You are on page 1of 11

Susanna Clarke

Jonathan Strange i pan Norrell (fragment)

Rozdzia pierwszy: Biblioteka w Hurtfew jesie 1806stycze 1807 Wiele lat temu dziaao w Yorku towarzystwo magw. Jego czonkowie spotykali si w trzeci rod kadego miesica, by wsplnie studiowa dugie i nudne dokumenty o historii angielskiej magii. Magowie byli dentelmenami, co oznaczao, e nikogo nie krzywdzili za pomoc czarw, ale te nikogo nie uszczliwiali. Prawd mwic, aden nie rzuci nigdy najprostszego nawet zaklcia, nie poruszy moc magii listka na drzewie, nie zawrci z drogi drobinki kurzu ani nie zmieni uczesania bd koloru cudzej czupryny. Mimo to cieszyli si oni saw najmdrzejszych i najlepiej obeznanych z magi dentelmenw w caym hrabstwie York. Pewien znakomity mag powiedzia, e praktykujcy magi musz stawa na gowie, by dokona jakiego postpu w nauce, za to talent do ktni rozwijaj byskawicznie1. Magowie z Yorku przez dugie lata udowadniali suszno tej tezy.
1

Jonathan Strange, Historia i zastosowanie angielskiej magii, t. 1, rozdz. 2, John Murray, Londyn 1816.

Jesieni 1806 roku do ich grona doczy pan John Segundus. Na pierwszym spotkaniu wygosi mow powitaln, w ktrej pochwali wybitne osignicia historyczne towarzystwa i wymieni licznych jego czonkw. Wyzna, e istnienie tak znakomitej organizacji bardzo go zachcio do zamieszkania w Yorku. Przypomnia te, e magowie z pnocy zawsze cieszyli si wikszym powaaniem ni ci z poudnia. Pan Segundus owiadczy ponadto, e studiowa magi przez wiele lat i pozna losy wszystkich jej luminarzy. Czyta nowe publikacje powicone magii i sam przyczyni si do jej rozwoju. Martwi go jednak, e lady wielkich dokona sztuki magicznej mona obecnie znale wycznie w ksigach, e nie wida ich w yciu i nie pisze si o nich w prasie. Pan Segundus wyzna, e pragnie pozna odpowied na pytanie, dlaczego wspczeni magowie nie posuguj si magi, a jedynie o niej pisz. Krtko mwic, chcia wiedzie, czemu nikt w Anglii magii nie praktykuje. Byo to powszechne pytanie. Prdzej czy pniej musi na nie odpowiedzie kada guwernantka i kady rodzic w krlestwie. W uczonych z Yorku nie wzbudzio ono jednak

entuzjazmu i to z oczywistego powodu: mieli na ten temat tyle samo do powiedzenia, co inni. Prezes towarzystwa (zwa si doktor Foxcastle) poinformowa wic Johna Segundusa, e pytanie jest niestosowne: Nonsensem jest zaoenie, e magowie maj obowizek praktykowa magi. Chyba nie sugeruje pan, e botanicy powinni wymyla kwiaty, a astronomowie przestawia gwiazdy? Magowie, szanowny panie, studiuj magi praktykowan w dawnych czasach. Czy trzeba czego wicej? Starszawy mag o bladoniebieskich oczach (zwa si Hart albo Hunt, pan Segundus nie dosysza nazwiska), odziany w pastelowy strj, oznajmi omdlaym gosem, e sprawa nie podlega dyskusji. Dentelmenowi nie przystoi praktykowa magii. To zajcie dla ulicznych sztukmistrzw, ktrzy oskubuj dziatw z grosikw. Magia stosowana podupada, zbrataa si z ludmi podejrzanej konduity i kojarzy si j z rnymi niebieskimi ptakami, cyganeri, wamywaczami, a uprawia w obskurnych budkach o brudnych tych kotarach. O nie, dentelmen nie powinien praktykowa magii. Moe j studiowa (trudno o szlachetniejsze zajcie), ale nie wolno mu si ni posugiwa. Starszawy jegomo wbi spojrzenie wypowiaych, po ojcowsku zatroskanych oczu w pana Segundusa i wyrazi nadziej, e uczony kolega nie prbowa czarowa. Pan Segundus obla si rumiecem. Maksyma synnego maga okazaa si prawdziwa. Czonkowie stowarzyszenia szybko si podzielili poowa stana po stronie doktora Foxcastlea i pana Hunta (bd Harta), a reszta bya odmiennego zdania. Cz dentelmenw dosza do wniosku, e w caej nauce o magii nie ma waniejszego pytania od tego, ktre postawi pan Segundus. Gwnym poplecznikiem pana Segundusa okaza si dentelmen o nazwisku Honeyfoot sympatyczny, jowialny jegomo o rumianym obliczu i siwych wosach, liczcy sobie pidziesit pi lat. Gdy zgryliwo oponentw przybraa na sile, a doktor Foxcastle zacz wygasza uszczypliwe uwagi pod adresem Segundusa, pan Honeyfoot podtrzymywa nowego koleg na duchu: Prosz na nich nie zwaa. Bez zastrzee podzielam paskie zdanie szepta. Lub: Ma pan absolutn racj, niech si pan nie da przekabaci!. Albo: Trafi pan w sedno! W rzeczy samej, drogi panie! To wanie przez brak odpowiednio postawionego pytania nie moglimy ruszy z miejsca. Teraz, razem z panem, dokonamy wielkich rzeczy. Te yczliwe uwagi zyskay wdzicznego suchacza w osobie pana Segundusa, ktry nie kry zdziwienia. Obawiam si, e wywoaem burz wyszemra do pana Honeyfoota. Nie miaem takiego zamiaru. Liczyem na yczliwo zebranych tu dentelmenw. Ale zdziwienie i przygnbienie Segundusa szybko ustpio oburzeniu, ktre wywoaa szczeglnie zjadliwa uwaga doktora Foxcastlea.

Ten dentelmen chyba pragnie, by spotka nas taki sam los jak nieszczsnych magw z Manchesteru! oznajmi Foxcastle, rzucajc adwersarzowi lodowate spojrzenie. Pan Segundus nachyli si do pana Honeyfoota. Nie sdziem, e magowie w hrabstwie York s tak zawzici powiedzia stumionym gosem. Skoro magia nie ma tutaj przyjaci, to gdzie ich szuka? yczliwo pana Honeyfoota wobec pana Segundusa bya wiksza, ni Segundus mg si spodziewa. Starszy pan zaprosi go do swojego domu na High Petergate na wymienit kolacj w towarzystwie pani Honeyfoot i trzech urodziwych crek. Segundus, niezbyt zamony kawaler, przyj zaproszenie z wdzicznoci. Po kolacji najstarsza panna Honeyfoot zasiada do fortepianu, a modsza piewaa po wosku. Nastpnego dnia pani Honeyfoot oznajmia mowi, e John Segundus to dentelmen w kadym calu, ale niewiele mu to da, gdy skromno, powcigliwo i agodno nie s w cenie. Znajomo dentelmenw szybko si zacieniaa. Wkrtce pan Segundus spdza nawet trzy wieczory w tygodniu w domu na High Petergate. Czasem pojawiao si tam tylu modych ludzi, e tace staway si obowizkowe, lecz panowie Honeyfoot i Segundus wymykali si chykiem, by omwi jedyn interesujc ich spraw: dlaczego mianowicie w Anglii nie praktykuje si ju magii? I cho dyskutowali o tym nawet do drugiej czy trzeciej nad ranem, ani odrobin nie zbliyli si do rozwizania. By moe nie powinno to nikogo dziwi, skoro od ponad dwustu lat bezskutecznie gowili si nad tym rozliczni magowie, antykwariusze i uczeni. Pan Honeyfoot by wysokim, pogodnym i wiecznie umiechnitym jegomociem o niespoytej energii. Wci co robi lub planowa zrobi, ale rzadko rozmyla nad celowoci swych poczyna. W obecnej sytuacji przypomnia sobie postpowanie synnych redniowiecznych magw2. Majc do rozwizania pozornie nierozwizywalny problem, wyjedali oni na rok i jeden dzie, w towarzystwie tylko jednego lub dwch elfw, i zawsze znajdowali waciw odpowied. Pan Honeyfoot owiadczy wic Segundusowi, e jego zdaniem nie pozostaje im nic innego, jak i w lady tych wielkich mw. Cz redniowiecznych magw udaa si w najodleglejsze rejony Anglii, Szkocji i Irlandii (gdzie magia bya najpotniejsza), a inni cakiem zniknli z tego wiata i nikt nie mia pewnoci, dokd pojechali i co robili po dotarciu do celu. Pan Honeyfoot nie proponowa a tak dalekiej podry. W ogle nie chcia si zbytnio oddala, bo zim drogi byy w opakanym stanie. Mia jednak gbokie przewiadczenie, e powinni si dokd uda i zasign czyjej rady, bo inaczej obaj tutaj zgnuniej. Korzyci ze wieego spojrzenia na spraw byyby niezmierzone, ale nic nie przychodzio im do gowy. Pan Honeyfoot by ju bliski rozpaczy, gdy nagle przypomnia sobie o pewnym magu.
2

Prawidowo nazywanych aureatami lub magami zotego wieku.

