarka. dziać się proizwodztwo: produkcja próchniaczka: starucha. przydumka: myśl prygać: skakać *prykaz: rozkaz pryncypialność: zasada prysk: prysznic *prywiet: pozdrowienie 96 . żakiet pieczalny: żałosny pieredyszka: przerwa. na prałom: na przełaj prawiczy: dziewiczy proischodzić: odbywać się. płocho: źle płyciowy: (1) cielesny (2) płciowy płyć: ciało podom: szlafrok podskazać: podpowiedzieć podumać: pomyśleć podwłasny: podwładny pogłazić: wpatrzyć się polancze: popołudnie poleżny: pożyteczny poli mili cyjniaki: policja polucyjniak: policjant połuczyć: dostać poniać: zrozumieć ponrawić się: podobać się poprzeczniak: robiący na przekór porażony: zdumiony i zaskoczony portablo: gramofon lub inne urządzenie przenośne post: następujący po czymś posuda: naczynia i zastawa pożywać: mieszkać pracolić: pracować *prałom. odpoczynek *pieszkom: pieszo pingle: okulary piszcza: jedzenie pizga: taka co się rzuca i robi zgiełk pizgnąć: rzucić plajstyk: sztuczne tworzywo pleczo: ramię płoch: zły.

rozrzucać *razdraz: irytacja.pryzner: więzień przeciwny: wstrętny przekrasny: piękny przekrócić: położyć kres. rozdrażniony *razkaz: opowiadanie *razrez: ciach. uczony 97 . pytać się: usiłować rabitnyk: robotnik rabotać: pracować rabotny: pracowity rakotwór: papieros *razbros: rozrzucanie. pociąć recht: (1) słusznie (2) prawo rozczerwień: jaskrawa i natrętna czerwień rozdawać się: rozlegać się rozdziargać: pokrajać i rozszarpać rozgadnąć: domyślić się rozjargany: wściekle rozjazgotany *rozmroz: rozmrozić rozpachnąć: szeroko otworzyć rozpiska: (1) podpis (2) kwit (3) malowidło itp. rozpołożyć: umieścić rozumniak: mądrala. gniew. przerwać przeleśny: uroczy przewoschodny: wspaniały przychwost: adiutant przydumać: wymyślić przydziarmażyć: uderzyć przydzierać się: czepiać się przyjebny: (1) miły (2) podlizujacy się przyłańcuszyć: uderzyć łańcuchem przyłypać: dostrzec przystawać: (1) czepiać się (2) pasować przystupnik: przestępca przytuszony: przyćmiony psiczka: dziewczyna psijebny: (1) chutliwy (2) patrz: przyjebny psiocha: kobieta psiuk: (1) szczeniak (2) psiuknięcie psych: wariat publo: publiczny pudernica: stary babsztyl puszkowina: mięso z puszki pychota: (1) duma (2) przepych itd. intelektualista. pocięcie i podarcie.

rzopiątko. jego rwie: wymiotuje rybionek: dziecko rychtyk: właśnie ryjek: papieros ryps wyps: kopulacja rzeszotka: krata rzeżucha: kobieta rzop. rzopsko: zadek rzygoła: szkoła s! odgłos wyrażający szacunek: sir! sudar! sachar: cukier *sawsiem: zupełnie seksolatki: seksowne nastolatki.rozwlekać się: (1) rozbierać się. przestarzały starzykowie: rodzice steto: stetoskop stojanka: postój stróżówka: biuro stuk: uderzenie sumka: torba syngier: śpiewak. rzopka. syngierka: śpiewaczka syntemesk: jakiś narkotyk szabas: sobota 98 . (2) zażywać rozrywki ruchnąć: runąć rujka stójka: erekcja rukojatka: (1) rękojeść (2) erekcja rum bum: rum rwać. młodzież sfing: udawanie *siejczas: teraz skazać: powiedzieć skory: szybki skrzyczeć. skrzyknąć: przeraźliwie i skrzekliwie wrzeszczeć skurwięta: młodzi skurwysynkowie słuszać: (1) słuchać (2) być posłuszny służanka: służąca smoczek: papieros snuć: przeciągać wypowiedź soda: woda sodowa spiczka: zapałka spirtne: alkohol spodełbić się: patrzeć spode łba spruwać: uciekać spuknąć się: przestraszyć się *stakan: szklanka starychowski: stary.

śryk: (1) drąg (2) pisak świerzopa: świeża dziewucha *tagda: wtedy tam i nazad: kopulacja taryfiarz: taksówkarz taska: filiżanka tasztuk: chustka do nosa tatata: ojciec toczka: kropka truski: majtki trwohyda: coś budzącego trwogę i wstręt tufle: obuwie twojamać: przekleństwa i wyzwiska ubijca: zabójca ubijstwo: zabójstwo uczastek: komisariat uczyciel: nauczyciel udalać się: oddalać się udobny: wygodny udziugać: zanurzyć. ustawa ukrasić: (1) upiększyć (2) pomalować 99 .*szafior: kierowca szagać: kroczyć *szagom marsz: krokiem szajsowaty: gówniany szatać się: łazić. spacerować szczo: co szczurzyć się: mrużyć oczy szkacina: bydło szkot: szkocka whisky szłapa: czapka. szwyrgnąć: rzucić śmajko: jajko śmiejaszczy: roześmiany śmierdęga: cuchnąca sadzawka itp. tajniak sztany: spodnie sztuczka: rzecz. upaprać ujutny: przytulny ukaz: rozporządzenie. komik szwyrgać. błazen. nakrycie głowy szłom: hełm szmałojowaty: tłusty jakby od szmalcu i łoju szmucyk: brudne szpik: policjant. nie wiadomo co szutniacki: błazeński szutniak: figlarz.

a wdrug: czyżby welocet: jakiś narkotyk wibro: wibracja widno: widać *wielik: wielki wielkolepno: wspaniale wierojatno: prawdopodobnie wierzchowy: szczytowy *winowat: przepraszam wintowka: karabin wkluczać: włączać. użas: groza użasno: strasznie wacha: woda wdrug: nagle. z uma szedłszy: wariat itp. wsio taki: w każdym razie a jednak wsiotwieracz: wytrych itp. wkluk: włączyć się itp. woniaszczy: śmierdzący wozduch: powietrze wożactwo: dowództwo wożaty: przywódca wpieczatlenie: wrażenie wpychle: (1) człowiek (2) ludzie wred: chętne wyrządzanie szkody i krzywd wredziocha: (1) szkoda (2) wredna baba *wsiegda: zawsze wsio: (1) wszystko (2) ciągle.ultra gwałt. wulgarnia: chamstwo i wulgarność wunder bar: nadzwyczajne wupa: więzienie 100 . ułybać się: uśmiechać się ułybka: uśmiech um: rozum. wkusno: smacznie wlaz i wylaz: kopulacja wniezapno: nagle wołk wołk: żreć jak wilk wołnować się: (1) falować (2) wzruszać się wonieć: śmierdzieć. umny: mądry unter: niższy stopniem upudlenie: upodlenie z aluzją do pudla i do zamknięcia w pudle utstawszy: zmęczony utstroić: urządzić ustrojstwo: urządzenie uwidzieć: zobaczyć uwrzasnąć się: wydać krzyk przerażenia itp. ultra kuku: ciężkie uszkodzenie ciała itp.

*wykluk: wyłączone itd. zwidzieć: oglądać w przywidzeniu żestoki: okrutny żłopacki: pijacki *żurnał: czasopismo żwykać. żwyknąć: (1) żuć (2) mówić z pełnymi ustami żyliszcze: mieszkanie Wszystkich i każdego z czytelników tłumacz prosi o konkretne uwagi i propozycje dotyczące 101 . zahipno: w transie zakazać: zamówić zakłuczyć: zamknąć na klucz. znachodzić się: znajdować się zrazu: od razu zrażać się: walczyć zwidywać. ukryty mechanizm albo przeszkoda zadyma: bójka. zakonnik: mąż zanieść się: zamachnąć się zapierać się: zamykać się od środka zarabotać: zarobić zastupnik: obrońca zawtra: jutro zawtrak: śniadanie zbrudłachany: brudny i zużyty zbryzgać się: ejakulować zek: więzień zęborożno: jakby grożąc zębami i rogami zgrywoszutka: żart i nabieranie ziewak: gęba ziornąć: spojrzeć złotogniak: koniak itp. wyskazać: wyrazić. *zakluk: zamknięty itp. zabywać: zapominać zacepić: uderzyć łańcuchem *zachwat: (1) rabunek (2) zdobycz zachwostka: haczyk. zakonnica: żona. awantura zaglucony: zasmarkany zagwiazdziocha: woda z odbijającymi się gwiazdami itp. wypowiedzieć wziąć się: zacząć wzrywać się: wybuchać yczeć: wydawać nieartykułowany odgłos zbliżony do przeciągłego y itp.wybladek: skurwysyn wykluczyć: wyłączyć.

Nasuwa się raczej odwrotna refleksja: oby ten niby-Londyn. Ayn Rand. Aldous Huxley. że to Anglia i poniekąd Londyn. nie dających się dziś przewidzieć anachronizmów. też w 102 . Jak tu sobie wyobrazić. Proszę je przesyłać na adres: Robert Stiller Aleja Wojska Polskiego 38 m. stylu i wyrażeń stosowanych w tej wersji. bo i Zamiatin. Wszystko to maleje przy świeżych. Więc jakby science fictian w tej specyficznej i nadzwyczaj ważkiej odmianie zwanej dystopia: na krytyce politycznej i społecznej zbudowany. Później ożenił się z oberżystką. zmarłych na szalejącą podówczas grypę hiszpankę. A teraz Anthony Burgess. Jego dzieciństwo było tragicznie przyziemne: ojciec pił i przygrywał na pianinie po kinach i knajpach. Z takich dołów i frustracji wyrastał w pół irlandzkim katolicyzmie młody John Wilson. z nazwy nie wymieniony.języka. Tylko nieliczne realia wskazują. posępny. Kolejne w szeregu imponujących dzieł. jakie stworzyli nie tylko George Orwell. do katastrofizmu skłonny rodzaj utopii. Karin Boye i wielu innych. przy zwłokach siostry i matki. Jednak niedaleka to przyszłość i pod niektórymi względami łatwo kojarząca się z dniem dzisiejszym. Ale czy podobnie straci na aktualności problematyka. W szybkim upływie czasu niejeden szczegół już dziś sprawia wrażenie wczorajsze. Raz wróciwszy po nocy zastał dziecko ledwie dychające w zimnym mieszkaniu. a nie z kaset i tym bardziej nie z dysków czy płyt kompaktowych? Że pisarz używa klekocącej maszyny zamiast elektrycznej lub komputera? Wystarczy moment i już realia rzeczywiste przeskoczyły futurologię w sprawach jak najbardziej powszednich! Obawiam się jednak. 2 Anthony Burgess nazywa się właściwie John Anthony Burgess (czytaj 'bˆ:rdƒes) Wilson. że młody i z pewnością nie archaiczny meloman słucha muzyki z płyt. z której poczęła się Mechaniczna pomarańcza? Nic na to nie wskazuje. Zaraz po ukończeniu. wkrótce nie odcisnął się zbyt wyraźnie na niby-Moskwie i niby-Pernambuco. może niechcący. Urodził się 25 lutego 1917 w Manchesterze. 9 01-554 Warszawa Kilka sprężyn z nakręcanej pomarańczy l Dzieje się to w przyszłości nieokreślonej i w mieście też nie całkiem określonym. raz wreszcie nie przygnębiających niespodziankach w życiu politycznym. jak technika życia codziennego napłodzi nam dziesięć i sto razy więcej pozornych. że wiele zachowa tu aktualność długo po tym.

co więcej. Toteż wśród jego dzieł literackich nie tylko Mechaniczna pomarańcza poświeca tyle uwagi muzyce i jej przeżywaniu. Symfonia napoleońska) posłużyła za model w najdrobniejszych szczegółach Eroica Beethovena. szukając jakiejś dogodniejszej posady. Pierwszy tytuł dotyczy również miejscowego piwa marki Tiger. Na razie. Szykował się bowiem raczej do kariery muzycznej. Łoża na Wschodzie). i skończyło się na kontrakcie. Zębate mury). I stąd wziął się jego debiut powieściowy: Trylogia malajska w trzech tomach. w miasteczku o tej samej nazwie. będącym jego stolicą. której wydanie opóźnił o 16 lat. Choćby dla fikcyjnej biografii Bonapartego Napoleon Symphony (1974.Manchesterze. studiów anglistycznych i po jadowicie opisanych absurdach obozu rekruckiego dostał się do wojskowych służb rozrywkowych i edukacyjnych: tak odsłużył do 1946 pięć lat. Jak się okazało. Czas na tygrysa). 3 Tak zwana The Malayan Trilogy składa się z Time for a Tiger (1956. Niżej podpisany i muzyka) omawia szczegółowo te aspekty własnego życia i przemyśleń. najpierw osobnych. o którym zapomniał. a ostatni to cytat z Szekspira. Trwało to od roku 1954 do 1959 i wreszcie musiał wrócić do kraju zniechęcony. Wróg w pościeli) i Beds in the East (1959. Zbiór wspomnień i esejów This Man and Music (1982. Kilkakrotnie przebywał też jako profesor wizytujący i raz jako pisarz rezydent w Stanach Zjednoczonych. a po krótkim powrocie do Anglii znowuż w sułtanacie Brunei na Kalimantanie. Oberon stary i nowy) Carla Marii von Webera. czyli w Kuala Kangsar i Kota Baru. że woli być uważany za muzyka piszącego powieści niż na odwrót. dalej z opartego na malajskim powiedzonku w tytule The Enemy in the Blanket (1958. Ale wbrew jego własnym aspiracjom to i tak niewątpliwie marginesy. Później trylogia ta zaczęła się ukazywać już łącznie jako The Long Day Wanes (1965. Parał się też literaturą operową. po pijanemu napisał podanie. Kierujmy się ku temu. rozpity i chory. pracownikiem Ministerstwa Oświaty i wykładowcą literatury angielskiej na uniwersytecie w Birmingham. relacjonując po swojemu libretto The Cavalier of the Rose (1982. U schyłku długiego dnia). autobiograficzna zaś powieść The Pianoplayers (1986. Klezmerzy) osnuta na własnym dzieciństwie i postaci ojca przekazuje wiele podobnych treści. Mnóstwo 103 . Do dzisiaj gra zwłaszcza jazz na fortepianie i skomponował nawet niecałe trzy symfonie i dużo mniejszych utworów. Był w różnych okresach i szkołach nauczycielem angielskiego. przeważnie na Gibraltarze. a co najmniej do krajów śródziemnomorskich. To nie wszystko. jak najściślej muzycznych. co poważniejsze. w formie cokolwiek zbeletryzowanej. Ale to już w późniejszych latach. Stwierdza prowokacyjnie. ma strukturę jakby muzyczną. prawie niechcący trafił na Malaje. jednak zawsze już tęskniący i rwący się do tropików. Napisał o tym swoją pierwszą powieść A Vision of Battlements (1965. Jako wykładowca języka i literatury szkolił przyszłych nauczycieli angielskiego w stolicach malajskich sułtanatów Perak i Kelantan. Kawaler srebrnej róży) Richarda Straussa i tworząc nowe libretto do opery Oberon Old and New (1985.

że Burgess lubi czerpać struktury akcji. Czarny wybryk) Evelyna Waugh. Wciąż ożywiająca się półgębkiem legenda. kultury i języka. a z którym da się porównać (co sam Burgess trafnie zauważył) tylko francuska powieść Henri Fauconniera Malaisie (1930. Nie obeszło się zresztą bez procesu o zniesławienie. jego żona w Londynie została w nocy napadnięta w celach rabunkowych i pobita do nieprzytomności przez czterech amerykańskich dezerterów. Jak i mnóstwo innych postaci. inna zaś wczesna powieść The Worm and the Ring (1961. wprost albo w przełożeniu. Jest bezcenna jako nie liczący się z niczym dokument z pierwszej ręki. lokalnych i literackich krzyżuje się w tych powieściach. to manifestacjami wstrętu do egzotycznych krajów. są niemalże dokumentem czasu i kraju. Nie tylko to znajdziemy. Cóż z tego. który Burgessowi wytoczył pewien biały adwokat z Malajów. asekuracyjnie przenieść do Afryki Wschodniej. że w kontekście malajskim zapijaczony porucznik Nabby Adams pobrzmiewa jako Nabi Adam: czyli pierwszy Człowiek jako Prorok? skoro i tak pierwowzorem był znany autorowi porucznik Delaney. Smok i pierścień. nie całkiem dosłowne lub syntetyczne? i że niektóre z innych jego powieści opierają się wyłącznie na fantazji? Większości to nie dotyczy. Daleko mniej ważki. utwór ten stanął jednak w szeregu takich jak Black Mischief (1912. mimo wszelkich zastrzeżeń dość wiernie i niemal ekshibicjonistycznie odwołując się do jego życiorysu. Burmese Days (1934. Birmańskie czasy) Orwella i poniekąd The Heart of the Matter (1948. Jej trzy prędko następujące po sobie części. skutek alkoholizmu. A w Malezji ciągle zatruwała mu życie jak nie histerią i pijaństwem. I nie zmienia tego również fakt. Oskarżyciel co prawda przegrał i więcej podobnych nie było. jak zwykle u Burgessa. Sedno 104 . zarazem dość poczytne i kwaśno przyjęte. jakoby gwałt i śmierć w Mechanicznej pomarańczy były odbiciem dotyczącego jej wydarzenia na Malajach. Diabeł nie państewko). tylko w 24 lata później na marskość wątroby. wydana już po polsku w moim przekładzie. ludzi. opisane w bezlitosnej Trylogii malajskiej. gdy Burgess jeszcze służył na Gibraltarze. lecz nie brakowało pretensji: a gdy niebawem tak samo na gorąco Burgess opisał swe doświadczenia z Brunei w satyrycznej powieści Devil of a State (1961. wydawca kazał mu ten kraj. Malajska przygoda). że jakaś postać lub incydent są przekształcone. Cóż z tego.) to szarada na tle mitologii nordyckiej. jaki przez wiele lat łączyła z dość rozwiązłym trybem życia: z czego nadzwyczaj szczery w tych sprawach Burgess nie czyni sekretu. Wśród nich własna żona. a w życiu Burgessa (trudno się powstrzymać od tej refleksji) potworną i histeryczną zawalidrogą. Llewela (zwana Lynne) Isherwood Jones była efektowną Walijką o jasnych włosach i błękitnych oczach. przenosząc materiał i szczegóły niemal dosłownie ze swych bieżących doświadczeń. domaga się sprostowania. Pisał ją na żywo. W kwietniu 1944 roku. Trudno by znaleźć drugą powieść tak wielostronnie i nieraz perfidnie naświetlającą jakże złożone i niejednoznaczne zjawiska dekolonizacji kraju azjatyckiego. Umarła jednak nie dlatego. problematykę i przekręcone imiona z tradycji czy wręcz archetypów literackich: tak właśnie A Vision of Battlements jest zamaskowaną repliką Eneidy Vergiliusa. przezwany Naraka od malajskiej nazwy Piekła. co nie przeszkadzało jej w eksperymentach z egzotycznymi kochankami i z kim popadło. którego nic w piśmiennictwie naszych czasów nie zastąpi. poroniła i długo chorowała.doświadczeń autobiograficznych.

sprawy) Grahama Greene, choć nie dorównuje ani żadnemu z nich, ani własnej Trylogii malajskiej Burgessa. Ta mimo wszystko najściślej realistyczna i demaskatorska powieść z elementami egzotyki, wiwisekcji psychologicznej, sensacji, czarnego humoru i satyry politycznej da się tutaj przywołać w jeszcze jednej funkcji. Bo wyliczenie to, przy zmieniających się proporcjach, może ujść za sumaryczny opis całej prozy Burgessa. Występek i grzech jako mechanizm ludzkiej działalności to u niego problem kluczowy, główny, żeby nie powiedzieć: obsesyjny. Nie obeszło się przy tym bez jego irlandzkiego katolicyzmu w ciągłej i osobiście nieraz dotkliwej konfrontacji z wątpliwym protestantyzmem kościoła anglikańskiego. Dość powiedzieć, że na Malajach skłaniał się już Burgess do konwersji na islam: aż oblała go kubłem zimnej wody jakaś kolejna, typowo muzułmańska manifestacja organicznej sprzeczności między utrwaloną w praktyce islamu tradycją działań i ocen, publicznych i jednostkowych, a powszechnie uznanym systemem wartości ludzkich. 4 Zachybotała się makabrycznie biografia i wynikło z tego w szybkim następstwie pięć dalszych powieści. Tych do 1961 roku. Zaraz po swym powrocie z tropików zaburzenia psychiczne, jakim coraz dotkliwiej zaczął ulegać Burgess, doprowadziły go do pobytu na obserwacji w londyńskim szpitalu i wreszcie do diagnozy: rak mózgu. Dano mu pół roku życia. W tej sytuacji ostatecznej zaczął na gwałt pisać, głównie po to, aby wdowie zostawić trochę pieniędzy. Jak to było z chorobą, można się względnie szczegółowo dowiedzieć z powieści The Doctor Is Sick (1960, Pan doktor jest chory). Coś z tej desperacji, pośpiechu, nie liczący się z niczym cynizm i naturalna skłonność do wiwisekcji pomogły ukształtować w tym krytycznym okresie specyfikę pisarską Burgessa. Odtąd i z późniejszych utworów niejeden, choć nie po kolei, wraca do podobnej genezy i efektów: aż bezwstydnie szczerego i drastycznego ulepku z motywów autobiograficznych, nieraz udziwnionego jeszcze na pokaz. Do tych należą One Hand Clapping (1961, Klaskać jedną dłonią) i mniej osobiste The Right to an Answer (1961, Prawo do odpowiedzi), Beard's Roman Women (1977, Babiarz Beard w Rzymie) i The Pianoplayers (1986, Klezmerzy), gdzie narrator przystroił się w postać i światopogląd kurtyzany w podeszłym wieku. Jednak to nie Anthony Burgess wtedy umarł, lecz jego żona w pijackim rozpadzie umysłowym i fizycznym. A wlokło się to w coraz gorszej udręce i obrzydliwości jeszcze do 1968 roku. Zaraz po jej śmierci zawarł drugie, szczęśliwe i trwałe małżeństwo z włoską hrabianką; dużo młodsza od niego Liliana (rzadko nazywana inaczej niż Liana) Macellari wniosła w ten układ również swe kompetencje zawodowe jako lingwistka. Odtąd i twórczość Burgessa, nie tracąc na ostrości, wyklarowała się intelektualnie. Tymczasem prawdziwą i światową karierę zrobiła A Clockwork Orange (1962,
105

Nakręcana pomarańcza). 5 Ta przerażająca dystopia czyni chwilami wrażenie prawie rozhisteryzowane. Nie bardzo wiadomo: czy ganić jej plakatowe uproszczenia? czy zachwycać się ich konstrukcja? Burgess ją sam kiedyś określił jako "zbyt dydaktyczną, zbyt ekshibicjonistyczną językowo". U mnie w pierwszej lekturze tak się pomieszały podziw i sprzeciw, że z jednej strony porwałem się od razu na karkołomny trud przełożenia dwóch pierwszych rozdziałów, a z drugiej napisałem i ogłosiłem w „Literaturze na Świecie" pamflet na nią zatytułowany: Horrorshow! czyli bój się Pan jeża. Skąd ów tytuł? Jest anegdota o poniewieranym przez długie lata drobnym urzędniku, który wreszcie odchodząc postanowił się zemścić na znienawidzonym szefie. Wybrawszy odpowiedni moment narobił mu na biurko, po czym nawtykał w to zapałek i zostawił kartkę z napisem: Bój się Pan jeża! Za podobne straszenie uznałem wówczas tę powieść. W kolejnych czytaniach i w trudzie przekładu stopniowo złagodziłem i wreszcie zmieniłem sąd o Nakręcanej pomarańczy na jej korzyść. A co pozostało z wątpliwości, to przytoczę z grubsza według tamtego artykułu. Kiedy skóra nam cierpnie przy wyczynach 15-letniego Alexa i jego młodocianych zwyrodnialców, otrząsnąwszy się nieco zadajemy sobie pytanie: Czy to jest nowe? i jak dalece realne? Otóż do stałego repertuaru science fiction zaliczają się opisy terroru) i zdziczenia obyczajów, następujące zwykle po kataklizmie atomowym lub nadwyrężeniu ludzkości przez inwazję międzyplanetarną. Mógłbym tu przytoczyć (ale nie chcę przeciążać omówienia dokumentacją) dziesiątki nazwisk i tytułów, powieści i opowiadań, często wcześniejszych, opartych jota w jotę na podobnych założeniach, sytuacjach i postaciach oraz efektach, jakimi tu straszy czytelników Burgess prezentując im swego Alexa i miasto, nie mogące sobie poradzić z bandami mordujących i gwałcących wyrostków. Pełno tegoż schematu w westernach. Nowością (choć nie całkowitą) i zasługą Burgessa jest wyprowadzenie tej inwazji potworów z wewnątrz. Z ludzkiego wnętrza i ze społecznego. A czy do zasług tej fikcji należy też jej realność? Że degenerująca się na wiele sposobów młodzież i przestępczość nieletnich zaliczają się do najgroźniejszych koszmarów naszej epoki: to wiadomo. A czy aż tak demoniczna eskalacja zjawiska? Pojedynczy przypadek, jakkolwiek potworny może być dla ofiar i świadków, tej skali jeszcze nie stwarza. Może ona wyniknąć dopiero z głębszego uszkodzenia mechanizmów i norm społecznych. Bo jak wiadomo, człowiek broniący swego życia i podstawowych dóbr (choćby ze względu na bardziej dotkliwe zagrożenie i silniejsze wydzielanie adrenaliny) rozporządza taką samą, a zwykle większą sprawnością niż napastnik powodowany motywacją nie aż tak istotną: jak zabawa czy pusta złośliwość. I jak wiadomo, w społeczności choć trochę zintegrowanej ta zdolność samoobrony kolosalnie wzrasta. Również i z fizjologicznego punktu widzenia na przykład siła mięśni jest tą cechą, która się późno rozwija i długo trwa, dzięki czemu (statystycznie rzecz biorąc) nawet dosyć silny piętnastolatek nie ma wielkich szans w starciu z przeciętnym mężczyzną w wieku średnim albo i podeszłym.
106

