Część pierwsza l - To co teraz, ha?

Bytem ja, to znaczy Alex, i trzech moich kumpli, to znaczy Pete, Georgie i Jołop, a Jołop to znaczy po nastojaszczy Jołop, i siedzieliśmy w Barze Krowa zastanawiając się, co zrobić z tak pięknie rozpoczętym, a wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy. W Barze Krowa dawali mleko z czymś, to była taka melina, a może wy już nie pamiętacie o braciszkowie moi, co to były za meliny, bo wszystko się teraz tak bystro zmienia i wszyscy raz dwa zabywają, gazet się też wiele nie czyta. Wiec w tym pabie sprzedawali mleko z dodatkiem czegoś jeszcze. Na spirtne nie mieli pozwolenia, ale jeszcze nie wyszedł ukaz, re nielzia robić tych nowych sztuczek, co je dobawiali do regularnego mleczka, więc mogłeś sobie w nim kazać na przykład welocet albo syntemesk, albo drenkrom, albo jeszcze jeden czy drugi taki maraset, że miałeś od niego rozkoszne, ujutne piętnaście minut sam na sam podziwiając Pana Boga i Wsiech Jego Aniołów i Świętych w lewym bucie i do lego błyski wybuchy na cały mózg, no po prostu horror szoł! Albo mogłeś pić mleko z żyletami w środku, tak się u nas mówiło, że się człowiek od niego naostrzy i jest gotów na niemnożko tego brudnego, co to dwadzieścia w jedno, i jak raz to piliśmy tego wieczora, od którego zacznę opowieść. W karmanach mieliśmy spore dziengi, więc jeśli chodzi o zachwat szmalcu, to nie było potrzeby flekować żadnego dziada w ciemnej uliczce i patrzeć, jak on się maże we krwi, kiedy my liczymy urobek i dzielimy na czterech, ani też robić ultra kuku jakiejś starej siwej babuli w sklepie, a potem się udalać z rechotem i z bebechami jej kasy. Ale, jak to mówią, sama forsa nie daje szczęścia. Wszyscy czterej byliśmy jak z żurnała wycięci, to znaczy według tamtej mody, czarne bardzo obcisłe rajtki z tak zwanym auszpikiem czyli odlewką dopasowaną w kroku, pod rajtkami, jako osłona i zarazem jako taki wzór, który było widać w odpowiednim świetle, u mnie w kształcie pająka, Pete miał grabę (to znaczy rękę), Georgie bardzo elegancki kwiat, a ten bidny stary Jolop miał na odlewce taki bardzo na huzia ryj (to znaczy mordę) pajaca, bo on w ogóle nie oczeń chwytał i był niewątpliwie z nas czterech najgłupszy. Następnie mieli my wcięte pidżaki bez klap, tylko te ogromne wypchane ramiona (po naszemu: plecza), taka jak gdyby zgrywa, że ktoś może po nastojaszczy mieć takie szerokie bary. No i oprócz tego, braciszku mieliśmy te nie sawsiem białe halsztuki, co wyglądały jak piure z kartoszki z takim jakby deseniem od widelca. Kudły mieliśmy nie za długie i buty w sam raz takie do kopania. - To co teraz, ha? Przy barze siedziały w kupie trzy dziule, ale nas było czterech i mieliśmy tę pryncypialność, że jeden za wsiech, wsie za jednego. Te trzy psiczki teź były jak z żurnała, miały peruki na baszkach, fioletową, zieloną i pomarańczową, a każda w cenie, no, ja bym powiedział, przynajmniej trzy albo czterotygodniowy zarobek takiej dziuszki, no i makijaż pod kolor (to znaczy tęcza wokół oczu i usto rozmalowane bardzo szeroko). Dalej miały czarne, długie, zupełnie proste kiece, a na nich przy grudkach wpięte srebrnego koloru znaczki, na których były imiona bojków: Joe, Mike i tak dalej. A to miało znaczyć, że niby z tymi malczykami się przedziobały, zanim im stuknęło czternaście lat. Krugom łypały na nas i już mi sie prawie zachciało bałaknać (normalnie kącikiem ust), żeby zrobić we trzech niemnożko
1

seksu, a bidnego starego Jołopa spławić, bo do tego wystarczy kupić mu pół litra białego, tyle że z syntemeskiem i szlus, ale to by było nie fer. Bo Jołop był wyjątkowo nieatrakcyjny no i taki, jak się nazywał, ale w walce to był brudas po prostu horror szoł! i bardzo zręczny w butach. - To co teraz, ha? Ten członio, co siedział koło mnie, bo tam było długie wygodne siedzenie z pluszu wzdłuż całych trzech ścian, to był już nieźle w trakcie, oczy miał szklane i tylko z niego bulgotały takie słowa w rodzaju: - Arystotele morele że mu cieczka rododendron to już farfoklem prima bulba. - Rzeczywiście był daleko w tym kraju, no wprost na orbicie, i ja wiedziałem, jak to jest, bo też próbowałem tego jak każdy, ale na ten raz jakoś mi sie podumało, że to tchórza robota, braciszkowie moi. Głotnąłeś sobie tego mleka i leżysz, i dostajesz takiej prydumki. ze wszystko co cię otacza, już jakby przeszło. To znaczy wszystko widzisz dookoła o kej, bardzo wyraźnie, stoliki, lampy, stereo, dziobki i małyszów, ale wszystko jak gdyby już było i nie jest. I jesteś jakby zahipno na swój but albo pazur, co popadnie, i równocześnie jakby cię kto wziął za kark i trząchał niby koszkę. Tak cię trzęsie i trzęsie, aż niczewo nie zostanie. Już straciłeś imię, płyć i samego siebie i masz to w rzopie, i czekasz, kiedy ci się ten but czy pazur zacznie robić zółty, a potem jeszcze bardziej żółty i jeszcze. Potem światła zaczynają się wzrywać jak bombatomba i ten but czy pazur, czy ociupinka błocku na brzegu nogawki, co by nie było, zmienia się w ogromne ogromne miejsce, większe od całego świata, i jak raz masz się znaleźć ryło w ryło z Panem Bogiem, kiedy to się nagle urywa. Znów jesteś tu i taki więcej mizglący, buźka ci się wykrzywia do bu-hu-huu. Więc to jest fajne, ale tchórzliwe. Nic po to nas wywalili na świat, żebyśmy się obszczali z Bogiem. Takie sztuczki to mogą z człowieka wypruć całą ikrę i wszystko co dobre. - To co teraz, ha? Stereo było wkluczone i zdawało się, że głos tej syngierki lata po całym barze, do sufitu i apiać w dół od ściany do ściany. To Berti Laski chrypiała taki bardzo starychowski kawałek pod tytułem: Opalasz mi farbę. Jedna z trzech fifek przy barze ciągle wypaczała brzuch i wciągała go w rytmie tej tak zwanej muzyki. Czułem, jak te żylety w mleku zaczynają mnie rypać i teraz już byłem gotów na niemnożko tego co to dwadzieścia w jedno. Wiec dałem skowyt: - Aut aut aut raus! - jak psiuk i łomot tego członia, co siedział koło mnie i był tak daleko i coś bulgotał, w słuch czyli w ucho, horror szoł! ale on daże nie poczuł i wciąż posuwał swoje: - Telefonczyk mu tward że laz jak bulbetle go bang tara bum. - Ale jeszcze poczuje, kiedy ocknie się i stamtąd wróci. - Raus a dokąd? - spytał Georgie. - A tak byle się przejść - powiedziałem - i luknąć, co się hapnie i okaże, o braciszkowie moi. Więc wytoczyli my się w te wielką zimową noc i paszli po Marghanita Road, i skręcamy w Boothby Avenue i widzimy jak raz to, co nam było nużno, mały figiel na otwarcie wieczoru. Szedł sobie taki trzęsący się stary drewniak w typie jakby psora, w oczkach na klufie i z ryjem odkrytym na zimny wozduch nocny. Miał knigi pod pachą i zafajdany parasol i wyszedł zza rogu od Publo Bibloteki, z której wtedy już mało kto korzystał. W ogóle po zmroku nigdy się nie trafiało dużo tych burżujów starego typu, no bo wciąż za mało policji a my, równe malczyki, w mieście i pod bokiem, tak że ten chryk w typie psora był sam jeden na pustej ulicy. Wiec my podchodzimy do niego bardzo grzecznie i ja mówię: - Przepraszam, braciszku.
2

On się na to niemnożko spuknął, widząc, że my czterej podchodzimy tak spokojnie i grzecznie i z uśmiechem, ale powiada: -Tak? O co chodzi? - takim bardzo gromkim, profesorskim głosem, jakby chciał nam pokazać, że nie ma pietra. A ja do niego: - Widzę, że masz książki pod pachą, braciszku. To zaiste rzadka przyjemność w naszych czasach spotkać kogoś, kto jeszcze czyta, braciszku. - O! - powiedział, cały się trzęsąc. - Ach tak? O! naturalnie! - I tak patrzył po kolei na wszystkich czterech, znajdując się jakby w samym środeczku kwadratu z samych ułybek i uprzejmości. - No właśnie - odrzekłem. - I byłbym niezmiernie ciekaw, braciszku, czy byłbyś tak dobry pokazać mi, jakie to mianowicie książki masz pod pachą. Nic na świecie nie sprawia mi tyle radości co dobra i czysta książka, braciszku. - Czysta - powtórzył. - Czysta, e? - I na to Pete grabnął mu te trzy książki i bystro je rozdał. Ponieważ nas było trzech, potoczyliśmy każdy po jednej, prócz Jołopa. Moja nosiła tytuł Podstawy krystalografii, więc otwarłem ją i powiadam: Znakomite, po prostu świetne! - i przewracam kartki. I nagle mówię jakby zaszokowanym głosem: - A cóż to takiego? Co to za ohydne słowo, rumienię się, kiedy na to patrzę. Zawiodłem się na tobie, bracie, słowo daję. - Ależ to - wykrztusił - to... to... - No - odezwał się Georgie - to już jest według mnie zupełne świństwo. Tu jest takie słowo, które się zaczyna na p, i drugie na ch. - Miał knigę pod tytułem Cuda i tajemnice płatka śniegu. - O! - wkluczył się stary bidny Jołop, zaglądając przez ramię do książki, którą trzymał Pete, i jak zwykle przesolił. - Tu jest napisane, co on z nią zrobił, i jest obrazek i w ogóle. - No powiedział - ty to jesteś naprawdę stary i obleśny ptak sracz. - Stary człowiek, bracie, i żeby w twoim wieku - powiedziałem i zaczynam drzeć tę moją knigę, a tamci swoje, przy czym Pete i Jołop urządzają zawody w przeciąganiu Systemu romboedralnego. Stary psor na to podnosi wrzask: - Ależ to nie moje książki, to dobro publiczne, ależ to czysta złośliwość i wandalizm! - albo coś w tym rodzaju. I próbuje nam odebrać te książki, co było po prostu, no, wzruszające. - Oj, zasłużyłeś sobie, bracie powiadam - na małą nauczkę. -Ta książka o kryształach była bardzo solidnie oprawiona i trudna do podarcia w kawałki, bo naprawdę stara i z czasów, kiedy rzeczy się robiło na trwałe, ale jakoś mi się udało powyrywać kartki i kidać je garściami jak płatki śniegu, tylko duże, na tego chryka, co ciągle darł mordę, a potem tamci zrobili to samo, a Jołop tylko ich obtańcowywał jak błazen, bo też i był. - Proszę cię bardzo - zawołał Pete. - Na, masz tu swojego dorsza z kornfleku, ty brudny czytaczu świństw i paskudztwa. - Ty stary, obleśny chryku, ty! - powiedziałem. I zaczęliśmy dopiero z nim igrać. Pete go trzymał za graby, a Georgie zahaczył i rozpachnął japę, i wtedy Jolop wyjął mu protezy, górną i dolną szczękę. Rzucił je na chodnik, a ja normalnie pod but, chociaż okazały się kurwa twarde, z jakiegoś nowego plajstyku. Drewniak wziął się coś gulgotać, ułch yłch ołch, więc Georgie puścił to jego rozdziawione japsko i tylko razik mu przysunął tą swoją piąchą w pierścionkach, to ten stary chryk normalnie stęknął i od razu krew, coś pięknego, braciszkowie moi, po prostu horror szoł! Więc już tylko zwlekliśmy z niego łachy, aż do majki i długich gaci (bardzo starychowskich, Jołop zdychał ze śmiechu), po czym Pete kopnął go fajnie w brzucho i puściliśmy go. Polazł tak jakby kuśtykając, bo to nie był prawdziwy mocny kop, i robiąc: - O! o! o! - i nie wiedząc dokąd i co jest co, a myśmy się dali w chichot, a potem poszperali my w jego
3

więc poszliśmy do Księcia Nowego Jorku na Amis Avenue i w tym cichym zakątku naturalnie siedziały ze trzy albo cztery stare babule i ciągnęły tę swoją czarną z mydlinami na koszt AZ (czyli Akcji Zasiłków). i mam nadzieję. Dobra powiedziałem. to był styl kanadyjski. ale to był tylko początek wieczoru i ja cię prze pieprzę praszał ani twoich za to nie będę. Jedna wydusiła z siebie: . nie? . cały w nerwach i trąc sobie szufle o brudny fartuch. Więc my ładujemy się jako ci dobrzy malysze. siadamy i na dzwonek. chłopcy .Moje kochanie! . braciszkowie moi. chłopcy. A stary bidny Jołop widać że niezupełnie poniał. Za ostatek szmalu wykupiliśmy. Jak podszedł.W sztanach tego chryka znalazło się tylko ciut ciut szmalu (to znaczy forsy). . i stare cieknące pióro.Zostawcie nas. starym babulkom. a z drugiej kupić sobie zawczasu alibi. i to też dla tych babulek. o braciszkowie. . uśmiechając się do wszystkich na dobry wieczór w kościółku. aż im się stare żylaste grabki zatrzęsły na szklanach i mydliny zaczęły chlapać na stół. Jołop zaprzestał tańców z parasolem i oczywiście musiał wziąć się do czytania w glos jednego listu. i tym podobny szajs.My jesteśmy biedne staruszki. że wyciera sobie tym rzopsko. czyli rum z wiśniakiem. Żylety w mleku z dobawką już cięły jak trza i w ogóle horror szoł. o braciszkowie moi.a myśmy wyszli bez jednego centa w karmanach. zakazaliśmy każdy po weteranie. ale nic nie bałaknął.Kończymy z tym. . i skończyliśmy z tym belfrowatym chrykiem. w spokoju! . żeby każda z tych śmierdzących starych fif zostawiła w barze swój adres.I sypnąłem całą kieszeń monalizy na stół i tamci trzej też. Potem żeśmy potrzaskali parasol i z ciuchami też zrobili razrez i rzucili je na dmuch wiatru. wszystkie te paje z mięsem.Daj coś pożywnego tym biednym. z takimi słowami jak: Mój najdroższy najdroższy. że czekają. kiedy ty się znajdziesz daleko stąd. Więc te ciężko spuknięte stare chryczki zaraz dostały każda jeden podwójny złotogniak i same już nie wiedziały. to jest taki koniak. . Kilka starych listów. co wrednego się teraz hapnie.Będę myślała o tobie.karmanach. o braciszkowie moi.Wrócimy tu za minutkę. choć te stare pomarszczone chryczki wpadły od razu w dygot. tymczasem Jołop nas obtańcowywal z tym zafajdanym parasolem. Ja wiem. chłopcy! . bo to była kurza kasza w porównaniu z tym kasabubu. serki na krakersach. . . cośmy już mieli przy sobie.Aż się człowiek czuje charoszy. bo się cykał żebyśmy go znów nie nazywali durak i cudowne dziecko bez baszki.I te stare pudernice wciąż powtarzały: .ale widać było.powiada Pete. . ale dużośmy nie znaleźli.Dziękuję. chłopcy! . A ja powiadam: . ile ich tylko mieli w pabie.prosi jedna z mordą całą jak mapa od tej tysiącletniej starości.Niech was Bóg pobłogosławi. Nie ruszaliśmy ich prawie od trzech miesięcy i cała 4 . A następnie powiedzieliśm: . i kółko z kluczami. żeśmy nic wielkiego znów nie zdziałali. żeby z jednej strony spuścić niemnożko szmalcu i przez to mieć lepszą motywację do zachwatu w jakimś tam sklepie. jakby chciał dokazać wobec pustej ulicy.Dziękujemy wam. . jeśli będziesz wychodził nocą. . co robić i co bałaknąć. na wynos i do tego zakazałem im jeszcze po tuzinie czarnej z mydlinami z dostawą do domu na drugi dzień. najwyżej trzy golce.I zaśmiał się bardzo gromko: ho ho ho! udając.wygłaszał tym strasznie wysokim głosem. że potrafi czytać. . precelki. . Dla każdej dużego szkota i coś na wynos. iczekamy na obra. że nie zapomnisz włożyć coś ciepłego. niektóre datowane aż gdzieś w latach 1960-tych. to było wtedy modne. a niektórzy jeszcze lubili w tym psiuk limonu.i: . Teraz pierwsza rzecz to uskutecznić małe filantro. Wsio taki dano im po butli Yank General. No więc przeszli my za róg na Attlee Avenue i ten sklepik ze słodyczami i tabakiem był jeszcze otwarty. chrupki i batony czekoladowe.A my tylko kaliami błysk błysk błysk w uśmiechu. więc ustroiliśmy z tą jego drobną parszywą monalizą normalnie razbros.

jak da się jej szansę. wredziocha.dzielnica była taka więcej spokojna. to była sawsiem nowa sztuczka. co się z kimś haratał. Potem dało się słyszeć sapanie i charkot i wierzganie za tą firanką i łubudu przewracające się graty i twojamać i wreszcie szkło brzdęk brzdęk zgrzyt. Czego my byśmy nie zrobili dla naszego Jołopa. Nie ponrawił mi się jego wygląd: był brudny i taki zmiętoszony.No. Pete miał Elvisa Presleya. dziewuszki. żeby przestała jęczeć. a ta damulka suka jak mnie kąchnie całą gębą. Byliśmy z powrotem pod Księciem Nowego Jorku w try miga i według mego zegarka to nie trwało więcej niż dycha minut. I ledwo żeśmy postawili nogę w sklepie.A one znów: . to był. Pete został na dworze za czasowego. jak nie były już potrzebne.i piją. w zmaganiach na śmierć i życie. jak u mużyka. o braciszkowie moi. I widząc ją tak rozłożoną z grodziskami na wierzchu pomyślałem sobie.Jak to ładnie z waszej strony. chłopcy. stała jakby zamrożona za ladą. Potem było widno już tylko jakby wielką kulę. maskę miał rozdartą i ryło usmotruchane w brudzie z podłogi. żeby z niego zetrzeć to błoto.Myśmy wcale stąd nie wychodzili. chłopcy! . cośmy je im zafundowali. a ten Slouse to była taka gromadna kucza jakby galaretki z portwajnu i z miejsca się kapnął i bryzg na zaplecze. więc obskoczyłem bystro ten kontuar i grabnąłem ją. to ja wrzasnąłem zamiast niej. Te stare babule jeszcze siedziały przy czarnej z mydlinami przy szkotach. naprawdę wundcr bar. teraz to już był inny. więc my do nich: . i co tylko chciały te stare pudernice. i schować w bucie: no i weszliśmy we trzech.i my na dzwonek i kelnera. to wtedy już musiałem jej zrobić po nastojaszczy stuk odważnikiem. ale nie powinno się nigdy na to wyglądać! Po halsztuku jakby mu ktoś deptał. co się wtoczyła za firankę w głąb sklepu. to co sobie każemy? . Więc Jołop obskoczył ten kontuar bystro jak ptak. i oczywiście tak właśnie było.powtarzał w kółko Jołop. od razu lu na starego. Nie spuściłyśmy was ani na chwile z oka. a byli to stary Jołop i Slouse. Wobec tego wygarnęliśmy kase i urobek tej nocy pokazał się całkiem horror szoł. 5 . tak że dały się zwijać. włosy i w ogóle. Widać było. płasko wycięta dziobka szczerząca zęby do klientów i wywieszająca do nich grudziska dla reklamy jakiejś tam nowej marki rakotworów. gdzie miał telefon i nawierno też swoją fest naoliwioną armatę i w niej sześć wrednych pestek. No przebranie jak drut. Georgie króla Henryka VIII. ten skurwysyn . i wzięliśmy każdy po kilka paczek co najlepszych rakotworów. a potem doprawić łomem do odkrywania skrzynek. no i poszliśmy sobie. Potem mówię do tych babuszek: . żeby nie wrzasnęła śmierć i pogrom na cztery wiatry niebieskie.Ale co był gromadny i ciężki. Tymczasem mama Slouse. zakazaliśmy piwsko z rum bumem. jak odrobione! twarze historycznych osobistości (jak się kupowało. a to był też kawał ciała horror szoł. Naciągnęli my swoje maski. choć tak prawdę powiedziawszy to nie było czego się bać. i jak się rozdarła za milicją! No.A te bystro się połapały i mówią: . że tak powiem. i tu się już pokazała czerwień. Panie Boże wam błogosław . prawda? . tylko paczki ryjków prysnęły na wszystkie strony i ruchnęła wielka. a bardziej na północnym brzegu. cała pachnąca i z grudziskami wypiętymi jak banie i bujać się! Położyłem jej grabę na ryju. to podawali nazwiska) i mój był Disraeli. plując w halsztuki. no nie? Byliśmy tu przez cały czas. więc wzieli my go w boczną uliczkę i doprowadzili co nieco do porządku. chłopcy. z jakiegoś bardzo fajnego plajstyku. ta stara drużka. więc uzbrojone szpiki i patrole mało się tam pokazywały w tych czasach. a stary bidny Jołop wziął poetę nazwiskiem Pebe Shelley. że może by tak? ale nieh to zostanie na potem. . Tośmy ją rozciągnęli na podłodze i ustroili razrez darcie kiecek. że narobi morderczego wrzasku. bo się nam po nastojaszczy chciało pić. dla żartu.Tak jest. jego zakonna fifa. niech Bóg was błogosławi. i tak z lekka a niemnożko buta. braciszkowie.

My? . . I jeden pyta: . albo jak gdyby jakiś wyjątkowy chamajda wtrącał się i hałasował. Jak ty już nie będziesz żyła. No.powiedział ten drugi gliniarczyk . Zapylałem: . wrócę do ciebie. . zgniłych bebechach. jak wszyscy. ja już i tak nie chcę żyć w takim cuchnącym świecie.Wypełniamy swoje obowiązki.Nie żeby to było aż takie ważne. Nikt nie widział. zanim się pojawił jakiś znak życia ze strony polucyjniaków.Kradzież i pobicie.Panie Boże ich błogosław! Nie ma na całym świecie lepszych niż oni chłopców. a ten wciąż sobie śpiewał. A gdzie wyście dzisiaj byli? .Ten świat jest śmierdzący. wy tchórzliwe skurwięta. Ryczał na całe gardło i wymachiwał grabami. jakby taka świńska orkiestra w tych jego śmierdzących. i to też weszło raptem dwóch bardzo młodych szpików.zaczęły wykrzykiwać te stare babulki. żeby młodzi tak traktowali starych. 2 Kiedy wyszliśmy z Księcia Nowego Jorku. i nie ma już prawa ani porządku. Dwie osoby w szpitalu. bo czasem ciekawiło mnie. jak wy w tej chwili. Wszystko łatwe jak całuj mnie w rzopsko. że tylko tak się to odbywa i co za czasy. Chyba z pół godziny minęło. . i rzeczywiście co do słów to radził sobie zupełnie horror szoł. Ale jeżeli o mnie chodzi. Jak raz to. ale zwłaszcza kiedy to był po nastojaszczy drewniak. Tak naprawdę to nie ma z czym walczyć. jazda.Ten wasz wredny ton mi się nie podoba . Po prostu ścierpieć ja nie mógł widoku. wymięte i rozmemłane i całe w błocku i w łajnie i w paskudztwie. Ale kiedy Jołop mu kilka razy przyłożył piąchą w to brudne żłopackie ryło.No.powiadam niewinnie.O! A co w nim tak cuchnie? Krzyknął: . . żeby się trochę wstrzymał. że macie zbyt podejrzliwy charakter. zanim się zmyli. Stał tak jakby rozpłaszczony na ścianie i jego łachy to było jedno wielkie plugastwo. żeby się stąd ruszyli na krok. załatwcie mnie. jak mużyk cały upaćkany i schlany i bekający zatacza się. . jak ten tutaj. więc ten stary chryk mu jakby wygrażal pięściami 6 . co się stało dziś wieczór w sklepie u Slouse'a? . całkiem jcszcze różowych pod tym wielkim hełmem. To świadczy. tylko mu nie w porę wychodziło to hyp hyp z kiszek. Ale jeszcze łypnęli na nas wrednie i z pogróżką. ale jeszcze noc była młoda.Mam gdzieś wasze insynuacje. moi mali braciszkowie. Ta pieśń była o taka: Owszem. tacy mili.Oni byli tu przez cały wieczór.odrzekłem. przestał wyć i zaczął wrzeszczeć: . to jednak byłem ciut rozczarowany. w świetle padającym z długiej witryny głównego baru zobaczyliśmy starego. tacy uczynni! Byli tu przez cały czas. No to wzięliśmy go i przyłożyli fest parę łomotów. jakby coś latało w nim po orbicie. co takie stare próchno ma do powiedzenia o życiu i o świecie. co wyrykiwał świńskie pieśni swych ojców i przy tym odbijało mu się bbe bbe. bełkoczącego rzęcha czyli też ochlapusa.Więc kazałem Jołopowi. czego nigdy nie mogłem znieść.A co się stało? . moja mila. Kiedy już byli przy wyjściu zrobiliśmy mi taki mały koncert na wardze: biribiri bibibi. bo pozwala. . w jakim by nie był wieku.Wy coś może wiecie o tym.My się tylko pytamy . chłopcy .

ale on ciągle śpiewał. wszyscy po kolei. bo ja wolę już nie żyć . sam Billyboy dzierżył ją za jedną grabulę. bo czterech to była w gablocie udobna liczba.No. Pete i Żorżyk mieli ostre jak trza noże. popłynęła mu z brudnego starego ryja. jak już zaznaczyłem.O! o! o! . No i poszliśmy w swoją stronę. był wart ich trzech co do zaciekłości i w brudnej robocie. ale przeważnie łuczsze było krążyć w niedużej liczbie. Czasem gangi się wiązały ze sobą. W tych czasach. Jak tylko nas zobaczyli z daleka. Było nas czterech na ich sześciu. a potem obszczerzaliśmy tylko zęby nie odzywając się. ty! . żeby wykonać coś na młodej a płaksiwej dziuszce.To my ryknęli ze śmiechu. Billyboy i jego pięciu kumpelków nawinęli nam się przy miejskiej elektrowni.To już nie jest świat dla starego człowieka i datego ja się was wcale nie boję. a jego przychwost Leo za drugą. o braciszkowie moi. uśmiechając się całą gębą. i zaczęło się jakby takie bardzo spokojne kapowanie jedni na drugich. ale ciuchy jeszcze miała na sobie. aż ruchnął ciężko na płask i rzygnęło z niego całym kubłem wymiocin z piwska. stary 7 . bo właśnie się gotowali. że mdliło mnie na sam widok tej tłustej a obszczerzonej mordy. co to się na nim w kółko i w kółko smaży. gangi łączyły się zwykle po czterech czy pięciu. a nie jakaś tam piącha i but. Przyłypali nas w tej samej chwili. tylko jej te cienkie białe giczki migały w mroku. no i wtedy już krew czyli jucha. że nawet nie poczuję bólu. Więc róbcie sobie najgorsze. to jeszcze lepiej. i wsiegda czuć od niego było ten smród bardzo zjełczałego oleju. i on wreszcie powiedział: .Co to w ogole za taki świat? Ludzie na Księżycu i ludzie krążą wokół Ziemi. owinięty dwa razy w pasie i odwinął go i zaczął ślicznie machać po głazach czyli oczach. kiedy myśmy ich przyłypali. nie pieśń i nie rzygowiny. jak do samochodu. kogo ja widzę.i wrzeszczał: . ciągle robiąc to: . skąd ją wzięli.I zrobił nam koncert na wardze: prrr biribiri bibibi! tak jak my tym młodym gliniarzom. i znów zaczął śpiewać: Ojczyzno. a sześciu to już górna granica. a nie zwraca się już uwagi na ziemskie prawo i porządek. tylko że stary bidny Jołop.A ja powiedziałem ułybając się bardzo szeroko i po przyjacielsku: . jak te muszki koło lampy. to posługiwałem się starą. i zaraz uciekła. tworząc jakby małe armie do wielkiej nocnej wojny. bo jestem taki zalany. którą sobie zgarnęli. a jeśli mnie zabijecie. to ten zatłuszczony śmierdzący cap Billyboy we własnej żałobie. brzytew. wy pętaki. niezależnie od swego jołopstwa. nawet kiedy był odziany w swoje najlepsze ciuchy. jest przecież takich ile chcąc. ty wałachu z galarety odlany.I zaczęło się. cepki. To się go podcięło. to będzie jak trza. wy tchórzliwe i brudne chuliganięta. Więc myśmy władowali mu po nastojaszczy łomot. To będzie po nastojaszczy. Billyboy i jego kumple przekrócili to czym akurat byli zajęci. darła się na cały glos. w bitwie moje męstwo Dało ci pokój i zwycięstwo. to będzie nóż. . Nosił takie dość horror szoł cepki czyli łańcuch. od razu puścili te małą psiczkę z jej bu-hu-hu. nie starszej niż dziesięć lat. a co do mnie. A ten Billyboy to było coś takiego. ty glu glu butlo najtańsza zjełczałego oleju po frytkach? No to chodź i weź po dzbukach. To było paskudne i szmucyk. jak mnie będziecie bić. wiec wzięliśmy go pod but. fajną i po prostu morderczą brzytwą. Pewnie byli jak raz na etapie świńskiego słowa i gotując się do następnego czyli niemnożko ultra kuku. klórą teraz już potrafiłem operować i migać artystycznie i wręcz horror szoł. Jak się masz. jak siejczas. bo tam. I tak żeśmy się zrażali po ciemku. co potraficie. jeśli masz w ogóle dzbuki.

z wolna i zdyszani. oślepiony przez cepki Jołopa i czołgał się w kółko i wył jak zwierzę. że to gliniarze pędzą z armatami wytkniętymi przez okna z wozów i gotowi do strzału. i drugi bierze. .Księżyc z ludźmi. świńskiej.Ech. A teraz ten tłusty śmierdziel Billyboy. braciszki. Odczekaliśmy dysząc i słyszeliśmy. ty głupi skurwlu. ale jeszcze raz wziął fest but w czaszkę i był aut aut i aut. a my poszliśmy w swoją stronę. Billyboy miał nóż. na północ ku rzece. Jakbyśmy leżeli u stóp dwóch ogromnych gór. tylko pchał się na mnie jak brudny i tłusty niedźwiedź. którym pilno się włączyć.Ja cię rychło dostanę. Nie myśl o tym. tak że dwie firanki krwi spłynęły jakby w te samej chwili. a światowy program błękitniał z obu stron. przez ciuchy jednego z kumpli Billyboya. aż przestał uważać i dał wejście poczciwemu Jołopowi z jego cepkami jak wąż: w-h-h-hiiiisz-sz! tak że Jołop go zacepił po samych patrzalkach i ten drug Billyboya spłynął potykając się na oślep i wyjąc. i wciąż tylko dżgał tym nożem i dźgał. Ciekła ta jucha jak czerwone płachty. najpierw prędko dysząc. Na pewno takie samo życie jak tu.w lewo dwa trzy.ty capie śmierdzący! Utnę ci te dzbuki jak nic. i w oknach wszystkich żyliszcz migotało jakby niebieskie pląsające światło. Ta płaksiwa dziulka dała im znać. pusta i na obie strony otwarta. to znaczy miał całe ryło we krwi i ciuchy upaprane i razrez ale poza nim wszyscy zachowaliśmy spokój i zdrowie. właśnie wschodził i gwiazdy też migały ostro jak noże. ale widać było. co go obsiedli. z przodu. że mało sobie serca nie wypruł. o braciszkowie. No i poszli my sobie alejką. więc skręcili my z alejki w lewo i okazało się. bo alarmowa budka stali niedaleko za elektrownią. każdej strony jego tłustej. więc już kej o kej. Co też może być tam w górze na takich dingsach? Szturgnąłem go fest pod żebro i mówię: .Tamci na to ryknęli śmiechem. czyli każdy na świecie oglądał jedno i to samo. z. Teraz był nam potrzebny wóz. Jakiś tam wielki sławny szutniak albo czarny syngier się wygłupia i wszystko to jest odbite w przestrzeni od sputników ti wi. ale stary bidny Jołop tylko się na mnie tak serio wytrzeszczył i apiać zadarł oczy na gwiazdy i Księżyc. tak na wygląd wyszedł najgorzej. . nawet nie zadrasnąwszy ciała pod odzieżą i ten drug Billyboya nagle znalazł się w walce otwarły niby strączek grochu. bo rzuciła 8 .i ciachnąłem go w lewy i w prawy policzek. oleistej mordy jedna w świetle zimowych gwiazd. że on nawet nie poczuł. jak te wyjące poli mili cyjniaki . z gołym brzuchem i z jajami na wierzchu. tego ja chciałem dostać! no i tańczę wokół niego z brzytwą niby jakiś golarz na statku podczas wielkiego sztormu i próbuję dopaść go na parę odlicznych cięć w to paskudne oleiste ryło. I z prawdziwą satysfakcją. żeby mógł naprawdę zrobić komuś wredziochę.przelatują na wschód. ciemna. jak zwykle.zawołałem . tylko przychwost Leo został charcząc na ziemi.Ciekawe. Potem usłyszeli my syreny i już było wiadomo. I udało mi się chlasnąć tą brzytwą z góry na dół. Z naszej czwórki Jołop. braciszkowie moi. Tylko bidny stary Jołop wciąż łypał na gwiazdy i planety i Księżyc z gębą tak rozdziawioną jak rybionek. odtańczyłem ja przed nim walczyka . . taki długi sprężynowiec. więc tam odsapnęliśmy. Dla nas wszystko dalej szło horror szoł i już wkrótce przychwost Billyboya walał się nam pod nogami. kto tylko zechciał. że jesteśmy na Priestly Place. że ktoś daje nożem. co tam na nich jest. to były bloki mieszkalne. Dzisiaj był tak zwany program światowy. no bardzo bardzo zręcznie. i wreszcie powiada: . w prawo dwa trzy . oczywiście.I pobiegli. więc ruszmy się wreszcie. potem coraz wolniej i w końcu normalnie. A na razie noc jest młoda. nie bój się! . tylko że był ciut za wolny i ciężki w ruchach. Na pewno ti wi. a przeważnie to wpychle w średnim wieku ze średnich klas. no i bardzo się zdenerwował i zaczął tak machać i wrzeszczeć. Tuż za rogiem była alejka. co nigdy jeszcze nie widział tych rzeczy.

powiedziała ta fifa.U nas nie ma telefonu . to normalnie wizyta z zaskoczenia. Potem na but i cofnęliśmy się klasycznie. a ja wkluczylem stacyjkę i dałem zapłon i warknęło nawet zupelnie horror szoł. jest mi tak przykro. a drzwi były zakryte na łańcuch.Proszę zaczekać. potem ja 9 . ale tak niemnożko i od niechcenia. a potem zapadła cisza i rozległ się głos tego mudaka: . goniąc zygzakiem koszki i te pe. potem skrzyknęło i glamznęło pod nami i stary Jołop na zadku mało sobie łba nie odrechotał: ho ho ho! A potem przyuważyliśmy jakiegoś małysza z dziuszką pod drzewem na lib lib i przystanęli my. Fifka się zawahała i powiada: . jak to na huzia produkował w tych czasach nasz Gosfilm. więc wciskałem girę normalnie w dechę prawie że na wylot i Durango 95 siorbał drogę jak makaron. albo trochę tego ryps wyps ryps wyps po ciemku. że to się nada. Poigraliśmy sobie ciut po tak zwanym Centrum. tylko żeby się popłakali. można było wyczytać. kiedy odpuściłem gaz i po hamulcach. gdzie aniołowie są po stronie szeryfa z Usa. Wkrótce były już tylko zimowe drzewa i mrok. Z afisza na froncie. co rąbie z sześciostrzałowca do koniokradów z piekła rodem na padbor. więc zapukałem ciut mocniej i na ten raz usłyszałem kroki.Głos był jakiejś fifki. Idąc dalej na siewier doszli my do parszywego starego Filmodromu.To czy byłaby pani tak dobra . co za ponura nazwa. . Księżyc już wzeszedł na balszoj i ten domek widno było dokładnie jak w dzień. potem odciąganie zasuwy. a ci trzej chichrali się jak z uma szedłszy. Nie było wielkiego ruchu. a moi trzej kumple wysiedli z auta i przemknęli się do mnie horror szoł po cichutku.Kto tam? .Bardzo mi przykro. i widzieliśmy nazwę na furtce: DOMCIU. Pod kinem zaparkowane wozy nie były znów takie wunder bar. Musi pan niestety iść do kogoś innego. Wylazłem z wozu i kazałem kumplom ściszyć ten uśmiech i zachować powagę..Bardzo panią przepraszam. że leci jak wykle taki western. braciszkowie moi.I odeszła. i nikt nas nie przyłypał. a potem daliśmy obojgu wycisk..Z wnętrza tego malutkiego żyliszcza wciąż było słychać klak klak klakot-iklak klak i klak klak klak-klak czyjejś maszyny do pisania. i znów pajechali. i wznieśli okrzyk na ich cześć. z tym fajnym ciepłym wibro i pomrukiem. może na cal. jakiś starożytny poeta z górną wargą jak małpa i z fają wetkniętą w obwisły ryj. . bo już prawie nikt tam nie zaglądał oprócz takich malczyków jak ja i kumple. odkryłem tę malutką furtkę i podszedłem do drzwi od frontu. tak na ucho sądząc dość młodej dziulki. Tak wygląda. przeważnie stare zafajdane gabloty. Co teraz było nam potrzebne. . a i to tylko na zgiełk albo razrez. że teraz leży na szosie nieprzytomny i rzęzi. To dopiero podnieca. potem drzwi się troszeczkę uchyliły. taki wiejski mrok. który się łuszczył i sypał. że państwa niepokoję. tak że zobaczyłem oko patrzące na mnie. ale znalazł się jeden Durango 95 i pomyślałem. co to czuje się w kiszkach.O co chodzi. A później szosą na zachód. więc odezwałem się bardzo wytwornym głosem jak prawdziwy dżentelmen: . .nam się w głazy ta wielka figura z brązu. oświetlonym parą upstrzonych przez muchy reflektorów. jakby stracił przytomność. Zapukałem delikatnie i nikt się nie zjawił. jak lordowie pykając sobie z rakotworów. wciągając maski. ale wyszliśmy na spacer i mój przyjaciel nagle zasłabł z takimi objawami. Georgie miał na kółku tak zwany wsiotwieracz i władowaliśmy się: Jołop i Pete na zadnie.powiedziałem . strasząc drewniaków i babulki na przejściach. Wreszcie dotarli my do takiego osiedla i zaraz za nim była jakby mała osobna dacza z kawałkiem ogrodu. i raz przejechałem po czymś dużym i z warczący zębatą paszczą nagle w reflektorach. kochanie? . Czy byłaby pani tak dobra pozwolić mi skorzystać ze swego telefonu i zadzwonić na pogotowie? .dać mu łyk wody? To jest coś w rodzaju omdlenia. to jest coś! do śmiechu i do łomotu w ultra gwałt.

tylko że ten tutaj był pisarz. a ten w rogowych pinglach mówi trzęsąc się: . a Pete z butlą piwa z pieniącym się łbem i z potężną grudą czegoś w rodzaju ciasta ze śliwkami. którą ja wciąż darłem razrez! razrez! A tymczasem dziulka. próba narzucenia. Więc powiedziałem: .zapytałem.Bo ja zawsze miałem szaconek dla tych. nie czytacz. podskakując i wykrzykując brudne słowa. łup łup. że wprost ryczał jak zwierzę. a na stole maszyna do pisania i wszędzie porozkidane mnóstwo bumagi. . obaj coś żwykając na całego. . co to piszom książki. istocie. i faktycznie był to fajniutki mały domek. jego wierna i kochająca zakonnica. Potem z kuchni przyszli Georgie i Pete. . I wpadliśmy z rykiem we czterech. Georgie z zimnym udkiem czegoś tam w łapie i z połową buły przykrytej bryłą masła w drugiej. tak że nasz ukochany stary czerwony kumpel. która też rośnie i zdolna jest do słodyczy. jakby z jednej wielkiej wytwórni. bo świńskie i szmucyk.Tu zmieniłem głos na taki więcej niekulturny. Co to jest takiego? Czego tu chcecie? Wynoście się. Z rechotem wbiegliśmy do pokoju.Potem Georgie i Pete poszli zajrzeć do kuchni. powiadam. praw i warunków odpowiednich dla mechanicznego stworu.Spojrzałem na pierwszą stronę i tam był tytuł: MECHANICZNA POMARAŃCZA. gdzie się paliło światło. oto cię zaklinam. zbądż się jej co rychlej. co jedli. jakby dzieło jego życia poszło na marne i bu-hu-huu tą wykrzywioną w prostokąt bardzo krwawą buźką. aby się w końcowym okrążeniu rozpływał soczyście u brodatych warg Boga. skoro myśmy byli ci nocni nieznajomi.A to.Więc bidny stary Jołop w masce jako Pebe Shelley tak się obśmiał.Co to ma znaczyć? Kim jesteście? Jak śmiecie wchodzić do mojego domu bez pozwolenia? . aż się ten mudak pisarz rozpłakał.I przeczytałem kusoczek takim bardzo uniesionym głosem jak na kazaniu: .Piszesz tę książkę. a Jołop stał przy mnie z rozdziawionym ryjem czekał na rozkaz.naciąg naciąg swoją i wystarczyło już tylko wsunąć grabę i odhaczyć łańcuch. Jeśli trwogę masz w sercu. cośmy z nim kilka godzin temu poigrali. i ta psiczka się tam jakby kuliła w sobie. jakby do taktu Jołopowi przy tej jego robocie. ten jej zakonnik czyli ślubny. przeciw temu wznoszę miecz mego pióra. tak że nie domknęła z powrotem drzwi. . ale to było takie ho ho ho zdławione od żarcia i było widno kęsy tego. . chociaż w maskach. Zrobili ho ho ho widząc jak stary Jolop obtańcowuje pisarza i daje z piachy. po tym jak udało mi się zmiękczyć tę psiochę swym dżentelmeńskim głosem.Nie lękaj się. . Kto w ogóle słyszał o mechanicznej pomarańczy? . jakby mnie chciał rozszarpać.Na to Jołop dał koncert na wardze i ja się też musiałem roześmiać.powiadam. że horror szoł! i z nią był ten członio. nie sprawiało to wcale kłopotu.To jest książka .To właśnie chciałbym usłyszeć. jakby to. bracie. i ten członio pisarz jakby oszalał i rzucił się na mnie.A głos mu się tylko trząsł i grabki też. muszę przyznać. To był sygnał dla starego Jolopa i on wszedł do akcji z ułybką na ryju i robiąc uch uch i a! a! a! w drygające ryło tego mudaka. z lewej piąchy i znów prawą. też dosyć młody w oczkach w rogowej oprawie. i była to fajna młoda rzeżucha z takimi grudkami. . To mi się nie spodobało.. W każdym razie rzekł: . w typie tego. więc powiedziałem: 10 .. Potem zacząłem drzeć te kartki na kawałeczki i razbros po podłodze. .Co za głupi tytuł. przy czym Jołop grał jak zwykle szutniaka. czyli ze znów taki w typie inteligenta od książek. polało się i splamiło ten czysty. . co to jest? . biorąc ze stołu plik maszynopisu. zanim was wyrzucę. szczerząc te żółte zagryzione kafle i z pazurami. prześliczny dywan i strzępy książki. Więc powiadam: . ale był też jeden stosik porządnie ułożony.Próba narzucenia człowiekowi. jak powinna. wino czerwone z kranu z beczki wszędzie jednakowe. co on już wystukał. stała jak przymarznięta do kominka i zaczęła wreszcie tak z lekka niemnożko pokrzykiwać.

tylko nie ze wszystkim. żeby wszystko widział i nie mógł się wyrwać. bo stacja kolejki migała sino łysk aut lysk aut zaraz tam niedaleko. a Jołop znów uraczył nas wielkim rechotem: .Więc cisnęli tę tłustą piszczę na stół. jak ściągałem rajtki i szykowałem się. jakie znam. I: . -. między fruwające bumagi. żeby ta paskuda nam nie chlupnęła na ciuch. braciszkowie moi) w igraszkach z tym autorem Mechanicznej pomarańczy. o braciszkowie. i poczłapali do pisarza. ale ja powiedziałem stop. złachani w krwi i ledwie wydający jakieś odgłosy. a potem r-r-raz go pych i po-o-szedł! Musieliśmy bystro uskoczyć. co właściwie się już nawet nie rzucał. wykręcił jej grabki do tyłu. panie Boże dopomóż. To my się raz dwa zdecydo na to drugie i wysiedliśmy. Złapcie tego mudaka. stary towarzyszu! . . Ten członio i jego psiocha byli tak jakby nieobecni. robiąc mu cały ryj na fioletowo i ociekająco.Aut aut aut aut! raus! . niby jakiś bardzo szczególny rodzaj soczystego owocu. to przyszła kolej na Jołopa i on sobie posunął jak bydlak z chrapaniem. co sam wydumał. no to rozwaliliśmy. póki wieczór nie umarł. jak nazywali środeczek miasta. Potem zmiana. rycząc jak psych najbrudniejsze ze słów. przy tak zwanym Kanale Przemysłowym. czy zostawić wóz do zgarnięcia polucyjniakom.zawołał Georgie.Potem ruszyliśmy na stację. i dopchnęliśmy go we czterech na brzeg tej śmierdęgi niby syrop zmieszany z fekałem ludzkim. Jołop odezwałem się. a Żorżyk i Pietia robili swoje. lampę. A już zapychając słyszałem okrzyki bólu i ten krwawy mudak pisarz. No i nie zmartwienie.Chu chu chu chu. Ale przeżyją. i z hamulca. ale on tylko spl-lluw-sz-sz i potem glolp! i paszol do dna i fajnie. bo już prawie na okrainie. 3 Tak i dojechali my nazad do miasta. Rozchodziło się tylko o to. aż chlupnie. mało się im nie wyrwał. którego rogowe pingle były już potrzask trzask. a ci bez przerwy ho ho ho! i faktycznie to się okazały bardzo horror szoł i fajne grudki.Już dobra. tymczasem ja obdzierałem z niej to tamto i owo. bo sam czułem się niemnożko wymięty. i na dobawkę jeszcze inne. rozjeżdżając po drodze jakieś dziwne i piszczące paskudztwa. tylko mamlał jakieś rozlazłe słowa. a Jołop (to typowe dla tego Jołopa) odlał się i zgasił ogień w kominku i chciał nasrać na dywan. . . bo papieru było dość na tym pojebowisku. żeby jej zapchnąć. czy w tym naszym nastrojeniu na wred i zabój pichnąć go fest i w te zagwiaździochę. a nas rozsadzała jakby nienawiść. maszynę. 11 .Teraz ta druga rzecz.dałem skowyt. widzimy. wyciem i charkotem.Won z tym żarciem. i ruszyliśmy z powrotem do miasta. a ja trzymałem. Wcale wam nie pozwoliłem jeść. żeby Georgie wziął kierownicę. co go trzymali Pete i Georgie. ale jeszcze się trzymały. fotele. a maszyna kaszle khe khe khe. Jak już byłem fertyk. . braciszkowie. co jeszcze było do rozwalenia.Więc on złapał się z tyłu za dziuszkę. co spojrzały na mnie tymi różowymi ślipkami. o nie. żeby ujechać ten jeden przystanek do Centrum. jak w tym kraju mołoczni z dobawką. Wsiedliśmy do wozu i pozwoliłem. na co ta jego maska Pebe Shelley wcale nie zwracała uwagi. która ciągle ach ach achała w takim bardzo horror szoł rytmie na cztery. . Potem się zrobiło tak raczej cicho.Żegnaj mi. jak te nasze he he he strzałki. że strzałka paliwa jakby oklapła. Jołop i ja żeśmy dzierżyli tego zafajdanego członia. a stary Jołop go furt obtańcowywał i w drżączkę wprawiał ozdóbki na gzymsie kominka (aż je zmiotłem i już się nie mogły trząść..

wciąż zasuwał to samo: . Ale ten członio. po czym sobacze wycie. stary Jołop dokazywał przy automatach. bo miał w karmanach pełno drobnej monalizy i w razie czego był gotów rozdać te czekoladki biednym i głodującym. gwiazd i do latami. gdzie ona to pieje z poderżniętym już gardłem. i to było jakby na chwilę. ciągle ta zgrywa i radocha.Łobu za ułkamartwej że nie droszło hej hoglatonicznie pogoda z wietrzą. bo w starej Krowie zawsze mają utajonych gdzieś fest łamignatów. To ten kawałek z opery Friedricha Gitterfenstera Das Bettzeug. w krótkim małczaniu. Ale ten członio. chyba w latach już lak nieźle trzydziestych . że szkło bryzg i odmigotało w ten zimowy wozduch. to już faktycznie powinien wziąć osobny pokoik na tyłach. Po fryzjerce i luźnych ciuchach (przeważnie wielkie swetry jakby ze sznurka) dało się poznać. a co i raz wszyscy uaaaa w rozziew i tylne plomby do kiężyca. Jak mu się chciało spędzić tyle czasu na haju. aż pokazał w gardle dyndałki. ale było też nieco takich więcej drewniaków. o braciszkowie moi. w ogóle nic nie słyszał. Ale stary Jołop. ale byliśmy już tak więcej zrypani i wymiętoszeni. nie więcej niż półtora taktu. takie to już było szutniackie zwierzę. Bo poznałem. o braciszkowie moi. mużyki i fifki też (ale żadnych burżujów) śmiali się i bałakali przy barze. braciszkowie. a wyglądał prawie że pusty. i spluci po tym wieczorze. a nie siedzieć tu na dużej sali. jak mi każdy jeden maleńki włosek na ciele staje dęba i dreszcze po mnie polazły do góry jak powolne małe jaszczurki. tylko że na wygląd cały uszargany i zanadto śmierdzący od potu. ten ruski kocur. a potem apiać w dół. na białym i syntemesku albo czymś tam. bo się upuściło niemnożko tej energii. a potem się wtarabanił stary ekspres torpedo i my do niego. i dokazywały przeważnie nastole (po naszemu nastolami nazywało się seksolatki). jakiś wielki ptak wleciał do tej mołoczni i poczułem. i to też była jedna rzecz u starego Jołopa wsiegda dla mnie przeciwna. a słowa są: Może tak i lepiej.bardzo krasiwa i z wielkim ustem w ułybce. na ten raz trąbkę z warg. bo tu zawsze jakieś malczyki ustroją sobie z nim. że przyszli z prób w studio ti wi. bo jeszcze byliśmy malczykami. a Jołop wziął i przyłańcuszył w okno. po czym dwoma paluchami podwójny sztos w górę. Ich dziule miały te ożywione bardzo ryje i szerokie. zaraz za rogiem. W każdym razie aż mną zatrzęsło. zanim wpadła następna. powygłupialiśmy się z tak zwaną tapicerką.Musiał to już być jego trzeci albo czwarty kurs tego wieczora. co przedtem cały czas bulgotał. bo miał ten nieludzko blady wygląd jakby nie człowiek a rzecz i jakby ryło miał po nastojaszczy wyrżnięte z kawałka kredy.nagle dała się w śpiew. z mnóstwem zębów. tylko Jołop. i śmiechały się i niczewo nie troszczyły się o zło świata. Aby zająć się na te trzy minuty jazdy. ubłoconym buciorem. z miejsca rypnął jedno z tych swoich chamstw. a wykonywał Tyłko raz na dwa dni) i w tej jakby picredyszce. co ona śpiewa. chociaż nie za ostro. . choć nie było takich pod ręką. jak tylko usłyszał ten kusoczek śpiewu niby kęs czerwonego od żaru mięsa chlaśnięty na talerz. którzy dadzą radę każdej rozróbce! Mimo to Jołop wcisnął się koło tego członia i wydając ten swój szutniacki wrzask. co rosną. po niemnożku wydzierając sobie dość fajnie flaki z siedzeń. czerwone że horror szoł. a w Krowie okazało się jeszcze gorzej zatłoczone niż przedtem. A potem płyta na stereo dźwiękła i zgasła (był to Johnny Żiwago. bo już był ponad ciałem. jakby za przykład czegoś tam. będąc na cyku. ogromne usta. To ja się poczułem cały w gorączce i jakby mnie rozpalona krew 12 . któraś z tych fifek . o czym wsie bałakali. i w dzień chodziło się do szkoły.Zapłacili my grzecznie za bilety i czekali jak dżentelmeni spokojnie na peronie. żgnął go w stopę swoim wielkim. po czym wywrzask i w rechot. Wokół nas tankowały i doiły. Wysiedliśmy w Centrum i wolno suniemy znów do Baru Krowa. niemnożko ubawu.

rzekł jadowicie Jołop .O kej. . Teraz Jołop się odezwał. Pierwsze słyszę o uczeniu się. 13 . że krew to dla innych mużyków. nawet nie zauważyła brudnej wulgarni Jołopa. jak się zachowywać publicznie. gdzie czyje miejsce.odwarkłem. a kto widział. kiedy tamta dziula śpiewała muzykę.I łypnąłem ostro na Żorżyka. o! Nie miałeś prawa tak robić. Nie zaczynajmy.Georgie siedział między mną a tym hadkim Jołopem. co zrobić. a tylko nie dla niego. ultroptymalutka! .spytał jak to on. . Musimy się trzymać jeden za drugiego.powiedziałem tak cicho. Jołop się zdziwił.Ty skurwlu. Mało kto zakapował.odrzekłem .powiada Georgie. Tak po nastojaszczy to mnie Jołop oskorbił. jej czerwone usta były w ruchu i kafle błyskały. co zrobiłem.Co za prawo naturalne on ma. u mnie to tyle co luknąć! . . małysze! Jesteśmy kumple. to byś mi za to odpowiadał. przestańcie już wy dwaj. ale jakbyś mnie tak dołożył.Uważaj . a czerwone mu już trochę mniej ciekło: . po ciemniacku.Zaraz . że jesteś skurwlem bez wychowania i bezjednej malejszej kroszki pojęcia. jajco! to mu powiem! Jeszcze mogę mu cepkami oczy wypuścić. ciągle zdziwiony. o ty braciszku mój. na słych i na widok tej wulgarni Jołopa i mówię: .wielkie ci jajka śmajka. że mu się zdaje. Odbałaknąłem mu: . żeby nadrobić swoje wychamienie się.W takim razie ja nie lubię. Luknijcie. jakby się nabijali. nie? Kumple się nie mają tak chować. . .Jaja .Ojej. a na tamto nie masz życzenia. przy gladając się temu i marszcząc. i z tym członiem na trypie. Pete odezwał się: . tam już paru malczykom ryje się tak obluzowały.Powiedziałem: .A na to Georgie ostrym tonem. że to zrobiłeś. a nie będziesz mnie bez powodu szturgał i to czysta prawda i recht. ten nie uważał.Czego mi to za co zrobiłeś? . one nie była słuszna. jakby mu się widziało. Ty brudny zapluty nieokrzesany skurwlu. mój mały braciszku. że rechoczą z nas.Nóż i podaj czas .Jak tego nie lubisz. to znów na mnie. jak było możebne przy tym stereo miotającym się po ścianach i suficie.nauczyć się. .I utopił ryło w stakanie z mlekiem. to wiesz.powiadam. w oszołomieniu łypiąc to jak mu cieknie czerwone.Dla Jołopa to czysty zysk . gdzie jest jego miejsce. Pete się wmieszał: . Jołop na to łypnął na mnie zęborożno złym okiem i gada: . Stereo było znowu wkluczone i grało coś bardzo rzygotliwego na elektroniczną gitarę.Jołop musi .Iskrzy bliż się. jak mu się spodoba? Akurat. . Mogę się z tobą zejść na cepie. Powiem to jeden raz i kropka. I nie jestem już twój braciszek i nie mam życzenia Wyjął z karmana wielki. azali jednym z żywych na tym świecie pragniesz pozostać.Za to. to nie powinieneś dać Jołopowi tej lufy. co siedział przy Jołopie i teraz już gromko posuwał swoje: .Bacznie uważaj. że może mi dawać rozkazy albo w ryło. tak że spojrzałem: . japsko mu się otwarło i siedział ocierając sobie blut grabą z ryła. na brzytew. Recht? .Jołop nie może być przez całe życie wciąż jak mały rybionek. Mówię ci to z całym szacunkiem. . sięgnąłem przez niego i piąchnąłem Jołopa w usto. . o Jołopie mój. Więcej nie powiem. . że nie będę na to pozwalał. Całkiem jakby wyśpiewywał tę krew. . Alex.Co to za mowa o miejscu. kiedy tylko zechcesz. na nóż. Ale ta fifa chichrała się teraz ha ha ha przy barze ze swoimi drużkami. Powiedziałem: .Jak już ma być po prawdzie.zachłysnęła. zaglucony tasztuk i przytykał go sobie zbierając tę spływającą czerwień.

recht? . . i jęczał. Recht? Recht? . o braciszkowie. . No i fajno fajn.Wszyscy tak jakby kiwnęli.Ja . Ale oczywiście malczyki pożywające w 18A. .To idziem do nory i w kimono . Recht? .Jak dla malczyków. Wyglądało na to. co i raz bywało w borbie. . dopisując im kudły i stojące chojaki. a mnie się czkało brrr-l-hep? od tej zimnej koli. zanim ostemplują mi paszport. to w rynsztoku walał się jeden malczyk i wył.Byłem naisto porażony.I dał to swoje wielkie ho ho ho ho ho. . nawet baszką nie kiwnął. Jołop to niepłocho przydumał . bo widać tej nocy ktoś tak horror szoł tutaj łomotnął.Ty poniał. o co był ten stuk w usto. natyrlik.Czułem. Mnie w środku wezbrał jeszcze gorszy razdraz. ale starałem się to ukryć mówiąc spokojnie: . co ją wydoiłem. żeby sprawdzić. ale z powściągiem.mam nadzieję. a pod latarniami też widne były gdzieniegdzie smugi krwi jak rozpiska. że Jołop nagle tak umno zabałakał. To on się odezwał. ale ktoś musi dowodzić.mówi Jołop.powiedziałem . między Kingsley Avenue i Wilsonsway. z ubawu tej nocy. Brzytew do grdyk miałem pod ręką na wypadek. jak to Jołop. recht. chociaż jak podchodziłem. i świńskie teksty w balonikach wyłażących tym gołoguzym (to znaczy nagim) członiom i rzeżuchom z dostojnych ust.Recht. o braciszkowie moi. cały bardzo fajnie pokrajany w razrez.Wsio taki w tym samym miejscu i prawie w tym samym czasie.Musi być jeden wożaty. Jołop. Jołop osuszył sobie resztkę juchy. o braciszkowie moi! No i do środka. albo w ogóle która bądź z innych band. to co. czyli że suniemy na chatę. więc przyszło mi się człapać pieszkom dziesięć pięter pod górę. że zawtra żadna psiocha tu nie będzie śpiewać . Może wszystkie są trochę ustawszy. . Poszedłem do liftu. No i tak wyszło. kiwnęli tamci dwaj. Do głównego wejścia dotarłem bez kłopotu. umęczony gorzej na cielsku niż na mózgłowiu. jakby kumple Billyboya czekali koło bloku. zawtra w tym samym czasie i miejscu? . Dyscyplina być musi.Ciągle sobie przy tym obcieral usto. jaczejek czy gangów. aż metalowe drzwi się zupełnie wgięly. w powadze i godności trudu przy warsztacie i maszynie. .Da się zrobić. czy nie. chociaż jucha mu już nie ciekła. rzeczywiście była to nielicha krzepa.Owszem .Jakbyimy się nie spotkali w dzień. Chciałem się nią tak jakby nażreć do syta.powiada Jołop.A tera bojki najlepiej do kojki. Recht? . że jest za głupi nawet żeby się fest oskorbić. W holu na ścianach fajno stare malowidło w stylu municypalnym. panimajesz. .powiada Georgie.Po mojemu to czas iść na chatę.Ja się może niemnożko spóźnię . 14 . co rosną. Mnie zawsze odbija. Tamci dwaj kiwnęli. Kląłem i sapałem wdrapując się. Więc ja na to: . jak się było spodziewać.powiada . Jołop dobawił: . a jakieś wpychle przeszkadza. to była dość długa noc. o braciszkowie. upiększyli i na dobawkę ukrasili ten wielki malunek padchadziaszczym kulkowcem i mazakiem. same dobrze rozwinięte mużyki i psiczki. czy to działa.Recht recht. Uświadczyłem też zaraz przy 18A rzucone truski jakiejś dziobki! widocznie zdarte z niej nasiliło w gorącej chwili.Byłem zaskoczony i daże memnożko spuknięty. Wprost niewynosimo chciało mi się w ten wieczór muzyki. . na granicy największego kimona i podniosą ten pasiasty szlaban. kiedy dziuszka śpiewa. Muzyka. Lepiej już nie gadać. że recht recht recht. Ja pożywałem na chacie ze starzykami. ale nawet nie nużno było naciskać elektro knopki. a po wierzchu spokój. . Więc rozeszli my się. Wszyscy jesteśmy kumple. było to żyliszcze w Bloku Municypalnym 18A.dowodzę wami od dawna.Żaden nie odkazał ani słowa.No i . jak rośnie we mnie w środku razdraz. Więc mówię: . po szutniacku. może mnie ta dziulka pod Krową tak ruszyła. bez jednej nitki ciuchów na tych swoich odliczno mięśniatych cielskach.

a ja rechotałem całą gębą i wkręcałem im w ryła swój but. Leżałem całkiem nagi do sufitu. ozwłócząc się po drodze z ciuchów. I tak doślizgała się ta przewoschodno krasiwa muzyka do swego żarzącego się końca. wkluczylem na stereo i czekam. bardziej głodny niż mi się z początku zdawało. Jednak piłem to i żarłem aż charcząc. odrywałem z niego całe grudy i pchałem sobie w to żarłoczne usto. a ja nic tylko zapycham w nie jak maczugą i rzeczywiście. że ma być jeszcze jedna płyta. pękłem i zbryzgałem się wrzeszcząc aaaaaaach z tej rozkoszy. ścianach. z grabami pod głową na poduszce. 15 . Geoffreya Plautusa. a potem sobie przydumałem. Chłopaki z Alpha. Później kazałem sobie fajnego Mozarta. walali się po ziemi skrzycząc o litość. wziąłem też owocowego paja ze spiżarni. tak że wyciągnięty na łóżku i słuchając muzyki byłem jakby otoczony i splątany w sieciach orkiestry. i flagi i proporczyki na ścianach jak pamiątki mego żywota w poprawczakach od jedenastego roku życia. usto rozdziawione z rozkoszy. kakoj cud wsiech cudów. ot. a było to całe w jednej części. niebo w uszach. Więc tej nocy leżał mi przede wszystkim nowy koncert skrzypcowy tego Amerykańca. braciszkowie. co za ucieleśnione wspanialstwo i przewspaniałość. Puzony mi pod łóżkiem kruszyły czerwone złoto. wszystkie aż świecące się i z wypukłą nazwą albo numerem: Południe 4. podłodze. A potem ten ptak niby z najwątlej uprzędzionych metali nieba. Potem flet i obój wkręciły się. Teraz wolą pigułki na sen. a za moją głową trąbki trojako srebromieniące się. Tak błogo mi byto. Może już je zażyli. to ja.żeby mnie tam przepuścić. W tych przywidzeniach mużyki i psiochy. gdzie był troskliwie rozpołożony. wiedząc. braciszkowie. jaka to dla mnie radość ta nocna muzyka. Ojczyk i maciocha w swojej sypialni obok nauczyli się już nie stukać w ścianę o ten. a w nim ani żylet. Teraz to już najniewinniejsze mleko. przyparte do muru. Georgia. i znów były nowe widoki innych mord. więc wysmyknąłem go z miejsca. zawsze wyda mi się takie okrutnie złe. Bacha Koncert brandenburski na same średnie i niskie smyczki. Tak słuchając jej z zaciśniętymi głazami. Och. i chciałem coś starychowskiego a mocnego.bracia . a na stole maty mi położyła niemnożki przekąs. kiedy ta muzyka. pychota mojego życia. Jowiszową. Później umyłem zęby i pocmokawszy. Małe głośniki mojego stereo były rozmieszczone po całym pokoju. ojczyk i macica znajdowali się w krainie snu. Tu było moje wyrko i tereo. niebo i błogość. zasłuchany w zalew krasiwych dźwięków. ani syntemesku. braciszkowie moi. leżąc na łóżku z zaciśniętymi gałami i z łapami pod baszką. więc puściłem J. żeby zamknąć w nich tę błogość lepszą niż jaki bądź God czy Gospod po syntemesku. jak robaki jak gdyby platynowe.zaczęło się. stare mleczko. S. No i . I te psiczki obdzierane i krzyczące. Szkoła Poprawcza Metro Sekcja Niebieskich. i moja szafa z płytami. żeby je rozkwaszać i miażdżyć. aby sobie oczyścić stare japsko chlipadłem (czyli jęzorem). na suficie. zanim przekroczę granicę. i bardzo zwartego. a te inne struny jak jedwabna klatka wokół mojego łóżka. Przyuczyłem ich. młodzi i wapniaki. zwidywałem takie lube widoki. skrzypce solo wzbiły się ponad inne smyczki. Och. parę kusoczków gąbczastej puszkowiny z jednym czy drugim buterbrotem i stakanczyk zimnego starego mleka. oczy mając zamknięte. albo jak srebrzyste wino płynące w kosmolocie. ani drenkromu. jak oni to nazywali. Ho ho ho. udałem się do swojego pokoiku (czyli komnatki). hałas. w gęste ciągnące się toffi złota i srebra. wspięła się na sam szczyt swojej najwyższej wieży. Och. Odkluczyłem drzwi numer 10-8 własnym kluczykiem i w środku nasze mini żyliszcze pokazało się cichutkie. który wykonuje Odysseus Choerilos z orkiestni filharmonii w Macon. a tam u drzwi kotły toczą mi się po kiszkach i znów znikły chrupnięte jak grom z cukru. ciążenie już czepucha i tyle.

