Piję, bo muszę

Dzisiaj już powszechnie wiadomo, że umiarkowane picie wszelkiego alkoholu, a szczególnie czerwonego wina, ma takie skutki jakich sobie życzymy przy podnoszeniu kielicha: na zdrowie! Rzeczywiście jeden drink dziennie dla osoby chudej, a dwa dla puszystych pań i panów zmierzających w kierunku 90 kg żywej wagi, to samo zdrowie, to eliminowanie wolnych rodników odpowiedzialnych za wiele chorób w organiźmie, to "rozcieńczanie krwi", co z kolei jest pośrednią prewencją ataków serca i wylewu krwi do mózgu, to środek zatrzymujący czy spowalniający rozwój niektórych typów raka, np. raka prostaty itp. Problem w tym, że jakoś niektórym ciężko poprzestać na dwóch drinkach. Dziesiątki głupawych tłumaczeń są dla pijącego jak słowa Ewangelii argumentami nie podlegającymi dyskusji. Trzeba pić i ten trzeci, czwarty czy piąty kieliszek, bo... Jeden z polskich piosenkarzy przytacza taki właśnie argument. Posłuchajmy: "Pęka mi czaszka, w żołądku muł Jak wszystkie ścieki tego świata. Wstać nie mam siły, nie mogę już spać Po urodzinach mego brata." A więc urodzinki, chrzcinki, weseliska, ostatnio pierwsze komunie, a i dlatego, że dziś poniedziałek, a to że ktoś na nas krzywo spojrzał, są wystarczającymi powodami by ćwiczyć nadgarstek który nam wlewa i bez ustanku wlewa do gardła. Gdy te okazje powtarzają się często, wpada się w nałóg i wtedy już nie szuka się wymówek, pije się bo nie ma innego wyjścia, bo to mus! Każdy naród ma potężną armię tego typu ludzi, a najwięcej ich jest chyby w północnej i wschodniej Europie. Prowadzą Rosjanie i Finowie, potem podążają za nimi całym peletonem inni Skandynawowie, tuż za nimi Polac, ,Ukraińcy, narody dawnych sowieckich republik nadbałtyckich. Ale skutki tego nagminnego picia są inne w wymienionych krajach w porównaniu do Rosji. Gdzie indziej większość ludzi umiera najczęścidej na ataki serca czy wylewy, raki, wypadki na drogach; w Rosji zabójcą numer jeden jest alkohol. Naród rosyjski coraz bardziej degeneruje się tym nadmiernym pijaństwem. Widzą to władze państwowe i każdy nowy

prezydent czy premier wydaje instrukcje o ogólnonarodowym planie walki z alkoholizmem. Ostatnio takie szczegółowe instrukcje opracowano na polecenie byłego prezydenta Dimitija Miedwiediewa. Podobnej akcji przewodniczy archimandryta monastyru Sreteńskiego ojciec Tichon. Naród słucha, kiwa głowami i robi swoje. Gdy na rynku brak wódki, lub jest dużo droższa, niż była przez tą akcją, zastępuje się ją samogoną. Każdy przyzwoity Rosjanin zna technologię jej produkcji. Skutki są jeszcze gorsze, bo to bardziej szkodliwy produkt. Najpoważniejsze pismo medyczne świata Lancet zainteresowało się tym dziwnym problemem umieralności Rosjan. Naukowo przebadano powody śmierci 30 tysięcy Rosjan i 20 tysięcy Rosjanek z trzech wytypowanych miast, tzw. metropolii prowincjalnych: Tomska, Barnaułu i Bijska. Ustalono, że wyniki z tych miast będą przekrojem całej Rosji. Wyniki są przerażające: 50 procent zgonów mężczyzn i 33 procent zgonów kobiet w wieku produkcyjnym (od 15 do 54 lat) umiera na skutek nadużycia alkoholu. Pismo nie ma najmniejszego pojęcia co tak zawyża statystykę, dlaczego jest w Rosji pod tym względem tak inaczej niż w każdym innym kraju na świecie. Badacze podają wiele różnych powodów, wiele z nich jest powierzchownych i nieprzekonywujących. Owszem nie ma w Rosji zwyczaju Francuzów czy Włochów, że pije się butelczynę czy dwie w czasie posiłków i to nie wódki, lecz dużo mniej procentowego wina by pomóc trawieniu, czy dla wydobycia czy podkreślienia walorów smakowych posiłku. Nie pije się jak w Niemczech, gdzie po pracy idzie się do knajpy na kufelek piwa, bo to zwyczaj uświęcony tradycją, a ilość spożytego płynu usankcjonowana jest przez żonę, lekarza domowego czy psychologa. Nie pije się i z tego powodu jak np. w Polsce. Polak pije by się napić, rzadziej by się upić. Konkretnie chodzi o to, by powstał w głowie przyjemny szmerek, który rozwiązuje języki, daje poczucie wartości osobistej, lub po prostu dobrego samopoczucia. Dla Rosjanina wódka ma coś zalać, coś ukryć. Rosjanin obawia się ciągle, że czemuś nie potrafi sprostać, nie da rady wyzwaniom dość ponurej i nudnej rzeczywistości. Jego ciągle coś mierzi, ciągle coś niepokoi. Nie lubi żadnej stabilizacji. Cicha prosta praca, wyobrażenie zwyczajnego szczęścia rodzinnego, spełnianie jakichś ustalonych przez tradycję obowiązków to dla Rosjanina herezja i drobnomieszczaństwo, to sama nuda, coś obmierzłego i godnego pogardy. Wieki samodzierżawia, czy to carskiego, czy sowieckiego, umocniło go w przekonaniu, że zwykły trud bywa

przeważnie bezowocny, że wysiłek nie przynosi dobrobytu i szczęścia, bo rzeczywistość jest surowa i nieprzewidywalna, czyha tylko na tych, co wchodzą w kierat życia, by okrutnie zniweczyć każdy wysiłek. Rosjanin to fatalista, czuje się bezsilnym, a gdy nawet coś zaczyna mu się układać denerwuje się tym coraz bardziej, bo w swojej głowie kalkuluje że przed długą i wielką ciszą musi nastąpić niekontrolowana nawałnica która wszystko zmiecie. I jak tu się nie upić? (Pijaństwo, Zwyczaje pijackie, Pijaństwo w Europie, Rosyyjskie pijaństwo, Władysław Pomarański)

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful