You are on page 1of 70

Przebrae

Jzef Sobiesiak

Wstp
Opustoszaa Rzeczpospolita, opustoszaa Ukraina. Wilcy wyli na zgliszczach dawnych miast i kwitnce niegdy kraje byy jakby: wielki grobowiec. Nienawi wrosa w serca i zatrua krew pobratymcz. Te sowa Henryka Sienkiewicza oywaj w naszej pamici, gdy czytamy opowie Maksa - Jzefa Sobiesiaka o losach Przebraa, polskiej osady w obwodzie woyskim Ukraiskiej SRR, w dniach najkrwawszych walk polsko-ukraiskich pod okupacj niemieck w roku 1943. Autor zadaje sobie pytanie: dlaczego? Dziedzictwo historyczne? Jako nie sposb nam si zgodzi na bezporedni zaleno midzy tym, e w roku 1651 krl Jan Kazimierz pobi Chmielnickiego pod Beresteczkiem, a tym, e w roku 1943 Woodia Hreczko chcia zabi swoj matk, poniewa bya Polk. Wic knowania agentw gestapo? Czy to wyjania wszystko? Zreszt - Woodia nie bra pienidzy z kasy gestapo w Kiwercach. Przyczyny byy i blisze ni dziedziczne obcienie z czasw Ogniem i mieczem, i gbsze, trudniejsze do przyjcia dla nas ni tumaczenia wskazujce obce tylko winy. Mamy tu do czynienia na pewno z ostatnim aktem wielowiekowej tragedii. Niegdy centralna w dziejach Polski i Ukrainy wwczas, w roku 1943, bya ju tylko tragedi prowincjonaln, rozgrywaa si na peryferiach ycia i walki obu narodw. Nie zmienia to faktu, e dla wpltanych w ni setek tysicy stanowia najwaniejsze przeycie, tragedi ich wasn, najbardziej rzeczywist, ich mier jedyn, bezpowrotn. ...Tragedia prowincjonalna - moe wanie dlatego tak pena zaciekoci i okruciestwa, tak straszna. * Aren tragedii by przede wszystkim i gwnie Woy. Dopiero std rozpezy si zagony UPA na Galicj, Bukowin i Zakierzoski Kraj. O Woyniu te mwi Maks - Sobiesiak. Ograniczmy si wic do tego. Byo w wojewdztwie woyskim midzywojennej Polski mniej wicej ptora miliona Ukraicw, 350 tysicy Polakw, 200 tysicy ydw, 45 tysicy Niemcw i 30 tysicy Czechw. Prcz kilku orodkw administracyjnych i kolejowych - ogromna wiejska masa. Ludno wsi to w 80% Ukraicy, a - plus minus - w 15% Polacy. Bogatych nie byo wielu. Waciwie jeden Radziwi - pan na 75 tysicach hektarw liczcej ordynacji w Oyce. Nadto 500 gospodarstw powyej 50 ha. Uprzywilejowanych - polskich osadnikw wojskowych - 2 tysice gospodarstw. Z mniej wicej 270 tysicy polskich chopw na Woyniu co najmniej 250 tysicy to mieszkacy wiosek starych, zasiedziaych i tak samo zwykle biednych jak ssiednie, ukraiskie. Na wsi prawie jedn trzeci ludnoci stanowili bezrolni. Pracy byo mao,

a robotnik tani... W czasie niw pacio si na Woyniu mczynie rednio 2,10 z za dniwk. W centralnej Polsce - 2,70 z. W lesie robotnik z par wasnych koni dostawa 5- 5,50 z. W centralnej Polsce 7,50-8,60 z. Na 300 tysicy gospodarstw rolnych prawie 200 tysicy miao mniej ni 5 ha gruntu. Z tego trudno wyy. Roczny przychd netto z jednego hektara wynosi w centralnych wojewdztwach 44 z. Na Woyniu - 21 z. By wic Woy ukraiski, wiejski i biedny - Polska B. Szpitali mia osiem razy mniej ni Poznaskie, dwa razy mniej ni Lubelskie. Cukru spoywa na gow - poow tego, co w wojewdztwach centralnych. I tylko wdki pi prawie tyle samo - 0,9 litra czystego spirytusu na gow, wobec 1,1 litra w Lubelskiem i Kieleckiem. By te Woy ciemny. Elektrycznoci zuywa 5 razy mniej ni centralne wojewdztwa. Na przeszo dwa miliony ludnoci byo ledwie 168 szk siedmioklasowych. Reszta - 1766 szk - doprowadzaa ucznia tylko do czwartej klasy powszechniaka. Tote na wsi 52,3 % osb w wieku powyej lat 10 nie umiao ani czyta, ani pisa. W ssiednim Lubelskiem analfabeci stanowili 25,4% ludnoci wsi. Chopski Woy poda trzech rzeczy prostych i zrozumiaych. Na pnocy - prawa do lasu, gdzie bya praca, drzewo, grzyby, jagody. Na poudniu - prawa do ziemi, tu tustej, urodzajnej, buraczanej. Wszdzie - naturalnego prawa do wasnej odrbnoci, do jzyka, do nauki. Lasu strzeg gajowy, najczciej Polak, zawsze przedstawiciel polskiego - pastwa bd pana. W okolicach Przebraa, o ktrym pisze Sobiesiak, w latach trzydziestych zgino trzech gajowych i jeden leniczy. Dobrej ziemi strzeg sam waciciel-kolonista. Niemiec, Czech czsto Polak, czasem osadnik wojskowy. Ziemi strzeg rwnie policjant i onierz. Polacy. Koki i Sytnica, Chopniw i Czownica znay polsk policj i nieraz widyway uanw 21 puku z Rwnego. Jzyka uczy w polskiej szkole polski nauczyciel. Jzyka obcego - polskiego. Na dwa tysice szk podstawowych byo 8 ukraiskich, a 500 - gdzie jzyk ukraiski by uznawany jako drugi. Ten biedny, chopski i ciemny Woy dugo nie zapomina o jednym - e na wschodzie, za Sucz, za kordonem KOP-u jest drugi Woy, ukraiski i radziecki. Polskie wojewdztwo woyskie dugo stanowio z nim jedn cao. Z polskiego Woynia uciekano na wschd. Znaczne wpywy miaa Komunistyczna Partia Zachodniej Ukrainy - autonomiczna organizacja KPP, jednoczca proletariat ukraiski, polski i ydowski. Nacjonalizm ukraiski, ewto-syni, trzscy wojewdztwem lwowskim, stanisawowskim, tarnopolskim, nie mia tu wpyww. Woyniacy wystpowali nie pod tryzubem, lecz pod czerwonymi sztandarami, w pochody chodzio si 1 Maja - na uck - pod hasem uwolni winiw politycznych. Przez okolice, w ktrych rozegra si w roku 1943 dramat opisany przez Sobiesiaka, chopi za mojej pamici tysiczn kolumn trzy razy chodzili na uck. Na dzie 1 Maja 1935 roku przyjechaa rezerwa policyjna z Goldzinowa. Na lenej drodze midzy Trociacem a gajwk Kruka pady trzy salwy. Nazwisk polegych nie znalazem. Nazwiska rannych zapisa protokolant policyjny przy aresztowaniu. Kateryna Maksymczuk miaa lat 17, Lidia Molnyczuk - 16, Nadia Tarasiuk 15. Zmara po kilku dniach w wizieniu. Laa si krew chopska, taka sama jak przelana pniej przez policj w Muninie i Racawicach. Ale tu krew ukraiska. Wkrtce nabrao to ogromnego znaczenia. Wiemy do duo o genezie ukraiskiego nacjonalizmu. Od hetmana Skoropadskiego po Stefana Bander, od austro-wgierskiej K-Stelle po berliskie gestapo, po lata wsppracy Teodora

Oberlndera i Romana Szuhewycza, pniejszego dowdcy UPA, droga rozwoju ukraiskiego nacjonalizmu jest nam znana. Czy nie trzeba jednak przypomnie o poywce? Nie tylko o pacyfikacjach w wojewdztwie tarnopolskim. Nie upraszczajmy, jakkolwiek byoby to mie i wygodne, tej kwestii bdw i wypacze polskiego pfaszyzmu. Minister, ktry w 1926 r. zajkn si w Sejmie polskim o potrzebie uniwersytetu ukraiskiego, zosta natychmiast obalony przytaczajc wikszoci gosw niemal wszystkich klubw poselskich. W 15 lat pniej uzbrojeni przez Niemcw ukraiscy faszyci tworzenie samostijnej Ukrainy rozpoczli od... wymordowania polskich profesorw radzieckiego Uniwersytetu we Lwowie z Boyem eleskim i Kazimierzem Bartlem na czele. Obiecana autonomia dla Ukraicw? Tene profesor Bartel, za czasw gdy by premierem rzdu polskiego, zmuszony by gorzko stwierdzi: Pomys taki daby si zrealizowa chyba tylko pod warunkiem stanu wyjtkowego w Maopolsce i to przeciw polskiej ludnoci dzielnicy. I na Woyniu sprawa chopskiej ndzy, ucisku, sprawa buntu przybraa wkrtce zabarwienie konfliktu narodowego. Coraz czciej mwiono, nie e policja strzelaa, ale e strzelali Lachi. Za w polskich osadach i leniczwkach nie mwiono, e chopi maszerowali na uck - cigna tuszcza, czer, hady. Powtarzano, e kady Ukrainiec, jak zy pies, ma czarne podniebienie, pogadywano po kowbojsku, e jedyny dobry Ukrainiec to Ukrainiec martwy. Ukraicem sta si dla wielu Woyniakw-Polakw nawet... dotychczasowy wojewoda Jzefski, niegdy minister (z woli Pisudskiego) ukraiskiego rzdu Petlury. Pamitam triumf urzdniczej braci i szczere oklaski na peronie w Kiwercach, gdy w oknie salonki ukazaa si energiczna twarz czowieka silnej rki - nowego wojewody woyskiego Hauke-Nowaka... Niemal rwnoczenie, przez nikogo nie witany, przenis na Woy swoj kwater Wasyl Sydor, pniejszy pukownik Szelest, szef sztabu UPA- Pnoc, twrca pierwszych oddziaw UPA i organizator wielkiej rzezi Polakw w 1943 roku. Jego kadra - oddzia Wowkiw (Wilkw) - wiczya ju w lasach nad Horyniem. Powstawaa ju Poleska Sicz OUN. Na niej bazowa bdzie pniej samozwaczy ataman Taras Bulba - Maksym Borowiec, wspwaciciel kamienioomw w Janowej Dolinie, twrca band najkrwawiej zapisanych w pamici woyskich Polakw. Tymczasem peni administracyjnego entuzjazmu urzdnicy pod wodz nowego wojewody oraz natchnieni nowym narodowym duchem woyscy Polacy szybko, bardzo szybko budowali okolicznoci wasnej zagady. Zaczo si planowe wzmacnianie elementu polskiego. Powsta Zwizek Rezerwistw, powoano Brygad Obrony Narodowej Woy. W polskich wsiach szeroko rozbudowywano organizacje Zwizku Strzeleckiego. To wanie wtedy powstay placwki Strzelca w Janowej Dolinie, Zasmykach, Hucie Stepaskiej, Antonwce, Rafawce - i w Przebrau. Pomoc suy wojsko. DOK Lublin organizuje wielk akcj przywracania polskoci w Chemszczynie i na Woyniu. W 1938 roku zniszczono cerkwi 189. Na kocioy rzymskokatolickie przeznaczono - 149. Pozostao 51. Kierownik akcji rewindykacyjnej w powiecie Dubno, kapitan Wysocki z 43 puku piechoty, meldowa: W dniu 4 maja 1938 roku we wsi Podue, gmina Werba, powiat Dubno, przeszo na wiar rzymskokatolick 51 osb (...) Prosz Pana Generaa o wydanie zarzdze paraliujcych kontrakcj ukraisk w terenie, a dla przykadu o wysanie inyniera-agronoma ze wsi Janwka do Berezy. Dowdca puku KOP w Zdobunowie 18 lipca 1938 roku melduje o znacznym sukcesie, zaczajc wykaz 113 osb zrewindykowanych i wyjania, e aktw przyjcia na ono kocioa

rzymskokatolickiego dokonywali ksia w obecnoci oficera i podoficera. Wrd tak zrewindykowanych znajdzie si - za cen stanowiska wjta gminy - niejaki Saczko z Koek. Zapamitajmy. W tych Kokach rwnoczenie grasuj ju wilki z OUN. Do tej to sytuacji sigaj umiejtnie skrajni nacjonalici. Teraz znajd ju na Woyniu podatny grunt. Sign do owych popw prawosawnych, ktrym odebrano cerkwie i jake dochodowe parafie. Sign do gminnych kacykw, przymusowo polonizowanych. Sign do godnego ziemi chopa poudniowego Woynia, do pchopw-probotnikw pnocnego Woynia, trawionego godem lasu i pracy. Wejd ounowcy na miejsce rozwizanej wanie na skutek beriowskiej prowokacji Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy. Ich hasa s prostsze: nie oskaraj niepojtego dla woyskiego analfabety imperializmu; oskaraj konkretnego konkurenta - ssiada, polskiego chopa, polskiego gajowego, polskiego kolejarza czy polskiego policjanta. Obiecuj szybk zmian: nie trzeba czeka na socjalizm, wystarczy odebra Lachom ziemi i lasy, kocioy i domy, przywrci Ukraicom ich cerkwie i miasteczka. Nim upyn dwa - trzy lata, nadejdzie czas owocowania. Tene wjt Koek, Saczkowski, wrci znw do wiary przodkw i nazwiska Saczko. Prowidnyk OUN Kawur - Klaczkiwskyj, dowdca UPA na Woyniu, przyjmie jego skruch. Pop w cerkwi wywiconej od lackiego i bolszewickiego ducha powici mu krzywy n, aby rn Lachw i Moskali (ydw ju wyrnli Niemcy). Na dowd szczeroci powtrnego nawrcenia Saczko powiesi na sonie publicznie i osobicie Saczkowsk. Swoj on - Polk. * Czy trzeba cign nasz wywd dalej, a do krwawych dni roku 1943? Przecie ma to by tylko wstp po tragedii. Obraz jej znajdzie czytelnik na kartach Przebraa, a peniejszy, szerszy - na kartach Burzanw, tego autora, ktrych uzupenieniem jest waciwie szkic o Przebrau. Wypadnie tylko zwrci uwag czytelnika na szczegln nut tej opowieci. Jest to relacja powiedziabym - dobrotliwa, pena nie tylko zrozumienia, ale i wyrozumiaoci. Nie pomija oczywicie, ale te i nie podkrela znaczenia niektrych faktw. Do, jak sdz, istotnych. Czym waciwie jest ten nurt samoobronowy - chopski, majtny, krtkowzroczny, ktrego nie sposb skierowa na jaki sensowny tor, wyprowadzi z chaty, oderwa od ziemi i wozw z dobytkiem? Kim s ci, ktrych wysuwa na czoo chopska masa, nieufna zarwno wobec dawnych, jak i nowych przywdcw, wobec starych przedwojennych oficerw, jak i modych oficerwkomunistw? Kim s te rody Oliww w Rafawce, Kopijw i Libnerw w Hucie Stepaskiej, Malinowskich i Cybulskich w Przebrau? Kto to - ci patriarchalni przywdcy, chytrzy chopsk mdroci przeciw wszystkim, bo wszyscy przeciwko biednemu chopu?... Jak waciwie oceni tak krt cieynk, ktr prowadz chopsk mas, ciek samodzielnoci, oddzielnoci, to cae mozolne lawirowanie midzy Niemcami, Wgrami, AK, Ukraicami, lewicow partyzantk polsk, partyzantk radzieck? Nie odpowiadajmy pochopnie na to pytanie. Nawet, jeli mamy jeszcze t spraw najdotkliwsz odwet: te akcje zapobiegawcze, te uderzenia na banderowskie bazy - ukraiskie wsie. Mona powiedzie: prawa wojny. Nie wolno zapomnie, e wyjtkowo okrutne okolicznoci wyjtkowo okrutnej wojny. Jednak Maks - Sobiesiak wie o tych sprawach zbyt duo, by wystawia czarno-biae oceny. Tote nie pochwala ani nie potpia. Opowiada. Opowiada ze zrozumieniem ogromnie trudnej sytuacji, ze zrozumieniem, do jakiego predestynuje go wczesne stanowisko -

polskiego partyzanta, komunisty, zarazem zastpcy do spraw polskich sekretarza rwieskiego obkomu KP(b)U, generaa Begmy, radzieckiego gospodarza terenu. Istotnie, c bowiem mona powiedzie, gdy chodzi ju nie o sprawiedliwo dziejow, historyczne i klasowe rozrachunki, polityczne sprzecznoci? Gdy chodzi o ycie - w jednym Przebrau 20 tysicy, w trzech czwartych starcw, kobiet i dzieci. - Bralicie bro od Niemcw? - zapyta Malinowskiego genera Werszyhora. - A od kogo mielimy bra? - odpowie sdziwy przywdca Przebraan... Wic ostatecznie - kim byli? Po prostu polskimi chopami. Ludem. Chopami z dawna zasiedziaymi na tym pojagielloskim skrzyowaniu religii, kultur, narodowoci. Czuli po polsku i zwyczajnie po ludzku. Po gospodarsku i po czowieczemu. Chyba jednak - nie nacjonalistycznie. Ruch, ktry ich wysun na czoo, by ruchem spontanicznym i elementarnym: ludzie jednoczyli si tak, jak przed tysicleciami jednoczyli si dla obrony przed dzikim zwierzem. Zbiorowisko odgrywao swoj naturaln rol - palio ognie, wystawiao stre, budowao zasieki, by odstraszy besti. W skupisku znajdowali schronienie wszyscy ludzie dobrej woli. I swoi, i obcy. Z zagroonych wsi i z getta, chopi i robotnicy, jecy radzieccy i ydzi. Nie odmawiano schronienia rwnie Ukraicom. Przebrae nie byo organizacj ideowo dojrza, nie byo nurtem o wasnej ideologii. Na pewno nie byo komunistyczne, ludowe. Na pewno te nie byo londyskie, akowskie. Byo pierwszym etapem autentycznej samorodnej organizacji ludzi prostych. Jaki byby drugi etap rozwoju tej organizacji? Zaleao od tego, czy spotkaoby si ze starym dogmatem: Kto nie z nami, ten przeciw nam, czy te z realizacj nowego hasa odradzajcego si ruchu robotniczego: Kto nie przeciw nam, ten z nami. W kadym razie - Przebrae nie poszo na wezwanie delegata londyskiego ani na rozkaz dowdztwa AK na realizacj Burzy. Natomiast z partyzantk radzieck wsppracowao i Polacy - z jej szeregw - znajdowali w Przebrau posuch. * Wypadnie te jeszcze uprzedzi czytelnika, e Przebrae - cho nie jest wyjtkiem (przetrwao jeszcze kilka samoobron) - stanowi jednak w tej wojnie optymistyczn anomali. Wiele maych orodkw polskich zostao zlikwidowanych, zanim zdyy si zorganizowa bd ewakuowa. Wiele pado, gdy dowdca AK zarzdzi koncentracj 27 DP AK, ogaacajc trzy czwarte wojewdztwa z oddziaw polskich. Nawet najsilniejsze nie mogy przetrwa wszystkiego. Katastrofa Huty Stepaskiej, koszmarny pochd ewakuacyjny, rozszarpywany przez sotnie UPA i bulbowcw, spdzany do wagonw na wywzk przez Niemcw - oto kocwka nader typowa. Tak lub podobnie rozpaday si inne samoobrony. Dugie kolumny chopskich furmanek z dobytkiem i dziemi cigny jesieni 1943 roku przez woyskie i poleskie lasy - za oddziaami partyzanckimi wszystkich kierunkw i nurtw. W cikiej dwudniowej bitwie pad Lubieszw, broniony przez oddziay sekretarza woyskiego obkomu partii, gen. Fiodorowa (Czernichowskiego). Resztki lubieszowskiej kolonii pocigny za jego wycofujcymi si partyzantami. Zasmyki poszy za kowelskim 50 pp AK i zostay rozgromione wraz z nim w lasach Zamynie i pod Jagodzinem. Nie koczcy si trakt leny, usany trupami ludzi i koni, gd, pragnienie i wszy, mier naga z rki niemieckiej czy banderowskiej, woyska gorczka i tyfus - taki wanie by straszny exodus resztek polskich z Woynia. I taki by koniec wojny woyskiej ostatniej polskiej wojny na Ukrainie... *

A przecie w istocie rzeczy krwawe pochody sotni UPA nie byy wojn narodowociow. Taki ksztat przybraa swoista wojna domowa, wojna wewntrzukraiska - wojna sfaszyzowanych elementw przeciwko wasnemu, ale socjalistycznemu narodowi Ukraiskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej. Taka - najwyraniej - bya w swoim punkcie wyjcia, na przeomie 1942-43 roku. ... W rok po opanowaniu Ukrainy radzieckiej na gbokim zapleczu frontu Niemcy tkwili jedynie w miasteczkach i na liniach kolejowych. W rzdzeniu Woyniem znajdowali oparcie w komitecie pomocniczym ukraiskim Skrypnika w ucku. Z Ukraicw utworzono ca wadz terenow, z Ukraicw sformowano bardzo liczn policj - i mae posterunki po wsiach i wiksze komendantury i odwody - cae bataliony policyjne. Co prawda Niemcy zrezygnowali z hasa samostijnej Ukrainy i wsadzili do obozu samozwaczy rzd lwowski Stecki wraz z jego ideowym inspiratorem Stefanem Bander. Nie zrezygnowali jednak z pomocy przygotowanych kadr nacjonalistw ukraiskich, z wykorzystania ekstremistycznego nurtu nacjonalistycznego, ktry sami rozdmuchali. I tak nad ptora milionem ukraiskich chopw Woynia panowali ukraiskimi rkami. Ca brudn robot rekwizycje ywnoci i byda, apanki i wywzki na roboty, przeladowania i represje - wykonywali ukraiskimi rkami. Dzi si o tym nie pamita, ale przecie nim wybucha wczesna wojna polskoukraiska, przez przeszo ptora roku ukraiski policjant-faszysta strzela niemieckimi kulami do ukraiskiego chopa. A take do rozbitkw z pokonanych na Woyniu armii radzieckich, do przedzierajcych si na wschd okruecw, do miejscowych ukraiskich, radzieckich aktywistw, do czonkw i sympatykw pierwszych partyjnych i wojskowych siatek konspiracyjnych ukraiskiego podziemia radzieckiego. Na Woyniu byo ich szczeglnie duo. Houbili te Niemcy prcz wasnych batalionw ukraiskich rwnie pdzikie, pniezalene formacje zielonych, odtworzon Polesk Sicz Bulby-Borowca i pomniejszych atamanw - moe jako przeciwwag dla zbyt ju usamodzielniajcego si OUN. Pierwsze odrbne od niemiecko-ukraiskiej policji oddziay ukraiskie - zalek UPA - pojawiy si jesieni 1942 roku. Si z UPA uczyniy jednak dopiero decyzje penomocnika kierownictwa OUN Wasyla Sydora o przejciu do walki partyzanckiej oraz pjcie do lasu w cigu kilku dni trzeciej dekady marca 1943 roku 4 tysicy ukraiskich policjantw pod wodz inspektora policji w Pisku majora Romana Szuhewycza. Ten chwyt powtarzano zreszt potem systematycznie - w nowym terenie, gdzie pojawiy si zagony UPA, niemiecka policja ukraiska, a nawet oddziay regularnych wojsk SS, jak na przykad pododdziay z legionu Ukraina czy z dywizji SS Hayczyna (14 SS-Infanterie Division Galizien) szy do lasu. ... Tak wic w marcu 1943 roku kto gdzie nacisn guzik. Moe w Berlinie, moe we Lwowie, moe w Reichskomissariat Ukraine w Rwnem. Kto? Moe to Goebbels, ktry rozpoczyna prowokacj katysk, chcia przez nacisk ukraiski rzuci Polakw w objcia okupanta? Moe Himmler chcia sparaliowa i zwiza bratobjcz walk potencjalnie tak niebezpieczne dla niego siy de wyzwoleczych Polakw i Ukraicw? A moe tylko ounowcy prostym hasem rn Lachw chcieli poruszy i skupi wok siebie jak najwicej ludzi, zwiza ich ze sob na mier i ycie zbrodniami, ktre nie pozostawiyby im drogi powrotu do normalnego ycia? Wiele na ten temat mogliby chyba powiedzie gauleiter Prus i reichskomisarz Ukrainy Erich Koch i SSObergruppenfhrer Joachim von dem Bach Zelewski, wczesny szef bezpieczestwa tyw armii niemieckiej. I na pewno w Roman Szuhewycz - genera Taras Czuprynka rzeczywisty twrca i naczelny dowdca UPA. Niegdy student politechniki lwowskiej, harcerz i sportowiec, podchory polskiej artylerii, suchacz niemieckich kursw dywersyjnych, organizator zamachw na Pierackiego i konsulat radziecki, wizie Brygidek i Berezy, pomocnik Oberlndera, organizator mordu na

profesorach lwowskich, trzy razy przez Niemcw zamykany, trzy razy wypuszczany, niewtpliwie znakomity organizator i konspirator. Koch nie pamita, von dem Bacha nikt nie zapyta, a genera Czuprynka nie yje. 5 marca 1950 roku radzieckie organa bezpieczestwa dopady go wraz ze sztabem i ochron w ich kryjwce na przedmieciu Lwowa. ...Wic kto nacisn guzik i polaa si krew pobratymcza. Apologeta UPA Petro Mirczuk, autor oficjalnej historii UPA, wydanej na jej dziesiciolecie w NRF powiada: Przyczyn tego, e pierwszy oddzia UPA powsta samorzutnie na Polesiu, byo to, e tu oprcz niemieckiego ucisku dawali si we znaki ludnoci jeszcze partyzanci bolszewiccy i polskie placwki (...) Tu miay swe gwne bazy bolszewickie zgrupowania partyzanckie Kowpaka, Miedwiediewa, Fiedorowicza, Diadi Pieti, szmatowcy, krukowcy, maksymowcy i inni. (...) Oparciem dla bolszewickich partyzantw na Polesiu i Woyniu stali si polscy kolonici (...) W podobnej sytuacji jak Polesie by rwnie ssiedni Woy. Dlatego te i tu ju jesieni 1942 roku powstaje sotnia UPA pod dowdztwem sotnika Dowbieszki-Korobki (prawdziwe nazwisko Perehyjniak, mieszkaniec Woynia, wybitny czonek OUN). Charakterystyczny dla wczesnej sytuacji na Polesiu i Woyniu jest fakt, e pierwsze miesice walki obu oddziaw UPA Ostapa i Korobki powicone s cakowicie uderzeniom wymierzonym w czerwonych partyzantw i polskie placwki. Dowdca Ostap dal si dobrze pozna bolszewickim partyzantom i ich dowdztwu, zyskawszy sobie sw bezkompromisowoci w walce miano Sierioa sadysta... Ocena dostatecznie przekonywajca. Chodzi tylko o to, e owe polskie placufki, jak pisze Mirczuk, powstay pniej, bo wiosn 1943 roku, po upowskich napadach i na skutek tych napadw. Za czasw Sierioki-sadysty Woy - cay, i polski, i ukraiski - by faktycznie bezbronny. AK nie znaczya nic. Akowski Wachlarz - nieliczna siatka dywersyjna zmontowana latem 1942 roku na wzach kolejowych - wisia w powietrzu i rozpaczliwie baga o powizanie z miejscow organizacj. Jednake dowdca okrgu woyskiego pukownik Lubo przyby na Woy w pocztkach 1943 roku, a siatk jako tako zmontowa dopiero pn wiosn. Z wymienionych przez Mirczuka rajdowych zgrupowa radzieckich dziaa tylko Miedwiediew w 170 ludzi. Dopiero pniej nadcigny inne zgrupowania. Natomiast istotnie byo mnstwo drobnych grupek pkonspiracyjnych, moe nie tyle partyzanckich, ile po prostu radzieckich bd co najmniej antyfaszystowskich. Skupiali si w nich zarwno Polacy, jak i Ukraicy, zarwno miejscowi, jak i napywowi - uciekinierzy z centralnej Polski i tak zwani wostocznicy z Ukrainy radzieckiej. I rzeczywicie grupy te cieszyy si poparciem ludnoci miejscowej. Ale nie tylko Polakw i raczej nie kolonistw. Opiek, informacj i ywnoci suyli im i zasiedziali chopi, i robotnicy kolejowi, zwykli ludzie, pamitajcy, e Polska - wraz ze Zwizkiem Radzieckim - znajduje si w stanie wojny z najedc niemieckim. ... Jedn z pierwszych bya masowa rze Polakw (170 zamordowanych) we wsi Parole w styczniu 1943 roku, wykonana przez sotni Hrycia z Koek. To po niej wanie dowdca radzieckiego zgrupowania partyzanckiego pukownik Bryski rozmawia z dowdc UPA na Woyniu Halickim pragnc zapobiec rozwojowi aktywnoci UPA w tym wanie kierunku. Bez rezultatu. Rzezie na Woyniu ucichy dopiero wwczas, gdy po wsiach nie byo ju kogo mordowa, a do obozw zgrupowa radzieckiej partyzantki ukraiskiej, spotniaej w 1943 roku, coraz trudniej si byo dobra. Za to zagony UPA czce po kilka kureni porajdoway na Chemszczyzn, w Hrubieszowskie, Tarnopolskie, Stanisawowskie, na wschd sigay lasw sumskich a na poudnie Bukowiny. Jenej

i inni dowdcy wypraw rozpalali ogie wojny wszystkich przeciwko wszystkim i prbowali rozbudowywa tam sw organizacj. To ju nie woysko-poleska peryferia problemu, cho ten rejon sta si wanie wylgarni UPA. To ju nie margines, z jakim zetknlimy si pniej w polipcowych dziejach naszej ojczyzny - obrona Birczy i Komaczy, bitwa o Hrubieszw, mier wierczewskiego, walki z sotniami UPA Zakierzoskiego Kraju. To wanie istota - powrt do istoty. Jeszcze wcieklejsza, jeszcze bardziej zacita walka faszystw ukraiskich przeciwko Ukrainie socjalistycznej, przeciwko onierzomUkraicom, cigncym na front walki z hitleryzmem, przeciwko ich rodzinom, przeciwko organom wadzy radzieckiej - radzieckiego porzdku i socjalistycznego adu na Ukrainie. To wreszcie walka Czerwonej Armii przeciwko banderowcom - klasowa, ideowa, nie narodowa. Sprawa wewntrzna radzieckiej Ukrainy. * Wiosn 1944 roku w lad za oddziaami radzieckimi przysza na Woy 1 Armia Polska. Wielu w niej byo Woyniakw. Rozadunku na stacjach w Kiwercach, Royszczach i Klewaniu nie traktowali jednak jako powrotu, lecz tylko jako etap w drodze powrotnej do kraju. Umocniy ich w tym przekonaniu ruiny polskich domw, polskich wiosek oraz w gorzki stan miertelnej nienawici, ktry zastali. Do szeregw wojska wlali si onierze samoobrony Przebraa i Ostroga, Ratna i Oyki. I oni przyjli jake suszne - w wietle wstrzsajcych dowiadcze - haso polskiej lewicy: Nie da szczcia dom nie na wasnej ziemi zbudowany. Ziemi tej - wasnej - mieli szuka za Bugiem, za Wart, nad Odr i Nys. Jak kady bdzie gospodarzy na swojej ziemi, nie bdzie wiecznych zatargw - sowa szeregowca Zagrskiego z 6 puku piechoty s najbardziej prost i ludzk adaptacj historycznego programu ostatecznej likwidacji tego krwi spywajcego problemu. W kwietniu 1944 roku gazeta 1 Armii pisaa: Byli i zdrajcy. Z gorycz i wstydem mwi o nich ludzie miejscowi. Byy bandy nacjonalistw, ktrzy z frazesem niepodlegociowym na ustach wyrzynali wasnych rodakw, opierajcych si Niemcom. Znamy ich, opowiadali nam o nich, o tych bulbowcach i jak ich tam zwa, nasi bracia z Woynia przybyli do naszego wojska. Opowiadali o rzeziach ludnoci polskiej organizowanych przez gestapo wanie rkami nacjonalistw ukraiskich. Opowiadali nam, jak tylko dziki pomocy ukraiskich oddziaw partyzanckich udao si tysicom Polakw uj do lasw i uratowa ycie i mienie przed Niemcami i nacjonalistami. To o nich, o ukraiskich nacjonalistach, mwi miesic temu w parlamencie ukraiskim w Kijowie premier Ukrainy radzieckiej Chruszczw: Nacjonalistw ukraiskich nazywamy nacjonalistami ukraisko-niemieckimi, bo to wierne psy gocze Niemcw, pomagajce im zaku w niewol nard ukraiski. Rozprawimy si z nimi tak samo, jak z najedcami niemieckimi. Zbrodnicza dziaalno nacjonalistw ukraiskich - zdrajcw narodu ukraiskiego - nie przesoni nam prawdy, e nard ten jest bratnim narodem, e na jego ziemi gocimy w przededniu wkroczenia do kraju, e razem z nim i z innymi narodami Zwizku Radzieckiego pokonamy ciemizc naszej ojczyzny. Gboko suszne s te sowa pisane wiosn 1944 roku, tam na miejscu, na Woyniu, wrd wieych grobw pomordowanych. Tym bardziej warto powtrzy je dzi, bo czytajc Przebrae trzeba pamita, e s to karty z dziejw tragedii prowincjonalnej, z krwawej i strasznej peryferii stosunkw polsko-ukraiskich. *

Zbrodnie rycerzy Jaremy Winiowieckiego i pacyfikacje goldzinowskiej rezerwy policyjnej, brutalna lepota wojewody Hauke-Nowaka i okruciestwo starszego przodownika Przysinego, komendanta posterunku Policji Pastwowej w Trociacu, nie usprawiedliwia nigdy ani Woodi Hreczki, ktry rzuci si z noem na matk Polk, ani Iwana Hreczki, ktry zabi swego syna w obronie jego matki, ani wjta Sczki vel Saczkowskiego. Wtpi te, by gd ziemi i gd lasu, i zwyka ludzka ndza, a take ciemnota, zabobon, alkoholizm, a wreszcie nawet szataskie omamienie przez hitlerowcw mogy stanowi okolicznoci agodzce w procesie o zbrodnie tak straszne, w procesie o ludobjstwo. Zreszt my nie jestemy sdziami ani ojca i syna Hreczkw ani Sczki. Nie jestemy te widzami na tym procesie. Analizowanie problemu winy jest tu bezprzedmiotowe. Rozpatrujemy zjawisko historyczne, badamy mechanizmy i przyczyny. Niestety zjawisko nadaje si do laboratoryjnego niemal badania. W odrnieniu od innych faktw ycia spoecznego jest mianowicie powtarzalne. I wszdzie te same przyczyny rodz te same skutki. acuch jest przeraajco prosty: obce panowanie - regres ekonomiczny - ndza i ciemnota nacjonalizm uciskanych - wzrost nacjonalizmu uciskajcych - oglny obd nacjonalistyczny. W atmosferze tego obdu nawet najsuszniejsze denia przybieraj przeraajce ksztaty, a denia niesuszne prowadz na dno otchani. Nie uchroni si od skutkw tego aden nard uciskajcy inne narody ani aden nard uciemiony i wyzwalajcy si. Bardzo twardego hartu wymaga proletariackie braterstwo zainteresowanych narodw, by mogo wytrzyma napr takiego huraganu. I raz jeszcze ukazaa si gboka mdro starej tezy Marksa, e nie moe by wolny nard, ktry uciska inne narody. Decyzje polskiej lewicy, jedne z pierwszych decyzji wadzy ludowej, raz na zawsze rozwizay czterechsetletni problem stosunkw polsko-ukraiskich, ostatecznie i nieodwracalnie usuwajc realny grunt spod ng wszelkim nacjonalizmom. Zbigniew Zauski

Od Autora
Kiedy wkrtce po napaci hord hitlerowskich na Zwizek Radziecki pojawiy si na ziemi woyskiej falangi ukraiskich nacjonalistw, a jednoczenie w miastach radzieckich i wsiach rozplakatowane zostay odezwy ukraiskich faszystw koczce si hasem Smiert komunistami, Lacham, ydam i Moskwiczam, niewielu byo takich, ktrzy zdolni byli przewidzie, e w swoisty program polityczny ju w niedugim czasie bdzie realizowany z ca bezwzgldnoci. Tragedia woyska, tragedia ludnoci polskiej i ukraiskiej uwikanej w sie intryg, by nie rzec zbrodni, przywdcw politycznych, tkwia swymi korzeniami w wypadkach na wiele lat poprzedzajcych ow eksplozj krwawych wydarze z lat 1941-1944. Byem blisko tych wydarze, a nieraz w samym ich rodku. Moja partyzancka pozycja pozwalaa mi widzie i wiedzie wicej od tych, ktrzy bezporednio zaangaowani w ow straszn rze swoj uwag kierowali przede wszystkim w stron ochrony swego ycia i ycia swoich blinich. Nasza partyzancka dziaalno na Woyniu wizaa si nierozdzielnie z dziaalnoci tych cichych bohaterw zagubionych w chaosie wojny; nie ograniczaa si jednak tylko do tych zwizkw - walka z bezporednim sprawc tych nieszcz, hitlerowskim okupantem, stanowia dla nas cel numer jeden. Std te moliwo spojrzenia szerszego, mniej emocjonalnego, bardziej uoglniajcego. Poniewa jednak nie jest to ani szkic historyczny, ani te cakowicie osobiste wspomnienie, nie opieram si w tej pracy na adnych opracowaniach naukowych, ale te nie zawierzyem w peni

wasnej pamici, skonfrontowaem j z relacjami wielu naocznych wiadkw, sprawdziem. Jest to zatem opowie wprawdzie w jakiej mierze zbeletryzowana, ale w swojej podstawowej materii faktograficznej dokumentalna, oddajca sprawiedliwo zoonoci ludzkich spraw, postawom bohaterskim i tragicznym, nieszczciom zawinionym i niezawinionym. Jest to prba przeklestwa gupoty i podoci ludzkiej, a zarazem hod zoony powiceniu i dojrzaoci czowieka, wystawionych na prb w okresie szczeglnego upadku jakichkolwiek norm moralnych, w okresie obdu narzuconego przez hitleryzm wraz z wojn. Oddajmy gos faktom. J.S.

By to chyba rok 1923, kiedy Iwan Hreczko wychodzc z kancelarii gminy zobaczy po raz pierwszy Mari. Minli si w drzwiach, omal nie otarli si o siebie, Iwan zagapi si nagle... i ostatecznie. Pikna dziewczyna o dorodnej piersi i ksztatnej gowie na mocnej, smukej szyi wlizna si do kancelarii i zwrcia si w jakiej tam sprawie do sekretarza gminy. Iwan wyszed na ulic w stanie pewnego oszoomienia. Utkn przy wyjciu na cae p godziny, to jest do czasu, kiedy Maria z jakim papierem w rku ukazaa si przed nim po raz wtry. Potem odprowadzi j do jej wsi, chocia nie byo mu po drodze, a ojciec czeka w polu na jego silne rce. Spotkali si jeszcze kilka razy, rozmawiali o lesie i tegorocznej obfitoci grzybw, o kopotach gospodarskich. Odprowadzi j jeszcze raz, wieczorem, i on dotkn jej szyi, a ona jego kdzierzawych czarnych wosw. Wtedy przysa swatw. Nie od razu zostali przyjci. Zwyczaj nakazywa nie spieszy si z przyjciem swatw. To po pierwsze. A po drugie, Maria bya Polk, pochodzia z rodziny osadniczej, gdzie przywiezione ze sob tradycje usiowano otacza kultem niemal religijnym. Ojciec Marii, legionista, spoglda na miejscowych Ukraicw nieco z gry. Dugo buntowa si przeciw zamiarom crki. Nie bya to zreszt jedyna przeszkoda do realizowania marze rozkochanych w sobie modych. Rwnie rodzina Iwana, zwaszcza dalsza (ojciec i matka, obejrzawszy dziewczyn, ulegli do szybko), rni wujowie i ciotki gotowi byli wykl Iwana za ten rodzaj zaprzastwa, jakim w ich pojciu by wybr Laszki na on. Ale Iwan nie mia najmniejszej ochoty wyrzeka si dziewczyny, do ktrej cigno go nieodparcie. Myla o niej podczas cikich robt polowych, myla wieczorem przed snem, ni w nocy, wraca do niej rano. Co bardzo podobnego dziao si te z Mari, nie umiaa zapomnie tego wraenia, jakie odczua, kiedy jego silne rce zacisny si wok jej kibici i kiedy wplota palce w jego gste wosy. W kocu modzi przeamali wszystkie uprzedzenia i wyprawiono weselisko huczne, bogate. Rodzice modych nie dysponowali nadmiarem grosza, ale na urzdzenie przyjcia weselnego nie poaowali. Zjechaa si setka goci, wystawiono stoy do ogrodu, huczao we wsi od pieni polskich i ukraiskich. Szczliwie obeszo si bez awantur, cho gorzaka laa si strumieniami, a wujowie i ciotki Iwana dugo nie mogli przekona si do panny modej, krzywili si, przygadywali. Maria przeniosa si do ma, a w rok pniej urodzia mu syna, ktrego nazwano Woodi. Wtedy Iwan poprosi ojca, eby wydzieli mu ten kawaek ziemi, jaki na przypada, i w rok pniej wystawi

swoj wasn chaup. Przenieli si do siebie i zakasali rkawy. Ziemi byo niewiele, trzeba byo harowa od witu do nocy, by wycign z niej tyle chleba i kartofli, eby starczyo na troje. A Woodia rs piknie... * Lata biegy powolne, mudne i pracowite. W bezradnych zabiegach likwidowania coraz to nowych gospodarskich kopotw niewiele mieli czasu na wytchnienie. Jedynie w dugie jesienne i zimowe wieczory, wrd mroku rozproszonego wtym i chybotliwym wiatem lampy naftowej lub wiecy u tych czy innych ssiadw, szy dugie rozmowy o wszystkim: o dokupieniu ziemi i o duchach, o cenach zboa i dalekich krajach, ostatniej nadziei rosncych szeregw emigranckich. W owych pogwarkach paday czasem sowa, ktr zapaday w mzg Iwana, dryy, nie daway spokoju. Byli tacy, ktrzy darzyli go nieufnym spojrzeniem, traktujc jak odszczepieca, ktry zaprzeda si Laszce, wyobcowa si, sta si p Ukraicem. Bolao go to. Byli jednak i tacy, ktrzy mwili, e nie rnice narodowociowe s wane, lecz klasowe. Tak wanie to okrelali: klasowe. Iwan zgadza si z tym w zupenoci. Mia na to duo dowodw w swym yciu. Z Mari - c z tego e Laszka - kochali si jak dawniej. On sam tyra nie mniej ni ssiad - Polak. Rnic w tym nie widzia adnych. Nie angaowa si w polityk, wola by od niej z daleka, strzegc ciszy i spokoju wasnej zagrody. Polityka przysza sama. Przysza manifestujc si w odstraszajcy sposb. W niektrych wsiach przeprowadzano pacyfikacje, spalono chaty, oblewano naft zboe, skarb najwikszy, jaki mieli. Byy aresztowania. U tych Polakw i Ukraicw, ktrych pogldy byy najblisze Iwanowi. Policjanci przyjechali i aresztowali - mwili jedni. Lachy podpalili wie - mwili drudzy. Lachy i policjanci. Co tu si nie zgadzao w Iwanowych rozwaaniach. Dla niego niewane byo Lach nieLach, wane byo, e policjanci. Dla innych odwrotnie. Zawia jest ta polityka. Nie na Iwanow gow. Nie miesza si do niej. Zjawiska, ktrych by wiadkiem, obserwowa z daleka, rozgryza, dawa wasn ocen. Ktrego dnia przyjechali z gminy. Chodzili po chatach, rozmawiali. Zaszli i do nich, obejrzeli gospodarstwo. Iwan przyj ich gocinnie. Maria postawia dzban mleka i czarne jagody. Lnice, nabrzmiae sokiem. Mwili, e skoro on ma Polk, to i sam pewnie czuje si Polakiem i powinien to w dokumentach potwierdzi. Iwan krci gow, eby nie obrazi, szuka sw ostronych i uwanych, w kocu sam gono zapyta: Jake to on moe by Polakiem, skoro jest Ukraicem? Dali mu na razie spokj, obiecujc jeszcze odwiedzi. Ale w oczach niektrych wida nie by Ukraicem. Unikali go, bojkotowali, szeptali po ciemnych izbach, e si wypar wasnej narodowoci. Wzy ssiedzkiego wspycia byy wci jednak jeszcze silniejsze ni nacjonalistyczne naciski z jednej i z drugiej strony. Jednakie ciyy im troski, wsplne nieraz zabawy byway chwilami wytchnienia. Dla Iwana wiatem droszym ponad wszystko bya wasna chata z krztajc si po izbie Mari, wci pikn i wci kochan. * By to wyjtkowo udany kulig. Powtrzono go tej zimy ju drugi raz. Pierwszy odby si na wita polskie, teraz przyszy ruskie i znowu sznur leciutkich saneczek, zaprzonych w szybkie, witecznie udekorowane koniki, pomkn bia drog w stron lasu. Rozlege, pokryte garbami zasp pole wypenio si donon gr dzwonkw i dzwoneczkw umieszczonych na koskich szyjach, modym miechem par wcinitych w ciepe kouszki. Na zakrtach sanie zsuway si nad sam rw,

przechylay si niebezpiecznie i wtedy pisk dziewczt zagusza wszystkie inne dwiki. Chopcy wykorzystywali to, przyciskali si do swych towarzyszek, czego one w sytuacjach tak krytycznych nie mogy przecie zabroni. Z haasem, z ukraisk yw przypiewk wpadli do Przebraa, zagarnli kilka dziewczt i chopcw i pomknli dalej. U znajomego gajowego zatrzymali si na krtki popas, uraczono ich tam wdk i witecznymi przysmakami, po czym w jeszcze weselszych nastrojach popdzili w las. A lasy tu byy gste, wysokie i biae. Od wielu dni nie byo wiatru i nieg, ktry spad ostatnio, trzyma si gazi ogromnymi czapami. Pitnastoletni Woodia Hreczko, uczepiony z tyu ostatnich sa, rkoma trzyma si oparcia, nogami szeroko rozstawionych pz. By przedtem przy pierwszych saniach, ale wyrzucony na zakrcie si odrodkow wyldowa w zaspie i zanim si z niej wygrzeba, zdy si uczepi ju tylko ostatnich. Teraz mia wszystkich przed sob, cay ten rozbrykany, prcy do przodu korowd. Widzia, jak gdzie w rodku harmonista usiowa zapa jak now melodi i z jakim trudem mu to przychodzio wpadli na teren nierwny, wyboisty, sanie podrzucay jak narowisty ko. Woodia patrzc na to mia si na gos - a chopak, siedzcy przed nim i ciskajcy zapamitale swoj ssiadk, odwrci si nieco speszony i zagrozi, e go zepchnie, jeli nie przestanie rechota. - Kiedy ja wcale nie z ciebie - usprawiedliwia si Woodia pocigajc nosem. - Gdzie bym mia! Zeskoczy na chwil z pz i prbowa przebiec si troch dla rozgrzewki, bo zrobio si pno i mrz wciska si pod kurtk coraz natarczywiej. Ale zaraz musia z powrotem chwyci si sa - nie mona byo biec po tak wysokim niegu. A potem bya jeszcze lepsza zabawa. Po wylizganej drodze sanie zataczay szerokie pkola, szy, jak to si mwio, w zatok, spaday do rowu, a pary z rozpdem nurkoway w gboki nieg. Bya to nowa wspaniaa okazja do wyciskania opatulonych dziewczt i wycaowania ich zarowionych, pachncych mrozem policzkw. Woodia wprawdzie zanosi si od miechu, ale i troch zazdroci swoim starszym kolegom... Nie ma dwch zda, to by wyjtkowo udany kulig. Najpikniejszy od lat. I ostatni z piknych. * W Karasinie mianowano nowego leniczego. Do leniczwki wszed czowiek mody, gibki - i nieco speszony. Nie, nie bya to wrodzona niemiao, byo to zaskoczenie tak szybkim awansem. Dotd pracowa jako brakarz leny i podobaa mu si ta praca, ten las i te cieki, mikkie, spryste, po ktrych mg biega, mg trenowa swoj ulubion konkurencj sportow, ktr zacz si pasjonowa bdc w wojsku. Nazywa si Henryk Cybulski, by jednym z szeciu synw prostego chopa, wyrnia si do wszechstronnymi zdolnociami. Z dobrym wynikiem skoczy szko podoficersk, opuci wojsko w stopniu plutonowego. Zacz te uprawia sport. Po kilku latach treningu marzenia o starcie na Olimpiadzie w Helsinkach wydaway si do realne. Jego talent w tej dziedzinie wci si rozwija. Pod kierunkiem znanego ju w Polsce Grzegorza Petkiewicza dzie w dzie systematycznie wypenia opracowany przez fachowcw program treningu, a praca w lesie temu sprzyjaa. Uczy si te lasu. I na tym polu osiga najwidoczniej wyniki wyjtkowo pozytywne, skoro po jakim czasie przeoeni uznali, e szkoda go na brakarza, e warto go awansowa na leniczego. Teraz mia znacznie wicej roboty, ale wywizujc si z niej znakomicie, nie zapomina te o sporcie. Wczesnym rankiem znika

w lesie i w sportowym stroju przemierza dugie kilometry lenych cieek. We wrzeniu przygotowywano w Warszawie wielkie zawody lekkoatletyczne, Cybulski szykowa si do startu, myla o bezporednim spotkaniu ze sawnym Kusociskim. Pierwszego wrzenia mia umwion konsultacj z Petkiewiczem, swoim trenerem, zamierza odby bieg kontrolny... Pierwszego wrzenia wszystko si zawalio. * Wie Przebrae rozlokowaa si wrd starych woyskich lasw w odlegoci dwudziestu piciu kilometrw na pnocny wschd od ucka i dwunastu na pnoc od Kiwerc. Rozoya si szeroko, od wschodu dochodzc wprost do wielkich lasw nalecych przed wojn do ordynacji Radziwiw i hrabiego Jezierskiego, od zachodu wybiegajc ku polom uprawnym, od poudnia za czc si niemal z ukraisk wsi Jezioro. Mieszkao tu okoo dwch tysicy ludzi, po czci std wywodzcych si, ju urodzonych wrd woyskich lasw, po czci przybyych z Polski centralnej w akcji osadniczej. Wzajemne stosunki ukaday si rnie, jak rni byli ludzie. Zdawao si, e codzienne ycie zablinia spory, agodzi wanie, toczy si wolno i leniwie jak wz po botnistej, woyskiej drodze. I cho w rzeczywistoci podskrnie pulsowao innym rytmem, nierwnym i nerwowym, dopiero wojna wydobya je na wierzch, uczynia w peni widocznym. Przyjcie Armii Radzieckiej uaktywnio komunistw, zmusio ukraiskich nacjonalistw do zapadnicia pod ziemi, przyczajenia si. W gszczu najrozmaitszych spraw wanych i mniej wanych, radzieckie wadze bezpieczestwa doszukiway si prawdy o tutejszym yciu. Beriowska nieufno i podejrzliwo nie mogy nie spowodowa pomyek. Ktrego dnia do zagrody Cybulskich w Przebrau przyszed chopak z Karasina i powiedzia: - A pana leniczego to ju zabrali. - Jak to zabrali? Kto go zabra? - zapyta ktry z Cybulskich. - A no NKWD - odpowiedzia chopak. - Dokd? - O tym mi nie meldowali - skrzywi si chopak. * Woodia wrci do domu pnym wieczorem. - Gdzie ty si wczy po nocach? - zapytaa Maria. - Szkoa ju si dawno skoczya. Nie odpowiedzia. Spojrza na ni z ukosa i wszed do kuchni poszuka czego na kolacj. - Nie podoba mi si nasz syn - powiedziaa Maria do Iwana. - Coraz czciej przepada gdzie poza domem. I jaki taki milkliwy si zrobi... - Moe mu ju dziewczyny w gowie - zauway Iwan. - Boj si, e zadaje si z kim niedobrym - westchna Maria. Iwan spojrza na ni badawczo. - Kogo masz na myli? - No... tych... nie wiesz?... - nie chciaa powiedzie wyranie.

- OUN? Kiwna gow. Iwan umiechn si sceptycznie. - Co ty, matka! - zaprotestowa. - Najgrubsze ryby czmychny do Niemcw, a potki siedz cicho jak mysz pod miot. Nie te czasy, matka! - Nie wiem - odpowiedziaa Maria w zamyleniu. - Nie wiem. Ale czego si boj... * Wczesnym latem roku tysic dziewiset czterdziestego niektre tereny Woynia nawiedzia grona epidemia czerwonki. Due rejony na pnoc od linii kolejowej czcej Kowel z Rwnem cierpiay wyjtkowo silnie. Sabe nasycenie tych ziem orodkami suby zdrowia powodowao szybkie rozprzestrzenianie si tej niebezpiecznej choroby. Wszystkie organa modej tu jeszcze wadzy radzieckiej zostay postawione w stan pogotowia, trzeba byo natychmiast podj zdecydowane rodki zaradcze. W Wydziale Ochrony Zdrowia w ucku pracowa mody polski epidemiolog, dr Henryk Kauyski. Zaproponowa on, aby w Trociacu, duej, zelektryfikowanej wsi pooonej o dwadziecia kilometrw na pnoc od Kiwerc, zorganizowa szpital epidemiczny. Przy czym natychmiast zaofiarowa swoje usugi. Propozycja zostaa przyjta przez wadze radzieckie z duym uznaniem i w dwa tygodnie pniej szpital w Trociacu pracowa ju pen par. Sama organizacja szpitala nie bya spraw atw, trzeba byo w tym celu zaadaptowa najwiksze budynki we wsi, a wic szko, posterunek milicji i siedzib miejscowej organizacji komsomolskiej. Ale najwiksze trudnoci wyaniay si podczas samej walki z epidemi. Tu Kauyski musia dziaa nie tylko jako lekarz, lecz rwnie jako agitator. Skuteczno walki z czerwonk nie polegaa przecie tylko na usuwaniu jej objaww, lecz w rwnym stopniu, a moe przede wszystkim, na niszczeniu jej rde, a wic na szeroko rozwinitej, akcji profilaktycznej. Wyjani ludziom, skd si choroba bierze, jak si przed ni zabezpieczy, zmusi ich do przestrzegania elementarnych zasad higieny, to dopiero robota, przy ktrej wprost rce czowiekowi opaday. Kauyski wraz z grup modych, zapalonych pracownikw suby zdrowia rozjeda po okolicy, wygasza uwiadamiajce pogadanki i nierzadko udziela pomocy lekarskiej na miejscu. We wsiach spord miejscowej ludnoci dobierali chtnych, ktrzy prowadzili dalsz akcj sanitarn. Tak robot podj w Przebrau, specjalnie przeszkolony w tym celu, Albert Wasilewski. Bya to robota niezbyt wdziczna, ale poyteczna jak rzadko ktra. Przydaa si ona bardzo w latach przyszych, trudniejszych. * Najduszy dystans w karierze sportowej Henryka Cybulskiego. Blisko pi tysicy kilometrw: spod Irkucka do Przebraa. Niedugo wytrzyma w tym dalekim, surowym kraju. Ktrego dnia, przygotowawszy moliwie duy zapas ywnoci, wyruszy z powrotem w rodzinne strony. Zanurzy si w tajg i na dugi czas wszelki lad po nim zagin. Gstwiny dziewiczego lasu byy dla niego schroniskiem, domem, noclegiem. Uzbrojony w dugi n, mg si broni przed dzikim zwierzem, mg wyrbywa przejcia w zagradzajcych mu drog gszczach, mg te czasami zapolowa na drobniejsz zwierzyn. Z daleka omija osiedla ludzkie, wpaw przedostawa si przez rzeki, przedziera si przez olbrzymie zalesione obszary. Gdyby nie wietna, zawodowa przecie, znajomo lasu, przepadby pewnie w nim na zawsze. Przygody, przygody, tysice przygd - nie miejsce tu na ich opisywanie.

Pnym latem dobi wreszcie na Woy. Ktrego wieczoru zjawi si przed swoimi w Przebrau, wywoujc niebywae zdumienie i rado. Przechowywano go niemal przez cay rok... * Gdzie na pocztku wiosny 1941 roku zaczy dociera znad Bugu niepokojce wiadomoci o koncentracji hitlerowskich wojsk. Wadze radzieckie nie zdradzay niepokoju. Oficjalne komunikaty brzmiay pocieszajco: Wojny nie bdzie. Mniej oficjalne oznaki zapowiaday co innego. Oto hitlerowski samolot zbdzi poza lini Bugu, oto kolejarze przybywajcy z Generalnej Guberni opowiadaj o widzianych na wasne oczy niemieckich oddziaach uzbrojonych po zby, rozlokowujcych si wzdu granicy. W chatach nacjonalistw ukraiskich tocz si ciche spekulacje polityczne, snuj si najtajniejsze przewidywania. - Nimci wysadyy w Finlandii... - Nimci we w Turecczyni... Z prawdziwych i wyssanych z palca wieci tworz si przysze wizje, oparte czstokro bardziej na marzeniach ni na rzeczywistoci. Wiew wojny jest jednak coraz bardziej wyczuwalny. Pod Lwowem wysadzony zosta tor kolejowy, w pobliu granicy zatrzymano grup dywersantw, w stodole przyczajonego faszysty ukraiskiego wykryto magazyn amunicji. Przeciwko komu? Dla jakich celw? Tu i tam po wsiach odbywaj si konspiracyjne, ciche narady. Popi w cerkwiach czuj si pewniej, podnosz mielej gow. Ich witynie coraz czciej przeksztacane s w arsenay. Poprzez wsie idzie wzmagajcy si, cichy prd buntu. Wieci dochodzce znad granicy staj si coraz bardziej niepokojce. Ju z samego zachowania si Niemcw wnioskowa mona, e nastroje wrd nich s coraz bardziej wrogie. Samolotom hitlerowskim pomyki zdarzaj si z kadym dniem czciej. Po stronie radzieckiej trwa niezmcony spokj i opanowanie. Ale i tu wyczuwa si narastajce niebezpieczestwo. Faszyci ukraiscy zacieraj rce. Dla nich owa zapowied zdradzieckiej napaci oznacza nadziej na moliwo wyjcia z podziemia. Wreszcie 21 czerwca o wicie na granicy rozlegaj si pierwsze strzay. W Europie powstaje nowy front: wschodni. Nacjonalici mogli wreszcie podnie gow, uznali, e komunizm si skoczy, przyszli niemieccy przyjaciele. Zreszt nie tylko niemieccy, bo przecie wraz z hitlerowsk armi wkroczyy na Ukrain oddziay Bandery, wrcili ci, co w trzydziestym dziewitym woleli czmychn za Bug. Wrcili ze starymi nacjonalistycznymi hasami, wspomagani elazn pici niemieckiej wadzy. Wic ci, co dotd z uszami pooonymi po sobie nie wysuwali nosw ze swoich nor, wylegli na powierzchni jak robactwo. Wic i ci, co dotd swoje waciwe oblicze kryli pod maskami zgody na radzieck wadz, zerwali t mask i drapienie wyszczerzyli swoje wilcze ky. I wreszcie wszelka hoota, szukajca atwego ycia, niebieskie ptaki, kryminalici, bandyci poczuli, e przychodzi ich czas, e mog atwo si sprzeda i pohula jak za najlepszych atamaskich czasw. Niemcy zacierali rce z radoci. Po co mamy wysila si, uznali, po co mamy adowa w te tereny naszych ludzi, ktrzy mog przyda si na froncie, kiedy moemy wykorzysta tych durniw, tych zdrajcw wasnego narodu i przy ich skwapliwej pomocy wytrzebi tu pozostaoci komunizmu,

a reszt twardo trzyma za mord. Wystarczy troch garnizonw w wikszych miastach, troch gestapo, ktre by kierowao ca robot polityczn, troch naszych na waniejsze kierownicze stanowiska, a wszystko inne, ca administracj z policj wcznie, utworzymy z tych maych sprzedawczykw. Pewnie, pewnie - trzeba im to i owo przyobieca, trzeba podtrzyma ich stare hasa o odbudowie niezalenej, samostijnej Ukrainy, niech niektrym przynajmniej si wydaje, e rzeczywicie pracuj na siebie (nie za bardzo, nie za bardzo, trzeba te uwaa, co tam ich wodzowie kombinuj za naszymi plecami; w razie czego przyhamowa i stukn po gowie). Posza w ruch perfidna propaganda hitlerowska, faszyci ukraiscy wiernie jej sekundowali. * - Woodia, a Woodia, ty dokd? - A bo co? Syn unika wzroku ojca, patrzy gdzie ponad jego ramieniem w stron wsi, gdzie kilku uzbrojonych ukraiskich policjantw prowadzio chopa. - Trzeba si do kartofli zabra, mrz lada dzie ziemi zeskali, co zim bdziesz ar? - Poradzimy sobie - odpowiedzia buczucznie Woodia. - Do roboty pjd, zarobi. - Do jakiej znowu roboty? - A ot choby do tej! - Woodia kiwn gow w kierunku policjantw. - Do policji? - A czemu nie? Iwan podnis do gry zacinit pi. - Ty co, na gow upad?! - krzykn. - Nie masz nic lepszego do roboty? A gospodarka to co, sama si obrobi? Nie jeste ju taki szczeniak, eby my z matk mieli jeszcze na ciebie harowa! Co tobie znowu do tego gupiego ba strzelio?! Woodia nie odpowiedzia, odsun si pod parkan, opar si plecami o erdk i w zamyleniu u dugie dbo trawy. Policjanci tymczasem wsadzili aresztowanego chopa na podwod i ruszyli w stron miasteczka. Iwan opanowa si. - Suchaj, Woodia - powiedzia spokojnie. - Ty lepiej do tych rzeczy si nie mieszaj. Popatrz, co komu zego zrobi Osipiuk, a przyszli i zabrali. Chciaby by takim? - Osipiuk by za Sowietw czonkiem Rady Wiejskiej - odpowiedzia Woodia. - No to co? Zrobi co komu zego? - Teraz jest nasza wadza, ukraiska. - Ty zdumia, chopiec, zupenie zdurnia - powiedzia Iwan, krcc gow z dezaprobat. - Jaka tam nasza wadza! To przecie niemiecka wadza, tylko niemiecka. Woodia skrzywi si. Zadrepta bezradnie w miejscu, po czym ruszy wzdu parkanu do bramy.

- Musz i, ojciec - powiedzia zatrzymujc si na chwil. - Jak wrc, to wam pomog przy kartoflach. Iwan znowu podnis pi, ale zaraz j opuci. Westchn i z zatroskanym wyrazem twarzy poszed w kierunku stajni. * Policja ju nie wystarczaa. Nie wystarczao te wojsko, ktre mona byo wykorzystywa tylko od czasu do czasu (potrzebne byo na niebezpiecznie drgajcym froncie), ani formacje SS skadajce si z Niemcw i ukraiskich faszystw. Las oy na zbyt wielkich obszarach, by mona go byo atwo uspokoi. Partyzanci, ktrych przedtem byo niewielu i ktrzy dotd uczyli si dopiero walk dywersyjnych, teraz z dnia na dzie wzrastali w si - w si liczebn, zbrojn i taktyczn. Wci powstaway nowe oddziay ludzi zbuntowanych przeciw hitlerowskiemu terrorowi, przeciwko okupacyjnej administracji, przeciw faszystowskiej ideologii. Oddziay radzieckie, radziecko-polskie, polskie, oddziay wzmacniane uciekinierami z obozw jenieckich oraz ydami skazanymi przez Niemcw na niechybn mier. Dowdztwo wikszych partyzanckich zgrupowa radzieckich nawizywao kontakty z innymi oddziaami walczcymi przeciwko okupantowi, opracowywao zasady wspdziaania i wzajemnej pomocy, a take dozbrajao sprztem ze zrzutw. Coraz wicej pocigw zmierzajcych na front wylatywao w powietrze, coraz trudniej rzdzio si Niemcom na Woyniu. Ale od czego s zdrajcy? Zdrajcy s od tego, zadecydowali hitlerowscy spece od ujarzmiania narodw, by wprowadzi w bd masy. Trzeba dozbroi banderowcw, bulbowcw i innych zeenych, nasyci ich odpowiednio propagand antyradzieck i antypolsk i rzuci do walki z partyzantami. Organizowa prowokacje, wpywa na nastroje ludnoci ukraiskiej, podsyca w niej nienawi. Haso akcji: wszystkiemu s winni ydzi, bolszewicy i Polacy. * Antyfaszystowska ulotka, rozrzucona i rozlepiona po wszystkich miejscowociach w rejonie Kowla i w samym miecie, staa si bezporedni przyczyn gwatownej odmiany moich losw1. Ukraiska policja odkrya miejsce, w ktrym ulotka zostaa wydrukowana, i wtedy natychmiast wraz z Jankiem Wjtowiczem zostaem aresztowany. W czasie transportu z Maniewicz do gestapo w Kowlu udao mi si uciec do lasu i po wielu perypetiach zwizanych z wymykaniem si obawie trafiem do kolonii Wiseki, do rodziny Paduchw. Byo to pn jesieni czterdziestego pierwszego roku. A zim dwaj Paduchowie, ojciec i syn, stanowili ju pierwsz moj druyn partyzanck. Po kilku drobnych, ale ryzykownych akcjach, podczas ktrych zdobylimy dostateczn ilo broni, zwizalimy si z dziesicioosobowym oddziakiem Mazurka. Obrano mnie dowdc, poprowadziem ten oddziaek do walki przeciwko Niemcom i ich ukraiskim pomocnikom. Wierzylimy, e suszno jest po naszej stronie, e musimy zwyciy. Fakt, e niemieckie elazne zagony utkny wreszcie w gbi Rosji na dobre, e przestay by niepokonane, umacnia wiar w suszno podjtej przez nas walki. I jeli pocztkowo strzelalimy do wroga tylko dlatego, e nie dano nam innej moliwoci ycia, to potem, krok za krokiem, coraz silniej zaczlimy sobie uwiadamia oglniejsze znaczenie naszego oporu wobec okupanta. Sprawy osobistych porachunkw z faszystami zeszy na drugi plan. Majowe robotnicze wito uczcilimy demonstracj w duej mierze polityczn: kilka min pod siedzibami miejscowych dostojnikw w Maniewiczach i portret Hitlera przebity drzewcem czerwonego sztandaru przed gmachem komendantury...

Ziemia ponie tego autora.

* Najpierw pozakadano getta, a pniej zaczto je likwidowa. Miasta i miasteczka Woynia zatrzsy si od strzelaniny. Formacje SS i pomocnicze oddziay nacjonalistycznej policji ukraiskiej przystpiy do ostatecznej likwidacji ydw. Zagada nie omina getta w ucku. Irka wraz z innymi, uciekajcymi w panice przed mierci z rk zwyrodniaych faszystw, ruszya w lasy, ku wsiom, gdzie byli jeszcze dobrzy i odwani ludzie, gdzie mona byo znale schronienie. Znalaza je wanie w Przebrau, w rodzinie Cybulskich. Bya dziewczyn zgrabn i bardzo adn. Jej biaa, o czystej skrze i regularnych rysach twarz niewiele miaa w sobie semickiego. Jedynie wosy, te kruczoczarne, lnice sploty mogy zdradzi jej pochodzenie. Wprawdzie staraa si je ukrywa stale pod zwyk wiejsk chustk, ale kiedy w Przebrau zaczli si pojawia Niemcy z Kiwerc, Cybulscy zdecydowali, e duej we wsi pozosta nie moe. Nie bya jedyn ydwk ukrywan w Przebrau, ale jej uroda tak rzucaa si w oczy, e ktokolwiek na ni spojrza, musia przyglda si jej duej i mimo woli zastanowi si, skd si tu wzia. - Nie - powiedzia pewnego dnia jeden z Cybulskich. - Dugo to ona u nas w spokoju si nie uchowa. Cigle j kto zaczepia, cigle komu wpada w oko. Za duo tu ludzi. - Wic co? - zapyta drugi z braci. - Zaprowadzimy j na uroczysko, wykopiemy nor i kaemy y jak dzikusowi? - Nie gorczkuj si - odpowiedzia Wadysaw. - Gdzie jest Henryk? No, odpowiedz: gdzie jest? - Te pytanie! Przecie w Karasinie na leniczwce! - Tam j wanie ukryjemy - zadecydowa Wadysaw. - To bdzie najlepsze rozwizanie. - Dla nas. Ale czy dla Henryka? - Przede wszystkim dla Irki. A jeli idzie o Henryka, to nie wierz, eby odmwi... Nie odmwi. Najpierw by zachwycony widokiem piknej Ukrainki (da si zwie ludowemu strojowi, w jaki przyodziano dziewczyn przed wyruszeniem w drog na pnoc), potem ukry zmieszanie w umiechu i rozoywszy gocinnie rce, powiedzia: - Smutno mi tu samemu. Taka liczna gospodyni bardzo mi si przyda. Due oczy dziewczyny rozjaniy si wdzicznoci.- Bd robia wszystko, co pan kae - powiedziaa cicho. Leniczy z zakopotaniem podrapa si w gow... * Lasy pnocnego Woynia oyy na dobre. Peno nas byo zwaszcza na ziemi otoczonej szerokimi ukami imponujcych rozlewisk Stochodu i Styru. Na pnocy docieralimy do Kucheckiej Woli, na poudniu zapuszczalimy si a po Koki - siedlisko ukraiskich faszystw. Najczciej jednak krylimy wok miejscowoci rozlokowanych po obu stronach kolejowego szlaku czcego Kowel z Sarnami. A zatem Liszniwka, Maniewicze, Trojanwka, Woczeck, Hulewicze, Czartorysk i dziesitki innych wsi pooonych w tym rejonie zaczy podnosi gowy coraz mielej. Okupant nie by ju wszechwadny, jego pomocnicy z policji ukraiskiej musieli liczy si z tym, e adna zbrodnia nie

ujdzie im na sucho. Wszelkie faszystowskie mty, donosiciele, szpiedzy, agenci policyjni dreli na dwik tych dwu sw: ludzie Maksa. Maks to pseudonim, jaki przyjem jako dowdca oddziau partyzanckiego. W skad oddziau wchodzili ludzie rnych narodowoci. Byli tam obok Polakw rwnie Rosjanie (uciekinierzy z obozw jenieckich), ydzi (uchodcy z gett), a take dua grupa Ukraicw (w tym kilku czonkw byej KPZU). Cieszy mnie zwaszcza udzia Ukraicw. By to bowiem jawny dowd przeciwko obudnej propagandzie hitlerowskiej, usiujcej wmwi chopom, e wszyscy Ukraicy poszli na wspprac z now okupacyjn wadz. Oddzia nasz rozrasta si coraz bardziej, zasilali go przede wszystkim wci nowi antyfaszyci. Dysponujc wiksz si, moglimy rozwin bardziej skuteczn walk przeciwko okupantowi. Tym atwiej, e chocia pozostawalimy w lesie, bylimy informowani o wszystkim, co si dziao po wsiach i miasteczkach. Zawdziczalimy to stale rozwijajcej si sieci naszych wsppracownikw, bez nich bylibymy lepi i gusi, bez nich nie potrafilibymy przeprowadzi adnej powaniejszej akcji, bez nich wreszcie Niemcy wydusiliby nas w cigu miesica. Ale poza du grup aktywistw, ktrzy nie tylko wiadczyli nam usugi informacyjne, ale czynnie wczali si do naszych akcji dywersyjnosabotaowych, znalelimy rwnie oparcie wrd szerokich warstw spokojnej ludnoci wiejskiej. Bez jej pomocy zginlibymy z godu, rekwirowanie bowiem ywnoci si nie mogo tu by brane pod uwag. Dopiero pniej, kiedy siy nasze znacznie wzrosy, moglimy przeprowadza akcje na niemieckie magazyny i zdobywa tyle ywnoci, by wystarczyo i dla nas, i dla co biedniejszych, pozostajcych bez mskiej opieki rodzin. Rozbijanie maych posterunkw policji ukraiskiej, wykonywanie wyrokw na donosicielach, bandytach, tajnych wsppracownikach gestapo - te sprawy w dziaalnoci partyzanckiej na pewno bardzo wane, ale przecie drobne, majce gwnie charakter doranego odwetu, ju nie daway nam satysfakcji. Chcielimy prawdziwej walki, chcielimy dokonywa takich dywersji, ktre wstrzsnyby Niemcami. I wzilimy si do takiej roboty. Na stacji w Trojanwce rozbilimy ochron niemieck i pucilimy na lepy tor rozpdzony pocig towarowy, zaadowany sprztem wojskowym, kierowany na wschodni front. W Karasinie po wielogodzinnej walce zlikwidowalimy kilkudziesicioosobowy garnizon policji i andarmerii, trzymajcy dotd w szachu cay pobliski rejon. Stoczylimy zwycisk bitw z dwustuosobowym oddziaem pacyfikacyjnym pod Barczem i uchronilimy w ten sposb ludno wsi przed pewn mierci. Potem znowu wysadzilimy w powietrze kilka transportw wojskowych na szlaku kolejowym Kowel - Sarny. To oczywicie tylko niektre z naszych operacji, tych zwaszcza, ktre wobec nas samych usprawiedliwiay niejako nasze istnienie. A obz ydowski? Obz ydowski zwali si na nasze gowy w sposb absolutnie nieprzewidywany. Byo to w okresie zbrodniczej likwidacji gett w okolicznych miastach i miasteczkach. Zaczo si od Trojanwki, skd ucieko do lasu kilkaset osb. A potem doczyli do nich inni. Byli to ludzie cakowicie nie przygotowani do trudnych warunkw lenego ycia, uciekali w panice, tak jak kto sta, kobiety, dzieci, starcy. Resztka modziey, ktrej udao si uj cao spod kul hitlerowskich zbrodniarzy, wzmocnia nasz oddzia; pozosta gromad ludzi bezbronnych i przeraonych do ostatecznoci musielimy si jako zaopiekowa, eby si nie dostaa w rce rozwydrzonych faszystw. Sprawa nie bya atwa - ludzie byli pprzytomni z lku, sprawa bya uciliwa - nie bylimy nastawieni na organizacj i ochron cywilnych obozw. Oni byli bezradni, my troch mniej, wic musielimy im zabezpieczy przynajmniej jakie elementarne zaopatrzenie, a potem czym prdzej wycofa na pnoc, do Czerwonego Boru, gdzie Niemcy rzadziej zagldali, gdzie istniaa przynajmniej szansa przetrwania. Caa ta ogromna akcja skrpowaa nam rce na duszy czas, nie byo jednak wyboru, uwaalimy za swj wity obowizek zaj si tymi ludmi jak brami. Nie musz chyba dodawa, jak wielk satysfakcj sprawio nam powodzenie tej operacji.

Zaczynay mnie jednak powanie martwi inne sprawy. Oddzia liczy ju okoo stu osb, nie wliczajc w to grup sabotaowych w miastach i miasteczkach pooonych wzdu szlakw kolejowych. Morale oddziau, mimo (a moe dziki) jego midzynarodowego charakteru, rokowao jak najlepsze nadzieje na przyszo. Sukcesy odniesione w walce z okupantem mogy zadowoli kadego... A przecie co jaki czas nachodzio mnie uczucie pewnego rodzaju osamotnienia. Dziaalimy w gruncie rzeczy ywioowo, program naszych operacji ustalalimy z dnia na dzie. Z dnia na dzie doskonalilimy te metody partyzanckiej walki, ale absolutnie nie moglimy wyczu, w jakim stopniu jest to przydatne wsplnej sprawie wielkiej wojny z faszystowskim najedc. upi Niemcw, w porzdku. Czy jednak kierunek naszej dziaalnoci jest waciwy, czy nie powinnimy robi wicej albo inaczej? Nieraz odnosiem wraenie, e na tym ogromnym obszarze hitlerowskiego samowadztwa jestemy zupenie sami. Gdzie daleko na wschodzie jest front, a tutaj morze faszystowskiego terroru, a w tym morzu my, may oddziaek, kryjcy si po lasach jak dziki zwierz. Wraenia te byy chwilowe, ale nie wpyway najlepiej na moje samopoczucie. Koczy si rok naszej partyzanckiej dziaalnoci, a wci nie wiedzielimy, czy oprcz nas istniej jeszcze jakie inne oddziay walczce z Niemcami. Coraz silniej potrzebowalimy dowodw, e nie my jedni podjlimy ruch oporu wobec okupanta. A wreszcie trafilimy na silny oddzia partyzantw radzieckich, ktrzy przyszli tu z Polesia. By to oddzia Bryskiego ze zgrupowania partyzanckiego pukownika Linkowa. Zdziwi si Bryski, e nic jest tu pierwszy, i przedstawi mi swj punkt widzenia na istniejc sytuacj. Pocieszyem go, e nie jest tak le, e wprawdzie banderowcy zaczynaj kry po lasach, ale e z nimi te mona sobie poradzi przy odpowiednich stosunkach z ludnoci. Ze swej strony Bryski poinformowa mnie o stale rozwijajcym si ruchu partyzanckim na Biaorusi, o cznoci, jak utrzymuje dowdztwo tego ruchu z Wielk Ziemi, i o zrzutach broni, jakie stamtd im przysyaj. Na zakoczenie doda, e im silniejsza bdzie walka partyzancka na tyach wroga, tym szybciej zostanie przeamany front niemiecki; po czym zaproponowa mi wspprac. I na to wanie czekalimy od dawna. * Do Cybulskiego przybieg chopak ze wsi. - Panie leniczy - sapn, z trudem apic oddech. - Tata kazali powiedzie, e Niemcy jad... - Jacy Niemcy? Co za Niemcy? - Cybulski na chwil uleg panice. Czyby kto niepowoany rozpozna Irk i donis szwabom? - A jakie mog by - odpowiedzia chopak rezolutnie. - Zwyke Niemcy, nie znacie to ich. Na inspekcj pewnie... Cybulski odetchn z ulg. No pewnie, e na inspekcj. Na inspekcj i na arcie. A raczej nie na adn inspekcj, lecz po prostu na arcie i na picie. Szlag by ich trafi, pasoytw przekltych! Wszed do domu, wezwa Irk. - Bierzmy si do roboty - powiedzia. - Pasibrzuchy przyjedaj. Spojrzaa na niego pytajco. - Niemcy - wyjani. - Trzeba ich solidnie ugoci, eby nie czepiali si byle czego. Nie ruszaa si z miejsca.

- No - popdzi j. Spojrza na ni i zobaczy jej rozszerzone lkiem oczy. Podszed, delikatnie dotkn jej ramienia. - Spokj - powiedzia. - Tylko spokj. Woysz wyszywan bluzk ukraisk, zawiesz pod brod chustk i bdziesz siedziaa w kuchni. Ani przez myl im nie przejdzie... W godzin pniej zjawili si Niemcy. Zastali piknie zastawiony st i Cybulskiego robicego dobr, zadowolon min. Z kuchni szed zapach pieczonej dziczyzny, na stole poyskiway smuke karafki z bimbrem. Pocignli nosami, umiechnli si, zatarli rce. - Panie Cybulski - powiedzia nadleniczy - moi przyjaciele z Kowla chcieli zobaczy, jak si yje na dalekiej leniczwce. - Dziki Bogu, yje si, yje - odpowiedzia Cybulski i wyszczerzy! zby. - Wie? - warkn jeden z goci. - Was sagt er? Cybulski przyjrza mu si uwaniej. Niemiec by mody, przystojny, mia na sobie mundur oficera wojsk SS. Cybulski jeszcze si umiecha, ale ju bez poprzedniej bezczelnoci. Z tym ptakiem lepiej nie artowa, pomyla czujc, jak ciarki przebiegy mu po krzyu. - Gut - odpowiedzia popiesznie. - Kann man essen, kann man trinken. Modziutka, niemal dziecinna twarz esesmana ani drgna. Bya skierowana w stron nadleniczego, jakby tylko z tamtej strony spodziewa si odpowiedzi. - Wanie to! - zamia si nadleniczy. - Jak u Pana Boga za piecem, jak w monachijskiej knajpie! Mody esesman pokiwa gow, ale nie spojrza na st. Odwrci si do okna i popatrzy w stron lasu. - Sind hier Banditen? - zapyta. - Ach, mein Lieber! - zamia si ponownie nadleniczy i z rozmachem klepn chopca po ramieniu. Widz, e ci tchrz oblecia. - Panie nadleniczy - zauway surowo esesman. - Pan si zapomina! - Herr Gott! - jkn nadleniczy, wycigajc rce w stron innych Niemcw, jakby biorc ich za wiadkw gupstw, jakie ten mody czowiek wygaduje. - Z jego ojcem siedziaem w rowach pod Verdun! - Panowie - powiedzia Cybulski. - Jestecie z pewnoci godni, zapraszam do stou. Mody esesman jeszcze si troch boczy, ale w kocu da si namwi innym i usadowi si za stoem z obraon min. Jad jednak z apetytem wcale nie mniejszym ni haaliwy nadleniczy. A po kilku kieliszkach sam ju klepa wszystkich po ramieniu i mia si z opowiadanych dowcipw. Inni, milczcy dotd, towarzysze nadleniczego rwnie rozochocili si do szybko, wok stou gwar si robi coraz wikszy. Szedziesicioprocentowy bimber dziaa bez zarzutu, w godzin po zaadowaniu si do stou Niemcy ryczeli ju swoje pieni, a chaupa si trzsa. Spostrzegli gramofon, zaczli puszcza pozdzierane pyty. Tanga, walce, fokstroty poszy na peny regulator. Cybulski zatka uszy i wyszed na chwil do kuchni. Irena staa nad pyt w brudnym fartuchu i w chustce zsunitej na czoo. ar bijcy z pyty pokry jej poczerwienia twarz kropelkami potu, utytane w tuszczu rce byy rkami wiejskiej dziewuchy. Cybulski czu, jak napiera na wzruszenie, wielka serdeczno dla tej dziewczyny, gotw by

zapomnie o tych haasujcych w pokoju Niemcach i przygarn j do siebie wanie tak, po gospodarsku zaharowan i z tym ciemnym lkiem w oczach. Usysza za sob cikie kroki. Nadleniczy zwali si do kuchni, pocign z satysfakcj nosem i mlasn wargami. Spostrzeg dziewczyn, pokoni si jej z przesadn, pijack galanteri. - A teraz co na gorco - powiedzia szybko Cybulski. Wzi ze stou pmisek wypeniony parujcymi porcjami dziczyzny i skierowa si do pokoju. - Na ja - zgodzi si nadleniczy. - Ale najpierw etwas Wasser. Zimna polska wdka i zimna polska woda, das ist wunderbar! Irena podaa mu szklank wody. Wod wypi duszkiem, poklepa si po brzuchu, a Irenie przesa dzikczynny pocaunek. - Menschenskind! - powiedzia wchodzc za Cybulskim do pokoju. - ebycie widzieli gospodyni naszego leniczego! Ukrainische Madonna! Modemu esesmanowi bysny oczy. Ju dawno straci swoj oficersk surowo, wyglda raczej na pijanego maturzyst. - Tanzen, tanzen mit Madonna! - krzykn, wydobywajc si zza stou. - Leniczy, dawaj tu gospodyni! Cybulski zawaha si. - Aber schnell! - rykn esesman. - Nie wiem, czy umie taczy - prbowa wykrci si Cybulski. Nadleniczy pogrozi mu palcem. - Panie Cybulski - powiedzia. - Trzeba sucha przeoonych... Mody esesman nie czeka. Skoczy do kuchni i przyprowadzi za rk dziewczyn. Nie miaa odwagi opiera si, zalknionym wzrokiem wodzia po twarzach pokrytych nalotem pijastwa, usiujc zrozumie, do czego to wszystko moe zmierza. Pozwolia bezwolnie zdj z siebie brudny fartuch, esesman odrzuci go w kt. - Eine kleine Tanzmusik! - zawoa do kompana pochylonego nad gramofonem. Rozjczao si zgrzytliwe tango, esesman przygarn Iren i poprowadzi. Alkohol da si mu ju we znaki, Niemiec przygarnia dziewczyn coraz czulej, ale jego krok ama si, gubi rytm. Nadleniczy klaska z uciechy, bi si po udach. - Du bist besoffen, mein Lieber! - rycza. - Ganz besoffen! W pewnej chwili mody esesman uczyni ruch, jakby chcia dziewczyn pocaowa, jej gowa targna si do tyu, chustka zostaa w rku Niemca. Pyta si skoczya, zatrzymali si w p kroku. Niemiec z rozdziawion gb gapi si na wspaniale, czarne wosy dziewczyny. - Wunderschn! - jkn. - Wie eine Jdin... Irka staa na rodku pokoju z twarz bia jak papier. Cybulski wykrzywi twarz w grymasie imitujcym umiech, ale byo w nim tylko przeraenie.

Mody esesman zrobi krok do tyu, jakby chcc lepiej przyjrze si swemu odkryciu, potkn si, przysiad na otomanie. - Du bist besoffen! - rozrycza si ponownie nadleniczy. - Du bist ganz besoffen! - Trinken - krzykn Cybulski. - My chcemy pi. Co tam tace, kiedy wdka na stole! Zakrci si midzy Niemcami, podsuwa im napenione kieliszki, aman niemczyzn haasowa, jak tylko mg. - Daj maemu! - krzycza z satysfakcj nadleniczy. - Niech wie, co to znaczy polska wdka! Cybulski rzuci cicho w stron Irki, eby schowaa si w lesie, i troskliwie pochyli si nad modym esesmanem. - Madonna - szepta tamten z rozaniel ona twarz. - Jdische Madonna... Wychyli du stopk wdki, potem sprbowa podnie si z otomany, ale rozmik ju zupenie. - Teraz ja zatacz - zgosi si jaki grubas. - Wo ist Madonna? Cybulski wzruszy ramionami. - Albo w kuchni, albo ju posza - odpowiedzia. Niemiec potoczy si do kuchni, ale po chwili wrci rozczarowany. - Nie ma - powiedzia. - Leniczy, gdzie jest twoja gospodyni? - Wo ist Madonna? - bekota mody esesman z otomany. - To nie moja gospodyni - odpowiedzia Cybulski, podnoszc do gry kieliszek. - To po prostu dziewczyna ze wsi. Zrobia swoje i posza. - Donnerwetter! - zakl grubas. - Zdrowie pana nadleniczego! - zawoa Cybulski. Dopiero teraz poczu, e serce wali mu pod samym gardem i e jest mokry jak szczur. * Niejaki doktor Niankowski z Kiwerc, kierownik szpitala powiatowego, rozhasa si w swoich ukraisko-nacjonalistycznych aspiracjach tak dalece, e machn rk na prac w szpitalu i wstpi do formacji hitlerowskiej SS Galizien. Szpital pozosta bez kierownictwa, a roboty w nim byo co niemiara. Doktor Kauyski kry w tym czasie po wsiach i osadach wok Przebraa, usiujc przy pomocy swojej starej kadry pomocnikw zdawi epidemi duru plamistego, atakujcego zwaszcza wie Jaromel i kolonie w pobliu Zofiwki. Bya to ryzykowna robota, ju nie ze wzgldu na sam dur, ale ze wzgldu na narastajc propagand szowinistw ukraiskich. Coraz czciej pojawiay si bandy upowskie, coraz czciej nad zagrodami polskich chopw wstawa czerwony kur. Wprawdzie mody epidemiolog w swej praktyce lekarskiej nigdy nie stosowa podziau narodowociowego, z rwn zaciekoci zwalczajc dur w organizmie Ukraica jak Polaka, wprawdzie dziki temu cieszy si du sympati wrd wszystkich mieszkacw tego rejonu, ale czy dla bandytw spod znaku trjzba mogo stanowi to glejt nienaruszalnoci?

Kiedy zwrcono si do niego, by obj kierownictwo szpitala w Kiwercach, da si namwi. I nie mia powodw do niezadowolenia. Zasta bowiem w szpitalu zespl wsppracownikw, na ktrych ustawiwszy przedtem waciwe stosunki midzy nimi - mg w peni liczy. Byli tam dwaj lekarze rekrutujcy si z jecw radzieckich; pediatra dr Kudrewicz z Leningradu i dr Iwanow z Kijowa. Po pewnym czasie da si wcign do roboty rwnie dr Olszewski, szedziesicioletni bakteriolog, a potem trzy mode akuszerki, wyowione z transportu dziewczt, ktre wysyano wanie na przymusowe roboty do Niemiec. Wraz z kilkoma polskimi pielgniarkami, sanitariuszami i felczerem Nowakiem tworzyli zesp wyjtkowo zgrany i solidarny. Bez obawy o denucjacj mona byo podj prac daleko wykraczajc poza granice wyznaczone przez administracj niemieck. Oficjalnie leczono tylko mieszkacw miasteczka i robotnikw zatrudnionych w pobliskim tartaku i przy pracach lenych. Nieoficjalnie natomiast otoczono opiek lekarsk rwnie tych, ktrzy odwayli si roznieci pomie buntu przeciwko faszyzmowi, a wic rannych partyzantw i czonkw polskiego ruchu samoobrony. A zblia si czas, kiedy mody dyrektor szpitala musia si niemal dwoi i troi... * Przechodzc w pobliu Karasina dowiedzielimy si, e w lesie, w odlegoci trzech kilometrw na pnocny zachd od wsi, znajduje si leniczwka prowadzona przez Polaka Henryka Cybulskiego. Postanowiem zoy mu wizyt i przekona si, kim waciwie jest ten czowiek. Pracownicy suby lenej nieraz ju nam oddawali due usugi, e wymieni choby gajowego Sowika, wic pomylaem - kto wie, czy i tym razem nie trafimy na morowego faceta, z ktrym mona bdzie doj do porozumienia. Leniczy, zatem musi utrzymywa kontakty z Niemcami, a skoro utrzymuje takie kontakty, ani chybi ma te niezy zapas informacji na ich temat. Bardzo by si przyday. By pny, mrony wieczr, kiedy zastukalimy do drzwi zgrabnego dworku, przytulonego do gstej ciany lasu. Nie od razu nam odpowiedziano. Gdyby nie wiee lady na niegu, bybym sdzi, e w domu nikogo nie ma. Ponowilimy stukanie do drzwi, do okiennic i wtedy usyszaem za drzwiami ciche stpanie, a nastpnie zalkniony kobiecy gos: - Kto tam? - Maks - odpowiedziaem. - Partyzanci. Chwila ciszy, a potem: - Jestem sama... - Prosz otworzy - powiedziaem. - Jestemy polskimi partyzantami. Nie zrobimy pani krzywdy. Odskoczy skobel, drzwi uchyliy si i w chybotliwym wietle lampy naftowej zobaczylimy bia, adn twarz modej dziewczyny. Bya w dugiej koszuli nocnej i ciepej, wenianej chucie, dokadnie owinitej wok gowy. Kazaem swoim ludziom zosta na zewntrz i tylko kilku z nas weszo za dziewczyn do pokoju. - Niech panowie usid - powiedziaa cicho, wskazujc na krzesa. Postawia lamp na stole i odsuna si w cie. - Chcielimy rozmawia z leniczym - powiedziaem. - Nie ma go.

- A gdzie jest? - Nie wiem. - Jak to pani nie wie? Rozpyn si w powietrzu? - Wyszed jeszcze za dnia - odpowiedziaa na swj sposb cichym, ledwie dosyszalnym gosem. Jeszcze nie wrci. - Dokd wyszed? - Nie wiem. Przyjrzaem si jej uwaniej. Wydawao mi si, e dry. - Pani si nas boi - zauwayem. - Zupenie niepotrzebnie. Nie zamierzamy uczyni leniczemu najmniejszej krzywdy. Niech go pani zawoa.- Leniczego nie ma - odrzeka. Wziem lamp, zajrzaem do sypialni. ko byo zasane, a obok, na krzele, wisiao ubranie leniczego. Wszedem do pokoju, wyjrzaem przez okno, o otworzywszy je, zobaczyem na niegu lady bosych stp, prowadzce w kierunku lasu. Daleko nie zaszed, pomylaem, ale gania za nim nie bd, zmarznie, to sam wrci. - Poczekamy - powiedziaem do dziewczyny, wrciwszy do pokoju. - Mam nadziej, e si doczekamy... Niech si pani ubierze - dodaem, widzc, e nie przestaje si trz. - Zimno pani. Wysza na chwil do sypialni. Wrcia w grubej spdnicy, ukraiskiej bluzce i tej samej chucie zawinitej dokadnie wok gowy. Znowu przygldaem si jej z zaciekawieniem. Mimo tego naturalnego stroju nie wygldaa tu zupenie swojsko. Odniosem wraenie, e w jej ciemnych oczach i regularnych rysach jest jednak co szczeglnego... - Zaraz pani przekonam, e niepotrzebnie pani si nas boi - powiedziaem. - Jestemy antyfaszystami i nikomu w tym domu nie chcemy zrobi krzywdy... Kim pani jest? Dabym gow, e drgna. - Jestem kuzynk leniczego - odpowiedziaa. - Cakiem nieza kuzyneczka - umiechn si Saszka. - Daj spokj - mruknem. Dziewczyna odchylia gow do tyu, wycofujc j z zasigu wiata. - Moe panowie zjedliby co, napili si herbaty? - zaproponowaa. - Momencik - powiedziaem. - Miaem pani o czym przekona... Pani jest ydwk. - Nie! Niemal krzykna. Stanowczo nie tak powinna bya reagowa na podobne stwierdzenie. Nie miaa, biedactwo, najmniejszych zdolnoci aktorskich. Wtulia gow w ramiona i rozdygotaa si na dobre. Zrobio mi si jej al: pomylaem, e nie powinienem by jej tego mwi, e nie trzeba byo zdradza si przed ni z moim odkryciem. Tym dopiero przestraszyem dziewczyn miertelnie. Byo ju za pno, eby si wycofa z raz obranej drogi, sprbowaem pj ni do koca.

- Niech pani uwanie posucha - powiedziaem. - Powinna pani bya sysze co nieco o partyzantach Maksa, o tym oddziale midzynarodowym, ktry nie walczy ani przeciwko Polakom, ani przeciwko Ukraicom, ani przeciwko ydom. Walczymy przeciwko Niemcom i faszystom z UPA. Wszyscy inni s dla nas brami. To, e jest pani ydwk, wcale nie zmienia naszego stosunku do pani, a jeli zmienia, to tylko na korzy pani. To, e leniczy ukrywa ydwk, tylko wzmaga nasz szacunek dla niego. Naprawd ani pani, ani leniczy nie powinnicie si nas ba, bo jestemy po prostu waszymi przyjacimi. I proponuj, eby czym prdzej wezwaa pani leniczego do domu, bo inaczej zamarznie na ko. Nie byem pewien, czy cokolwiek z mojej deklaracji trafio do niej. Dziewczyna wygldaa na pprzytomn z przeraenia i dopiero ostatnie sowa wywoay w niej jak reakcj. Spojrzaa na mnie z niepokojem i pokrcia przeczco gow. - Nie ma... Nie wiem... - wystkaa z wysikiem. Wic dorzuciem: - To ja pani podpowiem. Leniczy wyskoczy przez okno i nawet butw nie zdy woy. Ani spodni. Czy chocia daa mu pani jaki kouch? Umiechnem si, partyzanci spojrzeli na mnie ze zdziwieniem, a dziewczyna bezwiednie powiedziaa: - Tak. Zaraz potem wycofaa si z tego, powtarzajc w kko swoje wyszed, nie wrci, nie wiem. Wydawao mi si jednak, e skorupa lku i nieufnoci powoli w niej topnieje. - Ani chybi, chopak nabawi si kataru - powiedziaem z umiechem. - Nie al go pani? Patrzya na mnie szeroko otwartymi oczami i jakby ju nieco przytomniej usiowaa doj, gdzie tu jest prawda. - Saszka - zwrciem si do jednego z partyzantw. - Przyprowad tu Berka. Berek by ydem z Maniewicz i od pewnego czasu nalea do naszego oddziau. Liczyem na to, e przy jego pomocy uda nam si do reszty rozwia nieufno tej dziewczyny. Wszed Berek z karabinem na ramieniu i zatar zmarznite rce. Powiedziaem mu, o co chodzi, i Berek od razu przystpi do dziea. Zaterkota do dziewczyny po ydowsku, a e by chopcem wesoym i do impulsywnym, to najpierw przekomarza si z ni, poartowa, a potem nawymyla jej od gupich. - Popatrz na moj gb - powiedzia w kocu po polsku. - Trzech ydw w jednym, widzisz? To czego si trzsiesz jak listeczek? Woaj swego leniczego i daj nam wreszcie co zje, bo kiszki nam marsza graj, e na kilometr sycha. Nie bd taka uparta. Wystpienie Berka poskutkowao. Dziewczyna kiwna gow, prbowaa si umiechn, ale nieszczeglnie to wyszo, wic powiedziaa tylko dobrze i wysza na dwr. Usyszelimy jej woanie Heniek! Heniek, potem to woanie, powtarzane kilkakrotnie, oddalio si, a po kilku minutach w drzwiach pokoju stan czowiek owinity w kouch. Spod koucha wystaway bose nogi w kalesonach. - Witam panw i przepraszam za zwok - powiedzia, siadajc na otomanie i rozcierajc zsiniae stopy. - Rni tu chodz, nie wiedziaem, e tym razem bd swoi.

- Bez kataru si nie obejdzie - zauwayem. - Kto wie. Mocny jestem - odpowiedzia, podnoszc gow i patrzc na mnie z umiechem. No i dogadalimy si. Okazao si, e rzeczywicie ma sporo informacji na temat ruchu jednostek niemieckich na tym terenie i e chtnie bdzie je nam przekazywa. Ustalilimy sposb staych kontaktw, a na zakoczenie powiedziaem mu, e gdyby dla dziewczyny byo tu ju zbyt niebezpiecznie, to niech j przysya do nas, zaopiekujemy si ni. * witao. Woodia Hreczko przeszed na drug stron drogi i zobaczy, jak Oe od Winiukw ostatni wchodzi do zagrody swego ojca i zamyka bram. Przed chwil przez t bram wjechay dwie furmanki zaadowane wszelakim dobrem. Oe przerzuci karabin na drugie rami i wtedy spostrzeg Woodi. - Czego si gapisz? - zapyta uradowany, e jeden z jego kolegw widzi go z karabinem na ramieniu. Woodia podbieg do bramy. - Gdzie wy byli? - Lachiw bili - odpowiedzia dumnie Oe i umiechn si z zadowoleniem. Odpowied udaa mu si nadzwyczaj. - Wemiecie mnie drugim razem z sob? Oe spojrza na niego z gry. - To trzeba umie robi - odpowiedzia. - Trzeba by mczyzn. - A ja? - Ty? - Oe zastanowi si chwil, pogaska luf swego karabinu, po czym powiedzia: - Ty, maminsynek. Woodia zamachn si pici. - Dam w mord! Oe skrzywi si sceptycznie. - Podskakujesz jak kogut do byka - zauway. - Przecie ja ciebie mgbym jedn kul... - Sprbuj! Woodia odskoczy krok do tyu i podparszy si pod boki wypi pier do przodu. Ale kiedy Oe tylko strzykn lin na znak pogardy, Woodia odwrci si i ciko wlokc nogi po wiosennym bocie, ruszy w stron domu. * - al mi troch tej leniczwki - powiedzia Cybulski, kierujc wzrok w stron lasu. - Kilka adnych lat tu przesiedziaem, zdyem si przywiza niemal do kadego drzewa... Nic w tym nie byo dziwnego, las by tu w istocie pikny. Ostatnio jednak stawa si coraz bardziej niespokojny, coraz bardziej angaowa w sprawy, ktre nie miay nic wsplnego z piknem.

- Nie musisz std odchodzi - odrzekem. - Wprawdzie wszystko ju uzgodniem z dowdc zgrupowania, pukownikiem Bryskim, ale ostateczna decyzja zaley od ciebie. Ty zgosie t propozycj, ty moesz j wycofa. Tym bardziej e siedzc tu, oddajesz nam niemae usugi. Moe nawet sam nie doceniasz wanoci informacji, jakich nam tyle razy dostarczae. A poza tym melina... - Nie, Maks - przerwa mi - to nie to. Dzikuj za uznanie, ale myl, e sta mnie na wicej. Mam przecie podoficerskie wyszkolenie wojskowe. Czy nie warto go wykorzysta? - To prawda - przyznaem - warto. Zapada zmierzch, niebo powoli czerniao, jedynie na poudniu, tu nad dalekim lasem, zachowao dziwn, czerwon jasno. Przez chwil gapilimy si w tamt stron w milczeniu. - una - zauway Cybulski. - Znowu gdzie bulbowcy hulaj... Tak - doda z westchnieniem. - Bez broni dzisiaj jak bez rk... Wic zorganizuj kilkudziesiciu chopcw z Przebraa, odkopiemy to, co przechowujemy tam jeszcze z trzydziestego dziewitego roku (broni maszynowej nie ma, same kabeki, ale to te co) i zameldujemy si w Czerwonym Borze. - Tak jest - powiedziaem - tam zostaniecie przeszkoleni, dostaniecie minerw, zaopatrzymy was w materiay wybuchowe i pjdziecie z powrotem w rejon lasw cumaskich. Twj oddzia wejdzie w skad naszej brygady. Przygotowaem ju nawet dla was specjalny rejon dziaania, a mianowicie linie kolejowe wok Kiwerc, to znaczy Kiwerce - Kowel i Kiwerce - Rwne. Myl, e nie bdziesz mia nic przeciwko tym planom, co? - Przeciwnie, bardzo mi to odpowiada - odrzek Cybulski. - To bdzie wreszcie robota co si zowie, tym bardziej e rejon Kiwerc chopcom z Przebraa jest znany jak wasna kiesze... - W porzdku. Ustalmy teraz wsplne hasa, ebycie nie mieli kopotw potem, kiedy ju trzeba bdzie nawiza bezporedni kontakt. Ustalilimy hasa, uzgodnilimy jeszcze pewne szczegy dotyczce najbardziej dogodnych marszrut na linii Czerwony Br - lasy cumaskie, po czym serdecznie ucisnlimy sobie donie na poegnanie i Cybulski odszed w mrok, w kierunku Przebraa. Niecierpliwie i dugo czekaem na wiadomoci od niego. Bardzo przecie liczyem na ten nowy oddzia. * Furka wtoczya si na placyk przed kocioem i powocy gwatownie cign lejce. Bya niedziela, ludzie tumnie wychodzili z kocioa. Powocy nie schodzi jeszcze z furki, z wysokoci wozu spoglda na tumek wypeniajcy przestrze midzy kocioem a drog, z nachmurzonym czoem wypatrywa kogo. - Panie Ludwiku! - zawoa, spostrzegajc tego, kogo szuka. - Panie Ludwiku! Starszy, lecz dobrze trzymajcy si mczyzna zatrzyma si, obejrza. Po chwili by ju przy wozie. - Witajcie, panie Macieju, witajcie! Co si stao, gb macie tak jak mocno nietg... - Radcie, panie Ludwiku, co robi! Niemiecki znacie dobrze, moglibycie ich zapyta, czy wiedz o tym, e banderowcy morduj Polakw. Bo moe to za ich wiedz. Wtedy umielibymy si sami broni.

- e musimy liczy tylko na siebie, to wicej ni pewne. Niemcom moe zalee tylko na jednym: ebymy si wzajemnie powyrzynali. Ale powiedzcie konkretnie, o co chodzi? - Ano do nas, do Dobrej, przyszy w nocy takie bandziory z tryzubami na czapkach, wywlekli pi naszych rodzin i zastrzelili bez powodu. Co mamy robi? Czeka, a przyjd znowu i po kolei bd gowy rozbija? - Wic to nie plotki? Chryste Panie! Syszelimy ju o podobnych wypadkach, ale nie dawalimy temu wiary. Bo jak uwierzy w co tak strasznego! - Co robi, panie Ludwiku, co robi? - Nie wiem, bracie, sam nie wiem. Niemcy nas przed bandytami nie obroni, to pewne. Maj powaniejsze kopoty. Ale eby chocia pozwolili trzyma bro... To jest myl... Przecie im zaley na tym, by krwawa masakra nie zakoczya si szybko, i... eby bulbowcy nie uroli zanadto w si. Moglibymy wykorzysta ich perfidn gr, wystarczyoby, gdybymy dostali par karabinw. Reszt skombinujemy sami... Wie o nowej zbrodni nacjonalistw ukraiskich poruszya cae Przebrae. Ginli niewinni ludzie, giny cae rodziny. Ludzie mimo woli spogldali ku lasom. Dopki wieci takie docieray z daleka, byy podobne wymylonym opowieciom, kiedy jednak krew popyna we wsi Dobra, we wsi odlegej ledwie siedem kilometrw od Przebraa, rzecz przybraa posta okrutnej zmory. Czy si jej podda? Czy wzdychajc do niebios o miosierdzie opuci bezradnie rce? W Przebrau byo wiele modziey, wielu mieszkacw wsi odsuyo wojsko, byo kilkunastu podoficerw i paru oficerw rezerwy, do samej wojny dziaaa tu sprycie organizacja Zwizku Strzeleckiego - z tych rodowisk przede wszystkim polecia gos nawoujcy do oporu. Na wiecu, ktry zgromadzi niemal wszystkich mieszkacw wsi od maluchw po starcw, nie mogy zapa inne postanowienia jak tylko te: jedyny ratunek w solidarnej postawie caej wsi; niebo nie pomaga tym, ktrzy siedz z zaoonymi rkoma (ksidz); stworzy ochotnicz uzbrojon stra (rezerwici); zadanie numer jeden: bro; powoa organa kierownicze. I powoano. Komendantem oglnym zosta wybrany Ludwik Malinowski - stary podoficer z armii kajzerowskiej. Zna wietnie jzyk niemiecki i upowaniono go do oficjalnego wystpowania wobec wadz okupacyjnych. Na komendanta wojskowego wybrano Zygmunta Nestorowicza, byego podoficera artylerii, sotysem za (pod ktr to nazw kryo si pojcie kierownika politycznego) zosta Albert Wasilewski, czowiek cieszcy si wyjtkowym szacunkiem, podziwiano bowiem jego rozum i wielk ofiarno w pracy spoecznej. Powoano do ycia rwnie sd ludowy z bardzo szerokimi uprawnieniami oraz z kodeksem karnym, przewidujcym za najcisze zbrodnie kar mierci. - Dyscyplina spoeczna musi sta si podstaw jego funkcjonowania - owiadczy Albert Wasilewski. Jedynie spenienie tego warunku moe zapewni nam powodzenie naszego wielkiego przedsiwzicia. Werbowanie ochotnikw do suby obronnej nie natrafio na adne przeszkody, zgaszajcych si byo a za wielu. Natomiast na czoo najwaniejszych spraw do zaatwienia wysuna si sprawa broni i amunicji. I to w dwch aspektach: zdobycie tej broni i zawiadomienie wadz okupacyjnych o jej

posiadaniu. Gdyby tu chodzio o partyzantk, nikt oczywicie nie przejmowaby si stanowiskiem Niemcw. Przebrae jednak miao urosn do roli nieruchomego fortu, twierdzy chronicej kobiety, dzieci i starcw. Z takim balastem aden oddzia partyzancki nie daby sobie rady. Zniszczenie takiego orodka dla Niemcw nie przedstawiaoby adnych trudnoci. O jego istnieniu dowiedzieliby si od razu. Chodzio wic tylko o to, eby ukry przed nimi waciw si i zyska maksimum tego, co w tych warunkach byo moliwe do zyskania. Sprawa bya bardzo trudna i delikatna. Ale gdzie diabe nie moe, tam bab pole. Wincentyna Jacewiczowa, nauczycielka pracujca tu od wielu lat, wybraa si do ucka i nie tylko wrcia z potrzebnym zezwoleniem, ale nawet z kilkunastoma karabinami. Nikt nie wie na pewno, co odegrao wwczas decydujc rol, czy argument przedstawiony przez Wincentyn o koniecznoci obrony wsi przed partyzantami, czy te niemiecki punkt widzenia nigdy przez nich nie ujawniony publicznie, ale cakowicie zgodny z duchem zbrodniczej polityki hitlerowskiej: jeeli z tego ognia mamy wycign pieczone kasztany, to tylko wtedy, jeli obie wyrzynajce si strony bd przynajmniej w czci uzbrojone; uzbrajamy bandy ukraiskich nacjonalistw, dajmy troch broni Polakom (nie za duo, bo nigdy nie wiadomo, w ktr stron zechc j kiedy skierowa) - i niech strzelaj do siebie nawzajem. Przebraanie zorganizowali trzy plutony, kady przeznaczony do obrony okrelonego odcinka wsi, kady jako tako wyposaony w bro i amunicj. A zbierano j w sposb przerny. A wic kupowano od niemieckich magazynierw, wycyganiono troch od Wgrw stacjonujcych w ucku i Kiwercach, zbierano porzucon lub zakopan po lasach. Udao si take wymontowa kilka cekaemw z pozostawionych w okolicy wrakw czogowych. Ale pierwsze wyczyny modych obrocw Przebraa byy wyjtkowo niepomylne. Brak wczeniejszych kontaktw z partyzantami radzieckimi, dziaajcymi w lasach cumaskich w niewielkiej odlegoci na wschd od wsi, doprowadzi na wiosn roku czterdziestego trzeciego do kilku spi. Na szczcie nieporozumienie udao si do szybko wyjani. Pukownik Miedwiediew, dowdca partyzanckiego oddziau, zgodzi si nawet cofn swj oddzia nieco dalej od wsi, aby nie dawa Niemcom pretekstu do ewentualnej pacyfikacji Przebraa. Nawizana czno bardzo si potem przebraanom przydaa... * Maria wysza do krw. Woodia oderwa oczy od zalanej deszczem szyby i spojrza w stron ojca. Iwan trzyma midzy kolanami chomto i zszywa dratw rozprut obszywk. - Suchaj, batko - powiedzia Woodia pocigajc nosem. - Moesz ty mi co wyjani? - No? - burkn Iwan, nie odrywajc oczu od swoich palcw z ig. - Czy to prawda, e moja matka to Laszka? Tylko na chwil iga z dratw zawisa w powietrzu w niezwykej pozycji. - Prawda - powiedzia Iwan. Przyglda si swojej robocie, zbliy j do oczu - w izbie zrobio si mroczno. - No wanie - powiedzia Woodia. - Co wanie? - zapyta Iwan. Wci nie odrywa oczu od chomta. - Dziwne.

- Czemu dziwne? Na twarzy Woodi pojawi si wyraz wielkiego wysiku mylowego. - Czemu dziwne? - powtrzy pytanie Iwan. Chopiec podnis si ciko i przeszed na rodek izby. Z zakopotaniem przeczesywa palcami czupryn. - e Laszka - powiedzia. - Gupi! Co w tym dziwnego? - Lachw trzeba std wygoni! - Woodia powrci do wasnych myli. - Woodia, co ty, czemeryci najisia? Matk chcesz wygoni? - Co z tego, e matka, kiedy Laszka. Jak wszystkich Lachw std wygonimy i zabierzemy im to, co maj, to wtedy bdzie Ukraina. Wszystko bdzie nasze - powtrzy prymitywnie zasyszane gdzie hasa. - Zduriw, jej Bohu zduriw - Iwan zdenerwowa si ju powanie. - A bo ty batko niczoho ne rozumijesz! - Woodia wyd wargi i wyszed z chaty. Iwan przylgn twarz do szyby. Widzia, jak chopiec zatrzyma si przed sionk i zadar gow do gry. Mia usta otwarte i czyni wraenie kogo, kto jest bardzo spragniony... Potem przetar zalane deszczem oczy i zapatrzy si w stron obory. Maria pojawia si ze skopkiem penym wieego mleka i drobnym kroczkiem pieszya do domu. Woodia ustpi jej drogi, a kiedy umiechna si do niego w przelocie, opuci oczy... * Cybulski natkn si na warty i omal go nie ustrzelono. - Fiuu - gwizdn ze zdziwieniem, rozpoznajc swoich kolegw z Przebraa. - Nocne polowania urzdzacie, czy jak? Klepnli go pobaliwie po ramieniu. - Mamy tu swoje wojsko - wyjanili nie bez dumy. Potem musieli wyjani dokadniej. Henryk sucha uwanie, w zamyleniu zagryzajc usta... Nastpnego dnia na zebraniu starszyzny wiejskiej zaproponowano mu objcie wojskowego dowdztwa samoobrony. Sam Nestorowicz, dotychczasowy komendant wojskowy, popar jego kandydatur. - Jeste mody i z gow - mwi. - Poradzisz sobie znacznie lepiej ni ja. - Kiedy obiecaem Maksowi... - zacz Henryk. Potem lojalnie wytumaczy, jaki by cel jego przybycia tutaj. - Nie moesz nam teraz zabiera chopcw - powiedzia Wasilewski. - Przeciwnie, powiniene sam tu z nami pozosta. Rozwaa. Nalegali. Zgodzi si. Zosta komendantem wojskowym.

Tylko przez krtki okres niepokoiem si brakiem wiadomoci o nowym oddziale partyzanckim Henryka Cybulskiego. Kiedy poinformowano mnie o jego decyzji, a take o przyczynach warunkujcych t decyzj, nie zdziwiem si. Wprawdzie bardzo by si nam przyda taki zastrzyk nowych ludzi, ale te sytuacja Przebraa w istocie wymagaa pozostawania Cybulskiego na miejscu. Przecie pozostajc tam, spenia w jakiej mierze rwnie zadania naszej brygady. Zwaszcza e nawizalimy porozumienie w sprawie pomocy przebraan w niektrych naszych akcjach dokonywanych w rejonie ucka i Rwnego. Nowy komendant wojskowy pierwszymi zarzdzeniami zreorganizowa struktur samoobrony. Mianowa dwch zastpcw (Alberta Wasilewskiego i Franciszka ytkiewicza), powoa do ycia sztab, ktrego szefem zosta Stanisaw Olszewski. Jednostk zbrojn samoobrony przeksztacono w kompani zoon z czterech plutonw. Pierwszym plutonem dowodzi Franciszek Malinowski (syn Ludwika), drugim Marcin ytkiewicz, trzecim Michcik, czwartym Wadysaw Cybulski, brat Henryka. Byli to podoficerowie rezerwy, modzi, energiczni ludzie. Skad sdu ludowego pozosta bez zmian. Tworzyli go ludzie starsi, rozwani, jak: Bochniewicz, kierownik szkoy, Marian Sinicki, chop wyrniajcy si rzetelnoci i wielkim poczuciem sprawiedliwoci, oraz Jzef Szczypta, miejscowy proboszcz. System obrony postanowi Cybulski znacznie wzmocni. A wic przede wszystkim okopy, gniazda do broni maszynowej, bunkry drewniano-ziemne. Poleci take cign z caej okolicy drut kolczasty, ktrego znaczne iloci walay si po poach i lasach, pozostawione w czterdziestym pierwszym przez wycofujce si wojska radzieckie, i montowa zasieki wok wsi. Powoli cay teren Przebraa zamieni si w jeden wielki obz warowny. * Zaczynay si dzia rzeczy coraz gorsze. Nikt ju nie by pewien dnia ni nocy. Na noc ludzie zabarykadowywali si w chaupach i spali czujnie jak zajce. Jedni i drudzy, Polacy i Ukraicy, z lkiem nadsuchiwali obcych krokw pod oknami. Najpierw pony pojedyncze zagrody, chutory, potem ju cae wsie. Uzbrojeni ludzie z trjzbami na czapkach wpadali do polskich chat i wyrzynali wszystkich bez wzgldu na pe i wiek. Niektrzy Ukraicy prbowali si buntowa, co odwaniejsi stawali w obronie Polakw. Ale tych traktowano czsto jak Lachw. Musieli opuszcza rodzinne wsie, ucieka do miast, ukrywa si, chroni lub jeli szczcie dopisao, wstpowa do oddziau partyzanckiego. Wielu z nich, wiedzc o zamierzonej napaci, uprzedzao rodziny polskie o grocym niebezpieczestwie. Ktrego wieczoru w okno mieszkania kierownika szkoy w duej wsi ukraiskiej, w Susku, kto dyskretnie zapuka. Pan Stefan Pachucki przykrci lamp naftow, odsun stert zeszytw z poprawianymi wanie zadaniami klasowymi i podsun si bliej ciany. - Walu! - zwrci si szeptem do ony, nauczycielki miejscowej szkoy. - Id z dziemi do kuchni i zga wiato. Stukanie powtrzyo si ponownie, tym razem natarczywiej i goniej. Pan Stefan otar pot z czoa. Broni w domu nie mia adnej. Ponad dziesi lat pracowa w tej szkole, by we wsi lekarzem, weterynarzem, udziela porad prawnych, pisa podania do wadz. Wie nie moga si obej bez niego. Wrs w ni, tkwi w niej jak samo ycie. Mia prawo przypuszcza, e nawet w w czas zamtu i niepokoju zdoa przetrwa tu wraz z rodzin na swoim posterunku.

Kiedy pukanie rozlego si po raz trzeci, pan Stefan zdecydowa si. - Kto tam? - zapyta pewnym gosem, jakby niezadowolony, e kto przeszkadza mu w pilnej pracy. - To ja... Stepan... Przez zwinite donie spojrza w noc. Za szyb widniaa twarz jednego z uczniw starszych klas, Stepana Bohuka. To ty taki... - mrukn do siebie. - Widzisz go, a drania znam od dziecka, ot i wychowaem go sobie!... - Czego chcesz? - burkn. - Pane kierowniku, pane kierowniku, otwrzcie... - Nie otwieram po nocy. Przyjd rano. - Rano! Rano! Rano bdzie za pno... Pan Stefan spojrza uwaniej. Widzia zaciskajce si niecierpliwie wargi tamtego, ponaglajce gesty. Otworzy, nie otworzy - waha si kierownik. Jeli za Stepanem w otwarte drzwi wtargnie wataha rezunw, wtedy nie wyjd ywi. Jeli za ma on co wanego do zakomunikowania... - Otwrz - skina przez drzwi ona. - Stepan to porzdny chopak. Pachucki zdeterminowanym ruchem rki przeci powietrze i podszed do drzwi. Stepan zatrzyma si w sieni. - Wtikajte pane kierowniku, wtikajte, tej nocy maj przyj po was - miesza sowa polskie i ukraiskie. - Nie ma czoho daty, proszu was... Panu Stefanowi zy zakrciy si w oczach. - Dobry... dobry... - bka - dobry jeste chopak, Stepan. Dzikuj ci. Id, eby ci... - chcia powiedzie Ukraicy, ale ugryz si w jzyk. Ten te by przecie Ukraicem. - eby ci... tamci nie zauwayli... Drzwi zamkny si bezszelestnie. - Walu! - Zawoa do ony. - Bierz dzieci, wychodzimy. - Dokd? Pan Stefan podrapa si w gow. Rzeczywicie - dokd?... - Byle nie w domu. Choby tu, zaraz w tych jarach... Rozbudzone dzieci lkliwie spoglday w twarze rodzicw. Atmosfera tych czasw bya im zbyt dobrze znana, by mogy si dziwi temu, co dzieje si w ich domu. Alarm trwa krtko. Wkrtce caa rodzina wymkna si z mieszkania. By ju najwyszy czas. W niespena godzin potem przyszli. Z pobliskiego jaru mogli sysze ich podniesione gosy, pokrzykiwania, wesoe, buczuczne. Tak kiedy chodzili na zabaw. Wrd rozgwaru poznawali znajome gosy. Pan Stefan wsuchiwa si w ich dwik brzmicy teraz dziwnie, wypeniony obc treci, a mimo to na swj sposb bliski. To Hry - podchwyci burkliwy ton - ma chore dziecko, wozi je nieraz do ucka, do szpitala, choruje nadal, nieuleczalnie. A to Pyyp -

rozrni barw innego gosu - caa wie posdzaa kiedy jego on o kontakty z diabem. Mwili, e jest czarownic. Odbiera krowom mleko. Bo skdby jej wasne daway a tyle? Dopiero on, Pachucki, wytumaczy ludziom, e tajemnica tego wszystkiego tkwi w lepszej gospodarnoci Pyypw, e kady z nich moe w ten sposb zosta czarownikiem. Wrzawa podniosa si i nagle zgasa. - Ne ma ich! - wykrzykn kto zawiedzionym gosem. Posypay si przeklestwa. Tumult rzed, rozprasza si, oddala. Rankiem trzeba opuci wie - decydowa si z alem Pachucki. Ostatecznie, nie by pierwszy. Wszyscy komsomolcy, sekretarz sielrady Iwan z Mok i dzieckiem wyjechali ju dawniej, mimo e byli Ukraicami. On jeszcze czeka, mia nadziej na przetrwanie. Teraz ju nie ma na co czeka... Co noc drgajce, niespokojne uny pezay po niebie, pustoszc wsie, niszczc ludzki, w pocie czoa zdobywany, skromny, lecz cenny dobytek. A potem... A potem ju nikt nie wiedzia, skd nadciga nieszczcie. Bo i Polacy, mszczc si za mier swoich bliskich, zaczli napada na ukraiskie zagrody. Szczytem szalestwa byo to, e na og ginli nie ci, co zawinili, nie ci, co mieli skrwawione rce, lecz najzupeniej niewinni. Nikt ju zreszt o to nie pyta. Podsycana plotka o wzajemnych okruciestwach, wcieka nacjonalistyczna propaganda rodziy psychoz wzajemnej nienawici, obejmujcej swym zasigiem coraz szersze warstwy spokojnej dotd ludnoci. Okruciestwo przestawao by plotk, stawao si faktem, i jak proces w reakcji acuchowej rozwija si sznur przecigajcych si w okruciestwie zbrodni. Mordy i poogi objy cay poudniowo-wschodni obszar przedwojennej Polski: od dawnej granicy ze Zwizkiem Radzieckim a po Bug i dalej nawet, tzw. Zakierzoski Kraj, jak nazywali ten teren upowcy, i od bagien poleskich a po Karpaty. Jedynie tam, gdzie koncentroway si silne zgrupowania partyzantki radzieckiej, udawao si zachowa spokj midzy obu narodowociami. Za to gdzie indziej, gdzie zderzay si ze sob jednostki UPA i oddziay polskie kierowane przez orodek londyski, wzajemne rzezie przybieray charakter podwjnie zacieky. Latem tego dzikiego i straszliwego roku (czterdziestego trzeciego) bya ju daleko zaawansowana organizacja 27 dywizji AK, jednake jednostki tej dywizji nie podjy walki z Niemcami, z rzeczywistym wrogiem, bezporednim sprawc wszystkich nieszcz. Angaoway si natomiast w nie przemylan szarpanin z banderowcami, za krew polsk pacyfikujc wsie ukraiskie. Na nic si to nie zdao, nacjonalici ukraiscy byli silniejsi, byo ich znacznie wicej i w kocu polskiej ludnoci wiejskiej zacza zagraa na tych terenach cakowita zagada. Wsie puszczone z dymem, wsie opustoszae. Ludzie zostawiali rodzinne domy na pastw losu i cigani obdnym strachem przed rezunami, uciekali do miast, miasteczek, do wikszych skupisk spoecznych. Nieraz musieli rezygnowa z dorobku caego ycia, byle tylko unie cao gow. Ci, co nie umieli si na to zdecydowa, co do koca kurczowo pazurami trzymali si swojej ziemi zmieszanej przez wiele lat z wasnym potem, gorzko za to pacili, krwi nasycajc t ziemi... Przebrae! To sowo jak haso obiego wsie i kolonie polskie rozrzucone na do znacznej przestrzeni wok Koek. Brzmiao jak symbol nadziei, jak moliwo ocalenia. Stamtd wanie nadchodziy wieci o miaych ludziach, ktrzy nie zlkli si rezunw, chwycili za bro i stanli na rubieach wsi, bronic jej spokoju przed nieproszonymi, okrutnymi gomi. A tu co noc uny biy w niebo, co noc

ludzie padali pod kulami i noami fanatycznych bandytw, ktrzy wpadali do zagrd z okrzykiem rezaty Lachiw! Jak si broni w pojedynk? Jak si broni w dziesitk? A w setk? W tysic? - Uchodmy - powiedzia jeden. - Uchodmy! - powtrzyli inni. - Jak to? - zapyta ten i w. - Porzuci to, co przez cae ycie wasnymi rkami?... - Ratujmy si! - krzykn jeden. - Bez ziemi nie da si y - jkn ten i w. - Ratujmy si! - krzyknli z rozpacz inni. I porozumieli si z Przebraem. Ktrego dnia dwustu uzbrojonych ochotnikw z przebraaskiej samoobrony przybyo pod Koki i zaczo ustawia kolumn uciekinierw. Ostatnia szansa, uznali osadnicy. I wybrali j. Pi tysicy ludzi opucio okoliczne wsie, osady, kolonie i wyszo na drog, zabierajc ze sob wszystko, co byli w stanie zabra: wyadowane dobytkiem wozy i wzki, toboki na ramionach kobiet i mczyzn, trzod chlewn i bydo pdzone przez wyrostkw. Kiedy wielokilometrowa kolumna wreszcie ruszya, polecia nad ni jk zawodzcych rozpaczliwie kobiet. Patrzyy w stron swoich opuszczonych zagrd i egnay si z nimi by moe na zawsze. Oto stodoa, ktr ledwie trzy lata temu zbudowali, wasnymi rkami cinajc drzewo w lesie, na wasnych plecach dwigajc bierwiona. Oto studnia z wysokim, sterczcym aonie urawiem, dziesi lat sucym, a wci jeszcze krzepkim; oto dach pokryty przez braci dachwk w roku 1936, o czym wiadcz cyfry wyoone czerwono na szarym tle; oto sad, rodzcy ju owoce, w ktrym kade drzewko pielgnowano jak dzieci, opatulano na zim, nazywano osobnym imieniem; oto maliniak, miejsce pierwszej mioci... Kolumna cigna niemrawo. Konie z trudem radziy sobie z wyadowanymi po brzegi furami, krowy uwizane na sznurkach do wozw co jaki czas zapieray si ciko, winie rozpraszay si wok drogi. Wci jeszcze doczali nowi z kolonii rozrzuconych wzdu trasy, usiowali wepchn si w rodek, bali si koca kolumny, spodziewajc si atakw ze strony banderowcw. A nie byy to obawy pozbawione podstaw, kilkakrotnie sycha byo strzelanin, gwizday kule nad gowami, panika naruszaa i tak uciliw wdrwk. Wdrwk ludw, chciaoby si powiedzie - exodus... Chopcy z Przebraa mieli pene rce roboty. Patrole konne, rozlokowane wzdu kolumny, wci musiay penetrowa przydrone zagajniki, przepdza - na szczcie niewielkie - bandy upowcw, piesi uwijali si wrd wozw, usiujc zachowa jaki taki porzdek, nie dopuci do rozerwania si kolumny na wiele czci. Ryczeli zachrypnitymi gosami, krztuszc si w cikim kurzu, przekrzykujc z ogromnym trudem t wiszc nad kolumn niesamowit kakofoni dwikw - skrzypienie wozw, szczekanie psw, beczenie owiec, kwiczenie powizanych tu i wdzie wi, wrzask ptactwa domowego i pacz dzieci. A na domiar zego na Rudence banderowcy spalili most. Nie potrafili poradzi sobie w bezporednim ataku, to przynajmniej utrudni kolumnie pochd; moe uda si j zatrzyma na tak dugi czas, by cign posiki, uderzy jeszcze raz i rozbi przebraask oson. Na szczcie rzeczka bya niewielka i do szybko udao si znale na niej brd. Nie obeszo si jednak bez zamieszania, bez ogromnego wysiku modych przebraan, ktrzy musieli organizowa t niezmiernie kopotliw przepraw bez adnych ku temu rodkw - wasn inteligencj jedynie i si swoich rk. Koa wozw grzznce w piachu, wzniesienie przeciwlegego brzegu, trudnoci z bydem, z trzod - wszystko to

