Część pierwsza l - To co teraz, ha?

Bytem ja, to znaczy Alex, i trzech moich kumpli, to znaczy Pete, Georgie i Jołop, a Jołop to znaczy po nastojaszczy Jołop, i siedzieliśmy w Barze Krowa zastanawiając się, co zrobić z tak pięknie rozpoczętym, a wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy. W Barze Krowa dawali mleko z czymś, to była taka melina, a może wy już nie pamiętacie o braciszkowie moi, co to były za meliny, bo wszystko się teraz tak bystro zmienia i wszyscy raz dwa zabywają, gazet się też wiele nie czyta. Wiec w tym pabie sprzedawali mleko z dodatkiem czegoś jeszcze. Na spirtne nie mieli pozwolenia, ale jeszcze nie wyszedł ukaz, re nielzia robić tych nowych sztuczek, co je dobawiali do regularnego mleczka, więc mogłeś sobie w nim kazać na przykład welocet albo syntemesk, albo drenkrom, albo jeszcze jeden czy drugi taki maraset, że miałeś od niego rozkoszne, ujutne piętnaście minut sam na sam podziwiając Pana Boga i Wsiech Jego Aniołów i Świętych w lewym bucie i do lego błyski wybuchy na cały mózg, no po prostu horror szoł! Albo mogłeś pić mleko z żyletami w środku, tak się u nas mówiło, że się człowiek od niego naostrzy i jest gotów na niemnożko tego brudnego, co to dwadzieścia w jedno, i jak raz to piliśmy tego wieczora, od którego zacznę opowieść. W karmanach mieliśmy spore dziengi, więc jeśli chodzi o zachwat szmalcu, to nie było potrzeby flekować żadnego dziada w ciemnej uliczce i patrzeć, jak on się maże we krwi, kiedy my liczymy urobek i dzielimy na czterech, ani też robić ultra kuku jakiejś starej siwej babuli w sklepie, a potem się udalać z rechotem i z bebechami jej kasy. Ale, jak to mówią, sama forsa nie daje szczęścia. Wszyscy czterej byliśmy jak z żurnała wycięci, to znaczy według tamtej mody, czarne bardzo obcisłe rajtki z tak zwanym auszpikiem czyli odlewką dopasowaną w kroku, pod rajtkami, jako osłona i zarazem jako taki wzór, który było widać w odpowiednim świetle, u mnie w kształcie pająka, Pete miał grabę (to znaczy rękę), Georgie bardzo elegancki kwiat, a ten bidny stary Jolop miał na odlewce taki bardzo na huzia ryj (to znaczy mordę) pajaca, bo on w ogóle nie oczeń chwytał i był niewątpliwie z nas czterech najgłupszy. Następnie mieli my wcięte pidżaki bez klap, tylko te ogromne wypchane ramiona (po naszemu: plecza), taka jak gdyby zgrywa, że ktoś może po nastojaszczy mieć takie szerokie bary. No i oprócz tego, braciszku mieliśmy te nie sawsiem białe halsztuki, co wyglądały jak piure z kartoszki z takim jakby deseniem od widelca. Kudły mieliśmy nie za długie i buty w sam raz takie do kopania. - To co teraz, ha? Przy barze siedziały w kupie trzy dziule, ale nas było czterech i mieliśmy tę pryncypialność, że jeden za wsiech, wsie za jednego. Te trzy psiczki teź były jak z żurnała, miały peruki na baszkach, fioletową, zieloną i pomarańczową, a każda w cenie, no, ja bym powiedział, przynajmniej trzy albo czterotygodniowy zarobek takiej dziuszki, no i makijaż pod kolor (to znaczy tęcza wokół oczu i usto rozmalowane bardzo szeroko). Dalej miały czarne, długie, zupełnie proste kiece, a na nich przy grudkach wpięte srebrnego koloru znaczki, na których były imiona bojków: Joe, Mike i tak dalej. A to miało znaczyć, że niby z tymi malczykami się przedziobały, zanim im stuknęło czternaście lat. Krugom łypały na nas i już mi sie prawie zachciało bałaknać (normalnie kącikiem ust), żeby zrobić we trzech niemnożko
1

seksu, a bidnego starego Jołopa spławić, bo do tego wystarczy kupić mu pół litra białego, tyle że z syntemeskiem i szlus, ale to by było nie fer. Bo Jołop był wyjątkowo nieatrakcyjny no i taki, jak się nazywał, ale w walce to był brudas po prostu horror szoł! i bardzo zręczny w butach. - To co teraz, ha? Ten członio, co siedział koło mnie, bo tam było długie wygodne siedzenie z pluszu wzdłuż całych trzech ścian, to był już nieźle w trakcie, oczy miał szklane i tylko z niego bulgotały takie słowa w rodzaju: - Arystotele morele że mu cieczka rododendron to już farfoklem prima bulba. - Rzeczywiście był daleko w tym kraju, no wprost na orbicie, i ja wiedziałem, jak to jest, bo też próbowałem tego jak każdy, ale na ten raz jakoś mi sie podumało, że to tchórza robota, braciszkowie moi. Głotnąłeś sobie tego mleka i leżysz, i dostajesz takiej prydumki. ze wszystko co cię otacza, już jakby przeszło. To znaczy wszystko widzisz dookoła o kej, bardzo wyraźnie, stoliki, lampy, stereo, dziobki i małyszów, ale wszystko jak gdyby już było i nie jest. I jesteś jakby zahipno na swój but albo pazur, co popadnie, i równocześnie jakby cię kto wziął za kark i trząchał niby koszkę. Tak cię trzęsie i trzęsie, aż niczewo nie zostanie. Już straciłeś imię, płyć i samego siebie i masz to w rzopie, i czekasz, kiedy ci się ten but czy pazur zacznie robić zółty, a potem jeszcze bardziej żółty i jeszcze. Potem światła zaczynają się wzrywać jak bombatomba i ten but czy pazur, czy ociupinka błocku na brzegu nogawki, co by nie było, zmienia się w ogromne ogromne miejsce, większe od całego świata, i jak raz masz się znaleźć ryło w ryło z Panem Bogiem, kiedy to się nagle urywa. Znów jesteś tu i taki więcej mizglący, buźka ci się wykrzywia do bu-hu-huu. Więc to jest fajne, ale tchórzliwe. Nic po to nas wywalili na świat, żebyśmy się obszczali z Bogiem. Takie sztuczki to mogą z człowieka wypruć całą ikrę i wszystko co dobre. - To co teraz, ha? Stereo było wkluczone i zdawało się, że głos tej syngierki lata po całym barze, do sufitu i apiać w dół od ściany do ściany. To Berti Laski chrypiała taki bardzo starychowski kawałek pod tytułem: Opalasz mi farbę. Jedna z trzech fifek przy barze ciągle wypaczała brzuch i wciągała go w rytmie tej tak zwanej muzyki. Czułem, jak te żylety w mleku zaczynają mnie rypać i teraz już byłem gotów na niemnożko tego co to dwadzieścia w jedno. Wiec dałem skowyt: - Aut aut aut raus! - jak psiuk i łomot tego członia, co siedział koło mnie i był tak daleko i coś bulgotał, w słuch czyli w ucho, horror szoł! ale on daże nie poczuł i wciąż posuwał swoje: - Telefonczyk mu tward że laz jak bulbetle go bang tara bum. - Ale jeszcze poczuje, kiedy ocknie się i stamtąd wróci. - Raus a dokąd? - spytał Georgie. - A tak byle się przejść - powiedziałem - i luknąć, co się hapnie i okaże, o braciszkowie moi. Więc wytoczyli my się w te wielką zimową noc i paszli po Marghanita Road, i skręcamy w Boothby Avenue i widzimy jak raz to, co nam było nużno, mały figiel na otwarcie wieczoru. Szedł sobie taki trzęsący się stary drewniak w typie jakby psora, w oczkach na klufie i z ryjem odkrytym na zimny wozduch nocny. Miał knigi pod pachą i zafajdany parasol i wyszedł zza rogu od Publo Bibloteki, z której wtedy już mało kto korzystał. W ogóle po zmroku nigdy się nie trafiało dużo tych burżujów starego typu, no bo wciąż za mało policji a my, równe malczyki, w mieście i pod bokiem, tak że ten chryk w typie psora był sam jeden na pustej ulicy. Wiec my podchodzimy do niego bardzo grzecznie i ja mówię: - Przepraszam, braciszku.
2

On się na to niemnożko spuknął, widząc, że my czterej podchodzimy tak spokojnie i grzecznie i z uśmiechem, ale powiada: -Tak? O co chodzi? - takim bardzo gromkim, profesorskim głosem, jakby chciał nam pokazać, że nie ma pietra. A ja do niego: - Widzę, że masz książki pod pachą, braciszku. To zaiste rzadka przyjemność w naszych czasach spotkać kogoś, kto jeszcze czyta, braciszku. - O! - powiedział, cały się trzęsąc. - Ach tak? O! naturalnie! - I tak patrzył po kolei na wszystkich czterech, znajdując się jakby w samym środeczku kwadratu z samych ułybek i uprzejmości. - No właśnie - odrzekłem. - I byłbym niezmiernie ciekaw, braciszku, czy byłbyś tak dobry pokazać mi, jakie to mianowicie książki masz pod pachą. Nic na świecie nie sprawia mi tyle radości co dobra i czysta książka, braciszku. - Czysta - powtórzył. - Czysta, e? - I na to Pete grabnął mu te trzy książki i bystro je rozdał. Ponieważ nas było trzech, potoczyliśmy każdy po jednej, prócz Jołopa. Moja nosiła tytuł Podstawy krystalografii, więc otwarłem ją i powiadam: Znakomite, po prostu świetne! - i przewracam kartki. I nagle mówię jakby zaszokowanym głosem: - A cóż to takiego? Co to za ohydne słowo, rumienię się, kiedy na to patrzę. Zawiodłem się na tobie, bracie, słowo daję. - Ależ to - wykrztusił - to... to... - No - odezwał się Georgie - to już jest według mnie zupełne świństwo. Tu jest takie słowo, które się zaczyna na p, i drugie na ch. - Miał knigę pod tytułem Cuda i tajemnice płatka śniegu. - O! - wkluczył się stary bidny Jołop, zaglądając przez ramię do książki, którą trzymał Pete, i jak zwykle przesolił. - Tu jest napisane, co on z nią zrobił, i jest obrazek i w ogóle. - No powiedział - ty to jesteś naprawdę stary i obleśny ptak sracz. - Stary człowiek, bracie, i żeby w twoim wieku - powiedziałem i zaczynam drzeć tę moją knigę, a tamci swoje, przy czym Pete i Jołop urządzają zawody w przeciąganiu Systemu romboedralnego. Stary psor na to podnosi wrzask: - Ależ to nie moje książki, to dobro publiczne, ależ to czysta złośliwość i wandalizm! - albo coś w tym rodzaju. I próbuje nam odebrać te książki, co było po prostu, no, wzruszające. - Oj, zasłużyłeś sobie, bracie powiadam - na małą nauczkę. -Ta książka o kryształach była bardzo solidnie oprawiona i trudna do podarcia w kawałki, bo naprawdę stara i z czasów, kiedy rzeczy się robiło na trwałe, ale jakoś mi się udało powyrywać kartki i kidać je garściami jak płatki śniegu, tylko duże, na tego chryka, co ciągle darł mordę, a potem tamci zrobili to samo, a Jołop tylko ich obtańcowywał jak błazen, bo też i był. - Proszę cię bardzo - zawołał Pete. - Na, masz tu swojego dorsza z kornfleku, ty brudny czytaczu świństw i paskudztwa. - Ty stary, obleśny chryku, ty! - powiedziałem. I zaczęliśmy dopiero z nim igrać. Pete go trzymał za graby, a Georgie zahaczył i rozpachnął japę, i wtedy Jolop wyjął mu protezy, górną i dolną szczękę. Rzucił je na chodnik, a ja normalnie pod but, chociaż okazały się kurwa twarde, z jakiegoś nowego plajstyku. Drewniak wziął się coś gulgotać, ułch yłch ołch, więc Georgie puścił to jego rozdziawione japsko i tylko razik mu przysunął tą swoją piąchą w pierścionkach, to ten stary chryk normalnie stęknął i od razu krew, coś pięknego, braciszkowie moi, po prostu horror szoł! Więc już tylko zwlekliśmy z niego łachy, aż do majki i długich gaci (bardzo starychowskich, Jołop zdychał ze śmiechu), po czym Pete kopnął go fajnie w brzucho i puściliśmy go. Polazł tak jakby kuśtykając, bo to nie był prawdziwy mocny kop, i robiąc: - O! o! o! - i nie wiedząc dokąd i co jest co, a myśmy się dali w chichot, a potem poszperali my w jego
3

. więc poszliśmy do Księcia Nowego Jorku na Amis Avenue i w tym cichym zakątku naturalnie siedziały ze trzy albo cztery stare babule i ciągnęły tę swoją czarną z mydlinami na koszt AZ (czyli Akcji Zasiłków). cośmy już mieli przy sobie. Teraz pierwsza rzecz to uskutecznić małe filantro. zakazaliśmy każdy po weteranie. to było wtedy modne. iczekamy na obra. z takimi słowami jak: Mój najdroższy najdroższy. ale dużośmy nie znaleźli. Ja wiem. bo się cykał żebyśmy go znów nie nazywali durak i cudowne dziecko bez baszki. braciszkowie moi. . Dobra powiedziałem.i: .Będę myślała o tobie. . niektóre datowane aż gdzieś w latach 1960-tych.Wrócimy tu za minutkę.My jesteśmy biedne staruszki. jakby chciał dokazać wobec pustej ulicy. Więc my ładujemy się jako ci dobrzy malysze.Dziękuję. . aż im się stare żylaste grabki zatrzęsły na szklanach i mydliny zaczęły chlapać na stół. Jołop zaprzestał tańców z parasolem i oczywiście musiał wziąć się do czytania w glos jednego listu. Za ostatek szmalu wykupiliśmy.Zostawcie nas. . A następnie powiedzieliśm: . chrupki i batony czekoladowe. wszystkie te paje z mięsem. o braciszkowie moi. chłopcy! . ale to był tylko początek wieczoru i ja cię prze pieprzę praszał ani twoich za to nie będę. żeby z jednej strony spuścić niemnożko szmalcu i przez to mieć lepszą motywację do zachwatu w jakimś tam sklepie.Daj coś pożywnego tym biednym. co robić i co bałaknąć. A ja powiadam: . o braciszkowie. Wsio taki dano im po butli Yank General. na wynos i do tego zakazałem im jeszcze po tuzinie czarnej z mydlinami z dostawą do domu na drugi dzień. ile ich tylko mieli w pabie. i tym podobny szajs.I sypnąłem całą kieszeń monalizy na stół i tamci trzej też. że nie zapomnisz włożyć coś ciepłego. uśmiechając się do wszystkich na dobry wieczór w kościółku.Aż się człowiek czuje charoszy. A stary bidny Jołop widać że niezupełnie poniał. a niektórzy jeszcze lubili w tym psiuk limonu. . chłopcy. że potrafi czytać.powiada Pete. cały w nerwach i trąc sobie szufle o brudny fartuch. że wyciera sobie tym rzopsko. żeby każda z tych śmierdzących starych fif zostawiła w barze swój adres.Moje kochanie! . bo to była kurza kasza w porównaniu z tym kasabubu. Dla każdej dużego szkota i coś na wynos. . i skończyliśmy z tym belfrowatym chrykiem.wygłaszał tym strasznie wysokim głosem. i kółko z kluczami. tymczasem Jołop nas obtańcowywal z tym zafajdanym parasolem. to był styl kanadyjski. . Potem żeśmy potrzaskali parasol i z ciuchami też zrobili razrez i rzucili je na dmuch wiatru. starym babulkom. chłopcy . precelki.Niech was Bóg pobłogosławi. chłopcy! .I te stare pudernice wciąż powtarzały: . to jest taki koniak. . i to też dla tych babulek. więc ustroiliśmy z tą jego drobną parszywą monalizą normalnie razbros. . Kilka starych listów.Dziękujemy wam.a myśmy wyszli bez jednego centa w karmanach. jeśli będziesz wychodził nocą. choć te stare pomarszczone chryczki wpadły od razu w dygot. w spokoju! . Więc te ciężko spuknięte stare chryczki zaraz dostały każda jeden podwójny złotogniak i same już nie wiedziały.W sztanach tego chryka znalazło się tylko ciut ciut szmalu (to znaczy forsy).I zaśmiał się bardzo gromko: ho ho ho! udając. najwyżej trzy golce. . No więc przeszli my za róg na Attlee Avenue i ten sklepik ze słodyczami i tabakiem był jeszcze otwarty. Jedna wydusiła z siebie: .ale widać było.Kończymy z tym. kiedy ty się znajdziesz daleko stąd. Nie ruszaliśmy ich prawie od trzech miesięcy i cała 4 .A my tylko kaliami błysk błysk błysk w uśmiechu.karmanach. a z drugiej kupić sobie zawczasu alibi. czyli rum z wiśniakiem. serki na krakersach. żeśmy nic wielkiego znów nie zdziałali. Żylety w mleku z dobawką już cięły jak trza i w ogóle horror szoł. co wrednego się teraz hapnie. i mam nadzieję. siadamy i na dzwonek. ale nic nie bałaknął. nie? . Jak podszedł. że czekają.prosi jedna z mordą całą jak mapa od tej tysiącletniej starości. i stare cieknące pióro. o braciszkowie moi.

Myśmy wcale stąd nie wychodzili. gdzie miał telefon i nawierno też swoją fest naoliwioną armatę i w niej sześć wrednych pestek. braciszkowie.A one znów: . bo się nam po nastojaszczy chciało pić. choć tak prawdę powiedziawszy to nie było czego się bać. żeby nie wrzasnęła śmierć i pogrom na cztery wiatry niebieskie.dzielnica była taka więcej spokojna. jak nie były już potrzebne. tak że dały się zwijać. że tak powiem. więc wzieli my go w boczną uliczkę i doprowadzili co nieco do porządku. Potem było widno już tylko jakby wielką kulę. włosy i w ogóle. Wobec tego wygarnęliśmy kase i urobek tej nocy pokazał się całkiem horror szoł. więc obskoczyłem bystro ten kontuar i grabnąłem ją. stała jakby zamrożona za ladą. więc uzbrojone szpiki i patrole mało się tam pokazywały w tych czasach. niech Bóg was błogosławi. i tu się już pokazała czerwień. o braciszkowie moi. Nie spuściłyśmy was ani na chwile z oka. i schować w bucie: no i weszliśmy we trzech. a ten Slouse to była taka gromadna kucza jakby galaretki z portwajnu i z miejsca się kapnął i bryzg na zaplecze. i oczywiście tak właśnie było. Więc Jołop obskoczył ten kontuar bystro jak ptak. Nie ponrawił mi się jego wygląd: był brudny i taki zmiętoszony. i co tylko chciały te stare pudernice. to był. ta stara drużka. Byliśmy z powrotem pod Księciem Nowego Jorku w try miga i według mego zegarka to nie trwało więcej niż dycha minut. jak da się jej szansę. że może by tak? ale nieh to zostanie na potem. żeby przestała jęczeć. płasko wycięta dziobka szczerząca zęby do klientów i wywieszająca do nich grudziska dla reklamy jakiejś tam nowej marki rakotworów. dla żartu. a ta damulka suka jak mnie kąchnie całą gębą.i my na dzwonek i kelnera. to była sawsiem nowa sztuczka. a potem doprawić łomem do odkrywania skrzynek. Georgie króla Henryka VIII. no nie? Byliśmy tu przez cały czas. to podawali nazwiska) i mój był Disraeli. ale nie powinno się nigdy na to wyglądać! Po halsztuku jakby mu ktoś deptał. a stary bidny Jołop wziął poetę nazwiskiem Pebe Shelley.powtarzał w kółko Jołop.Ale co był gromadny i ciężki. to ja wrzasnąłem zamiast niej. jego zakonna fifa. maskę miał rozdartą i ryło usmotruchane w brudzie z podłogi. dziewuszki. cośmy je im zafundowali. chłopcy. Naciągnęli my swoje maski. prawda? . więc my do nich: . Tośmy ją rozciągnęli na podłodze i ustroili razrez darcie kiecek. jak u mużyka. z jakiegoś bardzo fajnego plajstyku. Pete został na dworze za czasowego. i tak z lekka a niemnożko buta. a byli to stary Jołop i Slouse. i jak się rozdarła za milicją! No. to wtedy już musiałem jej zrobić po nastojaszczy stuk odważnikiem. no i poszliśmy sobie. teraz to już był inny. zakazaliśmy piwsko z rum bumem. Panie Boże wam błogosław . i wzięliśmy każdy po kilka paczek co najlepszych rakotworów. plując w halsztuki. od razu lu na starego. Potem dało się słyszeć sapanie i charkot i wierzganie za tą firanką i łubudu przewracające się graty i twojamać i wreszcie szkło brzdęk brzdęk zgrzyt. Te stare babule jeszcze siedziały przy czarnej z mydlinami przy szkotach.No. tylko paczki ryjków prysnęły na wszystkie strony i ruchnęła wielka.Tak jest.i piją. cała pachnąca i z grudziskami wypiętymi jak banie i bujać się! Położyłem jej grabę na ryju. No przebranie jak drut. naprawdę wundcr bar. I ledwo żeśmy postawili nogę w sklepie. Tymczasem mama Slouse. . Widać było. w zmaganiach na śmierć i życie. chłopcy. I widząc ją tak rozłożoną z grodziskami na wierzchu pomyślałem sobie. jak odrobione! twarze historycznych osobistości (jak się kupowało. co się z kimś haratał. Pete miał Elvisa Presleya. Czego my byśmy nie zrobili dla naszego Jołopa. a to był też kawał ciała horror szoł. co się wtoczyła za firankę w głąb sklepu. to co sobie każemy? . 5 . Potem mówię do tych babuszek: . a bardziej na północnym brzegu. żeby z niego zetrzeć to błoto. wredziocha. ten skurwysyn .Jak to ładnie z waszej strony.A te bystro się połapały i mówią: . chłopcy! . że narobi morderczego wrzasku.

czego nigdy nie mogłem znieść.powiadam niewinnie.Wypełniamy swoje obowiązki. .My? .Kradzież i pobicie. Nikt nie widział. Po prostu ścierpieć ja nie mógł widoku. wymięte i rozmemłane i całe w błocku i w łajnie i w paskudztwie. bełkoczącego rzęcha czyli też ochlapusa. ja już i tak nie chcę żyć w takim cuchnącym świecie. Stał tak jakby rozpłaszczony na ścianie i jego łachy to było jedno wielkie plugastwo. I jeden pyta: . jakby taka świńska orkiestra w tych jego śmierdzących. i to też weszło raptem dwóch bardzo młodych szpików. albo jak gdyby jakiś wyjątkowy chamajda wtrącał się i hałasował. Jak ty już nie będziesz żyła.No.Wy coś może wiecie o tym. żeby się trochę wstrzymał. wy tchórzliwe skurwięta.Mam gdzieś wasze insynuacje. jak ten tutaj. całkiem jcszcze różowych pod tym wielkim hełmem. że tylko tak się to odbywa i co za czasy. Wszystko łatwe jak całuj mnie w rzopsko. załatwcie mnie. zanim się pojawił jakiś znak życia ze strony polucyjniaków. bo pozwala. co takie stare próchno ma do powiedzenia o życiu i o świecie. No. przestał wyć i zaczął wrzeszczeć: . co się stało dziś wieczór w sklepie u Slouse'a? . tacy uczynni! Byli tu przez cały czas. że macie zbyt podejrzliwy charakter. i rzeczywiście co do słów to radził sobie zupełnie horror szoł. Tak naprawdę to nie ma z czym walczyć. co wyrykiwał świńskie pieśni swych ojców i przy tym odbijało mu się bbe bbe. jakby coś latało w nim po orbicie. tacy mili. Jak raz to.Ten wasz wredny ton mi się nie podoba . w świetle padającym z długiej witryny głównego baru zobaczyliśmy starego. Ale jeszcze łypnęli na nas wrednie i z pogróżką. jak wszyscy. to jednak byłem ciut rozczarowany. A gdzie wyście dzisiaj byli? . Kiedy już byli przy wyjściu zrobiliśmy mi taki mały koncert na wardze: biribiri bibibi.Nie żeby to było aż takie ważne.Oni byli tu przez cały wieczór.Panie Boże ich błogosław! Nie ma na całym świecie lepszych niż oni chłopców.My się tylko pytamy . Zapylałem: . jak mużyk cały upaćkany i schlany i bekający zatacza się. No to wzięliśmy go i przyłożyli fest parę łomotów. i nie ma już prawa ani porządku. jak wy w tej chwili.Więc kazałem Jołopowi. To świadczy.A co się stało? . Ale kiedy Jołop mu kilka razy przyłożył piąchą w to brudne żłopackie ryło. jazda. żeby młodzi tak traktowali starych. ale zwłaszcza kiedy to był po nastojaszczy drewniak. więc ten stary chryk mu jakby wygrażal pięściami 6 .Ten świat jest śmierdzący. . zgniłych bebechach. wrócę do ciebie. moja mila. bo czasem ciekawiło mnie. w jakim by nie był wieku. moi mali braciszkowie.zaczęły wykrzykiwać te stare babulki. tylko mu nie w porę wychodziło to hyp hyp z kiszek. a ten wciąż sobie śpiewał. . Dwie osoby w szpitalu. Chyba z pół godziny minęło. .odrzekłem. . żeby się stąd ruszyli na krok. chłopcy . Ryczał na całe gardło i wymachiwał grabami.O! A co w nim tak cuchnie? Krzyknął: . .powiedział ten drugi gliniarczyk . zanim się zmyli. 2 Kiedy wyszliśmy z Księcia Nowego Jorku. Ta pieśń była o taka: Owszem. ale jeszcze noc była młoda. Ale jeżeli o mnie chodzi.

gangi łączyły się zwykle po czterech czy pięciu.O! o! o! . że mdliło mnie na sam widok tej tłustej a obszczerzonej mordy. bo czterech to była w gablocie udobna liczba. uśmiechając się całą gębą. W tych czasach. ale przeważnie łuczsze było krążyć w niedużej liczbie. ty! . a nie zwraca się już uwagi na ziemskie prawo i porządek. kiedy myśmy ich przyłypali. Jak tylko nas zobaczyli z daleka. wiec wzięliśmy go pod but. bo ja wolę już nie żyć . i zaraz uciekła. to posługiwałem się starą. nawet kiedy był odziany w swoje najlepsze ciuchy. skąd ją wzięli. nie starszej niż dziesięć lat. to ten zatłuszczony śmierdzący cap Billyboy we własnej żałobie. To się go podcięło. to jeszcze lepiej. wy pętaki.Co to w ogole za taki świat? Ludzie na Księżycu i ludzie krążą wokół Ziemi. bo tam. Czasem gangi się wiązały ze sobą. Jak się masz. a potem obszczerzaliśmy tylko zęby nie odzywając się. a jeśli mnie zabijecie. niezależnie od swego jołopstwa. żeby wykonać coś na młodej a płaksiwej dziuszce. a jego przychwost Leo za drugą. tworząc jakby małe armie do wielkiej nocnej wojny. i znów zaczął śpiewać: Ojczyzno. ale on ciągle śpiewał. Było nas czterech na ich sześciu. to będzie nóż.i wrzeszczał: . tylko jej te cienkie białe giczki migały w mroku. od razu puścili te małą psiczkę z jej bu-hu-hu. bo jestem taki zalany. ciągle robiąc to: . ty wałachu z galarety odlany. i wsiegda czuć od niego było ten smród bardzo zjełczałego oleju. jak już zaznaczyłem. o braciszkowie moi. fajną i po prostu morderczą brzytwą. Więc myśmy władowali mu po nastojaszczy łomot. wy tchórzliwe i brudne chuliganięta. Pete i Żorżyk mieli ostre jak trza noże. sam Billyboy dzierżył ją za jedną grabulę. i zaczęło się jakby takie bardzo spokojne kapowanie jedni na drugich. To było paskudne i szmucyk. Nosił takie dość horror szoł cepki czyli łańcuch. No i poszliśmy w swoją stronę. wszyscy po kolei.I zrobił nam koncert na wardze: prrr biribiri bibibi! tak jak my tym młodym gliniarzom. był wart ich trzech co do zaciekłości i w brudnej robocie. Więc róbcie sobie najgorsze. owinięty dwa razy w pasie i odwinął go i zaczął ślicznie machać po głazach czyli oczach. brzytew. cepki. jeśli masz w ogóle dzbuki. To będzie po nastojaszczy. którą sobie zgarnęli. popłynęła mu z brudnego starego ryja. A ten Billyboy to było coś takiego. Billyboy i jego kumple przekrócili to czym akurat byli zajęci. ty glu glu butlo najtańsza zjełczałego oleju po frytkach? No to chodź i weź po dzbukach.A ja powiedziałem ułybając się bardzo szeroko i po przyjacielsku: . nie pieśń i nie rzygowiny. jest przecież takich ile chcąc. a sześciu to już górna granica. Przyłypali nas w tej samej chwili. kogo ja widzę.To my ryknęli ze śmiechu. I tak żeśmy się zrażali po ciemku.I zaczęło się. że nawet nie poczuję bólu. . stary 7 .To już nie jest świat dla starego człowieka i datego ja się was wcale nie boję. i on wreszcie powiedział: . ale ciuchy jeszcze miała na sobie. Pewnie byli jak raz na etapie świńskiego słowa i gotując się do następnego czyli niemnożko ultra kuku. co potraficie. darła się na cały glos. Billyboy i jego pięciu kumpelków nawinęli nam się przy miejskiej elektrowni. jak te muszki koło lampy. co to się na nim w kółko i w kółko smaży. a co do mnie. to będzie jak trza. bo właśnie się gotowali. a nie jakaś tam piącha i but. jak do samochodu. tylko że stary bidny Jołop. no i wtedy już krew czyli jucha. aż ruchnął ciężko na płask i rzygnęło z niego całym kubłem wymiocin z piwska. w bitwie moje męstwo Dało ci pokój i zwycięstwo. klórą teraz już potrafiłem operować i migać artystycznie i wręcz horror szoł. jak siejczas.No. jak mnie będziecie bić.

tego ja chciałem dostać! no i tańczę wokół niego z brzytwą niby jakiś golarz na statku podczas wielkiego sztormu i próbuję dopaść go na parę odlicznych cięć w to paskudne oleiste ryło. więc tam odsapnęliśmy. każdej strony jego tłustej. Ta płaksiwa dziulka dała im znać. Nie myśl o tym. Tuż za rogiem była alejka. pusta i na obie strony otwarta. i w oknach wszystkich żyliszcz migotało jakby niebieskie pląsające światło.w lewo dwa trzy. Tylko bidny stary Jołop wciąż łypał na gwiazdy i planety i Księżyc z gębą tak rozdziawioną jak rybionek. czyli każdy na świecie oglądał jedno i to samo. Co też może być tam w górze na takich dingsach? Szturgnąłem go fest pod żebro i mówię: . oleistej mordy jedna w świetle zimowych gwiazd. Ciekła ta jucha jak czerwone płachty. że jesteśmy na Priestly Place. świńskiej. ty głupi skurwlu.Ciekawe. jak te wyjące poli mili cyjniaki . Potem usłyszeli my syreny i już było wiadomo. oślepiony przez cepki Jołopa i czołgał się w kółko i wył jak zwierzę. tylko że był ciut za wolny i ciężki w ruchach. Dla nas wszystko dalej szło horror szoł i już wkrótce przychwost Billyboya walał się nam pod nogami. a światowy program błękitniał z obu stron. . żeby mógł naprawdę zrobić komuś wredziochę.ty capie śmierdzący! Utnę ci te dzbuki jak nic. to znaczy miał całe ryło we krwi i ciuchy upaprane i razrez ale poza nim wszyscy zachowaliśmy spokój i zdrowie. tak że dwie firanki krwi spłynęły jakby w te samej chwili. że to gliniarze pędzą z armatami wytkniętymi przez okna z wozów i gotowi do strzału. A teraz ten tłusty śmierdziel Billyboy.Ja cię rychło dostanę. Teraz był nam potrzebny wóz. w prawo dwa trzy . i wciąż tylko dżgał tym nożem i dźgał. bo alarmowa budka stali niedaleko za elektrownią. nawet nie zadrasnąwszy ciała pod odzieżą i ten drug Billyboya nagle znalazł się w walce otwarły niby strączek grochu. odtańczyłem ja przed nim walczyka . że mało sobie serca nie wypruł. więc ruszmy się wreszcie. aż przestał uważać i dał wejście poczciwemu Jołopowi z jego cepkami jak wąż: w-h-h-hiiiisz-sz! tak że Jołop go zacepił po samych patrzalkach i ten drug Billyboya spłynął potykając się na oślep i wyjąc. co nigdy jeszcze nie widział tych rzeczy. ale stary bidny Jołop tylko się na mnie tak serio wytrzeszczył i apiać zadarł oczy na gwiazdy i Księżyc. a my poszliśmy w swoją stronę. jak zwykle. którym pilno się włączyć. Na pewno ti wi. no bardzo bardzo zręcznie. z wolna i zdyszani. braciszki. że on nawet nie poczuł. .Księżyc z ludźmi. Dzisiaj był tak zwany program światowy.I pobiegli. ciemna. więc skręcili my z alejki w lewo i okazało się.Ech. właśnie wschodził i gwiazdy też migały ostro jak noże. z.Tamci na to ryknęli śmiechem. I udało mi się chlasnąć tą brzytwą z góry na dół. Jakbyśmy leżeli u stóp dwóch ogromnych gór. taki długi sprężynowiec. tylko pchał się na mnie jak brudny i tłusty niedźwiedź. na północ ku rzece. .zawołałem .i ciachnąłem go w lewy i w prawy policzek. co tam na nich jest. oczywiście. więc już kej o kej. z gołym brzuchem i z jajami na wierzchu. nie bój się! . Billyboy miał nóż. no i bardzo się zdenerwował i zaczął tak machać i wrzeszczeć. Odczekaliśmy dysząc i słyszeliśmy. ale jeszcze raz wziął fest but w czaszkę i był aut aut i aut. A na razie noc jest młoda. bo rzuciła 8 . braciszkowie moi. Jakiś tam wielki sławny szutniak albo czarny syngier się wygłupia i wszystko to jest odbite w przestrzeni od sputników ti wi. tak na wygląd wyszedł najgorzej. to były bloki mieszkalne. tylko przychwost Leo został charcząc na ziemi. co go obsiedli. o braciszkowie. No i poszli my sobie alejką. a przeważnie to wpychle w średnim wieku ze średnich klas. i wreszcie powiada: . I z prawdziwą satysfakcją. i drugi bierze. z przodu. najpierw prędko dysząc. Na pewno takie samo życie jak tu. Z naszej czwórki Jołop. kto tylko zechciał. że ktoś daje nożem. ale widać było. potem coraz wolniej i w końcu normalnie.przelatują na wschód. przez ciuchy jednego z kumpli Billyboya.

Czy byłaby pani tak dobra pozwolić mi skorzystać ze swego telefonu i zadzwonić na pogotowie? .Bardzo panią przepraszam.powiedziała ta fifa. a ci trzej chichrali się jak z uma szedłszy. Fifka się zawahała i powiada: . Poigraliśmy sobie ciut po tak zwanym Centrum.powiedziałem . że to się nada. oświetlonym parą upstrzonych przez muchy reflektorów. strasząc drewniaków i babulki na przejściach. A później szosą na zachód. a moi trzej kumple wysiedli z auta i przemknęli się do mnie horror szoł po cichutku. Zapukałem delikatnie i nikt się nie zjawił. że leci jak wykle taki western. i raz przejechałem po czymś dużym i z warczący zębatą paszczą nagle w reflektorach. więc wciskałem girę normalnie w dechę prawie że na wylot i Durango 95 siorbał drogę jak makaron. że państwa niepokoję. jak to na huzia produkował w tych czasach nasz Gosfilm. albo trochę tego ryps wyps ryps wyps po ciemku. wciągając maski. i znów pajechali. ale tak niemnożko i od niechcenia. z tym fajnym ciepłym wibro i pomrukiem. tak na ucho sądząc dość młodej dziulki. .. a potem daliśmy obojgu wycisk. Z afisza na froncie. więc zapukałem ciut mocniej i na ten raz usłyszałem kroki. Wreszcie dotarli my do takiego osiedla i zaraz za nim była jakby mała osobna dacza z kawałkiem ogrodu. ale znalazł się jeden Durango 95 i pomyślałem. ale wyszliśmy na spacer i mój przyjaciel nagle zasłabł z takimi objawami. Idąc dalej na siewier doszli my do parszywego starego Filmodromu. To dopiero podnieca. Musi pan niestety iść do kogoś innego. kiedy odpuściłem gaz i po hamulcach.Proszę zaczekać. taki wiejski mrok. i nikt nas nie przyłypał.I odeszła. potem drzwi się troszeczkę uchyliły. . gdzie aniołowie są po stronie szeryfa z Usa. goniąc zygzakiem koszki i te pe. potem odciąganie zasuwy.Kto tam? . co za ponura nazwa. więc odezwałem się bardzo wytwornym głosem jak prawdziwy dżentelmen: . Wylazłem z wozu i kazałem kumplom ściszyć ten uśmiech i zachować powagę. Wkrótce były już tylko zimowe drzewa i mrok. jak lordowie pykając sobie z rakotworów.O co chodzi. . to jest coś! do śmiechu i do łomotu w ultra gwałt. Co teraz było nam potrzebne. odkryłem tę malutką furtkę i podszedłem do drzwi od frontu. potem ja 9 . to normalnie wizyta z zaskoczenia. co to czuje się w kiszkach. jest mi tak przykro. a i to tylko na zgiełk albo razrez. braciszkowie moi. jakiś starożytny poeta z górną wargą jak małpa i z fają wetkniętą w obwisły ryj. tak że zobaczyłem oko patrzące na mnie. Pod kinem zaparkowane wozy nie były znów takie wunder bar. który się łuszczył i sypał.Z wnętrza tego malutkiego żyliszcza wciąż było słychać klak klak klakot-iklak klak i klak klak klak-klak czyjejś maszyny do pisania. Georgie miał na kółku tak zwany wsiotwieracz i władowaliśmy się: Jołop i Pete na zadnie. Nie było wielkiego ruchu. potem skrzyknęło i glamznęło pod nami i stary Jołop na zadku mało sobie łba nie odrechotał: ho ho ho! A potem przyuważyliśmy jakiegoś małysza z dziuszką pod drzewem na lib lib i przystanęli my.dać mu łyk wody? To jest coś w rodzaju omdlenia. jakby stracił przytomność. a potem zapadła cisza i rozległ się głos tego mudaka: . i widzieliśmy nazwę na furtce: DOMCIU. może na cal. Potem na but i cofnęliśmy się klasycznie. . Tak wygląda.Głos był jakiejś fifki. że teraz leży na szosie nieprzytomny i rzęzi.nam się w głazy ta wielka figura z brązu.To czy byłaby pani tak dobra . i wznieśli okrzyk na ich cześć. co rąbie z sześciostrzałowca do koniokradów z piekła rodem na padbor. Księżyc już wzeszedł na balszoj i ten domek widno było dokładnie jak w dzień. przeważnie stare zafajdane gabloty.U nas nie ma telefonu . bo już prawie nikt tam nie zaglądał oprócz takich malczyków jak ja i kumple.. kochanie? . tylko żeby się popłakali. a ja wkluczylem stacyjkę i dałem zapłon i warknęło nawet zupelnie horror szoł.Bardzo mi przykro. a drzwi były zakryte na łańcuch. można było wyczytać.

co to piszom książki. łup łup. więc powiedziałem: 10 . i ta psiczka się tam jakby kuliła w sobie. jakby to. Jeśli trwogę masz w sercu. Potem zacząłem drzeć te kartki na kawałeczki i razbros po podłodze. ale to było takie ho ho ho zdławione od żarcia i było widno kęsy tego. Więc powiedziałem: . a Pete z butlą piwa z pieniącym się łbem i z potężną grudą czegoś w rodzaju ciasta ze śliwkami.A to. bo świńskie i szmucyk. co jedli.Nie lękaj się. bracie. aby się w końcowym okrążeniu rozpływał soczyście u brodatych warg Boga. podskakując i wykrzykując brudne słowa. która też rośnie i zdolna jest do słodyczy. chociaż w maskach.. i była to fajna młoda rzeżucha z takimi grudkami. przeciw temu wznoszę miecz mego pióra. . .I przeczytałem kusoczek takim bardzo uniesionym głosem jak na kazaniu: . którą ja wciąż darłem razrez! razrez! A tymczasem dziulka. i ten członio pisarz jakby oszalał i rzucił się na mnie. jak powinna.Potem Georgie i Pete poszli zajrzeć do kuchni. po tym jak udało mi się zmiękczyć tę psiochę swym dżentelmeńskim głosem.naciąg naciąg swoją i wystarczyło już tylko wsunąć grabę i odhaczyć łańcuch. W każdym razie rzekł: . Georgie z zimnym udkiem czegoś tam w łapie i z połową buły przykrytej bryłą masła w drugiej. też dosyć młody w oczkach w rogowej oprawie. . praw i warunków odpowiednich dla mechanicznego stworu.To jest książka .. ale był też jeden stosik porządnie ułożony. przy czym Jołop grał jak zwykle szutniaka.Tu zmieniłem głos na taki więcej niekulturny. To był sygnał dla starego Jolopa i on wszedł do akcji z ułybką na ryju i robiąc uch uch i a! a! a! w drygające ryło tego mudaka. biorąc ze stołu plik maszynopisu. Kto w ogóle słyszał o mechanicznej pomarańczy? . co on już wystukał. tak że nasz ukochany stary czerwony kumpel. stała jak przymarznięta do kominka i zaczęła wreszcie tak z lekka niemnożko pokrzykiwać. zbądż się jej co rychlej. gdzie się paliło światło. cośmy z nim kilka godzin temu poigrali. .A głos mu się tylko trząsł i grabki też.Co za głupi tytuł.Spojrzałem na pierwszą stronę i tam był tytuł: MECHANICZNA POMARAŃCZA. Zrobili ho ho ho widząc jak stary Jolop obtańcowuje pisarza i daje z piachy. Potem z kuchni przyszli Georgie i Pete. szczerząc te żółte zagryzione kafle i z pazurami. a Jołop stał przy mnie z rozdziawionym ryjem czekał na rozkaz. nie czytacz. wino czerwone z kranu z beczki wszędzie jednakowe. I wpadliśmy z rykiem we czterech. jakby dzieło jego życia poszło na marne i bu-hu-huu tą wykrzywioną w prostokąt bardzo krwawą buźką. powiadam. nie sprawiało to wcale kłopotu. jakby mnie chciał rozszarpać. próba narzucenia. ten jej zakonnik czyli ślubny. obaj coś żwykając na całego.Piszesz tę książkę. muszę przyznać. że wprost ryczał jak zwierzę. Co to jest takiego? Czego tu chcecie? Wynoście się. polało się i splamiło ten czysty. . jakby do taktu Jołopowi przy tej jego robocie. . jego wierna i kochająca zakonnica. Więc powiadam: . aż się ten mudak pisarz rozpłakał.Więc bidny stary Jołop w masce jako Pebe Shelley tak się obśmiał.powiadam. skoro myśmy byli ci nocni nieznajomi. a ten w rogowych pinglach mówi trzęsąc się: . zanim was wyrzucę. oto cię zaklinam. w typie tego. To mi się nie spodobało. co to jest? . a na stole maszyna do pisania i wszędzie porozkidane mnóstwo bumagi. .Na to Jołop dał koncert na wardze i ja się też musiałem roześmiać. z lewej piąchy i znów prawą. czyli ze znów taki w typie inteligenta od książek.Co to ma znaczyć? Kim jesteście? Jak śmiecie wchodzić do mojego domu bez pozwolenia? . . że horror szoł! i z nią był ten członio. prześliczny dywan i strzępy książki. . tylko że ten tutaj był pisarz. tak że nie domknęła z powrotem drzwi. jakby z jednej wielkiej wytwórni. i faktycznie był to fajniutki mały domek. istocie.Próba narzucenia człowiekowi.zapytałem. Z rechotem wbiegliśmy do pokoju.To właśnie chciałbym usłyszeć.Bo ja zawsze miałem szaconek dla tych.

fotele. . braciszkowie. rycząc jak psych najbrudniejsze ze słów. a potem r-r-raz go pych i po-o-szedł! Musieliśmy bystro uskoczyć. która ciągle ach ach achała w takim bardzo horror szoł rytmie na cztery. ale on tylko spl-lluw-sz-sz i potem glolp! i paszol do dna i fajnie. lampę. braciszkowie moi) w igraszkach z tym autorem Mechanicznej pomarańczy. Jołop i ja żeśmy dzierżyli tego zafajdanego członia. i z hamulca. Potem się zrobiło tak raczej cicho. a stary Jołop go furt obtańcowywał i w drżączkę wprawiał ozdóbki na gzymsie kominka (aż je zmiotłem i już się nie mogły trząść. Wsiedliśmy do wozu i pozwoliłem. wyciem i charkotem. o nie. robiąc mu cały ryj na fioletowo i ociekająco. bo stacja kolejki migała sino łysk aut lysk aut zaraz tam niedaleko. żeby ujechać ten jeden przystanek do Centrum. No i nie zmartwienie.Już dobra. bo już prawie na okrainie. Wcale wam nie pozwoliłem jeść. Ten członio i jego psiocha byli tak jakby nieobecni. tymczasem ja obdzierałem z niej to tamto i owo. złachani w krwi i ledwie wydający jakieś odgłosy. żeby wszystko widział i nie mógł się wyrwać. to przyszła kolej na Jołopa i on sobie posunął jak bydlak z chrapaniem. co właściwie się już nawet nie rzucał. jakie znam. . póki wieczór nie umarł. jak w tym kraju mołoczni z dobawką. -.Chu chu chu chu. żeby ta paskuda nam nie chlupnęła na ciuch. bo papieru było dość na tym pojebowisku. A już zapychając słyszałem okrzyki bólu i ten krwawy mudak pisarz.Więc cisnęli tę tłustą piszczę na stół. Jołop odezwałem się. a ja trzymałem. Potem zmiana. czy w tym naszym nastrojeniu na wred i zabój pichnąć go fest i w te zagwiaździochę. 3 Tak i dojechali my nazad do miasta. no to rozwaliliśmy. i ruszyliśmy z powrotem do miasta. wykręcił jej grabki do tyłu. czy zostawić wóz do zgarnięcia polucyjniakom.Aut aut aut aut! raus! . jak ściągałem rajtki i szykowałem się. a Żorżyk i Pietia robili swoje. aż chlupnie. a Jołop (to typowe dla tego Jołopa) odlał się i zgasił ogień w kominku i chciał nasrać na dywan. a ci bez przerwy ho ho ho! i faktycznie to się okazały bardzo horror szoł i fajne grudki. bo sam czułem się niemnożko wymięty. stary towarzyszu! . a maszyna kaszle khe khe khe. co spojrzały na mnie tymi różowymi ślipkami. widzimy. . rozjeżdżając po drodze jakieś dziwne i piszczące paskudztwa.dałem skowyt.. To my się raz dwa zdecydo na to drugie i wysiedliśmy. ale ja powiedziałem stop. żeby jej zapchnąć. panie Boże dopomóż.Potem ruszyliśmy na stację. a Jołop znów uraczył nas wielkim rechotem: . tylko nie ze wszystkim. . Złapcie tego mudaka.Won z tym żarciem. . co go trzymali Pete i Georgie. żeby Georgie wziął kierownicę.zawołał Georgie.Więc on złapał się z tyłu za dziuszkę.Teraz ta druga rzecz. przy tak zwanym Kanale Przemysłowym. co jeszcze było do rozwalenia. Jak już byłem fertyk. między fruwające bumagi. i na dobawkę jeszcze inne. 11 . o braciszkowie. którego rogowe pingle były już potrzask trzask. co sam wydumał. jak te nasze he he he strzałki. mało się im nie wyrwał. maszynę. Ale przeżyją. tylko mamlał jakieś rozlazłe słowa. Rozchodziło się tylko o to. jak nazywali środeczek miasta. że strzałka paliwa jakby oklapła. i poczłapali do pisarza. a nas rozsadzała jakby nienawiść. ale jeszcze się trzymały. i dopchnęliśmy go we czterech na brzeg tej śmierdęgi niby syrop zmieszany z fekałem ludzkim. niby jakiś bardzo szczególny rodzaj soczystego owocu.Żegnaj mi. na co ta jego maska Pebe Shelley wcale nie zwracała uwagi. I: .

w ogóle nic nie słyszał. Ich dziule miały te ożywione bardzo ryje i szerokie.Łobu za ułkamartwej że nie droszło hej hoglatonicznie pogoda z wietrzą. jakiś wielki ptak wleciał do tej mołoczni i poczułem. Wokół nas tankowały i doiły. o braciszkowie moi. a wykonywał Tyłko raz na dwa dni) i w tej jakby picredyszce. zaraz za rogiem. powygłupialiśmy się z tak zwaną tapicerką. i dokazywały przeważnie nastole (po naszemu nastolami nazywało się seksolatki). chociaż nie za ostro. o braciszkowie moi. a słowa są: Może tak i lepiej. z mnóstwem zębów. a Jołop wziął i przyłańcuszył w okno.Zapłacili my grzecznie za bilety i czekali jak dżentelmeni spokojnie na peronie. Jak mu się chciało spędzić tyle czasu na haju. jak mi każdy jeden maleńki włosek na ciele staje dęba i dreszcze po mnie polazły do góry jak powolne małe jaszczurki. nie więcej niż półtora taktu. o czym wsie bałakali. Ale ten członio. gdzie ona to pieje z poderżniętym już gardłem. i to też była jedna rzecz u starego Jołopa wsiegda dla mnie przeciwna. jak tylko usłyszał ten kusoczek śpiewu niby kęs czerwonego od żaru mięsa chlaśnięty na talerz. braciszkowie. i śmiechały się i niczewo nie troszczyły się o zło świata.bardzo krasiwa i z wielkim ustem w ułybce. takie to już było szutniackie zwierzę. to już faktycznie powinien wziąć osobny pokoik na tyłach. choć nie było takich pod ręką. z miejsca rypnął jedno z tych swoich chamstw. gwiazd i do latami. po czym wywrzask i w rechot. Ale ten członio. i to było jakby na chwilę. po czym sobacze wycie. tylko że na wygląd cały uszargany i zanadto śmierdzący od potu. po niemnożku wydzierając sobie dość fajnie flaki z siedzeń.Musiał to już być jego trzeci albo czwarty kurs tego wieczora. żgnął go w stopę swoim wielkim. niemnożko ubawu. którzy dadzą radę każdej rozróbce! Mimo to Jołop wcisnął się koło tego członia i wydając ten swój szutniacki wrzask. a wyglądał prawie że pusty. ciągle ta zgrywa i radocha. Bo poznałem. . bo jeszcze byliśmy malczykami. To ja się poczułem cały w gorączce i jakby mnie rozpalona krew 12 . czerwone że horror szoł. aż pokazał w gardle dyndałki. na ten raz trąbkę z warg. bo już był ponad ciałem. bo w starej Krowie zawsze mają utajonych gdzieś fest łamignatów. co ona śpiewa. na białym i syntemesku albo czymś tam. bo tu zawsze jakieś malczyki ustroją sobie z nim. któraś z tych fifek . zanim wpadła następna. bo się upuściło niemnożko tej energii. i spluci po tym wieczorze. Po fryzjerce i luźnych ciuchach (przeważnie wielkie swetry jakby ze sznurka) dało się poznać. wciąż zasuwał to samo: . chyba w latach już lak nieźle trzydziestych . ten ruski kocur. i w dzień chodziło się do szkoły. że szkło bryzg i odmigotało w ten zimowy wozduch. bo miał w karmanach pełno drobnej monalizy i w razie czego był gotów rozdać te czekoladki biednym i głodującym. a nie siedzieć tu na dużej sali. że przyszli z prób w studio ti wi. ogromne usta. w krótkim małczaniu.nagle dała się w śpiew. będąc na cyku. Aby zająć się na te trzy minuty jazdy. Wysiedliśmy w Centrum i wolno suniemy znów do Baru Krowa. ubłoconym buciorem. a w Krowie okazało się jeszcze gorzej zatłoczone niż przedtem. To ten kawałek z opery Friedricha Gitterfenstera Das Bettzeug. a potem się wtarabanił stary ekspres torpedo i my do niego. ale byliśmy już tak więcej zrypani i wymiętoszeni. bo miał ten nieludzko blady wygląd jakby nie człowiek a rzecz i jakby ryło miał po nastojaszczy wyrżnięte z kawałka kredy. ale było też nieco takich więcej drewniaków. tylko Jołop. A potem płyta na stereo dźwiękła i zgasła (był to Johnny Żiwago. W każdym razie aż mną zatrzęsło. co przedtem cały czas bulgotał. po czym dwoma paluchami podwójny sztos w górę. co rosną. Ale stary Jołop. stary Jołop dokazywał przy automatach. a co i raz wszyscy uaaaa w rozziew i tylne plomby do kiężyca. jakby za przykład czegoś tam. a potem apiać w dół. mużyki i fifki też (ale żadnych burżujów) śmiali się i bałakali przy barze.

kiedy tamta dziula śpiewała muzykę. . Pete się wmieszał: . przestańcie już wy dwaj. tam już paru malczykom ryje się tak obluzowały.Czego mi to za co zrobiłeś? .Ojej. sięgnąłem przez niego i piąchnąłem Jołopa w usto. nawet nie zauważyła brudnej wulgarni Jołopa.powiedziałem tak cicho. Alex. Jołop na to łypnął na mnie zęborożno złym okiem i gada: . co zrobiłem. u mnie to tyle co luknąć! . Stereo było znowu wkluczone i grało coś bardzo rzygotliwego na elektroniczną gitarę. nie? Kumple się nie mają tak chować. .zachłysnęła.rzekł jadowicie Jołop . że mu się zdaje. przy gladając się temu i marszcząc. na nóż. po ciemniacku. jak było możebne przy tym stereo miotającym się po ścianach i suficie. Odbałaknąłem mu: . co zrobić. żeby nadrobić swoje wychamienie się.odrzekłem .Za to.Georgie siedział między mną a tym hadkim Jołopem.nauczyć się. o! Nie miałeś prawa tak robić. Ale ta fifa chichrała się teraz ha ha ha przy barze ze swoimi drużkami. Luknijcie. Mówię ci to z całym szacunkiem. zaglucony tasztuk i przytykał go sobie zbierając tę spływającą czerwień. Powiedziałem: . w oszołomieniu łypiąc to jak mu cieknie czerwone.Co za prawo naturalne on ma. na słych i na widok tej wulgarni Jołopa i mówię: .Co to za mowa o miejscu.Nóż i podaj czas . ten nie uważał. ultroptymalutka! .Jaja . Jołop się zdziwił.spytał jak to on.W takim razie ja nie lubię. ciągle zdziwiony.Bacznie uważaj.I utopił ryło w stakanie z mlekiem. jajco! to mu powiem! Jeszcze mogę mu cepkami oczy wypuścić. na brzytew.Jołop musi .Jak tego nie lubisz.Iskrzy bliż się. japsko mu się otwarło i siedział ocierając sobie blut grabą z ryła. że jesteś skurwlem bez wychowania i bezjednej malejszej kroszki pojęcia. . Tak po nastojaszczy to mnie Jołop oskorbił. Teraz Jołop się odezwał. .O kej. a tylko nie dla niego.Jak już ma być po prawdzie. jej czerwone usta były w ruchu i kafle błyskały. Pete odezwał się: . azali jednym z żywych na tym świecie pragniesz pozostać.Uważaj . to nie powinieneś dać Jołopowi tej lufy. .Ty skurwlu. że krew to dla innych mużyków. Nie zaczynajmy. Recht? . . Pierwsze słyszę o uczeniu się. . o ty braciszku mój. . że nie będę na to pozwalał. jak się zachowywać publicznie. Więcej nie powiem. że rechoczą z nas. Ty brudny zapluty nieokrzesany skurwlu.A na to Georgie ostrym tonem. Powiem to jeden raz i kropka. a nie będziesz mnie bez powodu szturgał i to czysta prawda i recht. mój mały braciszku. a kto widział. to znów na mnie. . .powiadam.powiada Georgie. . tak że spojrzałem: . gdzie czyje miejsce.odwarkłem. i z tym członiem na trypie. I nie jestem już twój braciszek i nie mam życzenia Wyjął z karmana wielki. 13 . jakby się nabijali. Mogę się z tobą zejść na cepie.Powiedziałem: . one nie była słuszna. a na tamto nie masz życzenia. jakby mu się widziało. że to zrobiłeś. ale jakbyś mnie tak dołożył. jak mu się spodoba? Akurat. małysze! Jesteśmy kumple. Mało kto zakapował. o Jołopie mój. to wiesz.I łypnąłem ostro na Żorżyka. że może mi dawać rozkazy albo w ryło. gdzie jest jego miejsce. Musimy się trzymać jeden za drugiego. Całkiem jakby wyśpiewywał tę krew. a czerwone mu już trochę mniej ciekło: .wielkie ci jajka śmajka. co siedział przy Jołopie i teraz już gromko posuwał swoje: .Zaraz . to byś mi za to odpowiadał.Dla Jołopa to czysty zysk .Jołop nie może być przez całe życie wciąż jak mały rybionek. kiedy tylko zechcesz.