Słuchając J. a co mnie fest siepnął tym batem. dzwonek do naszych drzwi.Baszka mnie ciut pobolewa. i raz.I faktycznie było to prawo dla wsiech. braciszkowie moi. tak z czasik albo dwa. pokazując na mnie: . Słyszałem. no i przydumało mi się. Było w nim coś o mechanicznej pomarańczy. kto nie rybionek. w tej daczy. co to znaczy. Bacha zacząłem lepiej niż dotąd kapować. a ja stałem w szeregu jak wszyscy mówiąc: ta jes! s! i: nie! s! a potem uwidzialem wyraźnie.Ale ja udawałem. że mało sobie łba nie odrechotał. już jakby dawno temu. Bo muszę już iść. i natyrlik faktycznie dzwonek brrrrr darł się. W tym przywidzeniu on zrobił się jakby dużo starszy i uch jaki twardziel i ostrzak. zobaczyłem apiać ten tytuł na bumadze. synu. Tak i obudziłem się wniezapno. co było widać. a potem mój drug Georgie rzekł. i zaraz maciocha zawołała. i jak wszystkie malczyki pod jego rządami mają skakać i już. A potem wezwał starego Jołopa z batem. kiedy się dał w rechot na mój widok. . że musi iść i rabotać. sam na samo gwałt i adzinoko. ale teraz już tak po nastojaszczy z szacunkiem. . że nie pójdę dzisiaj do szkoły. synku. braciszkowie! i chodu.Ten mudak ma na ciuchach sam fekał i brud! i tak było faktycznie. to pomyślałem. owszem. jak mi się będzie chciało. nie z rybionkiem i nie chory. z którą uskuteczniłem razrez tej nocy. A dopiero na polanczu. a że wciąż czułem się zrypany i wymięty i skuty i spluty. jak to nazywali. o braciszkowie moi. Jak nie będziesz mi jej zawracać. może się nawet popluskam w kąpiółce. że łuczsze pobarłożę sobie jeszcze ciut w łóżku. a Jołop był dużo starszy i siwy i nie dostawało mu paru zębów. Moja mać pracoliła w jednym Gosmarkecie.I słuchając go z jeszcze inną rozkoszą niż przedtem. i salutować jak w wojsku. w którym przyśnił mi się mój drug Georgie. a serce mi bach bach bach. S. 4 Na zawtra obudziłem się o ósmej zero zero. proszę was. i powiedziała: .To ja wychodzę.Już po ósmej. a potem włożyła buty. Więc usłyszałem jak wstawia brzdęk talerz do gazowego piecyka. ładując na półki zupę i fasolę w puszkach i tym podobny szajs. zrobię tosta i posłucham co w radio albo żurnał poczytam. i od dzwonka też ból jakby mnie dziargał. że warto było im obojgu dać jeszcze gorszy łomot i rozdziargać ich na strzępy po ich własnej posadzce. wzięła kapotę zza drzwi i apiać wzdychnęła. Udawałem. Żebyś się znów nie spóźnił.Nic bijcie mnie. . i trzaskał z bicza. chłonąc brązową wspaniałość tego starożytnego niemieckiego mistrza. Ale uciekałem tak jakby w kółko i Jołop tuż za mną a obśmiewał się. co się kitlasi w tym przybytku nikudysznej do niczewo nie sposobnej nauki. potem się ładnie i nie śpiesząc ubiorę. to jakby dzwonek elektro dryn dryn dryn dryndał oczeń gromko. co ją nazwali DOMCIU. gdzie pracolił. że Georgie ma te gwiazdki na pleczach i jest normalnie generał. że nie ma nikogo w 16 . że jestem abratno w kraju snów i naisto zaraz mi się fajnie zakimało i miałem taki dziwny i jakby całkiem nastojaszczy drzym. jak zacząłem róść duży i krzepki: .To zostawię ci śniadanie w piecyku. To ja odkrzyknąłem: .Usłyszałem jej tak jakby wzdych i rzekła: . Podumałem. to może wdepnę do starej rzygoły i popatrzę. synu. jak mój tatata zrzędzi i tłucze się i wreszcie wybywa do tej farbiarni. Na to ja dałem krzyk: . to spróbuję się przespać i na popołudnie będę git. i bałakał o dyscyplinie i posłuszeństwie. i patrzalki mi się normalnie kleiły od tego śpiku.

Deltoid (jak można się tak nazywać).zapytałem.Od razu poznałem głos. R.Czemu zawdzięczam tę niezwykłą przyjemność? Czy coś się stało.rzeki na to P. no tak. nasz Alex . że ciebie gdzieś boli. co leżała na stole: krasiwa i uśmiejnie patrząca młoda psiczka z grudkami wywieszonymi na cześć. . owszem powiada.No to .Stało się? . Potem giry wsadziłem w takie bardzo udobne puchate tufle. . ale krugom bujając się. co się nie należało. Po czym. Uroków Słonecznych Plaż Jugosławii. . mój chłopcze.odrzekł. R. kraty.Wieczór to niezła pora. .odkazał. w zbrudłachanym deszczowcu. to przynajmniej na mnie miej wzgląd. A potem mówię: . Dlatego nie jesteś w szkole. Więc nastawiłem czajnik. to nie znaczy. że ostatniej nocy trafiło się całkiem sporo dość różnorodnego 17 . że się wylegujesz. o czym ci doskonale wiadomo.jakby to była jego chata. jakby po to przyszedł. Deltoid.To znaczy herbaty. To był P. Przyznanie się do klapy za każdego z was.Czasu nie mam. R. co kończy w tej pokratkowanej dziurze. jakby wszystek czas na świecie był jego. braciszku.A. Alex.mówię swoim wytwornym głosem. siadaj! . i cała moja fatyga na nic. . Wygląda na to. ze starą zeszmaconą szlapą na baszce. Alex. może nie? Poszły nieco w ruch majchry i łańcuchy od rowerów i tym podobne. R. Krzyknąłem recht rccht recht. że coś miało się stać? Zrobiłeś coś takiego.powiada. i wstawszy z łóżka przyodziałem się. bo za następnym razem.Nic zrobiłem nic złego. ale ciągle bujając się. proszę pana .Mam dotkliwy ból głowy. braciszku.Mili cyjniaki nic nie maja na mnie. .domu. no tak. łypiąc na mnie jakby przyczajony.To takie powiedzenie. zapytał: . proszę pana . Wiadomość doszła do mnie ta droga co zawsze. a na mnie brwi zmarszczywszy wciąż się spodełbił i błysk błysk. mój malutki. w bardzo fajny a długi podom jakby z jedwabiu. . głosem takim więcej zbolałym.odrzekłem. . o braciszkowie moi. że nie wdałeś się w jakieś łajdactwo. I bujał się. za każdego nie zresocjalizowanego. Spodziewam się. uczesałem bujny swój przepych i już byłem gotów dla P. Coś mówiła. Potem przyuważył ogłoszenie w gazecie. żebyś uważał. że do popołudnia mi raczej powinno ulżyć. no całkiem po duracku.powiedział . ale to brrrrr nie ustawało.powiada P. mój tak zwany Porehabilitacyjny Doradca. Gruba czarna krecha. . Zeszłej nocy było trochę harataniny. Jak ci już nie żal tego ohydnego siebie. R. . a ja u niego za gościa. o czym bardzo dobrze wiesz. bardzo niemile pokrajany. o braciszkowie moi.siadaj. Deltoida.Nie mam czasu . powiem ci w zaufaniu. bardzo bystro i chytro. proszę pana . to już będzie rzeszotka. Padło twoje nazwisko. wyłaź z wyra! wiem. co? Siadaj . a wszędzie na tym podomie były wzory w takie jakby gromadne miasta. Jeden z przyjaciół pewnego Tłuścioszka został o późnej godzinie zabrany przez pogotowie z okolic elektrowni i odwieziony do szpitala.A dlaczego pomyślałeś w ten sposób. przeciążony robotą grzdyl mający setki takich na rozkładzie. I usiadł na tym starychowskim bujaku mojego facia i wziął się bujać.Może czaszkę starego czaju. . a potem usłyszałem głos wołający przez te drzwi: . Deltoid . wtarabanił się wymięty z wyglądu.Spotkałem twoją matkę. no tak . . proszę pana? .odpowiedziałem. . tak jakby głotnąwszy ją na dwa kęsy. proszę pana? . bardzo ustawszy. Że policja cię ostatnimi czasy nie zwinęła. Wspomniano również paru z twoich przyjaciół.rzekł P. Kiedy mu odkluczyłem. no tak.Tej mowy o miłych cyjniakach to mi nie wstawiaj . żem się nad tobą napocił. Deltoid. to znaczy proszę pana.No już dość tego. tak? .A już do wieczora na pewno. .ja mam dla ciebie też takie powiedzonko.

. obgryzanie sobie paznokci u nóg.Nikt na mnie nic nie ma. proszę pana . i nie posunęliśmy się o krok. Czy to jakiś diabeł w ciebie wstępuje? .Tylko uważaj. bo lubię robić. no tak.odrzekłem . My więcej wiemy. co P. że lubią. Alex.jak ostrzega mnie życzliwie P. o braciszkowie moi. Alex. to tym gorzej dla mnie. .I jeszcze powiedział głosem bardzo cierpiącym. Ale kiedy on uszedł. A tak się złożyło. którym zawsze byłem dla ciebie. Tyle co jajko sadzone. jako jedyny człowiek w całym tym poharatanym i chorym społeczeństwie. o braciszkowie. Masz tutaj niezły dom i kochających rodziców. .za następnym razem. niż ci się wydaje. Deltoid i jego kumple łamią nad nimi głowę. już mimo tych moich młodziutkich latek braciszkowie. . Nad przyczyną dobroci nie główkują.Jak dla zdrowia to trochę za długo. na taką. R. znaczy się przyszłość. . zanim jakiś majcher dogoni mnie albo jucha wybryzga swój końcowy chór w poskręcanym metalu i rozpryśniętym szkle na autostradzie. w tobie czy we mnie. Więc jeśli mnie chapną i dostanę trzy miechy tu a potem sześć tam. Aleja cię ostrzegam. sam na samo gwałt i adzinoko. to robię.To jest mowa jak trza. Delloid. co wyciąga ku mnie swe śnieżnobiałe jak ta lilia ramiona. tylko że niestety ja nie cierpię być zamknięty w klatce. jak zwykle. udowodnić to niczego nie może nikt i nikomu. ja robię zło. i jak to piłkarze 18 . a z piecyka dostałem śniadanie.westchnął P. który jeszcze chce cię uratować przed tobą samym. co? . W gazecie było jak zwykle o ultra kuku i napadach na banki i strajkach. co je dla mnie naszykowała moja bidna stara maciocha.jakby skrzywił się i zaszydził. jaka może być przyczyna zła. Ale co ja robię. no.odpowiedziałem szczerze i z głębi serca. doję sobie ten bardzo krzepki czaj z mlekiem i do tego łycha za łychą cukru. będę się starał. żeby więcej nikt mnie nie złapał. że ja właśnie wolę na odwrót. Ale co jest niesobą. to się obszczerzalem do siebie z tych rzeczy. Deltoid . Może pan na mnie liczyć. . gdyby w nim każdy jeden tak wyprawiał po nocy jak ja. no pewnie że nie można prowadzić kraju. ale zrobiłem se tosta i mlaszcząc pożarłem to jajko z tostem i dżemem. R. jak dzielne małe każde sobie zrażają się przeciw tym gromadnym maszynom? To ja wam całkiem poważnie mówię. No i dobra. od tego ja się mogę tylko ześmiać. A w dodatku zło to coś w samym sobie. czytając gazetę. jako ten dobry przyjaciel. . no i wreszcie . no. doceniasz. proszę pana . i to samo na odwrót. żebyś przestał pchać swój przystojny młody ryj w błoto. tak. a jak mnie złapią. Ale to. no właśnie. więc czemu na odwrót? Jeżeli wpychle są dobre to dlatego. w samym gromadnym zwierzyńcu dla bydląt nie z tej ziemi. bo jestem łasy na słodkie.Tak. a ja robiłem sobie ten imbryczek mocnego czaju.brutalstwa.I posłałem mu najładniejszy zębaty uśmiech. braciszkowie moi. R. to zła nie ścierpi. mój malutki. w ten uśmiechający się poranek zimowy.odpowiedziałem. a te siebie to wszystkie postwarzał stary God czy Gospod i w tym jego pychota i radość. A czy nasza historia najnowsza. panowie. I na przyszłość będę się starał. I dlatego cię ostrzegam.Jak tafla niezmąconego jeziora . mój malutki. bo by pozwalali być sobą. to nie jest o tym. i to wszystko. żeby dojść.I to mnie martwi . Czy wyrażam się dość jasno? . .Już od dawna nie wpadłem w graby polucyjniakom. a ja wcale im tych przyjemności bym nie odbierał. . znaczy że ci wszyscy z rządu i sądu i ze szkół nie mogą pozwalać na zło. braciszkowie.Wszystko to doceniam. mózg też nie najgorszy. Och. Według moich obliczeń już czas na ciebie. Więc teraz. to powiem: Racja. mój chłopcze. niby cały ten zachwat i łomot i krajanie brzytwą.proszę pana. ale wciąż bujając się buju buju: Co was opętało? Badamy ten problem i badamy już prawie od stulecia. i to stare ryps wyps ryps wyps. Jasno jak lazurowy błękit najgłębszego lata.

co ją sobie przyrzekłem i zakazałem już dawno temu. że strach wszystkich paraliżuje. że przynajmniej mam czas (no i dziengi. ciemnosine kaloty i sweter z bukwą A jak Alex) pomyślałem. syf że mi w jaja! Mnie. o braciszkowie moi. No i git galant. obszczerzając kafle jak z uma szedłszy) jakiegoś tam bardzo umnego łysonia. te wredne malczyki byki. Noc to była moja i kumpli. Aha! Kulturalna. że poczułem się jak sam God Gospod. Wchodzę i nie było poza mną klientów. Nazywał się głupio MELODIA. Stash Kroh. to kiedy jakiś drewniak w psiej obroży napisał że jako sługa Boży i po głębokim przemyśleniu on uważa. a stare burżuje zapierały się w środku i chłeptały ten idiocki program światowy w ti wi. i w ogóle nastolów. co gada. i Wielkiej Poezji ta Współczesna Młodzież normalnie uspokoi się i będzie taka więcej Kulturalna. skoro z niego ten zawodowy kapłon i bogusław? Czyli że do nas. I był wielki gromadny artykuł o Współczesnej Młodzieży (znaczy się o mnie. Na Vremya Upokoyat Vas Ed Cum Id Molotov i 19 . o niedoborze uczycieli takich fest horror szoł. o braciszkowie moi. jaka ona byłaby. wziąłem się dostawać z szafy łachy na dzień. The Mixers. że tylko łomot tym piorunem i grzmotem. jaką dali w tej starej gazecie. muzyka zawsze tak naostrzyła. aż się obśmiałem. o braciszkowie moi. siorb siorb i do tego chrup chrup kawałki czarnego tostu zanurzone w dżem ehem i jajko śmajko. Recht recht recht. Szła muzyka. A jak sobie opluskałem niemnożko ryja i graby. więc ukłoniłem się w klasycznym stylu. żeby nie było czegoś o Współczesnej Młodzieży. Przeczytałem go i sobie uważnie. na płycie Masterstroke w nagraniu Esh Sham Symphony pod batutą El Muhaiwira. że się nami ciągle interesują. samo dno zimy) i tak sobie jakby grzebiące w nowych płytach z popem (Johnny Burnaway. lepsiejsza. Wszystko to hojdy bojdy i do śmiechu. młodych i niewinnych malczyków. bo ci odgrażają się. Ten rozumniak pieprzył normalnie o braku rodzicielskiej dyscypliny. tylko dwie młode dziulki obciągające loda na patyku (a było to. o braciszkowie. i żeby mi te mużyki i psiochy tylko wyły w mojej ha ha ha władzy.doprowadzają do tego. który zaszczycałem dając mu łaskawie zarobić. wkluczywszy radio. ale zawsze miło wiedzieć. żłopiąc ten stary czaj filiżana za taską za czaszką. Dzień bardzo się różnił od nocy. ale dzień to był dla drewniaków i wsiegda w dzień szalało się jakby więcej szpików i poli mili cyjniaków. stamtąd cof się pieszo na Taylor Place i już byłem w butiku. niebywała okazja tylko przez jeden tydzień. ale najlepsza rzecz. ale poza tym bardzo horror szoł i nowe nagrania mieli tam w try miga. i już odziawszy się (moje dzienne łachy były takie normalnie studenckie. bardzo fajniutki kwartecik smyczkowy. nie można mieć o nic pretensji. Pod wpływem Wielkiej Muzyki. zauważcie. ta Współczesna Młodzież. i darmowe paczki mydlanych płatków za etykiety od zup w puszkach. No i wyczołgałem się. Tylko ażem się obśmiał od przydumki. jak w jednym takim artykule o Współczesnej Młodzieży kiedyś pisało. że nie będą grać w najbliższą sobotę jak nie połuczą za to więcej szmalu. co by obłomotali tym krwawym łapserdakom ich niewinne rzopiątka. aż by zaczęli bu-hu-hu o litość. jak on to nazywał. bo w karmanach było u mnie dość tego kasabubu) zajrzeć do butiku z płytami po to stereo Dziewiątej Beethovena (znaczy się tej z chórami). braciszkowie. no. o braciszkowie moi. Claudiusa Birdmana. Ani dnia. tylko żeby ją pobudzać do Wrażliwości Artystycznej w Rozmaitych Dziedzinach Sztuki. co go niepłocho znałem. pisało tam. Jak już dałem parę razy hyp hyp napchawszy ten mój niewinny żołąd. Chyba on wie. iż To Szatan Hula Po tym Padole Łez i tak jakby się chytro zakrada w te młodziutkie niewinne ciała. Wsiadłem na rogu w basa i pojechałem do Centrum. i że to świat dorosłych jest temu winien przez te swoje wojny i bomby i absurdalność. I że dalsze loty kosmiczne i stereo ti wi z jeszcze większymi ekranami.

siostrzyczki. białym kitlem Dziewiątej. że basem nie pojadą. które one kupują.Nawierno macie takie małe. chociaż nie siostry. Tu one się już poczuły oczeń wyrafino.I zaprowadziłem je za najbliższy róg do Pasta Parlour i dałem im napchać w te niewinne twarzyczki spaghetti i kiełbasek. Dziś daję sobie dzień i na balszoj. czego pan szuka! Mam dobre wiadomości. nawet bardzo dobre.Wujek nakarmi was. i zaczęły balakać tonem wielkich dam o takich rzeczach jak Ritz. spodełbił się naburmuszoną jakby od piorunów mordą sam Ludwik Van. ciupcie! uciułane portablo.Ojej. Podszedłem grzecznie i kaflami cały w uśmiech do kontuaru.chyba wiem. no to wtedy ja bałaknąłem: . zawsze uczynny. . w kołys i w biodro. a w środku się tak śmiechałem że po prostu horror szot. o nie. tylko taryfą.A co wy macie w domku. całe w rozczerwieni. . a niby nie może. a ja na nie łypnąłem dość chłodno. co było po prostu. ale my byśmy zjadły. aż dychnąć nie mogłem prawie przez dziesięć sekund. po nastojaszczy drewniak na balszoj. aż mało się nie porzygałem na sam widok. że płyty. Te małe psiczki były do siebie bardzo podobne. . Od razu było widno. . z Alexem w roli profesora. . no.Bo te małe psiczki bałakały znów po swojemu. Nu ładno.I tak niby że się ukłoniłem. Żadnej tam rzygoły na to polancze. na którym. Czujcie się zaproszone. . . że wabią się Marty i Sonietta. Posłuchacie trąb anielskich i puzonów diabelskich. o braciszkowie moi. . już to ona może powiedzieć. wzruszające. Wybierzcie lokal. braciszki. o braciszkowie.Ty szczo dostał. na czym grać te swoje puchate szczebioty? -Bo przyuważyłem. a jedna z tych małych psiczek odzywa się: . nawierno. i po wypchanych grudkach i jakie usto miały.Więc ja odkazałem: . Spadamy. jak to w tym wieku. Już czas fest pokręcić.Da da. Te dwie psiczki miały najwyżej po dziesięć lat i tak samo jak ja. Miały całkiem identiko przydumki. Andy wrócił się w try miga pomachiwując wielkim. brat? Kto taki wielik. Dwie małe psiczki zaczęły się chichrać. im się zwidziało. ale my jesteśmy głodne. Te obie znów rozchichrały się i jedna mówi: .Jak wyszli my na zimną ulicę. Już przyszło. po tym rzucaniu biodrem na widok Oddanego Wam Autora Tych Słów. jak te kręciołki na zielonią trawkę.Aha . Hilton. . . Bristol.Proszę .Pójdziecie z wujkiem . i zgarnąłem 20 . . bo ja.I łapskami tak jakby u wielkiego dyrygenta wybijając takt poszedł mi to przyturlać.zagajam .i posłuchacie. od dziś będą już po nastojaszczy dorosłe.cały ten szajs). jak trza. czemu nie. Wygrzebałem dziengi. Ojej. A ja przekróciłem to mówiąc: . albo ich brak. ale przeszkolenie i owszem. kazawszy sobie ranek wolny od rzygoły. żeby zabulić. że mają) się za całkiem dorosłe psiochy. . mimo że łysy i bardzo a bardzo chudoszczawy). całkiem z uma szedłszy imiona i sam szczyt mody w ich dziecięcym wieku. . Il Ristorante Granturco i tym podobne. i włosy tego samego koloru: tak jakby wykraszone na słomkowo.powiada . taki adzinok? . kazałem sobie tylko skromnie płat zimnej szynki i aż warczącą grudę paprykarza.Wujek was zaprowadzi.Fajno fajn. błyszczącym. i banana splitów i gorącej czekolady. Powiedziały mi.Im się na to dolna warga tak jakby obciągnęła. i ptysiów. to taki pop chłam nastolowaty. wykonałem do nich tymi świeżo na biało wyszorowanymi kaflami i mówię: . Przyszedłem w siebie.powiedział Andy. A mnie wtedy jak strzeli przydumka. no to dałem im do humoru.A druga wstawia: . Marty i Sonietta. gdzie stary Andy (on też wsiegda grzeczny. o braciszkowie moi. już napalony jak sam czort.I obie się zachichrały.Może przegramy na próbę? Ale ja chciałem to już mieć w domu na moim stereo i posłuszać sam na samo gwałt i adzinoko.Boska Siedemnastka? Luke Sterne? Goglarz Gogol? . mało nie padłem z tej udręki w rozkosz.

No i krótko powiedziawszy dojechali my. jęcząc. tego co warczy. a potem ta przekrasna błoga melodia cała o Radości. obie były jak to zwyczajnie takie małe psiczki prawie że u szczytu histerii. tylko że z niezłą dobawką sody takiej co w igły i szpilki. No i właśnie nauczyły się. brudny i goły na tym wyrku. basowe struny jakby mi gadały spod łóżka z resztą orkiestry. i potem ładuje sobie dziab w grabę. co im się robi w te małe osóbki. No i zanim ten ich wzruszający pop chłam przekręciło się po dwa razy (to były dwie płytki: Miodowy nosek. takie to było. No i rozległo się. i zrobiły to.Podłe zwierzę i bestia! Wstrętna ohyda! .gablotę ze stojanki przy Centrum. były wprost niesłychane i gromadne i nadzwyczaj wymagające. całe obite i spuchnięte na ryju. a ja odpłynąłem w kimono. stary wąsaty próchniak w uszarganym łachu.i różne takie kopnięte słówka. One siadły na moim wyrku (jeszcze nie posłanym) i buju buju nóżętami. jak się nie idzie do szkoły. braciszkowie. no i faktycznie były. nazwisk już nic pamiętam). to ja normalnie rozpachnąłem skarbczyk w mojej komnacie i dałem tym dycholatkom po takim horror szoł szkocie. aż chodzące po całym wyrku i po mnie. a potem ludzki głos wszedł i mówił im wsiem. a ja puściłem te ich wzruszające płyciątka przez moje stereo. jak we mnie skoczyły w środku te stare tygrysy i rzuciłem się na te dwie psiczki. Tak jakby się obudziły od tego. braciszki. że powinny się mną zająć polucyjniaki i cały ten szajs.Więc dałem im pozbierać swoje barachlo i spłynąć.Ale przeleśne! . jaka to przewoschodna iskra z nieba. niby taki rozdziany wracz. Teraz już nie widziało im się. i puściłem igłę w syk na końcową część. braciszki. a te cały czas wsio tylko zdyszane i rozchichrane. Tylko że obie dziuszki były już oczeń oczeń na cyku i nie mogły za wiele czuć. zrypany i spluty. co jest sama rozkosz. Dopiero co kazałem dać świeżą tapicerkę. Taryfiarz. bo im się to wystawiało jak frajda frojda i szutka nie z tej ziemi. i one były wcale nie od tego. Po czym wyjąłem cudowną Dziewiątą z jej koszulki. hormonu kiciora z dżungli. to ja wam nie muszę opisywać. żeby się dać w radochę. Dycholatki były w try miga rozdziane i mało się nie ześmialy. jakby w ślicznych i tiu tiu i drogich złotych pucharkach. że jestem z nimi w tej komnacie. Trudno. no a te nieustraszone małe psiczki nic tylko chichrały się i w szept szept.Tylko bez prucia. Co się tam po nastojaszczy wyczyniało tego popołudnia.i: . i ciupciały mnie tymi piąsteczkami. A teraz krzyczały i robiły o! o! o! wciągając na siebie ciuszki. mówi do mnie: . Ta mała Sonietta krzyczała: . i nie z uciechy krzycząc przyszło im się zdać na czudackie i dzikie żądze Aleksandra Ogromniastego. 21 . że to figle. Żadnych zabaw z siedzeniami. i Noc po dniu po nocy wystękiwane do rzygania przez dwóch obezjajców. co były sam szczyt mody w tej grupie młodziaków. Jak ostatnia część szła po raz drugi z całym tym gromem i krzykiem że Frojda Frojda Frojda.Wierzchowe! . Jakby się pociągało jakiś napachniony słodki napoik dla dzieci. i że chcą do domu i że jestem ta wściekła bestia. że stary wujek Alex bez nitki gołoguzy stoi z dmuchawą jak rękojeść i psiuk ze strzykawki. to trza się inaczej pouczyć. przez Dziewiątą i dziab na dodatek. ciągle przy tym Frojda Frojda Frojda Frojda na całego w grzmocie i wrzasku. No i podrałowały w dół po schodach. . śpiewał Ike Yard. a chuci te. Więc kręciłem dla nich ten szajs i zachęcałem do picia. o braciszkowie moi. i zaraz poczułem. tak że Ludwik Van też był nagi. bo sami se możecie lekko rozgadnąć.Ukoiłem jego idiockie obawy i pajechali my pod Blok Municypalny 18A. A wyglądały jak po wielkim zrażaniu się. a ja leżałem rozwalony. a potem chciało im się pić. i wtaszczyłcm je na górę pod numer 10-8. Ale one robiły och och och i pokrzykiwały: . to te dwie dycholatki już wcale nie były wielkie damy i wyrafino.

co? No to czego się rozpytywać? Facio od razu grzeczniulko bubeł w kubeł. ale milczał. Moje stereo już nie zasuwało że Radość i że Uścisk Uścisk Wam Miliony. który ona rozmroz i potem odgrzała nie wyglądał zbyt apetycznie.Ześmiałem się z tego w środku. Ojczyk zagaił: .Tak? . Pieczalne drewniaki. a potem do nory i w ciuch na wieczór. W try miga pajmiosz. albo tak mówili. . . że zbudziłem się późno (koło siódmej trzydzieści na moim zegarku) i pokazało się. jak Georgie wydaje te generalskie rozkazy. I lak mi się przywidziało. jak się hapnie. a maciocha dała się w taki ustawszy jakby śmieszek. ale właściwie gdzie ty chodzisz wieczorami do pracy? . jak wszystko liczy się na tym niecharoszym świecie. . a stary Jołop się obśmiewa bez zębów i siepie batem.O? . Teraz mogę iść na wieczór popracolić. czując się brudny i klejaszczy. oboje teraz dawszy się odliczno słyszeć w bywalni (to znaczy stołowej) i sądząc po tym brzęk brzęk talerzy i siorb siorb czaju ze stakanów.Cześ cześ cześ . albo stara się dowierzać w to.O pieniądze nigdy nie proszę.rzekłem. a co moja to moja.Teraz mię zainteresował.Mniam niam. ze dowierza.Nie żebym się chciał wtrącać.To było jak żywe . że mój ojczyk dowierza. że niech uważa co jest jego brocha.5 A faktycznie tak wyszło.Zbądź 22 .To był taki jak gdyby paj w mrożonce. Bidne chryki. że ja się tym zajmuję.powiada.Ooch . Ale mówiono mi. Recht recht recht. synu . . jak leżysz na ulicy. co go miałem dziś rano. siedzący przy swoim wymęczonym żarciu po całym dniu pracolenia on w tej farbami a ona w magazynie. przysiadłem na kusoczek paju. . . że ja chyba też miałem jakiś sen. Włożyłem podom i wyjrzałem do nich. . Czasem mi się coś przyśni. .Odpuściłem se ten dzionek i już mi git. że w snach to idzie na odwrót. recht? Na łachy ani też na ubaw. że tak śni o mnie. .różnie. jakby mówiąc. . Wytańczyłem ja do łazienki i dałem se bardzo skory prysk na całego. Wyglądali jak ci chłopcy.Bo w tym czasie oni dowierzali. ale mimo wszystko coś w tych snach jest. tak pomagam i w ogóle. Zrazu widać. .Przepraszam.żwyknąłem z pełnej gęby . Możesz się z tego śmiać. że ja się faktycznie naprostowałem. Tu i tam. a inni chłopcy cię biją. wyszczotko i git galant z kiciorem. . więc ktoś je musiał wykluczyć. synu. .zagaiłem. z którymi się zadawałeś. Facio łypnął na mnie tak jakby podejrzliwie i nie za oczeń mu coś ponrawiwszy się. Zeszłej nocy przyśniłeś mi się i bardzo mi się ten sen nie podobał. I tu przypomniałem sobie mój drzym.I pogłaziwszy mu tak szmucyk prosto w ślepia. . zanim cię skierowano ostatni raz do szkoły poprawczej. maćku! A mogę tego dostać? .powiedział facio. uczesany. jak jedno prowadzi do drugiego.zapytałem przestawszy żwykać tego klejącego się paja. żeby ciut zarabotać.Widziałem. czyli że ojczyk albo maciocha.Nie martw się o twego syna jednorodzonego i dziedzica. ale nie mogłem go tak naisto wspomnieć. co to synu jedyny owocu mego żywota i te pe. o mój zaprawdę ojcze! . Po czym już świecący się. ale wypadało to skazać. że to nie było rozumne. . przebrany za kochającego jedynaka. bo już wiedział że morda i ani gu gu.Tylko tak się czasami martwię. nikagda.No no? .

-To już było na huzia i na odwrót.i puścił się w kilka niełowkich piruetów. duże i na balszoj. on przybywszy. 23 .I tak jakby założywszy graby oparłem się udobno do słuchania o potrzaskaną poręcz.Co za mowa o nowym układzie? Tu nawierno był jakiś gromadny bałach i kwacz za moimi uśpionymi plecami. Tyle co zarabotałem przeszłej nocy.Może za dużo nadużywasz tej baszki. faćku . .A ty . po czym wygrzebałem wsie dziengi z karmanów i dźwięknąlem je na zaświniony od sosów obrus.wstawia Żorżyk.łuuu hu hu hu! zatrudniając się tym. . Ale dziękuję ci. . mojego post kurwatora.leżałeś całkiem bezradny we krwi i nie mogłeś się bronić.Baszka mnie ciut poboliwała i musiałem przekimać. Nie zbudzili mnie jak przykazałem. Bo stanąłem z japą szeroko rozpachniętą jakby mi ziewak w rozdziaw zaskoczył. bo mać zmywała jak raz posudę w kuchni. tych moich niby to drugów. co jest grane. Niech ja więcej usłyszę.powiedziałem ostrożno. . Jutro przyniosę jej za to jakąś butelczynę. oba w błysk błysk ukazując po drużeski kafle. braciszku. cały krugom w kochających ułybkach. A ja wybyłem.odpowiedział. Ale więc jesteśmy w kupie i gotowi połuczyć.powiada Georgie. Jako wasz kumpel i wożaty chyba mam recht wiedzieć. .mówi Pete. .To przykre. To jedna rzecz z nowego układu. . Tak to rychtyk i było. po naszym fresku municypalnym i jak to Jołop dawał ten swój rechot . Czekali koło pogryzmolonego na gęsto municypalnego malowidła nagiej godności trudu.Prze pieprzę praszam . ura! . recht? . . co wróży ten twój gromadny koński rozdziaw na ryju? . więc apiać się w sobie po cichu z lekka obszczerzyłem. takie sobie ciut małych zgrywoszutek i tym podobne. synu . Ci młodzi chuliganie i tym podobne. Ale obrócił się. Na to w try miga włączył się Georgie: . to się nieco zdziwiłem. . z całym tym szajsem wypisanym z ich ust przez niegrzecznych malczyków. na trzecim schodku. Oni przyszli mnie spotkać. o drużkowie wy moi. no to wpadli my do twojej katedry. jak Georgie i Pete dali mi stary cześ prywiet.niewiele tego. Możeście wy ustroili za moimi plecami jakiś drobny a cichy bałach. .Z nowego układu? . Może starczy na jeszcze jednego szkota dla ciebie i maćki gdzieś w miłym zaciszu. gołoguzych mużyków i psioch z powagą u kół napędowych przemysłu. tak niby że oczeń troskliwie. Deltoida. nie przystaje do was. i trąbnął: On jest. Aż dziwne. Jak znalazłem się po schodach na dole budynku. co ta stara noc nam przyniesie.Dziękuję. Pietia.odkazałem. . . . .się trwóg.Nu pagadi . ciągle jeszcze stojąc wyżej od nich.Już martwiliśmy się . tak? . Ten sarkazm. kiedy tak się zrobiło na ulicy. co? Na to rozkazywanie i dyscyplinę i te pe. Boimy się za dużo wychodzić. że cię bolało .Bo Jołop miał uścisko rozpachnięte w taki jakby z uma szedłszy bez głosu rechot. nie? No więc Jołop. a ciebie może to czy tamto oskorbiło.I wszyscy się z lekka obśmiali.Jak gdyby przejąłem to: tak? od P. jeśli mi to wolno tak nazwać.My tam czekamy i doimy se mleczko na brzytwach.I zgarnął te nieuczciwie nabyte golce do karmanu w sztanach.Lepiej zróbmy z tym na glanc porządek.Ale my teraz niedużo wychodzimy. .Na tu.ja mu na to.Ano ja że recht! . A na pewno już ból ci przeszedł? A na pewno ci nie lepiej wleźć abratno do wyrka? .powiadam . .No dobra. A nawet więcej. R. będzie tego przystawania do Jołopa. jak już mówiłem.snuje mój ojczyk . On wżdy poradziech sobie zdoli albowiem. Jołop miał wieli gruby śryk z czarnej farby tłuszczowej i gwazdrał nim brudne słowa.

małyszku.Jołop się na to roz ho ho ho. . Jak ci potrzebna monaliza. . co będziemy robić a czego nie.to pażałusta.Fajno fajn i git. Bo jak raz przyszła mi z pomocą przednia muzyczka. zrywasz je sobie z drzewa. Tylko bez urazy. Mam prawo na własne życie.odkazał mi Georgie . . Więc mój drzym się sprawdził. . komu tu przychodzą pomysły. .zrobimy taki zachwat po mużycku na kawał chłopa. co robić a czego nie. ułybając się na balszoj.Och . mój drużku. Błyskotki.A na co ci się nada . Tak? No to skąd ci przyszła wniezapno ta chuć.czasem to ty dumasz i bałakasz jak drobny rybionek.Wyskazałeś jak raz to. bardzo oslrożno. .ale chcieliśmy tak coś więcej demokratycznie. Georgie wmieszał się: .powiada Georgie .ja na to.najpierw damy se mleka z dobawką i co ty na to? Żebyśmy się naostrzyli. . Szlajamy się w kółko. tak mi właśnie skazał Will Angliczanin. Na ten przykład w ostatni szabas.i wyrwałem swoją brzytew do grdyk.No to Georgie i niżej podpisany wzięli my się za te ciche kocie podchody. mój Georgie bojku.Zostaw ich. braciszki. i już był jeden na drugiego. i już! . ale Pete bałaknął i położył fest grabę na starym Jołopie: .Duże duże duże kasabubu leży i czeka.wypuszczam się sam na samo gwałt i adzinoko. Stary Jołop włączył się: . cały na luzie. i Jołop z batem a bezumny jak szczerzący się buldog.powiada Georgie .powiada Georgie .rzekł Pete . w zachwat po sklepach i te pe.Niech ja jeszcze posłyszę. bo my już nad tobą mamy przewagę. a rozumniak to chwyta się tego jakby natchnienia i co Bóg ześle. a ty najbardziej. Bałaknąłem takim jakby grubym a niskim głosem: . aby zdziałać się tym gromadnym i nadzianym kapitalistą? . .Jak sam chcesz .Bez urazy. co nużno? Jak ci nużno auto. ale cały czas pracując główką. . Alex . mój drużku. i doleciał mnie może z takt albo dwa Ludwika Van (była to ostatnia część Koncertu skrzypcowego) i od razu wiedziałem co robić. Chodzi o to.ale też był dość prędki w nożu i ostrze mu szt z rukojatki. żeby zarabotać po tej marnej grabuli szmalcu na ryło. A nie że ty cały czas mówisz. jak ostatniej nocy.I wykonałem ten jakby głęboki ukłon. . jak to wielkolepno nazywasz? Czy ci brak jakiej bądź rzeczy z tego. Akurat przejeżdżało auto i miało wkluczone radio. Ale ja pogrywalem z czuciem a ostrożno. to se ją zgarniasz. . Wszystko to malutkie piwko i tyle tego. .E .Tak od kiedy niekiedy . Dziś w nocy . Teraz gadaj. co za błysk cię naszedł. wcale nie ponrawiło. co jaki bądź malczyk się nie pokusi grabnąć. A tymczasem Will Angliczanin w Kafe Pod Bychem jest gotów upłynnić wszystko. szukając wejścia.Odkąd to się zadajesz i ugadzasz z Willem Angliczaninem? .powiada Georgie.Recht. Jakie on miał pomysły? . Inicjatywa się budzi w tych co umieją czekać. Georgie za generała i mówi.Nie. Tak to jest recht. Georgiutek.. to tu ni pry czom. Po prostu horror szoł. cwany i chytry w tej utybce . braciszki. żadne recht! . lód . ale w środku już po nastojaszczy razdraz. Wiedź nas do mołoczni. czemu nie. Git git git.wstawiłem .to duże duże duże kasabubu czyli dziengi. Georgie od czasu w czas doskakując szuch szuch z tym 24 . . Tylko jak wykitrali my się na ulicę. mówiąc i ułybając się: . ułybając się jak z uma szedłszy. A my dorastamy. Georgie. a styl znając jeden drugiego ciut aż za horror szoł. co myślałem .mówię wciąż nie ruszając się.mówił dalej a wciąż z tymi zimnymi ślepiami we mnie. że dumać to dla bezumnych.I wyślepiał się tak na mnie czelno i na całego.i chap się za cepki w pasie.Właśnie chciałem zapropo żeby do naszej Krowy. to ja raz i uświadczyłem.No dalej . Sporo się ode mnie naumiałeś.Uraza czy nie uraza. Georgie powiedział: He? .Aha .powiedziałem. recht? Wszystko to mi się.

mimo że nie powtórzyliśmy tego filantro.powiada Pete. i teraz już sam zacząłem. więc one się jeszcze głośniej rozdarły z tym swoim: . Jołop.Recht. żeby stary Jołop dostał małpiego umu.upuścił. tyle co duży złotogniak dla każdego (za ich własne dziengi. braciszkowie. że aż na podziw. ale nikt się nie wkluk. że mnie fest użasno siepnął po grzbiecie i dziargnęło mnie wprost z uma szedłszy. blok i ciach .No to jesteśmy. stawiając na jeden ruch . recht? . no i ten bidny stary Jołop został się niemnożko zaskoczony. Niedługo to zajęło. Więc już teraz wiedzą.Niemożliwe odkazałem.Daże ani słowa nie bałaknąłem. Pete? . bo był przywykłszy do prostego ryj w ryj siach siach siach.powiadam. Ale Pete zagaił: .dał na to Georgie. żeby nie odwijał tych cepków z pasa i Jołop się posłuszał . żeby ukoić dwóch rannych żołnierzy w cichym zakątku.Niechaj was Bóg wszystkich pobłogosławi i zachowa w zdrowiu. . i owinąłem nim grabę bidnego. nie ich brocha i codzienny widok. ale nie za długo.no. więc zrobiło mu się tak bul bul bul bąbel i bluzgała ta jucha bardzo fajnie. No słucham. No . a on wył i jęczał. umierającego Jołopa.Ja nic nie mówiłem .o braciszkowie moi . Słuchaj. kto tu jest ich pan i wożaty. A ten krasny krasny sok zaraz sam się zatrzyma.i poczułem jak brzytwa wchodzi jak trza i w sam raz głęboko w mięcho w nadgarstku starego Jołopa i uronił te cepki jak wąż i uwrzasnął się jak mały rybionek. tylko po grabie. Upuścił ten nóż dźwięk dźwiąk na twardy zimowy chodnik. To dla mnie teraz był padchadziaszczy styl żeby iść nisko jak gdyby w żabim podrygu. i jucha zatrzymała się. stary Jołop się wyfarbuje na śmierć. o drużkowie moi. Te pudernice stare.To co sobie damy. chłopcy . to już teraz będzie wiadomo. bo Pete poradził Jołopowi. chłopcy . dziewuszki? .i: -My nigdy byśmy na was nie powiedziały . pomyślałem sobie. cośmy im ustroili przeszłej nocy filantro. Georgie. znów tam były i nic tylko wstawiały: -Dziękujemy wam. Więc mignąłem brzytwą po jego lewej girze w tym oczeń obcisłym rajtku i chlasnąłem tak na dłoń ciucha i puściłem niemnożko blutu psiuk psiuk. . żeby chronić ryło i patrzałki. pod Księciem Nowego Jorku.niby jakieś gromadne a bezumne zwierzę i wyśmignął te cepki z pasa fest horror szoł i tak skoro. w której Georgie miał nóż i . ale nie mógł mnie sięgnąć. Po czym próbował sobie wypić cały blut z tego nadgarstka i równocześnie krzyczeć. to teraz my z tobą załatwimy tę rzecz.łyskającym majchrem. tak jak skazałem.i: Wy jesteście najlepsi chłopcy na świecie.i: . . Tyle że go połaskotałem moją brzytwą po palcach i już stał wybałuszywszy się na to malutkie ciur ciur juchy wyczerwieniające mu się w blasku latarni.góra. Tylko stary Jołop ciągle wypadał jak gdyby ciut 25 .Recht recht recht . Ja znów bałaknąłem: .Niech was Bóg błogosławi. o braciszkowie moi. no nie? Stary Jołop na to dał: Aaaaaaarhgh! . tak? Wsio po dawnemu i zabywamy o wszystkim.Umiera się tylko raz. starego.i kupił im czarną z mydlinami i wyglądało. chłopaki . co było. i tak zrobiłem. W końcu zagaiłem: . nie po ryju i nie po oczach. Aż odliczyłem sobie raz dwa trzy i dałem normalnie ciach ciach ciach brzytwą. . bo ja swoje dałem ojczykowi) i utrzeć w tasztuki zamoczone w kuwszynie z wodą. Właśnie. że ma sporo tego kasabubu w karmanach. A potem jak on dał się w auuu auu auu jak psiuk.jakby już nie mogły tego przekrócić. No muszę powiedzieć. ale juchy szło za mnogo żeby to wypić.Bo nie chlasnąłem go po głównych żyłach. apiać tam gdzieżeśmy byli. ale i kazał mi ten ból sprężyć się bystro i na całego i załatwić się ze starym Jołopem. Jołop umarł jeszcze przed urodzeniem. A cały czas wpychle przechodzili i widzieli to wszystko. I wydostałem osobiście czysty tasztuk z karmana. barany. to ja poszedłem w ten sam styl co z Georgiem.

co. tych starychowskich rupów. może by już nie dzisiaj. a w nich pożywały stare wpychle.odrzekł Georgie. i do tego jakby przytuszone światło w jednej z izbuszek na dole.I powiodłem moich trzech drużków na swe nieszczęście.Dobre stare dziewuszki. owdowiałe. czy co. 6 Tuż na wschód za Księciem Nowego Jorku rozpołożyły się biurowce i ta stara. Stare Miasto. no i głuche stare damy z kotami. a te stare babuszki wciąż posuwały swoje: . A no cóż. Georgie.Nic nie powiemy. czy jakaś podobna głupota. .Poniał git i odliczno.Ten co ma na przedzie dwie lampy.A jakżeśmy wychodzili. więc my zaszli w taki fajny kawałek ciemnej uliczki. o braciszkowie moi. I dostawało tu.Dziękujemy wam. . Spadamy nie mieszkając.odkazałem.gadał znów Jołop. co tam proischodzi.porażony i daże bałaknął: .Bo to był widzisz ten dom . ja bym dostał tego wielkiego skurwla. Całkiem jakby się nie ze mną zrażał. .A no ta Sadyba czy Siedziba.powiada Georgie . Bardzo dobrze. to co miałeś na oku? . ale co tam dzieje się. jakby w mamrze (czyli więźniu) a nie w domu.A ja im na to: . za co na rynku można od turystów zgarnąć nieliche kasabubu: jak obrazy i klejnoty i różne takie starożytne gówna jeszcze sprzed ery plastiku. Słuchaj. znaczy się pabiedy jakiejś. . Byliście tu cały ten czas. Więc podeszli my grzecznie i po cichu do tego żyliszcza. Will Angliczanin tak jakby nam o tym powiedział.Wiecie co.Złoto i srebro i różne takie biżuty. jest prawda. jakby z dwóch stron pilnowały wejścia od frontu. .to już nie tej nocy. horror szoł i starożytne domki. 26 . I zdarzały się tu po nastojaszczy fajne. a potem się dochodziło do takich żyliszcz jakby staromiejskiego typu w dzielnicy zwanej Stare Miasto. . tylko że jakiś mudak wlazł mi w drogę.Jesteś ten duży krzepki mużyk . . co przez cały swój prawiczy żywot nie poczuły.No Georgie bojku.odkazałem . chłopaki. ale z jakimś obcym malczykiem. o braciszkowie. .E tam . żeby mużyk jej dotknął. różne tam chudoszczawe i szczekające pułkowniki z laskami w ręku i psiochy stare.tak jak my wszyscy. żeby luknąć w akoszko. Gdzie żyje ta starożytna próchniaczka. co ma koty i cale to kurewsko stare.Wiedziałem. kiedy ustąpić i pokazać się tak jakby wielkoduszny dla swoich podwłasnych.Na przykład? . Ja się znów odezwałem. chłopcy. złachana bibloteka i za nią ten gromadny blok mieszkalny zwany Victoria od wiktorii. chłopcy.Jaka głupia nazwa? .Mogłem mu przyłańcuszyć fest po tych patrzałkach . . . i to żelazna. i przed nim sterczały kuliste lampy na żelaznych badylach.Już ja poniał . po nastojaszczy dobry wożaty zawsze wie. co się nazywało Sadyba. ja bym mu przyłańcuszył. tuż za Blokiem Municypalnym Victoria.powiadam. to te stare babuszki skazały: . W oknie była rzeszotka. Wracamy za dziesięć minut jeszcze coś wam dokupić. było nam i tak jawnie widno. . Nie jesteśmy jakieś tam drobne rybionki. Georgie bojku? Cóż tedy na oku miałeś azaliż? . co.To jest git przydumka i ją trzeba wykonać. . a drogie barachlo. co ma na myśli. . Na którym jest taka głupia nazwa.

I odmigałem precz moich drużków po cichutku.to spróbować normalnie od frontu.powiadam. Mojemu przyjacielowi właśnie coś dziwnego stało się na ulicy. Potem jakby czuło się nasłuchiwanie. błagam o pomoc. co wypadały oczeń stare i kosztowne. A ja do Jołopa i Pieti: .Proszę się wynosić . o mało nie zachichrał. I krzyknęła.Jak wejść? . aż mnie poraziło. Więc mówię do niej: . Do tej starszej pani chyba nie można mi pretensji.Znam te wasze parszywe sztuczki. braciszki.Wy dwaj. to muszę zwrócić się z moim cierpiącym przyjacielem do kogo innego. Georgie wyszeptał: .Proszę panią.Teraz to polegało na mnie. po dwóch stronach drzwi. jakby za coś łajać te swoje kiciorki. gromadne i spasłe bydlaki. Spojrzałem w górę i widzę nad wejściem suwane okno i że rychlej będzie wspiąć się normalnie po ramionach i wleźć tamtędy. . jakie grube ma to głosisko: .Ino luknąć . proszę pomóc! Mój przyjaciel tak ciężko się rozchorował. . jak wejść. czego wcale nie mam ochoty kupić. też widno.Recht. I jak ta zgrzybiała babulka im odkazuje. jak ta stara babula człap człap tymi nogami w człapakach do drzwi frontowych i tak mi się zwidziało. o braciszkowie moi.Próba. jak prygają na stół i rozdziawiwszy się wydają z siebie mrrr mrrrmrrr. Georgie niech będzie gotów pokazać się za takiego. braciszki.A ja: . I ładować się aby nie za szumno. . . nim Georgie zacznie nam dyktować. Odkryję w górze akoszko i włażę. Daże uwidzieli my kilku ich.Kiwnęli po ciemku recht recht recht. Był tam wcisk do dzwonka.Pierwsza rzecz .odryknęła.Po czym światło zapaliło się w holu i posłyszałem.ona znów . A ja mówię po dżentelmeńsku.No trudno.Potem odczekali my znów po ciemku i ja szepnąłem: . i też jakby wazonów i ozdóbek. od tego życia sam na samo gwałt i wciąż adzinoko. i to raz dwa raz. że jeden mój kumpel tak jakby przymglał na ulicy. . Recht? . tylko sam zakrzyczawszy: . Jazda stąd.to ja do Żorżyka i bez obciachu sunę prosto do drzwi. bardzo bym prosił. . . mój przyjacielu. jakby otwarła. żebym otworzyła drzwi.A na to Pete: . że ona pod każdą pachą ma tłustego. 27 . .Wynocha stąd . Dawaj! . takim pilnym i cierpiącym głosem: . to się dało powiedzieć. Oprócz tego było widno w komnacie na ścianach mnóstwo starych obrazów i przedpotopowych. Pójdę bardzo grzecznie i powiem.No. Will Angliczanin pali się do tego.Może nie otworzyć.albo koty na was wypuszczę. że jest podejrzliwa. albo strzelam. .Och. Czy mogę zadzwonić po doktora. ja go wpych i słyszę brrr brrrrrr w głębi. skoro pani nam nie chce pomóc. błagam panią. nie wiem dlaczego. na pewno znajdzie się dla ciebie gdzie indziej dobry samarytanin.Jak Georgie to usłyszał. Ja się wespnę Jołopowi na plecza. jak po nocy kręci się tylu łobuzóz i urwipołci. . .wyszeptałem . więc było poznać. to była cudowna po nastojaszczy niewinność. że ta stara psiocha. to już mi wepchniecie. na podziw ozdobnych zegarów. Nie ma sprawy. Bo tu będziemy aż do rana stać i przepychać się. jak gdyby ta psiocha i wsie jej koszki w słuch na to brr brrrr i zastanawiały się. z flachy mlecznej rozlewała to stare mleko w spodki. Po czym nakłoniłem się do szpary na listy i wołam takim jakby wytwornym głosem: . Z powrotem do drzwi.Wynocha. Potem jęk o wodę albo żeby dźwięknąć po doktora. . To ja ciut jakby natarczywiej na dzwonek. A skądże. kto tu z nas wożaty i od błysku.Za to da się połuczyć horror szoł jakie kasabubu. powiedziałam. .Więc on jakby drygnął pleczami. że tam w dole kłębi się mnóstwo kotów i koszek dających jej miauk i miauk. nie? .Że jest niemnożko z uma szedłszy.A na to Georgie: .A działo się.Tak normalnie im dokazywałem. Jazda mi stąd. A tam przymknę tę starą picz i wam otworzę. gromadnego kiciora.Nie martw się. w kudłach już bardzo siwa i z mordą całkiem pokreśloną. . czyniąc żabi pysk. a potem stawiała te spodki w niz na podłodze. .

W niżu drużkowie moi tylko sapali. ta stara psiocha. Nasz krótki bałach przez szparę do listów nie dał nam. A cały ten czas. Oraz jak ta wielka i opasła szkacina to włazi. rude i w każdym wieku. do izbytku satysfakcji. tym nikudysznym kumplom. rypnęla na mnie wściekle niby chłop i odezwała się: . czyli że i figlu miglu ze sobą kociątka i dorosłe kiciory. Pełno tu było kotów i koszek snujących się tam i nazad po dywanie. stare i bardzo złe. Że wszystko to zrobię sam na samo gwałt i adzinoko. braciszkowie. A niech wiedzą. o. nade drzwiami! będzie o co nogi zahaczyć. jak się spodziewałem. ty stara i smrodliwa raszplo. pięknie i gładziutko. znaczy się wszystkie te komnaty i tylko jedna stara picz i jej kici kici. i już! Okno było. A moje owieczki z dołu gapią się. To wreszcie spotkaliśmy się. więc ją zgarnąłem sam dla własnego siebie. szarobure i marmurkowate. ale sięgnąłem brzytwą i trach delikatnie szkło jej kościaną rukojatką. białe. Jołop u nas był za mocnego i normalnie wydźwignęli mnie Pete i Georgie na jego krzepkie i po mużycku gromadne plecza. a potem zgarnę ile w grabach się zmieści barachła. I kolano w górę. Tak i zszedłem ja z wolna po cichu. co się znaczy istne wożactwo. o braciszkowie moi. Jakby trza. dziwując się po schodach w niz. Na wielkiej drewnianej skrzyni w ciemnym holu zobaczyłem fajniutką. nic. ale może te kiciory i koszki mają dla każdego po jednej sypialni? i pożywają se tak na śmietance i rybich łbach jak te królowe udzielne i kniazie. w niej drzewa i konie. Z dołu szedł jakby przytuszony głos tej starej psiochy: . a to wyłazi. a w powietrzu nisko unosiły się kłaki kociego futra i były te opasłe bydlaki różnego kształtu i barwy. . a była to młoda i chuda dziuszka. I już byłem na dole i widziałem światło w tej komnacie z frontu. a chwost im się wołnuje i jakby się czochrały u spodu drzwi. widno z podziwu. Drzwi uczyniły kwiiiiiiiiik i oto zakurzony korytarz z innymi drzwiami. że wpychle czują nocny lęk z niedostatku policji nocnej. żeby pokazać tym kapryśnym i nie oczeń spolegliwym. Już u Jołopa na pleczach zobaczyłem. pomyślałem. że cała ze srebra. o! dzięki ci. I przyuważył ja schody idące w niz do holu i błysnęło mi. zakryte.Tak tak tak. rozdziawione. i sypnąć złota i srebra po wyczekujących mnie drużkach. inaczej niż w blokach. że jestem wart ich trzech i jeszcze ponadto. braciszkowie. o! zaiste nie dał. Tyle się tu marnuje.Jak tu wszedłeś? Nie zbliżaj się.ale widać musiała bałakać do tych miauczących z bokowca maaaaaa że chciałyby jeszcze mleka. dooobrze! . dostałem się. ty zasmarkany łobuzie. tylko łóżka i komody i gromadne ciężkie fotele i stosy pudeł i książek. że tak powiem. nieprawdaż? Należy to przyznać.Całkiem horror szoł to wyrobione w kamieniu.I tak jakbym się przyszczurzyl i zamrugał w oślep do tej komnaty i starej psiochy. tak dolna połowa śmignęła w górę. i jakiś grzdyl świętojebliwy. stała na jednej nodze z wyciągniętymi rękoma i widno. Więc przyjrzeli mi się. że to kamieniarstwo nade drzwiami fajnie mi uchwyci but. bo zmuszona będę 28 . I dawaj obijać się ja po ciemku. co świeciła w blasku od komnaty. I raz dwa jakby w kąpiółkę. i bałaknęli wsie kiwnąwszy mi po ciemku recht recht i recht. i takie po nastojaszczy śliniące się. Woniało tam aż pleśniawie od tych koszek i od kocich ryb i murchłego żyliszcza w starym brudactwie. w którym się znalazłem. czarne. gdzie ona mlekiem obkarmiała te swoje koty i koszki. jakie to starożytne porno w lanszaftach: że dziuszki długo i prostowłose w kołnierzu wysokim i jakby wiocha. Na paluszkach i znów pod te drzwięta. drobną figurkę. Ich pani. gołoguzy i obwisły na krzyżu. co mi się wyda poleżne i walczyka! do tych drzwiąt od frontu i rozpachnąć je. A ja po męsku szagom marsz ku drzwiom pokoju. I z nią już w oświetlony pokój i zagaiwszy: . światowy programie w tej ocipiałej ti wi! a tym bardziej. Więc ja grabę w rozpęk i jak pichnąłem. ty płazie.Hej hej hej. to zdziałam ultra kuku sam dla tej chryczki starożytnej i jej kiciorów. tak martwa była ulica. a gdzie szparka pod nimi przeświecała.

jak jej pożyłkowana i kropczata morda robi się purch purch purowa w miejscu. i straciłem niemnożko równowagi.Uaaaaa! . ze ma w żylastej łapie zafajdaną laskę. ty mała pluskwo z rynsztoka. A ta stara z podłogi jak sięgnie przez kotłujące się i drące kociska i chaps mnie za giczoł. bardzo to wszystko uśmiejne. kij. i znów ona straciwszy równowagę i chciała się oprzeć na stół. Aż ruchnąłem na graby i kolana.wszystko do tych kociątek: i jakby się posłuszały tej starej chryczki. powyrywać mu te pazury z łap i brać go. bić go.A mnie się nie ponrawiła ta zabawa w trach trach no i grabnąłem za czubek tej lagi. tylko stękła i znowu swoje: . I bryzg w następny aż po brzegi spodek mleka śmietankowego i znów mało nie pofrunęło mnie. bo usłyszałem gromkie jaauuuuu i stwierdziłem. oj. a ja w to mięchem klnę i próbuję otrząchnąć w jednej łapie z tą srebrną figurką i do tego chcę przestąpić to fifsko na podłodze i grabnąć Ludwika Van tak cudnie sępiącego się jakby w kamieniu. .Uaaaaaa! .No. i bryzg to białe na całość i krugom. nie zaprzestając tego: . no.i zaniosłem się tą małą jakby srebrną figurką i raz ją normalnie w łeb i dopiero się tak bardzo horror szoł i fajnie przymknęła. jakby sobie wystawić. a w niej 29 . będziesz mi się włamywał do prawdziwych ludzi! . ty smarkaczu. wcale nie śpiesząc się. w mleko chlups i w rozwrzeszczane koty. . że coś jakby z futra i zębów i pazurów okręciło mi nogę. mógł się spodziewać że uświadczy na własne dwoje oczu. parę ich dorwało mnie i wzięły się dziargać jak z uma szedłszy. ta bzdręga i tylko faflami dryga i stęka. jakby się starała dźwignąć. cale to szamrajstwo. jadowitego gnojka! . to przyłożyłem jej malutkiego. braciszkowie. pożałujesz.Uups powiadam. no. ale pięknota i całe moje. To ja błysk dając kaflami podszedłem do niej. koci popłoch i tyle. a bywszy już trochę z równowagi.i dziarg mnie po mordzie. co tylko malczyk rozkochany w muzyce. chcę się pozbierać i zagajam: . Aż i ja z uma wyszedłem.Huzia na niego. a ta wyłożywszy się na podłodze. jak na mnie leciał.Tylko że tak szagając na prałom i tylko on w głazach. że woła na te swoje miauczydła i mruczydła.Teraz już i koszki wzięły się spuknięte biegać i prygać.cię uderzyć.i widno było. To ja do niego ze słowami: . A ja się podniosłem i leży ta wredna stara pizga zajadła. Obśmiałem się z tego po prostu horror szoł widząc. -.na mnie. nie baczyłem tych spodków z mlekiem na podłodze i w jeden. owszem. jak fest upite. a nie na Pokornego Sługę i Autora Tych Słów.A do licha. to musiałem nadepnąć na chwost jakiemuś z tych zrażających się ze skrzykiem kociątek.Oż ty brudny. starając się udzierżać. bo już oba my na podłodze. niektóre znów miały zgryz do koleżków i aby im przyłożyć khaaa po kociemu i dać ze starego pazura i ptf ptf i grrrr! i khaaaaark. taki jakby łeb i plecza samego Ludwika Van. bo skrzyknęła: . i wziąłem je łomotać. a tu obrus pojechał i z nim ten dzban mleka i flacha zachybotnęły się. fajnego kopa w ryło i jej się to czegoś nie spodobało. z grabą łapczywie wyciśniętą. a ta stara bzdręga mnie piąchami po ryju. co się nazywa popiersie (czyli biuścisko) niby że kamienne z długimi włosami.Ty nędzna. i podniosła go na mnie z pogróżką. i co ja słyszę w oddaleniu. gdzie ja przykarbowalcm jej ze starego giczoła. a babuszka na to: Uch ty ropuchu. niby ja. na ten raz wykonałem po nastojaszczy bach trach i lubudu. To ja w skrzyk: . ze ślepymi oczyma i w gromadnym a fiu iiu halsztuku. nieładnie! A ta znów trach trach trach i powiada: . nie waż się tknąć moich kociątek! . Wstałem ja z tych rozjarganych kotów. nic więcej. Jak odstępowałem po tym kopie. że trafiło na kogo innego. stary torbiszonie! .Nieładnie. a ta fifa zgrzybiała jak chytro doskoczy z tylu i oczeń bystro na swój wiek i trach! trach! mnie po baszce tym swoim kusztyczkiem laski. i po drodze przyuważylem na takim jakby kredensiku coś malutkiego a ślicznego. i w skrzyk: . kiedy ja myślałem. z podłogi. jak nie stary wóz policyjny. pędzący na sygnale i zrazu mi błysnęło. . że ta kocia bzdręga już truła w telefon do gliniarzy.

co by odkluk odkluk te wszystkie rygle i zamki i łańcuchy i wszelkie zabezpieczenia. łachmyto. raz dwa i żestoko. że on ma cepki w grabie i zamachnął się i one whiiisz! jak wąż i z lekka zacepił mnie artystycznie po samych powiekach. wy brudne skurwle! .odezwał się jakiś inny gliniarz. chłopcy. . Posłyszałem też głos jednego szpiku jakby z tej komnaty. że nic z tego nie wyjdzie. drużku. aż dotarło do mnie. jak zacuchły te skurwle i zaraz ich dotyk.A skąd wiesz. kiedy wpadło gliniarstwo. z głazami zaciśniętymi fest i sok je zalewał. Więc ja do nich: . tyle co je zdążyłem przymknąć. ale oddycha . do wozu. Alex bojku. Byliście tu przez cały czas. .Nie lubię ja żebyś mi robił to. jak zajeżdża glinowóz w tym wrednie opadającym wyciu syreny jak bezumno i dziko węszący zwierz.i wciąż ten gromki miauk i miauk. Więc teraz.No co. kiedy mnie wrzucali. co? . . mowa . . wy cuchnące bękarty niedomyte. jak dorwali mnie ostro i za grabę. I macałem tak w przejściu w holu jakby na oślep. Jestem niewinny. Łapcie ich.To dopiero przyjemność . braciszki. jak się nazywam. że już ledwie ich widno.A żeby was Bóg miłosierny ukatrupił. ty gnojny śmierdzący byku? Żeby cię Bóg siepnął do piekła. A gdzie reszta? Gdzie moi drużkowie.I dobiegło mnie. . posłyszawszy ten użasny wyj glinowozu. żeby was Bóg skarał i wykrwawił. co ja wyszedłszy.Jestem zupełnie ślepy. gdzie te kociska: . co zagajał do mnie tak jakby w przekąs: . ale słyszałem i prawie że poczułem. no i wywlekli mnie. że już mogę ciut po niemnożku odkryć te powieki i przez cieknące łzy dojrzeć coś jakby miasto. A ten z byczym karkiem nie prowadzący tak mi 30 . skurwiel ponury. tak mi przyłańcuszył po ślepiach. to czeka nas z tobą przyjemny wieczór. ci szajsowaci zdrajcy? Jeden z tych braciszków moich.Nasz malutki Alex i cały dla nas. mowa. Wreszcie odkryłem i kogo ja widzę na dworze. ale zamglone i rozpłynięte w biegu. Ja też wyłem i jakby zatoczywszy się i łbem trach! o ścianę w holu.Uważaj.Raus! . jak udalają się jego ciężkie buciory z tym jego hu hu hu w ciemność i najwyżej po siedmiu sekundach usłyszałem. oczywiście. ledwie zadzwoniłem. bo uciekną. żeś mi tak zrobił.Jołop na to: . Wszystko to ich sprawa. w progu. bo już dawno siedzą se ujutno pod Księciem Nowego Jorku i ładują te czarną z mydlinami oraz podwójne szkoty w chętne gardziołka tych starych śmierdzących fif i te wykrzykują: .podejrzliwość już zakipiała.Ci apiać na to w rechot i jeden z tych obok zafajdanych łapsów mało mi ucha nie ukręcił. a światła jakby najeżdżały wciąż jedno na drugie.Jest ciężko pobita. co zrobiłeś. Glina! . a ja wciąż posuwałem o tych niby to drużkach moich. ja wklinowany między dwóch gliniarzy i co raz przypadkiem biorąc to stuk. mój stary braciszku.śmiechnął się czyjś glos i dostałem jakby na odlew grabą w tych pierścionkach albo czymś podobnym w samego ryja. oczeń boleśnie. Nie widziałem ich. .Więc ja mu na to: . .Dziękujemy wam.dałem krzyk do Jołopa. no i wrypali mnie lup łup na tył wozu. Przymusili mnie. W tym czasie gnali my pod sygnałem na komisariat (znaczy się uczastek) poli mili. a Jołop mi wstawia: . Nie spuściłyśmy z was ani na chwilę z oka. I przez te bolesne patrzałki widziałem już koło siebie dwóch szpików rechoczących i z przodu szafiora z chudą szyją i przy nim drugiego wybladka z grubą. bez kroszki tej wrażliwości. to łomot od tych śmiejaszczych byków. chłopaki. jak nie starego Jołopa! a tamci dwaj niby moi drużkowie tak spruwają. starając się dojrzeć coś w tym do wycia okropnym bólu. żeby tak was Bóg pomordował. rzuciłem się do frontowych drzwi: no i po nastojaszczy uszarpalem się.A ty zostaniesz się ich przywitać hu hu hu i dopiero ujrzałem. Aż pokazało się. ty brudny skurwlu ty. Aż zawyłem i w kółko. Boże was pobłogosław.To ja krzyknąłem: . wykręcili. że niby o pomoc. To nie było recht.Teraz wszyscy już porechotali się ze mnie na całego.

a ci siorb siorb i bekają na sto dwa z tych wielkich brudnych kubasów. wszystko jakby z tych klatek obok przez rzeszotki. i co stopień to ładując mi lup łup w górę po schodkach i już wiedziałem.krzyknąłem. Zgarnijcie ich. jakich to czynów bohaterskich dopuścili się ci młodzieńcy i jak sprowadzili na złą drogę małego Alexa.dałem skowyt i zamrugałem tymi bolesnymi głazami. W celach część zakluczonych robiła zgiełk to pizgając mięchem. To tamci.Nie powiem ani jednego słowa jedynego. zbolałe usto. o braciszkowie moi. to stare i zafajdane lustro.No cóż . w którym to aż zatykała woń jakby zmieszane w jedno rzygowiny i sracz i z mordy cuch od piwska i dezynfekalia. jak jeden ryczy po żłopacku: Owszem. że słychać.To była . . jak mnie to nie wkusno i jeden powiada: . ty makabryczny i wredny łajdaku. że nie będą ze mną pogrywać fer te zafajdane podłe niemyte skurwle. . wybielonego. To są istne skurwysyny.odkazał mi z byczą szyją . to wyśpiewując i wydało mi się. w to biedne. kopiąc i szarpiąc. .Wszedł jakiś wysoki bonziak z gwiazdkami na pleczach.To nie ja .mówi ten karczasty . a nie moi drużkowie. Już sławnym chłopięciem stał się nasz Alex.Wszystko to ich wina . Mnie wcale nie poczęstowali.Zły sen zakochanego i tyle. wrócę do ciebie. . wy śmierdziele i niech was szlag trafi. Georgie i Jołop i Pete. żeby ich tak Bóg skarał. tylko w przeciwną stronę. jakby ktoś brał horror szoł po nastojaszczy łomot i wizgał uujjjj głosem uchlanej starej psiochy. . Jedno co połuczyłem od nich. Znam się 31 . Ja skazałem: .będziesz miał cały wieczór na opowiadanie. Jak ty już nie będziesz żyła. żeby pokazać. a nie mużyka. na stole gromadny imbryk. No i zaczęło się. póki nie ujrzę tu mego adwokata. .karetka pogotowia. A potem zajechali my pod ten zafajdany uczastek i pomogli mi wysiąść. 7 Zawlekli mnie do cyrkułu jasnego aż oślepia. jaki to on duży duży duży! i zobaczył mnie i zrobił: . braciszkowie moi. to niewinne biedactwo.Niewątpliwie po tę starszą panią.Te skurwle nawierno siedzą i trąbią pod Księciem Nowego Jorku. .Znów rozległ się rechot i znów połuczyłem niemnożko łup.Każdy zna małego Alexa i jego drużków.Hm.To po tych skurwli? .posunął: . jakby policyjnej syreny i minęli nasz wóz. Ale i gliniarze pokrzykiwali na nich. . po twoją ofiarę.Czy to wasze skurwle jadą ich zgarnąć? . . Ze mną było w tej stróżówce czterech łapsów i wsie na balszoj gromko trąbili sobie czaj. . żebym się przejrzał: i naisto już nie byłem ten przystojniak Wasz Młody Gawędziarz i wygląd mój budził trwogę: usto spuchnięte i głazki do imentu czerwone i kluf też obtłuczony jak bulwa. żeby się zamknąć i daże było słyszno. Poryczeli się wprost horror szoł zobaczywszy.zagabnąłem. moja mila.Tu rozdało się wycie drugiej.

szwyrgając mnie jeden drugiemu jak tę krwawą. R. mój chłopcze. . .odezwałem się tak ciut płaksiwie. chłopaki.To nie ja zrobiłem. braciszku. i zaczął od słów: .rzekł chłodno P.to proszę się nie krępować. To inni zdradziecko wciągnęli mnie. . a reszta miłych cyjniaków o mało se łbów nie odrechotala za wyjątkiem tego najważniejszego. Proszę proszę. . .Bardzo proszę za mną przemówić. z wyglądu bardzo ustawszy i zbrudłachany.Przemówię . a ten tłusty dziarmaga odwraca się do swoich kumpli. Deltoid. no i tak. Dla pana to chyba znów ciężkie rozczarowanie.A ci się normalnie dali w rechot oczeń gromko na balszoj i ten gwiaździsty ober gliniarz powiada: . .powtórzył . I wyślepił się na mnie tak całkiem zimno. R. sierżancie. nim wieczór się zaczął.P.No cóż. to ja mam tę sprawę z głowy. braciszki. a nie zakrwawiony. Aż musiałem się oprzeć o wybieloną ścianę i ta bielizna cały ciuch mi usmotruchala. Deltoid. aż nareszcie przyszło mi się rzygnąć na tę podłogę i daże skazałem na to jak z uma szedłszy: . że my też się znamy na prawie i że jednak nie tylko w tym rzecz. No i proszę proszę. co było nie fer. jakbym ja teraz już był rzecz. zaczniemy od pokazania mu. że mnie tak załatwił. wy skurwiołki. do cyjniaków. że mam uładzić do czysta trocinami. . o braciszkowie moi.Chyba muszę jutro pokazać się w sądzie. . co wciąż ustawszy i jakby znudzony obszczerzal się i tyle. Cześć i dobry wieczór wszystkim.Rozśpiewał się jak makolągwa . . a potem wyrzygnąć tego paja klejaszczego się. proszę pana. . pobity i bardzo ustawszy człowiek.A ci dali mnie odrywki ze starych gazet i kazali. i podprowadzili. zeszmaconą piłkę. Ale potem flekowali mnie już kolejno. A potem zagaiwszy no po prostu jak serdeczni moi przyjaciele kazali siad na zad i że wreszcie sobie grzecznie porozmawiamy. co zjadłem. . jak pytałem się apiać dychnąć w okrutnym bólu.włączył się najważniejszy .zagaił ten najważniejszy jak święty baranek. będę jutro w tym sądzie.Aż dach się unosi od jego śpiewu.No i stało się. tak że nielzia! Ja winowat winowat i winowat. z piąchy mi ładując to w jaja. Ale tego bym nie zniósł. i na ostatku przymusili mnie. jak ten chłopak wygląda? Coś wydaje mi się że nie za bardzo. to w brzuch i przy tym z buta.zaszydził ten bonziak. I na to wszedł zobaczyć się ze mną P. . no tak. Cześć.Miał taki dżentelmeński głos i bałakał jakby oczeń ustawszy i kiwnął jakby po drużeski na jednego tłustego i gromadnego szpika.No i sprawa z głowy. ja mu fajnie przyładowałem horror szoł kopa jak raz w piszczel. żebym wytarł. to w ryj. oj. Alex. I zwinął to parszywe czerwone grabsko w kułak i dogitarzyl mi w sam żołądek. Deltoid. i jak się przybliżył. żeby wziąć i zarzygać podłogę. więc się udzierżałem. co? Toczka w toczkę jak przewidywałem. bo nie jestem taki doszczętnie zły. . aby uważał.Ależ recht i rychtyk. Nie był za dobrze ogolony jak na gliniarza i miał pod pachami takie plamska od wyschniętego potu. że ma stare po nastojaszczy wielgachne brzucho i podszedł nie śpiesząc się i poczułem cuch wydudloncgo czaju z mlekiem. My go przytrzymamy. jak rozdziawił się do mnie i obszczerzył w tym oczeń chytrym a wymęczonym uśmiechu. no to uniosłem prawy giczoł i zanim krzyknęli. I patrzę.Ja winowat.Gdyby pan miał chęć mu przyłożyć po mordzie . gwałt się gwałtem odciska . to zajechało jakby woskowiną z niemytych uszu.Nie bój się nic.Bo stawiał czynny opór zatrzymującej go legalnie policji.na prawie. R. . . No.Po czym zwrócił się do miłych cyjniaków: Cześć. no tak . aby się z nimi fest obśmiać. proszę pana. inspektorze. A ten wziął prygać w kółko i wrzeszczeć na zabój. I ten gruby dziarmaga zdjął kurtkę i było widno. bo miał biuro w tym nastojaszczym budynku. 32 .

Deltoid wyszedł ani słowem się już nie odzywając. i wciąż tarłem sobie oplute lico. A potem drugi z łapami do mnie i ci dwaj zaczęli się szarpać z charkotem. a glut mu z ryja cały czas wyciekał i jeden. użasna trwohyda. . wy parchate kundle. i ultra kuku. o 33 . lepszego świata. że o mato się znów nie porzygałem. R Deltoid uczynił coś. Wszystko im posunąłem. aż paru gliniarzy wpadło i pałami dało im obu taki łomot.Już dobrze.Na to P. żeby moi tak zwani drużkowie tkwili w tym aż po szyję. jeden z klufem do imentu wyżartym i gębą rozdziawioną jak wielka czarna dziura.tym ustawszym głosem do dwóch gliniarzy z tych zaiste najtwardszych zabierzcie go. napluł. W ryja mi napluł tak fest. Postąpił się bliżej i napluł. tylko przedtem ściśnij sobie nos klamerkami do bielizny. żeby nasz miody przystojniaczek mógł to podpisać. że po tej drugiej. ten mili stenograf robił takie wrażenie. lepsiejszym świecie. Więc odprowadzili mnie na kopach i z piąchy i na twojamaci do tych klatek i zakluk zakluk w celi. co jakby cały fekał se normalnie dawał w kaloty. to ja podumałem sobie: a niech was piekło i szlag trafi. .wy zafajdane skurwysynki. R. i stary zachwat. wszystko. o braciszkowie moi. aż do tej nocy u starej bogatej psiochy z jej miau miau kiciorami.Po czym P. co kimał na podłodze. wy zacuchłe szajsowate bydlaki? Jak ostatni raz byłem w poprawczaku? A to horror szołe pażałusta. a jeżeli wy wszyscy jesteście po stronie dobra. a ten mili stenograf. nawierno pizgnięty tam na górę przez łapsów. Było także dwóch jakby dupodajnych. Tak czy siak zwaliłem go w niz (nie był znów taki ciężki) i ruchnąwszy na jakiegoś tłuściocha. Nie idę się więcej czołgać na brzuchu. i ryps wyps tam i nazad. zapluty pysk wierzchem dłoni. No tak. w tym wielu pijanych. tym jesteście. Ale nie był to właściwie sen.I posunąłem im wszystko jak leci. wszystko se bierzta. żłopaka. bazgrał tej rozpiski stronę za stroną za stroną za. w trzech kopiach.już można odprowadzić do ślubnych apartamentów z wszelkimi udogodnieniami i z wodą bieżącą. jeden chrapiący na podłodze. A ciebie . i łomot. I ten ważniak mu skazał tak więcej miłosiernie: . I postarał się ja. potem wytarł se ten mokry. obaj napalili się na mnie i jeden mi prygnął na grzbiet i przyszło mi się z nim fest poharatać i tak śmierdział jakby denaturką i tanią perfumą. . to ja cieszę się. i ocierałem. jakby mu było trochę słabo. że im przeszła zadyma i już całkiem spoko usiadłszy zagapili się w przestrzeń. wy gnojne łachmytki.Dziękuję panu. a zwłaszcza przy tych gliniarzach. powtarzając: . to bardzo szlachetnie z pana strony. niegrzecznych małyszów na takich po nastojaszczy horror szoł małyszów.skazałem . A ja wziąłem swój zakrwawiony tasztuk i tarłem.zwrócił się do mnie . ogromnie panu jestem wdzięczny. jak chrapał. rozwalony. A jak przekopałem się przez to wszystko. tylko jakby przeprowadzka do innego. zapadłem w oczeń ustawszy i wymęczony i obolały sen. I tak wzięli się rozrabiać. bardzo cichy i spuknięly członio. na całego. obaj napaleni na moją płyć. Było wśród nich po nastojaszczy unter bydło. czemu nie. A ja leżąc na tym zacuchłym barłogu. o co nigdy bym nie posądził takiego jak on.No i fajno . nieszczęsny mudak. synu. A polucyjniaki wzięli się za to długie zeznanie. W celi były daże i prycze. i zaczęli się tak wzruszająco łomotać. po prawdzie to sawsiem nie w typie gliniarza. a po mordzie jednemu z nich stary blut kap kap i kap. W porządku . Wdrapawszy się po jednej na sam wierzch (a spiętrzone były po cztery) znalazłem starego chryka. obaj zbudzili się i w skrzyk. W tym innym. bardzo panu dziękuję. Od czego chcecie zacząć. horror szol. ale zapełnione. teraz idź napij się czaju i przestukaj cały ten brud i plugastwo. gdzie było już pewnie z dziesięciu albo dwunastu zakluczonych. o braciszkowie moi. o. co ma obowiązek społeczny ratować i wychowywać nas. tylko już nie miałem czym. Bierzta. co je miałem podpisać.

więc powiem coś ci. A ja na to: . właścicielka tych kotów i koszek przeniosła się do lepszego świata w jednym ze szpitali miejskich. żeby im dać mleka i figę. synu. Przywidziały mi się te wszystkie koszki. A następnie posłuchasz. albo lat. I nagle.No to wykarabkałem się zesztywniały i obolały i tak naprawdę jeszcze nie ocknięty. roztaczający silną woń sera i cebuli. Czeka cię dopiero prawdziwy kłopot. Widać ją ciut za mocno stuknąłem.Proszę proszę.ześmiałem się. 34 . Ta stara chryczka.Daję ci dokładnie dziesięć sekund na to. kwiatami na biurkach. swojej paniusi. że pobito mnie prawie na śmierć i opluto. ty przystojniaczku. radości. Ale melodia się zgadzała. Popełniłem wszystko. gdzie najrozmaitsze kwiaty i drzewa. jakby wiedziały. mordujący świat.Dlaczego? Kto? Gdzie? Co takiego? . że twoje własne tortury doprowadzą cię do szaleństwa. ażebyś starł ten głupawy uśmiech ze swego ryja. aby dalej po korytarzach. bo to jest we śnie: Z pręta. aż iskrzyła się we mnie.Co takiego? . jak miauczą. i przy tym jakby najgłówniejszym biurku siedział ten ważny gliniarz i wgapiał się we mnie bardzo serio i przygważdżał mnie zimnym wzrokiem. Stał pode mną gliniarz. co wiedziałem.stwierdził jak najpoważniej. Nie wystarczy ci. Co się połuczyło w tym jasnym środku nocy? Odpowiedział: . Budź się. . albo dwadzieścia godzin albo dni. Co jest. jej ostatnią część. że wziąć masz kop W ryja i w śmierdzący zad. i zmuszono. Więc ja do niego: . bo zegarek mi odebrali. A policjant: . a ten szpik. ze słowami ciut pomieszanymi.Jak mi Bóg miły. A potem się wydźwignął jak słońce sam Ludwik Van z mordą jakby z pioruna i grzmotu. jak mnie zbudzili dwie minuty później albo dziesięć. i noża są twe radości.braciszkowie moi. Z ogniem w sercu. który wbił w moje wciąż senne ryło. no i usłyszałem Dziewiątą. a przez cały czas ta stara melodia Piękna Boża skro. grający na takim flecie.Sam je sobie zadasz . No no. już wiedziałem.Złaź i dowiesz się. I weszliśmy jakby do bardzo eleganckiej stróżówki z maszynami do pisania. Bojku. jakby na wiele wiele mil i jeszcze mil w głąb i szturgał mnie długim kijem zaopatrzonym w kolec i mówił: . że wypada się tak pomieszać. zanim jeszcze zdążył powiedzieć. abym przez wiele godzin wyznawał swe zbrodnie i w końcu wepchnięto mnie pomiędzy psychów i śmierdzących zboczeńców w tej zafajdanej celi? Masz dla mnie jakieś nowe męczarnie. to byłby szczyt wszystkiego. braciszku. w halsztuku i z rozwianymi dziko wło sami. To już koniec i aut. . i był jakby kozioł z mordą jak u człowieka. wyszturgał mnie z brudnej.Budź się. spodziewam się. naprawdę wspaniałe wiadomości. chrapiącej klatki. Ty żarlaczu. synu. .A melodia Ody do radości z Dziewiątej wyśpiewuje gdzieś we mnie naisto wunder bar i horror szoł. ty skurwlu? . co tylko można. znalazłem się jakby na wielkim polu. A dopiero mam piętnaście lat. więcej go nie połuczą od tej starej bzdręgi. Mamy dla ciebie.

jak się znalazłem na kopach i szczęk brzdęk w tej Wupie 84 F. figury i tym podobne. co już mi zupełnie dawało w rechot. co mi jeszcze wpierw łajnem i brudnymi kalumniami przyłożyli P. w tej Wupie (czyli Więzieniu Państwowym) numer 84 F. z naszytym na grudzi tuż powyżej cyk cyk cykacza numerem i tak samo na plecach. jak to mój ojczyk w szoku obtłukiwał i juszył sobie grabki na tym poniekąd oszukanym Bogu w Niebiesiech i jak maciocha usta w prostokąt rozdziawiała do tego ouuuu ouuuu ouuuu w matczynej rozpaczy. Deltoid i polucyjniaki. więc czy idę czy przydę. że jedyna latorośl i syn piersią jej wykarmiony rozczarował wszystkich ach jak horror szoł i do takiego stopnia. że w Obronie Koniecznej i git 35 . tak i skończył się zdradziecki Georgie. Powiódł mój Żorżyk tych dwóch do chaty jakiegoś oczeń bogatego członia i dali mu fest kop i łomot na podłodze. ha? Nie żeby to było wychowawcze. niby dla zdrowia i czasami wieczorem jakiś starożytny chryk w typie psora z dokładem o żuczkach albo Drodze Mlecznej lub o Cudach i Tajemnicach Płatka Śniegu. że taki przyjebny malczyszka: jak niżej podpisany. A tak. No i uszły co do dzionyszka dwa lata. zawsze jestem 6655321 i już: a nie wasz malutki stary drużoczek Alex. I dzień w dzień rabotać na warsztacie przy proizwodztwie pudełek na spiczki. a Georgie potknął się o dywan i jak wziął tą żelazną sztabą z rozmachu łup i bryzg po starym czerepie. kiedy moi drużkowie jeszcze nie zdradzili mine i tak jakby szczęśliwy byłem i swobodny.R. ha? Podejmuję w tym miejscu i dopiero zaczyna się po nastojaszczy płaksiwa i jakby tragiczna część tej opowieści. no i na podwórko i szagom marsz w kółko i w kółko i w kółko. o braciszkowie moi. i ława przysięgłych. czyli w brudny jednoczęściowy łach w kolorze jak fekał. a żeby ich Bóg pokarał. o braciszkowie i jedyni drużkowie moi. a potem: winien! i maciocha w bu-hu-huuuu! jak mi rąbnęli: czternaście lat! o braciszkowie moi. i znów ten bałach na mnie od samych najgorszych i z trąbami uroczysto w zadęciu. nie żyje. . aż ten bogaty i złomotany mudak wściekł się jak z uma szedłszy i na nich z ważącą po nastojaszczy sztabą żelazną. A ten stary ubijca wykręcił się. o nie! siedzieć dwa lata w tej gnojni piekielnej i jakby w zwierzyńcu dla szkaciny ludzkiej.Część druga 1 To co teraz. zbrodniarze. co wyszedł z Publo Bibloteki w zimową noc i jak ustroili my z nim łomot i Czysty Wandalizm. Po prostu martwy jak psi fekał na drodze. bo przypominał mi się ten chryk. a te ciurmaki łamignaty nic tylko ładują z buta i z piąchy i krugom te przystupniki. nieraz to całkiem zboczone i śliniące się od stóp do głów. a potem Georgie wziął się razrez do poduszek i zasłon. ubrany w szczyt mody więziennej. jak faty i maty przyszli na widzenie i skazali mi. że Georgie nie żyje. O tych drużkach tylko jeden raz usłyszałem. I znów do tego zacuchłego kicia. A potem się odbył wyższy sąd ostateczny i nastojaszczy sędzioła. między tych smrodliwych zwyrodnialców i przystupników. że Jołop i Pete ledwie mu zdołali ubryknąć w akoszko. Nie ochotno wam będzie słuszać ten szajsowaty i użasny razkaz. I takiej siły nadzwyczajnej dostał przez ten razdraz.To co teraz. a stary Jołop wziął się łup cup za jakieś bardzo drogie ukraszenia. Po czym stary i kurewsko cięty chryk sędzioła z niższego sądu jak wziął i obsmarował od najgorszych waszego Brata i Piszącego Te Słowa.

I dźwignął wielką knigę i przewarkotał kartki. powiadam. aby żyć za frajer: czy to warto. Ustroiło się jakby za część mojego wychowania znaczy się na przyszłość. skoro mamy całkiem pewne dowody.To co teraz. jak te stare Żydłaki robili jeden drugiemu łomot i ultra kuku.To nie ja.i te ciurmaki od razu hej ho! i pędzą.posłuchajcie Słowa Pańskiego. ta woń jakby kurzu zjełczała. przecież to on! . no wiecie. I jak sami uświadczycie. niewzruszone świadectwo i pewność. nos im zatyka smród. a potem wywlekli z kaplicy. Więc było to dla mnie oczeń ważne. któryś tam pryzner czy inszy jakby w tylnych rzędach dał koncert na wardze . to nie podśmiechujki! .Ano teraz już będziecie właz i wyłaz. chudziutkiego i drobnego pryznera. jak wsie zakluczone siad na rzop i zasłuchali się w Słowo Boże. że taki młodziak i ostatnio tą knigą tak interesujący się. chyba że posłuchacie Słowa Bożego i pojmiecie. a ja się rozczytywałem. . chociaż w rok i dłużej po tym. po czym doili to 36 . gdzie duszyczki takich zatwardziałych grzeszników i kryminalistów jak wy . miałem te wizje i pokazano mi. tłusta i beznadziejna. nie od istnego brudu czy fekału. całkiem na padbor. że czytam z tej wielkiej knigi. ciemniejsze niż więzienie. A był z niego wielki. Uch. ha? Byłem jak raz w Kaplicy Blokowej. wrzeszczą w nieznośnej i wiecznej męczarni. Grabneli jednego bidaka. i potaszczyli go. przyjaciele moi. do tego muzyka leci z kaplicowego stereo. ta durna chuć.odpytał trzeci raz nasz więzienny bogusław. jak ten. gwałtu i przemocy. ale dla większości was to dłużej właz niż wyłaz. S.większość! .F. a na tym co: figa! może nie? Jesteście banda zadziobanych idiotów i tyle . skóra gnije i płatami obłazi. braciszkowie moi! to było po nastojaszczy horror szoł. to wszystko już widziało się fajno fajn i przednio. Händla.powiada kapłon . bo niedziela rano i kapłon więzienny truł normalnie Słowo Boże. Zakluczali mnie i że niby mam słuchać tej świętojebliwej muzyki J. jak mnie chapnęło gliniarstwo.To co teraz. braciszkowie. Ta podnieta kradzieży. trzęsącego się. ale taki własny zaprzały śmiard co to od przystupników. Aż uwidziało mi się. . o bracia.A teraz . w tych więziennych ciuchach koloru łajna.ale co za różnica? Fest mu przydziarmażyli. gorzej palące niż jaki bądź ludzki ogień.nie ma co się obszczerzać. .żeby tak opchnąć pierworódzlwo za miskę wyslygłej owsianki.Prrrrrp! .jak wy. gromadny bych i chamajda z mordą aż aż czerwoną. ha? . tak tak. a ja czytam. że może i ja tak cuchnę skoro już zrobił się ze mnie nastojaszczy pryzner. gdzie klawisze (znaczy się ciurmaki) czuwali stojąc przy wintowkach i z nabuchanymi sino w ryj mordzielami na pogotowiu i widziałem. co to za miejsce. mimo że taki młodziak. Moja robota była przygrywać na stereo. . ale mnie dość lubiał. jak piali hymniszcza. za niedługo mi się udało. ryj pełen gorącego łajna. jeżeli to będziecie dalsze poczytywać. wiem ja coś o tym. wiem. a ten krugom skrzyczał: . Więc jak na Żorżyka przyszła czapa. puszczać te zafajdane muzyki świętojebliwe przed i po i w trakcie również. . o braciszkowie moi. że piekło istnieje! Ja to wiem. starego chryka. i trach na lewo i prawo. W tym punkcie. i tylko ten cuch brudacki od nich zajeżdża. chociaż mało sobie łba nie odwrzeszczał. we flakach aż do kwiku wierci się jakby kula ognista! A tak tak. tak jakby Wyrok od Samego Losu. macie to jak w banku.galant. Znachodziłem się w tyle Blokowej Kaplicy (było ich cztery w tej Wupie 84 F) tam. wy łotry. co za kary czekają zatwardziałego grzesznika na tamtym świecie. Bacha i G. śliniąc te paluchy spluwsz spluwsz. właz i wyłaz po takich zakładach. nie żeby po nastojaszczy z nieumycia się. ale jak! tam gdzie wydał im się szum: i łup łup. żeby się co najrychlej wydostać z tego smrodliwego zwierzyńca. szlag by was trafił.

Więc nie sawsiem zmarnował się ten mój pobyt w kazionnej Wupie 84 F i sam naczalnik bardzo się obradował. Ale jednego dnia kapłon zagaja do mnie. ci znów liżą i przewracają ćlp ćlp stroniczki. gnojku! . już gotową miałem na stereo i puściłem tę łatwiuchną muzykę organową z jej grouuu ouuu ouuuuuu i zeki się wkluczyli w śpiew. do cholery. Rozdał się stuk i bach i szt szt. 6655321. chciał się zostać za oczeń ważnego świętojebliwca w tym ich świecie Religii Penitencjarnej i do tego było mu nużne oczeń horror szoł dobre świadectwo od 37 . uwidziało się. jak obecni wzięli się za te małe uświnione Śpiewniczki więźnia. i grom z nieba łubudu. czekaj ty. że coś w tym jest.No. że tylko nastojaszczy durak budowałby na tym piachu i że taki chleborak to musiał lepszych mieć sąsiadów i drużków jechidnych.Głośniej. śpiewać! .Niechaj was Trójca Przenajświętsza ma w opiece i uczyni dobrymi. że tak budować to głupiego robota.i wszystko poszurgało do drzwi przy takim fajnym kawałku II symfonii Adriana Schweigselbera. ze służankami. o braciszkowie moi. jak pomagam dawać łomot i przybijać na krzyż. amen . I dał skowyt nasz kapłon: . myślałem. a nie załapał się na to słowo. co jeszcze się został.Wreszcie było z tym aut i kapłon zakluczyl: . a bogustaw ich popędzał. że jakby dom budował na piachu i zaczęło lać. oczy zakluczywszy. jeszcze w tym ciuchu bogusławskim.Jak zwykle dzięki ci. co słyszał. a ja wykluczyłem stereo. jak ten szajs ludzki człapiąc wygruża się i robi jaaaurrr i beeeeaa jak zwierzęta. skurwle. temu leci z rąk. . no jak dziewuszka. czyli w taki szczyt mody rzymskiej. coś okropnego: Jesteśmy świeżą i słabą herbatką. i deszcz. I zagaił w te słowa: . Chleb anielski jadamy rzadko. Kiedy się ostatni wyczołgał z grabami obwisłymi jak u goryla i potoczywszy fajnie gromko łup w tył czaszki od jednego ciurmaka. zastanów ty się. wybranym. potężnym łapskiem: .Ja płytę. i dom poszedł w cholerę. i pokazuje mi zafajdanymi paluchami cha ci w de! że niby ja tu mam przywileje. 7749222 . Co też dzisiaj nowego? Bo ten kapłon. co tylko by się obszczerzali. Lecz jak zamieszać. Tej knigi ostatnia część już nie oczeń była mnie paniatna. w koronkach i cało na biało. Robili z tych durackich słów istny wyj i bek. pykając rakotwora. Tej niedzieli z rana kapłon wziął i wyczytał z knigi o takim. więcej tego jakby kaznodziejstwa i wzniosłego bałachu niż łomotu i starego ryps wyps. to mocy przybywa.jewrejskie wino i dawaj na tapczan jak leci z żonami. po prostu horror szoł. mój mały 6655321. podlazł do mnie ten kapłon. ubrany jakby w togę.Och. ma się rozumieć. ferajna! I na zakończenie odśpiewamy hymn 435 ze śpiewniczka. że mnie wciąga ta jakby religia: i właśnie z tym wiązałem pewne nadzieje. jak usłyszał. a wściekłe ciurmaki powrzaskują: Nie gadać tam. nad męką Boską. Co za ferajna.a do tego ciurmaki: . Rozważ to sobie. Więc ja przeczytałem dokładnie o tym biczowaniu i cierniowej koronie i tak zwanym krzyżu i całe to ichnie gówno. stojąc przy tym naszym stereo w kaplicy i patrząc. To ja podumałem. Widzę cię. Sprawiedliwość jest nierychliwa.A krugom jechała od niego ta po mużycku zawiesista woń szkota i paszoł do swojej dyżurki jeszcze se chlapnąć. a żaden mu nie bałaknie. a nawet rządzę tym jako dowódca. . jak batem siepnąć: . Na stereo leciały fajne kawałki Bacha i wtedy mnie. tak jakby miętosząc mnie tym wielkim. wiadomo. 920537.i: Łeb ci rozwalę. braciszkowie. To mnie trzymało. i łuczsze jak dotąd upatrzyłem. mój chłopcze.To recht. przez Niżej Podpisanego.

. Ja to przekaże Samemu . po której zaraz się wychodzi z więzienia i z gwarancją. Bacha preludium na chór Wachet auf i 38 . . Może ksiądz by mnie.bo tak mianował Naczalnika. ale bez tego. Sporo było tak tylko wydumane. Jak była gimnastyka na wybiegu.Fajno fajno fajn. pykając ze swego rakotwora i mózgoląc. W czasie żarcia miał stuknąć klawisza i wypsnąć się przeodziawszy w jego ciuch. proszę księdza. a tego szajsu dużo połuczał ode mnie.Owszem . 6655321. proszę księdza. polecił na ten zabieg. nagle cały w czujność. a brwi mu się tylko nasępialy. żeby coś po nastojaszczy. przy murze południowym. czy technika Ludovycka rzeczywiście może kogoś uczynić dobrym? Albowiem dobroć.Jeszcze długo by ubijał ten szajs.Pogadamy o tym kiedy indziej. jak on główkuje.Te rzeczy krążą. a nie wątpię. . nieprawdaż? .proszę księdza.że tak na ogół biorąc to i owszem.Ale już się wprowadza u nas.A wsio przydumałem w lot bałakawszy. proszę księdza . Tylko tak dalej. że dwaj strażnicy rozmawiają i człowiek nie da rady. więc łaził i kiedy niekiedy zakapował Naczalnikowi. Więc ja mu na to: . proszę księdza .O .Przypuśćmy. się nie obeszło. to nie jest już ludzkie.Do tych z wierchuszki ja zawsze odzywałem się moim grzecznym i dżentelmeńskim głosem. A na razie bierz się za program dowolny. . S. proszę księdza. Muszę przyznać. 6655321. A bogusław podał wiadomość do góry i zarobił pochwałę od Naczalnika za Społeczne Podejście i Czujne Ucho. Wiele nam pomagasz i sądzę.nie w naszym więzieniu. Kiedy człowiek nie może wybierać.odkazał . A potem jak na stołówce miało się ustroić wielkie rzucanie tą szajsowatą piszczą.Owszem. . że nigdy więcej? . że ośmieliłbym się zasugerować? Widać było.Wszak staram się regularnie? . Dobroć to kwestia wyboru. Chodzi o to.Tylko wiem. A wciąż chował się bardzo czujnie. że więcej człowieka nie posadzą. Tak to i wygląda. Bardzo proste.powiedział. ale też i bardzo drastyczne. proszę księdza. doszło po rurach.powiadam . że już następny oddział zakluczonych starabania się brzdęg brzdeg po żelaznych schodach na swój kawałek religii. że ci się rozchodzi o technikę Ludovycka. jak się na mnie z góry wyślepił. co krążą pogłoski? Że ta nowa jakby kuracja. 6655321. takie więcej białe budynki. Nareszcie zagaił: .zapytałem. bierze się z ludzkiego wnętrza. a o co ja zagabnąłem. że uzyskasz bez większego trudu przedterminowe zwolnienie. jak się nazywa. Wiec rzekł: . .Jeszcze się nie wprowadza . ile mi opowiedzieć z tego. że podzielam jego wątpliwości. tak jest. Sam nie ma do tego przekonania.Domyślam się.powiada. co sam wie. na przykład jak do naszej celi doszło po rurach kanalizacyjnych puk puk puk-i-puk-i-puk puk-i-puk że duży Harriman ma się wyłamać. . ale dało się słyszeć. co ja też wiedziałem i doniosłem. . co za mroczne spiski knują się u pryznerów.Naczalnika.Nie wiem. że to pozwala szybko wyjść i zapewnia gwarancję. to widzieliśmy.powiadam. proszę księdza. nieprawdaż? .na to kapłon . kiedy je stawiali. .Myślę . Więc poszłem do naszego stereo i puściłem J. Na razie oczywiście w stadium eksperymentu. że wykazujesz się szczerą chęcią poprawy. musi dosłyszeć.Postarałem się. jak i przedtem dużo tych opowiastek. A znów ktoś na warsztacie złapie kawalątko gazety i wszystko to jest w niej detalicznie opisane.Te nowe. . .odkazałem. 6655321. a bogusław był wsio taki wdzięczny i mówił: .A gdzie to słyszałeś? Kto ci takich rzeczy naopowiadał? . . że przybył nielegalny transport kokainy i będzie ją rozprowadzać jakaś cela na 5 kondygnacji.Ale . Więc na ten raz odkazałem i to nie była prawda: . a co z tą nową sztuczką.

Ten ciurmak nie był akurat najgorszy i nie przyładował mi daże w łeb ani kopa. co powiem. I nie uwierzycie. co by to nie było.Cały czas ta po nastojaszczy kryminalna starożytna grypsera. Tak przedstawiały się w tych czasach wszystkie cele we wszystkich mamrach. w naszej kałuży. że potrafi wyleczyć syfa i trynia i różne upławy. że nie zboczeni. tak jest! Na co jeden z czasowych zawrócił i powiedział mu. I za chwilę więzienny kapłon już pyta ich: . braciszkowie) nawet za melona pierdolców i za dziesięć. . jak mnie wpuszczał.A że w tym czasie nie szło dostać kluka (co by to nie znaczyło. Jajasio był na balszoj zły i cięty i żylasty. a popadło w nią sześciu i wsie na kupie. Była to sawsiem brudna przeciwna i użasna ferajna i nie miałem ja przyjemności co by obszczać się z nimi. to co ja robię. nie lepiej. Nawet jakby kratami pytał się trząchać i darł mordę: . tak po nastojaszczy moje wydobywanie się z młyna. ustroić taki do imentu parszywy bandycki światek. że ta cela była ustrojona dla trzech. że w niedzielę od święta. tu jest przepełnione. synku. że tej niedzieli wpichnięto nam jeszce jednego zeka. sam kryminał i przystupniki na sto dwa.To co teraz. 2 No i od wpuszczenia tego nowego zaczęło się.No i faktycznie oto moi drużkowie nowego typu. jak zawsze truł i truł tym głosem jakby rakowatym. żeby sobie radził.władowała się cuchnąca kucza tych brudnych skurwli. I był też Wielki Żyd. Teraz jakby do nikogo posuwał o taki razkaz: . ani my się połapali. co go wpuści. Odrabotałem swoje przy stereo i bałaknął mi tylko dzięk dzięk i odwiedli mnie apiać do celi na 6 kondygnacji. no. Otóż musicie wiedzieć. co jest. z brudem na 39 . to przyjdzie mu się na podłodze kiblować. usunąć im czego nie chciały mieć. gdzie miałem ja swoje cuchnące i tłoczne żyliszcze. o braciszkowie moi. że nikomu się nie chciało słuszać. o braciszkowie. Przecież to wy się staracie. niby że gulasz z kluch i śmierdzącego mięsochłapu. a znów Doktor udawał. bardzo prędki mużyk i pocący się.I będzie dobawil ten klawisz . jak chodzi o technikę Ludovycka. przegłotnęło się jakoś tę rzygotliwą piszczę. . jak może i na wspólnej pryczy z kimś. jak i wy w nastojaszczy moment. i każdy na swojej pryczy kopcił normalnie rakotwora. wy łajdaki. jak wrzucili między nas tego mudaka. Był to stary pyskaty grzdyl i od razu wziął się wywrzaskiwać. No tak. Na swojej pryczy Zophar. specjalista od przemocy seksualnej i te pe. to przemoc kurewska. wyciągnięty w kojce na wznak jak truposz. A prócz nich Jajasio i Doktor. bandziorów i zboczeńców szłop szłop jak przegrane jakieś małpoludy obszczekiwane i pędzone batem przez ciurmaków.gorzej. co jak raz obdzierał sobie paznokcia u nóg po kusoczku. braciszkowie. ze nie było gdzie nóg porządnie wyciągnąć. że mam jutro to siupsko i czy on by czegoś nie skombinował? .Ja domagam się moich dziobanych praw. ale to już niedługo. Tego ranka były u nas cztery porcje tej religii więziennej. a tylko zastrzykiwał wodę: no i tak uśmiercił dwie dziuszki zamiast. różne tam skargi. poszłem do Indora i mówię. jak się zobowiązał. bo z niego był taki wredny i zjadliwy poprzeczniak a nie więzień. bardzo chudoszczawy i śniady. tyle co bałaknął: .I znajdujemy się z powrotem. bo jak nie. ha? Na to miejsce żeście się włączyli. wstyd i hańba po prostu zafajdana. spotniawszy i ciasno. jeszcze chwała Bogu. ale bogusław już nie odezwał się do mnie. I był Murko bez jednego oka.

A Doktor się odezwał: . że ani nocy dłużej nie spędzę w tej celi. żeś położył na niej tę płyć swoją szajsowatą.No jazda. ty zimny łobuzie! . to kładź ty swój dziobany czerep na tej słomianej poduchnie i żeby nam więcej nikt nie podskoczył. Archijajcu? . Ale nie zaimponował tym nikomu. Mnie ona już obrzydła.Ależ panowie. wymachując pałami. aż ja wykonałem ten gest. Dopiero poczułem się z uma szedłszy. smród i fekał. Uczyniłeś z niej brud. Wtedy zapalili te światła i ciurmaki wlecieli w koszulach. jak ci pasuje. jakby wszystkim zakluczonym we wszystkich klatkach przywidziało się. Że on jedyny w całej wupie jest horror szoł po nastojaszczy przystupnik i że wykonał to i tamto. że jako ten najmłodszy to ja mam kimać na podłodze. a ten ohydny zek już leży ze mną na pryczy co była dolna z trzech pięter i wąziutka. łup lup i w półmroku trochę na dziko. o braciszkowie moi. Na to już Wielki Żyd rozmachnął się. zagaił sepleniąc jak następuje: . uś. jak wybuchła już po nastojaszczy zadyma i światła się zapaliły. . tylko ta malutka czerwona lampka w przejściu na zewnątrz.Hałt pysk i bubeł w kubeł. Zrozumiano i recht recht recht? . Wiec przysrał się do mnie. a skrzyku co niemiara i twojamaci. o braciaż wy moi. bierz tę moją prycz. To ja wniosłem skargę i wsie ciurmaki oświadczyli. . czyż nie taaak. jak uważa się za gromadnego i wielkiego flimona i że to ubliża jego nadzwyczajnej godności.Euuuu. gdzie mu przyłożyłem z rozcapierzonej graby. Niemożebnie się chełpił i do każdego z nas wziął się przydzierać z tym szyderstwem na ryju i gromko a z pyszna. po czym zaraz światła pogasły i ja oświadczyłem.tym głosem z najwyższych sfer towarzyskich. skoro Dyrekcja Więzienia pozwala. że idzie na gromadny wyłom.A ten mu na to: . że i tak czy siak. kiedy ja śpię i daże bronić się nie mogę. że ci w mojej celi zbudzili się i dawaj mieszać. . i zabił rrraz i dziesięciu gliniarzy jedną ręką i cały ten szajs.czyli przymknij się.Wytrzymaj aby do rana . Dopiero uwidzieli my swoje czerwone gęby i rozlatane piąchy.wiec on dał się w ten stary skowyt. a potem. sztanach i czapkach.mózgu i samo plugastwo w myślach. tak się nie robi. i truje mi jakiś brud miłosny i głach głach głaska mnie! To ja się dopiero wściekłem i łomot! choć nie za bardzo horror szoł było widno. drużku.Ale tu reszta się wkluczyła. nie. żeby mi jakiś ohydny prześmiardły woniejący zboczeniec i przystupnik na płyć rzucał się.Zostaw go. że przesiedzę ostatek nocy.Po czym udalili się z poważnym ostrzeżeniem dla wsiech.A na 40 . Ale wsie postawili się za mną i krzyknęli: . że byłem najmłodszy. że nikt go nie kocha. to zobaczyłem ten jego przeciwny ryj cały we krwi cieknącej z pyska. Ale wiedziałem. po co nam tu awantura. jeszcze spocony od tej drobnej harataniny w ciemnościach. bracia. aby dzielił celę z sześcioma i spał na podłodze. ale niegrzecznie. Ale ten nowy przystupnik się po nastojaszczy dopraszał i krugom pokazywał. Nie dawaj dla tego karypla. a ten w mordę dziobaty zek juchą krasno i przekrasno farbował z pyska od mojej rozcapierzonej graby. I powiadam. a najpierw jeszcze powiedziałem temu ohydnemu przystupnikowi: . A jak na razie. nieprawdaż? . ty parchu! . Więc postarał się jechidno po swojemu zażyć Doktora i tak się odezwał: . nie on. więc nie ouudpouuwiada ci już awantuuura. wiadomo.Czy osobistego apartamentu z łazienką i telewizją życzy sobie Wasza Wysokość? Oczywiście! z rana to się załatwi. tylko ten cuchnący skurwysyn. wszystko to nawierno zaczął Wasz Pokorny i Piszący Te Słowa. braciszki. bo wyszedłem daże nie draśnięty. . żeby mu przydziarmażyć. cała kondygnacja się rozbudziła od zgiełku i już słychać na balszoj krzyk i walenie blaszanymi kubkami o ściany. że jeszcze tego dnia się zaczęły kłopoty.Już co to. I tej samej nocy zbudziłem się i patrzę. Wielki Żyd. No i potem co się stało.odrzekli. że nikt inny. i starał się wcisnąć.

jak pytał się oddać łup za łup. Alex. Ale jak wylazłem z kojki i pichnąłem go bosą nogą. że to właśnie nadrabiał przez ten oczeń huczny głos i chełpliwość. widział się całkiem głuchy i ślepy i mający już dość tego świata. . z cicha i tak jakby starannie. który spał jak kawał martwego mięcha.Tak.I stanęli tak w kółko. Tak czy siak.i szczurzył się. Na co Wielki Żyd wyseplenił: . .No no. ale jak Murko wziął i piąchnął go w usto. a jak je rozwarłem. że ta lekcja będzie wystarczająca . Po czym dawaj bliżej do mordy i uwrzasnął mi się gromko w same ucho. .Skoro już nie można spać. Ten nowy z początku ciut nicmnożko pokrzykiwał. doktorku. podczas gdy Wielki Żyd stojącego udzierżał przy kratach. bardzo słaby w tym. a ja łomotałem tego flimona prawie po ciemku. ale zobaczywszy. tak. niech ja go dostanę. o braciszkowie moi. Przypomniała mi się ubiegła noc i zaśmiałem się ciut kusoczek.Doprawdy nie powinniście go aż tak dekować. inni też. Zimowy poranek i oczy moje sawsiem klejaszcze od tego śpiku.Po czym rozejrzał się po nas wszystkich i rzekł: . bo rano zawsze się powoli rozbudzał. no już. już bardzo ustawszy. i Doktor powiedział: .powiedział Doktor. To było doprawdy nieroztropne.W porządku. to już tylko wydawał o! o! o! Nie był to za mogutny członio. na czym grałem. ale to. Oczywiście ten gromki szum to faktycznie był więzienny budzik z tym brrrrr brrrrr brrrrr. To dałem mu jeszcze raz po nastojaszczy horror szoł fajnego kopa w czaszkę i on zrobił ooochch-ch i tak jakby odchrapał się w głęboki sen. aby dojrzeć tego powalonego i zdziarganego członia na podłodze. a w końcu go podciąłem i ruchnął bach bach łubudu na podłogę. a wyjątkiem był Murko. Po czym luknąłem w dół i uwidziałem tego nowego zeka. który się od niedawna wśród nas pojawił. jak mu przyszło dać chytrze co nieco z 41 . bo tak jakby mnie łaskotało. też nie byłeś całkiem do tyłu. Więc nowy tylko się obszczerzył: . to można zająć się edukacją. ile wlazło. zły i cięty i żylasty.Mimo że specjalizował się Jajasio w napaściach seksualnych. poczułem jakby sztywny chłód i podszedłem do pryczy Doktora i potrząsłem go. i tańcowałem z buta. . F. akurat pośrodku brzucha i jak w niego dmuchałem. i na to Ludwik Van G. jak następuje: . na balszoj krwawy i pobity i ciągle aut aut i aut. Załatwiaj go. ty małe fizdejko! . mimo że bez sznurowadeł. jak ta stara czerwień płynie krwawo w pur pur purowym świetle. .I dopiero zaczęło się po nastojaszczy. pokazał się razdraz i całkiem z uma szedłszy. jak to w przyszłości będzie może lepszym chłopakiem.No i wleźliśmy apiać na swoje kojki.to włączył się Jajasio. co je wkluczyli w całej wupie. liczącej się na setki i setki.Łap i łyp i łup. . to rozbolały mnie w tym elektrycznym świetle. to jest fer. to jakby na biało niby różowawym fagocie z ciała i wyrastającym z mojej płyci. to że byłem w jakiejś oczeń gromadnej orkiestrze. ale tak po czudacku i jakby z lekka. o braciszkowie moi. a dyrygent jakby skrzyżowany z Ludwika Van i G. F. . Ale na ten raz wyprygnął z kojki dość rychło.Bardzo niefortunnie się stało .Niewątpliwie byt to atak serca. Naszemu przyjacielowi.Zostawcie go dla mnie. i zbudziłem się cały spotniawszy. że mi jakby podchodzi do góry po staremu w kiszkach ta radocha i odezwałem się: . Z piąchy mu dawałem. to musiałem się ześmiać ha ha ha bardzo głośno. Co mi się przyśniło zaś. Rzekł na to Jajasio: . jak leży na podłodze. chłopaki. sądzę. że po prawdzie nikt nie podniósł głosu. Händla. ale przemawiał kulturalnie. przyda się lekcja.Niech mu się przyśni. i wydaje mi się. poczułem. aby go było widno w tym czerwonym światełku z przejścia. Ja w dętych bywszy instrumentach.

Zaczynają się pomiędzy sobą mordować. co pan powiedział. .Nie wszystko chwytałem. aby ukatrupić tego nikudysznego zboczeńca.A potem Wielki Żyd obrócił się do mnie i wyraził: . może nie? . No i Jajasio wziął i zbudził Murka.bo już mi się zrobiło wsio widno. na ile ja to widzę. Przezierał jakby na wylot nas. ale nie ma dwóch zdań. Po czym tak się wyraził: . a potem dało się słyszeć że abratno szli. . truje coś w rodzaju: . absolutny szczyt mody.Rząd nie może już dłużej polegać na przestarzałych teoriach penitencjarnych. więc powiadam: . ale w końcu nie do mnie się zwracał. czego to ja nie zrobiłem.Zdrajcy . Wynieśli to martwe cielsko. Z tak zwanej kary oni czerpią satysfakcję. Wreszcie cała ta banda zatrzymała się przy naszej klatce i Główny Ciurmak odkluczył. ciebie za bardzo poniosło. dwa lata w tył. jak ta odrażająca gromadka (znaczy się ja. Zabić w nich zbrodniczy odruch i tyle.Doktor na to powiada: . którego zakrwawiony trup leżał jak worek na podłodze. . i ta reszta. chłopcze. to widać. Zaraz było widać.powiedziałbym lekkomyślnością młodego wieku zadałeś mu gnadensztosa. braciszkowie. Bardzo to był czudacki dzień. jaki widziałem w życiu. Tylko siedzieli my i czasowi (znaczy się ciurmaki) tak jakby szagali tam i nazad po kondygnacjach.Czas obudzić tego smrodliwego wybladka.Cóż na to poradzić. bidnych zeków. kiedy ten Wielki Żyd dzierżał go stać przy rzeszotce. jak Naczalnik i Główny Ciurmak jeszcze z kilkoma ważnymi na wygląd bonziakami szagają co rychlej.Ale dopraszam się . To on wciąż ładował mu w usto. braciszkowie. Już niebawem cala pojemność naszych więzień może się okazać potrzebna dla więźniów politycznych.Zawrzyj ten loch! . Już na nic uczciwego w tym świecie nie można liczyć.Pospolitych przestępców. .To była twoja przydumka.Nikt się nie wyprze tego. że to ty.wymówiłem. a Murko był jak najbardziej gotów przysięgać. wygadując jak z uma szedłszy. złożona z istnych przystupników i do tego zdradzieckich).Alex. Dla nich kara nie odgrywa roli.jak dobiegł ich aby tylko szept z jakiejś celi. po nastojaszczy edukowanym głosem: . o braciszkowie. Potem koło jedenastej rano jakby zesztywniało wszystko i podniecenie. a później Sam Naczalnik. Jak się pokazały ciurmaki. najlepiej da się załatwić na bazie czysto leczniczej. już wolniej. Nie jestem pospolitym przestępcą i nie jestem odrażający.i: . i jak gdyby strachem zaśmierdziało poza celą i zobaczyli my. braciszkowie moi. że mu trochę przyłożył. Stłoczyć razem przestępców i co z tego wynika? Kwintesencja zbrodni.piąchy. który tu najważniejszy: taki bardzo wysoki z niebieskimi oczyma i w ciuchu naprawdę horror szoł. Pełne wdrożenie w przeciągu jednego roku. ekscelencjo? .i tym podobne. legnąca się w centrum kary przestępczość. Ten ostatni kop to był bardzo bardzo niecharoszy. proszę ja szanownego pana. .albo: . jak przedtem.I zwrócił na mnie surowe błękitne oczy. tak zeznawali. Doszli jakby do końca tej kondygnacji. Więc ja przez to wszystko poczułem się już oczeń razdraz i powiadam: . I wielka szkoda. i posuwał tym krasiwym. od czasu do czasu wydając krzyk: . .Murko zachrapał tak więcej gromko. aby mu dać że tak powiem nauczkę. taki oczeń tłusty pocący się blondyn. o braciszkowie moi. w najpiękniejszym garniturze. daże i kubka gorącego czaju. Więc ja śmiało się odezwałem. . . co? Ja włączyłem się dopiero pod koniec. a potem w całej wupie wsie zostali się zamknięci aż do rozporządzenia i nie wydawano żadnej piszczy.A kto zaczął. i było słychać jak Naczalnik. z rozmachem i . że to Niżej Podpisany dopuścił się tego najgorszego brudnego łomotu i okrucieństwa.Zamknij się! . Może inni są tu 42 . już ci moi drużkowie z celi aż się rozlegało.Wskazałem na Jajasia i mówię: . kiedy moi tak zwani drużkowie wydali mnie w żestokie łapska polucyjniaków.Za przeproszeniem. sprzeciwiam się stanowczo temu.Zdrajcy i zakłamańce .

Myślę .odrażający. Brodzki jutro się nim zajmie. co stał. tak dotkliwie bite przez was. kto to był dzisiaj rano. na poddanie się tak zwanej .Nic na to nie odpowiedziałem. . mogutny i czerwony bych. rozbestwionych łobuzów. Wcale a wcale mi nie odpowiada! Ja uważam. tuż za fotelem Naczalnika. jak mogłem. starając się. a wy bądźcie przy tym i przyglądajcie się.całkiem nowa miotła. ale nie ja.Kuracji Resocjalizacyjnej.Ależ naturalnie. To się sprawdza. dobrze . Bo nowa koncepcja jest taka. że nie. naprawdę. co. .To nie nagroda. nie? W takim razie dlaczego państwo. Jestem za to wszystkim państwu niezmiernie wdzięczny. jak nie ryknie: . Za dwa tygodnie z kawałkiem wyjdziesz z powrotem w ten wielki i wolny świat. to go w ogóle nie poznacie.W porządku .tak jakby wzdychnął Naczalnik. sam rzekł: . będziesz poddany. .odrzekłem . I wielkie. Otóż te nowomodne.Chyba nie wiesz. do kogo się odzywasz? . Po czym zwrócił się do Naczalnika i rzekł: Możecie go użyć do przetarcia drogi. groźny i zwyrodniały zbir się przeobrazi. że to wszystko jest nadzwyczaj niesprawiedliwe. resocjalizacji. Stwierdza on.rzekł Naczalnik. 43 .powiedział ten ważniak. Podpisujesz? . że zgadzasz się na zamianę reszty wyroku. proszę pana! Bardzo panu dziękuję.tu się z lekka uczmychnął . ty gnojku! . A mnie się zdaje. Jak cię ktoś bije.Więc dali mi atramentowy pisak i machnąłem nim krasiwo i płynnie swe nazwisko. już nie jako numer.Więc odpowiedziałem: . Starałem się tu. nie ma wam oddać? Ale według tej nowej koncepcji tak ma nie być. .Dobra. Jest młody. Przewiduje się.powiada jakby spluty i ustawszy Naczalnik. Te jego nie patyczkujące się słowa. Hm? Więc ja odkazałem. Bynajmniej.Zawrzyj no ten brudny loch. świnio szajsowata.I nie czekawszy kiedy powiem.A na to Główny Ciurmak. dobra . to mu oddasz. . że podpisuję . jaki miałbyś odsiedzieć. że oko za oko.Więc nie bądź . Naczalnik przyjrzał mi się tak oczeń ustawszy i zagaił: .proszę pana. . Jutro zaprowadzą cię do tego Brodzkiego. chociaż powiem ci w zaufaniu. 6655321? . że mnie to nie odpowiada.że ta perspektywa ci się podoba? . ty gnojku. . 3 Jeszcze tego wieczora powlokły mnie grzecznie i jak należy te żestokie łup łup ciurmaki na widzenie się z Naczalnikiem w jego świętym i przenajświętszym ze świętych przybytku czyli dyżurce.jak to mówią .Zawrzyj ten pieprzony loch.komicznie to nazwali .To chyba wszystko. przeogromne dzięki. że będziesz mógł opuścić areszt po upływie nieco ponad dwóch tygodni. po mojemu dość humorystyczne pomysły w końcu przeszły i prykaz to jest prykaz. żeby oczeń uprzedzająco i z całym szacunkiem: . zły i niebezpieczny.Och.Dobrze.Więc ty.Na to Główny Ciurmak zrobił się aż purpurowy na mordzie i wrzasnął: . możecie być spokojni. zuchwały.Tak jest. wobec tego Główny Ciurmak znów ryknął: . kiedy pan Naczelnik cię pyta! . 6655321. ty! Nie wiesz. że będziemy złe przemieniać w dobre.To był we własnej osobie Minister Spraw Wewnętrznych . Jak ten młody.Odpowiadaj. to był jakby początek mojej wolności. . o braciszkowie moi. tak. A tu jest formularz do podpisania.

o braciszkowie moi. co się z tobą niebawem stanie. Już nigdy ci się nie zechce dokonać aktu przemocy ani też w jakikolwiek sposób zakłócić Spokoju Państwowego.Jeszcze ksiądz Kapelan chciałby z nim pogadać.Poczekalibyście za drzwiami. Ale teraz chciałbym ci tylko jedno powiedzieć: jeśli kiedykolwiek w przyszłości obejrzysz się poza siebie na te obecne chwile i przypomnisz sobie mnie. tak brudnego i zatłuszczoncgo.o Boże. o braciszkowie moi.Och. ale tak nudno i jakby do rozziewu. to ty. . że obciągnął na balszoj tego łyskacza. Może to być okropne. bo zrazu widno. że będzie mnie to kosztowało wiele bezsennych nocy. to uświadomiłem sobie właśnie ze smutkiem.Zamieszane są tu bardzo trudne kwestie natury etycznej . Chlapnął se go i powiada: .I popłakał się. A skoro już mowa o modlitwie. a po drodze jeden z ciurmaków co i raz mnie stukał jak nie w kręgosłup.Na to Główny Ciurmak się odezwał: . Ale ja nie oczeń zważałem na to jego bu-hu-huuu. w pewnym sensie. Wiem. to bym nawet zaprotestował. No i tak nazajutrz od rana przyszło mi się powiedzieć cześ cześ starej wupie i poczułem się ciut pieczalno. gromko i wyraźnie zajeżdżając tak fajnie po mużycku wonią drogich rakotworów i szkota. Mam nadzieję. gdzie nie dosięgnie cię potęga modlitwy. . że do ciebie to wszystko dociera. .pociągnął dalej.Kto wie. braciszki. Tam siedział nasz kapłon przy biurku. I przemaszerowali mnie przez kaplicę do małej stróżówki bogusława i wpichnęli do środka. Przechodzisz bowiem w rejony. dopomóż nam wszystkim! . jakie to będzie fajne. Aż mi straszno! straszno o tym pomyśleć. Chciałbym w to uwierzyć. Czy jasno się wyrażam? . że pozbawiony będziesz możliwości etycznego wyboru.I do ciurmaków: . że modlić się za ciebie nie będzie już miało większego sensu.Mają z ciebie zrobić dobrego chłopca. o braciszkowie moi. mój mały 6655321. Również i o karierę moją się rozchodzi. a ten stary bogusław nic tylko dalej wyśpiewywał to swoje hymniszcze. Prze kopa i szturgali mnie do nowego białego 44 . najpodlejszego i najbardziej pokornego ze sług Bożych. któremu narzuca się dobro? Głębokie to i trudne pytania. nie myśl o mnie źle w głębi serca i nie myśl. jakże chciałbym w to .6655321. siadaj. O. również i o to. że w umyśle swoim co do tego masz zupełną jasność. błagam.Jedno co chcę. 6655321. kiedy porzucasz miejsce. to w łeb. O to się modlę. Na to drzwi się otworzyły i weszli ciurmaki. być dobrym. panie Naczelniku.A w środku po prostu horror szoł mało się nie ześmiałem. 6655321. aż mi było przeciwnie.A. i apiać wydostał flachę z szafki w biurku i zaczął sobie nalewać wielkiego fest horror szoł głębszego do stakana.I wziął się piać hymn świętojebliwy takim po nastojaszczy gromkim i postawionym głosem. Mam nadzieję. Gdyby to coś dało. że przyłożyłem ręki do tego. A on wtedy zagaił tak sieriozno: . proszę księdza. do którego już byłeś przywykłszy.Być dobrym to wcale nie musi być fajne. jak zawsze. że głos mój za słaby jest naprzeciw krzyku pewnych dość potężnych czynników w administracji. Ale nie przeprowadziłem się za daleko. ale nic nie da. Przemówił do mnie: .Bynajmniej się jasno nie wyrażał. mały 6655321. A on dalej posuwa: . ale pokiwałem.Więc wyprowadzono mnie i dawaj korytarzem do Kaplicy Blokowej. . to żebyś nie miał wątpliwości. A jednak. . Mówię ci to z pełną świadomością. jakkolwiek paradoksalnie to może zabrzmieć. chciałbym w to uwierzyć. Więc ja mu odkazałem: . nie? Tak i zrobili. wybierając to. . w pewnym sensie faktycznie wybrałeś dobro. że ja z tym nic nie miałem wspólnego. chłopcze. tylko się po cichu obśmiałem w środku. Czego chce Bóg? Czy Bóg woli od ferworu dobroć z wyboru? A może człowiek wybierający zło jest w jakiś sposób lepszy od takiego. a może tak będzie najlepiej? Niezbadane są ścieżki Boskie. że tak. . żeby mnie doszturgać z powrotem do mojej śmierdzącej klatki.

Tak czy siak zaraz przekazał mnie drugiemu i też w białej katanie. proszę pana. ten co mnie pokwitował.Niech pan dobrze uważa na tego żulika.zagaił . i wsio dla Waszego Pokornego Sługi Niżej Podpisanego. Pokażemy ci trochę filmów i tyle. Prawie wydawało mi się. też jakby szpitalnik. znów taki będzie.rzekł doktor Branom i w tym czasie jego zimne steto wędrowało mi w dół po całych plecach . Wszak będziemy przyjaciółmi. . No tak .I wyjął z prawego karmana steto.Coś w tym rodzaju . . jeszcze mu bałaknął: . rutynowo krótkie i ogólne badanie. musimy. żebym je sobie przejrzał popijając.budynku tuż za podwórkiem.A właściwie. że naisto szczęśliwy ze mnie młody malczyk palczyk.I wyszedł. . ale nie wypadało durno. . że mnie odebrał. sami rozumiecie. że Kapelanowi włazi bez wazeliny i udaje ciekawość do Biblii. któremu ciurmaki mnie przekazali. i niuchałem jak trza niuch niuch przez mój oczeń wrażliwy ryj czyli też kluf. Pierwszy seans będziesz miał dzisiaj po południu. a jeden z tych wrednych ciurmaków. zapytałem: .powiada i prostuje się.chyba całkiem zdrowy i sprawny z ciebie chłopiec. że jesteś całkiem zdrów. To na pewno przez ten pokarm więzienny. co mi zrobicie? .Musimy upewnić się. i podumał ja: No.Och.Nawet bardzo specjalne.właściwie to bardzo proste. Zrobię ci. pokazując w niej pełno białych kafli. siadając na brzegu łóżka . tak od razu mi się jakby ponrawił. Załóż tę górę od piżamy.Witaminy. Na koniec połuczyłem ja fajną czaszkę horror szoł nastojaszczej kawy i do tego niemnożko starych gazet i żurnałów. to nic.Znaczy się . ażebym zdrucił te użasne łachy i ciuchy więzienne i dali mnie oczeń przekrasną dwuczęściową piżamę.Aha. Tu będziemy się dopiero czuli jak w niebie. że mnie słuch myli. żebym nie latał boso.dostaniesz zastrzyk w ramię. mały 6655321 już bywszy. .Więc położywszy się ja bez góry od piżamy. Powiedzieli mi. nieprawdaż? No tak. no sam szczyt mody łóżkowej. Aż obśmiałem się horror szoł w środku i podumałem. Może troszkę niedożywiony. . Po każdym posiłku .oświadczył. To był jadowity skurwysyńczyk jak rzadko i niech tylko się uda.Nazywam się . co mnie przywiedli. nieprawdaż? . nie przewidujemy żadnych kłopotów. i dopiero wszedł ten pierwszy członio w białym. . o braciszkowie moi. Pokwitował.że tak jakbym chodził do kina? .Filmów? . nieprawdaż? .Och .powiada ten doktor Branom. braciszki. i skazawszy: . .powiadam . Stałem ja w tym okropnym gromadnym pustym holu i łapałem te nowiutkie wonie.Raz dziab w ramię po każdym posiłku. I dali mi też fajny ciepły podom i niepłoche tufle. jak on się tym zatrudniał i robił mi to. okazał się w białej lejbie. co człowieka dreszcz od niego przechodzi. bo taki był fajny. Ja leżałem na łóżku czując się po nastojaszczy jak w 45 . ale nam się przewoschodno trafiło i wunder bar. Alex bojku. jak był nade mną pochylony . . .odkazał ułybając się oczeń horror szoł i po drużeski. tamto i owo. gdzie dawali nam te ciut gimnastyki na wybiegu. I odkazał tamtemu: . panie doktorze.I jak się uśmiechnął głazami i jeszcze tą szeroką czerwoną gębą. .co było po duracku.Ale ten nowy członio miał po prawdzie nieliche głazki błękitne i w nich mówiąc taki jakby uśmiech. jeśli pozwolisz. Gmach był zupełnie nowy i miał ten świeży zimny jakby klejowy zapaszek.doktor Branom i jestem asystentem doktora Brodzkiego. A wonie podchodziły takie więcej szpitalne i członio.To będą takie specjalne filmy . jesteś! . a ten również był fajny. Na pewno pomoże. gładka zieleń.powtórzyłem.Więc poczułem gromadną wdzięczność dla tego sympatycznego doktora Branoma i zapytałem: . i zaprowadzili mnie do bardzo fajnej białej czystej sypialki z firankami i z lampą przy łóżku. a kojka stałą tylko jedna.

4 To miejsce. a w nim jedna spiczka. kiedy jestem ubiwszy i w ogóle. Potem zauważyłem. i wszędzie poutykane głośniki stereo. Aż obśmiałem się po prostu horror szoł z nich wszystkich. jedną ścianę pokrywał srebrzysty ekran. te stare witaminy. A potem już niczewo nie odbierałem prócz tego.A gruda żarcia to była na tacy po nastojaszczy przewoschodna i wkusna z wyglądu: parę kusoczków jakby gorącego rozbefu. który przywiódł mnie do tej małej sypialki zaraz po przybyciu tu. gdzie należy. pomyślałem. A on mi na to: .Aha. Oni dają mi tak jakby drugi raz szansę. weszła pielęgniarka. Ale przy prawej ścianie było takie ustrojstwo. Po czym zjawił się flimon w białym płaszczu. Kręcimy (to był filmowy żurnał) i Gola. fotel jakby dentystyczny i mnóstwo odchodzących od niego drutów. braciszku? Nawierno dam radę osobiście poszagać tam. ale nie zwróciła uwagi. jak cię zawiozę. . braciszki. Owszem. jakie dotąd widziałem. o braciszkowie. gdybym się dał znów grabnąć. mordą zwrócony do ekranu. braciszkowie. Tylko mi władowała igłę w lewe ramię. dokąd mnie zawiózł. Więc jakby żyć nie umierać. a potem sobie zgarnie. jak fajnie będzie znaleźć się apiać na wolności. a w ścianie naprzeciwko były te dziury kwadratowe do rzutnika. jakby taka męska siostrzyczka. co go przyniósł. A ja na to: . co mi dali: Sport na Świecie. Chyba z niedożywienia. nie przypominało żadnego kina. i mało sobie czaszki nie odrechotałem. Ale ten zastrzyk z witamin po jedzeniu apiać mnie postawi na nogi. taki jakby nowy gang na życie nocne. jak przynieśli mi na tacy obiad. że taka niewinność. a na środku. Ten widok udziwił mnie po niemnożku i mówię do niego: . kto wie. że pod otworami do projekcji jest na całość jakby matowe szkło i widać za nim jakby ruszające się cienie ludzkie i słychać jakby kaszlu kaszlu. przez to szajsowate żarcie więzienne. i jeszcze mi pomagał inny łapiduch w białym kitlu. z fotelem na kółkach. a do tego piure z kartoszki i jarzynki. to by nie było fer. jak zlazłem z kojki. po których ma się zrobić ze mnie już po nastojaszczy charoszy malczyk. a najpierwsza robótka to będzie dostać znów starego Jołopa i Pietiu.To miło widzieć.niebie i poczytywałem niektóre z żurnałów. żeby miał skąd rzucać. no. aby nie grabnęli mnie. I powiedział: . co? i mlask mlask do niej chlipadłem.Lepiej będzie. okazałem się ciut miękki w nogach. no fajna po nastojaszczy młoda świerzopa z takimi fajnymi grudkami (jakich nie widziałem przez dwa lata) i niosła na tacy strzykawkę.Co jest grane. jak oni sobie zadadzą tyle fatygi pokazując mi te filmy. Na ten raz już dam po nastojaszczy baczenie. to członio. że ktoś czuje się taki szczęśliwy.I faktycznie. No i wyszła klik klik na tych nóżkach wysokich na obcasie. a potem pśśśk i wcisnęła te witaminki. jak doktor Branom już zaznaczył. Po czym. i przyszło mi się na niego ciut nie przeczołgać z wózka na kółkach. już za stary do tej starej rzygoły. jakby konsoleta pełna zegarków i strzałek. a na dobawkę lody i fajny. że w dzień Alex. gorący kubas czaju. jeśli dotąd nie zgarnęli ich polucyjniaki. za jakieś pół godziny. kiedy już leżałem ciut przysnąwszy na łóżku. A ten. Był daże i smoczek do zakurzenia i pudełko. a nuż. Po czym wyciągnąłem się na tej kojce i zakluczywszy głazy podumałem sobie. Co do tego nie ma wątpliwości. może się zaczepi o jakąś fajną i lekką robotę. 46 . .

I okazało się. Mam nadzieję. jak te wszyslkie unter flimony w białym zesztywnieli. A potem światła zgasły i został się Wasz Pokorny i Opowiadający To Wszystko Przyjaciel. zaczął się pokaz filmowy od bardzo gromkiej muzyki. że od nich też biegną druty. cały w strachu sam na sam i adzinoko. I usłyszałem głosy wykrzykujące: ta jest! ta jest! ta jest! najpierw z odległości. żebym oglądał filmy. Czułem się zupełnie oklapnąwszy. że sprawiło to przekluczenie się z więziennego żarcia na to nowe pożywne i jeszcze ten zastrzyk z witamin. Jakbyś zgadł. cały w ułybkach. to nie bardzo ciągnęło mnie w to popołudnie do kina. pośpiewując sobie cały czas jakąś pop szajsowatą piosneczkę. jak tylko przybędzie tu doktor Brodzki.Dobrze powiada ten od kołowania na wózku to ja cię zostawiam. to niejedno za ten czas wytrzymam. co widuje się u kogoś w ciemnym zaułku. Skoro za dwa tygodnie mam znów być ten młody i swobodny malczyk. dzikiej i pełnej dysonansów. siedziała normalnie przy konsolecie u tych zegarków i gliglała różnymi kręciołkami) obśmiał się tak ciut niemnożko i powiada: . abym głowę miał unieruchomioną i musiał patrzeć na ekran. aż mi ciąg ciąg i podciągnęło górne powieki. nic mogący się ani poruszyć. o braciszkowie moi. co było jak raz 47 . jedna z nich dziuszka. i do brzucha przyssali mi taką jakby ssawkę i drugą do starego cykacza. aby cicho sza i tak przyjebnie sam na samo gwałt adzinoko. Towarzyszył mu doktor Branom. Dojrzałem. ani w ogóle nic.A to po co? . w przekonaniu. jak bym się nie starał. na klufie jak ta kartoszka miał bardzo grube oczki. Potem nałożyli mi taką jakby myckę na łeb i widziałem. o braciszkowie moi. Oj. bardzo zatłuszczony. Potem rozdał się hałas drzwi otwieranych i zrazu było poznać. abym go wyoglądał. Tak będzie lepiej. Zaufaj nam. co chcieli. Film tak jakby oczeń charoszy i profesjonalny. Wolałbym się fajnie i spoko cichutko przekimać w kojce.Tak jest. Ale ja powiadam . że ci się spodoba. jakby chciał mnie podeprzeć na duchu. właśnie horror szoł. Jedno co mi się nie ponrawiło. mogła to być jaka bądź ulica w jakim bądź mieście. przyjacielu. kudełki mu się kręciły jak u baranka pokręcone kudłato na całej czaszce.odezwał się doktor Brodzki z tym przydechem. przyjacielu. Tylko ulica. żadnych tam chlups chlaps i migania. jakby coś powkluczano. jak w tych dajmy na to świńskich obrazkach. No i zobaczyłem ja tego doktora Brodzkicgo. A potem na ekranie pokazał się obraz. Aż tu jeden w białej katanie przywiązuje mi łeb do takiego jakby zagłówka.chcę patrzeć na ekran. bardzo stary chryk idący ulicą i nagle wyskoczyli na niego dwaj małysze odziani w to. . ale bez tytułu i czołówki. Nie byłem w nastroju. . no i rozłegł się taki buczący szum.Na to drugi w białym płaszczu (była ich razem trójka. w mroku nocy i przy palących się latarniach. że mi przywiązują graby pasami do poręczy i także giczoły mam na beton umocowane do podnóżka.Na co jeden z tych w białym zarechotał i odezwał się: . że po to. . że wchodzi jakiś oczeń gromadny ważniak. że tak wam zależy. A potem. sam jeden po ciemku. i było mi kącikiem widno.spytałem. Pokaz się zacznie.Wszystko gotowe? .jaki jestem słabosilny. przestawszy na chwile zapiewać. lecącej z głośników. Tak po prawdzie. ani zamknąć oczu. I pokazał się stary. A ten flimon mówi. to jak mi założyli takie jakby klipsy na czole. skórę napinające. że szoł i że horror. a potem bliżej.Ale to musi być po nastojaszczy horror szoł ten film. ale dałem im wszystko robić. braciszki. Muzyka cały czas dudniąca bardzo ponuro. Widziało mi się to ciut jakby z uma szedłszy. i będę te filmy oglądał. . że odziany jest w garnitur po nastojaszczy horror szoł i absolutny szczyt mody. nie wiadomo. a wydawał z siebie oczeń subtylną i leciutką woń sali operacyjnej. .To nigdy nie wiadomo. że idzie od niej mnogo drutów. To spróbowałem się uśmiać i powiadam: . że już nie mogłem zamknąć ani przyszczurzyć oczu. Był to malutki chujowinka. Przywiedli mnie tu.

I apiać ten zadowolony głos doktora Brodzkiego: . co się wyprawia. Więc te płomienie ogarnęły ją z hukiem i widać. tylko normalnie halsztuk) i wzięli się z nim figlować. że to się nie może dziać naprawdę. Wiedziałem. tak sztywno uwiązanemu na tym krześle. Jakby cały obolawszy poczułem. A jak przyszło się do tego. Ciut spotniawszy od tego bólu w kiszkach i pić mi się chciało niewynosimo i w czaszce pulsowało mi buch buch buch. co miała sklepik. chyba nie wyobrażacie sobie. Tylko że nie mogłem zawrzeć oczu i nawet jak starałem się przewracać głazami. co przypisałem niedożywieniu i temu. potem drugi i trzeci i jeszcze następny. to niemożebne sobie wyobrazić. i słychać najstraszliwsze. jak najpierw jeden malczyk robi jej nasilno to stare tam i nazad. a przy tym leci muzyka przejmująca taka i tragiczna. świetnie! Następny filmik był o starej babuli. na puszczonym od razu kolejnym filmie. co krugom dobywały się z tego ryja. bardzo prawdziwe. To komiczne. więc uwrzasnąłem się: 48 . obdarłszy go do imentu z łachów i na zakończenie z buta w te gołą płyć (walającą się czerwono i krwawo w szajsowatym błocku rynsztoka) i precz odbiegli raz dwa raz. Widać jak ta bidna stara próchniaczka chce się wyczołgać z ognia. że jej gęba w męczarniach jakby o coś błagała przez ten ogień i wreszcie ginie w ogniu. jaki mogło wydać głosiszcze ludzkie. przysuwając łup łup lup z piąchy. że mogę się porzygać. braciszkowie moi. że mój żołąd jeszcze się nie sawsiem przestawił na pożywne jadło i witaminy. że wcale się nie czuję za dobrze. i zrobiło mnie się niewynosimo. i słuszać tych obłąkanych wrzasków. żeby im pozwolili zdejmować te filmy bez interwencji w to.szczytem mody (sztany po dawnemu obciśnięte. żeby umknąć się temu filmowi spod lufy. Więc nawierno był to na balszoj sprytny montaż albo trik czy jak się ta sztuczka nazywa. bo te małysze kopiąc potrzaskali jej nogę. Teraz już wiedziałem. I dawaj w następny kawałek. z nim różne parszywe sztuczki.Świetnie. jakie mi tu dają. ale nie może się ruszyć. jak brzytew mu najpierw oko wyrzyna. to wierojatno by mnie tak nie mdliło. a czerwona krew bryzga na obiektyw. że mnie zemdli. jucha ciekła z niej krasno i przekrasno. choć jak dobrze pomyśleć. i jakbym nie wyślepial się na ten film. kiedy je zobaczysz na filmie. świetnie. całkiem pobladłszy ludzki pysk i jak trzymają go fest i robią. ale co za różnica? Do gardła mi podchodziło a rzygnąć nie mogłem. Tak i musiałem widzieć. To było prawdziwe. że wpychle po nastojaszczy dają sobie to robić na filmie i gdyby to nakręcał ktoś z Tych Dobrych albo Firma Państwowa. Przerobili go sawsiem na budyń. że szósty czy siódmy już malczyk obszczerza się w rechot i dawaj pchać jej w międzynoże. Jak ten kawałek się skończył. widząc. jak banda małyszów przyszła ją skopać. o braciszkowie moi. usłyszałem od konsolety glos doktora Brodzkiego: Reakcja dwanaście i pięć dziesiątych? A to całkiem całkiem obiecujące. to i tak nie mogłem wykręcić gałek na tyle. a ta dziulka na ścieżce dźwiękowej krzyczy jak z uma szedłszy. co się wyrabia. całkiem po nastojaszczy. Bo aż do izbytku prawdziwe. to mnie zaczęło mdlić. tego chryka. na ten raz po prostu ludzka morda. pokładając się od gromkiego rechotu i te malczyki rozpirzyli jej cały sklepik i podpalają go. udręczone i dręczące wrzaski. a ona w głośnikach wrzeszczy gromko i wprost użasno. A potem zbliżenie na baszkę tego ciężko złomotanego chryka. Przyglądałem się temu i zaczęło do mnie mocno docierać. albo i nie porzygać. Słychać było każdy jego wrzask i jęk. skrzycząc i wrzeszcząc. Ten wszedł prosto na młodziutką dziulkę. jak barwy nastojaszczego świata dopiero się widzą prawdziwe. później chlaszcze w dół płat policzka i wreszcie pru pru prut po całości. ale już nie ten obfity fular. daże zmachany oddech i sapanie tych dających wycisk małyszów. Ale próbowałem o tym zapomnieć i skupić się.

jaki przełknąłem w życiu. . Nic się nie bój. doktora Brodzkiego i Branoma. przywiązanemu do fotela i z głazami na siłę szeroko wybałuszonymi.i rozśpiewał się jeszcze głośniej.To tylko wyobraźnia.rzekł doktor Brodzki . przymuszony. Proszę następny film. Branom. co mnie popychał.Zatrzymać ten film! Błagam.Może to miał być żart. o braciszkowie moi. tak że znów mogłem je otworzyć i zamknąć. Była wojna 1939/45 i przybijali sołdatów ćwiekami do drzew i fajczyli pod nimi ogniska i jajka im obrzynali. bluzgając juchą z szyi jak fontanna i wreszcie upadło.l rozdał się na to głos Brodzkiego: . to tylko drzeć się na całego. W każdym razie oswobodzili moją płyć nieszczęsną z fotela i odpuściwszy skórę nad głazami. Całkiem obiecujący początek! . jak ja. Więc położyli mnie do łóżka i wciąż czułem się chory i obolawszy ale nie śpiący. bo z ciemności dobiegł mnie jakby rechot.I głośno zaśmiali się on i cała reszta. co to była za potworna ulga. a ten członio.Będę rzygał. od czasu jak połuczyłem grudź do posmoktania. no i wkrótce zacząłem się czuć tak jakbym stosunkowo rychło mógł poczuć że już wkrótce mógłbym zacząć się czuć może odrobinkę lepiej. o braciszkowie. proszę z tym skończyć! Dłużej nie poradzę. Błagam. a nawet pokazano.A bo co. i wtedy przynieśli mi fajną czaszkę gorącego czaju z nienajgorszą dobawką starego mleka i cukru (to znaczy sacharu) i dopiero. i reszty biało ubranych. z bólu tętniącego w czaszce i prawie że mnie odnieśli do starego wózka na kółkach i apiać do tej małej sypialki. pysk miałem w środku całkiem uschły i jakby szajsowaty i zdawało mnie się. Bo widziało mi się niemożebne.można go położyć do łóżka.I znalazłem się ja przy wkluczonych światłach. ty! . Co mogłem. to były nawierno brudniejsze i gorzej zafajdane niż jakiego bądź ubijcy i przystupnika w całej wupie. dajcie mi jakieś naczynie. Teraz już sawsiem użasno bolał mnie brzuch i głowa i chciało się pić.Skończyć? Ty mówisz skończyć? Ależ myśmy dopiero zaczęli. co mnie przymuszali teraz oglądać. aby jakieś wpychle choćby i pomyślały o kręceniu filmów z tego. a nie zabywajcie że była jeszcze ta dziulka przy knopkach gliglająca i wpatrzona w zegarki.Dobrze.. żeby temu zrobić wykluk! wykluk i wykluk! i to jakby ciut przygłuszało ten zgiełk ultra gwałtu figlów i ubawu. Nie chce mi się opisywać.W porządku . więc zamknąłem.Przymknij się. . Możecie sobie wyobrazić. A potem kazano mi oglądać najobrzydliwszy film o japońskich torturach. pochlipawszy to. jak zobaczyłem już ostatni kawałek i doktor Brodzki odezwał się tym bardzo znudzonym i ziewającym głosem: . . jej usto i ślepia wyglądały jak żywe. .Jak na pierwszy dzień to chyba wystarczy. że ten użas i koszmar 49 . że gotów jestem wyrzygać każdy kusoczek piszczy. przyszedłem do świadomości. a przez cały czas było słychać oczeń oczeń huczny śmiech tych Japońców. jak również towarzyszący im akompaniament. przyjacielu? .I poklepawszy mnie normalnie po ramieniu zaznaczył: .i obszczerzyl się całą gębą. Więc uwrzasnąłem się: . a ciało tego żołnierza biegało i to jest fakt. a doktor Branom za nim. ale z taką ułybką bardzo sympatyczną i po drużeski. a jak ty uważasz? . dobrze. . aż warknąłem: . A ten doktor Brodzki odkrzyknął: . krugom wyśpiewywał pop jakiś tam psijebny.ale on tylko się obśmiał i rzekł: . jakie tam jeszcze okropności kazali mi jakby przymusiwszy oglądać tego popołudnia Cale te jakby mózgłowia ich. a wszystko to szło na mnie jakby z ekranu. z czaszką dudniącą jak wielka i gromadna maszyna do wytwarzania bólu. jak żołnierzowi jednemu ścięli głowę szablą i ta baszka toczyła się. jakby nie miał z tym nic wspólnego i był tylko. Dajcie mi się porzygać. braciszkowie. a potem się precz wykaczkał.

Pijesz herbatę. Z tobą dzieje się obecnie to. I tak mnie zagabnął: . odpoczywasz. połapać.powiedziałem. abym się poczuł niedobrze. rano i po południu.Zjawiska życia. takim bardzo górnym świętojebliwym głosem.Dokąd udasz się po zwolnieniu? 50 .odkazałem tak ciut czujno.Ale . gawędzisz sobie z przyjacielem: na pewno czujesz się po prostu znakomicie. Jutro będziesz o tej porze jeszcze zdrowszy. . dlaczego i jak to . co się powinno dziać z każdym normalnie zdrowym organizmem ludzkim w obliczu tego.uśmiechnął się doktor Branom. Jeszcze główkowałem nad tym i zastanawiałem się.odkazał mi doktor Branom. Miałeś bardzo dodatnie reakcje.A teraz czujesz się chory? . . cały sympatyczny i uśmiechnięty. to w obliczu zjawisk odrażających trwoga nas ogarnia i mdłości. jak masz się wyleczyć. Robimy z tobą tak. więc pod wieczór będziesz chyba ciut wymęczony. . abym się poczuł niedobrze. że już ci się polepsza. Kiedy jesteśmy zdrowi. . przyczepione do mego ciała. . o.ja nie rozumiem.i co takiego . Taki ułybawszy się stary flimon. ku czemu on zmierza z tymi obliczeniami. . Czy tak? . czy nie tak? Więc jakby wsłuchałem się ja w samego siebie i poszperałem sobie w głowie i w ciele. a miał przy sobie papierków i bumażek i jeszcze papierków. To ja na to: Znaczy się. któż potrafi do końca zrozumieć te cuda? Doktor Brodzki.Życie to jest coś nadzwyczajnego .Nie rozumiem tego . Znaczy się jak robiłem to. . Po czym wszedł doktor Branom. że te kable i różne tam barachło. . to zawsze było mi po prostu horror szoł.dzisiaj po południu dlatego. że niby jak zabolawszy poczuł się łuczsze to jego własna broszka. kiedy zjawił się znów inny członio. Widziało mi się. może to właśnie od nich czułem się tak niedobrze i że wszystko to jest po nastojaszczy kant i zwyczajna sztuczka. Ale musimy cię twardo potraktować.Nie życzę sobie odkazałem . a ja próbowałem się w tym.Wiadomo. tak mi robicie.minęły i już ich nie ma. . Jutro czekają cię oczywiście dwa posiedzenia. który zaznaczył. ale co prawda to prawda.Słucham .I aż się zmarszczyłem na czole zadumawszy. konstrukcja organizmu ludzkiego. że (jak on to nazwał) jest Oficerem Zwolnieniowym. że okropne . Robicie ze mną tak. Po prostu wracasz do zdrowia.nie! panie doktorze . .Gwałt i przemoc to jest okropna rzecz. cały sympatyczny i przyjacielski. a nie tam czyjeś obliczanie się. Nie poniał ja. jak mogłem.Doktor Brodzki jest zadowolony z ciebie. bo należą mi się te prawa.Chyba mi zadajecie coś takiego.wyłożył mi . co wyprawia potęga zła i jak przejawia się zasada niszczycielskiej destrukcji.. ciągle z tą po drużeski ułybką na mordzie. Twój organizm się tego uczy. albo się przyglądałem. to wspaniały człowiek.No. czy jutro nie odkazać się od przywiązywania w fotelu i może dać się ze wszystkimi po nastojaszczy w łomot. Tego się właśnie uczysz. Dotąd nigdy mnie od tego nie mdliło. Nie rozumiem.powiedziałem ..wystękałem . że mam znów odsiedzieć .i niczewo nie panimaju. Raczej na odwrót. Dlaczego mnie tak zemdliło. że czułem się całkiem horror szoł i nawet już nabrałem chęci na żarcie. na brzegu mojego łóżka i odezwał się: .zapytał. to według moich obliczeń chyba już zacząłeś z powrotem czuć się lepiej. Poklepał mnie po nodze i wyszedł. abyś stał się zdrów i normalny.Czułeś się tak niedobrze .och . braciszkowie.to było zbyt okropne. płocho i bardzo bardzo chory. Przysiadł. tak ostrożne. i zagabnął .że muszę się patrzeć na . Więc nie rozumiem.

że już rychło będzie ze mnie fajny malczyk.Ee? .Do twoich .Będzie z miesiąc . Ale tu pokazał się wdrug oczeń po czudacku. Dni odwiedzin były na trochę zawieszone. bo jakiś zek przeszmuglował do więźnia przez druty niemnożko prochu.Widno sawsiem nie kapował po nastolacku.odkazałem. że łupnąłem grabą w sam wozduch. aż łeb mi się umarszczyl.Na to ja zmarszczyłem się. ale teraz już ostrożniutko i cała robota sam na samo gwalt i adzinoko. Nie będę więcej polegał na tak zwanych kumplach. jak on przy wyjściu mało sobie głowy nie odrechotał.znów zachichrał .Do starzyków moich w kochanym bloku. to kiedy poszedłem spać. jak będę zagrywał po ichniemu i nie puszczę się w żadne szarpanie i zrażanie się. apiać zrobiło mi się tak niedobrze.Nie . krzyk.I pokazał mi długi długi spis.Mnie wydało się niemożebne. bo i co zrobił? a pochichrał się i powiada: . i wydałem taki glos: . . obszczerzywszy się tłusto na całe usto.No odpowiedział tylko aby się przekonać. że z tym się nie śpieszy.I dosunął tę swoją mordę bliziutko. . A teraz kwestia zatrudnienia. niezgadzanie się i tym podobnież. I to właśnie było ze mną.A kiedy twoi rodzice cię ostatni raz odwiedzili? .Aha . po prostu koszmar. Więc on że recht recht rccht i wziął się ku wyjściu. wróciłem.To będzie dla nich miła niespodzianka. więc wytłumaczyłem się: . że poczułem się tak niedobrze.Ależ to krasiwo zabrzmiało! to słowo zwolniony. .powiedziałem . Ale dziwne było.Dlaczego? . Najpierw jakiś nieduży urlop I jak tylko wyjdę. i powiadam: . co mi go pokazali już pod koniec jakby wieczornego seansu. To było kurewskie zagranie do niewinnych. no.? .A czy twoi rodzice wiedzą. wrócę do domu. że jakbyście w niego sami wszedłszy stali się jego częścią. i domyślacie się. . całkiem jak po południu. cały o malczykach z rechotem 51 . ciągle obszczerzający się.No dobrze . Do moich ef i em. co? . żeby też ich ukarać. o braciszkowie.Aha .Och.odkazał ten Zwolnieniowy . Więc ja grabsko w piąch i łomot w ten ryj. I natychmiast po tym.Nie chciałbyś mi na odchodnym dołożyć w ryja? . od swojej dziobki. Przyśnił mi się taki drzym. że jesteś przeniesiony i niedługo masz być zwolniony? . . to poczułem niezły apetyt i nic tylko bym chrupał chrum chrum tego pieczonego kurczaka.na odchodnym dołożyć w ryja? . . Wziął się ten koszmar z takiego kawałka sfilmowanego. ale on się tak bystro uchylił. Więc prawie miesiąc nie miałem widzenia.margnął ten członio. nie do pojęcia. ani chu chu nie poniawszy. swobodny. i skręcało mnie przez kilka minut. że był to jeden z tych filmowych kawałków.Po prawdzie ja się nad czymś takim jeszcze nie zastanawiałem i dopiero teraz mi zaświtało. że tylko wtedy. tylko jakby film pod własną czaszką. i tagda poniał ja. Okrutnie to było dziwne. z wyjątkiem. wzrywającego się. I dobawiłem: . o braciszkowie moi. Więc powiedziałem flimonowi. Po czym zaraz przeszło i jak mi przynieśli kolację.powiedział. coś ukraść i zaopatrzyć te stare karmany w kasabubu. co je oglądałem po południu. no w ogóle. I także samo dziwne. Więc mu normalnie odbałaknąłem: . abym dobrze usłyszał. . gdzie mógłbym się nająć i pracolić.to na razie wystarczy. to będzie po nastojaszczy horror szoł. . że ten stary flimon tak się u mnie dopraszał w mordę. aby trochę odczekał i że później o tym porozmawiamy. Bo drzym czyli koszmar senny to właściwie nie co innego. A co jeszcze dziwniejsze. no nie? Jak sobie normalnie wejdę drzwiami i powiem: No proszę.około. ale pomyślałem. znów jako człowiek wolny! Taak.Nie chciałbyś mi . Jeżeli masz gdzie mieszkać. czy robisz postępy.

widać. Ooooch. Aż nagle połapałem się. co normalnie chłopaki w szkole tak lubią rysować. bałem się powrócić do mojej własnej uśpionej czaszki. . drzwi zakluczone! I obróciwszy się dopiero zauważyłem kraty w oknach. sięgnąwszy po ten jakby urynał w małej szafce przy wyrku. że skręcony przez Niemców. Po czym jakby rwać się musiałem abratno do zbudzenia i to przez moją krew. i naprawdę wysilałem się rano i wieczór. nie było znów takie. Jednak po chwili jak padłem ba bach w kimono. ślepia wybałuszone mając i tak spięte w powiekach abym wszystko widział. całe stakany i dzbany i całe kubły tej krwi.Zatrzymajcie to. aż tu znalazłem się w łóżku w tej sypialce. trzech albo czterech bojków normalnie robi w sklepie zachwat i zgarnia do karmanów kasabubu. bo nie wytrzymam! . A potem. Ja też się dawałem w ten ubaw.krzyczałem. dosyć! . poniał ja. ja wniezapno poczuł się jakby mnie sparaliżowało i nic tylko rzygnąć na całość. i ta drewniaczka wrzeszczy. a odziany w sam wierch mody nastolowatej. Tymczasem u mnie du du du i jakby łupanie w głowie i mdłość.To nie fer. tak już więcej nic mi się nie przyśniło. nic takiego. do rzygania. jak bierze łomot i ciut jej upuszczają żeby pociekł ten czerwony czerwony sok. jak oni wyświetlali wciąż na ekranie te wredne kawałki ultra gwałtu. wszystko dużo gorsze jak wczoraj. proszę was. I apiać ta stara wojna 1939/45 i film cały w purchle i spęk i podrapany. wybladki żeż wy śmierdzące . i ta niewynosimo drapiąca suchość w pysku.i pytałem się ja wyłamać z krzesła i było niemożebne. I tak.wykonujących ultra gwałt i ryps wyps na takiej młodej dziuszce. byki pyszne i w mordzie nadęte szli po ulicach. a na boczku trochę bawią się ze starą.darł się doktor Brodzki. że nie ma już dla mnie ucieczki. jak ludzi strzelają bach bach i bach pod ścianami. nic tylko jakby klatki z gołych żeber i nogi jak białe patyki. w swojej własnej czerwonej czerwonej krwi ciuch mając razrez do imentu i oczeń horror szoł. że po prawdzie wcale nie chce mi się haftować. bracia. przez juchę własną. ale już bałem się łóżka i snu. co ma ten sklep. i wsie malczyki obśmiały się ze mnie gromko na balszoj raz i prze i rozgromko. a ciało i graby i nogi przymocowane do fotela. krzyczącej we krwi. co to za muzyka podłożona trzaska i grzmoci po tej ścieżce dźwiękowej i był to Ludwik Van z finału Piątej Symfonii.wyłem i wciąż wyłem. aby przejść korytarzem do starego klo. ale żadnego dźwięku. cały w rechot i jakby wożaty w gangu. po czym oficerowie. a oficerowie prykaz prykaz i te porażające nagie truposze po rynsztokach. wy dziobane skurwle. wylazłem z kojki cały roztrzęsiony. żeby dawniej pokazało się użasne. Co gorsza. Wlekli też cały tłum i mnóstwo wrzeszczących. dosyć. braciszkowie. . Co kazali mi siejczas oglądać. . braciszkowie. tylko na podkładzie muzycznym.Tak było następnego dnia. żeby się napić. Niezadługo pokazało się. i jak wlekli to fest nieprzerywno im dawali łomot.Pierwszorzędnie! . A tu. jakby mnie trzymało w nim przyklejaszczy. 6 . mam dosyć! .Dosyć. Dalej pokazało się. Chciało mnie się zwymiotować. jak ta borba i zadyma i łomot były u szczytu.Świetnie ci to idzie. nic tylko pył i dziury od bomb i rozwalone budynki. Zaczęło się od germańskich orłów i od flagi tych Nazi jakby z krzyżem połamanym. żebym nie uciekł. . ażeby zagrywać po ichniemu i siedzieć jak po nastojaszczy horror szoł ułybajuszczy się malczyk do współpracy na tym krześle tortur. Dopiero uwrzasnął się ja z 52 . Jeszcze jeden i koniec.

ot co jest.ryknąłem. A naprawdę co powoduje. one są dla zboczeńców. dopiero teraz uświadomić sobie.odparłem.Aaa . co za idiocki durak ze mnie. abyś nie 53 . .uciął Brodzki. . wy zafajdane hadkie i odrażające wy skurwysyńce. aż mnie skręcało. Proszę. czując się jak w niebie. wy skurwle. Może tu pojawia się element kary.uma szedłszy: .Słusznie .Stać! .Każdy to zabija. co się do ciebie podłącza.Szczątki rymującego się slangu .to nie po kablach. co my z tobą robimy? . jakby się zadumawszy. co wy robicie! . nie odkazałem i wciąż niedobrze się czułem.rzekł doktor Brodzki. już nie wyglądający tak po drużeski. Propaganda. teraz to jasne.ta mowa plemienna.Muzyka . Na przykład doustnie.Cieszę się.rozkazał doktor Brodzki. to stali przede mną Brodzki i doktor Branom też i doktor Brodzki się mnie zapytał. Ale był to straszliwy dzień.rzekł doktor Brodzki jakby ułybajac się . On nikogo nie skrzywdził.Tak od razu nie zatrzymali. Wsio taki zdradziecki podstęp i tyle. Naczelnik powinien się ucieszyć.Ta szajsowata chujnia. . . Wiesz coś o jej pochodzeniu.zagaił apiać do mnie . że nie jesteś pozbawiony gustu. . Jest mi niedobrze. . . że czujesz się tak niedobrze? .wrzasnąłem . jakby niecierpliwy i już nie ciekaw reszty. jak sądzisz. jak mówi poeta uwięziony. to barachło w mojej baszce i płyci.Dajcie mu karafkę wody z lodu. braciszkowie.Więc do ciebie muzyka przemawia. .Coś niecoś z blatu przestępczego. To tylko do mierzenia reakcji.rzekł doktor Branom. .przemówił doktor Brodzki. Ale zastrzyk podskórny się najlepiej sprawdza.odrzekłem. to że dobrze wzmaga emocje. Nie ma nic wspólnego z tym. jak mi przestaniecie pokazywać te filmy. o braciszkowie.Żebym się czuł niedobrze.objaśnił doktor Branom. Infiltracja subliminalna.Odwiązać go . .odezwał się doktor Brodzki . oczywiście.jak ludzie złomotani oblewają się krwią .Że mnie rwie? . A co ty o tym sądzisz.jak myślisz. Ale szajsowata brudna kurewska sztuczka.Że tak . Wszystko. . Więcej mi tego nie zrobicie.noo.Ani słowa.Że tak używacie Ludwika Van. Branom? . Ale po większej części rdzenie lub zapożyczenia rosyjskie. .Więc pomagierzy wzięli się do roboty i za chwilę łykałem już kubły i kubły tej wachy. Tylko chory na tę przemoc i gwałt. to zbrodnia. dobrze . Otóż . Branom? .No więc . A doktor Brodzki powiedział: . bo zostało jeszcze parę minut . co wiem o niej. co się dzieje? Powiedz mi. . Co w takim razie? I tagda poniał ja. .jęknąłem . . Pisał ten Beethoven muzykę i nic więcej. Ten specyfik Ludovycka możemy ci wprowadzać w dowolny sposób. . Ja się na niej wcale nie rozumiem.Osobliwa . Ale jak światła się zapaliły. No no. dość! To śmiertelny grzech. .odkazał mi doktor Brodzki. choć już mały kusoczek łuczsze.Nie ma na to rady . że od tych zastrzyków co dziab w grabę. że nie będę tego czuł. co? Gwałt i grabież.Dobrze. . że teraz właśnie zgłosiłeś swe zastrzerzenia .O co chodzi z tym grzechem? . dobrze. Zdaje się. a grabież jest aspektem gwałtu.Tu po nastojaszczy zemdliło mnie i raz dwa musieli przynieść taką miskę jak nerka.znów ich pod mur i rozstrzał później stara flaga tych Nazi no i KONIEC. Ale po prawdzie chyba nie od filmów tak mi się robi.Wyglądasz mi na dość inteligentnego młodzieńca. kiedy patrzę na te wasze brudne filmy. Więc żeby nie było niejasności.Pić . . Najstarsza metoda wychowawcza świata. .Dość.Skojarzenie.o God Gospod. . Ale wyczuwam. co ukochał.

O braciszkowie i przyjaciele moi. I złachanego znów powieźli mnie. Z tym porównawszy niczym byłoby odsiedzieć całe czternaście lat w Państwowej Wupie. będziesz musiał nam to pozostawić. Ty sam dokonałeś wyboru.Ty zły niegrzeczny diable. pokazawszy w rozbłysk wsie swoje białe kafle. Obaj się jakby na oko zadumali. .Oto herezja tych czasów rozumu . i ubijstwo pokazuje się złe złe i gorzej jak złe. Ale pociesz się. jak na węża jadowitego. więc odkazałem: .rzekłem. Handel czy inni. co zrobią. Niech już będzie. Po czym doktor Brodzki powiedział: . ubrane w co najmodniejszy ciuch po seksolacku. ale robię to.Ściśle rozgraniczyć to zawsze trudno. ciut mało nie mizglący. że udało się mnie wyleczyć.i drugą strzykawką dziab i psiuk mnie w łapsko.i raz ją po łapie. To nic nie da. Żeby mi szło na wymiot. że strzykawka poleciała dźwięk brzdęk na podłogę. I poklepał mnie w pleczo. Musisz ponieść to ryzyko. Udowodniliście mi. . Już za niecałe dwa tygodnie będziesz człowiekiem wolnym.próbował z nim walczyć. w ten dziob jego mać kinoteatr cholerny. jak to ja.A poterm dodawszy: .choćby akt miłosny . ale tak wrednie. to nie! .proszę państwa . ja . . Aby luknąć i przekonać się. panie doktorze.Nie jesteś jeszcze wyleczony. Chwała Bogu. ty pętaku. że całe to zrażanie się i ultra gwałt. I tak sobie z nami nie poradzisz. jak zwykle. bo każde wpychle na ziemi ma prawo do życia i do szczęścia i bez tego żeby mu dawać łomot i uch buch i nożem go. po czym ta fifa pielęgniarka rzekła: . nic tylko stuk łomot z piąchy z buta i ta czerwo czerwona jucha lejąca się z ryja z płyci z bebechu i bryzg bryzg w obiektyw.Kiedy.Chytrze. co niesłuszne. ty! . nie. Ale z muzyką to nie fer. Bo to jest przeciw społeczeństwu i niesłuszne. Jak gdyby od początku świata do końca świata. dopiero wtedy Aja na to: .Wy brudne wybladki . Dużo pozostało do zrobienia. mój chłopcze.widzę że to jest niesłuszne. czego dotąd nie byłem świadom. albo ci Nazi okrutne 54 . Wiele się doprawdy nauczyłem. albo roześmiawszy się Japonce hi hi hi przy torturach. bez naszej pomocy i bez środków leczniczych. Niecałe dwa tygodnie. . Świat jest nierozłącznie jeden i życie też jedno. skazałem ja: . i łomot.Nie! co to. Wsio taki wy jesteście szmucyk złe i wredne skurwle i ja nigdy wam tego nie przebaczę. chłopcze.Już nie trzeba tego dalej ciągnąć. Dzień w dzień to samo. Niedługo będzie po wszystkim. i rzekł: . co słuszne. Nie wszystko poniał ja z tego bałachu. szły filmy jakby takie same.choćby i muzyka.Na co doktor Brodzki wziął i obśmial się długo i hucznie. Ale obaj weteryniarze tylko potrząchnęli baszkami tak jakby ze smutkiem i doktor Brodzki powiedział: . Codziennie. och.I podniosłem tak świętojebliwie patrzałki na sufit. Najsłodsze i najbardziej rozkoszne czynności też zawierają w sobie pewną dozę gwałtu .albo coś podobnego. bardzo wiele. No i zrobili: w try miga wezwali czterech czy pięciu takich po nastojaszczy wielkich unter łamignatów na biało i ci mnie fest przydzierżali na wyrku. F. Dostałem od panów lekcje. ładując mi przy tym łup i stuk z mordami obszczerzonymi na balszoj tuż przy mojej. O nie. jak słyszę takie cudo cudo jak Ludwik Van i G.Nie mam zgryzu o ultra gwałt i cały ten szajs. że naprawdę poczułem jak mnie dziargnęła. o braciszkowie. panie doktorze. zacząłem ciut niemnożko z innego tonu. .Widzę i zgadzam się. Dopiero kiedy twój organizm będzie należycie i gwałtownie reagować na gwałt. Ale jak czwartego dnia po tym bałachu z doktorami Brodzkim i Branomem zjawiła się fifka z igłą. to jakby wiek cały. . Przeważnie malczyki obszczcrzonc w uśmiech i w rechot. oż wy w mordę dziobate. Teraz już widzę.

Bo naisto byłem porażony. co mi przedtem od baszki szły i od całej płyci. te wpychle co się im rozłupuje baszki. dziulki czy rybionków . powieki miałem podciągnięte a giry i wszystko przymocowane do fotela. Ale na ten raz. bojku. Ale będziesz nadal przypięty i zmuszony do przyglądania się. abym się czuł na wymiot i pić i cały w bólach. i te szare jakby inostranne ulice pełne czołgów i mundurów i jak zmiatają trrach ra rach ogniem z wintowek i tłum ludzi wali się. żebym stracił przytomność. no i łzy mi ciut zamazały to. ale co zdziałałem. niby takie błogosławione ciur ciur i srebrzyste kropelki rosy. czy psiocha. zjadłszy na kolację tłusty i gęsty barani gulasz i paja owocowego i lody. a dwa 55 . A później te łagry i Żydzi. a ona nie przyszła. Wycierpiał ja do szczytu i dużo więcej się nie da. małysze. damy ci się przespacerować. I każdego dnia to uczucie jakbyś zaraz miał zdechnąć tak rwie na wymiot i łeb i zęby rozbolawszy i chce się pić użas! użas! i coraz gorzej. ze mną. Aż usto mi się zrobiło w prostokąt i bu hu huuu. gdzie wszyscy oni wykitują od gazu trującego. niby tak im zależało. to że dotarło do mnie że i to jest gwałt jakby identiko z gwałtem na filmach i tyle. czuł się ja nie tylko strasznie.W to samo miejsce odbałaknął. Przejdziesz się do kina. braciszkowie. I czekał i czekał ja.I znów miałem to wszystko wyraźnie przed oczyma. ten szajs Ludovycka był jak taka szczepionka i teraz już miałem go we krwi. co drugi dzień golił mnie tłusty łysoń jeszcze do śniadania i w łóżku. rzecz jasna. Leżałem tej nocy sam na wyrku. bracia.kopacze i rozwalacze. ale tych drutów i kabli. tygrysku. co mi tu pokazują.Koniec z tym . o braciszkowie. Idziesz i w ogóle. przyjacielu. Już nie ładujecie mi w bolesną grabę tego szajsu rzygotliwego? . no cio tak płaku płaku! .To dzisiaj.Tak.Spacerować? . to już nie było. Aż jednego ranka spróbowałem tych skurwli zażyć łup łup łupawszy łbem o ścianę.zaganiając do takich komór. które oglądam? Tylko że natyrlik. . że się uszarpawszy dostałem zastrzyk i normalnie odwieźli mnie tam jak zawsze. Już nie będą cię taszczyć na wózku. że mi tak robi.gdzie ten kurwa mój zastrzyk poranny? . Ale te skurwle wybladki w białych lejbach od razu do mnie z tasztukami i obierać te łzy. kiedy przyjdzie ta fifa ze strzykawką. Co w takoj raz może mi to sprawiać. Znów przyszło mi się bu-hu-huuu i ci doskoczyli raz dwa obcierać mi te łzy. jak nie filmy. te psiochy rozdzierane w tam i nazad ociekające krwią i z wrzaskiem o litość. Ale na ten raz nie miałem na kogo zdrucić. Aż jednego ranka zbudziwszy się i głotnąwszy na zawtrak jajka i tosta z dżemem i oczcń gorący czaj z mlekiem podumałem ja: Chyba to już niedługo. jak szturgają zapłakanych i błagających o litość Żydów . tak że raz na zawsze i nawsiegda będzie mi niedobrze.A dokąd? . o bracia moi. . Brzytwy mi nie pozwolono.pytam. Już nawierno idzie do końca. przygadując: . nie patrz taki zdziwiony. jak zobaczę byle co w ultra gwałt i kuku.Niu niu. tak. . aby strzykać we mnie ten szajs Ludovycka i co. o braciszkowie i jedyni drużkowie moi. . bo jak zwykle. Straszny to był dzień i użasny. co musiałem widzieć. Wlazł nareszcie jakiś pomagier w białym i powiada: .mówię . może miałbym jeszcze ostatnią szansę. No jazda. Odtąd już sobie radzisz sam. bo i zdumiony. .Ale . jak gdyby zbiorowa odmiana tego samego. żebym nie przepuścił ani jednej sztuczki z tego. te jakby osobiste figle na złość i razdraz. mówili.Na amen i raz na zawsze. i dostałem takiej przydumki: Kur kur kur kurwa. aż do izby tortur na horror. Apiać ten stary ultra gwałt i kuku.Więc musiałem założyć podom i tufle i przejść korytarzem w kinoteatr. tylko że kazali mi patrzeć.czy to mużyk. . tych Szkopów. gdybym się stąd zaraz wydostał? Ale nie miałem broni.odkazał mi jakby ułybając się.