spowodowao do znaczne zahamowanie w tempie przeprawy. Soce wisiao ju nad samym horyzontem, kiedy ostatnie wozy wydostay si na drugi brzeg. Cen przeprawy byo tylko kilka zaginionych owiec i jedna winia, ktra wyrwawszy si z rk cigncych j za uszy zostaa zniesiona na gbi. No i ogromne zmczenie ludzi. Kobiety i dzieci zaadowano na wozy, ale mczyni padali wprost z ng. Gdyby banderowcy zaatakowali teraz wikszymi siami, nie mieliby trudnoci z rozbiciem kolumny i zdobyciem tego chopskiego bogactwa cignionego na wysoko wyadowanych wozach. Nie zdyli jednak. Bo oto ju polana, na ktrej ley Przebrae, i struki dymw z kominw na horyzoncie - to gotuje si strawa dla godnych, umczonych ludzi... * Maria nie powrcia jeszcze do domu; ostatnio cae dnie spdzaa w polu zajta okopywaniem ziemniakw. Nie by to moe najlepszy czas na mylenie - stan cigego zmczenia w znacznym stopniu otpia umys - ale nie moga uciec od wci pogbiajcej si troski o syna. Dziao si z nim co niedobrego, czego nie umiaa poj. Zrezygnowaa ju z dochodzenia, gdzie przebywa wiksz cz dnia, a nieraz i nocy, cho przeczuwaa, e wie si to nierozdzielnie z tym najwaniejszym: z wyran zmian usposobienia u tego osiemnastoletniego ju bd co bd chopca. To nie byy dziewczyny, to nie byo nic z tych rzeczy, ktre w tym wieku mog czowiekiem wstrzsn, a nawet bardzo go zmieni. Mgby si zamkn w sobie, owszem, mgby stroni od ludzi, wybucha nerwowo z byle powodu, ale przecie nie tak, nie tak... Przyglda si matce z jakim szczeglnym, zimnym zainteresowaniem. Jakby wci mia ochot co jej powiedzie, ale co, czego moga si tylko lka. Nie mwi, nie przestawa jednak jej podglda, ledzi. Maria odnosia nieraz wraenie, e patrzy na ni czowiek zupenie obcy, tyle byo w jego wzroku nowego i niezrozumiaego. Iwan te nie by lepy. Mia zreszt podstawy domyla si rde tej niepokojcej odmiany w usposobieniu i zachowaniu si syna. Nie podzieli si z Mari tymi domysami, cho cierpia nie mniej ni ona - chopak by przecie do niedawna kim, z kim mona byo wiza najlepsze nadzieje swego ycia! Kiedy zapad zmierzch, Iwan wyszed w pole. Spotka Mari w poowie drogi i nie odezwawszy si ani sowem, odprowadzi j do domu... * Z pocztkiem lata Przebrae stracio cakowicie swj dawny charakter - wsi spokojnej, rozrzuconej luno, swobodnie. Na terenie wybranym do ycia i mieszkania dla dwch tysicy ludzi znalazo si nagle osiemnacie tysicy. cigali ze wszystkich stron, szukajcy ju nie dachu nad gow, lecz kawaka ziemi, gdzie by nie dosiga ich kula lub n fanatycznego rezuna. Pocztkowo miecili si jeszcze w zagrodach przebraan, potem musieli ju y pod goym niebem. Jeszcze raz trzeba byo zastanowi si nad struktur organizacyjn tej oblonej republiki. Trzeba byo j przede wszystkim znacznie rozbudowa. A wic powoa do ycia komitet kwaterunkowy, ktry zajby si organizacj budowy nowych kwater dla tej ogromnej masy ludzkiej, kwater oczywicie prowizorycznych, takich jak baraki, ziemianki, szaasy. Nim to jednak nastpio, to jest nim przystpiono do budowy, komitet kwaterunkowy musia porozumie si z wojskowym sztabem samoobrony co do miejsca, w ktrym mona budowa. Chodzio o to, by nowe kwatery nie

utrudniay manewrw w czasie ewentualnej walki i aby byy objte obron. Rejon obrony w tym stanie rzeczy musia by oczywicie znacznie rozszerzony, wszelkie umocnienia, jak okopy, bunkry, zasieki z drutu kolczastego, musiay zosta przesunite gbiej na przedpola. Powsta take komitet aprowizacyjny. Wyywienie osiemnastu tysicy ludzi w warunkach cakowicie do tego nie przystosowanych to nie bagatelka! Ze wszystkich stron gromadzono zatem zboe, uruchomiono rzeni, piekarni, a take myn w ssiedniej wsi ukraiskiej Jezioro. (Nie mona tu pomin faktu, e mieszkacy tej wsi nie ulegli oglnej psychozie nienawici i do koca zachowali przyjazny stosunek do swych ssiadw z Przebraa, pomagajc im nawet w organizacji samoobrony.) Okazao si wkrtce, e nie obejdzie si te bez specjalnej komisji do spraw sanitarnych. W lesie przylegajcym do wsi zbudowano szpital, ktrym kierowa dr Henryk Kauyski. Doktor Kauyski dowodzi zreszt ca sub sanitarn na terenie samoobrony, majc do pomocy tylko jednego lekarza, ktry zbieg z ucka, kiedy Niemcy przystpili do ostatecznej rozprawy z ludmi narodowoci ydowskiej. Bya to piekielnie trudna praca, chyba jedna z najtrudniejszych w tej przedziwnej republice. W takiej masie ludzi, w tak nie sprzyjajcych warunkach higienicznych (chocia wiele uwagi powicano tej sprawie i jak tylko mona dbano o zachowanie wszdzie porzdku i czystoci) grozia wci epidemia tyfusu, trzeba z tym byo walczy na co dzie, trzeba byo walczy z wszawic i innymi chorobami, przeciwko ktrym lekw byo tak niewiele. A c dopiero mwi o warunkach, w jakich musiano przeprowadza skomplikowane nieraz operacje! Stale brakowao rodkw opatrunkowych, a narzdzia chirurgiczne byy niesychanie prymitywne. Szczupa grupka osb zajmujcych si tymi sprawami dwoia si i troia, a kiedy przyszy walki i trzeba byo zaj si jeszcze rannymi, nieraz bardzo ciko rannymi, padali wprost na twarz z tego ogromnego, nadludzkiego niemal wysiku. Ale pozostawaa jeszcze sprawa odpowiedniego zabezpieczenia si przed tymi, dla ktrych Przebrae wraz z wci rozrastajc si mas uciekinierw (cyfra ich przekroczya w kocu dwadziecia tysicy) stanowio jtrzc drzazg w oku i ktrzy nie zrezygnowali z myli o pozbyciu si tej drzazgi. Nowi ludzie to nowe kopoty, ale i nowe siy. Mona ju byo rozbudowa jednostk zbrojn do wielkoci batalionu. W jego skad weszy cztery kompanie, przy czym trzy z nich zajy pozycje wok wsi, natomiast czwarta zostaa rozlokowana w rodku, stanowic odwd oglny samoobrony. Powsta rwnie zwiad konny, zoony z czterdziestu jedcw, ktrym dowodzi wachmistrz kawalerii Koprowski. Nie poprzestano oczywicie na samej formalnej organizacji batalionu, w jego skad wchodzili przecie w wikszoci modzi ludzie niewiele majcy pojcia o broni i walce. Przystpiono zatem do intensywnego szkolenia, obejmujcego wiedz o broni, wiczenia strzeleckie, troch musztry, a przede wszystkim wyszkolenie taktyczne oraz umiejtno waciwego wykorzystania terenu w czasie walki. Powoli kompanie zatracay charakter oddziaw pospolitego ruszenia, przeksztacajc si w jednostki zdyscyplinowane i bojowo wartociowe. Powoli, krok za krokiem oczywicie, uzupeniano rwnie uzbrojenie. Nie byo to atwe. Przecie znikd nie mona byo spodziewa si normalnego zaopatrzenia bojowego, kady karabin, kady nabj trzeba byo zdobywa wasnym przemysem. Wykorzystano wszelkie moliwoci w tym zakresie. Nadal zdobywano troch broni od przekupnych Niemcw, nadal dyskontowano star przyja polsko-wgiersk i przeprowadzano tajne transakcje z onierzami madziarskimi, stacjonujcymi w okolicy dla ochrony linii kolejowych i rnych innych obiektw wojskowych. Do akcji zaopatrzeniowej wczyli si rwnie Polacy z ucka i Kiwerc, ktrzy na wasn rk zbierali bro i amunicj, gdzie si tylko dao, i dostarczali samoobronie. Nie zrezygnowano te z dalszego przeczesywania okolicznych lasw, gdzie wci znajdowano co, co pozostao po walkach w czterdziestym pierwszym roku. Duo broni byo niekompletnej, to i owo trzeba byo do niej

dorobi, wobec czego Kazimierz Olszewski, byy podoficer wojsk pancernych, zaoy rusznikarni. Wraz z pomocnikami, ktrych sobie dobra, kowalami i lusarzami, jeszcze raz powrci do wrakw czogowych. Po czym dorobiono do nich lawety i w ten sposb bateria artyleryjska stana do dyspozycji obrocw. System obrony znacznie teraz rozbudowano i poszerzono. Kada kompania, zajmujca pozycj zewntrzn, otrzymaa zadanie staego umacniania i udoskonalania stanowisk na powierzonym jej odcinku. Linia zasiekw z drutu kolczastego, opasujca ten ogromny obz warowny, osigna dugo dwudziestu kilometrw. To ju byo co, mona byo myle powanie o skutecznoci tak zrealizowanego zamysu obronnego. Aeby jednak nie da si zaskoczy ani przez faszystw ukraiskich, ani przez Niemcw, ktrym te w adnym wypadku nie mona byo ufa, dowdztwo Przebraa powoao do ycia sub wywiadowcz. Prac skierowan przeciwko Niemcom zaj si Adam Niedwiedzki, dobierajc sobie ludzi znajcych jzyk niemiecki i majcych dobre kontakty w miastach. Kilku chopcw wysano nawet na sub do schutzpolizei, aby zapewni sobie informacje z pierwszej niejako rki. Druga komrka wywiadowcza, prowadzona przez Zygmunta Drzewieckiego, zajmowaa si zbieraniem danych z terenu dziaalnoci banderowcw. Ludzie Drzewieckiego wchodzili w kontakt z ukraiskimi antyfaszystami i otrzymywali od nich informacje o wszelkich aktualnych i zamierzonych ruchach oddziaw UPA. Bya to dziaalno bardzo wana, odpowiedzialna i niesychanie poyteczna. Dziki niej w Przebrau wiedziano zawsze wczeniej o zamierzonych wizytach Niemcw, tak e mona si byo do nich waciwie przygotowa, ukrywajc cz uzbrojonych ludzi, maskujc co bardziej rozbudowane umocnienia. Mimo i Niemcy, wiedzieli o istnieniu samoobrony we wsi, nigdy jednak nie ujawniono przed nimi jej penej siy. Ludwik Malinowski, ktry przyjmowa ich oficjalnie, skary si swoj star pikn niemczyzn, e niestety nie mog zapewni ludziom penego bezpieczestwa, poniewa nie ma skd wzi broni, wic ta caa samoobrona jest raczej formalna ni rzeczywista. Niemcy kiwali gowami, wyraali al, e nie mog osadzi tu swego garnizonu, poniewa sami bardzo cierpi na brak ludzi. - Dziki Bogu - mwi potem Malinowski do swoich - jeszcze ich tu brakowao. Dobrze, e tam, na wschodzie, Rosjanie coraz mocniej bij ich w tyek, a tu partyzanci spa im nie daj... Niemcy zabierali czasem pewn ilo ludzi do pracy w tartaku, na og jednak zadowalali si masem, jajami, kurami i wynosili si na duszy czas. Wiedziano powszechnie, e niedugo bdzie trwa ten pozorny spokj, ten czas, w ktrym mona pomyle o zorganizowaniu tego nienormalnego ycia i jego jakim takim zabezpieczeniu. Dotd tylko pojedyncze i niewielkie bandy -krztay si po okolicach, szarpic stosunkowo niegronie i bojaliwie. Czyhay te bandy na jakie mniej ubezpieczone grupki przebraan i jedynie wtedy odwaay si atakowa, i to przewanie z zasadzki. Ale gotowao si ju w upowskim garncu wciekle, w wielu miejscach naraz przygotowano wiksze siy, cigano nawet posiki z dalszych terenw, a wszystko z powodu tego polskiego gniazda miakw, ktre nie tylko swoim zabezpieczyo ycie, ale miao czelno przyjmowa pod swoje skrzyda tysice uciekinierw. Wywiadowcy przynosili wiadomoci coraz bardziej niepokojce, coraz bliej trzeba byo po nie siga. Szykowaa si generalna rozprawa * - Syszae, batko?

- O czym? - Co zrobi Saczko? - A kto to jest Saczko? - Ten, co by przed wojn wjtem w Kokach, a teraz jest komendantem policji. - No co? - Powiesi swoj on. - A to gadzina! - A po mojemu dobrze zrobi. Ona bya Laszk. - No to co, e bya Laszk? Co to komu przeszkadzao? - Lachy to nasi miertelni wrogowie, trzeba ich wszystkich wyrn! Woodia wykona odpowiedni, ilustrujcy ruch rk i podszed do ojca bliej. Iwan zobaczy jego rozszerzone, byszczce oczy i odnis wraenie, e nie patrz w peni wiadomie. Byo w nich co jak nalot szalestwa. - Jak ty moesz, batko - mwi chopiec pochylajc si nad ojcem i szczerzc zby, w ktrych ky zdaway si wysuwa do przodu. - Jak ty moesz wytrzyma z Laszk pod jednym dachem? Dlaczego jej nie zaatwisz jak Saczko? Iwan silnym pchniciem rki odrzuci chopca od siebie. - Szczeniak! - powiedzia gosem penym przeraenia i pogardy. - e te z mojej krwi takie cierwo! Szczeniak! Nie by to ju wcale taki szczeniak. Przerasta ojca o p gowy i kto wie, czy nie by od niego silniejszy. - Uwaaj, co mwisz! - warkn ostrzegawczo. Iwan sapa jak dziurawy miech. - Ci twoi nauczyciele... wodzowie... - powiedzia z trudem - w twojej gowie... wszystko przewrcili... Przecie to twoja matka... - Matka nie matka, Laszka i tyle - odpowiedzia Woodia. - A raz Laszka, to trzeba ubi. Nie ty, to ja. - Swoj matk? - Laszk - uparcie powtrzy chopiec. - Taras Bulba zabi swego syna, a ty tyle ceregieli robisz o bab. Nie bj si, zaatwi j ani kwiknie. Iwan wzdrygn si. Przez chwil milcza, rozdygotanymi palcami usiujc zwin skrta. Potem zacz mwi, opanowujc si z najwyszym trudem. Mwi o spokojnym yciu, mwi o wojnie, o Niemcach, o faszystach, ktrzy zatruwaj ludziom serca i umysy, o tym, e wojna si kiedy skoczy, a wtedy trzeba bdzie odpowiada za swoje szalestwa. Przed wadzami, ktre na pewno nie bd niemieckie, i przed tymi ludmi, ktrzy nie dali si opta diabelskiej propagandzie nacjonalistw i faszystw. Z wysikiem dobierajc sowa, stwierdzi, e nie wolno ocenia ludzi wedug narodowoci, bo wszdzie s ludzie dobrzy i li, wszdzie s mdrzy i gupi. Proponowa synowi, eby si nad tym zastanowi, bo jak si zastanowi...

- Dopki nie wyrniemy Lachw, nie bdzie spokoju dla Ukrainy, nie bdzie szczcia dla narodu ukraiskiego - przerwa mu Woodia, jakby znudzony niezgrabnymi wywodami ojca. - Ubij Laszk, choby nie wiem co mwi... - Wyno si! - powiedzia wtedy Iwan. - Wyno si i nie pokazuj mi si wicej na oczy, jeli nie chcesz oberwa po gowie. Niech twoja noga nie stanie wicej w tym domu! Chopak przyglda si ojcu ze sceptycznym skrzywieniem ust. - To ty, batko, nie-Ukrainiec - zauway. - Wyno si! - powtrzy Iwan podnoszc si ciko. - I to ju! Syszysz?! - Dobrze - odpowiedzia chopak. - Pjd. Ale wrc jeszcze. Bd spokojny, e wrc i zaatwi Laszk jak Saczko. A jeli mi bdziesz przeszkadza... - Wyno si! - krzykn Iwan. Tym razem chopak ju nie zwleka, zapa czapk i znikn za drzwiami. * A jednak zaskoczyli. Sobie tylko wiadomymi ciekami zaszli od pnocy i nim strae podniosy alarm, wpadli do wsi. Obdna panika, jaka powstaa wrd ludnoci, znacznie utrudnia opanowanie sytuacji kompaniom samoobrony. Gsto strzelajc z broni maszynowej, banderowcy usiowali wedrze si do rodka wsi, wtedy jednak wesza do akcji kompania odwodowa i po zacitej walce, wspomagana przez kilka plutonw z pozycji zewntrznych, wypara napastnikw ze wsi. Mona wic byo mwi o zwycistwie, jego cena jednak bya zbyt wielka, by wolno byo si ze cieszy. Zgino kilkadziesit osb, zwaszcza spord bezbronnej, zaskoczonej ludnoci, spono kilka chaup. Wprawdzie pado te kilkunastu banderowcw, ale nastrj we wsi by raczej aobny. Tu i wdzie przebkiwano o niemoliwoci dalszej obrony. Cae szczcie, syszao si, e by to tylko jeden oddzia; a jeli cign wiksze siy? Co gorsza, w tym samym mniej wicej czasie nadesza wiadomo o cakowitym rozbiciu podobnej samoobrony w Hucie Stepaskiej. Nastrj zwtpienia ogarnia coraz szersze krgi uciekinierw. Wielu gotowych byo zrezygnowa z prby przetrzymania w Przebrau i odda si w rce Niemcw, ktrzy chtnie by ich wysali na roboty do Rzeszy. W kierownictwie samoobrony te nie byo najweselej. Ludzie z dowdztwa zdawali sobie spraw, jak wielk odpowiedzialno bior na siebie, zatrzymujc tutaj takie masy bezbronnej ludnoci. Wzili si jednak w gar i postanowili, e uczyni wszystko, aby jak najlepiej speni swj trudny obowizek. Najpierw zdecydowan postaw, moe nawet przesadnie zdecydowan, opanowali nastroje rezygnacji. Skierowali zainteresowanie ludzi na niwa, ktre dla zabezpieczenia si przed godem trzeba byo przeprowadza nie tylko na polach Przebraa, ale na wielu innych, nalecych do opuszczonych w okolicy wsi. Codziennie wychodziy do roboty grupy niwiarzy, ubezpieczone zbrojnym konwojem. Potem wzmocniono i udoskonalono szace obronne, wcignito do suby zbrojnej nowych ochotnikw i rozpoczto odpowiednie ich szkolenie. Okazao si te, e podczas ostatniej walki zuyto bardzo wiele z posiadanych zapasw amunicyjnych, tak e ponownie musiano wszcz wielk akcj o zdobycie nowych. Kreislandwirtem w Kiwercach by niejaki Jeske, ktry okaza si czowiekiem wyjtkowo asym na zoto i wszelkie inne wartoci wymienne. Nie omieszkano wykorzysta tego. Nie zostawiono rwnie w spokoju komendanta garnizonu wojskowego w Kiwercach, ktremu wpada w oko jedna z miejscowych piknoci. Za to dobrze musia zapaci szecioma tonami amunicji.

Przekupno Niemcw bya zbawienna dla Przebraa, przy pomocy bowiem rodkw zbieranych przez komitety powstae specjalnie w tym celu w ucku, Kiwercach i Royszczach kierownictwo samoobrony mogo zakupywa od nich znaczne iloci broni i amunicji. Jednoczenie nawizano czno z co bliej dziaajcymi ugrupowaniami partyzanckimi. Tu jednak musiano zachowa due rodki ostronoci. cignicie bowiem jakiegokolwiek oddziau partyzanckiego w bezporednie ssiedztwo Przebraa grozio samoobronie represjami ze strony Niemcw, a to rwnao si pogrzebaniu wszelkich nadziei na przetrzymanie. Kontakty z inspektoratem AK w ucku niewiele si przebraanom przyday. Kilkakrotnie pojawiali si we wsi akowscy oficerowie, powcigali niektrych z dowdztwa w poczet swoich czonkw i uznali, e to ju ich upowania do wyznaczania samoobronie miejsca w swoim planie Burza. Bezporedniej pomocy z tej strony Przebrae jednak nie otrzymao. Porozumienie midzy kierownictwem samoobrony a dowdztwem brygady im. Frunzego polegao przede wszystkim na wzajemnej wymianie informacji zwiadowczych dotyczcych ruchu oddziaw upowskich w najbliszym rejonie. Ponadto w tajemnicy przed inspektoratem AK mielimy we wsi swoich ludzi, ktrzy pomagali naszym grupom dywersyjnym. Korzystajc z uprawnie zastpcy do spraw polskich dowdcy zgrupowania partyzantw radzieckich na Woyniu, wydaem rozkaz, aby operujce w tym rejonie oddziay nie kwateroway nigdy w Przebrau ani w najbliszej okolicy. Chodzio o to, aby nie spali w oczach Niemcw samoobrony. Poinformowaem take dowdcw radzieckich o charakterze samoobrony i prosiem, by - jeli tylko bd mogli - nieli jej pomoc w razie ataku ze strony band UPA. Ta ostatnia sprawa nie bya, niestety, atwa, oddziay bowiem pozostaway w cigym ruchu, ich pomoc uzaleniona bya w duej mierze od przypadku. Kiedy jednak przez duszy czas w lasach cumaskich stacjonowa oddzia pukownika Miedwiediewa, nawizano z nim cis czno i wspprac. Albert Wasilewski, ktry pewnego dnia zjawi si w obozie Miedwiediewa, z przyjemnoci stwierdzi, e Rosjanie bardzo przychylnie przyjli przedoon przez niego platform porozumienia. Miedwiediew zgodzi si pomaga przebraanom w oczyszczeniu najbliszego terenu od bulbowskich band, otrzyma za to dwch znakomitych przewodnikw, ktrymi byli Oliwa i Gorgol. wietnie znali okolic, bardzo pomogli partyzantom. Wymiana hase uatwia dalsze przyjazne kontakty, ktre uwieczono porozumieniem w sprawie przerzutu do oddziaw partyzanckich jecw radzieckich, uciekajcych z niemieckiej niewoli. Henryk Cybulski, ktry w poowie czerwca spotka si koo wsi Dermanka z szefem zwiadu zgrupowania partyzanckiego Kowpaka, Piotrem Werszyhor, omwi z nim szczegowo t spraw, zlecajc j do wykonania swemu bratu Jzefowi. (Jzef Cybulski spisywa si znakomicie, dziesitki onierzy radzieckich, uciekajcych z obozu jenieckiego w ucku, jemu i jego ludziom zawdzicza ycie.) Szef zwiadu Kowpaka bardzo ywo interesowa si Przebraem, prosi o wyjanienie powodw, dla ktrych tak dua grupa uzbrojonych ludzi nie bierze udziau w walce z Niemcami. - Gdybymy opucili wie - odpowiedzia dowdca samoobrony - dwadziecia tysicy ludzi zostaoby wymordowanych w cigu jednego dnia. Werszyhora pokiwa gow. Argument by przekonywajcy. - Walczymy o wasne ycie i nikomu nie chcemy grozi, jeli nam nikt nie zagraa - doda Cybulski. - Tak. Sprawa jest suszna - przyzna Werszyhor. - Dzikuj wam, to byy bardzo wane wyjanienia.

Dopiero wwczas Cybulski uzna za stosowne doda, e wbrew pozorom samoobrona uczestniczy rwnie w walce przeciw Niemcom. Wprawdzie porednio, ale w warunkach, w jakich si znajduje, jest to chyba cakowicie zrozumiae. - Jak? - zainteresowa si Werszyhor. - A ot, choby przez organizowanie ucieczek jecom radzieckim. Albo przez udzielanie pomocy partyzantom, ktrych informuje si o ruchach oddziaw niemieckich i banderowskich i ktrym przydziela si nieodzownych przewodnikw. Albo wreszcie przez ciche sabotae i udzia niektrych ludzi z samoobrony w akcjach partyzanckich grup dywersyjnych. - wietnie - ucieszy si Rosjanin. Mg wic liczy na to, e jego ludzie, jeli trafi do Przebraa zbierajc dane o nieprzyjacielu, spotkaj si z przychylnym przyjciem i uzyskaj takie dane. Cybulski uzna, e nale do tego samego antyfaszystowskiego frontu walki i nic nie stoi na przeszkodzie cilejszemu wspdziaaniu. Wsppraca zatem konkretyzowaa si i w znacznym stopniu podnosia przebraan na duchu. * Lato byo soneczne, upalne. Zboe dojrzewao szybko, ju z pocztkiem lipca niwa byy w peni. Zote pole leao midzy lasami jak ogromny, puszysty dywan. Unosi si nad nim sodki zapach dojrzaych kosw i suchej ziemi. Kosiarze zaczli od lasu, kobiety z sierpami nieco z boku. Wysokie yto kado si z cichym szelestem. Koo poudnia, kiedy p pola leao w snopach, do dowdcy ochrony podbieg goows z karabinem na sznurku. - Niemcy, jak Boga kocham, Niemcy! - Jacy Niemcy?! - zdenerwowa si dowdca. - Meldowa nie umiesz? - Tak jest! Melduj, e tego... - speszy si chopak. - e Niemcy. Jak Boga... - Gdzie? - Jad na wozach w nasz stron. Drog od Kiwerc. - Prowad! Chopiec poprowadzi skrajem lasu, potem, skrciwszy w gszcz, wywid dowdc na niewielki pagrek, gdzie usadowio si kilku ludzi z osony roboczej. Leeli teraz midzy krzakami jaowca i spogldali ku drodze przecinajcej ssiedni polan. Dowdca nie musia o nic pyta: cztery wysokie wozy, z kilkoma uzbrojonymi ludmi w mundurach feldgrau na kadym, osigay ju las - za dziesi minut pojawi si na polanie, gdzie pracuje przebraaska grupa robocza. - Gdzie ich diabli nios? - sykn dowdca. - Jad jak na wycieczk! Wydao mu si, e dostrzeg midzy drabinami wozw drewniane widy. Czyby po zboe jechali? Ale dokd? Pola tu wok bezpaskie, to prawda, waciciele albo poginli, albo cignli do Przebraa. Niemcy z Kiwerc wida wiedz o tym i jad po ten bezpaski plon. - Le, may, do tych po drugiej stronie! - powiedzia do chopca z karabinem na sznurku. - Osadzamy wylot drogi i skraj polany. Jeden zostaje tu na obserwacji, reszta za mn!

Soce stao w zenicie. niwiarze zeszli z pola i skryli si w cieniu lasu na poudniowy odpoczynek. Kiedy grupa osonowa zsuna si z pagrka, nie zobaczya ju nikogo. To dobrze, pomyla dowdca, ocierajc z czoa grube krople potu, to bardzo dobrze, Niemcy te nikogo nie zauwa i moe nawet nie zatrzymaj si. le si czu w roli dowdcy, niedawno obj t grup osonow, brak dowiadczenia wytrca go z rwnowagi. Jeszcze gdyby to byli banderowcy, sprawa byaby jasna. Ale Niemcy? Jaka cholera ich tu przygnaa! - zoci si. Zalegli na skraju lasu i w tej chwili usyszeli turkot wozw. Niemcy, bez czapek, z zawinitymi rkawami mundurw i pistoletami opartymi na kolanach, koysali si nierytmicznie na wyboistej drodze i wydawali si by cakiem spokojni. Zachowuj si jak u siebie - pomyla dowdca - wydaje im si, e jak teren jest opanowany przez banderowcw, to mog by zupenie spokojni. Co za gupi nard... Niemcy nie pojechali dalej. Zobaczywszy pole zasane snopami yta, zatarli z uciechy rce i zeskoczyli z wozw. - Na ja! - zawoa ktry chwytajc za widy. - Einmal Schei, einmal Glck! Rozgaworzyli si radonie i zaczli adowa snopy na wozy. Robili to cakiem zrcznie, rozstawili si na do szerokim pasie, po dwch do kadego wozu, przy czym jeden podawa, a drugi ukada, jednoczenie powoc. Ktry z chopcw pocign nosem i szturchn dowdc w bok. No tak - pomyla dowdca - trzeba co postanowi. W tej chwili pod przeciwlegym skrajem lasu pojawi si jeden ze niwiarzy z kos na ramieniu i zacz i w stron Niemcw. Zauwayli go, kiedy si zbliy na odlego kilkudziesiciu metrw. Kazali mu stan. Zapytali, czego sobie yczy. - Panowie! - krzykn aman niemczyzn. - Das ist unsere! Dla wyjanienia zakreli rk szerokie koo. - Na ja, gut! - zamia si ktry z Niemcw. - Unsere! - Unsere! - powtrzy chop i podrapawszy si w gow doda: - Meine, nicht deine! - Geh weg! - krzykn Niemiec i zapa za pistolet. Chop odszed, a wtedy dowdca grupy osonowej powiedzia do swoich chopcw: - Kady bierze jednego, zaczynajc od lewej. Ale bez puda, jak na strzelnicy ... wasza ma. Salw. Cel... Ognia! Dowdca mia bro maszynow. Puci seri w jednego i zdy przyoy drugiemu, ktry wyskoczy spod lufy ssiadowi z prawej. Jeszcze dwch prbowao doskoczy do najbliszych drzew, ale tam szybko zaatwili ich ci, co zalegli po drugiej stronie wylotu drogi. Konie troch poniosy, jaki Niemiec, najwidoczniej tylko ranny, usiowa ukry si za jednym z nich, ale za chwil pad razem z koniem seria, ktr zdy wypuci, posza ju po wierzchokach drzew. Potem zrobia si naga cisza, konie zatrzymay si przy drodze, przebraanie powoli wychodzili z ukrycia. Z przeciwlegego kraca pola przybiegli niwiarze. - Ajajaj! - rozjczay si baby. - Co teraz bdzie?! - Spokj! - krzykn dowdca. - Spokj!

