Jacques Derrida

BIAA MITOLOGIA. METAFORA W TEK!CIE FILOZOFICZNYM
1


Egzerga.
Z filozofii retoryka. Z ca$ego niemal tomu zrobi% tutaj kwiat, wydoby% go, wynie'%,
upu'ci%, lub raczej ukaza%, wydoby% na 'wiat$o dzienne – ten wa)ki kwiat, jakby odwracaj,cy
si/ od siebie, zwini/ty w sobie – ucz,c si/ cierpliwo'ci od szlifierzy drogich kamieni…
Metafora w tek'cie filozoficznym. Pewni, )e w tym zdaniu rozumiemy ka)de s$owo,
spiesz,c si/, by pewn, figur/ w$,czy% – wpisa% – w dzie$o zdolne by% dzie$em filozoficznym,
mogliby'my zabra% si/ do rozpatrzenia kwestii szczegó$owej: czy istnieje metafora w tek'cie
filozoficznym? w jakiej postaci? do jakiego stopnia? czy jest czym' istotowym? czy
przypadkowym? itd. Pewno'% szybko znika: metafora uj/ta ca$o'ciowo wymaga, jak si/
wydaje, u)ycia j/zyka filozoficznego, a przynajmniej zastosowania tak zwanego j/zyka
naturalnego w dyskursie filozoficznym, czyli u)ycia j/zyka naturalnego jako j/zyka
filozoficznego.
Wymaga to ca$ej ksi,)ki, w sumie wi/c filozofii, uycia, a raczej dobrego u)ycia
filozofii. Rzecz w tym, )e zaanga)owanie wi/cej obiecuje ni) przynosi. Zadowolimy si/
zatem jednym rozdzia$em i u)ycie zast,pimy podtytu$em – zuycie. Najpierw zajmiemy si/
pewnym zu)yciem si/ si$y metafory w filozoficznej wymianie. Zu)ycie to nie przydarza si/
pewnej energii tropów, której przeznaczeniem – gdyby nie ono – by$oby pozosta% w stanie
nienaruszonym; przeciwnie, konstytuuje sam, histori/ i struktur/ filozoficznej metafory.
Jak inaczej to uzmys#owi$ ni) metafor,? Dlatego s$owo zuycie. Nie mo)na w istocie
uchwyci% zu)ywania si/ zjawiska j/zykowego, nie nadaj,c mu jakiego' figuratywnego
przedstawienie. Czym by$oby we w#a'ciwym sensie terminu zu)ycie si/ jakiego' s$owa,
wypowiedzi, znaczenia [signification], tekstu?
Podejmijmy ryzyko wyszukania w Ogrodzie Epikura przyk$adu (tylko przyk$adu, w
którym dostrze)emy obiegow, typowo'%) metafory zu)ycia si/ (metafory), zniszczenia jej
figury. Zauwa)my, )e egzerga tego rozdzia$u, metafora zapo)yczona od Anatola France`a –
filozoficzne zu)ycie si/ tej figury – szcz/'liwym trafem opisuje równie) aktywn, erozj/
egzergi.
Zamieszczony niemal pod koniec Ogrodu Epikura krótki dialog mi/dzy Arystem i
Polifilem nosi podtytu$ Albo o j)zyku metafizyki. Dwaj rozmówcy rozprawiaj, w$a'nie o
figurze zmys$owej, która kryje si/ w ka)dym poj/ciu metafizycznym i zu)ywa do tego
stopnia, )e staje si/ niedostrzegalna. Poj/cia abstrakcyjne zawsze skrywaj, jak,' figur/
zmys$ow,. Historia j/zyka metafizyki 'ci'le $,czy$aby si/ z zatarciem jego skuteczno'ci i
zu)yciem jego obrazowania. S$owo zuycie nie pada w rozmowie, mo)emy jednak odczyta%
jego dwojak, rol/: jest to oczywi'cie zatarcie przez 'cieranie, wyja$owienie, wyczerpanie, ale
tak)e jest to produkt dodatkowy kapita$u, wymiana, która nie trac,c pocz,tkowego wk$adu,
sprawia$aby, )e pierwotne bogactwo owocuje, powi/ksza$aby zwrot w postaci zysku, czyli
zwi/kszenia oprocentowania, pojawienia si/ j/zykowej warto'ci dodatkowej – te dwie
historie sensu s, ze sob, nierozerwalnie zwi,zane. „Polifil: By$y to raczej rojenia. Przysz$o mi
do g$owy, )e metafizycy, gdy tworz, swe terminy, podobni s, [obraz, porównanie, figura dla
oznaczenia figuratywno'ci] szlifierzom, którzy zamiast no)y i no)yczek toczyliby na swym
kole medale i monety, by zatrze% na nich napis [exergue], cyfr/ i rysunek. Gdy doprowadzili
ju) do tego, )e na ich monetach warto'ci pi/ciu franków nie mo)na ju) rozezna% ani Wiktorii,
ani Wilhelma, ani Republiki, mówi,: «Monety te nie maj, w sobie nic angielskiego, ani
niemieckiego, ani francuskiego: postawili'my je poza czasem i poza przestrzeni,; odt,d nie s,
ju) one wi/cej pi/ciofrankówkami: warto'% ich jest nieoceniona i obieg nieograniczony».

1
J. Derrida, La mythologie blanche. La métaphore dans le texte philosophique, w: idem, Marges de la
philosophie, Minuit, Paris 1972, s. 247-324.
Mówi,c tak, maj, s$uszno'%. Dzi/ki owej pracowitej robocie szlifierskiej s$owa z dziedziny
«fizyki» zosta$y przeniesione w dziedzin/ «metafizyki». Widzi si/ od razu, co na tym trac,;
nie od razu si/ postrzega, co na tym zyskuj,” (Ogród Epikura, s. 155)
2
.
Nie chodzi tutaj o oparcie si/ na tych rojeniach, lecz raczej o dostrze)enie, jak w ich
wewn/trznej logice zarysowuje si/ nasze problem, teoretyczne i historyczne warunki jego
pojawienia si/. Mamy tu przynajmniej dwa ograniczenia: 1. Polifil, jak si/ wydaje, chce
uratowa% ca$o'% kapita$u czy raczej, jeszcze przed akumulacj, kapita$u, naturalne bogactwo,
pierwotn, cnot/ zmys$owego obrazu, zha1bion, i poni)on, przez histori/ poj/cia. Zak$ada w
ten sposób – a jest to motyw klasyczny, osiemnastowieczny frazes – )e czysto'% zmys$owego
j/zyka mog$a wyst/powa% u 3róde$ j/zyka i )e etymon sensu pierwotnego, cho% skryty,
zawsze da si/ okre'li%. 2. Przej'cie od tego, co fizyczne, do tego, co metafizyczne,
etymologizm ten poczytuje za degradacj/. Aby zatem os,dzi% to, co filozof, bezwiednie,
czyni z metaforami, ów etmologizm pos$uguje si/ opozycj, 'ci'le filozoficzn,, która równie)
ma sw, histori/, i to histori/ metaforyczn,.
Potwierdza to dalszy ci,g dialogu: rozwa)a si/ w nim w$a'nie mo)liwo'% odnowienia
czy odtworzenia, spod metafory, która ukrywa i zarazem si/ ukrywa, „pierwotnej postaci”
egzemplarza zu)ytego, wytartego, wypolerowanego wskutek obiegu filozoficznego poj/cia.
Czy za-tarcie [ef-facement]
3
nie oznacza$oby zawsze zatarcia pierwotnej postaci, gdyby ona
sama siebie nie zaciera$a?
„Wszystkie te s$owa, czy to zniekszta$cone przez d$ugie u)ycie, czy te) wyg$adzone,
czy nawet przekute specjalnie dla jakiej' konstrukcji umys$owej, wszystkie je mo)emy sobie
przedstawi% w ich postaci pierwotnej. Chemicy wynajduj, odczynniki, dzi/ki którym na
papirusach czy na pergaminie wyst/puje atrament, zatarty doszcz/tnie. Dzi/ki tym w$a'nie
odczynnikom odczytuje si/ palimpsesty.
Gdyby analogiczny sposób post/powania zastosowa% do pism metafizyków, gdyby
rzuci% 'wiat$o na znaczenie pierwotne i konkretne, które stale acz niewidocznie tkwi pod
znaczeniem abstrakcyjnym i nowym, odnalaz$oby si/ wówczas my'li zgo$a dziwne, a
niekiedy mo)e i pouczaj,ce” (Ogród Epikura, s. 162).
Pierwotny sens, pierwotna posta% [figure], zawsze zmys$owa i materialna („wszystkie
wyrazy w mowie ludzkiej by$y ukute w kszta$cie materialnym i wszystkie one wyobra)a$y za
dni swej nowo'ci jaki' obraz, dost/pny zmys$om. (…) te nazwy nie s, w stanie uj'%
nieuniknionemu materializmowi naszego s$ownictwa” (Ogród Epikura, s. 161, 162)), nie jest
w$a'cicie metafor,. Jest to swego rodzaju przezroczysta figura, równoznaczna z sensem
w$a'ciwym. Staje si/ ona metafor, wówczas, gdy j/zyk filozoficzny puszcza j, w obieg.
Wówczas natychmiast sens pierwszy i pierwsze przesuni/cie ulegaj, zapomnieniu. Nie
zauwa)a si/ ju) metafory i bierze si/ j, za sens w$a'ciwy. Podwójne zatarcie. Filozofia by$aby
wi/c tym procesem metaforyzacji, który sam siebie znosi. Kultura filozoficzna z zasady
zawsze by$aby wytarta.
Jest to prawo ekonomii: dla zminimalizowania pracy 'cierania metafizycy najch/tniej
wybraliby z j/zyka naturalnego s$owa najbardziej zu)yte: „metafizycy wybieraj, ch/tnie do
polerowania s$owa takie, które dochodz, do nich z zatartymi ju) nieco rysami. Tym sposobem
oszcz/dzaj, sobie oni znacznej cz/'ci mitr/gi. Niekiedy bywaj, jeszcze szcz/'liwsi, zabieraj,
si/ do s$ów, które b/d,c w d$ugim i powszechnym u)yciu, zatraci$y od czasów niepami/tnych
wszelki 'lad rysów, które nosi$y” (Ogród Epikura, s. 159-160). I na odwrót, jeste'my

2
A. France, Ogród Epikura, prze$. W. i J. D,browscy, Warszawa 1922. W tej samej ksi,)ce mamy co' w
rodzaju roje1 na temat figur alfabetu, pierwotnego kszta$tu niektórych liter (O rozmowie, jak, dzi' w nocy
mia#em z pewnym cieniem w kwestii pochodzenia alfabetu, s. 106) (oznaczenia sytuujemy bezpo'rednio w
tek'cie jako Ogród Epikura – przyp. t$um.).
3
Rozsuwaj,c s$owo effacement („zatarcie”) i jego cz/'% wyró)niaj,c kursyw,, Derrida wydobywa w nim inne
s$owo: face – „twarz”, „oblicze”, ale równie) „awers monety”, „orze$” (przyp. t$um.).
metafizykami, cho% nic o tym nie wiemy, proporcjonalnie do zu)ywania si/ naszych s$ów.
Polifil, nie robi,c z tego jakiego' tematu ani problemu, nie mo)e jednak nie doj'% do kresu:
absolutnego zu)ycia si/ znaku. Czym to jest? I czy ta strata – czyli ta nieograniczona warto'%
dodatkowa – nie jest czym', co metafizyk stale preferuje, na przyk$ad wówczas, gdy wybiera
poj/cia w formie negatywnej, ab-solutny, nie-sko.czony, nie-dotykalny, nie-byt? „Na trzech
stronicach Hegla, wzi/tych na chybi$ trafi$ w jego Fenomenologii [ksi,)ka nader rzadko, jak
si/ wydaje, cytowana w 'rodowiskach akademickich Francji w roku 1900], w'ród dwudziestu
sze'ciu wyrazów, stanowi,cych przedmioty zda1 wa)kich, znalaz$em dziewi/tna'cie
terminów negatywnych i siedem pozytywnych: (…) Ró)ne ab, in, non dzia$aj, jeszcze
energiczniej ni) ko$o szlifierskie. Zacieraj, wam one za jednym poci,gni/ciem wyrazy jak
najbardziej uwypuklone. Niekiedy co prawda zwracaj, wam one tylko te same wyrazy i
oddaj, je wam z sensem odwróconym” (Ogród Epikura, s. 157-158). Pomi1my dowcip;
pozostaje do zbadania stosunek mi/dzy metaforyzacj,, która sama siebie znosi, i poj/ciami w
formie negatywnej. Funkcj, tych ostatnich jest – przez zluzowanie sko1czonego okre'lenia –
zerwanie wi/zi $,cz,cej sens z jakim' poszczególnym bytem czy wr/cz z ca$o'ci, tego, co
jest. W ten sposób zawieszaj, one sw, pozorn, metaforyczno'%. (Okre'limy bli)ej ów
problem negatywno'ci, uznaj,c nieco dalej pokrewie1stwo mi/dzy heglowskim zluzowaniem
– Aufhebung to tak)e jedno'% pewnej straty i pewnej korzy'ci – i filozoficznym poj/ciem
metafory). „Tak,, o ilem to potrafi$ nale)ycie zaobserwowa%, jest praktyka metafizyków, czy
raczej «metatafizyków», gdy) jest to jeszcze jeden dziw, godny uwagi, )e sama wasza nauka
nosi nazw/ negatywn,, wzi/t, z porz,dku ksi,g Arystotelesowych, i )e wy sami mianujecie
siebie tymi, którzy id, po fizykach. Przypuszczam, )e rozumiecie przez to, i) tamci s, na
wysoko'ciach i )e bra% miejsce po nich, znaczy to wznosi% si/ ponad nich. Niemniej
uznajecie tym samym, )e jeste'cie poza natur,” (Ogród Epikura, s. 157).
Chocia) metafora metafizyczna wywróci$a wszystkie sensy, chocia) zatar$a reszk/
fizycznych dyskursów, to jednak zawsze mo)na by odtworzy% pierwotny napis i odczyta%
palimpsest. Polifil oddaje si/ tej grze. Z pewnego dzie$ka, które „przebiega wszystkie systemy
filozoficzne, pocz,wszy od staro)ytnych Eleatów, a) po ostatnich eklektyków, i ko1czy na p.
Lachelier”, wybiera abstrakcyjne i spekulatywne zdanie: „Dusza posiada Boga w takiej
mierze, w jakiej bierze udzia# w absolucie” (Ogród Epikura, s. 153-154). Nast/pnie wykonuje
prac/ z zakresu etymologii czy filologii, których celem jest obudzenie wszystkich u'pionych
figur. Tote) nie zwraca uwagi na to, „w jakim stopniu [my'l ta] jest prawdziwa”, lecz
„wy$,cznie na form/ s$own,”. Ustaliwszy, )e s$owa „Bóg”, „dusza”, „absolut” itd. s,
symbolami, a nie znakami, oraz )e to, co symbolizowane, zachowuje naturaln, wi/3 z
symbolem, Polifil uznaje, )e tym samym etymologiczne odtworzenie jest uprawnione
(arbitralno'% by$aby zatem, jak sugeruje równie) Nietzsche, tylko stopniem zu)ycia si/ tego,
co symboliczne), i przedstawia wyniki swoich chemicznych czynno'ci:
„Mia$em tedy s$uszno'%, doszukuj,c si/ sensu, zawartego w s$owach dusza, Bóg,
absolut, które to s$owa s, symbolami, nie za' znakami.
«Dusza posiada Boga w takiej mierze, w jakiej bierze udzia# w absolucie».
Czym)e jest to zdanie, je'li nie zbiorem ma$ych symbolów, które dobrze ju) zatarto,
zgoda, które straci$y swój po$ysk i sw, obrazowo'%, ale które pozostaj, w dalszym ci,gu
symbolami moc, swych w$a'ciwo'ci przyrodzonych. Obraz sprowadzony w nich zosta$ do
schematu. Ale schemat nie przestaje by% jednak obrazem. Mog/ wi/c bez zbytniego
naci,gania podstawi% jeden zamiast drugiego. W taki w$a'nie sposób otrzyma$em, co
nast/puje:
«Tchnienie usiad#o na tym, który ja'nieje, w takiej mierze, w jakiej bierze udzia# w
tym, który jest zupe#nie rozwi,zany» – sk,d otrzymamy bez trudu: «Ten, którego tchnienie jest
oznak, ycia, cz#owiek, zajmie miejsce (wówczas, bez w,tpienia, gdy tchnienie z niego uleci)
w ogniu boskim, 0ródle i ognisku ycia, a miejsce to b)dzie mu odmierzone wed#ug owej
b#ogos#awionej mocy, która mu zosta#a dana (przez demonów, jak s,dz/) celem
rozpowszechniania owego gor,cego tchnienia, tej ma#ej duszy niewidzialnej, w bezmiarach
wolnych przestworów (prawdopodobnie b$/kitu niebios)».
I zauwa) przecie, )e wygl,da to sna% na fragment hymnu wedyckiego, )e tchnie to
staro)ytn, mitologi, Wschodu. Nie bior/ na siebie odpowiedzialno'ci za to, czym odtworzy$
ów mit pierwotny w 'cis$ej zgodzie z prawami, które rz,dz, rozwojem mowy.
To nie ma wielkiego znaczenia. Do'% na tym, i) jest oczywistym, )e odnale3li'my
symbole i mit w zdaniu, które by$o na wskro' symboliczne i mityczne, gdy) by$o
metafizyczne. Spodziewam si/, )em ci/, Ary'cie, przekona$ w sposób dostateczny, i) ka)da
próba wyra)enia my'li abstrakcyjnej nie mo)e by% niczym innym, jak alegori,. Dziwny% to
zaiste los metafizyków, którzy, s,dz,c, i) uda$o im si/ uj'% od 'wiata pozorów, skazani s, na
to, by )y% wiecznie po'ród alegorii. Poeci smutni, zajmuj, si/ oni odbarwianiem ba'ni
antycznych, a nie s, niczym innym, jeno zbieraczami ba'ni. Tworz, bezbarwn, mitologi/”
(Ogród Epikura, s. 174-176).
Jedna formu$a – krótka, skondensowana, oszcz/dna, niemal niema – rozci,gni/ta
zosta$a w nie ko1cz,ce si/ wyja'nienia, chowaj,c si/ jak belfer za czyim' autorytetem i
obracaj,c si/ w kpin/, jak, zawsze przynosi rozgadane i rozgestykulowane t$umaczenie
wschodniego ideogramu. Parodia t$umacza, naiwno'% metafizyka, miernego perypatetyka,
który nie rozpoznaje w$asnej figury i nie wie, dok,d go ona zaprowadzi.
Metafizyka – bia$a mitologia, która skupia w sobie i odzwierciedla kultur/ Zachodu:
bia$y cz$owiek sw, w$asn,, indoeuropejsk, mitologi/, swój logos, czyli mythos swego
idiomu, bierze za uniwersaln, form/ tego, co chce jeszcze nazywa% Rozumem. Nie
przychodzi to $atwo. Aryst, obro1ca metafizyki (pomy$ka drukarska w tytule – Artist), w
ko1cu wychodzi, zdecydowany nie rozmawia% wi/cej ze z$ym graczem: „Wychodz/
nieprzekonany. Gdyby' rozumowa$ 'ci'le wed$ug prawide$, $atwo by mi by$o obali% twoje
argumenty” (Ogród Epikura, s. 177).
Bia$a mitologia – metafizyka zatar$a w sobie samej mityczn, scen/, która j, stworzy$a
i która mimo wszystko jest aktywna, )ywotna, napisana bia$ym atramentem, niewidoczny i
zakryty rysunek na palimpsescie.
Ten niesymetryczny – fa$szywy – dialog nie zas$uguje na umieszczenie go jako
egzergi tylko dlatego, )e jest uderzaj,cy; a poniewa) uderza zarówno rozum, jak i
wyobra3ni/, problem nasz utrwala w postaci teatralnego wizerunku. S, inne tytu$y. W du)ym
skrócie:
1. Wydaje si/, )e s$owa Polifila nale), do pewnego uk$adu, którego historyczny i
teoretyczny rozk$ad, granice, wewn/trzne podzia$y, zmiany, nale)y dopiero zinterpretowa%.
W interpretacji takiej, skupionej na kwestii retoryki, nale)y przeanalizowa% zarówno teksty
Renana
4
i Nietzschego
5
(którzy jako filolodzy przypomnieli metaforyczne ich zdaniem 3ród$o
poj/%, a zw$aszcza 3ród$o tego, co, jak si/ wydaje, podtrzymuje sens w$a'ciwy, w$asno'% tego,
co w$asne, bycie), jak i teksty Freuda
6
, Bergsona
7
, Lenina
8
, którzy, wyczuleni na dzia$anie

4
Por. na przyk$ad E. Renan, De l`origine du langage (1848), rozdz. V, w: idem, 1uvres compl2tes, t. VIII.
5
Por. na przyk$ad F. Nietzsche, Narodziny tragedii, czyli hellenizm i pesymizm, prze$. L. Staff, Warszawa 1907.
6
Por. na przyk$ad tekst Breuera w „Études sur l`hystérie”, 1895, przek$. franc., s. 183, i tam)e tekst S. Freuda, s.
234-235. S. Freud, Le mot d`esprit, „Idee”, N.R.F., s. 223-224; Wst)p do psychoanalizy, prze$. S. Kempnerówna
i W. Zaniewicki, Warszawa 1957, s. 233-234 (na temat metafory przedpokoju); Poza zasad, przyjemno'ci,
prze$. J. Prokopiuk, Warszawa 1976, s. 85-86; Ma vie et la psychanalyse, „Idee”, N.R.F., s. 111. Z drugiej strony
co do stosowania schematów retorycznych w dyskursie psychoanalitycznym odsy$am oczywi'cie do: J. Lacan,
Écrits (zob. J. A. Miller, Index raisonné des concepts majeurs); E. Benveniste, Remarques sur la fonction de
langage dans la découverte freudienne (1956), w: idem, Probl2mes de linguistique générale, Paris 1966, oraz R.
Jakobson, Dwa aspekty j)zyka i dwa typy zak#óce. afatycznych, w: R. Jakobson, M. Halle, Podstawy j)zyka,
prze$. L. Zawadowski, Warszawa 1964.
metafory w dyskursie teoretycznym czy filozoficznym, proponowali lub stosowali spi/trzenie
sprzecznych metafor, aby w ten sposób neutralizowa% b,d3 lepiej kontrolowa% ich efekty.
Rozkwit j/zykoznawstwa historycznego w XIX wieku bynajmniej nie wyja'nia
zainteresowania metaforycznym nawarstwianiem si/ poj/%. A rozumie si/ samo przez si/, )e
uk$ad tych motywów nie napotyka )adnych linearnych ogranicze1 chronologicznych ani
historycznych. Dobrze to pokazuj, zestawione przez nas nazwiska, a rozwarstwienie, które
chcemy okre'li% lub zachowa%, zachodzi w dodatku wewn,trz dyskursów sygnowanych
jednym tylko nazwiskiem. Opracowanie tych kwestii musi by% poprzedzone przez nowe
okre'lenie jedno'ci wszystkich elementów lub zachodzi% wraz z nim.
2. Odczytanie w poj/ciu ukrytej historii metafory to uprzywilejowanie diachronii
kosztem systemu i postawienie na t/ symbolistyczn, koncepcj/ j/zyka, któr, ju) przy okazji
zluzowali'my: zwi,zek mi/dzy znacz,cym i znaczonym, cho% ukryty, powinien by% i
pozosta% zwi,zkiem naturalnej konieczno'ci, analogicznego uczestnictwa, podobie1stwa.
Metafor/ zawsze okre'lano jako trop podobie1stwa; podobie1stwa, które nie zachodzi po
prostu mi/dzy znacz,cym i znaczonym, lecz ju) mi/dzy dwoma znakami, z których jeden
oznacza drugi. Jest to jej najbardziej ogólna w$a'ciwo'%, upowa)niaj,ca nas do skupienia pod
mianem metafory wszystkich przywo$anych przez Polifila figur zwanych symbolicznymi lub
analogicznymi (przeno'nia, mit, ba'1, alegoria). W tej krytyce j/zyka filozoficznego
skupienie uwagi na metaforze – tej szczególnej figurze – jest opowiedzeniem si/ po stronie
symbolizmu. Jest to skupienie uwagi nie na stronie syntaktycznej, systematycznej, lecz na
semantycznej „g$/bi”, raczej na przyci,ganiu si/ tego, co podobne, ni) na uk$adzie pozycji,
nazwijmy go „metonimicznym” w rozumieniu Jakobsona
9
, który w$a'nie podkre'la
powinowactwo mi/dzy dominacj, metaforyczno'ci, symbolizmu (zarówno, powiedzmy, jako
szko$y literackiej, jak i koncepcji j/zyka) a romantyzmem (bardziej historycznym, czy wr/cz
historycystycznym, i bardziej hermeneutycznym). Rozumie si/ samo przez si/, )e pytanie o
metafor/, jakie tutaj powtarzamy, bynajmniej nie nale)y do tej problematyki i nie wspiera si/
na tych samych za$o)eniach, lecz przeciwnie, powinno je wyznaczy%. Nie chodzi jednak o
wzmocnienie na zasadzie symetrii tego, co Polifil obra$ za cel; raczej o zdekonstruowanie
metafizycznych i retorycznych schematów, które wyst/puj, w jego krytyce, nie po to jednak,
by je odrzuci% i rzuci% w k,t, lecz aby je inaczej przepisa%, a zw$aszcza po to, by zacz,%
identyfikowa% historyczno-problemowy teren, na którym systematycznie mo)na by pyta%
filozofi/ o metaforyczne uzasadnienia jej poj/%.
3. Nale)a$oby równie) zaproponowa% interpretacj/ owej kategorii zuywania si).
Wydaje si/, )e ma ona systemowe powi,zanie z perspektyw, metaforyczn,. Odnajdziemy j,
wsz/dzie tam, gdzie uprzywilejowany jest w,tek metafory. Metafora poci,ga za sob, równie)
za#oenie ci,g#o'ci: zasadniczo nie wydaje si/, by historia metafory mia$a posta%
przemieszczenia, po$,czonego z zerwaniami i ponownymi wpisaniami w heterogeniczny
system, mutacjami, pozbawionymi 3ród$a oddaleniami, lecz post/puj,cej erozji, sta$ej utraty
znaczenia, nieprzerwanego wyczerpywania si/ pierwotnego sensu. Empiryczne abstrahowanie
bez wyrywania z rodzimej gleby. Nie oznacza to, )e wymienieni autorzy s, ca$kowicie

7
Por. na przyk$ad H. Bergson, Wst)p do metafizyki, prze$. K. B$eszy1ski, w: idem, My'l i ruch. Dusza i cia#o,
Warszawa 1963.
8
W rozwa)aniach na temat dialektyki Hegla W. I. Lenin (Zeszyty filozoficzne, prze$. K. B$eszy1ski, Warszawa
1956) najcz/'ciej okre'la stosunek Marksa do Hegla jako „odwrócenie” (s. 207), „postawienie na g$owie” (s. 30,
76), a tak)e jako „pozbawienie g$owy” („wyrzucenie z heglowskiego sytemu tego, co nim rz,dzi: absolutu, Idei,
Boga” itd., s. 76, 120) i jeszcze jako rozwini/cie „zarodków” albo „ziaren” (s. 163), a nawet jako „wy$uskiwanie
j,dra” (s. 114) itd.
Na temat metafory w tekstach Marksa i w ogóle w literaturze marksistowskiej por. zw$aszcza L. Althusser,
Czytanie „Kapita#u”, prze$. W. D$uski, Warszawa 1975. Por. tak)e L. Althusser, Les Appareils idéologiques
d`État, „La Pensée”, czerwiec 1970, nr 151, s. 7-9, oraz Goux, Numismatique I, II, „Tel Quel” nr 35-36.
9
R. Jakobson, Essais de linguistique générale, Paris 1963, s. 62.
zaanga)owani w to przedsi/wzi/cie, lecz podejmuj, je za ka)dym razem, gdy w zamy'le ich
dominuje metaforyczny punkt widzenia. W$a'ciwo'% ta – poj/cie zu)ycia si/ – nie nale)y
zapewne do jakiego' w,skiego historyczo-teoretycznego uk$adu, lecz ju) raczej do poj/cia
samej metafory i do d$ugiej sekwencji metafizyki, któr, okre'la lub przez któr, jest okre'lana.
Zajmiemy si/ tutaj najpierw t, w$a'nie sekwencj,.
4. Gdy usi$uje si/ okre'li% proces metaforyczny, z uporczywo'ci, godn, uwagi
narzucaj, si/ wówczas paradygmaty monety, metalu, srebra i z$ota. Zanim metafora – efekt
j/zykowy – odnajdzie swoj, metafor/ w efekcie ekonomicznym, wymian/ mi/dzy tymi
dwoma „sferami” musi zorganizowa% jaka' analogia bardziej ogólna. Analogia w obszarze
j/zyka reprezentowana jest przez analogi/ mi/dzy j/zykiem a czym' innym ni) j/zyk. To
jednak, co, jak si/ wydaje, tutaj „reprezentuje”, postaciuje, jest zarazem czym', co otwiera
szersz, przestrze1 dla rozprawy o figurze i nie daje si/ ju) pomie'ci% w w,sko
wyspecjalizowanej czy okre'lonej nauce, w j/zykoznawstwie lub filozofii.
Zapis rachunkowy jest najcz/'ciej miejscem skrzy)owania si/, scen, wymiany mi/dzy
tym, co j/zykowe, i tym, co ekonomiczne. Te dwa rodzaje elementów znacz,cych uzupe$niaj,
si/ w problematyce fetyszyzmu, zarówno u Nietzschego, jak i u Marksa
10
. W Przyczynku do
krytyki ekonomii politycznej Marks systemowo opisuje w,tki zu)ywania si/ „pieni,dza
rachunkowego, przemawiaj,cego ró)nymi j/zykami”, relacje mi/dzy „ró)nic, w nazwie” i
„ró)nic, kszta$tu”, przemian/ gotówki w „z$oto sans phrase” i na odwrót, idealizacj/ z$ota,
które „staje si/ symbolem samego siebie, ale nie mo)e s$u)y% jako symbol samego siebie”
(„Ale )adna rzecz nie mo)e by% swoim w$asnym symbolem” itd.)
11
. Odniesienie wydaje si/

10
Por. na przyk$ad K. Marks, Kapita#, Warszawa 1950, t. I, s. 88: „Sk,d bowiem p$yn, z$udzenia systemu
monetarnego? (…) a nowoczesna ekonomia, (…) czy nie chwytamy jej na fetyszyzmie, gdy traktuje o kapitale?
(…) Gdyby towary mog$y przemawia%, powiedzia$yby: (…) Pos$uchajmy tylko, jak dusza towaru obwieszcza
ustami ekonomisty”.
11
K. Marks, Przyczynek do krytyki ekonomii politycznej, w: K. Marks, F. Engels, Dzie#a, t. 13, Warszawa 1966,
s. 100 i 105. Teksty te tylko przypominamy. Aby je zinterpretowa% z interesuj,cego nas punktu widzenia
(krytyka etymologizmu, problemy dotycz,ce historii i warto'ci tego, co w$asne – idion, proprion, eigen),
nale)a$oby zwróci% szczególn, uwag/ na fakt, )e Marks nie tylko tak jak inni (Platon, Leibniz, Rousseau itd.)
krytykowa$ etymologizm jako nienaukowy b$,d czy nadu)ycie, jako zastosowanie wadliwej etymologii. Marks
krytykuje etymologizm na przyk$adzie w#asno'ci. Nie mo)emy tu przytacza% ca$ej marksowskiej krytyki
Destutta de Tracy`ego, który igra$ s$owami propriété [w$asno'%, w$a'ciwo'%] i propre [w$asny, w$a'ciwy], tak
jak „Stirner” uto)samia$ s$owa Mein, Meinung [mien, mon avis – mój, mój pogl,d; tak)e Hegel uprawia$ t/ gr/],
Eigentum i Eigenheit (w$asno'% i indywidualno'%). Zacytujmy jedynie fragment mówi,cy o sprowadzeniu
ekonomii do gry j/zykowej oraz o redukcji wielopoziomowej specyfiki poj/% do wyimaginowanej jedno'ci
jakiego' etymon (K. Marks, F. Engels, Ideologia niemiecka, w: K. Marks, F. Engels, Dzie#a, op. cit., t. 3):
„«Stirner» obali$ powy)ej komunistyczn, koncepcj/ zniesienia w$asno'ci prywatnej w ten sposób, )e najprzód
przemieni$ w$asno'% prywatn, w «posiadanie [Haben]», a nast/pnie og$osi$ czasownik «mie% [haben]» za s$owo
niezb/dne, za wieczn, prawd/, bo tak)e w komunistycznym spo$ecze1stwie mo)e si/ zdarzy%, )e b/dzie «mia$»
bóle brzucha. Zupe$nie tak samo uzasadnia on tutaj niemo)no'% zniesienia w$asno'ci prywatnej: przekszta$ca j,
w poj/cie w$asno'ci, wykorzystuje pokrewie1stwo etymologiczne mi/dzy s$owami «Eigentum [w$asno'%]» i
«eigen [w$asny, w$a'ciwy]» i og$asza s$owo «eigen» za wieczn, prawd/, bo tak)e w ustroju komunistycznym
mo)e si/ wszak zdarzy%, )e bóle brzucha b/d, mu w$a'ciwe. Ca$a ta teoretyczna bzdura szukaj,ca ucieczki w
etymologii by$aby niemo)liwa, gdyby rzeczywista w$asno'% prywatna, któr, chc, znie'% komuni'ci, nie zosta$a
przekszta$cona w abstrakcyjne poj/cie w$asno'ci w ogóle. Dzi/ki temu bowiem nie ma ju), po pierwsze,
potrzeby powiedzie% lub cho%by wiedzie% cokolwiek o rzeczywistej w$asno'ci prywatnej, a po drugie mo)na bez
trudu odkry% w komunizmie sprzeczno'%, gdy) po zniesieniu (rzeczywistej) w$asno'ci mo)na oczywi'cie z
$atwo'ci, wynale3% najró)niejsze rzeczy, które dadz, si/ podci,gn,% pod poj/cie «w$asno'ci w ogóle»” (s. 247).
Krytyka ta – która otwiera i pozostawia otwarte problemy zwi,zane z „rzeczywisto'ci,” w$asno'ci oraz z
„abstrakcyjno'ci,” i poj/ciem (nie za' ogóln, rzeczywisto'ci,) w$asno'ci – odwo$uje si/ dalej do znamiennych
przyk$adów: „Na przyk$ad: propriété – w$asno'% i w$a'ciwo'%; property – w$asno'% i swoisto'%; eigen w sensie
merkantylnym i w sensie indywidualnym; valeur, value, Wert; commerce, Verkehr; échange, Austausch itd.
Wszystkich tych s$ów u)ywa si/ dla oznaczenia zarówno stosunków komercyjnych, jak i w$a'ciwo'ci i
stosunków mi/dzy osobnikami jako takimi. W innych j/zykach wspó$czesnych sprawa przedstawia si/ zupe$nie
tak samo. Je)eli 'wi/ty Maks powa)nie zamierza wyzyska% t/ dwuznaczno'%, to mo)e bardzo $atwo dokona%
raczej ekonomiczne, metafora za' j/zykowa. Nawet je'li Nietzsche, przynajmniej pozornie,
odwraca analogi/, to fakt ten – cho% z pewno'ci, nie jest bez znaczenia – nie przes$ania tego,
)e obaj oni u)ywaj, wspólnych kategorii i poj/cia wymiany: „Czym wi/c jest prawda?
Ruchliw, armi, metafor, metonimii, antropomorfizmów, krótko, sum, ludzkich stosunków,
które zosta$y poetycko i retorycznie wzmocnione, przetransponowane i upi/kszone, a po
d$ugim u)ytkowaniu wydaj, si/ ludowi kanoniczne i obowi,zuj,ce: prawdy s, z$udami, o
których zapomniano, )e nimi s,, metaforami, które si/ zu)y$y i utraci$y zmys$ow, si$/ wyrazu
(die abgenutzt und sinnlich kraftlos geworden sind), monetami, których powierzchnia (Bild)
si/ star$a i które teraz s, traktowane jak metal, ju) nie jak monety” (O prawdzie, s. 189)
12
.
Gdyby przyj,% rozró)nienie autorstwa de Saussure`a, to mo)na by powiedzie%, )e
problematyka metafory wchodzi w zakres nie tylko teorii znaczenia [signification], lecz tak)e
teorii warto'ci. Uzasadniaj,c to rozró)nienie, de Saussure postuluje konieczno'%
skrzy)owania osi synchronicznej i osi diachronicznej we wszystkich naukach o warto'ci, ale
te) tylko w nich. Rozwija zatem analogi/ mi/dzy ekonomi, a j/zykoznawstwem: „(…)
dwoisto'%, o której mówimy [synchronia/diachronia], narzuca si/ ju) kategorycznie naukom
ekonomicznym. W nich, odmiennie od tego, co si/ dzia$o w poprzednich przypadkach,
ekonomia polityczna i historia ekonomii stanowi, dwie dyscypliny wyra3nie odgraniczone w
obr/bie tej samej nauki. (…) Post/puj,c w ten sposób, jeste'my pos$uszni – przy czym nie
zdajemy sobie dobrze z tego sprawy – wewn/trznej konieczno'ci: otó) podobna konieczno'%
zmusza nas do rozbicia j/zykoznawstwa na dwie cz/'ci, z których ka)da kieruje si/ swymi
w$asnymi zasadami. Tu bowiem, podobnie jak w ekonomii politycznej, stajemy wobec
poj/cia warto'ci; w obu tych naukach chodzi o system równowaników mi)dzy rzeczami
rónego rodzaju: w pierwszej jest to praca i p$aca, w drugiej – element znaczony i element
znacz,cy” (Kurs, s. 89)
13
.
Chc,c zdefiniowa% poj/cie warto'ci, zanim jeszcze zostanie ono sprecyzowane jako
warto'% ekonomiczna czy warto'% j/zykowa, de Saussure opisuje jego najogólniejsze cechy,
które dzi/ki podobie1stwu lub proporcjonalno'ci b/d, mog$y zapewni% metaforyczne lub
analogiczne przej'cie od jednego porz,dku do drugiego. Otó), powtórzmy raz jeszcze,
metaforyzacja przez analogi/ jest konstytutywna zarówno dla obu porz,dków, jak i dla
stosunku mi/dzy nimi.
Pi/ciofrankowa moneta raz jeszcze pokrywa koszty dowodu:
„A przecie) wyja'nienie tego zagadnienia [stosunku znaczenia do warto'ci] jest rzecz,
konieczn,, w przeciwnym bowiem razie nara)amy si/ na niebezpiecze1stwo zredukowania
j/zyka do zwyk$ej nomenklatury. (…) Aby odpowiedzie% na to pytanie, musimy przede
wszystkim stwierdzi%, )e nawet poza obr/bem j/zyka, jak si/ wydaje, wszystkie warto'ci
rz,dz, si/ t, paradoksaln, zasad,. Sk$adaj, si/ one zawsze:
1. z rzeczy niepodobnej, daj,cej si/ wymieni$ na t/ rzecz, której warto'% mamy
okre'li%;
2. z rzeczy podobnych, które mo)na porówna$ z t, rzecz,, o której warto'% nam
chodzi.

szeregu nowych 'wietnych odkry% ekonomicznych, nie umiej,c ani s$owa z ekonomii. I rzeczywi'cie –
przytaczane przeze1 nowe fakty ekonomiczne, które dalej zarejestrujemy, pozostaj, ca$kowicie w kr/gu tej
synonimiki” (s. 148-149).
12
F. Nietzsche, O prawdzie i k#amstwie w pozamoralnym sensie, w: idem, Pisma pozosta#e 1862-1875, prze$. B.
Baran, Kraków 1993 (oznaczamy bezpo'rednio w tek'cie jako O prawdzie – przyp. t$um.). Ten motyw zatarcia,
zblakni/cia obrazu odnajdziemy równie) w Traumdeutung (s. 302), ale nie tyle u Freuda, co u Nietzschego,
motyw ów okre'la w sposób jednoznaczny i jednostronny teori/ metafory. Ta ostatnia w$,czona jest w bardziej
ogóln, agonistyk/.
13
F. de Saussure, Kurs j)zykoznawstwa ogólnego, prze$. K. Kasprzyk, Warszawa 1961, s. 89 (oznaczamy
bezpo'rednio w tek'cie jako Kurs – przyp. t$um.).
Oba te czynniki s, niezb/dne, aby mog$a zaistnie% warto'%. Tak wi/c dla oznaczenia,
ile jest warta moneta pi/ciofrankowa, musimy wiedzie%: a) )e mo)na j, wymieni% na
okre'lon, ilo'% czego' innego, na przyk$ad chleba; b) )e mo)na j, porówna% z podobn,
warto'ci, tego samego systemu, na przyk$ad z monet, jednofrankow, czy te) z monet,
innego systemu (dolarem itp.). Tak samo [podkr. moje] wyraz mo)e by% wymieniony na co'
niepodobnego: wyobra)enia; poza tym mo)e by% porównany z inn, rzecz, tego samego
rodzaju: z drugim wyrazem. Warto'ci jego nie da si/ wi/c ustali%, gdy ograniczymy si/ do
stwierdzenia, )e mo)e by% «wymieniony» na takie czy inne poj/cie, czyli )e ma takie czy inne
znaczenie; trzeba ponadto porówna% go z warto'ciami podobnymi, z innymi wyrazami
stoj,cymi w opozycji wzgl/dem niego. Zawarto'% jego jest prawdziwie okre'lona dopiero za
pomoc, tego, co istnieje poza nim. Stanowi,c cz/'% systemu wyraz przybiera nie tylko
znaczenie, lecz tak)e i przede wszystkim warto'%, a to ju) zupe$nie co innego” (Kurs, s. 122-
124).
Warto'%, z$oto, oko, s$o1ce itd. wci,gni/te s,, jak od dawna wiadomo, w ruch tych
samych tropów. Ich wymiana opanowuje pole retoryki i filozofii. Umieszczona na tej samej
stronie uwaga de Saussure`a da si/ zatem porówna% z wersj, Polifila („tchnienie usiad$o”,
„boski ogie1, 3ród$o i ognisko )ycia” itd.). Przypomina nam ona, )e rzecz najnaturalniejsza,
najbardziej uniwersalna, najbardziej realna, najja'niejsza, z pozoru najbardziej zewn/trzny
desygnat – s$o1ce, odk,d wchodzi (a wchodzi zawsze) w proces aksjologicznej i semantycznej
wymiany, nie wymyka si/ ca$kowicie ogólnemu prawu warto'ci metaforycznej: „W ten
sposób warto'% jakiegokolwiek sk$adnika jest okre'lona tym wszystkim, co go otacza; nie ma
takiego wyrazu – nawet je'li chodzi o wyraz oznaczaj,cy s$o1ce – którego warto'% mo)na by
natychmiast ustali%, je'li si/ nie we3mie pod uwag/ tego wszystkiego, co znajduje si/ wokó$
niego: s, j/zyki, w których nie da si/ w )aden sposób powiedzie% «usi,'% na s#o.cu»” (Kurs,
s. 124).
W tym samym kontek'cie – ale nie ograniczaj,c si/ do niego – nale)a$oby na nowo
odczyta%
14
wszystkie teksty Mallarmégo po'wi/cone j/zykoznawstwu, estetyce i ekonomii
politycznej, wszystko, co napisa$ o znaku z#oto, wygrywaj,cym w tek'cie efekty
przeciwie1stw mi/dzy tym, co w$a'ciwe, i tym, co figuratywne, metaforyczne i
metonimiczne, mi/dzy figur, i podstaw,, syntaktyk, i semantyk,, klasyczn, mow, i
klasycznym pismem, „wi/cej” i „mniej”. Szczególn, uwag/ nale)a$oby zwróci% na t/ stron/,
która rozplenia tytu$ Z#oto w „fantasmagorycznych zachodach s$o1ca”.

Wi/cej metafory
Egzerga zatarta, jak zatem w tek'cie filozoficznym odczyta% figur/, zw$aszcza
metafor/? Nikt nigdy nie udzieli$ na to pytanie odpowiedzi w postaci jakiego'
systematycznego traktatu, i jest to, rzecz jasna, fakt znamienny. Zamiast ryzykowa% tutaj
prolegomena do jakiej' przysz$ej metaforyki, spróbujmy raczej uchwyci% zasad/ warunku
niemoliwo'ci takiego zamys$u. Najskromniejsze, najbardziej abstrakcyjne ograniczenie
by$oby takie oto: z racji swych zasadniczych w$a'ciwo'ci metafora jest klasycznym
filozofemem [teorematem filozoficznym], poj/ciem metafizycznym. Jest wi/c zamkni/ta w
obszarze, który ogólna metaforologia filozoficzna chcia$aby opanowa%. Wywodzi si/ ona z
siatki filozofemów, które same odpowiadaj, tropom czy figurom, s, im wspó$czesne i
systemowo z nimi wspó$zale)ne. Ta warstwa tropów „ustanawiaj,cych”, ten pok$ad
„pierwszych” filozofemów (przy za$o)eniu, )e cudzys$owy s, tutaj wystarczaj,cym 'rodkiem
ostro)no'ci) nie w$ada samym sob,. Nie mo)e sob, zaw$adn,%, poniewa) sam siebie zrodzi$,
wyrós$ na w$asnym gruncie, podtrzymywany jest przez w$asn, podstaw/. Znosi sam siebie za
ka)dym razem, gdy który' z jego wytworów – w tym przypadku poj/cie metafory – pró)no

14
Odczytanie takie zarysowa$em w La double séance (II), w: La dissémination, Seuil, Paris 1972.
usi$uje podporz,dkowa% swym prawom ca$y obszar, do którego poj/cie to nale)y. Gdyby'my
chcieli uchwyci% i poklasyfikowa% wszystkie mo)liwe metafory filozoficzne, przynajmniej
jedna metafora zawsze by$aby wy$,czona poza system: ta, bez której nie mo)na by stworzy%
poj/cia metafory, czyli, gdyby nada% synkop/ ca$emu $a1cuchowi, metafora metafory. Ta
metafora „in plus”, pozostaj,c poza obszarem, który w$a'nie ona pozwala opisa%, wyrywa si/
czy wyabstrahowuje si/ z tego obszaru, wymyka si/ zatem z niego jako metafora „in minus”.
Jako )e z powodu, który mogliby'my nazwa% skrótowo uzupe$nieniowo'ci, tropów, superata
staje si/ mankiem, to taksonomia czy historia filozoficznych metafor nigdy nie zostanie
zbilansowana. Niesko1czonemu p)kaniu uzupe$nienia (je'li tej botanicznej metaforze mo)na
nada% charakter jeszcze troch/ bardziej ogrodowy) zawsze b/dzie odmówiony stan czy status
dope$nienia. Obszar ten nigdy nie jest nasycony.
Aby to wykaza%, wyobra3my sobie jak mia$by wygl,da% taki zarazem historyczny i
systematyczny wykaz metafor filozoficznych. Wzorowa$by si/ on na jakim' 'cis$ym poj/ciu
metafory, starannie odró)nionym – w ramach ogólnej tropologii – od wszystkich chwytów, z
którymi zbyt cz/sto si/ j, myli. Za$ó)my tymczasowo, )e taka definicja zosta$a przyj/ta.
Nale)a$oby zatem stwierdzi%, )e do tak zwanego j/zyka filozoficznego wprowadza si/
metafory o innym pochodzeniu lub raczej znaczenia, które staj, si/ metaforyczne wówczas,
gdy zostaj, przeniesione z ich w$asnego miejsca. W ten sposób klasyfikowa$oby si/ miejsca
pochodzenia: mieliby'my metafory biologiczne, organiczne, mechaniczne, techniczne,
ekonomiczne, historyczne, matematyczne – geometryczne, topologiczne, arytmetyczne –
(przy za$o)eniu, )e mog, istnie% metafory matematyczne w sensie 'cis$ym, a to problem,
który nale)y jeszcze od$o)y%). Klasyfikacja ta, przyznaj,ca zarówno prawo obywatelstwa, jak
i prawo migracji, jest powszechnie uznana przez tych nielicznych, którzy badali metaforyk/
jakiego' filozofa b,d3 jakiego' poszczególnego systemu.
Klasyfikuj,c metafory wed$ug dziedzin, z jakich pochodz, wszystkie wypowiedzi
„po)yczaj,ce”, czyli wypowiedzi 3ród$owe przeciwstawione wypowiedziom zapo)yczonym,
nale)y koniecznie – i to si/ ju) zdarzy$o – podzieli% na dwa obszerne typy: takie, które same
w sobie wydaj, si/ 3ród$owe
15
, i takie, których przedmiot nie jest ju) 3ród$owy, naturalny,
pierwotny. Pierwsze dostarczaj, metafor fizycznych, zwierz/cych, biologicznych, drugie –
metafor technicznych, sztucznych, ekonomicznych, kulturowych, spo$ecznych itd. To
pochodne przeciwstawienie (na physis i techne albo na physis i nomos) stosowane jest
wsz/dzie. Zasada tego podzia$u nie zawsze jest wprost ujawniana. Niekiedy chce si/ zerwa% z
tradycj,. Rezultat jest taki sam. Te zasady taksonomii nie wynikaj, z jakiej' szczególnej
metody. Okre'la je poj/cie metafory oraz system metafor (na przyk$ad przeciwstawienie
3ród$a pochodzenia, etymon, tego, co w$asne, oraz tego, co wobec nich inne), dopóki jednak
to poj/cie nie jest okre'lone, reforma metodologiczna niczego nie wnosi. Na przyk$ad Pierre
Louis w swojej pracy Les Métaphores de Platon (Rennes, 1945) zapowiada, )e nie b/dzie si/
trzyma$ klasyfikacji „genealogicznej” czy migracyjnej. Nad zewn/trzne kryterium dziedziny
pochodzenia b/dzie wi/c przedk$ada$, jak mówi, zasad/ wewn/trznego powi,zania metafor.
Chodzi$oby wi/c o to, by polega% na intencjach autora, na tym, co chce on powiedzie%, na
tym, co znaczy gra figur. Zamys$ z pozoru o tyle bardziej uprawniony, )e mamy tutaj do
czynienia z dyskursem filozoficznym b,d3 uwa)anym za taki: wa)na jest zatem, jak wszyscy
wiemy, znaczona tre'%, sens, intencja prawdy itd. Dla kogo', kto chce odtworzy% plato1ski
system metafor, bezspornym wymogiem jest zdanie sprawy z my'li Platona, jej sensu i jej
wewn/trznych powi,za1. Bardzo szybko jednak dostrzegamy, )e wewn/trzne powi,zania nie
s, powi,zaniami samych metafor, lecz idei „filozoficznych”, natomiast metafory odgrywaj,
wy$,cznie – bez wzgl/du na to, czego chce autor – rol/ pedagogicznego ozdobnika.

15
Takie, które najpierw spotyka si) w przyrodzie, oczekuj, jedynie, by je zerwa% jak kwiaty. Kwiat zawsze jest
m$odo'ci,, najbli)sz, naturze i porankowi )ycia. Retoryka kwiatu, na przyk$ad u Platona, ma zawsze taki sens.
Zob. Platon, Uczta, 183 e, 196 ab, 203 e, 210 c; Pa.stwo, 474 e, 601 b; Polityk, 273 d, 310 d itd.
Natomiast 'ci'le filozoficzny uk$ad my'li plato1skiej stanowi tutaj jedynie anachroniczn,
projekcj/. Rozwa)my najpierw kwesti/ metody: „Metoda tradycyjna w tego rodzaju
badaniach polega na pogrupowaniu obrazów wed$ug dziedzin, z jakich autor je zaczerpn,$.
Metoda ta mo)e by% ostatecznie odpowiednia w odniesieniu do poety, u którego obrazy s,
jedynie ozdobnikami, których pi/kno 'wiadczy o wyj,tkowym bogactwie wyobra3ni. W
takim przypadku niezbyt troszczymy si/ o g$/bszy sens metafory lub porównania, przede
wszystkim bowiem interesuje nas ich oryginalny blask. Otó) warto'% obrazów Plato1skich nie
polega tylko na ich 'wietno'ci. Ka)dy badacz natychmiast dostrzega, )e nie s, one zwyk$ymi
ozdobnikami, lecz )e celem ich jest wyra)anie idee lepiej ni) by to mo)na uczyni% za pomoc,
d$ugiego wywodu”
16
.
Uj/cie to jest zarazem paradoksalne i tradycyjne. Metafor/ poetyck, rzadko traktuje
si/ jako nieistotny ozdobnik, a ju) zw$aszcza po to, by j, przeciwstawi% metaforze
filozoficznej. Rzadko uwa)a si/, )e w$a'nie dlatego zas$uguje ona na badanie ze wzgl/du na
siebie sam, i )e ma w$asn, to)samo'% tylko z racji zewn/trzno'ci elementu znacz,cego.
Trudno natomiast o co' bardziej klasycznego ni) ta „ekonomiczna” teoria metafory, która ma
zaoszcz/dzi% „d$ugiego wywodu”
17
, a przede wszystkim porównania. Louis jednak
utrzymywa$, )e przeciwstawia si/ tej tradycji: „Je'li potrzebne jest jakie' kryterium
pozwalaj,ce odró)ni% metafor/ od porównania, powiedzia$bym raczej, )e porównanie okazuje

16
P. Louis, Les métaphores de Platon, Rennes 1945, s. 13-14.
17
Metafora i inne figury, zw$aszcza porównanie, by$yby zatem jednorodne; ró)ni$yby si/ jedynie stopniem
rozwini/cia. Najkrótsza ze s$ownych figur, metafora, by$aby spo'ród wszystkich innych równie) najogólniejsza i
najoszcz/dniejsza. Ta oszcz/dno'ciowa teoria mo)e powo$ywa% si/ na Arystotelesa: „Porównanie jest równie)
rodzajem przeno'ni; zreszt, ró)nica mi/dzy nimi jest ma$a. Kiedy poeta mówi o Achillesie: «run,$ jak (os) lew»
[Iliada, XX, 164], jest to porównanie (eikon), gdy natomiast: «run,$ lew» – jest to przeno'nia” (Arystoteles,
Retoryka w: idem, Retoryka. Poetyka, prze$. H. Podbielski, Warszawa 1988, 1406 b) (oznaczamy bezpo'rednio
w tek'cie jako Retoryka – przyp. t$um.).
Ten sam motyw pojawia si/ u Cycerona (Mówca, w: Pisma krasomówcze i polityczne Marka Tuliusza
Cycerona, prze$. E. Rykaczewski, Pozna1 1873, III, 38.156, 39.157; Rozprawa o stylu (…), prze$. K. 4ukowski,
Wilno 1838, XXVII 92-94), u Kwintyliana (Institutio oratoria, VIII, 6, § 4), u Condillaca (De l`art d`écrire, II,
4), u Hegla: „Pomi/dzy przeno'ni, z jednej a porównaniem (Gleichnis) z drugiej strony mo)na umie'ci% obraz.
,czy go bowiem z przeno'ni, tak 'cis$e pokrewie1stwo, )e jest to w$a'ciwie tylko obszerna (ausfrührliche)
przeno'nia, która staje si/ dzi/ki temu bardzo podobna do porównania (Vergleichtung)” (G. W. F. Hegel,
Wyk#ady o estetyce, prze$. J, Grabowski i A. Landman, Warszawa 1964, t. I, s. 643 (oznaczamy bezpo'rednio w
tek'cie jako Estetyka – przyp. t$um.). W,tek ten jest ci,gle )ywy („Przeno'nia jest skróconym porównaniem”, J.
Vendryes, J)zyk, prze$. K. Libera, Warszawa 1956, s. 170). Warte uwagi wydaj, si/ tu nie tyle same rozwa)ania
na temat oszcz/dno'ciowej roli metafory, co mechaniczny charakter podawanych przez nie wyja'nie1 (skrót,
oszcz/dno'% w ilo'ci, skrócenie czasu i przestrzeni itd.). Z drugiej strony prawo oszcz/dno'ci funkcjonuje w tym
przypadku nie tyle w samym procesie tworzenia figur, co w relacji mi/dzy figurami ju) utworzonymi.
Oszcz/dno'% w procesie tworzenia figur nie mog$aby by% równie mechaniczna i zewn/trzna. Powiedzmy, )e
nadmierny ozdobnik nigdy nie jest niepotrzebny albo )e to, co niepotrzebne, zawsze mo)e si/ przyda%. Nie
mamy tutaj ani czasu, ani miejsca na skomentowanie t/ stron/ z Vases communicants (1932), na której Breton,
dba$y o retoryczne równowa)niki kondensacji b,d3 przesuni/cia s$ów oraz o ich oszcz/dno'%, zastanawia si/ nad
ozdobnikiem: „Niew,tpliwie mam «kompleks» krawata. Nienawidz/ tego przedziwnego ozdobnika m/skiego
garnituru. Od czasu do czasu zarzucam sobie (i usi$uj/ wyt$umaczy% to psychoanalitykom), )e po'wi/cam si/ tak
n/dznemu zaj/ciu jak wi,zanie ka)dego ranka przed lustrem tego skrawka materia$u, który ma jeszcze
uwydatni% co' równie idiotycznego, jak klapy marynarki. To po prostu peszy. Tak jak automaty na monety,
pokrewne dynamometrowi, na którym zwyci/sko %wiczy Nadsamiec Jerry`ego («Przybywaj, o Pani!»), otó) tak
jak owe automaty przez znikni/cie )etonów w szparze symbolizuj, seksualno'% i metonimicznie – cz/'% za
ca$o'% – kobiet/, tak samo – wiem o tym dobrze i nie by$bym zdolny udawa% przed sob, czego innego – krawat
zdaniem Freuda jest jedynie figur, penisa. Obrazuje go «nie tylko dlatego, )e zwisa z du)ej wysoko'ci i jest
charakterystyczn, cz/'ci, m/skiej garderoby, ale te) ze wzgl/du na to, )e krawaty mo)na dobiera% sobie do
woli, )e jest to symbol wolno'ci, której natura wzbrania m/)czy3nie» [S. Freud, Dzie#a, t. 1: Obja'nianie marze.
sennych, prze$. R. Reszke, Warszawa 1996, s. 305; oznaczane bezpo'rednio w tek'cie jako Obja'nianie - przyp.
t$um.]”. Zob. tak)e s. 66 i nast. w sprawie „zag/szczania” oraz stosowania „tego prawa skrajnego skrótu, które
nada$o wspó$czesnej poezji jedn, z jej najbardziej charakterystycznych cech”.
si/ zawsze czym' w rodzaju przystawki, z której $atwo zrezygnowa%, gdy tymczasem
metafora jest dla sensu zdania czym' absolutnie niezb/dnym”
18
. Oszcz/dno'ciowa procedura
skracania nie zosta$aby zatem zastosowana na jakiej' innej figurze, lecz bezpo'rednio na
wyra)eniu „idei”, sensu, z którymi metafor/ $,czy$aby wewn/trzna i istotowa wi/3. W$a'nie
dzi/ki temu nie by$aby ju) ona jakim' ozdobnikiem, a w ka)dym razie „ozdobnikiem
zb/dnym” (egzerg/ tej pracy stanowi taka oto sentencja Fénelona: „Ka)dy ozdobnik, który
jest tylko ozdobnikiem, jest zb/dny”). Nie ma nic zb/dnego w tym wyszukanym ozdobniku,
jakim jest metafora; nic nie stanowi obci,)enia dla nieuchronnego rozkwitu idei, naturalnego
rozwini/cia sensu. Z niezachwian, logik, wynika z tego, )e metafora b/dzie bardziej
„zb/dna” ni) kiedykolwiek, uto)samiaj,c si/ bowiem ze sw, podpórk,, z ukierunkowaniem
znaczonej idei, nie mog$aby si/ od niej odró)ni%, a je'li, to tylko pod tym warunkiem, )e
opadnie jako znak nadwy)kowy i natychmiast zwi/d$y. Poza sfer, my'lenia, jako efekt
„wyobra3ni” „(…) celem ich jest wyra)anie idei lepiej ni) by to mo)na uczyni% za pomoc,
d$ugiego wywodu. W tej sytuacji wyda$o mi si/ rzecz, interesuj,c, zbadanie, co to s, za idee.
A to doprowadzi$o mnie do tego, )e nad klasyfikacj/ tradycyjn, przek$adam metod/ inn,,
któr, pos$u)y$ si/ ju) F. Dornseiff w swym studium o stylu Pindara
19
. Metoda ta, polegaj,ca
na grupowaniu metafor wed$ug wyra)anych przez nie idei, ma t/ wielk, przewag/ nad
metod, tradycyjn,, )e pozwala uchwyci% sposób my'lenia pisarza zamiast interesowa% si/
wy$,cznie jego wyobra3ni,. Pozwala ona równie), 'ci'le okre'laj,c sens ka)dego obrazu,
dostrzec w niektórych dialogach metafor/ przewodni,, któr, autor «snuje» w ca$ym swym
dziele. Ma ona wreszcie t/ zalet/, )e pozwala uchwyci% ewolucj/ w stosowaniu metafor,
pokazuj,c obrazy nowe, które, pojawiaj,c si/ w ró)nych dialogach, mog, wyra)a% t/ sam,
ide/. Jednym s$owem, metoda ta nie zaspokaja wy$,cznie potrzeby klasyfikowania, lecz
pozwala tak)e lepiej zbada% rol/ i warto'% obrazów”
20
.
Aby nie traktowa% metafory jako ozdobnika ze sfery wyobra3ni czy retoryki, aby
powróci% do wewn/trznych powi,za1 dyskursu filozoficznego, Louis sprowadza figury do
sposobów „wyra)ania” idei. W najlepszym razie mog$oby to umo)liwi% jakie' immanentne
studium strukturalne, przenosz,ce do retoryki (czy to jednak w ogóle mo)liwe?) metod/ M.
Guéroulta czy te), mówi,c dok$adniej, program V. Goldschmidta zastosowany w pracy Le
paradigme dans la dialectique platonicienne
21
(cytuj,c definicj/ paradygmatu z Polityki, 278
c, Louis posuwa si/ do nast/puj,cego stwierdzenia: „Aby otrzyma% plato1sk, definicj/
metafory, wystarczy zast,pi% paradeigma przez metaphora!”
22
). W tym jednak przypadku
uzasadnienie metodologiczne wsparte jest na ca$ej ukrytej filozofia, której racji nigdy si/ nie
bada: zadaniem metafory by$oby wyraanie idei, wydobycie na zewn,trz czy te)
przedstawienie tre'ci pewnej my'li, któr, w naturalny sposób nazwie si/ „ide,”, jak gdyby
ka)de z tych s$ów czy poj/% nie mia$o d$ugiej historii (do której nale)y równie) Platon) i jak
gdyby ca$a metaforyka czy, bardziej ogólnie, tropika nie odcisn/$a na nich pewnych znamion.
W pierwszej klasyfikacji autor, z rzekomym respektem dla wyst/puj,cych u Platona
powi,za1, dzieli sw, prac/ na dwie obszerne cz/'ci: Poszukiwanie i Doktryna, oraz dziewi/%
rozdzia$ów: Dzia#alno'$ umys#u (refleksja i twórczo'$), Dialektyka, Dyskurs, Cz#owiek,
Dusza, Teoria poznania, Moralno'$, 4ycie spo#eczne, Bóg i 6wiat. Ile) anachronicznych
kategorii i architektonicznych gwa$tów zadanych, pod pretekstem wierno'ci, my'li Platona,
który zaleca$ uwzgl/dnianie powi,za1 wyst/puj,cych w )ywym organizmie, a zatem równie)

18
P. Louis, Les métaphores de Platon, op. cit., s. 4. Louis korzysta tutaj z nast/puj,cych prac: W. B. Stanfort,
Greek Metaphor, Oxford 1936, oraz H. Konrad, Études sur la métaphore, Paris 1939.
19
F. Dornseiff, Pindars Stil, Berlin 1921.
20
P. Louis, Les métaphores de Platon, op. cit., s. 14.
21
V. Goldshmidt, Le paradigme dans la dialectique platonicienne, P.U.F., Paris 1947. Por. zw$aszcza rozdz. III,
Paradigme et métaphore, s. 104-110.
22
P. Louis, Les métaphores de Platon, op. cit., s. 5.
w dyskursie. Z faktu, )e rozró)nienia te nie maj, poza platonizmem )adnego sensu, nie
wynika jeszcze, na odwrót, )e mo)na je stosowa% do systemu Platona. A wreszcie nie
zwalniaj, one autora od do$,czenia w apendykcie wykazu u$o)onego wed$ug kryterium tych
opozycji, które wcze'niej ustalili'my (physis/nomos, physis/techne). Tytu$ apendyksu brzmi:
Wykaz metafor i porówna. u#oony wed#ug dziedzin, z których Platon je zapoyczy#. I.
Natura; II. Cz#owiek; III. Spo#ecze.stwo; IV. Odniesienia mitologiczne, historyczne i
literackie.
Kryteria klasyfikacji metafor filozoficznych zapo)ycza$oby si/ zatem z jakiego'
oderwanego dyskursu filozoficznego. By$oby to by% mo)e uzasadnione, gdyby figury te
stosowane by$y z ca$, premedytacj, przez daj,cego si/ zidentyfikowa% autora jakiego'
systemu, lub gdyby'my mieli opisa% jak,' filozoficzn, retoryk/ podporz,dkowanej jakiej'
autonomicznej teorii stworzonej przed i poza jej j/zykiem i pos$uguj,cej si/ tropami tej teorii
jako narz/dziami. Niew,tpliwie „plato1ski” idea$ filozofii realizowa$ si/ w tym rozst/pie (i
porz,dku), jaki Platon ustanowi$ mi/dzy filozofi, czy dialektyk, z jednej strony a retoryk,
(sofistyk,) z drugiej. Ten w$a'nie rozst/p i t/ hierarchi/ musimy tutaj, po'rednio lub
bezpo'rednio, przeanalizowa%.
Zasygnalizowane przez nas wcze'niej trudno'ci rosn, jeszcze, gdy chodzi o tropy
„archaiczne”, które poj/ciom „podstawowym” (theoria, eidos, logos itd.) przypisa$y
okre'lenia z zakresu j/zyka „naturalnego”. A ju) same znaki (s$owa/poj/cia), z jakich
zbudowane jest to zdanie, pocz,wszy od poj/% „trop” i „arche”, maj, swój ci/)ar
metaforyczny. Takie kategorie, jak „poj/cie”, „podstawa”, „teoria” s, metaforyczne i nie
poddaj, si/ )adnej meta-metaforyce. Nie k$ad3my nacisku na metafor/ wzrokow,, zgodnie z
któr, s$o1ce umo)liwia wszelki teoretyczny punkt widzenia. Poj/cie podstawy odpowiada
pragnieniu twardego i ostatecznego gruntu, terenu budowli, ziemi podtrzymuj,cej sztuczn,
struktur/. Kategoria ta ma sw, histori/, jest histori,, której interpretacj/ zaproponowa$
Heidegger
23
. Wreszcie poj/cie poj/cia nie mo)e nie zachowa%, nawet je'li si/ do1 nie
sprowadza, schematu gestu panowania, bior,c-podtrzymuj,c, obejmuj,c i chwytaj,c rzecz
jako przedmiot. Zarówno w $acinie, jak w niemieckim. Zauwa)y$ to Hegel i przy okazji
zdefiniowa$ nasz problem, czy raczej okre'li$ go w odpowiedzi, która zlewa si/ z
twierdzeniem z zakresu jego w$asnej spekulatywnej i dialektycznej logiki:
„G$ówne zastosowanie znajduje przeno'nia w zwrotach j/zykowych, które rozpatrzy%
tu mo)na z nast/puj,cych punktów widzenia:
a) Po pierwsze ka)dy j/zyk posiada ju) sam przez si/ znaczn, ilo'% przeno'ni.
Powstaj, one w taki sposób, )e jaki' wyraz, który pierwotnie oznacza rzecz czysto zmys$ow,
(nur etwas ganz sinnliches bedeutet), przeniesiony zostaje (übertragen wird) na sfer/
duchow, (auf Geistiges). «Ujmowa% (fassen)», «pojmowa% (begreifen)» i inne czasowniki
odnosz,ce si/ do wiedzy posiadaj,, je'li chodzi o ich w$a'ciwe znaczenie (eigentliche
Bedeutung), tre'% ca$kowicie zmys$ow,, która zostaje jednak pó3niej porzucona i zast,piona

23
Przedstawiaj,c swoj, teori/ hypotypozy, Kant odwo$a$ si/ do przyk$adu „podstawy”. Hypotypoza mo)e by%
schematyczna (bezpo'rednie przedstawienie unaoczniaj,ce poj/cie intelektu) albo symboliczna (po'rednie
przedstawienie unaoczniaj,ce poj/cie czystego rozumu). „Spraw/ t/ ma$o jeszcze dot,d analizowano, cho%
bardzo zas$uguje na g$/bsze zbadanie, nie tu jednak miejsce na zatrzymywanie si/ nad tym. Nasz j/zyk pe$en jest
tego rodzaju przedstawie1 unaoczniaj,cych (Darstellungen) opartych na analogii, wskutek czego wyraz nie
zawiera w$a'ciwego (eigentliche) schematu dla poj/cia, lecz jedynie symbol dla refleksji. I tak np. s$owa
«podstawa» (Grund) (podpora [Stüsse], fundament [Basis]), «zale)e%» (za czym' le)e%), «wyp$ywa%» z czego'
(zamiast wynika%), «substancja» (czyli jak wyra)a si/ Locke: nosiciel akcydensów) oraz niezliczone inne s$owa
nie s, hypotypozami schematycznymi, lecz symbolicznymi i wyra)aj, poj/cia nie za po'rednictwem naoczno'ci,
lecz tylko na podstawie analogii do niej, tzn. przez przeniesienie refleksji (mit (…) der Übertragung der
Reflexion) o pewnym przedmiocie naoczno'ci na zupe$nie inne poj/cie, któremu, by% mo)e, )adna dana naoczna
nigdy nie mo)e bezpo'rednio odpowiada%” (I. Kant, Krytyka w#adzy s,dzenia, prze$. J. Ga$ecki, Warszawa 1964,
s. 300-302).
przez znaczenie duchowe. Sens pierwotny jest zmys$owy (der erste Sinn ist sinnlich),
pó3niejszy – duchowy.
b) Stopniowo wszak)e zanika moment metaforyczny przy pos$ugiwaniu si/ (im
Gebrauche) takim s$owem, które na skutek przyzwyczajenia (durch die Gewohnheit)
przestaje by% wyrazem niew$a'ciwym (uneigentliche) i staje si/ w$a'ciwym (eigentliche
Ausdruck); przyzwyczajenie bowiem, by w obrazie widzie% zawsze znaczenie, prowadzi do
tego, )e obraz i znaczenie przestaj, z czasem ró)ni% si/ od siebie, a obraz zamiast
konkretnego ogl,du podaje nam bezpo'rednio samo tylko abstrakcyjne znaczenie. Je)eli np.
mamy u)y% wyrazu «ujmowanie» w znaczeniu duchowym, to nie przychodzi nam nawet na
my'l wyobra)a% sobie przy tym jakiego' zmys$owego chwytu (das sinnlichen Anfassen) r/k,.
W j/zykach )ywych $atwo jest stwierdzi% ró)nic/ pomi/dzy przeno'niami rzeczywistymi
(wirklicher Metaphern) a takimi, które przez sta$e u)ywanie (durch die Abnutzung) spad$y do
poziomu wyrazów w$a'ciwych (eigentliche Ausdrücken); w j/zykach martwych natomiast
sprawia to trudno'%, gdy) sama etymologia nie mo)e tu niczego rozstrzyga%. Chodzi tu
bowiem nie o pierwotne pochodzenie wyrazu i dalszy jego rozwój j/zykowy w ogóle, lecz
g$ównie o to, czy jaki' wyraz, który zdaje si/ malowniczo co' opisywa% i unaocznia%, nie
straci$ ju) w )ywej praktyce j/zykowej, wskutek zastosowania go w sferze duchowej, swego
pierwotnego zmys$owego znaczenia i nie WZNIÓS SI6 [RELEVÉE] (AUFGEHOBEN
HATTE) do znaczenia wy$,cznie duchowego” (podkr. moje) (Estetyka, t. I, s. 636-637)
24
.
Poj/ciu zu)ywania si/ (Abnutzung), którego implikacje ju) dostrzegli'my, odpowiada
tutaj opozycja mi/dzy metaforami rzeczywistymi i metaforami zatartymi. To niemal sta$y rys
rozwa)a1 o metaforze filozoficznej: istniej, metafory nieaktywne, którymi mo)na si/ w ogóle
nie zajmowa%, poniewa) autor o nich nie my'la#, a afekt metaforyczny badany jest w polu
'wiadomo'ci. Rozró)nieniu na metafory rzeczywiste i metafory wygas$e odpowiada
tradycyjne przeciwstawienie metafor )ywych i metafor martwych
25
. Przede wszystkim ruch
metaforyzacji (3ród$o, nast/pnie zacieranie si/ metafory, przej'cie – przy nad$o)eniu drogi w
figurze – od w$a'ciwego sensu zmys$owego do w$a'ciwego sensu duchowego) nie jest niczym
innym jak ruchem idealizacji. A zawarty jest on w g$ównej kategorii idealizmu
dialektycznego, w kategorii luzowania (Aufhebung), czyli pami/ci, która wytwarza znaki,
interioryzuje je (Erinnerung), wynosz,c, znosz,c i zachowuj,c zmys$ow, zewn/trzno'%.
Schemat ten uruchamia – po to, by j, u'wiadomi% i rozwi,za% – opozycj/ przyroda/duch,
przyroda/historia oraz przyroda/wolno'%, zwi,zan, od strony genealogii z opozycj, physis i
jej innymi, a zarazem z opozycj, zmys$owe/duchowe, zmys$owe/inteligibilne, zmys$owe/sens
(sinnlich/Sinn). System ten nigdzie nie jest tak wyra3ny jak u Hegla. Opisuje on przestrze1
mo)liwo'ci metafizyki, do której nale)y równie) w ten sposób okre'lone poj/cie metafory
26
.

24
Analogiczne rozwa)ania na temat figur przyw$aszczaj,cych znajdziemy u P. Valéry`ego w Discours aux
chirurgiens, w: idem, 1uvres, Gallimard, t. I, s. 919. Por. tak)e rozdzia$ Qual quelle w tym tomie.
25
Opozycj/ t/ analizuje Th. Spoerri w La puissance métaphorique de Descartes, Colloque de Royaumont,
Minuit, Paris 1957. Por. te) Ch. Perelman i L. Olbrechts-Tyteca, Traité de l`argumentation, P.U.F., Paris 1958.
26
Wyja'nia to brak zaufania, jaki przejawia$ Heidegger w stosunku do poj/cia metafory. K$adzie on szczególny
nacisk na opozycj/ zmys$ow/niezmys$owe, która przecie), cho% niezwykle wa)na, nie jest cech, jedyn,, ani
najistotniejsz,, ani najlepiej okre'laj,c, metafor/. „Wystarczy tu nast/puj,ca uwaga: poniewa) nasze s$yszenie i
widzenie nigdy nie s, jedynie prostym odbiorem zmys$owym, nie nale)y zatem wi/cej twierdzi%, )e traktowanie
my'li jaki uchwyconej przez s$uch (als Er-hören) i wzrok (Er-blicken) jest jedynie metafor, (Übertragung),
przekszta$ceniem tego, co rzekomo zmys$owe, w to, co niezmys$owe. Poj/cie «przekszta$cenia» i metafory
(Metapher) oparte jest na rozró)nieniu, by nie rzec – rozdzieleniu tego, co zmys$owe i niezmys$owe, jako dwóch
dziedzin, z których ka)da istnieje dla siebie. Ustalony w ten sposób podobny rozdzia$ mi/dzy tym, co zmys$owe,
i tym, co niezmys$owe, mi/dzy tym, co fizyczne, i tym, co niefizyczne, jest podstawow, cech, tego, co si/
nazywa «metafizyk,», i stanowi istotny rys my'li zachodniej. Skoro tylko uzna si/, )e owo rozró)nienie mi/dzy
tym, co zmys$owe, i tym, co niezmys$owe, jest niewystarczaj,ce, my'lenie metafizyczne traci swój autorytet.
Gdy tylko dostrze)e si/ owo ograniczenie metafizyki, automatycznie zanika determinuj,ca funkcja (meßgebende
Vorstellung) «metafory». Okre'la ona zw$aszcza sposób, w jaki przedstawiamy sobie byt j/zyka. Dlatego
Za$ó)my tymczasowo, )e opozycje te mo)na przyj,% i oprze% na nich program ogólnej
metaforyki filozoficznej. Klasyfikuj,c metafory 3ród$owe (naturalne), wkrótce znów
b/dziemy zmuszeni uciec si/ do mitologii czterech )ywio$ów. Tym razem nie b/dzie chodzi$o
o jak,' psychoanaliz/ wyobra3ni materialnej, odnosz,c, si/ do do'% nieokre'lonego zespo$u,
lecz o analiz/ retoryczn, tekstu filozoficznego, przy za$o)eniu, )e dysponujemy wyra3nymi
kryteriami, które pozwalaj, go zidentyfikowa% jako taki. Nast/pnie nie mo)na b/dzie unikn,%
skrzy)owania tej ostatniej klasyfikacji dziedzin pochodzenia z siatk, bardziej ogóln,, która
ujmuje ju) nie tylko elementarne sfery zjawisk (tego, co si/ jawi), lecz tak)e sfery
receptywno'ci, sfery zmys$owo'ci. Oprócz tekstów matematycznych, co do których nie
bardzo wiadomo, jak mog$yby dostarcza% metafor w sensie 'cis$ym (teksty te nie s, zwi,zane
z )adn, okre'lon, sfer, ontyczn,, nie maj, zmys$owej tre'ci empirycznej), wypowiedzi ze
wszystkich wyspecjalizowanych dziedzin, o ile tylko nie s, czysto formalne, dostarczaj,
dyskursowi filozoficznemu tre'ci metaforycznych typu zmys$owego. Mo)na by si/ zatem
pokusi% o analiz/ tych tre'ci zgodnie z klasycznymi poj/ciami zmys$owo'ci. Tote) obiegowo
mówi si/ o metaforach wzrokowych, s$uchowych, dotykowych (swój wk$ad ma tutaj tak)e
problematyka poznania), a nawet, cho% rzadziej – co nie jest bez znaczenia – o metaforach
w/chowych
27
lub smakowych.
Tej empirycznej estetyce tre'ci zmys$owych musi jednak odpowiada%, jako warunek
jej mo)liwo'ci, transcendentalna i formalna estetyka metafor. Zaprowadzi$aby nas ona
ponownie do apriorycznych form czasu i przestrzeni. Czy w gruncie rzeczy – od Platona po
Husserla – nie mówi si/ obiegowo o metaforach temporalizuj,cych, tych, które odnosz, si/
do s$uchu nie tylko w sensie muzycznym, lecz tak)e odwo$uj, si/ do s$yszenia, rozumienia
itd.? Nietzsche do tego stopnia rozszerza granice metaforyki, )e ka)dej g$osowej wypowiedzi
przypisuje moc metafory: czy nie przenosi si/ tutaj na czas mówienia tego, co jest wobec
niego heterogeniczne?
28
I na odwrót, czy nie mówi si/ cz/sto, )e ka)da wypowied3
metaforyczna uprzestrzennia, gdy pozwala sobie wyobrazi%, zobaczy%, dotkn,%? Nie tylko
Bergson bez zaufania odnosi$ si/ do metafor przestrzennych.
Jak dokona% tego ostatniego regresu? Jak stosowa% t/ ostatni, opozycj/ czasu i
przestrzeni, nie dotykaj,c zarazem podstaw tradycyjnego problemu filozoficznego (a z t,
transcendentaln, estetyk, oraz apriorycznymi formami czystej zmys$owo'ci zwi,zany jest
problem metafor matematycznych)? Sk,d mamy wiedzie%, co oznacza uczasowienie i
uprzestrzennienie pewnego sensu, pewnego przedmiotu idealnego, pewnej inteligibilnej
tre'ci, je'li nie mamy jasno'ci, co znaczy „przestrze1” i „czas”? Jak to jednak wyja'ni%,

w$a'nie cz/sto uciekamy si/ do metafory jako 'rodka pomocniczego przy interpretacji dzie$ poetyckich czy –
ogólniej – artystycznych. Metaforyka istnieje jedynie w ramach metafizyki” (Der Satz vom Grund, Günter
Neske, Pfüllingen 1957; przek$. franc. Le principe de raison, Gallimard, Paris 1955-1956, s. 126).
27
„Zdawa$o nam si/, )e nale)y zacz,% od powonienia, poniewa) ze wszystkich zmys$ów ten zdaje si/ najmniej
wzbogaca% nasz umys$”, E. B. de Condillac, Traktat o wraeniach, prze$. W. Wojciechowska, Warszawa 1958,
s. 7.
28
Sprowadza$oby si/ to, w sposób zreszt, do'% zdumiewaj,cy, do uznawania ka)dego znacz,cego za metafor/
znaczonego, gdy tymczasem klasyczne poj/cie metafory wskazuje tylko zast,pienie jednego znaczonego przez
inne, czyli sytuacj/, w której jedno znaczone staje si/ znacz,cym innego znaczonego. Czy posuni/cie
Nietzschego nie polega tutaj na rozci,gni/ciu na ka)dy sk$adnik dyskursu, rozumiany jako metafora, tego, co
klasyczna retoryka traktowa$a – w sposób równie dziwny – jako pewn, szczególn, figur/, jako metonimi)
znaku? Ta ostatnia, jak mówi Du Marsais, polega na braniu „znaku za rzecz oznaczan,”. Zajmuje ona ostatnie
miejsce na ustalonej przez Du Marsais li'cie pi/ciu rodzajów metonimii. Fontanier po'wi/ca jej nieca$, stron/.
T$umaczy si/ to faktem, i) u)yty znak jest w danym przypadku cz/'ci, rzeczy oznaczanej, nie za' samym
tworzywem figur dyskursu. Podane przyk$ady s, przede wszystkim przyk$adami znaków symbolicznych, a nie
arbitralnych (ber#o jako znak godno'ci króla, bu#awa – marsza$ka, kapelusz – kardyna$a, szabla na oznaczenie
)o$nierza, toga na oznaczenie s/dziego, „miecz na oznaczenie m)czyzny i k,dziel na oznaczenie kobiety:
przywilej przechodz,cy z miecza na k,dziel oznacza przywilej, który przechodzi od m/)czyzn na kobiety” (Du
Marsais, Traité des tropes, rozdz. II, II).
zanim okre'limy, czym jest logos lub znaczenie czego' [vouloir-dire], logos, który sam w
sobie uczasowia i uprzestrzennia wszystko, co wypowiada? co to jest logos jako metafora?
Ju) przeciwie1stwo mi/dzy sensem (znaczone pozaczasowe lub nieprzestrzenne jako
sens, jako tre'%) a jego metaforycznym znacz,cym (przeciwie1stwo graj,ce w )ywiole sensu,
do którego nale)y ca$o'% metafory)
29
nawarstwia si/ – to kolejna metafora – w ca$ej historii
filozofii. Nie licz,c na to, )e ten rozst/p mi/dzy sensem [sens] (znaczonym) a zmys$ami
[sens] (znacz,cym zmys$owym) ujawnia si/ w tym samym rdzeniu (sensus, Sinn). Mo)na
wraz z Heglem podziwia% hojno'% tego pierwotnego pnia i spekulatywnie, dialektycznie
interpretowa% to tajemnicze zluzowanie; zanim jednak zacznie si/ stosowa% dialektyczne
poj/cie metafory, nale)y prze'ledzi% podwójny chwyt, który zapocz,tkowa$ metafor/ i
dialektyk/, pozwalaj,c nazywa% sensem [sens] co', co musi by% obce zmys$om [sens].
Ogólna taksonomia metafor – a zw$aszcza tak zwanych metafor filozoficznych –
zak$ada$aby zatem rozstrzygni/cie najwa)niejszych problemów, a ju) przede wszystkim tych,
które konstruuj, filozofi/ w ca$ej jej historii. Tote) metaforologia by$aby pochodna wobec
dyskursu, który chcia$aby opanowa%, który tworzy, opieraj,c si/ na jawnej 'wiadomo'ci
filozofa lub na systemowej b,d3 przedmiotowej strukturze jego tekstu, którego znaczenie
[vouloir-dire] odtwarza albo odczytuje symptom, którego idiomatyczn, metaforyk/ (w$a'ciw,
jakiemu' filozofowi, systemowi lub poszczególnemu korpusowi) nak$ada lub nie na
metaforyk/ ogólniejsz,, bardziej wymagaj,ca, trwalsza. Poj/cie metafory wraz ze wszystkimi
predykatami pozwalaj,cymi okre'li% jego zakres i rozumienie jest pewnym filozofemem.
Ma to dwojakie i sprzeczne konsekwencje. Z jednej strony opanowanie z zewn,trz
metaforyki filozoficznej jako takiej jest niemo)liwe, gdy pos$ugujemy si/ poj/ciem metafory,
które jest wytworem filozofii. Jedynie filozofia, jak si/ wydaje, zachowuje jak,' w$adz/ nad
swymi metaforycznymi wytworami. Z drugiej jednak strony, z tego samego powodu, filozofia
pozbawia si/ tego, co sobie daje. Skoro jej narz/dzia nale), do jej w$asnego obszaru, nie
mo)e zapanowa% nad swoj, ogóln, tropologi, i ogóln, metaforyk,. Mo)e je postrzega% tylko
wokó$ 'lepej plamki i ogniskowej g$uchoty. Poj/cie metafory opisywa$oby ów kontur, ale nie
jest pewne, czy w ten sposób zdo$a$oby opisa% organizuj,ce centrum; a to formalne prawo
dotyczy ka)dego filozofemu. Dzieje si/ tak z dwóch sumuj,cych si/ powodów: 1) filozof
nigdy nie odnajdzie w filozofemie tego, co w nim umie'ci$, czy w ka)dym razie tego, co jako
filozof s,dzi, )e umie'ci$; 2) uk$ad podstawowych opozycji metaforologii (physis/techne,
physis/nomos, zmys$owe/inteligibilne, czas/przestrze1, znacz,ce/znaczone itd.) ukonstytuowa$
si/ w historii j/zyka metaforycznego, a raczej w toku procesów „tropizacji”, które, cho% nie
mo)emy ju) ich okre'la% filozoficznym mianem metafor, to jednak nie tworz, one – i to z
tych samych powodów – j/zyka „w$asnego”. Tylko wyj'cie poza ró)nic/ mi/dzy tym, co
w$asne, i tym, co nie-w$asne, pozwoli$oby zda% spraw/ z efektów i w$asno'ci, i nie-w$asno'ci.
Z definicji zatem nie istnieje kategoria 'ci'le filozoficzna pozwalaj,ca okre'li% pewn, liczb/
tropów, które uwarunkowa$y strukturyzacj/ opozycji filozoficznych uwa)anych za
„podstawowe”, „strukturuj,ce”, „pierwotne”: do regu$y tej stosuj, si/ te „metafory”, które,
jak s$owa „chwyt”, „trop” albo „metafora”, stanowi, racj/ takiej tropologii. Chc,c sobie
pozwoli% na zlekcewa)enie tego przedednia filozofii, nale)a$oby ustali%, )e sens, który te
figury oznaczaj,, jest jak,' istot/ ca$kowicie niezale)n, od tego, co j, przenosi. A to ju) jest
twierdzenie filozoficzne, mo)na by nawet powiedzie%, )e jest to jedyne twierdzenie
filozoficzne, tworzy ono bowiem poj/cie metafory, opozycj/ mi/dzy tym, co w$asne, i tym,
co nie-w$asne, mi/dzy istot, i przypadkiem, ogl,dem i dyskursem, my'l, i j/zykiem,
inteligibilnym i zmys$owym, itd.

29
Ta z$o)ona struktura wywo$uje wiele nieporozumie1. Niektórych mo)na unikn,% dzi/ki proponowanemu
przez I. A. Richardsa rozró)nieniu na tre'% [teneur] metafory i na jej no'nik. Sens, znaczenie [vouloir-dire]
(meaning) „musi by% wyra3nie odró)nione od tre'ci” (I. A. Richards, The Philosophy of Rhetorics, Oxford
University Press, New York 1965, s. 100).
Taka by$aby stawka. Ten zasób tropów i terminów prefilozoficznych – przy za$o)eniu,
)e mo)na do1 dotrze% (dotkn,% go, zobaczy%, zrozumie%?) – nie mo)e mie% archeologicznej
prostoty w$asnego 3ród$a, czysto'ci historii pocz,tków. A wiemy ju), )e nie wchodzi w
zakres ani jakiej' filozoficznej retoryki, ani jakiej' metafilozofii, analogicznej do tej, któr,
Bachelard w swej psychoanalizie wyobra3ni materialnej nazywa$ meta-poetyk,. Wiemy to ju)
dzi/ki prawu uzupe$nieniowo'ci (mi/dzy poj/ciem i obszarem), traktowanemu jako
ca$kowicie formalna konieczno'%. Przyjmijmy tymczasowo to prawo za hipotez/. Próbuj,c j,
potwierdzi% na „przyk$adach”, by% mo)e zarazem b/dziemy mogli wype#ni$ poj/cie metafory,
prze'ledzi% ca$, jej tradycj/, tak filozoficzn,, jak i retoryczn,, i wraz z zasad, jej przemian
uzna% ograniczenie jej plastyczno'ci.

Elipsa s$o1ca: zagadka, niepoj/te, niezdobyte
Po drugie, istnieje moliwo'$, e postacie dokonuj, takich czynów, ale s,
nie'wiadome, i pope#niaj, straszn, zbrodni) i dopiero pó0niej poznaj, #,cz,ce ich z ofiar,
wi)zy pokrewie.stwa, tak jak Edyp Sofoklesa. Jego czyn mia# miejsce poza akcj, dramatu
(exo tou dramatos) (Poetyka, 1453 b 30)
30
.
Wewn,trz samej akcji nie powinno by$ miejsca (en tois pragmasin) na pierwiastek
irracjonalny (alogon); moe on wyst,pi$ tylko poza osnow, tragedii, jak np. w Edypie
Sofoklesa (Poetyka, 1454 b 5).
Poeta powinien przedstawia$ raczej zdarzenia niemoliwe, lecz prawdopodobne
(adunata eikota) ni moliwe, ale nieprawdopodobne (dunata apithana). Nie powinien
natomiast uk#ada$ fabu#y z elementów (logous) sprzecznych z rozumem (ek meron alogon), i o
ile to moliwe, nie wprowadza$ ich w ogóle, a je'li ju to poza w#a'ciw, fabu#, (exo tou
mutheumatos), jak np. w Edypie, gdzie bohater nie zna (to me eidenai) okoliczno'ci 'mierci
Lajosa (Poetyka, 1460 a 25).

Ani retoryka filozoficzna, ani metafilozofia nie wydaj, si/ tutaj stosowne – tak oto
brzmi hipoteza. Po pierwsze, dlaczego nie retoryka jako taka?
Ka)dorazowo, gdy retoryka definiuje metafor/, zak$ada ona nie tylko pewn, filozofi/,
ale te) pewn, poj/ciow, siatk/, w której ukonstytuowa$a si/ filozofia w ogóle. Ka)da ni% tej
siatki tworzy w dodatku pewien chwyt, mo)na by powiedzie% metafor/, gdyby to poj/cie nie
by$o tutaj nazbyt oderwane. To, co definiowane, jest zatem za$o)one w tym, co w definicji
definiuj,ce.
Rozumie si/ samo przez si/, )e nie ma tutaj )adnego apelu o jakie' jednorodne
kontinuum, które bezustannie odnosi$oby tradycj/ do niej samej, tak tradycj/ metafizyki, jak i
tradycj/ retoryki. Tym niemniej, gdyby'my nie zacz/li od skupienia uwagi na takich
silniejszych przymusach, wywieranych przez bardzo d$ugi $a1cuch systematyczny, gdyby'my
nie zadali sobie trudu odgraniczenia w nim ogólnego funkcjonowania i jego rzeczywistych
granic, naraziliby'my si/ na wzi/cie najbardziej pochodnych efektów za oryginalne rysy
jakiego' historycznego podzespo$u, jakiego' pospiesznie identyfikowanego uk$adu, jakiej'
wyobra3niowej lub marginalnej odmiany. Wskutek empirystycznego i impresjonistycznego
zwrotu ku rzekomym ró)nicom, a faktycznie ku zasadniczo linearnym i chronologicznym
rozci/ciom, kroczyliby'my od odkrycia do odkrycia. Zerwanie przy ka)dym kroku!
Przedstawiliby'my, na przyk$ad, jako oblicze w$a'ciwe retoryce „XVIII wieku” pewien
zespó$ cech (cho%by uprzywilejowanie nazwy) odziedziczonych, cho% nie po linii prostej,
wraz z wszelkiego rodzaju odst/pstwami i nierówno'ciami przekszta$cenia, po Arystotelesie
lub !redniowieczu. Dochodzimy tutaj do programu – który w ca$o'ci nale)y opracowa% –
nowego okre'lenia granic zbiorów i nowej problematyki sygnatur.

30
Arystoteles, Poetyka w: idem, Retoryka. Poetyka, op. cit.; oznaczamy bezpo'rednio w tek'cie jako Poetyka
(przyp. t$um.).
Dla wszelkiej rozprawy o metaforze istnieje kod i program, retoryka, je'li kto woli:
zgodnie ze zwyczajem przede wszystkim nale)y przypomnie% definicj/ Arystotelesa, w
ka)dym razie definicj/ z Poetyki (1457 b). Z pewno'ci, to uczynimy. Arystoteles zapewne nie
wymy'li$ ani s$owa „metafora”, ani poj/cia metafory. Wydaje si/ jednak, )e jako pierwszy
zaproponowa$ jej systematyczne usytuowanie, to w ka)dym razie, jakie zachowane zosta$o
jako takie z najsilniejszymi wp$ywami historycznymi. Nieodzowne jest zbadanie gruntu, na
jakim mog$a zosta% zbudowana Arystotelesowska definicja. Utraci$aby ona jednak wszelk,
stosowno'%, gdyby jej nie poprzedza$o czy w ka)dym razie nie kontrolowa$o systematyczne i
wewn/trzne odtworzenie tekstu, jaki nale)y przepisa%. Zadanie to, jako cz/'ciowe i wst/pne,
nie ogranicza si/ do skomentowania tekstualnej powierzchni. Nie jest jej dana )adna
przezroczysto'%. Chodzi ju) o aktywn, interpretacj/, uruchamiaj,c, ca$y system regu$ i
antycypacji.
„Metafora (metaphora) jest to przeniesienie (epiphora) nazwy (onomatos) jednej
rzeczy na inn, (allotriou): z rodzaju na gatunek (apo tou genous epi eidos), z gatunku na
rodzaj (apo tou eidos epi to genos), z jednego gatunku na inny (apo tou eidous epi eidos), lub
te) przeniesienie nazwy z jakiej' rzeczy na inn, na zasadzie analogii (e kata to analogon)”
(Poetyka, 1457 b 5).
Definicj/ t/, zapewne najwyra3niejsz,, najbardziej 'cis$,, a w ka)dym razie
najbardziej ogóln,
31
, mo)na by zanalizowa% zgodnie z dwoma motywami. Jest to filozoficzne
twierdzenie na temat metafory. Ale to równie) filozoficzna wypowied3, której ca$a
powierzchnia n/kana jest przez metafor/.
Twierdzenie filozoficzne nale)y do systemu interpretacji $,cz,cego metafor), mimesis,
logos, physis, phone, semainein, onoma. Aby odtworzy% ruch tego $a1cucha, nale)y zwróci%
uwag/ na miejsce omówie1 dotycz,cych metafory zarówno w Poetyce, jak i w ksi/dze III
Retoryki
32
. Miejsce zarezerwowane dla metafory jest ju) samo w sobie znamienne. W obu
dzie$ach nale)y ono do teorii lexis. „Skoro omówili'my ju) inne sk$adniki tragedii, wypada z
kolei omówi% form/ j/zykow, i my'lenie (peri lexeos kai dianoias)” (Poetyka, 1456 a 30.
Analogiczne posuni/cie na pocz,tku ksi/gi III Retoryki). Chocia) „my'l” (tutaj dianoia)
zosta$a wypowiedziana, obejmuje ona dziedzin/ tego, co dane jest w j/zyku, lub dane do
my'lenia przez j/zyk, przyczyn/ lub skutek b,d3 tre'% j/zyka, ale nie sam akt j/zykowy
(wypowied3, wymowa, powiedzenie, lexis). W ten sposób okre'lona dianoia to co', o czym