Nie wdając się w szczegółowe obliczanie innych czynników modyfikujących, takich jak stopień agresywności, zaskoczenie, brzytwa w ręku zwyrodniałego smarkacza lub większa zdolność przewidywania u dorosłych, jedno można stwierdzić na pewno: opisane przez Burgessa rządy nocnego terroru piętnastolatków, wobec których bezradne jest całe społeczeństwo dorosłych wraz z policją, to całkowita fikcja. Chyba żeby aparat państwowy nie istniał: ale wtedy, jak wiemy, społeczeństwo samorzutnie tworzy własne instytucje obronne i już po chwili walka staje się w najgorszym razie równorzędna. Potwierdzają to niezliczone przykłady choćby i z najnowszej historii: szeryfowie na Dzikim Zachodzie, samoobrona w kibucach izraelskich i wyrosła na jej gruncie Hagana, prywatna policja w Ameryce itd. Pełna makabra zaczyna się wówczas, gdy aparat państwowy i jego siły policyjne biorą stronę młodocianych lub innych bandytów i ułatwiają im działanie lub zapewniają bezkarność, prześladują natomiast broniących się. Co poznaliśmy wprawdzie na własnej skórze z długoletniej, ponurej praktyki komunizmu, jego jurysdykcji, milicji, teorii społecznej oraz ich trwających dotąd reliktów. Co u Burgessa jednak nie zachodzi. Toteż nie opisy terroru i sadystycznych ekscesów stanowią istotę jego fikcji, lecz to, co się w nich uzewnętrznia: korzenie etyki osobistej i społecznej, warunkującej ten chorobliwy system wartości, zachowań i współzależności. Jeden z triumfów książki polega na tym, że nie to jest w niej najokropniejsze, co jej bohaterowie wyczyniają, ale to, co się przy tym dzieje w ich pozornie tylko ludzkiej, w ich niedoludzkiej albo: nie daj Boże! ludzkiej świadomości. Czym się usprawiedliwiają. Co myślą. Ale wizja Nakręcanej pomarańczy ma też swe źródła w świadomości zbiorowej i faktograficzne. Niewątpliwy substrat stanowią tu wyobrażenia czytelników londyńskiej prasy brukowej w rodzaju „Sun" czy „World News" i podobnej, specjalizującej się w możliwie zawiesistych opisach morderstw, grabieży, gwałtów i ekscesów płciowych. Na ten podkład autor nałożył jeszcze następujące substancje: 1. Autentycznych bitników czy hipisów z ich szokującym wyglądem i zachowaniem oraz kojarzone z nimi, po części rzeczywiste i obserwowane na co dzień, a częściowo przesadzone i z gazet czerpane wiadomości o ich pasożytniczym trybie życia, narkotykach, seksie oraz aktach wandalizmu i chuligaństwa. 2. Stereotyp amerykański, jeszcze jaskrawszy zarówno w rzeczywistości, jak i w wyobraźni, wzbogacony później o dodatkową grozę sprawy Masona i jemu podobnych, czego oczywiście nie było w momencie pierwszego wydania książki, ale co się nawarstwiło na jej późniejszy odbiór. 3. Podobnie nawarstwiona pamięć studenckich rozruchów we Francji, które w świadomości londyńczyków odbiły się głównie jako dziejące się tuż pod bokiem zagrożenie ładu życiowego przez rozbestwioną młodzież. 4. Shocking jako taki. Wartości rozrywkowe nie są tu zarzutem. Ale pytanie, czy i z nich samych nie wynikło coś pozbawionego innej motywacji. 6
107

Więc tym bardziej w ocenie takich utworów jak A Clockwork Orange brakuje mu wstępnego systemu odniesień.. który wulgarnym językiem podkreśla odpychającą rzeczywistość" itd.Zarówno szanujący się czytelnik polski. z których uczyniono niemalże historiozoficzny traktat antynuklearny o naszych czasach. zresztą w tych sprawach wystarczy odesłać do znakomitych i ważnych teoretycznie wstępów. Klaskać jedną dłonią) fabuła opiera się na prekognicji. przy czym błyskotliwe bogactwo tej drugiej 108 . z racji swego zawodu najmniej wiedzący o literaturze. Fenomen się powtarza. Kurt Vonnegut przy równocześnie trwającym kręceniu nosem na kilkudziesięciu takich samych i w tymże gatunku. intelekt. W tajemnicze rejony umysłu i w pobliże futurologii zapuszczają się mimochodem dwie awantury o tematyce sowieckiej: Honey for the Bears (1963. Również założenie odstręczających treści i adekwatnej do nich stylistyki nie jest nowe. Wówczas pojawiają się takie fenomeny środowiskowe jak nagły snobizm na trzeciorzędnego autora science fiction nazwiskiem. jakim byłaby znajomość literatury sensacyjnej. Znalazł on bowiem sposób na to. literatura poważna rusza (pod osłony swej powagi i swych wyznawców) do akcji pasożytniczej i plagiatorskiej. Gdzie na tej skali mieści się A Clockwork Orange? Jeszcze raz chwała jej i Burgessowi. Albo rozmamłany i nic rozumnego nie mówiący Nova Express Williama Burroughsa. Substancja i wnioski z jego twórczości wstępu nie mają. Albo szum wokół słabej powieści Nevila Shute i osnutego na niej filmu On the Beach (po polsku Ostatni brzeg). korzystać w pełni z warsztatu i dystrybucji obu. Znamy je z twórczości autorów takich jak Céline i z całych kierunków literackich. Nieraz bardzo ważnych! I później dopiero mainstream czyli tzw. rzecz jasna. Snobizm zastępuje w nich gust. gdzie obowiązkowe czytanie książek wynika z noblesse oblige. jak hiszpański a niezłymi nazwiskami reprezentowany tremendyzm. Snobizm włada niepodzielnie w tych enklawach społecznych. Do formuł science fiction i dystopii sięgnął w czterech powieściach i zatrącił o nie jeszcze w wielu innych. Ta niby „subliteratura" odkrywa coś i osiąga wysoką sprawność. Już w One Hand Clapping (1961. Łączy je organicznie w każdym niemal utworze i spełnia warunki obydwu bez taryfy ulgowej. Problem nieco podobny. rozkosznie zdefiniowany przez Angela del Río jako „styl. tylko na odwrót: do saloniku literackiego Céline ma wstęp. Dreszcz premedytacji). Dobrze jeszcze.. a często bez porównania lepszych! i nieprzyjmowaniu do wiadomości w ogóle istnienia tych twórców. zaopatrzonych we własne nazwy i programy. dajmy na to. niemniej przeto grafomański. Albo przerobiony na słynne widowisko baletowe. Typowym przedstawicielem tych enklaw jest. szwedzki epos kosmonautyczny Aniara Harry Martinsona. otwarte oczy i rzeczywiste poczucie wartości. kiedy ta wtórność nie przemilczana zostanie. krytyk literacki. które zamieszczał w kolejnych tomach antologii Spectrum (swojej i Roberta Conquesta) Kingsley Amis. aby nie wypierając się expressis verbis tej ani tamtej literatury. poważnej ani rozrywkowej. jak i angielski highbrow na ogół nie splamią się gruntowniejszą znajomością literatury rozrywkowej i poważnym jej traktowaniem. lecz określona jako nobilitacja. Miód dla niedźwiedzi) i Tremor of Intent (1966. niekiedy wręcz mistrzostwo w prezentowaniu swych odkryć. ale tylko jako nazwisko.

Zamierzony przez kogoś film o Edypie pod nazwą Mother Fucker (czyli Matkojebca. który ją 109 . wykoncypowanej na modłę strukturalizmu Lévi-Straussa: opartej na syndromie zagadek i kazirodztwa jak w micie Edypa i w podobnych tradycjach algonkińskich. Venus) to współczesny wariant znanej od Williama z Malmesbury w XII wieku po Prospera Mérimée legendy o zaślubinach z posągiem bogini. normalnie i po angielsku w pisowni łącznej) dostarczył bodźca. aktualności oraz źródłach społecznych i historycznych książki Orwella. lecz zarazem to inicjały bohatera: Miles Faber (po łacinie żołnierz i rzemieślnik. I tak właśnie do obsesji dziergana siatka przypadkowych. ogłaszany z początku pod pseudonimem Joseph Kell. Jej pierwszą połowę stanowi przepyszny esej o zaletach. Natomiast The End of the World News (1982. obie formy autor uznaje za poprawne) z zawiłym kluczem już w tytule. chętnie wymienia 4-tomowy cykl o zmyślonym poecie nazwiskiem Enderby. przywożąc tam dzieła Szekspira. Nic jak słońce) posługuje się konwencją równoległego wszechświata. Za to krytyka. The Eve of Saint Venus (1964. Już niedaleka przyszłość raczej nie potwierdziła tych prognoz i refleksji: mimo to rzecz jest frapująca jako przestroga i wizja alternatywna oraz jako ćwiczenie intelektualne. do którego trafia szekspirolog i zapętla bieg czasu. Równocześnie z A Clockwork Orange wydane The Wanting Seed (1962. Dalszy ciąg to kontrapunktowa względem Orwella powieść o beznadziejnej walce szarego człowieka przeciw państwu w Anglii zdominowanej przez Arabów. Wigilia przed św. W panu Enderby) szkic poematu o minotaurze. nasączając jego twórczość całą i bez wyjątku. Tego poziomu nie osiąga (wydana w 1978 roku) nawiązująca do I984 Orwella książka zatytułowana 1985. dla mnie tylko pretensjonalny i odstręczający: oparty na epatowaniu odgłosami chrapania. Powieść o życiu miłosnym Szekspira Nothing Like the Sun (1964. Tej podstawowej opozycji zaś sekunduje druga: male/female. Ziemia ginie w zderzeniu z przybłąkaną planetą Lynx i z całej literatury powszechnej ratują się. symbolicznych czy jakichkolwiek odniesień jest fabułą tej powieści. Jest wreszcie M F czyli M/F (1971. pierdzenia i klozetu. Na koniec ta czwórka najłatwiej się klasyfikująca jako przynależna do science fiction. czyli dwa główne atrybuty ludzkie: walka i tworzenie). Nie da się oddzielić od science fiction u Burgessa ten rodzaj barokowej fantastyki i przepływa w jej coraz to inne formy. której na palec włożono pierścień. Koniec wiadomości ze świata) to zupełny niewypał. 7 Według A Clockwork Orange Stanley Kubrick nakręcił w 1972 roku głośny film. tylko dwa utwory: opowieść o Freudzie wydobywanym z Austrii hitlerowskiej i musical o Trockim w New Yorku. zawiera on w swej pierwszej części Inside Mr Enderby (1963. Kiepska science fiction z pretensjami do czegoś więcej i niestety nic więcej. wedle którego nakręcono fantastyczny film Son of the Beast from Outer Space (Syn bestii z kosmosu). słabościach. Jałowe nasienie) znów łączy jedne z większych w dorobku Burgessa walorów intelektualnych i literackich z rozrywkowymi: nakaz i kult homoseksualizmu zwalcza tu przeludnienie i prowadzi do kolejnej rewolucji. islam i dezintegrację stosunków międzyludzkich. na uchodzącej w przestrzeń rakiecie. prawie nieomylna w wybieraniu tego co najgorsze. bujnie ilustrowany własną twórczością poetycką. cytowane we fragmentach jako kontrapunkt do satyrycznej relacji o nadchodzącej zagładzie.sensacji umieszcza ją w rzędzie najlepszych dzieł Burgessa.

chociaż kilka razy wspomniany w tekście. ma ten żywy kolor i słodycz: a nakręcać go (czyli manipulować) to zamieniać go w coś mechanicznego. że dla powieści Conrada The Shadow-Line trzeba zachować tytuł Smuga cienia. Walka o ogień). 8 Sam tytuł A Clockwork Orange. Hasło tytułowe Burgess usłyszał w 1945 roku z ust 80-letniego cockneya mówiącego.tym bardziej rozsławił. na której dość luźno został oparty. Bo człowiek jak ona organicznie wyrosły. Tytuł A Clockwork Orange oznacza w istocie nakręcanego człowieka. że ciemniacka jak zwykle krytyka nie potrafiła tego zauważyć. Płynnie mówi sześcioma. Okaleczenie to przeniosło się również do najpopularniejszego na świecie wydania w Penguin Books. masakrując i gwałcąc. Kiedy chuligani brytyjscy zaczęli się wzorować na filmie. że ktoś jest „lewy jak nakręcana pomarańcza". nie przeoczy tej gry słów i tego dowcipu. Wystarczy ją przeczytać lub umieć po angielsku. lub jedno i drugie! aby wiedzieć. błędnie przełożony. w którym do podstawowych słów należy orang: człowiek. lecz efektownie brzmiący i po polsku już idiomatyczny. że z wydań najczęściej spotykanych wypada wraz z ostatnim rozdziałem najdobitniejsza z autorskich wykładni tytułu. U nas jakiś ignorant wymyślił tę „mechaniczną" i na razie tak musi zostać. Burgess nieźle zna język malajski. Bo nie zachodzi tu nawet przypadek w rodzaju tego. Też umiem po malajsku i od razu miałem to skojarzenie. Burgess uczestniczył w nim tytko w roli konsultanta. co sprawił. wymaga dodatkowych objaśnień. Tu cień uzasadnienia dla polskiego tytułu. ale nawet zaprojektował języki prehistoryczne do filmu Quest of Fire (1981. Wbrew jego życzeniu film pociągnął za sobą także wydania książki skrócone o jej ostatni rozdział z części trzeciej. że krytyka. Tamtejszym półanalfabetom zaś wyraz ten z reguły myli się z orange i tak bywa pisany. nie decydująca o swym ruchu zabawka. Ale zbyt optymistycznie spodziewał się Burgess. Ogłaszał też prace językoznawcze. kruchy i miękki. że opanował malajski i wiele innych. 110 . Na żądanie autora w moim przekładzie rozdział ten został przywrócony. 9 Burgess kocha się w językach i uczenie się obcych należy do jego namiętności. ale w przyszłości każę zmienić tytuł we wszystkich wydaniach na poprawny. Pogodziłem się z tym głównie z przyczyn handlowych. Okrutnie spłyca on i wulgaryzuje książkę. W desperacji. Tak nakręcanego jak najprostszy mechanizm sprężynowy i jak bezmyślna. choćby dzięki skojarzeniu z orangutanem. co poważnie narusza myślową i artystyczną konstrukcję utworu. Również i dlatego. że tłumaczy się to Nakręcana pomarańcza. Burgess wytłumaczył to wszystko w jednym z przypisków do swojej książki Joysprick i gdzie indziej. Nie dość. reżyser nie skorzystał z okazji do zarobienia na tym skandalu i wycofał film z eksploatacji.

że jest coarse and unattractive: ordynarny i nieatrakcyjny. obowiązany jest wydostać się z Brytanii i sprawdzać angielszczyznę na tle innych jeżyków". która go porzuca dla wulgarnego romansu z malajskim kacykiem i playboyem. Także i w dalszym ciągu swej twórczości Burgess najwyraźniej nie cierpi większości swych bohaterów i w tym. Jeden epicki poemat i jeden zbiór wierszy. Z innych frapują go zwłaszcza Shakespeare. kwitując je stwierdzeniem. że miał już dwa procesy o zniesławienie i na więcej nie ma ochoty. Prawie całe jego pisarstwo to wciąż jakiś Enderby i galeria krzywych luster.Do zastrzeżeń przejdę gdzie indziej. Czego Burgess nie cierpi? Wydawałoby się. Lawrence. oraz kolorowej. Zarys dziejów literatury angielskiej i przewodnik po współczesnej powieści dla studentów. Seriale telewizyjne. Hemingway i D. Nie lubi jej i mieszka w paru domach na przemian: w księstwie Monaco. To również wrodzone predyspozycje. jaki budzą w pisarzach czy to żywe. Przekłady paru dramatów i antologie. Można by tak dalej wyliczać. głupiego Gurkha z tejże i szeregu podobnych osóbek. Pasjonuje go Joyce. 10 W tym ogromnym wachlarzu spraw i postaci można by się spodziewać tyluż okazji do entuzjazmu. tytuł wymaga zawiłych objaśnień) oraz analityczne wprowadzenie do języka i neologizmów Joysprick (1973. która bierze go sobie za pomiotło. Co najwyżej na parę miesięcy w roku przyjeżdża jako hotelowy gość i w Anglii też go raczej nie lubią: mówi się o nim. Tymczasem u Burgessa rzuca się w oczy jakby coś niemal odwrotnego. skretyniałego w dypsomanii porucznika policji. we Włoszech i przez jakiś czas również na Malcie. H. coraz niżej się staczającego nauczyciela angielskiego. Krótsze Finnegans Wake) dla uczących się czytać i rozumieć tego pisarza. abstrakcyjne czy przedmiotowe obiekty ich pisarskiego zainteresowania. On zaś niezbyt manifestuje swe pogardliwe sądy o literatach angielskich i mnóstwie innych fenomenów ojczystych. W definicji tej mieści się też Mechaniczna pomarańcza oraz wszystkie jej sprawy i postacie. języków i niektórych pisarzy prawie wszystkiego. O nich też powydawał osobne książki itp. że „pisarz brytyjski. że o nich pisze. Około 1968 roku wyjechał na dobre z Anglii. jeśli może. białej żony. tytuł znów nie tak od razu przetłumaczalny) i wreszcie przemyślny skrót A Shorter Finnegans Wake (1966. To nie tylko efekt życiowych doświadczeń. Już Trylogia malajska utkana jest kompozycyjnie z drobnych brudów i kompromitacji z lekka hamletyzujących nieudaczników. że prócz muzyki. wyczuwa się pewien masochizm. Uważa natomiast. Kilka książek dla dzieci. Wydał trzy książki wprowadzające w tajniki jego twórczości: najogólniejszy wstęp Here Comes Everybody (1965 i poprawione 1982. Książki o New Yorku i o łóżku. jak to uczynił krytyk Geoffrey Gibson. 111 .

to najwyżej para autorów science fiction: Samuel Delany w Babel-17 i Robert Heinlein (wyborny i głęboko myślący pisarz. Znakomita koncepcja i dosyć mizerne wykonanie tego języka idą tu ręka w rękę. 112 . społecznej i historycznej. Obie jednak ukazały się w 1966 roku. Języka tego angielski czytelnik z początku w znacznej mierze też nie rozumie.11 Że jest za to rozmiłowany w języku. który tu „przedrukował. choć nie jest on bynajmniej autoryzowany i opiera się po części na zgadywaniu". Stworzył dla tej powieści osobny język. stworzył precyzyjną. Więc przynajmniej część jego niekompetencji nie obciąża Burgessa. całkiem jak dla jaskiniowców w późniejszej Walce o ogień. panosząc się od prehistorii aż do futurologii. Ta intencja została podważona już w pierwszym wydaniu amerykańskim z 1963 roku. Językowa inwencja Burgessa wyraziła się tu z rozmachem. jak również odwrócić uwagę od dziejących się okropności przez jej częściowe zaprzątniecie trudnościami języka. których uczy się albo które wymyśla. A sukcesywne przyswajanie go sobie i coraz dokładniejsze rozumienie ma stopniowo redukować tę obcość. gdzie Stanley Edgar Hyman informuje. biorąc za temat powstanie zbrojne na Księżycu i jego uniezależnienie się od eksploatującej go Ziemi. skąd na Księżycu wzięła się taka hybryda. Przede wszystkim zaś powieści A Clockwork Orange nie napisał zwykłą angielszczyzną. są zatem wtórne względem A Clockwork Orange. Na efemeryczny język młodych zwyrodnialców w A Clockwork Orange składają się zwłaszcza elementy gwar młodzieżowych i przestępczych. świadczy nie tylko Joyce i jego osobisty aktywny stosunek. Jaka przyświecała temu intencja? Najpierw utrudnianie czytelnikowi odbioru. że czytając nie mógł się powstrzymać od układania słowniczka. wiarygodną i ogromną konstrukcję na wszystkich polach równocześnie: od gospodarki przez obyczajowość po charakter narodowy i socjologię. na którego Lem wybrzydza się. wytwarzać w miejsce abominacji coś na kształt empatii w stosunku do Alexa oraz instynktownego odczuwania formujących go wpływów. mimo że sporo ignoranckiej bylejakości tkwi w samym słownictwie i nie ma usprawiedliwienia. jak może i jak nie może w Fantastyce i futurologii) w potężnej rozmiarami i koncepcyjnie powieści The Moon Is a Harsh Mistress. Otóż mówi się tam językiem zmieszanym głównie z angielskiego i rosyjskiego z domieszką paru innych aż po chiński włącznie: ale zbędne byłoby objaśniać. a poza nim sprostać by jej mógł jeśli nie Joyce. zaopatrzonym w niemądre posłowie. nieodłącznego zwłaszcza od Finnegans Wake. żeby podkreślić obcość i niezrozumiatość formacji kulturowej. nie snobistycznym. systemie odniesień literackich. jaki Burgess ma do jego indywidualnie projektowanego multi-języka. Także i do wielu innych języków. To dla przypomnienia o właściwym. Ale zwłaszcza Heinlein w Księżyc to sroga kochanka. ubarwione niekiedy zgrywą na styl po ignorancku niby to biblijny. Zestawienie to ma sens nie tylko w aspekcie językowym: w świecie Burgessa troglodyta wcale nie wymarł i zajmuje poczesne miejsce. któremu on sam nigdzie nie dorównał. a przede wszystkim mnóstwo zapożyczeń głównie rosyjskich.

Gdy kończyłem przekład w wersji R i niniejsze studium. wynik tej gry pozostaje wciąż nierozstrzygnięty. stylistycznego i translatorskiego eksperymentu. Już nie zabawa literacka. Tak czy owak nic tu nie zależy od deklaracji! zwłaszcza bez kultury osobistej i rzetelności. Ze względu na całkiem inną skalę eksperymentu językowego polski słowniczek zawiera ich ponad 1000 i to jeszcze nie komplet.niestety! . W pół roku później historia świata stanęła na głowie i wydaje się tak samo pewne. Sowietyzacja świata i tej jego części chyba już nie nastąpi. Kto się dopatrzy w tym dwoistym tłumaczeniu tylko wyrafinowanej gry literackiej. 13 Dowiedziawszy się z zapowiedzi w prasie i wywiadów radiowych. że ja sam zdążę tego jeszcze po części dożyć.większość z nich się potwierdzi. tak i w przekładzie tekst wersji R nasycony jest neologizmami do tego stopnia. jak u Burgessa. Ale będzie też wydana wersja A: drugi i zupełnie inny przekład A Clockwork Orange. Może kogoś zafrapować po prostu aspekt językoznawczy i próba lingwistycznej futurologii. Bo u nas wyłania się z tego zjawisko dużo poważniejsze. lecz i uświadomienie procesów już realnie przekształcających język polski oraz tych. Do zupełnie innej klasy rozmówców kieruję rozpoczynające się tu wywody i refleksje. niektórzy od razu wiedzieli. ile ten. Nie wyciągajmy jednak zbyt pochopnych wniosków. Ale rozpoczęte procesy w kulturze i języku nie dadzą się z dnia na dzień zatrzymać ani odwrócić: tym bardziej. niech się cieszy albo zżyma: jeden z celów został osiągnięty.tak rychło. którzy najzajadlej deklarują się przeciw sowietyzacji oraz wszystkiemu. Więc jakkolwiek szanse wersji A bardzo wzrosły. Może nawet kto wie? . że robię dwa osobne przekłady tej powieści w dwóch różnych wersjach. co rosyjskie.12 Dla przekładu polskiego stworzyłem własny język na podobnej zasadzie. którego odpowiednikiem Polacy będą rzeczywiście mówić około roku 2100 lub o wiele wcześniej. iż powstanie sytuacja odwrotna i że polszczyzna futurologiczna przekształci się raczej w kierunku angielskiego. wydawało się raczej pewne. gdyby utrzymała się tu przewaga kulturalna Rosji Sowieckiej. Jak w oryginale. ze to: hi hi! jeszcze jeden mój ekscentryczny wygłup. Takim nie mam nic do powiedzenia. że pojawia się ich do kilkudziesięciu na każdej stronie. pokrewna wymyślaniu sztucznych języków: od tak dyletanckich jak Volapük lub Esperanto i 40 prób jego ulepszenia po tak profesjonalne jak Latino Sine Flexione wybitnego matematyka Giuseppe Peano lub Novial znakomitego językoznawcy Otto Jespersena i pozostałe 2 lysiące sztucznych języków międzynarodowych. że będzie na odwrót. A raczej dwa języki. W przeliczeniu na hasła w oryginale jest około 300 neologizmów. Kogo zafrapuje nie tylko to. Nie spodziewam się. że czeka nas ten wariant rzeczywistości. Ten język i posługujący się nim przekład nazwałem: wersja R. oparty na założeniu. że nieświadomie im ulegają i nadal je forsują ci sami. aby każdy czytelnik podzielał moje poglądy i przewidywania w całej rozciągłości. Ostrzegam jednak. 113 . że . Tylko coś przerażająco realnego: język nie tyle fikcyjny.

Jak u niej. co z polszczyzną da się zrobić i po co. podobne do tego. słynna z nieszczęsnego przekładu Kubusia Puchatka pod imieniem Fredzi Phi-Phi doc. Ze znanych mi najlepszy jest niemiecki. co pod względem politycznym. zanim opublikował w nrze 2(28) kwartalnika „Akcenty" z 1987 roku własną próbę przekładu jednego z rozdziałów Mechanicznej pomarańczy. lecz po to. o tym. Burgess pisał mi. Wszystkie inne zaś próby tłumaczenia budzą tylko politowanie. etyka i historia są nieodłączne od języka. Zasada. temu w kategoriach ogólnych nie muszę nic więcej objaśniać. w którym Walter Brumm w najłatwiejszej warstwie gładko wykorzystał do neologizmów słowotwórstwo niemieckie. że drugi przekład pozwoli to sprawdzić. były najzwyczajniej wyssane z palca. Nie domyśla się powagi zagadnienia i jego chyba światowej unikalności. Ostrzegają przed tym zresztą wszystkie znane mi przekłady A Clockwork Orange. Młody anglista wyszedł bowiem z lubelskiej szkoły akademickiej i tam wpojono mu nierozumienie spraw elementarnych. choć w pisaniu zdarzają mi się sztuczności. Dla kogo te uświadomienia i refleksje staną się podnietą do walki o nasz język nie po to. On po prostu nie ma pojęcia o języku polskim i jego specyfice aktualnej czy historycznej. że on radzi załatwić stylizację polską anglicyzmami zamiast rusycyzmów. Inaczej bym się na ten eksperyment nic porwał. Nie to jednak miał Burgess na myśli. Z całkiem innych przyczyn wszedł na tę fałszywą drogę młody anglista Cezary Michoński. za to piszę dość naturalnie (aż po tłumaczenie na angielski poezji Leśmiana i Gałczyńskiego włącznie). Jest w tym oczywiście pewien sens i mam nadzieję. lecz na instynkt i na słuch. że każdy w ogóle przekład (a po stokroć taki jak ten) wymaga stworzenia pewnej rzeczywistości stylistycznej. Nawiązał on ze mną kontakt już przedtem. tak i tu zabrakło uświadomienia. nie klecąc sztuczności. A kto sięgnie jeszcze głębiej w rejony. temu dłoń ściskam. którym ośmieszyła się na cały kraj profesorka jego. że języki angielski i rosyjski należą do tych. aby nie przestał on istnieć (wraz ze swą literaturą i kulturą) w toku nieuniknionej ewolucji. Lecz to nie jego wina. którą przyjął.które go tak czy inaczej zmienią w obcy nam i oby nie wymierający język naszych prawnuków: ten zyska więcej przyjemności umysłowej i sięgnie głębiej. aby wstrzymać (co byłoby szkodliwe i nierealne) jego rozwój. którymi władam najlepiej. socjologia. Po rosyjsku mówię (wprawdzie dopiero po tygodniu lub dwóch pobytu) nie do odróżnienia od tubylca. aby dobra polszczyzna teraźniejsza i przyszła nie zagryzły się wzajemnie. 14 Tak się składa. bodajże jedyną w tym języku oprócz mojego przekładu. Mogę więc projektować organiczny stop żywej polszczyzny z jednym i drugim nie mechanicznie. Jego wyobrażenia o tym. kulturowym i lingwistycznym wynika z naszej lokalizacji na mapie. lecz harmonijnie zrosły ku obopólnej korzyści. rzec by 114 . jest aż do absurdu mechaniczna. lecz nie sięgnął po nic poważniejszego i nie zdobył się na choćby elementarne zastanowienie się nad fonetyką i grafią rosyjskiego. gdzie polityka. Po angielsku mówię nie bez obcych naleciałości. o to. dr Monika Adamczyk.