A kiedy zrobio si cicho, rozejrza si uwanie po twarzach ludzi, zlustrowa raz jeszcze lece nieruchomo ciaa Niemcw i machn rk. Wydawao si, e opdza si od much, ktre w upalnym powietrzu poudnia rozbijay cisz zdumiewajco gonym brzkiem. Po chwili powiedzia: - Niech im ziemia lekk bdzie... Teraz jest w porzdku. I do chopca z karabinem na sznurku: - Bierz konia i le po Malinowskiego! Niech tu przyjedzie w try miga! Walaj! I do reszty chopcw: - Pozbierajcie ich, poskadajcie w lesie i zamaskujcie troch. Co maj si piec na socu... Malinowski w asycie konnego patrolu zjawi si po dwch godzinach. - Cocie najlepszego narobili! - hukn na dowdc. - Melduj - odpowiedzia dowdca marszczc nos - e przyjechali po nasz chleb. Wtedy ... - zawaha si, otar spocony nos i spojrza na Malinowskiego z ukosa. - Co wtedy? - Wtedy - odpowiedzia dowdca - napatoczyli si banderowcy i ukatrupili tych biednych onierzy. - Jacy banderowcy?! - wybuchn Malinowski. - Przecie chopak mwi... - Chopak si pomyli - wyjani dowdca i popatrzy wok po twarzach swoich ludzi (chopiec z karabinem na sznurku z zakopotaniem drapa si w gow). - Banderowcy napadli na nas i na Niemcw. Zabili te paru naszych, alemy ju ich pochowali. Teraz si umiechn, szczerzc bezczelnie zby. - Zwariowalicie? - krzykn Malinowski. - Tak bdzie lepiej - odpowiedzia dowdca rozkadajc bezradnie rce. - Nie ma innego wyjcia. - A bodaj... - zacz Malinowski jeszcze podniesionym gosem i nagle przycich: wszystko stao si jasne. - A bodaj was - powtrzy ciszej - wymylilicie, no, cakiem, cakiem... Wydawa si chwil zastanawia, rozwaa w sobie jaki zamys, wreszcie zdecydowa si: - Trudno, wieziemy ich do Kiwerc... Oczywicie, e banderowcy ich ukatrupili - doda umiechajc si do ludzi. - Mymy te mieli straty, pewnie. Jechali do roboty, banderowcy zrobili na nich zasadzk, bohaterscy onierze niemieccy bronili si do ostatka... Zaadowali Niemcw na te same wozy, ktrymi tu przyjechali i zawieli ich do Kiwerc. To bya ryzykowna wyprawa, ale Malinowski uzna, e tym razem mona wykrci si tylko bezczelnoci; gdyby Niemcy zaczli szuka swoich ludzi i dochodzi, co si z nimi stao, ich wcieko mogaby si skupi na Przebrau. Udao si. Dowdca garnizonu niemieckiego w Kiwercach uwierzy Malinowskiemu, nawet podzikowa mu za dzieln postaw i obieca, e takiej zbrodni to ju banderowcom nie daruje. Co z tych obietnic musia istotnie zrealizowa, przy czym banderowcy musieli wywcha, kto by sprawc tego poduszczenia, bowiem odpowied ich bya prawie natychmiastowa. Po upywie krtkiego czasu na drodze z Przebraa do Kiwerc zorganizowali zasadzk i zaatakowali kilkunastoosobow grup przebraan, udajcych si do miasteczka na szeciu podwodach. Ale

zasadzka powioda si tylko czciowo. Zaatakowani znienacka przebraanie odpowiedzieli ogniem. Nim jednak zdyli zsun si z wozw i zapa midzy drzewa, stracili dwch ludzi. Kilku rannych przylgno do ziemi i usiowao schroni si przed dalszymi trafieniami. Banderowskie kule przeszyy te pierwszymi seriami dwch dowdcw grupy: Alberta Wasilewskiego i Wadysawa Cybulskiego. Wasilewski, ciko ranny, znieruchomia na wozie, natomiast Cybulski, cho cztery kule przeszyy mu pier, rzuci w las kilka granatw, po czym przypadszy za pniem jakiego grubego drzewa, otworzy do banderowcw ogie ze swego erkaemu. Po kilkunastominutowej walce napastnicy musieli si wycofa. Uczynili to zreszt w ostatniej chwili, bowiem od strony Przebraa, zaalarmowanego strzelanin, nadcigaa ju odsiecz. Kiedy chopcy pieszcy z pomoc zjawili si na miejscu, pierwsze, co rzucio im si w oczy, by czowiek siedzcy na pniu i strzpami porwanej koszuli usiujcy przewiza podziurawione plecy i pier. - A - stkn Cybulski zobaczywszy swoich i mikko osun si na ziemi... Po Cybulskim dowdztwo czwartej kompanii samoobrony obj Tadeusz Wojnicki. Jednak Wadysaw wykurowa si w kocu. Wyliza si te jako ze swoich ran Albert Wasilewski, zosta jednak inwalid. Agresywno upowcw wzrastaa. Wiksze i mniejsze bandy zapuszczay si coraz czciej pod sam wie i ostrzeliway pozycje samoobrony. W pojedynk czy kilkunastoosobowymi grupkami lepiej si byo nigdzie nie wypuszcza, bandy bowiem nieustannie grasoway w najbliszej okolicy. - Do! - powiedzia ktrego dnia Henryk Cybulski na posiedzeniu kierownictwa samoobrony. - Czas zastosowa star zasad wojenn: najlepsz obron jest atak. Zwiad donosi, e gwne bazy banderowcw, skd kierowane s wypady na Przebrae, znajduj si w Trociacu i Hanczycach. Proponuj rozbi te bazy! Propozycj przyjto i po kilkudniowych, przeprowadzonych w tajemnicy przygotowaniach ekspedycja karna przeciwko bandzie w Trociacu bya gotowa. Ktrego wieczoru trzystu uzbrojonych ludzi opucio obz warowny w Przebrau. Nocne uderzenie z zaskoczenia powiodo si cakowicie. Garnizon banderowcw zosta rozbity, kilkunastu faszystw zostao na placu boju. Przebraanie nakazali chopom opuci wie i przenie si dalej od Przebraa: wie musi pozosta pusta, aby banderowcy nie mogli tu zaoy ponownie swojej bazy. Niestety, jak si okazao, chopi wrcili pniej do swoich zagrd, wrcili wic te do wsi banderowcy. Wobec tego przy nastpnej akcji, tym razem skierowanej przeciwko bazie w Hanczycach, po rozbiciu duego oddziau banderowcw i usuniciu ze wsi jej staych mieszkacw wszystkie zabudowania spalono. Nie byo to mie uczucie - wracajc z akcji zostawia za sob un poaru... Ale wszystkie te odwanie przedsibrane akcje aktywnej obrony na krtki tylko czas odsuny czarne chmury zbierajce si nad Przebraem. Po likwidacji samoobrony w Hucie Stepaskiej, po krwawym rozprawieniu si z mieszkacami innych wsi i osiedli polskich w najbliszym rejonie dowdztwo UPA na Woyniu postawio swoim jednostkom nowy i zasadniczy cel: Likwidacja samoobrony Przebraa. Zbyt wielki by to orodek polski na tym terenie, by mg sobie spokojnie istnie, ale i zbyt silny, by mona byo przystpi do jego likwidacji z byle czym. Zaczto wic ciga siy z dalszych rejonw, tworzono te nowe bandy, zbierajc w nich wszystkich, ktrzy chcieli rezaty Lachiw i ktrzy chcieli si po prostu obowi. Opowiadano, e Polacy zgromadzili w Przebrau znaczne iloci bogactwa i wszelakiego rodzaju dobra, obiecywano, e tam si pohula wreszcie naprawd, jak nigdy dotd, e po zwycistwie stan si bogaczami. Poza oddziaami wic zajadych nacjonalistw i faszystw objto koncentracj rwnie bandy pospolitych rzezimieszkw i rabusiw. Teraz zwiad dzie w dzie donosi

o wci nowych kureniach i sotniach, przybywajcych z rnych stron Woynia w rejon zgrupowania. Doniesiono take o pojawieniu si broni cikiej. Byy to wiadomoci niepokojce, starano si ich nie rozpowszechnia wrd i tak do wylknionej ludnoci zgrupowanej na obszarze samoobrony. Wreszcie kiedy chopcy ze zwiadu zdobyli kilka szczegowych danych dotyczcych planu operacji, kierownictwo samoobrony zdao sobie cakowicie spraw, e oto nadchodz dni, ktre zadecyduj o by czy te nie by ich z takim trudem zakadanej republiki. Plan upowcw w swoich zasadniczych zaoeniach mia polega na nastpujcych zadaniach: cign w rejon Przebraa maksimum si, uderzy koncentrycznie z trzech stron, rozbi ugrupowanie obronne na izolowane od siebie odcinki i wtedy dopiero kolejno je likwidowa, uciekajc ludno napdza w kierunku Kiwerc, gdzie przejm j Niemcy, wywoc na przymusowe roboty do Rzeszy. Upowcy dali od Niemcw wsparcia tej operacji jednostkami Wehrmachtu lub SS. Ci jednak mieli powaniejsze kopoty: przecie nie wystarczao im ludzi nawet do odpowiedniej ochrony linii kolejowych; front wschodni cigle pka pod uderzeniami wojsk radzieckich, potrzebowa ludzi do atania wci nowych dziur, potrzebowa uzupenienia bojowego, a tymczasem tysice ton uzbrojenia wylatywao w powietrze i zarywao si w ziemi obok nasypw wraz z roztrzaskanymi pocigami. Gwna kwatera Hitlera atakowaa nieustannymi ponagleniami o przywrcenie porzdku na szlakach komunikacyjnych, wschodni gauleiter Koch wcieka si na bezradno swoich podkomendnych, a partyzanci bez przerwy wzmagali swoj dziaalno. Nadto przyszy akurat wieci o sawnym laniu, jakie dostao si elaznym zagonom Hitlera na uku Kurskim. Banderowcom musiay wic wystarczy bogosawiestwa, dobre, pene zachty sowa. Wszelkie wzmoenie bratobjczych walk byo hitlerowcom tylko na rk; niech si rn midzy sob, przecie poowa ludzi zajtych wojn domow to potencjalni kandydaci na partyzantw. Bro dostajecie mwili Niemcy - czynimy wam rne uatwienia, dalibymy i ludzi, ale skd ich wzi? Dowdztwo UPA zreszt zbytnio na to nie nastawao: bro niemieck rzeczywicie mieli, a ludzi zgromadzili w kocu tyle, e mogli by pewni wygranej. Zwiad samoobrony Przebraa donis, e w lasach cumaskich nie ma ju zgrupowania pukownika Miedwiediewa, e zgrupowanie to przed jakim czasem przenioso si gdzie dalej. Nie bya to radosna wiadomo, z Miedwiediewem istniay ju kontakty tak przyjazne, e w krytycznej sytuacji przebraanie mogli powanie liczy na jego pomoc. Cybulski nakaza chopcom ze zwiadu pilnie przeszuka najbliszy rejon operacji partyzanckich i koniecznie nawiza kontakt z jakim wikszym oddziaem. Mia podstawy do obaw, e wasnymi siami z tak siln armi ugrupowa upowskich samoobrona sobie nie poradzi. Wprawdzie bez przerwy pracowano nad umocnieniem szacw obronnych, wprawdzie w porwnaniu ze stanem z maja czy nawet czerwca przygotowania obronne byy daleko bardziej zaawansowane, sia bojowa rozbudowanego batalionu te bya znacznie wiksza, ale czy to wystarczy w ostatecznej bitwie z kilkakrotnie silniejszym wrogiem? W kocu lipca, niemal w przeddzie walki, zwiadowcy donieli Cybulskiemu o pojawieniu si w lasach cumaskich nowego oddziau partyzantw radzieckich. Mia dowodzi nimi pukownik Prokopiuk... * Sotnik zatrzyma si przed Woodi i umiechnwszy si kcikiem ust poprawi mu na czapce blaszk z trjzbem. - No jak, Polaczku, czujesz si przed walk? - zapyta. - Nie jestem Polakiem - odpowiedzia chopiec chmurzc si. - Jestem Ukraicem.

- Twoja matka jest Laszk - zauway sotnik, nie przestajc si umiecha. - Czekaj, czekaj powstrzyma chopca, ktry a rwa si do odpowiedzi. - Masz rne moliwoci, eby udokumentowa, e jeste Ukraicem. Jeli je wykorzystasz... - Zrobi wszystko! - krzykn Woodia prc si jak struna. Chcia dorzuci co jeszcze, ale sotnik ju go nie sucha, z krzywym umiechem w kciku warg odszed dalej. Potem przyszed rozkaz, by dokona ostatniego przegldu broni, a wieczorem przesun si o kilka kilometrw do przodu. Woodia czyci swj karabin prawie przez godzin. Potem wzi si do naboi, oglda kady po kolei, wyciera po kurtki a do lnienia. Co pewien czas podnosi znad roboty gow i oczami byszczcymi z emocji patrzy w stron, w ktr mieli pj o zmroku i gdzie leaa otoczona zasiekami z kolczastego drutu polska wie Przebrae. Ta wie, gdzie mieszkaj najbardziej bezczelni Polacy, ta wie nastpnego dnia powinna zosta zamieniona w poncy stos. I bdzie zamieniona, dla Woodi nie ulegao to wtpliwoci, poowa ukraiskiej armii powstaczej wemie udzia w tej piknej operacji - przynajmniej kr takie suchy... O zmroku Woodia szed w dugim wu ludzi zanurzajcych si wsk ciek w stary jodowy las. * Trzydziestego lipca w cigu nocy banderowcy przyjli ugrupowanie bojowe. O wicie na Przebrae pady pierwsze pociski banderowskiej artylerii. Pociski leciay gdzie od pnocnego zachodu, ale z innych stron zagraa bro maszynowa. Zaczynao si regularne oblenie, przy czym dowdztwo samoobrony nie od razu zorientowao si w zmianach, jakie w ostatniej chwili upowski sztab wprowadzi do swego planu ataku. Poszczeglne kompanie pozostaway na swoich odcinkach obronnych, podczas gdy gwne siy napastnikw zgrupoway si w lasach od strony wschodniej i std te miao nastpi generalne uderzenie. Trwao tam gwatowne przygotowanie artyleryjskie. Budzio to czujno Cybulskiego, ktry wszelkimi sposobami chcia sprawdzi, co naprawd z tej strony si szykuje. Jego obawy potwierdziy si: tu bdzie najgorcej. Wprawdzie nie mg wycofa kompanii na przykad z odcinka zachodniego, bo i tam wcale nie byo spokojnie, ale kompani odwodow przesun bliej wschodnich rubiey wsi. Teraz ju te nie zwleka z prb porozumienia si z oddziaem Prokopiuka. Zdecydowa si na to Albert Wasilewski. Wprawdzie nie czu si jeszcze dobrze, ledwie kilka tygodni mino od chwili, gdy zosta ciko ranny w pamitnej zasadzce na drodze do Kiwerc, ale uzna, e wanie on najlepiej sobie poradzi z tym niesychanie odpowiedzialnym zadaniem. Przecie trzeba bdzie zdoby zaufanie Prokopiuka i przekona go o potrzebie wystpienia. Zbyt powana to bya operacja, by mona byo tu cokolwiek przedsiwzi lekkomylnie. Oddzia Prokopiuka biwakowa w lesie na wschd od Przebraa, a wic gdzie na tyach zgrupowanych tu si banderowskich. Przedosta si tam nie byo atwo, wszystkie przejcia byy obstawione przez oblegajce wie bandy, jedyna wolna droga na wschd prowadzia przez rozlege bagna. Wasilewski z wielkim trudem, sobie tylko znanymi tropami, przesun si midzy ogniwami acucha oblenia i po jakim czasie dosta si do obozu partyzantw radzieckich. Zosta natychmiast odstawiony do sztabu. Kiedy zacz wyjania Prokopiukowi ogln sytuacj w tym rejonie, ten mu do szybko przerwa: - Wiemy o tym, co tu si wici, moi chopcy ze zwiadu pracuj bez puda. Wic teraz do rzeczy... Wtedy Wasilewski przedstawi zasadniczy cel swojej wizyty, to jest prob o pomoc.

- Boj si - powiedzia - e nie poradzimy sami. Siy banderowskie s kilkakrotnie wiksze ni nasze. Jeli przegramy, dwadziecia tysicy niewinnych ludzi wpadnie w apy rozwcieczonych faszystw. Caa nadzieja w waszej pomocy. - Rozumiem - odpowiedzia Prokopiuk. - Jak to sobie wyobraacie? - Najlepiej byoby, gdybycie ich zaatakowali od tyu - zaproponowa Wasilewski. - Z tej wanie strony banderowcy zgrupowali swoje gwne siy. Ale trzeba by byo przeprawi si przez bagna. Prokopiuk skin gow i naradzi si ze sztabem. Ustalono, e przy pomocy cznikw nawie si sta czno midzy oddziaem partyzantw a samoobron, dwustuosobowa grupa przeprawi si przez bagna, po czym na umwiony znak rwnoczesnym uderzeniem z obu stron banderowcy zostan wzici w kleszcze. Wasilewski wrci do Przebraa w zupenie innym nastroju. Nastrj ten jeszcze si poprawi, gdy dowiedzia si, e wszystkie pozycje obronne zostay dotd utrzymane, a kompania z odcinka zachodniego wykonaa nawet kontratak i po krtkim, lecz gwatownym starciu wyrzucia banderowcw z zajmowanych do natarcia podstaw wyjciowych. Wprawdzie nie zostaa wykorzystana szansa ostatecznego rozbicia ugrupowania banderowskiego z tej strony, ale do tego trzeba by si byo zdecydowa na pocig, a to oznaczaoby rozproszenie si obronnych. Sam fakt jednak przepdzenia napastnikw z tej przynajmniej strony wzmacnia znacznie samopoczucie obrocw. A bardzo to byo potrzebne, bo oto w p godziny pniej po ostrym przygotowaniu artyleryjskim ruszyy do generalnego natarcia gwne siy banderowcw zgrupowane na odcinku wschodnim. Poderwaa si do ataku pierwsza tyraliera napastnikw, a za ni poszy inne. Towarzyszy temu dziki, przeraliwy wrzask. Bro maszynowa obrocw rozpocza swoje obfite niwa, krzyowy ogie ci nacierajcych niczym jaka monstrualna kosa, ale nastpne szeregi pary do przodu jak w transie. Tuman kurzu i dymu owin szerokie pole bitwy, niesamowity haas plujcej ogniem broni miesza si z krzykami rannych i niesamowitym wrzaskiem atakujcych. Tu i wdzie zapalay si suche trawy i krzaki, wywoujc jeszcze wiksze zamieszanie. Pierwsi oszoomieni bitw i czarni od dymu napastnicy docierali ju do linii okopw. Byy to twarze straszne, wykrzywione okruciestwem, paajce pragnieniem krwi. Gdyby nie fakt, e za plecami swoimi obrocy mieli ju tylko rodziny, e nie byo dokd si cofa, bo cofanie rwnaoby si oglnej klsce, byliby chyba nie wytrzymali tego naporu wciekoci i obdu. Wiedzieli jednak, zdawali sobie z tego doskonale spraw, jak bardzo bezpardonowa jest ta walka, wiedzieli, e wa si w niej losy ostateczne. Wic walczyli nawet wwczas, gdy banderowcy wpadali do okopw, bronili si bagnetami, kolbami karabinw, nogami i zbami, zasypywali napastnikom oczy piaskiem, dusili. Nie byo ju wyboru, wszystko zostao postawione na jedn kart. Nie wiadomo jednak, jak by si to wci rozwijajce natarcie skoczyo, gdyby nie umwiona akcja oddziau Prokopiuka. Wystrzeliy w gr rakiety, ruszya do kontrataku kompania odwodowa, a rwnoczenie nastpio zaskakujce banderowcw uderzenie radzieckich partyzantw. Partyzanci wdarli si na tyy wschodniego zgrupowania, rozwinli gwatowne natarcie z uyciem broni maszynowej i granatw. Zdezorientowani banderowcy zamiotali si nagle jak w sieci. Czego jak czego, ale uderzenia na tyy najzupeniej si nie spodziewali. Z miejsca cay ich plan przewrci si do gry nogami, przygotowane do ataku oddziay pogubiy si, tu i wdzie zaczy strzela do siebie, dowdcy cakowicie stracili panowanie nad sytuacj. A partyzanci szli z impetem. Wypucili na skrzydach taczanki z cekaemami i te dopiero zaczy sia zamieszanie i popoch. Przebraanie wprowadzili do walki jeszcze jedn kompani, a kiedy piercie

oblenia rozsypa si na poszczeglne cofajce si ogniwa, uruchomili swj szybki oddzia konny, ktry skoczy w kierunku wsi Jeromka i przeci drog bandom wymykajcym si na pnoc. Utworzy si worek, z ktrego wydosta si byo coraz trudniej, zacza si rze ostateczna i bezlitosna. Niemrawe prby stawiania jakiego bardziej zorganizowanego oporu niszczono w zalku, banderowcy stracili ju cakowicie poprzedni animusz, teraz podobni przeraonym zwierztom rzucali si bezadnie na wszystkie strony z jedn tylko myl: wymkn si z tej elaznej puapki, unie gow z tego pogromu. Z szalestwem w oczach przedzierali si, gdzie tylko si dao, przez ziejcy ogniem piercie, w las, wpadali do bagna. Nie liczyli na pobaanie zwycizcw, nie mieli prawa na nie liczy, okruciestwo odpacano tu okruciestwem, bezwzgldno bezwzgldnoci. Jeszcze dugo po rozbiciu gwnego zgrupowania cigano po polach i lesie zmykajce chykiem niedobitki. Bitwa ucicha, strzelanina rzeda i przenosia si gdzie dalej. Na twarzach ludzi we wsi, trwoliwie oczekujcych na rozstrzygnicie walki, pojawi si wyraz ulgi. Uratowani! Przez cay dzie dreli na myl, e obrocy zostan pokonani, a oni dostan si w rce rozwydrzonych nacjonalistw i zwykych bandytw - mier nie bya t rzecz najstraszniejsz, ktr ju ogldali oczyma duszy, najpierw byyby zncania si i mki... Wic ju mona o tym nie myle? Powoli wysuwali gowy z rnych kryjwek, z piwnic, ostronie wychodzili przed domy. A kiedy zaczy wraca pierwsze grupki umczonych wojownikw, dwadziecia tysicy ludzi, ludno maego miasta, starcy i kobiety, dziewczta i dzieci - wszystko to wylego na ulice, by powita czarnych od dymu i kurzu, nieraz umazanych krwi wasn lub cudz, niepozornych bohaterw. Synowie, mowie, bracia, kochankowie padali w ramiona swoich najbliszych, zy radoci rozmazyway si na twarzach, cho tu i wdzie pojawi si te wyraz blu i rozpaczy. Bowiem nie wszyscy waleczni wrcili do domw... Suba sanitarna miaa pene rce roboty... Chopcw z oddziaw Prokopiuka podejmowano jak najdroszych synw i braci. A kiedy okazao si, e wikszo z nich to Ukraicy, ludzie przekonali si, e podzia narodowociowy nie ma waciwie znaczenia, e istotny jest podzia na faszystw i antyfaszystw. Zrozumieli, jak faszywe i obudne byy twierdzenia upowcw, e cay nard ukraiski powsta przeciwko Polakom. Oto by jeszcze jeden pikny dowd, e ludzie proci s brami, wszyscy, bez wzgldu na ich przynaleno narodow. e nigdy nard nie powstaje przeciwko narodowi, e nard moe powsta tylko przeciwko ciemizcom. A masowe rzezie? - powtpiewali niektrzy. A masowe rzezie - odpowiadali inni - to zbrodnia tych, ktrzy idc na sub Hitlera i uzurpujc sobie prawo do przemawiania w imieniu narodu, wykorzystywali jego niewiadomo i pchnli jego gniew w sobie tylko i Niemcom potrzebn stron. Nie wszyscy to tak formuowali, oczywicie, nie wszyscy to umieli nawet tak poj, ale zbliali si ku takiemu rozumieniu wsplnej tragedii coraz bardziej. I jeszcze jedno objawio si ludziom z Przebraa. To mianowicie, e antyradziecka propaganda, jak sycili ich akowscy oficerowie z ucka, bya szyta wyjtkowo grubymi nimi. Oto dwadziecia tysicy Polakw zawdzicza swoje ycie w duej mierze radzieckiej jednostce partyzanckiej. Czy trzeba czego wicej dla przyjani ni braterstwo broni i pomoc w sytuacji ostatecznej? * Byo ju ciemno, kiedy Woodia ockn si z tego nieprzytomnego snu, w jaki zapad po przebiegniciu kilku kilometrw. Z trudem, jak w cikiej malignie, przypomina sobie teraz wszystkie zdarzenia, jakie przey, nim znalaz si tu, w tym gstym zagajniku daleko od Przebraa. Walczy? Tak, walczy. Ruszy do swego pierwszego boju peen emocji i zapau. Ale co byo potem? Przy dalszych obrazach myl zatrzymywaa si niechtnie, prbowaa pomin to wszystko, co nastpio potem. Byo to zbyt straszne i zbyt niezrozumiae. Absolutny chaos, myn przeraajcy, zatracenie si. Zreszt, nim zacz miota si wraz z innymi w tej piekielnej matni, prbowa odszuka wzrokiem

swego sotnika, chcia usysze od niego rozkaz, ktry by uporzdkowa ten nagy, dziki pls przeraonych ludzi, nie chcia si temu podda, a potem... Potem ucieka jak inni. Najpierw z tumem sobie podobnych rzuci si do tyu, ale okazao si, e to wanie od tyu najsilniej zaciska si elazna szczka tej nieoczekiwanej puapki. Mg porwna tylko do pieka te gromy spadajce na nich ze wszystkich stron. Ludzie wci potykali si dziwnie i ju nie wstawali. Wic rzuci si na olep w jakie krzaki i zamany wp, chykiem bieg przed siebie, syszc wok jaki niesamowity haas i ostry gwizd kul. Potem wszystko zostao gdzie w tyle, ale nie mia siy rozprostowa si i bieg tak jeszcze jaki czas, a nogi odmwiy mu posuszestwa i pad w tym gstym zagajniku, ostatkiem si wcigajc si pod spltane ze sob krzaki jaowca. Nawojowaem si, pomyla z rozpacz, dotykajc upicej gowy. Krwi nie znalaz, musia oberwa czym tpym. Nadsuchiwa chwil, po czym podnis si ciko i rozejrza za karabinem. Nie znalaz, zgubi go gdzie po drodze, cho nie pamita chwili, w ktrej porzuca t swoj, tak wypieszczon bro. Obmaca bok z lewej strony - n pozostawa na swoim miejscu. Opuci zagajnik i zobaczy, e jest w pobliu swojej wsi. Byo zbyt ciemno, by mg dostrzec zabudowania, ale zna teren na tyle dobrze, by orientowa si w nim nawet po drobnych szczegach. Myla: uciekem jak zajc z pola walki, a miaem zadokumentowa swoj przynaleno do wielkiego narodu ukraiskiego. Czy naprawd nie jestem nic wart? Przecie czuj si Ukraicem i nienawidz Polakw. Sotnik powiedzia: moesz to zadokumentowa. Tak, mog to udowodni... Przyszed do picej ju wsi i zastuka do domu, w ktrym si wychowa. Iwan i Maria obudzili si natychmiast. - Nie otwieraj - szepna Maria. - Boj si... - Wyjrz - powiedzia Iwan. Zsun si z ka i podszed do okna. Kto stuka do drzwi rkojeci noa. Iwan pozna swego chopca. Ale podszed do drzwi i zapyta: - Chto tam? - To ja, Woodia. - Czego chcesz? - Otwieraj, bo inaczej sprowadz ca sotni! - Otwrz - powiedziaa Maria do Iwana. - To nasz syn. - Poczekaj - mrukn Iwan w stron drzwi. - Wcign portki. Poszed do kuchni i namaca siekier. - Otwieraj - popdzia go Maria. - Na co czekasz? Usyszaa zgrzyt odsuwanej zasuwy, potem zy miech syna nagle przerwany, guche uderzenie i oskot padajcego ciaa. - Jezu! - krzykna i czua, e serce podchodzi jej do garda. - Ubieraj si! - usyszaa tpy gos Iwana. - Nic tu po nas. Maria rzucia si do ciaa rozcignitego w progu.

- Sobacze yttia, sobaczaja smert - powiedzia Iwan. - Idziemy. N jeszcze lni w martwej doni chopca. * Niemcy nie darowali przebraanom tego pogromu, jaki spotka ich pupilkw. Wprawdzie nie mieli zbyt wiele czasu, by powaniej zaj si t ju przesadnie siln samoobron, ale przy pierwszej nadarzajcej si okazji skierowali tam kilka samolotw, ktre zbombardoway wie. Jak zwykle w takich wypadkach, najbardziej ucierpiaa bezbronna ludno. Nie zamao to jednak nowego ducha, jaki wstpi we wszystkich przebraan po odniesionym zwycistwie. Majc zagwarantowany na jaki czas spokj ze strony banderowcw, zajli si doskonaleniem organizacji samoobrony, a przede wszystkim sprawami zaopatrzenia. Zebrawszy yto, wzili si do pszenicy, owsa jczmienia. Codziennie wyruszay ekipy robocze pod opiek silnych grup osonowych na coraz dalsze pola, pozostawione bezpasko przez tych, ktrzy zostali wymordowani, i tych, ktrzy schronili si w Przebrau. Zbierano wszystko, co si dao, dwadziecia tysicy ludzi musiao mie codziennie chleb i zup - przez cae lato, jesie, zim - nikt nie mg przewidzie, jak dugo jeszcze przyjdzie czeka na wyzwolenie, na zniesienie tego mczcego stanu oblenia. Organa kierownicze samoobrony byy wci zawalone robot. Wszystkie komitety pracoway pen par. Nie mogo by zreszt inaczej, obz warowny obozem, a ycie ma swoje prawa. Najpierw ludzie musieli mie co do jedzenia, a potem nie mogli si obej bez ujawniania swoich namitnoci, a wic wiedli mniejsze i wiksze spory, gniewali si, czasem nawet nienawidzili, a modzi, jak to modzi nade wszystko si kochali. Sprawy doczesne i wieczne, sprawy zwyke i nowe, sprawy dzieci, opieki spoecznej i lecznictwa - wszystko to wymagao staych trosk i zachodw wadzy i jej rozmaitych organw. W zasadzie cao funkcjonowania tej spoecznoci bya podporzdkowana wymogom samoobrony, to oczywiste, ale samoobrona nie stanowia przecie celu samego w sobie, suya zabezpieczeniu najwyszej wartoci czowieka - ycia. Wic wszystko wizao si ze sob w nierozdzieln cao, poczwszy od modw w kociele, a skoczywszy na cudzostwie. Od ludzi wymagao si jednego: absolutnej solidarnoci w obliczu niebezpieczestwa. A poniewa niebezpieczestwo byo stae, wobec tego i solidarno musiaa ujawnia si w sposb permanentny. Lojalno wobec kierownictwa bya ju tylko naturaln pochodn takiego stanu rzeczy. Zdarzay si jednak wypadki wiadczce o absolutnej niefrasobliwoci niektrych uzbrojonych, nieraz przedwczenie, modych ludzi. Po prostu lubili postrzela, ot, tak sobie, dla hecy, dla rozrywki. Tu strza do wrony na drzewie, tam seria do zabkanego zajca, a ludzie we wsi a cierpli ze strachu, e znowu si zaczyna. Wydano surowe zarzdzenie zakazujce tego rodzaju lekkomylnych zabaw, ale okazao si ono mao skuteczne, zwaszcza e po pierwsze sprawcw nie zawsze mona byo uchwyci, a po drugie nie bardzo wiedziano, co z nimi czyni. - Kara! - woa Malinowski. - Kara apserdakw! - Jak kara? - zapytywano. - Do paki! Wsadza do paki! - piekli si Malinowski. Rzecz stawaa si plag i rzeczywicie domagaa si zdecydowanych rozwiza. Uchwalono zatem przeprowadzi co w rodzaju procesu pokazowego. Aeby przykad okaza si bardziej skuteczny, postanowiono postawi w stan oskarenia ludzi powszechnie znanych, popularnych i szanowanych. Wymagao to oczywicie sfingowania samego incydentu no i, rzecz jasna, znalezienia takich, ktrzy

zgodz si powici dla dobra sprawy i przyjm niemiy publiczny wyrok z naleytym respektem dla miejscowego prawodawstwa. Znaleziono takich. Najbliszej niedzieli dr Kauyski, wziwszy pod rk Stanisawa Adamowicza, poprowadzi go w stron szkoy. Adamowicz by oglnie cenionym i ubianym nauczycielem, a take wykadowc przysposobienia wojskowego. Z racji tej ostatniej funkcji chodzi stale z broni, a z racji obu nadawa si wietnie na towarzysza niedoli dla tak znakomitej persony jak kierownik suby zdrowia. Kauyski nie zdy wtajemniczy go wczeniej w sedno sprawy i teraz, gdy zada ode, by strzeli sobie na wiwat, spotka si z do stanowczym oporem. - Zwariowae? - usysza. - Chcesz, eby ci stary Malinowski wsadzi do kozy? - Trafie w dziesitk - przyzna si Kauyski. - Wanie tego chc. I wyjani rzecz ca. Adamowicz krzywi si pocztkowo, marudzi, prbowa wykrci si z tej niemiej imprezy, w kocu da si jednak namwi i hukn sobie do piknego wierka, a echo ponioso po wsi. Chwil pniej przechodzili przed kocikiem, skd wysypywa si po naboestwie tum wiernych. Ludwik Malinowski, targajc wciekle wsa, wyskoczy na drog i zatrzymawszy wszystkich, j wypytywa, kto mia strzela. Z pozornym ociganiem si sprawcy przyznali si do winy. - Ludzie! - zawoa Malinowski, pocierajc sobie policzki dla wywoania rumiecw oburzenia. - Tak dalej by nie moe! Jako odpowiedzialny za utrzymanie porzdku publicznego w Przebrau dam przykadnego ukarania sprawcw faszywego alarmu! Wok zgromadzi si tumek zaciekawionych. Pierwsze niespokojne spojrzenia w stron lasu ustpiy miejsca zwykemu gapiostwu. Malinowski wgramoli si na stojcy obok wz i ju w postawie ludowego trybuna wygosi pomienne przemwienie przeciwko tym, ktrzy ami elementarne zasady naszej spoecznej dyscypliny, ktrzy osabiaj nasze bezpieczestwo, ktrzy nie wykazuj obywatelskiej postawy, lecz przeciwnie. - Ale mnie wkopa - warkn Adamowicz do Kauyskiego. Ludzie zaszemrali z zaenowaniem. - Co pan wygadujesz, panie Ludwiku? - prbowa interweniowa jeden z gospodarzy. - Przecie to pan doktor i pan nauczyciel! - Doktor nie doktor, nauczyciel nie nauczyciel, wszyscy s rwni wobec prawa - odparowa Malinowski wycigajc rk gestem kaznodziei. - Do mamy prawdziwych lkw, ebymy mogli tolerowa jeszcze te faszywe. Ci obywatele zostan przykadnie ukarani, ale przedtem musz zoy publiczne wyznanie skruchy. - Mea culpa - powiedzia uroczycie Kauyski - ju nigdy wicej. - Ju nigdy... - stkn wijcy si jak pod prgierzem Adamowicz. - A teraz nakazuj ich aresztowa i odprowadzi do paki. Niech to bdzie ostrzeeniem dla innych! zakoczy Malinowski.

Zeskoczy z wozu i poprowadzi skazanych w stron szkoy, gdzie w kurniku, plecionym z chrustu, mieci si przebraaski areszt. Ludzie krcili z niesmakiem gowami, a Kauyski szed wrd nich z wysoko podniesionym czoem, jakby dostpi jakiego zaszczytu. * W kocu lata znacznie wzroso poczucie bezpieczestwa. Dysponowano do duymi zapasami zboa, zabezpieczono niema ilo zimowych mieszka dla ludzi, banderowcy omijali Przebrae z daleka. Ale wanie wwczas, kiedy zdawaoby si, e ju mona spa spokojnie, przyszy wieci o tym, jakoby w Omelnie, wsi lecej kilkanacie kilometrw na pnoc od Przebraa, saby przedtem garnizon UPA zacz szybko przybiera na sile. Na razie nie odway si jeszcze wyruszy przeciwko polskiej samoobronie, ale ju szarpa radzieckie oddziay partyzanckie. Czuli si tam tak pewnie, e zaoyli nawet szko podoficersk dla modych nacjonalistw. Sama zaoga nie bya zreszt tak liczna, skadaa si ledwie ze stu ludzi, natomiast znacznie wzmacniaa garnizon studwudziestoosobowa kompania wyborowych faszystw ze szkoy. Dla nich najwidoczniej, dla ich szkolenia, czyniono te wypady przeciwko partyzantom. Wypady te zirytoway wreszcie Prokopiuka do tego stopnia, e przysa do Przebraa jednego ze swych dowdcw, kapitana Kowalenk, z propozycj zorganizowania wsplnej operacji przeciwko banderowcom w Omelnie. Przebraanie przyjli t propozycj bez zwoki. Poza naturaln chci zlikwidowania gronego gniazda faszystowskiego, dziaa tu jeszcze jeden powd, dla ktrego Cybulski skwapliwie przysta na wspln akcj. Ten mianowicie, e ostatnio uwiadomi sobie w peni, e tylko dziaanie rka w rk z oddziaami radzieckimi moe doprowadzi do ostatecznego zwycistwa. Bo to bya ta realna sia, na ktr w kadej krytycznej chwili mg liczy. Uzgodniono zatem wszystkie szczegy operacji i pewnej wrzeniowej nocy stuosobowy oddzia ze zgrupowania Prokopiuka i dwustu ludzi z przebraaskiej samoobrony dokonali przemarszu w kierunku Omelna i zajli wyznaczone rejony zerodkowania. Jeszcze przed witem oba oddziay zbliyy si do samej wsi i usadowiy na pozycjach wyjciowych do natarcia. Wszystko zostao dokonane szybko i niemal bezszelestnie. Ludzie przygotowali karabiny, automaty, erkaemy, sprawdzili granaty rczne. Dowdcy uzgodnili ostatnie szczegy. Ledwie zawitao, w szare niebo strzeliy czerwone rakiety i oba oddziay ruszyy natychmiast do natarcia. Wie spaa, nim wartownicy wszczli alarm, atakujcy ju byli na miejscu. Banderowcy kwaterujcy w domach rozrzuconych na do duej przestrzeni nie byli w stanie zorganizowa jakiej zespoowej obrony. Zwaszcza e nie wszyscy od razu zdali sobie spraw, co si stao. Wielu gino, nim zdoali dotkn broni, inni pprzytomnie wyskakiwali na dwr, uciekali w bielinie ogarnici panicznym strachem. Tu i wdzie kto prbowa broni si z okna, tam radzono sobie szybko granatami. Gdzie zapalia si stodoa, buchny w gr wysokie pomienie. Terkot broni maszynowej i eksplozje granatw mieszay si z wrzaskiem nawoujcych si banderowcw, powsta haas, w ktrym nikt nikogo nie mg ju zrozumie. Nawet partyzanci i przebraanie pogubili si nieco w tym niesamowitym tumulcie, w tej wrzawie, w dymie, w nieopanowanej bieganinie. Ale banderowcy ju nie zamierzali stawi oporu, bronili si tylko o tyle, o ile to byo konieczne, by znale luk w piercieniu atakujcych i wydosta si z tej miertelnej matni. Niewielu si to udao, wikszo zgina od kul napastnikw lub w pomieniach palcej si wsi. Ledwie zdono zebra zdobyt bro i amunicj. O wschodzie soca walka bya skoczona. Oba oddziay opuciy pobojowisko i zapady w lasy. Gniazdo banderowskie w Omelnie przestao istnie. O jedno do skierowane w stron Przebraa byo mniej. Nie bya to pierwsza i nie ostatnia akcja tego typu. Wkrtce stao si zasad kierownictwa samoobrony: uprzedza agresywne zamiary przeciwnika, nie dopuci do ponownej koncentracji jego si. I wanie obecno oddziaw radzieckich na tym terenie umoliwiaa realizacj tej zasady.

* Zmienialimy rejon naszej dziaalnoci. Robilimy dwustukilometrowy niemal przemarsz spod Kamienia Koszyrskiego na pograniczu Woynia i Polesia do lasw cumaskich w okolicy Rwnego. Ktrego dnia przyprowadzono do sztabu jakiego chopa z on. Chop by bardzo zmczony, mia na sobie podarty kubrak, brod okala mu kilkudniowy zarost. By uzbrojony w siekier, ktrej, jak zameldowa wartownik, za adn cen nie chcia si pozby. Kiedy spojrza mi w oczy wzrokiem cikim, pospnym, poczuem si troch nieswojo. Posadziem go na pieku, sucym jako stoek, podsunem drugi jego onie i zapytaem, o co chodzi. - Zabijcie mnie - powiedzia po ukraisku. Proba bya do niezwyka, powiedziaem mu o tym. - Popeniem zbrodni - wyjani. - T siekier. Podnis j na wysoko oczu i przyglda si jej peen ponurej rezygnacji. - Zabijcie mnie - powtrzy. - T sam siekier. - Nie jestemy sdziami - powiedziaem. - Mwi, e jestecie sprawiedliwi - upiera si. - A ja szukam sprawiedliwoci. Poprosiem go wwczas, eby nieco szczegowiej opowiedzia mi o swojej sprawie. Wic opowiedzia, jak to jego jedynemu synowi, Woodi, przewrcono w gowie, jak nafaszerowano mylami rodem z pieka i jak ten jedynak, chopiec przedtem normalny i dobry, oszala od tych myli i zdecydowa si zabi matk tylko dlatego, e bya Polk. I jak on sam, Iwan Hreczko, uleg wreszcie obdowi i dokona zbrodni synobjstwa, kiedy chopak optany swoj straszn ide zastuka do drzwi chaty... - To nie wycie dokonali tej zbrodni -powiedziaem stanowczo. - To faszyci. Krew waszego syna ich wanie obcia. - Przecie ja wasnymi rkami... zacz z pewnym zaskoczeniem. - Stalicie si wraz ze swym synem ofiar faszystw - odpowiedziaem. Mwiem jeszcze jaki czas o zbrodniach hitlerowcw, ktrzy nie tylko wasne rce maczali w krwi niewinnych ludzi, ale i tych niewinnych i niewiadomych wpltywali w swoje niecne plany. Std dzisiaj, mwiem, tyle tragedii nawet wrd ludzi spokojnych. Mia widocznie w gbi serca podobne przekonanie, bo nie musiaem mu tych spraw tumaczy zbyt dugo. Jeli tak sdz naprawd, powiedzia w kocu, to niech mu pozwol zosta z nami, z partyzantami, chciaby ze wszystkich si bi si z tymi, ktrzy przynieli do jego kraju tyle nieszcz. Zosta z nami, dosta bro i walczy zaciekle z faszystami wszelkiego pokroju; mci si za krzywdy swoje i innych. Jego on, Mari, odesalimy do Przebraa, gdzie otoczono j serdeczn opiek. Dugo nie moga otrzsn si po tragicznej stracie syna, potem jednak wzia si za jak robot na rzecz samoobrony i przy jej pomocy powoli wracaa do rwnowagi. * W kocu wrzenia oddzia wasowcw po zlikwidowaniu swoich niemieckich dowdcw opuci posterunki ochronne na linii Kiwerce - Royszcze i poszed do lasu. By to bezporedni skutek

trwajcych od pewnego czasu kontaktw z partyzantami z oddziau Prokopiuka. Mieli zosta wczeni do partyzantki radzieckiej i walczc z Niemcami, zmazywa swoje winy. Niestety, natknli si od razu na banderowcw, ktrzy podajc si za oddzia radziecki, zagarnli ich ze sob. Wasowcy, przewanie Uzbecy, nieprdko zorientowali si, z kim naprawd maj do czynienia. Wielo i rnorako dziaajcych na tym terenie oddziaw lenych moga wprowadzi w zakopotanie nawet bardziej zorientowanych ni ci nieszczni Uzbecy. W sytuacji, w jakiej si znaleli, oderwanie si od banderowcw nie byo wcale atwe. Donis o tym Prokopiukowi jeden z Uzbekw, ktremu udao si zmyli czujki banderowcw i odnale tych, z ktrymi chcieli si naprawd poczy. Zameldowa te, e wszyscy s zgrupowani we wsi Sowatycze i znajduj pod nadzorem dwustuosobowego garnizonu upowcw. Prokopiuk zdecydowa si odbi Uzbekw. Ale nie bya to sprawa prosta. Rejon obozu banderowskiego w Sowatyczach zosta zamieniony w silny punkt oporu. Rozbudowana gsto sie okopw, bunkrw, gniazd cekaemw bardzo utrudniaa dostp do wsi. Aby operacja moga zakoczy si powodzeniem, naleao nie tylko uderzy z zaskoczenia, ale rwnie dysponowa okrelon przewag si. W drugiej poowie padziernika w Przebrau ponownie zjawi si kapitan Kowalenko i rozpocz pertraktacje z dowdztwem samoobrony w sprawie wsplnej akcji. Po kilku dniach Albert Wasilewski odszuka Kowalenk w jego obozie i przedstawi mu ju dokadny plan operacji. Stu pidziesiciu ludzi z Przebraa pod dowdztwem Szczepana Kamiskiego i Tadeusza Wojnickiego wyruszyo w kierunku pnocno-zachodnim i w pobliu chutoru Tworyniew spotkao si z oddziaem Kowalenki. - Dwaj nasi komunici ze Sowatycz - powiedzia Kowalenko do dowdcw polskich - donieli mi o aktualnej sytuacji we wsi. Wynika z niej, e najlepiej bdzie, jeli wsplnie uderzymy o pnocy. Proponuj, aby wasz oddzia obszed Sowatycze i bokiem zaatakowa umocnienia banderowcw na cmentarzu od strony pnocnej. Tam musicie si umocni i przygotowa si na przyjcie tych, ktrych napdzimy wam ze wsi... Polacy zaakceptowali taki plan uderzenia i uzgodniwszy jeszcze szczegy dotyczce cznoci midzy dowdcami, oddziay rozeszy si, zachowujc wszelkie rodki ostronoci. Przewodnicy sobie tylko wiadomymi tropami powiedli przebraan poza lini wart. Przed pnoc oddzia by ju na podstawach wyjciowych. Punktualnie o godzinie dwudziestej czwartej zaskakujcym uderzeniem oba oddziay wdary si midzy banderowskie pozycje. Polacy po krtkiej, zaartej walce opanowali cmentarz, Kowalenko za ze swymi chopakami wdar si do wsi. Zaskoczenie si udao i banderowcy zerwani ze snu nie potrafili stawi skutecznego oporu. Mrok nocy utrudnia im rozpoznanie, tak e tu i wdzie strzelali nawet do swoich. Jedynie ze strony, gdzie zakwaterowani byli Uzbecy, dolatywa ten sam stay krzyk: - Nie strelajtie! My sdajomsja! Wypierani ze wsi banderowcy w popochu uciekali w stron cmentarza, ktry lea na drodze do lasu. Ale tu spotkaa ich wyjtkowo nieprzyjemna niespodzianka, przebraanie siekli ich z wygodnych pozycji wrd starych grobowcw. Poszy te w ruch granaty, w ich olepiajcych wybuchach sylwetki upowcw giy si jak manekiny. Kilkudziesiciu zabitych pozostao na polu walki, reszta pod oson nocy rozprysa si na wszystkie strony wiata. Kiedy na niebie rozkwity zielone rakiety, by to znak, e oba oddziay nawizay ze sob bezporedni kontakt. I e ju byo po walce. Obliczono straty wasne: brakowao kilku ludzi, kilkunastu za byo

rannych. Jak na tak powan operacj, nie byy to straty wysokie. Zwaszcza e zagarnito nie tylko okoo stu nieszczsnych Uzbekw, ale i znaczne iloci broni i amunicji. T ostatni zdobycz, jak zwykle, podzielono si sprawiedliwie, natomiast byych wasowcw Kowalenko zabra ze sob. Wbrew pozorom nie mogli by od razu wykorzystani do walki, niewielka z nich pocztkowo bya pociecha, wymagali bowiem jeszcze powanej pracy ideologiczno-politycznej. Tu przecie nie chodzio o byle jakiego onierza, lecz o bojownikw wiadomych celw tej walki z faszyzmem. I w duej mierze partyzantom radzieckim to si udao... * Ju od duszego czasu Wadysaw Cybulski przebywa w szpitalu w Kiwercach. Jego klatka piersiowa, przeorana seri z automatu, goia si bardzo powoli, ale na og szybko powraca do zdrowia. Mimo dolegliwoci, jakie odczuwa wci w pucach, mgby zaliczy ten czas do jednego z najspokojniejszych w swoim yciu, gdyby nie przeszkody i emocje niejako zewntrzne. A wic przede wszystkim blisko dworca i wza kolejowego. Kilkakrotnie w cigu ostatnich miesicy waliy si tu bomby, budynek szpitala dygota jak w febrze, szyby sypay si na gowy chorym; a dymy z poncych na dworcu cystern zapieray dech w pucach. Opierajc si na rachunku prawdopodobiestwa, mona byo miao liczy na to, e wreszcie podczas kolejnego bombardowania ktra z mniej celnych bomb trafi w sam rodek pooonego wrd drzew szpitala... A potem przywieziono tu zbitego do nieprzytomnoci Ludwika Malinowskiego. - Skd on si wzi tutaj i co si z nim stao? - zapyta z niepokojem Wadysaw doktora Kauyskiego, ktry dzielc swj czas na Przebrae i szpital w Kiwercach ze szczegln troskliwoci zajmowa si Cybulskim. - Za odwany by - odpowiedzia Kauyski. - Po tym, jak nasi zrobili sieczk z banderowcw, stary nie powinien si by tu pojawia. Dobrali si do niego ukraiscy szucpolicaje i oto skutek - ledwie yje. - Ale bdzie co jeszcze z niego? - Mocny staruszek - odpowiedzia Kauyski z uznaniem. - Myl, e nie pucimy go na drugi wiat. - W Przebrau wiedz ju, co si stao? - Wiedz. Boj si, eby nie zechcieli si mci, bo przy takich okazjach zawsze najwicej obrywaj niewinni. - Miejmy nadziej, e do tego nie dojdzie. Henryk nie naley do ludzi w gorcej wodzie kpanych. - Bd tam jutro, zorientuj si. Wadysaw westchn ciko i zapatrzy si w sufit. - Nie martw si, bracie - pocieszy go na poegnanie Kauyski. - Ju niedugo tej udrki, Rosjanie wal do przodu jak taran... I wreszcie ktrego dnia wpadli na sal esesmani z grupy ochrony kolei i z krzykiem i poszturchiwaniem chorych jli sprawdza karty temperatury przy kach. Wypytywali przedtem lekarzy i pielgniarki, kim s chorzy, skd pochodz i co im dolega. Czepiali si zwaszcza rannych z broni palnej. Na to bya jedna ju od dawna przygotowana odpowied, a mianowicie, e s to robotnicy leni postrzeleni przez bandytw. Najduej zastanawiali si esesmani nad polskim kolejarzem, ktrego poprzedniego dnia z poparzon gow przyniesiono tu z dworca, gdzie zosta zmuszony przez Niemcw do rozczepienia zbombardowanego pocigu z cysternami penymi benzyny. Na szczcie innych rannych w gow nie byo, a o takich wanie Niemcom chodzio. Okazao si bowiem, e dwa dni wczeniej midzy Royszczami a Kiwercami wylecia na partyzanckiej minie

pocig zmierzajcy na front, a potem na miejscu katastrofy Niemcy znaleli okrwawion czapk. Ktry z partyzantw by ranny w gow, mg szuka schronienia i opieki tu w szpitalu, Niemcy mieli prawo przypuszcza, e znalazby tak opiek, bo przecie personelowi, gdzie nie ma ani jednego Niemca, wierzy nie mona. Esesmani zabrali na przesuchanie Kauyskiego i jedn z pielgniarek, Szur-komsomok. Wypuszczono ich po jakim czasie, nic nie wskrawszy. Wprawdzie przesuchujcy esesmani do koca nie chcieli da wiary, e personelowi szpitala nic na temat rannego partyzanta nie wiadomo, do ostatniej chwili grozili Kauyskiemu, e za pomoc bandycie zostanie rozstrzelany, a jego szpital rozpdzony na cztery wiatry, ale nie majc adnego dowodu winy, poprzestali tylko na pogrkach. Wynikao z tego do jasno, e za ktrym razem na pogrkach nie poprzestan. Zbyt wiele nielegalnych rzeczy dziao si w szpitalu, zbyt czst pomoc nis on antyfaszystom rnego pokroju, a zwaszcza onierzom przebraaskiej samoobrony, by mona byo udzi si nadziej, e do koca uda si to ukry przed podejrzliwymi oczami hitlerowcw i ich ukraiskich pomocnikw. Z tego, co mwi Kauyski, Wadysaw zrozumia, e dugo tu miejsca nie zagrzeje, e jeeli nie wrci do szybko do Przebraa, Niemcy dobior si i do niego. Z rnych aluzji personelu mg wywnioskowa zreszt, e w tajemnicy przed wszystkimi, a zwaszcza przed Niemcami, szykuje si stopniowa ewakuacja caego szpitala, przy czym kierunkiem ewakuacji miao by wanie Przebrae. Wtedy odby ostatni narad z Kauyskim i oceni swj stan na tyle pozytywnie, e zdecydowa si opuci szpital natychmiast, na wasn rk. Nastpnego dnia przysano po niego furmank. Zebrawszy swoje drobiazgi w wzeek, zaadowa si na ni saby jak niemowl i wyruszy z powrotem do swoich. Wytrzso go okrutnie, ale na og znis drog dobrze. Tylko raz poczu si dziwnie nieswojo, a byo to wtedy, gdy z zadowoleniem kontemplujc las rozpozna miejsce, w ktrym kryjcy si za drzewem banderowiec przyci go seri z broni maszynowej. * Skutecznie rozwijajca si polsko-radziecka wsppraca natchna Prokopiuka myl, aby zwoa specjaln narad powicon tej sprawie. Przy czym mieliby si na niej zjawi nie tylko dziaacze Przebraa, ale i reprezentanci innych, utrzymujcych si tu jeszcze orodkw polskich. Inicjatywa ta spotkaa si z aprobat zainteresowanych i oto ktrego dnia pusta dotd wie Hermanwka, leca w odlegoci ledwie kilku kilometrw od Przebraa, tu za botami warchaskimi, zaroia si od ludzi. Zdziczae koty, wasajce si po zagrodach opuszczonych przez gospodarzy ewakuowanych do Przebraa lub rwnie bliskiej Rafawki, koty odwyke od ludzkiego widoku pryskay teraz na boki, sposzone tak iloci ludzi. Przyby Prokopiuk z dowdcami poszczeglnych oddziaw operujcych w okolicy, przybyli Henryk Cybulski i Albert Wasilewski z Przebraa, Apolinary Oliwa reprezentujcy kierownictwo samoobrony w Rafawce i kilkunastu innych przedstawicieli polskiego ruchu oporu. Przybyo te kilka dobrze uzbrojonych oddziaw dla osony miejsca obrad. Obrady potoczyy si w atmosferze wzajemnej yczliwoci. Ustalono na nich wsplne hasa oraz rne sposoby wspdziaania. Uchwalono te, e na wypadek zagroenia jednej ze stron przez oddziay banderowskie lub niemieckie druga strona popieszy jej natychmiast z pomoc. W tym celu wprowadza si sta czno pomidzy oddziaami radzieckimi a polsk samoobron.

Przemawiajcy na zakoczenie obrad Prokopiuk musia przerwa na chwil. Zbliy si do niego adiutant i szepn mu co do ucha. Nachmurzona twarz Prokopiuka rozjania si powcigan z trudem radoci. - Przyjaciele! - powiedzia do zebranych. - Mio mi wam zakomunikowa, e w dniu dzisiejszym wojska radzieckie wyzwoliy Tarnopol... * W ostatnich tygodniach tego trudnego roku czterdziestego trzeciego oddzia partyzancki AK kapitana Bomby jako nie mia szczcia. Zmordowany forsownymi marszami, wygodzony i zaatakowany przez tyfus sta si gromad wycieczonych, bdcych u kresu si ludzi. Kiedy chopcy z tego oddziau, schorowani i pomczeni, dowlekli si do Przebraa, przyjto ich tu ze zrozumia yczliwoci. Mimo coraz powaniejszych kopotw z wyywieniem i kwaterami znalazo si dla nich i miejsce, i szczupe racje ywnociowe. Tyfus nie od razu zosta u nich ujawniony, a kiedy to nastpio, ju kilkudziesiciu mieszkacw Przebraa zdyo si nim zarazi. Dla doktora Kauyskiego i caego personelu suby zdrowia zaczy si dni wyjtkowo morderczej orki. Nie do, e zawsze brako lekw, ktrymi mona by walczy z chorobami w miar skutecznie, to jeszcze trafiali na nieprzezwycione przeszkody ze strony ludzi, ktrzy nagminnie amali zarzdzenia wydawane przez Kauyskiego. Chocia... chocia w jakim stopniu to lekcewaenie zarzdze sanitarnych da si wytumaczy owym stanem staego zagroenia, jaki ciy ju od wielu miesicy nad Przebraem. Bandy UPA to by wrg wyczuwalny, widoczny, wci bezporednio zagraajcy yciu. A choroby, mj Boe, choroby to co niemal naturalnego! Pewnie, e mona umrze i od choroby, ale taka mier jest normalna... Dopiero kiedy tyfus nabra rozmiarw epidemicznych, kiedy ludzie zaczli ka si masowo, przyszo opamitanie. Dla wielu przyszo za pno, pogrzebano kilkadziesit osb, a wrd nich gwnego pomocnika Kauyskiego, owego lekarza z getta uckiego. Bya to szczeglnie wyczuwalna strata, lekarz ten bowiem do ostatniej chwili z penym powiceniem harowa od witu do nocy. Ale dr Kauyski nie zaama rk. Do roboty w szpitalu i we wsi udao mu si po jakim czasie wcign jednego z jecw radzieckich uciekajcych przez punkt przerzutowy w Przebrau z niemieckiej niewoli. Zupenie przypadkowo dowiedzia si, e Rosjanin jest lekarzem, i ju go nie puci od siebie. Mia potem kogo zostawi na posterunku, kiedy udawa si do ucka na zdobywanie lekarstw. Nie gardzi przy tym adnymi metodami, korzysta ze znajomoci w miejscowym wiatku lekarskim, zaglda do szpitali niemieckich i wyciga stamtd, co si tylko dao - drog przekupstwa, perswazji, przedziwnych nieraz kombinacji. Nie zdarzyo si, by wrci z pustymi rkami. Sytuacja w kocu zostaa opanowana, ale kosztem ogromnego wysiku i nie bez strat. Ten najwaniejszy - obok zbrojnej samoobrony - front walki nie przesta istnie do koca, do samego wyzwolenia, a nawet duej. Cichy, ale najszlachetniejszy z frontw. * Front wschodni nadciga jak wielka nadzieja. Kada rozmowa midzy ludmi koczya si tsknym spogldaniem ku wschodowi, uwanym nadsuchiwaniem, grymasem zniecierpliwienia. Ludzie byli zmczeni - fizycznie i moralnie. Kiedy nocami zmarznita ziemia przynosia ledwie wyczuwalne drenie dalekich wybuchw, byli gotowi caowa j jak najmilszego zwiastuna. Zdawa by si mogo, e teraz bdzie ju mona odetchn nieco swobodniej, e banderowcy, przestraszeni nadcigajcym mieczem sprawiedliwoci, oprzytomniej wreszcie i zaprzestan dalszych mordw. Stao si inaczej. Koci w gardle byy dla nich te orodki samoobrony, ktre opary

si dotychczasowym prbom zlikwidowania, a wobec zbliania si Armii Radzieckiej miay wszelkie szanse ocalenia i przetrwania. Banderowcy rozpoczli koncentracj oddziaw majc nadziej, e uda im si zniszczy te orodki, zanim ocalenie stanie si faktem. Ludzi jednak do tego celu mieli wci za mao. Na ochotnikw coraz mniej mogli liczy. Ncenie zrabowanym dobytkiem przestawao dziaa. Liczba ochotnikw zmniejszaa si w miar, jak charakter zbrodni banderowcw stawa si coraz powszechniej znany. Uczciwo wielu Ukraicw nie pozwalaa im na uczestniczenie w tych zbrodniach. Coraz czciej zdarzay si przypadki odmawiania przystpienia do faszystowskich oddziaw. Tacy odstpcy byli cigani i surowo karani. W kocu dowdztwo banderowskich band przystpio do akcji przymusowego wcielania Ukraicw do swoich szeregw. Ogoszono powszechn mobilizacj, karano dezerterw, ktrych liczba mimo stosowania nieludzkich represji rosa z kadym dniem. Z trudem zdoano zgromadzi siy, ktre dowdcom banderowskim wydaway si wystarczajce do przeprowadzenia ostatnich wielkich akcji. Ktrego z pierwszych dni nowego, tysic dziewiset czterdziestego czwartego roku do Przebraa przybyo trzech ludzi a z Oyki. Byli bardzo wyczerpani. - Ratujcie, bracia! - jknli odsapnwszy. - Od duszego ju czasu tkwimy w zamku ksicia Janusza Radziwia oblegani przez band. Bronimy si ostatkiem si, brak nam amunicji, brak ywnoci, choroby siej spustoszenie. Zginiemy, jeli nie przyjdziecie nam z pomoc. Zabrzmiao to tak, jakby ywcem wyjte zostao z kart sienkiewiczowskiej powieci. Miasteczko pado upem najedcy, mieszkacy schronili si za wysokimi murami ksicego zamku. Egzotycznie i niewspczenie. Tyle tylko, e ta stara egzotyczna forma krya za sob cakowicie wspczesn tre. Ptora tysica ludzi, w tym starcy, kobiety i dzieci, przeywao tragedi lku, godu i chorb. cinici na maej przestrzeni zamku oczekiwali mierci zewszd - od wewntrz i od zewntrz. Czy udzili si jeszcze nadziej na ratunek? Jeli tak, to tylko dlatego, e taka jest natura ludzka, dla ktrej ostatni promyk nadziei ginie dopiero wraz z ostatnim tchnieniem ycia. Przebraanie stanli przed wyjtkowo kopotliwym dylematem. Zebrana na narad starszyzna roztrzsaa spraw na wszystkie strony. Zdania byy podzielone, odzyway si rne gosy: - Musimy im pomc. Nie moemy naszych braci odda na pastw bandy. - Nie wolno nam osabia naszej samoobrony. Wiecie, e w okolicy nie jest spokojnie, e banderowcy tylko czekaj na okazj, eby nas zdawi. - Tam czeka na nasz pomoc ptora tysica ludzi. - Tu narazilibymy na zgub przeszo dwadziecia tysicy ludzi. - Musimy im pomc. Nie umywajmy rk. - To bardzo szlachetny apel. Zwacie jednak, e od Oyki dzieli nas kawa drogi. - Nie moemy zaniecha naszej pomocy tylko dlatego, e od Oyki dzieli nas kawa drogi. - Ten kawa drogi to w sumie dwa dni, plus kopot z przepraw przez lini kolejow. Jeli banderowcy dowiedz si o naszej akcji, zd nas powyrzyna. - Niech rozstrzygnie komendant wojskowy - postanowiono wreszcie. Cybulski kaza wezwa Oyczan.

- Czy Niemcy wiedz o tym, co si dzieje w Oyce? - zapyta, kiedy zjawili si przed starszyzn. - Wiedz - odpowiedzieli Oyczanie. - I co? - I nic. Mwi, e nie zamierzaj zawraca sobie gowy takimi drobiazgami, maj powaniejsze sprawy na gowie. Ju dawno opucili Oyk. - W porzdku - powiedzia Cybulski. I do swego szefa sztabu: - Przygotowa trzystu udzi i tyle sa. O zmierzchu wyruszamy. - Ptora tysica ludzi - zauway niemiao jeden z oponentw. - Chcesz ich tu zabra? Gdzie ich pomiecisz? To nie lato. Cybulski ze zrozumieniem pokiwa gow. - Wic wolaby zostawi ich w lesie na niegu i mrozie? - zapyta. Pytanie zabrzmiao tak retorycznie, e tamten tylko machn rk i podnisszy si z krzesa, zwrci si do innych: - Panowie, bierzemy si za przygotowania kwater dla tych nieszcznikw... Cybulski wysa cznika do Wgrw ochraniajcych tory na odcinku Kiwerce - Rwne. We wsi Armatniw, gdzie by najdogodniejszy przejazd, cznik mia uzyska zgod wgierskiego dowdcy na przekroczenie torw przez ten niezwyky, trzykilometrowy kulig. Dogadali si. Dobre stosunki z Wgrami trway ju niemal od roku, z nimi te zawierano najpomylniejsze transakcje w sprawie zakupu broni i amunicji. Wic i tym razem nie mieli nic przeciwko temu, by przebraanie spokojnie pojechali t drog, tyle tylko, e musiao si to sta za dnia. Opniao to nieco wymarsz, ale innego wyjcia nie byo - w adnym wypadku nie naleao ryzykowa wywoania zbrojnej awantury. Wyruszono zatem o pnocy, a o wicie przekroczono tory w Armatniowie. W dwie godziny pniej dobili do Oyki. Cybulski z ulg stwierdzi, e zamek jeszcze si broni. Da rozkaz rozwinicia kolumny w szyk bojowy i natychmiast uderzy na miasteczko. Stao si to tak szybko, e banderowcy, najzupeniej nie liczcy si z moliwoci nadcignicia odsieczy dla oblonych, nie stawiali zbyt silnego oporu; postrzelawszy troch, rozpierzchli si po okolicznych jarach i zagajnikach. Na podejciach do miasteczka stany teraz przebraaskie ubezpieczenia, a reszta, prowadzona przez uradowanych wysannikw, ruszya pod zamek. Pod zamkiem zmarudzono zbyt wiele czasu. Obrocy nie od razu poapali si, z kim maj do czynienia. Ta nowa, uzbrojona sia przestraszya ich tak dalece, e ulegajc kracowej panice nie otworzyli nawet ognia, a ponaglajce okrzyki ich wasnych wysannikw nie na wiele pocztkowo si zday. Dopiero wywoywane przez nich imiona najbliszych i znajomych poskutkoway na tyle, e gdzie z boku otworzya si niewielka, elazna furtka i pojawio si w niej kilku uzbrojonych ludzi z broni nieufnie wysunit do przodu. Za to szalecza niemal rado zapanowaa wwczas, kiedy trzymajcy si ostatkiem si ludzie rozpoznali w przybyych rzeczywist pomoc. Wyndzniali i osabieni poczuli napyw takiej ywotnoci, e z krzykiem szczcia rzucali si w ramiona swoich wybawicieli, omal ich z ng nie zbijajc. Cybulski,

oganiajc si od nieprzytomnych podzikowa, od uciskw i ez radoci, do ostrym gosem zarzdzi natychmiastowe pakowanie si. - Macie dwie godziny czasu na zaadunek - powiedzia do zgromadzonego wok tumu wychudzonych, zzibnitych i paczcych ludzi. - Nie wolno wam tu pozosta ani chwili duej. Kada minuta zwoki grozi wprost nieobliczalnymi skutkami. Zabiera rzeczy najkonieczniejsze... Dobrze mu byo mwi rzeczy najkonieczniejsze, w takich wypadkach wszystko si wydaje najkonieczniejsze. Ludzie rzucili si do swoich ndznych majtkw, zagarniali wszystko, co im pod rk popado, wszystko przecie byo wane, wszystko jedyne, wszystko z trudem zdobyte wasn prac. Co wawsi i sprytniejsi od razu adowali swoje toboki na sanie i nim si kto spostrzeg, sanie ju byy wyadowane do granic wytrzymaoci, a poowa ludzi pozostaa bez rodkw transportu. Cybulski kaza wszystko natychmiast rozadowa. Podnis si harmider nieopisany, rozjczeli si ci sprytniejsi aonie. Cybulski zacisn zby i poleci swoim dowdcom, aby w porozumieniu z kierownictwem obozu stworzyli specjaln brygad zaadunkow, ktra przede wszystkim ma przyj na sanie dzieci, chorych i starcw. Potem dopiero mona zaj si tobokami, przy czym naley adowa je tak, by kada rodzina moga skorzysta z miejsca na saniach. Poszo sprawniej, ale czas lecia nieubagalnie, a Cybulski chcia za wszelk cen osign przejazd przed zmrokiem. Myla z niepokojem o dalekiej drodze, zwaszcza e pogoda si popsua, przyszed skd wiatr, przywlk niskie, czarne chmury, zawirowa drobny nieek. Zimno zaczynao dokucza, Cybulski zabi rce, chuchn w nie. Wtedy podszed do czowiek w ksiych sukniach i przedstawiwszy si jako ksidz kanonik Woronowicz, zaprosi go na swoj kwater. - Zmarze, synu, i pewnie godny - powiedzia. - Zasuye sobie przynajmniej na krtki odpoczynek. Zajrzyj na chwil do mnie. Cybulski nie mia odmwi, poszed. - Ale na chwil tylko, prosz ksidza - zacz, wchodzc do ciepego pomieszczenia. - Musimy zaraz... Umilk, zaskoczony tym, co ujrza na stole. By godny, w pierwszej chwili a linka mu pocieka na widok chleba, kiszonych ogrkw... i piknie przyrumienionych, pieczonych kur. Pozwoli si posadzi, z apetytem wzi si do jedzenia, wypi szklaneczk wdki i wtedy poczu, e co tu tak dalece jest nie w porzdku, i nastpny ks, jaki wzi do ust po tym odkryciu, ugrzz mu w gardle. Ksidz opowiada o strasznych chwilach, jakie przeywali na zamku podczas oblenia, a Cybulski pomyla, e nie dla wszystkich musiay by one jednakowo straszne. Nie ujawni przed ksidzem tej myli, ale w poowie obiadu podzikowa za posiek i tumaczc si pilnymi sprawami, opuci ksi kwater. Cholerny ksiulo, kl zy i na siebie, e przecie da si nacign na te przysmaki, cholerny ksiulo, gosi ofiarno to umie, ale podzieli si z tymi ndzarzami, swoimi brami, ktrzy a saniaj si z godu i marz o kawaku chleba, to jako nie potrafi. Ech, ludzie, ludzie... Grupka Ukraicw z miasteczka zacza go baga, by ich zabra ze sob. - Pijdemo z wami - prosili. - Nie prohaniajte nas. My ludzie spokojni, a tu zeeni (szob ich zaraza uduszya) nachodz i cign ze sob na bandyckie rzezie. Nie przeganiajcie nas! - Dobra! - mrukn Cybulski. - Zabierajcie si! Machn z rezygnacj rk. Ma si zmieci w przepenionym Przebrau jeszcze ptora tysica ludzi, zmieci si o tych dwudziestu wicej.

A czas polecia jak z bicza strzeli. Bya ju druga po poudniu, kiedy kolumna wyadowanych sa opucia wreszcie Oyk, kierujc si na pnoc, w stron Przebraa. Zmarudzono wic okropnie, ale mimo to Cybulski zachowa odrobin nadziei, e do przejazdu w Armatniowie uda si dotrze jeszcze przed zmrokiem. Dopiero gdy ta wycignita nieskoczenie karawana zanurzya si w wiee niegi za miasteczkiem, gdy zorientowa si, e tempo jej poruszania si jest wyjtkowo limacze, zrezygnowa z myli o atwym sforsowaniu torw. Mgby sprbowa popdzi nieco ten wlokcy si noga za nog tabor, tylko e nie na wiele to by si zdao. Warunki drogowe byy zdecydowanie niesprzyjajce, zadymka bia w ludzi wciekymi porywami, to przytrzymujc, to spychajc w wysoki nieg. A przecie prawie nikt nie szed z pustymi rkoma; to, co si nie miecio na przebraaskie sanie, ludzie dwigali na ramionach lub cignli na wasnych saneczkach. A i konie, zwaszcza te na przedzie, z trudem przecierajce drog, mczyy si szybko i wkrtce zaczy przystawa. Cybulski obstawi kolumn zbrojnymi. Daleko w przodzie, kilometr przed czowk, penetrowa drog patrol konny. Za nim posuwa si stuosobowy oddzia pieszy, stanowicy ubezpieczenie czoowe. Z obu stron kolumny ubezpieczenie boczne przedzierao si przez nieprzetarte cieki. I wreszcie silny oddzia zamyka cay pochd popdzajc przed sob maruderw z kolumny. Ju dawno zapad wczesny, styczniowy zmierzch, a wlokca si niemrawo karawana sa bya jeszcze daleko od kolei. Daleko w czasie, bo w przestrzeni nie pozostawao wicej ni sze kilometrw. Ale te sze kilometrw dla wyczerpanych ludzi i koni oznaczao dwie godziny drogi. Dopiero pnym wieczorem Cybulski rozpozna w mroku zabudowania Armatniowa. Wkrtce potem doleciaa go od czoa krtka strzelanina. Popdzi konia i wyprzedziwszy kolumn trafi na cofajcy si od przejazdu patrol konny. - Co si stao? - zapyta. - Paprykarze cholerni! - zoci si dowdca patrolu. - Pruj, nie pytajc, kto i po co. - Nie puszczaj? - Diaba tam! Nawet nie pozwolili si zbliy do siebie, boj si jakiego podstpu, czy co? - A mwilicie, e jestemy z Przebraa? - Pewnie! Powiedzieli, e jak z Przebraa, to puszcz. Ale dopiero rano. Tumaczyem, e ludzie s bardzo godni i pomczeni. A oni na to, e jak ludzie s pomczeni, to nie ma co ich cign po nocy, tylko trzeba im urzdzi we wsi odpoczynek. A teraz nie puszcz i ju. - Wesokowie, psiakrew! - zakl Cybulski. - W piciu chopakw przyszlimy tu na wycieczk szkoln. Tak im si pewnie wydaje, co? Zakl jeszcze raz, po czym kaza natychmiast otoczy dokadnie wie, tak aby nikt z jej mieszkacw, gdyby go nasza ochota skontaktowania si z banderowcami, nie mia moliwoci wydostania si na zewntrz. Kolumnie poleci zjecha z gwnej drogi, a potem wyznaczonemu do tego oddziaowi zabezpieczy ludziom kwatery, a koniom stajnie. Noc przesza spokojnie. O wicie wysani do Wgrw parlamentariusze ju ostatecznie dogadali si z oddziaem obsadzajcym przejazd i w chwil pniej duga, bardzo duga kolumna sa ponownie wyruszya w drog. Ludzie i konie zdyli nieco wypocz i teraz wszystko ruszao si wawiej. Zwaszcza e Cybulski wyda polecenie, aby przez przejazd przeprawi si najszybciej, bo chocia Wgrzy przygldali si przeprawiajcej kolumnie do yczliwie, to Niemcy, ktrzy tu czasem niespodziewanie wpadaj na inspekcj, mogliby spojrze zupenie inaczej...

Gdzie koo poudnia pierwsze sanie wjechay w obrb przebraaskiej samoobrony. Ludzie dopiero teraz poczuli naprawd, jak s zmczeni, teraz, kiedy zdali sobie spraw, e zostali ju ostatecznie uratowani, kiedy przyszo odprenie po tej cikiej, penej niepokoju drodze. Ostatni kilometr by najtrudniejszy, zdawa si wydua w nieskoczono: przecie zosta wreszcie pokonany i ludzie mogli odetchn z ogromn, wszelkie ble kojc ulg. * Wie Bereciany ley w samym sercu wielkich lasw ordynacji oyskiej, w odlegoci mniej wicej dwudziestu kilometrw na wschd od Przebraa. Tu w styczniu tego ostatniego dla Woynia roku okupacji stacjonowaa partyzancka brygada im. Frunzego. Front by tu, tu, niemal na wycignicie rki. Sarny byy ju wyzwolone, wojska radzieckie dotary do rzeki Hory, dalej na poudnie linia frontu biega przez Stepa, Podue, rzek Zamczysko, potem przez Kostopol, Tuczyn, Choszcze, Sabicice, Szepietwk i odchylaa si w d ku otwartym przestrzeniom Podola. Na jaki czas front utkn na miejscu, obie strony podcigay uzupenienia. Otrzymalimy zadanie rozwinicia szerokiej akcji dywersyjnej na linii kolejowej Kiwerce - Rwne oraz na szosie czcej uck z Rwnem. Tdy bowiem na najbliszy odcinek frontu Niemcy pchali posiki dla swojej przetrzebionej armii, musielimy im w tym przeszkadza wszelkimi siami. Ale nie byo to atwe. Nasycenie strefy przyfrontowej jednostkami armii niemieckiej byo znaczne, a ju szczegln trosk dowdztwo hitlerowskie otoczyo tu gwne szlaki komunikacyjne. Trzeba byo dziaa niesychanie ostronie i przewanie noc. Na gwat potrzebni byli przewodnicy. I to nie byle jacy, nie tylko obznajomieni wietnie z miejscowymi lasami, ale rozumiejcy te robot dywersyjn. Gdzie zaraz po pitnastym stycznia wybraem si z kilkunastoosobow zbrojn obstaw do Przebraa. Od dawna ju mielimy tam zakonspirowan grup zaufanych towarzyszy, ktrych dotd nie zabieralimy do brygady, nie chcc osabia samoobrony. Zreszt pozostajc na miejscu wykonywali robot niejako podwjn, nie tylko bowiem brali udzia w walkach przeciwko najazdom ukraiskich nacjonalistw, ale prowadzili rwnie akcje dywersyjne przeciwko Niemcom i zbierali dane zwiadowcze. Co jaki czas cznicy z brygady kontaktowali si z nimi, dostarczali materiaw wybuchowych, przejmowali dane o ruchach banderowcw i Niemcw. Dowdc tej zakonspirowanej grupy by Tadeusz Rykowski, ktry mieszka wprawdzie w Kiwercach, ale niemao czasu spdza te w Przebrau. Kiedy zjawiem si we wsi, zaproponowaem kierownictwu samoobrony wspln narad. Zebralimy si w obszernej izbie jednej z najokazalszych chat. - Moi drodzy - powiedziaem. - Jak dotd nie narzekacie chyba na wspprac z partyzantk radzieck. Nie narzekali, przeciwnie, bardzo sobie chwalili t wspprac. - Mam nadziej, e nie macie zatem nic przeciwko temu, aby ta wsppraca rozwijaa si dalej. - Oczywicie! - potwierdzili. - Jest nas, partyzantw, w lasach cumaskich adnych kilka tysicy. W razie potrzeby moecie liczy na nasz pomoc. Ucieszyli si, podzikowali i zapewnili, e postaraj si odwzajemni w razie potrzeby. - Dzikuj - powiedziaem. - A chc jeszcze doda, e chocia uzbierao si nas tu w pobliu niemao, nadal nie bdziemy do was zachodzi zbyt czsto, a ju w adnym wypadku kwaterowa. Wszystkie

oddziay partyzantw radzieckich otrzymay rozkaz omijania Przebraa, tak aby Niemcy nie mieli najmniejszego pretekstu do czepiania si was. Ograniczymy nasz uwag do linii kolejowej i szosy. Skinli gowami ze zrozumieniem. - Ale do naszych dalszych akcji potrzebni nam s przewodnicy - wyjaniem. - Zrobi si - odrzekli - jakeby nie. - Potrzeba mi duo przewodnikw - dodaem. - Ze czterdziestu. Spojrzeli po sobie, porozumieli si wzrokiem. - Wydaje mi si - powiedzia Cybulski - e i z tak iloci nie powinno by kopotw. Wprawdzie w pewnym stopniu osabi to nasz obron, ale w obecnej sytuacji, kiedy jestecie pod rk i stale moemy liczy na wasz pomoc, nie powinno to mie wielkiego znaczenia. - Mona - zgodzi si Malinowski. - Ale po cichu. Wybierzcie ich sobie i wyprowadcie tak, eby nikt we wsi o tym nie wiedzia. Ludzie maj gby szerokie, ktry chlapnie tam, gdzie nie trzeba, i potem nas Niemcy tak stukn, e si nie pozbieramy. - W porzdku - powiedziaem. - Tak mona. Mona zreszt wicej: ci ludzie zostawi tu wszystkie swoje dokumenty. Wic nawet gdyby ktry trafi w rce szwabw, ani si domyl, e to czowiek od was... Wybraem sobie czterdziestu ludzi i noc, w tajemnicy przed ludnoci wsi, opucilimy Przebrae udajc si na wschd, w kierunku naszej bazy w Berecianach. Potem chopcy spisywali si znakomicie, codziennie prowadzili grupy i grupki dywersyjne ku torom i szosie, wykorzystujc kad okazj, by zaminowa tory lub na szosie przygotowa skuteczn zasadzk na hitlerowskie kolumny zmierzajce na wschd. Pomylne prowadzenie naszej bitwy o szyny w duej mierze zawdziczalimy wanie przebraanom. * Pen ewakuacj szpitala w Kiwercach udao si przeprowadzi dopiero na pocztku zimy. I wbrew uzasadnionym zreszt obawom akcj t przeprowadzono wyjtkowo sprawnie. Powstaa nad wyraz sprzyjajca sytuacja dla tego rodzaju operacji. Pk front niemiecki pod ytomierzem i hitlerowcw w Kiwercach ogarna panika. Zarzdzili podstawienie wagonw i zaadowanie do nich wszystkiego, co si tylko da, wcznie ze szpitalem. Niemieckie instytucje cywilne i pwojskowe zaadoway si w pierwszej kolejnoci i pomkny piesznie na zachd. Potem czmychnli rwnie faszyci ukraiscy z rodzinami i z zagrabionym dobrem. A potem przyszed czas na szpital, ale wtedy ju poza garnizonem wojskowym nikogo w miasteczku nie byo (miejscowa ludno rozproszya si po wsiach). A Niemcy z garnizonu rozbili si na dwie grupy. Jedni umocnili si na dworcu, drudzy za w rdmieciu i poza obrb swoich umocnie starali si nosa nie wysadza, przynajmniej w tym najbardziej panikarskim dniu, kiedy si mwio, e lada chwila naley spodziewa si tu Rosjan. Tego wanie dnia wszystko w szpitalu zostao przygotowane do ewakuacji zgodnie z zarzdzeniem wadz niemieckich. A noc zajechay furmanki z Przebraa i najpierw chorzy, a potem cae wyposaenie szpitala, wszelkie leki, materiay opatrunkowe, narzdzia, a nawet wartociowy sprzt i ka, wszystko, co si tylko dao podnie lub wymontowa, potoczyo si wyboistym traktem na pnoc.

- Nic nie damy zabra Niemcom - mwili ludzie z personelu szpitala. - Nic - potwierdzali ludzie z Przebraa - nawet sedesw. I wymontowywali sedesy. - Wszystko to si jeszcze przyda dla naszej pracy - mwili ludzie z personelu szpitala. - Wszystko to si jeszcze przyda dla naszych chorych - dopowiadali ludzie z Przebraa. Gra na pewno bya warta wieczki. W ten bowiem sposb bezporednio po wyzwoleniu szpital mg by natychmiast ponownie uruchomiony. Na ostatnie furmanki zabrali si lekarze i pielgniarki. Nie odjedali w najlepszych nastrojach, ostatecznie kawaek ycia zostawiali w tych murach. Dopiero kiedy zanurzyli si w lasy za kolej, kiedy zapali oddech po zaadunkowej harwce, znaleli dodatkowe pocieszenie w satysfakcji, e spatali Niemcom niemaego figla. W pustym gmachu szpitala pozosta tylko felczer Nowak. Nie bya to atwa decyzja. Gdyby Niemcy wykryli, e w tak bezczelny sposb zdmuchnito im szpital sprzed nosa, odwany felczer pierwszy padby ofiar zemsty. Ale felczer pozosta wanie po to, aby Niemcy tego nie wykryli, bo gdyby wykryli, udaliby si do Przebraa, a wtedy caa wie, caa z takim trudem utrzymana samoobrona zostaaby zniszczona w jednej chwili. Niemcy byli jeszcze na tyle silni, by otrzsnwszy si z pierwszej fali paniki z powodzeniem przeprowadza solidne akcje pacyfikacyjne. Po dwch dniach przed gmach szpitala zajecha samochd. Wysiad z niego oficer w towarzystwie dwch oberfeldfebli. W pustym gabinecie naczelnego lekarza natknli si na Nowaka. - Gdzie jest szpital? - zapyta oficer. - Zosta ewakuowany na zachd zgodnie z rozkazem komendanta wojskowego - brzmiaa przygotowana odpowied. - A lekarze-jecy? - Chyba te - odpowiedzia Nowak, ale mniej pewnie. - Co to znaczy chyba? Bya ochrona wojskowa? - Nie byo. - I pan myli, e w takiej sytuacji nie uciekli? - powiedzia oficer krzywic si sceptycznie. Nowak dyplomatycznie wzruszy ramionami. Oficer odwrci si na picie. - Banda obuzw, a nie wojsko - powiedzia do swoich feldfebli idc do wyjcia. - Nigdy z czym takim wojny nie wygramy. No pewnie, zgodzi si z nim Nowak. * Do Przebraa przyby Adam wraz z paroma ludmi ze sztabu 27 dywizji AK dwudziestego stycznia 1944 r. W spotkaniu z kierownictwem samoobrony domaga si, aby cay oddzia zbrojny

samoobrony oraz wszelka modzie w wieku poborowym opucia wie i udaa si na koncentracj do Zasmyk pod Kowlem. Tam z przebraan stworzono by puk wchodzcy w skad 27 dywizji. Nikt si czego takiego nie spodziewa. Przez chwil panowaa absolutna cisza, a potem nagle zawrzao jak w ulu. - Czy wycie powariowali!? - A co z naszymi rodzinami!? - Przecie banderowcy... Adam podnis znaczco rk i uciszy zebranych. - Panowie - powiedzia - sprawa jest niebagatelna. Znkana ojczyzna dopomina si o swoje prawa. Nie mona wci myle tylko o wasnych interesach. Dotychczas dawalimy wam spokj, dzi wymagamy od was powicenia dla sprawy wyszej. Dzi bowiem, nie mam zamiaru tego ukrywa, sytuacja zmienia si wyranie na nasz niekorzy. - Na nasz niekorzy? - podchwyci Rykowski. Przebywa w tym czasie w Przebrau i zalicza si do jego aktywu kierowniczego. - To do ciekawe stwierdzenie. Teraz, kiedy Niemcy dostaj w skr, a trzeszczy, powiada pan, e to jest le. Czy mamy rozumie, e byoby dobrze, gdyby zwyciyli? A poza tym, czemu naley przypisa fakt, e obudzilicie si panowie dopiero teraz, kiedy u bram Polski stanli Rosjanie? Przeciwko komu w rzeczywistoci montujecie swoj dywizj? Adam przyjrza mu si uwaniej. Przez chwil wydawao si, e wybuchnie. Opanowa si jednak i odpowiedzia sucho: - Nie jest panu zapewne obca prawda, e dzisiaj Polska musi walczy z dwoma wrogami naraz: z Niemcami z jednej, a bolszewikami z drugiej strony. Czybym si myli? - Myli si pan - przytakn Rykowski. - A poza tym nie usyszaem odpowiedzi na moje pytanie. - Nie przyjechaem tu jako podsdny, u diaba - zirytowa si Adam. - Przypominam panom, e to, z czym tu przybywam, nie jest propozycj, lecz rozkazem. - Nie, nie da rady - powiedzia powoli Wasilewski i pokrci przeczco gow. - Organizacja naszej samoobrony nie jest ani dzieem, ani zasug AK. Jeli wrd przebraan s czonkowie AK, zwrcie si do nich personalnie. Moe posuchaj. Samoobrona Przebraa nie jest waszym oddziaem i nie moecie jej rozkazywa. Pomijam ju to, e w rozkaz, jeli ju nie jest zbrodni, to na pewno jest bezsensem. Byoby to tak, jakby pchn dwadziecia tysicy ludzi z naszego obozu wprost pod noe rezunw z UPA. Tego od nas nie oczekujcie. - O ile mi wiadomo - zauway Adam - od duszego ju czasu banderowcy wam wicej nie zagraaj. Boj si was - doda z grymasem udanego pochlebstwa. - Boj si dopty, dopki mamy si czym broni - odpowiedzia Cybulski. - Dopki jestemy silni. Niechby si tylko dowiedzieli, e oddzia zbrojny samoobrony opuci Przebrae... Wasilewski ma racj. Nie odejdziemy std! - Pamitajcie, panowie - powiedzia Adam, z trudem powstrzymujc gniew - ecie odmwili suenia wsplnej sprawie. - Zdaje si - zauway Rykowski - e nie spostrzeg pan dotd pewnej bardzo istotnej rzeczy, a mianowicie tej, e sprawa bynajmniej nie wyglda na wspln. Paska sprawa nie zbiega si ze

spraw Przebraa, gorzej, paska sprawa obraca si dzisiaj przeciwko Przebrau, przeciwko ludowi polskiemu, ktry zaufa swoim braciom z Przebraa i cign tu z caego rejonu... - To jest demagogia! - zaprotestowa gwatownie Adam. - Moemy to sprawdzi - odpowiedzia spokojnie Rykowski. - Proponuj, aeby pan Adam zechcia przedoy sw spraw na wiecu wszystkich mieszkacw Przebraa. - Daj pan spokj! - przestraszy si Malinowski. - Przecie to byby samosd! - Wart jest tego - odrzek zimno Rykowski. Adam uda, e nie usysza ostatniego zdania. - Panowie - powiedzia gosem ostrym, upominajcym. - Nie przyjechaem tu na wiecowanie... - A jednak szkoda, e nie chce pan wysucha tego, co sdz o tym ludzie - przerwa mu Cybulski. - Nie obchodzi mnie to - odpali krtko Adam. - Ale nas obchodzi - powiedzia Cybulski jakby z namysem. - I obchodzi tych ludzi, ktrzy przetrwali wszystkie najazdy bulbowcw. Czy mieliby paskim zdaniem zgin teraz wanie, kiedy zblia si kres ich udrki? Co pan chce przez to osign? To byoby przekreleniem naszych wszystkich dotychczasowych wysikw, zmarnowaniem wszystkich trudw i ofiar. Niech si pan sam zastanowi. - Do! - przerwa mu sucho Adam. - Uwaam, e obowizkiem waszym jest wykona ten rozkaz... - Bynajmniej - usysza spokojn odpowied. - Mielibymy wobec tego dwa obowizki: jeden wobec was, drugi wobec ludzi, ktrzy oddali si pod nasz opiek. Jeli s to obowizki sprzeczne, do ostatecznego spenienia wybieramy ten drugi. Zacisnwszy usta Adam natarczywie przyglda si kadej twarzy z osobna. Wszdzie jednak napotyka wzrok niechtny, jeli nie wrogi. - Czy wiecie, panowie - podj ostatni prb gosem niskim, niemal chrapliwym z wciekoci - co grozi komu, kto w warunkach wojennych odmawia wykonania rozkazu? Zawiesi gos, po czym dorzuci: - Kara mierci. Ktry z kta nie cierpia i stukn pici w st: - Tu ju go przeholowa! - zawoa z oburzeniem. - Swoj babci moe straszy, a nie nas! - Spokj! - zgani go Malinowski. - Pan Adam ma taki rozkaz i stara si go wykona wszystkimi siami. To nawet trzeba pochwali. Tylko przykro nam wielce, e nas ten rozkaz zupenie, ale to zupenie nie dotyczy. To wszystko, panie, wicej nic mdrego od nas nie usyszycie. - To moe i oddzia Bomby zechcecie zatrzyma, co? - zapyta Adam ze zoliwym skrzywieniem ust. - Nikt tu nikogo nie zatrzymuje - odpowiedzia Cybulski. - Ponadto oddzia Bomby to ludzie u nas przecie przypadkowi, jeli zechc odej, droga wolna... Musia wic Adam zadowoli si oddziaem Bomby, bo z przebraaskiej samoobrony nie poszed nikt. To by na pewno rodzaj zwycistwa, jeli nie penej wiadomoci politycznej, to przynajmniej

zdrowego rozsdku. Swoj zdecydowan postaw wobec Adama przebraanie wykazali, e nigdy nie pjd na adne awanturnicze wystpienia przeciwko Zwizkowi Radzieckiemu. * Przebrae byo szko ycia i walki. Nauka nie posza w las. Trzy tysice ludzi z tej placwki zasilio 1 armi Wojska Polskiego i w jej szeregach dokumentowao swoj patriotyczn postaw. Przebraanie do koca nie aowali swojej krwi. Ginli na froncie, zdobili piersi baretkami za rany, zdobywali odznaczenia. Rozwijali swoj wiedz wojskow, pogbiali wiedz o wiecie, wstpowali w szeregi partii. Henryk i Wadysaw Cybulscy, Siennicki, Chopecki, Niwiski, Babiski, Sawicki, Kowieski, ludzie, nazwiska, mona by je mnoy, mona by wymienia ich wysokie stopnie wojskowe lub rwnie wysokie stanowiska pastwowe i spoeczne. Losy ich ksztatuj si dzi rnie, a niegdy zaczynay si tak samo, wyrastay z jednego niejako korzenia. I chyba soki tego korzenia pozostaway w nich na zawsze. Czy szli tysicami do 1 armii, czy setkami wczali si do partyzanckiej brygady Grunwald, czy szli do boju u boku Armii Radzieckiej, czy skakali na tyy wroga - ten sok zawsze w nich fermentowa i pcha ich naprzd. I wwczas gdy brali w posiadanie prastare zachodnie ziemie polskie, i gdy orali je i zasiewali. Sok jak czerwona krew. A Ludwik Malinowski to epilog przykadowy. Po trudach i cierpieniach, jakich zazna w heroicznym okresie samoobrony, kiedy to przeywa ich tyle, e wystarczyoby tego na obdzielenie jeszcze dziesiciu innych, ten szedziesiciokilkuletni czowiek zjawi si ktrego dnia w nowo powstajcej polskiej brygadzie partyzanckiej i owiadczy ni mniej, ni wicej, e chce zosta adiutantem dowdcy. Przyzwyczaiem si ju by na czele, tumaczy, a e nie sta mnie dzi na dowodzenie, to przynajmniej bd blisko niego. Dziadku, powiedzia kto, czy nie czas na emerytur? Gupi, odrzek wwczas Malinowski, przeczesujc palcami swoj dug, bia brod, to jest zupenie tak, jakbym ja powiedzia do ciebie: smarkaczu, czy nie za wczenie wyskoczy z pieluszek? Malinowski pozosta w naszej brygadzie a do chwili, kiedy reorganizowalimy j przed wylotem na desant w Kielecczyzn. Ale i potem nie zrezygnowa z tego, aby by na czele. Wstpi na ochotnika do 1 armii ludowego Wojska Polskiego i przesuy ca wojn w zwiadzie konnym. Czy warto szuka bardziej wymownego epilogu dla tej opowieci o ludziach prostych i silnych?

WYDAWNICTWO MINISTERSTWA OBRONI NARODOWEJ Obwolut i stron tytuow projektowa Cezary Nerwiski Printed in Poland Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej Warszawa 1964 r. - Wydanie I Nakad 10.000 + 290 egz. Objto 6,57 ark. wyd., 5,5 ark. druk. Papier z Boruszowickiej Fabryki Papieru. Oddano do skadu 4.VIII.64 r. Druk. ukoczono w grudniu 1964 r. Wojskowe Zakady Graficzne w Warszawie. Zam. 904 z dn. 7.VIII.1964 r. Z-78. Cena z 12.-