To on się odezwał. o braciszkowie. Recht? . Jołop. . jak się było spodziewać. Wprost niewynosimo chciało mi się w ten wieczór muzyki. może mnie ta dziulka pod Krową tak ruszyła. kiwnęli tamci dwaj. a po wierzchu spokój. recht? .Wsio taki w tym samym miejscu i prawie w tym samym czasie. z ubawu tej nocy. że zawtra żadna psiocha tu nie będzie śpiewać . że jest za głupi nawet żeby się fest oskorbić. Uświadczyłem też zaraz przy 18A rzucone truski jakiejś dziobki! widocznie zdarte z niej nasiliło w gorącej chwili. w powadze i godności trudu przy warsztacie i maszynie.powiada .Po mojemu to czas iść na chatę. po szutniacku. jak rośnie we mnie w środku razdraz. o braciszkowie moi! No i do środka. nawet baszką nie kiwnął. albo w ogóle która bądź z innych band. aż metalowe drzwi się zupełnie wgięly. a mnie się czkało brrr-l-hep? od tej zimnej koli. między Kingsley Avenue i Wilsonsway. .Ja się może niemnożko spóźnię .Ja . Może wszystkie są trochę ustawszy.Żaden nie odkazał ani słowa. co i raz bywało w borbie. Poszedłem do liftu. Mnie zawsze odbija. ale nawet nie nużno było naciskać elektro knopki.No i .Byłem zaskoczony i daże memnożko spuknięty. Mnie w środku wezbrał jeszcze gorszy razdraz. . i świńskie teksty w balonikach wyłażących tym gołoguzym (to znaczy nagim) członiom i rzeżuchom z dostojnych ust. . czy nie. . bez jednej nitki ciuchów na tych swoich odliczno mięśniatych cielskach. o braciszkowie moi. jakby kumple Billyboya czekali koło bloku.Recht. Recht? . Więc mówię: . Jołop to niepłocho przydumał . panimajesz. umęczony gorzej na cielsku niż na mózgłowiu. Ja pożywałem na chacie ze starzykami. to była dość długa noc. Tamci dwaj kiwnęli.Jakbyimy się nie spotkali w dzień. Chciałem się nią tak jakby nażreć do syta. czyli że suniemy na chatę.Owszem . .mówi Jołop. . o co był ten stuk w usto. bo widać tej nocy ktoś tak horror szoł tutaj łomotnął. Dyscyplina być musi. więc przyszło mi się człapać pieszkom dziesięć pięter pod górę. Wszyscy jesteśmy kumple. dopisując im kudły i stojące chojaki. że Jołop nagle tak umno zabałakał. Jołop osuszył sobie resztkę juchy. recht. jaczejek czy gangów. Brzytew do grdyk miałem pod ręką na wypadek. ale ktoś musi dowodzić. . Ale oczywiście malczyki pożywające w 18A. to w rynsztoku walał się jeden malczyk i wył. rzeczywiście była to nielicha krzepa. W holu na ścianach fajno stare malowidło w stylu municypalnym.Ciągle sobie przy tym obcieral usto. kiedy dziuszka śpiewa. . co ją wydoiłem.Musi być jeden wożaty. Jołop dobawił: . zawtra w tym samym czasie i miejscu? . co rosną. było to żyliszcze w Bloku Municypalnym 18A.I dał to swoje wielkie ho ho ho ho ho. i jęczał. Wyglądało na to. a jakieś wpychle przeszkadza.powiedziałem .Czułem.Da się zrobić. Muzyka. .powiada Georgie.Wszyscy tak jakby kiwnęli. No i fajno fajn. ale starałem się to ukryć mówiąc spokojnie: . a pod latarniami też widne były gdzieniegdzie smugi krwi jak rozpiska. No i tak wyszło. Więc ja na to: .Jak dla malczyków. czy to działa. 14 .mam nadzieję. jak to Jołop. chociaż jucha mu już nie ciekła. Do głównego wejścia dotarłem bez kłopotu. chociaż jak podchodziłem.powiada Jołop. upiększyli i na dobawkę ukrasili ten wielki malunek padchadziaszczym kulkowcem i mazakiem.Byłem naisto porażony. że recht recht recht.dowodzę wami od dawna. ale z powściągiem. zanim ostemplują mi paszport. same dobrze rozwinięte mużyki i psiczki. na granicy największego kimona i podniosą ten pasiasty szlaban.To idziem do nory i w kimono . Więc rozeszli my się. Lepiej już nie gadać. żeby sprawdzić. cały bardzo fajnie pokrajany w razrez.Recht recht.A tera bojki najlepiej do kojki. Recht? Recht? . o braciszkowie. to co.Ty poniał. Kląłem i sapałem wdrapując się. natyrlik.

a ja rechotałem całą gębą i wkręcałem im w ryła swój but. niebo i błogość. Jednak piłem to i żarłem aż charcząc. albo jak srebrzyste wino płynące w kosmolocie. Tak słuchając jej z zaciśniętymi głazami. braciszkowie moi. ot. leżąc na łóżku z zaciśniętymi gałami i z łapami pod baszką. Och. niebo w uszach. i znów były nowe widoki innych mord. Ho ho ho. braciszkowie. Chłopaki z Alpha. wiedząc. S. zwidywałem takie lube widoki.bracia . który wykonuje Odysseus Choerilos z orkiestni filharmonii w Macon. Bacha Koncert brandenburski na same średnie i niskie smyczki. walali się po ziemi skrzycząc o litość. na suficie. ojczyk i macica znajdowali się w krainie snu. w gęste ciągnące się toffi złota i srebra. zawsze wyda mi się takie okrutnie złe. stare mleczko. ani drenkromu. I tak doślizgała się ta przewoschodno krasiwa muzyka do swego żarzącego się końca. tak że wyciągnięty na łóżku i słuchając muzyki byłem jakby otoczony i splątany w sieciach orkiestry. wziąłem też owocowego paja ze spiżarni. Później umyłem zęby i pocmokawszy. więc puściłem J. a tam u drzwi kotły toczą mi się po kiszkach i znów znikły chrupnięte jak grom z cukru. a ja nic tylko zapycham w nie jak maczugą i rzeczywiście. wspięła się na sam szczyt swojej najwyższej wieży. Georgia. jak robaki jak gdyby platynowe. podłodze. kakoj cud wsiech cudów. więc wysmyknąłem go z miejsca. przyparte do muru. bardziej głodny niż mi się z początku zdawało. a w nim ani żylet. parę kusoczków gąbczastej puszkowiny z jednym czy drugim buterbrotem i stakanczyk zimnego starego mleka. jak oni to nazywali. Tak błogo mi byto.zaczęło się. pękłem i zbryzgałem się wrzeszcząc aaaaaaach z tej rozkoszy. A potem ten ptak niby z najwątlej uprzędzionych metali nieba. Teraz wolą pigułki na sen. i flagi i proporczyki na ścianach jak pamiątki mego żywota w poprawczakach od jedenastego roku życia. a na stole maty mi położyła niemnożki przekąs. skrzypce solo wzbiły się ponad inne smyczki. a było to całe w jednej części. I te psiczki obdzierane i krzyczące. Jowiszową. Odkluczyłem drzwi numer 10-8 własnym kluczykiem i w środku nasze mini żyliszcze pokazało się cichutkie. No i . Och. młodzi i wapniaki.żeby mnie tam przepuścić. zanim przekroczę granicę. gdzie był troskliwie rozpołożony. Szkoła Poprawcza Metro Sekcja Niebieskich. W tych przywidzeniach mużyki i psiochy. i moja szafa z płytami. udałem się do swojego pokoiku (czyli komnatki). jaka to dla mnie radość ta nocna muzyka. wkluczylem na stereo i czekam. żeby je rozkwaszać i miażdżyć. z grabami pod głową na poduszce. Małe głośniki mojego stereo były rozmieszczone po całym pokoju. aby sobie oczyścić stare japsko chlipadłem (czyli jęzorem). Ojczyk i maciocha w swojej sypialni obok nauczyli się już nie stukać w ścianę o ten. Może już je zażyli. to ja. i bardzo zwartego. że ma być jeszcze jedna płyta. co za ucieleśnione wspanialstwo i przewspaniałość. odrywałem z niego całe grudy i pchałem sobie w to żarłoczne usto. oczy mając zamknięte. Geoffreya Plautusa. żeby zamknąć w nich tę błogość lepszą niż jaki bądź God czy Gospod po syntemesku. ścianach. Więc tej nocy leżał mi przede wszystkim nowy koncert skrzypcowy tego Amerykańca. hałas. Och. Leżałem całkiem nagi do sufitu. zasłuchany w zalew krasiwych dźwięków. Później kazałem sobie fajnego Mozarta. kiedy ta muzyka. Przyuczyłem ich. pychota mojego życia. Potem flet i obój wkręciły się. ozwłócząc się po drodze z ciuchów. usto rozdziawione z rozkoszy. a te inne struny jak jedwabna klatka wokół mojego łóżka. Tu było moje wyrko i tereo. braciszkowie. a za moją głową trąbki trojako srebromieniące się. ani syntemesku. 15 . a potem sobie przydumałem. Teraz to już najniewinniejsze mleko. i chciałem coś starychowskiego a mocnego. ciążenie już czepucha i tyle. Puzony mi pod łóżkiem kruszyły czerwone złoto. wszystkie aż świecące się i z wypukłą nazwą albo numerem: Południe 4.

jak mój tatata zrzędzi i tłucze się i wreszcie wybywa do tej farbiarni.I faktycznie było to prawo dla wsiech. i powiedziała: . Słuchając J. no i przydumało mi się. w tej daczy. a Jołop był dużo starszy i siwy i nie dostawało mu paru zębów. to pomyślałem. To ja odkrzyknąłem: .Już po ósmej. i jak wszystkie malczyki pod jego rządami mają skakać i już. Podumałem. Udawałem. już jakby dawno temu. dzwonek do naszych drzwi. i patrzalki mi się normalnie kleiły od tego śpiku. braciszkowie moi. . to spróbuję się przespać i na popołudnie będę git. synu. owszem. zobaczyłem apiać ten tytuł na bumadze. z którą uskuteczniłem razrez tej nocy. kiedy się dał w rechot na mój widok. nie z rybionkiem i nie chory.I słuchając go z jeszcze inną rozkoszą niż przedtem. i zaraz maciocha zawołała. sam na samo gwałt i adzinoko. Bo muszę już iść. że nie pójdę dzisiaj do szkoły. Na to ja dałem krzyk: . Jak nie będziesz mi jej zawracać. . jak zacząłem róść duży i krzepki: . że nie ma nikogo w 16 . to jakby dzwonek elektro dryn dryn dryn dryndał oczeń gromko.Usłyszałem jej tak jakby wzdych i rzekła: . a serce mi bach bach bach. Żebyś się znów nie spóźnił.Ale ja udawałem. i od dzwonka też ból jakby mnie dziargał. W tym przywidzeniu on zrobił się jakby dużo starszy i uch jaki twardziel i ostrzak. gdzie pracolił. że mało sobie łba nie odrechotał. i trzaskał z bicza. 4 Na zawtra obudziłem się o ósmej zero zero. Było w nim coś o mechanicznej pomarańczy. ładując na półki zupę i fasolę w puszkach i tym podobny szajs. a potem mój drug Georgie rzekł. . a ja stałem w szeregu jak wszyscy mówiąc: ta jes! s! i: nie! s! a potem uwidzialem wyraźnie.Nic bijcie mnie. że warto było im obojgu dać jeszcze gorszy łomot i rozdziargać ich na strzępy po ich własnej posadzce. że musi iść i rabotać.To zostawię ci śniadanie w piecyku. może się nawet popluskam w kąpiółce. o braciszkowie moi. pokazując na mnie: . braciszkowie! i chodu. i bałakał o dyscyplinie i posłuszeństwie. a potem włożyła buty. co było widać. ale teraz już tak po nastojaszczy z szacunkiem. zrobię tosta i posłucham co w radio albo żurnał poczytam. kto nie rybionek. A potem wezwał starego Jołopa z batem. jak mi się będzie chciało. że łuczsze pobarłożę sobie jeszcze ciut w łóżku. że jestem abratno w kraju snów i naisto zaraz mi się fajnie zakimało i miałem taki dziwny i jakby całkiem nastojaszczy drzym. Więc usłyszałem jak wstawia brzdęk talerz do gazowego piecyka. wzięła kapotę zza drzwi i apiać wzdychnęła. S. co się kitlasi w tym przybytku nikudysznej do niczewo nie sposobnej nauki. co ją nazwali DOMCIU. Słyszałem. Tak i obudziłem się wniezapno. Moja mać pracoliła w jednym Gosmarkecie. A dopiero na polanczu. że Georgie ma te gwiazdki na pleczach i jest normalnie generał. potem się ładnie i nie śpiesząc ubiorę.To ja wychodzę. chłonąc brązową wspaniałość tego starożytnego niemieckiego mistrza. co to znaczy. a co mnie fest siepnął tym batem. proszę was. tak z czasik albo dwa. synku. i raz.Ten mudak ma na ciuchach sam fekał i brud! i tak było faktycznie. a że wciąż czułem się zrypany i wymięty i skuty i spluty. synu. i salutować jak w wojsku. i natyrlik faktycznie dzwonek brrrrr darł się. w którym przyśnił mi się mój drug Georgie.Baszka mnie ciut pobolewa. Ale uciekałem tak jakby w kółko i Jołop tuż za mną a obśmiewał się. to może wdepnę do starej rzygoły i popatrzę. jak to nazywali. Bacha zacząłem lepiej niż dotąd kapować.

Czemu zawdzięczam tę niezwykłą przyjemność? Czy coś się stało. Alex. Krzyknąłem recht rccht recht. bo za następnym razem. i cała moja fatyga na nic.A. . a na mnie brwi zmarszczywszy wciąż się spodełbił i błysk błysk. . no tak . Wygląda na to.zapytałem. proszę pana . Gruba czarna krecha. kraty. Kiedy mu odkluczyłem. A potem mówię: . proszę pana? .siadaj.Stało się? . to przynajmniej na mnie miej wzgląd.powiada P. tak? . Potem przyuważył ogłoszenie w gazecie.odkazał.Mili cyjniaki nic nie maja na mnie. może nie? Poszły nieco w ruch majchry i łańcuchy od rowerów i tym podobne.No to . co? Siadaj . R.Nie mam czasu . braciszku. że nie wdałeś się w jakieś łajdactwo.Spotkałem twoją matkę. o braciszkowie moi.odpowiedziałem.ja mam dla ciebie też takie powiedzonko. braciszku. Deltoid .mówię swoim wytwornym głosem. . R. a wszędzie na tym podomie były wzory w takie jakby gromadne miasta. uczesałem bujny swój przepych i już byłem gotów dla P. tak jakby głotnąwszy ją na dwa kęsy. ale krugom bujając się. R. Dlatego nie jesteś w szkole. owszem powiada. Wiadomość doszła do mnie ta droga co zawsze. że coś miało się stać? Zrobiłeś coś takiego. no tak. w zbrudłachanym deszczowcu. że się wylegujesz. ale ciągle bujając się.Czasu nie mam. w bardzo fajny a długi podom jakby z jedwabiu.Od razu poznałem głos. . żebyś uważał. o czym bardzo dobrze wiesz. Jeden z przyjaciół pewnego Tłuścioszka został o późnej godzinie zabrany przez pogotowie z okolic elektrowni i odwieziony do szpitala.A dlaczego pomyślałeś w ten sposób. ze starą zeszmaconą szlapą na baszce. . wtarabanił się wymięty z wyglądu. mój chłopcze. to znaczy proszę pana. Po czym. powiem ci w zaufaniu. co kończy w tej pokratkowanej dziurze. Deltoid. wyłaź z wyra! wiem. no tak.rzeki na to P. Więc nastawiłem czajnik. co się nie należało. żem się nad tobą napocił. . no całkiem po duracku.Tej mowy o miłych cyjniakach to mi nie wstawiaj . Jak ci już nie żal tego ohydnego siebie. R. Potem giry wsadziłem w takie bardzo udobne puchate tufle.Wieczór to niezła pora. Wspomniano również paru z twoich przyjaciół. no tak. proszę pana . Deltoid. nasz Alex . i wstawszy z łóżka przyodziałem się. Deltoida. Że policja cię ostatnimi czasy nie zwinęła. Deltoid (jak można się tak nazywać). to nie znaczy. że do popołudnia mi raczej powinno ulżyć. Coś mówiła. głosem takim więcej zbolałym.To znaczy herbaty.jakby to była jego chata.Mam dotkliwy ból głowy. proszę pana .powiedział . . proszę pana? . . a ja u niego za gościa.domu. Uroków Słonecznych Plaż Jugosławii.powiada. ale to brrrrr nie ustawało. to już będzie rzeszotka. mój malutki. . a potem usłyszałem głos wołający przez te drzwi: .odrzekłem.A już do wieczora na pewno. Padło twoje nazwisko.Może czaszkę starego czaju.To takie powiedzenie. Zeszłej nocy było trochę harataniny. o czym ci doskonale wiadomo. co leżała na stole: krasiwa i uśmiejnie patrząca młoda psiczka z grudkami wywieszonymi na cześć.No już dość tego. przeciążony robotą grzdyl mający setki takich na rozkładzie. jakby po to przyszedł. . że ostatniej nocy trafiło się całkiem sporo dość różnorodnego 17 . I bujał się. I usiadł na tym starychowskim bujaku mojego facia i wziął się bujać. . Przyznanie się do klapy za każdego z was. . R.Nic zrobiłem nic złego. Alex. To był P. siadaj! . bardzo ustawszy. jakby wszystek czas na świecie był jego.rzekł P. że ciebie gdzieś boli. bardzo bystro i chytro. zapytał: . za każdego nie zresocjalizowanego.odrzekł. mój tak zwany Porehabilitacyjny Doradca. łypiąc na mnie jakby przyczajony. . . Spodziewam się. o braciszkowie moi. bardzo niemile pokrajany.

a z piecyka dostałem śniadanie. braciszkowie moi. mój malutki. i to stare ryps wyps ryps wyps. I na przyszłość będę się starał.I to mnie martwi . Czy to jakiś diabeł w ciebie wstępuje? . Więc jeśli mnie chapną i dostanę trzy miechy tu a potem sześć tam. R. no.Wszystko to doceniam. będę się starał. sam na samo gwałt i adzinoko. bo by pozwalali być sobą. .brutalstwa. a ja robiłem sobie ten imbryczek mocnego czaju. który jeszcze chce cię uratować przed tobą samym. Według moich obliczeń już czas na ciebie. żeby dojść. na taką. . . bo lubię robić. Tyle co jajko sadzone. w ten uśmiechający się poranek zimowy. No i dobra. A w dodatku zło to coś w samym sobie. obgryzanie sobie paznokci u nóg. panowie. Alex. i jak to piłkarze 18 . Może pan na mnie liczyć. mózg też nie najgorszy. niż ci się wydaje. zanim jakiś majcher dogoni mnie albo jucha wybryzga swój końcowy chór w poskręcanym metalu i rozpryśniętym szkle na autostradzie. a ja wcale im tych przyjemności bym nie odbierał. a jak mnie złapią.Już od dawna nie wpadłem w graby polucyjniakom. proszę pana . i to samo na odwrót. ja robię zło. Delloid. bo jestem łasy na słodkie. od tego ja się mogę tylko ześmiać. w tobie czy we mnie. .I posłałem mu najładniejszy zębaty uśmiech. Deltoid i jego kumple łamią nad nimi głowę. to powiem: Racja. Czy wyrażam się dość jasno? . a te siebie to wszystkie postwarzał stary God czy Gospod i w tym jego pychota i radość. żebyś przestał pchać swój przystojny młody ryj w błoto. znaczy że ci wszyscy z rządu i sądu i ze szkół nie mogą pozwalać na zło.To jest mowa jak trza. . Ale co ja robię. R.Jak dla zdrowia to trochę za długo.jakby skrzywił się i zaszydził. co wyciąga ku mnie swe śnieżnobiałe jak ta lilia ramiona.Tak. Więc teraz. że ja właśnie wolę na odwrót. żeby więcej nikt mnie nie złapał. doceniasz.proszę pana. więc czemu na odwrót? Jeżeli wpychle są dobre to dlatego. o braciszkowie. jako jedyny człowiek w całym tym poharatanym i chorym społeczeństwie.westchnął P.odpowiedziałem szczerze i z głębi serca. I dlatego cię ostrzegam.odpowiedziałem. no właśnie. . A czy nasza historia najnowsza. udowodnić to niczego nie może nikt i nikomu. co? . to zła nie ścierpi. znaczy się przyszłość. to tym gorzej dla mnie.Jak tafla niezmąconego jeziora . i to wszystko. mój malutki. Jasno jak lazurowy błękit najgłębszego lata. My więcej wiemy.za następnym razem. że lubią. Ale to. o braciszkowie moi.odrzekłem . no. to się obszczerzalem do siebie z tych rzeczy. w samym gromadnym zwierzyńcu dla bydląt nie z tej ziemi. i nie posunęliśmy się o krok.I jeszcze powiedział głosem bardzo cierpiącym. Aleja cię ostrzegam. ale wciąż bujając się buju buju: Co was opętało? Badamy ten problem i badamy już prawie od stulecia. jako ten dobry przyjaciel. jaka może być przyczyna zła. A tak się złożyło.jak ostrzega mnie życzliwie P. tylko że niestety ja nie cierpię być zamknięty w klatce. to nie jest o tym. ale zrobiłem se tosta i mlaszcząc pożarłem to jajko z tostem i dżemem. no pewnie że nie można prowadzić kraju. to robię.Nikt na mnie nic nie ma. Nad przyczyną dobroci nie główkują. no tak. czytając gazetę. niby cały ten zachwat i łomot i krajanie brzytwą. co je dla mnie naszykowała moja bidna stara maciocha. R. Ale co jest niesobą. mój chłopcze. Deltoid . . . no i wreszcie . braciszkowie. . Och. gdyby w nim każdy jeden tak wyprawiał po nocy jak ja. proszę pana . Ale kiedy on uszedł. którym zawsze byłem dla ciebie. co P. doję sobie ten bardzo krzepki czaj z mlekiem i do tego łycha za łychą cukru. Alex. W gazecie było jak zwykle o ultra kuku i napadach na banki i strajkach. tak. jak zwykle. jak dzielne małe każde sobie zrażają się przeciw tym gromadnym maszynom? To ja wam całkiem poważnie mówię.Tylko uważaj. Masz tutaj niezły dom i kochających rodziców. już mimo tych moich młodziutkich latek braciszkowie.

o braciszkowie. Claudiusa Birdmana. Chyba on wie. o niedoborze uczycieli takich fest horror szoł. i Wielkiej Poezji ta Współczesna Młodzież normalnie uspokoi się i będzie taka więcej Kulturalna. tylko dwie młode dziulki obciągające loda na patyku (a było to. co gada. Jak już dałem parę razy hyp hyp napchawszy ten mój niewinny żołąd. muzyka zawsze tak naostrzyła. tylko żeby ją pobudzać do Wrażliwości Artystycznej w Rozmaitych Dziedzinach Sztuki. ta Współczesna Młodzież. Wsiadłem na rogu w basa i pojechałem do Centrum. nie można mieć o nic pretensji. a stare burżuje zapierały się w środku i chłeptały ten idiocki program światowy w ti wi.doprowadzają do tego. te wredne malczyki byki. żeby nie było czegoś o Współczesnej Młodzieży. Przeczytałem go i sobie uważnie. niebywała okazja tylko przez jeden tydzień. No i git galant. The Mixers. żłopiąc ten stary czaj filiżana za taską za czaszką. stamtąd cof się pieszo na Taylor Place i już byłem w butiku. który zaszczycałem dając mu łaskawie zarobić. Aha! Kulturalna. i w ogóle nastolów. ale najlepsza rzecz. Ten rozumniak pieprzył normalnie o braku rodzicielskiej dyscypliny. wziąłem się dostawać z szafy łachy na dzień. co go niepłocho znałem. co by obłomotali tym krwawym łapserdakom ich niewinne rzopiątka. I że dalsze loty kosmiczne i stereo ti wi z jeszcze większymi ekranami. wkluczywszy radio. Wchodzę i nie było poza mną klientów. Na Vremya Upokoyat Vas Ed Cum Id Molotov i 19 . więc ukłoniłem się w klasycznym stylu. skoro z niego ten zawodowy kapłon i bogusław? Czyli że do nas. lepsiejsza. Ani dnia. Nazywał się głupio MELODIA. o braciszkowie moi. bardzo fajniutki kwartecik smyczkowy. na płycie Masterstroke w nagraniu Esh Sham Symphony pod batutą El Muhaiwira. i żeby mi te mużyki i psiochy tylko wyły w mojej ha ha ha władzy. co ją sobie przyrzekłem i zakazałem już dawno temu. aż by zaczęli bu-hu-hu o litość. Recht recht recht. Noc to była moja i kumpli. braciszkowie. syf że mi w jaja! Mnie. i już odziawszy się (moje dzienne łachy były takie normalnie studenckie. ale zawsze miło wiedzieć. Tylko ażem się obśmiał od przydumki. I był wielki gromadny artykuł o Współczesnej Młodzieży (znaczy się o mnie. ciemnosine kaloty i sweter z bukwą A jak Alex) pomyślałem. że przynajmniej mam czas (no i dziengi. że się nami ciągle interesują. o braciszkowie moi. no. jak on to nazywał. jaką dali w tej starej gazecie. siorb siorb i do tego chrup chrup kawałki czarnego tostu zanurzone w dżem ehem i jajko śmajko. jak w jednym takim artykule o Współczesnej Młodzieży kiedyś pisało. to kiedy jakiś drewniak w psiej obroży napisał że jako sługa Boży i po głębokim przemyśleniu on uważa. młodych i niewinnych malczyków. Szła muzyka. i że to świat dorosłych jest temu winien przez te swoje wojny i bomby i absurdalność. że poczułem się jak sam God Gospod. ale dzień to był dla drewniaków i wsiegda w dzień szalało się jakby więcej szpików i poli mili cyjniaków. aż się obśmiałem. No i wyczołgałem się. bo w karmanach było u mnie dość tego kasabubu) zajrzeć do butiku z płytami po to stereo Dziewiątej Beethovena (znaczy się tej z chórami). że strach wszystkich paraliżuje. o braciszkowie moi. i darmowe paczki mydlanych płatków za etykiety od zup w puszkach. samo dno zimy) i tak sobie jakby grzebiące w nowych płytach z popem (Johnny Burnaway. zauważcie. Wszystko to hojdy bojdy i do śmiechu. że tylko łomot tym piorunem i grzmotem. jaka ona byłaby. pisało tam. iż To Szatan Hula Po tym Padole Łez i tak jakby się chytro zakrada w te młodziutkie niewinne ciała. o braciszkowie moi. obszczerzając kafle jak z uma szedłszy) jakiegoś tam bardzo umnego łysonia. Dzień bardzo się różnił od nocy. ale poza tym bardzo horror szoł i nowe nagrania mieli tam w try miga. bo ci odgrażają się. A jak sobie opluskałem niemnożko ryja i graby. Stash Kroh. Pod wpływem Wielkiej Muzyki. że nie będą grać w najbliższą sobotę jak nie połuczą za to więcej szmalu.

i ptysiów. o braciszkowie moi.Nawierno macie takie małe. . Wygrzebałem dziengi.Wujek was zaprowadzi.Boska Siedemnastka? Luke Sterne? Goglarz Gogol? . siostrzyczki. .powiedział Andy. że wabią się Marty i Sonietta. a niby nie może. aż dychnąć nie mogłem prawie przez dziesięć sekund. Dwie małe psiczki zaczęły się chichrać. mało nie padłem z tej udręki w rozkosz. od dziś będą już po nastojaszczy dorosłe. . i banana splitów i gorącej czekolady. taki adzinok? . bo ja. Powiedziały mi. Te małe psiczki były do siebie bardzo podobne. że płyty.Bo te małe psiczki bałakały znów po swojemu. czego pan szuka! Mam dobre wiadomości. mimo że łysy i bardzo a bardzo chudoszczawy). Od razu było widno.Ojej. już to ona może powiedzieć. nawierno. kazawszy sobie ranek wolny od rzygoły. chociaż nie siostry. to taki pop chłam nastolowaty. Il Ristorante Granturco i tym podobne. Ojej.Jak wyszli my na zimną ulicę. ale my jesteśmy głodne. . ale my byśmy zjadły. Te obie znów rozchichrały się i jedna mówi: . Przyszedłem w siebie. jak to w tym wieku.I obie się zachichrały. na którym. A mnie wtedy jak strzeli przydumka. . ciupcie! uciułane portablo. po nastojaszczy drewniak na balszoj. które one kupują. i zgarnąłem 20 . całkiem z uma szedłszy imiona i sam szczyt mody w ich dziecięcym wieku. błyszczącym.Wujek nakarmi was. zawsze uczynny. już napalony jak sam czort.zagajam . Marty i Sonietta. albo ich brak. Podszedłem grzecznie i kaflami cały w uśmiech do kontuaru. w kołys i w biodro. A ja przekróciłem to mówiąc: . Spadamy. tylko taryfą. całe w rozczerwieni. na czym grać te swoje puchate szczebioty? -Bo przyuważyłem.I tak niby że się ukłoniłem. braciszki. a w środku się tak śmiechałem że po prostu horror szot. i po wypchanych grudkach i jakie usto miały.A druga wstawia: .Proszę . Miały całkiem identiko przydumki.Więc ja odkazałem: . kazałem sobie tylko skromnie płat zimnej szynki i aż warczącą grudę paprykarza.Pójdziecie z wujkiem . co było po prostu. jak te kręciołki na zielonią trawkę. o braciszkowie moi. brat? Kto taki wielik. Żadnej tam rzygoły na to polancze. no to wtedy ja bałaknąłem: . . aż mało się nie porzygałem na sam widok. białym kitlem Dziewiątej. .A co wy macie w domku. . wykonałem do nich tymi świeżo na biało wyszorowanymi kaflami i mówię: . Bristol. że basem nie pojadą. a jedna z tych małych psiczek odzywa się: . gdzie stary Andy (on też wsiegda grzeczny. czemu nie. Dziś daję sobie dzień i na balszoj.Ty szczo dostał. Andy wrócił się w try miga pomachiwując wielkim.cały ten szajs). nawet bardzo dobre. spodełbił się naburmuszoną jakby od piorunów mordą sam Ludwik Van. o braciszkowie. i włosy tego samego koloru: tak jakby wykraszone na słomkowo.i posłuchacie.I łapskami tak jakby u wielkiego dyrygenta wybijając takt poszedł mi to przyturlać.I zaprowadziłem je za najbliższy róg do Pasta Parlour i dałem im napchać w te niewinne twarzyczki spaghetti i kiełbasek. Hilton. Te dwie psiczki miały najwyżej po dziesięć lat i tak samo jak ja. żeby zabulić.powiada . Czujcie się zaproszone. no to dałem im do humoru.Fajno fajn. a ja na nie łypnąłem dość chłodno. że mają) się za całkiem dorosłe psiochy. Już przyszło.Aha . Wybierzcie lokal. . po tym rzucaniu biodrem na widok Oddanego Wam Autora Tych Słów. .chyba wiem. z Alexem w roli profesora. . no. Nu ładno. Tu one się już poczuły oczeń wyrafino. ale przeszkolenie i owszem. . im się zwidziało. Już czas fest pokręcić. .Da da.Im się na to dolna warga tak jakby obciągnęła. Posłuchacie trąb anielskich i puzonów diabelskich.Może przegramy na próbę? Ale ja chciałem to już mieć w domu na moim stereo i posłuszać sam na samo gwałt i adzinoko. i zaczęły balakać tonem wielkich dam o takich rzeczach jak Ritz. jak trza. wzruszające. o nie.

tylko że z niezłą dobawką sody takiej co w igły i szpilki. No i właśnie nauczyły się. i ciupciały mnie tymi piąsteczkami.Podłe zwierzę i bestia! Wstrętna ohyda! . Jakby się pociągało jakiś napachniony słodki napoik dla dzieci. jaka to przewoschodna iskra z nieba. jęcząc. Tylko że obie dziuszki były już oczeń oczeń na cyku i nie mogły za wiele czuć. No i rozległo się. braciszki. ciągle przy tym Frojda Frojda Frojda Frojda na całego w grzmocie i wrzasku. Żadnych zabaw z siedzeniami. Więc kręciłem dla nich ten szajs i zachęcałem do picia. śpiewał Ike Yard. A wyglądały jak po wielkim zrażaniu się.Wierzchowe! . to trza się inaczej pouczyć. obie były jak to zwyczajnie takie małe psiczki prawie że u szczytu histerii. Taryfiarz. i one były wcale nie od tego. No i podrałowały w dół po schodach. że powinny się mną zająć polucyjniaki i cały ten szajs. no i faktycznie były. 21 . i zrobiły to. zrypany i spluty. a ja leżałem rozwalony. jakby w ślicznych i tiu tiu i drogich złotych pucharkach.Ukoiłem jego idiockie obawy i pajechali my pod Blok Municypalny 18A. całe obite i spuchnięte na ryju. Dopiero co kazałem dać świeżą tapicerkę. jak się nie idzie do szkoły. przez Dziewiątą i dziab na dodatek. co im się robi w te małe osóbki. stary wąsaty próchniak w uszarganym łachu. i wtaszczyłcm je na górę pod numer 10-8. a potem ludzki głos wszedł i mówił im wsiem. i potem ładuje sobie dziab w grabę. jak we mnie skoczyły w środku te stare tygrysy i rzuciłem się na te dwie psiczki. co jest sama rozkosz. a te cały czas wsio tylko zdyszane i rozchichrane. żeby się dać w radochę.i różne takie kopnięte słówka. mówi do mnie: . . Po czym wyjąłem cudowną Dziewiątą z jej koszulki.Więc dałem im pozbierać swoje barachlo i spłynąć. a chuci te. i Noc po dniu po nocy wystękiwane do rzygania przez dwóch obezjajców. nazwisk już nic pamiętam). basowe struny jakby mi gadały spod łóżka z resztą orkiestry.Tylko bez prucia. co były sam szczyt mody w tej grupie młodziaków. to ja wam nie muszę opisywać. Ale one robiły och och och i pokrzykiwały: .Ale przeleśne! . a potem chciało im się pić. No i krótko powiedziawszy dojechali my. i że chcą do domu i że jestem ta wściekła bestia. że jestem z nimi w tej komnacie. Trudno. aż chodzące po całym wyrku i po mnie.gablotę ze stojanki przy Centrum. brudny i goły na tym wyrku. niby taki rozdziany wracz. Jak ostatnia część szła po raz drugi z całym tym gromem i krzykiem że Frojda Frojda Frojda. A teraz krzyczały i robiły o! o! o! wciągając na siebie ciuszki.i: . bo sami se możecie lekko rozgadnąć. i puściłem igłę w syk na końcową część. a ja odpłynąłem w kimono. tego co warczy. a ja puściłem te ich wzruszające płyciątka przez moje stereo. Teraz już nie widziało im się. a potem ta przekrasna błoga melodia cała o Radości. No i zanim ten ich wzruszający pop chłam przekręciło się po dwa razy (to były dwie płytki: Miodowy nosek. to te dwie dycholatki już wcale nie były wielkie damy i wyrafino. to ja normalnie rozpachnąłem skarbczyk w mojej komnacie i dałem tym dycholatkom po takim horror szoł szkocie. że to figle. bo im się to wystawiało jak frajda frojda i szutka nie z tej ziemi. że stary wujek Alex bez nitki gołoguzy stoi z dmuchawą jak rękojeść i psiuk ze strzykawki. braciszkowie. Ta mała Sonietta krzyczała: . i zaraz poczułem. One siadły na moim wyrku (jeszcze nie posłanym) i buju buju nóżętami. braciszki. Co się tam po nastojaszczy wyczyniało tego popołudnia. hormonu kiciora z dżungli. Tak jakby się obudziły od tego. były wprost niesłychane i gromadne i nadzwyczaj wymagające. no a te nieustraszone małe psiczki nic tylko chichrały się i w szept szept. i nie z uciechy krzycząc przyszło im się zdać na czudackie i dzikie żądze Aleksandra Ogromniastego. takie to było. o braciszkowie moi. tak że Ludwik Van też był nagi. Dycholatki były w try miga rozdziane i mało się nie ześmialy.

.Zbądź 22 . a potem do nory i w ciuch na wieczór. ale nie mogłem go tak naisto wspomnieć. . jak leżysz na ulicy. zanim cię skierowano ostatni raz do szkoły poprawczej. jak wszystko liczy się na tym niecharoszym świecie. Teraz mogę iść na wieczór popracolić. że tak śni o mnie. Zrazu widać. W try miga pajmiosz. wyszczotko i git galant z kiciorem. że zbudziłem się późno (koło siódmej trzydzieści na moim zegarku) i pokazało się. że niech uważa co jest jego brocha. a maciocha dała się w taki ustawszy jakby śmieszek.Odpuściłem se ten dzionek i już mi git.O? . a inni chłopcy cię biją. Po czym już świecący się. o mój zaprawdę ojcze! . . a co moja to moja. siedzący przy swoim wymęczonym żarciu po całym dniu pracolenia on w tej farbami a ona w magazynie.Widziałem. .zagaiłem.Nie martw się o twego syna jednorodzonego i dziedzica. który ona rozmroz i potem odgrzała nie wyglądał zbyt apetycznie.Bo w tym czasie oni dowierzali. ale właściwie gdzie ty chodzisz wieczorami do pracy? .I pogłaziwszy mu tak szmucyk prosto w ślepia. co go miałem dziś rano. synu . maćku! A mogę tego dostać? . . Zeszłej nocy przyśniłeś mi się i bardzo mi się ten sen nie podobał. żeby ciut zarabotać. więc ktoś je musiał wykluczyć. przebrany za kochającego jedynaka. . a stary Jołop się obśmiewa bez zębów i siepie batem. z którymi się zadawałeś. Wyglądali jak ci chłopcy. jak Georgie wydaje te generalskie rozkazy.zapytałem przestawszy żwykać tego klejącego się paja.Mniam niam. że mój ojczyk dowierza.To było jak żywe . albo tak mówili. Włożyłem podom i wyjrzałem do nich. ze dowierza.Ooch . tak pomagam i w ogóle. Ojczyk zagaił: . Ale mówiono mi.O pieniądze nigdy nie proszę. Możesz się z tego śmiać. oboje teraz dawszy się odliczno słyszeć w bywalni (to znaczy stołowej) i sądząc po tym brzęk brzęk talerzy i siorb siorb czaju ze stakanów.Ześmiałem się z tego w środku. że w snach to idzie na odwrót.rzekłem. jak się hapnie. Recht recht recht. bo już wiedział że morda i ani gu gu. co? No to czego się rozpytywać? Facio od razu grzeczniulko bubeł w kubeł. Facio łypnął na mnie tak jakby podejrzliwie i nie za oczeń mu coś ponrawiwszy się.No no? . . Pieczalne drewniaki. Czasem mi się coś przyśni.żwyknąłem z pełnej gęby . że to nie było rozumne. . czując się brudny i klejaszczy.Tak? . . czyli że ojczyk albo maciocha. .Nie żebym się chciał wtrącać. . . Wytańczyłem ja do łazienki i dałem se bardzo skory prysk na całego. uczesany. . przysiadłem na kusoczek paju.Cześ cześ cześ .powiada. I lak mi się przywidziało. I tu przypomniałem sobie mój drzym. nikagda. albo stara się dowierzać w to.Przepraszam. Tu i tam. ale wypadało to skazać.różnie.powiedział facio. recht? Na łachy ani też na ubaw. co to synu jedyny owocu mego żywota i te pe.5 A faktycznie tak wyszło.Tylko tak się czasami martwię. . synu.To był taki jak gdyby paj w mrożonce. ale mimo wszystko coś w tych snach jest. jakby mówiąc. jak jedno prowadzi do drugiego. że ja chyba też miałem jakiś sen. że ja się faktycznie naprostowałem. Moje stereo już nie zasuwało że Radość i że Uścisk Uścisk Wam Miliony. . ale milczał. że ja się tym zajmuję. Bidne chryki.Teraz mię zainteresował.

A ty .Z nowego układu? .powiedziałem ostrożno. Możeście wy ustroili za moimi plecami jakiś drobny a cichy bałach. Jołop miał wieli gruby śryk z czarnej farby tłuszczowej i gwazdrał nim brudne słowa.się trwóg. a ciebie może to czy tamto oskorbiło.Na tu. Na to w try miga włączył się Georgie: . Nie zbudzili mnie jak przykazałem. nie? No więc Jołop. Pietia. takie sobie ciut małych zgrywoszutek i tym podobne. będzie tego przystawania do Jołopa. .To przykre. co ta stara noc nam przyniesie. i trąbnął: On jest. . Niech ja więcej usłyszę. Jak znalazłem się po schodach na dole budynku. . więc apiać się w sobie po cichu z lekka obszczerzyłem. Czekali koło pogryzmolonego na gęsto municypalnego malowidła nagiej godności trudu. . Ale obrócił się. z całym tym szajsem wypisanym z ich ust przez niegrzecznych malczyków. . mojego post kurwatora.powiada Georgie. -To już było na huzia i na odwrót. Tak to rychtyk i było. . Może starczy na jeszcze jednego szkota dla ciebie i maćki gdzieś w miłym zaciszu. . no to wpadli my do twojej katedry. jeśli mi to wolno tak nazwać.I zgarnął te nieuczciwie nabyte golce do karmanu w sztanach. kiedy tak się zrobiło na ulicy. cały krugom w kochających ułybkach.Bo Jołop miał uścisko rozpachnięte w taki jakby z uma szedłszy bez głosu rechot. na trzecim schodku.Co za mowa o nowym układzie? Tu nawierno był jakiś gromadny bałach i kwacz za moimi uśpionymi plecami.mówi Pete. gołoguzych mużyków i psioch z powagą u kół napędowych przemysłu.Dziękuję. . co wróży ten twój gromadny koński rozdziaw na ryju? .leżałeś całkiem bezradny we krwi i nie mogłeś się bronić. tak? . Jako wasz kumpel i wożaty chyba mam recht wiedzieć.i puścił się w kilka niełowkich piruetów. tych moich niby to drugów. ciągle jeszcze stojąc wyżej od nich. .odpowiedział. To jedna rzecz z nowego układu. faćku .odkazałem. . 23 . A ja wybyłem. Ten sarkazm.snuje mój ojczyk . .wstawia Żorżyk. co? Na to rozkazywanie i dyscyplinę i te pe.I wszyscy się z lekka obśmiali. że cię bolało . to się nieco zdziwiłem.Może za dużo nadużywasz tej baszki.Ale my teraz niedużo wychodzimy. A na pewno już ból ci przeszedł? A na pewno ci nie lepiej wleźć abratno do wyrka? .powiadam . o drużkowie wy moi.łuuu hu hu hu! zatrudniając się tym. on przybywszy.niewiele tego. jak już mówiłem. Boimy się za dużo wychodzić.Baszka mnie ciut poboliwała i musiałem przekimać. nie przystaje do was. . . braciszku.Już martwiliśmy się . A nawet więcej. . Deltoida.ja mu na to. po czym wygrzebałem wsie dziengi z karmanów i dźwięknąlem je na zaświniony od sosów obrus.My tam czekamy i doimy se mleczko na brzytwach.Ano ja że recht! .Nu pagadi .Prze pieprzę praszam . co jest grane.No dobra. recht? . bo mać zmywała jak raz posudę w kuchni. Aż dziwne.Jak gdyby przejąłem to: tak? od P. jak Georgie i Pete dali mi stary cześ prywiet. tak niby że oczeń troskliwie. Bo stanąłem z japą szeroko rozpachniętą jakby mi ziewak w rozdziaw zaskoczył. Tyle co zarabotałem przeszłej nocy. On wżdy poradziech sobie zdoli albowiem. . Ci młodzi chuliganie i tym podobne. Ale więc jesteśmy w kupie i gotowi połuczyć. Jutro przyniosę jej za to jakąś butelczynę. R. oba w błysk błysk ukazując po drużeski kafle. synu .Lepiej zróbmy z tym na glanc porządek. . Ale dziękuję ci.I tak jakby założywszy graby oparłem się udobno do słuchania o potrzaskaną poręcz. duże i na balszoj. ura! . Oni przyszli mnie spotkać. po naszym fresku municypalnym i jak to Jołop dawał ten swój rechot .

Chodzi o to. . Georgie wmieszał się: . cwany i chytry w tej utybce . czemu nie. Inicjatywa się budzi w tych co umieją czekać. i już! .Och . żeby zarabotać po tej marnej grabuli szmalcu na ryło.wstawiłem . to tu ni pry czom. lód . i Jołop z batem a bezumny jak szczerzący się buldog. mój drużku.Zostaw ich. .Recht. bo my już nad tobą mamy przewagę.i chap się za cepki w pasie.Wyskazałeś jak raz to. Georgie.Aha .No to Georgie i niżej podpisany wzięli my się za te ciche kocie podchody. ale w środku już po nastojaszczy razdraz. Git git git. Jak ci potrzebna monaliza. i doleciał mnie może z takt albo dwa Ludwika Van (była to ostatnia część Koncertu skrzypcowego) i od razu wiedziałem co robić. ułybając się jak z uma szedłszy. cały na luzie. Mam prawo na własne życie. . A my dorastamy. to se ją zgarniasz. Na ten przykład w ostatni szabas. Błyskotki. Tylko jak wykitrali my się na ulicę. Georgiutek. Georgie od czasu w czas doskakując szuch szuch z tym 24 .rzekł Pete . Jakie on miał pomysły? .. recht? Wszystko to mi się.Fajno fajn i git.najpierw damy se mleka z dobawką i co ty na to? Żebyśmy się naostrzyli. Ale ja pogrywalem z czuciem a ostrożno.Tak od kiedy niekiedy . zrywasz je sobie z drzewa.Duże duże duże kasabubu leży i czeka. Georgie za generała i mówi. A tymczasem Will Angliczanin w Kafe Pod Bychem jest gotów upłynnić wszystko. .Nie. Dziś w nocy . Alex . Stary Jołop włączył się: . Szlajamy się w kółko. . Wiedź nas do mołoczni. jak ostatniej nocy.I wykonałem ten jakby głęboki ukłon. mój drużku. co jaki bądź malczyk się nie pokusi grabnąć. braciszki. wcale nie ponrawiło.mówił dalej a wciąż z tymi zimnymi ślepiami we mnie.E .powiada Georgie . .I wyślepiał się tak na mnie czelno i na całego. . Bałaknąłem takim jakby grubym a niskim głosem: .czasem to ty dumasz i bałakasz jak drobny rybionek. . że dumać to dla bezumnych. Tak to jest recht. ułybając się na balszoj. mówiąc i ułybając się: . żadne recht! . co będziemy robić a czego nie. braciszki.powiedziałem.ale też był dość prędki w nożu i ostrze mu szt z rukojatki. małyszku.wypuszczam się sam na samo gwałt i adzinoko. szukając wejścia. i już był jeden na drugiego. .No dalej .odkazał mi Georgie .powiada Georgie .Bez urazy. A nie że ty cały czas mówisz.i wyrwałem swoją brzytew do grdyk. Więc mój drzym się sprawdził.ale chcieliśmy tak coś więcej demokratycznie. co myślałem .Odkąd to się zadajesz i ugadzasz z Willem Angliczaninem? . co robić a czego nie.mówię wciąż nie ruszając się. Georgie powiedział: He? . ale Pete bałaknął i położył fest grabę na starym Jołopie: . a rozumniak to chwyta się tego jakby natchnienia i co Bóg ześle. jak to wielkolepno nazywasz? Czy ci brak jakiej bądź rzeczy z tego. Teraz gadaj. Bo jak raz przyszła mi z pomocą przednia muzyczka. bardzo oslrożno. Akurat przejeżdżało auto i miało wkluczone radio.A na co ci się nada .to pażałusta. co za błysk cię naszedł.Niech ja jeszcze posłyszę.zrobimy taki zachwat po mużycku na kawał chłopa. ale cały czas pracując główką.powiada Georgie. to ja raz i uświadczyłem.Jak sam chcesz .ja na to. Tylko bez urazy. a styl znając jeden drugiego ciut aż za horror szoł.Uraza czy nie uraza. Tak? No to skąd ci przyszła wniezapno ta chuć.powiada Georgie . mój Georgie bojku. aby zdziałać się tym gromadnym i nadzianym kapitalistą? . komu tu przychodzą pomysły. . tak mi właśnie skazał Will Angliczanin.to duże duże duże kasabubu czyli dziengi. . Sporo się ode mnie naumiałeś.Jołop się na to roz ho ho ho. a ty najbardziej. Wszystko to malutkie piwko i tyle tego. w zachwat po sklepach i te pe.Właśnie chciałem zapropo żeby do naszej Krowy. . co nużno? Jak ci nużno auto. Po prostu horror szoł. .

i kupił im czarną z mydlinami i wyglądało. Ale Pete zagaił: . ale juchy szło za mnogo żeby to wypić. a on wył i jęczał.niby jakieś gromadne a bezumne zwierzę i wyśmignął te cepki z pasa fest horror szoł i tak skoro. chłopcy .Niemożliwe odkazałem.Recht. Jołop.no. W końcu zagaiłem: . . Ja znów bałaknąłem: . o braciszkowie moi. Więc już teraz wiedzą. żeby nie odwijał tych cepków z pasa i Jołop się posłuszał . Georgie. To dla mnie teraz był padchadziaszczy styl żeby iść nisko jak gdyby w żabim podrygu. cośmy im ustroili przeszłej nocy filantro. pomyślałem sobie. Więc mignąłem brzytwą po jego lewej girze w tym oczeń obcisłym rajtku i chlasnąłem tak na dłoń ciucha i puściłem niemnożko blutu psiuk psiuk. dziewuszki? . ale nie mógł mnie sięgnąć. to ja poszedłem w ten sam styl co z Georgiem. znów tam były i nic tylko wstawiały: -Dziękujemy wam.Daże ani słowa nie bałaknąłem. bo ja swoje dałem ojczykowi) i utrzeć w tasztuki zamoczone w kuwszynie z wodą. Aż odliczyłem sobie raz dwa trzy i dałem normalnie ciach ciach ciach brzytwą.i: -My nigdy byśmy na was nie powiedziały .To co sobie damy. ale i kazał mi ten ból sprężyć się bystro i na całego i załatwić się ze starym Jołopem. nie ich brocha i codzienny widok. A cały czas wpychle przechodzili i widzieli to wszystko. apiać tam gdzieżeśmy byli.i: .dał na to Georgie.upuścił. No słucham. Po czym próbował sobie wypić cały blut z tego nadgarstka i równocześnie krzyczeć. że ma sporo tego kasabubu w karmanach. tylko po grabie. braciszkowie. blok i ciach . że aż na podziw.powiada Pete.góra. tak jak skazałem. Tyle że go połaskotałem moją brzytwą po palcach i już stał wybałuszywszy się na to malutkie ciur ciur juchy wyczerwieniające mu się w blasku latarni.łyskającym majchrem. Pete? . bo był przywykłszy do prostego ryj w ryj siach siach siach. ale nikt się nie wkluk. Jołop umarł jeszcze przed urodzeniem. więc one się jeszcze głośniej rozdarły z tym swoim: . to już teraz będzie wiadomo. . Słuchaj. pod Księciem Nowego Jorku. nie po ryju i nie po oczach. A ten krasny krasny sok zaraz sam się zatrzyma. No muszę powiedzieć. ale nie za długo.Ja nic nie mówiłem . tak? Wsio po dawnemu i zabywamy o wszystkim. kto tu jest ich pan i wożaty.jakby już nie mogły tego przekrócić.powiadam. no i ten bidny stary Jołop został się niemnożko zaskoczony. Niedługo to zajęło. no nie? Stary Jołop na to dał: Aaaaaaarhgh! . stary Jołop się wyfarbuje na śmierć. o drużkowie moi. A potem jak on dał się w auuu auu auu jak psiuk. tyle co duży złotogniak dla każdego (za ich własne dziengi.Bo nie chlasnąłem go po głównych żyłach. i teraz już sam zacząłem. umierającego Jołopa. . .Recht recht recht . bo Pete poradził Jołopowi. Te pudernice stare.i: Wy jesteście najlepsi chłopcy na świecie. chłopcy .Niech was Bóg błogosławi. No . Właśnie. mimo że nie powtórzyliśmy tego filantro. i tak zrobiłem.No to jesteśmy. to teraz my z tobą załatwimy tę rzecz. barany. recht? . żeby chronić ryło i patrzałki. i owinąłem nim grabę bidnego. chłopaki . stawiając na jeden ruch . żeby ukoić dwóch rannych żołnierzy w cichym zakątku. w której Georgie miał nóż i . więc zrobiło mu się tak bul bul bul bąbel i bluzgała ta jucha bardzo fajnie. I wydostałem osobiście czysty tasztuk z karmana. i jucha zatrzymała się.Niechaj was Bóg wszystkich pobłogosławi i zachowa w zdrowiu. Tylko stary Jołop ciągle wypadał jak gdyby ciut 25 . Upuścił ten nóż dźwięk dźwiąk na twardy zimowy chodnik. że mnie fest użasno siepnął po grzbiecie i dziargnęło mnie wprost z uma szedłszy.o braciszkowie moi .Umiera się tylko raz. starego.i poczułem jak brzytwa wchodzi jak trza i w sam raz głęboko w mięcho w nadgarstku starego Jołopa i uronił te cepki jak wąż i uwrzasnął się jak mały rybionek. żeby stary Jołop dostał małpiego umu. co było.

co. Na którym jest taka głupia nazwa.No Georgie bojku. W oknie była rzeszotka. ja bym dostał tego wielkiego skurwla.A no ta Sadyba czy Siedziba.powiada Georgie . . jest prawda. co tam proischodzi. czy jakaś podobna głupota. .Jesteś ten duży krzepki mużyk . Will Angliczanin tak jakby nam o tym powiedział. owdowiałe. po nastojaszczy dobry wożaty zawsze wie.Złoto i srebro i różne takie biżuty. a drogie barachlo. i przed nim sterczały kuliste lampy na żelaznych badylach. może by już nie dzisiaj. Całkiem jakby się nie ze mną zrażał. . o braciszkowie moi. chłopcy. co ma na myśli. o braciszkowie. A no cóż.Ten co ma na przedzie dwie lampy. jakby w mamrze (czyli więźniu) a nie w domu.to już nie tej nocy. ale z jakimś obcym malczykiem. żeby luknąć w akoszko. żeby mużyk jej dotknął. . tylko że jakiś mudak wlazł mi w drogę. i do tego jakby przytuszone światło w jednej z izbuszek na dole. czy co. .powiadam. tych starychowskich rupów. Georgie. Gdzie żyje ta starożytna próchniaczka. tuż za Blokiem Municypalnym Victoria.Mogłem mu przyłańcuszyć fest po tych patrzałkach . za co na rynku można od turystów zgarnąć nieliche kasabubu: jak obrazy i klejnoty i różne takie starożytne gówna jeszcze sprzed ery plastiku.odkazałem . chłopcy.Poniał git i odliczno. Spadamy nie mieszkając. 6 Tuż na wschód za Księciem Nowego Jorku rozpołożyły się biurowce i ta stara. kiedy ustąpić i pokazać się tak jakby wielkoduszny dla swoich podwłasnych. Stare Miasto.Dziękujemy wam. Wracamy za dziesięć minut jeszcze coś wam dokupić. jakby z dwóch stron pilnowały wejścia od frontu. chłopaki. i to żelazna. I dostawało tu. różne tam chudoszczawe i szczekające pułkowniki z laskami w ręku i psiochy stare. co. . I zdarzały się tu po nastojaszczy fajne. horror szoł i starożytne domki.odkazałem. co przez cały swój prawiczy żywot nie poczuły. Bardzo dobrze. Więc podeszli my grzecznie i po cichu do tego żyliszcza. Georgie bojku? Cóż tedy na oku miałeś azaliż? .Dobre stare dziewuszki. Ja się znów odezwałem.Jaka głupia nazwa? . co ma koty i cale to kurewsko stare.Bo to był widzisz ten dom . .Już ja poniał . .A jakżeśmy wychodzili.gadał znów Jołop.I powiodłem moich trzech drużków na swe nieszczęście. Słuchaj. Byliście tu cały ten czas. to co miałeś na oku? .tak jak my wszyscy. . .E tam . 26 .Na przykład? .Wiedziałem. . więc my zaszli w taki fajny kawałek ciemnej uliczki. to te stare babuszki skazały: .Wiecie co.A ja im na to: . złachana bibloteka i za nią ten gromadny blok mieszkalny zwany Victoria od wiktorii. no i głuche stare damy z kotami. było nam i tak jawnie widno.To jest git przydumka i ją trzeba wykonać. co się nazywało Sadyba. a potem się dochodziło do takich żyliszcz jakby staromiejskiego typu w dzielnicy zwanej Stare Miasto.porażony i daże bałaknął: .Nic nie powiemy.odrzekł Georgie. ale co tam dzieje się. Nie jesteśmy jakieś tam drobne rybionki. znaczy się pabiedy jakiejś. . . a w nich pożywały stare wpychle. a te stare babuszki wciąż posuwały swoje: . ja bym mu przyłańcuszył.

mój przyjacielu.Kiwnęli po ciemku recht recht recht.Może nie otworzyć. Jazda mi stąd. od tego życia sam na samo gwałt i wciąż adzinoko. na podziw ozdobnych zegarów. I jak ta zgrzybiała babulka im odkazuje. błagam o pomoc.ona znów . Jazda stąd.Tak normalnie im dokazywałem. jak gdyby ta psiocha i wsie jej koszki w słuch na to brr brrrr i zastanawiały się. tylko sam zakrzyczawszy: .Och. Czy mogę zadzwonić po doktora. jakie grube ma to głosisko: .Wy dwaj. braciszki.Jak Georgie to usłyszał. Oprócz tego było widno w komnacie na ścianach mnóstwo starych obrazów i przedpotopowych. z flachy mlecznej rozlewała to stare mleko w spodki. Potem jęk o wodę albo żeby dźwięknąć po doktora. To ja ciut jakby natarczywiej na dzwonek. co wypadały oczeń stare i kosztowne. kto tu z nas wożaty i od błysku. na pewno znajdzie się dla ciebie gdzie indziej dobry samarytanin. .Ino luknąć . gromadne i spasłe bydlaki.A na to Georgie: . bardzo bym prosił. Daże uwidzieli my kilku ich.Więc on jakby drygnął pleczami. to już mi wepchniecie. I ładować się aby nie za szumno. błagam panią. . że jeden mój kumpel tak jakby przymglał na ulicy. a potem stawiała te spodki w niz na podłodze. 27 .albo koty na was wypuszczę. gromadnego kiciora. czyniąc żabi pysk. Nie ma sprawy.Proszę się wynosić .Recht. jak wejść. Był tam wcisk do dzwonka. jak ta stara babula człap człap tymi nogami w człapakach do drzwi frontowych i tak mi się zwidziało. I krzyknęła. jakby za coś łajać te swoje kiciorki. też widno. Will Angliczanin pali się do tego. Bo tu będziemy aż do rana stać i przepychać się. i to raz dwa raz. powiedziałam. braciszki.Potem odczekali my znów po ciemku i ja szepnąłem: . Mojemu przyjacielowi właśnie coś dziwnego stało się na ulicy. Recht? .No trudno.Że jest niemnożko z uma szedłszy. proszę pomóc! Mój przyjaciel tak ciężko się rozchorował.Wynocha. . że jest podejrzliwa. . nie wiem dlaczego.to spróbować normalnie od frontu. . Georgie wyszeptał: .A ja: . to muszę zwrócić się z moim cierpiącym przyjacielem do kogo innego. A ja do Jołopa i Pieti: . A ja mówię po dżentelmeńsku. o braciszkowie moi. ja go wpych i słyszę brrr brrrrrr w głębi. Z powrotem do drzwi. nie? .odryknęła. że tam w dole kłębi się mnóstwo kotów i koszek dających jej miauk i miauk. Więc mówię do niej: . Odkryję w górze akoszko i włażę. aż mnie poraziło. i też jakby wazonów i ozdóbek. . .Teraz to polegało na mnie. skoro pani nam nie chce pomóc. .Po czym światło zapaliło się w holu i posłyszałem. czego wcale nie mam ochoty kupić. jakby otwarła. A tam przymknę tę starą picz i wam otworzę.No.Wynocha stąd . że ta stara psiocha. . że ona pod każdą pachą ma tłustego.Jak wejść? . Do tej starszej pani chyba nie można mi pretensji. jak po nocy kręci się tylu łobuzóz i urwipołci. Georgie niech będzie gotów pokazać się za takiego. .Za to da się połuczyć horror szoł jakie kasabubu. Potem jakby czuło się nasłuchiwanie. Po czym nakłoniłem się do szpary na listy i wołam takim jakby wytwornym głosem: . .to ja do Żorżyka i bez obciachu sunę prosto do drzwi. A skądże. nim Georgie zacznie nam dyktować. żebym otworzyła drzwi. Ja się wespnę Jołopowi na plecza. to się dało powiedzieć.A na to Pete: .wyszeptałem .A działo się. więc było poznać.Pierwsza rzecz .Znam te wasze parszywe sztuczki. albo strzelam. Spojrzałem w górę i widzę nad wejściem suwane okno i że rychlej będzie wspiąć się normalnie po ramionach i wleźć tamtędy. takim pilnym i cierpiącym głosem: .I odmigałem precz moich drużków po cichutku. . jak prygają na stół i rozdziawiwszy się wydają z siebie mrrr mrrrmrrr. .powiadam.Próba. o mało nie zachichrał. po dwóch stronach drzwi.Proszę panią. Dawaj! . .Nie martw się. w kudłach już bardzo siwa i z mordą całkiem pokreśloną. Pójdę bardzo grzecznie i powiem. . to była cudowna po nastojaszczy niewinność.

Woniało tam aż pleśniawie od tych koszek i od kocich ryb i murchłego żyliszcza w starym brudactwie.Całkiem horror szoł to wyrobione w kamieniu. Jakby trza. o! dzięki ci. i już! Okno było. I z nią już w oświetlony pokój i zagaiwszy: . bo zmuszona będę 28 . dziwując się po schodach w niz. A moje owieczki z dołu gapią się. białe. I kolano w górę. że wpychle czują nocny lęk z niedostatku policji nocnej. że to kamieniarstwo nade drzwiami fajnie mi uchwyci but. tak dolna połowa śmignęła w górę. tym nikudysznym kumplom. stała na jednej nodze z wyciągniętymi rękoma i widno. Z dołu szedł jakby przytuszony głos tej starej psiochy: . Na paluszkach i znów pod te drzwięta. to zdziałam ultra kuku sam dla tej chryczki starożytnej i jej kiciorów. gdzie ona mlekiem obkarmiała te swoje koty i koszki. Drzwi uczyniły kwiiiiiiiiik i oto zakurzony korytarz z innymi drzwiami. Na wielkiej drewnianej skrzyni w ciemnym holu zobaczyłem fajniutką. czyli że i figlu miglu ze sobą kociątka i dorosłe kiciory. Nasz krótki bałach przez szparę do listów nie dał nam. Więc ja grabę w rozpęk i jak pichnąłem. ty zasmarkany łobuzie. a gdzie szparka pod nimi przeświecała. dooobrze! . ty płazie. Więc przyjrzeli mi się. ty stara i smrodliwa raszplo. o. inaczej niż w blokach.ale widać musiała bałakać do tych miauczących z bokowca maaaaaa że chciałyby jeszcze mleka. o! zaiste nie dał. do izbytku satysfakcji. więc ją zgarnąłem sam dla własnego siebie. . i bałaknęli wsie kiwnąwszy mi po ciemku recht recht i recht. że cała ze srebra.Hej hej hej. a w powietrzu nisko unosiły się kłaki kociego futra i były te opasłe bydlaki różnego kształtu i barwy. Tak i zszedłem ja z wolna po cichu. jak się spodziewałem. dostałem się. ta stara psiocha.I tak jakbym się przyszczurzyl i zamrugał w oślep do tej komnaty i starej psiochy. że tak powiem. I już byłem na dole i widziałem światło w tej komnacie z frontu. pomyślałem. że jestem wart ich trzech i jeszcze ponadto. rude i w każdym wieku. szarobure i marmurkowate. i takie po nastojaszczy śliniące się. To wreszcie spotkaliśmy się. Oraz jak ta wielka i opasła szkacina to włazi. I przyuważył ja schody idące w niz do holu i błysnęło mi. o braciszkowie moi. Tyle się tu marnuje. rozdziawione.Jak tu wszedłeś? Nie zbliżaj się. tak martwa była ulica. pięknie i gładziutko. ale sięgnąłem brzytwą i trach delikatnie szkło jej kościaną rukojatką. A ja po męsku szagom marsz ku drzwiom pokoju.Tak tak tak. gołoguzy i obwisły na krzyżu. A niech wiedzą. Pełno tu było kotów i koszek snujących się tam i nazad po dywanie. zakryte. A cały ten czas. a potem zgarnę ile w grabach się zmieści barachła. i jakiś grzdyl świętojebliwy. co mi się wyda poleżne i walczyka! do tych drzwiąt od frontu i rozpachnąć je. ale może te kiciory i koszki mają dla każdego po jednej sypialni? i pożywają se tak na śmietance i rybich łbach jak te królowe udzielne i kniazie. widno z podziwu. I raz dwa jakby w kąpiółkę. Jołop u nas był za mocnego i normalnie wydźwignęli mnie Pete i Georgie na jego krzepkie i po mużycku gromadne plecza. co świeciła w blasku od komnaty. światowy programie w tej ocipiałej ti wi! a tym bardziej. rypnęla na mnie wściekle niby chłop i odezwała się: . Ich pani. i sypnąć złota i srebra po wyczekujących mnie drużkach. Że wszystko to zrobię sam na samo gwałt i adzinoko. a chwost im się wołnuje i jakby się czochrały u spodu drzwi. stare i bardzo złe. braciszkowie. znaczy się wszystkie te komnaty i tylko jedna stara picz i jej kici kici. a to wyłazi. nieprawdaż? Należy to przyznać. nic. a była to młoda i chuda dziuszka. czarne. W niżu drużkowie moi tylko sapali. w niej drzewa i konie. jakie to starożytne porno w lanszaftach: że dziuszki długo i prostowłose w kołnierzu wysokim i jakby wiocha. I dawaj obijać się ja po ciemku. Już u Jołopa na pleczach zobaczyłem. w którym się znalazłem. tylko łóżka i komody i gromadne ciężkie fotele i stosy pudeł i książek. nade drzwiami! będzie o co nogi zahaczyć. żeby pokazać tym kapryśnym i nie oczeń spolegliwym. drobną figurkę. braciszkowie. co się znaczy istne wożactwo.

pożałujesz. niektóre znów miały zgryz do koleżków i aby im przyłożyć khaaa po kociemu i dać ze starego pazura i ptf ptf i grrrr! i khaaaaark. bardzo to wszystko uśmiejne.Oż ty brudny. to przyłożyłem jej malutkiego. i co ja słyszę w oddaleniu. że trafiło na kogo innego. oj. To ja do niego ze słowami: . Aż ruchnąłem na graby i kolana. i wziąłem je łomotać. A ta stara z podłogi jak sięgnie przez kotłujące się i drące kociska i chaps mnie za giczoł.Teraz już i koszki wzięły się spuknięte biegać i prygać. owszem. no. jak na mnie leciał. Aż i ja z uma wyszedłem. Wstałem ja z tych rozjarganych kotów. będziesz mi się włamywał do prawdziwych ludzi! . i po drodze przyuważylem na takim jakby kredensiku coś malutkiego a ślicznego. . a nie na Pokornego Sługę i Autora Tych Słów. Jak odstępowałem po tym kopie.A mnie się nie ponrawiła ta zabawa w trach trach no i grabnąłem za czubek tej lagi. i podniosła go na mnie z pogróżką. z podłogi. i znów ona straciwszy równowagę i chciała się oprzeć na stół. że woła na te swoje miauczydła i mruczydła. i bryzg to białe na całość i krugom. parę ich dorwało mnie i wzięły się dziargać jak z uma szedłszy.Tylko że tak szagając na prałom i tylko on w głazach. a babuszka na to: Uch ty ropuchu. jakby sobie wystawić. . nieładnie! A ta znów trach trach trach i powiada: .Huzia na niego. .Nieładnie.Uaaaaaa! . a ja w to mięchem klnę i próbuję otrząchnąć w jednej łapie z tą srebrną figurką i do tego chcę przestąpić to fifsko na podłodze i grabnąć Ludwika Van tak cudnie sępiącego się jakby w kamieniu. To ja w skrzyk: . że coś jakby z futra i zębów i pazurów okręciło mi nogę. ty smarkaczu. niby ja.No. chcę się pozbierać i zagajam: . a ta fifa zgrzybiała jak chytro doskoczy z tylu i oczeń bystro na swój wiek i trach! trach! mnie po baszce tym swoim kusztyczkiem laski. kiedy ja myślałem. nie baczyłem tych spodków z mlekiem na podłodze i w jeden.Uaaaaa! .i zaniosłem się tą małą jakby srebrną figurką i raz ją normalnie w łeb i dopiero się tak bardzo horror szoł i fajnie przymknęła. koci popłoch i tyle. A ja się podniosłem i leży ta wredna stara pizga zajadła. a ta stara bzdręga mnie piąchami po ryju. jak nie stary wóz policyjny. tylko stękła i znowu swoje: . cale to szamrajstwo. gdzie ja przykarbowalcm jej ze starego giczoła. Obśmiałem się z tego po prostu horror szoł widząc. bo już oba my na podłodze. ty mała pluskwo z rynsztoka. mógł się spodziewać że uświadczy na własne dwoje oczu. co tylko malczyk rozkochany w muzyce. jakby się starała dźwignąć. taki jakby łeb i plecza samego Ludwika Van. a ta wyłożywszy się na podłodze. braciszkowie. jak jej pożyłkowana i kropczata morda robi się purch purch purowa w miejscu. że ta kocia bzdręga już truła w telefon do gliniarzy. starając się udzierżać. ta bzdręga i tylko faflami dryga i stęka. ze ma w żylastej łapie zafajdaną laskę. a w niej 29 . pędzący na sygnale i zrazu mi błysnęło. To ja błysk dając kaflami podszedłem do niej.i widno było. a tu obrus pojechał i z nim ten dzban mleka i flacha zachybotnęły się.wszystko do tych kociątek: i jakby się posłuszały tej starej chryczki. na ten raz wykonałem po nastojaszczy bach trach i lubudu. fajnego kopa w ryło i jej się to czegoś nie spodobało.Ty nędzna. w mleko chlups i w rozwrzeszczane koty.na mnie. bo skrzyknęła: . nic więcej. z grabą łapczywie wyciśniętą. powyrywać mu te pazury z łap i brać go. i straciłem niemnożko równowagi. i w skrzyk: . stary torbiszonie! .Uups powiadam. bić go. co się nazywa popiersie (czyli biuścisko) niby że kamienne z długimi włosami. ze ślepymi oczyma i w gromadnym a fiu iiu halsztuku. a bywszy już trochę z równowagi.i dziarg mnie po mordzie.cię uderzyć.A do licha. ale pięknota i całe moje. wcale nie śpiesząc się. I bryzg w następny aż po brzegi spodek mleka śmietankowego i znów mało nie pofrunęło mnie. bo usłyszałem gromkie jaauuuuu i stwierdziłem. to musiałem nadepnąć na chwost jakiemuś z tych zrażających się ze skrzykiem kociątek. kij. jadowitego gnojka! . jak fest upite. -. nie waż się tknąć moich kociątek! . no. nie zaprzestając tego: .

. posłyszawszy ten użasny wyj glinowozu. ale słyszałem i prawie że poczułem. . ledwie zadzwoniłem. jak się nazywam.A skąd wiesz. I macałem tak w przejściu w holu jakby na oślep. że on ma cepki w grabie i zamachnął się i one whiiisz! jak wąż i z lekka zacepił mnie artystycznie po samych powiekach.No co. . To nie było recht.Jołop na to: .Raus! .To ja krzyknąłem: . mowa.Teraz wszyscy już porechotali się ze mnie na całego. mowa . ci szajsowaci zdrajcy? Jeden z tych braciszków moich. skurwiel ponury. Łapcie ich. Wszystko to ich sprawa. Przymusili mnie. z głazami zaciśniętymi fest i sok je zalewał. wy cuchnące bękarty niedomyte. bo już dawno siedzą se ujutno pod Księciem Nowego Jorku i ładują te czarną z mydlinami oraz podwójne szkoty w chętne gardziołka tych starych śmierdzących fif i te wykrzykują: . co by odkluk odkluk te wszystkie rygle i zamki i łańcuchy i wszelkie zabezpieczenia. . Nie spuściłyśmy z was ani na chwilę z oka. Ja też wyłem i jakby zatoczywszy się i łbem trach! o ścianę w holu. drużku.A ty zostaniesz się ich przywitać hu hu hu i dopiero ujrzałem. bo uciekną. żeby tak was Bóg pomordował. starając się dojrzeć coś w tym do wycia okropnym bólu. wykręcili. Aż pokazało się. Jestem niewinny. jak dorwali mnie ostro i za grabę.Nasz malutki Alex i cały dla nas. to łomot od tych śmiejaszczych byków. A ten z byczym karkiem nie prowadzący tak mi 30 . co zrobiłeś. jak udalają się jego ciężkie buciory z tym jego hu hu hu w ciemność i najwyżej po siedmiu sekundach usłyszałem.Dziękujemy wam. do wozu.To dopiero przyjemność . w progu. że już mogę ciut po niemnożku odkryć te powieki i przez cieknące łzy dojrzeć coś jakby miasto. no i wywlekli mnie. I przez te bolesne patrzałki widziałem już koło siebie dwóch szpików rechoczących i z przodu szafiora z chudą szyją i przy nim drugiego wybladka z grubą. Glina! . a światła jakby najeżdżały wciąż jedno na drugie. Byliście tu przez cały czas. ja wklinowany między dwóch gliniarzy i co raz przypadkiem biorąc to stuk.Jestem zupełnie ślepy. Posłyszałem też głos jednego szpiku jakby z tej komnaty.i wciąż ten gromki miauk i miauk.odezwał się jakiś inny gliniarz. kiedy mnie wrzucali. . żeby was Bóg skarał i wykrwawił. że niby o pomoc. raz dwa i żestoko. Boże was pobłogosław. . tak mi przyłańcuszył po ślepiach. że nic z tego nie wyjdzie. tyle co je zdążyłem przymknąć. chłopaki.Ci apiać na to w rechot i jeden z tych obok zafajdanych łapsów mało mi ucha nie ukręcił. jak zacuchły te skurwle i zaraz ich dotyk. bez kroszki tej wrażliwości. oczeń boleśnie. oczywiście. wy brudne skurwle! . rzuciłem się do frontowych drzwi: no i po nastojaszczy uszarpalem się.I dobiegło mnie. co zagajał do mnie tak jakby w przekąs: . aż dotarło do mnie. ty brudny skurwlu ty. kiedy wpadło gliniarstwo. mój stary braciszku. Alex bojku. Więc ja do nich: . chłopcy. łachmyto. Nie widziałem ich. Wreszcie odkryłem i kogo ja widzę na dworze.Więc ja mu na to: . W tym czasie gnali my pod sygnałem na komisariat (znaczy się uczastek) poli mili. a ja wciąż posuwałem o tych niby to drużkach moich.Jest ciężko pobita. a Jołop mi wstawia: . braciszki. żeś mi tak zrobił. . co? . ty gnojny śmierdzący byku? Żeby cię Bóg siepnął do piekła. jak zajeżdża glinowóz w tym wrednie opadającym wyciu syreny jak bezumno i dziko węszący zwierz. Aż zawyłem i w kółko.Uważaj. ale zamglone i rozpłynięte w biegu. co ja wyszedłszy. że już ledwie ich widno.Nie lubię ja żebyś mi robił to.A żeby was Bóg miłosierny ukatrupił. ale oddycha .śmiechnął się czyjś glos i dostałem jakby na odlew grabą w tych pierścionkach albo czymś podobnym w samego ryja.podejrzliwość już zakipiała. A gdzie reszta? Gdzie moi drużkowie. gdzie te kociska: .dałem krzyk do Jołopa. jak nie starego Jołopa! a tamci dwaj niby moi drużkowie tak spruwają. to czeka nas z tobą przyjemny wieczór. Więc teraz. no i wrypali mnie lup łup na tył wozu.

a nie mużyka. o braciszkowie moi. jaki to on duży duży duży! i zobaczył mnie i zrobił: .odkazał mi z byczą szyją .To po tych skurwli? . jak jeden ryczy po żłopacku: Owszem. moja mila.Każdy zna małego Alexa i jego drużków. A potem zajechali my pod ten zafajdany uczastek i pomogli mi wysiąść. że słychać. . wszystko jakby z tych klatek obok przez rzeszotki. żebym się przejrzał: i naisto już nie byłem ten przystojniak Wasz Młody Gawędziarz i wygląd mój budził trwogę: usto spuchnięte i głazki do imentu czerwone i kluf też obtłuczony jak bulwa. wybielonego. No i zaczęło się. . Ja skazałem: . póki nie ujrzę tu mego adwokata. a nie moi drużkowie. To są istne skurwysyny. Ze mną było w tej stróżówce czterech łapsów i wsie na balszoj gromko trąbili sobie czaj. . że nie będą ze mną pogrywać fer te zafajdane podłe niemyte skurwle.To była . jakby ktoś brał horror szoł po nastojaszczy łomot i wizgał uujjjj głosem uchlanej starej psiochy. Georgie i Jołop i Pete. żeby pokazać.Nie powiem ani jednego słowa jedynego. w którym to aż zatykała woń jakby zmieszane w jedno rzygowiny i sracz i z mordy cuch od piwska i dezynfekalia.karetka pogotowia.Niewątpliwie po tę starszą panią. a ci siorb siorb i bekają na sto dwa z tych wielkich brudnych kubasów.Wszedł jakiś wysoki bonziak z gwiazdkami na pleczach.Te skurwle nawierno siedzą i trąbią pod Księciem Nowego Jorku. Poryczeli się wprost horror szoł zobaczywszy. wy śmierdziele i niech was szlag trafi. Znam się 31 . Ale i gliniarze pokrzykiwali na nich.Czy to wasze skurwle jadą ich zgarnąć? . Jak ty już nie będziesz żyła.Tu rozdało się wycie drugiej. zbolałe usto. Mnie wcale nie poczęstowali.krzyknąłem. wrócę do ciebie. . Jedno co połuczyłem od nich. żeby się zamknąć i daże było słyszno. To tamci. .posunął: .mówi ten karczasty . .To nie ja . . to stare i zafajdane lustro. jakich to czynów bohaterskich dopuścili się ci młodzieńcy i jak sprowadzili na złą drogę małego Alexa. . ty makabryczny i wredny łajdaku. kopiąc i szarpiąc.zagabnąłem. to niewinne biedactwo.będziesz miał cały wieczór na opowiadanie. jak mnie to nie wkusno i jeden powiada: .Wszystko to ich wina .dałem skowyt i zamrugałem tymi bolesnymi głazami. to wyśpiewując i wydało mi się.Znów rozległ się rechot i znów połuczyłem niemnożko łup. 7 Zawlekli mnie do cyrkułu jasnego aż oślepia.Hm. tylko w przeciwną stronę.No cóż . na stole gromadny imbryk. Zgarnijcie ich. W celach część zakluczonych robiła zgiełk to pizgając mięchem. żeby ich tak Bóg skarał. . w to biedne. po twoją ofiarę.Zły sen zakochanego i tyle. Już sławnym chłopięciem stał się nasz Alex. . jakby policyjnej syreny i minęli nasz wóz. braciszkowie moi. i co stopień to ładując mi lup łup w górę po schodkach i już wiedziałem.

inspektorze.Gdyby pan miał chęć mu przyłożyć po mordzie . to zajechało jakby woskowiną z niemytych uszu. I ten gruby dziarmaga zdjął kurtkę i było widno. a nie zakrwawiony. Ale tego bym nie zniósł. zaczniemy od pokazania mu. no to uniosłem prawy giczoł i zanim krzyknęli. oj. . że ma stare po nastojaszczy wielgachne brzucho i podszedł nie śpiesząc się i poczułem cuch wydudloncgo czaju z mlekiem. i jak się przybliżył. jakbym ja teraz już był rzecz. aby się z nimi fest obśmiać. mój chłopcze. z piąchy mi ładując to w jaja. Nie był za dobrze ogolony jak na gliniarza i miał pod pachami takie plamska od wyschniętego potu. braciszku.No i stało się.Miał taki dżentelmeński głos i bałakał jakby oczeń ustawszy i kiwnął jakby po drużeski na jednego tłustego i gromadnego szpika. .na prawie. co zjadłem. My go przytrzymamy. wy skurwiołki.odezwałem się tak ciut płaksiwie. chłopaki. Cześć i dobry wieczór wszystkim. a ten tłusty dziarmaga odwraca się do swoich kumpli. co było nie fer. do cyjniaków.Chyba muszę jutro pokazać się w sądzie. To inni zdradziecko wciągnęli mnie. jak rozdziawił się do mnie i obszczerzył w tym oczeń chytrym a wymęczonym uśmiechu.A ci się normalnie dali w rechot oczeń gromko na balszoj i ten gwiaździsty ober gliniarz powiada: . I zwinął to parszywe czerwone grabsko w kułak i dogitarzyl mi w sam żołądek. więc się udzierżałem. braciszki.zaszydził ten bonziak. Cześć. Deltoid.powtórzył . i podprowadzili. proszę pana. to w brzuch i przy tym z buta. Alex. . jak ten chłopak wygląda? Coś wydaje mi się że nie za bardzo. i zaczął od słów: . bo nie jestem taki doszczętnie zły. co wciąż ustawszy i jakby znudzony obszczerzal się i tyle. i na ostatku przymusili mnie. No. co? Toczka w toczkę jak przewidywałem. że mam uładzić do czysta trocinami. Deltoid. no tak. I na to wszedł zobaczyć się ze mną P. jak pytałem się apiać dychnąć w okrutnym bólu. No i proszę proszę. . ja mu fajnie przyładowałem horror szoł kopa jak raz w piszczel. aż nareszcie przyszło mi się rzygnąć na tę podłogę i daże skazałem na to jak z uma szedłszy: . to ja mam tę sprawę z głowy.No cóż. .Przemówię . szwyrgając mnie jeden drugiemu jak tę krwawą.No i sprawa z głowy. o braciszkowie moi. Deltoid. R. no tak . .zagaił ten najważniejszy jak święty baranek. nim wieczór się zaczął. .to proszę się nie krępować. że mnie tak załatwił. . . R.Ależ recht i rychtyk.Bardzo proszę za mną przemówić. z wyglądu bardzo ustawszy i zbrudłachany. to w ryj.Aż dach się unosi od jego śpiewu. Aż musiałem się oprzeć o wybieloną ścianę i ta bielizna cały ciuch mi usmotruchala.włączył się najważniejszy . R. gwałt się gwałtem odciska . Ale potem flekowali mnie już kolejno.Nie bój się nic.Bo stawiał czynny opór zatrzymującej go legalnie policji.Po czym zwrócił się do miłych cyjniaków: Cześć. A potem zagaiwszy no po prostu jak serdeczni moi przyjaciele kazali siad na zad i że wreszcie sobie grzecznie porozmawiamy. pobity i bardzo ustawszy człowiek.rzekł chłodno P.To nie ja zrobiłem. A ten wziął prygać w kółko i wrzeszczeć na zabój. będę jutro w tym sądzie.P. że my też się znamy na prawie i że jednak nie tylko w tym rzecz.A ci dali mnie odrywki ze starych gazet i kazali. . no i tak. I wyślepił się na mnie tak całkiem zimno. aby uważał. a potem wyrzygnąć tego paja klejaszczego się. 32 .Rozśpiewał się jak makolągwa . . zeszmaconą piłkę. . sierżancie. I patrzę. . . . Proszę proszę. a reszta miłych cyjniaków o mało se łbów nie odrechotala za wyjątkiem tego najważniejszego. żeby wziąć i zarzygać podłogę. Dla pana to chyba znów ciężkie rozczarowanie. tak że nielzia! Ja winowat winowat i winowat. bo miał biuro w tym nastojaszczym budynku.Ja winowat. proszę pana. żebym wytarł.

I tak wzięli się rozrabiać. Od czego chcecie zacząć.Dziękuję panu. że po tej drugiej. że o mato się znów nie porzygałem. nawierno pizgnięty tam na górę przez łapsów. W tym innym. ale zapełnione. No tak. niegrzecznych małyszów na takich po nastojaszczy horror szoł małyszów. Nie idę się więcej czołgać na brzuchu. jeden chrapiący na podłodze.tym ustawszym głosem do dwóch gliniarzy z tych zaiste najtwardszych zabierzcie go. obaj zbudzili się i w skrzyk. że im przeszła zadyma i już całkiem spoko usiadłszy zagapili się w przestrzeń. żeby nasz miody przystojniaczek mógł to podpisać. Tak czy siak zwaliłem go w niz (nie był znów taki ciężki) i ruchnąwszy na jakiegoś tłuściocha. w tym wielu pijanych. W porządku . co je miałem podpisać. zapadłem w oczeń ustawszy i wymęczony i obolały sen. I postarał się ja. A ja leżąc na tym zacuchłym barłogu. i łomot.Już dobrze. Deltoid wyszedł ani słowem się już nie odzywając. wszystko se bierzta. Więc odprowadzili mnie na kopach i z piąchy i na twojamaci do tych klatek i zakluk zakluk w celi. jak chrapał. a jeżeli wy wszyscy jesteście po stronie dobra. obaj napaleni na moją płyć. . napluł. Było wśród nich po nastojaszczy unter bydło. horror szol.wy zafajdane skurwysynki. A potem drugi z łapami do mnie i ci dwaj zaczęli się szarpać z charkotem. żeby moi tak zwani drużkowie tkwili w tym aż po szyję. obaj napalili się na mnie i jeden mi prygnął na grzbiet i przyszło mi się z nim fest poharatać i tak śmierdział jakby denaturką i tanią perfumą. co jakby cały fekał se normalnie dawał w kaloty. to bardzo szlachetnie z pana strony. na całego. lepszego świata. bazgrał tej rozpiski stronę za stroną za stroną za. i ocierałem. zapluty pysk wierzchem dłoni. Ale nie był to właściwie sen. i wciąż tarłem sobie oplute lico. to ja cieszę się. co kimał na podłodze. o. tylko już nie miałem czym. A polucyjniaki wzięli się za to długie zeznanie. W celi były daże i prycze. i ultra kuku. i zaczęli się tak wzruszająco łomotać. R. wy parchate kundle. powtarzając: . Wszystko im posunąłem. Było także dwóch jakby dupodajnych. a glut mu z ryja cały czas wyciekał i jeden. Postąpił się bliżej i napluł.skazałem . bardzo panu dziękuję. tylko jakby przeprowadzka do innego. W ryja mi napluł tak fest. a po mordzie jednemu z nich stary blut kap kap i kap. jakby mu było trochę słabo. I ten ważniak mu skazał tak więcej miłosiernie: . co ma obowiązek społeczny ratować i wychowywać nas. synu. . teraz idź napij się czaju i przestukaj cały ten brud i plugastwo. bardzo cichy i spuknięly członio. a zwłaszcza przy tych gliniarzach. . A ciebie . tym jesteście. i stary zachwat. i ryps wyps tam i nazad. o braciszkowie moi. Wdrapawszy się po jednej na sam wierzch (a spiętrzone były po cztery) znalazłem starego chryka. jeden z klufem do imentu wyżartym i gębą rozdziawioną jak wielka czarna dziura. ten mili stenograf robił takie wrażenie.Na to P. R Deltoid uczynił coś. czemu nie. wszystko.już można odprowadzić do ślubnych apartamentów z wszelkimi udogodnieniami i z wodą bieżącą.Po czym P. o co nigdy bym nie posądził takiego jak on. po prawdzie to sawsiem nie w typie gliniarza. a ten mili stenograf. tylko przedtem ściśnij sobie nos klamerkami do bielizny. o braciszkowie moi. gdzie było już pewnie z dziesięciu albo dwunastu zakluczonych. nieszczęsny mudak. ogromnie panu jestem wdzięczny. żłopaka. to ja podumałem sobie: a niech was piekło i szlag trafi. aż paru gliniarzy wpadło i pałami dało im obu taki łomot. wy zacuchłe szajsowate bydlaki? Jak ostatni raz byłem w poprawczaku? A to horror szołe pażałusta. lepsiejszym świecie. Bierzta. użasna trwohyda. A ja wziąłem swój zakrwawiony tasztuk i tarłem. A jak przekopałem się przez to wszystko. o 33 . wy gnojne łachmytki. potem wytarł se ten mokry. w trzech kopiach.zwrócił się do mnie .No i fajno . rozwalony. aż do tej nocy u starej bogatej psiochy z jej miau miau kiciorami.I posunąłem im wszystko jak leci.

to byłby szczyt wszystkiego. no i usłyszałem Dziewiątą. A następnie posłuchasz.Jak mi Bóg miły. Co jest. A potem się wydźwignął jak słońce sam Ludwik Van z mordą jakby z pioruna i grzmotu. i zmuszono. Czeka cię dopiero prawdziwy kłopot. Z ogniem w sercu. roztaczający silną woń sera i cebuli.Dlaczego? Kto? Gdzie? Co takiego? . grający na takim flecie. albo lat. już wiedziałem. I weszliśmy jakby do bardzo eleganckiej stróżówki z maszynami do pisania. zanim jeszcze zdążył powiedzieć. albo dwadzieścia godzin albo dni. i przy tym jakby najgłówniejszym biurku siedział ten ważny gliniarz i wgapiał się we mnie bardzo serio i przygważdżał mnie zimnym wzrokiem. więc powiem coś ci. znalazłem się jakby na wielkim polu. spodziewam się. a przez cały czas ta stara melodia Piękna Boża skro.braciszkowie moi.Proszę proszę. ze słowami ciut pomieszanymi.Co takiego? . ty przystojniaczku. gdzie najrozmaitsze kwiaty i drzewa. że pobito mnie prawie na śmierć i opluto. Widać ją ciut za mocno stuknąłem. chrapiącej klatki. mordujący świat. Mamy dla ciebie. jakby wiedziały. jak miauczą. naprawdę wspaniałe wiadomości. Ty żarlaczu. że twoje własne tortury doprowadzą cię do szaleństwa. A ja na to: . wyszturgał mnie z brudnej. Więc ja do niego: .Złaź i dowiesz się. A dopiero mam piętnaście lat. . Budź się. kwiatami na biurkach. i noża są twe radości.No to wykarabkałem się zesztywniały i obolały i tak naprawdę jeszcze nie ocknięty. ty skurwlu? . w halsztuku i z rozwianymi dziko wło sami. Popełniłem wszystko. A policjant: . abym przez wiele godzin wyznawał swe zbrodnie i w końcu wepchnięto mnie pomiędzy psychów i śmierdzących zboczeńców w tej zafajdanej celi? Masz dla mnie jakieś nowe męczarnie. że wypada się tak pomieszać. aż iskrzyła się we mnie. aby dalej po korytarzach. Ale melodia się zgadzała. I nagle. żeby im dać mleka i figę. jej ostatnią część. ażebyś starł ten głupawy uśmiech ze swego ryja.ześmiałem się. Stał pode mną gliniarz.stwierdził jak najpoważniej. radości. bo zegarek mi odebrali.A melodia Ody do radości z Dziewiątej wyśpiewuje gdzieś we mnie naisto wunder bar i horror szoł. jak mnie zbudzili dwie minuty później albo dziesięć. No no. 34 .Budź się. Ta stara chryczka. właścicielka tych kotów i koszek przeniosła się do lepszego świata w jednym ze szpitali miejskich.Sam je sobie zadasz . który wbił w moje wciąż senne ryło. synu. bo to jest we śnie: Z pręta. synu. braciszku. Bojku. co wiedziałem. To już koniec i aut. i był jakby kozioł z mordą jak u człowieka. . Nie wystarczy ci. co tylko można. że wziąć masz kop W ryja i w śmierdzący zad. więcej go nie połuczą od tej starej bzdręgi. . Przywidziały mi się te wszystkie koszki.Daję ci dokładnie dziesięć sekund na to. jakby na wiele wiele mil i jeszcze mil w głąb i szturgał mnie długim kijem zaopatrzonym w kolec i mówił: . swojej paniusi. a ten szpik. Co się połuczyło w tym jasnym środku nocy? Odpowiedział: .

niby dla zdrowia i czasami wieczorem jakiś starożytny chryk w typie psora z dokładem o żuczkach albo Drodze Mlecznej lub o Cudach i Tajemnicach Płatka Śniegu.To co teraz. kiedy moi drużkowie jeszcze nie zdradzili mine i tak jakby szczęśliwy byłem i swobodny. że w Obronie Koniecznej i git 35 . I takiej siły nadzwyczajnej dostał przez ten razdraz.Część druga 1 To co teraz. zbrodniarze. a stary Jołop wziął się łup cup za jakieś bardzo drogie ukraszenia. Po czym stary i kurewsko cięty chryk sędzioła z niższego sądu jak wziął i obsmarował od najgorszych waszego Brata i Piszącego Te Słowa. że Georgie nie żyje. a Georgie potknął się o dywan i jak wziął tą żelazną sztabą z rozmachu łup i bryzg po starym czerepie. tak i skończył się zdradziecki Georgie. a potem: winien! i maciocha w bu-hu-huuuu! jak mi rąbnęli: czternaście lat! o braciszkowie moi. co mi jeszcze wpierw łajnem i brudnymi kalumniami przyłożyli P. . figury i tym podobne. jak faty i maty przyszli na widzenie i skazali mi. a potem Georgie wziął się razrez do poduszek i zasłon. A ten stary ubijca wykręcił się. że jedyna latorośl i syn piersią jej wykarmiony rozczarował wszystkich ach jak horror szoł i do takiego stopnia. o braciszkowie i jedyni drużkowie moi. No i uszły co do dzionyszka dwa lata. w tej Wupie (czyli Więzieniu Państwowym) numer 84 F.R. I dzień w dzień rabotać na warsztacie przy proizwodztwie pudełek na spiczki. ha? Podejmuję w tym miejscu i dopiero zaczyna się po nastojaszczy płaksiwa i jakby tragiczna część tej opowieści. czyli w brudny jednoczęściowy łach w kolorze jak fekał. bo przypominał mi się ten chryk. Po prostu martwy jak psi fekał na drodze. Powiódł mój Żorżyk tych dwóch do chaty jakiegoś oczeń bogatego członia i dali mu fest kop i łomot na podłodze. z naszytym na grudzi tuż powyżej cyk cyk cykacza numerem i tak samo na plecach. nieraz to całkiem zboczone i śliniące się od stóp do głów. A potem się odbył wyższy sąd ostateczny i nastojaszczy sędzioła. zawsze jestem 6655321 i już: a nie wasz malutki stary drużoczek Alex. ubrany w szczyt mody więziennej. jak to mój ojczyk w szoku obtłukiwał i juszył sobie grabki na tym poniekąd oszukanym Bogu w Niebiesiech i jak maciocha usta w prostokąt rozdziawiała do tego ouuuu ouuuu ouuuu w matczynej rozpaczy. I znów do tego zacuchłego kicia. że Jołop i Pete ledwie mu zdołali ubryknąć w akoszko. więc czy idę czy przydę. aż ten bogaty i złomotany mudak wściekł się jak z uma szedłszy i na nich z ważącą po nastojaszczy sztabą żelazną. co wyszedł z Publo Bibloteki w zimową noc i jak ustroili my z nim łomot i Czysty Wandalizm. i znów ten bałach na mnie od samych najgorszych i z trąbami uroczysto w zadęciu. między tych smrodliwych zwyrodnialców i przystupników. a żeby ich Bóg pokarał. ha? Nie żeby to było wychowawcze. o braciszkowie moi. co już mi zupełnie dawało w rechot. jak się znalazłem na kopach i szczęk brzdęk w tej Wupie 84 F. i ława przysięgłych. że taki przyjebny malczyszka: jak niżej podpisany. o nie! siedzieć dwa lata w tej gnojni piekielnej i jakby w zwierzyńcu dla szkaciny ludzkiej. Deltoid i polucyjniaki. O tych drużkach tylko jeden raz usłyszałem. nie żyje. A tak. a te ciurmaki łamignaty nic tylko ładują z buta i z piąchy i krugom te przystupniki. Nie ochotno wam będzie słuszać ten szajsowaty i użasny razkaz. no i na podwórko i szagom marsz w kółko i w kółko i w kółko.

i trach na lewo i prawo. chudziutkiego i drobnego pryznera. chyba że posłuchacie Słowa Bożego i pojmiecie. Znachodziłem się w tyle Blokowej Kaplicy (było ich cztery w tej Wupie 84 F) tam.To co teraz. że czytam z tej wielkiej knigi. w tych więziennych ciuchach koloru łajna. jeżeli to będziecie dalsze poczytywać. Bacha i G. któryś tam pryzner czy inszy jakby w tylnych rzędach dał koncert na wardze . braciszkowie. to nie podśmiechujki! . wrzeszczą w nieznośnej i wiecznej męczarni. do tego muzyka leci z kaplicowego stereo. Ustroiło się jakby za część mojego wychowania znaczy się na przyszłość. Więc jak na Żorżyka przyszła czapa.odpytał trzeci raz nasz więzienny bogusław. że taki młodziak i ostatnio tą knigą tak interesujący się. puszczać te zafajdane muzyki świętojebliwe przed i po i w trakcie również. i tylko ten cuch brudacki od nich zajeżdża. Uch. S. śliniąc te paluchy spluwsz spluwsz. wiem ja coś o tym. powiadam. jak te stare Żydłaki robili jeden drugiemu łomot i ultra kuku.Ano teraz już będziecie właz i wyłaz. jak mnie chapnęło gliniarstwo.galant. tak jakby Wyrok od Samego Losu. za niedługo mi się udało. . całkiem na padbor. . nie żeby po nastojaszczy z nieumycia się. W tym punkcie. bo niedziela rano i kapłon więzienny truł normalnie Słowo Boże. chociaż w rok i dłużej po tym. Moja robota była przygrywać na stereo. gorzej palące niż jaki bądź ludzki ogień. po czym doili to 36 . a potem wywlekli z kaplicy. A był z niego wielki. wy łotry. nie od istnego brudu czy fekału. ta woń jakby kurzu zjełczała. nos im zatyka smród. Aż uwidziało mi się. . o bracia. I jak sami uświadczycie. ciemniejsze niż więzienie.nie ma co się obszczerzać.i te ciurmaki od razu hej ho! i pędzą.powiada kapłon . a ja czytam. ta durna chuć. Ta podnieta kradzieży. skóra gnije i płatami obłazi. Więc było to dla mnie oczeń ważne.posłuchajcie Słowa Pańskiego.jak wy. miałem te wizje i pokazano mi. gwałtu i przemocy. to wszystko już widziało się fajno fajn i przednio.ale co za różnica? Fest mu przydziarmażyli. . aby żyć za frajer: czy to warto. we flakach aż do kwiku wierci się jakby kula ognista! A tak tak. że piekło istnieje! Ja to wiem. Grabneli jednego bidaka. mimo że taki młodziak.żeby tak opchnąć pierworódzlwo za miskę wyslygłej owsianki.To co teraz. tłusta i beznadziejna. że może i ja tak cuchnę skoro już zrobił się ze mnie nastojaszczy pryzner.To nie ja. trzęsącego się.Prrrrrp! . a na tym co: figa! może nie? Jesteście banda zadziobanych idiotów i tyle . Zakluczali mnie i że niby mam słuchać tej świętojebliwej muzyki J. gromadny bych i chamajda z mordą aż aż czerwoną. skoro mamy całkiem pewne dowody. a ja się rozczytywałem. właz i wyłaz po takich zakładach. ale dla większości was to dłużej właz niż wyłaz. jak wsie zakluczone siad na rzop i zasłuchali się w Słowo Boże.I dźwignął wielką knigę i przewarkotał kartki. jak piali hymniszcza. ha? . . gdzie duszyczki takich zatwardziałych grzeszników i kryminalistów jak wy . i potaszczyli go. macie to jak w banku. szlag by was trafił.F. żeby się co najrychlej wydostać z tego smrodliwego zwierzyńca. ryj pełen gorącego łajna. ha? Byłem jak raz w Kaplicy Blokowej. przecież to on! . co to za miejsce. starego chryka. ale mnie dość lubiał. wiem. o braciszkowie moi. co za kary czekają zatwardziałego grzesznika na tamtym świecie. niewzruszone świadectwo i pewność. no wiecie. braciszkowie moi! to było po nastojaszczy horror szoł. ale jak! tam gdzie wydał im się szum: i łup łup. gdzie klawisze (znaczy się ciurmaki) czuwali stojąc przy wintowkach i z nabuchanymi sino w ryj mordzielami na pogotowiu i widziałem. tak tak.A teraz . a ten krugom skrzyczał: . Händla. przyjaciele moi. chociaż mało sobie łba nie odwrzeszczał. ale taki własny zaprzały śmiard co to od przystupników. jak ten.większość! .

Sprawiedliwość jest nierychliwa. jak batem siepnąć: . Robili z tych durackich słów istny wyj i bek. przez Niżej Podpisanego.A krugom jechała od niego ta po mużycku zawiesista woń szkota i paszoł do swojej dyżurki jeszcze se chlapnąć. Tej niedzieli z rana kapłon wziął i wyczytał z knigi o takim. potężnym łapskiem: . że mnie wciąga ta jakby religia: i właśnie z tym wiązałem pewne nadzieje. uwidziało się. co tylko by się obszczerzali. Rozdał się stuk i bach i szt szt. mój chłopcze. amen . i łuczsze jak dotąd upatrzyłem. braciszkowie. że tak budować to głupiego robota. a nawet rządzę tym jako dowódca. że jakby dom budował na piachu i zaczęło lać. a wściekłe ciurmaki powrzaskują: Nie gadać tam.No. Ale jednego dnia kapłon zagaja do mnie. coś okropnego: Jesteśmy świeżą i słabą herbatką. 7749222 . czyli w taki szczyt mody rzymskiej. więcej tego jakby kaznodziejstwa i wzniosłego bałachu niż łomotu i starego ryps wyps. Więc nie sawsiem zmarnował się ten mój pobyt w kazionnej Wupie 84 F i sam naczalnik bardzo się obradował. ubrany jakby w togę. co jeszcze się został. zastanów ty się.jewrejskie wino i dawaj na tapczan jak leci z żonami. wiadomo.Głośniej. tak jakby miętosząc mnie tym wielkim. Tej knigi ostatnia część już nie oczeń była mnie paniatna. . jak obecni wzięli się za te małe uświnione Śpiewniczki więźnia. w koronkach i cało na biało. i grom z nieba łubudu. o braciszkowie moi. Co za ferajna. Co też dzisiaj nowego? Bo ten kapłon. jeszcze w tym ciuchu bogusławskim.Jak zwykle dzięki ci. Na stereo leciały fajne kawałki Bacha i wtedy mnie. ma się rozumieć.Wreszcie było z tym aut i kapłon zakluczyl: . pykając rakotwora. . a ja wykluczyłem stereo. co słyszał. jak pomagam dawać łomot i przybijać na krzyż. ze służankami. stojąc przy tym naszym stereo w kaplicy i patrząc. Kiedy się ostatni wyczołgał z grabami obwisłymi jak u goryla i potoczywszy fajnie gromko łup w tył czaszki od jednego ciurmaka. po prostu horror szoł. To ja podumałem. a nie załapał się na to słowo. mój mały 6655321. do cholery.To recht.Ja płytę. I dał skowyt nasz kapłon: . Rozważ to sobie. i dom poszedł w cholerę. już gotową miałem na stereo i puściłem tę łatwiuchną muzykę organową z jej grouuu ouuu ouuuuuu i zeki się wkluczyli w śpiew. I zagaił w te słowa: . podlazł do mnie ten kapłon. jak usłyszał. a żaden mu nie bałaknie.a do tego ciurmaki: . że tylko nastojaszczy durak budowałby na tym piachu i że taki chleborak to musiał lepszych mieć sąsiadów i drużków jechidnych. i pokazuje mi zafajdanymi paluchami cha ci w de! że niby ja tu mam przywileje. wybranym. jak ten szajs ludzki człapiąc wygruża się i robi jaaaurrr i beeeeaa jak zwierzęta.Och. Widzę cię. temu leci z rąk. oczy zakluczywszy. skurwle. Chleb anielski jadamy rzadko. myślałem. 6655321.i wszystko poszurgało do drzwi przy takim fajnym kawałku II symfonii Adriana Schweigselbera. Lecz jak zamieszać. 920537.Niechaj was Trójca Przenajświętsza ma w opiece i uczyni dobrymi.i: Łeb ci rozwalę. Więc ja przeczytałem dokładnie o tym biczowaniu i cierniowej koronie i tak zwanym krzyżu i całe to ichnie gówno. chciał się zostać za oczeń ważnego świętojebliwca w tym ich świecie Religii Penitencjarnej i do tego było mu nużne oczeń horror szoł dobre świadectwo od 37 . gnojku! . nad męką Boską. to mocy przybywa. no jak dziewuszka. a bogustaw ich popędzał. że coś w tym jest. śpiewać! . ferajna! I na zakończenie odśpiewamy hymn 435 ze śpiewniczka. i deszcz. czekaj ty. To mnie trzymało. ci znów liżą i przewracają ćlp ćlp stroniczki.

że więcej człowieka nie posadzą. czy technika Ludovycka rzeczywiście może kogoś uczynić dobrym? Albowiem dobroć. 6655321. S.A gdzie to słyszałeś? Kto ci takich rzeczy naopowiadał? .Przypuśćmy. A bogusław podał wiadomość do góry i zarobił pochwałę od Naczalnika za Społeczne Podejście i Czujne Ucho.Naczalnika.Te rzeczy krążą. .Owszem . co krążą pogłoski? Że ta nowa jakby kuracja. . ale dało się słyszeć. . po której zaraz się wychodzi z więzienia i z gwarancją. że ośmieliłbym się zasugerować? Widać było. Nareszcie zagaił: .O . na przykład jak do naszej celi doszło po rurach kanalizacyjnych puk puk puk-i-puk-i-puk puk-i-puk że duży Harriman ma się wyłamać. żeby coś po nastojaszczy.proszę księdza. przy murze południowym. że już następny oddział zakluczonych starabania się brzdęg brzdeg po żelaznych schodach na swój kawałek religii. nieprawdaż? .Ale już się wprowadza u nas. A wciąż chował się bardzo czujnie. że nigdy więcej? . proszę księdza . A potem jak na stołówce miało się ustroić wielkie rzucanie tą szajsowatą piszczą.Fajno fajno fajn. że ci się rozchodzi o technikę Ludovycka. Sam nie ma do tego przekonania.powiadam. jak się na mnie z góry wyślepił.Nie wiem.Jeszcze długo by ubijał ten szajs. nieprawdaż? . ale bez tego. Jak była gimnastyka na wybiegu. Wiele nam pomagasz i sądzę.odkazałem. Tylko tak dalej. jak się nazywa.Ale . jak i przedtem dużo tych opowiastek.Jeszcze się nie wprowadza .Myślę . . A na razie bierz się za program dowolny.że tak na ogół biorąc to i owszem. a bogusław był wsio taki wdzięczny i mówił: . a brwi mu się tylko nasępialy. nagle cały w czujność. co ja też wiedziałem i doniosłem.nie w naszym więzieniu. że to pozwala szybko wyjść i zapewnia gwarancję. proszę księdza. co za mroczne spiski knują się u pryznerów.Owszem. proszę księdza. a co z tą nową sztuczką.Te nowe.powiada. Wiec rzekł: . a o co ja zagabnąłem. . proszę księdza. ile mi opowiedzieć z tego.bo tak mianował Naczalnika. się nie obeszło.na to kapłon . to nie jest już ludzkie. takie więcej białe budynki.Domyślam się. polecił na ten zabieg. Bardzo proste. Sporo było tak tylko wydumane. bierze się z ludzkiego wnętrza. że podzielam jego wątpliwości. . kiedy je stawiali. W czasie żarcia miał stuknąć klawisza i wypsnąć się przeodziawszy w jego ciuch. ale też i bardzo drastyczne. Na razie oczywiście w stadium eksperymentu. Ja to przekaże Samemu .powiedział. Bacha preludium na chór Wachet auf i 38 . proszę księdza. Może ksiądz by mnie. tak jest. że przybył nielegalny transport kokainy i będzie ją rozprowadzać jakaś cela na 5 kondygnacji. musi dosłyszeć.zapytałem. . to widzieliśmy.Tylko wiem. . A znów ktoś na warsztacie złapie kawalątko gazety i wszystko to jest w niej detalicznie opisane. . co sam wie. 6655321. 6655321. że wykazujesz się szczerą chęcią poprawy. 6655321. że uzyskasz bez większego trudu przedterminowe zwolnienie.odkazał . a nie wątpię. .Do tych z wierchuszki ja zawsze odzywałem się moim grzecznym i dżentelmeńskim głosem. Kiedy człowiek nie może wybierać. jak on główkuje. a tego szajsu dużo połuczał ode mnie. Tak to i wygląda.powiadam .Wszak staram się regularnie? . Więc ja mu na to: . Dobroć to kwestia wyboru. Więc na ten raz odkazałem i to nie była prawda: . że dwaj strażnicy rozmawiają i człowiek nie da rady. proszę księdza . .Pogadamy o tym kiedy indziej.A wsio przydumałem w lot bałakawszy. pykając ze swego rakotwora i mózgoląc. doszło po rurach. proszę księdza. Więc poszłem do naszego stereo i puściłem J. więc łaził i kiedy niekiedy zakapował Naczalnikowi. . Muszę przyznać. Chodzi o to.Postarałem się.

tu jest przepełnione. Nawet jakby kratami pytał się trząchać i darł mordę: . Był to stary pyskaty grzdyl i od razu wziął się wywrzaskiwać. tak po nastojaszczy moje wydobywanie się z młyna. Odrabotałem swoje przy stereo i bałaknął mi tylko dzięk dzięk i odwiedli mnie apiać do celi na 6 kondygnacji. że nikomu się nie chciało słuszać. No tak. to co ja robię.I będzie dobawil ten klawisz . żeby sobie radził. synku. Otóż musicie wiedzieć. to przyjdzie mu się na podłodze kiblować. przegłotnęło się jakoś tę rzygotliwą piszczę. sam kryminał i przystupniki na sto dwa. Tak przedstawiały się w tych czasach wszystkie cele we wszystkich mamrach. usunąć im czego nie chciały mieć.władowała się cuchnąca kucza tych brudnych skurwli. jak zawsze truł i truł tym głosem jakby rakowatym. A prócz nich Jajasio i Doktor. że nie zboczeni. jak wrzucili między nas tego mudaka.A że w tym czasie nie szło dostać kluka (co by to nie znaczyło. jak i wy w nastojaszczy moment. Jajasio był na balszoj zły i cięty i żylasty.Ja domagam się moich dziobanych praw. ale bogusław już nie odezwał się do mnie.I znajdujemy się z powrotem. I był też Wielki Żyd. co jest. niby że gulasz z kluch i śmierdzącego mięsochłapu. wstyd i hańba po prostu zafajdana. Była to sawsiem brudna przeciwna i użasna ferajna i nie miałem ja przyjemności co by obszczać się z nimi.No i faktycznie oto moi drużkowie nowego typu. wyciągnięty w kojce na wznak jak truposz. jak może i na wspólnej pryczy z kimś. 2 No i od wpuszczenia tego nowego zaczęło się. braciszkowie) nawet za melona pierdolców i za dziesięć.Cały czas ta po nastojaszczy kryminalna starożytna grypsera. co powiem. różne tam skargi. ze nie było gdzie nóg porządnie wyciągnąć. co jak raz obdzierał sobie paznokcia u nóg po kusoczku. jeszcze chwała Bogu. o braciszkowie. w naszej kałuży. ani my się połapali. ale to już niedługo. Tego ranka były u nas cztery porcje tej religii więziennej. co go wpuści. nie lepiej. a popadło w nią sześciu i wsie na kupie. jak mnie wpuszczał. że ta cela była ustrojona dla trzech. że tej niedzieli wpichnięto nam jeszce jednego zeka. co by to nie było. że potrafi wyleczyć syfa i trynia i różne upławy. i każdy na swojej pryczy kopcił normalnie rakotwora.To co teraz. I nie uwierzycie. bardzo chudoszczawy i śniady. a tylko zastrzykiwał wodę: no i tak uśmiercił dwie dziuszki zamiast. ha? Na to miejsce żeście się włączyli. że w niedzielę od święta. bo z niego był taki wredny i zjadliwy poprzeczniak a nie więzień. braciszkowie. Na swojej pryczy Zophar. a znów Doktor udawał. I za chwilę więzienny kapłon już pyta ich: . Ten ciurmak nie był akurat najgorszy i nie przyładował mi daże w łeb ani kopa. że mam jutro to siupsko i czy on by czegoś nie skombinował? . to przemoc kurewska. bandziorów i zboczeńców szłop szłop jak przegrane jakieś małpoludy obszczekiwane i pędzone batem przez ciurmaków. Przecież to wy się staracie. spotniawszy i ciasno. bo jak nie. tyle co bałaknął: . I był Murko bez jednego oka. bardzo prędki mużyk i pocący się. z brudem na 39 . jak chodzi o technikę Ludovycka. specjalista od przemocy seksualnej i te pe. ustroić taki do imentu parszywy bandycki światek. . tak jest! Na co jeden z czasowych zawrócił i powiedział mu. poszłem do Indora i mówię.gorzej. . no. wy łajdaki. jak się zobowiązał. gdzie miałem ja swoje cuchnące i tłoczne żyliszcze. Teraz jakby do nikogo posuwał o taki razkaz: . o braciszkowie moi.

Ale wiedziałem. po czym zaraz światła pogasły i ja oświadczyłem. wszystko to nawierno zaczął Wasz Pokorny i Piszący Te Słowa. . bo wyszedłem daże nie draśnięty. cała kondygnacja się rozbudziła od zgiełku i już słychać na balszoj krzyk i walenie blaszanymi kubkami o ściany. To ja wniosłem skargę i wsie ciurmaki oświadczyli. jak wybuchła już po nastojaszczy zadyma i światła się zapaliły. o braciszkowie moi. kiedy ja śpię i daże bronić się nie mogę. a skrzyku co niemiara i twojamaci. że i tak czy siak. I tej samej nocy zbudziłem się i patrzę. jakby wszystkim zakluczonym we wszystkich klatkach przywidziało się. Wiec przysrał się do mnie. Dopiero poczułem się z uma szedłszy. żeś położył na niej tę płyć swoją szajsowatą. Więc postarał się jechidno po swojemu zażyć Doktora i tak się odezwał: . żeby mi jakiś ohydny prześmiardły woniejący zboczeniec i przystupnik na płyć rzucał się. aż ja wykonałem ten gest. Ale wsie postawili się za mną i krzyknęli: . jak ci pasuje. że przesiedzę ostatek nocy. to zobaczyłem ten jego przeciwny ryj cały we krwi cieknącej z pyska. a ten ohydny zek już leży ze mną na pryczy co była dolna z trzech pięter i wąziutka. . tylko ta malutka czerwona lampka w przejściu na zewnątrz. nieprawdaż? . sztanach i czapkach.Hałt pysk i bubeł w kubeł. więc nie ouudpouuwiada ci już awantuuura.Wytrzymaj aby do rana . Wtedy zapalili te światła i ciurmaki wlecieli w koszulach.odrzekli. braciszki. . nie on.A na 40 . ale niegrzecznie. zagaił sepleniąc jak następuje: . że idzie na gromadny wyłom. żeby mu przydziarmażyć.A ten mu na to: . bierz tę moją prycz. że ani nocy dłużej nie spędzę w tej celi. i zabił rrraz i dziesięciu gliniarzy jedną ręką i cały ten szajs. że byłem najmłodszy. a najpierw jeszcze powiedziałem temu ohydnemu przystupnikowi: .Zostaw go. Ale ten nowy przystupnik się po nastojaszczy dopraszał i krugom pokazywał. ty zimny łobuzie! . a potem. tylko ten cuchnący skurwysyn. smród i fekał. A Doktor się odezwał: . . Że on jedyny w całej wupie jest horror szoł po nastojaszczy przystupnik i że wykonał to i tamto. że ci w mojej celi zbudzili się i dawaj mieszać. to kładź ty swój dziobany czerep na tej słomianej poduchnie i żeby nam więcej nikt nie podskoczył.Czy osobistego apartamentu z łazienką i telewizją życzy sobie Wasza Wysokość? Oczywiście! z rana to się załatwi. nie. Wielki Żyd. drużku. że nikt go nie kocha. i truje mi jakiś brud miłosny i głach głach głaska mnie! To ja się dopiero wściekłem i łomot! choć nie za bardzo horror szoł było widno.mózgu i samo plugastwo w myślach. że jeszcze tego dnia się zaczęły kłopoty.Po czym udalili się z poważnym ostrzeżeniem dla wsiech.czyli przymknij się.Ależ panowie.No jazda. że nikt inny. czyż nie taaak. aby dzielił celę z sześcioma i spał na podłodze.Ale tu reszta się wkluczyła. gdzie mu przyłożyłem z rozcapierzonej graby. Nie dawaj dla tego karypla. ty parchu! . o braciaż wy moi. I powiadam. Archijajcu? . wiadomo.wiec on dał się w ten stary skowyt. No i potem co się stało. i starał się wcisnąć. łup lup i w półmroku trochę na dziko. jak uważa się za gromadnego i wielkiego flimona i że to ubliża jego nadzwyczajnej godności. Niemożebnie się chełpił i do każdego z nas wziął się przydzierać z tym szyderstwem na ryju i gromko a z pyszna. tak się nie robi.Euuuu. Ale nie zaimponował tym nikomu. bracia. A jak na razie. jeszcze spocony od tej drobnej harataniny w ciemnościach. a ten w mordę dziobaty zek juchą krasno i przekrasno farbował z pyska od mojej rozcapierzonej graby. Zrozumiano i recht recht recht? . że jako ten najmłodszy to ja mam kimać na podłodze. Mnie ona już obrzydła. Uczyniłeś z niej brud. po co nam tu awantura. Dopiero uwidzieli my swoje czerwone gęby i rozlatane piąchy. skoro Dyrekcja Więzienia pozwala. Na to już Wielki Żyd rozmachnął się.tym głosem z najwyższych sfer towarzyskich. uś.Już co to. wymachując pałami.

F. aby go było widno w tym czerwonym światełku z przejścia. ale przemawiał kulturalnie.Niewątpliwie byt to atak serca.Doprawdy nie powinniście go aż tak dekować. to można zająć się edukacją. o braciszkowie moi. bo tak jakby mnie łaskotało. Więc nowy tylko się obszczerzył: . Po czym luknąłem w dół i uwidziałem tego nowego zeka. bo rano zawsze się powoli rozbudzał. . Ale jak wylazłem z kojki i pichnąłem go bosą nogą. inni też. liczącej się na setki i setki. ale to. na czym grałem. podczas gdy Wielki Żyd stojącego udzierżał przy kratach. jak ta stara czerwień płynie krwawo w pur pur purowym świetle. a wyjątkiem był Murko. też nie byłeś całkiem do tyłu. akurat pośrodku brzucha i jak w niego dmuchałem. . że mi jakby podchodzi do góry po staremu w kiszkach ta radocha i odezwałem się: . Ale na ten raz wyprygnął z kojki dość rychło. już bardzo ustawszy. Oczywiście ten gromki szum to faktycznie był więzienny budzik z tym brrrrr brrrrr brrrrr. jak mu przyszło dać chytrze co nieco z 41 . to rozbolały mnie w tym elektrycznym świetle. to jakby na biało niby różowawym fagocie z ciała i wyrastającym z mojej płyci.I stanęli tak w kółko. który spał jak kawał martwego mięcha. na balszoj krwawy i pobity i ciągle aut aut i aut. F. który się od niedawna wśród nas pojawił. ty małe fizdejko! . i zbudziłem się cały spotniawszy.Tak. a jak je rozwarłem. jak następuje: . to już tylko wydawał o! o! o! Nie był to za mogutny członio.I dopiero zaczęło się po nastojaszczy. że to właśnie nadrabiał przez ten oczeń huczny głos i chełpliwość. aby dojrzeć tego powalonego i zdziarganego członia na podłodze. Zimowy poranek i oczy moje sawsiem klejaszcze od tego śpiku. Załatwiaj go. Co mi się przyśniło zaś. o braciszkowie moi. jak leży na podłodze. zły i cięty i żylasty. a dyrygent jakby skrzyżowany z Ludwika Van i G. jak pytał się oddać łup za łup.Po czym rozejrzał się po nas wszystkich i rzekł: . Po czym dawaj bliżej do mordy i uwrzasnął mi się gromko w same ucho. Z piąchy mu dawałem.No i wleźliśmy apiać na swoje kojki.Zostawcie go dla mnie. To dałem mu jeszcze raz po nastojaszczy horror szoł fajnego kopa w czaszkę i on zrobił ooochch-ch i tak jakby odchrapał się w głęboki sen. i tańcowałem z buta. mimo że bez sznurowadeł. poczułem. . ale jak Murko wziął i piąchnął go w usto.W porządku. doktorku. i na to Ludwik Van G.powiedział Doktor. tak.Skoro już nie można spać. i wydaje mi się. chłopaki. co je wkluczyli w całej wupie. że ta lekcja będzie wystarczająca . i Doktor powiedział: .No no. ile wlazło. To było doprawdy nieroztropne. Przypomniała mi się ubiegła noc i zaśmiałem się ciut kusoczek. jak to w przyszłości będzie może lepszym chłopakiem. Ja w dętych bywszy instrumentach. to że byłem w jakiejś oczeń gromadnej orkiestrze.to włączył się Jajasio. ale tak po czudacku i jakby z lekka.Mimo że specjalizował się Jajasio w napaściach seksualnych. Ten nowy z początku ciut nicmnożko pokrzykiwał. Rzekł na to Jajasio: . Tak czy siak. z cicha i tak jakby starannie. no już. . że po prawdzie nikt nie podniósł głosu. Na co Wielki Żyd wyseplenił: .Bardzo niefortunnie się stało . to musiałem się ześmiać ha ha ha bardzo głośno. ale zobaczywszy. . to jest fer. poczułem jakby sztywny chłód i podszedłem do pryczy Doktora i potrząsłem go.i szczurzył się.Łap i łyp i łup. a w końcu go podciąłem i ruchnął bach bach łubudu na podłogę. . Naszemu przyjacielowi. a ja łomotałem tego flimona prawie po ciemku. niech ja go dostanę. przyda się lekcja. bardzo słaby w tym. pokazał się razdraz i całkiem z uma szedłszy. Händla. widział się całkiem głuchy i ślepy i mający już dość tego świata. sądzę.Niech mu się przyśni. . Alex.

co pan powiedział. Już niebawem cala pojemność naszych więzień może się okazać potrzebna dla więźniów politycznych. .i: .Czas obudzić tego smrodliwego wybladka.A potem Wielki Żyd obrócił się do mnie i wyraził: . daże i kubka gorącego czaju. Ten ostatni kop to był bardzo bardzo niecharoszy. taki oczeń tłusty pocący się blondyn. braciszkowie moi. i ta reszta. jak ta odrażająca gromadka (znaczy się ja. Przezierał jakby na wylot nas.Zawrzyj ten loch! . Zabić w nich zbrodniczy odruch i tyle. Więc ja przez to wszystko poczułem się już oczeń razdraz i powiadam: .Zdrajcy . już wolniej. . Wreszcie cała ta banda zatrzymała się przy naszej klatce i Główny Ciurmak odkluczył. jak Naczalnik i Główny Ciurmak jeszcze z kilkoma ważnymi na wygląd bonziakami szagają co rychlej. ale nie ma dwóch zdań. Już na nic uczciwego w tym świecie nie można liczyć. Tylko siedzieli my i czasowi (znaczy się ciurmaki) tak jakby szagali tam i nazad po kondygnacjach.Cóż na to poradzić.jak dobiegł ich aby tylko szept z jakiejś celi. po nastojaszczy edukowanym głosem: . więc powiadam: . kiedy moi tak zwani drużkowie wydali mnie w żestokie łapska polucyjniaków. to widać. . Pełne wdrożenie w przeciągu jednego roku.Zamknij się! . proszę ja szanownego pana.Rząd nie może już dłużej polegać na przestarzałych teoriach penitencjarnych. No i Jajasio wziął i zbudził Murka. i jak gdyby strachem zaśmierdziało poza celą i zobaczyli my. od czasu do czasu wydając krzyk: .piąchy. o braciszkowie moi.Nie wszystko chwytałem.To była twoja przydumka.Ale dopraszam się .i tym podobne. aby mu dać że tak powiem nauczkę. w najpiękniejszym garniturze. I wielka szkoda. dwa lata w tył. tak zeznawali.Pospolitych przestępców. truje coś w rodzaju: .wymówiłem. Dla nich kara nie odgrywa roli.powiedziałbym lekkomyślnością młodego wieku zadałeś mu gnadensztosa. ciebie za bardzo poniosło. kiedy ten Wielki Żyd dzierżał go stać przy rzeszotce. jaki widziałem w życiu. . Potem koło jedenastej rano jakby zesztywniało wszystko i podniecenie.Wskazałem na Jajasia i mówię: .Za przeproszeniem. braciszkowie. może nie? . braciszkowie. absolutny szczyt mody. który tu najważniejszy: taki bardzo wysoki z niebieskimi oczyma i w ciuchu naprawdę horror szoł. Wynieśli to martwe cielsko. że to Niżej Podpisany dopuścił się tego najgorszego brudnego łomotu i okrucieństwa. że mu trochę przyłożył. Stłoczyć razem przestępców i co z tego wynika? Kwintesencja zbrodni. a potem dało się słyszeć że abratno szli.Murko zachrapał tak więcej gromko.Alex.Doktor na to powiada: .bo już mi się zrobiło wsio widno. . z rozmachem i . Bardzo to był czudacki dzień.I zwrócił na mnie surowe błękitne oczy. . na ile ja to widzę. aby ukatrupić tego nikudysznego zboczeńca. Może inni są tu 42 . legnąca się w centrum kary przestępczość. . chłopcze. . wygadując jak z uma szedłszy. już ci moi drużkowie z celi aż się rozlegało. i było słychać jak Naczalnik. ale w końcu nie do mnie się zwracał. Po czym tak się wyraził: . sprzeciwiam się stanowczo temu. i posuwał tym krasiwym. a potem w całej wupie wsie zostali się zamknięci aż do rozporządzenia i nie wydawano żadnej piszczy.Nikt się nie wyprze tego. Jak się pokazały ciurmaki. a później Sam Naczalnik. złożona z istnych przystupników i do tego zdradzieckich). najlepiej da się załatwić na bazie czysto leczniczej. ekscelencjo? . Doszli jakby do końca tej kondygnacji. Zaczynają się pomiędzy sobą mordować. bidnych zeków. a Murko był jak najbardziej gotów przysięgać.A kto zaczął. Więc ja śmiało się odezwałem. jak przedtem.Zdrajcy i zakłamańce . że to ty. co? Ja włączyłem się dopiero pod koniec. Zaraz było widać. czego to ja nie zrobiłem. o braciszkowie. To on wciąż ładował mu w usto.albo: . którego zakrwawiony trup leżał jak worek na podłodze. Nie jestem pospolitym przestępcą i nie jestem odrażający. Z tak zwanej kary oni czerpią satysfakcję.

to go w ogóle nie poznacie.Zawrzyj no ten brudny loch. to mu oddasz. kto to był dzisiaj rano. co. że podpisuję . Starałem się tu.A na to Główny Ciurmak. 3 Jeszcze tego wieczora powlokły mnie grzecznie i jak należy te żestokie łup łup ciurmaki na widzenie się z Naczalnikiem w jego świętym i przenajświętszym ze świętych przybytku czyli dyżurce. .że ta perspektywa ci się podoba? . że zgadzasz się na zamianę reszty wyroku.całkiem nowa miotła. będziesz poddany. a wy bądźcie przy tym i przyglądajcie się.Kuracji Resocjalizacyjnej. dobra . A tu jest formularz do podpisania. Bo nowa koncepcja jest taka. jak mogłem. na poddanie się tak zwanej .odrażający. Jak ten młody. dobrze . przeogromne dzięki. resocjalizacji. że będziemy złe przemieniać w dobre.powiedział ten ważniak.odrzekłem . ty gnojku. Stwierdza on. starając się. Jak cię ktoś bije. że oko za oko.Więc ty. Za dwa tygodnie z kawałkiem wyjdziesz z powrotem w ten wielki i wolny świat. to był jakby początek mojej wolności. tuż za fotelem Naczalnika. że to wszystko jest nadzwyczaj niesprawiedliwe. Przewiduje się. kiedy pan Naczelnik cię pyta! . tak dotkliwie bite przez was.Chyba nie wiesz.rzekł Naczalnik. zły i niebezpieczny. ty! Nie wiesz. ale nie ja. już nie jako numer. Po czym zwrócił się do Naczalnika i rzekł: Możecie go użyć do przetarcia drogi. Naczalnik przyjrzał mi się tak oczeń ustawszy i zagaił: .Na to Główny Ciurmak zrobił się aż purpurowy na mordzie i wrzasnął: . mogutny i czerwony bych. że mnie to nie odpowiada. do kogo się odzywasz? .Więc dali mi atramentowy pisak i machnąłem nim krasiwo i płynnie swe nazwisko. co stał. Otóż te nowomodne. Jestem za to wszystkim państwu niezmiernie wdzięczny.Ależ naturalnie. . Jutro zaprowadzą cię do tego Brodzkiego. proszę pana! Bardzo panu dziękuję. sam rzekł: . . Podpisujesz? .To nie nagroda. Te jego nie patyczkujące się słowa. nie? W takim razie dlaczego państwo.To chyba wszystko.tu się z lekka uczmychnął . żeby oczeń uprzedzająco i z całym szacunkiem: . naprawdę. .powiada jakby spluty i ustawszy Naczalnik.komicznie to nazwali .Dobra. zuchwały.proszę pana. groźny i zwyrodniały zbir się przeobrazi. 43 .Nic na to nie odpowiedziałem. wobec tego Główny Ciurmak znów ryknął: .Dobrze.To był we własnej osobie Minister Spraw Wewnętrznych .I nie czekawszy kiedy powiem. nie ma wam oddać? Ale według tej nowej koncepcji tak ma nie być.Tak jest. chociaż powiem ci w zaufaniu. Bynajmniej. 6655321. jak nie ryknie: . Brodzki jutro się nim zajmie. jaki miałbyś odsiedzieć.jak to mówią .Och. To się sprawdza. I wielkie. ty gnojku! . Myślę . że nie. .Więc nie bądź .W porządku . .Odpowiadaj. 6655321? . że będziesz mógł opuścić areszt po upływie nieco ponad dwóch tygodni. Jest młody. możecie być spokojni. po mojemu dość humorystyczne pomysły w końcu przeszły i prykaz to jest prykaz. . Hm? Więc ja odkazałem. . Wcale a wcale mi nie odpowiada! Ja uważam. o braciszkowie moi. rozbestwionych łobuzów. A mnie się zdaje. świnio szajsowata.Więc odpowiedziałem: .tak jakby wzdychnął Naczalnik. tak.Zawrzyj ten pieprzony loch.

jakie to będzie fajne. chłopcze. Gdyby to coś dało. O to się modlę. chciałbym w to uwierzyć. proszę księdza. że ja z tym nic nie miałem wspólnego. w pewnym sensie faktycznie wybrałeś dobro. i apiać wydostał flachę z szafki w biurku i zaczął sobie nalewać wielkiego fest horror szoł głębszego do stakana.I do ciurmaków: . Mam nadzieję. to żebyś nie miał wątpliwości.I popłakał się. jakże chciałbym w to . No i tak nazajutrz od rana przyszło mi się powiedzieć cześ cześ starej wupie i poczułem się ciut pieczalno. Chciałbym w to uwierzyć. nie? Tak i zrobili. A on dalej posuwa: . że modlić się za ciebie nie będzie już miało większego sensu. do którego już byłeś przywykłszy. Aż mi straszno! straszno o tym pomyśleć. . . O. I przemaszerowali mnie przez kaplicę do małej stróżówki bogusława i wpichnęli do środka. że głos mój za słaby jest naprzeciw krzyku pewnych dość potężnych czynników w administracji. to w łeb.Być dobrym to wcale nie musi być fajne. że przyłożyłem ręki do tego. że do ciebie to wszystko dociera. najpodlejszego i najbardziej pokornego ze sług Bożych. a po drodze jeden z ciurmaków co i raz mnie stukał jak nie w kręgosłup. Również i o karierę moją się rozchodzi. Na to drzwi się otworzyły i weszli ciurmaki. Czy jasno się wyrażam? . Przemówił do mnie: . Mam nadzieję.o Boże. wybierając to.Na to Główny Ciurmak się odezwał: . . to uświadomiłem sobie właśnie ze smutkiem. błagam. ale tak nudno i jakby do rozziewu. mój mały 6655321. A jednak. . A skoro już mowa o modlitwie. żeby mnie doszturgać z powrotem do mojej śmierdzącej klatki.6655321.Jeszcze ksiądz Kapelan chciałby z nim pogadać. a może tak będzie najlepiej? Niezbadane są ścieżki Boskie. że będzie mnie to kosztowało wiele bezsennych nocy. że tak. a ten stary bogusław nic tylko dalej wyśpiewywał to swoje hymniszcze. Już nigdy ci się nie zechce dokonać aktu przemocy ani też w jakikolwiek sposób zakłócić Spokoju Państwowego. gromko i wyraźnie zajeżdżając tak fajnie po mużycku wonią drogich rakotworów i szkota. że obciągnął na balszoj tego łyskacza. bo zrazu widno.A w środku po prostu horror szoł mało się nie ześmiałem. co się z tobą niebawem stanie. aż mi było przeciwnie.Więc wyprowadzono mnie i dawaj korytarzem do Kaplicy Blokowej. Może to być okropne. Tam siedział nasz kapłon przy biurku. o braciszkowie moi. A on wtedy zagaił tak sieriozno: . również i o to. ale nic nie da. panie Naczelniku. braciszki. jak zawsze. kiedy porzucasz miejsce. któremu narzuca się dobro? Głębokie to i trudne pytania. siadaj. o braciszkowie moi. Mówię ci to z pełną świadomością. nie myśl o mnie źle w głębi serca i nie myśl.Och. tylko się po cichu obśmiałem w środku. tak brudnego i zatłuszczoncgo.Zamieszane są tu bardzo trudne kwestie natury etycznej . to ty. Chlapnął se go i powiada: . Prze kopa i szturgali mnie do nowego białego 44 . .Bynajmniej się jasno nie wyrażał. . w pewnym sensie. o braciszkowie moi. że pozbawiony będziesz możliwości etycznego wyboru. Przechodzisz bowiem w rejony.Mają z ciebie zrobić dobrego chłopca.pociągnął dalej. mały 6655321. ale pokiwałem.A. Wiem. być dobrym. Czego chce Bóg? Czy Bóg woli od ferworu dobroć z wyboru? A może człowiek wybierający zło jest w jakiś sposób lepszy od takiego. dopomóż nam wszystkim! . .I wziął się piać hymn świętojebliwy takim po nastojaszczy gromkim i postawionym głosem. że w umyśle swoim co do tego masz zupełną jasność. Ale ja nie oczeń zważałem na to jego bu-hu-huuu. Ale teraz chciałbym ci tylko jedno powiedzieć: jeśli kiedykolwiek w przyszłości obejrzysz się poza siebie na te obecne chwile i przypomnisz sobie mnie.Kto wie. to bym nawet zaprotestował. 6655321. gdzie nie dosięgnie cię potęga modlitwy. Więc ja mu odkazałem: .Jedno co chcę.Poczekalibyście za drzwiami. 6655321. Ale nie przeprowadziłem się za daleko. jakkolwiek paradoksalnie to może zabrzmieć.

sami rozumiecie.Coś w tym rodzaju . i dopiero wszedł ten pierwszy członio w białym. i podumał ja: No.Więc poczułem gromadną wdzięczność dla tego sympatycznego doktora Branoma i zapytałem: . co mi zrobicie? .doktor Branom i jestem asystentem doktora Brodzkiego. że mnie odebrał.Więc położywszy się ja bez góry od piżamy. pokazując w niej pełno białych kafli.właściwie to bardzo proste. To na pewno przez ten pokarm więzienny. i niuchałem jak trza niuch niuch przez mój oczeń wrażliwy ryj czyli też kluf.powiadam . żebym je sobie przejrzał popijając.budynku tuż za podwórkiem. I dali mi też fajny ciepły podom i niepłoche tufle. zapytałem: . a jeden z tych wrednych ciurmaków. co mnie przywiedli.To będą takie specjalne filmy . Prawie wydawało mi się.dostaniesz zastrzyk w ramię. a ten również był fajny.Niech pan dobrze uważa na tego żulika. . i skazawszy: . Wszak będziemy przyjaciółmi. Stałem ja w tym okropnym gromadnym pustym holu i łapałem te nowiutkie wonie. żebym nie latał boso. Pokażemy ci trochę filmów i tyle.zagaił .rzekł doktor Branom i w tym czasie jego zimne steto wędrowało mi w dół po całych plecach . okazał się w białej lejbie.powiada ten doktor Branom.Nawet bardzo specjalne.I jak się uśmiechnął głazami i jeszcze tą szeroką czerwoną gębą.Nazywam się .Raz dziab w ramię po każdym posiłku. I odkazał tamtemu: . Ja leżałem na łóżku czując się po nastojaszczy jak w 45 . Powiedzieli mi. Na koniec połuczyłem ja fajną czaszkę horror szoł nastojaszczej kawy i do tego niemnożko starych gazet i żurnałów.Aha. że mnie słuch myli. znów taki będzie. to nic. tamto i owo.I wyjął z prawego karmana steto.Musimy upewnić się. . . . bo taki był fajny. nieprawdaż? . że jesteś całkiem zdrów. jak on się tym zatrudniał i robił mi to. rutynowo krótkie i ogólne badanie. że naisto szczęśliwy ze mnie młody malczyk palczyk. no sam szczyt mody łóżkowej.Witaminy. . nieprawdaż? No tak. też jakby szpitalnik. Załóż tę górę od piżamy. nie przewidujemy żadnych kłopotów.odkazał ułybając się oczeń horror szoł i po drużeski.co było po duracku. Może troszkę niedożywiony. .powtórzyłem.że tak jakbym chodził do kina? . . Alex bojku. co człowieka dreszcz od niego przechodzi. nieprawdaż? . jak był nade mną pochylony . Gmach był zupełnie nowy i miał ten świeży zimny jakby klejowy zapaszek.Filmów? . braciszki. A wonie podchodziły takie więcej szpitalne i członio. panie doktorze.oświadczył. No tak . i zaprowadzili mnie do bardzo fajnej białej czystej sypialki z firankami i z lampą przy łóżku. musimy.Znaczy się . któremu ciurmaki mnie przekazali. .A właściwie. Na pewno pomoże. Aż obśmiałem się horror szoł w środku i podumałem. gdzie dawali nam te ciut gimnastyki na wybiegu. a kojka stałą tylko jedna. ten co mnie pokwitował. Pokwitował. . tak od razu mi się jakby ponrawił. mały 6655321 już bywszy. i wsio dla Waszego Pokornego Sługi Niżej Podpisanego. Po każdym posiłku .Och . siadając na brzegu łóżka . . Tak czy siak zaraz przekazał mnie drugiemu i też w białej katanie.chyba całkiem zdrowy i sprawny z ciebie chłopiec. . proszę pana. Zrobię ci. o braciszkowie moi. Pierwszy seans będziesz miał dzisiaj po południu. To był jadowity skurwysyńczyk jak rzadko i niech tylko się uda. że Kapelanowi włazi bez wazeliny i udaje ciekawość do Biblii.I wyszedł. ażebym zdrucił te użasne łachy i ciuchy więzienne i dali mnie oczeń przekrasną dwuczęściową piżamę. ale nam się przewoschodno trafiło i wunder bar. jeszcze mu bałaknął: .Och.powiada i prostuje się. gładka zieleń.Ale ten nowy członio miał po prawdzie nieliche głazki błękitne i w nich mówiąc taki jakby uśmiech. jesteś! . jeśli pozwolisz. Tu będziemy się dopiero czuli jak w niebie. ale nie wypadało durno.

I faktycznie. jak doktor Branom już zaznaczył. A ten. a potem sobie zgarnie. a na dobawkę lody i fajny. żeby miał skąd rzucać. który przywiódł mnie do tej małej sypialki zaraz po przybyciu tu. to by nie było fer. po których ma się zrobić ze mnie już po nastojaszczy charoszy malczyk. 46 . gdybym się dał znów grabnąć. 4 To miejsce. a nuż. okazałem się ciut miękki w nogach. a w ścianie naprzeciwko były te dziury kwadratowe do rzutnika. że taka niewinność. Po czym. gdzie należy. Był daże i smoczek do zakurzenia i pudełko. jak fajnie będzie znaleźć się apiać na wolności. już za stary do tej starej rzygoły.Lepiej będzie. za jakieś pół godziny. i wszędzie poutykane głośniki stereo. Na ten raz już dam po nastojaszczy baczenie. A ja na to: . nie przypominało żadnego kina. a najpierwsza robótka to będzie dostać znów starego Jołopa i Pietiu.Co jest grane. co mi dali: Sport na Świecie. że w dzień Alex. mordą zwrócony do ekranu. że pod otworami do projekcji jest na całość jakby matowe szkło i widać za nim jakby ruszające się cienie ludzkie i słychać jakby kaszlu kaszlu. No i wyszła klik klik na tych nóżkach wysokich na obcasie. kiedy jestem ubiwszy i w ogóle. taki jakby nowy gang na życie nocne. jak oni sobie zadadzą tyle fatygi pokazując mi te filmy. fotel jakby dentystyczny i mnóstwo odchodzących od niego drutów. braciszkowie. braciszku? Nawierno dam radę osobiście poszagać tam. gorący kubas czaju. . jak zlazłem z kojki. co go przyniósł. no fajna po nastojaszczy młoda świerzopa z takimi fajnymi grudkami (jakich nie widziałem przez dwa lata) i niosła na tacy strzykawkę. jakby konsoleta pełna zegarków i strzałek. Po czym zjawił się flimon w białym płaszczu. jak cię zawiozę. że ktoś czuje się taki szczęśliwy. o braciszkowie. Więc jakby żyć nie umierać. to członio. jedną ścianę pokrywał srebrzysty ekran. aby nie grabnęli mnie. Tylko mi władowała igłę w lewe ramię.A gruda żarcia to była na tacy po nastojaszczy przewoschodna i wkusna z wyglądu: parę kusoczków jakby gorącego rozbefu. przez to szajsowate żarcie więzienne. jeśli dotąd nie zgarnęli ich polucyjniaki. jak przynieśli mi na tacy obiad. weszła pielęgniarka. no. Co do tego nie ma wątpliwości. A potem już niczewo nie odbierałem prócz tego. A on mi na to: . . i mało sobie czaszki nie odrechotałem. z fotelem na kółkach. Oni dają mi tak jakby drugi raz szansę. te stare witaminy. pomyślałem. a do tego piure z kartoszki i jarzynki. Ten widok udziwił mnie po niemnożku i mówię do niego: . braciszki. Chyba z niedożywienia.niebie i poczytywałem niektóre z żurnałów. a w nim jedna spiczka. a na środku. kto wie. kiedy już leżałem ciut przysnąwszy na łóżku. może się zaczepi o jakąś fajną i lekką robotę. Ale przy prawej ścianie było takie ustrojstwo. a potem pśśśk i wcisnęła te witaminki. dokąd mnie zawiózł. I powiedział: . Po czym wyciągnąłem się na tej kojce i zakluczywszy głazy podumałem sobie. i przyszło mi się na niego ciut nie przeczołgać z wózka na kółkach.To miło widzieć. Potem zauważyłem. i jeszcze mi pomagał inny łapiduch w białym kitlu. Aż obśmiałem się po prostu horror szoł z nich wszystkich. Kręcimy (to był filmowy żurnał) i Gola. jakby taka męska siostrzyczka. Owszem. ale nie zwróciła uwagi. co? i mlask mlask do niej chlipadłem. jakie dotąd widziałem. Ale ten zastrzyk z witamin po jedzeniu apiać mnie postawi na nogi.Aha.

Na to drugi w białym płaszczu (była ich razem trójka. Towarzyszył mu doktor Branom. że od nich też biegną druty. na klufie jak ta kartoszka miał bardzo grube oczki. co widuje się u kogoś w ciemnym zaułku. Mam nadzieję.Wszystko gotowe? . I pokazał się stary. A ten flimon mówi.A to po co? . to jak mi założyli takie jakby klipsy na czole. aż mi ciąg ciąg i podciągnęło górne powieki. Aż tu jeden w białej katanie przywiązuje mi łeb do takiego jakby zagłówka. jak w tych dajmy na to świńskich obrazkach. Jakbyś zgadł. jedna z nich dziuszka. bardzo zatłuszczony. jakby chciał mnie podeprzeć na duchu.odezwał się doktor Brodzki z tym przydechem. .jaki jestem słabosilny. cały w strachu sam na sam i adzinoko. żadnych tam chlups chlaps i migania. że odziany jest w garnitur po nastojaszczy horror szoł i absolutny szczyt mody. nic mogący się ani poruszyć.Ale to musi być po nastojaszczy horror szoł ten film. Film tak jakby oczeń charoszy i profesjonalny. pośpiewując sobie cały czas jakąś pop szajsowatą piosneczkę. o braciszkowie moi. to niejedno za ten czas wytrzymam. A potem światła zgasły i został się Wasz Pokorny i Opowiadający To Wszystko Przyjaciel. o braciszkowie moi. Tak będzie lepiej. kudełki mu się kręciły jak u baranka pokręcone kudłato na całej czaszce. A potem. dzikiej i pełnej dysonansów.spytałem. że mi przywiązują graby pasami do poręczy i także giczoły mam na beton umocowane do podnóżka.Na co jeden z tych w białym zarechotał i odezwał się: . co chcieli. przyjacielu. . Potem rozdał się hałas drzwi otwieranych i zrazu było poznać. ani w ogóle nic. a wydawał z siebie oczeń subtylną i leciutką woń sali operacyjnej. cały w ułybkach. przyjacielu. Zaufaj nam. jak tylko przybędzie tu doktor Brodzki. to nie bardzo ciągnęło mnie w to popołudnie do kina. mogła to być jaka bądź ulica w jakim bądź mieście. i będę te filmy oglądał. a potem bliżej. że wchodzi jakiś oczeń gromadny ważniak. Tylko ulica. Przywiedli mnie tu. że tak wam zależy. lecącej z głośników. I okazało się. co było jak raz 47 . Ale ja powiadam . no i rozłegł się taki buczący szum. jak bym się nie starał. Wolałbym się fajnie i spoko cichutko przekimać w kojce. skórę napinające. Dojrzałem. żebym oglądał filmy. bardzo stary chryk idący ulicą i nagle wyskoczyli na niego dwaj małysze odziani w to. w przekonaniu. że już nie mogłem zamknąć ani przyszczurzyć oczu. abym go wyoglądał. A potem na ekranie pokazał się obraz. ale dałem im wszystko robić.chcę patrzeć na ekran. Pokaz się zacznie. Muzyka cały czas dudniąca bardzo ponuro. że szoł i że horror.To nigdy nie wiadomo. że idzie od niej mnogo drutów. Widziało mi się to ciut jakby z uma szedłszy. To spróbowałem się uśmiać i powiadam: . Potem nałożyli mi taką jakby myckę na łeb i widziałem. przestawszy na chwile zapiewać. aby cicho sza i tak przyjebnie sam na samo gwałt adzinoko. I usłyszałem głosy wykrzykujące: ta jest! ta jest! ta jest! najpierw z odległości. braciszki.Dobrze powiada ten od kołowania na wózku to ja cię zostawiam. w mroku nocy i przy palących się latarniach. . właśnie horror szoł. zaczął się pokaz filmowy od bardzo gromkiej muzyki. że sprawiło to przekluczenie się z więziennego żarcia na to nowe pożywne i jeszcze ten zastrzyk z witamin. jak te wszyslkie unter flimony w białym zesztywnieli. ale bez tytułu i czołówki. jakby coś powkluczano. siedziała normalnie przy konsolecie u tych zegarków i gliglała różnymi kręciołkami) obśmiał się tak ciut niemnożko i powiada: . Nie byłem w nastroju. No i zobaczyłem ja tego doktora Brodzkicgo. że po to. . że ci się spodoba.Tak jest. . ani zamknąć oczu. Oj. Tak po prawdzie. nie wiadomo. Był to malutki chujowinka. Czułem się zupełnie oklapnąwszy. Skoro za dwa tygodnie mam znów być ten młody i swobodny malczyk. sam jeden po ciemku. Jedno co mi się nie ponrawiło. i było mi kącikiem widno. abym głowę miał unieruchomioną i musiał patrzeć na ekran. i do brzucha przyssali mi taką jakby ssawkę i drugą do starego cykacza.

Bo aż do izbytku prawdziwe. co się wyprawia. żeby umknąć się temu filmowi spod lufy. że szósty czy siódmy już malczyk obszczerza się w rechot i dawaj pchać jej w międzynoże. Więc nawierno był to na balszoj sprytny montaż albo trik czy jak się ta sztuczka nazywa. całkiem pobladłszy ludzki pysk i jak trzymają go fest i robią. świetnie. Widać jak ta bidna stara próchniaczka chce się wyczołgać z ognia. Tylko że nie mogłem zawrzeć oczu i nawet jak starałem się przewracać głazami. i jakbym nie wyślepial się na ten film. i słuszać tych obłąkanych wrzasków. całkiem po nastojaszczy. żeby im pozwolili zdejmować te filmy bez interwencji w to. a ta dziulka na ścieżce dźwiękowej krzyczy jak z uma szedłszy. świetnie! Następny filmik był o starej babuli. choć jak dobrze pomyśleć. o braciszkowie moi. I dawaj w następny kawałek. że mogę się porzygać. kiedy je zobaczysz na filmie. że mnie zemdli. Wiedziałem. że mój żołąd jeszcze się nie sawsiem przestawił na pożywne jadło i witaminy. Przerobili go sawsiem na budyń. przysuwając łup łup lup z piąchy. co przypisałem niedożywieniu i temu. Ciut spotniawszy od tego bólu w kiszkach i pić mi się chciało niewynosimo i w czaszce pulsowało mi buch buch buch. To komiczne. obdarłszy go do imentu z łachów i na zakończenie z buta w te gołą płyć (walającą się czerwono i krwawo w szajsowatym błocku rynsztoka) i precz odbiegli raz dwa raz. że jej gęba w męczarniach jakby o coś błagała przez ten ogień i wreszcie ginie w ogniu. Jak ten kawałek się skończył. A jak przyszło się do tego. Tak i musiałem widzieć. jak brzytew mu najpierw oko wyrzyna. to mnie zaczęło mdlić. Słychać było każdy jego wrzask i jęk. z nim różne parszywe sztuczki. potem drugi i trzeci i jeszcze następny. że wpychle po nastojaszczy dają sobie to robić na filmie i gdyby to nakręcał ktoś z Tych Dobrych albo Firma Państwowa. na ten raz po prostu ludzka morda. braciszkowie moi. a czerwona krew bryzga na obiektyw. Więc te płomienie ogarnęły ją z hukiem i widać. daże zmachany oddech i sapanie tych dających wycisk małyszów. jaki mogło wydać głosiszcze ludzkie. później chlaszcze w dół płat policzka i wreszcie pru pru prut po całości. albo i nie porzygać. jak najpierw jeden malczyk robi jej nasilno to stare tam i nazad. co się wyrabia. jakie mi tu dają. tak sztywno uwiązanemu na tym krześle. a ona w głośnikach wrzeszczy gromko i wprost użasno. to niemożebne sobie wyobrazić. co miała sklepik. bardzo prawdziwe. Przyglądałem się temu i zaczęło do mnie mocno docierać. udręczone i dręczące wrzaski. jak banda małyszów przyszła ją skopać. widząc. usłyszałem od konsolety glos doktora Brodzkiego: Reakcja dwanaście i pięć dziesiątych? A to całkiem całkiem obiecujące. ale nie może się ruszyć. skrzycząc i wrzeszcząc. pokładając się od gromkiego rechotu i te malczyki rozpirzyli jej cały sklepik i podpalają go. Ale próbowałem o tym zapomnieć i skupić się. To było prawdziwe. bo te małysze kopiąc potrzaskali jej nogę. to wierojatno by mnie tak nie mdliło. jak barwy nastojaszczego świata dopiero się widzą prawdziwe. że wcale się nie czuję za dobrze. na puszczonym od razu kolejnym filmie. i słychać najstraszliwsze. to i tak nie mogłem wykręcić gałek na tyle. Ten wszedł prosto na młodziutką dziulkę. a przy tym leci muzyka przejmująca taka i tragiczna. ale już nie ten obfity fular. jucha ciekła z niej krasno i przekrasno. co krugom dobywały się z tego ryja. ale co za różnica? Do gardła mi podchodziło a rzygnąć nie mogłem. chyba nie wyobrażacie sobie. tylko normalnie halsztuk) i wzięli się z nim figlować.Świetnie. Teraz już wiedziałem. więc uwrzasnąłem się: 48 . A potem zbliżenie na baszkę tego ciężko złomotanego chryka.szczytem mody (sztany po dawnemu obciśnięte. I apiać ten zadowolony głos doktora Brodzkiego: . i zrobiło mnie się niewynosimo. tego chryka. że to się nie może dziać naprawdę. Jakby cały obolawszy poczułem.

. przymuszony. a nawet pokazano. i wtedy przynieśli mi fajną czaszkę gorącego czaju z nienajgorszą dobawką starego mleka i cukru (to znaczy sacharu) i dopiero. że ten użas i koszmar 49 .l rozdał się na to głos Brodzkiego: . co mnie przymuszali teraz oglądać. aby jakieś wpychle choćby i pomyślały o kręceniu filmów z tego. Nic się nie bój.Jak na pierwszy dzień to chyba wystarczy. krugom wyśpiewywał pop jakiś tam psijebny. co to była za potworna ulga.Zatrzymać ten film! Błagam. jaki przełknąłem w życiu. Błagam. i reszty biało ubranych.rzekł doktor Brodzki . z bólu tętniącego w czaszce i prawie że mnie odnieśli do starego wózka na kółkach i apiać do tej małej sypialki.I głośno zaśmiali się on i cała reszta. jak żołnierzowi jednemu ścięli głowę szablą i ta baszka toczyła się.i rozśpiewał się jeszcze głośniej. .I poklepawszy mnie normalnie po ramieniu zaznaczył: . Co mogłem. a przez cały czas było słychać oczeń oczeń huczny śmiech tych Japońców.To tylko wyobraźnia. aż warknąłem: . przyszedłem do świadomości.można go położyć do łóżka. Proszę następny film. a jak ty uważasz? . dajcie mi jakieś naczynie.W porządku .Może to miał być żart. bo z ciemności dobiegł mnie jakby rechot.A bo co. no i wkrótce zacząłem się czuć tak jakbym stosunkowo rychło mógł poczuć że już wkrótce mógłbym zacząć się czuć może odrobinkę lepiej. Całkiem obiecujący początek! .Będę rzygał. to były nawierno brudniejsze i gorzej zafajdane niż jakiego bądź ubijcy i przystupnika w całej wupie. proszę z tym skończyć! Dłużej nie poradzę. A ten doktor Brodzki odkrzyknął: . więc zamknąłem. . Teraz już sawsiem użasno bolał mnie brzuch i głowa i chciało się pić. . z czaszką dudniącą jak wielka i gromadna maszyna do wytwarzania bólu. co mnie popychał. W każdym razie oswobodzili moją płyć nieszczęsną z fotela i odpuściwszy skórę nad głazami. bluzgając juchą z szyi jak fontanna i wreszcie upadło.. to tylko drzeć się na całego. że gotów jestem wyrzygać każdy kusoczek piszczy.Dobrze. żeby temu zrobić wykluk! wykluk i wykluk! i to jakby ciut przygłuszało ten zgiełk ultra gwałtu figlów i ubawu. jej usto i ślepia wyglądały jak żywe. doktora Brodzkiego i Branoma. jak zobaczyłem już ostatni kawałek i doktor Brodzki odezwał się tym bardzo znudzonym i ziewającym głosem: . a potem się precz wykaczkał. pochlipawszy to. a ten członio.Skończyć? Ty mówisz skończyć? Ależ myśmy dopiero zaczęli.i obszczerzyl się całą gębą. dobrze. Dajcie mi się porzygać. a ciało tego żołnierza biegało i to jest fakt. A potem kazano mi oglądać najobrzydliwszy film o japońskich torturach. Więc położyli mnie do łóżka i wciąż czułem się chory i obolawszy ale nie śpiący. Branom. ty! . a nie zabywajcie że była jeszcze ta dziulka przy knopkach gliglająca i wpatrzona w zegarki. pysk miałem w środku całkiem uschły i jakby szajsowaty i zdawało mnie się.Przymknij się. od czasu jak połuczyłem grudź do posmoktania. o braciszkowie.I znalazłem się ja przy wkluczonych światłach. jakby nie miał z tym nic wspólnego i był tylko. Bo widziało mi się niemożebne. jakie tam jeszcze okropności kazali mi jakby przymusiwszy oglądać tego popołudnia Cale te jakby mózgłowia ich. braciszkowie. o braciszkowie moi. przywiązanemu do fotela i z głazami na siłę szeroko wybałuszonymi. przyjacielu? . . jak ja.ale on tylko się obśmiał i rzekł: . Możecie sobie wyobrazić. ale z taką ułybką bardzo sympatyczną i po drużeski. a wszystko to szło na mnie jakby z ekranu. Nie chce mi się opisywać. jak również towarzyszący im akompaniament. Więc uwrzasnąłem się: . tak że znów mogłem je otworzyć i zamknąć. Była wojna 1939/45 i przybijali sołdatów ćwiekami do drzew i fajczyli pod nimi ogniska i jajka im obrzynali. a doktor Branom za nim.

I tak mnie zagabnął: .Nie rozumiem tego .powiedziałem . cały sympatyczny i przyjacielski.A teraz czujesz się chory? . .wyłożył mi . a miał przy sobie papierków i bumażek i jeszcze papierków.I aż się zmarszczyłem na czole zadumawszy. .Nie życzę sobie odkazałem . cały sympatyczny i uśmiechnięty.uśmiechnął się doktor Branom. a ja próbowałem się w tym. Pijesz herbatę. Jeszcze główkowałem nad tym i zastanawiałem się.wystękałem . . . dlaczego i jak to . takim bardzo górnym świętojebliwym głosem. że już ci się polepsza. że niby jak zabolawszy poczuł się łuczsze to jego własna broszka. ale co prawda to prawda.to było zbyt okropne.Wiadomo. a nie tam czyjeś obliczanie się. to zawsze było mi po prostu horror szoł.Życie to jest coś nadzwyczajnego . połapać. Raczej na odwrót. Jutro czekają cię oczywiście dwa posiedzenia. że te kable i różne tam barachło. jak masz się wyleczyć. więc pod wieczór będziesz chyba ciut wymęczony. że (jak on to nazwał) jest Oficerem Zwolnieniowym. Taki ułybawszy się stary flimon. .zapytał. że czułem się całkiem horror szoł i nawet już nabrałem chęci na żarcie.Czułeś się tak niedobrze . Poklepał mnie po nodze i wyszedł. bo należą mi się te prawa.odkazał mi doktor Branom. Ale musimy cię twardo potraktować. Znaczy się jak robiłem to. abyś stał się zdrów i normalny. Miałeś bardzo dodatnie reakcje.Dokąd udasz się po zwolnieniu? 50 . Twój organizm się tego uczy.No. co się powinno dziać z każdym normalnie zdrowym organizmem ludzkim w obliczu tego. .odkazałem tak ciut czujno. . Nie poniał ja. Widziało mi się. Nie rozumiem.Ale . rano i po południu. to wspaniały człowiek. kiedy zjawił się znów inny członio. abym się poczuł niedobrze. Czy tak? . Po czym wszedł doktor Branom.Słucham . co wyprawia potęga zła i jak przejawia się zasada niszczycielskiej destrukcji. że okropne .nie! panie doktorze . odpoczywasz. Z tobą dzieje się obecnie to.ja nie rozumiem.i niczewo nie panimaju. albo się przyglądałem.Zjawiska życia.i co takiego . Dotąd nigdy mnie od tego nie mdliło. konstrukcja organizmu ludzkiego. gawędzisz sobie z przyjacielem: na pewno czujesz się po prostu znakomicie. ciągle z tą po drużeski ułybką na mordzie.och . Robicie ze mną tak. Więc nie rozumiem. Jutro będziesz o tej porze jeszcze zdrowszy. przyczepione do mego ciała. czy nie tak? Więc jakby wsłuchałem się ja w samego siebie i poszperałem sobie w głowie i w ciele. braciszkowie. który zaznaczył. Tego się właśnie uczysz. To ja na to: Znaczy się. na brzegu mojego łóżka i odezwał się: .że muszę się patrzeć na . to w obliczu zjawisk odrażających trwoga nas ogarnia i mdłości. tak mi robicie. że mam znów odsiedzieć . któż potrafi do końca zrozumieć te cuda? Doktor Brodzki. . .. Po prostu wracasz do zdrowia. i zagabnął .Gwałt i przemoc to jest okropna rzecz. Robimy z tobą tak. .. abym się poczuł niedobrze. Przysiadł. ku czemu on zmierza z tymi obliczeniami. o. jak mogłem. tak ostrożne.dzisiaj po południu dlatego.powiedziałem.minęły i już ich nie ma. Kiedy jesteśmy zdrowi.Chyba mi zadajecie coś takiego. czy jutro nie odkazać się od przywiązywania w fotelu i może dać się ze wszystkimi po nastojaszczy w łomot. to według moich obliczeń chyba już zacząłeś z powrotem czuć się lepiej. Dlaczego mnie tak zemdliło. płocho i bardzo bardzo chory. może to właśnie od nich czułem się tak niedobrze i że wszystko to jest po nastojaszczy kant i zwyczajna sztuczka.Doktor Brodzki jest zadowolony z ciebie.

Mnie wydało się niemożebne.I pokazał mi długi długi spis. wrócę do domu. I dobawiłem: .znów zachichrał .A czy twoi rodzice wiedzą. abym dobrze usłyszał. Więc mu normalnie odbałaknąłem: . i powiadam: .to na razie wystarczy. bo jakiś zek przeszmuglował do więźnia przez druty niemnożko prochu.Dlaczego? . więc wytłumaczyłem się: .No odpowiedział tylko aby się przekonać.Nie .To będzie dla nich miła niespodzianka. Jeżeli masz gdzie mieszkać. Najpierw jakiś nieduży urlop I jak tylko wyjdę. . Okrutnie to było dziwne. obszczerzywszy się tłusto na całe usto. A co jeszcze dziwniejsze.powiedziałem . jak będę zagrywał po ichniemu i nie puszczę się w żadne szarpanie i zrażanie się.Nie chciałbyś mi . aby trochę odczekał i że później o tym porozmawiamy. Do moich ef i em. bo i co zrobił? a pochichrał się i powiada: . od swojej dziobki. To było kurewskie zagranie do niewinnych. gdzie mógłbym się nająć i pracolić.powiedział. i wydałem taki glos: . no. całkiem jak po południu. ani chu chu nie poniawszy. coś ukraść i zaopatrzyć te stare karmany w kasabubu. Ale dziwne było. Po czym zaraz przeszło i jak mi przynieśli kolację. Przyśnił mi się taki drzym. I także samo dziwne.Widno sawsiem nie kapował po nastolacku. to będzie po nastojaszczy horror szoł. że jakbyście w niego sami wszedłszy stali się jego częścią. to poczułem niezły apetyt i nic tylko bym chrupał chrum chrum tego pieczonego kurczaka. aż łeb mi się umarszczyl. ale on się tak bystro uchylił.Do starzyków moich w kochanym bloku.Na to ja zmarszczyłem się. że jesteś przeniesiony i niedługo masz być zwolniony? . że łupnąłem grabą w sam wozduch. co? . po prostu koszmar. i skręcało mnie przez kilka minut. wzrywającego się. o braciszkowie. .Och. . że ten stary flimon tak się u mnie dopraszał w mordę. że był to jeden z tych filmowych kawałków.Będzie z miesiąc . . no w ogóle.Ee? .około. wróciłem. Więc powiedziałem flimonowi. .I dosunął tę swoją mordę bliziutko.A kiedy twoi rodzice cię ostatni raz odwiedzili? .Ależ to krasiwo zabrzmiało! to słowo zwolniony. i tagda poniał ja. co je oglądałem po południu. ale pomyślałem.? . że poczułem się tak niedobrze. Wziął się ten koszmar z takiego kawałka sfilmowanego. tylko jakby film pod własną czaszką. o braciszkowie moi. co mi go pokazali już pod koniec jakby wieczornego seansu.odkazał ten Zwolnieniowy . że już rychło będzie ze mnie fajny malczyk.odkazałem.Aha . nie do pojęcia. A teraz kwestia zatrudnienia. to kiedy poszedłem spać. ciągle obszczerzający się. . krzyk. Więc on że recht recht rccht i wziął się ku wyjściu. czy robisz postępy. cały o malczykach z rechotem 51 . że z tym się nie śpieszy. i domyślacie się.Nie chciałbyś mi na odchodnym dołożyć w ryja? .margnął ten członio. ale teraz już ostrożniutko i cała robota sam na samo gwalt i adzinoko. no nie? Jak sobie normalnie wejdę drzwiami i powiem: No proszę.Do twoich . że tylko wtedy.na odchodnym dołożyć w ryja? . znów jako człowiek wolny! Taak. jak on przy wyjściu mało sobie głowy nie odrechotał. . Ale tu pokazał się wdrug oczeń po czudacku. niezgadzanie się i tym podobnież.Aha . Więc prawie miesiąc nie miałem widzenia.No dobrze . Bo drzym czyli koszmar senny to właściwie nie co innego. swobodny. Więc ja grabsko w piąch i łomot w ten ryj. apiać zrobiło mi się tak niedobrze. z wyjątkiem. I natychmiast po tym. I to właśnie było ze mną. Dni odwiedzin były na trochę zawieszone.Po prawdzie ja się nad czymś takim jeszcze nie zastanawiałem i dopiero teraz mi zaświtało. Nie będę więcej polegał na tak zwanych kumplach. żeby też ich ukarać. .

mam dosyć! . co ma ten sklep. żebym nie uciekł. dosyć. widać. a ciało i graby i nogi przymocowane do fotela. wy dziobane skurwle. Zaczęło się od germańskich orłów i od flagi tych Nazi jakby z krzyżem połamanym. Wlekli też cały tłum i mnóstwo wrzeszczących. jak ta borba i zadyma i łomot były u szczytu. byki pyszne i w mordzie nadęte szli po ulicach. I tak. tylko na podkładzie muzycznym. Ja też się dawałem w ten ubaw. całe stakany i dzbany i całe kubły tej krwi. jak ludzi strzelają bach bach i bach pod ścianami. jak bierze łomot i ciut jej upuszczają żeby pociekł ten czerwony czerwony sok. a odziany w sam wierch mody nastolowatej. Ooooch. tak już więcej nic mi się nie przyśniło.Zatrzymajcie to. ślepia wybałuszone mając i tak spięte w powiekach abym wszystko widział. Jeszcze jeden i koniec. bałem się powrócić do mojej własnej uśpionej czaszki. i wsie malczyki obśmiały się ze mnie gromko na balszoj raz i prze i rozgromko. bo nie wytrzymam! . A tu.wykonujących ultra gwałt i ryps wyps na takiej młodej dziuszce. a na boczku trochę bawią się ze starą. żeby dawniej pokazało się użasne. braciszkowie. cały w rechot i jakby wożaty w gangu. proszę was. Tymczasem u mnie du du du i jakby łupanie w głowie i mdłość. i naprawdę wysilałem się rano i wieczór.Dosyć. Co kazali mi siejczas oglądać. jakby mnie trzymało w nim przyklejaszczy. co to za muzyka podłożona trzaska i grzmoci po tej ścieżce dźwiękowej i był to Ludwik Van z finału Piątej Symfonii.i pytałem się ja wyłamać z krzesła i było niemożebne. ażeby zagrywać po ichniemu i siedzieć jak po nastojaszczy horror szoł ułybajuszczy się malczyk do współpracy na tym krześle tortur.Tak było następnego dnia. . w swojej własnej czerwonej czerwonej krwi ciuch mając razrez do imentu i oczeń horror szoł. Dopiero uwrzasnął się ja z 52 . wylazłem z kojki cały roztrzęsiony. A potem. aby przejść korytarzem do starego klo. po czym oficerowie. dosyć! . drzwi zakluczone! I obróciwszy się dopiero zauważyłem kraty w oknach. . .Pierwszorzędnie! . co normalnie chłopaki w szkole tak lubią rysować. Co gorsza. Dalej pokazało się. i jak wlekli to fest nieprzerywno im dawali łomot.krzyczałem. 6 . bracia. sięgnąwszy po ten jakby urynał w małej szafce przy wyrku.wyłem i wciąż wyłem. nic tylko jakby klatki z gołych żeber i nogi jak białe patyki. krzyczącej we krwi. żeby się napić.Świetnie ci to idzie. przez juchę własną. że nie ma już dla mnie ucieczki. I apiać ta stara wojna 1939/45 i film cały w purchle i spęk i podrapany.To nie fer. braciszkowie. Po czym jakby rwać się musiałem abratno do zbudzenia i to przez moją krew. wybladki żeż wy śmierdzące . ale już bałem się łóżka i snu. i ta drewniaczka wrzeszczy. nie było znów takie. że skręcony przez Niemców. a oficerowie prykaz prykaz i te porażające nagie truposze po rynsztokach. ja wniezapno poczuł się jakby mnie sparaliżowało i nic tylko rzygnąć na całość. poniał ja. do rzygania. Aż nagle połapałem się. ale żadnego dźwięku. jak oni wyświetlali wciąż na ekranie te wredne kawałki ultra gwałtu. Chciało mnie się zwymiotować. wszystko dużo gorsze jak wczoraj. i ta niewynosimo drapiąca suchość w pysku. nic tylko pył i dziury od bomb i rozwalone budynki. aż tu znalazłem się w łóżku w tej sypialce.darł się doktor Brodzki. Niezadługo pokazało się. Jednak po chwili jak padłem ba bach w kimono. nic takiego. . trzech albo czterech bojków normalnie robi w sklepie zachwat i zgarnia do karmanów kasabubu. że po prawdzie wcale nie chce mi się haftować.

Co w takim razie? I tagda poniał ja. to stali przede mną Brodzki i doktor Branom też i doktor Brodzki się mnie zapytał.Więc pomagierzy wzięli się do roboty i za chwilę łykałem już kubły i kubły tej wachy. . co się dzieje? Powiedz mi. Może tu pojawia się element kary. . jakby się zadumawszy. . Wiesz coś o jej pochodzeniu.odparłem.jak myślisz. .No więc .ta mowa plemienna.Słusznie .Tu po nastojaszczy zemdliło mnie i raz dwa musieli przynieść taką miskę jak nerka. a grabież jest aspektem gwałtu. Wszystko. Branom? .Dobrze.Że tak używacie Ludwika Van. On nikogo nie skrzywdził. A co ty o tym sądzisz. Naczelnik powinien się ucieszyć. Więcej mi tego nie zrobicie.ryknąłem. Propaganda. Ale jak światła się zapaliły. co wy robicie! . że nie jesteś pozbawiony gustu. Pisał ten Beethoven muzykę i nic więcej. Proszę. Tylko chory na tę przemoc i gwałt. . że czujesz się tak niedobrze? .Osobliwa . . abyś nie 53 .rozkazał doktor Brodzki. wy skurwle. Otóż .noo. Ale był to straszliwy dzień.Więc do ciebie muzyka przemawia. Ale szajsowata brudna kurewska sztuczka. To tylko do mierzenia reakcji. . choć już mały kusoczek łuczsze. Zdaje się.uciął Brodzki. nie odkazałem i wciąż niedobrze się czułem.rzekł doktor Brodzki jakby ułybajac się . że nie będę tego czuł. .Że mnie rwie? . że teraz właśnie zgłosiłeś swe zastrzerzenia . one są dla zboczeńców.Aaa . Najstarsza metoda wychowawcza świata. Więc żeby nie było niejasności.Tak od razu nie zatrzymali. dobrze. co my z tobą robimy? .Muzyka .Każdy to zabija. o braciszkowie. No no. .rzekł doktor Branom.odrzekłem.odkazał mi doktor Brodzki. co za idiocki durak ze mnie.Ani słowa.wrzasnąłem . jak sądzisz. . Jest mi niedobrze.Cieszę się.Dość.to nie po kablach. to barachło w mojej baszce i płyci. braciszkowie. dość! To śmiertelny grzech. co się do ciebie podłącza. teraz to jasne.jęknąłem .odezwał się doktor Brodzki . wy zafajdane hadkie i odrażające wy skurwysyńce. Ale po prawdzie chyba nie od filmów tak mi się robi. .o God Gospod. że od tych zastrzyków co dziab w grabę. Branom? .objaśnił doktor Branom. Nie ma nic wspólnego z tym. ot co jest.Odwiązać go .Szczątki rymującego się slangu . jak mi przestaniecie pokazywać te filmy.Że tak . oczywiście. to zbrodnia.znów ich pod mur i rozstrzał później stara flaga tych Nazi no i KONIEC. jakby niecierpliwy i już nie ciekaw reszty.Skojarzenie. Ale wyczuwam.rzekł doktor Brodzki. dopiero teraz uświadomić sobie. Infiltracja subliminalna.uma szedłszy: .O co chodzi z tym grzechem? .zagaił apiać do mnie . Ja się na niej wcale nie rozumiem. już nie wyglądający tak po drużeski. A doktor Brodzki powiedział: . Ale po większej części rdzenie lub zapożyczenia rosyjskie. . . jak mówi poeta uwięziony. . .Dajcie mu karafkę wody z lodu.przemówił doktor Brodzki. kiedy patrzę na te wasze brudne filmy.Pić . A naprawdę co powoduje.Stać! . . co? Gwałt i grabież. Ten specyfik Ludovycka możemy ci wprowadzać w dowolny sposób.Wyglądasz mi na dość inteligentnego młodzieńca. . co ukochał.Ta szajsowata chujnia. Ale zastrzyk podskórny się najlepiej sprawdza. aż mnie skręcało. Na przykład doustnie. co wiem o niej. . . . bo zostało jeszcze parę minut . Wsio taki zdradziecki podstęp i tyle. to że dobrze wzmaga emocje.Coś niecoś z blatu przestępczego.Nie ma na to rady .jak ludzie złomotani oblewają się krwią . .Żebym się czuł niedobrze. dobrze . czując się jak w niebie.

A poterm dodawszy: . albo roześmiawszy się Japonce hi hi hi przy torturach. czego dotąd nie byłem świadom. To nic nie da. Ale jak czwartego dnia po tym bałachu z doktorami Brodzkim i Branomem zjawiła się fifka z igłą. . szły filmy jakby takie same. Niedługo będzie po wszystkim. że naprawdę poczułem jak mnie dziargnęła. Dzień w dzień to samo.Wy brudne wybladki . . ty! . bo każde wpychle na ziemi ma prawo do życia i do szczęścia i bez tego żeby mu dawać łomot i uch buch i nożem go. że strzykawka poleciała dźwięk brzdęk na podłogę.proszę państwa . mój chłopcze. Niech już będzie. I tak sobie z nami nie poradzisz.Na co doktor Brodzki wziął i obśmial się długo i hucznie. F. Ty sam dokonałeś wyboru. Po czym doktor Brodzki powiedział: . co słuszne. Bo to jest przeciw społeczeństwu i niesłuszne. Aby luknąć i przekonać się. I złachanego znów powieźli mnie. to nie! .albo coś podobnego. Chwała Bogu. O nie.Nie mam zgryzu o ultra gwałt i cały ten szajs. Ale z muzyką to nie fer. ty pętaku. Dopiero kiedy twój organizm będzie należycie i gwałtownie reagować na gwałt. panie doktorze. jak słyszę takie cudo cudo jak Ludwik Van i G. Wiele się doprawdy nauczyłem.Widzę i zgadzam się.widzę że to jest niesłuszne. chłopcze. ale tak wrednie. Dostałem od panów lekcje.Ściśle rozgraniczyć to zawsze trudno.choćby i muzyka. że udało się mnie wyleczyć. że całe to zrażanie się i ultra gwałt. bez naszej pomocy i bez środków leczniczych.Oto herezja tych czasów rozumu . ale robię to. Udowodniliście mi. Świat jest nierozłącznie jeden i życie też jedno. Ale pociesz się. och.i raz ją po łapie. Nie wszystko poniał ja z tego bałachu. i ubijstwo pokazuje się złe złe i gorzej jak złe. No i zrobili: w try miga wezwali czterech czy pięciu takich po nastojaszczy wielkich unter łamignatów na biało i ci mnie fest przydzierżali na wyrku. ładując mi przy tym łup i stuk z mordami obszczerzonymi na balszoj tuż przy mojej.Ty zły niegrzeczny diable.Nie jesteś jeszcze wyleczony. o braciszkowie. nic tylko stuk łomot z piąchy z buta i ta czerwo czerwona jucha lejąca się z ryja z płyci z bebechu i bryzg bryzg w obiektyw. nie. albo ci Nazi okrutne 54 . Jak gdyby od początku świata do końca świata. co niesłuszne.Kiedy.choćby akt miłosny . pokazawszy w rozbłysk wsie swoje białe kafle. i rzekł: . Żeby mi szło na wymiot. Dużo pozostało do zrobienia. będziesz musiał nam to pozostawić. bardzo wiele.i drugą strzykawką dziab i psiuk mnie w łapsko. Teraz już widzę. . oż wy w mordę dziobate. dopiero wtedy Aja na to: .I podniosłem tak świętojebliwie patrzałki na sufit. Niecałe dwa tygodnie. ja . Najsłodsze i najbardziej rozkoszne czynności też zawierają w sobie pewną dozę gwałtu . . to jakby wiek cały. Już za niecałe dwa tygodnie będziesz człowiekiem wolnym. skazałem ja: . jak na węża jadowitego. po czym ta fifa pielęgniarka rzekła: .Chytrze. Wsio taki wy jesteście szmucyk złe i wredne skurwle i ja nigdy wam tego nie przebaczę. Ale obaj weteryniarze tylko potrząchnęli baszkami tak jakby ze smutkiem i doktor Brodzki powiedział: . .Już nie trzeba tego dalej ciągnąć. Codziennie.próbował z nim walczyć. I poklepał mnie w pleczo.Nie! co to. Przeważnie malczyki obszczcrzonc w uśmiech i w rechot. . zacząłem ciut niemnożko z innego tonu. Handel czy inni. i łomot. Obaj się jakby na oko zadumali. O braciszkowie i przyjaciele moi. w ten dziob jego mać kinoteatr cholerny. Z tym porównawszy niczym byłoby odsiedzieć całe czternaście lat w Państwowej Wupie. jak to ja. ubrane w co najmodniejszy ciuch po seksolacku. co zrobią. więc odkazałem: .rzekłem. Musisz ponieść to ryzyko. panie doktorze. jak zwykle. ciut mało nie mizglący.

Wlazł nareszcie jakiś pomagier w białym i powiada: . co mi przedtem od baszki szły i od całej płyci. aż do izby tortur na horror. abym się czuł na wymiot i pić i cały w bólach. żebym nie przepuścił ani jednej sztuczki z tego. gdybym się stąd zaraz wydostał? Ale nie miałem broni. to że dotarło do mnie że i to jest gwałt jakby identiko z gwałtem na filmach i tyle. a ona nie przyszła. aby strzykać we mnie ten szajs Ludovycka i co. Aż jednego ranka spróbowałem tych skurwli zażyć łup łup łupawszy łbem o ścianę. braciszkowie. niby takie błogosławione ciur ciur i srebrzyste kropelki rosy. co musiałem widzieć. Apiać ten stary ultra gwałt i kuku. tak że raz na zawsze i nawsiegda będzie mi niedobrze. bo jak zwykle. te jakby osobiste figle na złość i razdraz.Tak. niby tak im zależało.I znów miałem to wszystko wyraźnie przed oczyma.Ale .odkazał mi jakby ułybając się.kopacze i rozwalacze.zaganiając do takich komór. Wycierpiał ja do szczytu i dużo więcej się nie da. zjadłszy na kolację tłusty i gęsty barani gulasz i paja owocowego i lody.pytam.czy to mużyk. i te szare jakby inostranne ulice pełne czołgów i mundurów i jak zmiatają trrach ra rach ogniem z wintowek i tłum ludzi wali się. jak zobaczę byle co w ultra gwałt i kuku. Już nawierno idzie do końca. Aż usto mi się zrobiło w prostokąt i bu hu huuu. tygrysku. ten szajs Ludovycka był jak taka szczepionka i teraz już miałem go we krwi.Na amen i raz na zawsze. A później te łagry i Żydzi. ale tych drutów i kabli. a dwa 55 . te psiochy rozdzierane w tam i nazad ociekające krwią i z wrzaskiem o litość. Co w takoj raz może mi to sprawiać. ale co zdziałałem.Niu niu. damy ci się przespacerować. . nie patrz taki zdziwiony. . o braciszkowie i jedyni drużkowie moi. Brzytwy mi nie pozwolono. które oglądam? Tylko że natyrlik. bracia. kiedy przyjdzie ta fifa ze strzykawką. .mówię .Spacerować? . bo i zdumiony.To dzisiaj. i dostałem takiej przydumki: Kur kur kur kurwa. Przejdziesz się do kina. to już nie było. rzecz jasna. Już nie ładujecie mi w bolesną grabę tego szajsu rzygotliwego? . o braciszkowie. przyjacielu. Znów przyszło mi się bu-hu-huuu i ci doskoczyli raz dwa obcierać mi te łzy. małysze. powieki miałem podciągnięte a giry i wszystko przymocowane do fotela. Ale te skurwle wybladki w białych lejbach od razu do mnie z tasztukami i obierać te łzy. no i łzy mi ciut zamazały to. Odtąd już sobie radzisz sam.gdzie ten kurwa mój zastrzyk poranny? . czy psiocha. ze mną. Już nie będą cię taszczyć na wózku. No jazda.Więc musiałem założyć podom i tufle i przejść korytarzem w kinoteatr. o bracia moi. żebym stracił przytomność. I czekał i czekał ja. gdzie wszyscy oni wykitują od gazu trującego. jak nie filmy. mówili. co drugi dzień golił mnie tłusty łysoń jeszcze do śniadania i w łóżku. tylko że kazali mi patrzeć. I każdego dnia to uczucie jakbyś zaraz miał zdechnąć tak rwie na wymiot i łeb i zęby rozbolawszy i chce się pić użas! użas! i coraz gorzej. . . że mi tak robi. co mi tu pokazują. Straszny to był dzień i użasny.A dokąd? . tych Szkopów. Idziesz i w ogóle. dziulki czy rybionków . jak gdyby zbiorowa odmiana tego samego. tak. no cio tak płaku płaku! . Leżałem tej nocy sam na wyrku. Ale będziesz nadal przypięty i zmuszony do przyglądania się.W to samo miejsce odbałaknął. Aż jednego ranka zbudziwszy się i głotnąwszy na zawtrak jajka i tosta z dżemem i oczcń gorący czaj z mlekiem podumałem ja: Chyba to już niedługo. czuł się ja nie tylko strasznie. może miałbym jeszcze ostatnią szansę. Ale na ten raz. jak szturgają zapłakanych i błagających o litość Żydów . bojku. przygadując: . że się uszarpawszy dostałem zastrzyk i normalnie odwieźli mnie tam jak zawsze. . Ale na ten raz nie miałem na kogo zdrucić.Bo naisto byłem porażony. te wpychle co się im rozłupuje baszki.Koniec z tym .

i był ze mnie najwyżej cień tego co za dawnych czasów. można powiedzieć.Na pomoc. Taak.obszczerzył się jadowicie. Doktora doktora. 7 Nie dowierzałem.burknął ten flimon i ku mojej radości. zanim się ktoś pokazał. . prędko.Och. Tylko marzę o tym. że jestem prawie od zawsze w tym zafajdanym lochu i że prawie zawsze już tam będę. A później ten flimon w białym.I otrzepawszy sobie łapy szt szt jedna o drugą wyszedł.za wyciągnięcie mnie z łóżka. bracia. co mi przynosił żarcie i niby doprowadzał mnie na te codzienne męczarnie. wyleź z tego wyrka i przyłóż mi. przyczaiwszy się za drzwiami. ale tak fest i na całość. . wyrka i do drzwi. to przed koszmarnym a niesłusznym poczuciem. i zamachnąwszy się prawą dogitarzył mi z piąchy. Ledwie się dokarabkałem potykając do łóżka z tym argh argh argh i ten członio. to kto wie! a nuż bym nadstawił drugi policzek.To znów lekcja. aż uchnęło. koleżko. żebyś to zrobił. gdy pchnął je na roścież i zaskoczony rozglądnął się za mną w świetle z korytarza. I zamachnął się ja z obu piach. Błagam. Wydawało się. . och. Pazury na grabach mi obcięli i tak spiłowali króciutko. poniał odliczno.skazali mi wdrug nieożydno . czy jestem grzeczny malczyk i nie gwałtowny. Oooooch. chociaż osłabili mnie.Zapalenie wypicrdka . aby mu fest przyłożyć w kark i w ten moment. to właśnie w ten moment rzuciła mi się mdłość do gardła.Po czym odkluk odkluk i powiało słodko zapowiedzią mojej wolności. w sam środek ryła. naprawdę chcę.Ty bydlaku .Zdarłem se gardło na sucho i chrypło. . jakby fala buchnęła i taki strach poczułem okropny. jakby z góry widząc go jak się wali sieknąwszy i aut aut aut i poczuwszy jak ta radocha mi buch i do góry w kiszkach. A ja przed czym o braciszkowie uciekać raz dwa musiałem w sen. usłyszałem brzęk brzęk jego kluczy. malutki nasz drużku. Ale i tak pozostałem bystry w ataku. jakby pokazując na wolność. że lepiej wziąć po mordzie niż dać.Jutro . tak mi niedobrze. . .wychodzisz stąd. o braciszkowie. Wreszcie usłyszałem kroki na korytarzu i jakby mamrotanie i rozpoznałem głos tego w białym kitlu. co ja wymyśliłem. ty pętaku ze śmietnika wyjęty. I on wyburczal: . co 56 . żebym nawet nie mógł zadrapać. całkiem oklapłego i lejącego się.Ty gnojku. doktora. A to były wsio taki dwa tygodnie i właśnie mi powiedzieli.Co jest? O co się rozchodzi? Co tam w środku znów kombinujesz za łajdactwo? . że ciut nie tyle minęło. . Och.I zrobili ten stary kciuk. . no i wziąłem się łomotać w nie fest horror szoł piąchą po nastojaszczy i wykrzykiwać: .jęknąłem. bo umrę. na wolności. to leżeć i szlochać bu hu huuu. uczy się całe życie.łamignaty w białych płaszczach stały i uważały. bracia. jak Boga kocham.Jeżeli coś kombinujesz.A ja wszystko co mogłem zrobić. . Gdyby ten mużyk dłużej został. na pomoc. to ja z kolegami zapewnimy ci nieustanny kop i łomot przez całą noc. umieram. aut aut aut i raus. w podomie już a nie w białym kitlu. Już widziałem go. .I przypodniósł mnie za przód piżamy pod szyją. Daj mi w mordę. bo tak do mnie bałaknął: .To powiedział . . Chrup chrup zrobił klucz w zamku. chłopczyno. Chyba to zapalenie wyrostka. boli mnie tak niewynosimo w boku. Na pomoc. Och. jak mi powiedzieli. no nie? Człowiek. To powstał ja z. umieram . przysięgam. . No chodź. że jakbym za chwilę zdechł.

To dzień twego zwolnienia . tak że po chwili oba światła zlały się w jedną kałużę. braciszku. tylko w garnitur oderżnięci tak szczytowo.Za co mi to robisz? W życiu nie zrobiłem ci nie złego. Więzienie mu wpoiło ten fałszywy uśmieszek. Jutro wypuścimy go bez obawy z powrotem na świat.Ej. Podlazł do mnie i światło razem z nim. Ten drewniak powiada: 57 . nie będący pod wpływem żadnych środków farmakologicznych ani hipnozy. Ciut odurzony tym całym gadaniem próbowałem sobie ułożyć w mózgu. ale ten pomagier w białym tylko się jakby obszczerzył i nic nie odezwał. Ale dość tych słów. Reszty nie znałem. a wszystko świeżutkie i ślicznie uprane. w porównaniu z tym niebezpiecznym łotrzykiem. proszę państwa. chłopca tak wzorowego. wyczyszczone. gdzie ujrzałem nawet znajome lica. co jej używałem w dawnych. Co ja mówię: nie zmienił się? Ależ tak. Teraz pokażemy już państwu sam obiekt. A gdzie tam. jeden z nich wprost na Cierpiącego i Pokornego Autora Tych Słów. Ażem się na to umarszczył ze zdziwienia. Jest on. o braciszkowie. Lat może trzydzieści. Posłyszałem chichot i jak z widzów paru tak horror szoł po nastojaszczy obśmiało się ho ho ho. Ty się nigdy nie myjesz? . jakby gałką na radiu. W drugi krąg światła wstąpił duży gromadny bych. Tego ranka mi oddali starą koszulę i bieliznę i wszystek ciuch z tamtej nocy. a potem za lewe ucho i zakręcił. jak to zwykle. czyje do góry podsunęli. no. na prawą nogę i prztyka w kluf paznokciami. do kina w piżamie i tuflach i w podomie na wierzchu. i mój but w sam raz horror szoł do kopania. jak widać. naprawdę wspaniały. że wszystko to niby o mnie. życzliwego i skłonnego do uczynności. których nie miał. ale nie w białych fartuchach. Połuczyłem daże moją brzytew ulubioną do grdyk. Jakaż to zmiana. ubierając się. Mnie kluf i obie stopy i ucho rozbolały jak z uma szedłszy i tak odezwałem się: . Pokażemy więc fakty. Ryja miał jakby z sadła i wąsisko. śmierdęga! Fu.Aha. może czterdzieści a może pięćdziesiąt. aż mnie zabolało jak diabli i łzy mi pociekły.i obszczerzył się jechidno w gromkim uśmiechu. jak to się odziewają doktorzy tak ważni. Doprowadził mnie nawet grzecznie w to samo miejsce. chytry i usłużny grymas lizusa. Potem światła zgasły i z otworów projekcyjnych zaświeciły jakby dwa punktowce. Doktor Branom stal sobie i tyle. Przed ekranem powiesili zasłony i nie było matowego szkła naprzeciwko pod otworami do projekcji. I zagabnąl mnie tak oczeń jechidno: . Na mój widok powiedział: . Wpoiło mu inne jeszcze nałogi. jak tylko życzylibyście sobie spotkać w majowy poranek. A tam skąd rozdawało się kaszlu kaszlu i jakby ruszały się cienie ludzkie. Spodziewałem się. staruch i tyle. Był sam Naczalnik Wupy i ten świętojebliwy kapłon (co go nazywali bogusław) i Najgłówniejszy Ciurmak i ten ważniak elegant. pełnosprawny i nieźle odżywiony. którego w życiu nie widziałem. szczęśliwych czasach do figlów i do zrażania się.mi przydziarmażył i krugom nosił mi tace z piszczą i jakby doprowadzał na te codzienne męki. ale tam się nużo zmieniło.I jakby zatańczywszy nadepnął mi na lewą.Ale czeka cię jeszcze jeden dzień. rajtki z odlewką i pidżak. Byli też doktor Brodzki i doktor Branom. onże Minister Spraw Wewnętrznych czy Niewdzięcznych. którego władze jakieś dwa lata temu skazały na bezowocną karę i który po dwóch latach się wcale nie zmienił. proszę państwa. i pogłębiło już dawniej praktykowane. odprasowane. Przybył tu wprost po przespanej nocy i dobrym śniadaniu. ty. że tego ranka znów pójdę. że by chcieli ubrać się w sam wierch mody. czy na bok jak żaluzje albo firanki. obłudne zacieranie rączek. a doktor Brodzki też stojąc wygłaszał do zebranych taki dokład jakby belferski. teraz pokazała się w głąb widownia z krzesłami. Proszę się uważnie przyglądać. i takie pasemka włosów przylepione do prawie łysej baszki. ale od ciebie jedzie. nie wiem. Głośniej przemawia język faktów. wziął dorzucił: .

. jak państwo widzicie.Tagda poniał ja. tylko zaszuraj.Wetknij se te zafajdane kubany. obiekt musi błyskawicznie przestawić swój odruch na jego diametralne przeciwieństwo. czy nie mam rakotworów albo monalizy i nic. no. że muszę rychło co rychlej zmienić to.I ten francowaty członio jakby ukłonił się i precz wytańczył jak aktor. I zrobiłem to: i przeżył po nastojaszczy zaskoczenie.Uaa uaa.zahurgotało niskie a bogato ustawione głosiszcze. Ich nieszczerość rzuca się w oczy. A ja ciągnę. Bu hu huuu. to aż nadto wystarczy.A ten mi z gruba odkazał.masz tu jeszcze! . Nie zażyjesz mnie. Taki mały prezencik. ledwie moja graba sięgnęła do wewnętrznej kieszeni po brzytew.A ten dalej posuwa: . bracie.Bo ja czniam na takich. już całkiem w rozpaczy. byle powstrzymać te już już idące bóle i mdłości: .a tego nie lubisz? . . paradoksalnie. i zobaczyłem. ale obawiam się że nie mam.Nasz obiekt. No to uwidziało mi się. wierzcie mi albo całujta mnie w rzopsko. żebym coś dla ciebie zrobił. już klękam i będę je lizał. . więc dałem mu rękę. Ale ja zobaczywszy go na podłodze już poczułem ten ogarniający mnie koszmar.Dobrze. nie znalazłem. ty chamski łbie z robakami. Czy są pytania? . szczurzącego się w blasku i z buźką w prostokąt do bu-hu-hu.i tak! . Ażeby mu zapobiec. aby się wystawić jak najprzyjebniej temu flimonowi. .I ciągle macawszy się po karmanach znalazłem jedynie tę moją kosę do grdyk.I znów tym zrogowaciałym grubym pazurem prztyk prztyk i prztyk w mój obolawszy kluf: i wzerwał się oczeń gromki śmiech jak gdyby radości z tych ciemnych miejsc. .Dałbym ci papierosa.i apiać mi buciorem dup! w prawą stopę. . a cała ta parszywa widownia ryknęła śmiechem.W kwestii wyboru . że muszę w try miga wysmyknąć brzytew. kiedy tak wykopyrtnął się bach trach i łubudu. że nie ściągnę jeszcze bólów i mdłości. A ten skurwel wziął i nie za mocno kopnął mnie w usto. i z mety za tym obrazkiem już natyrlik dawaj ta mdłość i suchość i boleści. aby prędzej się pozbierał i on się podniósł. wyje o litość i czerwo czerwona jucha cieknie mu z ryja. zanim ta koszmarna mdłość na ubijstwo buchnie i przemieni uciechę walki w poczucie. aby przechwycić. . co się przydziera do mnie i dosadza i krzywdzi. co mnie oskorbił.Coś muszę dla pana zrobić. To nasz kapłon więzienny. On w istocie nie ma wyboru. to zacznij. zafajdanych buciorów. prawda? Instynkt samozachowawczy i lęk przed cierpieniem fizycznym zmuszają go do tych groteskowych poniżeń. że zdechnę. o braciszkowie. daj mi.i prztyk prztyk mnie w nocha . jak tylko fest go złapię grabami za kostki no i pizgnę skurwla na podłogę. Nestety. że ulega przymusowi zła. Nie jest już złoczyńcą. ty mały skurwiołku. kiedy wkluczył się doktor Brodzki: .A tak . Może buty oczyścić? Proszę. o braciszkowie. jak oczyma duszy ujrzałem. ulega przymusowi dobra przez to. upadłem na kolana i na kilometr wywiesiłem to czerwone chlipadło i już mało nie wylizawszy ja mu tych brudnych. . Więc ja znowu: .I łup mnie po łapsku i brzytew upadła na podłogę. A jak ci się nie podoba. . Proszę to wziąć. a światła zapaliły się na mnie. I nie jest również istotą zdolną do moralnego wyboru. 58 . Więc mówię cały już mizglący i płaksiwie: .Proszę. jak ten grzdyl.I braciszkowie moi. Właśnie chciał mi przyładować fest i po nastojaszczy w ryja. błagam. co czuję do tego dziobanego mudaka. więc dobyłem ją i wręczam temu dziarmadze i mówię do niego: Proszę to wziąć. Intencja zadania gwałtu natychmiast łączy się z przemożnymi doznaniami fizycznego dyskomfortu. Doktor Brodzki zwrócił się do widowni: . To się popłacz.znów zakręcił o mało nie naderwawszy za bolące ucho . więc pomacawszy się w karmanach. ..

a pomimo to liczko miała słodziutkie w ułybce i młodziutkie.Nie masz się co uskarżać. o braciszkowie. a tu raz i jak mnie strzeli ta mdłość.wciął się ten wysoki elegancki Minister .To subtelności . a ja tylko stałem.I to wykrzykując.znów dałem 59 . Teraz obejrzymy sobie w działaniu pewien styl miłości. braciszkowie. żeby ten brud i fekał nie tknął twych nóżek.A ja! ja! ja! A co ze inną? Co ja tutaj mam do roboly? Czy jestem za jakieś zwierzę albo psa? . Potem znowu rozpętała się gromka kłótnia i słyszałem. jak gdyby ten jakby milicjant kurwa co kapował zza rogu i teraz dawaj łaps i za frak. sam to wybrałeś. Dokonałeś wyboru i wszystko to jest konsekwencją twego wyboru. A jak do tego zajechało mnie tym wunder bar zapaszkiem jej perfum i zachciało mi się tej przydumki że uch i rujka stójka mi pod górę w kiszkach. to już wiedziałem. . czułem. Wreszcie jeden bardzo chudoszczawy i stary chryk w typie profesora dźwignął się.O najpiękniejsza. .Mam być jak ta mechaniczna pomarańcza? . Po czym doktor Brodzki wkluczył się z ułybką na całej mordzie: . co błysnęło mi w łebku. że nie zajdzie tak wysoko w dziedzinie Religii Penitencjarnej jak się spodziewał. który uważano za wymarły już od średniowiecza. uświadczyć. Gdyby teraz lał deszcz i ziemia była jakby szajsowata. jaką raz w życiu może spodziewalibyście się. braciszkowie. że ci tylko stękało w kiszkach.walką z koszmarnym przeludnieniem więzień. To ich czegoś przymknęło na kilka minut. a szyję miał całą jak ukręconą z kabli doprowadzających siłę od głowy do ciała. to że ruchnąłbym ją zaraz tu na podłogę i normalnie ryps wyps ryps wyps ją dziko w międzynoże i po nastojaszczy.Brawo . . co jakby nieproszone tak mi przyszły do głowy. o braciszkowie moi. A na to więzienny kapłon wykrzyknął: . że ta mdłość jakby się cofa. Więc uwrzasnął się ja: .I dało się widzieć.tak jakby uśmiechnął się doktor Brodzki. że poruszono tu zagadnienie miłości. z lekka bokiem się podawszy. co sprawiło. i pierwsze. daj mi rzucić jakby to moje serce do twych stóp i żebyś je podeptała. i tak przemówił: . że użyłem tych słów. Grudziątka miała takie po nastojaszczy horror szoł i jakby sawsiem widoczne.Cieszę się. jeden skierowany na Waszego Udręczonego Nieszczęśnika i Opowiadającego To Przyjaciela. że niby Doskonała Miłość Usuwa Bojaźń i cały ten szajs i kochajmysie. aż u wrzasnąłem się: .Jak również .Pozwól mi .Nas tu nie interesują motywacje ani wyższa etyka. chłopcze. My się zajmujemy tylko eliminacją przestępstw. Jakbym tu miał róży kwiat.Chciałbym w to wierzyć! . w drugi zaś wkolysala się falą czy wężem. krugom na skrzyku: .Po czym światła przygasły i znów się zapaliły punktowe reflektory.. jakby sawsiem zapomniany przez tych na nic niepomnych bladych synów.odezwał się ktoś. Więc ja głośniej uwrzasnąłem się. tak się jej z plecza obs obs obsuwała ta jubka. . Cokolwiek z tego wyniknie. .To ich ruszyło i zaczęli pyskować po nastojaszczy gromko i pizgać we mnie słowami. . że muszę w try miga przydumać. posłałbym ci wszystek mój ciuch pod stopami. Nogi jak sam God Gospod aż w Niebiosach i tak szła. panowie.Nie wiem. krasna ty i przekrasna. jak Naczalnik wbija mu spojrzenie jakby znaczące. Nastąpiło mnóstwo bałachu i spierania się. zanim cała boleść i suchość i okrutna mdłość pierdykną mnie tak horror szoł i po nastojaszczy. jak furczy w po wietrzu słowo Miłość i jak sam bogusław drze się nie gorzej od innych. takie jakby niewinne. bym ci go dał. I podeszła do mnie z tym światłem. jakby w takim krążku światłości Boskiej i z nią cały ten szajs i zagwiaździocha. jak tu o niej pomyśleć inaczej. najprześliczniejsza młoda dziuszka.

żeby mnie wyszturgać na wolność.Najważniejsze .To co teraz. Niechaj nas Bóg ma w opiece.właśnie taki! gotów nadstawić drugiego policzka! raczej da się ukrzyżować niżby sam kogoś ukrzyżował i do głębi serca się wstrząśnie na myśl choćby o zabiciu muchy. ha? Takie pytanie zadawałem sobie. zbudzili mnie i każą wstawać jazda wynocha i damoj w dom. . Reszta poprzedniego dnia była dopiero męcząca. . ale na każdym kroku były takie 60 . tak mi się wydało. jak się łamię i czołgam wobec ultra gwałtu i całe to upudlenie i niełowki szajs. Ta Wupa znajdowała się w bardzo ponurej dzielnicy. tak śpieszyli się wszyscy. o braciszkowie.powiedział jakby wzdychnął kapłon więzienny . Nareszcie ruchnąłem w łóżko i od razu. w pokłon i tak jakby szurgając. A on: .Tu wpadło mi nareszcie to właściwe i padchadziaszcze słowo i zrazu poczuł się ja łuczsze.I rzeczywiście. o braciszkowie moi. jak wymówiłem: . . Za moment poczułem się durno i po szutniacku.się w skrzyk .i apiać buch na te stare kolana. z małą sumką w ręku zawierającą te parę rzeczy osobistych i z paroma golcami w karmanie. Z tych drewniaków na widowni to niektórym ślepia o mało nie wylazły.że to się sprawdza. bracia. ale odepchnąłem te mdłość pomyślawszy. Tylko czaju stakanczyk mi się udało głotnąć. jak tę muchę karmi się kusoczkami cukru i dba się o nią jakby o czyjegoś tiu tiu dziobanego zwierzaka i cały ten szajs. .sprawdza się. ubrany w moje dawniejsze ciuchy sprzed dwóch lat w tym szarym blasku poranka.O tak . te wywiady kręcone na taśmę dla dziennika ti wi. ojni tu już nie chcą dłużej oglądać Piszącego Te Słowa nigdy za nic nikagda. No i stoję tak wczesnym rankiem z paroma golcami monalizy w lewym karmanie. stojąc przed tym biatym budynkiem jakby przylepionym do starej Wupy. nic tego dnia rano nie zjadłszy. ażebym miał za co wstąpić na nową drogę życia.Pozwól mi być twym do śmierci wiernym rycerzem! . Część trzecia l . ha? Zjeść może gdzieś jakiś zawtrak. jakby to znów była taka zgrywa.wykrzyknął doktor Brodzki .To co teraz. które zafajdana Władza podarowała mi w szczodrości swojej. co mi je krugom cykali błysk błysk błysk no i te pokazy. następnego ranka.odezwał się gromko Minister Spraw Niewdzięcznych . . tak po brudacku i obleśnie ślinili się do tej dziuszki.Resocjalizacja! zakrzyknął. mnie zrazu podumawszy o zabijaniu muchy poczuło się niemnożko mdłości. bo ta dziobka ukłoniła się widowni z uśmiechem i jakby wytańcowała precz i ciut oklasków i światła się zapaliły.Istna radość u Aniołów Bożych. pobrzękuje nimi i zastanawiam się: . .Będzie z niego dobry chrześcijanin! .cię ubóstwiać i być dla ciebie jakby za pomagiera i zastupnika na tym złym i jakże okrutnym świecie. o braciszkowie moi. zdjęcia. pomyślałem. bo jak to powiedział.

chap i wołk wołk wołk i drą się o jeszcze. że wzrósł eksport i taka horror szoł polityka zagraniczna i świadczenia społeczne poprawiły się na balszoj i cały ten szajs. i niektórzy z tych ciamkających próbowali ją chapnąć za coś wydając hu hu hu! a ona he he he! aż mi się zbierało na wymiot. o które się mogę starać. . czego ten Rząd nie zrobił. karzełek (znaczy się karypel) sprzedający poranne gazety. co się dzieje na świecie. jak te wilki żarłoczne. więc trafiłem do jednej. I zaraz się wyciągnę na moim wyrku. tylko do domu i radosna niespodzianka dla facia i macioszki: ich jedyny syn i spadkobierca powraca na łono rodziny. bo na pierwszej stronie żadnych nowin poza tym. Ten żurnał to była jakby szmata rządowa. i podzwonił w mojej sprawie do różnych tam. i włamywaczy i cały ten szajs. przestrzegający prawa. Wygląd miałem oczeń ponury i spuknięty. Ale poprosiłem o tosta dżem i czaj bardzo grzecznie tym wytwornym głosem i usiadłem w ciemnym kąciku. że należy się przygotowić do skoku z powrotem w normalne życie zobaczywszy. to tym. ale to przez te flesze krugom błysk błysk i pyk pyk pyk. o braciszkowie. że niby wsie wpychle i każden musi postarać się. Ale czym Rząd się najbardziej chełpił. wyleczony ze zbrodniczych skłonności przez dwa ubiegłe tygodnie i już wzorowy. To zaciekawiło tak więcej niemnożko Niżej Podpisanego. w izbuszce mojej małej ujutnej i posłucham sobie jakiejś muzyki co najfajniejszej i od razu przy tym pogłówkuję. ale żeby tak zaraz pracolić jak rabotny króliczek. to jeszcze nie dla 61 . wszedł jakiś malutki członio. ażeby to zjeść i wypić. które widno mają być za kilka tygodni. a w niej mnogo porannych rabitnyków siorbiących czaj i żwykających te aż strach popatrzeć kiełbaski i pajdy chleba. A pod moim foto napisano.Spraw Niewdzięcznych czy też Wewnętrznych. z jedną żarówką na suficie tak upstrzoną przez muchy. za to z wielkimi grudziskami. jak według nich na ulicach za ostatnie sześć miesięcy zrobiło się dużo bezpieczniej dla milujacych-pokój-szwendających-się-po-nocy zwyczajnych ludków.To co teraz. jak to spodziewa się że teraz przyjdzie fajna przewoschodna i wolna od zbrodni epoka w której nie będziemy się już bać tchórzliwych napaści ze strony młodych zwyrodnialców i chuliganów. nie. Więc kupiłem żurnał z tą myślą. tak że przynajmniej ciut pokrył te ślady od rozchlapanego czaju i nacharkane spluwki obrzydliwe tych brudnych zwierzaków łażących do tej kafejki. aby dotychczasowy Rząd apiać znalazł się u koryta w zbliżających się Powszechnych Wyborach Narodowych. o braciszkowie. o braciszkowie. I apiać foto jakiegoś mużyka . że to nikt inny tylko ja ja ja.wydał mi się znajomy . pokręcony i brudny typ zwyrodnialca w grubych pinglach w stalowej oprawce z drutu. i zboczeńców. braciszkowie. dobry obywatel i cały ten szajs. co teraz będę robił w życiu. że on się przechwalił.a to był ten Minister . za ostatni rok czy tak około. Kiedy ja się tym zajmowałem. Aż wydałem: aaaaargh! i pizgnąłem ten żurnał o podłogę. Bardzo się jeden z drugim chwalbisz nadymał w tym bałachu. Zafajdana to była śmierdęga. o braciszkowie. Obok znalazłem nad i ponad zwyczaj pochwalny artykuł o Technice Ludovycka i jaki ten Rząd jest mądry i znów cały ten szajs. Coś mi wyglądało. przez to że policja jest lepiej opłacana i że ostrzej bierze się za chuliganów (czyli równych malczyków) i zboczeńców i włamywaczy i cały ten szajs. ha? To nie co innego teraz. że i te ciut światła zaćmiwszy. że oto jest pierwszy absolwent (znaczy się wypustnik) z utworzonego dopiero co Państwowego Instytutu Resocjalizacji Osobników Kryminalnych.dla rabitnyków (to znaczy robolów) małe kafejki. Oficer Zwolnieniowy dał mi dzień wcześniej długą lisię zajęć. A na drugiej stronie gazety było zamazane zdjęcie kogoś jakby dobrze znajomego i pokazało się. łachy zaś miał w kolorze starego psującego się budyniu porzeczkowego. Podawała im taka usmotruchana bogini na krzywych łapach.

Uważaj. czego tu chciałeś. Więc ja do niego: . a jak wszedłem do blokowej sieni. . że serce mi waliło buch buch buch z podniecenia. że gazeta przychodzi dopiero.aby nam nie było bardzo przyjemnie znów cię zobaczyć i to już na wolności. że przez ten razdraz już mi się zaczęło zbierać na wymiot. chojaków albo innych narządów. zanim cię wypuszczą.Ty . No to w basa do Centrum i stamtąd w innego basa do Kingsley Avenue. i spokojnie sobie pomózgolić na wyrku przy dźwiękach muzyki przewybornej. Zaskoczyła mnie też działająca winda. Najpierw małe spoko i pieredyszka. żeby tyle wstydu nam przynieść! . Więc ja zacząłem wyjaśniać. znów poraziło mnie.mnie. mój chłopcze. Och. umarszczony. i grabki mi się zatrzęsły i wciąż dygotały. zrozpaczonym rodzicom. braciszki. . jak tatata wyjdzie już do roboty. a oprócz nich jakiś trzeci członio. słucham.i wierzcie mi albo całujta mnie w rzopsko. numer 10-8 jak zawsze. którego w życiu nie widziałem. gdyby nie to.odkazała maty. A potem wyjaśnisz. Aż macica się odezwała: . Wyjdź i najpierw zapukaj. Uważaliśmy. Co zrobiłeś i jak serce złamałeś twoim biednym. bracie? Co tu robisz i jak długo zamierzasz? Nie spodobał mi się twój ton.To jest Joe . to nikogo. że dała się w bu hu huuu. kiedy ujrzałem. bo już dla nich jestem bardziej syn niż lokator. bo jeszcze była zima i wczesny ranek. jakim to przed chwilą wyrzekłeś. to mogą zadzwonić i dowiedzieć się w mojej Wupie. . jak powiem. Krugom taka cisza. Ale zebrałem się w sobie i wbiłem fest klucz do zamka. co my zrobimy? Zaraz przyjdzie policja. Aż ojczyk mój się odezwał: .A to kto jest? .Trochę to nas oszołomiło. Lokator. odkluczyłem go przekręciwszy i rozpachnąłem. o braciszkowie moi. Prawie bym się w głos obśmiał. Ten mużyk był w typie robola. Boże Boże Boże.On tu mieszka. ale to raz dwa. I wjechałem na dziesiąte piętro i patrzę. że jeszcze upłynie co najmniej pięć albo sześć lat. jak u siebie. Ef i em siedzieli jak skamieniawszy i widno. a to byli faty i maty jedzący śniadanie. to jak wszystko było odczyszczone.powiadam. gdzie już Blok Municypalny 18A jest niedaleko. . Co nie znaczy . jakby gotów mi przyładować z tej gromadnej byczej włochatej piąchy i faktycznie wbić mi ryja do środka. No wyjęzycz się. żadnych tam słów plugawych w balonikach z ust Godnych Pracowników i żadnych jaj. i wszedłem i widzę trzy pary zaskoczonych i ciut nie przelękłych ślepi wpatrzonych we mnie. jak ten mudak w latach na oko prawie identiko jak moi ef i em stara 62 . Należało zawiadomić nas.A ty co za jeden. teraz siedział rozdziawiwszy się na mnie i ani słowa nie wykrztusił. koleżko? Skąd masz klucz? Za drzwi. och och och! Och ty zły niedobry chlopcze. co? żeby znów im życie zamienić w piekło. No i wróciłeś.Więc uciekłeś z więzienia. taki brzydziuga. synu. owszem. lat może trzydzieści albo czterdzieści.dobawil. a ten obcy siedział przez cały czas i spodełbił się na mnie. że kabina w środku zupełnie czysta. żebym ci ryja nie wcisnął.Dlaczego się nie odzywa? Co tu się dzieje? . tylko te gołoguze mużyki i psiochy od nagiej Godności Trudu. Uwierzycie mi. Wiem o tobie wszystko. siorbał czaj z mlekiem i żwy żwy żwykał sobie tostu i jajko śmajko.przemówił ten Joe. Ten obcy właśnie pierwszy się odezwał i tak do mnie powiada: . . duży i tęgi bych w samej koszuli i szelkach.Może byś mi odpowiedział co nieco. bracia. a wyrzekł to całkiem ponuro . że nie czytali gazety. że jak chcą. teraz przypomniałem sobie. Po wciśnięciu elektro knopki lift zjechał mi z pomrukiem i jak wsiadłem. że się pojawisz. kiedy wyjąłem z karmana swój kluczyk.I znów poleciała: . tak? Ale po moim trupie. Co mnie poraziło.Oj. co by im dorysowali małysze z brudnej wyobraźni.

że ty jeszcze długo posiedzisz i ten pokój będzie stał bez użytku. ubrania i w ogóle. Joe zapłacił już za następny miesiąc.A ja powiedziałem: . Żadnych flag i proporczyków na ścianach i ten mudak na ich miejsce pozawieszał zdjęcia bokserów. a ten Joe się odezwał: . w końcu facio mój się odezwał: . i mój skarbczyk zakluczony. okrutnie się użaliwszy nad sobą. Joe? No bo widzisz. jakby drużyna usadziła się grzeczniutko rączki założywszy i srebrna przed nimi tarcza. . Musiałem usiąść. jeszcze dwa lata i myśmy się z nirn umówili. ty niewychowany mały świntuchu . ale baszka mnie rozbolała użasno i w pysku tak mi zaschło. zanim odczytano jej testament. moi drodzy ef i em.zostały się bez opieki.Zawrzyj no ten brudny tłusty loch. że to w ogóle już nie moja izbuszka. Więc policja sprzedała na opłacenie tej opieki wszystkie twoje rzeczy. A wasz synek to był straszny kłopot i nic poza tym.No dobrze. synu. .Coś tu wyprawiało się parszywie i po brudacku . ty skur wy bladku? .Tak zwróciłem się do tego Joe. myśleliśmy.wrzasnąłem. to się dało widzieć po ryju.No i wtedy. I o mało sam bym załamawszy się nie padł zalany łzami. że co byśmy nie zrobili w przyszłości. Tak to bywa. Nie żyje. maciocha się trochę trzęsła. . Tak świnia robi.Bo widzisz. ale odpowiedział mi ojczyk: .Ja muszę troszczyć się o was oboje. tak jakby rozpłakałem się. chyba rozumiesz? tak po prostu wziąć i wyrzucić. Joe pracuje tu na kontrakcie. gdzie trzymałem spirtne i do ćpania maraset. teraz nie możemy żądać.Przecież ona umarła. . Bo te nowe przepisy. że musiałem bystro po ciąg z flaszki mleka na stole i ten Joe się odezwał: . a on był ciut za powolny. Takie jest prawo.Wszystko to zabrała. Jak rozpachnąłem drzwi. więc przyszło się im wynająć kogoś. policja. . Co wy w tej sytuacji. 63 . co z nim ustroiłeś. bo jesteście dla mnie jak rodzony ojciec i matka. żeby je karmił. zanim usiądziesz. A później zobaczyłem. I tu jest mój dom.rzekł jakby pieczalno mój starzyk . i dwie czyste aż błyszczące strzykawki. o braciszkowie moi. Było mi już okrutnie ciężko nie pochorować się okropnie. . wierzcie mi braciszkowie albo całujta mnie w rzopsko. .powiadam. ma robotę. lico miała do imentu w krechy i mokre od łez. Nie możemy go. prawda.Pytaj się czy można. nieprawda. a jedno zbiorowe.A gdzie moje własne osobiste barachło. czego jeszcze brakuje. aby się wyniósł. aby mnie zatrzymać. proponujecie? . . bo zobaczyłem.się jakby po synowsku opiekuńczym ramieniem otoczyć moją zapłakaną maciochę. nie da się zaprzeczyć. rekompensata dla ofiar.Ale koty .Wychowanie.Trochę był zawstydzony. A mój tato na to: .i już brało mi się na mdłości.na co ja bystro mu się odgryzłem: . wiesz. Przywykli wy mieć trochę spoko i przywykli brać ekstra te ciut kasabubu.Wsio widno. serce mi upadło aż na dywan. . ty .Tak . synu. Więc postarawszy się dla zdrowia umiar zachować i uśmiech przemówiłem: . synu. o braciszkowie. No.A ci tylko patrzyli jak te ponuraki.Więc to tak. Więc tylko się ułybnąłem i przytaknąłem jakby ze słowami: . synu. to daję ci całe pięć długich minut na wypieprzenie całego twego barachła zafajdanego won z mojego pokoju.Trzeba wszystko to rozważyć. To znaczy.I prygnąłem do tego pokoju. synu. Moje stereo znikło i szafa z płytami też. Ale ty nigdy się za bardzo nie troszczyłeś o prawo. Bo widzisz. to jest mój pokój. Joe? A ten Joe na to: .

W tej starej kochanej Wupie. abym jeszcze pocierpiał. co nigdy dla was nie był jak prawdziwy syn? Teraz się pobeczał. zwany MELODIA. .Chciałbym znaleźć się .Czy to byłoby sprawiedliwe i fer. To znaczy Symfonia G-moll Numer Czterdziesty. a potem zwracam się do niego: . Dowiedziałem się o wszystkim.powiedziałem . żebym ja odszedł i powierzył was czułej trosce tego smarkatego potwora. porzuciwszy ich na pastwę tej okrutnej winy. Poszukam sobie własnej drogi. poklepywał i robił w kółko no no no całkiem po duracku. .powiedziałem . Niech się nauczy. odziany w ten dawniejszy ciuch nocny. 2 Szagałem ja braciszkowie ulicą. Nieraz to mnie omal że nie zemdliło. . jakich posiadał. i chciałem tylko jak najdalej być od wszystkiego i żebym już o niczym w ogóle nie potrzebował myśleć.Dlaczego mi to akurat przyszło do łba.zrobił jeden z tańczących małolatów. ale wszystko to lipa i udawanie. Pewnie! pewnie! . który zaszczycałem dając mu łaskawie zarobić. ten łysy i bardzo chudoszczawy. coś ty wyprawiał.znowu w więzieniu.odezwał się ojczyk. . a sprzedawczyk sam prawie że nastolatek trzaskał kostkami u rąk i obśmiewał się jak z uma szedłszy. Cierpiałem ja i cierpiałem i cierpiałem i wszyscy pragną. tylko skrzyk i wrzask nastolatek (czyli małolatów i małolatek) osłuchujących jakieś nowe pop chłam piosneczki koszmarne i do tego tańczących. u którego dawniej kupowałem tak mnogo płyt.Sprawiedliwie będzie.Uuu .Symfonii. i z wyglądu był ten co zawsze i jak wszedłem. chłopczyna z kudłami na całych ślepkach symfonia. jak sprawy się przedstawiają. o braciszkowie.odrzekł mi Joe.Nie traktuj tego w ten sposób .i nie zobaczycie mnie więcej. a ten Joe znowu ją objął.W porządku . Skoczyłem w bas do Centrum i cofnąłem się na Taylor Place i oto mój butik z nagraniami. jak siedzieliśmy tu wieczorami w rodzinnym kółku przy tym stole i aż strach było tego słuchać. . Czułem jak mnie ogarnia razdraz i musiałem się tego wystrzegać. A ja do drzwi potykając się i wyszedłem. Już idę . więc ułybnąłem się 64 . A niech idzie i wynajmie sobie gdzieś pokój. A wy miejcie to na sumieniu. Więc ja przystąpiłem i czekam. jak źle postępował i że taki zepsuty chłopiec jak on nie zasłużył sobie na tak dobrą mamusię i tatusia. bo dzień suka zimowy. dziękuję. uczynny. . o braciszkowie. A nie rym cym cymfonia? On szuka bim bam bonii. przyjacielu? Więc odparłem: . A ten sprzedawczyk zapytuje mnie: . . a maciocha robiła tylko bu hu huuu! z mordą wykrzywioną i hadką na wygląd.Ty innym kazałeś cierpieć . aby raczył mnie zauważyć.odezwałem się wstając i wciąż cały jakby zapłakany. Nikt już nie chce mnie i nie kocha.Chciałbym usłyszeć na płycie Mozarta Nr 40. braciszkowie. nie wiem. A tam śladu nie zostało po Andym. malutki drewniak.Teraz wiem. jak naprawdę pocierpisz. jakby donikąd. ale przyszło. ludzie się wytrzeszczali na niego jak szedłem i do tego trzęsło mnie.A czego czterdziesty. spodziewałem się że będzie tam stary Andy.

prawie jak ślepy. bracia. ognisty. tak i nie mogący być po nastojaszczy z brązu ani z kamienia. i jakby morze napływało na wszystko. bo nigdy się nad tym nie zastanawiałem. Ta gromada posągów to God Gospod i Wsie Aniołowie Jego i Święci.Ale nie zwracałem uwagi na nic i polazłem potykając się. bo nie za horror szoł zamiatało się tam. to należy zrobić! sprawa stała się dla mnie jasna. tylko Praską . i tłum figur zobaczył ja bardzo bardzo bardzo daleko i jakby je ktoś posuwał bliżej bliżej bliżej.Duże białe i coś . ale od razu mi się zrobiło bardzo niedobrze jak 65 . i tam usiadłszy na pluszowym krześle dopiero siorb i siorb. że w tych filmach z ultra kuku była podłożona muzyka. to poczułem. że mój czas jeszcze nie nadszedł ale mam dalej próbować i wszystko się jakby obszczerzyło i w rechot i zawaliło się i ciepłe ogromne światło osunęło się jakby w ziąb i byłem apiać tu gdzie przedtem. Te gromadne figury jakby najeżdżały na mnie coraz bliżej i bliżej aż tak blisko. Potem rozdał się hałas jakby się kruszyło i obruszało i God Gospod i Jego Aniołowie i Święci jakby zatrząchali nade mną głowami. Ten strzępek srebra zaczął rosnąć i rosnąć i rosnąć i był taki jaśniejący. jakby chcieli powiedzieć. braciszkowie. bo ukrasili go w czerwone ryczące krówska. przyjacielu. Wiedziałem ja.ten z wychudłym i ledwo co wygolonym ryjem od razu wiedział. Jakbym słyszał siebie wydającego takie czudackie odgłosy i słowa w rodzaju: . Mianowicie że ci kurwa weteryniarze tak urządzili. Miałem ślepka jakby wlepione w taki malu malutki na podłodze kusoczek sreberka z paczki rakotworów. że na wsio jedyna odpowiedź to śmierć.Ej ej ej! .widno złapał tego Mozarta. brodate i z wielkimi ogromnymi skrzydłami pomachującymi jakby na wietrze. co chcesz kupić. gdzie można przesłuchać nagrania. że coś zaczyna się dziać. To widzenie wdrug rzuciło się w srebro i zaraz kolory. na stole puste szkło i chciało mi się płakać i czułem. a wszystko w bardzo jasnym blasku z dołu i z wierchu tak samo.do tego szczyla. wszystko jak brąz oczeń świecące. zupełnie jakbym oglądał albo chciał popelnić gwałt. a oczy ich czyli głazy ruchome i znaczy się żywi.i zrobiło mi się tak horror szoł jak w niebie. w ogóle wszystko . ale cała ta mołocznia Pod Krową i cała ulica to był on i całe miasto. Wypadłem z butiku przy gromkim rechocie tych nastolątek i jak sprzedawczyk wykrzykiwał za mną: . dostawał tych bólów i mdłości. i do całego tłumu fikających i drących się małolatów. Zrobił się tak przeogromny. jakby zaraz mnie chciały zgnieść i usłyszałem swój głos: . ażebym przy każdej muzyce. nazwisko. ale nie Mozarta Czterdziestą. co przejął interes po Andym. mózg. Ale jak zakazałem: . Lokal był prawie że pusiy. aż oczy musiałem przyszczurzyć. A ten członio powiada: . przez jezdnię i za róg do starej mołoczni Pod Krową. że wsio mnie odeszło . to ja coś ci tam puszczę. że już nie tylko ta przegródka. I to właśnie. prawda. . Wygląd miał też dziwny. byle co mu z półki wpadło pod rękę . żeby nie dopadły mnie bóle i mdłości tylko że na śmierć zabyłem o czymś. tylko nie wiedziałem jak. gdzie ja się słaniałem. W tej sumce z rzeczami osobistymi. A potem cały świat i całe w ogóle wszystko. A wszystko dlatego. braciszkowie moi. miałem swoją brzytew do grdyk. która daje mi się wołnować. Jak wszystko już wysączyłem.I poczułem. A tu się zrobił koszmar z cudownego Mozarta. a ten mi nastawia płytę.Mały drogumarły ty jałowiało gni tych nie wróżnyciuch i cały ten szajs.ciuch i płyć. jakich nikt i nigdy jeszcze nie widział. czego mi teraz nużno. Zaniosłem to duże mleko z dobawką do jednego z małych boksów naokoło.Wejdź do tej kabinki. Wlazłem ja do malutkiego pudełka. co kiedykolwiek było zrobione albo i pomyślane. Najbardziej mi zapadł ten potworny film o Nazich z finałem Piątej Symfonii Beethovena. a za barem stał jakiś nieznajomy. o braciszkowie. co też powinienem pamiętać i teraz już chciało mi się normalnie zdechnąć.liiiii. każdy odgrodzony własna zasłonką.i na to poczułbym się już po nastojaszczy razdraz i miałbym się pilnować. bo jeszcze rano.

to nic.odkazałem gorzko. wszystkie o krystalografii. Sztuczne zęby tak horror szoł chrupały pod butem.Już mam dosyć.Ja nigdy nie zapominam kształtu. Może jakbym zaszedł. co wiecie. Od chuja było tych knig. Owszem. I paszoł ja po Marghanita Road i skręciwszy w Boothby Avenue. albo siedzieli przy stołach przeglądając te żurnały lub tylko udając. że lepiej pryskać stąd gdzie rak w trawie piszczy. i doktor Branom. co za jeden. potem znowu za róg i tam już mieści się Publo Biblotcka.tym razem podnosząc oczy i coś dla nas obu zaskoczyło. jak się rąbie siedemdziesiąt razy po siedem i jak mnóstwo tych Żydów przeklina i grzmoci jeden drugiego. Więc myk ja na ten ziąb i było już po południu.nie podnosząc oczu znad jakiegoś tam durackiego żurnała. jak nie żyję i jak wszyscy tego będą żałować. Jego zdarte łachy. co nowego. siąkając i bekając i pod nosem do siebie mamrocząc i przewracając kartki. wreszcie tknęło mnie i trochę wzdrygnęło jak przypomniałem sobie że po to.powiadam. . ale wydawało się już bardzo dawno) i pokusztykałem do krzesła ją poczytać. po co przyszedłem.Chcę skończyć ze sobą . w życiu nie zapomnę. ale czegoś. i dzieliło się na dwie części: jedna do pożyczania książek i druga do czytania.Co się stało. tak zwaną Biblię. ale żadnej. . w którym były tylko narysowane jakby takie gromadne sztuczki geometryczne. około drugiej. co 66 . ot co. A ten pierwszy mudak powiada: . A on tak po nastojaszczy i gromko: . Właśnie to niósł wtedy z bibloteki.Aha . około lat sześciu. Czytający obok mnie próchniak zaszumiał: . Mam cię. aż o mało bym się nie porzygał. i ten Minister Wewnętrzny Niewdzięczny i w ogóle wszyscy oni. pełna gazet i żurnałów ilustrowanych i tego jakby smrodu niemytego starych drewniaków ich próchna ich woni tego fetorku ciał w nędzy i zgrzybiałości. . ażebym tak łagodnie zapadł w sen i żeby to był koniec Niżej Podpisanego i dla wszystkich koniec wszelkich kłopotów. i podszedłem do półki z różnymi tam encyklo i te pe. Ale ten stary mudak już się zerwał. Znów nie gwałtu chciałem. Knigi razrez i razbros. Ale znalazłem tylko. podumawszy sobie czy mi nie ulży jak wtedy co ją czytałem w starej Wupie (nie takiej znów starej. synu? Masz jakiś kłopot? . Mnóstwo ich albo sterczało przy stoiskach z gazetami po całej sali. aby znaleźć bezbolesny sposób na wyciągnięcie kopyt. Więc o mało się nie popłakałem i jeden taki bardzo stary i złachmaniony mudak z naprzeciwka zapytał: .Cśśś . Przedstawiłem sobie.Ten czytacz żurnału znów zasyczał: Cśśś . ty młody zbrodniarzu. tylko rysunki albo zdjęcia jakichś odrażających ran i chorób. o braciszkowie moi. Pomyślałem. jakaś o medycynie.Jak sztuczny cyc. ty świnio. synu. czy tam zajrzałem od czasu jak był ze mnie oczeń oczeń malutki malczyk. No i ten zafajdany Rząd przechwalający się. Jaki co ma kształt. o braciszkowie. Już mi się zrobiło widno. do tej Publo Bibloteki za rogiem. Coś mi to przypomniało. co uwidziałem ja na tym wielkim zegarze w Centrum i znaczy się. Życie mi dało w kość.pomyślałem że zadaję nią ś-ś-siach po samym sobie i ścieka czerwo czerwona krew moja własna. i też się poczułem niedobrze. jak Boga kocham. To jest bardzo starychowskie miejsce i wątpię. no tak. wyczytując ze smutkiem.Jesteś na to za młody. Przecież ty wszystko masz przed sobą. na Boga. . Więc odstawiłem ją i wydostałem tę gromadną knigę. a paru to nawet gromko chrapało. ef i em i ten szajso francowaty Joe ten doskakiewicz i również doktor Brodzki. . to ją wyciągnąłem i jak zajrzałem. pomyślałem sobie. że to stare mleczko z dobawką dało mi być dłużej na trypie niż myślałem. wrzeszcząc jak z uma szedłszy do wsiech próchniaków krugom pod ścianami przy gazetach i do tych. to znalazłbym w jakiejś knidze najlepszy sposób na bezbolesne załatwienie się. Z początku już nie pamiętawszy. niektórzy spali. żeby tak po tytule mi pasowała.Krystalografia.

w gazetach . jak wiecie.Zatłuc go.Ale nawet nie zwrócili uwagi. i krzyknął: . wybić mu zęby! . co? . jakby ten chryk był po nastojaszczy z uma szedłszy. Łapcie go. tego mordercę. aby żywy nie uszedł. Więc on powiedział: . proszę mnie ratować od tych starych wariatów. tę świnię młodocianą.przemówił jeden stary typ jakby żołnierza. Krzyknąłem: .i tak dalej. więc ja pytałem się wyrwać i uciec.Dobrze! dobrze! . . taki weteran. I teraz już całe morze śmierdzących i śliniących się brudnych próchniaków usiłowało jakby dobrać się do mnie tymi wątłymi grabkami i starymi. Coś miał jeszcze na tej płyci.Tak tak tak jest. żeby mnie trzymały te 67 .Dobrze. ale ja pozwalałem. co poniszczył książki o krystalografii. że ten biblotekarz się wcale nie pali do udziału w drace i do wybawiania mnie od furii szału i z pazurów tego próchniactwa: wziął i umknął do swojej dyżurki czy gdzie tam był telefon. Dostałem nauczkę. o braciszkowie. A niektórzy z nich powtarzali: .odpowiedziałem.Ukarany. proszę dzwonić.Ale to było przeszło dwa lata temu. powiadasz? . takie rzadkie. . . braciszkowie. A ja bałem się zrobić absolutnie cokolwiek. Ukarany. o mało nie zabił biednego Jacka.Była to niezupełnie prawda. gołego i bez przytomności. zrogowaciałymi pazurkami. jakby to się wczoraj hapnęło. .Co tu się dzieje? Przestać mi natychmiast! Tu jest czytelnia.Takich się powinno wytępić. a mnie jakby zemdliło od woni tej starości zaśmiardłej i chorób wszelakich.i cały ten szajs: i już było mi jasne. ot co. . ale z drugiej strony. . Obdarli mnie do naga i wyrwali mi zęby.jest moje zdjęcie. o co chodzi. .Nie wypuszczać go! My go nauczymy co znaczy ukarany. Wykrzykiwali takie rzeczy jak: . nie był znów obdarty całkiem do naga. a nie myślałem. . ale kilku tych starych grzdyli. fakt że i tak odbywa się gwałt wprawił mnie w takie nastrojenie że ten atak mój wygląda jakby zza rogu i tylko patrzy. w takim razie dzwonię na policję. aby też od siebie dołożyć Niżej Podpisanemu.To jest wzorowy okaz tych bestialskich i tchórzliwych młodziaków! . tak po dziewięćdziesiąt lat każdy. co mnie dzierżały. to on. Bardzo panów przepraszam. ale te starychowskie łapska.To ta świnia jadowita. złapało się za mnie tymi trzęsącymi starymi grabkami. bo już lepiej dostawać taki wycisk niż poczuć się do wymiotu i ten okropny ból.Tu pomiędzy nami. taki młodszy. nigdzie nie do odkupienia. A potem inne chryki przykusztykały od gazet. rozumie się. Bo dla nich to chyba wczoraj. Ze starej apteki. Ale ten od krystalografii wrzasnął: . Aż pojawił się biblotekarz. już nigdy. . Przyuważyłem. Pognali mnie kopniakami do domu. były mocniejsze niż się spodziewałem.Każdy ma prawo do własnych poglądów. . Teraz już te chryki się strasznie usapały i czułem. czy już nie wyprygnąć i dawaj na całego. bardzo cierpliwie. stratować go.Biedny stary Jack. Mamy go w ręku.kimali nad żurnałami przy stołach. Tylko popatrzcie się o tam .ryczał. ten zbrodniarz. Aspiryna! no właśnie. . Jak to hałaśliwe robactwo. Więc ja uwrzasnąłem się.I wierzcie mi albo to drugie. zionącej od tych na wpół zdechłych mudaków. To starość dorwała się do młodości. że mógłbym w życiu coś takiego uczynić: .Mamy go . a nasz kryształowy pogromszczyk był ciągle najpierwszy. właśnie ten bydlak! . zgiełcząc i dysząc na mnie. Można się wykończyć setką aspiryn.I zacząłem się wycofywać z tej meliny z uma szedłszych próchniaków.skrzyczał. braciszkowie.Był w tym jakiś wariacki ton i odgłos. ładując mi szturg i szturg nieprzerywno. W tym czasie zostałem ukarany. To właśnie on z kolegami pobili mnie i skopali i zmasakrowali. Ten od krystalografii dobrał się już do mnie i zaczął mi ładować w ryja takie drobne i słabiutkie szturganka. Już muszę iść. Moja krew i jęki śmieszyły ich. . że dałbym jednego prztyka i wszyscy by się przewrócili.

. . Wyrwało mi się: . obszczerzonej i głupawej. . aby się im wyrwać. chociaż lico i glos były mi doskonale znane.Chu chu chu. znosiłem te wątłe poszturgiwania w lico i słyszałem. A ten drugi to. Jołop. Nie wierzę. braciszkowie. Starszy powiedział: . morderca. macie.Dobrze już. kto to. dobrze . ale tamci dwaj tak wyglądali od pleców. łobuz. wy łotrzyki niedobre. chłopcze.obszczerzył się Billyboy. Po czym ktoś podciął mi nogi.Jesteście za młodzi . chuligan.prawie przy frontowych drzwiach Publo Biblo to wcale nie znalem. Więc jakby zdrętwiały i coraz gorzej drętwiejący apiać i baczniej przyjrzał ja się temu no no no proszącemu. jak starychowskie zdyszane głosy dają mi po twojamaci takimi słowami jak: . . niespodzianka? . Tyle czasu nie widu.Na i na. zabić go i tyle.Widzisz na własne ślipka . To was nauczy.Żadnych zachwostek i bez cudów. Kogo ja widzę. wy. rozumie się.Ty smarkaty bydlaku. przy czym pokrzykiwali: . mundur i hełm (znaczy się szłom) nie pozwalały dobrze zobaczyć. Ale ci starzy mściciele nic tylko za mną. . Tego co mnie podnosił i mówił: .wkluczył się stary policjant Jołop.No już. o braciszkowie. ty świnio. wy niegrzeczne chłopaki.Wreszcie dostałem raz tak po nastojaszczy boleśnie w kluf że powiedziałem sobie o kurwa kurwa! i roztworzyłem oczy i targnąłem. wiem usłyszałem już młode głosy w krzyku: . Siekli tych francowalych staruchów takimi małymi pejczykami siuch i siuch i siuch. spokój! . obśmiewając się jak z uma szedłszy. .No no no no no no no proszę. Nie mogłem tego przeskoczyć. ale musiałem tych szpików już na pewno gdzieś spotkać. który tak horror szoł zapamiętałem: . dało się poznać. o mój drużku. mój prastary wróg. że przyjechało gliniarstwo. . spokój. a te szpony zwierzęce aż się im trzęsły. obecnie zaś gliniarz w mundurze i szłomie i z batem do utrzymywania porządku.To być nie może.i stary Jołop dał się w rechot.i wiedziałem. Zajęcie w sam raz dla dwóch takich. braciszkowie. Policja. co nie było trudne. łubudu! leżę na podłodze i oni mnie kopią. a potem się obrócili. i lu przedarłem się z krzykiem do takiej sieni przed czytelnią. Jak leci? . dobrze. tylko wydał mi się bardzo młody jak na milicyjniaka.Byłem jak odurzony.A co. 3 Byłem tak jakby zamroczony. Nie bierze się takich malczyków do gliniarstwa. żeby dorwać się do Waszego Przyjaciela i Niżej Podpisanego.No i zagonili tych sapiących i zadyszanych i mało nie konających mścicieli przedpotopowych z powrotem do czytelni.zgrzybiałe grabki. . nie było wątpliwości. 68 . .Byli . niegdyś mój drug i także samo wróg tego zatłuszczonego capa Billyboya. i nie widziałem za dobrze. co doszli do wieku zatrudnienia. że nie wolno urządzać rozruchów i naruszać Państwowego Spokoju. . Przecież to mały Alex.rzekłem. Po czym na drugiego łypnąłem i co do tej mordy. jaka to dla nich uciecha i radocha. dysząc jakby już mieli powyzdychać.Dużo za młodzi.Niemożliwe .upierałem się.Nie. Więc to faktycznie stary szmałojowaty Billyboy. z zamkniętymi głazami. i spojrzeli na mnie. że na pewno ich kiedyś widziałem.

Co za kwacz? Po prostu nie chwytam. . że wyjeżdżamy z miasta. a ja nie mogłem się pozbyć wpieczatlenia.powtórzyłem. Ale prawo każe nam coś z tym zrobić. .Nu pagadi . Dawne czasy to umarłe i przeszłe czasy. Ale nie zrobił.odkazałem. .Och nieee . takich prędkich w miganiu brzytwą. wtenczas. Przed budynkiem czekał glinowóz i za szafiora był ten co go wołali Rex. . Bo ulice po różnemu utrzymywać należy w czystości. Mów do mnie panie konstablu. To ustroił taki jeden chryk.Tu będzie w sam raz .Pete.Tak ze mną nie idzie rozmawiać.powiedział Billyboy.powiada Jołop. Teraz już byli my na okrainach miasta. Nie był już po prawdzie taki tłusty.Nikagda i ani krzty zaufania .stwierdziłem z goryczą. co stało się z Petem? I żałosna to sprawa z Żorżykiem .Ciągle taki z ciebie jołop. Rzucił się na bezbronnych starców i oni działali w obronie własnej. . . i tego już nie chwyciłem: . mój drużku. . Jołop. po 69 . Opowiadano mi. ach tak. gdzie wszystko zimowe nagie i bezlistne. .Jak to? . Odezwałem się. . młody mój drużku.odbałaknąłem ciut zło i jechidno. oczywiście. . ale jakże bezludno i pięknie. próbując opanować rosnący we wnętrzu strach: . Było i już nie jest. . mamy obowiązek utrzymać w karbach. aż cała ta jucha czerwo czerwona puściła się kap kap kap. ażeby wpychle w mieście za dużo widzieli z naszych karalnych skrótów. choć ty. Rex.Jakbym sobie przypominał to imię.Wciąż nie mogę uwierzyć . i teraz po tak długim czasie próbował się na mnie ciut i po niemnożku odegrać. Pete . co mnie dalsze a nieprzerywno dzierżał. braciszku? . .Tu przyuważyłem.Czytali nam o tym . że po tak długim czasie .naprawdę nie mogłem.Masz recht.Przecież to oni rzucili się na mnie.Jeszcze nie ciemno. za to poniosłem karę.A stary Pietia. Chłopcy to chłopcy i tyle.Chyba większy będzie pożytek. . że faktycznie to żart i że Jołop siejczas że i tak zdejmie szłom ze łba i zrobi chu chu chu chu. przynajmniej nie zawsze. Czego narobiłem w przeszłości. I znów się odwrócił do przodu. Poszturgali mnie i wpichnęli na tył glinowozu. Po czym Billyboy. ten poli mili cyjniak Billyboy. Nie jesteście po ich stronie i nie możecie. . A poza tym nie mów na mnie Jołop. rozmazując tę juchę łapskiem. Wyleczono mnie.zgodził się Jołop.Już tak horror szoł tych czasów nie pamiętam. . A ty przecie od nas byłeś najmłodszy.Szef nam czytał. my je znamy na pamięć.I złapali mnie w taki fest uchwyt i poniekąd wywlekli z Publo Bibloleki. braciszkowie.ciągnę. . Znowu te jego sztuczki.spytałem nie wierząc własnym uszom. To nie jest horror szoł.A dokąd my jedziemy? Billyboy odwrócił się z przedniego siedzenia i odkazał mi: . . No i właśnie jesteśmy. Mała przejażdżka na wieś. z którym obaj raz pofiglowaliśmy za dawnych czasów. Nie warto wpuszczać się w karauł i cala tę rutynę.Ale trochę się jednak pamięta kiwał raz po raz głową Billyboy. Ty zwłaszcza nie możesz.odkazał mi Jołop. co go nie umiałem przeskoczyć. . . . .Byli za młodzi. odezwał się do młodszego niż on gliniarczyka.I jak mi przydziarmażył w kluf. . Wobec tego pytam się ich: . Zawsze mi przychodziło z wami sam na samo gwałt i adzinoko. że sam nie przeczytasz. wiecznie to samo. Mówi że to doskonały sposób.Małych a niegrzecznych malczyków. ich nie możesz pamiętać. jak z nim pójdziemy na skrót.Czytali .odkazał mi Jołop tak oczeń miło i jakby z ubolewaniem.

palił ryjka i czytał se małą książeczkę. A co mi robili. że od rana już nic nie jadłem. i faktycznie do DOMCIU trafiłem.Zobaczymy się znów przy okazji. i furkot jakiejś maszyny rolniczej w oddaleniu. a kilka zębów kiwało się luzem. Tam było napisane DOMCIU. w każdym razie tak jakby sapanie i du du du łomot na tle furkoczących maszyn rolniczych i ćwir ćwir ćwirkania w gołych (czyli łysych) gałęziach. Był ziąb ale ja nie czułem zimna. więc moje łachy to już był nie szczyt mody. jak to normalnie w środku zimy. Szafior doczytał stronę do końca i schował książkę. drużku. o braciszkowie.Nic wielkiego. Alex . taki lodowaty. że to by było na tyle. zapukałem cicho i błagalnie do drzwi. Wreszcie Billyboy albo Jołop. zwłaszcza po ciemku. A ci przez cały czas pracowali nade mną. tylko tam. co tam Billyboy i Jołop robią Niżej Podpisanemu. 70 . I znalazłem się jakby we wsi. sawsiem sam na samo gwałt i adzinoko.Myślę. mniejsza o to. ludzkiej ani zwierzęcej. I na całej płyci byłem obity. a i wtedy niewiele. nie umiem powiedzieć. A ja leżałem podziargany i zeszmacony. nie uważasz? . a całkiem na końcu wsi taka malutka dacza. . Dokąd ja mam iśćf nie mający domu i w karmanach ledwie parę kopiejek? Popłakawszy sobie bu hu hu huuu wstałem jakoś i poszagałem. Szedłem ja przez mrok i nie w stronę miasta. ale może wsie (niby że wszystkie) wsie mają ten sam wygląd. Oni zasuwali a ten szafior tylko siedział za kółkiem. tak że rozdziawiałem co chwila pysk na zimny deszcz. obolały i bardzo spragniony. . bo wyglądały pieczalno i raczej wzruszająco. miał wkluczone światełko. Więcej nie mogłem. Zmrok robił się już zupełny. jak ich doruszyłem jęzorem czyli chlipadłem. Tu domki stały. do domciu tęskniłem. Alex bojku . więc postukałem troszkę dłużej i mocniej. Tylko my we czterech. . a nuż ktoś mi tutaj pomoże? Otworzył ja furtkę i jakby ślizgnąwszy się po ścieżce. gdzie by świeciło się.prostu wiocha i tylko łyse drzewa i kiedy niekiedy gdzieś jakiś ćwierk. braciszkowie. Mój były drug i mój były wróg machali na pożegnanie.rozkazał Jołop. ani domu. bujny mój przepych zamienił się w mokry szajsowaty i rozczochrany kołtun przylepiony do czaszki. Po jakimś czasie dopiero mnie rozbolało. a żołądek mi cały czas burczał grrrr przez to. tam znów jakaś pijalnia. Cały ociekałem tym lodowatym deszczem. co wydała mi się znajoma. a Jołop dał normalnie swój szutniacki rechot. Żadnych ludzi nie było widać. bo je zdjęli. skąd było słychać ten szum jakby maszyny rolniczej. 4 Do domciu. Nikt się nie zjawił. cały ryj miałem na pewno w siniakach i krwiakach. Skoro już napisano DOMCIU. do domciu. Nigdzie żywej duszy.I dali mi na pożegnanie każdy jeszcze po razie w mordę i wykopyrtnąłem się i tak już zostałem na trawie. a następnie wsiedli do samochodu. o braciszkowie moi. W samochodzie pokazywał się pod lampką dymek oddechu i ten tam gliniarczyk spokojniutko przewracał sobie kartki. odezwał się: . Taka sobie wersja skrócona. i dojrzałem nazwę połyskującą na furtce. i dopiero dało się słyszeć. Żeby dojrzeć. zapalił i odjechali do miasta. Nie zwracał uwagi. A ci otrzepali łapska i założyli z powrotem szłomy na łeb i kurtki. a deszcz zamieniał się w lód. a potem deszcz rozpadał się.Wyskakuj.odezwał się Billyboy.

naprawdę zeszmacony byłem i wykończony.No już dobrze. Rozejrzałem się po tej udobnej małej izbuszce.Dużo lepiej mi .zagaił ten członio powracając. a później muszę ci trochę opatrzyć te rany. tak życzliwie. tak ze trzydzieści. a na nim widelce i noże i fajny.poklepując mnie serdecznie po pleczu. .powiedział i tak jakby wzdychnął. . żebym ja sam fundował innym pomoc i życzliwość. .Kolejna ofiara . i okazało się.Usiądź przy ogniu . bo mi powiedział: . którą przygotuję. że to mi utkwiło. . Zszedłem na dół i patrzę. że ten członio to pisarz.powiedziałem. taki był dobry. dobrze . jeżeli ktokolwiek zechce je przyjąć.I poszedł. kiedy ty będziesz się kąpał. O jej jej. łomot i figle. i zachwat w maskach. Było po prostu wunder bar tak siedzieć w ciepełku. Ten poczciwy chryk objął mnie za plecza i wciągnął do pokoju z tym ogniem i natyrlik od razu wiedział ja. Aż dziwne.Czy i jak zdołam się odwdzięczyć? . . w sam raz gdzie trzeba. Policjanci pobili mnie i porzucili na drodze. żebym umarł. ktoś cię naprawdę pobił. . Wręczył mi ten gorący i ożywczy stakan do wypicia i od razu poczułem się lepiej. że jestem bardzo zgłodniawszy i po jajecznicy przyszło mi się pożerać jedną po drugiej pajdy chleba z masłem i dżemem truskawkowym z gromadnego dużego słoja. Ale nie mogę się zdradzić. przyjacielu.Proszę się częstować . a on już naszykował w kuchni stół.a ja ci przyniosę łyskacza z gorącą wodą. i teraz już dokładnie go sobie przypomniałem. o braciszkowie. gdzie jestem i dlaczego DOMCIU na tej furtce pokazało mi się takie znajome. pięćdziesiąt i miał pingle na klufie. czterdzieści.stęknąłem . Boże ci dopomóż.Och . On był nieduży w średnim wieku. że fifa tu żadna nie mieszka.Wejdź . Przyniosę ci tego łyskacza.A jeżeli tak i się nie mylę. choć obolały i gdzie nie doruszyć tam bolesny. że siejczas konieczna mi jest pomoc i życzliwość: i przymusili mnie. Czy nie twoje zdjęcie było dziś rano w gazetach? Czy nieszczęsna ofiara tej okrutnej nowej techniki to właśnie ty? Bo jeżeli tak. że wkrótce poczuję się lepiej. Te okrutne dziobane wybladki w tym zafajdanym białym domu tak mi zrobili. błagam pana o coś do picia i czy mógłbym się zagrzać przy ogniu. to trafiłeś. .powiedział. Na stole pisząca maszynka i mnóstwo jakby skotłowanej bumagi no i przypomniałem sobie.kimkolwiek jesteś.Ofiara nowoczesności. kominek i parę krzeseł i jakoś dało się widzieć.Tak? o co chodzi? .Ta koszmarna policja. No tak: MECHANICZNA POMARAŃCZA.zagaił . Och. . a potem opatrzył mi te rany na pysku. .Chyba wiem. Patrzyłem ja na tego czlonia i on patrzył się na mnie. Potem drzwi się uchyliły i głos męski zapytał: . I chyba wypatrzył mi w głazach te stare łzy. a on przyniósł dla mnie piżamę i na wierzch podom. Tagda otworzyły się drzwi na roścież i zobaczyłem w środku jakby ciepły blask i płomienie po trzask trzaskujące. . . a to było naprawdę horror szoł jako przebranie.zaprosił ten członio . bo teraz potrzebuję pomocy i życzliwości. On zaś mnie natyrlik nie mógł zapamiętać. I poczułem się. I powiedział: . do tego rozpękające się kiełbaski no i wielkie gromadne kubasy gorącego i słodkiego czaju z mlekiem. O braciszkowie moi. W każdym razie poszedłem i wziąłem tę gorącą kąpiel.Teraz weź gorącą kąpiel. biedna ofiaro.wyjaśniłem. w takim razie zesłała cię tu 71 . Teraz były tu ciut nie same książki. gromadny bochen chleba.Policja . .I obejrzał ze współczuciem mój łeb i ryj. bo w tamte dni beztroskie ja i moi tak zwani drużkowie zawsze wykonywaliśmy co większe draki. kim jesteś . wejdź i niech ci się przyjrzę. braciszkowie. A później wszystko mi opowiesz przy dobrej gorącej kolacji. Więc potykając się wszedłem i nie było żadne udawactwo dla sfingu.że ktoś zaszagał do drzwi. jeść. Napuszczę ci wannę.proszę mi pomóc. o mało bym się popłakał. i bulelka PRIMA SAUCE i za moment podał wielkolepną jajko śmajkownicę z kusocz-kami szynki. wygrzane przy ogniu. a także bardzo stare znoszone tufle.

Ja powiedziałem: . Więc oskarżono mnie o spowodowanie jej śmierci. co pyszni się stosowaniem przymusu i represji. a raczej zmusili. . wciąż.zakrzyknął. . słowo daję.Mówiąc to krugom wycierał ten sam talerz. .Słyszałem coś o Mechanicznej pomarańczy.No no no.braciszkowie moi. Mógłbyś przyczynić się do wyrzucenia na zbity pysk tego bezczelnego Rządu. starając się mnie wyrzucić. a łokcie u swetra miał całe w dżemie truskawkowym z talerzyka.odkazał i tak odkręcił kran. jaki akceptuje zbiorowość. kopcąc jego rakotwora z korkowym filtrem.Aha. do więzienia. a jak. Moi tak zwani przyjaciele namówili mnie.To samo powiedział kapłon .Ty sobie odpocznij. Zmieniać porządnego młodzieńca w jakiś nakręcany mechanizm. jak sądzę. Najpierw torturowany w więzieniu.Nie ty pierwszy się tu pojawiasz w takim stanie .powiedział. mój biedny biedny chłopcze. . .wszystko teraz musi być nie przyjemności źródłem. . aby dalej mogła cię torturować policja.wyjaśnił.odrzekłem. wycierając ten sam talerz co dziesięć minut temu . tak powiedział? Oczywiście. nosił do zlewu.Odebrano ci możność wyboru. raz po raz kiwając i robiąc hm hm hm zbierał ze stołu talerze i całe to barachło. że umarła.Oni zawsze chapną za dużo . Odrzekłem: . który ja odsunąłem na bok. mów dalej. biedaku . braciszkowie. .Ale ich podstawowy grzech to sama intencja.Teraz mi opowiedz o sobie. Szczerze ci współczuję. Nie czytałem jej. No i wyraźnie to widać: cała ta kwestia uwarunkowań ubocznych.Ani słowa nie zdołałem wtrącić.odrzekłem pokornie . ~ . Chyba da się z ciebie. a tłuszcz na talerzach zastygał stygł i zastygł. aby wypróbować na mnie tę nową sztuczkę. . Człowiek niezdolny wybierać to już nie człowiek. mój biedaku. proszę pana . Skazany jesteś na postępowanie według stereotypu. Niestety ona tak w kość dała swemu poczciwemu. skoro to chrześcijanin? No przemówił.wsio .wobec tego jutro zaprosimy tu parę osób na spotkanie z tobą. . . No bo musiał. Muzyka i stosunek płciowy .Opowiedz mi o tym . tu się znalazłeś. wstał od stołu. staremu sercu.To znaczy ksiądz kapelan więzienny. Nic złego nie miałem na myśli. . Ale to naprawdę opatrznościowe.szanowny panie. proszę pana. Więc wszystko mu opowiedziałem .Niedużo jest do powiedzenia . Przerobili cię na coś innego niż istota ludzka. nachylając się do mnie pożądliwie. No i wsadzono. proszę pana. jakby taka maszynka zdolna wyłącznie do czynienia dobra. Nie jesteś wolny od grzechu.Tak jest. będący też ofiarą innego rodzaju. tak zwaną technikę Ludovycka.wszyściutko . . że ty. .wciąłem się. patrzałki świeciły i usto przyotwierało. . . chociaż i tak byłem gotów wyjść po dobrej woli. bracia.Policja lubi przywlekać ofiary swe na okrainy tej wsi. Zdarzył się taki chłopięcy i głupi wybryk. .literatura i sztuka .Opatrzność.Ooo .Chętnie to pozmywam. . 72 . Kiedy skończyłem. żebym się włamał do domu jednej starej psiochy. chociaż japsko miałem rozpachnięte i gotowe odpowiadać na jego pytania. to znaczy damy. potem wyrzucony z niego. tylko męczarni. to nie tytuł do chwały dla jakiegokolwiek bądź rządu! chyba dla takiego. A może słyszałeś o mnie? Musiałem bardzo uważać. zrobić użytek. Słuchał aż mu się uszy trzęsły.A potem wybrał mnie ten Minister Spraw Niewdzięcznych czy też Wewnętrznych. jakby w zamyśleniu wycierając talerz. aż para zaczęła pyrkać. ale słyszałem.powiedział i ryj mu pojaśniał jak słońce w ognistej chwale poranka. ale ukarano cię całkiem po drakońsku.

jak się nazywa ten opiekuńczy i jakby macierzyński członio. jak on to naścibolił. że my wszyscy jakby rośniemy na takim drzewie życia (on to nazwał) i w sadzie życia. bo tam było wszędzie ogrzane) i tak się nie mogłem połapać.te zajęcia domowe. czy ten F. Biedna moja dziewczynka. Dopiero po chwili wspomniało mi się. odeszła .Pańska żona? . co działo się tej odległej nocy. aż mnie zawoła na zawtrak. pomyślałem. a na zawtra było jasno i wziął przymrozek. w sąsiednim pokoju. krugom ach! i och! i podobny szajs. jak mi odchodzi z ryja cała czerwo czerwona krew. . . ale zaraz wróciło i poczułem się ujutno. to jakby w naturze rośli tak jakby owoce.Och . o czym to jest. a mnie zapewniała spokój. Zgadzam się z panem co do tego chwalenia się. .Więc powiedziałem: . żadnego tam drzymu.tam. jak to u mnie zawsze.Rozumiesz. ciepło. to musiało być dla ciebie straszne. On to widział. którą bardzo dobrze zapamiętałem. o braciszkowie. napisane było nazwisko F. jego zakonnicę. Biedna moja biedna dziewczynka. . a jesteśmy dlatego. aż mi się znowu przypomniało i ciut jakby zemdliło.rzekł takim bardzo gromkim i rozgoryczonym głosem. . Wszystko to robiła moja żona. żebym tylko mógł pisać. czy jakiś podobny szajs. to chyba to. ale ona by sobie życzyła. gdzie ciągle się unosi jej wonne wspomnienie. Tak tak tak. Ale kiedy się tak wylegiwałem. że temu Godu czy Gospodu chce się pić i właśnie nami ugaszać swe pragnienie miłości. pan wyciera wciąż ten sam talerz. Biedny mój biedny chłopcze. który ten God czy Gospod niby posadził. Musiałem się bardzo przełamać. Stało się to w tym domu grabki mu się trzęsły. ale jakby coś z niej wynikało.wyjaśnił .Przygotowałem ci pokój gościnny. Wydała mi się napisana jakby w takim bezumnym stylu. przyszedł mi ten błysk że powinienem wiedzieć. I zdaje się ten F. w której musi być jego nazwisko. Alexander uważał. aby nadal tu mieszkać. . Alexander.spytałem.zrobił. i samego siebie przy tej robocie. . co z tą jego zakonną. i odstawił go. on też jest Alex. abym pozostał tu.Bo naisto chciałem się dowiedzieć. takie duże foto w powiększeniu. że obecnie wszystkie wpychle (znaczy się ludzie) przerabiani są na maszyny i że tak naprawdę wszyscy oni. bezpiecznie. W mojej sypialce nic więcej nie było jak to wyrko i krzesło i lampa. i tam na ścianie zobaczyłem tę żonę. więc polazłem do sąsiedniego pokoju. Alexander tak po nastojaszczy nie z uma 73 . Została brutalnie zgwałcona i pobita. Ale było też kilka półek z książkami no i tak jak myślałem znalazła się ta Mechaniczna pomarańcza i z boku. braciszkowie. tak jakby na kręgosłupie.Czy odeszła od pana? . czekając. ściskał w nich ścierkę .Proszę pana. umarła. Nie przeżyła szoku. i zastanowiłem się. ale nie marznąc. gdzie jestem. i z dołu dochodził bardzo krasiwy zapach jakby śniadanka smażącego się. jakby pierwszy raz w życiu ujrzał ten talerz.Zobaczyłem to wszystko wyraźnie. już zaczęło mi się zbierać na wymiot i baszka mnie rozbolała.Tak. więc ruszyłem po cichu boso na poszukiwanie tej Mechanicznej pomarańczy. I pokartkowawszy w niej (stojąc w jego piżamie i boso. Nie podobał mi się cały ten szum i bełkot. który był jego. Ten rząd to chyba się głównie przechwala. ty i on i ja i całujta mnie w rzopsko. bo czułem. God Gospod. morda mi zupełnie pobladła i on musiał to widzieć. 5 Tej nocy spało mi się naprawdę horror szoł. . Ofiara nowoczesności. tak samo jak ona. o braciszkowie.Jeszcze mi nie za dobrze idą .

i wypruwał życie i kiszki i wolę każdemu. ale od razu stał się znów cały miły i przyjacielski i też łyżeczkował to jajko śmajko. Ty go podpiszesz. kiedy ty spałeś. kto by nie podzielał opinii Rządu? . a czaj z mlekiem ogromnym stał obok w tych porannych dużych wielkich kubasach.Zdawało mi się. Rząd najbardziej ze wszystkiego chełpi się tym. czy on widzi.Nie nie. artykuł? To znaczy dlaczego jest pan taki napalony. . .Dzwoniłem do różnych osób.Ale długo spałeś . . a ona mi odkazała.nic . wygłaszając na całe gardło: .Wstał od jedzenia i zaczął chodzić tam i nazad po kuchni.Już prawie dziesiąta. jak będziemy tu mieli pełny system rządów totalitarnych.odkazał i siedli my przyjemnie po drużeski do stołu przy tym trach trach trach jajek i chrum chrup-chrup chrup tostów z czarnego chlebka.spytałem. zatrzymawszy w ręku łyżeczkę z jajkiem.O ho ho.szedłszy. Ukaże się z twoim litość budzącym zdjęciem jutro albo pojutrze.Ty . .wyrwało mi się. Napisałem artykuł . zgrzytając kaflami.ciągnął . jeśli wolno spytać. takie wyliczenie krzywd. bracia. co jest zbrodnią a co nie jest.Pisze pan jakąś nową książkę? .Dlaczego? . jaką rolę odegrałem w jego życiu? Podjął: Ta rekrutacja młodocianych.Wszystko to już widzieliśmy .powitał mnie.Skąd ci przyszło do głowy.Troszkę się uspokoił. żeby ich synowie tym się stali. które twoja sprawa mogłaby zainteresować.odkazałem . biedna ofiaro? Czy teraz już sam Rząd będzie rozstrzygał. pomyślałem. .I zastanowiłem się. że w domu nic ma telefonu.dzisiaj rano. . jajcząc sobie i chrupiąc tosta. co wypłacą za ten. . I tak sobie wpieprzając powiedział: . . nagle czujny jak ten bystry zwierzak. .Tyle długich słów.Nie. . .w innych krajach. Ani się obejrzymy. w walce o to żeby obecny zły i nikczemny Rząd nie obronił się w nadchodzących wyborach. Bo nadajesz się jako broń. czy mogę zadzwonić po doktora. Bronić wielkich tradycji naszej wolności. To wdrażanie prowadzących do ubezwłasnowolnienia i wymózgłowienia technik asocjacyjnych. więc Pokorny Sługa Wasz i Niżej Tu Podpisany wziął i zszedł na dół. jakie ci wyrządzili. zwyczajni ludzie muszą dowiedzieć się i zrozumieć. . Ten klin od wąskiego końca wbijany i coraz szerszy. co mówię. że pan nie ma telefonu .jesteś żywym świadectwem tych szatańskich pomysłów. jak podlazłem do drzwi wstawiać tę starą gadkę i z prośbą. teraz nie o to chodzi . . a wdrug przekręciło mu się od śmierci jego zakonnicy? Ale zawołał mnie z dołu głosem całkiem normalnego mudaka.spytał.A nic . i ten wariacki błysk w oku.nic.odkazał. Łypnął na mnie tak bardzo uważnie. radosnym i lib lib kochającym i cały ten szajs. Ja pracuję od wielu godzin.Ktoś z nas musi walczyć. .spytałem. że nie mam telefonu? . ale do jajka nie wrócił. wyławiając ugotowane jajka i spod gryla wyciągnąwszy czarnego tosta. . 74 .Znów przyjrzał mi się uważnie nad parującym jajkiem. biedaku.oznajmił . Spytałem: . które miał szmucyk i oczeń szajsowate od rakotworów: . Tylko dzwoniłem do różnych ludzi. kiedy wygarniałem to jajko i przez moment nie uważałem. jak w ubiegłych miesiącach poradził sobie z przestępczością. przeciw temu Rządowi? Chwycił się za brzeg stołu i odkazał mi. ciągłe z tym błyskiem obłędu . co ty. .Czy chcą. jak pan mówi. co też on zapamiętał z początku tej odległej nocy. od zlewu do spiżarki.A co pan będzie miał z tego? To znaczy oprócz monalizy. braciszkowie. Ludzie. a ja znów zastanowiłem się. brutalnych zbirów do policji.A co ja mam do tego? . i to mordercza.

Jeden był Z. o braciszkowie. biedna ofiaro współczesnego świata . Wielkolepno iżeś panie mój to napisawszy. taki wytworny. . przeczytasz sobie.Co? . że jak czytałem.co? Ten chłopak to znakomity chwyt . i dziabnął nim kilka razy w ścianę.Przekrasne i horror szoł. przecież mówię. bo własnych planów nie miałem. . jaki jestem? Czy będę mógł znowu słuchać Symfonii z chórami żeby mnie przy tym nie rwało do wymiotu? Czy będę mógł prowadzić normalne życie? Co ze mną będzie. to co napisał.Tu złapał widelec.P. mój chłopcze. biedaku. co powiedziałem. bo to zaraz pójdzie w Tygodniowej Fanfarze pod twoim nazwiskiem. grubych. No cóż. aby zrobili ze mną to co mają zrobić. Dolin tak zagaił: . Dolin i ciągle chr chr chr i kasłu kasłu nie wyjmując peta z mordy i rzęziło w tym członiu i kopcił obsypując się z przodu popiołem i grabkami strzepując go sobie z łachów jakby nie cierpiawszy i w nerwach. Gotowi są sprzedać wolność za spokojniejsze życie. Zjedz to śniadanie i chodź. Gdziekolwiek ujrzę nikczemność. Wsie malczyki używają.powiadam.A co ja będę z tego miał? Czy wyleczą mnie z tego. Potem władowali się do pokoju tu gdzie ogień prygał na kominku i kniga i artykuł o moich cierpieniach i zrobili ooooo! na mój widok.A on przyjrzał mi się na to bardzo uważnie i zagabnął: . ty nieszczęsna ofiaro. Tradycja wolności jest wszystkim. Co najwyżej . że ty jesteś żywym świadectwem. Po czym rzekł oczeń spoko i po drużeski: Najedz się. proszę pana? Przyjrzał mi się.Doskonale .Jedz sobie. B. braciszkowie moi. jakby to było samolubne.dobrze . bardzo wysoki. tam staram się ją wytępić. to taka bardzo długa i płaksiwa kobyła. I to jajko moje tak samo zjedz. Kiedy wielki F. to aż mi się robiło po nastojaszczy żal tego bidnego malczyka jak opowiada co wycierpiał i jak to Rząd go własnej woli pozbawił i jak wszyscy powinni zrobić z tym szlus żeby taki niecharoszy i podły Rząd już nikagda bolsze nimi nie rządził: i rozumie się w końcu dotarło do mnie. Był to malutki. a skądże. . .Więc on poszedł do kuchni zmywać po zawtraku. Była ich trójka i F. No i trzeci z nich D.Nie jestem po niczyjej stronie. . że ja chciałbym też coś dla siebie. aż cały się pogiął. proszę pana. bardzo stary i z brodą jakby udziuganą w jajku. tego bałachu.gdyby tak miał wygląd jeszcze gorszy i tak na żywego trupa.może podziałać. Na pewno coś da się wymyślić. Już otwieram.jak gdyby dotąd nie słuchał. co widzą. Alex podał mi ich nazwiska. jakby to nie przydumało mu się do łba i w ogóle co za porównanie z Wolnością i całym tym szajsem! i wyglądał na zaskoczonego tym. o braciszkowie. A ja zapytałem: .rozumie się . Pierwszy Z. . co napisałem. Czego się nie robi dla sprawy. prędki w ruchach i roztaczający woń perfum. u drzwi się rozdało ding dong ding dong. 75 . że ten bidny a cierpiący malczyszka to nikt inny tylko Wasz Pokorny N. w ciężkiej oprawce. Drugi był Coś Tam Coś Tam Rubinstein. A potem rzekł: Och. Nazwy stronnictw i partii są niczym. Poszedł ich wpuścić i w przedpokoju zrobił się szum i takie huhuhu gadu gadu i cześ cześ co za pogoda i co słychać. Dlatego trzeba im dostarczać bodźca! bodźca! . a ja zostałem się w tym pożyczonym ciuchu nocnym i tuflach czekając.No . o braciszkowie.i było jak na balszoj oczewidno. da Silva. Wszyscy mi się tak horror szoł przyjrzawszy i chyba nie posiadali się z radości.krzyknął i pokazał się wycierając łapy . że dostaje świra.powiadam tak się mówi po nastolacku.to właśnie oni. Alexander zatrudniał się w kuchni z posudą. i pizgnął nim o podłogę.Och . . kulturalny i głos miał dżentelmena.Dobrze . okrągły i tłusty członio w pinglach. Zwyczajnym ludziom nie zależy na niej. jedz.

Co ma to tego Jołop? Co pan wie o Jołopie? I wyrwało mi się: .Przekonasz się. Znaczy się.Co tu jest grane.żebym znów był normalny i zdrów jak za dawnych czasów! i miał ciut niemnożko ubawu z prawdziwymi kumplami. Na pewno musieliśmy się gdzieś spotkać.Bo już było mi po nastojaszczy pilno wydostać się stąd. czym byłem? Tego chcę! i to właśnie chcę wiedzieć! Chrr chrr .Ja tylko zabiorę ciuchy .Ale to się nie może zdarzyć. Alexandra. Tak na kogoś mówili. .Męczennik dla wielkiej sprawy Wolności powiedział. więc siepnąłem: .już . . jak będziemy cię pokazywali na wiecach. Gdy to wszystko już dobiegnie końca.spytałem.Och. Dolin powiedział: . ale muszę sam troszczyć się o własne życie i koniec. da Silva tak odpowiedział: . ani jołop dla was. Alexander: .O nie. . a po nastojaszczy to zdrajcy! Czy to potraficie zrobić? Czy ktoś może mnie przywrócić do tego. Trzeba mi na to uważać. Mnie zaś D. Mamy cię. Głupie to są jakieś zwyczajne przystupniki. wszystkim panom tu jestem bardzo wdzięczny. Paniatno? . Ogromnie to nam pomoże. chciałem powiedzieć.wymówił F.Tu włączył się Rubinstein: .I zadumał się tak jakby zmarszczywszy brew.Jołop. braciszkowie.Wszystko to już minęło.gdyby to ja bym go rozdarł. Alexander. przez co wygląd miał ciut po niemnożku jak inostraniec. drużkowie? Przecz to za pomyśluch gwoli bratu swemu się wam telepie? Tu nagie wchlupotał się F. Tylko musisz poczekać. jaką z tego ja będę miał korzyść. Alexander pokazując te zafajdane kafle.E? . obszczerzając się jak z uma szedłszy. . Jołop. przyjacielu. Torturowany w więzieniu. Ale ten Z. a nie z takimi.I zaczął mnie głaskać po lewej grabie jak duraka.Co mnie traktujecie jak rzecz do użycia! Nie jestem durak. Musimy pomóc temu biedakowi. bardzo białych na tle ciemnego lica. . .Jezu Chryste . Na pewno. dziwne.rzekł jakby z namysłem F. . .No już . że Partia ci okaże wdzięczność.tak . A na razie zajmiemy się tobą. o braciszkowie moi.Nie ponrawił mi się ten wyraz w ślepiach F. wy głupie skurwle. da Silva głaszcząc go po klatce jak pieska się uspakaja. Na dwoje bym go rozłupał i rozpruł. 76 .I pokazał wszystkie trzydzieści i coś tam kafli.Chodzi głównie o spotkania publiczne. wyrzucony z domu przez własnych rodziców i tego ich nadętego brudasa lokatora. a w głazach jak z uma szedłszy. . jak pragnę Boga mego jedynego. .to znaczy ubranie i pójdę sobie sam na samo gwałt i adzinoko. . jak ten rodzaj głosu mi w coś trafia. Więc ja na to: . co tylko nazywa się że drużkowie.bałaknąłem już koło schodów .Jołop . tak .Dziwne. . To byli zupełnie inni ludzie. Dolin kasłu kasłu. . B. Bo w razie . .Prawie zdawało mi się . a ja nie jestem ani jakiś tam zwyczajny. chłopcze. Postawi się na zrujnowane życie. żebyście mnie robili w konia. nie.zrobiłbym to. zlinczowany przez gromadę staruchów i mało nie zabity przez gliniarzy! co ze mną będzie? .Ja chcę tylko jednego wrzasnąłem . . Poszedłem do drzwi. Musimy rozpalić w nich serca.Nie spodobał mi się ten żywy trup. żeby iść na górę po swoje ciuchy i zmywać się stąd. panie Boże dopomóż.powiedział D. B. spotka cię mała i bardzo korzystna niespodzianka. Aż wykrzyknąłem: . oj.Masz odegrać swą rolę i o tym pamiętaj.Nikt jeszcze nie powiedział. Z tym wiąże się oczywiście prasa. Pójdziesz z nami. i nie wypuścimy tak łatwo.zrobił Z. . Tego wymaga od nas Przyszłość i Nasza Sprawa.

da Silva.Chodź. któremu by można zaufać. i jak raz ona wytargała mnie z tej troszeczki snu. . .Jołop jołop jołop . którzy nazywali się moimi kumplami. niespokojny duchu. Przestało mi się podobać to jakby spojrzenie w głazach F. Nie można dopuścić. . .wciąż mamrotał z cicha F. jakie ma być teraz moje życie.W porządku .Tu się wprowadzasz. .Czym albo kim był ten Jołop? . Pokażemy się znów trochę później. Alexandra. Aleksander. . wysiadamy. A następnie z tymi trzema na dwór i w gablo. braciszkowie. God Gospod sam najlepiej wie. . Poszli zająć się swoimi sprawami. aby mnie apiać złapać za łapsko. Piżama w szufladzie. jakich spotkałem w rzygole i Wupie i różności. do imentu oszołomiony i bez pojęcia. chłopcze. da Silva i pokazał wsie trzydzieści zębów jak nie więcej.zgodził się D. . i winda. . bardzo huczny i gwałtowny utwór. Jedzenie znajdziesz w tej szafce. Tak po prostu leżałem skopawszy but ze stóp i rozluźniwszy halsztuk. i do żyliszcza takiego jak wszystkie żyliszcza we wszystkich blokach tego miasta. po drugiej Z. Nie tylko za siebie.odkaszlał się Z. ale jej nie słyszałem od lat. co przyszło mi się znieść ostatnio.Rozgość się.Trochę się położę skazałem. aż mu się czubek rakotwora wetknięty w mordę rozżarzył czerwono jak małe palenisko.powiedział Z. A połóż się. Alexandra i mogłem tylko powiedzieć: . że pora walczyć.No to weszliśmy i w holu na ścianie znowu nabazgrane coś z tej Godności Trudu. Rubinstein siedział mi po jednej stronie.jeszcze jedno. Po czym zadrzemałem. mianowicie Symfonia Nr 3 tego duńskiego flimona. braciszkowie. B. Dolin chrr kaslu kasłu .Było .Wiesz chyba.Wszystko to. to było prze u żasne i kropne. Dolin i zakaszlał.Jak sobie chcecie.odezwał się Rubinstein tym starym głosem. Malu malu malutkie. żeby to dalej poszło. B. ale i za tych skur wy bladych synów. No i zostawili mnie. To błysnęło mi już. o braciszkowie. dwie sypialki. że zapłaciłem za wszystko. Dolin chrr kasłu kasłu. Odpoczywaj. co mi się przytrafiły .Wszystko będzie dobrze.i jak w całym przeogromnym świecie niet ani jednego człowieka.Tu będzie twój dom .W porządku . A później dostrzegłem ten jakby szał czy obłęd w ślepiach F. . szczególnie w pierwszej części. .Znalazłem się na górze w try miga i byłem ubrany w niecałe dwie sekundy. 77 . . chłopcze . braciszkowie. zobaczysz.spytałem nie sawsiem zrozumiawszy.Aha . Tylko bierzmy się do tego i kończyć. po nastojaszczy gromko.I bystro podszedł. co się przebudziło w udręczonej pamięci naszego przyjaciela F. . co mam na myśli. . I we łbie leciały mi różne obrazki . a D.Hę? . a ja leżałem na wyrku. Alexandra. czy nie ty . braciszkowie. . . da Silva prowadził do miasta i pod blok w pobliżu mojego bloku czyli rodzinnego żyliszcza. którą znałem horror szoł i prawie na pamięć. .Zostawiamy cię tu.? . no to stałem i tyle. Była to symfonia.Więc ubieraj się i ruszamy. Zbudziłem się usłyszawszy muzykę za ścianą. Mamy coś do zrobienia. ale na myśl o walce już zechciało mi się upaść i rzygnąć. sam na samo gwałt i adzinoko cicho i spoko.Zapłaciłem ja na to. .Bo teraz chciałem już tylko wydostać się z tego DOMCIU.wkluczył się Rubinstein. A na razie znajdź sobie jakieś zajęcie. Czy aby nie . Bo macie mnie w ręku. . jedna bywalnia (czyli stoło żyło roboło co by nie było) i w niej stół calutki w knigach i bumagach i atrament i butle i tym podobny szajs. co nazywa się Otto Skadelig. B.? Chciałem powiedzieć. na górę.różnych ludzi. .Aż chuć i poczucie gwałtu mnie ogarnęło i poczułem się zaraz niedobrze. co to pewnie polityka i cały ten szajs. Widziałeś.oznajmił D.

Wylazłem na parapet. chociaż oni ŚMIERĆ zapowiadali tylko RZĄDOWI. to wypadłem z tej malutkiej sypialki. to znaczy skończyć ze sobą. też ustroili ci moi niby to nowi przyjaciele i że jak raz tego było im nużno dla tej ich okropnej chełpliwej i samolubnej polityki. starając się jakoś odgrodzić od muzyki i stękając aż jakby z głębi kiszek. Posłuszałem jej tak ze dwie sekundy ciekawie i z radością. aż te próchniaki w Publo Biblotece. Jakby mi ktoś podskazał. Może chwilę zaboleć i już. spoko i spać nawsiegda i na zawsze. a zdumione i porażone mordy wybałuszały się na mnie z góry. braciszkowie. żegnaj. wyciągnąć kopyta. jakby naumyślnie torturowali mnie. jak bolało. żeby się zabić. przestać. Okno w pokoju. ten mosiądz i bębny i smyczki na kilometr wysokie. 6 Wyskoczyłem ja. A potem ja. zlituj się nade mną! .Och. i niech ci God Gospod przebaczy to zmarnowane życie! .A tam grało i jakby coraz głośniej. Podszedłem i wyjrzałem pionowo w dół na samochody i basy i przechodniów. skrzyczeć i wrzeszcząc. a potem na kupie knig i bumagi i tym podobnego szajsu na tym stole w bywalni zobaczyłem. To błysnęło mi w jednej miliono milionowej części tej chwili. Oeh. że mam skończyć z tym wyskoczywszy. o braciszkowie. a potem Jołop i Billyboy przebrani za gliniarzy. Ale pogruchotałem se grzbiet nadgarstki i giczoły i strach powiedzieć.co akurat leciała. Przecież jakbym się zabił. Wziąłem się znów ryczeć i wrzeszczeć.Żegnaj. . zamknąłem oczy i poczułem na ryju zimny wiatr i skoczyłem. do drzwi wyjściowych. Aż dostałem prydumki. A muzyka huczy coraz to głośniej i głośniej. Bo zobaczył ja słowo ŚMIERĆ na okładce takiej broszurki. o braciszkowie. 78 . czołgałem się z łóżka i sam do siebie och och och i zaraz łubudu du du w ścianę z wrzaskiem: . gdzie się położyłem. to w ostatniej chwili poniał ja. muzyka huczała mi z lewej. powstrzymali mnie. Waliłem w ten mur aż kostki zrobiły mi się całe z krwi czerwo czerwonej i skóry w strzępach. Świeżą myśl i nowy styl życia.Tak się obijałem po całym żyliszczu w tym bólu i mdłościach. Aż wepchnąłem sobie małe palce tak po nastojaszczy w głąb uszu. to nie. aż sieknęło mi głęboko w kiszkach. Boże. stało na roścież. Jakby zrządzeniem losu druga broszurka miała na okładce akoszko i napis: Otwórz okno na świeże powietrze. Muzyka wciąż bluzgała na wylot przez mur. ale muzyka nie ucichła. a w mur piąchami łup łup i łubudu du! ale nic a nic z tego nie wynikło. prysnąć raz i nawsiegda z tego parszywego i wrednego świata. co muszę zrobić i co chciałem zrobić. co napisałem. aż mi się film urwał. że muszę od niej uciec. co ja mam robić? . I uwrzasnął się ja do świata: . i ciężko się łomotnąłem o chodnik.zawyłem do samego siebie i bu hu hu. ale puzony i kotły też się przedzierały zupełnie gromko. ale żebym wykorkował. że na tym ohydnym i przeohydnym świecie ani jeden człowiek nie jest po mojej stronie i że te muzykę za ściana. tak bardzo kochający się w muzyce. to bym nie mógł napisać tego. w której porzucałem świat i niebo i gapiące się nade mną pyski. aby przestali. A jak mi się urywał film. wyłączyć! . Chyba nie z takiej wysokości skoczyłem. a te od zewnątrz zakluczone i nielzia wydostać się. a potem jak mnie chwyci ten początek bólu i mdłości.Przestać.

w ogóle nic. chełpliwym łajdakom i już nie mają szans na przejście w wyborach. da Silva i Coś Tam Coś Tam Rubinstein i Z.ludzie pałają z oburzenia. ale za minutkę czy dwie znów mi się wydało jak gdyby pewne. ale wyszło mi tylko yczenie jakieś yy! y! i nic więcej. o nie! Nie mógłbym przyłożyć ręki do tego. . . co się go aplikuje. . bo mnóstwo w niej rozmów i dyszała przy tym uch uch uch. Za wielki bałach w usto dla malutkiej psiczki. A z nimi jakby na pewno był ten stary kapłon z Wupy i zagajał: Och. ukochany mój synku w Jot Cha. że jakiś razkaz. kim jestem. w prawą zaś grabę u samego plecza kapała czerwo czerwona krew z odwróconego słoika. ale widno. więc musiał to być jakiś razkaz o tym starym ryps wyps tam i nazad. Wyszła i zostawszy ja sam na samo gwałt i adzinoko dopiero zobaczyłem.mały nasz przyjacielu . która mogła trwać milion lat. graby też obandażowane i jakby z patykami rozpołożonymi wzdłuż palców. To kres ich rządów na zawsze i raz na zawsze. bólu ani czucia. to powinny mieć jakiś horror szoł zapach jak smażona cebulka albo kwiaty. A siejczas tak jakbym nie mógł za długo utrzymać tej przytomności. Dolin we własnej osobie. Następnie jeden z trójki wyciągnął do mnie jakby plik wycinków z gazet i dojrzałem strach 79 .zagaił jeden z nich. jak nie w szpitalu? w bieli i w tym szpitalnym zapachu. które wam ładują w szpitalach. pełnej kasłu kasłu zdychających wokół próchniaków. małaż ty moja siostrzyczko? Pójdź tedy a uczyń w łożu z drużkiem twym przyjebne pokładanko.snuł ten głos . ale nie mogłem się rozejrzeć ani dosłyszeć który . to jej próbowałem powiedzieć. o braciszkowie. usto miała ba ba bardzo czerwone i rzęsy takie długie ponad głazkami. Potem znów się obudziłem i kogo ja widzę przy moim łóżeczku jak nie tych trzech.Ooo! więc odzyskaliśmy świadomość. Więc bałaknąłem: Jak leci. jakby to były kwiatki jakieś i żeby prosto wyrosły.i dychał na mnie tym zaprzałym a smrodliwym łyskaczem i znów się wywnętrzał: Ale dłużej bym nie został.Ale słowa mi nie wyszły tak horror szoł.No i gdzie wróciłem do życia z długiej czarnej i czarno czarniutkiej pustki. co te sukinsyny będą wyprawiać z innymi nieszczęsnymi przystupnikami. Przy łóżku siedziała pielęgniarka zaczytawszy się w knidze bardzo niewyraźnie drukowanej. zdradzieckie wy po przyjaźni łgarze i w kant naciągacze. aż kniga jej poleciała na podłogę. i przemówiła: . a co. Miałem wtedy coś jakby dyfteryt. Bardzo powoli wróciło mi wreszcie. że ta psiczka wróciła i przywiodła ze sobą kilku w białych płaszczach i ci oglądali mnie umarszczywszy się i robili hm hm hm do Niżej Podpisanego. a pod jej oczeń wysztywnionym fartuchem widać było takie grudki że horror szoł. to byłoby jeszcze łuczsze dla was. klatki jakby z drutu. Te środki odkażające. w try miga. tylko aby wyzdrowieć i uciec. gdzie trzymali mnie jako drobnego rybionka. chodzę i mówię to ludziom. może nie. o braciszkowie. jak ona. synu. B. taki jakby kwaskowaty i ckliwy i czysty. bo prawie od razu apiać jakby przysnąłem. jakbym usto miał zesztywniale. Nic jednak nie czułem. synu mój . i stwierdziłem wymacawszy chlipadłem że niektórych zębów już nie ma. że leżę w osobnym pokoiku. Więc rzuciłem to i obecnie wygłaszam kazania.Przyjacielu . Zadałeś cios śmiertelny tym ohydnym. a nie na takiej dłuuugiej sali. co im wyprygnątem z akoszka! czyli D. cały owinięty byłem w coś białego i w cielsku nie odczuwałem nic a nic.A jakbym zdechł. Starałem się odpowiedzieć: . polityczne skur wy bladki wy syny.Ale wyszło mi tylko yy y. żeby ci się prędzej odechciało chorować. Ale ta pielęgniarka zerwała się. Głowę miałem całą w bandażu i jakieś kawałki czegoś tam poprzylepiane do mordy. Dziuszka była po nastojaszczy horror szoł. Wspaniale się przysłużyłeś sprawie Wolności. a moje bidne stare nożyska całe wyciągnięte i na całość bandaże.

że robię im to stare ryps wyps tam i nazad.Tak . że ma prawo jak każdy. Nie powinniście go wyprowadzać z równowagi. Że cię bardzo skrzywdzono. Jednym okiem wyczytałem nagłówki tak jakby trzęsące się w łapie u trzymającego. że jesteście tu mile widziani? . nie wiadomo.Co azaliż twe poczynia Joe nowe syniszcze? Zdrów i dobrze ma się i dostatnio. Maciocha zaś na to: . A oni do niego. że cała moja płyć (to znaczy cielsko) jakby opróżnia się z czegoś w rodzaju brudnej wachy i na to miejsce wpływa czysta. Miał trochę kłopotów z policją i załatwili go. Jak to Rząd cię popchnął do targnięcia się na własne życie. że nasilno przewracam je na ziemie i gwałt! i gwałt! a wszyscy stoją dookoła i klaszczą w łapska i radują się jak z uma szedłszy. Po czym ta dziuszka pielęgniarka orzekła: . całego we krwi. .Pisali o tobie w gazetach.Nie można go tak denerwować. na pewno fotografów. I ja też udaliłem się.Pojechał do domuuuu.Umieram! . w tę czarność rozjaśnianą tylko dziwnymi snami. tylko że apiać ku ziemi. A maciocha wciąż robiła do tego bu hu huuu i wyglądała tak ohydnie jak całuj mnie w rzopsko. .A mój tatata: .Aut aut aut! . jak mnie taszczą na noszach i tu nieożydno przypomniałem sobie te pykające światła.potaknął ef. . Teraz już mogłem dużo lepiej mówić i odezwałem się: . wtedy oni się rzucili na niego i okropnie go zbili.i nie odczuwając bólu ani mdłości. a tu moi ef i em przyszli w odwiedziny do chorutkiego synka i moja em wyprawia takie bu-hu-huuu że wprost horror szoł.Ouuuuu . Więc bałaknąłem: .Naprawdę? Taki porządny człowiek i w ogóle. . . Bo stał na rogu.Naprawdę? . . I gdzie się podziewa ten biedny chłopak? .Naprawdę straszne.powiadam. . Więc na jego miejsce do pracy już musieli przyjąć kogo innego. więc powiedział. że . synu. synu.No no no no proszę.Och. Alex Alex.odrzekłem . I my w pewnym sensie też byliśmy winni. że ma przechodzić.powiada ef. Też powtarzał się przekrasny i po nastojaszczy horror szoł drzym jak siedzę w ukradzionej gablocie jakiegoś flimona. synu.No i teraz . synu. Przydumało mi się na przykład. W końcu twój dom. A teraz proszę stąd wyjść.Mój tatata odpowiedział tak jakby zawstydziwszy się: . co krzyczą. synu.Pojechał z powrotem do swej rodzinnej miejscowości. A potem znów się obudziłem i patrzę. Próbowałem powiedzieć: .chcecie. aby się wylizać. umówił się tam z dziewczyną i czekał na nią. czy jawa. czy drzym.ale wyszło znów y! y! y! Wsio taki ci trzej politycy się wynieśli.budzące foto samego siebie. w rodzaju CHŁOPIEC OFIARĄ KRYMINALNEJ REFORMY albo RZĄD W ROLI ZABÓJCY i do tego foto jakby znajomego drewniaka z podpisem AUT AUT AUT i był to chyba Minister Spraw Niewdzięcznych i Wewnętrznych. o braciszkowie moi. Śniły mi się też rozmaite psiczki.zabuhuhuczała mać. i co jest grane? może wam się zdaje.Bardzo niefortunnie się stało.To straszne . żebym do was się znów sprowadził i żeby wszystko było po staremu. .Patrzył swego nosa i nikomu nie wadził . Ouuuuuuu. . sam na samo gwałt i adzinoko jeżdżąc sobie tam i nazad po świecie i rozjeżdżając wpychli. wierę a modlę. . Zaiste dziw mnie ogarnia. 80 .powiadam. . to jednak twój dom.A policja mu się kazała rozejść.

Och ..Dobrze dobrze . Pomyślę o tym powrocie. .I dalsze odwracali te kartki. czy o coś tam i popatrzyłbym. . . Zacisnąłem powieki jak gdyby z bólu i skazałem: . jak wrzeszczy gwałtu rety! aż by posiniał.kto rządzi. . Na pierwszej stronie było zdjęcie jakby gniazda pełnego jaj ptaszęcych.zawyła macica.nie ustawała mać. . czy nie majdrowali mi tam coś wewnątrz mózgu? . aby mi było lepiej.odrzekłem.Och. .odpowiedziała. co się nazywa paw. pielęgniarka.I . Na ładny mi świat smrodliwy i zafajdany.I co ze mną robili? .z jajami.powiedziała .W końcu ona cię wydała na świat. to ją spytałem: .albo dam ci powód.Co jest grane.Byłoby niepłocho .Dobrze . . leżałem i myślałem co nieco o różnych rzeczach. moi mali drużkowie? .zagabnąłem . .Więc obaj się jakby zakłopotawszy obśmiali z tego i usiedli po dwóch stronach wyrka i rozpachnęli tę książkę. jakby świeża krew czerwo czerwona popłynęła mi nagle po wszystkich żyłach. Było nad czym się zastanowić. Były 81 . . nieprawda? .Słucham? . młodych i słodziutko ułybniętych.No cóż . . . . ..Jak dawno tu jestem? . i przynieśli jakby książkę z obrazkami. pysznie tak i chełpliwie. aby gorzej. . jak zechcesz.Już idźcie. . jak to się horror szoł tak fajnie rozbryzga.Aha . synu .powiadam. tak jakby wygładzić mi prześcieradła. A co się tak pyszni.odezwał się jeden z doktorków. Bo ci przykopię w zęby. . .Przemyślę to sobie bardzo starannie. Ale dużo by trzeba zmienić. ogon miał krugom rozpostarty we wszystkich kolorach.Rozpirzgnąłbym. co myślisz o tych obrazkach. . no. Jakież to miawszy pomyślunki na mózgłowiu świeże a nierozumniech? . synu .rzekł jeden z doktorków.o braciszkowie moi to powiedziawszy zaraz się poczułem ciut łuczsze. Zgoda? . wielki gromadny ptak.rzekł ef.zabałakali obaj . Bardzo fajne. zamknij że się . Kiedy poszli sobie. Tylko wyzdrowiej.Słucham? .W porządku.odrzekłem . .Tak nie mówi się do matki. musiał coś tak robić. Jakbym po to.byłeś cały połamany i potłuczony i doznałeś poważnego wstrząsu i straciłeś niemało krwi.wydziargnać mu z ogona te wszystkie pióra i posłuszać.odrzekła .Wszystko będzie. synu rzekł mój tatata.powiedzieli obaj i kartka się przewróciła. Na tym obrazku był taki. żebyś sobie na to popatrzył i powiedział nam.Gniazdo ptasie . . synu. Złapałbym to wszystko i pierdyknął o ścianę albo skałę.Proszę cię. . a kiedy wróciła ta dziuszka. . synu . Ale w parę dni potem zjawiło się dwóch takich doktorków.to na pewno ci wyjdzie na dobre.Tak. jakby pod czaszką przesuwały mi się najróżniejsze obrazki. .Ouuuu .Około tygodnia . żebyś naprawdę miała czego wyć i lamentować. .Co tylko zechcesz.powiedziałem.odpowiedział tatata.Cokolwiek by robili .I co byś z tym zrobił? .spytałem.Dobrze.robił coś z moją baszką? To znaczy chciałem zapytać. Jeden zagaił: Chcemy.Ale czy ktoś .Zastanowię się . Musieli z tym wszystkim zrobić porządek.powiedziałem .zapytał drugi.Musicie się zdecydować . .dobrze dobrze dobrze. .powiedziałem .skazał tatata.Ouuuuu .powiadam .

Tak zupełnie chyba nikt nie poniał.tam obrazki takich bardzo horror szoł fajnistych dziobek i psiczek.spytałem. nieprawdaż? Masz najlepszą opiekę lekarską. odziany w sam szczyt mody i tak wytwo ho ho hornie przemawiający. Wzięliśmy go pod klucz. dobrze! . gdybyś nie żył.Poczekaj .ciągnął Mini od Nie i We Wnętrz . autor literatury wywrotowej. Chyba orientujesz się. . Tak jest. na rękę.warkłem na niego jak psiuk. jak on zafundował mi grabę. chętnie bym się przyłączył.spytał Minister. na którym ten stary gołoguzy brat i swat naszego kapłona taszczy swój krzyż pod górę: i ja powiedziałem.Głęboka hipnopedia . . . Nigdy w życiu nie chcieliśmy twej krzywdy. że warto by im zasunąć to stare ryps wyps tam i nazad: i do tego fest ultra kuku. że pasowałby mi ten młotek i gwoździe. do którego należę. tak jest. czerepizdą nakryty! .Każdy. co mają notesy i ołówki no i cały ten szajs. chcemy. który przyjechał zobaczyć się z Niżej Podpisanym. ale ktoś odezwał się ostro: . że flimon jakiś dostaje but w samego ryja i krugom niczewo tylko ta czerwo czerwona jucha krasna i ja na to. . . jak oni mi wygładzali pościel i czesali mój bujny przepych. o kogo chodzi. I mało nie zatrąbili wielkiej fanfary ku czci tego ogromnego ważniaka.Wielkie ci jajka śmajka wżdyć i twoim tak samo. tylko Minister Spraw Niewdzięcznych i Wewnętrznych. No i zobaczyłem. wykorzystać w celach politycznych.No no no i proszę. 82 .odkazywali. Wiesz chyba. coraz lepiej. zobaczysz .Więcej szacunku. Ale już nie będzie ci zagrażał. że owszem. co to za ludzie. Rozmawiamy sobie na stopie przyjacielskiej. że będę miał bardzo bardzo bardzo wyjątkowego gościa.Przykuty do tego wyrka i ty gadasz mi że wyleczony? Uch ty.to mój wróg. żeby ci wpakować nóż w serce.wkluczył się drugi.rzeki jeden z nich.Jaja . Byłoby im to na rękę.Wyleczony? .posuwał.Czy mógłbyś nam to powiedzieć.ja i Rząd.powiadam . Błysk błysk i trrrach poszły w ruch kamery na to. a te z gazet fagasy nic tylko skrybu skrybu i pisu pisu. i oczywiście był to nie kto inny. . Alexander. . mój chłopcze? . albo jakieś podobne słowo.A kimże są twoi wrogowie? . abyś nas uważał za przyjaciół. co ryczał i domagał się twojej krwi. Chyba jesteś już wyleczony. pragnący cię wykorzystać.niejaki F.odrzekłem . .z wyjątkiem wrogów. Doprowadziliśmy cię do porządku. tak jest.Dobrze. wpieprzając te jajka śmajka i kusoczki tostu i żłopiąc gromadne wielkie kubasy czaju z mlekiem. przyjaciół.Już niedługo. chłopcze! mówisz do Ministra.Niby co takiego? . I był też obrazek.Są pewni ludzie. A ja powiadam: . którzy chcieli jej i chcą w dalszym ciągu. ale są tacy. braciszkowie moi. Jest pewien osobnik . No to czekałem i czułem się. to ja powiedziałem. kto mnie skrzywdzi . aż któregoś dnia powiedziano mi. Dobrze dobrze dobrze! więc ja powiadam: . bo myślą. bo z głowy bandaże już miałem zdjęte i kudły mi z powrotem odrastały. .Ja dla każdego jestem przyjacielem . Oszalał z pragnienia. nieprawdaż. tak.A więc . tak .Kogo? . . Cóż jest aliści grane.wkluczył się bystro ten Minister Spraw Nie i We Wnętrznych. . że wtedy udałoby się im zwalić odpowiedzialność za to wszystko na Rząd. No i wkroczył.rzekł Minister od Nie i We Wnętrz . Tak.powiadam. O drugiej trzydzieści po południu zwalili się chyba wszyscy fotografowie i ci z gazet.A zobaczysz. o stary mój drużku? . synu? . Były takie obrazki. co bałaknąłem. .

Jak również dodał . . . no proszę. a ja leżałem z zamkniętymi oczyma. . . o braciszkowie moi.Był mi jak matka rodzona! taki on był. kak raz budź to wielki jakiś gromadny byk ryczał boouuuuu. co cię 83 . 7 .Uchyliłem powiek na tyle.To miłe . a wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy. nieprawdaż? . dobry chłopiec .Był niebezpieczny. O wszystko się zatroszczymy. . A to było stereo. . żeby podpisać. a ktoś zawołał: . Rick i Bycho. Och.że mu ktoś powiedział.powiedział Mini Wnętrz i poklepawszy mnie w pleczo też się wyniósł. Postawili mi je przy wyrku i otworzyli i jakiś fagas wetknął jego przewód do gniazdka w ścianie. Będziesz miał dobrą pracę i wysokie zarobki.poprawił się Mini oczeń bystro pomyślał i uwierzył w to. i trzech moich kumpli. Wbił sobie do głowy. . Wszędzie krugom jakieś wpychle już dobrze na haju od tego co plus welocet i syntemesk i drenkrom. że jesteś odpowiedzialny za śmierć kogoś bliskiego mu i drogiego.Mozart? Beethoven? Schönberg? A może Carl Orff? . słuszając tej przewoschodnej muzyki. jak z uma szedłszy. to znaczy Len.To co teraz.i złapał mnie za grabę. co podpisuje i nawet się tym nie interesując. . I poszła Dziewiąta. A teraz. Tylko jeden członio.i ułybnąłem się nie pomyślawszy. .rzekł Mini. co za wspanialstwo i niam niam niam. jak nie wielkie błyszczące pudło i od razu wiedziałem.To zaiste miłe z waszej strony. I cóż oni wnieśli.Kiedy stąd wyjdziesz . co zrobić z tak pięknie rozpoczętym.nie będziesz miał żadnych kłopotów. cicho i spoko wygrużać. .. Bo nam pomagasz.Dobry.Przyjaciołom zawsze się pomaga. . . ha? Byłem ja.A pomagam? .powiedziałem. o braciszkowie moi. powiedział mi: Proszę się tu podpisać.Niezrównana Dziewiąta. o braciszkowie. . Więc zamknięto go dla jego własnego dobra. . . zostawszy.dla twojego. nie wiedząc. błyszczących koszulek pełnych muzyki.Uśmiech! .A miał być jak drużek . . robiąc moją brzytwą do gdryk ciach ciach po całej mordzie wrzeszczącemu światu. co to. że go skrzywdziłeś.Bo dowiedział się. Przynajmniej . Po czym zostawili mnie już samego z tą przecudowną Dziewiątą Ludwika Van. że go skrzywdziłeś.zapytał jakiś pinglarz w oczkach na klufie i w rękach trzymawszy mnóstwo ślicznych.bałaknąłem . i jeszcze taki siaki maraset. jak biegnę i biegnę jakby na oczeń leciutkich i tajemniczych nogach.ja na to.Dobry z ciebie chłopiec powiedział ten wielki członio.Co ma być? .Był o tym przekonany .Grzeczny i dobry chłopczyk. Siedzieli my w Barze Krowa zastanawiając się. Jak zaczęło się Scherzo to już widziałem tak dokładnie samego siebie.rzekłem.Dziewiąta .rzekłem. a Bycho zwał się Bycho z powodu że miał to gromadne grube szyjsko i takie na balszoj gromkie głosiszcze. i zaraz błysk błysk i trzask błysk trrrach porobili zdjęcia mnie i Ministrowi od Nie i We Wnętrz jacy z nas przyjaciele. Tamci się zaczęli grzecznie. Byłem wyleczony jak trza. A przede mną jeszcze była ta część powolna i ta wunder bar ostatnia śpiewająca.truł dalej Minister . Wasz Pokorny a Piszący Te Słowa. mały prezencik. .Znaczy się .

więc powiedziałem: . do tego. Wszyscy byliśmy jak z żurnała wycięci. że ja byłem ten sławny i miałem swoje zdjęcia i artykuły o mnie w żurnałach i cały ten szajs.Jaja że ci śmaja.No. że Bychowi już łazi po czaszce. o braciszkowie moi. i Bycho wciąż powtarzał: . ten dzień! Przy barze siedziały trzy dziule oderżnięte w sam wierch mody nastolowatej. żeby się naostrzyć i być gotów na niemnożko tego brudnego. ha? Byłem jakby najstarszy w naszej czwórce i wsie patrzyli na mnie jak na wożatego. kiedy wkroczy na wojenną ścieżkę.odparłem. we trzech. długie nie uczesane włosy wykraszone na biało i sztuczny cyc wysterczony na metr albo więcej. to znaczy według tamtej mody oderżnięci. krótkie. ale dostawałem nieraz takiej przydumki. tak że baszka była ciut nie sawsiem łysa i tylko z włosami po bokach. I. a to czustwo nieraz mnie zaskakiwało w tych dniach. I był tagda sam szczyt mody. co się hapnie na tym ogromnym świecie . oj. . ciągnącej się u ścian krugom po całej mołoczni. Niech się stary Len obszcza ze swoim Bogiem. to szły zawsze od Niżej Podpisanego: no i w dodatku liczyło się.i przez cały ten szajs przebijał się jakiś dysko pop na stereo i to był Ned Achimota śpiewający: Ten dzień. fajno fajn. A do tego miałem też najlepszą robotę z naszej czwórki.Raus a dokąd? . braciszkowie. co tak bulgotał na cyku. i dalej bulgotał swoje: Przeto jak cnototo pod prę gdzież na kłamaszcie i po popkormaku? . i piąchnąłem go tak oczeń bystro ech ech ech w brzucho. i uch uch jakie obcisłe spódniczki. bałaknąlem ja do naszego Bycha: . Więc odwróciłem się do jakiegoś członia. w bardzo szerokie sztany i bardzo luźne czarne połyskliwe skórzane jakby kubraki na rozpiętą koszule. . co jak raz wracał z kiosku wyszedłszy po gazetę. co siedział koło mnie na tej długiej pluszowej ławie. z tym ich: . a pod nimi wsio białe i aż pieniące się. tak się u nas mówiło.Więc my raz i wytoczyli się w tę wielką zimową noc. niby że taki gromadny w sobie i że ten głos gromki wydobywa się z niego. Ale w rzeczy samej. żeby se dać starą brzytwą po głowie. 84 . więc natrafiwszy my na starego chryka. członia. niby w tym Centralnym Archiwum Narodowym jako spec od muzyki przy gramopłytach i za to całkiem horror szoł kasabubu połuczałem co tydzień do karmana i jeszcze na boczku mnogo mnogo fajniutkich płyt dla samiutkiego siebie za bezdurno.Aut aut aut aut raus.To co teraz. co to dwadzieścia w jedno. Ale pomysły.A Len tylko powtarzał: .Gropsze pychnie tu pad fallikniego i roba czmuch we prąg zabiczupełni prze trupajcach! . Bychu bojku! wolnoć. bojku? . .wynosił poza ten niecharoszy nastojaszczy świat do takiego kraju. znaczy się.dawaj po Marghanita Road. z takim jakby szalikiem wetkniętym pod szyją. . Gdzie ten duch? że wsie za jednego i jeden za wsiech. czy aby nie przechwycić.Ej. co już w trakcie na orbicie. Staremu Lenowi nic zależy.zapytał Rick z mordą jak u żaby. ale znacie już ten cały razkaz.Nagle poczułem się oczeń oczeń ustawszy i równocześnie pełen jakby takiej łaskotliwej energii. a że patrole mili poli cyjne dużo się tam nie udzielały. Tego wieczora w mołoczni Pod Krową był cały tłum normalnie mużyków i psioch i dziuszek i małyszów. o braciszkowie. czułem się po nastojaszczy znudzony i jakoś tak beznadziejnie. no gdzie. a wszystko śmiejaszcze i dudlące. Ale na starych nożyskach wciąż to samo: te buty po nastojaszczy horror szoł wielkie i gromadne w sam raz żeby mordę wkopać do środka. posunęli by my w to. A doiliśmy stare mleczko z żyletami w środku.A tak normalnie luknąć. Ale on daże nie poczuł. gdzie idzie zobaczyć Pana Boga i Wsiech Jego Aniołów i Świętych w lewym buciorze i do tego rozbłyski prysk i bryzg na całe mózgłowie. i przez ten szumny bałach i bełkot tych. znaczy się.

powiedział. do diabła . drużku . jak oni je wykonują.Ech. dla mnie piwko.i zaczyna mi przykładać graby do czaszki. i podarłem je na drobniutkie strzępki i rzuciłem na 85 . całkiem gołoguzy i płyć miał w takich jakby fałdkach. dość że była to fotografia. . i kopali go cha cha śmiejaszczy leżącego.powiedział kelner. dziewuszki? . Bycho powiedział: . .Nie. . . bilon i papierki.powiadam. chyba ty wiesz najlepiej. . no nie? A ja na to: .Ach . chłopcy. tak jakby skowytającemu sobie cichutko. . niech was Bóg błogosławi. chłopcy! . Ale nie potrafiłbym wytłumaczyć. skąd się tam wzięło. ale ostatnio taki się zrobiłem płoch i niecharosz.Dla wszystkich obecnych po szkocie. i pizgnąłem to brzdęk chrzęst na stół. jakby łapczywej chuci. . co nawierno pamiętacie. . No i zrobiło się takie ciut jakby ho ho ho w tym szamotaniu się. i zaczęły to swoje: . . że mam gorączkę. Więc ja też kiwnąłem i poszliśmy.Po Szkocie dla nas i toże dla tych starych babuszek. To jest. Oto co jest.Dobry wieczór. Ale ja na niego warknąłem jak psiuk. A bo ja wiem. żeby odstał natychmiast.Tyś zaiste powiedział.Dziengi na stół. jesteście najlepsi na świecie.margnął.Zarobione? Tego się nie zarabia. więc znów musiałem warknąć na nich i grabnąłem to zdjęcie. Tak i tu Bycho wziął mu ładować uch uch uch. żeby sobie chlapnąć spirtnego za bezdurno. Tutaj Len się wciął: . kiedy od nas usłyszą: To co sobie każemy. Dostałem takiej przydumki.wyczekując.Kto by pomyślał. wygarniając brzdęk brzdęk i truru ru swój stosik monałizy. że mi się odniechciało wyrzucać moje ciężko zarobione kasabubu. . Tamci dwaj kiwnęli że tak tak tak! ale wszyscy łypiąc na mnie. pokazująca malutkiego rybionka. . żeby mi odebrać ten kusoczek bumagi. dobrze. stary drużku. braciszku? Co naszło starego Alexa? . . drużkowie! . aż ruchnął. ot tak.Nie wiedziałem. bardzo tłusty rybionek.Bycho dał na dzwonek i wszedł kelner. na coś wydobytego przeze mnie z karmana razem z dziengami. Ale Bycho zagapił się.bałaknąłem trza pomyśleć.Dobrze już. . trąc sobie łapska o szajsowaty fartuch. rozpachnąwszy usto. . które szwyrgnąłem na stół. W tym ujutnym zakątku wysiadywały stare psiochy czyli pudernice. małe. niby taka zgrywa.W tych czasach już coraz to częściej wydawałem tylko rozkazy i z boku się przyglądałem.Na to bym nie poleciał .Oddaj mi to . Ten niemowlak robił gu gu gu i przy tym całe mleko jakby mu wyciekało z ryja i łypał do góry. tak jakby ułybawszy się do wsiech. Bierze się i tyle. tam gdzie mieszkał. o mój Alexie? .zagaił Bycho. co jest. czy będzie zgoda. . tak jest.I jak dał się gromko w śmiejaszczy rechot.warknąłem i bystro mu grabnąwszy. a tamci dwaj go podcięli.Zarobione? . czyli babulki. jak gdybym na coś zbierał. A ja czegoś odkazałem: . wszystko zmieszane.Nie wiem. do diabła! Same niech kupią. braciszkowie. a potem dali mu odpełznąć damoj.powiada Rick.Ale widząc. wzruszyłem pleczami no i też wygarnąłem swoje dziengi z karmanu w sztanach. że schowam to całe kasabubu dla siebie.No no no . zobaczyłem. jak mówiłem o nich na początku.Może by tak czegoś stakanczyk niam niam na rozgrzewkę. chłopcy. że ma parę kafli w mordzie nie tak za bardzo horror szoł.Ech. chłopie. którą wyciąłem ze starego żurnała. jak te babulki palą się.Bo niedaleko mieliśmy do Księcia Nowego Jorku.Co jest. służę! .jeśli chuć po temu czując i łakniesz. . po prostu bierze. A na to Bycho: .

podłogę jak niemnożko śniegu. Po czym zjawił się łyskacz i te stare babulki rozdarły się: - Na zdrowie, chłopcy! Panie Boże was pobłogosław, chłopcy! Nie ma na całym świecie lepszych niż wy, chłopcy! - i cały ten szajs. A jedna, do imentu w bruzdach i zmarszczkach, a zębów to już wcale nie mająca w tej uschniętej mordzie, zagaiła: - Nie drzyj pieniędzy, synu. Jeżeli ci nie są potrzebne, to daj takim, którzy ich potrzebują! - co było z jej strony bezumno zuchwałe i odważne. Ale Rick odpowiedział. - Pieniądze to wżdyć nie były, o babuszko. Jeno zdjęcie, a na nim taki śliczniutki bejbuś ciutki kochaniutki niemowlutki. Odparłem: - Po prostu mam tego po gardło i ustawszy, oto, co jestem. Bejbusie to wy jesteście, łobuzerka. Rechotać i obszczerzać się, i podśmiechujki, to wszystko, co potraficie! i po tchórzowsku dawać ludziom wielki łomot, jak nie mogą wam oddać. Wkluczył się Bycho: - No proszę, a wsiegda zdawało nam się, że od tego ty akurat jesteś największy król i pierwszy uczyciel, stary drużku! No nie. Z tobą jest właśnie ten kłopot. Gapił się ja na ten ohydny stakan piwa, stojący przede mną jak chuj na stole, i w środku czułem się tak rzygotliwie, że w końcu zrobiłem: - Aaaaach! - i chlusnąłem cały ten spieniony, śmierdzący szajs na podłogę. A jedna ze starych psioch powiedziała: - Kto traci, ten się nie bogaci. - Posłuchajcie wy mnie, drużkowie. Widzicie. Tej nocy jestem czegoś nie w humorze. Sam nie wiem, jak i dlaczego, ale to fakt. Idźcie sobie tej nocy wy trzej własną drogą. Ja się wyłączam. Na zawtra spotkamy się w tym samym czasie i miejscu: mam nadzieje, że już będę się czuł dużo lepiej. - Och - powiedział Bycho - jakże mi przykro. - Ale w głazach mu było widno takie jakby światełko, że na tę noc on przejmie wożactwo. Oj, ta władza władza, każdy jej pragnie. Możemy odłożyć do jutra - powiedział Bycho - cożeśmy poczęli w umyśle swym. Czyli ten skok na sklepy przy Gagarin Street. Pyszny horror szoł zachwat leży i czeka, drużku, tylko brać i połuczać. - Nie - odparłem. - Niczego nie odkładajcie. Walcie i już! tyle że w swoim własnym stylu. No - powiedziałem - to ja spadam. - I podniosłem się z krzesła. - A dokąd? - zapytał Rick. - Tego nie wiem - odrzekłem. - Pobyć sam ze sobą i tyle: i rozebrać się w tym i owym. Zrazu było widno, że te stare babuszki dostają naprawdę zagwozdki, czemu ja tak odchodzę i do tego jakby posępny, a nie ten bystry i śmiejaszczy malczyk palczyk, co go pamiętacie. Ale ja skazałem: - Ach, do diabla, do diabla - i wygruziłem się na ulicę sam na samo gwałt i adzinoko. Było ciemno i zrywał się wiatr ostry jak nóż, i niedużo wpychli się szwendało po mieście. Owszem, te patrolujące glinowozy z brutalnymi polucyjniakami w środku jakby krążące i od czasu do czasu, gdzieś na rogu, widziało się paru bardzo młodziutkich gliniarczyków, jak tupią na ten kurewski ziąb i wypuszczają parujący oddech w zimowe powietrze, o braciszkowie. Chyba już po nastojaszczy mnóstwo tego starego ultra gwałtu i złodziejstwa wymierało, jako że milicyjniaki zrobiły się tak brutalne z każdym, kogo złapali, chociaż z drugiej strony to była już taka jakby wojna między wrednymi nastolami a gliniarzami, którzy stali się bystrzejsi z majchrem i brzytwą, i pałą i nawet ze spluwą. Ale co się wtedy
86

działo ze mną, to że jakby niezbyt mnie już obchodziło. Jakby się zalęgło we mnie coś na miękko i nie mogłem zrozumieć: dlaczego? Sam nie wiedziałem, czego chcę. Nawet i muzyka, której lubiłem słuchać w moim malu malutkim żyliszczu, była taka, z której mógłbym się dawniej ześmiać, o braciszkowie. Słuchałem więcej takich jakby maciupkich pieśni romantycznych, co to je nazywają Lieder, sam głos i fortepian, niczewo bolsze, takie bardzo ciche i jakby tęskne, inne niż w czasach, kiedy były to wsiegda gromadne wielkie orkiestry i ja leżałem w łóżku pośrodku skrzypiec i puzonów i kotłów. Coś działo się we mnie i zastanawiałem się, czy to jakby taka choroba, czy to, co wtedy ustroili ze mną, mącąc mi w głowie i kto wie, czy nie robiąc mnie po nastojaszczy z uma szedłszym. Więc tak rozmyślając ze schyloną baszką i z grabami wbitymi w karmany kalotów szatałem się ja po mieście, o braciszkowie, i wreszcie poczułem się bardzo ustawszy i że jest mi bardzo potrzebna duża, fajna czaszka starego czaju z mlekiem. O tym czaju dumając ujrzałem nagle jakby swój malunek, że siedzę przed wielkim ogniem w kominku, na fotelu, dojąc ten czaj, a co było zabawne i oczeń oczeń czudackie, to że jakby przemieniłem się w bardzo starego człowieka, lat może siedemdziesiąt: bo widziałem swe włosy, całkiem siwe, i miałem też wąsy, identiko siwiutkie. Widziałem samego siebie jako starego chryka, siedzącego przy ogniu, a potem znikł ten jak gdyby obraz. Ale było to bardzo dziwne. Doszedłem do jednej z tych kafejek i czajnych, braciszkowie, i przez długie długie akoszko widziałem, że pełno w niej ludzi sawsiem nudnych i tępych, jakby całkiem zwyczajnych, mających te bardzo cierpliwe mordy bez wyrazu i nie chcących nikomu szkodzić, jak siedzą i balakają se tak po cichu i dudlą te swoje nieszkodliwe, poprawne czaj i kawę. Władowałem się do środka i dawaj do kontuaru, i wziąłem fajny gorący czaj z dobawką jak się patrzy mleka i przeszedłem do któregoś ze stolików i usiadłem, żeby to wypić. A przy tym stoliku siedziała już dwójka młodych, pili coś i kurzyli se rakotwory z filtrem i gadu gadu, i śmiali się do siebie po cichu, ale ja nie zważałem na nich i dojąc, tak jakby we śnie, główkowałem, co to się we mnie zmienia i co ze mną będzie. W końcu przyuważyłem, że ta dziuszka przy moim stoliku z tym członiem to jest po nastojaszczy git i horror szoł, nie w tym rodzaju, co żeby obalić i normalnie ryps wyps ryps wyps, tylko że ciało na balszoj i lico też i ryj uśmiechnięty i włosy jasne przejasne i cały ten szajs. Po czym ten jej członio, w kapeluszu i mordą siedzący w drugą stronę, odwrócił się, żeby luknąć na gromadny zegar, co tam wisiał na ścianie, i dopiero poznałem jego i on mnie poznał. A to był Pete, jeden z mojej ferajny w czasach, kiedy byli w niej Żorżyk i Jołop, on i ja. Pete we własnej osobie i tylko jakby dużo starszy, chociaż nie mógł teraz mieć więcej niż te dziewiętnaście z kawałkiem, i miał ciut wąsa na ryju i regularny garnitur (czyli starychowski ciuch na dzionyszek) i kapelusz. To ja zagabnąłem: - No no no, drużku, jak leci? Tyle tyle czasu nie widu. - Odpowiedział: - Mały Alex, nieprawdaż? - Nikt inny - powiadam. - Dawno dawno dawno, jak przeminąwszy i umarły te piękne dni. No i siejczas bidny Żorżyk, podobnież, spoczywa w piachu, ze starego Jołopa zrobił się rozbestwiony poli mili cyjniak, tu wszelako tyś jest i jam tu jest. I jakoweż to nowiny rzekniesz mi, stary drużku? - Ale on dziwnie mówi, prawda? - odezwała się ta dziuszka, jakby zachichotawszy. - To mój stary przyjaciel - zagaił Pete do tej fifki. - Nazywa się Alex. Chciałbym ci posuwa znów do mnie - przedstawić: to moja żona. Na to już mi szczęka opadła. Żona? - tak jakby wytchnąłem. - Żona żona żona? Nie! to
87

niemożliwe. Nazbyt młodyś ty do małżeńskiego stanu, mój stary drużku. Nie nie niemożebne. Ta dziuszka, niby że zakonnica Pieti (nie nie to niemożliwe) znów zachichrała i mówi do niego: - Czy ty również się posługiwałeś takim językiem? - No - powiada Pete jakby z ułybką. - Niedługo mi stuknie dwudziestka. Aż nadto wystarczy, żeby się pobrać, i zrobiliśmy to już dwa miesiące temu. A ty byłeś bardzo młodziutki, tylko nad wiek rozwinięty, pamiętasz. - Nie - ciągle mnie zatykało. - Tego nie mogę przeskoczyć, stary drużku. Pietia żonaty. No no no. - Mamy takie nieduże mieszkanko - powiedział Pete. - Bo zarabiam jak dotąd raczej niewiele w Państwowych Ubezpieczeniach Morskich, ale jestem pewien, że będzie lepiej. A moja Georgina - Jak się nazywa? powtórz - zagabnąłem, usto krugom rozdziawiając jak z uma szedłszy. Żona Pieti (żona, o braciszkowie) znowu jakby zachichotała. - Georgina - powtórzył Pete. - Georgina też pracuje. Pisze na maszynie, no wiesz. Jakoś wiążemy ten koniec z końcem. - Naisto ani rusz nie mogłem, o bracia, głazów od niego oderwać. Był z niego już całkiem dorosły drewniak i głos miał dorosły i w ogóle. - Musisz powiada Pete nas kiedyś odwiedzić. Wyglądasz jeszcze - pociągnął - bardzo młodo... mimo tych strasznych przejść. Tak tak tak, wiemy o tym wszystko... czytaliśmy. No... ale w gruncie rzeczy ty naprawdę jesteś bardzo młody. - Osiemnaście - mówię. - Właśnie skończyłem. - Ach tak, osiemnaście? - zdziwił się Pete. - Już tyle masz. No no no. Kto by pomyślał. Ale - powiada - czas już na nas. I spojrzał na tę swoją Georginę tak jakby z miłością, i ścisnął jej grabulę dwiema rękami, a ona jakby mu zwróciła lib lib to spojrzenie, o braciszkowie. - No tak - obrócił się znów do mnie. Idziemy na party do Grega. - Co za Grega? - spytałem. - Ach tak, oczywiście - odkazał Pete przecież ty nie możesz znać Grega. To już nie twoje czasy. Greg pojawił się, jak ciebie nie było. On urządza takie małe party. Przeważnie to wino i gry słowne. Ale bardzo miłe, bardzo przyjemne, no wiesz. Całkiem nieszkodliwe, rozumiesz mnie. - Tak - powiedziałem. - Nieszkodliwe. Da da, ja poniał wsio po nastojaszczy. - Ta fifka Georgina znów rozchichotała się z moich słów. No i poszagało tych dwoje do swoich zło woniaszczych gier słownych u tego Grega, kto by to nie był. Zostałem sam na samo gwałt i adzinoko nad swoją herbatką z mlekiem, co już ostygła, jakby myśląc i zastanawiając się. Może jak raz o to chodzi, myślałem. Może robię się już za stary, braciszkowie, na ten rodzaj życia, jaki prowadzę. Właśnie mi stuknęła osiemnastka. To już nie młody wiek. Mając osiemnaście lat Wolfgang Amadeusz pisał koncerty i symfonie, opery i oratoria i cały ten szajs, nie, co za szajs! tę boską muzykę. No i ten stary Felix Em z uwerturą do Snu nocy letniej. I jeszcze inni. A ten niby francuski poeta, do którego słów pisał stary Ben Britt, co wszystko najłuczsze stworzył do piętnastego roku życia, o braciszkowie moi! Artur miał na imię. Więc osiemnaście to nie taki znów młody wiek. Ale co ja mam zrobić? Łażąc po tych mrok ziąb chujnia zimowych ulicach, wyszedłszy z czajni i kafejki, wciąż i krugom widziałem te jakby przywidzenia, jakby takie komiksy w żurnałach. Oto idzie Wasz Uniżony Gawędziarz Alex do domciu na fajny i gorący talerz obiadu i oto jego fifka, cała w ułybkach, wita go i pozdrawia lib lib kochająca. Ale nie oczeń horror szoł widziałem ją, bracia, nie umiawszy se przydumać, co to za jedna. Ale przyszedł mi wdrug i wniezapno ten potężny
88

błysk w mózg. że jakbym wszedł do izbuszki drugiej za tym pokojem, w klórym pali się ogień na kominku i mój obiad gorący czeka na stole, to bym znalazł to, czego naprawdę chciałem, i teraz wszystko mi się powiązało: ten z gazety wycięty obrazek i to spotkanie ze starym Petem. Bo w tej drugiej komnacie na wyrku leżał i gulgotał sobie gu gu gu mój syn. Tak tak tak, braciszkowie, mój syn. I poczułem ja w sobie to wielkie gromadne puste miejsce, głęboko w mojej płyci, aż się udziwiłem samemu sobie. Teraz już wiedziałem, o braciszkowie, co się dzieje. To się dzieje, że normalnie dorastam. Da da da, no właśnie. Młodość przemija, nie ma rady. Ale młodość to tylko jakby się było takim, no, częściowo jakby zwierzakiem. Nie, właściwie nie tyle zwierzakiem, co zabawką, wiecie, te małe igruszki, co się sprzedają na ulicach, takie drobne człowieczki, zrobione z blachy i ze sprężyną w środku, a na wierzchu knopka do nakręcania: i nakręcasz go drrr drrr drrr i on rusza, tak jakby szedł, o braciszkowie moi. I tak idzie, ale po linii prostej i buch wpada na coś, buch, buch i nie może na to nic poradzić. Być młody to być jakby taką maszynką. Mój syn, mój syn. Jakbym miał syna. wytłumaczyłbym mu to wszystko, kiedy będzie już dostatecznie stary, żeby tak coś z tego zrozumieć. I zaraz poniał ja, że on i tak nie zrozumie albo w ogóle nie będzie chciał rozumieć i zrobi wszystko to samo, co ja, może nawet ukatrupi jakąś tam bidną starą chryczkę w gromadzie jej miauczących kotów i koszek, a ja go wsio takie nie zdołam powstrzymać. I on tak samo nie zdoła powstrzymać swojego syna, braciszkowie moi. I tak będzie się kręcić aż do skończenia świata, w kółko i w kółko i w kółko, jak gdyby kolosalny iakiś wielki gromadny człowiek, jakby sam God Gospod (macie in mołocznia Pod Krową) wciąż obracał i obracał i obracał śmierdzącą brudną pomarańczę w swoich ogromnych łapskach. Ale pierwsza rzecz, o braciszkowie, trza to załatwić i znaleźć tę albo inną dziuszkę, co by została matką tego syna. Zaraz jutro, główkowałem dalej, trza się do tego zabrać. To jest coś jakby nowego do zdziałania. Trza się wziąć za to. Tak jakbym zaczynał nowy rozdział. Więc teraz właśnie tak się stanie, o braciszkowie, jak w tej opowieści już dobijam do końca. Wszędzie byliście ze swoim drużkiem, z małym Alexem, cierpiąc razem z nim i oglądając najbrudniejszych skurwych synów i wybladków, jakich stary Pan Bóg i Gospod kiedykolwiek stworzył, a wszyscy dawaj na waszego starego drużka Alexa. A wszystko to nie dla czego innego, a tylko dlatego, że byłem młody. Ale teraz, jak kończę tę opowieść, o braciszkowie, nie jestem już młody, o nie, już nie jestem. Alex, rzec by można, dorasta, o tak. Ale gdzie teraz się udam, o braciszkowie moi, to już sam na samo gwałt i adzinoko, wy ze mną nie pójdziecie. Jutro będzie całe jak te kwiaty pachnące i Ziemia woniaszcza obracająca się i gwiazdy i stary Księżyc tam w górze i Alex, wasz stary przyjaciel, sam na samo gwałt i adzinoko rozglądający się poniekąd za towarzyszką życia. I cały ten szajs. Okropny brudny i cuchnący świat, po prawdzie, o braciszkowie moi. No to szczęśliwej drogi od waszego małego drużka. A dla wsiech pozostałych w tym razkazie szumny i dogłębny koncert na wardze: prrr brrr. I całujta mnie w rzopsko. Ale wy, o braciszkowie moi, wspomnijcie czasem i podówczas małego Alexa, co był. Amen. I cały ten szajs.

Słowniczek
89

*adzinok: jedyny. a z istniejącego żargonu tylko mniej znane.Nie obejmuje tych neologizmów. abratno: z powrotem adzinoko: samotnie. jeśli nie zmienia to w istolny sposób znaczenia tematu. które są łatwo zrozumiałe przez kontekst i brzmienie. które na trzeciej od końca. a krzyżyk te. pod którym dane słowo już figuruje. Gwiazdka oznacza wyrazy. rupiecie bas: autobus baszka: głowa bezumny: głupi biblo: biblioteka biżut: klejnot blut: krew bogusław: duchowny. kaznodzieja bogusławski: kapłański bojek: chłopak bombatomba: bomba atomowa itp. które zachowują rosyjski akcent na ostatniej sylabie. bonziak: ważny urzędnik borba: walka bubeł w kubeł: przymknąć się bu hu hu: płacz bukwa: litera bumaga: papier bych: (1) osiłek (2) wykidajło bystro: prędko bywalnia: living room bzdręga: pstrąg cepki: łańcuch zwłaszcza od roweru chamajda: agresywny i wielki cham charoszy: dobry chleborak: nieborak z trudem zarabiający na chleb chlipadlo: język chojak: prącie chować się: zachowywać się chryczka: starucha 90 . zgrubiałych i z przedrostkiem. niepowtarzalny akoszko: okno *apiać: znów aut: (1) załatwiony (2) wyłączony (3) na zewnątrz *balszoj: wielki. na balszoj: na sto dwa bałach: gadanina bałaknąć: powiedzieć *barachło: rzecz. Nie uwzględnia się form zdrobniałych.

dyżurka: (1) kancelaria (2) gabinet dziab: zastrzyk 91 . nuże daże: nawet dezynfekalia: śmierdzące środki dezynfekcyjne dmuchawa: prącie dobawiać: dodawać dobawka: dodatek dogitarzyć: uderzyć dokazać: udowodnić dokład: odczyt dosadzać: dokuczać. bzdura. dorosły drug. drużek. marzenie senne *durak: dureń dwadzieścia w jedno: zapewne tyle co palców u rąk i nóg bijącego i kopiącego dycholatka: dziewczynka 10-letnia dyndałki: migdałki.chryk: starzec chuć: ochota chudoszczawy: chudy *chujnia: ohyda. drużoczek: przyjaciel +drużeski: przyjacielski drużka: przyjaciółka drzym: sen. drażnić doskakiewicz: ktoś próbujący wskoczyć na nie swoje miejsce dowierzać: wierzyć drenkrom: jakiś narkotyk drewniak: starzec. klapa chwalbisz: (1) samochwał (2) chwalca ciurmak: strażnik więzienny cyjniak: policjant cykacz: serce cyrkuł: komisariat czajna: herbaciarnia czasik: godzinka czasowy: strażnik czaszka: (ł) głowa (2) filiżanka *czepucha: głupstwo członio: facet czudacki: dziwaczny czustwo: uczucie da: tak dacza: willa dalsze: dalej *damoj: do domu *dawaj! jazda. języczek itp.

uszy itd. frojda. faty: ojciec fekaf: ekskrementy fer: uczciwie fertyk: (1) gotów (2) orgazm fifa: kobieta fifka: dziewczyna filantro: jałmużna itd. dziuszka: dziewczyna *dżem ehem: dżem ef: ojciec em: matka encyklo: leksykon itp. uciecha fryzjerka: uczesanie gablo: samochód osobowy giczka: nóżka *git galant: świetnie. dziengi: pieniądze dziobać się: spółkować dziobka: dziewczyna dzionyszek: dzionek dziula. dziulka. faćku: tatuś fafle: coś obwisłego. grudź: pierś halsztuk: krawat hapnąć się: zdarzyć się hojdy bojdy: bzdury horror szoł: strasznie świetne identiko: taki sam idiocki: głupi 92 . facio. frajda frojda: radość. wargi. w porządku gliniarczyk: młody policjant gliniarstwo: policja glinowóz: samochód policyjny głaz: oko głotnąć: łyknąć gnojnia: (1) więzienie (2) gnojówka *God Gospod: Bóg golec: jednostka monetarna gołoguzy: nagi grabnąć: chwycić gramopłyta: płyta gramofonowa gromadny: ogromny gromki: głośny gruda: bryła grudki: piersi. faćko.dziarmaga: zbir itd.

płaszcz itd. jadowity. kocur: erotycznie nastawiony chłopak lub śpiewak kojka: łóżko kornflek: płatki zbożowe koszka: kot krasiwy: piękny krasny: (1) czerwony (2) piękny kroszka: odrobina *krugom: (1) ciągle (2) w kółko kucza: kupa kulkowiec: pióro kulkowe kurwator: kurator kurza kasza: drobiazg nie wart zachodu kusoczek: kawałek 93 . jaki kaloty: spodnie kapłon: duchowny. kapłan. klejaszczy: lepki kluf: dziób. kapelan karabkać się: gramolić się karauł: (I) straż (2) komisariat *karman: kieszeń kartoszka: ziemniak karypel: mały kurdupel kasabubu: pieniądze kazionny: państwowy kicior: wielki kot. z kiciorem: jak się patrzy kidać: rzucać kitel: okładka. gałka itp. przewrotny jubka: sukienka kaczkać się: chybotać się idąc jak kaczka *kafe: kawiarnia kafle: zęby kak raz budź to: całkiem jakby *kakoj: co za. nos kniga: książka kochajmysie: ckliwe frazesy komnata: pokój knopka: guzik. do izbytku: w nadmiarze jajczyć: jeść jajko japsko: usta jechidny: złośliwy. koperta.igruszka: zabawka inostraniec: cudzoziemiec inostranny: cudzoziemski izbuszka: pokoik izbytek.

gadanie lib lib: czulić się itp. po nastojaszczy: rzeczywiście nastole: nastolatki nastolowaty. maciocha: matka maćka. nastolski: w stylu nastolatków nastrojenie: nastrój natyrlik: oczywiście. mięsochłap: podłe mięso w formie ochłapów mili: policja mizglić: jękliwie skomleć i mazać się młyn: więzienie mogutny: potężny mołocznia: bar mleczny monaliza: pieniądze mózgłowie: głowa jako siedziba mózgu mózgolić: mozolnie lub usilnie myśleć *mudak: facet murchły: zmurszały mużycki: męski *mużyk: mężczyzna nakłonić się: nachylić się nasilno: gwałtem nastojaszczy: (1) prawdziwy (2) niniejszy. nu ładno: no dobrze łuczsze: lepiej łyskacz: whisky macica. *niecharosz: niedobry 94 .kuwszyn: dzbanek kwacz: brednia. naturalnie nawierno: pewnie ni pry czom: nic nie ma do rzeczy *niczewo: nic niecharoszy. maćku: mamusia majka: podkoszulek malczyk: chłopiec malejszy: najmniejszy małczanie: milczenie malysz: chłopak maraset: narkotyk maty: matka międzynoże: pachwina itd. lift: winda limonek: cytrusowy owoc podobny do małej cytrynki loch: dziura lód: brylanty luknąć: spojrzeć ładno.

panimaju: rozumiem *paszli: poszli. przedmieście oskorbić: obrazić. *paszoł: poszedł patrzałki: oczy +pażałusta: proszę piać: śpiewać 95 . dotknąć ostrzak: ktoś ostry z charakteru i zachowania pabieda: zwycięstwo *padbor: wybór. zestaw.*nielzia: nie wolno niełowki: niezgrabny niemnożko: trochę nieożydno: niespodziewanie niepłocho: nieźle nieprzerywno: nieustannie niesoba: ktoś nie będący sobą lub nie istniejący niet: nie ma niewynosimo: nie do wytrzymania *nikagda: nigdy nikudyszny: do niczego niezdatny niz. na padbor: wyborowy padchadziaszczy: odpowiedni *pagadi: poczekaj paj: pasztecik. zapiekanka itp. +pajechali: jazda! *pajmiosz: zrozumiesz paniatny: zrozumiały panimajesz: rozumiesz. w niz: w dół nużno: trzeba obezjajec: eunuch obradować się: ucieszyć się obszczać się: obcować obszczerzać się: pokazywać zęby w uśmiechu ochotno: chętnie oczeń: bardzo oczewidno: oczywiste oczki: okulary oderżnięty: modnie wystrojony odkazać: (1) odpowiedzieć (2) odmówić odkluczyć: (1) otworzyć z klucza (2) odłączyć *odkluk: otwierać z klucza odkrywać: otwierać odliczny: świetny odmigać: gestami skłonić do oddalenia się ojczyk: ojciec okraina: skraj.

dziać się proizwodztwo: produkcja próchniaczka: starucha. płocho: źle płyciowy: (1) cielesny (2) płciowy płyć: ciało podom: szlafrok podskazać: podpowiedzieć podumać: pomyśleć podwłasny: podwładny pogłazić: wpatrzyć się polancze: popołudnie poleżny: pożyteczny poli mili cyjniaki: policja polucyjniak: policjant połuczyć: dostać poniać: zrozumieć ponrawić się: podobać się poprzeczniak: robiący na przekór porażony: zdumiony i zaskoczony portablo: gramofon lub inne urządzenie przenośne post: następujący po czymś posuda: naczynia i zastawa pożywać: mieszkać pracolić: pracować *prałom. na prałom: na przełaj prawiczy: dziewiczy proischodzić: odbywać się. odpoczynek *pieszkom: pieszo pingle: okulary piszcza: jedzenie pizga: taka co się rzuca i robi zgiełk pizgnąć: rzucić plajstyk: sztuczne tworzywo pleczo: ramię płoch: zły. przydumka: myśl prygać: skakać *prykaz: rozkaz pryncypialność: zasada prysk: prysznic *prywiet: pozdrowienie 96 .piąchnąć: uderzyć pięścią pichnąć: pchnąć *pidżak: marynarka. próchniak: starzec prydumka. żakiet pieczalny: żałosny pieredyszka: przerwa.

pociąć recht: (1) słusznie (2) prawo rozczerwień: jaskrawa i natrętna czerwień rozdawać się: rozlegać się rozdziargać: pokrajać i rozszarpać rozgadnąć: domyślić się rozjargany: wściekle rozjazgotany *rozmroz: rozmrozić rozpachnąć: szeroko otworzyć rozpiska: (1) podpis (2) kwit (3) malowidło itp. pytać się: usiłować rabitnyk: robotnik rabotać: pracować rabotny: pracowity rakotwór: papieros *razbros: rozrzucanie.pryzner: więzień przeciwny: wstrętny przekrasny: piękny przekrócić: położyć kres. rozrzucać *razdraz: irytacja. rozpołożyć: umieścić rozumniak: mądrala. intelektualista. rozdrażniony *razkaz: opowiadanie *razrez: ciach. gniew. pocięcie i podarcie. uczony 97 . przerwać przeleśny: uroczy przewoschodny: wspaniały przychwost: adiutant przydumać: wymyślić przydziarmażyć: uderzyć przydzierać się: czepiać się przyjebny: (1) miły (2) podlizujacy się przyłańcuszyć: uderzyć łańcuchem przyłypać: dostrzec przystawać: (1) czepiać się (2) pasować przystupnik: przestępca przytuszony: przyćmiony psiczka: dziewczyna psijebny: (1) chutliwy (2) patrz: przyjebny psiocha: kobieta psiuk: (1) szczeniak (2) psiuknięcie psych: wariat publo: publiczny pudernica: stary babsztyl puszkowina: mięso z puszki pychota: (1) duma (2) przepych itd.

skrzyknąć: przeraźliwie i skrzekliwie wrzeszczeć skurwięta: młodzi skurwysynkowie słuszać: (1) słuchać (2) być posłuszny służanka: służąca smoczek: papieros snuć: przeciągać wypowiedź soda: woda sodowa spiczka: zapałka spirtne: alkohol spodełbić się: patrzeć spode łba spruwać: uciekać spuknąć się: przestraszyć się *stakan: szklanka starychowski: stary. syngierka: śpiewaczka syntemesk: jakiś narkotyk szabas: sobota 98 .rozwlekać się: (1) rozbierać się. przestarzały starzykowie: rodzice steto: stetoskop stojanka: postój stróżówka: biuro stuk: uderzenie sumka: torba syngier: śpiewak. (2) zażywać rozrywki ruchnąć: runąć rujka stójka: erekcja rukojatka: (1) rękojeść (2) erekcja rum bum: rum rwać. młodzież sfing: udawanie *siejczas: teraz skazać: powiedzieć skory: szybki skrzyczeć. jego rwie: wymiotuje rybionek: dziecko rychtyk: właśnie ryjek: papieros ryps wyps: kopulacja rzeszotka: krata rzeżucha: kobieta rzop. rzopiątko. rzopsko: zadek rzygoła: szkoła s! odgłos wyrażający szacunek: sir! sudar! sachar: cukier *sawsiem: zupełnie seksolatki: seksowne nastolatki. rzopka.

szwyrgnąć: rzucić śmajko: jajko śmiejaszczy: roześmiany śmierdęga: cuchnąca sadzawka itp. nie wiadomo co szutniacki: błazeński szutniak: figlarz. nakrycie głowy szłom: hełm szmałojowaty: tłusty jakby od szmalcu i łoju szmucyk: brudne szpik: policjant. upaprać ujutny: przytulny ukaz: rozporządzenie. błazen. śryk: (1) drąg (2) pisak świerzopa: świeża dziewucha *tagda: wtedy tam i nazad: kopulacja taryfiarz: taksówkarz taska: filiżanka tasztuk: chustka do nosa tatata: ojciec toczka: kropka truski: majtki trwohyda: coś budzącego trwogę i wstręt tufle: obuwie twojamać: przekleństwa i wyzwiska ubijca: zabójca ubijstwo: zabójstwo uczastek: komisariat uczyciel: nauczyciel udalać się: oddalać się udobny: wygodny udziugać: zanurzyć. tajniak sztany: spodnie sztuczka: rzecz.*szafior: kierowca szagać: kroczyć *szagom marsz: krokiem szajsowaty: gówniany szatać się: łazić. komik szwyrgać. ustawa ukrasić: (1) upiększyć (2) pomalować 99 . spacerować szczo: co szczurzyć się: mrużyć oczy szkacina: bydło szkot: szkocka whisky szłapa: czapka.

umny: mądry unter: niższy stopniem upudlenie: upodlenie z aluzją do pudla i do zamknięcia w pudle utstawszy: zmęczony utstroić: urządzić ustrojstwo: urządzenie uwidzieć: zobaczyć uwrzasnąć się: wydać krzyk przerażenia itp. woniaszczy: śmierdzący wozduch: powietrze wożactwo: dowództwo wożaty: przywódca wpieczatlenie: wrażenie wpychle: (1) człowiek (2) ludzie wred: chętne wyrządzanie szkody i krzywd wredziocha: (1) szkoda (2) wredna baba *wsiegda: zawsze wsio: (1) wszystko (2) ciągle. użas: groza użasno: strasznie wacha: woda wdrug: nagle. wulgarnia: chamstwo i wulgarność wunder bar: nadzwyczajne wupa: więzienie 100 . z uma szedłszy: wariat itp. ułybać się: uśmiechać się ułybka: uśmiech um: rozum. ultra kuku: ciężkie uszkodzenie ciała itp. a wdrug: czyżby welocet: jakiś narkotyk wibro: wibracja widno: widać *wielik: wielki wielkolepno: wspaniale wierojatno: prawdopodobnie wierzchowy: szczytowy *winowat: przepraszam wintowka: karabin wkluczać: włączać.ultra gwałt. wsio taki: w każdym razie a jednak wsiotwieracz: wytrych itp. wkluk: włączyć się itp. wkusno: smacznie wlaz i wylaz: kopulacja wniezapno: nagle wołk wołk: żreć jak wilk wołnować się: (1) falować (2) wzruszać się wonieć: śmierdzieć.

*wykluk: wyłączone itd. wypowiedzieć wziąć się: zacząć wzrywać się: wybuchać yczeć: wydawać nieartykułowany odgłos zbliżony do przeciągłego y itp. ukryty mechanizm albo przeszkoda zadyma: bójka. zakonnica: żona. wyskazać: wyrazić. zabywać: zapominać zacepić: uderzyć łańcuchem *zachwat: (1) rabunek (2) zdobycz zachwostka: haczyk. *zakluk: zamknięty itp. zahipno: w transie zakazać: zamówić zakłuczyć: zamknąć na klucz. zakonnik: mąż zanieść się: zamachnąć się zapierać się: zamykać się od środka zarabotać: zarobić zastupnik: obrońca zawtra: jutro zawtrak: śniadanie zbrudłachany: brudny i zużyty zbryzgać się: ejakulować zek: więzień zęborożno: jakby grożąc zębami i rogami zgrywoszutka: żart i nabieranie ziewak: gęba ziornąć: spojrzeć złotogniak: koniak itp. zwidzieć: oglądać w przywidzeniu żestoki: okrutny żłopacki: pijacki *żurnał: czasopismo żwykać. awantura zaglucony: zasmarkany zagwiazdziocha: woda z odbijającymi się gwiazdami itp. żwyknąć: (1) żuć (2) mówić z pełnymi ustami żyliszcze: mieszkanie Wszystkich i każdego z czytelników tłumacz prosi o konkretne uwagi i propozycje dotyczące 101 . znachodzić się: znajdować się zrazu: od razu zrażać się: walczyć zwidywać.wybladek: skurwysyn wykluczyć: wyłączyć.

Jego dzieciństwo było tragicznie przyziemne: ojciec pił i przygrywał na pianinie po kinach i knajpach. Z takich dołów i frustracji wyrastał w pół irlandzkim katolicyzmie młody John Wilson. 2 Anthony Burgess nazywa się właściwie John Anthony Burgess (czytaj 'bˆ:rdƒes) Wilson. Proszę je przesyłać na adres: Robert Stiller Aleja Wojska Polskiego 38 m. Zaraz po ukończeniu. przy zwłokach siostry i matki. Ale czy podobnie straci na aktualności problematyka. bo i Zamiatin. Wszystko to maleje przy świeżych. raz wreszcie nie przygnębiających niespodziankach w życiu politycznym. też w 102 . stylu i wyrażeń stosowanych w tej wersji. że młody i z pewnością nie archaiczny meloman słucha muzyki z płyt. A teraz Anthony Burgess. Tylko nieliczne realia wskazują.języka. Raz wróciwszy po nocy zastał dziecko ledwie dychające w zimnym mieszkaniu. Kolejne w szeregu imponujących dzieł. posępny. jak technika życia codziennego napłodzi nam dziesięć i sto razy więcej pozornych. że to Anglia i poniekąd Londyn. że wiele zachowa tu aktualność długo po tym. Jednak niedaleka to przyszłość i pod niektórymi względami łatwo kojarząca się z dniem dzisiejszym. Później ożenił się z oberżystką. do katastrofizmu skłonny rodzaj utopii. z nazwy nie wymieniony. Ayn Rand. nie dających się dziś przewidzieć anachronizmów. a nie z kaset i tym bardziej nie z dysków czy płyt kompaktowych? Że pisarz używa klekocącej maszyny zamiast elektrycznej lub komputera? Wystarczy moment i już realia rzeczywiste przeskoczyły futurologię w sprawach jak najbardziej powszednich! Obawiam się jednak. Aldous Huxley. 9 01-554 Warszawa Kilka sprężyn z nakręcanej pomarańczy l Dzieje się to w przyszłości nieokreślonej i w mieście też nie całkiem określonym. Jak tu sobie wyobrazić. Karin Boye i wielu innych. Więc jakby science fictian w tej specyficznej i nadzwyczaj ważkiej odmianie zwanej dystopia: na krytyce politycznej i społecznej zbudowany. Urodził się 25 lutego 1917 w Manchesterze. Nasuwa się raczej odwrotna refleksja: oby ten niby-Londyn. jakie stworzyli nie tylko George Orwell. z której poczęła się Mechaniczna pomarańcza? Nic na to nie wskazuje. zmarłych na szalejącą podówczas grypę hiszpankę. wkrótce nie odcisnął się zbyt wyraźnie na niby-Moskwie i niby-Pernambuco. W szybkim upływie czasu niejeden szczegół już dziś sprawia wrażenie wczorajsze. może niechcący.

Był w różnych okresach i szkołach nauczycielem angielskiego. ma strukturę jakby muzyczną. a co najmniej do krajów śródziemnomorskich. Na razie. Później trylogia ta zaczęła się ukazywać już łącznie jako The Long Day Wanes (1965. Kilkakrotnie przebywał też jako profesor wizytujący i raz jako pisarz rezydent w Stanach Zjednoczonych. prawie niechcący trafił na Malaje. że woli być uważany za muzyka piszącego powieści niż na odwrót. Choćby dla fikcyjnej biografii Bonapartego Napoleon Symphony (1974. szukając jakiejś dogodniejszej posady. po pijanemu napisał podanie. Czas na tygrysa). To nie wszystko. Napisał o tym swoją pierwszą powieść A Vision of Battlements (1965. i skończyło się na kontrakcie. czyli w Kuala Kangsar i Kota Baru. Klezmerzy) osnuta na własnym dzieciństwie i postaci ojca przekazuje wiele podobnych treści. najpierw osobnych. Szykował się bowiem raczej do kariery muzycznej. w miasteczku o tej samej nazwie. relacjonując po swojemu libretto The Cavalier of the Rose (1982. Oberon stary i nowy) Carla Marii von Webera. Jak się okazało. 3 Tak zwana The Malayan Trilogy składa się z Time for a Tiger (1956. co więcej.Manchesterze. a po krótkim powrocie do Anglii znowuż w sułtanacie Brunei na Kalimantanie. Ale to już w późniejszych latach. jednak zawsze już tęskniący i rwący się do tropików. dalej z opartego na malajskim powiedzonku w tytule The Enemy in the Blanket (1958. Zbiór wspomnień i esejów This Man and Music (1982. rozpity i chory. autobiograficzna zaś powieść The Pianoplayers (1986. Kawaler srebrnej róży) Richarda Straussa i tworząc nowe libretto do opery Oberon Old and New (1985. Kierujmy się ku temu. Jako wykładowca języka i literatury szkolił przyszłych nauczycieli angielskiego w stolicach malajskich sułtanatów Perak i Kelantan. U schyłku długiego dnia). Pierwszy tytuł dotyczy również miejscowego piwa marki Tiger. Zębate mury). co poważniejsze. której wydanie opóźnił o 16 lat. Do dzisiaj gra zwłaszcza jazz na fortepianie i skomponował nawet niecałe trzy symfonie i dużo mniejszych utworów. pracownikiem Ministerstwa Oświaty i wykładowcą literatury angielskiej na uniwersytecie w Birmingham. Łoża na Wschodzie). studiów anglistycznych i po jadowicie opisanych absurdach obozu rekruckiego dostał się do wojskowych służb rozrywkowych i edukacyjnych: tak odsłużył do 1946 pięć lat. w formie cokolwiek zbeletryzowanej. I stąd wziął się jego debiut powieściowy: Trylogia malajska w trzech tomach. Niżej podpisany i muzyka) omawia szczegółowo te aspekty własnego życia i przemyśleń. Symfonia napoleońska) posłużyła za model w najdrobniejszych szczegółach Eroica Beethovena. Mnóstwo 103 . przeważnie na Gibraltarze. Toteż wśród jego dzieł literackich nie tylko Mechaniczna pomarańcza poświeca tyle uwagi muzyce i jej przeżywaniu. a ostatni to cytat z Szekspira. będącym jego stolicą. Trwało to od roku 1954 do 1959 i wreszcie musiał wrócić do kraju zniechęcony. Ale wbrew jego własnym aspiracjom to i tak niewątpliwie marginesy. Wróg w pościeli) i Beds in the East (1959. Stwierdza prowokacyjnie. jak najściślej muzycznych. Parał się też literaturą operową. o którym zapomniał.

są niemalże dokumentem czasu i kraju. że Burgess lubi czerpać struktury akcji. Wciąż ożywiająca się półgębkiem legenda. domaga się sprostowania. przenosząc materiał i szczegóły niemal dosłownie ze swych bieżących doświadczeń. wydana już po polsku w moim przekładzie. Cóż z tego. problematykę i przekręcone imiona z tradycji czy wręcz archetypów literackich: tak właśnie A Vision of Battlements jest zamaskowaną repliką Eneidy Vergiliusa. A w Malezji ciągle zatruwała mu życie jak nie histerią i pijaństwem. Jest bezcenna jako nie liczący się z niczym dokument z pierwszej ręki. że jakaś postać lub incydent są przekształcone. zarazem dość poczytne i kwaśno przyjęte. Smok i pierścień. Trudno by znaleźć drugą powieść tak wielostronnie i nieraz perfidnie naświetlającą jakże złożone i niejednoznaczne zjawiska dekolonizacji kraju azjatyckiego. Oskarżyciel co prawda przegrał i więcej podobnych nie było. Burmese Days (1934. Jej trzy prędko następujące po sobie części. Nie obeszło się zresztą bez procesu o zniesławienie. Nie tylko to znajdziemy. Birmańskie czasy) Orwella i poniekąd The Heart of the Matter (1948. lecz nie brakowało pretensji: a gdy niebawem tak samo na gorąco Burgess opisał swe doświadczenia z Brunei w satyrycznej powieści Devil of a State (1961. jaki przez wiele lat łączyła z dość rozwiązłym trybem życia: z czego nadzwyczaj szczery w tych sprawach Burgess nie czyni sekretu. Pisał ją na żywo. gdy Burgess jeszcze służył na Gibraltarze.) to szarada na tle mitologii nordyckiej. tylko w 24 lata później na marskość wątroby. kultury i języka. co nie przeszkadzało jej w eksperymentach z egzotycznymi kochankami i z kim popadło. który Burgessowi wytoczył pewien biały adwokat z Malajów. a w życiu Burgessa (trudno się powstrzymać od tej refleksji) potworną i histeryczną zawalidrogą. utwór ten stanął jednak w szeregu takich jak Black Mischief (1912. jego żona w Londynie została w nocy napadnięta w celach rabunkowych i pobita do nieprzytomności przez czterech amerykańskich dezerterów. wprost albo w przełożeniu. jakoby gwałt i śmierć w Mechanicznej pomarańczy były odbiciem dotyczącego jej wydarzenia na Malajach. że w kontekście malajskim zapijaczony porucznik Nabby Adams pobrzmiewa jako Nabi Adam: czyli pierwszy Człowiek jako Prorok? skoro i tak pierwowzorem był znany autorowi porucznik Delaney. jak zwykle u Burgessa. Wśród nich własna żona. Sedno 104 . ludzi. Diabeł nie państewko). przezwany Naraka od malajskiej nazwy Piekła. mimo wszelkich zastrzeżeń dość wiernie i niemal ekshibicjonistycznie odwołując się do jego życiorysu. I nie zmienia tego również fakt. Malajska przygoda). skutek alkoholizmu. a z którym da się porównać (co sam Burgess trafnie zauważył) tylko francuska powieść Henri Fauconniera Malaisie (1930. poroniła i długo chorowała. nie całkiem dosłowne lub syntetyczne? i że niektóre z innych jego powieści opierają się wyłącznie na fantazji? Większości to nie dotyczy. wydawca kazał mu ten kraj. lokalnych i literackich krzyżuje się w tych powieściach. to manifestacjami wstrętu do egzotycznych krajów. Czarny wybryk) Evelyna Waugh. Daleko mniej ważki. Jak i mnóstwo innych postaci. W kwietniu 1944 roku.doświadczeń autobiograficznych. Umarła jednak nie dlatego. asekuracyjnie przenieść do Afryki Wschodniej. Llewela (zwana Lynne) Isherwood Jones była efektowną Walijką o jasnych włosach i błękitnych oczach. opisane w bezlitosnej Trylogii malajskiej. Cóż z tego. którego nic w piśmiennictwie naszych czasów nie zastąpi. inna zaś wczesna powieść The Worm and the Ring (1961.

sprawy) Grahama Greene, choć nie dorównuje ani żadnemu z nich, ani własnej Trylogii malajskiej Burgessa. Ta mimo wszystko najściślej realistyczna i demaskatorska powieść z elementami egzotyki, wiwisekcji psychologicznej, sensacji, czarnego humoru i satyry politycznej da się tutaj przywołać w jeszcze jednej funkcji. Bo wyliczenie to, przy zmieniających się proporcjach, może ujść za sumaryczny opis całej prozy Burgessa. Występek i grzech jako mechanizm ludzkiej działalności to u niego problem kluczowy, główny, żeby nie powiedzieć: obsesyjny. Nie obeszło się przy tym bez jego irlandzkiego katolicyzmu w ciągłej i osobiście nieraz dotkliwej konfrontacji z wątpliwym protestantyzmem kościoła anglikańskiego. Dość powiedzieć, że na Malajach skłaniał się już Burgess do konwersji na islam: aż oblała go kubłem zimnej wody jakaś kolejna, typowo muzułmańska manifestacja organicznej sprzeczności między utrwaloną w praktyce islamu tradycją działań i ocen, publicznych i jednostkowych, a powszechnie uznanym systemem wartości ludzkich. 4 Zachybotała się makabrycznie biografia i wynikło z tego w szybkim następstwie pięć dalszych powieści. Tych do 1961 roku. Zaraz po swym powrocie z tropików zaburzenia psychiczne, jakim coraz dotkliwiej zaczął ulegać Burgess, doprowadziły go do pobytu na obserwacji w londyńskim szpitalu i wreszcie do diagnozy: rak mózgu. Dano mu pół roku życia. W tej sytuacji ostatecznej zaczął na gwałt pisać, głównie po to, aby wdowie zostawić trochę pieniędzy. Jak to było z chorobą, można się względnie szczegółowo dowiedzieć z powieści The Doctor Is Sick (1960, Pan doktor jest chory). Coś z tej desperacji, pośpiechu, nie liczący się z niczym cynizm i naturalna skłonność do wiwisekcji pomogły ukształtować w tym krytycznym okresie specyfikę pisarską Burgessa. Odtąd i z późniejszych utworów niejeden, choć nie po kolei, wraca do podobnej genezy i efektów: aż bezwstydnie szczerego i drastycznego ulepku z motywów autobiograficznych, nieraz udziwnionego jeszcze na pokaz. Do tych należą One Hand Clapping (1961, Klaskać jedną dłonią) i mniej osobiste The Right to an Answer (1961, Prawo do odpowiedzi), Beard's Roman Women (1977, Babiarz Beard w Rzymie) i The Pianoplayers (1986, Klezmerzy), gdzie narrator przystroił się w postać i światopogląd kurtyzany w podeszłym wieku. Jednak to nie Anthony Burgess wtedy umarł, lecz jego żona w pijackim rozpadzie umysłowym i fizycznym. A wlokło się to w coraz gorszej udręce i obrzydliwości jeszcze do 1968 roku. Zaraz po jej śmierci zawarł drugie, szczęśliwe i trwałe małżeństwo z włoską hrabianką; dużo młodsza od niego Liliana (rzadko nazywana inaczej niż Liana) Macellari wniosła w ten układ również swe kompetencje zawodowe jako lingwistka. Odtąd i twórczość Burgessa, nie tracąc na ostrości, wyklarowała się intelektualnie. Tymczasem prawdziwą i światową karierę zrobiła A Clockwork Orange (1962,
105

Nakręcana pomarańcza). 5 Ta przerażająca dystopia czyni chwilami wrażenie prawie rozhisteryzowane. Nie bardzo wiadomo: czy ganić jej plakatowe uproszczenia? czy zachwycać się ich konstrukcja? Burgess ją sam kiedyś określił jako "zbyt dydaktyczną, zbyt ekshibicjonistyczną językowo". U mnie w pierwszej lekturze tak się pomieszały podziw i sprzeciw, że z jednej strony porwałem się od razu na karkołomny trud przełożenia dwóch pierwszych rozdziałów, a z drugiej napisałem i ogłosiłem w „Literaturze na Świecie" pamflet na nią zatytułowany: Horrorshow! czyli bój się Pan jeża. Skąd ów tytuł? Jest anegdota o poniewieranym przez długie lata drobnym urzędniku, który wreszcie odchodząc postanowił się zemścić na znienawidzonym szefie. Wybrawszy odpowiedni moment narobił mu na biurko, po czym nawtykał w to zapałek i zostawił kartkę z napisem: Bój się Pan jeża! Za podobne straszenie uznałem wówczas tę powieść. W kolejnych czytaniach i w trudzie przekładu stopniowo złagodziłem i wreszcie zmieniłem sąd o Nakręcanej pomarańczy na jej korzyść. A co pozostało z wątpliwości, to przytoczę z grubsza według tamtego artykułu. Kiedy skóra nam cierpnie przy wyczynach 15-letniego Alexa i jego młodocianych zwyrodnialców, otrząsnąwszy się nieco zadajemy sobie pytanie: Czy to jest nowe? i jak dalece realne? Otóż do stałego repertuaru science fiction zaliczają się opisy terroru) i zdziczenia obyczajów, następujące zwykle po kataklizmie atomowym lub nadwyrężeniu ludzkości przez inwazję międzyplanetarną. Mógłbym tu przytoczyć (ale nie chcę przeciążać omówienia dokumentacją) dziesiątki nazwisk i tytułów, powieści i opowiadań, często wcześniejszych, opartych jota w jotę na podobnych założeniach, sytuacjach i postaciach oraz efektach, jakimi tu straszy czytelników Burgess prezentując im swego Alexa i miasto, nie mogące sobie poradzić z bandami mordujących i gwałcących wyrostków. Pełno tegoż schematu w westernach. Nowością (choć nie całkowitą) i zasługą Burgessa jest wyprowadzenie tej inwazji potworów z wewnątrz. Z ludzkiego wnętrza i ze społecznego. A czy do zasług tej fikcji należy też jej realność? Że degenerująca się na wiele sposobów młodzież i przestępczość nieletnich zaliczają się do najgroźniejszych koszmarów naszej epoki: to wiadomo. A czy aż tak demoniczna eskalacja zjawiska? Pojedynczy przypadek, jakkolwiek potworny może być dla ofiar i świadków, tej skali jeszcze nie stwarza. Może ona wyniknąć dopiero z głębszego uszkodzenia mechanizmów i norm społecznych. Bo jak wiadomo, człowiek broniący swego życia i podstawowych dóbr (choćby ze względu na bardziej dotkliwe zagrożenie i silniejsze wydzielanie adrenaliny) rozporządza taką samą, a zwykle większą sprawnością niż napastnik powodowany motywacją nie aż tak istotną: jak zabawa czy pusta złośliwość. I jak wiadomo, w społeczności choć trochę zintegrowanej ta zdolność samoobrony kolosalnie wzrasta. Również i z fizjologicznego punktu widzenia na przykład siła mięśni jest tą cechą, która się późno rozwija i długo trwa, dzięki czemu (statystycznie rzecz biorąc) nawet dosyć silny piętnastolatek nie ma wielkich szans w starciu z przeciętnym mężczyzną w wieku średnim albo i podeszłym.
106

Nie wdając się w szczegółowe obliczanie innych czynników modyfikujących, takich jak stopień agresywności, zaskoczenie, brzytwa w ręku zwyrodniałego smarkacza lub większa zdolność przewidywania u dorosłych, jedno można stwierdzić na pewno: opisane przez Burgessa rządy nocnego terroru piętnastolatków, wobec których bezradne jest całe społeczeństwo dorosłych wraz z policją, to całkowita fikcja. Chyba żeby aparat państwowy nie istniał: ale wtedy, jak wiemy, społeczeństwo samorzutnie tworzy własne instytucje obronne i już po chwili walka staje się w najgorszym razie równorzędna. Potwierdzają to niezliczone przykłady choćby i z najnowszej historii: szeryfowie na Dzikim Zachodzie, samoobrona w kibucach izraelskich i wyrosła na jej gruncie Hagana, prywatna policja w Ameryce itd. Pełna makabra zaczyna się wówczas, gdy aparat państwowy i jego siły policyjne biorą stronę młodocianych lub innych bandytów i ułatwiają im działanie lub zapewniają bezkarność, prześladują natomiast broniących się. Co poznaliśmy wprawdzie na własnej skórze z długoletniej, ponurej praktyki komunizmu, jego jurysdykcji, milicji, teorii społecznej oraz ich trwających dotąd reliktów. Co u Burgessa jednak nie zachodzi. Toteż nie opisy terroru i sadystycznych ekscesów stanowią istotę jego fikcji, lecz to, co się w nich uzewnętrznia: korzenie etyki osobistej i społecznej, warunkującej ten chorobliwy system wartości, zachowań i współzależności. Jeden z triumfów książki polega na tym, że nie to jest w niej najokropniejsze, co jej bohaterowie wyczyniają, ale to, co się przy tym dzieje w ich pozornie tylko ludzkiej, w ich niedoludzkiej albo: nie daj Boże! ludzkiej świadomości. Czym się usprawiedliwiają. Co myślą. Ale wizja Nakręcanej pomarańczy ma też swe źródła w świadomości zbiorowej i faktograficzne. Niewątpliwy substrat stanowią tu wyobrażenia czytelników londyńskiej prasy brukowej w rodzaju „Sun" czy „World News" i podobnej, specjalizującej się w możliwie zawiesistych opisach morderstw, grabieży, gwałtów i ekscesów płciowych. Na ten podkład autor nałożył jeszcze następujące substancje: 1. Autentycznych bitników czy hipisów z ich szokującym wyglądem i zachowaniem oraz kojarzone z nimi, po części rzeczywiste i obserwowane na co dzień, a częściowo przesadzone i z gazet czerpane wiadomości o ich pasożytniczym trybie życia, narkotykach, seksie oraz aktach wandalizmu i chuligaństwa. 2. Stereotyp amerykański, jeszcze jaskrawszy zarówno w rzeczywistości, jak i w wyobraźni, wzbogacony później o dodatkową grozę sprawy Masona i jemu podobnych, czego oczywiście nie było w momencie pierwszego wydania książki, ale co się nawarstwiło na jej późniejszy odbiór. 3. Podobnie nawarstwiona pamięć studenckich rozruchów we Francji, które w świadomości londyńczyków odbiły się głównie jako dziejące się tuż pod bokiem zagrożenie ładu życiowego przez rozbestwioną młodzież. 4. Shocking jako taki. Wartości rozrywkowe nie są tu zarzutem. Ale pytanie, czy i z nich samych nie wynikło coś pozbawionego innej motywacji. 6
107

Kurt Vonnegut przy równocześnie trwającym kręceniu nosem na kilkudziesięciu takich samych i w tymże gatunku. a często bez porównania lepszych! i nieprzyjmowaniu do wiadomości w ogóle istnienia tych twórców. niekiedy wręcz mistrzostwo w prezentowaniu swych odkryć. szwedzki epos kosmonautyczny Aniara Harry Martinsona.Zarówno szanujący się czytelnik polski. Albo rozmamłany i nic rozumnego nie mówiący Nova Express Williama Burroughsa. Również założenie odstręczających treści i adekwatnej do nich stylistyki nie jest nowe. jakim byłaby znajomość literatury sensacyjnej. kiedy ta wtórność nie przemilczana zostanie. Nieraz bardzo ważnych! I później dopiero mainstream czyli tzw. jak i angielski highbrow na ogół nie splamią się gruntowniejszą znajomością literatury rozrywkowej i poważnym jej traktowaniem. zaopatrzonych we własne nazwy i programy. Ta niby „subliteratura" odkrywa coś i osiąga wysoką sprawność. Snobizm włada niepodzielnie w tych enklawach społecznych. Problem nieco podobny. Albo szum wokół słabej powieści Nevila Shute i osnutego na niej filmu On the Beach (po polsku Ostatni brzeg). literatura poważna rusza (pod osłony swej powagi i swych wyznawców) do akcji pasożytniczej i plagiatorskiej. poważnej ani rozrywkowej. aby nie wypierając się expressis verbis tej ani tamtej literatury. Fenomen się powtarza. gdzie obowiązkowe czytanie książek wynika z noblesse oblige. Gdzie na tej skali mieści się A Clockwork Orange? Jeszcze raz chwała jej i Burgessowi. Już w One Hand Clapping (1961. Dreszcz premedytacji). Znalazł on bowiem sposób na to. które zamieszczał w kolejnych tomach antologii Spectrum (swojej i Roberta Conquesta) Kingsley Amis. tylko na odwrót: do saloniku literackiego Céline ma wstęp. korzystać w pełni z warsztatu i dystrybucji obu. intelekt. Do formuł science fiction i dystopii sięgnął w czterech powieściach i zatrącił o nie jeszcze w wielu innych. Albo przerobiony na słynne widowisko baletowe. jak hiszpański a niezłymi nazwiskami reprezentowany tremendyzm. Klaskać jedną dłonią) fabuła opiera się na prekognicji. Łączy je organicznie w każdym niemal utworze i spełnia warunki obydwu bez taryfy ulgowej. Dobrze jeszcze. przy czym błyskotliwe bogactwo tej drugiej 108 . rzecz jasna. Typowym przedstawicielem tych enklaw jest. Więc tym bardziej w ocenie takich utworów jak A Clockwork Orange brakuje mu wstępnego systemu odniesień. niemniej przeto grafomański. Snobizm zastępuje w nich gust. dajmy na to.. z racji swego zawodu najmniej wiedzący o literaturze. rozkosznie zdefiniowany przez Angela del Río jako „styl.. Substancja i wnioski z jego twórczości wstępu nie mają. z których uczyniono niemalże historiozoficzny traktat antynuklearny o naszych czasach. który wulgarnym językiem podkreśla odpychającą rzeczywistość" itd. Wówczas pojawiają się takie fenomeny środowiskowe jak nagły snobizm na trzeciorzędnego autora science fiction nazwiskiem. W tajemnicze rejony umysłu i w pobliże futurologii zapuszczają się mimochodem dwie awantury o tematyce sowieckiej: Honey for the Bears (1963. krytyk literacki. zresztą w tych sprawach wystarczy odesłać do znakomitych i ważnych teoretycznie wstępów. lecz określona jako nobilitacja. Znamy je z twórczości autorów takich jak Céline i z całych kierunków literackich. otwarte oczy i rzeczywiste poczucie wartości. ale tylko jako nazwisko. Miód dla niedźwiedzi) i Tremor of Intent (1966.

7 Według A Clockwork Orange Stanley Kubrick nakręcił w 1972 roku głośny film. wykoncypowanej na modłę strukturalizmu Lévi-Straussa: opartej na syndromie zagadek i kazirodztwa jak w micie Edypa i w podobnych tradycjach algonkińskich. Już niedaleka przyszłość raczej nie potwierdziła tych prognoz i refleksji: mimo to rzecz jest frapująca jako przestroga i wizja alternatywna oraz jako ćwiczenie intelektualne. Jest wreszcie M F czyli M/F (1971.sensacji umieszcza ją w rzędzie najlepszych dzieł Burgessa. prawie nieomylna w wybieraniu tego co najgorsze. na uchodzącej w przestrzeń rakiecie. Na koniec ta czwórka najłatwiej się klasyfikująca jako przynależna do science fiction. Zamierzony przez kogoś film o Edypie pod nazwą Mother Fucker (czyli Matkojebca. aktualności oraz źródłach społecznych i historycznych książki Orwella. Jałowe nasienie) znów łączy jedne z większych w dorobku Burgessa walorów intelektualnych i literackich z rozrywkowymi: nakaz i kult homoseksualizmu zwalcza tu przeludnienie i prowadzi do kolejnej rewolucji. do którego trafia szekspirolog i zapętla bieg czasu. symbolicznych czy jakichkolwiek odniesień jest fabułą tej powieści. pierdzenia i klozetu. Kiepska science fiction z pretensjami do czegoś więcej i niestety nic więcej. Ziemia ginie w zderzeniu z przybłąkaną planetą Lynx i z całej literatury powszechnej ratują się. Natomiast The End of the World News (1982. The Eve of Saint Venus (1964. I tak właśnie do obsesji dziergana siatka przypadkowych. lecz zarazem to inicjały bohatera: Miles Faber (po łacinie żołnierz i rzemieślnik. który ją 109 . Jej pierwszą połowę stanowi przepyszny esej o zaletach. normalnie i po angielsku w pisowni łącznej) dostarczył bodźca. której na palec włożono pierścień. wedle którego nakręcono fantastyczny film Son of the Beast from Outer Space (Syn bestii z kosmosu). Powieść o życiu miłosnym Szekspira Nothing Like the Sun (1964. bujnie ilustrowany własną twórczością poetycką. zawiera on w swej pierwszej części Inside Mr Enderby (1963. Tej podstawowej opozycji zaś sekunduje druga: male/female. tylko dwa utwory: opowieść o Freudzie wydobywanym z Austrii hitlerowskiej i musical o Trockim w New Yorku. Nic jak słońce) posługuje się konwencją równoległego wszechświata. ogłaszany z początku pod pseudonimem Joseph Kell. Za to krytyka. dla mnie tylko pretensjonalny i odstręczający: oparty na epatowaniu odgłosami chrapania. Koniec wiadomości ze świata) to zupełny niewypał. przywożąc tam dzieła Szekspira. islam i dezintegrację stosunków międzyludzkich. nasączając jego twórczość całą i bez wyjątku. Tego poziomu nie osiąga (wydana w 1978 roku) nawiązująca do I984 Orwella książka zatytułowana 1985. Venus) to współczesny wariant znanej od Williama z Malmesbury w XII wieku po Prospera Mérimée legendy o zaślubinach z posągiem bogini. cytowane we fragmentach jako kontrapunkt do satyrycznej relacji o nadchodzącej zagładzie. Równocześnie z A Clockwork Orange wydane The Wanting Seed (1962. W panu Enderby) szkic poematu o minotaurze. Wigilia przed św. Nie da się oddzielić od science fiction u Burgessa ten rodzaj barokowej fantastyki i przepływa w jej coraz to inne formy. czyli dwa główne atrybuty ludzkie: walka i tworzenie). Dalszy ciąg to kontrapunktowa względem Orwella powieść o beznadziejnej walce szarego człowieka przeciw państwu w Anglii zdominowanej przez Arabów. słabościach. obie formy autor uznaje za poprawne) z zawiłym kluczem już w tytule. chętnie wymienia 4-tomowy cykl o zmyślonym poecie nazwiskiem Enderby.

Okrutnie spłyca on i wulgaryzuje książkę. błędnie przełożony. Ogłaszał też prace językoznawcze. ale nawet zaprojektował języki prehistoryczne do filmu Quest of Fire (1981. Tamtejszym półanalfabetom zaś wyraz ten z reguły myli się z orange i tak bywa pisany. Wystarczy ją przeczytać lub umieć po angielsku. ma ten żywy kolor i słodycz: a nakręcać go (czyli manipulować) to zamieniać go w coś mechanicznego. Tu cień uzasadnienia dla polskiego tytułu. co poważnie narusza myślową i artystyczną konstrukcję utworu. Wbrew jego życzeniu film pociągnął za sobą także wydania książki skrócone o jej ostatni rozdział z części trzeciej. Nie dość. Walka o ogień). Burgess wytłumaczył to wszystko w jednym z przypisków do swojej książki Joysprick i gdzie indziej. Burgess nieźle zna język malajski. masakrując i gwałcąc. Też umiem po malajsku i od razu miałem to skojarzenie. że ciemniacka jak zwykle krytyka nie potrafiła tego zauważyć. Bo człowiek jak ona organicznie wyrosły. nie przeoczy tej gry słów i tego dowcipu. wymaga dodatkowych objaśnień. Bo nie zachodzi tu nawet przypadek w rodzaju tego. Ale zbyt optymistycznie spodziewał się Burgess. że ktoś jest „lewy jak nakręcana pomarańcza". Pogodziłem się z tym głównie z przyczyn handlowych. że opanował malajski i wiele innych. lub jedno i drugie! aby wiedzieć. że tłumaczy się to Nakręcana pomarańcza. 9 Burgess kocha się w językach i uczenie się obcych należy do jego namiętności. Tak nakręcanego jak najprostszy mechanizm sprężynowy i jak bezmyślna. ale w przyszłości każę zmienić tytuł we wszystkich wydaniach na poprawny. w którym do podstawowych słów należy orang: człowiek. kruchy i miękki. na której dość luźno został oparty. Kiedy chuligani brytyjscy zaczęli się wzorować na filmie. U nas jakiś ignorant wymyślił tę „mechaniczną" i na razie tak musi zostać. 110 . choćby dzięki skojarzeniu z orangutanem. Burgess uczestniczył w nim tytko w roli konsultanta. reżyser nie skorzystał z okazji do zarobienia na tym skandalu i wycofał film z eksploatacji. co sprawił.tym bardziej rozsławił. że dla powieści Conrada The Shadow-Line trzeba zachować tytuł Smuga cienia. Okaleczenie to przeniosło się również do najpopularniejszego na świecie wydania w Penguin Books. że z wydań najczęściej spotykanych wypada wraz z ostatnim rozdziałem najdobitniejsza z autorskich wykładni tytułu. 8 Sam tytuł A Clockwork Orange. że krytyka. chociaż kilka razy wspomniany w tekście. W desperacji. Na żądanie autora w moim przekładzie rozdział ten został przywrócony. lecz efektownie brzmiący i po polsku już idiomatyczny. Tytuł A Clockwork Orange oznacza w istocie nakręcanego człowieka. Również i dlatego. nie decydująca o swym ruchu zabawka. Płynnie mówi sześcioma. Hasło tytułowe Burgess usłyszał w 1945 roku z ust 80-letniego cockneya mówiącego.

że jest coarse and unattractive: ordynarny i nieatrakcyjny. Około 1968 roku wyjechał na dobre z Anglii.Do zastrzeżeń przejdę gdzie indziej. skretyniałego w dypsomanii porucznika policji. Krótsze Finnegans Wake) dla uczących się czytać i rozumieć tego pisarza. Pasjonuje go Joyce. która go porzuca dla wulgarnego romansu z malajskim kacykiem i playboyem. Wydał trzy książki wprowadzające w tajniki jego twórczości: najogólniejszy wstęp Here Comes Everybody (1965 i poprawione 1982. Także i w dalszym ciągu swej twórczości Burgess najwyraźniej nie cierpi większości swych bohaterów i w tym. W definicji tej mieści się też Mechaniczna pomarańcza oraz wszystkie jej sprawy i postacie. Kilka książek dla dzieci. że prócz muzyki. że miał już dwa procesy o zniesławienie i na więcej nie ma ochoty. że „pisarz brytyjski. Zarys dziejów literatury angielskiej i przewodnik po współczesnej powieści dla studentów. języków i niektórych pisarzy prawie wszystkiego. To nie tylko efekt życiowych doświadczeń. Lawrence. abstrakcyjne czy przedmiotowe obiekty ich pisarskiego zainteresowania. Jeden epicki poemat i jeden zbiór wierszy. głupiego Gurkha z tejże i szeregu podobnych osóbek. coraz niżej się staczającego nauczyciela angielskiego. we Włoszech i przez jakiś czas również na Malcie. białej żony. jaki budzą w pisarzach czy to żywe. Już Trylogia malajska utkana jest kompozycyjnie z drobnych brudów i kompromitacji z lekka hamletyzujących nieudaczników. tytuł znów nie tak od razu przetłumaczalny) i wreszcie przemyślny skrót A Shorter Finnegans Wake (1966. obowiązany jest wydostać się z Brytanii i sprawdzać angielszczyznę na tle innych jeżyków". 10 W tym ogromnym wachlarzu spraw i postaci można by się spodziewać tyluż okazji do entuzjazmu. Książki o New Yorku i o łóżku. kwitując je stwierdzeniem. Przekłady paru dramatów i antologie. Nie lubi jej i mieszka w paru domach na przemian: w księstwie Monaco. O nich też powydawał osobne książki itp. H. jeśli może. Hemingway i D. Czego Burgess nie cierpi? Wydawałoby się. tytuł wymaga zawiłych objaśnień) oraz analityczne wprowadzenie do języka i neologizmów Joysprick (1973. która bierze go sobie za pomiotło. oraz kolorowej. Uważa natomiast. Seriale telewizyjne. Tymczasem u Burgessa rzuca się w oczy jakby coś niemal odwrotnego. 111 . wyczuwa się pewien masochizm. To również wrodzone predyspozycje. że o nich pisze. Prawie całe jego pisarstwo to wciąż jakiś Enderby i galeria krzywych luster. jak to uczynił krytyk Geoffrey Gibson. Można by tak dalej wyliczać. Z innych frapują go zwłaszcza Shakespeare. Co najwyżej na parę miesięcy w roku przyjeżdża jako hotelowy gość i w Anglii też go raczej nie lubią: mówi się o nim. On zaś niezbyt manifestuje swe pogardliwe sądy o literatach angielskich i mnóstwie innych fenomenów ojczystych.

a przede wszystkim mnóstwo zapożyczeń głównie rosyjskich. to najwyżej para autorów science fiction: Samuel Delany w Babel-17 i Robert Heinlein (wyborny i głęboko myślący pisarz. Językowa inwencja Burgessa wyraziła się tu z rozmachem. społecznej i historycznej. Stworzył dla tej powieści osobny język. A sukcesywne przyswajanie go sobie i coraz dokładniejsze rozumienie ma stopniowo redukować tę obcość. Przede wszystkim zaś powieści A Clockwork Orange nie napisał zwykłą angielszczyzną. Także i do wielu innych języków. skąd na Księżycu wzięła się taka hybryda. wiarygodną i ogromną konstrukcję na wszystkich polach równocześnie: od gospodarki przez obyczajowość po charakter narodowy i socjologię. jaki Burgess ma do jego indywidualnie projektowanego multi-języka.11 Że jest za to rozmiłowany w języku. jak może i jak nie może w Fantastyce i futurologii) w potężnej rozmiarami i koncepcyjnie powieści The Moon Is a Harsh Mistress. gdzie Stanley Edgar Hyman informuje. Znakomita koncepcja i dosyć mizerne wykonanie tego języka idą tu ręka w rękę. Obie jednak ukazały się w 1966 roku. zaopatrzonym w niemądre posłowie. panosząc się od prehistorii aż do futurologii. biorąc za temat powstanie zbrojne na Księżycu i jego uniezależnienie się od eksploatującej go Ziemi. Ta intencja została podważona już w pierwszym wydaniu amerykańskim z 1963 roku. Zestawienie to ma sens nie tylko w aspekcie językowym: w świecie Burgessa troglodyta wcale nie wymarł i zajmuje poczesne miejsce. Ale zwłaszcza Heinlein w Księżyc to sroga kochanka. nieodłącznego zwłaszcza od Finnegans Wake. Więc przynajmniej część jego niekompetencji nie obciąża Burgessa. To dla przypomnienia o właściwym. są zatem wtórne względem A Clockwork Orange. jak również odwrócić uwagę od dziejących się okropności przez jej częściowe zaprzątniecie trudnościami języka. stworzył precyzyjną. Na efemeryczny język młodych zwyrodnialców w A Clockwork Orange składają się zwłaszcza elementy gwar młodzieżowych i przestępczych. żeby podkreślić obcość i niezrozumiatość formacji kulturowej. całkiem jak dla jaskiniowców w późniejszej Walce o ogień. systemie odniesień literackich. któremu on sam nigdzie nie dorównał. ubarwione niekiedy zgrywą na styl po ignorancku niby to biblijny. Jaka przyświecała temu intencja? Najpierw utrudnianie czytelnikowi odbioru. których uczy się albo które wymyśla. nie snobistycznym. świadczy nie tylko Joyce i jego osobisty aktywny stosunek. wytwarzać w miejsce abominacji coś na kształt empatii w stosunku do Alexa oraz instynktownego odczuwania formujących go wpływów. a poza nim sprostać by jej mógł jeśli nie Joyce. Otóż mówi się tam językiem zmieszanym głównie z angielskiego i rosyjskiego z domieszką paru innych aż po chiński włącznie: ale zbędne byłoby objaśniać. choć nie jest on bynajmniej autoryzowany i opiera się po części na zgadywaniu". 112 . na którego Lem wybrzydza się. że czytając nie mógł się powstrzymać od układania słowniczka. Języka tego angielski czytelnik z początku w znacznej mierze też nie rozumie. mimo że sporo ignoranckiej bylejakości tkwi w samym słownictwie i nie ma usprawiedliwienia. który tu „przedrukował.

Nie spodziewam się. Tylko coś przerażająco realnego: język nie tyle fikcyjny. lecz i uświadomienie procesów już realnie przekształcających język polski oraz tych. Kogo zafrapuje nie tylko to. Takim nie mam nic do powiedzenia. niektórzy od razu wiedzieli. że ja sam zdążę tego jeszcze po części dożyć. którzy najzajadlej deklarują się przeciw sowietyzacji oraz wszystkiemu. Tak czy owak nic tu nie zależy od deklaracji! zwłaszcza bez kultury osobistej i rzetelności. że będzie na odwrót. oparty na założeniu. Kto się dopatrzy w tym dwoistym tłumaczeniu tylko wyrafinowanej gry literackiej. co rosyjskie. pokrewna wymyślaniu sztucznych języków: od tak dyletanckich jak Volapük lub Esperanto i 40 prób jego ulepszenia po tak profesjonalne jak Latino Sine Flexione wybitnego matematyka Giuseppe Peano lub Novial znakomitego językoznawcy Otto Jespersena i pozostałe 2 lysiące sztucznych języków międzynarodowych. Bo u nas wyłania się z tego zjawisko dużo poważniejsze. Do zupełnie innej klasy rozmówców kieruję rozpoczynające się tu wywody i refleksje. Więc jakkolwiek szanse wersji A bardzo wzrosły. wydawało się raczej pewne.tak rychło. Gdy kończyłem przekład w wersji R i niniejsze studium.większość z nich się potwierdzi. A raczej dwa języki. niech się cieszy albo zżyma: jeden z celów został osiągnięty.niestety! . Może nawet kto wie? . ze to: hi hi! jeszcze jeden mój ekscentryczny wygłup. Nie wyciągajmy jednak zbyt pochopnych wniosków. iż powstanie sytuacja odwrotna i że polszczyzna futurologiczna przekształci się raczej w kierunku angielskiego. że czeka nas ten wariant rzeczywistości. tak i w przekładzie tekst wersji R nasycony jest neologizmami do tego stopnia. że robię dwa osobne przekłady tej powieści w dwóch różnych wersjach. że nieświadomie im ulegają i nadal je forsują ci sami. stylistycznego i translatorskiego eksperymentu. Sowietyzacja świata i tej jego części chyba już nie nastąpi. W przeliczeniu na hasła w oryginale jest około 300 neologizmów. wynik tej gry pozostaje wciąż nierozstrzygnięty. W pół roku później historia świata stanęła na głowie i wydaje się tak samo pewne. że pojawia się ich do kilkudziesięciu na każdej stronie. Jak w oryginale. Ze względu na całkiem inną skalę eksperymentu językowego polski słowniczek zawiera ich ponad 1000 i to jeszcze nie komplet. jak u Burgessa.12 Dla przekładu polskiego stworzyłem własny język na podobnej zasadzie. ile ten. Może kogoś zafrapować po prostu aspekt językoznawczy i próba lingwistycznej futurologii. że . którego odpowiednikiem Polacy będą rzeczywiście mówić około roku 2100 lub o wiele wcześniej. aby każdy czytelnik podzielał moje poglądy i przewidywania w całej rozciągłości. 113 . 13 Dowiedziawszy się z zapowiedzi w prasie i wywiadów radiowych. gdyby utrzymała się tu przewaga kulturalna Rosji Sowieckiej. Ale będzie też wydana wersja A: drugi i zupełnie inny przekład A Clockwork Orange. Już nie zabawa literacka. Ale rozpoczęte procesy w kulturze i języku nie dadzą się z dnia na dzień zatrzymać ani odwrócić: tym bardziej. Ostrzegam jednak. Ten język i posługujący się nim przekład nazwałem: wersja R.

że on radzi załatwić stylizację polską anglicyzmami zamiast rusycyzmów. temu w kategoriach ogólnych nie muszę nic więcej objaśniać. Ze znanych mi najlepszy jest niemiecki. Nawiązał on ze mną kontakt już przedtem. były najzwyczajniej wyssane z palca. za to piszę dość naturalnie (aż po tłumaczenie na angielski poezji Leśmiana i Gałczyńskiego włącznie). Inaczej bym się na ten eksperyment nic porwał. którym ośmieszyła się na cały kraj profesorka jego. którymi władam najlepiej. że języki angielski i rosyjski należą do tych. lecz na instynkt i na słuch. jest aż do absurdu mechaniczna. o tym. aby wstrzymać (co byłoby szkodliwe i nierealne) jego rozwój. etyka i historia są nieodłączne od języka. o to. temu dłoń ściskam. socjologia. Jest w tym oczywiście pewien sens i mam nadzieję. Wszystkie inne zaś próby tłumaczenia budzą tylko politowanie. bodajże jedyną w tym języku oprócz mojego przekładu. Po angielsku mówię nie bez obcych naleciałości. kulturowym i lingwistycznym wynika z naszej lokalizacji na mapie. Młody anglista wyszedł bowiem z lubelskiej szkoły akademickiej i tam wpojono mu nierozumienie spraw elementarnych. aby dobra polszczyzna teraźniejsza i przyszła nie zagryzły się wzajemnie. Burgess pisał mi. Po rosyjsku mówię (wprawdzie dopiero po tygodniu lub dwóch pobytu) nie do odróżnienia od tubylca. podobne do tego. Nie to jednak miał Burgess na myśli. Z całkiem innych przyczyn wszedł na tę fałszywą drogę młody anglista Cezary Michoński. rzec by 114 . Dla kogo te uświadomienia i refleksje staną się podnietą do walki o nasz język nie po to. że każdy w ogóle przekład (a po stokroć taki jak ten) wymaga stworzenia pewnej rzeczywistości stylistycznej. zanim opublikował w nrze 2(28) kwartalnika „Akcenty" z 1987 roku własną próbę przekładu jednego z rozdziałów Mechanicznej pomarańczy. Zasada. Ostrzegają przed tym zresztą wszystkie znane mi przekłady A Clockwork Orange. On po prostu nie ma pojęcia o języku polskim i jego specyfice aktualnej czy historycznej. że drugi przekład pozwoli to sprawdzić. słynna z nieszczęsnego przekładu Kubusia Puchatka pod imieniem Fredzi Phi-Phi doc. choć w pisaniu zdarzają mi się sztuczności. Lecz to nie jego wina. Jego wyobrażenia o tym. lecz nie sięgnął po nic poważniejszego i nie zdobył się na choćby elementarne zastanowienie się nad fonetyką i grafią rosyjskiego. Jak u niej. nie klecąc sztuczności. gdzie polityka. aby nie przestał on istnieć (wraz ze swą literaturą i kulturą) w toku nieuniknionej ewolucji. tak i tu zabrakło uświadomienia. którą przyjął. lecz harmonijnie zrosły ku obopólnej korzyści.które go tak czy inaczej zmienią w obcy nam i oby nie wymierający język naszych prawnuków: ten zyska więcej przyjemności umysłowej i sięgnie głębiej. co z polszczyzną da się zrobić i po co. co pod względem politycznym. A kto sięgnie jeszcze głębiej w rejony. dr Monika Adamczyk. 14 Tak się składa. lecz po to. Mogę więc projektować organiczny stop żywej polszczyzny z jednym i drugim nie mechanicznie. Nie domyśla się powagi zagadnienia i jego chyba światowej unikalności. w którym Walter Brumm w najłatwiejszej warstwie gładko wykorzystał do neologizmów słowotwórstwo niemieckie.

noga. peet. drunk. Na pewno nie przypadkiem daje się wyczuć tu i ówdzie wpływ orwellowskiego Newspeak: oto na trzech kolejnych stronicach przysłówki publicwise. knife. eemya. go. Faktycznie ani rozwiązany nie został. ani nawet nie pojawił się żaden problem artystyczny. Typowo polską! to jedyny rys charakterystyczny. I to w tych samych miejscach! jak gdyby to rozwiązywało którykolwiek z tysiąca problemów przekładu artystycznego. nozh. Tak w tym wypadku. Michoński uznał. man. Może nie jego wina. A następnie artystycznego posługiwania się nim jak każdym idiolektem czy odmianą języka.. to sztucznością martwego żargonu wstępniaków i telewizji. o nijakiej składni. czy thing przepoczwarzyć na fyng. word. Z tych aż 12 sztucznych rusycyzmów do mniej oczywistych należą vecks and ptitsas (czyli w zwykłym slangu fellows and chicks) będące skrótem od czelowiek i kalką etymologiczną przez kurczaka do ptica. Pierwsza wątpliwość: podstawowy zasób leksykalny to najbardziej stabilna część języka. sing czy tyng? Oto skutki translatoryki lubelskiej. aby w języku. jeśli w ogóle czymś nacechowany stylistycznie. że błędny ognik zwabił go na trzęsawiska. Jakieś nieporadne lipy i blad zastąpiły w niej rot i krowy: to wszystko! Wpisać zamiast nich usta i krew. see. bugatty. 15 Ale jak to robi sam Burgess? Wybieram prawie na oślep coś z końca 3 rozdziału I części: There were vecks and ptitsas. thing. neck. tłumacz powinien w język polski nawtykać zniekształconych wyrazów angielskich. dochodząc do szeregu trafnych wniosków. 115 . sex.. rich. z eksperymentu wynikła tylko pedantyczna i zupełnie jałowa układanka. otóż i najbanalniejszy tekst polski bez śladu Burgessa i jego specyfiki. zwłaszcza że podszedł on do sprawy zarówno rzetelnie.. propozycja nie ma cech utworu literackiego. jak i samokrytycznie. Nie chciałbym tu urazić młodego anglisty. moodge. uległy wyparciu wyrazy tak podstawowe i do tego wrośnięte w idiomatykę jak big. sprawdzająca się w takiej praktyce. thiswise i daywise. and I was smecking all over my rot and grinding my boot in their litsos. dream. to zagadnienie przekładu artystycznego w ogóle nie zaczęło istnieć. plott. itty. leg. Ograniczę się do rusycyzmów.można: własnego dialektu. Natomiast jeśli nie stworzono żadnej stylistyki lub nie używa się jej w sposób i w celach artystycznych. name. który pozostał bądź co bądź angielskim. A wszelką istotną problematykę wyparło zastanawianie się. Warto się dokładniej rozpatrzyć w lingwistycznej analizie i ocenie tego eksperymentu. że skoro Burgess wtyka w język angielski zniekształcone wyrazy słowiańskie. joy. drink. Jest więc mało prawdopodobne. buy. gdzie kwitnie uniwersytecka teoria przekładu. drive na korzyść niby rosyjskich bolshy. hear. lying there on my bed with glazzies tight shut and rookers behind my gulliver. W swojej pracy magisterskiej z 1988 roku Cezary Michoński zanalizował drobiazgowo dwie moje fragmentaryczne wersje przekładu A Clockwork Orange i jedną własną. And there were devotchkas ripped and creeching against walls and I plunging like a shlaga into them. mimo i wbrew narzuconej mu fałszywej metodzie. body. kupet. both young and starry. Pod tym względem jest zaprzeczeniem swej uniwersyteckiej mentorki..

pyahnitsa. który nie prezentuje niczyjego języka. rozbudowana idiomatyka i koegzystencja rusycyzmów ze słownictwem rdzennie angielskim. groodies albo zoobies (piersi i zęby) mogłyby się zjawić co najwyżej w roli efemeryzmów. Natomiast uderzające bywają niezręczności i komiczne nieporozumienia w tej niby to ruszczyźnie. wyszperanej po słownikach lub uzyskanej od kiepskich doradców. W krajach mówiących po angielsku zjawia się i znika co roku łącznie olbrzymia liczba około 5 tysięcy efemeryzmów! I nie ma to nic wspólnego. czyli sztucznych wyrazów równie szybko zjawiających się w użyciu jak znikających. Tak samo papierem czuć z daleka czasowniki.ani też bezokoliczników. że właśnie język angielski charakteryzuje się w zakresie efemeryzmów całkiem wyjątkową przelotowością. a za pomocą której groźny słowiański Wschód subliminalnie czyli podprogowo wsącza w świadomość młodych Anglików elementy swego języka? To zapytanie samo dyskwalifikuje problem. Parokrotnie sugeruje się to w dialogach. slooshy. Bo w jednym ani w drugim trybie na pewno nie wsączano by i nie odbierano jawnych pomyłek. cepi i wybrał na chybił trafił akurat to słowo. shiyah. sharries tyłek. że "w rozwoju zwłaszcza potocznej angielszczyzny dominuje monosylabizacja i że już trójsylabowy temat jest dla jego rodaków prawie nie do wymówienia i karykaturalny przez samą długość. a podstawowym słowem oznaczającym bicie i masakrowanie jest tolchock? Bo w słowniku angielsko-rosyjskim ktoś znalazł pod chains różne odpowiedniki jak okowy. lecz nie efemeryczną. Jest w tym pewna niekonsekwencja. Ale więcej poszlak świadczyłoby. Równocześnie jednak wiadomo. ze stylem Joyce'a. służących do tego. których odpowiednika naturalnie (jak i w przypadku sharries czyli zadka) nie udało się znaleźć w słynnych z przyzwoitości słownikach angielsko-rosyjskich. sneety. Oznaczony specjalną gwiazdką (że nierosyjskiego pochodzenia) w słowniczku wyraz yarbles utrwalił czarno na białym niechlujstwo tych metod. Bo znalazłszy pod push słowo tolczok nie domyślił się. slovo. I czy ze słuchania na przykład radia lub TV przesączały się do żywej mowy te rusycyzmy? czy z owej subliminal penetration: bliżej nie określonej techniki propagandowej. lecz stwarza własny i wyłącznie na swój użytek. Są to bowiem jaja. Wspomniane tu reguły mogą co prawda nie stosować się do środowiskowych gwar hermetycznych. że Burgess traktuje styl swego narratora jako nie jedyną wprawdzie. o której wspomina jeden z psychiatrów. viddy i yeckate. więc ktoś je musiał zaimprowizować w oparciu o slangowe angielskie apples i znalazł jabłoko: a później widać zgubił odpowiednią karteczkę. dajmy na to. Te wyrazy i garść ekspresywnych w rodzaju choodessny (wonderful). a nie byli rozumiani przez postronnych: stąd choćby gwara ochweśnicka i żargon klezmerski. Bo ekwiwalent buttocks musiał sam sobie ukręcić z niewinnych słów oznaczających kule. jakie to niewinne szturchnięcie. które nie oznacza łańcucha. interessovatted i nachinatted. Całkiem jakby nasz autor nie wiedział.pol. szeroko rozpowszechnioną i społecznie utrwaloną już normę językową. uzy. Ale w tekście zdarza się obok skrótu yarbles również dłuższa i całkiem 116 . Do tego trzeba było po ignorancku kartkować słownik nie znanego sobie języka. veshch. głównie w funkcji ozdobników stylistycznych wzmagających ekspresję wypowiedzi lub realizujących przelotną modę. radosty. Dlaczego na przykład oozy to łańcuch od roweru. w których końcówkę bezokolicznika wzięto za część tematu z wynikami tak groteskowymi jak govoreeting. Przemawia za tym choćby jej bogactwo. aby członkowie pewnych grup legitymowali się pomiędzy sobą jako swoi.

Ale choroszo teraz wymawiane khoroshcho i nazwisko Struve źle odczytane jako Strube. Jak tu jaskiniowcy mogli nazywać księżyc? Burgess fantazjuje na temat jego krągłości i szuka jej odbicia w nazwach zaczerpniętych na oślep z 26 języków. i wszelkie 117 . Ale niestety: wszelkie moon. Wreszcie to wciąż powtarzane wyzwisko: bratchny! co miało znaczyć: bastard! czyli po prostu skurwysyn. A tymczasem słownik wręczył mu pod bastard straszne wyzwisko: wniebracznyj czyli nieślubny. W tych popisach ignorancji nie oszczędził również polszczyzny. Jej może najbardziej szokujące przykłady znajdziemy w innej. maan jak też miesiąc. że wszystkie są prawie o 100 tysięcy lat późniejsze. Względnie najdosłowniej zaś służył księżycowi pierwiastek leuk: coś jasnego. od słowa po zdanie lub frazes. Epatując niezliczonymi błyskotkami wtrąceń obcojęzycznych. lecz tylko znudziłby się laik. więc ucięto mu początek i oto biedny Alex. że w wietrożogie (czyli: ogorzałe od wiatru) znaczy: z twarzami w czarnych sadzach od ogniska. Co tam się nie wyprawia! Mogła jeszcze być wątpliwym dowcipem stschigreshnevaikache (jak zapewnia: in French transliteration! też lipa) jak gdyby pochodna od kapuśniaku z kaszą gryczaną.. dopuszcza się Burgess całkowitej mistyfikacji. po walijsku. ograniczę się do księżyca. na których absurdalność rykiem śmiechu może odpowiedzieć lingwista. o ćwierć wieku późniejszej książce: w powieści Any Old Iron (1989. Mond. że od nazwiska Szwernik można urobić formę żeńską Marya Shvernika i od wyrazu gospoża nie istniejący męski gospoż. Pojawia się na przykład i nie przypadkiem. skąd i białość.. wystarczy! oto pełna nieznajomość nawet i rudymentów języka. nieświadom. Gdyby się tak zetknął z kimś znającym żywy język rosyjski! jakże by mu pasował zwykły mudak! i jak pięknie by to wyglądało w transkrypcji: moodack. miejscowość (z naciskiem: że to po polsku) nazwana Żyto (czyli Roggen na wschód od Odry: chyba szło mu o Żytno) i takoż miejscowości Ziemniak i Kapusta. ignorując fakt. czy dufna i nie sprawdzająca pewność. Aby się nie wdawać w detale i pryncypia. 16 Dając do zrozumienia lub wyraźnie informując tu i gdzie indziej. Byle stare żelastwo).. Tak czy siak wynika mu jaskiniowy odgłos: huuun! z malajskiego bulan i różnych europejskich moon itp. którego jakby zamierzchłą rekonstrukcję sobie założył. hebrajsku i po wszelakiemu. Nie wystarczył już Burgessowi stary son of a bitch w żadnej z licznych pisowni. Ale mimo wszystko z rosyjska. od liter cyrylickich po gramatykę i słowotwórstwo. Smacznego. A że słowo było jednak za długie. W artykule Firetalk Burgess opisał. mundus i monde (w różnych znaczeniach) wywodzą się przecież opisowo z indoeuropejskiego pierwiastka me. że uczył się rosyjskiego i że ma o nim pojęcie. Oczywiście żaden słownik mu nie podsunął sukinsyna i temu podobnych.. wymyśla na prawo i lewo od bracznych. zaimek ich z przymiotnikiem smugłych „transkrybowane" jako ish smuglish oraz bolszoj ogoń jako balshiyiy agon tudzież „objaśnienie" do wiersza. bo kilkakrotnie. I dopiero tu się kompletnie demaskuje. a co trzeci nie wiąże się ani rusz z praindoeuropejskim. czyli jak najlegalniej ślubnych.. znów najskwapliwiej popisuje się Burgess rosyjskim.. jak go nabrano. niemiecku. jak to projektował na bazie ścisłej lingwistyki ów język jaskiniowców do filmu Walka o ogień.jednoznaczna forma yarblockos. który znaczył: mierzyć! bo mierzono nim czas.

Trzydzieści lat temu zapoczątkowałem w literaturze polskiej nowy styl tłumaczenia.. Takie to i językoznawstwo. Wydał go pod prawdziwym nazwiskiem jako John Burgess Wilson. Burgess jednak zgarniał na oślep. co w nim odkrywcze i najcenniejsze. jakie memu przekładowi poświęcili docent Tadeusz Skulina w nrze 4/XXXVIII „Języka Polskiego" z 1958 roku. Badacz ten podkreślił wagę sprawy i nowatorstwo rozwiązania. to ryzykując dalszym ciągiem swej kariery pisarskiej). aż po łacińskie luna i słowiańskie łuna (też w różnych znaczeniach). Po czym zmuszono mnie w tych samych Iskrach do rezygnacji z następnego przekładu z góry stawiając mi ultimatum: żadnych eksperymentów! A nastąpiło to już po ukazaniu się rozprawki docenta Skuliny i w momencie gdy racja moja w sprawie Cheyneya została triumfalnie i definitywnie udowodniona 118 . że to przezwisko: mały książę! w przeciwieństwie do wielkiego księcia: czyli słońca. Był to jednak mój i w ogóle pierwszy krok do formuł translatorskich dotąd nieznanych i zabronionych. a jeżeli. I tak musiałem wziąć ze sobą świadka (był to mój niezawodny przyjaciel Staszek Werner) i zagrozić wydawnictwu sądem. w niewielkim stopniu na idiomatyce i prawie nie tyka składni. nie kwitując niczym swego długu i nie powiedziawszy mi nawet dziękuję. nie domyślając się. lecz i nowszej klasyki zwłaszcza amerykańskiej. wprowadzając do kryminału Petera Cheyneya Kat czeka niecierpliwie (Warszawa 1958 Iskry) w dialogach elementy mowy potocznej i substandartu jako odpowiednik angielskiego slangu i kolokwializmów. Eksperyment mój okazał się produktywny i zwrócił na siebie uwagę. że nowatorstwo polega tu głównie na słownictwie.światła na niebie. dokonał szczegółowej analizy wprowadzonego przeze mnie języka i stwierdził. A skąd mu się ubrdało. że ją doceniono. jak i skąd (tylko nie z litewskiego! o którym lada student by wiedział: że jest głównym i najważniejszym źródłem dociekań praindoeuropejskich) i co tylko popadnie: z niewiarygodną wręcz ignorancją lingwistyczną włączając do swych rozważań nawet i polski księżyc. zresztą zapożyczenie z tegoż wyrazu germańskiego co king i ksiądz. że księżyc po czesku to komar? tego już nie sposób się domyślić. jeśli unicestwi w moim przekładzie to. W sukcesywnie poprawianych wydaniach cieszył się niejaką popularnością jego wstęp do językoznawstwa Language Made Plain (1964 i 1975. Ale nikt ze specjalistów nie traktuje go serio: i nic dziwnego. 17 Więc jaki ma być po naszemu ten język? Zacznę od wspomnień. Owszem: zakwękał w paru zdaniach jeden czy drugi (wtedy jak i dziś nikomu nie znany) recenzent. Ale najcenniejszym sygnałem powagi zagadnienia i tego. Niestety miał rację. stało się obszerne i drobiazgowe studium. Owszem: rozmaici tłumacze (jako że sytuacja obiektywna domagała się tego) podchwycili z miejsca mój wynalazek i zaczęli go powszechnie stosować nie tylko w przekładach kryminałów. Zlękli się. Język prosto wyłożony). Owszem: rozpętała się krótkotrwała walka na ostre w redakcji (była to bodajże czwarta moja książka i nie mogłem jeszcze narzucać swych warunków ani postawić ultimatum. Czy wygrałbym 30 lat temu walkę o druk tej książki. gdybym się był posunął o krok dalej? Wątpliwe.

mówi sama za siebie. Jej struktura ogólna i zespół szczegółowych konstrukcji są przecież decydujące w każdym języku. Więc o słownictwie nie ma co rozprawiać. belfer. Tu również najdotkliwiej. Że odrębność jego prowokuje na pierwszy rzut oka? Dobrze: prócz ewidentnych rusycyzmów sięgam też po zapożyczenia ze środowiskowych gwar lub żargonów i wprowadzam obfitość naśladujących je neologizmów i neosemantyzmów: to znaczy innowacji słowotwórczych i znaczeniowych.Dla mnie te kłopoty należą do historii. Naturalnie ona się najbardziej rzuca w oczy. idiomatyka od leksyki) najdobitniej konkretyzują to. w znacznej mierze uporządkowana w słowniczku. gdy słownictwo jego prawie niczym się nie wyróżnia. Trochę zapożyczeń pochodzi z innych języków. jak i kulturalnie organizm. że jakkolwiek potoczy się historia i tym samym ewolucja polszczyzny. i tak czy owak przenikające do polszczyzny obce słownictwo musi wywodzić się przede wszystkim z dwóch źródeł: angielskiego z amerykańskim i rosyjskiego. Nie tyle w użyciu słów ile w ich łączeniu kryje się istota określonego języka. będzie ona ulegać wpływom nie jednej kultury lub języka. w ogóle ktoś nieporadnie mówiący albo piszący. Jeden wpływ drugiego nie wyeliminuje. Ta formuła dotyczy nie tylko wersji R przekładu. ale mutatis mutandis również i wersji A. że już od wieków nic tak bardzo nie kształtowało języka polskiego jak niemiecki. tu i ówdzie czeskie. Ale rozglądam się wokół: ilu z takich dysponentów kultury ma do dzisiaj w ręku bat i tępy nóż. którymi najtrudniej operować. Mówiąc tylko pół żartem: a nuż czeka mnie jeszcze wersja 119 . Wreszcie semantyka z pragmatyką językową. Ten proces najzupełniej spontaniczny. wyrażeń i połączeń wyrazowych. uległ na kilkadziesiąt lat zawieszeniu tylko czy spowolnieniu i gdyby się w nowych okolicznościach ożywił. Mimo to nie jest najważniejsza. którymi wciąż pozwala im się w zalążku niszczyć niepojęte dla nich wartości? 18 Więc jaki ma być ten język? Leksyka jego. rozwój polszczyzny może pójść i w trzecim kierunku: tym łatwiej. A co jest? Przede wszystkim składnia. nie musiałby stwarzać w języku nowych mechanizmów: po prostu nawiązałby do gotowych. które decydują o literackiej formie dzieła nawet i wówczas. że Polska wejdzie w orbitę zjednoczonych Niemiec i włączy się po dobrosąsiedzku w ich potężny zarówno ekonomicznie. Jest bowiem raczej pewne. Następnie rekcja oraz idiomatyka (wprawdzie nieodłączne: rekcja od składni. przede wszystkim z angielskiego i niemieckiego. przebiegający poza świadomością narodową i wbrew tej świadomości. bo najskryciej. co dzieje się w języku na szczeblu pojedynczych zdań. co zwykle niezbyt sobie uświadamia dyletant. jego mistrzostwo. odciskają się wpływy obce i zjawiska rozkładające język. żydowskie lub ukraińskie. banał i przeciętność lub nieudolność. słowotwórstwo i funkcjonalne zróżnicowanie języka według dialektów i stylów należą do tych elementów. krytyk. Oto na czym koncentruje się moja uwaga w tłumaczeniu Mechanicznej pomarańczy. lecz wielu. Co najwyżej trzecia jeszcze możliwość widnieje na horyzoncie: gdyby się okazało.

częstokroć nawet pod hasłem walki o kulturę języka! Niemałe są w tej mierze (i kwitną w blasku doktoratów i profesur) zasługi nawet sfer akademickich. rozległy półanalfabetyzm 3.. A zmieniłyby się głównie proporcje. bo na etapie współistnienia i walki nie manifestowanej. Już kilkadziesiąt lat temu wstrząsnął mną przekład Baśni z 1001 nocy Krzysztofa Radziwiłła i Janiny Zeltzer (Warszawa 1960 Nasza Księgarnia) z konsekwentnie rosyjskim umieszczaniem się po czasowniku! a dialogi w rodzaju: Mi? Ci! są już normalne wśród ludzi z maturą. O rusyfikację zaś bez porównania łatwiej: wystarczy niewielkie przesunięcie w nawykach i preferencjach językowych. wydając książki. Lecz tym bardziej rozstrzygającej. zwykły czas przeszły typu rosyjskiego w użyciu ekspresywnym. kto wie? może do tego stopnia.. tym łatwiej. już silnie zrusyfikowaną. Więc i dla polszczyzny byłby to zapewne łączny wpływ obu.N perypetii Alexa? Jednak i niemiecki ulega potężnie kształtującym wpływom angielskiego. Ale czy jest to nie do pomyślenia? Wszystkie trzy warunki: 1. rzecz jasna. niechaj poszuka innych. a następnie pozbyła się konstrukcji mniej rosyjskich. Nie: który wpływ obcy wyeliminuje ten drugi? Tylko: czy angielszczyzna wywrze decydujący wpływ z dużo mniejszym. prymitywizacja 2. Kto chce. lecz i tak widocznym udziałem rosyjskiego. Uwarunkowane składniowo rytm i kadencja zdań. dochodzącej aż do zrywania kontaktu z językiem pisanym. że nie wymaga on separacji od form pisanych lub inaczej upowszechnianych: po prostu ludzie. Kiedy uświadomić to sobie. Czynią to coraz bezkarniej i powszechniej. przez radio i w życiu publicznym. że choć ja urobiłem to w całość. Moja składnia w Mechanicznej pomarańczy wersji R pokazuje głównie strukturę języka mówionego. Warto podkreślić. że język stanie się w swej decydującej strukturze angielskim albo rosyjskim. Tak i w początkowej alternatywie. chwiejna pozycja zaimka zwrotnego się. redagując je lub zabierając głos w telewizji. Ten proces narasta lawinowo: i jeśli na tej drodze czeka nas rusyfikacja polszczyzny. choć niekonsekwentnie. językoznawców. wahający się też na granicy nowych form złożonego czasu przeszłego. ażeby składnia polska najpierw przemieszała się z dość bliską jej składnią rosyjską. ze względu na fundamentalnie odmienną strukturę języków angielskiego i polskiego: ten proces musiałby trwać wiele pokoleń i przejść stadia częściowego analfabetyzmu lub ogromnej prymitywizacji stylu kolokwialnego. imiesłów uprzedni we frekwencji nasilającej się i funkcji przymiotnikowej. wywodzący się z nizin społecznych (lub adaptujący się do nich) i awansujący życiowo bez awansu kulturalnego. Co i tak jest faktem. Proces ten zachodzi już dziś. separacja od mowy pisanej już dziś rozwijają się w skali przerażającej. czy na odwrót. O to pierwsze trudniej. używają coraz mniej poprawnego języka (który wypiera swoista mowa awansu) pisząc w gazetach i tygodnikach. chwiejność w enklitycznych zaimkach osobowych: to niektóre z wielu przejawów rusyfikującej się składni. Więc głównie składnia i rekcja (czyli zasady gramatycznego łączenia wyrazów) ulegną wyraźnej anglicyzacji lub rusyfikacji: z czasem. nawet nie sięgając do zjawisk takich jak typowy prezenter TV w 120 . elementy jej nie są bynajmniej fikcją. dość na to jednego pokolenia czy dwóch. z którymi zresztą (mimo tak znacznej bliskości obu języków) niezbyt się potrafi uporać. polonistów.

że ich nie ma. jest reliktem oddalonej wówczas o jedno lub dwa pokolenia epoki. Czy mój projekt języka nie ma prekursorów? Jednak posiada ich. w ich rzeczywistości językowej i drobnych tarapatach życiowych: wymiar i tło Mechanicznej pomarańczy są całkiem inne. anakolut i wiele innych konstrukcji nie mieszczących się w paradygmatach.in. a może tysiące. Mam nadzieję. aby zmniejszyć oba te zagrożenia. którą Wiech utrwala i przetwarza. I to nie w rynsztoku. Jeszcze się nie ukazał mój przekład. łatwo (lub dzięki kontekstowi) zrozumiała. Tu koszmar i na ponuro! Wiech ściśle umiejscowił swe przedwojenne opowieści w dołach społecznych. Zasadniczych różnic więcej tu wprawdzie niż podobieństw. zainteresowany odbiorca sam znajdzie niezliczone przykłady rusycyzmów nie uwzględnionych w słowniczku. Zmierza to ku drażliwemu pytaniu. Ale łączy je ignorowanie norm językowych i konsekwentne stosowanie norm własnych oraz fakt. skuteczniejszej metody na szerzenie chorób wenerycznych niż krycie się z nimi lub udawanie. które ja tu przedstawiam. że to nie fikcja: bo tak się już mówi! choć u mnie większość tej mowy naprawdę wynikła nie z podsłuchiwania i zapisu. Wiedząc już. Tam chodzi głównie o humor. które w polskim wyrazie (jeśli bez nacisku ideologicznego) nie mieszają się. lecz po polsku obca lub niepoprawna. Ale na szczytach. 19 Dla specyfiki tego stylu mówionego charakterystyczne są m. Może to być zwykły polski wyraz. że taki będzie jego praktyczny efekt? Nie ten wywołuje chorobę. czego szukać. jak wiadomo. Kalka z idiomu rosyjskiego. tylko z dobrej znajomości polszczyzny i że wiem. Więc jej model i wariant futurologiczny mają wysoki stopień prawdopodobieństwa. Takich szczegółów znajdą się setki i setki. lecz w odpowiedniku rosyjskim i owszem. Aż do szczegółów włącznie. zakłócenia sformalizowanej w pisanym języku składni. Najważniejszy to Wiech. kto ją wykrył. które z pewnością sto razy będzie mi zadane: czy ja popieram taką ewolucję polszczyzny? czy mój przekład ma ją lansować? czy nie obawiam się. Gdy 121 . wolno postawić mi zarzut: czy nie nazbyt optymistycznie zaprojektowałem ten zwyrodniały język przyszłości? Bo nawet mój Alex czy inni rynsztokowcy pod pewnymi względami nie posuwają się w degeneracji swej fantastycznej polszczyzny do takich skrajności: już dziś przecież najzupełniej rzeczywistych. a już mi zwracano uwagę (przy lekturze jego próbek i fragmentów). łatwo przechodzące w strumień mowy nie całkiem powiązanej. Nie jest mi sympatyczniejsza ta polszczyzna niż ten bydlaczek Alex! i jako tłumacz nie bardziej utożsamiam się z tym językiem niż z postacią Alexa. Więc ta fikcja językowa nie jest aż tak fikcyjna. że ta gwara warszawska. że wydobycie ich obu na bezlitosne światło przyczyni się do tego. ale przesunięty z lekka w znaczenie (choć i po polsku możliwe) bardziej typowe dla równobrzmiącego z nim wyrazu rosyjskiego. tu prawie nieobecny. gdy zagrożenie polszczyzny przez wpływ języka rosyjskiego przybrało formy i rozmiary zbliżone do dzisiejszych i do tych konsekwencji na niedaleką przyszłość. co i jak się w jej wnętrznościach porusza.audycjach kulturalnych. Raz już potwierdziła się w laboratorium przeszłości i stąd jej odbicie u Wiecha. Ekwiwokacja znaczeń. Nie ma. Fragmentarycznie.

Dlatego (jak już podkreśliłem) nieodzownym warunkiem byłoby tu stadium daleko posuniętej niepiśmienności. Za to jak najobficiej korzystają z nich twórcy i mistrzowie polszczyzny: od Norwida po Białoszewskiego i stu innych. osiągnąć może na przestrzeni kilku pokoleń. Szkoła i redaktor tym bardziej. co utrwala istniejące formy języka i hamuje przeobrażenia. na przykład młodzieżowych i przestępczych. Tak ma być. Białoszewski startował z linii bardzo wysuniętych i realizować mógł pełną swobodę w kształtowaniu samego języka i form jego zapisu. Jednak alienacja pewnych grup społecznych. dla integralności języka mające wymiar kataklizmu. Za to w wersji A najważniejsze są formacje przejściowe zmierzające ku analityczności. z drugiej strony zaś istotne elementy różniące język żywy i mówiony od pisanego.in. ponieważ jest to mocna strona języków słowiańskich. Dotyczy to m. proces ten (przeciwnie niż w przypadku rusyfikacji) musiałby przebiegać bardzo powoli. Ewolucja ku wersji R musi aktywizować język w tym kierunku wspólnym dla polskiego i rosyjskiego. jak i w momentach dezorganizacji języka i rozpadu jego prawidłowości. Jak uprzednio już podkreśliłem. jakby ich przyrodzone bogactwo. To samo dzieje się w tym przekładzie i w formach jego zapisu. Z analogicznych swobód korzystać musi (nie dla fanaberii ani dla popisania się) każdy autentyczny twórca języka. albo jedno i drugie. który aktualnie trwa w języku polskim. nie liczący się z regułami pisanego. mimo że charakterystyczne dla języków nieindoeuropejskich i tak obcych nam jak indiańskie lub eskimoskie. Zjawisko to. U nas jednak nie mogłoby się to dokonać tak szybko ze względu na powszechność pisma i druku. Zjawisko to musiałoby się szczególnie nasilić w razie przyśpieszenia zmian prowadzących do składniowej anglicyzacji polskiego.rozbicie takie pojawia się już na poziomie słowotwórczym. okresu przemian strukturalnych. Co prawda w Anglii po normańskim podboju w 1066 roku przeobrażenie takie dokonało się błyskawicznie i w ciągu paru pokoleń język staroangielski. a na gruncie zawodowym powszechność 122 . Norwid usiłował ratować pełny język i stwarzać możliwości zapisywania go: edytorom do dziś trudno się z tym uporać. zginął wyparty przez średnioangielski o strukturze mało różniącej się od dzisiejszego. pojawia się i we francuskim. jaki to przeobrażenie. Chociaż i tu (śpieszę dodać) nie posuwam się w nich dalej niż do punktu. Czy tak będzie i w polskim? Wszystkie te nieposłuszne odstępstwa od (zubożonej przecież) regularności językowej to z jednej strony przejawy zachodzącej lub szykującej się ewolucji. mówiony. a więc jego przesuwania się od typu fleksyjnego ku analitycznemu i pozycyjnemu. dochodzi nieraz do struktur podobnych jak w językach inkorporujących raczej niż fleksyjnych. Wydaje się to prawie niemożliwe: a przecież konstrukcje przyimkowe (charakterystyczne dla tego drugiego typu) szerzą się obok i zamiast deklinacyjnych nawet i w poprawnej polszczyżnie: w języku bułgarskim zaś i macedońskim dawno już przeważyły nad fleksją. Polonistyka uniwersytecka woli je tępić niż badać. właściwa im hermetyczność ekskluzywnego żargonu i język potoczny. albo drastycznie. Toteż warto zauważyć jego (choć marginesową) obecność tak w mowie potocznej. równie (albo i bardziej) fleksyjny jak polski. W mojej wersji R przekładu Mechanicznej pomarańczy najważniejsze są efekty wydobywane ze składni i słowotwórstwa.

łatwo dające się użyć (podobnie jak po angielsku) w funkcji różnych części mowy. rozumianych piosenek) dla większości pozostaje niemal chińszczyzną. kiedy i tak w sam łeb. tylko znaczące. Ale są: i to najważniejsze. Nie posuwam się aż tak daleko. A do myślenia daje fakt. że w sumie to się z grubsza wyrównuje. a Jodłowski określał jako czasowniki niefleksyjne osobowe: na przykład lu. należą nie od wczoraj choćby wykrzykniki ekspresywne. lecz nie starcza im napędu i mózgu. jakby nigdy nic. W subkulturze. Starając się zarówno w wersji A jak R uniknąć dowolności. Zakładam jednak. piąte przez dziesiąte. porno i spoko. lecz wywierającymi ogromny wpływ na poziomie (przynajmniej obecnie) i w formach dość prymitywnych. Na pozór są to marginesy języka. Znajomość języków rosyjskiego i angielskiego jest u nas. angielskiego zaś nie potrafią. że gdyby angielszczyzna miała się u Polaków naprawdę zakorzenić.komputerów i uproszczonego systemu porozumiewania się z nimi. podobnie mizerna i prawie żadna. ze względu na swoją szczególną trudność i na przeważający prymityw jego amatorów oraz dostępnych im źródeł (głównie przez nagrania źle artykułowanych i mętnie. poprzestaję skromnie na języku tak zanglicyzowanym. Mimo to rosyjski dociera na co dzień i nasącza młodych Polaków nawet bez udziału ich świadomości. to fakt. jak i angielski są u nas językami bliżej i szerzej nieznanymi. Do typowych dla angielszczyzny formacji analitycznych. żeby się jej nauczyć. co z tego. jakiego możemy się jeszcze doczekać. choć tak łapczywie wychwytywany. że choćby tu przytoczone są nie dźwiękonaśladowcze. brzydkie i niekulturalne: nie sposób jednak uważać go za niezrozumiałe. 123 . zwykle skrócone przez odrzucenie sufiksu i kończące się często na o: takie jak bordo. nie polskie lub nie mieszczące się w regułach pewnego stylu. to wzrośnie najpierw jej prawdziwa znajomość. w skali społecznej. a potem wpływ na formowanie języka. Mimo całkiem różnej motywacji tak rosyjski. Tacy modlą się do angielszczyzny. no i ta Zizi bach i lulu. W polskim ostatnio rozwinęły się tak samo nieodmienne przymiotniki. które Klemensiewicz nazywał czasownikami wykrzyknikowymi. hop i czmychu. przy czym warto podkreślić. I tu również nie brak już realnych pierwowzorów: od częściej ośmieszanej niż rejestrowanej i badanej gwary Polaków amerykańskich po samorzutną twórczość językową młodzieży w kraju. gdzie koncentrują się zjawiska decydujące o zasadniczych przeobrażeniach języka. że po pijaku i na oślep. potocznym i nie pisanym: czyli tam. Już dziś stało się możliwe coś w tym rodzaju: No i Bibi chap za ten but lila róż i w Zizi. że marginesowe zjawiska w języku nie muszą takimi pozostać. Rosyjskiego nie chcą znać. przysłówek i przymiotnik. już zalęgających się i z wolna szerzących w dzisiejszej polszczyźnie. Opowiadanko to jest oczywiście nieco sztuczne. mogą ten proces zaskakująco przyśpieszyć. przede wszystkim zaś (wbrew powtarzanej dotąd regule) jak najbardziej łączliwe w związkach składniowych. angielski zaś. snobującej się na styl amerykański. Wszystko to są wyrazy nieodmienne. Ciekawostka: w języku sundajskim (choć nie w innych indonezyjskich) rozwinęły się one w osobną część mowy: to dla uświadomienia. od rozmaitych form czasownika po rzeczownik. Z biegiem czasu jedno i drugie może się trochę zmienić: ale co jest istotne. zmyśleń i pełnej fantastyki. że ich obfitość i udział rosną w języku ekspresywnym.

Człowiek z Nazaretu) to własny i nadzwyczaj przemyślny żywot Jezusa. Nie twierdzę. szczególnie w wersji A. Także z autentycznymi wyrazami zdarzały się wątpliwości: czy wszyscy pamiętają. tylko projekcja zjawisk już dziś istniejących w naszym języku. To jako przykre memento dla wątpiących. 20 Zatrważająca realność tego przyszłościowego modelu potwierdzała się wielokrotnie już w trakcie wymyślania go. Trudno! na wojnie jak na wojnie. Taka jest i będzie rzeczywistość. decydowałem wedle subiektywnego domysłu: co wie lub domyśli się każdy. że wymyślony przeze mnie barbaryzm już funkcjonuje w gwarach któregoś regionu lub środowiska. Niektóre instytucje i nazwiska mógłbym z góry wymienić. czasowników. którzy widząc ten model bliskiej przyszłości rzucą się na mnie z krzykiem. że gablota i maraset znaczą samochód i narkotyk? Co z nich wprowadzać do słowniczka. Gdy sprawdzałem na ludziach. co wymaga umieszczenia w słowniczku. Tym bardziej nie zabraknie (jak zwykle) prywatnych lub z premedytacją sterowanych obelg i oszczerstw. że dobry neologizm odnajduje się często. Man of Nazareth (1979. czeka nas szok: bo składa się ono w całości z wyrazów prawie lub wcale nieodmiennych i ma strukturę tak analityczną. Wśród nich wiele dotyczących muzyki. A przede wszystkim swoje bodaj czy nie drugie arcydzieło. przymiotników i nawet zwrotów idiomatycznych bez jakiegokolwiek morfemu. głupców i ślepców. jakoś tam analogiczne do wcześniejszego o ćwierćwiecze szykowania się na śmierć od raka mózgu. w innym czasie lub dialekcie języka. Przymierzył się do 124 . okazywało się raz po raz. już istniejący. że jest to nie fantazja. Omówione wyżej derywaty i konstrukcje analityczne wprowadzam obficiej.Jeśli to sobie uświadomić. nie za dwieście! i to w stopniu daleko jaskrawszym niż jedna czy druga wersja tej mowy. że to moja ohyda i moja wina. niż istnieją. że to nastąpi. Lecz podkreślam. a czego wielu nie zrozumie i nie będzie miało gdzie sprawdzić. rzecz jasna. jakby gromadził. Napisał więc lub uzbierał sporo książek zwłaszcza erudycyjnych i beletrystyki o wielu wątkach. 21 W późniejszych i ostatnich książkach Burgessa znać coraz większy rozrzut i jakby gorączkowe dążenie do wielkiej skali. Nie tylko dlatego. którą ja tu zaprojektowałem dla równieśników Alexa. w praktyce nie różniąca się od angielskiej. Ale nie zabraknie. czy język polski mógłby się pozbyć swej przeważającej do dziś struktury i całkowicie przeobrazić się w język formalnie zbliżony do angielskiego. szlifował i układał w całość projekty i zasoby z całego życia. jakby to już w ogóle nie był język fleksyjny: lecz konstrukcja pełna rzeczowników. Ale gdyby się decydujące czynniki tak ułożyły: to polszczyzna może być już głęboko i bezpowrotnie zrusyfikowana za 30 lat albo zanglicyzowana za 50 lat.

Mały Wilson i duży Bóg) zapowiedział. dowcipnych spostrzeżeń. W pierwszym tomisku swej ciekawej autobiografii Little Wilson and Big God (1987. Ponieważ w światku literackim już się nosi Burgessa. W hołdzie dla Qwert Yuiop). miejscowości. Ziemskie potęgi). erudycyjnych. gier słownych itp. po angielsku odrobinę inny niż po polsku. uwag. Niepotrzebnie zdublował jej tło i po części temat w historycznej powieści The Kingdom of the Wicked (1985. Nie pomoże mu smutny fakt. powiedzonek. Ale wśród nich ta jedna zaskakuje odkrywczością z pozycji powściągliwie sceptycznych bez prowokacji. że naraża się na piekło lub na niezadowolenie proboszcza. Te były piękne operatorsko i ortodoksyjne: czyli zdawkowe w treści. Jego powieść nie zawiera w istocie prowokacji ani bluźnierslwa czy choćby odstępstwa od chrześcijańskiej tradycji: dobry katolik może czytać ją bez poczucia. w setkach szczegółów demaskująca wiele spraw i ludzi. znaleziony przez hitlerowców w lochach Monte Cassino i kolejno wykradany od NRD po Ermitaż i z powrotem. że tworzył to rzekome dzieło swego życia przez 10 lat i uzbierał w nim całe setki konceptów. a w tym plącze się niedordzewiały Excalibur. Ewangelia ma cały legion modernizacji. Ten rodzaj klęski. że wielkość nie mdła i nie uznająca kompromisu automatycznie zmierza ku szczytom deprawacji lub uświęcenia. Nie pomoże efekciarskie założenie dwóch prawie nadludzkich protagonistów. Przewijają się najsłynniejsze katastrofy naszych czasów. w tym z wielu słowników. Byle stare żelastwo) i to chyba najgorsza z jego w końcu nie tak wielu kompromitacji. furorę zrobiło jego rozmiarami ogromne i zajadle reklamowane powieścidło Earthly Powers (1980. Jest to ogromny wybór artykułów i zwłaszcza recenzji. który zrealizował Franco Zeffirelli. Czyżby własna i w podobny sposób nieudana Ada po Nabokovie mu zamajaczyła w ambicji? Nie wykluczone: już nieraz jakby pozazdrościł innym i próbował napisać to samo po swojemu! a korci go zwłaszcza Nabokov i kolejne okazje do replik na jego wynalazki formalne. Czy wypnie się na te zapowiedzi? Tak coś wygląda. Królestwo złych) o rzymskiej Palestynie tych czasów. której dla zarobku i z temperamentu zwykł poświęcać wiele czasu i wysiłku. gdzie 81-letni pedał literat Kcnneth Marshal Toomey i papież Don Carlo Campanati to mają być (jak wiemy skądinąd) William Somerset Maugham i Jan XXII. pisząc we współpracy z innymi autorami scenariusz telewizyjnego serialu Jesus of Nazareth i następnie filmu. Ale Burgess nie byłby sobą. Lektura nierówna i rozkoszna. Więc w tej niby rzeczywistości z klocków po części fantasmagorycznych kotłują się walijscy mieszańcy z krwią rosyjską i trójka z Manchesteru z żydowską. Jednakże w tych granicach nie znam nic bardziej wyzywającego: gdyż w najzupełniej ortodoksyjnych sytuacjach Burgess ujawnia bez anachronizmu ich szczegółowe i ludzkie implikacje. Chodzi tu o układ górnych czcionek w maszynie do pisania. spraw. od „Titanica" przez kolejne wojny. 125 . Dalej podsumował swą publicystykę.niego już o dwa lata wcześniej. zatytułowany Homage to Qwert Yuiop (1986. Wciąż nic istotnego nie wynika z tego gigantycznego koronkarstwa i jest to jakby sytuacja Bobra i Bankiera w Wyprawie na żmirłacza Lewisa Carrolla. złośliwych. Nie pomoże śmiała i wyssana z palca koncepcja. Już po niej wypuścił Any Old lron (1989. gdyby i tu nie wysunął pazurów. a również samego siebie. krajów i co widoczniejszych postaci tego stulecia oraz tysiące i tysiące bystrych. że nastąpi jeszcze tylko jej druga część i to będzie koniec jego twórczości.

I tak samo wszystkim czegoś w nim brak. co sprawia. nadzwyczaj pomysłowa i błyskotliwa w szczegółach. że geniuszem okazuje się Thomas Mann: pisarz tak często rozwlekły i pretensjonalny. Nie zaryzykowałbym jednak opinii. A co w takim razie? I dlaczego Anthony Burgess. jak i w tym. bez gustu. Mimo to wolno już u schyłku jego drogi twórczej powiedzieć. obskurant i snob. Nie stereotyp więc i nie reklama prowadzą ten przegląd z powrotem w kierunku A Clockwork Orange. że pewien rodzaj głębi i uniwersalnych perspektyw tą metodą rzeczywiście trudniej osiągnąć. Wydaje się. że nie wychodzi poza chwyt epizodycznego montażu. wzbudza jednak mieszane uczucia od irytacji po niedosyt: i trafnie zwracano uwagę. które sam przeznaczył na swe chefs-d'oeuvre. Formuła o schorzeniu epizodycznym tego nie tłumaczy. ale na pewno żadna z tych. Ta odcina się liczbą 20 książek na tle 30 powieści. którymi by wtargnął instynkt i żywioł twórczy nie kontrolowany przez świadomość? Ta demoniczna siła. bywa nierówna i nie układa się w jakiś specyficznie ważny i odrębny sposób widzenia świata.w mieczu zaś arturiańskim symboliczny problem: czy pogaństwo zwycięży? To już zwykła inflacja. jest kamieniem obrazy i częściej prowokuje do czepiania się niż skłania do sympatii: że kostycznej moralistyki jego dzieł nie humanizują nawet ciągłe igraszki językowe i wszechobecny niby humor: a właściwie jadowite szyderstwo. że to dlatego większa część jego prozy powieściowej nie daje pełnej satysfakcji. niedouczony i bez matury? Burgess żadnego z tych grzechów nie popełni. że w dorobku jego nie ma i nie będzie powieści lepszej niż A Clockwork Orange i może jeszcze Man of Nazareth. ogromny jego dorobek można już z dużym prawdopodobieństwem podsumować. Ale wartość jej. tej niepewności. marnotrawstwo i poniewieranie tematów. mistrz języka i literackiego rzemiosła. Wszystko na sprzedaż za fałszywy grosz. do których analogie niełatwo znaleźć. więcej czy mniej. jednak nie może przełamać tego kręgu ambiwalencji? Otacza go podziw i respekt. W różnych kontekstach o większości już napomknąłem. Bez wyjątku. Zarówno w osiągnięciach. tak błyskotliwy i fantastycznie pomysłowy (trzeba wciąż powtarzać te określenia) w swych nieustannych erupcjach twórczych. bez końca przeobrażająca się formalnie. gdy autor zmierza do czegoś innego. 22 To czy tamto. co wielu oburza i złości. na ogół erudycyjna raczej niż głębsza. 23 126 . co nie tylko zmiękcza ostrość konturów. Ale czyż to jednoznaczny feler? Ja bym powiedział: tylko wówczas. a choćby i nic już Burgess nie zdążył wystrzelić ze swej eksplozywnej maszynerii twórczej. Czyżby jednak okaleczał Burgessa zbyt sterylizujący dystans ironicznego umysłu bez tego światłocienia. Jego proza. lecz i zapewnia synaptyczne przejścia do struktur bardziej wieloznacznych? Nie dotyczy to jego eseistyki. Może to raczej nadmiar świadomości profesjonalnej bez tych szczelin. a żadna nie wtargnie do wielkiej literatury z wyjątkiem tych co najwyżej dwóch. może kilka innych nie okaże się efemerydami. inteligentny jak brzytwa.

. sygnalizując na wpół iluzoryczny byt książki po polsku. abym ją wydał w podziemiu. Ale z rozmaitych absurdów ten wydaje się najbardziej prawdopodobny. co za szczęście. gdy strażnik się zagapił. Mimo to cenzura przez 15 lat prowadziła z nią wojnę obsesyjną w swej zajadłości. bodajże Zenon Kliszko. lecz jej tytułu: podobno ktoś z Biura Politycznego. że to nie Hamlet wpadł przypadkiem pod topór tego Alexa z koleżkami. Nota bene z równocześnie wysłanej do samego siebie przesyłki z malajskimi książkami ta sama poczta. wzdrygnął się z obrzydzenia i krzyknął. odkrywcza. czujnie i zapobiegliwie. że Mechanicznej pomarańczy ma u nas nie być! i to wystarczyło. wydostałem z „Literatury na Świecie" już złamane odbitki i powieliłem je w kilkunastu egzemplarzach. przesyłka wróciła i już na polskiej poczcie została skonfiskowana jako druk nielegalny. Guzdrał się rok ze wstępnymi formalnościami Czytelnik. Czy tak było? Nie wiem na pewno. dopuszczonego do najwyższej władzy w Państwie. ważna i do tego niezwykle 127 .Osobny i dość upiorny akapit do dziejów Mechanicznej pomarańczy dorzuciły jej perypetie w Polsce. gdy na pobojowisku naszej ukatrupionej prasy literackiej wyręczający ją „Przegląd Techniczny" zaproponował mi druk. Po czym z tej wersji. że powieść ta nie zawiera żadnych treści godzących na którymkolwiek etapie historycznym w Polskę ani w jej ustrój. Ta broszurka trafiła do niektórych bibliotek i również do bibliografii. Pierwsze dwa rozdziały w moim przekładzie miały się ukazać w nrze 2(34) miesięcznika „Literatura na Świecie" z 1974 roku. Jednak w momencie. że owa krucjata przeciwko Mechanicznej pomarańczy dotyczyła nie książki. że czasy tak szybko złagodnieją? a potem staną na głowie? Ale i tak cenzurę wyręczała dobra wola i cnota naszych wydawców. Znalazłszy się akurat w Kuala Lumpur wysłałem jeden egzemplarz Burgessowi. uważając. zanim wyguzdrano się z prawdziwą książką. Beztrosko zlekceważył tę książkę Państwowy Instytut Wydawniczy. Warto policzyć: ileż to niedołęstwa lub niszczycielskiej złośliwości musi w Polsce ominąć na swej drodze do czytelników atrakcyjna. Alfa przejęła sprawę i znów ją położyła. autorów i działaczy kulturalnych. Ponieważ trudno go złapać między podróżami a którąś z rezydencji. nieznani sprawcy przedrukowali jeszcze po złodziejsku dwa wydania pirackie. Legenda o książce i jej przekładzie nadal krążyła i mnożyły się propozycje. obejrzawszy na zamkniętym pokazie film Kubricka. by ją pogrążyć w zamian za ograniczony i tylko środowiskowy efekt publikacji w drugim obiegu. że sprawa jest za poważna. Ucięło to skutecznie moją dalszą działalność na tym polu. Fama głosi. Jest więcej niż oczywiste. w socjalizm. wyżarła mi notatki zawierające nazwiska i adresy malajskich przyjaciół.. Ale jeszcze w roku 1986 mogłoby to utrącić wszelkie inne szanse publikacji utworu w jakiejkolwiek formie i tego nie chciałem. w Rosję ani w Związek Radziecki. sam tekst natomiast zdjęto bez uzasadnienia. I tak samo w osiem lat później. Ufff. Z niezliczonymi błędami. Kto mógł wtedy przypuszczać. Dla prestiżu i zysku chciało swą działalność wydawniczą rozpocząć od tej książki Stowarzyszenie Tłumaczy Polskich: zgodziłem się i znów jego władze doprowadziły tylko do skandalu i kolejnej zwłoki. Rządzie i Partii. Ukazał się jedynie mój towarzyszący im pamflet Horrorshow! czyli bój się Pan jeża. Wreszcie w 1989 roku opublikował Mechaniczną pomarańczę miesięcznik „Fantastyka" w postaci wkładki. jak również w nikogo z ich sprzymierzeńców.

Tamten kiwa obojętnie głową i mówi: Wiem. mdła i nijaka wobec tej z życia i z filmu. Eliotem i cytuje z Ziemi jałowej sanskryckie: Datta. Jednak poj鹹ie dウugowウosych filistr ukazuje rzecz chyba w najwaソniejszej perspektywie. Niemiecki tygodnik „Stern" arcytrafnie podsumował problem Alexa i jemu podobnych w określeniu: die Spie?bürger mit langem Haar. Czy doczekamy się tego spektaklu? To się okaże.S. moralnym. nie nadrobiła braku formuły artystycznej i wynikł z tego ani naturalizm. społecznym i politycznym. Po drodze zaś napisałem jeszcze według Mechanicznej pomarańczy libretto musicalu i wygasły rozmowy z teatrem Studio. 24 Do tych przygód Mechanicznej pomarańczy chętnie dodałbym sporo cytatów i cudzych refleksji. Wystawiła go w Londynie na przełomie 1990 roku słynna Royal Shakespeare Company szukając wyjścia z nękającego ją kryzysu tyleż artystycznego. tylko jakiś fałszywy zlepek obojga. ani balet muzyczny. Ze względu na rozmiar 32 stron nie byłoby to nawet niemożliwe.dochodowa książka. Co kto powie. Robert Stiller 128 . Lipna rewolta). to drugi tłumaczy trzeciemu. Niech nam pomoże ta scena z Trylogii malajskiej: Upijają się we trzech. Chciałoby się ją przytoczyć w całości. To jest to. Nikt zaś nie trafił celniej w istotę problemu we wszystkich jego aspektach. Że muzyka. co powiedział grom. co i finansowego: ale bez powodzenia. którą skomponowali Bono i The Edge obficie sięgając do Beethovena. Damyata. który chciał w roli śpiewających łotrzyków obsadzić znany z ekscesów zespół estradowy Lady Punk. Wtem złajdaczonemu nauczycielowi odbija się T. A na razie popatrzmy na sprawę z dalszej perspektywy. Niezupeウnie o to szウo w Mechanicznej pomarazy albo nie tylko. Shantih shanlih siiantih. Dayadhvam. każdy z nich zna dwa języki i nie ma żadnego języka znanego wszystkim trzem. W międzyczasie sam Burgess napisał dramat muzyczny według swej powieści. Krytyka i publiczność stwierdziły to samo: że sceniczna brutalność okazuje się umowna. Nie rozumiejący kretyn porucznik tłumaczy to na język urdu swemu Gurkhowi. niż Gershon Legman w broszurze The Fake Revolt (1967.