Tylko marzę o tym. och. w sam środek ryła. żebyś to zrobił. Chrup chrup zrobił klucz w zamku. i był ze mnie najwyżej cień tego co za dawnych czasów. Chyba to zapalenie wyrostka. aż uchnęło.A ja wszystko co mogłem zrobić. Gdyby ten mużyk dłużej został.Co jest? O co się rozchodzi? Co tam w środku znów kombinujesz za łajdactwo? . aby mu fest przyłożyć w kark i w ten moment. tak mi niedobrze. bo umrę. to ja z kolegami zapewnimy ci nieustanny kop i łomot przez całą noc. w podomie już a nie w białym kitlu. gdy pchnął je na roścież i zaskoczony rozglądnął się za mną w świetle z korytarza. jakby pokazując na wolność. bracia. . naprawdę chcę.Po czym odkluk odkluk i powiało słodko zapowiedzią mojej wolności. to właśnie w ten moment rzuciła mi się mdłość do gardła. Wreszcie usłyszałem kroki na korytarzu i jakby mamrotanie i rozpoznałem głos tego w białym kitlu. .Och. co mi przynosił żarcie i niby doprowadzał mnie na te codzienne męczarnie. I zamachnął się ja z obu piach. wyrka i do drzwi. no nie? Człowiek. prędko.Na pomoc. Na pomoc. . przyczaiwszy się za drzwiami. że ciut nie tyle minęło. ale tak fest i na całość. co 56 . .I otrzepawszy sobie łapy szt szt jedna o drugą wyszedł. umieram . poniał odliczno.Zdarłem se gardło na sucho i chrypło. całkiem oklapłego i lejącego się. na pomoc. .jęknąłem. że lepiej wziąć po mordzie niż dać. Taak.Zapalenie wypicrdka . ty pętaku ze śmietnika wyjęty.Ty gnojku. Doktora doktora. bo tak do mnie bałaknął: . przysięgam.łamignaty w białych płaszczach stały i uważały. że jestem prawie od zawsze w tym zafajdanym lochu i że prawie zawsze już tam będę.I przypodniósł mnie za przód piżamy pod szyją. to przed koszmarnym a niesłusznym poczuciem. jak Boga kocham. Och. wyleź z tego wyrka i przyłóż mi. na wolności. uczy się całe życie.wychodzisz stąd. malutki nasz drużku. doktora. bracia.za wyciągnięcie mnie z łóżka.Jutro . boli mnie tak niewynosimo w boku. Błagam. koleżko. . można powiedzieć. Wydawało się. Ale i tak pozostałem bystry w ataku. o braciszkowie.Jeżeli coś kombinujesz. . . że jakbym za chwilę zdechł. . jakby z góry widząc go jak się wali sieknąwszy i aut aut aut i poczuwszy jak ta radocha mi buch i do góry w kiszkach.skazali mi wdrug nieożydno . jakby fala buchnęła i taki strach poczułem okropny. żebym nawet nie mógł zadrapać. A to były wsio taki dwa tygodnie i właśnie mi powiedzieli. Och.To znów lekcja. I on wyburczal: . i zamachnąwszy się prawą dogitarzył mi z piąchy. no i wziąłem się łomotać w nie fest horror szoł piąchą po nastojaszczy i wykrzykiwać: . 7 Nie dowierzałem.Ty bydlaku . jak mi powiedzieli.I zrobili ten stary kciuk. Daj mi w mordę.To powiedział . co ja wymyśliłem. Ledwie się dokarabkałem potykając do łóżka z tym argh argh argh i ten członio. to kto wie! a nuż bym nadstawił drugi policzek.obszczerzył się jadowicie. Oooooch. Już widziałem go. chłopczyno. To powstał ja z. . to leżeć i szlochać bu hu huuu. . A ja przed czym o braciszkowie uciekać raz dwa musiałem w sen.burknął ten flimon i ku mojej radości. Pazury na grabach mi obcięli i tak spiłowali króciutko. chociaż osłabili mnie. A później ten flimon w białym. . aut aut aut i raus. zanim się ktoś pokazał. umieram. No chodź. usłyszałem brzęk brzęk jego kluczy. czy jestem grzeczny malczyk i nie gwałtowny.

jak tylko życzylibyście sobie spotkać w majowy poranek. Co ja mówię: nie zmienił się? Ależ tak. jak to się odziewają doktorzy tak ważni. na prawą nogę i prztyka w kluf paznokciami. Jakaż to zmiana. rajtki z odlewką i pidżak. chytry i usłużny grymas lizusa. jak to zwykle. a potem za lewe ucho i zakręcił. wziął dorzucił: . A tam skąd rozdawało się kaszlu kaszlu i jakby ruszały się cienie ludzkie. Tego ranka mi oddali starą koszulę i bieliznę i wszystek ciuch z tamtej nocy. aż mnie zabolało jak diabli i łzy mi pociekły. czyje do góry podsunęli. obłudne zacieranie rączek. W drugi krąg światła wstąpił duży gromadny bych. Ale dość tych słów. proszę państwa. I zagabnąl mnie tak oczeń jechidno: .Ale czeka cię jeszcze jeden dzień.i obszczerzył się jechidno w gromkim uśmiechu. Potem światła zgasły i z otworów projekcyjnych zaświeciły jakby dwa punktowce. i mój but w sam raz horror szoł do kopania. Więzienie mu wpoiło ten fałszywy uśmieszek. ale nie w białych fartuchach. Reszty nie znałem. Doprowadził mnie nawet grzecznie w to samo miejsce. teraz pokazała się w głąb widownia z krzesłami. Przybył tu wprost po przespanej nocy i dobrym śniadaniu. staruch i tyle. że wszystko to niby o mnie.Za co mi to robisz? W życiu nie zrobiłem ci nie złego. no. proszę państwa. Doktor Branom stal sobie i tyle. Głośniej przemawia język faktów. ale od ciebie jedzie. jeden z nich wprost na Cierpiącego i Pokornego Autora Tych Słów. onże Minister Spraw Wewnętrznych czy Niewdzięcznych. A gdzie tam.mi przydziarmażył i krugom nosił mi tace z piszczą i jakby doprowadzał na te codzienne męki. Ten drewniak powiada: 57 .Ej. o braciszkowie. Byli też doktor Brodzki i doktor Branom. wyczyszczone. Podlazł do mnie i światło razem z nim. którego w życiu nie widziałem. ale tam się nużo zmieniło. tak że po chwili oba światła zlały się w jedną kałużę. Połuczyłem daże moją brzytew ulubioną do grdyk. Posłyszałem chichot i jak z widzów paru tak horror szoł po nastojaszczy obśmiało się ho ho ho. Ażem się na to umarszczył ze zdziwienia. życzliwego i skłonnego do uczynności. Teraz pokażemy już państwu sam obiekt. Proszę się uważnie przyglądać. Ryja miał jakby z sadła i wąsisko. czy na bok jak żaluzje albo firanki. co jej używałem w dawnych. Mnie kluf i obie stopy i ucho rozbolały jak z uma szedłszy i tak odezwałem się: . gdzie ujrzałem nawet znajome lica. chłopca tak wzorowego. Ciut odurzony tym całym gadaniem próbowałem sobie ułożyć w mózgu. Jest on. odprasowane. i pogłębiło już dawniej praktykowane. tylko w garnitur oderżnięci tak szczytowo. że by chcieli ubrać się w sam wierch mody. którego władze jakieś dwa lata temu skazały na bezowocną karę i który po dwóch latach się wcale nie zmienił. szczęśliwych czasach do figlów i do zrażania się. jakby gałką na radiu. że tego ranka znów pójdę. a wszystko świeżutkie i ślicznie uprane. których nie miał. jak widać. Spodziewałem się. ale ten pomagier w białym tylko się jakby obszczerzył i nic nie odezwał. w porównaniu z tym niebezpiecznym łotrzykiem.I jakby zatańczywszy nadepnął mi na lewą. Pokażemy więc fakty. Wpoiło mu inne jeszcze nałogi. Jutro wypuścimy go bez obawy z powrotem na świat. braciszku. nie będący pod wpływem żadnych środków farmakologicznych ani hipnozy. do kina w piżamie i tuflach i w podomie na wierzchu. ubierając się. naprawdę wspaniały. ty. Ty się nigdy nie myjesz? . Lat może trzydzieści. Na mój widok powiedział: . pełnosprawny i nieźle odżywiony. śmierdęga! Fu. a doktor Brodzki też stojąc wygłaszał do zebranych taki dokład jakby belferski. może czterdzieści a może pięćdziesiąt. Przed ekranem powiesili zasłony i nie było matowego szkła naprzeciwko pod otworami do projekcji.Aha. To dzień twego zwolnienia . i takie pasemka włosów przylepione do prawie łysej baszki. nie wiem. Był sam Naczalnik Wupy i ten świętojebliwy kapłon (co go nazywali bogusław) i Najgłówniejszy Ciurmak i ten ważniak elegant.

no. zafajdanych buciorów. prawda? Instynkt samozachowawczy i lęk przed cierpieniem fizycznym zmuszają go do tych groteskowych poniżeń. Doktor Brodzki zwrócił się do widowni: .zahurgotało niskie a bogato ustawione głosiszcze. a cała ta parszywa widownia ryknęła śmiechem. że ulega przymusowi zła.i prztyk prztyk mnie w nocha .Bo ja czniam na takich.I łup mnie po łapsku i brzytew upadła na podłogę. .A ten mi z gruba odkazał. bracie. Bu hu huuu. paradoksalnie.znów zakręcił o mało nie naderwawszy za bolące ucho . jak ten grzdyl.Dobrze. więc dobyłem ją i wręczam temu dziarmadze i mówię do niego: Proszę to wziąć. jak tylko fest go złapię grabami za kostki no i pizgnę skurwla na podłogę.Coś muszę dla pana zrobić. kiedy tak wykopyrtnął się bach trach i łubudu. Taki mały prezencik. kiedy wkluczył się doktor Brodzki: .. już całkiem w rozpaczy. nie znalazłem. .I ten francowaty członio jakby ukłonił się i precz wytańczył jak aktor. Czy są pytania? . że zdechnę. Więc ja znowu: .Tagda poniał ja. to aż nadto wystarczy. daj mi.Wetknij se te zafajdane kubany. Intencja zadania gwałtu natychmiast łączy się z przemożnymi doznaniami fizycznego dyskomfortu. co się przydziera do mnie i dosadza i krzywdzi. . ledwie moja graba sięgnęła do wewnętrznej kieszeni po brzytew. że muszę w try miga wysmyknąć brzytew. Nestety.W kwestii wyboru . Proszę to wziąć. . Ale ja zobaczywszy go na podłodze już poczułem ten ogarniający mnie koszmar. o braciszkowie. Ażeby mu zapobiec.A tak . że nie ściągnę jeszcze bólów i mdłości.Proszę.I znów tym zrogowaciałym grubym pazurem prztyk prztyk i prztyk w mój obolawszy kluf: i wzerwał się oczeń gromki śmiech jak gdyby radości z tych ciemnych miejsc. tylko zaszuraj.Nasz obiekt. ty mały skurwiołku. jak oczyma duszy ujrzałem. obiekt musi błyskawicznie przestawić swój odruch na jego diametralne przeciwieństwo. wierzcie mi albo całujta mnie w rzopsko. Ich nieszczerość rzuca się w oczy. A ten skurwel wziął i nie za mocno kopnął mnie w usto. . co mnie oskorbił. To nasz kapłon więzienny. 58 .i tak! . Nie jest już złoczyńcą. a światła zapaliły się na mnie. o braciszkowie. jak państwo widzicie. że muszę rychło co rychlej zmienić to. szczurzącego się w blasku i z buźką w prostokąt do bu-hu-hu.i apiać mi buciorem dup! w prawą stopę. więc dałem mu rękę. aby się wystawić jak najprzyjebniej temu flimonowi. byle powstrzymać te już już idące bóle i mdłości: . . aby przechwycić.Uaa uaa. więc pomacawszy się w karmanach. Nie zażyjesz mnie. . czy nie mam rakotworów albo monalizy i nic. upadłem na kolana i na kilometr wywiesiłem to czerwone chlipadło i już mało nie wylizawszy ja mu tych brudnych. I zrobiłem to: i przeżył po nastojaszczy zaskoczenie. i zobaczyłem. No to uwidziało mi się. już klękam i będę je lizał. co czuję do tego dziobanego mudaka. Więc mówię cały już mizglący i płaksiwie: .a tego nie lubisz? . . ale obawiam się że nie mam.Dałbym ci papierosa. . . On w istocie nie ma wyboru. żebym coś dla ciebie zrobił.masz tu jeszcze! . A jak ci się nie podoba. i z mety za tym obrazkiem już natyrlik dawaj ta mdłość i suchość i boleści.A ten dalej posuwa: . to zacznij.I ciągle macawszy się po karmanach znalazłem jedynie tę moją kosę do grdyk. wyje o litość i czerwo czerwona jucha cieknie mu z ryja. zanim ta koszmarna mdłość na ubijstwo buchnie i przemieni uciechę walki w poczucie. Właśnie chciał mi przyładować fest i po nastojaszczy w ryja. ulega przymusowi dobra przez to. A ja ciągnę. I nie jest również istotą zdolną do moralnego wyboru. To się popłacz. błagam. ty chamski łbie z robakami. Może buty oczyścić? Proszę. aby prędzej się pozbierał i on się podniósł.I braciszkowie moi.

braciszkowie.. Potem znowu rozpętała się gromka kłótnia i słyszałem. jaką raz w życiu może spodziewalibyście się. to już wiedziałem. Więc uwrzasnął się ja: . . My się zajmujemy tylko eliminacją przestępstw. aż u wrzasnąłem się: . Po czym doktor Brodzki wkluczył się z ułybką na całej mordzie: . . a szyję miał całą jak ukręconą z kabli doprowadzających siłę od głowy do ciała. To ich czegoś przymknęło na kilka minut. krugom na skrzyku: .I to wykrzykując. Grudziątka miała takie po nastojaszczy horror szoł i jakby sawsiem widoczne. daj mi rzucić jakby to moje serce do twych stóp i żebyś je podeptała. Wreszcie jeden bardzo chudoszczawy i stary chryk w typie profesora dźwignął się. Dokonałeś wyboru i wszystko to jest konsekwencją twego wyboru.Chciałbym w to wierzyć! . jakby sawsiem zapomniany przez tych na nic niepomnych bladych synów. jeden skierowany na Waszego Udręczonego Nieszczęśnika i Opowiadającego To Przyjaciela.Brawo . Cokolwiek z tego wyniknie. . posłałbym ci wszystek mój ciuch pod stopami. jak gdyby ten jakby milicjant kurwa co kapował zza rogu i teraz dawaj łaps i za frak. jak tu o niej pomyśleć inaczej. jakby w takim krążku światłości Boskiej i z nią cały ten szajs i zagwiaździocha. i tak przemówił: . bym ci go dał. z lekka bokiem się podawszy. a ja tylko stałem. że ta mdłość jakby się cofa. . uświadczyć.odezwał się ktoś. . . a tu raz i jak mnie strzeli ta mdłość.A ja! ja! ja! A co ze inną? Co ja tutaj mam do roboly? Czy jestem za jakieś zwierzę albo psa? .Po czym światła przygasły i znów się zapaliły punktowe reflektory.wciął się ten wysoki elegancki Minister .tak jakby uśmiechnął się doktor Brodzki.O najpiękniejsza. Gdyby teraz lał deszcz i ziemia była jakby szajsowata. najprześliczniejsza młoda dziuszka. co sprawiło.To ich ruszyło i zaczęli pyskować po nastojaszczy gromko i pizgać we mnie słowami. który uważano za wymarły już od średniowiecza. i pierwsze. chłopcze. braciszkowie. Nogi jak sam God Gospod aż w Niebiosach i tak szła.Mam być jak ta mechaniczna pomarańcza? . że niby Doskonała Miłość Usuwa Bojaźń i cały ten szajs i kochajmysie. Teraz obejrzymy sobie w działaniu pewien styl miłości. że poruszono tu zagadnienie miłości. że muszę w try miga przydumać.To subtelności .Nie masz się co uskarżać. jak furczy w po wietrzu słowo Miłość i jak sam bogusław drze się nie gorzej od innych. takie jakby niewinne.walką z koszmarnym przeludnieniem więzień. Nastąpiło mnóstwo bałachu i spierania się.Pozwól mi . w drugi zaś wkolysala się falą czy wężem. że użyłem tych słów. żeby ten brud i fekał nie tknął twych nóżek. co błysnęło mi w łebku. tak się jej z plecza obs obs obsuwała ta jubka. o braciszkowie moi.znów dałem 59 . krasna ty i przekrasna.Nas tu nie interesują motywacje ani wyższa etyka.I dało się widzieć. I podeszła do mnie z tym światłem. sam to wybrałeś. to że ruchnąłbym ją zaraz tu na podłogę i normalnie ryps wyps ryps wyps ją dziko w międzynoże i po nastojaszczy. A na to więzienny kapłon wykrzyknął: . że nie zajdzie tak wysoko w dziedzinie Religii Penitencjarnej jak się spodziewał. zanim cała boleść i suchość i okrutna mdłość pierdykną mnie tak horror szoł i po nastojaszczy.Nie wiem. a pomimo to liczko miała słodziutkie w ułybce i młodziutkie. że ci tylko stękało w kiszkach. czułem. o braciszkowie.Jak również . Jakbym tu miał róży kwiat. A jak do tego zajechało mnie tym wunder bar zapaszkiem jej perfum i zachciało mi się tej przydumki że uch i rujka stójka mi pod górę w kiszkach. Więc ja głośniej uwrzasnąłem się.Cieszę się. co jakby nieproszone tak mi przyszły do głowy. panowie. jak Naczalnik wbija mu spojrzenie jakby znaczące.

tak śpieszyli się wszyscy. ale odepchnąłem te mdłość pomyślawszy. Tylko czaju stakanczyk mi się udało głotnąć. ha? Takie pytanie zadawałem sobie. zdjęcia. . z małą sumką w ręku zawierającą te parę rzeczy osobistych i z paroma golcami w karmanie.cię ubóstwiać i być dla ciebie jakby za pomagiera i zastupnika na tym złym i jakże okrutnym świecie. w pokłon i tak jakby szurgając.i apiać buch na te stare kolana. Nareszcie ruchnąłem w łóżko i od razu.Istna radość u Aniołów Bożych. ażebym miał za co wstąpić na nową drogę życia.To co teraz. o braciszkowie. ha? Zjeść może gdzieś jakiś zawtrak.odezwał się gromko Minister Spraw Niewdzięcznych . mnie zrazu podumawszy o zabijaniu muchy poczuło się niemnożko mdłości. stojąc przed tym biatym budynkiem jakby przylepionym do starej Wupy.Będzie z niego dobry chrześcijanin! . .I rzeczywiście. No i stoję tak wczesnym rankiem z paroma golcami monalizy w lewym karmanie. Z tych drewniaków na widowni to niektórym ślepia o mało nie wylazły. o braciszkowie moi. które zafajdana Władza podarowała mi w szczodrości swojej.Resocjalizacja! zakrzyknął. . . jak tę muchę karmi się kusoczkami cukru i dba się o nią jakby o czyjegoś tiu tiu dziobanego zwierzaka i cały ten szajs. Ta Wupa znajdowała się w bardzo ponurej dzielnicy.Tu wpadło mi nareszcie to właściwe i padchadziaszcze słowo i zrazu poczuł się ja łuczsze. .Najważniejsze . ale na każdym kroku były takie 60 . tak po brudacku i obleśnie ślinili się do tej dziuszki.wykrzyknął doktor Brodzki . zbudzili mnie i każą wstawać jazda wynocha i damoj w dom. bo jak to powiedział. pobrzękuje nimi i zastanawiam się: .sprawdza się. ubrany w moje dawniejsze ciuchy sprzed dwóch lat w tym szarym blasku poranka. Część trzecia l . Za moment poczułem się durno i po szutniacku. pomyślałem. Reszta poprzedniego dnia była dopiero męcząca. bo ta dziobka ukłoniła się widowni z uśmiechem i jakby wytańcowała precz i ciut oklasków i światła się zapaliły. A on: . Niechaj nas Bóg ma w opiece. jakby to znów była taka zgrywa.O tak . żeby mnie wyszturgać na wolność. następnego ranka. bracia.właśnie taki! gotów nadstawić drugiego policzka! raczej da się ukrzyżować niżby sam kogoś ukrzyżował i do głębi serca się wstrząśnie na myśl choćby o zabiciu muchy. . jak się łamię i czołgam wobec ultra gwałtu i całe to upudlenie i niełowki szajs.się w skrzyk .To co teraz.Pozwól mi być twym do śmierci wiernym rycerzem! . te wywiady kręcone na taśmę dla dziennika ti wi. co mi je krugom cykali błysk błysk błysk no i te pokazy. tak mi się wydało. o braciszkowie moi. nic tego dnia rano nie zjadłszy.powiedział jakby wzdychnął kapłon więzienny .że to się sprawdza. ojni tu już nie chcą dłużej oglądać Piszącego Te Słowa nigdy za nic nikagda. jak wymówiłem: .

wydał mi się znajomy . za to z wielkimi grudziskami. ale żeby tak zaraz pracolić jak rabotny króliczek. przez to że policja jest lepiej opłacana i że ostrzej bierze się za chuliganów (czyli równych malczyków) i zboczeńców i włamywaczy i cały ten szajs. A pod moim foto napisano. Obok znalazłem nad i ponad zwyczaj pochwalny artykuł o Technice Ludovycka i jaki ten Rząd jest mądry i znów cały ten szajs. i włamywaczy i cały ten szajs. co się dzieje na świecie. wszedł jakiś malutki członio. o braciszkowie.a to był ten Minister . tylko do domu i radosna niespodzianka dla facia i macioszki: ich jedyny syn i spadkobierca powraca na łono rodziny. przestrzegający prawa. dobry obywatel i cały ten szajs. Ale czym Rząd się najbardziej chełpił. łachy zaś miał w kolorze starego psującego się budyniu porzeczkowego. jak według nich na ulicach za ostatnie sześć miesięcy zrobiło się dużo bezpieczniej dla milujacych-pokój-szwendających-się-po-nocy zwyczajnych ludków. Bardzo się jeden z drugim chwalbisz nadymał w tym bałachu. i niektórzy z tych ciamkających próbowali ją chapnąć za coś wydając hu hu hu! a ona he he he! aż mi się zbierało na wymiot. chap i wołk wołk wołk i drą się o jeszcze. pokręcony i brudny typ zwyrodnialca w grubych pinglach w stalowej oprawce z drutu. więc trafiłem do jednej. jak te wilki żarłoczne. o braciszkowie. wyleczony ze zbrodniczych skłonności przez dwa ubiegłe tygodnie i już wzorowy. jak to spodziewa się że teraz przyjdzie fajna przewoschodna i wolna od zbrodni epoka w której nie będziemy się już bać tchórzliwych napaści ze strony młodych zwyrodnialców i chuliganów. a w niej mnogo porannych rabitnyków siorbiących czaj i żwykających te aż strach popatrzeć kiełbaski i pajdy chleba. że on się przechwalił. . Aż wydałem: aaaaargh! i pizgnąłem ten żurnał o podłogę. że i te ciut światła zaćmiwszy. tak że przynajmniej ciut pokrył te ślady od rozchlapanego czaju i nacharkane spluwki obrzydliwe tych brudnych zwierzaków łażących do tej kafejki. że to nikt inny tylko ja ja ja. Coś mi wyglądało. Wygląd miałem oczeń ponury i spuknięty. ażeby to zjeść i wypić. że oto jest pierwszy absolwent (znaczy się wypustnik) z utworzonego dopiero co Państwowego Instytutu Resocjalizacji Osobników Kryminalnych. to jeszcze nie dla 61 . co teraz będę robił w życiu. z jedną żarówką na suficie tak upstrzoną przez muchy. Oficer Zwolnieniowy dał mi dzień wcześniej długą lisię zajęć. braciszkowie. i podzwonił w mojej sprawie do różnych tam. karzełek (znaczy się karypel) sprzedający poranne gazety.To co teraz. to tym. i zboczeńców. że wzrósł eksport i taka horror szoł polityka zagraniczna i świadczenia społeczne poprawiły się na balszoj i cały ten szajs. Zafajdana to była śmierdęga. aby dotychczasowy Rząd apiać znalazł się u koryta w zbliżających się Powszechnych Wyborach Narodowych. To zaciekawiło tak więcej niemnożko Niżej Podpisanego. nie. I apiać foto jakiegoś mużyka .Spraw Niewdzięcznych czy też Wewnętrznych. Kiedy ja się tym zajmowałem. które widno mają być za kilka tygodni. w izbuszce mojej małej ujutnej i posłucham sobie jakiejś muzyki co najfajniejszej i od razu przy tym pogłówkuję. że niby wsie wpychle i każden musi postarać się. Podawała im taka usmotruchana bogini na krzywych łapach. A na drugiej stronie gazety było zamazane zdjęcie kogoś jakby dobrze znajomego i pokazało się. Więc kupiłem żurnał z tą myślą. bo na pierwszej stronie żadnych nowin poza tym. I zaraz się wyciągnę na moim wyrku. za ostatni rok czy tak około. ha? To nie co innego teraz. czego ten Rząd nie zrobił. o braciszkowie. Ale poprosiłem o tosta dżem i czaj bardzo grzecznie tym wytwornym głosem i usiadłem w ciemnym kąciku. ale to przez te flesze krugom błysk błysk i pyk pyk pyk. o braciszkowie. o które się mogę starać. że należy się przygotowić do skoku z powrotem w normalne życie zobaczywszy.dla rabitnyków (to znaczy robolów) małe kafejki. Ten żurnał to była jakby szmata rządowa.

Co nie znaczy . Krugom taka cisza. że jak chcą. co? żeby znów im życie zamienić w piekło. żeby tyle wstydu nam przynieść! . którego w życiu nie widziałem. a oprócz nich jakiś trzeci członio. Więc ja do niego: .A ty co za jeden. kiedy ujrzałem. i wszedłem i widzę trzy pary zaskoczonych i ciut nie przelękłych ślepi wpatrzonych we mnie. Prawie bym się w głos obśmiał. Uważaj. kiedy wyjąłem z karmana swój kluczyk. chojaków albo innych narządów.Ty . gdzie już Blok Municypalny 18A jest niedaleko. a to byli faty i maty jedzący śniadanie. Więc ja zacząłem wyjaśniać.Może byś mi odpowiedział co nieco. Ten mużyk był w typie robola.powiadam. o braciszkowie moi.dobawil. to mogą zadzwonić i dowiedzieć się w mojej Wupie. gdyby nie to. duży i tęgi bych w samej koszuli i szelkach. a ten obcy siedział przez cały czas i spodełbił się na mnie. A potem wyjaśnisz. bracia. och och och! Och ty zły niedobry chlopcze.mnie. co my zrobimy? Zaraz przyjdzie policja.odkazała maty. Uwierzycie mi. jakby gotów mi przyładować z tej gromadnej byczej włochatej piąchy i faktycznie wbić mi ryja do środka. Uważaliśmy. jak u siebie. No i wróciłeś. znów poraziło mnie. mój chłopcze. Po wciśnięciu elektro knopki lift zjechał mi z pomrukiem i jak wsiadłem. Ef i em siedzieli jak skamieniawszy i widno. Zaskoczyła mnie też działająca winda. Należało zawiadomić nas. że przez ten razdraz już mi się zaczęło zbierać na wymiot. Co zrobiłeś i jak serce złamałeś twoim biednym. . bracie? Co tu robisz i jak długo zamierzasz? Nie spodobał mi się twój ton. że dała się w bu hu huuu.Więc uciekłeś z więzienia. że się pojawisz. jak ten mudak w latach na oko prawie identiko jak moi ef i em stara 62 . No wyjęzycz się. że serce mi waliło buch buch buch z podniecenia. ale to raz dwa. czego tu chciałeś. i grabki mi się zatrzęsły i wciąż dygotały. numer 10-8 jak zawsze. że kabina w środku zupełnie czysta. Najpierw małe spoko i pieredyszka. że jeszcze upłynie co najmniej pięć albo sześć lat. słucham. braciszki. siorbał czaj z mlekiem i żwy żwy żwykał sobie tostu i jajko śmajko.przemówił ten Joe. . Wyjdź i najpierw zapukaj. . Boże Boże Boże.aby nam nie było bardzo przyjemnie znów cię zobaczyć i to już na wolności.i wierzcie mi albo całujta mnie w rzopsko. bo już dla nich jestem bardziej syn niż lokator. że gazeta przychodzi dopiero. tak? Ale po moim trupie. jak tatata wyjdzie już do roboty. taki brzydziuga. Aż ojczyk mój się odezwał: . Lokator. a jak wszedłem do blokowej sieni. a wyrzekł to całkiem ponuro .Dlaczego się nie odzywa? Co tu się dzieje? . lat może trzydzieści albo czterdzieści. Wiem o tobie wszystko. teraz siedział rozdziawiwszy się na mnie i ani słowa nie wykrztusił. teraz przypomniałem sobie.A to kto jest? . i spokojnie sobie pomózgolić na wyrku przy dźwiękach muzyki przewybornej. Ale zebrałem się w sobie i wbiłem fest klucz do zamka. Och.Trochę to nas oszołomiło. owszem. umarszczony.I znów poleciała: . żadnych tam słów plugawych w balonikach z ust Godnych Pracowników i żadnych jaj. Co mnie poraziło. co by im dorysowali małysze z brudnej wyobraźni. I wjechałem na dziesiąte piętro i patrzę. tylko te gołoguze mużyki i psiochy od nagiej Godności Trudu. Ten obcy właśnie pierwszy się odezwał i tak do mnie powiada: . No to w basa do Centrum i stamtąd w innego basa do Kingsley Avenue. żebym ci ryja nie wcisnął.On tu mieszka. Aż macica się odezwała: . koleżko? Skąd masz klucz? Za drzwi.To jest Joe . że nie czytali gazety. zrozpaczonym rodzicom. bo jeszcze była zima i wczesny ranek. jakim to przed chwilą wyrzekłeś. to nikogo. odkluczyłem go przekręciwszy i rozpachnąłem. zanim cię wypuszczą. . to jak wszystko było odczyszczone. .Oj. synu. jak powiem.

aby mnie zatrzymać. Więc postarawszy się dla zdrowia umiar zachować i uśmiech przemówiłem: . to daję ci całe pięć długich minut na wypieprzenie całego twego barachła zafajdanego won z mojego pokoju.Więc to tak. więc przyszło się im wynająć kogoś.Pytaj się czy można. zanim odczytano jej testament. aby się wyniósł. o braciszkowie. rekompensata dla ofiar.Tak zwróciłem się do tego Joe. Joe pracuje tu na kontrakcie.zostały się bez opieki. nieprawda. A wasz synek to był straszny kłopot i nic poza tym. Żadnych flag i proporczyków na ścianach i ten mudak na ich miejsce pozawieszał zdjęcia bokserów. Przywykli wy mieć trochę spoko i przywykli brać ekstra te ciut kasabubu. jakby drużyna usadziła się grzeczniutko rączki założywszy i srebrna przed nimi tarcza.Wsio widno. prawda. jeszcze dwa lata i myśmy się z nirn umówili.Trochę był zawstydzony. okrutnie się użaliwszy nad sobą. że to w ogóle już nie moja izbuszka. Co wy w tej sytuacji.Wszystko to zabrała.Coś tu wyprawiało się parszywie i po brudacku .No i wtedy. wierzcie mi braciszkowie albo całujta mnie w rzopsko. Moje stereo znikło i szafa z płytami też. Musiałem usiąść. proponujecie? . ma robotę. policja. . Jak rozpachnąłem drzwi.A ci tylko patrzyli jak te ponuraki. serce mi upadło aż na dywan. a ten Joe się odezwał: . ubrania i w ogóle. . lico miała do imentu w krechy i mokre od łez. . że co byśmy nie zrobili w przyszłości. . .Zawrzyj no ten brudny tłusty loch.Ale koty . ty niewychowany mały świntuchu . a on był ciut za powolny.na co ja bystro mu się odgryzłem: . No.A gdzie moje własne osobiste barachło. ale baszka mnie rozbolała użasno i w pysku tak mi zaschło. Więc tylko się ułybnąłem i przytaknąłem jakby ze słowami: . w końcu facio mój się odezwał: . I o mało sam bym załamawszy się nie padł zalany łzami. chyba rozumiesz? tak po prostu wziąć i wyrzucić. I tu jest mój dom.Tak . maciocha się trochę trzęsła.Trzeba wszystko to rozważyć. . ale odpowiedział mi ojczyk: . synu. zanim usiądziesz. i mój skarbczyk zakluczony.powiadam. że musiałem bystro po ciąg z flaszki mleka na stole i ten Joe się odezwał: . Było mi już okrutnie ciężko nie pochorować się okropnie. a jedno zbiorowe. To znaczy. wiesz. Nie żyje.Przecież ona umarła. tak jakby rozpłakałem się. moi drodzy ef i em. teraz nie możemy żądać. A później zobaczyłem. 63 . . nie da się zaprzeczyć.wrzasnąłem.Ja muszę troszczyć się o was oboje.No dobrze. Ale ty nigdy się za bardzo nie troszczyłeś o prawo. Takie jest prawo. czego jeszcze brakuje. . synu. gdzie trzymałem spirtne i do ćpania maraset.i już brało mi się na mdłości. Nie możemy go.rzekł jakby pieczalno mój starzyk . i dwie czyste aż błyszczące strzykawki. żeby je karmił. Joe? A ten Joe na to: . co z nim ustroiłeś.I prygnąłem do tego pokoju. myśleliśmy. Tak to bywa.Wychowanie.A ja powiedziałem: . Joe zapłacił już za następny miesiąc. to się dało widzieć po ryju. Bo widzisz. Tak świnia robi. Więc policja sprzedała na opłacenie tej opieki wszystkie twoje rzeczy. .Bo widzisz. ty skur wy bladku? . że ty jeszcze długo posiedzisz i ten pokój będzie stał bez użytku. ty . synu. synu. bo jesteście dla mnie jak rodzony ojciec i matka. Bo te nowe przepisy.się jakby po synowsku opiekuńczym ramieniem otoczyć moją zapłakaną maciochę. synu. bo zobaczyłem. o braciszkowie moi. Joe? No bo widzisz. A mój tato na to: . to jest mój pokój.

Czy to byłoby sprawiedliwe i fer. braciszkowie.Symfonii. Nikt już nie chce mnie i nie kocha. .Teraz wiem. To znaczy Symfonia G-moll Numer Czterdziesty. uczynny. . Już idę . który zaszczycałem dając mu łaskawie zarobić. chłopczyna z kudłami na całych ślepkach symfonia. A niech idzie i wynajmie sobie gdzieś pokój.odrzekł mi Joe. żebym ja odszedł i powierzył was czułej trosce tego smarkatego potwora. więc ułybnąłem się 64 . i z wyglądu był ten co zawsze i jak wszedłem. zwany MELODIA. coś ty wyprawiał. a potem zwracam się do niego: . jakich posiadał. a sprzedawczyk sam prawie że nastolatek trzaskał kostkami u rąk i obśmiewał się jak z uma szedłszy.zrobił jeden z tańczących małolatów.znowu w więzieniu. aby raczył mnie zauważyć. o braciszkowie. i chciałem tylko jak najdalej być od wszystkiego i żebym już o niczym w ogóle nie potrzebował myśleć. co nigdy dla was nie był jak prawdziwy syn? Teraz się pobeczał. o braciszkowie. jak naprawdę pocierpisz.powiedziałem .powiedziałem . Czułem jak mnie ogarnia razdraz i musiałem się tego wystrzegać.Uuu . jak siedzieliśmy tu wieczorami w rodzinnym kółku przy tym stole i aż strach było tego słuchać. A ten sprzedawczyk zapytuje mnie: . jak źle postępował i że taki zepsuty chłopiec jak on nie zasłużył sobie na tak dobrą mamusię i tatusia. a maciocha robiła tylko bu hu huuu! z mordą wykrzywioną i hadką na wygląd. . jakby donikąd. 2 Szagałem ja braciszkowie ulicą. spodziewałem się że będzie tam stary Andy. ale wszystko to lipa i udawanie. W tej starej kochanej Wupie. a ten Joe znowu ją objął.Chciałbym znaleźć się . Pewnie! pewnie! . porzuciwszy ich na pastwę tej okrutnej winy.Dlaczego mi to akurat przyszło do łba. bo dzień suka zimowy. Skoczyłem w bas do Centrum i cofnąłem się na Taylor Place i oto mój butik z nagraniami. u którego dawniej kupowałem tak mnogo płyt. ale przyszło. Cierpiałem ja i cierpiałem i cierpiałem i wszyscy pragną. dziękuję. . . Niech się nauczy. A wy miejcie to na sumieniu. Poszukam sobie własnej drogi.A czego czterdziesty.Ty innym kazałeś cierpieć . . odziany w ten dawniejszy ciuch nocny. Nieraz to mnie omal że nie zemdliło. poklepywał i robił w kółko no no no całkiem po duracku.i nie zobaczycie mnie więcej.Sprawiedliwie będzie. nie wiem. . abym jeszcze pocierpiał. Więc ja przystąpiłem i czekam.odezwałem się wstając i wciąż cały jakby zapłakany. tylko skrzyk i wrzask nastolatek (czyli małolatów i małolatek) osłuchujących jakieś nowe pop chłam piosneczki koszmarne i do tego tańczących.Nie traktuj tego w ten sposób . jak sprawy się przedstawiają.Chciałbym usłyszeć na płycie Mozarta Nr 40. A ja do drzwi potykając się i wyszedłem. ludzie się wytrzeszczali na niego jak szedłem i do tego trzęsło mnie.W porządku . A nie rym cym cymfonia? On szuka bim bam bonii. przyjacielu? Więc odparłem: . ten łysy i bardzo chudoszczawy. A tam śladu nie zostało po Andym. Dowiedziałem się o wszystkim. malutki drewniak.odezwał się ojczyk.

na stole puste szkło i chciało mi się płakać i czułem. W tej sumce z rzeczami osobistymi. żeby nie dopadły mnie bóle i mdłości tylko że na śmierć zabyłem o czymś.ciuch i płyć. ażebym przy każdej muzyce. prawie jak ślepy. tak i nie mogący być po nastojaszczy z brązu ani z kamienia. przyjacielu. co przejął interes po Andym. bo nie za horror szoł zamiatało się tam. bo jeszcze rano. I to właśnie. co kiedykolwiek było zrobione albo i pomyślane. Zrobił się tak przeogromny. bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. że na wsio jedyna odpowiedź to śmierć. przez jezdnię i za róg do starej mołoczni Pod Krową. co chcesz kupić. i tam usiadłszy na pluszowym krześle dopiero siorb i siorb. Zaniosłem to duże mleko z dobawką do jednego z małych boksów naokoło. a wszystko w bardzo jasnym blasku z dołu i z wierchu tak samo. gdzie ja się słaniałem. czego mi teraz nużno.i zrobiło mi się tak horror szoł jak w niebie. i jakby morze napływało na wszystko. . to ja coś ci tam puszczę. nazwisko. mózg. to poczułem. brodate i z wielkimi ogromnymi skrzydłami pomachującymi jakby na wietrze. w ogóle wszystko . tylko Praską . Jak wszystko już wysączyłem. Ta gromada posągów to God Gospod i Wsie Aniołowie Jego i Święci. i tłum figur zobaczył ja bardzo bardzo bardzo daleko i jakby je ktoś posuwał bliżej bliżej bliżej. A wszystko dlatego. To widzenie wdrug rzuciło się w srebro i zaraz kolory. dostawał tych bólów i mdłości.I poczułem. Wygląd miał też dziwny. Wypadłem z butiku przy gromkim rechocie tych nastolątek i jak sprzedawczyk wykrzykiwał za mną: . Jakbym słyszał siebie wydającego takie czudackie odgłosy i słowa w rodzaju: . a za barem stał jakiś nieznajomy. ale cała ta mołocznia Pod Krową i cała ulica to był on i całe miasto. Ale jak zakazałem: . a oczy ich czyli głazy ruchome i znaczy się żywi. Te gromadne figury jakby najeżdżały na mnie coraz bliżej i bliżej aż tak blisko. Wlazłem ja do malutkiego pudełka. byle co mu z półki wpadło pod rękę . braciszkowie moi. każdy odgrodzony własna zasłonką. aż oczy musiałem przyszczurzyć. że wsio mnie odeszło .widno złapał tego Mozarta. A potem cały świat i całe w ogóle wszystko.ten z wychudłym i ledwo co wygolonym ryjem od razu wiedział.do tego szczyla. jakby chcieli powiedzieć. że w tych filmach z ultra kuku była podłożona muzyka. i do całego tłumu fikających i drących się małolatów. Wiedziałem ja. ale nie Mozarta Czterdziestą. jakich nikt i nigdy jeszcze nie widział. że mój czas jeszcze nie nadszedł ale mam dalej próbować i wszystko się jakby obszczerzyło i w rechot i zawaliło się i ciepłe ogromne światło osunęło się jakby w ziąb i byłem apiać tu gdzie przedtem.Duże białe i coś . braciszkowie.liiiii. Najbardziej mi zapadł ten potworny film o Nazich z finałem Piątej Symfonii Beethovena. Lokal był prawie że pusiy. co też powinienem pamiętać i teraz już chciało mi się normalnie zdechnąć. że już nie tylko ta przegródka. wszystko jak brąz oczeń świecące.Ale nie zwracałem uwagi na nic i polazłem potykając się. ognisty. bracia. zupełnie jakbym oglądał albo chciał popelnić gwałt. Mianowicie że ci kurwa weteryniarze tak urządzili.Mały drogumarły ty jałowiało gni tych nie wróżnyciuch i cały ten szajs. która daje mi się wołnować. o braciszkowie.Ej ej ej! . prawda. to należy zrobić! sprawa stała się dla mnie jasna.i na to poczułbym się już po nastojaszczy razdraz i miałbym się pilnować. że coś zaczyna się dziać. miałem swoją brzytew do grdyk. bo ukrasili go w czerwone ryczące krówska. Miałem ślepka jakby wlepione w taki malu malutki na podłodze kusoczek sreberka z paczki rakotworów.Wejdź do tej kabinki. jakby zaraz mnie chciały zgnieść i usłyszałem swój głos: . tylko nie wiedziałem jak. a ten mi nastawia płytę. Ten strzępek srebra zaczął rosnąć i rosnąć i rosnąć i był taki jaśniejący. ale od razu mi się zrobiło bardzo niedobrze jak 65 . gdzie można przesłuchać nagrania. A ten członio powiada: . A tu się zrobił koszmar z cudownego Mozarta. Potem rozdał się hałas jakby się kruszyło i obruszało i God Gospod i Jego Aniołowie i Święci jakby zatrząchali nade mną głowami.

co uwidziałem ja na tym wielkim zegarze w Centrum i znaczy się. potem znowu za róg i tam już mieści się Publo Biblotcka.Cśśś . żeby tak po tytule mi pasowała. to znalazłbym w jakiejś knidze najlepszy sposób na bezbolesne załatwienie się.powiadam. . co za jeden. że to stare mleczko z dobawką dało mi być dłużej na trypie niż myślałem. A ten pierwszy mudak powiada: . ale wydawało się już bardzo dawno) i pokusztykałem do krzesła ją poczytać. niektórzy spali. ef i em i ten szajso francowaty Joe ten doskakiewicz i również doktor Brodzki. i podszedłem do półki z różnymi tam encyklo i te pe. Przecież ty wszystko masz przed sobą. Przedstawiłem sobie. No i ten zafajdany Rząd przechwalający się. Więc odstawiłem ją i wydostałem tę gromadną knigę. Knigi razrez i razbros. na Boga. wyczytując ze smutkiem. wreszcie tknęło mnie i trochę wzdrygnęło jak przypomniałem sobie że po to. no tak.Aha . Znów nie gwałtu chciałem. Może jakbym zaszedł. Ale znalazłem tylko. jakaś o medycynie.odkazałem gorzko. około lat sześciu. wrzeszcząc jak z uma szedłszy do wsiech próchniaków krugom pod ścianami przy gazetach i do tych. synu? Masz jakiś kłopot? . Mam cię. Sztuczne zęby tak horror szoł chrupały pod butem. i dzieliło się na dwie części: jedna do pożyczania książek i druga do czytania.Ten czytacz żurnału znów zasyczał: Cśśś . że lepiej pryskać stąd gdzie rak w trawie piszczy. Owszem. i doktor Branom. .Co się stało. wszystkie o krystalografii. Jaki co ma kształt. po co przyszedłem. Od chuja było tych knig. co wiecie. ty młody zbrodniarzu. o braciszkowie. o braciszkowie moi. Czytający obok mnie próchniak zaszumiał: . jak Boga kocham. A on tak po nastojaszczy i gromko: . około drugiej. Ale ten stary mudak już się zerwał. Więc o mało się nie popłakałem i jeden taki bardzo stary i złachmaniony mudak z naprzeciwka zapytał: . ty świnio. tylko rysunki albo zdjęcia jakichś odrażających ran i chorób. i też się poczułem niedobrze. Właśnie to niósł wtedy z bibloteki. albo siedzieli przy stołach przeglądając te żurnały lub tylko udając. w życiu nie zapomnę.nie podnosząc oczu znad jakiegoś tam durackiego żurnała. synu. Z początku już nie pamiętawszy. czy tam zajrzałem od czasu jak był ze mnie oczeń oczeń malutki malczyk. Więc myk ja na ten ziąb i było już po południu. . Już mi się zrobiło widno. to ją wyciągnąłem i jak zajrzałem. Mnóstwo ich albo sterczało przy stoiskach z gazetami po całej sali. aby znaleźć bezbolesny sposób na wyciągnięcie kopyt.Chcę skończyć ze sobą .Ja nigdy nie zapominam kształtu. Jego zdarte łachy. ale czegoś. Pomyślałem. jak się rąbie siedemdziesiąt razy po siedem i jak mnóstwo tych Żydów przeklina i grzmoci jeden drugiego. co nowego. w którym były tylko narysowane jakby takie gromadne sztuczki geometryczne. aż o mało bym się nie porzygał. pomyślałem sobie. tak zwaną Biblię. ot co. jak nie żyję i jak wszyscy tego będą żałować.Krystalografia.Jesteś na to za młody. I paszoł ja po Marghanita Road i skręciwszy w Boothby Avenue. ale żadnej. Coś mi to przypomniało. podumawszy sobie czy mi nie ulży jak wtedy co ją czytałem w starej Wupie (nie takiej znów starej. ażebym tak łagodnie zapadł w sen i żeby to był koniec Niżej Podpisanego i dla wszystkich koniec wszelkich kłopotów. . i ten Minister Wewnętrzny Niewdzięczny i w ogóle wszyscy oni. To jest bardzo starychowskie miejsce i wątpię. to nic. siąkając i bekając i pod nosem do siebie mamrocząc i przewracając kartki.pomyślałem że zadaję nią ś-ś-siach po samym sobie i ścieka czerwo czerwona krew moja własna.Jak sztuczny cyc. pełna gazet i żurnałów ilustrowanych i tego jakby smrodu niemytego starych drewniaków ich próchna ich woni tego fetorku ciał w nędzy i zgrzybiałości.tym razem podnosząc oczy i coś dla nas obu zaskoczyło. . do tej Publo Bibloteki za rogiem.Już mam dosyć. a paru to nawet gromko chrapało. co 66 . Życie mi dało w kość.

Bo dla nich to chyba wczoraj. jakby to się wczoraj hapnęło. jak wiecie. zrogowaciałymi pazurkami. braciszkowie. ale te starychowskie łapska.Co tu się dzieje? Przestać mi natychmiast! Tu jest czytelnia. Mamy go w ręku.Nie wypuszczać go! My go nauczymy co znaczy ukarany. Teraz już te chryki się strasznie usapały i czułem. braciszkowie.Ale to było przeszło dwa lata temu.Każdy ma prawo do własnych poglądów. Moja krew i jęki śmieszyły ich. A ja bałem się zrobić absolutnie cokolwiek. Ukarany.przemówił jeden stary typ jakby żołnierza. że mógłbym w życiu coś takiego uczynić: . Więc ja uwrzasnąłem się. właśnie ten bydlak! . Aż pojawił się biblotekarz. o mało nie zabił biednego Jacka. tak po dziewięćdziesiąt lat każdy.I wierzcie mi albo to drugie. . . . . Bardzo panów przepraszam. . Więc on powiedział: . ten zbrodniarz. a nasz kryształowy pogromszczyk był ciągle najpierwszy. stratować go. To właśnie on z kolegami pobili mnie i skopali i zmasakrowali. proszę dzwonić. Obdarli mnie do naga i wyrwali mi zęby. ładując mi szturg i szturg nieprzerywno. . aby żywy nie uszedł. nie był znów obdarty całkiem do naga.Zatłuc go. o co chodzi. co? . . fakt że i tak odbywa się gwałt wprawił mnie w takie nastrojenie że ten atak mój wygląda jakby zza rogu i tylko patrzy. a mnie jakby zemdliło od woni tej starości zaśmiardłej i chorób wszelakich. proszę mnie ratować od tych starych wariatów. taki młodszy.Ale nawet nie zwrócili uwagi. co poniszczył książki o krystalografii. W tym czasie zostałem ukarany. Pognali mnie kopniakami do domu. ale z drugiej strony.jest moje zdjęcie. i krzyknął: . . że dałbym jednego prztyka i wszyscy by się przewrócili. już nigdy. co mnie dzierżały.Mamy go . a nie myślałem.w gazetach . Można się wykończyć setką aspiryn. Dostałem nauczkę. I teraz już całe morze śmierdzących i śliniących się brudnych próchniaków usiłowało jakby dobrać się do mnie tymi wątłymi grabkami i starymi. zionącej od tych na wpół zdechłych mudaków.Biedny stary Jack. taki weteran.Tu pomiędzy nami.Był w tym jakiś wariacki ton i odgłos. A potem inne chryki przykusztykały od gazet. że ten biblotekarz się wcale nie pali do udziału w drace i do wybawiania mnie od furii szału i z pazurów tego próchniactwa: wziął i umknął do swojej dyżurki czy gdzie tam był telefon. powiadasz? .odpowiedziałem.Dobrze! dobrze! .skrzyczał. . Ale ten od krystalografii wrzasnął: . zgiełcząc i dysząc na mnie. wybić mu zęby! . .Tak tak tak jest. nigdzie nie do odkupienia. bo już lepiej dostawać taki wycisk niż poczuć się do wymiotu i ten okropny ból. ale kilku tych starych grzdyli. to on. Ten od krystalografii dobrał się już do mnie i zaczął mi ładować w ryja takie drobne i słabiutkie szturganka. w takim razie dzwonię na policję. Przyuważyłem. Łapcie go. gołego i bez przytomności.Takich się powinno wytępić.To jest wzorowy okaz tych bestialskich i tchórzliwych młodziaków! . Krzyknąłem: .Ukarany. więc ja pytałem się wyrwać i uciec. rozumie się. Coś miał jeszcze na tej płyci. jakby ten chryk był po nastojaszczy z uma szedłszy. Wykrzykiwali takie rzeczy jak: . Aspiryna! no właśnie.kimali nad żurnałami przy stołach.i cały ten szajs: i już było mi jasne. aby też od siebie dołożyć Niżej Podpisanemu. Jak to hałaśliwe robactwo. . Już muszę iść. Tylko popatrzcie się o tam . złapało się za mnie tymi trzęsącymi starymi grabkami. . były mocniejsze niż się spodziewałem.To ta świnia jadowita. tę świnię młodocianą. bardzo cierpliwie. tego mordercę. ot co. o braciszkowie. Ze starej apteki. czy już nie wyprygnąć i dawaj na całego. takie rzadkie. To starość dorwała się do młodości.Była to niezupełnie prawda. A niektórzy z nich powtarzali: . ale ja pozwalałem.Dobrze.i tak dalej.ryczał.I zacząłem się wycofywać z tej meliny z uma szedłszych próchniaków. żeby mnie trzymały te 67 .

.Nie. że na pewno ich kiedyś widziałem. Tyle czasu nie widu. mój prastary wróg. kto to. tylko wydał mi się bardzo młody jak na milicyjniaka.Dobrze już. co doszli do wieku zatrudnienia.i stary Jołop dał się w rechot. Więc jakby zdrętwiały i coraz gorzej drętwiejący apiać i baczniej przyjrzał ja się temu no no no proszącemu. . chłopcze. . 3 Byłem tak jakby zamroczony. jak starychowskie zdyszane głosy dają mi po twojamaci takimi słowami jak: . Starszy powiedział: . Po czym ktoś podciął mi nogi. obśmiewając się jak z uma szedłszy.No no no no no no no proszę. Nie mogłem tego przeskoczyć. 68 . Nie wierzę. co nie było trudne. Zajęcie w sam raz dla dwóch takich. Policja.No już. że nie wolno urządzać rozruchów i naruszać Państwowego Spokoju. . Jołop. wy łotrzyki niedobre. aby się im wyrwać.To być nie może.No i zagonili tych sapiących i zadyszanych i mało nie konających mścicieli przedpotopowych z powrotem do czytelni.Widzisz na własne ślipka . mundur i hełm (znaczy się szłom) nie pozwalały dobrze zobaczyć. rozumie się. żeby dorwać się do Waszego Przyjaciela i Niżej Podpisanego. przy czym pokrzykiwali: .Wreszcie dostałem raz tak po nastojaszczy boleśnie w kluf że powiedziałem sobie o kurwa kurwa! i roztworzyłem oczy i targnąłem. Tego co mnie podnosił i mówił: . chuligan. o braciszkowie. wiem usłyszałem już młode głosy w krzyku: . Wyrwało mi się: . . braciszkowie. Przecież to mały Alex.Chu chu chu.Niemożliwe . Kogo ja widzę.Na i na.Byłem jak odurzony. łubudu! leżę na podłodze i oni mnie kopią. macie.i wiedziałem.zgrzybiałe grabki. i lu przedarłem się z krzykiem do takiej sieni przed czytelnią. Po czym na drugiego łypnąłem i co do tej mordy. jaka to dla nich uciecha i radocha. . o mój drużku. ty świnio. wy. ale tamci dwaj tak wyglądali od pleców.Jesteście za młodzi . braciszkowie.A co. łobuz. obszczerzonej i głupawej. i nie widziałem za dobrze.prawie przy frontowych drzwiach Publo Biblo to wcale nie znalem. dobrze . .upierałem się. znosiłem te wątłe poszturgiwania w lico i słyszałem. dysząc jakby już mieli powyzdychać. a te szpony zwierzęce aż się im trzęsły. . zabić go i tyle. Nie bierze się takich malczyków do gliniarstwa.Ty smarkaty bydlaku.Byli . morderca.Dużo za młodzi. dobrze. niespodzianka? . spokój! . Więc to faktycznie stary szmałojowaty Billyboy. Jak leci? . A ten drugi to. obecnie zaś gliniarz w mundurze i szłomie i z batem do utrzymywania porządku. który tak horror szoł zapamiętałem: . niegdyś mój drug i także samo wróg tego zatłuszczonego capa Billyboya. ale musiałem tych szpików już na pewno gdzieś spotkać.obszczerzył się Billyboy. . dało się poznać. . że przyjechało gliniarstwo. spokój. chociaż lico i glos były mi doskonale znane. To was nauczy. wy niegrzeczne chłopaki. nie było wątpliwości. i spojrzeli na mnie. Siekli tych francowalych staruchów takimi małymi pejczykami siuch i siuch i siuch.wkluczył się stary policjant Jołop. a potem się obrócili.Żadnych zachwostek i bez cudów. z zamkniętymi głazami.rzekłem. Ale ci starzy mściciele nic tylko za mną.

. Opowiadano mi.zgodził się Jołop. ach tak.odkazał mi Jołop tak oczeń miło i jakby z ubolewaniem.odkazałem. odezwał się do młodszego niż on gliniarczyka. I znów się odwrócił do przodu.odkazał mi Jołop.I jak mi przydziarmażył w kluf. No i właśnie jesteśmy.Chyba większy będzie pożytek. oczywiście. wtenczas.Ciągle taki z ciebie jołop.Nikagda i ani krzty zaufania .Jak to? . . takich prędkich w miganiu brzytwą. jak z nim pójdziemy na skrót. z którym obaj raz pofiglowaliśmy za dawnych czasów. Ale prawo każe nam coś z tym zrobić.odbałaknąłem ciut zło i jechidno.powtórzyłem. Mówi że to doskonały sposób. . A poza tym nie mów na mnie Jołop. Znowu te jego sztuczki. Nie był już po prawdzie taki tłusty. . . . wiecznie to samo. rozmazując tę juchę łapskiem. .Szef nam czytał. za to poniosłem karę.powiada Jołop. że po tak długim czasie .Byli za młodzi. Po czym Billyboy. Nie warto wpuszczać się w karauł i cala tę rutynę. co go nie umiałem przeskoczyć.Ale trochę się jednak pamięta kiwał raz po raz głową Billyboy. . Nie jesteście po ich stronie i nie możecie.spytałem nie wierząc własnym uszom. ale jakże bezludno i pięknie.I złapali mnie w taki fest uchwyt i poniekąd wywlekli z Publo Bibloleki. . . . że sam nie przeczytasz. Chłopcy to chłopcy i tyle. Ty zwłaszcza nie możesz. . . . . gdzie wszystko zimowe nagie i bezlistne.Masz recht. ażeby wpychle w mieście za dużo widzieli z naszych karalnych skrótów. To ustroił taki jeden chryk.Tu przyuważyłem. Bo ulice po różnemu utrzymywać należy w czystości.Co za kwacz? Po prostu nie chwytam. . .Czytali nam o tym . Rex. aż cała ta jucha czerwo czerwona puściła się kap kap kap. Teraz już byli my na okrainach miasta. co mnie dalsze a nieprzerywno dzierżał.Jakbym sobie przypominał to imię. Czego narobiłem w przeszłości.Już tak horror szoł tych czasów nie pamiętam.Przecież to oni rzucili się na mnie.naprawdę nie mogłem. Dawne czasy to umarłe i przeszłe czasy. a ja nie mogłem się pozbyć wpieczatlenia. mamy obowiązek utrzymać w karbach.Wciąż nie mogę uwierzyć . . . i tego już nie chwyciłem: .ciągnę. co stało się z Petem? I żałosna to sprawa z Żorżykiem .Tak ze mną nie idzie rozmawiać.powiedział Billyboy. próbując opanować rosnący we wnętrzu strach: . . że faktycznie to żart i że Jołop siejczas że i tak zdejmie szłom ze łba i zrobi chu chu chu chu. A ty przecie od nas byłeś najmłodszy. i teraz po tak długim czasie próbował się na mnie ciut i po niemnożku odegrać. młody mój drużku.A dokąd my jedziemy? Billyboy odwrócił się z przedniego siedzenia i odkazał mi: . Jołop. Ale nie zrobił.Jeszcze nie ciemno.A stary Pietia. Zawsze mi przychodziło z wami sam na samo gwałt i adzinoko. . Poszturgali mnie i wpichnęli na tył glinowozu. Odezwałem się. że wyjeżdżamy z miasta. braciszkowie. Wyleczono mnie. Rzucił się na bezbronnych starców i oni działali w obronie własnej. my je znamy na pamięć.Małych a niegrzecznych malczyków. Wobec tego pytam się ich: . ten poli mili cyjniak Billyboy. . Przed budynkiem czekał glinowóz i za szafiora był ten co go wołali Rex. po 69 .Tu będzie w sam raz .Och nieee .stwierdziłem z goryczą.Nu pagadi . Mała przejażdżka na wieś. To nie jest horror szoł. choć ty. Pete . Było i już nie jest. mój drużku.Czytali .Pete. ich nie możesz pamiętać. przynajmniej nie zawsze. Mów do mnie panie konstablu. braciszku? .

Nigdzie żywej duszy. Szedłem ja przez mrok i nie w stronę miasta. taki lodowaty. gdzie by świeciło się. . Więcej nie mogłem. Tam było napisane DOMCIU. ani domu. bo je zdjęli. Cały ociekałem tym lodowatym deszczem. odezwał się: . braciszkowie. tylko tam. Nikt się nie zjawił.Nic wielkiego. drużku. zapalił i odjechali do miasta. a Jołop dał normalnie swój szutniacki rechot.Myślę. że to by było na tyle. i dopiero dało się słyszeć. jak ich doruszyłem jęzorem czyli chlipadłem. I na całej płyci byłem obity. i furkot jakiejś maszyny rolniczej w oddaleniu. 4 Do domciu.Zobaczymy się znów przy okazji. bujny mój przepych zamienił się w mokry szajsowaty i rozczochrany kołtun przylepiony do czaszki. ale może wsie (niby że wszystkie) wsie mają ten sam wygląd. a deszcz zamieniał się w lód. Alex . Tu domki stały.Wyskakuj. i faktycznie do DOMCIU trafiłem. Mój były drug i mój były wróg machali na pożegnanie. mniejsza o to. Zmrok robił się już zupełny. a i wtedy niewiele. cały ryj miałem na pewno w siniakach i krwiakach. Skoro już napisano DOMCIU. że od rana już nic nie jadłem. Żeby dojrzeć. Alex bojku . a kilka zębów kiwało się luzem.odezwał się Billyboy. do domciu tęskniłem. palił ryjka i czytał se małą książeczkę. ludzkiej ani zwierzęcej. Wreszcie Billyboy albo Jołop.prostu wiocha i tylko łyse drzewa i kiedy niekiedy gdzieś jakiś ćwierk.I dali mi na pożegnanie każdy jeszcze po razie w mordę i wykopyrtnąłem się i tak już zostałem na trawie. bo wyglądały pieczalno i raczej wzruszająco. Żadnych ludzi nie było widać. I znalazłem się jakby we wsi. Był ziąb ale ja nie czułem zimna. a żołądek mi cały czas burczał grrrr przez to. A co mi robili. tak że rozdziawiałem co chwila pysk na zimny deszcz. a potem deszcz rozpadał się. a następnie wsiedli do samochodu. Oni zasuwali a ten szafior tylko siedział za kółkiem. . jak to normalnie w środku zimy. 70 . co wydała mi się znajoma. skąd było słychać ten szum jakby maszyny rolniczej. i dojrzałem nazwę połyskującą na furtce. A ci otrzepali łapska i założyli z powrotem szłomy na łeb i kurtki. Taka sobie wersja skrócona. więc postukałem troszkę dłużej i mocniej. sawsiem sam na samo gwałt i adzinoko. a całkiem na końcu wsi taka malutka dacza. tam znów jakaś pijalnia. Szafior doczytał stronę do końca i schował książkę. co tam Billyboy i Jołop robią Niżej Podpisanemu. obolały i bardzo spragniony. A ja leżałem podziargany i zeszmacony. miał wkluczone światełko.rozkazał Jołop. Dokąd ja mam iśćf nie mający domu i w karmanach ledwie parę kopiejek? Popłakawszy sobie bu hu hu huuu wstałem jakoś i poszagałem. zwłaszcza po ciemku. o braciszkowie moi. w każdym razie tak jakby sapanie i du du du łomot na tle furkoczących maszyn rolniczych i ćwir ćwir ćwirkania w gołych (czyli łysych) gałęziach. A ci przez cały czas pracowali nade mną. W samochodzie pokazywał się pod lampką dymek oddechu i ten tam gliniarczyk spokojniutko przewracał sobie kartki. Po jakimś czasie dopiero mnie rozbolało. Nie zwracał uwagi. . a nuż ktoś mi tutaj pomoże? Otworzył ja furtkę i jakby ślizgnąwszy się po ścieżce. zapukałem cicho i błagalnie do drzwi. nie uważasz? . nie umiem powiedzieć. o braciszkowie. więc moje łachy to już był nie szczyt mody. do domciu. Tylko my we czterech.

I powiedział: . a później muszę ci trochę opatrzyć te rany. choć obolały i gdzie nie doruszyć tam bolesny. jeść. i teraz już dokładnie go sobie przypomniałem.wyjaśniłem. czterdzieści. tak ze trzydzieści. I chyba wypatrzył mi w głazach te stare łzy.Dużo lepiej mi . a także bardzo stare znoszone tufle. tak życzliwie.Och .powiedziałem. błagam pana o coś do picia i czy mógłbym się zagrzać przy ogniu. Było po prostu wunder bar tak siedzieć w ciepełku. a to było naprawdę horror szoł jako przebranie. żebym ja sam fundował innym pomoc i życzliwość. i bulelka PRIMA SAUCE i za moment podał wielkolepną jajko śmajkownicę z kusocz-kami szynki. w sam raz gdzie trzeba.stęknąłem .Czy i jak zdołam się odwdzięczyć? . i zachwat w maskach. w takim razie zesłała cię tu 71 . Te okrutne dziobane wybladki w tym zafajdanym białym domu tak mi zrobili. bo teraz potrzebuję pomocy i życzliwości. gdzie jestem i dlaczego DOMCIU na tej furtce pokazało mi się takie znajome.Ta koszmarna policja. I poczułem się.Policja . że fifa tu żadna nie mieszka.Wejdź .Chyba wiem. wejdź i niech ci się przyjrzę. a on już naszykował w kuchni stół. Więc potykając się wszedłem i nie było żadne udawactwo dla sfingu. Tagda otworzyły się drzwi na roścież i zobaczyłem w środku jakby ciepły blask i płomienie po trzask trzaskujące. Napuszczę ci wannę. o braciszkowie. . pięćdziesiąt i miał pingle na klufie. . . a on przyniósł dla mnie piżamę i na wierzch podom. do tego rozpękające się kiełbaski no i wielkie gromadne kubasy gorącego i słodkiego czaju z mlekiem. O braciszkowie moi. kiedy ty będziesz się kąpał. Boże ci dopomóż.Ofiara nowoczesności. .Kolejna ofiara . a potem opatrzył mi te rany na pysku.zaprosił ten członio . którą przygotuję. Ten poczciwy chryk objął mnie za plecza i wciągnął do pokoju z tym ogniem i natyrlik od razu wiedział ja. O jej jej. a na nim widelce i noże i fajny. że to mi utkwiło. dobrze . . Czy nie twoje zdjęcie było dziś rano w gazetach? Czy nieszczęsna ofiara tej okrutnej nowej techniki to właśnie ty? Bo jeżeli tak.zagaił ten członio powracając. bo mi powiedział: . że ten członio to pisarz. Policjanci pobili mnie i porzucili na drodze. jeżeli ktokolwiek zechce je przyjąć. żebym umarł.Teraz weź gorącą kąpiel. bo w tamte dni beztroskie ja i moi tak zwani drużkowie zawsze wykonywaliśmy co większe draki.A jeżeli tak i się nie mylę. . Przyniosę ci tego łyskacza. Zszedłem na dół i patrzę. biedna ofiaro. że wkrótce poczuję się lepiej. taki był dobry.I obejrzał ze współczuciem mój łeb i ryj. Aż dziwne. Potem drzwi się uchyliły i głos męski zapytał: . . .a ja ci przyniosę łyskacza z gorącą wodą. naprawdę zeszmacony byłem i wykończony.No już dobrze. że jestem bardzo zgłodniawszy i po jajecznicy przyszło mi się pożerać jedną po drugiej pajdy chleba z masłem i dżemem truskawkowym z gromadnego dużego słoja. wygrzane przy ogniu. A później wszystko mi opowiesz przy dobrej gorącej kolacji. On zaś mnie natyrlik nie mógł zapamiętać. o mało bym się popłakał. .kimkolwiek jesteś.Proszę się częstować . No tak: MECHANICZNA POMARAŃCZA. kominek i parę krzeseł i jakoś dało się widzieć.Usiądź przy ogniu .proszę mi pomóc. Ale nie mogę się zdradzić. W każdym razie poszedłem i wziąłem tę gorącą kąpiel.że ktoś zaszagał do drzwi.poklepując mnie serdecznie po pleczu. .zagaił . . . przyjacielu. Rozejrzałem się po tej udobnej małej izbuszce. Och. to trafiłeś. łomot i figle. kim jesteś . i okazało się.powiedział i tak jakby wzdychnął. gromadny bochen chleba. Wręczył mi ten gorący i ożywczy stakan do wypicia i od razu poczułem się lepiej. że siejczas konieczna mi jest pomoc i życzliwość: i przymusili mnie.I poszedł. On był nieduży w średnim wieku. ktoś cię naprawdę pobił. Patrzyłem ja na tego czlonia i on patrzył się na mnie.powiedział. Teraz były tu ciut nie same książki. braciszkowie. Na stole pisząca maszynka i mnóstwo jakby skotłowanej bumagi no i przypomniałem sobie.Tak? o co chodzi? .

tu się znalazłeś. jaki akceptuje zbiorowość.wszystko teraz musi być nie przyjemności źródłem. a łokcie u swetra miał całe w dżemie truskawkowym z talerzyka. ale słyszałem. że umarła. Muzyka i stosunek płciowy . . bracia. . A może słyszałeś o mnie? Musiałem bardzo uważać. będący też ofiarą innego rodzaju. skoro to chrześcijanin? No przemówił. tak zwaną technikę Ludovycka.wsio . zrobić użytek. starając się mnie wyrzucić. słowo daję.No no no. aby wypróbować na mnie tę nową sztuczkę.Ooo . .To znaczy ksiądz kapelan więzienny.To samo powiedział kapłon . to znaczy damy. Kiedy skończyłem. tak powiedział? Oczywiście. ~ . Więc oskarżono mnie o spowodowanie jej śmierci. żebym się włamał do domu jednej starej psiochy.Ale ich podstawowy grzech to sama intencja. nosił do zlewu. Moi tak zwani przyjaciele namówili mnie. . Nic złego nie miałem na myśli. proszę pana.Słyszałem coś o Mechanicznej pomarańczy. .Teraz mi opowiedz o sobie. chociaż i tak byłem gotów wyjść po dobrej woli. Najpierw torturowany w więzieniu.Nie ty pierwszy się tu pojawiasz w takim stanie . Zdarzył się taki chłopięcy i głupi wybryk. No i wyraźnie to widać: cała ta kwestia uwarunkowań ubocznych. No bo musiał. . mów dalej. nachylając się do mnie pożądliwie. co pyszni się stosowaniem przymusu i represji. Skazany jesteś na postępowanie według stereotypu. a jak.Chętnie to pozmywam. Ale to naprawdę opatrznościowe. raz po raz kiwając i robiąc hm hm hm zbierał ze stołu talerze i całe to barachło. .odrzekłem pokornie . Nie czytałem jej.Policja lubi przywlekać ofiary swe na okrainy tej wsi. a tłuszcz na talerzach zastygał stygł i zastygł. staremu sercu. ale ukarano cię całkiem po drakońsku. braciszkowie. . wycierając ten sam talerz co dziesięć minut temu . chociaż japsko miałem rozpachnięte i gotowe odpowiadać na jego pytania. No i wsadzono. Mógłbyś przyczynić się do wyrzucenia na zbity pysk tego bezczelnego Rządu. .Niedużo jest do powiedzenia . mój biedny biedny chłopcze. aż para zaczęła pyrkać.Odebrano ci możność wyboru.powiedział.powiedział i ryj mu pojaśniał jak słońce w ognistej chwale poranka. Nie jesteś wolny od grzechu. . .literatura i sztuka . . to nie tytuł do chwały dla jakiegokolwiek bądź rządu! chyba dla takiego.Tak jest.Opowiedz mi o tym . aby dalej mogła cię torturować policja.A potem wybrał mnie ten Minister Spraw Niewdzięcznych czy też Wewnętrznych. że ty. jakby taka maszynka zdolna wyłącznie do czynienia dobra.Mówiąc to krugom wycierał ten sam talerz.Ani słowa nie zdołałem wtrącić. proszę pana . tylko męczarni. Szczerze ci współczuję.Opatrzność. Człowiek niezdolny wybierać to już nie człowiek. proszę pana. . . Odrzekłem: . . biedaku .odkazał i tak odkręcił kran. 72 . wciąż. Słuchał aż mu się uszy trzęsły.Aha. a raczej zmusili.Ty sobie odpocznij. Ja powiedziałem: .Oni zawsze chapną za dużo . Więc wszystko mu opowiedziałem .odrzekłem. . .zakrzyknął.wszyściutko . kopcąc jego rakotwora z korkowym filtrem.braciszkowie moi. patrzałki świeciły i usto przyotwierało. do więzienia. Niestety ona tak w kość dała swemu poczciwemu.wobec tego jutro zaprosimy tu parę osób na spotkanie z tobą.szanowny panie. jak sądzę. Zmieniać porządnego młodzieńca w jakiś nakręcany mechanizm.wciąłem się.wyjaśnił. Chyba da się z ciebie. Przerobili cię na coś innego niż istota ludzka. mój biedaku. wstał od stołu. jakby w zamyśleniu wycierając talerz. potem wyrzucony z niego. który ja odsunąłem na bok.