gdzie kwitnie uniwersytecka teoria przekładu. lying there on my bed with glazzies tight shut and rookers behind my gulliver. uległy wyparciu wyrazy tak podstawowe i do tego wrośnięte w idiomatykę jak big. Faktycznie ani rozwiązany nie został. to zagadnienie przekładu artystycznego w ogóle nie zaczęło istnieć. otóż i najbanalniejszy tekst polski bez śladu Burgessa i jego specyfiki. Ograniczę się do rusycyzmów. Pierwsza wątpliwość: podstawowy zasób leksykalny to najbardziej stabilna część języka. eemya. Z tych aż 12 sztucznych rusycyzmów do mniej oczywistych należą vecks and ptitsas (czyli w zwykłym slangu fellows and chicks) będące skrótem od czelowiek i kalką etymologiczną przez kurczaka do ptica.. z eksperymentu wynikła tylko pedantyczna i zupełnie jałowa układanka. drive na korzyść niby rosyjskich bolshy.. jak i samokrytycznie. drunk. Tak w tym wypadku. Jakieś nieporadne lipy i blad zastąpiły w niej rot i krowy: to wszystko! Wpisać zamiast nich usta i krew. word. o nijakiej składni. A następnie artystycznego posługiwania się nim jak każdym idiolektem czy odmianą języka. nozh. który pozostał bądź co bądź angielskim. I to w tych samych miejscach! jak gdyby to rozwiązywało którykolwiek z tysiąca problemów przekładu artystycznego. thing. aby w języku. buy. W swojej pracy magisterskiej z 1988 roku Cezary Michoński zanalizował drobiazgowo dwie moje fragmentaryczne wersje przekładu A Clockwork Orange i jedną własną.. Jest więc mało prawdopodobne. peet. itty. name.można: własnego dialektu. Nie chciałbym tu urazić młodego anglisty. Typowo polską! to jedyny rys charakterystyczny. body. Natomiast jeśli nie stworzono żadnej stylistyki lub nie używa się jej w sposób i w celach artystycznych. Michoński uznał. drink. że błędny ognik zwabił go na trzęsawiska. sprawdzająca się w takiej praktyce. jeśli w ogóle czymś nacechowany stylistycznie. dochodząc do szeregu trafnych wniosków. sing czy tyng? Oto skutki translatoryki lubelskiej. knife. kupet. go. plott. noga. Warto się dokładniej rozpatrzyć w lingwistycznej analizie i ocenie tego eksperymentu. dream.. bugatty. thiswise i daywise. And there were devotchkas ripped and creeching against walls and I plunging like a shlaga into them. leg. czy thing przepoczwarzyć na fyng. ani nawet nie pojawił się żaden problem artystyczny. rich. man. both young and starry. propozycja nie ma cech utworu literackiego. to sztucznością martwego żargonu wstępniaków i telewizji. Pod tym względem jest zaprzeczeniem swej uniwersyteckiej mentorki. hear. see. sex. and I was smecking all over my rot and grinding my boot in their litsos. tłumacz powinien w język polski nawtykać zniekształconych wyrazów angielskich. moodge. Na pewno nie przypadkiem daje się wyczuć tu i ówdzie wpływ orwellowskiego Newspeak: oto na trzech kolejnych stronicach przysłówki publicwise. neck. Może nie jego wina. że skoro Burgess wtyka w język angielski zniekształcone wyrazy słowiańskie. A wszelką istotną problematykę wyparło zastanawianie się. mimo i wbrew narzuconej mu fałszywej metodzie. joy. 115 . 15 Ale jak to robi sam Burgess? Wybieram prawie na oślep coś z końca 3 rozdziału I części: There were vecks and ptitsas. zwłaszcza że podszedł on do sprawy zarówno rzetelnie.

Natomiast uderzające bywają niezręczności i komiczne nieporozumienia w tej niby to ruszczyźnie. viddy i yeckate. Oznaczony specjalną gwiazdką (że nierosyjskiego pochodzenia) w słowniczku wyraz yarbles utrwalił czarno na białym niechlujstwo tych metod. w których końcówkę bezokolicznika wzięto za część tematu z wynikami tak groteskowymi jak govoreeting. Jest w tym pewna niekonsekwencja. Do tego trzeba było po ignorancku kartkować słownik nie znanego sobie języka. a podstawowym słowem oznaczającym bicie i masakrowanie jest tolchock? Bo w słowniku angielsko-rosyjskim ktoś znalazł pod chains różne odpowiedniki jak okowy. sharries tyłek. Bo znalazłszy pod push słowo tolczok nie domyślił się. lecz nie efemeryczną. Całkiem jakby nasz autor nie wiedział.ani też bezokoliczników. Ale więcej poszlak świadczyłoby. Przemawia za tym choćby jej bogactwo. aby członkowie pewnych grup legitymowali się pomiędzy sobą jako swoi. Bo w jednym ani w drugim trybie na pewno nie wsączano by i nie odbierano jawnych pomyłek. że Burgess traktuje styl swego narratora jako nie jedyną wprawdzie. lecz stwarza własny i wyłącznie na swój użytek. Ale w tekście zdarza się obok skrótu yarbles również dłuższa i całkiem 116 . Te wyrazy i garść ekspresywnych w rodzaju choodessny (wonderful). W krajach mówiących po angielsku zjawia się i znika co roku łącznie olbrzymia liczba około 5 tysięcy efemeryzmów! I nie ma to nic wspólnego. o której wspomina jeden z psychiatrów. Dlaczego na przykład oozy to łańcuch od roweru. że "w rozwoju zwłaszcza potocznej angielszczyzny dominuje monosylabizacja i że już trójsylabowy temat jest dla jego rodaków prawie nie do wymówienia i karykaturalny przez samą długość. sneety. które nie oznacza łańcucha. Tak samo papierem czuć z daleka czasowniki. wyszperanej po słownikach lub uzyskanej od kiepskich doradców. dajmy na to. a nie byli rozumiani przez postronnych: stąd choćby gwara ochweśnicka i żargon klezmerski. szeroko rozpowszechnioną i społecznie utrwaloną już normę językową. shiyah. slovo. Są to bowiem jaja. więc ktoś je musiał zaimprowizować w oparciu o slangowe angielskie apples i znalazł jabłoko: a później widać zgubił odpowiednią karteczkę. czyli sztucznych wyrazów równie szybko zjawiających się w użyciu jak znikających. Równocześnie jednak wiadomo. który nie prezentuje niczyjego języka. uzy. których odpowiednika naturalnie (jak i w przypadku sharries czyli zadka) nie udało się znaleźć w słynnych z przyzwoitości słownikach angielsko-rosyjskich. interessovatted i nachinatted. Bo ekwiwalent buttocks musiał sam sobie ukręcić z niewinnych słów oznaczających kule. że właśnie język angielski charakteryzuje się w zakresie efemeryzmów całkiem wyjątkową przelotowością. radosty. cepi i wybrał na chybił trafił akurat to słowo. rozbudowana idiomatyka i koegzystencja rusycyzmów ze słownictwem rdzennie angielskim. Parokrotnie sugeruje się to w dialogach. Wspomniane tu reguły mogą co prawda nie stosować się do środowiskowych gwar hermetycznych. groodies albo zoobies (piersi i zęby) mogłyby się zjawić co najwyżej w roli efemeryzmów. slooshy. głównie w funkcji ozdobników stylistycznych wzmagających ekspresję wypowiedzi lub realizujących przelotną modę. ze stylem Joyce'a. I czy ze słuchania na przykład radia lub TV przesączały się do żywej mowy te rusycyzmy? czy z owej subliminal penetration: bliżej nie określonej techniki propagandowej. veshch. pyahnitsa. służących do tego. a za pomocą której groźny słowiański Wschód subliminalnie czyli podprogowo wsącza w świadomość młodych Anglików elementy swego języka? To zapytanie samo dyskwalifikuje problem. jakie to niewinne szturchnięcie.pol.

Wreszcie to wciąż powtarzane wyzwisko: bratchny! co miało znaczyć: bastard! czyli po prostu skurwysyn. że w wietrożogie (czyli: ogorzałe od wiatru) znaczy: z twarzami w czarnych sadzach od ogniska.. Smacznego.. Oczywiście żaden słownik mu nie podsunął sukinsyna i temu podobnych. mundus i monde (w różnych znaczeniach) wywodzą się przecież opisowo z indoeuropejskiego pierwiastka me. Nie wystarczył już Burgessowi stary son of a bitch w żadnej z licznych pisowni. Tak czy siak wynika mu jaskiniowy odgłos: huuun! z malajskiego bulan i różnych europejskich moon itp. lecz tylko znudziłby się laik. dopuszcza się Burgess całkowitej mistyfikacji. A tymczasem słownik wręczył mu pod bastard straszne wyzwisko: wniebracznyj czyli nieślubny. Aby się nie wdawać w detale i pryncypia. wymyśla na prawo i lewo od bracznych. Co tam się nie wyprawia! Mogła jeszcze być wątpliwym dowcipem stschigreshnevaikache (jak zapewnia: in French transliteration! też lipa) jak gdyby pochodna od kapuśniaku z kaszą gryczaną. że uczył się rosyjskiego i że ma o nim pojęcie. bo kilkakrotnie. Gdyby się tak zetknął z kimś znającym żywy język rosyjski! jakże by mu pasował zwykły mudak! i jak pięknie by to wyglądało w transkrypcji: moodack. więc ucięto mu początek i oto biedny Alex. ignorując fakt. niemiecku. zaimek ich z przymiotnikiem smugłych „transkrybowane" jako ish smuglish oraz bolszoj ogoń jako balshiyiy agon tudzież „objaśnienie" do wiersza. Epatując niezliczonymi błyskotkami wtrąceń obcojęzycznych. Jak tu jaskiniowcy mogli nazywać księżyc? Burgess fantazjuje na temat jego krągłości i szuka jej odbicia w nazwach zaczerpniętych na oślep z 26 języków. Mond.. skąd i białość. Ale mimo wszystko z rosyjska.. Pojawia się na przykład i nie przypadkiem. W tych popisach ignorancji nie oszczędził również polszczyzny. że wszystkie są prawie o 100 tysięcy lat późniejsze. W artykule Firetalk Burgess opisał. a co trzeci nie wiąże się ani rusz z praindoeuropejskim. hebrajsku i po wszelakiemu. znów najskwapliwiej popisuje się Burgess rosyjskim.. Jej może najbardziej szokujące przykłady znajdziemy w innej. Ale niestety: wszelkie moon. od liter cyrylickich po gramatykę i słowotwórstwo. którego jakby zamierzchłą rekonstrukcję sobie założył. że od nazwiska Szwernik można urobić formę żeńską Marya Shvernika i od wyrazu gospoża nie istniejący męski gospoż. i wszelkie 117 . na których absurdalność rykiem śmiechu może odpowiedzieć lingwista. nieświadom. od słowa po zdanie lub frazes. A że słowo było jednak za długie. maan jak też miesiąc. I dopiero tu się kompletnie demaskuje. 16 Dając do zrozumienia lub wyraźnie informując tu i gdzie indziej. jak go nabrano. ograniczę się do księżyca. czy dufna i nie sprawdzająca pewność. o ćwierć wieku późniejszej książce: w powieści Any Old Iron (1989. jak to projektował na bazie ścisłej lingwistyki ów język jaskiniowców do filmu Walka o ogień. miejscowość (z naciskiem: że to po polsku) nazwana Żyto (czyli Roggen na wschód od Odry: chyba szło mu o Żytno) i takoż miejscowości Ziemniak i Kapusta.jednoznaczna forma yarblockos. po walijsku. Względnie najdosłowniej zaś służył księżycowi pierwiastek leuk: coś jasnego. który znaczył: mierzyć! bo mierzono nim czas. czyli jak najlegalniej ślubnych.. Byle stare żelastwo). wystarczy! oto pełna nieznajomość nawet i rudymentów języka. Ale choroszo teraz wymawiane khoroshcho i nazwisko Struve źle odczytane jako Strube.

aż po łacińskie luna i słowiańskie łuna (też w różnych znaczeniach). Język prosto wyłożony). jeśli unicestwi w moim przekładzie to. co w nim odkrywcze i najcenniejsze. jakie memu przekładowi poświęcili docent Tadeusz Skulina w nrze 4/XXXVIII „Języka Polskiego" z 1958 roku. Ale najcenniejszym sygnałem powagi zagadnienia i tego. stało się obszerne i drobiazgowe studium. Badacz ten podkreślił wagę sprawy i nowatorstwo rozwiązania. lecz i nowszej klasyki zwłaszcza amerykańskiej. Burgess jednak zgarniał na oślep. Eksperyment mój okazał się produktywny i zwrócił na siebie uwagę. Był to jednak mój i w ogóle pierwszy krok do formuł translatorskich dotąd nieznanych i zabronionych. że ją doceniono. wprowadzając do kryminału Petera Cheyneya Kat czeka niecierpliwie (Warszawa 1958 Iskry) w dialogach elementy mowy potocznej i substandartu jako odpowiednik angielskiego slangu i kolokwializmów. nie kwitując niczym swego długu i nie powiedziawszy mi nawet dziękuję. że nowatorstwo polega tu głównie na słownictwie. to ryzykując dalszym ciągiem swej kariery pisarskiej). jak i skąd (tylko nie z litewskiego! o którym lada student by wiedział: że jest głównym i najważniejszym źródłem dociekań praindoeuropejskich) i co tylko popadnie: z niewiarygodną wręcz ignorancją lingwistyczną włączając do swych rozważań nawet i polski księżyc. 17 Więc jaki ma być po naszemu ten język? Zacznę od wspomnień. Niestety miał rację.. nie domyślając się. gdybym się był posunął o krok dalej? Wątpliwe. że to przezwisko: mały książę! w przeciwieństwie do wielkiego księcia: czyli słońca. Owszem: rozpętała się krótkotrwała walka na ostre w redakcji (była to bodajże czwarta moja książka i nie mogłem jeszcze narzucać swych warunków ani postawić ultimatum. I tak musiałem wziąć ze sobą świadka (był to mój niezawodny przyjaciel Staszek Werner) i zagrozić wydawnictwu sądem. a jeżeli. dokonał szczegółowej analizy wprowadzonego przeze mnie języka i stwierdził. Takie to i językoznawstwo. Czy wygrałbym 30 lat temu walkę o druk tej książki. W sukcesywnie poprawianych wydaniach cieszył się niejaką popularnością jego wstęp do językoznawstwa Language Made Plain (1964 i 1975. Wydał go pod prawdziwym nazwiskiem jako John Burgess Wilson. Zlękli się. że księżyc po czesku to komar? tego już nie sposób się domyślić. zresztą zapożyczenie z tegoż wyrazu germańskiego co king i ksiądz. Ale nikt ze specjalistów nie traktuje go serio: i nic dziwnego. w niewielkim stopniu na idiomatyce i prawie nie tyka składni. Owszem: zakwękał w paru zdaniach jeden czy drugi (wtedy jak i dziś nikomu nie znany) recenzent. Po czym zmuszono mnie w tych samych Iskrach do rezygnacji z następnego przekładu z góry stawiając mi ultimatum: żadnych eksperymentów! A nastąpiło to już po ukazaniu się rozprawki docenta Skuliny i w momencie gdy racja moja w sprawie Cheyneya została triumfalnie i definitywnie udowodniona 118 . Owszem: rozmaici tłumacze (jako że sytuacja obiektywna domagała się tego) podchwycili z miejsca mój wynalazek i zaczęli go powszechnie stosować nie tylko w przekładach kryminałów.światła na niebie. Trzydzieści lat temu zapoczątkowałem w literaturze polskiej nowy styl tłumaczenia. A skąd mu się ubrdało.

Mówiąc tylko pół żartem: a nuż czeka mnie jeszcze wersja 119 . Ten proces najzupełniej spontaniczny. nie musiałby stwarzać w języku nowych mechanizmów: po prostu nawiązałby do gotowych. będzie ona ulegać wpływom nie jednej kultury lub języka. uległ na kilkadziesiąt lat zawieszeniu tylko czy spowolnieniu i gdyby się w nowych okolicznościach ożywił. Oto na czym koncentruje się moja uwaga w tłumaczeniu Mechanicznej pomarańczy. tu i ówdzie czeskie. Ta formuła dotyczy nie tylko wersji R przekładu. Jej struktura ogólna i zespół szczegółowych konstrukcji są przecież decydujące w każdym języku. co zwykle niezbyt sobie uświadamia dyletant. w ogóle ktoś nieporadnie mówiący albo piszący. Trochę zapożyczeń pochodzi z innych języków. jak i kulturalnie organizm. i tak czy owak przenikające do polszczyzny obce słownictwo musi wywodzić się przede wszystkim z dwóch źródeł: angielskiego z amerykańskim i rosyjskiego. Co najwyżej trzecia jeszcze możliwość widnieje na horyzoncie: gdyby się okazało. Ale rozglądam się wokół: ilu z takich dysponentów kultury ma do dzisiaj w ręku bat i tępy nóż. przebiegający poza świadomością narodową i wbrew tej świadomości. że Polska wejdzie w orbitę zjednoczonych Niemiec i włączy się po dobrosąsiedzku w ich potężny zarówno ekonomicznie. słowotwórstwo i funkcjonalne zróżnicowanie języka według dialektów i stylów należą do tych elementów. banał i przeciętność lub nieudolność. belfer. że jakkolwiek potoczy się historia i tym samym ewolucja polszczyzny. idiomatyka od leksyki) najdobitniej konkretyzują to. gdy słownictwo jego prawie niczym się nie wyróżnia. co dzieje się w języku na szczeblu pojedynczych zdań. mówi sama za siebie. Jeden wpływ drugiego nie wyeliminuje. rozwój polszczyzny może pójść i w trzecim kierunku: tym łatwiej. Tu również najdotkliwiej. przede wszystkim z angielskiego i niemieckiego. krytyk. jego mistrzostwo. Wreszcie semantyka z pragmatyką językową.Dla mnie te kłopoty należą do historii. Że odrębność jego prowokuje na pierwszy rzut oka? Dobrze: prócz ewidentnych rusycyzmów sięgam też po zapożyczenia ze środowiskowych gwar lub żargonów i wprowadzam obfitość naśladujących je neologizmów i neosemantyzmów: to znaczy innowacji słowotwórczych i znaczeniowych. w znacznej mierze uporządkowana w słowniczku. którymi najtrudniej operować. Mimo to nie jest najważniejsza. Następnie rekcja oraz idiomatyka (wprawdzie nieodłączne: rekcja od składni. żydowskie lub ukraińskie. Naturalnie ona się najbardziej rzuca w oczy. Więc o słownictwie nie ma co rozprawiać. którymi wciąż pozwala im się w zalążku niszczyć niepojęte dla nich wartości? 18 Więc jaki ma być ten język? Leksyka jego. Nie tyle w użyciu słów ile w ich łączeniu kryje się istota określonego języka. lecz wielu. Jest bowiem raczej pewne. bo najskryciej. że już od wieków nic tak bardzo nie kształtowało języka polskiego jak niemiecki. odciskają się wpływy obce i zjawiska rozkładające język. wyrażeń i połączeń wyrazowych. A co jest? Przede wszystkim składnia. ale mutatis mutandis również i wersji A. które decydują o literackiej formie dzieła nawet i wówczas.

Kto chce. rozległy półanalfabetyzm 3. rzecz jasna. zwykły czas przeszły typu rosyjskiego w użyciu ekspresywnym. bo na etapie współistnienia i walki nie manifestowanej. choć niekonsekwentnie. ze względu na fundamentalnie odmienną strukturę języków angielskiego i polskiego: ten proces musiałby trwać wiele pokoleń i przejść stadia częściowego analfabetyzmu lub ogromnej prymitywizacji stylu kolokwialnego. że choć ja urobiłem to w całość. że język stanie się w swej decydującej strukturze angielskim albo rosyjskim. z którymi zresztą (mimo tak znacznej bliskości obu języków) niezbyt się potrafi uporać. Kiedy uświadomić to sobie. chwiejna pozycja zaimka zwrotnego się. O to pierwsze trudniej. Nie: który wpływ obcy wyeliminuje ten drugi? Tylko: czy angielszczyzna wywrze decydujący wpływ z dużo mniejszym. Tak i w początkowej alternatywie. czy na odwrót. kto wie? może do tego stopnia. separacja od mowy pisanej już dziś rozwijają się w skali przerażającej. prymitywizacja 2. że nie wymaga on separacji od form pisanych lub inaczej upowszechnianych: po prostu ludzie. niechaj poszuka innych. dochodzącej aż do zrywania kontaktu z językiem pisanym. Moja składnia w Mechanicznej pomarańczy wersji R pokazuje głównie strukturę języka mówionego. imiesłów uprzedni we frekwencji nasilającej się i funkcji przymiotnikowej. polonistów. Już kilkadziesiąt lat temu wstrząsnął mną przekład Baśni z 1001 nocy Krzysztofa Radziwiłła i Janiny Zeltzer (Warszawa 1960 Nasza Księgarnia) z konsekwentnie rosyjskim umieszczaniem się po czasowniku! a dialogi w rodzaju: Mi? Ci! są już normalne wśród ludzi z maturą. Ale czy jest to nie do pomyślenia? Wszystkie trzy warunki: 1. wywodzący się z nizin społecznych (lub adaptujący się do nich) i awansujący życiowo bez awansu kulturalnego. lecz i tak widocznym udziałem rosyjskiego. Czynią to coraz bezkarniej i powszechniej. Więc i dla polszczyzny byłby to zapewne łączny wpływ obu. chwiejność w enklitycznych zaimkach osobowych: to niektóre z wielu przejawów rusyfikującej się składni. Lecz tym bardziej rozstrzygającej. Więc głównie składnia i rekcja (czyli zasady gramatycznego łączenia wyrazów) ulegną wyraźnej anglicyzacji lub rusyfikacji: z czasem. ażeby składnia polska najpierw przemieszała się z dość bliską jej składnią rosyjską. częstokroć nawet pod hasłem walki o kulturę języka! Niemałe są w tej mierze (i kwitną w blasku doktoratów i profesur) zasługi nawet sfer akademickich. nawet nie sięgając do zjawisk takich jak typowy prezenter TV w 120 . Uwarunkowane składniowo rytm i kadencja zdań. redagując je lub zabierając głos w telewizji. elementy jej nie są bynajmniej fikcją.. wahający się też na granicy nowych form złożonego czasu przeszłego. Warto podkreślić.N perypetii Alexa? Jednak i niemiecki ulega potężnie kształtującym wpływom angielskiego. wydając książki. Proces ten zachodzi już dziś. przez radio i w życiu publicznym. już silnie zrusyfikowaną. Ten proces narasta lawinowo: i jeśli na tej drodze czeka nas rusyfikacja polszczyzny. Co i tak jest faktem. dość na to jednego pokolenia czy dwóch. O rusyfikację zaś bez porównania łatwiej: wystarczy niewielkie przesunięcie w nawykach i preferencjach językowych. językoznawców.. A zmieniłyby się głównie proporcje. tym łatwiej. używają coraz mniej poprawnego języka (który wypiera swoista mowa awansu) pisząc w gazetach i tygodnikach. a następnie pozbyła się konstrukcji mniej rosyjskich.

in. jest reliktem oddalonej wówczas o jedno lub dwa pokolenia epoki. aby zmniejszyć oba te zagrożenia. Mam nadzieję. I to nie w rynsztoku. jak wiadomo. Tu koszmar i na ponuro! Wiech ściśle umiejscowił swe przedwojenne opowieści w dołach społecznych. zakłócenia sformalizowanej w pisanym języku składni. Fragmentarycznie. które z pewnością sto razy będzie mi zadane: czy ja popieram taką ewolucję polszczyzny? czy mój przekład ma ją lansować? czy nie obawiam się. którą Wiech utrwala i przetwarza. Takich szczegółów znajdą się setki i setki. Raz już potwierdziła się w laboratorium przeszłości i stąd jej odbicie u Wiecha. Aż do szczegółów włącznie. 19 Dla specyfiki tego stylu mówionego charakterystyczne są m. anakolut i wiele innych konstrukcji nie mieszczących się w paradygmatach. Kalka z idiomu rosyjskiego. Ekwiwokacja znaczeń. kto ją wykrył. zainteresowany odbiorca sam znajdzie niezliczone przykłady rusycyzmów nie uwzględnionych w słowniczku. że ich nie ma. Zmierza to ku drażliwemu pytaniu. Nie jest mi sympatyczniejsza ta polszczyzna niż ten bydlaczek Alex! i jako tłumacz nie bardziej utożsamiam się z tym językiem niż z postacią Alexa. że to nie fikcja: bo tak się już mówi! choć u mnie większość tej mowy naprawdę wynikła nie z podsłuchiwania i zapisu. lecz w odpowiedniku rosyjskim i owszem. Ale na szczytach. Zasadniczych różnic więcej tu wprawdzie niż podobieństw. tu prawie nieobecny. że wydobycie ich obu na bezlitosne światło przyczyni się do tego. gdy zagrożenie polszczyzny przez wpływ języka rosyjskiego przybrało formy i rozmiary zbliżone do dzisiejszych i do tych konsekwencji na niedaleką przyszłość.audycjach kulturalnych. Ale łączy je ignorowanie norm językowych i konsekwentne stosowanie norm własnych oraz fakt. Gdy 121 . Czy mój projekt języka nie ma prekursorów? Jednak posiada ich. lecz po polsku obca lub niepoprawna. Wiedząc już. Więc ta fikcja językowa nie jest aż tak fikcyjna. Nie ma. czego szukać. wolno postawić mi zarzut: czy nie nazbyt optymistycznie zaprojektowałem ten zwyrodniały język przyszłości? Bo nawet mój Alex czy inni rynsztokowcy pod pewnymi względami nie posuwają się w degeneracji swej fantastycznej polszczyzny do takich skrajności: już dziś przecież najzupełniej rzeczywistych. Więc jej model i wariant futurologiczny mają wysoki stopień prawdopodobieństwa. ale przesunięty z lekka w znaczenie (choć i po polsku możliwe) bardziej typowe dla równobrzmiącego z nim wyrazu rosyjskiego. że ta gwara warszawska. a już mi zwracano uwagę (przy lekturze jego próbek i fragmentów). a może tysiące. Tam chodzi głównie o humor. w ich rzeczywistości językowej i drobnych tarapatach życiowych: wymiar i tło Mechanicznej pomarańczy są całkiem inne. łatwo przechodzące w strumień mowy nie całkiem powiązanej. które w polskim wyrazie (jeśli bez nacisku ideologicznego) nie mieszają się. tylko z dobrej znajomości polszczyzny i że wiem. Jeszcze się nie ukazał mój przekład. które ja tu przedstawiam. że taki będzie jego praktyczny efekt? Nie ten wywołuje chorobę. Najważniejszy to Wiech. co i jak się w jej wnętrznościach porusza. Może to być zwykły polski wyraz. łatwo (lub dzięki kontekstowi) zrozumiała. skuteczniejszej metody na szerzenie chorób wenerycznych niż krycie się z nimi lub udawanie.