Kilka lat wczeniej do czonkw towarzystwa dotara wiadomo, e w cichym zaktku

hrabstwa York yje jeszcze jeden mag. Dentelmen w podobno dniem i noc studiowa rzadkie teksty o magii, zgromadzone w zasobnej bibliotece. Doktor Foxcastle ustali nazwisko i adres maga, po czym napisa do niego uprzejmy list z propozycj wstpienia do towarzystwa magw Yorku, ale w odpowiedzi tajemniczy jegomo podzikowa jedynie za uczyniony mu honor i wyrazi gbokie ubolewanie, e nie moe przyjecha. Przyczyn bya dua odlego dzielca York i opactwo Hurtfew, liche drogi oraz praca, ktrej adn miar nie mg zaniedba. Wszyscy czonkowie towarzystwa obejrzeli list i wyrazili wtpliwo, czy kto, kto stawia tak mae litery, moe by przyzwoitym magiem. Nastpnie z niejakim alem za wspania bibliotek, ktrej nie bdzie im dane zobaczy, wyrzucili uczonego ze swych myli. Pan Honeyfoot doszed jednak do wniosku, e ze wzgldu na powag problemu nie mog omija adnej drogi, ktra moe ich doprowadzi do odpowiedzi. Kto wie, moe warto pozna opini nieznajomego? Napisa do zatem list z informacj, e wraz z panem Segundusem pozwol sobie odwiedzi maga o czternastej trzydzieci, w trzeci wtorek po Boym Narodzeniu. Nie musieli dugo czeka na odpowied. Gdy nadesza, pan Honeyfoot, yczliwy i przyjazny z natury, niezwocznie posa po pana Segundusa i pokaza mu list. Mag napisa, oczywicie drobnymi literkami, e chtnie zawrze z nimi znajomo. To w zupenoci wystarczyo. Wielce zadowolony pan Honeyfoot natychmiast popieszy powiadomi stangreta Watersa, e wkrtce bdzie potrzebny. Pan Segundus z listem w doni zosta sam w pokoju. Przeczyta: Przyznaj, nieco mnie zdumiewa ten niespodziewany zaszczyt. Niezmiernie trudno poj, czemu magowie z Yorku, czerpicy tak rado z wasnego towarzystwa i nieocenione korzyci z mdroci swojej i kolegw, pragn zasign porady takiego jak ja odludka.... List bez wtpienia trci sarkazmem. Autor w kadym sowie szydzi z pana Honeyfoota i pan Segundus z ulg stwierdzi, e uszo to uwagi jego uczonego kolegi, w przeciwnym bowiem razie nie pieszyby tak radonie umawia Watersa. List by do tego stopnia nieyczliwy, e pragnienie poznania nowego maga cakiem opucio pana Segundusa. Trudno, pomyla jednak, trzeba jecha, takie jest yczenie pana Honeyfoota. I c strasznego moe si wydarzy? Poznamy go, rozczarujemy si i ju, po sprawie. Na dzie przed wyjazdem rozptaa si burza. Ulewa pozostawia po sobie liczne nieforemne jeziorka na nagich, brunatnych polach. Nazajutrz mokre dachy wyglday jak z poyskliwego zimnego kamienia, a powz pocztowy pana Honeyfoota przemierza wiat, w ktrym prawa natury wydaway si zakcone: chodne szare niebo spucho i ciyo nad zazwyczaj rozlegymi i przyjaznymi terenami... Zazwyczaj, bo dzisiaj byy one mgliste i ponure. Rozmow rozpocz pan Segundus. Ju od pierwszego spotkania z panem Honeyfootem zamierza go spyta o uczone towarzystwo magw z Manchesteru, o ktrym wspomnia doktor Foxcastle. Uczyni to teraz. Towarzystwo to powstao cakiem niedawno odpar pan Honeyfoot. Jego czonkami

zostali mniej znaczcy duchowni, powszechnie szanowani byli kupcy, aptekarze, prawnicy, no i emerytowani fabrykanci, ktrzy liznli nieco aciny i innych nauk. Mona by ich wszystkich okreli mianem pdentelmenw. Jak mniemam, doktora Foxcastlea ucieszy rozpad towarzystwa. Jego zdaniem ludzie tego pokroju nie maj prawa studiowa magii. Ale, drogi panie, znalazo si w tym gronie kilku zmylnych osobnikw. Zaczli, podobnie jak pan, od prby przywrcenia wiatu magii. Byli praktyczni, kierowali si rozumem i prawami nauki, podobnie jak w rzemiole. Nazwali to racjonaln taumaturgi. cignli jednak na siebie rozmaite kopoty. Niepowodzenie ich zniechcio, i nic dziwnego. Doszli do wniosku, e magia nie istnieje i nigdy nie istniaa. Twierdzili, e aureaci byli oszustami lub padli ofiar oszustwa. I e Krl Krukw to wymys Anglikw z pnocy, ktrzy pragnli si uchroni przed tyrani poudniowcw (jako mieszkacy pnocy magowie z Manchesteru do pewnego stopnia si z nimi solidaryzowali). Och, ich argumenty byy bardzo pomysowe, cho nieco naiwne. Zapomniaem, jak prbowali tumaczy istnienie elfw. Jak ju mwiem, rozwizali towarzystwo, a jeden z nich, chyba Aubrey, zamierza wszystko spisa i opublikowa. Okazao si jednak, e opanowaa go nieuleczalna melancholia, przez co w ogle nie mg si zabra do pracy. Biedaczysko westchn pan Segundus. Moe to wina naszej epoki. To nie s dobre czasy dla magii i wiedzy, prawda? Niele prosperuj kupcy, eglarze, politycy, ale nie magowie. Nasz czas min. Segundus popad w chwilow zadum. Trzy lata temu bawiem w Londynie i spotkaem sztukmistrza, wagabund z osobliwym defektem ciaa. Czowiek ten namwi mnie na rozstanie z okrg sumk w zamian za dopuszczenie do wielkiego sekretu. Gdy mu zapaciem, owiadczy, e pewnego dnia dwaj magowie przywrc magi w Anglii. Nie wierz w przepowiednie, lecz zmobilizowao mnie to do odkrycia przyczyn naszego upadku. Czy to nie dziwne? Ma pan racj, przepowiednie s nonsensem odpar ze miechem pan Honeyfoot, ale chwil pniej, tknity nag myl, doda: Jednak dwaj magowie to my: Honeyfoot i Segundus. Wypowiedzia oba nazwiska na gos, zastanawiajc si zapewne, jak by si prezentoway w gazetach i historycznych ksigach. Honeyfoot i Segundus brzmi znakomicie. Pan Segundus pokrci gow. w czowiek zna moj profesj, wic mogem si spodziewa kamstwa, i to wanie ja bd jednym z wybracw. Koniec kocw jednak powiedzia wprost, e nie chodzi o mnie. Ale kaza mi napisa moje nazwisko i dugo si w nie wpatrywa. Pewnie dostrzeg, e nie wydusi z pana ju ani grosza zauway Honeyfoot. Opactwo Hurtfew leao ponad dwadziecia kilometrw na pnocny zachd od Yorku, ale po opactwie ostaa si jedynie nazwa. Obecny budynek powsta za panowania krlowej Anny. Siedziba maga bya imponujca, starowiecka i solidna, pooona w piknym parku penym

upiornie wygldajcych drzew. Park przecinaa rzeka Hurt, nad ni zbudowano elegancki, zapewne klasycystyczny most. Gospodarz (zwa si Norrell) czeka na goci w westybulu. By drobny niczym jego pismo, a witajc ich, przemwi cicho, jakby nie nawyk do wypowiadania myli na gos. Pan Honeyfoot, nieco przyguchy, nie dosysza. Starzej si, szanowny panie. To powszechna przypado wyjani. Prosz o wyrozumiao. Pan Norrell zaprowadzi ich do imponujcego salonu, gdzie nie zapalono adnych wiec. Wprawdzie w kominku buchay wysokie pomienie, a przez dwa eleganckie okna wpadao nieco wiata, ale atmosfera nie bya zbyt pogodna. Pan Segundus nie mg si pozby wraenia, e w pokoju ponie jeszcze inny ogie, cigle wic wierci si na krzele i szuka go wzrokiem. Niczego jednak nie dostrzeg moe chodzio o odbicia w lustrze lub w szkle wiekowego zegara? Pan Norrell oznajmi, e czyta dzieo pana Segundusa, czyli opis elfw w subie Martina Palea3.
3

John Segundus, Peny opis elfw doktora Palea, ich imiona, historie, charaktery i zakres wiadczonych mu Doktor Martin Pale (14851567) by synem garbarza z Warwick, a take ostatnim z aureatw, czyli magw

usug, Thomas Burnham, Ksigarz, Northampton 1799.


4

zotego wieku. Inni magowie poszli w jego lady (por. Gregory Absalom), ale nie cieszyli si dobr reputacj. Pale by z pewnoci ostatnim angielskim magiem, ktry zaryzykowa wypraw do Faerie.

Godna uznania praca, szanowny panie, ale nie uwzgldni pan mistrza Fallowthoughta. Zgoda, to nikt wany, a jego uyteczno dla wielkiego doktora Palea budzi wtpliwoci4, ale paskie opracowanie jest bez niego niepene. Zapado milczenie. Elf zwany Fallowthought? przemwi w kocu pan Segundus. Ja... chciaem powiedzie, e nigdy nie syszaem o takim stworzeniu. Ani w tym wiecie, ani w adnym innym. Po raz pierwszy pan Norrell umiechn si powcigliwie. W rzeczy samej powiedzia. Wci zapominam. Mona o nim przeczyta u Holgartha i Picklea w historii ich kontaktw z mistrzem Fallowthoughtem, ktrej zapewne pan nie czyta. I bardzo dobrze. C za nieciekawa para, bardziej azgi ni magowie. Im mniej si o nich wie, tym lepiej. Drogi panie! zakrzykn pan Honeyfoot, podejrzewajc, e pan Norrell mwi o jednej ze swych ksig. Syszelimy niezwyke rzeczy o paskiej bibliotece. Wszyscy magowie w Yorkshire a zzieleniej z zazdroci na wie o tym, ile woluminw pan tu zgromadzi! Doprawdy? spyta zimno pan Norrell. Zdumiewa mnie pan. Nie miaem pojcia, e moja osoba budzi tyle emocji. Zapewne to sprawka Thoroughgooda, sprzedawcy ksiek i innych

drobiazgw na Coffee Yard w Yorku doda z zadum. Childermass ostrzega mnie, e Thoroughgood to plotkarz. Pan Honeyfoot nic z tego nie rozumia. Gdyby on dysponowa takimi zbiorami, z przyjemnoci by si nimi chwali, rozprawia o nich, zbiera pochway! Nie mg uwierzy, e pan Norrell nie podziela jego entuzjazmu. Pragnc zatem wykaza si uprzejmoci i zarazem uspokoi gospodarza (wbi sobie do gowy, e ma do czynienia z dentelmenem bardzo niemiaym z natury), zapyta: Czy wolno mi, szanowny panie, poprosi o pokazanie nam paskiej wspaniaej biblioteki? Pan Segundus by pewien, e pan Norrell odmwi, ale mag przez chwil patrzy na nich spokojnie (mia mae niebieskie oczy i zdawa si zerka na dentelmenw z jakiego zakamarka w swej gowie) i jakby w przypywie miosierdzia speni prob. Pan Honeyfoot zacz wic wierzy, e sprawi panu Norrellowi niemal rwnie wielk przyjemno jak samemu sobie. Pan Norrell poprowadzi obu dentelmenw korytarzem cakiem zwyczajnym, zdaniem pana Segundusa. ciany pokrywaa boazeria z lnicego dbu, pachniao tu pszczelim woskiem. Potem przemierzyli schody, a moe zaledwie trzy lub cztery schodki, i pniej znw korytarz. Tu powietrze byo nieco chodniejsze podog wyciosano z solidnego kamienia z Yorkshire. Wszystko wydawao si cakiem zwyczajne. (Chyba e drugi korytarz pojawi si przed schodami lub schodkami. A czy tam w ogle byy jakie schody?) Jedno tylko zdziwio pana Segundusa. Nalea do tych szczliwcw, ktrzy zawsze wiedz, czy stoj twarz na pnoc, czy na poudnie. Rozeznanie to byo dla niego tak naturalne jak znajomo wasnego ciaa. Ale w domu Norrella w dar znik. Pniej Segundus nie mg sobie przypomnie rozkadu korytarzy ani pokojw, ktre mijali. Nie wiedzia te, po jakim czasie dotarli do biblioteki. Odnosi wraenie, e pan Norrell odkry pit stron wiata, nie wschd i nie poudnie, nie zachd i nie pnoc, ale co zupenie innego, i wanie w tym kierunku ich prowadzi. Pan Honeyfoot za nie zauway niczego dziwnego. Biblioteka bya chyba odrobin mniejsza od salonu. W palenisku pon imponujcy ogie, wszdzie panoway spokj i cisza. I tu jednak rdem wiata nie mogy by tylko trzy wysokie okna podzielone na dwanacie szybek. Raz jeszcze pana Segundusa zaczo drczy nieznone wraenie, e w pokoju s inne wiece, inne okna albo drugi kominek, co tumaczyoby dziwne wiato. Za oknami angielski deszcz la jak z cebra, wic Segundus nie widzia, na co wychodz, nie mia te pojcia, do ktrej czci domu trafili. W pokoju przy stole siedzia jaki mczyzna. Wsta na ich powitanie, a pan Norrell oznajmi, e to Childermass, jego dysponent. Panom Honeyfootowi i Segundusowi nie trzeba byo wyjania, e biblioteka w opactwie Hurtfew jest cenniejsza dla jej waciciela ni wszystkie bogactwa wiata. Nie zdumiao ich wic,

e pan Norrell trzyma najdroszy swemu sercu skarb w piknym opakowaniu. Regay stojce wzdu cian zbudowano z angielskiego drewna; przypominay gotyckie uki zdobione rzebami przedstawiajcymi licie (suche i zwinite, jakby artysta zamierza uwieczni jesie), splecione korzenie i gazie, jagody i bluszcz. Wszystko to byo zachwycajce, nie mogo si jednak rwna ze wspaniaoci ksig. Kady adept magii dowiaduje si na samym pocztku, e istniej ksigi o magii oraz ksigi magii. Potem uwiadamia sobie, e cakiem przyzwoite egzemplarze tych pierwszych mona naby u dobrego ksigarza za dwie albo trzy gwinee, te drugie natomiast cenniejsze s od zota5.
5

Magowie, jak wiemy z dzie Jonathana Strangea, potrafi latami toczy spory o kad rzecz. Wiele czasu

powicono problematycznej kwestii przynalenoci danych foliaw do ksig magii. Wikszo laikw zadowala si jednak nastpujc zasad: tomy napisane przed zanikiem magii w Anglii to ksigi magii, dziea powstae pniej to ksigi o magii. Zaoenie jest bardzo proste: ksig magii powinien napisa praktykujcy mag, nie za teoretyk ani historyk magii. Czy moe istnie bardziej racjonalny podzia? Niestety, w tym miejscu pojawiaj si trudnoci. Wielcy mistrzowie magii, ktrych okrelamy mianem aureatw lub magw zotego wieku (Thomas Godbless, Ralph Stokesey, Katarzyna z Winchesteru, Krl Krukw), pisali niewiele bd niewiele ich tekstw przetrwao. Istnieje spore prawdopodobiestwo, e Thomas Godbless by niepimienny. Z kolei Stokesey uczy si aciny w maej szkce w rodzinnym hrabstwie Devon, lecz wszystko, co o nim wiemy, napisali inni. Magowie zajli si pisaniem ksig, kiedy magia bya ju w zaniku. Nadciga mrok, ktry spowi chwa angielskiej magii. Ludzie, nazywani magami srebrnego wieku lub argentami (Thomas Lanchester, 15181590; Jacques Belasis, 15261604; Nicholas Goubert, 15351578; Gregory Absalom, 15071599), byli jak gasnce wiece w zapadajcych ciemnociach w pierwszej kolejnoci uczeni, dopiero pniej magowie. Ponad wszelk wtpliwo twierdzili, e uprawiaj magi, niektrzy mieli nawet do pomocy elfa lub dwch, lecz wszystko wskazuje na to, e nie dokonali zbyt wiele. Dlatego cz wspczesnych badaczy powtpiewa, czy argenci w ogle potrafili czarowa.

Kolekcj magw Yorku uwaano za wybitn, wrcz nadzwyczajn. Pi nalecych do niej dzie powstao midzy rokiem 1550 a 1700 i susznie mona je byo nazwa ksigami magii (cho jedna skadaa si z zaledwie kilku postrzpionych stronic). Ksigi magii to rzadko i ani pan Segundus, ani pan Honeyfoot nigdy nie widzieli w prywatnej bibliotece wicej ni dwch czy trzech egzemplarzy. W Hurtfew ciany byy zasonite regaami, na ktrych stao mnstwo woluminw, wikszo bya ksigami magii. Jasne, e niektre oprawiono cakiem niedawno, z pewnoci na polecenie pana Norrella (w zwyk skr cielc, tytuy za wytoczono srebrnymi kapitalikami). Mnstwo tomw miao jednak bardzo, bardzo, bardzo stare oprawy, a ich grzbiety i rogi wyranie si kruszyy. Pan Segundus rzuci okiem na ksigi na najbliszej pce. Pierwszy przeczytany tytu brzmia: Jako zadawa kwestie mrokom i tumaczenia ich pojmowa. Gupstwo zauway pan Norrell. Pan Segundus drgn. Nie wiedzia, e gospodarz stoi tak blisko. Szkoda na to czasu doda pan Norrell.

Segundus spojrza zatem na nastpn ksik Wskazwki Belasisa. Zapewne Belasis nie jest panu obcy? spyta Norrell. Syszaem o nim. Podobno rozumia istot rzeczy! Syszaem jednak rwnie, e aden egzemplarz Wskazwek nie dotrwa do naszych czasw, lecz ksiga ta tu stoi. To nadzwyczajne, szanowny panie, cudowne! Wiele si pan po nim spodziewa zauway Norrell. Niegdy podzielaem paski entuzjazm. Miesicami studiowaem jego prace. W ostatecznym rozrachunku jednak rozczarowuje. Jest mistyczny tam, gdzie powinien by zrozumiay, i oczywisty tam, gdzie powinien by niejasny. Pewnych rzeczy nie naley spisywa dla wiata. Ma pan tu ksig, o ktrej nigdy nie syszaem zauway pan Segundus, zmieniajc temat. Wybitne osignicia judeochrzecijaskiej magiji. Ha! krzykn pan Norrell. Pochodzi z siedemnastego wieku, ale to rwnie nic wartociowego. Autor by kamc, moczymord i cudzoonikiem. Cieszy mnie, e poszed w niepami. Wygldao na to, e pan Norrell nienawidzi magw, i to nie tylko yjcych. Wzi pod lup take zmarych i uzna, e sporo im brakuje do doskonaoci. Tymczasem pan Honeyfoot, z rkoma w grze niczym rozmodlony metodysta, truchta od regau do regau. Przystawa jedynie na chwil, by przeczyta jaki tytu, zanim wpada mu w oko nastpny. Drogi panie! wykrzykn. Co za zbiory! Z pewnoci znajdziemy tutaj odpowiedzi na wszystkie nasze pytania! Szczerze w to wtpi odrzek sucho pan Norrell. Dysponent parskn miechem i cho niewtpliwie drwi z pana Honeyfoota, pan Norrell nie udzieli mu reprymendy. Pan Segundus zacz si zastanawia, czym Childermass dysponuje w domu pana Norrella. Ze swoimi dugimi wosami, potarganymi jak po burzy i czarnymi niczym skrzydo kruka, pasowaby jak ula do chostanego wiatrem wrzosowiska albo ponurego zauka, a moe nawet powieci pani Radcliffe. Pan Segundus zdj Wskazwki Jacquesa Belasisa i, mimo nieprzychylnej oceny pana Norrella, natychmiast natrafi na dwa niezwyke ustpy6. Potem, wiadom upywu czasu i spojrzenia dysponenta, otworzy Wybitne osignicia judeochrzecijaskiej magiji. Nie bya to drukowana ksiga, lecz popieszne bazgroy na odwrocie najrniejszych wistkw, gwnie rachunkw z piwiarni. Pan Segundus zatopi si w lekturze. Autor ksigi, siedemnastowieczny mag, uywa nadprzyrodzonych mocy przeciwko wielkim i potnym wrogom w bitwach, w ktrych nie powinien bra udziau aden obeznany z magi miertelnik. Widzc zbliajcych si ze wszystkich stron wrogw, spisywa w popiechu histori

swoich sukcesw, wiadom, e czas ucieka i wkrtce spotka go, w najlepszym wypadku, mier.
6

Pierwszy ustp przeczytany przez pana Segundusa dotyczy Anglii, Faerie (ktr magowie zw czasem

Innymi Ziemiami) i dziwnej krainy, ktra rzekomo ley po drugiej stronie Pieka. Pan Segundus sysza o symbolicznej i magicznej wizi czcej te trzy krainy, do tej pory jednak nigdy nie natrafi na rwnie przejrzysty ich opis. Drugi fragment dotyczy jednego z najwikszych angielskich magw, Martina Palea. W Drzewie nauki Gregoryego Absaloma znajduje si synny ustp, ktry opisuje, jak podczas podry przez Faerie ostatni z wielkich aureatw, Martin Pale, zoy wizyt ksiciu elfw. Jak wikszo przedstawicieli swojej rasy, elf mia mnstwo imion, godnoci, tytuw i pseudonimw, zazwyczaj jednak zwano go Zimnym Henrym. Zimny Henry wygosi dug i barwn mow, adresowan do gocia. Bya ona pena przenoni i aluzji, ale Zimny Henry pragn chyba powiedzie, e elfy to z natury psotne stworzenia, ktre nie zawsze wiedz, kiedy postpuj niewaciwie. Na to Martin Pale krtko i nieco enigmatycznie odpar, e nie wszyscy Anglicy maj stopy tej samej dugoci. Przez kilka stuleci nikt nie mia bladego pojcia, c to moe oznacza, cho pojawio si kilka hipotez John Segundus zna je wszystkie. Najpopularniejsz rozwin William Pantler na pocztku osiemnastego wieku. Pantler twierdzi, e Zimny Henry i Pale dyskutowali o teologii. Elfy (jak kady wie) s poza zasigiem Kocioa. Nie przyszed do nich Chrystus i nigdy nie przyjdzie, nikt nie wie, co si z nimi stanie w dniu Sdu Ostatecznego. Zdaniem Pantlera, Zimny Henry prbowa spyta Palea, czy jest nadzieja, by elfy, podobnie jak ludzie, zostay zbawione. Odpowied Palea miaa oznacza, e nie wszyscy Anglicy dostpi zbawienia. Opierajc si na tej interpretacji, Pantler przypisuje Paleowi raczej dziwaczne przekonanie, e Niebiosa mog pomieci tylko skoczon liczb bogosawionych; za kadego skazanego na potpienie Anglika moe wej tam elf. Pantler zyska renom maga teoretyka jedynie na podstawie ksiki, ktr napisa na ten temat. We Wskazwkach Jacquesa Belasisa pan Segundus znalaz inne wytumaczenie. Na trzy stulecia przed wizyt Martina Palea Zimny Henry podejmowa gocia z krainy ludzi, angielskiego maga, potniejszego nawet ni Pale Ralpha Stokeseya, ktry pozostawi tam buty. Te buty, zdaniem Belasisa, byy stare i dlatego zapewne Stokesey ich nie zabra. Ich obecno w zamku wywoaa ogromn konsternacj wrd mieszkajcych tam elfw, ktrzy darzyli wielkim szacunkiem angielskich magw. Zimny Henry znalaz si w tarapatach, gdy obawia si, e w jaki niezrozumiay sposb chrzecijaska moralno obarczy go odpowiedzialnoci za utrat butw przez maga. Usiowa si ich pozby, przekazujc je Paleowi, ten jednak ich nie przyj.

Pokj pogry si w mroku. Wiekowe gryzmoy byy coraz trudniejsze do odczytania. Do biblioteki weszli dwaj lokaje i pod okiem najwyraniej niezbyt rozmownego dysponenta zapalili wiece, zacignli zasony i dorzucili wgla do ognia. Pan Segundus uzna, e czas przypomnie panu Honeyfootowi, i pan Norrell cigle nie pozna celu ich wizyty. Gdy opuszczali bibliotek, pan Segundus zauway co dziwnego. Przy kominku sta niewielki stolik, a na jego blacie, oprcz noyc i gronego noa, nadajcego si w sam raz do przycinania gazi, leaa bardzo stara skrzana oprawa ksigi, ale bez zawartoci. Pan Segundus pomyla, e moe gospodarz posa ksig do introligatora, zaraz jednak doszed do wniosku, e wyjcie stronic byo zadaniem dla bardzo wprawnej osoby. Po co wic pan Norrell miaby sam je usuwa i ryzykowa ich zniszczenie? Kiedy znowu siedzieli w salonie, pan Honeyfoot przemwi do pana Norrella: To, co tu dzisiaj zobaczyem, przekonuje mnie, e wanie pan moe nam pomc. Ja i pan

Segundus sdzimy, e wspczeni magowie podaj niewaciw drog, marnujc energi na bahostki. Czy zgodzi si pan z nami? Bez wtpienia odpar pan Norrell. Pytanie brzmi nastpujco cign Honeyfoot. Dlaczego magia podupada w naszym wielkim narodzie? Dlaczego ju si jej w Anglii nie praktykuje? Pan Norrell rzuci mu surowe spojrzenie, a w jego oczach co bysno. Zacisn usta, jakby prbowa stumi niezmiern rado. Pan Segundus pomyla, e ich gospodarz dugo czeka na to pytanie i od lat ma gotow odpowied. Nie mog panom pomc, gdy nie rozumiem problemu odrzek pan Norrell. Magia nie znikna z Anglii. Sam j z powodzeniem stosuj.