że obecnie wszystkie wpychle (znaczy się ludzie) przerabiani są na maszyny i że tak naprawdę wszyscy oni. krugom ach! i och! i podobny szajs. ale nie marznąc. Wydała mi się napisana jakby w takim bezumnym stylu.Proszę pana. który ten God czy Gospod niby posadził.Rozumiesz. ściskał w nich ścierkę .Przygotowałem ci pokój gościnny. a jesteśmy dlatego. Alexander tak po nastojaszczy nie z uma 73 . Ofiara nowoczesności. Musiałem się bardzo przełamać. Tak tak tak. Nie podobał mi się cały ten szum i bełkot. że temu Godu czy Gospodu chce się pić i właśnie nami ugaszać swe pragnienie miłości. już zaczęło mi się zbierać na wymiot i baszka mnie rozbolała.Więc powiedziałem: . o czym to jest. aż mnie zawoła na zawtrak.Bo naisto chciałem się dowiedzieć. że my wszyscy jakby rośniemy na takim drzewie życia (on to nazwał) i w sadzie życia.Och . który był jego. . czy ten F. morda mi zupełnie pobladła i on musiał to widzieć. ale zaraz wróciło i poczułem się ujutno.rzekł takim bardzo gromkim i rozgoryczonym głosem. aż mi się znowu przypomniało i ciut jakby zemdliło. i odstawił go.Jeszcze mi nie za dobrze idą . o braciszkowie. On to widział. pan wyciera wciąż ten sam talerz. . w sąsiednim pokoju. więc polazłem do sąsiedniego pokoju. aby nadal tu mieszkać.tam. Dopiero po chwili wspomniało mi się. to musiało być dla ciebie straszne. jak to u mnie zawsze. jego zakonnicę.Tak. Alexander uważał. i samego siebie przy tej robocie. on też jest Alex. Nie przeżyła szoku. 5 Tej nocy spało mi się naprawdę horror szoł. gdzie jestem. bo tam było wszędzie ogrzane) i tak się nie mogłem połapać. bo czułem. odeszła . jakby pierwszy raz w życiu ujrzał ten talerz. w której musi być jego nazwisko. . którą bardzo dobrze zapamiętałem. tak jakby na kręgosłupie. bezpiecznie. takie duże foto w powiększeniu. tak samo jak ona. Ale kiedy się tak wylegiwałem. jak on to naścibolił. Biedna moja dziewczynka. ale ona by sobie życzyła. Biedny mój biedny chłopcze. i z dołu dochodził bardzo krasiwy zapach jakby śniadanka smażącego się. czekając. I pokartkowawszy w niej (stojąc w jego piżamie i boso. abym pozostał tu. żebym tylko mógł pisać. ty i on i ja i całujta mnie w rzopsko. . braciszkowie. Zgadzam się z panem co do tego chwalenia się. ale jakby coś z niej wynikało. co działo się tej odległej nocy. Alexander. Biedna moja biedna dziewczynka. to chyba to. pomyślałem. Wszystko to robiła moja żona. a mnie zapewniała spokój.spytałem.wyjaśnił . jak się nazywa ten opiekuńczy i jakby macierzyński członio. czy jakiś podobny szajs. co z tą jego zakonną. . żadnego tam drzymu. napisane było nazwisko F. God Gospod. i zastanowiłem się. a na zawtra było jasno i wziął przymrozek. . to jakby w naturze rośli tak jakby owoce. Została brutalnie zgwałcona i pobita. jak mi odchodzi z ryja cała czerwo czerwona krew. W mojej sypialce nic więcej nie było jak to wyrko i krzesło i lampa. Ten rząd to chyba się głównie przechwala. przyszedł mi ten błysk że powinienem wiedzieć. . i tam na ścianie zobaczyłem tę żonę. więc ruszyłem po cichu boso na poszukiwanie tej Mechanicznej pomarańczy. umarła. ciepło.zrobił. Stało się to w tym domu grabki mu się trzęsły.Zobaczyłem to wszystko wyraźnie.Pańska żona? . o braciszkowie. I zdaje się ten F. . Ale było też kilka półek z książkami no i tak jak myślałem znalazła się ta Mechaniczna pomarańcza i z boku.te zajęcia domowe.Czy odeszła od pana? . gdzie ciągle się unosi jej wonne wspomnienie.

. jak pan mówi. jak będziemy tu mieli pełny system rządów totalitarnych. Ty go podpiszesz. Tylko dzwoniłem do różnych ludzi.Pisze pan jakąś nową książkę? . wygłaszając na całe gardło: . od zlewu do spiżarki.spytał.Nie. co ty. jak podlazłem do drzwi wstawiać tę starą gadkę i z prośbą. co wypłacą za ten. . . i to mordercza.nic.Ty . czy mogę zadzwonić po doktora. .Czy chcą. kiedy wygarniałem to jajko i przez moment nie uważałem. brutalnych zbirów do policji.dzisiaj rano.wyrwało mi się. . Ludzie.spytałem.Wstał od jedzenia i zaczął chodzić tam i nazad po kuchni. a wdrug przekręciło mu się od śmierci jego zakonnicy? Ale zawołał mnie z dołu głosem całkiem normalnego mudaka.spytałem.Troszkę się uspokoił. . a ja znów zastanowiłem się. jeśli wolno spytać. biedna ofiaro? Czy teraz już sam Rząd będzie rozstrzygał. co jest zbrodnią a co nie jest. . ale od razu stał się znów cały miły i przyjacielski i też łyżeczkował to jajko śmajko. ale do jajka nie wrócił. nagle czujny jak ten bystry zwierzak. Napisałem artykuł . Bo nadajesz się jako broń. Bronić wielkich tradycji naszej wolności.odkazał i siedli my przyjemnie po drużeski do stołu przy tym trach trach trach jajek i chrum chrup-chrup chrup tostów z czarnego chlebka.Wszystko to już widzieliśmy .Tyle długich słów. artykuł? To znaczy dlaczego jest pan taki napalony. .Zdawało mi się. które miał szmucyk i oczeń szajsowate od rakotworów: . pomyślałem. czy on widzi. I tak sobie wpieprzając powiedział: . biedaku. radosnym i lib lib kochającym i cały ten szajs. Rząd najbardziej ze wszystkiego chełpi się tym. żeby ich synowie tym się stali. 74 .odkazał. Łypnął na mnie tak bardzo uważnie. . ciągłe z tym błyskiem obłędu .A co pan będzie miał z tego? To znaczy oprócz monalizy.I zastanowiłem się. które twoja sprawa mogłaby zainteresować. że pan nie ma telefonu . jakie ci wyrządzili. i wypruwał życie i kiszki i wolę każdemu. . To wdrażanie prowadzących do ubezwłasnowolnienia i wymózgłowienia technik asocjacyjnych.nic . bracia. a czaj z mlekiem ogromnym stał obok w tych porannych dużych wielkich kubasach.A co ja mam do tego? .Nie nie.Już prawie dziesiąta.Ktoś z nas musi walczyć.Znów przyjrzał mi się uważnie nad parującym jajkiem. . . i ten wariacki błysk w oku. a ona mi odkazała. jak w ubiegłych miesiącach poradził sobie z przestępczością.jesteś żywym świadectwem tych szatańskich pomysłów. w walce o to żeby obecny zły i nikczemny Rząd nie obronił się w nadchodzących wyborach. że nie mam telefonu? . kto by nie podzielał opinii Rządu? . . co też on zapamiętał z początku tej odległej nocy.powitał mnie.Ale długo spałeś . zwyczajni ludzie muszą dowiedzieć się i zrozumieć.szedłszy. co mówię.odkazałem . Ja pracuję od wielu godzin. przeciw temu Rządowi? Chwycił się za brzeg stołu i odkazał mi.Skąd ci przyszło do głowy. zgrzytając kaflami.ciągnął .w innych krajach. jajcząc sobie i chrupiąc tosta. Ten klin od wąskiego końca wbijany i coraz szerszy. że w domu nic ma telefonu. .O ho ho. kiedy ty spałeś.Dlaczego? . . teraz nie o to chodzi . więc Pokorny Sługa Wasz i Niżej Tu Podpisany wziął i zszedł na dół. braciszkowie. jaką rolę odegrałem w jego życiu? Podjął: Ta rekrutacja młodocianych. zatrzymawszy w ręku łyżeczkę z jajkiem.oznajmił .Dzwoniłem do różnych osób. Ukaże się z twoim litość budzącym zdjęciem jutro albo pojutrze. wyławiając ugotowane jajka i spod gryla wyciągnąwszy czarnego tosta. .A nic . Ani się obejrzymy. takie wyliczenie krzywd. Spytałem: .

Potem władowali się do pokoju tu gdzie ogień prygał na kominku i kniga i artykuł o moich cierpieniach i zrobili ooooo! na mój widok. jakby to nie przydumało mu się do łba i w ogóle co za porównanie z Wolnością i całym tym szajsem! i wyglądał na zaskoczonego tym. biedaku.A on przyjrzał mi się na to bardzo uważnie i zagabnął: . mój chłopcze. Wszyscy mi się tak horror szoł przyjrzawszy i chyba nie posiadali się z radości. prędki w ruchach i roztaczający woń perfum. . w ciężkiej oprawce.rozumie się .powiadam tak się mówi po nastolacku. że jak czytałem. to aż mi się robiło po nastojaszczy żal tego bidnego malczyka jak opowiada co wycierpiał i jak to Rząd go własnej woli pozbawił i jak wszyscy powinni zrobić z tym szlus żeby taki niecharoszy i podły Rząd już nikagda bolsze nimi nie rządził: i rozumie się w końcu dotarło do mnie. tam staram się ją wytępić.dobrze . proszę pana. Już otwieram. przeczytasz sobie. . okrągły i tłusty członio w pinglach.P.to właśnie oni.Doskonale . Czego się nie robi dla sprawy.Przekrasne i horror szoł. Na pewno coś da się wymyślić. a ja zostałem się w tym pożyczonym ciuchu nocnym i tuflach czekając. przecież mówię.A co ja będę z tego miał? Czy wyleczą mnie z tego. Zwyczajnym ludziom nie zależy na niej. to co napisał. Zjedz to śniadanie i chodź. jedz. No i trzeci z nich D. Drugi był Coś Tam Coś Tam Rubinstein. Dolin tak zagaił: . da Silva. bardzo wysoki.Tu złapał widelec. braciszkowie moi. Był to malutki. grubych. u drzwi się rozdało ding dong ding dong. . Jeden był Z. Była ich trójka i F. . Dlatego trzeba im dostarczać bodźca! bodźca! . Alex podał mi ich nazwiska. Alexander zatrudniał się w kuchni z posudą. o braciszkowie.powiadam.Dobrze .Jedz sobie. co widzą. o braciszkowie. co napisałem. taki wytworny.co? Ten chłopak to znakomity chwyt . Co najwyżej . aż cały się pogiął. a skądże. tego bałachu. jakby to było samolubne. 75 . że dostaje świra. Poszedł ich wpuścić i w przedpokoju zrobił się szum i takie huhuhu gadu gadu i cześ cześ co za pogoda i co słychać.No . to taka bardzo długa i płaksiwa kobyła. No cóż.może podziałać. A ja zapytałem: . biedna ofiaro współczesnego świata . Nazwy stronnictw i partii są niczym. Po czym rzekł oczeń spoko i po drużeski: Najedz się.krzyknął i pokazał się wycierając łapy . że ty jesteś żywym świadectwem. że ja chciałbym też coś dla siebie. i pizgnął nim o podłogę.i było jak na balszoj oczewidno.Więc on poszedł do kuchni zmywać po zawtraku. I to jajko moje tak samo zjedz. Wsie malczyki używają. proszę pana? Przyjrzał mi się. ty nieszczęsna ofiaro. B. Gotowi są sprzedać wolność za spokojniejsze życie.Nie jestem po niczyjej stronie. jaki jestem? Czy będę mógł znowu słuchać Symfonii z chórami żeby mnie przy tym nie rwało do wymiotu? Czy będę mógł prowadzić normalne życie? Co ze mną będzie. Pierwszy Z. A potem rzekł: Och. bo własnych planów nie miałem.Co? . kulturalny i głos miał dżentelmena. Wielkolepno iżeś panie mój to napisawszy. Kiedy wielki F. aby zrobili ze mną to co mają zrobić. co powiedziałem. bardzo stary i z brodą jakby udziuganą w jajku.jak gdyby dotąd nie słuchał. .Och . Gdziekolwiek ujrzę nikczemność. że ten bidny a cierpiący malczyszka to nikt inny tylko Wasz Pokorny N.gdyby tak miał wygląd jeszcze gorszy i tak na żywego trupa. o braciszkowie. bo to zaraz pójdzie w Tygodniowej Fanfarze pod twoim nazwiskiem. . . Dolin i ciągle chr chr chr i kasłu kasłu nie wyjmując peta z mordy i rzęziło w tym członiu i kopcił obsypując się z przodu popiołem i grabkami strzepując go sobie z łachów jakby nie cierpiawszy i w nerwach. Tradycja wolności jest wszystkim. i dziabnął nim kilka razy w ścianę.

a nie z takimi. Tak na kogoś mówili.tak .zrobił Z. czym byłem? Tego chcę! i to właśnie chcę wiedzieć! Chrr chrr . oj. obszczerzając się jak z uma szedłszy.zrobiłbym to.Ale to się nie może zdarzyć. ani jołop dla was.bałaknąłem już koło schodów .Prawie zdawało mi się . Trzeba mi na to uważać. Ale ten Z. chłopcze.wymówił F.I zadumał się tak jakby zmarszczywszy brew.już . Tylko musisz poczekać.Co mnie traktujecie jak rzecz do użycia! Nie jestem durak. . . Mamy cię. . . Ogromnie to nam pomoże. Postawi się na zrujnowane życie.żebym znów był normalny i zdrów jak za dawnych czasów! i miał ciut niemnożko ubawu z prawdziwymi kumplami. Tego wymaga od nas Przyszłość i Nasza Sprawa. jak pragnę Boga mego jedynego. Na pewno. i nie wypuścimy tak łatwo. Z tym wiąże się oczywiście prasa. .I pokazał wszystkie trzydzieści i coś tam kafli. A na razie zajmiemy się tobą. .Męczennik dla wielkiej sprawy Wolności powiedział.Co tu jest grane.rzekł jakby z namysłem F. Torturowany w więzieniu.Bo już było mi po nastojaszczy pilno wydostać się stąd. wyrzucony z domu przez własnych rodziców i tego ich nadętego brudasa lokatora.Ja tylko zabiorę ciuchy . Musimy pomóc temu biedakowi. da Silva głaszcząc go po klatce jak pieska się uspakaja. . a w głazach jak z uma szedłszy.Jezu Chryste . Dolin kasłu kasłu.Dziwne. że Partia ci okaże wdzięczność. . Alexandra. drużkowie? Przecz to za pomyśluch gwoli bratu swemu się wam telepie? Tu nagie wchlupotał się F.spytałem.O nie. . . .gdyby to ja bym go rozdarł. B. Jołop. przyjacielu. Paniatno? . braciszkowie. .to znaczy ubranie i pójdę sobie sam na samo gwałt i adzinoko. Bo w razie . Mnie zaś D. da Silva tak odpowiedział: . ale muszę sam troszczyć się o własne życie i koniec. Pójdziesz z nami. nie. o braciszkowie moi. jak będziemy cię pokazywali na wiecach. Aż wykrzyknąłem: . Musimy rozpalić w nich serca.Nie ponrawił mi się ten wyraz w ślepiach F. przez co wygląd miał ciut po niemnożku jak inostraniec.Nie spodobał mi się ten żywy trup. żeby iść na górę po swoje ciuchy i zmywać się stąd. B. .Wszystko to już minęło. .Przekonasz się. panie Boże dopomóż. wszystkim panom tu jestem bardzo wdzięczny. Alexander.Ja chcę tylko jednego wrzasnąłem . Na pewno musieliśmy się gdzieś spotkać. a ja nie jestem ani jakiś tam zwyczajny. wy głupie skurwle. .Chodzi głównie o spotkania publiczne. Znaczy się.Jołop .E? . co tylko nazywa się że drużkowie.Co ma to tego Jołop? Co pan wie o Jołopie? I wyrwało mi się: . . Gdy to wszystko już dobiegnie końca.Och. tak . 76 . To byli zupełnie inni ludzie.I zaczął mnie głaskać po lewej grabie jak duraka. dziwne. więc siepnąłem: . Dolin powiedział: . Poszedłem do drzwi. chciałem powiedzieć.No już .Nikt jeszcze nie powiedział. spotka cię mała i bardzo korzystna niespodzianka. jaką z tego ja będę miał korzyść. Głupie to są jakieś zwyczajne przystupniki. Więc ja na to: . Alexander: . żebyście mnie robili w konia. bardzo białych na tle ciemnego lica.Tu włączył się Rubinstein: . zlinczowany przez gromadę staruchów i mało nie zabity przez gliniarzy! co ze mną będzie? . Na dwoje bym go rozłupał i rozpruł. Alexander pokazując te zafajdane kafle.powiedział D. jak ten rodzaj głosu mi w coś trafia. a po nastojaszczy to zdrajcy! Czy to potraficie zrobić? Czy ktoś może mnie przywrócić do tego.Masz odegrać swą rolę i o tym pamiętaj.Jołop.

Była to symfonia. no to stałem i tyle.Aż chuć i poczucie gwałtu mnie ogarnęło i poczułem się zaraz niedobrze. .Jak sobie chcecie. że zapłaciłem za wszystko. a D. co mi się przytrafiły .odezwał się Rubinstein tym starym głosem. i do żyliszcza takiego jak wszystkie żyliszcza we wszystkich blokach tego miasta.Czym albo kim był ten Jołop? . Dolin chrr kasłu kasłu. B. Zbudziłem się usłyszawszy muzykę za ścianą. Malu malu malutkie.Aha . ale i za tych skur wy bladych synów.Było .Więc ubieraj się i ruszamy.W porządku . God Gospod sam najlepiej wie. Przestało mi się podobać to jakby spojrzenie w głazach F. . którzy nazywali się moimi kumplami. .różnych ludzi. . Pokażemy się znów trochę później.Trochę się położę skazałem. bardzo huczny i gwałtowny utwór. i winda.powiedział Z.Bo teraz chciałem już tylko wydostać się z tego DOMCIU. jedna bywalnia (czyli stoło żyło roboło co by nie było) i w niej stół calutki w knigach i bumagach i atrament i butle i tym podobny szajs. No i zostawili mnie. jakich spotkałem w rzygole i Wupie i różności. . któremu by można zaufać. wysiadamy. I we łbie leciały mi różne obrazki . A na razie znajdź sobie jakieś zajęcie. . da Silva i pokazał wsie trzydzieści zębów jak nie więcej. co przyszło mi się znieść ostatnio. sam na samo gwałt i adzinoko cicho i spoko. zobaczysz. da Silva. Nie można dopuścić. .Zapłaciłem ja na to. po drugiej Z. po nastojaszczy gromko. aby mnie apiać złapać za łapsko. A połóż się.wkluczył się Rubinstein. Rubinstein siedział mi po jednej stronie. szczególnie w pierwszej części.odkaszlał się Z. .Wiesz chyba. Poszli zająć się swoimi sprawami. .Chodź. . 77 . braciszkowie. Dolin i zakaszlał. jakie ma być teraz moje życie. żeby to dalej poszło. . niespokojny duchu. Alexandra. i jak raz ona wytargała mnie z tej troszeczki snu. . .Wszystko będzie dobrze. da Silva prowadził do miasta i pod blok w pobliżu mojego bloku czyli rodzinnego żyliszcza. . mianowicie Symfonia Nr 3 tego duńskiego flimona. Bo macie mnie w ręku. chłopcze.oznajmił D.jeszcze jedno. . którą znałem horror szoł i prawie na pamięć. co się przebudziło w udręczonej pamięci naszego przyjaciela F.Rozgość się. Alexandra. Tylko bierzmy się do tego i kończyć. a ja leżałem na wyrku. . Jedzenie znajdziesz w tej szafce. Tak po prostu leżałem skopawszy but ze stóp i rozluźniwszy halsztuk.? . co nazywa się Otto Skadelig. Alexandra i mogłem tylko powiedzieć: . co mam na myśli. dwie sypialki. B.wciąż mamrotał z cicha F. Mamy coś do zrobienia. To błysnęło mi już. braciszkowie. o braciszkowie. . . Czy aby nie . co to pewnie polityka i cały ten szajs.No to weszliśmy i w holu na ścianie znowu nabazgrane coś z tej Godności Trudu. że pora walczyć. braciszkowie. braciszkowie. . na górę. A później dostrzegłem ten jakby szał czy obłęd w ślepiach F.Tu będzie twój dom .Znalazłem się na górze w try miga i byłem ubrany w niecałe dwie sekundy. aż mu się czubek rakotwora wetknięty w mordę rozżarzył czerwono jak małe palenisko. Piżama w szufladzie.zgodził się D.i jak w całym przeogromnym świecie niet ani jednego człowieka.Wszystko to.Hę? .W porządku . A następnie z tymi trzema na dwór i w gablo. Aleksander.I bystro podszedł. do imentu oszołomiony i bez pojęcia. czy nie ty . Dolin chrr kaslu kasłu . Nie tylko za siebie. to było prze u żasne i kropne. Odpoczywaj. ale jej nie słyszałem od lat. Po czym zadrzemałem. ale na myśl o walce już zechciało mi się upaść i rzygnąć. chłopcze .Jołop jołop jołop .Zostawiamy cię tu. B.Tu się wprowadzasz. Widziałeś. .spytałem nie sawsiem zrozumiawszy.? Chciałem powiedzieć.

to w ostatniej chwili poniał ja. zlituj się nade mną! . aż mi się film urwał.Żegnaj. a potem Jołop i Billyboy przebrani za gliniarzy. co ja mam robić? . i niech ci God Gospod przebaczy to zmarnowane życie! . braciszkowie. Aż wepchnąłem sobie małe palce tak po nastojaszczy w głąb uszu. Bo zobaczył ja słowo ŚMIERĆ na okładce takiej broszurki. skrzyczeć i wrzeszcząc. co napisałem.zawyłem do samego siebie i bu hu hu. Aż dostałem prydumki. chociaż oni ŚMIERĆ zapowiadali tylko RZĄDOWI. a zdumione i porażone mordy wybałuszały się na mnie z góry. starając się jakoś odgrodzić od muzyki i stękając aż jakby z głębi kiszek. o braciszkowie. aby przestali. wyciągnąć kopyta. Podszedłem i wyjrzałem pionowo w dół na samochody i basy i przechodniów. to nie. o braciszkowie. a potem na kupie knig i bumagi i tym podobnego szajsu na tym stole w bywalni zobaczyłem. Waliłem w ten mur aż kostki zrobiły mi się całe z krwi czerwo czerwonej i skóry w strzępach. tak bardzo kochający się w muzyce. co muszę zrobić i co chciałem zrobić. Okno w pokoju. że muszę od niej uciec. prysnąć raz i nawsiegda z tego parszywego i wrednego świata. ale muzyka nie ucichła. Wziąłem się znów ryczeć i wrzeszczeć. jakby naumyślnie torturowali mnie. przestać. do drzwi wyjściowych. Świeżą myśl i nowy styl życia. powstrzymali mnie. 6 Wyskoczyłem ja. Posłuszałem jej tak ze dwie sekundy ciekawie i z radością.co akurat leciała. i ciężko się łomotnąłem o chodnik. Jakby mi ktoś podskazał. gdzie się położyłem. aż te próchniaki w Publo Biblotece. Chyba nie z takiej wysokości skoczyłem. też ustroili ci moi niby to nowi przyjaciele i że jak raz tego było im nużno dla tej ich okropnej chełpliwej i samolubnej polityki. wyłączyć! . ale puzony i kotły też się przedzierały zupełnie gromko. 78 . muzyka huczała mi z lewej. że na tym ohydnym i przeohydnym świecie ani jeden człowiek nie jest po mojej stronie i że te muzykę za ściana.Tak się obijałem po całym żyliszczu w tym bólu i mdłościach. w której porzucałem świat i niebo i gapiące się nade mną pyski. A jak mi się urywał film. Przecież jakbym się zabił. A potem ja. że mam skończyć z tym wyskoczywszy. to bym nie mógł napisać tego. ale żebym wykorkował. to wypadłem z tej malutkiej sypialki. zamknąłem oczy i poczułem na ryju zimny wiatr i skoczyłem. a potem jak mnie chwyci ten początek bólu i mdłości.A tam grało i jakby coraz głośniej. żeby się zabić. spoko i spać nawsiegda i na zawsze. to znaczy skończyć ze sobą. żegnaj. aż sieknęło mi głęboko w kiszkach.Och. Ale pogruchotałem se grzbiet nadgarstki i giczoły i strach powiedzieć. Boże.Przestać. ten mosiądz i bębny i smyczki na kilometr wysokie. a te od zewnątrz zakluczone i nielzia wydostać się.Wylazłem na parapet. czołgałem się z łóżka i sam do siebie och och och i zaraz łubudu du du w ścianę z wrzaskiem: . stało na roścież. jak bolało. A muzyka huczy coraz to głośniej i głośniej. Muzyka wciąż bluzgała na wylot przez mur. I uwrzasnął się ja do świata: . To błysnęło mi w jednej miliono milionowej części tej chwili. Oeh. Może chwilę zaboleć i już. . Jakby zrządzeniem losu druga broszurka miała na okładce akoszko i napis: Otwórz okno na świeże powietrze. a w mur piąchami łup łup i łubudu du! ale nic a nic z tego nie wynikło.

a pod jej oczeń wysztywnionym fartuchem widać było takie grudki że horror szoł. i stwierdziłem wymacawszy chlipadłem że niektórych zębów już nie ma. Za wielki bałach w usto dla malutkiej psiczki. Wyszła i zostawszy ja sam na samo gwałt i adzinoko dopiero zobaczyłem. Więc rzuciłem to i obecnie wygłaszam kazania. klatki jakby z drutu. Następnie jeden z trójki wyciągnął do mnie jakby plik wycinków z gazet i dojrzałem strach 79 . to powinny mieć jakiś horror szoł zapach jak smażona cebulka albo kwiaty. polityczne skur wy bladki wy syny.Ale wyszło mi tylko yy y. da Silva i Coś Tam Coś Tam Rubinstein i Z. Ale ta pielęgniarka zerwała się. Wspaniale się przysłużyłeś sprawie Wolności. ale wyszło mi tylko yczenie jakieś yy! y! i nic więcej.Przyjacielu . jak nie w szpitalu? w bieli i w tym szpitalnym zapachu. Bardzo powoli wróciło mi wreszcie. Nic jednak nie czułem. żeby ci się prędzej odechciało chorować. Głowę miałem całą w bandażu i jakieś kawałki czegoś tam poprzylepiane do mordy. taki jakby kwaskowaty i ckliwy i czysty. tylko aby wyzdrowieć i uciec. Te środki odkażające. w try miga. Dziuszka była po nastojaszczy horror szoł. A z nimi jakby na pewno był ten stary kapłon z Wupy i zagajał: Och. a co. pełnej kasłu kasłu zdychających wokół próchniaków. jakbym usto miał zesztywniale. Miałem wtedy coś jakby dyfteryt. usto miała ba ba bardzo czerwone i rzęsy takie długie ponad głazkami. synu mój . które wam ładują w szpitalach. Dolin we własnej osobie. ale nie mogłem się rozejrzeć ani dosłyszeć który . ukochany mój synku w Jot Cha. Starałem się odpowiedzieć: . a moje bidne stare nożyska całe wyciągnięte i na całość bandaże.A jakbym zdechł.Ooo! więc odzyskaliśmy świadomość. aż kniga jej poleciała na podłogę. małaż ty moja siostrzyczko? Pójdź tedy a uczyń w łożu z drużkiem twym przyjebne pokładanko.zagaił jeden z nich. może nie. cały owinięty byłem w coś białego i w cielsku nie odczuwałem nic a nic. Przy łóżku siedziała pielęgniarka zaczytawszy się w knidze bardzo niewyraźnie drukowanej. więc musiał to być jakiś razkaz o tym starym ryps wyps tam i nazad. chełpliwym łajdakom i już nie mają szans na przejście w wyborach.snuł ten głos . jak ona. i przemówiła: . że ta psiczka wróciła i przywiodła ze sobą kilku w białych płaszczach i ci oglądali mnie umarszczywszy się i robili hm hm hm do Niżej Podpisanego. to byłoby jeszcze łuczsze dla was. bólu ani czucia.mały nasz przyjacielu . co im wyprygnątem z akoszka! czyli D. o braciszkowie. Zadałeś cios śmiertelny tym ohydnym.i dychał na mnie tym zaprzałym a smrodliwym łyskaczem i znów się wywnętrzał: Ale dłużej bym nie został. jakby to były kwiatki jakieś i żeby prosto wyrosły. synu. bo mnóstwo w niej rozmów i dyszała przy tym uch uch uch. ale widno. że jakiś razkaz. która mogła trwać milion lat. chodzę i mówię to ludziom.ludzie pałają z oburzenia. co się go aplikuje. o nie! Nie mógłbym przyłożyć ręki do tego. graby też obandażowane i jakby z patykami rozpołożonymi wzdłuż palców. to jej próbowałem powiedzieć. . A siejczas tak jakbym nie mógł za długo utrzymać tej przytomności. Potem znów się obudziłem i kogo ja widzę przy moim łóżeczku jak nie tych trzech.No i gdzie wróciłem do życia z długiej czarnej i czarno czarniutkiej pustki. kim jestem. gdzie trzymali mnie jako drobnego rybionka. . bo prawie od razu apiać jakby przysnąłem. ale za minutkę czy dwie znów mi się wydało jak gdyby pewne. w prawą zaś grabę u samego plecza kapała czerwo czerwona krew z odwróconego słoika. To kres ich rządów na zawsze i raz na zawsze. a nie na takiej dłuuugiej sali. . co te sukinsyny będą wyprawiać z innymi nieszczęsnymi przystupnikami. w ogóle nic. o braciszkowie. B. Więc bałaknąłem: Jak leci. że leżę w osobnym pokoiku.Ale słowa mi nie wyszły tak horror szoł. zdradzieckie wy po przyjaźni łgarze i w kant naciągacze.

synu.Naprawdę? . Alex Alex. całego we krwi. w tę czarność rozjaśnianą tylko dziwnymi snami.Mój tatata odpowiedział tak jakby zawstydziwszy się: . . Przydumało mi się na przykład.Umieram! . i co jest grane? może wam się zdaje. I ja też udaliłem się. . A potem znów się obudziłem i patrzę.zabuhuhuczała mać. synu.Tak . Więc na jego miejsce do pracy już musieli przyjąć kogo innego.Naprawdę straszne.Pojechał do domuuuu. . że cała moja płyć (to znaczy cielsko) jakby opróżnia się z czegoś w rodzaju brudnej wachy i na to miejsce wpływa czysta. Maciocha zaś na to: . Po czym ta dziuszka pielęgniarka orzekła: .odrzekłem . Próbowałem powiedzieć: . Jednym okiem wyczytałem nagłówki tak jakby trzęsące się w łapie u trzymającego. czy drzym. synu. . . że jesteście tu mile widziani? . . że nasilno przewracam je na ziemie i gwałt! i gwałt! a wszyscy stoją dookoła i klaszczą w łapska i radują się jak z uma szedłszy. A oni do niego.powiadam. Nie powinniście go wyprowadzać z równowagi.Bardzo niefortunnie się stało. nie wiadomo. Też powtarzał się przekrasny i po nastojaszczy horror szoł drzym jak siedzę w ukradzionej gablocie jakiegoś flimona.No i teraz . A maciocha wciąż robiła do tego bu hu huuu i wyglądała tak ohydnie jak całuj mnie w rzopsko. więc powiedział.Co azaliż twe poczynia Joe nowe syniszcze? Zdrów i dobrze ma się i dostatnio.budzące foto samego siebie. czy jawa.powiadam. tylko że apiać ku ziemi. synu. żebym do was się znów sprowadził i żeby wszystko było po staremu. I gdzie się podziewa ten biedny chłopak? . wierę a modlę. w rodzaju CHŁOPIEC OFIARĄ KRYMINALNEJ REFORMY albo RZĄD W ROLI ZABÓJCY i do tego foto jakby znajomego drewniaka z podpisem AUT AUT AUT i był to chyba Minister Spraw Niewdzięcznych i Wewnętrznych. Że cię bardzo skrzywdzono. . . Zaiste dziw mnie ogarnia.A policja mu się kazała rozejść. . Śniły mi się też rozmaite psiczki. Ouuuuuuu. a tu moi ef i em przyszli w odwiedziny do chorutkiego synka i moja em wyprawia takie bu-hu-huuu że wprost horror szoł. że robię im to stare ryps wyps tam i nazad.Naprawdę? Taki porządny człowiek i w ogóle.Ouuuuu . .Patrzył swego nosa i nikomu nie wadził . synu. aby się wylizać. umówił się tam z dziewczyną i czekał na nią. że ma przechodzić. Teraz już mogłem dużo lepiej mówić i odezwałem się: . Więc bałaknąłem: . że ma prawo jak każdy.Och. I my w pewnym sensie też byliśmy winni. Jak to Rząd cię popchnął do targnięcia się na własne życie. wtedy oni się rzucili na niego i okropnie go zbili. Miał trochę kłopotów z policją i załatwili go. W końcu twój dom. o braciszkowie moi.powiada ef.chcecie.ale wyszło znów y! y! y! Wsio taki ci trzej politycy się wynieśli. to jednak twój dom. . co krzyczą. na pewno fotografów. jak mnie taszczą na noszach i tu nieożydno przypomniałem sobie te pykające światła.i nie odczuwając bólu ani mdłości. A teraz proszę stąd wyjść.Aut aut aut! .potaknął ef.To straszne .A mój tatata: .Nie można go tak denerwować. sam na samo gwałt i adzinoko jeżdżąc sobie tam i nazad po świecie i rozjeżdżając wpychli.Pojechał z powrotem do swej rodzinnej miejscowości.Pisali o tobie w gazetach. że .No no no no proszę. 80 . Bo stał na rogu.

żebyś naprawdę miała czego wyć i lamentować.dobrze dobrze dobrze. ogon miał krugom rozpostarty we wszystkich kolorach.odpowiedziała. .Ale czy ktoś . jak to się horror szoł tak fajnie rozbryzga. A co się tak pyszni. Zacisnąłem powieki jak gdyby z bólu i skazałem: . co myślisz o tych obrazkach. .Dobrze dobrze .No cóż . .odrzekła . . to ją spytałem: . Ale w parę dni potem zjawiło się dwóch takich doktorków. .Cokolwiek by robili .robił coś z moją baszką? To znaczy chciałem zapytać.Co jest grane. czy o coś tam i popatrzyłbym. .to na pewno ci wyjdzie na dobre. . pielęgniarka.Dobrze.I dalsze odwracali te kartki.powiedziałem .W końcu ona cię wydała na świat.odrzekłem .Co tylko zechcesz.Och. Zgoda? . Tylko wyzdrowiej.powiadam. . Bo ci przykopię w zęby. Kiedy poszli sobie. aby mi było lepiej. wielki gromadny ptak. .Ouuuu . .. jakby pod czaszką przesuwały mi się najróżniejsze obrazki.Proszę cię. aby gorzej. synu. .powiedzieli obaj i kartka się przewróciła.Rozpirzgnąłbym. jakby świeża krew czerwo czerwona popłynęła mi nagle po wszystkich żyłach. synu . . .I .Dobrze .Ouuuuu . Jakbym po to..spytałem. żebyś sobie na to popatrzył i powiedział nam. . czy nie majdrowali mi tam coś wewnątrz mózgu? . . co się nazywa paw.rzekł ef.zawyła macica. Było nad czym się zastanowić. Bardzo fajne.kto rządzi. no. Na pierwszej stronie było zdjęcie jakby gniazda pełnego jaj ptaszęcych.odezwał się jeden z doktorków. synu .W porządku. Jeden zagaił: Chcemy. Musieli z tym wszystkim zrobić porządek.Gniazdo ptasie . tak jakby wygładzić mi prześcieradła.Słucham? .Byłoby niepłocho .Słucham? . Na tym obrazku był taki. synu .Wszystko będzie.Zastanowię się . musiał coś tak robić.albo dam ci powód.Och .powiedziała .nie ustawała mać.powiedziałem. Złapałbym to wszystko i pierdyknął o ścianę albo skałę. . jak wrzeszczy gwałtu rety! aż by posiniał.z jajami.wydziargnać mu z ogona te wszystkie pióra i posłuszać. .Około tygodnia . Były 81 .rzekł jeden z doktorków.Tak. moi mali drużkowie? . młodych i słodziutko ułybniętych. Jakież to miawszy pomyślunki na mózgłowiu świeże a nierozumniech? .Przemyślę to sobie bardzo starannie.powiadam .Musicie się zdecydować .Aha . . leżałem i myślałem co nieco o różnych rzeczach.skazał tatata.Już idźcie. . Ale dużo by trzeba zmienić. .Tak nie mówi się do matki. . synu rzekł mój tatata.odrzekłem. Pomyślę o tym powrocie. Na ładny mi świat smrodliwy i zafajdany.I co ze mną robili? . i przynieśli jakby książkę z obrazkami. jak zechcesz.zagabnąłem .Jak dawno tu jestem? . nieprawda? . zamknij że się .Więc obaj się jakby zakłopotawszy obśmiali z tego i usiedli po dwóch stronach wyrka i rozpachnęli tę książkę. .zapytał drugi. .byłeś cały połamany i potłuczony i doznałeś poważnego wstrząsu i straciłeś niemało krwi. .powiedziałem . pysznie tak i chełpliwie.zabałakali obaj . . a kiedy wróciła ta dziuszka.odpowiedział tatata. .I co byś z tym zrobił? .o braciszkowie moi to powiedziawszy zaraz się poczułem ciut łuczsze.

chcemy. co to za ludzie. . . pragnący cię wykorzystać. chętnie bym się przyłączył.spytałem. Oszalał z pragnienia. na rękę. kto mnie skrzywdzi . to ja powiedziałem. . tak.tam obrazki takich bardzo horror szoł fajnistych dziobek i psiczek. którzy chcieli jej i chcą w dalszym ciągu. Alexander. I był też obrazek. Dobrze dobrze dobrze! więc ja powiadam: . przyjaciół. No to czekałem i czułem się. dobrze! . który przyjechał zobaczyć się z Niżej Podpisanym. No i wkroczył. zobaczysz . Wzięliśmy go pod klucz.No no no i proszę. . Cóż jest aliści grane.Ja dla każdego jestem przyjacielem . wpieprzając te jajka śmajka i kusoczki tostu i żłopiąc gromadne wielkie kubasy czaju z mlekiem.A więc . . . . abyś nas uważał za przyjaciół. nieprawdaż. Wiesz chyba.Już niedługo. czerepizdą nakryty! . jak on zafundował mi grabę.spytał Minister. Tak.Wielkie ci jajka śmajka wżdyć i twoim tak samo.wkluczył się bystro ten Minister Spraw Nie i We Wnętrznych.Tak zupełnie chyba nikt nie poniał.Głęboka hipnopedia . tak jest. Jest pewien osobnik .Poczekaj . że wtedy udałoby się im zwalić odpowiedzialność za to wszystko na Rząd. nieprawdaż? Masz najlepszą opiekę lekarską. 82 . autor literatury wywrotowej. Ale już nie będzie ci zagrażał. albo jakieś podobne słowo. Doprowadziliśmy cię do porządku.Dobrze. Chyba orientujesz się. o stary mój drużku? .A zobaczysz. .powiadam . Byłoby im to na rękę.z wyjątkiem wrogów. tylko Minister Spraw Niewdzięcznych i Wewnętrznych.ciągnął Mini od Nie i We Wnętrz . O drugiej trzydzieści po południu zwalili się chyba wszyscy fotografowie i ci z gazet.wkluczył się drugi. synu? .Jaja .Czy mógłbyś nam to powiedzieć. na którym ten stary gołoguzy brat i swat naszego kapłona taszczy swój krzyż pod górę: i ja powiedziałem. A ja powiadam: . tak jest.odkazywali. żeby ci wpakować nóż w serce. aż któregoś dnia powiedziano mi. odziany w sam szczyt mody i tak wytwo ho ho hornie przemawiający.warkłem na niego jak psiuk. co mają notesy i ołówki no i cały ten szajs. . bo myślą. braciszkowie moi. mój chłopcze? . ale ktoś odezwał się ostro: .to mój wróg. że owszem. i oczywiście był to nie kto inny. że będę miał bardzo bardzo bardzo wyjątkowego gościa.Kogo? . jak oni mi wygładzali pościel i czesali mój bujny przepych. o kogo chodzi. Były takie obrazki. wykorzystać w celach politycznych. co bałaknąłem.Przykuty do tego wyrka i ty gadasz mi że wyleczony? Uch ty.powiadam.posuwał. że pasowałby mi ten młotek i gwoździe.Wyleczony? .Są pewni ludzie.Więcej szacunku. że warto by im zasunąć to stare ryps wyps tam i nazad: i do tego fest ultra kuku. Tak jest. . Błysk błysk i trrrach poszły w ruch kamery na to.Niby co takiego? . co ryczał i domagał się twojej krwi.ja i Rząd.Każdy. . No i zobaczyłem.rzekł Minister od Nie i We Wnętrz . ale są tacy. I mało nie zatrąbili wielkiej fanfary ku czci tego ogromnego ważniaka.niejaki F. coraz lepiej. chłopcze! mówisz do Ministra. że flimon jakiś dostaje but w samego ryja i krugom niczewo tylko ta czerwo czerwona jucha krasna i ja na to.rzeki jeden z nich. Rozmawiamy sobie na stopie przyjacielskiej. a te z gazet fagasy nic tylko skrybu skrybu i pisu pisu. do którego należę. bo z głowy bandaże już miałem zdjęte i kudły mi z powrotem odrastały. gdybyś nie żył.A kimże są twoi wrogowie? . Chyba jesteś już wyleczony. tak . . Nigdy w życiu nie chcieliśmy twej krzywdy.odrzekłem .

a wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy. . A teraz. no proszę.rzekłem. co podpisuje i nawet się tym nie interesując.i złapał mnie za grabę. to znaczy Len. Siedzieli my w Barze Krowa zastanawiając się.rzekłem. jak biegnę i biegnę jakby na oczeń leciutkich i tajemniczych nogach.Niezrównana Dziewiąta.powiedział Mini Wnętrz i poklepawszy mnie w pleczo też się wyniósł. O wszystko się zatroszczymy. Tamci się zaczęli grzecznie.Dobry. o braciszkowie. . dobry chłopiec . . co za wspanialstwo i niam niam niam.Mozart? Beethoven? Schönberg? A może Carl Orff? . powiedział mi: Proszę się tu podpisać. Bo nam pomagasz. . mały prezencik.Bo dowiedział się. .nie będziesz miał żadnych kłopotów. . że go skrzywdziłeś. .To co teraz. Tylko jeden członio. .. błyszczących koszulek pełnych muzyki. i zaraz błysk błysk i trzask błysk trrrach porobili zdjęcia mnie i Ministrowi od Nie i We Wnętrz jacy z nas przyjaciele.i ułybnąłem się nie pomyślawszy. . . jak nie wielkie błyszczące pudło i od razu wiedziałem. I poszła Dziewiąta. I cóż oni wnieśli. robiąc moją brzytwą do gdryk ciach ciach po całej mordzie wrzeszczącemu światu.A miał być jak drużek .Grzeczny i dobry chłopczyk.To zaiste miłe z waszej strony.Dziewiąta . żeby podpisać. nie wiedząc. . o braciszkowie moi. i trzech moich kumpli.ja na to. a ktoś zawołał: . Po czym zostawili mnie już samego z tą przecudowną Dziewiątą Ludwika Van.Przyjaciołom zawsze się pomaga.poprawił się Mini oczeń bystro pomyślał i uwierzył w to. . .A pomagam? . 7 . jak z uma szedłszy.Uchyliłem powiek na tyle.Dobry z ciebie chłopiec powiedział ten wielki członio. co zrobić z tak pięknie rozpoczętym.To miłe .Znaczy się . . A to było stereo. Byłem wyleczony jak trza.powiedziałem.dla twojego. nieprawdaż? .Był o tym przekonany .truł dalej Minister .rzekł Mini. Jak również dodał .Kiedy stąd wyjdziesz . . ha? Byłem ja. że jesteś odpowiedzialny za śmierć kogoś bliskiego mu i drogiego. Wasz Pokorny a Piszący Te Słowa.bałaknąłem . że go skrzywdziłeś. A przede mną jeszcze była ta część powolna i ta wunder bar ostatnia śpiewająca.że mu ktoś powiedział. Więc zamknięto go dla jego własnego dobra. . Przynajmniej .Był niebezpieczny. słuszając tej przewoschodnej muzyki. Wbił sobie do głowy.Co ma być? .zapytał jakiś pinglarz w oczkach na klufie i w rękach trzymawszy mnóstwo ślicznych.Uśmiech! . co to. Jak zaczęło się Scherzo to już widziałem tak dokładnie samego siebie. a Bycho zwał się Bycho z powodu że miał to gromadne grube szyjsko i takie na balszoj gromkie głosiszcze. co cię 83 . Och. Będziesz miał dobrą pracę i wysokie zarobki. kak raz budź to wielki jakiś gromadny byk ryczał boouuuuu. i jeszcze taki siaki maraset. a ja leżałem z zamkniętymi oczyma. Postawili mi je przy wyrku i otworzyli i jakiś fagas wetknął jego przewód do gniazdka w ścianie. o braciszkowie moi. . zostawszy. cicho i spoko wygrużać.Był mi jak matka rodzona! taki on był. Rick i Bycho. Wszędzie krugom jakieś wpychle już dobrze na haju od tego co plus welocet i syntemesk i drenkrom.

znaczy się. posunęli by my w to. długie nie uczesane włosy wykraszone na biało i sztuczny cyc wysterczony na metr albo więcej. Tego wieczora w mołoczni Pod Krową był cały tłum normalnie mużyków i psioch i dziuszek i małyszów.Aut aut aut aut raus. więc natrafiwszy my na starego chryka. niby że taki gromadny w sobie i że ten głos gromki wydobywa się z niego. co tak bulgotał na cyku.Raus a dokąd? . a pod nimi wsio białe i aż pieniące się. Niech się stary Len obszcza ze swoim Bogiem. kiedy wkroczy na wojenną ścieżkę. co jak raz wracał z kiosku wyszedłszy po gazetę. ha? Byłem jakby najstarszy w naszej czwórce i wsie patrzyli na mnie jak na wożatego. więc powiedziałem: . o braciszkowie.Jaja że ci śmaja. krótkie. ten dzień! Przy barze siedziały trzy dziule oderżnięte w sam wierch mody nastolowatej. gdzie idzie zobaczyć Pana Boga i Wsiech Jego Aniołów i Świętych w lewym buciorze i do tego rozbłyski prysk i bryzg na całe mózgłowie. znaczy się. to szły zawsze od Niżej Podpisanego: no i w dodatku liczyło się. Ale na starych nożyskach wciąż to samo: te buty po nastojaszczy horror szoł wielkie i gromadne w sam raz żeby mordę wkopać do środka. członia. fajno fajn.Ej. Staremu Lenowi nic zależy. Gdzie ten duch? że wsie za jednego i jeden za wsiech. co to dwadzieścia w jedno.i przez cały ten szajs przebijał się jakiś dysko pop na stereo i to był Ned Achimota śpiewający: Ten dzień. I był tagda sam szczyt mody. i uch uch jakie obcisłe spódniczki.Nagle poczułem się oczeń oczeń ustawszy i równocześnie pełen jakby takiej łaskotliwej energii.dawaj po Marghanita Road. oj. we trzech. i piąchnąłem go tak oczeń bystro ech ech ech w brzucho. . braciszkowie. a to czustwo nieraz mnie zaskakiwało w tych dniach. I. czułem się po nastojaszczy znudzony i jakoś tak beznadziejnie.A Len tylko powtarzał: . . 84 .Więc my raz i wytoczyli się w tę wielką zimową noc. Ale w rzeczy samej. co już w trakcie na orbicie. Więc odwróciłem się do jakiegoś członia. o braciszkowie moi. ale dostawałem nieraz takiej przydumki. co się hapnie na tym ogromnym świecie . ciągnącej się u ścian krugom po całej mołoczni. no gdzie. żeby se dać starą brzytwą po głowie.Gropsze pychnie tu pad fallikniego i roba czmuch we prąg zabiczupełni prze trupajcach! .A tak normalnie luknąć. . i przez ten szumny bałach i bełkot tych.No.zapytał Rick z mordą jak u żaby. Ale on daże nie poczuł. A do tego miałem też najlepszą robotę z naszej czwórki. to znaczy według tamtej mody oderżnięci. . żeby się naostrzyć i być gotów na niemnożko tego brudnego.To co teraz.odparłem. czy aby nie przechwycić. bojku? . i Bycho wciąż powtarzał: . co siedział koło mnie na tej długiej pluszowej ławie. bałaknąlem ja do naszego Bycha: . a wszystko śmiejaszcze i dudlące. a że patrole mili poli cyjne dużo się tam nie udzielały. i dalej bulgotał swoje: Przeto jak cnototo pod prę gdzież na kłamaszcie i po popkormaku? . tak się u nas mówiło. że Bychowi już łazi po czaszce. Wszyscy byliśmy jak z żurnała wycięci. Bychu bojku! wolnoć. A doiliśmy stare mleczko z żyletami w środku.wynosił poza ten niecharoszy nastojaszczy świat do takiego kraju. ale znacie już ten cały razkaz. w bardzo szerokie sztany i bardzo luźne czarne połyskliwe skórzane jakby kubraki na rozpiętą koszule. że ja byłem ten sławny i miałem swoje zdjęcia i artykuły o mnie w żurnałach i cały ten szajs. z takim jakby szalikiem wetkniętym pod szyją. tak że baszka była ciut nie sawsiem łysa i tylko z włosami po bokach. z tym ich: . niby w tym Centralnym Archiwum Narodowym jako spec od muzyki przy gramopłytach i za to całkiem horror szoł kasabubu połuczałem co tydzień do karmana i jeszcze na boczku mnogo mnogo fajniutkich płyt dla samiutkiego siebie za bezdurno. Ale pomysły. do tego.

braciszkowie. jak gdybym na coś zbierał. a potem dali mu odpełznąć damoj. tak jest.Oddaj mi to . A na to Bycho: . .powiedział. i pizgnąłem to brzdęk chrzęst na stół. i zaczęły to swoje: .zagaił Bycho.margnął. tak jakby ułybawszy się do wsiech. jak oni je wykonują. chłopcy! . .Nie wiem.Na to bym nie poleciał . którą wyciąłem ze starego żurnała. czy będzie zgoda. . Ale Bycho zagapił się. . bardzo tłusty rybionek.Ech. czyli babulki. Tamci dwaj kiwnęli że tak tak tak! ale wszyscy łypiąc na mnie. żeby mi odebrać ten kusoczek bumagi. żeby odstał natychmiast. niby taka zgrywa. drużku . które szwyrgnąłem na stół. małe. . A bo ja wiem.W tych czasach już coraz to częściej wydawałem tylko rozkazy i z boku się przyglądałem. że mam gorączkę. zobaczyłem. kiedy od nas usłyszą: To co sobie każemy. wygarniając brzdęk brzdęk i truru ru swój stosik monałizy. trąc sobie łapska o szajsowaty fartuch. Oto co jest. wzruszyłem pleczami no i też wygarnąłem swoje dziengi z karmanu w sztanach. Dostałem takiej przydumki. . . ot tak. A ja czegoś odkazałem: . niech was Bóg błogosławi. po prostu bierze. jak te babulki palą się. że mi się odniechciało wyrzucać moje ciężko zarobione kasabubu. dobrze. . drużkowie! . no nie? A ja na to: . aż ruchnął. co nawierno pamiętacie.Nie wiedziałem. Więc ja też kiwnąłem i poszliśmy. chłopie.I jak dał się gromko w śmiejaszczy rechot. a tamci dwaj go podcięli. bilon i papierki.Może by tak czegoś stakanczyk niam niam na rozgrzewkę. Bycho powiedział: .Zarobione? . Tak i tu Bycho wziął mu ładować uch uch uch. To jest.warknąłem i bystro mu grabnąwszy. Bierze się i tyle.Ale widząc.Tyś zaiste powiedział. . chyba ty wiesz najlepiej. i podarłem je na drobniutkie strzępki i rzuciłem na 85 . Ale nie potrafiłbym wytłumaczyć.powiedział kelner. chłopcy. jak mówiłem o nich na początku.Co jest. o mój Alexie? .Dobry wieczór. pokazująca malutkiego rybionka. braciszku? Co naszło starego Alexa? . Ten niemowlak robił gu gu gu i przy tym całe mleko jakby mu wyciekało z ryja i łypał do góry. jesteście najlepsi na świecie.Zarobione? Tego się nie zarabia.powiadam. No i zrobiło się takie ciut jakby ho ho ho w tym szamotaniu się. stary drużku.No no no .powiada Rick. W tym ujutnym zakątku wysiadywały stare psiochy czyli pudernice. więc znów musiałem warknąć na nich i grabnąłem to zdjęcie.bałaknąłem trza pomyśleć. . rozpachnąwszy usto.i zaczyna mi przykładać graby do czaszki. . . całkiem gołoguzy i płyć miał w takich jakby fałdkach. chłopcy. .Bo niedaleko mieliśmy do Księcia Nowego Jorku. dziewuszki? . służę! . . że ma parę kafli w mordzie nie tak za bardzo horror szoł. skąd się tam wzięło. co jest. jakby łapczywej chuci. tak jakby skowytającemu sobie cichutko. Tutaj Len się wciął: . żeby sobie chlapnąć spirtnego za bezdurno. wszystko zmieszane. do diabła . .Nie.Kto by pomyślał. dla mnie piwko.Po Szkocie dla nas i toże dla tych starych babuszek. Ale ja na niego warknąłem jak psiuk. i kopali go cha cha śmiejaszczy leżącego.Dziengi na stół. .jeśli chuć po temu czując i łakniesz. tam gdzie mieszkał. do diabła! Same niech kupią.Dla wszystkich obecnych po szkocie.Ech.Bycho dał na dzwonek i wszedł kelner.Dobrze już. że schowam to całe kasabubu dla siebie. na coś wydobytego przeze mnie z karmana razem z dziengami. ale ostatnio taki się zrobiłem płoch i niecharosz. dość że była to fotografia.wyczekując.Ach .

podłogę jak niemnożko śniegu. Po czym zjawił się łyskacz i te stare babulki rozdarły się: - Na zdrowie, chłopcy! Panie Boże was pobłogosław, chłopcy! Nie ma na całym świecie lepszych niż wy, chłopcy! - i cały ten szajs. A jedna, do imentu w bruzdach i zmarszczkach, a zębów to już wcale nie mająca w tej uschniętej mordzie, zagaiła: - Nie drzyj pieniędzy, synu. Jeżeli ci nie są potrzebne, to daj takim, którzy ich potrzebują! - co było z jej strony bezumno zuchwałe i odważne. Ale Rick odpowiedział. - Pieniądze to wżdyć nie były, o babuszko. Jeno zdjęcie, a na nim taki śliczniutki bejbuś ciutki kochaniutki niemowlutki. Odparłem: - Po prostu mam tego po gardło i ustawszy, oto, co jestem. Bejbusie to wy jesteście, łobuzerka. Rechotać i obszczerzać się, i podśmiechujki, to wszystko, co potraficie! i po tchórzowsku dawać ludziom wielki łomot, jak nie mogą wam oddać. Wkluczył się Bycho: - No proszę, a wsiegda zdawało nam się, że od tego ty akurat jesteś największy król i pierwszy uczyciel, stary drużku! No nie. Z tobą jest właśnie ten kłopot. Gapił się ja na ten ohydny stakan piwa, stojący przede mną jak chuj na stole, i w środku czułem się tak rzygotliwie, że w końcu zrobiłem: - Aaaaach! - i chlusnąłem cały ten spieniony, śmierdzący szajs na podłogę. A jedna ze starych psioch powiedziała: - Kto traci, ten się nie bogaci. - Posłuchajcie wy mnie, drużkowie. Widzicie. Tej nocy jestem czegoś nie w humorze. Sam nie wiem, jak i dlaczego, ale to fakt. Idźcie sobie tej nocy wy trzej własną drogą. Ja się wyłączam. Na zawtra spotkamy się w tym samym czasie i miejscu: mam nadzieje, że już będę się czuł dużo lepiej. - Och - powiedział Bycho - jakże mi przykro. - Ale w głazach mu było widno takie jakby światełko, że na tę noc on przejmie wożactwo. Oj, ta władza władza, każdy jej pragnie. Możemy odłożyć do jutra - powiedział Bycho - cożeśmy poczęli w umyśle swym. Czyli ten skok na sklepy przy Gagarin Street. Pyszny horror szoł zachwat leży i czeka, drużku, tylko brać i połuczać. - Nie - odparłem. - Niczego nie odkładajcie. Walcie i już! tyle że w swoim własnym stylu. No - powiedziałem - to ja spadam. - I podniosłem się z krzesła. - A dokąd? - zapytał Rick. - Tego nie wiem - odrzekłem. - Pobyć sam ze sobą i tyle: i rozebrać się w tym i owym. Zrazu było widno, że te stare babuszki dostają naprawdę zagwozdki, czemu ja tak odchodzę i do tego jakby posępny, a nie ten bystry i śmiejaszczy malczyk palczyk, co go pamiętacie. Ale ja skazałem: - Ach, do diabla, do diabla - i wygruziłem się na ulicę sam na samo gwałt i adzinoko. Było ciemno i zrywał się wiatr ostry jak nóż, i niedużo wpychli się szwendało po mieście. Owszem, te patrolujące glinowozy z brutalnymi polucyjniakami w środku jakby krążące i od czasu do czasu, gdzieś na rogu, widziało się paru bardzo młodziutkich gliniarczyków, jak tupią na ten kurewski ziąb i wypuszczają parujący oddech w zimowe powietrze, o braciszkowie. Chyba już po nastojaszczy mnóstwo tego starego ultra gwałtu i złodziejstwa wymierało, jako że milicyjniaki zrobiły się tak brutalne z każdym, kogo złapali, chociaż z drugiej strony to była już taka jakby wojna między wrednymi nastolami a gliniarzami, którzy stali się bystrzejsi z majchrem i brzytwą, i pałą i nawet ze spluwą. Ale co się wtedy
86

działo ze mną, to że jakby niezbyt mnie już obchodziło. Jakby się zalęgło we mnie coś na miękko i nie mogłem zrozumieć: dlaczego? Sam nie wiedziałem, czego chcę. Nawet i muzyka, której lubiłem słuchać w moim malu malutkim żyliszczu, była taka, z której mógłbym się dawniej ześmiać, o braciszkowie. Słuchałem więcej takich jakby maciupkich pieśni romantycznych, co to je nazywają Lieder, sam głos i fortepian, niczewo bolsze, takie bardzo ciche i jakby tęskne, inne niż w czasach, kiedy były to wsiegda gromadne wielkie orkiestry i ja leżałem w łóżku pośrodku skrzypiec i puzonów i kotłów. Coś działo się we mnie i zastanawiałem się, czy to jakby taka choroba, czy to, co wtedy ustroili ze mną, mącąc mi w głowie i kto wie, czy nie robiąc mnie po nastojaszczy z uma szedłszym. Więc tak rozmyślając ze schyloną baszką i z grabami wbitymi w karmany kalotów szatałem się ja po mieście, o braciszkowie, i wreszcie poczułem się bardzo ustawszy i że jest mi bardzo potrzebna duża, fajna czaszka starego czaju z mlekiem. O tym czaju dumając ujrzałem nagle jakby swój malunek, że siedzę przed wielkim ogniem w kominku, na fotelu, dojąc ten czaj, a co było zabawne i oczeń oczeń czudackie, to że jakby przemieniłem się w bardzo starego człowieka, lat może siedemdziesiąt: bo widziałem swe włosy, całkiem siwe, i miałem też wąsy, identiko siwiutkie. Widziałem samego siebie jako starego chryka, siedzącego przy ogniu, a potem znikł ten jak gdyby obraz. Ale było to bardzo dziwne. Doszedłem do jednej z tych kafejek i czajnych, braciszkowie, i przez długie długie akoszko widziałem, że pełno w niej ludzi sawsiem nudnych i tępych, jakby całkiem zwyczajnych, mających te bardzo cierpliwe mordy bez wyrazu i nie chcących nikomu szkodzić, jak siedzą i balakają se tak po cichu i dudlą te swoje nieszkodliwe, poprawne czaj i kawę. Władowałem się do środka i dawaj do kontuaru, i wziąłem fajny gorący czaj z dobawką jak się patrzy mleka i przeszedłem do któregoś ze stolików i usiadłem, żeby to wypić. A przy tym stoliku siedziała już dwójka młodych, pili coś i kurzyli se rakotwory z filtrem i gadu gadu, i śmiali się do siebie po cichu, ale ja nie zważałem na nich i dojąc, tak jakby we śnie, główkowałem, co to się we mnie zmienia i co ze mną będzie. W końcu przyuważyłem, że ta dziuszka przy moim stoliku z tym członiem to jest po nastojaszczy git i horror szoł, nie w tym rodzaju, co żeby obalić i normalnie ryps wyps ryps wyps, tylko że ciało na balszoj i lico też i ryj uśmiechnięty i włosy jasne przejasne i cały ten szajs. Po czym ten jej członio, w kapeluszu i mordą siedzący w drugą stronę, odwrócił się, żeby luknąć na gromadny zegar, co tam wisiał na ścianie, i dopiero poznałem jego i on mnie poznał. A to był Pete, jeden z mojej ferajny w czasach, kiedy byli w niej Żorżyk i Jołop, on i ja. Pete we własnej osobie i tylko jakby dużo starszy, chociaż nie mógł teraz mieć więcej niż te dziewiętnaście z kawałkiem, i miał ciut wąsa na ryju i regularny garnitur (czyli starychowski ciuch na dzionyszek) i kapelusz. To ja zagabnąłem: - No no no, drużku, jak leci? Tyle tyle czasu nie widu. - Odpowiedział: - Mały Alex, nieprawdaż? - Nikt inny - powiadam. - Dawno dawno dawno, jak przeminąwszy i umarły te piękne dni. No i siejczas bidny Żorżyk, podobnież, spoczywa w piachu, ze starego Jołopa zrobił się rozbestwiony poli mili cyjniak, tu wszelako tyś jest i jam tu jest. I jakoweż to nowiny rzekniesz mi, stary drużku? - Ale on dziwnie mówi, prawda? - odezwała się ta dziuszka, jakby zachichotawszy. - To mój stary przyjaciel - zagaił Pete do tej fifki. - Nazywa się Alex. Chciałbym ci posuwa znów do mnie - przedstawić: to moja żona. Na to już mi szczęka opadła. Żona? - tak jakby wytchnąłem. - Żona żona żona? Nie! to
87

niemożliwe. Nazbyt młodyś ty do małżeńskiego stanu, mój stary drużku. Nie nie niemożebne. Ta dziuszka, niby że zakonnica Pieti (nie nie to niemożliwe) znów zachichrała i mówi do niego: - Czy ty również się posługiwałeś takim językiem? - No - powiada Pete jakby z ułybką. - Niedługo mi stuknie dwudziestka. Aż nadto wystarczy, żeby się pobrać, i zrobiliśmy to już dwa miesiące temu. A ty byłeś bardzo młodziutki, tylko nad wiek rozwinięty, pamiętasz. - Nie - ciągle mnie zatykało. - Tego nie mogę przeskoczyć, stary drużku. Pietia żonaty. No no no. - Mamy takie nieduże mieszkanko - powiedział Pete. - Bo zarabiam jak dotąd raczej niewiele w Państwowych Ubezpieczeniach Morskich, ale jestem pewien, że będzie lepiej. A moja Georgina - Jak się nazywa? powtórz - zagabnąłem, usto krugom rozdziawiając jak z uma szedłszy. Żona Pieti (żona, o braciszkowie) znowu jakby zachichotała. - Georgina - powtórzył Pete. - Georgina też pracuje. Pisze na maszynie, no wiesz. Jakoś wiążemy ten koniec z końcem. - Naisto ani rusz nie mogłem, o bracia, głazów od niego oderwać. Był z niego już całkiem dorosły drewniak i głos miał dorosły i w ogóle. - Musisz powiada Pete nas kiedyś odwiedzić. Wyglądasz jeszcze - pociągnął - bardzo młodo... mimo tych strasznych przejść. Tak tak tak, wiemy o tym wszystko... czytaliśmy. No... ale w gruncie rzeczy ty naprawdę jesteś bardzo młody. - Osiemnaście - mówię. - Właśnie skończyłem. - Ach tak, osiemnaście? - zdziwił się Pete. - Już tyle masz. No no no. Kto by pomyślał. Ale - powiada - czas już na nas. I spojrzał na tę swoją Georginę tak jakby z miłością, i ścisnął jej grabulę dwiema rękami, a ona jakby mu zwróciła lib lib to spojrzenie, o braciszkowie. - No tak - obrócił się znów do mnie. Idziemy na party do Grega. - Co za Grega? - spytałem. - Ach tak, oczywiście - odkazał Pete przecież ty nie możesz znać Grega. To już nie twoje czasy. Greg pojawił się, jak ciebie nie było. On urządza takie małe party. Przeważnie to wino i gry słowne. Ale bardzo miłe, bardzo przyjemne, no wiesz. Całkiem nieszkodliwe, rozumiesz mnie. - Tak - powiedziałem. - Nieszkodliwe. Da da, ja poniał wsio po nastojaszczy. - Ta fifka Georgina znów rozchichotała się z moich słów. No i poszagało tych dwoje do swoich zło woniaszczych gier słownych u tego Grega, kto by to nie był. Zostałem sam na samo gwałt i adzinoko nad swoją herbatką z mlekiem, co już ostygła, jakby myśląc i zastanawiając się. Może jak raz o to chodzi, myślałem. Może robię się już za stary, braciszkowie, na ten rodzaj życia, jaki prowadzę. Właśnie mi stuknęła osiemnastka. To już nie młody wiek. Mając osiemnaście lat Wolfgang Amadeusz pisał koncerty i symfonie, opery i oratoria i cały ten szajs, nie, co za szajs! tę boską muzykę. No i ten stary Felix Em z uwerturą do Snu nocy letniej. I jeszcze inni. A ten niby francuski poeta, do którego słów pisał stary Ben Britt, co wszystko najłuczsze stworzył do piętnastego roku życia, o braciszkowie moi! Artur miał na imię. Więc osiemnaście to nie taki znów młody wiek. Ale co ja mam zrobić? Łażąc po tych mrok ziąb chujnia zimowych ulicach, wyszedłszy z czajni i kafejki, wciąż i krugom widziałem te jakby przywidzenia, jakby takie komiksy w żurnałach. Oto idzie Wasz Uniżony Gawędziarz Alex do domciu na fajny i gorący talerz obiadu i oto jego fifka, cała w ułybkach, wita go i pozdrawia lib lib kochająca. Ale nie oczeń horror szoł widziałem ją, bracia, nie umiawszy se przydumać, co to za jedna. Ale przyszedł mi wdrug i wniezapno ten potężny
88

błysk w mózg. że jakbym wszedł do izbuszki drugiej za tym pokojem, w klórym pali się ogień na kominku i mój obiad gorący czeka na stole, to bym znalazł to, czego naprawdę chciałem, i teraz wszystko mi się powiązało: ten z gazety wycięty obrazek i to spotkanie ze starym Petem. Bo w tej drugiej komnacie na wyrku leżał i gulgotał sobie gu gu gu mój syn. Tak tak tak, braciszkowie, mój syn. I poczułem ja w sobie to wielkie gromadne puste miejsce, głęboko w mojej płyci, aż się udziwiłem samemu sobie. Teraz już wiedziałem, o braciszkowie, co się dzieje. To się dzieje, że normalnie dorastam. Da da da, no właśnie. Młodość przemija, nie ma rady. Ale młodość to tylko jakby się było takim, no, częściowo jakby zwierzakiem. Nie, właściwie nie tyle zwierzakiem, co zabawką, wiecie, te małe igruszki, co się sprzedają na ulicach, takie drobne człowieczki, zrobione z blachy i ze sprężyną w środku, a na wierzchu knopka do nakręcania: i nakręcasz go drrr drrr drrr i on rusza, tak jakby szedł, o braciszkowie moi. I tak idzie, ale po linii prostej i buch wpada na coś, buch, buch i nie może na to nic poradzić. Być młody to być jakby taką maszynką. Mój syn, mój syn. Jakbym miał syna. wytłumaczyłbym mu to wszystko, kiedy będzie już dostatecznie stary, żeby tak coś z tego zrozumieć. I zaraz poniał ja, że on i tak nie zrozumie albo w ogóle nie będzie chciał rozumieć i zrobi wszystko to samo, co ja, może nawet ukatrupi jakąś tam bidną starą chryczkę w gromadzie jej miauczących kotów i koszek, a ja go wsio takie nie zdołam powstrzymać. I on tak samo nie zdoła powstrzymać swojego syna, braciszkowie moi. I tak będzie się kręcić aż do skończenia świata, w kółko i w kółko i w kółko, jak gdyby kolosalny iakiś wielki gromadny człowiek, jakby sam God Gospod (macie in mołocznia Pod Krową) wciąż obracał i obracał i obracał śmierdzącą brudną pomarańczę w swoich ogromnych łapskach. Ale pierwsza rzecz, o braciszkowie, trza to załatwić i znaleźć tę albo inną dziuszkę, co by została matką tego syna. Zaraz jutro, główkowałem dalej, trza się do tego zabrać. To jest coś jakby nowego do zdziałania. Trza się wziąć za to. Tak jakbym zaczynał nowy rozdział. Więc teraz właśnie tak się stanie, o braciszkowie, jak w tej opowieści już dobijam do końca. Wszędzie byliście ze swoim drużkiem, z małym Alexem, cierpiąc razem z nim i oglądając najbrudniejszych skurwych synów i wybladków, jakich stary Pan Bóg i Gospod kiedykolwiek stworzył, a wszyscy dawaj na waszego starego drużka Alexa. A wszystko to nie dla czego innego, a tylko dlatego, że byłem młody. Ale teraz, jak kończę tę opowieść, o braciszkowie, nie jestem już młody, o nie, już nie jestem. Alex, rzec by można, dorasta, o tak. Ale gdzie teraz się udam, o braciszkowie moi, to już sam na samo gwałt i adzinoko, wy ze mną nie pójdziecie. Jutro będzie całe jak te kwiaty pachnące i Ziemia woniaszcza obracająca się i gwiazdy i stary Księżyc tam w górze i Alex, wasz stary przyjaciel, sam na samo gwałt i adzinoko rozglądający się poniekąd za towarzyszką życia. I cały ten szajs. Okropny brudny i cuchnący świat, po prawdzie, o braciszkowie moi. No to szczęśliwej drogi od waszego małego drużka. A dla wsiech pozostałych w tym razkazie szumny i dogłębny koncert na wardze: prrr brrr. I całujta mnie w rzopsko. Ale wy, o braciszkowie moi, wspomnijcie czasem i podówczas małego Alexa, co był. Amen. I cały ten szajs.

Słowniczek
89

abratno: z powrotem adzinoko: samotnie. jeśli nie zmienia to w istolny sposób znaczenia tematu. Nie uwzględnia się form zdrobniałych. Gwiazdka oznacza wyrazy. rupiecie bas: autobus baszka: głowa bezumny: głupi biblo: biblioteka biżut: klejnot blut: krew bogusław: duchowny. a krzyżyk te. *adzinok: jedyny. pod którym dane słowo już figuruje. niepowtarzalny akoszko: okno *apiać: znów aut: (1) załatwiony (2) wyłączony (3) na zewnątrz *balszoj: wielki. które są łatwo zrozumiałe przez kontekst i brzmienie. które na trzeciej od końca.Nie obejmuje tych neologizmów. a z istniejącego żargonu tylko mniej znane. które zachowują rosyjski akcent na ostatniej sylabie. zgrubiałych i z przedrostkiem. kaznodzieja bogusławski: kapłański bojek: chłopak bombatomba: bomba atomowa itp. bonziak: ważny urzędnik borba: walka bubeł w kubeł: przymknąć się bu hu hu: płacz bukwa: litera bumaga: papier bych: (1) osiłek (2) wykidajło bystro: prędko bywalnia: living room bzdręga: pstrąg cepki: łańcuch zwłaszcza od roweru chamajda: agresywny i wielki cham charoszy: dobry chleborak: nieborak z trudem zarabiający na chleb chlipadlo: język chojak: prącie chować się: zachowywać się chryczka: starucha 90 . na balszoj: na sto dwa bałach: gadanina bałaknąć: powiedzieć *barachło: rzecz.

marzenie senne *durak: dureń dwadzieścia w jedno: zapewne tyle co palców u rąk i nóg bijącego i kopiącego dycholatka: dziewczynka 10-letnia dyndałki: migdałki. klapa chwalbisz: (1) samochwał (2) chwalca ciurmak: strażnik więzienny cyjniak: policjant cykacz: serce cyrkuł: komisariat czajna: herbaciarnia czasik: godzinka czasowy: strażnik czaszka: (ł) głowa (2) filiżanka *czepucha: głupstwo członio: facet czudacki: dziwaczny czustwo: uczucie da: tak dacza: willa dalsze: dalej *damoj: do domu *dawaj! jazda.chryk: starzec chuć: ochota chudoszczawy: chudy *chujnia: ohyda. drażnić doskakiewicz: ktoś próbujący wskoczyć na nie swoje miejsce dowierzać: wierzyć drenkrom: jakiś narkotyk drewniak: starzec. dyżurka: (1) kancelaria (2) gabinet dziab: zastrzyk 91 . drużoczek: przyjaciel +drużeski: przyjacielski drużka: przyjaciółka drzym: sen. drużek. języczek itp. dorosły drug. bzdura. nuże daże: nawet dezynfekalia: śmierdzące środki dezynfekcyjne dmuchawa: prącie dobawiać: dodawać dobawka: dodatek dogitarzyć: uderzyć dokazać: udowodnić dokład: odczyt dosadzać: dokuczać.

frajda frojda: radość. uszy itd. dziulka. wargi. frojda. grudź: pierś halsztuk: krawat hapnąć się: zdarzyć się hojdy bojdy: bzdury horror szoł: strasznie świetne identiko: taki sam idiocki: głupi 92 . facio.dziarmaga: zbir itd. uciecha fryzjerka: uczesanie gablo: samochód osobowy giczka: nóżka *git galant: świetnie. w porządku gliniarczyk: młody policjant gliniarstwo: policja glinowóz: samochód policyjny głaz: oko głotnąć: łyknąć gnojnia: (1) więzienie (2) gnojówka *God Gospod: Bóg golec: jednostka monetarna gołoguzy: nagi grabnąć: chwycić gramopłyta: płyta gramofonowa gromadny: ogromny gromki: głośny gruda: bryła grudki: piersi. faty: ojciec fekaf: ekskrementy fer: uczciwie fertyk: (1) gotów (2) orgazm fifa: kobieta fifka: dziewczyna filantro: jałmużna itd. faćko. dziengi: pieniądze dziobać się: spółkować dziobka: dziewczyna dzionyszek: dzionek dziula. faćku: tatuś fafle: coś obwisłego. dziuszka: dziewczyna *dżem ehem: dżem ef: ojciec em: matka encyklo: leksykon itp.

płaszcz itd. nos kniga: książka kochajmysie: ckliwe frazesy komnata: pokój knopka: guzik.igruszka: zabawka inostraniec: cudzoziemiec inostranny: cudzoziemski izbuszka: pokoik izbytek. do izbytku: w nadmiarze jajczyć: jeść jajko japsko: usta jechidny: złośliwy. kapłan. klejaszczy: lepki kluf: dziób. przewrotny jubka: sukienka kaczkać się: chybotać się idąc jak kaczka *kafe: kawiarnia kafle: zęby kak raz budź to: całkiem jakby *kakoj: co za. gałka itp. koperta. kocur: erotycznie nastawiony chłopak lub śpiewak kojka: łóżko kornflek: płatki zbożowe koszka: kot krasiwy: piękny krasny: (1) czerwony (2) piękny kroszka: odrobina *krugom: (1) ciągle (2) w kółko kucza: kupa kulkowiec: pióro kulkowe kurwator: kurator kurza kasza: drobiazg nie wart zachodu kusoczek: kawałek 93 . z kiciorem: jak się patrzy kidać: rzucać kitel: okładka. kapelan karabkać się: gramolić się karauł: (I) straż (2) komisariat *karman: kieszeń kartoszka: ziemniak karypel: mały kurdupel kasabubu: pieniądze kazionny: państwowy kicior: wielki kot. jadowity. jaki kaloty: spodnie kapłon: duchowny.

naturalnie nawierno: pewnie ni pry czom: nic nie ma do rzeczy *niczewo: nic niecharoszy. nastolski: w stylu nastolatków nastrojenie: nastrój natyrlik: oczywiście. nu ładno: no dobrze łuczsze: lepiej łyskacz: whisky macica. gadanie lib lib: czulić się itp. maćku: mamusia majka: podkoszulek malczyk: chłopiec malejszy: najmniejszy małczanie: milczenie malysz: chłopak maraset: narkotyk maty: matka międzynoże: pachwina itd. lift: winda limonek: cytrusowy owoc podobny do małej cytrynki loch: dziura lód: brylanty luknąć: spojrzeć ładno.kuwszyn: dzbanek kwacz: brednia. maciocha: matka maćka. po nastojaszczy: rzeczywiście nastole: nastolatki nastolowaty. mięsochłap: podłe mięso w formie ochłapów mili: policja mizglić: jękliwie skomleć i mazać się młyn: więzienie mogutny: potężny mołocznia: bar mleczny monaliza: pieniądze mózgłowie: głowa jako siedziba mózgu mózgolić: mozolnie lub usilnie myśleć *mudak: facet murchły: zmurszały mużycki: męski *mużyk: mężczyzna nakłonić się: nachylić się nasilno: gwałtem nastojaszczy: (1) prawdziwy (2) niniejszy. *niecharosz: niedobry 94 .

przedmieście oskorbić: obrazić. dotknąć ostrzak: ktoś ostry z charakteru i zachowania pabieda: zwycięstwo *padbor: wybór. zestaw. na padbor: wyborowy padchadziaszczy: odpowiedni *pagadi: poczekaj paj: pasztecik. w niz: w dół nużno: trzeba obezjajec: eunuch obradować się: ucieszyć się obszczać się: obcować obszczerzać się: pokazywać zęby w uśmiechu ochotno: chętnie oczeń: bardzo oczewidno: oczywiste oczki: okulary oderżnięty: modnie wystrojony odkazać: (1) odpowiedzieć (2) odmówić odkluczyć: (1) otworzyć z klucza (2) odłączyć *odkluk: otwierać z klucza odkrywać: otwierać odliczny: świetny odmigać: gestami skłonić do oddalenia się ojczyk: ojciec okraina: skraj. *paszoł: poszedł patrzałki: oczy +pażałusta: proszę piać: śpiewać 95 . +pajechali: jazda! *pajmiosz: zrozumiesz paniatny: zrozumiały panimajesz: rozumiesz. panimaju: rozumiem *paszli: poszli. zapiekanka itp.*nielzia: nie wolno niełowki: niezgrabny niemnożko: trochę nieożydno: niespodziewanie niepłocho: nieźle nieprzerywno: nieustannie niesoba: ktoś nie będący sobą lub nie istniejący niet: nie ma niewynosimo: nie do wytrzymania *nikagda: nigdy nikudyszny: do niczego niezdatny niz.

dziać się proizwodztwo: produkcja próchniaczka: starucha.piąchnąć: uderzyć pięścią pichnąć: pchnąć *pidżak: marynarka. na prałom: na przełaj prawiczy: dziewiczy proischodzić: odbywać się. próchniak: starzec prydumka. przydumka: myśl prygać: skakać *prykaz: rozkaz pryncypialność: zasada prysk: prysznic *prywiet: pozdrowienie 96 . odpoczynek *pieszkom: pieszo pingle: okulary piszcza: jedzenie pizga: taka co się rzuca i robi zgiełk pizgnąć: rzucić plajstyk: sztuczne tworzywo pleczo: ramię płoch: zły. żakiet pieczalny: żałosny pieredyszka: przerwa. płocho: źle płyciowy: (1) cielesny (2) płciowy płyć: ciało podom: szlafrok podskazać: podpowiedzieć podumać: pomyśleć podwłasny: podwładny pogłazić: wpatrzyć się polancze: popołudnie poleżny: pożyteczny poli mili cyjniaki: policja polucyjniak: policjant połuczyć: dostać poniać: zrozumieć ponrawić się: podobać się poprzeczniak: robiący na przekór porażony: zdumiony i zaskoczony portablo: gramofon lub inne urządzenie przenośne post: następujący po czymś posuda: naczynia i zastawa pożywać: mieszkać pracolić: pracować *prałom.

rozrzucać *razdraz: irytacja.pryzner: więzień przeciwny: wstrętny przekrasny: piękny przekrócić: położyć kres. pytać się: usiłować rabitnyk: robotnik rabotać: pracować rabotny: pracowity rakotwór: papieros *razbros: rozrzucanie. intelektualista. gniew. pocięcie i podarcie. rozpołożyć: umieścić rozumniak: mądrala. rozdrażniony *razkaz: opowiadanie *razrez: ciach. pociąć recht: (1) słusznie (2) prawo rozczerwień: jaskrawa i natrętna czerwień rozdawać się: rozlegać się rozdziargać: pokrajać i rozszarpać rozgadnąć: domyślić się rozjargany: wściekle rozjazgotany *rozmroz: rozmrozić rozpachnąć: szeroko otworzyć rozpiska: (1) podpis (2) kwit (3) malowidło itp. przerwać przeleśny: uroczy przewoschodny: wspaniały przychwost: adiutant przydumać: wymyślić przydziarmażyć: uderzyć przydzierać się: czepiać się przyjebny: (1) miły (2) podlizujacy się przyłańcuszyć: uderzyć łańcuchem przyłypać: dostrzec przystawać: (1) czepiać się (2) pasować przystupnik: przestępca przytuszony: przyćmiony psiczka: dziewczyna psijebny: (1) chutliwy (2) patrz: przyjebny psiocha: kobieta psiuk: (1) szczeniak (2) psiuknięcie psych: wariat publo: publiczny pudernica: stary babsztyl puszkowina: mięso z puszki pychota: (1) duma (2) przepych itd. uczony 97 .

rzopiątko. rzopsko: zadek rzygoła: szkoła s! odgłos wyrażający szacunek: sir! sudar! sachar: cukier *sawsiem: zupełnie seksolatki: seksowne nastolatki.rozwlekać się: (1) rozbierać się. rzopka. młodzież sfing: udawanie *siejczas: teraz skazać: powiedzieć skory: szybki skrzyczeć. skrzyknąć: przeraźliwie i skrzekliwie wrzeszczeć skurwięta: młodzi skurwysynkowie słuszać: (1) słuchać (2) być posłuszny służanka: służąca smoczek: papieros snuć: przeciągać wypowiedź soda: woda sodowa spiczka: zapałka spirtne: alkohol spodełbić się: patrzeć spode łba spruwać: uciekać spuknąć się: przestraszyć się *stakan: szklanka starychowski: stary. jego rwie: wymiotuje rybionek: dziecko rychtyk: właśnie ryjek: papieros ryps wyps: kopulacja rzeszotka: krata rzeżucha: kobieta rzop. (2) zażywać rozrywki ruchnąć: runąć rujka stójka: erekcja rukojatka: (1) rękojeść (2) erekcja rum bum: rum rwać. syngierka: śpiewaczka syntemesk: jakiś narkotyk szabas: sobota 98 . przestarzały starzykowie: rodzice steto: stetoskop stojanka: postój stróżówka: biuro stuk: uderzenie sumka: torba syngier: śpiewak.

*szafior: kierowca szagać: kroczyć *szagom marsz: krokiem szajsowaty: gówniany szatać się: łazić. nie wiadomo co szutniacki: błazeński szutniak: figlarz. komik szwyrgać. szwyrgnąć: rzucić śmajko: jajko śmiejaszczy: roześmiany śmierdęga: cuchnąca sadzawka itp. śryk: (1) drąg (2) pisak świerzopa: świeża dziewucha *tagda: wtedy tam i nazad: kopulacja taryfiarz: taksówkarz taska: filiżanka tasztuk: chustka do nosa tatata: ojciec toczka: kropka truski: majtki trwohyda: coś budzącego trwogę i wstręt tufle: obuwie twojamać: przekleństwa i wyzwiska ubijca: zabójca ubijstwo: zabójstwo uczastek: komisariat uczyciel: nauczyciel udalać się: oddalać się udobny: wygodny udziugać: zanurzyć. ustawa ukrasić: (1) upiększyć (2) pomalować 99 . nakrycie głowy szłom: hełm szmałojowaty: tłusty jakby od szmalcu i łoju szmucyk: brudne szpik: policjant. spacerować szczo: co szczurzyć się: mrużyć oczy szkacina: bydło szkot: szkocka whisky szłapa: czapka. upaprać ujutny: przytulny ukaz: rozporządzenie. tajniak sztany: spodnie sztuczka: rzecz. błazen.

z uma szedłszy: wariat itp.ultra gwałt. a wdrug: czyżby welocet: jakiś narkotyk wibro: wibracja widno: widać *wielik: wielki wielkolepno: wspaniale wierojatno: prawdopodobnie wierzchowy: szczytowy *winowat: przepraszam wintowka: karabin wkluczać: włączać. ułybać się: uśmiechać się ułybka: uśmiech um: rozum. wkluk: włączyć się itp. woniaszczy: śmierdzący wozduch: powietrze wożactwo: dowództwo wożaty: przywódca wpieczatlenie: wrażenie wpychle: (1) człowiek (2) ludzie wred: chętne wyrządzanie szkody i krzywd wredziocha: (1) szkoda (2) wredna baba *wsiegda: zawsze wsio: (1) wszystko (2) ciągle. umny: mądry unter: niższy stopniem upudlenie: upodlenie z aluzją do pudla i do zamknięcia w pudle utstawszy: zmęczony utstroić: urządzić ustrojstwo: urządzenie uwidzieć: zobaczyć uwrzasnąć się: wydać krzyk przerażenia itp. wkusno: smacznie wlaz i wylaz: kopulacja wniezapno: nagle wołk wołk: żreć jak wilk wołnować się: (1) falować (2) wzruszać się wonieć: śmierdzieć. wulgarnia: chamstwo i wulgarność wunder bar: nadzwyczajne wupa: więzienie 100 . ultra kuku: ciężkie uszkodzenie ciała itp. użas: groza użasno: strasznie wacha: woda wdrug: nagle. wsio taki: w każdym razie a jednak wsiotwieracz: wytrych itp.

wyskazać: wyrazić. ukryty mechanizm albo przeszkoda zadyma: bójka.wybladek: skurwysyn wykluczyć: wyłączyć. zakonnica: żona. *wykluk: wyłączone itd. zakonnik: mąż zanieść się: zamachnąć się zapierać się: zamykać się od środka zarabotać: zarobić zastupnik: obrońca zawtra: jutro zawtrak: śniadanie zbrudłachany: brudny i zużyty zbryzgać się: ejakulować zek: więzień zęborożno: jakby grożąc zębami i rogami zgrywoszutka: żart i nabieranie ziewak: gęba ziornąć: spojrzeć złotogniak: koniak itp. awantura zaglucony: zasmarkany zagwiazdziocha: woda z odbijającymi się gwiazdami itp. *zakluk: zamknięty itp. zabywać: zapominać zacepić: uderzyć łańcuchem *zachwat: (1) rabunek (2) zdobycz zachwostka: haczyk. zwidzieć: oglądać w przywidzeniu żestoki: okrutny żłopacki: pijacki *żurnał: czasopismo żwykać. żwyknąć: (1) żuć (2) mówić z pełnymi ustami żyliszcze: mieszkanie Wszystkich i każdego z czytelników tłumacz prosi o konkretne uwagi i propozycje dotyczące 101 . znachodzić się: znajdować się zrazu: od razu zrażać się: walczyć zwidywać. wypowiedzieć wziąć się: zacząć wzrywać się: wybuchać yczeć: wydawać nieartykułowany odgłos zbliżony do przeciągłego y itp. zahipno: w transie zakazać: zamówić zakłuczyć: zamknąć na klucz.

posępny. z nazwy nie wymieniony. Z takich dołów i frustracji wyrastał w pół irlandzkim katolicyzmie młody John Wilson. że wiele zachowa tu aktualność długo po tym. nie dających się dziś przewidzieć anachronizmów. może niechcący. Więc jakby science fictian w tej specyficznej i nadzwyczaj ważkiej odmianie zwanej dystopia: na krytyce politycznej i społecznej zbudowany. wkrótce nie odcisnął się zbyt wyraźnie na niby-Moskwie i niby-Pernambuco. stylu i wyrażeń stosowanych w tej wersji. Ayn Rand. też w 102 . Kolejne w szeregu imponujących dzieł. W szybkim upływie czasu niejeden szczegół już dziś sprawia wrażenie wczorajsze. raz wreszcie nie przygnębiających niespodziankach w życiu politycznym. że młody i z pewnością nie archaiczny meloman słucha muzyki z płyt. 2 Anthony Burgess nazywa się właściwie John Anthony Burgess (czytaj 'bˆ:rdƒes) Wilson. zmarłych na szalejącą podówczas grypę hiszpankę. Później ożenił się z oberżystką. Wszystko to maleje przy świeżych. Karin Boye i wielu innych. Zaraz po ukończeniu. Urodził się 25 lutego 1917 w Manchesterze.języka. Raz wróciwszy po nocy zastał dziecko ledwie dychające w zimnym mieszkaniu. do katastrofizmu skłonny rodzaj utopii. Aldous Huxley. Ale czy podobnie straci na aktualności problematyka. Jego dzieciństwo było tragicznie przyziemne: ojciec pił i przygrywał na pianinie po kinach i knajpach. Proszę je przesyłać na adres: Robert Stiller Aleja Wojska Polskiego 38 m. z której poczęła się Mechaniczna pomarańcza? Nic na to nie wskazuje. Jednak niedaleka to przyszłość i pod niektórymi względami łatwo kojarząca się z dniem dzisiejszym. a nie z kaset i tym bardziej nie z dysków czy płyt kompaktowych? Że pisarz używa klekocącej maszyny zamiast elektrycznej lub komputera? Wystarczy moment i już realia rzeczywiste przeskoczyły futurologię w sprawach jak najbardziej powszednich! Obawiam się jednak. 9 01-554 Warszawa Kilka sprężyn z nakręcanej pomarańczy l Dzieje się to w przyszłości nieokreślonej i w mieście też nie całkiem określonym. Tylko nieliczne realia wskazują. przy zwłokach siostry i matki. Jak tu sobie wyobrazić. A teraz Anthony Burgess. jakie stworzyli nie tylko George Orwell. jak technika życia codziennego napłodzi nam dziesięć i sto razy więcej pozornych. że to Anglia i poniekąd Londyn. bo i Zamiatin. Nasuwa się raczej odwrotna refleksja: oby ten niby-Londyn.

Szykował się bowiem raczej do kariery muzycznej. czyli w Kuala Kangsar i Kota Baru. w formie cokolwiek zbeletryzowanej. Czas na tygrysa). Zbiór wspomnień i esejów This Man and Music (1982. Pierwszy tytuł dotyczy również miejscowego piwa marki Tiger. Choćby dla fikcyjnej biografii Bonapartego Napoleon Symphony (1974. rozpity i chory. że woli być uważany za muzyka piszącego powieści niż na odwrót. relacjonując po swojemu libretto The Cavalier of the Rose (1982. po pijanemu napisał podanie. jak najściślej muzycznych. Stwierdza prowokacyjnie. Symfonia napoleońska) posłużyła za model w najdrobniejszych szczegółach Eroica Beethovena. Mnóstwo 103 . Napisał o tym swoją pierwszą powieść A Vision of Battlements (1965. przeważnie na Gibraltarze.Manchesterze. Jako wykładowca języka i literatury szkolił przyszłych nauczycieli angielskiego w stolicach malajskich sułtanatów Perak i Kelantan. i skończyło się na kontrakcie. Toteż wśród jego dzieł literackich nie tylko Mechaniczna pomarańcza poświeca tyle uwagi muzyce i jej przeżywaniu. a ostatni to cytat z Szekspira. jednak zawsze już tęskniący i rwący się do tropików. I stąd wziął się jego debiut powieściowy: Trylogia malajska w trzech tomach. To nie wszystko. Jak się okazało. 3 Tak zwana The Malayan Trilogy składa się z Time for a Tiger (1956. ma strukturę jakby muzyczną. której wydanie opóźnił o 16 lat. co poważniejsze. szukając jakiejś dogodniejszej posady. Zębate mury). będącym jego stolicą. Później trylogia ta zaczęła się ukazywać już łącznie jako The Long Day Wanes (1965. Kawaler srebrnej róży) Richarda Straussa i tworząc nowe libretto do opery Oberon Old and New (1985. Na razie. Oberon stary i nowy) Carla Marii von Webera. Był w różnych okresach i szkołach nauczycielem angielskiego. a po krótkim powrocie do Anglii znowuż w sułtanacie Brunei na Kalimantanie. Ale wbrew jego własnym aspiracjom to i tak niewątpliwie marginesy. autobiograficzna zaś powieść The Pianoplayers (1986. Klezmerzy) osnuta na własnym dzieciństwie i postaci ojca przekazuje wiele podobnych treści. Wróg w pościeli) i Beds in the East (1959. Ale to już w późniejszych latach. pracownikiem Ministerstwa Oświaty i wykładowcą literatury angielskiej na uniwersytecie w Birmingham. prawie niechcący trafił na Malaje. a co najmniej do krajów śródziemnomorskich. Trwało to od roku 1954 do 1959 i wreszcie musiał wrócić do kraju zniechęcony. Kierujmy się ku temu. w miasteczku o tej samej nazwie. co więcej. Kilkakrotnie przebywał też jako profesor wizytujący i raz jako pisarz rezydent w Stanach Zjednoczonych. dalej z opartego na malajskim powiedzonku w tytule The Enemy in the Blanket (1958. o którym zapomniał. Niżej podpisany i muzyka) omawia szczegółowo te aspekty własnego życia i przemyśleń. Parał się też literaturą operową. najpierw osobnych. studiów anglistycznych i po jadowicie opisanych absurdach obozu rekruckiego dostał się do wojskowych służb rozrywkowych i edukacyjnych: tak odsłużył do 1946 pięć lat. Do dzisiaj gra zwłaszcza jazz na fortepianie i skomponował nawet niecałe trzy symfonie i dużo mniejszych utworów. U schyłku długiego dnia). Łoża na Wschodzie).

Oskarżyciel co prawda przegrał i więcej podobnych nie było. przenosząc materiał i szczegóły niemal dosłownie ze swych bieżących doświadczeń. gdy Burgess jeszcze służył na Gibraltarze.doświadczeń autobiograficznych. Czarny wybryk) Evelyna Waugh. Diabeł nie państewko). Jest bezcenna jako nie liczący się z niczym dokument z pierwszej ręki. są niemalże dokumentem czasu i kraju.) to szarada na tle mitologii nordyckiej. Wśród nich własna żona. jaki przez wiele lat łączyła z dość rozwiązłym trybem życia: z czego nadzwyczaj szczery w tych sprawach Burgess nie czyni sekretu. że Burgess lubi czerpać struktury akcji. Birmańskie czasy) Orwella i poniekąd The Heart of the Matter (1948. Smok i pierścień. mimo wszelkich zastrzeżeń dość wiernie i niemal ekshibicjonistycznie odwołując się do jego życiorysu. Sedno 104 . wydana już po polsku w moim przekładzie. tylko w 24 lata później na marskość wątroby. Jak i mnóstwo innych postaci. przezwany Naraka od malajskiej nazwy Piekła. a z którym da się porównać (co sam Burgess trafnie zauważył) tylko francuska powieść Henri Fauconniera Malaisie (1930. nie całkiem dosłowne lub syntetyczne? i że niektóre z innych jego powieści opierają się wyłącznie na fantazji? Większości to nie dotyczy. problematykę i przekręcone imiona z tradycji czy wręcz archetypów literackich: tak właśnie A Vision of Battlements jest zamaskowaną repliką Eneidy Vergiliusa. skutek alkoholizmu. zarazem dość poczytne i kwaśno przyjęte. poroniła i długo chorowała. Trudno by znaleźć drugą powieść tak wielostronnie i nieraz perfidnie naświetlającą jakże złożone i niejednoznaczne zjawiska dekolonizacji kraju azjatyckiego. Nie obeszło się zresztą bez procesu o zniesławienie. Cóż z tego. Burmese Days (1934. domaga się sprostowania. który Burgessowi wytoczył pewien biały adwokat z Malajów. wprost albo w przełożeniu. a w życiu Burgessa (trudno się powstrzymać od tej refleksji) potworną i histeryczną zawalidrogą. jak zwykle u Burgessa. którego nic w piśmiennictwie naszych czasów nie zastąpi. lecz nie brakowało pretensji: a gdy niebawem tak samo na gorąco Burgess opisał swe doświadczenia z Brunei w satyrycznej powieści Devil of a State (1961. Malajska przygoda). asekuracyjnie przenieść do Afryki Wschodniej. Umarła jednak nie dlatego. opisane w bezlitosnej Trylogii malajskiej. W kwietniu 1944 roku. Nie tylko to znajdziemy. inna zaś wczesna powieść The Worm and the Ring (1961. I nie zmienia tego również fakt. co nie przeszkadzało jej w eksperymentach z egzotycznymi kochankami i z kim popadło. to manifestacjami wstrętu do egzotycznych krajów. Wciąż ożywiająca się półgębkiem legenda. Cóż z tego. że jakaś postać lub incydent są przekształcone. A w Malezji ciągle zatruwała mu życie jak nie histerią i pijaństwem. jego żona w Londynie została w nocy napadnięta w celach rabunkowych i pobita do nieprzytomności przez czterech amerykańskich dezerterów. Daleko mniej ważki. Llewela (zwana Lynne) Isherwood Jones była efektowną Walijką o jasnych włosach i błękitnych oczach. że w kontekście malajskim zapijaczony porucznik Nabby Adams pobrzmiewa jako Nabi Adam: czyli pierwszy Człowiek jako Prorok? skoro i tak pierwowzorem był znany autorowi porucznik Delaney. Pisał ją na żywo. wydawca kazał mu ten kraj. kultury i języka. lokalnych i literackich krzyżuje się w tych powieściach. utwór ten stanął jednak w szeregu takich jak Black Mischief (1912. ludzi. jakoby gwałt i śmierć w Mechanicznej pomarańczy były odbiciem dotyczącego jej wydarzenia na Malajach. Jej trzy prędko następujące po sobie części.

sprawy) Grahama Greene, choć nie dorównuje ani żadnemu z nich, ani własnej Trylogii malajskiej Burgessa. Ta mimo wszystko najściślej realistyczna i demaskatorska powieść z elementami egzotyki, wiwisekcji psychologicznej, sensacji, czarnego humoru i satyry politycznej da się tutaj przywołać w jeszcze jednej funkcji. Bo wyliczenie to, przy zmieniających się proporcjach, może ujść za sumaryczny opis całej prozy Burgessa. Występek i grzech jako mechanizm ludzkiej działalności to u niego problem kluczowy, główny, żeby nie powiedzieć: obsesyjny. Nie obeszło się przy tym bez jego irlandzkiego katolicyzmu w ciągłej i osobiście nieraz dotkliwej konfrontacji z wątpliwym protestantyzmem kościoła anglikańskiego. Dość powiedzieć, że na Malajach skłaniał się już Burgess do konwersji na islam: aż oblała go kubłem zimnej wody jakaś kolejna, typowo muzułmańska manifestacja organicznej sprzeczności między utrwaloną w praktyce islamu tradycją działań i ocen, publicznych i jednostkowych, a powszechnie uznanym systemem wartości ludzkich. 4 Zachybotała się makabrycznie biografia i wynikło z tego w szybkim następstwie pięć dalszych powieści. Tych do 1961 roku. Zaraz po swym powrocie z tropików zaburzenia psychiczne, jakim coraz dotkliwiej zaczął ulegać Burgess, doprowadziły go do pobytu na obserwacji w londyńskim szpitalu i wreszcie do diagnozy: rak mózgu. Dano mu pół roku życia. W tej sytuacji ostatecznej zaczął na gwałt pisać, głównie po to, aby wdowie zostawić trochę pieniędzy. Jak to było z chorobą, można się względnie szczegółowo dowiedzieć z powieści The Doctor Is Sick (1960, Pan doktor jest chory). Coś z tej desperacji, pośpiechu, nie liczący się z niczym cynizm i naturalna skłonność do wiwisekcji pomogły ukształtować w tym krytycznym okresie specyfikę pisarską Burgessa. Odtąd i z późniejszych utworów niejeden, choć nie po kolei, wraca do podobnej genezy i efektów: aż bezwstydnie szczerego i drastycznego ulepku z motywów autobiograficznych, nieraz udziwnionego jeszcze na pokaz. Do tych należą One Hand Clapping (1961, Klaskać jedną dłonią) i mniej osobiste The Right to an Answer (1961, Prawo do odpowiedzi), Beard's Roman Women (1977, Babiarz Beard w Rzymie) i The Pianoplayers (1986, Klezmerzy), gdzie narrator przystroił się w postać i światopogląd kurtyzany w podeszłym wieku. Jednak to nie Anthony Burgess wtedy umarł, lecz jego żona w pijackim rozpadzie umysłowym i fizycznym. A wlokło się to w coraz gorszej udręce i obrzydliwości jeszcze do 1968 roku. Zaraz po jej śmierci zawarł drugie, szczęśliwe i trwałe małżeństwo z włoską hrabianką; dużo młodsza od niego Liliana (rzadko nazywana inaczej niż Liana) Macellari wniosła w ten układ również swe kompetencje zawodowe jako lingwistka. Odtąd i twórczość Burgessa, nie tracąc na ostrości, wyklarowała się intelektualnie. Tymczasem prawdziwą i światową karierę zrobiła A Clockwork Orange (1962,
105

Nakręcana pomarańcza). 5 Ta przerażająca dystopia czyni chwilami wrażenie prawie rozhisteryzowane. Nie bardzo wiadomo: czy ganić jej plakatowe uproszczenia? czy zachwycać się ich konstrukcja? Burgess ją sam kiedyś określił jako "zbyt dydaktyczną, zbyt ekshibicjonistyczną językowo". U mnie w pierwszej lekturze tak się pomieszały podziw i sprzeciw, że z jednej strony porwałem się od razu na karkołomny trud przełożenia dwóch pierwszych rozdziałów, a z drugiej napisałem i ogłosiłem w „Literaturze na Świecie" pamflet na nią zatytułowany: Horrorshow! czyli bój się Pan jeża. Skąd ów tytuł? Jest anegdota o poniewieranym przez długie lata drobnym urzędniku, który wreszcie odchodząc postanowił się zemścić na znienawidzonym szefie. Wybrawszy odpowiedni moment narobił mu na biurko, po czym nawtykał w to zapałek i zostawił kartkę z napisem: Bój się Pan jeża! Za podobne straszenie uznałem wówczas tę powieść. W kolejnych czytaniach i w trudzie przekładu stopniowo złagodziłem i wreszcie zmieniłem sąd o Nakręcanej pomarańczy na jej korzyść. A co pozostało z wątpliwości, to przytoczę z grubsza według tamtego artykułu. Kiedy skóra nam cierpnie przy wyczynach 15-letniego Alexa i jego młodocianych zwyrodnialców, otrząsnąwszy się nieco zadajemy sobie pytanie: Czy to jest nowe? i jak dalece realne? Otóż do stałego repertuaru science fiction zaliczają się opisy terroru) i zdziczenia obyczajów, następujące zwykle po kataklizmie atomowym lub nadwyrężeniu ludzkości przez inwazję międzyplanetarną. Mógłbym tu przytoczyć (ale nie chcę przeciążać omówienia dokumentacją) dziesiątki nazwisk i tytułów, powieści i opowiadań, często wcześniejszych, opartych jota w jotę na podobnych założeniach, sytuacjach i postaciach oraz efektach, jakimi tu straszy czytelników Burgess prezentując im swego Alexa i miasto, nie mogące sobie poradzić z bandami mordujących i gwałcących wyrostków. Pełno tegoż schematu w westernach. Nowością (choć nie całkowitą) i zasługą Burgessa jest wyprowadzenie tej inwazji potworów z wewnątrz. Z ludzkiego wnętrza i ze społecznego. A czy do zasług tej fikcji należy też jej realność? Że degenerująca się na wiele sposobów młodzież i przestępczość nieletnich zaliczają się do najgroźniejszych koszmarów naszej epoki: to wiadomo. A czy aż tak demoniczna eskalacja zjawiska? Pojedynczy przypadek, jakkolwiek potworny może być dla ofiar i świadków, tej skali jeszcze nie stwarza. Może ona wyniknąć dopiero z głębszego uszkodzenia mechanizmów i norm społecznych. Bo jak wiadomo, człowiek broniący swego życia i podstawowych dóbr (choćby ze względu na bardziej dotkliwe zagrożenie i silniejsze wydzielanie adrenaliny) rozporządza taką samą, a zwykle większą sprawnością niż napastnik powodowany motywacją nie aż tak istotną: jak zabawa czy pusta złośliwość. I jak wiadomo, w społeczności choć trochę zintegrowanej ta zdolność samoobrony kolosalnie wzrasta. Również i z fizjologicznego punktu widzenia na przykład siła mięśni jest tą cechą, która się późno rozwija i długo trwa, dzięki czemu (statystycznie rzecz biorąc) nawet dosyć silny piętnastolatek nie ma wielkich szans w starciu z przeciętnym mężczyzną w wieku średnim albo i podeszłym.
106

Nie wdając się w szczegółowe obliczanie innych czynników modyfikujących, takich jak stopień agresywności, zaskoczenie, brzytwa w ręku zwyrodniałego smarkacza lub większa zdolność przewidywania u dorosłych, jedno można stwierdzić na pewno: opisane przez Burgessa rządy nocnego terroru piętnastolatków, wobec których bezradne jest całe społeczeństwo dorosłych wraz z policją, to całkowita fikcja. Chyba żeby aparat państwowy nie istniał: ale wtedy, jak wiemy, społeczeństwo samorzutnie tworzy własne instytucje obronne i już po chwili walka staje się w najgorszym razie równorzędna. Potwierdzają to niezliczone przykłady choćby i z najnowszej historii: szeryfowie na Dzikim Zachodzie, samoobrona w kibucach izraelskich i wyrosła na jej gruncie Hagana, prywatna policja w Ameryce itd. Pełna makabra zaczyna się wówczas, gdy aparat państwowy i jego siły policyjne biorą stronę młodocianych lub innych bandytów i ułatwiają im działanie lub zapewniają bezkarność, prześladują natomiast broniących się. Co poznaliśmy wprawdzie na własnej skórze z długoletniej, ponurej praktyki komunizmu, jego jurysdykcji, milicji, teorii społecznej oraz ich trwających dotąd reliktów. Co u Burgessa jednak nie zachodzi. Toteż nie opisy terroru i sadystycznych ekscesów stanowią istotę jego fikcji, lecz to, co się w nich uzewnętrznia: korzenie etyki osobistej i społecznej, warunkującej ten chorobliwy system wartości, zachowań i współzależności. Jeden z triumfów książki polega na tym, że nie to jest w niej najokropniejsze, co jej bohaterowie wyczyniają, ale to, co się przy tym dzieje w ich pozornie tylko ludzkiej, w ich niedoludzkiej albo: nie daj Boże! ludzkiej świadomości. Czym się usprawiedliwiają. Co myślą. Ale wizja Nakręcanej pomarańczy ma też swe źródła w świadomości zbiorowej i faktograficzne. Niewątpliwy substrat stanowią tu wyobrażenia czytelników londyńskiej prasy brukowej w rodzaju „Sun" czy „World News" i podobnej, specjalizującej się w możliwie zawiesistych opisach morderstw, grabieży, gwałtów i ekscesów płciowych. Na ten podkład autor nałożył jeszcze następujące substancje: 1. Autentycznych bitników czy hipisów z ich szokującym wyglądem i zachowaniem oraz kojarzone z nimi, po części rzeczywiste i obserwowane na co dzień, a częściowo przesadzone i z gazet czerpane wiadomości o ich pasożytniczym trybie życia, narkotykach, seksie oraz aktach wandalizmu i chuligaństwa. 2. Stereotyp amerykański, jeszcze jaskrawszy zarówno w rzeczywistości, jak i w wyobraźni, wzbogacony później o dodatkową grozę sprawy Masona i jemu podobnych, czego oczywiście nie było w momencie pierwszego wydania książki, ale co się nawarstwiło na jej późniejszy odbiór. 3. Podobnie nawarstwiona pamięć studenckich rozruchów we Francji, które w świadomości londyńczyków odbiły się głównie jako dziejące się tuż pod bokiem zagrożenie ładu życiowego przez rozbestwioną młodzież. 4. Shocking jako taki. Wartości rozrywkowe nie są tu zarzutem. Ale pytanie, czy i z nich samych nie wynikło coś pozbawionego innej motywacji. 6
107

Snobizm zastępuje w nich gust. aby nie wypierając się expressis verbis tej ani tamtej literatury. Wówczas pojawiają się takie fenomeny środowiskowe jak nagły snobizm na trzeciorzędnego autora science fiction nazwiskiem. gdzie obowiązkowe czytanie książek wynika z noblesse oblige. jak hiszpański a niezłymi nazwiskami reprezentowany tremendyzm. a często bez porównania lepszych! i nieprzyjmowaniu do wiadomości w ogóle istnienia tych twórców. krytyk literacki. Znamy je z twórczości autorów takich jak Céline i z całych kierunków literackich.Zarówno szanujący się czytelnik polski. z których uczyniono niemalże historiozoficzny traktat antynuklearny o naszych czasach. Miód dla niedźwiedzi) i Tremor of Intent (1966. Albo szum wokół słabej powieści Nevila Shute i osnutego na niej filmu On the Beach (po polsku Ostatni brzeg). W tajemnicze rejony umysłu i w pobliże futurologii zapuszczają się mimochodem dwie awantury o tematyce sowieckiej: Honey for the Bears (1963. Snobizm włada niepodzielnie w tych enklawach społecznych. Problem nieco podobny. rozkosznie zdefiniowany przez Angela del Río jako „styl. dajmy na to. przy czym błyskotliwe bogactwo tej drugiej 108 . Łączy je organicznie w każdym niemal utworze i spełnia warunki obydwu bez taryfy ulgowej. ale tylko jako nazwisko. które zamieszczał w kolejnych tomach antologii Spectrum (swojej i Roberta Conquesta) Kingsley Amis. Do formuł science fiction i dystopii sięgnął w czterech powieściach i zatrącił o nie jeszcze w wielu innych. jakim byłaby znajomość literatury sensacyjnej. lecz określona jako nobilitacja. Nieraz bardzo ważnych! I później dopiero mainstream czyli tzw. tylko na odwrót: do saloniku literackiego Céline ma wstęp.. korzystać w pełni z warsztatu i dystrybucji obu. otwarte oczy i rzeczywiste poczucie wartości. Więc tym bardziej w ocenie takich utworów jak A Clockwork Orange brakuje mu wstępnego systemu odniesień. jak i angielski highbrow na ogół nie splamią się gruntowniejszą znajomością literatury rozrywkowej i poważnym jej traktowaniem. Ta niby „subliteratura" odkrywa coś i osiąga wysoką sprawność. szwedzki epos kosmonautyczny Aniara Harry Martinsona. Znalazł on bowiem sposób na to. Dreszcz premedytacji). zaopatrzonych we własne nazwy i programy. kiedy ta wtórność nie przemilczana zostanie. Dobrze jeszcze. niekiedy wręcz mistrzostwo w prezentowaniu swych odkryć. Fenomen się powtarza. Typowym przedstawicielem tych enklaw jest. Klaskać jedną dłonią) fabuła opiera się na prekognicji. Substancja i wnioski z jego twórczości wstępu nie mają. literatura poważna rusza (pod osłony swej powagi i swych wyznawców) do akcji pasożytniczej i plagiatorskiej. który wulgarnym językiem podkreśla odpychającą rzeczywistość" itd. Już w One Hand Clapping (1961. rzecz jasna. intelekt. Kurt Vonnegut przy równocześnie trwającym kręceniu nosem na kilkudziesięciu takich samych i w tymże gatunku. niemniej przeto grafomański. zresztą w tych sprawach wystarczy odesłać do znakomitych i ważnych teoretycznie wstępów. z racji swego zawodu najmniej wiedzący o literaturze. poważnej ani rozrywkowej. Albo rozmamłany i nic rozumnego nie mówiący Nova Express Williama Burroughsa. Gdzie na tej skali mieści się A Clockwork Orange? Jeszcze raz chwała jej i Burgessowi. Również założenie odstręczających treści i adekwatnej do nich stylistyki nie jest nowe. Albo przerobiony na słynne widowisko baletowe..

W panu Enderby) szkic poematu o minotaurze. Jałowe nasienie) znów łączy jedne z większych w dorobku Burgessa walorów intelektualnych i literackich z rozrywkowymi: nakaz i kult homoseksualizmu zwalcza tu przeludnienie i prowadzi do kolejnej rewolucji. lecz zarazem to inicjały bohatera: Miles Faber (po łacinie żołnierz i rzemieślnik. na uchodzącej w przestrzeń rakiecie. Kiepska science fiction z pretensjami do czegoś więcej i niestety nic więcej. wykoncypowanej na modłę strukturalizmu Lévi-Straussa: opartej na syndromie zagadek i kazirodztwa jak w micie Edypa i w podobnych tradycjach algonkińskich. Nic jak słońce) posługuje się konwencją równoległego wszechświata. aktualności oraz źródłach społecznych i historycznych książki Orwella. której na palec włożono pierścień. Venus) to współczesny wariant znanej od Williama z Malmesbury w XII wieku po Prospera Mérimée legendy o zaślubinach z posągiem bogini. Zamierzony przez kogoś film o Edypie pod nazwą Mother Fucker (czyli Matkojebca. Ziemia ginie w zderzeniu z przybłąkaną planetą Lynx i z całej literatury powszechnej ratują się. nasączając jego twórczość całą i bez wyjątku. Dalszy ciąg to kontrapunktowa względem Orwella powieść o beznadziejnej walce szarego człowieka przeciw państwu w Anglii zdominowanej przez Arabów. Jest wreszcie M F czyli M/F (1971. bujnie ilustrowany własną twórczością poetycką. cytowane we fragmentach jako kontrapunkt do satyrycznej relacji o nadchodzącej zagładzie.sensacji umieszcza ją w rzędzie najlepszych dzieł Burgessa. wedle którego nakręcono fantastyczny film Son of the Beast from Outer Space (Syn bestii z kosmosu). zawiera on w swej pierwszej części Inside Mr Enderby (1963. Jej pierwszą połowę stanowi przepyszny esej o zaletach. do którego trafia szekspirolog i zapętla bieg czasu. normalnie i po angielsku w pisowni łącznej) dostarczył bodźca. Za to krytyka. prawie nieomylna w wybieraniu tego co najgorsze. The Eve of Saint Venus (1964. 7 Według A Clockwork Orange Stanley Kubrick nakręcił w 1972 roku głośny film. Tej podstawowej opozycji zaś sekunduje druga: male/female. symbolicznych czy jakichkolwiek odniesień jest fabułą tej powieści. Natomiast The End of the World News (1982. Wigilia przed św. I tak właśnie do obsesji dziergana siatka przypadkowych. Tego poziomu nie osiąga (wydana w 1978 roku) nawiązująca do I984 Orwella książka zatytułowana 1985. chętnie wymienia 4-tomowy cykl o zmyślonym poecie nazwiskiem Enderby. Równocześnie z A Clockwork Orange wydane The Wanting Seed (1962. słabościach. Nie da się oddzielić od science fiction u Burgessa ten rodzaj barokowej fantastyki i przepływa w jej coraz to inne formy. czyli dwa główne atrybuty ludzkie: walka i tworzenie). Już niedaleka przyszłość raczej nie potwierdziła tych prognoz i refleksji: mimo to rzecz jest frapująca jako przestroga i wizja alternatywna oraz jako ćwiczenie intelektualne. islam i dezintegrację stosunków międzyludzkich. przywożąc tam dzieła Szekspira. dla mnie tylko pretensjonalny i odstręczający: oparty na epatowaniu odgłosami chrapania. pierdzenia i klozetu. ogłaszany z początku pod pseudonimem Joseph Kell. obie formy autor uznaje za poprawne) z zawiłym kluczem już w tytule. tylko dwa utwory: opowieść o Freudzie wydobywanym z Austrii hitlerowskiej i musical o Trockim w New Yorku. który ją 109 . Powieść o życiu miłosnym Szekspira Nothing Like the Sun (1964. Koniec wiadomości ze świata) to zupełny niewypał. Na koniec ta czwórka najłatwiej się klasyfikująca jako przynależna do science fiction.

lub jedno i drugie! aby wiedzieć. Tu cień uzasadnienia dla polskiego tytułu. że ciemniacka jak zwykle krytyka nie potrafiła tego zauważyć. Kiedy chuligani brytyjscy zaczęli się wzorować na filmie. Nie dość. ale w przyszłości każę zmienić tytuł we wszystkich wydaniach na poprawny. że opanował malajski i wiele innych. że ktoś jest „lewy jak nakręcana pomarańcza". Wystarczy ją przeczytać lub umieć po angielsku. że z wydań najczęściej spotykanych wypada wraz z ostatnim rozdziałem najdobitniejsza z autorskich wykładni tytułu. wymaga dodatkowych objaśnień. co poważnie narusza myślową i artystyczną konstrukcję utworu. błędnie przełożony. Na żądanie autora w moim przekładzie rozdział ten został przywrócony. Okaleczenie to przeniosło się również do najpopularniejszego na świecie wydania w Penguin Books. reżyser nie skorzystał z okazji do zarobienia na tym skandalu i wycofał film z eksploatacji. choćby dzięki skojarzeniu z orangutanem. ale nawet zaprojektował języki prehistoryczne do filmu Quest of Fire (1981. 8 Sam tytuł A Clockwork Orange. U nas jakiś ignorant wymyślił tę „mechaniczną" i na razie tak musi zostać. Tamtejszym półanalfabetom zaś wyraz ten z reguły myli się z orange i tak bywa pisany. Tak nakręcanego jak najprostszy mechanizm sprężynowy i jak bezmyślna. że tłumaczy się to Nakręcana pomarańcza. 9 Burgess kocha się w językach i uczenie się obcych należy do jego namiętności. Burgess nieźle zna język malajski. masakrując i gwałcąc. 110 . nie przeoczy tej gry słów i tego dowcipu. W desperacji. Bo człowiek jak ona organicznie wyrosły. Walka o ogień). lecz efektownie brzmiący i po polsku już idiomatyczny. nie decydująca o swym ruchu zabawka. Pogodziłem się z tym głównie z przyczyn handlowych. Również i dlatego. ma ten żywy kolor i słodycz: a nakręcać go (czyli manipulować) to zamieniać go w coś mechanicznego. na której dość luźno został oparty. chociaż kilka razy wspomniany w tekście. Też umiem po malajsku i od razu miałem to skojarzenie. co sprawił. Płynnie mówi sześcioma. Tytuł A Clockwork Orange oznacza w istocie nakręcanego człowieka. Burgess wytłumaczył to wszystko w jednym z przypisków do swojej książki Joysprick i gdzie indziej. Bo nie zachodzi tu nawet przypadek w rodzaju tego. Ogłaszał też prace językoznawcze. kruchy i miękki. Ale zbyt optymistycznie spodziewał się Burgess. Wbrew jego życzeniu film pociągnął za sobą także wydania książki skrócone o jej ostatni rozdział z części trzeciej. Burgess uczestniczył w nim tytko w roli konsultanta. że krytyka. że dla powieści Conrada The Shadow-Line trzeba zachować tytuł Smuga cienia. Hasło tytułowe Burgess usłyszał w 1945 roku z ust 80-letniego cockneya mówiącego. w którym do podstawowych słów należy orang: człowiek. Okrutnie spłyca on i wulgaryzuje książkę.tym bardziej rozsławił.

Prawie całe jego pisarstwo to wciąż jakiś Enderby i galeria krzywych luster. 10 W tym ogromnym wachlarzu spraw i postaci można by się spodziewać tyluż okazji do entuzjazmu. białej żony. że jest coarse and unattractive: ordynarny i nieatrakcyjny. która bierze go sobie za pomiotło. kwitując je stwierdzeniem. tytuł znów nie tak od razu przetłumaczalny) i wreszcie przemyślny skrót A Shorter Finnegans Wake (1966. Także i w dalszym ciągu swej twórczości Burgess najwyraźniej nie cierpi większości swych bohaterów i w tym. Czego Burgess nie cierpi? Wydawałoby się. Wydał trzy książki wprowadzające w tajniki jego twórczości: najogólniejszy wstęp Here Comes Everybody (1965 i poprawione 1982. 111 . O nich też powydawał osobne książki itp. Zarys dziejów literatury angielskiej i przewodnik po współczesnej powieści dla studentów. W definicji tej mieści się też Mechaniczna pomarańcza oraz wszystkie jej sprawy i postacie. języków i niektórych pisarzy prawie wszystkiego. H. jeśli może. Tymczasem u Burgessa rzuca się w oczy jakby coś niemal odwrotnego. Książki o New Yorku i o łóżku. głupiego Gurkha z tejże i szeregu podobnych osóbek. To również wrodzone predyspozycje. jak to uczynił krytyk Geoffrey Gibson. Już Trylogia malajska utkana jest kompozycyjnie z drobnych brudów i kompromitacji z lekka hamletyzujących nieudaczników. Seriale telewizyjne. On zaś niezbyt manifestuje swe pogardliwe sądy o literatach angielskich i mnóstwie innych fenomenów ojczystych. Uważa natomiast. oraz kolorowej. Lawrence. że prócz muzyki. Kilka książek dla dzieci. we Włoszech i przez jakiś czas również na Malcie. że o nich pisze. coraz niżej się staczającego nauczyciela angielskiego. Co najwyżej na parę miesięcy w roku przyjeżdża jako hotelowy gość i w Anglii też go raczej nie lubią: mówi się o nim. skretyniałego w dypsomanii porucznika policji. Można by tak dalej wyliczać. że miał już dwa procesy o zniesławienie i na więcej nie ma ochoty. Około 1968 roku wyjechał na dobre z Anglii. Pasjonuje go Joyce. To nie tylko efekt życiowych doświadczeń. Krótsze Finnegans Wake) dla uczących się czytać i rozumieć tego pisarza. obowiązany jest wydostać się z Brytanii i sprawdzać angielszczyznę na tle innych jeżyków". Jeden epicki poemat i jeden zbiór wierszy. że „pisarz brytyjski. wyczuwa się pewien masochizm. Nie lubi jej i mieszka w paru domach na przemian: w księstwie Monaco. abstrakcyjne czy przedmiotowe obiekty ich pisarskiego zainteresowania. Z innych frapują go zwłaszcza Shakespeare. tytuł wymaga zawiłych objaśnień) oraz analityczne wprowadzenie do języka i neologizmów Joysprick (1973. jaki budzą w pisarzach czy to żywe.Do zastrzeżeń przejdę gdzie indziej. Hemingway i D. która go porzuca dla wulgarnego romansu z malajskim kacykiem i playboyem. Przekłady paru dramatów i antologie.

to najwyżej para autorów science fiction: Samuel Delany w Babel-17 i Robert Heinlein (wyborny i głęboko myślący pisarz. wiarygodną i ogromną konstrukcję na wszystkich polach równocześnie: od gospodarki przez obyczajowość po charakter narodowy i socjologię. A sukcesywne przyswajanie go sobie i coraz dokładniejsze rozumienie ma stopniowo redukować tę obcość. choć nie jest on bynajmniej autoryzowany i opiera się po części na zgadywaniu". zaopatrzonym w niemądre posłowie. Ale zwłaszcza Heinlein w Księżyc to sroga kochanka. a przede wszystkim mnóstwo zapożyczeń głównie rosyjskich.11 Że jest za to rozmiłowany w języku. nieodłącznego zwłaszcza od Finnegans Wake. Więc przynajmniej część jego niekompetencji nie obciąża Burgessa. biorąc za temat powstanie zbrojne na Księżycu i jego uniezależnienie się od eksploatującej go Ziemi. stworzył precyzyjną. 112 . któremu on sam nigdzie nie dorównał. jak również odwrócić uwagę od dziejących się okropności przez jej częściowe zaprzątniecie trudnościami języka. Jaka przyświecała temu intencja? Najpierw utrudnianie czytelnikowi odbioru. Obie jednak ukazały się w 1966 roku. Języka tego angielski czytelnik z początku w znacznej mierze też nie rozumie. skąd na Księżycu wzięła się taka hybryda. świadczy nie tylko Joyce i jego osobisty aktywny stosunek. mimo że sporo ignoranckiej bylejakości tkwi w samym słownictwie i nie ma usprawiedliwienia. których uczy się albo które wymyśla. Językowa inwencja Burgessa wyraziła się tu z rozmachem. Ta intencja została podważona już w pierwszym wydaniu amerykańskim z 1963 roku. Na efemeryczny język młodych zwyrodnialców w A Clockwork Orange składają się zwłaszcza elementy gwar młodzieżowych i przestępczych. Znakomita koncepcja i dosyć mizerne wykonanie tego języka idą tu ręka w rękę. jak może i jak nie może w Fantastyce i futurologii) w potężnej rozmiarami i koncepcyjnie powieści The Moon Is a Harsh Mistress. są zatem wtórne względem A Clockwork Orange. panosząc się od prehistorii aż do futurologii. Także i do wielu innych języków. ubarwione niekiedy zgrywą na styl po ignorancku niby to biblijny. Stworzył dla tej powieści osobny język. To dla przypomnienia o właściwym. że czytając nie mógł się powstrzymać od układania słowniczka. a poza nim sprostać by jej mógł jeśli nie Joyce. na którego Lem wybrzydza się. jaki Burgess ma do jego indywidualnie projektowanego multi-języka. Otóż mówi się tam językiem zmieszanym głównie z angielskiego i rosyjskiego z domieszką paru innych aż po chiński włącznie: ale zbędne byłoby objaśniać. wytwarzać w miejsce abominacji coś na kształt empatii w stosunku do Alexa oraz instynktownego odczuwania formujących go wpływów. żeby podkreślić obcość i niezrozumiatość formacji kulturowej. społecznej i historycznej. Zestawienie to ma sens nie tylko w aspekcie językowym: w świecie Burgessa troglodyta wcale nie wymarł i zajmuje poczesne miejsce. całkiem jak dla jaskiniowców w późniejszej Walce o ogień. który tu „przedrukował. gdzie Stanley Edgar Hyman informuje. systemie odniesień literackich. nie snobistycznym. Przede wszystkim zaś powieści A Clockwork Orange nie napisał zwykłą angielszczyzną.

Kogo zafrapuje nie tylko to. Ale rozpoczęte procesy w kulturze i języku nie dadzą się z dnia na dzień zatrzymać ani odwrócić: tym bardziej. W pół roku później historia świata stanęła na głowie i wydaje się tak samo pewne.większość z nich się potwierdzi. niektórzy od razu wiedzieli. którzy najzajadlej deklarują się przeciw sowietyzacji oraz wszystkiemu. że . iż powstanie sytuacja odwrotna i że polszczyzna futurologiczna przekształci się raczej w kierunku angielskiego. Sowietyzacja świata i tej jego części chyba już nie nastąpi. Kto się dopatrzy w tym dwoistym tłumaczeniu tylko wyrafinowanej gry literackiej. A raczej dwa języki. że robię dwa osobne przekłady tej powieści w dwóch różnych wersjach. Do zupełnie innej klasy rozmówców kieruję rozpoczynające się tu wywody i refleksje. że czeka nas ten wariant rzeczywistości. jak u Burgessa. Nie wyciągajmy jednak zbyt pochopnych wniosków. Jak w oryginale. że nieświadomie im ulegają i nadal je forsują ci sami. aby każdy czytelnik podzielał moje poglądy i przewidywania w całej rozciągłości. wydawało się raczej pewne. wynik tej gry pozostaje wciąż nierozstrzygnięty. Więc jakkolwiek szanse wersji A bardzo wzrosły. stylistycznego i translatorskiego eksperymentu. tak i w przekładzie tekst wersji R nasycony jest neologizmami do tego stopnia. Takim nie mam nic do powiedzenia.tak rychło. gdyby utrzymała się tu przewaga kulturalna Rosji Sowieckiej. 113 .12 Dla przekładu polskiego stworzyłem własny język na podobnej zasadzie. oparty na założeniu. Gdy kończyłem przekład w wersji R i niniejsze studium. pokrewna wymyślaniu sztucznych języków: od tak dyletanckich jak Volapük lub Esperanto i 40 prób jego ulepszenia po tak profesjonalne jak Latino Sine Flexione wybitnego matematyka Giuseppe Peano lub Novial znakomitego językoznawcy Otto Jespersena i pozostałe 2 lysiące sztucznych języków międzynarodowych. Ale będzie też wydana wersja A: drugi i zupełnie inny przekład A Clockwork Orange. niech się cieszy albo zżyma: jeden z celów został osiągnięty. Może nawet kto wie? . którego odpowiednikiem Polacy będą rzeczywiście mówić około roku 2100 lub o wiele wcześniej. W przeliczeniu na hasła w oryginale jest około 300 neologizmów. Tak czy owak nic tu nie zależy od deklaracji! zwłaszcza bez kultury osobistej i rzetelności. 13 Dowiedziawszy się z zapowiedzi w prasie i wywiadów radiowych. Ostrzegam jednak. ze to: hi hi! jeszcze jeden mój ekscentryczny wygłup.niestety! . że pojawia się ich do kilkudziesięciu na każdej stronie. że będzie na odwrót. Ze względu na całkiem inną skalę eksperymentu językowego polski słowniczek zawiera ich ponad 1000 i to jeszcze nie komplet. Już nie zabawa literacka. co rosyjskie. Bo u nas wyłania się z tego zjawisko dużo poważniejsze. ile ten. że ja sam zdążę tego jeszcze po części dożyć. Ten język i posługujący się nim przekład nazwałem: wersja R. Nie spodziewam się. Może kogoś zafrapować po prostu aspekt językoznawczy i próba lingwistycznej futurologii. lecz i uświadomienie procesów już realnie przekształcających język polski oraz tych. Tylko coś przerażająco realnego: język nie tyle fikcyjny.

Jego wyobrażenia o tym. którymi władam najlepiej. rzec by 114 . etyka i historia są nieodłączne od języka. gdzie polityka. socjologia. On po prostu nie ma pojęcia o języku polskim i jego specyfice aktualnej czy historycznej. o tym. podobne do tego. w którym Walter Brumm w najłatwiejszej warstwie gładko wykorzystał do neologizmów słowotwórstwo niemieckie. którym ośmieszyła się na cały kraj profesorka jego. Nawiązał on ze mną kontakt już przedtem. temu dłoń ściskam. Ostrzegają przed tym zresztą wszystkie znane mi przekłady A Clockwork Orange. 14 Tak się składa. kulturowym i lingwistycznym wynika z naszej lokalizacji na mapie. aby nie przestał on istnieć (wraz ze swą literaturą i kulturą) w toku nieuniknionej ewolucji. co pod względem politycznym. nie klecąc sztuczności. Dla kogo te uświadomienia i refleksje staną się podnietą do walki o nasz język nie po to. co z polszczyzną da się zrobić i po co. bodajże jedyną w tym języku oprócz mojego przekładu. Inaczej bym się na ten eksperyment nic porwał. Po rosyjsku mówię (wprawdzie dopiero po tygodniu lub dwóch pobytu) nie do odróżnienia od tubylca. jest aż do absurdu mechaniczna. Wszystkie inne zaś próby tłumaczenia budzą tylko politowanie. dr Monika Adamczyk. A kto sięgnie jeszcze głębiej w rejony. choć w pisaniu zdarzają mi się sztuczności. za to piszę dość naturalnie (aż po tłumaczenie na angielski poezji Leśmiana i Gałczyńskiego włącznie). Po angielsku mówię nie bez obcych naleciałości. którą przyjął. Z całkiem innych przyczyn wszedł na tę fałszywą drogę młody anglista Cezary Michoński. że języki angielski i rosyjski należą do tych. Nie to jednak miał Burgess na myśli. Zasada. Ze znanych mi najlepszy jest niemiecki. lecz nie sięgnął po nic poważniejszego i nie zdobył się na choćby elementarne zastanowienie się nad fonetyką i grafią rosyjskiego. Lecz to nie jego wina. zanim opublikował w nrze 2(28) kwartalnika „Akcenty" z 1987 roku własną próbę przekładu jednego z rozdziałów Mechanicznej pomarańczy. aby dobra polszczyzna teraźniejsza i przyszła nie zagryzły się wzajemnie. że on radzi załatwić stylizację polską anglicyzmami zamiast rusycyzmów. temu w kategoriach ogólnych nie muszę nic więcej objaśniać. że każdy w ogóle przekład (a po stokroć taki jak ten) wymaga stworzenia pewnej rzeczywistości stylistycznej. Burgess pisał mi. o to. lecz na instynkt i na słuch. słynna z nieszczęsnego przekładu Kubusia Puchatka pod imieniem Fredzi Phi-Phi doc. lecz harmonijnie zrosły ku obopólnej korzyści. aby wstrzymać (co byłoby szkodliwe i nierealne) jego rozwój. Młody anglista wyszedł bowiem z lubelskiej szkoły akademickiej i tam wpojono mu nierozumienie spraw elementarnych. Nie domyśla się powagi zagadnienia i jego chyba światowej unikalności. Mogę więc projektować organiczny stop żywej polszczyzny z jednym i drugim nie mechanicznie. że drugi przekład pozwoli to sprawdzić. były najzwyczajniej wyssane z palca. Jest w tym oczywiście pewien sens i mam nadzieję. Jak u niej.które go tak czy inaczej zmienią w obcy nam i oby nie wymierający język naszych prawnuków: ten zyska więcej przyjemności umysłowej i sięgnie głębiej. lecz po to. tak i tu zabrakło uświadomienia.

bugatty. And there were devotchkas ripped and creeching against walls and I plunging like a shlaga into them. Michoński uznał. sing czy tyng? Oto skutki translatoryki lubelskiej. I to w tych samych miejscach! jak gdyby to rozwiązywało którykolwiek z tysiąca problemów przekładu artystycznego. moodge.można: własnego dialektu. Pod tym względem jest zaprzeczeniem swej uniwersyteckiej mentorki. A następnie artystycznego posługiwania się nim jak każdym idiolektem czy odmianą języka. który pozostał bądź co bądź angielskim.. lying there on my bed with glazzies tight shut and rookers behind my gulliver. Pierwsza wątpliwość: podstawowy zasób leksykalny to najbardziej stabilna część języka. 115 . leg. see. itty. drunk. że błędny ognik zwabił go na trzęsawiska. z eksperymentu wynikła tylko pedantyczna i zupełnie jałowa układanka. man. knife. tłumacz powinien w język polski nawtykać zniekształconych wyrazów angielskich. rich. Może nie jego wina. Natomiast jeśli nie stworzono żadnej stylistyki lub nie używa się jej w sposób i w celach artystycznych. Warto się dokładniej rozpatrzyć w lingwistycznej analizie i ocenie tego eksperymentu. name. Tak w tym wypadku. thing.. kupet. thiswise i daywise. eemya. otóż i najbanalniejszy tekst polski bez śladu Burgessa i jego specyfiki. dream. jeśli w ogóle czymś nacechowany stylistycznie. buy. peet. dochodząc do szeregu trafnych wniosków. 15 Ale jak to robi sam Burgess? Wybieram prawie na oślep coś z końca 3 rozdziału I części: There were vecks and ptitsas. propozycja nie ma cech utworu literackiego. Typowo polską! to jedyny rys charakterystyczny. Ograniczę się do rusycyzmów. to sztucznością martwego żargonu wstępniaków i telewizji. jak i samokrytycznie. drive na korzyść niby rosyjskich bolshy. go. body. Faktycznie ani rozwiązany nie został. czy thing przepoczwarzyć na fyng. Jakieś nieporadne lipy i blad zastąpiły w niej rot i krowy: to wszystko! Wpisać zamiast nich usta i krew. to zagadnienie przekładu artystycznego w ogóle nie zaczęło istnieć. uległy wyparciu wyrazy tak podstawowe i do tego wrośnięte w idiomatykę jak big. ani nawet nie pojawił się żaden problem artystyczny. Na pewno nie przypadkiem daje się wyczuć tu i ówdzie wpływ orwellowskiego Newspeak: oto na trzech kolejnych stronicach przysłówki publicwise. gdzie kwitnie uniwersytecka teoria przekładu. word. neck. aby w języku. noga. both young and starry.. zwłaszcza że podszedł on do sprawy zarówno rzetelnie.. and I was smecking all over my rot and grinding my boot in their litsos. Z tych aż 12 sztucznych rusycyzmów do mniej oczywistych należą vecks and ptitsas (czyli w zwykłym slangu fellows and chicks) będące skrótem od czelowiek i kalką etymologiczną przez kurczaka do ptica. drink. sprawdzająca się w takiej praktyce. joy. że skoro Burgess wtyka w język angielski zniekształcone wyrazy słowiańskie. hear. mimo i wbrew narzuconej mu fałszywej metodzie. Jest więc mało prawdopodobne. plott. W swojej pracy magisterskiej z 1988 roku Cezary Michoński zanalizował drobiazgowo dwie moje fragmentaryczne wersje przekładu A Clockwork Orange i jedną własną. nozh. Nie chciałbym tu urazić młodego anglisty. sex. o nijakiej składni. A wszelką istotną problematykę wyparło zastanawianie się.

aby członkowie pewnych grup legitymowali się pomiędzy sobą jako swoi. których odpowiednika naturalnie (jak i w przypadku sharries czyli zadka) nie udało się znaleźć w słynnych z przyzwoitości słownikach angielsko-rosyjskich. wyszperanej po słownikach lub uzyskanej od kiepskich doradców. dajmy na to. Jest w tym pewna niekonsekwencja. Bo w jednym ani w drugim trybie na pewno nie wsączano by i nie odbierano jawnych pomyłek. że Burgess traktuje styl swego narratora jako nie jedyną wprawdzie. lecz nie efemeryczną. Całkiem jakby nasz autor nie wiedział. Przemawia za tym choćby jej bogactwo. Dlaczego na przykład oozy to łańcuch od roweru. interessovatted i nachinatted.ani też bezokoliczników. slovo. jakie to niewinne szturchnięcie. czyli sztucznych wyrazów równie szybko zjawiających się w użyciu jak znikających. W krajach mówiących po angielsku zjawia się i znika co roku łącznie olbrzymia liczba około 5 tysięcy efemeryzmów! I nie ma to nic wspólnego. że właśnie język angielski charakteryzuje się w zakresie efemeryzmów całkiem wyjątkową przelotowością. slooshy. który nie prezentuje niczyjego języka. a podstawowym słowem oznaczającym bicie i masakrowanie jest tolchock? Bo w słowniku angielsko-rosyjskim ktoś znalazł pod chains różne odpowiedniki jak okowy. Wspomniane tu reguły mogą co prawda nie stosować się do środowiskowych gwar hermetycznych. służących do tego. Ale w tekście zdarza się obok skrótu yarbles również dłuższa i całkiem 116 . Ale więcej poszlak świadczyłoby. o której wspomina jeden z psychiatrów. Natomiast uderzające bywają niezręczności i komiczne nieporozumienia w tej niby to ruszczyźnie. sneety. Parokrotnie sugeruje się to w dialogach. radosty. Do tego trzeba było po ignorancku kartkować słownik nie znanego sobie języka. głównie w funkcji ozdobników stylistycznych wzmagających ekspresję wypowiedzi lub realizujących przelotną modę. pyahnitsa. Oznaczony specjalną gwiazdką (że nierosyjskiego pochodzenia) w słowniczku wyraz yarbles utrwalił czarno na białym niechlujstwo tych metod. Bo znalazłszy pod push słowo tolczok nie domyślił się. a za pomocą której groźny słowiański Wschód subliminalnie czyli podprogowo wsącza w świadomość młodych Anglików elementy swego języka? To zapytanie samo dyskwalifikuje problem. szeroko rozpowszechnioną i społecznie utrwaloną już normę językową. groodies albo zoobies (piersi i zęby) mogłyby się zjawić co najwyżej w roli efemeryzmów. viddy i yeckate. rozbudowana idiomatyka i koegzystencja rusycyzmów ze słownictwem rdzennie angielskim. veshch. że "w rozwoju zwłaszcza potocznej angielszczyzny dominuje monosylabizacja i że już trójsylabowy temat jest dla jego rodaków prawie nie do wymówienia i karykaturalny przez samą długość. sharries tyłek. Te wyrazy i garść ekspresywnych w rodzaju choodessny (wonderful). cepi i wybrał na chybił trafił akurat to słowo. ze stylem Joyce'a. Tak samo papierem czuć z daleka czasowniki. a nie byli rozumiani przez postronnych: stąd choćby gwara ochweśnicka i żargon klezmerski. uzy. shiyah. Są to bowiem jaja. Równocześnie jednak wiadomo.pol. w których końcówkę bezokolicznika wzięto za część tematu z wynikami tak groteskowymi jak govoreeting. więc ktoś je musiał zaimprowizować w oparciu o slangowe angielskie apples i znalazł jabłoko: a później widać zgubił odpowiednią karteczkę. Bo ekwiwalent buttocks musiał sam sobie ukręcić z niewinnych słów oznaczających kule. które nie oznacza łańcucha. I czy ze słuchania na przykład radia lub TV przesączały się do żywej mowy te rusycyzmy? czy z owej subliminal penetration: bliżej nie określonej techniki propagandowej. lecz stwarza własny i wyłącznie na swój użytek.

od liter cyrylickich po gramatykę i słowotwórstwo. lecz tylko znudziłby się laik. czyli jak najlegalniej ślubnych. Pojawia się na przykład i nie przypadkiem. W tych popisach ignorancji nie oszczędził również polszczyzny. Aby się nie wdawać w detale i pryncypia. A że słowo było jednak za długie. znów najskwapliwiej popisuje się Burgess rosyjskim. o ćwierć wieku późniejszej książce: w powieści Any Old Iron (1989. I dopiero tu się kompletnie demaskuje. czy dufna i nie sprawdzająca pewność. Względnie najdosłowniej zaś służył księżycowi pierwiastek leuk: coś jasnego. W artykule Firetalk Burgess opisał. Mond. wymyśla na prawo i lewo od bracznych. Oczywiście żaden słownik mu nie podsunął sukinsyna i temu podobnych. że w wietrożogie (czyli: ogorzałe od wiatru) znaczy: z twarzami w czarnych sadzach od ogniska. wystarczy! oto pełna nieznajomość nawet i rudymentów języka. Jak tu jaskiniowcy mogli nazywać księżyc? Burgess fantazjuje na temat jego krągłości i szuka jej odbicia w nazwach zaczerpniętych na oślep z 26 języków. Co tam się nie wyprawia! Mogła jeszcze być wątpliwym dowcipem stschigreshnevaikache (jak zapewnia: in French transliteration! też lipa) jak gdyby pochodna od kapuśniaku z kaszą gryczaną. dopuszcza się Burgess całkowitej mistyfikacji.. Smacznego. maan jak też miesiąc. po walijsku. skąd i białość.. na których absurdalność rykiem śmiechu może odpowiedzieć lingwista. i wszelkie 117 . bo kilkakrotnie. Tak czy siak wynika mu jaskiniowy odgłos: huuun! z malajskiego bulan i różnych europejskich moon itp. hebrajsku i po wszelakiemu.. 16 Dając do zrozumienia lub wyraźnie informując tu i gdzie indziej. Nie wystarczył już Burgessowi stary son of a bitch w żadnej z licznych pisowni. Ale mimo wszystko z rosyjska. że od nazwiska Szwernik można urobić formę żeńską Marya Shvernika i od wyrazu gospoża nie istniejący męski gospoż. zaimek ich z przymiotnikiem smugłych „transkrybowane" jako ish smuglish oraz bolszoj ogoń jako balshiyiy agon tudzież „objaśnienie" do wiersza. Ale niestety: wszelkie moon. a co trzeci nie wiąże się ani rusz z praindoeuropejskim. którego jakby zamierzchłą rekonstrukcję sobie założył. Epatując niezliczonymi błyskotkami wtrąceń obcojęzycznych. że uczył się rosyjskiego i że ma o nim pojęcie.. niemiecku.. nieświadom. Jej może najbardziej szokujące przykłady znajdziemy w innej. Wreszcie to wciąż powtarzane wyzwisko: bratchny! co miało znaczyć: bastard! czyli po prostu skurwysyn. Byle stare żelastwo). jak go nabrano. A tymczasem słownik wręczył mu pod bastard straszne wyzwisko: wniebracznyj czyli nieślubny. jak to projektował na bazie ścisłej lingwistyki ów język jaskiniowców do filmu Walka o ogień. który znaczył: mierzyć! bo mierzono nim czas. że wszystkie są prawie o 100 tysięcy lat późniejsze. ignorując fakt. więc ucięto mu początek i oto biedny Alex. od słowa po zdanie lub frazes.jednoznaczna forma yarblockos. miejscowość (z naciskiem: że to po polsku) nazwana Żyto (czyli Roggen na wschód od Odry: chyba szło mu o Żytno) i takoż miejscowości Ziemniak i Kapusta. Ale choroszo teraz wymawiane khoroshcho i nazwisko Struve źle odczytane jako Strube. mundus i monde (w różnych znaczeniach) wywodzą się przecież opisowo z indoeuropejskiego pierwiastka me. ograniczę się do księżyca. Gdyby się tak zetknął z kimś znającym żywy język rosyjski! jakże by mu pasował zwykły mudak! i jak pięknie by to wyglądało w transkrypcji: moodack..

aż po łacińskie luna i słowiańskie łuna (też w różnych znaczeniach). I tak musiałem wziąć ze sobą świadka (był to mój niezawodny przyjaciel Staszek Werner) i zagrozić wydawnictwu sądem. Badacz ten podkreślił wagę sprawy i nowatorstwo rozwiązania. Eksperyment mój okazał się produktywny i zwrócił na siebie uwagę. jak i skąd (tylko nie z litewskiego! o którym lada student by wiedział: że jest głównym i najważniejszym źródłem dociekań praindoeuropejskich) i co tylko popadnie: z niewiarygodną wręcz ignorancją lingwistyczną włączając do swych rozważań nawet i polski księżyc. stało się obszerne i drobiazgowe studium. Ale najcenniejszym sygnałem powagi zagadnienia i tego. gdybym się był posunął o krok dalej? Wątpliwe. Niestety miał rację. zresztą zapożyczenie z tegoż wyrazu germańskiego co king i ksiądz. co w nim odkrywcze i najcenniejsze. jakie memu przekładowi poświęcili docent Tadeusz Skulina w nrze 4/XXXVIII „Języka Polskiego" z 1958 roku. Wydał go pod prawdziwym nazwiskiem jako John Burgess Wilson.światła na niebie. Takie to i językoznawstwo. Po czym zmuszono mnie w tych samych Iskrach do rezygnacji z następnego przekładu z góry stawiając mi ultimatum: żadnych eksperymentów! A nastąpiło to już po ukazaniu się rozprawki docenta Skuliny i w momencie gdy racja moja w sprawie Cheyneya została triumfalnie i definitywnie udowodniona 118 . Zlękli się. Czy wygrałbym 30 lat temu walkę o druk tej książki. w niewielkim stopniu na idiomatyce i prawie nie tyka składni. Język prosto wyłożony). Ale nikt ze specjalistów nie traktuje go serio: i nic dziwnego. Burgess jednak zgarniał na oślep.. dokonał szczegółowej analizy wprowadzonego przeze mnie języka i stwierdził. lecz i nowszej klasyki zwłaszcza amerykańskiej. że ją doceniono. nie kwitując niczym swego długu i nie powiedziawszy mi nawet dziękuję. Owszem: rozpętała się krótkotrwała walka na ostre w redakcji (była to bodajże czwarta moja książka i nie mogłem jeszcze narzucać swych warunków ani postawić ultimatum. to ryzykując dalszym ciągiem swej kariery pisarskiej). że to przezwisko: mały książę! w przeciwieństwie do wielkiego księcia: czyli słońca. Owszem: zakwękał w paru zdaniach jeden czy drugi (wtedy jak i dziś nikomu nie znany) recenzent. że nowatorstwo polega tu głównie na słownictwie. wprowadzając do kryminału Petera Cheyneya Kat czeka niecierpliwie (Warszawa 1958 Iskry) w dialogach elementy mowy potocznej i substandartu jako odpowiednik angielskiego slangu i kolokwializmów. a jeżeli. Owszem: rozmaici tłumacze (jako że sytuacja obiektywna domagała się tego) podchwycili z miejsca mój wynalazek i zaczęli go powszechnie stosować nie tylko w przekładach kryminałów. W sukcesywnie poprawianych wydaniach cieszył się niejaką popularnością jego wstęp do językoznawstwa Language Made Plain (1964 i 1975. 17 Więc jaki ma być po naszemu ten język? Zacznę od wspomnień. nie domyślając się. Był to jednak mój i w ogóle pierwszy krok do formuł translatorskich dotąd nieznanych i zabronionych. jeśli unicestwi w moim przekładzie to. że księżyc po czesku to komar? tego już nie sposób się domyślić. A skąd mu się ubrdało. Trzydzieści lat temu zapoczątkowałem w literaturze polskiej nowy styl tłumaczenia.

Jej struktura ogólna i zespół szczegółowych konstrukcji są przecież decydujące w każdym języku. Wreszcie semantyka z pragmatyką językową. w ogóle ktoś nieporadnie mówiący albo piszący. idiomatyka od leksyki) najdobitniej konkretyzują to. Mimo to nie jest najważniejsza. Następnie rekcja oraz idiomatyka (wprawdzie nieodłączne: rekcja od składni. Trochę zapożyczeń pochodzi z innych języków. co dzieje się w języku na szczeblu pojedynczych zdań. gdy słownictwo jego prawie niczym się nie wyróżnia. Ten proces najzupełniej spontaniczny. jego mistrzostwo. bo najskryciej. którymi wciąż pozwala im się w zalążku niszczyć niepojęte dla nich wartości? 18 Więc jaki ma być ten język? Leksyka jego.Dla mnie te kłopoty należą do historii. Że odrębność jego prowokuje na pierwszy rzut oka? Dobrze: prócz ewidentnych rusycyzmów sięgam też po zapożyczenia ze środowiskowych gwar lub żargonów i wprowadzam obfitość naśladujących je neologizmów i neosemantyzmów: to znaczy innowacji słowotwórczych i znaczeniowych. będzie ona ulegać wpływom nie jednej kultury lub języka. które decydują o literackiej formie dzieła nawet i wówczas. mówi sama za siebie. A co jest? Przede wszystkim składnia. w znacznej mierze uporządkowana w słowniczku. belfer. uległ na kilkadziesiąt lat zawieszeniu tylko czy spowolnieniu i gdyby się w nowych okolicznościach ożywił. słowotwórstwo i funkcjonalne zróżnicowanie języka według dialektów i stylów należą do tych elementów. żydowskie lub ukraińskie. lecz wielu. jak i kulturalnie organizm. Nie tyle w użyciu słów ile w ich łączeniu kryje się istota określonego języka. tu i ówdzie czeskie. Ale rozglądam się wokół: ilu z takich dysponentów kultury ma do dzisiaj w ręku bat i tępy nóż. wyrażeń i połączeń wyrazowych. że już od wieków nic tak bardzo nie kształtowało języka polskiego jak niemiecki. Mówiąc tylko pół żartem: a nuż czeka mnie jeszcze wersja 119 . przebiegający poza świadomością narodową i wbrew tej świadomości. Jest bowiem raczej pewne. Jeden wpływ drugiego nie wyeliminuje. ale mutatis mutandis również i wersji A. Co najwyżej trzecia jeszcze możliwość widnieje na horyzoncie: gdyby się okazało. rozwój polszczyzny może pójść i w trzecim kierunku: tym łatwiej. krytyk. co zwykle niezbyt sobie uświadamia dyletant. przede wszystkim z angielskiego i niemieckiego. Tu również najdotkliwiej. i tak czy owak przenikające do polszczyzny obce słownictwo musi wywodzić się przede wszystkim z dwóch źródeł: angielskiego z amerykańskim i rosyjskiego. Oto na czym koncentruje się moja uwaga w tłumaczeniu Mechanicznej pomarańczy. Więc o słownictwie nie ma co rozprawiać. że jakkolwiek potoczy się historia i tym samym ewolucja polszczyzny. Ta formuła dotyczy nie tylko wersji R przekładu. odciskają się wpływy obce i zjawiska rozkładające język. banał i przeciętność lub nieudolność. nie musiałby stwarzać w języku nowych mechanizmów: po prostu nawiązałby do gotowych. którymi najtrudniej operować. Naturalnie ona się najbardziej rzuca w oczy. że Polska wejdzie w orbitę zjednoczonych Niemiec i włączy się po dobrosąsiedzku w ich potężny zarówno ekonomicznie.

już silnie zrusyfikowaną. Co i tak jest faktem. separacja od mowy pisanej już dziś rozwijają się w skali przerażającej. bo na etapie współistnienia i walki nie manifestowanej. Moja składnia w Mechanicznej pomarańczy wersji R pokazuje głównie strukturę języka mówionego. Lecz tym bardziej rozstrzygającej. niechaj poszuka innych. rozległy półanalfabetyzm 3. wywodzący się z nizin społecznych (lub adaptujący się do nich) i awansujący życiowo bez awansu kulturalnego. prymitywizacja 2. Kiedy uświadomić to sobie. dość na to jednego pokolenia czy dwóch. wahający się też na granicy nowych form złożonego czasu przeszłego. A zmieniłyby się głównie proporcje. Już kilkadziesiąt lat temu wstrząsnął mną przekład Baśni z 1001 nocy Krzysztofa Radziwiłła i Janiny Zeltzer (Warszawa 1960 Nasza Księgarnia) z konsekwentnie rosyjskim umieszczaniem się po czasowniku! a dialogi w rodzaju: Mi? Ci! są już normalne wśród ludzi z maturą.N perypetii Alexa? Jednak i niemiecki ulega potężnie kształtującym wpływom angielskiego. O to pierwsze trudniej. że choć ja urobiłem to w całość. kto wie? może do tego stopnia. przez radio i w życiu publicznym. Proces ten zachodzi już dziś. imiesłów uprzedni we frekwencji nasilającej się i funkcji przymiotnikowej. że język stanie się w swej decydującej strukturze angielskim albo rosyjskim. Ale czy jest to nie do pomyślenia? Wszystkie trzy warunki: 1. Uwarunkowane składniowo rytm i kadencja zdań. lecz i tak widocznym udziałem rosyjskiego. wydając książki. rzecz jasna. chwiejna pozycja zaimka zwrotnego się. redagując je lub zabierając głos w telewizji. Więc i dla polszczyzny byłby to zapewne łączny wpływ obu. dochodzącej aż do zrywania kontaktu z językiem pisanym. Tak i w początkowej alternatywie. zwykły czas przeszły typu rosyjskiego w użyciu ekspresywnym. że nie wymaga on separacji od form pisanych lub inaczej upowszechnianych: po prostu ludzie. Ten proces narasta lawinowo: i jeśli na tej drodze czeka nas rusyfikacja polszczyzny. czy na odwrót. ze względu na fundamentalnie odmienną strukturę języków angielskiego i polskiego: ten proces musiałby trwać wiele pokoleń i przejść stadia częściowego analfabetyzmu lub ogromnej prymitywizacji stylu kolokwialnego. częstokroć nawet pod hasłem walki o kulturę języka! Niemałe są w tej mierze (i kwitną w blasku doktoratów i profesur) zasługi nawet sfer akademickich. Warto podkreślić. polonistów. Nie: który wpływ obcy wyeliminuje ten drugi? Tylko: czy angielszczyzna wywrze decydujący wpływ z dużo mniejszym. językoznawców. nawet nie sięgając do zjawisk takich jak typowy prezenter TV w 120 . ażeby składnia polska najpierw przemieszała się z dość bliską jej składnią rosyjską. Kto chce. a następnie pozbyła się konstrukcji mniej rosyjskich. używają coraz mniej poprawnego języka (który wypiera swoista mowa awansu) pisząc w gazetach i tygodnikach. tym łatwiej. O rusyfikację zaś bez porównania łatwiej: wystarczy niewielkie przesunięcie w nawykach i preferencjach językowych. chwiejność w enklitycznych zaimkach osobowych: to niektóre z wielu przejawów rusyfikującej się składni. Więc głównie składnia i rekcja (czyli zasady gramatycznego łączenia wyrazów) ulegną wyraźnej anglicyzacji lub rusyfikacji: z czasem. Czynią to coraz bezkarniej i powszechniej.. choć niekonsekwentnie. elementy jej nie są bynajmniej fikcją. z którymi zresztą (mimo tak znacznej bliskości obu języków) niezbyt się potrafi uporać..

łatwo (lub dzięki kontekstowi) zrozumiała. że ta gwara warszawska. Może to być zwykły polski wyraz. Mam nadzieję. które w polskim wyrazie (jeśli bez nacisku ideologicznego) nie mieszają się. kto ją wykrył. Czy mój projekt języka nie ma prekursorów? Jednak posiada ich. wolno postawić mi zarzut: czy nie nazbyt optymistycznie zaprojektowałem ten zwyrodniały język przyszłości? Bo nawet mój Alex czy inni rynsztokowcy pod pewnymi względami nie posuwają się w degeneracji swej fantastycznej polszczyzny do takich skrajności: już dziś przecież najzupełniej rzeczywistych. Nie ma. tu prawie nieobecny.audycjach kulturalnych. 19 Dla specyfiki tego stylu mówionego charakterystyczne są m. Wiedząc już. Zmierza to ku drażliwemu pytaniu. zakłócenia sformalizowanej w pisanym języku składni. jest reliktem oddalonej wówczas o jedno lub dwa pokolenia epoki. że taki będzie jego praktyczny efekt? Nie ten wywołuje chorobę. Ale łączy je ignorowanie norm językowych i konsekwentne stosowanie norm własnych oraz fakt. lecz w odpowiedniku rosyjskim i owszem. lecz po polsku obca lub niepoprawna. którą Wiech utrwala i przetwarza. ale przesunięty z lekka w znaczenie (choć i po polsku możliwe) bardziej typowe dla równobrzmiącego z nim wyrazu rosyjskiego. co i jak się w jej wnętrznościach porusza. aby zmniejszyć oba te zagrożenia. Raz już potwierdziła się w laboratorium przeszłości i stąd jej odbicie u Wiecha. a może tysiące. że to nie fikcja: bo tak się już mówi! choć u mnie większość tej mowy naprawdę wynikła nie z podsłuchiwania i zapisu. gdy zagrożenie polszczyzny przez wpływ języka rosyjskiego przybrało formy i rozmiary zbliżone do dzisiejszych i do tych konsekwencji na niedaleką przyszłość. Jeszcze się nie ukazał mój przekład. Kalka z idiomu rosyjskiego. Zasadniczych różnic więcej tu wprawdzie niż podobieństw. które z pewnością sto razy będzie mi zadane: czy ja popieram taką ewolucję polszczyzny? czy mój przekład ma ją lansować? czy nie obawiam się. Więc jej model i wariant futurologiczny mają wysoki stopień prawdopodobieństwa. skuteczniejszej metody na szerzenie chorób wenerycznych niż krycie się z nimi lub udawanie. że wydobycie ich obu na bezlitosne światło przyczyni się do tego. Aż do szczegółów włącznie. Fragmentarycznie. łatwo przechodzące w strumień mowy nie całkiem powiązanej.in. Gdy 121 . Najważniejszy to Wiech. w ich rzeczywistości językowej i drobnych tarapatach życiowych: wymiar i tło Mechanicznej pomarańczy są całkiem inne. I to nie w rynsztoku. Nie jest mi sympatyczniejsza ta polszczyzna niż ten bydlaczek Alex! i jako tłumacz nie bardziej utożsamiam się z tym językiem niż z postacią Alexa. a już mi zwracano uwagę (przy lekturze jego próbek i fragmentów). Więc ta fikcja językowa nie jest aż tak fikcyjna. jak wiadomo. anakolut i wiele innych konstrukcji nie mieszczących się w paradygmatach. które ja tu przedstawiam. że ich nie ma. czego szukać. tylko z dobrej znajomości polszczyzny i że wiem. Ale na szczytach. Tam chodzi głównie o humor. Ekwiwokacja znaczeń. zainteresowany odbiorca sam znajdzie niezliczone przykłady rusycyzmów nie uwzględnionych w słowniczku. Takich szczegółów znajdą się setki i setki. Tu koszmar i na ponuro! Wiech ściśle umiejscowił swe przedwojenne opowieści w dołach społecznych.

rozbicie takie pojawia się już na poziomie słowotwórczym. Wydaje się to prawie niemożliwe: a przecież konstrukcje przyimkowe (charakterystyczne dla tego drugiego typu) szerzą się obok i zamiast deklinacyjnych nawet i w poprawnej polszczyżnie: w języku bułgarskim zaś i macedońskim dawno już przeważyły nad fleksją. na przykład młodzieżowych i przestępczych. ponieważ jest to mocna strona języków słowiańskich. Białoszewski startował z linii bardzo wysuniętych i realizować mógł pełną swobodę w kształtowaniu samego języka i form jego zapisu. Tak ma być. jak i w momentach dezorganizacji języka i rozpadu jego prawidłowości. okresu przemian strukturalnych. z drugiej strony zaś istotne elementy różniące język żywy i mówiony od pisanego. Czy tak będzie i w polskim? Wszystkie te nieposłuszne odstępstwa od (zubożonej przecież) regularności językowej to z jednej strony przejawy zachodzącej lub szykującej się ewolucji. dochodzi nieraz do struktur podobnych jak w językach inkorporujących raczej niż fleksyjnych. albo jedno i drugie. właściwa im hermetyczność ekskluzywnego żargonu i język potoczny. a na gruncie zawodowym powszechność 122 . pojawia się i we francuskim. dla integralności języka mające wymiar kataklizmu. Toteż warto zauważyć jego (choć marginesową) obecność tak w mowie potocznej. Dotyczy to m. co utrwala istniejące formy języka i hamuje przeobrażenia. proces ten (przeciwnie niż w przypadku rusyfikacji) musiałby przebiegać bardzo powoli. Jak uprzednio już podkreśliłem. równie (albo i bardziej) fleksyjny jak polski. osiągnąć może na przestrzeni kilku pokoleń. Za to w wersji A najważniejsze są formacje przejściowe zmierzające ku analityczności. mówiony. mimo że charakterystyczne dla języków nieindoeuropejskich i tak obcych nam jak indiańskie lub eskimoskie. W mojej wersji R przekładu Mechanicznej pomarańczy najważniejsze są efekty wydobywane ze składni i słowotwórstwa. To samo dzieje się w tym przekładzie i w formach jego zapisu. nie liczący się z regułami pisanego.in. Jednak alienacja pewnych grup społecznych. Szkoła i redaktor tym bardziej. Norwid usiłował ratować pełny język i stwarzać możliwości zapisywania go: edytorom do dziś trudno się z tym uporać. Co prawda w Anglii po normańskim podboju w 1066 roku przeobrażenie takie dokonało się błyskawicznie i w ciągu paru pokoleń język staroangielski. który aktualnie trwa w języku polskim. Z analogicznych swobód korzystać musi (nie dla fanaberii ani dla popisania się) każdy autentyczny twórca języka. jakby ich przyrodzone bogactwo. Dlatego (jak już podkreśliłem) nieodzownym warunkiem byłoby tu stadium daleko posuniętej niepiśmienności. Za to jak najobficiej korzystają z nich twórcy i mistrzowie polszczyzny: od Norwida po Białoszewskiego i stu innych. zginął wyparty przez średnioangielski o strukturze mało różniącej się od dzisiejszego. Zjawisko to musiałoby się szczególnie nasilić w razie przyśpieszenia zmian prowadzących do składniowej anglicyzacji polskiego. Ewolucja ku wersji R musi aktywizować język w tym kierunku wspólnym dla polskiego i rosyjskiego. Zjawisko to. a więc jego przesuwania się od typu fleksyjnego ku analitycznemu i pozycyjnemu. albo drastycznie. U nas jednak nie mogłoby się to dokonać tak szybko ze względu na powszechność pisma i druku. Chociaż i tu (śpieszę dodać) nie posuwam się w nich dalej niż do punktu. jaki to przeobrażenie. Polonistyka uniwersytecka woli je tępić niż badać.

przysłówek i przymiotnik. snobującej się na styl amerykański. że choćby tu przytoczone są nie dźwiękonaśladowcze. że po pijaku i na oślep. już zalęgających się i z wolna szerzących w dzisiejszej polszczyźnie. że ich obfitość i udział rosną w języku ekspresywnym. w skali społecznej. że marginesowe zjawiska w języku nie muszą takimi pozostać. Wszystko to są wyrazy nieodmienne. przy czym warto podkreślić. I tu również nie brak już realnych pierwowzorów: od częściej ośmieszanej niż rejestrowanej i badanej gwary Polaków amerykańskich po samorzutną twórczość językową młodzieży w kraju. A do myślenia daje fakt. angielski zaś. zwykle skrócone przez odrzucenie sufiksu i kończące się często na o: takie jak bordo. 123 . jakiego możemy się jeszcze doczekać. Mimo całkiem różnej motywacji tak rosyjski. potocznym i nie pisanym: czyli tam. brzydkie i niekulturalne: nie sposób jednak uważać go za niezrozumiałe. żeby się jej nauczyć. Z biegiem czasu jedno i drugie może się trochę zmienić: ale co jest istotne. mogą ten proces zaskakująco przyśpieszyć. Rosyjskiego nie chcą znać. poprzestaję skromnie na języku tak zanglicyzowanym. nie polskie lub nie mieszczące się w regułach pewnego stylu. piąte przez dziesiąte. no i ta Zizi bach i lulu. co z tego. zmyśleń i pełnej fantastyki. od rozmaitych form czasownika po rzeczownik. Zakładam jednak. należą nie od wczoraj choćby wykrzykniki ekspresywne. Ciekawostka: w języku sundajskim (choć nie w innych indonezyjskich) rozwinęły się one w osobną część mowy: to dla uświadomienia. Opowiadanko to jest oczywiście nieco sztuczne. choć tak łapczywie wychwytywany. przede wszystkim zaś (wbrew powtarzanej dotąd regule) jak najbardziej łączliwe w związkach składniowych. łatwo dające się użyć (podobnie jak po angielsku) w funkcji różnych części mowy. Starając się zarówno w wersji A jak R uniknąć dowolności. kiedy i tak w sam łeb. Tacy modlą się do angielszczyzny. rozumianych piosenek) dla większości pozostaje niemal chińszczyzną. ze względu na swoją szczególną trudność i na przeważający prymityw jego amatorów oraz dostępnych im źródeł (głównie przez nagrania źle artykułowanych i mętnie. tylko znaczące. Mimo to rosyjski dociera na co dzień i nasącza młodych Polaków nawet bez udziału ich świadomości. Już dziś stało się możliwe coś w tym rodzaju: No i Bibi chap za ten but lila róż i w Zizi. lecz wywierającymi ogromny wpływ na poziomie (przynajmniej obecnie) i w formach dość prymitywnych. W subkulturze. Znajomość języków rosyjskiego i angielskiego jest u nas. które Klemensiewicz nazywał czasownikami wykrzyknikowymi. Nie posuwam się aż tak daleko. porno i spoko. jak i angielski są u nas językami bliżej i szerzej nieznanymi. to fakt. że w sumie to się z grubsza wyrównuje. Na pozór są to marginesy języka. jakby nigdy nic. lecz nie starcza im napędu i mózgu. a Jodłowski określał jako czasowniki niefleksyjne osobowe: na przykład lu. podobnie mizerna i prawie żadna. że gdyby angielszczyzna miała się u Polaków naprawdę zakorzenić. Do typowych dla angielszczyzny formacji analitycznych.komputerów i uproszczonego systemu porozumiewania się z nimi. to wzrośnie najpierw jej prawdziwa znajomość. gdzie koncentrują się zjawiska decydujące o zasadniczych przeobrażeniach języka. Ale są: i to najważniejsze. hop i czmychu. W polskim ostatnio rozwinęły się tak samo nieodmienne przymiotniki. a potem wpływ na formowanie języka. angielskiego zaś nie potrafią.

że to nastąpi. tylko projekcja zjawisk już dziś istniejących w naszym języku. szlifował i układał w całość projekty i zasoby z całego życia. Niektóre instytucje i nazwiska mógłbym z góry wymienić. że dobry neologizm odnajduje się często. Nie tylko dlatego. którzy widząc ten model bliskiej przyszłości rzucą się na mnie z krzykiem. że to moja ohyda i moja wina. 21 W późniejszych i ostatnich książkach Burgessa znać coraz większy rozrzut i jakby gorączkowe dążenie do wielkiej skali. że wymyślony przeze mnie barbaryzm już funkcjonuje w gwarach któregoś regionu lub środowiska. jakby gromadził. 20 Zatrważająca realność tego przyszłościowego modelu potwierdzała się wielokrotnie już w trakcie wymyślania go. w innym czasie lub dialekcie języka. Ale nie zabraknie. czeka nas szok: bo składa się ono w całości z wyrazów prawie lub wcale nieodmiennych i ma strukturę tak analityczną. Omówione wyżej derywaty i konstrukcje analityczne wprowadzam obficiej. Gdy sprawdzałem na ludziach. szczególnie w wersji A. Nie twierdzę. że jest to nie fantazja. jakby to już w ogóle nie był język fleksyjny: lecz konstrukcja pełna rzeczowników. Ale gdyby się decydujące czynniki tak ułożyły: to polszczyzna może być już głęboko i bezpowrotnie zrusyfikowana za 30 lat albo zanglicyzowana za 50 lat. Wśród nich wiele dotyczących muzyki. czy język polski mógłby się pozbyć swej przeważającej do dziś struktury i całkowicie przeobrazić się w język formalnie zbliżony do angielskiego. a czego wielu nie zrozumie i nie będzie miało gdzie sprawdzić. w praktyce nie różniąca się od angielskiej. To jako przykre memento dla wątpiących. Man of Nazareth (1979. Napisał więc lub uzbierał sporo książek zwłaszcza erudycyjnych i beletrystyki o wielu wątkach. przymiotników i nawet zwrotów idiomatycznych bez jakiegokolwiek morfemu. co wymaga umieszczenia w słowniczku. decydowałem wedle subiektywnego domysłu: co wie lub domyśli się każdy. już istniejący. rzecz jasna. nie za dwieście! i to w stopniu daleko jaskrawszym niż jedna czy druga wersja tej mowy. Trudno! na wojnie jak na wojnie. niż istnieją. że gablota i maraset znaczą samochód i narkotyk? Co z nich wprowadzać do słowniczka. Tym bardziej nie zabraknie (jak zwykle) prywatnych lub z premedytacją sterowanych obelg i oszczerstw. Także z autentycznymi wyrazami zdarzały się wątpliwości: czy wszyscy pamiętają. Lecz podkreślam. Człowiek z Nazaretu) to własny i nadzwyczaj przemyślny żywot Jezusa. którą ja tu zaprojektowałem dla równieśników Alexa.Jeśli to sobie uświadomić. czasowników. Taka jest i będzie rzeczywistość. A przede wszystkim swoje bodaj czy nie drugie arcydzieło. Przymierzył się do 124 . jakoś tam analogiczne do wcześniejszego o ćwierćwiecze szykowania się na śmierć od raka mózgu. okazywało się raz po raz. głupców i ślepców.

pisząc we współpracy z innymi autorami scenariusz telewizyjnego serialu Jesus of Nazareth i następnie filmu. gdyby i tu nie wysunął pazurów. Przewijają się najsłynniejsze katastrofy naszych czasów. krajów i co widoczniejszych postaci tego stulecia oraz tysiące i tysiące bystrych. od „Titanica" przez kolejne wojny. Byle stare żelastwo) i to chyba najgorsza z jego w końcu nie tak wielu kompromitacji. Ziemskie potęgi). Czyżby własna i w podobny sposób nieudana Ada po Nabokovie mu zamajaczyła w ambicji? Nie wykluczone: już nieraz jakby pozazdrościł innym i próbował napisać to samo po swojemu! a korci go zwłaszcza Nabokov i kolejne okazje do replik na jego wynalazki formalne. Czy wypnie się na te zapowiedzi? Tak coś wygląda. w tym z wielu słowników. Dalej podsumował swą publicystykę. gier słownych itp. której dla zarobku i z temperamentu zwykł poświęcać wiele czasu i wysiłku. złośliwych. Jest to ogromny wybór artykułów i zwłaszcza recenzji. Te były piękne operatorsko i ortodoksyjne: czyli zdawkowe w treści. Ewangelia ma cały legion modernizacji. Niepotrzebnie zdublował jej tło i po części temat w historycznej powieści The Kingdom of the Wicked (1985. że wielkość nie mdła i nie uznająca kompromisu automatycznie zmierza ku szczytom deprawacji lub uświęcenia. po angielsku odrobinę inny niż po polsku. Więc w tej niby rzeczywistości z klocków po części fantasmagorycznych kotłują się walijscy mieszańcy z krwią rosyjską i trójka z Manchesteru z żydowską. gdzie 81-letni pedał literat Kcnneth Marshal Toomey i papież Don Carlo Campanati to mają być (jak wiemy skądinąd) William Somerset Maugham i Jan XXII. miejscowości. a w tym plącze się niedordzewiały Excalibur. furorę zrobiło jego rozmiarami ogromne i zajadle reklamowane powieścidło Earthly Powers (1980. uwag. Nie pomoże efekciarskie założenie dwóch prawie nadludzkich protagonistów. Ten rodzaj klęski. dowcipnych spostrzeżeń. który zrealizował Franco Zeffirelli. Jego powieść nie zawiera w istocie prowokacji ani bluźnierslwa czy choćby odstępstwa od chrześcijańskiej tradycji: dobry katolik może czytać ją bez poczucia. Ale wśród nich ta jedna zaskakuje odkrywczością z pozycji powściągliwie sceptycznych bez prowokacji. a również samego siebie. W hołdzie dla Qwert Yuiop). spraw. Królestwo złych) o rzymskiej Palestynie tych czasów. powiedzonek.niego już o dwa lata wcześniej. zatytułowany Homage to Qwert Yuiop (1986. że naraża się na piekło lub na niezadowolenie proboszcza. Ponieważ w światku literackim już się nosi Burgessa. Jednakże w tych granicach nie znam nic bardziej wyzywającego: gdyż w najzupełniej ortodoksyjnych sytuacjach Burgess ujawnia bez anachronizmu ich szczegółowe i ludzkie implikacje. Lektura nierówna i rozkoszna. 125 . Już po niej wypuścił Any Old lron (1989. że tworzył to rzekome dzieło swego życia przez 10 lat i uzbierał w nim całe setki konceptów. w setkach szczegółów demaskująca wiele spraw i ludzi. Mały Wilson i duży Bóg) zapowiedział. Nie pomoże mu smutny fakt. Chodzi tu o układ górnych czcionek w maszynie do pisania. znaleziony przez hitlerowców w lochach Monte Cassino i kolejno wykradany od NRD po Ermitaż i z powrotem. Ale Burgess nie byłby sobą. W pierwszym tomisku swej ciekawej autobiografii Little Wilson and Big God (1987. erudycyjnych. Nie pomoże śmiała i wyssana z palca koncepcja. Wciąż nic istotnego nie wynika z tego gigantycznego koronkarstwa i jest to jakby sytuacja Bobra i Bankiera w Wyprawie na żmirłacza Lewisa Carrolla. że nastąpi jeszcze tylko jej druga część i to będzie koniec jego twórczości.

jak i w tym. Ta odcina się liczbą 20 książek na tle 30 powieści. że nie wychodzi poza chwyt epizodycznego montażu. I tak samo wszystkim czegoś w nim brak. Ale wartość jej. 22 To czy tamto. obskurant i snob. że pewien rodzaj głębi i uniwersalnych perspektyw tą metodą rzeczywiście trudniej osiągnąć. może kilka innych nie okaże się efemerydami. Może to raczej nadmiar świadomości profesjonalnej bez tych szczelin. ale na pewno żadna z tych. na ogół erudycyjna raczej niż głębsza.w mieczu zaś arturiańskim symboliczny problem: czy pogaństwo zwycięży? To już zwykła inflacja. Ale czyż to jednoznaczny feler? Ja bym powiedział: tylko wówczas. którymi by wtargnął instynkt i żywioł twórczy nie kontrolowany przez świadomość? Ta demoniczna siła. bywa nierówna i nie układa się w jakiś specyficznie ważny i odrębny sposób widzenia świata. a choćby i nic już Burgess nie zdążył wystrzelić ze swej eksplozywnej maszynerii twórczej. Wszystko na sprzedaż za fałszywy grosz. Czyżby jednak okaleczał Burgessa zbyt sterylizujący dystans ironicznego umysłu bez tego światłocienia. marnotrawstwo i poniewieranie tematów. które sam przeznaczył na swe chefs-d'oeuvre. 23 126 . tak błyskotliwy i fantastycznie pomysłowy (trzeba wciąż powtarzać te określenia) w swych nieustannych erupcjach twórczych. Nie zaryzykowałbym jednak opinii. że to dlatego większa część jego prozy powieściowej nie daje pełnej satysfakcji. lecz i zapewnia synaptyczne przejścia do struktur bardziej wieloznacznych? Nie dotyczy to jego eseistyki. więcej czy mniej. Bez wyjątku. do których analogie niełatwo znaleźć. ogromny jego dorobek można już z dużym prawdopodobieństwem podsumować. co sprawia. W różnych kontekstach o większości już napomknąłem. wzbudza jednak mieszane uczucia od irytacji po niedosyt: i trafnie zwracano uwagę. bez końca przeobrażająca się formalnie. co nie tylko zmiękcza ostrość konturów. że geniuszem okazuje się Thomas Mann: pisarz tak często rozwlekły i pretensjonalny. nadzwyczaj pomysłowa i błyskotliwa w szczegółach. Jego proza. jednak nie może przełamać tego kręgu ambiwalencji? Otacza go podziw i respekt. bez gustu. Mimo to wolno już u schyłku jego drogi twórczej powiedzieć. Zarówno w osiągnięciach. gdy autor zmierza do czegoś innego. niedouczony i bez matury? Burgess żadnego z tych grzechów nie popełni. Formuła o schorzeniu epizodycznym tego nie tłumaczy. że w dorobku jego nie ma i nie będzie powieści lepszej niż A Clockwork Orange i może jeszcze Man of Nazareth. inteligentny jak brzytwa. jest kamieniem obrazy i częściej prowokuje do czepiania się niż skłania do sympatii: że kostycznej moralistyki jego dzieł nie humanizują nawet ciągłe igraszki językowe i wszechobecny niby humor: a właściwie jadowite szyderstwo. A co w takim razie? I dlaczego Anthony Burgess. co wielu oburza i złości. Nie stereotyp więc i nie reklama prowadzą ten przegląd z powrotem w kierunku A Clockwork Orange. tej niepewności. mistrz języka i literackiego rzemiosła. Wydaje się. a żadna nie wtargnie do wielkiej literatury z wyjątkiem tych co najwyżej dwóch.

gdy strażnik się zagapił. autorów i działaczy kulturalnych. zanim wyguzdrano się z prawdziwą książką. Ta broszurka trafiła do niektórych bibliotek i również do bibliografii. sygnalizując na wpół iluzoryczny byt książki po polsku. dopuszczonego do najwyższej władzy w Państwie. Rządzie i Partii. odkrywcza. przesyłka wróciła i już na polskiej poczcie została skonfiskowana jako druk nielegalny.. wydostałem z „Literatury na Świecie" już złamane odbitki i powieliłem je w kilkunastu egzemplarzach. jak również w nikogo z ich sprzymierzeńców. by ją pogrążyć w zamian za ograniczony i tylko środowiskowy efekt publikacji w drugim obiegu. Alfa przejęła sprawę i znów ją położyła. Ale jeszcze w roku 1986 mogłoby to utrącić wszelkie inne szanse publikacji utworu w jakiejkolwiek formie i tego nie chciałem. wyżarła mi notatki zawierające nazwiska i adresy malajskich przyjaciół. w socjalizm. Legenda o książce i jej przekładzie nadal krążyła i mnożyły się propozycje. w Rosję ani w Związek Radziecki. że czasy tak szybko złagodnieją? a potem staną na głowie? Ale i tak cenzurę wyręczała dobra wola i cnota naszych wydawców. czujnie i zapobiegliwie. Ukazał się jedynie mój towarzyszący im pamflet Horrorshow! czyli bój się Pan jeża. Ucięło to skutecznie moją dalszą działalność na tym polu. że sprawa jest za poważna. wzdrygnął się z obrzydzenia i krzyknął. Z niezliczonymi błędami. Mimo to cenzura przez 15 lat prowadziła z nią wojnę obsesyjną w swej zajadłości. Jednak w momencie. abym ją wydał w podziemiu. obejrzawszy na zamkniętym pokazie film Kubricka. I tak samo w osiem lat później. gdy na pobojowisku naszej ukatrupionej prasy literackiej wyręczający ją „Przegląd Techniczny" zaproponował mi druk. uważając. Czy tak było? Nie wiem na pewno. że Mechanicznej pomarańczy ma u nas nie być! i to wystarczyło. że to nie Hamlet wpadł przypadkiem pod topór tego Alexa z koleżkami. Guzdrał się rok ze wstępnymi formalnościami Czytelnik. co za szczęście. Dla prestiżu i zysku chciało swą działalność wydawniczą rozpocząć od tej książki Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich: zgodziłem się i znów jego władze doprowadziły tylko do skandalu i kolejnej zwłoki. Kto mógł wtedy przypuszczać.Osobny i dość upiorny akapit do dziejów Mechanicznej pomarańczy dorzuciły jej perypetie w Polsce. że owa krucjata przeciwko Mechanicznej pomarańczy dotyczyła nie książki. Ufff.. Wreszcie w 1989 roku opublikował Mechaniczną pomarańczę miesięcznik „Fantastyka" w postaci wkładki. Znalazłszy się akurat w Kuala Lumpur wysłałem jeden egzemplarz Burgessowi. nieznani sprawcy przedrukowali jeszcze po złodziejsku dwa wydania pirackie. Po czym z tej wersji. Fama głosi. Nota bene z równocześnie wysłanej do samego siebie przesyłki z malajskimi książkami ta sama poczta. Ponieważ trudno go złapać między podróżami a którąś z rezydencji. lecz jej tytułu: podobno ktoś z Biura Politycznego. ważna i do tego niezwykle 127 . Jest więcej niż oczywiste. Pierwsze dwa rozdziały w moim przekładzie miały się ukazać w nrze 2(34) miesięcznika „Literatura na Świecie" z 1974 roku. bodajże Zenon Kliszko. Beztrosko zlekceważył tę książkę Państwowy Instytut Wydawniczy. sam tekst natomiast zdjęto bez uzasadnienia. Ale z rozmaitych absurdów ten wydaje się najbardziej prawdopodobny. Warto policzyć: ileż to niedołęstwa lub niszczycielskiej złośliwości musi w Polsce ominąć na swej drodze do czytelników atrakcyjna. że powieść ta nie zawiera żadnych treści godzących na którymkolwiek etapie historycznym w Polskę ani w jej ustrój.

Damyata. tylko jakiś fałszywy zlepek obojga. A na razie popatrzmy na sprawę z dalszej perspektywy. Po drodze zaś napisałem jeszcze według Mechanicznej pomarańczy libretto musicalu i wygasły rozmowy z teatrem Studio. mdła i nijaka wobec tej z życia i z filmu. Że muzyka. co i finansowego: ale bez powodzenia. to drugi tłumaczy trzeciemu. społecznym i politycznym. Lipna rewolta). 24 Do tych przygód Mechanicznej pomarańczy chętnie dodałbym sporo cytatów i cudzych refleksji. Dayadhvam. Jednak poj鹹ie dウugowウosych filistr ukazuje rzecz chyba w najwaソniejszej perspektywie. Tamten kiwa obojętnie głową i mówi: Wiem. Nikt zaś nie trafił celniej w istotę problemu we wszystkich jego aspektach. Shantih shanlih siiantih. Ze względu na rozmiar 32 stron nie byłoby to nawet niemożliwe. Wystawiła go w Londynie na przełomie 1990 roku słynna Royal Shakespeare Company szukając wyjścia z nękającego ją kryzysu tyleż artystycznego. ani balet muzyczny. Robert Stiller 128 . którą skomponowali Bono i The Edge obficie sięgając do Beethovena. Nie rozumiejący kretyn porucznik tłumaczy to na język urdu swemu Gurkhowi. Niech nam pomoże ta scena z Trylogii malajskiej: Upijają się we trzech. Czy doczekamy się tego spektaklu? To się okaże.dochodowa książka. Krytyka i publiczność stwierdziły to samo: że sceniczna brutalność okazuje się umowna. nie nadrobiła braku formuły artystycznej i wynikł z tego ani naturalizm. Co kto powie. To jest to. niż Gershon Legman w broszurze The Fake Revolt (1967. Chciałoby się ją przytoczyć w całości. Niemiecki tygodnik „Stern" arcytrafnie podsumował problem Alexa i jemu podobnych w określeniu: die Spie?bürger mit langem Haar.S. Niezupeウnie o to szウo w Mechanicznej pomarazy albo nie tylko. co powiedział grom. W międzyczasie sam Burgess napisał dramat muzyczny według swej powieści. każdy z nich zna dwa języki i nie ma żadnego języka znanego wszystkim trzem. Eliotem i cytuje z Ziemi jałowej sanskryckie: Datta. moralnym. który chciał w roli śpiewających łotrzyków obsadzić znany z ekscesów zespół estradowy Lady Punk. Wtem złajdaczonemu nauczycielowi odbija się T.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful