P. 1
Ksiega Rodzaju Fragment

Ksiega Rodzaju Fragment

|Views: 3,531|Likes:

More info:

Published by: Oficyna Wydawnicza VOCATIO on Jun 06, 2012
Prawo autorskie:Attribution Non-commercial

Availability:

Read on Scribd mobile: iPhone, iPad and Android.
download as PDF, TXT or read online from Scribd
See more
See less

03/28/2014

pdf

text

original

Filipowi, Dawidowi i Grace, ażeby ich pokolenie mogło dawać żywe świadectwo prawdy Pisma Świętego i ewangelii Jezusa

Chrystusa, na przekór fali błędów, jaka ich otacza.

Zarejestruj się na stronie www.vocatio.com.pl jako odbiorca naszego newslettera, a będziesz otrzymywał informacje o nowościach, zniżkach i specjalnych promocjach przygotowanych dla naszych Klientów. Możesz oczekiwać zniżek o wysokości nawet do 20–50% oryginalnej ceny detalicznej.

Tytuł oryginału: Genesis For Today. Przekład: Stanisław Sylwestrowicz Redakcja: Beata Kaczmarczyk i Zespół VOCATIO Korekta: Ewa Micyk Redakcja techniczna: Małgorzata Biegańska-Bartosiak Projekt okładki: Radosław Krawczyk Zdjęcie na okładce: shutterstock.com (70269238)
O ile nie zaznaczono inaczej, wszystkie cytaty z Pisma Świętego pochodzą z Biblii Tysiąclecia, wydanie trzecie, wydawnictwo Pallotinum, Poznań 1980. Wersety oznaczone NPD pochodzą z BIBLII MILENIJNEJ – Nowy Przekład Dynamiczny, wydania przygotowywanego przez Oficynę Wydawniczą VOCATIO. Copyright © 1997, 2001, 2006, 2012 by Day One Publication www.dayone.co.uk All rights reserved. Copyright for the Polish edition © 2012 by VOCATIO. All rights to the Polish edition reserved. Wydanie pierwsze (2012). Wszelkie prawa do wydania polskiego zastrzeżone. Książka, ani żadna jej część, nie może być przedrukowywana ani w jakikolwiek inny sposób reprodukowana czy powielana mechanicznie, fotooptycznie, zapisywana elektronicznie lub magnetycznie, ani odczytywana w środkach publicznego przekazu bez pisemnej zgody wydawcy.

W sprawie zezwoleń należy zwracać się do: Oficyna Wydawnicza VOCATIO 02-798 Warszawa, ul. Polnej Róży 1 e-mail: vocatio@vocatio.com.pl Redakcja: fax (22) 648 63 82, tel. (22) 648 54 50, Dział handlowy: fax (22) 648 03 79, tel. (22) 648 03 78, e-mail: handlowy@vocatio.com.pl Księgarnia Wysyłkowa 02-798 Warszawa 78, skr. poczt. 54, tel. (603) 861 952 e-mail: ksiegarnia@vocatio.com.pl www.vocatio.com.pl

ISBN 978-83-7829-000-1

Słowo wstępne do wydania polskiego
Pierwsze zdanie Księgi Rodzaju: „Na początku Bóg stworzył niebo i ziemię” mówi o połączeniu i przenikaniu się wzajemnie świata materialnego i duchowego. Znaczenie hebrajskiego bereśit i greckiego arche (początek) mówi o początku czegoś, co zaistniało w historii, od jakiegoś punktu w czasie. Opisuje początek w znaczeniu absolutnym, lecz najważniejsze znaczenie to przed wszystkim. Jedenaście pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju jest dla pewnych prądów intelektualnych w nauce przestrzenią ataku na pozycję wiary, aż do próby całkowitego podważenia wiarygodności naukowej tekstu Pisma Świętego. Jednak, na szczęście, pomimo zmasowanych ataków, taka postawa nie jest jedyną. Andrew C. McIntosh, przedstawiciel wiarygodnego i rzetelnego prądu we współczesnej nauce, przekonuje, że spór toczy się tak naprawdę nie pomiędzy nauką i wiarą, ale pomiędzy dwiema filozofiami wiary: pomiędzy wiarą opartą na objawionym Słowie Bożym, a ślepą wiarą osadzoną głównie na mglistych i słabo udokumentowanych domniemaniach człowieka. Wyraża się to w dwóch przeciwstawnych stwierdzeniach przytaczanych przez Kenta Hovinda: „wierzę, że na początku Bóg” oraz: „wierzę, że na początku materia”. Humanistyczna wiara (zwana przez jej wyznawców poglądem na świat) znalazła oparcie w słabo udokumentowanej teorii ewolucji i uważa, że świat powstał sam, a na początku wszystkiego była materia. Chrześcijańskie podejście opiera się na kon

cepcji Stworzenia, według której to Bóg stworzył świat, bo na początku wszystkiego jest Bóg. Ewidentnie ktoś się myli. W dyskusji pomiędzy tymi dwoma poglądami aż nazbyt często okazuje się, że ludzie wyrażają swoje opinie o nienaukowości Biblii, której sami nigdy nie przeczytali lub nie przeczytali ze zrozumieniem. Biblia jest nieomylnym, natchnionym Słowem Żywego Boga, w którym każdy człowiek potrzebuje znaleźć odpowiedzi na kilka pytań: Kim jestem? Skąd pochodzę? Dlaczego jestem tutaj? Co się stanie ze mną po śmierci? To właśnie odpowiedzi, jakich sobie udzielamy, określają nasz światopogląd. Jednocześnie najnowsze prądy w nauce przychodzą w sukurs rzetelnemu podejściu do znalezienia odpowiedzi na powyższe pytania. Wiele współczesnych odkryć i badań naukowych (których tylko mały fragment ukazują dodatki A, B i C do niniejszej książki) usuwa mnóstwo jeszcze nie tak dawnych trudności w zrozumieniu Biblii. Osoby, miejsca, zdarzenia historyczne opisane w Biblii znajdują dzisiaj potwierdzenie na wielką skalę, chociaż przez wieki były przez humanistyczne prądy naukowe podawane w wątpliwość. Dotyczy to także Księgi Rodzaju. Jednak jednym z najpoważniejszych argumentów historycznych jest fakt, że Chrystus, podczas swego ziemskiego nauczania osobiście uznawał autorytet Księgi Rodzaju: „Czy nie czytaliście, że Stwórca od początku stworzył ich jako mężczyznę i kobietę?” (Mt 19,4). Tak samo wierzący członkowie pierwszego Kościoła w Jerozolimie uznawali Boga za Stwórcę nieba i ziemi, i morza, i wszystkiego, co w nich (Dz 4,24) i jednocześnie osobiście doświadczali wysłuchania swych modlitw przez tego właśnie Boga. „Wszystko przez Niego się stało; bez Niego nie stało się ani jedno, cokolwiek się stało.” (J 1,3). A „Wszystko, co się stało”, stało się przez Jezusa Chrystusa. Oddaje to greckie słowo ginomai, które oznacza „stało się” („zostało stworzone, wykonane”) jako wola Boża i cud. Jeżeli szukasz, to znajdziesz. Ale jeśli nie szukasz, nie znajdziesz, nie będziesz wiedział i nie zrozumiesz. Tak więc, czytając Księgę Rodzaju, dotrzesz w końcu do prawdy historycznej w niej zawartej. Czytając Ewangelię według św. Jana, znajdziesz w końcu w niej dowód na zbawienie wieczne. Nie chodzi tu już tylko o prawdę historyczną, lecz o prawdę wieczną, prawdę Boga, któ

ry w tym świecie pozostawił czytelny znak: zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa od czasu stworzenia jest najważniejszym wydarzeniem historii. Bóg, który przywrócił ciało Jezusa mocą Ducha Świętego do życia, może dokonać wszystkiego. On mógł stworzyć ziemię i człowieka, mógł stworzyć wszystko, co opisuje Księga Rodzaju jednocześnie ze znamionami wieku, co jest często tak niezrozumiałe dla niektórych metod badania czasu. Nie mogą one bowiem zaakceptować faktu, że obraz wielu setek, tysięcy czy milionów lat mógł zostać stworzony w jednej chwili. A przecież ciało Jezusa zostało po zmartwychwstaniu w ułamku sekundy odmienione (gr. morfe użyte w Mk 16,12; Flp 2,6.7) tą samą mocą, jaką Bóg panuje nad czasem. Tak samo będą, po zmartwychwstaniu, przemienione ciała ludzi wierzących. Greckie symmorfos użyte w Rz 8,29 oraz Flp 3,20-21 opisuje dwie tożsame postaci tego samego. I odnosi się to zarówno do przeznaczenia (o jakim zostali poinformowani wierzący w Rzymie), abyśmy się stali podobnymi do wizerunku Bożego Syna, jak i obietnicy (jaką usłyszeli wierzący w Filippi), że nasze ciała zostaną przetworzone przez Boga na postać tożsamą z uwielbionym ciałem Jezusa. Jezus podczas swej ziemskiej służby spotykał się ze wszystkimi, także z elitami intelektualnymi. Podczas pewnej rozmowy ze świetnie wykształconym umysłem tamtych czasów, Nikodemem – członkiem żydowskiego Sanhedrynu, Jezus tak zareagował na wątpliwości, jakie mogą się rodzić w najtęższych umysłach: „Jeśli nie wierzycie temu, co wam powiedziałem o sprawach związanych z tą ziemią, jak uwierzycie, gdy zacznę wam mówić o sprawach dotyczących nieba?” (J 3,12). Tak! Musimy to zrozumieć i zaakceptować, że skutek Jego działania: naprawienie i zbawienie świata jest wieczny, a badanie początków tegoż świata jest tylko doczesną i przemijającą pracą. Co więcej: takie badanie bez zbawienia ludzi jest niewiele znaczące. Również Paweł Apostoł, rozmawiając na Wzgórzu Aresa w Atenach z ówczesną elitą intelektualną Grecji, zwrócił im uwagę na zapis na jednym z ich ołtarzy: Nieznanemu Bogu, co Grecy rozumieli tak: Bogu niepoznawalnemu, niemożliwemu do poznania. Skorzystał więc z okazji przedstawienia im Boga praw

dziwego, Który jest stwórcą świata i wszystkiego, Który nie mieszka w świątyniach uczynionych ręką ludzką, i Który stworzył ludzi, aby Go szukali, aby dostrzec Go [mogli] i znaleźć, bo naprawdę jest On niedaleko od każdego z nas. W Nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, co wyrazili niektórzy z greckich poetów: Bo też Jego plemieniem jesteśmy (por. Dz 17), bo Bóg patrzy poza czasy niewiedzy. A apostoł Piotr z kolei napisał: Przecież, nie idąc za jakimiś wydumanymi mitami, udostępniliśmy wam poznanie mocy i przyjścia Pana naszego, Jezusa Chrystusa, lecz dlatego, że my byliśmy naocznymi świadkami Jego majestatu (por. 2 P 1,16). Henryk Knapik Fundacja Biblos 

Przedmowa
Prawda o pochodzeniu świata i stworzeniu życia nigdy nie zostanie odkryta przez teoretyzujących naukowców, którzy wychodzą z założenia, że tak obszerny i złożony projekt można wyjaśnić bez odniesienia do Projektanta. Teoria ewolucji od czasów jej spopularyzowania w XIX wieku ulega ciągłym przemianom. Jednak dziś, w obliczu wielu odkryć naukowych, darwinizm stąpa po tak niepewnym gruncie, jak nigdy przedtem. Tymczasem biblijna wersja stworzenia świata pozostaje stała, niezmienna i nierozmyta żadnym atakiem, których tak wiele na nią przypuszczono. Księga Rodzaju rzeczywiście ciągle pozostaje aktualna. Doceniam żarliwą miłość Andy’ego McIntosha do Biblii i jego przekonanie, że Słowo Boże zawsze zatryumfuje nad kłamstwem. Używając prostego języka, Andy pokazuje oczywisty fałsz wielu ewolucyjnych twierdzeń, a w trakcie swych dociekań pozwala, by Słowo Boże samo przemawiało. Dla tych, którzy mają oczy do patrzenia, książka ta jest znakomitym materiałem dowodowym na to, że objawione przez Boga prawdy są zawsze godne zaufania, jak również nieskończenie bardziej pewne niż jakiekolwiek ludzkie spekulacje. John McArthur Pastor Grace Community Church Sun Valley, Los Angeles USA 

Przedmowa do wydania pierwszego
Doktor Andrew McIntosh jest wykładowcą teorii spalania cenionym na uniwersytecie w Leeds i chętnie zapraszanym do wygłaszania prelekcji na ten temat także przez inne ośrodki akademickie. Powszechnie znane jest również jego zainteresowanie początkami świata, które objaśnia w przekonujący sposób z naukowej perspektywy. Wiele osób doceniło już jego pięknie ilustrowany wykład o mechanizmach lotu i wynikającą z nich nieuniknioną konkluzję, że jest wysoce nieprawdopodobne, by tak złożony system mógł się przypadkowo wykształcić drogą ewolucji, natomiast znacznie bardziej pasuje on do modelu kreacjonistycznego. W niniejszej pracy doktor McIntosh przygląda się uważnie implikacjom wynikającym z modelu kreacjonistycznego nie tylko w odniesieniu do pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, ale również w szerszej perspektywie – do całej chrześcijańskiej teologii. Wiele osób nie uświadamia sobie, jak wielkie zło zostało wyrządzone podstawowym prawdom chrześcijaństwa przez bezmyślne przyjmowanie ewolucjonistycznego światopoglądu. Książka ta może się okazać w tym względzie przełomowa. V. Wright, doktor nauk medycznych, członek Królewskiego Towarzystwa Medycznego, profesor honorowy Katedry Reumatologii, Uniwersytet w Leeds, Wielka Brytania

10

Przedmowa do wydania pierwszego
Autor niniejszej przedmowy, Ken Ham, jest współzałożycielem australijskiej Fundacji Nauki Kreacjonistycznej (Creation Science Foundation) oraz założycielem stowarzyszenia „Odpowiedzi w Księdze Rodzaju” (Answers in Genesis) z siedzibą w stanie Kentucky w USA, a także wykładowcą prowadzącym seminaria kreacjonistyczne na całym świecie i autorem wielu publikacji na ten temat. „Nie możesz być naukowcem, a jednocześnie uznawać Księgę Rodzaju za dosłowny zapis historyczny!” – ileż to razy w ciągu mojej dwudziestoletniej działalności na rzecz popularyzowania kreacjonistycznego światopoglądu słyszałem to stwierdzenie, i to nie tylko z ust niewierzących, ale nawet niektórych chrześcijan! Andy McIntosh jest naukowcem, ale również chrześcijaninem, który wierzy, że Księga Rodzaju jest dosłownym zapisem historycznym, a także fundamentem dla rozumienia całości Pisma Świętego. Księga Rodzaju w żaden sposób nie stoi w sprzeczności z dyscypliną badawczą, którą autor zajmuje się na co dzień na uniwersytecie w Leeds. W świecie nauki, gdzie teoria ewolucji jest powszechnie akceptowana jako fakt, jest wyrazem niemałej odwagi, stawić czoło środowisku akademickiemu, twierdząc, że to Bóg Biblii stworzył cały świat w ciągu dokładnie sześciu dni, zaledwie tysiące lat temu. Przez wypowiadanie takich poglądów Andy naraża się na drwiny nie tylko ze strony niewierzących kolegów, ale niestety także wielu współbraci w Chrystusie wyśmiewających oso11

by, które tak jak on obstają przy tym, że Księga Rodzaju musi być rozumiana dosłownie. Jednakże Andy doszedł do ważnej prawdy, którą to Kościół w Wielkiej Brytanii w dużej mierze zatracił. Mianowicie, że wszystkie chrześcijańskie doktryny – pośrednio lub bezpośrednio – zakorzenione są w rzeczywistych wydarzeniach pierwszych jedenastu rozdziałów Biblii. Ponieważ Andy pragnie zbawienia ludzi, dlatego też w książce tej otwiera swoje serce, ukazując, jak bardzo jego umiłowani rodacy zarzucili chrześcijański sposób postrzegania świata, który niegdyś był tak powszechny w tamtejszej kulturze. W swojej książce Andy zamierza rzucić ci wyzwanie w dwóch zasadniczych kwestiach: 1. Twierdzi on, że fundamenty chrześcijaństwa zostały poważnie naruszone, w Anglii zaś nieomal całkowicie zniszczone, ponieważ większość Kościoła zaakceptowała wątpliwe teorie głoszone przez grzesznych ludzi i w konsekwencji mylnie zreinterpretowała najważniejsze księgi dotyczące kwestii pochodzenia życia i świata. Kiedy Kościół odstępuje od dosłownego odczytywania Księgi Rodzaju, zaczyna brakować fundamentu dla całej struktury chrześcijaństwa. Wszystkie chrześcijańskie doktryny są zależne od tego, czy wydarzenia opisane w Księdze Rodzaju rzeczywiście miały miejsce. Na przykład, czym jest grzech? Jeśli nie było ogrodu, Adama, węża, owocu i upadku, to kto jest w stanie zdefiniować pojęcie grzechu? Jak można mówić o buncie przeciwko Bogu, skoro nie uznaje się owego pierwotnego aktu buntu? Dlaczego Jezus fizycznie(!) umarł na krzyżu za nasze grzechy, jeśli dosłowna, fizyczna śmierć nie mogła być karą za rzeczywisty bunt wobec Boga? Jeżeli gotów jesteś odłożyć na bok wszelkie uprzedzenia i agresywne, zewnętrzne inspiracje, by uważnie zapoznać się z poglądami autora tej książki, to wyzwaniem dla ciebie może stać się analiza własnego rozumienia przesłania zawartego w Księdze Rodzaju. Szczerze mówiąc, może to nawet sprawić, że poczujesz swego rodzaju dyskomfort! Jednakże, w miarę jak będziesz czytać tę pracę, proszę, bądź jak owi wierzący z kościoła w Berei, którzy „codziennie badali Pisma, czy istotnie tak jest” (Dz 17,11).
12

2. Andy dotyka również innej kwestii, zaniedbanej nieco w naszej współczesnej kulturze, a mianowicie tego, jak traktujemy Dzień Pański. Jeśli w tej materii jesteś bardziej podobny do mnie i nie idziesz w swoim radykalizmie tak daleko jak Andy, to i tak zauważysz, że dla wielu członków współczesnego Kościoła zarządzony przez Boga Dzień Odpoczynku niewiele różni się od pozostałych dni tygodnia. Wierzę, że będzie to dla ciebie, jak też było i dla mnie, dodatkowym wyzwaniem, aby rozważyć na nowo swoje osobiste i rodzinne priorytety oraz aktywności, które podejmujesz podczas tego przeznaczonego na odpoczynek i uwielbienie Boga dnia. Jestem przekonany, że książka Andy’ego odegra ważną rolę w rozwijającym się ogólnoświatowym ruchu odnowy Kościoła, który, niestety, jakiś czas temu poszedł na kompromis w kwestii jasnego nauczania Pisma Świętego, a w szczególności względem tak fundamentalnej jego części, jaką jest Księga Rodzaju. Ken Ham Florence, Kentucky, USA

13

Wstęp do wydania pierwszego
Kiedy zasiadłem nad czystą kartką papieru, nie było moim zamiarem napisanie książki. Miałem co prawda pewne przemyślenia dotyczące treści pierwszych trzech rozdziałów, a to ze względu na fakt, że od czasu do czasu byłem zapraszany, by z naukowej perspektywy przemawiać na temat kreacjonizmu czy teorii ewolucji, pokazując jednocześnie, dlaczego – w świetle Biblii – kwestia ta jest tak niezwykle istotna. Od dawna pozostaję pod wrażeniem pracy Stowarzyszenia Zachowania Dnia Pańskiego działającego obecnie pod przewodnictwem niezwykle oddanego tej sprawie Sekretarza Generalnego, Johna Robertsa. To właśnie on zasugerował mi napisanie książki, kiedy oddawałem do druku w formie broszury wczesną wersję rozdziału szóstego na temat szabatu. Tak więc, nie bez obaw i lęku zacząłem zbierać pomysły do przedstawienia nie tylko oczywistych moim zdaniem naukowych implikacji wynikających z debaty pomiędzy kreacjonizmem a ewolucjonizmem, ale również ich wpływu na Kościół, rodzinę, społeczeństwo i naród. Chętnie przyznaję, że na moje poglądy rzutowały opinie wielu osób podzielających wyznawane przeze mnie przekonanie o prawdziwości Księgi Rodzaju. Miałem zaszczyt uczestniczyć w inspirujących rozmowach z ludźmi zaangażowanymi w służbę misyjną opartą na nauczaniu zgodnym z kreacjonizmem. Trudno byłoby wymienić tu wszystkich, ale w szczególności chciałbym podziękować profesorowi Vernie Wrightowi, Kenowi Hamowi, doktorowi Davidowi Rosevearowi i Geoffowi Chapmanowi za ich wieloletnią zachętę. Z pewnością nie chciałbym twierdzić, że książka ta jest ostatnim słowem wypowiedzianym w tych jakże istotnych kwestiach.
14

Napisałem ją, ponieważ czuję ciężar odpowiedzialności za obecne i nadchodzące pokolenie brytyjskich chrześcijan, których wiara poddawana jest intensywnym atakom przypuszczanym z wielu stron. Nawet obecnie, kiedy dostępne są nam różnorakie materiały i źródła, istnieje poważne niebezpieczeństwo, że przystąpimy do badania zagadnienia pochodzenia bez poczucia nadrzędności biblijnego autorytetu. Jeśli myśli zawarte w niniejszej publikacji pomogą niektórym czytelnikom w ich własnych dociekaniach, będę wdzięczny Bogu za to, że wniosłem pewien konstruktywny wkład w rozwój tej istotnej debaty. Chciałbym też podziękować przyjaciołom, którzy przeczytali mój manuskrypt i weryfikowali przytoczone w nim argumenty. W szczególności wdzięczny jestem Rogerowi Carswellowi, Davidowi Hardingowi, Trevorowi Knightowi, profesorowi Vernie Wrightowi i doktorowi Stephenowi Taylorowi, którzy spędzili wiele godzin, pomagając w tym projekcie. Chciałbym jeszcze dodać, że książka ta nie powstałaby bez życzliwej, pełnej miłości i wspierającej postawy mojej rodziny, a zwłaszcza mojej cierpliwej żony, Juliet, która zamieniała moje gryzmoły w czytelny manuskrypt. Jeśli chodzi o przypisy pojawiające się na poszczególnych stronicach, nie są to tylko zwykłe odnośniki do innych źródeł, choć takowe zawierają. Bywały takie momenty, kiedy pragnąłem rozwinąć daną argumentację bez przerywania toku myśli zasadniczego tekstu, umieszczałem więc te dodatkowe myśli w przypisach. Niektóre z nich są dość szczegółowe i mam nadzieję, że same w sobie będą stanowiły ciekawą lekturę. Andy McIntosh październik 1997

1

Wstęp do wydania drugiego
Przez trzy lata, jakie minęły od pierwszego wydania niniejszej książki, otrzymałem na jej temat wiele pozytywnych opinii ze strony zarówno krajowych, jak i zagranicznych czytelników. Było to dla mnie niezwykłe doświadczenie, gdy ludzie dziękowali mi za to, że po lekturze mojej książki potrafią spojrzeć na spór kreacjonizmu z ewolucjonizmem z biblijnej perspektywy, oraz kiedy zdałem sobie sprawę z tego, że publikacja ta, dzięki Bożemu działaniu, wzmocniła wiarę niektórych osób. W obecnym, drugim wydaniu, pracowicie poprawiłem błędy pisowni, jakie znalazły się w wydaniu pierwszym. Tu należą się szczególne podziękowania tym, którzy sumiennie mi je wskazywali. Uczulono mnie także na kilka drobnych nieścisłości, obecnie również poprawionych. Dodałem ponadto sporą ilość komentarzy do tekstu. Podrozdział „Małżeństwo to głęboka przyjaźń na całe życie”, jako część rozdziału 4, został napisany na nowo, a podrozdział „Biblijna nauka na temat śmierci” z rozdziału 7, został znacznie poszerzony. Dodałem więcej szczegółów na temat astronomii (Dodatek B) i – możliwe, że ku radości wielu – wyniki nowych odkryć dotyczących precyzji aparatu celowniczego chrząszcza kanoniera (również w Dodatku B). W tym samym dodatku znalazło się też więcej odnośników, zwłaszcza na temat potopu. Pragnę, by kościoły ewangelikalne dostrzegły doniosłość sporu pomiędzy kreacjonizmem a ewolucjonizmem oraz żeby ujrzały jego istotne powiązanie z autorytetem (a) Biblii i (b) samej ewangelii, które mogą zostać osłabione przez błędne ewolucjonistyczne nauczanie na temat śmierci. Moim celem jest więc pomóc chrześcijanom naostrzyć miecze, którymi są ich osobiste,
1

głębokie przekonania ugruntowane na Słowie Bożym. Jedynie opierając się na tak solidnym fundamencie, mamy szansę wywrzeć silny i trwały wpływ na to pogrążone w dekadencji społeczeństwo, w którym przyszło nam żyć. Bóg dotrzymuje danego nam słowa. Chrześcijanie, przekonani o prawdziwości pierwszych jedenastu rozdziałów Księgi Rodzaju, będą mieć większy wpływ na słuchaczy podczas dzielenia się ewangelią. Od pierwszego wydania niniejszej książki zagadnienie początków świata zostało dostrzeżone przez liczące się media. Dowodzą tego olbrzymie nakłady finansowe, jakie brytyjska telewizja BBC przeznaczyła w 1999 roku na nakręcenie cyklu Wędrówki z dinozaurami. Zbudowano wtedy kosztowne modele, które ożywiono, wykorzystując specjalne techniki fotografowania połączone z komputerową obróbką grafiki. W efekcie wielomilionowe audytorium obejrzało widowiskowy serial, w którym niestety wiele faktów zostało przemieszanych ze zwykłą fikcją. Niemniej jednak kreacjonistyczny punkt widzenia zdobywa coraz więcej uwagi. Na początku roku 2000 ukazał się kolejny numer magazynu „New Scientist” („Współczesny naukowiec”) niemal w całości poświęcony kreacjonizmowi. To pokazuje, że wystarczy, iż choćby niewielki odsetek chrześcijan zdecydowanie zabrał głos, by świat dostrzegł przesłanie takiego wystąpienia. Modlę się, by Bóg w swym miłosierdziu użył zarówno tej, jak i pokrewnej literatury, by przebudzić Kościół do uznania kluczowej wagi poważnego traktowania Księgi Rodzaju. Wbrew temu, co twierdzą niektórzy, uznający tę kwestię za nieistotną, jest to jedno z największych wyzwań dla naszego pokolenia. Bądźmy zatem wierni Chrystusowi, Jego Słowu i samej Ewangelii. Andy McIntosh styczeń 2001

1

Wstęp do wydania trzeciego
Rok 2001, kiedy ukazało się drugie wydanie niniejszej książki, okazał się rokiem przełomowym. Po wydarzeniach z 11 września świat nie był już taki sam. Z dnia na dzień jego polityczna stabilność została zachwiana. Wiek XXI, który rozpoczynał się tak świetlanymi perspektywami, pogrążył się w niepewności. W tej sytuacji przesłanie biblijnego chrześcijaństwa z jego mocnymi korzeniami osadzonymi w świecie, którego Stwórcą i Panem jest Bóg, staje się szczególnie istotne dla społeczeństwa Zachodu – społeczeństwa, które zatraciło swą światopoglądową kotwicę i uległo filozofii zaprzeczającej istnieniu absolutów. Z tego powodu straciło zdolność odróżnienia dobra od zła. Mając to na względzie, poszerzyłem w niniejszym wydaniu zawartość rozdziału 10, w którym podejmuję kwestię rozpowszechniającego się coraz bardziej postmodernistycznego myślenia oraz tego, w jaki sposób powinniśmy się do niego ustosunkować. Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek, potrzebujemy chrześcijaństwa pełnego życia, współczującego i podejmującego inicjatywę wobec innych ludzi. Potrzebujemy chrześcijaństwa, które jest solidnie zakorzenione w dogłębnym rozumieniu zagadnienia pochodzenia świata. Jeśli nie zadeklarujemy w zdecydowany sposób, że nasze prawdy absolutne oparte są na Księdze Rodzaju i przedstawionym w niej zapisie stworzenia, to islam chętnie wkroczy i wypełni próżnię pozostawioną przez Kościół, który przestaje wierzyć we własną świętą Księgę, bo nie jest pewny prawd w niej zawartych. Jedyną mocą, zdolną oprzeć się twierdzeniom takiej fałszywej religijności, jest radykalne chrześcijaństwo, które stanowczo umieszcza Boga na tronie ponad całym fizycznym światem, a nie w pudełku z etykietką: „Duchowa prawda – otwierać
1

tylko w niedzielę”. Z przykrością należy stwierdzić, że kościoły ewangelikalne w dużej mierze same pozbawiają się prawa, by być liczącą się w nowoczesnym społeczeństwie siłą. W pogoni za swoiście rozumianym nowatorstwem i poszukiwaniami akceptacji u zeświecczonej części społeczeństwa, postawiły na wizerunek Boga słabeusza, odstawionego na boczny tor przez Jego własne stworzenie! Jeśli Kościół dalej będzie się wypierał prawdy, że Chrystus jest Stwórcą, to sam zostanie zepchnięty na boczny tor i uznany za mało istotny. Chrześcijaństwo, które stara się omijać temat źródła pochodzenia świata i jasnego określenia tego, kto jest jego prawowitym właścicielem, przestaje mieć jakikolwiek wpływ na społeczeństwa rządzone już przez ludzi trwających w ciągłym buncie wobec Boga. Ginący świat szybko zmierza do punktu kulminacyjnego historii – powtórnego przyjścia Chrystusa na Sąd Ostateczny. Dlatego musimy na nowo, z całą mocą bronić prawdy, że to Bóg jest Panem całego stworzonego porządku. Jedynie ponowne uznanie nieomylności Pisma Świętego, jego nieograniczonej twórczej inspiracji i związku z wszystkimi dziedzinami nauki, sztuki, prawa i ekonomii, będzie w stanie uleczyć rany zadane naszemu krajowi, pogrążonemu od stu pięćdziesięciu lat w mrokach liberalizmu. Od poprzedniego wydania wykryto w książce kilka pomniejszych błędów, które zostały obecnie poprawione. W szczególności Rycina 2 ukazująca genealogie aż do Abrahama wymagała poprawienia daty jego narodzin. Tak jak to stwierdził w swojej rekomendacji John McArthur, Księga Rodzaju jest wciąż aktualna. Andy McIntosh czerwiec 2006

1

Wstęp do wydania czwartego
W czwartym wydaniu poprawiono błędy typograficzne i uaktualniono szereg odnośników w całej książce. Poprawione zostały również Tabela 1 i Rycina 2 (traktujące o szacowanych latach życia Abrahama). Tematyka pochodzenia zaczyna się w świecie Zachodu coraz częściej wysuwać na pierwszy plan, gdyż zarówno zwolennicy perspektywy ewolucjonistycznej, jak i ci, którzy występują przeciwko jej tezom, widzą znaczące implikacje kwestii, czy dowody, jakimi dysponujemy, rzeczywiście potwierdzają słuszność dosłownego odczytywania Księgi Rodzaju. W przekonaniu autora, Kościół powinien zająć jasne stanowisko w sprawie historyczności Księgi Rodzaju, ponieważ ewangelia jest nierozłącznie związana z tym, co wydarzyło się na początku. Klarowne rozumienie Księgi Rodzaju wnosi przejrzystość – tak konieczną w głoszeniu ewangelii w dzisiejszym świecie. Andy McIntosh wrzesień 2010

20

Rozdział 1

Księga Rodzaju a kwestie zasadnicze

C

zemu to zagadnienie jest tak ważne?” – pyta dziś wielu ludzi. „Czy nie możemy po prostu zignorować kwestii pochodzenia i iść dalej, ciesząc się życiem tu i teraz?”. Nawet ludzie wierzący na pytanie o pochodzenie świata odpowiadają: „Po co się tym tak przejmować?”. Aby odnieść się do powyższych kwestii, chciałbym w tym otwierającym rozdziale posłużyć się pewnym przykładem. Przypuśćmy, że spotykasz obcą osobę. Twoim pierwszym pytaniem – nawet jeśli go od razu nie zadasz – będzie: „Skąd on się tu wziął?”. Chcąc zrozumieć, kim ta osoba jest i jakie ma do ciebie nastawienie, musisz wiedzieć coś o jej pochodzeniu. Powiedzmy, że nieco rozbudujemy ten przykład. Wyobraźmy sobie, że do naszego domu przychodzi ktoś podający się za pełnomocnika właściciela ziemskiego, który co prawda mieszka bardzo daleko, ale utrzymuje, że należy do niego zarówno nasza posesja, jak i cały majątek, jaki posiadamy. Przypuszczam, że zareagowalibyśmy gniewnym pytaniem: „Co ty sobie myślisz? Kim w ogóle jesteś?”, po czym zażądalibyśmy od niego dowodu tożsamości. Postępowanie prawne z pewnością skupiłoby się na analizie aktów własności. A w końcu okazałoby się, że odnalezione zostały istotne dla sprawy dokumenty, które dowodzą, że nieobecny właściciel ziemski jest nie tylko posiadaczem prawa własności do naszej ziemi,
21

domu i majątku, ale także tym, który kiedyś zbudował nasz dom. Plany budowy i tytuł własności wciąż noszą jego imię. Ta analogia wydaje się tu absolutnie na miejscu. W dzisiejszym społeczeństwie nie funkcjonuje koncepcja Bożego prawa własności do tego świata. Ateistyczny humanizm tak zdominował zachodnią cywilizację, że zatraciliśmy poczucie odpowiedzialności przed Panem, który jest naszym właścicielem, a również głównym Budowniczym, Planistą i Odkupicielem. Ilu z nas przeciwstawia się tej filozofii, w której centrum znajduje się człowiek? Ilu jest gotowych powiedzieć: „Nie bardzo wiem, skąd się tu wzięliśmy, ale przyszedłem ci powiedzieć, że mimo wszystko jesteś odpowiedzialny przed prawdziwym Właścicielem tego świata”. Takie stwierdzenie będzie być może zrozumiałe tylko dla tych, którzy mają jakąkolwiek wiedzę o istnieniu Boga. Musimy sobie jednak uświadomić, że w obecnych czasach mierzymy się z potężnymi siłami ateizmu (zaprzeczającymi istnieniu Boga), panteizmu (uznania, że świat to siła sama w sobie dająca moc/życie – niektórzy zwolennicy tej teorii sądzą nawet, że świat z jego ekosystemem jest do pewnego stopnia żywy – jest to tak zwana hipoteza Gai1) czy deizmu (założenia, że Bóg jedynie wprawił świat w ruch, a potem pozostawił go swojemu biegowi). Niewielka jest świadomość istnienia prawdziwego Boga – Stwórcy. Musimy powrócić do podstaw. Trzeba zacząć od jasnego ukazania wiarygodności Bożego autorstwa i prawa własności do tego świata. Oczywiście wiedza na temat początków świata sama w sobie nie jest niezbędna do zbawienia, podobnie początkujący skoczek spadochronowy nie musi znać szczegółów konstrukcji spadochronu, który wyhamowuje jego spadanie grożące śmiertelnym zderzeniem z ziemią. Jeśli jednak miałbyś być odpowiedzialny za wyszkolenie oddziału desantowego, to zapewne zaznajomienie się ze wszystkimi szczegółami budowy spadochronu uznałbyś za swój obowiązek! Spodziewam się, że niniejsza książka będzie miała dwie grupy czytelników: tych, którzy są zainteresowani tematem, ale nie
1

J.E. Lovelock, Gaia, A New Look at Life on Earth, Oxford, Oxford University Press, 1987.

22

deklarują się jako wierzący w Biblię, i tych, którzy są chrześcijanami, ale nie mają jasnego obrazu co do początków wszechświata i życia na ziemi. Pozwólcie, że najpierw zwrócę się do tych poszukujących. Kwestia pochodzenia jest sprawą wielkiej wagi, bo powinniście wiedzieć przynajmniej to, że Biblia rzeczywiście wypowiada się na ten temat i zawiera odpowiedzi na tego typu pytania, jakkolwiek niepopularne byłyby one w dzisiejszych czasach. Co więcej, musicie być świadomi faktu, że systematycznie rośnie grupa znakomicie wykształconych i bardzo liczących się w profesjonalnym świecie osób, które nie uznają ateistycznego humanizmu i jego twierdzeń, że ewolucja jest niepodważalnym faktem. Dla wielu osób odkrycie, że wielu naukowców nie przyklaskuje teorii ewolucji, jest często wielkim szokiem! Tak bardzo przyzwyczailiśmy się do utartych schematów podsuwających nam gotowe poglądy, że istnienie alternatywnego nowoczesnego punktu widzenia jest dla nas ogromnym zaskoczeniem. Co więcej, media są niezwykle uprzedzone względem poglądów biblijnych. Do znamiennych rzeczy obecnych czasów należą takie wydarzenia jak to, że redakcja londyńskiego „Timesa”2 w marcu i kwietniu 1996 roku udostępniła swe łamy profesorowi Richardowi Dawkinsowi, który w trzech kolejnych numerach czasopisma opublikował kilkustronicowe artykuły w formie wyjątków ze swojej książki Wspinaczka na szczyt nieprawdopodobieństwa3, w których propaguje swoje otwarcie ateistyczne poglądy. Podobnie stacja telewizyjna BBC promuje jednoaspektowe ujęcie historii pochodzenia (np. cykl Davida Attenborough Życie na Ziemi) oraz nagłaśnia wszystko, co może podważyć autorytet biblijnego chrześcijaństwa. Przykładowo jesienią 1996 roku nadała cykl programów na temat dawnych, gnostyckich twierdzeń o rzekomym odnalezieniu ciała Chrystusa. Od czasu tamtej audycji BBC w coraz większym stopniu promuje poglądy antychrześcijańskie. Faktem jest, że prawda i tak się obroni, lecz realne zagrożenie polega na tym, iż wiele poważnie myślących osób zachęcanych jest przez media do jednostronnego postrzegania tej kwestii, bez
2 3

„The Times”, London, 29.03.1996, 1.04.1996 i 2.04.1996. R. Dawkins, Climbing Mount Improbable, London, Viking, 1996. Polskie wydanie: Prószyński i S-ka, Warszawa 1998.

23

szansy zapoznania się z obfitymi materiałami biblijnymi, archeologicznymi, historycznymi oraz dowodami współczesnej nauki, które są całkowicie spójne z wiarą w Chrystusa jako Syna Bożego, Stwórcę i Odkupiciela. Wśród czytelników znajdą się również wierzący w Chrystusa, którzy dotąd nie zetknęli się z kontrowersjami wokół pytania o pochodzenie. Dla was rzeczą najważniejszą będzie uświadomienie sobie, że w Księdze Rodzaju znajdujemy fundamenty naszego zbawienia. Bez tej księgi – jak i bez prawdziwego ogrodu Eden, rzeczywistego Kusiciela oraz autentycznego, historycznego upadku – traci sens cała idea odkupienia. Ze smutkiem należy skonstatować, iż nawet niektórzy autorzy wywodzący się z ewangelikalnych środowisk podali w wątpliwość historyczność Księgi Rodzaju4. To z kolei w znacznym stopniu osłabia szacunek dla Pisma Świętego, który jest niezbędny do skutecznego głoszenia słowa obnażającego grzech i przedstawiającego Boży plan zbawienia. Możesz być osobą wierzącą w Chrystusa, lecz – dla uniknięcia zgorszenia – jest rzeczą absolutnie kluczową, byś dostrzegał oczywisty autorytet Księgi Rodzaju pod względem naukowym, historycznym i społecznym. Księga Rodzaju, jak to umiejętnie podkreśla Ken Ham w swojej bezkompromisowej książce Kłamstwo ewolucji5, jest nie tylko fundamentem ewangelii. Kładzie ona również podwaliny pod całe nasze życie społeczne. Konieczność noszenia odzieży; małżeństwo mężczyzny i kobiety wiążące aż do śmierci (nie mężczyzny z mężczyzną czy kobiety z kobietą); wartość życia ludzkiego od poczęcia (zakaz dokonywania aborcji); dobre rządy oraz troska o środowisko i zwierzęta; naukowe badania i wiele innych zagadnień – wszystkie te kwestie mają swój fundament w Księdze Rodzaju. Chciałbym w niniejszej książce pokazać, że my, ludzie Zachodu, powinniśmy dokonać bilansu i zobaczyć, dokąd zabrnęliśmy i jak daleko odeszliśmy od jasnych podstaw ukazanych na kartach Biblii. W moim własnym kraju, w Wielkiej Bry4

R. Clements, Masterplan, Leicester, InterVarsity Press, 1994, s. 12-14; M.A. Noll, The Scandal of the Evangelical Mind, Leicester, InterVarsity Press, 1994. 5 K. Ham, The Lie, Evolution, Colorado Springs, Master Books, 1988.

24

tanii, myślimy dziś, że staliśmy się „wolni”, że „wyswobodziliśmy się z kajdan, jakie ograniczały naszych przodków”. Jakiż to błąd! Jak dalecy jesteśmy od bycia wolnymi. Coraz szersze kręgi naszego społeczeństwa stają się niewolnikami hazardu (Lotto), niegodziwości, pornografii i różnorakich zbrodni najgorszego rodzaju. Cóż to za wolność, jeśli troskliwy rodzic nie może piechotą wrócić z dziećmi z zajęć na basenie, bez obaw o to, że po drodze staną się ofiarami napadu. Takie wydarzenie rzeczywiście miało miejsce wiosną 1996 roku w hrabstwie Kent. Matka, dwoje dzieci i pies zostali brutalnie zaatakowani, w wyniku czego wszyscy z wyjątkiem jednego dziecka ponieśli śmierć. Gdybyśmy tylko zdali sobie sprawę z tego, że – jak twierdzi Biblia – nasze serca nigdy nie będą w sposób naturalny podążały za tym, co jest słuszne, pomimo tego co będzie nam podpowiadało sumienie! Lecz kiedy zwracamy się ku Słowu Bożemu, zamiast doświadczać zniewolenia kajdanami, dzieje się coś wręcz przeciwnego. Zaufanie do prawd objawionych w Piśmie Świętym, zaufanie do Chrystusa, o którym ono świadczy, uzdalnia nas do odwrócenia się od naszego grzechu i daje nam nowy start – coś, co nazywa się przemienionym życiem, dzięki któremu wyzwalamy się z niewoli mocy pchającej nas do złego postępowania. Uznanie i przyjęcie Jezusa Chrystusa jako tego, który przyszedł, aby wziąć na siebie karę za nasz grzech, uwalnia każdego z nas od mocy grzechu i śmierci. Kiedy zaś nawracają się duże grupy ludzi, przemianie ulegają całe społeczności tak, iż wpływa to na cały naród. Celem, jaki przyświecał mi podczas pisania tej książki było pokazanie, że Księga Rodzaju jest wciąż aktualna, bez względu na to, z jakiej perspektywy i pod jakim kątem na nią patrzymy i jakie aspekty bierzemy pod uwagę.

2

Rozdział 2

Księga Rodzaju a nauka
Porządek w naturalnym świecie

N

a początku Bóg stworzył niebo i ziemię” – tak wyrecytowali amerykańscy astronauci Anders, Lovell i Borman w Wigilię 1968 roku, kiedy – orbitując wokół Księżyca – z podziwem spoglądali na Ziemię. W ich sercach panowało głębokie przekonanie, że to, co oglądają, może być wyjaśnione tylko przemyślanym Stworzeniem. Wielu naukowców nie tylko się z nimi zgodziło, ale kontynuując ukazywali, że staranne zbilansowanie wszystkich składników niezbędnych do tego, by na naszej planecie mogło istnieć życie, nie mogło zdarzyć się przez przypadek. Nie kto inny jak Albert Einstein napisał: „Harmonia praw natury ujawnia Inteligencję na tak wysokim poziomie, iż wszelka systematyczna myśl ludzkich istot jest całkowicie bez znaczenia”. Jednak dziś żyjemy w czasach, kiedy to znakomita większość ludzi wątpi, że tak wysoce złożony projekt, jakim jest życie na Ziemi, jednoznacznie wskazuje na Wielkiego Projektanta.

Naukowcy nie są wolni od wyznawanego przez nich światopoglądu
W ostatecznym rozrachunku trzeba przyznać, że nie istnieją w pełni obiektywni naukowcy. W badaniach zawsze prowadzą
2

ich przyjęte wcześniej założenia. Jeżeli naukowiec nie wierzy w Boga, to jego spojrzenie na otaczający go świat będzie zdeterminowane perspektywą ateistyczną. Jeśli jego umysł nie dopuszcza możliwości istnienia Wielkiego Projektanta, to podczas obserwacji danego zjawiska jego własne założenia zmuszą go do przyjęcia wyjaśnienia, które wielu innym wydałoby się zupełnie nieprawdopodobne. Nie powinno więc nas dziwić, iż coraz częściej stykamy się pseudonaukowymi argumentami świadczącymi jedynie o bujnej wyobraźni ich autorów. Głoszone przez nich koncepcje nie znajdują żadnego poparcia w konkretnych, udokumentowanych dowodach, a ostatnią rzeczą, jaką przyzna taki naturalny człowiek6, jest fakt, że w akcie stworzenia mamy do czynienia z Inteligentnym Projektem. Przyjmowane przez badaczy założenia są zazwyczaj sprytnie ukryte za rzekomymi dowodami. Nie musi to wcale oznaczać, że naukowcy w swoich publikacjach są nieuczciwi. Po prostu, na przedstawiane przez nich wnioski wpływa ich wcześniejsze nastawienie, które do tego stopnia uwarunkowane jest przez ateistyczny humanizm, że są często zupełnie nieświadomi tego, iż głównym czynnikiem wpływającym na osiągnięcie takich, a nie innych rezultatów, jest przyjęte przez nich wstępne założenie, a nie rzeczywisty czynnik zewnętrzny wpływający na ten świat. Dobrym przykładem tego typu myślenia są poglądy na temat naszej planety. Nawet świat nieożywiony, w którym żyjemy, jest niezwykły przez swoją delikatną równowagę atmosfery, oceanów, przypływów i energii ze Słońca. Fakt, że Księżyc znajduje się we właściwej odległości od Ziemi, tak że wprawia w ruch wody w oceanach, zapewniając tym samym fale przypływu i odpływu, jest świadectwem stojącego za tym inteligentnego projektu. Mimo to niektórzy spośród powszechnie szanowanych naukowców zwracają się ku koncepcji Ziemi, która w tajemniczy sposób sama kontroluje swoje środowisko i atmosferę, tak by mogły one podtrzymać życie (np. Lovelock i jego hipoteza Gai7). Powyż6

Autor używa tu gry słów, „naturalny człowiek” w nauce Nowego Testamentu oznacza osobę niewierzącą, a jednocześnie zwrot ten może opisać kogoś o naturalistycznym światopoglądzie (przyp. tłum.). 7 J.E. Lovelock, Gaia, A New Look at Life on Earth, Oxford, Oxford University Press, 1987.

2

sza teoria to nic innego jak uwspółcześniona wersja panteizmu, który od stuleci wyznawany jest w religiach Wschodu. Ilustruje ona jedynie fakt, że na dojście do konkretnych wniosków zasadniczy wpływ mają założenia, jakie przyjmuje dany autor (wynikające z jego światopoglądu). List do Rzymian bardzo jasno mówi o upartej naturze ludzi, którzy „[...] nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga” (Rz 1,28). Kiedy przechodzimy od świata nieożywionego do studiowania królestwa zwierząt i roślin, znajdujemy niezliczone przykłady skomplikowanych mechanizmów, które świat próbuje wyjaśnić w sposób naturalistyczny8. Takim przykładem jest umiejętność latania, którą wykazują cztery rodzaje stworzeń: ssaki (np. nietoperze), ptaki i owady oraz obecnie wymarłe już pterodaktyle. Nawet gdyby uznać obowiązujący system datowania warstw skalnych, to i tak brak jakichkolwiek bezspornych form pośrednich w odkrytych skamielinach doprowadził wielu naukowców do podania w wątpliwość teorii ewolucji. Niektórzy z nich gotowi są zrewidować uprzednio poczynione założenia. Jednak inni uczeni wciąż poszukują alternatywy wobec samoistnie narzucającej się konkluzji istnienia zamyślonego Projektu. Znaczącym przykładem jest tu zoolog Richard Dawkins (autor wielu książek, m.in. Ślepy zegarmistrz i Samolubny gen), który nie kryje swojego ateistycznego punktu widzenia. W pewnym wywiadzie powiedział9:
Większość ludzi dorasta i idzie przez życie, nigdy naprawdę nie zrozumiawszy, czym jest darwinizm. Poświęcają natomiast mnóstwo czasu na poznanie nauk kościelnych. To mnie złości, ponieważ kocham prawdę. Dla mnie religia jest w dużej mierze wrogiem prawdy.

Pomimo tego rodzaju prób obrony „obiektywizmu” swojego podejścia, w jego publikacjach widać gołym okiem neoficki zapał wojującego ateizmu. Większość z nas, gdy patrzy na kunsztowny mechanizm tradycyjnego zegarka, od razu rozpoznaje projekt,
8

R. Milton, The Facts of Life, Shattering the Myth of Darwinism, London, 4th Estate, 1992. 9 R. Dawkins, Interview, „Omni” 1990, No, 4, s. 60-61.

2

zauważając, w jak doskonałym rytmie i harmonii współpracują ze sobą zębatki i kółka. Ale Dawkins, kiedy spogląda na wyrafinowane mechanizmy w świecie roślin i zwierząt, aż do mikroskali na poziomie komórki, a nawet jej części, gotów jest argumentować, że „ten zegarek zrobił się sam”. Liczenie na to, że nawet choćby pojedyncza żywa komórka powstanie samoistnie z nieożywionych związków chemicznych, przeczy wszelkim prawom rachunku prawdopodobieństwa!10 Poglądy Dawkinsa znajdują wielu gorliwych obrońców, jednak nie tyle z racji istnienia jakichkolwiek solidnych dowodów na ich poparcie, ile dlatego iż – jak to doskonale wyraził zagorzały, dziewiętnastowieczny ewolucjonista Thomas Huxley – „alternatywa w postaci zamierzonego stworzenia jest nie do pomyślenia”. To, co dla naukowca wierzącego w nadprzyrodzone Stworzenie i otwartego na możliwość Bożej ingerencji jest oczywistym, dedukcyjnym wnioskowaniem, uczonemu, który „nie chce, żeby ten królował nad nim” (por. Łk 19,14), wydaje się nie do przyjęcia. W efekcie sformułowane przez niego założenia wstępne prowadzą go w końcu do wniosku, że „ameba stała się człowiekiem”. Czy to będzie David Attenborough z jego słynnym telewizyjnym cyklem Życie na Ziemi11, czy Stephen Hawking i jego Krótka historia czasu – wszyscy ci autorzy i komentatorzy skutecznie propagują swoje de facto religijne założenia. Czynią to podobnie jak kreacjoniści, ponieważ odpowiedź na pytanie, czy Ktoś „spoza” był na początku (i nadal jest) zaangażowany w Stworzenie – odzwierciedla światopogląd danej osoby i zasadniczo wpływa na jej sposób myślenia oraz na wnioski, do jakich w konsekwencji dojdzie. Religijność charakteru debaty na temat pochodzenia potwierdzają czołowi zwolennicy teorii ewolucji. Według sir Juliana Huxleya humanista to
ktoś, kto wierzy, że człowiek jest w takim samym stopniu naturalnym zjawiskiem jak zwierzę czy roślina; że ani jego
10

Por. M. Poole, A Critique of Aspects of the Philosophy and Theology of Richard Dawkins, „Science and Christian Belief” 1994, No. 1, s. 41-59, w którym autor poddaje szczegółowej krytyce poglądy Dawkinsa. 11 Por. także D. Attenborough, Life on Earth, London, Collins & British Broadcasting Corporation, 1979.

2

ciało, ani umysł czy też dusza nie zostały stworzone w sposób nadprzyrodzony, ale są produktem ewolucji12.

Katolicki ksiądz Pierre Teilhard de Chardin, cytowany przez Ayalę, posunął się jeszcze dalej, mówiąc:
[Ewolucjonizm] jest generalnym założeniem, które odtąd muszą uwzględniać wszystkie teorie, wszystkie hipotezy i wszystkie systemy, aby mogły być w ogóle uznane za prawdziwe. Ewolucjonizm jest światłem, które oświeca wszystkie fakty, trajektorią, po której muszą biec wszelkie linie myślenia – oto czym jest ewolucjonizm 13.

Dwaj uznani naukowcy, Birch i Ehrlich, szczerze przyznali, że koncepcja ewolucji ma charakter religijny, gdy w czasopiśmie „Nature” stwierdzili:
Naszej teorii ewolucji […] nie da się obalić jakąkolwiek możliwą obserwacją. Każda może być do niej dopasowana. Ewolucjonizm znajduje się więc „poza doświadczalną nauką”, ale niekoniecznie musi być fałszywy. Nikt nie jest w stanie wymyślić metody jego sprawdzenia. Idee oparte na kilku doświadczeniach laboratoryjnych przeprowadzanych w skrajnie uproszczonych warunkach lub też pozbawione tych eksperymentalnych podstaw zyskały uznanie znacznie przekraczające ich wiarygodność. Stały się częścią ewolucjonistycznego dogmatu, który został przyjęty przez większość z nas jako element naszego wykształcenia14.

Wyżej wspomniani autorzy słusznie przyznali, że debata dotycząca pochodzenia ma religijny charakter. Musimy sobie uświa12

What is Humanism?, San Jose, CA 95106, Humanist Community of San Jose; cyt. za, D.T. Gish, ICR Impact Article 262, The Nature of Science and of Theories on Origins, kwiecień 1995. 13 F.J. Ayala, Nothing in Biology Makes Sense Except in the Light of Evolution, przegląd dorobku T. Dobzhansky’ego, „The Journal of Heredity”, styczeń-luty 1977, s. 3-10. 14 L.C. Birch, P.R. Ehrlich, „Nature”, 1967, No. 214, s. 369.

30

domić, że nie istnieją „nieuprzedzeni” naukowcy. Każdy pozostaje pod wpływem wyznawanego przez siebie światopoglądu. Nic dziwnego, że Lewontin powiedział:
[…] bez względu na to, czy istnieje pragnienie, żeby pojednać naukę z religią, nie ma ucieczki od fundamentalnej sprzeczności pomiędzy ewolucjonizmem a kreacjonizmem. Te światopoglądy są nie do pogodzenia15.

Założenia czy uprzedzenie?
Musimy zauważyć, że zarówno sposób myślenia, jak i wnioski, do jakich dochodzą naukowcy wierzący w zaplanowane Stworzenie oraz ci, którzy za punkt wyjścia obierają ateistyczny humanizm, są całkowicie spójne z ich początkowymi założeniami. Aby uniknąć stronniczości, która polega na odmowie skorygowania własnej opinii nawet w świetle dokonanej analizy faktów, potrzebna jest zgoda osoby prowadzącej badania na przetestowanie przyjętych przez nią założeń wstępnych, jak i kolejnych kroków procesu myślenia. Naukowiec, który wierzy w Stworzenie, rozgląda się po świecie i zauważa, że wiele faktów spójnych jest z koncepcją istnienia Projektanta, a wręcz wymaga jego udziału. Bada on świat nieożywiony i zauważa misterną równowagę krążenia wody, sił przypływów oceanicznych oraz dynamiczne zbilansowanie ilości tlenu i dwutlenku węgla w atmosferze. W świecie ożywionym obserwuje złożoność DNA, mechanizmy oddychania, widzenia, słyszenia, lotu oraz niezliczone inne struktury. Formułuje więc wniosek, że są one znakiem boskiego Projektanta. Dopóki dopuszcza się sprawdzanie tego wniosku przez zwolenników innych teorii, nie ma w tym wniosku niczego złego. Kreacjonista musi mieć także możliwość przetestowania wiarygodności stanowiska ewolucjonistycznego, jak choćby przez wykazanie, że wiele mechanizmów nie mogło powstać w wyniku procesów losowych, nawet gdybyśmy dali im nieskończoną ilość
15

R. Lewontin we wstępie do Scientists Confront Creationism, ed. L.R. Godfrey, New York, WW Norton, 1983, s. xxvi.

31

czasu. Istnieje potrzeba, by zauważyć poważny wkład kreacjonizmu w poszerzenie naszych horyzontów, a co za tym idzie – wspierać jego rozwój. Nawet gdyby stanowisko ewolucjonistyczne byłoby prawdziwe, to na zdrowej wymianie przeciwstawnych opinii na forum publicznym mogłoby tylko zyskać. To jest ideał, w rzeczywistości bowiem świat nauki daleki jest od przyzwolenia na tak otwarty dialog. Przyczyny można upatrywać w tym, że w naszym społeczeństwie dominującym poglądem jest ateistyczny humanizm. Niestety, wielu uczonych nie zgodzi się na podawanie w wątpliwość przyjmowanych przez nich założeń wstępnych. Zatem nie będzie przesadą stwierdzenie, że zagrożony jest przez to postęp nauki w niektórych dziedzinach16. Książka Michaela Behe Czarna skrzynka Darwina wniosła ważny wkład w tę debatę17. Chociaż Behe nie jest kreacjonistą, dowodzi, że nie można zignorować inteligentnego projektu widocznego w biochemii. Słusznie zauważa też, że nauka nie jest wolna od ograniczeń18:
[…] dana osoba już na wstępie wybiera fundamentalną filozoficzną zasadę leżącą u podstaw rzeczywistości oraz zasadę teologiczną (lub jej brak), które mogą być wywnioskowane z filozofii i historycznych doświadczeń.

W tym miejscu Behe przytacza ważny argument pokazujący, jak założenia wstępne przyjmowane przez naukowców w praktyce postępowania rządzą interpretacją danych. W odpowiedzi na arogancję Dawkinsa, który stwierdził19, że każdy kto zaprzecza

16

Warto odnotować, że sir Fred Hoyle, który nie jest zwolennikiem chrześcijańskiego punktu widzenia, w tym miejscu przyznaje mi rację. Cytowany przez J. Hogana w Return of the Maverick, „Scientific American” 1995, No. 3, s. 25 Hoyle stwierdza: „Dzisiejsza nauka jest więźniem paradygmatów […]. Każdy kierunek blokowany jest przez błędne wierzenia, a jeśli spróbujesz opublikować we współczesnych czasopismach coś, co byłoby przeciwne obowiązującemu paradygmatowi, redakcja taki artykuł z punktu odrzuca”. 17 M. Behe, Darwin’s Black Box, The Biochemical Challenge to Evolution, New York, Free Press, 1996, w szczególności rozdz. 11 Nauka, filozofia, religia. 18 Ibid., s. 250. 19 R. Dawkins, „New York Times”, 9 kwietnia 1989, sekcja 7, s. 34.

32

ewolucji jest „ignorantem, głupcem lub szaleńcem (lub też osobą zdeprawowaną – ale tego wolałbym nie brać pod uwagę)”, Behe domaga się znacznie większej otwartości i tolerancji wobec cudzych poglądów20:
Już niewielki krok dzieli nazwanie kogoś zdeprawowanym od użycia środków przymusu, aby ukrócić to zdeprawowanie. John Maddox, redaktor naczelny magazynu „Nature”, napisał w jednym z jego wydań, że „wkrótce praktykowanie religii będzie traktowane jako coś antynaukowego”21. W swojej niedawno wydanej książce Niebezpieczna idea Darwina filozof Daniel Dennett porównuje wyznawców różnych religii – reprezentowanych przez 90% populacji – z dzikimi zwierzętami, które być może należałoby pozamykać w klatkach, i stwierdza, że rodzicom powinno się zabronić (w domyśle, środkami przymusu) dezinformowania dzieci w kwestii prawdy o ewolucji, która zdaje się dla niego tak oczywista22. To nie jest recepta na zachowanie pokoju w państwie. Jedną dopuszczalną rzeczą jest podjęcie próby przekonania kogoś drogą polemiki, natomiast czymś zupełnie innym jest sugerowanie użycia przymusu wobec tych, którzy się z tobą nie zgadzają. Warto o tym pamiętać zwłaszcza teraz, gdy ciężar argumentów naukowych w znaczący sposób zaczyna przemawiać za Inteligentnym Projektem. Richard Dawkins powiedział, że Darwin umożliwił mu bycie „intelektualnie spełnionym ateistą”23. Porażka teorii Darwina na poziomie molekularnym może sprawić, że poczuje się on nieco mniej spełnionym, ale i tak nikt nie powinien starać się go powstrzymywać przed kontynuowaniem prowadzonych przez niego badań.

20 21

M. Behe, op cit., s. 250. J. Maddox, Defending Science against anti-Science, „Nature” 1994, No. 368, s. 185. 22 D.C. Dennett, Darwin’s Dangerous Idea, New York, Simon and Schuster, 1995, s. 515-516. 23 R. Dawkins, The Blind Watchmaker, Harmondsworth, Penguin, 1991, s. 6.

33

Van Inwagen24, pisząc recenzję rzeczowej odpowiedzi Michaela Behe na mocno naciągane argumenty Dawkinsa usiłujące podważyć istnienie projektu w przyrodzie, musiał przyznać, że:
Jeśli odpowiedzią darwinistów na tę ważną książkę [Czarna skrzynka Darwina] będzie ignorowanie jej, przeinaczanie czy wyśmiewanie, będzie to dowodem na korzyść szeroko rozpowszechnionego podejrzenia, że darwinizm funkcjonuje bardziej jako ideologia niż teoria naukowa. Jeśli zaś będą oni w stanie z powodzeniem odeprzeć argumenty Behego, byłby to ważny dowód przemawiający na korzyść darwinizmu.

Jednak choćbyśmy bez końca mnożyli argumenty, to i tak nie zmieni to przekonań osoby zdeterminowanej, by wykluczyć możliwość istnienia Boga. Biblia (Psalm 14,1 i Psalm 53,2) określa mianem głupca tego, który „mówi w swoim sercu, «Nie ma Boga»” oraz tych, którzy „nie uznali za słuszne zachować prawdziwe poznanie Boga” (Rz 1,28) czy nawet uznać możliwość Jego istnienia. Niewielu ludzi, stojąc na końcu pasa startowego nr 27 po lewej stronie lotniska Heathrow i obserwując wielkiego boeinga przygotowującego się do lądowania, żywi jakąkolwiek wątpliwość co do tego, że na wyprodukowanie takiego statku powietrznego, jego konstruktorzy poświęcili tysiące godzin planowania każdego najmniejszego nawet detalu. Lot nurkowy wielu ptaków, które widzimy wokół nas (często prowadzony ze znacznie większą precyzją), robi na obserwatorach nie mniejsze wrażenie. Elastyczność mechaniczna ptaków jest znacznie większa niż samolotów, ale jeśli stwierdzisz, że organizmy ptaków również zostały zaprojektowane, będziesz traktowany jako osoba nie mająca podejścia naukowego! Oczywiście, jeśli ktoś miałby poważne wątpliwości co do projektu współczesnego samolotu, to taką osobę dałoby się przekonać, zabierając ją do zakładów Boeinga w Seattle, w stanie Waszyngton, w USA i przedstawiając jej zespół inżynierów pro24

P. van Inwagen, profesor filozofii Notre Dame University, obwoluta książki M. Behe, Darwin’s Black Box.

34

jektantów. Przez analogię – ludzkie uprzedzenia do projektu w stworzeniu mogą być pokonane jedynie poprzez radykalną odmianę serca w osobistym spotkaniu z Projektantem. Ostatecznie sprzeczność pomiędzy tymi dwoma światopoglądami wynika z różnic religijnych. Ludzie nie chcą czuć się odpowiedzialni przed Bogiem, wolą więc obstawać przy teorii ewolucji, choć nie ma ona dowodów na poparcie swoich tez. Każdy uczciwy człowiek nauki przyzna, że kieruje się pewnymi założeniami i wychodzi z religijnego (czasem jawnie antychrześcijańskiego) punktu widzenia. Naukowcy mogą być czasami niezwykle uprzedzeni, jak to w XIX wieku ku swojemu zdumieniu odkrył Joseph Lister. Dowiódł on wielokrotnie, że dokładne umycie rąk przed operacją zwiększa szanse pacjenta na przeżycie. Jednak z początku niewielu jego kolegów mu uwierzyło. Był krytykowany i wyśmiewany do czasu, aż stało się oczywiste, że znacznie częściej pacjenci operowani przez Listera wracali do zdrowia, a pacjenci innych chirurgów umierali! Nauka to proces pieczołowitej, logicznej dedukcji opartej na założeniach. W matematyce, tej najczystszej z nauk, w logicznej dedukcji zawsze trzeba zdefiniować warunki wstępne. Jeśli jednak wynik okaże się sprzeczny z innymi wiarygodnymi danymi, należy być gotowym na weryfikację warunków wstępnych. Ewolucjonista zakłada, że albo Bóg nie istnieje (Dawkins), albo tylko „wprawił ewolucję w ruch” (pogląd wielu szczerych, lecz wprowadzonych w błąd chrześcijan). Zarówno w jednym, jak i w drugim wypadku twierdzi się, że to naturalne siły zmieniły molekuły w człowieka. Niniejsza książka nie jest jeszcze jedną apologetyczną pozycją dotyczącą sporu kreacjonizmu z ewolucjonizmem. Na ten temat napisano już wiele dobrych prac. Ale ponieważ wiem, że niektórzy czytelnicy mogą być zainteresowani pogłębieniem wiedzy w tym zakresie, zamieściłem w dodatkach listę naukowych argumentów przydatnych w tej debacie.

Przedsięwzięcie naukowe
Światopogląd polegającego na Biblii chrześcijanina nie jest kwestią błahą. Ma on ogromny wpływ na jego myślenie oraz na spo3

sób odnoszenia się do innych osób. Światopogląd chrześcijański w sposób radykalny i w sposób fundamentalny różni się od ewolucjonistycznego spojrzenia na otaczającą nas rzeczywistość. I chyba w żadnej innej dziedzinie nie ma on tak kluczowego wpływu, jak w kwestii celów prowadzenia badań naukowych. Dla naukowca uznającego autorytet Pisma Świętego badania naukowe, tak jak każda inna dziedzina życia, muszą być podporządkowane zasadom biblijnym. Jak to zapisano w pierwszym rozdziale Księgi Rodzaju, Bóg, jeszcze przed upadkiem człowieka, powiedział Adamowi i Ewie: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście zaludnili ziemię i uczynili ją sobie poddaną; abyście panowali nad rybami morskimi, nad ptactwem powietrznym i nad wszystkimi zwierzętami pełzającymi po ziemi” (Rdz 1,28). Podobny nakaz otrzymał po potopie Noe: „Bądźcie płodni i mnóżcie się, abyście zaludnili ziemię” (Rdz 9,1 oraz Rdz 9,7). Na początku ludzie byli wegetarianami (Rdz 1,29-30), a ich zadaniem było uprawianie i doglądanie ogrodu Eden (Rdz 2,15). Uprawa roli stała się trudem i mozołem dopiero po upadku: „W pocie więc oblicza twego będziesz musiał zdobywać pożywienie” (Rdz 3,19). Człowiek przestał być wegetarianinem, kiedy Noe, po wielkim oczyszczeniu świata z grzechu, został poinstruowany, by spożywał mięso (por. Rdz 9,3: „Wszystko, co się porusza i żyje, jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję wam wszystko”). Od tego momentu Bóg mówi o zwierzętach jako o stworzeniach obdarzonych płochliwością (Rdz 9,2), które „zostały oddane wam [rodzinie Noego] we władanie”. Nie ma wątpliwości, że w świetle Biblii człowiek zajmuje pozycję nadrzędną, co jednak nie może być użyte do usprawiedliwienia rodzącego się w nim okrucieństwa. Widać to z wielu fragmentów Pisma Świętego, które uczą, by nie znęcać się nad zwierzętami:
Księga Powtórzonego Prawa 22,6-7: niezabieranie ptasiej matki wraz z jajkami czy pisklętami; Księga Powtórzonego Prawa 25,4: niezawiązywanie młócącemu wołu pyska; Księga Przysłów 12,10: „Prawy uznaje potrzeby swych bydląt, a serce nieprawych okrutne”.

3

W pierwotnym poleceniu z Księgi Rodzaju 1,28 Bóg potwierdza, że człowiek ma panować (dosłownie: rządzić, deptać) nad każdą żywą istotą i podporządkowywać (dosłownie: mieć pod sobą, doprowadzać do uległości) sobie ziemię. Jednakże zarówno z przywileju nadania imion zwierzętom w drugim rozdziale Księgi Rodzaju (wersety 19 i 20), jak i z wyznaczonego człowiekowi zadania uprawiania i doglądania ogrodu Eden (werset 15) wynika, że nie ma to być panowanie surowe. Strach i rozlew krwi nie były znane aż do Upadku. Znajdujemy tu natomiast zachętę do naukowego zajmowania się hodowlą zwierząt prowadzącą do panowania człowieka nad światem ziemskiej fauny. W przeszłości wielu wybitnych naukowców wierzyło w prawdy objawione w Biblii. Jednym z nich był żyjący w XIX wieku Michael Faraday, który odkrył zjawisko indukcji elektromagnetycznej, a pomimo swoich wybitnych osiągnięć był w stanie pokornie stwierdzić, że największym odkryciem, jakiego kiedykolwiek dokonał, było uznanie Jezusa Chrystusa za swojego osobistego Zbawiciela. Pokora Faradaya przebija choćby z cytowanego poniżej fragmentu wykładu na temat edukacji intelektualnej wygłoszonego przed Królewskim Instytutem 6 maja 1854 roku25 i opublikowanego w książce Badania nad chemią i fizyką:
Wierzę, że tak jak człowiek postawiony jest ponad otaczającymi go stworzeniami, tak też ze swojego miejsca dostrzega on pozycję jeszcze wyższą; niezliczone są również sposoby, na jakie jego myśli zajęte są lękami czy nadziejami, czy też
25

W. L. Randell, Michael Faraday (1791-1867), London, Leopard Parsons; Boston, Small, Maynard & Co., 1924, s. 149-150. Książka ta to szczególnie wartościowa biografia człowieka, który znacząco przyczynił się do rozwoju nauki. Nieżyjący już autor książki (Randell) był pomysłodawcą Association for Computing Machinery. Por. także J.G. Crowther, British Scientists of the 19th Century, Vol. 1, Pelican, 1940. Crowther omawia życie Davy’ego, Faradaya i Joule’a. Joule, który błyskotliwie sformułował zasadę zachowania energii, stwierdził (s. 159): „Po poznaniu tego, co jest wolą Boga i posłusznym się jej poddaniu, następnym celem winno być poznanie nieco z Jego atrybutów mądrości, mocy i dobroci, o których świadczą Jego dzieła. Studiowanie natury i jej praw [jest] w istocie świętym przedsięwzięciem [o] wielkiej wadze i absolutnej konieczności w procesie edukacji młodzieży”. Ten cytat pokazuje pokorną postawę podobną do tej, jaką prezentował Faraday.

3

oczekiwaniami w kwestii przyszłego życia. Wierzę, że prawda o tej przyszłości nie może zostać poznana żadnym wysiłkiem zdolności mentalnych – jakkolwiek wybitnymi by one były – gdyż zostaje mu ona objawiona przez naukę nie od niego pochodzącą; otrzymuje ją przez prostą wiarę w otrzymane świadectwo. Niech nikt przez moment nie przypuszcza, że edukacja własna, którą zamierzam zalecić wobec rzeczy tego świata, w jakimkolwiek stopniu rozciąga się na prawdy objawione i oznacza, że człowiek dzięki swojemu rozumowaniu jest w stanie znaleźć Boga. Byłoby rzeczą niestosowną, gdybym teraz wkraczał w ten temat dalej ponad stwierdzenie, że istnieje absolutne rozgraniczenie pomiędzy religijnym i zwyczajnym przekonaniem. Gdybym usiłował użyć ludzkich, mentalnych zdolności do zbadania rzeczy najwyższych, szybko zostałbym upokorzony własnym ograniczeniem. I muszę wyznać, że raduję się z tego upokorzenia […]. Nigdy nie widziałem niczego niespójnego pomiędzy rzeczami ludzkimi, które możemy poznać zamieszkującym nas duchem, a sprawami wyższej wagi, dotyczącymi naszej przyszłości, których swoim duchem pojąć nie możemy.

Zatem nie było to dla Faradaya problemem, by uznać, że „ze swego miejsca dostrzega on pozycję jeszcze wyższą” i że poznanie Boga możliwe jest tylko „przez prostą wiarę w otrzymane świadectwa”. Znajdujemy je w Piśmie Świętym. Dobrze by było, gdybyśmy za przykładem Faradaya zdali sobie sprawę z ludzkich ograniczeń (jak i ograniczeń tych, którzy twierdzą, że człowiek dzięki swoim dociekaniom może znaleźć Boga)26 oraz uznali, że Bóg przemówił do nas bezpośrednio przez Chrystusa i Pismo Święte. Tacy ludzie jak Faraday nie widzieli konfliktu między wiarą chrześcijańską a prowadzonymi przez siebie badaniami. Nie kto inny jak sam Newton mówił o „podążaniu myślami za myśleniem Boga”. Pokaźna liczba bogobojnych naukowców, wierząc
26

Księga Hioba 11,7-9 uczy, że ograniczony człowiek nie jest w stanie zbadać głębin Wszechmocnego Boga.

3

w uporządkowany, dobrze zaprojektowany świat, wniosła znaczący wkład w dorobek naukowy ludzkości. Na przykład Kepler, który m.in. wykazał, że planety poruszają się wokół Słońca po orbitach eliptycznych, czym przyczynił się do ogromnego postępu w astronomii, albo Pasteur, w którego tezy wątpiono przez wiele lat, gdyż obstawał przy stwierdzeniu, że życie nie może powstać z materii nieożywionej, a więc nieżyjąca, rozkładająca się materia nie może zrodzić mikrobów i bakterii, a przez to i chorób. Niemniej jednak jego pieczołowita praca naukowa pozwoliła na ulepszenie metod uprawy roli i hodowli zwierząt zarówno we Francji, jak i w innych częściach Europy, a jego nazwisko stało się synonimem procesu, jakiemu poddawane jest mleko i inne produkty. Wiara, że wszechświat ma projekt i cel, motywowały podzielających to przekonanie ludzi do działań mających na celu lepsze zrozumienie porządku, jakim już uprzednio nacechowany był wszechświat. Takie fragmenty Pisma Świętego jak: „[On] podtrzymuje wszystko słowem swej potęgi” (Hbr 1,3) i „wszystko w Nim ma istnienie” (Kol 1,17) mają dla uznającego autorytet Biblii naukowca bardzo głębokie, filozoficzne implikacje. Człowiek taki zakłada, że Ziemią rządzą właściwie dobrane prawa, chociaż zdaje sobie sprawę z tego, że całe stworzenie „jęczy i wzdycha w bólach rodzenia” (Rz 8,22) wskutek tego, że śmierć i grzech wkroczyły na ten świat. Biblia opisuje cały wszechświat nie tylko jako ten, który jest stworzony przez Pana, ale również jako stworzony dla Niego. Dlatego też Księga Przysłów 16,4 stwierdza: „Pan dla siebie samego wszystko sprawił”27, a w Liście do Rzymian 11,36, pod koniec wspaniałej doksologii, powiedziane jest: „Albowiem z Niego i przez Niego, i dla Niego [jest] wszystko. Jemu chwała na wieki! Amen”. Ostateczne panowanie Chrystusa jest tu stale powracającym tematem. W Liście do Filipian 2,10 czytamy, że na imię Jezusa zegnie się każde kolano istot niebieskich i ziemskich, i podziemnych. Chwała obecnie istniejącego, uporządkowanego świata zostanie przyćmiona jedynie chwałą świata, który dopiero nastąpi. Naczelnym celem śmierci Chrystusa było odkupienie sobie na własność zgubionych grzeszników. Ale List do Efezjan 1,10 idzie dalej i dodaje
27

Tłumaczenie Biblii Gdańskiej.

3

jeszcze jeden cel: „aby wszystko na nowo zjednoczyć w Chrystusie jako Głowie, to, co w niebiosach, i to, co na ziemi”. List do Kolosan 1,20 wypowiada się podobnie: „i aby przez Niego znów pojednać wszystko ze sobą, przez Niego – i to, co na ziemi, i to, co w niebiosach, wprowadziwszy pokój przez krew Jego krzyża”. W tym miejscu zarysowuje się ogromny kontrast w stosunku do naukowców myślących kategoriami ewolucjonistycznymi. Wszyscy ci, którzy skłaniają się ku ewolucjonizmowi, kończą albo na zasadzie Darwina (przypadkowe „dobre” mutacje zapewniły przetrwanie podczas zmian warunków środowiskowych – przeżycie najbardziej dostosowanych), albo na pozycji lamarckizmu (ponieważ istniała potrzeba, by gatunek się zmienił, wobec tego geny rodziców wydały zmienione cechy w potomstwie – jak np. krótkoszyi przodek żyrafy urodził żyrafę o szyi dłuższej, by mogła sięgnąć do obfitszych zasobów żywności). Ewolucjonista musi stale szukać odpowiedzi na pytanie dlaczego pojawił się porządek, bo w jego początkowych założeniach nie ma miejsca na uporządkowanie. Jednakże pytanie „dlaczego” w istocie swej wykracza poza obszar nauki. A przecież zmuszanie do odpowiedzi na to pytanie nie z naukowego punktu widzenia jest w zasadzie domaganiem się stosowania metod naukowych poza ich zakresem kompetencji. Ten właśnie błąd popełnił Huxley w swoim słynnym eseju Światła Kościoła i światło nauki, w którym twierdził, że sama nauka jest już w stanie udzielić odpowiedzi na pytanie o pochodzenie28. Twierdzenie to jest w oczywisty sposób fałszywe, ponieważ (a) żadnego człowieka nie było przy powstaniu świata, by mógł przeprowadzić stosowne obserwacje dowodowe, (b) nie ma istotnego powodu, aby odrzucić alternatywę szczególnego objawienia. Tak więc naukowiec o ewolucjonistycznych poglądach we wszystkich swoich badaniach zakłada, że proste w jakiś sposób
T.H. Huxley, The Lights of the Church and the Light of Science [w:] Science and the Hebrew Tradition, Essays by Thomas H. Huxley, London, Macmillan, 1903, s. 201-238. W szczególności por. s. 212, „Zagadnienie poczatków nieba i ziemi to domena nauk fizycznych”. Por. także s. 234, gdzie Huxley odważnie stwierdza: „Możemy wykazać, że powstanie Ziemi trwało dłużej niż sześć dni i że potop, jaki został opisany, jest fizyczną niemożliwością”. Taki dogmatyzm wskazuje na religijną raczej niż naukową naturę przyjętych przez niego założeń.
28

40

stało się złożonym. Dla Lovelocka i jego hipotezy Gai29 owo jak wyjaśnione jest przez samą Ziemię i jej
biosferę, atmosferę, oceany i glebę; totalność stanowiącą sprzężenie zwrotne czy też cybernetyczny system, który dla życia na tej planecie wyszukuje optymalne fizyczne i chemiczne środowisko.

Tak więc dochodzi on niemal do panteistycznych wniosków, iż nie tylko nasza planeta sama w sobie jest w pewien sposób „żywa” i zdolna podtrzymać życie w formie, w jakiej je znamy obecnie, ale że również w przeszłości warunki były dokładnie „właściwe” do tego, by z amoniakalnej, redukcyjnej atmosfery wyewoluowało życie. Inni z kolei wolą mówić, że pierwsze organiczne procesy zainicjowało obce życie z kosmosu i że z tych początków narodziła się trwająca miliardy lat wspinaczka w stronę złożoności, jakiej szczyt reprezentuje sam człowiek. Wszyscy ewolucjoniści nieuchronnie przyjmują argumenty podobne do następującego:
Gdybyśmy wyobrazili sobie planetę składającą się wyłącznie z części od zegarków, to moglibyśmy założyć, w zgodzie ze zdrowym rozsądkiem, że gdy nadejdzie pełnia czasu – może i za miliard lat – siły grawitacyjne oraz nieustanny ruch wiatru złożyłyby przynajmniej jeden działający zegarek. Życie na Ziemi prawdopodobnie zaczęło się w podobny sposób30.

Takie spekulatywne rozumowanie w sposób oczywisty nie jest nauką, a jedynie gdybaniem autora, i to pomimo faktu, że jest on członkiem Królewskiego Towarzystwa Naukowego. Niemniej należy uznać to, że jakkolwiek niewiarygodne dla wielu z nas, poglądy te są na serio wyznawane przez ludzi tak prominentnych jak Lovelock. We wrześniu 1996 roku w brytyjskiej prasie pojawiła się bardzo szczera wypowiedź Petera Atkinsa, profesora chemii Uni29 30

J.E. Lovelock, op cit., s. 11. J.E. Lovelock, op cit., s. 14.

41

wersytetu Oxfordzkiego. Podczas pewnej debaty zorganizowanej przez Brytyjskie Stowarzyszenie na Rzecz Postępu Nauki (BAAS) na uniwersytecie w Birmingham dowodził on, że nauka wyeliminowała wiarę w Boga. Kilka dni później na łamach „Daily Telegraph” ukazał się krótki list do redaktora naczelnego, który zacytuję w całości:
Szanowny Panie! Diatryba profesora Petera Atkinsa, która zawierała twierdzenie, że jest rzeczą niemożliwą, by wierzyć w Boga, a jednocześnie być „prawdziwym naukowcem”, stoi w jaskrawym kontraście do treści następującego cytatu: „Religijne odczucia naukowca przybierają postać wybuchów zachwytu nad harmonią natury – która ujawnia inteligencję na tak wysokim poziomie, że w porównaniu z nią wszelka systematyczna myśl ludzkich istot jest całkowicie bez znaczenia”. Jakie jest źródło tego cytatu? Ano jakiegoś tam naukowca, który nazywał się Albert Einstein. Profesor Atkins mógł o nim słyszeć31.

Wielkość Einsteina32 polegała nie tylko na błyskotliwości jego umysłu, ale również – czego niestety brak dziś wielu naukowcom – na poczuciu pokory i świadomości istnienia kresu i ograniczeń metody naukowej. Prawdziwy geniusz nie musi uciekać się do arogancji. Tym, co pobudza gorliwych ewolucjonistów jak Lovelock, Attenborough, Dawkins czy Atkins, jest ateizm, który przecież sam w sobie jest religijnym założeniem, podobnie jak przekonanie o istnieniu zamierzonego Projektu. Tak więc teologiczny aspekt argumentu (istnienie Projektu wymaga istnienia Projektanta) musi przez ewolucjonistę zostać odrzucony. Należy również zauważyć, że jego czy jej dalsze badania naukowe nie będą już dłużej motywowane przez uczucie podziwu dla porządku, jaki już tu jest, ale przez dążenie, by w otaczającym świecie znaleźć zasadę bezosobowej „ży31 32

Por. „Daily Telegraph”, 11 września 1996. Niestety, wielkość Einsteina na polu nauki nie szła w parze z jego wiernością przed ślubem i w małżeństwie. Książka Einstein, A life, autorstwa Denisa Briana (New York, Wiley, 1996), pokazuje oba oblicza tego człowieka.

42

ciodajnej siły”. Dokładnie to samo opisuje pierwszy rozdział Listu do Rzymian. Ci, którzy odmawiają uznania Boga za swego Stworzyciela (werset 20) opisani są następnie (werset 25) jako ci, którzy „...prawdę Bożą przemienili […] w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy”. Ich nadrzędną filozofią staje się teraz przetrwanie wyższych i lepszych form życia. Myślenie darwinistyczne przeniknęło zresztą nie tylko nauki ścisłe, ale wpłynęło również na socjologię i antropologię. Jego wyznawcy argumentują, że prawa absolutne nie istnieją, a człowiek w istocie nie różni się od zwierząt. Nie wolno nam „zmieniać” ziemi ani żyjących na niej stworzeń. Człowiek nie jest niczym więcej niż one i nie wolno mu zakłócać naturalnego życia na Ziemi. Organizacje „Przyjaciół Ziemi”, „Praw Zwierząt” i wiele podobnych mają źródło w takim właśnie myśleniu. Przekonanie, że Ziemia sama kształtuje swoją przyszłość i że człowiek jest zaledwie częścią tej globalnej maszynerii dominuje także w mediach. Ważne, by biblijnie wierzący chrześcijanie zdawali sobie sprawę z tego, skąd bierze się takie myślenie. Chociaż zgadzamy się, że nie powinniśmy korzystać z zasobów świata w sposób rabunkowy, musimy jednak sprzeciwić się temu niebiblijnemu poglądowi, że człowiek to nic więcej jak „nagi człekokształtny”. Nauka ewolucjonistyczna zredukowała człowieka do kategorii zwierzęcia istniejącego bez celu i mającego niepewną przyszłość. Naukowe badania oparte na Biblii traktują człowieka jako istotę upadłą, lecz mającą godność, której mandat sprawowania władzy nad Ziemią wciąż jeszcze nie wygasł. W rzeczy samej ewolucjonistyczny światopogląd otaczającej nas większości nie powinien nas onieśmielać. Zbyt często ufający autorytetowi Biblii myśliciele przyjmują postawę defensywną. W każdej dziedzinie życia – nauce, kulturze, medycynie czy pomocy humanitarnej – powinniśmy prowadzić odważną ofensywę przeciwko bezbożnemu pragmatyzmowi, który z jednej strony utrzymuje, że człowiek jest tylko zwierzęciem, a z drugiej – rozpaczliwie szuka powodów, dla których względem bliźniego należy okazywać postawę altruizmu. Nawet Huxley, który bardziej niż inni był nastawiony antagonistycznie wobec przekonań chrześcijańskich, dokonał żałosnego apelu o moralność i zaangażowanie społeczne, choć dobrze wiedział, że ewolucja, gdyby była prawdą, implikowałaby całkiem przeciwny kierunek. W swoim
43

eseju, Ewolucja i etyka33, musiał on odwołać się do ducha indywidualizmu, by pójść pod prąd tendencji ewolucjonistycznej:
Postarajmy się zrozumieć raz na zawsze, że etyczny postęp społeczeństwa zależy nie od naśladowania kosmicznego procesu [tzn. ewolucji] ani od uciekania od niego, ale od zwalczania go. Tak więc może się to wydawać odważną sugestią, by przeciwstawić mikrokosmos makrokosmosowi i skłonić człowieka, by podporządkował sobie naturę i tym samym osiągnął wyższy stopień rozwoju; śmiem jednak twierdzić, że wielka intelektualna różnica, jaka istnieje między czasami starożytności, którymi się zajmowaliśmy, a dzisiejszym dniem, polega na solidnych fundamentach, jakie zyskaliśmy dla nadziei, że takie przedsięwzięcie może odnieść sukces.

Chociaż od czasów Huxleya minęły dwie wojny światowe i nadal odczuwamy bolesną nieobecność tzw. „wyższego stopnia rozwoju” człowieka, dzisiejsze myślenie wciąż zdominowane jest przez ewolucjonistyczny światopogląd. Przeminął już co prawda sposób myślenia przedstawiony we Wstąpieniu człowieka34, lecz te33

T.H. Huxley, Evolution and Ethics and other Essays, London, Macmillan, 1903, s. 83 (wyróżnienie kursywą i wstawka w nawiasie kwadratowym – A. McIntosh). Tytuł eseju, The Romanes Lecture, wygłoszony jako wykład w 1893 r. 34 Książka The Ascent of Man autorstwa Henry’ego Drummonda (London, Hodder and Stoughton, 1894), reprezentuje podjętą przez chrześcijańskich uczonych XIX wieku śmiałą (lecz błędną) próbę pokazania, że ewolucja może być traktowana jako część biblijnego myślenia. W rzeczy samej Huxley w swoim rozumowaniu był bardziej konsekwentny i klarowny, gdyż zdawał on sobie sprawę z tego, że tych dwóch stanowisk połączyć się nie da. Mimo różnic obie strony wyrażały przekonanie, że nastąpi pozytywny rozwój społeczeństwa i na dobre zapanuje pokój. Drummond był ponadto gorliwym rzecznikiem ewangelikalnych przedsięwzięć misyjnych, a także profesorem nauk przyrodniczych Free Church College w Glasgow. Jego książka The Greatest thing in the World (London, Hodder and Stoughton, 1890, 1980), należąca już do klasyki i przez wielu uważana za niemającą sobie równej, jest mistrzowskim komentarzem do trzynastego rozdziału Pierwszego Listu do Koryntian. We współczesnym jej wydaniu pośmiertną refleksję o życiu Drummonda napisał Denin Duncan, który na stronie 60. wspomina krytykę, z jaką spotkało się Wstąpienie człowieka. Wydaje się, że nawet wielki D.L. Moody nie doceniał powagi błędu odniesień do ewolucji, jaki ta publikacja zawierała.

44

raz przychodzi nam stawić czoło filozofiom New Age opartym na darwinistycznych i panteistycznych ideach35. Schaeffer, jeden z najwybitniejszych myślicieli chrześcijańskich ubiegłego stulecia, jasno widział, że jest niemożliwe, by z ewolucji wyprowadzić jakiekolwiek zasady moralności. Stwierdził on36:
Jeśli człowiek nie jest uczyniony na obraz Boga, to nic nie stanie na drodze jego nieludzkich zachowań. Nie ma wtedy racjonalnych powodów, by postrzegać go jako istotę szczególną. Ludzkie życie dramatycznie traci swoją wartość.

W tej samej książce Schaeffer komentuje również nadużycia w dziedzinie inżynierii genetycznej:
W chwili gdy zanegujemy unikalność ludzi jako istot stworzonych przez Boga i zaczniemy postrzegać ludzkość jako zaledwie jeden z układów genów, jaki przypadkiem pojawił się na Ziemi, nie ma już powodu, by nie traktować ludzi jak przedmioty, na których można wykonywać eksperymenty, jak i nie ma powodu, aby cała ludzkość nie miała być stworzona od nowa, zgodnie z decyzją względnie wąskiego grona decydentów. Jeśli ludzie nie są unikalnymi – jako stworzenia na obraz Boga – to ta bariera przestaje istnieć37.

Wynika z powyższego, że również postawa etyczna, tak istotna w badaniach naukowych, powinna być zakorzeniona w wierze, że wszelkie życie zostało stworzone przez Boga. Bez tego nic nie będzie świętym. Absolutne prawa zostaną zniesione. W grudniu 1996 roku zmarł Carl Sagan, jeden z najbardziej płodnych autorów popularnych publikacji z zakresu astronomii, który przez całe życie z ogromną determinacją sprzeciwiał się
35

J. Bronowski, odważnie podchodząc do tematu, napisał w 1990 r. książkę pod tym samym tytułem (J. Bronowski, The Ascent of Man, London, BBC, 1990), lecz brutalność charakteryzująca wiek XX sprawiła, że wielu humanistów zwątpiło w jakiekolwiek wyniesienie człowieka na wyższy poziom. 36 F.A. Schaeffer, C.E. Koop, Whatever Happened to the Human Race?, Westchester, Illinois, Crossway Books, 1983, s. 10.
37

F.A. Schaeffer, C.E. Koop, op. cit., s. 8. 4

kreacjonizmowi. Również jego ostatnie przesłanie pozostawia czytelników z poczuciem osamotnienia i brakiem jakiejkolwiek nadziei:
Żyjemy na bryle skał i metalu kręcącej się wokół banalnej gwiazdy, która jest jedną z 400 miliardów innych gwiazd stanowiących galaktykę o nazwie Droga Mleczna, a ta z kolei jest jedną z miliardów innych galaktyk stanowiących nasz świat, który może być jednym z wielu, być może nawet nieskończenie wielu innych światów. To jest perspektywa na ludzkie życie i naszą kulturę, nad którą warto się zastanowić38.

W ostateczności ewolucjonista może być pewnym tylko jednego – że nie ma pojęcia, skąd się wzięliśmy, dokąd zmierzamy ani po co tu jesteśmy! Cóż za kontrast z opartym na Biblii spojrzeniem, które uczy, dlaczego pojawiły się grzech i śmierć oraz daje w Chrystusie trwałą i pewną nadzieję dla upadłej rasy ludzkiej. Kreacjonistyczny pogląd: „Biblia przede wszystkim” jest niezbędny, jeśli mamy mieć znaczący wpływ na dekadenckie, zachodnie społeczeństwo w rozpoczynającym się tysiącleciu. Choć popularne myślenie usiłuje nas przekonać do czegoś innego, to jednak dosłowne traktowanie przekazu zawartego w Księdze Rodzaju jest tożsame z prawdziwie naukowym podejściem. Warto też pamiętać, że jedynie dogłębna, biblijna perspektywa przyniesie radykalne i fundamentalne zmiany, które są dziś tak bardzo potrzebne.

38

Wywiad przeprowadzony przez Teda Koppela w programie US TV Dateline na kilka dni przed śmiercią Carla Sagana. Koppel zapytał Sagana, czy ma jakąś podsumowującą uwagę lub słowa mądrości, którymi chciałby się podzielić z mieszkańcami Ziemi.

4

You're Reading a Free Preview

Pobierz
scribd
/*********** DO NOT ALTER ANYTHING BELOW THIS LINE ! ************/ var s_code=s.t();if(s_code)document.write(s_code)//-->