jak i w momentach dezorganizacji języka i rozpadu jego prawidłowości. pojawia się i we francuskim. z drugiej strony zaś istotne elementy różniące język żywy i mówiony od pisanego. albo jedno i drugie. Zjawisko to musiałoby się szczególnie nasilić w razie przyśpieszenia zmian prowadzących do składniowej anglicyzacji polskiego. osiągnąć może na przestrzeni kilku pokoleń. mówiony. Norwid usiłował ratować pełny język i stwarzać możliwości zapisywania go: edytorom do dziś trudno się z tym uporać. Szkoła i redaktor tym bardziej. proces ten (przeciwnie niż w przypadku rusyfikacji) musiałby przebiegać bardzo powoli. Dlatego (jak już podkreśliłem) nieodzownym warunkiem byłoby tu stadium daleko posuniętej niepiśmienności. dla integralności języka mające wymiar kataklizmu. nie liczący się z regułami pisanego. dochodzi nieraz do struktur podobnych jak w językach inkorporujących raczej niż fleksyjnych. Jak uprzednio już podkreśliłem. U nas jednak nie mogłoby się to dokonać tak szybko ze względu na powszechność pisma i druku. albo drastycznie. Ewolucja ku wersji R musi aktywizować język w tym kierunku wspólnym dla polskiego i rosyjskiego. równie (albo i bardziej) fleksyjny jak polski. jaki to przeobrażenie. W mojej wersji R przekładu Mechanicznej pomarańczy najważniejsze są efekty wydobywane ze składni i słowotwórstwa. mimo że charakterystyczne dla języków nieindoeuropejskich i tak obcych nam jak indiańskie lub eskimoskie. Chociaż i tu (śpieszę dodać) nie posuwam się w nich dalej niż do punktu.in. Co prawda w Anglii po normańskim podboju w 1066 roku przeobrażenie takie dokonało się błyskawicznie i w ciągu paru pokoleń język staroangielski.rozbicie takie pojawia się już na poziomie słowotwórczym. Czy tak będzie i w polskim? Wszystkie te nieposłuszne odstępstwa od (zubożonej przecież) regularności językowej to z jednej strony przejawy zachodzącej lub szykującej się ewolucji. Za to jak najobficiej korzystają z nich twórcy i mistrzowie polszczyzny: od Norwida po Białoszewskiego i stu innych. który aktualnie trwa w języku polskim. Jednak alienacja pewnych grup społecznych. Z analogicznych swobód korzystać musi (nie dla fanaberii ani dla popisania się) każdy autentyczny twórca języka. Białoszewski startował z linii bardzo wysuniętych i realizować mógł pełną swobodę w kształtowaniu samego języka i form jego zapisu. Tak ma być. To samo dzieje się w tym przekładzie i w formach jego zapisu. Za to w wersji A najważniejsze są formacje przejściowe zmierzające ku analityczności. Zjawisko to. Toteż warto zauważyć jego (choć marginesową) obecność tak w mowie potocznej. jakby ich przyrodzone bogactwo. Dotyczy to m. co utrwala istniejące formy języka i hamuje przeobrażenia. Polonistyka uniwersytecka woli je tępić niż badać. na przykład młodzieżowych i przestępczych. Wydaje się to prawie niemożliwe: a przecież konstrukcje przyimkowe (charakterystyczne dla tego drugiego typu) szerzą się obok i zamiast deklinacyjnych nawet i w poprawnej polszczyżnie: w języku bułgarskim zaś i macedońskim dawno już przeważyły nad fleksją. a na gruncie zawodowym powszechność 122 . zginął wyparty przez średnioangielski o strukturze mało różniącej się od dzisiejszego. a więc jego przesuwania się od typu fleksyjnego ku analitycznemu i pozycyjnemu. właściwa im hermetyczność ekskluzywnego żargonu i język potoczny. ponieważ jest to mocna strona języków słowiańskich. okresu przemian strukturalnych.

Do typowych dla angielszczyzny formacji analitycznych. Już dziś stało się możliwe coś w tym rodzaju: No i Bibi chap za ten but lila róż i w Zizi. choć tak łapczywie wychwytywany. rozumianych piosenek) dla większości pozostaje niemal chińszczyzną. przysłówek i przymiotnik. że choćby tu przytoczone są nie dźwiękonaśladowcze. lecz nie starcza im napędu i mózgu. gdzie koncentrują się zjawiska decydujące o zasadniczych przeobrażeniach języka. należą nie od wczoraj choćby wykrzykniki ekspresywne. Mimo całkiem różnej motywacji tak rosyjski. Starając się zarówno w wersji A jak R uniknąć dowolności. to wzrośnie najpierw jej prawdziwa znajomość. piąte przez dziesiąte. że w sumie to się z grubsza wyrównuje. tylko znaczące. łatwo dające się użyć (podobnie jak po angielsku) w funkcji różnych części mowy. mogą ten proces zaskakująco przyśpieszyć. że marginesowe zjawiska w języku nie muszą takimi pozostać. to fakt. Rosyjskiego nie chcą znać. lecz wywierającymi ogromny wpływ na poziomie (przynajmniej obecnie) i w formach dość prymitywnych. W polskim ostatnio rozwinęły się tak samo nieodmienne przymiotniki. I tu również nie brak już realnych pierwowzorów: od częściej ośmieszanej niż rejestrowanej i badanej gwary Polaków amerykańskich po samorzutną twórczość językową młodzieży w kraju. A do myślenia daje fakt. że gdyby angielszczyzna miała się u Polaków naprawdę zakorzenić. kiedy i tak w sam łeb. Ale są: i to najważniejsze. przede wszystkim zaś (wbrew powtarzanej dotąd regule) jak najbardziej łączliwe w związkach składniowych. zwykle skrócone przez odrzucenie sufiksu i kończące się często na o: takie jak bordo. podobnie mizerna i prawie żadna. przy czym warto podkreślić. potocznym i nie pisanym: czyli tam. Tacy modlą się do angielszczyzny. że po pijaku i na oślep. Wszystko to są wyrazy nieodmienne. już zalęgających się i z wolna szerzących w dzisiejszej polszczyźnie. porno i spoko. poprzestaję skromnie na języku tak zanglicyzowanym. no i ta Zizi bach i lulu. 123 . co z tego. W subkulturze. Na pozór są to marginesy języka. hop i czmychu. Nie posuwam się aż tak daleko. że ich obfitość i udział rosną w języku ekspresywnym. Ciekawostka: w języku sundajskim (choć nie w innych indonezyjskich) rozwinęły się one w osobną część mowy: to dla uświadomienia. Mimo to rosyjski dociera na co dzień i nasącza młodych Polaków nawet bez udziału ich świadomości. a potem wpływ na formowanie języka. jak i angielski są u nas językami bliżej i szerzej nieznanymi. jakby nigdy nic. zmyśleń i pełnej fantastyki. angielski zaś. Z biegiem czasu jedno i drugie może się trochę zmienić: ale co jest istotne. od rozmaitych form czasownika po rzeczownik. Znajomość języków rosyjskiego i angielskiego jest u nas. żeby się jej nauczyć. angielskiego zaś nie potrafią. w skali społecznej.komputerów i uproszczonego systemu porozumiewania się z nimi. Opowiadanko to jest oczywiście nieco sztuczne. jakiego możemy się jeszcze doczekać. snobującej się na styl amerykański. ze względu na swoją szczególną trudność i na przeważający prymityw jego amatorów oraz dostępnych im źródeł (głównie przez nagrania źle artykułowanych i mętnie. które Klemensiewicz nazywał czasownikami wykrzyknikowymi. nie polskie lub nie mieszczące się w regułach pewnego stylu. a Jodłowski określał jako czasowniki niefleksyjne osobowe: na przykład lu. Zakładam jednak. brzydkie i niekulturalne: nie sposób jednak uważać go za niezrozumiałe.

decydowałem wedle subiektywnego domysłu: co wie lub domyśli się każdy. okazywało się raz po raz. że jest to nie fantazja. tylko projekcja zjawisk już dziś istniejących w naszym języku. głupców i ślepców. że to nastąpi. a czego wielu nie zrozumie i nie będzie miało gdzie sprawdzić. jakby to już w ogóle nie był język fleksyjny: lecz konstrukcja pełna rzeczowników. jakby gromadził. 21 W późniejszych i ostatnich książkach Burgessa znać coraz większy rozrzut i jakby gorączkowe dążenie do wielkiej skali. że dobry neologizm odnajduje się często. Gdy sprawdzałem na ludziach. jakoś tam analogiczne do wcześniejszego o ćwierćwiecze szykowania się na śmierć od raka mózgu. Tym bardziej nie zabraknie (jak zwykle) prywatnych lub z premedytacją sterowanych obelg i oszczerstw. Wśród nich wiele dotyczących muzyki. Niektóre instytucje i nazwiska mógłbym z góry wymienić. którą ja tu zaprojektowałem dla równieśników Alexa. co wymaga umieszczenia w słowniczku. w innym czasie lub dialekcie języka. Omówione wyżej derywaty i konstrukcje analityczne wprowadzam obficiej. Lecz podkreślam. w praktyce nie różniąca się od angielskiej. 20 Zatrważająca realność tego przyszłościowego modelu potwierdzała się wielokrotnie już w trakcie wymyślania go. Taka jest i będzie rzeczywistość. Ale nie zabraknie. już istniejący. przymiotników i nawet zwrotów idiomatycznych bez jakiegokolwiek morfemu. Ale gdyby się decydujące czynniki tak ułożyły: to polszczyzna może być już głęboko i bezpowrotnie zrusyfikowana za 30 lat albo zanglicyzowana za 50 lat. Napisał więc lub uzbierał sporo książek zwłaszcza erudycyjnych i beletrystyki o wielu wątkach. niż istnieją. Nie twierdzę. Man of Nazareth (1979. Także z autentycznymi wyrazami zdarzały się wątpliwości: czy wszyscy pamiętają. Trudno! na wojnie jak na wojnie. szlifował i układał w całość projekty i zasoby z całego życia. którzy widząc ten model bliskiej przyszłości rzucą się na mnie z krzykiem. Nie tylko dlatego. Przymierzył się do 124 . że wymyślony przeze mnie barbaryzm już funkcjonuje w gwarach któregoś regionu lub środowiska. szczególnie w wersji A. że gablota i maraset znaczą samochód i narkotyk? Co z nich wprowadzać do słowniczka. czy język polski mógłby się pozbyć swej przeważającej do dziś struktury i całkowicie przeobrazić się w język formalnie zbliżony do angielskiego. Człowiek z Nazaretu) to własny i nadzwyczaj przemyślny żywot Jezusa. A przede wszystkim swoje bodaj czy nie drugie arcydzieło. nie za dwieście! i to w stopniu daleko jaskrawszym niż jedna czy druga wersja tej mowy. czasowników. czeka nas szok: bo składa się ono w całości z wyrazów prawie lub wcale nieodmiennych i ma strukturę tak analityczną. że to moja ohyda i moja wina. To jako przykre memento dla wątpiących. rzecz jasna.Jeśli to sobie uświadomić.

Dalej podsumował swą publicystykę. Mały Wilson i duży Bóg) zapowiedział. Przewijają się najsłynniejsze katastrofy naszych czasów. Chodzi tu o układ górnych czcionek w maszynie do pisania. W hołdzie dla Qwert Yuiop). Te były piękne operatorsko i ortodoksyjne: czyli zdawkowe w treści. pisząc we współpracy z innymi autorami scenariusz telewizyjnego serialu Jesus of Nazareth i następnie filmu. 125 . a w tym plącze się niedordzewiały Excalibur. złośliwych. miejscowości. gdyby i tu nie wysunął pazurów. spraw. Jednakże w tych granicach nie znam nic bardziej wyzywającego: gdyż w najzupełniej ortodoksyjnych sytuacjach Burgess ujawnia bez anachronizmu ich szczegółowe i ludzkie implikacje. w setkach szczegółów demaskująca wiele spraw i ludzi. Jest to ogromny wybór artykułów i zwłaszcza recenzji. której dla zarobku i z temperamentu zwykł poświęcać wiele czasu i wysiłku. znaleziony przez hitlerowców w lochach Monte Cassino i kolejno wykradany od NRD po Ermitaż i z powrotem. W pierwszym tomisku swej ciekawej autobiografii Little Wilson and Big God (1987. Ale Burgess nie byłby sobą. Czy wypnie się na te zapowiedzi? Tak coś wygląda. w tym z wielu słowników. a również samego siebie. Nie pomoże efekciarskie założenie dwóch prawie nadludzkich protagonistów. Nie pomoże mu smutny fakt. Już po niej wypuścił Any Old lron (1989. Wciąż nic istotnego nie wynika z tego gigantycznego koronkarstwa i jest to jakby sytuacja Bobra i Bankiera w Wyprawie na żmirłacza Lewisa Carrolla. furorę zrobiło jego rozmiarami ogromne i zajadle reklamowane powieścidło Earthly Powers (1980. Nie pomoże śmiała i wyssana z palca koncepcja. uwag. gier słownych itp. Czyżby własna i w podobny sposób nieudana Ada po Nabokovie mu zamajaczyła w ambicji? Nie wykluczone: już nieraz jakby pozazdrościł innym i próbował napisać to samo po swojemu! a korci go zwłaszcza Nabokov i kolejne okazje do replik na jego wynalazki formalne. który zrealizował Franco Zeffirelli. dowcipnych spostrzeżeń. Ewangelia ma cały legion modernizacji. powiedzonek. Jego powieść nie zawiera w istocie prowokacji ani bluźnierslwa czy choćby odstępstwa od chrześcijańskiej tradycji: dobry katolik może czytać ją bez poczucia. Niepotrzebnie zdublował jej tło i po części temat w historycznej powieści The Kingdom of the Wicked (1985. że nastąpi jeszcze tylko jej druga część i to będzie koniec jego twórczości. że tworzył to rzekome dzieło swego życia przez 10 lat i uzbierał w nim całe setki konceptów.niego już o dwa lata wcześniej. gdzie 81-letni pedał literat Kcnneth Marshal Toomey i papież Don Carlo Campanati to mają być (jak wiemy skądinąd) William Somerset Maugham i Jan XXII. zatytułowany Homage to Qwert Yuiop (1986. że naraża się na piekło lub na niezadowolenie proboszcza. krajów i co widoczniejszych postaci tego stulecia oraz tysiące i tysiące bystrych. Ponieważ w światku literackim już się nosi Burgessa. Ziemskie potęgi). Więc w tej niby rzeczywistości z klocków po części fantasmagorycznych kotłują się walijscy mieszańcy z krwią rosyjską i trójka z Manchesteru z żydowską. Ale wśród nich ta jedna zaskakuje odkrywczością z pozycji powściągliwie sceptycznych bez prowokacji. że wielkość nie mdła i nie uznająca kompromisu automatycznie zmierza ku szczytom deprawacji lub uświęcenia. Byle stare żelastwo) i to chyba najgorsza z jego w końcu nie tak wielu kompromitacji. od „Titanica" przez kolejne wojny. erudycyjnych. po angielsku odrobinę inny niż po polsku. Ten rodzaj klęski. Lektura nierówna i rozkoszna. Królestwo złych) o rzymskiej Palestynie tych czasów.

Jego proza. bywa nierówna i nie układa się w jakiś specyficznie ważny i odrębny sposób widzenia świata. co sprawia. które sam przeznaczył na swe chefs-d'oeuvre. Czyżby jednak okaleczał Burgessa zbyt sterylizujący dystans ironicznego umysłu bez tego światłocienia. gdy autor zmierza do czegoś innego. a choćby i nic już Burgess nie zdążył wystrzelić ze swej eksplozywnej maszynerii twórczej. jest kamieniem obrazy i częściej prowokuje do czepiania się niż skłania do sympatii: że kostycznej moralistyki jego dzieł nie humanizują nawet ciągłe igraszki językowe i wszechobecny niby humor: a właściwie jadowite szyderstwo.w mieczu zaś arturiańskim symboliczny problem: czy pogaństwo zwycięży? To już zwykła inflacja. co nie tylko zmiękcza ostrość konturów. inteligentny jak brzytwa. Ta odcina się liczbą 20 książek na tle 30 powieści. A co w takim razie? I dlaczego Anthony Burgess. nadzwyczaj pomysłowa i błyskotliwa w szczegółach. więcej czy mniej. mistrz języka i literackiego rzemiosła. Bez wyjątku. bez końca przeobrażająca się formalnie. jak i w tym. Wydaje się. niedouczony i bez matury? Burgess żadnego z tych grzechów nie popełni. Wszystko na sprzedaż za fałszywy grosz. ogromny jego dorobek można już z dużym prawdopodobieństwem podsumować. ale na pewno żadna z tych. Ale wartość jej. którymi by wtargnął instynkt i żywioł twórczy nie kontrolowany przez świadomość? Ta demoniczna siła. Mimo to wolno już u schyłku jego drogi twórczej powiedzieć. tak błyskotliwy i fantastycznie pomysłowy (trzeba wciąż powtarzać te określenia) w swych nieustannych erupcjach twórczych. wzbudza jednak mieszane uczucia od irytacji po niedosyt: i trafnie zwracano uwagę. co wielu oburza i złości. jednak nie może przełamać tego kręgu ambiwalencji? Otacza go podziw i respekt. a żadna nie wtargnie do wielkiej literatury z wyjątkiem tych co najwyżej dwóch. że w dorobku jego nie ma i nie będzie powieści lepszej niż A Clockwork Orange i może jeszcze Man of Nazareth. do których analogie niełatwo znaleźć. Formuła o schorzeniu epizodycznym tego nie tłumaczy. I tak samo wszystkim czegoś w nim brak. Może to raczej nadmiar świadomości profesjonalnej bez tych szczelin. że to dlatego większa część jego prozy powieściowej nie daje pełnej satysfakcji. że nie wychodzi poza chwyt epizodycznego montażu. że geniuszem okazuje się Thomas Mann: pisarz tak często rozwlekły i pretensjonalny. obskurant i snob. bez gustu. 22 To czy tamto. Ale czyż to jednoznaczny feler? Ja bym powiedział: tylko wówczas. że pewien rodzaj głębi i uniwersalnych perspektyw tą metodą rzeczywiście trudniej osiągnąć. W różnych kontekstach o większości już napomknąłem. Zarówno w osiągnięciach. może kilka innych nie okaże się efemerydami. tej niepewności. lecz i zapewnia synaptyczne przejścia do struktur bardziej wieloznacznych? Nie dotyczy to jego eseistyki. Nie zaryzykowałbym jednak opinii. Nie stereotyp więc i nie reklama prowadzą ten przegląd z powrotem w kierunku A Clockwork Orange. marnotrawstwo i poniewieranie tematów. 23 126 . na ogół erudycyjna raczej niż głębsza.

że to nie Hamlet wpadł przypadkiem pod topór tego Alexa z koleżkami. Rządzie i Partii. Warto policzyć: ileż to niedołęstwa lub niszczycielskiej złośliwości musi w Polsce ominąć na swej drodze do czytelników atrakcyjna. wyżarła mi notatki zawierające nazwiska i adresy malajskich przyjaciół. Czy tak było? Nie wiem na pewno. że Mechanicznej pomarańczy ma u nas nie być! i to wystarczyło. Kto mógł wtedy przypuszczać. obejrzawszy na zamkniętym pokazie film Kubricka. I tak samo w osiem lat później. Znalazłszy się akurat w Kuala Lumpur wysłałem jeden egzemplarz Burgessowi. Z niezliczonymi błędami. jak również w nikogo z ich sprzymierzeńców. uważając. Pierwsze dwa rozdziały w moim przekładzie miały się ukazać w nrze 2(34) miesięcznika „Literatura na Świecie" z 1974 roku. Beztrosko zlekceważył tę książkę Państwowy Instytut Wydawniczy. że owa krucjata przeciwko Mechanicznej pomarańczy dotyczyła nie książki. Legenda o książce i jej przekładzie nadal krążyła i mnożyły się propozycje. Nota bene z równocześnie wysłanej do samego siebie przesyłki z malajskimi książkami ta sama poczta. ważna i do tego niezwykle 127 . Wreszcie w 1989 roku opublikował Mechaniczną pomarańczę miesięcznik „Fantastyka" w postaci wkładki. czujnie i zapobiegliwie. Alfa przejęła sprawę i znów ją położyła. Jednak w momencie. Ta broszurka trafiła do niektórych bibliotek i również do bibliografii. Ufff. Fama głosi. Mimo to cenzura przez 15 lat prowadziła z nią wojnę obsesyjną w swej zajadłości. Ponieważ trudno go złapać między podróżami a którąś z rezydencji. odkrywcza. lecz jej tytułu: podobno ktoś z Biura Politycznego...Osobny i dość upiorny akapit do dziejów Mechanicznej pomarańczy dorzuciły jej perypetie w Polsce. nieznani sprawcy przedrukowali jeszcze po złodziejsku dwa wydania pirackie. Guzdrał się rok ze wstępnymi formalnościami Czytelnik. Ale jeszcze w roku 1986 mogłoby to utrącić wszelkie inne szanse publikacji utworu w jakiejkolwiek formie i tego nie chciałem. w socjalizm. abym ją wydał w podziemiu. gdy na pobojowisku naszej ukatrupionej prasy literackiej wyręczający ją „Przegląd Techniczny" zaproponował mi druk. że sprawa jest za poważna. sam tekst natomiast zdjęto bez uzasadnienia. że czasy tak szybko złagodnieją? a potem staną na głowie? Ale i tak cenzurę wyręczała dobra wola i cnota naszych wydawców. by ją pogrążyć w zamian za ograniczony i tylko środowiskowy efekt publikacji w drugim obiegu. Ucięło to skutecznie moją dalszą działalność na tym polu. sygnalizując na wpół iluzoryczny byt książki po polsku. bodajże Zenon Kliszko. zanim wyguzdrano się z prawdziwą książką. gdy strażnik się zagapił. przesyłka wróciła i już na polskiej poczcie została skonfiskowana jako druk nielegalny. wydostałem z „Literatury na Świecie" już złamane odbitki i powieliłem je w kilkunastu egzemplarzach. dopuszczonego do najwyższej władzy w Państwie. Po czym z tej wersji. Ale z rozmaitych absurdów ten wydaje się najbardziej prawdopodobny. Dla prestiżu i zysku chciało swą działalność wydawniczą rozpocząć od tej książki Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich: zgodziłem się i znów jego władze doprowadziły tylko do skandalu i kolejnej zwłoki. w Rosję ani w Związek Radziecki. autorów i działaczy kulturalnych. Ukazał się jedynie mój towarzyszący im pamflet Horrorshow! czyli bój się Pan jeża. co za szczęście. że powieść ta nie zawiera żadnych treści godzących na którymkolwiek etapie historycznym w Polskę ani w jej ustrój. Jest więcej niż oczywiste. wzdrygnął się z obrzydzenia i krzyknął.

społecznym i politycznym. Lipna rewolta). Krytyka i publiczność stwierdziły to samo: że sceniczna brutalność okazuje się umowna. Jednak poj鹹ie dウugowウosych filistr ukazuje rzecz chyba w najwaソniejszej perspektywie. niż Gershon Legman w broszurze The Fake Revolt (1967. Tamten kiwa obojętnie głową i mówi: Wiem. Niezupeウnie o to szウo w Mechanicznej pomarazy albo nie tylko. Że muzyka. Wystawiła go w Londynie na przełomie 1990 roku słynna Royal Shakespeare Company szukając wyjścia z nękającego ją kryzysu tyleż artystycznego. który chciał w roli śpiewających łotrzyków obsadzić znany z ekscesów zespół estradowy Lady Punk. którą skomponowali Bono i The Edge obficie sięgając do Beethovena. Wtem złajdaczonemu nauczycielowi odbija się T. to drugi tłumaczy trzeciemu. Shantih shanlih siiantih. co i finansowego: ale bez powodzenia. mdła i nijaka wobec tej z życia i z filmu. każdy z nich zna dwa języki i nie ma żadnego języka znanego wszystkim trzem. Nie rozumiejący kretyn porucznik tłumaczy to na język urdu swemu Gurkhowi. Damyata. Chciałoby się ją przytoczyć w całości. A na razie popatrzmy na sprawę z dalszej perspektywy. Nikt zaś nie trafił celniej w istotę problemu we wszystkich jego aspektach. Eliotem i cytuje z Ziemi jałowej sanskryckie: Datta. Co kto powie. Niech nam pomoże ta scena z Trylogii malajskiej: Upijają się we trzech. Dayadhvam. To jest to.dochodowa książka.S. moralnym. W międzyczasie sam Burgess napisał dramat muzyczny według swej powieści. 24 Do tych przygód Mechanicznej pomarańczy chętnie dodałbym sporo cytatów i cudzych refleksji. co powiedział grom. Czy doczekamy się tego spektaklu? To się okaże. nie nadrobiła braku formuły artystycznej i wynikł z tego ani naturalizm. Ze względu na rozmiar 32 stron nie byłoby to nawet niemożliwe. ani balet muzyczny. Robert Stiller 128 . tylko jakiś fałszywy zlepek obojga. Niemiecki tygodnik „Stern" arcytrafnie podsumował problem Alexa i jemu podobnych w określeniu: die Spie?bürger mit langem Haar. Po drodze zaś napisałem jeszcze według Mechanicznej pomarańczy libretto musicalu i wygasły rozmowy z teatrem Studio.

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->