31
Ogólno'% ta stawia problemy, które, jak wiadomo, niedawno cz/'ciowo zosta$y reaktywowane. Odnajdziemy
je w zako1czeniu. W ka)dym razie Arystoteles jako pierwszy traktowa$ metafor/ jako ogóln, form/ wszystkich
figur s$ownych, bez wzgl/du na to, czy je ona obejmuje (jak w tych przyk$adach przeniesie1 za po'rednictwem
metonimii czy synekdochy), czy stanowi ich zaoszcz)dzenie (porównanie skrótowe), czy znajduje sw, nalepsz,
form) w analogii proporcjonalno'ci (Retoryka III). Ogólno'% ta jest niew,tpliwie na miar/ obóstwa jej
okre'lenia. Bardzo wcze'nie oskar)ono o to czy wyt$umaczono z tego Arystotelesa. Dacier: „Niektórzy
Staro)ytni pot/piali Arystotelesa za to, )e pod nazw/ metafory pod$o)y$ dwie pierwsze, które w$a'ciwie s, tylko
synekdochami; Arystoteles mówi$ jednak w sensie ogólnym i pisa$ w czasie, gdy nie oczyszczono jeszcze figur
w celu ich odró)nienia i nadania ka)dej z nich nazwy, które lepiej by wyra)a$a jej natur/. Cyceron troch/
usprawiedliwia Arystotelesa, gdy w swej ksi/dze Mówca pisze: Itaque genus hoc Graeci appellant allegoricum,
nomine recte, genere melius ille (Atystoteles) wui ista omnia translationes vocat” (Introduction 8 la poétique
d`Aristote, 1733). H. Blair: „Arystoteles bierze s$owo metafora w tym sensie szerokim, w odniesieniu do
ka)dego rodzaju sensu figuratywnego, jaki nadaje si/ jakiemu' s$owu, tak jak bierze si/ ca$o'% za cz/'% albo
cz/'% za ca$o'%, gatunek za rodzaj lub rodzaj za gatunek. Przypisywanie temu dok$adnemu i subtelnemu
pisarzowi niedok$adno'ci by$oby jednak niesprawiedliwe. W jego czasach nie znano licznych podzia$ów i
rozmaitych nazw Tropów: to wynalazek kilku bardziej nowoczesnych autorów” (Rhétorique, 1783, wyk$ad XV,
przek$. Prévost, 1808, t. II, s. 42).
32
W odniesieniu do zwi,zków w tym punkcie mi/dzy Retoryk, i Poetyk,, a zw$aszcza w odniesieniu do poj/%
metafory i eikon por. Marsh H. McCall, Ancient Rhetorical Theories of Simile and Comparaison, Harvard
Univetsity Press, 1969. „Nie mo)na dowie'%, )e jedna z tych ksi,)ek poprzedza drug,; jest niemal pewne, )e
obie od czasu do czasu by$y poprawiane i uzupe$niane. Osobliw, nieobecno'% eikon w Poetyce nale)a$oby
wyja'ni%” (s. 51). Nieobecno'% ta nie jest ca$kowita (por. cho%by 1448 b 10 i 15).
traktuje retoryka, w ka)dym razie w dwóch pierwszych ksi/gach. „Dyskusj/ na temat sposobu
my'lenia przenie'my do Retoryki (…)” (Poetyka, 1456 a 30). Ró)nica mi/dzy dianoia i lexis
polega na tym, )e ta pierwsza nie jest jawna sama przez si/. Otó) to przejawianie si/, akt
mowy, stanowi istot/ i samo oddzia$ywanie tragedii. Gdyby nie by$o ró)nicy mi/dzy dianoia i
lexis, nie by$oby przestrzeni dla tragedii: „Bo có) by$oby zadaniem (ergon) mówcy (tou
legontos), gdyby my'lenie mog$o si/ ujawnia% bez mowy (ei phanoitos e dianoia kai me dia
ton logon)” (Poetyka 1456 b). Ró)nica ta nie polega jedynie na tym, )e posta% powinna móc
wypowiedzie% co' innego ni) my'li. Wyst/puje ona i dzia$a w tragedii tylko pod tym
warunkiem, )e mówi.
Otó) rozprawa o metaforze nale)y do traktatu peri lexeos. Istnieje lexis, a w niej
metafora – w tej mierze, w jakiej my'l nie jest jawna sama przez si/, w tej mierze, w jakiej
sens tego, co jest wypowiadane lub my'lane, nie jest fenomenem siebie samego. Dianoia jako
taka nie ma jeszcze zwi,zku z metafor,. Metafora istnieje tylko w tej mierze, w jakiej zak$ada
si/, )e co' ujawniane jest przez wypowiedzenie takiej my'li, która sama w sobie jest
niepozorna, ukryta czy schowana. My'l wpada w metafor/ lub metafora przypada my'li w
chwili, gdy sens zmierza do wyj'cia poza siebie, by si/ wypowiedzie%, wyrazi%, wynie'%
siebie w 'wiat$o j/zyka. A jednak – i na tym polega nasz problem – teoria metafory jest teori,
sensu i ustanawia pewn, pierwotn, naturalno'$ tej figury. Jak to jest mo)liwe?
Arystoteles oddziela dianoia i odsy$a j, do retoryki. Definiuje cz/'ci lexis. W tym
nazw/. W tym w$a'nie punkcie traktuje o metaforze (epiphora onomatos). Onoma ma
zapewne w tym kontek'cie dwie warto'ci. B,d3 przeciwstawia si/ s$owu (rema), które
implikuje ide/ czasu. B,d3 obejmuje obszar s$ów, skoro metafora, przesuni/cie nazw, gra
równie), w przyk$adach z Poetyki, na s$owach. Pomieszanie to jest mo)liwe z racji g$/bokiej
to)samo'ci nazwy i s$owa: maj, one to wspólne, )e same z siebie s, inteligibilne, )e maj,
bezpo'redni zwi,zek z przedmiotem lub raczej z pewn, jedno'ci, sensu. Stanowi, porz,dek
phone semantike, z które wykluczone s,, jak zobaczymy, rodzajniki, spójniki, przyimki i w
ogóle wszystkie elementy j/zyka, które, zdaniem Arystotelesa, same z siebie nie posiadaj,
sensu, a zatem same z siebie niczego nie oznaczaj,. Przymiotnik mo)e ulec substantywizacji i
nominalizacji. W tej w$a'nie mierze mo)e nale)e% do porz,dku semantycznego. Wydaje si/
wi/c, )e obszar onoma – i dlatego obszar metafory jako przeniesienia nazwy – jest nie tyle
obszarem nazwy w sensie 'cis$ym (jaki bardzo pó3no otrzyma w retoryce), ile obszarem tego,
co podlega nominalizacji. Ka)de s$owo, które opiera si/ tej nominalizacji, by$oby obce
metaforze. Nominalizacji mo)na podda% tylko to, co zmierza – lub odt,d zmierza – do
pe$nego i niezale)nego znaczenia, co jest inteligibilne samo z siebie, niezale)nie od wszelkiej
relacji syntaktycznej. Gdyby si/gn,% po tradycyjne przeciwie1stwo, które stosowa% b/dzie
jeszcze Husserl, metafora by$aby przeniesieniem kategoremów a nie synkategoremów jako
takich. Owo jako takich nale)y podkre'li%, gdy) synkategorem b/dzie móg$ tutaj stworzy%
okazj/ do zabiegu nominalizacji
33
.

33
Leibniz dostarcza wartego uwagi przyk$adu tej operacji ekstensji i ekstrakcji. Chodzi o wydobycie ukrytego
poj/cia i ukrytej nazwy, substantywnej idei skrytej w ka)dym syntaktycznym znaku relacji. W ten sposób
przyimek zostaje przekszta$cony w znaczenie pe$ne. Znów mamy do czynienia z dialogiem filozoficznym, a
przedmiot, o jakim si/ traktuje, nie jest zbyt odleg$y od przedmiotu Ogrodu Epikura: „Teofil: Nie widz/ wcale,
dlaczego nie mo)na by mówi%, )e istniej, idee negatywne, tak jak istniej, prawdy przecz,ce; akt przeczenia
bowiem jest pozytywny. (…) Filatet: Nie dyskutuj,c na ten temat, po)yteczniej b/dzie, aby nieco bardziej
przybli)y% si/ do pochodzenia wszystkich naszych poj/% i pozna1, zaobserwowa%, w jaki sposób s$owa, których
si/ u)ywa celem uformowania czynno'ci i poj/% ca$kowicie oddalonych od zmys$ów, bior, swój pocz,tek w
ideach zmys$owych, z których si/ je przenosi dla bardziej zawi$ych znacze1. (…) St,d mo)emy domy'la% si/,
jakiego rodzaju poj/cia mieli ci, którzy pierwsi mówili tymi j/zykami, i jak w sposób nieoczekiwany natura
podsun/$a ludziom przez same nazwy pocz,tek i zasad/ wszystkich ich pozna1. Teofil: (…) nie zawsze si/ to
rozpoznaje, poniewa) najcz/'ciej gubi, si/ prawdziwe etymologie. (…) By$oby jednak dobrze rozwa)y% t/
analogi) rzeczy zmys#owych i niezmys#owych, która pos$u)y$a za podstaw/ tropów. Lepiej si/ to rozumie,
rozpatruj,c przyk$ad bardzo rozleg$y, taki, jakiego dostarcza u)ywanie przyimków, jak do, z, przed, w, poza,
Du Marsais stara$ si/ bardzo 'ci'le pod,)a% za Arystotelesem, okre'laj,c metafor/
jako „figur/, za po'rednictwem której przenosi si/ znaczenie w$asne jakiej' nazwy”. To, )e w
kolejnym wydaniu nazw) zast,pi$ s#owem, a jego pierwsze posuni/cie poddali krytyce
Laharpe i Fontanier, twierdz,c, )e to ostatnie systematycznie rozci,ga obszar metafory na
ca$o'% s$ów, w gruncie rzeczy nie jest zerwaniem, przynajmniej w tym punkcie, z tradycj,
arystotelesowsk,. Istotnie, z jednej strony tylko tropy „w jednym s$owie” s,, zdaniem
Fontaniera, tropami „we w$a'ciwym sensie”. Z drugiej strony – i w konsekwencji –
zadeklarowawszy, )e wszystkie typy s$ów mog, stworzy% okazj/ dla metafor, Fontanier
powinien wykluczy% z wyliczenia, jakie nast/puje po synkategoremach, tak zwane znaczenia
niepe$ne i wyrazy zbyteczne w wypowiedzi: „Tropy przez podobie.stwo, czyli metafory
34
.
Tropy przez podobie1stwo polegaj, na przedstawianiu idei pod znakiem innej idei, bardziej
uderzaj,cej lub lepiej znanej, której zreszt, nie #,czy z pierwsz, aden inny zwi,zek prócz
pewnego zgodno'ci lub analogii. Rodzajowo sprowadzaj, si/ one do jednej, do Metafory,
której nazwa tak znana, a by% mo)e znana lepiej ni) rzecz sama, zagubi$a, jak zauwa)a
Laharpe, ca$, scholastyczn, wa)no'%. Metafory nie dzieli si/ zazwyczaj na rodzaje, jak
Metonimia i Synekdocha; nie nale)y jednak s,dzi%, )e ma ona tylko jedn, form/, jeden aspekt
i )e w ka)dym przypadku jest tym samym. Przeciwnie, jest ona bardzo ró)na, i bez w,tpienia
si/ga dalej ni) Metonimia i Synekdocha, gdy) nie tylko rzeczownik, ale równie) przymiotnik,
imies$ów, czasownik, a w ko1cu wszystkie rodzaje s$ów nale), do jej dziedziny. Wszystkie
rodzaje s$ów mog, zatem by% lub s, stosowane w istocie metaforycznie, je'li nie tytu$em
figury, to przynajmniej tytu$em katachrezy. Rodzaje zdolne do stosowania metaforycznie
tytu$em figury to rzeczownik, przymiotnik, imies$ów, czasownik, a by% mo)e równie)
przys$ówek, cho% do'% rzadko”.
Otó), z jednej strony, to wszystko, co zosta$o wykluczone z tej listy s$ów,
zarezerwowane jest dla katachrezy metafory, „nie-prawdziwej figury”, która „swym zakresem
obejmuje wr/cz wykrzyknik” („Jest nawet niewiele s$ów, w ka)dym rodzaju, jakich nie

przez, razem, dla, na, ku, które wszystkie wzi/te s, od miejsca, od odleg$o'ci i od ruchu, a przeniesione pó3niej
do wszelkiego rodzaju zmian, uk$adów, ci,gów, ró)nic, zgodno'ci. Do znaczy przybli)anie si/, np. kiedy si/
mówi: jad/ do Rzymu. Ale poniewa), aby przywi,za% jak,' rzecz, zbli)a si/ j, do tej, z któr, j, chcemy z$,czy%,
mówimy, )e jaka' rzecz jest przywi,zana do drugiej. A nadto, poniewa) istnieje – aby tak si/ wyrazi% –
niematerialne przywi,zanie (…)”. Dowód kontynuowany jest w odniesieniu do ka)dego przyimka i ko1czy si/
tak oto: „A poniewa) te analogie s, w najwy)szym stopniu zmienne i nie zale), wcale od jakich' okre'lonych
poj/%, st,d pochodzi, )e j/zyki ró)ni, si/ bardzo w sposobie u)ywania tych partyku# i przypadków, rz,dzonych
przez przyimki, albo gdy s, one domy'lne i potencjalnie w nich zawarte” (G. W. Leibniz, Nowe rozwaania
dotycz,ce rozumu ludzkiego, prze$. I. D,mbska, Warszawa 1955, t. II, ks. III, rozdz. I, § 5). Du Marsais: „Ka)dy
j/zyk ma metafory szczególne (…), w$asne (…)” (rozdz. I-X). „Niektóre figury, powie Fontanier, mog, by%
ró)ne w ró)nych j/zykach, a niektóre nawet nie wyst/puj, we wszystkich j/zykach” (Préface au Traité générale
des figures du discours autres que les tropes, s. 275).
Condillac, u którego Fontanier znalaz$ tyle „si$y”, ile u Du Marsais (ibid., s. 276), równie) uwa)a$, )e „te same
figury nie s, przyj/te we wszystkich j/zykach” (De l`art d`écrire, II, IV).
34
Fontanier, Les figures du discours, éd. Flammarion, wst/p G. Genette, s. 99. Podobie1stwo lub analogia, taki
jest dystynktywny zasób metafory, od Arystotelesa po Fontaniera. Du Marsais, definiuj,c metafor/, równie)
mówi$ o „porównaniu, jakie jest w umy'le”. Zreszt, Arystoteles uczyni$ z metafory gatunek dostatecznie
obszerny, jak widzieli'my, by nazw, t, obj,% ka)d, inn, figur/, w tym tak)e metonimi/; Fontanier zaw/)a pole
metafory (a zatem analogii lub podobie1stwa), by j, przeciwstawi% metonimii; Du Marsais, si/gaj,c do
etymologii, pocz,tkowo rozlu3ni$ granice metonimii: „S$owo metonimia oznacza przeniesienie lub zmian/
jednej nazwy na inn,. W tym sensie figura ta obejmuje wszystkie inne Tropy; gdy) we wszystkich Tropach, jako
)e s$owo nie jest wzi/te w sensie, jaki jest mu w$a'ciwy, rodzi ono ide/, któr, mo)na by wyrazi% innym s$owem.
Podkre'limy dalej, co w$a'nie odró)nia metonimi/ od innych Tropów. Mistrzowie sztuki ograniczaj, metonimi/
do nast/puj,cych zastosowa1”, Traité des Tropes, cz. II, 2. Condillac (którego filozofi/, bardziej ni) inne, a w
ka)dym razie ni) wszelkie inne, mo)na by traktowa% jako traktat o analogii) wysuwa twierdzenie odwrotne, ale
symetryczne: „To, co powiedzieli'my o porównaniach, powinno si/ odnosi% do metafor. Zwróc/ jedynie uwag/,
)e przy uwzgl/dnieniu etymologii wszystkie tropy s, metaforami: gdy) metafora oznacza w$a'nie s$owo
przeniesione od jednego znaczenia do innego” (De l`art d`écrire, II, VI).
podporz,dkowa$a swemu imperium”, s. 215. Powrócimy do tego problemu dalej). Prawdziwa
metafora pozostaje wi/c w granicach arystotelesowskiej „nazwy”. Co, z drugiej strony, jak si/
wydaje, potwierdza si/ w ca$ym systemie rozró)nie1 proponowanym przez Fontaniera w jego
ogólnej definicji s$ów. Po'ród s$ów odpowiadaj,cych „ideom przedmiotu” – które daj, si/
naturalnie nominalizowa% – wyró)nia si/ nazwy, wszystkie s$owa „u)ywane rzeczownikowo”
(pi)kno, prawda, sprawiedliwo'$; jedzenie, picie, spanie; za, przeciw, przed, za; dlaczego,
jak; wn)trze, zewn)trze; ale, je'li, gdy, gdy) oraz imies$owy czynne lub bierne. Pierwsze
odpowiadaj, substantywnym ideom przedmiotu, drugie konkretnym ideom przedmiotu.
Po'ród s$ów odpowiadaj,cych „ideom stosunku” wyró)nia si/ czasownik („Ale przez
czasownik rozumiem tutaj jedyny czasownik we w$a'ciwym sensie, czasownik by$, zwany
czasownikiem abstrakcyjnym lub czasownikiem substantywnym; a nie te czasowniki w
niew$a'ciwym sensie, czasowniki konkretne, które utworzone s, przez kombinacje
czasownika by$ z imies$owem: J`aime, Je lis, Je viens [kocham, czytam, przychodz)], zamiast:
Je suis aimant, Je suis lisant, Je suis venant [jestem kochaj,cy, jestem czytaj,cy, jestem
przychodz,cy]”.), przyimek, przys$ówek i $,cznik. Niesymetryczno'% tych przeciwie1stw
okazuje si/ do'% znamienna: wy)szo'% idei przedmiotu nad ideami relacji („idee delikatne,
które chcieli'my oddzieli% od ich znaków, w obawie, )e nam umkn,”), korelacyjna wy)szo'%
rzeczownika. Ta ostatnia jawi si/ nie tylko w przypadku czasownika by$. Te spo'ród
wszystkich rodzajów s$ów, które podlegaj, zmianom („w swych formach, w swych
modyfikacjach”), wzoruj, si/ na idei rzeczownikowej („Ale $atwo dostrzec, )e
podporz,dkowa$a je sobie w$a'nie idea rzeczownikowa, do wyra)ania której konkuruj, one
mniej czy bardziej bezpo'rednio (…).). Inne rodzaje (przyimek, $,cznik, przys$ówek,
wykrzyknik) „wcale si/ nie zmieniaj,, poniewa) nie trzymaj, si/ bezpo'rednio idei
rzeczownikowej, s, od niej oderwane, niezale)ne; wydaje si/, )e w gruncie rzeczy tylko
pozostaj, one na widoku dla umys$u, ze swej strony s, tylko sposobami widzenia” (s. 46).
To wszystko, co w teorii metafory podlega temu systemowi rozró)nie1, lub
przynajmniej jego zasadzie, nale)y, jak si/ wydaje, do wielkiego nieruchomego $a1cucha
arystotelesowskiej ontologii wraz z jego teori, analogii bytu, logik,, epistemologi,, a
dok$adniej, wraz z fundamentaln, organizacj, jego poetyki i retoryki. Przybli)my w istocie
arystotelesowsk, definicj/ nazwy, czyli elementu metafory. Nazwa jest pierwsz, jednostk,
semantyczn,. To najmniejszy element semantyczny. To z$o)ona phone semantike, której
ka)dy element sam w sobie jest nieznacz,cy (asemos). Nazwa ma taki sam charakter jak
s$owem, od którego ró)ni si/ tylko sw, nieczasowo'ci,.
Zanim Arystoteles dojdzie do nazwy, wymieni wszystkie cz/'ci lexis, które
ukonstytuowane s, z d3wi/ków pozbawionych znaczenia (phone asemos). Na przyk$ad litera,
stoikheion, najmniejszy element, nale)y do lexis, ale sam w sobie nie ma )adnego sensu.
Litera nie jest tutaj form, graficzn,, lecz elementem fonicznym, atomem g$osu (phone
adiaireton). Jej bezznaczeniowo'% nie jest nieokre'lona. Litera nie jest dowoln, emisj,
g$osow, pozbawion, sensu. Jest to okrzyk, który, aby nie mie% sensu, powinien jednak móc
wej'% „naturalnie” w uk$ad lub kompozycj/ jakiej' phone semantike (ex es pephuke sunthete
guinesthai phone), otworzy% mo)liwo'% jakiej' nazwy lub jakiego' s$owa, przyczyni% si/ do
wypowiedzenia tego, co jest. Na tym polega ró)nica mi/dzy zwierz/ciem i cz$owiekiem:
zdaniem Arystotelesa, oboje mog, wydawa% d3wi/ki niepodzielne, ale tylko cz$owiek mo)e z
nich uczyni% liter/: „G$oska to d3wi/k niepodzielny i wy$,cznie taki, który w sposób
naturalny mo)e sta% si/ cz/'ci, d3wi/ku z$o)onego. Bo przecie) g$osy wydawane przez
zwierz/ta s, niepodzielne, a jednak )adnego z nich nie nazywam g$osk,” (Poetyka, 1456 b
20). Arystoteles nie analizuje tej ró)nicy, interpretuj, na zasadzie teleologicznej retrospekcji.
4adna wewn/trzna cecha nie odró)nia atomu d3wi/ku zwierz/cego i litery. Ludzki g$os i
krzyk zwierz/cia mo)na by zatem odró)ni% tylko wówczas, gdy wychodzi si/ od znacz,cej
kompozycji fonicznej, od sensu i odniesienia. Sensu i odniesienia, czyli mo)liwo'ci
oznaczania za pomoc, nazwy. W$asno'ci, nazwy jest oznaczanie czego' (Ta de onomata
semainei ti. Retoryka III, rozdz. X), bytu niezale)nego, identycznego ze sob, i intendowanego
jako taki. W tym w$a'nie punkcie teoria nazwy, jaka zak$adana jest w poj/ciu metafory, $,czy
si/ z ontologi,. Tym, co pojawia si/ tutaj, poza klasycznie i dogmatycznie potwierdzon,
granic, mi/dzy zwierz/ciem pozbawionym logos i cz$owiekiem jako zoon logon ekon, jest
pewna systemowa nieroz$,czno'% mi/dzy warto'ci, metafory i $a1cuchem metafizycznym
obejmuj,cym $,cznie warto'ci dyskursu, g$osu, nazwy, znaczenia, sensu, na'ladowczego
przedstawienia, podobie1stwa; albo, aby zredukowa% to, co przek$ady te importuj, czy
deportuj,, warto'ci logos, phone semantike, semainein, onoma, mimesis, homoiosis. Definicja
metafory jest na swoim miejscu w Poetyce, która zaczyna si/ jako traktat o mimesis. Mimesis
nie mo)e si/ obej'% bez teoretycznego dostrze)enia podobie1stwa lub upodobnienia, czyli
tego, co zawsze b/dzie uznawane za warunek metafory. Homoiosis nie jest konstytutywne
jedynie dla warto'ci prawdy (aletheia), która rz,dzi wszystkimi $a1cuchami, jest czym', bez
czego zabieg metaforyczny jest niemo)liwy: „Tworzenie dobrej metafory jest przecie)
równoznaczne z dostrzeganiem podobie1stwa w rzeczach niepodobnych (to gar eu
metapherein to to homoion theorein estin)” (Poetyka, 1459 a 5). Warunek metafory (dobrej i
prawdziwej metafory) jest warunkiem prawdy. Normalne jest zatem, )e zwierz/, pozbawione
logos, phone semantike, stoikheion itd., jest równie) niezdolne do mimesis. Tak okre'lona
mimesis nale)y do logos, nie jest to zwierz/ce ma$powanie, gestualna mimika; zwi,zana jest
ona z mo)liwo'ci, sensu i prawdy w dyskursie. Na pocz,tku Poetyki mimesis uznana jest
niejako za mo)liwo'% w$a'ciwa physis. Ta ostatnia objawia si/ w mimesis lub w poezji, która
jest jej gatunkiem, z racji tej ma$o wyra3nej struktury, która sprawia, )e mimesis nie wnosi z
zewn,trz fa$du swego podwojenia. Nale)y ona do physis lub, je'li kto woli, ta ostatnia
obejmuje sw, zewn/trzno'% i swego sobowtóra. W tym sensie mimesis jest zatem ruchem
„naturalnym”. Naturalno'% ta jest zredukowana przez Arystotelesa i powierzona ludzkiej
mowie. Ten konstytutywny dla metafizyki i dla humanizmu gest jest raczej teleologicznym
okre'leniem ni) redukcj,: naturalno'% w ogóle wyra)a si/, gromadzi, daje pozna%, ujawnia
si/, przegl,da si/ i si/ „na'laduje” par excellence i naprawd) w naturze ludzkiej. Mimesis jest
w$asno'ci, cz$owieka. Jedynie cz$owiek na'laduje naprawd/. Jedynie on znajduje
przyjemno'% w na'ladowaniu, jedynie on uczy si/ na'ladowa%, jedynie on uczy przez
na'ladowanie. Moc prawdy jako ods$oni/cie natury (physis) przez mimesis nale)y w sposób
wrodzony do fizyki cz$owieka, do antropofizyki. Takie jest naturalne 3ród$o poezji i takie jest
naturalne 3ród$o metafory: „Sztuka poetycka, jak si/ zdaje, swe powstanie zawdzi/cza
g$ównie dwu przyczynom tkwi,cym g$/boko w naturze ludzkiej (physikai). Instynkt
na'ladowczy (mimesthai) jest bowiem przyrodzony (symphyton: wrodzony, congenitalny)
ludziom od dzieci1stwa i tym w$a'nie cz$owiek ró)ni si/ od innych zwierz,t, )e jest istot,
najbardziej zdoln, do na'ladowania (mimetikotaton). Przez na'ladowanie zdobywa podstawy
swej wiedzy (matheseis protas), a dzie$a sztuk na'ladowczych sprawiaj, mu prawdziw,
przyjemno'%” (Poetyka, 1459 a).
Te dwa 3ród$a poezji to potwierdzaj,: logos, mimesis, aletheia s, tutaj jedn, i t, sam,
mo)liwo'ci,. A logos u siebie jest tylko w phone. Tam bardziej ni) gdzie indziej. Zawsze
zgodnie z okre'leniem teleologicznym: tak samo jak natura, z powodu przeznaczenia,
na'laduje si/ lepiej w naturze ludzkiej, tak samo jak cz$owiek, bardziej ni) wszelkie zwierz/,
jest w$a'ciwy do na'ladowania (mimetikotaton), tak samo g$os jest organem najbardziej
zdolnym do na'ladowania. Powo$anie to jest oznaczone tym samym s$owem (mimetikotaton)
w ksi/dze III Retoryki: „(…) s$owa (onomata) s, na'ladowczym (mimemata)
przedstawieniem rzeczy, a poza tym pos$ugiwali si/ g$osem, który ze wszystkich wytworów
organów ludzkich najbardziej nadaje si/ do na'ladowania rzeczywisto'ci (e phone panton
mimetikotaton ton morion)” (Retoryka, 1404 a).
Metafora, efekt mimesis i homoiosis, przejaw analogii, b/dzie wi/c 'rodkiem
poznania. Podporz,dkowanym, ale pewnym. Mo)na powiedzie% o niej to, co mówi si/ o
poezji: jest bardziej filozoficzna i powa)niejsza (philosophoteron kai spoudaioteron) ni)
historia (Poetyka 1451 b), poniewa) nie opowiada jedynie o tym, co poszczególne, lecz
wyra)a to, co ogólne, prawdopodobne i konieczne
35
. Nie jest jednak tak powa)na jak sama
filozofia i ten po'redni status zachowa, jak si/ wydaje, w ca$ej historii filozofii. Status raczej
s$u)ebny: dobrze u$o)ona metafora powinna pracowa% na s$u)bie prawdy, ale pan nie mo)e
by% z niej zadowolony i powinien nad ni, przedk$ada% dyskurs o prawdzie pe$nej. Arystoteles
zarzuca na przyk$ad Platonowi, )e zadowala si/ „metaforami poetyckimi” (metaphoras legein
poietikas) i trzyma si/ j/zyka pustego (kenologein), gdy mówi, )e Idee s, paradygmatami, w
których inne rzeczy uczestnicz, (Metafizyka A 9, 991 a 20, M 5, 1079 b 25).
Z tego samego powodu przyjemno'%, druga „przyczyna” mimesis i metafory, jest
przyjemno'ci, p$yn,c, z wiedzy, uczenia si/ na zasadzie podobie1stwa, rozpoznawania tego
samego. Filozof b/dzie bardziej do tego zdolny ni) inni. To cz$owiek par excellence: „A
wynika to st,d, )e poznanie sprawia najwi/ksz, przyjemno'% nie tylko filozofom, lecz
równie) wszystkim ludziom. Ci ostatni korzystaj, jednak z tego w niewielkim stopniu.
Dlatego cieszy nas ogl,danie obrazów (eikonas), )e patrz,c na nie jeste'my w stanie
rozpozna% i domy'li% si/ (syllogizesthai), co ka)dy z nich przedstawia, )e np. przedstawia to a
to” (Poetyka, 1448 b). U'ci'la to ksi/ga III Retoryki, mi/dzy badylem i kwiatem: „(…)
wszyscy odczuwamy naturaln, (physei) przyjemno'% wtedy, gdy $atwo co' poznajemy. Skoro
za' s$owa (onomata) s, no'nikami jakiego' znaczenia (semainei ti), to te z nich sprawiaj, nam
najwi/ksz, przyjemno'%, dzi/ki którym co' nowego poznajemy. (…) Poznaniu [nowych
rzeczy] sprzyja natomiast przede wszystkim przeno'nia. Je'li bowiem poeta nazwie staro'%
«badylem» (kalamen), uczy nas i poszerza nasz, wiedz/ za pomoc, ogólnego poj/cia
«uwi,du», które jest wspólne obydwu tym rzeczom. T/ sam, funkcj/ spe$niaj, równie)
poetyckie porównania (eikones) (…) Porównanie, jak ju) uprzednio powiedzia$em, jest
rodzajem przeno'ni i ró)ni si/ od niej tylko form, przedstawienia (prothesei), ale poniewa)
jest d$u)sze, sprawia nam mniejsz, przyjemno'%. Nie mówi si/ w nim wprost: «to jest tym lub
tym»” (Retoryka, 1410 b). Metafora stawia w ten sposób przed oczami z )ywo'ci, to, co
porównanie, bardziej rozwlek$e, odtwarza niebezpo'rednio. Unaoczni%, zobrazowa%, odda%
)ywe dzia$anie, tyle cnót, jakie Arystoteles przypisuje dobrej metaforze i jakie stale $,czy z
warto'ci, energeia, co do której wiemy, jak rozstrzygaj,c, rol/ odgrywa w jego metafizyce,
w metafizyce jako takiej. „Nale)y jeszcze wyja'ni%, co rozumiemy przez «przedstawienie
unaoczniaj,ce» i w jaki sposób je uzyskujemy. Unaoczniaj,cym nazywam takie
przedstawienie, które pokazuje rzeczywisto'% jak )yw, (energounta semainei). Nazwanie
wi/c cz$owieka dobrego «kwadratem» jest przeno'ni,, gdy) oba poj/cia oznaczaj, co'
doskona$ego, nie zawiera jednak o)ywienia (ou semainei energeian). Zawiera je natomiast
wyra)enie: «w rozkwicie si$ twórczych (anthousan)»” (Retoryka, 1411 b)
36
. To uaktywnienie
czy te) ta aktualizacja metaforyczna polega najcz/'ciej na o)ywieniu tego, co nieo)ywione,
na przeniesieniu do porz,dku „psychicznego” (ibid.). (Przeciwie1stwo o)ywione/nieo)ywione
rz,dzi równie) ca$, klasyfikacj, metafor u Fontaniera.)
Premia w postaci przyjemno'ci rekompensuje wi/c oszcz/dne rozwini/cie syllogizmu
ukrytego w metaforze, teoretyczne postrze)enie podobie1stwa. Energia tej operacji zak$ada
jednak, )e podobie1stwo nie jest to)samo'ci,. Mimesis dostarcza przyjemno'ci tylko pod tym

35
„Nale)y, jak ju) mówi$em, czerpa% przeno'nie z rzeczy pokrewnych, ale niezupe$nie oczywistych (apo oikeion
kai me phaneron), bo tu, podobnie jak w filozofii, 'wiadectwem bystro'ci umys$u jest dostrzeganie
podobie1stwa (to homoion… theorein) mi/dzy rzeczami nawet bardzo odleg$ymi” (Retoryka 1412 a).
36
Wydaje si/, odpowiednio do tylu zbie)nych twierdze1 Arystotelesa, )e w pierwszym przypadku
(„kwadratem”) chodzi niew,tpliwie o metafor/, ale metafor/ rozwini/t,, czyli o porównanie, obraz (eikon)
„poprzedzony s$owem”.
warunkiem, )e ukazuje jak )ywe to, co jednak nie jest )ywe, a tylko jawi si/ w swym bardzo
podobnym sobowtórze, swym mimeme. Pozostawmy otwarte pytanie o t/ pe$n, energii
nieobecno'%, o ten zagadkowy rozst/p, czyli o ten interwa$, który tworzy historie i sceny
37
.
Systemu semantycznego (porz,dku phone semantike wraz ze wszystkimi poj/ciami z
nim si/ $,cz,cymi) nie oddziela od jego innego jaka' prosta i ci,g$a linia. Granica nie
przebiega mi/dzy tym, co ludzkie, a tym, co zwierz/ce. Inny podzia$ przenika ca$o'% j/zyka
„ludzkiego”. Ten ostatni nie jest jednorodny, nie jest ludzki na wskro' i w takim samym
stopniu. Determinant, jest wci,) kryterium nazwy: po'ród elementów literowych, po'ród
asemicznych emisji wokalnych s, nie tylko same litery. Sylaba nale)y do lexis, ale oczywi'cie
sama w sobie nie posiada )adnego sensu. A przede wszystkim istniej, ca$e „s$owa”, które,
cho% w organizacji dyskursu odgrywaj, rol/ nieodzown,, s, jednak, zdaniem Arystotelesa,
ca$kowicie pozbawione sensu. Spójnik (sundesmos
38
) jest pewn, phone asemos. Tak samo
jest w przypadku rodzajnika i $,czenia w ogóle (arthron), wszystkiego, co funkcjonuje mi)dzy
cz$onami znacz,cymi, mi/dzy nazwami, rzeczownikami czy czasownikami (Poetyka, 1457 a).
,czenie nie posiada sensu, poniewa) nie odwo$uje si/ za po'rednictwem jedno'ci
kategorematu do jakiej' niezale)nej jedno'ci, jedno'ci substancji lub bytu. Z tego w$a'nie
powodu wykluczone jest z pola metaforycznego rozumianego jako pole onomastyczne.
Anagramatyzm, funkcjonuj,c za pomoc, cz/'ci nazw, nazw pokawa$kowanych, obcy jest
zatem polu metaforycznemu w ogóle, tak jak obca jest mu syntaktyczna gra po$,cze1.
Skoro w ca$ej tej teorii semantyki, lexis i nazwy zak$adana jest definicja metafory, to
normalne jest, )e definicja ta nast/puje po jej wy$o)eniu. Taki jest porz,dek Poetyki.
Pojawienie si/ tej definicji zaraz po definicji phone semantike i phone asemos wskazuje nie

37
Przyjemno'% zale)y tutaj od syllogizmu – do skompletowania. Retoryka powinna zda% z tego spraw/. „Skoro
poznawanie i dziwienie si/ jest czym' przyjemnym, to musz, by% równie) przyjemne i tego rodzaju rzeczy, jak
akty na'ladowania, tj. malowanie, rze3bienie, twórczo'% poetycka; ponadto – wszelkie doskona$e wytwory
na'ladowania, je'li nawet sam przedstawiony przedmiot (auto to memimenon) nie by$by przyjemny, bo nie on
sprawia rado'%, lecz logiczne wnioskowanie (syllogismos), )e przedstawia on to a to; mamy tu wi/c okazj/
jakiego' poznania. Przyjemne s, równie) perypetie [dramatyczne] i niespodziewane ocalenia z niebezpiecze1stw
(…). Skoro wi/c dla ka)dej istoty przyjemna jest istota do niej podobna (homoion) lub jej pokrewna (sungenes)
(…). Skoro wszyscy odczuwamy mi$o'% w$asn, (philautoi), wobec tego dla wszystkich to, co ich w$asne, musi
by% przyjemne, np. ich w$,sne czyny i s$owa (erga kai logous). Dlatego z regu$y lubimy naszych pochlebców,
naszych wielbicieli, nasze zaszczyty, a tak)e nasze dzieci, gdy) s, one naszym dzie$em (auton gar ergon ta
tekna). Przjemne jest równie) udoskonali% rzecz niedoskona$, (ta ellipe), bo staje si/ ona wówczas naszym
dzie$em. (…) A podobnie – skoro zabawa, wszelki rodzaj rozrywki i 'miech nale), do rzeczy przyjemnych, to
równie) to, co wywo$uje 'miech, musi sprawia% przyjemno'% niezale)nie od tego, czy s, to ludzie, s$owa lub
czyny. Oddzielnie (choris) ten problem omówili'my w traktacie O sztuce poetyckiej” (Retoryka 1371 b-1372 a).
Zgodnie z eliptycznym syllogizmem mimesis, przyjemno'% p$yn,ca z wiedzy $,czy si/ zawsze ze znamienn,
nieobecno'ci, jej przedmiotu. Wr/cz rodzi si/ z tego po$,czenia. Mimeme nie jest ani rzecz, sam,, ani czym'
innym. Zasady tej przyjemno'ci zgodnie z ekonomi, tego samego i ró)nicy nic nie mo)e naruszy%, nawet –
zw$aszcza – okropno'%, brzydota, niezno'na obsceniczno'% na'ladowanej rzeczy, gdy jest ona niewidoczna i
poza zasi/giem, poza scen,. Nale)a$oby prze'ledzi% $a1cuch przyk$adów, jaki nawiedza$ ów klasyczny topos od
Arystotelesa po Lessinga. Jak zawsze, gdy w gr/ wchodzi mimetyczna elipsa, Edyp, w,) i ojcobójstwo s,
niedaleko. „S, przecie) takie rzeczy, jak np. wygl,d najbardziej nieprzyjemnych zwierz,t czy trupów, na które
patrzymy z uczuciem przykro'ci, z przyjemno'ci, natomiast ogl,damy ich szczególnie wiernie wykonane
podobizny. (…) Dlatego cieszy nas ogl,danie obrazów, )e patrz,c na nie jeste'my w stanie rozpozna% i domy'li%
si/ (manthanein kai syllogizesthai), co ka)dy z nich przedstawia, )e np. przedstawia to a to” (Poetyka 1448 b).
Orestes Eurypidesa nie chcia$ ju) widzie% w snach zje)onej g$owy w/)a. Longin cytowa$ i komentowa$ wersy tej
sceny, Boileau je prze$o)y$. W tej samej przestrzeni, w tym samym systemie, mo)na równie) odmówi% sobie
niezno'nej przyjemno'ci takiego przedstawienia. Jest to La poétique Julesa de la Mesnardi8re`a (1639): „Pi/kne
opisy s, zapewne wspania$e (…). Ale kilka silnych powabów, jakie mia$y te wspania$e obrazy, mog,
postaciowa% tylko rzeczy, które s, przyjemne lub przynajmniej zno'ne. Pi/kny koloryt musi by% stosowany w
tematach, które nie s, odpychaj,ce i nie nale)y pracowa% jak ci dziwni malarze, który wk$adaj, ca$, sw, wiedz/
w sportretowanie )mii lub jakiego' obrzydliwego gada”.
38
Retoryka traktuje równie) o poprawnym u)yciu spójnika (III, rozdz. V) i o efektach bezspójnikowo'ci,
zniesienia spójnika (rozdz. XII).
tylko na pewn, konieczno'%, lecz tak)e na pewn, trudno'%. Metafora nie ilustruje wy$,cznie
w ten sposób opisanych ogólnych mo)liwo'ci. Nara)a si/ ona na to, )e rozbije semantyczn,
pe$ni/, do jakiej powinna nale)e%. Podkre'laj,c moment zwrotu lub obej'cia, podczas którego
sens mo)e sprawia% wra)enie, )e podejmuje ryzyko ca$kiem sam, uwolniony od rzeczy samej,
jak, wszak ma na wzgl/dzie, od prawdy, jako przypisuje swemu desygnatowi, metafora
pocz,tkuje równie) b$,dzenie semantyki. Sens jakiej' nazwy, zamiast oznacza% rzecz, jak,
nazwa powinna zazwyczaj oznacza%, przenosi si/ gdzie indziej. Je'li mówi/, )e wieczór jest
staro'ci, dnia albo )e staro'% jest wieczorem )ycia, to aby „wieczór” mia$ ten sam sens, nie
b/dzie móg$ oznacza% tych samych rzeczy. Dzi/ki swej mocy metaforycznego
przemieszczenia znaczenie b/dzie niejako do dyspozycji, sytuuj,c si/ mi/dzy nonsensem
poprzedzaj,cym j/zyk (on ma sens) i prawd, j/zyka, która wypowiada$aby rzecz tak,, jak,
jest ona sama w sobie, jak )ywa, w$a'ciwie. Prawda ta nie jest zagwarantowana. Mog,
wyst/powa% z$e metafory. Czy s, one metaforami? Na to pytanie mo)e odpowiedzie% tylko
aksjologia oparta na teorii prawdy; a aksjologia ta nale)y do retoryki. Ta ostatnia nie mo)e
by% neutralna.
W nonsensie j/zyk jeszcze si/ nie narodzi$. W prawdzie j/zyk powinien si/ wype$ni%,
spe$ni%, zaktualizowa% do tego stopnia, by ulec zatarciu, bez )adnej mo)liwej gry, wobec
rzeczy (my'li), jaka si/ w nim we w$a'ciwy sposób przejawia. Lexis jest sob,, je'li mo)na tak
powiedzie%, tylko w instancji, w jakiej sens si/ objawi$, ale w której prawdy mo)e jeszcze
brakowa%, gdy rzecz nie objawi$a si/ jeszcze jak )ywa. Moment mo)liwego sensu jako
mo)liwo'% nieprawdy. Moment obej'cia, w którym prawda mo)e zawsze si/ zagubi%,
metafora, nale)y do mimesis, do tego fa$du physis, do tego momentu, w którym natura,
skrywaj,c si/ samej sobie, nie odnalaz$a siebie jeszcze we w$asnej nago'ci, w akcie swej
w$asno'ci.
Metafora, szansa i ryzyko mimesis, zawsze mo)e chybia% prawdy dlatego, )e powinna
liczy% si/ z pewn, okre'lon, nieobecno'ci,. Po podaniu ogólnej definicji Arystoteles
wyró)nia cztery typy metafor. Seria przyk$adów z pozoru bez zwi,zku mog$aby bodaj
trzyma% si/ fa$szywego w,tku ca$ego opowiadania. 1. Przeniesienie z rodzaju na gatunek
(genos → eidos): „tutaj stoi mój okr/t” (Odyseja, I, 185). Zamiast s$owa „sta%”, bardziej
ogólnego, s$owem w$a'ciwym by$o „sta% na kotwicy”, jego gatunek. (Tradycyjne odwo$anie
do statku, jego ruchu, wiose$ i )agli, dla upostaciowania owego 'rodka transportu, jakim jest
figura metafory.) 2. Przeniesienie z gatunku na rodzaj: „zaiste Odys dokona$ tysi/cznych
czynów wspania$ych” (Iliada, II, 272). „Tysi/cznych” jest gatunkiem wielo'ci w ogóle. 3.
Przeniesienie z gatunku na gatunek: „spi)em wyczerpa$ mu )ycie” i „przeci,$ spi)em
hartownym wod/” (zapewne Katharmoi Empedoklesa). „Ci,%” i „czerpa%” s, dwoma
gatunkami ogólnej operacji, która polega na „odejmowaniu” (aphelein). 4. Analogia: gdy ma
si/ dwa terminy w uk$adzie dwa do dwóch, polega ona na wypowiedzeniu czwartego zamiast
drugiego i drugiego zamiast czwartego. Czara pozostaje w takim stosunku do Dionizosa, jak
tarcza do Aresa. „Tarcza Dionizosa” i „czara Aresa” s, dwiema metaforami przez analogi/.
Staro'% i )ycie, wieczór i dzie1, daje to, na przyk$ad u Empedoklesa, „wieczór )ycia” (por. te)
Retoryka III, rozdz. IV).
Analogia jest metafor, par excellence. Arystoteles wyra3nie to podkre'la w Retoryce.
Wyborne wyra)enia „powstaj, dzi/ki metaforze opartej na analogii i dzi/ki unaoczniaj,cemu
przedstawieniu” (Retoryka, 1411 b). „Spo'ród czterech rodzajów przeno'ni najwy)ej cenione
s, przeno'nie oparte na analogii. Perykles np. powiedzia$, )e m$odzie), która zgin/$a na
wojnie, tak znikn/$a z miasta, jak gdyby usuni/to wiosn/ z roku. Leptines za' mówi,c o
Lacedemo1czykach powiedzia$, )e nie wolno dopu'ci% do tego, aby Hellad/ pozbawi%
jednego z dwojga jej oczu” itd. (Retoryka, 1411 a). Uprzywilejowanie to ca$, metaforologi/
Arystotelesa nak$ada na jego ogóln, teori/ analogii bytu.
We wszystkich tych przyk$adach, w których tak cz/sto chodzi o odejmowanie,
odcinanie, przecinanie ()ycia, oka itd.), wszystkie terminy s, jednak obecne lub daj, si/
uobecni%. Zawsze mo)na przywo$a% cztery cz$ony, dwa na dwa, swego rodzaju rodzin/, w
której stosunki s, oczywiste a imiona znane. Termin ukryty nie jest anonimowy, nie musi
zosta% wymy'lony, a wymiana nie ma w sobie nic hermeneutycznego czy eliptycznego. To
niemal porównanie czy te) podwójne porównanie. Otó) wyst/puj, przypadki, podkre'la
Arystoteles, w których brakuje jednego terminu. Nale)y go wówczas wymy'li%. Jako bardziej
zaskakuj,ce, wra)enie jest silniejsze i niekiedy równie) )ywsze, bardziej poetyckie: chwyt
jest szlachetniejszy, wytwórczy, genialny. Arystoteles ilustruje [illustre] ten przyk$ad: co'
najznamienitszego [illustre], znamienito'% [illustrant] par excellence, blask [lustre] jak
najbardziej naturalny. Kwestia brakuj,cej nazwy narzuca si/ w$a'nie podmiotowi
posiadaj,cemu moc rodzenia i, w analogicznym kwadracie, nale)a$oby uzupe$ni% jeden z
cz$onów.
(W Pa.stwie (VI-VII), przed Lini, i po Linii, która eksponuje ontologi/ zgodnie z
analogiami proporcjonalno'ci, pojawia si/ s$o1ce. Aby znikn,%. Jest ono tutaj, ale jako
niewidoczne 3ród$o 'wiat$a, w swego rodzaju upartym za%mieniu, bardziej ni) istotowym,
wytwarzaj,cym istot/ – by% i si/ ukazywa% – tego, co jest. Nie mo)na mu spojrze% w twarz
pod gro3b, 'lepoty i 'mierci. Sytuuj,c si/ za tym, co jest, postaciuje ono Dobro, którego
synem jest s$o1ce uchwytne zmys$ami: 3ród$o )ycia i widzialno'ci, nasienia i 'wiat$a.)
Oto przypadek S$o1ca w Poetyce: „W niektórych przypadkach brak jest nazwy dla
jednego z cz$onów analogii, niemniej jednak mo)na wyrazi% si/ metaforycznie, na przyk$ad
czynno'% rozsypywania ziarna nazywa si/ sianiem (speirein), natomiast rozsypywanie
promienie przez s$o1ce nie ma osobnej nazwy (to de ten phloga apo tou heliou anonymon)”
(Poetyka 1457 b). Jak uzupe$ni% t/ anonimowo'%? „(…) przecie) «rozsypywanie» pozostaje
w takim samym stosunku do s$o1ca, jak «sianie» do ziarna, i dlatego mówi poeta o s$o1cu –
«siej,c boskie promienie»” (Poetyka, 1457 b).
Gdzie kiedykolwiek widziano, by ten sam stosunek zachodzi$ mi/dzy s$o1cem i jego
promieniami oraz mi/dzy sianiem i nasieniem? Je'li analogia ta si/ narzuca – a tak czyni – to
dlatego, )e w j/zyku przechodzi ona przez d$ugi i s$abo widoczny $a1cuch, którego pocz,tek
trudno ukaza%, i to nie tylko Arystotelesowi. Czy bardziej ni) o metafor/ nie chodzi tu o jak,'
„zagadk/”, o jak,' tajemn, opowie'%, z$o)on, z wielu metafor, o siln, bezspójnikowo'% lub
ukryty $,cznik, którego istot, jest to, )e „(…) mówi,c o tym, co rzeczywi'cie istnieje, $,czy
niemo)liwo'ci (Ainigmatos gar idea aute esti, to legonta uparkhonta adunata sunapsai)”
(Poetyka, 1458 a)?
Je'li wszelka metafora jest eliptycznym porównaniem lub eliptyczn, analogi,, to w
tym przypadku mamy do czynienia z metafora par excellence, z metaforycznym
podwojeniem, z elips, elipsy. Ale brakuj,cy termin powo$uje nazw/, która nazywa co' jako
w$asne. Terminy obecne (s$o1ce, promienie, akt siania, ziarno) same w sobie nie s,, zdaniem
Arystotelesa, tropami. Metafora polega tutaj na zast,pieniu imion w$asnych, maj,cych sta$y
sens i sta$y desygnat, zw$aszcza wówczas, gdy chodzi o s$o1ce, którego desygnat ma za
3ród$owo'% by% zawsze 3ród$owy, jedyny, niezast,piony, przynajmniej w takim
przedstawieniu, jakie si/ mu daje. W tym systemie jest tylko jedno s$o1ce. Imi/ w$asne jest
tutaj niemetaforycznym pierwszym poruszycielem metafory, ojcem wszystkich figur.
Wszystko obraca si/ wokó$ niego, wszystko zwraca si/ ku niemu.
A jednak, w jednym zdaniu, zamkn,wszy wkrótce nawias, Arystoteles przywo$uje
ubocznie przypadek lexis, która by$aby na wskro' metaforyczna. 4adne imi/ w$asne nie jest w
niej w ka)dym razie obecne, jawne jako takie. Zaraz po s$onecznym posiewie wyst/puje
„czara bez wina”: „Tym rodzajem metafory mo)na si/ równie) pos$u)y% w inny sposób:
nazwa% co' terminem wzi/tym z innej rzeczy i jednocze'nie zaprzeczy% jaki' z istotnych
przymiotów tego s$owa, gdyby'my np. nazwali tarcz/ «czar,», ale nie Aresa, lecz – «czar,
bez wina»” (Poetyka, 1457 b).
Metoda ta, czego Arystoteles nie mówi, mo)e si/ jednak rozci,ga% i komplikowa% w
niesko1czono'%. Skoro w takiej metaforze )adne odniesienie nie jest po prostu nazwane,
figura wci,gni/ta jest w przygod/ d$ugiego ukrytego zdania, tajemniczego opowiadania, w
odniesieniu do którego nic nas nie zapewnia, )e doprowadzi nas ono do imienia w$asnego.
Metaforyzacja metafory, jej bezdenna nadokre'lalno'%, wpisana jest, jak si/ wydaje, w
struktur/ metafory, ale jako jej negatywno'%. Gdy przyjmuje si/, )e w relacji typu analogii
wszystkie terminy tkwi, ju), jeden po drugim, w relacji metaforycznej, wszystko zaczyna
funkcjonowa% ju) nie w s$o1cu, lecz w gwie3dzie, skoro punktowe 3ród$o prawdy lub
w$asno'ci pozostaje niewidzialne lub ciemne. A w ka)dym razie w tek'cie Arystotelesa
odsy$a do problemu imienia w$asnego lub do analogii bytu
39
.
S$o1ce mo)e „sia%” dlatego, )e jego nazwa wpisana jest w system relacji, jaki je
konstytuuje. Nazwa ta nie jest ju) imieniem w$asnym jakiej' jedynej rzeczy, jakiej metafora
by si) przydarza#a; zacz/$a ju) ona wypowiada% wielorakie, podzielone 3ród$o wszelkiego
nasienia, oko, niewidzialno'%, 'mier%, ojciec, „imi/ w$asne” itd. Arystoteles zapewne dlatego
nie rozwa)a tej konsekwencji, )e neguje filozoficzn, warto'% aletheia, w$asne zjawianie si/
w$asno'ci tego, co jest, ca$y system poj/%, jakie osaczaj, filozofem „metafora”, obarczaj, go,
odgraniczaj,c go. Powstrzymuj,c jego ruch: tak jak usuwa si/ skre'leniem lub jak rz,dzi si/
niesko1czenie p$ynnym ruchem statku, by móc zarzuci% kotwic/ tam, gdzie si/ chce. Ca$a
onomatyka, która rz,dzi teori, metafory, ca$a doktryna Arystotelesa nazw prostych (Poetyka,
1457 a) zrobiona jest po to, by prawdzie i w$asno'ci zapewni% przysta1.
Tak jak mimesis, metafora powraca do physis, do jej prawdy i do jej obecno'ci. Natura
zawsze odnajduje w niej sw, analogi/, swe podobie1stwo do siebie i powi/ksza si/ tylko o
ni,. Oddaje si/ jej. Dlatego, z drugiej strony, w$adza metaforyczna jest darem naturalnym. W
tym sensie dana jest wszystkim
40
(Retoryka III, rozdz. II). Zgodnie jednak ze schematem, jaki
stale wypróbowywali'my, natura oddaje (si/) bardziej jednym ni) drugim. Bardziej ludziom
ni) zwierz/tom, bardziej filozofom ni) innym ludziom. Skoro wymy'lanie metafor jest darem
wrodzonym, przyrodzonym, b/dzie to równie) cech, geniuszu. Poj/cie natury czyni t/
sprzeczno'% zno'n,. W naturze ka)dy ma sw, natur/. Niektórzy maj, wi/cej natury ni) inni,
wi/cej geniuszu, wi/cej hojno'ci, nasienia. Je'li „wa)ne jest wprawdzie umiej/tne
pos$ugiwanie si/ [metaforami] (…)”, niektórzy posiadaj, geniusz metafory, lepiej ni) inni
potrafi, dostrzega% podobie1stwa i ods$ania% prawd/ natury. Zasób nie do zdobycia.
„Tworzenie dobrej metafory” – „Tego jednego nie mo)na si/ od nikogo nauczy%, gdy) jest to
sprawa wrodzonego talentu (euphuias te semeion estin)” (Poetyka, 1459 a; por. te) Retoryka,
III, II). Wie si/ lub si/ nie wie, mo)na lub nie mo)na. Nie do zdobycia, to z pewno'ci,
geniusz dostrzegania ukrytego podobie1stwa, ale równie), w konsekwencji, mo)liwo'ci
zast/powania jednego terminu innym. Geniusz mimesis mo)e wi/c stworzy% okazj/ dla
pewnego j/zyka, pewnego kodu uporz,dkowanych zast,pie1, talentu i metod retoryki,
na'ladownictwa geniuszu, opanowania tego, co nie do zdobycia. Czy mam ju) teraz pewno'%,
)e mo)na mi odebra% wszystko z wyj,tkiem w$adzy zast/powania? Na przyk$ad, to, co obiera
mi si/ inn, rzecz,? Pod jakimi warunkami zawsze mo)na by mie% jaki' chwyt wi/cej – w
swej torbie? jakie' nasiono wi/cej? a s$o1ce mog$oby zawsze sia%? a physis by% obsiana?

39
Nie mo)emy tutaj wchodzi% w t/ kwesti/. Por. zw$aszcza P. Aubenque, Le probl2me de l`9tre chez Aristote,
P.U.F., 1962-1966, oraz J. Vuillemin, De la logique 8 la théologie, Flammarion, 1967.
40
„Boileau i Du Marsais powiedzieli, i tysi,c razy powtarzano po nich, )e wi/cej Tropów tworzy si/ w halach w
dzie1 targowy ni) w ca$ej Eneidzie lub w Akademii podczas kilku kolejnych posiedze1 (…). Otó), czy nie jest to
oczywisty dowód, )e Tropy nale), zasadniczo do j/zyka mówionego; )e tak jak j/zyk mówiony zosta$y nam
dany przez natur/ dla wyra)ania naszych my'li i uczu%; i )e dlatego maj, to samo 3ród$o, co j/zyk i j/zyki w
ogóle?” (Fontanier, op. cit., s. 157).

Kwiaty retoryki: heliotrop
Wracam do tonu filozofii, której potrzeba racji, a nie porówna.. D. Diderot
41
.
Panna de l`Espinasse. – My'l), e to co' to moja g#owa. Bordeu. – Ca#a pani g#owa?
Panna de l`Espinasse. – Nie. Chwileczk), doktorze, wyt#umacz) panu przez porównanie;
porównania s, niemal jedyn, m,dro'ci, kobiet i poetów. Niech pan wyobrazi sobie paj,ka…
D`Alembert. – Kto jest tutaj? Czy to pani, panno de l`Espinasse? D. Diderot
42
.
Kiedy' b)dzie to mia#o jota w jot) t) sam, warto'$, jak, obecnie ma ju wiara w p#e$
s#o.ca. F. Nietzsche
43
.
Marzenie senne w ogóle nie moe wyrazi$ alternatywy «albo-albo»; ma ono zwyczaj
ujmowa$ cz#ony tej alternatywy w jednym zwi,zku jako równouprawnione. (…) Ta sama
ukwiecona ga#,zka (das Mädchen Blüten w piosence M#ynareczki u Goethego) przedstawia
niewinno'$ seksualn,, ale te jej przeciwie.stwo. (…) Mechanizm powstawania marzenia
sennego sprzyja, i to w najwyszym stopniu, tylko jednemu zwi,zkowi logicznemu. Chodzi tu o
relacj) podobie.stwa (Ähnlichkeit), zgodno'ci (Übereinstimmung), styczno'ci (Berührung),
«tak jak» («Gleichwie»), które mog, zosta$ przedstawione we 'nie za pomoc, tak rónych
'rodków, jak adne inne zwi,zki logiczne.*
* Por. uwaga Arystotelesa na temat predyspozycji obja'niaj,cego sny. Zob. przypis 4
na s. 100 niniejszego tomu (Obja'nianie, s. 274, 276).
Arystoteles (…) powiedzia# w zwi,zku z tym, e najlepszy wyk#adacz marze. sennych
to taki, który najlepiej rozumie podobie.stwa (…) (Obja'nianie, s. 100, przypis 4).
Tu jednak sformu#owanie «expensive flowers, one has to pay for them» moe mie$
jeszcze jedno znaczenie – niew,tpliwie finansowe. Kwietna symbolika marzenia sennego
zawiera wi)c dziewiczo-kobiecy (jungfräulichweibliche) symbol m)ski i odnosi si) do
gwa#townych defloracji. (…) tym bardziej wi)c b)dzie podkre'la$ drogocenne «centre»
(innym razem okre'la to mianem «a centre piece of flowers») – swe dziewictwo. (…) Pó0niej
'ni,ca uzupe#nia (Nachtrag) opis snu: (…) «there is a gap, a little space in the flowers»
(Obja'nianie, s. 321-322).

Metafora by$aby w$asno'ci, cz$owieka. A 'ci'lej, ka)dego cz$owieka, zale)nie od
miary geniuszu – natury – jaki w nim dominuje. Jak rzecz si/ ma z t, dominacj,? I co znaczy
tutaj „w$asno'% cz$owieka”, je'li chodzi o tak, w$adz/?
Objawi$a si/ nam konieczno'% badania historii i systemu tej warto'ci „w$asno'ci”. To
ogromne zadanie, które zak$ada opracowanie ca$ej strategii dekonstrukcji i ca$ego protoko$u
lektury. Mo)na przewidzie%, )e taka praca, bez wzgl/du na to, jak by$aby odleg$a, w taki czy
inny sposób powinna traktowa% o tym, co w tek'cie Arystotelesa wyra)a si/ przez „w$asne”.
Czyli przynajmniej o trzech znaczeniach.
Arystotelesowska problematyka metafory nie odwo$uje si/ do bardzo prostego, bardzo
jasnego, a nawet centralnego przeciwie1stwa tego, co nazywa% si/ b/dzie sensem
w$asnym/sensem figuratywnym. Niewykluczone, )e metaforyczna lexis jest w$asna, czyli
zaw$aszczona (prepon), stosowna, nale)yta, proporcjonalna, twarzowa, zwi,zana z
podmiotem, usytuowaniem, rzeczami
44
. To prawda, )e ta w$asno'% warto'ci jest wyra3nie
zewn/trzna wobec metaforycznej lub niemetaforycznej formy dyskursu. Inaczej jest w
odniesieniu do znacze1 kurion i idion, obu generalnie przek$adanych tym samym s$owem:

41
D. Diderot, Lettre sur les sourds et les muets.
42
D. Diderot, Sen d`Alemberta, prze$. J. Kott, w: idem, Mistyfikacja. Sen d`Alemberta, Warszawa 1962, s. 105-
107.
43
F. Nietzsche, Jutrzenka. My'li o przes,dach moralnych, prze$. S. Wyrzykowski, Warszawa 1907, § 3.
44
Por. na przyk$ad Retoryka III, rozdz. VII. Na temat przek$adu prepon por. przypis J. Brunschwiga w wydaniu
Topiques (1. IV, s. 122, przypis 3 do s. 6).
w#asne. Chocia) ró)nica mi/dzy kurion i idion nigdy nie jest tematycznie wy$o)ona, to
wydaje si/, )e pierwsze poj/cie, cz/'ciej wyst/puj,ce w Poetyce i w Retoryce, oznacza
w$asno'% jakiej' nazwy stosowanej w sensie dominuj,cym, w jej g$ównym sensie, w jej
sensie centralnym. Nie zapominajmy, )e ten sens suwerenno'ci jest równie) sensem
opieku1czym kurion. Od strony zakresu kurion interpretowany jest jako sens pierwotny (vs.
pochodny) i ma niekiedy warto'% jako równowa)nik sensu potocznego, dos$ownego,
obiegowego (to de kurion kai to oikeion. Retoryka III, rozdz. II): „Potocznym (kurion)
nazywam imi/, którego u)ywaj, wszyscy (…)” (Poetyka, 1457 b). Jest ono wówczas
odró)nione od imienia „g$o'nego” (glotta), rzadkiego, idiomatycznego z jednej strony, a od
metafory z drugiej. Co do idion, znacznie rzadszego w tym kontek'cie, to, jak si/ wydaje,
nale)y ono do dwóch innych znacze1. !ci'lej rzecz bior,c, w Retoryce (III, rozdz. V) odwo$a%
si/ do imion w$asnych to unikn,% nad$o)enia drogi przez peryfraz/ (tois idios onomasi legein,
kai me tois periekousin), co w$a'nie nale)y uczyni%. Kontaminacja tych trzech warto'ci, jak
si/ wydaje, spe$nia si/ ju) w cyceronowskim poj/ciu verba propria w opozycji do verba
translata (De oratore 2.4).
Warto'% idion, jak si/ jednak wydaje, podtrzymuje, nie zajmuj,c jej proscenium, ca$,
t/ metaforologi/. Wiadomo, )e na przyk$ad w Topikach tkwi ona w centrum teorii tego, co
w$asne, istoty i przypadku. Otó), je'li metafora (lub mimesis w ogóle) ma na wzgl/dzie efekt
poznawczy, to nie b/dzie mo)na o niej traktowa% bez zwi,zania jej z wiedz, odnosz,c, si/ do
definicji: do tego, co jest w$a'ciwie, zasadniczo lub przypadkowo rzecz,, o jakiej si/ mówi.
Mo)na zapewne mówi% w$a'ciwie lub niew$a'ciwie o nie-w$asnym rzeczy, na przyk$ad o jej
przypadku. Te dwie warto'ci „w$asno'%/niew$asno'%” nie maj, tutaj tej samej stosowno'ci.
Tym niemniej, skoro idea$ wszelkiego j/zyka, a zw$aszcza metafory polega na dawaniu do
poznania rzeczy samej, chwyt b/dzie najlepszy, je'li bardziej nas przybli)y do prawdy
istotnej lub w$asnej. Przestrze1 j/zyka, obszar jego odst/pstw jest w$a'nie otwarty przez
ró)nic/ mi/dzy istot,, tym, co w$asne, i przypadkiem. Trzy punkty orientacyjne, tytu$em
wst/pu.
1. Nazwa jest imieniem w$asnym, gdy posiada tylko jeden sens. Co wi/cej, tylko w
tym przypadku jest ona w$a'nie imieniem. Jednoznaczno'% stanowi istot/, co wi/cej, telos
j/zyka. Z tego arystotelesowskiego idea$u jako takiego )adna filozofia nie zrezygnowa$a. Jest
on filozofi,. Arystoteles przyznaje, )e s$owo mo)e mie% wiele sensów. To fakt. Ale ten fakt
ma prawo j/zyka tylko w tej mierze, w jakiej polisemia ma jaki' kres, w jakiej ró)ne
znaczenia s, w liczbie ograniczonej, a zw$aszcza s, dostatecznie odr)bne, przy czym ka)de
jest jedno i daje si/ zidentyfikowa%. J/zyk jest tym, czym jest – j/zykiem – tylko o tyle, o ile
wi/c mo)e opanowa% i zanalizowa% polisemi/. Bez reszty. Nie daj,ce si/ opanowa%
rozplenienie nie jest nawet polisemi,, nale)y do zewn/trza j/zyka. „Jest zreszt, oboj/tne czy
kto' $,czy z tym samym s$owem wiele znacze1, je)eli b/d, ograniczone liczbowo, bo do
ka)dej definicji mo)na w$,czy% inne s$owo. Mo)emy na przyk$ad powiedzie%, )e «cz$owiek»
ma nie jedno znaczenie, lecz wiele, z których jedno b/dzie mia$o jako definicj/ «zwierz/
dwuno)ne», ale mo)e te) by% wiele innych definicji, byleby tylko by$y ograniczone liczbowo;
wtedy bowiem do ka)dej definicji mo)e by% do$,czona swoista nazwa [to, co Tricot t$umaczy
przez «swoist, nazw/ (nom particulier)», to w$a'nie «imi/ w$asne (nom propre)», idion
onoma; a «definicja» to logos]. Gdyby jednak nie by$y ograniczone liczbowo, ale
twierdzi$oby si/, )e wyraz ma niesko1czon, ilo'% znacze1 (ei de me (tetheie), all`apeira
semainein phaie), to oczywi'cie rozumowanie by$oby niemo)liwe; bo nie mie% jednego
znaczenia to tyle, co nie mie% )adnego znaczenia (to gar me en semainein outhen semainein
estin), a je)eli s$owa nie maj, )adnego znaczenia, to zostaje zniesiona wszelka wymiana my'li
(dialegesthai) mi/dzy lud3mi, a w$a'ciwie nawet z sob, samym; nie mo)na bowiem my'le% o
czymkolwiek, je)eli si/ nie my'li o czym' jednym (outhen gar endekhetai noiein me noounta
en); je)eli jest to mo)liwe, nale)y nada% jedn, nazw/ tej rzeczy. Przyjmijmy zatem, )e nazwa,
jak powiedzieli'my na pocz,tku ma znaczenie, i to jedno znaczenie (semainon ti to onoma kai
semainon en)” (Metafizyka 1006 a 30 b 15)
45
.
Ka)dorazowo, gdy polisemia jest nieredukowalna, gdy )adna jedno'% sensu nie jest jej
nawet obiecana, jeste'my poza j/zykiem. Dlatego poza cz$owiecze1stwem. W$asno'ci,
cz$owieka jest niew,tpliwie w$adza tworzenia metafor, ale przy ch/ci powiedzenia czego', i
to czego' jednego. W tym sensie filozof, który zawsze ma do powiedzenia tylko co' jednego,
jest cz$owiekiem cz$owieka. Ten, kto nie podporz,dkowuje dwuznaczno'ci temu prawu, jest
ju) kim' troch/ mniej ni) cz$owiekiem: sofist,, który w sumie niczego nie mówi, niczego, co
mog$oby si/ skupi% w posta% jakiego' sensu
46
. W przypadku kra1cowym owego „nic-nie-
znaczy%” [„ne-rien-vouloir-dire”] jest si/ zaledwie zwierz/ciem lub raczej ro'lin,, trzcin,, ale
nie my'l,ca: „Mo)na jednak udowodni% nawet elenktycznie, )e pogl,d ten (tzn. )e ta sama
rzecz mo)e by% i nie by%) jest niemo)liwy, je)eli tylko nasz oponent co' powie; bo je)eli nie
powie nic, by$oby 'mieszne usi$owa% przedstawia% dowody komu', kto nie potrafi poda%
dowodu niczego (…). Taki bowiem cz$owiek jako taki by$by ju) podobny do ro'liny
(homoios gar phuto)” (Metafizyka, 1006 a 10). A taka ro'lina metaforyczna (phytos) nie
nale)y ju) nawet do physis, jako )e ta uobecnia si/ w prawdzie poprzez mimesis, logos i
ludzki g$os.
2. Chocia) to, co w$asne, jest nieod$,czne od istoty, to nie zlewa si/ z ni,. Rozst/p ten
umo)liwia niew,tpliwie gr/ metafory. Ta ostatnia mo)e ujawnia% w$asno'ci, odnosi% wzajem
do siebie w$asno'ci zaczerpni/te z istoty odmiennych rzeczy, umo)liwia% ich poznanie na
podstawie ich podobie1stwa, nie wyra)aj,c wszak bezpo'rednio, w pe$ni, po prostu istoty, nie
pozwalaj,c widzie% prawdy rzeczy samej.
Znaczenia przenoszone s, znaczeniami w$asno'ci przypisanych, nie za' znaczeniami
rzeczy samej, podmiotu lub substancji. W tym aspekcie metafora ma charakter po'rednicz,cy
i abstrakcyjny. Aby by$a ona mo)liwa, jedne w$asno'ci, nie wci,gaj,c rzeczy samej w gr/
zast,pie1, nale)y móc zast,pi% innymi, a w$asno'ci te musz, nale)e% do tej samej istoty owej
samej rzeczy lub zosta% zaczerpni/te z odmiennych istot. Koniecznym warunkiem tych
zaczerpni/% i tych wymian jest to, by istota jakiego' konkretnego podmiotu by$a zdolna
przyj,% wiele w$asno'ci, a nast/pnie by mi/dzy istot, i w$asno'ciami (które s, od niej
nieod$,czne) mo)liwa by$a szczególna inwersja, w )ywiole pewnej quasi-synonimii.
Arystoteles nazywa to antikategoreisthai: predykat istoty i predykat w$asno'ci mog, si/
wymienia% tak, by wypowied3 nie sta$a si/ fa$szywa: „W$asno'% jest tym, co nie wyjawia
istoty rzeczy, lecz tylko tej rzeczy przys$uguje i jest o niej orzekane odwracalnie
(antikategoreitai)” (Topiki, 102 a)
47
. Mogli'my powiedzie%, na przyk$ad, )e metafora, w$adza

45
Por. te) Topiki 1, 18. Du Marsais: „W ci,gu rozumowania zawsze nale)y bra% jakie' s$owo w tym samym
sensie, w jakim bra$o si/ je najpierw, w przeciwnym razie nie b/dzie si/ rozumowa% trafnie”. Fontanier: „Ka)de
s$owo mo)e w zasadzie oznacza% tylko jedn, rzecz” (cyt. za: T. Todorov, Littérature et signification, s. 109-
110).
46
Poeta sytuuje si/ pomi/dzy dwoma. To cz$owiek metafory. Tymczasem filozof zainteresowany jest tylko
prawd, sensu, nawet niezale)nie od znaków i nazw; tymczasem sofista manipuluje pustymi znakami i
wydobywa efekty przypadkowo'ci znacz,cych (st,d jego upodobanie do dwuznaczno'ci, a przede wszystkim do
homonimii, mylnej identyczno'ci znacz,cych), poeta gra wielo'ci, znaczonych, po to jednak, by osi,gn,%
to)samo'% sensu: „Homonimy s, po)yteczne dla sofisty, poniewa) za ich pomoc, wprowadza on w b$,d
s$uchacza, synonimy natomiast – dla poety. Synonimami nazywam wyrazy pospolite (kuria te kai sunonuma),
które posiadaj, to samo znaczenie, np. i'% (poreuesthai) i kroczy% (badizein). Obydwa te wyrazy s, pospolite
(kuria) i jednoznaczne” (Retoryka, 1404 b).
47
Tekst zestawiony i prze$o)ony przez J. Brunschwiga, który w bardzo dla nas wa)nym przypisie tak u'ci'la:
„W przeciwie1stwie do interpretacji tradycyjnej (ale odpowiednio do jego znaczenia etymologicznego) s$owo
antikategoresithai nie oznacza prawomocno'ci inwersji podmiotu i predykatu, lecz prawomocno'% wzajemnego
zast,pienia mi)dzy dwoma predykatami, odnosz,cymi si/ do tego samego konkretnego podmiotu (oznaczanego
przez s$owa tou pragmatos). Innymi s$owy, mo)na powiedzie%, )e predykat P jest w$asno'ci, podmiotu S, nie
dlatego, )e mamy «S jest P i P jest S», lecz dlatego, )e mamy «dla kadego konkretnego podmiotu X, je'li X jest
metaforyczna, jest w$asno'ci, cz$owieka. We3my zatem konkretny podmiot, Sokratesa,
którego istot, jest cz$owiecze1stwo; w$asno'% wyrazimy ka)dorazowo, gdy b/dzie mo)na
powiedzie%: „Je'li Sokrates jest cz$owiekiem, to ma on logos”, i na odwrót: „Je'li Sokrates
ma logos, to jest on cz$owiekiem”; albo: „Je'li Sokrates jest zdolny do mimesis, to jest on
cz$owiekiem”, i na odwrót; lub: „Je'li Sokrates potrafi tworzy% metafory, to jest on
cz$owiekiem”, i na odwrót, itd. Pierwszy przyk$ad antikategoreisthai, jaki podaj, Topiki, to
gramatyka: w$asno'% cz$owieka to gramatyka, to zdolno'% do uczenia si/ czytania i pisania.
W$asno'% ta nale)y do $a1cucha w$asno'ci cz$owieka (logos, phone semantike, mimesis,
metaphora itd.), „Tak wi/c w$asno'ci, cz$owieka jest zdolno'% do uczenia si/ gramatyki
(Oion idion anthropou to grammatikes einai dektikon); bo je)eli A jest cz$owiekiem, to jest
zdolne do uczenia si/ gramatyki, a je)eli jest zdolne do uczenia si/ gramatyki, to jest
cz$owiekiem” (Topiki, 102 a)
48
.
3. Co jest w$asno'ci, s$o1ca? Pytanie postawione zosta$o w Topikach tytu$em
przyk$adu. Czy to przypadek? Czy nie mia$o to znaczenia ju) w Poetyce? Ca$y czas byli'my
wci,gani, wcale tego nie chc,c, przez ów ruch, który s$o1ce wprawia w obrót w metaforze;
albo przyci,gani przez to, co metafor/ filozoficzn, zwraca$o ku s$o1cu. Czy tym kwiatem
retoryki nie jest (jakby) s$onecznik? czyli – ale nie jest to 'ci'le synonim – analogon
heliotropu?
W przyk$adzie Arystotelesa ujawni si/ najpierw niew,tpliwie to, )e metafory
heliotropowe mog, by% z$ymi metaforami. Trudno w istocie wiedzie%, czym jest w$asno'%
s$o1ca we w$a'ciwym sensie: s$o1ca uchwytnego zmys#ami. Wynika z tego, )e wszelka
metafora implikuj,ca s$o1ce (tre'% lub no'nik) nie przynosi nam poznania jasnego i pewnego:
„Wszelki bowiem atrybut zmys$owy poza sfer, zmys$owego postrzegania staje si/ niejasny.
Nie jest bowiem pewne, czy jeszcze przys$uguje, gdy) jest tylko zmys$owo poznawalny.
Zasada ta oka)e si/ wtedy prawdziwa, gdy atrybut niekoniecznie i nie zawsze b/dzie
wspó$wyst/powa$ ze swoim przedmiotem. Kto na przyk$ad jako w$asno'% s$o1ca wymieni to,
)e jest «najja'niejsz, gwiazd, unosz,c, si/ nad ziemi,», to w opisie w$asno'ci u)y$ tego
rodzaju wyra)enia, mianowicie «unoszenie si/ nad ziemi,», co mo)e by% tylko zmys$owo
poznane, i dlatego w$asno'% s$o1ca nie zosta$a dobrze podana. Bo gdy s$o1ce zajdzie, to nie
jest ju) pewne, czy si/ unosi dalej nad ziemi,, brakuje wszak spostrze)enia” (Topiki, 131 b)
49
.
Poci,ga to za sob,, jak si/ wydaje, dwa nast/pstwa, które mog, si/ jawi% jako
sprzeczne, a jednak ich przeciwie1stwo tworzy niejako filozoficzne poj/cie metafory, dzieli je
zgodnie z zasad, dwuznaczno'ci, która bezustannie si/ potwierdza.
Pierwsze nast)pstwo. Metafory heliotropowe zawsze s, metaforami niedoskona$ymi.
Daj, nam one niewiele poznania, poniewa) jeden z bezpo'rednio lub po'rednio zak$adanych
w zast,pieniu terminów (s$o1ce uchwytne zmys$ami) nie mo)e by% znany od strony swej
w$asno'ci. Co znaczy równie), )e s$o1ce uchwytne zmys$ami zawsze jest nie-w$a'ciwie
znane, a zatem nie-w$a'ciwie nazwane. To, co zmys$owe w ogóle, nie ogranicza poznania z
racji wewn/trznych do formy obecno'ci rzeczy zmys$owych; przede wszystkim jednak
dlatego, )e aistheton zawsze mo)e si/ nie uobecnia%, mo)e si/ skrywa%, unieobecnia%. Nie
stawia si/ na komend/, a jego obecno'% nie daje si/ opanowa%. Otó) z tego punktu widzenia
s$o1ce jest przedmiotem zmys$owym par excellence. Jest to paradygmat zmys$owego i
metafory: regularnie (si/) ono obraca i (si/) skrywa. Jako )e trop metaforyczny implikuje

S, to X jest P, i je'li X jest P, to X jest S»”. Zob. równie) ci,g dalszy przypisu. Por. równie), na temat ró)nych
gatunków „w$asno'ci” (w$asno'% w sobie – jak mówi si/ „w przypadku cz$owieka: «)ywa istota 'miertelna
zdolna do przyjmowania wiedzy»”, – lub relatywne; sta$e lub czasowe), Topiki V, 1. 128 b 30-35.
48
Por. równie) przypis J. Brunschwiga.
49
Por. te) G. Verbeke, La notion de propriété dans les Topiques, w: Aristotle on Dialectics, The Topics, éd. G.
E. L. Owen, Oxford, 1968. Autor analizuje tam zw$aszcza powody, dla których „«w$asno'%» nie mo)e by% taka,
by jej przynale)no'% do podmiotu by$a znana wy$,cznie poprzez wra)enie” (s. 273).
zawsze jakie' zmys$owe j,dro lub raczej co', co – jako zmys$owe – zawsze mo)e nie by%
obecne jak )ywe i we w$asnej osobie, i skoro s$o1ce jest z tego wzgl/du, par excellence,
zmys$owym znacz,cym zmys$owego, zmys$owym modelem zmys$owego (Ide,,
paradygmatem lub parabol, zmys$owego), obrót s$o1ca zawsze b/dzie si/ odbywa$ po
trajektorii metafory. Niew,tpliwie z$ej metafory, która dostarcza tylko wiedz/ nieczyst,. Ale
jako )e najlepsza metafora nigdy nie jest absolutnie dobra, nie by$aby bowiem metafor,, to
czy z$a metafora nie stanowi zawsze najlepszego przyk$adu? Metafora chce wi/c wyrazi%
heliotrop, zarazem ruch zwrócony ku s$o1cu i obrotowy ruch s$o1ca.
Nie wahajmy si/ jednak uczyni% z tego prawdy metafory. Czy jeste'cie pewni, )e
wiecie, co to jest heliotrop?
S$o1ce nie stanowi tylko przyk$adu, niechby nawet godnego uwagi, bytu zmys$owego,
jako )e zawsze mo)e znikn,%, skry% si/ przez wzrokiem, nie by% obecne. Samo
przeciwie1stwo pojawiania si/ i znikania, ca$a leksyka phainesthai, aletheia itd., dnia i nocy,
widzialnego i niewidzialnego, obecnego i nieobecnego, wszystko to jest mo)liwe tylko w
s$o1cu. To ostatnie, jako )e strukturuje metaforyczn, przestrze1 filozofii, przedstawia
naturalno'% j/zyka filozoficznego. Jest ono czym', co we wszelkim j/zyku filozoficznym
pozwala si/ zachowa% przez j/zyk naturalny. W metafizycznej alternatywie, która j/zyk
formalny czy sztuczny przeciwstawia j/zykowi naturalnemu, „naturalne” zawsze powinno nas
odsy$a% do physis jako systemu s$onecznego albo, 'ci'lej, do pewnej historii stosunku
ziemia/s$o1ce w systemie postrzegania.
Drugie nast)pstwo. Co' w naszej wypowiedzi uleg$o odwróceniu. Powiedzieli'my
wcze'niej, )e s$o1ce jest tym desygnatem jedynym, niezast,pionym, naturalnym, wokó$
którego wszystko powinno si/ obraca%, ku któremu wszystko powinno si/ zwraca%. Musimy
teraz, zgodnie wszak z tym samym przebiegiem, odwróci% twierdzenie: s$o1ce we w$a'ciwym
sensie, s$o1ce uchwytne zmys$ami, nie dostarcza jedynie z$ego poznania, poniewa) dostarcza
z$e metafory, jest jedynie metaforyczne. Poniewa) nie mo)na ju) mie% pewno'ci, mówi nam
Arystoteles, co do jego cech zmys$owych jako jego „w$asnych”, s$o1ce nigdy nie jest obecne
jako w$asne w dyskursie. Ka)dorazowo, gdy wyst/puje metafora, niew,tpliwie wyst/puje
gdzie' s$o1ce; ale ka)dorazowo, gdy wyst/puje s$o1ce, metafora si/ zacz/$a. Je'li s$o1ce jest
ju) metaforyczne, zawsze, nie jest ju) zupe$nie naturalne. Jest ju), zawsze, pewnym blaskiem,
mo)na by powiedzie%, konstrukcj, sztuczn,, je'li mo)na jeszcze uwiarygodni% to znaczenie,
gdy natura znikn/$a. Je'li bowiem s$o1ce nie jest ju) zupe$nie naturalne, to co pozostaje
naturalnego w naturze? To, co najbardziej naturalne w naturze, zawiera w sobie to, jak wyj'%
z siebie; zlewa si/ ze 'wiat$em „sztucznym”, ulega za%mieniu, zelipsowaniu, zawsze by$o
innym: ojcem, nasieniem, ogniem, okiem, jajem itd., czyli tyloma jeszcze innymi rzeczami,
daj,cymi ponadto miar/ metafor dobrych i z$ych, jasnych i ciemnych; dalej, w przypadku
kra1cowym, tego, co jest gorsze lub lepsze ni) metafora:
„Jedna wi/c regu$a (topos) dotycz,ca niejasno'ci b/dzie nast/puj,ca: uwa)a% czy
podana definicja nie jest z czym' równobrzmi,ca (…). Inna regu$a b/dzie taka: uwa)a% czy
oponent nie u)y$ metaforycznego okre'lenia, definiuj,c na przyk$ad wiedz/ jako
«niezmienn,» (ametaptoton) albo ziemi/ jako «)ywicielk/» (tithenen), albo umiarkowanie
jako «harmoni/» (sumphonian). Wszelkie bowiem okre'lenie metaforyczne jest niejasne
(asaphes; metafora w kwalifikacji metafory). Mo)na równie) argumentowa% sofistycznie
przeciwko temu, kto si/ pos$u)y$ metaforycznym okre'leniem, tak jak gdyby u)y$ go w sensie
normalnym (os kurios); wtedy bowiem podana definicja nie b/dzie si/ stosowa% do terminu
definiowanego, jak na przyk$,d w przypadku «umiarkowania», poniewa) wszelka harmonia
jest w tonach. (…) Ponadto trzeba uwa)a% czy oponent nie u)ywa wyrazów niezwyk$ych, jak
na przyk$ad Platon, który opisuje oko jako «zaciemnione przez brwi» (…). Wszystko
niezwyk$e jest bowiem zawsze ciemne. Niektóre wyra)enia nie s, u)yte ani jako
wieloznaczne, ani metaforycznie, ani normalnie (oute kurios), jak na przyk$ad zwrot «prawo
jest miar, i obrazem (metron e eikon) tego, co z natury jest sprawiedliwe». Tego rodzaju
wyra)enia s, gorsze ni) metafora. Bo metafora czyni przynajmniej swe znaczenie (to
semainomenon) w pewnej mierze jasnym dzi/ki podobie1stwu (dia ten homoioteta)
(poniewa) wszyscy pos$uguj,cy si/ metaforami czyni, to na podstawie pewnego
podobie1stwa), natomiast owe wyra)enia niczego nie wyja'niaj,; bo ani nie istnieje
podobie1stwo, na mocy którego «miara» i «obraz» mog$yby by% prawem, ani nie ma
zwyczaju tak mówi%, gdy si/ chce normalnie mówi%. Tak wi/c, je)eli si/ twierdzi, )e prawem
we w$a'ciwym znaczeniu jest «miara» lub «obraz», to twierdzi si/ fa$szywie (bo obraz jest
czym' wytworzonym przez na'ladowanie (dia mimeseos), co jednak nie wyst/puje w
przypadku prawa); je)eli terminu nie rozumie si/ we w$a'ciwym znaczeniu, to jasne, )e si/
u)y$o terminu niejasnego, a wi/c gorszego od jakiejkolwiek wypowiedzi metaforycznej.
Dalej, nale)y uwa)a% czy z wypowiedzi nie wynika jasno definicja przeciwie1stwa, bo dobrze
podane definicje wskazuj, równie) swoje przeciwie1stwo. Albo mo)e, gdy wypowied3 sama
w sobie nie jest jasna czego jest definicj,, lecz tak jak na starych obrazach, gdy nie by$o na
nich napisu (ei me tis epigrapsai), nie wiadomo by by$o co wyobra)aj,” (Topiki, 139 b-140 a;
por. te) 123 a).
Odwo$anie do kryteriów jasno'ci i mroku wystarczy$oby do potwierdzenia tego, co
zapowiedzieli'my wcze'niej: ca$e to odgraniczenie filozoficzne metafory pozwala si/ ju)
zbudowa% i opracowa% przez „metafory”. W jaki sposób poznanie czy j/zyk mog$yby by% po
prostu jasne lub ciemne? Otó) wszystkie poj/cia, które dzia$a$y w definicji metafory, zawsze
mia$y 3ród$o i skuteczno'% „metaforyczne”, by zastosowa% tym razem s$owo, którego nie
mo)e z ca$, 'cis$o'ci, stosowa% do oznaczania tropów tyle) definiuj,cych, co
definiowanych
50
. Je'li we3miemy ka)dy termin definicji proponowanej przez Poetyk),
dostrze)emy w nim znami/ pewnej figury (metaphota lub epiphora, to równie) ruch
przeniesienia przestrzennego; eidos to równie) figura tego, co widzialne, kontur i forma,
przestrze1 pewnego aspektu lub pewnego gatunku; genos to równie) filiacja, protoplasta
narodzin, 3ród$a, rodziny, itd.). Wida% to wszystko, co te tropy podtrzymuj, i osadzaj, na
splotach swych korzeni. Nie chodzi wszak o odniesienie, zgodnie z jak,' lini,, funkcji poj/cia
do etymologii nazwy. W$a'nie dla unikni/cia tego etymologizmu skupili'my uwag/ na
wewn/trznym, systematycznym i synchronicznym powi,zaniu arystotelesowskich poj/%. Tym
niemniej, skoro )adna z tych nazw nie jest konwencjonalnym i arbitralnym X, historyczna lub
genealogiczna (nie powiemy etymologiczna) wi/3, która wi,)e poj/cie znaczone z jego
znacz,cym (z j/zykiem), nie jest jak,' redukowaln, przypadkowo'ci,.
Ta implikacja tego, co definiowane, w definicji, ta otch$a1 metafory nigdy nie
przestanie si/ nawarstwia%, zarazem si/ opró)nia% i umacnia%: 'wiat$o (sztuczne) i siedziba
(przemieszczona) klasycznej retoryki.
Du Marsais tak oto ilustruje sw, definicj/ metafory: „Kiedy mówi si/ 'wiat#o ducha,
to s$owo 'wiat#o nie jest ujmowane metaforycznie; jako )e 'wiat$o w sensie w$a'ciwym
umo)liwia nam widzenie cielesnych przedmiotów, tak samo zdolno'% poznania i postrzegania
o'wieca umys$ i wprawia go w stan posiadania s,dów zdrowych. Metafora jest wi/c
gatunkiem Tropu; s$owo, jakim si/ pos$ugujemy w metaforze, wzi/te jest w innym sensie ni)
w sens w$a'ciwy: jest on, by tak rzec, w siedzibie zapoyczonej, mówi staro)ytny; co jest
rzecz, zwyczajn, i istotn, dla wszystkich Tropów” (rozdz. II, X).
Te dwa przyk$ady – 'wiat$o i dom – nie maj, takiej samej funkcji. Du Marsais s,dzi,
)e pierwsz, metafor/ mo)e przedstawi% jako jeden z przyk$adów, jako jedn, z metafor. Ale
mamy teraz pewien powód, by uzna%, )e poj/cie metafory jest nieodzowne dla ogólnego

50
Ogóln, form/ tej inkluzji Topiki rozpoznaj, i ilustruj, takim oto przyk$adem: „Inny sposób, gdy si/ u)ywa
terminu definiowanego. B$,d ten ukrywa si/ jednak, je)eli si/ nie u)ywa wprost nazwy przedmiotu
definiowanego, na przyk$ad, je)eli si/ zdefiniowa$o s$o1ce jako «gwiazd/ 'wiec,c, w dzie1». Kto mówi
«dzie1», mówi «s$o1ce»” (Topiki, 142 a-142 b).
systemu, w jaki si/ wpisuje. Innej figury – siedziby zapo)yczonej – Du Marsais nie podaje za
jedn, z metafor; ma ona tutaj oznacza% metafor/ w ogóle; jest to metafora metafory;
wyw$aszczenie, bycie-poza-sob,, ale jeszcze w siedzibie, poza sob,, ale w jakim' u-siebie,
gdzie si/ znajduje, uznaje siebie, gromadzi si/ lub upodabnia, poza sob, w sobie. Jest to
metafora filozoficzna jako nad$o)enie drogi w (lub w celu) odzyskaniu, paruzji, obecno'ci dla
siebie idei w 'wietle. Metaforyczny przebieg plato1skiego eidos a) do Idei heglowskiej.
To odwo$anie do metafory dla oddania „idei” metafory – to w$a'nie uniemo)liwia
definicj/, co jednak oznacza metaforycznie zatrzymanie, granic/, sta$e miejsce:
metafora/siedziba. Fakt, )e te dwa przyk$ady nie zosta$y narzucone Du Marsais, fortunnie czy
nie, nie wyklucza tego, )e ka)d, metafor/ zawsze mo)na odczyta% zarazem jako figur/
poszczególn, i jako paradygmat samego procesu metaforyzacji: jako idealizacj) i odzyskanie.
To wszystko, co w dyskursie o metaforze przechodzi przez znak eidos, wraz z ca$ym jego
systemem, nak$ada si/ na analogi/ mi/dzy spojrzeniem nous i spojrzeniem zmys$owym,
mi/dzy s$o1cem inteligibilnym i s$o1cem widzialnym. Okre'lenie prawdy bycia jako
obecno'ci we w$a'ciwy dla tej tropiki sposób nadk$ada drogi. Obecno'% ousia jako eidos (byt
usytuowany przed metaforycznym okiem) lub jako upokeimenon (byt ukryty pod widzialnymi
zjawiskami lub przypadkami) stawia czo$o teoretycznemu organowi; który, przypomina nam
Estetyka Hegla, ma moc nie doka1czania tego, co postrzega, i pozwolenia na bycie
przedmiotem po),dania. Filozofia jako teoria metafory by$aby najpierw metafor, teorii.
Cyrkulacja ta nie wykluczy$a, przeciwnie, umo)liwi$a i wywo$a$a przekszta$cenie obecno'ci
w obecno'% dla siebie, w blisko'% lub w$asno'% subiektywno'ci dla siebie. Jest to historia
sensu „w$asnego”, za któr, nale)a$oby, jak powiedzieli'my wcze'niej, kroczy% na zasadzie
obej'cia i powrotu.
Metafora „idealizuj,ca”, konstytutywna dla filozofemu w ogóle, otwiera Les figures
du discours Fontaniera, zapewniaj,c mu od razu najwi/ksz, ogólno'% przestrzeni
teoretycznej. Ca$y traktat zanurza si/ w istocie w rozst/pie mi/dzy znaczonym i znacz,cym,
sensem i tym, co zmys$owe, my'l, i j/zykiem, a przede wszystkim mi/dzy ide, i s#owem.
Otó) Fontanier, jak gdyby nigdy nic, przypomina etymologi/ i zakopane 3ród$o s$owa „idea”
w$a'nie wówczas, gdy zaczyna swe dzie$o i gdy proponuje swe wielkie rozró)nienie na s$owa
i idee: „My'l sk$ada si/ z idei, a wyra)anie my'li za po'rednictwem mowy sk$ada si/ ze s$ów.
Zobaczmy wi/c najpierw, czym s, idee same w sobie, a nast/pnie zobaczymy, czym s, s$owa
w odniesieniu do idei, lub, je'li kto woli, czym s, idee przedstawiane przez s$owa. A. – IDEE.
S$owo Idea (z greckiego eido, widzie%) oznacza w odniesieniu do przedmiotów widzianych
przez umys$ t/ sam, rzecz co obraz; a w odniesieniu do umys$u, który widzi, t/ sam, rzecz co
widok lub postrzeenie. Ale przedmioty, jakie widzi nasz umys$, s, albo przedmiotami
fizycznymi i materialnymi, które pobudzaj, nasze zmys$y, albo przedmiotami
metaforycznymi i czysto intelektualnymi, ca$kowicie poza zasi/giem naszych zmys$ów”. Po
czym Fontanier klasyfikuje wszystkie idee jako idee fizyczne lub metafizyczne (i moralne),
proste lub z$o)one itd. Ca$e uwarstwienie metafor i interpretacji filozoficznych oparte jest
zatem na poj/ciu tego, co uwa)ane jest za poprzedzaj,ce j/zyk lub s$owa, tego, co uwa)ane
jest za uprzednie wobec nich, zewn/trzne i wy)sze, tak jak sens wobec wyra)enia, to, co
przedstawiane, wobec przedstawienia, dianoia wobec lexis. Lexis metaforyczna, by tak rzec,
pojawi$a si/ w definicji dianoia. Da$a ide).
W przypomnieniu tutaj historii znacz,cego „idea” nie chodzi o zdanie si/ na
etymologizm, który wcze'niej oskar)yli'my. Uznaj,c specyficzn, funkcj/ pewnego terminu
wewn,trz jego systemu, nie mo)emy jednak uwa)a% znacz,cego za doskonale
konwencjonalne. Niew,tpliwie Idea Hegla, na przyk$ad, nie jest Ide, Platona; niew,tpliwie
wp$ywy systemu s, tutaj nieredukowalne i jako takie nale)y je odczyta%. Ale s$owo Idea nie
jest jakim' arbitralnym X i wa)ny jest tradycyjny $adunek, który sprawia, )e system Platona
kontynuowany jest w systemie Hegla, i jako taki równie) musi zosta% zbadany, zgodnie z
lektur, warstwow,: ani czysta etymologia, ani czyste 3ród$o, ani jednorodne kontinuum, ani
absolutna synchroniczno'% lub zwyk$a wewn/trzno'% systemu wobec niego samego. Zak$ada
to, )e poddaje si/ krytyce zarazem model transcendentalnej historii filozofii i model
systematycznych struktur doskonale zamkni/tych na ich urz,dzeniu technicznym i
synchronicznym (którego dotychczas nigdy nie rozpoznano, jak tylko w zidentyfikowanych
ca$o'ciach zgodnie z „imieniem w$asnym” sygnatury).
Wcze'nie pytali'my, czy te tropy definiuj,ce, uprzednie wobec wszelkiej retoryki
filozoficznej i wytwarzaj,ce filozofemy mo)na jednak jeszcze nazywa% metaforami? Pytanie
to mog$oby pokierowa% ca$, lektur, analiz, jakie w Supplément 8 la théorie des tropes
51

Fontanier rezerwuje dla katachrezy. Poprzesta1my tutaj tylko na wskazaniu. Ów Supplément
dotyczy przede wszystkim zapisu – ostrego, sztucznego, myl,cego – jakiego' znaku,
na$o)enia znaku na sens, który w j/zyku nie mia$ jeszcze w$asnego znaku. Tote) nie ma tutaj
zast,pienia, przeniesienia znaków w$asnych, lecz irupcyjne rozci,gni/cie zakresu znaku
w$asnego na ide/, na sens pozbawiony swego znacz,cego. „Drugie 3ród$o”:
„Tymczasem, jako )e nasze zasady w odniesieniu do Katachrezy s$u), za podstaw/
dla ca$ego naszego systemu tropologicznego, na sercu mo)e nam le)e% tylko, je'li to mo)liwe,
jak najpe$niejsze wydobycie ich na jaw. Dlatego musimy tutaj dorzuci% kilka nowych
spostrze)e1 do tych, które w tak znacznej liczbie znajduj, si/ ju) w Commentaire.
Katachreza w ogólno'ci polega na tym, e znak ju pobudzony do pierwszej idei jest
pobudzony take do nowej idei, która sama nie mia#a lub nie ma innego znaku w#asnego w
j)zyku. Dlatego jest ona wszelkim Tropem o zastosowaniu przymusowym i koniecznym,
wszelkim Tropem, z którego wynika jaki' sens czysto ekstensywny; ten sens w$a'ciwy
drugiego 3ród$a, po'rednik mi/dzy pierwotnym sensem w#a'ciwym i sensem figuratywnym,
który jednak z powodu swej natury bardziej zbli)a si/ do pierwszego ni) do drugiego, chocia)
sam nie móg$ by% figuratywny w zasadzie. Otó) Tropy, z jakich wynika jaki' sens czysto
ekstensywny, nie tylko s, w liczbie trzech, jak Tropy, z których wynika jaki' sens
figuratywny, ale s, one okre'lone przez te same stosunki, jak tamte: odpowiednio'$, #,czno'$
albo podobie.stwo mi/dzy ideami; a zachodz, one w ten sam sposób: poprzez metonimi),
poprzez synekdoch) lub poprzez metafor)” (s. 213-214)
52
.

51
Fontanier, Figures du discours, cz. III, s. 207 i n. „W tym uzupe#nieniu znale3% b/dzie mo)na nowe widoki i
niew,tpliwie do'% obja'niaj,ce, w punkcie znacz,cym i g$ównym, sens ekstensywny lub Katachrez), temat tylu
dyskusji z Du Marsais`em w Commentaire do jego Traktatu. Zobaczymy tam równie), w czym ró)ni, si/ od
Tropów inne formy wypowiedzi zwanych figuratywnymi, i dzi/ki temu mo)na b/dzie si/ nauczy% lepiej
odró)nia% wzajem od siebie te ró)ne formy. Tym jednak, co oferuje ono przede wszystkim, a o czym Traité Du
Marsais, o czym Commentaire nie daj, nawet pierwszego wyobra)enia, jest umiej/tno'% rozpoznawania i
oceniania Tropów, sprowadzona do zasad i do praktyki” (s. 211).
52
Definicje te s, obja'niane i uzupe$niane przez definicje trzech znacze1 (obiektywnego, dos$ownego,
duchowego lub intelektualnego), zaproponowane w cz/'ci pierwszej. To, co dos$owne, do'% dobrze, jak si/
wydaje, odpowiada arystotelesowskiemu kurion, które mo)e by% albo w$a'ciwe, albo tropologiczne, i które
przek$ada si/ niekiedy b$/dnie jako „w$asne”. Oto definicja Fontaniera: „Sens dos#owny jest sensem, który
dotyczy s$ów wzi/tych literalnie, s$ów rozumianych zgodnie z ich znaczeniem w u)yciu potocznym: jest to w
konsekwencji sens, który jawi si/ bezpo'rednio umys$owi tych, którzy rozumiej, j/zyk. Sens dos#owny, który
dotyczy tylko jednego s$owa, jest albo pierwotny, naturalny i w#a'ciwy, albo pochodny i, je'li mo)na tak
powiedzie%, tropologiczny. Ten ostatni zawdzi/czamy Tropom, których wyró)nia si/ wiele rodzajów i wiele
gatunków. Ale Tropy wyst/puj,, albo poprzez konieczno'% i poprzez ekstensj), po to, by uzupe$ni% s$owa,
których brakuje w j/zyku dla pewnych idei, albo przez wybór i przez figur), by przedstawia% idee pod obrazami
)ywszymi i bardziej uderzaj,cymi ni) ich znaki w$asne. St,d dwa ró)ne rodzaje sensu tropologicznego:
ekstensywny sens tropologiczny i figuraytwny sens tropologiczny. Pierwszy, jak wida%, sytuuje si/ mi/dzy
sensem pierwotnym i sensem figuratywnym, i mo)na go widzie% tylko jako nowy rodzaj sensu w#a'ciwego” (s.
57-58). Interesuje nas tutaj to wytwarzanie sensu w$a'ciwego, nowy rodzaj sensu w$a'ciwego, poprzez gwa$t
katachrezy, której po'redni status zmierza do wymkni/cia si/ przeciwie1stwu tego, co pierwotne, i tego, co
figuratywne, zajmuj,c miejsce „mi/dzy” nimi. Kiedy owo „mi/dzy” przeciwie1stwa nie jest przej'ciem jakiej'
Fontanier proponuje zatem teoretyczn, klasyfikacj/ wszystkich tych tropów
irupcyjnych, tych „nie-prawdziwych figur”, których nie poprzedza$ )aden kod semantycznego
zast,pienia. Klasyfikacja ta b/dzie jednak zapo)ycza% swe typy od wielkich znanych form.
St,d podwójny gest: odsun,% katachrez/ ca$kowicie na bok, przyzna% jej miejsce
nieredukowalnie odr/bne, a jednak wprowadzi% j, w taksonomi/ wspóln,, widzie% w niej
raczej zjawisko u)ycia (nadu)ycia) ni) kodu. To, co jest normalne, skoro kod jest narzucony,
ale obce, skoro nadu)ycie nie bardziej jest ju) form, u)ycia ni) zastosowaniem kodu:
„Istnieje Trop, który przyj/li'my, jak Du Marsais, któremu jednak nie przydali'my rangi ani
nie po'wi/cili'my artyku$u w naszej Théorie: jest to Katachreza. Nie s,dzili'my w istocie, )e
powinni'my traktowa% bardziej szczegó$owo o tym Tropie, gdy, nie czyni,c ze1 bynajmniej,
jak Du Marsais, gatunku osobnego, i to gatunku nie tylko Tropu, lecz nawet figury, widzimy
go tylko jako zastosowanie, je'li nie zawsze pierwotnie, przynajmniej aktualnie wymuszone,
takiego lub takiego z trzech wielkich gatunków, jakie rozpoznali'my” (s. 213).
W uzupe$nieniu najobszerniejsze omówienia dotycz, katachrezy metafory. Przede
wszystkim dlatego, )e tym razem porz,dek nazwy zostaje wyra3nie przekroczony: „Tutaj
przyk$ady by$yby niezliczone, a dostarczy% ich powinny nie tylko nazwy, lecz wszystkie
gatunki s$ów przedstawiaj,cych idee. Metafora-figura dochodzi zaledwie do przys$ówka; a
metafora-katachreza obejmuje swym zakresem wykrzyknik. Jest nawet niewiele s$ów, w
ka)dym gatunku, jakich nie podporz,dkowa$a swemu imperium” (s. 215). Zreszt,
interpretacja metafor-katachrez typu przyimkowego (8 na przyk$ad) polega zawsze na
zdefiniowaniu sensu przez nazw/ kategoremów (dyspozycja, miejsce lub usytuowanie, czas,
po$o)enie, gest, sposób, przyczyna ruchowa, przeznaczenie itd. Por. s. 219), a nawet o jednym
znaczeniu nominalnym, „tendencji”, „jako to doskonale w swej Gramatyce pokaza$
Condillac”.
Co do nazw i s$ów, to podawane przez Fontaniera przyk$ady s, przede wszystkim – a
faktycznie wy$,cznie – przyk$adami metafor-katachrez, których znaczenie filozoficzne jest
najpowa)niejsze ('wiat$o, 'lepota; mie%, by%, robi%, bra%, rozumie%). Cia$o )ywe dostarcza
„no'nika” dla wszystkich przyk$adów nominalnych w porz,dku fizycznym. 6wiat#o jest
pierwszym – i jedynym – przyk$adem wybranym, gdy si/ga si/ porz,dku moralnego: „(…)
oto w porz,dku moralnym: 6wiat#o dla jasno'ci umys$u, dla inteligencji lub dla obja'nienia;
6lepota dla trudno'ci i za%mienia rozumu. Pierwsze 'wiat#o, jakie poznali'my, to zapewne
'wiat$o dnia, i to dla niego s$owo zosta$o utworzone. Ale rozum nie jest jak pochodnia, jak,
Twórca natury w nas umie'ci$, by o'wieci% nasz, dusz/, i pochodnia ta nie jest 'ci'le dla
moralno'ci tym, czym pochodnia dnia jest dla strony fizycznej? Nale)a$o zatem koniecznie
przypisa% mu 'wiat#o, i powiedzie%, 6wiat#o rozumu, tak jak mówimy, 6wiat#o dnia” (s. 216).
A po odniesieniu tej analizy do s$owa 'lepota Fontanier pyta: „I jak bez tych
wymuszonych metafor, bez tych katachrez, mo)na by$o doj'% to zarysowania idei?” (s. 217).
„Idee” te ju) istnia$y, s,dzi, jak si/ wydaje, Fontanier, by$y ju) w umy'le jak zarys [tracé]
wolny od s$owa; ale nie mo)na by$o ich zarysowa%, osaczy%, wydoby% na jaw bez si$y
pewnego skr/cenia, które jest przeciw uytkowi, bez wdarcia si/ katachrezy. Ta ostatnia nie
wychodzi z j/zyka, nie tworzy nowych znaków, nie wzbogaca kodu; a jednak przekszta$ca
jego funkcjonowanie, z tego samego materia$u wytwarza nowe regu$y wymiany, nowe
warto'ci. J/zyk filozoficzny, j/zyk katachrez, kapita$ „metafor wymuszonych” mia$by taki
zwi,zek z literalno'ci, j/zyka naturalnego, gdyby, je'li wierzy% Fontanierowi, co' takiego
istnia$o. Gdy jednak Fontanier ustanawia, zak$ada uprzednio'% sensu lub idei katachrezy
(która tylko $,czy poj/cia ju) obecne), interpretuje t/ sytuacj/ w kategoriach filozoficznych;
w ten w$a'nie sposób filozofia tradycyjnie interpretowa$a sw, mocn, katachrez/: skr/cenie
powrotne ku ju)-tutaj pewnego sensu, wytwarzanie (znaków lub raczej warto'ci), ale jako

mediacji, s, pewne powa)ne szanse na to, by przeciwie1stwo nie by$o stosowne. Konsekwencje tego s,
bezmierne.
objawienie, ods$oni/cie, wydobycie na jaw, prawda. Dlatego „metafory przymusowe” mog,,
powinny by% „trafne i naturalne” (s. 216).

Metafizyka zniesieniem metafory

I jakkolwiek wyznaczam w ten sposób du, rol) tak mi sympatycznemu zastosowaniu
metafory (ta figura retoryczna oddaje znacznie wi)ksze us#ugi ludzkim aspiracjom ku
niesko.czono'ci, ni zwykle wyobraaj, sobie ludzie ulegli przes,dom lub fa#szywym ideom,
co na jedno wychodzi), nie zmienia to faktu, e 'mieszne usta rybaków pozostaj, nadal
wystarczaj,co szerokie, eby po#kn,$ trzy kaszaloty. Ale pow'ci,gnijmy nasz, my'l, b,d0my
powani i poprzesta.my na trzech ma#ych s#oniach, które si) w#a'nie urodzi#y. Lautréamont
53
.
Ogólnie bior,c, jest co' osobliwego w nieodpartej sk#onno'ci, która nam kae
odnajdywa$ (a nast)pnie wyraa$ podobie.stwa i rónice ukryte w przyrodzonych
w#a'ciwo'ciach przedmiotów najbardziej sobie przeciwstawnych i niekiedy z pozoru najmniej
odpowiednich do takich kombinacji, budz,cych mi#e zaciekawienie i – r)cz) s#owem honoru –
bez najmniejszego trudu daj,cych stylowi pisarza, który sobie funduje tak, satysfakcj),
niezwyk#y i niezapomniany wygl,d puchacza pe#nego dostoje.stwa na wieki wieków.
Lautréamont
54
.

Klasyczna retoryka nie mo)e zatem zapanowa% nad ca$o'ci, – bo jest w niej
pomieszczona – z której wyodr/bnia si/ tekst filozoficzny. Nie tyle metafora znajduje si/ w
tek'cie filozoficznym (ani w przyporz,dkowanym mu tek'cie retorycznym), co ten tekst w
metaforze. Ta ostatnia nie mo)e ju) zatem otrzyma% swego miana od metafizyki inaczej ni),
by tak rzec, przez katachrez/, która w filozoficznym z$udzeniu metafory okre'la j, jako
„metafor/ nie-prawdziw,”.
Czy mimo to wci,) b/dziemy marzy% o jakiej' metafilozofii, o bardziej ogólnej, ale
nadal filozoficznej rozprawie o metaforach „pierwszego stopnia”, tych metaforach nie-
prawdziwych, które zapocz,tkowa$y filozofi/? Praca rysuj,ca si/ pod has$em takiej meta-
metaforyki nie by$aby pozbawiona znaczenia. Sprowadza$aby si/ w sumie do przeniesienia w
dziedzin/ filozofii Bachelardowskiego programu „metapoetyki”
55
. Jakie by$yby granice
takiego przekszta$cenia?
Pod tym wzgl/dem Bachelard jest wierny tradycji: nie uwa)a, i) metafora stanowi po
prostu i nieuchronnie jak,' przeszkod/ dla poznania naukowego czy filozoficznego. Mo)e
ona pomóc w krytycznym oczyszczeniu poj/cia, ukaza% je jako z$, metafor/, a wreszcie
„zilustrowa%” nowe poj/cie. Niew,tpliwie „werbalna przeszkoda” w procesie naukowego
poznania cz/sto przybiera form/ metafory („narz/dzia metaforyczne”, „uogólniony obraz”,
„metaforyczny charakter niewystarczaj,cych wyja'nie1” itp.
56
). Królestwo metafory rozci,ga
si/ niew,tpliwie poza ramy j/zyka rozumianego w w,skim sensie jako „wyra)enie” s$owne:
„metafory uwodz, rozum”
57
. Z jednej strony psychoanaliza obiektywnego poznania musi

53
Lautréamont, Pie'ni Maldorora i Poezje, prze$. M. 4urowski, Warszawa 1976, IV, s. 134.
54
Ibid., V, s. 150.
55
G. Bachelard, Lautréamont, J. Corti, 1956, s. 55
56
G. Bachelard, La formation de l`esprit scientifique, s. 74-75; por. równie) s. 15, 194, 195.
57
Ibid., s. 78. Bachelard cytuje Van Swindena: „To wyra)enie: )elazo jest g,bk, fluidu magnetycznego, jest
zatem metafor,, która oddala si/ od prawdy; a mimo to wszystkie wyja'nienia opieraj, si/ na tym wyra)eniu,
bior,c je w jego sensie w#a'ciwym. Co do mnie jednak, s,dz/, )e nie jest rzecz, s$uszn, (…), wiedz,c, )e – jak
wskazuje rozum – s, to wyra)enia b$/dne, mimo to nadal u)ywa% ich do wyja'niania do'wiadcze1” (1785).
Mimo nieco zawik$anej formy my'l Van Swindena jest jasna: nie mo)na równie $atwo, jak si/ utrzymuje,
ograniczy% metafor jedynie do królestwa wyra)e1. Czy tego chcemy, czy nie, metafory urzekaj, rozum”. Nieco
dalej Bachelard pokazuje, jak „nawet wielkie umys$y s,, by tak rzec, zablokowane przez swój pierwszy obraz”.
Tote) „metafizyka przestrzeni u Kartezjusza” by$aby tylko metaforyk, g,bki, „metafizyk, g,bki” (s. 79).
jednak ujawni% przede wszystkim „metafory bezpo'rednie” („Niebezpiecze1stwo zagra)aj,ce
ze strony metafor bezpo'rednich kszta$towaniu si/ umys$u naukowego polega na tym, )e nie
zawsze s, one przemijaj,cymi obrazami; rosn, one w my'leniu autonomicznym; d,), do
uzupe$niania si/, do spe$nienia si/ w królestwie obrazu”
58
. Jak zobaczymy, Bachelarda
interesuje g$ównie system metafor.) Z drugiej strony metafora niebezpo'rednia,
skonstruowana, potrzebna jest wówczas, gdy „ilustruje” wiedz/ zdobyt, na podstawie z$ej
metafory. Jej warto'% jest zatem zasadniczo pedagogiczna: „Psychoanaliza obiektywnego
poznania musi zatem zaj,% si/ odbarwianiem, je'li nie wr/cz wymazywaniem, tych naiwnych
obrazów. Gdy my'lenie abstrakcyjne przejdzie ju) ten etap, wówczas nadejdzie czas na
ilustrowanie [podkr. Bachelarda] racjonalnych schematów. Podsumowuj,c, pierwszy ogl,d
jest przeszkod, w naukowym my'leniu; jedynie ilustrowanie dokonuj,ce si/ poza poj/ciem,
nieco ubarwiaj,c istotne cechy, mo)e pomóc naukowemu my'leniu”
59
. Pod koniec La
Formation de l`esprit scientifique znale3% mo)na najbardziej przejrzyste przyk$ady ilustruj,ce
ów walor ilustrowania: przyk$ady nie tylko okr/gu, jaja i owalu
60
, ale tak)e s$o1ca i ogniska,
'rodka, okr/gu i elipsy. Zacytujmy jedynie zako1czenie:
„Nawet w zwyk$ym królestwie obrazów cz/sto z po)ytkiem stosowali'my odwrócenie
warto'ci. Tote) w naszym wyk$adzie omówili'my nast/puj,c, antytez/. Dla nauki
arystotelesowskiej elipsa jest wybrakowanym okr/giem, okr/giem sp$aszczonym. Dla nauki
newtonowskiej okr,g jest zubo)on, elips,, której ogniskowe wzajem s, na siebie na$o)one.
By$em zatem obro1c, elipsy: 'rodek w elipsie jest bezu)yteczny, poniewa) ma ona dwie
ró)ne ogniskowe; prawo powierzchni okr/gu jest czym' banalnym; zastosowane do elipsy –
prawo to jest odkrywcze. Próbowa$em stopniowo i delikatnie uwolni% umys$ od jego
przywi,zania do ulubionych obrazów. (…) Nie waham si/ równie) zbytnio przedstawi%
'cis$o'ci jako psychoanalizy intuicji, a my'lenia algebraicznego jako psychoanalizy my'lenia
geometrycznego. Nawet w królestwie nauk 'cis$ych nasza wyobra3nia jest sublimacj,. Jest
ona po)yteczna, mo)e jednak by% myl,ca, nie wiadomo bowiem, co si/ sublimuje, ani w jaki
sposób si/ sublimuje. Ma ona warto'% tylko o tyle, o ile poddano psychoanalizie jej zasad/.
Intuicja nigdy nie mo)e by% jak,' dan,. Na zawsze musi pozosta% ilustracj,”
61
.

58
Ibid., s. 81. Natomiast w Discours préliminaire we wspomnianej ksi,)ce Bachelard przyjmuje istnienie
metafor skonstruowanych i konstruuj,cych, o statusie po'rednim, które zrywaj, ze zmys$ow, bezpo'rednio'ci,
oraz z naiwnym realizmem. Nale), one do porz,dku „ilo'ci zobrazowanej, w pó$ drogi mi/dzy konkretem i
abstrakcj,, w strefie po'redniej (…)”. „My'l naukow, poci,gaj, wi/c «konstrukcje» raczej metaforyczne ni)
realne, takie «uk$ady przestrzenne», w których przestrze1 zmys$owa jest jedynie ich drobn, namiastk,” (s. 5).
59
Ibid., s. 78. „(…) wspó$czesna nauka pos$uguje si/ porównaniem z pomp, dla zilustrowania [podkr.
Bachelarda] niektórych w$a'ciwo'ci generatorów elektrycznych; robi to jednak w celu wyja'nienia idei
abstrakcyjnych (…). Wida% tu wyra3ny kontrast mi/dzy dwoma rodzajami mentalno'ci: w mentalno'ci
naukowej stosuje si/ analogi/ hydrauliczn, po zbudowaniu materii. Mentalno'% przednaukowa u)ywa jej przed
wyja'nieniem teoretycznym” (s. 80).
60
Ibid., s. 233 i n. Stosowny to moment, by przypomnie%, )e zdaniem Bachelarda przeszkoda metaforyczna nie
jest jedynie przeszkod, epistemologiczn,, uporczywie zatrzymuj,c, na obszarze nauki nienaukowe schematy,
które wywodz, si/ z potocznej wyobra3ni lub z filozoficznych wyobra)e1. Niekiedy jest to przeszkoda
filozoficzna, wówczas, gdy schematy naukowe bez zastanowienia wprowadza si/ w dziedzin/ filozofii. W takim
przypadku mo)na by mówi% o przeszkodzie epistemologicznej. Pewien naiwny scjentyzm filozofa mo)e
przekszta$ci% j/zyk nauki w olbrzymi zbiornik metafor lub „modeli” dla powierzchownych teoretyków. „Nauka
jawi si/ mu [filozofowi] jako szczególnie bogaty zbiór prawdziwej wiedzy, spójnej wiedzy. Inaczej mówi,c,
filozof po prostu ),da od nauki przyk#adów”. Te za' „s, zawsze przywo$ywane, nigdy omawiane. Niekiedy
nawet przyk$ady naukowe komentowane s, zgodnie z zasadami nie b/d,cych zasadami naukowymi; zach/ca to
do tworzenia metafor, analogii, uogólnie1” (G. Bachelard, La philosophie du non, s. 3. W tej samej kwestii zob.
tak)e zako1czenie rozdzia$u o „ró)nych metafizycznych wyja'nieniach poj/cia naukowego” oraz to, co
Bachelard mówi o urojeniu anagogicznym jako o urojeniu matematyzuj,cym, gdy matematyka i arytmetyka
wkraczaj, na pozycje metafory (s. 38-40).
61
G. Bachelard, La formation de l`esprit scientifique, op. cit., s. 237.
Ta epistemologiczna dwuznaczno'% metafory pobudzaj,cej, opó3niaj,cej, id,cej
zawsze zgodnie z ruchem poj/cia, odnosi si/ bodaj g$ównie do nauk przyrodniczych, które, ze
wzgl/du na ich teleologizm, poddawa% nale)y sta$ej krytyce. Analogie animistyczne i
antropomorficzne (techniczne, spo$eczne, kulturowe) czuj, si/ w nich jak u siebie. Czy
wyst/puje gdzie' wi/ksza pokusa, by metafor) przyjmowa$ za poj)cie? I czy epistemologia
oraz krytyczna historia nauk przyrodniczych ma pilniejsze zadanie ni) odró)nienie s$owa,
metaforycznego no'nika, rzeczy i poj/cia? Rozwa)my dwa przyk$ady spo'ród tych, które
podda$ analizie Georges Canguilhem. Pierwszy dotyczy „rozwoju teorii komórkowej”, z któr,
„silniej lub s$abiej skojarzone s, uczuciowe i spo$eczne warto'ci wspó$pracy i zrzeszania
si/”
62
.
„Co si/ tyczy komórki, zbyt wielk, zas$ug/ przypisuje si/ na ogó$ Hooke`owi.
Oczywi'cie, to w$a'nie on j, odkry$, troch/ przez przypadek i zabaw/ ucieszn, dziwno'ci,
pierwszych odkry% mikroskopowych. Robi,c do'wiadczenie z cienkim kawa$eczkiem korka,
Hooke zaobserwowa$ jego przegródkow, struktur/. On równie) wymy'li$ s$owo, pod
wp$ywem obrazu, przez porównanie obiektu ro'linnego z plastrem miodu, produktem
zwierz/cym, który sam z kolei przyrównany zosta$ do wytworu cz$owieka, gdy) komórka jest
to ma$y pokoik. Odkrycie Hooke`a niczego jednak nie zapocz,tkowa$o, nie sta$o si/ punktem
wyj'cia. Nawet samo s$owo zagubi$o si/ i odnalezione zostanie dopiero w nast/pnym wieku.
To odkrycie i ten wynalazek wymagaj, kilku uwag. W przypadku komórki mamy do
czynienia z pewnym obiektem biologicznym, którego nadmierne zabarwienie uczuciowe jest
niew,tpliwe i godne zastanowienia. Psychoanaliza poznania ma od tamtego czasu tyle
powa)nych osi,gni/%, by pretendowa% do godno'ci pewnego gatunku, do którego – nawet bez
intencji systematyzowania – wnie'% mo)na jaki' wk$ad. We wspomnieniu z lekcji biologii
ka)dy znajdzie obraz struktury komórkowej istot )ywych. Obraz ten jest czym' niemal
kanonicznie sta$ym. Schematyczne wyobra)enia nab$onka podobne jest do plastra miodu.
Komórka to s$owo, które nie kojarzy si/ nam z mnichem ani z wi/3niem, lecz z pszczo$,.
Haeckel zauwa)y$, )e komórki wosku wype$nione miodem s, doskona$ym odpowiednikiem
komórek ro'linnych wype$nionych p$ynem komórkowym. Nie wydaje si/ nam jednak, by
wp$yw poj/cia komórki wynika$ z tej pe$nej odpowiednio'ci. Któ) jednak wie, czy
zapo)yczaj,c z rozmys$em od pszczelego ula termin komórki na oznaczenie elementu )ywego
organizmu, umys$ ludzki nie przej,$ równie), niemal nie'wiadomie, poj/cia wspó$pracy,
której rezultatem jest plaster miodu. Tak jak komórka pszczelego plastra jest elementem
pewnej budowli, tak pszczo$y – wed$ug s$ów Maeterlincka – s, jednostkami ca$kowicie
wch$oni/tymi przez republik/. Faktycznie, komórka jest poj/ciem zarazem anatomicznym i
funkcjonalnym, poj/ciem okre'laj,cym elementarne tworzywo i prac/ jednostki, prac/
cz/'ciow, i podporz,dkowan,”
63
.
T/ zwierz/c, metafor/ ula, tak w$a'nie zanalizowan, od strony jej okre'lonego
wp$ywu na rozwój pewnej teorii, Nietzsche, jak wiadomo, dr,)y niejako do g$/bi, by
zobrazowa% metaforyczno'% poj/cia, metafor/ metafory, metafor/ samej wytwórczo'ci
metaforycznej:
„(…) tylko trwa$o'% tych praform wyja'nia, jak mo)e potem doj'% do
ukonstytuowania z samych metafor ca$ego gmachu poj/%. Odtwarza on na metaforycznym
gruncie relacje czasoprzestrzenne i liczbowe.
Jak widzieli'my, przy budowie poj/% pracuje najpierw j)zyk, w pó3niejszych okresach
nauka. Tak jak pszczo$a buduj,c komórki wype$nia je zarazem miodem, tak te) nauka
niestrudzenie pracuje nad owym wielkim columbarium poj/%, cmentarzyskiem naoczno'ci,

62
G. Canguilhem, La connaissance de la vie, Vrin, wyd. II, s. 49. Na temat tej problematyki metafory por. tak)e
Études d`histoire et de philosophie des sciences, zw$aszcza rozdzia$y zatytu$owane Mod2les et analogies dans la
découverte en biologie oraz Concept et la vie (zw$aszcza s. 358-360).
63
Ibid., s. 48-49.
buduje coraz nowe wy)sze pi/tra, przykrawa, czy'ci, odnawia stare komórki i trudzi si/
g$ównie nad tym, by wype$ni% monstrualnie rozros$y gmach i wpasowa% do1 ca$y
empiryczny, tj. antropomorficzny 'wiat. Je'li ju) cz$owiek czynny zakotwicza swe )ycie u
rozumu i jego poj/%, by nie zmiot$a go fala i by si/ nie zatraci$, to badacz przykleja sw, chat/
do baszty nauki, aby móg$ pomaga% i by sam znalaz$ schronienie za istniej,cymi ju) murami.
A schronienia potrzebuje, straszne s, bowiem moce, które nieustannie na1 napieraj, i które
prawdzie naukowej przeciwstawiaj, «prawdy» zupe$nie inne, z najró)niejszymi znakami na
tarczach” (O prawdzie, s. 194-195).
Ten zabieg Nietzschego (uogólnienie metaforyczno'ci przez pog$/bienie pewnej
okre'lonej metafory) mo)liwy jest tylko wówczas, gdy przyjmie si/ ryzykown, tez/, )e
istnieje ci,g$o'% mi/dzy metafor, i poj/ciem, podobnie jak mi/dzy zwierz/ciem i
cz$owiekiem, mi/dzy instynktem i wiedz,
64
. Aby nie doprowadzi$o to do empirystycznej
redukcji wiedzy i wymy'lonej ideologii prawdy, klasyczne przeciwie1stwo (podtrzymywane
lub zatarte) mi/dzy metafor, a poj/ciem nale)a$oby niew,tpliwie zast,pi% zupe$nie inn,
formu$,. Ta ostatnia, nie wprowadzaj,c ca$ej metafizyki zwi,zanej z ow, klasyczn, opozycj,,
musia$aby jednak zda% spraw/ ze specyficznego rozst/pu – którego epistemologia nie mo)e
zlekcewa)y% – mi/dzy tym, co nazywa ona efektami metaforycznymi, a rezultatami
naukowymi. Nie ma )adnej w,tpliwo'ci, )e dyskurs Nietzschego wskazywa$ na konieczno'%
takiej nowej formu$y, która mia$aby spowodowa% pewne przemieszczenie i przepisanie na
nowo warto'ci nauki i prawdy, a zatem tak)e kilku innych warto'ci.
Taka redystrybucja powinna umo)liwi% zdefiniowanie „figury”, która wci,)
nieuchronnie odciska na „poj/ciu” swój „znak”, po poprawieniu czy porzuceniu tego modelu,
„który, zwa)ywszy wszystko, by$ zapewne jedynie metafor,”
65
.
Drugi przyk$ad. Gdy biologiczne poj/cie kr,enia krwi zast/puje si/ technicznym
poj/ciem nawadniania
66
, owo poprawienie bynajmniej nie usuwa ca$kiem figury. „Kr,)enie”
krwi, nie b/d,c przecie) polewaniem ogrodu, jak to opisuj, Timaios
67
i O cz)'ciach zwierz,t,

64
Aby zaznaczy% t/ ci,g$o'%, Nietzsche opisuje metaforyczn, tkanin/ wytworzon, przez cz$owieka („w
nienaruszalnych przedstawieniach przestrzeni i czasu”) jako paj/czyn/ (O prawdzie, s. 191). Za-znacza znów i
uogólnia konkretn, metafor/, której odd3wi/k daje si/ okre'li%, na przyk$ad w historii nauki. Canguilhem pisze
w zwi,zku z Traité des membranes (1800) Bichata: „S$owo tkanina [tissu] zas$uguje na to, by si/ przy nim
zatrzyma%. Jak wiadomo tissu pochodzi od tistre, archaicznej formy czasownika tisser [tka%]. O ile wyraz
«komórka» wyda$ nam si/ obci,)ony ukrytymi znaczeniami z porz,dku uczuciowego i spo$ecznego, o tyle
wyraz «tkanina» wydaje si/ nam nie mniej uwik$any w implikacje pozateoretyczne. «Komórka» przywo$uje na
my'l pszczo$/, a nie cz$owieka. «Tkanina» ka)e nam my'le% o cz$owieku, a nie o paj,ku. Tkanina jest par
excellence dzie$em ludzkim” (G. Canguilhem, La connaissance de la vie, op. cit., s. 64-65). Por tak)e s$owa
Marksa: „Naszym za$o)eniem jest praca w postaci w$a'ciwej wy$,cznie cz$owiekowi. Paj,k np. dokonuje
czynno'ci podobnych do czynno'ci tkacza, pszczo$a za' budow, swych komórek woskowych mog$aby
zawstydzi% niejednego budowniczego-cz$owieka. Ale nawet najgorszy budowniczy tym z góry ró)ni si/ od
pszczo$y, )e zanim zbuduje komórk/ w wosku, musi j, przedtem zbudowa% we w$asnej g$owie. Przy
zako1czeniu procesu pracy zjawi si/ wynik, który ju) przed rozpocz/ciem tego procesu istnia$ w wyobra)eniu
robotnika, a wi/c istnia$ idealnie. Robotnik nie tylko uskutecznia zmian/ formy tego, co otrzyma$ od przyrody;
w tym, co mu da$a przyroda, urzeczywistnia zarazem swój cel, który jest mu znany, który jest dla niego prawem
okre'laj,cym sposób jego dzia$ania i któremu musi podporz,dkowa% swoj, wol/” (Kapita#, t. 1, s. 189).
65
„W tym wi/c punkcie eksperymentalna embriologia i cytologia oczy'ci$y poj/cie struktury organicznej, zbyt
'ci'le powi,zanej przez Claude`a Bernarda z modelem spo$ecznym, który, zwa)ywszy wszystko, by$ zapewne
jedynie metafor,” (F. Nietzsche, Le tout et la partie dans la pensée biologique, w: Études d`histoire et de
philosophie des sciences, s. 332).
66
Por. G. Canguilhem, La connaissance de la vie, op. cit., s. 22-23.
67
Bior,c pod uwag/ czyst, retoryk/, Condillac surowo ocenia figury, jakich u)ywa Platon („najwi/kszy filozof i
najwi/kszy retor”) do opisania ludzkiego cia$a, z którego zrobi$ „wymykaj,cego si/ wyobra3ni potwora”;
zw$aszcza wówczas, gdy „mówi, )e krew jest pokarmem cia#a: i po to – kontynuuje – by wszystkie cz)'ci mog#y
otrzyma$ poywienie, wydr,ono, niczym w ogrodzie, liczne kana#y, aby strumienie y#, wychodz,c z serca
niczym ze swego 0ród#a, mog#y p#yn,$ tymi w,skimi przewodach ludzkiego cia#a”. Condillac przeciwstawia tym
metaforom sze'% wersów Rousseau, które komentuje tak oto: „Kwiaty rozmna)aj,ce si/ na $odydze zroszonej
nie zakre'la dok$adnie kr/gu. Je'li z kr/gu uwzgl/dniamy tylko predykat (na przyk$ad powrót
do punktu wyj'cia, zamkni/cie obiegu), przybiera on znaczenie tropu, metonimii, je'li nie
metafory.
Czy poprawienie jest poprawieniem metafory dzi/ki poj/ciu? Czy wszystkie metafory
nie s,, mówi,c 'ci'le, poj/ciami i czy zatem sensowne jest przeciwstawianie ich sobie? Czy
dokonywane przez krytyk/ naukow, poprawki nie zmierzaj, raczej od poj/%-tropów
nieskutecznych, 3le skonstruowanych, do poj/%-tropów skutecznych, subtelniejszych i
bardziej odpowiednich dla danej dziedziny i okre'lonej fazy procesu naukowego? Kryterium
tego post/pu b,d3 tej przemiany („ci/cie” czy te) „gruntowne przekszta$cenie” i wiele innych
form, które nale)a$oby wyodr/bni%) nie jest zapewne dok$adnie okre'lone, ale ju) teraz dwa
tkwi,ce w nim zabezpieczenia okazuj, si/ problematyczne: 1) )e przy stosowaniu tego
kryterium koniecznie nale)y pos$ugiwa% si/ pewn, ocen, retoryczn, (np. „od metafory do
poj/cia”); 2) )e tropy koniecznie musz, sytuowa% si/ w przednaukowej fazie wiedzy.
Innymi s$owy, istnieje tak)e poj)cie metafory: ma ono równie) sw, histori/, daje
sposobno'% do powstania pewnej wiedzy, wymaga od epistemologii okre'lonej konstrukcji,
poprawek, krytycznych regu$ importu i eksportu.
Powró%my do naszego pytania: czy Bachelardowski program metapoetyki mo)na
przenie'% w obszar filozofii? Bachelard proponuje, by post/powa% na zasadzie tworzenia
zbiorów i diagramów. Zatrzymajmy si/ najpierw przy tym. Co si/ tyczy zbiorów:
„Gdy rozwa)amy swobod/ metafor oraz ich ograniczenia, dostrzegamy, )e niektóre
obrazy poetyckie wzajem si/ na siebie nak#adaj, z niezawodno'ci, i dok$adno'ci,
pozwalaj,c, stwierdzi%, i) w poezji projektuj,cej s, tylko jednym i tym samym obrazem. Na
przyk$ad zg$/biaj,c psychoanaliz/ ognia, zauwa)yli'my, )e wszystkie «obrazy» ognia
wewn/trznego, ognia ukrytego, ognia tl,cego si/ pod popio$em, jednym s$owem, ognia,
którego nie wida% i który dlatego wymaga metafor, s, «obrazami» )ycia. Projektuj,cy
zwi,zek jest zatem tak pierwotny, )e obrazy )ycia – maj,c pewno'%, )e b/dzie to dla
wszystkich zrozumia$e – bez trudu przek$ada si/ na obrazy ognia i vice versa. Zniekszta$cenie
obrazów musi wi/c wyznaczy%, w sposób 'ci'le matematyczny, zbiór metafor. Gdy okre'li si/
rozmaite zbiory metafor w konkretnym utworze poetyckim, mo)na b/dzie zauwa)y%, )e
pewne metafory s, niekiedy chybione, poniewa) ich do$,czenie narusza spójno'% zbioru.
Wra)liwe ucho poetyckie reaguje oczywi'cie na to b$/dne do$,czenie metafor i nie potrzebuje
pedantycznej aparatury, do jakiej czynimy aluzj/. Metapoetyka musi jednak podj,% si/
klasyfikacji metafor i wcze'niej czy pó3niej musi przyswoi% sobie jedyn, trafn, metod/ –
okre'lanie zbiorów”
68
.

czyst, fal, stanowi, pi/kny obraz tego, co we wznios$ej duszy mo)e zrodzi% umi$owanie chwa$y” (De l`art
d`écrire, I, 2, rozdz. IV).
68
G. Bachelard, Lautréamont, op. cit., s. 54-55. Model projektuj,cy pozwala tu dostrzec nie tylko syntaktyczn,
spójno'% metafor, lecz tak)e pocz,tkow, i ko1cow, jedno'% ich tematu, ich semantyczn, ogniskow,. Wart
zreszt, uwagi jest na to dowód: wielo'% obrazów (obrazów ognia, z nimi bowiem przede wszystkim ma do
czynienia ta metaforologia) odsy$aj, do tego samego obrazu („jeden i ten sam obraz”), który je ogniskuje i który
one odzwierciedlaj,; chodzi tu jednak o ogie1 ukryty, „którego nie wida% i który dlatego wymaga metafory”.
Owo „dlatego” oznacza, )e to, czego si/ nie widzi, wymaga metafory. Wydaje si/ to oczywiste. Gdyby jednak
zachowa% tutaj t/ równowa)no'% typu analogii (ogie1 przykryty = to, co ukryte = )ycie), to oka)e si/, )e
wszystkie metafory s, równie) metaforami )ycia, które jest jakby ukrytym ogniskiem wszystkich metafor, to
znaczy metafor physis, 3ród$em i metafor, metafor. Kr,)enie sensu, które nie posun/$o nas zbytnio naprzód i
które sprowadza si/ do owej metafory tego samego, z którego cieniem ju) si/ oswoili'my. Dlatego w$a'nie
wcze'niej k$adli'my nacisk na fakt, )e kategorie )ycia, metafory oraz metafory metafory s, ze sob, powi,zane w
sposób konieczny. „A zatem umys$ ma swobod/ si/gania po metafor) metafory. Do tego w$a'nie poj/cia
doszli'my w naszej ostatniej ksi,)ce La psychanalyse du feu. Obszerny namys$ nad dzie$em Lautréamonta
podj/li'my wy$,cznie ze wzgl/du na La psychanalyse de la vie” (s. 155). Powinni'my tutaj uzna% 'cis$e wymogi
przyj/tego programu. Szcunek dla „wra)liwej duszy poetyckiej”, która „sama z siebie reaguje” na
Co za' si/ tyczy diagramów (znów przedstawienie obszaru metametaforyki za pomoc,
metafory matematycznej, a 'ci'lej – geometrycznej, tym razem przystrojonej kwiatem):
„Gdyby praca ta mia$a stanowi% podstaw/ jakiej' fizyki czy chemii marzenia, to musia$aby
wypracowa% narz/dzia obiektywnej krytyki literackiej w naj'ci'lejszym sensie s$owa.
Musia$aby wykaza%, )e metafory nie s, zwyk$ymi idealizacjami, które niczym sztuczne ognie
wzlatuj, i wybuchaj, na niebie, rozpo'cieraj,c swój brak znaczenia, lecz przeciwnie, skoro
poezja jest niejako czyst, i zwyk$, sk$adni, metafor, to metafory wzajemnie si/ przywo$uj, i
uzgadniaj, lepiej ni) wra)enia. Ka)dy poeta musi zatem umo)liwi% narysowanie diagramu,
który wskazywa$by kierunek i symetri/ jego metaforycznych wspó$rz/dnych, dok$adnie tak
samo jak wykres kwiatu utrwala kierunek i symetri/ jego kwitnienia. Nie istnieje rzeczywisty
kwiat bez tej geometrycznej zgodno'ci. Tak samo niemo)liwy jest rozkwit poezji bez pewnej
syntezy poetyckich obrazów. W twierdzeniu tym nie nale)y jednak dopatrywa% si/ zamiaru
ograniczenia wolno'ci poety, narzucenia twórczo'ci poetyckiej jakiej' logiki czy, co
sprowadza si/ do tego samego, jakiej' rzeczywisto'ci. Dopiero po fakcie, obiektywnie, po
okresie kwitnienia, s,dzimy, i) odkrywamy realizm i wewn/trzn, logik/ dzie$a poetyckiego.
Niekiedy obrazy naprawd/ ró)ne, które mo)na by uzna% za wrogie sobie, niejednolite,
rozproszone, $,cz, si/ we wspania$y obraz. Najdziwniejsze surrealistyczne mozaiki nagle
uzyskuj, ci,g$o'% (…)”
69
.
Czy tak konieczna atencja dla sk#adni, systemowej logiki wytworów metaforycznych,
„metafor metafor” (s. 215), da si/ w ogóle pogodzi% z poj/ciem metafory? Czy mo)na na niej
polega%, nie kwestionuj,c semantycznego czy wr/cz monosemicznego aspektu metafory?
Sam Bachelard interpretuje sk$adniow, zgodno'% jako wi,zk/ znacze1 lub tematów. Wielo'%
metafor podporz,dkowana jest „jednemu i temu samemu obrazowi”, którego rozszczepienie
jest jedynie projektuj,cym systemem. Gra sk$adni opanowana jest tutaj przez jedno'%,
ci,g$o'% sensu. Wcze'niej próbowali'my wykaza%, )e to podporz,dkowanie sk$adni wpisane
by$o w najbardziej sta$e cechy poj/cia metafory; gdzie indziej
70
natomiast pokazali'my, jakie
s, zasadnicze ograniczenia tego rodzaju tematyzmu.
Czy taka metaforologia, przeniesiona w obszar filozofii, nie odnajdzie w nim zawsze,
nieuchronnie, tego samego, tej samej physis, tego samego sensu (sensu bycia jako obecno'ci
albo, co sprowadza si) do tego samego, jako obecno'ci/nieobecno'ci), tego samego kr/gu,
tego samego ognia, jakim p$onie to samo 'wiat$o ukazuj,ce si//skrywaj,ce si/, tego samego
obiegu s$o1ca? Czy wówczas, gdy szuka si/ metafory, mo)na znale3% co' innego ni) powrót
do tego samego? Czyli podobie1stwo? I wówczas, gdy chce si/ okre'li% ow, dominuj,c,
metafor/ zbioru, która wa)na jest ze wzgl/du na sw, zdolno'% skupiania? Czy mo)emy
znale3% co' innego ni) metafor/ dominacji wzbogacon, o zdolno'% skrywania si/, która
pozwala na wymkni/cie si/ panowaniu: Boga lub S$o1ce?
Gdyby'my, na przyk$ad, chcieli ustali% diagram metaforyki w$a'ciwej (czy uwa)anej
za tak,) Kartezjuszowi – nawet przy za$o)eniu, concesso non dato, )e mo)na 'ci'le
wyodr/bni% ca$o'% metafor odsy$aj,cy do tej jednej jedynej sygnatury – spod warstwy
metafor z pozoru dydaktycznych (które w swej psychologicznej i empirycznej analizie opisa$
Spoerri: bluszcz i drzewo, droga, dom, miasto, maszyna, fundament czy $a1cuch) nale)a$oby
wydoby% jaki' inny uk$ad warstw, mniej jawny, lecz równie systematycznie zorganizowany,
który nie le)y jedynie pod poprzedni,, lecz si/ z ni, przeplata. Znale3liby'my w niej wosk i
pióro, odzienie i nago'%, statek, zegar, nasienie i magnes, ksi,)k/, kij itd. Odtworzy%
gramatyk/ tych metafor to ich logik/ narzuci% dyskursowi, który podaje si/ za
niemetaforyczny i który nazywamy systemem filozoficznym, sensowi poj/% i porz,dkowi

niekonsekwencje metafor, jest niemal odwieczny (od Arystotelesa po Condillaca i Hegla), tak samo zreszt, jak
niech/% do „ograniczania wolno'ci poety” albo do kr/powania „twórczo'ci poetyckiej”.
69
G. Bachelard, La psychanalyse du feu, s. 213-214.
70
La double séance II, w: La dissémination, op. cit.
racji, ale równie) schematom ci,g$o'ci i sta$o'ci, systemom najd$u)szych sekwencji, skoro ta
„sama” metafora tu i tam mo)e funkcjonowa% odmiennie. Przede wszystkim jednak
respektowa% filozoficzn, swoisto'% tej sk$adni to tak)e uzna% jej podporz,dkowanie sensowi,
znaczeniu [vouloir-dire], prawdzie filozoficznego poj/cia, znaczonemu filozofii. Do tego
w$a'nie wy)szego znaczonego onto-teologii sprowadza si/ zawsze tre'% dominuj,cej
metafory: kr,g heliotropu. Tak niew,tpliwie wa)ne u Kartezjusza metafory 'wiat$a i kr/gu w
jego systemie funkcjonuj, inaczej ni) u Platona czy Arystotelesa, u Hegla czy Husserla. Je'li
jednak usytuujemy si/ w najbardziej krytycznym i najbardziej Kartezja1skim punkcie
post/powania krytycznego, w punkcie przesadnego w,tpienia i hipotezy z$o'liwego demona,
w punkcie, w którym w,tpienie uderza nie tylko w idee o pochodzeniu zmys$owym, lecz
tak)e w idee „jasne i wyra3ne” oraz matematyczne pewniki, to jak wiadomo, oka)e si/
wówczas, )e tym, co pozwoli rozpocz,% na nowo i kontynuowa% dyskurs, jego ostatecznym
zasobem jest lumen naturale. Ani przyrodzone 'wiat$o rozumu, ani )aden ze znanych dzi/ki
niemu aksjomatów nie s, nigdy podane radykalnemu w,tpieniu. W,tpi si/ zawsze w 'wietle.
„Wszystko bowiem, co mi si/ ujawnia przez przyrodzone 'wiat$o rozumu (jak np. )e st,d, i)
w,tpi/, wynika, )e istniej/, itd.), )adn, miar, nie mo)e podlega% w,tpliwo'ciom” (Medytacje,
s. 50)
71
. Po'ród aksjomatów, które przyrodzone 'wiat$o rozumu ukazuje mi jako prawdziwe,
za ka)dym razie, na ka)dym etapie, istnieje co', co pozwala przezwyci/)y% w,tpienie i
posuwa% si/ dalej zgodnie z porz,dkiem racji, a zw$aszcza dowie'% istnienia Boga, który nie
jest zwodzicielem. („Jest za' rzecz, oczywist, dzi/ki przyrodzonemu 'wiat$u rozumu, )e
przynajmniej tyle musi by% rzeczywisto'ci w ca$kowitej przyczynie sprawczej, ile w jej
skutku” (Medytacje, s. 52); „tak )e to, i) zachowywanie ró)ni si/ od stworzenia tylko
poj/ciowo, nale)y te) do tego, co jest oczywiste dzi/ki przyrodzonemu 'wiat$u rozumu”
(Medytacje, s. 64). „Z tego dostatecznie wynika, )e nie mo)e On by% zwodzicielem, bo
oczywiste jest dzi/ki przyrodzonemu 'wiat$u rozumu, )e wszelkie oszustwo i wszlekie
zwodzenie ma 3ród$o w jakim' braku” (Medytacje, s. 68-69). Przyrodzone 'wiat$o rozumu
poprzedzaj,ce jak,kolwiek okre'lon, obecno'%, jak,kolwiek ide/ przedstawiaj,c,, stanowi
sam eter my'lenia i w$a'ciwego mu dyskursu. Jako przyrodzone ma ono swe 3ród$o w Bogu,
w Bogu, którego istnienie zosta$o podane w w,tpliwo'%, a nast/pnie udowodnione dzi)ki
niemu. „Nie mam )adnego powodu, by si/ skar)y%, )e Bóg nie da$ mi wi/kszej zdolno'ci
pojmowania czy te) doskonalszego 'wiat$a przyrodzonego, ni) mi da$” (Medytacje, s. 80).
Unikaj,c b$/dnego ko$a, które tak go zajmowa$o, Descartes wpisuje ogniwa rozumowania w
kr,g przyrodzonego 'wiat$a, które pochodzi od Boga i powraca do Boga.
Ta metaforyka wyra)a si/ niew,tpliwie w specyficznej sk$adni; jako metaforyka
przynale)y jednak do sk$adni bardziej ogólnej, do szerszego systemu, który obejmuje równie)
platonizm. A wszystko rozja'nia si/ w jego s$o1ca, w s$o1cu nieobecno'ci i obecno'ci,
o'lepiaj,cym i roz'wietlaj,cym, ol'niewaj,cym. Pod koniec Medytacji trzeciej istnienie Boga
zostaje udowodnione po raz pierwszy dzi/ki przyrodzonemu 'wiat$u rozumu, którym on sam
nas obdarzy$, sprawiaj,c wra)enie, )e znikn,$, i kaza% nam szuka% o'lepiaj,cego 3ród$a
jasno'ci: „(…) chcia$bym zatrzyma% si/ jaki' czas na kontemplacji najdoskonalszego Boga,
rozwa)y% Jego cudowne przymioty i ogl,da%, podziwia% i uwielbia% niezrównane pi/kno tego
niezmierzonego 'wiat$a, tyle, ile potrafi znie'% wzrok mojego w pewnej mierze o'lepionego
nimi umys$u” (Medytacje, s. 69).
Uwielbienie jest, oczywi'cie, rzecz, filozofa, a poniewa) przyrodzone 'wiat$o jest
przyrodzone, Descartes nie rozci,ga swej rozprawy tak szeroko jak teolog, czyli kto', kto
zadowala si/ metaforami. I komu nale)y je pozostawi%: „Autor móg$by na podstawie swej
filozofii dostatecznie wyt$umaczy% stworzenie 'wiata, wed$ug tego, co o tym mówi Genesis.
(…) owa opowie'% o stworzeniu tam zawarta jest przeno'ni,, dlatego równie) trzeba j,

71
R. Descartes, Medytacje o pierwszej filozofii, prze$. M. i K. Ajdukiewiczowie, S. !wie)awski, I. D,mbska, t. I,
Warszawa 1958, s. 50 (oznaczamy bezpo'rednio w tek'cie jako Medytacje – przyp. t$um.).
zostawi% teologom. (…) To tak)e, co si/ mówi o kataraktach otch$ani, jest przeno'ni,; i ta
metafora jest dla nas zakryta”
72
.
Obecno'% zanikaj,ca we w$asnych promieniach, ukryte 3ród$o 'wiat$a, prawdy i sensu,
zatarcie oblicza bytu – oto rezultaty upartego powrotu czego', co metafizyk/
podporz,dkowuje metaforze.
Metaforom. To s$owo pisze si/ wy$,cznie w liczbie mnogiej. Gdyby mo)liwa by$a
tylko jedna metafora, co jest skrytym marzeniem filozofii, gdyby gr/ metafor mo)na by$o
sprowadzi% do kr/gu jednej rodziny lub jednego zbioru metafor, albo do jednej „centralnej”,
„fundamentalnej”, „podstawowej” metafory, wówczas nie by$oby ju) prawdziwej metafory, a
tylko dzi/ki tej prawdziwej metaforze zapewniona by$aby czytelno'% tego, co w$a'ciwe. Otó)
to, co metaforyczne, podlega sk$adni, poniewa) zawsze wyst/puje w liczbie mnogiej, a to
umo)liwia, równie) w filozofii, pewien tekst, który nie wyczerpuje si/ w historii swego sensu
(znaczonego poj/cia czy metaforycznej tre'ci, tezy), w widzialnej lub niewidzialnej obecno'ci
jego tematu (sensu i prawdy bycia). Poniewa) jednak, z drugiej strony, to, co metaforyczne,
nie sprowadza si/ do sk$adni, przeciwnie rozsadza j,, metafora sama siebie znosi, i mo)e by%
tym, czym jest, tylko wówczas, gdy si/ zaciera, tote) stale sama siebie niszczy.
To samozniszczenie zawsze mog$o zachodzi% dwiema drogami, które s, niemal
styczne, a jednak ró)ne, powtarzaj, si/, na'laduj, i oddalaj, od siebie zgodnie z pewnymi
prawami. Pierwsza z tych dróg biegnie po linii obronnej przed rozplenieniem metaforyczno'ci
w sk$adni, co przede wszystkim grozi$oby ostateczn, utrat, sensu: jest to zluzowanie
metafory przez metafizyk/ we w$a'ciwym sensie bycia. Uogólnienie metafory mo)e oznacza%
t/ paruzj/. Metafizyka pojmuje zatem metafor/ jako co', co wstaje w horyzoncie albo we
w$asnej g$/bi i wreszcie odnajduje w niej 3ród$o swej prawdy. Obieg s$o1ca interpretowany
jest wówczas jako kr,g odbijaj,cy 'wiat$o, powrót do siebie bez zagubienia kierunku, bez
nieodwracalnej utraty. Ten powrót s$o1ca do siebie – to jego uwewn/trznienie – by$o nie
tylko znamieniem rozwa)a1 Platona, Arystotelesa, Kartezjusza itd., ani nauki logiki jako
kr/gu kr/gów, lecz tak)e, i zarazem, ka)dego metafizyka. Uchwytne zmys$ami s$o1ce, które
wstaje na Wschodzie, u schy$ku swej drogi pozwala si/ uwewn/trzni% w oku i w sercu
Zachodu. Zachód skupia w sobie, bierze na siebie i spe$nia istot/ cz$owieka „o'wieconego
przez prawdziwe 'wiat$o” (photizomenos photi alethino)
73
.

72
R. Descartes, Rozmowa z Burmanem, w: idem, Medytacje o pierszej filozofii, op. cit., t. II, s. 280-281.
73
„W przegl,dzie geograficznym wskazali'my w ogólnym zarysie bieg dziejów powszechnych. S$o1ce, 'wiat$o
'wita w krajach Wschodu. !wiat$o wyra)a jednak prosty stosunek do siebie samego: 'wiat$o, b/d,c samo w
sobie czym' ogólnym, istnieje równocze'nie jako podmiot w s$o1cu. Opisywano cz/sto scen/, kiedy 'lepiec,
który nagle odzyska$ wzrok, widzi brzask poranny, stopniowo wzmagaj,ce si/ 'wiat$o i wreszcie promienny
blask wschodz,cego s$o1ca. Pierwsze jego uczucie w tej czystej jasno'ci to ca$kowite zapomnienie o sobie i
bezwzgl/dny podziw. W miar/ jak s$o1ce wznosi si/ wy)ej, podziw ten maleje. Zaczyna on stopniowo
dostrzega% przedmioty otaczaj,ce, od nich za' nast/puje zwrot do 'wiata wewn/trznego i w ten sposób czyni si/
krok naprzód ku relacji: przedmiot – 'wiat wewn/trzny. Wówczas od bezczynnego przynaglania si/ przechodzi
cz$owiek do czynu, wieczorem ma za' ju) zbudowany gmach, który utworzy$ z blasku swego wewn/trznego
s$o1ca, a kiedy spojrzy na1 wieczorem, budzi on w nim wi/kszy szacunek ni) to poranne, zewn/trzne s$o1ce.
Teraz bowiem pozostaje on w relacji do w$asnego ducha, a to znaczy – w wolnej relacji. Je'li zatrzymamy ten
obraz w pami/ci, b/dziemy mieli obraz ca$ego pochodu dziejów powszechnych, codziennego wielkiego dzie$a
ducha.
Dzieje powszechne przesuwaj, si/ od wschodu na zachód; Europa jest niew,tpliwie ich ko1cem, Azja
ich pocz,tkiem. Dla dziejów powszechnych istnieje Wschód kat eksochen, aczkolwiek wschód sam przez si/ jest
niew,tpliwie czym' wzgl/dnym; bo chocia) ziemia ma kszta$t kuli, to jednak dzieje nie okr,)aj, jej doko$a, lecz
posiadaj, swój jednoznacznie okre'lony wschód: jest nim Azja. St,d wschodzi zewn/trzne, fizyczne s$o1ce, aby
zaj'% na zachodzie. Ale wschodzi tu te) inne s$o1ce – wewn/trzne s$o1ce samowiedzy, które roztacza
szlachetniejszy blask. Dzieje powszechne s, szko$a dyscypliny: od niepohamowanej woli w stanie natury – do
ogólno'ci i subiektywnej wolno'ci” (G. W. F. Hegel, Wyk#ady z filozofii dziejów, prze$. J. Grabowski i A.
Landman, Warszawa 1958, s. 154-155).
Dyskurs filozoficzny – jako taki – opisuje metafor/ przemieszczaj,c, si/ i
rozp$ywaj,c, mi/dzy dwoma s$o1cami. Ten kres metafory nie jest interpretowany jako 'mier%
ani jako przesuni/cie, lecz jako uwewn/trzniaj,ca anamneza (Erinnerung), skupienie sensu,
zluzowanie tego, co jest sam, metaforyczno'ci,, przez to, co jest sam, w$asno'ci,.
Nieopanowanym pragnieniem filozofii jest skupi%-zluzowa%-zinterioryzowa%-udialektyczni%-
opanowa% metaforyczny rozst/p mi/dzy 3ród$em a nim samym, wschodni, ró)nic/. W
'wiecie tego pragnienia metafora rodzi si/ na Wschodzie wówczas, gdy Wschód, zaczynaj,c
mówi%, pracowa%, pisa%, zawiesza sw, rozkosz, oddziela si/ od samego siebie i nazywa
nieobecno'ci,: niech b/dzie to, co jest. Przynajmniej taka jest opinia filozofii w jej
wypowiedziach z dziedziny geografii tropów i historii retoryki. „Poniewa) pierwszymi
powodami, które sk$oni$y cz$owieka do mówienia, by$y nami/tno'ci, pierwsze wyra)enia by$y
tropami. J/zyk figuratywny zrodzi$ si/ jako pierwszy, sens w$a'ciwy odnaleziony zosta$ jako
ostatni”. Oraz „duch j/zyków wschodnich polega na tym, )e s, „)ywe i metaforyczne”
74
.
„Nie tylko greccy filozofowie jak Platon i Arystoteles, albo wielcy historycy i mówcy
jak Tukidydes i Demostenes, ale tak)e wielcy poeci, jak Homer i Sofokles – cho% i u nich
zdarzaj, si/ porównania – u)ywaj, na ogó$ zawsze wyrazów w znaczeniu w$a'ciwym. Ich
plastyczna surowo'% i prostota nie znosi takiej mieszaniny, jak, zawiera w sobie metafora, i
nie pozwala im odchodzi% od jednolitego, jakby z jednego tworzywa odlanego, doskona$ego
materia$u po to tylko, aby tu i ówdzie zebra% par/ tzw. «kwiatków» wyrazu. Przeno'nia
bowiem powoduje zawsze przerw/ w biegu wyobra)e1 (…). Ch/tnie natomiast pos$uguj, si/
niew$a'ciwym wyra)eniem, a nawet nie mog, si/ bez niego obej'%, , kraje Wschodu, a
zw$aszcza pó3niejsza poezja mahometa1ska, nast/pnie za' poezja nowo)ytna” (Estetyka, t. I,
s. 642).
Filozofia okre'la zatem metafor/ jako tymczasowe zagubienie sensu, jako
oszcz/dno'%, która nie powoduje niepowetowanych szkód we w$asno'ci, jako nad$o)enie
drogi z pewno'ci, nieuniknione, ale zachodz,ce w historii i w horyzoncie odzyskania, po
zatoczeniu kr/gu, sensu w$a'ciwego. Dlatego ocena metafory ze strony filozofii zawsze by$a
dwuznaczna: metafora jest czym' zagra)aj,cym i obcym wobec ogl,du (zobaczenia lub
dotkni/cia), wobec poj)cia (uchwycenia lub w$a'ciwej obecno'ci znaczonego), wobec
'wiadomo'ci (blisko'ci obecno'ci dla siebie); ale metafora jest te) wspólniczk, tego, czemu
zagra)a, jest temu niezb/dna w tej mierze, w jakiej obej'cie [dé-tour] jest po-wrotem [re-
tour], którym kieruje funkcja podobie1stwa (mimesis i homoiosis) podporz,dkowana zasadzie
tego samego. Pod tym wzgl/dem przeciwstawienie mi/dzy ogl,dem, poj/ciem i
'wiadomo'ci, jest zupe$nie niestosowne. Te trzy kategorie przypisane s, porz,dkowi i
ruchowi sensu. Tak jak metafora.
Dlatego wszelka teleologia sensu, buduj,ca filozoficzne poj/cie metafory,
podporz,dkowuje je przejawianiu si/ prawdy, jej wytwarzaniu jako nagiej obecno'ci,

74
J.-J. Rousseau, Essai sur l`origine des langues, éd. Ch. Pourset, s. 45 i 41. Por. równie) E. B. de Condillac, O
pochodzeniu poznania ludzkiego, prze$. K. Bro1czyk, Kraków 1952,a zw$aszcza Logika, czyli Pierwsze zasady
sztuki my'lenia, prze$. J. Znosko, Warszawa 1952, s. 108: „Rodzenie si/ wyobra)e1 i w$adz duszy musia$o by% w
tych j/zykach (tj. w pierwiastkowych pospolitych j/zykach) widocznym, bo w nich pierwsze znaczenie wyrazu
by$o wiadome, a podobno'% wszystkie inne nadawa$a. Wtedy w nazwiskach wyobra)e1 pod zmys$y nie
podpadaj,cych znajdowano nazwiska tych wyobra)e1 zmys$owych, od których one pochodzi$y; i zamiast
uwa)ania ich za nazwiska w$a'ciwe tych wyobra)e1, uwa)ano je jako wyra)enia przeno'ne, które razem ich
3ród$o ukazywa$y. Tak np. nie pytano si/ wtedy, czy wyraz substancja znaczy co inszego, jak to, co jest pod
spodem (quodsubstat); czy wyraz rozwaga znaczy co inszego, jak wa)y%, przewa)a%, porównywa%. S$owem, ani
pomy'lano zadawa% tych pyta1, które dzisiejsi metafizycy zadaj,: bo j/zyki, wcze'nie na wszystko
odpowiadaj,c, wszczyna% ich nie dozwala$y, i jeszcze z$ej metafizyki nie by$o.
Dobra metafizyka wprzód nim j/zyki zacz/$a si/ i jej one winny to wszystko, cokolwiek maj,
najlepszego. Ale ta metafizyka by$a wówczas bardziej instynktem ni) umiej/tno'ci,. Bo natura ludzi mimo ich
wiedzy prowadzi$a; a metafizyka nie pierwej umiej/tno'ci, zosta$a, a) dopiero wtedy, kiedy przesta$a by%
dobr,”. Por. tak)e Fontanier, op. cit., s. 157.
odzyskaniu pe$nego i wolnego od sk$adni j/zyka, powo$aniu p$yn,cemu z czystego nazywania
– wolnego od zró)nicowania sk$adniowego, a w ka)dym razie od artykulacji po prostu nie
daj,cej si) nazwa$, nie podlegaj,cej zluzowaniu przez semantyk/ b,d3 dialektycznemu
uwewn/trznieniu.
Drugi sposób samozniszczenia metafory by$by $udz,co podobny do filozoficznego.
Tym razem samozniszczenie, przenikaj,c i podwajaj,c pierwszy sposób, polega$oby na
pewnym uzupe$nieniu syntaktycznego oporu, na tym wszystkim, co (na przyk$ad we
wspó$czesnym j/zykoznawstwie) uchyla opozycj/ mi/dzy semantyk, a syntaks,, a przede
wszystkim filozoficzn, hierarchi/ podporz,dkowuj,c, sk$adni/ semantyce. To
samozniszczenie mia$oby jeszcze form/ uogólnienia, tym razem jednak nie chodzi$oby ju) o
rozwini/cie i potwierdzenie jakiego' filozofemu; raczej o to, by rozci,gaj,c go
nieograniczenie, jego w$asno'% pozbawi% granic. I w rezultacie rozsadzi% uspokajaj,ce
przeciwie1stwo mi/dzy tym, co metaforyczne, i tym, co w$a'ciwe, przeciwie1stwo, w którym
oba cz$ony tylko odbijaj, si/ wzajem i odsy$aj, sobie swe promieniowanie.
Metafora zatem zawsze nosi w sobie w$asn, 'mier%. A 'mier% ta jest zarazem 'mierci,
filozofii. Ten dope$niacz ma jednak dwojakie znaczenie. B,d3 jest to 'mier% filozofii, 'mier%
pewnego gatunku nale),cego do filozofii, który siebie w niej my'li i w niej ca$o'ciuje,
rozpoznaje siebie w niej i si/ w niej spe$nia; b,d3 jest to 'mier% jakiej' filozofii, która nie
dostrzega, )e umiera, i nie odnajduje siebie w 'mierci.
Arystoteles s,dzi$, )e w homonimii – w cechach sofisty – rozpozna$ figur/ tego, co
podwaja filozofi/ i jej zagra)a: te dwa rodzaje 'mierci powtarzaj, si/ i na'laduj, wzajemnie w
heliotropie. Heliotrop Platona czy Hegla z jednej strony, heliotrop Nietzschego lub
Bataille`a
75
z drugiej – by pos$u)y% si/ tutaj metonimicznymi skrótami. Taki kwiat zawsze
nosi w sobie swoje podwojenie, bez wzgl/du na to, czy b/dzie to nasienie, czy typ,
przypadkowo'% zawarta w jego programie, czy te) konieczno'% tkwi,ca w jego diagramie.
Heliotrop zawsze mo)e siebie zluzowa%. I zawsze mo)e sta% si/ ta kwiatem zasuszonym w
ksi,)ce. Cho%by nie istnia$ w )adnym ogrodzie, zawsze istnieje kwiat zasuszony w ksi,)ce; a
)aden j/zyk – z powodu powtórzenia, w jakie bezdennie si/ zapada – nie mo)e w sobie
zredukowa% struktury antologii. 4adna ontologia nigdy nie b/dzie potrafi$a zredukowa% tego
uzupe$nienia kodu, które przenika jej pole, nieustannie przesuwa mury, gmatwa linie, otwiera
kr,g.
Chyba )e antologia b/dzie równie) litografi,. Heliotrop jest tak)e nazw, kamienia:
szlachetnego, zielonkawego, porysowanego czerwonymi )y$kami, odmiany wschodniego
jaspisu.

75
Oprócz znanych tekstów Bataille`a por. tak)e niektóre z jego Premiers écrits, w: idem, 1uvres compl2tes,
Gallimard 1970, t. 1: S#oneczny odbyt (prze$. B. Banasiak, „Tygodnik Literacki” 1991, nr 11), Mowa kwiatów
(prze$. K. Matuszewski, „Ogród” 1991, nr 3), La mutilation sacrificielle de l`oreille coupée de Van Gogh, Le bas
matérialisme et la gnose, Soleil pourri, Corps célestes itd.

Sign up to vote on this title
UsefulNot useful